<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<itemContainer xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/browse?collection=3&amp;output=omeka-xml&amp;page=17" accessDate="2026-09-29T21:01:01+00:00">
  <miscellaneousContainer>
    <pagination>
      <pageNumber>17</pageNumber>
      <perPage>50</perPage>
      <totalResults>1084</totalResults>
    </pagination>
  </miscellaneousContainer>
  <item itemId="6689" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6669">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/6b82c7bd991eccf82015f0c1066b1a5a.pdf</src>
        <authentication>4cdffbe6e883c498bde4d6d36bd3e30e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79713">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2929</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79714">
                <text>1992</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79715">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2733</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79716">
                <text>Folkloryzm nauk o kulturze ludowej / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79717">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.1, s.23-26</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79718">
                <text>Kowalski, Piotr</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79719">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79720">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79721">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79722">
                <text>Piotr Kowalski

FOLKLORYZM NAUK 0 KULTURZE LUDOWEJ*

Problem można b y ł o b y s p r o w a d z i ć d o zasadniczego pytania

c y n o w a n a s w o i m p r z e d m i o t e m p o z n a n i a , sprzyja m i t o l o g i z o w a -

0 to co i dlaczego u c z y n i o n o z f o l k l o r e m i kulturą l u d o w ą w e

n i u i często w t ó r n e m u w p r o w a d z a n i u u t o p i j n y c h w i z j i , bądź

współczesności. Tak s f o r m u ł o w a n e zadanie jest w ł a ś c i w i e nie d o

wysoko ocenianych zabytkowych tekstów do współczesnego

wykonania w j e d n y m , k r ó t k i m tekście. P o w o d y t e g o są tyleż

o b i e g u . W s p ó ł c z e ś n i badacze pisali o stałej o b e c n o ś c i mechaniz­

oczywiste, co g i g a n t y c z n i e s k o m p l i k o w a n e — z f o l k l o r e m z r o b i o ­

m u mityzacji k u l t u r y l u d o w e j w myśli n a u k o w e j . Stefan Kołacz­

no wszystko, c o się zrobić d a ł o i t o , c o b y ł o z u p e ł n i e n i e m o ż l i w e ,

k o w s k i przed laty ujął t o ładniej — „ n a s z stosunek estetyczny d o

w y k o r z y s t y w a n o g o w e w s z y s t k i c h m o ż l i w y c h sytuacjach i d o

poezji l u d o w e j "

celów rozmaitych. W latach s i e d e m d z i e s i ą t y c h , k t ó r y c h kulturą

rozmaite. Nasze d o b r e s a m o p o c z u c i e zyskuje d o d a t k o w y ar­

1

8

7

p o z w a l a n a m w p r o j e k t o w y w a ć w nią treści

masową autor z a j m o w a ł się d o k ł a d n i e streszczało się t o w haśle

g u m e n t , g d y m o ż e m y nieco p r o t e k c j o n a l n i e w m ó w i ć f o l k l o r o w i

„kultura l u d o w a — d o b r e m n a r o d u " . K ł o p o t z o d p o w i e d z i ą na

m y ś l o w e głębie. Często są o n e t y l k o naszą w ł a s n o ś c i ą .

zadane pytanie polega także i na t y m , że udzielano jej już
wielokrotnie, c o

niestety w c a l e

nie oznacza, że

8

T e r m i n „ f o l k l o r y z m " k w i t u j e p e w n e nasilające się w różnym

ostatecznie

s t o p n i u zjawiska społeczne i kulturalne. Trzeba jednak stale

Z racji t a k i c h w ł a ś n i e o g r a n i c z e ń — i l o ś c i o w y c h w y m i a r ó w

w kulturze m a s o w e j , z a r ó w n o o a n t r o p o l o g i c z n y p r o g r a m k u l ­

tematyki — bohater liryczny tekstu będzie t y l k o j e d e n — nauka,

t u r o w y c h ofert, jak i a n t r o p o l o g i ę ich o d b i o r c ó w . Są t o jednak

która p o w i n n a z a j m o w a ć się o b i e k t y w n y m o p i s e m , później zaś

s p r a w y zasadniczo

— interpretacją, zjawisk o b d a r z o n y c h m i a n e m „ k u l t u r y l u d o w e j " .

masowej mylone.

Nauka j e d n a k często m i e w a

uznać za zasadniczy obszar s w o i c h r o z w a ż a ń .

wyjaśniano s p r a w ę .

pamiętać, że są t o zjawiska

inaczej określony stosunek

do

własnego p r z e d m i o t u p o z n a n i a . I t o s t a n o w i p r o b l e m t e g o t e k s t u .

9

w i e l o r a k i e , c h o d z i , jak

różne, c h o ć często w

krytykach

Kulturę o d b i o r c ó w e t n o l o g o w i e

zawsze

kultury

proponują

10

T e r m i n „ f o l k l o r y z m " zaś ma r z e c z o w o , o b i e k t y w n i e o p i s y w a ć

ludowa

s p o ł e c z n o - k u l t u r o w ą rzeczywistość; p o s ł u g u j ą c się n i m trzeba

Książka jest starannie p r z y g o t o w a n a , z e l e g a n c k i m i

w c i ą ż w i d z i e ć o w ą c o najmniej d w u a s p e k t o w o ś ć : oferta komer­

komentarzami i k o l o r o w y m i f o t o g r a f i a m i . Jest w ś r ó d n i c h zdjęcie

cyjna — czy w polskiej sytuacji — decyzje p o l i t y k i kulturalnej,

W roku 1 9 8 8 A r k a d y o p u b l i k o w a ł y a l b u m Sztuka
2

w Polsce .

są

oraz społeczna p r a w d a — r y n k o w e z a p o t r z e b o w a n i a k o n s u m e n ­

l u d o w o , c h o ć niektóre e l e m e n t y stroju są bardzo w s p ó ł c z e s n e .

t ó w . R y z y k o w n e jest zawsze b u d o w a n i e u o g ó l n i e ń na temat

Podpis przynosi i n f o r m a c j ę „ O k o l i c e Ł o w i c z a . Ok. 1 9 7 5

przedstawiające

„Kobietę

z dzieckiem".

Postacie

ubrane

r."

o d b i o r c ó w , (zakres z a i n t e r e s o w a ń a n t r o p o l o g ó w , e t n o l o g ó w ) ,

Wszystko się niby zgadza, ale t o w s p ó ł c z e s n e zdjęcie, z dzisiej­

w y ł ą c z n i e na p o d s t a w i e t o w a r ó w o f e r o w a n y c h im przez rynek

szymi l u d ź m i i o d l e g ł y m i t ł a m i , zawiera w sobie p e w i e n w y o b ­

czy p r o p a g a n d ę .

11

rażeniowy p r z y m u s , p o d p i s g o jeszcze w z m a c n i a . Pisała o t y m

Dyskusja o f o l k l o r y z m i e w y b u c h ł a u s c h y ł k u lat sześćdziesią­

Susan S o n t a g : „ F o t o g r a f i a w z m a c n i a n o m i n a l i s t y c z n y p o g l ą d na

t y c h i t r w a ł a przez całe lata siedemdziesiąte. W k s z t a ł t o w a n i u

rzeczywistość społeczną t r a k t o w a n ą tak, j a k b y składała się z m a ­

m o d e l u p o l i t y k i kuluralnej t o okres szczególny. Programy k u l ­

łych j e d n o s t e k w y s t ę p u j ą c y c h w nieskończenie w i e l k i e j liczbie

turalne z a r ó w n o a k c e n t o w a ł y „ u p o w s z e c h n i e n i e " , „ d e m o k r a t y ­

— jako, że n i e s k o ń c z o n a jest liczba zdjęć c z e g o k o l w i e k . Poprzez

zację k u l t u r y " , jej „ o ś w i a t o w o ś ć " , jak i skłaniały d o „ r a d o s n y c h " ,

fotografie ś w i a t staje się c i ą g i e m n i e z w i ą z a n y c h ze sobą s w o b o d ­

k o n s u m p c y j n y c h p o s t a w . Społeczne skutki t e g o b y w a ł y jednak

nych cząstek, a historia i w s p ó ł c z e s n o ś ć — s k u p i s k a m i a n e g d o t e k

dość d w u z n a c z n e , c o pokazują badania nad ś w i ę t o w a n i e m po

1 fait

polsku.

3

divers."

N o m i n a l i s t y c z n a sugestia zawiera w s o b i e p u ł a p k ę

hipo-

stazowania t e g o , c o na f o t o g r a f i i się znajduje. T e r m i n y n a u k o w e ,
które stają się p u b l i c y s t y c z n ą w ł a s n o ś c i ą , przez s w o j e t e m a t y

12

Obraz „ w s i s p o k o j n e j , w s i w e s o ł e j " i c e p e l i o w s k o

k o l o r o w e j , b y ł w t y m w y p a d k u p r o p a g a n d o w o n i e z w y k l e poży­
teczny.
S p o r y w o k ó ł „ f o l k l o r y z m u " u s i ł o w a ł y u c h w y c i ć istotę k u l ­
t u r o w y c h zjawisk. Stale u p o m i n a n o się o w i d z e n i e

mogą p o w t a r z a ć sugestie takie same.
Artykuł chce więc powiedzieć o jednej z m o ż l i w y c h , zapewne

między f o l k l o r e m a f o l k l o r y z m e m .

różnicy

13

nieprzyjemnej dla p r o f e s j o n a l i s t ó w o d k u l t u r y l u d o w e j , s p r a w i e .

W c a l e j e d n a k nie oznacza t o , że udało się ostatecznie uniknąć

Otóż za perypetie z f o l k l o r y z m e m , za tracący na o p e r a t y w n o ś c i

pułapek interpretacji i s p o ł e c z n y c h użyć i nadużyć n a u k o w y c h

termin i p e w n ą k u l t u r o w ą rzeczywistość, za użycia i nadużycia

k o n c e p c j i . Rzecz nie t y l k o w przecenianiu znaczenia niektórych

w p o s ł u g i w a n i u się l u d o w y m i r e k w i z y t a m i i l u d o w o ś c i ą j a k o

instytucji k u l t u r a l n y c h dla p o d t r z y m a n i a „ a u t e n t y c z n y c h " trady­

p e w n y m m o d e l e m , zapisem hierarchii w a r t o ś c i , w s p ó ł o d p o w i e ­

cji. Problem leży w t y m , że ó w r e a n i m o w a n y „ a u t e n t y z m " także

dzialni są n a u k o w c y , którzy f o l k l o r e m się z a j m u j ą . Źródła t e g o są

zawsze jest w y ł ą c z n i e „ f o l k l o r y z m e m " , jeżeli t y l k o towarzyszą m u

różne: brak precyzji w określeniu p r z e d m i o t u p o z n a n i a , s a m o

gesty „przebierania s i ę " , w y k o n y w a n i a o d t w a r z a n e j roli. Parado­

1

s k o m p l i k o w a n i e materii n a u k o w y c h penetracji. Jest też rzecz

ksalnie w i ę c f o l k l o r y ś c i m o g l i przyczyniać się d o utwierdzania

najważniejsza — t r u d n o ś ć rezygnacji z rozmaitości ról, jakie

z m i t y z o w a n y c h przekonań o „ a u t e n t y c z n o ś c i " , f o l k l o r y s t y c z n o -

humaniście p r z y c h o d z i pełnić w s p o ł e c z e ń s t w i e : bycia n a u k o ­

ści zjawisk, które były p r z e d m i o t e m ich n a u k o w y c h

w c e m , p o p u l a r y z a t o r e m , moralistą, działaczem, c o d o p r o w a d z a

e s o w a ń . Niektóre takie zjawiska w c i ą ż f u n k c j o n u j ą w s p ó ł c z e ś ­

zainter­

Skutki

nie, ale nie oznacza t o w c a l e , że są t y m s a m y m , czym były

wizji

w k u l t u r a c h d a w n y c h . N a u k o w i k o n s u l t a n c i STL i Cepelii speł­

kultury l u d o w e j , poprzez p r o g r a m a t o r s k i e intencje o r g a n i z a t o r ó w

niają n i e w ą t p l i w i e w a ż n e spłecznie f u n k c j e , ale utrwalają także

do mieszania r ó ż n y c h zjawisk i p o s t a w w o b e c
b y w a j ą różne: o d t w o r z e n i a

nich.

literacko-humanistycznych

m i m o c h o d e m m n i e m a n i a o istnieniu rzeczywistości, która zamar­

k o n k u r s ó w aż d o s p o ł e c z n o - p o l i t y c z n y c h z a s t o s o w a ń .
5

Folkloryzm j a k o p o s t a w a s w o b o d n i e z a d o m o w i ł się w nauce,
która zajmuje się b a d a n i e m k u l t u r y l u d o w e j . Działalność n a u k o ­
w a także b y w a f o l k l o r y z m e m , w t e d y kiedy nauka —

zafas-

ła w m u z e a l n y c h salach.
Przed dalszymi rozważaniami należy p o c z y n i ć istotne za­
strzeżenie. Pisząc o f o l k l o r y s t y c e m a m na myśli jej społeczne
znaczenie, sensy p r z y p i s y w a n e n a u k o w y m u s t a l e n i o m w p o t o c z ­

* A r t y k u ł jest wersją referatu w y g ł o s z o n e g o na sesji pt. Folklor
i folkloryzm na Pomorzu Zachodnim
dawniej i dziś z o r g a n i z o w a ­
nej w 1 9 8 9 roku w Szczecinie przez W o j c i e c h a Łysiaka.

n y m , o b i e g o w y m odbiorze. Przykłady przytaczane nie są w i ę c
pretensjami p o d adresem badaczy, e d y t o r ó w , p o p u l a r y z a t o r ó w .
Służą one w y ł ą c z n i e d o t e g o , by pokazać, że nałożenie się na

23

�siebie p e w n y c h n i e d o s t a t k ó w w p r e c y z y j n y m ustaleniu w s p ó ł ­

założenia myślenia „ s k a n s e n o w e g o " , n o b i l i t u j ą c e g o p o s z c z e g ó l ­

czesnego p r z e d m i o t u etnografii i f o l k l o r y s t y k i , zadań p o p u l a r y z a ­

ne, cenne okazy w m u z e u m sztuki l u d o w e j .

t o r s k i c h , muzealniczych i d o k u m e n t a c y j n y c h oraz działanie k u l ­

Warte o d n o t o w a n i a w t y m kontekście są trzy s p r a w y :

tury m a s o w e j i aprobata ze s t r o n y k o n s u m e n t ó w — w s p ó ł k o n s -

a. Na naszym r y n k u w y d a w n i c z y m rzadko t y l k o p o j a w i a j ą się

t y t u u j ą s k o m p l i k o w a n y obraz w s p ó ł c z e s n e g o f o l k l o r y z m u . N a u ­

scjentystyczne o p r a c o w a n i a o charakterze f o l k l o r y s t y c z n o - d i a l e -

k o w c y usiłując u w o l n i ć w ł a s n e prace o d t e g o rodzaju niebez­

k t o l o g i c z n y m . Przykładem w y d a n a przez Instytut Śląski w O p o l u

pieczeństw, sami pogłębiają społeczną m i t o l o g i z a c j ę w ł a s n e g o

i o p r a c o w a n a przez S t a n i s ł a w a S m i e ł o w s k i e g o a n t o l o g i a

Klek-

przedmiotu poznania. Folkloryści p r o d u k u j ą f o l k l o r t r a d y c y j n y ;

limanki.

Opo­

może inaczej — przyczyniają się d o h i p o s t a z o w a n i a historycz­

wieści ludowe

Zawiera ona zapisane z d i a l e k t o l o g i c z n ą precyzją
ze Śląska Opolskiego

Z a s t o s o w a n a notacja jest

postacie

tak d o k ł a d n a , że staje się barierą nie d o przebycia dla n i e p r o f e s ­

h u m a n i s t y c z n y c h działań n a u k o w y c h m o g ą się w s p o ł e c z n y m

j o n a l n e g o czytelnika. T o o c z y w i ś c i e d y l e m a t e d y t o r s k i , decyzja

odbiorze na siebie nakładać. „ P o p u l a r y z a c j a n a u k i " a l b o raczej

0 kształcie j ę z y k o w y m oznacza f i n a n s o w ą klęskę, a dla c z y t e l n i k a ,

nych w y o b r a ż e ń o n i m w e w s p ó ł c z e s n o ś c i . Różne

„ n a u k a na użytek m a s o w y " w latach siedemdziesiątych

wy­

twarzały także „ a u t o r e f l e k s j ę " k u l t u r y m a s o w e j " , której f o l k loryzm był istotną częścią.

Nauki

badające

kulturę

ludową

z n a j d o w a ł y się w i ę c zawsze w t a k i m „ a g r e s y w n y m " kontekście.

który książki nie przeczyta, lecz t y l k o zobaczy — t o m a g i c z n e
w r a ż e n i e czegoś nieskończenie e g z o t y c z n e g o .
b. A n t o l o g i e , które c h c ą być

19

przekrojami

historycznymi,

należą d o p o m y s ł ó w e d y t o r s k i c h najczęściej p o d e j m o w a n y c h .

Niebezpieczeństwa b y ł y szczególne, g d y teksty były a d r e s o w a n e

Ich kształt w i ą ż e się z d a w n y m i

d o szerokiego a u d y t o r i u m .

— p r e z e n t o w a n i a najcelniejszych p r z y k ł a d ó w o k r e ś l o n y c h f o r m

tradycjami

wydawniczymi

W p o t o c z n y m r o z u m i e n i u u s a n k c j o n o w a n y m przez p o p u l a r n e

działalności literackiej w p e r s p e k t y w i e historycznej. Dla p o t r z e b

leksykony, f o l k l o r t o „ l u d o w a t w ó r c z o ś ć artystyczna o b e j m u j ą c a

e d u k a c y j n o - m u z e a l n y c h t e g o rodzaju zabiegi p o r z ą d k u j ą c e są

literaturę (baśnie, p o d a n i a , p r z y s ł o w i a ) , m u z y k ę (pieśni i t a ń c e ) ,

n i e w ą t p l i w i e n i e z w y k l e przydatne i pouczające. A n t o l o g i a staje

W a r t o zobaczyć, jak p o t o c z n y o d b i o r c a ,

się prezentacją d z i e j ó w g a t u n k u , f o r m y , t e m a t u itd., i r ó w n o c z e ś ­

czytający a d r e s o w a n e d o n i e g o teksty badaczy k u l t u r y l u d o w e j ,

nie jest skarbczykiem najlepszych d o k o n a ń . P o p r a w n o ś ć l o g i c z ­

sztukę zdobniczą i t p . "

1 5

nabiera przekonania o w s p ó ł c z e s n o ś c i tak p o j m o w a n e g o f o l k ­

na t a k i e g o założenia jest poza dyskusją. J e d n a k dla c z y t e l n i k a ,

loru.

który w muzeach b y w a nieczęsto, kryje się w t y m niejaka p u ł a p k a .
O t o n p . J a n i n a H a j d u k - N i j a k o w s k a o p u b l i k o w a ł a a n t o l o g i ę Nie

1. Konkursy f o l k l o r y s t y c z n e i nieoficjalność.
Troską nie t y l k o r e g i o n a l n y c h działaczy k u l t u r a l n y c h

jest

wszystko

20

bajka .

O d b i o r c y o b y t e m u z tekstami f o l k l o r y s t y c z n y m i

„ r o z w i j a n i e f o l k l o r u " . Intencje takie są tyleż szlachetne, c o oparte

dostarcza ona materiału d o przemyśleń na temat l u d o w e g o , ale

na zasadniczym n i e p o r o z u m i e n i u . Jeżeli „ k u l t y w o w a n i e

folk­

także i p o t o c z n e g o , myślenia o historii, o s p o s o b a c h postrzegania

l o r u " przybiera kształt e s t r a d o w y c h p o p i s ó w a r t y s t ó w w y s t ę p u ­

d z i e j ó w , zasadach selekcji f a k t ó w h i s t o r y c z n y c h w folklorze i ich

p a c h n ą c y c h naftaliną k o s t i u m a c h , t o z p e w n o ś c i ą

p r z y s w o j e n i a w narracjach e p i c k i c h . Lektura może j e d n a k być

w intencjach działaczy miesza się społeczne p o s ł a n n i c t w o z b a ł a ­

także inna ( w y s o k o ś ć n a k ł a d u w s k a z u j e także i na n i e p r o f e s ­

jących w

mutnym nazewnictwem.

j o n a l n e g o c z y t e l n i k a ) — o d b i o r c a w ł ó c z ą c się p o m u z e a l n y c h

16

Oto po zakończeniu w i d o w i s k o w o - k o n k u r s o w e j
Ogólnopolskiego

przeglądu

gawędziarzy

części //

salach, g d y l e n i w i e nie będzie m u się c h c i a ł o szukać b i b l i o ­

w

g r a f i c z n y c h i n d e k s ó w , może p o g u b i ć się w ś r ó d z a p i s ó w z róż­

regionalnych

Byto­

miu ( 1 9 7 6 ) o d b y ł o się t r a d y c y j n e , kameralne s p o t k a n i e uczest­

n y c h epok. T y c h d a w n y c h i t y c h dzisiejszych. W książce z n a j d u j ą

n i k ó w , o r g a n i z a t o r ó w , j u r o r ó w i stałych b y w a l c ó w , t y m razem już

się o n e wszakże o b o k siebie.

w

nieoficjalnej, biesiadnej sytuacji. W e d ł u g

Smolińskiej

17

zapisów

Teresy

zarówno timbre opowieści wtedy wygłaszanych,

c. W i e l e edycji zawiera rzeczywiście celne, b ł y s k o t l i w e teksty
1 t o zapisane przez zbieraczy w s p ó ł c z e ś n i e . Dla

jak i o g ó l n i e j — cały repertuar, z m i e n i ł y się zasadniczo. Prezenta­

o d b i o r c y kryją się w t y m niebezpieczne p u ł a p k i :

cja t e k s t ó w toczyła się i n n y m t e m p e m , narratorzy nie musieli

t e k s t ó w . Stoi

oset
21

nade

drogą

popularnego
preselekcja

zawiera „ p i e ś n i , p r z y ś p i e w k i ,

wszakże liczyć się z „ f o l k l o r y s t y c z n y m i " o c z e k i w a n i a m i o b e c ­

porzekadła".

n y c h w c i ą ż na sali o r g a n i z a t o r ó w i ich scenariuszami, które

0 s a m y m zbieraniu, s w o j e j fascynacji

w y m u s z a ł y t e m a t y c z n e i r e g u l a m i n o w e ograniczenie

w ż y w y m o b i e g u . A n i s ł o w a nie w s p o m i n a o zasadach selekcji.

(temat,

W e w s t ę p i e , autor, W ł a d y s ł a w S o b c z y k , pisze
materiałem

słyszanym

biesiady,

1 teraz czytelnik o t r z y m u j e zbiór p o c h o d z ą c y c h z o k r e ś l o n e g o

s w o i s t e j , autentycznej f o l k l o r o t w ó r c z e j s y t u a c j i , określały potrze­

obszaru t e k s t ó w . Są o n e rzeczywiście dużej urody, b y w a j ą także

forma, czas w y k o n a n i a , g a t u n e k i t d . ) . Kształt całej

by ludyczne, ale także i integracyjne stałej, w w i ę k s z o ś c i w y p a d ­

i śmiałe, b o , jak w y j a ś n i a autor, zależało m u na ich a u t e n t y c z n o ­

ków, grupy b y w a l c ó w gawędziarskich

ści, nie m ó g ł w i ę c z r e z y g n o w a ć z t y c h t e k s t ó w , które b y w a ł y

przeglądów.

Biesiada

w tym zamkniętym środowisku pozwalała rezygnować z w y m u ­

o b s c e n i c z n e i z n i e p r z y z w o i t y m i w y r a z a m i i t d . M o ż e się w i ę c

s z o n y c h przez estradę z a c h o w a ń ( t z n . d b a ł o ś ć o s t r ó j - k o s t i u m ,

c z y t e l n i k o w i w y d a w a ć , że o t r z y m u j e nieretuszowany, a u t e n t y c z ­

cenzuralność, r e k w i z y t y i t p . ) , które o c e n i a n e są przez z a w o d o ­

ny zbiorek b ę d ą c y c h w ż y w y m o b i e g u o p o w i e ś c i f o l k l o r y s t y c z ­

w y c h o r g a n i z a t o r ó w k o n k u r s ó w ( k r y t e r i u m z g o d n o ś c i z tradycją

n y c h . Obraz jest j e d n a k n i e p r a w d z i w y — poza z a m i e s z c z o n y m i

l u d o w ą jest stale u z n a w a n e za p o d s t a w o w e l ) . J uż p o przeglądzie

tekstami p o z o s t a ł o jeszcze w i e l e t a k i c h , których nie w y d r u k o w a ­

i często bez n i e w y g o d n y c h s t r o j ó w , o p o w i a d a się inne teksty, np.

n o . O s o b i s t y g u s t i autorskie w y o b r a ż e n i e o w a r t o ś c i a c h k u l t u r y

0 charakterze o b s c e n i c z n y m , z m o t y w a m i s k a t o l o g i c z n y m i , ero­

l u d o w e j p o d y k t o w a ł y zasady w y b o r u . Oryginalność, w a r t o ś c i

t y c z n y m i , teksty polityczne... A przecież nieco w c z e ś n i e j , w e d ł u g

estetyczne, t r a d y c y j n o ś ć — t o t y l k o niektóre kryteria, n i e w ą t p ­

w y o b r a ż e ń działaczy, kształtuje się w y m a g a n i a p o d

adresem

liwie

niezbędne, tyle że nie u j a w n i o n e . W e

współczesnym

gawędziarzy, ci zaś — o d g a d u j ą c system p r e m i o w a n i a , d o p a s o ­

repertuarze znajdują się jednak także teksty

wują swój

słabe, w t ó r n e , w z i ę t e z kultury m a s o w e j , w u l g a r n e . . .

reprertuar k o n k u r s o w y

do jury. A

zgromadzona

nieautentyczne,
Dopiero

p u b l i c z n o ś ć słucha i o g l ą d a , i w y p r o w a d z a ć ma w n i o s k i na temat

razem t w o r z ą o n e panoramę kultury, której zapisem ma

w c i ą ż ż y w e g o — b o t o przecież w i d a ć — f o l k l o r u . „ W i e ś tańczy

zbiorek-antologia.

1 śpiewa".

3. E d y t o r s t w o : w stronę stylizacji.
„ C z ę s t o na prośbę w y c i e c z k o w i c z ó w u z u p e ł n i a ł e m

2. E d y t o r s t w o : w stronę skansenu.

być

swoje

Potrzeby p u b l i k o w a n i a t e k s t ó w f o l k l o r u d o k u m e n t u j ą szcze­

informacje ( p r z e w o d n i k a ) o p o w i a d a n i e m legend i g a d e k l u d o ­

gólnie wyraźnie kłopoty z przedstawianiem tradycyjnego folkloru

w y c h p o kaszubsku. Przypominałem sobie o p o w i e ś c i zasłyszane

jako w s p ó ł c z e s n e j realności społecznej. W y d a w a n e zbiory f o l k ­

w d z i e c i ń s t w i e , i sam w y m y ś l a ł e m n o w e . D w a d o ś ć

lorystyczne z i n t e n c j a m i n a u k o w y m i , p o p u l a r y z a t o r s k i m i bądź

w y s t ą p i e n i a w telewizji, a także w y k o r z y s t a n i e m o i c h o p o w i a d a ń

udane

od

w a u d y c j a c h r a d i o w y c h zachęciło m n i e d o bliższego zajęcia się

rzeczywistości obrazu k u l t u r y w i e j s k i e j . W y d a j e się, że o s o b l i w i e

s p r a w a m i r e g i o n u i nawiązania ścisłych k o n t a k t ó w ze ś r o d o w i s ­

istotne w

kiem działaczy r e g i o n a l n y c h . "

d o k u m e n t a c y j n y m i , m o g ą służyć k s z t a ł t o w a n i u dalekiego
tym

konstruowaniu

i sprzyjaniu

utwierdzania

się

w s p o ł e c z n y m o b i e g u m n i e m a n i a o kształtach k u l t u r y l u d o w e j , są

24

22

W y p o w i e d ź autora g a w ę d o p u b l i k o w a n y c h przez L S W j e s t

�bardzo charakterystyczna. U j a w n i a m o t y w a c j e pisania — p o p u ­

n y c h z i n n y m i historycznie systemami kultury. M ó w i ą c w istocie

laryzacja, u a t r a k c y j n i e n i e pracy p r z e w o d n i k a , „ k u l t y w o w a n i e "

0 przeszłości, pragnie jej szukać w e w s p ó ł c z e s n o ś c i . W n i o s k i

tradycji. P o s t a w a jest z u p e ł n i e zrozumiała: o t o pisarz

z n a u k o w y c h o p i s ó w mają b y ć praktyczne — aby

mówi

uchronić

0 własnej potrzebie pisania. J e d n o c z e ś n i e p o j a w i a się także i inna

kulturę l u d o w ą

przed niszczącym u p ł y w e m czasu, trzeba ją

sugestia — t r z e b a w z m o c n i ć a u t o r y t e t w ł a s n e g o przekazu: kryje

z m u m i f i k o w a ć w skansenie. J e d n a z autorek dylematy te, p r a w i e

się za n i m nie t y l k o t a l e n t a u t o r a , ale także w i e l o w i e k o w a tradycja

s y m b o l i c z n e , zamknęła w t y t u l e s w o j e g o szkicu

1 ustny przekaz. G a w ę d y są w i ę c p o d p i s a n e , a w i ę c — autorskie,

stan

r ó w n o c z e ś n i e j e d n a k są d o w a r t o ś c i o w a n e przez

tradycyjny

kultury

w

środowisku

Współczesny

wielkoprzemysłowym

29

przywołanie

( . . . ) . J e d n o z n i e b e z p i e c z e ń s t w , na jakie etnografia jest narażo­

m o d e l u i u t r w a l o n y c h w społecznej ś w i a d o m o ś c i w a r t o ś c i k u l ­

na w s w o i c h s z l a c h e t n y c h i n t e n c j a c h , polega na nakładaniu się

tury l u d o w e j . W efekcie z b i o r k i są t w o r a m i h y b r y d y c z n y m i : są

s p o ł e c z n y c h r ó l , n a u k o w c a , który opisuje, t ł u m a c z y i interpretuje

zarazem a u t o r s k i e i p o d m i o t o w e , jak r ó w n i e ż l u d o w e i k o l e k t y w ­

fakty i działacza-społecznika, który chce w p ł y w a ć na kształty

ne. W istocie f o l k l o r y s t y c z n y m i być przestają — nie są wszakże

społecznej i k u l t u r o w e j rzeczywistości.

zapisem a u t e n t y c z n y c h , a n o n i m o w y c h działań t e k s t o t w ó r c z y c h ,

Popularyzatorskie, e t n o g r a f i c z n e opisy w czytelniczych k o n ­

lecz s t a n o w i ą efekt ś w i a d o m y c h działań, w y b o r u o d p o w i e d n i e j

s e k w e n c j a c h zabarwiają się w a r t o ś c i u j ą c o i nostalgicznie. O t o

f o r m y , p o d d a n i a j ę z y k a - g w a r y uczytelniającej o b r ó b c e , selekcji

o p o w i a d a j ą c o t y m , z c z y m „ s t y k a się na c o d z i e ń " turysta

t e m a t ó w , a często n a w e t — przeniesienia w ą t k ó w z i n n y c h ,

p r z y b y w a j ą c y na Śląsk, e t n o g r a f i n f o r m u j e o w y g l ą d z i e , a w i ę c

w c z e ś n i e j z n a n y c h przez pisarza a n t o l o g i i . W s z y s t k o t o c z y n i o n e
2 3

jest z pełną „ ś w i a d o m o ś c i ą f o r m y " , o s o b l i w i e stylizatorskiego

1 życiu w s i . Lakoniecznie stwierdza:
„ W e w s p ó ł c z e s n y m b u d o w n i c t w i e w i e j s k i m , o b o k cegły, mają

d y s t a n s u d o w ł a s n e j działalności artystycznej i w y k o r z y s t y w ­

z a s t o s o w a n i a r ó w n i e ż i inne materiały, n p . ' p u s t a k i ' . " Obraz

anego t w o r z y w a .

współczesności

4, E d y t o r s t w o : w stronę repertuaru p o t o c z n e g o .

zwięzła, o w y g l ą d z i e całego w i e j s k i e g o obejścia: „ C a ł o ś ć obejś­

dopełnia

informacja, jak

poprzednio

bardzo

M o ż n a p r o b l e m y edytorskie p o t r a k t o w a ć bardziej n o w o c z e ś ­

cia otacza o g r o d z e n i e — d a w n i e j w y p l a t a n e ze ś w i e r k o w y c h ,

nie: a n t o l o g i e d o w c i p ó w śląskich, które zaczęły się u k a z y w a ć

s o s n o w y c h l u b j o d ł o w y c h gałęzi, później w y k o n y w a n e z c i e n ­

w opracowaniu Doroty Simonides, początkowo były p o w o d e m

k i c h żerdzi, a o b e c n i e zastąpione m e t a l o w y m i s i a t k a m i . "

3 0

r o z l i c z n y c h a t a k ó w ze s t r o n y f o l k l o r y s t ó w . Nie rozumiejąc z a i n ­

Dla k u l t y w o w a n i a tradycji z a p e w n e b y ł o b y lepiej, żeby o g r o ­

t e r e s o w a n i a w s p ó ł c z e s n ą rzeczywistością f o l k l o r y s t y c z n ą zarzu­

dzenia były z gałęzi. A l e jeżeli się już t a k i c h nie r o b i , t o należy nie

cano i m , że lekceważą s p r a w ę g e n e a l o g i i p u b l i k o w a n y c h teks­

t y l k o fakt t e n s k o n s t a t o w a ć , ale także i w y p r o w a d z i ć z niego

t ó w , że zamieszczono w n i c h a n e g d o t y nie t y l k o o l u d o w y m

w n i o s k i . N a w e t n o w e , s t a n d a r d o w e b u d o w n i c t w o , c h o ć b y na­

p o c h o d z e n i u , często zaczerpnięte ze ś r o d k ó w m a s o w e g o przeka­

wet

zu, dalej — że narratorami b y w a l i ludzie z r ó ż n y c h , a w i ę c nie

„ p r o d u k u j e " także s t o s o w a n e n o r m y k u l t u r o w e : oswajania prze­

zawsze l u d o w y c h ś r o d o w i s k .

24

Sama autorka w r a c a ł a p a r o k r o t ­

nie d o uzasadnienia tej s p o ł e c z n o - k u l t u r o w e j r ó ż n o r o d n o ś c i .

25

T y l k o p o m o c n i c z o i n t e r e s o w a ł o ją p y t a n i e o p o c h o d z e n i e t e k s ­
ż y w y m , autentycznie w y k o n y w a n y m

repertuarze.

Dopiero

upodobaniami

badacza,

strzeni, s t a n d a r d ó w e s t e t y c z n y c h , określa r ó w n i e ż kształty roz­
m a i t y c h interakcji. P r z e k o n y w u j ą c o opisują t o o d lat badacze
w „ J o u r n a l of Popular C u l t u r e . "

t ó w , s p r a w ą najważniejszą miał b y ć fakt w y s t ę p o w a n i a a n e g d o t
w

nie g o d z i ł o się z e s t e t y c z n y m i

3 1

N a u k o w e i p u b l i c y s t y c z n e użycia t e r m i n u „ f o l k l o r y z m " o d ­
syłają zawsze d o całej w i ą z k i pojęć z w i ą z a n y c h z „ l u d o w o ś c i ą " ,

umieszczenie k o n k r e t n e j a n e g d o t y w ś r ó d i n n y c h , w y k o n y w a ­

„ludem".

nych w

pozwala

społecznej a k t y w n o ś c i i t u muszą się u j a w n i a ć obnażając maleją­

w y ś l e d z i ć realne, a k t u a l n e znaczenia p o s z c z e g ó l n y c h t e k s t ó w .

cą o p e r a t y w n o ś ć przez n a u k ę w y m y ś l o n e g o , o b i e k t y w i z u j ą c e g o

Rekonstrukcja ś w i a t o p o g l ą d u „ n o s i c i e l i f o l k l o r u " staje się t y m

w intencji pojęcia.

d a n y m m o m e n c i e , ś r o d o w i s k u , kontekście,

s a m y m o p i s a n i e m stanu dzisiejszego ich m e n t a l n o ś c i . Jest t o

P o w i k ł a n e relacje n a u k i , p u b l i c y s t y k i ,

propagandy,

T e r m i n e m bardzo t u b l i s k i m jest „ r e g i o n a l i z m " . „ F o l k l o r y z m

r ó w n o z n a c z n e z p o s t u l a t e m zbliżania się d o p o s z u k i w a ń raczej

—

sytuacji f o l k l o r o t w ó r c z e j niż upieranie się przy s o c j o l o g i c z n y c h

m a s o w e j , jej stylem l u d y c z n y m , stylem n a w e t p o ż ą d a n y m . N a t o ­

i n d e k s a c h . D o w c i p y lokują się blisko „ ś w i a d o m o ś c i

miast r e g i o n a l i z m p i ś m i e n n i c t w a jest w dalszym ciągu rezultatem

nej".

2 6

potocz­

O d c z y t a n i e t e k s t ó w w tej p e r s p e k t y w i e pokazuje o g r o m n e

przesunięcia f u n k c j o n a l n e — o t o d a w n e o p o w i e ś c i w i e r z e n i o w e ,
w e w s p ó ł c z e s n y m przekazie stać się m o g ą nagle materią o p o w i e ­
ści h u m o r y s t y c z n y c h .

27

„ C e l e m p u b l i k a c j i — piszą a u t o r z y w e w s t ę p i e d o
kultury

S u l i m a — jest dla m n i e

nie tyle różnic, ile w y n i k i e m —

przejawem

użyjmy t u

kultury

wartościującego

określenia — n i e r ó w n o ś c i w d o b i e r ó w n y c h s z a n s . "

3 2

Folkloryzm z g o d n i e z p r z y j m o w a n y m i d e f i n i c j a m i , jest z w i ą ­
zany z I u k ł a d e m k u l t u r y w e d ł u g t e r m i n o l o g i i A n t o n i n y K ł o s k o w -

5. Radość i m e l a n c h o l i a s k a n s e n ó w , czyli p u ł a p k i e t n o g r a f i i .
ludowej

pisze R o c h

na Śląsku i w Częstochowskiem

skiej.

33

M a w i ę c apetyt i m o ż l i w o ś c i p o c h ł a n i a n i a r e g i o n a l n y c h

Zabytków

o d r ę b n o ś c i . Ś r o d o w i s k o w e ograniczenia r e g i o n a l i z m u , o k t ó r y c h

— było przed­

pisze R o c h S u l i m a , nie w y c z e r p u j ą charakterystyki p r o b l e m u .

s t a w i e n i e w f o r m i e p o p u l a r n e j m o ż l i w i e p e ł n e g o obrazu t r a d y c y j ­

K ł o p o t polega na t y m , że w e w s p ó ł c z e s n e j historii p u l s o w a n i e

nej k u l t u r y (...)". Nieco dalej d o p o w i e d z i a n e zostają jeszcze

p o w s t a w a n i a i zamierania r u c h ó w r e g i o n a l n y c h , nie było t y l k o

u w a g i na t e m a t m o t y w a c j i p o d j ę c i a o p r a c o w a n i a : „ S t a r a n o się

kwestią potrzeb l o k a l n y c h s p o ł e c z n o ś c i . D e c y d o w a ł y

w o m a w i a n e j gałęzi w i e d z y u w y p u k l i ć najistotniejsze p r o b l e m y ,

raczej d o m i n u j ą c e t e n d e n c j e p o l i t y k i kulturalnej i s p o ł e c z n e j .

s z c z e g ó l n i e t e , z którymi żyjący, czy p r z y b y w a j ą c y na Śląsk

Kultura l u d o w a — z m i t o l o g i z o w a n a przez politykę i tradycję

stykają się na c o d z i e ń . "

2 8

34

— d o d a t k o w o jeszcze m i t y z o w a n a przez naukę, która ma ją

U z a s a d n i e n i e potrzeby w y d a n i a p o p u l a r n e g o i n i e w ą t p l i w i e
b a r d z o p o ż y t e c z n e g o informatora o kulturze l u d o w e j

o tym

regionu

o p i s y w a ć — stawała się często w y g o d n y m materiałem d o w y ­
g r y w a n i a rozmaitych a k t u a l n y c h p o t r z e b p o l i t y c z n y c h . M o ż l i w o ­

ś l ą s k i e g o jest znamienne. Kilka p r o b l e m ó w jest t u bardzo w y r a z i ­

ści grania o d w o ł a n i a m i d o z m i t y z o w a n e j l u d o w o ś c i d o k u m e n ­

s t y c h . K ł o p o t e m p o d s t a w o w y m jest r o z u m i e n i e pojęcia „ k u l t u r a

tują perypetie ze s ł o w e m „ l u d o w a " w p r o g r a m a c h p o l i t y c z n y c h

l u d o w a " . S p r a w a druga zasygnalizowana jest s ł ó w k i e m „ t r a d y ­

lat czterdziestych, ale także intencje z a m a n i f e s t o w a n e w przemó­

c y j n a " — z a w i e r a się w n i m p e w n a teza o p r z e d m i o c i e p o d ­

w i e n i u Bieruta na o t w a r c i e rozgłośni w r o c ł a w s k i e j w 1 9 4 7 r.

35

s t a w o w y m , presupozycja j e g o interpretacji. Kwestią dalszą jest

W trakcie obrad j e d n e j z konferencji n a u k o w y c h p o ś w i ę c o ­

p o i n t a c y t a t u — w zakończeniu m ó w i się, że c h o d z i o zjawiska,

n y c h p r o b l e m a t y c e k u l t u r y w s i , nad s t o ł e m prezydialnym umiesz­

z k t ó r y m i s t y k a m y się na c o dzień. A w i ę c — dziś, w s p ó ł c z e ś n i e

c z o n o napis:' „ W a r t o ś c i k u l t u r y c h ł o p s k i e j ź r ó d ł e m odrodzenia

i w m i a r ę często, a może n a w e t — p o w s z e c h n i e . I wreszcie

n a r o d o w e g o " (Siedlce, 1 9 8 8 ) . I d e o l o g i c z n e d z i e d z i c t w o Ż e r o m ­

z n a j d u j e się t u akces d o niejakich z o b o w i ą z a ń — trzeba w y j a ś n i ć

skiego, Solarza, Ciernika, agraryzmu, p o w r ó c i ł o c h o ć w o d m i e n ­

i d b a ć o kształt w ł a ś c i w y , czysty, oryginalny, „ t r a d y c y j n y " k u l t u r y

nej zasadniczo sytuacji, a w i ę c i z i n n y m i już znaczeniami. Stało

l u d o w e j . P u ł a p k i etnografii w jej s p o ł e c z n y m o d b i o r z e można

się m o t t e m prac n a u k o w y c h , ale s w o i m p r o g r a m o w y m charak­

streścić k r ó t k o — otóż chce ona m ó w i ć o „ p r z e d m i o t a c h " , k t ó r y m

terem n a u k o w o ś ć zmieniało w s p o ł e c z n i k o w s k i postulat.

p r z y p i s u j e się w a l o r „ t r a d y c y j n o ś c i " , a w i ę c d a w n y c h i z w i ą z a ­

Józef Burszta p o j m o w a ł f o l k l o r y z m „ w y s t a w i e n n i c z o " . M o ż e

25

�się jednak okazać, że zespół zjawisk przez n i e g o t e r m i n e m t y m

p r z e d m i o t b a d a ń nad kulturą l u d o w ą . K o n c e n t r o w a n i e się t y l k o

o b e j m o w a n y okaże się o w i e l e szerszy i bogatszy w społeczne

na reliktach oznacza, że nauka będzie p r o d u k o w a ł a najbardziej

znaczenie. Z f o l k l o r y z m u j a k o s p o ł e c z n e g o zjawiska, które p o s i a ­

niebezpieczną, z m i t o l o g i z o w a n ą w e r s j ę f o l k l o r y z m u : będzie b o ­

da społeczne tradycje i n a u k o w e , o b i e k t y w n e o p i s y stanu w y j ­

w i e m w istocie w y t w a r z a ł a s w ó j w ł a s n y p r z e d m i o t p o z n a n i a .

ś c i o w e g o ( f o l k l o r u ) , można z b u d o w a ć hipostazę, sugestię ist­

F o l k l o r y z m jest działaniem „ w y s t a w i e n n i c z y m " , często w t ó r ­

nienia w nieskażonej postaci rezerwuaru w a r t o ś c i dla n a r o d o w e ­

nie w p r o w a d z a j ą c y m d o ż y w e j k u l t u r y d a w n e teksty. Trzeba

g o odrodzenia. Tradycja r o m a n t y c z n e g o i p o l i t y c z n e g o myślenia

j e d n a k pilnie u w a ż a ć , żeby ulegając fascynacji d a w n y m i , u r o k ­

p o s t a w ę taką bardzo u ł a t w i : uroda i m e l a n c h o l i a s k a n s e n ó w

l i w y m i tekstami na n o w o zaistniałymi, nie zacząć

dostarczać pocznie a r g u m e n t ó w d o w i z j i r ó w n i e ż p o l i t y c z n i e

n a u k o w y c h , m e l a n c h o l i j n y c h hipotez i hipostaz na t e m a t kształtu

nacechowanych.

36

budować

współczesnej kultury w s i .

O c z y w i ś c i e s p r a w ą s p o ł e c z n y c h i p o l i t y c z n y c h i d e o l o g i i jest

„ S p o s ó b u j m o w a n i a bazujący na p r z e d s t a w i e n i u historycznie

w y k o r z y s t y w a n i e e l e m e n t ó w tradycji. T y m istotniejsze są n a u k o ­

z m i e n i a j ą c y c h się f o r m i s z c z e g ó ł o w y c h o p i s a c h p o s z c z e g ó l n y c h

w e ustalenia, z d e f i n i o w a n i e zakresu o b s e r w a c j i etnografii i f o l k ­

części u b i o r u l u d o w e g o i j e g o o z d ó b (...) — pisze badaczka

lorystyki. Z a p e w n e s p r a w ą p o d s t a w o w ą jest rozdzielenie historii,

— jest nadal p r z e d m i o t e m rozważań szerokiego kręgu badaczy

tradycji i w s p ó ł c z e s n o ś c i . Czasem t o k ł o p o t l i w e — p r z e d m i o t y

i dla n a u k i , a także z a i n t e r e s o w a n y c h f o l k l o r e m ma d u ż e znacze­

z historycznych badań są wszakże w c i ą ż w u ż y c i u : o p o w i a d a się

nie, zwłaszcza praktyczne, przy o d t w a r z a n i u , r e k o n s t r u o w a n i u

stare teksty, u ż y w a przestarzałych narzędzi, inne w

oraz p r o p a g o w a n i u m o t y w ó w r e g i o n a l n y c h . "

spoczywają

w

cieniu

Levi-Straussowskim

płotów...

bricollagem

Trzeba jednak zobaczyć

Współczesność
odpadków

nieładzie

jest

często

3 8

O t o k ł o p o t p o d s t a w o w y : w y m i e n n o ś ć ról s p o ł e c z n y c h j a k i e

dziejów

kultury.

humaniście przychodzi

nowe sfunkcjonalizowanie

tekstów

h i s t o r y c z n y c h p r z e k a z ó w o d n a j d u j e ich relikty w e w s p ó ł c z e s n o ­

pełnić. Badacz k u l t u r o w e j

dawności,

kultury, dostrzec zupełnie n o w e , c h o ć b y nieautentyczne g e n e t y ­

ści. J a k o muzealnik, popularyzator i działacz — c h c e d b a ć o ich

cznie, ale ż y w e w użyciach przekazy. I d o p i e r o w t e d y można

trwanie —

s p r ó b o w a ć je s y s t e m o w o

n a c e c h o w a n e . J e s t w t y m często moralistą, k t ó r y z a s m u c o n y

interpretować. Wymaga

to

wielu

bo to dawne, bo wartościowe

i sentymentalnie

n o w y c h d e f i n i c y j n y c h z a b i e g ó w , z g o d y na z u p e ł n i e inny obraz

w s p ó ł c z e s n ą bylejakością, zżyma się w i d z ą c panoszącą się na

w s p ó ł c z e s n e g o f o l k l o r u , i n n y c h w a r t o ś c i o w a ń , a także o d m i e n ­

j e g o dzisiejszym p o l u o b s e r w a c j i n a u k o w y c h — k u l t u r o w ą t a n ­

nych narzędzi p o z n a w c z y c h .

37

Trzeba w n a u k o w y c h b a d a n i a c h

detę. B y w a także d z i a ł a c z e m - p o l i t y k i e m , który pragnie z o p i -

zgodzić się, że elementy tradycji w z i ę t e z d a w n i e j s z y c h k o n t e k s ­

s u - p r z y w o ł a n i a tradycji w y p r o w a d z a ć w n i o s k i i a r g m e n t y

t ó w są już t y l k o k u l t u r o w y m i c y t a t a m i , często uroczymi i urzeka­

teraźniejszych i przyszłych działań. F o l k l o r y z m jest zawsze w y ­

j ą c y m i , czasem n a w e t f u n k c j o n a l n y m i . J a k o c y t a t y są j e d n a k

g r y w a n i e m historii, nauka m u s i t o precyzyjnie p o w i e d z i e ć i z o b a ­

czymś zasadniczo i n n y m niż w p i e r w o t n y m ś r o d o w i s k u . O n e

czyć t o , c o w d a w n i e j s z y m jej p o l e t k u jest dzisiaj. P r z e d m i o t e m

do

znaczą c o i n n e g o , o d m i e n n e też pełnią f u n k c j e . Nie umniejsza t o

b a d a ń p o w i n i e n b y ć także m i ł o ś n i k , f o l k l o r y s t a , etnograf, tak jak

ich znaczenia, ale nakazuje w n o w y s p o s ó b w i d z i e ć w s p ó ł c z e s n y

jest n i m artysta, dla k t ó r e g o „ l u d o w o ś ć " b y w a inspiracją.

PRZYPISY

1

P. K o w a l s k i , Parterowy
Olimp. Rzecz o polskiej
kulturze
masowej lat siedemdziesiątych,
Wrocław 1988
E. Fryś, A . Iracka, M . Pokropek, Sztuka ludowa w
Polsce,
Warszawa 1 9 8 8
S. S o n t a g , O fotografii. W a r s z a w a 1 9 8 6 , s. 2 6
Interesującym przykładem o s o b l i w i e „ u t o p i j n e g o " myślenia
o kulturze l u d o w e j w latach siedemdziesiątych b y ł y prace W .
Pawluczuka.
J . Burszta, Kultura ludowa — kultura narodowa.
Warszawa
1 9 7 4 ; R. S u l i m a , O regionalizmie
bez iluzji, „ R e g i o n y " 1 9 8 8 nr
1—4
Cz. R o b o t y c k i , Myślenie typu ludowego,
„Etnografia Pol­
s k a " 1 9 8 5 nr 1 ; L. S t o m m a , Antropologia
ku/tury wsi polskiej
XIX
wieku. Warszawa 1 9 8 6
S. K o ł a c z k o w s k i , Nasz stosunek estetyczny
do poezji
ludo­
wej, ( w : ) tenże. Pisma wybrane, t. 1 , W a r s z a w a 1 9 6 8
Por. J . Burszta, hasło Folkloryzm
( w : ) Słownik
etnologicz­
ny. Terminy ogólne. W a r s z a w a 1 9 8 7
A . K ł o s k o w s k a , Kultura masowa. W a r s z a w a 1 9 8 0 , P. K o w a ­
lski; Wokół literatury popularnej,
„ L i t e r a t u r a L u d o w a " , 1 9 7 6 , nr 2
Por. Cz. R o b o t y k i , op.cit.
P. K o w a l s k i , Parterowy...,
op.cit.
B. S u ł k o w s k i , Zabawa. Studium socjologiczne.
Warszawa
1984
J . Burszta, Kultura ludowa...,
op.cit.
P. K o w a l s k i , op.cit.
J . Burszta, Fokloryzm,
op.cit.
J . Kmita, O kulturze symoblicznej.
Warszawa 1982
T. S m o l i ń s k a , Z wybranych
problemów
dawnej i współ­
czesnej sztuki opowiadania,
O p o l e 1 9 8 7 ; tejże, „Ja wóm
trocha
połosprowiom...",
Opole 1986
S. S m i a ł o w s k i , Kleklimanki.
Ludowe
opowieści
ze Śląska
Opolskiego,
Katowice 1967
O d y l e m a t a c h w s p ó ł c z e s n e g o e d y t o r s t w a por. P. K o w a l s k i ,
Antologie
śląskich dowcipów,
czyli dylematy
folklorystycznego
edytorstwa,
„ A n n a l e s Silesiae" ( w d r u k u ) .
J . H a j d u k - N i j a k o w s k a , Nie wszystko
bajka.... W a r s z a w a
1987
W . Sobczyk, Stoi oset nade drogą. W y b ó r i oprać....
Warszawa 1 9 8 7
2

3

4

6

6

7

8

8

1 0

1 1

1 2

1 3

1 4

1 5

1 6

1 7

1 8

1 9

2 0

2 1

26

2 2

A . D o m i n i k , Gawędy kaszubskie.
W a r s z a w a 1 9 8 6 , s. 1 0
W . P a w l u c z u k , Żywioł i forma. W a r s z a w a 1 9 7 8
J . K r z y ż a n o w s k i , Wybór roweru, czyli o śląskim
humorze
ludowym,
( w : ) tenże. Paralele, W a r s z a w a 1 9 7 7
S. S i m o n i d e s , Śląskie beranie czyli humor Górnego
Śląska.
W y b ó r i oprać..., K a t o w i c e 1 9 8 8 ; por. tejże: Bery to nie tylko
gruszki czyli rzecz o humorze śląskim, O p o l e 1 9 8 4
Por. n p . T. H o ł ó w k a , Myślenie potoczne.
Warszawa 1986.
Inspirujące są t u także refleksje w y w o d z ą c e się z kręgu a m e r y k a ń ­
s k i e g o i n t e r a k c j o n i z m u s y m b o l i c z n e g o . Por. np. M . M a r o d y ,
Technologie
intelektu. W a r s z a w a 1 9 8 7
D. S i m i n i d e s , Śląski horror. O diabłach, skarbnikach,
utopcach i innych strachach,
Katowice 1984
Zabytki ludowej kultury na Śląsku i w
Częstochowskiem,
B y t o m 1 9 7 5 , s. 9
K. Kaczko, Współczesny
stan badań tradycyjnej
kultury
ludowej
w środowisku
wielkoprzemysłowym
Górnośląskiego
Okręgu Przemysłowego,
„Łódzkie Studia Etnograficzne" XX
(1979).
B. H e i n d r e i c h , Budownictwo,
( w : ) Zabytki
kultury...,
op.cit. Por. także, E. G i l , S. Pilarski, Budownictwo
ludowe
Opolszczyzny,
Kraków 1970
Por. „ J o u r n a l of Popular C u l t u r e " 1 9 7 7 , nr 3
R. S u l i m a , O regionalizmie...,
op.cit., s. 1 0 7
A . K ł o s k o w s k a , Społeczne ramy kultury. W a r s z a w a 1 9 7 2
P o u c z a j ą c y m p r z y k ł a d e m m a n o w c ó w myślenia o r e g i o n a ­
lizmie które g u b i ten p o l i t y c z n y aspekt jest praca R. Karpińskiego,
Prasa w systemie kultury. W a r s z a w a 1 9 7 9
J . Jastrzębski, Wokół kultury iliteratury ludowej. W a r s z a w a
1 9 7 9 ; tenże. Między apologią a negacją. Kultura ludowa w pole­
mikach 1939—1948,
Warszawa 1987
Przykładem t a k i e g o myślenia jest książka J . S z c z e p a ń s ­
k i e g o Chłopi
i kultura
chłopska
w społeczeństwie
polskim.
Warszawa 1 9 8 8
P. K o w a l s k i , Próba nowej definicji
operacyjnej
folkloru,
„Literatura L u d o w a " ( w druku)
B. Bazielich, Współczesne
aspekty
badań nad
strojami
ludowymi,
„ L u d " L X V I I : 1 9 8 3 , s. 291
2 3

2 4

2 5

2 6

2 7

28

2 9

3 0

3 1

3 2

3 3

3 4

3 5

3 6

3 7

3 8

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6688" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6668">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ef237f69df6131c0562e2988828abe97.pdf</src>
        <authentication>5fdd65df4850ddcd56105b520ec4129e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79703">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2931</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79704">
                <text>1992</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79705">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2735</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79706">
                <text>Co kaplica na Długich Młakach pod Turbaczem "daje do myslenia" / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79707">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.1, s.29-36</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79708">
                <text>Robotycki, Czesław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79709">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79710">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79711">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79712">
                <text>Czesław Robotycki

CO KAPLICA NA DŁUGICH MŁAKACH POD TURBACZEM
„DAJE DO MYŚLENIA"

Tytuł zapożyczony c z ę ś c i o w o o d Paula R i c o u e r a

1

zapowiada

nie t y l k o czysto teoretyczne rozważania o s y m b o l u . Jest t o a n o n s
interpretacji, której p r z e d m i o t e m jest materiał e m p i r y c z n y zebrany
sposobem najbardziej klasycznym dla e t n o g r a f i i . M a t e r i a ł y t e , t o
między i n n y m i , zbiór w y p o w i e d z i o t y t u ł o w e j kaplicy, w o k ó ł
której p o w s t a ł a już legenda. Z a s t o s o w a n i e d o nich w y k ł a d n i
symbolicznej przełamuje, nie pierwszy już raz, k ł o p o t y etnografii
z o d c z y t y w a n i e m t e k s t ó w kultury.
Kłopoty, o k t ó r y c h w s p o m n i a ł e m , p o l e g a ł y g ł ó w n i e na t y m , że
po pierwsze, myślenie s y m b o l i c z n e d o s t r z e g a n o t a m t y l k o gdzie

— j a w i ą się nadal j a k o coś n a d d a n e g o , a b s t r a k c y j n e g o , n i e ­
r z e c z y w i s t e g o , literackiego. Co w i ę c e j , ó w m a r t w y skansen
traktuje się j a k o s k o ń c z e n i e p o z n a n y . S y m b o l nadal — jak dla
M o s z y ń s k i e g o — (z p e r s p e k t y w y takiej ' e m p i r y c z n e j ' a n e g d o t y ­
cznej, nie w y c h o d z ą c e j poza ś w i a t w i o s k i N. i i n f o r m a t o r a X.,
e t n o g r a f i i ) jest c z y m ś p r z y n i e s i o n y m 'z g ó r y ' przez interpretatora.
D l a t e g o największą zasługą Eliadego jest, w m o i m p r z e k o n a n i u
t o , że j e g o prace znoszą ó w sztucznie p o g ł ę b i o n y przez naukę
p o d z i a ł na c z ł o w i e k a p r y m i t y w n e g o i c y w i l i z o w a n e g o , nie zacie­
rając p o m i ę d z y n i m i różnic, w s k a z u j ą , że myślenie s y m b o l i c z n e
jest z a r ó w n o udziałem ' c z ł o w i e k a p i e r w o t n e g o ' , p s y c h o p a t y ,
dziecka i p o e t y , członka s p o ł e c z n o ś c i w i o s k o w e j i p r z e d s t a w i c i e ­
la c y w i l i z a c j i m i a s t a . . . "
2

szło o „ n i e l o g i c z n y " ś w i a t m a g i i , a p o d r u g i e , c o

wynikało

z pierwszego, nie d o p u s z c z a n o m o ż l i w o ś c i s y m b o l i c z n e j p e r c e p ­

M i m o tak s u r o w e g o osądu e t n o g r a f i i autor c y t a t u p r o p o n u j e

cji i s y m b o l i c z n e g o k o m u n i k o w a n i a się „ l u d z i p r o s t y c h " . Istotę

rozwiązanie p o z y t y w n e . Z a w i e r a się o n o w p o d k r e ś l e n i u zasług

sporu z t a k i m i p o s t a w a m i zawiera tekst Z b i g n i e w a

Benedyk-

Eliadego, ale też w j e g o

(Benedyktowicza)

p r z e k o n a n i u , że

t o w i c z a , z w o l e n n i k a interpretacji s y m b o l i c z n y c h charakteryzują­

istnieje „ e m p i r i a s y m b o l u " . Jest nią j e g o

c y c h , j e g o z d a n i e m , w ł a ś n i e podejście a n t r o p o l o g i c z n e . Pisze o n

i w i e l o w a r s t w o w o ś ć . Przejdźmy w i ę c d o p r z y k ł a d u .

3

W G o r c a c h na p o l a n i e D ł u g i e M ł a k i

między i n n y m i :
„...Nadal — za M o s z y ń s k i m — r o z w i ą z a ń , rozstrzygnięć i o d ­
powiedzi na pytanie czy c h ł o p (rsp. c z ł o w i e k w s p ó ł c z e s n y ) może
myśleć s y m b o l i c z n i e p o s z u k u j e się na g r u n c i e e m p i r y c z n y c h
badań t e r e n o w y c h z w i a d o m y m s k u t k i e m , n o b o jeśli nie padnie
w „ a u t e n t y c z n e j " w y p o w i e d z i i interpretacji s ł o w o s y m b o l (a
raczej nie pada) t o znaczy, że g o t a m nie ma. W t e n s p o s ó b
utrzymuje się o w ą przepaść p o m i ę d z y c z ł o w i e k i e m a r c h a i c z n y m
a człowiekiem współczesnym, chłopem d a w n y m a chłopem
w s p ó ł c z e s n y m . Cała strategia t a k i c h w s p ó ł c z e s n y c h , e m p i r y c z ­
nych b a d a ń , o p a r t y c h j e d y n i e na uzyskanych w w y w i a d z i e
explicite w y r a ż o n y c h przekonaniach ( w i e r z e n i a c h , s ą d a c h ) , g u b i
częstokroć ó w w y m i a r s y m b o l i c z n e g o d z i e d z i c t w a , każe trak­
t o w a ć je często z g ó r y j a k o m a r t w y skansen, n a s t a w i o n a j e d y n i e
na u c h w y c e n i e t e g o c o o d e ń różne, i n d y w i d u a l n e , o r y g i n a l n e
i j e d n o s t k o w e . Nic w i ę c d z i w n e g o , że z tej p e r s p e k t y w y s y m b o l
i symbolistyczne interpretacje — jak d a w n i e j u M o s z y ń s k i e g o

II. 1-5

schroniska

na T u r b a c z u )

od

1979

polisemantyczność

(20 minut drogi

r o k u stoi kaplica

od

różnie

n a z y w a n a : „ k a p l i c a pasterska", kaplica „ p a p i e s k a " , „ p a r t y z a n c ­
k a " , „ p o d T u r b a c z e m " . P o s t a w i o n a na u s k o k u , na w y ż s z y m
skraju p o l a n y o p o ł u d n i o w e j ekspozycji w i d o c z n a jest z daleka
z r ó ż n y c h stron na tle ściany lasu.
Rzut przyziemia, f o r m a oraz w y s t r ó j k a p l i c y mają przemyślany
p r o g r a m i d e o w y . Każdy f r a g m e n t w y w o ł u j e d a l e k o idące asocja­
cje, być może o d b i e g a j ą c e o d intencji b u d o w n i c z y c h i f u n ­
d a t o r ó w . A l e przecież rzecz t o n o r m a l n a w

odbiorze

treści

s y m b o l i c z n y c h . Tak się składa, że istnieje pełna w y k ł a d n i a treści
i d e o w y c h k a p l i c y o d d a j ą c a zamierzenia jej t w ó r c ó w . Znalazłem ją
o p u b l i k o w a n ą w d r u k u u l o t n y m ( n a k ł a d 4 5 0 egz.) w y d a n y m
przez Komisję T u r y s t y k i Górskiej PTTK. Tak w i ę c na razie nie
trzeba korzystać z p o m o c y h e r m e n e u t y , by p r z e d s t a w i ć s z c z e g ó -

Kaplica. W i d o k z zewnątrz

29

�ł o w o obraz o b i e k t u , który m n i e zainteresował; m a m y o t o w y k ł a d ­

na P o d h a l u . Nad k o n a r a m i — krzyż z polskiej szabli i b a g n e t u .

nię „ w z o r c o w ą " ;

Całość s y m b o l i z u j e Polskę — hełmy, broń — w a l k ę o Nią, f i g u r k a
M a t k i Boskiej — J e j opiekę nad t y m i , którzy o Polskę w a l c z y l i .

„ . . . B o g u na c h w a ł ę

W pień ze z n a k i e m Polski walczącej s k r ę p o w a n y

Ojcu ś w i ę t e m u ku radości

kolczastym

d r u t e m o k u p a c j i w b i t e są trzy bagnety najeźdźców: n i e m i e c k i ,

G ó r o m na urodę

s o w i e c k i i s ł o w a c k i ( n i e w i e l e o s ó b w i e obecnie, że w r a z z N i e ­

T u r y s t o m ku p o ż y t k o w i

m c a m i o d p o ł u d n i a uderzyły d y w i z j e s ł o w a c k i e , które o k u p o w a ł y

W c z e r w c u br m i n ę ł o 1 0 lat o d p o w s t a n i a w G o r c a c h na Polanie

Spisz i O r a w ę ) . Z b o k u umieszczono v o t u m g o p r o w c ó w — czar­

wkomponowana

ną d r e w n i a n ą pietę, następnie jest tablica upamiętniająca p o b y t

w gorczański krajobraz przy ż ó ł t y m szlaku, na p ł d - w s c h . o d

papieża J a n a P a w ł a II w N o w y m Targu dnia 8 c z e r w c a 1 9 7 9 r.

schorniska na T u r b a c z u , w o d l e g ł o ś c i ok. 2 k m . Została z b u d o w a ­

oraz epitafia p o ś w i ę c o n e k o l e j n o tragicznej śmierci: — W o j c i e c h a

R u s n a k o w e j kaplicy. Jest ona

harmonijnie

na 1 9 7 9 roku i o f i a r o w a n a p a p i e ż o w i j a k o w o t u m w d z i ę c z n o ś c i ,

Ruge, który zginął w katastrofie lotniczej w K l i k u s z o w e j R d z a w c e

z okazji I pielgrzymki Ojca Ś w i ę t e g o J a n a Pawła II d o Polski

— oraz h i m a l a i s t ó w : Eugeniusza Chrobaka, M i r o s ł a w a

a konkretnie d o N o w e g o T a r g u . Kaplica jest z b u d o w a n a na planie

—

krzyża Virtuti Militari o w y m i a r a c h 7 x 7 m. W szczytach kaplicy

— ' Z y g a ' , W a c ł a w a Otręby, którzy zginęli w maju 1 9 8 9 r o k u

'Falco', Mirosława

Gardzielewskiego, Andrzeja

Dąsała

Heinricha

na zewnątrz znajdują się cztery orły — każdy z innej e p o k i

w czasie w y p r a w y na M o u n t Everest. Inicjatorem a zarazem

historycznej — w r a z z d a t a m i . O d z a c h o d u — orzeł z c z a s ó w króla

fundatorem

Stanisława A u g u s t a i rok 1 7 7 2 (I rozbiór P o l s k i ) , o d p ó ł n o c y

s p o ł e c z n y o p i e k u n z a b y t k ó w na P o d h a l u , Spiszu i O r a w i e , przez

— orzeł II Rzeczypospolitej

w i e l e lat kustosz M u z e u m

i rok 1 9 3 9

(wybuch

II

wojny

k a p l i c y jest Czesław

Pajerski z N o w e g o

Regionalnego w

Nowym

Targu,
Targu.

ś w i a t o w e j ) , o d w s c h o d u — orzeł p i a s t o w s k i i rok 1 9 4 4 (akcja

Kaplica znajduje się na j e g o polanie. Przy jej b u d o w i e p r a c o w a l i :

'Burza' i w k r o c z e n i e l-szej A r m i L W P ) a nad w e j ś c i e m d o kaplicy

Jan

orzeł z c z a s ó w Kazimierza W i e l k i e g o z p o d w ó j n ą datą 1 0 7 9

d r e w n o z w ł a s n e g o lasu. Stefan M r u g a ł a , J ó z e f Sułka, J a n

N i e m i e c - W a c h w r a z z s y n a m i , który r ó w n i e ż

ofiarował

(męczeńska śmierć Św. S t a n i s ł a w a , biskupa K r a k o w a ) . Rok 1 9 7 9

B a t k i e w i c z , cieśla Bartłomiej C z u b e r n a t i i n n i , w s z y s c y p r a c o w a l i

( p o w s t a n i e kaplicy w o b e c n y m kształcie. B e l k o w a n i e d r z w i daje

społecznie. W p o b l i ż u jest później w y s t a w i o n y p o l o w y ołtarz

rysunek s t y l i z o w a n e g o orła, k t ó r e g o k o r o n ę s t a n o w i o r n a m e n t

e k u m e n i c z n y , w z w i e ń c z e n i u k t ó r e g o są umieszczone krzyże:

z popiersiem o b e c n e g o papieża i napisem 'Pasterzowi pasterze'

k a t o l i c k i , p r a w o s ł a w n y i s y m b o l p r o t e s t a n t y z m u . Został w y b u d o ­

a d r z w i zamyka się na ł a ń c u c h z k ł ó d k ą tak p r z e p r o w a d z o n y , że

w a n y na 6 0 0 - l e c i e p o w s t a n i a obrazu M a t k i Boskiej C z ę s t o c h o w ­

orzeł jest zakuty t y m ł a ń c u c h e m — jest w n i e w o l i . Na w i e ż y c z c e

skiej w roku 1 9 8 2 .

jest umieszczony znak Polski Walczącej. Ołtarz s t a n o w i bryła
granitu o w a d z e

2 ton

sprowadzona

specjalnie

z Tatr

tak

B e z p o ś r e d n i o za kaplicą stoi d r e w n i a n a s t y l o w a d z w o n n i c a
w y s o k a na o k o ł o 15 m. D z w o n jest z a w i e s z o n y p o d zadaszeniem

u l u b i o n y c h przez Ojca Św. W kaplicy znajdują się liczne pamiątki

z g o n t u , w z w i e ń c z e n i u k t ó r e g o jest u m i e s z c z o n y orzeł l e g i o n o ­

sakralne i nie t y l k o . Najważniejsza z n i c h t o kapliczka partyzancka

w y . U p o d n ó ż a leży głaz z w y r y t y m n a p i s e m : ' C z ę s t o c h o w s k i e j

w i d o c z n a za ołtarzem, w y s t a w i o n a na t y m miejscu znacznie

jasnogórskiej naszej K r ó l o w e j 1 3 8 2 RP 1 9 8 2 ' .

wcześniej, która znalazła się w obrębie o b e c n e j kaplicy. P i e r w o ­

W p o b l i ż u znajduje się leśna D r o g a K r z y ż o w a z o r y g i n a l n ą XIV

tna kapliczka — jest t o w y s o k i pień smreka o trzech k o n a r a c h

Stacją złożenia d o g r o b u , a r ó w n o c z e ś n i e c h y b a

— konary są przykryte h a ł m a m i polskiej p i e c h o t y i kawalerii

w Polsce p o m n i k i e m ofiar Katynia. Jest t o d u ż y b r z o z o w y krzyż,

z 1 9 3 9 roku oraz s p o d M o n t e Cassino. M i ę d z y konarami stoi

s p o d k t ó r e g o w z n o s z ą się z ziemi trzy b e t o n o w e d ł o n i e s y m ­

gliniana figurka M a t k i Boskiej Leśnej — w y k o n a n a przez n o w o ­

bolizujące o b o z y Kozielsk, O s t a s z k ó w i Starobielsk.... o d p r a w i a ­

tarskiego ceramika p. J a n a R e c z k o w s k i e g o — ta M a t k a Boska

ne są regularnie M s z e ś w i ę t e w sezonie l e t n i m i z i m o w y m oraz

czczona przed w o j n ą przez ludzi l a s ó w g o r c z a ń s k i c h w czasie

inne n a b o ż e ń s t w a o charakterze p a t r i o t y c z n o - h i s t o r y c z n y m . . . "

w o j n y wzięła p o d s w o j ą opiekę żołnierzy o d d z i a ł ó w l e ś n y c h ,
b o w i e m Gorce przez całą o k u p a c j ę s t a n o w i ł y c e n t r u m partyzantki

30

Wychodząc

z oczywistego

pierwszym

założenia, że p r o g r a m

4

ideowy

k a p l i c y z r e a l i z o w a n y przez t w ó r c ó w i j e g o recepcja przez o d -

�M

•

3

�6
II. 6, 1 0 W n ę t r z e k a p l i c y

w i e d z a j ą c y c h ją ludzi m o g ą się rozmijać, s p r ó b o w a ł e m

od­

t w o r z y ć ich sądy w y k o r z y s t u j ą c p o d s t a w o w ą m e t o d ę e t n o g r a f i ­

O t o w i ę c jeszcze j e d n a sytuacja p o d o b n a d o t e j , którą w c y t o ­
w a n y m w y ż e j artykule o p i s u j e Z b i g n i e w B e n e d y k t o w i c z .

czną: w y w i a d y t e r e n o w e — pamiętając przy t y m o w s z y s t k i c h

S ą d y o k a p l i c y określa k o m p e t e n c j a k u l t u r o w a t y c h , którzy je

zastrzeżeniach Z b i g n i e w a B e n e d y k t o w i c z a . W y w i a d y te, p r o w a ­

wyrażają. Z r ó ż n i c o w a n i e s t o p n i a k o m p e t e n c j i oznacza się, m i ę ­

dzone przez badaczy, miały f o r m ę luźnej r o z m o w y , jak się w y d a j e

dzy i n n y m i , przez miejsce zamieszkania, w y k s z t a ł c e n i e i w i e k .

w sytuacji sprzyjającej w y n u r z e n i o m i a s o c j a c j o m , t o jest p o mszy

W p r z y p a d k u r o z m ó w c ó w s p o d Turbacza badający mieli

świętej p o d kaplicą, w ś r ó d jej u c z e s t n i k ó w .

5

D e c y d u j ą c się na

czynienia z mieszkańcami

Podhala

(Nowy

Targ,

do

Kowaniec,

zgromadzenie t a k i e g o materiału m i a ł e m przekonanie, że d i a l o g

K l i k u s z o w a , O b i d o w a , L u d ź m i e r z ) , z mieszkańcami miast z p o ł u ­

o rzeczach n i e u c h w y t n y c h jest rodzajem w z a j e m n e g o p o b u d z a ­

d n i o w e j Polski ( C h r z a n ó w , B i e l s k o - B i a ł a , K r a k ó w ) i z W a r s z a w y .

nia w y o b r a ź n i i późniejsze s p r a w o z d a n i a są t a k i e g o d i a l o g u

Ich w y k s z t a ł c e n i a , r ó w n i e ż z r ó ż n i c o w a n e g o , nie można w i ą z a ć

d o k u m e n t e m , a w i ę c nie są t y m c o c h c i a ł b y osiągnąć „ t r a d y c y j n y

z miejscem zamieszkania. Na przykład przedstawiciele Podhala

etnograf".

mieli w y ż s z e w y k s z t a ł c e n i e t e c h n i c z n e , byli rzemieślnikami i r o l ­

Na marginesie d o d a m , że p o d o b n y ,

pionierski

naówczas,

d i a l o g p r o w a d z i ł w latach trzydziestych M i e c z y s ł a w Gładysz,
s o n d u j ą c poczucie estetyczne Górali Ś l ą s k i c h .

6

Na c o i n n e g o

n i k a m i . M i e s z k a ń c y miast t o u c z n i o w i e l i c e ó w

ogólnokształ­

c ą c y c h , nauczyciele, t e c h n i c y itp. W i e k b a d a n y c h w a h a ł się
m i ę d z y 17 a 5 0 r o k i e m życia.

j e d n a k n a s t a w i o n y , s w o j e w y n i k i p r ó b o w a ł później o b i e k t y w i z o ­

Informacje o niektórych wskaźnikach kompetencji kulturowej

w a ć w d u c h u zaleceń s w o j e g o mistrza Kazimierza M o s z y ń s k i e g o .

nie służą dalej d o w o d z e n i u j a k i c h k o l w i e k korelacji m i ę d z y n i m i

32

�a m o ż l i w o ś c i a m i myślenia s y m b o l i c z n e g o . Ta o g ó l n a charak­

w a r i a n t ó w , nawiązujących do partyzanckich m o t y w ó w , powiada

terystyka p o w i n n a w y s t a r c z y ć za s t w i e r d z e n i e , że p o d T u r b a c z e m

się, że kapliczkę p o s t a w i l i górale, konspiracyjnie w n o s z ą c p o ­

spotykają się ludzie najróżniejsi, kaplica d o s t ę p n a jest dla każ­

trzebne d o b u d o w y kamienie w plecakach ( n o t a b e n e — kaplica

dego a jej s y m b o l i c z n e znaczenia każdy m o ż e z d e k o d o w a ć na

jest d r e w n i a n a ) . I n n y jeszcze w a r i a n t j a k o f u n d a t o r ó w w y m i e n i a

swój s p o s ó b .

Z w i ą z e k P o d h a l a n , p a r t y z a n t ó w , i ... Z B O W i D . W k o ń c u o d n a j ­

Oto na p o z i o m i e a p o k r y f ó w w y j a ś n i a j ą c y c h p o w s t a n i e kaplicy
o d n o t o w u j e m y trzy różne w e r s j e a j t i o l o g i c z n e , r o z w i j a j ą c e w ą t k i
związane z p o s t a c i a m i ś w . S t a n i s ł a w a m ę c z e n n i k a , J a n a Pawła II
i bohatera z b i o r o w e g o — p a r t y z a n t ó w .

d u j e m y wersję w s k a z u j ą c ą na b u d o w n i c z e g o : „ k a p l i c ę Pajerski
postawił", (porównaj wykładnię wzorcową).
W l i c z n y c h w a r i a n t a c h a p o k r y f ó w o p o w s t a n i u kaplicy m ó w i
się o niej j a k o o v o t u m z w i ą z a n y m z w y b o r e m papieża — Polaka

Najuboższa t r e ś c i o w o jest wersja pierwsza, która w i ą ż e p o

l u b z J e g o w i z y t ą na P o d h a l u . Kolejne wersje z w i ą z k ó w postaci

prostu p o w s t a n i e k a p l i c y z 9 0 0 . rocznicą męczeńskiej śmierci

J a n a Pawła II z kaplicą p r z y p o m i n a j ą t o , że przyszły papież

Stanisława biskupa.

( p o d o b n o ) często t u p r z e b y w a ł , t u kiedyś ukazała M u się Matka

Legenda partyzancka ma w t y c h o k o l i c a c h g ł ę b o k i e zakorze­
nienie. Stąd wersje, że kaplica stoi w m i e j s c u
kapliczki partyzanckiej, d o d a j e się w

wcześniejszej

i n n y c h w a r i a n t a c h , że

postawionej w 1 9 4 4 r o k u , że znajduje się t a m „ M a t k a

Boska

Gorczańska" — p a t r o n k a p a r t y z a n t ó w . W j e d n y m z c i e k a w s z y c h

Boska. J u ż j a k o papież p o b ł o g o s ł a w i ł t o miejsce przelatując
h e l i k o p t e r e m nad G o r c a m i w d r o d z e d o N o w e g o T a r g u .
Rozmaitość znaczeń s y m b o l i c z n y c h o d c z y t y w a n y c h przez o d ­
w i e d z a j ą c y c h kaplicę w G o r c a c h można p o g r u p o w a ć w ciągi
s k o j a r z e n i o w e w y w o ł y w a n e przez poszczególne jej fragmenty.

II. 7 D r o g a k r z y ż o w a z g r o b e m k a t y ń s k i m , przy kaplicy, stan z 1 9 8 4 roku

33

�Rzut przyziemia o d c z y t y w a n y jest j a k o krzyż, krzyż Virtuti

Zbigniew Benedyktowicz. Pogrupowałem wszak warianty aj-

M i l i t a r i , krzyż Virtuti M i l i t a r i dla Ojca ś w i ę t e g o . Kaplica na t a k i m

tiologiczne

planie t o s y m b o l z w y c i ę s t w a chrześcijaństwa w Polsce. Krzyż

o percepcji kaplicy i jej otoczenia. Postępując dalej w t y m d u c h u

o r a m i o n a c h 7 x 7 m e t r ó w oznacza d o s k o n a ł o ś ć .

d o interpretacji, w której zaznaczyć trzeba istnienie specyficznej

Orły: z datami historii P o l s k i — t o znaki jej d z i e j ó w , w k o r o n a c h ,

i wersje asocjacji, u p o r z ą d k o w a ł e m

inne

relacje

sprzyjającej, folkloryzacji zdarzeń i miejsc, atmosfery.

bo takie b y ł y przed w o j n ą kiedy s t a w i a n o kaplicę. Dla i n n y c h są

Gorce i w i o s k i otaczające t o p a s m o górskie b y ł y w czasie II

znakami Polski w o g ó l e . Orzeł na d r z w i a c h w k a j d a n a c h t o Polska

w o j n y ś w i a t o w e j zapleczem dla s i l n y c h u g r u p o w a ń A K , z k t ó r y c h

w niewoli.

część działała dalej p o 1 9 4 5 r o k u . T u m i a ł o bazę u g r u p o w a n i e

Kapliczka partyzancka w e w n ą t r z kaplicy: hełmy na k o n a r a c h t o

„ O g n i a " . N i e w ą t p l i w i e jest w i ę c t u istotna „ t r a d y c j a partyzanc­

atrybuty partyzanckie l u b , w innej w e r s j i , t o hełmy f r a n c u s k i ,

k a " heroizująca o d d z i a ł y i postaci ich d o w ó d c ó w , szczególnie

angielski i rosyjski, które należały d o t y c h , na k t ó r y c h p o m o c

słynnych, znanych z pseudonimów „ O g n i a " , „Harnasia" i innych.

liczono w 1 9 3 9 r o k u . W jeszcze innej wersji t o h e ł m y żołnierzy

0 ile d o n i e d a w n a o f i c j a l n i „ l i t e r a c i " i „ h i s t o r y c y " ( w rodzaju

polskich z września 1 9 3 9 , s p o d M o n t e Cassino i Berlina. B a g n e t y

M a c h e j k a , W a ł a c h a , Czerniaka) t w o r z y l i czarną legendę „ b a n d " ,

w b i t e w pień „ k a p l i c z k i p a r t y z a n c k i e j " oznaczają leśnych ż o ł ­

t o w folklorze m i e j s c o w y m ich c z ł o n k o w i e i p r z y w ó d y u c h o d z ą za

nierzy, a l b o — w s k a z u j ą trzy s t r o n y ś w i a t a , w k t ó r y c h u k r y w a ł się

postacie „ j a n o s i k o w e " . W latach o s i e m d z i e s i ą t y c h , na przykład,

„Ogień".

k o l p o r t o w a n e b y ł o na P o d h a l u w t z w . „ d r u g i m o b i e g u " w y d a w ­

W e w n ą t r z kaplicy r o z p o z n a w a n e są n a d t o epitafia partyzanc­

n i c t w o o J . Kurasiu, „ O g n i u " , p o d z n a c z ą c y m t y t u ł e m Zginął
Polskę

kie i „ g o p r o w s k i e " .
W o t o c z e n i u b u d o w l i o d w i e d z a j ą c y w s k a z u j ą na s y m b o l i c z n y

bez komunistów.

za

Nie t r u d n o dziś o c e n i ć , że nie b y ł o t o

rzetelne o p r a c o w a n i e historyczne. Nie w d a j ą c się w m e r y t o r y c z ­

charakter ołtarza p o l o w e g o o s ł o n i ę t e g o d a c h e m z trzema krzyża­

ną j e g o ocenę, w i e m że w o d b i o r z e s p o ł e c z n y m f u n k c j o n o w a ł o

mi. D r u g i m c z y t e l n y m e l e m e n t e m otoczenia jest d r o g a k r z y ż o w a ,

j a k o p r z e c i w s t a w i a j ą c e się f a ł s z y w y m f a k t o m , t w o r z ą c t y m sa­

szczególnie stacja g r o b u Chrystusa, która dla w i e l u znaczy też

m y m legendę p o z y t y w n ą .

p o m n i k katyński. Trzy d ł o n i e w y s t a j ą c e z ziemi

oznaczają trzy

o b o z y : w K a t y n i u , Starobielsku i O s t a s z k o w i e . . . " P o w i a d a się też,

Podobnie folklorotwórcze

były

wizyty

Papieża w

Polsce.

P o w s t a w a ł y l u b b y ł y p o w t a r z a n e w ó w c z a s na P o d h a l u — jak

że „...grób taki jak dla Chrystusa był k o ń c e m ich d r o g i , ich

1 w całej Polsce — pieśni, wiersze, o d ż y w a ł y profetyczne wizje,

m ę k i . . . " , „ d r o g a k r z y ż o w a jest w l e s i e " m ó w i inna interpretacja,

krążyły n i e z w y k ł e o p o w i e ś c i . Na P o d h a l u ś p i e w a n o P a p i e ż o w i :

bo „ l a s był d r o g ą p a r t y z a n t ó w , trzeba umieć ją odnaleźć na
drzewach...".
Przybywający na n a b o ż e ń s t w a na R u s n a k o w ą Polanę t w i e r ­
dzą, że msza ś w i ę t a ma tutaj dla n i c h większą w a r t o ś ć , s z c z e g ó l ­

... Tysiąc r o k ó w m y czekali,
Ciebie m y się d o c z e k a l i !

7

Później krążył p o Polsce w o d p i s a c h wiersz z a t y t u ł o w a n y Do

nie przeżywają ją w o t o c z e n i u gór i przyrody. W i e l u lepiej czuje

sosny

( o d c z u w a ) g d y „ t r z e b a t u d o j ś ć " . N i e z w y k ł y nastrój ma zwłasz­

Paweł II Papież". Tekst t e n t o s f o l k l o r y z o w a n a wersja u t w o r u

i wyobrażenia

uczestników

o p a t r z o n y datą „ 1 9 8 5 r o k " i p o d p i s a n y :

Stefana W i t w i c k i e g o —

cza „ p a s t e r k a " i n a b o ż e ń s t w a r o c z n i c o w e .
Odczucia

polskiej

mszy ś w i ę t y c h

oraz

polskiej

na

obczyźnie.

8

p o e t y r o m a n t y c z n e g o — Do
Był

on

dodatkowo

„Jan
sosny

zaopatrzony

t u r y s t ó w w ę d r u j ą c y c h t a m t ę d y szlakiem, z r e f e r o w a ł e m s p o s o ­

w komentarz, iż wiersz napisał Papież g d y zasadził w

waty­

bem bliskim raczej etnografii

kańskim

sosnę

34

i folklorystyki —

stwierdziłby

ogrodzie

podarowaną

Mu

przez

górali

�—
w

by

nie

Nowym

tęsknił
Targu

za

Podhalem.

utwierdziła

Wizyta

wśród

Jana

Podhalan

Pawła
niczym

II
nie

zmącone przekonanie, że jest O n g ó r a l e m , ergo, „ s w o i m " , „ i c h
papieżem".

w a ż dzięki f a k t y c z n e m u u c z e s t n i c t w u w jej s p r a w a c h znosi
w s z e l k i dystans, który b y ł b y siedliskiem o b c o ś c i , i n n o ś c i , w r o g o ­
ści. Pozostałe znaki nie mają już p o d o b n e j n o ś n o ś c i , w każdym
razie nie będą miały jej same przez s i ę . . . "
1 2

Powie w i ę c folklorysta l u b e t n o g r a f s u m u j ą c p o w y ż s z e : o d ­

Nie można przy t y m n i k o m u zarzucić n i e w ł a ś c i w e g o o d c z y t a ­

kryliśmy i w y j a ś n i l i c z y n n i k i , które w p ł y n ę ł y na m o t y w a c j e t y c h ,

nia. Kto u ż y w a s y m b o l u , k o n d e n s u j ą c e g o treści i poruszającego

co s p o w o d o w a l i , że o t o o d dziesięciu lat w k u l t u r o w y m pejzażu

w y o b r a ź n i ę , nie g w a r a n t u j e sobie p o p r a w n o ś c i o d b i o r u . W t y m

Podhala istnieje kaplica p o d T u r b a c z e m . P o d o b n i e

sensie b a g n e t y w b i t e w pień kapliczki w s k a z u j ą bezmiar obszaru

zapewne część p r z y b y s z ó w

odczuwa

i t o m o ż e mieć w p ł y w

na

ich

gdzie u k r y w a ł się heros m i e j s c o w y , „ O g i e ń " , ale są też żelazem

skojarzenia. D o d a ć też m o ż n a , że przy całej o r y g i n a l n o ś c i realiza­

w b i t y m w ciało ojczyzny. D l a t e g o też p o w i n n o się podkreślić, że

cji pomysłu ma o n s w o j e a n a l o g i e w e w s p ó ł c z e s n e j kulturze t y p u

w w y p o w i e d z i a c h r o z m ó w c ó w nie m a m y d o czynienia z w a r i a n ­

l u d o w e g o . J a k o przykłady służyć m o g ą k o ś c i ó ł z „ M a t k ą Boską

t a m i t e g o s a m e g o — jak t o się m ó w i w f o l k l o r y s t y c e w o d ­

Kleberczyków", p a n o r a m a o b r o n y W i z n y , p o m n i k

legionisty,

9

niesieniu d o l o k a l n y c h i n w a r i a n t ó w — j e d n e g o tekstu.

Czy

O d c z y t y w a n i e ( h e r m e n e u t y k a ) s y m b o l u może g o poszerzać."

po t y m uznać rzecz za już w y c z e r p a n ą ? A n t r o p o l o g i a p r o p o n u j e

P r z y p o m i n a m interpretację rzutu przyziemia kaplicy: krzyż. Krzyż

krok następny, k t ó r y należy u c z y n i ć z p o m o c ą h e r m e n e u t y k i ,

Virtuti M i l i t a r i , V i r t u t i . . . dla papieża, z w y c i ę s t w o chrześcijaństwa

wykorzystując ją na ile t o m o ż l i w e .

w Polsce. A l e też w z i ę t a g l o b a l n i e s y m b o l i k a kaplicy, jej wnętrza

i pomniki l u d o w e w o g ó l e — badacze n o t u j ą takie z j a w i s k o .

10

Maria J a n i o n napisała kiedyś, że w czasach t r u d n y c h i przeło­

i otoczenia o d c z y t y w a n a i rozumiana była j a k o zbiór z n a k ó w

m o w y c h dla n a r o d u , uczestnicy społecznej k o m u n i k a c j i w trakcie

o p i s u j ą c y c h tragedię Ojczyzny ( h e ł m y , orły, droga k r z y ż o w a ) .

porozumiewania się c h ę t n i e j p o s ł u g u j ą się s t e r e o t y p a m i , a sztuka

G d y ma się p r z y s w o j o n y w s p ó l n y system s y m b o l i c z n y — g d y

popada w banał, b o w i e m potrzeba raczej z n a k ó w i f o r m dla idei
i pojęć nie zaś n o w y c h r o z w i ą z a ń a r t y s t y c z n y c h .

11

Dziesięciolecie

1 9 7 9 — 1 9 8 9 okazało się w n a j n o w s z e j historii Polski okresem
przełomu, w k t ó r y m s p o l a r y z o w a n e s p o ł e c z e ń s t w o z j e d n o c z y ł o
się przeciw t z w . „ w ł a d z y " p o d w s p ó l n y m z n a k i e m „ S o l i d a r n o ­

porzuca się s t a n o w i s k o w i d z a

1 4

— m o ż l i w a jest relacja her-

meneutyczna.
s y m b o l integruje różne płaszczyzny — kosmiczną, t e o l o g i ­
czną, a n t r o p o l o g i c z n ą , egzystencjalną, scalając wszystkie te
p o z i o m y nie stapia ich w j e d n o . . . "
1 5

ś c i " . Opierając się później presji jaką w o b e c n i e g o z a s t o s o w a ł a

Taka natura s y m b o l u p o z w a l a p o ś w i ę c i ć kaplicę p a p i e ż o w i

„ w ł a d z a " , d o p r o w a d z i ł o ostatecznie d o jej u p a d k u . W t a k i c h

i n a r o d o w i . Papieża p o z w a l a postrzegać j a k o „ s w o j e g o " i r ó w n o ­

w a r u n k a c h treści i idee w y p o w i a d a n o w s p o s ó b jaki przedstawiła

cześnie reprezentanta

to Maria J a n i o n . N o ś n i k a m i t y c h treści b y ł y znaki z w i ą z w a n e

i s y m b o l i c z n y sens J e g o n i e z w y k ł e j postaci w umieszczonej na

z tradycją n a r o d o w ą . Z tej sfery p o c h o d z ą s y m b o l e , które „ d a j ą d o

k a p l i c y d e d y k a c j i : „ P a s t e r z o w i — pasterze". Tak też o d c z u w a j ą

pewnej d u c h o w o ś c i , widzieć

fizyczny

myślenia" także w p r z y p a d k u k a p l i c y s p o d Turbacza. O n e są

mistykę gór i ich hierofaniczny w y m i a r c i , którzy uważają, że g d y

czytelne. Pisze hermeneuta:

trudzą się z d o b y w a j ą c w y ż y n y idąc na mszę p o d Turbacz, t o

Poza kręgiem w i a r y i m u r e m ś w i ą t y n i relacja h e r m e n e u t y c z na pojawia się t y l k o w g r a n i c a c h ' O j c z y z n y ' i w sferze p a t r i o t y z ­
mu: każdy jej ' s y n ' o ż y w i a n y ' u c z u c i e m ' p a t r i o t y c z n y m ' c h w y t a
w lot' wszystkie ' z n a k i ' p r z e m a w i a j ą c e d o ń w jej i m i e n i u , p o n i e ­

o d b y w a j ą też d r o g ę d u c h o w ą ( „ m s z a ma t u większe z n a c z e n i e " )
b o p o w t ó r z ę za ś w . A u g u s t y n e m :
„...Sercem w s t ę p u j e m y na w y ż y n ę i ś p i e w a m y pieśń s t o p n i .
O g n i e m T w o i m — o g n i e m d o b r y m — pałamy i idziemy. W górę
idziemy ku p o k o j o w i J e r o z o l i m y n i e b i a ń s k i e j . . . "
16

„ Ż y c i e s y m b o l i c z n e " k a p l i c y p o d T u r b a c z e m przekroczyło już
intencje jej t w ó r c ó w . W kaplicy p r z y b y w a w c i ą ż n o w y c h e l e m e n ­
t ó w : e m a l i o w a n a tablica w b i a ł o - n i e b i e s k i e pasy z trójkątem
i literą „ P " w j e g o p o l u , z w i e ń c z o n ą d r u t e m kolczastym, portret
M a x y m i l i a n a K o l b e g o , ryngrafy M a t k i Boskiej, figurka Chrystusa
F r a s o b l i w e g o , różańce, sznury s z t u c z n y c h korali, krzyżyki, szarfy,
plakietki z r a j d ó w t u r y s t y c z n y c h , szkolne tarcze, pęki kluczy, j a k o
dekoracje — d z b a n k i , h u b y , kłosy zbóż, ż y w e i suszone k w i a t y ,
liście, w r z o s y i t d . W s z y s t k o t o razem z w y p o s a ż e n i e m z n a n y m już
z „ w y k ł a d n i w z o r c o w e j " t w o r z y coraz bogatszy w y r a z i atmosferę
s y m b o l i c z n ą kaplicy. Jest to...
„ . . . także c h w i l a , kiedy s y m b o l e nakładają się na siebie. W t y m
miejscu zatrzymuje się hermeneutyka — niechaj przemawiają
symbole..."
1 7

Wskazałem p o w y ż e j

na p e w n e m o ż l i w o ś c i

interpretacyjne

sygnalizując t y m s a m y m p r o b l e m ogólniejszy, związany z o d ­
c z y t y w a n i e m t e k s t ó w s y m b o l i c z n y c h . W o d k r y w a n i u ich s e n s ó w
trzeba brać r ó w n o c z e ś n i e p o d u w a g ę kilka rozwiązań. W o m a ­
w i a n y m p r z y p a d k u m a m y d o czynienia z „interpretacją w z o r ­
c o w ą " oddającą intencje t w ó r c y o b i e k t u , z tekstami l e g e n d o ­
w y m i , jakie krążą o kaplicy, z interpretacjami t u r y s t ó w i uczest­
n i k ó w n a b o ż e ń s t w i wreszcie z niniejszym tekstem. Każdy z nich
istnieje dzięki i n n y m k o m p e t e n c j o m . Łącznie p o w s t a ł a

więc

struktura s y m b o l i c z n a , w i e l o k r o t n i e z a k o d o w a n a , p o d a t n a na
dalsze inne jeszcze interpretacje.
Nie m o g ę się w i ę c p o w s t r z y m a ć by nie dorzucić propozycji
jeszcze j e d n e g p o d c z y t a n i a . T y m razem poprzez skojarzenia jakie
p o d s u w a p e w i e n tekst literacki. J u ż o n sam może być kluczem
interpretacyjnym:
„...ściany c h l e w i k ó w , k o m ó r e k i b u d y n k ó w w s z y s t k o było
p o m a l o w a n e farbami o l e j n y m i , a j e d e n obraz przechodził w d r u g i
c h o c i a ż n i e w i e l e miały ze sobą w s p ó l n e g o . . . A t u , proszę p a n ó w ,
m a m y k u c h n i ę — w o ł a ł koźlarz — w c h o d z ą c t y ł e m d o pomiesz­
czenia. Tutaj w s z y s t k o m a m y p o m a l o w a n e : nie t y l k o ściany

35

�i sufit, ale i szafy i t o nie t y l k o na z e w n ą t r z , ale i w e w n ą t r z .
Ściany k u c h n i lśniły jak w n ę t r z e pieczary. S m u t n i mężczyźni
c a ł o w a l i ciężarne k o b i e t y , w tle b o d ł y się r o g a m i białe w o ł y , nad
ł ó ż k i e m kięczała m ł o d a kobieta i myła w w o d z i e strumyka f l a k i .

a w z d ł u ż szpaleru w i e r z b j e c h a ł m u z y k a n t z z a r z u c o n y m na ramię
h e l i k o n e m na rzemieniu... Proszę z w r ó c i ć u w a g ę na t e n kredens,
obrazy mają t u s w ó j ciąg dalszy w e w n ą t r z kredensu i ciągną się
zeń na z e w n ą t r z — uśmiechał się pan Z e r k o . . . "
1 8

PRZYPISY

1

P. Ricouer, Egzystencja
i hermeneutyka.
Warszawa 1985
( w y d . 2 ) s. 5 8 — 7 5
Z. B e n e d y k t o w i c z , Symbol
w etnografii,
„ P o l s k a Sztuka
L u d o w a " R. 4 2 : 1 9 8 8 nr 3, s. 1 4 7
Tamże, s. 1 4 8
T. Kochański, Kaplica na Turbaczu.
B i u l e t y n OTG PTTK na
T u r b a c z u , l u t y — październik 1 9 8 9 ( d r u k u l o t n y ) .
W g r o m a d z e n i u m a t e r i a ł ó w brali udział s t u d e n c i uczestnicy
k o n w e r s a t o r i u m jakie p r o w a d z i ł e m w r o k u a k a d . 1 9 8 8 / 8 9
M . Gładysz, Góralskie zdobnictwo
drzewne na Śląsku, Kra­
k ó w 1 9 3 5 , tenże, Zdobnictwo
metalowe na Śląsku, K r a k ó w 1 9 3 8
K. Ł o z i ń s k a , „Więc oto idzie papież słowiański...
„Roman­
t y c z n e t ł o m i t y c z n e g o w i z e r u n k u J a n a Pawła I I , „ P r a c e Etno­
g r a f i c z n e " Z N U J z. 2 7 : 1 9 9 0 , s. 3 9
Tamże, s. 41
A . J a c k o w s k i , Ryszarda
Chlebowicza
panorama
obrony
2

3

4

9

8

7

8

9

36

Wizny, „ P o l s k a Sztuka L u d o w a " R. 3 9 : 1 9 8 5 nr 1/2, s. 4 5 — 5 8 ,
A . M a ł e t a , Ludowy pomnik legionisty,
„ P o l s k a Sztuka L u d o w a "
R. 3 5 : 1 9 8 1 , nr 1 / 4 , s. 1 5 1 — 1 5 5
A . J a c k o w s k i , Pomnik ludu, „ P o l s k a Sztuka L u d o w a " R.
3 5 : 1 9 8 1 nr 3 / 4 , s. 1 3 1 — 1 5 0
M . J a n i o n , Czas formy otwartej. W a r s z a w a 1 9 8 4 , s. 1 3 4
S. C i c h o w i c z , Cóż po hermeneucie
w czasie biedy
Polska
Sztuka L u d o w a " R. 4 2 : 1 9 8 8 , nr 3, s. 1 7 3
Ricouer, o p . c i t , s. 6 6 — 6 8
Tamże, s. 6 9
B e n e d y k t o w i c z , Symbol...,
s. 1 4 8 , Ricouer,
Egzystencja...,
s. 6 8
Ś w . A u g u s t y n , W y z n a n i a , X I I I , 9 ( t ł m . Z. K u b i a k ) .
Ricoeur, o p . cit., s. 1 4 6
B. Hrabal, Bambini di Praga 1947 ( w : ) t e g o ż , Lekcja
tańca
dla starszych i zaawansowanych,
P I W W a r s z a w a 1 9 6 7 , s. 8 3 — 8 6
1 0

1 1

1 2

1 3

1 4

1 5

1 8

1 7

1 8

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6687" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6667">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e2c7fb9ec53fb6803befd220e2132786.pdf</src>
        <authentication>bc74a5e9327b567232205b4fc3d5c074</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79693">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2933</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79694">
                <text>1992</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79695">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2737</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79696">
                <text>Rzecz o pewnej propagandzie / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79697">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.1, s.41-48</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79698">
                <text>Łysiak, Wojciech</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79699">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79700">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79701">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79702">
                <text>Wojciech Łysiak

RZECZ O PEWNEJ PROPAGANDZIE
O d r o d z o n e u s c h y ł k u 1 9 1 8 r o k u p a ń s t w o polskie już w p i e r w ­

p o l a n , inne w a r u n k i g o s p o d a r c z e i p o l i t y c z n e w j a k i c h przyszło im

szych d n i a c h s w e g o n i e p o d l e g ł e g o b y t u n a t k n ę ł o się na p o w a ż n e

żyć w c i ą g u p o n a d 1 2 0 lat p r u s k i e g o z a b o r u , inna w

trudności e k o n o m i c z n e i p o l i t y c z n e . S z y b k o następujące

m e n t a l n o ś ć oraz szczególnie p r a g m a t y c z n y stosunek d o p r a w a ,

po

końcu

sobie w y d a r z e n i a i o g ó l n i e n i e p e w n a sytuacja w e w s z y s t k i c h

niezależnie przez k o g o s t a n o w i o n e g o , sprawiały, że o d b i ó r treści

niemal obszarach życia s p o ł e c z n e g o w y k r e o w a ł y potrzebę t ł u ­

p r o p a g a n d o w y c h będących wyrazem wspomnianych wydarzeń

maczenia ich oraz p r z e k o n y w a n i a zasadności p o s u n i ę ć w ł a d z

nie zawsze przebiegał t u tak, jak życzyliby sobie ich autorzy

centralnych r ó ż n y m i ś r o d k a m i perswazji z n a n y m i p r o p a g a n d z i e .

i organizatorzy.

Opinia p u b l i c z n a zależna jest w s z a k o d p r o p a g a n d y i ściśle z nią
związana. Ludzie najczęściej

nie t w o r z ą n o w y c h o p i n i i

lecz

Troska o p r z y c h y l n ą p o s u n i ę c i o m Rządu i Naczelnika Państwa
o p i n i ę s p o ł e c z e ń s t w a w i e l k o p o l s k i e g o s p r a w i ł a , że na łamach

przyswajają sobie o p i n i e g o t o w e , s p r e p a r o w a n e w t y m w ł a ś n i e

urzędowej

celu. Biorą je z i n w e n t a r z a z a a k c e p t o w a n y c h p o g l ą d ó w z n a j ­

p r o p a g a n d o w e hasła p r z y p o m i n a j ą c e o pożyczce, np.:

dujących się p o d ręką, nieznacznie je t y l k o m o d y f i k u j ą c . P r o p a ­
ganda b o w i e m p r o w o k u j e d o u c z e s t n i c t w a w życiu s p o ł e c z n y m ,
a opinia społeczna jest w y r a z e m t e g o u c z e s t n i c t w a . Propaganda
to, jak t w i e r d z i M a r c i n C z e r w i ń s k i , „ u r a b i a n i e p o g l ą d ó w , przy­
1

wabianie ludzi, k i e r o w a n i e z a c h o w a n i a m i " . J e d n y m z k a n a ł ó w
docierania d o mas była prasa, a jej m o ż l i w o ś c i o d d z i a ł y w a n i a
sprawiały, że najchętniej w y k o r z y s t y w a n a była w okresie kształ­
towania się p a ń s t w o w o ś c i polskiej p o I w o j n i e ś w i a t o w e j .
Chcę t u wskazać na n i e w i e l k i obszar k u l t u r y z o r i e n t o w a n e j na
masy, i m e c h a n i z m t w o r z ą c y o p i n i ę społeczną. Nie

sposób

w rozważaniach t y c h u n i k n ą ć p e r s p e k t y w y s o c j o l o g i c z n e j . Nie
chodzi mi t u j e d n a k o szeroko p o j m o w a n y p r o b l e m s o c j o l o g i i
odbioru, o p e r s p e k t y w ę s o c j o l o g i c z n ą
bardziej „ w e w n ę t r z n y "

rozumianą w

węższy,

względem tekstu sposób. Chodzi

tu

b o w i e m o analizę t z w . „ o d b i o r c y w i r t u a l n e g o " , a szerzej: całej

prasy lokalnej już w

połowie

maja p o j a w i ł y

się

„ L e p i e j o d d a j t e n grosz k r a j o w i
o p ł a c i ci się s t o k r o t n i e i zdobędziesz
zasługę.
Podpisz Pożyczkę Odrodzenia P o l s k i " . "
W t y m czasie, g d y w o j s k a polskie ruszyły w kierunku K i j o w a ,
w i e l k o p o l s k a prasa nie zamieściła ż a d n y c h paraliterackich haseł
r e a g u j ą c y c h na t o w y d a r z e n i e . J e d n a k już w tydzień po zajęciu
s t o l i c y Ukrainy, w w i e l u pismach na pierwszych

stronicach

p o j a w i ł a się taka o t o informacja:
„ K i j ó w wzięty!
Żołnierz polski stanął nad brzegiem Dniestru! Rozbił
stutysięczne armie w r o g a i olbrzymią zdobycz osiągnął.
T o u c z y n i ł żołnierz p o l s k i ,
A tyś c o u c z y n i ł dla t e g o żołnierza?
J a k m u pomagasz z w y c i ę ż a ć ?
Czy podpisałeś j u ż
POŻYCZKĘ O D R O D Z E N I A P O L S K I " .
6

2

„ p o e t y k i o d b i o r u " z a p r o g r a m o w a n e j w strukturze t e k s t u .

Ł a t w o dostrzec t u prostą grę na e m o c j a c h .

Entuzjastycznie

Przedmiotem r o z w a ż a ń będą d w a , p o z o r n i e różne, w y d a r z e n i a

przyjęte z d o b y c i e K i j o w a b y ł o w s z a k p i e r w s z y m o d odzyskania

z 1920 r o k u oraz udział w ich r o z p r o p a g o w a n i u i k s z t a ł t o w a n i u

n i e p o d l e g ł o ś c i w i e l k i m sukcesem m i l i t a r n y m Polski, e c h e m d a w ­

o c z e k i w a n y c h n a s t r o j ó w literatury p r o p a g a n d o w e j d r u k o w a n e j

n y c h z w y c i ę s t w z c z a s ó w ś w i e t n o ś c i p r z e d r o z b i o r o w e j Rzeczy­

na łamach l o k a l n e j , w i e l k o p o l s k i e j prasy. P i e r w s z y m z n i c h b y ł o

pospolitej.

uchwalenie przez Sejm U s t a w o d a w c z y 2 7 l u t e g o 1 9 2 0 r o k u

P o d o b n y c h haseł p r o p a g a n d o w y c h w p r o s t n a w o ł u j ą c y c h d o

d w ó c h pożyczek ( d ł u g o - i k r ó t k o t e r m i n o w e j ) . Pierwsza t o 5%

w y k u p u o b l i g a c j i pożyczek p a ń s t w o w y c h bardzo d u ż o z n a j ­

Pożyczka O d r o d z e n i a Polski, z w a n a „ M i l i o n ó w k ą " , d r u g a t o 4 %

d z i e m y na ł a m a c h prasy w y c h o d z ą c e j w maju i c z e r w c u 1 9 2 0

pożyczka p r e m i o w a , z w a n a p o w s z e c h n i e „ P r e m i ó w k ą " .

Obie

r o k u . O b s e r w o w a ć t u j e d n a k będziemy nie t y l k o zjawiska parali-

przeznaczone były na p o k r y c i e d e f i c y t u b u d ż e t o w e g o z w i ą z a n e ­

terackie, lecz przede w s z y s t k i m poezję p r o p a g a n d o w ą realizującą

go z t w o r z e n i e m p a ń s t w o w o ś c i polskiej oraz p r z y g o t o w a n i a m i

„ s t r a t e g i ę u c z e s t n i c t w a " , by użyć pojęcia Edwarda Balcerzana.

do w o j n y z Rosją Radziecką. Pożyczki te o s i ą g n ę ł y

J e j g ł ó w n y m e c h a n i z m o d d z i a ł y w a n i a s p r o w a d z a się d o prostych

poważne

rozmiary, s t a n o w i ą c najbardziej w y d a j n e ź r ó d ł o pokrycia
budżetowych.

3

Drugim

zaś w y d a r z e n i e m

była

wojna

7

luk

e f e k t ó w e m o c j o n a l n y c h i b e z p o ś r e d n i c h apeli, kosztem uprosz­

pols­

czeń i redukcji artystycznych r o z w i ą z a ń . O d b i ó r t y c h treści stawał

k o - b o l s z e w i c k a . Te a u t o n o m i c z n e z p o z o r u w y d a r z e n i a , w o p i n i i

się w ó w c z a s irracjonalny i zależny o d sympatii czy uprzedzeń już

społecznej t w o r z y ł y s p ó j n y i j e d n o l i t y obszar

t k w i ą c y c h w ś w i d o m o ś c i bądź p o o d ś w i a d o m o ś c i o g ó ł u o d b i o r ­

rzeczywistości

p o l i t y c z n o - e k o n o m i c z n e j s p r a w n i e w y k o r z y s t y w a n y przez s p e c ­

c ó w . Perswazja w y d a j e się być skuteczniejsza g d y nie o d w o ł u j e

jalistów o d p r o p a g a n d y Urzędu Organizacji

się w p r o s t d o e m o c j i w y ż s z e g o rzędu, lecz i m p u l s ó w

Pożyczki

Państ­

w o w e j dla byłej d z i e l n i c y pruskiej oraz r e d a k t o r ó w p o s z c z e g ó l ­
nych p o w i a t o w y c h

pism u r z ę d o w o y c h . Rozpętana

pod-

świadomościowych.

wówczas

O d czerwca hasła p r o p a g a n d o w e w znacznej mierze w y p i e r a n e

kampania p o z w a l a w y r a ź n i e dostrzec rodzaj s t o s o w a n y c h c h w y ­

są przez u t w o r y literackie p o d n o s z ą c e ten w ł a ś n i e temat. Poezja

tów. Sztuczna j e d n a k o w o ż rzeczywistość p r o p a g a n d o w a gęst­

propagandowa

nieje w w a r u n k a c h k a m p a n i i i ł a t w o m o ż e b y ć

t y l k o o d n o s i się d o p r z e d m i o t u apeli. Powstała b o w i e m

przedmiotem

obserwacji.

poświęcona

g r u n c i e toczącej się w o j n y

agitacji „ p o ż y c z k o w e j "
i to wojna

pozornie

była j e d y n y m

na

bodaj

Proces k s z t a ł t o w a n i a o p i n i i p u b l i c z n e j d e t e r m i n o w a n y jest

m o t o r e m , który w y z w o l i ł potrzebę takiej poezji. T e m u z a g a d ­

wieloma c z y n n i k a m i w y n i k a j ą c y m i na o g ó ł z u k ł a d u s p o ł e c z ­

n i e n i u c h c i a ł b y m p o ś w i ę c i ć t u w i ę c e j u w a g i , b o w i e m jest t o

nego, p o l i t y c z n e g o oraz p r z y m u s u k u l t u r o w e g o , narzucającego

n i e z w y k l e interesujący i m a ł o znany obszar literatury p o p u l a r n e j .

wzory z a c h o w a ń . P r z e d m i o t e m z a i n t e r e s o w a n i a o p i n i i p u b l i c z ­

W w i e l k o p o l s k i e j prasie lokalnej o d czerwca d o g r u d n i a 1 9 2 0

nej są przede w s z y s t k i m p r o b l e m y a k t u a l n e w y n i k a j ą c e z przeży­

r o k u p o j a w i ł o się blisko pięćdziesiąt w i e r s z o w a n y c h

wania w y d a r z e ń n i e s i o n y c h z j e d n e j s t r o n y przez środki m a s o w e ­

p r o p a g a n d o w y c h p o w t a r z a n y c h w i e l o k r o t n i e w t y c h samych

go przekazu, z d r u g i e j przez u s t n y o b i e g informacji o w y d a r z e ­

pismach.

niach l o k a l n y c h . T r u d n o uznać o p i n i ę p u b l i c z n ą za s u m ę i n ­

Krasickiego:

d y w i d u a l n y c h o p i n i i zwartej g r u p y ludzi.* Jest t o raczej j e d n a
z form ś w i a d o m o ś c i s p o ł e c z n e j u j a w n i a j ą c a się w

kontekście

aktualiów s p o ł e c z n o - p o l i t y c z n y c h .
W i e l k o p o l s k a p o k o r z y s t n y m rozstrzygnięciu z r y w u n i e p o d l e g ­
ł o ś c i o w e g o leżała na u b o c z u w i e l k i e j p o l i t y k i i w y d a r z e ń d z i e j o ­
wych jakie w roku 1 9 2 0 r o z g r y w a ł y się na Kresach W s c h o d n i c h .
Inne w a r u n k i k s z t a ł t o w a n i a się ś w i a d o m o ś c i n a r o d o w e j W i e l k o ­

8

tekstów

Pierwszym z n i c h był p r z e t w o r z o n y u t w ó r Ignacego

„ N i e patrzajmy na w z o r k i :
Zeszły się raz d w a w o r k i ,
Pozłacany
i skórzany.
P o z d r o w i w s z y się serdecznie
Rzekł złoty: „ T o niezręcznie,
lżeś skórzany,
I obszarpany,

41

�M ł o d z i e ń c y , starce, żołnierze?
G d y z n o w u zbiorą się c h m u r y
G d y z n o w u na w a s z a w o ł a
Czy dacie serca w o f i e r z e ? "

G d y patrzę na Cię,
Żal mi cię b r a c i e " . —
— „ J a m obszarpany".
Rzekł m u skórzany,
„ L e c z każdy m n i e w i ę k s z y m s z a c u n k i e m darzy,
Bo w t o b i e pełno b a n k n o t ó w paskarzy.
J a m też nie narażony, jak t y , na straty,
Bo w e m n i e są Pożyczki Polskiej a s y g n a t y " .

1 2

W k r ó t c e p o n i m prasa d r u k o w a ł a r ó w n i e ż a n o n i m o w y wiersz pt.
Przypomnij

T r u d n o j e d n a k przejść d o s p r a w e g z e m p l a r y c z n y c h nie za­

kultury m a s o w e j , jej p e w n y m , w ą s k i m obszarem k u l t u r y s ł o w n e j ,
t o czy w y o d r ę b n i e n i e takie ma j a k i e k o l w i e k racjonalne

pod­

s t a w y ? Z drugiej zaś s t r o n y zapytać należy, czy literatura ta
p o s ł u g i w a ł a się jakąś szczególną retoryką, czy w języku przez nią
w y k o r z y s t y w a n y m kryły się jakieś szczególne w ł a ś c i w o ś c i o d ­
d z i a ł y w a n i a , inne o d t y c h j a k i m i p o s ł u g u j e m y się w r o z m a i t y c h
p o z a s ł o w n y c h systemach z n a k o w y c h ? C h o d z i mi t u o k w e s t i ę
s k u t k u s p o ł e c z n e g o , p o w o d o w a n e g o — realnie l u b c h o ć b y t y l k o
się o b i e k t y w n i e

wykryć

intencji

komunikacyjnej

— przez określony fakt k u l t u r y . I n n y m i s ł o w y , c h o d z i o miejsce
i rolę d a w n e g o tekstu w historycznie o k r e ś l o n y m s p o ł e c z n y m
procesie k o m u n i k a c j i , a m ó w i ą c najprościej — o związek t e g o
tekstu z problematyką o d b i o r u . Nie c h o d z i mi t u j e d n a k o okreś­
lenie t y c h t e k s t ó w j a k i m k o l w i e k znakiem w a r t o ś c i u j ą c y m , nie
chodzi o o c e n ę ich w a l o r ó w artystycznych. J e d y n y m

bodaj

kryterium o c e n y t y c h t e k s t ó w może być kryterium ich s p o ł e c z ­
nego skutku.
W r ó ć m y j e d n a k d o rzeczywistych inspiracji o w e j literatury. G d y
kraj u p o j o n y z w y c i ę s t w a m i na Ukrainie ś w i ę t o w a ł sukcesy p o l ­
skiego oręża, na f r o n c i e sytuacja uległa g w a ł t o w n e j zmianie na
niekorzyść Polski. O d d z i a ł y A r m i i C z e r w o n e j opuszczając K i j ó w
p r z y g o t o w y w a ł y się d o uderzenia na f r o n c i e p ó ł n o c n y m , gdzie
już d a w n o rząd radziecki k o n c e n t r o w a ł w o j s k a , osłabiając j e g o
kosztem f r o n t p o ł u d n i o w y . Po o s t a t e c z n y m u p o r a n i u się z siłami
Denikina, armia radziecka całą s w o j ą siłę skierowała p r z e c i w k o
Polsce. O f e n s y w a z f r o n t u p ó ł n o c n e g o o d b y w a ł a się p o d hasłami
n a r o d o w y m i j e d n o ś c i Ukrainy z Rosją. „ P o m i ę d z y m ł o t e m reakcji
a kowadłem

ogólnego

niezadowolenia

wywołanego

ogólną

nędzą, p a n o w i e L e n i n o w i e i T r o c c y nie w i d z i e l i dla siebie innej
ucieczki, jak poruszenie p r z y t ę p i o n y c h

uczuć

patriotycznych

w ludzie rosyjskim i zatrąbili na krucjatę p r z e c i w P o l s c e . . . "

10

Krucjata ta rozpoczęła się 1 4 maja 1 9 2 0 roku na f r o n c i e
p ó ł n o c n y m , d o w o d z o n y m przez 2 7 - l e t n i e g o w ó w c z a s M i c h a ł a
T u c h a c z e w s k i e g o . 1 2 czerwca w o j s k a radzieckie zajęły K i j ó w ,
a f r o n t przerwany został na całej niemal d ł u g o ś c i .

11

Właśnie

w ó w c z a s , g d y w o j s k a polskie b y ł y w o d w r o c i e , w prasie w i e l k o ­
polskiej p o j a w i ł się wiersz pt. Czy dacie serca
„ A kiedy w s t a w a ł a z g r o b u
Po długiej strasznej n i e w o l i .
Ojczyzna nasza...
L u d pracujący na roli,
W jarzmie s r o g i e g o w ł o d a r z a
Stanął o d b l a s k ó w o l ś n i o n y .
W zorzy p ł o n ę ł y z a g o n y ,
Bory c h y l i ł y się k o ł e m .
I k w i a t y g ł o w y chyliły.
Kobiety starce i dzieci,
I prości bracia — żołnierze,
Stali, a serca im biły...
A kiedy w r o g ó w g r o m a d a
D z w o n i ł a w ł a ń c u c h y świeże,
By z n o w u zakuć jej d ł o n i e .
Kto żył! K o m u śmierć blada,
Była zaszczytem i s ł a w ą ,
Ten niósł jej życie w ofierze...
Oczy im zaszły mgłą k r w a w ą ,
Pot z n o j n y zrosił im skronie —
A ż d o p e ł n i ł o się p r a w o !
J u ż ś w i t na n o w y m z a g o n i e ,
J u ż kłos d o ś p i a ł y się m i e n i
I zorza w blaskach już p ł o n i e !
Czy przestał k o c h a ć jak który,
Bracia w maju rodzeni?

42

w

o d w o ł u j ą c y się d o

najskrytszych

„ G d y Polska jeszcze była w g r o b i e ,
0 jej w o l n o ś c i każdy śnił!
1 o b i e c y w a ł każdy sobie,
Ze nie oszczędzi dla niej sił!
O! każdy w t e d y d a ł b y życie
I w s z y s t k o c o w skarbnicy miał!
By t y l k o w i d z i e ć ją w r o z k w i c i e ,
Całe by m n i e n i e za t o dał!
Czekałeś d ł u g o Z m a r t w y c h s t a n i a ,
Czekałeś d ł u g o na Jej z e w ,
Patrz! O t o w s t a j e Ś w i t Zarania...
J u ż boski na nas m i n ą ł g n i e w . . .
Patrz! O t o Ona wreszcie wstała
Z k a j d a n ó w , z b ó l u , k r w i i łez...
M ę c z a r n i e s w o j e przecierpiała
I przyszedł dla niej b ó l u kres!
O t o w y c i ą g a s w o j e ręce.
Na k t ó r y c h jeszcze kajdan ślad...
Czyż J ą nie wesprzesz p o tej męce?!
J u ż czas byś s w o j ą ofiarę kładł.
W miastach i siołach w k o ł o zniszczenie,
Jeszcze p a n u j e nędza i g ł ó d .
Skądże p o w s t a n i e ich Odrodzenie
Z t w e j ofiary i przez t w ó j t r u d :
S p a l o n e k t o o d n o w i sioła?
I kto tysiącom wróci dach!
Wszak t o uczynić m o c t w a z d o ł a !
T o b i e o d e g n a ł w o j n y strach!
Kto o d b u d u j e te kościoły,
W k t ó r y c h d z i ę k c z y n n y zabrzmi ś p i e w .
Kto d z i e c i o m da naukę, szkoły
Wszak t y l k o t y ! Czy słyszysz z e w ?
P r z y p o m n i j stare o b i e t n i c e !
Z z a m i a r ó w o g i e ń ś m i a ł o skrześ.
O t w ó r z bez żalu s w ą skarbnicę.
Na o d r o d z e n i e Polski nieś!
A g d y położysz s w ą ofiarę.
Dasz i n n y m d o b r y przykład s w ó j !
Polska p r z y p o m n i lata stare
I ś m i a ł o w r o g o m krzyknie: S t ó j !
A będzie silna i w s p a n i a ł a .
O d r o d z i się na n o w o kraj.
Dla Cię nagroda będzie miała!
W i ę c na Pożyczkę hojnie d a j ! "

nia takiej literatury. Jeśli b o w i e m zająć się t u przyjdzie w y c i n k i e m

dającej

obietnice

— apelem o w y k u p o b l i g a c j i Poożyczki N a r o d o w e j :

s t a n o w i w s z y się nad t e o r e t y c z n y m i m o ż l i w o ś c i a m i o d d z i a ł y w a ­

w

stare

uczuć, d o p a t r i o t y c z n e g o s u m i e n i a , z a k o ń c z o n y s i l n y m a k c e n t e m

9

ofierze,

1 3

4 lipca rozpoczęła się d r u g a o f e n s y w a radziecka. W o j s k a M i c h a ł a
T u c h a c z e w s k i e g o uderzyły siłą czterech armii i j e d n e j

grupy

operacyjnej na linie polskie, by „ p o t r u p i e P o l s k i " jak m ó w i ł
d o w ó d c a tej operacji, przenieść r e w o l u c j ę d o Europy Z a c h o d n i e j .
Rozpoczęła się t r w a j ą c a bez p r z e r w y przez p ó ł t o r a

miesiąca

o f e n s y w a , a o d w r ó t w o j s k p o l s k i c h tragiczny i d r a m a t y c z n y , k t ó r y
d o p i e r o u przedproża W a r s z a w y zamienił się w o d w r ó t Rosjan
r ó w n i e tragiczny i g w a ł t o w n y , z a k o ń c z o n y c a ł k o w i t ą

klęską

„ p o c h o d u za W i s ł ę " . Z k o ń c e m lipca A r m i a C z e r w o n a zbliżała się
d o etnicznej g r a n i c y Polski. Nie zatrzymały jej ani przeciągające
się r o k o w a n i a p o l s k o - r a d z i e c k i e , ani działania armii W r a n g l a ,
ostatniej „ b i a ł e j " armii p r ó b u j ą c e j w y r w a ć się z krymskiej p u ł a p k i .
Lenin o d r z u c i ł wszystkie p r o p o z y c j e c z ł o n k ó w KC a b y p r z e r w a ć
o f e n s y w ę na f r o n c i e p o l s k i m i s k o n c e n t r o w a ć się na W r a n g l u .
P r z e w o d n i c z ą c y Rady Komisarzy L u d o w y c h w i e d z i a ł , że „ b i a l i "
i Polacy nie będą uzgadniali s w o i c h działań. W trakcie r o z m ó w
z M a r c h l e w s k i m o s o b i s t y przedstawiciel rządu p o l s k i e g o przeka­
zał p r z e d s t a w i c i e l o w i Lenina, że p o d s t a w ą p o l i t y k i P i ł s u d s k i e g o
w

stosunku do

Rosji jest pragnienie

niedopuszczenia

„aby

reakcja rosyjska z n o w u z a p a n o w a ł a " . Sam W r a n g e l nie p r z e d ­
s t a w i a ł p o w a ż n e g o niebezpieczeństwa dla w ł a d z y r a d z i e c k i e j .

14

W t y m czasie, g d y na f r o n c i e p o d n o s i ł się s t o p i e ń d r a m t u r g i i ,
a pozycje polskie systematycznie przesuwały się na z a c h ó d , g d y
b o j o w e hasło b o l s z e w i k ó w „ n a W a r s z a w ę ! " zastąpiło hasło „ n a
B e r l i n ! " , w o d l e g ł e j W i e l k o p o l s c e o d p o ł o w y lipca zaczynało
coraz częściej p o j a w i a ć się paraliterackie hasło:

�„ P o l s k i bagnet i polski
pieniądz
są Europie dzisiaj rękojmią
odrodzenia, Polsce g w a r a n c j ą
wspaniałej p r z y s z ł o ś c i " .
15

W y d a j e się, że w t y m w y p a d k u , a także w p r z y p a d k u w s z y s t k i c h
i n n y c h , teksty paraliterackie d r u k o w a n e na całej, bądź p o ł o w i e

J a k i ś gorsik.
Pełen trzosik
Chcecie s c h o w a ć ,
Zdeponować
Ostatecznie
I bezpiecznie. —
M o j a rada:
Niechaj składa

Każdy grosze.
C h o ć potrosze
Polsce naszej!
C h o ć na spłaty.
Zysk na raty
I bez straty
Dostaniecie
Asygnaty".
17

pierwszej stronicy l o k a l n y c h c z a s o p i s m , miały o d d z i a ł y w a ć w i z u ­

W trzecim wierszu autor apeluje o p o m o c Polsce w o b e c za­

alnie, a w połączeniu z t w o r z y w e m leksykalnym spełniać f u n k c j e

grożenia, w i a d o m e g o raczej, a c z k o l w i e k n i e n a z w a n e g o :

inspiratorskie. W p r o p a g a n d z i e c h o d z i przecież nie t y l k o o t o ,
żeby ludzi przekonać, ale także, a może przede w s z y s t k i m , aby
pobudzić ich d o c z y n u , w y z w a l a ć energię t k w i ą c ą w masach.
W s p o m i n a ł e m na w s t ę p i e o potrzebie analizy w e w n ą t r z t e k s t o w e j treści p r o p a g a n d o w y c h , a w p r z y p a d k u badania k u l t u r y
m a s o w e j , o potrzebie badania t z w . o d b i o r c y w i r t u a l n e g o i p o e t y ­
ki o d b i o r u w p i s a n e j w s t r u k t u r ę tekstu literackiego. W
takim interesowała

nas "będzie o s o b o w o ś ć

ujęciu

odbiorcy w

nim

„ G d y ś p o l s k i m jest o b y w a t e l e m
S w e szczęście w Polski znajdziesz losie;
G d y cel s w ó j z Polski złączysz celem
J e j siłą będzie T w o j a siła.
Dzisiaj w p o b u d k i polskiej głosie
Słyszysz t ę s k n o t ę sercu miłą:
„ N a p o m o c P o l s c e ! " trąbka w o ł a ,
„ R a t u j s w ą ziemię, miasta, sioła,
Daj na Pożyczkę O d r o d z e n i a !
A B ó g ofiarność tę o c e n i a . . . "
18

„ z a p r o g r a m o w a n a " , j e g o „ w e w n ą t r z t e k s t o w y p o r t r e t " , intereso­
w a ł nas będzie ten zespół e l e m e n t ó w t e k s t u , który

określał

miejsce i rolę czytelnika w e l e m e n t a r n y m procesie k o m u n i k a c y j ­
nym, jaki t w o r z y się w o k ó ł d a n e g o tekstu k u l t u r y . O c z y w i ś c i e nie
odrzucam t u s t a n o w i s k a b a d a w c z e g o , p r o p o n o w a n e g o
socjologię k u l t u r y i m a j ą c e g o charakter raczej

przez

„zewnętrzny",

które zakłada b a d a n e z a c h o w a n i a i reakcje realnych o d b i o r c ó w .
C h c i a ł b y m j e d n a k podkreślić znaczenie „ w e w n ę t r z n e g o " , s o c ­
j o l o g i c z n e g o ujęcia w o b s e r w a c j i „ w e w n ę t r z n e g o " z a p r o g r a m o ­
wania „ p o e t y k i o d b i o r u " p o s z c z e g ó l n y c h t e k s t ó w .

Przyjmując

taką p o s t a w ę w o b e c tekstu nie m o ż n a o g r a n i c z y ć się t y l k o d o
rejestracji s k u t k ó w s p o ł e c z n y c h już zaistniałych na g r u n c i e j e g o
recepcji. C h o d z i t u raczej o p r z e w i d y w a n y s k u t e k o d d z i a ł y w a n i a
treści p r o p a g a n d o w y c h d o s t r z e g a n y w s a m y m tekście, a m o ż l i w y
d o o d c z y t a n i a d r o g ą analizy w e w n ą t r z t e k s t o w y c h

czynników

o w ą recepcję p r o g r a m u j ą c y c h . D r o g a ta z a p r o w a d z i nas d o
odkrycia

propagandowych

mechanizmów

maniulacyjnych,

u b e z w ł a s n o w a l n i a j ą c y c h o d b i o r c ę . S p ó j r z m y zatem na trzy w i e r ­
sze p r o p a g a n d o w e d r u k o w a n e w l i p c u 1 9 2 0 r o k u d o t y c z ą c e
Pożyczki P a ń s t w o w e j , w o b e c z u p e ł n e g o załamania się f r o n t u .
Pierwszy z n i c h s a m y m j u ż t y t u ł e m Przekleństwo

zdradza i n t e n ­

cje n i e z n a n e g o autora w o b e c nieprzystąpienia d o w y k u p u o b l i ­
gacji:
„ O b y ś nie zaznał o d p o c z y n k u ciszy.
G d y myśli grają jak g r a m o f o n stary,
O b y ubrania t w e p o j a d ł y myszy,
I m ó l się zakradł d o każdej kotary,
O b y ś miał zawsze sacharynę w k a w i e ,
I ż o n ę , która p r z e m a w i a b u c i k i e m .
O b y ś mieszkania szukać miał w W a r s z a w i e ,
I całe życie zostać u r z ę d n i k i e m ,
O b y ci szklanki nie p o d a n o p i w a ,
G d y ś zjadł na o b i a d w ę g i e r s k i e salami,
O b y ś c o d z i e ń jeździć m u s i a ł k o l e j a m i ,
O b y ś c o r o k u , bracie, miał bliźnięta,
I nie doczekał się śmierci t e ś c i o w e j ,
O b y ci z b u t ó w w y ł a z i ł a pięta.
Jeśli nie kupisz Pożyczki P a ń s t w o w e j " .
1 6

W d r u g i m zaś w i e r s z u , b ę d ą c y m k o l e j n y m p r z e t w o r z e n i e m u t w o ­
ru I g n a c e g o Krasickiego, treści p r o p a g a n d o w e w c i ą ż jeszcze
mają charakter m a ł o a g r e s y w n y :
„Panie Janie!
W k a ż d y m stanie
Zyskać m o ż n a
M y ś l ostrożna
Obrać u m i e ,
Gdy rozumie,
I obiera,
Gdy otwiera:
T o w czem treści,
W i ę c boleści,
Się ustrzega
Zapobiega,
W czem ma stracić
W czem z b o g a c i ć .
Ten ucztuje,
Ten paskuje.
B l i ź n i c h zdziera.
T a m t e n sknera,
Zbiera grosze,
I potrosze

W banku chowa.
T o nie z d r o w a
Jest lokata.
B o ( d o kata)
Precent mały
Tam dostały
Kapitały!
I n n y c h trując
Maltretując
I paskując
Będzie z t e g o
Nic d o b r e g o :
Honor mały!
Kryminały,
Bo szalbierstwo,
Pasek, z d z i e r s t w o .
Źle p r o w a d z i .
Zawsze zdradzi!
A w i ę c bracie,
Jeśli macie

O b i e , ź r ó d ł o w e k w e s t i e o m a w i a n e j literatury

propagandowej

łączy k o l e j n y tekst, k t ó r e g o f u n k c j a perswazyjna musiała z p e w ­
nością o d d z i a ł y w a ć na społeczne emocje:
„ W y t r w a l i m na kresach, jak d a w n i e j pradziady,
C h o ć stal w nas g o d z i ł a , c h o ć grzmiały kul grady,
C h o ć d y m y n a m oczy zamgliły c z e r w o n e
I usta o t w a r t e na w ę g i e l s p a l o n e
Na p r ó ż n o w z d y c h a ł y za w o d ą . Naboje
Kładź w lufę, mierz dobrze, raz, d w a , pal!... ja stoję...
I nic j u ż nie w i d a ć , huk, g r z m o t i kurzawa,
I nic już nie słychać, piekielna z a b a w a .
Sam jestem p i o r u n e m . B ó g w o j n y m n i e niesie,
W ś r ó d piekła na ziemi, w y t r w a l i m na kresie!
A dziś — j a m służby nie zaparł Ojczyźnie
J a m w i e r n y jej żołnierz. C h o ć nie w n o w e j bliźnie!
R o d a k u ! k i m jesteś, p ó j d ź ze mną, kto ż y w y !
Na szańce, na szańce, kraj ma być szczęśliwy!
Rzucał im o c h o t n i e : k r e w , życie na szale,
Dziś grosza nie skąpmy; N i e c h k w i t n i e w s p a n i a l e .
N i e c h rośnie ojczyzna w b o g a c t w a i siły.
Którą d ł o ń nasza i pierś o b r o n i ł y ,
W p o d d a ń s t w o o b c e g o pieniądza nie d a m y —
W y t r w a l i m na kresach i w d o m u w y t r w a m y ! "
A k t y w n o ś ć tej literatury ulega nasileniu z początkiem sierpnia,
g d y w o j s k a radzieckie z n a j d o w a ł y się już w Brześciu i prze­
kraczały B u g . O d p o c z ą t k u t e g o miesiąca p r o p a g a n d o w e u t w o r y
literackie d r u k o w a n e w prasie są krótkie i j a s n o wyrażające s w o j e
przesłanie. Język tej p r o p a g a n d y , dzięki prostocie nazywania
i o p i s y w n i a rzeczy, u ł a t w i a ł agitację w s p r a w a c h w ó w c z a s tak
w a ż k i c h . Wszak t o o n o d g r y w a czynną rolę w p e r c e p o w a n i u
przez ludzi otaczającego ich ś w i a t a . Rola ta jest d w o j a k o u w a r u n ­
k o w a n a . Po pierwsze w y n i k a z f a k t u , że jak każdy język s ł o w n y
jest o n w a ż n y m s k ł a d n i k i e m s u b i e k t y w n e j strony procesu p o ­
znania. D l a t e g o , c o b y ł o czytelne w w y ż e j c y t o w a n y c h tekstach,
nie musi o n za każym razem w y p o w i a d a ć o t w a r c i e w ł a ś c i w y c h
treści l u b d o k o n y w a ć ich j a w n e g o w a r t o ś c i o w a n i a . Język p r o p a ­
g a n d y d o k o n u j e zmian w ś w i a d o m o ś c i ludzkiej dzięki s w o i s t y m
w ł a ś c i w o ś c i o m t k w i ą c y m w n i m s a m y m j a k o narzędziu interp­
retacji. Po d r u g i e , szczególnie c z y n n a rola języka p r o p a g a n d y
w k s z t a ł t o w a n i u ś w i a d o m o ś c i ludzi jest s p o w o d o w a n a t y m , że
j e g o t w o r z y w o leksykalne służy r ó ż n y m t e c h n i k o m p r o p a g a n ­
d o w e j perswazji. Często, jak np. w n a s t ę p u j ą c y m wierszu:
„Wszystko minęło co było niewolą,
W s z y s t k o odeszło c o k u ł o kajdany,
Lecz rany jeszcze zostały i bolą
Czy słyszysz? Nasi biją w tarabany.
Czy słyszysz? — Nasi w z y w a j ą : „ d o b o j u ! "
Czy słyszysz? — Nasi krzyczą: „ d o o b r o n y ! "
B o niema jeszcze w Ojczyźnie s p o k o j u —
Jeszcze p o b u d k a brzmi na w s z y s t k i e s t r o n y "
operuje z b i t k a m i s ł ó w o d u ż y m ł a d u n k u e m o c j o n a l n y m i w k o n ­
s e k w e n c j i kieruje l u d z k i m działaniem.
1 9

2 0

S t o s o w a n i e ' j ę z y k a p r o p a g a n d y d o k o n u j e się w
kontekście

społecznym

i wymaga

określonym

podporządkowania

formy

języka jeszcze i n n y m r e g u ł o m niż k o m p e t e n c j e j ę z y k o w e . Są t o
zasady o sensie s o c j o l o g i c z n y m , w y n i k a j ą c e b o w i e m z f a k t u , że
k o m u n i k a t s f o r m u ł o w a n y w języku p r o p a g a n d y o d n o s i się d o
z r ó ż n i c o w a n y c h społecznie g r u p l u d z k i c h , dla k t ó r y c h dana seria
z n a k ó w ma ściśle określony sens. Z a t e m w układzie n a d a w ­

a j

�c z o - o d b i o r c z y m spełnia t e n język f u n k c j ę fatyczną polegającą na

nia. A u t o r z y tej p r o p a g a n d y d r o g ą k o n t r a s t u o d w o ł u j ą się d o

p o d t r z y m a n i u k o n t a k t u między n a d a w c ą a o d b i o r c ą w y p o w i e d z i

patriotycznych o d r u c h ó w z czasów zaboru pruskiego,

— w i d z i a n e j e d n a k w p e r s p e k t y w i e c e l ó w tekstu z w i ą z a n y c h

c h ł o p w i e l k o p o l s k i „ d a w a ł nieskoro, g n ą c kark p o d b i c z e m " .

kiedy

z o d d d z i a ł y w a n i e m na o d b i o r c ę . Kolejną f u n k c j ą t e g o języka jest

Funkcja k o n a t y w n y t y c h t e k s t ó w w y r a ż a się j e d n o z n a c z n y m

funkcja k o n a t y w n a , by użyć t u t e r m i n o l g i i z a p r o p o n o w a n e j przez

apelem o s p r a w y doraźne, mając na u w a d z e d o b r o o g ó l n e .

Romana J a k o b s o n a .

21

Funkcja ta polega na b e z p o ś r e d n i m u s i ł o ­

w a n i u w p r o w a d z e n i a z m i a n y w p o s t ę p o w a n i u o d b i o r c y . Skala
m o ż l i w o ś c i o p e r a c y j n y c h tej f u n k c j i rozkłada się o d n e u t r a l n e g o
stwierdzenia jakiegoś f a k t u , d o n i e d w u z n a c z n e g o , rozkazu. Taki
p r a w d o p o d o b n i e zamiar miały r y m o w a n e u t w o r y , które „ z a l a ł y "
w p r o s t w i e l k o p o l s k ą prasę u r z ę d o w ą w

początkach

sierpnia

w z y w a j ą c d o o d s t a w y zbóż, b o w i e m w t y m czasie kraj przeżywał
p o w a ż n e t r u d n o ś c i ż y w n o ś c i o w e z w i ą z a n e z zaopatrzeniem
f r o n t u . Teksty, o k t ó r y c h m o w a , d r u k o w a n e b y ł y aż d o p o ł o w y
października, n a w e t w ó w c z a s , g d y t ł o b o l s z e w i c k i e g o zagrożenia
przestało być już tak o b o w i ą z u j ą c e jak w s i e r p n i u . A g i t a c j i tej

„ Z ł y m jest d o r a d c ą p u s t y żołądek,
C h o ć b y ś d o ń m ó w i ł — nie w i e m jak czule;
Z b o ż e o d s t a w i ć każde rozsądek, •
B o przestać m o ż e m zbierać w o g ó l e .
U w a ż a j c i e hej rolnicy.
Że u g r a n i c ! b o l s z e w i c y ! "
„ T r z y złóż rzeczy na Polski Ołtarzu
Ich n a z w a : zboże, zboże, zboże.
o m ł ó ć , o d s t a w je w lot g o s p o d a r z u .
B o t o ojczyznę d ź w i g n ą ć m o ż e . "
„ N a j w y ż s z y już.
R o l n i k u czas,
Dostarczyć zbóż,
Dla g ł o d n y c h m a s . "
31

3 2

3 3

sprzyjał też fakt, że r o l n i c y przystąpili d o o m ł o t u t e g o r o c z n y c h
zbiorów. Dziewięć tekstów adresowanych było wprost d o w i e l ­
kopolskiego ziemiaństwa:
„ C i co wiodą rozhowory.
Ojczyzny nie z b a w i ą .
J e n o o w e polskie d w o r y .
Co zboże o d s t a w i ą . "
„Ziemianinie!
O m ł ó ć zboże, spiesz z o d s t a w ą ,
Bacz, że dzisiaj kraj w potrzebie;
Toczy za Cię w a l k ę k r w a w ą .
Byś m ó g ł żyć na T w o j e j g l e b i e ! "
„ W każdym się d w o r z e
W s ł a w i s z przykładem.
G d y oddasz zboże
Przed s w o i m s ą s i a d e m . "
„ G d y zada ci ktoś pytanie,
Kto c z u w a nad Polski p o p r a w ą .
M y w s z y s c y — o d p o w i e s z — ziemianie
Zbóż m ł o c k ą , o d s t a w ą .
N i m taką dasz j e d n a k o d p o w i e d ź .
W p r z ó d c z y n e m jej p r a w d y sam d o w i e d z . "
„ D o w s z y s t k i c h należy,
By g m a c h onej Macierzy.
Wznosić, kuć od podstaw;
I ty ziemianinie,
Spiesz s t a w i ć się w czynie;
Zboże z m ł ó ć i o d s t a w . "

34

22

3 5

2 3

24

2 5

2 6

„ C h c e s z b y w Polsce b y ł o dobrze,
O m ł ó ć , o d s t a w zboże szczodrze.
K o m u z ziemian kraj nasz d r o g i ,
Z młocarzami marsz p o d s t o g i !
M i m o przemądrej z e w s z ą d k r y t y k i ,
S p r a w a skończyła się tak.
Że j e m y zboże aż z A m e r y k i ,
Że w Polsce zboże dziś brak.
O d s t a w w i ą c zboże, hej ziemianinie.
Bo kraj u o b c y c h brnie w d ł u g i .
By nikt w społecznej życia ruinie,
Nie chciał t w e j dojrzeć z a s ł u g i . "
„ D l a P o l a k ó w bardzo w i e l k a
Jest Ojczyzna w i e r z y c i e l k a ;
Ten największe ma zasługi:
Kto jej w pełni spłaca d ł u g i :
Żołnierz d ł u g t e n w k r w i s w e j płaci
A ziemianin w tej p o s t a c i ,
Że s w ą rolę, orze, s p r a w i a ,
Zboże młóci i o d s t a w i a . "

3 7

3 8

3 9

końcu zwrócić

uwagę

na s i e d e m

tekstów

u t r z y m a n y c h w p o d o b n y m t o n i e i o tej samej, c o p o w y ż s z a ,
t e m a t y c e . Teksty te a d r e s o w a n e są p r a w d o p o d o b n i e d o w s z y s t ­
k i c h m i e s z k a ń c ó w w s i b o w i e m adresat nie został w n i c h o k r e ś ­
lony. Zasadniczą f u n k c j ą społeczną t y c h t e k s t ó w jest n a k ł o n i e n i e
d o zalecanych z a c h o w a ń . G o s p o d a r k a Rzeczypospolitej Polskiej
przeżywać musiała w i e l k i e t r u d n o ś c i z zaopatrzeniem w ż y w n o ś ć ,
c o daje się t ł u m a c z y ć w y n i s z c z a j ą c y m i działaniami f r o n t u w s c h o ­
d n i e g o . S t ą d z r o z u m i a ł y m się staje, iż f u n k c j a k o n a t y w n a treści
p r o p a g a n d o w y c h s k i e r o w a n a była ku W i e l k o p o l s c e , n a j p o w a ż ­

2 8

niejszego rezerwuaru ż y w n o ś c i w ó w c z e s n y c h g r a n i c a c h a d ­

„ Z i e m i a n i n i e ! Kraj z g ł o d z o n y
A w i ę c latem, a w i ę c zimą
Spiesz z o m ł o t e m , spiesz z o d s t a w ą . "
„ B a c z n o ś ć ziemianinie!
Hej, o b y w a t e l u !
Każdy niech stanie dziś d o a p e l u :
Młócić, odstawić,
Zboże, coprędzej.
Ażeby poprawić
Wartość pieniędzy."
S ł o w a p r o p a g a n d y związanej z potrzebą szybkiej o d s t a w y zbóż
o r i e n t o w a n e na w i e l k o p o l s k i c h c h ł o p ó w , c h o ć p r z y p o m i n a j ą
poprzednie, niosą i n n y nieco ł a d u n e k s e m a n t y c z n y . W d z i e w i ę c i u
c y t o w a n y c h poniżej tekstach nie ma już treści u k r y t y c h , w s z y s t k o
jest t u jasne i czytelne, b o w i e m o d b i o r c a musi b y ć przekonany d o
p r z e d m i o t u agitacji. T o też wyraźnie-został w n i c h określony w r ó g
oraz n i e b e z p i e c z e ń s t w o w y n i k a j ą c e z b o l s z e w i c k i e g o zagroże­
2 9

44

3 6

Chciałbym tu w

27

30

„ S p i e s z zboże z m ł ó c i ć , o d s t a w i ć .
By los r o d a k ó w p o p r a w i ć .
Czas k ł a m zadać t y m , c o mruczą,
Że niektórzy z g o s p o d a r z y ,
Z odstawą umyślnie zwłóczą,
W nadzieji z y s k ó w p a s k a r z y . "
„Gospodarzu!
Chcesz l i c h w ę ukrócić,
Dolę Polski p o p r a w i ć .
T o spiesz zboże o m ł ó c i ć ,
I natychmiast o d s t a w i ć ! "
„ B a c z n o ś ć rolnicy.
W r ó g na g r a n i c y .
Baczność raz wreszcie;
Bierność p o r z u ć c i e .
Zboże omłóćcie,
Z o d s t a w ą spieszcie.
Coś Prusaczyźnie
D a w a ł nieskoro.
G n ą c kark p o d biczem,
Dzisiaj Ojczyźnie,
Ofiaruj s p o r o
Z chętnym obliczem."
„ N a w r o t a c h w e swej komorze
W y p i s z r o l n i k u takie s ł o w a :
, O m ł ó ć , o d s t a w zboże,
Jest t o p o w i n n o ś ć n a r o d o w a . ' "
„ O j c z y z n a dzisiaj w potrzebie,
Czas zaniedbania n a p r a w i :
R o l n i k u zacznij o d siebie,
M ł ó ć zboże, spiesz je o d s t a w i ć . "
„Hej włodarze,
Gospodarze,
Najważniejsza dzisiaj s p r a w a ,
O m ł o t zboża i o d s t a w a . "

m i n i s t r a c y j n y c h kraju.
„ W y w c z a s na p o t e m
W r ó g u przed proza!
Spieszcie z o m ł o t e m ,
Z odstawą zboża!"
„ P o m n y zasług żołnierzy,
Jeśli duszę masz p r a w ą .
U c z y ń c o się należy,
Spiesz ze zboża o d s t a w ą . "
„ M i n ą klęski, n i e p o k o j e .
Jeśli każdy spełni s w o j e .
Nie patrzcie w i ę c na sąsiada.
O d s t a w , c o na cię p r z y p a d a . "
„Ten krajowi dopomoże
Dobrobyt poprawi,
Kto w y m ł ó c i s z y b k o zboże
I wszystko o d s t a w i . "
4 0

4 1

4 3

42

�„ Ż o ł n i e r z w a l c z ą c na w o j n i e
G o t ó w za kraj umierać,
Byś t y w d o m u s p o k o j n i e
M ó g ł orać, siać i zbierać.
P o m n y zasług żołnierzy,
Jeśli duszę masz p r a w ą .
U c z y ń , c o się należy,
Spiesz ze zboża o d s t a w ą . " "
„ B i e r n o ś ć rzuć.
Zboże m ł ó ć ,
I oddaj krajowi:
Plony T w y c h p ó l .
Zmniejszysz b ó l ,
Bliźnich, Kraj o z d r o w i . " *
„ G ł ó d nie czeka
A jest rdzeniem
I p o d s t a w ą Burzl
Niech nie z w l e k a
Nik z m ł ó c e n i e m
I odstawą zbóż."

miała z p e w n o ś c i ą r e k l a m a - h a s ł o , jakie p o j a w i ł o się w t y m czasie
w e w s z y s t k i c h niemal w i e l k o p o l s k i c h p i s m a c h l o k a l n y c h i n f o r ­
m u j ą c e o przedłużeniu m o ż l i w o ś c i w y k u p u o b l i g a c j i d o 1 w r z e ś ­
nia:
„ P o l s k a u b o g a nie zdoła się o b r o n i ć
przed z a l e w e m b o l s z e w i z m u l
S u b s k r y b c j ę Pożyczki O d r o d z e n i a
przedłużono d o 1 września."
49

Dostrzec t u m o ż n a , że p r o p a g a n d a na język p r y m a r n y nakłada
sensy w t ó r n e . Z j e d n e j s t r o n y robi t o ze w z g l ę d u

na

pod­

k o l o r y z o w a n i e zalecanej r z e c z y w i s t o ś c i , z d r u g i e j , by ukryć t o ,

5

czego o d b i o r c a nie p o w i n i e n w i e d z i e ć . Z r o z u m i a ł y m jest prze­
cież, że dezinformacja przypisana jest j a k b y d o p r o p a g a n d y , jest
jej d r u g i m o b l i c z e m . Praktyka taka w y n i k a z samej istoty p r o p a g a ­
ndy, b o w i e m

u p r a w i a j ą c ją zmierza się d o jak

najszerszego

o d d z i a ł y w a n i a . W p r o p a g a n d z i e s k a l k u l o w a n e jest z g ó r y , iż ta

48

retuszuje zastane bądź zamierzone, c e l o w o przeszkadza d y s k u s j i ,

Zwraca u w a g ę , iż p o w y ż s z e teksty operują p e w n y m i stałymi

nie w n o s i ż a d n y c h o d k r y ć . J e j treści są zaś f o r m u ł o w a n e i roz­

w a r t o ś c i a m i m a j ą c y m i na celu w y w o ł a n i e p o ż ą d a n y c h reakcji

p o w s z e c h n i a n e w p e w n y m szerszym o t o c z e n i u , które je r e l a t y w i ­

społecznych. Język tej p r o p a g a n d y w p r o s t o d d z i a ł u j e na o d b i o r ­

zuje i d e z a w u u j e . By osiągnąć s w e cele p o s ł u g u j e się m a n i p u l a -

cę, nie ma w y s z u k a n y c h s f o r m u ł o w a ń . Język ten dzięki prostocie

t o r s t w e m s y m b o l i c z n y m , b ę d ą c y m w istocie p r z e d s t a w i e n i e m

nazywania i o p i s y w a n i a rzeczy i zjawisk u ł a t w i a k o m u n i k a c j ę ,

symbolicznego poznania.

łatwiej dociera d o szerokich w a r s t w s p o ł e c z n y c h , a przecież j e g o

Właśnie w

przededniu

50

i w

dni

b i t w y warszawskiej

obok

zadaniem jest tak przedstawić treści p o d d a n e p r o p a g a n d z i e , by te

k o m u n i k a t ó w f r o n t o w y c h p o j a w i ł y się w prasie lokalnej teksty

były ł a t w o odczytane. T w o r z y w o leksykalne służy r ó ż n y m t e c h ­

propagandowe, w

n i k o m p r o p a g a n d o w e j perswazji. Często operuje z b i t k a m i s ł ó w

perswazyjna, nierzadko o d w o ł u j ą c a się d o s y m b o l u :

o znacznym ł a d u n k u e m o c j o n a l n y m . Przykładem może być zbitka
„ o d s t a w a z b o ż a " różnorako o d m i e n i a n a w p o w y ż s z y c h k i l k u n a s ­
tu tekstach, które w k o n s e k w e n c j i w i n n y k s z t a ł t o w a ć

ludzkie

z a c h o w a n i a . J e d n a k w tekstach p r o p a g a n d o w y c h o d n o s z ą c y c h
się d o rzeczywistości s p o ł e c z n o - p o l i t y c z n e j

1 9 2 0 roku język

propagandy pełni jednocześnie f u n k c j ę p o z n a w c z ą i f u n k c j ę
nośnika w a r t o ś c i e m o c j o n a l n y c h .

47

Właśnie w ó w c z a s , gdy pod

Warszawą w o j s k a polskie odpierały i p r z e ł a m y w a ł y b o l s z e w i c k ą
nawałnicę na p i e r w s z y c h s t r o n i c a c h w s z y s t k i c h niemal w i e l k o ­
polskich O r ę d o w n i k ó w p o j a w i ł się tekst, który c h o ć a l t e r n a t y w n y
z założenia, p o d s u w a ł o d b i o r c y j e d n o c z e ś n i e w y b ó r i nalegał na
wsparcie:

k t ó r y c h szczególnie czytelna jest

funkcja

„ P o l s k a w s w y m d u m n y m majestacie,
W świętości swego zmartwychwstania.
Dzisiaj się ku w a m w s z y s t k i m skłania
I pyta c i c h o : „ C z y m n i e z n a c i e ? "
Ku każdej polskiej idzie chacie.
Na ustach b l a d y c h drżą pytania
„Powracam do was bom z wygnania —
Co dla m n i e w sercach s w o i c h m a c i e ? "
W s p o m ó ż c i e — dajcie grosze w d o w i e —
Dajcie — przechyli się w n e t w a g a . . .
Bo c h o ć dziś j e s t e m b i e d n a , naga
K r ó l e w s k o ś ć drga w m e m k a ż d y m s ł o w i e .
Nadzieja jutra b ó l m ó j zmaga
N i e c h resztę serce w a m d o p o w i e . . . "
5 1

„ M o r d , rozbój, rzezie,
spustoszenie pól i l a s ó w ,
bezrobocie, strajki,
nędza, o g ó l n e u b ó s t w o ,
zastój przemysłu, b a n d y t y z m
rządy pięści i nahajki:
Oto b o l s z e w i z m

Praca, b e z p i e c z e ń s t w o o b y w a t e l i ,

Wkrótce

r o z k w i t r o l n i c t w a i przemysłu,
społecznych,
s p r a w i e d l i w e rządy, r o z b u d o w a
dobrobyt i wolność
chrześcijańska:
O t o przyszłość
Rzeczypospolitej Polskiej

Co w o l i s z ?
Jeżeli nie uczyniłeś w s z y s t k i e g o dla o b r o n y kraju.
Jeżeli nie poparłeś całą siłą Pożyczki Odrodzenia Polski,
W i d o c z n i e w o l i s z ujrzeć Polskę g n i j ą c ą
W k r w a w e j n o c y anarchii i r e w o l u c j i . "

4 8

Przykład ten przekonuje, że język p r o p a g a n d y p o s ł u g u j e się
z w y k l e zespołem g o t o w y c h

określeń

i wypróbowanych

już

technik przez s p o ł e c z e ń s t w o p r z y s w o j o n y c h . Język t e n p o s ł u g u ­
je się o b i e g o w y m i z w r o t a m i , efektami j u ż s p r a w d z o n y m i , ale
wciąż jeszcze działającymi na o d b i o r c ó w . J e d n a k o b o k e l e m e n ­
t ó w u t w i e r d z a j ą c y c h system s p o ł e c z n y c h o c z e k i w a ń , język p r o ­
pagandy zawiera także n o w e elementy w z b o g a c a j ą c e społeczne
oczekiwania. W p r z e d s t a w i o n y m przekładzie język p r o p a g a n d y
służy k s z t a ł t o w a n i u n a s t r o j ó w p o l i t y c z n y c h , a poprzez nie p o ­
staw p a t r i o t y c z n y c h m a n i f e s t u j ą c y c h się c z y n n y m

poparciem

Pożyczki Odrodzenia Polski. Perswazja w n i m w y r a ż o n a jest
w

pełni uzasadniona

i nie p o z o s t a w i a

miejsca

na

n i m , na j e d n e j

szpalcie „ O r ę d o w n i k a

Polskiego

Sztabu

Generalnego

Powiatu
Wojska

o sytuacji na linii f r o n t u , Tadeusz Kończyc d r u k u j e

p a t r i o t y c z n y wiersz

pt. Pójdziemy

wszyscy,

posługujący

się

retoryką w a l k i :

krajowej cywilizacji i kultury,

ż y d o w s k i w Rosji.

po

O b o r n i c k i e g o " o b o k Komunikatu

równouprawnienie warstw

domysł.

Nadawca konstruując p r z e d s t a w i o n y w y ż e j k o m u n i k a t , b u d u j e
go tak, by a d r e s a t o w i u ł a t w i ć p o d j ę c i e określonej decyzji, zatem
w pragmatycznej f u n k c j i języka c h o d z i w g r u n c i e rzeczy o efekt
k o ń c o w y w i e ń c z ą c y zabiegi perswazyjne. T a k i m c e l o m służyć

„Pójdzeimy wszyscyl
z bronią, czy bez b r o n i
Pieszo, czy w k o n n y m b o j o w y m o r d y n k u !
I nie zaznamy rozkoszy s p o c z y n k u ,
I nie w y p u ś c i m d o t ą d miecza z d ł o n i ,
Aż w r ó g s w ó j k r w a w y łeb d o nóg nam skłoni!
Pójdziemy w s z y s c y !
J a k o w o n e lata,
Kiedy dla c h w a ł y R z e c z y p o s p o l i t e j ,
R z u c a n o g n i a z d a , mienie i zaszczyty.
G d y się zrywała husarja skrzydlata
I szła jak w i c h e r , c o p o s t e p a c h lata!
Pójdźmy wszyscy!
Przez ciernie i g ł o g i ,
Z u ł a m k i e m szabli b o d a j ! z k r w a w ą blizną!
Zraszając p o t e m i k r w i ą ziemię żyzną,
Przez ukraińskie i poleskie d r o g i
I białorusko-litewskie rozłogi!
Pójdziemy w s z y s c y !
Póki sił w y s t a r c z y ,
B ę d z i e m y w a l c z y ć , Polsko, o T w e szczęście!
A g d y zabraknie armat, ta na pięście!
Na kosy, jeśli b a g n e t ó w nie starczy!
I p o w r ó c i m y „ z tarczą l u b na t a r c z y " !
A ci c o s p o c z n ą w s a m o t n e j m o g i l e
Na w i e l k i m stepie, śród leśnej g ę s t w i n y .
Strzeżeni j e n o przez dzkie b a d y l e .
Ni z g i n ą w szarym z a p o m n i e n i a pyle
I będą w i e c z n i e żyć przez s w o j e c z y n y !
J u ż rozpętała się ofiarna fala!
Fala z a p a ł u ! — fala b o h a t e r s t w a !
Drgnęła u c z u c i e m każda dusza czerstwa
I o g n i e w sobie niezmiernie rozpala.

45

�A t o c o b y ł o liche — w p r o c h obala!
Słyszysz o Polsko! t e n szum groźnej f a l i !
Słyszysz jak bije o T w ó j p r ó g daleki
Krwią się zrumienią bezimienne rzeki.
Krwią T w o i c h s y n ó w , lecz k r w i ą m o s k a l i !
Tak się d o k o n a czyn c o Cię o c a l i !
O t o najwyższa zebrała się Rada
W j e d n y m w y s i ł k u m ę s t w a , a nie t r w o d z e !
Idą w szeregu żołnierze i w o d z e !
C h ł o p ostrzy kosę, szlachcic na k o ń w s i a d a !
Któż śmiałby t w i e r d z i ć , że Polak upada?
Pójdziemy w s z y s c y !
Za j e d n y m rozkazem!
I z w y c i ę ż y m y teraz, czy też p ó ź n i e j !
Nic już tej spójni d u c h ó w nie rozluźni
I z w y c i ę ż y m y — O g n i e m i żelazem
I tern, że w s z y s c y dziś idziemy r a z e m ! "

W p o d o b n y m d u c h u i t o n i e utrzymany jest inny w i e r s z z t e g o
okresu, pt. Wroga pognębi!'Ten

Pożyczki

Odrodzenia Polski:
„ W r o g a p o g n ę b i m o c oręża,
M y ś l , c o w j e d n a k i m biegnie celu,
M ł o d o ś ć , c o dąży d o a p e l u ,
W i a r a , c o w przyszłość w z r o k w y t ę ż a .
W r o g a p o g n ę b i d u c h nasz p r a w y ,
W s p ó l n e j radości zrozumienie,
W i e l k i e Ojczyzny O d r o d z e n i e ,
Umiłowanie jednej sprawy!
A j e d y n ą tą w i e l k ą naszą w s p ó l n ą s p r a w ą ,
J e d y n y ten w a m ś w i ę t y cel j e d n o c z ą w s o b i e
A r m j a i Pożyczka O d r o d z e n i a !
Kupuj Pożyczkę jeżeli z orężem w ręku nie możesz
w a l c z y ć za o j c z y z n ę ! "

52

54

Język p r o p a g a n d y oscyluje między n a k ł a n i a n i e m , i n f o r m a c y j n o ś cią i rytualnością opierając się na d o m i n a c j i f u n k c j i fatycznej.
P a ń s t w o musi wszak jakoś p r z e m a w i a ć d o o b y w a t e l a , muszą
istnieć hasła i w y s t ą p i e n i a . Co p r a w d a p o w t a r z a n i e t y c h s a m y c h
f o r m u ł zakrawa na parodię o b r z ę d ó w r e l i g i j n y c h i ma w sobie
cechy magii. W s p ó l n e z magią jest przekonanie, że s ł o w e m
można w y w o ł a ć

jednak p o ł ą c z o n y został z k o l e j ­

n y m apelem ó w c z e s n y c h p r o p a g a n d z i s t ó w o w y k u p

rzecz, że rzeczywistość można

zaczarować.

Język tej p r o p a g a n d y ma f u n k c j ę kreacyjną i c h c e nie t y l k o
o p i s y w a ć rzeczywistość, ale r ó w n i e ż ją t w o r z y ć . W s p r a w a c h
społecznych nie jest t o uproszczenie bezzasadne, b o w i e m rzeczy­
w i s t o ś ć społeczną w dużej mierze t w o r z y t o , c o ludzie o niej
sądzą. Z kolei zaś na myślenie i uczucia można w p ł y w a ć przy
p o m o c y dostatecznie u p o r c z y w i e p o w t a r z a n e j p r o p a g a n d y .
O b o k t e g o w języku p r o p a g a n d y f o r m u ł o w a n y jest opis rzeczy­
w i s t o ś c i . Na o g ó ł nie jest jej f o t o g r a f i ą . Obraz p o s z c z e g ó l n y c h
w y d a r z e ń w ł a ś c i w i e przestaje być ich o p i s e m , staje się j a k b y
formą, w którą t o , c o się dzieje, jest bez w z g l ę d u na s w ą treść
u j m o w a n e . W y s t ę p u j e t u coś w rodzaju p o d w ó j n e g o z a k o d o w a ­
nia, które utrudnia rozszyfrowanie t e k s t u , ale g o nie u n i e m o ż ­
l i w i a , b o w i e m w języku t y m w i e l e jest „ w a t y s e m a n t y c z n e j " ,
gdzie w y p o w i e d z i służą często j a k o s z u m , nie mający sam w sobie
w i e l e znaczenia, lecz przeznaczony d o u t r u d n i a n i a

publicznej

dyskusji o i s t o t n y c h s p r a w a c h s p o ł e c z n y c h . W i a d o m o przecież,
że istnieją c h w y t y i s p o s o b y j ę z y k o w e charakterystyczne dla
wszelkiej p r o p a g a n d y , istnieją takie, które w ł a ś c i w e są p r o p a g a n ­
dzie p o l i t y c z n e j , a za taką uznać należy p r o p a g a n d ę związaną
z wojną polsko-bolszewicką.

N a t o m i a s t w k o ń c u sierpnia 1 9 2 0 r o k u , kiedy sytuacja na
f r o n c i e już czytelna, a c z k o l w i e k d o k o ń c a jeszcze nie rozstrzyg­
nięta, na ł a m a c h kilku w i e l k o p o l s k i c h pism l o k a l n y c h p o j a w i ł się
wiersz s ł a w i ą c y t o w i e l k i e z w y c i ę s t w o :
„ M i j a j ą j u ż udręczeń c h w i l e ,
Okrzykiem dzisiaj jest: z w y c i ę s t w o !
Stanęła Polska w g n i e w u sile.
B ł o g o s ł a w i o n e jest jej m ę s t w o .
N i e c h jej nieznane będą s w a r y
Stare n i e z g o d y , stare „ v e t o " —
Przyszłość ze w s p ó l n e j rąk ofiary
Niech dzisiaj będzie j u ż p o d n i e t ą ! "

5 5

C h c i a ł b y m w k o ń c u z w r ó c i ć u w a g ę na k o l e j n y t r w a ł y element
p r o p a g a n d y j a k i m jest nakłanianie, c h o ć p o części j u ż nań
w s k a z y w a ł e m . W y d a j e się o n o być s z c z e g ó l n y m rodzajem f u n k c j i
k o n a t y w n e j , b l i s k i m f u n k c j i perswazyjnej. W p r z y p a d k u t e g o
c z y n n i k a sytuacja jest najbardziej bodaj p o w i k ł a n a . O t o b o w i e m
na p o w i e r z c h n i tekstu m a m y m n ó s t w o apeli, w e z w a ń , z o b l i g o w a ń i zachęt, k t ó r y c h skuteczność m o ż e być r ó w n i e iluzory­
czna, jak i n f o r m a t y w n o ś ć s t w i e r d z e ń w p r o s t w z i ę t y c h z p o w i e r z ­
c h n i t e k s t u . Należy przyjąć, że skukteczność o d d z i a ł y w a n i a
t a k i e g o tekstu leży w n i m s a m y m , t z n . w fakcie j e g o istnienia.
A k c e p t a c j a społeczna t a k i e g o tekstu — j e s t akceptacją r z e c z y w i ­
stości przezeń p r o m o w a n e j , a o t o t u przecież c h o d z i , by
s t y m u l o w a ć działania t y c h ludzi, na k t ó r y c h teksty te o d d z i a ł u j ą
poprzez k s z t a ł t o w a n i e ich p o s t a w . Taką rolę spełniały k o l e j n e ,
paraliterackie hasła d o t y c z ą c e Pożyczki, w c h w i l i g d y f r o n t
w s c h o d n i w dalszym c i ą g u systematycznie o d s u w a ł się o d
c e n t r u m Polski.

Wówczas, gdy wskutek „ b i t w y warszawskiej" wojska Michała
T u c h a c z e w s k i e g o zostały o d p a r t e , a w części rozbite, g d y f r o n t
przełamany został na całej niemal d ł u g o ś c i , o d trzeciej d e k a d y
sierpnia p r o p a g a n d a z u p e ł n i e zmienia s w e oblicze. Coraz mniej
już t e k s t ó w n a w o ł u j ą c y c h d o o d s t a w y zboża, a c z k o l w i e k w c i ą ż
jeszcze sporadycznie d r u k o w a n y c h , w i ę c e j natomiast u t w o r ó w
o rozwiniętej f o r m i e n a w o ł u j ą c y c h d o ostatecznego

rozbicia

w r o g a . Z n a m i e n n y m jest epitet w j e d n y m z wierszy określający
najeźdźcę: „spieszcie z w y c i ę ż y ć piekła c z y n y ! " Wiersz, który 21
sierpnia p o j a w i ł się w kilku „ O r ę d o w n i k a c h " jest j e d n y m z t y c h ,
które najmocniej musiały o d d z i a ł y w a ć na ludzkie emocje:
„ P o l s k a dziś żąda T w e j p o m o c y
T w e j służby, rady i ofiary...
Po d ł u g i m śnie, p o d ł u g i e j n o c y .
L e d w i e przeświecił d z i o n e k szary.
G d y szatan c h c e zagasić s ł o ń c e .
W o ł a w i ę c Polska w ś w i a t a k o ń c e .
Spieszcie, c o macie w sercu B o g a ,
Spieszcie z w y c i ę ż y ć piekła c z y n y !
Na barbarzyńcę i na w r o g a ,
Spieszcie szlachetnych matek syny!
Spieszcie z o d w a g ą i s u m i e n i e m ,
Z mieczem, g r a n a t e m l u b s w y m m i e n i e m !
Niech nikt nie szczędzi dziś ofiary
Precz s k n e r s t w o , próżność, bagatele!
J e d n a dziś s p ó j n i a ! j e d n e cele.
Bo nie u n i k n i e nikt s w e j kary,
B o nie u n i k n i e nikt s w e j z g u b y
Nastał dzień w a l k i b o — dzień p r ó b y . "
5 3

46

„ B y dać m o ż l i w o ś ć s u b s k r y b o w a n i a Pożyczki
Odrodzenia o b y w a t e l o m ziem p o l s k i c h
oswbodzonych od okupacji sowieckiej
M i n i s t e r s t w o Skarbu zarządziło
przedłużenie s u b s k r y b c j i w całej Polsce
do 1 października."
56

Kiedy w o j s k a polskie b y ł y już bliskie z w y c i ę s t w a o s t a t e c z n e g o ,
a A r m i a C z e r w o n a niemal rozbita, w i e l k o p o l s k a prasa lokalna na
pierwszych stronicach donosiła i apelowała:
„ Ż m i j a zdeptana jeszcze syczy!
Z w y c i ę s t w o jeszcze nie z u p e ł n e !
Groza zaczajona jeszcze czyha u d r z w i !
Nie w o l n o zasypiać!
Jeszcze nie czas na laury i w y t c h n i e n i e !
Każda na Pożyczkę O d r o d z e n i a s u b s k r y b o w a n a
marka o j e d n ą c h w i l ę skraca ż y w o t b o l s z e w i z m u ,
o j e d e n s t o p i e ń zbliża nas d o c e l u . "
2 3 września J ó z e f Piłsudski ubiegając uderzenie radzieckie
rozpoczyna o f e n s y w ę w k i e r u n k u na G r o d n o i B r z o s t o w i c ę oraz
W o ł k o w y s k . 2 6 września Polacy zajęli G r o d n o , a w trzy d n i
później — Lidę i Pińsk. 2 8 września T u c h a c z e w s k i nie m o g ą c
w y k o r z y s t a ć s w e j p r z e w a g i zarządza o d w r ó t . Polacy z d o b y w a j ą
N i e ś w i e ż , S t o ł p c e i N o w o g r ó d e k . O d w r ó t w o j s k radzieckich
nabiera charakteru ucieczki. W ręce polskie dostają się dziesiątki
tysięcy j e ń c ó w i sprzęt w o j s k o w y . Pościg armii polskich dociera
za A r m i ą C z e r w o n ą d o Słucka i M i ń s k a . Tutaj jednak o f e n s y w a
została w s t r z y m a n a , g d y ż o d 18 października 1 9 2 0 roku o b o w i ą ­
z y w a ł p o d p i s a n y w Rydze sześć d n i wcześniej układ r o z e j m o w y . W o j n a była zakończona.
5 7

5 8

�Nie została j e d n a k z a k o ń c z o n a k a m p a n i a p r o p a g a n d o w a t y ­
cząca się b e z p o ś r e d n i o Pożyczki O d r o d z e n i a Polski. D o k o ń c a
grudnia 1 9 2 0 r o k u , kiedy akcja ta ustała, o p u b l i k o w a n o na
łamach w i e l k o p o l s k i e j prasy s i e d e m jeszcze wierszy o znacznie
zmienionej f o r m i e . Z n i s z c z o n y kraj, czy raczej ś w i a d o m o ś ć t a k i e ­
go f a k t u sprzyjały r o z w i j a n i u tej akcji oraz u c z e s t n i c t w a w e ń
w i e l k o p o l s k i e j s p o ł e c z n o ś c i . Forma treści p r o p a g a n d o w y c h n a ­
kłaniających d o w y k u p u o b l i g a c j i jest dalece ukryta. Nie ma t u j u ż
bezpośrednich apeli i w e z w a ń . N i k t nie z o b o w i ą z u j e n i k o g o d o
czynu w p r o s t , a j e d n a k m o ż l i w o ś c i o d d z i a ł y w a n i a wyrażają się
s p e c y f i c z n y m rodzajem f u n k c j i k o n a t y w n e j . M a n i f e s t u j e się o n
t y m i s z c z e g ó l n y m i c z y n n i k a m i , które d e t e r m i n u j ą l u b u s i ł o w a ł y
d e t e r m i n o w a ć fizyczne l u b materialne z a c h o w a n i e o d b i o r c y i t o
z d e t e r m i n o w a ć w s p o s ó b p o ś r e d n i , niejako u t a j o n y , nie zaś
drogą b e z p o ś r e d n i c h n a k a z ó w czy zaleceń. T e g o rodzaju o d ­
d z i a ł y w a n i e n a z y w a m y za S t a n i s ł a w e m Barańczakiem f u n k c j ą
perswazyjną, która w e d ł u g n i e g o polega „ n a u s i ł o w a n i u uzys­
kania realnego w p ł y w u na s p o s ó b myślenia l u b p o s t ę p o w a n i a
o d b i o r c y — j e d n a k ż e nie d r o g ą b e z p o ś r e d n i e g o rozkazu, a m e t o ­
dą utajoną i pośrednią, tak że w w y p o w i e d z i d o m i n u j e z p o z o r u
inna niż k o n a t y w n a f u n k c j a j ę z y k o w a n p . f u n k c j a estetyczna,
poznawcza, e m o t y w n a . "
Funkcja perswazyjna j a k o naczelna
wyraża się w d w ó c h w i e r s z a c h d r u k o w a n y c h w październiku
1 9 2 0 r o k u , z k t ó r y c h pierwszy z a t u ł o w a n y jest Pan
Jacenty
i podatki, a d r u g i W botanicznym
ogrodzie.
6 9

„ M ó w i ł sobie pan Jacenty
Sześćdziesiąt przeżywszy latek
„ C o ja zrobię. Boże ś w i ę t y ,
N o w y c o d z i e ń płać p o d a t e k .
Toć towarzysz mój jedyny.
Burek o p r ó c z k r o m k i chleba
T r o s k o m daje dziś przyczyny.
Podatek zań zapłacić trzeba.
M y ś l i , m y ś l i , z lulki d m u c h a ,
Zal m u Burka, żal pieniędzy.
Wtem wstąpiła w e ń otucha,
Paltot kładzie s w ó j c o p r ę d z e j .
Nie zapłacę j u ż f e n i g a
Na p o d a t e k o d g o t ó w k i ,
C h o d ź , m ó j Burek, z a m i e n i m y
Wszystko, wszystko w m i l j o n ó w k i . "
„ K o c h a m C i ę " — szeleszczą liście,,
„ K o c h a m " — m ó w i ą oczy ł z a w e ,
„ T y m n i e kochasz? r z e c z y w i ś c i e ! "
„ Ś w i a d k i e m d r z e w a złote, k r w a w e " .
„ D a j m i d o w ó d ! " — chyli g ł ó w k ę ,
„ D a j m i d o w ó d — nie w y k r ę t y " .
O n jej p o d a ł : M i l j o n ó w k ę
I odebrał w n e t procenty.
A na s ł o n k u na ł a w e c z c e
Pan M i k o ł a j , Pan H i e r o n i m
Rozgorzali w ż y w e j sprzeczce —
„ G d z i e przed biedą m y się s c h r o n i m ? "
„Wierzę w długoterminową"
„ T o jedyny schron g o t ó w k i " .
„ A ja w k r ó t k ą " — s ł o w o w s ł o w o
Wzięli o b a j : M i l j o n ó w k i !
Wiezie B o b o w w ó z k u niania
Śliczne m u p i o s e n k i ś p i e w a ,
S ł o ń c e się z u ś m i e c h e m kłania,
A l e B o b o w c i ą się g n i e w a ,
Płacze, krzyczy, bije, c h w y t a .
Rzuca piłką, m a ł p k ę , k r ó w k ę —
„ C o c h c e s z ? ! " niania wreszcie pyta
B o b o c h c e mieć M i l j o n ó w k ę . "

percepcji treści p r o p a g a n d o w y c h p e r s w a d u j ą c y c h w y k u p „ P r e miówki":
„ N a rynku w Kiszkowie
Stanęli p a n o w i e ,
Wkrąg wróble obsiadły d a c h ó w k i :
Rzekł burmistrz, skroń c h y l i ,
A inni w t ó r z y l i :
„Kupujmy, kupujmy Premiówki!"
W cukierni w M o s i n i e ,
O pewnej godzinie.
Zeszły się mężatki i w d ó w k i
Nie g w a r z ą o m o d z i e
J a k z w y k l e w t y m grodzie
Lecz szepcą: „ K u p u j m y P r e m i ó w k i ! "
W ś r ó d l a s ó w śnią Gadki
Nie s ł a w ę , p a m i ą t k i —
Lecz mądre s w y c h mieszczan r o z m ó w k i ;
Tradycje j u ż prysły,
Lot d u c h a o b w i s ł y
Dziś g w a r z ą na temat: P r e m i ó w k i . "
6 2

Pożyczka O d r o d z e n i a Polski w listopadzie 1 9 2 0 roku stała się
treścią j e d n e g o jeszcze wiersza p r o p a g a n d o w e g o , w

którym

w a r t o ś ć p o d s t a w o w a jaką jest apel, przestała j a k b y istnieć na
powierzchni tekstu:
„ S m u t n a jest pora listopada,
Z a w i e w a zima, d n i są krótkie —
I s m u t e k w serce się zakrada
I w m g ł ę o w i j a myśl o jutrze.
D n i szare, s m u t n e , d n i bez s ł o ń c a ,
Pędzą za morza t ł u m y p t a c t w a —
Czekam t y g o d n i a t e g o k o ń c a .
Czekam... i tęsknię d o b o g a c t w a .
Bo w i e m ( t o j e d n o m i ę p o d n i e c a ) ,
M o ż e podążę hen za n i m i —
Jest c o ś , c o szczęście m i o b i e c a ;
Sen o dalekiej ciepłej ziemi...
Sen o dalekiej gdzieś podróży.
Z dala o d l u d z k i c h trosk i nędzy —
Coś m i w c i ą ż szepce, c o ś m i w r ó ż y .
Że d u ż o będę miał pieniędzy.
I na t o dusza moja czeka.
Pełna nadzieji i o c h o t y —
J e d n a pociecha dla c z ł o w i e k a :
Czekać w y g r a n e j c o s o b o t y . "
6 3

6 0

W g r u d n i u t e g o roku na ł a m a c h w i e l k o p o l s k i e j prasy urzędowej
p o j a w i ł y się jeszcze trzy teksty literatury p r o p a g a n d o w e j z w i ą z a ­
nej z Pożyczką. B y ł y t o zarazem ostatnie już u t w o r y tej p r o p a g a n ­
dy. Perswazja w y r a ż o n a w t y c h u t w o r a c h o d w o ł u j e się d o pełnej
ś w i a d o m o ś c i c z ł o w i e k a a g i t o w a n e g o . N a d a w c a tak b o w i e m
k o n s t r u u j e tekst, b y o d d z i a ł y w a ć na w y o b r a ź n i ę o d b i o r c y , j a k np.
w następującym wierszu:
„ T y s i ą c Ojczyźnie — m i l i o n s o b i e !
T o w c a l e niezły jest rachunek.
Spiesząc Ojczyźnie na ratunek
M i l j o n i k zagarniesz w ręce o b i e .
Ojczyzna będzie t o b i e w d z i ę c z n a
Za t o , żeś k o c h a ł ją o b f i c i e —
I w d z i ę c z n o ś ć ta nie spełznie marnie.
Będzie t o w d z i ę c z n o ś ć w s z a k t y s i ę c z n a . "

64

P o d o b n i e jest w k o l e j n y c h d w ó c h i o s t a t n i c h zarazem wierszach
tej k a m p a n i i , które nie w p r o s t nakłaniają d o w y k u p u obligacji.
W y d a j e się, że wszystkie niemal teksty k u l t u r y

zorientowane

perswazyjnie „ z a c z y n a j ą " s w o j e o d d z i a ł y w a n i e na o d b i o r c ę o d
swoistego spraliżowania możliwości refleksyjno-intelektualnych

6 1

P o d s t a w o w ą m e t o d ą s t o s o w a n ą przez każdą p r o p a g a n d ę jest
w a r t o ś c i o w a n i e polegające na d y n a m i c z n y m s t o s o w a n i u z n a ­
k ó w j ę z y k o w y c h . S k u t e c z n o ś ć o d d z i a ł y w a n i a perswazji jest t y m
większa, im w a r t o ś c i bardziej u t a j o n e . O d b i o r c a b o w i e m nie chce
z d a w a ć sobie s p r a w y z t e g o , iż jest o b i e k t e m m a n i p u l a c j i ,
a przecież dzieło w p e w i e n s p o s ó b n i m steruje, z w a l n i a j ą c g o
jakby z o b o w i ą z k u p o d e j m o w a n i a samodzielnej decyzji. Nie
przypadkiem w w i e r s z u pt. Echa prowincji
autor o d w o ł u j e się
d o s y m b o l i c z n e g o znaczenia jakie dla m i e s z k a ń c ó w W i e l k o p o l s k i
miały trzy m i e j s c o w o ś c i : K i s z k o w o , M o s i n a i Gadki. Pierwsza
znana była z s ł y n n y c h s ą d ó w , d r u g a z s w o j e g o eleganta, zaś
Gadki ze s w e g o „ p i e r d o ł y " . W a r t o ś c i te u t r w a l o n e w w i e l k o p o l s ­
kim folklorze, a przez t o znane w c a ł y m regionie sprzyjały

i s p o t ę g o w a n i a z d o l n o ś c i d o o d c z u w a n i a emocji poprzez ukryte
o d d z i a ł y w a n i e na e m o c j e .
„ Z a m i a s t n i e p e w n y c h spekulacji
B r z y d k i e g o h a n d l u , l i c h w y , pasku.
Który dziś w Polsce jest w z w y c z a j u .
Przyspórz Ojczyźnie szczęścia blasku.
Dbaj o ' d o b r o b y t s w e g o k r a j u !
Jest w tern r a c h u n e k — d u ż o racji:
Z o b y w a t e l s k i e j przecież c n o t y .
Kraj się p o d n o s i i w z b o g a c a —
Interes także w tern jest złoty:
Interes piękny, d o b r y , czysty,
O g ó l n y i t w ó j osobisty:
Za tysiąc Polska m i l i o n z w r a c a ! "
6 5

47

�„ S p ó j r z , czy tysiączek masz w s w e j kasie.
Spiesz, by nie przeszły szczęścia c h w i l e —
Jeśli cię los z o s t a w i w tyle,
Będziesz ż a ł o w a ł p o niewczasie.
Jeśli p o w t a r z a ć będziesz „ p ó ź n i e j " ,
M i n i e szczęśliwa t w a g o d z i n a —
Żelazo c h ł o d n ą ć w n e t zaczyna
H e n ! w tajemniczej losu k u ź n i . "

t e k s t ó w prozatorskich o szczególnie s u g e s t y w n e j , a c z k o l w i e k

Kampanie p r o p a g a n d o w e 1 9 2 0 roku nie s p r o w a d z i ł y się d o

ł e c z n y c h . Nie można z a p o m i n a ć t u o tysiącach apeli i w e z w a ń

ukrytej perswazji. W e ź m y np. u t w ó r pt. Jak Maciej
u bolszewików",

byl

sołtysem

k t ó r y w niezliczonych ilościach p r z e d r u k ó w

i o d p i s ó w zalał d o s ł o w n i e w i e ś w i e l k o p o l s k ą , c h o ć znany b y ł
przecież w całej Polsce.
O p e r a t y w n o ś ć p r o p a g a n d y 1 9 2 0 roku wyrażała się poza t y m

6 6

udziałem w e ń l i d e r ó w w s z e l k i c h u g r u p o w a ń p o l i t y c z n y c h i s p o ­

p r e z e n t o w a n y c h t u ś r o d k ó w perswazji. Nie przebiegały tak, jak

d r u k o w a n y c h w prasie, a s y g n o w a n y c h przez s t a r o s t ó w i b u r m i s ­

można by w n i o s k o w a ć z t y c h t e k s t ó w . Literatura p o p u l a r n a była

t r z ó w . P o w a ż n y m e l e m e n t e m tej k a m p a n i i były w k o ń c u o d e z w y

j e d y n i e w ą s k i m w y c i n k i e m p r o p a g a n d o w e j m a c h i n y , a może

W i n c e n t e g o W i t o s a i a u t o r y t e t Naczelnika P a ń s t w a . W s z y s t k o t o

raczej t ł e m dla niej.

tu

składało się na potężną m a c h i n ę p r o p a g a n d o w ą , która w efekcie

zaprezentowane. Poza licznymi tekstami paraliterackimi i u t w o r a ­

okazała się i s t o t n y m zapleczem w o j n y z b o l s z e w i z m e m i p r ó b

mi w i e r s z o w a n y m i , w o b i e g u s p o ł e c z n y m z n a n y c h b y ł o w i e l e

g w a ł t o w n e j n a p r a w y polskiej g o s p o d a r k i .

Nie całe jej

bogactwo

mogło

być

PRZYPISY:

1

M . C z e r w i ń s k i , Przyczynki
do antropologii
współczesności.
Warszawa 1 9 8 8 , s. 1 3 5
zob. M . G ł o w i ń s k i , Wirtualny odbiorca w strukturze
utworu
poetyckiego,
( w : ) Studia z teorii i historii poezji, W r o c ł a w 1 9 6 7 , s.
1; tenże. Style odbioru. Szkice o komunikacji
literackiej,
Kraków
1 9 7 7 ; E. Balcerzan, Perspektywy
„poetyki
odbioru",
( w : ) Pro­
blemy socjologii
literatury, p o d red. J . S ł a w i ń s k i e g o , W r o c ł a w
1971
Z. L a n d a u , Pożyczki wewnętrzne
państwa,
(w:)
Encyklope­
dia Historii Gospodarczej
Polski do 1945roku. W a r s z a w a 1 9 8 1 , t.
2, s. 1 2 9
W literaturze p r z e d m i o t u o p i n i ę p u b l i c z n ą u z n a w a n o w ł a ś n i e
za s u m ę i n d y w i d u a l n y c h o p i n i i d o t y c z ą c y c h w s p ó l n y c h z a g a d ­
nień dla historycznie z w a r t y c h g r u p ludzi, t a k i c h jak klasa,
w a r s t w a , naród. Por. S. Kuśmierski, Teoretyczne problemy
propa­
gandy i opinii publicznej.
W a r s z a w a 1 9 8 0 , s. 2 0 0 — 3 2 9 ; tenże,
Świadomość
społeczna,
opinia publiczna,
propaganda.
War­
szawa 1 9 8 7 , s. 4 7 — 2 3 0 ; F. Ryszak, Wstęp do nauki o polityce
(Uwagimetodologiczne).
W a r s z a w a - P o z n a ń 1 9 7 8 , s. 1 3 9 — 1 4 0
„ O r ę d o w n i k P o w i a t o w y . U r z ę d o w y o r g a n dla p o w i a t u g r o ­
dziskiego oraz miast Grodziska, O p a l e n i c y i B u k u " , 1 2 maja 1 9 2 0 ,
R.l, nr 3 0 , s. 1
Tamże, 15 maja 1 9 2 0 , R.l, nr 3 9 , s. 1
E. Balcerzan, Poezja polska w latach 1939—7965.
Strategie
liryczne, cz. 1 , W a r s z a w a 1 9 8 2 , s. 3 7 — 7 1
Ze w z g l ę d u na t o , w przypisach p o d a w a ł będę informację
o pierwszej p u b l i k a c j i d a n e g o u t w o r u .
„ O r ę d o w n i k P o w i a t u O b o r n i c k i e g o " , 1 0 czerwca 1 9 2 0 , R.
LXIV, nr 6 6 , s. 2
„ K u r i e r W a r s z a w s k i " , 16 l u t e g o 1 9 2 0 , nr 4 7
M . Heller, A . Niekricz, Historia ZSRR. Rządy utopii, L u b l i n
1 9 8 7 , t. 1 , s. 1 2 9 — 1 3 0
„ O r ę d o w n i k P o w i a t o w y . U r z ę d o w y o r g a n dla p o w i a t u g r o ­
dziskiego...", op.cit., 16 czerwca 1 9 2 0 , R.l, nr 4 8 , s. 1
Tamże, 2 8 c z e r w c a 1 9 2 0 , R.l, nr 5 2 , s. 1
M . Heller, A . Niekricz, o p . c i t , s. 131
„ O r ę d o w n i k P o w i a t u O b o r n i c k i e g o " , 17 lipca 1 9 2 0 , R.
LXIV, nr 8 2 , s. 1
Tamże, 1 lipca 1 9 2 0 , R. LXIV, nr 7 5 , s. 1
Tamże, 17 lipca 1 9 2 0 , R. LXIV, nr 8 2 , s. 1
Tamże, 2 0 lipca 1 9 2 0 , R. LXIV, nr 8 3 , s. 1
Tamże, 15 lipca 1 9 2 0 , R. LXIV, nr 8 1 , s. 1
Tamże, 3 sierpnia 1 9 2 0 , R. LXIV, nr 8 9 , s. 2
R. J a k o b s o n , Poetyka
w świetle językoznawstwa,
(w:)
Współczesne
teorie badań literackich
za granicą, p o d red. H.
Karkiewicza, K r a k ó w 1 9 7 2 , s. 2
„Orędownik Powiatu Żnińskiego.Urzędowy organ publika­
cyjny. O r ę d o w n i k dla miast Ż n i n a , J a n o w c a , R o g o w a i G ą s a w y " ,
4 sierpnia 1 9 2 0 , R. X X X I I I , nr 6 1 , s. 2
Tamże, s. 2
Tamże, s. 2
Tamże, s. 2
Tamże, s. 2
Tamże, s. 2
„ O r ę d o w n i k na p o w i a t S z u b i ń s k i " , 1 2 sierpnia 1 9 2 0 , R.l, nr
7 6 , s. 1
„ O r ę d o w n i k P o w i a t u O b o r n i c k i e g o " , 21 sierpnia 1 9 2 0 ,
R.LXIV, nr 9 5 , s. 2
„ O r ę d o w n i k na p o w i a t C z a r n k o w s k i " , 2 6 sierpnia 1 9 2 0 , R.
L X V I I I , nr 9 9 , s. 1
„ O r ę d o w n i k P o w i a t u Ż n i ń s k i e g o . . . " , op.cit., 4 sierpnia
1 9 2 0 , R. X X X I I I , nr 6 1 , s. 2
2

3

4

5

6

7

8

9

1 0

1 1

1 2

1 3

1 4

1 5

1 8

1 7

1 8

1 9

2 0

2 1

2 2

2 3

2 4

2 5

2 6

2 7

2 8

2 6

3 0

3 1

48

3 2

Tamże, s. 2
Tamże, s. 2
Tamże, s. 2
Tamże, s. 2
„ O r ę d o w n i k na p o w i a t S z u b i ń s k i " , 5 sierpnia 1 9 2 0 , R.l, nr
7 4 , s. 5
„ O r ę d o w n i k P o w i a t u O b o r n i c k i e g o " , 7 sierpnia 1 9 2 0 , R.
LXIV, nr 9 1 , s. 2
„ O r ę d o w n i k P o w i a t u Leszczyńskiego. O r g a n u r z ę d o w y dla
p o w i a t u oraz dla miast Leszna, R y d z y n y , Osiecznej i Ś w i ę c i e c h o w y " , 11 sierpnia 1 9 2 0 , R. L X V I I I , nr 1 1 0 , s. 2
„ O r ę d o w n i k P o w i a t u O b o r n i c k i e g o " , 2 6 sierpnia 1 9 2 0 , R.
LXIV, nr 9 9 , s. 1
„ O r ę d o w n i k P o w i a t u Ż n i ń s k i e g o . . . " , op.cit., 4 sierpnia
1 9 2 0 , R. LXIV, nr 6 1 , s. 2
Tamże, s. 2
Tamże, s. 2
Tamże, s. 2
„ O r ę d o w n i k P o w i a t u Leszczyńskiego...", op.cit., 11 sierpnia
1 9 2 0 , R.l, nr 5 9 , s. 1
„ O r ę d o w n i k na p o w i a t C z a r n k o w s k i " , 2 8 sierpnia 1 9 2 0 , R.
L X V I I I , nr 1 0 0 , s. 1
Tamże, 31 sierpnia 1 9 2 0 , R. L X V I I I , nr 1 0 1 , s. 1
por. S. Kuśmierski, Świadomość
społeczna...,
op.cit., s. 2 1 3
„ O r ę d o w n i k P o w i a t u O b o r n i c k i e g o " , 1 4 sierpnia 1 9 2 0 , R.
LXIV, nr 9 4 , s. 1
„ O r ę d o w n i k P o w i a t o w y . U r z ę d o w y o r g a n dla p o w i a t u g r o ­
dziskiego...", op.cit., 7 sierpnia 1 9 2 0 , R.l, nr 6 3 , s. 1
M . C z e r w i ń s k i , op.cit., s. 1 3 7
„ O r ę d o w n i k p o w i a t o w y . U r z ę d o w y o r g a n dla p o w i a t u g r o ­
dziskiego...", op.cit., 11 sierpnia 1 9 2 0 , R.l, nr 6 4 , s. 1
„ O r ę d o w n i k P o w i a t u O b o r n i c k i e g o " , 1 4 sierpnia 1 9 2 0 , R.
LXIV, nr 9 4 , s. 2
„ O r ę d o w n i k na p o w i a t C z a r n k o w s k i " , 21 sierpnia 1 9 2 0 , R.
L X V I I I , nr 9 7 , s. 1
„ O r ę d o w n i k P o w i a t u O b o r n i c k i e g o " , 2 6 sierpnia 1 9 2 0 , R.
LXIV, nr 9 9 , s. 1
„ O r ę d o w n i k na p o w i a t C z a r n k o w s k i " , 31 sierpnia 1 9 2 0 , R.
L X V I I I , nr 1 0 1 , s. 1
„ O r ę d o w n i k na p o w i a t S z u b i ń s k i " , 2 września 1 9 2 0 , R.l, nr
8 2 , s. 1
„ O r ę d o w n i k P o w i a t u O b o r n i c k i e g o " , 1 8 września 1 9 2 0 , R.
LXIV, nr 1 0 9 , s. 1
M . Heller, A . Niekricz, op.cit., s. 1 3 4 ; A . O s t o j a - O w i s i a n y ,
Rok 1920 w krzywym zwierciadle propagandy
iw
rzeczywistości,
W r s z a w a 1 9 8 1 , s. 6 7
S. Barańczak, Czytelnik
ubezwłasnowolniony.
Perswazja
w masowej
kulturze literackiej PRL, Paryż 1 9 8 3 , s. 31
„ O r ę d o w n i k P o w i a t u Ż n i ń s k i e g o . . . " , op.cit., 17 października
1 9 2 0 , R. X X X I I I , nr 9 1 , s. 1
Tamże, 2 7 października 1 9 2 0 , R. X X X I I I , nr 9 5 , s. 1
„ O r ę d o w n i k P o w i a t o w y . U r z ę d o w y o r g a n dla p o w i a t u g r o ­
d z i s k i e g o . . . " , op.cit., 6 listopada 1 9 2 0 , R.l, nr 8 9 , s. 1
Tamże, 2 0 listopada 1 9 2 0 , R.l, nr 9 3 , s. 1
„ O r ę d o w n i k P o w i a t u O b o r n i c k i e g o " , 21 g r u d n i a 1 9 2 0 , R.
LXIV, nr 1 4 7 , s. 2
„ O r ę d o w n i k P o w i a t o w y . U r z ę d o w y o r g a n dla p o w i a t u g r o ­
d z i s k i e g o . . . " , o p . c i t , 2 2 g r u d n i a 1 9 2 0 , R.l, nr 1 0 2 / 1 0 3 , s. 2
Tamże, s. 2
J . M a z u r , Jak Maciej byl sołtysem
u bolszewików.
War­
szawa 1 9 2 0
3 3

3 4

3 5

3 6

3 7

3 8

3 9

4 0

4 1

4 2

4 3

4 4

4 5

4 6

4 7

4 8

4 9

5 0

5 1

5 2

5 3

5 4

5 5

5 6

5 7

5 8

5 9

8 0

6 1

6 2

6 3

6 4

6 5

6 6

6 7

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6686" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6666">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/8e9fbce9f63c834d90dd04d91f0d693f.pdf</src>
        <authentication>5e9bfa34249355274c4c5c6e0cec5456</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79683">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3537</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79684">
                <text>1980</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79685">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3314</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79686">
                <text>Antropologia kultury w Polsce - dziedzictwo, pojęcia, inspiracje / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1980 t.34 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79687">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1980 t.34 z.2, s.117-125</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79688">
                <text>Benedyktowicz, Zbigniew [et al.]</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79689">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79690">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79691">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79692">
                <text>Zbigniew Benedykłowicz Czesław Robołycki Ludwik Stomma
Ryszard Tomicki Jerzy S. Wasilewski

ANTROPOLOGIA

KULTURY W POLSCE -

DZIEDZICTWO, POJĘCIA, INSPIRACJE

MATERIAŁY D O S Ł O W N I K A , Cz. I
EDMUND

RONALD

LEACH

L e a c h ( u r 1908) — p r o f e s o r a n t r o p o l o g i i społecznej w
K i n g s C o l l e g e , C a m b r i d g e . Jest k o n w e r t y t ą — w A n g l i i
rzecz t o n i e r z a d k a — szczególnego j e d n a k r o d z a j u : b ę ­
dąc p r z e z długie l a t a funkcjonalistą n a w r ó c i ! się m i a ­
n o w i c i e n a s t r u k t u r a l i z m . „ N a w r ó c e n i e " n i e w y d a się
t u określeniem p r z e s a d n y m , jeśli u z m y s ł o w i m y
sobie
r o z m i a r przepaści ś w i a t o p o g l ą d o w e j między
obydwoma
kierunkami, zakorzenionymi w biegunowo
odmiennych
t r a d y c j a c h f i l o z o f i c z n y c h . F u n k c j o n a l i z m t k w i przecież
w typowo
angielskim empiryzmie
i zamiłowaniu
do
k o n k r e t u , s t r u k t u r a l i z m zaś — w e f r a n c u s k i m r a c j o ­
n a l i z m i e i p r e d y l e k c j i do porządku l o g i c z n e g o .
Pierwszy
uważa za w ł a ś c i w y p r z e d m i o t badań r z e c z y w i s t e z a c h o ­
w a n i a społeczne, „to co z r o b i o n e " — a r t e f a k t y , zaś d r u ­
g i — i d e e rządzące t y m i działaniami, wyrażające
je
n o r m y , ,,to co p o w i e d z i a n e "
(albo i „ p o m y ś l a n e "
—
m e n t a l - f a k t y ) . F u n k c j o n a l i z m l e k c e w a ż y religię, s t r u k ­
t u r a l i z m — ekonomię. W t a k i b i e g u n o w y sposób p r z e d ­
s t a w i a oba k i e r u n k i — postulując z a r a z e m i c h k o m p l e mentarność — s a m L e a c h . W y z n a j e w p r a w d z i e , że „ w
głębi serca w d a l s z y m ciągu pozostał
funkcjonalistą"
jeśli j e d n a k oceniać go n i e po i n t e n c j a c h , lecz p o p u ­
b l i k o w a n y c h r e z u l t a t a c h , t o okaże się, że przestał n i m
być p r z e d p o n a d 20 l a t y . I n s p i r a t o r e m p r z e ł o m u był
z pewnością C l a u d e Levi-nStrauss. Słynna książka L e a cha z o w e g o o k r e s u , zatytułowana w y z y w a j ą c o
Antro­
pologia
przemyślana
na nowo — Rethinking
Anthropology,
L o n d o n 1961 — z a w i e r a szkice n a t e m a t s y s t e ­
m ó w p o k r e w i e ń s t w a już w d u c h u f r a n c u s k i e g o s t r u k turalizmu.
Jedyny
odbiegający
o d t e m a t y k i społecz­
n e j krótki esej n a t e m a t s y m b o l i c z n y c h
przedstawień
czasu p r e z e n t u j e k i l k a istniejących w różnych k u l t u ­
r a c h sposobów
wyrażania t e j i d e i : k o n c e p c j a
czasu
nieodwracalnego
(liniowego),
koncepcja
czasu
powra­
cającego
(kolistego)
i wreszcie
wahadłowe
widzenie
g o j a k o ciągu o s c y l a c j i między b i e g n ą c y m i
opozycja­
m i . Taką w ł a ś n i e w i z j ę nieść m a m i t o l o g i a
grecka;
L e a c h d o w o d z i t e g o ujawniając o p o z y c j e b i n a r n e , za­
w a r t e w m i c i e o K r o n o s i e ( p i e r w o t n a rozrodczość —
p o t e m ©kastrowanie, p o ż a r c i e d z i e c i —
zwymiotowa­
n i e i c h , upadek z Niebios
w Podziemia
itd.).
Zary­
s o w u j e teorię święta j a k o m o m e n t u z a t r z y m a n i a w a ­
hadła m i ę d z y
j e d n y m interwałem czasowym
a na­
stępnym,
ilustrując
ją
współczesnymi
europejskimi
zwyczajami.
W schemacie
t y m święto p r z e b i e g a
•—
po u s t a n i u czasu ś w i e c k i e g o — w c y k l u
zorganizo­
wanym
przez
dwie
pary
opozycji
binarnych: jako
całość jest o d w r ó c e n i e m porządku p r o f a n i c z n e g o , w j e ­
go obrębie zaś f a z a wstępna ( p o w a g a i f o r m a l i z a c j a ,
odpowiadające
„śmierci"
starego) j e s t
przeciwstawna
wobec fazy
końcowej (karnawał i m a s k a r a d a , o d p o ­
wiadające „odrodzeniu" nowego).
D a l s z e p r a c e poświęcone są p o s z u k i w a n i o m z n a c z e ­
n i a . Już a r t y k u ł Magical
hair
„Journal of t h e R o y a l
A n t r o p o l o g i c a l I n s t i t u t e " , v . 88, 1958, s t a n o w i próbę o d ­
p o w i e d z i n a p y t a n i e , n a j a k i e j z a s a d z i e e t n o l o g może
orzekać, co „ z n a c z y " d a n y s y m b o l . A n a l i z o w a n y m p r z y ­
k ł a d e m są w ł o s y , których w z r o s t w w i e l u k u l t u r a c h k o ­

j a r z o n y j e s t z płodnością, seksem, podczas g d y s t r z y ­
żenie m o ż e symbolizować kastrację, o b r z e z a n i e ,
zakaz
stosunków s e k s u a l n y c h i t d . Choć n a g ł ó w n e p y t a n i e
a u t o r n i e m a o d p o w i e d z i (dziś z a p e w n e o d w o ł a ł b y się
do k o n c e p c j i „logiki k o n k r e t u " (to j e d n a k w t o k u r o z ­
p r a w i a się z wyjaśnieniem p s y c h o a n a l i t y c z n y m , w t a m ­
t y c h l a t a c h jeszcze kuszącym. M i m o że a k u r a t w k w e s ­
t i i „seksualnej s y m b o l i k i w ł o s ó w " zgadzałoby się o n o
z interpretacją etnologiczną, t o j e d n a k — j a k s t w i e r ­
dza — oba tłumaczenia odnoszą się d o zupełnie i n n y c h
rzeczywistości
(tam —
prywatnych,
jednostkowych,
z gabinetu psychiatry, t u — publicznych, k u l t u r o w y c h )
i t a k j a k n i e wykluczają się n a w e t g d y są sobie p r z e ­
c i w s t a w n e , t a k też n i e wspierają się w z a j e m n i e , n a ­
w e t jeśli się p o k r y w a j ą .
A r t y k u ł Antropologiczne
aspekty
języka:
o
rodza­
jach
zwierząt
i brzydkich
wyrazach
(Anthropological
aspects
of language:
animal
categories
and verbal
aluse, 1964, p r e z e n t u j e p r a w d z i w i e strukturalną już a n a ­
lizę k i l k u s p l e c i o n y c h ze sobą p r o b l e m ó w : t a b u j ę z y ­
k o w y c h , sposobu k a t e g o r y z o w a n i a zwierząt, p o ż y w i e n i a
i k o b i e t . L e a c h p o k a z u j e t u p a z u r a n a l i t y k a , który p e w ­
n i e czuje się w e g z o t y c z n y m birmańskim t e r e n i e , z n a
subtelności m i e j s c o w e g o
języka i k u l t u r y ( w A z j i p o ­
ind.-(wschodniej pracował j a k o oficer b a d a w c z y ) z d r u ­
g i e j zaś s t r o n y p o t r a f i śmiało poruszać się n a g r u n c i e
angielskich zwyczajów językowych, przy c z y m — p o ­
w i e d z m y t o w p r o s t — z dużą swobodą, b y n i e rzecz
prodylekcją sięga do t y c h o b s c e n i c z n y c h , łączących się
ze s f e r a m i seksu i w y d a l a n i a . T ę samą łatwość m ó w i e ­
n i a o rzeczach n i e nadających się do d r u k u
będ/.ij
można zauważyć
w bodaj
wszystkich jego pracach.
Dzięki n i e j d o w i a d u j e się c z y t e l n i k n a d r o d z e
jakich
to
skojarzeń
językowych
patronem
„Playboya"
jest
n i e w i n n y króliczek, j a k i e asocjacje
odciskają
się na
d z i e j a c h różnych słów, powodując i c h nieużywanie.
T a w ł a ś n i e sfera r z e c z y z a k a z a n y c h s t a n o w i g ł ó w n y
przedmiot
analizy. Logikę
tabu
bada
Leach
czysto
s t r u k t u r a l n i e , wychodząc z założenia, iż e l e m e n t t e n
j e s t o p e r a t o r e m b i n a r n y c h k l a s y f i k a c j i , k t ó r e umysł n a ­
r z u c a n a jednolitą przecież rzeczywistość. T a b u służyć
m a d o o d d z i e l e n i a j e g o o d świata i d o u s t a n o w i e n i a
d a l s z y c h p r z e d z i a ł ó w między o b i e k t a m i . A b y móc j e ­
d n o z n a c z n i e k l a s y f i k o w a ć t r z e b a stłumić w s z y s t k o t o ,
co z n a j d u j e się n a g r a n i c y k l a s . L e a c h d a j e t u przykład
w y d z i e l i n c z ł o w i e k a ; s u b s t a n c j e t e są intrygujące, t o
z a s a d n i c z o d w u z n a c z n e , utrudniające o d p o w i e d ź n a p y ­
t a n i e „ c z y m j e s t e m w odróżnieniu o d r e s z t y świata'',
„ g d z i e są m o j e g r a n i c e " — a więc p i e r w s z e w ą t p l i w o ś c i
dziecka.
Takie
właśnie o b i e k t y
graniczne
stają
się
przedmiotem najsilniejszych tabu. Aby logika dychot o m i c z n e j k l a s y f i k a c j i mogła działać s k u t e c z n i e muszą
zostać usunięte c z y l i c e l o w o z a p o m n i a n e , stłumione,
pokryte
zakazem
—
wszystkie
niewygodne
obiekty,
które należą do d w ó c h k l a s jednocześnie. F o r m u ł a iż
t a b u (oraz wszelkie s a k r u m ) jest „zarówno p j a k i o o p "
p o w t a r z a ć się będzie odtąd często w p r a c a c h L e a c h a .
Z tej zasady m a wynikać tabuizacja zwierząt d o ­
m o w y c h — j a k o d w u z n a c z n y c h , pośrednich
pomiędzy

117

�człowiekiem a otoczeniem
zewnętrznym;
naruszeniem
o w e g o t a b u b y ł o b y w y z w i s k o z w i e r z ę c e w r o d z a j u ,,ty
świnio, s u k i n s y n u " i t d . Opierając się n a s t w i e r d z o n y m
p r z e z etnologię s y m b o l i c z n y m z w i ą z k u między
jedze­
n i e m a s e k s e m L e a c h s t a w i a tezę, że sposób, w j a k i
w d a w n e j k u l t u r z e k l a s y f i k u j e się z w i e r z ę t a ze wzglądu
n a i c h jadalność, o d p o w i a d a s p o s o b o w i , w j a k i k l a s y ­
f i k u j e się l u d z i ze w z g l ę d u n a i c h przydatność do
związków
seksualno-małżeńskich.
Za
Lévi-^Straussern
p r z y j m u j e , iż n a w e t z a k a z k a z i r o d z t w a n i e m a n a L u r a l n e g o u z a s a d n i e n i a , zaś z własnego p o b y t u w dżungli
w i e , że „wszystko j e s t j a d a l n e " , t a k więc j a k i e k o l w i e k
r e s t r y k c j e w o b u t y c h d z i e d z i n a c h mają c h a r a k t e r a r ­
b i t r a l n y , k u l t u r o w y . O b i e g r u p y o b i e k t ó w p o w i n n y być
z a t e m a n a l o g i c z n i e u s z e r e g o w a n e , zaś o d p o w i a d a j ą c e so­
b i e k l a s y z w i e r z ą t i l u d z i p o w i n n y być w r ó w n y m s t o p ­
n i u u z n a w a n e za nadające się — l u b n i e — do m a ł ­
żeństwa ( l u d z i e ) i j e d z e n i a (zwierzęta). K r y t e r i u m sze­
r e g o w a n i a s t a n o w i d l a L e a c h a odległość od ego; p=y
i k o t y są w E u r o p i e u z n a n e za n i e j a d a l n e , zaś n a z w y
i n n y c h b l i s k i c h człowiekowi
zwierząt
stanowią
tabj
— co o d p o w i a d a
z a k a z o w i k a z i r o d z t w a i małżeństwa
kuzynów pierwszego stopnia. N a t o m i a s t na zwierzęta
z d a l e k i e g o l a s u można polować, t a k j a k można żenić
się z k o b i e t a m i zza l a s u . I m d a l e j o d d o m u , t y m b a r ­
dziej k o b i e t y nadają się do żeniaczki, zaś zwierzęta
do j e d z e n i a (a n a z w y i c h przestają być t a b u ; n i e m i a ­
łoby sensu w y z w i s k o „ t y niedźwiedziu p o l a r n y " ) .
W y w o d y t e wydają się m o c n o sztuczne, są n a t o ­
miast d o b r y m przykładem t y p o w e g o d l a s t r u k t u r a l i z m u
z a i n t e r e s o w a n i a różnymi k l a s y f i k a c j a m i i s z u k a n i a o d powiedniości p o m i ę d z y n i m i . Jest t o w i ę c
pokazowa
p r e z e n t a c j a m e t o d y , z pomocą której a u t o r chciał j e d ­
n a k c h y b a z b y t w i e l e wyjaśnić i s a m znalazł się w
t y m s a m y m m i e j s c u , w k t ó r y m później u l o k u j e z ironią
L é v i - S t r a u s s a : „ w świecie g d z i e w s z y s t k o j e s t m o ż l i w e ,
ale n i c n i e j e s t p e w n e " .
P r z e j d ź m y j e d n a k d o omówienia z n a c z e n i e k o n k r e t n i e j s z y o h a n a l i z , które uznać c h y b a należy za n a j c i e ­
kawsze w d o r o b k u E d m u n d a Leacha — na t e m a t m i t o ­
logii biblijnej.
J a k wiadomo, zarzucano
strukturalbmowi
( P a u l R i c o e u r ) , iż n i e n a d a j e
się d o a n a l i z y
p r z e k a z ó w o c h a r a k t e r z e b a r d z i e j h i s t o r y c z n y m niż t o t e m i c z n o - k l a s y f i k a c y j n y m , t a k i c h j a k B i b l i a czy m i t y
i n d o e u r o p e j s k i e . W o d p o w i e d z i L e a c h p r o p o n u j e śmiało
t r a k t o w a ć Biblię j a k o miit. M ó w i to w b r e w całej t r a ­
d y c j i o r t o d o k s y j n e j b i b l i s t y k i i s a m e m u Lévi-Straussow i (który t y m m o t y w o w a ł s w o j e d e s i n t e r e s e m e n t d l a
t e m a t u ) , traktującym P i s m o św. j a k o a m a l g a m a t t e k s ­
t ó w f a ł s z y w y c h i p r a w d z i w y c h , relacjonujących
chro­
n o l o g i c z n i e — choć w zniekształceniu — historię, a w i ę c
j a k o zbiór p r z e k a z ó w , których k r y t y c z n a a n a l i z a p o z ­
w o l i w y w n i o s k o w a ć , co z d a r z y ł o się n a p r a w d ę p r z e d
p a r o m a tysiącami l a t . „ Z l e p i e n i e j a j e k z j a j e c z n i c y j e s t
zajęciem p r a c o c h ł o n n y m i n i e p o p r a w i a j e j s m a k u " —
i r o n i z u j e n a t e m a t t a k i c h z a b i e g ó w (The legitimacy
of
S o l o m o n . S o m e structural
aspects
of Old
Testament
history,
..Archives
Européennes
de Sociologie", V I I ,
1, 1966). P a r t i e h i s t o r y c z n e i f i k c y j n e S t a r e g o T e s ­
t a m e n t u zlały się b o w i e m w jednolitą masę m i t o - h i s toryczną, która funkcjonowała j a k o s a n k c j a d l a s t a n u
społeczeństwa ż y d o w s k i e g o w czasie g d y d a n a część
t e k s t u b i b l i j n e g o osiągała — dzięki p r a c y r e d a k t o r ó w
— stabilność kanoniczną. Działo się to i t a k dużo p ó ź ­
n i e j niż m o g ł y r o z g r y w a ć się o p i s y w a n e
wydarzenia,
a w i ę c historyczność p r z e k a z u j e s t z n i k o m a . S k o r o t a K ,
to n i e w a r t o dociekać, co zdarzyło się n a p r a w d ę a co
j e s t m i t e m , a l e należy spytać d l a c z e g o właśnie p e w n e
fakty, prawdziwe
i f a ł s z y w e b y ł y zapamiętane, i n n e
zaś — m i m o że p r a w d z i w e — zostały z a p o m n i a n e .

118

O d p o w i e d ź b r z m i : bo t a k i właśnie zespół f a k t ó w
układał się w s t r u k t u r a l n y s c h e m a t , stały d l a różnych
b i b l i j n y c h opowieści. Z d a n i e m s t r u k t u r a l i s t y
znaczenia
poszczególnych i n f o r m a c j i w każdej opowieści
szukać
należy w i c h układzie; najważniejsza j e s t więc n i e z a ­
wartość treściowa t e k s t u , ale różnice s c h e m a t u między
różnymi
opowieściami. T a k właśnie a n a l i z u j e
Leach
K s i ę g ę R o d z a j u ; odsłoniwszy b i n a r n e k a t e g o r i e w m i ­
cie o s t w o r z e n i u świata u k a z u j e historię K a i n a i A b l a ,
Noego i synów, L o t a i córek, A b r a h a m a i S a r y etc.
j a k o przekształcenie m i t u o A d a m i e i E w i e , j a k o , , w a sis as myth,
„ D i s c o v e r y " , v. 23 n ° , 5, 1962). W t y m
s a m y m m a t e r i a l e m i t o l o g i c z n y m , t y l e że w y r a ż o n y m
w
języku
obrazów,
odkrywa
zasadnicze
tożsamości
p r z e d s t a w i o n y c h p o s t a c i , przejścia
pomiędzy
którymi
tworzą serię równań t r a n s f o r m a c y j n y c h (Genesis
Michała Anioła.
Sfukturalistyczne
uwagi
o freskach
zdo­
biących
sklepienie
Kaplicy
Sykstyńskiej,
tłum. p o l .
„Literatura n a ś w i e c i e " , 5/1978).
Analizę
nowotestamentowej
odwróconej
analogii
ż y w o t ó w Jezusa i św. J a n a C h r z c i c i e l a
wykorzystuje
j a k o p r z y k ł a d w p r o w a d z a j ą c y w metodę s t r u k t u r a l n e g o
r o z u m i e n i a tekstów. O t o f r a g m e n t : „poczęcie o b u b o h a ­
t e r ó w j e s t n a d n a t u r a l n e , ale g d y M a r i a j e s t dziewicą,
t o Elżbieta j e s t już z b y t s t a r a n a m a c i e r z y ń s t w o . O b i e
one są k u z y n k a m i , a l e J a n należy d o l i n i i kapłańskiej,
zaś Jezus do k r ó l e w s k i e j . J a n j e s t p r o r o k i e m ż y j ą c y m
na puszczy, n o s i skóry zwierząt, ż y w i się szarańczą
i d z i k i m m i o d e m — j e s t c z ł o w i e k i e m N a t u r y . Jezus
j e s t ogłaszany k r ó l e m , żyje w mieście, j e s t s y n e m cieś­
l i — j e s t w i ę c c z ł o w i e k i e m k u l t u r y . P o d d a j e się c h r z t o ­
w i z rąk J a n a a w ó w c z a s t a m t e n p o d p o r z ą d k o w u j e m u
się. W końcu J a n g i n i e p r z e z ścięcie, co w S t a r y m
T e s t a m e n c i e j e s t r o d z a j e m śmierci zastrzeżonym d l a k r ó ­
l ó w , p o d c z a s g d y Jezus zostaje uśmiercony j a k p r z e s ­
tępca. Ś m i e r ć J a n a j e s t s p o w o d o w a n a p r z e z spisek sek­
sualny n i k c z e m n y c h kobiet, natomiast kobiety z oto­
czenia Jezusa są c n o t l i w e , choć j e d n a z n i c h to była
jawnogrzesznica". Dalsza analiza p r o w a d z i do w n i o s k u ,
że o b a j b o h a t e r o w i e zamieniają się r o l a m i , zaś o g ó l ­
n i e biorąc m i t chrześcijański o k a z u j e się n o w ą w e r s j ą
z n a c z n i e wcześniejszej opowieści ż y d o w s k i e j o M e s j a ­
s z u : „ Z a u w a ż m y , że w p r o c e s i e d r a m a t y z a e j i k o n t e k s t
h i s t o r y c z n y opowieści staje się c a ł k o w i c i e n i e i s t o t n y ;
n i e m a t o w końcu z n a c z e n i a , czy c o k o l w i e k z t e g o
w y d a r z y ł o się „ n a p r a w d ę " w h i s t o r i i . P r z e k a z m i t y c z ­
n y jest p r a w d z i w y w s w y c h własnych k a t e g o r i a c h . "
(Structuralism
in Social
anthropology,
w:
Structuralism.
An Introduction,
O x f o r d 1972).
S z k i c e L e a c h a n i e są m o ż e n i c z y m w i ę c e j niż i n t e ­
l i g e n t n y m i pomysłowym „ćwiczeniem z L e v i - S t r a u s s a "
p r o w a d z o n y m d a l e j niż chciałby t o robić s a m m i s t r z ,
w sposób n a d z w y c z a j j a s n y , n a m a t e r i a l e d o b r z e n a m
z n a n y m , bez u c i e k a n i a w dżunglę indiańskich m i t ó w .
L e k t u r ę u r o z m a i c a z a b a w n y , k o l o k w i a l n y j ę z y k i czesie
e f e k t y p i r o t e c h n i c z n e . P o w t a r z a j ą c e się złośliwości p o d
adresem
„ Ż a b o j a d a " mają c h y b a zatuszować i n t e l e k ­
tualną zależność od m i s t r z a . Zresztą L e a c h n i e j e s t
w y r o z u m i a l s z y d l a s w y c h a n g i e l s k i c h kolegów, w ś r ó d
których m i a ł niegdyś zasłużoną opinię e n f a n t t e r r i b l e .
Jest o n zatem świetnym n a u c z y c i e l e m n a wstęp­
n y m k u r s i e s t r u k t u r a l i z m u ; j a k o podręcznik d l a k u r ­
santów można polecić j e g o Culture
and
Communication.
The
logic
by which
symbols
are connected,
1976. N i e ­
zastąpiony do w p r o w a d z e n i a w metodę — s a m ją d o ­
kładnie w y t e s t o w a ł — ś w i a d o m j e s t j e j u r o k ó w a z a ­
r a z e m ograniczeń. A l b o w i e m „ m o ż e j e d n a k paść p y ­
t a n i e : j a k i j e s t cel t a k i e g o s t r u k t u r a l n e g o p o r ó w n a n i a ?
Jeśli n a w e t d o w i e d z i o n e z o s t a n i e podobieństwo s c h e m a ­
t ó w — co t o n a m daje? N a t o p y t a n i e n i e m a m o d -

�p o w i e d z i w p r o s t . Przyjemność jaką d a j e a n a l i z a s t r u k ­
t u r a l n a m a do pewnego stopnia c h a r a k t e r estetyczny.
T a k j a k m a t e m a t y k c z u j e , że rozwiązanie
eleganckie
j e s t „ l e p s z e " niż n i e z g r a b n e r o z w i ą z a n i e t e g o s a m e g o
p r o b l e m u , t a k i s t r u k t u r a l i z m u n i e można oceniać w ą s ­
k o , podług k r y t e r i ó w p r a k t y c z n y c h , w r o d z a j u : „czy
t e n k i e r u n e k p r o w a d z i do jakichś użytecznych r e z u l t a ­
tów".
Pokazanie
elegancji
„nieświadomych
operacji
umysłu l u d z k i e g o " samo w sobie j e s t wartością, n a w e t
jeśli n i e z b y t d o b r z e w i e m y , co t o za c z y n n i k działa
j a k o ów „umysł l u d z k i " .
J.S.W.
CLAUDE

LEVI-STRAUSS

S t r a u s s ( u r . 1908) n i e j e s t oczywiście t w ó r c ą s t r u k t u ­
r a l i z m u (początek tego n u r t u w n a u c e z w y k ł o się r a ­
czej w i ą z a ć z pośmiertną edycją w y k ł a d ó w F e r d y n a n ­
da d e S a u s s u r e ' a — Cours
de linguistique
générale,
1916; o r a z z p r a c a m i j ę z y k o z n a w c ó w ze szkoły
ge­
n e w s k i e j i koła p r a s k i e g o ) ; n i e j e s t r ó w n i e ż p r e k u r s o ­
r e m z a s t o s o w a n i a m e t o d y t y p u s t r u k t u r a l n e g o do badań
nad dyskursem m i t y c z n y m (tu wyprzedza
go choćby
Włodzimierz Propp). A
j e d n a k przełom
strukturalny
w e t n o l o g i i ( i szerzej: w n a u k a c h społecznych) w i ą ­
z a n y j e s t zawsze i j e d n o z n a c z n i e z n a z w i s k i e m L é v i -Strauss. Bodaj
najpełniejszego
wyjaśnienia
tego p o ­
z o r n e g o p a r a d o k s u d o s t a r c z a n a m artykuł s a m e g o C l a u de'a L é v i - S t r a u s s a Struktura
i forma.
Refleksje
nad
dziełem
Włodzimierza
Proppa
(„International
Journal
of S l a v i c L i n g u i s t i c s a n d P o e t i c s " t . I I I — 1930). Cóż
zarzuca w n i m f r a n c u s k i antropolog a u t o r o w i M o r ­
f o l o g i i bajki?
— P r z e d e w s z y s t k i m połoiwiczność, za­
t r z y m a n i e się n a p o z i o m i e z b y t b l i s k i m e m p i r i i , b r a k
k r o p k i n a d „ i " . P r z y j m u j ą c koncepcję zawartą w
Ant­
ropologii
strukturalnej
są t o bez wątpienia
zarzuty
zasadne. „ P i r a m i d a p o j ę c i o w o - m e t o d o l o g i c z n a "
struktu­
r a l i z m u w jego post^straussowskim w y d a n i u przedsta­
w i a się b o w i e m następująco:
1

a.
zasada

opozycji

(inwersji)
zasada m e d i a c j i
b.
zbiór p a r o p o z y c j i
elementów m e d i a c y j n y c h
(konotacji)
c.

dcnotacje elementów
opozycyjnych i mediacyjnych
d.
układy

wybranych

desygnatów —

mitemów

e.
kombinacje
i przetworzenia
uzyskanych mitemów
(fabuły, w i e r z e n i a , p r z e ś w i a d c z e n i a )
I n n y m i słowy ostatecznym odniesieniem jest d l a Lévi- S t r a u s s a u m y s ł l u d z k i i p r o c e s y myślenia ( t u w s p i e r a
go w y d a t n i e J e a n Piaget), z k t ó r y c h , a ściślej — z i c h
odzwierciedlenia w u n i w e r s a l i a c h językowych
(Roman
J a k o b s o n , C h a r l e s F. H o c k e t t ) w y w o d z i o n p o d s t a w o w e
p r a w a rządzące strukturą (a.). P r a w a t e , c z y raczej z a ­
sady, mają c h a r a k t e r p r a w d z i w o ś c i o w y — d o p i e r o w i ę c

g d y za z m i e n n e z d a n i o w e p o d s t a w i o n e zostaną w i c h
f u n k c j i zdaniowej konkretne zdania (elementy opozycyj­
ne), f u n k c j a przekształci się w z d a n i e (konkretną o p o ­
zycję). K a ż d a k u l t u r a o p e r u j e p r z y t y m s p e c y f i c z n y m
(i w p e w n y m z a k r e s i e z m i e n n y m ) z e s t a w e m
opozycji
i e l e m e n t ó w m e d i a c y j n y c h (b.), p r z y c z y m każdy z c z ł o ­
n ó w o p o z y c j i i m e d i a c j e są d e n o t a t a m i z b i o r u d e s y g n a ­
t ó w ( c ) , k t ó r e z k o l e i łączą się w m i t e m y (d.) — b u d u ­
lec w s z e l k i e j fabuły (e.). T y m c z a s e m W ł o d z i m i e r z P r o p p
ograniczył się w s w o i c h a n a l i z a c h d o t r z e c h niższych
pięter (c., d., e.), c z y l i — j a k pisze A n n S h u k m a n —
„sformalizował o n s c h e m a t s y n t a g m a t y c z n y b a j k i , j e d ­
nakże n i e s f o r m a l i z o w a ł p o z i o m u p a r a d y g m a t y c z n e g o " ;
wskazał drogę, j e d n a k n i e ośmielił się l u b n i e m ó g ł
( t r z e b a pamiętać, że k o n c e p c j a o p o z y c j i f o n o l o g i c z n e j d o ­
p r a c o w a n a została p r z e z M i k o ł a j a T r u b e c k i e g o już p j
p o w s t a n i u Morfologii
bajki)
pójść nią do końca.
Istota dokonanego przez C l a u d e LéviiSraussa p r z e ­
łomu zasadzałaby się w i ę c n a k o n s e k w e n c j i uogólnienia
i w y m i a r z e a m b i c j i poznawczych?
Zapewne.
Wszakże
r ó w n i e , jeśli n i e b a r d z i e j i s t o t n y m osiągnięciem a u t o r a
Myśli
nieoswojonej
wydaje
się u c z y n i e n i e z
owych
ogólnych z a s a d
użytecznego
praktycznie
instrumentu
analizy. W swojej „najczystszej" metodologicznie, w z o r ­
c o w e j p r a c y G i o s m a s e k ( L a voie
des masques,
Ge­
n è v e 1975) p i s z e o n : „ J a k ż e i l u z o r y c z n e są złudzenia, k t ó ­
r y m u l e g a p o dziś dzień w i e l u e t n o l o g ó w i h i s t o r y k ó w
s z t u k i , iż m a s k a j e s t c z y m ś n a kształt r z e ź b y , czy o b r a ­
z u i m o ż e być i n t e r p r e t o w a n a s a m a w sobie, p o p r z e z
t o co w y o b r a ż a l u b p r z e z s w o j e z a s t o s o w a n i a d e k o r a ­
cyjne i r y t u a l n e . M a s k a b o w i e m n i e istnieje sama w so­
b i e lecz o d w o ł u j e się z a w s z e d o i n n y c h m a s e k r z e c z y w i ­
s t y c h l u b p o t e n c j a l n y c h , k t ó r e m o g ł y b y ją zastąpić. (...)
Sens m a s k i n i e t k w i w i ę c w t y m , co o n a p r z e d s t a w i a ,
lecz w t y m , co przeobraża, c z y l i w t y m w ł a ś n i e p r z e c i w
c z e m u ( w z a m i a n za co) p r z e d s t a w i a . P o d o b n i e j a k m i t ,
m a s k a jednocześnie o z n a j m i a i z a p r z e c z a ; r ó w n i e i s t o t ­
n e j e s t w n i e j t o co u k a z u j e j a k i t o , co w y k l u c z a " . N a
dobrą s p r a w ę j e s t t o w ł a ś c i w i e bezpośredni w y k ł a d 1.
zasady, i ż k a ż d y k o n k r e t n y m i t e m d a n y n a m w r z e c z y ­
wistości k u l t u r o w e j j e s t t y l k o j e d n y m z m o ż l i w y c h d e ­
sygnatów przynależnych d o u t a j o n e j d e n o t a c j i ; 2. k o n ­
cepcji opozycji nacechowanego w stosunku do nienacec h o w a n e g o ( M . T r u b e c k i ) . A j e d n a k dzięki t e m u w y k ł a ­
d o w i z j a w i s k o „ m a s k a " j a w i się n a g l e w zupełnie n o ­
w y m świetle. J a k zaś olśniewające i d e m a s k a t o r s k i e b y ­
w a o w o światło w y k a z a ł d o b i t n i e C l a u d e L é v i - S t r a u s s
w
L e totémisme
aujourd'
hui (tłum. p o l s k i e :
Tote­
mizm,
W a r s z a w a 1968). W i s z y s t k i e a r g u m e n t y , p r z y p o ­
m o c y k t ó r y c h r o z b i j a o n s t a r e k o n c e p c j e t o t e m i z m u są
t u t a k ż e w g r u n c i e r z e c z y bezpośrednimi p o c h o d n y m i
najogólniejszych z a s a d s t r u k t u r a l i z m u . I t a k t e z y R a y ­
monda F i r t h a , Jamesa Frazera i W i l l i a m a H . Riversa
zostają o d r z u c o n e , g d y ż uwzględniają t y l k o p o j e d y n c z e
człony o p o z y c j i — t y l k o t o , co t o t e m
„przedstawia
i o z n a j m i a " ; k o n c e p c j e A d o l p h u s a P. E l k i n a , gdyż i m p l i ­
kują
przyjęcie
klasyfikacji niedychotomieznej;
teorie
Bronisława
Malinowskiego,
gdyż
zaprzeczają
regule
dwoistego c h a r a k t e r u z n a k u ( „ K a ż d y znak jest z j e d n e j
s t r o n y — p o w i ą z a n i a m i ę d z y f o r m ą a stroną z n a c z e n i o ­
w ą — d o w o l n y , z d r u g i e j — po o b i e k t y w i z a c j i społecz­
nej — obowiązujący"). Tej ostatniej k o n t r o w e r s j i w a r t o
poświęcić c h w i l ę u w a g i . B r o n i s ł a w M a l i n o w s k i w i ą ż ą c
zasady d o b o r u f o r m t o t e m ó w ze statystyką użytecznoś­
c i gospodarczej o d p o w i a d a j ą c y c h i m g a t u n k ó w z w i e r z ę ­
c y c h i roślinnych z a p r z e c z a — p o w t ó r z m y — r e g u l e
d w o i s t e g o c h a r a k t e r u z n a k u , a ściślej t e j j e j części, k t ó ­
r a m ó w i o dowolności powiązania m i ę d z y formą i s t r o ­
ną znaczeniową z n a k u . W y k a z a n i e t e g o w i n n o już w ł a ś ­
c i w i e C l a u d e L é v i - S t r a u s s o w i wystarczyć.
Tymczasem

110

I

�d u b l u j e o n k r y t y k ę tez t w ó r c y f u n k e j o n a l i z m u ukazując
i c h bezzasadność r ó w n i e ż w o p a r c i u o szczegółową a n a ­
lizę d a n y c h e m p i r y c z n y c h . Jakiż j e s t sens t e g o z a b i e ­
gu? — C z y ż b y poniósł a u t o r a Totemizmu
polemiczny
t e m p e r a m e n t l u b c h o d z i ł o m u o dodatkową, intymną s a ­
tysfakcję? — Satysfakcję, iż rzeczywistość k u l t u r o w a p o ­
twierdza
r u d y m e n t a l n e założenia
strukturalizmu? - A czemuż b y n i e !
W a r t o przecież z w r ó c i ć u w a g ę , ż e t a s i e m c o w e i p r z e ­
w a ż n i e dość mało j a s n e ( w P o l s c e m . i n . : J e r z y K m i t a ,
M i e c z y s ł a w A . K r ą p i e c , A n t o n i B . Stępień, B o g d a n S u ­
c h o d o l s k i ) , żeby n i e wspominać o k o m p l e t n i e i g n o r a n c ­
k i c h , p o l e m i k i z dziełem C l a u d e Lévi-Straussa pozosta­
w a ł y z r e g u ł y n a e t a p i e f i l o z o f i c z n y c h i m p l i k a c j i stoso­
w a n e j przezeń m e t o d y . K o n k r e t n e , p a r e x e l l e n c e e m p i ­
r y c z n e s u k c e s y s t r u k t u r a l i z m u b y ł y i są n a d a l p o m i j a ­
ne w s t y d l i w y m m i l c z e n i e m przez przeciwników. A prze­
cież n i e odwołują się n a w e t do p o m n i k o w y c h M y t h o ­
l o g i q u e s ( P a r i s , t . I — 1964, t . I I — 1966, t . I I I — 1968,
t. I V — 1971) — przedstawić można s z e r e g p r z y k ł a d ó w
(np. a n a l i z a z j a w i s k a a w u n k u l a t u ) teoretycznego w y p r a ­
c o w a n i a przez Claude Lévi-Straussa m o d e l i z j a w i s k a n ­
tycypujących p r a w i d ł o w o
rzeczywistość kulturową
—
osiągnięcie, k t ó r y m
n i e może
się
pochwalić
żaden
z u p r z e d n i c h kierunków w etnologii.
T r u d n o się w i ę c d z i w i ć , że w b r e w k r y t y k o m i p e w ­
n y m d r o b n y m n i e k o n s e k w e n c j o m wskazań m e t o d o l o g i c z ­
n y c h C l a u d e Lévi-Straussa p i e r w s z e p o k o l e n i e a n t r o p o ­
logii strukturalnej (m. i n . : L u c de Heusch, Jean-Marie
A u z i a s , B e r n a d e t t e B û c h e r ) poszło d o k ł a d n i e śladami
m i s t r z a lękając się j a k i c h k o l w i e k odstępstw, czy k o r e k t u r . N u r t t e n , acz n a d a l ż y w y w e t n o l o g i i f r a n c u s k i e j
okazał się j e d n a k s t o s u n k o w o mało płodny i t w ó r c z y .
S z y b k o n a t o m i a s t dało się stwierdzić, że d z i e ł o m e t o d o ­
l o g i c z n e C l a u d e L e v i - S t r a u s s a w c h o d z i z łatwością w
z w i ą z k i z k o n c e p c j a m i p o k r e w n y m i , p r z e z co s t a n o w i
doskonałą platformę do d o s k o n a l e n i a narzędzi p o z n a w ­
czych i a p a r a t u r y pojęciowej. J a k jest t o w y k o r z y s t y ­
w a n e w s k a z u j e poniższy s c h e m a t r o z w o j u s t r u k t u r a l i z ­
m u , o p a r t y na a r t y k u l e Pierre M a r a n d y
Strukturalism
in Cultural
Anthropology
(1979):

-I81B3 [3

W y d a j e się, że pobieżny n a w e t przegląd t e g o s c h e ­
m a t u upoważnia d o d w ó c h w n i o s k ó w : 1. W r o z w o j u e t ­
n o l o g i i dzieło C l a u d e L e v i - S t r a u s s a z a j m u j e m i e j s c e c e n ­
t r a l n e i k l u c z o w e ; 2. P o s z u k i w a n i a strukturalistów w y ­
szły już dziś d a l e k o p o z a j e g o u s t a l e n i a . N i e d o p r z y j ę ­
c i a j e s t w i ę c d y s k u s j a ze s t r u k t u r a l i z m e m ograniczająca
się do d o r o b k u a u t o r a Smutku
Tropików;
z drugiej
j e d n a k i s t r o n y n i e m a bez n i e g o s t r u k t u r a l i z m u . I d ł u g o

120

jeszcze d l a każdego, k t o chciałby pozyskać r u d y m e n ­
tarną choć w i e d z ę o t y m k i e r u n k u w e t n o l o g i i
Mytyhologiąues,
Antropologia
strukturalna
I
i I I , Myśl
nieoswojona,
czy Totemizm
będą l e k t u r a m i
podstawo­
w y m i i niezbędnymi. A skądinąd — j a k ż e s c h o l a r s k i m
i mdłym słowem jest „lektura", g d y m o w a o w s p a n i a ­
łej i n t e l e k t u a l n e j p r z y g o d z i e .
L.

ELEAZAR

MOJSIEJEWICZ

S.

MIELETYŃSKI

M i e l e t y ń s k i w y b i t n y współczesny r a d z i e c k i f o l k l o r y s t a
i literaturoznawca o etnologicznej, strukturalistycznej
orientacji, profesor moskiewskiego I n s t y t u t u L i t e r a t u r y
Światowej i m . M . Gorkiego A k a d e m i i N a u k ZSRR.
E w o l u c j a m e t o d o l o g i c z n a M i e l e t y ń s k i e g o układa się
j a k b y w następny o d c i n e k s p i r a l i , której p o p r z e d n i f r a g ­
m e n t zakreśliły, o m a w i a n e w o d d z i e l n y m haśle, p r a c e
W . P r o p p a . U c z o n y t e n s t a r t u j e w końcu l a t 5 0 - t y c h
z p o d o b n y c h p o z y c j i , n a j a k i c h t a m t e n kończy w ó w c z a s
swe najważniejsze p r a c e , b y później — aż p o dzień d z i ­
siejszy — w e własny o r y g i n a l n y sposób, w d u c h u s t r u k ­
t u r a l n y m nawiązywać do pierwszego
prekursorskiego
dzieła P r o p p a . Skądinąd już w s w y c h w c z e s n y c h p u b l i ­
kacjach
f o l k l o r y s t y c z n y c h (Gieroj
wolszebnoj
skazki
Proischożdienie
obraza,
M o s k w a 1958) z w r a c a M i e l e t y ń ­
s k i u w a g ę n a m o t y w y i p o s t a c i e , które później p r z e a n a ­
l i z u j e ze s t r u k t u r a l n e g o p u n k t u w i d z e n i a ( n p . b a j k o w a
„socjologia r o d z i n y " a l b o postać m i t o l o g i c z n e g o
oszu­
sta — „ t r i c k s t e r a " ) . D o m i n u j e j e d n a k w j e g o p r a c a c h
m y ś l e n i e h i s t o r y c z n e z t y m s a m y m co u P r o p p a a k c e n ­
t o w a n i e m m o m e n t u przełomu e p o k j a k o c h w i l i n a r o ­
d z i n b a j k o w y c h m o t y w ó w : „bajka została z r o d z o n a n i e
p r z e z społeczeństwo r o d o w e , a l e p r z e z j e g o
rozpad"
(tamże, s. 256). J e j p o s t a c i e — m a c o c h a ,
pasierbica,
s i e r o t a — są t y p o w y m i p o s t a c i a m i o k r e s u r o z p a d u w s p ó l ­
noty pierwotnej, naruszenia demokratycznej
równości
j e j członków; w epoce p o p r z e d n i e j postać n p . m a c o c h y
b y ł a b y przecież n i e m o ż l i w a , ze w z g l ę d u n a i s t n i e n i e
zbiorowości k l a s y f i k a c y j n y c h m a t e k
(Mieletyń­
s k i p r z y j m u j e t u o c z y w i ś c i e koncepcję
„stadialności")
W t y m też d u c h u k o r y g u j e r y t u a l i s t y c z n e u p r o s z c z e n i a
p o p r z e d n i k ó w : „ B a j k a n i e w y r a s t a z obrzędu, j a k t o
przyjmują S a i n t y v e s i R a g l a n (...) b o h a t e r b a j k i n i e j e s t
n o w y m w c i e l e n i e m b o g a , s z a m a n a , świętego i t p . B o h a t e r e m b a j k i z o s t a j e t e n , k t o b y ł p i e r w s z ą ofiarą rozkła­
d u r o d u , k t o h i s t o r y c z n i e został p o k r z y w d z o n y w r e z u l ­
t a c i e przejścia o d r o d u d o r o d z i n y . . . " (tamże, s. 11—14).
Jakaż t o różnica w o b e c f o r m a l i s t y c z n e j t e z y
Proppa
z Morfologii
bajki,
który sieroctwo bajkowego
bohate­
r a wyjaśniał t y m , że śmierć r o d z i c ó w j e s t p o p r o s t u
spotęgowaną formą, zapoczątkowującą akcję funkcją i c h
odejścia.
Już w k r ó t c e j e d n a k p o d e j m u j e analizę s t r u k t u r a l no-formalną; j e j r e z u l t a t e m j e s t n o w y m o d e l s y n t a g m a t y k i b a j k i m a g i c z n e j , l a p i d a r n i e j i s z y , operujący b a r d z i e j
a b s t r a k c y j n y m i k a t e g o r i a m i aniżeli m o d e l P r o p p a . P r z e d ­
s t a w i a n y j e s t o n w l i c z n y c h p u b l i k a c j a c h , z których
część p o w s t a j e w e w s p ó ł p r a c y z p r z e d s t a w i c i e l a m i n o ­
w e j f a l i s e m i o t y k ó w k u l t u r y , co z a p e w n e p r z y c z y n i a
się do większej f o r m a l i z a c j i w y n i k ó w ( p a t r z n p . G . M i e ­
letyński, S. N i e k l u d o w , E. N o w i k , D . Segal,
Problemy
strukturnogo
opisania
wolszebnoj
skazki
( w : ) Trudy
po
znakowym
sistiemam,
t . I V , T a r t u 1969). W e d l e t e g o
s c h e m a t u n a strukturę b a j k i n a p o z i o m i e t e m a t u skła­
dają się t r z y s p r a w d z i a n y
j a k i m p o d d a w a n y jest
k o l e j n o b o h a t e r , z d o b y w a j ą c y p o przejściu każdego t a ­
k i e g o t e s t u b a j k o w ą wartość, umożliwiającą m u p o k o ­
n a n i e następnego; s p r a w d z i a n y ułożone są h i e r a r c h i c z ­
n i e a o s t a t n i p r o w a d z i d o u z y s k a n i a wartości k o ń c o w e j

�(małżeństwo z księżniczką). Traktując j a k o p u n k t w y j ­
ścia „ s p r a w d z i a n " z t o w a r z y s z ą c y m m u z d o b y c i e m l u b
utratą „ w a r t o ś c i " M i e l e t y ń s k i n a w i ą z u j e d o
Proppowskiego u s t a l e n i a b i n a r n e g o c h a r a k t e r u f u n k c j i ,
wycho­
d z i n a t o m i a s t p o z a t a m t e n s c h e m a t stwierdzając h i e rairohiczność o b y d w ó c h testów.
W o p a r c i u o u s t a l e n i a f o r m a l n e w n o s i coraz t o p r e ­
cyzyjniejsze
k o r e k t u r y do t e z y o p r o s t y m , i n i c j a c y j n o -mitologicznym rodowodzie
baśni. Podkreśla f a k t , że
o i l e w n i e z r ó ż n i c o w a n y m f o l k l o r z e a r c h a i c z n y m (z j e ­
d y n y m z n a n y m t a m p o d z i a ł e m : n a m i t y j a k o opowieści
p r a w d z i w e i na p r y m i t y w n e b a j k i mitologiczne) s t r u k ­
t u r y o b u t y p ó w u t w o r ó w są j e d n a k o w e , t o już n a d r o ­
dze d o r o z w i n i ę t e j . k l a s y c z n e j p o s t a c i baśni m a g i c z n e j ,
dokonać się musiało r a d y k a l n e przesunięcie s t r u k t u r y ,
„ p r z e g r u p o w a n i e " z a r ó w n o w o b r ę b i e s y s t e m u wartości
j a k i w układzie s y n t a g m a t y c z n y m t e k s t u . P o d s t a w o w e
przeciwieństwo
między
baśnią a m i t e m i d e n t y f i k u j e
M i e l e t y ń s k i j a k o opozycję
indywidualny / zbiorowy.
O i l e m i t d o t y c z y l o s u „ l u d z k o ś c i " ( t a k j a k w i d z i a ł ją
członek g r u p y p l e m i e n n e j ) t o bajkę i n t e r e s u j e j e d y n i e
los j e d n o s t k i . M i t o p e r u j e p o d s t a w o w y m i j e d n o s t k a m i
k l a s y f i k a c j i n a p o z i o m i e m a k r o k o s m i c z n y m , t w o r z ą c swą
szczególną „ f i z y k ę " c a ł o ś c i o w e g o o b r a z u świata, g d z i e
poszczególne k o d y są w z a j e m n i e przekładalne (tożsamość
elementów znaczeniowych
dostarczanych m . i n przez
poszczególne
zmysły:
góra/dół = męski/żeński = s u r o ­
w y / g o t o w a n y i t d . ) . N a t o m i a s t c e l e m baśni n i e j e s t w c a ­
le w y j a ś n i a n i e m e c h a n i k i świata a j e d y n i e p r z e d s t a w i e ­
n i e l o s u b o h a t e r a j a k o ciągu k o l e j n o
pokonywanych
przeszkód. W porównaniu z m i t e m j e s t w i ę c
bajka
u p r o s z c z o n a d o m i k r o k o s m o s u społecznego, w k t ó r y m
z a m i a s t o p o z y c j i t e n świat / z a ś w i a t y p o j a w i a się k o n t ­
rast d o m / las a z a m i a s t p a r y m i t o l o g i c z n e j swój / obcy —
podział n a w ł a s n e i c u d z e k r ó l e s t w o a l b o też k o n f l i k t
w obrębie rodziny, bohatera i b r a c i . B i n a r n e k l a s y f i k a ­
cje, j a k i e o c z y w i ś c i e występują r ó w n i e ż w b a j c e są t u
w zupełności p o d p o r z ą d k o w a n e z a s a d n i c z e m u p o d z i a ł o ­
w i n a świat d o b r a i zła, s p r z y m i e r z e ń c ó w i p r z e c i w n i ­
ków. P o s t ę p o w a n i e b a j k o w y c h p o s t a c i n i e j e s t
orga­
n i z o w a n e w e d ł u g zasad m a g i o z n o - w i e r z e n i o w y c h , a l e w
z g o d z i e ze s p e c j a l n y m i „ r e g u ł a m i g r y " , o b o w i ą z u j ą c y m i
w bajce, a mającymi zasadniczo
charakter moralno- a t y c z n y , k t ó r e t o w z g l ę d y n i e o d g r y w a j ą w m i c i e żad­
nej roli, podobnie j a k i charakterystyczne d l a b a j k i
współczucie d l a p o k r z y w d z o n e g o
bohatera, zaintereso­
w a n i e kompensacją. M i t j e s t , w odróżnieniu
od
bajki,
antypsyohologiczny.
Z etnograficznego
p u n k t u w i d z e n i a szczególnie i n ­
teresujące są u s t a l e n i a M i e l e t y ń s k i e g o n a t e m a t
roli
obrzędu w e s e l n e g o w baśni. W m i c i e , jeśli n a w e t w y ­
stąpi z a w a r c i e małżeństwa, t o t y l k o j a k o środek do z d o ­
b y c i a o s t a t e c z n y c h c e l ó w a l b o osiągnięcia pożądanego
stanu równowagi n a i n n y c h poziomach (wyrażanych w
różnych k o d a c h , n p . k l i m a t y c z n y m a l b o ż y w n o ś c i o w y m :
m a ł ż e ń s t w o b o h a t e r a p o w o d u j e zmianę p o g o d y a l b o o b ­
fitość p o ż y w i e n i a ) ; w baśni j e s t o d w r o t n i e : z d o b y w a n e
k o l e j n o środki m a g i c z n e n i e mają wartości a b s o l u t n e j ,
służą j e d y n i e zbliżeniu b o h a t e r a i j e g o w y b r a n k i . Stąd
biorą się różnice w s c h e m a c i e s y n t a g m a t y c z n y m t e k ­
stów; m i t u m i e s z c z a w e s e l e w środku, b a j k a — n a koń­
c u , b r a k t e ż w m i c i e c h a r a k t e r y s t y c z n e g o d l a b a j k i ze­
s t a w i e n i a s p r a w d z i a n u wstępnego i zasadniczego. M i e ­
letyński s u g e r u j e , że w społeczeństwach a r c h a i c z n y c h
obrzędy w e s e l n e ustępują p o d w z g l ę d e m z n a c z e n i a i r o z ­
w o j u f o r m y obrzędom p l e m i e n n e j i n i c j a c j i , która d o m i ­
nuje w p i e r w o t n y m folklorze. Wraz z przechodzeniem
— j a k t o m i a ł o m i e j s c e w najpełniejszej p o s t a c i w E u ­
r o p i e — o d układu r o d o w o - p l e m i e n n e g o do b a r d z i e j z i n ­
d y w i d u a l i z o w a n y c h f o r m życia społecznego z a n i k a o g ó l -

n o p l e m i e n n a i n i c j a c j a , zaś z n a c z e n i a n a b i e r a j e d n o s t ­
k o w e z n a t u r y rzeczy wesele. T a k więc „rytualnym ek­
w i w a l e n t e m klasycznej f o r m y b a j k i jest raczej wesele
— rytuał młodszy i b a r d z i e j z i n d y w i d u a l i z o w a n y w p o ­
r ó w n a n i u z inicjacją, z którą częściowo j e s t z w i ą z a n y
g e n e t y c z n i e , t a k iż j e s t część p r a w d y w t w i e r d z e n i u , , że
inicjacja istanowi r y t u a l n y e k w i w a l e n t m i t u i archaicz­
n y c h f o r m b a j k i , w e s e l e zaś — r o z w i n i ę t e j baśni m a ­
g i c z n e j " (Poetika
mifa,
M o s k w a 1976, s. 267). I n i c j a c j a
t w o r z y jądro, w e s e l e — o b r a m o w a n i e b a j k i m a g i c z n e j .
Do porównywania f o l k l o r u europejskiego i p l e m i e n ­
n e g o u p r a w n i a M i e l e t y ń s k i e g o głęboka, f i l o l o g i c z n a z n a ­
jomość a r c h a i c z n y c h tekstów. Jest z a r ó w n o e d y t o r e m b a ­
jek australijskich j a k i badaczem
staroskandynawskiej
p o e z j i e d d y c z n e j . A n a l i z u j ą c mitologiczną systemowość
Eddy ustala w niej cztery podsystemy: d w a przestrzen­
ne ( m o d e l p i o n o w y i p o z i o m y ) i d w a c z a s o w e ( e t i o l o ­
giczny i eschatologiczny). C i sami bogowie i istoty m i ­
t y c z n e p r z e j a w i a j ą się różnie w k a ż d y m z p o d s y s t e m ó w :
w w e r t y k a l n y m p r z e c i w s t a w i e n i u są p o t w o r e m e h t o n i c z n y m , w horyzontalnym — wielkoludem, przy czym w
pierwszym
z n i c h mediacyjną
„ s z a m a ń s k ą " rolę g r a
O d y n , w d r u g i m zaś t a k i m pośrednikiem — t r i c k s t e r e m
jest L o k i .
S t r u k t u r a l n a analiza postaci „mitologicznego szalbie­
r z a " , t r i c k s t e r a , z a j m u j e w p r a c a c h Mieletyńskiego w i ­
d o c z n e m i e j s c e . Szczególnie o b f i t e p o l e badań s t a n o w i
archaiczny f o l k l o r ludów paleoazjatyckich
(Czukczów,
K a m c z e d a ł ó w i i n . ) g d z i e cały c y k l e p i c k i , złożony z m i ­
tów i bajek mitologicznych, z b u d o w a n y jest wokół p o ­
staci
K r u k a . Ta
charakterystyczna
postać,
analizo­
w a n a r ó w n i e ż p r z e z L e v i - S t r a u s s a n a m a t e r i a l e północ­
n o a m e r y k a ń s k i m — także j a k o K o j o t i i n . — z r a c j i
s w e j l o g i c z n e j pośredniości (padlinożerca, a w i ę c m e ­
d i u j e m i ę d z y roślinożerczymi a d r a p i e ż c a m i , p t a k n i e p r z e l o t n y , całoroczny, a w i ę c pośredniczy m i ę d z y zimą
a wiosną) o k a z u j e się być u n i w e r s a l n y m m e d i a t o r e m
m i ę d z y członami
najróżniejszych
opozycji
binarnych:
męskim i żeńskim, g ł o d e m i sytością, wodą słoną i s ł o d ­
ką i t d . , co w m i c i e w y r a ż o n e j e s t w różnych k o d a c h —
żywnościowym, erotycznym, meteorologicznym i t d . Sta­
nowiące jądro b a j k o w o - m i t o l o g i c z n y c h przekazów oszu­
kańcze t r i c k i k r u k a (mające n a c e l u uśmierzenie głodu
n p . p r z e z z m i a n ę płci i n o w e m a ł ż e ń s t w o a l b o p n e z
s t w o r z e n i e żywności z antyniateriałów, o d p a d ó w i t d . —
są parodią j e g o w ł a s n y c h działań j a k o h e r o s a k u l t u r o ­
wego i szamana.
Mieletyński analizuje m i t y c y k l u K r u k a w e właści­
w y s o b i e d w o j a k i sposób — s y n t a g m a t y c z n i e i p a r a d y gmatycznie. Pod względem s y n t a g m a t y c z n y m stwierdza
dwuczęściową strukturę k o m p o z y c j i ( n p . d w a k o l e j n e
małżeństwa K r u k a ) p r z y c z y m t e j dwoistości układu
odpowiadają p a r a d y g m y s e m a n t y c z n e : m a ł ż e ń s t w o egzoi e n d o g a m i o z n e , n i e b o i z i e m i a , i s t o t y szkodzące i i s t o ­
t y dostarczające żywność. P o d s u m o w a n i e t y c h p r a c p r z y ­
n o s i najświeższa książka, d e d y k o w a n a
Levi-Straussowi:
Paleoziatskij
mifołogiszeskij
epos.
Cikł
Worona,
Mo­
s k w a 1979.
Referuję t u t y l k o m n i e j znane prace Mieletyńskie­
go, a l b o w i e m j e g o dzieło życia, Poetika
mifa
Moskwa
1976, b ę d z i e n i e b a w e m dostępne p o p o l s k u . Dostępność
n i e c h oznacza t u z a r a z e m przystępność; s k o r o M i e l e t y ń ­
s k i z e s t a w i a n y b y ł dotąd tylekroć z L e v i - S t r a u s s e m , n a ­
leży w r e s z c i e p o w i e d z i e ć , ż e t y m co i c h z d e c y d o w a n i e
różni — poza k r y t y c y z m e m M i e l e t y ń s k i e g o w o b e c p r z e ­
c i w s t a w i a n i a h i s t o r i i s t r u k t u r z e — j e s t właśnie u m i e ­
jętność j a s n e g o p i s a n i a . Poetika
mifa
t o książka s y n ­
tetyzująca współczesną w i e d z ę o m i c i e porządkująca p o d ­
s t a w o w e pojęcia j e g o a n a l i z y . W o p a r c i u o mitologię
całego świata a u t o r p r z e d s t a w i a zasadnicze r o d z a j e m i -

121

I

�t ó w , i c h strukturę, relację m i t u do rytuału i o b u t y c h
e l e m e n t ó w do f o l k l o r u . A p r z y t y m M i e l e t y ń s k i j e s t t u
n i e t y l k o i n i e t y l e e t n o l o g i e m czy folklorystą, i l e l i t e raturoznawcą, który w s k a z u j e , że d a w n a m i t o l o g i a z a ­
w a r ł a w sobie początki z a r ó w n o w y o b r a ż e ń r e l i g i j n o - f i l o z o f i e z n y c h j a k też — stąd tytuł książki — n o w o ż y t ­
nej l i t e r a t u r y pięknej. Siedzi t e n związek od zarania
g a t u n k u powieściowego — „powieść w y c h o w a n i a " p r z e d ­
s t a w i a p e r y p e t i e dojrzewającego bohatera n a podobień­
stwo i n i c j a c j i . Mieletyński d a l e k i jest od swych p o ­
p r z e d n i k ó w z r y t u a l n o - m i t o l o g i o z n e j szkoły k r y t y k i l i ­
teraturoznawczej:
„zbieżne e l e m e n t y
w powieści X I X
w i e k u i w t r a d y c j a c h a r c h a i c z n y c h stanowią
nieko­
niecznie „przeżytki", n a w e t w r o z u m i e n i u J u n g o w s k i m ,
a l e raczej p e w n e wspólne f o r m y myśli, przeżycia, w y o ­
brażenia, w s t o s u n k u do których o b r a z y m i t y c z n e są
t a k i m s a m y m w a r i a n t e m szczegółowym j a k i realistycz­
n e " ( t a m ż e s. 283).
Szczególnie w n i k l i w i e a n a l i z u j e M i e l e t y ń s k i t w ó r ­
czość dwóch ś w i a d o m i e n a w i ą z u j ą c y c h d o f o r m y m i t u
p i s a r z y X X w i e k u : T . M a n n a i J . J o y c e ' a , czerpiących
zresztą ś w i a d o m i e z „ m i t o t w ó r c z e g o " n u r t u w ó w c z e s ­
n e j n a u c e . Fascynująco p r z e p r o w a d z o n e
j e s t zwłaszcza
o d s z u k i w a n i e s y m b o l i k i i n i c j a c j i w Czarodziejskiej
gó­
rze.
M i e l e t y ń s k i z w r a c a naszą u w a g ę n a t a k i e d e t a l e
j a k s c h o d y , k t ó r y m i b o h a t e r p o w i e ś c i zstępuje do r e n t ­
g e n o w s k i e j prześwietlarni i w i ą ż e t o z m o t y w e m
ini­
c j a c y j n y c h w i z j i r o z k a w a ł k o w a n i a ciała w d o l n y m ś w i e ­
cie. A n a l i z a t a j e s t w s p a n i a ł y m p r z y k ł a d e m j a k uważ­
ne, etnologiczne
odczytywanie
wnieść m o ż e do dzieła
n i e d o s t r z e g a l n e d l a l a i k a treści, a w i ę c ogólniej, że w i e ­
dza e t n o l o g i c z n a — n a którą z ł o ż y ł y się w s z y s t k i e w y ­
m i e n i o n e a n a l i z y m o t y w ó w — m o ż e pogłębić nasze r o ­
z u m i e n i e największych dzieł k u l t u r y współczesnej, b y ­
najmniej nie ludowej.
Prace Mieletyńskiego, p o d o b n i e j a k Proppa,
prze­
rzucające p o m o s t między etnografią a f o l k l o r y s t y k ą c . y
l i t e r a t u r o z n a w s t w e m rozszerzają n i e z m i e r n i e p o l e b a ­
d a w c z e e t n o l o g i i , choć z a r a z e m w y r a ź n i e ostrzegają, w
j a k i m z a k r e s i e i p o d j a k i m i t y l k o w a r u n k a m i można w
tę n o w ą materię wkroczyć.
J.S.W.

LA NOUVELLE

HISTOIRE

„Nie m a historii materialnej i historii ducha, nie m u
h i s t o r i i g o s p o d a r c z e j i h i s t o r i i społecznej, n i e m a h i ­
s t o r i i p o l i t y c z n e j i h i s t o r i i k u l t u r y . Jest t y l k o p o p r o ­
s t u h i s t o r i a , h i s t o r i a w s w o j e j jedności". — T o w e z ­
w a n i e do h i s t o r i i t o t a l n e j pochodzące z w y g ł o s z o n e g o
w 1941 r. w y k ł a d u M a r k a B l o c h a j e s t m o ż e n a j l a p i d a r n i e j s z y m s t r e s z c z e n i e m p r o g r a m u przodującego dziś îa
świecie n u r t u r o z u m i e n i a i u p r a w i a n i a h i s t o r i i — t z w
Nouvelle Histoire, czyli N o w e j H i s t o r i i . Wynikają bo­
w i e m z tego w e z w a n i a — p r o g r a m u d w a c o n a j m n i e j g e ­
n e r a l n e p o s t u l a t y : 1. h i s t o r y k dążący do u k a z a n i a i n ­
t e g r a l n e g o o b r a z u d z i e j ó w n i e m o ż e się ograniczać do
o d n o t o w y w a n i a zmienności, o p i s y w a n i a b i e g u zdarzeń,
lecz zauważać m u s i także p r z e s z k o d y
i granice
owej
zmienności — zauważać m u s i t r w a n i e ; 2. spostrzegać
i analizować w i n i e n n i e t y l k o to co b y ł o (jest) p r z e z
ludzkość r e a l i z o w a n e świadomie a l e r ó w n i e ż , c z y r a c z e j
p r z e d e w s z y s t k i m , d z i e j e nieuświadamianych f o r m r z e ­
czywistości społecznej.
Przykładem n i e z w y k l e
precyzyjnej
i jednocześnie
s p e k t a k u l a r n e j r e a l i z a c j i t y c h postulatów j e s t a r c y d z i e ­
ło F e r n a n d a B r a u d e 1 a Morze
Śródziemne
i
świat
śródziemnomorski
w epoce
Filipa
I I (t. I — Gdańsk
1976, t . I I — G d a ń s k 1977). Już s a m o s f o r m u ł o w a n i e t y tytułu w s k a z u j e n a n o w a t o r s k i , a n a w e t
rewolucyjny

122

c h a r a k t e r t e j p r a c y ; z dwóch w y m i e n i o n y c h w n i m b o ­
h a t e r ó w — m o r z a i króla, w ł a ś n i e m o r z e łączące l u d y
żyjące n a j e g o b r z e g a c h
u z y s k u j e pierwszeństwo. W
p i e r w s z y m rzędzie a n a l i z u j e b o w i e m F e r n a n d B r a u d e l
o w e t r w a ł e s t r u k t u r y , które w sposób n i e u ś w i a d o m i a n y p r z e z społeczeństwa i j e d n o s t k i t w o r z ą i m o k r e ś ­
l o n e w a r u n k i i wyznaczają z a k r e s możliwości r o z w o j u .
Do t a k i c h zaś s t r u k t u r należy m i ę d z y i n n y m i kształt
środowiska g e o g r a f i c z n e g o śródziemnomorskiego świata.
Później d o p i e r o o d w o ł u j e się d o k o n i u n k t u r a w i ę c
t e n d n e c j i z m i a n społecznych; t e n d e n c j i , których z a k r e s
c h r o n o l o g i c z n y j e s t już w d z i e l e F e r n a n d a B r a u d e l a d a ­
t o w a n y , które wykazują j e d n a k stabilność wystarczają­
cą b y „ w y p e ł n i ć " czas i europejską (po 1579) przestrzeń
władztwa F i l i p a I I . N a t y m wreszcie t l e rozpatruje
francuski historyk z d a r z e n i a
— ową barwną i m i ­
gotliwą m o z a i k ę poszczególnych faktów, g d z i e p r z y p a ­
d e k n a j b a r d z i e j zaskakujące p r o w o k u j e
niespodzianki,
g d z i e j e d n o s t k i kochają się i umierają, w y k a z u j ą p o d ­
łość i o d w a g ę , piszą k r o n i k i i planują p o l i t y c z n e w o l t y
n i e ś w i a d o m e zgoła istotności w p ł y w u j a k i s t r u k t u r y i k o ­
n i u n k t u r y w y w i e r a j ą n a i c h postępowanie, u c z u c i a , r o ­
z u m i e n i e świata... I to n a t y m w ł a ś n i e piętrze zdarzeń
s y t u u j e się s a m p r a c o w i t y i n i e u f n y , d r o b i a z g o w y i asce­
t y c z n y F i l i p I I . F i l i p I I d a l e c e m n i e j interesujący h i s t o ­
r y k a niż m o r z e . F i l i p I I — j e d n o s t k a .
B r o n i s ł a w G e r e m e k i W i t o l d K u l a w e w s t ę p i e do
polskiego
wydania
Morza
Śródziemnego...
zwracają
słusznie u w a g ę , b y b r a u d e l o w s k i e j t r i a d y : s t r u k t u r y —
k o n i u n k t u r y — z d a r z e n i a : n i e rozumieć j a k o d e t e r m i ­
nistycznego
układu p r z y c z y n o w o - s k u t k o w e g o .
I c h zda­
n i e m z n a c z e n i e t e j t r i a d y zasadza się p r z e d e w s z y s t k i m
n a u k a z a n i u j a k „różne są w y m i a r y czasowe, różne t e m ­
p a d z i a n i a się w h i s t o r i i " . K o n f r o n t a c j a zaś t y c h róż­
n y c h w y m i a r ó w c z a s o w y c h p o z w a l a z a s a d n i e wykazać,
„ ż e sprzeczność m i ę d z y synchronią a diachronią, m i ę d z y
badaniem
relacji
u t r w a l o n y c h i statycznych
niejako
układów, o r a z b a d a n i e m z m i a n w r o z w o j o w y m
ciągu
c h r o n o l o g i c z n y m , o k a z u j e się p o z o r n a i n i e m a l b e z p r z e d ­
m i o t o w a " . I n n y m i słowy zasługą F e r n a n d a B r a u d e l a b y ­
łaby t u w p i e r w s z y m rzędzie r e a l i z a c j a p o s t u l a t u , k t ó r y
oznaczyliśmy n a w s t ę p i e cyfrą 1. — „ w y k a z a n i u z siłą,
ż e h i s t o r y k zmagający się z d i a l e k t y k ą różnorodnych
czasów, b a d a n i e t y l k o z m i a n y w t o k u dziejów, lecz t a k ­
że t r w a ł o ś ć i " .
P o z w ó l m y sobie j e d n a k rozszerzyć nieco przesłanie
a u t o r a M o r z a Śródziemnego...
S t r u k t u r y w jego rozu­
m i e n i u r z e c z y w i ś c i e n i e determinują k o n i u n k t u r , t e zaś
z k o l e i zdarzeń. N i e determinują w t y m sensie, iż s t r u k ­
t u r y mają n i e j a k o c h a r a k t e r p r a w d z i w o ś c i o w y — n i e
określają w i ę c i określać n i e mogą konieczności w y s t ą ­
p i e n i a j a k i e j k o l w i e k k o n k r e t n e j , poszczególnej k o n i u n k ­
t u r y . P o d o b n i e z układu k o n i u n k t u r n i e w y ł a n i a j ą się
s a m e p r z e z się p r z e w i d y w a l n e z d a r z e n i a . Z d r u g i e j j e d ­
n a k s t r o n y wyznaczają
s t r u k t u r y zakres
koniunktur,
(a k o n i u n k t u r y — z d a r z e ń ) które wystąpić mogą, t w o r z ą
s u i g e n e r i s d e n o t a c j e , których k o n i u n k t u r y ( i o d p o w i e d d n i o — z d a r z e n i a ) są d e s y g n a t a m i . Oczywiście — j e s t
to p a r a l e l a o t y l e nieścisła, iż poszczególne
zdarzenie
okazać się może n a t y l e w a ż k i e , że jego konsekwencją
okażą się n a r o d z i n y n o w e j k o n i u n k t u r y . N i e z m i e n i a to
j e d n a k f a k t u , iż w c h w i l i z a i s t n i e n i a z d a r z e n i e t o z a ­
w i e r a ć się musiało c a ł k o w i c i e w j e d n e j z istniejących
k o n i u n k t u r l u b i c h układzie. T e zaś z k o l e i r o z p a t r y ­
w a ć się d a j a k o jedną z m o ż l i w o ś c i r e a l i z o w a n i a się
struktury. Relacje wewnętrzne t r i a d y : s t r u k t u r y — k o ­
n i u n k t u r y — z d a r z e n i a odpowiadają w i ę c w o g r o m n e j
m i e r z e z w i ą z k o m , k t ó r e R o l a n d B a r t h e s określa m i a n e m
„relacji h o m o l o g i c z n y c h " . O c z y w i ś c i e r e l a c j e t e są z r e ­
g u ł y nieuświadamiane.

�„ L u d z i e zawsze m i e l i w r a ż e n i e — pisze
Fernand
B r a u d e l w s z k i c u Historia
i, nauki
społeczne:
długie
trwanie
(tłum. p o l s k i e w : Historia
i trwanie,
Warsza­
w a 1971), — że żyjąc w s w o i m czasie pojmują także
z d n i a n a dzień j e g o p r z e b i e g . T a h i s t o r i a świadoma,
j a s n a , w y d a j e się już o d d a w n a w i e l u h i s t o r y k o m t y l ­
k o c z ę ś c i o w y m ujęciem, j e d n y m z p a s m d z i e j ó w . L i n g ­
w i s t y k a n i e d a w n o jeszcze uważała, że w s z y s t k o można
w y p r o w a d z i ć ze słów. H i s t o r i a zaś ż y w i ł a
iluzję, że
wszystko
można
wyprowadzić
z wydarzeń.
Niejeden
z n a s z y c h współczesnych skłonny będzie u w i e r z y ć , ża
o w s z y s t k i m z d e c y d o w a ł y p o r o z u m i e n i a w Jałcie czy
P o c z d a m i e (...) T y m c z a s e m h i s t o r i a nieświadoma
dzieje
się poza t e r e n e m o ś w i e t l o n y m , poza t y m i błyskami f l e ­
szów. (...) P r z e w r ó t — gdyż j e s t t o p r z e w r ó t u m y s ł o w y
— p o l e g a n a f r o n t a l n y m a t a k u na t e n o b s z a r
zaciem­
n i o n y , n a p r z y z n a n i u m u coraz szerszego m i e j s c a o b o k
—

czy n a w e t k o s z t e m — w a r s t w y
wydarzeniowej."
J a k widać wyodrębnione przez nas na wstępie pos­
t u l a t y 1. i 2. — zauważania l o n g u e durée, c z y l i s t r u k ­
tur
długiego t r w a n i a i uwzględniania
„historii
nie­
świadomej"
są w ł a ś c i w i e
dwojakim
sformułowaniem
jednej i t e j samej d y r e k t y w y . Człowiek m a b o w i e m
skłonność d o nadwartościowania s p e k t a k u l a r n e j w a r s ­
twy
zdarzeniowej
przy
jednoczesnym
zapoznawaniu,
czy n i e p o s t r z e g a n i u s t r u k t u r trwałych. U j a w n i a j ą c w i ę c
n i e ś w i a d o m e , n a w e t jeżeli w y c h o d z i m y o d p o j e d y n c z e ­
go zdarzenia, z m i e r z a m y ,
chcąc niechcąc w p r o s t
do
odsłonięcia mechanizmów k o n i u n k t u r i s t r u k t u r d ł u g i e ­
go t r w a n i a ; w y p r e p a r o w u j ą c t e s t r u k t u r y i k o n i u n k ­
t u r y w e d r z e ć się zaś m u s i m y p r z e b o j e m n a t e r e n y „ h i s ­
t o r i i n i e ś w i a d o m e j " niezbędnej do pojęcia sensu z d a ­
rzeń. T a k i e
postawienie
sprawy
rewolucjonizuje
już
j e d n a k r o z u m i e n i e pojęć t a k n a w e t p o d s t a w o w y c h , j a k
n p . „fakt h i s t o r y c z n y " . „ B o czyż obchodzić n a s w t e j
s y t u a c j i m o ż e f a k t s a m w sobie, t e n r z e k o m y
atom
materii historycznej? — zapytuje L u c i e n Febvre w
Spo­
rach
o historię
(Combats
pour
l'histoire,
P a r i s 1953)
— W e ź m y choćby zabójstwo H e n r y k a I V p r z e z R a v a i l l a c a . Jest l i t o f a k t — a t o m ? — A l e ż z e c h c i e j m y go
rozłożyć n a e l e m e n t y
m a t e r i a l n e i d u c h o w e , złożone
r e z u l t a t y p r a w ogólnych, szczegółowszych
okoliczności
c h a r a k t e r y s t y c z n y c h d l a m i e j s c a i czasu, czy
wreszcie
cech i n d y w i d u a l n y c h j e d n o s t e k , które d z i s i a j
sławne
jeszcze l u b całkiem z a p o m n i a n e , o d e g r a ł y w s z e l a k o rolę
w t a m t e j t r a g e d i i . . . Jakże s z y b k o s t a n i e m y w e b e c m n o ­
gości cząsteczek i e l e m e n t ó w z a g m a t w a n e g o ,
wieloas­
pektowego systemu..."
O c z y w i ś c i e — w i e l e e l e m e n t ó w tego s y s t e m u n i e
j e s t i n i e może być o p i s a n y c h w d i a r i u s z a c h , k r o n i ­
kach, d y p l o m a t y c z n y c h elaboratach... T a k i e
nowe r o ­
z u m i e n i e i s t o t y f a k t u h i s t o r y c z n e g o pociągać w i ę c za
sobą m u s i r e w o l u c y j n e r o z s z e r z e n i e r e p e r t u a r u w y k o ­
r z y s t y w a n y c h przez historyków źródeł (i z m i a n ę m e ­
t o d i c h k r y t y k i — toż s a m d o k u m e n t też m u s i zostać
„ z d e s t r u k t u r y z o w a n y " a b y ujawnić w a r u n k i w których
powstał). Z j e d n e j s t r o n y N o u v e l l e H i s t o i r e rozszerzy
w i ę c p r a c e n a d historią umysłowości, w y o b r a ż e ń , r e l i ­
gijności, k u l t u r y m a t e r i a l n e j , m a r g i n e s ó w społecznych,
s t r u k t u r społecznych i g o s p o d a r c z y c h . . . ;
z drugiej
w j a k o ś c i o w o n o w y m z a k r e s i e o d w o ł u j e się do badań
i n t e r d y s c y p l i n a r n y c h — do zdobyczy t a k i c h n a u k , j a k
antropologia
kultury
(przede wszystkim!), statystyka,
s o c j o l o g i a , h i s t o r i a s z t u k i , e k o n o m i a etc. etc.
Przyszłość t a k u p r a w i a n e j h i s t o r i i może być d w o ­
j a k a : „Albo — p r z e w i d u j e Jacques L e G o f f w ency­
k l o p e d i i La Nouvelle
Histoire
( P a r i s 1978) — i n w e s t u ­
jąc coraz w i ę c e j n a t e r e n a c h i n n y c h n a u k społecznych
w c h ł o n i e j e w r e s z c i e t w o r z ą c panhistorię — g l o b a l n a
naukę o c z ł o w i e k u , o l u d z i a c h i czasie; a l b o d o k o n a

się f u z j a pomiędzy t r z e m a najbliższymi n a u k a m i s p o ­
łecznymi — historią, antropologią k u l t u r y i socjologią.
W t y m o s t a t n i m p r z y p a d k u proponowałbym
ochrzcze­
nie nowej dyscypliny m i a n e m a n t r o p o l o g i i h i s t o r y c z n ej..."
Czy p r z e w i d y w a n i a J a c q u e s a L e G o f f a mają r e a l ­
ne szanse spełnienia się? — C h y b a t a k . Można b o ­
w i e m śmiało p o w i e d z i e ć , iż czołowi a d h e r e n c i N o u v e l l e
H i s t o i r e posunęli się już w s w o i c h dziełach n a sanie
p r z e d p o l a k r a i n y a n t r o p o l o g i i h i s t o r y c z n e j i t o — co
w i ę c e j — z w i e l u s t r o n jednocześnie. B y n i e być g o ł o ­
słownym
wymieńmy
garść
chociaż
najważniejszych
nazwisk i tytułów:
P h i l i p p e A r i è s ( u r . 1914) — h i s t o r y k w y o b r a ż e ń
człowieka n a t e m a t j e g o e g z y s t e n c j i i m i e j s c a w spo­
łeczeństwie. W s ł a w i o n y p r z e d e w s z y s t k i m Historią
po­
pulacji
francuskich
i ich stosunku
do życia (od X V H I
w . ) , P a r i s 1948, o r a z a r c y d z i e ł e m Człowiek
wobec
śmier­
ci, P a r i s 1977, w k t ó r y m p r z y w y k o r z y s t a n i u n i e z w y ­
k l e w s z e c h s t r o n n e j b a z y ź r ó d ł o w e j d o k o n u j e przeglądu
postaw
w o b e c śmierci społeczeństw
europejskich od
średniowiecza po dzień dzisiejszy.
M a r c B l o c h ( u r . 1886, z a m o r d o w a n y p r z e z h i t l e ­
r o w c ó w w 1944) — C z o ł o w y , o h o k F e r n a n d a B r a u d e l a
i L u c i e n a Febvre'a, p r e k u r s o r Nouvelle Histoire. Gros
s w o i c h dzieł poświęcił h i s t o r i i społeczeństw w i e j s k i c h ,
już w p i e r w s z y m z n i c h — z a p o z n a n y m n i e s t e t y p r z e z
e t n o l o g ó w — K r ó l o w i e C u d o t w ó r c y ( P a r i s 1924) ukazał
fascynującą p e r s p e k t y w ę możliwości h i s t o r y c z n e g o u j ­
mowania
zjawisk
ludowej
kultury
tzw. „duchowej".
Z a m k n ą ł swój b o g a t y d o r o b e k pozycją symboliczną —
w y d a n ą pośmiertnie Apologią
historii
i zawodu
histo­
ryka
( P a r i s 1976), g d z i e r a z jeszcze ukazał jedność c n lów a n t r o p o l o g i i i h i s t o r i i porównawczej.
Fernand B r a u d e l
( u r . 1902) — Prócz
wymie­
n i o n y c h p r a c tłumaczonych n a j ę z y k p o l s k i , r ó w n i e ż
m . i n . : Kultura
materialna
a kapitalizm
( X V — X V I I I w.),
P a r i s 1967; Morze
Śródziemne
— przestrzeń
i
czas,
P a r i s 1977.
A n d r é B u r g u i è r e ( u r . 1938) — H i s t o r y k s t r u k t u r pokrewieństwa i r o d z i n y , organizator i n t e r d y s c y p l i ­
n a r n y c h badań s o c j o - h i s t o r y c z n y c h , m e t o d o l o g a n t r o p o ­
logii historycznej.
Lucien
Febvre
(1878—1956)
—
Współzałożyciel
( w r a z z M . B l o c h e m ) o r g a n u N o u v e l l e H i s t o i r e — słyn­
nego p i s m a „ A n n a l e s " , w k t ó r y m w l a t a c h 1929—1948
p u b l i k u j e 924, a o d 1948 do 1956 dalsze 371 a r t y k u ł ó w
i n o t poruszających z a g a d n i e n i a n i e m a l w s z e l k i c h d y s ­
cyplin
historycznych
i nauk pokrewnych.
Głównym
w s z e l a k o k i e r u n k i e m j e g o zainteresowań, któremu dał
w y r a z z a r ó w n o w p o m n i k o w y c h dziełach ( n p . :
Probien
niewiary
w XVI
w. — religia
Rabelais'go,
P a r i s 1942)
j a k i w w i e l u szkicach metodologicznych, były owocne
próby
kreowania
historii
wyobrażeń
zbiorowycli,
a więc r o z w i j a n i a n a płaszczyźnie d i a c h r o n i c z n e j osiąg­
nięć E m i l a D u r k h e i m a i M a r c e l a
Maussa.
J a c q u e s L e G o f f ( u r . 1924) — M e d i e w i s t a , w s p ó ł ­
r e d a k t o r „ A n n a l e s " i — jakże t o c h a r a k t e r y s t y c z n e p o ­
łączenie d l a N o u v e l l e H i s t o i r e — „Ethnologie F r a n ç a i ­
se", i n s p i r a t o r i k i e r o w n i k w y d a w a n y c h p r z e z F l a m m a ­
r i o n s e r i i : „Etnologia H i s t o r y c z n a " o r a z „ T r a d y c j e i C o ­
dzienność", czołowy i d e o l o g i m e t o d o l o g N o u v e l l e H i s ­
toire zainteresowany
p r z e d e w s z y s t k i m analizą s t r u k ­
t u r długiego t r w a n i a i k o n i u n k t u r , acz l i c z n e j e g o p r a c e
( m . i n . tłumaczone n a j ę z y k p o l s k i : Inteligencja
w
wie­
kach
średnich,
W a r s z a w a 1966 i Kultura
średniowiecz­
nej Europy,
W a r s z a w a 1970) są p a n o r a m a m i k o n i u n k t u r
w p i e r w s z y m rzędzie. S t r u k t u r y pozostają w n i c h na
d a l s z y m p l a n i e — i c h postrzeżenie p o z o s t a w i o n e
jest
niejako
i n t e l i g e n c j i c z y t e l n i k a . Za to
przedstawienie

123

I

�strony zdarzeniowej realizuje wirtuozersko postulat L u c i e n a F e b v r e ' a . Z d a r z e n i a przestają być j e d y n y m t w o ­
r z y w e m d z i e j ó w — stają się i c h ilustracją.
W pośpiechu w y l i c z m y jeszcze François F u r e t a , G u y
Bois, E m m a n u e l a L e R o y L a d u r i e , M i c h e l a
Vovelle...
A przecież N o u v e l l e H i s t o i r e n i e kończy się w e F r a n c j i ,
że W i S p o m n i m y t y l k o n a j z n a k o m i t s z e n a z w i s k a : B r o n i s ­
ław Geremek, Aleksander Gieysztor, W i t o l d K u l a (Pol­
ska), N a t a l i e Z e m o n D a v i s ( U S A ) , A r o n G u r i e w i c z , M i ­
chaił B a c h t i n ( Z S R R ) , C a r l o G i n z b u r g ( W ł o c h y ) . N i e
b r a k też N o u v e l l e H i s t o i r e w y b i t n y c h m ł o d y c h k a d r :
J a c q u e s R e v e l ( u r . 1942), R o g e r C h a r t i e r ( u r . 1945),
Jean-Claude
S c h m i t t ( u r . 1946), J a c e k
Banaszkiewicz
( u r . 1947)... Z a i s t e , niemały j e s t potencjał i n t e l e k t u a l ­
ny niedalekiej antropologii historycznej.
Wobec niej etnologia s t r u k t u r a l n a . S t r u k t u r y dłu­
g i e g o t r w a n i a , czy s t r u k t u r y n i e k i e d y w r o d z o n e — spór
wobec ograniczonego
zasięgu źródeł, p r a k t y c z n i e b e z ­
p r z e d m i o t o w y . K o n i u n k t u r y — czy d e n o t a c j e ;
zdarze­
n i a — czy d e s y g n a t y , kłótnia w ł a ś c i w i e o słowa. P o ­
rażki
strukturalnych
„uniwersalistów"
wykazały
zaś
i bez p o m o c y N o u v e l l e H i s t o i r e konieczność p r e c y z y j ­
nego p r z e s t r z e g a n i a z a s a d y c z a s o p r z e s t r z e n n e j
jedności
pochodzenia
m i t e m ó w — desygnatów. W i ę c ?
Wydaje
się, że p r z e d s t a w i c i e l e o b u d y s c y p l i n stają t u p r z e d
p y t a n i e m e l e m e n t a r n y m : czy o d m i e n n e t r a d y c j e śro­
dowiskowe,
różne f r a z e o l o g i e
naukowe
i
różnorodne
upiory
n i e zdołają
zaćmić
perspektywy
wspólnych
punktów
dojścia
i j e d n a k i e j , pasjonującej
do
nich
drogi!
A swoją drogą j e s t s w o i s t y m p a r a d o k s e m , iż s p o t ­
k a n i e historyków i e t n o l o g ó w nastąpić m o ż e d o p i e r o n a
g r u n c i e m e t o d y s t r u k t u r a l n e j — m e t o d y , którą w ł a ś n i e
za r z e k o m y a h i s t o r y z m odsądzano od czci i w i a r y .
L.S.

WŁADIMIR JAKOWLEWICZ

PROPP

P r o p p (1895—1970) f o l k l o r y s t a i e t n o l o g r a d z i e c k i , p r o ­
fesor k a t e d r f o l k l o r u i l i t e r a t u r y r o s y j s k i e j U n i w e r s y ­
tetu Leningradzkiego.
Chronologia
pięciu najważniejszych
dzieł
Proppa
d a j e w i e l e d o myślenia; przegląd i c h zawartości u j a ­
w n i a , w j a k z n a m i e n n y a n i e t y p o w y sposób zmieniała
się w przeciągu 40 l a t o r i e n t a c j a b a d a w c z a
autora.
Pierwsza,
młodzieńcza n i e l e d w i e r o z p r a w a , s t r u k t u r a l no-typologiczna
Morfologia
skazki,
Leningrad
1928
(Morfologia
bajki,
Warszawa
1976) j e s t n a t y l e p r e ­
k u r s o r s k a , że s k r y t y k o w a n a za „ f o r m a l i s t y c z n e p o d e j ś ­
c i e " — przeżyje swe p r a w d z i w e n a r o d z i n y dopiero w
l a t a c h 6 0 - t y c h , w y n i e s i o n a n a światło d z i e n n e w E u r o ­
p i e p r z e z triumfujący w t e d y s t r u k t u r a l i z r n . I n i g d y już
p o t e m nie powróci P r o p p
do t a k i e g o t y p u
analizy.
S k i e r u j e się k u s t u d i o m g e n e t y c z n o - h i s t o r y o z n y m , , g d z i e
m o t y w y f o l k l o r y s t y c z n e — b a j k i i e p o s u — będzie w y ­
jaśniał w o p a r c i u o a r c h a i c z n e w y o b r a ż e n i a m i t o l o ­
g i c z n e i działania r y t u a l n e . I c h p o d s u m o w a n i e s t a n o w i
nawiązujące jeszcze do F r a z e r a o b s z e r n a p r a c a
Jstoriczeskije
korni
wolszebnoi
skazki,
L e n i n g r a d 1946 o r a z
szereg
towarzyszących
jej
artykułów;
najciekawsze
z n i c h zostały o s t a t n i o z e b r a n e w t o m F o l k l o r i
diejstwitielnost.
Izbrannyje
statu,
M o s k w a 1976, k t ó r y p o ­
t r a k t u j m y j a k o trzecie opus a u t o r a . Bibliografię z a m y ­
kają m . i n . podsumowujący b a d a n i a a u t o r a n a d d z i e j a ­
m i e p o s u b o h a t e r s k i e g o Russkij
gieroiczeskij
epos,
Le­
n i n g r a d 1955 oraz n a j b a r d z i e j t r a d y c y j n e , n a j m n i e j o d ­
k r y w c z e o p r a c o w a n i e r o s y j s k i c h świąt d o r o c z n y c h R u s skije
agrarnyje
prazdniki.
Opyt
istoriko-etnograficzeskogo issledowania,
L e n i n g r a d 1963.

224

A więc, z p u n k t u w i d z e n i a k o l e j n o
triumfujących
k i e r u n k ó w n a u k o w y c h , j a k b y u s t a w i c z n y regres. N a t o ­
m i a s t s a m a u t o r z p e r s p e k t y w y l a t oceniał b i e g s w e j
d r o g i n a u k o w e j j a k o przyjęty ś w i a d o m i e i n a t u r a l n y .
Sądzę, że s k o k j a k i d z i e l i d w i e p i e r w s z e książki P r o p p a
s t a n o w i interesujący p r z y k ł a d p o r z u c e n i a badań n a d
strukturą formalną
tekstów, n a d i c h syntaktyką n a
rzecz studiów n a d i c h p o c h o d z e n i e m o r a z
znaczeniem,
semantyką, któremu w a r t o p r z y j r z e ć się b l i ż e j .
Morfologia
bajki
odsłoniła
niedostrzeżone
dotąd
p r z e z f o l k l o r y s t ó w regularności układu b a j k i (czy ściś­
l e j : t e j j e j o d m i a n y , którą n a z y w a się magiczną, cza­
rodziejską l u b po p r o s t u baśnią) i stała się pracą f u n ­
damentalną d l a n o w o c z e s n y c h
badań w z a k r e s i e
for­
m a l n e j s t r u k t u r y tekstów f o l k l o r u . A u t o r u d o w a d n i a
t y m s a m y m jedność g a t u n k u , co dotąd, w o b e c różno­
rodności k o n k r e t n y c h szczegółów, p r z y j m o w a n e b y ł o r a ­
czej i n t u i c y j n i e — a c z y n i t o p r z e z w y k a z a n i e n a p r ó ­
b i e s t u b a j e k r o s y j s k i c h jednolitości s c h e m a t u s t r u k t u ­
r a l n e g o m i m o zmienności m o t y w ó w . Co z n a c z y t u sło­
w o „ s t r u k t u r a " i j a k zostaje o n a odsłonięta?
Pierwsza
o p e r a c j a , prowadząca, d o u j a w n i e n i a stałego s c h e m a t u ,
p o l e g a n a p o d z i e l e n i u baśni n a ciąg k o l e j n y c h w y d a ­
rzeń. K a ż d a z t a k i c h k i l k u z d a n i o w y c h s e k w e n c j i zostaje
następnie z r e d u k o w a n a
do j e d n e g o krótkiego
zdania
(1. R o d z i c e opuszczają d o m . 2. Zakazują d z i e c i o m w y ­
chodzić. 3. D z i e c i idą do l a s u i t d . ) . Z d a n i a te dadzą
się p r z e f o r m u l o w a ć t a k , że każda a k c j a z o s t a j e
opi­
sana j e d n y m s ł o w e m , r z e c z o w n i k i e m w y r a ż a j ą c y m c z y n ­
ność ( 1 . Odejście. 2. Z a k a z . 3. N a r u s z e n i e z a k a z u ) . I o t o
o k a z u j e się, że p r z y całej zmienności osób
działają­
c y c h i i c h atrybutów, działania p o w o d u j ą c e
rozwój
a k c j i — n a z y w a n e p r z e z P r o p p a dość m y l ą c o f u n k c j a ­
m i — n i e zmieniają
się. W każdej b a j c e
magicznej
l i c z b a i c h j e s t stała (31), także i c h następstwo — co
d l a samego a u t o r a było największym zaskoczeniem
—
pozostaje
n i e z m i e n n e . Okazało się też, ż e b a j k a m a ­
g i c z n a m a stałą liczbę p o s t a c i ( w t e r m i n o l o g i i P r o p p a
r ó l : p r z e c i w n i k , d o n a t o r , p o m o c n i k i t p . r a z e m 7).
A z a t e m „struktura" — schemat f o r m a l n y w s z y s t ­
k i c h baśni m a g i c z n y c h j e s t t e n s a m , a składa się n a ń :
1. I d e n t y c z n e l i n i o w e następstwo 31 p o w t a r z a l n y c h d z i a ­
łań c z y l i f u n k c j i
oraz 2. Stały z e s t a w 7 realizują­
c y c h j e postaci c z y l i r ó l . I chyba właśnie P r o p p o w s k i
p o m y s ł przesunięcia p u n k t u a n a l i z y z przyciągających
dotąd u w a g ę b a d a c z y a obciążonych konkretnością „ m o ­
t y w ó w " na a b s t r a k c y j n i e sformułowane „funkcje" sta­
n o w i o prekursorsfcostrukturalnym charakterze tej p r a ­
cy. Z p e r s p e k t y w y s t r u k t u r a l i s t y c z n e j g o d n y o d n o t o w a ­
n i a j e s t też f a k t sformułowania większości f u n k c j i
w
języku o p o z y c j i b i n a r n y c h (brak, l i k w i d a c j a ; zakaz, n a ­
ruszenie itd.).
Czy
z takiego
formalnego
schematu
następstwa
f u n k c j i ( P r o p p nadał m u n a w e t postać z a p i s u l i t e r o w o - g r a f i c z n e g o ) coś w y n i k a ? N i e l e k c e w a ż m y
celowości
a b s t r a k c y j n y c h schematów — d o w o d e m
choćby p r z y ­
datność
Van
Gennepowskiej
strukturyzacji
obrzędu
przejścia. Jednolitość s c h e m a t u p o z w a l a
n a hipotezę
o genetycznym
wręcz
charakterze:
„wszystkie
bajki
( m a g i c z n e ) można w y p r o w a d z i ć z b a j e k
o porwaniu
k r ó l e w n y p r z e z s m o k a " (Morfologia
bajki,
s. 202). Z d a ­
niem Proppa
t a właśnie b a j k a n a podobieństwo
„ p i e r w o r o ś l i n y " G o e t h e g o , którego rozważania o m o r f o ­
l o g i i roślin stanowią m o t t a k o l e j n y c h r o z d z i a ł ó w — z a ­
w a r ł a w sobie p r a f o r m y w s z y s t k i c h późniejszych o d ­
m i a n , zdeterminowała
specyfikę
gatunku i
stanowi
o jednolitej jego s t r u k t u r z e
T a k i e p o d s u m o w a n i e oznacza w y j ś c i e poza m o r f o ­
logię i p o z a analizę układu, k o m p o z y c j i . W e d ł u g s a ­
mego autora badanie f o r m y stanowi dopiero pierwszy,

�niewdzięczny
etap,
„czarną
robotę"
nieodzowną
dla
d a l s z y c h badań, p o r ó w n a w c z y c h i g e n e t y c z n y c h . D o ­
p i e r o b o w i e m p o d odsłonięty m o d e l „ s y n t a g m a t y k i m e t a f a b u l a r n e j " ( t e r m i n E. M e l e t y ń s k i e g o ) można podłożyć
o d p o w i e d n i materiał e t n o g r a f i c z n y , będący bazą g e n e ­
tyczną b a j k i . I odtąd n i e m a już w p r a c a c h P r o p p a
a w a n g a r d o w e g o s t r u k t u r a l i z m u , jest j e d n a k w i e l e i n t e ­
resującej e t n o l o g i i , w s p ó ł b r z m i ą c e j z t y m co p r e z e n t u j e
ówczesna a n g l o s a s k a „szkoła m i t u i r y t u a ł u " (E. O.
James, J . Weston i in.). J a k i t a m c i reprezentuje P r o p p
przekonanie, że n a wczesnych e t a p a c h r o z w o j u f o l k l o r u
decydującą rolę odegrała j e g o zależność o d r z e c z y w i s ­
tości e t n o g r a f i c z n e j i t y l k o w t y m z w i ą z k u m o ż e być o n
wyjaśniony.
W swej pracy o historycznych korzeniach bajki m a ­
g i c z n e j k o n c e n t r u j e się z a s a d n i c z o n a j e d n y m o b r z ę ­
dzie j a k o p i e r w o w z o r z e b a j k i : na p l e m i e n n e j i n i c j a c j i .
U n i k a dzięki t e m u e l e k t y z m u , c h a r a k t e r y s t y c z n e g o d l a
rytualistów (zwłaszcza d l a d y l e t a n c k i e g o L o r d a R a g l a n a , który n p . w m i c i e o E d y p i e w i d z i zapis t r z e c h o b ­
rzędów:
narodzinowego,
weselnego
i pogrzebowego).
W e d l e P r o p p a — idącego t u za sugestią F r a z e r a i śla­
d e m P. S a i n t y v e s a , który p o d o b n i e a n a l i z o w a ł
bajki
P e r r a u l t a — baśniowa w y p r a w a d o i n n e g o królestwa
odpowiada
inicjacyjnemu pobytowi
w
odizolowanym
miejscu,
symbolizującym
zaświaty,
gdzie
młodociany
adept zostaje p o d d a n y t o r t u r o m i i n n y m zabiegom s y m ­
bolizującym uśmiercanie go ( p o r . b a j k o w e
męczarnie,
t r u d n e z a d a n i a i t d . ) ; z tego s p o t k a n i a z d u c h a m i p r z o d ­
ków wraca w nowej, odrodzonej postaci, otrzymawszy
od n i c h w p r o w a d z e n i e w t a j n i k i p l e m i e n n e j m a g i i oraz
a u t e n t y c z n e t a l i z m a n y (stąd baśniowy s k a r b ) ; j a k o d o j ­
r z a ł y odtąd członek społeczności u p r a w n i o n y j e s t d o
r o b y ; stąd „ l i k w i d a c j a b r a k u " j a k o z a d a n i e b o h a t e r a ,
n p . o d n a l e z i e n i e p o r y w a n y c h p r z e z p t a k a jabłek.
P r o p p o d n a j d u j e dziesiątki a n a l o g i i p o m i ę d z y m o ­
t y w a m i b a j k i e u r o p e j s k i e j a szczegółami p r a k t y k
ini­
c j a c y j n y c h u p l e m i o n w s z y s t k i c h i n n y c h kontynentów,
n i e krępując się p r z y t y m k w e s t i a m i odległości g e o g r a ­
f i c z n y c h i różnic k u l t u r o w y c h . N a ogół są o n e zresztą
t r a f n e , choć c z a s e m z d u m i e w a j ą c e w s w e j dosłowności,
j a k w t e d y , g d y o p i s c h a t k i B a b y J a g i — „na j e d n e j
nóżce" — z b a j k i rosyjskiej zostaje zestawiony z i d e n ­
t y c z n y m o p i s e m a r c h i t e k t u r y d o m u i n i c j a c y j n e g o gdzieś
n a M a l a j a c h , a l b o g d y o k a z u j e się, ż e t r z y l a t a j a k i e
bajkowy
bohater musi
spędzić n a służbie w d o m u
r o z b ó j n i k ó w , paląc t a m w p i e c u , o d p o w i a d a j ą d o k ł a d ­
nie t r z e m l a t o m p o b y t u adepta w i n i c j a c y j n y m d o m u
mężczyzn w r a m a c h w p r o w a d z e n i a d o indiańskich t a j ­
n y c h z w i ą z k ó w , p r z y c z y m j e g o posługową funkcją j e s t
w ł a ś n i e p r z y n o s z e n i e d r e w n a opał.
P r o p p n i e poprzestaje n a u k a z a n i u związków na
l i n i i b a j k a - r y t u a ł ; w i d z i także zależność między bajką
a m i t e m . W a r s t w a i n i c j a c y j n a w baśni j e s t b o w i e m
uzupełniona o przekształcone w y o b r a ż e n i a m i t o l o g i c z n e
n a t e m a t w ę d r ó w k i d u s z y w zaświaty, a p r z e d e w s z y s t ­
k i m o s z a m a n i s t y c z n e o b r a z y l o t u n a t a m t e n świat w
p o s z u k i w a n i u duszy chorego, p o r w a n e j przez d u c h a cho­
r o b y ; stąd „ l i k w i d a c j a b r a k u " j a k o z a d a n i e
bajkowego
bohatera, n p . odnalezienie
porywanych
przez p t a k a
jabłek.
W e wszystkich przypadkach (inicjacje, szamanizm,
wyobrażenia eschatologiczne
na t e m a t śmierci) m a m y
d o c z y n i e n i a z zasadniczą ideą w y p r a w y n a t a m t e n
świat, przejścia między ż y c i e m a śmiercią. P r o p p a n a ­
l i z u j e na m a t e r i a l e f o l k l o r y s t y c z n y m i e t n o g r a f i c z n y m
o w e d w a porządki, d w a ś w i a t y k t ó r y m p r z y p i s a n e są
w ł a ś c i w e z a c h o w a n i a s y m b o l i c z n e , d y c h o t o m i c z n i e zes­
t a w i o n e „znaki ż y c i a " i „znaki śmierci". W i n t e r e s u ­
jącej r o z p r a w i e Ritualnyj
śmiech
w jolklorie
prezen­

t u j e szerzej witalną symbolikę śmiechu n a t l e i n n y c h
z n a k ó w życia, d o których z a l i c z a też m o w ę , w i d z e n i e ,
z a p a c h ciała i i n n e o b j a w y f i z j o l o g i c z n e . W t y c h k a ­
t e g o r i a c h a n a l i z u j e m i t o l o g i c z n e i b a j k o w e m o t y w y śle­
p e j strażniczki d r o g i w zaświaty, która usiłuje r o z ­
śmieszyć
szamana
(a także b a j k o w e g o
śmiałka), b y
s p r a w d z i ć c z y m a p r a w o przejść d o k r a i n y u m a r ł y c h
(Folklor
i diejstwitielnosł,
s. 179—204).
Sumując: b a j k a — m i t — rytuał stanowią t r z y
wierzchołki
trójkąta
połączone z w i ą z k a m i
odpowiedności; baśniowa d r o g a p r z e z las o d p o w i a d a
zarówno
r e a l n e m u gąszczowi — m i e j s c u p l e m i e n n y c h i n i c j a c j i ,
j a k i l a s o w i oddzielającemu s i e d z i b y z m a r ł y c h w m i ­
tologii plemiennej, przy
c z y m także między
dwoma
ostatnimi elementami istnieje wzajemny
związek.
Propp
wychodzi
jednak
daleko
poza
koncepcję
bajki
jako odzwierciedlenia
etnograficznej
rzeczywis­
tości a r c h a i k i . D o s t r z e g a p o w a ż n e przekształcenia s e n s u
wynikłe z dezaktualizacji historycznej, z z a p o m i n a n i a
z n a c z e n i a odchodzącego w przeszłość rytuału, co p r o ­
w a d z i d o z n a m i e n n y c h o d w r ó c e ń s e n s u : w b a j c e to
d z i e c i torturują Jagę, co w p r a w d z i w e j i n i c j a c j i b y ł o ­
b y przecież n i e d o pomyślenia. N a p o d o b n e j z a s a d z i e
w s w y c h o s t a t n i c h p r a c a c h a n a l i z u j e epos j a k o p r z e ­
kształcony, o d w r ó c o n y m i t , u k a z u j e k o l e j n e w a r s t w y
znaczeniowe obrzędów a g r a r n y c h .
Extremalmy
przejaw
podejścia
h i s t o r y c y stycznego
s t a n o w i i n t e r p r e t a c j a m i t u o E d y p i e : Edip
w
swietie
folklora
( w : ) Folklor
i diejstwitielnost,
s. 258—299. U k a ­
z u j e o n a — w z g o d z i e z obowiązującą w ó w c z a s z a ­
sadą
„staidialiności" —
przekształcanie
treści z n a c z e ­
n i o w y c h w r a z z następstwem k o l e j n y c h stadiów r o z ­
w o j u społecznego, zwłaszcza z przejściem o d m a t r i a r ­
c h a t u do p a t r i a r c h a t u . T a k j a k b a ś n i o w e w y o b r a ż e n i e
s k r z y d l a t e g o r u m a k a unoszącego b o h a t e r a m i a ł o b y być
r e z u l t a t e m nałożenia w y o b r a ż e ń późniejszych, z o k r e s u
p r z y s t o s o w a n i a k o n i a j a k o zwierzęcia
transportowego
n a wcześniejszą koncepcję p t a k ó w j a k o n o s i c i e l i d u s z ,
tak
również
najbardziej
charakterystyczne
elementy
m i t u o E d y p i e (ojcobójistwo, k a z i r o d z t w o ) mają
sta­
n o w i ć n i e s w o i s t e , e l e m e n t a r n e treści z n a c z e n i o w e , a l e
być h y b r y d a m i z r o d z o n y m i
z przeniesienia
„starych
k o n f l i k t ó w n a n o w e s t o s u n k i społeczne". „ M o t y w E d y ­
pa
w y t w o r z y ł się w r e z u l t a c i e p r z e n i e s i e n i a w r o g i c h
stosunków panującego — o j c a do męża córki, zięcia —
następcy n a następcę •— s y n a , zaś r o l i córki w ł a d c y ,
j a k o przekazującej t r o n p r z e z m a ł ż e ń s t w o —• n a w d o w ę
po w ł a d c y " (tamże, s. 29).
Ogarniając całą linię r o z w o j u p r a c P r o p p a , „a n i e
t y l k o każdą z n i c h o d d z i e l n i e " , z a u w a ż y ć t r z e b a p e w n ą
nieciągłość, zwłaszcza
pomiędzy
dwiema
pierwszymi,
najważniejszymi. W b r e w
ogólnie w y r a ż o n e m u
przeko­
n a n i u s a m e g o a u t o r a w y d a j e się, że p u n k t wyjścia a n a ­
l i z y w d r u g i e j (złożona o d p o w i e d n i o ś ć :
bajka-rytuał)
w c a l e n i e p o k r y w a się i n i e w y n i k a z p u n k t u dojścia
pierwszej
( s t w i e r d z o n a czy s u g e r o w a n a
odpowiedniość
s t r u k t u r y b a j k i i p r o t o - b a j k i , m i t u ) . Levi-iSitrauss oce­
niając samą M o r f o l o g i e bajki
zauważa w n i e j r o z d a r ­
c i e m i ę d z y „złudą f o r m a l i z m u " ( o n także p o w t a r z a t e n
s t a r y z a r z u t ) a „obsesją wyjaśniania h i s t o r y c z n e g o " ; p o ­
r ó w n u j e w r ę c z tę pracę do „ g r a m a t y k i bez s ł o w n i k a "
(łan. bez r e a l i ó w e t n o g r a f i c z n y c h ) . Jeśli pozostać n a
j e g o s t a n o w i s k u , t o drugą t r z e b a b y nazwać
„słowni­
k i e m bez g r a m a t y k i " . S u m a dzieł P r o p p a n i e j e s t w i ę c
może o p t y m i s t y c z n y m przykładem możliwości płynnego
przejścia o d m e t o d o l o g i i f o r m a l n o - i s t r u k t u r a l n e j do b a ­
dań h i s t o r y c z n y c h i s e m a n t y c z n y c h . N a t o m i a s t każde
z n i c h z o s o b n a s t a n o w i k l a s y c z n y j u ż dziś przykład
analizy
materiału f o l k l o r y s t y e z n o - e t n o g r a f i c z n e g o ,
mo­
d e l o w y w swej k o n w e n c j i badawczej.
J.S.W.

125

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6680" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6660">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/6a80b17d24a8cdb247c3286885daf8eb.pdf</src>
        <authentication>60dbfad8b4cc335365c3fa92aae7bafe</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79615">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4801</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79616">
                <text>1965</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79617">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4457</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79618">
                <text>Kronika/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1965 t.19 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79619">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1965 t.19 z.1; s.64</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79620">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79621">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79622">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79623">
                <text>K

R

O

I

N

K

A

za okres X - XII 1 9 6 4
7 p a ź d z i e r n i k a z m a r ł w w i e k u 84
l a t w Swierzacn G ó r n y c h Leon K u d ­
ła, jeden z najwybitmejszycn p o l sKicn
r z e ź b i a r z y ludowycn,
człomeK
z w i ą z k u e o l s k i c h A r t y s t ó w Plasty­
k ó w . Li. irmaie p o ś w i ę c i m y jeden z
najoiizszycn z e s z y t ó w pisma.
wystawy
i
konkursy
Muz. w Ł o w i c z u z o r g a n i z o w a ł o w
październiku
wystawę:
„Twórczość
l u d o w a w Łowiciciem w oitresie 20lecia Polski L u d o w e j " , p r e z e n t u j ą c ą
dorobek k o n k u r s u ogłoszonego przez
Wydz. K u l t . P P R N i P W R U N w Ł o ­
dzi, CPLiiA i Muzeum. 108 t w ó r c ó w
n a d e s ł a ł o ok. 800 prac. Pokazano pa­
j ą k i , wydmuszki, c e r a m i k ę , r z e ź b ę
i n a j w i ę c e j wycinanek.
*

W Bydgoszczy Muz. T o r u ń s k i e oraz
Tow. K u l t u r a l n e KujawsKo-PomorsKie z o r g a n i z o w a ł y w p a ź d z i e r n i k u
w y s t a w ę „Sztuka ludowa wojewódz­
t w a bydgoskiego". W sali pierwszej
o b r a z u j ą c e j s z t u k ę 20-lecia pokaza­
no menie i fragmenty w n ę t r z w i e j ­
skich oraz m a p y i dane o o r a z u j ą c e
stan .posiadania, w y n i k i badan i
działalności o ś w i a t o w e j m u z e ó w na
terenie w o j e w ó d z t w a . Sala d r u g a —
zawierała rzeźbę tradycyjną i współ­
czesną, trzecia .— eeramiKę, plecion­
karstwo, hafty kujawskie i p a ł u c k i e ,
ozdobne okucia kowalskie i t k a n i n y
wykonane przez p r z e s i e d l e ń c ó w . ;W
czwartej — 'pokazano zastosowanie
sztuki , ludowej
we
współczesnym
wzornictwie, j a k w plecionkach ze
słomy i fajansach w ł o c ł a w s k i c h .
Katalog „ S z t u k a ludowa w o j . b y d ­
goskiego i opieka nad n i ą w okresie
XX-lecia
Polski
Ludowej",
Byd­
goszcz, 1964, s. 32, mapy 2, ilustr. 22.
Zawiera ogólny wstęp, , omówienie
w y s t a w y , zestawienie i charaktery­
s t y k ę 6 p l a c ó w e k muzealnych, etno­
graficznych l u b p o s i a d a j ą c y c h zbiory
ludoznawcze, t a b e l ę stanu posiadania
p r z e d m i o t ó w sztuki ludowej na te­
renie w o j e w ó d z t w a , spis
twórców
ludowych.
„ W y s t a w a sztuki ludowej czterech
w o j e w ó d z t w " (białostockiego, kielec­
kiego, lubelskiego i rzeszowskiego)
zorganizowana została dla uczczenia
20-lecia Polski Ludowej przez Wydz.
K u l t . PWRN oraz muzea o k r ę g o w e
tych w o j e w ó d z t w . Celem — b y ł o
problemowe i p o r ó w n a w c z e ukazanie
o s i ą g n i ę ć ostatniego 20-lecia w dzie­
dzinie twórczości ludowej.
Repre­
zentowane b y ł y wszystkie najbardziej
i n t e r e s u j ą c e , ż y w e dziedziny sztuki
ludowej. Obok zazwyczaj pokazywa­
nych
działów,
wśród
eksponatów
rzeszowskich z n a l a z ł y się r ó w n i e ż
w s p ó ł c z e s n e malowane m a k a t k i oraz
malarstwo o na poły amatorskim
charakterze.
W y s t a w ę pokazywano począwszy od
Lublina
(listopad), w
Rzeszowie,
B i a ł y m s t o k u , P r z e m y ś l u i Sanoku.
Scenariusz w y s t a w y o p r a c o w a ł prof.
R. Reinfuss. Komisarzem w y s t a w y
był m g r J. Optołowicz, komisarzami
regionalnymi: mgr J. Petera, mgr J.
Maciejewska, m g r A. Dobrowolska,
doc. F. Kotula. Oprawa plastyczna
w L u b l i n i e — E. Pol i S. Sarnecki.
64

Katalog w y s t a w y zawiera w p r o w a ­
dzenie d r K . Pietkiewicza, a r t y k u ł y
komisarzy regionalnych, charaktery­
zujące t w ó r c z o ś ć p o s z c z e g ó l n y c h w o ­
j e w ó d z t w oraz ilustracje. „ W y s t a w a
w s p ó ł c z e s n e j sztuki l u d o w e j 4 w o ­
j e w ó d z t w " , katalog, L u b l i n listopad
1964, Wydz. K u l t . P W R N w L u b l i n i e ,
s. 58, ilustr. 54.

*

Doroczny, X X I I konkurs szopek !
krakowskich,
zorganizowany
przez )
Krakowskie
Muzeum
Historyczne,
o d b y ł się na K r a k o w s k i m R y n k u 12
grudnia. Od 14 g r u d n i a czynna b y ł a
w Muzeum H i s t o r y c z n y m w y s t a w a
szopek (recencja E. F r y ś - P i e t r a s z k o wej — w numerze).
*

D n . 14.XI. o t w a r t o w salach B W A
W g r u d n i u o t w a r t o w Szczecinie
w Łodzi j u b i l e u s z o w ą w y s t a w ę X X - na Z a m k u „ W o j e w ó d z k ą
wystawę
lecia Polski L u d o w e j , z o r g a n i z o w a n ą sztuki ludowej i p l a s t y k i amator­
przez W y d z i a ł K u l t u r y P W R N w Ł o ­ skiej", z o r g a n i z o w a n ą przez Wydz.
dzi, G P I i A , muzea: Archeologiczne i K u l t . PWRN, W D K w Szczecinie i
Etnograficzne w Łodzi oraz Regio­ Zarz. W o j . Z M W . W dziale plastyki
nalne w Łęczycy, Łowiczu, Pabia­ ludowej pokazano t k a n i n y dekora­
nicach, P i o t r k o w i e T r y b . , Sieradzu, cyjne, wielo ni cielni co we oraz r ę c z n i ­
Tomaszowie-iMaz, i W i e l u n i u . O t w a r ­ k i lniane, zdobione s z y d e ł k o w ą k o ­
cie w y s t a w y połączono ze spotkaniem r o n k ą i haftem, wykonane przez re­
z t w ó r c a m i l u d o w y m i ( a r t y k u ł A . p a t r i a n t ó w z Wileńszczyzny i B i a ł o ­
Jackowskiego o w y s t a w i e — w n u ­ rusi. P l a s t y k ę o b r z ę d o w ą reprezen­
merze).
towały palmy „wileńskie".
Staranny katalog w y d a n y przez
Katalog pn.: „ W o j e w ó d z k a w y s t a w a
B W A w Łodzi s k ł a d a s i ę z 7 ze­ sztuki ludowej i plastyki amatorskiej
s z y t ó w . „ K a t a l o g w y s t a w y sztuki l u ­ 1964", Szczecin, s. 14 n l b . ilustr. 12
dowej ziemi łódzkiej na
X X - l e e i e zawiera k r ó t k i w s t ę p i spis i n w e n t a ­
P R L " , B W A , O ś r o d e k Propagandy rzowy e k s p o n a t ó w .
S z t u k i w Łodzi —1964, zeszyt 1 k a ­
*
talogu, s. 12 n l b . zawiera a r t y k u ł y :
W g r u d n i u t r w a ł a w Poznaniu w y ­
prof. d r
Kazimiery
ZawistowiczA d a m s k i e j : „ O twórczości i t w ó r c a c h stawa ludowego h a f t u wielkopolskie­
ludowych", B o g u s ł a w a K o w a l c a : Pod­ go, zorganizowana przez Wydz. K u l t .
sumowanie k o n k u r s u , *Wykaz uczest­ P W R N i M u z e u m Narodowe w Poz­
n i k ó w konkursu
zakwalifikowanych n a n i u . Scenariusz w y s t a w y opr. m g r
do drugiego etapu i w y s t a w y k o n k u r ­ Z . G r ó d e c k a , komisarzem b y ł m g r
sowej, A l b u m y z tekstami w p r o w a ­ M . P r i l l , o p r a w a plastyczna Ireny Jadzającymi
prof.
K.
Zawistowicz- r z y ń s k i e j .
A d a m s k i e j : 1 — Plecionki, s. 12 nlb.,
Katalog pn.: „ W y s t a w a ludowego
ilustr. ,14, 2 — T k a n i n y , stroje, haf­ haftu wielkopolskiego", P o z n a ń , g r u ­
ty, s. 14 n l b , ilustr. 14, 3 — Rzeźba, dzień 11964, s. 14, i l u s t r . 10, zawiera
s. 14, ilustr. 20, 4 .— Ceramika, s. 12, a r t y k u ł Zofii G r ó d e c k i e j , eharakteilustr. 17, 5 — Kowalstwo,
s. 8, rzowy e k s p o n a t ó w .
ilustr. 6 — Ozdoby w n ę t r z i 7 —
*
Plastyka o b r z ę d o w a , s. 20, ilustr. 34.
W Muzeum w S u w a ł k a c h o t w a r t a
*
b y ł a w g r u d n i u wystawa pn.: „ O s a d ­
W dn. 26—30.XI, w czasie K o n g r e ­ nictwo, budownictwo, tkanina i s t r ó j
su Z S L czynna b y ł a w kuluarach Suwalszczyzny". W y s t a w ę zorganizo­
F i l h a r m o n i i Narodowej w y s t a w a zor­ w a ł o miejscowe Muzeum przy pomo­
ganizowana przez M i n . K u l t . i Szt. cy Muz. w B i a ł y m s t o k u .
oraz Muz. Etn. w W - w i e „ P o l s k a
sztuka ludowa i jej w p ł y w na w s p ó ł ­
W Rzeszowie o d b y ł a się w g r u d n i u
czesną k u l t u r ę a r t y s t y c z n ą " . Pokaza­ pokonkursowa w y s t a w a p a m i ą t k a r ­
no m . i n . d y w a n y dwuosnowowe l u ­ stwa
woj.
rzeszowskiego.
Udział
dowe i art.-plast. E. P l u t y ń s k i e j i wzięło 87 osób, zgłaszając 895 prac.
J. Stankiewiczowej, pasterskie t o r b y Najciekawsze eksponaty n a d e s ł a n o w
góralskie
zestawione z t k a n i n a m i dziedzinie ceramiki. Pierwsze nagro­
uczennic szkoły i m . Modrzejewskiej d y przyznano t u Janowi G ą s i o r o w i z
w Zakopanem, ś w i ą t k i w zestawieniu M e d y n i G ł o g o w s k i e j , Janowi Schoz pracami A . R z ą s y i Pecucha.
d z i ń s k i e m u z Zalesia, drugie nagro­
Scenariusz opr. d r K . Pietkiewicz, d y otrzymali — A n t o n i Kos, L u d w i k
komisarzami w y s t a w y b y l i — prof. Gołojuch, r ó w n i e ż z Zalesia — wszy­
K . Piwoeki i m g r H . O l ę d z k a .
scy w y k o n a l i
miniatury
siwaków.
*
W ł a d y s ł a w a Prucnal z Medyni otrzy­
W listopadzie o t w a r t o w Sokółce m a ł a trzecią n a g r o d ę za f i g u r k i g l i ­
w y s t a w ę sztuki ludowej pow.
so­ niane. W zakresie plecionkarstwa w y ­
kolskiego. Pokazano w s p ó ł c z e s n e pra­ r ó ż n i ł a się Katarzyna Trojnacka ze
ce 30 t w ó r c ó w , przede wszystkim d y ­ wsi Ostrawy Tuszowskie, a M a r i ę
wany p o d w ó j n e , a t a k ż e c e r a m i k ę , D o m i n z Jarusiowa, S t e f a n i ę Bawoplecionkarstwo, w i k l i n i a r s t w o i p i - łek z Brzozy i A n n ę M a g i e r ę z Bo­
bowej, pow. Gorlice w y r ó ż n i o n o za
• sanki.
Organizatorami
wystawy
b y l i : hafty i koronki.
*
Wydz. K u l t . P W R N w B i a ł y m s t o k u ,
C P L i A oraz P D K w Sokółce, w
W p a r y s k i m Muzeum Sztuki Współ­
k t ó r e g o l o k a l u wystawa się o d b y ł a . czesnej o t w a r t a b y ł a w p a ź d z i e r n i k u
Celem w y s t a w y było m . i n . z a c h ę c e ­ retrospektywna wystawa malarstwa
nie l u d n o ś c i wiejskiej do podjęcia „ n a i w n y c h " , przywieziona z Rotter­
twórczości, podobnej j a k na w y s t a ­ damu. P o l s k ę r e p r e z e n t o w a ł y obrazy
wie. Wydano k a t a l o g - s k ł a d a n k ę .
Ociepki i N i k i f o r a .

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6674" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6654">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/425fd6b399c6bd393a2a7a422dde37b0.pdf</src>
        <authentication>f0d446f8f2207b78243a335b4357186e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79547">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4798</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79548">
                <text>1965</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79549">
                <text>sztuka ludowa - wystawy</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="79550">
                <text>wycinanka łowicka</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="79551">
                <text>sztuka ludowa - muzea</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="79552">
                <text>Foks, Zofia - wycinankarka</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="79553">
                <text>Muzeum Okręgowe w Zielonej Górze</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="79554">
                <text>muzea - zbiory</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79555">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4454</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79556">
                <text>Wystawa wycinanek łowickich Zofii Foks w Muzeum Okręgowym w Zielonej Górze/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1965 t.19 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79557">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1965 t.19 z.1; s.57-59</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79558">
                <text>Kołodziejska, Barbara</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79559">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79560">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79561">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79562">
                <text>Barbara

Kołodziejska

W Y S T A W A
W Y C I N A N E K
Ł O W I C K I C H
ZOFII
FOKS
W M U Z E U M
O K R Ę G O W Y M
W Z I E L O N E J
G Ó R Z E
W czerwcu 1963 r. Dział Etnograficzny Muzeum
O k r ę g o w e g o w Zielonej Górze p r z y g o t o w a ł w y s t a w ę
wycinanek ł o w i c k i c h Z o f i i Foks, z a m i e s z k a ł e j obecnie
we w s i C h w a l i m , pow. S u l e c h ó w . Jest to druga z kolei
wystawa p o ś w i ę c o n a kulturze ludowej l u d n o ś c i p r z y ­
b y ł e j po I I wojnie ś w i a t o w e j na teren w o j e w ó d z t w a
zielonogórskiego. * Znaczenie
tej
ekspozycji
polega
przede wszystkim na t y m , że prezentuje ona t w ó r c z o ś ć
a r t y s t y c z n ą p o w s t a ł ą z dala od rodzimego o ś r o d k a ,
twórczość w y c i n a n k a r k i p r z e b y w a j ą c e j już o s i e m n a ś c i e
lat na „ n o w y c h ziemiach", w ś r o d o w i s k u , k t ó r e w prze­
w a ż a j ą c e j części s k ł a d a się z p r z y b y s z ó w z r ó ż n y c h
stron Polski.
Na wystawie przedstawiono t r z y rodzaje w y c i n a ­
nek: kodry, w s t ą ż k i i gwiazdy (ogółem 107 wycinanek).
Poszczególne t y p y wycinanek umieszczono w oddziel­
nych salach. W m i a r ę możności starano się na plan
pierwszy w y s u n ą ć prace p o s i a d a j ą c e cechy d a w n y c h
wycinanek ł o w i c k i c h . N i e m o ż n a b y ł o b o w i e m ułożyć
wycinanek w p o r z ą d k u chronologicznym, p o n i e w a ż wszy­
stkie p o w s t a ł y w ciągu d w ó c h lat. N i e k t ó r e z nich
n a w i ą z u j ą do dawnych wycinanek łowickich, inne czer­
pią m o t y w y
ze w s p ó ł c z e s n y c h makatek, o b r a z k ó w ,
a nawet z i l u s t r o w a n y c h czasopism. Czynnikiem w p ł y ­
w a j ą c y m n i e w ą t p l i w i e ujemnie na t ę t w ó r c z o ś ć jest
fakt, że Zofia Foks w y k o n u j e swe prace już t y l k o dla
muzeum i obawia się, czy „ b ę d ą się p o d o b a ł y " . P r o ­
wadzi to do zaniechania dawnych tradycyjnych f o r m

* Pierwsza w y s t a w a p o ś w i ę c o n a kulturze przesied­
l e ń c ó w m i a ł a miejsce w czerwcu 1962 r. Eksponowano
na niej u b i o r y i t k a n i n y ludowe w o j e w ó d z t w a zielono­
górskiego.

11. 1. „Kodra",

i

38 X 86 cm.

Wyk.

Zofia

Foks.

Chwalim,

i „ u n o w o c z e ś n i e n i a " ich przez korzystanie z w z o r ó w
zaobserwowanych na wyrobach fabrycznych.
Pod w z g l ę d e m kolorystycznym w y c i n a n k i te są dość
ubogie. N i e m o ż n o ś ć zakupienia p a p i e r ó w o rozległej
gamie k o l o r ó w sprawia, że w y c i n a n k i komponowane
są z 6—8 barw. W y c i n a n k a r k a u s k a r ż a się na m a ł ą
ilość r o d z a j ó w kolorowych p a p i e r ó w a nawet na zu­
p e ł n y ich brak. Wycina w i ę c z tych p a p i e r ó w , jakie
są w s p r z e d a ż y , choć często od razu k r y t y k u j e swoje
w y t w o r y m ó w i ą c , że powinno się d o d a ć jeszcze takie
czy inne kolory.
Zofia Foks, z domu Kochanek, u r o d z i ł a się w 1901 r.
we wsi Duplice Duże, pow. Łowicz, gdzie p r z e b y w a ł a
do 1916 r. S t a m t ą d p r z e p r o w a d z i ł a się do Z ł a k o w a K o ś ­
cielnego. Od 1926 r. m i e s z k a ł a we wsi Mastki, s k ą d
p r z y b y ł a w 1945 r. do Chwalimia, pow. S u l e c h ó w .
Pierwsze w y c i n a n k i zaczęła w y k o n y w a ć m a j ą c 18 lat.
R o b i ł a je g ł ó w n i e na w ł a s n y u ż y t e k , ewentualnie sprze­
d a w a ł a s ą s i a d o m ze swej w s i . U m i e j ę t n o ś ć t ę p r z e j ę ł a
od swej m a t k i ' M a r i i Kochanek. Z a n i e c h a ł a tego zajęcia
ok. 1930 r., m i e s z k a j ą c jeszcze w Ł o w i c k i e m , kiedy po
w y j ś c i u za m ą ż zajęta b y ł a sprawami gospodarskimi.
Obecnie, po przeszło trzydziestoletniej przerwie, pod­
jęła na nowo s w ą d z i a ł a l n o ś ć w y c i n a n k a r s k ą , propo­
n u j ą c sama, że w y k o n a w y c i n a n k i dla M u z e u m O k r ę ­
gowego w Zielonej Górze. Zrobienie pierwszych w y ­
cinanek po d ł u g o l e t n i e j przerwie s p r a w i a ł o jej w i ­
doczne t r u d n o ś c i . Dopiero po w y k o n a n i u pewnej ich
ilości stwierdziła, ż e „ t e r a z się już w p r a w i ł a " , t w o r z ą c
w y c i n a n k i nawet wtedy, gdy nie m i a ł a p e w n o ś c i , czy
Muzeum je zakupi. Praca ta zaczęła s p r a w i a ć jej p r z y ­
j e m n o ś ć i c h ę t n i e p o ś w i ę c a ł a jej k a ż d ą chwilę, w o l n ą
od zajęć gospodarskich.

pow.

Sulechów.

57

�Zofia
Foks,
Chwalim,
11. 2—4.
„Kodry",
25
25 X 70 cm. II. 5—7.
„Kodra", 55 X 92 cm. II.

pow.
Sulechów:
X 70,
30 X 71,
„Wstążki".
II. S.
9, 10.
„Gwiazdy".

�9

10

Zofia Foks wykonuje trzy rodzaje w y c i n a n e k : kodry,
w s t ą ż k i i gwiazdy. Pod w z g l ę d e m r o z m i a r ó w i k s z t a ł ­
t ó w w ś r ó d kodr m o ż n a w y r ó ż n i ć : m a ł e , z b l i ż o n e do
kwadratu, kodry w kształcie wydłużonego prostokąta
(te umieszczano w c h a ł u p i e na belkach stropowych)
i wreszcie d u ż e , o w y m i a r a c h dość z r ó ż n i c o w a n y c h
(mniej w i ę c e j : 40 X 60 cm, 50 X 70 cm, 60 X 100 cm).
Tło kodr jest w p r z e w a ż a j ą c e j części b i a ł e , rzadziej
szare, a zdarza się t e ż kolorowe — b r ą z o w e , r ó ż o w e ,
fioletowe.
Tematyka k o d r jest bardzo urozmaicona.
Przeważają
k o d r y z przedstawieniami stylizowanych
k w i a t ó w i liści ( i l . 3, 4). U k ł a d m o t y w ó w na kodrach jest
n a s t ę p u j ą c y : 1) symetryczny w e d ł u g osi symetrii prze­
c h o d z ą c e j przez ś r o d e k kodry, 2) częściowo symetrycz­
ny — p o ś r o d k u t ł a k o d r y znajduje się u k ł a d k w i a t ó w
i liści ułożonych niesymetrycznie, a po obu jego stro­
nach naklejono gałązki z k w i a t a m i — symetrycznie
w z g l ę d e m siebie, 3) l u ź n o rzucone b u k i e t y k w i a t ó w .
Rośliny w y s t ę p u j ą c e na kodrach s ą w zasadzie sty­
lizowane, lecz m o ż n a p o ś r ó d nich r o z p o z n a ć k w i a t y
bzu, chabry, b r a t k i , korale j a r z ę b i n y , liście i owoce
w i n n e j latorośli. W ujęciach m o t y w ó w r o ś l i n n y c h prze­
w a ż a j ą linie faliste, rzadko z d a r z a j ą się l i n i e proste.
Nieliczne są k o d r y z w y o b r a ż e n i a m i z w i e r z ą t . K o m ­
pozycja tych kodr polega na umieszczeniu przedsta­
wienia zwierzęcia p o ś r o d k u t ł a w y c i n a n k i . M o t y w o m
zoomorficznym t o w a r z y s z ą m o t y w y r o ś l i n n e . O d r ę b n ą
g r u p ę s t a n o w i ą k o d r y z przedstawieniami postaci ludz­
kich, pojedynczych l u b w zespołach ( i l . 1 i 2). Postacie
te b y w a j ą przedstawione też w scenach z życia wsi
(orka, p r z ę d z e n i e l n u na k o ł o w r o t k u , wesele). Ubrane
są w ubiory ł o w i c k i e . Przedstawione s ą statycznie l u b
w r u c h u (np. para t a ń c z ą c a na weselu). Na szczególną
u w a g ę z a s ł u g u j e k o d r a p r z e d s t a w i a j ą c a postacie ludz­
kie (trzy kobiety i trzech m ę ż c z y z n ustawionych na
przemian), k t ó r y c h ubiory wykonane są plastycznie: w e ł niaki z kolorowych p a p i e r ó w u k ł a d a n e są w sterczące
fałdy, bufiaste r ę k a w y koszul z b i a ł e j b i b u ł k i , m a r ­
szczonej przy r a m i e n i u i przy d ł o n i . T w a r z e postaci
narysowane są ł ó w k i e m ( i l . 1).

Fot.:

Tamara

D r u g ą g r u p ę wycinanek Z o f i i Foks s t a n o w i ą w s t ą ż ­
k i ( i l . 5—7). Są to pary zwierciadlano podobnych w y ­
cinanek, k t ó r y c h z w i e ń c z e n i e m jest k ó ł k o papieru z na­
klejonymi na nie k r ę g a m i p a s k ó w z k o l o r o w y c h
pa­
p i e r ó w . Zofia Foks nazywa te z w i e ń c z e n i a „ g e o r g i n i a m i " . Długość w s t ą ż e k w a h a się w granicach od 40 do
46 cm, szerokość od 14 do 15 cm. Ś r e d n i c a „ g e o r g i n i i "
wynosi najczęściej 13 do 14 cm, w y j ą t k o w o — 18 cm.
Tło t y c h wycinanek jest b i a ł e , jasnoszare l u b rzadziej
kolorowe — czerwone, r ó ż o w e , fioletowe, b r ą z o w e . Z a ­
kończenie wstążek stanowią frędzle wycięte z różno­
kolorowych p a p i e r ó w . Na w s t ą ż k a c h w y s t ę p u j ą t y l k o
m o t y w y r o ś l i n n e , stylizowane k w i a t y i liście, w u k ł a ­
dzie symetrycznym, w k t ó r y m oś symetrii przechodzi
m i ę d z y w s t ą ż k a m i . Na poszczególnych w s t ą ż k a c h m o ­
t y w y komponowane są rozmaicie: 1) jedna g a ł ą z k a
z liśćmi i k w i a t a m i (w t y m jeden k w i a t znacznie w i ę k ­
szy od pozostałych), 2) k w i a t umieszczony w p o ł o w i e
wysokości w s t ą ż k i , nad n i m i pod n i m — w i ą z a n k i
k w i a t ó w i liści, 3) dwa u k ł a d y k w i a t ó w i liści nie
z w i ą z a n e ze sobą, 4) gałązki z d r o b n y m i liśćmi i k w i a ­
t a m i w i j ą c e się od d o ł u k u górze. I n t e r e s u j ą c y jest
m o t y w doniczki p o j a w i a j ą c y się j a k o podstawa, z k t ó ­
rej wyrasta g a ł ą z k a ( i l . 7).
Trzecią g r u p ę wycinanek Zofii Foks s t a n o w i ą gwiaz­
dy ( i l . 9 i 10). Są to k ó ł k a o ś r e d n i c y 22 do 24 cm, w y ­
cięte z b i a ł e g o lub szarego papieru. Brzegi k ó ł k a są
g ł a d k i e l u b w y c i ę t e w z ą b k i ; niekiedy ząbki są tak
duże, że całość sprawia w r a ż e n i e raczej gwiazdy w i e loramiennej niż koła. Na gwiazdach w y s t ę p u j ą m o t y w y
r o ś l i n n e i geometryczne. Te ostatnie umieszczane są
przy brzegu w y c i n a n k i i o k a l a j ą jej w n ę t r z e . M o t y w y
rozmieszczone są na tle w y c i n a n k i rozmaicie: 1) w e d ł u g
symetrii osiowej, k t ó r e j oś przebiega przez ś r o d e k
gwiazdy, 2) p r o m i e n i ś c i e , 3) w u k ł a d z i e kół w s p ó ł ś r o d kowych i wreszcie 4) rozrzucone l u ź n o na tle w y c i ­
nanki.
Ten t y p wycinanek zamyka ekspozycję
twórczości artystycznej Zofii Foks.

Roszak,

poświęconą

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6671" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6651">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/f0fba3607cf439aef19ab3de483b3bab.pdf</src>
        <authentication>188817bdc3c8bb36a72002151c6240e2</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79517">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3759</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79518">
                <text>1960</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79519">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3529</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79520">
                <text>Spis treści/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1960 t.14 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79521">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1960 t.14 z.4, pierwsze strony</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79522">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79523">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79524">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79525">
                <text>L
1

".

v

\ - ^ ^ ^ ^ * •** T &amp;

INSTYTUT

SZTUKI PAN

ROK XIV 1960 NR 4

oo

o
et
3

�T R E Ś Ć

Olga Mulkiewicz

Z zagadnień

kieleckiej

Jerzy Czajkowski

Ozdobne

ule

skrzynkowe

Anna Kunczyńska

Chrystus

Frasobliwy

w

snycerki

.

.

.

206
polskiej

rzeźbie

ludowej

211

Franciszek Kotula

Nowożytne

Aleksander Jackowski
Michał Maśliński

O motywach ludowych i ich adaptacji
Ludowe kowalstwo artystyczne
(Uwagi z w i ą z a n e z p o k o n k u r s o w ą wysta­
w ą w Krakowie)

Anna K u n c z y ń s k a

Konkurs
sztuki

Anna Kunczyńska

urny

haftu

230

żywieckiego

i

231

243

przegląd

ludowej

248

Wystawy wycinanek w Muzeum Ł o w i c k i m

Kronika
Summary of articles

195

250
252

.

.

254

Na okładce:
1. Fragm. pióra przęślicy.
Wyk. Piotr Konajcik.
Mąkosy
Stare,
pow. Radom. Wł. Muz. Świętokrzyskiego.
2. Okucie, żelazo,
1960 r.
Wyk.
Franciszek
Piwowarczyk.
Skrzynka,
pow. Myślenice.
3. „Chrystus
Frasobliwy",
rzeźba w drzewie, polichr., wys. 54 cm. Andrzejówka,
pow. Biłgoraj. Wł. Muz.
w Zamościu.
Fot. Jan
Świderski.
Na stronie tytułowej:
„Gwiazda",
wycinanka,
Gałaj, Łowicz. Fot. Stefan
Deptuszewski.

1960 r., wys.

22 cm. Wyk.

Anna

�polska sztuka ludowa

KWARTALNIK

INSTYTUTU

SZTUKI

PAN

R O K XIV 1960

NR

�KOMITET
Mgr
mgr
prof,
prof,
prof,

REDAKCYJNY

Aleksander Jackowski,
Kazimierz Pietkiewicz,
dr Ksawery P l w o ć k i ,
dr Roman Reinfuss,
dr Tadeusz Seweryn.

ZESPÓŁ

REDAKCYJNY

Redaktor
naczelny:
mgr
Aleksander Jackowski, za­
stępca redaktora naczelne­
go: prof, dr Roman Rein­
fuss,
sekretarz
redakcj i
i
redaktor
działu:
mgr
Jadwiga
Jarnuszkiewicz,
redaktor działu: mgr A n ­
na K u n c z y ń s k a ,
redaktor
techniczny: Maria K l u k o w ska,
okładka
i
układ
graficzny:
Józef
Wilkoń.
T ł u m a c z : Hilda Andrews
Red.: Instytut Sztuki P A N ,
Warszawa, u l . Długa 26.
Wyd. i administr.:
PP.
Wydawnictwa Artystyczne
i
Filmowe,
Warszawa,
Krak. P r z e d m i e ś c i e 21/23.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6670" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6650">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/34e87d1e734e674b5eb75f511e3c8f0f.pdf</src>
        <authentication>f2fd05db2fc0ed9bc47670bfd0034aa4</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79506">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4794</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79507">
                <text>1965</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79508">
                <text>sztuka ludowa - wystawy</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79509">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4450</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79510">
                <text>Współczesna sztuka ludowa/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1965 t.19 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79511">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1965 t.19 z.1; s.19-38</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79512">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79513">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79514">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79515">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79516">
                <text>II. 1. Kosynier,
karczmarz i zawiadow­
ca, drzewo polichr., wys. 27, 25, 26 cm.
Wyk. Ignacy Kamiński.
Oraczew,
pow.
Łęczyca.

Aleksander

W

S

Jackowski

P

Ó

Ł

C

Z

E

S

N

A

S Z T U K A

L U D O W A

Uwagi po wystawie łódzkiej

Rok
„dwudziestolecia"
sprzyjał
obrachunkom,
a zwłaszcza podsumowaniom dorobku minionych
lat.
M i e l i ś m y wiec k i l k a bardzo starannie przygotowanych
w y s t a w powojennej sztuki ludowej, z k t ó r y c h na szcze­
g ó l n ą u w a g ę z a s ł u g u j ą t r z y : K u r p i ó w (z Puszczy Zielo­
nej i B i a ł e j ) , czterech w o j e w ó d z t w (rzeszowskie, l u ­
belskie, kieleckie, b i a ł o s t o c k i e ) oraz poprzedzona k o n ­
kursem i pokazami p o w i a t o w y m i — w y s t a w a t w ó r c z o ś ­
ci ludowej w w o j . ł ó d z k i m . Ta ostatnia ze szczególną
o s t r o ś c i ą u w y d a t n i ł a charakter p r o c e s ó w z a c h o d z ą c y c h
obecnie na w s i w twórczości ludowej. Dlatego też na
jej p r z y k ł a d z i e
chciałbym
zarysować
problematykę
w s p ó ł c z e s n e j twórczości ludowej i z w e r y f i k o w a ć pewne
s ą d y Obiegowe, nie zawsze oparte o r z e c z y w i s t o ś ć .
Oczywiście, w o g ó l n y m zarysie te same zagadnienia
m o ż n a dostrzec i na obu p o z o s t a ł y c h wystawach, jeśli
je pomijam, to dlatego, że „ k u r p i o w s k a " , chociaż sama
w sobie u r z e k a j ą c o p i ę k n a , nie w n i o s ł a w istocie rzeczy
nic nowego d o stanu naszej dotychczasowej wiedzy,
a wystawa czterech w o j e w ó d z t w k a ż e w pierwszym r z ę ­
dzie m ó w i ć o problemie o d r ę b n o ś c i regionalnych i o
cechach w s p ó l n y c h — sugeruje w i ę c k r ą g r o z w a ż a ń
inny, choć na pewno nie m n i e j istotny.
Wystawa ł ó d z k a obejmuje z a r ó w n o tereny o stosun­
kowo ż y w e j jeszcze t r a d y c j i sztuki ludowej, jak też
i inne, na k t ó r y c h trzeba b y ł o dopiero r e a k t y w o w a ć
pewne dziedziny r z e m i o s ł poprzez system r ó ż n y c h b o d ź ­
ców, j a k konkursy, pomoc i i n s t r u k t a ż ze strony etno­
grafów, z a c h ę t a materialna (stypendia, nagrody, zaku­
py) i akcja propagandowa, prowadzona g ł ó w n i e przez
p r a s ę i m i e j s c o w ą r o z g ł o ś n i ę r a d i o w ą . Wystawa ł ó d z k a
jest przy t y m p i ą t ą j u ż po wojnie o g ó l n o w o j e w ó d z k ą
i m p r e z ą tego t y p u , p o p r z e d z o n ą przez solidne rozpoz­
nanie terenu, a w pewnych wypadkach i przez specjal­
ne badania penetracyjne prowadzone przez p r a c o w n i ­
1

2

3

k ó w m u z e ó w regionalnych. Dodajmy, że po raz p i e r w ­
szy w ś r ó d o r g a n i z a t o r ó w z n a l a z ł a się miejscowa Ce­
pelia. A zatem wolno u w a ż a ć z a r ó w n o konkurs, jak
i w y s t a w ę za reprezentatywne dla tego t y p u imprez,
o b e j m u j ą c y c h to, co nazywamy zazwyczaj „ w s p ó ł c z e s n ą
s z t u k ą l u d o w ą " . Czy jednak zebrany m a t e r i a ł pokazuje
w całej pełni w s p ó ł c z e s n ą twórczość? Na to pytanie
postaram się udzielić odpowiedzi w dalszym ciągu roz­
w a ż a ń i przyznam, ta - w ł a ś n i e sprawa „współczesnej
sztuki ludowej" interesuje mnie najbardziej. Czym jest
w swej istocie? Jakie są granice tego pojęcia? N i m się
na to odpowie, w a r t o z a s t a n o w i ć się w ogóle nad t y m ,
jakie modele twórczości reprezentowane są obecnie na
wsi i w k r ę g u tzw. ludowej k u l t u r y .
Sztuka ludowa jest jednym z p r o d u k t ó w k u l t u r y
ludowej. Tam gdzie k u l t u r a l u d o w a jest w z g l ę d n i e
samoistna, w w y r a ź n e j opozycji do k u l t u r y p a n u j ą c e j ,
k u l t u r y s p o ł e c z e ń s t w a o ś w i e c o n e g o — tam zazwyczaj
i sztuka ludowa ma rysy o d r ę b n e , nader .spójny zasób
pewnych cech, nazywany nieraz (mniejsza o t o czy
precyzyjnie) — stylem l u d o w y m . W sytuacji jednak roz­
padu k u l t u r y ludowej jako formacji o d r ę b n e j (a w k a ż ­
dym razie w uchwytny sposób innej), sztuka ludowa
przestaje istnieć jako pewien s p ó j n y zespół f o r m , sta­
j ą c się w coraz w i ę k s z y m stopniu zjawiskiem o cha­
rakterze r e l i k t o w y m .
W warunkach współczesnego życia g i n ą zasadnicze
czynniki p o w o d u j ą c e izolację a w i ę c i o d r ę b n o ś ć b y t u
ludowej k u l t u r y . Te same informacje d o c i e r a j ą w s z ę ­
dzie. Tworzy się nowy model k u l t u r y społecznej, w
k t ó r e j i s t n i e j ą „ p i ę t r a " , ale linie p o d z i a ł u b i e g n ą j u ż
nie w e d ł u g k r y t e r i u m pochodzenia, p r z y n a l e ż n o ś c i do
wsi czy miasta, a nawet w y k s z t a ł c e n i a .
N a w y k i k u l t u r o w e z a c h o w u j ą się oczywiście, ale
g ł ó w n i e w pokoleniach ludzi starszych. Młodzież poza
19.

�Jan Lamęcki,
Dąbrowa
Zielona,
pow. Radomsko:
Rzeźby
w drzewie polichr.:
II. 2. Żołnierz
Księstwa
Warszaw­
skiego, wys. 39,5 cm. 1964 r. II. 3. Sw. Józef w róży krzaku (awers rzeźby dwustronnej),
wys. 29 cm. 1964 r.
II. 4. Matka Boska w róży krzaku (rewers tejże rzeźby),
wys. 29 cm. 1964 r. II. 5. Zyzik Marianna
wys' 37 5 cm
1964 r. II. 6. Jan XXIII
(jragm.), 1963 r.
'
'

nielicznymi w y j ą t k a m i partycypuje już w powszech­
n y m modelu k u l t u r y , coraz bardziej obca t r a d y c j i r o ­
dzimej, p a r t y k u l a r n y m n a w y k o m i upodobaniom.
Wieś p r z e s t a ł a już dawno b y ć t w o r e m jednolitym.
Jest, podobnie jak i m a ł e miasteczka, terenem zderzeń
r ó ż n y c h modeli k u l t u r o w y c h . R o z p a t r u j ą c a r t y s t y c z n ą
t w ó r c z o ś ć polskiej „ p r o w i n c j i " , a w i ę c wsi, m a ł y c h
miasteczek, osad — widzimy, że współżyją ze sobą r o ż ­
20

ne modele twórczości. Tak w i ę c spotykamy obok siebie,
często jednocześnie, takie zjawiska j a k :
1. t w ó r c z o ś ć oparta o wzory tradycyjnej k u l t u r y l u ­
dowej, przeznaczona na u ż y t e k w ł a s n y i ś r o d o w i s k a ,
2. t w ó r c z o ś ć oparta o wzory tradycyjnej k u l t u r y ludo­
wej, przeznaczona d l a odbiorcy spoza ś r o d o w i s k a
w ł a s n e g o (sztuka „ e s k p o r t o w a " , dla miasta, zagra­
nicy),

�. twórczość zgodna z i s t n i e j ą c y m i obecnie upodoba­
n i a m i w ś r o d o w i s k u w i e j s k i m i peryferii miejskich,
przeznaczona na u ż y t e k tych ś r o d o w i s k ,
twórczość o ambicjach n a ś l a d o w c z y c h w stosunku
do r ó ż n y c h w s p ó ł i s t n i e j ą c y c h konwencji
twórczych
(realizm, impresjonizm, abstrakcja),
'. twórczość i n d y w i d u a l n a , w y n i k a j ą c a ze szczególnych
dyspozycji psychicznych, gatunku w y o b r a ź n i , spo­
sobu odczuwania ś w i a t a ,
i. twórczość dzieci,
'• twórczość profesjonalna art. p l a s t y k ó w .
Wszystkie te modele t w ó r c z o ś c i i s t n i e j ą r ó w n o l e g l e

obok siebie. Są t u w i ę c z a r ó w n o zjawiska, k t ó r e m o ż n a
i n t e r p r e t o w a ć w kategoriach sztuki ludowej i inne, nic
już nie m a j ą c e w s p ó l n e g o z t y m pojęciem, j a k w ł a ś n i e
wymienione w punktach 4, 5, 6, 7.
Nie zaliczamy bowiem do „ s z t u k i l u d o w e j " ani t w ó r ­
czości art. p l a s t y k ó w m i e s z k a j ą c y c h i m a l u j ą c y c h na
wsi czy w miasteczkach (p. 7), ani t w ó r c z o ś c i dzieci
(p. 6), zindywidualizowanej w m i n i m a l n y m
stopniu,
podległej g ł ó w n i e p r a w o m rozwoju psychiki dziecięcej,
k s z t a ł t o w a n i a się p o s t r z e ż e ń , w y o b r a ź n i ,
sprawności
manualnej i t p . T w ó r c z o ś ć dzieci f o r m u j e się zresztą w
naszym czasie pod w p ł y w e m szkoły, ilustracji k s i ą ż k o -

2

1

A

�wej, telewizji i t p . zjawisk, t y l k o u dzieci a k t y w n y c h
t w ó r c ó w l u d o w y c h obserwujemy zainteresowanie dla
k r ę g u sztuki uprawianej przez starszych (wycinanki,
w y r o b y z b i b u ł k i i słomy).
Nie jest też „ s z t u k ą l u d o w ą " t w ó r c z o ś ć Nikifora,
Ociepki i i m podobnych (p. 5 ) . Nie jest i nie b y ł a
akceptowana przez społeczność m i e j s c o w ą , a ź r ó d ł e m
jej nie jest tradycja, ale szczególne dyspozycje psy­
chiczne, w e w n ę t r z n e nakazy. T r u d n o też zaliczać do
„sztuki l u d o w e j " — malarstwo czy r z e ź b ę o w y r a ź n i e
n a ś l a d o w c z y m charakterze. Zaliczamy je do kategorii
twórczości amatorskiej, k s z t a ł t u j ą c e j się na ogół dość
podobnie w r ó ż n y c h ś r o d o w i s k a c h i warstwach społecz­
nych (p. 4). Na k s z t a ł t tej sztuki w n i e w i e l k i m tylko
stopniu Wpływa tradycyjna k u l t u r a ś r o d o w i s k a .
Jedynie w sytuacjach przedstawionych w p. 1, 2 i 3
m o ż n a m ó w i ć o sztuce i o twórczości ludowej. Nie
w n i k a m t u w szczegółową definicję pojęcia, k t ó r e g o
zakres w y z n a c z a j ą umownie p r z y j ę t e k r y t e r i a . O sztu­
ce ludowej m y ś l ę t u w sensie powszechnie p r z y j ę t y m ,
obiegowym, ramy tego- pojęcia w y z n a c z y ł a p r a k t y k a ,
sposób p o s ł u g i w a n i a się n i m w
czasopiśmiennictwie
etnograficznym.
Sytuację
najprostszą,
najbardziej p r z y s t a j ą c ą
do
konwencjonalnych definicji sztuki l u d o w e j
przedsta­
wia p. 1. Jest to klasyczny model twórczości o charak­
terze powszechnym, zbiorowym ( a b s t r a h u j ę t u od tego,
czy w y k o n a w c ą b y ł a jednostka, „ s p e c j a l i s t a " — czy
k a ż d y członek g r u p y społecznej na u ż y t e k w ł a s n y ) ,
k t ó r e j zespół cech formalnych wyznacza w pierwszym
rzędzie tradycja, rola zaś inwencji w ł a s n e j b y ł a w y r a ź ­
nie w t ó r n a w stosunku do tej tradycji.
P u n k t 1 od 2 pozornie r ó ż n i t y l k o przeznaczenie tej
twórczości. R ó ż n i c a ta ma jednak kapitalne znaczenie.
W pierwszym w y p a d k u m a m y bowiem do czynienia ze
s z t u k ą d e t e r m i n o w a n ą upodobaniami ogółu społeczności,
s z t u k ą w t y m w i ę c sensie p o w s z e c h n ą i z b i o r o w ą , w y 4

5

II. 7. Kobieta
z dzieckiem, drzewo
surowe,
wys. 37 cm. Wyk. Bolesław
Grabski.
Leśmierz, pow. Łęczyca. II. 8. Diabeł,
kamień,
wys. 14 cm. Wyk. B. Grabski.
II. 9. Ko­
bieta
w kłosach,
drzewo
surowe,
wys.
22 cm. Wyk. Wacław
Czerwiński.
Świnice,
pow. Łęczyca.
II. 10. Chuligan w
strachu,
drzewo surowe, wys. 18 cm. Wyk. W. Czer­
wiński.

98

�11

11. 11. Kobiety,
Para staruszków,

drzewo surowe,
drzewo surowe,

wys.
wys.

12

18,5 i 17 cm. Wyk. Stefan Kołodziejski.
Leśmierz,
pow. Łęczyca.
II. 12.
12,5 cm. Wyk. Mieczysław
Zegliński.
Rylsk Duży, pow. Rawa
Mazowiecka.

n i k a j ą c ą w sposób b e z p o ś r e d n i z odmiennego charakteru
ludowej k u l t u r y , z całej s t r u k t u r y życia.
W d r u g i m w y p a d k u chodzi o s z t u k ę , w y k o n y w a n ą
w w a r u n k a c h coraz mniejszego oparcia o ś r o d o w i s k o
w ł a s n e , niekiedy nawet w b r e w jego upodobaniom. Po­
wodem tej twórczości jest z a m ó w i e n i e „z z e w n ą t r z " , co
pociąga za sobą r ó ż n o r a k i e konsekwencje. Gwarantem
f o r m y staje się instytucja z a m a w i a j ą c a , n a d z ó r a r t y ­
styczny. Sztuka taka nie mieści się już w strukturze
życia danej społeczności, nie w y n i k a ' z ż a d n y c h istot­
nych potrzeb. Jest k o n t y n u a c j ą f o r m dawnych, .zamie­
r a j ą c y c h czy w r ę c z m a r t w y c h .
T w ó r c z o ś ć taka m o ż e być i n t e r e s u j ą c a a nawet w y ­
bitna, jej rola w p o m n a ż a n i u d ó b r naszej narodowej
k u l t u r y artystycznej nie ulega w ą t p l i w o ś c i , ale
nie
uczestniczy już ona w ż y w y m k r w i o b i e g u k u l t u r y , co­
raz bardziej oderwana od potrzeb i u p o d o b a ń ś r o d o ­
wiska.
Model twórczości reprezentowanej w p. 3 stanowi
pewien w a r i a n t p. 1. Tyle że w w a r u n k a c h zacierania
się w i e l u o d r ę b n o ś c i n u r t u ludowej k u l t u r y , w czasie
jej stopniowego rozpadu w y w o ł a n e g o i n f i l t r a c j ą treści
i w z o r ó w p r z y c h o d z ą c y c h z miasta, z innych grup spo­
łecznych. Jest to w i ę c t w ó r c z o ś ć w w a r u n k a c h rozpadu
dawnych t r a d y c j i , kiedy i s t n i e j ą jeszcze pewne w s p ó l n e
więzi, n a w y k i estetyczne i „ m o d y " , ale ich k s z t a ł t
i droga rozwojowa w a r u n k o w a n e są coraz silniej w p ł y ­
w a m i w z o r ó w estetycznych miasta, a ściślej m ó w i ą c
p e r y f e r i i ' miejskich. N a t u r a l n y m obszarem s t y k u wsi
i miasta b y ł y dawniej j a r m a r k i , odpusty, targi, t a m t e ż
u f o r m o w a ł się szczególny model estetyki wiejsko-drofan o m i e s z c z a ń s k i e j , o b e j m u j ą c y swym zasięgiem z a r ó w n o
l u d n o ś ć wiejską., jak. i pewne środowiska miejskie

( r o b o t n i k ó w , r z e m i e ś l n i k ó w ) . Ta estetyka „ o d p u s t o w a "
stanowi dziś zaplecze i w c i ą ż ż y w ą t r a d y c j ę dla w s p ó ł ­
czesnej twórczości ludowej omawianego t u modelu 3.
I w czasie, kiedy w i e ś coraz bardziej odczuwa obcość
swoich dawnych f o r m k u l t u r o w y c h , izolujących j ą od
miasta — ś w i a t odpustowych k r a m ó w ,
jarmarcznej
b a r w n o ś c i , kolorowych k w i a t ó w z bibuły, l i z a k ó w i za­
bawek dla dzieci wciąż jest obszarem w s p ó l n y m , o d ­
powiadającym
z a r ó w n o upodobaniom l u d n o ś c i
wiej­
skiej, jak i pewnych grup z miejskich peryferii k u l t u ­
rowych.
W r o z w a ż a n i a c h teoretycznych, dla czystości w y w o ­
du, warto m o ż e w p r o w a d z i ć w t y m miejscu pewne roz­
r ó ż n i e n i e . Mianowicie do „sztuki l u d o w e j " zaliczać t y l ­
ko modele 1 i 3 (mimo że w ostatnim przypadku po­
jęcie „ l u d " jest szersze i mniej o k r e ś l o n e ) . Model 2 jest
w moim odczuciu wciąż jeszcze t w ó r c z o ś c i ą autentycz­
n ą i l u d o w ą , ale w ł a ś n i e t w ó r c z o ś c i ą ,
a nie sztu­
ką. Twórczość jest bowiem s p r a w ą jednostki czy j a ­
kiegokolwiek zbioru ludzi, k t ó r y c h łączą pewne w s p ó l ­
ne założenia, program d z i a ł a n i a . S z t u k ę j a k i e j ś zbioro­
wości m o ż n a jednak r o z u m i e ć jako pojęcie, w k t ó r y m
w y s t ę p o w a ć m u s z ą więzi terytorialne i k u l t u r o w e , w
k t ó r y m istnieje pewien w s p ó l n y model ż y w e j tradycji,
akceptowany powszechnie. W t a k i m znaczeniu m ó w i ­
m y o sztuce Odrodzenia czy sztuce M ł o d e j Polski, dla
działalności poszczególnych a r t y s t ó w r e z e r w u j ą c raczej
o k r e ś l e n i e „ t w ó r c z o ś ć " (np. M i c h a ł a A n i o ł a czy W y ­
spiańskiego).
Rozpatrzmy teraz w s p o s ó b bardziej
konkretny
i szczegółowy w y r ó ż n i o n e uprzednio trzy modele t w ó r ­
czości, b i o r ą c za p u n k t w y j ś c i a w y s t a w ę łódzką, to co
zostało i to ep nie zostało na niej pofcazane.

�i

13

II. 13. Bażant, drzewo polichr., 15,5 X 35 cm. Wyk.
Fran­
ciszek Marciniak.
Witów, pow. Łęczyca. II. 14.
Tańcząca
para, drzewo polichr., wys. 21,5 cm. Wyk. Czesław
Czekalik. Stoczki, pow. Sieradz. II. 15. Harmonista,
drzewo
polichr., wys. 29,5 cm. Wyk. Wiktor Rysio. Świnice,
pow.
Łęczyca.
II. 16. Drzewko
z gajowym,
drzewo
polichr.,
v:ys. 85 cm. Wyk. Cz. Czekulik. 11. 17. Kobieta z masielnicą, drzewo polichr., wys, 29,5 cm. Wyk. Fr.
Marciniak.

15

T w ó r c z o ś ć oparta o wzory tradycyjne w coraz m n i e j ­
szym stopniu zaspokaja potrzeby ś r o d o w i s k a . I t r u d n o
nawet p r z y p u s z c z a ć , że m o ż e b y ć inaczej. C h o c i a ż b y
dlatego, że zmienia się rola i miejsce tej t r a d y c j i . N i e ­
g d y ś — p r z y d a w a ł a spoistości l u d o w e j kulturze, stwa­
r z a ł a ramy, w k t ó r y c h m i e ś c i ł a się t w ó r c z o ś ć całej zbio­
r o w o ś c i . B y ł a j e d y n ą siłą o k r e ś l a j ą c ą granice i n d y w i ­
d u a l n y c h u p o d o b a ń , przeszłością z a a k c e p t o w a n ą i po­
p a r t ą autorytetem starszych p o k o l e ń , k s z t a ł t u j ą c ą gusta
i n a w y k i artystyczne. A l e tradycyjne f o r m u ł y w no­
w y c h w a r u n k a c h nie m o g ą w y s t a r c z a ć . Przede wszyst­
k i m dlatego, że wraz z rozpadem tradycyjnych f o r m
k u l t u r o w y c h w c h o d z ą formy nowe, odmienne. Tradycja
„ l u d o w a " jest w i ę c , j a k to już przedtem m ó w i l i ś m y ,
t y l k o j e d n ą z konwencji artystycznych, i to nie zawsze
n a j w a ż n i e j s z ą . Jest nieprzydatna w stosunku do coraz
w i ę k s z e j ilości zjawisk i p r z e d m i o t ó w . Nie do p o m y ś l e ­
nia jest np. s a m o c h ó d , t r a k t o r czy m o t o c y k l malowane
w k w i a t k i , „ l u d o w a " maszyna do szycia, radio, lampa,
żelazko. B u r z ą one w nieuchronny s p o s ó b dotychczas
i s t n i e j ą c e wzorce estetyczne, w p r o w a d z a j ą nowe pojęcia
i wartości.
Oczywiście nic nie dzieje się nagle, zwłaszcza w
sferze ś w i a d o m o ś c i ludzkiej. Z m i a n y m a j ą charakter
procesualny, pewne elementy o b u m i e r a j ą p r ę d z e j , za­
s t ą p i o n e n o w y m i , inne z a c h o w u j ą w z g l ę d n ą t r w a ł o ś ć .
G i n ą dziedziny ekonomicznie nieprzystosowane do
k o n k u r e n c j i z t o w a r a m i sklepowymi. Nie istnieje j u ż
artystyczne kowalstwo, produkcja malowanych czy zdo­
bionych snycerskim ornamentem mebli, p r z e m y s ł o w e
w y r o b y w y p i e r a j ą garncarstwo, a nawet tkactwo. Gipsy
z a s t ę p u j ą dawne ś w i ą t k i , i do w y j ą t k ó w n a l e ż ą dziś
kapliczki, w k t ó r y c h stawia s i ę nowe r z e ź b y l u d o w y c h
a r t y s t ó w . Na szerszą s k a l ę robi to Janos z D ę b n a , ale
już m a ł o kto poza n i m .
Co zostało z dawnej sztuki ludowej? Przede wszyst­
k i m te dziedziny, k t ó r e w y t r z y m u j ą r y w a l i z a c j ę z w y ­
r o b a m i fabrycznymi. Niech nas przy t y m nie łudzi f a k t
w y s t ę p o w a n i a jeszcze na pewnych obszarach stroju l u 24

�dowego, stroju paradnego czy u ż y w a n i a glinianych g a r n ­
k ó w . C h c ą c z o r i e n t o w a ć się w dynamice z a c h o d z ą c y c h
p r o c e s ó w , n a l e ż y widzieć zmiany z a c h o d z ą c e w r ó ż ­
nych generacjach, d o s t r z e g a ć co się kupuje i w y t w a r z a ,
a co donasza i u ż y w a . Absolutna większość stroju" j a ­
k ą m o ż n a jeszcze s p o t k a ć we wsiach łowickich, opo­
czyńskich, rawskich, kurpiowskich a nawet p o d h a l a ń ­
skich — pochodzi z lat dawniejszych. Dziś m a ł o k t o j u ż
w y k o n u j e s t r ó j do noszenia, a d a w n i mistrzowie k r o j u
p r a c u j ą już g ł ó w n i e na z a m ó w i e n i e z e s p o ł ó w a r t y ­
stycznych czy Cepelii. Znamienne, że na konkurs łódz­
k i p r z y s ł a n o bodaj że jeden a m o ż e dwa p e ł n e stroje,
p a r ę czepców, bo zapaski, k t ó r y c h było sporo — wszyst­
kie z a s t a ł y zakupione przez Cepelię i p r z e w a ż n i e z m y ­
ślą o niej b y ł y robione. K o n k u r s s t a n o w i ł d o k ł a d n ą
f o r m ę penetracji terenu i , przy założeniu n a d s y ł a n i a
t y l k o w y r o b ó w w y k o n a n y c h w latach powojennych,
p o z w a l a ł na dosyć p r a w i d ł o w ą o r i e n t a c j ę w ż y w o t n o ś c i
poszczególnych dziedzin.
6

W y t w a r z a się nadal p i ę k n e tkaniny, wełndaki i coraz
więcej — szmaciaki. T k a n i n y na wystawie są absolut­
nie d o s k o n a ł e , p i ę k n e w kolorystyce, w r y t m i e rapor­
tów, b e z b ł ę d n e technicznie. Jest to dziedzina twórczości
jeszcze ż y w a , a tkanina s w ą j a k o ś c i ą i kosztem k o n k u ­
ruje z f a b r y c z n ą (w k a l k u l a c j i wiejskiej p r a c ę liczy
się n i e s ł y c h a n i e n i s k o ) . Wydaje się, że wiele w z o r ó w
t k a n i n m o ż e się m i e ś c i ć w ramach i s t n i e j ą c y c h obecnie
„mód", i p r z y j m u j ą c wzorzec m i e s z c z a ń s k i e g o w n ę t r z a
z meblami na wysoki p o ł y s k m o ż n a pogodzić z n i m ka­
py, szmaciaki, Obrusy. S p r a w ę t ę w a r t o by zresztą
p r z e b a d a ć w terenie m e t o d ą a n k i e t o w ą , podobnie j a k
i całe zagadnienie stosunku do t r a d y c j i w r ó ż n y c h g r u ­
pach w i e k u , zawodu i t p .
7

¿Ná u ż y t e k w ł a s n y w y k o n u j e się jeszcze r ó ż n e g o r o ­
dzaju b i b u ł k o w e p r z y s t r o j ę , k w i a t y , k t ó r y m i zdobi się
ś w i ę t e obrazy, domowe kapliczki, a czasem i s a m ą izbę
(il. 33, 36). I one mieszczą się w k r ę g u u p o d o b a ń w s p ó ł ­
czesnych, dlatego też zasięg w y s t ę p o w a n i a
kwiatów

sztucznych nie ogranicza się do wsi, a obejmuje t a k ż e
osiedla fabryczne, miasteczka i miasta, z a s p o k a j a j ą c po­
trzeby ś r o d o w i s k z peryferii k u l t u r a l n y c h . Ż y w y od­
d ź w i ę k wzbudza nadal repertuar k r a m ó w jarmarcznych
i odpustowych. Znajdujemy na nich m . i n . tradycyjne
zabawki — sprzedawane przez handlarzy, r o z w o ż ą c y c h
t o w a r z w i ę k s z y c h o ś r o d k ó w . Tak jest np. w K r a k o w ­
skiem, gdzie ż y w i e c k i e centrum produkcji drewnianych,
zdobionych zabawek w c i ą ż znajduje zbyt dla swych
w y r o b ó w (wózki z k o ń m i , s t o ł k i - k o n i k i , karuzele, tacz­
k i , k o n i k i , a w ostatnich latach i samoloty, zdobione
niemal w identyczny niemal sposób), czy z zabawka
c e r a m i c z n ą , w c i ą ż jeszcze p o w s z e c h n ą na d u ż y c h obsza­
rach k r a j u (gliniane koguty-gwizdki), czy z cukrow"ynii
kogutkami. Zabawek zresztą na wystawie łódzkiej było
niewiele i p r z e w a ż n i e nie te, k t ó r e zobaczyć m o ż n a
u wiejskich dzieci, lecz j u ż dla miasta robione d r e w ­
niane, p i ę k n i e malowane ptaszki A d a m a i Kazimierza
S t e f a ń s k i c h , W a c ł a w a Laskowskiego czy Andrzeja Ł ę bowskiego oraz ruchome modele — zabawki (tracze)
Z innych d z i a ł ó w tradycyjnej sztuki, ż y w e j jeszcze
w ś r ó d l u d n o ś c i wiejskiej, w y m i e n i ć m o ż n a pisanki oraz
garncarstwo, chociaż to, co w i d z i e l i ś m y na wystawie,
raczej znajduje już n a b y w c ę w Cepelii niż w ś r ó d l u d ­
ności okolicznej. (Stąd pewne cechy „ c e p e l i o w s k i e " w y ­
r o b ó w M u s z y ń s k i e g o czy S t e f a ń s k i e g o — d o s k o n a ł a
s p r a w n o ś ć , dbałość o p o l e w ę , g l a z u r ę — ale i pewna
s c h e m a t y c z n o ś ć , tak c z ę s t a przy masowej
produkcji,
przy k t ó r e j gubi się „ślad d ł o n i " , to m i n i m a l n e odchy­
lenie, k t ó r e o d r ó ż n i a artystyczne r ę k o d z i e ł o od p r o ­
dukcji fabrycznej, masowej).
I t o wszystko ... Dodajmy, że poza pewnego t y p u
z a b a w k ą d r e w n i a n ą i zdobieniem w n ę t r z wszystkie w y ­
mienione t u rodzaje sztuki, spotkane na łódzkiej w y ­
stawie, w y k o n y w a n e są r ó w n i e ż , i to coraz liczniej,
dla odbiorcy miejskiego, dla Cepelii.
Tak jest — i w y s t a w a t y l k o p o t w i e r d z i ł a ten stan
rzeczy. Wszystko, poza w s p o m n i a n y m i t u w y j ą t k a m ' .
25

�II. 18. Kobieta
z masielnicą,
drzewo, wys. 36 cm.
Wyk.
Jan
Tomasik,
Zakościele,
pow.
Rawa
Mazowiecka.
II. 19. Jeździec
na koniu, biskwit, wys. 11 cm.
Wyk.
J. Grala. II. 20. Figurka ceramiczna, biskwit, wys. 8 cm.
Wyk. Jadwiga
Grala. Burzenin, pow. Sieradz. II 21. Pa­
jąk, słoma, papier. Wyk. Maria Kabzińska.
Rawa
Ma­
zowiecka.
II. 22. „Jeż" — słoma, papier. Wyk.
Maria
Słomczyńska.
Gołocice, pow.
Łęczyca.

stawy. (Na o m a w i a n y m konkursie ł ó d z k i m znalazło s i ę
np. sporo wycinanek w t a m t y m „ s t y l u " poczętych.' O d ­
rzucono je oczywiście we w s t ę p n e j selekcji.
Bo t e ż dziś d e c y d u j ą o t y m co dobre a co złe k o ­
misje artystyczne, złożone z e t n o g r a f ó w , p l a s t y k ó w ,
z n a w c ó w zagadnienia. I w y t w a r z a się nieraz sytuacja
paradoksalna, gdy w ł a ś n i e wieś d ą ż y do zmian, odrzuca
s t a r ą s z t u k ę , tradycyjne formy, a broni ich miasto,
nabywca, k t ó r y chce m i e ć w ł a ś n i e to co było, co jest
zgodne z i s t n i e j ą c y m dawniej l u d o w y m kanonem. D o ­
dajmy, aby u n i k n ą ć n i e p o r o z u m i e ń , w i e ś odrzuca sztu­
kę l u d o w ą , gdyż przyjmuje na co dzień i n n ą m o d ę , k t ó r a

(część t k a n i n i g a r n k ó w , k w i a t y b i b u ł k o w e , pisanki) —
n a l e ż y już do twórczości, k t ó r a chociaż wyrasta z t r a ­
dycji i w niej znajduje oparcie, przeznaczona jest dla
innych, nie-ludowych ś r o d o w i s k , na samej wsi nie
z n a j d u j ą c j u ż dziś ż a d n e g o rezonansu.
Oczywiście i dawniej, jeszcze w połowie zeszłego
stulecia b y w a l i ludzie „z miasta" k u p u j ą c y za grosze
h u c u l s k ą c e r a m i k ę , g ó r a l s k ą s n y c e r k ę , a później w y ­
cinanki, skrzynie malowane, r z e ź b y i obrazy na szkle.
T y l k o że wtedy nie miejski klient d e c y d o w a ł o formie
przedmiotu, lecz ś r o d o w i s k o , k t ó r e b y ł o o d b i o r c ą i sę­
dzią, w i e ś — k t ó r e j zbiorowy s ą d mocen b y ł akcepto­
w a ć , ale i o d r z u c a ć f o r m y obce tradycji, niezgodne
z podstawowymi kanonami p a n u j ą c e g o smaku. M i ł o ś ­
n i k sztuki ludowej k u p o w a ł t o co widział, co już b y ł o
zrobione pod ciśnieniem ludowego ś r o d o w i s k a .
A l e teraz ten w ł a ś n i e obcy klient s t a ł się n i e m a l
że j e d y n y m już o d b i o r c ą . On decyduje, on przyjmuje
nowe r o z w i ą z a n i a lub je odrzuca. W praktyce chodzi
t u oczywiście nie o przypadkowych gości z miasta, k u ­
p u j ą c y c h czy
zamawiających
j a k i ś przedmiot, lecz
o aparat skupu Cepelii, o komisje artystyczne tej i n ­
stytucji a wreszcie o j u r y k o n k u r s ó w i wystaw, one to
b o w i e m stały się obecnie w i e l k i m i g i e ł d a m i , k t ó r e fe­
r u j ą w y r o k i , w s k a z u j ą co potrzebne i co zdobywa uzna­
nie, a co spotyka się z p r z y g a n ą lub d y s k w a l i f i k a c j ą .
Robi się w i ę c pod gust komisji plastycznej, nieraz na­
wet domniemany (zwłaszcza na imprezy okolicznościo­
we i rocznicowe). I nieraz, gdy m y z a p o m n i e l i ś m y już
co się przed k i l k u n a s t u l a t y chwaliło, o wycinankachsloganach,
r z e ź b a c h upstrzonych emblematami i po­
w i e r z c h o w n ą s y m b o l i k ą — tam, na w s i , gdzie nie do­
ciera warszawska wieść i nie śledzi się w a h a ń baro­
m e t r u p o l i t y k i k u l t u r a l n e j , zdarza się w s k r z e s z a ć te
niedobre tradycje n a - o k o l i c z n o ś c i o w e fconkursy j wy26

20

�21

o b o w i ą z u j e p o s z c z e g ó l n y c h ludzi.
Przy w y s t ą p i e n i a c h
zbiorowych, „ n a z e w n ą t r z " — podczas d o ż y n k ó w , ś w i ą t
narodowych, o b c h o d ó w i t p . — s t r ó j l u d o w y jest „ z n a ­
k i e m " regionu, jego symbolem. Z e s p o ł y regionalne k u l ­
t y w u j ą s t r ó j podobnie j a k szopki czy m a s k i , p o j a w i a j ą
się one w zabawach i widowiskach, c h ę t n i e o g l ą d a n e ,
ale w ł a ś n i e — o g l ą d a n e z z e w n ę t r z jak przedstawienie,
a nie p r z e ż y w a n e b e z p o ś r e d n i o na zasadzie w s p ó ł u c z e s t ­
nictwa (tak noszono ... tak b y ł o ... tak o n i to r o b i l i ...).
Sztuka l u d o w a staje s i ę o ż y w i o n ą h i s t o r i ą .
„ O ż y w i a n i e " takie b y ł o b y oczywiście dalekie od
p r a w d y , nieporadne i często artystycznie b e z w a r t o ś c i o ­
we, jak to w i d z i m y w rekonstrukcjach przeszłości, do­
konywanych z a r ó w n o za g r a n i c ą , j a k i np. w naszych
„zielonogórskich w i n o b r a n i a c h " — gdyby nie to, że
t w ó r c z o ś ć ludowa jest w c i ą ż ż y w a w p a m i ę c i tysięcy
ludzi, że istnieje p o k a ź n a liczba znakomitych tkaczek,
garncarzy,
rzeźbiarzy,
w i k l i n i a r z y , wycinankarek —
prawdziwych mistrzów
swego
fachu, a nieraz bez­
sprzecznych a r t y s t ó w .
A l e nawet o n i nie zawsze w y z n a j ą na w ł a s n y u ż y t e k
dawne formy, tak 'np. tkaczki d y w a n ó w p o d w ó j n y c h
w Sokółce inne w z o r y u k ł a d a j ą d l a siebie, inne zaś dla
miasta. Nierzadko z a m a w i a j ą c w y c i n a n k ę czy haft u s ł y ­
szeć m o ż n a — a j a k i m a b y ć ? po starodawnemu czy
p o naszemu? W p o d t a t r z a ń s k i e j wiosce jeden z górali
z a p y t a ł w p r o s t : „A w j a k i m m a b y ć stylu?"
Tworzenie poza ś r o d o w i s k i e m jest oczywiście rzeczą
.możliwą i nawet d o ś ć często s p o t y k a n ą , ale w a r u n k i e m
.poziomu artystycznego takiej t w ó r c z o ś c i musi b y ć j e j
zgodność z w y o b r a ż e n i a m i i s ą d a m i t w ó r c y . Inaczej
staje się r z e m i o s ł e m , w k t ó r y m producent oferuje towar
„w stylu gotyckim", „ b a r o k o w y m " czy „ n o w o m o d n y m " ,
jak to b y w a w warsztatach w y k o n y w a j ą c y c h wystroje
kościołów czy meble „stylowe". Nie sposób nie w i ­

22

dzieć tego r y s u j ą c e g o się n i e b e z p i e c z e ń s t w a d l a sztuki
ludowej, przeistaczania się jej w p r o d u k t r z e m i e ś l n i ­
czy, w „ s z t u k ę „ c e p e l i o w s k ą " — tak j a k zmieniło s i ę
j u ż w n i ą nasze „ M a z o w s z e " czy „ Ś l ą s k " , tak jak
obserwujemy to w i n n y c h krajach, w k t ó r y c h wcześniej
z a n i k ł a autentyczna sztuka l u d o w a l u b gorsze b y ł y
f o r m y opieki.
M o ż e m y cieszyć się z o s i ą g n i ę ć opieki nad l u d o w ą
t w ó r c z o ś c i ą , nie zmienia to jednak f a k t u , że w p o r ó w ­
n a n i u z d a w n ą s z t u k ą obserwujemy m i m o wszystko
artystyczny regres. Powolny, hamowany przez cały sy­
stem opieki, ale widoczny. P r z y c z y n ą jego nie jest
jednak wymieranie najlepszych starych t w ó r c ó w (ostat­
n i o Maria Konopka, Leon K u d ł a , Jakub Czeczelewski,
Franciszka B u r z y ń s k a , Anna Legutowska...), k t ó r y c h
nie m o g ą zastąpić mniej uzdolnione jednostki z m ł o d ­
szych generacji, ale to, że t w ó r c y ci nie m a j ą dziś
,dla swej d z i a ł a l n o ś c i w ł a ś c i w e g o oparcia. Nie daje i m
jej ś r o d o w i s k o w ł a s n e , a i od n u r t u p a n u j ą c y c h k o n ­
wencji artystycznych odcina ich o d m i e n n o ś ć tradycji,
które kontynuują.
Inna jest psychika współczesnego człowieka, inna
ś w i a d o m o ś ć a nawet widzenie artystyczne. (Artysta
w s p ó ł c z e s n y m o ż e ś w i a d o m i e o d r z u c i ć np. p e r s p e k t y w ę
zbieżną, ale jest to przecież czymś i n n y m n i ż auten­
tyczna nieznajomość zasad tejże perspektywy u d a w ­
nego t w ó r c y ludowego.)
( Inne jest r ó w n i e ż d z i a ł a n i e tradycji. Dawniej b y ł a to
tradycja ś r o d o w i s k a , tradycja ż y w a i jedyna, a w i ę c
bezwzględna, k t ó r ą k a ż d y członek społeczności m u s i a ł
a k c e p t o w a ć —• dziś jest to już t y l k o jeden z modeli
sztuki, k t ó r y w s p ó ł c z e s n y t w ó r c a m o ż e p r z y j ą ć , ale nie
musi. Dawna tradycja w y z n a c z a ł a n u r t twórczości, sta­
nowiła w a ż n y element więzi grupowej. Dzisiejsza t r a 27

�II. 23. Wycinanka —drzewko,
41,5X54
cm. Wyk. Stanisława
nanki, 46 X 26 cm. Wyk. Katarzyna
Kaczor, Wierznowice,

dycja nie ma j u ż ani dawnej mocy działania, ani
nie formuje w t y m stopniu w y o b r a ź n i t w ó r c z e j i na­
w y k ó w estetycznych. Znajduje się w stadium rozpadu,
z tradycji staje się modelem twórczości, j e d n y m z w i e ­
l u , i to modelem odrzucanym coraz bardziej przez g r u ­
p ę , ś r o d o w i s k o . Nie chcę powiedzieć, ż e p r z y j ę c i e tej
dawnej t r a d y c j i wyobcowuje t w ó r c ę z w ł a s n e g o ś r o d o ­
wiska, choć i tak już niekiedy bywa, ale w a r t o z d a w a ć
sobie s p r a w ę , że t r a d y c j a ta nie jest j u ż ł ą c z n i k i e m
m i ę d z y ż y j ą c y m pokoleniem, zwłaszcza ludzi m ł o d s z y c h .
Pozostaje już t y l k o „ a r k ą przymierza" z przeszłością,
k t ó r e j coraz m n i e j oddaje się cześć.
O s ł a b i e n i e s i ł y d z i a ł a n i a t r a d y c j i obserwujemy na­
wet w ś r ó d t y c h , k t ó r z y ś w i a d o m i e do n i e j n a w i ą z u j ą .
Sprzyja to i n d y w i d u a l n y m
poszukiwaniom, powoduje
w i ę k s z e z r ó ż n i c o w a n i e twórczości, w k t ó r e j coraz moc­
niej akcentuje się w ł a s n e oblicze jednostki, kosztem
tego co b y ł o dawniej w s p ó l n e , powszechne. Prowadzi
,to jednak w ł a ś n i e poprzez r o z w ó j i n d y w i d u a l n y c h cech
do rozbijania dawnej t r a d y c j i . I jest to proces nie­
uchronny, p r o w a d z ą c y do sytuacji, w k t ó r e j t w ó r c a
zacznie jak r z e m i e ś l n i k p o w i e l a ć gotowe f o r m y , b ą d ź
,też będzie coraz bardziej odchodzić od zasad t r a d y c y j ­
n y c h , zdając się na w ł a s n ą i n w e n c j ę . Ta druga droga
prowadzi
oczywiście do rozwoju
indywidualności —
niestety, w sztuce p o s t ę p tego rodzaju bynajmniej nie
m u s i oznaczać w y ż s z e j w a r t o ś c i artystycznej dzieł,
przeciwnie, wiemy, że t w ó r c y samorodni, o n i k ł e j na
ogół ś w i a d o m o ś c i artystycznej o d r z u c a j ą c t r a d y c j ę sta­
j ą się nieporadni i dopiero lata nauki i pracy m o g ą i m
pozwolić na przekroczenie progu, k t ó r y dzieli amatoradyletanta od prawdziwego artysty.
8

Oczywiście sprawy te najmniej widoczne są w t w ó r ­
czości o charakterze r z e m i e ś l n i c z y m , gdzie decyduje
f&gt; w y n i k u przestrzeganie w y m o g ó w warsztatowych —
j a k np. w tkactwie. A l e już w kowalstwie czy g a r n ­
carstwie obserwujemy, że gdy t w ó r c a chce o d e j ś ć od
f o r m tradycyjnych, s z u k a j ą c np. r o z w i ą z a ń
bardziej
naturalistycznych — ł a m i e d y s c y p l i n ę warsztatu, i uzy­
skuje efekt, k t ó r y choć samemu w y k o n a w c y wydaje
s i ę w i e l k i m k r o k i e m n a p r z ó d , nie jest n i m w istocie
(ceramika bolimowska, w y r o b y kowalskie S t a n i s ł a w a

28

Kubik. Monice,
pow.
Łowicz.

pow.

Sieradz.

II. 24. Tasiemki,

wyci­

Rydza). Dzieje się tak, .ponieważ t w ó r c o m t a k i m nie
dostaje p e ł n e j ś w i a d o m o ś c i artystycznej, k t ó r ą dawniej
z a s t ę p o w a ł a ś w i a d o m o ś ć ograniczona, u k s z t a ł t o w a n a na
gruncie tradycji, k t ó r e j uprawianie p r o w a d z i ł o do swoi­
stej w i r t u o z e r i i „ j e d n e j g a m y " .
Szczególna sytuacja w y s t ę p u j e w twórczości r z e ź ­
biarskiej, k t ó r a najmniej z w i ą z a n a jest z d y s c y p l i n ą
warsztatu oraz z b e z p o ś r e d n i m w p ł y w e m f o r m t r a d y ­
cyjnych. W rzeźbie zawsze n a j w y ż s z y był w s p ó ł c z y n n i k
i n d y w i d u a l n e j i n w e n c j i t w ó r c z e j , toteż stanowi ona n a j ­
bardziej i n d y w i d u a l n ą i p e ł n ą f o r m ę wypowiedzi, uza­
l e ż n i o n ą bardziej od t y p u u m i e j ę t n o ś c i , n a w y k ó w i w y ­
o b r a ź n i t w ó r c y niż od estetycznej tradycji ś r o d o w i s k a .
( W i d a ć to nawet t a m , gdzie i s t n i e j ą pewne w s p ó l n e
k o n t a k t y r z e ź b i a r z y , możliwości wzajemnego ich od­
d z i a ł y w a n i a na siebie, a t a k ż e inspirowania się po­
dobnymi t r e ś c i a m i czerpanymi z f o l k l o r u regionu, j a k
to ma miejsce np. w grupie łęczyckiej.)
9

J a k o ś ć artystyczna Współczesnej rzeźby ludowej za­
leży przede wszystkim od siły talentu i w y o b r a ź n i
t w ó r c y , od jego dyspozycji psychicznych. Nic dziwnego,
że najwybitniejsi jej reprezentanci to ludzie w y j ą t k o w i ,
żyjący j a k b y poza swoim czasem i ś r o d o w i s k i e m , o s i l ­
nej o s o b o w o ś c i t w ó r c z e j , co pozwala i m p r z e c h o d z i ć
m i m o rzeczy widzianych i zmusza do tworzenia form
o d r ę b n y c h , w ł a s n y c h , o d p o w i a d a j ą c y c h ich w y o b r a ź n i
i n a w y k o m technicznym. Ci najwybitniejsi — to (mówię
o c a ł y m k r a j u ) Józef Janos z D ę b n a , Józef P i ł a t z D ę b ­
skiej W o l i , a zwłaszcza z m a r ł y niedawno Leon K u d ł a .
Ten n a j w y ż s z y poziom reprezentuje na
omawianej
przez nas w y s t a w i e Jan
Lamęcki.
Nie c h c ę przez to powiedzieć, że i n n i s ą słabi. Prze­
ciwnie, z a s k a k u j ą c y jest na ogół w y r ó w n a n y i niezły
poziom t w ó r c z o ś c i , k t ó r a oscyluje dziś p r z e c i e ż m i ę d z y
tradycją ludową, twórczością
„naiwną"
i
zwykłym
amatorstwem. Rzeźba stanowi najciekawszy chyba dział
w s p ó ł c z e s n e j ż y w e j twórczości. Jest t e ż j e d y n ą dzie­
d z i n ą tej t w ó r c z o ś c i , w k t ó r e j nie stosuje się w ocenie
k r y t e r i ó w ściśle „ e t n o g r a f i c z n y c h " , a w k a ż d y m razie
interpretuje się je nader szeroko.
Wystawa ł ó d z k a p o k a z a ł a (a zjawisko to p o t w i e r ­
d z a j ą r ó w n i e ż inne wystawy), że ilość r z e ź b i a r z y r o ś -

�10

nie,
a poziom p r z e c i ę t n y prac w p o r ó w n a n i u ze sta­
nem sprzed k i l k u n a s t u lat w y r a ź n i e się p o d n i ó s ł . D u ż ą
r o l ę o d g r y w a w t y m i a k t , ż e r z e ź b i a r z e nie t w o r z ą
„sobie a muzom", a k a ż d a dobra r z e ź b a kupowana jest
przez Cepelię, k t ó r a u m i a ł a s t w o r z y ć t w ó r c o m l u d o ­
w y m w ł a ś c i w y k l i m a t , z a p e w n i ć dobre w a r u n k i m a ­
terialne, z b y t . Obecny r o z w ó j r z e ź b y w i ą ż e się ściśle
z d o b r ą na n i ą k o n i u n k t u r ą . Gdyby nie masowe za­
potrzebowanie, nie doszliby L a m ę c k i czy K a m i ń s k i do
tego stanu perfekcji, j a k i z a u w a ż a m y w i c h pracach.
Bez k o n k u r s ó w i opieki
— K a m i ń s k i nie r z e ź b i ł b y
w ogóle, a L a m ę c k i t y l k o sporadycznie. Obecnie p r a ­
cują bardzo intensywnie, w o l n i od t r o s k materialnych,
k ł o p o t ó w ze zbytem. (Rzeźbiarz za figurę dostaje prze­
w a ż n i e p a r ę s e t złotych — najlepsi z a r a b i a j ą rocznie do
90.000 zł). W i ę c p r a c u j ą dużo, na pewno w i ę c e j n i ż d a w ­
ny ś w i ą t k a r z . Tak np. K a m i ń s k i w ciągu 5 lat pracy
dla Cepelii w y k o n a ł ponad 2.000 r z e ź b .
Inni rzeźbią
w granicach 60 — 100 figur rocznie. Oczywiście p r o ­
wadzi to do pewnej standaryzacji, ale j e d n o c z e ś n i e sta­
n o w i j a k b y tygiel, w k t ó r y m w y k r y s t a l i z o w u j e się for­
ma, szczególny „ s t y l " artysty. Przez powtarzanie szli­
fują f o r m ę , u s t a l a j ą proporcje, szczegóły.
Odpadają
czynności i efekty przypadkowe, u t r w a l a j ą się zdoby­
cze. Tworzenie setek w a r i a n t ó w podobnych r o z w i ą z a ń
stwarza w ł a ś n i e t ę s w o b o d ę obracania się w raz za­
k r e ś l o n y m k r ę g u . W i d a ć to doskonale np. w sposobie
b u d o w y g ł o w y , a zwłaszcza b r w i i oczu w figurach
L a m ę c k i e g o . R z e ź b i a r z d o p r a c o w a ł się t u f o r m y w ł a s ­
nej, konsekwentnej i plastycznie niezwykle ciekawej
(il. 2—6).
P o d w y ż s z a n i e się ś r e d n i e g o poziomu produkcji r z e ź ­
biarskiej jest t e ż w y n i k i e m na ogół p r a w i d ł o w e j opie­
k i nad n i m i ze strony Cepelii, a t a k ż e w ł a ś c i w e j w
ostatnich latach p o l i t y k i n a g r ó d na konkursach i w y ­
stawach.
Z n i k ł a więc z sal w y s t a w o w y c h najgorsza
amatorszczyzna, nagradzana o n g i ś tak s k w a p l i w i e za
„ n o w y " temat, za naturalizm, za t a n i ą i j a k ż e często
nieprawdziwą symbolikę.
R z e ź b a należy do tych dziedzin, dla k t ó r y c h wciąż
jeszcze jest miejsce we w s p ó ł c z e s n e j kulturze i k t ó r a
zapewne d ł u g o jeszcze będzie uprawiana, z a r ó w n o za­
wodowo, j a k i amatorsko. Gdy w a r u n k i życia i p o d a ż
w y r o b ó w fabrycznych uczynią
zbędne wytwarzanie
g a r n k ó w , t k a n i n czy wycinanek, t w ó r c z o ś ć r z e ź b i a r s k a
m i e ć będzie więcej szans istnienia, gdyż W y r a ż a ona
pewne potrzeby t w ó r c z e człowieka.
Być może obok wspomnianej już k o n i u n k t u r y r ó w ­
nież i potrzeba tworzenia z a w a ż y ł a na t y m , że ilość
1 1

l i . 25. Kodra,

35,5 X 100 cm. Wyk.

1961 r. Katarzyna

r z e ź b i a r z y stale się p o w i ę k s z a , tak np. w Łodzi poja­
w i ł y się nowe nazwiska:
Adam Kolski, Mieczysław
Żegliński, S t a n i s ł a w Kołodziejski, Franciszek M a r c i n i a k ,
C z e s ł a w Czekalik oraz Jan Tomasik. Te d w a nazwiska
warto zapamiętać.
Czekalik p o k a z a ł prace najbardziej m o ż e „ l u d o w e " ,
s t o j ą c e na granicy r z e ź b y i zabawki ( i l . 14, 16), Tomasik
natomiast z a p r e z e n t o w a ł dwie r z e ź b y .pozornie b y ć m o ­
że p r y m i t y w n e , ale modelowane z dużą k o n s e k w e n c j ą
r z e ź b i a r s k ą ( i l . 18).
Rzeźb i n t e r e s u j ą c y c h b y ł o na w y s t a w i e sporo, szcze­
gólnie jednak ciekawe jest, j a k r ó ż n i są ci r z e ź b i a r z e .
L a m ę c k i , K a m i ń s k i , Tomasik, Czekalik, Grabski, Czer­
w i ń s k i — k a ż d y jest i n n y . Bo t e ż , j a k t o j u ż m ó w i ł e m ,
właśnie r z e ź b a daje w twórczości l u d o w e j n a j p e ł n i e j s z ą
p r o j e k c j ę osobowości a r t y s t y . T o t e ż spotykamy w tej
profesji t w ó r c ó w o w y o b r a ź n i lirycznej, epicznej i ekspresywnej. P o j ę c i a te nie m i a ł y b y oczywiście sensu,
gdyby je z a s t o s o w a ć do tkacza czy garncarza. Tkacze
b o w i e m czy garncarze, niezależnie od sposobu p r z e ż y ­
wania, t y p u w y o b r a ź n i i usposobienia, d a d z ą p r o d u k ­
cję nie r ó ż n i ą c ą się od siebie, l i m i t o w a n ą t r a d y c j ą re­
gionu a nie stanami psychicznymi. Rzeźba jednak jest
j a k czuły sejsmograf, u j a w n i a j ą c y i n d y w i d u a l n o ś c i ludz­
kie, a r ó ż n i c e osobowości, t y p ó w emocji, w y o b r a ź n i —
odczuwa się w y r a ź n i e w samej t w ó r c z o ś c i . T a k np. K a ­
m i ń s k i w swych r z e ź b a c h opisuje, i l u s t r u j e t y p y w i e j ­
skie, kolejarza, muzykanta ( i l . 1). C z e r w i ń s k i natomiast
tworzy z pobudek emocjonalnych, chęci
wyrażenia
w ł a s n y c h s t a n ó w psychicznych, r o z ł a d o w a n i a ich po­
przez d r a m a t y c z n ą o p o w i e ś ć o ludziach bezbronnych
i nieszczęśliwych.
12

Nie rzeźba d o s t a r c z y ł a jednak n a j w i ę k s z e j niespo­
dzianki, ale ceramika figuralna, a ściślej m ó w i ą c Jad­
wiga Grala z Burzenina. Jej r z e ź b y z gliny przypomina­
ją f o r m y archaiczne i to nie tyle europejskie co po­
łudniowo-amerykańskie.
Postacie z w i e r z ą t ,
ptaków,
j e ź d ź c ó w na koniach zdobi ornament wyciskany g w o ź ­
dziem ( i l . 19, 20). F i g u r k i te nie m a j ą b e z p o ś r e d n i c h
analogii w naszej sztuce l u d o w e j , choć sama zasada
k s z t a ł t o w a n i a ich, a nawet dekoracja nie o d b i e g a j ą od
repertuaru stosowanego w ceramice.
Są p r z y k ł a d e m
twórczości i n d y w i d u a l n e j , choć w y n i k a j ą c e j z „ d u c h a "
ludowej sztuki, z p r a w i d ł o w e g o stosunku do m a t e r i a ł u ,
gliny. P o c z ą t k o w o , na w y s t a w i e pokonkursowej w Sie­
radzu, p o k a z a ł a Grala zwierzaki z gliny ( b i s k w i t y ) .
W rok później — j u ż otoczona o p i e k ą mgr Zofii N e u manowej, kierowniczki regionalnego Muzeum w Sie­
13

Guzek.

Jackowice,

pow.

Łowicz,

�radzu, Grala wzbogaciła t e m a t y k ę prac (wojak na k o ­
niu), zaczęła f i g u r k i p o k r y w a ć b r ą z o w ą lub zieloną
p o l e w ą , n a s t ę p n i e w y p a l a ć , k o r z y s t a j ą c z pomocy ś w i e t ­
nego garncarza Hieronima M u s z y ń s k i e g o .
Można są­
dzić, że w ł a ś n i e pomoc i n n y c h u ł a t w i ł a G r a l i pozbycie
się w r z e ź b a c h e l e m e n t ó w drobnych, n a r a ż o n y c h na
ł a t w e zniszczenie (nip. lanc u w o j a k ó w ) . M ó w i ą c o G r a l i
trzeba w i ę c t a k ż e w s p o m n i e ć o r o l i opieki, pomocy
okazanej jej tak przez k o l e g ę - f a c h o w c a j a k i przez
etnografa.
Problem pomocy ma swoje dobre, ale i złe strony.
Z a s t ę p u j e d a w n ą k o r e k t ę ś r o d o w i s k a , podsuwa nowe
rozwiązania
technologiczne, koryguje
błędy, ułatwia
przestawienie twórczości na potrzeby miejskiego od­
biorcy. Ale t e ż w dalszej konsekwencji m o ż e p r o w a d z i ć
do tego, że t w ó r c a staje się coraz bardziej w y k o n a w c ą .
Gorzej, gdy osoba r a d z ą c a nie reprezentuje n a j w y ż s z y c h
k w a l i f i k a c j i plastycznych, zwłaszcza że t w ó r c y l u d o w i ,
skoro już zaczynają s t o s o w a ć się do zaleceń, nie m o g ą
mieć
przecież
rozeznania, k t ó r a rada jest słuszna,
a k t ó r a p r o w a d z i ć m o ż e na m a n o w c e .
14

A jednak opieka jest dziś n i e z b ę d n a , stanowi nawet
s k ł a d o w ą część s t r u k t u r y współczesnej sztuki ludowej.
Od f o r m i jakości tej opieki zależy w d u ż y m stopniu
poziom twórczości, jej dalsze losy — w więc czy i j a k
d ł u g o n o s i ć jeszcze będzie charakter autentycznego r ę ­
kodzieła.
K o n k u r s y , wystawy, nagrody i selekcja przy zaku­
pach Cepelii, s t a n o w i ą bardzo istotny czynnik u t r z y ­
m y w a n i a poziomu sztuki. Na konkurs łódzki n a d e s ł a n o
kilkaset wycinanek, w t y m wiele r a w s k o - o p o c z y ń s k i c h ,
d o s k o n a ł y c h jeszcze przed k i l k u laty. O k a z a ł o s i ę j e d ­
nak, że te same w y c i n a n k a r k i , k t ó r e w ó w c z a s d a w a ł y
b e z b ł ę d n e kompozycje, po latach, w k t ó r y c h nic nie
r o b i ł y na sprzedaż ani na konkursy, n a d e s ł a ł y prace
znacznie gorsze, słabe, a często w r ę c z niedobre. W y ­
s t a r c z y ł o w i ę c k i l k a lat b r a k u zainteresowania, aby na
terenie
wybitnie
„wycinankarskim"
nastąpił
duży
regres.
15

Tam zaś, gdzie stwarza się zapotrzebowanie, anga­
żuje t w ó r c ó w w s p r a w ę p r z y w r ó c e n i a do życia za­
m a r ł e j już dziedziny czy technik — rezultaty b y w a j ą
d o s k o n a ł e . P r z y k ł a d e m — p r ą ż k o w a n e w e ł n i a k i łęczyc­
kie, o p i ę k n i e stonowanych barwach, szmaciaki brze­
30

zińskie, a t a k ż e i wycinanka z tego powiatu, w i e l u ń ­
skie plecionki ze s ł o m y i korzeni, artystyczne w y r o b y
kowalskie.
O ile jednak plecionki czy szmaciaki nie o d b i e g a ł y
od znanych Wszędzie w z o r ó w , o tyle t k a n i n y łęczyckie
b y ł y p r a w d z i w y m zaskoczeniem. Nie z n a l i ś m y i c h do­
tąd, teraz pokazano spory zestaw w e ł n i a k ó w , odtworzo­
nych przez ludzi, k t ó r z y podobno p a m i ę t a l i je z lat
m ł o d o ś c i . Za n a m o w ą m g r J a d w i g i Grodzkiej, k i e r o w ­
niczki Muzeum w Łęczycy, w e ł n ę farbowano b a r w n i k a ­
m i n a t u r a l n y m i . W rezultacie otrzymano t k a n i n y o bar­
wach ściszonych, stonowane, k t ó r y c h k o l o r y s t y k ę w y ­
znaczało przede wszystkim tło i szersze pasy, skontrastowane czy zharmonizowane z r ó ż n o b a r w n y m i p r ą ż ­
k a m i . (Walentyna i A n t o n i K r ó l a s i k o w i e z Oraczewa
pokazali
piękne
szaro-brązowe
i
czerwono-zielone,
Franciszka Palbiańczyk z Łęczycy o l i w k o w o - z i e l o n o - ż ó ł te, barwione w ł u s c e cebuli, Jadwiga B i a ł o k o z z Ja­
s t r z ę b i a p i ę k n e srebrnoszare z zielonymi p r ą ż k a m i —
farbowane w odwarze z k o r y d ę b o w e j itd.).
Tego rodzaju rewelacje k o n k u r s ó w , starannie p r z y ­
gotowane p o p r z e d n i ą 'penetracją
w
terenie, z a c h ę t ą ,
stypendiami — m a j ą d u ż e znaczenie, 'pozwalają
nam
o d t w o r z y ć w a r t o ś c i sztuki ludowej regionu, j u ż z a n i k ł e
a d o t ą d nie znane. Pozwala t o z a p e ł n i a ć b i a ł e p l a m y
na mapie, daje nadzieje, ż e t k a n i n y takie zobaczymy
w sklepach Cepelii, co stanowi z kolei w k ł a d w n a s z ą
współczesną kulturę artystyczną, a ludowym twórcom
( p r z e w a ż n i e ludziom starym) pozwoli p o p r a w i ć s y t u a c j ę
materialną.
Czy jednak w o l n o bezkrytycznie p r z y j ą ć k a ż d ą no­
wość, u j a w n i o n ą na konkursie czy wystawie? Nie po­
w i n n a b u d z i ć w ą t p l i w o ś c i od tej strony sprawa plecio­
nek. Są zgodne z f o r m a m i i s t n i e j ą c y m i na terenach
niezbyt o d l e g ł y c h ; przy czym podobne, 'niezależnie od
siebie, n a d e s ł a n o z r ó ż n y c h Wsi, a precyzja w y r o b u
wskazuje na rzemiosło
długo
uprawiane, doskonale
znane. Inaczej ze w s p o m n i a n ą w y ż e j t k a n i n ą łęczycką,
pokazanymi w y p i e k a m i o b r z ę d o w y m i czy f o r m a m i brze­
zińskiej w y c i n a n k i . T u konkurs t y l k o zarysowuje p r o ­
blem, ale go nie r o z w i ą z u j e , m a t e r i a ł pokazany jest
w i ę c — p ó k i co — t y l k o s y g n a ł e m a nie dowodem.
Dla naukowca sens k o n k u r s ó w polega bowiem na
t y m , że poszerzają one n a s z ą wiedzę, p o z w a l a j ą obser-

�w o w a ć procesy zmian, z a c h o d z ą c e w twórczości l u d o ­
wej i s y g n a l i z u j ą nowe zjawiska, pełniąc t y m samym
jakby rolę w s t ę p n e g o rozpoznania w terenie.
Jednak
z p u n k t u widzenia n a u k i , takie s y g n a ł y nie m o g ą za­
stąpić d o k ł a d n i e j s z y c h b a d a ń , dają jednak konkretne
p u n k t y zaczepienia, p o z w a l a j ą f o r m u ł o w a ć pytania w y ­
m a g a j ą c e odpowiedzi.
Gdy konkurs ujawnia prace dawne m i e s z c z ą c e się'
w ramach naszej wiedzy o regionie, rzecz jest oczywista,
stają one się p e ł n o w a r t o ś c i o w y m dokumentem. Inaczej
jest jednak z d z i e ł a m i n o w y m i , zwłaszcza gdy m a j ą
charakter
jednostkowy.
W y m a g a j ą one w e r y f i k a c j i ,
stwierdzenia czy o d p o w i a d a j ą temu, co b y ł o n i e g d y ś
w danym terenie powszechne. M o ż n a to nawet ująć tak,
że i m bardziej ciekawe i oryginalne jest n o w o o d k r y t e
zjawisko, t y m w a ż n i e j s z e jest ujawnienie jego jednost­
kowego w z g l ę d n i e społecznego charakteru i genezy.
Badacz nie m o ż e też z a p o m i n a ć o t y m , że p i ę k n a
i chwalebna czynność
inspirowania t w ó r c z o ś c i k a ż e
b r a ć pod u w a g ę r ó w n i e ż i w s p ó ł c z y n n i k w p ł y w u osoby
i n s p i r u j ą c e j , dodajmy — w p ł y w u nieraz niezamierzo­
nego. S t ą d jeszcze jeden argument na rzecz potrzeby
w e r y f i k a c j i m a t e r i a ł ó w konkursowych i w y s t a w o w y c h
w procesie dalszych b a d a ń . W niczym to jednak nie
umniejsza w i e l k i e j i wielostronnej r o l i k o n k u r s ó w .
Reaktywowanie z a m a r ł y c h technik dla celów po­
znawczych, jednorazowo, np. dla uzyskania kolekcji
dawnych f o r m w y c i n a n k i czy haftu — ma sens oczy­
wisty. A l e pobudzanie twórczości, d a j ą c e nadzieje na
t r w a ł y zarobek, m a sens jedynie wtedy, gdy ten zaro­
bek m o ż n a z a p e w n i ć , inaczej czyni się ludziom t y l k o
niepotrzebny zawód, k r z y w d ę .
Rozumiem r a d o ś ć o r ­
g a n i z a t o r ó w k o n k u r s u i w y s t a w y , ż e u d a ł o się i m na­
m ó w i ć do pracy t y l u plecionkarzy, w t y m aż 7 z Ł ę c z y c ­
kiego, a po j e d n y m z Sieradzkiego i Piotrkowskiego.
R a d o ś ć t ę m ą c i m i t y l k o obawa, czy pobudzanie do
życia tej w ł a ś n i e dziedziny jest uzasadnione ekonomicz­
nie. O ile m i wiadomo Cepelia p r z e s t a ł a przecież k u ­
p o w a ć s ł o m i a n e naczynia od plecionkarzy białostockich,
a zbyt nie d o r ó w n u j e p o d a ż y . Z kolei — plecione na­
czynia, nawet tak d o s k o n a ł e j a k S t a n i s ł a w a Pierzakowskiego czy Wojciecha D r ą ż c z y k a , t r a c ą dziś s w ą pier­
w o t n ą f u n k c j ę . N i e g d y ś b y ł y n a j t a ń s z y m naczyniem,
dziś w y p a r ł je emaliowany garnek, a l u m i n i u m i plastyk,
są to więc jeszcze
jedne
przedmioty b e z u ż y t e c z n e ,
„ozdobne". Owszem — b. ł a d n e . A l e gdy m y ś l ę o ich
cenie, k t ó r a musi b y ć wysoka, aby w y r ó b b y ł o p ł a c a l n y
(kufel — ponad 100 zł) — o g a r n i a j ą w ą t p l i w o ś c i czy
uda się z a p e w n i ć t y m rzeczom zbyt. Na pewno nato­
miast słuszne i celowe jest rozwijanie p r o d u k c j i mat
1 6

s ł o m i a n y c h , na k t ó r e zawsze istnieje d u ż e
wanie.

zapotrzebo­

S z c z e g ó l n y m p r z y p a d k i e m jest k o w a l s t w o artystycz^
ne. Szczególnym dlatego że w zasadzie ż a d n a z f o r m
w y k o n y w a n y c h dawniej dziś nie jest u ż y t e c z n a . Obok
więc znajomości r z e m i o s ł a , t w ó r c a musi m i e ć s p o r ą
wyobraźnię plastyczną,
umiejętność
znalezienia n o ­
wych z a s t o s o w a ń dla swego kunsztu, j a k t o p o k a z a ł
na wystawie Stefan M o r a w s k i ( i l . 35). A to nie jest
proste. N a p r a w d ę niewiele dobrych i t w ó r c z y c h po­
m y s ł ó w w i d z i się na konkursach, r e a k t y w u j ą c y c h k o ­
w a l s t w o artystyczne. A nawet w t e d y , gdy ż y r a n d o l ,
popielniczka czy ś w i e c z n i k szczęśliwie p o ł ą c z ą w sobie
użyteczność z ł a d n ą f o r m ą , m o ż e o k a z a ć się, ż e przed­
m i o t jest n i e o p ł a c a l n y .
Kowalstwo jako rzemiosło
ulega procesowi prze­
k s z t a ł c e n i a . Jego sytuacja jest inna niż np. garncarstwa,
k t ó r e po prostu ginie, staje s i ę n i e o p ł a c a l n e , niepo­
trzebne. K o w a l i zawsze jest za m a ł o , t y l k o ż e zmienia
się p r o f i l zawodu, k u ź n i a p r z e k s z t a ł c a się w warsztat
mechaniczny, a zamiast r o b i ć gwoździe, p r y m i t y w n e
okucia i n a b i j a ć k o n i o m p o d k o w y , k o w a l w s p ó ł c z e s n y
reperuje s p r z ę t rolniczy, t r a k t o r y , skomplikowane m a ­
szyny. I w y r a ź n a jest l i n i a r o z w o j u — warsztaty na­
prawcze, mechaniczne, a w dalszej perspektywie i r a ­
diowe, elektrotechniczne. Zmienia s i ę w i ę c p r o f i l za­
wodu, m ł o t i k o w a d ł o u s t ę p u j ą miejsca bardziej s k o m ­
p l i k o w a n y m n a r z ę d z i o m i maszynom.
Z p u n k t u widzenia opieki nad d a w n y m i t w ó r c a m i
l u d o w y m i , problem k o w a l s t w a nie istnieje. N i e m a b o ­
w i e m w i e l u w y b i t n y c h , utalentowanych t w ó r c ó w , po­
zbawionych m o ż n o ś c i pracy i zarobku.
O celowości
artystycznego r z e m i o s ł a kowalskiego d e c y d o w a ć m u s z ą
potrzeby r y n k u . Dziś jeszcze ś w i a d o m o ś c i tych potrzeb
nie w i d a ć niemal, ale wydaje się, ż e są dane, aby po­
trzeby te rozbudzić.
J e ś l i się nie w i e do czego j a k i e ś przedmioty m a j ą
służyć, po co istnieć, nazywa się je p a m i ą t k a r s t w e m .
Konkursy
p a m i ą t k a r s k i e są też miejscem, na k t ó r e
n a d s y ł a się w s p ó ł c z e s n e w y r o b y l u d o w y c h t w ó r c ó w , ł ą ­
czące elementy tradycyjnej f o r m y z n o w y m przezna­
czeniem. Usiłuje się t e ż w c i s n ą ć w k r ą g „ p a m i ą t k a r ­
s t w a " w y r o b y artystycznego kowalstwa. Chyba jednak
nie to jest w ł a ś c i w e miejsce i nie w k i e r u n k u drobnej
p a m i ą t k i powinno k i e r o w a ć się t w ó r c z o ś ć w y b i t n y c h
k o w a l i . Zastosowanie dla i c h pracy w i d z ę w e w s p ó ł ­
czesnej architekturze, w n ę t r z u .
Tam, gdzie chodzi
0 rzecz j e d n o s t k o w ą , u n i k a l n ą , s z l a c h e t n ą w materiale
1 technice. K r a t y , latarnie, świeczniki, kandelabry i t d .
T y l k o że taka twórczość, z a s t ę p u j ą c a g i n ą c e j u ż (a ra-

ft. 26. Melioracja pola, wycinanka,
23 X
X 32,5 cm. Wyk. Zofia Wiechno.
Wierznowi,
pow.
Łowicz.
II.
27.
Wycinanka,
" , 5 X 25 cm. Wyk. Łucja Ogórek,
Zawada,
Pow.
Brzeziny.
c e

31

�p o d t r z y m a ł a przy życiu g a s n ą c e już o ś r o d k i t w ó r c z e ,
d a ł a m o ż n o ś ć p e ł n e g o wypowiedzenia s i ę w y b i t n i e uta­
lentowanym t w ó r c o m l u d o w y m . Dzięki zorganizowaniu
zbytu do miasta i za g r a n i c ę , dzięki d u ż e m u w y s i ł k o w i
organizacyjnemu a po części i propagandowemu u d a ł o
się nie t y l k o u t r z y m a ć poziom produkcji
„ludowej
sztuki" na poziomie lat p o p r z e d z a j ą c y c h o s t a t n i ą wojnę,
ale w w i e l u wypadkach poziom ten znacznie przekro­
czyć.
I w t y m t y l k o sensie m o ż n a m ó w i ć o r o z w o j u ludo­
wej twórczości. Istotnie, dzięki opiece, u d a ł o się za­
c h o w a ć przy życiu p a m i ę ć w i e l u p r o c e d e r ó w , niekiedy
s p o w o d o w a ć , iż w y b i t n i starzy t w ó r c y przekazali swe
u m i e j ę t n o ś c i i w i e d z ę dzieciom i w n u k o m , co jednak
najistotniejsze
—
pomoc, k o n i u n k t u r a s p o w o d o w a ł a
podjęcie pracy przez starych t w ó r c ó w , od lat już nie­
a k t y w n y c h . Chyba jednak trudno n a z y w a ć to „ r o z k w i ­
tem sztuki ludowej". J u ż chyba p r ę d z e j m o ż n a m ó w i ć
o jej galwanizacji.
P r z y z n a ć trzeba — galwanizacji
doskonałej.
II. 28. Wycinanka,
23 X 18 cm.
Janina Frzyborkowa.
Zakościele,
Rawa
Mazowiecka.

Wyk.
pow.

czej zanikłe) w miastach warsztaty metaloplastyki nie
obejdzie się bez w s p ó ł p r a c y z plastykiem, a przede
wszystkim z architektem. Nie o „ o z d o b ę " bowiem cho­
dzi, ale o f u n k c j o n a l n o ś ć , o o k r e ś l o n y charakter p l a ­
styczny dzieła, k t ó r e g o prostota i d o s k o n a ł o ś ć f o r m y
ś w i e t n i e m o g ą ' h a r m o n i z o w a ć tak z z a b y t k o w y m , j a k
i nowoczesnym w n ę t r z e m .
K o n k u r s y u j a w n i ł y uzdolnione jednostki, dalszy los
kowalstwa artystycznego zależy od p r a w i d ł o w e g o usta­
wienia ich pracy, i n s t r u k t a ż u prowadzonego przez do­
brego metaloplastyka i architekta w n ę t r z , od dalszych
f o r m artystycznej opieki. Rzecz dotyczy o c z y w i ś c i e j e d ­
nostek, ale wydaje się, ż e przy p r a w i d ł o w y m zorga­
nizowaniu ich pracy, na brak zbytu nie p o w i n n i na­
rzekać.
Od r o l i o r g a n i z a t o r ó w i o p i e k u n ó w zależy dziś ist­
nienie twórczości ludowej „na eksport". P r z e r w a ć za­
m ó w i e n i e , z l i k w i d o w a ć f o r m y opieki — a w ciągu k i l ­
k u lat nie będzie już większości dawnych dziedzin
sztuki ludowej, a w k a ż d y m razie przestanie ona i s t n i e ć
jako fakt k u l t u r o w y i społeczny.
Niezależnie bowiem od s l o g a n ó w na temat r o z k w i t u
sztuki ludowej w naszym k r a j u
w rzeczywistości
obserwujemy zanik na wsi tradycyjnych f o r m sztuki,
s t a ł e kurczenie s i ę modelu 1, k t ó r y ma charakter w y ­
r a ź n i e r e l i k t o w y , przy czym charakterystyczne dla na­
szego czasu jest jego w s p ó ł i s t n i e n i e r ó w n o l e g ł e z k u l ­
turą masową, kulturą przemysłową, formami w y k s z t a ł ­
conymi już nie na gruncie k u l t u r y
ludowej.
1 7

18

Powstrzymywanie tego procesu przemian nie wydaje
się ani r o z s ą d n e , ani nawet m o ż l i w e . Sprawa nie roz­
g r y w a się bowiem na płaszczyźnie u p o d o b a ń , d e c y d u j ą
czynniki ekonomiczne, społeczne, k u l t u r o w e , decyduje
sytuacja obiektywna, p o d w a ż a j ą c a r a c j ę istnienia od­
r ę b n e j k u l t u r y ludowej. M o ż n a w i ę c w ą t p i ć w skutecz­
ność akcji z m i e r z a j ą c y c h do zahamowania procesu roz­
padu tej tradycyjnej k u l t u r y w ś r o d o w i s k u l u d o w y m .
Realne jest natomiast podtrzymywanie przy życiu
twórczości, samej produkcji ludowych w y r o b ó w , nawet
w ó w c z a s gdy nie s ą już swojej społeczności potrzebne.
I w t y m zakresie pomoc M i n . K u l t u r y , m u z e ó w a
zwłaszcza Cepelii d a ł a rezultaty doskonałe, doprowa­
dziła do aktywizacji p o k a ź n e j liczby osób (3 — 4.000),
32

Jest to więc coraz bardziej sztuka „ c e p e l i o w s k a " ,
rzemiosło kierowane, a zasługą w i e l k ą o p i e k u n ó w jest,
że proces przeradzania się autentycznej twórczości w
r z e m i o s ł o kierowane przebiega powoli, w atmosferze
serdeczności i szacunku dla żyjącego jeszcze pokolenia
autentycznych t w ó r c ó w ludowych.
U ż y w a m o k r e ś l e n i a „ s z t u k a cepeliowska" w sensie
r e f e r u j ą c y m , nie w a r t o ś c i u j ą c , nie s t w i e r d z a j ą c czy jest
ona „ g o r s z a " czy „lepsza". Jest, jak się zdaje, w z g l ę d n i e
n a j l e p s z ą jeszcze d r o g ą dalszej egzystencji w i e l u dzie­
dzin ludowej sztuki.
C e c h ą tej „ c e p e l i o w s k i e j " sztuki jest wysoki poziom
techniczny, d o s k o n a ł o ś ć wykonania, ale i pewna r u ­
tyna, r z e m i e ś l n i c z a s p r a w n o ś ć , w y n i k a j ą c a z n a t u r a l ­
nego d ą ż e n i a do z w i ę k s z e n i a tempa produkcji, aby uczy­
nić j ą j a k najbardziej o p ł a c a l n ą (np. ceramika pokazana
na wystawie). A przy produkcji masowej z r o z u m i a ł y
jest b r a k czasu na n a m y s ł , b r a k świeżości, j a k ą m i a ł
dawny t w ó r c a , k t ó r y m ó g ł spokojnie o b m y ś l a ć , co i j a k
zrobi.
(Pięknie
pisała
o takim
tkaczu
dywanów
H . S c h r a m m ó w n a ) , W perspektywie czasu ta „ c e p e l i o w ­
ska" sztuka zapewne zastąpi dziś ż y w e jeszcze f o r m y
twórczości ludowej, stanie się r z e m i o s ł e m p r o d u k u j ą ­
cym „ w stylu l u d o w y m " . I m później to n a s t ą p i , t y m
oczywiście lepiej, nie m n i e j z tych nieuniknionych
konsekwencji trzeba sobie z d a w a ć s p r a w ę , zwłaszcza
że j u ż obecnie w i d a ć pierwsze oznaki tego k i e r u n k u
przemian.
Widoczne jest to zwłaszcza w r ę k o d z i e l e , w rzemio­
słach takich j a k tkactwo czy garncarstwo, w k t ó r y c h
już obecnie dostrzegamy coraz częściej powielanie (do­
s k o n a ł y c h zresztą) w z o r c ó w . W przyszłości nie w y k l u ­
czona jest sytuacja, gdy o k a ż e się najcelowsze w y k o ­
nywanie t k a n i n „ l u d o w y c h " w warsztatach miejskich,
w e d ł u g dawnych, najlepszych w z o r ó w , a k t o wie czy
w pewnych sytuacjach produkcji autentycznych wzo­
r ó w l u d o w y c h nie podejmie p r z e m y s ł tekstylny ( p r ó b y
takie podjął przed k i l k u
laty
Instytut
Wzornictwa
P r z e m y s ł o w e g o ) . Oczywiście zniknie wtedy „ j e d y n o ś ć "
k a ż d e j tkaniny, satysfakcja j a k ą daje jeszcze naszemu
pokoleniu ś w i a d o m o ś ć , że coś jest „ręcznej roboty".
Nie zatraci się natomiast istotny walor artystyczny l u ­
dowych t k a n i n (oczywiście przy d o b r y m w y k o n a n i u
i surowcu).
I n n a natomiast będzie sytuacja w tych dziedzinach,
k t ó r e oparte są o t w ó r c z ą i n w e n c j ę jednostki, jak np.
w rzeźbie figuralnej. T u o powielaniu nie m o ż e być
mowy, n a j w y ż e j o dobrych kopiach najwybitniejszych

�dzieł przeszłości (tak jest za g r a n i c ą , czemu u nas się
tego nie robi?). Proces rozwoju będzie zapewne p r o w a ­
dził w r z e ź b i e do coraz bardziej poprawnych prac,
s t o j ą c y c h na granicy sztuki profesjonalnej i amator­
szczyzny. K o n t y n u a c j a dawnej r z e ź b y nie jest m o ż l i w a ,
przede w s z y s t k i m dlatego że jej charakter w y n i k a ł
nie tyle ze s p r a w n o ś c i technicznej ś w i ą t k a r z a , co z jego
widzenia, o d m i e n n o ś c i p s y c h i k i .
Dziś, w i n n y c h w a ­
runkach, r z e ź b i a r z m a i n n ą , bliższą naszemu czasowi
p s y c h i k ę i w y o b r a ź n i ę , t o t e ż i dzieła jego m u s z ą
być inne od dawnych. P r a w d z i w ą o d r ę b n o ś ć z a c h o w a ć
m o g ą t y l k o „ n a i w n i " , t w ó r c y w e w n ę t r z n i e odizolowani
od o t a c z a j ą c e g o i c h ś w i a t a , ludzie najczęściej z j a k ą ś
s k a z ą p s y c h i c z n ą , k t ó r y c h sztuka jest p r o j e k c j ą i c h oso­
bowości.
19

W r ó ć m y jednak w t y c h naszych r o z w a ż a n i a c h do
t e r a ź n i e j s z o ś c i . S m ę t n e refleksje na temat zmierzchu
autentycznej t w ó r c z o ś c i l u d u nie p o w i n n y nam prze­
s ł a n i a ć Obrazu zmian z a c h o d z ą c y c h w twórczości i upo­
dobaniach w s p ó ł c z e s n e j wsi i peryferii miejskich.
Zmierzch tradycyjnej sztuki ludowej nie jest bowiem
r ó w n o z n a c z n y z l i k w i d a c j ą o d r ę b n y c h f o r m twórczości.
Proces l i k w i d a c j i r ó ż n i c m i ę d z y w s i ą a miastem p o t r w a
zapewne długo. G i n ą powody w y w o ł u j ą c e o d r ę b n o ś ć ,
ale p o z o s t a j ą n a w y k i . Tworzenie się jednolitego mo­
delu k u l t u r y opartego o wzorzec k u l t u r y masowej nie
jest s p r a w ą c h w i l i ani r o k u , ani nawet k i l k u lat. P r a w ­
dopodobnie zresztą zawsze i s t n i e ć b ę d ą o d r ę b n o ś c i upo­
d o b a ń i m ó d r ó ż n y c h ś r o d o w i s k i pokoleń. Czy d o t y ­
czyć b ę d ą t y l k o u p o d o b a ń biernych, recepcji — ozy
i twórczości w ł a s n e j (amatorskiej)? P r z y s z ł o ś ć p o k a ż e .
W obecnym okresie procesy scalające dopiero prze­
n i k a j ą do ś r o d o w i s k wiejskich i peryferii k u l t u r o w y c h
miast i miasteczek. Ś r o d o w i s k a te m a j ą jednak i swoją
a k t u a l n ą twórczość, z g o d n ą z i c h obecnymi upodoba­
niami, s z t u k ę , k t ó r ą m o ż n a r ó w n i e ż n a z w a ć l u d o w ą ,
j a k o że jest powszechna, o d r ę b n a od sztuki n u r t u p r o ­
fesjonalnego i przy t y m kontynuuje nawet pewne ce­
chy i tradycje sztuki, k t ó r ą m o ż n a by n a z w a ć o d p u ­
s t o w ą , j a r m a r c z n ą . Jest to w ł a ś n i e model 3 w s p o r z ą ­
dzonej na w s t ę p i e a r t y k u ł u systematyce.
M o d e l ten obejmuje t w ó r c z o ś ć o d p o w i a d a j ą c ą a k t u ­
alnym potrzebom i upodobaniom l u d n o ś c i wsi i pery­
f e r i i miejskich, u p r a w i a n ą w k r ę g u tego ś r o d o w i s k a
i dla niego.
Są to z a r ó w n o powszechnie dziś spotykane m a k a t k i
z jeleniami czy ł a b ę d z i a m i na stawie, o k t ó r y c h w n i k ­
l i w i e p i s a ł niedawno Fr. K o t u l a ,
j a k też i wszelkiego
rodzaju w y r o b y spotykane na kramach odpustowo-jarmarcznyeh, zabawki, gipsowe psy, koty i koguty —
rzadziej t y g r y s y (słonie w y s z ł y z mody), Z o r r a na ko­
niu, tancerki, kobiety w n e g l i ż u na l w i e leżące i t p .
tematy, k t ó r y c h ź r ó d ł e m są zapewne porcelanowe f i ­
g u r k i rokokowe, k t ó r y c h r ó ż n e późniejsze nawet wersje
s p o t k a ć m o ż n a b y ł o przed w o j n ą w dworach czy miesz­
kaniach miejskich. F i g u r k i takie masowo n a b y w a ć m o ż ­
na b y ł o b e z p o ś r e d n i o po w o j n i e na k a ż d y m bazarze.
2 0

i ś w i ę t a sukienki o d o m i n u j ą c e j kolorystyce niebieskiej
czy np. r ó ż o w e j , a starsze kobiety k o m p o n u j ą z k u p ­
nych m a t e r i a ł ó w barwne stroje o o d r ę b n e j formie i k o ­
lorystyce — już nie tradycyjnie ludowe, ale jeszcze
nie miejskie.
Nie jest to j u ż sztuka ludowa, taka j a k ą znamy
z przeszłości. Nie jest — przede w s z y s t k i m dlatego
że w z g l ę d n i e spoista s t r u k t u r a l u d o w e j k u l t u r y u l e g ł a
rozpadowi i w c h ł a n i a coraz w i ę c e j e l e m e n t ó w obcych,
niezdolna już całkowicie je z a a d a p t o w a ć , z o r g a n i z o w a ć
w n o w ą o d r ę b n ą całość. Jest to jednak sztuka okresu
przejściowego,
okresu
rozpadu
tradycyjnej kultury,
w k t ó r e j na r ó w n i z elementami r e l i k t o w y m i w s p ó ł ­
istnieją z u p e ł n i e nowe.
Nie zamierzam t u b r o n i ć artystycznej w a r t o ś c i tej
sztuki. Na pewno nie da s i ę jej w całości p o r ó w n a ć
z d z i e ł a m i d a w n y m i , choć i w niej z n a j d u j ą się obiekty,
w k t ó r y c h już dzisiaj w i d z i m y walory estetyczne. S ą
to oczywiście w a l o r y inne niż w dawnej sztuce i jeśli
dostrzegamy je, to dzieje się to w k o n t e k ś c i e r o z w o j u
f o r m sztuki naszego czasu, K s z t a ł t o w a n i a się nowych
postaw estetycznych, innych nieco potrzeb. P r z y s z ł o ś ć
zapewne pozwoli z a u w a ż y ć w tej jarmarczno-odpustowej twórczości elementy i n n e jeszcze, k o r e s p o n d u j ą c e
z n o w y m i potrzebami. Pozwoli o d c z u w a ć j ą w kate­
goriach o d r ę b n e g o „stylu", b y ć m o ż e m i e s z c z ą c e g o się
w nowych konwencjach estetycznych. A l e to są t y l k o
przypuszczenia. Obecnie bowiem bynajmniej nie w i d z ę
potrzeby propagowania tej nowej sztuki l u d o w o - j a r marcznej, czynienia na n i ą „ m o d y " . A jeśli tak ak­
c e n t u j ę ten — istotnie w s p ó ł c z e s n y — n u r t sztuki l u ­
dowej, to dlatego aby z w r ó c i ć n a ń u w a g ę e t n o g r a f ó w
i ludzi z a j m u j ą c y c h się s z t u k ą l u d o w ą , aby b a d a ć j ą ,
d o k u m e n t o w a ć i u c h r o n i ć przed z a g ł a d ą , j a k ą t y m n i e ­
t r w a ł y m dziełom niesie czas.
Niestety, nie notuje się obecnie przemian w upodo­
baniach l u d u — ipomija niemal wszystko, co wykracza
poza f o r m y już znane i m i e s z c z ą c e się w ramach t r a ­
dycyjnych w y o b r a ż e ń o sztuce ludowej.
A przecież
zachodzące zmiany chociażby w
tematyce gipsowych
figurek m o g ą b y ć i n t e r e s u j ą c e dla socjologa, etnografa
czy historyka k u l t u r y , ś w i a d c z ą c o procesie f o r m o w a n i a
się g u s t ó w a nawet o pokracznych formach przenikania
mody na „ n o w o c z e s n o ś ć " w s z t u k ę m a s o w ą . Niestety
„ r a d a r y " naszych e t n o g r a f ó w w y c h w y t u j ą
doskonale
k a ż d y przejaw tradycyjnej sztuki, niewiele jednak u w a ­
gi p o ś w i ę c a się zjawiskom, k t ó r e k s z t a ł t u j ą się i zmie­
n i a j ą współcześnie. B y ć m o ż e w y n i k a t o z tego, że

II. 29. Wycinanka,
Marianna
Dudaszek.
ziny.

17 X 17 cm.
Zacharz, pow.

Wyk.
Brze­

Nowa t w ó r c z o ś ć ludowa, to t a k ż e spotykane gdzie­
niegdzie fabryczne meble (nawet na „ w y s o k i p o ł y s k " )
zdobione przez u ż y t k o w n i k ó w
W jaskrawo kolorowe
wzory r o ś l i n n e , k w i a t o w e a nawet geometryczne. To —
malowane d o s ł o w n i e na szkle, dekoracyjne bordiury,
o k a l a j ą c e w obrazku miejsca, pod k t ó r e w k ł a d a się foto­
g r a f i e . To — specyficzny sposób p o s ł u g i w a n i a się ele­
mentami nieludowej twórczości w celu uzyskania efek­
t u bliskiego upodobaniom danej społeczności — tak
w u r z ą d z e n i u w n ę t r z , j a k i stroju. P r z y k ł a d e m m o g ą
być ubiory C y g a n ó w , ale i w pow. nowotarskim spo­
tyka się wsie, w k t ó r y c h d z i e w c z ę t a noszą w niedziele
21

22

33

�II. 30. Pająk, słoma, papier. Wyk.
Maria
Słomczyńska.
Gołocice,
pow.
Łęczyca.
U. 31. „Prześcieradło",
len szary z białą
bawełną.
Wyk. Rozalia Koska. Łęg,
pow.
Rawa Mazowiecka.
II. 32. Tkanina.
Wyk.
Katarzyna
Królasik.
Oraczew,
pow.
Łę­
czyca. II. 33. Bukiet, papier, bibuła.
Wyk.
Józefa
Wojciechowska.
Zawady,
pow.
Brzeziny.
II. 34. Naczynie zasobowe,
sło­
ma. Wyk.
1963 r. Wojciech
Drążczyk.
Zduny, pow.
Łęczyca.

badania prowadzi się z pozycji tradycyjnych
form
sztuki, że w założeniu ich chodzi zazwyczaj o u c h w y ­
cenie obrazu przeszłości. Nie n e g u j ę oczywiście celo­
wości takich b a d a ń , szkoda jednak, że s z u k a j ą c ś l a d u
przeszłości,
pomija
się
nieraz
fakty
współczesne.
A przecież w s p ó ł c z e s n a t w ó r c z o ś ć wiejska jest znacz­

mu*
I W

34

i m $ F4«4
lYifiTffrT!

rjiUiiLL

nie m n i e j t r w a ł a niż dawna, przedmiot ma życie k r ó t ­
kie, to co było przed 10 laty, dziś jest n i e m a l nie do
zrekonstruowania, w ł a ś n i e dlatego że n i k t nie przy­
w i ą z y w a ł do tego wagi, że najmniej ceni się m o d ę
p o p r z e d n i ą , a o wiele w y ż e j t a k ą , k t ó r ą dzieli j u ż
od nas dystans czasu.

�Sądzę, że powinno się o r g a n i z o w a ć w y s t a w y o r ó ż ­
nych profilach. A w i ę c :
— Wystawy k l e j n o t ó w sztuki ludowej, dzieł n a p r a w d ę
najwyższej rangi — g ł ó w n i e r z e ź b y , drzeworytu, m a ­
larstwa, w y c i n a n k i , t k a n i n y (takie w y s t a w y ś w i a d ­
czą o miejscu ludowej sztuki w dorobku k u l t u r y
narodowej).
— Wystawy
przeglądowe
współczesnej
twórczości,
ś w i a d c z ą c e o formach i rezultatach opieki nad t ą
twórczością. ( S t w a r z a j ą o k a z j ę ujawnienia się nie
znanych d o t ą d a r t y s t ó w , co z kolei pozwala na oto­
czenie ich o p i e k ą , zapewnienie i m w a r u n k ó w dalszej
d z i a ł a l n o ś c i ) . Do tej kategorii zaliczam w y s t a w ę
łódzką.
— W y s t a w y problemowe, p o k a z u j ą c e autentyczny stan
twórczości ludowej danego okresu, proces z a p o ż y ­
czeń i asymilacji, zagadnienia inspiracji s z t u k ą l u ­
d o w ą architektury, malarstwa, r z e ź b y , g r a f i k i i rze­
m i o s ł artystycznych.
Dla etnografa,
dla badacza k u l t u r y w s p ó ł c z e s n e j ,
(a w i ę c i k u l t u r y ludowej) cenne b y ł o b y na pewno za­
poznanie się w ł a ś n i e z w y s t a w a m i o charakterze p r o ­
blemowym. Wystawy b o w i e m „ w s p ó ł c z e s n e j sztuki l u ­
dowej" nie p o k a z u j ą w istocie całości zagadnienia,
obrazu zachodzących przemian. Mogą nawet, choć oczy­
wiście bez ż a d n y c h intencji tego rodzaju, s u g e r o w a ć
nieprzygotowanemu w i d z o w i obraz jednostronny, nie
o d p o w i a d a j ą c y rzeczywistej sytuacji. Obraz k r a j u , w
k t ó r y m k w i t n i e sztuka ludowa i f o l k l o r , obraz Polski
nie rzeczywistej a turystycznej. Egzotyka l u d o w a ma
i dziś zapewne swój sens, z w ł a s z c z a w aspekcie zagra­
nicznej t u r y s t y k i , ale chyba dobrze b y ł o b y , aby w y ­
stawy o i n n y m , p r o b l e m o w y m charakterze, k o r y g o w a ł y
ten t r o c h ę przecież n i e p r a w d z i w y obraz w s p ó ł c z e s n e j
twórczości naszego l u d u .
25

33

Chodzi t u w i ę c przede wszystkim o i n t e n s y f i k a c j ę
b a d a ń nad procesami z a c h o d z ą c y m i na w s i i peryferiach
miejskich, o dostrzeganie i dokumentowanie zjawisk
w s p ó ł c z e s n y c h , chodzi o to, aby muzea etnograficzne
Zbierały p r z y k ł a d y tej w s p ó ł c z e s n e j twórczości, ekrany
f o t o g r a f ó w ulicznych, m a l o w i d ł a ze strzelnic i karuzel,
szyldy malowane, m a l u n k i i r z e ź b y z w o z ó w c y g a ń ­
skich, barwne m a k a t k i , f i g u r k i gipsowe, w y r o b y z l u ­
sterek, kule szklane z zatopionymi w wodzie f i g u r ­
kami (św. stajenka, ł a b ę d z i e , p i ł k a r z e , T r ó j c a Ś w i ę t a
itp.), obrazki malowane na szkle, przedmioty służące
do dekoracji w n ę t r z i t d .
Chodzi wreszcie o to, aby
u j a w n i a ć rezultaty
takich
badań
nawet w postaci
w s t ę p n y c h rejestracji w formie a r t y k u ł ó w w czasopis­
mach fachowych, r e p o r t a ż y fotograficznych, k s i ą ż e k ,
filmów.

2 6

34

2 3

M o ż e też i w a r t o p o k a z a ć j u ż teraz w trybie w y s t a w
naukowo-problemowych t ę s z t u k ę p r z e d m i e ś ć i w s p ó ł ­
czesnej wsi, p o d y s k u t o w a ć co jest, a co nie jest kiczem,
z a s t a n o w i ć się nad i s t o t ą zjawiska „ s z m i r y " , a przez to
widzieć problem szerzej — nie z a w ę ż a j ą c go do p ł y t ­
kich kampanii przeciwko „jeleniom na r y k o w i s k u " .
Może i w a r t o n i e k t ó r e f o r m y tej sztuki jarmarcz­
nej n o b i l i t o w a ć , p o k a z u j ą c je w odpowiednim kontek­
ście na wystawach sztuki ludowej czy
prymitywnej.
Takiej n o b i l i t a c j i d o c z e k a ł y się ostatnio sztuczne k w i a ­
ty, d o t ą d p r z e w a ż n i e pomijane, a nawet uznawane za
„szmirę". N i e z w y k ł y urok w y s t a w y „ k w i a t y dla W a r ­
szawy" zorganizowanej przez C e p e l i ę
s p o w o d o w a ł na­
wet w p e w n y m ś r o d o w i s k u m o d ę na te
kwiaty.
Wszystkie eksponaty zakupiono.
2 4

Nie b y ł o b y jednak s ł u s z n e m i e s z a ć na wystawach
o charakterze artystycznym o b i e k t ó w cennych z w ą t ­
p l i w y m i . Rola b o w i e m takich w y s t a w jest inna — po­
kazuje ś w i a t o d r ę b n e j i p i ę k n e j sztuki naszego l u d u .
Są one w a ż n e i d l a samych t w ó r c ó w ludowych, k t ó ­
rych np. na w e r n i s a ż łódzkiej w y s t a w y p r z y b y ł o blisko
dwie setki.

35

�A miejsce w y b i t n y c h dziel ludowej sztuki jest dziś
w ł a ś n i e w muzeach, z a ł o ż y w s z y oczywiście, że s ą to
muzea z prawdziwego zdarzenia, dobrze w y p o s a ż o n e
w reprezentatywne kolekcje dzieł, otwarte dla publicz­
ności, a nie w stanie permanentnych r e m o n t ó w czy
organizacji. Przyjdzie też zapewne czas gdy b ę d z i e
m o ż n a wybrane najcenniejsze r z e ź b y czy obrazy o g l ą ­
d a ć w muzeach sztuki obok sal ze s z t u k ą ś r e d n i o ­
wieczną, obok r z e ź b Szczepkowskiego, d r z e w o r y t ó w Sko­
czylasa i Kulisiewicza, o b r a z ó w Tadeusza Makowskiego.
Sztuka l u d o w a jeszcze nas otacza, ale jest t o czas
jej zmierzchu. Dobrze byłoby, aby nie u r o n i ć niczego
z jej dorobku, z tego co jeszcze m o ż n a z b a d a ć , zano­
tować, utrwalić i zachować.
PRZYPISY
1

Sztuka
ludowa
północnego
Mazowsza.
Pułtusk,
w r z e s i e ń 1964 r. Por. n o t ę w „ K r o n i c e " „Pol. Szt. L u d . " ,
X V I I I , 1964, nr 4, s. 232.
Wystawa
współczesnej
sztuki
ludowej
czterech
województw
[rzeszowskie, lubelskie, białostockie i k i e ­
leckie], L u b l i n , listopad 1964 r. Por. n o t ę w „ K r o n i c e "
niniejszego numeru, s. 64.
Sztuka
ludowa ziemi łódzkiej
na XX-lecie
PRL.
Ł ó d ź 1964. Dane d o t y c z ą c e wystawy, konkursu i kata­
logu z n a j d u j ą się w „ K r o n i c e " niniejszego n u m e r u pisma.
Na t y m miejscu c h c i a ł b y m t y l k o powiedzieć, że jak
zawsze wystawa zorganizowana została doskonale, a k a ­
talog stanowi w istocie m a ł y album, opracowany z nie­
z w y k ł ą t r o s k l i w o ś c i ą tak o t r e ś ć i r z e t e l n o ś ć informacji,
jak i o poziom graficzny oraz edytorski.
Por. A . Jackowski, Z p r o b l e m a t y k i
współczesnej
amatorskiej
twórczości
plastycznej,
„Pol. Szt. L u d . " , I X ,
2

3

4

II. 35. Ukrzyżowany,
fragm. krzyża
kutego w
żelazie,
wys. 20,5 cm. Wyk. Stefan Morawski.
Wólka, pow. Łę­
czyca. II. 36. Bukiet, krepina. Wyk. Marcjanna
Chlebna.
Złaków
Kościelny,
pow. Łowicz.
II. 37, 38.
Figurki
jarmarczne,
1964 r. Łowicz.

1955, nr 5 oraz K . Piwocki, A la limité de l'art
popu­
laire et non-populaire,
„ Z e s z y t y Etnograf. Muz. KÛlt.
i Szt. L u d . w Warszawie", t. 1, 1960.
,...w t y c h zespołach k u l t u r o w y c h , k t ó r e etnografia
o k r e ś l a n a z w ą «lud», spotykamy na t r a d y c j i o p a r t ą
w y t w ó r c z o ś ć a o i o r o w ą o charakterze artystycznym, t a ­
k ą czy i n n ą , w t a k i c h czy i n n y c h regionach. T ę t r a ­
d y c y j n ą w y t w ó r c z o ś ć l u d u , ,bez w z g l ę d u na to czy
f o r m y j e j s ą pierwotne, czy też n a p ł y w o w e , nazywam
s z t u k ą l u d o w ą , p o n i e w a ż t e r m i n ten jest dziś p o w ­
szechnie p r z y j ę t y
w tym właśnie
znaczeniu"
(H.
S c h r a m m ó w n a , Sztuka ludowa i j e j znaczenie dla kul­
tury
artystycznej,
W i l n o 1939, s. 1).
[Sztuka ludowa jest to:] „ S z t u k a tworzona przez l u d
dla w ł a s n e g o u ż y t k u , o specjalnych, swoistych cechach,
o w ł a s n y m , sobie t y l k o w ł a ś c i w y m wyrazie s t y l o w y m
z a r ó w n o f o r m a l n y m , j a k i technicznym" ( K . P i w o c k i ,
Zagadnienie
metody w badaniach
nad sztuką
ludową,
„ L u d " , 1951, t. X , seria I I ) .
„Sztuka ludowa w społeczeństwach
cywilizowanych
to t w ó r c z o ś ć artystyczna l u d u , czyli tej części społe­
c z e ń s t w a , k t ó r a z p o w o d u r ó ż n i c ekonomicznych i u c i ­
sku klasowego nie m o g ł a k o r z y s t a ć z d o r o b k u sztuki,
zwanej « w y ż s z ą » " (R. Reinfuss w pracy: R. Reinfuss,
J. Swiderski, Sztuka
ludowa w Polsce,
K r a k ó w i960,
s. 6).
W konkursie, j a k to podaje w szczegółowym o m ó ­
w i e n i u z a w a r t y m w katalogu B . Kowalec, wzięło udział
378 o s ó b z 11 p o w i a t ó w , n a d s y ł a j ą c ponad 3150 prac.
W I I etapie pozostawiono 2.200 prac 234 t w ó r c ó w .
Por. A . Damrosz, Artystyczne
tkactwo
ludowe
z Porządzia
(Puszcza
Biała), „Pol. Szt. L u d . " ; X V I I I ,
1964, nr 2. s. 87.
Por. uwagi J. St. Bystronia o p i e ś n i a c h l u d o w y c h :
„ M o ż n a śmiało powiedzieć, że pieśń l u d o w a ginie nie
tyle w s k u t e k zaniku samodzielnej t w ó r c z o ś c i , jak r a ­
czej wskutek nadmiaru twórczości i n d y w i d u a l n e j , k t ó ­
ra powoduje w rezultacie coraz to
intensywniejsze
p r z e k s z t a ł c a n i e zasobu pieśniowego, rozbicie na coraz
to drobniejsze części i wreszcie zanik t r a d y c j i p i e ś n i o ­
w e j , k t ó r a p r z e c i e ż stanowi i s t o t ę życia p i e ś n i " .
(Artyzm
pieśni
ludowej,
P o z n a ń 1921).
5

6

7

8

36

�9

„W 'przedmiotach tych [nietradycyjnych — przyp.
A. J.] w y k a z u j ą w y t w ó r c y n i e u d o l n o ś ć swoją nie dla­
tego że brak i m talentu, ale dlatego że te przedmioty
są dla nich zbyt m ł o d e . Jeszcze się z n i m i nie zżyli,
nie p r z e t r a w i l i ich i nie u r o b i l i w f o r m ę o k r e ś l o n ą
w ł a s n y m i zbiorowym postanowieniem" — pisze T. Se­
w e r y n w : Rozdroża sztuki ludowej, Warszawa 1948, s. 62.
10 w w y s t a w i e szt. l u d . w o j . łódzkiego z 1955 r.
b r a ł o udział 3 r z e ź b i a r z y : J. Brzozowski, J. Grzegory
z pow. łowickiego i K . Ajs z pow. piotrkowskiego.
W 1957 r. — t y l k o Grzegory, w 1958 r. — Ajs i I . K a ­
m i ń s k i z pow. łęczyckiego, w 1959 r. „ o d k r y t o " J. L a m ę c k i e g o , k t ó r e g o prace z n a l a z ł y się na wystawie szt.
lud. ziemi r a d o m s z c z a ń s k i e j . W 1961 r. w y s t a w i a ł o
6 r z e ź b i a r z y łęczyckich, 2 — łowickich, 1 — p i o t r k o w s k i ,
3 — z r a d o m s z c z a ń s k i e g o . Razem 12. Na ostatniej w y ­
stawie w 1964 r. z n a l a z ł y się r z e ź b y 27 t w ó r c ó w , w t y m
z p o w i a t ó w : łęczyckiego — 14(!), sieradzkiego — 6,
rawskiego — 4, i po jednym z w i e l u ń s k i e g o , r a d o m ­
szczańskiego i piotrkowskiego (z dotychczas w y s t a w i a ­
j ą c y c h nie wzięli u d z i a ł u Grzegory i Brzozowski, obaj
z łowickiego. W t y m samym roku w wystawie w s p ó ł ­
czesnej łęczyckiej sztuki ludowej wzięło udział 22(!)
rzeźbiarzy.
1

W zestawieniu t y m u w z g l ę d n i a m jedyni? r z e ź b i a ­
rzy — t w ó r c ó w figur, pomijam w i ę c w y k o n a w c ó w
p t a s z k ó w , zabawek i t p .
D u ż ą r o l ę o d e g r a ł t u dvr. A n t o n i K a m i ń s k i , k t ó ­
r y o r g a n i z u j ą c p l a c ó w k ę Cenelii w N o w v m
Jorku
u m i a ł z a i n t e r e s o w a ć nasza -rzeźbą ludowa z a r ó w n o m u ­
zea, jak i w y b i t n y c h k o l e k c j o n e r ó w sztuki. Orientacja
w zagadnieniu i ś w i e t n y smak pozwoliły m u na stwo­
rzenie p o w a ż n e g o r y n k u eksoortowego dla rzeźby, co
s t w o r z y ł o w a r u n k i dla rozwoju twórczości r z e ź b i a r s k i e j
w k r a j u . Z kolei racjonalna polityka z a k u p ó w , z a m ó ­
wień, konkursów i wystaw ugruntowała koniunkturę
i p r z y c z y n i ł a się do podniesienia poziomu prac. Jest t o
zasługa p. Janiny O r y n ż y n y i zespołu w s o ó ł p r a c o w n i k ó w Cepelii — zwłaszcza w Łodzi i Warszawie —
a t a k ż e k i e r o w n i k ó w m u z e ó w regionalnych w Łęczycy,
Sieradzu, Kielcach i t d .
Por. A . Jackowski, Współczesna
rzeźba
ludowa,
„Pol. Szt. L u d . " , X V I I I , 1964, nr 1.
1 1

1 2

37

13

Na wystawie w s p ó ł c z e s n e j szt. l u d . pow. Ł a s k
i Sieradz, Sieradz, czerwiec 1963. Por. n o t ę w „ K r o n i c e "
„Pol. Szt. L u d . " , X V I I , 1963, n r 3—4, s. 204.
W ł a ś n i e obawa o m o ż l i w o ś ć wypaczenia auten­
tycznej twórczości ludowej p o d y k t o w a ł a w 1929 r. W a n ­
dzie S c h r e i b e r ó w n i e s ł o w a : „ A r t y s t ó w l u d o w y c h nie
należy d o k s z t a ł c a ć w szkołach d l a i n s t r u k t o r ó w ani na
kursach zawodowych. Oczywiście nie wolno też pod­
s u w a ć ż a d n y c h u r z ą d z e ń ani u ł a t w i e ń pracy..." (Rozwa­
ż a n i a o popieraniu sztuki ludowej i ludowego
przemysłu
artystycznego,
..Sztuki Piękne",
V , 1929, s. 469).
14

15

Dowodem ż y w e j jeszcze t r a d y c j i w y c i n a n k i jest
chociażby to, że 38,5% u c z e s t n i k ó w k o n k u r s u łódzkiego
stanowili t w ó r c y wycinanek (90 osób), d o m i n u j ą c i l o ­
ściowo nad i n n y m i d z i a ł a m i sztuki (np. t k a c t w o —
23%, rzeźba — 11,5%).
16

Z w r a c a ł u w a g ę na ten aspekt k o n k u r s ó w jeszcze
w 1949 r. Józef Grabowski, p i s z ą c : „ D l a t e g o też roz­
dmuchiwanie twórczości garncarzy, bez zapewnienia jej
zbytu jest może cenne dla n a u k i , lecz bolesne w skut­
kach dla k r ó l i k ó w d o ś w i a d c z a l n y c h " (Drogi i manowce
współczesnej
plastyki
ludowej,
„ O d r o d z e n i e " , 1949 r.,
nr 29).
17

„ J e s t s p r a w ą powszechnie z n a n ą , że u p ł y w a j ą c e
dwudziestolecie b y ł o i dla polskiej sztuki ludowej o k r e ­
sem p o w a ż n e g o r o z w o j u " — czytamy w j e d n y m z ostat­
nio wydanych k a t a l o g ó w — „ S z t u k a l u d o w a nie t y l k o
nie ginie, ale rozwija się i w n i e k t ó r y c h dziedzinach
osiąga f o r m y znacznie bogatsze niż to notuje histo­
r i a " — pisze p o w a ż n y etnograf w popularnej pracy w y ­
danej przed k i l k u laty.
18

Por. B. G a ł ę s k i , Chłopi i zawód rolnika,
Warsza­
w a 1963, s. 147—154; St. Ż ó ł k i e w s k i , O kulturze
Polski
Ludowej,
Warszawa 1964, s. 151—167, 173—174.
„W niedalekiej już przyszłości sztuka ideoplastyczna, ograniczona do prostych z n a k ó w semantycznych,
w y s t a r c z a j ą c y c h na w y r a ż a n i e p r y m i t y w n e g o p o g l ą d u
na ś w i a t , dobiegnie swego kresu. Bo nie będzie j u ż
m o g ł a podołać swoim rozszerzonym zadaniom na sku­
tek przyswojenia sobie przez w i e ś i w ogóle przez cały
ś w i a t pracy k u l t u r y o g ó l n o n a r o d o w e j , szerzej, k u l t u r y
1 9

1

38

37

�11. 39. „Łabędzie",
Łosice.

makatka,

ol. na

pł.

europejskiej. Nowe w a r s t w y społeczne zasilą zawodowo
grupy p r o d u c e n t ó w k u l t u r y z a r ó w n o naukowej, j a k
artystycznej, z o s t a n ą automatycznie w ł ą c z o n e w z w y k ł y
proces budowania cywilizacji, a jako elementy psy­
chicznie zdrowe i ż y w o t n e o d e g r a j ą w n i m zapewne
w i e l k ą rolę. K t o wie, m o ż e dopiero na tej drodze m o ż ­
na się będzie d o p r a c o w a ć nowych f o r m artystycznych,
zgodnych z n o w y m i czasami" — p i s a ł w 1948 r. Tadeusz
Dobrowolski w art.: Wystawa sztuki ludowej w
Kra­
kowie,
„ N o w i n y Literackie", 1948, n r 6.
Fr. Kotula, „Dywany"
— współczesne
malarstwo
ludowe wsi rzeszowskich,
„Pol. Szt. L u d . " , X V I I , 1963,
nr 3—i. Por. r ó w n i e ż tegoż autora art.: Dwie
strony
medalu,
„ N o w i n y Rzeszowskie", 1960, n r 186.
I n f o r m a c j i tej udzielił m i ł a s k a w i e p. doc. dr
Józef Grabowski, k t ó r y przed k i l k u tygodniami na­
p o t k a ł podobne p r z y k ł a d y w M a g ó r z e , i d ą c z Suchej
do Z a w o i . Widział tam r ó w n i e ż szafkowe kapliczki
p r z y d r o ż n e z n o w y m i dekoracyjnymi m a l u n k a m i na
szkle, za k t ó r y m i s t a ł a figura.
Por. J. Burszta, Zb. Jasiewicz, Zderzenie
kultur
na Ziemiach
Zachodnich
i Północnych
w świetle
ma­
teriałów
ze wsi koszalińskich,
„Pol. Szt. Lud.", X V I ,
1962, n r 4.
2 0

2 1

2 2

Fot.:

3«

Jan

Swiderski

2 3

W y j ą t k i e m jest t u , o ile m i wiadomo, redakcja
„Gromady",
k t ó r e j pracownicy zebrali za w ł a s n e p i e ­
n i ą d z e k o l e k c j ę tego rodzaju prac. Przed k i l k u zaś laty
m a ł ą w y s t a w k ę makatek, .pocztówek, r z e ź b i t d . zorga­
nizowało k o ł o naukowe przy Z a k ł a d z i e Etnografii U.W.,
o r g a n i z u j ą c na o t w a r c i u jej d y s k u s j ę na temat tej
t w ó r c z o ś c i . R ó w n i e ż doc. K o t u l a z e b r a ł w muzeum
rzeszowskim zbiór l u d o w y c h
makatek.
2

*
luty

KuHaty dla Warszawy,
Warszawa, Salon TPSP,
1964.
Uczestnicy w y s t a w y łódzkiej dostali w 1964 r.
od Cepelii za swe prace ok. 350.000 zł (już po o d t r ą ­
ceniu podatku). Informacja p. I . W i t o r z e ń ć , k i e r o w ­
niczki Rejonowego B i u r a S k u p u Cepelii w Ł o d z i .
Na ten aspekt zagadnienia zwraca u w a g ę Zb.
Gawrak w art. Nieporozumienie
z Polską
egzotyczną
( „ K u l t u r a " , 1964, n r 29) o b a w i a j ą c się, że propagowanie
ludowej egzotyki u t w i e r d z a ć m o ż e m i t Polski j a k o k r a ­
j u p r y m i t y w n e g o , k r a j u wiejskich strzech, gliny, d r e w ­
na i słomy. Bardzo ciekawe uwagi na temat w s p ó ł ­
czesnego stosunku do sztuki ludowej zawiera
art.
B. M i c h a ł o w s k i e j : W etnograficznym
słoju,
„Polityka",
1962 r., nr 30.
2 5

2 6

— i l . 1—38; Jan

Urbanowicz

— i i . 39.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6669" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6649">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d6934441c598386017485d843948f197.pdf</src>
        <authentication>453aca0cd01d133d373b9bd6c207f480</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79496">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3467</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79497">
                <text>1980</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79498">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3250</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79499">
                <text>Tradycja i współczesność. Uwagi po biennale kowalstwa / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1980 t.34 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79500">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1980 t.34 z.1, s.39-46</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79501">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79502">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79503">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79504">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79505">
                <text>Aleksander Jackowski
TRADYCJA I WSPÓŁCZESNOŚĆ
UWAGI PO BIENNALE

KOWALSTWA

Wszystkie konkursy sztuki ludowej, zwłaszcza ogól­
n o p o l s k i e , m a j ą d w a , w y r a ź n i e d o s t r z e g a l n e , cele. J e d ­
n y m jest s t y m u l a c j a d a n e j d z i e d z i n y t w ó r c z o ś c i , d r u g i m
rozeznanie w procesach, k t ó r e w tej t w ó r c z o ś c i zacho­
d z ą . O b a cele s ą ze s o b ą p o w i ą z a n e , s k o r o s i ę b o w i e m
chce p r o w a d z i ć p o l i t y k ę o p i e k i , trzeba w i e d z i e ć , j a k i
jest s t a n r z e c z y w i s t y z j a w i s k a , w j a k i m k i e r u n k u z m i e ­
r z a , co j e s t w n i m w a r t e p o p a r c i a , co z a ś n i s z c z y n a j ­
cenniejsze jego w a r t o ś c i .

c h a r a k t e r y s t y c z n ą d l a naszej s z t u k i l u d o w e j z a s a d ą e k o ­
n o m i i sił i ś r o d k ó w , z a s a d ą — n a z w i j m y j ą t a k — o p ­
tymalizacji (maksimum wyrazu przy m i n i m a l n y m
wkła­
dzie pracy). M o ż n a przy t y m z a u w a ż y ć , że i m bardziej
p r z e d m i o t jest z w y c z a j n y i f u n k c j o n a l n y , t y m silniejsze
są związki f o r m y z t e c h n i k ą , z t r a d y c j ą . D o ś w i a d c z e n i e
i p a m i ę ć wiążą się w ó w c z a s z n a w y k a m i estetycznymi,
k t ó r e b a z u j ą na w z o r a c h w y n i e s i o n y c h z p r z e s z ł o ś c i ,
odziedziczonych po w c z e ś n i e j s z y c h pokoleniach.

Biennale kowalstwa ludowego, k t ó r e zorganizowano
p o d k o n i e c 1979 r . w R a d o m i u , m i m o ż e n i e o b j ę ł o
w s z y s t k i c h c z y n n y c h jeszcze w k r a j u w a r s z t a t ó w , b y ł o
i m p r e z ą w a ż n ą . Przede w s z y s t k i m dlatego, ż e w y j ą t k o w o
w y r a ź n i e p o k a z a ł o j a k i e j e s t d z i s i a j k o w a l s t w o , co j e s t
j e g o s i ł ą , co z a ś s ł a b o ś c i ą . B y ł a to n i e t y l e k o n f r o n t a c j a
o ś r o d k ó w , co p o s t a w t w ó r c z y c h , s p o s o b ó w r o z w i ą z y w a ­
nia starej i n o w e j t e m a t y k i . S p r z y j a ł o t e m u zoriento­
wanie r e g u l a m i n u k o n k u r s u j e d n o c z e ś n i e na f o r m y t r a ­
dycyjne i nowe. Dzięki temu, oglądając w y s t a w ę m o ż n a
b y ł o o b s e r w o w a ć relacje m i ę d z y t r a d y c j ą a w s p ó ł ­
c z e s n o ś c i ą , m i ę d z y zasadami m y ś l e n i a , w ł a ś c i w y m i
d a w n e j sztuce l u d o w e j a t e n d e n c j a m i e s t e t y c z n y m i , k t ó ­
re dostrzec m o ż n a obecnie w ś r ó d w i ę k s z o ś c i
twórców
l u d o w y c h . Chodzi t u o jednoczesne w y s t ę p o w a n i e d w ó c h
estetyk, d w ó c h k o d ó w estetycznych,
z których
jeden
w i ą ż e się z zasadami d a w n e j sztuki l u d o w e j , d r u g i z a ś
z obecnymi upodobaniami
twórców
oraz
środowiska,
w którym przebywają.

N a t o m i a s t t a m , gdzie p o j a w i a s i ę n o w a f u n k c j a , no­
w y p r z e d m i o t — dochodzi do g ł o s u w s p ó ł c z e s n a ś w i a ­
d o m o ś ć e s t e t y c z n a t w ó r c y , u p o d o b a n i a , k t ó r e o n (a t a k ­
że jego ś r o d o w i s k o ) przejawia
w zdobieniu
wnętrza,
w o c e n i e tego, co p i ę k n e czy b r z y d k i e . S ą d z ę n a w e t , ż e
d a ł o b y się t u s f o r m u ł o w a ć t a k ą p r a w i d ł o w o ś ć : i m bar­
d z i e j t w ó r c a d ą ż y do tego, a b y j e g o d z i e ł o b y ł o „ p i ę k n e " ,
t y m silniej podlega p r e s j i obecnych u p o d o b a ń estetycz­
n y c h , t y m bardziej o d r y w a się od d a w n y c h r e g u ł k s z t a ł ­
towania formy. (Dawne formy, k t ó r e m y percepujemy w
kategoriach piękna, t w ó r c y l u d o w i oceniają w kategor­
iach r z e m i o s ł a , rzeczy
„starodawnych";
natomiast
za
„ p i ę k n e " u w a ż a j ą t o , co o d p o w i a d a i c h o b e c n y m u p o d o ­
b a n i o m e s t e t y c z n y m , co z a w i e r a n a d w y ż k ę d e k o r a c j i n a d
formą funkcjonalną).

1

2

3

Nie t r u d n o z a u w a ż y ć , że ta „ d a w n a " estetyka w i ­
doczna jest przede w s z y s t k i m w w y t w o r a c h
tradycyj­
n y c h , z w ł a s z c z a u ż y t k o w y c h , t a m gdzie prostota i k l a ­
r o w n o ś ć f o r m y w y n i k a j ą z p o s z a n o w a n i a cech m a t e r i a ł u
i t e c h n i k i jego o b r ó b k i ; gdzie k s z t a ł t , k o m p o z y c j a , o r n a ­
m e n t zgodne są z p o d s t a w o w ą f u n k c j ą p r z e d m i o t u oraz

Interferencja
dawnej
i nowej
estetyki
występuje
z r e s z t ą n i e t y l k o p r z y p o d j ę c i u n o w e j t e m a t y k i . Jest
ona
zauważalna
również
w
wykonawstwie
dawnych
p r z e d m i o t ó w . P r z e j a w i a s i ę w ó w c z a s w d ą ż e n i u do o b fitszego z d o b i e n i a p o w i e r z c h n i , do k o m p l i k o w a n i a s y l ­
w e t y ( n p . z a w i a s u czy w y k ł a d k i ) , do z a s t ę p o w a n i a o r n a ­
m e n t y k i geometrycznej — roślinną. Na schemat t r a d y ­
cyjnego w z o r u nasuwa się w ó w c z a s w a r s t w a
nowsza,
k t ó r e j c e c h ą p o d s t a w o w ą jest w ł a ś n i e dekoracja, roz­
budowanie m o t y w ó w floralnych,
d ą ż e n i e do w p r o w a -

�k l i e n t ó w , k t ó r z y w o l ą od a u t e n t y k u l u d o w e g o ( z b y t w
ich m n i e m a n i u „ z g r z e b n e g o " ) f o r m y bogato dekorowane,
g r a w i t u j ą c e k u w z o r o m nie-ludowego k o w a l s t w a . (Oto
paradoks współczesnej twórczości „ l u d o w e j " — kierunek
jej przemian wiedzie od szlachetnej prostoty f o r m d a w ­
nych, chłopskich, k u wzorom dworskim, mieszczańskim,
h i s t o r y c z n y m czy p s e u d o - n o w o c z e s n y m . Jest t o w i ę c p r o ­
ces a k u r a t o d w r o t n y o d tego, k t ó r y w y s t ę p o w a ł w p r z e ­
s z ł o ś c i , k i e d y to l u d w z o r y d w o r s k i e , k o ś c i e l n e
czy
m i e s z c z a ń s k i e a d a p t o w a ł do s w o i c h w a r u n k ó w i u p o ­
d o b a ń estetycznych).
Z d o b i e n i u , gdzie t y l k o to m o ż l i w e , s p r z y j a j ą
rów­
nież upodobania p r a c o w n i k ó w skupu w r ó ż n y c h insty­
tucjach, a zwłaszcza wycena p r z e d m i o t ó w . Niemal w s z ę ­
d z i e ( d o t y c z y t o n i e t y l k o s z t u k i l u d o w e j ) za rzecz z d o ­
b i o n ą p ł a c i s i ę z n a c z n i e w i ę c e j , n i ż za p r z e d m i o t s z l a ­
c h e t n y , lecz p r o s t y . P o d s t a w ą w y c e n y n i e j e s t b o w i e m
d o s k o n a ł o ś ć p r z e d m i o t u , lecz w k ł a d
pracy
potrzebnej
do j e g o w y k o n a n i a .

2

d z e n i a , g d z i e t y l k o s i ę da, l i n i i f a l i s t y c h ,
esowato-flores o w a t y c h . W y s t ę p u j e to w s t o p n i u n i e w i e l k i m p r z y p o ­
d e j m o w a n i u t e m a t y k i u ż y t k o w e j (okucia w o z ó w , n a r z ę ­
dzia gospodarskie), ale w znacznie silniejszym p r z y w y ­
robie p r z e d m i o t ó w , k t ó r e obok swej f u n k c j i
użytkowej
p e ł n i ą r ó w n i e ż (a o b e c n i e p r z e d e w s z y s t k i m ) f u n k c j e
zdobnicze, reprezentacyjne.
P r z y k ł a d e m m o g ą być np.
zawiasy pasowe i esowe W ł a d y s ł a w a , A n d r z e j a i Jana
G ą s i e n i c ó w —• M a k o w s k i c h , w y k o n y w a n e n a z a m ó w i e ­
nie właścicieli i budowniczych nowo p o w s t a j ą c y c h w i l l i
w s t y l u „ z a k o p i a ń s k i m " ( i l . 10—12). U p o d o b a n i a i a m b i c j e
k o w a l i z n a j d u j ą w ó w c z a s uzasadnienie w w y r a ź n i e zdob­
n i c z e j f u n k c j i t a k i c h z a w i a s ó w , o k u ć czy k l a m e k . Z g o d ­
ne s ą z r e s z t ą z o c z e k i w a n i a m i z d e c y d o w a n e j
większości

II.
93

40

1. M i e c z y s ł a w H u l e w i c z , k r z y ż , w y s . 50
i 96 c m . I I . 3. E u g e n i u s z C h o ł u j , kopos,

Trzecim czynnikiem sprzyjającym rozwojowi
deko­
racji p r z e d m i o t ó w u ż y t k o w y c h są konkursy.
Pozornie
m a m y w ó w c z a s do c z y n i e n i a z p o w i e l a n i e m d a w n y c h
w z o r ó w , w r z e c z y w i s t o ś c i j e d n a k są to j u ż p r z e d m i o t y
inne. A t r a p y , k t ó r e — o czym w y k o n a w c a dobrze w i e
— n i g d y nie b ę d ą s p e ł n i a ł y swej w ł a ś c i w e j r o l i . Z a w i a s
pasowy b ę d z i e l e ż a ł w sali w y s t a w o w e j na kostce l u b
w i s i a ł na planszy — nie b ę d z i e j e d n a k d ź w i g a ł przez
d ł u g i e lata c i ę ż k i c h d r z w i . K o w a l stara się w i ę c , aby
był on piękniejszy od pięćdziesięciu innych z a w i a s ó w
jego r y w a l i . Z m y ś l e n i a funkcjonalnego przechodzi na
e s t e t y c z n e . C z ę s t o zEipomina n a w e t , j a k i m p o w i n i e n b y ć
„ p r a w d z i w y " zawias. R o z c z ł o n k o w u j e jego k s z t a ł t , roz­
w i j a , m i m o iż t y m s a m y m o s ł a b i a m a t e r i a ł ( n p . r e p r .
w katalogu zawiasy pasowe S t a n i s ł a w a
Chołuja
czy
Z y g m u n t a L o r k a ) . L u d z i e z n a j ą c y się na rzeczy w y t y ­
k a j ą k o w a l o m t a k i e u c h y b i e n i a . C z y k o w a l e s a m i tego
nie r o z u m i e j ą ? O c z y w i ś c i e r o z u m i e j ą i g d y b y p r a c o w a l i
d l a siebie, czy r o b i l i z a w i a s y do d r z w i k o ś c i e l n y c h l u b
w r ó t s t o d o ł y przede w s z y s t k i m m y ś l e l i b y o t y m , j a k i
ciężaT m u s z ą one w y t r z y m a ć , j a k w z m o c n i ć
miejsca,
k t ó r e najbardziej „ p r a c u j ą " . A l e k u j ą c na k o n k u r s nie
z a s t a n a w i a j ą się nad t y m , z a p o m i n a j ą , że to ma b y ć
autentyk „na niby"; widzą zresztą reprodukcje w kata­
l o g a c h , i n s p i r u j ą c e i c h w ł a ś n i e do t a k i c h
estetyzujących r o z w i ą z a ń (np. katalog omawianego Biennale). Wie­
d z ą t e ż , ż e w y k ł a d k a , w r z e c i ą d z czy z a w i a s z o s t a n ą p o ­
k a z a n e na
wystawie niczym bransoletki
u jubilera.
A w i ę c je zdobią. Przede w s z y s t k i m z d o b i ą ! I często

c m . I I . 2. A n d r z e j i J a n u s z G ą s i e n i c e M a k o w s c y , w i d e ł k i ,
d ł . 40 c m . I I . 4.
Mieczysław
Hulewicz,
trójnóg-denarek,
14 c m .

wys.
wys.

�6
П.

5.

Antoni

Moćko,

ś w i e c z n i k , w y s . 48,5 c m . I I . 6. B r o n i s ł a w P i e t r a k , Świecznik
I I . 7. M i e c z y s ł a w H u l e w i c z , ś w i e c z n i k , w y s . 6,5 c m .

na t y m w y g r y w a j ą , j a k o ż e p r z e d m i o t y t a k i e (nawet
nieudane) zyskują
niejednokrotnie
najwyższe
oceny'.
P a t r z ą c na o b f i t ą o r n a m e n t y k ę w i e l u e k s p o n a t ó w
—
z t y m w i ę k s z y m szacunkiem i wręcz zachwytem podzi­
w i a ł e m na B i e n n a l e f o r m y p i ę k n e — w ł a ś n i e p r z e z s w ą
prostotę, proporcje, oszczędne wprowadzenie
elementu
zdobniczego
(np.
zawiasy
pasowe
Antoniego
Moćki,
Edwarda
Chołuja,
Dominika
Ustaszewskiego,
widełki
A . i J. G ą s i e n i c ó w - M a k o w s k i c h ( i l . 2), w s z y s t k i e n a d e ­
s ł a n e p r a c e M i e c z y s ł a w a H u l e w i c z a — ( i l . 1, 4, 7).
O ile jednak przy w y r o b a c h u ż y t k o w y c h i w y k o n y ­
w a n y c h od d a w n a , z a s a d n i c z y s c h e m a t k o m p o z y c j i
nie

7

na

trzy

świece,

wys.

36

cm.

u l e g a ł w i ę k s z y m zmianom, a p u n k t e m odniesienia b y ł a
p a m i ę ć d a w n e j f o r m y , to p r z y p o d e j m o w a n i u n o w y c h te­
m a t ó w (o c e c h a c h n i e z a w s z e z n a n y c h z d o ś w i a d c z e n i a ) ,
do g ł o s u d o c h o d z i ł o i n d y w i d u a l n e p o c z u c i e f o r m y ,
po­
m y s ł o w o ś ć , i n w e n c j a ; a co za t y m i d z i e — k s z t a ł t u j ą c e
się w s p ó ł c z e ś n i e u p o d o b a n i a estetyczne. R z u t u j e to
w
s p o s ó b oczywisty na p r z e c i ę t n y poziom artystyczny tych
prac, n i ż s z y od p o z i o m u w y r o b ó w t r a d y c y j n y c h ; nieraz
nawet ocierający się o granice kiczu. Z w ł a s z c z a widocz­
ne j e s t to t a m , g d z i e w z o r e m i n s p i r u j ą c y m k o w a l a b y ł
p r z e d m i o t m a j ą c y s ł u ż y ć przede w s z y s t k i m ozdobie.
C i sami ludzie, k u j ą c dobre, t r a d y c y j n e przedmioty
użytkowe, proponowali niedobrą amatorszczyznę, wyko­
n u j ą c przedmioty t y l k o dekoracyjne — k o g u t k i , pieski,
smoki, f i g u r k i z ż e l a z a , „ p a m i ą t k i " . W tej d z i e d z i n i e spo­
ro n a d e s ł a n y c h e k s p o n a t ó w n a d a w a ł o s i ę b a r d z i e j
na
w y s t a w ę kiczu niż sztuki ludowej (przykłady m.in. w
katalogu Biennale).
Charakterystyczne jest w takich p r z y k ł a d a c h odejście
o d w z o r c ó w t r a d y c y j n e g o k o w a l s t w a (od j e g o g r a m a t y k i
form), a szukanie inspiracji w przedmiotach nie-ludowej
proweniencji,
w
świecznikach
z mosiądzu,
tralkach
d r e w n i a n y c h , w y r a b i a n y c h na t o k a r s k i m warsztacie, b i ­
b e l o t a c h s t a w i a n y c h n a s t o l i k a c h czy n a b i u r k u , w s p ó ł ­
c z e s n y c h p a m i ą t k a c h ( i l . 9).
Z a r ó w n o wśród adaptacji jak i dzieł o charakterze
dekoracyjnym, inspirowanych rozwiązaniami techniczny­
m i i artystycznymi dawnego kowalstwa, wyróżnić można
d w i e postawy, d w a t y p y n a w i ą z a ń do t r a d y c j i . Jeden,
częściej spotykany w ś r ó d n a d e s ł a n y c h e k s p o n a t ó w i , j a k
s i ę zdaje, s z c z e g ó l n i e p o ż ą d a n y p r z e z m i ł o ś n i k ó w i o p i e ­
k u n ó w s z t u k i l u d o w e j , to n a w i ą z a n i e do k o n k r e t n y c h

41

�8

w z o r ó w (jak np. k r a t y , zawiasy, spinki), d r u g i , rzad­
szy, a l e z n a c z n i e c i e k a w s z y — t o w y c h o d z e n i e o d g r am a t y k i l u d o w y c h f o r m , r e g u ł artystycznego m y ś ­
l e n i a , e l e m e n t a r n y c h zasad k o m p o z y c j i . P i e r w s z y p o l e g a
na ż o n g l e r е е e l e m e n t a m i z n a n y m i , d r u g i n a p r z e m y ś l e ­
n i u sensu p o d e j m o w a n e g o z a d a n i a , z g o d n i e z c h a r a k t e ­
rem t w o r z y w a i t r a d y c y j n ą technologią. Jedno o c z y w i ś ­
cie nie przeczy d r u g i e m u , l o g i k a k o n s t r u k c j i nie w y k l u ­
cza s i ę g n i ę c i a
po r o z w i ą z a n i e f o r m a l n e ,
występujące
w d a w n y m przedmiocie. M o t y w k r a t y z okienka spich­
rza m o ż e b y ć z a s t o s o w a n y i w e w s p ó ł c z e s n y m p r z e d ­
m i o c i e , a l e t y l k o w t e d y , g d y m a to s w o j e u z a s a d n i e n i e
logiczne, z a r ó w n o u ż y t k o w e j a k i k o m p o z y c y j n e . Z re­
g u ł y j e d n a k nastawienie na t a k i t y p adaptacji p r o w a d z i
do p s e u d o - l u d o w e g o e k l e k t y z m u , do s t y l i z a c j i , p o d c z a s
gdy m y ś l e n i e formą, r o z w i ą z a n i a m i w y n i k a j ą c y m i z tech­
n i k i kowalstwa, sprzyja autentycznej twórczości.
Dla­
tego z p e w n ą n i e u f n o ś c i ą p a t r z ę n a p r a c e , k t ó r e z g o d ­
nie z oczekiwaniami z a m a w i a j ą c y c h ,
mają
być tylko
a d a p t a c j ą d a w n y c h form. Rzadko kiedy b y w a j ą dobre,
i j a k s ą d z ę w ł a ś n i e dlatego, że sama idea adaptacji k i e ­
r u j e u w a g ę l u d o w y c h t w ó r c ó w na z e w n ę t r z n e
podo­
b i e ń s t w o , na wykorzystanie schematu dawnego
przed­
m i o t u w n o w y m zastosowaniu. W d o b r y m p r z y p a d k u
b ę d z i e to np. wieszak na p ł a s z c z e w k s z t a ł c i e zawiasu
p a s o w e g o (z d o d a n y m i k o ł e c z k a m i ) , z a p r o p o n o w a n y p r z e z
B r o n i s ł a w a Pietraka, p r z y n a j m n i e j d o w c i p n y w tej z m i a ­
n i e r ó l , w z ł y m : k r a t a — d r z w i c z k i do k o m i n k a .
O ile ciekawsze b y ł y na Biennale prace w y w o d z ą c e
się z m y ś l e n i a o f u n k c j i p r z e d m i o t u , o jego k o n t e k ś c i e

42

9

przestrzennym i p r z e d m i o t o w y m . Pokazali je m.in. M i e ­
c z y s ł a w H u l e w i c z i A n t o n i M o ć k o , obaj d o s k o n a l i , a za­
razem w y r a ź n i e r ó ż n i od siebie.
W t y m m i e j s c u p r z e j d ź m y do n a s t ę p n e j
refleksji,
j a k ą n a s u n ę ł a wystawa. Otóż w sytuacji, gdy
kowal
w y k o n u j e p r z e d m i o t y n a w y s t a w ę , a do tego
formy,
k t ó r e n i e są a n i ściśle u ż y t k o w e , a n i osadzone w t r a ­
d y c j i r e g i o n u (czy o ś r o d k a ) , w y r a ź n i e j z a r y s o w u j e s i ę
j e g o o s o b o w o ś ć t w ó r c z a . N i e znaczy t o , ż e b y ł j e j p o ­
zbawiony dawny kowal, pracujący w bliskim kontakcie
z i n n y m i k o w a l a m i , a l e n i e m i a ł on t e j szansy i n d y w i ­
d u a l n e j w y p o w i e d z i , co w s p ó ł c z e s n y . Z r e s z t ą w y o s t r z o ­
n e m u s p o j r z e n i u n a cechy i n d y w i d u a l n e s p r z y j a
za­
r ó w n o forma konfrontacji,
j a k ą jest k o n k u r s , j a k t e ż
i n i e m o ż n o ś ć o c e n i e n i a n a j e g o p o d s t a w i e , co j e s t d o ­
b r e m w s p ó l n y m j a k i e g o ś o ś r o d k a , co z a ś c e c h ą o d r ę b n ą .
W
s y t u a c j i , k i e d y w B i e n n a l e u c z e s t n i c z y 45 o s ó b ,
a w i ę c m n i e j n i ż jest w k r a j u w o j e w ó d z t w , odpada m o ż ­
ność porównania w k ł a d u indywidualnego z tradycją lo­
k a l n ą . Jedynie kowale radomscy wystąpili jako zespół.
O g l ą d a j ą c i c h w y r o b y , z a s t a n a w i a m s i ę t y l k o c z y to,
co w y d a j e s i ę w i d z o w i p o d o b n e w i c h p r a c a c h , w i ą ż e
się z d a w n i e j s z ą t r a d y c j ą , czy t e ż jest j u ż r e z u l t a t e m
sporej ilości k o n k u r s ó w , p r z e p r o w a d z a n y c h po w o j n i e
na t e r e n i e o b e c n y c h w o j . r a d o m s k i e g o i k i e l e c k i e g o .
M y ś l ę o t e n d e n c j i do obfitego zdobienia k a ż d e g o p r z e d ­
m i o t u u ż y t k o w e g o , swoistego h o r r o r v a c u i , k a ż ą c e g o k o ­
walowi podziabać każdy centymetr kwadratowy powierz­
chni, j a k b y w o b a w i e , że sam „ c z y s t y " k s z t a ł t pozba­
w i o n y jest w a l o r ó w a r t y s t y c z n y c h .

�Cechy w s p ó l n e m o ż n a
wali

zakopiańskich,

ale

Gąsieniców-Makowskich.
Cukier
kolegów
w
Jan

jak

Mieczysław

spod

było również
dotyczą

one

Zarówno
Biernacik

Gubałówki.

bowiem
różnią

Niestety,

Biennale. (Jednak i oni, i biorący
Schrainer

prostych

do

z

Brzeźna

bogato

również

dekorowanych,

zauważyć
jedynie

nie

u

Bronisław

się

od

wzięli

udział

ko­

rodziny

w

ewoluują

swych
udziału

Biennale
od

form

„naturalistycznych").

G ą s i e n i с e-M а к o w s с у reprezentują
kowalstwo
bardzo dobre warsztatowo, a k c e n t u j ą c e rolę zdobnictwa.
Na ich p r z y k ł a d z i e doskonale w i d a ć kierunek przemian
w estetyce w y r o b ó w k o w a l s k i c h , z w i ą z a n y z c z y n n i k a m i .
0 k t ó r y c h pisałem już uprzednio. P i ę k n e ,
szlachetne
w s w y c h p r o p o r c j a c h „ w i d e ł k i " ( i l . 2) r e p r e z e n t u j ą d a w ­
n y p u n k t o d n i e s i e n i a , z a w i a s y esowe, a z w ł a s z c z a k l a m k i
— s ą j u ż p r z y k ł a d e m t e n d e n c j i „ b a r o k i z u j ą c y c h " ( i l . 10—
12). N i e n e g u j ą c s p r a w n o ś c i w a r s z t a t o w e j M a k o w s k i c h
m o ż n a i m z a r z u c i ć , ż e w d ą ż e n i u do e f e k t u w i r t u o z o w ­
s k i e g o z a t r a c j ą c z a s e m s z l a c h e t n o ś ć f o r m y , czego p r z y ­
k ł a d e m mogą być reprodukowane w katalogu klamka
1 smok

(Janusza) oraz p e l i k a n

(Władysława).

Niejednorodność poszczególnych elementów
całości,
z a k ł ó c e n i e „ s t y l i s t y k " m o ż n a też dostrzec w
pracach
M i e c z y s ł a w a Z a n i e w s k i e g o z Lubijewa (woj. ostro­
łęckie). Obok ł a d n i e w y w a ż o n e g o w proporcjach zawia­
su p o k a z a ł o n w i e l e p r a c ś w i a d c z ą c y c h o i n w e n c j i , c h o ć
niejednolitych, niespójnych. Są w nich udane fragmen­
t y , j a k np. o r z e ł w ś w i e c z n i k u z m a p ą Polski, ale b r a k
c a ł o ś c i o w e g o u j ę c i a p r z e d m i o t u . Z a n i e w s k i n a d e s ł a ł na
B i e n n a l e n a j w i ę c e j , b o a ż 36 p r a c , j e g o t e m p e r a m e n t
t w ó r c z y i w y s i ł e k m o g ą z a i m p o n o w a ć , ale k i e r u n e k roz­
w o j u niepokoi. Odchodzi b o w i e m od u m o w n o ś c i ludo­
w e g o k o w a l s t w a d ą ż ą c do e f e k t ó w r a c z e j i l u s t r a c y j n y c h .
W i d a ć to z a r ó w n o w k o n i k u , w i e ń c z ą c y m okucie dyszla
wozu, jak też w świecznikach i figurkach z żelaza (il.
17). W c h o d z ą c w i n n ą k o n w e n c j ę a r t y s t y c z n ą n i e z a w s z e
u m i e jej s p r o s t a ć , toteż wiele jego prac sprawia w r a ż e ­
n i e a m a t o r s t w a n i e osadzonego j u ż w r y g o r a c h l u d o w e j
twórczości.
Podobne u w a g i b u d z ą prace S t a n i s ł a w a T o m с z ук a z T a r n o w a . M i e s z c z ą się one w szerokiej skali —
między tradycją a współczesnością, między
znakomitą
a d a p t a c j ą dawnych form (funkcjonalne i p i ę k n e przybo­
ry kominkowe), a zupełnie już „nie — ludowymi" kon­
cepcjami o b r a z ó w z żelaza i krat tematycznych. T o m ­
czyk jest d u ż ą i n d y w i d u a l n o ś c i ą i nie m o ż e d z i w i ć , że
p r z y s w y c h z a i n t e r e s o w a n i a c h a r t y s t y c z n y c h oraz k o n s t r u k c y j n o - m e c h a n i c z n y c h w y k r a c z a poza f o r m y l u d o w e ­
go k o w a l s t w a . C h o d z i t y l k o o to, j a k to r o b i , do czego
z m i e r z a , co o s i ą g a . J e g o k o ł a t k i s t a n o w i ą p r z y k ł a d n i e
t y l k o dobrego r z e m i o s ł a k o w a l s k i e g o , ale i ś l u s a r s t w a .
D o w o d z ą d u ż e j p o m y s ł o w o ś c i i w y o b r a ź n i (np. k o ł a t k i
w k s z t a ł c i e m ł y n a , d z w o n ó w ( i l . 16), p a w i a ) , k t ó r e t o ce­
chy z n a j d u j e m y r ó w n i e ż w jego d e k o r a c y j n y c h k r a t a c h
i s c e n a c h h i s t o r y c z n y c h . A l e p r a c e te n i e s t a n o w i ą j u ż
przedłużenia
ludowego kowalstwa, w y r a s t a j ą
bowiem
z g r u n t u innego m y ś l e n i a , i n n y c h w z o r ó w estetycznych.
I s t o t n e staje się w n i c h przekroczenie o g r a n i c z e ń , k t ó r e
— z d a w a ł o b y się — d e t e r m i n u j ą charakter kowalskiego
d z i e ł a . W j e d n e j ze scen „ H i s t o r i i O r ę ż a
Polskiego"
t w o r z y j a k b y w y c i n a n k o w y fresk, ale m i m o p r ó b u p o ­
rządkowania
kompozycji
przez r y t m i z a c j ę
podobnych
e l e m e n t ó w , c a ł o ś ć n a l e ż y j u ż n i e do k r ę g u i n s p i r a c j i l u ­
d o w y c h , ale do p o s z u k i w a ń , c h a r a k t e r y s t y c z n y c h dla n u r ­
t u p l a s t y k i a m a t o r ó w . N a j c i e k a w s z a z tej serii d z i e ł jest
k r a t a p r z e d s t a w i a j ą c a K o p e r n i k a na t l e k r ę g ó w n i e b i e s ­
k i c h ( i l . 14), c e l n a w s y m b o l i c z n y m u j ę c i u , z w a r t a w
k o m p o z y c j i , o p a r t e j n a w y r a ź n i e a k c e n t o w a n e j osi sy­
metrii i r y t m i e t o r ó w planet.

1Я

I I . 8. K a z i m i e r z M a r k i e w i c z , Świecznik
na osiem
świec,
w y s . 99 c m . I I . 9. P a w e ł W i n i a r s k i , ś w i e c z n i k ,
wys.
156 c m . Z a w i a s y : A n d r z e j G ą s i e n i c a M a k o w s k i , i l . 10,
d ł . 30 c m ; W ł a d y s ł a w G ą s i e n i c a M a k o w s k i , i l . 11, d ł .
33,5 c m ; i l . 12, d ł . 39,5 c m .

43

I

�Zupełnie inny typ osobowości twórczej przedstawia
sobą A n t o n i M o ć k o z O b l ę g o r k a (woj. kieleckie). I n ­
w e n c j a j e g o , c h o ć n i e m n i e j s z a n i ż T o m c z y k a czy
Za­
niewskiego w y r a ż a się w o b r ę b i e r o z w i ą z a ń k o m p o z y ­
cyjnych, charakterystycznych dla ludowej o r n a m e n t y k i .
Dla każdego tematu umie znaleźć w ł a s n e , konsekwentne
rozwiązanie. Najbliższy wzorom rzemiosła
kowalskiego
j e s t w ż y r a n d o l u ( i l . 15). P r o s t o t a i p i ę k n o t e g o d z i e ł a
s p r a w i a j ą , że z n a k o m i c i e h a r m o n i z o w a ł o b y z a r ó w n o те
ś r e d n i o w i e c z n y m jak i nowoczesnym w n ę t r z e m . W ś r ó d
ś w i e c z n i k ó w , z k t ó r y c h k a ż d y jest i n n y , s z c z e g ó l n i e cie­
k a w e s ą d w a , o p a r t e o t y p o r n a m e n t y k i , z b l i ż o n y do
kompozycji
w y c i n a n e k . D o w o d z ą one d o b r e g o p o c z u c i a
formy i proporcji, k t ó r e zresztą przejawia artysta
we
wszystkich s w y c h pracach. W i d a ć je w i ę c z a r ó w n o w t y c h
„ k a n d e l a b r a c h " ( i l . 5) j a k i w m o n u m e n t a l n y m ś w i e c z n i ­
k u „z o r ł e m " ( i l . 13). Z n a k o m i c i e z e s t a w i a w n i m p ł a s z ­
czyznę p i ę k n i e stylizowanego orła z d r o b n y m ornamen­
tem, b i e g n ą c y m w z d ł u ż całej kompozycji. Ś w i e c z n i k ten
po k i l k u r e t u s z a c h ( p o d s t a w a , t a l e r z y k i p o d ś w i e c e , „ b l a s z a n o ś ć " orła) m ó g ł b y być j e d n y m z najlepszych dziei
„ r e p r e z e n t a c y j n e j " sztuki kowalskiej.

•: .
IJ.

13. A n t o n i

Moćko,

świecznik,

wys.

.

.. • is

123

cm.

Dzieła
Moćki
oraz
Mieczysława
H u l e w i c z a
z Czarnej Wsi Kościelnej (woj. białostockie) zdecydowa­
n i e w y r ó ż n i a ł y s i ę na B i e n n a l e s w ą k l a s ą a r t y s t y c z n ą
i więzią z ludową tradycją. Ale kiedy Moćko nawiązu­
j e w s w y c h f o r m a c h do r ó ż n y c h , n i e k o n i e c z n i e k o w a l ­
skich w z o r ó w , Hulewicz
w y p o w i a d a się c a ł k o w i c i e w
granicach f o r m
prostych, funkcjonalnych,
kowalskich.
Rozłożysty świecznik M o ć k i w i d z i m y z pewnego odda­
lenia jak f o r m ę p ł a s k ą , u Hulewicza natomiast k a ż d y
przedmiot
ma swą przestrzenność, k a ż d y element swą
g r u b o ś ć . P u n k t e m w y j ś c i a j e s t sztaba ż e l a z a , k u t e g o ,
zginanego, k s z t a ł t o w a n e g o
w sposób najbardziej
pro­
sty i — c h c i a ł o b y s i ę p o w i e d z i e ć — r z e c z o w y . T r ó j n ó g
- d e n a r e k ( i l . 4) a z w ł a s z c z a ś w i e c z n i k ( i l . 7) m o g ą b y ć
d e m o n s t r o w a n e na- w y k ł a d a c h s z t u k i j a k o w z ó r
formy
f u n k c j o n a l n e j , n i c z e g o n i e n a ś l a d u j ą c e j , lecz w y p r o w a ­
dzonej z samej istoty t w o r z y w a i t e c h n i k i jego o b r ó b k i .
Konkurs ujawnił zarówno możliwości uczestniczących
w n i m kowali, jak też problemy związane z przejściem
od f o r m u ż y t k o w y c h d o a d a p t a c j i , od t r a d y c y j n e g o r z e ­
m i o s ł a do w s p ó ł c z e s n e g o r ę k o d z i e ł a a r t y s t y c z n e g o . O d
tej strony rolę s w ą spełnił. P o k a z a ł d w a n i e b e z p i e c z e ń ­
s t w a , k t ó r e g r o ż ą t e j d z i e d z i n i e l u d o w e j s z t u k i . Jedn-o
polega na l i k w i d a c j i jego t r a d y c y j n y c h w a r t o ś c i
„od
ś r o d k a " , d r u g i e na l i k w i d a c j i k o w a l s t w a „od z e w n ą t r z " ,
przez b r a k d o p ł y w u n o w y c h k a d r , z e r w a n i e c i ą g u po­
k o l e n i o w e g o p r z e k a z u u m i e j ę t n o ś c i i zasad a r t y s t y c z n e ­
go m y ś l e n i a . W o b u p r z y p a d k a c h d e c y d u j ą c ą s t a j e s i ę
rola o p i e k u n ó w sztuki ludowej.

II.
14. S t a n i s ł a w
T o m c z y k , Kopernik,
wym.
76 X 62,5 c m . I I . 15. A n t o n i M o ć k o ,
Żyrandol,
76 X 76 c m . I I . 16. S t a n i s ł a w T o m c z y k ,
Ko­
łatka
w kształcie
dzwonków,
w y s . 52 c m .

K o n k u r s y nie zastąpią p r z e m y ś l a n e j , konsekwentnej
d z i a ł a l n o ś c i . P o w i e d z m y w i ę c e j — k o n k u r s y bez t e j d a l ­
szej d z i a ł a l n o ś c i s t a j ą s i ę p o z o r e m o p i e k i , z a s ł o n ą d y m ­
n ą p r z e s ł a n i a j ą c ą f a k t , ż e w i s t o c i e n i c s i ę n i e r o b i od
l a t , a b y p o w s t r z y m a ć z a n i k l u d o w e g o k o w a l s t w a . Czy
u d z i a ł w j u r y (jako p r z e w o d n i c z ą c e g o ) przedstawiciela
C e p e l i i oznacza, ż e c o ś s i ę z m i e n i ? N i e u m i e m z d o b y ć
s i ę na o p t y m i z m , s k o r o i n s t y t u c j a t a , coraz s i l n i e j p o d ­
dana naciskom „ p l a n u " , „zysku", „ p r o d u k c j i " , nie uczy­
n i ł a d o t ą d niczego istotnego dla zachowania k o w a l s t w a
czy g a r n c a r s t w a . T r u d n o m i u w i e r z y ć a b y w i l k ( n a w e t
najbardziej sympatyczny) m ó g ł być d o b r y m pasterzem
owiec. Opieka nad k o w a l s t w e m w y m a g a d z i a ł a ń gospo­
darczo n i e e f e k t y w n y c h , t r o s k i mecenasa, t r o s k i w r ę c z i n ­
d y w i d u a l n e j o c z ł o w i e k a , s p o s ó b r o z w i ą z a n i a jego t r u d ­
n o ś c i ż y c i o w y c h i t d . O c z y m t u z r e s z t ą m ó w i ć , s k o r o od
k i l k u l a t n i k t ze s t a t u t o w y c h o p i e k u n ó w t w ó r c ó w l u ­
d o w y c h n i e u m i a ł z a p e w n i ć i m p r a w a do p o s i a d a n i a
u c z n i ó w (przekazu umiejętności) s p o w o d o w a ć w y ł ą c z e n i e

�ich z gestii ustawy o z a t r u d n i a n i u i zarobkach emery­
t ó w . A k o w a l i j e s t coraz m n i e j . S t a r z y w y m i e r a j ą , p o ­
r z u c a j ą k u ź n i e , m ł o d y c h jest n i e w i e l u .
5

S p r a w y są trudne, w y m a g a j ą kompleksowego roz­
w i ą z a n i a , bo p r z e c i e ż p r z y s z ł o ś ć k o w a l s t w a ( j a k t e ż
i g a r n c a r s t w a ) , z a l e ż y p r z e d e w s z y s t k i m o d t e g o , czy
się stworzy odpowiednio skuteczny i t r w a ł y system b o d ź ­
ców, zachęcających młodych, zdrowych i silnych ludzi
do p o d j ę c i a p r a c y w t y c h d z i e d z i n a c h ; czy z n a j d z i e s i ę
i n s t y t u c j a g o t o w a n i e t y l k o t e m u p a t r o n o w a ć , ale i r e a l ­
n i e p o m ó c ( S T L ? ) . D o p i e r o o d p o d j ę t y c h (czy n i e p o d j ę t y c h ! ) d e c y z j i b ę d z i e z a l e ż a ł o , czy B i e n n a l e r a d o m s k i e
stanie się p o c z ą t k i e m rzeczywistej opieki nad l u d o w y m
k o w a l s t w e m , czy t e ż p o z o s t a n i e
w pamięci
widzów
i uczestników tylko jako piękne rekwiem, podzwonne
r z e m i o s ł u , k t ó r e tak jest obecnie potrzebne s p o ł e c z n i e .
N i e z a l e ż n i e j e d n a k o d r o z w i ą z a ń z a s a d n i c z y c h , na
charakter współczesnego kowalstwa w p ł y w a j ą
wnioski,
jakie w y c i ą g a j ą uczestnicy k o n k u r s ó w i p u b l i c z n o ś ć z t a ­
kich imprez jak Biennale. Sądzę nawet, że rola dydak­
tyczna k o n k u r s ó w t w ó r c z o ś c i l u d o w e j znacznie jest w i ę k ­
sza n i ż p o d o b n y c h i m p r e z p r o f e s j o n a l i s t ó w ; t w ó r c y l u ­
d o w i b a r d z i e j s i ę b o w i e m l i c z ą z o p i n i ą f a c h o w c ó w , od
k t ó r y c h n b . z a l e ż y i c h sukces i z a r o b e k . O b s e r w u j ą w i ę c
co s i ę z n a l a z ł o n a w y s t a w i e , co w y b r a n o d o k a t a l o g u ,
k o g o i .za co n a g r o d z o n o . D l a t e g o j e s t t a k w a ż n e , a b y
w y k o r z y s t a ć szansę d y d a k t y c z n ą , k t ó r ą stwarza konkurs.
Czy u c z y n i o n o t o w R a d o m i u ?
niej,

1

Zacznijmy od nagród, a więc w s k a z ó w k i bezpośred­
co z n a l a z ł o u z n a n i e w o c z a c h j u r y . P r z y z n a n o sie-

�dem n a g r ó d pierwszych, d w i e drugie, siedem trzecich.
Proporcje z a s k a k u j ą c e . K i e s ł y s z a ł e m d o t ą d o t a k i e j licz­
bie p i e r w s z y c h n a g r ó d w k o n k u r s i e na j e d n ą d z i e d z i n ę
t w ó r c z o ś c i . O c e n i a j ą c tak samo W i n i a r s k i e g o , Z a n i e w ­
s k i e g o , W . i J. G ą s i e n i c ó w - M a k o w s k i c h , T o m c z y k a , H u ­
lewicza i M o ć k ę traci się szansę wskazania, j a k i e w a r t o ś ­
c i c e n i s i ę n a j w i ę c e j . Co m a m y ś l e ć w i d z , o g l ą d a j ą c p r z y
niezbyt u d a n y m eksponacie k a r t k ę — I nagroda? T r u d ­
no u w i e r z y ć , a b y j u r y n i e d o s t r z e g ł o i s t o t n y c h r ó ż n i c
w poziomie artystycznym nagrodzonych kowali. Bardziej
prawdopodobne
w y d a j e s i ę , iż k i e r o w a ł o s i ę r ó w n i e ż
i n n y m i , n i e t y l k o a r t y s t y c z n y m i p r z e s ł a n k a m i . M o ż e na­
g r o d z i ł o i k s a za t o , ż e r e p r e z e n t u j e w o j e w ó d z t w o , w k t ó ­
r y m z o r g a n i z o w a n o k o n k u r s , y g r e k a za w k ł a d
pracy
i p o n i e s i o n e k o s z t y , zeta za w i e r n o ś ć t r a d y c j i a o m e g ę
w r ę c z p r z e c i w n i e , za ś m i a ł e o d e j ś c i e o d t r a d y c j i ? . . . A l e
wtedy należało o t y m wyraźnie powiedzieć.
Jawność
motywacji jury winna być zasadą i trudno zrozumieć,
dlaczego p o s t u l a t t e n , t a k p r z e k o n y w a j ą c o
sformułowa­
n y przez A l e k s a n d r a B ł a c h o w s k i e g o , nie jest r e a l i z o w a ­
n y . S ą d z ę t e ż , ż e n a l e ż a ł o b y d ą ż y ć do tego, a b y w e r n i ­
saż k o n k u r s u s t a ł się o k a z j ą do spotkania jego uczestni­
k ó w ze z n a j ą c y m z a g a d n i e n i e p l a s t y k i e m . J e s t t o j e d n a
z n i e l i c z n y c h szans t a k i e j f a c h o w e j k o n s u l t a c j i , k t ó r a
na p e w n o m o g ł a b y bardzo p o m ó c n i e j e d n e m u t w ó r c y ,
z w ł a s z c z a gdy p o d e j m u j e o n nowe zadania.
W ł a ś n i e na t a k i m „ s e m i n a r i u m " w i d z i a ł b y m
sens
pokazania p r z e d m i o t ó w nieudanych, nawet kiczów. A l e
pozostawienie i c h na w y s t a w i e ( z w ł a s z c z a tak
ładnie
i starannie z a a r a n ż o w a n e j j a k w R a d o m i u ) na pewno nie
u ł a t w i a s t a r a ń o w y c h o w a n i e estetyczne s p o ł e c z e ń s t w a .
A p r z e c i e ż tego zagadnienia n i e m o ż n a t r a c i ć z oczu,
organizując wystawę.
O b a w i a m s i ę , iż ź r ó d ł e m p o d o b n e g o
lesseferyzmu
m o ż e b y ć p r z e ś w i a d c z e n i e , ż e w s z y s t k o co c h ł o p z r o b i ł
było p i ę k n e . R z e c z y w i ś c i e , bardzo często było. A l e dzi­
siaj w c a l e n i e m u s i b y ć . I n n a j e s t b o w i e m s y t u a c j a l u ­
dowego t w ó r c y , z a k ł ó c o n y ś w i a t jego w a r t o ś c i estetycz­
nych, inne relacje z otoczeniem.
P o d o b n i e j a k w y s t a w a , i s t o t n e j e s t , co s i ę p o k a z u j e
w katalogu. D o b ó r ten, z a l e ż n y t y l k o od organizatora,
najlepiej u j a w n i a jego upodobania. K a t a l o g r a d o m s k i ,
d o b o r e m z d j ę ć o r i e n t u j e na te cechy, przed k t ó r y m i n a ­
l e ż a ł o b y w ł a ś n i e przestrzec k o w a l i , pokazuje w i e l e p r z e d ­
m i o t ó w , k t ó r e w ogóle nie p o w i n n y się b y ł y z n a l e ź ć n.i

II.

17.

Mieczysław
Zaniewski,
przy pracy,
w y s . 21 c m .

Kowal

w y s t a w i e . N i e z a w i e r a t e ż , co j u ż t r u d n o z r o z u m i e ć , p o d ­
stawowych informacji o Biennale. Ile osób wzięło w n i m
u d z i a ł , i l e prac n a d e s ł a n o , i l e zaś odrzucono, k t o i gdzie
zamieszkały wziął udział w konkursie. Rozumiem t r u d ­
n o ś c i w y d a w n i c z e , ale s k o r o m o ż n a b y ł o w y d r u k o w a ć
k a r t k ę z n a z w i s k a m i nagrodzonych, nie r o b i ł o j u ż w i ę k ­
szej t r u d n o ś c i d o d a n i e t y c h n i e w i e l u , a w a ż n y c h i n f o r ­
m a c j i . W s y t u a c j i , g d y n i k t n i e chce p o ś r e d n i c z y ć m i ę ­
dzy p o t e n c j a l n y m o d b i o r c ą a k o w a l a m i n a w e t adres w y ­
starczyłby zainteresowanym.
B i e n n a l e r a d o m s k i e b y ł o pierwsze, p o c z ą t k i zawsze
są t r u d n e , teraz chodzi o to, aby w y k o r z y s t a ć jego do­
ś w i a d c z e n i a i — rzecz n a j w a ż n i e j s z a — a b y p o d j ą ć d z i a ­
ł a n i a o r g a n i z a c y j n e , zdolne p o w s t r z y m a ć z a n i k tego p i ę k ­
nego r z e m i o s ł a .

P R Z Y P I S Y
1

Ogólnopolskie Biennale K o w a l s t w a Ludowego, Ra­
d o m , l i s t o p a d — g r u d z i e ń 1979. O r g a n i z a t o r z y : M i n i s t e r ­
stwo K u l t u r y i Sztuki, Departament Bibliotek, D o m ó w
Kultury i Działalności Społ.-Kult., „Cepelia",
Związek
Sp. R ę k o d z i e ł a L u d . i A r t . w W a r s z a w i e , W y d z . K u l t .
i Szt. U r z ę d u W o j e w ó d z k i e g o w R a d o m i u , M u z e u m W s i
R a d o m s k i e j w R a d o m i u . K o m i s a r z e w y s t a w y : d r . S. R o ­
s i ń s k i i m g r M . Jurecka, ekspozycja: art. p l . Z. K a r b a r z .
W Biennale wzięli udział kowale z w o j e w ó d z t w :
r a d o m s k i e g o ( o k . 18), n o w o s ą d e c k i e g o (9), t a r n o w s k i e ­
go (3), ł o m ż y ń s k i e g o (4), b i a ł o s t o c k i e g o (2), p ł o c k i e g o (2),
c h e ł m s k i e g o (2), l u b e l s k i e g o (2), z a m o j s k i e g o (1), k i e l e c ­
2

k i e g o (2). D a n e m o g ą n i e b y ć ś c i s ł e , z a c z e r p n i ę t e s ą
z protokołu nagród, sformułowanego niezbyt dokładnie.
Jako ośrodek m o ż n a p o t r a k t o w a ć jedynie g r u p ę
k o w a l i z w o j . radomskiego.
P o r . A . J a c k o w s k i , K o n k u r s y , „ P o l . Szt. L u d . " ,
R. 32, 1978, n r 3—4, s. 166.
J a k w y n i k a n p . ze s p i s u c z ł o n k ó w S T L o r a z d a ­
n y c h 11 k o w a l i , b i o r ą c y c h u d z i a ł w B i e n n a l e , k t ó r y c n
d a t y u r o d z e n i a s ą m i z n a n e , n a 50 o s ó b : w w i e k u p o n i ­
żej 30 l a t j e s t 1, w p r z e d z i a l e w i e k u 30—50 l a t j e s t 19
o s ó b , w p r z e d z i a l e 51—60 l a t j e s t 8 o s ó b , p o w y ż e j 60 l a t
— 22 o s o b y , w t y m 10 l i c z y p o n a d 70 l a t .
3

4

5

Fot.: J . Swiderski

46

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6668" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6648">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b43f50a02f44f187223088f62ea5ea70.pdf</src>
        <authentication>2299eecaa9a91bc581b638b6d47b8860</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79486">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3468</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79487">
                <text>1980</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79488">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3251</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79489">
                <text>Antropologia kultury w Polsce - dziedzictwo, pojęcia, inspiracje (materiały do słownika) / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1980 t.34 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79490">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1980 t.34 z.1, s.47-60</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79491">
                <text>Benedyktowicz, Zbigniew [et al.]</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79492">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79493">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79494">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79495">
                <text>Zbigniew Benedyktowicz, Czesław Robotycki
Ludwik Stomma, Ryszard Tomicki,
Jerzy S. Wasilewski

ANTROPOLOGIA KULTURY W POLSCE - DZIEDZICTWO, POJĘCIA, INSPIRACJE
MATERIAŁY D O

Antropologia
kultury
jest
nauką
młodą.
Jeszcze
w 1952 г., w t o k u S y m p o s i u m I n t e r n a t i o n a l o f A n t r o p o logy w N o w y m J o r k u , Siegfried F r e d e r i c k N a d e l nego­
w a ł j e j o d r ę b n o ś ć od f u n k c j o n a l i s t y c z n i e r o z u m i a n e j a n ­
tropologii s p o ł e c z n e j . Dzisiaj w p r a w d z i e n i k t j u ż nie od­
m a w i a s p e c y f i k i tej d y s c y p l i n i e , , k t ó r e j p r z e d m i o t e m nie
jest c z ł o w i e k p e ł e n z n a c z e ń , ale c z ł o w i e k t w ó r c a zna­
czeń", jednak p r ó b y ściślejszego o k r e ś l e n i a jej zakresu
i pozycji wśród nauk społeezno-historycznych
natrafiają
n a d a l na p o w a ż n e t r u d n o ś c i . I n n ą p o s t a w ę p r e z e n t u j e t u
p r z e c i e ż s o c j o l o g i z u j ą c a g r u p a p a r y s k a Isaaca C h i v y , i n ­
ną ekonomizujący Maurice Godelier, związani z trady­
cją szkoły praskiej i W ł a d i m i r a Proppa przedstawiciele
tartuskiej szkoły semiotycznej, etnologizujący
historycy
s p o d z n a k ó w N o u v e l l e H i s t o i r e etc. N a t y m t l e s t o s u n ­
k o w o w y r a ź n i e r y s u j ą się zainteresowania o d l e g ł e j od
inspiracji socjologicznych i ekonomicznych nowej etno­
logii polskiej, której p r o g r a m charakteryzuje najpełniej
pięć n a s t ę p u j ą c y c h p o s t u l a t ó w :
1. — o d e j ś c i a o d p o z y t y w i s t y c z n y c h i p o s t p o z y t y w i stycznych (funkcjonalizm)
k i e r u n k ó w etnologii w s t r o n ę
u j ę ć s y s t e m o w y c h , w y c h o d z ą c y c h od k a t e g o r i i w ł a ś c i ­
w y c h badanej kulturze, a więc niejako „od w e w n ą t r z " ;
2. — a p l i k o w a n i a k o h e r e n t n e g o i k o n s e k w e n t n e g o
aparatu p o j ę c i o w o - m e t o d o l o g i c z n e g o , a k c e n t u j ą c e g o stro­
nę znaczeniową zjawisk kultury;
3. — k o n c e n t r a c j i b a d a ń n a s y s t e m i e t z w . k u l t u r y d u ­
chowej w jej szerszym j e d n a k r o z u m i e n i u , n i ż u K a z i ­
mierza Moszyńskiego, o b e j m u j ą c y m również religijność,
obrzędowość, mitologię, literaturę ludową, problematy­
kę identyfikacji kulturowej
etc;
4. — z a n i e c h a n i a — w a r u n k o w a n y c h p r z e z f o r m a l n e
pseudoklasyfikacje — p r z y p a d k o w y c h o p i s ó w z j a w i s k , na
k o r z y ś ć syntetycznych prac interpretacyjnych
mających
na celu u j a w n i e n i e u k r y t y c h s t r u k t u r d ł u g i e g o t r w a n i a ;
5. — i n t e r d y s c y p l i n a r n o ś c i r o z u m i a n e j j a k o w i e l o ­
stronne w y k o r z y s t y w a n i e i asymilowanie w s p ó ł c z e s n y c h
o s i ą g n i ę ć d y s c y p l i n p o k r e w n y c h , n a czele z h i s t o r i ą , semiologią, religioznawstwem, j ę z y k o z n a w s t w e m ,
biblistyką, historią sztuki i literaturoznawstwem.
P o m i m o t a k z d e c y d o w a n e g o o d c i ę c i a s i ę od t e n d e n ­
c j i r e p r e z e n t o w a n y c h n p . p r z e z M a u r i c e ' a G o d e l i e r a , czy
M a r c a A u g ś , p r o g r a m t e n m o ż e b y ć jeszcze — w z a l e ż ­
n o ś c i od r e a l i z a c j i — b l i s k i co n a j m n i e j p a r u n u r t o m
antropologii k u l t u r y . To w ł a ś n i e m i e l i ś m y na m y ś l i p i ­
s z ą c , iż w y z n a c z a o n p o z y c j e „ s t o s u n k o w o
wyraźnie".
Niech w i ę c nie d z i w i czytelnika p e w n a n i e j e d n o r o d n o ś ć
haseł pomieszczonych w niniejszym s ł o w n i k u . Ukazuje
ona po p r o s t u z a k r e s w e w n ę t r z n e g o z r ó ż n i c o w a n i a t e n ­
dencji, dostrzegalnych w nowej etnologii polskiej, k t ó r a
— j a k s ą d z i ć m o ż n a — r o z w i j a ć się poczyna w czte­
r e c h u z u p e ł n i a j ą c y c h się k i e r u n k a c h : o r t o d o k s y j n i e
s t r u k t u r a l n y m , p o s i ł k u j ą c y m się przede w s z y s t k i m
dokonaniami radzieckiej szkoły semiotycznej,
struk­

SŁOWNIKA

t u r a 1 n o - h i s o r y c z n y r n — d ą ż ą c y m do w z b o g a c e ­
nia d o r o b k u
etnologii
osiągnięciami francuskiej,
pol­
skiej i radzieckiej ,,nouvelle histoire",
s t r u k t u r a l n o - m i t o z n a w с z у m — o d w o ł u j ą c y m się obok s p u ś ­
cizny Claude'a Levi-Straussa i uczonych g r u p y tartus­
k i e j r ó w n i e ż do t r a d y c j i m i t o z n a w s t w a p o r ó w n a w c z e g o
i
wreszcie f e n o m e n o l o g i c z n y m
—
podejmują­
cym g ł ó w n i e zagadnienie identyfikacji k u l t u r o w e j , m e n ­
talnych konsekwencji konfrontacji
„swój : obcy".
Wy­
daje się, że ten w ł a ś n i e o r y g i n a l n y d o b ó r r ó ż n y c h
ale
w istocie rzeczy blisko s p o k r e w n i o n y c h o r i e n t a c j i ,
ich
d o p e ł n i a n i e się i w s p ó ł p r a c a , d e c y d u j ą o specyfice i po­
tencjale polskiej antropologii k u l t u r y .
K r ó t k a historia antropologii k u l t u r y nie wyklucza
o c z y w i ś c i e jej d ł u g i e j t r a d y c j i . N i e ogranicza się w i ę c
do z d e k l a r o w a n y c h s t r u k t u r a l i s t ó w p i e r w s z a c z ę ś ć s ł o w ­
n i k a — p r e z e n t u j ą c a uczonych, k t ó r y c h d z i e ł a s t a ł y się
dla nowej etnologii polskiej ż y w y m i bezcennym ź r ó d ­
ł e m inspiracji. Nie chodzi w niej o o m a w i a n i e całości
dorobku uszeregowanych alfabetycznie k l a s y k ó w ,
lecz
t y l k o o p r e z e n t a c j e t y c h i c h p r a c , t w i e r d z e ń , czy d e z y ­
d e r a t ó w , z k t ó r y c h do d z i ś k o r z y s t a m y , l u b k t ó r y c h c z u ­
j e m y s i ę s p a d k o b i e r c a m i . Jest to w i ę c u j ę c i e g ł ę b o k o
i ś w i a d o m i e s u b i e k t y w n e , z czego a u t o r z y z d a j ą s o b i e
w pełni sprawę.
Po c z ę ś c i s u b i e k t y w n y c h a r a k t e r m a r ó w n i e ż d o b ó r
haseł i w d r u g i m — metodologicznym rozdziale s ł o w ­
nika, z a w i e r a j ą c y m prócz podstawowych pojęć i katego­
r i i , t a k ż e te z nich, k t ó r e w procesie zwalczania n o w o ś ­
ci g r u p o w a ł y n a j w i ę c e j a t a k ó w , j a k r ó w n i e ż p a r ę h a s e ł
m a j ą c y c h dopiero s p r o w o k o w a ć d y s k u s j ę i sprzeciw.
Trzecia i ostatnia część s ł o w n i k a p o ś w i ę c o n a jest na­
tomiast bilansowi dotychczasowych, konkretnych doko­
n a ń w y p u n k t o w a n y c h o r i e n t a c j i n o w e j etnologii. Nie ms
w niej kropek nad i , r o z w i ą z a ń i o b o w i ą z u j ą c y c h
for­
muł,
raczej
zbiór
propozycji,
hipotez i
spostrzeżeń.
I w ł a ś n i e d l a t e g o a u t o r z y s ł o w n i k a w i e r z ą , iż o k a ż e s i ę
o n u ż y t e c z n y . (L.S.)

ROLAND

BARTHES

W s k a z a n i a m e t o d o l o g i c z n e R o l a n d a B a r t h e s a (1915—1930)
z a w a r t e p r z e d e w s z y s t k i m w p r a c a c h : . M i t dzisiaj
1956,
Znak w wyobraźni
1962 i Działalność
strukturalistyczr.i
1963 ( t ł u m . p o l s k i e w z b i o r z e Mit i znak, W a r s z a w a 1970)
nie w y c h o d z ą
z a s a d n i c z o poza z a k r e s o r t o d o k s y j n e g o
strukturalizmu,
w
jego
levi-straussowskim
wydaniu.
Wszakże ani wyróżnienia symbolicznych, paraćl£gmatyczn y c h i"syntagmatycznych relacji znaku, ani znanej ana­
lizy m i t u j a k o systemu semiologicznego nie s p o s ó b za­
liczyć do jego o r y g i n a l n y c h o s i ą g n i ę ć . N i e w ą t p l i w i e p r e ­
kursorski charakter ma natomiast Barthesa k r y t y k a
so­
cjologii, jak r ó w n i e ż t y p podejmowanej p r z e z e ń proble­
matyki.

�W Systeme
de la mode (1967) a n a l i z u j e R o l a n d B a r t ­
hes „ u b r a n i e o p i s a n e " ( v e t e m e n t ś c r i t ) , a w i ę c z b i ó r su­
gestii i d y r e k t y w p r z e k a z y w a n y c h w k o m u n i k a t a c h m o d y
przez m a s o w e ś r o d k i przekazu. P o r ó w n u j ą c serie t a k i c h
k o m u n i k a t ó w s t a r a s i ę w y ł o w i ć u k ł a d cech d y s t y n k t y w nych decydujących
o t y m , iż d a n y p o s z c z e g ó l n y
eg­
zemplarz „ u b r a n i a rzeczywistego" (vetement reel) m o ż e
b y ć , w p r z e c i w i e ń s t w i e d o i n n e g o , u z n a n y za m o d n y .
O k a z u j e s i ę , i ż o „ m o d n o ś c i " s t r o j u n i e d e c y d u j e z osob­
n a j e g o k r ó j , t y p m a t e r i a ł u , k o l o r e t c , lecz t y l k o u t a ­
jona s t r u k t u r a i c h p o w i ą z a ń . I t a k oto znajduje
po­
t w i e r d z e n i e i n t u i c j a , iż n p . o s o b n i k w b i t y w s z l a g i e r o ­
w e spodnie, e x t r a k o s z u l ę , a opatrzony ponadto superm o d n y m i d e t a l a m i , miast b y ć en vogue, s t a n o w i ć m o ż e
ż a ł o s n ą k a r y k a t u r ę m o d y — uosobienie
niezrozumienia
i zanegowania j e j w y m o g ó w . Tymczasem socjologia s k ł o n ­
na jest do p o s ł u g i w a n i a się k l a s y f i k a c j a m i o p a r t y m i
w ł a ś n i e na p o j e d y n c z y c h , w y r w a n y c h z k o n t e k s t u i c y ­
sto z e w n ę t r z n y c h s y m p t o m a c h . „ N a p r z y k ł a d , s o c j o l o g
k u l t u r y — k o m e n t u j e Stefan Ż ó ł k i e w s k i — bada p r e ­
ferencyjne w y b o r y f i l m o w e danej zbiorowości. Jak ma
p o k l a s y f i k o w a ć f i l m y b ę d ą c e p r z e d m i o t e m w y b o r u , bez
uprzedniej analizy semiotycznej i f i l m ó w i odpowied­
n i c h z a c h o w a ń w i d z ó w ? (...) B e z w y n i k ó w
uprzedniej
analizy strukturalnej wszelka taka klasyfikacja, n i e z b ę d ­
n a p r z e c i e ż d l a socjologa k u l t u r y , b ę d z i e
dyletancka".
D o t y c z y to z r e s z t ą n i e t y l k o t a k d e l i k a t n e j i s p e c y f i c z ­
n e j r n a t e r i i i , j a k p r o d u k c j a a r t y s t y c z n a ale r ó w n i e ż k u l ­
t u r y m a t e r i a l n e j , czy s p o ł e c z n e j , d o k t ó r e j
aplikowane
są u p o r c z y w i e przez s o c j o l o g ó w , rzekomo o b i e k t y w n e ,
a w rzeczywistości mechaniczne i często z a t r a c a j ą c e j a ­
k i k o l w i e k sens w y n i k ó w , p o d z i a ł y n a g r u p y w i e k u , p ł c i
etc.
„ M i t — s t w i e r d z i ł R o l a n d B a r t h e s — polega
na
przedstawieniu szeregów natury i kultury — ukazywa­
n i u jako naturalnych, w y t w o r ó w s p o ł e c z n y c h , ideologicz­
nych, historycznych etc, przedstawianiu
bezpośrednich
produktów stosunków kulturowo-społecznych i związa­
n y c h z n i m i p o w i k ł a ń m o r a l n y c h , estetycznych,
klaso­
w y c h , czy i d e o w y c h , j a k o p o w s t a ł y c h s a m e p r z e z s i ę ,
co w k o n s e k w e n c j i p r o w a d z i do u z n a n i a i c h za » d o b r e
p r a w a « , »głos o p i n i i publicznej«, » n o r m y « ,
»chwalebne
z a s a d y « — j e d n y m s ł o w e m za rzeczy w r o d z o n e " . W y ­
c h o d z ą c od tej d e f i n i c j i z d e c y d o w a ł s i ę R o l a n d B a r t h e s
na a n a l i z ę , w k a t e g o r i a c h m i t u , szeregu z j a w i s k t z w .
w s p ó ł c z e s n e j k u l t u r y elit. W e ź m y na p r z y k ł a d pojęcie
„ p o s t ę p u c y w i l i z a c y j n e g o " . Jest w j e g o r a m a c h
rzeczą
p e w n ą — i zgodną zresztą z powszechnym
odczuciem
E u r o p e j c z y k ó w — iż n p . k u l t u r a p r a w n a
współczesnej
E u r o p y stoi w y ż e j o d j u r y s t y k i P i g m e j ó w M b u t i . S ą d ten
wydaje się tak oczywisty, że nie m u s i b y ć nawet uza­
s a d n i a n y czy t o w i ę k s z ą s k u t e c z n o ś c i ą ( t a k n i e j e s t ! ) ,
czy i n s t r u m e n t a l n ą p r a k t y c z n o ś c i ą ( i t a k n i e j e s t ! ) n a ­
szych k o d e k s ó w . W y p ł y w a o n b o w i e m z n i e u ś w i a d a m i a nego, a w k a ż d y m razie r z a d k o f o r m u ł o w a n e g o
prze­
konania, że k u l t u r a europejska realizuje najlepiej ogól­
noludzkie d ą ż e n i a psychiczne, moralne i intelektualne.
I n n y m i słowy, że n a t u r a l n y m i w r o d z o n y m d ą ż e n i e m
l u d z k o ś c i jest p ę d k u tej o d m i a n i e k u l t u r y , j a k ą w d r o ­
dze s p e c y f i c z n y c h z b i e g ó w o k o l i c z n o ś c i i p r o c e s ó w d z i e ­
j o w y c h w y t w o r z y ł a z a c h o d n i a E u r o p a . I t a k oto s a m a
natura
człowieka,
interes
jego
wrodzonych
potrzeb
u s p r a w i e d l i w i a ć poczyna narzucanie d a l e k i m M b u t i eu­
r o p e j s k i c h n o r m i p r a w , n a w e t j e ś l i p r o w a d z ą o n e do
konfliktów, dezintegracji społecznej i zagłady.
Takie najprostsze p r z y p a d k i m i t u , s t a n o w i ą c e niejako
r o z w i n i ę c i e jego d e f i n i c j i , i n t e r e s u j ą
jednak
Rolanda
Barthesa tylko marginalnie. W y r a f i n o w a n y smak inte­
l e k t u a l n y i ironiczny z m y s ł obserwacyjny, k a ż ą m u po­
d e j m o w a ć analizę p r z y p a d k ó w , w których mit przejawia

się w sposób bardziej z a k a m u f l o w a n y , b ą d ź paradoksal­
n y . Z n a j d z i e m y na t e j l i ś c i e w s p ó ł c z e s n y c h m i t ó w m . i n . ;
n o w y m o d e l C i t r o e n a , t w a r z G r e t y G a r b o , T o u r de F r a n ­
ce, f r a n c u s k i p l a k a t w y b o r c z y , s t r i p - t e a s e , w y o b r a ż e n i a
o E i n s t e i n i e , i k o n o g r a f i ę A b b e P i e r r e ' a , czy G u i d e B l e u .
Z a t r z y m a j m y się c h w i l ę przy ostatnim z tych p r z y ­
p a d k ó w . „ B y ł p a n w H i s z p a n i i ? ? — A czy w i d z i a ł p a n
A l h a m b r ę , corridę, Escurial, flamenco, Prado i Samosierr ę ? " — Ten bełkot pojęcio-zabytków charakteryzuje nie­
mal w pełni Hiszpanię z perspektywy Trabanta. Hiszpa­
n i e s ą n i e j a k o d o d a t k i e m do t e g o m e n u , d o d a t k i e m w ł a ś ­
ciwie z b ę d n y m . Escurial przestaje b y ć elementem c a ł e g o
systemu k u l t u r y i b e r y j s k i e j , w y r a s t a j u ż sam przez s i ę ,
deus ex machina, w r o z k ł a d z i e o b i e k t ó w , k t ó r e p o z n a ć
winien k u l t u r a l n y turysta. Obejrzenie nie t y l k o zastę­
puje t u zrozumienie, ale n i e p o s t r z e ż e n i e w k r a d a się w j e ­
go f u n k c j e . K t ó ż p y t a : ,, czy z r o z u m i a ł p a n f l a m e n c o ? "
Ten intelektualny b e ł k o t znajduje jednak swoich spon­
s o r ó w , s c h l e b i a j ą c y c h jego o f i a r o m . A l e ż to c a ł k i e m n a ­
t u r a l n e widzenie ś w i a t a . A l e ż tak w ł a ś n i e trzeba. I tak
o f i a r a z m i e n i a s i ę w w y r o c z n i ę , b ł ę d y w „ s ł u s z n e zasa­
dy". Powstaje kolejny m i t . „ G u i d e Bleu uznaje t y l k o
p e j z a ż e m a l o w n i c z e . M a l o w n i c z e j e s t z a ś t o , co j e s t w y ­
j ą t k o w e . P o m i ę d z y w i d o k a m i p o w o ł y w a n y m i przez G u i ­
de do e s t e t y c z n e g o i s t n i e n i a r ó w n i n a w y s t ę p u j e s p o r a ­
dycznie i to t y l k o wtedy, gdy m o ż n a s t w i e r d z i ć , że jest
żyzna. P ł a s k o w z g ó r z e nie istnieje wcale. Jedynie góra,
w ą w ó z , przełęcz lub w a r t k i potok z a d o ś ć u c z y n i ć m o g ą
w y m a g a n i o m panteonu
podróży, o tyle jednak
tylko,
o ile p o t ę g o w a ć m o g ą uczucia grozy, s a m o t n o ś c i i i m po­
d o b n y c h u n i e s i e ń . (...) O g ó l n i e rzecz b i o r ą c G u i d e B l e u
dzieli miałkość wszelkich opisów analitycznych odrzuca­
j ą c y c h jednocześnie w y j a ś n i a n i e i fenomenologię — nie
o d p o w i a d a o n na ż a d n e z p y t a ń , k t ó r e m o ż e sobie s t a ­
wiać współczesny podróżnik przyglądający się widokom
rzeczywistym, widokom, k t ó r e trwają. Sam już dobór
prezentowanych z a b y t k ó w niweczy j e d n o c z e ś n i e rzeczy­
w i s t o ś ć d a n e j z i e m i i d a n y c h l u d z i , p o m i j a w s z y s t k o co
m a t a m m i e j s c e w t e r a ź n i e j s z o ś c i , co j e s t w i ę c h i s t o r y c z ­
ne. I s t n i e j ą c y z a ś n i e j a k o s a m p r z e z s i ę z a b y t e k s t a j e
s i ę w k o ń c u n i e z r o z u m i a ł y , a w i ę c g ł u p a w y . T a k oto
p o w y n i s z c z e n i u w s z y s t k i e g o , co s ł u ż y z r o z u m i e n i u , s p o ­
t y k a nasz p r z e w o d n i k los w s p ó l n y z r e s z t ą w s z e l k i m m i ­
s t y f i k a c j o m — staje s i ę o n z a p r z e c z e n i e m w ł a s n e j f u n k ­
c j i — n a r z ę d z i e m z a ś l e p i a n i a . . . " ( M y t h o l o g i e s , 1968).
Wezwanie

do

kontekst k u l t u r o w y
n o w ą . Rzadko

ujęć

systemowych,

kto dał m u

jednak

zemplifikację, jak Roland Barthes.
unaocznić tą najgłębszą

prawdę

znajecie? — Siebie s a m y c h

JAN

STANISŁAW

uwzględniających

nie jest na p e w n o w e t n o l o g i i r z e c z ą
tak

dramatyczną

I któż jak on

etnografii — Kogóż

poznajecie!

eg-

potrafił
po­

(L.S.)

BYSTRON

B y s t r o ń (1892—1964) z a j m u j e w d z i e j a c h e t n o g r a f i i p o l ­
skiej p o z y c j ę w y j ą t k o w ą , a j e d n o c z e ś n i e zgoła specyfic7ną. Otóż a n i jego n a j w a ż n i e j s z e prace o charakterze
p o d r ę c z n i k o w y m , do k t ó r y c h p r z y k ł a d a ł s z c z e g ó l n ą w a ­
g ę (Wstęp
do ludoznawstwa
polskiego
1926 i rozsz. 1939,
Kultura
ludowa 1936, Etnografia
Polski 1947), a n i z a p o ż y ­
c z o n y o d E m i l a D u r k h e i m a i w m n i e j s z y m s t o p n i u od
Luciena L e v y - B r u h l a aparat metodologiczny nie o p a r ł y
s i ę z ę b o w i czasu. R ó w n i e ż m o n o g r a f i e z w y c z a j ó w z w i ą ­
z a n y c h z u p r a w ą z b ó ż (Zwyczaje
żniwiarskie
w
Polsce
1916) i z n a r o d z i n a m i (Słowiańskie
obrzędy
rodzinne
1916) s ą d z i ś w . w a r s t w i e i n t e r p r e t a c y j n e j
anachronicz­
ne. P o m i m o t o jest s p u ś c i z n a J a n a S t a n i s ł a w a B y s t r o n i a
ż y w y m ź r ó d ł e m inspiracji nowoczesnej etnologii polskiej,
a z a d e c y d o w a ł y o t y m trzy jej p r z e s ł a n i a :

�1. P i e r w s z y w ś r ó d p o l s k i c h e t n o g r a f ó w z w r ó c i ł B y ­
stroń u w a g ę na m i t o t w ó r c z y charakter konfrontacji s w ó j '
obcy ( w k t ó r e j k r y t e r i a o b c o ś c i m o g ą b y ć bardzo r ó ż ­
ne: etniczne, j ę z y k o w e , r e l i g i j n e ,
zawodowe, klasowe,
k u l t u r a l n e . . . ) i p r e c y z y j n e o p i s a ł w Megalomanii
Narodo­
wej (1935) m e c h a n i z m y m i t y z a c j i obcego. I t a k s k o n k r e ­
tyzowane początkowo symptomy obcości poczynają pod­
legać — p o d ł u g Jana S t a n i s ł a w a B y s t r o n i a — procesom
idealizacji w trzech w y m i a r a c h . Pierwszy z nich, k t ó r y
m o g l i b y ś m y określić j a k o w y o b r a ż e n i o w y , to p o s t ę p u j ą c a
d e f o r m a c j a o b r a z u obcego. N p . r e l i g i a ż y d o w s k a j e s t n a j ­
p i e r w i n n a , p ó ź n i e j o c z y w i ś c i e . gorsza, n a s t ę p n i e d e m o ­
niczna, wreszcie diabelska
i zbrodnicza
(w3 obrażenia
o mordach r y t u a l n y c h , d o d a w a n i u k r w i dzieci c h r z e ś c i ­
j a ń s k i c h do m a c y e t c ) . P o d o b n i e N i e m i e c ze ś m i e s z n e g o
c u d a k a staje s i ę d i a b ł e m , k o m u n i s t ą , z y s k u j e m i a n o Ż y ­
da, m a s o n a , ś w i ę t o k r a d c y , A n t y c h r y s t a etc. D r u g i w y ­
m i a r to r o z c i ą g a n i e s ą d u i n d y w i d u a l n e g o na c a ł ą g r u p ę :
to s t ą d w y r a s t a j ą k o s z m a r n e p o w i e d z e n i a o t y m , „ ż e d o ­
bry
N i e m i e c to t a k i , k t ó r y
spoczywa
pod
ziemią",
o „ s k ł o n n o ś c i a m e r y k a ń s k i c h W ł o c h ó w do z b r o d n i " , „ d y ­
b i ą c y c h na c n o t ę europejskich panienek A r a b a c h " , „ l e ­
n i w y c h c h ł o p a c h " . . . Stereotyp przestaje r ó ż n i c o w a ć . Z l y
j e s t k a ż d y N i e m i e c , w s z y s c y W ł o s i to m a f i o s o i t d . T r z e ­
c i m wreszcie w y m i a r e m jest idealizacia historyczna w y ­
twarzająca wrogów „odwiecznych", „wiekowe krzywdy",
czy c h o ć b y t r a g i c z n e , w i e ń c z ą c e Megalomanię
narodową
przysłowie, że „jak świat ś w i a t e m nie będzie Niemiec
P o l a k o w i b r a t e m " . B y w a j ą r ó w n i e ż , acz z n a c z n i e r z a ­
dziej, sytuacje o d w r o t n e : „ W ę g i e r , Polak d w a b r a t a n k i " .
wierzymy w „angielski spokój", „japońską pracowitość",
„ s k a n d y n a w s k ą u c z c i w o ś ć " — z n ó w bez w y j ą t k ó w , bez
zastrzeżeń. Na t y m p o z y t y w n y m przykładzie
zauważyć
m o ż e m y dalszy etap k s z t a ł t o w a n i a się obrazu obcych.
Nie d o ś ć w i ę c , że A n g l i k jest p u n k t u a l n y , ż e p u n k t u a l ­
n y jest k a ż d y A n g l i k , że k a ż d y A n g l i k b y ł , jest i b ę d z i e
p u n k t u a l n y , t r z e b a jeszcze t e n s t e r e o t y p z o b i e k t y w i z o ­
w a ć . I t a k f o r m u j e s i ę o s t a t e c z n i e m i t , w k t ó r y m nasze
wyobrażenia
o „odwiecznej
niższości k u l t u r a l n e j " np.
Papuasów przestają już być subiektywnymi, uwarunko­
w a n y m i historycznie s ą d a m i , a stają się „ p o c z u c i e m i n ­
s t y n k t o w n y m " . Z a p ó ź n i e n i e z a ś Papuasa jest o c z y w i ś c i e
cechą z „mlekiem matki wyssaną" (porównaj:
„Polka
mnie zrodziła, z jej piersi wyssałem...") lub w y k s z t a ł c o ­
n ą p r z e z o b i e k t y w n e (sic!) w a r u n k i h i s t o r y c z n e , czy n a ­
wet klimatyczne.
7

2. Szereg d r o b n y c h p r a c p o ś w i ę c i ł J a n
Stanisław
B y s t r o ń p r o b l e m a t y c e n i e p e n e t r o w a n e j d o t ą d p r z e z et­
n o g r a f i ę , j a k n p : n a p i s o m na drzewach, m o g i ł a c h , p r z e d ­
m i o t a c h c o d z i e n n e g o u ż y t k u , s z y l d a c h etc. (Napisy
—
drobiazgi tradycyjne
1927), z n a k o m g r a n i c z n y m i o r i e n t a ­
c y j n y m (Znaki 1938), j ę z y k o w i u c z n i ó w s z k o l n y c h , k o r p o ­
r a c j i z a w o d o w y c h , g r u p p r z e s t ę p c z y c h (Języki
drugorzęd­
ne 1911), z a s a d o m
konstruowania dowcipów
(Komizm
1939, w y d . z m i e ń . 1960), t z w . ł a ń c u s z k o m ś w . A n t o n i e ­
go (Łańcuch
szczęścia
1938), czy l u d o w y m w y o b r a ż e n i o m
k o s m o l o g i c z n y m (Wierzenia
o środku
świata
1923, Czyn­
niki magiczno-religijne
w osadnictwie
1937) etc. P r z y ­
c z y n i ł y s i ę one n i e t y l k o do w y d a t n e g o r o z s z e r z e n i a et­
n o g r a f i c z n e j b a z y ź r ó d ł o w e j , lecz u k a z a ł y r ó w n i e ż , iż
„ c h a r a k t e r s y m b o l i c z n y " , osadzony w g ł ę b o k i c h , u t a j o ­
nych strukturach m y ś l e n i a mitycznego m o g ą mieć r ó w ­
nież zjawiska, k t ó r y c h nie b y l i b y ś m y wcale s k ł o n n i t r a k ­
t o w a ć j a k o „ l u d o w e " , czy „ p i e r w o t n e " , i n n y m i s ł o w y , żc
m i t j e s t w ś r ó d nas. W a n a l i z i e o w y c h „ d r o b i a z g ó w " c h w y ­
t a ł się B y s t r o ń r ó ż n y c h s p o s o b ó w : od p ł a s k i e g o socjol o g i z m u (Języki
drugorzędne),
poprzez dociekania histor y c z n o - g e n e t y c z n e (Łańcuch
szczęścia),
a ż po p r ó b y b u ­
d o w y bardzo zresztą uproszczonych m o d e l i
(Czynniki...).
N i e o s i ą g n ą w s z y na t y m p o l u n a d m i e r n y c h
sukcesów

zwrócił

wszelako

uświadamiany
—

co w

Jan

Stanisław

charakter

warunkach

wielu

Bystroń

u w a g ę na

zjawisk kultury,

zmienność

trwaniu

nietakże

etnografii polskiej u z n a ć n a l e ż y

s z c z e g ó l n i e p i o n i e r s k i e — na z ł o ż o n y charakter
mian:

a

zdarzeń,

przy

za

ich prze­

jednoczesnym

długim

struktur.

3. „ O c z y w i ś c i e n i e m a m z ł u d z e ń co do tego, ż e
ogromna ilość c z y t e l n i k ó w będzie t r a k t o w a ł a
niniejszą
książkę jako zbiór mniej lub więcej wesołych opowia­
dań i zabawnych konceptów. Niech i tak będzie! Jeżeli
t e o r i a o k a ż e s i ę c h y b i o n a , to n i e c h p r z y n a j m n i e j k s i ą ż ­
ka w tej niezamierzonej r o l i o k a ż e się p r z y d a t n a . T y l e
j e s t k s i ą ż e k n a ś w i e c i e i to z n a j b a r d z i e j d o s t o j n y m i t y ­
t u ł a m i , z k t ó r y c h nawet takiego p o ż y t k u nie ma"
p i s a ł J a n S t a n i s ł a w B y s t r o ń w e w s t ę p i e do
Komizmu.
A w i ę c — dystans do w ł a s n y c h dzieł, k p i n a z k o t u r n ó w
i p o ż ó ł k ł y c h z a s ł u g , i u d y c z n y r ó w n i e ż cel n a u k i . J e ś l i
p r z y p o m n i m y j e d n a k , że ten sam r o z b a w i o n y autor p o ­
t r a f i ł w Megalomanii
narodowej
z d o b y ć się na d r a m a ­
t y c z n e p o t ę p i e n i e n a c j o n a l i z m u i n i e c o f n ą ć go n a w e t
w obliczu najplugawszych a t a k ó w i i n w e k t y w , p r z y z n a ć
chyba b ę d z i e m y m o g l i , że w y b r a ł on h u m a n i s t y k i n a j ­
i s t o t n i e j s z ą c z ą s t k ę i u z n a ć go za p r a w d z i w e g o n a u c z y ­
c i e l a n a u k o w e j 1'art d e v i v r e . (L.S.)

GEORGES

DUMEZIL

D u m e z i l u r . 1898 j e s t t w ó r c ą n o w o c z e s n e g o m i t o z n a w s t w a p o r ó w n a w c z e g o , a u t o r e m m . i n : L e Festin
d'immortalitć
( U c z t a n i e ś m i e r t e l n o ś c i ) 1924, Loki 1948,
L'idcnlogie tripa-atie
des Indo-Europeens
(Trójdzielna ideolo­
gia I n d o e u r o p e j c z y k ó w ) 1958, L c s Dieux
des
Germains
(Bogowie G e r m a n ó w )
1959, t r y l o g i i Mythe
et
Epopee
1968—1973, F e t e s romaines
d'dele et d'automne
(Letnie
i j e s i e n n e ś w i ę t a r z y m s k i e ) 1975, Manages
romains
(Wasela r z y m s k i e ) 1979. Ż a d n a z t y c h j e g o p r a c n i e byJa
t ł u m a c z o n a na j ę z y k p o l s k i .
O

znaczeniu

etnologii

Georgesa

zadecydowały

podstawowe

Dumezila

przede

dla

wszystkim

współczesnej
jego

cztery

tezy:

1. I ż m i t o l o g i e p o s z c z e g ó l n y c h g r u p e t n i c z n y c h , b ę ­
dąc odbiciami koherentnych i logicznych wizji
świata,
t w o r z ą zawsze s y s t e m y .
2. I ż p r ó b y n a w e t w z g l ę d n e g o d a t o w a n i a
wątków
m i t y c z n y c h s ą p r z e d s i ę w z i ę c i a m i ex d e f i n i t i o n e b e z p ł o d ­
n y m i , b o w i e m : „ K r z e s ł o nie jest p r o s t ą s u m ą k a w a ł k ó w
drewna, wiechci słomy i śrub metalowych, z których
zostało zrobione. Dopiero f u n k c j o n o w a n i e całości t ł u m a ­
czy
poszczególne
elementy. Wiedza
o wieku
owych
szczap, w i e c h c i , czy ś r u b n i e w i e l e s i ę w i ę c p r z y c z y n i do
zrozumienia — jeśli wolno się tak wyrazić — istoty
k r z e s ł a . " O w s z e m , m i t y m a j ą s w o j ą h i s t o r i ę ale w p i s a ­
n a j e s t ona i v d ł u g i e t r w a n i e ( l o n g u e d u r ć e ) n i e m i e r z a l ­
ne w k a t e g o r i a c h c h r o n o l o g i c z n y c h z a p o ż y c z o n y c h z h i ­
storii politycznej.
3. I ż o b r z ę d j e s t m i t e m w a k c j i , c z y l i i n n y m i s ł o ­
w y , o b r z ę d o w o ś ć i m i t o l o g i a b ę d ą c o d b i c i a m i tej samej
wizji świata mogą być interpretowane łącznie (wzajem­
nie
służyć
swojej
interpretacji). Natomiast
kwestia
pierwszeństwa
mitu
(Jacques Soustelle), ,czy
rytuału
(Victor B e r a r d , Robert Graves) nie ma w i ę k s z e g o zna­
czenia.
4. I ż s t r u k t u r a p a n t e o n u b ó s t w w s z y s t k i c h m i t o l o g i i
indoeuropejskich jest t r ó j d z i e l n a — b ó s t w a o w e r e a l i z u z u j ą b o w i e m t r z y zasadnicze f u n k c j e o d r ę b n e ale i w z a ­
j e m n i e s i ę d o p e ł n i a j ą c e : a. p a n o w a n i a , w sensie w ł a d z y
a d m i n i s t r a c y j n e j i n a d p r z y r o d z o n e j n a d ś w i a t e m , b. s i ­
ły zdobywczej — militarnej, с płodności. N p :

49

T

�Indie

funkcja
funkcja
funkcja

a.
b.
c.

Skandyna­

Rzym

(Weda)

wia

Mitra

Туг

Waruna
Indra

Odyn

Dius
Jupiter

Bliźnięta

Thorr
Nsordr

Mars
Quirinus

Nasatya

Freyr

Flora

(Edda)

etc.

s a m i e n i e t e g o co ś w i ę t e z t y m co s p o ł e c z n e , a t a k ż e i d e a
p r y m a t u s p o ł e c z e ń s t w a nad k a t e g o r i a m i m y ś l i , nie m o ­
gą b y ć k o n t y n u o w a n e przez s t r u k t u r a l n ą — a n i w o g ó ­
le w s p ó ł c z e s n ą — e t n o l o g i ę . K o n k r e t n e p r a c e e t n o g r a ­
ficzne
Marcela
M a u s s a
(1872—1950) p r z y n o s z ą
tu
w p r a w d z i e n i e r z a d k o c i e k a w ą d o k u m e n t a c j ę tez s o c j o l o g i z m u : gdy bada on okresowe n a r a s t a n i e i z a m i e r a ­
nie ż y c i a r e l i g i j n e g o E s k i m o s ó w j a k o p r o s t ą
funkcję
zjawiska s p o ł e c z n e g o — k o n c e n t r a c j i i rozpraszania się
w ę d r u j ą c y c h g r u p , gdy demonstruje potęgę społecznej
s u g e s t i i d o p r o w a d z a j ą c e j j e d n o s t k ę do ś m i e r c i , czy t e ż
gdy szkicuje s p o ł e c z n e u w a r u n k o w a n i a
indywidualnych,
bezwiednych w r ę c z „ s p o s o b ó w p o s ł u g i w a n i a się c i a ł e m "
1

2

O s t a t n i a (4) z t y c h tez b u d z i d z i s i a j n a j w i ę c e j u
sadnionych wątpliwości. W y s u n i ę t e kontrpropozycje uka­
z u j ą b o w i e m system p r z e c i w s t a w i e ń b i n a r n y c h j a k o zbsadnicze r u s z t o w a n i e k o n s t r u k c j i m i t ó w , w k t ó r e j u k ł a d
triadowy odgrywałby tylko drugorzędną,
uzupełniającą
rolę. N a t o m i a s t p o z o s t a ł e trzy tezy z o s t a ł y w t y m stoyn i u z a s y m i l o w a n e przez n o w o c z e s n ą e t n o l o g i ę , ż e w y ­
d a w a ć się j u ż m o g ą — n i e b a g a t e l n y to d o w ó d znaczenia
d z i e ł a ich autora dla r o z w o j u d y s c y p l i n y — nieledw ie
t r u i z m a m i . S z c z e g ó l n i e p r z y t y m w a ż n e w y d a j e się d z i ­
siaj s t w i e r d z e n i e s t r u k t u r a l n e j t o ż s a m o ś c i m i t ó w i c y k ­
l ó w o b r z ę d o w y c h , oraz ich
systemowego
charakteru.
P r z e s ł a n k i te legły w s z a k ż e u podstaw nie t y l k o b a d a ń
n a d m i t a m i , czy r y t u a ł a m i l u d o w y m i , lecz r ó w n i e ż i c h
pojedynczymi o k r u c h a m i i p o g ł o s k a m i , czyli tą
sfera
kultury,
k t ó r ą o k r e ś l a ć się p r z y j ę ł o
eufemistycznymi
m i a n a m i : „ w i e r z e n i o w o ś c i " , „ z a b o b o n u " albo „ p r z e s ą d u " ,
a k t ó r ą obecnie u w a ż a m y — zgodnie z Georgesem D u m ć z i l c m — za j e d n ą z f u r t e k do „ w y ś w i e t l e n i a i z r o z u ­
m i e n i a s t r u k t u r m y ś l e n i a l u d z k i e g o " . (L.S.)
T

STEFAN
CZARNOWSKI
I
GICZNEJ
INTERPRETACJI
KATEGORII
MYŚLI)

MARCEL
MAUSS
KULTURY
DO

(OD
SOCJOLO­
ELEMENTARNYCH

O d p o w i e d ź na w s t ę p n e p y t a n i e biograficzne: j a k ą e t y k i e ­
t ę p r z y d a w a ć o b u t y m p o s t a c i o m — e t n o l o g ó w czy so­
cjologów — będzie zależeć od p r z y j ę t e g o k r y t e r i u m w y ­
r ó ż n i a n i a obu dyscyplin. Jeśli o ich o d r ę b n o ś c i m a sta­
n o w i ć p r z e d m i o t b a d a ń , to w ó w c z a s z n a c z n a CZĘŚĆ d o ­
robku t y c h t e o r e t y k ó w k u l t u r y i badaczy społeczności
archaicznych, ich religii, m i t o l o g i i , t r a d y c y j n e j
kultury
c h ł o p s k i e j m i e ś c i się w szeroko p o j ę t e j etnologii. M o ż n a
jednak różnicę m i ę d z y socjologią a etnologią u s t a n a w i a ć
n i c w sferze p r z e d m i o t u b a d a ń &lt; z j a w i s k w y j a ś n i a n y c h ,
e x p l a n a n d u m , ale w sferze e x p l a n a n s o w — f a k t ó w p r z e z
k t ó r e w y j a ś n i a się b a d a n ą r z e c z y w i s t o ś ć s p o ł e c z n o - k u l t u r o w ą . A w t e d y s o c j o l o g i ę b ę d z i e o d r ó ż n i a ć od e t n o l o g i i
to, iż p i e r w s z a t ł u m a c z y k u l t u r ę f u n k c j o n o w a n i e m
me
c h a n i z m ó w społeczeństwa, druga zaś —
wewnętrznymi
m e c h a n i z m a m i j e j sarnej. M i e j s c e o b u b a d a c z y b y ł o b y
w ó w c z a s w d y s c y p l i n i e , przez samego C z a r n o w s k i e g o
n a z y w a n ą socjologią kultury.
A b y n a l e ż y c i e szeroko — w b r e w d z i s i e j s z e m u s k o ­
jarzeniu z r o z u m i e ć ten t e r m i n , trzeba w z i ą ć pod u w a g ; ,
że zakorzeniony jest on w m y ś l i teoretycznej francuskiej
szkoły socjologicznej, stworzonej przez E m i l a
D u r k h e i m a (1859—1917), k t ó r e j c z y n n y m i u c z e s t n i k a m i b y l i o b a j
badacze. Z a r ó w n o e t n o l o g i a j a k s o c j o l o g i a czy n a w e t h i ­
storia są w d u r k h e i m o w s k i m ujęoiu s k ł a d o w y m i jednej
nauki generalnej — antropologii, k t ó r a traktuje o czło­
w i e k u j a k o istocie s p o ł e c z n e j . N a u k i te o d r ó ż n i a oczy­
w i ś c i e s p e c y f i k a b a z y ź r ó d ł o w e j , ale o d m i e n n e t y p y f a k ­
t ó w m a j ą s ł u ż y ć do k o n s t r u o w a n i a w s p ó l n y c h d l a c a ł e j
antropologii ogólnych praw życia społecznego. Akcent
k ł a d z i o n y t u na idei s p o ł e c z e ń s t w a p r z e j a w i a się w y r a ź ­
nie w h a s ł a c h , k t ó r e nierzadko z a s ł u g u j ą w r ę c z na m i a ­
no m i s t y f i k a c j i p a n - s o c j o l o g i z m u . P r o g r a m o w e s f o r m u ­
łowania
Durkheima, typu:
„pod
postacią
adorowanej
ś w i ę t o ś c i ( b ó s t w a ) g r u p a czci s a m ą s i e b i e " , d a l e j — u t o ż -

50

1

3

— w s z ę d z i e widoczne jest p o d p o r z ą d k o w a n i e f a k t ó w i n ­
d y w i d u a l n y c h (fizjologicznych i psychologicznych) socjo­
logicznym.
C h o c i a ż p o g l ą d y te z p e w n o ś c i ą nie są m y l n e i ш з
w y m a g a j ą dziś s z c z e g ó l n e j r e w a l o r y z a c j i , to p r z e c i e ż nie
w idei s p o ł e c z e ń s t w a szuka s t r u k t u r a l n a etnologia
pa­
r a d y g m a t u dla w y j a ś n i e n i a k u l t u r y . C z y m zatem z a s ł u ­
ż y ł sobie M a u s s n a p o w t ó r n e o d k r y c i e , j a k i e g o d o k o n a ł
L e v i - S t r a u s s , a u t o r obszernego w p r o w a d z e n i a do jego
p i s m ( S o c i o l o g i e et antropologie
1950, w y d . p o l . S o c j o l o ­
g i a i antropologia,
W a r s z a w a 1973 ( I ) . A n a l o g i c z n i e z a p y ­
t a j m y t e ż , co w p r a c a c h C z a r n o w s k i e g o w y m a g a d z i ś
najuważniejszego
odczytania. K w e s t i ę tę
potraktujemy
z a r a z e m j a k o s p o s o b n o ś ć do z a s t a n o w i e n i a s i ę , co d l a
etnologii strukturalnej w y n i k a z prac o biegunowo od­
m i e n n y c h z a ł o ż e n i a c h i j a k to s i ę w o g ó l e d z i e j e ż e
w p r a c a c h t y c h — z a c z y n a j ą c y c h s i ę z r e g u ł y od z d e ­
cydowanie socjocentrycznych deklaracji programowych
— jest z a s k a k u j ą c o d u ż o t a k i c h
gotowi jesteśmy przyjąć.

ustaleń,

które

i

dzisiaj

D w a a k t u a l n e do d z i ś d z i e ł a M a u s s a t o n a p i s a n a
w r a z z I I . H u b e r t e m p r a c a Esąuisse
d'une theorie
ge­
nerale
de la magie, 1902—1903, w y d . p o l . Zarys
ogól­
nej
teorii
magii
(I), a przede wszystkim
imponujący
Esąuisse
sur
le don,
1923—24 — Szkic
o darze
(1).
W
pierwszym
formułuje
myśli, które
stanowią
na­
s t ę p n y po d z i e l e F r a z e r a k r o k k u z r o z u m i e n i u m a g i i .
Uwydatnia binaryzm w myśleniu magicznym
(zresztą
to j e g o m i s t r z i w u j , D u r k h e i m , j e s t t w ó r c ą
opozycji
sacrum — profanum, która zrobi później t a k ą k a r i e r ę
w nauce: „ w s z y s t k i e m a g i e s p e k u l o w a ł y na p r z e c i w i e ń ­
s t w a c h , na o p o z y c j a c h : p o w o d z e n i e i pech, z i m n o i c i e p ­
ło, w o d a i o g i e ń , w o l n o ś ć i p r z y m u s itd. W i e l e rzeczy
u g r u p o w a n o n a zasadzie p r z e c i w i e ń s t w i p o s ł u g i w a n o
się ich o p o z y c y j n y m c h a r a k t e r e m . B ę d z i e m y zatem u w a ­
ż a l i p o j ę c i e p r z e c i w i e ń s t w a za s p e c y f i c z n e p o j ę c i e m a g i i "
( I , s. 92). P r e c y z u j e p r a w a m y ś l o w e , k t ó r e r z ą d z ą m a ­
gią, p r z y c z y m stale a k c e n t u j e p o n a d - i n d y w i d u a l n y , spo­
łeczny charakter magicznych operacji m y ś l o w y c h ,
co
u p o d a b n i a m a g i ę do j ę z y k a : „ M a g i a j e s t p r z e c i e ż m o ż l i ­
w a t y l k o dlatego, że operuje p o k l a s y i i k o w a n y r n i
gatun­
k a m i . G a t u n k i i k l a s y f i k a c j e są j u ż same z j a w i s k a m i
z b i o r o w y m i . Tego w ł a ś n i e dowodzi ich a r b i t r a l n y charak­
t e r i n i e w i e l k a i l o ś ć w y b r a n y c h p r z e d m i o t ó w do k t ó r y c h
s i ę o g r a n i c z a j ą . (...) s t a j e m y t u w o b e c z j a w i s k p o d o b ­
n y c h d o z j a w i s k m o w y . (...) P o d o b n i e j a k d l a r z e c z y
istnieje s k o ń c z o n a ilość n a z w i n i e w i e l k a ilość z n a k ó w ,
podobnie j a k s ł o w a p o z o s t a j ą w o d l e g ł y m t y l k o albo
zgoła ż a d n y m z w i ą z k u z rzeczami, k t ó r e oznaczają, tak
związki między znakiem magicznym i rzeczą oznaczaną
s ą w p r a w d z i e bardzo ś c i s ł e , ale t e ż i bardzo nierzeczy­
wiste; są to z w i ą z k i liczby, płci, obrazu — i w o g ó l e
wszystkich w y o b r a ż o n y c h j a k o ś c i — wszelako j a k o ś c i
w y o b r a ż o n y c h przez s p o ł e c z e ń s t w o " (s. 103—4). , , U p o d ­
łoża systemu w r ó ż b i a r s k i e g o znajduje się, p r z y n a j m n i e j
i m p l i c i t e , s y s t e m k l a s y f i k a c j i (...) k a ż d a m i t o l o g i a
jest
w g r u n c i e r z e c z y k l a s y f i k a c j ą " ( I , s. 772—3).

�P r z y z n a n i e k l u c z o w e j r o l i praw-om k l a s y f i k a c j i i k o ­
jarzenia, dzięki relacjom p o d o b i e ń s t w a i ciągłości z j e d ­
nej a opozycji z drugiej strony, u p o w a ż n i a Maussa —
k i e d y w y j a ś n i a m a g i ę — do r e z y g n a c j i z T y l o r o w s k i c j
k o n c e p c j i a n i m i z m u , t e o r i i duszy, p o j ę c i a p a r t y c y p a c j i
i t d . I d e e t e u w a ż a o n n i e bez r a c j i za k a t e g o r i e w ł a ś ­
ciwe
indywidualistycznie
nastawionym
europejskim
u m y s ł o m , podczas gdy z j a w i s k o m a g i i — j a k wszelkie
i n n e — n a l e ż y w y j a ś n i a ć za p o m o c ą k a t e g o r i i m y ś l o ­
w y c h w y p r a c o w a n y c h p r z e z z b i o r o w o ś c i , w k t ó r y c h ono
istnieje. K i e r u j ą c się t ą d y r e k t y w ą o d k r y w a u podstaw
zjawisk w y s t ę p u j ą c y c h w społeczeństwach plemiennych
( t a k i c h j a k m a g i a czy p e r m a n e n t n a w y m i a n a
darów)
p e w n e specyficzne kategorie m y ś l o w e , k t ó r e s ą o w y m
g r u p o m w ł a ś c i w e a „ c a ł k o w i c i e obce n a s z y m r o z s ą d k o m
d o r o s ł y c h E u r o p e j c z y k ó w " . S ą to t u b y l c z e i d e e
typu
mana — z a r a z e m s i ł y i s u b s t a n c j i , j a k b y e t e r u , d z i ę k i
i s t n i e n i u k t ó r e g o m o ż l i w e jest d z i a ł a n i e magiczne albo
t y p u hau — „ d u c h a r z e c z y d a r o w a n e j " , k t ó r y p o w o d o ­
w a ć m a wieczne k r ą ż e n i e d a r ó w .
I t u w ł a ś n i e — jak wskazuje Levi-Strauss — roz­
p o c z y n a s i ę ś l e p a u l i c z k a : c h c ą c u c i e c od i n t e r p r e t a c j i
europocentrycznych
Mauss ulega
spekulacjom
tubyl­
czym, k t ó r e też przecież m i s t y f i k u j ą rzeczywistość. Za­
t e m w y j a ś n i e n i e n i e p o w i n n o o d w o ł y w a ć s i ę do t u b y l ­
czej t e o r i i m a g i i czy w y m i a n y a n i t e ż d o „ e u r o p e j s k i e j "
l o g i k i k l a s y c z n e j , ale do „ z n a c z n i e b a r d z i e j a b s t r a k c y j ­
nej matematycznej l o g i k i relacji", na j ę z y k k t ó r e j L e v i -Strauss proponuje
przeformułować
p o j ę c i e mana
(i,
s. X L V ) .
W z g o d z i e ze s w y m i p r y n c y p i a m i s o c j o l o g i z m u M a u s s
postulował badanie wszystkich „ e l e m e n t a r n y c h kategorii
m y ś l i z b i o r o w e j " j a k o u z a l e ż n i o n y c h zawsze o d f o r m
życia społecznego. Sama zresztą ludzka u m i e j ę t n o ś ć ka­
tegoryzacji, klasyfikowania zjawisk ma w t y m ujęciu
— biegunowo o d m i e n n y m od strukturalistycznego
—
s w ó j czysto s p o ł e c z n y r o d o w ó d . A n a l i z u j ą c w r a z z D u r k h e i m e m t o t e m i z m j a k o s k ł o n n o ś ć do w y r ó ż n i e n i a w s z e l ­
k i c h r o d z a j ó w rzeczy ( z w i e r z ą t , r o ś l i n itd.) na podo­
bieństwo podziałów własnej grupy plemiennej,
pisze:
.„Nie j e s t b y n a j m n i e j t a k , j a k zdaje s i ę p r z y p u s z c z a ć
Frazer, że z w i ą z k i logiczne m i ę d z y rzeczami p o s ł u ż y ł y
za p o d s t a w ę z w i ą z k o m s p o ł e c z n y m m i ę d z y l u d ź m i , lecz
w r ę c z p r z e c i w n i e , te d r u g i e b y ł y p i e r w o w z o r e m p i e r ­
w s z y c h " ( I , s. 776). „ N i e m a p o w o d u p r z y j m o w a ć za
rzecz o c z y w i s t ą , ż e l u d z i e k l a s y f i k u j ą w s p o s ó b c a ł k i e m
n a t u r a l n y na m o c y w e w n ę t r z n e j k o n i e c z n o ś c i
swojego
j e d n o s t k o w e g o rozumu... to k l a s y f i k a c j a rzeczy o d t w a ­
rza k l a s y f i k a c j ę l u d z i " ( I , s. 714—715). B r z m i t o j a k
p o l e m i k a z L e v i - S t r a u s s e m , k t ó r y p r z e c i e ż d o p i e r o w 60
lat p ó ź n i e j napisze: „ Z a ł o ż e n i e m życia s p o ł e c z n e g o , na­
w e t p i e r w o t n e g o , jest zawsze d z i a ł a n i e i n t e l e k t u , k t ó r e :go w ł a ś c i w o ś c i f o r m a l n e n i e m o g ą b y ć b e z p o ś r e d n i m
(odbiciem konkretnej organizacji s p o ł e c z e ń s t w a " (Totc•mizm, W a r s z a w a 1962, s. 129).
U p r o ś c i l i b y ś m y j e d n a k obraz p o w y ż s z e j k o n t r o w e r s j i
g d y b y ś m y przeoczyli paradoksalny fakt, ż e c y t o w a n y m
t u z d a n i e m L e v i - S t r a u s s r e k a p i t u l u j e p o g l ą d y ... s a m e g o
Durkheima, w
dziele k t ó r e g o
dostrzega
wewnętrzną
sprzeczność:
socjocentrycznej
werbalistyce
towarzyszy
zrozumienie dla koncepcji w y c h o d z ą c e j od p r a w l u d z ­
k i e g o u m y s ł u . J e ś l i tak jest w istocie, to z n a c z y ł o b y ,
że o j c o w i e francuskiej s z k o ł y socjologicznej w t o k u k o n ­
k r e t n y c h analiz p r z e b i l i się na d r u g ą s t r o n ę s w y c h w ł a s ­
n y c h z a ł o ż e ń ; t a k d ł u g o badali system m y ś l i j a k o po­
chodny wobec systemu społecznego, że wreszcie o k a z a ł
się on rzeczą n i e l e d w i e n a j w a ż n i e j s z ą .
Formułowany
przez n i c h p r o g r a m b a d a n i a „ s p o ł e c z n e j h i s t o r i i k a t e g o r i i
ludzkiego
umysłu",
sporządzenia
katalogu
kategorii,
;z u w z g l ę d n i e n i e m
ich zmienności w różnych
typach

s p o ł e c z e ń s t w , r e a l i z o w a ł c a ł y zespól uczonych. W efek­
cie z a d o k u m e n t o w a n a
została odmienność
pojmowania
t a k i c h , z d a w a ł o b y s i ę u n i w e r s a l n y c h k a t e g o r i i , j a k czas
i p r z e s t r z e ń , c a ł o ś ć , r o d z a j , osoba, s u b s t a n c j a i t d . M o ż e
to w ł a ś n i e u d o w o d n i e n i e istnienia innej l o g i k i , r z ą d z ą ­
cej n p . k a t e g o r i ą czasu i p r z e s t r z e n i , w m y ś l e n i u
ar­
c h a i c z n y m w o l n o n a m u z n a ć za n a j i s t o t n i e j s z e o s i ą g n i ę ­
cie t e j s z k o ł y , c h o ć p r z y c z y n t y c h o d m i e n n o ś c i n i e w i ą ­
ż e m y d z i ś t a k p o p r o s t u ze z m i e n n y m i s o c j o l o g i c z n y m i .
S t e f a n C z a r n o w s k i (1879—1938) — z a p o c z ą t k o w a ł
w ramach szkoły c h a r a k t e r y s t y k ę kategorii przestrzeni,
i d ą c t u w ś l a d za H u b e r t a s t u d i u m o czasie. C a ł e j e g o
d z i e ł o jest z r e s z t ą p r z e n i k n i ę t e d u c h e m s z k o ł y francus­
k i e j . Teza D u r k h e i m a , ż e idea s p o ł e c z e ń s t w a o d z w i e r ­
ciedla się w idei b ó s t w a , przebija n a w e t w t a k i c h l a ­
p i d a r n y c h k o n s t a t a c j a c h C z a r n o w s k i e g o na t e m a t r e l i ­
g i j n o ś c i l u d u p o l s k i e g o , j a k c z ę s t o c y t o w a n y s ą d iż
chłop p a ń s z c z y ź n i a n y p r z y d a w a ł Matce Boskiej,
Opie­
kunce i O r ę d o w n i c z c e rysy ł a s k a w e j i w s t a w i a j ą c e j się
za n i m „ d o b r e j p a n i e n k i ze d w o r u " (Kultura
religijna
wiejskiego
ludu
polskiego,
1937 ( w : ) Dzieła,
1956 ( I I ) .
Inspiracja Maussowska n a j w y r a ź n i e j w y s t ę p u j e w stu­
d i u m n a t e m a t i r l a n d z k i e j l e g e n d y o ś w . P a t r y k u , Kult
bohaterów
i jego społeczne
podłoże.
Sw. Patryk
bohater
narodowy
Irlandii,
1919 ( I I ) . S p o ł e c z e ń s t w o i r l a n d z k i e
w c z e s n e g o ś r e d n i o w i e c z a zostaje t u p r z e d s t a w i o n e
tro­
c h ę na p o d o b i e ń s t w o E s k i m o s ó w , gdzie z a s a d n i c z ą isto­
t ą k u l t u r o t w ó r c z e j z m i a n y j e s t f a k t s k u p i e n i a po o k r e ­
s o w y m rozproszeniu. Legenda
irlandzka ma
stanowić
mit ś w i ą t narodowych — „jedynych chwil, gdy n a r ó d
l o b i w r a ż e n i e zorganizowanej
g r u p y " . Przez w i ę k s z o ś ć
r o k u b o w i e m c z ł o n k o w i e g r u p y żyją w rozproszeniu (nie
ma t u miast ani wsi) „ w d n i powszednie nie istnieją
o n i , rzec m o ż n a , i n a c z e j n i ż j a k o j e d n o s t k i ; s p o t y k a j ą
s i ę ze s o b ą w y ł ą c z n i e w ś w i ę t a (...) Ś w i ę t o j e s t j e d y n ą
chwilą, w której społeczeństwo uświadamia
sobie ż e
istnieje jako grupa, a u ś w i a d a m i a t y m silniej, i m m n i e j ­
szy j e s t k o n t a k t m i ę d z y j e g o c z ł o n k a m i w
okresach
d z i e l ą c y c h j e d n o ś w i ę t o od d r u g i e g o " ( I I , t . I V , s. 118,
233).
P o s t a ć bohatera bada C z a r n o w s k i j a k o osobowy w i ­
zerunek g r u p y — ale nie pokazuje w y r a ź n i e m e c h a ­
nizmu społecznych
uwarunkowań
legendy.
Odnajduje
za to n i e j a k o w e w n ę t r z n e , h i s t o r y c z n o - k u l t u r o w e i m i t o ­
logiczne d e t e r m i n a n t y z e s p o ł u w i e r z e ń n a t e m a t osoby
ś w i ę t e g o . M ó w i ą c k r ó t k o : d o w o d z i , iż
chrześcijańska
hagiografia zajęła t u miejsce plemiennej epiki, legen­
darna osobowość św. Patryka została bowiem zbudo­
wana z e l e m e n t ó w rodem z irlandzkiej tradycji
epic­
k i e j i m i t o l o g i c z n e j . N i e b y ł o to t y l k o p r z e j ę c i e p o s z ­
czególnych m o t y w ó w m i t y c z n y c h i wzbogacenie t a k i m i
kliszami legendarnego ż y w o t u świętego. Legenda irlandz­
k a to w c a l e n i e z b i ó r e p i z o d ó w m i t y c z n y c h „ n a h a f t o w a n y c h n a k a n w i e o p o w i a d a n i a , lecz w g r u n c i e
rzeczy
j e j o b c y c h " ; t u sama k a n w a m a c h a r a k t e r g ł ę b o k o . m i ­
tologiczny. Jak pokazuje C z a r n o w s k i k a n w a ta — a w i ę c
p o w i e d z i e l i b y ś m y : s t r u k t u r a t e k s t u — w s p ó l n a jest dla
b a d a n e j l e g e n d y oraz d l a w i ę k s z o ś c i m i t ó w i r l a n d z k i e g o
c y k l u mitologicznego. C y k l ten obejmuje
wieloaktową
historię kolejnych fal bogów i demonów, najeżdżających
w y s p ę i n i s z c z ą c y c h się n a w z a j e m . G ł ę b o k a
analogia
o b e j m u j e n i e t y l k o l e g e n d ę i m i t y , ale t a k ż e o b r z ę d y
— g r o m a d n e ś w i ę t a d o r o c z n e w r a z ze s k ł a d a n y m i n a
n i c h o f i a r a m i . P r e z e n t a c j a tego z w i ą z k u n i e w y p a d ł a ,
ze w z g l ę d u n a p o g m a t w a n i e i r l a n d z k i e j m i t o l o g i i , n a ­
zbyt czytelnie.
M i t y irlandzkiego cyklu m ó w i ą o
powtarzających
s i ę n a j a z d a c h b o g ó w zza m o r z a , k t ó r z y w y z w a l a j ą k r a j
spod
władzy
poprzedników,
zaś p ó ź n i e j
sami
giną.
Chrystianizacyjna misja Patryka, który również przybył

51

1

�— j a k o c u d z o z i e m i e c — zza m o r z a , z k r a i n y p r z y p o ­
m i n a j ą c e j m i t o l o g i c z n ą s i e d z i b ę b o g ó w — jest w i ę c dzie­
ł e m a n a l o g i c z n y m i s t a n o w i ostatni r o z d z i a ł tej samej
m i t o l o g i i . Co w i ę c e j , ś m i e r ć s t a r y c h b o g ó w i t r i u m f n o ­
w y c h oraz liczne, s k ł a d a j ą c e się n a m i t o l o g i ę c e l t y c k ą
w ą t k i p o c h o d n e w o b e c tego m o t y w u ( k r ó l o b ó j s t w a , t r a ­
giczne ś m i e r c i w d n i w i e l k i c h ś w i ą t ) są — j a k to e n i g ­
matycznie formułuje Czarnowski — „mitami odpowia­
d a j ą c y m i " n a j w i ę k s z y m ś w i ę t o m , p r z y p a d a j ą c y c h na po­
c z ą t k i zasadniczych p ó r r o k u ; podobnie i legenda patr y c j a ń s k a w i ą ż e się kalendarzowo z W i e l k a n o c ą . Noto­
ryczne w m i t o l o g i i celtyckiej epizody ś m i e r c i w dzień
ś w i ę t a m a j ą s t a n o w i ć „ m i t s k ł a d a n e j tego d n i a o f i a r y " ,
u k ł a d a j ą c się w r y t m c y k l u rocznego. Ś w i ą t e c z n a ofia­
ra w y n i k a ć ma — t u Czarnowski idzie ś l a d e m Frazera
— z idei u ś m i e r c a n e g o i z m a r t w y c h w s t a ł e g o
bóstwa;
„ o d r o d z e n i e s i ę boga w r o z m a i t y c h p o s t a c i a c h j e s t s t a ­
ł y m e l e m e n t e m w y d a r z e ń z w i ą z a n y c h ze ś w i ę t a m i
w
I r l a n d i i (...) o f i a r a ś w i ą t e c z n a j e s t c z y m ś , co n a m w y ­
jaśnia kolejność klęsk i zwycięstw w życiu mitycznych
najeźdźców.
Powszechny
w mitach motyw —
stały
p o w r ó t d u c h ó w kolonizatorów, którzy w pewne określo­
ne d n i p r z y b y w a j ą z a s t ą p i ć s w y c h k r e w n y c h z m a r ł y c h
l u b w y m o r d o w a n y c h p r z e z n i c h — s p r o w a d z a s i ę do
wyobrażenia
obrzędowej
śmierci
boga
świątecznego,
śmierci poprzedzającej
r y c h ł e jego z m a r t w y c h w s t a n i e
(...) d z i e j e n a j a z d ó w , k t ó r y c h p o s z c z e g ó l n e e p i z o d y u k ł a ­
dają
się zgodnie z kolejnością
świąt, są
mitycznym
w y o b r a ż e n i e m liczbowego c y k l u p ó r roku. C y k l ten dzie­
l i się na okresy, k t ó r e o d p o w i a d a j ą z m i a n o m z a c h o d z ą ­
c y m w p r z y r o d z i e " ( I I , t . I V , 103, 107—108).
Natomiast rezultaty szczegółowej analizy
skłaniają
C z a r n o w s k i e g o do w n i o s k ó w , c h y b a c e n n i e j s z y c h n i ż t e ,
k t ó r e w y n i k a ł y b y z socjologicznych założeń: św. Patryk
zawdzięcza s w ą p o p u l a r n o ś ć nie tyle mechanizmom ściśle
społecznym, ile zbieżności z postaciami i schematami
mitologicznymi a w u f o r m o w a n i u legendy uczestniczyły
również ukryte reguły w a r u n k u j ą c e jej związek z m i ­
tem, o b r z ę d e m c y k l u dorocznego i l o g i k ą ofiary: P a t r y k
p e ł n i r o l ę n o w e g o boga, z a j m u j ą c e g o m i e j s c e b o g a u ś ­
mierconego w ofierze, jest w i ę c b o g i e m o d r a d z a j ą c y m
się, z w y c i ę s k i m .

o r a z n a g r a n i c y i poza j e j o b r ę b e m ,
razem miejsca s k u t e c z n o ś c i o b r z ę d ó w .

co

wyznacza

za­

W s p o s ó b z g o ł a p r e k u r s o r s k i dostrzega z w i ą z e k k a ­
t e g o r i i p r z e s t r z e n i i czasu, r o z u m i a n e g o j a k o n a s t ę p s t w a
p o k o l e ń , z w i ą z e k , k t ó r y m y ś l symboliczna unaocznia w
i d e i c e n t r a l n e j osi k o s m i c z n e j . Z w r a c a u w a g ę n a g ł ę b o ­
kie znaczenie w o b r z ę d o w o ś c i r u c h u spiralnego i jego
z w i ą z e k z r u c h e m p o osi g ó r a - d ó ł , c h o ć o g r a n i c z a s i ę
t u do i n t e r p r e t a c j i s o c j o l o g i c z n y c h .
Czarnowska
uwrażliwia
nas
na
fakt
nieciągłości
przestrzeni w k u l t u r a c h t r a d y c y j n y c h , na to ż e n i e jest
t a m ona c z y s t ą „ f o r m ą poznania", że jest r ó ż n o r o d n i e
w a r t o ś c i o w a n a i z a b a r w i o n a u c z u c i o w o . W y c h o d z ą c z za­
ł o ż e n i a , ż e to o k r e ś l o n e k o n w e n c j e s p o ł e c z n e d e t e r m i ­
n u j ą sposoby p o d z i a ł u przestrzeni n i e u k a z a ł w p r a w d z i e ,
że o w e k o n w e n c j e b a z u j ą n a systemach w y o b r a ż e ń m a ­
j ą c y c h s w ą logikę, b y ł j e d n a k bardzo blisko ustalenia
p o d s t a w o w y c h zasad t e j l o g i k i . P r z e c z u w a ł t o c h y b a ,
bowiem w swych rozważaniach nad ruchem w i r o w y m
w y p o w i a d a zdanie, k t ó r e m u i z dzisiejszej p e r s p e k t y w y
przyznajemy s ł u s z n o ś ć : „ Z d a j e m i się, ż e p r z y c z y n i a m
s i ę do ( r o z w i ą z a n i a d o ś ć w a ż n e g o z a g a d n i e n i a , w k a ż d y m
r a z i e m o j a p r ó b a . s t a n o w i n o v u m " . (J.S.W.)

1

Es­
Socjo­

2

wpływ

Szkice o sezonowych
przemianach
społeczeństw
kimosów.
Studium
z morfologii
społecznej,
(w:)
logia i antropologia,
W a r s z a w a 1973.
Idea śmierci
wpajana
przez zbiorowość
i jej
na cmlo j e d n o s t k i , t a m ż e .
Sposoby
posługiwania
się ciałem,
tamże.
3

M I R C E A E L I A D E I R U D O L F O T T O ( O D F E N O M E N O L O G I I RE­
LIGII D O F E N O M E N O L O G I I
KULTURY)

»
E l i a d e u r o d z i ł s i ę w 1907 r . w B u k a r e s z c i e , d z i e s i ę ć l a t
przed ukazaniem się podstawowego s t u d i u m z zakresu
m o r f o l o g i i s a c r u m , d z i e ł a R u d o l f a O t t o — Das
Heilige.
Uber
das Irrationale
in der Idee
des Gottlichen
und
sein
Verhaltnis
cum
Rationalen,
1917. ( t ł u m . p o l . —
Świętość.
Elementy
irracjonalne
w pojęciu
bóstwa
i ich,
stosunek
do elementów
racjonalnych,
W a r s z a w a 1968 ( I ) .
Pisarz, religioznawca ś w i a d o m i e n a w i ą z u j ą c y w s w y c h
późniejszych pracach
do d o r o b k u n i e m i e c k i e g o u c z o ­
nego, k o n t y n u a t o r f e n o m e n o l o g i c z n e g o k i e r u n k u
badań
nad symbolem, m i t e m i religią (Carl Gustav Jung, Gerardus van der Leeuw). Tak jak w analizach Otta ka­
p i t a l n e znaczenie
miało ujawnienie pierwiastka
irra­
cjonalnego w w y o b r a ż e n i a c h , d o ś w i a d c z e n i a c h i p r z e ż y ­
ciach s a c r u m , t a k dla o g r o m n y c h syntez Eliade'go i s t o t ­
ne b y ł o ukazanie jego z ł o ż o n o ś c i , w i e l o z n a c z n o ś c i i p e ł ­
n i : ... p o m a s z e r u j e m y
jednak inną drogą:
oświetlimy
zjawisko ś w i ę t o ś c i w całej jego złożoności, a nie t y l k o
s k o n c e n t r u j e m y spojrzenie na jego stronie i r r a c j o n a l n e j .
I n t e r e s u j e nas n i e t y l k o s t o s u n e k m i ę d z y
elementem
nieracjonalnym i racjonalnym, a świętość w całej pełni".
Z a n i m d o s z ł o do t e g o w y z n a n i a u c z o n e g o i r e a l i z a c j i
p o s t a w i o n e g o w n i m sobie c e l u , w p o s t a c i t a k i c h f u n ­
d a m e n t a l n y c h p r a c , j a k : Traite
d'histoire
des
religions,
1949, t ł u m . p o l . Traktat
o historii
religii,
W a r s z a w a 1966
1

W efekcie w i ę c C z a r n o w s k i , podobnie j a k jego f r a n ­
cuscy
mistrzowie dążący
skrupulatnie
do
ustalenia
wszechobecnośici systemu społecznych u w a r u n k o w a ń
w
k u l t u r z e , p r z y c z y n i a się m i m o w o l i do u j a w n i e n i a we­
wnętrznej
system o w o ś ci k u l t u r y .
Podobnie
rzecz
się
m a w p r z y p a d k u d w ó c h k r ó t k i c h Studiów
z
socjologii
poznania:
Podział
przestrzeni
i jej rozgraniczenie
w ma­
gii, oraz Góra
i dół w systemie
kierunków
sakralnych
(II), p o ś w i ę c o n y c h
kategorii przestrzeni w k u l t u r a c h
a r c h a i c z n y c h . A u t o r r o z p o c z y n a od d e k l a r a c j i s o c j o l o ­
gicznych; p r z e s t r z e ń , w k t ó r e j działa o k r e ś l o n a moc m a g i c z n o - r e l i g i j n a (zbadanie r e g u ł r o z k ł a d u tej m o c y jest
celem pracy) m a dla Czarnowskiego przede w s z y s t k i m
w a l o r s p o ł e c z n y , jest p r z e s t r z e n i ą danej g r u p y . Odchodzi
on j e d n a k d a l e k o o d s t w i e r d z e n i a p r o s t e g o
przekładu,
odzwierciedlania się s p o ł e c z e ń s t w a w przestrzeni i szki­
cuje w s t ę p n i e p e ł n i e j s z ą k o n c e p c j ę j e j w a l o r y z a c j i i k a ­
t e g o r y z a c j i . Z d a j e sobie s p r a w ę z w a ż n o ś c i
opozycji:
p r z e s t r z e ń s w o j a — p r z e s t r z e ń obca i j e j s a k r a l n y c h
k o n o t a c j i . Z w r a c a u w a g ę n a m a g i c z n o ^ r e l i g i j n e znacze­
nie g r a n i c y j a k o „ p r z e s t r z e n i odmiennej n a t u r y , niż
p r z y l e g a j ą c e do niej tereny", w i d z ą c j ą — w r a z z d r o ­
gami i wszelkiego t y p u miejscami p u s t y m i , niczyimi,
j a k o ś w i a t n i e u p o r z ą d k o w a n e g o sacrum.
W jego szkico­
wej koncepcji z a w a r t y jest postulat w i d z e n i a przestrze­
ni jako układu koncentrycznych kręgów, w
których
sacrum
realizuje się najmocniej w p u n k c i e c e n t r a l n y m

52

( I I ) ; Le mythe
de 1'ćternel
retour.
Archetypes
et
rćpe-'
titions (Mit wiecznego
powrotu,
Archetypy
i
powtórze­
nia) 1949; Images
et Symboles.
Essais sur le
Symbolisme magoco
— religieusse
(Obrazy
i symbole.
Eseje
0 symbolizmie
magiczno-religijnym)
1952; Mythes,
reves, mysteres
( M i t y , m a r z e n i a , m i s t e r i a ) 1957 — w y b ó r
ł ą c z n y t ł u m . p o l . S a c r u m , m i t , h i s t o r i a , W a r s z a w a 1970
( I I I ) Birth

and

Rebirh.

Patterns

of Initiation

(Narodziny

1 Odrodzenie.
Wzory
inicjacji)
1958 — w a r t o z w r ó c i ć
u w a g ę na n i e k t ó r e elementy jego biografii, p o z w a l a j ą c e
lepiej u c h w y c i ć i z r o z u m i e ć nie t y l k o g ł ó w n e w ą t k i i te-

�m a t y jego n a u k o w e j t w ó r c z o ś c i , ale r ó w n i e ż (przyznawa­
ne m u w powszechnej o p i n i i ś w i a t a n a u k i , j a k ż e r z a d ­
kie w dobie w s p ó ł c z e s n e j specjalizacji, m i a n o i n t e g r a l ­
nego h u m a n i s t y . W c u r r i c u l u m v i t a e r u m u ń s k i e g o u c z o ­
nego d a d z ą s i ę b o w i e m o d n a l e ź ć z a r ó w n o t a k i e m o ­
m e n t y , k t ó r e p o z w a l a j ą w n i m w i d z i e ć j u ż to filozofa,
już
to f i l o l o g a ,
literaturoznawcę,
indianistę,
badacze
f o l k l o r u , j a k i te, d l a nas n a j b a r d z i e j z n a c z ą c e , k t ó r e
p o z w a l a j ą (spostrzec w n i m p r z e d e w s z y s t k i m e t n o g r a f a ,
z g o d n i e z t y m , co o i s t o c i e t e j n a u k i s ą d z i C l a u d e L ć vi-Strauss, u j m u j ą c
ją jako „oscylację między
misją
a a z y l e m (...) r e a k c j ę p r a w i e z a k o n n ą p o b u d z a j ą c ą do
w y c o f a n i a s i ę n a p e w i e n czas l u b n a z a w s z e w d z i e ­
dzinę studiów, wchłonięcia i rozpowszechniania
war­
t o ś c i n i e z a l e ż n y c h o d c h w i l i , k t ó r a p r z e m i j a ; co z a ś do
p r z y s z ł e g o uczonego, jego cel jest w s p ó ł m i e r n y j e d y n i e
z czasem t r w a n i a w s z e c h ś w i a t a " . „(...) e t n o g r a f s t a r a s i ę
zarazem p o z n a ć i osądzić c z ł o w i e k a z p u n k t u widzenia
dostatecznie w y n i o s ł e g o i oddalonego, aby u c z y n i ć to
w o d e r w a n i u o d cech p r z y p a d k o w y c h , z w i ą z a n y c h z o k ­
reślonym społeczeństwem lub z określoną
cywilizacją"
— dla k t ó r e g o wreszcie etnografia jest t ą s p e c y f i c z n ą
h i s t o r i ą , k t ó r a j a k o „(...) h i s t o r i a d o t y k a j ą c a s w y m i d w o ­
m a k r a ń c a m i h i s t o r i i ś w i a t a i m o j e j h i s t o r i i o d s ł a n i a za­
razem ich w s p ó l n ą r a c j ę , a p r o p o n u j ą c m i badanie czło­
w i e k a w y z w a l a m n i e od z w ą t p i e n i a , r o z w a ż a b o w i e m
r ó ż n i c e i p r z e m i a n y m a j ą c e znaczenie d l a w s z y s t k i c h ,
z w y j ą t k i e m l u d z i p r z y s t o s o w a n y c h do j e d n e j , j e d y n e j
c y w i l i z a c j i i k t ó r z y b y u l e g l i r o z k ł a d o w i , g d y b y m i e l i sie.
z n a l e ź ć poza n i ą " .
P o c z ą t e k tej drogi
Eliade'go s t a n o w i ą studia
n:3
uniwersytecie b u k a r e s z t e ń s k i m z zakresu
indianistyki,
kontynuowane w Kalkucie pod k i e r u n k i e m wybitnego
historyka filozofii indyjskiej
Surendramatha
Dasgputy.
Po s t u d i a c h a k a d e m i c k i c h n a s t ę p u j e t r z y l e t n i o k r e s „ w y ­
cofania s i ę " w p o d h i m a l a j s k i region gól Uttar Pradeszu, g d z i e E l i a d e staje s i ę u c z n i e m h i n d u s k i e j s z k o ł y
d u c h o w e j p r a k t y k u j ą c a s e e z ę i j o g ę . O w o c e m tego e t a ­
p u j e s t j e g o p r a c a d o k t o r s k a : Yoga, Essai
sur les
origenes
de la mystique
indienne
(Joga. Rozprawa
o ge­
nezie
mistyki
indyjskiej)
1936, p ó ź n i e j s z e
monografie
tematyczne takie j a k np. studium o szamanizmie —
Le chamanisme
et les techniques
archaiques
de
I'extase (Szamanizm
i archaiczne
techniki
ekstazy)
1951,
s t u d i u m o s y m b o l i c e w ę z ł ó w — Les dieux
lieurs et le
s-ymbolisme des n o e u d s ( B ó s t o w i -wierzące
i
symbolizm
węzłów)
1947, o r a z szereg a r t y k u ł ó w w y d a w a n y c h w z a ­
ł o ż o n y m przez siebie c z a s o p i ś m i e , u k a z u j ą c y m się w l a ­
t a c h 1938—42 „ Z a l m o x i s . R e v u e d e s ' e t u d e s r e l i g i e u s e s " ,
k t ó r e n i e w ą t p l i w i e z b l i ż a ł y a u t o r a k u p i e r w s z e m u spo­
śród d w u b i e g u n ó w wspomnianej oscylacji m i ę d z y mis­
ją a azylem. Okres misji i rozpowszechnienia w c h ł o ­
n i ę t y c h w a r t o ś c i t r w a nieprzerwanie od p o w r o t u E l i a ­
de'go do E u r o p y , g d z i e p o c z ą t k o w o p o d e j m u j e w y k ł a d y
z historii
r e l i g i i na
Uniwersytecie
Bukareszteńskim,
o g ł a s z a j ą c m . i n . p u b l i k a c j e : Metalurgy,
Magic,
Alchemy
(Metalurgia,
Magia,
Alchemia)
1938; Cosmologie
si alchimie
babiloniana
(Kosmologia
i alchemia,
babilońsna)
1937; Notes sur le symbolisme
aquatique
(Uwagi
o sym­
bolizmie akwatycznym)
1938; La mandragorę
et les
mylhes de la „naissance
miraculese"
(Mandragora
i mity
0 cudownych
narodzinach)
1940—42; Mitul
reintegrari
(Mit
reintegracji)
1942; Les livres
populaires
dans
la
literature
romaine
(Literatura
ludowa
w literaturze
ru­
muńskiej)
1939. O d 1946 n a s t ę p u j e
okres
współpracy
z Georgesem
D u m e z i l e m oraz
wykładów
z
zakresu
m o r f o l o g i i sacrum
i s t r u k t u r m i t ó w w E'oole P r a c t i q u e
des H a u t e s Etudes, u w i e ń c z o n y c h w y d a n i e m
Traktatu...
1 w s p o m n i a n y c h j u ż s y n t e z . W 1957 r . E l i a d e o b e j m u j e
po J o a c h i m i e W a c h u k a t e d r ę h i s t o r i i r e l i g i i n a U n i w e r ­

sytecie w Chicago. W latach 50-tych ukazuje się p o p r a ­
w i o n e i rozszerzone w y d a n i e J o g i p . t . Le Yoga.
Immorialite et liberte
(Joga. Nieśmiertelność
i wolność)
1954.
W 1960 r. p r z y s t ę p u j e d o w y d a n i a n o w e g o c z a s o p i s m a
„ A n t a i o s , Z e i t s c h r i f t f u r eine freie W e l t " , w k t ó r e g o
przedmowie zamieścił następującą deklarację:
„Abstra­
hując od wszelkiej problematyki wyznaniowej, ś w i a t o ­
p o g l ą d o w e j czy p o l i t y c z n e j „ A n t a i o s " p r a g n i e s ł u ż y ć ż y ­
w e j t r a d y c j i , p o n i e w a ż c z ł o w i e k doby dzisiejszej, jeżeli
n i e chce p ó j ś ć c a ł k o w i c i e w n i e w o l ę a u t o m a t ó w , m u s i
n a w i ą z a ć ł ą c z n o ś ć z t y m co s t a ł e , p o n a d c z a s o w e , co z n a j ­
duje swój w y r a z w symbolu, micie, poezji". W dekla­
racji tej, jak i w innych wypowiedziach pełnych k r y ­
tycznych a k c e n t ó w pod adresem
współczesnej
cywili­
zacji o d n a j d u j e m y echa p o d o b n y c h w ą t k ó w i p r o b l e ­
m ó w , z k t ó r y m i s p o t y k a m y się w p i o n i e r s k i m s t u d i u m
morfologii sacrum Rudolfa Otto.
R u d o l f
Otto
(1869—1937) t e o l o g
protestancki.
W l a t a c h 1911—12 m i a ł o k a z j ę z e t k n i ę c i a s i ę z r e l i g i j ­
nością Wschodu biorąc udział w wyprawach nauko­
w y c h do M a r o k a , I n d i i , J a p o n i i . P o d s t a w o w y m z a g a d ­
n i e n i e m j e g o p r a c y Świętość...
jest p y t a n i e o i s t o t ę do­
ś w i a d c z e n i a r e l i g i j n e g o , d o ś w i a d c z e n i a t e g o , co ś w i ę t e .
Analizując
poszczególne
e l e m e n t y tego
doświadczenia
w oparciu o teksty modlitw, h y m n ó w , wypowiedzi o Bo­
gu — teksty numinotyczne poprzez a n a l i z ę etymologicz­
n ą s ł o w n i c t w a o d n o s z ą c e g o s i ę do ś w i ę t o ś c i , O t t o d o k o ­
n u j e oczyszczenia t e g o p o j ę c i a z j e g o p ó ź n i e j s z y c h n a ­
w a r s t w i e ń i w y d o b y c i a na j a w jego p i e r w o t n y c h zna­
czeń. O d p a d a j ą kolejno moralno-etyczne orzeozniki koja­
r z e n i a ze s ł o w e m „ ś w i ę t y " . Święty t o n i e t y l e d o b r y ,
d o s k o n a ł y , p r a w y ( n p . ś w i ę t y c z ł o w i e k ) co p r z e d e w s z y s ­
t k i m niezwykły, dziwny, n a p a w a j ą c y lękiem, niesamowi­
ty, c a ł k i e m inny. Na plan pierwszy w y s u w a się t u
element irracjonalny świętości, b ó s t w a —
numinosum,
e l e m e n t g r o z y (tremendum),
mocy (gniew boży,
отдг
theou,
ira
deorum),
element
wszechmocy
(majestas),
w o b e c k t ó r e j c z ł o w i e k czuje s i ę „ p r o c h e m i p y ł e m " ,
e l e m e n t t a j e m n i c y (mysterium)
— którym towarzyszą:
lęk, poczucie b o j a ź n i i t r w o g i ( „ s t r a s z n e to m i e j s c e "
w o ł a J a k u b po p r z e b u d z e n i u s i ę ze s n u w B e t e l , ś w i ę ­
t y m miejscu).
Otto p o d k r e ś l a tę a m b i w a l e n c j ę : uczuciom strachu
i g r o z y t o w a r z y s z y f a s c y n a c j a ( e l e m e n t fascinans),
po­
czucie n i e z w y k ł o ś c i ( e l e m e n t rnirum), c u d o w n o ś c i , wznios­
ł o ś c i numinosum
( e l e m e n t augustum),
odczuwanie w o ­
bec n i e g o s z a c u n k u i czci. S i e d z ą c te e l e m e n t y , o b s e r ­
w u j ą c wzajemne ich relacje i odcienie, p r z y d a j ą c i m
n a z w y , O t t o stale w s k a z u j e n a o p ó r j a k i s t a w i a to, co
święte
myśleniu dyskursywnemu, wszelkiej racjonalnej
a n a l i z i e i o b r ó b c e p o j ę c i o w e j . T o co święte
zawiera
w sobie zawsze j a k ą ś n a d w y ż k ę z n a c z e n i o w ą , k t ó r e j n i e
p o d o b n a o d d a ć w p o j ę c i a c h . C z ł o w i e k z b l i ż a s i ę do t e g o
co ś w i ę t e t y l k o p o p r z e z p o j ę c i o p o d o b n e p r z e d s t a w i e n i a ,
w y o b r a ż e n i a — ideogramy, obrazy, analogie. S t a n o w i ą
one p r ó b ę r a c j o n a l i z o w a n i a t e g o co i r r a c j o n a l n e .
Siedząc n a p i ę c i e p o m i ę d z y e l e m e n t e m i r r a c j o n a l n y m
i r a c j o n a l n y m w m i s t r z o w s k i s p o s ó b O t t o r y s u j e via
n e g a t i o n i s n a j a k i e j c z ł o w i e k s z u k a d o s t ę p u do tego
co ś w i ę t e , do numinosum,
które jak Bóg u mistyka
Tersteegena
(„Bóg, k t ó r e g o m o ż n a p o j ą ć nie jest B o ­
g i e m " ) jest w c i ą ż c z y m ś c a ł k i e m , z u p e ł n i e i n n y m : „ C z e ­
go o k o n i e w i d z i a ł o a n i u c h o n i e s ł y s z a ł o i w serca
człowieka nie wstąpiło... któż nie odczuł
podniosłego
t o n u tych s ł ó w P a w ł a . . . P o u c z a j ą c e j e s t , ż e w t y c h s ł o ­
wach, w których
u c z u c i e c h c i a ł o b y w y p o w i e d z i e ć to,
co m a n a j w y ż s z e g o , z n o w u u s t ę p u j ą obrazy, u m y s ł u c i e ­
k a o d o b r a z ó w i c h w y t a t y l k o t o , co n e g a t y w n e . A j e s z ­
cze b a r d z i e j p o u c z a j ą c e j e s t , ż e p r z y c z y t a n i u czy s ł u ­
chaniu t y c h s ł ó w p r a w i e wcale nie z a u w a ż a m y ich w y -

53

T

�łącznie

negatywnego

wywierające
nic

n i e ma.

ność,

jak

ogromne
Jest

charakteru...
wrażenie,

to p o u c z a j ą c e

niezależna

jest

napisano
w

ze

cale

których
względu

pozytywna

treść

hymny

właściwie
na

od

okolicz­
wyrazis­

t o ś c i p o j ę c i o w e j " ( I , s. 67).
S z c z e g ó l n i e d l a nas i n t e r e s u j ą c e m o g ą b y ć t e p a r t i o
analiz Otta, k t ó r e śledzą wspomniane elementy d o ś w i a d ­
czenia n u m i n o t y c z n e g o oraz o w ą v i a negationis w k u l turze-sztuce, muzyce, j ę z y k u l i t u r g i c z n y m : „ E l e m e n t p o t ­
worności i zgrozy p r y m i t y w n y c h o b r a z ó w i w i z e r u n k ó w
bogów, w y d a j ą c y się n a m dziś dość często tak odpy­
chający, miał w ludziach p r y m i t y w n y c h i naiwnych, na­
w e t d z i s i a j jeszcze, a p r z y p a d k o w o n a w e t i u nas, w z b u ­
dzić poprzez
swe
oddziaływanie
prawdziwe
uczucie,
p r a w d z i w e j religijnej bojaźni... Srogie, surowe a często
n a w e t straszne, s t a r e b i z a n t y j s k i e p a n a g i e b a r d z i e j p o ­
b u d z a j ą n i e k t ó r y c h k a t o l i k ó w do p o b o ż n o ś c i n i ż M a ­
d o n n y Rafaela. Specjalnie daje się z a u w a ż y ć t e n r y s
u p e w n y c h postaci b o g ó w indyjskich.
Durga, bengal­
ska „ W i e l k a M a c i e r z " , k t ó r e j k u l t m o ż e b y ć o t o c z o n y
prawdziwym obłokiem najgłębszej pełnej drżenia poboż­
ności, j a k w kanonicznym przedstawieniu prawdziwa
karykaturą
diabła.
Pomieszanie
przerażającej
zgrozy
z n a j w y ż s z ą ś w i ę t o ś c i ą n i g d z i e n i e w y s t ę p u j e w spo­
sób tak przejrzysty, jak w X I księdze
Bhagawadgity.
(...) D l a nas l u d z i Z a c h o d u , n a j b a r d z i e j
numinotyczną
s z t u k ą w y d a j e się gotyk, a to przede w s z y s t k i m z po­
w o d u s w e j p o d n i o s ł o ś c i . A l e t o n i e w y s t a r c z a . Jest za­
s ł u g ą W o r r i n g e r a , a u t o r a d z i e ł a Probleme
der
Golik
wykazanie, że szczególne w r a ż e n i e , j a k i e sprawia gotyk,
p o l e g a n i e t y l k o n a j e g o p o d n i o s ł o ś c i , lecz n a o d c i e n i u
i dziedzictwie prastarego magicznego nadawania
formy,
k t ó r e o n s t a r a s i ę w p r o w a d z i ć h i s t o r y c z n i e . (...) G o t y k
posiada j a k i ś
urok, a t e n jest c z y m ś w i ę c e j n i ż u r o k
c z e g o ś w z n i o s ł e g o (...) T o co w z n i o s ł e , a t a k ż e t o co
t y l k o magiczne, jest — o ile t y l k o m o ż e — t y l k o p o ś r e d ­
n i m ś r o d k i e m p r z e d s t a w i e n i a n u m i n o s u m w sztuce. B e z ­
p o ś r e d n i c h ś r o d k ó w m a o n a u nas n a Z a c h o d z i e t y l k o
d w a . I s ą one w c h a r a k t e r y s t y c z n y s p o s ó b j e d y n i e n e ­
g a t y w n e , s ą t o c i e m n o ś ć i m i l c z e n i e (...). P a n i e , m ó w t y
s a m / W c i s z y n a j g ł ę b s z e j / I c i e m n o ś c i do m n i e . (...)
C i e m n o ś ć musi b y ć taka, aby m o g ł a b y ć s p o t ę g o w a n a
p r z e z k o n t r a s t , a t y m s a m y m jeszcze b a r d z i e j w y c z u ­
w a l n a : o n a s a m a m u s i jeszcze c h c i e ć
przezwyciężyć
o s t a t n i e ś w i a t ł o . D o p i e r o p ó ł m r o k j e s t m i s t y c z n y (...)".
P ó ł m r o k z a p a d a j ą c y w halach o wysokich sklepieniach,
pod k o n a r a m i w y s o k i c h d r z e w r o s n ą c y c h w z d ł u ż alei,
osobliwie o ż y w i a n y
na
skutek
tajemniczej
gry półś w i a t ł a , w c i ą ż jeszcze p r z e m a w i a do p s y c h i k i , i b u ­
downiczowie świątyń, meczetów
i kościołów
potrafili
z r o b i ć z niego u ż y t e k . W j ę z y k u d ź w i ę k ó w , c i e m n o ś c i
o d p o w i a d a m i l c z e n i e . (...) N a j ś w i ę t s z y , n a j b a r d z i e j n u minotyczny m o m e n t w e mszy, m o m e n t konsekracji, na­
wet najdoskonalsza m u z y k a mszalna w y r a ż a t y l k o przez
t o , ż e m i l c z y , i to c a ł k o w i c i e i p r z e z d ł u ż s z y czas, t a k ,
że j e d n o c z e ś n i e m o ż e p r z e b r z m i e ć samo milczenie. I ż a ­
den i n n y , c h o ć b y najbardziej p o b u d z a j ą c y do p o b o ż n o ś c i
m o m e n t m s z y n i e da s i ę p o r ó w n a ć z t y m m i l c z e n i e m
przed Panem. P o u c z a j ą c e jest p o s ł u c h a ć M s z y H - m o i
Bacha. Jej n a j b a r d z i e j m i s t y c z n ą częścią, j a k to z a z w y ­
czaj b y w a w s k o m p o n o w a n y c h m s z a c h , j e s t
incamatus.
E f e k t polega t u na c i c h y m , s z e p c z ą c y m , p o w o l n y m na­
s t ę p o w a n i u po sobie f u g , k t ó r e p r z e c h o d z ą w p i a n i s s i ­
mo. W t y m p ó ł g ł o s i e , w t y c h w n a j w y ż s z y m
stopniu
osobliwych, o p a d a j ą c y c h w d ó ł m a ł y m i t e r c j a m i pasa­
żach, w tych u r y w a n y c h synkopach i w t y m p r o w a ­
dzeniu melodii w górę i w dół, w y r a ż a j ą c y c h
pełne
lęku zdumienie, m o ż n a się tylko d o m y ś l a ć w s t r z y m u ­
j ą c e j oddech t a j e m n i c y ; jest ona t u raczej z a s y g n a l i ­
z o w a n a n i ż w y r a ż o n a w p r o s t . (...)

54

Obok milczenia i c i e m n o ś c i sztuka W s c h o d u
zna
jeszcze t r z e c i ś r o d e k z d e c y d o w a n i e n u m i n o t y c z n e g o w r a ­
żenia: p r ó ż n i ę i p r z e s t r z e n n ą p u s t k ę . Przestrzenna
p u s t k a j e s t j a k b y w z n i o s ł o ś c i ą w t y m co p r z y z i e m n e .
R o z l e g ł e p u s t y n i e , bezkresne jednostajne stepy s ą c z y m ś
p o d n i o s ł y m (...). A r c h i t e k t u r a c h i ń s k a — j a k o s z t u k a
u k ł a d u i z g r u p o w a n i a b u d o w l i — w y k o r z y s t u j e ten ele­
ment bardzo m ą d r z e i głęboko. O s i ą g a w r a ż e n i e czegoś
u r o c z y s t e g o n i e p r z e z w y s o k i e h a l e czy i m p o n u j ą c e p i o ­
ny, a p r z e c i e ż n i e ma n i c uroczystszego n i ż m i l c z ą c e
przestrzenie p l a c ó w , p o d w ó r c ó w i d z i e d z i ń c ó w , k t ó r y m i
o p e r u j e . N a j l e p s z y m tego p r z y k ł a d e m s ą g r o b o w c e ce­
sarzy z d y n a s t i i M i n g k o ł o N a n k i n u i P e k i n u , w c i ą g a ­
j ą c e do k o m p o z y c j i puste przestrzenie c a ł e g o k r a j o b r a z u .
Jeszcze b a r d z i e j i n t e r e s u j ą c a j e s t p u s t k a w m a l a r s t w i e
c h i ń s k i m . Istnieje t u w r ę c z sztuka m a l o w a n i a pustki,
przedstawiania jej jako czegoś wyczuwalnego i r ó ż n i ­
c o w a n i a tego s z c z e g ó l n e g o t e m a t u w r ó ż n o r o d n y s p o s ó b .
Nie t y l k o istnieją obrazy, na k t ó r y c h p r a w i e nic nie
ma, nie t y l k o jest w ł a ś c i w o ś c i ą stylu w y w o ł y w a n i e j a k
najsilniejszego
wrażenia
skąpą kreską
i
oszczędnymi
ś r o d k a m i , ale p r z y d u ż e j ilości o b r a z ó w , z w ł a s z c z a p r z y
tych, k t ó r e m a j ą j a k i ś z w i ą z e k z k o n t e m p l a c j ą , odnosi
się w r a ż e n i e , że sama p u s t k a jest w y m a l o w a n y m p r z e d ­
m i o t e m i t o g ł ó w n y m p r z e d m i o t e m o b r a z u . " ( I , s. 99,
104—107).
E l i a d e ' e g o ł ą c z y z O t t e m w y r a ź n a n i e c h ę ć do p r z e ­
ceniania w a r t o ś c i r o z u m u dyskursywnego m y ś l e n i a po­
j ę c i o w e g o , z m i e r z a j ą c e g o do ś c i s ł o ś c i i p r e c y z a e j i t e r m i ­
nologicznej z j a k i m m a m y do czynienia w k u l t u r z e Za­
chodu. Ł ą c z y ich przekonanie o ogromnej w a r t o ś c i i n ­
n y c h d r ó g poznania z a c h o w u j ą c y c h p o z y t y w n ą treść przy
z n a m i e n n y m b r a k u p r e c y z j i p o j ę c i o w e j . Jak Otto w y ­
dobył i z a a k c e n t o w a ł v i a n e g a t i o n i s , tak Eliade
u j a w n i a i a k c e n t u j e v i a c r e a t i o n i s , k t ó r a spoczy­
wa w symbolach, ideogramach, m i t a c h . Dla obu j e d n a k ­
że w s p ó l n e jest przekonanie, ż e : „ O b r a z y takie zbliżają
j e d n a k l u d z i s k u t e c z n i e j i w s p o s ó b i s t o t n i e j s z y niż.
j ę z y k a n a l i t y c z n y . W istocie jeśli istnieje p e ł n a solidar­
ność r o d z a j u ludzkiego, m o ż n a j ą o d c z u ć i «uczynić» na
p o z i o m i e o b r a z ó w " ( I I I , s. 38). P r z y k ł a d e m m o g ą t u
b y ć studia Otta nad p o r ó w n a n i e m zachodniej i wschod­
n i e j m i s t y k i , o d s ł o n i ę c i e p o d o b i e ń s t w m i ę d z y n i h i l za­
chodniej mistyki, a próżnią wschodniej, ukazanie
za­
dziwiających zbieżności pomiędzy słownictwem Mistrza
Erckhardta a s ł o w n i c t w e m Siankary .
2

P r z e k ł a d a n i e s y m b o l i , o b r a z ó w , m i t ó w na j ę z y k dysk u r s y w n y jest d l a Eliade'go z a j ę c i e m
bezprzedmioto­
w y m , podobnie j a k r o z w a ż a n i a genetyczne
„wyjaśnia­
j ą c e " i c h pochodzenie. C h a r a k t e r y s t y c z n a jest d l a niego
podzielana z i n n y m i fenomenologami r e l i g i i rezerwa dla
r o z w a ż a ń historyczno-genetyeznych, ewolucjanistycznych,
uchylenia wyjaśnień
p r z y c z y n o w o - s k u t k o w y c h (istnieje
różnica p o m i ę d z y stwierdzeniem obecności strachu, lęku,
trwogi, które towarzyszy doświadczeniu religijnemu
—
j a k czyni to Otto, a u p a t r y w a n i e m w strachu,
lęku
i t r w o d z e np. wobec sił p r z y r o d y p r z y c z y n postawy r e ­
l i g i j n e j , b u d o w a n i a na t y m t e o r i i , ; n a t u r y z m u " j a k o j e d ­
nego z p i e r w o t n y c h , w sensie e w o l u c j o n i s t y c z n o - r o z w o j o wego, s t a d i u m religii). T o drugie, m a ł o że nie uzasad­
nione postępowanie, redukuje złożoność
doświadczenia
r e l i g i j n e g o do j e d n e g o z a l e d w i e e l e m e n t u
(trernendum),
charakterystyczne jest t a k ż e u c h y l e n i e stawianego przez
pozytywizm problemu fałszu i prawdy wyobrażeń, wie­
rzeń, symboli, idei religijnych. Eliade podobnie j a k Jung
r e p r e z e n t u j e s t a n o w i s k o , iż j e d y n ą p r a w d ą s y m b o l i , o b ­
r a z ó w jest i c h i s t n i e n i e , a t y m co m o ż e z r o b i ć n a u k a
jest uznanie i c h istnienia i badanie j a k o autentycznego
p r z e d m i o t u , nie d a j ą c e g o się s p r o w a d z i ć do i n n y c h zja­
wisk.

�„Zjawisko religijne należy b a d a ć w skali religijnej"
( I I , s. 1). W t y m f e n o m e n o l o g i c z n y m d u c h u E l i a d e a t a ­
k u j e F r e u d a , „ k t ó r y u w a ż a ł s i ę za w i e l k i e g o w t a j e m n i ­
czonego, .podczas g d y b y ł j e d y n i e o s t a t n i m p o z y t y w i s t ą .
(...) P o c i ą g j a k i d z i e c k o p ł c i m ę s k i e j o d c z u w a
wobec
m a t k i i j e g o p o c h o d n a — k o m p l e k s E d y p a , m o g ą szo­
k o w a ć o tyle, o ile t r a k t u j e się to zjawisko d o s ł o w n i e, z a m i a s t — j a k n a l e ż y — p r z e d s t a w i ć j e j a k o o b ­
razy. Bo p r a w d z i w y jest Obraz M a t k i , n i e zaś t a k a to
a t a k a m a t k a , h i c et n u n c , j a k t o r o z u m i a ł F r e u d . T o
Obraz M a t k i odsłania, i jedynie on m o ż e odsłonić s w ą
r z e c z y w i s t o ś ć i swe f u n k c j e — zarazem kosmologiczne,
antropologiczne i psychologiczne. P r z e k ł a d a n i e
obrazów
n a t e r m i n y k o n k r e t n e t o zabieg b e z s e n s o w n y ;
obrazy
z a w i e r a j ą w s z e l k i e aluzje do k o n k r e t u , u j a w n i o n e przez
F r e u d a , ale r z e c z y w i s t o ś ć j a k ą u s i ł u j ą w y r a z i ć n i e m i e ś c i
s i ę bez r e s z t y w t e g o r o d z a j u o d n i e s i e n i a c h do k o n k r e ­
t u . (...) W y s t a r c z y p r z y p o m n i e ć , ż e p o c i ą g b u d z o n y p r ^ e z
matkę,
interpretowany
w
płaszczyźnie
bezpośredniej
i „ k o n k r e t n e j " — j a k o p o ż ą d l i w o ś ć w s t o s u n k u do w ł a s ­
n e j m a t k i — m a sens j e d n o z n a c z n y
i ograni­
c z o n y ; jeżeli natomiast z w a ż y m y , że chodzi t u o Obraz
M a t k i , p o c i ą g ó w n a b i e r a w i e l u z n a c z e ń , j e s t to za­
r ó w n o chęć odzyskania b ł o g o s t a n u , j a k i w ł a ś c i w y b y ł
m a t e r i i o ż y w i o n e j , jeszcze « n i e u k s z t a ł t o w a n e j » , z w s z y s t ­
k i m i m o ż l i w y m i aspektami: kosmologicznym, antropolo­
g i c z n y m i t p , u r o k w y w i e r a n y na « d u c h a » przez « m a t e r i ę » , n o s t a l g i a za p r a j e d n o ś c i ą , a w i ę c t a k ż e c h ę ć o b a ­
lenia p r z e c i w i e ń s t w , polaryzacja itp. Otóż jak powiedzia­
ł e m i j a k p r ó b u j ę to w y k a z a ć O b r a z y z s a m e j s w e j
s t r u k t u r y s ą w i e l o w a r t o ś c i o w e " ( I I I , s. 35). E l i a d e a k c e n ­
tuje
polisemantyczną
wartość
obrazu
i
symbolu.
„ P r a w d z i w y jest w i ę c o b r a z j a k o t a k i , j a k o z e s p ó ł
znaczeń, n i e zaś j e d n o z j e g o z n a c z e ń , b ą d ź też
jeden
t y l k o
z licznych
p l a n ó w
odniesie­
n i a ( I I I , s. 36). U s t a w i a to c a ł ą d z i a ł a l n o ś ć n a u k o w ą
E l i a d e ' g o n i e po s t r o n i e n a u k ś c i s ł y c h ( m o n o l o g i c z n y c h )
a po s t r o n i e n a u k h u m a n i s t y c z n y c h ( d i a l o g i c z n y c h ) , ż e ­
b y u ż y ć t u r o z r ó ż n i e n i a w p r o w a d z o n e g o przez B a c h t i n a :
„ G r a n i c ą n a u k i w naukach ścisłych okazuje się i d e n ­
t y f i k a c j a a = a, w b a d a n i a c h l i t e r a c k i c h ( w o g ó l e h u ­
manistycznych: antropologii, etnografii — dodajmy t u
o d siebie — Z . B . ) — to p r z e z w y c i ę ż e n i e o b e c n o ś c i o b ­
cego, bez p r z e k s z t a ł c e n i a go w czysto s w o j e (...) P r z e j ś c i e
obrazu w symbol nadaje m u szczególną g ł ę b i ę
zna­
czeniową i perspektywę znaczeniową. Treść prawdzi­
wego s y m b o l u przez u p o ś r e d n i o n e z ł ą c z e n i a znaczeniowe
wykazuje współzależność
z ideą
całkowitości
świata,
z p e ł n i ą u n i v e r s u m k o s m i c z n e g o i l u d z k i e g o . (...) W j a ­
k i e j m i e r z e m o ż n a s k o m e n t o w a ć sens ( o b r a z u czy s y m ­
b o l u ) ? T y l k o p r z y p o m o c y i n n e g o ( i z o m o r f i c z n e g o ) sensu
( o b r a z u czy s y m b o l u ) . O d s ł o n i ć go w p o j ę c i a c h
nie­
podobna.
Możliwa
jest
albo
względna
racjonalizacja
sensu ( z w y k ł a a n a l i z a n a u k o w a ) , a l b o j e g o p o g ł ę b i a n i e
p r z y p o m o c y i n n y c h s e n s ó w (...) p o g ł ę b i a n i e d r o g ą p o ­
szerzenia dalekiego k o n t e k s t u . W y j a ś n i a n i e s t r u k t u r s y m ­
bolicznych, z k o n i e c z n o ś c i przesuwa się w n i e s k o ń c z o ­
n o ś ć s e n s ó w symbolicznych, dlatego t e ż nie m o ż e s t a ć
s i ę n a u k o w y m w sensie n a u k ś c i s ł y c h .
Interpretacja
s y m b o l i n i e m o ż e b y ć n a u k o w a lecz j e s t o n a g ł ę b o k o
poznawcza" .
3

Rozumienie
s y m b o l u przez
symbol, wydobywanie
i z e s t a w i a n i e w i e l u w a r t o ś c i t e g o samego s y m b o l u n a
t l e i n n y c h , u m i e s z c z e n i e go n a t l e z e s p o ł ó w i k o m p l e k ­
s ó w s y m b o l i c z n y c h — oto d r o g i
rozumienia
znaczeń
i sensu, k t ó r y m i p o s u w a s i ę E l i a d e . W i ą ż e s i ę z t y m
określona
terminologia, zadomowiona
już zresztą
we
w s p ó ł c z e s n y m słowniku etnologicznym, k t ó r ą wprowadza
Eliade w s w y c h studiach nad religią i człowiekiem re­
l i g i j n y m , homo religiosis.
T o , co p o z w a l a
rozpatrywać

religię jako autonomiczny przedmiot badań, nie dający
s i ę s p r o w a d z i ć bez r e s z t y do w y m i a r ó w h i s t o r y c z n y c h ,
socjologicznych, e k o n o m i c z n y c h , j ę z y k o w y c h , co t w o r z y
s k a l ę r e l i g i j n ą — to p r z e c i w s t a w i e n i e s a c r u m i p r o f a num w y s t ę p u j ą c e w e w s z y s t k i c h r e l i g i a c h . D l a c z ł o w i e ­
k a r e l i g i j n e g o ( k t ó r e g o Eliade, c z ę s t o k r o ć zasadnie, w
oparciu o m a t e r i a ł etnologiczny u t o ż s a m i a z c z ł o w i e k i e m
społeczeństw tradycyjnych, pierwotnych, „prymitywnych"
i przeciwstawia m u człowieka świeckiego często identy­
fikowanego z reprezentantem
współczesnej
cywilizacji)
nie istnieje jedna jednorodna p r z e s t r z e ń , jeden j e d n o r o d ­
n y czas. P o s t a w a r e l i g i j n a w i ą ż e s i ę n i e o d ł ą c z n i e z w a r ­
t o ś c i o w a n i e m , w a l o r y z a c j ą , w y b o r e m . Pewna
t y l k o p r z e s t r z e ń jest ś w i ę t a , w y o d r ę b n i o n a z c a ł e g o o t a ­
czającego
ś w i a t a (miejsce ś w i ę t e , ś w i ą t y n i a ,
cudowne
ź r ó d ł o , ś w i ę t a g ó r a i t p . ) p e w i e n o k r e ś l o n y czas j e s t cza­
sem ś w i ę t y m (czas ś w i ą t , p o s t u , p i e l g r z y m k i ,
modlitwy
i t p . ) . A l e i c z ł o w i e k ś w i e c k i zna o d p o w i e d n i k i p r z e s t r z e ­
n i i czasu n i e c o d z i e n n e g o , n i e z w y k ł e g o ( e g z o t y c z n e k r a j ­
o b r a z y , „ H a w a j e " , czas w a k a c j i , z a b a w y ) . N a w e t ż y j ą c y
w
czasie „ n a j b a r d z i e j
historycznym", świeckim,
czło­
w i e k zna r ó ż n e r y t m y c z a s o w e — czas z a k o c h a n i a , czas
melancholii, s ł u c h a n i a m u z y k i — w k t ó r y c h przekracza
g r a n i c e czasu h i s t o r y c z n e g o . C a ł a f e n o m e n o l o g i a r e l i g i i
u p r a w i a n a p r z e z E l i a d e ' g o z m i e r z a do o ż y w i e n i a ź r ó d e ł
tych współczesnych, zdezaktualizowanych obrazów, t ę s ­
k n o t y za c z y m ś z u p e ł n i e i n n y m .
F e n o m e n o l o g r e l i ; &gt; i i staje p r z e d p r o b l e m e m , co u z ­
n a ć za f a k t y r e l i g i j n e , j a k i e d o k u m e n t y r o z p a t r y w a ć d l a
u p o r z ą d k o w a n i a n i e z w y k ł e j i c h r ó ż n o r o d n o ś c i i bogac­
t w a . E l i a d e o p e r u j e t u t a j t e r m i n e m : hierofania
— coś,
co o b j a w i a sacrum.
T a k i e szerokie rozumienie f a k t u w
jego zasadniczej f u n k c j i — hierofanicznej,
umożliwia
rozpatrywanie i odkrywanie wszechzwiązku
pomiędzy
s z e r e g i e m t a k s t r u k t u r a l n i e o d m i e n n y c h o d siebie f a k ­
t ó w i d o k u m e n t ó w r e l i g i j n y c h . Z a r ó w n o w a ż n y jest t u
t e k s t m i t u , p r z e s ą d , gest l i t u r g i c z n y , d z i a ł a n i e t e c h n i c z ­
n e otoczone o b r z ę d e m , r y t u a ł , w i z e r u n k i , s ł o w a m o d l i t w y
i z a k l ę c i a , a r c h i t e k t u r a s a k r a l n a , m u z y k a i ś p i e w , szata
k a p ł a n a , a m u l e t , w y r y t y na n i m s y m b o l i t d . D l a pozna­
nia z j a w i s k a r e l i g i j n e g o , jego istoty, r ó w n i e w a ż n e są
d o k t r y n a l n e , teologiczne u j ę c i a idei r e l i g i j n y c h , w y p r a ­
cowane przez e l i t y , j a k i w e r s j e l u d o w e , a p o k r y f i c z n e ,
niejasne,
odbiegające
od
ortodoksyjnych
wykładni.
W s z y s t k i e one u d z i e l a j ą sobie w z a j e m n i e ś w i a t ł a , u c z e s t ­
nicząc w d a j ą c y c h się wydzielić zespołach, odmianach,
t y p a c h s a k r a l n o ś c i . P r z y n a l e ż ą c do r ó ż n y c h r e l i g i i , p o d ­
n o s z ą r ó ż n e z n a c z e n i a i sensy tego, co ś w i ę t e . W s z y s t k i e
zanurzone w historii, b ę d ą c k o n k r e t n y m i h i s t o r y c z n y m i
p r z y k ł a d a m i k s z t a ł t o w a n i a się stosunku c z ł o w i e k a
do
świętości, mogą
stać
się przedmiotem
rozpatrywania
i rozważania:
1 — tego

co w n i c h

2 — tego, co w n i c h
3 — t e g o co

historyczne
lokalne,

uniwersalne,

4 — tego co h i e r o f a n i c z n e i k r y p t o f a n i c z n e ,
5 — tego, co j e d z i e l i i ł ą c z y .
(1) K a ż d a h i e r o f a n i a z a w i e r a w sobie p e w i e n o k r e ś ­
lony moment historyczny: „ W e ź m y np. wedyjski
tekst
o d n o s z ą c y s i ę do z m a r ł e g o : „ P e ł z a j , k u z i e m i , m a t c e
t w e j ! N i e c h a j w y b a w i c i ę o d n i c o ś c i ! ( R i g w e d a , X , 13,
10). T e k s t t e n u j a w n i a n a m (3) s t r u k t u r ę
sakralności
tellurycznej (ziemia w y s t ę p u j e jako m a t k a , Tellus M a ­
ter) a j e d n o c z e ś n i e p e w i e n m o m e n t w h i s t o r i i r e l i g i i i n ­
dyjskiej, ten, w k t ó r y m Tellus M a t e r n a b r a ł a o k r e ś l o ­
nej w a r t o ś c i — p r z y n a j m n i e j dla pewnej g r u p y ludzi —
j a k o o p i e k u n k a b r o n i ą c a p r z e d n i c o ś c i ą (co z r e s z t ą z o ­
s t a ł o p ó ź n i e j zarzucone w w y n i k u r e f o r m y , j a k ą p o ­
c i ą g n ę ł y za s o b ą U p a n i s z a d y i N a u c z a n i e B u d d y ) " ( I I ,
s. 8).

55
1

�(2) H i e r o f a n i ą l o k a l n a to n p . j a k i ś o k r e ś l o n y g a t u ­
n e k d r z e w a u w a ż a n y za ś w i ę t y , i s t n i e j ą c y o b o k w y o b r a ­
ż e n i a (3) d r z e w a k o s m i c z n e g o ( A x i s M u n d i ) w d a n e j re­
l i g i i . C h o c i a ż jest h i e r o f a n i ą (nie jest b o w i e m d r z e w e m
z w y k ł y m lecz ś w i ę t y m ) i c h o c i a ż w y r a ż a t ę s a m ą s y m b o ­
likę n i e p r z e r w a n e j regeneracji ś w i a t a , jej znaczenie jest
oczywiste t y l k o w k r ę g u tej r e l i g i i i ma w a r t o ś ć l o k a l ­
n ą , podczas gdy w y o b r a ż e n i e A x i s M u n d i jest hierofa­
n i ą u n i w e r s a l n ą , z n a n ą we wszystkich s t a r o ż y t n y c h cy­
wilizacjach.
(4) H i e r o f a n i ą j a w n ą j e s t i d e o g r a m d r z e w a k o s m i c z ­
nego, k r y p t o f a n i ą z a ś — w i o s e n n y m a i k , zwyczaj u r o ­
czystego p r z e n o s z e n i a g a ł ą z k i n a ' w i o s n ę d o w s i , w p r o ­
w a d z a n i e c h ł o p c a u b r a n e g o w g a ł ę z i e — „ Z i e l o n e g o Je­
rzego" w K a r y n t i i ( w dn. Sw. Jerzego), zielonego „ J a s i a
kominiarza" (Jack-in-the-green) w A n g l i i w dn. 1 maja,
zwyczaj dotykania drzewa przez k o b i e t ę c i ę ż a r n ą
dla
spowodowania
pomyślnego
porodu,
zwyczaj
sadzenia
d r z e w n o w o n a r o d z o n e m u d z i e c k u l u b przez dzieci, za­
kaz ś c i n a n i a d r z e w i t p .
(5)

Przykładem

wartościowania,
zestawieniach
palma

może

przesunięć
jak:

Axis

tu

być

znaczeń
Mundi,

obserwowanie
i

sensów

drzewo

prze­

w

takich

życia,

krzyż,

wielkanocna.

W świetle bogactwa, wielorakości hierofanii, podział
n a sacrum i profanum
traci pozornie s w o j ą w y r a z i s t o ś ć .
„ W g r u n c i e r z e c z y n i e w i e m y , czy i s t n i e j e c o ś — p r z e d ­
m i o t , gest, f u n k c j a
fizjologiczna,
z a b a w a i t d — co b y
g d z i e ś w c i ą g u h i s t o r i i l u d z k o ś c i nie p r z e k s z t a ł c i ł o się
w h i e r o f a n i ę " ( I I , s. 17). T o b o g a c t w o Eakraliiości, d a ­
j ą c e się o b s e r w o w a ć na wszystkich poziomach rzeczy­
wistości (sztuka, dramat, taniec, m u z y k a , i n s t r u m e n t y
muzyczne, d z i a ł a n i a techniczne, tradycje zawodowe i гаwody, rośliny, zwierzęta, zjawiska atmosferyczne i astro­
nomiczne, gry, zabawy, z a b a w k i — j a k np. grzechotka
o d p ę d z a j ą c a od dziecka złe duchy i ś m i e r ć ,
kołatka
W i e l k o p i ą t k o w a ) , p i e r w o t n y k u l t o w y c h a r a k t e r otacza­
j ą c y ś w i a t i rzeczy, z k t ó r y m i
stykał
się
człowiek
w c i ą g u s w e j h i s t o r i i — n i e t y l k o , ż e n i e s k ł a n i a do
wyeliminowania
przeciwstawienia sacrum i
profanum,,
ale p o z w a l a w o p a r c i u o n i e d o s t r z e g a ć w o w y m c h a o s i e
sakralności pewne odmiany, typu hierofanii, podnoszące
r ó ż n e z n a c z e n i a i sensy t e g o co ś w i ę t e ( h i e r o f a n i ę
uraniczne, aquatyczne, telluryczne, agrarno-wegetacyjne itd).
H i e r o f a n i ą o z n a c z a b o w i e m zawsze j a k i ś
wybór,
j a k i e ś o d d z i e l e n i e od r e s z t y z j a w i s k i r z e c z y . Ś w i ę t y
k a m i e ń , święte drzewo, ś w i ę t e źródło są w y r a ź n i e w y ­
o d r ę b n i o n e i w y d z i e l o n e od r e s z t y k a m i e n i , d r z e w , w ó d .
Owo oddzielenie w i d a ć nawet w p r z y p a d k u jednostko­
wej hierofanii: „ O d d z i e l e n i e przedmiotu hierofanicznego
jest w k a ż d y m b ą d ź razie oddzieleniem
przynajmniej
o d niego samego, p o n i e w a ż p r z e d m i o t t e n s t a j e s i ę h i e ­
rofanią
dopiero wtedy, gdy
przestaje b y ć
zwykłym
przedmiotem świeokim i przybiera nowe wymiary, «wym i a r y » s a k r a l n o ś c i . " Ś w i ę t y k a m i e ń , ś w i ę t e d r z e w o sta­
j ą się h i e r o f a n i a m i , gdy niejako p r z e s t a j ą b y ć sobą —
z w y k ł y m kamieniem, z w y k ł y m drzewem. Na t y m jedno­
stkowym
etapie d i a ł e k t y k a
hierofanii,
jej
rozumienie,
jakie znajdujemy
u Eliade'go p r z y p o m i n a
rozumienie
s y m b o l u i jego d i a l e k t y k i
przez J u n g a :
„Symbolowi
przysługuje
ten p o d w ó j n y charakter r e a l n o ś c i i nie­
realności. Nie b y ł b y on symbolem, gdyby był
tylko
realny, albowiem wtedy byłby realnym zjawiskiem, k t ó ­
re nie m o g ł o b y b y ć symboliczne. A symboliczne m o ż e
b y ć t y l k o to, co w j e d n e j r z e c z y o b e j m u j e jeszcze i n n ą .
G d y b y zaś s y m b o l b y ł n i e r e a l n y to b y ł b y t y l k o c z y m ś
p u s t y m i w y i m a g i n o w a n y m , n i e o d n o s z ą c y m s i ę do ż a d ­
nej r z e c z y w i s t o ś c i , w s k u t e k czego t a k ż e n i e b y ł b y s y m ­
bolem."

as

Te d w a k l u c z o w e t e r m i n y : p r z e c i w s t a w i e n i e
sacrum
i profanum,
o r a z hierofanią,
w oparciu o k t ó r e Eliade
przedstawia i p o r z ą d k u j e zjawiska z zakresu
historii
r e l i g i i ( d o c i e r a j ą c do u n i w e r s a l n y c h , p o w t a r z a l n y c h s t r u k ­
tur w najrozmaitszych i kulturowo
odległych
odmia­
nach d o ś w i a d c z e n i a religijnego) p o z w a l a j ą u t r z y m a ć i po­
ł ą c z y ć ze s o b ą d w i e p e r s p e k t y w y u j m u j ą c e i s t o t ę t y c h
zjawisk. P e r s p e k t y w ę a k c e n t u j ą c ą w y b ó r
(diałektyka:
gr. d i a l o g o — w y b i e r a m , r o z d z i e l a m , w y d r ą ż a m ) i p e r ­
s p e k t y w ę akcentującą szczególnego rodzaju wartość, ja­
k ą z a w i e r a w sobie k a ż d a h i e r o f a n i ą — w a r t o ś ć s y m b o ­
l u , nie t y l k o z jego w i e l o w y m i a r o w y m ,
integrującym,
0 c z y m j u ż b y ł a m o w a , ale r ó w n i e ż z p r z e z r o c z y s t y m ,
p r z e z i e r a j ą c y m , o t w a r t y m n a i n n e z n a c z e n i a i sensy c h a ­
r a k t e r e m , co n a j t r a f n i e j w y r a ż a u l u b i o n a s e n t e n c j a P a u ­
l a R i c o e u r ' a : „ S y m b o l d a j e do m y ś l e n i a " .
Co i n n e g o d a j ą d o m y ś l e n i a , i co i n n e g o „ m ó w i ą "
h i e r o f a n i ę uraniczne (symbole, postaci z w i ą z a n e z nie­
b e m ) , co i n n e g o t e l l u r y c z n e , co i n n e g o l u n a r n e . Z d w o ­
istej p e r s p e k t y w y , ta p i e r w s z a p o z w a l a o b s e r w o w a ć :
1 — o t w i e r a n i e się p o s z c z e g ó l n y c h z e s p o ł ó w s y m b o ­
licznych na inne aspekty r z e c z y w i s t o ś c i
sacrum;
2 — przesunięcia a k c e n t ó w , znaczeń i sensów, tak
jak np. p r z e s u n i ę c i a od hierofanii uranicznyeh m ó w i ą ­
c y c h o o d d a l e n i u , t r a n s c e d e n c j i , w z n i o s ł o ś c i , do t e l l u ­
ry cznych i a g r a r n o - w e g e t a c y j n y c h , a k c e n t u j ą c y c h
moc,
s k u t e c z n o ś ć , p ł o d n o ś ć , gdzie miejsce hierofanii
(czegoś
co o b j a w i a sacrum)
z a j m u j ą k r a t o f a n i e ( c o ś , co o b j a ­
wia moc);
3 — charakterystyczne i powtarzalne zjawiska jak
n p . d e i o t i o s i — b ó s t w a bez k u l t u , b ó s t w a n i e b a w y ­
pierane
przez
telluryczno-agrarno-wegetacyjne
kulty
1 symbolikę płodności; fenomen wspólny zarówno
dla
religii plemiennych, jak i dla pewnych e t a p ó w rozwoju
u n i w e r s a l n y c h s y s t e m ó w r e l i g i j n y c h (np. w j u d o c h r z e ś c i j a ń s t w i e o d w r a c a n i e się od J a h w e k u B a a l o m — w Sta­
r y m t e s t a m e n c i e , od S t w ó r c y k u s t w o r z e n i u — p o g a ń ­
s t w o p i ę t n o w a n e p r z e z A p o s t o ł a P a w ł a ( R z y m . 1, 18—25);
4 — charakterystyczne zjawiska nieodłącznie zwią­
zane z ż y c i e m h i e r o f a n i i , s y m b o l i i o b r a z ó w — b. o g ó l ­
n i e p o j ę t e z j a w i s k o гкотгок^агттш ( b u r z e n i a j e d n y c h o b ­
r a z ó w i s y m b o l i , z a s t ę p o w a n i a ich i n n y m i ) oraz t d o l a t f i
( r a t o w a n i e s t a r y c h o b r a z ó w i s y m b o l i przez i n t e g r o w a ­
nie ich w n o w y c h u k ł a d a c h ) ;
5 —
„imperializm" boskich
postaci i
lokalnych
hierofanii,
które
zmierzają
do
wyrażenia
wszystkich
znaczeń z w i ą z a n y c h z i n n y m i hierofaniami i postaciami,
i p r z e k s z t a ł c a n i a się na drodze totalizacji z n a c z e ń w po­
stacie i h i e r o f a n i ę u n i w e r s a l n e i t p . (że poprzestaniemy
na w y m i e n i e n i u t y l k o t y c h k i l k u f e n o m e n ó w o b s e r w o ­
w a n y c h przez Eliade'go).
D r u g a z a ś p e r s p e k t y w a ( ż e b y p o z o s t a ć p r z y t y m sa­
m y m u r a n i c z n y m p r z y k ł a d z i e ) p o z w a l a o d n a j d o w a ć sens
symboliki
niebiańskiej
wstępowania,
wchodzenia
po
schodach (w r y t u a ł a c h intronizacyjnych); w m o t y w a c h
w ę d r ó w k i m i t y c z n y c h b o h a t e r ó w i ś w i ę t y c h , wznoszenia
s i ę , l a t a n i a , „ b y c i a p o r w a n y m do t r z e c i e g o n i e b a " —
j a k to o k r e ś l a j ą ś w i a d e c t w a o ś w i ę t y c h i ś w i ę t y m
za­
chwyceniu, w technikach ekstatycznych; w symbolicz­
nej c i ą g ł o ś c i p o m i ę d z y ś w i ę t y m i g ó r a m i ,
mitologiczny­
m i w y o b r a ż e n i a m i góry kosmicznej, drzewa kosmiczne­
go, k o n t y n u a c j i t y c h s a m y c h z n a c z e ń w i d e o g r a m a c h
wieży, s c h o d ó w , drabin, symbolice miejsc podniesionych
i podniosłych jak np. tron, ołtarz.
P e r s p e k t y w a t a k a p o k a z u j e j a k i s y m b o l „(...) p o z w a l a
na p r z e j ś c i e , na obieg z jednej p ł a s z c z y z n y do d r u g i e j ,
z jednego ś w i a t a do d r u g i e g o , s c a l a j ą c w s z y s t k i e
te
p ł a s z c z y z n y i w s z y s t k i e t e p o z i o m y , ale n i e
stapiając
i c h w j e d n o " (por. n p . s y m b o l p e r ł y ł ą c z ą c y w s o b i e
s y m b o l i z m a q u a t y e z n y i l u n a i i n y — I I . s. 432—3). N a

�koniec perspektywa taka u m o ż l i w i a dostrzeżenie kores­
pondencji między np. niezwykle pojemnym kompleksem
s y m b o l i k i l u n a r n e j , z w i ą z a n e j z r y t m e m faz k s i ę ż y c a ,
a tak r ó ż n o r o d n y m i f a k t a m i j a k „.narodziny, stawanie
się, ś m i e r ć , z m a r t w y c h w s t a n i e ; w o d y , r o ś l i n y , kobieta,
płodność, n i e ś m i e r t e l n o ś ć , c i e m n o ś c i kosmiczne, życie p ł o ­
dowe, egzystencja pozagrobowa z n a s t ę p u j ą c y m po niej
odrodzeniem
typu
lumamego (światło w y ł a n i a j ą c e
się
z c i e m n o ś c i ) , tkanie, s y m b o l n i c i ż y w o t a , przeznaczenie,
c z a s o w o ś ć i t d . " ( I I I , s. 162). P o z w a l a t e ż ś l e d z i ć n a j e j
tle u w y r a ź n i a j ą c e się subkompleksy, j a k np. l u n a r n o -rozrodezy,
księżyca-wody-kobiety-ziemi,
księżyca-deszc z u - p ł o d n o ś c i - k o b i e t y - ś m i e r c i i t p (por. I I , s. 95—207).
Obie zaś perspektywy w y z n a c z a j ą drogę, na k t ó r e j
Eliade poddaje k r y t y c e szereg p o k u t u j ą c y c h dotychczas
w e t n o g r a f i i p o j ę ć d o t y c z ą c y c h z j a w i s k r e l i g i j n y c h , oraz
opacznych
interpretacji i teorii z n i m i
związanycn.
P r z y k ł a d e m m o ż e t u b y ć k r y t y k a p o j ę c i a mana — u p a t ­
r y w a n i a w t y m z j a w i s k u w i a r y w moc, siłę o t a c z a j ą c ą
przedmioty,
osoby,
zwierzęta,
rośliny
—
pierwotnej,
p r e a n i m i s t y c z n e j fazy r e l i g i i . I d ą c w tej k r y t y c e ś l a d a ­
m i s w y c h p o p r z e d n i k ó w e t n o l o g ó w : HocaTta, H o g b i n a ,
W i l l i a m s o n a , R a d i n a i i n . , r o z w a ż a j ą c o d p o w i e d n i k i rael a n e z y j i s k i e g o t e r m i n u mana ( o z n a c z a j ą c e g o o w ą m a g i c z ­
n ą moc i siłę) — jak orenda u Irokezów, oki u H u r o n ó w , megebe
P i g m e j ó w , w o k a n d o i manitoo
Siuksów
i Algonkimów, Eliade kwestionuje tezę, iż w terminie
mana z n a j d u j e w y r a z w i a r a w b e z o s o b o w ą s i ł ę i m o c
r o z p r o s z o n ą w kosmosie, j a k t e ż poddaje w w ą t p l i w o ś ć
w o g ó l e w s z e l k i e i n t e r p r e t a c j e s t a w i a j ą c e p r o b l e m oso­
b o w o ś c i tej mocy, d o c i e r a j ą c do i s t o t n y c h i m i m a n e n t n y c h
k a t e g o r i i z w i ą z a n y c h z t y m i w i e r z e n i a m i . D a j e o n do
zrozumienia j a k w odrzuconych interpretacjach , docho­
d z ą do g ł o s u p r o j e k c j e i k a t e g o r i e n a r z u c o n e p r z e z o b ­
s e r w a t o r ó w i b a d a c z y . Podczas g d y P a u l R a d i n u w a ż a
w o d n i e s i e n i u do p o j ę ć wokanda
i manitoo,
iż najbar­
d z i e j a d e k w a t n y m i t e r m i n a m i , o d d a j ą c y m i i c h sens s ą :
„święty", „dziwny", „ważny", „cudowny",
„niezwykły",
„silny", i że chodzi w nich przede w s z y s t k i m o z w r ó c e ­
nie u w a g i na moc realnego istnienia — Eliade dochodzi
do w n i o s k u , i ż p r z e d m i o t y , z w i e r z ę t a , r o ś l i n y , d u s z e l u d z ­
k i e , o s o b y p o s i a d a j ą c e mana — t o p r z e d e w s z y s t k i m
p r z e d m i o t y , r o ś l i n y , etc. i s t n i e j ą c e p a r e x e l l e n e e . „ K r ó t ­
k o m ó w i ą c w s z y s t k o co p a r
exellenee istnieje, t y m
s a m y m p o s i a d a mana;
inaczej m ó w i ą c , posiada m a n a
to w s z y s t k o , co w y d a j e s i ę c z ł o w i e k o w i s k u t e c z n e , t w ó r ­
cze, d o s k o n a ł e (...). T a k w i ę c p r o b l e m p o s t a w i ć n a l e ż y
w k a t e g o r i a c h o n t o l o g i c z n y c h : z j e d n e j s t r o n y t o , co
i s t n i e j e , co j e s t r z e c z y w i s t e , z d r u g i e j s t r o n y t o , co n i e
istnieje; nie zaś w kategoriach
osobowe-bezosobowe,
cielesne-bezcielesne, p o j ę c i a te b o w i e m w ś w i a d o m o ś c i
ludzi p i e r w o t n y c h nie m a j ą pozycji, j a k ą zyskały
w
k u l t u r a c h w y ż s z y c h . T o , co j e s t w y p o s a ż o n e w m a n a
— istnieje w p ł a s z c z y ź n i e ontologicznej i t y m s a m y m
jest skuteczne, p e ł n e , owocne. N i e m o ż n a w i ę c m ó w i ć
o «bezosobowosci» mana, pojęcie to b o w i e m w archaicz­
n y m h o r y z o n c i e d u c h o w y m n i e m a s e n s u " ( I I I , s. 172).
R e k o n s t r u u j ą c ó w horyzont duchowy człowieka re­
ligijnego (w k u l t u r a c h archaicznych, pierwotnych, ple­
m i e n n y c h ) E l i a d e dociera do szeregu u n i w e r s a l n y c h zja­
w i s k i t o w a r z y s z ą c y c h i m d z i a ł a ń i p o s t a w homo
reli­
giosis. T a k i m z j a w i s k i e m j e s t illud tempus,
czas ś w i ę t y ,
m i t y c z n y , czas w z o r c o w y . C z ł o w i e k r e l i g i j n y p r a g n i e ż y ć
w owym czasie ( m o c n y m , r z e c z y w i s t y m , r e a k t u a l i z o w a nym, powtarzanym, odtwarzanym w rytuale, obrzędzie,
zwyczaju, działaniu technicznym) n a ś l a d u j ą c
ó w czas
p o c z ą t k u , k i e d y wszystko d z i a ł o się p o r a z p i e r w s z y .
M i t , ś w i ę t a historia (odpowiednio do t r a d y c j i
z jej:
„ T a k r o b i l i nasi ojcowie, dziadowie i pradziadowie...")
j e s t o p o w i e ś c i ą o gęsta
deorum,
jest z b i o r e m preceden­

sowych aktów,
historią.

działań,

wydarzeń.

Jest

więc

wzorcową

C z ł o w i e k r e l i g i j n y poprzez o b r z ę d y , r y t u a ł y , obrazy
(imago — i m i t a r e =
n a ś l a d o w a ć ) o d t w a r z a ó w czas,
o w ą ś w i ę t ą r z e c z y w i s t o ś ć , stara się zbliżyć d o ń i odzy­
skać jej doskonałość i pełnię. Widać to zarówno w zwy­
czaju p i e l g r z y m k i na K a l w a r i ę ( k t ó r a , j a k z a u w a ż a Ste­
fan C z a r n o w s k i w s t u d i u m o r e l i g i j n o ś c i l u d o w e j , jest
p o w r o t e m do czasu M ę k i P a ń s k i e j , „(...) w ę d r ó w k i
Je­
zusa o d W i e c z e r n i k a p o p r z e z G ó r ę O l i w n ą a ż n a G o l ­
gotę") jak i w samych kalwariach odtwarzających wier­
nie scenerię t y c h w y d a r z e ń ( „ J e r o z o l i m a
przeniesiona
do P o l s k i ! " p o w i e C z a r n o w s k i ) , w B o ż o n a r o d z e n i o w y c h
zwyczajach ż ł o b k a , r o z ś c i e l a n i a s ł o m y w izbie, w k ł a d a ­
n i a siana pod obrus w i g i l i j n e g o stołu itp. O w o o d t w a ­
r z a n i e czasu początków
szczególnie w y r a ź n i e widać w
k u l t u r a c h p l e m i e n n y c h , gdzie z a j ę c i o m t e c h n i c z n y m , r o l ­
n i c z y m , gospodarczym (np. b u d o w a n i u d o m u , k o n s t r u o ­
w a n i u łodzi, uprawie ogrodów) b ą d ź towarzyszy
re­
cytacja m i t u kosmogonicznego, b ą d ź t e ż są cne w i e r n y m
o d t w o r z e n i e m i p o w t a r z a n i e m c z y n n o ś c i oraz d z i a ł a ń o b ­
j a w i o n y c h przez B o g ó w , h e r o s ó w , o k t ó r y m
opowiada
mit.
S z c z e g ó l n ą r o l ę w r e a k t u a l i z o w a n i u czasu ś w i ę t e g o
o d g r y w a j ą m i t y kosmogoniczne z ich zasadniczymi w ą t ­
k a m i p r z e j ś c i a od C h a o s u
do K o s m o s u , ' o d b e z ­
ł a d u do u f o r m o w a n i a , od ś m i e r c i do ż y c i a , „ o b r a z y R a ­
j u " , s y m b o l i z m centrum,
s y m b o l i k a środka
świata
(por.
S t e f a n C z a r n o w s k i , j e g o p r e k u r s o r s k i e s t u d i a o magdeznoHredigijnym w a r t o ś c i o w a n i u p r z e s t r z e n i ) .
Człowiek religijny pragnie żyć w centrum, w
sa­
mym
środku rzeczywistości
par exellenee
istniejącej,
t a m g d z i e m o ż l i w y j e s t k o n t a k t ze w s z y s t k i m i p o z i o m a ­
m i sacrum,
gdzie m o ż l i w e jest p r z e j ś c i e z jednej sfery
do d r u g i e j ( n i e b o - z i e m i a - p o d z j e m i e ) . T a k i m i e l e m e n t a m i
s y m b o l i z m u c e n t r u m s ą n p . święta
góra,
góra
kosmicz­
na d o t y k a j ą c a s w y m w i e r z c h o ł k i e m n i e b a , p r z e c h o d z ą c a
p r z e z n i ą o ś ś w i a t a , drzewo
kosmiczne,
z n a j d u j ą c e się
w o b r a z a c h R a j u d r z e w o ż y c i a , ź r ó d ł o w o d y żywej.
Sku­
p i a t e e l e m e n t y w sobie ś w i ą t y n i a ( n p . w a r c h i t e k t u r z e
c e r k w i w y s t ę p u j e p o d z i a ł na niebo i ziemię, złączone
rajskimi,
królewskimi
wrotami),
która
jest
Obrazem
Ś w i a t a (Imago M u n d i ) , siedziby ludzkie, d o m y zoriento­
wane na ś r o d e k ś w i a t a (ołtarze domowe, miejsca święte)
same b ę d ą c e o d w z o r o w a n i e m K o s m o s u (por. s t u d i u m
o kosmologicznych aspektach symboliki j u r t y
Jerzego
S ł a w o m i r a Wasilewskiego), lokalne sanktuaria i miejsca
święte dublujące symboliczną strukturę „środka świata"
(Eliade zwraca
u w a g ę na c h a r a k t e r y s t y c z n y
fenomen
c z ę s t y c h d u b l e t ó w w k u l t u r a c h t r a d y c y j n y c h — por.
s t u d i u m Mariusza Wieczorkowskiego na temat
legendy
0 środku świata w Oporowie — w tradycji
nisławie Oporowskim).

o św.

Sta­

T e n kreacjonistyczny pierwiastek, p r z e j ś c i a od C h a ­
osu do K o s m o s u , n a w i ą z a n i e do p r a w z o r c a
stworzenia
ś w i a t a , p o w r ó t do i l l u d t e m p u s o b s e r w o w a ć
możemy
w r y t u a ł a c h konsekracyjnych, w obchodach ś w i ą t cyklu
d o r o c z n e g o , w p r z e j ś c i u od S t a r e g o do N o w e g o R o k u , od
z i m y do w i o s n y ( u t o ż s a m i a n y c h z p r z e j ś c i e m od ś m i e r c i
do ż y c i a ) . P r z y k ł a d e m m o g ą t u b y ć , c z ę s t o k r o ć r e a l i ­
z u j ą c e się w s p o s ó b n i e j a w n y , n a w i ą z a n i a do praczasu
1 p r a a k t u stworzenia (np. obrazy stworzenia ś w i a t a , R a ­
j u — w k o l ę d a c h b o ż o n a r o d z e n i o w y c h , światy
wyko­
nane z o p ł a t k a i zawieszane u p o w a ł y , sombolika cho­
i n k i czy p a l m y w i e l k a n o c n e j j a k o k r y p t o f a n i i
Drzewa
Ż y c i a ) , n a w i ą z a n i e do m i t u k o s m o g o n i c z n e g o
w
naj­
drobniejszych szczegółach o b r z ę d o w o ś c i dorocznej i ro­
dzinnej, w symbolach, emblematach,
zwyczajach, w y ­
o b r a ż e n i a c h , wierzeniach, s k ł a d a j ą c y c h się na f o l k l o r —
w i e d z ę , czy t e ż l u d o w ą w i z j ę ś w i a t a (szerzej o n a w i ą z a -

r

•)7

1

�niach

do

szard

Tomiccy,

i człowieka,

mitu

kosmogonicznego
Drzewo

Warszawa

Życia.

—

por.

Ludowa

Joanna
wizja

i

Ry­
świata

1975).

Inne p r z y k ł a d y to: obrzędowość towarzysząca naro­
d z i n o m dziecka, s t a n o w i ą c a k o m p l e k s h u m i positio (roz­
w i ą z a n i a na ziemi — o b r z ę d napotykany p r a w i e w s z ę ­
d z i e o d A u s t r a l i i p o C h i n y , o d A f r y k i po A m e r y k ę P o ­
ł u d n i o w ą , p o s i a d a j ą c y swe o d p o w i e d n i k i u s t a r o ż y t n y c h
G r e k ó w i Rzymian w wyobrażeniach bogini narodzin
(Ejletyja,
Damia, Aukseja), p r z e d s t a w i a j ą c y c h
ją
na
k l ę c z k a c h , w p o z y c j i k o b i e t y , k t ó r a r o d z i na z i e m i ) , w
jeszcze b a r d z i e j p o w s z e c h n y m z w y c z a j u k ł a d z e n i a n o ­
w o r o d k a na z i e m i ę , w k t ó r y m znajduje w y r a z d o ś w i a d ­
czenie i ż : „ m a t k a l u d z k a j e s t t y l k o
przedstawicielką
W i e l k i e j M a t k i t e l l u r y c z . n e j (...) p o c z ę c i e i r o z w i ą z a n i e
to m i k r o k o s m i c z n e wersje wzorcowego a k t u d o p e ł n i o ­
nego przez z i e m i ę : m a t k a l u d z k a n a ś l a d u j e t y l k o i p o ­
wtarza praakt pojawienia się życia w łonie ziemi" ( I I I ,
s. 151). D o t e j s a m e j s y m b o l i k i — d a j ą c e j w y r a z p r z e ­
konaniu o ciągłości życia i śmierci, ich paradoksalnej
j e d n o ś c i , o u z y s k a n i u nowego życia przez ś m i e r ć —
n a w i ą z u j e zwyczaj grzebania z m a r ł y c h w pozycji kucz­
nej ( e m b r i o n a l n e j ) ; a t a k ż e o b r z ę d y n o w y c h n a r o d z i n
(posiadające
moc u z d r a w i a j ą c ą
symboliczne
pogrzeba­
nie chorych, g r z e s z n i k ó w , a w r y t u a ł a c h
inicjacyjnych
obejmujących obrzędową śmierć i zmartwychwstanie —
p o g r z e b a n i e n e o f i t y w z i e m i , u m i e s z c z e n i e go w d o l e )
gdzie s y m b o l i c z n y pogrzeb ma t ę s a m ą w a r t o ś ć magiczn o ^ r e l i g i j n ą , co z a n u r z e n i e w w o d z i e , chrzest. „ C h r z e s t
u z m y s ł a w i a ś m i e r ć i pogrzeb, ż y c i e i z m a r t w y c h w s t a ­
nie. G d y z a n u r z y m y g ł o w ę w wodzie, j a k b y w grobie,
s t a r y c z ł o w i e k p o g r ą ż a s i ę i zostaje p o g r z e b a n y ; g d y
wychodzi z wody: wraz pojawia się nowy człowiek."
i'Jan C h r y z o s t o m ) .
W obrzędach związanych z p a l m ą w i e l k a n o c n ą : ob­
c h o d z ą c z n i ą pola, s t a w i a j ą c j ą w rogach p ó l , uderza­
j ą c n i ą z w i e r z ę t a podczas p i e r w s z e g o w i o s e n n e g o w y p ę d u b y d ł a na pastwisko (palmy u ż y w a się w ó w c z a s
w y m i e n n i e z c h o i n k ą , z a c h o w a n ą do tego c e l u o d B o ­
żego Narodzenia) — w geście uderzenia p a l m ą
ludzi,
w z a t y k a n i u " j e j p o d d a c h e m d o r n u czy b u d y n k ó w gos­
p o d a r c z y c h : c z ł o w i e k s t w a r z a n i e j a k o n a n o w o siebie,
z w i e r z ę t a , p o l a i t d . czy t e ż p r e c y z y j n i e j m ó w i ą c — o d ­
t w a r z a na n o w o ś w i a t .
Podobnie s y m b o l i z m „ s t w o r z e n i a ś w i a t a "
odnajdu­
j e m y w zwyczajach o b d a r o w y w a n i a dzieci i z m a r ł y c h
podczas N i e d z i e l i
Przewodniej — jajkami,
pisankami
(z j a j k a w y p r o w a d z a ł y p o c z ą t e k ś w i a t a
kosmogoniczne
mity Egiptu, Fenicji, Chaldei, starożytnych Indii, Poli­
nezji i Malanezji, w Oceanii np. panuje
przekonanie,
że c z ł o w i e k rodzi się z jajka). Kosmogonii odpowiada
w ó w c z a s antropogonia, stworzenie człowieka
naśladuje
i powtarza stworzenie Kosmosu. Zna „jajo w s z e c h ś w i a t a "
t a k ż e i mitologia grecka — pelazgijski i h o m e r y c k i m i l
o stworzeniu świata. W misteriach orfickich
barwione
do p o ł o w y n a c z a r n o j a j o s y m b o l i z o w a ł o n o c i d z i e ń ,
ś m i e r ć i ż y c i e . J a j k a u w a ż a n o t e ż za u l u b i o n ą p o t r a w ę
z m a r ł y c h , o c z y m ś w i a d c z ą m a l o w i d ł a nagrobne i zna­
leziska skorupek, ś w i a d c z ą c y c h o z w y c z a j u
składania
w s t a r o ż y t n o ś c i j a j e k do g r o b u . S p l o t t y c h k r e a c j o n i ­
s t y c z n y c h z n a k ó w m o ż e m y z n a l e ź ć w z w y c z a j u zano­
szenia p i s a n e k na m o g i ł y , w z a w i e s z a n i u i c h s k o r u p e k
na drzewkach „ m a i k a c h " , w geście p r z e ż e g n a n i a
się
znakiem krzyża, w modlitwach rozpoczynających i k o ń ­
c z ą c y c h d z i e ń , m o d l i t e w k a c h do ś w i ę t y c h i f o r m u ł a c h
t o w a r z y s z ą c y c h zabiegom magiczno-medycznym, w k t ó ­
r y c h p r z y w o ł u j e się obrazy Raju, Golgoty, M ę k i P a ń ­
skiej (por. t e k s t y m o d l i t e w e k z e b r a n y c h przez
Fran­
c i s z k a K o t u l ę w k s i ą ż c e p t . Znaki
przaszłości).
Wszyst­

58

k i e obrazy w p r o w a d z a j ą c z ł o w i e k a w s y m b o l i c z n e uczes­
tnictwo w odrodzeniu i odnowieniu Kosmosu.
Pierwiastek kreacjonistyczny m o ż e m y t a k ż e obser­
w o w a ć w s a m e j s t r u k t u r z e czasu ś w i ą t e c z n e g o — w za­
w i e s z e n i u n a co d z i e ń o b o w i ą z u j ą c y c h n o r m ( r y t u a l n e
rozpasanie, orgie), w o d w r ó c e n i u r ó l z w i ą z a n y c h z po­
d z i a ł e m n a p ł c i , w o b r z ę d o w e j z a m i a n i e szat, w s y m b o ­
l i c z n y m p o w r o c i e do czasu C h a o s u , p i e r w o t n e g o n i e ukształtowania
poprzedzającego
akt stworzenia,
czasu,
który
charakteryzuje
się, podobnie
jak
czas e s c h a ­
tologiczny („pagórki b ę d ą z r ó w n a n e a doliny
wypeł­
nione", „lew
będzie
obok jagnięcia",
„dziecko
obok
żmiji"), podobnie j a k Bóg w „definicji" Mikołaja z K u zy — „ T a j e m n i c a p e ł n i " , p o g o d z e n i e m s p r z e c z n o ś c i , j e d ­
nością p r z e c i w i e ń s t w , coincidentia oppositorum.
T o co u E l i a d e ' g o ( o b o k u j a w n i e n i a k o s m o - t e o l o gicznych f u n k c j i symbolu, w świetle k t ó r y c h t r a c ą racje
b y t u takie p o j ę c i a j a k np. k u l t roślin czy k u l t zmar­
ł y c h ) s t a n o w i m o r f o l o g i ę sacrum,
fenomenologię
świę­
t o ś c i , to u G e r a r d u s a v a n d e r L e e u w ' a (1890 —
—1950), h o l e n d e r s k i e g o t e o l o g a , p a s t o r a , r e l i g i o z n a w c y ,
muzykologa i egiptologa, autora Phdnomennologie
der
Religion,
1956 ( t ł u m . p o l . Fenomenologia
Religii,
War­
s z a w a 1978 ( I V ) i w i e l u i n n y c h p r a c
— jest fenome­
n o l o g i ą m o c y . „ C z ł o w i e k r e l i g i j n y — pisze L e e u w —
p r a g n i e ż y c i a bogatszego, g ł ę b s z e g o i szerszego, p r a g n i e
mocy. I n n y m i s ł o w y człowiek
szuka
w swym życiu
c z e g o ś , co go p r z e w y ż s z a , p r a g n ą c s i ę t y m p o s ł u ż y ć , a l b o
s i ę do tego m o d l i ć . C z ł o w i e k , k t ó r y n i e p r z y j m u j e ż y ­
cia po p r o s t u , lecz c z e g o ś o d e ń chce ( m o c y ) , s t a r a s i ę
z n a l e ź ć w ż y c i u sens. P o r z ą d k u j e ż y c i e w j a k ą ś s e n s o w ­
ną całość (znaczeniową): w ten sposób powstaje
kul­
tura. Na p s t r o k a c i z n ę danych zarzuca r e g u l a r n i e sple­
cioną sieć; w t e d y p o j a w i a j ą się r ó ż n e postacie: d z i e ł o
sztuki, obyczaj, gospodarka. Z kamienia człowiek czyni
sobie o b r a z , z p o p ę d u n a k a z , z p u s t k o w i a — u p r a w n e
pole. W ten s p o s ó b rozwija moc. A l e nie
poprzestaje
na t y m , s z u k a d a l e j coraz g ł ę b s z e g o i szerszego s e n s u "
(TV, s. 720).
4

T a k j a k w p r z y p a d k u Eliade'go, z a s y g n a l i z o w a l i ś m y
t y l k o n i e k t ó r e w ą t k i z jego s t u d i ó w , t a k i w p r z y p a d k u
a u t o r a Fenomenologii
religii
o g r a n i c z y m y się t y l k o do
w y p o w i e d z i określających p o s t ę p o w a n i e fenomenologicz­
ne. W w y p o w i e d z i a c h t y c h m a m y do c z y n i e n i a z b a r ­
dziej — a n i ż e l i u Eliade'go — ś w i a d o m y m w y a r t y k u c w a n i e m zasad i e t a p ó w m e t o d y f e n o m e n o l o g i c z n e j .
?

F e n o m e n o l o g i a r e l i g i i , j a k k o l w i e k u p r a w i a n a i przez
t e o l o g ó w , czy t e ż u j a w n i a j ą c a k o s m o - t e o l o g i c z n e f u n k c j e
symboli, różni się od teologii: „Teologia m ó w i o Bogu.
W f e n o m e n o l o g i i B ó g n i e jest a n i p o d m i o t e m , a n i p r z e d ­
miotem, albowiem m u s i a ł b y być fenomenem, t j . m u s i a ł ­
by u k a z y w a ć się. Bóg zaś nie ukazuje się, t j . nie u k a ­
z u j e s i ę w t a k i s p o s ó b , ż e b y ś m y m o g l i go r o z u m i e ć
i m ó w i ć o n i m . K i e d y się ukazuje, r o b i to w z u p e ł n i e
i n n y s p o s ó b , t a k i , k t ó r y n i e p o c i ą g a za s o b ą z r o z u m i a ­
ł e j m o w y , lecz z w i a s t o w a n i e " ( I V , s. 728). F e n o m e n o ­
logia n a t o m i a s t jest ś w i a d e c t w e m , j a k i e s k ł a d a badacz
z tego, co z o s t a ł o m u u k a z a n e , co z r o z u m i a ł p r z y g l ą ­
d a j ą c się ludziom, zdarzeniom, f a k t o m ( r e l i g i j n y m , k u l ­
t u r o w y m ) . W teologii m ó w i ą c e j o Bogu, o g a r n i a j ą c e j kie­
r u n e k p i o n o w y ( d r o g ę o d B o g a do c z ł o w i e k a ) i p o z i o m v
( d r o g ę c z ł o w i e k a do B o g a ) , t r e ś c i ą z w i a s t o w a n i a o B o g u
jest j e g o ukrycie
i objawienie.
Fenomenologia natomiast
zajmuje się t y l k o k i e r u n k i e m poziomym. „Jej domem
— n a w e t j e ś l i o p i e r a s i ę o n a n a m i ł o ś c i do z a ś w i a t ó w
— j e s t z i e m i a " ( I V , s. 728). T r e ś c i ą , ś w i a d e c t w e m f e n o ­
m e n o l o g i i j e s t w i ę c t o , co dane i
interpretacja.
Fenomenologia, j a k k o l w i e k m ó w i ą c a o przeżyciach,
n i e jest p s y c h o l o g i ą . N i e i n t e r e s u j ą
jej
subiektywne
stany, odczucia, doznania, ale z o b i e k t y w i z o w a n e , u d o -

�kumentowane,
przeżycia,
np.
nia

w

(częstokroć
takim

„przeżycie

nie

rozumieniu

drzewa,

jako

wyrażone
jakie
epifanii

bezpośrednio)

zawiera
życia,

w

sobie

odradza­

się, miodości, n i e ś m i e r t e l n o ś c i " itp.

Aczkolwiek
z u p e ł n i e r ó ż n a od s t r u k t u r a l i z m u , bo
uznająca ciągłość pomiędzy przeżyciem a rzeczywistoś­
cią, r e k o n s t r u u j ą c a
przeżycie jako organiczną
całość,
d a j ą c ą s i ę r o z u m i e ć n a p o d s t a w i e j e j c z ę ś c i (por. r e ­
konstrukcje przeżycia numinotycznego u Rudolfa Otta),
fenomenologia ma z n i m wiele w s p ó l n y c h
elementów.
C ó ż b o w i e m oznacza ta r e k o n s t r u k c j a ? — „ M o ż n a j ą
opisać j a k o wprowadzenie pewnego p l a n u w chaotycz­
n ą g m a t w a n i n ę w ą t k ó w t z w . r z e c z y w i s t o ś c i . Plam t e n
n a z y w a s i ę s t r u k t u r ą . S t r u k t u r a to z w i ą z e k , k t ó r y n i e
jest ani j e d y n i e p r z e ż y w a n y , a n i t e ż j e d y n i e w y a b s t r a ­
h o w a n y l o g i c z n i e czy k a u z a l n i e , lecz — r o z u m i a n y . S t a ­
n o w i ona o r g a n i c z n ą c a ł o ś ć , k t ó r e j n i e m o ż n a r o z ł o ż y ć
na części, ale k t ó r ą n a l e ż y r o z u m i e ć na podstawie jej
części; s t a n o w i t k a n i n ę , k t ó r e j nie uda się u t k a ć przez
d o d a w a n i e p o s z c z e g ó l n y c h e l e m e n t ó w czy c l e d u k o w a n i e
j e d n e g o e l e m e n t u z i n n e g o , ale k t ó r ą z n ó w da s i ę r o ­
z u m i e ć j a k o c a ł o ś ć . I n n y m i s ł o w y s t r u k t u r a jest w p r a w ­
dzie p r z e ż y w a n a , ale nie b e z p o ś r e d n i o ; jest k o n s t r u o w a ­
na, ale n i e w s p o s ó b l o g i c z n o - p r z y c z y n o w o - a b s t r a k c y j ny. S t r u k t u r a jest sensownie u c z ł o m o w a n ą r z e c z y w i s t o ś ­
c i ą . Sens z a ś n a l e ż y c z ę ś c i o w o do s a m e j r z e c z y w i s t o ś c i
a c z ę ś c i o w o do k o g o ś , k t o s t a r a s i ę j ą z r o z u m i e ć . Sens
jest zawsze z a r ó w n o z r o z u m i a ł o ś c i ą , j a k r o z u m i e n i e m ,
i to w n i e p o d z i e l n y m , p r z e ż y w a n y m z w i ą z k u . N i g d y nie
da s i ę p o w i e d z i e ć z c a ł ą p e w n o ś c i ą , co j e s t m o i m r o z u ­
m i e n i e m , a co z r o z u m i a ł o ś c i ą tego, co r o z u m i a n e . T o
m a m y na m y ś l i , k i e d y m ó w i m y , że o d s ł a n i a się p r z e d
nami zrozumiałość jakiegoś związku, jakiegoś człowie­
k a czy t e ż j a k i e g o ś w y d a r z e n i a " ( I V , s. 713). Sens n i e
jest t u w i ę c w y n i k i e m
matematycznych
(logicznych)
m o ż l i w o ś c i k o m b i n a c j i z n a c z e ń — „... w y k l u c z a s i ę t u
wszelkiego r o d z a j u przemoc wobec rzeczy, e m p i r y c z n ą ,
l o g i c z n ą czy m e t a f i z y c z n ą " ( I V , s. 719).
N a w i ą z a n i e do t r a d y c j i n a u k h u m a n i s t y c z n y c h , o p i e ­
r a j ą c y c h się na r o z u m i e n i u ( D i l t h e y ) , ta g ł ę b o k a d i a l e k t y c z n o ś ć — „ C a ł a istota f e n o m e n u dana jest w t y m ,
że j a w i się » k o m u ś « . K i e d y ó w »ktoś« zaczyna m ó w i ć
0 t y m , co s i ę j a w i , w ó w c z a s m a m y do c z y n i e n i a z f e ­
n o m e n o l o g i ą " ( I V , s. 712) — p o z w a l a p o r ó w n a ć c h a r a k t e r
p o s t ę p o w a n i a f e n o m e n o l o g i c z n e g o do r o z m o w y , j a k ą p r o ­
w a d z i badacz z r z e c z y w i s t o ś c i ą ( d o k u m e n t a m i , w y p o w i e ­
d z i a m i , f a k t a m i , o d n o s z ą c y m i s i ę c z ę s t o k r o ć do d a l e k i e j
p r z e s z ł o ś c i , w t y m sensie do z a - ś w i a t ó w ) i p r z y z n a ć ,
ż e : „ F e n o m e n o l o g i a n i e j e s t w y s p e k u l o w a n ą m e t o d ą , lecz
p r a w d z i w i e l u d z k ą d z i a ł a l n o ś c i ą ż y c i o w ą , k t ó r a polega
na t y m , że n i e g u b i m y się a n i w rzeczach, a n i w na­
s z y m ego, n i e u n o s i m y s i ę , j a k B ó g , n a d r z e c z a m i a n i
n i e p o r u s z a m y s i ę w ś r ó d n i c h j a k z w i e r z ę t a , lecz c z y ­
n i m y c o ś , co n i e j e s t d a n e a n i z w i e r z ę c i u , a n i B o g u :
s t o i m y r o z u m i e j ą c o n a u b o c z u i o g l ą d a m y t o , co s i ę
n a m u k a z u j e " ( I V , s. 717). „ K a ż d e p o s z c z e g ó l n e p r z e ­
ż y c i e j e s t j u ż z w i ą z k i e m , ( o d n o s i s i ę to z a r ó w n o do
p r o c e s u b a d a w c z e g o , d o r o z u m i e n i a , i do p r z e ż y c i a j a k o
p r z e d m i o t u r e k o n s t r u k c j i — p r z y p . Z . В . ) . T o co s i ę
ukazuje, ukazuje s i ę w obrazie. M a p l a n y (tła) dalsze
1 p l a n y boczne; wobec i n n y c h u k a z u j ą c y c h się jestestw
(Wesenheiten) pozostaje w s t o s u n k u p o d o b i e ń s t w a
lub
k o n t r a s t u , l u b t e ż w stu i n n y c h relacjach, t a k i c h j a k :
uwarunkowanie,
położenie peryferyjne
lub
centralne,
k o n k u r e n c j a , dystans i t p . Relacje te są zawsze r e l a c j a m i
postrzegalnyrni, stosunkami r o z u m i a n y m i . Nie są to n i g ­
dy relacje faktyczne, stosunki przyczynowe. Naturalnie,
n i e w y k l u c z a j ą t y c h o s t a t n i c h , ale n i c o n i c h n i e m ó w i ą .
M a j ą znaczenie w y ł ą c z n i e w z r o z u m i a ł y m z w i ą z k u . Tego
r o d z a j u z w i ą z e k — n i e z a l e ż n i e od t e g o , czy d o t y c z y

jakiegoś

człowieka,

nazywamy
(Por.

typem

typologię

sytuacji
lub

religii

historycznej

typem

przeprowadzoną

wśród znanych s y s t e m ó w religijnych,
su i u c i e c z k i , r e l i g i a
pokoju,

religia

i współczucia,

w a l k i , religia

nieskończoności
religia

czy

idealnym"

i

religii

(IV,

przez

пр.: religia

s.

Leeuwa,
dystan­
:

spokoju, relig a
ascezy,

religia

—

714).

nie­

nicości

miłości).

N a f e n o m e n o l o g i ę , „ k t ó r a j e s t m ó w i e n i e m o t y m , co
się n a m p o j a w i ł o , s k ł a d a j ą się n a s t ę p u j ą c e stadia:
a — N a z y w a n i e — „ t e m u co s t a ł o s i ę w i d z i a l n e
n a d a j e m y n a z w ę . (...) N a d a j ą c n a z w y r o z d z i e l a m y f e n o ­
m e n y i ł ą c z y m y j e ze s o b ą , t j . i n n y m i s ł o w y k l a s y f i k u ­
j e m y je. C o ś do czegoś w ł ą c z a m y albo z czegoś e l i m i n u ­
j e m y . T o n a z y w a m y « o f i a r ą » , to z n ó w « o c z y s z c z e n i e m • &gt; "
( I V , s. 715) . . . „ s y m b o l i z m e m c e n t r u m " , „ h i e r o f a n i ą " , „ h u m i positio", „ m y s t e r i u m t r e m e n d u m " i t p .
b — W ł ą c z e n i e fenomenu we w ł a s n e ży­
cie —
jeżeli b a r b a r z y ń c a opowiada p r o f e s o r o w i , że
ongiś i s t n i a ł j e d y n i e w i e l k i pierzasty w ą ż , to ten uczo­
n y m ą ż n i e m ó g ł b y w o g ó l e u z n a ć s i ę za z n a w c ę w t e j
materii, g d y b y nie poczuł się w e w n ę t r z n i e w s t r z ą ś n i ę t y
i przynajmniej w pewnej mierze nie zechciał z a p r a g n ą ć ,
ażeby ó w barbarzyńca miał słuszność. Tylko stałe i usil­
ne ć w i c z e n i e w u m i e j ę t n o ś c i w z y w a n i a s i ę , t y l k o n i e ­
ustanne uczenie się r ó ż n y c h r ó l pozwala
fenomenolo­
g o m w y j a ś n i a ć t o , co s i ę u k a z u j e " ( I V , s. 716);
с — P o w s t r z y m a n i e
s i ę od s ą d ó w
(epo­
chs) — f e n o m e n o l o g i a m ó w i ą c п р . o s y m b o l i c e w ó d , z a ­
dowala się tu stwierdzeniem zawartej w niej concidentia oppositorum (woda, jako nośnik życia, odrodzenia,
i w o d a , j a k o n o ś n i k ś m i e r c i , chaosu) — u c h y l a j ą c w s z e l ­
k i e s ą d y , d o t y c z ą c e tego, czy t a k i c h a r a k t e r s y m b o l i z ­
m u w ó d w y n i k a z e m p i r y c z n y c h , m e t a f i z y c z n y c h , czy t e ż
logicznych (myślenie binarne) właściwości wody;
d — V / у j a ś n i e n i e — „... t o , co n a l e ż y do siebie,
p o w i n n o z o s t a ć z ł ą c z o n e , t o , co r ó ż n e , p o w i n n o z o s t a ć
o d siebie o d d z i e l o n e . N i e w t e n j e d n a k s p o s ó b , b y z w i ą z ­
ki przyczynowe d e t e r m i n o w a ł y
wyjaśnienie, jak
np.
A w y n i k a z В , С z n ó w ma t a k ą genezę, k t ó r a zbliża je
do D — lecz j e d y n i e i w y ł ą c z n i e w t e n s p o s ó b , ż e u z y s ­
k u j ą f o r m ę z r o z u m i a ł y c h z w i ą z k ó w , j a k to n p . c z y n i p e j ­
zażysta łącząc lub oddzielając poszczególne «fragmenty».
W s p ó ł i s t n i e n i e nie p o w i n n o s t a w a ć się istnieniem o d r ę b ­
n y m , lecz z r o z u m i a ł ą ł ą c z n o ś c i ą . I n n y m i s ł o w y s z u k a m y
z w i ą z k u o charakterze t y p u idealnego. N a s t ę p n i e sta­
r a m y się z w i ą z e k ten p r z y p o r z ą d k o w a ć w i ę k s z e j c a ł o ś ­
ci z n a c z e n i o w e j i t d . ( I V , s. 717);
e - - W s z y s t k i e te a k t y r a z e m i j e d n o c z e ś n i e s t a n o ­
wią w ł a ś c i w e rozumienie. Doświadczenia fenomenologii
r e l i g i i , k t ó r a j e s t n i e h i s t o r i ą , lecz r o z u m i e n i e m f a k t ó w
religijnych, w y m a g a j ą c y m nieustannej k o r e k t u r y i w s p ó ł ­
d z i a ł a n i a ze s t r o n y h i s t o r i i , f i l o l o g i i , a r c h e o l o g i i i i n ­
n y c h nauk szczegółowych, nie t y l k o w y d a j ą się nieod­
zowne w badaniu i rekonstruowaniu k u l t u r y duchowej,
a l e m o g ą w n i e ś ć w i e l e c e n n y c h i n s p i r a c j i do b a d a ń n a d
k u l t u r ą w ogóle. W y s t a r c z y b o w i e m z a u w a ż y ć , iż po­
między faktami religijnymi a faktami kulturowymi w y ­
s t ę p u j e istotne p o d o b i e ń s t w o . Wystarczy d o k o n a ć m a ł e g o
p r z e s u n i ę c i a , k t ó r e zawiera się j u ż w pojęciu
„rzeczy
ś w i ę t y c h " (a w i ę c o d z n a c z a j ą c y c h s i ę s z c z e g ó l n ą w a r t o ś ­
c i ą , w a g ą i z n a c z e n i e m , j a k i e s i ę do n i c h p r z y w i ą z u j e )
by z n a l e ź ć się na g r u n c i e f e n o m e n o l o g i i k u l t u r y , zaj­
m u j ą c e j się t a k i m i faktami, k t ó r e w danej społeczności,
k u l t u r z e , w y r ó ż n i a j ą s i ę od p o z o s t a ł y c h r z e c z y s w ą n a d w a r t o ś c i o w o ś c i ą . „ B a d a j ą c ż y c i e i w s p ó ł ż y c i e ludzi obec­
n i e l u b w p r z e s z ł o ś c i — pisze f e n o m e n o l o g
Jacques
D . J. W a a r d e n b u r g — w ś r ó d d a n y c h f a k t ó w
możemy
zawsze r o z r ó ż n i ć k i l k a t a k i c h , k t ó r e w t y m ż y c i u
czy
w s p ó ł ż y c i u m i a ł y l u b m a j ą dla zainteresowanego znacze-

"

59

�nie s z c z e g ó l n e , w i ę k s z e n i ż w y d a r z e n i a codzienne. T a k i e
w y r ó ż n i o n e f a k t y z a j m u j ą specjalne miejsce w naszym
ż y c i u . D o t y c h f a k t ó w r ó ż n i ą c y c h s i ę od p o z o s t a ł y c h w y ­
d a r z e ń naszego ż y c i a s w ą n a d w a r t o ś c i ą ( M e h r w e r t ) n a ­
l e ż ą z a r ó w n o sposoby z a c h o w a n i a , w y o b r a ż e n i a , o p o w i e ś ­
ci i t d . , j a k i o k r e ś l o n e k o n k r e t n e r z e c z y , z w i e r z ę t a i l u ­
dzie. P r z y t y m aspekt z n a c z e n i o w y zazwyczaj d o m i n u j e
n a d a s p e k t e m f a k t y c z n y m , t a k , ż e w y r ó ż n i o n e w t e n spo­
s ó b f a k t y ż y c i a d a n e j j e d n o s t k i czy s p o ł e c z n o ś c i n i e t y l ­
k o s p e ł n i a j ą f u n k c j ę w y z n a c z o n ą p r z e z samo t w o r z y w o
lecz -'urazem t a k ż e s t a n o w i ą t o , co z w y k l e n a z y w a m y
systemem symboli. K r ó t k o m ó w i ą c , s p e ł n i a j ą one f u n k ­
cję s y m b o l i c z n ą
P o d o b n i e j a k z c h w i l ą p r z y b y c i a do
obcego k r a j u , k t ó r y c h c i e l i b y ś m y p o z n a ć , b ę d z i e m y s z u ­
k a ć t y c h rzeczy, k t ó r e e w i d e n t n i e i n t e r e s u j ą d a n y c h l u ­
d z i , t a k t e ż b a d a j ą c i n n ą n i ż nasza k u l t u r ę — z w ł a s z c z a
w t e d y g d y c h o d z i o p r o b l e m r e l i g i i — s z u k a m y tego,
co m a t a m w i ę k s z ą w a r t o ś ć d l a z a i n t e r e s o w a n e g o . W y ­
k r y c i e tego r o d z a j u z n a c z ą c y c h f a k t ó w d o k o n u j e s i ę
c z ę ś c i o w o n a p o d s t a w i e tego, co b a d a c z o w i r z u c a s i ę bez­
p o ś r e d n i o w o c z y ze w z g l ę d u n a z g o d n o ś ć l u b k o n t r a s t
z j e g o w ł a s n ą k u l t u r ą i co u ś w i a d a m i a a n sobie w n o w y
i szczególny sposób, częściowo zaś dzięki jego w y s i ł k o w i ,
by p o j ą ć w e w n ę t r z n ą s t r u k t u r ę o d n o ś n e j k u l t u r y i r e l i ­
g i i oraz z r o z u m i e ć z w i ą z k i w danej c a ł o ś c i . W odniesieaiu dc pierwszego p r z y p a d k u i n t e r e s u j ą c e m o ż e b y ć
stwierdzenie, że zgodność i kontrast odnoszą się nie t y l ­
k o do z e w n ę t r z n y c h , o d i z o l o w a n y c h f a k t ó w z ż y c i a b a ­
dacza i b a d a n e j k u l t u r y , lecz t a k ż e do g ł ę b s z y c h w a r s t w ,
jak n p . w z a j e m n y u k ł a d t y c h z n a c z ą c y c h f a k t ó w w o d ­
n o ś n e j k u l t u r z e " . F e n o m e n o l o g i a „ i d ą c po t e j d r o d z e ,
m u s i p o k o n a ć w i e l e p r z e s z k ó d . N i e d a n y j e j jest o g l ą d
^ t w a r z ą w t w a r z » . A l e i za p o m o c ą z w i e r c i a d ł a m o ż n a
w i e l e z o b a c z y ć . A o t y m , co s i ę w i d z i , m o ż n a m ó w i ć " .
( I V , s. 719).
5

K a g r u n c i e e t n o g r a f i i p o l s k i e j m o ż e m y z n a l e ź ć sze­
reg prac, k t ó r e a c z k o l w i e k nie i d e n t y f i k u j ą się z t r a d y ­
c j ą f e n o m e n o l o g i c z n ą , t o j e d n a k w p r ó b i e d o c i e r a n i a do
t y c h znacznych f a k t ó w , w e w n ę t r z n y c h k a t e g o r i i s k ł a d a ­
j ą c y c h się na r z e c z y w i s t o ś ć badanej k u l t u r y ,
realizują
s t a w i a n e sobie przez f e n o m e n o l o g i ę cele ( p o r . n p . J a c k a
O l ę d z k i e g o Kultura
artystyczna
ludności
kurpiowskiej,
W r o c ł a w , 1971). N a t o m i a s t ś w i a d o m ą r e p r e z e n t a n t k ą p o ­
d e j ś c i a f e n o m e n o l o g i c z n e g o b y ł a C e z a r i a B a u d o u i n do

1

Das Heilige
ligiosen
(Świętość

und das Profane.
Mom Wesen des rei świeckość.
O ilocie religii)
1957.

2

West-Ostliche
Mystik.
Vergleich
und
Unterscheidung zur Wesensdeutung
(Zachodnio-wschodnia
mistyka.
Porównanie
i rozróżnienie
dla interpretacji
istoty) 1926;
Die Gnadenreligion
Indiens und das Christentum
(Indyj­
ska r e l i g i a ł a s k i a c h r z e ś c i j a ń s t w o ) 1930.
3

M . B a c h t i n , Uwagi
do metodologii
badań
literac­
T ł u m . p o l . w : „ L i t e r a t u r a " 1976, n r 22 ( 3 . V I ) , s. 5.

4

Aegyptiscłie
staroegip-

kich,

M . i n . : Goodsvorstellingen
in de oud —
pyramideteksten
1916 (Wyobrażenia
bogów
w

1

Courtenay
E h r e n k r e u t z
J ę d r z e j e w i c z o w a
(1886—1967), a u t o r k a
t a k i c h prac
j a k : Siady
walk
Rosjan
z
Mordwinami
w
rosyjskiej
literaturze
lu­
dowej,
1916;
Echa
stosunków
polsko-rosyjskich
w
bylinach,
1918; Obrzędy
weselne
ludu
polskiego
jako
forma
dramatyczna,
1927; Ze
studiów
nad
obrzęda­
mi
weselnymi
ludu
p o l s k i e g o , 1929; Zwyczaje
wio­
senne
ludu
polskiego,
1927;
Kwiatki
św.
Jerzego,
1927; Kalendarz
świętojerski,
1959—1960; Legenda
o Kra­
kusie Mistrza
Wincentego
i pogromcy
smoka, św.
Jerzy
w legendzie
aurea J. de Voraigne;
Onomastyka
najstar­
szych roczników
świętojerskich,
1954—55; k t ó r a w s w y m
s t u d i u m o p a t r o n c e m u z y k i , ś w . C e c y l i i (Sw.
Cecylia,
„ L u d " , 1922) p r z e d s t a w i a z n a n y ze w s p ó ł c z e s n e j t r a d y c j i
ludowej „apokryficzny" typ św. Cecylii, jako ślepej, kor­
nej, cichej d z i e w i c y na tle u d o k u m e n t o w a n e j w z a b y t ­
k a c h k u l t u r y rzymskiej i w tradycjii hagiograf icznej, „li­
turgicznej" wersji, ukazującej t ę s a m ą postać, jako bo­
gatą, dostojną, d u m n ą przedstawicielkę rodu Ceceljuszów
M e t e l l i . D z i ę k i t a k i e m u z e s t a w i e n i u d o c h o d z i a u t o r k a do
w y d o b y c i a i s t o t n y c h cech c h a r a k t e r y z u j ą c y c h
tradycję
ludową, takich jak udramatyzowame, przerysowanie po­
s t a c i (poprzez p r z y p i s a n i e j e j ś l e p o t y , p o d k r e ś l e n i e u ł o m ­
ności, upośledzenia) o d s ł a n i a j ą c t y m s a m y m zakorzenienie
takiego w i z e r u n k u w tradycyjnej ludowej w i z j i ś w i ę ­
tości, kojarzącej częstokroć p r z y n a l e ż n ą świętości nie­
z w y k ł o ś ć z u ł o m n o ś c i ą (kalecy, nawiedzeni, „ j u r o d i w i " ,
m u z y k u j ą c y ślepcy, żebracy etc).
Odtwarzając p r a w d o p o d o b n ą drogę przejścia od mo­
t y w u „ b o g a c t w a " z a w a r t e g o w i m i e n i u gens C e c y l i a do
m o t y w u „ ś l e p o t y " , d o c i e r a j ą c do s p e c y f i c z n e g o z j a w i s ­
ka, j a k i m jest t w ó r c z a l u d o w a e t y m o l o g i a , w o p a r c i u
o m a t e r i a ł historyczny i filologiczny, rekonstruuje p e ł n y
o b r a z t r a d y c j i , z w i ą z a n e j ze ś w i ę t ą C e c y l i ą . P r z y c z y m
h i s t o r i a , k t ó r a s t a n o w i p o d s t a w ę do t e j r e k o n s t r u k c j i n i e
jest t r a k t o w a n a j a k o e m p i r y c z n e n a s t ę p s t w o f a k t ó w , a l e
j a k o s t o p n i o w e k s z t a ł t o w a n i e s i ę sensu. D l a B a u d o u i n de
Couitenay, dla której tak j a k dla innych fenomenonog ó w , p r z e d m i o t n a u k i jest do p e w n e g o s t o p n i a „ w y t w o ­
rem czynności naukowych", „każdy w y t w ó r kultury, któ­
r y n a l e ż y do z a k r e s u b a d a ń e t n o l o g i c z n y c h j e s t t y l k o
ostatnim ogniwem poprzedzającego,
go s z e r e g u
form
p r z e k a z y w a n y c h przez t r a d y c j ę , o s t a t n i m w y k ł a d n i k i e m
tej t r a d y c j i " . ( Z . B . )

skich
tekstach
Piramid);
Egyptische
Eschatologie
1919
( E s c h a t o l o g i a E g i p s k a ) ; B a c h ' s Mattheuspassion
1937 (Pa­
sja według
św. Mateusza.
Bacha);
In dem Himmel
ist.
ein Tanz... Uber religiose
B e d e u t u n p des T a n z e s u n d des
Festzuges
1937^ (W niebie jest taniec... O religijnym
zna­
czeniu tańca
i odświętnego
pochodu.
T ł u m . pol. w . : „Li­
t e r a t u r a n a ś w i e c i e " , 1978, n r 5); Sacred
und
Profane
Beauty:
The Holy in Art, 1963 (Święte
i świeckie
Pie'.ino: Święte
w
sztuce).
J a c q u e s D . J. W a a r d e n b u r g , W sprawie
fenome­
nologii
religii.
Uwagi
zasadnicze
[ w : ] „ E u h e m e r , Prze­
g l ą d R e l i g i o z n a w c z y " , 1974 n r 3, s. 73, 74.
5

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6665" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6645">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/83a1fb22539bafb705338924e38b43db.pdf</src>
        <authentication>9bccaeeb94042111bd7d584c5fcfd1e4</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79456">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2941</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79457">
                <text>1992</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79458">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2745</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79459">
                <text>Wyobrażenia twarzy Chrystusa w ikonie karpackiej / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79460">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.2, s.16-32</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79461">
                <text>Klekot, Ewa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79462">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79463">
                <text>Państwowy Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79464">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79465">
                <text>Ewa Klekot

WYOBRAŻENIE T W A R Z Y CHRYSTUSA W IKONIE KARPACKIEJ*
W malarstwie sakralnym Kościoła W s c h o d n i e g o i k o n y z tere­

budzić zastrzeżenia c o d o zasięgu o d p o w i a d a j ą c e g o

nazwie

nów Podkarpacia, Karpat i Podola t w o r z ą g r u p ę , której o d r ę b n y

obszaru, jeśli jednak p r z y m i o t n i k „ k a r p a c k i " rozumieć nie t y l k o

charakter dostrzeżono j u ż w p o c z ą t k a c h b a d a ń n a d sztuką t e g o

j a k o o d n o s z ą c y się d o t e r e n ó w g ó r s k i c h lecz d o w s z y s t k i c h ziem

regionu. Pierwszy zainteresował się nimi w r o k u 1 8 8 5 M a r i a n

w c h o d z ą c y c h geograficznie w skład ł a ń c u c h a , okaże się, iż j e g o

Sokołowski; w e d ł u g n i e g o i k o n y z ó w c z e s n e j Galicji p o w s t a ł y na

użycie jest u p r a w n i o n e w o b e c większości t e r e n ó w , na których

styku sztuki bizantyjskiej z z a c h o d n i o e u r o p e j s k ą i w t y m w i d z i a ł

w y s t ę p u j e t e n rodzaj z a b y t k ó w . O d r ę b n ą krainą geograficzną jest

przyczynę ich o d m i e n n o ś c i .

Podole, skąd p o c h o d z i reszta o m a w i a n y c h i k o n . Decydując się na

Stanowisko S o k o ł o w s k i e g o s k r y t y k o w a ł n e g u j ą c y m i e j s c o w y

t e r m i n o l o g i ę p o c h o d z ą c ą o d n a z w krain g e o g r a f i c z n y c h , których

charakter t e g o malarstwa W ł a d y s ł a w Ł o z i ń s k i , który w z d o b i ą ­

zasięg pozostał n i e z m i e n i o n y w trakcie istnienia malarstwa iko­

cych podkarpackie c e r k w i e i k o n a c h u p a t r y w a ł i m p o r t z Grecji l u b

n o w e g o , należałoby s t o s o w a ć określenie „ i k o n a k a r p a c k o - p o -

Małorusi a w najlepszym w y p a d k u dzieła p r z y b y ł y c h s t a m t ą d

d o l s k a " j a k o w pełni o d p o w i a d a j ą c e o p i s y w a n e j sytuacji. Ponie­

artystów [ Ł o z i ń s k i , 1 8 8 7 ] . Istnienie m i e j s c o w e g o stylu t w ó r c z o ­

w a ż j e d n a k t e r m i n „ i k o n a k a r p a c k a " ma p e w n ą tradycję w litera­

ści artystycznej u d o w a d n i a ł J o s i p Pełeński określając j e g o t w ó r ­

turze p r z e d m i o t u [ K ł o s i ń s k a , 1 9 6 8 , 1 9 7 3 ; B i a ł o p i o t r o w i c z , 1 9 8 9 ]

ców mianem „ s z k o ł y h a l i c k i e j " [ P e ł e ń s k i , 1 9 1 4 ] . Termin użyty

zbyteczne w y d a w a ł o się d o k ł a d a n i e j e g o u s z c z e g ó ł o w i o n e j w e r ­

przez tego autora t y l k o w o d n i e s i e n i u d o architektury znalazł

sji d o i tak j u ż sporej listy nazw. P o w t ó r z y ć t y l k o trzeba, iż za

zastosowanie r ó w n i e ż w literaturze dotyczącej malarstwa i k o n o ­

t e r m i n e m t y m kryją się ś w i ę t e obrazy z terenu Karpat rozumianych

wego [ W a l i c k i , 1 9 3 0 ; M a r s ó w n a , 1 9 3 1 ] . J e d n a k ż e na p o d s t a w i e

j a k o j e d n o s t k a geograficzna, czyli o b e j m u j ą c y c h oprócz pasm

obecnego stanu w i e d z y o organizacji tej t w ó r c z o ś c i nie m o ż n a

g ó r s k i c h także Zakarpacie, Pogórze ( P o d k a r p a c i e ) i S i e d m i o g r ó d

wnosić o istnieniu w Haliczu bądź na terenie księstwa skupiającej
artystów struktury, która z a s ł u g i w a ł a b y na n a z w ę szkoły.

Podole. „ I k o n a

k a r p a c k a " w y d a j e się d o d a t k o w o t y m

szczęśliwszym określeniem, że podkreśla rolę Karpat w historii

Zasłużony badacz zagadnienia llarion Svjencickyj p i s a ł o ikonie
halickiej, zaś J a n i n a Kłosińska z a p r o p o n o w a ł a n a z w ę

oraz

1

„ikona

karpacka". U ż y w a n o też określeń „ i k o n a ł e m k o w s k a " , „ i k o n a

o s a d n i c t w a t y c h ziem, w ich g o s p o d a r c e i kulturze. Specyfika tej
sztuki b o w i e m w dużej mierze w ł a ś n i e w istnieniu Karpat ma
s w o j e źródło.

ukraińska", czy „ m a ł o p o l s k i e m a l a r s t w o i k o n o w e " . Żaden z p o ­
wyższych t e r m i n ó w nie jest w pełni z a d o w a l a j ą c y g d y c h o d z i
o nazwanie zjawiska istniejącego na terenach o d Sądecczyzny p o
Bukowinę i z Pogórza p o S i e d m i o g r ó d , a t r w a j ą c e g o bez mała
pięć w i e k ó w —

o d p o c z ą t k u XV d o s c h y ł k u X I X w i e k u .

Termin „ i k o n a k a r p a c k a " przyjęty w niniejszej pracy może

* S k r ó c o n a wersja pracy magisterskiej, która p o w s t a ł a w Kated­
rze Etnologii i A n t r o p o l o g i i K u l t u r o w e j U.W. p o d kierunkiem
d o c . dr hab. A n n y Kunczyńskiej-Irackiej. W trosce o czytelność
pracy z r e z y g n o w a ł a m z części odniesień b i b l i o g r a f i c z n y c h .

17

�Teologia ikony
Wyobrażenie twarzy Chrystusa w sztuce chrześcijańskiej
W języku rosyjskim d w a różne s ł o w a określają gałąź sztuk
plastycznych, która p o polsku nosi m i a n o malarstwa. Te d w a
terminy t o ikonopis' i żivopis'; ostatni przekłada się z w y k l e j a k o
„ m a l a r s t w o " , zaś sens pierwszego o d d a j e się o p i s o w o przez
„ m a l a r s t w o i k o n " . Tłumaczenie takie może s u g e r o w a ć , że ikonopis"\es\ częścią żivopisi, p e w n ą jej o d m i a n ą . Tymczasem n a z w y te
oznaczają d w a o d m i e n n e ś w i a t y , gdzie różne s p o s o b y t w o r z e n i a
dają dzieła inne p o d w z g l ę d e m f o r m a l n y m , przeznaczone d o
o d m i e n n e g o o d b i o r u i i n n e g o f u n k c j o n o w a n i a w kulturze, przez
którą i dla której p o w s t a ł y .
T w ó r c y , z a r ó w n o ikonopisi jak i żivopisi, k o n w e n c j ę , w której
kształtują s w e przedstawienia n a z y w a j ą realizmem, lecz każdy
z nich usiłuje być w i e r n y innej rzeczywistości. Realizm żivopisi
opiera s w o j ą p r a w d ę na postrzeganiu z m y s ł o w y m i p r a w a c h
w i d z e n i a „ o c z a m i c i a ł a " , natomiast k o n w e n c j ą ikonopisi
jest
„realizm d u c h o w y " , który ma za zadanie u k a z y w a ć ś w i a t w kate­
goriach świętości. Tematycznie obraz i ikona m o g ą w y d a w a ć się
p o d o b n e , g d y przedstawiają tę samą o s o b ę czy zdarzenie, lecz
przy p o m o c y „realizmu c i a ł a " przekazuje się t y l k o s u b i e k t y w n e
odczucie ś w i ę t o ś c i , podczas g d y „realizm d u c h a " c h c e ukazać
o b i e k t y w n ą p r a w d ę b o s k i e g o O b j a w i e n i a . Ikona ma udział
w świętości, którą w y o b r a ż a i p r o w a d z i na s p o t k a n i e z boską
rzeczywistością z a r ó w n o s w e g o t w ó r c ę , jak i o d b i o r c ę . Obraz jest
obserwacją, ikona uczestniczeniem. W e d ł u g o r t o d o k s y j n e j t e o l o ­
gii Chrystus o b e c n y jest nie t y l k o substancjalnie w przeis­
t o c z o n y m chlebie i w i n i e , lecz także na s p o s ó b o b r a z o w y w ikonie
dzięki p o d o b i e ń s t w u .
2

P o d o b n e d o p r o t o t y p u , a w i e c ś w i ę t e stać się może t y l k o dzieło
wykonane zgodnie z kanonem, podpisane i poświęcone. Kanoniczność t e c h n i k i w y k o n a n i a i i k o n o g r a f i i oraz ścisłe określenie
o s o b y t w o r z ą c e j ikonę i w a r u n k ó w , w jakich może o n a p o w s t a ć
ma z a p e w n i ć m o ż l i w i e największą w i e r n o ś ć „ r e a l i z m o w i d u c h o ­
w e m u " , dającemu w y r a z ś w i ę t o ś c i poprzez formę. Ś w i ę t ą treścią
ikony jest natomiast jej Imię w postaci napisu lub inicjału, które
identyfikuje Osobę z jej w i z e r u n k i e m . Po n a m a l o w a n i u i p o d ­
pisaniu ikony następuje jej p o ś w i ę c e n i e i d o p i e r o w ó w c z a s staje
się o n a miejscem o b e c n o ś c i Łaski, jest w pełni p o d o b n a d o
P r o t o t y p u . O d tej c h w i l i zaczyna f u n k c j o n o w a ć w kulcie i o d ­
bierać cześć.
3

Pierwszą z czynności p r z e w i d z i a n y c h k a n o n e m p o s t ę p o w a n i a
przy t w o r z e n i u ikony b y ł o staranne p r z y g o t o w a n i e p o d ł o ż a p o d
w i z e r u n e k , gdyż s t o s o w a n e materiały nie m o g ą być p r z y p a d ­
k o w e w odniesieniu d o k u l t u . D l a t e g o też k a n o n y zabraniały
robienia i k o n p a p i e r o w y c h , a także nie należało m a l o w a ć ich na
płótnie. O d p o w i e d n i e j w i e l k o ś c i deskę, p r z e w a ż n i e s p o j o n ą
z kilku mniejszych przy p o m o c y p o p r z e c z n y c h listewek w s u w a ­
n y c h w r o w k i na o d w r o c i e , ż ł o b i o n o niemal na całej p o w i e r z c h n i
p o z o s t a w i a j ą c krawędzie wyższe i uzyskując w t e n s p o s ó b rodzaj
o b r a m o w a n i a . W z a g ł ę b i e n i u , z w a n y m kowczegiem
umieszcza­
n o w i z e r u n e k , zaś wyższe otaczające g o partie deski nosiły nazwę
pola. Czasem całą deskę lub t y l k o pole o k l e j a n o p ł ó t n e m dla
w z m o c n i e n i a ikony. Następnie starannie ją g r u n t o w a n o p o ­
w l e k a j ą c w i e l o k r o t n i e n a j p i e r w klejem, p o t e m l e w k a s e m , czyli
z a p r a w ą zawierającą gips, kredę i inne składniki uzdatniające
p o d k ł a d na przyjęcie farby. Na koniec s t o s o w a n o p o b i a ł k ę , którą
starannie p o l e r o w a n o . Na tak p r z y g o t o w a n e p o d ł o ż e n a n o s z o n o
przy p o m o c y farby lub rylca k o n t u r w i z e r u n k u . K o m p o n o w a n i e
całości r o z p o c z y n a n o o d w y k r e ś l e n i a n i m b u g ł ó w n e j postaci
przedstawienia. Po w y k o n a n i u k o n t u r ó w p r z y s t ę p o w a n o d o
w y p e ł n i e n i a ich b a r w n i k a m i ; d o m a l o w a n i a na desce u ż y w a n o
t e m p e r y j a j o w e j . J a k o pierwsze k o l o r o t r z y m y w a ł o t ł o , elementy
architektury i pejzażu, następnie szaty, na k o ń c u zaś tak z w a n e
„ o s o b o w e części i k o n y " , czyli nagie ciało. Była t o twarz, ręce,
czasem s t o p y , rzadko cały akt d o p u s z c z a n y przez w s c h o d n i ą
ikonografię tylko w przedstawieniu ukrzyżowania i opłakiwania,
jeśli c h o d z i o Jezusa oraz w w y o b r a ż e n i a c h ś w i ę t y c h pustel­
n i k ó w i na umieszczonej w k l e j m a c h m a r t y r o l o g i i ś w i ę t y c h
m ę c z e n n i k ó w . T e c h n i k a m a l o w a n i a t w a r z y była także s k a n o n i z o w a n a . Rozpocząć należało o d położenia ciemnej p o d m a l ó w k i
z w a n e j sankirem, który następnie „ o ż y w i a n o " przez kilkakrotnie
o c h r o w a n i e , na koniec d o d a j ą c ś w i a t ł a przy p o m o c y cienkich
białych kreseczek. O s t a t n i m zabiegiem malarskim b y ł o p o n o w n e
o b r y s o w a n i e k o n t u r ó w , po c z y m p o w i e r z c h n i ę i k o n y p o w l e k a n o
p r z e g o t o w a n y m olejem l n i a n y m czyli olifą, bądź lakierem sporzą­
d z o n y m z ż y w i c y lub białka. M i a ł o t o c h r o n i ć farbę przed
o d p r y s k i w a n i e m , a także n a d a w a ł o w i z e r u n k o w i połysk.
4

5

Z g o d n o ś ć przedstawienia z k a n o n i c z n ą i k o n o g r a f i ą zapew­
niała z n a j o m o ś ć Pisma Św., T r a d y c j i oraz o p r a c o w a n y c h na ich
6

1. Owczary, 2 poł. XV w . M u z e u m - Z a m e k w Ł a ń c u c i e , nr 7 8 8 , p u b l . Biskupski 1 9 7 1 , 1 9 8 5 ; Kłosińska 1 9 7 3
18

�podstawie p o d l i n n i k ó w {hermenei) czyli p o d r ę c z n i k ó w dla m a l a ­
rzy ikon . Zawierały o n e ścisłe w s k a z ó w k i d o t y c z ą c e k o m p o z y c j i ,
kolorystyki i symboliki p o s z c z e g ó l n y c h t y p ó w w y o b r a ż e ń . W i k o ­
nie nie mogło być miejsca na p r z y p a d k o w o ś ć ani na manifestację
indywidualności artysty, gdyż ś w i ę t o ś ć jest n i e p r z y p a d k o w a
i ponadindywidualna. Była natomiast m o ż l i w o ś ć w y k a z a n i a się
doskonałością kunsztu malarskiego, k t ó r e m u t o w a r z y s z y ć m u s i a ­
ła dogłębna znajomość t e o l o g i i .
7

Podczas pracy ikonopisca,
z o b o w i ą z a n y był d o wstrzemięź­
liwości oraz posłuszeństwa w o b e c s w e g o ojca d u c h o w n e g o .
Najczęściej ikony m a l o w a ł m n i c h , k t ó r e g o ograniczenia p o ­
wyższe dotyczyły stale, a który okres pracy nad ś w i ę t y m obrazem
poprzedzał d o d a t k o w y m i aktami p o b o ż n o ś c i jak post, d ł u g o ­
trwałe m o d l i t w y czy c z u w a n i e . „ N i e c h m o d l i się ze łzami, a b y B ó g
przeniknął jego dusze. Niech idzie d o kapłana, a b y ten p o m o d l i ł
się nad n i m " — zalecał rękopis z g ó r y A t h o s . Dzięki t y m
praktykom malarz miał d o z n a ć o ś w i e c e n i a , „ C h r y s t u s miał roz­
niecić swoje ś w i a t ł o w j e g o s e r c u " [ E v d o k i m o v , 1 9 6 4 , s. 2 4 3 ] ,
gdyż tylko w ó w c z a s dzieło, które p o w s t a n i e będzie p r a w d z i w ą
ikoną b o w i e m artysta nie t w o r z y o b r a z u , lecz s t o p n i o w o u j a w n i a
go. Ikonopisca n i g d y nie m a l o w a ł w i z e r u n k ó w ś w i ę t y c h , a i k o n
nie w o l n o mu b y ł o t w o r z y ć w celach z a r o b k o w y c h ani sprzeda­
wać za pieniądze. Przeważnie zresztą ś w i ę t e m a l o w i d ł o b y ł o
dziełem d w ó c h lub w i ę c e j osób. J e d e n z a r t y s t ó w , z w a n y
trawścikiem z a j m o w a ł się szatami postaci oraz otaczającym je
światem , inny nakładał na szaty Chrystusa i n i m b y z ł o t o w płat­
kach, zwane ikonopą. N a j o d p o w i e d z i a l n i e j s z e zadanie miał licnik
komponujący całość. T o o n w ł a ś n i e m a l o w a ł najważniejsze,
osobowe części ikony, czyli ludzkie ciało. Nie bez przyczyny Jerzy
Nowosielski nazwał ikonę „ t e o l o g i ą ciała l u d z k i e g o " p o z w a l a j ą ­
cą na ukazanie ciała w w y m i a r z e d u c h a dzięki r e a l i z m o w i
eschatologicznemu. Z g o d n i e z n a u k ą Kościoła c z ł o w i e k s t w o r z o ­
ny został b o w i e m j a k o ż y w a ikona na Boży obraz i p o d o b i e ń s t w o .
Zaćmił on jednak s w ą ikoniczność przez grzech, a jej przywrócenie
dokonało się w m o m e n c i e Wcielenia. W ó w c z a s spełniony został
warunek zaistnienia i k o n y - p r z e d m i o t u : w y o b r a ż a l n o ś ć Boga w l u ­
dzkim ciele. Stąd podczas w s c h o d n i e j liturgii kapłan okadza
wiernych tak, jak okadza ikony pozdrawiając w ten sposób obraz
Boży w człowieku. Z g o d n i e z t y m i założeniami teologii ciało
8

ukazywane w ikonie jest ciałem z m a r t w y c h w s t a ł y m , z b a w i o n y m ,
odbijającym Boga w sposób najpełniejszy — dlatego s t a n o w i tak
w a ż n ą część w i z e r u n k u . Znaczenie ciała w w y o b r a ż e n i u Chrystusa
zostaje z w i e l o k r o t n i o n e przez w z g l ą d na jego Osobę. Zupełnie
w y j ą t k o w ą wartość ma w związku z t y m wizerunek Oblicza
Zbawiciela, a jeśli w grę w c h o d z ą d o d a t k o w o c u d o w n e okoliczno­
ści p o w s t a n i a , zrozumiała staje się pozycja, jaką w e wschodniej
ikonografii zajmuje M a n d y l i o n . „Każda ikona jest funkcją ikony
Zbawiciela z w a n ą acheiropoietoi,
czyli nie ręką ludzką s t w o r z o n y
— Ś w i ę t e g o Oblicza, które a n i o ł o w i e trzymają na chuście i o b ­
jawiają ludziom. Nie jest o n a w rzeczywistości portretem Jezusa,
ale ikoną J e g o o b e c n o ś c i " [ E v d o k i m o v , 1 9 6 4 , s. 2 5 3 ] .
Tradycja chrześcijańska zna kilka w i z e r u n k ó w t w a r z y Chrys­
tusa p o w s t a ł y c h w s p o s ó b c u d o w n y . J e d n e zawdzięczają s w e
istnienie b e z p o ś r e d n i e m u k o n t a k t o w i z o b l i c z e m Jezusa lub j e g o
w y o b r a ż e n i e m — są o n e niejako f i z y c z n y m przedłużeniem życia
p r a w z o r u , inne dziełem a n i o ł ó w , ś w i ę t y c h lub i n n y c h a u t o r ó w
n a t c h n i o n y c h . Wszystkie o n e noszą n a z w ę
nierukotworennych.
I k o n y p o w s t a ł e przez bezpośredni k o n t a k t z ciałem Zbawiciela
dzięki swej genezie mają r ó w n i e ż charakter relikwii. Dały one
początek kilku t y p o m i k o n o g r a f i c z n y m o p a r t y m generalnie na
d w ó c h s p o s o b a c h przedstawiania Ś w i ę t e g o Oblicza. Pierwszy
z n i c h t o p o p u l a r n a na Z a c h o d z i e Chusta św. W e r o n i k i . W y o b ­
rażona na niej t w a r z Jezusa u t r w a l o n a została podczas męki
Z b a w i c i e l a , g d y w drodze na G o l g o t ę w s p ó ł c z u j ą c a niewiasta
otarła m u p o t i k r e w . Jest t o w i ę c oblicze cierpiącego Syna
C z ł o w i e c z e g o , o k o l o n e d ł u g i m i w ł o s a m i spadającymi s p o d cier­
n i o w e j k o r o n y . O t o c z o n e zarostem u c h y l o n e usta, przymknięte
lekko p o w i e k i nadają rysom p i ę t n o w i e l k i e g o zmęczenia, b ó l u
i s m u t k u . W i z e r u n k i t e g o rodzaju łączą się z c y k l e m pasyjnym
i w y s t ę p u j ą często j a k o j e d n o z A r m a Christi, nierzadko mając
postać c h u s t y zawieszonej na Drzewie Krzyża. S t a n o w i ą one też
atrybut świętej W e r o n i k i , której imię ł ą c z o n o z p o d o b n ą
w brzmieniu ł a c i ń s k o - g r e c k ą n a z w ą w y o b r a ż e n i a : veraikon czyli
p r a w d z i w y obraz (łac. — verus, gr. eikón). Za oryginał Chusty
u c h o d z i ł obraz z w a n y V o l t o Santo, p r z e c h o w y w a n y w rzymskiej
bazylice ś w i ę t e g o Piotra, który zaginął podczas Sacco di Roma
w r o k u 1 5 2 7 . Popierany przez papieża kult t e g o w i z e r u n k u
sprawił, iż często był o n e m b l e m a t e m p i e l g r z y m ó w p o w r a c a j ą 9

19

�c y c h z R z y m u , c o z kolei przyczyniło się d o j e g o w i e l k i e j
popularności na obszarze całego z a c h o d n i e g o c h r z e ś c i j a ń s t w a .
Drugim wątkiem ikonograficznym powstałym w oparciu o w i ­
zerunek „ n i e u c z y n i o n y ręką l u d z k ą " jest M a n d y l i o n ( o d gr.
mandylion — c h u s t a ) . S ł o w o archeiropoietos
pierwotnie używa­
ne b y ł o na określenie ciała Jezusa l u b ciała p o z m a r t w y c h w s ­
t a n i u , d o p i e r o z czasem o g r a n i c z o n o j e g o znaczenie d o c u d o w n i e
p o w s t a ł y c h o b r a z ó w . Z n a n y c h jest kilka miejsc p r z e c h o w y w a n i a
pierwszej ikony t e g o t y p u , największe j e d n a k znaczenie, które
znalazło o d b i c i e w liturgii i tradycji Kościoła W s c h o d n i e g o ma
M a n d y l i o n z Edessy. P o w s t a n i e w i z e r u n k u łączy się z legendą
10

0 w ł a d c y t e g o miasta Abgarze V i apostole J u d z i e Tadeuszu.
Z g o d n i e z p o d a n i e m c h o r y na trąd A b g a r zaprosił d o siebie
Jezusa na w i e ś ć o j e g o c u d a c h , licząc, że prorok z Galilei u z d r o w i
go. Chrystus nie m ó g ł niestety o p u ś c i ć Ziemi Ś w i ę t e j , A b g a r
posłał w i ę c malarza, a b y w y k o n a ł portret Mesjasza. Artysta
jednak nie potrafił sprostać zadaniu, gdyż o d t w a r z y Chrystusa bił
oślepiający blask. W i d z ą c , że malarz nie może się m u przyjrzeć,
Pan sam wziął lnianą szatę o w e g o malarza i odcisnął na niej s w e
oblicze. W e d ł u g opisu „ m i a ł o n piękne oczy i piękne b r w i , t w a r z
pociągłą i był ł a g o d n i e p o c h y l o n y , c o jest oznaką d o j r z a ł o ś c i " [ V o r a g i n e , 1 9 5 5 , s. 6 1 0 ] . Chustę zaniósł d o Edessy ś w . J u d a
Tadeusz, zaś A b g a r p o ujrzeniu w i z e r u n k u o z d r o w i a ł n a t y c h ­
miast. Ślad tradycji misji edesseńskiej ś w . Tadeusza w i d a ć
w ikonografii zachodniej t e g o p o p u l a r n e g o ś w i ę t e g o , k t ó r e g o
a t r y b u t e m stał się M a n d y l i o n . Ikona u c h o d z ą c a za o r y g i n a l n ą
Chustę A b g a r a o d k r y t a c u d o w n i e w z a m u r o w a n e j niszy nad
bramą miejską przyczyniła się d o ocalenia miasta przed Persami
1 otaczana była k u l t e m oraz u w a ż a n a za palladion
("świętość
g w a r a n t u j ą c a b e z p i e c z e ń s t w o miasta). Sobór r o k u 7 8 7 uznał t o
przedstawienie za p r a w d z i w y obraz Chrystusa, a w r o k u 9 4 4
uroczyście przeniesiono je d o stołecznego K o n s t a n t y n o p o l a .
Z r a b o w a n e przez k r z y ż o w c ó w w roku 1 2 0 4 zostało przewiezione
d o R z y m u , gdzie znajduje się d o dziś w kościele San Silvestro in
Capite.
M a n d y l i o n t o chusta z w y o b r a ż e n i e m t w a r z y B o g a w c i e l o n e g o
w c z ł o w i e k a — p o w a ż n e j , n a w e t s u r o w e j , lecz bez śladu cier­
p i e n i a . G ł o w ę o d ł u g i c h w ł o s a c h i brodzie otacza n i m b krzyżo­
w y z w p i s a n y m h a g i o g r a m e m fi O H , oznaczającym „ T e g o , który
Jest".
lan W i l s o n w swojej książce Całun Turyński w y s u n ą ł hipotezę,
że p r a w d z i w y m M a n d y l i o n e m jest p r z e c h o w y w a n a w T u r y n i e
relikwia, c o o tyle nie znajduje uzasadnienia w i k o n o g r a f i i , iż
twarz z c a ł u n u ma oczy zamknięte, przez c o staje się p o d o b n a d o
w z o r o w a n y c h na V o l t o S a n t o „Weronikach", a nie d o oblicza
z M a n d y l i o n u , które patrzy przed siebie i jest o t o c z o n e n i m b e m .
U k a z y w a n o je bez szyi u p o d a b n i a j ą c w t e n s p o s ó b d o maski.
A n d r é Grabar łączy w i ę c genezę t e g o rodzaju w y o b r a ż e ń z przed­
stawieniami g ł o w y G o r g o n y oraz sugeruje, że m o g ł y o n e wraz
z f o r m ą przejąć z a n t y k u także a p o t r o p a i c z n e f u n k c j e w i z e r u n k u ,
z którego je w y w o d z i . Najistotniejsze zatem b y ł o b y spojrzenie
11

— w z r o k zamieniający w k a m i e ń b y ł cechą M e d u z y i o n t o
sprawił, że jej t w a r z skutecznie c h r o n i ł a o d zła.
Chusta na której o d c i ś n i ę t e zostało Oblicze, w starszych
i k o n a c h najczęściej jest w y d ł u ż o n a , płasko rozciągnięta i o z d o ­
b i o n a frędzlami. W drugiej p o ł o w i e X I I I w i e k u p o j a w i a j ą się d w a
n o w e s p o s o b y u k a z y w a n i a t k a n i n y — a l b o zawieszanej za
p o m o c ą kółek p r z y m o c o w a n y c h d o g ó r n e g o brzegu, albo o kra­
w ę d z i a c h b o c z n y c h z w i ą z a n y c h w d w a w ę z ł y , czasem przy­
t r z y m y w a n e przez postacie A r c h a n i o ł ó w .
W sztuce zachodniej istnieje jeszcze j e d e n w a r i a n t i k o n o ­
graficzny w y w o d z ą c y się o d w i z e r u n k u z San Silvestro in Capite.
Jest t o w y o b r a ż e n i e Oblicza bez c h u s t y , t y l k o na tle n i m b u ,
z w a n e Sancta Effigies, p o j a w i a j ą c e się czasem r ó w n i e ż na
Wschodzie.
Dość p o p u l a r n e w malarstwie t a b l i c o w y m b y ł o r ó w n i e ż w y k o ­
r z y s t y w a n e przy rzeźbiarskiej dekoracji k o ś c i o ł ó w przyjmując
w ó w c z a s postać m e d a l i o n u z g ł o w ą J e z u s a , u m i e s z c z o n e g o w e
w s c h o d n i e j części b u d y n k u — w szczycie w s c h o d n i e g o okna
bądź na w s c h o d n i m z w o r n i k u prezbiterium — a w i ę c p o d o b n i e ,
jak M a n d y l i o n w ś w i ą t y n i a c h o b r z ą d k u o r t o d o k s y j n e g o . W cer­
k w i b o w i e m najczęściej A c h e i r o p o i e t o s z n a j d o w a ł się n a d cars­
kimi w r o t a m i l u b o b o k n i c h ; jest t o z w i ą z a n e z treścią przed­
s t a w i e n i a , które ilustrując d o g m a t o W c i e l e n i u miało przybliżyć
t a j e m n i c ę Ciała Pańskiego, k t ó r e g o m i s t e r i u m zasłaniały przed
o c z y m a w i e r n y c h carskie w r o t a zamknięte w czasie Przeistocze­
nia. Podczas K o m u n i i ś w . w i e r n y c h r ó w n i e ż w y s t a w i a się na
ołtarzu ikonę Oblicza Pańskiego, gdyż „ n o s t a c i eucharystyczne
są p o t o , b y je s p o ż y w a ć , ikona w s k a z u j e w ł a ś c i w y kierunek
adoracji — Osobę Z b a w i c i e l a [ E v d o k i m o v , 1 9 6 4 , s . 2 7 3 ] .
1 2

M a n d y l i o n umieszczano także nad d r z w i a m i p r o w a d z ą c y m i d o
pomieszczenia, w k t ó r y m p r z y g o t o w y w a n o c h l e b k i k o m u n i j n e .
M o ż l i w e , że fakt s y t u o w a n i a t e g o p r z e d s t a w i e n i a n a d drzwiami
łączy się z w ł a ś c i w o ś c i a m i o c h r o n n y m i , jakie m u p r z y p i s y w a n o .
W y n i k a ł y one, o c z y w i ś c i e z w i a r y w m o c Z b a w i c i e l a , lecz m o g ł y
być także e c h e m a p o t r o p a i c z n y c h f u n k c j i G ł o w y G o r g o n y , o s p o ­
jrzeniu zamieniającym w k a m i e ń , której maskę umieszczano nad
bramami a n t y c z n y c h miast. Stąd też o d k r y c i e p i e r w s z e g o M a n ­
d y l i o n u n a d bramą Edessy.
W ikonostasie A c h e i r o p o i e t o s najczęściej ze w z g l ę d u na swoje
u s y t u o w a n i e w p o b l i ż u carskich w r ó t znajduje się p o środku
rzędu p r o r o c k i e g o l u b a p o s t o l s k i e g o , może b y ć umieszczony
także w rzędzie i k o n n a m i e s t n y c h j a k o ikona c h r a m o w a jeśli
c e r k i e w nosi w e z w a n i e Nie Ręką S t w o r z o n e g o O b r a z u . Kościół
w s c h o d n i 1 6 sierpnia o b c h o d z i ś w i ę t o Przeniesienia M a n d y l i o ­
n u , na p r o s k y n i t a r i o n i e (specjalny p u l p i t w p o b l i ż u carskich
w r ó t ) w y s t a w i a n a jest w ó w c z a s ikona z w y o b r a ż e n i e m Świętej
C h u s t y odbierająca t e g o dnia szczególną cześć. Czasem treści
z w i ą z a n e z o s o b ą Z b a w i c i e l a p r z e k a z y w a n o przy p o m o c y przed­
s t a w i e n i a samej j e g o t w a r z y umieszczając ją w kontekście
w ł a ś c i w y m i n n e m u t y p o w i w y o b r a ż e ń . * Jeszcze raz podkreśla to
rangę Oblicza Chrystusa j a k o w i z e r u n k u j e g o O b e c n o ś c i , jako
ikony ikon.
13

1

Święte oblicze w ikonie karpackiej
Granice przestrzenne zakreślone dla i k o n y karpackiej nie p o ­
k r y w a j ą się z istniejącymi w s p ó ł c z e ś n i e podziałami t e r y t o r i a l n y m i
— ziemie te w c h o d z ą o b e c n i e w skład czterech j e d n o s t e k
a d m i n i s t r a c y j n o - p o l i t y c z n y c h : Polski, C z e c h o s ł o w a c j i , Ukrainy
i R u m u n i i . Różna jest w i ę c d o s t ę p n o ś ć z a b y t k ó w i ich stan
z a c h o w a n i a , c o u t r u d n i a c a ł o ś c i o w e ogarnięcie zjawiska. P o d ­
s t a w ą poniższych rozważań są zatem i k o n y ze z b i o r ó w p o l s k i c h
oraz p u b l i k o w a n e w w y d a w n i c t w a c h a l b u m o w y c h . Ta ostatnia
f o r m a źródła o c z y w i ś c i e ogranicza m o ż l i w o ś ć analizy, zwłaszcza
jeśli c h o d z i o kolorystykę i t e c h n i k ę dzieła.
W większości w y p a d k ó w p o d ł o ż e i k o n y s t a n o w i g r u n t o w a n a
kredą deska, a d o jej m a l o w a n i a s t o s o w a n a była tempera j a j o w a .
Pierwsze dość sporadyczne w y p a d k i użycia farby olejnej i same­
g o p ł ó t n a j a k o p o d k ł a d u p o j a w i a j ą się w XVII w i e k u . W następ­
n y m stuleciu obie t e c h n i k i w s p ó ł i s t n i e j ą ze sobą, c h o ć p o ­
wszechniejsza jest jeszcze tempera, która na przestrzeni X I X w .
ustępuje zupełnie m a l o w a n i u b a r w n i k a m i o s p o i w i e o l e j n y m .

20

Z a o b s e r w o w a ć tę praktykę m o ż n a na e l e m e n t a c h XVI II-wiecz­
n y c h i k o n o s t a s ó w , gdzie p o d w a r s t w ą p r z e m a l ó w k i znajduje się
starsze w y o b r a ż e n i e w y k o n a n e t e m p e r ą .
Różnice stylistyczne skłaniają d o w y o d r ę b n i e n i a w ikonie
karpackiej trzech r o d z a j ó w dzieł, które m o ż n a przypisać d w ó m
p r ą d o m t w ó r c z o ś c i : ikonie l u d o w e j i oficjalnej.
Dzieła l u d o w e , j a k pisał Svjencickyj, c e c h u j e w y s t ę p o w a n i e
w y r a ź n e g o , często bardzo g r u b e g o k o n t u r u oraz p e w n a niepora­
d n o ś ć k o m p o z y c j i i w y k o n a n i a . Podkreśla t o graficzność przed­
s t a w i e n i a i k o r e s p o n d u j e z u s z t y w n i o n y m i gestami płaskich
postaci. R u c h o d d a n y jest schematycznie, p r o p o r c j e anatomiczne
r o z c h w i a n e , przy jednoczesnej d b a ł o ś c i o realizm szczegółu
i b o g a t y ornament.
W n i e k t ó r y c h dziełach (il. 4 , M a n d y l i o n z B o g u s z y ) obrys
arbitralnie określający f o r m y staje się s a m niemal ornamentem.
R ó w n o c z e ś n i e uproszczenie b i e g u linii o d z w i e r c i e d l a dążenie do
mniejszej k o m p l i k a c j i f o r m y . T e n s p o s ó b o p e r o w a n i a niezwykle

�wyrazistym k o n t u r e m p r z y p o m i n a stylistycznie przedstawienia
z haftowanych m o ł d a w s k i c h kap i t k a n i n . Kolorystyka o g r a n i c z o ­
na jest do n i e w i e l u s k o n t r a s t o w a n y c h b a r w , które dzięki s w e m u
nasyceniu r ó w n o w a ż ą ciśnienie linii. M o d e l u n e k t w a r z y o g r a n i ­
cza się najczęściej d o c y n o b r o w y c h r u m i e ń c ó w k ł a d z i o n y c h na
policzkach i białych świateł; te ostatnie stosuje się r ó w n i e ż d o
oddawania f a ł d ó w szat.
Na pograniczu n u r t u l u d o w e g o i o f i c j a l n e g o należy c h y b a
umieścić pierwszą g r u p ę i k o n m u s z y ń s k i c h z w i ą z a n y c h z kręgiem
Pawia ( A w l e n t e g o ) R a d y m s k i e g o . Charakteryzuje je b o w i e m
zdecydowany k o n t u r i p ł a s z c z y z n o w e ujęcie postaci przy j e d n o ­
czesnym m o d e l o w a n i u p l a s t y c z n y m t w a r z y jak na ikonie z P o wroźnika. Ikona oficjalna dąży b o w i e m d o o d d a n i a b r y ł o w a t o ś c i
oblicza bądź przez s t o p n i o w e r ó ż n i c o w a n i e w a l o r u k ł a d z i o n e g o
na ciemnej p o d m a l ó w c e oraz unikanie t w a r d e g o k o n t u r u o d ­
dzielającego plamy b a r w n e (styl p i e r w s z y ) , bądź przez s t o s o w a ­
nie światłocienia (styl d r u g i ) . Podział stylistyczny w obrębie
oficjalnego nurtu i k o n y w y c h o d z ą c o d analizy f o r m a l n e j dzieła
posiada także aspekt c h r o n o l o g i c z n y . Z a b y t k i z XV i XVI w i e k u
cechuje r ó w n o w a g a p o m i ę d z y prostą graficzną k o m p o z y c j ą
i ograniczoną g a m ą b a r w n ą , które t w o r z ą język artystycznej
w y p o w i e d z i zwięzły, a n a w e t lakoniczny, d o s k o n a l e nadający się
do przedstawienia t w a r z y s u r o w e j , czasem n a w e t groźnej, lecz
pełnej w e w n ę t r z n e g o s p o k o j u i „ b e z n a m i ę t n e j w i e l k o ś c i " (il. 6 ) .
Wydaje się, iż te dzieła t w o r z y l i artyści dość ściśle p o w i ą z a n i ze
środowiskiem klasztornym i zaznajomieni z t e o l o g i ą ikony.
N o w e t e c h n i k i i n o w e środki w y r a z u
p o j a w i a j ą się
w X V I I - w i e c z n y c h z a b y t k a c h , k t ó r y c h t w ó r c y zaczynają korzys­
tać ze zdobyczy sztuki z a c h o d n i o e u r o p e j s k i e j , w p r o w a d z a j ą c d o
swych dzieł ś w i a t ł o c i e ń oraz o r n a m e n t y k ę z a p o ż y c z o n ą z nider­
landzkich w z o r n i k ó w . P r a w d o p o d o b n i e t o przechodzenie na
stronę baroku zaczęło się w ś r o d o w i s k u miejskich malarzy
c e c h o w y c h , u p r a w i a j ą c y c h o b o k ikonopisi
m a l a r s t w o świeckie.
Zmiana estetyki p o d w p ł y w e m w z o r c ó w z a c h o d n i c h objęła
jednak także ś r o d o w i s k a klasztorne, tak, że cała sztuka oficjalna
XVII w . t w o r z o n a jest w „ d r u g i m s t y l u " [ S v j e n c i c k y j , 1 9 2 8 ] .
Choć „ p i ę t n o l u d o w o ś c i " w y n i k a j ą c e ze s k ł o n n o ś c i d o uprosz­
czeń f o r m a l n y c h oraz „ s u c h o ś ć i t w a r d o ś ć t r a k t o w a n i a p o ­
szczególnych m o t y w ó w " [ K ł o s i ń s k a , 1 9 6 8 , s. 2 1 3 ] u w a ż a n o za
cechę t y p o w ą dla w s z y s t k i c h i k o n k a r p a c k i c h , w y d a j e się, iż nurt
l u d o w y t e g o m a l a r s t w a p o j a w i ł się p o d koniec XVI w . O b e c n i e
w nurcie o f i c j a l n y m c e c h y l u d o w e w y n i k a ł y p r a w d o p o d o b n i e
z organizacji sztuki innej niż w s c e n t r a l i z o w a n y m B i z a n c j u m , czy
nawet w szkołach ruskich. W w y n i k u różnic s p o ł e c z n y c h i ś w i a ­
d o m o ś c i o w y c h także w obrębie sztuki w s c h o d n i e j nastąpił
podział na nurt plebejski i w y s o k i . Proces t e n przebiegał na Rusi
Czerwonej mniej w i ę c e j w t y m s a m y m czasie, c o w i n n y c h
dzielnicach K o r o n y r l e c z ze w z g l ę d u na s p e c y f i k ę religijną r e g i o ­
nu sztuka p o w s t a w a ł a t u w ó w c z a s nie w o p a r c i u o cechy, ale
w ś r o d o w i s k a c h klasztornych.
Nurt l u d o w y korzystał ze w z o r ó w sztuki uczonej, na p o d ł o ż u
której się p o j a w i ł , s w o i ś c i e je interpretując. W ciągu w i e k u X V I I
wyraźne zaczęły być z m i a n y k u l t u r o w e i zmienił się charakter
malarstwa „ w y s o k i e g o " . U p o d o b n i ł o się o n o d o sztuki kościoła
rzymskiego i zaczęło czerpać ze stylistyki b a r o k u . O d t e g o
momentu m a l a r s t w o c e r k i e w n e zaczęło r o z w i j a ć się podlegając
tym samym p r a w o m , c o k r e s o w a sztuka polska. W ikonie l u d o w e j
natomiast przełom estetyczny s p o w o d o w a n y zmianą g u s t ó w
w sztuce w y s o k i e j nie był w y r a ź n y ; w i ę c e j , część dzieł „ p l e b e j s kich" w ł a ś n i e w XVII w . d o p r o w a d z i ł o d o perfekcji s w ó j graficzn o - o r n a m e n t a l n y styl i o p e r o w a ł o k o n t u r e m oraz k o l o r e m w s p o ­
sób tak a u t o n o m i c z n y , że nie m o g ł o być m o w y o j a k i m k o l w i e k
nawiązaniu d o i l u z j o n i s t y c z n y c h t e n d e n c j i malarstwa z a c h o d ­
niego.
W ciągu X V I I I w . oficjalne m a l a r s t w o i k o n p o d u p a d ł o . Przy­
czyną t e g o kryzysu była przede w s z y s t k i m pauperyzacja o d b i o r ­
ców. W efekcie t w ó r c z o ś ć ta przestała o d b i e g a ć p o z i o m e m
i charakterem o d p r o w i n c j o n a l n y c h o b r a z ó w k a t o l i c k i c h , w z r u ­
szających czasem s w o j ą n i e p o r a d n o ś c i ą , w z b o g a c o n ą o p e w n e
cechy l u d o w e , jak g r u b y k o n t u r , f o r m a l n e uproszczenia przed­
s t a w i o n y c h postaci.
Przełom w l u d o w y m z a p a t r y w a n i u na ś w i ę t y w i z e r u n e k s p o ­

w o d o w a ł y d e w o c y j n e litografie, w p r o w a d z a j ą c e w miejsce or­
namentalnej ż y w i o ł o w o ś c i estetykę uspokajającej słodyczy.
Grunt pod to przewartościowanie przygotowała twórczość
X I X - w i e c z n y c h malarzy c e r k i e w n y c h , p r o d u k u j ą c y c h mniej lub
bardziej p o p r a w n e obrazy o treści religijnej.
Z m i a n y zachodzące w ikonie karpackiej m o ż n a z a o b s e r w o w a ć
także w o d n i e s i e n i u d o t e g o szczególnego w ą t k u ikonograficz­
nego, j a k i m jest w y o b r a ż e n i e T w a r z y Chrystusa. Łączy się t o
z miejscem, jakie ikona o tej treści z a j m o w a ł a w ikonostasie.
M a n d y l i o n w karpackich c e r k w i a c h tradycyjnie umieszczano nad
carskimi w r o t a m i , d o czego n a d a w a ł się d o s k o n a l e także przez
s w ó j p o d ł u ż n y kształt. Na przełomie X V I I i XVIII w . został o n
stamtąd w y p a r t y przez przedstawienie Ostatniej Wieczerzy, c o
m o ż n a t ł u m a c z y ć z a c h o d n i m d u c h e m przekazywania w ą t k ó w
e u c h a r y s t y c z n y c h . S p o r a d y c z n i e zamiast w i z e r u n k u Świętej
C h u s t y w y s t ę p o w a ł Chrystus w Grobie. Znane są też w y p a d k i
umieszczania nad M a n d y l i o n e m Ostatniej Wieczerzy w obrębie
j e d n e g o i k o n o s t a t u . Z w i ą z e k Oblicza z carskimi w r o t a m i b y ł o
tak silne, że kiedy nad nimi zaczęto umieszczać Wieczernik, twarz
została w k o m p o n o w a n a w same d r z w i , stając się elementem
w dekoracji ich zwieńczenia. Z t e g o p o w o d u o d początku XVIII w .
M a n d y l i o n przestał w y s t ę p o w a ć j a k o samodzielna ikona, lecz
przybrał f o r m ę m e d a l i o n u bądź kartusza ujętego w rzeźbiony
i z ł o c o n y ornament. Ostatecznie z r e d u k o w a n i e w ą t k u nastąpiło,
g d y w kartuszu w miejsce t w a r z y p o j a w i ł się inicjał A f t ; czasem
kartusz p o d t r z y m y w a n y był przez s t a n o w i ą c e element dekoracji
snycerskiej anioły. W i d o c z n e jest tutaj dążenie d o z a c h o w a n i a
k a n o n i c z n e g o M a n d y l i o n u w w a r i a n c i e t y p o w y m dla obszaru
karpackiego — c h u s t y trzymanej przez A r c h a n i o ł ó w .
18

R o m u a l d Biskupski odnalazł w ś r ó d karpackich przedstawień
Oblicza pięć o d m i a n i k o n o g r a f i c z n y c h , c o łączył z faktem p o ­
s ł u g i w a n i a się przez a r t y s t ó w k i l k o m a w z o r a m i . O ile jednak jest
m o ż l i w e , iż j e d n y m w z o r e m w y o b r a ż e n i a p o s ł u g i w a ł o się kilku
t w ó r c ó w , t o budzi z a s t a n o w i e n i e fakt, by j e d e n malarz s t o s o w a ł
d w i e różne redakcje t e g o s a m e g o t e m a t u . Dlatego też, p o m i m o
s z c z e g ó ł o w e j analizy stylistycznej p r z e p r o w a d z o n e j przez R o m u ­
aldę Grządzielę n i e ł a t w o zgodzić się z nią, c o d o przypisywania
A c h e i r o p o i e t o s u z Krępnej (il. 5 ) i i k o n y ze z b i o r ó w Oddziału
Szołayskich (il. 2 ) t e m u s a m e m u artyście. Raczej może należało­
by w p o d o b n e j manierze stylistycznej o b u dzieł d o s z u k i w a ć się
zależności w y n i k a j ą c e j z relacji m i s t r z — u c z e ń .
W ś r ó d w y s t ę p u j ą c y c h w z a b y t k a c h karpackich w a r i a n t ó w
i k o n o g r a f i c z n y c h najrzadsza jest wersja w z b o g a c o n a o klejmy
z historią M a n d y l i o n u , umieszczone z g o d n i e ze z w y c z a j e m po
b o k a c h g ł ó w n e g o przedstawienia (il. 3 ) .
N a j w a ż n i e j s z y m , o c z y w i ś c i e , e l e m e n t e m k o m p o z y c j i b y ł o sa­
m o Ś w i ę t e Oblicze i na s p o s ó b j e g o m a l o w a n i a należy z w r ó c i ć
u w a g ę . Z g o d n i e z bizantyjskim k a n o n e m przedstawienie twarzy
Z b a w i c i e l a p o w i n n o zawierać szereg e l e m e n t ó w , jak łuki nad
b r w i a m i , guz u nasady nosa, p o d p u c h n i ę t e d o l n e p o w i e k i oraz
określony t y p zarostu składającego się z krótkich w ą s ó w i roz­
d w o j o n e j brody. Kształt t w a r z y miał być regularny, pociągły,
o lekko w y s t a j ą c y c h kościach p o l i c z k o w y c h i c i e n k i m nosie.
D ł u g i e pukle w ł o s ó w należało rozmieścić regularnie p o o b u
stronach g ł o w y w taki s p o s ó b , by zasłaniały g ó r n ą część uszu.
1 9

20

Powyższe zasady przedstawiania O d k u p i c i e l a przestrzegane
b y ł y przez t w ó r c ó w „ s t y l u p i e r w s z e g o " w o f i c j a l n y m nurcie
ikony. Poszczególne w i z e r u n k i różnią się między sobą mniej lub
bardziej g r o ź n y m w y r a z e m t w a r z y czy spojrzeniem, często niemal
s m u t n y m . Różny jest też kształt Oblicza — o d z d e c y d o w a n i e
p o c i ą g ł e g o na ikonie z O w c z a r (il. 1) poprzez o w a l n ą fizjonomię
0 s k o ś n y c h oczach (il. 2 ) d o niemal t r ó j k ą t n e g o na w i z e r u n k u
z Krępnej (il. 5 ) . Z m i e n i a się nieco kształt brody, c h o ć w w i ę k s z o ­
ści w y p a d k ó w pozostaje o n a r o z d w o j o n a , a także ilość i kształt
pukli. Różnice te mieszczą się j e d n a k w ramach d o w o l n o ś c i
dopuszczalnej w interpretacji k a n o n u , gdyż j e g o istotne elementy
zostały z a c h o w a n e . Sytuacja zmieniła się w w i e k u X V I I , kiedy
w dziełach n u r t u o f i c j a l n e g o przestano m a l o w a ć elementy V i g n o n a , gdyż sens ich umieszczania p r a w d o p o d o b n i e zatarł się
w ś w i a d o m o ś c i malarzy. Kłóciły się one także z n o w ą estetyką,
z g o d n i e z którą należało u k a z y w a ć Jezusa o obliczu p i ę k n y m
1 ł a g o d n y m . P o j a w i ł y się w i ę c t w a r z e pełniejsze, o szerokim
27

�II. 3. Ł u k ó w - W e n e c j a , XVI w . S ł o w a c k a Galeria N a r o d o w a w Bratysławie, p u b l . Tkać, 1 9 8 4
i w y p u k ł y m czole, a miękkie c z e r w o n e w a r g i n a d a w a ł y im w y r a z
daleki o d X V - czy X V I - w i e c z n e g o ascetyzmu ( i k o n a z K r y w e g o ;
ii. 7 ) . Puszyste loki odgarnięte zostały za uszy, a broda, c h o ć nadal
r o z d w o j o n a była wyraźnie krótsza.
Nurt l u d o w y natomiast k o p i o w a ł w i e r n i e k a n o n i c z n e Oblicze,
a stosując przy t y m w ł a ś c i w e sobie środki stylistyczne dążył d o
o d d a n i a w s z y s t k i c h i s t o t n y c h s z c z e g ó ł ó w ; sztuka l u d o w a była
bardzo w y c z u l o n a na k a n o n i c z n e c e c h y u m o ż l i w i a j ą c e i d e n ­
tyfikację w i z e r u n k u . Przykładem może być ikona z B o g u s z y (il. 4 )
powtarzająca t y p Oblicza za o b i e k t e m z Krępnej (il. 5 ) . L u d o w e
dążenie d o w i e r n o ś c i przekładu, przy j e d n o c z e s n y m n i e p e ł n y m
zrozumieniu p o s z c z e g ó l n y c h e l e m e n t ó w w z o r u d a w a ł o czasem
c i e k a w e efekty, jak t e n , g d y przedstawienie guza mądrości stało
się cechą w s z y s t k i c h ś w i ę t y c h postaci na ikonie, a n a w e t z m i e n i ł o
się w manierę stylistyczną m a l o w a n i a t w a r z y (il. 4 ) . I n n y m
przykładem t a k i e g o n a i w n e g o tłumaczenia f o r m y może być
zabytek z M a j d a n u S i e n i a w s k i e g o (il. 9 ) , gdzie p r a w d o p o d o b n i e
opacznie zobaczony został układ c h u s t y p i e r w o w z o r u w s k u t e k
czego d o d a n o C h r y s t u s o w i m a s y w n ą szyję.

orujący M a n d y l i o n , ukazani w p o k ł o n i e lub na klęczkach, często
z d ł o ń m i na znak czci u k r y t y m i p o d szatą. Trzecia o d m i a n a
s t a n o w i ł a uzupełnienie d r u g i e g o t y p u —
byli t o a n i o ł o w i e
klęczący p o b o k a c h t k a n i n y i trzymający b a n d e r o l e z napisami;
c z w a r t ą zaś s t a n o w i ł w a r i a n t z A r c h a n i o ł a m i w półpostaci,
oburącz rozpościerającymi t k a n i n ę . Postaci a n i o ł ó w ukazane
w całości miały najczęściej skrzydła z ł o ż o n e i o p u s z c z o n e w z d ł u ż
p l e c ó w , natomiast jeśli w y c h y l a ł y się zza p o d t r z y m y w a n e j chusty
ich skrzydła przeważnie były rozłożone d o lotu (il. 5, 6, 1 2 ) .

Wraz z przeniesieniem obrazu T w a r z y Z b a w i c i e l a d o m e d a l i o n u
na carskich w r o t a c h , s p o s ó b jej przedstawienia stał się bardziej
schematyczny. Oddaje się t y l k o oczy, usta i nos, najczęściej przy
p o m o c y linii, oraz w ł o s y i zarost, p o w t a r z a j ą c t y p o szerokim czole
i p u k l a c h o d g a r n i ę t y c h za uszy (il. 1 0 ) . Oblicze Chrystusa i g ł o w y
a n i o ł ó w otaczał n i m b . A u r e o l e r o b i o n o złote, gładkie lub z m o t y ­
w e m ukośnej kratki bądź w i c i r o ś l i n n y c h . T w a r z Z b a w i c i e l a
otaczał przeważnie n i m b k r z y ż o w y (il. 1 , 5 ) ; niekiedy sam krzyż
stawał się częścią z d o b i ą c e g o aureolę o r n a m e n t u .

T k a n i n a , z g o d n i e z f o r m a t e m całego w y o b r a ż e n i a przybierała
postać h o r y z o n t a l n i e u ł o ż o n e g o , s f a ł d o w a n e g o pasa, a jej propo­
rcje zależały także o d s p o s o b u u s y t u o w a n i a a n i o ł ó w . Bardziej
p r z y p o m i n a ł a c h u s t ę , g d y f l a n k o w a ł y ją postaci A r c h a n i o ł ó w ;
jeśli zaś byli o n i ukazani p o w y ż e j — w y g l ą d jej zbliżał się d o szala.
Rozmaicie także b y w a ł a s f a ł d o w a n a — o d kilku p i o n o w y c h ,
g ł ę b o k i c h fałd w y c h o d z ą c y c h z miejsc, w k t ó r y c h ją przytrzymy­
w a n o poprzez bardziej s k o m p l i k o w a n e u k ł a d y fałd p i o n o w y c h
i d i a g o n a l n y c h i m i ę k k o układającą się c h u s t ę b a r o k o w ą aż do
t k a n i n y d r o b n o p l i s o w a n e j . Często g ó r n e rogi c h u s t y związane
były w o z d o b n e w ę z ł y . Sam materiał miał b a r w ę k r e m o w o b i a ł ą
lecz niemal zawsze był o z d o b i o n y g r a n a t o w y m i c z e r w o n y m
szlakiem u d o ł u (il. 5 ) bądź k i l k o m a pasami r o z ł o ż o n y m i na całej
p o w i e r z c h n i t k a n i n y (il. 2 ) . I n n y m w a r i a n t e m dekoracji było
p o k r y c i e całej c h u s t y s t e m p e l k o w y m o r n a m e n t e m k w i a t k ó w
i kropek jak na M a n d y l i o n i e z P o w r o ź n i k a . T w a r z Chrustusa
u m i e s z c z o n o centralnie na tle n i m b u , który czasem w y s t a j e poza
krawędź t k a n i n y (il. 1 ) , niekiedy zaś p o w o d u j e jej wybrzuszenie
ku górze.

Płótno z o d b i c i e m T w a r z y p o d t r z y m y w a n e b y ł o przez A r ­
c h a n i o ł ó w M i c h a ł a i Gabriela sporadycznie Uriela i Rafała (il. 2 ) .
Ich atrybutami były z w i e ń c z o n e krzyżem laski h e r o l d ó w , czasem
koła z inicjałami Chrystusa. P o n i e w a ż w ikonie s t o s o w a n o
p e r s p e k t y w ę o d w r ó c o n ą postaci w y o b r a ż o n e p o b o k a c h c h u s t y
należało o d c z y t y w a ć j a k o stojące na w p r o s t niej i rozpościerające
tkaninę także przed s w o i m i o c z y m a .
W o p a r c i u o s p o s ó b przedstawiania postaci anielskich R.
Grządziela w y r ó ż n i ł a cztery w a r i a n t y M a n d y l i o n ó w karpackich.
Pierwszy w y o b r a ż a ł całe postaci A r c h a n i o ł ó w s t o j ą c y c h p o
b o k a c h trzymanej przez siebie c h u s t y , d r u g i t o a n i o ł o w i e a d ­

22

Szaty A r c h a n i o ł ó w składające się z d ł u g i e j t u n i k i z rękawami
oraz spiętej na ramieniu c h l a m i d y najczęściej m a l o w a n e na
r ó ż o w o i zielono, przy c z y m k o l o r t u n i k i jednej postaci o d ­
p o w i a d a ł b a r w i e płaszcza d r u g i e j i na o d w r ó t . W późniejszych
i k o n a c h k o l o r y s t y k a ta była bardziej d o w o l n a , w p r o w a d z o n a
została biel i błękit. Na i k o n a c h l u d o w y c h p o j a w i a l i się Arc h a n i o ł o w i e ubrani w k o s t i u m y z e p o k i , czyli stroje d u c h o w i e ń s t ­
w a składające się z d ł u g i e j alby i krótkiej d a l m a t y k i (il. 9 ) . Ich
w ł o s y p o c z ą t k o w o s p ł y w a j ą c e w p u k l a c h na r a m i o n a zmieniły się
w ostrzyżone r ó w n o d o o k o ł a g ł o w y .

Złote t ł o w ikonie o d d a w a ł o n a d p r z y r o d z o n ą rzeczywistość

�II. 4. Bogusza, 1 poł. XVII w . M u z e u m O k r ę g o w e w N o w y m Sączu, nr 8 5 1 / 5 , p u b l . Biskupski 1 9 8 5 ; P i e ń k o w s k a 1 9 7 1 ; Przeździecka
1 9 6 5 oraz Kłosińska 1 9 8 9 podając inną p r o w e n i e n c j ę z a b y t k u

II. 5. Krempna, 2 poł. XV w . M u z e u m B u d o w n i c t w a L u d o w e g o w S a n o k u , nr 6 7 3 , p u b l . Biskupski 1 9 8 5 ; Grządziela 1 9 7 4

boskiej Ś w i a t ł o ś c i umieszczając w i z e r u n e k poza ziemskim cza­
sem i przestrzenią. Czasem artysta, by dać oparcie s t o p o m
a n i o ł ó w zaznaczał u m o w n ą linię h o r y z o n t u i część tła poniżej
p o k r y w a ł zieloną farbą. Stąd nie b y ł o daleko d o d o s ł o w n e g o
p o t r a k t o w a n i a tej zieleni i zaznaczania na niej źdźbeł t r a w y ,
p o c z ą t k o w o s c h e m a t y c z n i e (ii. 8 ) , p o t e m zwłaszcza w ikonie
l u d o w e j z coraz większą d b a ł o ś c i ą o realizm, aż d o p o j a w i e n i a się

p a g ó r k o w a t e g o krajobrazu w d o l n e j części przedstawienia (il. 7 ) .
Z drugiej strony p o j a w i ł a się tendencja d o o r n a m e n t a l n e g o
t r a k t o w a n i a tła, d e k o r o w a n e g o r y t y m lub w y t ł a c z a n y m w pozłótce w z o r e m r o ś l i n n y m . Genezę t e g o zabiegu z jednej strony
u p a t r y w a ć m o ż n a w malarstwie t a b l i c o w y m kościoła katolic­
kiego, z drugiej w e w p ł y w a c h bałkańskich. Z repertuaru sztuki
zachodniej p o c h o d z i p o j a w i a j ą c y się w XVI I w . zwyczaj nabijania

23

�II. 6 . M i e j s c o w o ś ć nieznana, k o n . XVI w . M u z e u m N a r o d o w e w K r a k o w i e , Oddział Szołayskich, nr X V I I I - 6 8 , p u b l . Kłosińska 1 9 7 3

na deskę z i k o n ą o z d o b n e j ramy, — autorzy starszych dzieł
ograniczali się d o pokrycia pola c z e r w o n ą , kontrastującą z t ł e m
farbą. Z p o j a w i e n i e m się n a k ł a d a n e g o o b r a m i e n i a zaniknął k o w czeg. P o c z ą t k o w o z d o b i ł o się ramy rzeźbionymi k a b o s z o n a m i
i p e r e ł k o w a n i e m , z czasem, w miarę r o z w o j u snycerskiej dekoracji
ikonostasu i r o z b u d o w y w a n i a g o w stronę f o r m y architektonicz­
nej p o j a w i ł y się obramienia w postaci arkad w s p a r t y c h na
pilastrach czy p ó ł k o l u m i e n k a c h , często z d o b i o n y c h o r n a m e n t e m
roślinnym.
W e d ł u g t e o l o g i i i k o n y r ó w n i e w a ż n e jak w i z e r u n e k b y ł y napisy.
K a n o n i c z n y M a n d y l i o n p o w i n i e n posiadać p o d p i s p o grecku lub
c e r k i e w n o - s ł o w i a ń s k u , który umieszczano poniżej c h u s t y , inic­
jały IC XC na samej tkaninie, p o d w ó c h stronach Oblicza oraz
w p i s a n y w n i m b k r z y ż o w y h a g i o g r a m Chrystusa i i O H oznacza­
jący „ T e g o Który J e s t " . Jeśli w y o b r a ż o n o A r c h a n i o ł ó w , r ó w n i e ż
i o n e musiały być p o d p i s a n e i m i o n a m i . W a r u n k i te spełniały t y l k o
najstarsze ikony n u r t u o f i c j a l n e g o (XVI w . ) ; młodsze dzieła a l b o
w o g ó l e r e z y g n o w a ł y z p o d p i s u , albo p o z o s t a w i a ł y t y l k o inicjał
i hagiogram. Napisy czasem umieszczano na w ą s k i c h , c i e m n y c h
tabliczkach — był t o z w y c z a j z a p o ż y c z o n y z ikon bałkańskich.
Litery d r o b n e , w y s m u k ł e na starszych p r z e d s t a w i e n i a c h , p o t e m
straciły s w o j ą f o r e m n o ś ć , by na i k o n a c h l u d o w y c h przybrać
w y g l ą d elementu d e k o r a c y j n e g o .
Kanon ikony za j e d y n e u p r a w n i o n e w y o b r a ż e n i e T w a r z y Chry­
stusa uważa M a n d y l i o n , j e d n a k w karpackim o d ł a m i e tej sztuki
p o j a w i a j ą się inne rodzaje przedstawień Oblicza, a z inspiracji
A c h e i r o p o i e t o s e m przy braku zrozumienia j e g o treści t e o l o g i c z ­
n y c h rodzą się w y o b r a ż e n i a łączące elementy różnych t y p ó w
i k o n o g r a f i c z n y c h o b u p o r z ą d k ó w chrześcijaństwa. Przykładem
może być X V I I - w i e c z n y zabytek z Bartnego p r z e c h o w y w a n y
w ł a ń c u c k i m m u z e u m , na k t ó r y m c h u s t a z w i z e r u n k i e m Oblicza
p r e z e n t o w a n a jest przez j e d n e g o , u s y t u o w a n e g o centralnie a n i o ­
ła, k t ó r e g o g ł o w a , ramiona i skrzydła w i d o c z n e są p o n a d t k a n i n ą .
Ten s p o s ó b prezentacji c h u s t y przed s o b ą przez j e d n ą o s o b ę
nawiązuje d o z a c h o d n i c h w y o b r a ż e ń ś w . W e r o n i k i ; istnieją

24

n a w e t c e r k i e w n e obrazy przedstawiające ją w p o d o b n e j pozie.
W y o b r a ż e n i a takie p o j a w i ł y się w ś w i ą t y n i a c h obrządku
w s c h o d n i e g o s t o s u n k o w o p ó ź n o , w y d a j e się w i ę c , iż w oparciu
o analizę i k o n o g r a f i c z n ą w s p o m n i a n y zabytek z B a r t n e g o należy
d a t o w a ć , być może, na w i e k X V I I I , a nie X V I I . W w i z e r u n k a c h
świętej W e r o n i k i t k a n i n a jest mniejsza niż na obrazie z aniołem,
a o d b i t a na materiale t w a r z p r z e d s t a w i a Jezusa w koronie
c i e r n i o w e j . Ten s p o s ó b m a l o w a n i a Oblicza Z b a w i c i e l a , popular­
ny w Kościele R z y m s k i m o d d z i a ł y w a ł na c e r k i e w n ą sztukę coraz
silniej w miarę jej okcydentalizacji. D o c h o d z i ł o czasem do
połączenia „ W e r o n i k i " z M a n d y l i o n e m , jak t o się stało w d a t o w a ­
nej na rok 1 6 6 4 ikonie z Krempnej, znajdującej się w zbiorach
Sanockiego Muzeum B u d o w n i c t w a Ludowego. Zachowany
w niej został s c h e m a t k o m p o z y c y j n y Spasa N i e r u k o t w o r n e g o
w wersji karpackiej, z a n i o ł a m i t r z y m a j ą c y m i p ł ó t n o , zaś sama
t w a r z na chuście należy d o i d ą c e g o na G o l g o t ę Jezusa z historii
o W e r o n i c e . Zdarzało się także umieszczanie w i z e r u n k u ukorow a n e g o cierniem Chrystusa w m e d a l i o n i e na carskich w r o t a c h
(II. 1 4 ) .
21

W i k o n o g r a f i i katolickiej istnieje także w y o b r a ż e n i e d e w o c y j n e
oparte na rzymskim V o l t o S a n t o ; jest t o zmęczone, cierpiące
oblicze mężczyzny patrzącego w d ó ł s p o d p r z y m k n i ę t y c h powiek,
o k o l o n e d ł u g ą , rozdzielającą się na trzy pasma brodą. D o takiej
t w a r z y n a w i ą z y w a ł p r a w d o p o d o b n i e t w ó r c a X I X - w i e c z n e j poli­
c h r o m i i r o k o k o w e g o m e d a l i o n u z D u b i e c k a (il. 1 3 ) . Jest to
m a l o w i d ł o przedstawiające o d b i t ą na c h u ś c i e t w a r z Chrystusa
p o z b a w i o n ą j a k i c h k o l w i e k ś l a d ó w m ę k i , lecz s k i e r o w a n e w dół
spojrzenie nadaje jej w y r a z znurzenia; oblicze z M a n d y l i o n u
patrzy zawsze w p r o s t na w i d z a , c o jeśli przyjąć hipotezę o p o w i ą ­
zaniu przedstawienia z w i z e r u n k i e m M e d u z y , nabiera dodat­
kowej wagi.
Tak w i ę c , o ile c e r k i e w n e „ w e r o n i k i " patrzące przed siebie były
u k o r o n o w a n y m i cierniem M a n d y l i o n a m i , o tyle półprzymknięte
p o w i e k i w i z e r u n k u z D u b i e c k a p r a w d o p o d o b n i e w y w o d z ą się
z kopii rzymskiego obrazu. Kopie t e g o c u d o w n e g o wyobrażenia

�były r o z p o w s z e c h n i a n e w Galicji p o d postacią o d b i j a n y c h na
płótnie m i e d z i o r y t ó w . W a r t o jeszcze d o d a ć , iż niezależnie o d
medalionu istniała w d u b i e c k i e j c e r k w i płaskorzeźba C h u s t y ś w .
Weroniki przedstawiająca spoglądające prosto oblicze w c i e r n i o ­
wej koronie; niestety, nie w i a d o m o , w który miejscu była umiesz­
czona.
W i d a ć zatem, iż i k o n o g r a f i c z n y t y p , j a k i m jest Chusta ś w .
Weroniki okazał się atrakcyjny dla k a r p a c k i e g o malarstwa cer­
kiewnego i został przejęty ze sztuki z a c h o d n i e g o chrześcijaństwa.
Nie stało się t a k natomiast z i n n y m s p o s o b e m przedstawiania
Twarzy Chrystusa istniejącym w Kościele R z y m s k o k a t o l i c k i m ,
czyli z Sancta Effigies. Jest t o t y m bardziej d z i w n e , że łaskami
słynący obraz o tej t e m a t y c e z n a j d o w a ł się (i d o tej pory znajduje)
w bezpośrednim sąsiedztwie t e r e n ó w , na k t ó r y c h m a l o w a n o
ikony. C h o d z i t u o Oblicze Chrystusa znajdujące się w kościele
farnym p.w. ś w . M a ł g o r z a t y w N o w y m Sączu, które w ś r ó d
miejscowej l u d n o ś c i znane jest p o d n a z w ą „ P r z e m i e n i e n i e Pańs­
kie". Ta błędna i k o n o g r a f i c z n i e n a z w a d o t e g o s t o p n i a zrosła się
z w i z e r u n k i e m , że p o w t ó r z o n a została w p u b l i k a c j i aspirującej d o
rangi i k o n o g r a f i c z n e g o p o d r ę c z n i k a .
Najprawdopodobniej
nadana została dziełu p o n i e w a ż p i e r w o t n i e obraz umieszczony
był w kaplicy p o d w e z w a n i e m Przemienienia Pańskiego w koś­
ciele f r a n c i s z k a n ó w . P o m i m o żywego k u l t u przejawiającego się
między innymi o b e c n o ś c i ą k o p i i t e g o wyobrażenia w większości
kapliczek na terenie Sądecczyzny oraz p r o c e s y j n y m ich o b n o s z e ­
niem podczas zarazy nie u d a ł o się odnaleźć z a b y t k ó w sztuki
cerkiewnej n a w i ą z u j ą c y c h d o t y p u i k o n o g r a f i c z n e g o Chrystusa
z sądeckiej fary. Sądzić w i ę c należy, że w y b i ó r c z e zapożyczanie
w ą t k ó w z a c h o d n i c h przez malarzy c e r k i e w n y c h w y n i k a z ich
miejsca w c y k l u c h r y s t o l o g i c z n y m , a zatem złączonych z nimi
treści, przede w s z y s t k i m e m o c j o n a l n y c h . M a n d y l i o n i Sancta
Effigies podkreślające t a j e m n i c ę n a t u r y Chrystusa są zbliżone
w wyrazie, budząc respekt dla c u d o w n e j J e g o o s o b y . Nie
o d c z u w a n o w i ę c potrzeby z a s t ę p o w a n i a Nie Ręką S t w o r z o n e g o
Zbawiciela i n n y m j e g o w i z e r u n k i e m o p o d o b n y m znaczeniu.
22

Natomiast s t a n o w i ą c a część c y k l u pasyjnego Chusta ś w . W e r o ­
niki, której w y o b r a ż e n i e b u d z i ł o przede w s z y s t k i m w s p ó ł c z u c i e
z u m ę c z o n y m J e z u s e m nie miała w e w s c h o d n i e j ikonografii
s w e g o z a d o w a l a j ą c e g o o d p o w i e d n i k a , stąd jej p o w o d z e n i e
w coraz bardziej z l a t y n i z o w a n e j religijności X V I I I - i X I X - w i e c z n e j
Cerkwi.
Przemiany w ikonie karpackiej miały s w ó j o d p o w i e d n i k w o b ­
rębie grafiki często w y k o r z y s t y w a n e j przez malarzy j a k o wzór.
Ilustrujące w A n f o l o g i o n a c h dzień 1 6 sierpnia ryciny przed­
s t a w i a j ą d w a t y p y f i z j o n o m i i Jezusa. Starsza ( L w ó w 1 6 3 8 )
ukazuje t w a r z p o c i ą g ł ą , raczej szczupłą, o s z t y w n e j , r o z d w o j o n e j
brodzie. M ł o d s z y w a r i a n t t e g o s a m e g o w y o b r a ż e n i a t o oblicze
pełniejsze, o szerzej r o z s t a w i o n y c h oczach, o t o c z o n e puszystymi,
z w i j a j ą c y m i się na r a m i o n a c h w pukle w ł o s a m i ( L w ó w 1 6 5 1 ) .
T r u d n o p o w i e d z i e ć , czy ryciny te posłużyły k i e d y k o l w i e k jako
w z ó r d o ikony, g d y ż w w y p a d k u tak z n a n e g o i u t w i e r d z o n e g o
tradycją w ą t k u , j a k i m był M a n d y l i o n , rola grafiki, j a k o p o m o c y
w k o m p o n o w a n i u przedstawienia była p r a w d o p o d o b n i e m n i e j ­
sza, za c z y m może przemawiać fakt, iż o b a d r z e w o r y t y korzystają
z o d m i a n y ukazującej anioły w p ó ł p o s t a c i a c h , którą posłużono
się w większości i k o n starszych o d zawierających ryciny ksiąg.
W czasie w y d a n i a t y c h o s t a t n i c h d o m i n o w a ł o ujęcie ze stojącymi
lub klęczącymi p o b o k a c h t k a n i n y a n i o ł a m i . M o ż e w i ę c same
i k o n y bądź n i e z a c h o w a n e p o d l i n n i k i d o ich m a l o w a n i a były
inspiracją dla sztycharzy. Jest t o t y m bardziej p r a w d o p o d o b n e , że
ze w z g l ę d u na s w e przeznaczenie (ilustracje święta Przemiesienia
M a n d y l i o n u ) poniżej t k a n i n y grafiki ukazują procesję podążającą
ze Ś w i ę t ą Chustą w kierunku K o n s t a n t y n o p o l a . Żadne natomiast
z m a l o w i d e ł nie p o w t ó r z y ł o tej k o m p o z y c j i , w i ę c e j , klejmy
z historią M a n d y l i o n u , zawierające dzieje A b g a r a , umieszczane
b y ł y symetrycznie p o b o k a c h g ł ó w n e g o przedstawienia, a nie
poniżej, m i m o że w przypadku i k o n o i n n y m temacie ta ostatnia
praktyka była dość p o w s z e c h n a . W y d a j e się w i ę c , że c e r k i e w n y
d r z e w o r y t nie w p r o w a d z a nic d o ikony A c h e i r o p o i e t o s a , lecz sam
czerpie z niej w z o r y .

II. 7. K r y w e , XVII w . M u z e u m - Z a m e k w Ł a ń c u c i e , nr 7 6 5

25

�II. 8. M i e j s c o w o ś ć nieznana, X V I I / X V I I I w . M u z e u m N a r o d o w e w Krakowie, Oddział Szołayskich, nr X V I I I - 6 9 , p u b l . Kłosińska 1 9 7 3 ;
Pietrusiński 1 9 6 0 ; il. 9. M a j d a n S i e n i a w s k i , XVII w . M u z e u m - Z a m e k w Ł a ń c u c i e , nr 1 2 0 8

Ikona karpacka. Geneza — twórcy — odbiorcy
W ciągu blisko pięćsetletniej historii i k o n y karpackiej m o ż n a
m ó w i ć o istnieniu kilku n u r t ó w t w ó r c z o ś c i , w p e w n y c h okresach
p ł y n ą c y c h r ó w n o l e g l e , kiedy indziej splatających się ze sobą
i przenikających n a w z a j e m . N i e w i e l e w i a d o m o natomiast o g e ­
nezie samego zjawiska. Większość w y p o w i a d a j ą c y c h się na ten
temat a u t o r ó w w i d z i związki między m a l a r s t w e m f r e s k o w y m XII
— X V w . a i k o n a m i , z których najstarsze datuje się w ł a ś n i e na w i e k
XV. Svjencickyj w i d z i a ł w n i c h k o n t y n u a c j ę f r e s k ó w lubelskich
bądź k r a k o w s k i c h p r z y s t o s o w a n y c h d o o d m i e n n y c h w a r u n k ó w
e k s p o n o w a n i a w e w n ę t r z a c h d r e w n i a n y c h c e r k w i karpackich.
Badająca m a l o w i d ł a ścienne A n n a Różycka-Bryzek u w a ż a tę
zależność za bardziej złożoną. P o d o b n i e jak Pełeński przyjmuje
w i e k XII — XIII za najlepsze lata sztuki halickiej, która nie
podniosła się już p o załamaniu w y w o ł a n y m u p a d k i e m politycz­
n y m księstwa w k o ń c u XIII w . , a odrodziła się w s w y m w a r i a n c i e
l u d o w y m w XVI — X V I I - w i e c z n y c h i k o n a c h . W e d ł u g tej autorki
bizantyńsko-ruskie freski z k o ś c i o ł ó w p o l s k i c h były w przeważa­
jącej mierze dziełem a r t y s t ó w o b c y c h : ś r o d k o w o r u s k i c h , p s k o w ­
skich czy n o w o g r o d z k i c h m a l u j ą c y c h j e d n a k przy w s p ó ł u d z i a l e
malarzy m i e j s c o w y c h , jak lubelski t w ó r c a „ m a n i e r y p r o w i n c j o n a l n o - a r c h a i z u j ą c e j " . Być może w ł a ś n i e j e g o postać, utoż­
samiana hipotetycznie z Hajlem z Przemyśla n a g r o d z o n y m przez
W ł a d y s ł a w a J a g i e ł ł ę , jest łącznikiem „ m i ę d z y d a w n e m i i n o w y ­
mi laty" między szkołą halicką a ikoną karpacką.
15

26

A u t o r z y najstarszych i k o n , z g o d n i e z tradycją w s c h o d n i ą
związani ze ś r o d o w i s k i e m bazyliańskich k l a s z t o r ó w g r u p o w a l i
się, być może, w w ę d r o w n e artele jak t w ó r c y m a l o w i d e ł ś c i e n ­
nych.
Pochodzili o n i przeważnie s p o ś r ó d l u d n o ś c i m i e j s c o w e j , c h o ć
byli w ś r ó d n i c h także serbscy i bułgarscy u c h o d ź c y s p o d turec­
kiego p a n o w a n i a . Wszyscy oni działali w rozproszeniu i o d ­
daleniu o d d u ż y c h o ś r o d k ó w artystycznych, z a r ó w n o t y c h , gdzie
p o w s t a w a ł y ikony, jak i t y c h , w k t ó r y c h m a l o w a n o obrazy.
W n i e k t ó r y c h dziełach t e g o okresu odnaleźć m o ż n a w p ł y w y ze
szkół r u s k i c h . Malarze działali w i ę c przy klasztorach w Spasie,
Terle, Sninie czy Bukovskiej Horce, a przede w s z y s t k i m w Ł a w r o w i e , gdzie istniała szkoła malarska p r o w a d z o n a przez m n i c h ó w ,
którzy nauczali jeszcze w czterech p o d o b n y c h p l a c ó w k a c h :
W o w c z e m , W a l a w i e , U l u c z u i S m o l n i c y . R ó w n i e ż na akademii
t e o l o g i c z n e j w Krasnym Brodzie istniał w y d z i a ł malarski. W pier­
wszej p o ł o w i e XVI w . przy klasztorze ś w . O n u f r e g o w e L w o w i e
p r a c o w a ł malarz ruski Fedor, a o k o ł o p o ł o w y t e g o w i e k u znany
był Oleksy z Leska, ośrodka s k u p i a j ą c e g o p e w n ą ilość malarzy.
R ó w n i e ż w Samborze działała g r u p a a r t y s t ó w , a w ś r ó d nich
niejaki Feduszko. Z n a n y jest r ó w n i e ż z t e g o okresu Gregor
B o s y k o w i c z z S u c z a w y na Wołoszczyźnie.
16

Z a r ó w n o t w ó r c y d u c h o w n i , jak i ś w i e c c y p o c h o d z i l i przeważ­
nie z niższych w a r s t w s p o ł e c z e ń s t w a , c o w y n i k a ł o przede wszys-

�tkim ze struktury w y z n a n i o w e j l u d n o ś c i . M o ż n i , n a w e t jeśli
w y c h o w a n i zostali w obrządku w s c h o d n i m , często przechodzili
na katolicyzm. G d y natomiast pozostali w i e r n i o r t o d o k s j i , ich
stosunek d o t w o r z e n i a i k o n p o d w p ł y w e m z a c h o d u przestawał
cechować szacunek, jaki kościół w s c h o d n i ż y w i dla t e g o zajęcia.
Niski s t o s u n k o w o prestiż malarza, w y w o d z ą c y się z tradycji
zachodniego ś r e d n i o w i e c z a przeniesiony został na karpackich
t w ó r c ó w i k o n , k t ó r y c h zajęcie w a r s t w y wyższe uważały za
„poniżającą pracę m a n u a l n ą " .
W drugiej p o ł o w i e XVI w . na obrzeżach miast p o j a w i l i się
„pictortes rutheni s u b u r b a n i " ; nieco luźniej związani z klasz­
torami, mniej w y k s z t a ł c e n i , często, jak się zdaje, wręcz nie
douczeni, malujący dla zarobku oprócz i k o n także d r z e w c e kopii
i siodła. Oni w ł a ś n i e byli p r a w d o p o d o b n i e t w ó r c a m i nurtu
l u d o w e g o w ikonie karpackiej.
Pod koniec XVI w . polscy malarze l w o w s c y zagrożeni przez
podmiejskich pictores oraz malarzy i n n o w i e r c ó w ( g ł ó w n i e Or­
mian) u t w o r z y l i b r a c t w o , które uzyskało z a g w a r a n t o w a n y pra­
w e m m o n o p o l na umieszczanie dzieł zrzeszonych w nim t w ó r c ó w
w ś w i ą t y n i a c h w o j e w ó d z t w : ruskiego, p o d o l s k i e g o i w o ł y ń s ­
kiego. Po p o d p i s a n i u Unii Brzeskiej d o b r a c t w a d o p u s z c z o n o
malarzy w y z n a n i a g r e k o k a t o l i c k i e g o , lecz d y z u n i c i znaleźli się
poza organizacją c e c h o w ą .
Dla o b r o n y w ł a s n y c h i n t e r e s ó w p o w o ł a l i p o d o b n e s t o w a r z y ­
szenie w o p a r c i u o istniejące już l w o w s k i e B r a c t w o S t a u r o p i g i a l ne. P o d o b n i e jak L w ó w , inne stolice biskupie —
Przemyśl,
M u k a c z e w o — były w t y m czasie d u ż y m i o ś r o d k a m i malarstwa,
powstającego z a r ó w n o w o p a r c i u o klasztory, jak i ś w i e c k i e
organizacje c e c h o w e oraz g r u p u j ą c y m i na przedmieściach p r a c o ­
wnie „ p a r t a c z y " . Także w mniejszych miastach f u n k c j o n o w a ł y
pracownie malarskie, w k t ó r y c h działali mieszczanie i niższy kler
świecki: często artyści z j e d n e g o w a r s z t a t u byli ze sobą s p o k r e w ­
nieni i należeli d o s z a c o w n y c h mieszczańskich r o d ó w np. w M o ś ­
ciskach m a l o w a n i e m z a j m o w a ł a się rodzina burmistrza.
P r o w i n c j o n a l n e ośrodki i k o n o w e g o malarstwa istniały w N o ­
w y m Sączu, D r o h o b y c z u , C h y r o w i e , S ą d o w e j W i s z n i , Jaśliskach.
A r t y s t ó w skupiały także d o b r a S o b i e s k i c h w Ż ó ł k w i , gdzie działał
malarz T y m o f i e j S t y s ł o w i c z . Znane były warsztaty w J a w o r o w i e
czy R y b o t y c z a c h , przy c z y m te ostatnie miały d o d a t k o w e oparcie
w istniejącym o b o k , w Posadzie R y b o t y c k i e j klasztorze. Centrami
były także liczne monastyry, często niewielkie, p o c h o d z ą c e
z d r o b n o s z l a c h e c k i c h i c h ł o p s k i c h f u n d a c j i . Na początek XVII

stulecia przypada założenie w a ż n e g o ogniska religijnego o r t o ­
doksji, j a k i m był klasztor w Skicie M a n i a w s k i m . Oddzielną grupę,
a raczej c o najmniej d w a zespoły s t a n o w i l i malarze pracujący na
terenie d ó b r Klucza M u s z y ń s k i e g o , w ś r ó d których był miesz­
czanin muszyński A w l e n t y Radymski.
Z c e c h e m l w o w s k i m z w i ą z a n y był Fiodor S i e n k o w i c z (czynny
z a w o d o w o w pierwszej p o ł o w i e XVII w . ) , który m a l o w a ł dzieła
o treści religijnej na z a m ó w i e n i e ruskiego d u c h o w i e ń s t w a oraz
ś w i e c k i e obrazy dla p o l s k i c h m a g n a t ó w . J e g o w y c h o w a n k i e m
był piastujący g o d n o ś ć seniora b r a c t w a malarzy katolickich
M i k o ł a j M o r a c h o w s k i , z w a n y P e t r a c h n o w i c z e m unita, który
„ p i e r w s z e s w e kroki stawiał w ramach sztuki zachodniej i o d niej
d o p i e r o w r ó c i ł d o malarstwa c e r k i e w n e g o " [ G ę b a r o w i c z , 1 9 6 6 ,
s. 2 9 9 ] . Był o n między i n n y m i t w ó r c ą n o w e g o ikonostasu
w Cerkwi Wołoskiej w e L w o w i e .
Z a r t y s t ó w zrzeszonych w Stauropigii w y m i e n i ć należy Ł a w rysza Puchalskiego w a l c z ą c e g o o p r a w o umieszczania w ś w i ą t y ­
niach ikon n a m a l o w a n y c h przez s c h i z m a t y k ó w d y z u n i t ó w .
P o d o b n ą d r o g ę t w ó r c z ą o d malarstwa z a c h o d n i e g o d o i k o n o ­
w e g o przeszedł inny w y b i t n y malarz J o w Kondzelewicz z Białe­
g o s t o k u , autor przedstawień z przegrody ołtarzowej w cerkwi
b o h o r o d c z a ń s k i e j . W t y m s a m y m mniej w i ę c e j czasie w Saliste
w S i e d m i o g r o d z i e p r a c o w a ł Nicolaus Pictor Poloni (freski t a m ­
tejsze d a t o w a n e są na rok 1 6 7 4 ) .
W drugiej p o ł o w i e XVII w . zaczyna się upadek cechu l w o w s ­
kiego w y n i k a j ą c y ze zmniejszania się liczby i ubożenia o d b i o r ­
c ó w , spada też p o z i o m t w ó r c z o ś c i w a r s z t a t ó w p r o w i n c j o n a l ­
n y c h , które jednak pracują przez cały w i e k XVIII zaopatrując
n a w e t odległe c e r k w i e . Malarze realizujący większe zlecenia
c e r k i e w n e należeli już d o g r u p y a r t y s t ó w kształconych na za­
chodzie, jak na przykład Łukasz D o l i ń s k i , który naukę pobierał
w W i e d n i u na koszt b i s k u p a - m e t r o p o l i t y l w o w s k i e g o . Zdarzało
się także, iż malarze p r a w o s ł a w n i w y k o n y w a l i obrazy i malatury
w kościołach k a t o l i c k i c h , jak m n i c h Hezychius G ł o w a c k i z klasz­
toru p o d h o r e c k i e g o , który o k o ł o roku 1 7 6 5 w s p ó l n i e z z a k o n ­
nikami k a t o l i c k i c h zgromadzeń, w y k o n a ł w y s t r ó j kościoła
w tychże P o d h o r c a c h . Przez cały w i e k XIX na terenie Przemyśla
działał cech malarzy, z których niektórzy p r a c o w a l i na zlecenia
grekokatolickiej hierarchii, chociaż większość w y k o n y w a ł a za­
m ó w i e n i a d o p o s z c z e g ó l n y c h c e r k w i w mieście i okolicach.
Przeważnie j e d n a k t w ó r c a m i i k o n X I X - w i e c z n y c h byli małomias­
t e c z k o w i rzemieślnicy lub s a m o u c y , w ś r ó d których liczną s t o s u n 17

II. 10. R ó w n i a , XVIII w . M u z e u m - Z a m e k w Ł a ń c u c i e , nr 541

J

' 1
27

�k o w o g r u p ę s t a n o w i l i malujący amatorsko księża. Znaczące
miejsce w s c h y ł k o w y m okresie istnienia i k o n y karpackiej zajął
działający w e w s c h o d n i e j M a ł o p o l s c e ród B o g d a ń s k i c h , k t ó r e g o
nestor Józef B o g d a ń s k i ( 1 8 0 0 — 8 4 ) kształcił się w Krakowie,
p o d o b n i e jak j e g o w n u k o w i e , a b s o l w e n c i krakowskiej A k a d e m i i
Sztuk Pięknych.
Pod koniec XIX w . w z m i a n k o w a n e są s p r o w a d z a n e d o i k o n o ­
s t a s ó w obrazy z M o n a c h i u m . Był t o czas, g d y w c h a t a c h
c h ł o p s k i c h m a s o w o w miejsce d a w n y c h i k o n m a l o w a n y c h
ręcznie p o j a w i ł y się d r u k o w a n e w Berlinie, W i e d n i u i Pradze
litografie. Najdłużej t r w a j ą c ą k o n t y n u a c j ą karpackiej ikony l u d o ­
w e j były p o k u c k i e i s i e d m i o g r o d z k i e obrazki na szkle, k t ó r y c h
malarze działali d o I w o j n y ś w i a t o w e j .
O d b i o r c a m i i k o n w regionie karpackim byli g ł ó w n i e przed­
stawiciele niższych w a r s t w s p o ł e c z e ń s t w a , gdyż s p o ś r ó d n i c h
rekrutowali się najczęściej w y z n a w c y o b r z ą d k u w s c h o d n i e g o na
ziemiach Rzeczypospolitej i Węgier; t y l k o w M o ł d a w i i o r t o d o k s j a
była religią panującą, jeśli nie liczyć nieudanej p r ó b y w p r o w a d z e ­
nia chrześcijaństwa r e f o r m o w a n e g o przez d e s p o t ę J a k u b a Heraklidesa. Zdarzało się, że c e r k w i e w y p o s a ż a l i k a t o l i c c y właściciele
dóbr, lecz naturalnie korzystali z n i c h mieszkańcy w s i — c h ł o p i
i d r o b n a szlachta. Częściej zresztą ś w i ą t y n i e ozdabiane były na
koszt g m i n y , a w z w i ą z k u z w y s o k ą ceną na dzieła malarskie i k o n y
chłopskie rzadko miały p o j e d y n c z y c h f u n d a t o r ó w . Ten ostatni
zwyczaj przyjął się natomiast w ś r ó d z a g r o d o w e j szlachty, której

p r z y w i l e j e m b y ł o umieszczanie w c e r k w i i k o n y z w y m a l o w a n y m
na o d w r o c i e e p i t a f i u m f u n d a t o r a .
S k o m p l i k o w a n ą s p r a w ą jest określenie etnicznej przynależno­
ści z a r ó w n o t w ó r c ó w , jak i o d b i o r c ó w i k o n k a r p a c k i c h , b o w i e m
rekonstrukcja m a p y etnograficznej ziem o d Popradu p o B u k o w i ­
nę między w i e k i e m XV a XIX jest u t r u d n i o n a nie t y l k o ze w z g l ę d u
na ilość zamieszkujących te tereny nacji, ale też przez ich
r u c h l i w o ś ć . Poza t y m jest t o okres k s z t a ł t o w a n i a się w i e l u z nich.
Nie kusząc się w i ę c o d o k ł a d n e ustalenia z a s i ę g ó w w czasie
i przestrzeni w y m i e n i ć należy p o l s k i c h górali i p o g ó r z a n o b o k
Ł e m k ó w , n a z y w a j ą c y c h siebie R u s n a k a m i , i ruskich B o j k ó w .
Następnie U k r a i ń c ó w , g ó r s k i c h H u c u ł ó w i zasiedlających p o ł u ­
d n i o w e stoki Karpat S ł o w a k ó w , a także s i e d m i o g r o d z k i c h W ę g ­
r ó w , W o ł o c h ó w i M o ł d a w i a n . Bez z b y t n i e j przesady można
p o w i e d z i e ć , że w n a r o d o w y m t y g l u przyszło istnieć tej sztuce,
której korzenie sięgają B i z a n c j u m P a l e o l o g ó w , a gałęzie? Nie
w i a d o m o n a w e t „ c z y m o ż n a u w a ż a ć je za k o n t y n u a c j ę t r a d y c y j ­
n e g o i k o n o p i s u czy też w i d z i e ć w n i c h należy t y l k o f o r m a l n i e
z n i m z w i ą z a n y o d p r y s k sztuki z a c h o d n i e j " [ G ę b a r o w i c z , 1 9 6 6 ,
s. 3 0 0 ] . Zastanawiając się nad t y m p r o b l e m e m należy pamiętać,
że n a w e t w o r t o d o k s y j n e j M o s k w i e , poczynając o d X V I I w .
k a n o n i c z n a sztuka i k o n y przeżywa kryzys i coraz wyraźniej ulega
w p ł y w o m z a c h o d u . O ile zatem silniejsze musiały być łacińskie
o d d z i a ł y w a n i a na terenie, gdzie tradycje chrześcijańskie w s p ó ł ­
istniały nierzadko w obrębie j e d n e j w s i .

Świat obrazu — świat ikony
Przemiany, j a k i m ulegało w y o b r a ż e n i e T w a r z y Chrystusa ilustrują procesy zachodzące w c a ł y m malarstwie r e g i o n u karpack o - p o d o l s k i e g o . Są o n e w y n i k i e m okcydentalizacji t y c h ziem
p r o w a d z o n e j ś w i a d o m i e o d w i e k u XIV, przy j e d n o c z e s n y m
zawężeniu się kręgu o d b i o r c ó w oraz ich u b o ż e n i u . Z m i a n y
formalne, ikonograficzne i t e c h n i c z n e s t a w i a j ą p o d znakiem
zapytania tożsamość t y c h dzieł j a k o ikon d o t e g o s t o p n i a , iż
W o j c i e c h B i a ł o p i o t r o w i c z z a p r o p o n o w a ł dla n i c h nazwę „ c e r k i e w n e g o malarstwa t a b l i c o w e g o " . W y d a j e się jednak, że kryterium ikoniczności w i z e r u n k u , jakie obrał autor t e g o określenia nie
z a d o w a l a w pełni, gdyż z g o d n i e z n i m na m i a n o ikony nie
z a s ł u g i w a ł o b y całe niemal m a l a r s t w o m o s k i e w s k i e i rosyjskie o d
XVII w . d o r e w o l u c j i . N a w e t w Rosji b o w i e m myśl religijna
zatraciła w ó w c z a s rozumienie t e o l o g i i ikony, c o d o p r o w a d z i ł o d o
kryzysu p r a w o s ł a w n e j sztuki p o ł ą c z o n e g o z jej okcydentalizacją.
Stosuje się jednak nazwę „ i k o n a " w o b e c dzieł X V I I — X I X - w i e c z n y c h , tak jak określa się m i a n e m k a t o l i c y z m u religię X I X - w i e c z n y c h c h ł o p ó w , która wszak nie w pełni o d p o w i a d a ł a w y m o g o m

u n i w e r s y t e c k i e j t e o l o g i i . Nie c h o d z i t u o p o z i o m e d u k a c j i , lecz
o różnicę j a k o ś c i o w ą . J e d n o c z e ś n i e zgodzić się trzeba z Białop i o t r o w i c z e m , iż sam fakt spełniania przez ś w i ę t y obraz f u n k c j i
k u l t o w y c h nie określa g o jeszcze j a k o ikony. U w a g a ta d o t y c z y
także sytuacji o d w r o t n e j , g d y w i z e r u n e k w y ł ą c z o n y z liturgii
w s c h o d n i e j r o z p o z n a w a l n y jest nadal j a k o i k o n a . Wyjaśnienia
t e g o p r o b l e m u należy szukać w s a m y m dziele. T e o l o g i a p r a w o sławna wychodzi od obiektywnej obecności sacrum w wizerunk u , która s p r a w i a , iż p r a w d z i w a ikona pozostaje ikoną niezależnie
o d w a r u n k ó w z e w n ę t r z n y c h . Pamiętać j e d n a k należy, że w y o b rażenie nie jest „ z w y k ł ą " hierofanią, lecz w c i e l e n i e m ś w i ę t o ś c i
w formę. J a k podkreśla c y t o w a n y kilkakrotnie w tej pracy Paul
E v d o k i m o v : „ O b r a z nosi imię o r y g i n a ł u , a nie j e g o n a t u r ę " . Styl
ikony w y n i k a zatem z zasad realizmu d u c h o w e g o ,
D o ś w i a d c z e n i e zbierane na tej drodze d o p r o w a d z i ł o , zdaniem
w s c h o d n i c h malarzy i t e o l o g ó w , d o p o w s t a n i a zespołu ś r o d k ó w
stylistycznych najlepiej o d d a j ą c y c h tę rzeczywistość. Należy d o
n i c h k o n s e k w e n t n e s t o s o w a n i e k o n t u r u oddzielającego o d siebie
23

MMMMMM

II. 1 1 . H u n k o w c e , 1 6 7 1 r. M u z e u m Szaryszskie w Bardziejowie, p u b l . Tkać

28

�Ni
MMI

fil
mmmm c

II. 1 2 . M i e j s c o w o ś ć nieznana, 1 poł. XVI w . M u z e u m N a r o d o w e
w K r a k o w i e , Oddział Szołayskich, nr X V I I I - 4 5 2

poszczególne e l e m e n t y k o m p o z y c j i oraz p o s ł u g i w a n i e się k o l o ­
rem l o k a l n y m p o ł ą c z o n e z r e s p e k t o w a n i e m j e g o znaczeń s y m ­
bolicznych. Użycie p e r s p e k t y w y o d w r ó c o n e j jest n a t u r a l n y m
środkiem u ł a t w i a j ą c y m u c z e s t n i c t w o w ś w i ę t o ś c i , gdyż umiesz­
cza patrzącego w e w n ą t r z p r z e d s t a w i a n e g o ś w i a t a . W i e l k o ś ć
postaci i u s y t u o w a n i e w obrębie przedstawienia p o d l e g a pra­
w o m rzeczywistości świętej i w y r a ż a ich hierarchię. Ś w i a t ł o jest
w e d ł u g t e o l o g ó w n a j w a ż n i e j s z y m ś r o d k i e m w y r a z u ikony, gdyż
pochodzi o n o o d ś w i a t ł o ś c i n a d p r z y r o d z o n e j , s t a n o w i w ł a ś ­
ciwość C h w a ł y . D o p l a s t y c z n e g o jej w y r a ż a n i a u ż y w a n o złota
pokrywającego t ł o , n i m b y oraz h i m a t i o n Z b a w i c i e l a i B o g u ­
rodzicy. Z g o d n i e z t a k i m r o z u m i e n i e m blasku ikona przedstawia
przedmioty nie j a k o o ś w i e t l o n e , lecz s t w o r z o n e przez ś w i a t ł o .
N i e m o ż l i w e jest zatem korzystanie z p u n k t o w e g o o ś w i e t l e n i a ,
które dzięki ś w i a t ł o c i e n i o w i p o m a g a o d d a ć b r y ł o w a t o ś ć ukazy­
w a n e j f o r m y . Z a ł o ż e n i o m t y m o d p o w i a d a p e w n a płaskość przed­
s t a w i e ń , gdzie bryłę wyraża się s f a ł d o w a n i e m t k a n i n y lub poprzez
s t o p n i o w e nakładanie coraz jaśniejszych barw. Te ostatnie są
również p o c h o d n y m i ś w i a t ł a określanymi przez j e g o natężenie.
Wierność k a n o n o w i traktuje się także j a k o środek w y r a z u , a sam
kanon staje się kategorią estetyczną. Nic sprzecznego z k a n o n e m
nie może być piękne, a przede w s z y s t k i m nie jest w stanie o d d a ć
rzeczywistości n a d p r z y r o d z o n e j .
Usztywnienie m a l a r s t w a i k o n przez k a n o n nie stało na prze­
szkodzie z m i a n o m s t y l i s t y c z n y m , które m o ż n a z a o b s e r w o w a ć
najłatwiej na przykładzie r ó ż n o c z a s o w y c h i k o n o tej samej
tematyce. A n n a R ó ż y c k a - B r y z e k ilustrowała t o z j a w i s k o przy
pomocy w i z e r u n k u Chrystusa C h a l k i t e s a pisząc: „ p i e r w o t n a
ikona z VI w . p r o m i e n i o w a ł a hellenistycznym p i ę k n e m ł a g o d n e g o
oblicza, o d d a n e g o p ó ł t o n a m i b a r w kości s ł o n i o w e j i r ó ż o w y c h ,
druga z w . VII przybrała (...) w y r a z s u r o w s z y w z w i ą z k u z zani­
kiem stylu i l u z j o n i s t y c z n e g o na korzyść linearnego, a trzecia
z w. IX zakrzepła już z a p e w n e w a b s t r a k c y j n y m języku klasycznej
sztuki ś r e d n i o b i z a n t y ń s k i e j . " Później p r a w d o p o d o b n i e nabrałaby
słodyczy i p r a w d y szczegółu i k o n z okresu renesansu Paleologów, które zastąpiłby z czasem mistycyzm hezychastów [ R ó ż y c ka-Bryzek, 1 9 7 1 , s. 1 0 7 ] .
24

Należałoby zatem poszukać o d p o w i e d z i na pytanie, czy dzieła
określane m i a n e m i k o n karpackich mieszczą się w całości, lub
choćby c z ę ś c i o w o w z m i e n n o ś c i stylistycznej ikony. W malarst­
wie karpackich c e r k w i już u p o c z ą t k ó w nastąpiło zetknięcie się
pierwiastka l u d o w e g o z i k o n ą , c o miało w p ł y w na s w o i s t y
charakter tej sztuki. R ó w n o c z e ś n i e silne były w p ł y w y sztuki
zachodniej, g ł ó w n i e c e c h o w e g o malarstwa t a b l i c o w e g o . W m i a ­
rę u p ł y w u czasu coraz wyraźniejsze stało się rozbicie ikony

karpackiej na d w a nurty: sztukę s k u p i o n ą w miastach bądź
w i ę k s z y c h o ś r o d k a c h klasztornych ( Ł a w r a Poczajowska, Skit
M a n i a w s k i ) , która realizowała duże z a m ó w i e n i a oraz p r o w i n ­
c j o n a l n ą ikonę l u d o w ą . Należy przy t y m z a u w a ż y ć , iż właśnie
k a n o n i c z n a p o c z ą t k o w o t w ó r c z o ś ć oficjalna szybko traci f o r m a l ­
ne c e c h y ikony, podczas g d y l u d o w a z a c h o w u j e je w z b o g a c a j ą c
0 w ł a ś c i w ą sobie o r n a m e n t a l n o ś ć i zainteresowanie p r a w d ą
detalu. Dla „ s t y l u l u d o w e g o " charakterystyczny jest także linearyzm przedstawienia oraz arbitralne t r a k t o w a n i e płaszczyzny
o t o c z o n e j k o n t u r e m , które u m o ż l i w i a „zamienianie świata materii
w d e k o r a c y j n ą ekspresję z n a k u " [ P i w o c k i , 1 9 7 2 , s. 6 7 ] , U l u b i o n ą
zasadą k o m p o z y c j i jest u t w ó r c ó w l u d o w y c h rytmizacja m o t y w u
oraz j e g o symetria.
Sztuka l u d o w a jest także t w ó r c z o ś c i ą s k a n o n i z o w a n ą , c h o ć jej
zasady nie mają u ś w i a d o m i o n e j i rozwiniętej p o d b u d o w y t e o l o ­
gicznej, jak t o jest w w y p a d k u ikony, a w y n i k a j ą raczej z za­
c h o w a w c z o ś c i m o d e l u kultury, w obrębie której istnieje.
Istotne w przypadku dzieł karpackich jest t o , iż ikonopis'
zetknęła się tutaj także z l u d o w o ś c i o w ą w y r o s ł ą na gruncie
k a t o l i c y z m u polskiego, który p o z o s t a w a ł w ż y w y m kontakcie
z o r t o d o k s j ą o d p o c z ą t k ó w s w e g o istnienia. J a k k o l w i e k teologia
katolicka n i e w i e l e m ó w i o sztuce sakralnej, negując z d e c y d o w a ­
nie j a k ą k o l w i e k o b e c n o ś ć o s o b y przedstawionej w obrazie,
j e d n a k praktyka k u l t u w i z e r u n k ó w c u d o w n y c h istnieje w Koś­
ciele o d w i e k ó w . Na ziemiach p o l s k i c h kult o b r a z ó w zyskał
p o p u l a r n o ś ć , o czym ś w i a d c z y ilość ś w i ą t y ń , w których otaczano
czcią łaskami słynące w i z e r u n k i oraz p o w s z e c h n y zwyczaj pielg­
r z y m o w a n i a d o n i c h . Z jednej w i ę c strony na skłonną d o
fetyszyzacji w y o b r a ż e ń ś w i ę t y c h sztukę l u d o w ą nałożyła się
katolicka u c z u c i o w o ś ć , wyrastająca z d u c h a p ó ź n e g o średnio­
w i e c z a , a p o t e m kontrreformacji, z drugiej zaś eschatologiczny
realizm ikony poparty s p ó j n ą t e o l o g i ą w i z e r u n k u .
Środki w y r a z u sztuki l u d o w e j nie pozostają w sprzeczności
z założeniami ikony, podczas g d y na przykład p r o p o n o w a n y przez
sztukę c e c h o w ą ś w i a t ł o c i e ń czy p e r s p e k t y w a zbieżna p o d w a ż a j ą
jej g ł ó w n e założenia. T o ostatnie zjawisko związane jest o c z y w i ś ­
cie z czerpaniem przez X V I I - w i e c z n y c h i późniejszych malarzy
c e c h o w y c h ze z d o b y c z y r e n e s a n s o w e g o s p o s o b u w i d z e n i a , dla
którego przyjęto t u n a z w ę realizm żivopisi. „ W kręgach k u l t u r o ­
w y c h , które nie przeszły n i g d y w tej skali okresu racjonalizacji
1 ' u n a u k o w i e n i a ' sztuki ( c o krąg kultury zachodnioeuropejskiej
— przyp. a u t o r k i ) — np. w kręgu sztuki chińskiej, japońskiej czy
n a w e t bizantyjskiej — przejścia między sztuką l u d o w ą a n i e l u d o w ą są też mało czytelne, niekiedy w ł a ś c i w i e zupełnie nijakie"
[ P i w o c k i , 1 9 7 0 , s. 1 4 8 ] . Powyższe zdanie t ł u m a c z y zgodne

29

�w s p ó ł b r z m i e n i e stylistyki l u d o w e j z ikoną s p o s o b e m o d m i e n ­
nego podejścia d o sztuki w ł a ś c i w e g o różnym k u l t u r o m . Trzeba
też pamiętać, iż w większości kultur sztuka przedstawiająca ma
ścisły związek z religią, stąd jej dzieła o d p o w i a d a j ą zawsze
określonemu w z o r o w i religijności. L u d o w e w i z e r u n k i ś w i ę t y c h
postaci „są s y m b o l a m i w znaczeniu najbardziej d o s ł o w n y m ,
tj. przedmiotami mającymi udział w naturze w y o b r a ż o n e j postaci
i postać tę streszczającymi" [ C z a r n o w s k i , 1 9 5 6 , s. 8 8 ] , Zatem
stosunek religijności l u d o w e j d o obrazu p r z y p o m i n a o r t o d o k s y j ­
ne odniesienia d o ikony, a w i z e r u n e k o treści religijnej w sztuce
l u d o w e j przekazuje rzeczywistość nadprzyrodzoną. T w ó r c z o ś ć ta
zdaje sobie sprawę z o d r ę b n o ś c i p r a w rządzących ś w i a t e m
przedstawienia o d świata otaczającego. L u d o w e w y o b r a ż e n i a
ś w i ę t y c h mają s w o j e źródła w t y m nurcie artystycznej t w ó r c z o ś c i
c z ł o w i e k a , który M a l r a u x opisał w p i e r w s z y m t o m i e Przemian
Bogów noszącym w i e l e m ó w i ą c y t y t u ł Nadprzyrodzone.
Stawia
je t o w j e d n y m rzędzie ze sztuką romańskiego ś r e d n i o w i e c z a czy
malarstwem ikon, ale o c z y w i ś c i e nie utożsamia. Wszystkie te

dzieła starają się być w i e r n e „ r e a l i z m o w i n a d p r z y r o d z o n e m u " ,
a stąd z kolei w y n i k a j ą s k ł o n n o ś c i d o s t o s o w a n i a o k r e ś l o n y c h
ś r o d k ó w stylistycznych.
Należy pamiętać, że p o w s t a w a ł y one w w a r u n k a c h konkret­
nego czasu i przestrzeni, stąd różnice w w i e d z y , poziomie
wykształcenia t w ó r c ó w i o d b i o r c ó w , t e c h n i c e . T w ó r c z o ś ć l u d o ­
w a s t a n o w i ą c część k u l t u r y niższej w a r s t w y s p o ł e c z e ń s t w a
w obrębie sztuki religijnej zawsze korzysta ze w z o r c ó w artystycz­
n y c h g r u p „ o ś w i e c o n y c h " . Czerpie j e d n a k ze s t y l ó w u c z o n y c h t o
t y l k o , c o po p r z e t w o r z e n i u z g o d n y m z jej u p o d o b a n i a m i estetycz­
nymi znajdzie s w o j e miejsce w nadprzyrodzonej rzeczywistości
obrazu.
W t y m kontekście zrozumiałe staje się z g o d n e w s p ó ł i s t n i e n i e
ikony ze sztuką l u d o w ą , czego przykładem może być z a r ó w n o
sztuka serbska czy bułgarska, jak i ikona karpacka, gdzie z jednej
strony w k a n o n i c z n y c h i k o n a c h o f i c j a l n y c h dostrzega się „ p i ę t n o
l u d o w o ś c i " , z drugiej nurt malarstwa pozostaje w i e r n y ikonie
w ó w c z a s , g d y sztuka oficjalna o d stylistyki tej ostatniej o d c h o d z i .

PRZYPISY
W bibliografii i przypisach w przypadku nazwisk i t y t u ł ó w
t r a n s k r y b o w a n y c h z cyrylicy z a s t o s o w a n o transliterację w e d ł u g
w s p ó ł c z e s n y c h n o r m b i b l i o g r a f i c z n y c h , jednak w tekście pracy
p o z o s t a w i o n o tradycyjną spolszczoną p i s o w n i ę : d o t y c z y t o także
nazwisk t ł u m a c z o n y c h , w k t ó r y c h o c z y w i ś c i e , z a c h o w a n o wersję
tłumacza.

„ e p o k ę n o w e g o w i z u a l i z m u " (Porębski, 1 9 8 6 s. 1)
Ikonie nie przysługuje u w i e l b i e n i e (latreia) zastrzeżone dla
O s ó b B o s k i c h , ani n a w e t niższy rodzaj u w i e l b i e n i a , j a k i m otacza
się d o s k o n a ł e s t w o r z e n i a , czyli M a t k ę B o g a i ś w i ę t y c h (hiperduleia i duleia). W i z e r u n e k może być j e d y n i e o b i e k t e m czci
(proskynesis).
Por. E v d o k i m o v , 1 9 6 4 , s. 2 4 5
Ś w i ę t o ś ć nie jest o b e c n a w ikonie substancjonalnie, t y l k o
o b r a z o w o . J u ż t o j e d n a k wystarcza, by materię w i z e r u n k u
w p e w i e n s p o s ó b zsakralizować. Ikony, która uległa zniszczeniu
nie w o l n o w y r z u c i ć ; należy ją zakopać lub u t o p i ć . W i e r n y
p o w i n i e n d o t y k a ć i k o n y t y l k o podczas s k ł a d a n e g o na niej w y r a ­
żającego cześć p o c a ł u n k u . (Por.: Uspienski, 1 9 7 6 )
W e d ł u g Florenskiego staranne z a g r u n t o w a n i e deski p o d
ikonę ma na celu u p o d o b n i e n i e jej d o ściennej niszy, w której
p i e r w o t n i e umieszczono ś w i ę t e w i z e r u n k i (Florenski, 1 9 8 4 ,
s. 1 7 7 )
T e o l o g i a w s c h o d n i a odróżnia Tradycję Ś w i ę t ą , której ź r ó d ­
łem jest w o l a Boża i która jest niezależna o d n a t u r a l n y c h
u w a r u n k o w a ń c z ł o w i e k a , o d tradycji w y w o d z ą c e j się z w o l i
Kościoła. Ź r ó d ł e m Tradycji są pisma o b j a w i o n e oraz tradycja
niepisana, czyli nie umieszczona w Piśmie Św. Z a w a r t a jest o n a
3

4

W e d ł u g Lazareva ( 1 9 8 3 , s. 1 2 7 ) dla p o w s t a n i a „ s z k o ł y
malarstwa i k o n " zaistnieć musi szereg n i e z b ę d n y c h w a r u n k ó w ,
jak „Dziedziczenie i stałość tradycji, dostatecznie w y s o k i p o z i o m
kultury, nieprzerwany ciąg z a m ó w i e ń , o b e c n o ś ć cech w s p ó l n o t y
k u l t u r o w e j , istnienie w ł a s n y c h s i l n y c h z a s o b ó w malarzy".
Na p o d s t a w i e źródeł historycznych w y d a j e się, że Halicz s w ą
rangą c e n t r u m artystycznego nie spełniał w y m a g a ń s t a w i a n y c h
„ s z k o l e " , a p o d o b n y był raczej d o o p i s y w a n y c h przez Lazareva:
Włodzimierza, R o s t o w a , T w e r u czy J a r o s ł a w i a , gdzie działały
pojedyncze warsztaty malarskie, podczas g d y siedzibą szkół były
takie miasta jak Psków, M o s k w a czy N o w o g r ó d .
U ż y w a j ą c s f o r m u ł o w a n i a realizm żivopisi
m a m na myśli
k o n w e n c j ę malarstwa z a c h o d n i e g o d o p o c z ą t k ó w w i e k u XX, d o
k u b i s t y c z n e g o przełomu, który M. Porębski nazwał o t w i e r a j ą c y m
1

2

5

6

• &gt;
13. D u b i e c k o , XVIII w . m e d a l i o n przemal. XIX
M u z e u m - Z a m e k w Ł a ń c u c i e , nr 9 0 3

30

w.

�w Symbolach W i a r y ( o d p o w i e d n i k ł a c i ń s k i e g o C r e d o ) , k a n o ­
nach apostolskich, p o s t a n o w i e n i a c h s o b o r ó w p o w s z e c h n y c h ,
starych liturgiach oraz historii i praktyce Kościoła.
Najsłynniejszą hermeneją była Synaksis Helpiosa Rzymiani­
na z IX/X w., zaś najstarszą z a c h o w a n ą jest podręcznik D i o n i z e g o
z Furny (XVIII w . ) o d n a l e z i o n y na A t h o s i e przez Duranda
i Didrona i o p u b l i k o w a n y przez t e g o o s t a t n i e g o w roku 1 8 4 5
Terminologię d o t y c z ą c ą t e c h n i k i i k o n o p i s i przyjęłam za:
Peśćanskyj, Svjencickyj, 1 9 3 2
Wydarzenie t o nie jest opisane w żadnej z k a n o n i c z n y c h
Ewangelii. W a p o k r y f a c h o b o k przytoczonej najpopularniejszej
wersji historii, która została w ł ą c z o n a d o liturgii kościoła rzyms­
kiego jako VI stacja Drogi Krzyżowej, istnieje też przytaczany
przez J a k u b a de V o r á g i n e (Złota Legenda,
Warszawa 1983,
s. 1 9 1 — 1 9 6 ) w a r i a n t łączący tradycję M a n d y l i o n u z o s o b ą
św. W e r o n i k i . W e d ł u g n i e g o u t r w a l e n i e o d b i c i a na chuście
należącej d o świętej nastąpiło podczas działalności apostolskiej
Jezusa, przed j e g o męką. N i e w i a s t a nie m o g ą c stale w i d z i e ć
swojego w ę d r u j ą c e g o ciągle mistrza, chciała „ d a ć sobie w y m a l o ­
wać J e g o p o d o b i z n ę , by (...) m o g ł a pocieszać się spoglądając na
Jego obraz". S p o t k a w s z y ją w drodze d o malarza Jezus odcisnął
swoje oblicze na przeznaczonej d o w y k o n a n i a w i z e r u n k u c h u ś ­
cie. Echem tradycji także p o k r e w n e j d z i e j o m M a n d y l i o n u był ciąg
dalszy tej historii, w k t ó r y m Ś w i ę t a Chusta p r z y w r ó c i ł a z d r o w i e
cesarzowi T y b e r i u s z o w i .
Bonifacy VIII u s t a n o w i ł n a w e t specjalny o d p u s t z w i ą z a n y
z o d w i e d z e n i e m lub w y k o n a n i e m kopii ś w . Oblicza z rzymskiej
bazyliki ( G a d o m s k i , 1 9 6 5 ) .
Por. Encyklopedia
Katolicka, 1 9 7 3 , s. 5 5 , gdzie M a n d y l i o n
Abgara błędnie o p i s a n o j a k o w y o b r a ż e n i e Jezusa cierpiącego.
Na określenie ś r o d k o w y c h d r z w i ikonostasu w literaturze
polskiej u ż y w a się o p r ó c z t e r m i n u „carskie w r o t a " p o p r a w n i e j szego przekładu n a z w y ruskiej, a m i a n o w i c i e „ k r ó l e w s k a b r a m a " .
Pierwszy j e d n a k w a r i a n t w y d a j e się częściej u ż y w a n y i bardziej
z a d o m o w i o n y w polszczyźnie z a r ó w n o literackiej, jak i p o t o c z n e j ,
stąd m i m o mniejszej p o p r a w n o ś c i z d e c y d o w a ł a m się na j e g o
użycie.
Z karpackich t e r e n ó w o b e c n i e leżących w granicach Polski
znana jest j e d n a c e r k i e w nosząca t o w e z w a n i e , a znajdująca się
w T u l i g ł o w a c h , diec. przemyska. (Za informację dziękuję pani
J. Roguskiej-Szczęk z M u z e u m - Z a m k u w Ł a ń c u c i e ) .
M a n d y l i o n ilustruje d o g m a t o W c i e l e n i u i j e d n o ś c i natur
Chrystusa, zaś Pantokrator uosabia s ę d z i o w s k ą w ł a d z ę Syna
Bożego. Z n a n y jest haft ze szkoły m o s k i e w s k i e j , na k t ó r y m
7

8

9

1 0

1 1

12

13

1 4

Oblicze umieszczone zostało p o m i ę d z y postaciami o r a n t ó w :
M a t k i Boskiej, ś w . J a n a Chrzciciela, A r c h a n i o ł ó w i a p o s t o ł ó w ,
czyli w kontekście w ł a ś c i w y m dla postaci Pantokratora w Deesis;
Oblicze zostało tu p r z e d s t a w i o n e w miejsce innego w ą t k u
c h r y s t o l o g i c z n e g o j a k o w i z e r u n e k streszczający w sobie wszyst­
kie treści związane z postacią Jezusa.
Por. Różycka-Bryzek, 1 9 8 3 , s.147. P r a w d o p o d o b n i e w na­
s t ę p n y m p ó ł w i e c z u działali na terenie Polski artyści ruskiego
p o c h o d z e n i a , lecz być może, J a g i e l l o n o w i e mając mniejszy niż
założyciel dynastii s e n t y m e n t d o m a l o w i d e ł t w o r z o n y c h „ m o r e
g r a e c o " , nie byli tak szczodrzy w o b e c malarzy i stąd d o k u m e n t y
milczą na ich temat. Z drugiej strony przeciw tezie o działalności
w Koronie t w ó r c ó w i k o n ś w i a d c z y ć może fakt, iż d o w y k o n a n i a
m a l o w i d e ł w kaplicy w a w e l s k i e j Kazimierz J a g i e l l o ń c z y k spro­
wadził artystów z Pskowa.
W ą t k i e m p ó ł n o c n o r u s k i m jest t z w . Chrystus z M o k r ą Brodą
(Kłosińska, 1 9 7 3 ) . P o d o b n i e s p o s ó b przedstawiania św. M i k o ł a ­
ja w półpostaci i z zamkniętą księgą w d ł o n i p o c h o d z i ze szkół
ruskich ( B i s k u p s k i , 1 9 7 1 ) , a także w y s u w a n i e ś r o d k o w e j części
rysunku poza k o w c z e g (Svjencickyj, 1 9 2 8 ) .
G ę b a r o w i c z , 1 9 6 6 ; Łoziński ( 1 8 8 7 ) przypisuje ikonostas
b o h o r o d c z a ń s k i a r t y s t o m bułgarskim w i d z ą c w nim przegrodę
o ł t a r z o w ą z c e r k w i w Skicie M a n i a w s k i m .
Np. w c e r k w i w Ż ó ł k w i p u b l . przez G ę b a r o w i c z a (Gębaro­
wicz, 1966).
T y m bardziej, że Kłosińska datuje później niż pozostałe dzieła
Mistrza z Ż o h a t y n a , czyli na pocz. XVI w . (Kłosińska, 1 9 8 9 ,
tabl. 8 ) .
Są t o t z w . elementy V i g n o n a , n a z w a n e tak o d nazwiska
badacza relikwii (por. tegoż: Le linceul Christ. Étude
scientifique,
Paris 1 9 0 2 ; także I. W i l s o n , Całun Turyński, Warszawa 1 9 8 4 ) .
W przypadku t e g o zabytku nie można w y k l u c z y ć inspiracji
czysto z a c h o d n i e j , gdyż p o d o b n e ikonograficznie przedstawienie
(Chusta ś w . W e r o n i k i p o d t r z y m y w a n a przez a n i o ł y ) znajduje się
na predelli p o c h o d z ą c e g o z M o s z c z e n i c y X V - w i e c z n e g o T r y p ­
t y k u ze ś w . Marią M a g d a l e n ą ( G a d o m s k i , 1 9 8 8 , il. 2 7 8 ) , lecz ze
w z g l ę d u na o d m i e n n ą k o m p o z y c j ę o b u o b r a z ó w w y d a j e się t o
mało p r a w d o p o d o b n e .
W . S m o l e ń , Ilustracje świąt kościelnych
w polskiej
sztuce,
Lublin 1 9 8 7 , s. 231 — 3 5
P o d o b n i e i w s p ó ł c z e ś n i e nie o d p o w i a d a jej w i e l e przeja­
w ó w naszej p o b o ż n o ś c i . O religijności l u d o w e j por.: Czarnowski,
1956; Tomicki, 1981
W i z e r u n e k Chrystusa w t y p i e Pantokratora umieszczony nad
k o n s t a n t y n o p o l i t a ń s k ą Bramą Chalké.
1 5

1 6

1 7

1 8

1 9

2 0

2 1

2 2

2 3

2 4

II. 14. Zabłotce, ikonostas XVIII w . przemal.
X I X / X X w . M u z e u m - Z a m e k w Ł a ń c u c i e , nr 6 4 5
31

�W Y K A Z

C Y T O W A N E J

L I T E R A T U R Y

Białopiotrowicz W.

Łoziński W.
1887

Malarstwo

1989

1931

Freski ruskie w Katedrze Sandomierskiej,

1986

Zagadnienie sztuki ludowej w malarstwie cerkiewnym w oparciu o wy­
brane zagadnienia z terenu karpat. „Polska Sztuka Ludowa" z. 3 — 4
Z problemów
ikony karpackiej, (w:) Chrześcijański Wschód a kultura

polska, Lublin, s. 3 4 7 — 3 6 4

Biskupski R.

1971

1982
1985

Warsztat malarstwa

ikonowego

około drugiej ćwierciXV

Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku", t. 14
Wybrane

warsztaty

malarstwa

ikonowego

wieku, „Folia Historiae Artium", t. XVIII

Malarstwo

ikonowe

od XV do XVIII

Sztuka Ludowa", z . 3 — 4
Czarnowski S.
1956

Kultura religijna wiejskiego

88—107
Evdokimov P.

Prawosławie,

Ikonostas

i inne szkice. Warszawa

1965

Malowidła

ścienne w Czechowie,

Gadomski J.
1988

1914

Halicz w dziejach sztuki średniowiecznej,

1932

Ikonopysna

„Polska

1970

(w:) Dzieła 1.1, Warszawa, s.

Warszawa

Gotyckie malarstwo

Gębarowicz M.

z historii

tablicowe

sztuki

XVII

„Folia Historiae Artuni", t. II

Małopolski

1966

Szkice

wieku,

1974

Twórczość malarza ikon z Żohatyna,

1460—1500,

Warszawa

„Prace Wydziału Filologicz-

no-Filozoficznego Towarzystwa Naukowego w Toruniu", t. 16, z. 3,
Toruń
Grządziela R.
1968

Kłosińska J.
Wystawa

w Recklinghausen.

podkarpackich,

„Folia Historiae Artium" t. X

Z zagadnień

stylu oraz ikonografii

ikon

„Rocznik Muzeów Województwa Rzeszowskiego", 1.1

1973 Ikony, Kraków
1989 leons from Poland, Warszawa
Lazarev V. N.
1983

demii Umiejętności", T.XXXVI
Pełeński J .
Peśćanskyj V., Svjencickyj I.
Piwocki K.

Niektóre

technika

zagadnienie

Russkaia ikonopis',

Moskwa

ta jiji dierela,

Kraków

Lviv

teorii sztuki ludowej,

Wrocław, s. 1 4 1 — 1 5 5

(w:) tegoż. Sztuka

Styl w sztuce także ludowej,

1986

Kubizm, Warszawa

1971

Pojęcie

1983

Bizantyńsko-Ruskie

1928
1929

Ikonopys' galyckoji Ukrainy XV-XVI vikiv, Lviv
Ikony galyckoji Ukrainy XV-XVI vikiv, Lviv

1981

Religijność

1976

Prolegomena

1955

Złota Legenda,

1930

Malowidła

1984

Całun Turyński, Warszawa

oryginału

nal-replika-kopia,

Svjencickyj I.

Tomicki R.

ludowa,

i kopii

270
Vorágine de J.
Walicki M.

w malarstwie

Warszawa

malowidła

bizantyjskim,

(w:)

w kaplicy zamku lubelskiego,

(w:) Etnografia

t.2, Wrocław, s. 2 9 — 7 0
Uspienski B.

żywa,

„Polska Sztuka Ludowa", z. 2

Porębski M.

do tematu „Semiotyka

Polski. Przemiany kultury
ikony".

Orygi-

Warszawa

ludowej,

Rozmowa z .... „Znak", nr

Warszawa

ścienne kościoła

św. Trójcy na zamku w Lublinie,

„Studia do dziejów sztuki w Polsce", t. III
Wilson I.

15. M a t y s o w a , XVII w . ; ¡I. 1 6 . Ł u k ó w - W e n e c j a , XVII w .

32

„Sprawozdania Polskiej Aka­

1972

Różycka-Bryzek A.

1984

na Rusi, Lwów

XV i XVI

w., „Materiały

halickiej

w. na Łemkowszczyźnie,

ludu polskiego,

1964

Florenski P.

szkoły

cerkiewne

Mars A.

1418 rok,

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6664" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6644">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d3c172fc7be1c6c6bcf7cefb1899e3b4.pdf</src>
        <authentication>5aaf6a1a7323a5f473753a02b14e3f24</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79445">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3475</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79446">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79447">
                <text>1980</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79448">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3257</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79449">
                <text>Archiwum Dokumentacji Polskiej Sztuki Ludowej Instytutu Sztuki PAN / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1980 t.34 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79450">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1980 t.34 z.3-4, s.137-142</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79451">
                <text>Fryś-Pietraszkowa, Ewa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79452">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79453">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79454">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79455">
                <text>Ewa F,yś — Piełraszkowa

ARCHIWUM DOKUMENTACJI POLSKIEJ SZTUKI LUDOWEJ INSTYTUTU SZTUKI PAN

P l a c ó w k a ta p o w s t a ł a w r. 1946 pod n a z w ą Sekcji
Z d o b n . j t w a w założonym w ó w c z a s P a ń s t w o w y m I n ­
stytucie Badania Sztuki L u d o w e j i po paru reorga­
nizacjach od r. 1959 działa w ramach I n s t y t u t u Sztuki
P A N . Założycielem Pracowni i autorem jej progra­
m u badawczego jest ó w c z e s n y d o k t ó r , Roman Reinfuss, k i e r u j ą c y n i ą nieprzerwanie do teraz. Siedzibą
pracowni, k t ó r e j nazwa u l e g a ł a wielokrotnie zmianom,
jest od p o c z ą t k u K r a k ó w .
W p i e r w o t n y m programie p l a c ó w k i położono na­
cisk na gromadzenie dokumentacji zdobnictwa stoso­
wanego w l u d o w y m r z e m i o ś l e artystycznym. M a t e r i a ł y
zebrane w pierwszym r o k u b a d a ń , prowadzonych w
zachodniej Małopolsce, d a ł y p o c z ą t e k a r c h i w u m nau­
kowemu.
Z d o ś w i a d c z e ń pierwszych lat pracy w y ł o n i ł się
d ł u g o f a l o w y program działalności p l a c ó w k i , przedsta­
wiony i przedyskutowany wraz z z a ł o ż e n i a m i metodo­
logicznymi na konferencjach d o t y c z ą c y c h spraw sztuki
w r. 1950 i 1951 . Podstawowym jej zadaniem stało
się systematyczne gromadzenie m a t e r i a ł ó w ,
dotyczą­
cych wszystkich dziedzin i p r z e j a w ó w ludowej plasty­
k i na c a ł y m obszarze k r a j u , przy czym za n i e z b ę d n o
uznano u w z g l ę d n i e n i e z a r ó w n o sztuki tradycyjnej j a k
i jej w s p ó ł c z e s n y c h p r z e k s z t a ł c e ń . T y l k o t ą
drogą
m o ż n a bowiem, j a k z a k ł a d a n o , z y s k a ć p e ł n y m a t e r i a ł
do o p r a c o w a ń całościowych. G ł ó w n ą m e t o d ę pracy
s t a n o w i ć o d t ą d m i a ł y słabo w c z e ś n i e j doceniane zes­
p o ł o w e badania terenowe, prowadzone systematycznie
i na jednolitych zasadach na obszarze całego k r a j u ,
a w pierwszym rzędzie na terenach dotychczas m a ł o
badanych lub u l e g a j ą c y c h szczególnie szybkim prze­
mianom. W z a ł o ż e n i a c h w s t ę p n y c h p r z y j ę t o o g r o m n ą
intensyfikację
prac, p l a n u j ą c m.in. czterv c a ł o m i e sięczne obozy naukowo-badawcze w ciągu roku, co
miało u m o ż l i w i ć zebranie m a t e r i a ł u z całej Polski w
ciągu k i l k u l a t . Nigdy jednak, ze w z g l ę d ó w organi­
zacyjnych i finansowych nie u d a w a ł o się r e a l i z o w a ć
b a d a ń w tak szerokim zakresie, toteż terenowa akcja
dokumentacyjna uległa rozłożeniu na szereg lat i do­
piero teraz zbliża się do k o ń c a .
ł

2

3

Z uwagi na m a ł ą ilość s t a ł y c h p r a c o w n i k ó w (po­
c z ą t k o w o dwie, w latach p ó ź n i e j s z y c h pięć, sześć osób) '.
Pracownia korzysta z pomocy osób d o r a ź n i e a n g a ż o ­
wanych do b a d a ń terenowych, r e k r u t o w a n y c h n a j c z ę ­
ściej w ś r ó d s t u d e n t ó w etnografii, a r c h i t e k t u r y i szkół
plastycznych. W pierwszym okresie działalności Pra­
cowni z f u n d u s z ó w I n s t y t u t u p r o w a d z i ł y r ó w n i e ż ba­
dania zespoły, kierowane przez dr M i e c z y s ł a w a G ł a dysza i prof. dr Bożenę S t e l m a c h o w s k ą , w latach
późniejszych część akcji badawczych o r g a n i z o w a ł a Pra­
cownia w s p ó l n i e z n i e k t ó r y m i muzeami, m.in. o k r ę g o ­
w y m i w Lublinie, B i a ł y m s t o k u , N o w y m Sączu, Muze­
um B u d o w n i c t w a Ludowego w Sanoku, Muzeum Wsi
Kieleckiej,
Muzeum Wsi Lubelskiej,
a
pojedynczy
przedstawiciele innycih m u z e ó w uczestniczyli w bada­
niach prowadzonych na obszarach leżących w sferze
zainteresowań
tych
placówek. Przeważająca
jednak
większość b a d a ń terenowych organizowana b y ł a i jest
do teraz we w ł a s n y m zakresie i to na ogół pod bez­
p o ś r e d n i m k i e r o w n i c t w e m profesora Reinfussa.
5

Całomiesięczne badania w d u ż y c h zespołach, liczą­
cych 20—30 osób, zwane obozami naukowo-badawczy­
m i , prowadzone b y ł y co r o k u w latach 1949—1962
potem trzeba było z nich z r e z y g n o w a ć ze wspomnia­
nych w y ż e j przyczyn. Kontynuowane są natomiast
badania
penetracyjne
organizowane w
mniejszych,
5—8 osobowych grupach, w ciągu 6—12 dni. Badania
robiono konsekwentnie w c a ł y m k r a j u i do c h w i l i
obecnej objęły one ponad 85% obszaru Polski, razem
około 3.500 miejscowości, wsi i miasteczek, t j . mniej
więcej 8% ich ogólnej liczby.
W k a ż d y m zespole badawczym obok e t n o g r a f ó w
i ewentualnie h i s t o r y k ó w sztuki, z a j m u j ą c y c h się róż­
n y m i dziedzinami plastyki, uczestniczy zawsze foto­
graf i jeden lub paru r y s o w n i k ó w . W trakcie b a d a ń
terenowych zadaniem pierwszoplanowym było i jest
wyszukanie konkretnych o b i e k t ó w , wykonanie ich do­
kumentacji rysunkowej i fotograficznej oraz uzyska­
nie m o ż l i w i e p e ł n e j informacji o k a ż d y m , a n a s t ę p n i e
ustalenie d r o g ą w y w i a d u szerszego kontekstu k u l t u r o ­
wego dla tych obiektów, zebranie wiadomości histo­
rycznych i społecznych d o t y c z ą c y c h badanego działu.
Rozmowy prowadzone są w e d ł u g kwestionariuszy , na
ogół zwięzłych, z o s t a w i a j ą c y c h spory margines dla i n ­
t u i c j i i d o ś w i a d c z e n i a poszczególnych badaczy. Obok
b a d a ń z e s p o ł o w y c h prowadzone są również, choć w
mniejszym zakresie, badania indywidualne, u z u p e ł n i a ­
jące l u b poszerzające dorobek akcji zespołowych, a po­
nadto dokumentacja w y b r a n y c h k o n k u r s ó w i wystaw
z zakresu ludowej plastyki. Nie u d a ł o się natomiast,
ze w z g l ę d u na m a ł ą liczbę p r a c o w n i k ó w , r o z b u d o w a ć
planowanych p o c z ą t k o w o prac nad bibliografią sztuki
ludowej, a t a k ż e systematycznych b a d a ń z zakresu jej
historii.
Zagadnienia z w i ą z a n e
z działalnością
Pracowni
i jej z a ł o ż e n i a m i programowymi p r z e d s t a w i ł a m w ogromnym skrócie, bowiem sprawy te były k i l k a k r o t ­
nie omawiane w publikacjach. Przypomnienie ich w y ­
daje się o tyle n i e z b ę d n e , że w istotny sposób r z u t u j ą
one na charakter i z a w a r t o ś ć zgromadzonego przez
n i e s p e ł n a 35 lat a r c h i w u m naukowego. Pierwsza ob­
szerniejsza
charakterystyka
zbiorów
archiwalnych
opracowana została z okazji 10-lecia P r a c o w n i i do
niej n a l e ż a ł o b y obecnie n a w i ą z a ć z uwagi na to, że
w
ciągu
dalszego ć w i e r ć w i e c z a
zasoby
archiwum
wzrosły mniej więcej trzykrotnie, podniósł się t a k ż e
stopień ich opracowania.
A r c h i w u m Naukowe Pracowni Dokumentacji Pol­
skiej Sztuki Ludowej IS P A N s k ł a d a się z dwóch
zespołów. Pierwszy s t a n o w i ą zbiory fotograficzne, l i ­
czące ponad 60.000 z d j ę ć . (W zasadzie identyczny zbiór
znajduje się w Warszawie, w Pracowni Badania Sztu­
k i Nieprofesjonalnej IS P A N . T a m też, w Instytucie,
przechowywane są klisze i negatywy). Na drugi zes­
pół, k t ó r y pod koniec r. 1979 p r z e k r o c z y ł 90.000 po­
zycji inwentarzowych, s k ł a d a j ą się teksty w y w i a d ó w
i obserwacji, m a t e r i a ł y graficzne, a t a k ż e oryginalne
wycinanki
i m a l o w a n k i (około 1.000
sztuk), hafty
i p r ó b k i t k a n i n (około 2.000) oraz 1038 odbitek z kloc­
k ó w do drukowania p ł ó t n a . M a t e r i a ł y tekstowe i gra­
ficzne, na k t ó r e s k ł a d a j ą się rysunki, plansze barwne,
7

8

9

137

�inwentaryzacje, kopie i szkice, grupowane są osobno,
w e d ł u g p o d z i a ł u terytorialnego i merytorycznego i prze­
chowywane w 752 tekach. Schemat podziału t e r y t o r ­
ialnego, p r z y j ę t y dla potrzeb a r c h i w u m , zawiera 40
jednostek różnej wielkości o charakterze
regionów
historyczno-etnograficznych, ale oparty jest dla u ł a t ­
wienia lokalizacji o administracyjne granice woje­
w ó d z t w i p o w i a t ó w z lat pięćdziesiątych. Podział ten
m o ż n a wprawdzie u w a ż a ć z formalnego p u n k t u widze­
nia za n i e p r a w i d ł o w y , jednak orientacja w z a w a r t o ś c i
zbioru jest obecnie ł a t w a , a wprowadzanie w n i m
jakichkolwiek istotnych zmian w y m a g a ł o b y ogromne­
go w k ł a d u pracy i na długi czas w y ł ą c z y ł o b y cały
zespół od podstawowej działalności. W ramach k a ż d e j
jednostki terytorialnej m a t e r i a ł jest podzielony na r y ­
sunki i teksty, a te z kolei u p o r z ą d k o w a n e są tema­
tycznie. Dotarcie do m a t e r i a ł ó w tekstowych d o t y c z ą ­
cych n i e k t ó r y c h o ś r o d k ó w rzemieślniczych, a miano­
wicie
garncarskich,
meblarskich
i
zabawkarskich,
a także rzeźbiarzy i malarzy, u ł a t w i a j ą odpowiednie
kartoteki.
Zasoby a r c h i w u m p r z e d s t a w i a j ą d o k ł a d n i e j zesta­
wienia liczbowe:
1

Materiały
Teren
graficzne
Białostockie
Bojkowszczyzna
Częstochowskie
Gorce
Kaszuby
Kieleckie
Koszalińskie
Krakowskie
Kujawy
Kurpie
Lasowiacy
Lubelskie (pn i pd)
Łemkowszczyzna
Łowickie
Łódzkie i Łęczyckie
Mazowsze Centralne
Mazowsze Płockie
Mazowsze Wschodnie
Mazury i Warmia
Opoczyńskie
Piotrkowskie
Podhale, Spisz, Orawa
Podlasie
Pogórze Gorlicko-Jasielskie
Poznańskie
Radomskie
Rawskie
Rzeszowskie
Sieradzkie
Śląsk Cieszyński
Śląsk Górny
Śląsk Dolny
Śląsk Opolski
Sanockie
Sądeczyzna
Szczecińskie
Zielonogórskie
Żywieckie
Różne i porównawcze
Razem

tekstowe
w ss. rkp. lub
masz.

1.521
21Q
1.170
1.680
788
2.094
245
6.025
563
1.203
2.177
6.039
1.436
1.610
287
410
502
502
836
976
728
1.782
9.580

2.391
326
1.489
2.600
1.052
3.357
716
9.289
1.448
1.785
1.771
7.724
1.437
2.117
702
437
933
890
1.657
580
838
1.768
9.568

2.066
693
2.484
562
4.623
345
238
246
162
463
513
1.029
176
459
1.090
253

3.168
1.945
2.823
811
5.048
555
3
298
13
98
869
1.515
708
1.175
920
129

57.766

74.954

Największa ilość m a t e r i a ł ó w pochodzi z Podlasia,
Małopolski wschodniej i p o ł u d n i o w e j , t j . z Lubelsz­
czyzny, Rzeszowskiego i Krakowskiego oraz z n i e k t ó ­
rych o b s z a r ó w ś r o d k o w e j części k r a j u , a więc przede
wszystkim z t e r e n ó w , na k t ó r y c h k o n c e n t r o w a ł y się

138

wspomniane w y ż e j badania obozowe. J e d n o c z e ś n i e są
to m a t e r i a ł y chronologicznie najstarsze, bowiem do­
piero w latach 60-tych prowadzono na szerszą s k a l ę
badania penetracyjne na Pomorzu i w Wielkopolsce,
a t a k ż e na Ziemiach Zachodnich. W ostatnim dzie­
sięcioleciu organizowane b y ł y badania
uzupełniające
na obszarach penetrowanych j u ż poprzednio oraz w y ­
p e ł n i a n i e znaczniejszych l u k na mapie kraju. R ó w n o ­
legle z akcjami penetracyjnymi prowadzone były r ó w ­
nież na s p o r ą s k a l ę badania na terenach podkarpac­
kich w z w i ą z k u z u d z i a ł e m Pracowni w programie
M i ę d z y n a r o d o w e j K o m i s j i B a d a ń K a r p a c k i c h . W 1979
r. podjęto szczegółową d o k u m e n t a c j ę we wsiach nad­
w i ś l a ń s k i c h , zwłaszcza w tych okolicach, k t ó r e w naj­
bliższym okresie m i a ł y ulec p r z e k s z t a ł c e n i o m w z w i ą z k u
z „ a k c j ą Wisła". N a j s ł a b i e j przedstawia się obecnie
stan b a d a ń Pracowni na obszarze Śląska
Górnego
i Opolskiego. Na D o l n y m Śląsku prowadzono d o t y c h ­
czas t y l k o
fragmentaryczną
dokumentację
zbiorów
muzealnych.
10

Jeśli w e ź m i e m y pod u w a g ę działy tematyczne, naj więcej m a t e r i a ł u zgromadzono z zakresu a r c h i t e k t u r y
ludowej,
meblarstwa i zdobnictwa w n ę t r z a ,
stroju
i t k a n i n y . Bogata, choć nieco mniej obfita ilościowo
dokumentacja dotyczy malarstwa i rzeźby, zdobnic­
twa z w i ą z a n e g o z o b r z ę d a m i i zwyczajami dorocznymi
oraz rodzinnymi, a t a k ż e r z e m i o s ł artystycznych.
Materiały
graficzne

tekstowe
(w ss. rkp.
lub masz.)

Architektura
Meblarstwo i zdobnic­
two wnętrza
Tkanina
Strój i haft
Ceramika
Zdobnictwo w metalu
Plastyka (rzeźba, ma­
larstwo, kapliczki)
Zdobnictwo związane
z obrzędami Zagadnienia społeczne
Kultura materialna
Różne

18.911

16.794

12.528
2.527
3.326
1.699
12.652

14.527
4.335
12.032
4.047
2.281

897

4.987

2.713
897
1.616

6.228
2.488
1.880
5.355

Razem

57.766

74.954

Zagadnienie

—

N a s u w a j ą się pytania, j a k a jest w a r t o ś ć zgroma­
dzonych m a t e r i a ł ó w , w jakiej mierze a r c h i w u m jest
wykorzystywane i j a k przedstawia się stan opraco­
wania jego ogromnych zasobów. J a k o ś ć
materiałów
nie jest r ó w n a i zależy w znacznym stopniu od tego,
w j a k i sposób i przez kogo były zbierane. Ze względu
na n i e w y s t a r c z a j ą c ą ilość s t a ł e j k a d r y Pracownia zmu­
szona b y ł a do korzystania z pomocy d o r a ź n i e dobie­
ranych w s p ó ł p r a c o w n i k ó w , r e p r e z e n t u j ą c y c h r ó ż n y po­
ziom w y k s z t a ł c e n i a i przygotowania terenowego. Nie
k a ż d y z nich p o t r a f i ł dostosować się do szybkiego tem­
pa pracy w terenie, w y c z e r p a ć kwestionariusz, jeśli
mowa o etnografach, czy r ó w n i e d o k ł a d n i e w y k o n a ć
d o k u m e n t a c j ę r y s u n k o w ą . Z t y c h przyczyn obok zna­
komitych r y s u n k ó w , i n w e n t a r y z a c j i czy plansz barw­
nych m o ż n a s p o t k a ć r ó w n i e ż słabsze, czasem nawet
z n i e d o k ł a d n i e o d c z y t a n ą k o l o r y s t y k ą , czy p o m i n i ę t y m i
szczegółami k o n s t r u k c y j n y m i . Podobnie w tekstach za­
p i s ó w obok relacji, k t ó r e s t a n o w i ą tak szerokie i pełne
opracowanie zagadnienia, że po nieznacznych uzupeł­
nieniach m o ż n a b y o d d a ć je do d r u k u , zdarzają się za­
pisy fragmentaryczne, z l u k a m i i brakami. Ogólnie
s t w i e r d z i ć m o ż n a , że n a j w i ę k s z ą w a r t o ś ć
posiadają

�materiały zebrane podczas obozów naukowo-badaw­
czych, na co w p ł y n ę ł y takie czynniki, jak opracowy­
wanie m a t e r i a ł ó w na bieżąco, skrupulatna kontrola po
ich oddaniu, dyskusje i możliwość szybkiej w e r y f i ­
kacji spraw w ą t p l i w y c h , czy u z u p e ł n i e n i a
braków,
a t a k ż e specyficzna atmosfera p a n u j ą c a w ś r ó d uczest­
n i k ó w tydh p r z e d s i ę w z i ę ć badawczych. Trzeba r ó w ­
nież w z i ą ć pod u w a g ę , że obozy takie u r z ą d z a n e b y ł y
na obszarach najbardziej i n t e r e s u j ą c y c h pod w z g l ę ­
dem ludowej plastyki i wiele jej dziedzin dokumen­
towano jeszcze w p e ł n y m rozwoju. Tempo zmian w
t y m zakresie przedstawia się r ó ż n i e w poszczególnych
rejonach k r a j u , jednak wszędzie n a s t ę p u j ą one ogrom­
nie szybko, zmienia się przy t y m pozycja i rola sztuki
ludowej we w ł a s n y m ś r o d o w i s k u . Substancja t r a d y c y j ­
na, z a r ó w n o w postaci o b i e k t ó w architektonicznych jak
e l e m e n t ó w w y p o s a ż e n i a m i e s z k a ń , stroju i t p . niszczeje
bezpowrotnie. Podejmowane wielokrotnie
próby
po­
wrotu do dokumentowanego obiektu po
niewielkim
nawet u p ł y w i e czasu zazwyczaj nie d a w a ł y rezulta­
tu, bowiem obiekt już nie istniał. A w a r c h i w u m
Pracowni znajduje się dokumentacja w i e l u . tysięcy

dzieł
sztuki,
rzemiosła
artystycznego,
budownictwa
i innych, u n i k a t o w y c h często zjawisk plastycznych.
Ze w z g l ę d u na szybkie tempo przemian wsi i jej
k u l t u r y , w p i e r w o t n y c h planach Pracowni z a k ł a d a n o
dokonanie zdjęcia terenowego całego obszaru
kraju
w k r ó t k i m czasie, co w praktyce okazało się niewy­
konalne. M a t e r i a ł y gromadzone w sporym przedziale
czasowym nie d a j ą p o r ó w n y w a l n e g o obrazu, jeśli cho­
dzi o nasilenie w y s t ę p o w a n i a poszczególnych zjawisk
w r ó ż n y c h rejonach. A r c h i w u m Pracowni obfituje na­
tomiast w m a t e r i a ł y p o z w a l a j ą c e na
wnioskowanie
o r ó ż n o r o d n o ś c i t y p ó w i odmian poszczególnych w y ­
t w o r ó w plastycznych oraz ich t e r y t o r i a l n y m rozprzes­
trzenieniu, a t a k ż e etapach rozwoju i chronologii. Od­
k r y t o o g r o m n ą ilość t w ó r c ó w , specjalizujących się w
r ó ż n y c h dziedzinach plastyki, j a k r ó w n i e ż o ś r o d k ó w
rzemiosła artystycznego, został przy t y m ustalony w
m i a r ę możności charakter ich w y r o b ó w i zasięgi pro­
mieniowania na okolice. Dokumentowano r ó w n i e ż sze­
r e g zjawisk z zakresu k r ó t k o t r w a ł e j i przelotnej mo­
dy oraz indywidualne w y t w o r y , k t ó r e nie znalazły
większego o d d ź w i ę k u w ś r o d o w i s k u .

139

�I I . 1. Uczestnicy obozu naukowo-badawczego w 1955 r., Niewino-Borowe,

Zbiory archiwalne, m i m o w y s u w a n y c h t u zastrze­
żeń posiadają o g r o m n ą w a r t o ś ć p o z n a w c z ą , m o g ą więc
być podstawowym ź r ó d ł e m o p r a c o w a ń w i e l u proble­
mów, b ą d ź też, w innych wypadkach, znaleźć w nich
można cenne m a t e r i a ł y u z u p e ł n i a j ą c e .
Opracowanie m a t e r i a ł ó w archiwalnych nie posuwa
się równolegle z tempem ich gromadzenia, ze zrozu­
m i a ł y c h zresztą w z g l ę d ó w . P o c z ą t k o w e założenie, aby
p u b l i k o w a ć sukcesywnie w y n i k i b a d a ń w postaci mo­
nografii regionalnydh nie zostało zrealizowane i dwa
przygotowane do d r u k u zarysy sztuki ludowej, Opo­
czyńskiego oraz L a s o w i a k ó w , pozostały w maszynopi­
sach. Natomiast opracowane w skrócie efekty dalszych
b a d a ń obozowych — na zachodnim P o d l a s i u , na po­
graniczu Podlasia i Lubelszczyzny
oraz w Radom­
skiem
s t a n o w i ą do teraz p o d s t a w o w ą pozycję b i b l i o ­
graficzną dla plastyki ludowej tych t e r e n ó w , podob­
nie j a k opublikowane w y n i k i n i e k t ó r y c h b a d a ń pen e t r a c y j n y c h . W porozumieniu z w ł a d z a m i a d m i n i ­
stracyjnymi przygotowane zostały w Pracowni p u b l i ­
kacje popularno-naukowe, dotyczące k u l t u r y ludowej
Gorlickiego i M y ś l e n i c k i e g o . Opracowano t a k ż e m n i e j
obszerne zarysy plastyki ludowej innych
rejonów .
W y n i k i penetracji na Ziemiach Zachodnich, gdzie zaj­
mowano się przede wszystkim k u l t u r ą p l a s t y c z n ą osie­
dleńców
i
zagadnieniem
kontynuacji
tradycyjnych
umiejętności
artystycznych
w
nowych
warunkach,
zostały podsumowane t y l k o częściowo .
11

12

1 3

u

ls

1 6

w o j . białostockie.

lub poszczególnych w y t w o r ó w i t p . Szczególnie dużo
prac dotyczy z a g a d n i e ń rzeźby, budownictwa, meblar­
stwa i dekoracji w n ę t r z a , zdobnictwa o b r z ę d o w e g o ,
a t a k ż e w y r o b ó w artystycznego r z e m i o s ł a , zwłaszcza
garncarskich i kowalskich. Wiele p r o b l e m ó w i tema­
t ó w zostało p o d j ę t y c h i opracowanych po raz pierwszy
w ł a ś n i e w Pracowni. Obszerniejsze opracowania mo­
nograficzne dotyczą m.in. m a l a r s t w a , d r u k ó w
na
p ł ó t n i e , garncarstwa i k a f l a r s t w a , meblarstwa
zdobnictwa w m e t a l u . P o w s t a ł też syntetyczny za­
rys, o b e j m u j ą c y c a ł o k s z t a ł t ludowej p l a s t y k i . W i ę ­
kszość tych pozycji w y s z ł a spod p i ó r a Romana Reinfussa. Profesor Reinfuss był autorem programu badaw­
czego Pracowni, k t ó r y to program
konsekwentnie,
z ogromnym n a k ł a d e m pracy i z a p a ł e m , realizuje m i ­
mo znacznych i r ó ż n o r a k i c h t r u d n o ś c i . P r z y j ę t y sys­
tem b a d a ń s p o t y k a ł się wielokrotnie z k r y t y k ą zwo­
l e n n i k ó w d o g ł ę b n y c h s t u d i ó w problemowych, uszczyp­
l i w i e o k r e ś l a n o je nawet jako „ b a d a n i a przez d z i u r ę
w plandece" (samochodu). O słuszności p r z y j ę t e j k o n ­
cepcji p r z e k o n a ł Profesor p r z e c i w n i k ó w najskuteczniej
właśnie
przez systematyczne publikowanie
dużych,
analitycznych pozycji, d o t y c z ą c y c h kolejnych
dyscyplin
ludowej plastyki, przygotowanych niezwykle sumien­
nie na bazie m a t e r i a ł ó w a r c h i w a l n y c h zgromadzonych
w Pracowni.
18

1 9

20

a

28

17

W zakresie prac monograficznych, d o t y c z ą c y c h posz­
czególnych gałęzi plastyki, m a t e r i a ł y ardhiwalne sta­
nowiły
podstawę
szeregu
s t u d i ó w , przygotowanych
z a r ó w n o przez s t a ł y c h p r a c o w n i k ó w , j a k r ó w n i e ż oso­
by w s p ó ł p r a c u j ą c e z t ą p l a c ó w k ą . Około 140 takich
prac u k a z a ł o się na ł a m a c h „ P o l s k i e j Sztuki L u d o ­
wej", publikowane b y ł y t a k ż e w innych w y d a w n i c t ­
wach ciągłych i zwartych. Są w ś r ó d nich biografie
a r t y s t ó w ludowych, monografie o ś r o d k ó w w y t w ó r c z y c h
140

W przygotowaniu są n a s t ę p n e prace z zakresu
r z e ź b y w kamieniu, zdobnictwa w drzewie. Całościo­
wego opracowania wymaga jeszcze szereg d z i a ł ó w tak
obszernych, j a k np. zdobnictwo z w i ą z a n e z obrzędami
i zwyczajami, a r c h i t e k t u r a , tkanina, haft i strój.
W y c z e r p u j ą c e opracowanie całych, stale n a r a s t a j ą c y c h ,
materiałów
archiwalnych
przekracza
możliwości
szczupłej garstki stałydh p r a c o w n i k ó w . Toteż zbiory
a r c h i w u m są u d o s t ę p n i a n e wszystkim zainteresowa­
n y m p r a c o w n i k o m n a u k o w y m , doktorantom i studen24

�I I . 2. Uczestnicy obozu naukowo-badawczego w 1959 r., T u r a s z ó w k a ,

8 5

t o m . K o r z y s t a j ą z nich r ó w n i e ż pracownicy insty­
tucji o ś w i a t o w y c h i k u l t u r a l n y c h , plastycy i projektan­
ci, a ponadto znaczna ilość w y t w ó r c ó w i r ę k o d z i e l n i ­
k ó w z w i ą z a n y c h g ł ó w n i e z „ C e p e l i ą " szuka tutaj wzo­

woj. k r o ś n i e ń s k i e .

2 6

r ó w do produkcji w y r o b ó w p a m i ą t k a r s k i c h . „W ten
sposób zgromadzone w a r c h i w u m m a t e r i a ł y służą nauce
i potrzebom codziennego życia", j a k lapidarnie a cel­
nie określiła jego f u n k c j ę Zofia B. G ł o w a .
2 7

PRZYPISY
1

Powstanie,
organizacja
i charakter
Państwowego
Instytutu
Badania
Sztuki
Ludowej,
„Pol. Szt. Lud."',
r. 1, 1947 nr 1/2, s. 60—61; R. Reinfuss, Stan
badan
nad sztuką
ludową
i ich perspektywy
na
najbliższą
przyszłość,
„Pol. Szt. L u d . " , r. 18, 1964 n r 4, s. 190—91.
Konferencja
w sprawie
aktualnych
zagadnień
naukowo
badawczych
i twórczych
polskiej
plastyki
ludowej, „Pol. Szt. Lud.", r. 5, 1951 nr 3, s. 67; B. U r ­
banowicz, Konferencja
w Jadwisinie,
t a m ż e , nr 4/5, s.
146—153; R. Reinfuss, Organizacja
badań nad
sztuką
ludową,
„ M a t e r i a ł y do S t u d i ó w i Dyskusji z zakresu
Teorii i H i s t o r i i Sztuki", r. 2, 1951 nr 5, s. 404—421.
' R. Reinfuss, Organizacja...,
s. 410 i dalsze; t e n ż e ,
Dorobek naukowy
dziesięciolecia
w zakresie sztuki
lu­
dowej oraz plany na najbliższe
pięciolecie,
„Materiały
do S t u d i ó w i Dyskusji...", r. 5, 1955 n r 3—4, s. 389—411.
W latach 1946—1980 pracowali: P r z e m y s ł a w B u r ­
chard (1953—1955), Maria Czarnecka (od 1961), Wanda
Drabik (od 1969), B o g u m i ł a D z i k i (obecnie Szurowa,
1967—il970), Ewa F r y ś - P i e t r a s z k o w a (ad 1955), Zofia
Barbara G ł o w a (° v. K u r k o w a , 1949—1965), Eleonora
J a i n i k o w s k a - W i l c z y ń s k a ¡(1950—¡1952), B o ż e n a K u r a l (od
1970), A l i c j a M a ł e t a (od 1977), Olga M u l k i e w i c z - G o l d bergowa (1955—1961), M a r i a P r z e ź d z i e c k a (1952—1965),
Roman Reinfuss
(od 1946), Ewa
Snieżyńska-Stolot
(1965—1970), Z d z i s ł a w Szewczyk (1947—1948), Halina
Wójcik (obecnie Machaczka, 1965—1970), Z y g m u n t W i g lusz (1955—1956).
W s p ó ł p r a c o w a l i z P r a c o w n i ą : Zofia
Cieśla-Reinfussowa (od 1946), P r z e m y s ł a w B u r c h a r d (1952), M a r i a Czar­
necka (1951—1961), Leszek Dzięgiel (1952—1955) oraz
2

4

fotografowie z IS P A N : Stefan Deptuszewski (1947—
—1977) i Jan Swiderski (od 1954).
M . Gładysz, Badania
sztuki ludowej
na
Śląsku
Cieszyńskim,
Górnym
i Opolskim,
„Pol. Szt. Lud.",
r 2, 1948 nr 9/10, s. 61—62.
• Na Podlasiu i Lubelszczyźnie: w r. 1952 (Bacho­
rza), 1954 (Kozłówka), 1955 (Niewino Borowe), 1958
(Urzędów), 1960 (Sosnowica), 1962 ( H a d y n ó w ) ; w Rzeszowskiem: w r. 1950 (Werynia), 1957 (Kańczuga), 1959
( T u r a s z ó w k a ) ; w Kieleckiem i Radomskiem: w r. 1951
(Sladków) i 1953 (Policzna) oraz na terenie Mazowsza:
w r. 1949 (Sulejów), 1956 (Głuchów) i 1961 (Bujny).
Opublikowana jest t y l k o pierwsza wersja tych
kwestionariuszy, zob. R. Reinfuss, Instrukcje
i kwestio­
nariusze dla badaczy kultury ludowej, „Pol. Szt. Lud.",
r. 4, 1950 nr 1—6, s. 88—92.
Z. B. G ł o w a , Dziesięć
lat Archiwum
Sekcji
Ba­
dania Plastyki
Ludowej
PIS, „Pol. Szt. Lud.", r 11,
1957 nr 3, s. 187—188.
Ponad 70.000 fotografii łącznie ze zbiorami Pra­
cowni Sztuki Nieprofesjonalnej IS P A N .
R. Reinfuss, Problem Karpat w badaniach k u l t u ­
ry ludowej, „Pol. Szt. Lud.", r. 13, 1959 nr 1/2, s. 10;
Z. Szyfelbejn,
Konferencja
sprawozdawczo-planująca
Działu
IV Etnografii
Instytutu
Historii
Kultury
Ma­
terialnej
PAN i Centralnego
Zarządu
Muzeów
i Och­
rony Zabytków,
„ E t n o g r a f i a Polska", r. 1, 1958, s. 410.
R. Reinfuss, Sztuka ludowa Podlasia
Zachodnie­
go, „Pol. Szt. Lud.", r. 6, 1952 nr 4/5, s. 270—287.
Tenże, Sztuka
ludowa
na pograniczu
Lubelsz­
czyzny i Podlasia,
„ S t u d i a i M a t e r i a ł y Lubelskie", Et­
nografia I , 1962 s. 108—146.
5

7

8

9

1 0

1 1

1 2

�I I . 3. Fotografowanie

1 3

rzeźby z kapliczki

(Jan

Swiderski i Roman Reinfuss), 1959 r., Żmigród, w o j . k r o ś n i e ń s k i e .

Tenże, Z badań nad sztuką
ludową
w
Radom­
skiem, „Pol. Szt. Lud.", r. 9, 1955 nr 1, s. 23—51; ten­
że, Badania
terenowe
w- rejonie
kielecko-sandomierskim, „Pol. Szt. Lud.", r. 6, 1952 nr 1, s. 35—47.
Z. Cieśla-Reinfussowa, Materiały
do sztuki
lu­
dowej Mazowsza Płockiego,
„Pol. Szt. Lud.", r. 7, 1953
nr 1, s. 38—55.; tejże, Sztuka ludowa w
Sieradzkiem,
„Pol. Szt. Lud.", r. 10, 1956 nr 6, s. 297—313; E. F r y ś -Pietraszkowa, Badania
penetracyjne
Zespołu
Doku­
mentacji Sztuki Ludowej
1S PAN w woj.
białostockim
w 1968 r., „Rocznik Białostocki", t. 10, B i a ł y s t o k 1970.
s. 409—415, oraz inne pozycje.
Nad rzeką Ropą, pr. zbiór, pod red. R. Reinfussa, t. I I , K r a k ó w 1965; Monografia
powiatu
myśle­
nickiego,
pr. zbiór, pod red. R. Reinfussa, t. I I , Kul­
tura ludowa, K r a k ó w 1970.
m.in. R. Reinfuss, Kultura
ludowa
Zamojszczyzny na tle stosunków
etnograficznych
województwa
lu­
belskiego,
(w:) Zamość
i Zamojszczyzna
w
dziejach
i kulturze polskiej,
pr. zbiór, pod red. K . Myślińskiego,
Zamość 1969, s. 435—448; tenże, Z etnografii
powiatu
jasielskiego,
(w:) Studia z dziejów
Jasła i powiatu
ja­
sielskiego,
K r a k ó w 1964, s. 591—630; M . P r z e ź d z i e c k a ,
Sztuka i zwyczaje
ludowe,
(w:) Ziemia
Chrzanowska
i Jaworzno,
pr. zbiór, pod red. J. Lewandowskiej,
Kraków
1969,
s.
387—401;
E.
Fryś-Pietraszkowa,
Sztuka
Górali
Babiogórskich,
(w:) Babiogórski
Park
Narodowy,
pr. zbiór, pod red. W. Szafera, K r a k ó w
1963, s. 271—281.
R. Reinfuss, Tradycyjna
kultura plastyczna
lud­
ności przesiedlonej
w województwie
koszalińskim,
„Ma­
t e r i a ł y Zachodnio-Pomorskie", t. 14, Szczecin 1968, s.
383—396.
R. Reinfuss, Malarstwo
ludowe,
K r a k ó w 1962;
M . Przeździecka, O małopolskim
malarstwie
ikonowym
1 4

15

1 6

1 7

1 8

XIX
wieku.
Studia
nad epilogiem
sztuki
cerkiewnej
w diecezji przemyskiej
i na terenach sąsiednich,
Wroc­
ł a w — W a r s z a w a 1973.
R. Reinfuss, Polskie
druki ludowe na
płótnie,
Warszawa 1954.
R. Reinfuss, Garncarstwo
ludowe,
Warszawa
1955; tenże, Ludowe
kafle malowane,
K r a k ó w 1966;
E. F r y ś - P i e t r a s z k o w a , Ośrodek
garncarski
w
Łążku
Ordynackim
i jego wyroby na tle ceramiki
malowanej
w Polsce, W r o c ł a w — W a r s z a w a 1973.
R. Reinfuss, Ludowe
skrzynie
malowane,
War­
szawa 1954; tenże, Meblarstwo
ludowe w Polsce, Wroc­
ł a w — W a r s z a w a 1977.
Tenże, Ludowe
kowalstwo
artystyczne
w
Pol­
sce, praca w d r u k u .
R. Reinfuss, J. Swiderski, Polska Sztuka
Ludo­
wa, K r a k ó w 1960.
Publikowano szereg niewielkich prac, m i n . : Z.
C i e ś l a - R e i n f u s s o w a , Dom z wnęką
w polskiej
archi­
tekturze
ludowej,
„Pol. Szt. Lud.", r. 6, 1952 nr 4/5,
s. 263—269; R. Reinfuss, Z badań nad
budownictwem
ludowym
w województwie
kieleckim,
„Pol. Szt. Lud.",
r. 25, 1971 n r 2, s. 67—78. W ramach prac przygoto­
wawczych do opracowania syntetycznego wykonano^-,69
k a r t o g r a m ó w , i l u s t r u j ą c y c h rozprzestrzenienie określo­
nych t y p ó w r z u t ó w c h a ł u p , konstrukcji zrębów, da­
c h ó w itp.
K i l k a n a ś c i e prac magisterskich powstało na ba­
zie m a t e r i a ł ó w archiwalnych Pracowni. Jako m a t e r i a ł
u z u p e ł n i a j ą c y wykorzystano je w w i e l u innych pra­
cach.
W ciągu ostatnich 5 lat k w e r e n d ą archiwum
naukowego prowadzi 90—120 osób rocznie.
Z. B. G ł o w a , op. c i t , s. 188.
1 9

8 0

2 1

2 2

2 3

2 4

2 5

2 6

2 7

Fot.: J . Czajowski, il. 3; J , Swiderski, il". 1, 2

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6652" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6632">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d04670ffd48d19149fd2b3146760a0c4.pdf</src>
        <authentication>ed58c93ec6c619340cbecc56a79a10d2</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79297">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2717</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79298">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79299">
                <text>1998</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79300">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2528</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79301">
                <text>Brudne misie czystych relacji, czyli rzecz o nostalgii w kulturze / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79302">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.3-4, s.167-169</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79303">
                <text>Kubiak, Anna E.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79304">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79305">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79306">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79307">
                <text>Brudne misie czystych relacji,
czyli rzecz o nostalgii w kulturze
A n n a E. K u b i a k
Strata jest magiczną ochroną
Ewa Hoffman

Przechadzając się po Covent Garden w Londynie w po­
godny, wiosenny weekend, wyląduję zawsze na pchlim tar­
gu. Uwielbiam też Camden Lock, gdzie znajdują swoje przy­
tulisko klimaty New Age (Kubiak 1997): można zamówić
swój horoskop, umówić się na spotkanie z uzdrawiaczem.
Poetyka tych miejsc przypomina odpusty, gdzie s'wiete
obrazki dewocyjne, medaliki i figurki Matki Boskiej sąsia­
dują z gumowymi pająkami, kolorowymi wiatrakami i pi­
szczącymi gadżetami. Szperając w starych metalowych dro­
biazgach, zegarkach, łańcuszkach, maskotkach, podziwiając
piękne miniaturowe przedmioty dla kolekcjonerów, cudow­
ne cynowe garnki, odkrywam stoisko ze starymi, brudnymi
misiami. Brudne misie są z przeszłości, czego dowodzi ich
wygląd: wyleniałe, naprawdę brudne, niektórym brakuje
ucha, innym oka. Są indywiduami ze swoją historią i jedyny­
mi egzemplarzami. Ich bracia i siostry dawno zginęły na
śmietnikach, strychach, w ogniskach i pożarach. Patrzę na
nie z nostalgią, przypominając sobie swoje dzieciństwo. Mo­
je próby kupienia w Warszawie prawdziwego misia z trocin,
który ruszałby łapkami i nóżkami, nie byłby australijskim
misiem koala ani misiem pandą, ani chińską kopią misia
z Disneylandu, tylko miniaturą polskiego niedźwiedzia, spa­
liły na panewce. Pytam więc o cenę tych misiów i okazuje
się, że kosztują kilkadziesiąt funtów. Cena tylko dla boga­
tych kolekcjonerów. Dziś prawdziwych misiów już nie ma myślę sobie - i dlatego te, jak się okazuje pochodzące z Ro­
sji, Polski i Anglii są tak cennymi, bo ostatnimi egzempla­
rzami. Brudne misie zawsze znajduję na pchlim targu, który
po angielsku jest targiem muszym (fleamarket), albo sprze­
dażą w garażu w USA (garage sale) albo sprzedażą z samo­
chodów w Anglii (car sale). Nie wiem, od jak dawna kwitną
starzyzną targi w Nowym Jorku, Kopenhadze i Londynie, ale
w Warszawie były chyba zawsze, tylko teraz jest ich więcej.
Obok tak sławnych targów jak na Kole, są i małe targi, jak
grzyby po deszczu rozwijające się z wiosną obok handlo­
wych hal. W maju pod Halą Mirowską, niedaleko Wall Stre­
et Warszawy, ustawiają się staruszkowie ze swoimi małymi
kramikami rodzinnych resztek z serwisu, młynków do mie­
lenia kawy, świeczników. Sprzedają też stare ubrania, kon­
kurując ze sklepami zwanymi: „ciuszek", „odzież zacho­
dnia", „odzież używana", „second hand", „grzebalnia",
w których grzebią bynajmniej nie tylko jakieś skromnie
ubrane starowinki, ale i modnie odziane nastolatki i zamoż­
nie wyglądające czterdziestolatki.
Pchli targ jest opozycją supermarketu, gdzie rzeczy są se­
ryjnie anonimowe, kupowane w dużych ilościach. Metafora
supermarketu odsyła do wyobrażenia kultury jako systemu
sprawnie zorganizowanego, o jasnych przejrzystych regu­

łach, kontrolowanego przez „górę", systemu dystrybucji
i wymiany dóbr. Na pchlim targu - przeciwnie - można, a na­
wet trzeba się potargować, a w niektórych miejscach świata na przykład w Hongkongu, jak miałam okazję niedawno się
przekonać - nawet zaproponować połowę ceny. Jest to rów­
nież miejsce pogawędek i nostalgicznego przypominania so­
bie o istnieniu - dziś już niepotrzebnych, czy też „inaczej po­
trzebnych" - starych rzeczy.
Pchli targ jest również opozycją wobec muzeów, które w przeciwieństwie do tego pomieszanego świata dostojeń­
stwa i kiczu - prezentowane są jako świat uporządkowany,
usystematyzowany, skatalogowany. Tak pisze o tym Renato
Rosaldo: „Na konferencji w 1980 roku na temat kryzysu
w antropologii, Cora Du Bois, emerytowana profesor Harvardu, mówiła o dystansie, jaki czuła wobec «złożoności
i zamętu tego, co kiedyś znałam jako zrozumiałą i wymaga­
jącą dyscyplinę... To jest jak przejście od znakomitego mu­
zeum sztuki klasycznego okresu do teraźniejszej sprzedaży
w garażu». Wyobrażenie muzeum dla okresu klasycznego
i sprzedaży w garażu dla teraźniejszości uderza mnie trafno­
ścią, ale ja oceniam je trochę inaczej niż Du Bois. Ona czu­
je nostalgię za znamienitym muzeum sztuki ze wszystkim na
swoim miejscu, ja zaś widzę to jako relikt kolonialnej prze­
szłości. Ona nie znosi chaosu garażowej sprzedaży, a ja wi­
dzę, że dostarcza on dokładnego obrazu dla sytuacji postkolonialnej, gdzie kulturowe artefakty krążą między różnymi
miejscami i nic nie pozostaje święte, stałe lub opieczętowa­
ne" (Rosaldo 1993, 44).
Wracając jednak uparcie do misiów, to w Anglii i Danii
odkryłam renesans (który zaczął się już i w Polsce): „misia
z przeszłości". Ów Teddy Bear from the past - jak głosi do­
łączona karteczka „w starym stylu" - jest już „produkowa­
ny" tak, jakby przeszedł niejedną dziecięcą zabawę. Sierść
ma nierówną i łapki nieco wykręcone. Są w Anglii czaro­
dziejskie sklepiki z misiami ręcznie robionymi, z których
każdy ma niepowtarzalną osobowość. Zastanawiające jest
też ponadkulturowe ponowne odczytywanie przygód Kubu­
sia Puchatka. Ich „taoistyczna" wersja jest kultową książką
New Age. Łatwo ulec przekonaniu, że misie musiały być za­
wsze.' A więc jest nostalgia w kulturze. W nurcie „niuejdżowym" półki sklepów dekorowane są w nastrojowe anielskie
świece, świeczniki, serwety, a sojowe kotlety (z proszku o zgrozo!) nazywane są „kotletami babuni". „Niuejdżowe"
powroty nie są jednak reprodukcją tego, co było, ale produ­
kują świat odwołujący się do znaków odczytywanych okiem
turysty (Culler 1981, za: Steward 1988, 233). Tak jak całują­
ca się para na ulicy Paryża jest znakiem wiecznego „roman­
tycznego Paryża", tak produkty wymienione wyżej tworzą

167

�atmosferę czarodziejską, którą rządzą: magia, ezoteryczne
inicjacje i tajne stowarzyszenia - dziś oddane turyście,
a więc każdemu, kto tylko może sobie na to finansowo po­
zwolić. Nostalgiczny paradygmat jest jednym z nurtów
współczesnej kultury. Na ulicach Londynu, Kopenhagi, War­
szawy, Krakowa odnajdujemy piekarnie z „tradycyjnym pie­
czywem", sklepy z „domowym jedzeniem", uliczne sprze­
dawczynie lnianych serwet i firanek, renesans ołówka - i po
fali automatycznych - ołówka, który trzeba temperować
(w dobie komputerowej!). A powrót komody, toaletki (eta­
żerki) i starych okuć i skrzyń? Przypominam też sobie, jak
czarowały mnie również ręcznie robione lalki ubrane w suk­
nie z dawnych wieków w sklepiku w Quebec City. Tę listę
można by powiększać bez końca.
Wojciech Burszta (1994, 54) przypomina etymologię po­
jęcia „nostalgia": „Grecki termin nóstos (=powrót) w połą­
czeniu z algos, co oznacza „cier­
pienie", tworzą łącznie pierwotny
sens pojęcia nostalgii jako gorą­
cego pragnienia ujrzenia ojczy­
zny czy nawet choroby powstają­
cej w wyniku tęsknoty za krajem
rodzinnym. Uczucie nostalgii od­
nosiłoby się zatem do czegoś, co
było i jest w nas samych, ale cze­
go zewnętrzne atrybuty nie są
w danej chwili dostępne". Dodaj­
my, że niedostępność owych atry­
butów może wynikać z dystansu
przestrzennego, jak i czasowego.
Ten pierwszy rodzaj nostalgii
pięknie opisuje Ewa Hoffman:
„Dom, ogród, kraj. które straciłaś,
pozostają na zawsze takie, jakimi
je pamiętasz. Nostalgia - to naj­
bardziej liryczne uczucie - kry­
stalizuje się wokół tych wyobra­
żeń jak bursztyn. Zatrzymane we­
wnątrz nich: dom. przeszłość, są
jasne, żywe, uczynione piękniej­
szymi przez medium, które je
trzyma i poprzez jego bezruch"
(Hoffman 1990, 115). Ten drugi
rodzaj nostalgii to melancholijne
Fot. Anna
zapatrzenia w przeszłość. Ulegają
jej również antropologowie. W dyskusji nad tradycjami
w New Age pojawiło się stanowisko reprezentowane na przy­
kład przez Marion Bowman. Wyraża ona obawę, że „ludzie
widząc, jak to, co uważają za swoje tradycje, zostaje pocięte
i pozlepiane (w kulturze New Age - AK) mogą nie być za­
chwyceni końcowym produktem" (Bowman 1995, 146). Na
podobne zastrzeżenia można odpowiedzieć, że jest świadec­
twem nostalgii za autentycznymi, czystymi kulturami, orga­
nicznymi całościami, kultywującymi ich unikalne tradycje.
Nostalgia ta jest sama w sobie zjawiskiem kulturowym i sta­
nowi jedną z mityzacji kultury. Pojawiają się również propo­
zycje odróżniania autentycznych tradycji od niuejdżowych.
Są antropolodzy, którzy twierdzą, że mają kryteria rozróżnie­
nia między rdzennymi, autentycznymi tradycjami szamani­
zmu i nowymi formami szamanizmu.' Wydaje się jednak, że
w konkretnym przypadku nie jest to takie proste. Donald Joralemon wyciąga inne wnioski: „obsesja 'tradycją' zaciemnia
właściwą dynamiczną jakość kultury (...) idea. że badacz mo2

168

że orzekać o autentyczności zmieniających się tradycji (...)
jest paternalistyczna" (Joralemon 1990, 117). Rzeczy same
w sobie nie są towarami bądź prawdziwą tradycją, to raczej
kontekst kulturowy, w jakim istnieją, o tym decyduje. Jest
wiele przykładów współczesnego sięgania do obcych trady­
cji, mieszania ich, a jednocześnie tworzenia czegoś nowego
i niezamykania w twierdzy czy to 'ezoteryki', czy 'Orientu'.
Są na przykład grupy muzyków, takie jak „Atman", „Trebu­
nię Tutki", „Deep Forest". „Atman" korzysta z instrumentów
z wielu kultur: m.in. cymbałów, gitary 12-strunowej, fletu,
australijskiego didgereedoo, metalowych trąb z pogranicza
nepalsko-tybetańskiego, czegoś w rodzaju indonezyjskich
grzechotek, tabli, bębnów: nala, damaru z Nepalu, bębnów
ramowych z Ameryki Północnej, bajanu, własnej produkcji
instrumentów, пр.: nazwanego 'obój X' - połączenia paster­
skiej ligawy z indyjskim obojem shahnai i trąbką, naszyjnika
z muszelek, grzechotek (Atman
1995). Tatrzańska kapela „Trebu­
nię Tutki" eksperymentuje nagry­
wając koncerty wspólnie z пр.:
rastafariańską
grupą reggae
„Twinkle Brothers". Uczestnicy
grupy „Atman" w ten sposób
mówią o swoich działaniach kon­
certowo-teatralno-warsztato­
wych: Gadająca Łąka to poszuki­
wanie prawdziwych więzi i na­
szej tożsamości (...) Chodziło
nam o twórczość rozumianą jako
część życia, a nie coś specjalnie
celebrowanego. Nie interesował
nas pałac kultury, lecz normalny
dom na skraju wsi lub w środku
miasta, w którym się je, pracuje,
rodzi dzieci, a gdy przychodzi na
to czas, to słucha się muzyki,
tworzy się uczestnicząc w jakiejś
tradycji. I absolutnie nie chodziło
nam o jakąś ludowość lub coś
podobnego. Interesowała nas
sztuka u samych źródeł, szczera
i prosta, a nie 'konceptualna' czy
podporządkowana jakiejś idei.
Uderzenie w gong musi być kon­
E. Kubiak
sekwencją jakiegoś narastania,
naturalnym rozbłyskiem nagromadzonej energii, a nie wydu­
manym misterium ogłuszania publiczności" (Atman 1995,
38-39). Ten cytat pokazuje, że sztuka korzystająca z tradycji
nie musi wznosić murów tożsamości, tworząc własną odręb­
ność powstającą poprzez mieszanie nie tylko gatunków (jak
zauważał Geertz), ale i tradycji.
Wojciech Burszta zwraca uwagę na jeszcze jedną formę
nostalgii, jaką jest indywidualne, bolesne pamiętanie. Tutaj
współczesne zjawiska, również te z kultury popularnej, stają
się w indywidualnej pamięci nostalgicznym wspomnieniem.
Pamiętanie nie ma bowiem charakteru ani masowego, ani
popularnego, ani zuniformizowaego. Podobnie Bielik-Robson (1997. 10) pisze o nostalgii za ocenzurowanym Klossem.
Nostalgia może równie stać się częścią postmodernistycznej
kultury, np. w zjawisku nostagia films (Burszta 1994, Jame­
son 1983).
Bryan S. Turner wyjaśnia, dlaczego głos krytyków kultu­
ry popularnej jest z konieczności nostalgiczny. Krytycy mu-

�szą oglądać się na przeszłość w poszukiwaniu kultury wyso­
kiej (w opozycji do kultury niskiej), w poszukiwaniu abso­
lutnych wartości, podzielanych przez społeczność w sytua­
cji, gdy społeczna rzeczywistość będąca odniesieniem war­
tości została rozproszona, a podziały kultury straciły sens.
„Nostalgia jest patrząc historycznie główną chorobą melan­
cholijnych uczonych" - zauważa Turner (1994, 117). Za
przykład głosu polskich melancholijnych intelektualistów,
spoglądających na kulturę popularną z elitystycznego punk­
tu widzenia, mogą służyć wypowiedzi Stefana Morawskiego
(por. пр.: 1996).
Detradycjonalizacja wyrażająca się w zaniku centrum odniesienia do wielkiej narracji, będącej fundamentem danej
kultury - jest niezależnie od utyskiwań tradycjonalistów
pewnym stanem kultury. „Jeśli autentyczne tradycje, czyste
produkty, wszędzie poddają się bezładowi (mieszaniu) i bez­
celowości, wybór nostalgii utracił powab. Nie ma dokąd po­
wracać, nie ma żadnej esencji do uratowania" - twierdzi Clif­
ford (1988, 4). Tak mówi o tym Paul Ricouer: „Kiedy odkry­
wamy, że jest kilka kultur zamiast po prostu jednej i konse­
kwentnie w czasie, gdy uświadamiamy sobie koniec pewne­
go typu kulturowego monopolu, czy to iluzorycznego czy
rzeczywistego, jesteśmy uderzeni zagładą naszego własnego
odkrycia. Nagle staje się możliwe, że są tylko obcy, że my sa­
4

5

mi jesteśmy 'obcymi' pośród obcych. Kiedy znika całe zna­
czenie i celowość, staje się możliwe przechadzanie się po­
przez cywilizacje jak po szczątkach i ruinach. Cała ludzkość
przemienia się w muzeum wyobraźni: dokąd pójdziemy
w ten weekend - odwiedzić ruiny Angkor czy na spacer do
Tivoli w Kopenhadze?" (Ricoeur 1965). Kathleen Stewart
(1988) pokazuje, jak nostalgiczne pragnienie tworzenia „czy­
stych produktów" prowadzi do powstawania muzeów, disneylandów, skansenów, sztucznych światów, w których nie mo­
żemy być już dłużej uczestnikami, lecz tylko konsumentami,
turystami (por. też Bauman 1994, Urry 1990).
Dlaczego my, dorośli, nadal, albo ponownie, lubimy mi­
sie? Przypominają oczywiście dzieciństwo lub jego rajski ar­
chetyp, ale wyrażają też klimat intymności, ciepła, czułości,
ufności. Dlatego w walentynki pojawiają się misie z sercami
i napisami: / love you. Misie znajdują swoje miejsce na pół­
kach, przy toaletkach i na kuferkach i zostają tam (nieco
przykurzone i wyleniałe), nawet gdy kochankowie się rozsta­
ną. Są symbolem przeszłości, przypominają o „czystych rela­
cjach". Anthony Giddens nazywa tak dzisiejsze, późnonowoczesne związki, które trwają tylko dopóty, dopóki istnieje
w nich intymność (Giddens 1992, 62). Potem zostają tylko
misie, melancholijne, zasuszone bukiety róż i nostalgiczne
rozpamiętywanie.

PRZYPISY
1

Z tym mitem rozprawia się Stomma 1992
Jest ona bardzo obecna w polskiej etnografii. Por. Robotycki, Wę­
glarz 1983, Burszta 1994
Np.: Johnson 1995, Geertz 1993. Zdaniem Armina Geertza część
„winy" spada na popularyzatora szamanizmu: Mircea Eliade. Sztanda­
rowymi przykładami niuejdżowego szamanizmu stały się prace: Carlo2

3

sa Castanedy, Michaela Harnera (np. The Way of Shaman), Lynn Ander­
son.
Turner również zauważa, że nostalgia jest charakterystycznym mo­
tywem Szkoły Frankfurckiej, szczególnie w wydaniu Theodora Adorno.
Por. szerzej na ten temat pracę: Heelas Paul, Lash Scott, Morris
Paul (eds.) 1996
4

s

BIBLIOGRAFIA
Atman
1995
- w rozmowie z Anną Nacher, „Pracownia" Promocja Kultury
Ekologicznej, Nowy Sącz.
Bauman Zygmunt
1994
Dwa szkice o moralności ponowoczesnej, Instytut Kultury, War­
szawa.
Bielik-Robson Agata
1997
Straceni inaczej, „Nowa Res Publica", 11 (110), 6-13
Bowman Marion
1995
77ie Noble Savage and the Global Village: Cultural Evolution in
New Age and Neo-Pagan Thought, „Journal of Contemporary
Religion", vol. 10, no 2, 139-149
Burszta Wojciech
1994
Yes. Nostalgiczne strefy pamięci,
„Konteksty", 1994 1-2,
54-56
Clifford James
1988
The Predicament of Culture. Twentieth-Century Ethnography,
Literature, and Art, Cambridge, Harvard University Press.
Culler Jonathan
1981
Semiotics of Tourism, „American Journal of Semiotics", 1,
127-140
Geertz Armin
1993
Archaic Ontology and White Shamanism, ..Religion", 23, nr 4,
369-372
Giddens Anthony
1992
The Transformation of Intimacy, Love and Eroticism in Modern
Societes, Polity Press, Cambidge UK.
Heelas Paul, Lash Scott, Morris Paul (eds.)
1996
Detraditionalisation.
Critical Reflections on Authority and Iden­
tity, Oxford, Blackwell.
Hoffman Eva
1990
Lost in Translation. A Life in a New Language, Penguin Books.

Jameson Fredric
1983
Postmodernism and Consumer Society, w: H. Foster (ed.) The An­
ti-Aesthetic Essays on Postmodern Culture, Washington, 11-125
Joralemon Donald
1990
The Selling of the Shanmn and the Problem of Informant Legiti­
macy, „Journal of Anthropological Research", vol. 46, no 2
Johnson Paul C.
1995
Shamanism from Equador to Chicago: a Case Study in New Age
Rimal Appropriation, „Religion", 25, 163-178
Kubiak Anna E.
1997
Klimaty New Age, „Przegląd Religioznawczy", 4/186
Morawski Stefan
1996
Mitologiczne aspekty postmodernizmu, „Konteksty", 1/2
Ricoeur Paul
1965
Civilisations and National Cultures, in: History and Truth, Evanston, III., Northwestern University Press.
Robotycki Czesław, Węglarz Stanisław
Chłop potęgą jest i basta. O mityzacji kultury ludowej w nauce,
„Polska Sztuka Ludowa", 1-2, 3-8
Rosaldo Renato
1993
Culture &amp; Truth, Routledge, London.
Steward Kathleen
1988
Nostalgia - A Polemic, ..Cultural Anthropology", vol. 3, no 3,
227-241
Stomma Ludwik
1992
Antropologia kultury, historia i Kubuś Puchatek, „Konteksty",
3/4, 123-124
Turner S. Bryan
1994
Orientalism, Postmodernism and Globalisation, Routledge, Lon­
don and New York.
Uny John
1990
The Tourist Gaze. Sage.

169

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6651" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6631">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/8da4a955291e531d2e536725da61a9fe.pdf</src>
        <authentication>f6b3540b05a4dfdf77ab5a2038a5b22c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79286">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2714</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79287">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79288">
                <text>1998</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79289">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2525</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79290">
                <text>O fotografiach Roberta Mapplethorpa / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79291">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.3-4, s.156-157</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79292">
                <text>Pilichowski-Ragno, Andrzej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79293">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79294">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79295">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79296">
                <text>O fotografiach
Roberta Mapplethorpa
Andrzej Pilichowski-Ragno

Akt - actus, to co się wydarza, proces. Języki polski i nie­
miecki przejęły ten termin z łaciny na określenie reprezenta­
cji ciała. W innych językach mówi się: nudo, the nude, nu.
Akt to także odsłona, jak w teatrze. Ale nie odsłona w sensie
odkrycia, zdjęcia ubrania, to raczej odsłona jako zaproszenie
do uczestnictwa, jako oczekiwanie na coś, co ma się wyda­
rzyć.
Nagość jest statyczna, jest cała przedmiotem swojego od­
niesienia, w pełni zawiera się jako desygnat w określającym
ją znaku, jest tym, czym jest. Akt jako pojęcie artystycznej re­
prezentacji nagości wychodzi poza samą ramę reprezentacji,
sytuuje się w kategoriach czasowych, w kategoriach dziania
się i doświadczenia. Sama nazwa staje się w akcie punktem
wyjścia interpretacji, jest wskazaniem na ten moment w sztu­
ce, w którym, jak powiada Adorno, określa ona siebie przez
stosunek do tego, czym nie jest, czyli mówiąc inaczej, akt ja­
ko proces i wydarzenie wskazuje na dialektykę tego, co dane
jako statyka (obraz, reprezentacja), i tego, co statykę repre­
zentacji przekracza - nieobecność.
Nieobecność, czyli specyficzny stosunek „tworzywa" ak­
tu, ciała, do tego, czym ciało nie jest, czy raczej czym prze­
staje być właśnie w akcie jego reprezentacji. Andre Rouille
w studium o XIX-wiecznej fotografii francuskiej rozróżnia
akt i portret (mowa także o portrecie osoby nagiej). Akt jest
jakby uprzedmiotowieniem portretu, stoi po stronie tego, co
przedmiotowe, portret jako jednostkowość i indywidualność
jest stricte podmiotowy. To jednak tylko część prawdy. Moż­
na się zgodzić, że reprezentacja odbiera ciału jego jednostko­
wość, jego istotowość i niepowtarzalność, tak jak reprezenta­
cja twarzy tylko tę istotowość i niepowtarzalność potwierdza,
tyle że artystyczna reprezentacja ciała (akt) poprzez rezygna­
cję z tego, co stanowiło dla niej swoje tworzywo - konkretne
ciało dane w jakimś tu i teraz, przenosi, odwrotnie niż portret,
swój przedmiot poza horyzont tradycyjnie pojętej mimesis.
Tak więc akt działa jakby dwustopniowo - po pierwsze
uprzedmiotawia, subiektywizuje rzeczywistość po to, by
z uzyskanego tą drogą obiektu uczynić punkt swojego wyj­
ścia. Zasadą i fundamentem portretu jest zaś pojęcie mimesis;
portret jest zawsze portretem kogoś. - Nawet wtedy, gdy
podobieństwo do tego kogoś zostało celowo zniesione (wyo­
braźmy sobie fotografię głowy od tyłu) sam fakt nazwania
zdjęcia portretem wskazuje na konkretny punkt odniesienia
(ta, a nie inna osoba) i intencjonalnie przynajmniej dokonuje
połączenia tego, co reprezentowane, z tym, co reprezentują­
ce. Pojęcie mimesis jest również fundamentem reprezentacji
pornograficznej - trzeciej kategorii reprezentacji postaci.
O ile jednak portret subiektywizuje, wskazując wyraźnie na
swój przedmiot, o tyle reprezentacja pornograficzna ucieka
156

od tego, co jednostkowe. Pokazuje to, co zuniformizowane,
zawsze takie samo, istniejące niejako poza czasem, bojąc się
dotknąć indywidualności i niepowtarzalności przedmiotu
swojego odniesienia, poddanego przecież prawom przemija­
nia, przywodzącego na myśl śmiertelność wszystkiego co
jednostkowe. W horyzoncie pornografii pojęcie czasu nie ist­
nieje (w portrecie jest fundamentalne) - ciało zastąpione zo­
stało przez rzecz, a ta przecież nie podlega procesom starze­
nia się i degradacji.
Różnica między aktem a reprezentacją pornograficzną ry­
suje się w innym miejscu. Przedmiot reprezentacji, który dla
aktu jest punktem wyjścia, w pornografii jest jej punktem
dojścia, stanowi cel i koniec przedstawienia, w chwili gdy akt
„dzieje się", dalej pornografia milczy, zaspokoiwszy swoje
pragnienie pokazania. Akt nie pokazuje niczego, raczej daje
się jako pewna ilość możliwych odczytań, rozwija się w cza­
sie jako dialektyka tego, co dane (ciało) i tego co do-dane
(kreacja).
Jak się wydaje, ciekawe może być spojrzenie właśnie pod
tym kątem na fotografie Roberta Mapplethorpa, pomijając
ich kontekst gejowski, a co za tym idzie, pomijając także
kwestię przekraczania tabu obyczajowego i estetycznego, at­
mosferę skandalu, w której fotografie te funkcjonują,
a w każdym razie funkcjonowały, zanim zostały anektowane
przez kulturę oficjalną. Poważny kłopot z fotografią Mapple­
thorpa polega na nieumiejętności opuszczenia tego wątku,
zajmującego zazwyczaj centralne miejsce w sposobie jej in­
terpretacji i opisu. Jest to jednak, jak się wydaje, specyficzne,
mówiąc słowami Eco, „użycie" tekstu, tj. wpisanie go w dys­
kurs wobec niego zewnętrzny: ideologiczny, polityczny, spo­
łeczny. Poza tym obszarem, o jasno określonych oczekiwa­
niach wobec dzieła sztuki, rozpościera się to, co w dziele nie­
powtarzalne.
Trzy wyróżnione kategorie - akt, portret, pornografia wy­
dają się tu współistnieć (jednocześnie się wykluczając) na au­
tonomicznej płaszczyźnie, tworząc swoisty, czwarty wymiar
interpretacji, której nie można już sprowadzić do żadnej „tra­
dycyjnej" postawy wobec ciała czy wobec postaci. Zerwana
bowiem została granica pomiędzy gatunkami, nawet jeżeli
sztucznie stworzonymi, to przecież tak mocno istniejącymi
w świadomości odbioru, że każde ich naruszenie powoduje
ten specyficzny stan, w którym interpretacja chciałaby pozo­
stać niema, bojąc się naruszyć delikatność swojego
przedmiotu. Mówienie o delikatności w przypadku Mapple­
thorpa może się wydawać paradoksem; tak jednak nie jest.
Delikatność, o której mowa, nie tkwi w przedmiocie przed­
stawienia, nie ma jej też w sposobie obrazowania - delikat­
ność to efekt zmiany paradygmatu interpretacji, która już nie

�stara się (nie może) klasyfikować pozytywnie, tj. odnosić się
do tego, co jest jako gatunek, prąd, szkoła (akt, portret, po­
rnografia), ale określa obraz w kategoriach negatywnych,
odbierając mu koniecznos'c bycia czymś, czymś jednym, jak
powiedział Foucault w studium o fajce Magritte'a - „bycia
tym oto".
Tak więc pytając o Mapplethorpa, pytamy, czym nie jest
fotografia, a jej jedyne „znaczenie", jak się wydaje, jest wła­
śnie tym, co wynika z jej negatywnego opisu. Współbrzmi to
ze stwierdzeniem Lyotarda, dotyczącym sztuki postmoderni­
stycznej, według którego postmodernistyczne jest to, „co wy­
rzeka się pocieszenia podsuwanego przez poprawne formy,
odrzuca zgodę na smak, umożliwiający wspólne doświadcze­
nie nostalgii za nieosiągalnym; to, co poszukuje nowych
przedstawień, nie po to, by się nimi delektować, lecz po to, by
lepiej odczuć istnienie nieprzedstawialnego".
Pytanie jednak, czy nieprzedstawialne nie jest po prostu
grą wykraczającą daleko poza granice konwencji - jedynego
gwaranta przedstawialności, grą, która mieszając gatunki, nie
po to by stworzyć nowe, lecz po to, by oczyścić dokładnie po­
le z wszelkich zastałości, staje się samo konwencją, odsyłają­
cą jedynie do siebie; czymś, za czym nie stoi już nic, a nie­
przedstawialne zyskuje status bytu stricte negatywnego, tj.
stanowi tylko pustą negację tego, co jest.
Czy może raczej, a wydaje się to w przypadku Mapplethorpowskich fotografii bardziej trafne, nieprzedstawialne jest
nie rezygnacją z prawdy lecz, jak twierdzi Blanchot, uwidocz­
nieniem ciemności tego, co pierwotne, nie światłem (Heideg­
ger), lecz ciemnością, przywracającą naszemu zadomowieniu
istotę wygnania. Jest bowiem w tej hybrydycznej formie „porno-portreto-aktach" coś, co spaja te, jak pokazaliśmy wyżej,
nieprzystawalne do siebie kategorie. Coś, co stoi o wiele wy­
żej niż zdekonstruowane pojęcie konwencji czy reprezentacji.
Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że ukazanie
człowieka jako jednostkowości czy indywidualności (portret)
w połączeniu z jego zwierzęcością (pornografia) i jego zdol­
nością do jej przezwyciężenia przez piękno (akt) jest dąże­
niem do wyrażenia pełni, jakiegoś uniwersum etyczno-estetycznego, w którym reprezentacja taka byłaby odkryciem

prawdy o człowieku. Jest jednak owo „coś"', pewna nieokre­
ślona kategoria, nieprzedstawialne, które burzy optymistyczną
wizję człowieka jako całości, nawet jeżeli to będzie całość
dialektyczna. Tym czymś jest przenikające wszystkie fotogra­
fie doświadczenie śmierci. Nie da się jednak opisać owego do­
świadczenia w terminach obecności, nie wynika ono z połą­
czenia wspomnianych kategorii, raczej przez negację każdej
z nich rodzi swoistą aurę niewypowiadalnego, nieprzedsta­
wialnego, które wskazuje na to, co w ciele śmiertelne.
Ciało u Mapplethorpa jest ciałem par exellence - ma swo­
ją konsystencję, fakturę, ciężar, nie jest nim jednak, bo każdy
jego ruch jest przez obiektyw sprowadzony do zera - postać
w ruchu jest równie statyczna jak rzeźba, odlew. Jest piękne;
jest aktem, ale jego piękno ma w sobie skażenie utylitarnością, jest piękne, gdyż jest atrakcyjne. Jest pornograficzne,
gdyż chce się pokazywać, dawać do oglądania, jednocześnie
jego nagość służy kategorii formy i ekspresji. Jest jednostko­
we, indywidualne, jest „tą osobą", związaną z jej własną hi­
storią (tytuł fotografii to imię lub imię i nazwisko modela),
ale jednostkowa historia ulega przekroczeniu przez negację
czasowości, przez wyjęcie przedmiotu z uniwersum czasu,
nierozerwalnie związanego z tym, co indywidualne. Jest więc
ciało jakby nieobecne, bo każda próba jego nazwania spoty­
ka się z jej negacją, co sprawia, że będąc dane na fotografii,
tj. istniejąc materialnie za pomocą nośnika (naświetlony pa­
pier fotograficzny), nieustannie oddala się przy każdej próbie
jego uchwycenia, zatrzymania poprzez nazwanie. W tym sen­
sie jest skażone śmiertelnością, tym, co nie pozwala trwać
wiecznie. Oddala się, pozostawiając owo uczucie, które Hei­
degger nazwał przeboleniem, a Gianni Vattimo - pietas: „li­
tość i współczucie, jest miłością do istoty żyjącej i do jej śla­
dów - tych, które ona pozostawia, i tych, które niesie w sobie
jako otrzymane z przeszłości". Jest więc coś bardzo „niefotograficznego" w Mapplethorpowskich fotografiach - owo
odejście od momentalności, od „teraz" obrazu, zwrócenie się
ku śladom, ku temu, co było, ku temu, co będzie (śmierci),
pominięcie teraźniejszości - właśnie owa pietas, przebolenie.
I chyba żadne inne medium nie jest w stanie wyrazić tego tak
mocno jak fotografia.

757

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6650" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6630">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/6d36cf1155e47e487bc15819a1fa76e4.pdf</src>
        <authentication>87843269cced8d9f5b900d7d9fb11f67</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79276">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2713</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79277">
                <text>1998</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79278">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2524</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79279">
                <text>Trzy miesiące w fitness-klubie / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79280">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.3-4, s.153-155</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79281">
                <text>Rakowski, Tomasz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79282">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79283">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79284">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79285">
                <text>Trzy miesiące w fitness-klubie
Historia Ładu, jego Choroby i Nieznanego

1

Tomasz Rakowski

Siłownie, fitness przeznaczone są dla każdego. Moda bu­
dowania ciała we wszelkich kierunkach zasięgiem swym
obejmuje niezmierzone przestrzenie współczesnego świata.
Na stałe zagnieżdżona w czasopismach, w wynaturzonych
naukach sportowych uczelni, w siatce klubów body-buildingu zadaje nam życie pełne energicznych poczynań i zdycyplinowanej pogoni za coraz trudniejszymi (ale mającymi być
osiągalnymi i dającymi coraz większą satysfakcję) celami.
Do mojego fitness-klubu może przyjść każdy, spotykam więc
zwykłych ludzi, urzędników, kobiety w średnim wieku, które
ćwiczą wraz ze swoimi dziećmi, najróżniejszych „byków"
i „kafarów" o mętnym spojrzeniu, studentów wszelkiej maści
i profesjonalistów o trójkątnych sylwetkach.
Kiedy przychodzę, poprzez zdjęcia prężących się muskułów, porozkładane czasopisma i ścienne fotosy migocze nie­
ustępliwie ideał ciała Renesansu. Dawno temu pitagorejczycy poszukiwali odpowiedniości między liczbami, geomet­
rycznymi figurami i ich transformacją - chcieli w ten sposób
znaleźć ogólną proporcję świata, proporcję, którą posługiwał
się Stwórca. Ciało człowieka było tekstem takiej odpowie­
dniości, poszukiwali jej alchemicy, lekarze i architekci. Witruwiusz pisząc „O architekturze ksiąg dziesięć" myślał o za­
warciu w budowli proporcjonalnej harmonii ciała, o odpowie­
dniości Makro- i Mikrokosmosu, Ładu porządkującego cały
wszechświat. Z poszukiwań boskich proporcji narodził się
Dawid Michała Anioła i pośrednio Mr. Olympia Joe Weidera,
ojca światowego fitnessu. W dość już zakurzonym „projekcie
nowoczesności" ciało ujęto w ramy całościowej modulacji,
poddano ćwiczeniom porządkującym świat, nadającym po­
wszechny cel, którego obalenie było co najmniej niezrozu­
miałe. Forma uporządkowania nadana została tak, aby wszy­
stkie ciała pasowały do całości, aby były sprawne, silne
i wiecznie poddane zorganizowaniu (Bauman 1995). Widzę
wyraźnie oznaki upewnienia i zadowolenia u moich współto­
warzyszy ćwiczeń, którzy budują swe ciała,
szukając piękna i harmonii, regularnych l i ­
nii przedramion, przepisowych krągłości
barków i odpowiedniej węzłowatości łydek.
Powszechny bieg ku uporządkowanemu
ciału i precyzyjnie zapełnionemu kalenda­
rzowi daje poczucie sensu rzeczywistości,
a właściwie nie pozwala na odczucie jego
braku. Ład, porządek nowoczesny i harmo­
nia Renesansu w pewnym stopniu na stałe
obecne są w fitness-klubie, podczas gdy na
stronach „Muscle&amp;Fitness" zdrowie, siła
i soki witalne przepełniają cudownie spre­
parowane kulturystyczne posiłki, plażowe
prezentacje
umięśnionych
modelek
i uśmiechniętych mocarzy (jaskrawo białe
zęby prawie zawsze są widoczne).
2

Każdy z nas poi się olbrzymią ilością wyobrażeń doskona­
le rozwiniętego ciała, metod treningowych, diet z odżywek
i suszonych fig. W oczach mamy każdy szczegół umięśnienia,
szczegóły przeobrażeń, których dokonamy. Wizerunek nasze­
go ciała zlewa się z mięśniami idoli, z mięśniami obiecanymi
przez rozpisany „mikrocykl", z sylwetką widywaną w lustrze
po i przed ujędrniającym treningiem, po i przed zastosowa­
niem odwadniaczy. Upodabniam moje ciało do ciała Franka
Zane, ale nogi chcę mieć jak Paul Dillett. Ćwiczenia mojego
brzucha widzę w obrazach ćwiczącego Doriana Yatesa, odży­
wiam się tak, jak poleca Kevin Levrone. Świat moich mięśni
nie jest faktycznym stanem ciała, nie jest też umięśnieniem
mistrzów, „cały system przechodzi w stan nieważkości^..) nie
jest irrealny, jest symulakrem, albowiem jego gwarantem
przestaje być rzeczywistość, wymiany dokonuje się we wła­
snym zakresie, w nieprzerwanym obiegu wzajemnie do siebie
odsyłających referencji" (Baudrillard, 1995 s. 180).
Przez półtorej godziny, na ogół dwa razy w tygodniu,
wraz z przygodnymi współużytkownikami włączamy się
w serie powtórzeń morderczych skurczów. Momenty przesi­
leń umykają w chwilę po zaistnieniu. Ćwiczenia odbywają
się dla samych ćwiczeń, wydaje się, że efekty nie mają z ni­
mi związku, tak jak nie pamięta się serii z poprzedniego ty­
godnia. Pozostają w kręgu zmieszanych zmysłowych bodź­
ców, przydechów, chrzęstu stawów, brzęku odważników,
słodkawych zapachów energizujących napojów. Dwa razy
w tygodniu zatrzymuje się czas, a cel znika z pola widzenia.
Absolutnej sylwetki nigdy nie osiągniemy, my tylko zapa­
miętale uprawiamy fitness. Tylko dobieramy nowych odży­
wek, porcji aminokwasów, mikrocykli na atlas i butterfly.
„Wchodząc na salę z przyrządami zapominam o całym świe­
cie..." - mówi jeden z bywalców klubu, „codzienne treningi
sprawiły, że każdy z nich stawał się nowym życiem..." pisze
w „Muscle&amp;Fitness" Joe Weider. Zaczynamy wiecznie od
nowa, wiecznie pogrążamy się w zapamię­
tałym wysiłku. Nie istnieje przed i po, ist­
nieje tylko porcja doznań wyzwalanych
przez pękające blokady bolących ramion ,,(...)w ekstazie radości umiłowanie osta­
tecznej perfekcji może rozpuścić się i znik­
nąć z widoku. Czas ciągle płynie, lecz
wskazówka utonęła w nurcie. Żaden jego
moment nie różni się w tej chwili od inne­
go" (Bauman 1996 s. 147).
Mamy więc do czynienia z obłąkanym,
schizofrenicznym działaniem, nowotworowo zmienionym i zautonomizowanym
środkiem, podczas gdy cel (o ile się go pa­
mięta) porozrywał i splątał nitki wiodące
do rzeczywistości. Nawet ciężar upewnie­
nia i usensowienia świata przeniósł się
153

�w zupełnie inne regiony i nie dotyczy już w tym stopniu po­
rządku, sprawności, harmonii co kiedyś. Pozostawiony sam
sobie, w obawie przed „nieadekwatnością" stał się szalonym
pościgiem za przyjemnością i satysfakcją, odbiorem wrażeń
i walką o pozostanie do tego zdolnym za wszelką cenę (Bau­
man 1995).
Kiedy przychodzę poćwiczyć, zagłębiam się w czynność,
która żyje sama dla siebie. Trening, który się uprawia, ma za
zadanie być maksymalny, oszałamiający, burzący wszystkie
granice. Podczas gdy spinam się do ostaniego wyciśnięcia,
plakaty na ścianach i stronice magazynów body-buildingu
pokazują nieludzko naprężone ciała, o monstrualno-chorobliwej muskulaturze, opatrzone hasłami: „Ramiona na max",
„Trening, który postawi cię na nogi", „Aby mięśnie grzbietu
nie próżnowały!", czy reklamą odżywek typu Slim Max, Me­
ga Mass, Max Grain, Hard Body. Maksymalnie, hard, mega,
na max - to zaklęcia, które wypełniają sobą siłownię aż po
sklepienie.
Znalazłem się w sytuacji powszechnego dążenia, pogrąża­
nia się w dążeniu, poszukiwaniu Czegoś, co powoli zaczyna
się ukazywać. Powoli „(...) sport jako wykalkulowane marno­
trawstwo służące do ukrycia problemu, gadanina podniesiona
do rangi nowotworu"( Eco 1996 s. 112) traci dla mnie swe
znaczenie. To, co robimy, jest próbą zmaksymalizowania
pewnej czynności. Czynności zapamiętałej, która staje
w obliczu ciągle jawiących się ambiwalencji, sprzecznych
doznań, dwojakich sensów i dychotomicznych obrazów
świata fitnessu - zdjęcia zapełniające „Muscle&amp;Fitness"
przedstawiają ciała dławiące nas swą cielesnością, morfolo­
gią i fizjologią, ale prawie zawsze wplecione i nierozłącznie
połączone są z maszynerią, tak że wydają się tylko częścią

POMYŚL
Wysokooktanowy treeing mięśni
cmrtiriwych Jeffs Pouiitu

154

sztang i hantli. Kulturystyka nosi w sobie „sposób na życie"
związany ściśle z Naturą, który jednocześnie nie jest niczym
innym niż agresywną ingerencją Kultury. Rysunek sylwetki
dąży ku Harmonii, ale dokonuje się na nim zabiegów jak naj­
bardziej fragmentarycznych (jeden z mistrzów fitnessu pisze
0 swych pośladkach, o które dba najbardziej i dzięki którym
wygrywa). O tej dychotomiczności pisze Bauman kontynuu­
jąc rozważania nad losami współczesnego ciała - „Trzeba się
uczyć, jak poddać się temu, co wyprzedza i przekracza wszel­
kie nauki (...) tresować i przymuszać ciało, by puściło sobie
wodze (...) kontrolować je, by uwolniło się od kontroli ...
Trzeba być w środku i na zewnątrz w tym samym czasie ..."
(Bauman, 1995 s. 95) To, czego doświadczamy, to bycie zara­
zem ćwiczącym i ćwiczonym, tym, na którego się działa,
1 tym, kto działaniem swoim nadaje kształt.
Siłownia, jak szybko się zorientowałem, nie jest miejscem
zwykłym. Ściany wyłożone lustrami zaginają przestrzenie,
zwykli ludzie obcują ze sobą nago w fizjologicznej jawności,
a powszechny wysiłek pełen bólu i grymasów budują obraz
Hadesu i Zaświatów. Świat kulturystyki (przywołuję jeden
z poprzednich akapitów) jest ponadto zabarwiony rodzajem
hiperrealności, jest światem, który „(...) poszukując prawdzi­
wej rzeczy, tworzy ostatecznie absolutny fałsz" ( Eco, 1996
s.16). Cechą takiej hiperrealności jest przywoływanie maksi­
mum, najlepszej rzeczy, tej prawdziwej rzeczy, more (są to
slogany używane przez Coca-Colę, przez amerykańską tele­
wizję) (tamże).
Zaczynam więc podejrzewać i poszukiwać jakiejś iskier­
ki, prześwitu, tego niezwykłego i tego, co do niezwykłości
fitnessu się przyczynia. Coraz częściej skłaniam się ku idei
zaistnienia w „pełny" sposób, do ujrzenia zarysów czegoś

�niepojmowalnego i bezimiennego, czegoś istniejącego
w obrazie klubu, co jest nieobrazowalnym. Widzę w tym za­
pamiętałym, zmaksymalizowanym działaniu proces zmian
nastrojów poznawczych, proces pokrewny zdejmowaniu „na­
kładek" aparatu pojęciowego, drodze ku niedoświadczaniu.
0 idei tego, co niepojmowalne, tego, co absolutne i maksy­
malne, pisał Mikołaj z Kuzy, filozof średniowiecza - „Maksi­
mum, od którego nic większe być nie może,(...) nie jesteśmy
zdolni inaczej pojąć jak tylko w sposób niepojmowalny (...)
przekracza to wszelkie nasze władze intelektualne, niezdolne
w swej zasadzie, drogą rozumową, pojednać przeciwieństw"(Mikołaj z Kuzy 1997 s. 34). Praca nad ciałem,
sprawnością, praca zapamiętała i na max stawia nas (o czym
pisałem dokładnie powyżej) w sytuacji rozszczepionej, dwu­
znacznej, pełnej nierozwiązywalnej dychotomii, aporii do­
znań. Bauman dostrzega zjawisko „postawy naraz proteo1 fikso-fobicznej - obawy, że się nigdy szczytowych przeżyć
nie osiągnie (...) i zarazem strachu, że się do szczytu dotrze"
(Bauman, 1995 s. 96). Mam wrażenie, iż chodzi o to, aby
przetransportować się w takie miejsce (wędrówka dotyczy
kategorii naszych władz poznawczych), w którym opozycje
i przeciwne doznania znoszą się nawzajem, nicościują.
W miejscu tym bezzasadne jest pytanie „ćwiczący czy ćwi­
czony?", ponieważ jesteśmy poza tą opozycją - „Opozycje
stosują się jedynie do rzeczy dopuszczających stopnie więk­
sze i mniejsze, do Największego zaś absolutnie nie, gdyż
przekracza ono wszelkie opozycje (...) Największe (...) istnie­
je w taki sposób, że jest poza wszelkimi opozycjami (...) stoi
ono zarówno ponad wszelką afirmacją, jak i negacją" (Miko­
łaj z Kuzy, 1997 s. 53).
Zapamiętałość fitnessu, obraz fitnessu zawarty w sloganie
„Ramiona na max" jest działalnością ukierunkowaną na osią­
gnięcie stanu poredukcyjnego, stanu, w którym może zami­
gotać i zaiskrzyć się z bardzo daleka, to co Nie Jest, co Ukry­
te. Nie możemy pytać „Czy jest, czy nie jest?", ponieważ to
nie-jest i zarazem nie-nie jest („jest" poza opozycją). My tyl­
ko wiemy, że to gdzieś „jest", ponieważ jak opowiadał Mistrz

3

Eckhart Bóg (Bycie) ukrył się, ale niechcący chrząknął
i zdradził się ze swoim istnieniem (jest to rodzaj fortelu ma­
jącego opisać nieopisywalne).
Proces zapamiętałych czynności, które należą do fitnessu
(dotyczą one motywacji, nastrojów poznawczych, „świado­
mości", a pokonywane ciało temu towarzyszy) wydają się
ścieżkami, które chcą być zbieżne z zadaniem nazwanym
przez Mistrza „Gelassenheit", czyli totalnej bezwoli, wyrze­
czenia się swego umysłu, jego kszałtów, form, jakie nadaje.
Pozwoli to na doznanie Tego „co nie jest ani tym, ani tam­
tym", Tego co jest Niczym, miejscem, gdzie ujawnia się By­
cie, gdzie więź z Byciem nie jest stracona (Kostyszak, 1997).
Logika apofatyczna jest więc nie-do-pomyślenia, a poszu­
kiwania niezwykłego i absolutnego (użyłem pojęć potocz­
nych, które w pewnym odniesieniu oznaczają sacrum) karmią
się nią w swych dążeniach. Właśnie „taki Bóg inspiruje poję­
cie sacrum, nie znane zinstytucjonalizowanym Kościołom
(...) Ten zlaicyzowany i nieskończenie nieobecny Bóg towa­
rzyszył współczesnej myśli, przybierając rozmaite nazwy"
(Eco, 1996 s. 112, 113). Fitness związany jest z niezwykłym.
Jest to czynność, która dzięki zapamiętałości kruszy skłon­
ność do „nazywania" i „ujmowania", pozwala na zamigotanie
(„chrząknięcie"), miejsca gdzie widać Nic.
Wydostaje się ona z całego szeregu dychotomii, aporii,
z którymi się spotyka - „Porwali młoty w twardą dłoń i jęli
w mury tłuc z łoskotem! I nie wiedziała ślepa noc, kto jest
człowiekiem, a kto młotem?" , „kruszy mur", by dotrzeć
w „znicościowaną nicość", tam, gdzie niczego nie można na­
zwać, gdzie słowo milknie - „I runął mur, tysiącem ech
wstrząsając wzgórza i doliny! Lecz poza murem - nic i nic!
Ni Żywej duszy, ni Dziewczyny!".
4

PRZYPISY
' Praca powstała dzięki moim osobistym doświadczeniom przy upra­
wianiu fitnessu.
„MuscIe&amp;Fitness" to magazyn kulturystyczny założony przez Joe
Weidera, ojca światowej kulturystyki; pisząc pracę dysponowałem
ośmioma numerami tego czasopisma.
Logika antropologii apofatycznej zawarta w myśli Mistrza Eckharta jest mi znana dzięki wykładom dr. hab. C. Wodzińskiego pt. Jurodiwyj
- antropologia apofatyczna, które odbyły się 18.02 i 11.03 br.
Wiersz Leśmiana Dziewczyna pochodzi z tomu Ballady.
2

3

4

BIBLIOGRAFIA
Baudrillard, J.
1996 Precesja symulakrów, [w:] Postmodernizm, antologia przykła­
dów, Kraków.
Bauman, Z .
1995 Ciało i przemoc w obliczu ponowoczesności,
Toruń.
Bauman, Z.
1997 Ponowoczesność a dekonstrukcja nieśmiertelności, [w:] Postmo­
dernizm a filozofia. Warszawa.
Eco, U.
1996 Semiologia życia codziennego. Warszawa.
Jameson, F.
1996 Postmodernizm a społeczeństwo konsumpcyjne, [w:] Postmoder­
nizm, antologia przykładów, Kraków.
Kostyszak, M .
1997 Martin Heidegger - rękodzieło myślenia, Wrocław.

755

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6649" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6629">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/809e03de54f4a99b707d00c5c8e82200.pdf</src>
        <authentication>d2394b60950a926b03c6f41c99dc5414</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79266">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2716</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79267">
                <text>1998</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79268">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2527</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79269">
                <text>Pielgrzymka do starej-nowej ziemi świętej / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79270">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.3-4, s.164-166</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79271">
                <text>Hall, Dorota</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79272">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79273">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79274">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79275">
                <text>Pielgrzymka
do starej-nowej
ziemi świętej
Dorota Hall
W tych tchnących religią miejscach czułem się jeszcze
lepiej niż we współczesnych ośrodkach rdzennych kultur.
Byłem tutaj u siebie. Funkcjonowałem tu bardziej jako
osoba, którą czułem, że jestem naprawdę.
(Jim Berenholtz 1994:123)
Nieustannie
wzrasta ruch tury­
styczny w dawnych
centrach
kulturo­
wych. Dzięki prężnie
rozwijającej się sieci
Wieża z Kościoła ś. Michała
komunikacyjnej co­
na świętej górze Glastonburg. Anglia
raz łatwiej dziś' do­
trzeć w odległe za­
kątki wszystkich kontynentów. Stajemy się jednocześnie
świadkami wytworzenia nowego typu turystyki: oto do sta­
rych świątyń czy grobowców, do miejsc uważanych przez
siebie za święte, masowo ściągają ludzie odbywający „du­
chową podróż" w głąb siebie. Wydawane są specjalne prze­
wodniki dla udających się w miejsca „gdzie boskość dotyka
i przenika świat ludzki", czyli do Indii, Egiptu, Jeruzalem,
a także zabytków średniowiecznej Francji i „świętej Anglii"
(Dickey 1994). Wibracyjny dźwięk sylaby OM intonowany
jest na Piramidzie Słońca w Teotihuacan i wewnątrz pirami­
dy Cheopsa. W tej ostatniej - szczególnie często po 1990 ro­
ku, kiedy otwarta została dla zwiedzających „po godzinach",
de facto: dla coraz liczniej ściągających tam grup medytacyj­
nych (Dickey 1994). Powstały biura podróży specjalizujące
się w organizacji wycieczek do tego typu miejsc. Na przykład
w Kalifornii w Berkeley od początku lat osiemdziesiątych
działa Deja Vu Tours, które pośród licznych atrakcji oferuje
wschód słońca w Stonehenge, uczestnictwo w rytuałach pro­
wadzonych przez szamana na Machu Piechu, chrzest w rzece
Jordan. Właścicielka całego przedsięwzięcia opowiada
o swoich klientach, że są to ludzie wierzący w reinkarnację,
pragnący udać się do świętych miejsc swojej przeszłości
(Kantrowitz 1994:40).
Symboliczny związek podróżowania z poszukiwaniem
prawdy, porządku mistycznego i psychicznego, ze zmianą
wewnętrzną, nie jest chyba żadną rewelacją. Obok mitów i le­
gend (na przykład o poszukiwaczach św. Graala), w których
zaczytują się ludzie z kręgów New Age, istnieje cała tradycja
ezoterycznych podróży (teozofów, Gurdżijewa), z których
czerpią pełnymi garściami . Tradycja to wciąż wzbogacana
o przybywające świadectwa wypraw naznaczonych przeży­
ciami mistycznymi. Autor książki będącej zarazem autobio­
grafią i relacją z podróży „w starożytne tajemnice obu Ame­
ryk", Jim Berenholtz (artysta z kręgów New Age, znany
przede wszystkim jako kompozytor muzyki sięgającej swymi
korzeniami do kultur wszystkich kontynentów), pisze: „Życie
istoty ludzkiej jest podróżą w czasie i przestrzeni - podróżą,
V

1

164

dzięki której wzrastamy i rozwijamy się, świadomie i nie­
świadomie, ku spełnieniu naszego przeznaczenia. Podróż
każdego z nas jest jedyna w swoim rodzaju. Jednak prędzej
czy później wszyscy otrzymujemy szansę doświadczenia du­
chowej transformacji. W ten sposób rozumiemy świętość.
W ten sposób rozumiemy samych siebie. Bez względu na to,
którą ścieżką podążamy, siła bierze się z wiedzy, że nasza ze­
wnętrzna podróż może stać się drogą do wewnętrznego obja­
wienia" (1994:13). Droga, podróż, pielgrzymka są metafora­
mi, którymi chętnie posługują się ludzie związani z ruchem
New Age na określenie swego życia widzianego jako proces
transformacji (wiodącej do mistycznego oświecenia - jeśli
koniecznie chcielibyśmy określić cel, który nie zawsze może
być jasno określony; por. Ferguson 1993:24,35). Lecz w dzi­
siejszych czasach nieciągłej przestrzeni, ich własne, fizyczne
podróżowanie niewiele ma wspólnego z pielgrzymowaniem,
do którego odnoszą się w wypowiedziach na temat ludzkiego
bytowania (polega bowiem na wystartowaniu samolotem,
dajmy na to, z Los Angeles i rychłym wylądowaniu w Egip­
cie, Indiach, Meksyku, gdziekolwiek bądź). Sama fizyczna
podróż nie jest już taka ważna, mało się o niej mówi (bo co
tu dużo gadać o kolejnym przelocie boeingiem), na plan
pierwszy wysuwa się zdecydowanie cel podróży: owo święte
miejsce, do którego się zmierza. Nadzwyczaj ważne staje się
ono właśnie i w nim przebywanie.
Chciałoby się powiedzieć, że zwolennicy New
Age'u wytyczyli nowe szlaki pielgrzymkowe, co w świetle
powyższego nie byłoby jednak określeniem nazbyt fortun­
nym (nie ma sensu mówić o żadnych szlakach). Faktem jest
natomiast, że wiele osób z kultury zachodniej (mieniącej się
judeochrześcijańską) za cel wypraw zaczęło obierać zupeł­
nie nowe święte miejsca . Przede wszystkim: ośrodki staro­
żytnych kultur. Wiedza New Age uważana jest przez jej
zwolenników za ponadczasową, obecną w kulturach całej
Ziemi. Umiłowanie starożytności („starożytna magia Kahunów", „reiki - licząca tysiące lat tradycja naturalnego
uzdrawiania" etc; por. Dobraczyński 1997:93) związane
jest ze szczególną idealizacją kultur dawnych czy też
w ogóle przedindustrialnych. Jak twierdzą rzecznicy New
Age'u, dzięki życiu w doskonałej harmonii z naturą ich
uczestnicy posiedli obszerną wiedzę na temat sił rządzących
przyrodą oraz możliwości ich wykorzystywania, a wiedzą tą
kierowali się wyznaczając miejsca święte i projektując cen­
tra religijne. Na łamach czasopism w rodzaju „Nie z tej Zie­
mi" czy „Nieznany Świat" często drukowane są o nich róż2

�nej wartości teksty (przy czym, choć cudowność twórców
danej kultury często bywa podkreślana, bazą dla owych ar­
tykułów nie zawsze jest nachalne poszukiwanie sensacji,
wbrew obiegowej opinii tych, którzy zajrzeniem do takich
periodyków nie chcą się plamić) .
W cudownych miejscach wyznaczonych przez mądrych
starożytnych ułatwiony jest powrót do naszej „prawdziwej
natury" (por. motto) rozumianej zwykle jako boskość,
umożliwiony jest także kontakt z rzeczywistością pozamaterialną: z przeróżnie rozumianymi „energiami kosmiczny­
mi", z innymi wymiarami (channeling). Anne Williams, jed­
na z czołowych kompozytorek nurtu New Age, płytę Song
of Isis nagrała w starożytnych świątyniach Egiptu, a więc
w miejscu szczególnie dogodnym dla „zjednoczenia się
z pozytywną energią kosmosu i przeniesienia jej na ziemię"
(jak to określa komentarz do kasety wydanej przez toruńską
„Ananda Musie"). Takie świątynie to zwykle coś więcej niż
same budowle, których wzniesienie zaplanowano w zgodzie
z siłami natury. W myśl ludzi z kręgów New Age, wielkie
ośrodki religijne usytuowane zostały w pobliżu „czakramów", „spiral energetycznych", słowem: w miejscach o sil­
nym polu elektromagnetycznym, którego właściwości nau­
ka dopiero dziś zaczyna odkrywać. „Nieznany Świat" w ta­
ki oto sposób informuje o miejscowości Sedona w Arizonie:
„Zespół tworzących ją zabudowań został usytuowany w an­
tycznym i uważanym za święte przez Indian Hopi i Navajo
miejscu. Tego rodzaju magiczne miejsca uważane są za cen­
tra o szczególnym przepływie energii, tak zwane wielkie
spirale, obecne w wielu punktach planety. (...) Nieprzypad­
kowo więc właśnie tutaj powstał bardzo ważny ośrodek No­
wej Ery, którego działalność polega głównie na ekspery­
mentach służących do jak najlepszego wykorzystywania po­
przez naturalne siły ziemi, energii psychicznych manifestu­
jących się w człowieku. (...) Aktualny lider grupy New Age
w Sedona, Peter Sanders, utrzymuje, że naukowe analizy
dotyczące szczególnych, elektromagnetycznych właściwo­
ści tak zwanych 'spiralnych prądów' nie wykazały niczego
nadnaturalnego. Ich cechą charakterystyczną jest natomiast
obecność form energii, o których najnowsza fizyka wie, że
istnieją, nie jest jednak w stanie dokonać ich pomiarów"
(Burakowska 1993).
3

Zatem miejscami, do których ściągają ludzie z ruchu New
Age, są starożytne budowle powstałe na obszarach szczegól­
nie „energetycznych". Ich celem może być także sam taki
„energetyczny" obszar. Może to być jakieś miejsce w natu­
rze; zwykle zresztą okazuje się, że było ono doceniane przed
wiekami (na przykład „polskie miejsce mocy" - góra Ślęża,
na której zresztą wiosną przyszłego roku odbyć się ma mię­
dzynarodowy zjazd adeptów reiki, jednej z naturalnych me­
tod uzdrawiania). Może to być jakiekolwiek inne miejsce;
często okazuje się, że jest (lub choćby było) ono szczególnie
ważne jeśli nie dla religii, to przynajmniej dla polityki. Za ro­
dzimy przykład może tu posłużyć czakram (węzeł energe­
tyczny) krakowski. Uważany jest on za jeden z siedmiu ist­
niejących na ziemi - pozostałe mają znajdować się w Delhi,
Mekce, Delfach, Jerozolimie, Rzymie i Velehradzie (Rożek
1991:35) - ale nie istnieje chyba powszechna zgoda co do tej
liczby (albo takiego rozmieszczenia energetycznych cen­
trów), skoro z ostatniego „Nieznanego Świata" dowiedziałam
się, że za jeden z czakramów uważana jest także Majorka
(Stępień 1998:22). Znajomy Chilijczyk opowiedział mi z ko­
lei o Valle de Elqui, rozległej dolinie znajdującej się
w Czwartym Regionie Chile, w której swoje siedziby mają

przeróżne grupy medytacyjne, rozmaite małe i duże komuny
zainspirowane duchowością Wschodu, ludzie kontaktujący
się z cywilizacją Ganimedesa (jeden z satelitów Jowisza o at­
mosferze zbliżonej do ziemskiej) i gdzie przed 18 laty naro­
dził się współczesny Chrystus, el Cristo del Elqui (na miejscu
wydano na ten temat stosowne publikacje). Także dolina
Elqui uważana jest przez jej mieszkańców i zaprzyjaźnionych
bywalców za jeden z czakramów Ziemi, przy czym, według
mojego rozmówcy, czakramy są centrami zmiennymi, trwają­
cymi w danym miejscu tylko przez określony czas, w zależ­
ności od ruchu naszej planety wokół własnej osi, Słońca,
a przede wszystkim środka galaktyki. Trzema ostatnimi
w dziejach Ziemi były Mezopotamia, jezioro Titicaca i Tybet,
teraz przyszła kolej na dolinę Elqui. Tak właśnie całe skom­
plikowane zagadnienie czakramów tłumaczone jest za ocea­
nem; wracając do „naszego" czakramu, krakowskiego
(w krypcie św. Gereona na Wawelu), dodam tylko, że jest on
odwiedzany przez wcale pokaźną liczbę poszukiwaczy
„miejsc mocy". Byłam świadkiem, jak w pierwszym nieomal
rzędzie do niego właśnie została skierowana osoba zapytują­
ca gromadki znajomych o niewątpliwie New Age'owej orien­
tacji o miejsca w Krakowie, które warto by pokazać gościo­
wi z zagranicy.
Nie ma dużej przesady w stwierdzeniu, że za szczególne
może zostać uznane dosłownie każde miejsce. Możliwość ta­
ką stwarza fakt, że jego niezwykła energia nie zawsze uchwyt­
na jest dla „szkiełka i oka" (choć bywa, że badania radieste­
zyjne potwierdzą silne promieniowanie na danym obszarze).
Wystarczy więc jedna opowieść, w gronie przyjaciół, o odby­
ciu szczególnie głębokiej medytacji na jakiejś polanie (albo
w jakimś kościółku, gdziekolwiek) aby zachęcić słuchaczy do
przyjazdu we wskazane miejsce (w celu doświadczenia ener­
gii sprzyjającej medytacji).
Szczególne właściwości miejsca nie muszą jednak wiązać
się wyłącznie z jego geograficznym położeniem. Same wie­
lokrotnie odbywane kontakty z transcendencją mogą mu
przydać wyjątkowych walorów. Znane są i szeroko komento­
wane (nie tylko w kręgach New Age) badania naukowe doty­
czące TM (Medytacji Transcendentalnej) wiodące do odkry­
cia tzw. „efektu Maharishiego": 1 proc. ludzi praktykujących
TM w danym miejscu jest w stanie wywrzeć porządkujący
i harmonizujący wpływ na otoczenie (maleje liczba prze­
stępstw, nieszczęśliwych wypadków itp.). Idąc dalej i rozcią­
gając tę zasadę - zgodnie zresztą z duchem New Age'u - na
wszelkiego rodzaju medytacje, w tym chrześcijańską modli­
twę, najzwyklejszy kościółek staje się miejscem świętym
przez samo nagromadzenie w nim modlitw (a co dopiero
mówić o wiekowych centrach religijnych!). Znajomy buddy­
sta opowiadał mi, jak pewnego razu Ole Nydahl (nauczyciel
szkoły Karma Kagyu na Zachodzie) cieszył się „wymedytowaną salą", w której przyszło mu prowadzić medytacje; rzecz
miała miejsce w ośrodku wczasowym, w którym przed spo­
tkaniem buddystów odbywał się kurs jogi. Zatem miejsce
święte (na którego niezwykłość wpływa silnie oddziaływują­
ce pole elektromagnetyczne ziemi, albo na przykład obfitość
jonów ujemnych w atmosferze, a może sama jego konstruk­
cja - jak w przypadku piramidy) sprzyja kontaktom ze sferą
pozamaterialną, osiąganiu tzw. „zmiennych stanów świado­
mości", ale jednocześnie same te kontakty świętość miejsca
generują czy też ją wzmacniają. Miejscami świętymi w tym
rozumieniu są także przeróżne ośrodki zwane często z hindu­
ska aśramami, do których masowo ściągają sympatycy New
Age'u, a które dodatkowo (a może przede wszystkim) uświę165

�ca sama obecność mistrza, przy którym łatwiej o „duchową
transformację".
By dopełnić charakterystyki miejsc uważanych w kręgach
New Age za święte (a więc takich, w których łatwo o mi­
styczne przeżycia) wspomnieć jeszcze wypada o astrokartografii, która daje możliwość wyznaczenia, na podstawie indy­
widualnego horoskopu urodzeniowego, obszarów ziemi naj­
dogodniejszych dla kontaktów z sacrum. Jest to sposób na
odnalezienie własnego świętego miejsca (własnego! - co zna­
mienne w czasach zindywidualizowanej „niewidzialnej reli­
gii"); warunkiem jest, aby zainteresowany dogłębnie przea­
nalizował rozkład planet we własnym horoskopie obliczonym
dla danej szerokości i długości geograficznej (przede wszyst­
kim położenie Neptuna, ale także innych ciał niebieskich, do­

brze na przykład, aby Księżyc znajdował się w dwunastym
domu) i może ruszać na spotkanie z transcendencją (czy le­
piej byłoby powiedzieć: immanencją - skoro rzecz dotyczy
New Age'u sławnego ze sprowadzenia deus otiosus z niebie­
skiej banicji w przestrzeń znajdującą się w zasięgu ręki).
Wraz ze wzrostem ruchu turystycznego w starych świę­
tych miejscach odkrywanych na nowo przybywa relacji
o doświadczanych tam stanach mistycznych, o przeżyciach
szczególnie silnych. Równocześnie na forum naukowym
głos zabierają osoby, które opowieści takie obierają za punkt
wyjścia do poszukiwań „nowego paradygmatu, który po­
zwoli na lepsze zrozumienie niezwykłej i cudownej mocy
miejsc" (amerykański psycholog Jim Swan; 1989:215).
Sprzysiężenie Wodnika rozszerza swoje wpływy.

PRZYPISY
1

Ruch New Age traktuję szeroko jako zjawisko złożone, wewnętrz­
nie zróżnicowane i wielopłaszczyznowe (nie ograniczając jego rozumie­
nia do „Niskiej. Okultystycznej Nowej Ery" jak mogłoby wynikać
z pierwszego akapitu; por. Dobroczyński 1997:89-111).
Tak je właśnie tutaj nazywam: ..miejsca święte", stosując to okre­
ślenie wymiennie z innym - „miejsca mocy" - częściej używanym przez
samych sympatyków New Age'u. Chodzi w każdym razie o obszary.
:

w których (jak o tym dalej piszę) ułatwiony jest kontakt z rzeczywisto­
ścią pozamaterialną, gdzie łatwiej o przeżycia mistyczne (niezwykle cen­
ne i poszukiwane w New Age'owych kręgach).
' Zob. na przykład dość wyważony artykuł o pobycie na Machu Piechu:
R. Teyszerski, Zostało słońce i święty słup, „Wydarzenia Niesamowite", nr
3, 1998. albo tekst wręcz „odczarowujący" Tybet: M . Kalmus, Tybet z tej
Ziemi - czyli legenda i rzeczywistość, „Nie z tej Ziemi", nr 12(40), 1993.

BIBLIOGRAFIA:
Berenholtz Jim
1994
Podróż w cztery strony. Mistyczna opowieść o podróży w staro­
żytne tajemnice obu Ameryk, Bydgoszcz.
Burakowska Joanna
1993
Święte miejsca i magiczne wibracje, „Nieznany Świat", nr 35. s. 38
Dickey Christopher
1994
The Oldest Pyramid Scheme, „Newsweek". Nov. 28, s. 43
Dobroczyński Bartłomiej
1997
New Age, Kraków.
Ferguson Marilyn
1993
Na rozdrożu: przemiana ludzi [w:] (wyb. i tłum.) Macura P.. New
Age. Kraków, s. 21-49

Medytacje pod megalitycznym kamieniem.
miejscem dawnych rytuałów. Północna Szkocja
w pobliżu Forres

Kantrowitz Barbara i in.
1994
/ / i Search of the Sacred, „Newsweek". Nov. 28, s. 39-41
Rożek Michał
1991
Kraków, czyli siódmy czakram ziemi. O tajemniczych osobliwo­
ściach tego miasta, Kraków.
Stępień Małgorzata Anna
1998
Reiki - przesłanie
miłości.
..Nieznanv Świat", nr 8(92).
s. 21-23
Swan Jim
1989
Lugares sagrados en la naturaleza: un instrumento en el maletin del chamem, [w:] Harner M . i in., El viaje del chaman. Си­
пи ii'm, pode г у crecimiento personal. Barcelona, s. 210-221

Medytacja w kamiennej świątyni
w Findhorn Foundation
kolo Forres

Czerpanie świętej mocy z megalitycznych
kamieni pochodzenia celtyckiego w pobliżu
Forres

Fot. Anna E . Kubiak
/66

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6648" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6628">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/4342904c3fc2ee33528ff59cde3d31c2.pdf</src>
        <authentication>7e0dd6d87036fe342c8cba891911cf75</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79255">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2715</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79256">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79257">
                <text>1998</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79258">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2526</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79259">
                <text>Jak żywy? Końska dawka hiperrealności1 / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79260">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.3-4, s.161-163</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79261">
                <text>Grębecka-Ćwiek, Zuzanna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79262">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79263">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79264">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79265">
                <text>Jak żywy? Końska dawka
hiperrealności
1

Z u z a n n a Grębecka-Ćwiek

Koń, jaki jest, każdy widzi. Każdy widzi, jaki jest ogrodo­
wy koń arabski z betonu (il. 1 i 2). Jest „jak żywy, a tańszy."
Każdy widzi, jaki jest wypchany koń Katarzyny Kozyry z jej
pracy dyplomowej Piramida zwierząt - „wypchane zwierzę,
które ma wyglądać «jak żywe»" jak mówi prof. Grzegorz
Kowalski, promotor Kozyry (il. 3). Jak widać oba te konie łą­
czy - poza oczywistą przynależnością do tego samego gatun­
ku biologicznego - ich mimetycznośc. Choć oba są martwe,
mają sprawiać wrażenie żywych. Przy czym każdy jest mar­
twy na swój sposób. Koń Kozyry byl kiedyś żywą istotą. Od­
dajmy znów glos prof. Kowalskiemu: „Istotną funkcją tego
przesłania jest ukazanie relacji między czymś, co było żywe,
a jest martwe i co występuje w postaci tego naturalnego, naturalistycznego zwierzęcia, które wydaje się tym bardziej
martwe, że wygląda jak żywe." Ogrodowy koń arabski jest
martwy z natury rzeczy, martwy martwotą materii, z której
został wykonany. W końcu jest tylko zmutowanym krasnalem
ogrodowym.
2

konia? Odpowiedź: nie, ponieważ nie uzasadnia tego istotna
potrzeba." Zdaniem krytyków koń Kozyry został wypchany
bez istotnej potrzeby, nie może przynieść żadnego pożytku.
Zygmunt Bauman w Wieloznaczności nowoczesnej pisze
0 tendencji do sytuowania zwierząt nie przynoszących pożyt­
ku w obrębie natury: „Nieprzeparta wola ludzkości jako
«władcy wszechrzeczy» i przysługujące jej wyłączne prawo
nadawania mocy znaczeniom i ustalania norm tego, co dobre,
czyni «Naturą» wszystko, czemu podobnego prawa
odmówiono. A więc (...) zwierzęta, które znoszą zbyt mało
jaj lub mają nie dość duże wymiona, «aby przynieść pożytek»." Jeśli tak, to mimo że koń Kozyry został kulturowo
przetworzony, że stał się znakiem, jako zwierzę niepotrzebne
wróci pośmiertnie do natury.
8

9

3

Koń jaki jest, a martwy
Mimo że na Piramidę składają się cztery zwierzęta - koń,
pies, kot i kogut - piszę tylko o koniu dlatego, że w świado­
mości społecznej Kozyra funkcjonuje jako „ta od wypchane­
go konia". Zgadzam się tu z Arturem Żmijewskim, który tłu­
maczy to tak: „Zdychanie konia to przykrość dla człowieka,
który rzutuje na zwierzę swoje własne stany. Gra tu więc ro­
lę swoiste utożsamienie się ze zwierzęciem. A trudno prze­
cież rzutować swoje stany na karaczana, a tym bardziej utoż­
samiać się z nim. To nas boli, co równe nam (plus-minus)
wielkością."
W rozumieniu krytyków Kozyry, koń przez nią wypchany
zginął bez żadnego racjonalnego powodu. Maciej Iłowiecki
nazywał to „zabijaniem dla zabawy" , Xymena ZaniewskaChwedczuk „zabijaniem dla dekoracji." Kozyra odpowiada:
„Zarzucano mi, że bawię się w śmierć. Ja tego nie robiłam na
zimno. Warunkiem naszego istnienia, naszej egzystencji, są
śmierdzące flaki. Unicestwianie jest narzędziem bycia, jest
warunkiem istnienia komfortu dla rozważania egzystencjal­
nych problemów, pozwala na luksus filozofii. To chciałam
sprawdzić, zobaczyć ten najniższy poziom - zabijanie, to, że
trzeba sobie przy tym łapy uwalać, że to śmierdzi, że jest ba­
braniem się we flakach" . Z kolei prof. Kowalski broniąc Pi­
ramidy tak przedstawia sposób rozumowania krytyków: „Py­
tanie: czy jest etyczne zabicie konia, żeby zrobić z jego skóry
np. torebki damskie, a z mięsa odżywki dla psów i kotów?
Odpowiedź: tak, ponieważ jest to uzasadnione istotną potrze­
bą. Pytanie: czy jest etyczne zabicie konia, aby z jego skóry
wykonać rzeźbę, wobec której widz zapyta - po co śmierć
4

5

6

7

Koń jaki jest, a tańszy
Ogrodowy koń arabski jest wzorowany na blaszanym ko­
niu zdobiącym budynek dawnej lecznicy dla zwierząt przy ul.
Kopernika 22 w Łodzi. W roku 1995 został odremontowany
za pieniądze zebrane w wyniku akcji „Koniu wróć, czeka
Łódź!". Jak mówi właściciel firmy przeprowadzającej remont
Janusz Podleśny: „Udało mi się wygrać przetarg na remont
konia. Podejrzewam, że dzięki temu, że zaproponowałem
Urzędowi Miasta Łodzi jedną replikę konia gratis." Replika,
szarego koloru, stała początkowo w korytarzu magistratu, na
trzecim piętrze przy Wydziale Urbanistyki, Architektury
1 Budownictwa. Następnie została sprzedana na licytacji pań­
stwu Rafalskim. Stoi na trawniku ich rezydencji. „Ten ogród
urządziłem specjalnie dla konia - Rafalski pokazuje zadbany
trawnik, otoczony 60 odmianami ozdobnych krzewów. Wie­
czorem posąg podkreśla reflektor." Janusz Podleśny zaczął
produkować kopie konia na sprzedaż. Podobno najlepiej
sprzedają się te w kolorze szary metalik i gniadym. Warsza­
wiacy mogą obejrzeć konia arabskiego w firmie Adax przy
wyjeździe w stronę Lublina i Terespola. „Sprzedaję dużo kra­
snali - mówi właściciel. - Dobrze szli gipsowi kelnerzy i kel­
nerki, kucharze i murzyńska orkiestra. Najwięcej klientów in­
teresuje się tym koniem, ale on nie jest na sprzedaż."" Tym­
czasem zgodnie z informacją uzyskaną przeze mnie 31 VIII
1998 od sprzedawczyni z firmy Adax, konia arabskiego moż­
na kupić za 2500 zł (przecena z 5000 zł). Chętnych, jak do­
tąd, nie było.
Dlaczego ktoś miałby chcieć postawić sobie w ogródku
pomnik konia arabskiego? Jak mówi jeden z posiadaczy, „to
taki krasnoludek, tyle że przyjemniejszy. (...) Krasnoludka
bym tu nie postawił. A tak mogę się pochwalić, że mam re­
zydencję z koniem." Cóż, krasnal to zwykły kicz, „miły
kicz ogrodowy" , jak go nazywa A. Moles w Kiczu, czyli
10

11

12

14

13

161

�sztuce szczucia. Dlaczego mały kiczowaty krasnal przera­
dza się w wielkiego kiczowatego konia? Trzeba pamiętać,
że, jak piszą Wojciech Burszta i Krzysztof Piątkowski:
„kicz to pewien sposób wyrażania i ujmowania jakichś' tre­
ści." Jakie treści niesie ze sobą koń arabski? Przede wszy­
stkim jest - obok mercedesa, jachtu i kolii z diamentów symbolem luksusu i bogactwa. Arystokracja, polowania,
wyścigi w Ascott, na które damy koniecznie muszą przy­
chodzić w kapeluszach, a dżentelmeni w cylindrach, Crystal
Carrington hodująca hobbystycznie konie - to świat konia
arabskiego. Tego wszystkiego można dotknąć, kupując
ogrodowego konia arabskiego, który jest przecież „jak żywy
- a tańszy". Poprzez związek metonimiczny właściciel ko­
nia staje się uczestnikiem świata luksusu. Ale, jak się oka­
zuje, aby było to możliwe, trzeba już pewnym wyjściowym
prestiżem dysponować. Tak przynajmniej rozumuje produ­
cent koni. „Każdego chętnego pytam, gdzie ustawi posąg.
Jak słyszę, że na działce o powierzchni 500-800 metrów,
mówię, że pan Warikoff by sobie nie życzył. Musi być re­
zydencja." A jeśli nie ma się rezydencji, musi wystarczyć
krasnal ogrodowy, który może służyć ozdobie, ale prestiżu
nikomu nie podniesie.
Jeśli żywy koń jest przede wszystkim wyznacznikiem
statusu, więc ma znaczenie symboliczne, to identyczny (lub
pozornie identyczny) w symbolice koń z betonu jest po pro­
stu lepszy. Tak jak z amerykańskimi muzeami figur wosko­
wych, opisanymi przez Umberto Eco: „Filozofia właściwa
dla Palace nie głosi: «Pokazujemy wam reprodukcję, żeby
zachęcić was do obejrzenia oryginału», lecz «pokazujemy
reprodukcję po to, abyście nie odczuwali potrzeby obejrze­
nia oryginału»." Dajemy wam kopię, abyście nie potrzebo­
wali żywego konia. Nasz jest lepszy - „jak żywy, a tańszy".
A żywe konie niech pozostaną razem z Tasadajami w spe­
cjalnie dla nich sztucznie podtrzymywanym rezerwacie rze­
czywistości .
16

17

18

19

20

Koń. Jaki jest?
Oba konie mają być jak żywe. Ale czy w tym samym sen­
sie? I czy w tym samym celu? Koń Kozyry był niegdyś ży­
wym zwierzęciem, obecnie kontynuującym swój żywot jako
rzeźba powstała po wypchaniu końskiej skóry. Po co powsta­
ła ta rzeźba? Prof. Kowalski tak o tym mówi: „Piramida
zwierząt jest dziełem poświęconym śmierci w uniwersalnym
znaczeniu. Stąd środki artystyczne: wypchane zwierzę, które
ma wyglądać «jak żywe», wywołuje silniejsze wrażenie
śmierci niż wyrzeźbione." Aby Kozyra mogła mówić
o śmierci, jej koń musiał rzeczywiście sytuować się w opozy­
cji życie-śmierć. Musiał być naprawdę niegdyś żywy - dziś
martwy, a nie tylko to sugerować. We wszystkich działaniach
Kozyry wokół Piramidy widać dążenie do prawdy. Sama ar­
tystka tak o tym mówi: „Niczego nie zafałszowałam, nie za­
kłamałam. (...) Sztuka nie może być tylko zabawą klockami.
Wtedy nie ma sensu. Robiąc to, co robię, jestem pewna, że
mam rację. U mnie nie ma nic dla picu, to nie jest udawanie.
U mnie to naprawdę było ze śmiercią." Warto tu dodać, że
tworząc swoją Piramidę zwierząt Kozyra była chora na raka
- musiała mieć więc do śmierci stosunek bardzo osobisty a koń, którego wybrała, był, podobnie jak ona, rudy i miał na
imię Kasia . Z kolei Artur Żmijewski uważa, że „Kozyra ba­
da własne możliwości (jeśli chcę, zabijam)" . Tymczasem
właśnie w tym miejscu wszystko okazuje się iluzją. Kozyra
wcale nie zabija konia. Ona kupuje konia, który i tak był
21

22

23

24

162

przeznaczony na rzeź, więc to wcale nie ona wydała na niego
wyrok śmierci. Koń zostaje uśpiony przez specjalistę. Kozy­
ra nie zabiła konia - ona zdecydowała tylko, gdzie i w jaki
sposób zostanie on zabity. W ten sposób stała się sprawczy­
nią śmierci tylko trochę bardziej niż każdy, kto kupuje kaba­
nosy. Jej zamiar prawdziwego dotknięcia śmierci zrealizował
się w pełni - paradoksalnie - w świadomości tych wszyst­
kich, którzy ją krytykują, zarzucając jej własnoręczne mordo­
wanie zwierząt. W ten sposób jej dzieło zaistniało w pełni
w świecie gazetowej fikcji, nie w rzeczywistości.
Ogrodowy koń arabski nigdy nie był żywy - od początku
jest jak żywy. Jest nawet lepszy, bo tańszy. Nie podszywa się
pod rzeczywistość, nie udaje, że jest czymś więcej niż pomni­
kiem. Oszukuje w inny sposób, mianowicie sugerując, że po­
mnik konia może dać właścicielowi tyle samo, co żywy koń.
Ale oszukuje z intencją, że oszustwo stanie się wkrótce praw­
dą. Jest to fikcja, która próbuje wyrugować rzeczywistość.
Baudrillard pisze o replice groty Lascaux: „Nie jest wyklu­
czone, że ze świadomości przyszłych pokoleń zniknie nawet
pamięć o grocie autentycznej, bo już i teraz nie ma między ni­
mi różnicy: podwojenie wystarczy, aby obie uznawać za
sztuczne." Koń ogrodowy marzy o czymś podobnym na
miarę swych betonowych możliwości. Skoro, będąc tylko po­
mnikiem, może symbolizować to samo, co koń żywy, a jest
mniej kosztowny i kłopotliwy, to po co kupować prawdziwe­
go konia - zdaje się pytać. Podobnie jak w przypadku amery­
kańskich reprodukcji historycznych obiektów w naturalnych
rozmiarach, o których pisze Eco, „główną intencją (...) jest
dostarczenie «znaku», który nie ma jednakże uchodzić za
znak: dąży on bowiem do stania się rzeczą, do unicestwienia
dystansu między nim a punktem odniesienia, do eliminacji
mechanizmu substytucji." Oczywiście taki koń może zado­
wolić tylko niektórych - tych, którzy chcąc uczestniczyć
w lepszej rzeczywistości tanim kosztem, kupują biżuterię
z Jablonexu zamiast prawdziwych klejnotów. Koneser woli
mieć żywego konia arabskiego. Ale taki koneser jest przeżyt­
kiem. Dlatego na niego również czeka miejsce u Tasadajów
w rezerwatach rzeczywistości.
25

26

* * *
W powieści Dzień szarańczy Nathanaela Westa można
znaleźć opis czegoś, co jest syntezą obu opisywanych tu ko­
ni. „Ułożona z płaskich kamieni ścieżka, wciśnięta między
szpaler oleandrów, prowadziła na brzeg zagłębionego w zie­
mi basenu. Na jego dnie w pobliżu głębszego końca Tod do­
strzegł jakąś czarną bryłę.
- Co to jest? - spytał.
Pani Schwartzen trąciła stopą wyłącznik ukryty pod ja­
kimś krzakiem i cały rząd zanurzonych w basenie reflekto­
rów rozświetlił zieloną wodę. Bryła okazała się zdechłym ko­
niem, a raczej realistyczną imitacją końskiego trupa, wielko­
ści naturalnej. Nogi sterczały sztywne i proste, brzuch był po­
twornie rozdęty. Głowa w kształcie młota leżała przekrzy­
wiona, z pyska wyszczerzonego w męce konania zwisał cięż­
ki, czarny język.
- Czyż to nie cudowne? - wykrzyknęła pani Schwartzen,
klaszcząc w ręce i podskakując radośnie jak mała dziewczyn­
ka." Sztuczny trup konia. Nigdy nie był żywy - od począt­
ku jest martwy. Jest jak martwy. Oto nowa, hiperrealna pro­
pozycja dla artystów, którzy chcą iść w ślady Katarzyny Ko­
zyry. Są flaki, a i sztuczny smród można pewnie zamówić.
Ogrodowy trup arabski. Jak martwy! A tańszy!
27

�BIBLIOGRAFIA:
Baudrillard Jean
1998
Precesja symulakrów, w: Postmodernizm. Antologia przekładów,
red. Ryszard Nycz, Warszawa
Bauman Zygmunt
1995
Wieloznaczność nowoczesna, nowoczesność wieloznaczna, War­
szawa
Burszta Wojciech, Krzysztof Piątkowski
1994
O czym opowiada antropologiczna opowieść, Warszawa
Umberto Eco
1996
Podróże do hiperrealności,
w: Semiologia życia codziennego,
Warszawa
Gaszyński Stanisław Piotr
1993
Piramida nieporozumień, „Przegląd Akademicki", nr 18
Gnacikowska Wioletta
1998
Pegaz jako krasnoludek, „Gazeta Wyborcza. Magazyn", nr 35
Iłowiecki Maciej
1993
list do redakcji, „Życie Warszawy", 17 V I I I

Kowalski Grzegorz
1993
Po cholerę toto tyje?, „Wprost", nr 37, s. 73 (odpowiedź na arty­
kuł Aleksandry Jakubowskiej pod tym samym tytułem, zamie­
szczony we „Wprost" nr 35/1993);
1995
Z wiaderkami, świńskim truchtem... (wywiad z Katarzyną Kozy­
rą przeprowadzony przez Artura Żmijewskiego), „Magazyn Sztu­
ki", nr 1
Moles Abraham
1978
Kicz, czyli sztuka szczęścia. Studium o psychologii kiczu. Warsza­
wa
West Nathanael
1994
Dzień szarańczy, tłum. Maria Skibniewska, Poznań
Zaniewska-Chwedczuk Xymena
1993
list do redakcji, „Gazeta Wyborcza", 18 V I I I
Żmijewski Artur
1995
Piętrowy tanatoid. O pracy Katarzyny Kozyry, „Magazyn Sztu­
k i " , nr 1

PRZYPISY
1

Artykuł niniejszy jest rozszerzoną wersją referatu wygłoszonego
podczas studenckiej sesji w Lanckoronie w dniach 13-14 V I 1998 noszą­
cej tytuł Przedmioty, podróże, miejsca mityczne.
Grzegorz Kowalski, Po cholerę toto żyje?, „Wprost", nr 37/1993,
s. 73 (odpowiedź na artykuł Aleksandry Jakubowskiej pod tym samym
tytułem, zamieszczony we „Wprost" nr 35/1993).
Cytat za: Stanisław Piotr Gaszyński, Piramida
nieporozumień,
„Przegląd Akademicki", nr 18/1993, s. 27
Artur Żmijewski, Piętrowy tanatoid. O pracy Katarzyny Kozyry,
„Magazyn Sztuki", nr 1/1995, s. 13-15
Maciej Iłowiecki,,Życie Warszawy", 17 V I I I 1993.
Xymena Zaniewska-Chwedczuk, „Gazeta Wyborcza", 18 V I I I
1993.
Z wiaderkami, świńskim truchtem... (wywiad z Katarzyną Kozyrą
przeprowadzony przez Artura Żmijewskiego), „Magazyn Sztuki",
nr 1/1995, s. 20
Grzegorz Kowalski, dz. cyt., s. 73
Zygmunt Bauman, Wieloznaczność
nowoczesna,
nowoczesność
wieloznaczna. Warszawa 1995, s. 61
Wioletta Gnacikowska, Pegaz jako krasnoludek, „Gazeta Wybor­
cza. Magazyn", nr 35/1998, s. 22
Tamże., s. 23
2

I

4

5

6

7

8

9

1 0

I I

12

Por. tamże, s. 22-23
Tamże, s. 23
Tamże, s. 23
Abraham Moles, Kicz, czyli sztuka szczęścia. Studium o psycholo­
gii kiczu, Warszawa 1978, s. 74
Wojciech Burszta, Krzysztof Piątkowski, O czym opowiada antro­
pologiczna opowieść, Warszawa 1994, s. 116
Aleksander Warikoff jest właścicielem łódzkiej kamienicy, na któ­
rej stoi blaszany koń.
Tamże, s. 20
Umberto Eco, Podróże do hiperrealności, w: Semiologia życia co­
dziennego, Warszawa 1996, s. 29
Por. Jean Baudrillard, dz. cyt., s. 182-183
Grzegorz Kowalski, dz. cyt., 73
Z wiaderkami, świńskim truchtem..., dz. cyt., 20
Por. tamże., s. 19 i Stanisław Piotr Gaszyński, dz. cyt., s. 26
Artur Żmijewski, dz. cyt., s. 13
Jean Baudrillard, Precesja symulakrów, w: Postmodernizm. Anto­
logia przekładów, red. Ryszard Nycz, Warszawa 1998, s. 185
Umberto Eco, dz. cyt., s. 15
Nathanael West, Dzień szarańczy, tłum. Maria Skibniewska, Po­
znań 1994, s. 27
11

14

15

16

17

1 8

19

2 0

2 1

22

2 5

2 4

2 5

2 6

2 7

O Z D O B Ą TWOJEJ

POSIADŁOŚCI

163

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6647" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6627">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a59e59ef4fc3dd136213bb26be024798.pdf</src>
        <authentication>1bdd9891d91da37b12d56de5dbad57b9</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79245">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2709</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79246">
                <text>1998</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79247">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2520</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79248">
                <text>Przyszła do mnie z wizytą sprzedaż bezpośrednia / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79249">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.3-4, s.144-145</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79250">
                <text>Radkowska, Magdalena</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79251">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79252">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79253">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79254">
                <text>Przyszła do mnie z wizytą
sprzedaż bezpośrednia
Magdalena Radkowska

Piękny wiosenny poranek. Trzeba wstać. Szybko posprzą­
tam, potem się ładnie ubiorę i może pójdę na jakieś zakupy.
A tu tyle zmywania po wczorajszych urodzinach. Trudno, za­
biorę się do tego już teraz.
Dzwonek do drzwi. Kto to może być? Listonosz już był,
pan z gazowni i ten od prądu też... Goście?
Przede mną stoi elegancka młoda dama, jak się później
okazało o nienagannych manierach.
- Dzień dobry. Nazywam się Anna Strzałkowska-Johnson. Jestem przedstawicielką francuskiej firmy kosmetycznej
[nazwa jakaś krótka, bardzo zagraniczna, już teraz nie pamię­
tam]' działającej od 1923 roku.
Zaświadczając o swojej prawdziwości, podaje mi wizy­
tówkę. Szczęśliwa, że wiem, z kim mam do czynienia, wpu­
szczam ją do środka. Czuję się jakoś nieswojo, ta pani ma
nade mną przewagę. [No tak, przecież w tym momencie ona
była osobą z tożsamością, ja - bez. Wygrywała. Przez chwilę
byłam nikim. Po prostu jedną z wielu klientek pani Strzałkowskiej-Johnson. Nie dość, że zostałam przyłapana przy tak
skrajnie profanicznej czynności, jak sprzątanie, to jeszcze nie
miałam tożsamości.] Czuję się, jakbym była naga i brudna.
A do tego ona - cały czas tak niemożliwie miła i grzeczna.
- Przepraszam, że o tak nieodpowiedniej porze... (Boże!
Przecież jest już południe, o co jej do diabła chodzi, chce je­
szcze bardziej mnie pogrążyć? Nie dam się, pokażę jej, że ja
też potrafię być sympatyczna. I wcale nie jestem brudasem.)
Chciałabym chwilę z Panią porozmawiać. Przedstawić nasze
propozycje na sezon wiosenno-letni, może Pani sobie wybie­
rze coś z nowej kolekcji. Nasz komputer spośród wszystkich
klientów w tym miesiącu wylosował właśnie panią. (Naszych
klientów? Czy ja kiedyś, coś? Ach ta niespodzianka, którą
dawno temu zrobił mi Paul...) Dzięki czemu może Pani po
promocyjnej cenie zakupić naprawdę wyjątkowy zestaw.
Cóż, skoro komputer właśnie mnie wylosował... W końcu
i mnie się poszczęściło. [Naiwna ta nasza bohaterka. Myśli,
że została przyjęta do grona wybrańców. Przestrzeń do tej po­
ry dla niej niedostępna tym razem jest w zasięgu ręki. Odbyć
tylko całkiem niewinny rytuał inicjacji i już karta klubu pięk­
nych, młodych i bogatych będzie w jej rękach.] Czy można
odmówić losowi? Czy mogę odmówić komputerowi?
I w końcu, czy mogę odmówić tej zamiłej pani? Gość w dom
- Bóg w dom, zawsze powtarzała mi babcia.
- Proszę, niech pani wejdzie (dlaczego ja nie potrafię tak
efektownie mówić pani z dużej litery), przepraszam, że tu ta­
ki bałagan, ale pani rozumie... (za co ja ją przepraszam? Je­
stem na siebie wściekła, przecież to ona przyszła z nie zapo­
wiedzianą wizytą.) Proszę usiąść. Ja za chwileczkę wrócę.
Szybko odrzucając fartuch chwyciłam szczotkę do włosów,
zarzuciłam na siebie trochę bardziej elegancki strój i wróci­
łam do mojego gościa.
- Może pani się czegoś napije? [Po co ja jej to zapropo­
nowałam? Wtedy jeszcze jakoś do mnie nie mogło dotrzeć, że
to jej na mnie zależy i w zasadzie bez skrupułów mogłam ją
2

3

144

nawet wyrzucić z domu. Przecież ona jest tylko jakimś tam
usługodawcą... Ale wówczas jeszcze sobie z tego nie zdawa­
łam sprawy. Ona w swoim błyskotliwym entree nie zostawi­
ła mi miejsca na żadne racjonalne refleksje.]
- Nie, dziękuję, ja tylko na chwilę. Niech Pani w ogóle
mną się nie przejmuje.
Usiadłam obok niej przy stole. Otworzyła eleganckie pu­
dełko. Wszystko w nim było równo poukładane, oznaczone,
ładne i zapewne bardzo drogie. To ona była tą uporządkowa­
ną, nienaganną kulturą. Ja - zmywająca naczynia, nie uczesa­
na^ bałaganem w mieszkaniu - reprezentowałam, „co naj­
wyżej", naturę. Teraz ona mogła wprowadzić w moje życie
ład, podarować mi okruch doskonalszego ze światów.
- Do codziennej pielęgnacji skóry poleciłabym Pani ten
oto krem. Pani ma cerę mieszaną, jak sądzę? - nie czekając
na odpowiedź kontynuowała: - Jest naprawdę wyśmienity
i niedrogi. Jest produktem najnowszych badań naszego insty­
tutu posiada obok trio-profazyny naturalny składnik utrzymu­
jący naszą skórę w jak najlepszej kondycji. Teraz, wiosną, bę­
dzie chronił Pani cerę przed wiatrem, a latem przed szkodli­
wą działalnością promieni UV. (Wczoraj właśnie czytałam
w gazecie i nawet akurat w telewizorze mówili o tym, ile lu­
dzi w zeszłe lato umarło z powodu raka skóry...) My kobiety
wiemy, że kremów niestety trzeba używać codziennie. Ina­
czej już za parę lat nasza cera... - nie dokończyła, tylko po­
trząsnęła głową. (No tak, kto dzisiaj chciałby mieć starą ce­
rę? Któż nie marzy o zatrzymaniu destrukcyjnie działającego
czasu? ) Ale należy używać odpowiednich, bardzo często bo­
wiem się zdarza, że kobiety stosują całkiem nieadekwatne do
ich rodzaju cery specyfiki. Kilka dni temu byłam u klientki,
która, proszę sobie wyobrazić, używała kremu z emfazytami
do cery tłustej, natomiast maseczkę robiła z bławatka. [Jakże
bezkolizyjnie natura z kulturą połączone ostały w jednym ak­
cie codziennej pielęgnacji skóry... ] Na wieczór natomiast po­
leciłabym Pani dwufazowy krem z dodatkiem laicydów, przy­
gotowany specjalnie przez paryskie laboratorium dla osób do
trzydziestego piątego roku życia. Oczywiście oba kremy są
nieperfumowane, nie podrażniają skóry i nadają się nawet dla
osób skłonnych do alergii. Jeżeli Pani w tej chwili się nie zde­
cyduje, i tak w prezencie od naszej firmy dostanie pani prób­
kę obydwu - powiedziała wręczając mi malutkie opakowanie
z dwoma eliksirami młodości. Nie wiem, czemu ucieszyło
mnie to. Czułam się, jakbym za pośrednictwem tej eleganc­
kiej damy dostała prawdziwy prezent od francuskiej firmy.
4

5

6

Mój gość nie czekał zbyt długo na odpowiedź dotyczącą
kremów i zaczął przedstawiać kolejne kosmetyki:
- Pani reprezentuje typ urody: jesień. Dlatego najlepszym
będzie makijaż wymyślony specjalnie dla Jesieni [czytaj:
specjalnie dla ciebie] przez Stephana Corbien. Potrzebny bę­
dzie zatem Pani zestaw cieni w kolorach od kawy z mlekiem
po mahoń. Pięć różnych barw, których także można używać
jednocześnie. Do tego oczywiście szminka karminowa.
O, proszę popatrzeć pod światło: kolor dla pani idealny! I nie

�muszę chyba dodawać, że nie zostawia s'ladow na męskich
kołnierzykach - dodała ściszonym głosem pani Anna. Tusze
do rzęs ja osobiście radziłabym wziąć dwa: czarny, zawsze
uniwersalny, i brązowy, aby dopełnić makijaż Corbien.
I oczywiście jeszcze puder. Trzynastka, tak - trzynastka bę­
dzie najlepsza. [Znowu ta wszechobecna taksonomia!] Od­
cień identyczny z odcieniem skóry. [Idealny makijaż na co
dzień to taki, który nie rzuca się w oczy. ]
- Róż? Tak, oczywiście możemy coś Pani polecić, cho­
ciaż muszę szczerze przyznać, że mamy mały wybór.
- A ten komplet cieni - czy może mi pani powiedzieć, ile
kosztuje?
- O, ten jest bardzo dobry - tutaj nastąpiła wymiana za­
let owego drogocennego zestawu - ale i bardzo drogi [czytaj:
nie stać cię na niego, dziecinko].
7

8

9

- Chyba właśnie go wezmę, tak, wydaje mi się, że ten jest
odpowiedni [czytaj: na złość tobie, mimo że mnie na to nie
stać].
Jeszcze chwilkę ta Bardzo Miła Pani poopowiadała mi
o produktach, które dzięki szczęśliwemu przypadkowi mo­
gą być moje. Następnie dopełniłyśmy pieniężnych formal­
ności i pani Anna, zamykając swoją „czarodziejską" waliz­
kę, wstała. Przed wyjściem podarowała mi jeszcze kilka
produktów-reklamówek i nakazała dzwonić, kiedy tylko na
coś jeszcze się zdecyduję. Nagle zniknął jej porządek, jej
ułożenie i usystematyzowanie. Znowu zostałam sam na sam
ze swoim bałaganem, brudem i nie pozmywanymi naczy­
niami. Dobrze, że po posprzątaniu będę mogła się ładnie
umalować i choć symbolicznie pouczestniczyć w Prawdzi­
wym Świecie.
10

PRZYPISY
1

Pani przybyła do mnie z wielkiego świata. Tak jak dawniej, autory­
tetem są podróżujący, ci, co widzieli i słyszeli więcej. Jednak już nie są
to żebracy, włóczędzy, księża czy żołnierze. Współczesny autorytet mu­
si być ładny, elegancki i elokwentny. Najlepiej, żeby pochodził z jedne­
go z zachodnich krajów arkadyjskiej pełni. W reklamach telewizyjnych
widzimy, że powinien reprezentować Naukę (stomatolog czy laborant
w białym kitlu), Karierę (kierowniczka sieci ekskluzywnych sklepów)
czy chociażby Przebojowość (rockowy muzyk). Tu nie ma lepszej lub
gorszej profesji, autorytet musi być doskonały w tym, co robi, być Spe­
cjalistą w swojej dziedzinie. Często wystarczą same atrybuty autorytetu
- właśnie biały kitel, elegancki garnitur, długie włosy. No i oczywiście
musi być zaświadczone na piśmie, że on to on: w praktyce sprowadza się
do suchego podpisu: „Anna Nowak - stomatolg". Jednak sama zasada
działania takiego autorytetu pozostaje niezmiennie ta sama: „Zwyczajo­
wą i najbardziej przekonywającą podstawą prawdziwości informacyjne­
go faktu w tej epoce [w średniowieczu - przyp. M.R.] było powoływanie
się na naocznego świadka, na kogoś, kto zaświadczył o tym, lub na
przedmiot, z którym związane było dane wydarzenie". (Guriewicz 1987,
335) Nowym, ale niezaprzeczalnym autorytetem jest współcześnie kom­
puter - o tym wzmianka we właściwym tekście.
„Aczasowość to jedna z cech rajskiej kondycji" (Barański 1995,
36). Reklama odwołuje się do nie-czasu nie tylko poprzez nawiązanie do
arkadyjskiego mitu, poprzez pokazanie, że produkt pochodzi z raju i do
raju prowadzi, ale także pokazanie, że sama jest „odwieczna" i trwała.
Data powstania firmy to znak, że jest ona niezmienna w świecie wiecz­
nej zmienności, (tamże, 35-36)
Wizytówka działa na zasadzie uprawomocnienia własnej tożsamości.
Nie sposób nie wierzyć w coś, co jest napisane. Skoro mamy napisane, że
my to my, to znaczy, że to naprawdę my. (patrz przypis 1. o autorytecie)
Banałem byłoby już chyba teraz pisać o ciele we współczesnej kul­
turze, które stało się kultem, zostało obdarzone nieskończoną ilością za­
biegów pielęgnacyjnych i upiększających po to, aby ani przez chwilę nie
przypominało nam o tym, że jesteśmy uwikłani także w biologiczny
czas. Więc na tym poprzestanę.
Tutaj oczywiście warto byłoby zrobić błyskotliwy wywód na temat
tego, jak współcześnie łączy się tę opozycję, jak, niczym Levi-Strauss,
reklama próbuje zniwelować tę sprzeczność. Dla ułatwienia odwołam się
jednak znowu do cytatu: „Rajska rzeczywistość to również harmonia
w rozumieniu braku podziału na to, co naturalne, i to, co społeczne, to,
co wytworzone, i to, co otrzymane (...) Opisuje ona [reklama] bowiem
wysiłki przezwyciężania dychotomii natury i kultury zarówno poprzez
«naturalizację działań ludzkich», jak i «uczłowieczenic praw natury»".
(Barański 1995, 36)
2

1

4

5

fi

W bardzo często praktykowanej formie reklamy - dawania
próbek, „aby klient spróbował i sam się przekonał, jak wyśmienity jest
produkt", zawiera się bardzo ciekawa antropologiczna zasada. Otóż
chodzi tu właśnie nie o spróbowanie produktu przez klienta, ale o zasa­
dę daru. Dar bowiem, jak uczył nas Marcel Mauss, wymaga przeciwdaru. I tę właściwość spece od marketingu świetnie zdają się znać. Nie
możemy inaczej odwzajemnić się firmie kosmetycznej za kosztowny
prezent, jakim nas obdarzyła, tylko kupując jej produkty, tym razem już
w większym wydaniu.
Wydaje się, że makijaż jest współczesną maską. Dziwna to maska:
nie dość, że zakłada sieją codziennie, to jeszcze ma udawać, że jej wca­
le nie ma. Oto maska doskonała: niewidoczna a zmieniająca. To może to
wcale nie jest dobre porównanie? Może należałoby szukać sposobu in­
terpretacji gdzie indziej. Makijaż niewątpliwie służy poprawianiu natury,
podkreślaniu swojej kulturowości, ale przede wszystkim „zamazywaniu"
biologiczności. Dzięki „doskonałemu" pudrowi nasz nos nie będzie się
świecił, czyli nie będzie pokazywał, że posiadamy jakiekolwiek wydzie­
liny. Dzięki dobremu korektorowi także znikną wszelkie zabarwienia
skóry (nie mówiąc już o pryszczach, fuj). Starannie dobrany cień spowo­
duje, że nasze oczy będą większe i bardziej regularne. Zaś róż uwydatni
kości policzkowe.
W sprawie autorytetu zbiorowego patrz: Eco, Semiologia życia co­
dziennego, s. 92-94
No właśnie - i tutaj zaczyna się problem. Dotąd nie było wątpliwo­
ści, że modelki reklamujące jakiś produkt były uosobieniem zdrowia,
młodości, doskonałości, harmonii itd., przypominały świeże owoce
i piękne kwiaty. Sobą, a także scenografią, na tle której były fotografo­
wane, nawiązywały do mitu raju, wiecznej szczęśliwości i młodości.
(O tym pisać już chyba nie trzeba. We wszystkich analizach reklam ten
wątek się pojawia, por. Barański, 1995 lub Czaja, 1994) Ostatnio zaczy­
na się to zmieniać (na razie widać to przede wszystkim przy reklamach
mody). Modelki są coraz chudsze, bledsze, mniej „żywe". (Czasem po
prostu nieżywe, por. Hall, 1998). Nazywa sieje heroinowymi dziewczy­
nami. Egzystują gdzieś w przestrzeni między życiem a śmiercią, w fazie
liminalnej. Nie ma już ich tu, ale jeszcze nie są tam. Pod koniec dwudzie­
stego wieku, kiedy człowiek na nowo odkrył swoją śmiertelność, stara
się ją pokonać w inny sposób, poprzez wprowadzenie jej do codzienno­
ści, zwerbalizowanie, przemieszanie z życiem. Ale to inny, moim zda­
niem bardzo ciekawy, problem.
Dorosły udając, że zwraca się do drugiego Dorosłego, w rzeczywi­
stości dobrze wyćwiczony i doświadczony, działa w ten sposób, aby od­
powiedź pochodziła od Dziecka. Oczywiście terminy te zaczerpnęłam od
Enca Berne'a(1987).
7

8

9

10

BIBLIOGRAFIA:
Barański, Janusz
1995 Czy metafora może być bajką? (w:) „Konteksty" nr 1-2
Berne, Erie
1987
W co grają ludzie ? Psychologia stosunków międzyludzkich, War­
szawa
Czaja, Dariusz
1994 Reklamowy smak raju: między archetypem a historią (w:) „Kon­
teksty" nr 1-2

Eco, Umberto
1996 Semiologia życia codziennego, Warszawa
Guriewicz, Aron
1987 Problemy średniowiecznej kultury ludowej. Warszawa
Hall, Dorota
1998 Śmierć jako przynęta, (w:) „Konteksty" nr 2
Mauss, Marcel
1973 Szkic o darze (w:) Socjologia i Antropologia, Warszawa

145

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6563" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6543">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/76f00df546c736c6a3377619953e7bf9.pdf</src>
        <authentication>972f2053961bda58782c836ea19bd87b</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78136">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3204</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78137">
                <text>1987</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78138">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3001</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78139">
                <text>Do Jacka / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1987 t.41 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78140">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1987 t.41 z.1-4, s.97-99</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78141">
                <text>Juszczak, Wiesław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78142">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78143">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78144">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78145">
                <text>Wiesław Juszczak

D O JACKA

z b o h a t e r ó w Miltona.

Jacku Drogi!

N i e „ h i s t o r y c z n y " M i l t o n , lecz jogo — po­

w i e d z m y dla uproszczenia — D u c h , b ł ą k a j ą c y się w W i e c z n o ś c i
zawsze, nio

o d stu l a t (zm. 1074). Ten M i l t o n schodzi ponownie na Z i e m i ę ,

przygotowanego. Nio c h c i a ł e m p i s a ć p r ę d k o i byk* j a k (bo i p r ę d k o

aby o d k u p i ć t o , co się w j ę z y k u p o o m a t u n a z y w a „jego P o s z ó a t n ą

W i e ś ć o T w o i m Jubileuszu z a s t a ł a m n i e , j a k

i poprawnie niu u m i e m ) , a bardzo c h c i a ł e m b y ć w ś r ó d

Twoich

Emanaeją",

czyli sześć k o b i e t z w i ą z a n y c h z n i m w

ziemskim

i J w k i c h , k t ó r z y się t u t a j zobrali. P o s t a n o w i ł e m w i ę c u ł o ż y ć Ci

jego ż y c i u : t r z y ż o n y i t r z y c ó r k i (noszące i m i ę Ololon), k t ó r y c h

m a ł y b u k i e t z rzeczy cudzej, c h o ć i mojoj po części dlatego, że

w t a m t y m ż y c i u n i g d y nie r o z u m i a ł . A l e zarazem M i l t o n

długo szła przozo m n i e i przez t o n a b r a ł a innej n i ż p i e r w o t n a

n a p r a w i ć b ł ę d y , j a k i c h się d o p u ś c i ł w sztuce, przede w s z y s t k i m

postaci. T a k chyba m o ż n a t e ż o k r e ś l i ć m o z o l n y proces p r z e k ł a d u .

jako p u r y t a n i n . I B l a k e , w k t ó r e g o M i l t o n się wciela na Z i e m i ,

Od d z i e w i ę c i u l a t t r u d z ę się t ł u m a c z e n i e m jednego z trzech

jest

ma

rzoc m o ż n a — „ i n s t r u m e n t e m " owej n a p r a w y . N a p r a w a

wielkich (na oko j u ż w i e l k i c h r o z m i a r a m i ) , t a k z w a n y c h profe­

ta, albo w ewangelicznym sensie „ n a w r ó c o n i o " , m u s i się d o k o n a ć

t y c z n y c h p o e m a t ó w B l a k u ' a . Ton „ m ó j " jest z nich n a j k r ó t s z y ,

przed S ą d e m Osfatouznvm, k t ó r v w ł a ś n i e się z b l i ż a . K t ó r y się

liczy sto p a r ę d z i e s i ą t s t r o n , i nazywa się Milton. B y ł pisany w la-

taktycznie rozpoczyna p o d koniec p o e m a t u , bo m o ż e się roz­

tech

począć

1803—1808 i m a wszystkie cechy d o j r z a ł e g o a skrajnie j u ż

dziwnego s t y l u logo poety -malarzu. K i l k a d r o b n y c h f r a g m e n t ó w
Miltona

p r z e ł o ż y ł Miłosz w Ziemi

Ulro.

Poza t y m ó w poemat

nigdy nie b y ł o m a w i a n y ani c y t o w a n y w naszym j ę z y k u .

w

c h w i l i , gdy

BLiike-Millfon

spotyka

Czy s ł u s z n i e r o b i ę , t ł u m a c z ą c to? N a p r a w d ę nie w i e m , a d a j ę

Ta ostatnia scena rozgrywa sic w ogrodzie wiejskiego d o m u
B l a k e m i e s z k a ł w latach 18011— 1803. I od tego f a k t u w y c h o d z ą c ,
można c«l«o

z w s z y s t k i c h . M ó w i ą , że p o e t ó w p o w i n n i t ł u m a c z y ć pooci. K t o

p e ł n ą aluzji zupełnie niezrozumiałych

jest p o e t ą j e d n a k ? P r z e c i e ż nio t y l k o t o n ,

niekiedy s z c z e g ó ł o w e j , ż y c i o r y s u B l a k e ' a .

co pisze wiersze,

a s p o ś r ó d t y c h też nie k a ż d y . N i e m y ś l a ł e m —• w y z n a m — o t y m ,
czy jestem w j a k i m k o l w i e k sensie p o e t ą . Z p o c z ą t k u t r a k t o w a ł e m
jak łamigłówkę, juk z a b a w ę . Potem

również

w F e l p h a m , nadmorskiej m i e j s c o w o ś c i w h r a b s t w i e Sussex, gdzie

Ci to p r ó b y , ż e b y ś oeonil sam, j a k o jeden z pierwszych l u b pierwszy

to p r z e d s i ę w z i ę t o

Ololon,

(w poszukiwaniu M i l t o n a ) s c h o d z ą c ą na Z i e m i ę .

trochę

w m ó w i o n o we m n i e , żo to m ó j o b o w i ą z e k , skoro ponad d w a d z i e ś ­
cia lat k r ą ż ę k o l o tego arts-sty i coś o n i m j u ż wiem (albo: c o ś
„z niego c z u j ę " ) . Wreszcie, j a k o p o c z ą t e k k o ń c a , zjawił się b a t
nad g ł o w ą , c z y l i u m o w a w y d a w n i c z a . N o i jestem w ł a ś n i e

na

ostatnich stronach ostatniej redakcji tego wszystkiego. S k ł a d a m
Ci w i ę c do s t ó p same i n e d i t a .
Vie s t a r a ł e m się b y ć p o e t ą , k t ó r y m m o ż o ( k t ó ż t o wie) nie

Miltona

czytać jako opowieść

Bohaterami poematu

boz

autobiograficzną,

znajomości,

bardzo

są uiiersonifikowane kosmiczne

siły,

ziemskie k o n t y n e n t y i narody, postaci biblijne, giganci nie spo­
t y k a n i poza w ł a s n ą „ r z e c z y w is t e ś c i a m i t y c z n ą " B l a k e ' a . D o t y o h
ostatnich n a l e ż y Los (z k t ó r e g o imieniem m a m y k ł o p o t w p o l s k i m
j ę z y k u : jest t o b o w i e m anagram s ł o w a Sol, i jogo sens m o ż n a b y
raczej łączyć ze „ s ł o ń c o m " , a n i g d y z „ f a t u m " ) . Los jest „ g e ­
niuszom poezji, jost u c i e l e ś n i e n i e m natchnienia, i jest „ K o w a ­
lem W i e c z n o ś c i " , ale r ó w n i e ż „ p r z e z ś m i e r t e l n y c h jest n a z w a n y
Czasem". T a k j a k jego m a ł ż o n k a — E n i t h a r m o n —

„zwana

P r z e s t r z e n i ą " , s t a n o w i zarazem uosobienio Duchowego

Piękna,

jestem. C h c i a ł b y m b y ć t y l k o najwierniejszy wobec p o e t y . A l e

a na

w i e r n o ś ć p r z e k ł a d u n i g d y nie jest w i e r n o ś c i ą z u p e ł n ą . 1 t a k n a j ­

Ś w i a t a " . Miejsce i rola tej p a r v w u t w o r z o ś w i a d c z ą j u ż same, żo

pierw m u s i a ł e m w y m y ś l i ć w ł a s n y r y t m dla tego, co B ł a k e

jest t o r ó w n i e ż rzoez o N a t u r z e , a przede w s z y s t k i m o Sztuce

na­

zywa „ m o n o t o n n ą k a d e n c j ą " swego wiersza. T o b y ł o jedno z n a j ­
c i ę ż s z y c h z a d a ń , k t ó r e g o , ię nie d a ł o r o z w i ą z a ć g ł o w ą , a

tylko

„brzuchem". Kiedy

jej K r o s n a c h powstajo ciełesno p i ę k n o

tego

„roślinnego

(przez n a j w i ę k s z e ,,S"). I m o ż o d z i ę k i tomu t a k nas

obchodzi

mogę

J a k widzisz, p r ó b o w a ł e m coś w y j a ś n i ć i z a g m a t w a ł e m wszyst­

t ł u m a c z y ć . Z m ę c z e n i e o b j a w i a się n a j p i e r w u t r a t ą togo poczucia.

ko ponad m i a r ę . Ale i w t a k i m m ę t n y m rezultacie jest c o ś z p r u w d y

A l e czy b ę d z i e on w y c z u w a l n y dla czytelnika?

0

czuję j a k b y c a ł y m s o b ą ten

rytm,

K i e d y przeczytasz te p r ó b k i , powiesz m i , k i m m o ż o b y ć ten
poeta w t y m t ł u m a c z e n i u . Czy m o ż o p o r w a ć t a k , j a k t y l u j u ż
porwał swoją

własną m o w ą ?

W i e r z ę , ż e T y m o ż e s z t o ocenie"

lepiej od i n n y c h c h o ć b y dlatego, że m a m y t u do czynienia z, ge­
n i a l n y m wprawdzie, ale aufond

„ n a i w n y m " twórcą. Blake niczym

nie jest s p ę t a n y , jest j a k b y spoza t r a d y c j i (i m . i n . dlatego j e d n a
z prac o n i m , z a t y t u ł o w a n a

Blake

and

Tradition

liczy p o n a d

t y s i ą c s t r o n ) . N i e przystaje do „ p r o f e s j o n a l n e j " sztuki przoh m u
XVIII

i X I X w i e k u . I chce w sztueo swojej i s w o j ą

sztuką

jest? Nio u m i a ł b y m , nawet

teraz,

wyjaśnić

tego k r ó t k o . B l a k e , k t ó r e g o o s k r o m n o ś ć nie s p o s ó b p o m ó w i ć ,
pisał w j e d n y m z l i s t ó w : , . I consider
this

WorUI Contains",

Рост

that

t w i e r d z ą c r ó w n o c z e ś n i e , że m a p i w o

tak

it as the. Grandest

go c h w a l i ć , p o n i e w a ż s p i s y w a ł go t y l k o pod d y k t a n d o A u t o r ó w ,
k t ó r z y „ s ą w W i e c z n o ś c i " . W i n n y m miejscu w s p o m i n a ł , że jest
to poemat p o d e j m u j ą c y
Iliady

„ J e d e n D o s t o j n y Temat, p o d o b n y do

Homera i Miltona

Raju

Utraconego".

Juk

s t w i e r d z i ł jeden

subject

is

its

own

„like

composition".

1 „ a u t o t e l i z m " Miltona

z komentatorów

Joyce's

twórczości

(Лунева, it is a book whose
Z

tym,

że

„autotematyzm"

jest trudniejszy do o g a r n i ę c i a , niż

Ulissesa,

bo jest absolutnie ż y w i o ł o w y , a nie z a ł o ż o n y , nio m e t o d y c z n y .
Po t y m p r z y d ł u g i m w p r o w a d z e n i u trzeba p r z e j ś ć do
obiecanych

„próbek".

Pierw.™

pochodzi

paru

z „przedmowy"

do

poematu, napisanej p r o z ą w tonie patetycznej orh.zwy do m ł o d y c h
a r t y s t ó w „ N o w e g o W i e k u " . Teraz przypomni.di.r.i

sobie, że t o ,

co c h c ę zacytować-, jest joszczo j e d n y m fragmentem z

Miltona

j u ż u nas k i e d y ś t ł u m a c z o n y m , przez Z y g m u n t a K u b i a k a . Jest

s t w o r z y ć wszystko, i wszystko od p o c z ą t k u .
O c z y m Milton

Miltonie.

Blake'a, poemat ten,

Związek

z

tym

o s t a t n i m d z i e ł e m o t y l e jest w y r a ź n y , że M i l t o n jest j e d n y m

to „ p i e ś ń " napisana r y m o w r t u y m

r e g u l a r n y m wierszem, k t ó r a

w o j c z y ź n i o B l a k e ' a z r o b i ł a (jak na tego hermetycznego p o e t ę )
k a r i e r ę z a w r o t n ą i n i e o c z e k i w a n ą : s t a ł a się — jeśli m n i e p a m i ę ć
nie m y l i

h y m n o m angielskich Z w i ą z k ó w Z a w o d o w y c b . Me­

l o d i i do tego dorobionej n a u c z y ł e m się z f i l m u Samotność
dystansowca,

długo¬

i p r ó b o w a ł e m t ł u m a c z y ć tak, ż e b y się to d a ł o ś p i e w a ć

tak samo, j a k w o r y g i n a l e :
Czy Owe stopy w d a w n y c h czasach
Przez g ó r y A n g l i i szły zielone,

97

�т
I ozy Baranek ś w i ę t y Boga

Nie t k n ą nic, a b l a d o ś ć t y l k o je powleka i p r z y powiewi*

Na jej pastwiskach by I widomy?

k a ż d y m drżą. i
B l a k e sam i l u s t r o w a ł i sam o d b i j a ł z miedzianych p ł y t swoj» ]

Obliczo Boskie ozy j a ś n i a ł o
Ponad w z g ó r z a m i p o c h m u r n y m i ?

w a ż n i e j s z e u k o ń c z o n o u t w o r y , pisane r ę c z n i e pismem l u s t r z a n y m . '

Czy Jeruzalem

C a ł y Milton

budowano

a do niej o d p o w i o d u i tekst, Blake,

w k t ó r e g o ciało w n i k n ą ł M i l t o n , dostrzega za s o b ą Losa, i utożea-

Dajcie m i z l o t o m b u k p ł o n ą c y ;
Dajcie m i m y c h p o ż ą d a ń

został wykonany t ą techniką. J e d n ą całostronicowe '

ilustrację załączam tutaj,

T u , gdzie S z a t a ń s k i e ciemno M ł y n y ?

m i a się z n i m , czyli zostaje opanowany natchnieniom t w ó r c z y m ; j

Strzały;

Dajcie m i W ł ó c z n i ę : m g ł y u s t ą p c i e !
Los w d ó ł z s t ą p i ł k u mnie- i

Dajcie m i R y d w a n z ognia c a ł y !

T Los t u ż za m n ą s t a n ą ł , S ł o ń c e p r z e r a ź l i w i e r o z p ł o m i e n i o n e , '
J a nie u s t a n ę w D u c h a Walce,

blisko •

N i Miecz nie spocznie w m o j e j d ł o n i ,
Aż zbudujemy

Za p l e c a m i m o i m i . O b r ó c i ł e m się w p r z e r a ż e n i u , i u j r z a ł e m

Jeruzalem

wtedy I

P o ś r ó d zielonych A n g l i i B ł o n i .

Los s t a ł w t y m o g n i u srogo p a ł a j ą c y m , i on t a k ż e się
schylił

(To

„Szatańskie

Młyny"

to fabryki,

którymi

pokrywała

się

I s a n d a ł y moje z a w i ą z a ł w U d a n - A d a n ; a j a s t a ł e m d r ż ą c y j

A n g l i a w czasach t z w . r e w o l u c j i p r z e m y s ł o w e j . B l a k o b y ł j e j

Niezmiernie, w ł ę k u , w p r z e r a ż e n i u , s t o j ą c w D o l i n i e

ś w i a d k i o m i wrogiem.)

L a m b o t h ; lecz on u c a ł o w a ł m n i e i z d r o w i a ż y c z y ł ,
I t a k j u ż b y ł e m ?. n i m C z ł o w i e k i e m J e d n y m , r o s n ą c y m w siłę

D r u g i fragment jest t e ż „ p i e ś n i ą " , ale j u ż w ł ą c z o n ą we w ł a ś ­

swój*.

c i w ą „ a k e j ę " poematu. D l a Blake'a a k t Stworzenia c z ł o w i e k a b y ł
a k t o m okrueiortstwa, a k t o m zniewolenia ducha,

uplatania

Za p ó ź n o b y ł o b y c o f n ą ć tie teraz. Los w d u s z ę m o j ą w k r o c z y ł :

ge

I jogo p r z e r a ż e n i e m n i e o p a n o w a ł o do k o ń c a ! I podnioekim

w „ r o ś l i n n ą " m a t e r i ę . W t y m m y ś l jogo z b i e ż n a b y ł a w zasad­
n i c z y c h swych p r z e s ł a n k a c h

z chrześcijańskim

się w f u r i i i mocy. |

gnostyeyzmeiii

(o c z y m wielo napisano). M o ż n a w k a ż d y m razie p o w i o d / i e ć , że
u B l a k e ' a . prawie t a k j a k u g n o a t y k ó w : „ C z ł o w i e k n a l e ż y

I

do

ś w i a t a przeznaczonego na z a g ł a d ę . Między Bogiem a c z ł o w i e k i e m

wreszcie, na z a k o ń c z e n i e , ż e b y Cię j u ż d ł u ż e j

nio nudzie-

w y s t ę p u j ą hierarchie ' e o n ó w ' . J e d n y m z t y c h e o n ó w jest 'domi-

M i ł o s z go t ł u m a c z y ł w c z e ś n i e j , ale przede w s z y s t k i m dlatego, że

r-.-i

jest t o p r z y k ł a d najwspanialszy m o ż e tego, co B l a k e j a k o р о о Ц

B ó g Starego Testamentu,

(por. Szymusiak-Starowieyski
piśmiennictwa
stwarza

niewierny właściwemu B o g u "
Słownik wczesnochrześcijcr/whięgo p o t r a f i ł .

hasło • „ g n o s t y e v z m " ) . Staro t e s t a m e n t ó w у Jehowa

żeby panować

p i e ś ń " jest

:

t e n fragment, k t ó r y b y ł szczególni.' t r u d n y nie t y l k o dlatego, że

lamentom

a zbawia Chrystus

Wspomniana d i u ^ a

nad stworzonymi ludźmi

śpiewanym

przez t y c h k t ó r z y p r a c u j ą p r z y stworzeniu k t ó r z y za wszystkie t u

J e ś l i , j a k w s p o m n i a ł e m , „ L o s przez ś m i e r t e l n y c h jost Czasem
nazwany, a K n i i harmon nazwana P r z e s t r z e n i ą " , i jeśli — j a k
mówi Blake:

wyliczano ograniczenia ludzkie s ą odpowiedzialni Jost to zarazem
r

opis o g r a n i c z e ń zmy slowogo p o z n a ń ia i d o ś w i a d c z e n i a

św iata
Miłosierdziem

J a k b y i^łzw inięoio znacznie

Wieczności

jest

Czas; bez s z y b k o ś c i

Czasu

K t ó r y najszybszy jest zo wszystkich rzeczy, wszystko by było
wiecznym udręczeniem
Synowie Losa s ą p r a c o w n i k a m i „ f o r m " Czasu. Tego d o t y c z y ton

S k ą d wiesz, czy nie jest k a ż d y P t a k , k t ó r y s w ą d r o g ę tnie
powietrzną,

o s t a t n i t u c y t a t , p o c h o d z ą c y z ostatnich s t r o n pierwszej księgi
poematu:

Ś w i a t o m rozkoszy n i e o b j ę t y m , co w i ę ź n i e w z m y s ł a c h t w o i d i
pięciu ?
A l e w Miltonie

obraz jest bardziej s k o m p l i k o w a n y , ironicznie

Ale i n n i Synowie Losa b u d u j ą
I

Chwile,

Minuty,

D n i e , Miesiące i L a t a i W i e k i , czasu Okresy,

Godziny,

przedziwne
budowlo;

brzmiący i okrutny:
Bez sił, w bezmiarze z a b ł ą k a n e \ Z a m k n i ę t e ciasno w formie
smutnej,
P e ł z n ą c e w m a r n y m ciele p ł a z ó w , ach, po t y m ziemi ł o n i e !
Oko Człowiecze, o k r ą g ciasny, j a k ż e zawarte jest i ciemne,
C h y b i nie p a t r z y w ś w i a t ł a moc, o b c u j ą c z P r ó ż n i ą t y l k o ;
U c h o , muszelko drobna, k t ó r e j m a l e ń k i e zwoje nie w p u s z c z a j ą

A k a ż d a Chwila ze z ł o t a p o s ł a n i e rna na spoczynek
A

miedzy k a ż d y m i

dwiema Chwilami

stoi Córka

B y na Postaniu Ś p i ą c y c h k a r m i ć z m a t c z y n ą

A k a ż d a M i n u t a ma l a z u r o w y N a m i o t o j e d w a b n y c h o p o n a c h :
I

każda

Godzina ś w i e t l i s t ą z ł o t ą B r a m ę m a , z

D z i e ń k a ż d y i k a ż d a Noe m a z b r ą z u Ś c i a n y i W r o t a tdyjamentu,.

T y l k o d ź w i ę k n i k ł y w y d a ć z d o ł a , u k r z y k i jogo s ł a b o b r z m i ą .
Ś w i e c ą c e się j a k o K a m i e n i e drogocenne,

T e d y M o r a l n ą rodzi C n o t ę sroga Dziewica B a b i l o n .

stosownymi znaki
ozdobiono: Г

Czy Oko to e o ś wie o gwiazdach 1 czy p a t r z ą c k a n a ł a m i s w y m i
A k a ż d y Miesiąc srebrem

Siłę s ł o n e c z n y c h w ł ó c z n i zna, co m i e r z ą w U d a n a d a n ?

b r u k o w a n y m a Taras, k t ó r y się "
p i ę t r z y wysoko,

Czyli t e ż m o ż e U c h o to, w y z i e w e m lochu n a p e ł n i o n o ,
Oconić s ł o d k i e harfy brzmienie, g d y r ę k a boska w n i ą uderza *

A k a ż d y Rok m a niedosiężne B l a n k i i wysokie Wieżo,

J czy zawarte Nozdrza m o g ą r a d o ś ć o d c z u w a ć ? m o g ą ż c h w a l i ć

A każdy

Wiek

F o s a g ł ę b o k a okala o Miastach ze -srebra
i

jesienny owoc,
K i e d y f i g i i grona w i n n o w y b u c h a j ą w powietrze s z c z ę s n e :

I owe W i e k ó w Siodra L a t D w i e ś c i e c z y n i .

Coś, co R o ś l i n n e j nio jest M i a r y , a z obrzydzeniem

I

mdłe

I czy d o z n a w a ć m o g ą czego te W a r g i g r u b e ; ach, niestety!
z w i n i ę t o w sobie

złota;

J k a ż d e W i c k ó w Siedem P ł o m i e n i s t y m jest O k r ą ż o n e Ogniom.

Czy J ę z y k t a k i w o d ą ż y w ą szczycić się możo'? czy rozpozna

wszystko t o s w ą S t r a ż m a : k a ż d a Chwiia, .Minuta k a ż d a , .
Godzina, D z i e ń , Miesiąc i R o k .

odrzuci ?

98

kunszten^
rzeźbioną,-

I

przesyca,

Boulah,

troską.

Ż a d n y c h m e l o d i i , p o j ą ć m o ż e R o z d ź w i ę k jedynie i H a r m o n i ę ;
J ę z y k wilgoci k r o p l a wiłży, d r o b i n a j a d ł a go

cichy

( I się k a ż d a r ó w n a uderzoniu ż y ł y b i j ą c e j ) ,

Wszystkie

one

są

dziełem

Czarodziejskiej

ręki

Żywiołów
Czterech:

л

�S t r a ż A n i o ł o w i e O p a t r z n o ś o i p e ł n i ą w ozuwaniu n i e u s t a n n y m .

Zdarzenia Czasu się r o z p o c z y n a j ą w Okresie t a k i m ,

K a ż d y Czas k r ó t s z y n i ź l i uderzenie ż y ł y b i j ą c e j

W e w n ę t r z u C h w i l i , w c i ą g u Uderzenia Ż y ł y t ę t n i ą c e j .

R ó w n a s i ę s w y m t r w a n i e m i c e n ą s w o j ą L a t Szościu T y s i ą c o m ,

To

B o się w Czasie t a k i m Poeta D z i e ł o S p e ł n i a , a z a ś wszystkie

I

Wielkie

w s z y s t k o . Czy bardzo

Cię z n u d z i ł e m ? J e ś l i t a k , w y b a c z .

p r z y j m i j poza t y m serdeczne ż y c z e n i a . Ś c i s k a m Cię J u b i l e u -

szowo.
Wiesław

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6562" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6542">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/745e0acb14d3e2a92d6c910bea83fa77.pdf</src>
        <authentication>d52c5244ed46b24d91acf1e356a15dcc</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78126">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3203</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78127">
                <text>1987</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78128">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3000</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78129">
                <text>Współczesne przemiany tradycyjnej wycinanki żydowskiej / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1987 t.41 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78130">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1987 t.41 z.1-4, s.91-96</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78131">
                <text>Mulkiewicz-Goldbergowa, Olga</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78132">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78133">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78134">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78135">
                <text>I I . 1. J . Grosbard, Święto

plonów

w kibticu,

w y m . 3 2 x 2 0 cm

Olga Mulkiewicz-Goldbergowa

WSPÓŁCZESNE PRZEMIANY TRADYCYJNEJ WYCINANKI ŻYDOWSKIEJ

T r a d y c y j n a w y c i n a n k a w papierze, znana w r ó ż n y c h okresach
1

„ l u c h o t z i k k a r o n " w ó w c z a s , g d y umieszczone na n i c h nazwiska,

czasu w i e l u g r u p o m diaspory ż y d o w s k i e j , u t r z y m a ł a sk. n a j d ł u ż o j

imiona, daty narodzin i śmierci najbliższych — m i a ł y przypomi­

na terenie E u r o p y wschodniej, a przede w s z y s t k i m n a

nać

terenie

P o l s k i . T u w ł a ś n i e b y ł a w y k o n y w a n a jeszcze n a p r z e ł o m i e X I X
i X X stulecia

2

a pojedyncze egzemplarze z d o b i ą c e p o s z c z o g ó l n e

o poszczególnych

rocznicach ś m i e r c i —

wskazywać dni,

w k t ó r y c h należało odmówić, niezwykle w a ż n ą w obrzędowości
ż y d o w s k i e j , m o d l i t w ę za z m a r ł y c h .

d o m y czy synagogi m o ż n a b y ł o jeszcze z n a l e ź ć w okresie m i ę d z y ­

T r a d y c j ę w y c i n a n i a w papierze zabierali p o s z c z e g ó l n i w y c i -

w o j e n n y m , z w ł a s z c z a na wschodnich ziemiach ó w c z e s n e j Rzeczy­

nankarze ż y d o w s c y e m i g r u j ą c y z P o l s k i do r ó ż n y c h k r a j ó w . T a k

pospolitej .

więc joszcze w okresie m i ę d z y w o j e n n y m s p o t y k a m y p o s z c z e g ó l n e

N i o w ą t p l i w i e na t y m w ł a ś n i e torenio w y t w o r z y ł się o d r ę b n y

egzemplarze

t r a d y c y j n e j polskiej ż y d o w s k i o j

wycinanki,

naj­

t y p w y c i n a n k i . P o r ó w n u j ą c z a r ó w n o m o t y w y , j a k i przede wszyst­

prawdopodobniej w y k o n a n e w A m o r y c e , czy toż na terenie ó w c z e s ­

k i m kompozycję poszczogółnych wzorów m o ż n a w y s u n ą ć tezę,

nej Palestyny a obecnego I z r a e l a , w i a d o m o o i s t n i e n i u w y k o n y ­

3

że w y c i n a n k a p o l s k i c h , w z g l ę d n i e w s c h o d n i o e u r o p e j s k i c h Ż y d ó w ,

w a n y c h przez polskiego Ż y d a w y c i n a n e k w m a ł y m miasteczku

posiada d o s t a t e c z n ą ilość w s p ó l n y c h e l e m e n t ó w , k t ó r e p o z w a l a j ą

na

na zaliczenio j e j do o d r ę b n e j g r u p y .

sztuka t a z a n i k ł a w pierwszej p o ł o w i o naszego stulecia, i to za­

Jak wiadomo, pełniła wycinanka w tradycyjnej społeczności
ż y d o w s k i e j przede w s z y s t k i m funkcje k u l t o w e . Z w i ą z a n a

była

Bukowinie.

4

Ostatocznie

j e d n a k , j a k j u ż wspomniano —-

r ó w n o na terenie E u r o p y wschodnioj, j a k i w i n n y c h skupiskach
żydowskich.

z poszczególnymi świętami, lub też innymi ważnymi momentami

Z o ż y w i e n i e m tej t w ó r c z o ś c i s p o t y k a m y się w p ó ź n y c h l a t a c h

w zj'ciu r o d z i n y . D o n a j c z ę ś c i e j s p o t y k a n y c h i najbardziej zna­

p i ę ć d z i e s i ą t y c h i s z e ś ć d z i e s i ą t y c h , n i e m a l ż e r ó w n o l e g l e , w odda­

nych zaliczyć

l o n y c h d o ś ć o d siebie w i ę k s z y c h skupiskach z a m i e s z k a ł y c h przoz

należy

mizrachy,

względnie

sziwiti,

powiązane

z o b o w i ą z k i e m codziennego odprawiania m o d l i t w y , oraz wskaz u j ą c o k i e r u n o k o d m a w i a n i a t e j ż e , w z g l ę d n i e szewuoslech

Ż y d ó w — w Stanach Zjednoczonych oraz w I z r a e l u .

i roj-

Sztuka w y c i n a n i a w papiorze r o z w i j a j ą c a się w s p o ł e c z n o ś c i a c h

zelech z d o b i ą c e d o m y w ś w i ę t a Szawuoth. W y c i n a n k a m i ozda­

ż y d o w s k i c h w Amerj'ce nie b ę d z i e p r z e d m i o t o m naszych r o z w a ż a ń

biano t o ż s z a ł a s y - , , k u c z k i " — budowano w okresie ś w i ą t S u k k o t h

z p r z y c z y n , k t ó r e p o s t a r a m się niżoj w y ł u s z c z y ć , niemniej w y d a j e

oraz były one w k o m p o n o w a n o w c h o r ą g i e w k i , noszono przez dzioci

m i się właściwym poświęcenie temu tematowi paru z d a ń , zanim

podczas p o c h o d u z okazji ś w i ę t a S i m c h a t T o r a . W y c i n a n k a m i

przejdziemy do o m a w i a n i a p r o b l e m a t y k i , b ę d ą c e j g ł ó w n y m te­

obwieszano ł ó ż k o p o ł o ż n i c y — g d y p e ł n i ł y z r a c j i umieszczonego

m a t e m niniejszego a r t y k u ł u .

n a n i c h w z o r u czy napisu f u n k c j ę

a m u l e t u . Wieszano je na

ś c i a n i e , w z g l ę d n i e przechowywano w m o d l i t e w n i k u

jako tzw.

T a k w i ę c w y c i n a n k a , r o z w i j a j ą c a się ostatnio w s p o s ó b d o ś ć
spontaniczny i w o ż y w i o n e j formie w ś r ó d Ż y d ó w w Stanach Zjed*

91
i

�plastyczna. W ś r ó d t y c h ż e t w ó r c ó w w i d z i m y s t a ł e poszukiwania
nowych

technik,

stosowanio

nowoczesnych

narzędzi

pracy;

u n o w o c z o ś n i e n i u uloga t r a d y c y j n y m a t e r i a ł . Papier zostaje z a s t ą ­
piony często kartonem, jedwabiom, tworzywami
Zmionia

się

również

funkcja

tej

sztucznymi.

nowoczosnej

wycinanki,

przede w s z y s t k i m t r a k t o w a n a jest j a k o dzieło sztuki, zawieszana
na ś c i a n a c h z a s t ę p u j e obraz.
Zwyczaj ozdabiania d o m ó w w okrosio ś w i ą t S z a w u o t h , oraz
s z a ł a s ó w b u d o w a n y c h w okrosio S u k k o t , jost znany powszechnie,
alo bardzo rzadko k o n t y n u o w a n y . Zajęcio t o pozostawia się przedo
w s z y s t k i m dziociom, k t ó r o o z d a b i a j ą w y c i n a n k a m i nio t y ł o d o m y
r o d z i c ó w , ale przodo w s z y s t k i m pomioszczonia w przedszkolach,
klasy w szkole. W y c i n a n k i to nic zawsze n a w i ą z u j ą do t r a d y c y j n e j
s y m b o l i k i , czy d a w n y c h m o t y w ó w , c z ę s t o s p o t y k a się powiolanie
powszochnio z n a n y c h w z o r ó w i technik w y c i n a n i a . Zwyczaj

ton

m a przodo w s z y s t k i m na celu wzmocnionie poczucia p r z y n a l e ż ­
n o ś c i otnicznoj dzieci i m ł o d z i o ż y .
M a m y w i ę c do czynionia

z d w o m a i n t e r e s u j ą c y m i procesami

— przedo w s z y s t k i m , t r a d y c y j n a w y c i n a n k a i joj
funkcja

tradycyjna

z o s t a ł y p r z e s u n i ę t o , a m o ż o d o k ł a d n i o j powiedziawszy

z e p c h n i ę t e na pozycje uboczne. Jost t o obecnio przede w s z y s t k i m
zajęcie dzieci i m ł o d z i e ż y , zwyczaj n i o p r a k t y k o w a n y w d o m u .
F u n k c j a w y c i n a n k i obecnie — to przodo w s z y s t k i m p o d k r e ś l e n i e
własnej

odrębności

etnicznoj.

Poszczególni

artyści,

względnie

h o b b y ś c i z k r ę g ó w ż y d o w s k i e j s p o ł o c z n o ś c i z a j m u j ą c y się w y c i n a n i o m , albo w ogóle o d c h o d z ą od t r a d y c y j n y c h w z o r ó w i t r a d y c y j ­
nej s y m b o l i k i , albo s z u k a j ą n o w y c h f o r m , r o z w i ą z a ń stylistycz­
nych ; twórczość swą usiłują wiązać z symboliką sztuki żydowskiej,
ale najczęściej symbole te s ą przetworzone, pozostaje ich

zna-

czonie, alo n a j c z ę ś c i e j zostajo zapomniana w z g l ę d n i e zarzucona
ich t r a d y c y j n a

forma.

Nieco inaczej przedstawia się sytuacja w I z r a e l u . I t u r ó w n i e ż
n a s t ą p i ł o w l a t a c h s z e ś ć d z i e s i ą t y c h zainteresowanie w y c i n a n k ą ,
j a k o olomontcm t r a d y c y j n o j t w ó r c z o ś c i a r t y s t y c z n o j Ż y d ó w .
T r u d n o jost obocnie s z u k a ć p r z y c z y n y jodnoj i b o z p o ś r o d n i o j
tego, żo poszczogólni t w ó r c y
sztuki.

Niewątpliwie

z a c z ę l i w r a c a ć do tej

znaczną

znanoj badaczco ż y d o w s k i e j

część

zasług

wycinanki,

dr

dziodziny

należy
Gizie

przypisać

Friinklowej.

Ona to pracując, w M u z o u m E t n o g r a f i i i F o l k l o r u w H a i f i e gro­
m a d z i ł a e k s p o n a t y z zakresu s z t u k i w y c i n a n k a r s k i e j , organizowa­
ła w y s t a w y t r a d y c y j n e j w y c i n a n k i
innych

ż y d o w s k i o j , oraz w y c i n a n o k

n a r o d ó w . P r o p a g u j ą c szeroko t ę t w ó r c z o ś ć s ł u ż y ł a

po­

r a d n i c t w e m f a c h o w y m , a z czasom u d o s t ę p n i a ł a salo muzoalne
na w y s t a w y i n d y w i d u a l n e i zbiorowo p o s z c z e g ó l n y c h

twórców.

Dlatego t e ż j a k o n a s t ę p s t w o tejże d z i a ł a h i o ś c i a nie j a k o p r z y padok n a l e ż y u z n a ć f a k t , żo w ł a ś n i e w H a i f i o zaczęli t w o r z y ć
Tl. 2. J. Grosbard, Sobotri,

» ' у ш . 3 5 , ; 17 cm

i t w o r z ą do dziś dwaj najciekawsi w s p ó ł c z e ś n i w y c i n a n k a r z o ,
Jehoshua

Grosbard

i J a k o v Nooman. Grono o s ó b

zajmujących

się t ą d z i e d z i n ą s z t u k i jost z r e s z t ą w i ę k s z o , dla naszych celów
s c h a r a k t e r y z u j m y t r z y postaci, k t ó r e w y d a j ą n a m się najbardzioj
interesujące
noczonych, u p r a w i a n a t a m jost przode w s z y s t k i m nio w t r a d y c y j ­
n y c h g m i n a c h ż y d o w s k i c h , j a k o k o n t y n u a c j a dawnej t w ó r c z o ś c i ,

i k t ó r y c h t w ó r c z o ś ć jest n i e w ą t p l i w i e reprezenta­

t y w n a dla całości p r o b l o m a t y k i omawianej w niniejszym a r t y k u l e .
Jehoshua Grosbard — pochodzi z Polski, z okolic W a r s z a w y .

al© j a k o zupolnie n o w y s p o s ó b w y p o w i a d a n i a się artystycznego.

W d z i e c i ń s t w i e w i d z i a ł jeszczo t r a d y c y j n e w y c i n a n k i ,

Obserwujemy t u dwie tondoncje — jodna w i ą ż e w y c i n a n k ę z i n ­

ozdabiano d o m y na ś w i ę t a , ale sam n i g d y nio w y c i n a ł . Zawsze

n y m i zajęciami

m i a ł zainteresowania plastyczno —

umożliwiającymi

artystycznogo, uprawianie

kształconio własnego

hobby

o

charakterze

zmysłu

kreacyjnym.

zajmujo

się toż

malarstwem.

obocnie, obok

Obrazy

swoje

—

którymi
wycinanki

przeważnie

D r u g a tendencja t o d ą ż n o ś ć do zajmowania się t w ó r c z o ś c i ą , k t ó r a

martwe natury i widoki przyrody — ujęto tradycyjnie, z d u ż ą

u m o ż l i w i a poszukiwanio z w i ą z k ó w , k t ó r e p o z w o l i ł y b y na umoc­

d o z ą realizmu, rozdajo l u b

nienie w ł a s n e j p r z y n a l e ż n o ś c i etnicznej. W p i e r w s z y m w y p a d k u

zajmujo się od k i l k u d z i e s i ę c i u l a t . J e d n ą z jogo a m b i c j i

nowa w y c i n a n k a nio ma zupołnio ż a d n y c h z w i ą z k ó w z t r a d y c y j n ą ,

i jest jeszcze szorokie propagowanio s z t u k i w y c i n a n i a jako m o ż l i ­

f a k t , żo jest w y k o n y w a n a przoz Ż y d ó w jost t u

w o ś c i wypowiedzonia się artystycznego, oraz w y c h o w a n i a este­

przypadkiom.

W d r u g i m , niekiedy t y l k o nowo w y c i n a n k i oparto s ą na
nych,

charakterystycznych

często m o t y w y

dla

sztuki

żydowskiej

tradycyj­

motywach,

to są. przetwarzano, u n o w o c z e ś n i a n e

do

sprzodajo z n a j o m y m .
5

Wycinanką
było

tycznego dzieci. Często sam Grosbard o d ż e g n u j e się od w y c i n a n k i
tradycyjnej,

t w i e r d z ą c , że colom jego t w ó r c z o ś c i jost nadanie

tego

wycinanco nowych t r e ś c i , nowej s y m b o l i k i , w y w o d z ą c e j się ze

stopnia, że czasom j e d y n i e pozostaje z r o z u m i a ł a dla

odbiorcy

w s p ó ł c z e s n e g o ż y c i a . N i e neguje b y n a j m n i e j w a r t o ś c i starej w y ­

s y m b o l i k a , ale ś r o d k i j ą w y p o w i a d a j ą c e są, dalekie od

tradycyj­

cinanki, niemniej u w a ż a , żo p o w i n n a ona obecnie p o s i a d a ć nowe,

n y c h . W y c i n a n k a t a u p r a w i a n a jest w w i ę k s z o ś c i przoz k o b i e t y ,

wapółozosno znaczenie symboliczno. W y c i n a n k i

t r a k t o w a n a j a k o h o b b y , czasami t y l k o j a k o samorodna t w ó r c z o ś ć

w s z y s t k i m jednobarwne, w y k o n a n e rzadziej z b i a ł e g o , n a j c z ę ś c i e j

92

jego są przode

�z kolorowego b ł y s z c z ą c e g o papioru, czasom, dla

podkreślonia

k o n t r a s t u stosujo b i a ł e l u b kolorowo jednobarwne t ł o .

Kompo­

n u j ą c w z o r y opiora się najczęśeioj na t r a d y c y j n o j metodzie - r y s u j ą c w z ó r na p o ł o w i e złożonogo papieru, co daje w rozultacio

n i ą c o jedj'nie f u n k c j ę z d o b n i c z ą , najczęściej o tematyco r o ś l i n n e j ,
rzadziej kompozycjo e l e m e n t ó w geometrycznych •— nio n a w i ą z u ­
j ą c e w ogóle do koncepcji t r a d y c y j n e j

wycinanki.

N a s t ę p n y m w y c i n a n k a r z e m , k t ó r y wzbudza zainteresowanie

obraz s y m e t r y c z n y , po obu stronach pionowej osi. Alo nio t y l k o

samodzielnością

uznaje t ę z a s a d ę k o m p o n o w a n i a wzoru — t w o r z y r ó w n i o ż w y c i ­

Neeman. Pochodzi z R u m u n i i , t w i e r d z i , że nie s t y k a ł się w dzie­

nanki, które

s ą zakomponowane w o k ó ł d w ó c h

osi,

poziomoj

swych

koncepcji

artystycznych

jest

Jakov

6

c i ń s t w i e z w y c i n a n k ą ani w y c i n a n k a r z a m i . Pierwsze w y c i n a n k i

i p i o n o w o j , oraz takie, k t ó r e s t a n o w i ą z u p e ł n i o w o l n ą k o m p o z y c j ę .

z o b a c z y ł dopiero na k t ó r e j ś z w y s t a w w m u z o u m w H a i f i e .

Te

s i a d a ł zawszo uzdolnienia i zaintorosowania a r t y s t y c z n e , przez

ostatnie najczęściej

zawierają

nio-tradyeyjną,

współczesną

Po­

symbolikę, odbiegającą zupełnio od tradycyjnych treści, któro

szerog l a t z a j m o w a ł się m a l o w a n i e m i k o m p o n o w a n i e m s z y l d ó w

p r z e k a z y w a ł a dawna w y c i n a n k a .

sklepowych. W p r z e c i w i e ń s t w i e do Grosbarda, jest c z ł o w i e k i e m

Najciokawszym p r z y k ł a d o m t w ó r c z o ś c i J . Grosbarda, jost jego
w y c i n a n k a , k t ó r ą n a z w a ł ś w i ę t o m zbierania p l o n ó w w

kibucu

głęboko

religijnym

( i l . 1). Jost ona w y k o n a n a z czorwonogo b ł y s z c z ą c e g o papieru,

obrzędowo

zakomponowana symetrycznio, po obu

twiordzi

stronach pionowoj osi.

Elementami zdobniczymi nawiązującymi

do

tradycyjnych,

są

— wiele czasu p o ś w i ę c a na czytanie B i b l i i ,

zglębianio tajemnic p r z e p i s ó w r e l i g i i ż y d o w s k i e j , s p e ł n i a n a k a z y
w roligii ż y d o w s k i o j

jost

dla

niogo f o r m ą

przykazane. W y c i n a n k a ,
wypowiedzenia s w y c h

a r t y s t y c z n y c h , j e d n a k j a k się w y d a j e d u ż ą w a g ę p r z y w i ą z u j e do

d w a wazony umieszczono po obu b o k a c h obrazu, z k t ó r y c h w y ­

możliwości

r a s t a j ą r o ś l i n y z a p e ł n i a j ą c e s w y m i ł o d y g a m i i liśćmi

t w ó r c z o ś c i swej u ż y w a kolorowego, jednobarwnego,

wycinanki. W tenże ornament

c a ł e pole

w k o m p o n o w a n e s ą —• r ó w n i e ż

jak

ambicji

zarobkowania

przoz

sprzedawanio

wycinanek.

W

najczęściej

b ł y s z c z ą c e g o papieru, dla p o d k r e ś l e n i a k o n t r a s t ó w czasom stosuje

zgodnie z t r a d y c j ą — d w a p t a k i , oraz tokst. C e n t r a l n y m i posta­

t l o , przodo w s z y s t k i m b i a ł o . W wycinance stosujo

ciami s ą t r z y osoby, n i o s ą c e koszo w y p e ł n i o n o owocami — m o t y w

t r a d y c y j n ą t o c l m i k ę , w z o r y komponujo p r z e w a ż n i e symetryczne,

najczęściej

z u p e ł n i e n o w y . R ó w n i e ż i tokst r ó ż n i się od zazwyczaj s p o t y k a ­

w z d ł u ż pionowej osi. W t w ó r c z o ś c i swoj stara się n a w i ą z y w a ć do

n y c h w t r a d y c y j n e j ż y d o w s k i o j w y c i n a n c e Nio s ą to worsety

t r a d y c y j n o j f u n k c j i w y c i n a n k i , oraz opiera się przode w s z y s t k i m

z B i b l i i czy t e ż i n n y c h t e k s t ó w o charakterzo r e l i g i j n y m . Napis

na s y m b o l a c h stosowanych w sztuco ż y d o w s k i e j , nie t y l k o w w y ­

po p r o s t u t ł u m a c z y eo przodstawia w y c i n a n k a Hag

ha-bikkwrim

cinance. Charakterystyczno

dla

jogo

twórczości

jest

łączenie

—• ś w i ę t o p l o n ó w , obchodzone u r o c z y ś c i w k i b u c a c h w okrosie

wycinanki z odpowiodnimi

Shawouth. M a m y

więc do czynionia z w y k o r z y s t a n i o m przoz

t r a d y c j i worsety z B i b l i i . Neeman szuka j e d n a k s t a ł e n o w y c h

t w ó r c ę m o ż l i w o ś c i p o w i ą z a n i a dawnej t r a d y c j i wycinanek w y k o ­

r o z w i ą z a ń , czasom zupołnio o d r ę b n y c h , z a p o ż y c z a wiele z i n n y c h

n y w a n y c h z okazji

dziedzin t r a d y c y j n e g o z d o b n i c t w a .

togo właśnio ś w i ę t a , z jogo

„obrazkiem"

p r z e d s t a w i a j ą c y m to ś w i ę t o wo w s p ó ł c z e s n e j t r a d y c j i

kibucowoj.

Podobne ujęcio t e m a t u — n a w i ą z a n i o do tradycyjnogo o b r z ę d u
zapalania świoc z nastaniem soboty, w i d z i m y w n a s t ę p n o j w y c i nanco, n a i l . 2. R ó ż n i c a p o m i ę d z y t ą a p o p r z o d n i ą pologa przedo
w s z y s t k i m na

t y m , żo podczas g d y p r z y g o t o w a n i e wycinanok

na ś w i ę t a Szawouth miości się w t r a d y c j i ż y d o w s k i e j , w i ą z a n i o
tejże

z sobotą,

jest j u ż

indywidualną

koncepcją

Grosbarda.

K o m p o z y c j a i tej w y c i n a n k i n a w i ą z u j o do t r a d y c y j n e j . W i d z i m y
t u t a j w y o d r ę b n i o n e w y r a ź n i o r a m y obrazu i dobitnie p o d k r e ś l o n y
m o t y w c e n t r a l n y , k t ó r y jost t e m a t e m w y c i n a n k i . R a m y obrazka
u j ę t e są z n ó w w k o n w o n c j i t r a d y c y j n e j — zgeometryzowana wić

t e k s t a m i , s ą to n a j c z ę ś c i e j , w m y ś l

P r z y k ł a d e m n a w i ą z y w a n i a b e z p o ś r e d n i e g o do starej ż y d o w ­
skiej w y c i n a n k i , z a r ó w n o do joj f o r m y j a k i f u n k c j i , jest w y k o n a n a
przez Neemana „ r o j z e l o " — wzorowana na t r a d y c y j n y c h , p u b l i ­
k o w a n y c h przez G. F r a n k l o w ą . W o d r ó ż n i e n i u od t y c h

wykony­

w a n y c h w Polsce, w y c i n a n k a Neemana ozdobiona jest jeszcze
napisom, m ó w i ą c y m o r a d o ś c i ś w i ę t o w a n i a . T e n d e n c j ę do poszu­
k i w a n i a n o w y c h form ilustruje w y c i n a n k a nr 4. Przede w s z y s t k i m
udorza nas n o w a , n i e t y p o w a forma t e j ż e . N i e jost ona z a m k n i ę t a
w kolo l u b p r o s t o k ą c i o , ale posiada o r g i n a l n ą f o r m ę , p o d p o r z ą d ­
k o w a n ą kompozycji
rachóu;

wzoru. Nawiązując

do t r a d y c y j n y c h

miz-

t w ó r c a dzieli pole w y c i n a n k i na dwie p ł a s z c z y z n y , k t ó r e

r o ś l i n n a , w k t ó r ą w k o m p o n o w a n e są p t a k i n a w i ą z u j e ściślo do
znanych n a m

ujęć. Również

widzimy

tu

tekst, umieszczony

w c e n t r a l n y m miejscu. A l e j a k i w poprzednioj, a u t o r nie p o s ł u gujo się ż a d n y m wersetem b i b l i j n y m n a k a z u j ą c y m

świętowanie

soboty, a jest ich sporo, alo w s p o s ó b zwięzły t ł u m a c z y s y m b o l i k ę
wycinanki,

która

została

„dla

uczczenia s o b o t y "

wykonana-

S y m b o l i k a ta zawarta jost w p a r t i i ś r o d k o w e j w y r a ź n i e w y o d r ę b ­

11. 3. J . N e e m a n , Rojzele,

30x30

cm

nionej i jest ona na pewno inaczej w y r a ż o n a , a n i ż e l i d o k o n a ł b y
tego t r a d y c y j n y w y c i n k a r z z drugiej p o ł o w y ubiogłogo stulecia,
g d y b y m u t a k i e zadanie powiorzono. W y o d r ę b n i o n y —
zastosowanie w o k ó ł pustoj przestrzeni — m o t y w
stolik

nakryty serwetką, który

widzimy

przez

c e n t r a l n y , to

niejako przez o k n o ,

ozdobione f i r a n k ą . N a s t o l i k u t y m s t o j ą w powszechnie u ż y w a ­
n y c h lichtarzach dwie zapalono świoce. A więc m a m y

próbę

przedstawienia w wycinance roalistycznej sconki, powszochnio
znanej. Z n a d e j ś c i e m soboty na stole p ł o n ą dwie, zapalono przez
gospodynię

d o m u świeco. Roalna r z o c z y w i s t o ś ć ,

się w k a ż d y m t r a d y c y j n y m
u t r w a l o n a w formio,

powtarzająca

ż y d o w s k i m d o m u ; scenka z o s t a ł a

nawiązującej

do

tradycyjnej

żydowskioj

sztuki dekoracyjnej.
N i o m n o ż ą c p r z y k ł a d ó w t w ó r c z o ś c i jednego a r t y s t y , n a l e ż y
d o d a ć , żo o p r ó c z t e m a t ó w z w i ą z a n y c h z t r a d y c y j n ą , p o s z o r z o n ą
t y l k o przez niogo f u n k c j ą

wycinanki,

s p o t y k a m y t e ż w jogo

t w ó r c z o ś c i s y m b o l i k ę , n a w i ą z u j ą c ą do p r o b l e m ó w ż y c i a codzionnogo. Znano są w y c i n a n k i

Grosbarda i l u s t r u j ą e o

poszczególne

p r o b l e m y d o t y c z ą c e ż y c i a społocznego czy politycznogo, odpo­
w i a d a j ą c o niejako na w s p ó ł c z e s n o h a s ł a . T a k więc porusza on
takie t e m a t y j a k w o j n a , p o k ó j , z a g ł a d a Ż y d ó w podczas ostatniej
w o j n y ś w i a t o w e j . Poza t y m s p o t y k a m y t e ż jego w y c i n a n k i p e ł -

93
i

�w y p e ł n i a r ó ż n y m , n i e z a l e ż n y m o d siebie o r n a m o n t o m . C o n t r a l n y m

k t ó r z y zginęli w O ś w i ę c i m i u w m i o s i ą c u Siwan 1944 r o k u . Umiesz­

motywem są t u dwa l w y , p o d t r z y m u j ą c e monorę — rozwiązanie

czone po o b u stronach w y c i n a n k i k o l u m n y , m o t y w c z ę s t o spo­

k o m p o z y c y j n i e znano i stosowane c z ę s t o w wycinance t r a d y c y j n o j .

t y k a n y w sztuce ż y d o w s k i e j i n a w i ą z u j ą c y do s ł u p ó w postawio­

Menora t a w y r a s t a z p o d s t a w y , k t ó r ą s t a n o w i ą złożone do b ł o ­

n y c h przez Salomona przed ś w i ą t y n i ą w Jorozolimio, zwane J a c h i n

g o s ł a w i e ń s t w a r ę c e k a p ł a n a . Jest t o m o t y w z n a n y sztuco ż y d o w ­

i Boaz ( I K s i ę g a K r ó l e w s k a , R o g u m 6:21) w t y m w y p a d k u z o s t a ł y

skiej, ale nie s p o t y k a n y wo wschodnio-europejskiej wycinance,

zamienione na dwie p ł o n ą c e ś w i e c e , u p a m i ę t n i a j ą c e

najprawdopodobniej z a p o ż y c z o n y przoz S o o m a m z p r z o d s t a w i o ń

r o d z i c ó w a r t y s t y . T r a d y c y j n a k o m p o z y c j a , zastosowana w tej

n a g r o b k o w y c h . Z a c y t o w a n y tekst b ł o g o s ł a w i e ń s t w a

wycinauce, w i j ą c y się o r n a m o n t r o ś l i n n y w y p e ł n i a j ą c y c a ł ą j e j

„ N i e c h ci

b ł o g o s ł a w i P a n , a niechaj cię s t r z e ż e " ( I V k s i ę g a M o j ż o s z o w a —

p r z e s t r z o ń , poza m o t y w a m i k t ó r o s y m b o l i z u j ą

N u m e r i , 6:24) nadaje wycinance w a r t o ś ć o b r o n n ą , a więc amule­

wątpliwie łączy t ę wycinankę z

t u . Zastosowany dla w y p e ł n i e n i a r ą k oraz obramowania dolnego

zmarłych

z m a r ł y c h , nie­

tradycyjnymi.

R o z u l t a t o m z u p o ł n i e n o w y c h p o s z u k i w a ń Noemana jest na-

m o t y w u o r n a m e n t r o ś l i n n y z n ó w zbliża t ę w ł a ś n i e w y c i n a n k ę do

pewno w y c i n a n k a p r z e d s t a w i a j ą c a

powszechnie z n a n y c h .

( i l . 5) odbioga o d klasycznych, t r a d y c y j n y c h w z o r ó w . D o ele-

Połączeniem rozwiązań tradycyjnych z nową treścią wyci­
n a n k i , jest t a — n r 7 — k t ó r ą a r t y s t a w y k o n a ł

dla uczczenia

Jerozolimę. Kompozycja ta

m o n t ó w s z c z ą t k o w y c h zaliczyć n e ł e ż y umieszczone po bokach
dwa wazony, z k t ó r y c h w y r a s t a w i ć , t w o r z ą c a boczne okolenie

p a m i ę c i r o d z i c ó w , k t ó r z y zginęli w O ś w i ę c i m i u . A u t o r ,

zapewne

głównoj k o m p o z y c j i , oraz t o k s t z a e z o r p n i ę t y z B i b l i i a o d n o s z ą c y

świadomie, zastosował t u tradycyjną formę wycinanki

prosto-

się do J e r o z o l i m y „ I u c z y n i ę , że ustanie w miastach J u d z k i c h

k ą t n o j . W y p e ł n i ł j ą całkowicio o r n a m o n t o m i w k o m p o n o w a n y m

i w ulicach Jeruzalemskich glos r a d o ś c i i głos wesela"

weń

zakomponowano j

7:34). Cała w y c i n a n k a jest k o m p o z y c j ą o p a r t ą d o k ł a d n i o n a ele­

w z d ł ó ż pionowoj osi w y c i n a n k i jost drzewo ( p l ą c z ą c a wierzba ? ?)

mentach a r c h i t e k t u r y J o r o z o l i m y . M o ż n a r o z r ó ż n i ć zarysy posz­

tokstem.

Centralnym

motywom

toj,

(Joremiasz,

po o b u bokach k t ó r e g o w i d z i m y dwio nagrobno tablice, macewy,

c z e g ó l n y c h b u d y n k ó w — z a r ó w n o s t a r y c h , uznawanych powszoch-

z tekstom powszechnie na nagrobkach s p o t y k a n y m , i n f o r m u j ą c y m

nio j a k o symbole J e r o z o l i m y j a k ś c i a n a p ł a c z u czy meczot Omara,

k t o z o s t a ł w t y m miejscu p o c h o w a n y . U g ó r y , p o d t r z y m y w a n a

j a k t e ż i nowoczesnych, j a k n p . siedziba g ł ó w n e g o r a b i n a t u .

przez d w a siodząco na drzewie p t a k i , umioszczona jest ś w i e c a ,

K o m p o z y c j a w y c i n a n k i z u p e ł n i e odbiega od t r a d y c y j n e j — wzo­

j a k ą zwyczaj ż y d o w s k i

rowana jest n i e w ą t p l i w i o , na p r ó b a c h przedstawienia J o r o z o l i m y ,

karze z a p a l a ć dla uczczenia z m a r ł y c h

w r o c z n i c ę i c l i ś m i o r c i . T ł u m a c z y t o tekst umioszczony u g ó r y

spotykanych u współczesnych plastyków.

w y c i n a n k i , o b j a ś n i a j ą c y , że świoca t a uczcić m a p a m i ę ć r o d z i c ó w ,

klasycznej k o m p o z y c j i w y o d r ę b n i a j ą c e j jeden l u b d w a

94

Twórca

odszedł

od

motywy

�И . 6. J . Shadur, Jerozolima,

w y m . 4 5 x 4 5 cm

centralne, na k o r z y ś ć przedstawienia a r c h i t e k t u r y miasta w spo­

s t a w i a j ą c a J e r o z o l i m ę . K o m p o z y c j a całości oparta jest na

s ó b z b l i ż o n y do realistycznego. Zasadnicze w r a ż e n i o j a k i e pragnio

rackach

w y w o ł a ć , to nagromadzonio b u d y n k ó w , ich w y s m u k ł e

w k o m p o n o w a n y t o k s t . P o s z c z e g ó l n o elementy wzoru t w o r z ą c e g o

sylwetki

—• w y o d r ę b n i o n a r a m k a , m o t y w

miz-

centralny, w

całość

i kopulaste dachy, a t o r z e c z y w i ś c i e z b l i ż a w i d z a do realnogo

obramowanio są b e z p o ś r e d n i o przeniesione z t r a d y c y j n o j

obrazu.

c i n a n k i : dwio boczne k o l u m n y , J a c h i n i Boaz, z w i e ń c z o n e wazo­

Jerozolima jest r ó w n i e ż j e d n y m z najbardziej

ulubionych

t e m a t ó w J e h u d i t Shadar. Ta n i e z w y k l e t w ó r c z a i p e ł n a i n i c j a t y w y

n a m i z k t ó r y c h wyrasta wić, l w y J u d y p o d t r z y m u j ą c e

wy­

koronę

T o r y , w i o ń c z ą c o w y c i n a n k ę ; u j o j p o d s t a w y dwa jelenie obok

plastyczka, zajęła się w y c i n a n k ą stosunkowo p ó ź n o , p o ś w i ę c a j ą c

menory.

się tej dziedzinie t w ó r c z o ś c i n i e m a l ż o c a ł k o w i c i e . J e d n ą z coch

przez J . Shadur m o t y w c o n t r a l n y — p r z e d s t a w i a j ą c y J o r o z o l i m ę .

Nowym

c a ł k o w i c i e r o z w i ą z a n i e m jest z a p r o j o k t o w a n y

c h a r a k t e r y s t y c z n y c h dla jej a r t y s t y c z n y c h p o s z u k i w a ń jost po­

Według wizji artystki

s ł u g i w a n i e się r ó ż n y m i r o d z a j a m i k a r t o n u co wraz z odpowiednio

otoczono m u r a m i , z meczetom O m a r a , i Ś c i a n ą P ł a c z u ,

dobranym t ł e m tworzy u widza w m y ś l założeń a r t y s t k i wrażonio

centralnymi i najważniejszymi

głębi, względnie trójwymiarowości wycinanki,

— w i d z i m y stare miasto

jorozolimskio,
jako

symbolami.

łagodzi kontury

Przedstawiona t u t a j p o k r ó t c e t w ó r c z o ś ć trojga w y c i n a n k a r z y

t e j ż e . W y c i n a n k i J e h u d i t Shadur s ą n a j c z ę ś c i e j jodno- l u b d w u -

zezwala n a m n a s f o r m u ł o w a n i e p e w n y c h u o g ó l n i e ń , w y n i k a j ą c y c h

barwne, wykonywano z jednobarwnych kolorowych

nie t y l k o z przytoczonogo p o w y ż e j m a t e r i a ł u , c h o ć ton, j a k j u ż

kartonów,

czasem jeszcze p o d k o l o r o w y w a n y c h . A r t y s t k a c z ę s t o umieszcza
je n a s t a r o - z ł o t y m t l e , o p i o r a j ą c się na t r a d y c j i w y c i n a n k i Ż y d ó w

z a z n a c z y ł a m w y d a j o m i się w p e ł n i
W i n t e r e s u j ą c y m nas zjawisku,

reprezentatywny.

m a m y do czynienia z odro-

p ó ł n o c n o - a f r y k a ń s k i c h , l u b toż z ł o t ą f a r b ą p o d k r e ś l a p o s z c z o g ó l n e

dzoniom się

części o r n a m o n t u . K o m p o z y c j o jej zbudowane s ą n a j c z ę ś c i e j

sy­

proces przebioga w s p ó ł c z e ś n i o i na pewno nie z o s t a ł joszczo za­

zdocydowanie

k o ń c z o n y . Odrodzenio się s z t u k i w y c i n a n k a r s k i e j n a s t ą p i ł o raczej

j e j u k ł a d . Najlep­

spontanicznie, b y ć m o ż o częściowo z o s t a ł o zasugerowane przez

metrycznie, wzdłuż

pionowoj osi;

świadomie

sięga ona po m o t y w y w y c i n a n k i t r a d y c y j n o j ,

i

s z y m p r z y k ł a d o m s z t u k i J . Shadur jost w y c i n a n k a n r 6, przed­

tradycyjnego

rzemiosła

artystycznego,

organizowane w y s t a w y , propagowanie w y c i n a n k i ,

który

jako

to

jednoj

95
1

�dawna funkcja
wersety

w y c i n a n k i — a m u l e t u z o s t a ł a zapomniana, ale

religijne

umieszczane w

wycinankach

współczesnych

nioraz o p i o w a j ą k o n i e c z n o ś ć , w z g l ę d n i e z a w i e r a j ą wozwanie do
strzeżenia

domu, opieki

nad

ogniskiem d o m o w y m , a

to

już

0 d a w n ą f u n k c j ę o c h r o n y n i e w ą t p l i w i e zahacza. U b i e r a n i e d o m ó w
czy s z a ł a s ó w w y c i n a n k a m i z okazji ś w i ą t nie jest p r a k t y k o w a n e .
W z g l ę d n i e , nie jest p r a k t y k o w a n e j a k o t r a d y c j a

obowiązująca

powszochnie. N a t o m i a s t z o s t a ł o to p r z y j ę t e przez przedszkola,
s z k o ł y , organizacje m ł o d z i e ż o w e , k t ó r e nie t y l k o k o n t y n u u j ą

ten

zwyczaj, alo ż y w o go r o z w i j a j ą , w i d z ą c w p r z y g o t o w y w a n i u w y ­
cinanek na o k r e ś l o n e ś w i ę t a m o ż l i w o ś ć n a w i ą z a n i a do d a w n y c h
o b y c z a j ó w , przokazania dzieciom w i a d o m o ś c i z zakresu h i s t o r i i
1 r e l i g i i . I n t e r e s u j ą c e zjawisko w dziedzinie odrodzenia się s t a r y c h
f u n k c j i w y c i n a n k i obserwujemy w n o w y m zwyczaju ozdabiania
k o n t r a k t ó w m a ł ż o ń s k i c h tzw. ktub.
z XVIII

i X I X wieku

O t ó ż wydaje s i ę , ż e znane

ogzemplarze k o n t r a k t ó w

zdobionych w y c i n a n k ą są w y j ą t k a m i .

7

małżeńskich

Odrodzenie togo zwyczaju

spotykamy współcześnio — rozwijająca

się ostatnio m o d a

na

zamawianie szczególnio ozdobnych k o n t r a k t ó w ś l u b n y c h i na­
s t ę p n i e oprawianie t y c h ż o i wieszanie na

ś c i a n i e , s p r a w i ł a , żo

p o s z c z e g ó l n i t w ó r c y zaczęli w y k o n y w a ć ktuby zdobione w y c i n a n ­
k ą , o m o t y w a c h c z ę s t o o p a r t y c h na t r a d y c y j n e j wycinanco, alo
nie z w i ą z a n y c h zo z d o b n i c t w e m stosowanym na s t a r y c h k o n t r a k ­
t a c h m a ł ż e ń s k i c h . Z nieco z m i e n i o n ą k o n t y n u a c j ą dawnej t r a ­
d y c y j n e j f u n k c j i w y c i n a n k i s p o t y k a m y się w w y p a d k u , g d y

na

w z ó r d a w n y c h —• u p a m i ę t n i a j ą c y c h d a t y ś m i e r c i n a j b l i ż s z e j ro­
d z i n y — n i e m a l ż e wszyscy w y c i n a n k a r z e w y k o n u j ą

wycinanki

dla uczczenia p a m i ę c i r o d z i n y w z g l ę d n i e n a j b l i ż s z y c h , p o m o r d o ­
w a n y c h podczas ostatniej w o j n y

światowej.

M i m o że częściowo p r z y n a j m n i e j z m i e n i ł a eię funkcja
I I . 7. J . Neeman, W y c i n a n k a dla uczczenia p a m i ę c i zamordo­
w a n y c h r o d z i c ó w , w y m . 1 7 x 2 1 cm

wyci­

n a n k i , j e d n a k na u w a g ę z a s ł u g u j e f a k t , ż e naczelne zadanie t r a ­
d y c y j n e j w y c i n a n k i — przekazywanie t r e ś c i za p o m o c ą przedsta­
w i e ń , m o t y w ó w o charakterze s y m b o l i c z n y m — nie uległo zasad­
niczej zmianie. N a d a l p o d s t a w o w ą f u n k c j ą w y c i n a n k i , tej wiesza­
nej na ś c i a n i e , m a j ą c e j z a s t ą p i ć obraz, jest przekazanie p e w n y c h
t r e ś c i . Odczucia estotyczne odbiorcy w i n n y , w m y ś l z a ł o ż e ń w y ­

z g a ł ę z i bogatej starej s z t u k i ż y d o w s k i e j . S z t u k i , k t ó r a nie b y ł a
n i g d y b o z p o ś r e d n i o z w i ą z a n a z k u l t e m , a jedynie p o ł n i ł a

funkcjo

k o n a w c ó w , w i ą z a ć się ze zrozumieniem s y m b o l i k i j a k ą w y c i n a n k a
zawiora. T r e ś c i , k t ó r e m a ona p r z e k a z a ć s ą o c z y w i ś c i e bardzo
r ó ż n o , z a r ó w n o s ą to wskazania, nakazy o charakterze r e l i g i j n y m ,

w o k r e ś l o n y c h sytuacjach.
K o n t y n u a t o r a m i tejże t w ó r c z o ś c i , b ę d ą c e j w t r a d y c j i d o m o n ą
m ę ż c z y z n , są n a d a l p r z o w a ż n i o m ę ż c z y ź n i , k o b i o t

zajmujących

j a k i p r a w d y d o t y c z ą c e dnia codziennego i wreszcie i l u s t r u j ą c e
współczosno problemy społeczne.

ta,

M a m y więc do czynienia z t w ó r c z o ś c i ą ż y w ą , k t ó r a n a w i ą z u j e

zgodnio z t r a d y c j ą t r a k t o w a n a jost j a k o zajęcie zarobkowo. Ale

do t r a d y c j i , ale przedo w s z y s t k i m do t r a d y c j i selektywnie w y ­

zmiana f u n k c j i w y c i n a n k i , zmusza do z m i a n y sposobu zarobko­

branej — do w y c i n a n k i polskich Ż y d ó w . B y ć m o ż e dlatego, iż

w a n i a p o s z c z e g ó l n y c h t w ó r c ó w . S t a r a j ą się oni z d o b y ć szeroki

b y ł a ona najbardziej rozpowszechniona, bliska n i e k t ó r y m t w ó r ­

się w y c i n a n k ą

tradycyjną

jost znacznie m n i e j .

Twórczość

wachlarz k l i o n t ó w , o r g a n i z u j ą sami w ł a s n o w y s t a w y , z a b i e g a j ą

com p o c h o d z ą c y m z o b s z a r ó w E u r o p y wschodniej i m o ż e

o p r z y j ę c i o swych prac na r ó ż n e w y s t a w y zbiorowo, b i o r ą u d z i a ł

bardzioj rozpropagowana. Wobec o d k r y c i a n o w y c h , m a ł o znanych

w k o n k u r s a c h , a nawot j a k n p . Grosbard i Noeman w y d a j ą w ł a s ­

w y c i n a n o k w y k o n y w a n y c h przez Ż y d ó w m i e s z k a j ą c y c h na tere­

n y m s u m p t o m a l b u m y swych w y c i n a n o k , co m a p o m ó c w znale­

nach dawnego p a ń s t w a

zieniu e w e n t u a l n y c h n a b y w c ó w na

ostatnio t w ó r c z o ś c i ludowoj a więc i w y c i n a n k i ż y d o w s k i e j z te­

Zmieniła

oryginały.

się, zgodnio z powszechnie p a n u j ą c ą

tendoncją,

naj-

tureckiego oraz wobec propagowania

r e n ó w p ó ł n o c n e j A f r y k i , pozostaje o t w a r t y m p y t a n i e , czy w s p ó ł ­

funkcja w y c i n a n k i . Jest ona przode w s z y s t k i m t r a k t o w a n a j a k o

czesna w y c i n a n k a

ozdoba mieszkania, wieszana na ś c i a n i e . A l o nie wszystkie t r a d y ­

z k r a j ó w o r i e n t a l n y c h , czy też r o z w ó j tej s z t u k i zdobniczej p ó j d z i e

zmieni się pod

wpływem

tej

pochodzącej

cyjne funkcjo w y c i n a n k i ż y d o w s k i e j z o s t a ł y zarzucono. T a k w i ę c

w innvm

kierunku.

P R Z Y P I S Y

1

Giza F r a n k c l , Migzerot
nijar,
omanut jehudit,
amam.it,
(Wycinanka
w papierze,
żydowska
sztuka
ludowa),
Masada,
T e l - A v i v , 1983, ss. 152, i l . 82
T e j ż e a u t o r k i : „ W y c i n a n k a ż y d o w s k a " , „ P o l s k a Sztuka L u ­
d o w a " , R . X I X , 1965 n r 3, ss. 135—147
„ W y c i n a n k a ż y d o w s k a w Polsce", „ L u d " , seria I I , t . V I I I ,
L w ó w 1929, ss. 7—22
B . W . Segol, ,,Reiselech
und Fahnen
der galizischen
Juden",
„ G l o b u s " , t . 6 1 , 1892, ss. 230—237
2

96

3

G. F r ł i n k l o w a , Migzerot...,

4

W i a d o m o ś ć uzyskana podczas b a d a ń t o r e n o w y c h

op. c i t . , i l . 76, 78
autorki.

5

Jehoshua Grosbard, Wycinanka
w papierze,
Tel-Aviv,
1970 ( P o d a j ę t y t u ł y w p o l s k i m t ł u m a c z e n i u ) .
Wycinanki
w papierze artysty Jehoshuy
Grosbarda,
(hebr.),
Katalog
wystawy, M u z e u m E t n o g r a f i i i F o l k l o r u , H a i f a , 1969
6

J a k o v N e e m a n , Wycinanka

7

Giza F r a n k e l , Migzerot...,

żydowska,

H a i f a , 1984, k a t a l o g .

op. c i t . , i l . 88—92

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6561" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6541">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/fb1f59a8fdc6546ce7e5c5ee4e4d9620.pdf</src>
        <authentication>f432a8980be4212f7fbea01bcd869623</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78115">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3208</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78116">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78117">
                <text>1987</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78118">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3005</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78119">
                <text>Weryfikacja czarodzieja / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1987 t.41 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78120">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1987 t.41 z.1-4, s.109-110</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78121">
                <text>Raszewski, Zbigniew</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78122">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78123">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78124">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78125">
                <text>Zbigniew Raszewski

WERYFIKACJA CZARODZIEJA

J a k o ś p o d koniec l a t s i e d e m d z i e s i ą t y c h X V I I I w i e k u , wodlo

z g r ą cioni p o c h o d z i ł o s t ą d , ż e jego l a t a r n i a r z u c a ł a obrazy na

pewnego d o k u m e n t u w r o k u 1779 (lub o k o ł o 1779), a więc w p o l n i

j a k i ś okran czy na ś c i a n ę . (Nie wszystkie latarnie magiczno t a k

posiadanie

d z i a ł a ł y ! ) N i o jost to j o d n a k pewno. Słowo „ S c ł u i t t e n s p i e l " b y ł o

l a t a r n i magicznoj i z a c z ą ł z a r a b i a ć na życio dawaniom p u b l i c z ­

w ó w c z e s n e j n i e m c z y ź n i e wieloznaczne. T o t y l k o m o ż e m y twier­

czasów Stanisławowskich,
nych seansów.

A n t o n i J u l i u s wszodl w

dzić z c a ł ą p o w n o ś c i ą , żo J u l i u s m i a ł p r z e n o ś n ą l a t a r n i ę m a g i c z n ą

1

P o d koniec X V I I I w i e k u zoznal, żo mieszka p o d 10 na Chwaliszowie.

2

B y ł o to n i e g d y ś oddziolno miasteczko na w s c h o d n i m

brzogu W a r t y , na t r a k c i o w a r s z a w s k i m ; dziś jost d z i o l n i c ą Poz­
n a n i a . Z a k t u r z ę d o w y c h m o ż n a b y w n o s i ć , żo J u l i u s siodzial t u

a podczas s e a n s ó w p r z o m a w i a ł z p a m i ę c i , t a k j a k n a r r a t o r
rysunku

Norblina. Odczytywanie tekstu

przechodziłoby

m o ż l i w o ś c i z togo prostego p o w o d u , że b y ł a n a l f a b e t ą .
J a k o analfabeta

zabawiający

bywalców

karczmy

na

jogo

6

utonąłby

j u ż w p o c z ą t k a c h swej d z i a ł a l n o ś c i . (Choć nio jest to powne.) T a k

przypuszczalnie

czy owak m a m y do czynienia z Poznaniakiom. N i e w i e m y , j a k i e j

z g r u n t u z m i e n i ł a ż y c i o całej dziolr.icy. W r o k u

n a r o d o w o ś c i . Nazwisko nio pozwala s n u ć na t o n

żadnych

d r u g i r o z b i ó r P o l s k i a do Poznania w k r o c z y l i Prusacy. W ś l a d

d o m y s ł ó w . A k t a p o m i j a j ą k w e s t i ę jego pochodzenia. M u s i a ł jodnak

za w o j s k i e m ś c i ą g n ę ł a do miasta chmara u r z ę d n i k ó w o t y t u ł a c h ,

temat

w zaponmioniu, g d y b y nie o k o l i c z n o ś ć ,

która

1793 n a s t ą p i ł

m ó w i ć biegle po polska, bo inaczej nie m ó g ł b y w y k o n y w a ć swego

zainteresowaniach i kompetencjach dotychczas n i k o m u t u t a j nie

zawodu. P u b l i c z n y seans l a t a r n i magicznej, inaczej zwanej la­

z n a n y c h . P o w s t a ł a K a m e r a Wojennoskarbowa. Z a c z ę ł o się u r z ę ­

t a r n i ą c z a r n o k s i ę s k ą , p o l e g a ł na w y ś w i o t l o n i u j a k i o j ś ciokawej

dowanie. Przed sztabom z ł o ż o n y m z prezesa, r a d c ó w , a s e s o r ó w

h i s t o r i i , k t ó r e j epizody p o z n a w a ł a p u b l i c z n o ś ć o g l ą d a j ą c kolejne

defilował l u d u m i l a j ą c y m i e s z k a ń c o m ż y c i e na odpustach,

obrazy, o b j a ś n i a n o przez n a r r a t o r a i mechanika w jednej osobie.

m a r k a c h i sejmikach. L i n o s k o k o w i e , n i e d ź w i e d n i c y ,
olejków,

marior.otkarzo

i

jar­

sprzodawey

P o r ó w n y w a n i o tej s z t u k i z dzisiejszym k i n e m w y d a j e się niezu­

cudownych

p e ł n i e p r z o k o n y w u j ą c e . B y ł to raczej k o m i k s . Ale k o m i k s , k t ó r y

pisemne p r o ś b y , odpowiadali na p y t a n i a d o t y c z ą c o swojej przesz­

kataryniaizo

składali

p r z o m a w i a ł g ł o s e m ż y w e g o c z ł o w i e k a , a zatem siłę swojego od­

łości i swoich z a p a t r y w a l i , uiszczali o p ł a t y . 1 albo

d z i a ł y w a n i a z a w d z i ę c z a ł nic t y l k o w y r a z i s t o ś c i o b r a z ó w i po­

pozwolonio, albo odchodzili z k w i t k i e m .

m y s ł o w o ś c i f a b u ł y , ale i sztuce n a r r a t o r a , jego

o k r u t n y , alo b y ł s u r o w y i p o d e j r z l i w y , cenił s t a t e c z n o ś ć i p o w a g ę ,

możliwościom

Nowy

interpretacyjnym, zdolności nawiązywania k o n t a k t u z widownią,

bardzo źlo usposobiony

z m y s ł o w i i m p r o w i z a c j i . J e s t e ś m y na pograniczu d r a m a t u i e p i k i ,

w ę d r o w n i k ó w wyspecjalizowanych w pobudzaniu

alo joszczo w świocio w i d o w i s k , w t y m jogo soktorzo, w k t ó r y m

obraźni.)

szczogólne znaczenio m i o w a l u d z k a m o w a . N i e m o ż n a
togo c z y n n i k a w r o z w a ż a n i a c h n a d k a r i e r ą

pomijać

Juliusa.

nie b y ł

do w ę d r o w n i k ó w . (Л już najgorzej

do

ludzkiej w y ­

W o z w a n y w r a z z i n n y m i , s t a w i ł s!o i Julius w Kamorze W o jonnoskarbowej w Poznaniu, ż e b y z a l e g a l i z o w a ć swojo w y s t ę p y .

B y ł a r t y s t ą w ę d r o w n y m . W s a m y m Poznaniu jego sztuka nio
z n a j d o w a ł a t y l u w i d z ó w , b y m ó g ł się z nioj u t r z y m y w a ć przoz
c a ł y r o k . W i ę c przoz c a ł ą z i m ę w ę d r o w a ł , o d d a l a j ą c się od Poz­
nania o 20 m i l , , i w i ę c e j " . (Tak t w i o r d z i ł w obliczu

dostawali

rząd

władz.)

3

K r ą ż y ł , j a k z togo w y n i k a , po centralnej Wiolkopolscc, zapowne

W zgodzio z n o w y m p r a w o m w y m a g a ł o to uzyskania

jodnego

z dwóch d o k u m o n t ó w , które by umożliwiały m u wykonywanie
jego

zawodu:

pewien cza-,

Zozwolonia

(Genehmigung),

l u b K o n c e s j i (Konzession) na

opiowającogo

na

zawsze. W y d a n i e

Zozwolenia leżało w kompetencjach miejscowej K a m e r y . K o n ­

od k a r c z m y do k a r c z m y . Ś w i o t n y rysunek N o r b l i n a , sygnowany

cesję w y d a w a ł m i n i s t e r Prus P o ł u d n i o w y c h . Postawiony woboc

i d a t o w a n y (1787) pokazujo n a m takiego w ę d r o w n i k a podczas

w y b o r u , J u l i u s p o p r o s i ł o t o , co b y ł o tańs:;o i ł a t w i e j s z e do uzyska­

seansu. Kzecz dzieje się n i e w ą t p l i w i e w karczmie, czarodziejskie

nia, a p o n i e w a ż poszczęściło m u s i ę , o t r z y m a ł Zezwolenie na r o k .

p u d ł o ustawiono na szynkwasio. N a r r a t o r stoi obok niego o b j a ś ­

Z nastaniem c h ł o d ó w w r ó c i ł na swojo szlaki,

n i a j ą c p u b l i c z n o ś c i — bardzo zaciekawionej — biog w y d a r z e ń .

l e j n y c h karczmach

4

rozstawiając

w ko­

swój s p r z ę t , p r z e n o s z ą c dzieci i d o r o s ł y c h

G d y w tej m i e j s c o w o ś c i zabraknie m u w i d z ó w , zarzuci sobie swoje

wioezorami w i n n y ś w i a t , k o l o r o w y , ś w i e t l i s t y i ciekawszy od

p u d ł o na plecy i p o d ą ż y do n a s t ę p n e j k a r c z m y . T a k w ł a ś n i e w y ­

zwyczajnego, cłioć pewno nioraz i p e ł e n grozy. Po u p ł y w i e r o k u

o b r a ż a m y sobie d z i a ł a l n o ś ć naszogo Juliusa. W świocio w i d o w i s k

odnowiono m u zozwołonio, co p o t o m j u ż w e s z ł o w z w y c z a j . T a k

c z a s ó w S t a n i s ł a w o w s k i c h z n a j d o w a ł się on na n a j n i ż s z y m szczeblu

s c h o d z i ł czas do 1797, g d y J u l i u s z a p r a g n ą ł z m i a n y .

7

hierarchii, w rejonach, k t ó r o niewiolo miejsca p o z o s t a w i a j ą f i n e z j i ,

Coroczne odnawianio zozwolonia z m u s z a ł o go do p r z e r y w a n i a

za to u m o ż l i w i a j ą n a w i ą z y w a n i e t a k śeislogo k o n t a k t u z publicz­

w ę d r ó w k i . (Pierwsze w y s t a w i o n o m u w zimio, a w i ę c i w a ż n o ś ć

n o ś c i ą , j a k i rzadko b y w a u d z i a ł o m w i d o w i s k

n a s t ę p n y c h t a k ż o k o ń c z y ł a s i ę w zimie.) J u l i u s c z u ł się j u ż s t a r y

reprezentacyjnych.

Co w ł a ś n i e zwraca n a s z ą u w a g ę na Juliusa. B y ł on zdany

na

i n a r z o k a ł na

przymusowe p o w r o t y do

Poznania,

odbywano

oklaski swoich w i d z ó w , m u s i a ł sio p o d o b a ć , ż e b y ż y ć . A p o m i ę d z y

w p o l n i sezonu, w y ł ą c z n i o dla d o p e ł n i e n i a c z y n n o ś c i a d m i n i s t r a ­

jego w i d z a m i za m a ł o b y ł o o b y w a t e l i , k t ó r z y by m o g l i go u t r z y ­

cyjnych.

mać,

Koncesja, na zawszo i na wszystkie kraje Prus P o ł u d n i o w y c h .

g d y b y p r z o m a w i a ł do nieli po niemiecku w latach osiem­

Weteranowi

.sztuki

czarodziejskiej

zamarzyła

się

d z i e s i ą t y c h X V I I I w i e k u . Najprawdopodobniej Julius m ó w i ł do

Podanie.

K a m e r y . K o n c o s j ; , jośli

ją

swojej p u b l i c z n o ś c i po p o l s k u .

z ł a s k i Jogo K r ó l e w s k i e j Mości o t r z y m a , m o ż o k o s z t o w a ć

30

N i o w i e m y , do jakiej o d m i a n y n a l e ż a ł a jogo l a t a r n i a . ( B y ł y

N a podanie

odpowiodź

t a l a r ó w i w i ę c e j , w z y w a się zatem potenta, b y u r z ę d o w o o ś w i a d ­

r ó ż n o ! ) W a k t a c h zredagowanych po n i e m i o c k u jego z a w ó d b y w a

c z y ł , żo g o t ó w jost p o n i e ś ć koszty w tej w y s o k o ś c i , bo inaczej

określany słowem

jego p r o ś b a nio b ę d z i o skiorowana do D e p a r t a m e n t u .

„Soliattonspiol",

'gra cieni'.

O nim samym

8

Tu nastą­

że

p i ł a rzecz nieoczekiwana. B u n t czarodzieja! N a w i a d o m o ś ć , żo

m o g l i b y ś m y t u m i e ć do czynienia z t o a t r z y k i o m „ c h i ń s k i c h c i o n i " .

u r z ę d n i c y c h c ą ś c i ą g n ą ć z niogo 30 t a l a r ó w , J u l i u s w p a d ł w gniew,

mówi

się „ S c h a t t c n s p i e l o r " .

Nie należy

jednak

mniomać,

Najciekawszy d o k u m e n t d o t y c z ą c y Juliusa stwiordza w y r a ź n i o ,

a p o n i e w a ż w jogo przekonaniu b y ł to p o m y s ł w ł a d z l o k a l n y c h ,

żo człowiek ton „ p r z e z 18 lat usiłował w t u t e j s z y m depart amoneio

podyktował jakiomuś umiojącemu pisać współobywatelowi

z a r o b i ć na chleb p r z y p o m o c y l a t a r n i m a g i c z n e j " , „ m i t

einer

do m i n i s t r a . B y ł n i m w ó w c z a s K a r l v o n H o y m z a w i a d u j ą c y a ż

sztuki

d w i e m a p r o w i n c j a m i , Prusami P o ł u d n i o w y m i i Ś l ą s k i e m , i z tej

rnagischen

Latonie".

5

Być może

uparte

ł ą c z e n i e jego

list

109

�r a c j i r e z y d u j ą c y we W r o c ł a w i u . L i s t d o s z e d ł jogo r ą k i w ł a ś n '
dlatego o c a l a ł .
szczęśliwie

(Włączony

do

zachowanych).

Jest

akt
to

Generalnego
polna

e

Dyrektorium,

goryczy

skarga

na

W r o c ł a w i u w y g o t o w y w a n o j u ż dla niego K o n c e s j ę , b e z t e r m i n o w ą ,
na cale Prusy P o ł u d n i o w e , d a t o w a n ą 3 w r z e ś n i a 1797, p o d p i s a n ą
przez m i n i s t r a w i m i e n i u k r ó l a Prus. D r o g ą s ł u ż b o w ą p o w ę d r o w a ­

p o z n a ń s k i c h u r z ę d n i k ó w . T o są ludzio boz serca. Г а п m i n i s t e r

ła ona do Poznania, gdzie miejscowa K a m o r a zapewno w r ę c z y ł a

j a k o człowiek m i ł o s i e r n y z p e w n o ś c i ą łopioj od nich wczuje się

j ą J u l i u s o w i p o zainkasowaniu 30 t a l a r ó w . Czystopisu nie z n a m y

w p o ł o ż e n i e starego c z ł o w i e k a i k a ż e m u b e z p ł a t n i e w y d a ć k o n cosję na zawszo i na wszystkie krajo Prus P o ł u d n i o w y c h .
Pan

Minister, j a k się n a l e ż a ł o s p o d z i e w a ć , n a t y c h m i a s t po-

d y k t o w r ł list do K a m e r y p o z n a ń s k i e j z a p y t u j ą c , j a k i m p r a w e m
udzielała

dotychczas z e z w o l e ń J u l i u s o w i ? Przocioż

Najwyższe

Rozkazy Gabinetowe z 21 k w i e t n i a i 3 lipca 1794 r o k u k a ż ą ogra­
niczać wydawanio takich

uprawnioń.

W

dzisiaj; pewno p r z e p a d ł po ś m i e r c i starego c z ł o w i e k a , j a k o n i ­
komu

9

zasadzio p o w i n n i

j u ż do niczego niepotrzebny. W

jednak m i n u t a K o n c e s j i .

13

aktach zachowała

się

I tę w a r t o w y d r u k o w a ć . W l i t o r a t u r z e

n a u k o w o j b ę d z i e t o chyba n a j w c z e ś n i e j s z y ze znanych obecnie
t e k s t koncesji w y d a n o j na ziemiach polskich właścicielowi l a t a r n i
magicznej.

je
Breslau, don 3 September

o t r z y m y w a ć i n w a l i d z i pozbawieni innogo z a r o b k u . J u l i u s , j a k się

1797

zdaje, nie jost i n w a l i d ą ? B y ć m o ż o s ą o k o l i c z n o ś c i p r z e m a w i a j ą c e
Konzession

za w y d a n i o m m u koncesji. W t a k i razie m u f i a ł b y jasno stwier­
dzić,

żo uiści wszystkio z w i ą z a n e z n i ą

opłaty.

fur don Schattenspieler A n t o n J u l i u s i n Posen sein Schattenspiel

1 0

Cało p o s t ę p o w a n i e t o c z y ł o się w a r t k o , co toż n a l e ż a ł o

i n Sudpreussen produzieren zu durfen

do

zwyczaju n o w y c h w ł a d z . Podanio Juliusa jest datowane w Poz­
n a n i u 19 czerwca 1797. Minister d y k t u j e s w ó j list do

Kamery

Namens Seiner K ó n i g l i c h o n Majestat v o n Preussen, U[nseres]

we W r o c ł a w i u 28 czerwca; przepisany na czysto 3 lipca, list ten

A[llergnadigsten]

wj-chodzi 4 lipca do Poznania. D n i a 3 sierpnia J u l i u s stoi ponow­

J u l i u s aus Poson h i e r m i t die U r l a u b n i s erteilt sein Schattenspiel

Hferren],

wird

dem

Schattenspieler

Anton

nie p r z ó d u r z ę d n i k i e m p o z n a ń s k i o j K a n i o r y i s k ł a d a zoznanie do

i n Sudpreusson liberal 1, wo es vorlangt w i r d , gegon E n t r i c h t u n g

p r o t o k o ł u . N a d a l uprasza o k o n c e s j ę na zawszo, na c a ł e P r u s y

dor a m Orte ublichen Gohalte produzieren zu diirfon u n d werden

P o ł u d n i o w o . Na p y t a n i e , czy g o t ó w jest u i ś c i ć stosowne o p ł a t y ,

sumtliclie Sudproussiseho Magistrate- u n d andere Gerichtsobrig-

o d p o w i a d a , żo a k u r a t „ n i e jest p r z y p i e n i ą d z a c h " ( „ n i c h t

keiten

Geldo").

Pouczony

jednak

przez

urzędnika,

żo

boi

wystawienio

łiierdurch

aufgofordert

ihni

solchos zu

gestatton

und

denselben bei gegenwartigor Konzession zu Soliutzen.

Koncesji m o ż o p o t r w a ć p a r ę t y g o d n i , a o p ł a t y uiszcza się p r z y
odbiorze, w y r a ż a g o t o w o ś ć z a p ł a c e n i a n a l e ż n o ś c i „ b a r d z o c h ę t ­

S i g n a t u m Breslau den

3 September

1797

[ A u f ] A [ l l e r ł i o c h s t e n ] Sfpezial-]

n i e " , dodaje n a w e t , żo j u ż w c i ą g u n a j b l i ż s z y c h t y g o d n i spodziowa

Bfefohl]

[Hoym]

się z e b r a ć t y l e , ile p o t r z o b a .
N a t y m z a k o ń c z o n o p r z o s ł u c ł i a n i o , „ p o n i o w a ż nic w i ę c e j do
nadmionienia nie

b y ł o " , i strony podpisały p r o t o k ó ł :

Ziogler swoim nazwiskiom a J u l i u s trzoma k r z y ż y k a m i
r z y t e l n i o n y m i przez Z i o g l e r a ) .

11

Wrocław, 3 września

niejaki
(uwie­

A więc okiołznano b u n t o w n i k a .

Przekład

polski
Koncesja

D n i a 18 sierpnia 1797 na posiodzeniu K a m o r y zatwiordzono t r e ś ć
l i s t u do H o y m a . Wieloosobowo kolegium

1797

s t w i e r d z i ł o , że J u l i u s

na w y ś w i e t l a n i e cieni w Prusach P o ł u d n i o w y c h dla a n i m a t o r a
cieni A n t o n i e g o J u l i u s a w P o z n a n i u

nie jest i n w a l i d ą . N i e m i a ł t a k ż e koncesji od „ b y ł e g o r z ą d u p o l ­
skiego", j o d n a k ż o cioszy się o p i n i ą uczciwogo c z ł o w i e k a ,

swój
na

W i m i o n i u Jogo W y s o k o ś c i K r ó l a Prus, Naszego Miłościwego

chleb nie p o w i n n y ulec ograniczeniu przoz d o k o n a n ą t u „ z m i a n ę

Pana, udziela się a n i m a t o r o w i cioni, A n t o n i e m u J u l i u s o w i z Poz­

zawód wykonuje już

18 l a t , a jogo m o ż l i w o ś c i zarabiania

r z ą d u " ( „ d u r c h geschohone R i o g i e r u n g s v e r a n d e r u n g " ) .

12

ko to w y r a ż o n o z uszanowaniem, alo stanowczo. Czy

Wszyst­
dlatego,

nania zozwolenia na w y ś w i e t l a n i o cieni w Prusach P o ł u d n i o w y c h ,
gdziekolwiek b ę d z i e na

to zapotrzebowanie, za o p ł a t ą

zwykło

że K a m e r a r a t o w a ł a po p r o s t u w ł a s n y p r e s t i ż ? Po wyporswado -

na miejscu p o b i e r a n ą , i w z y w a się wszystkie p o ł u d n i o w o p r u s k i o

waniu

w ł a d z e magistrackie, j a k i s ą d o w n i c z e innego rodzaju, a b y

J u l i u s o w i jego r o j e ń o b e z p ł a t n y c h koncesjach, rozda­

mu

w a n y c h z litości, n a j w a ż n i e j s z e zadanio, jakie się przed d o s t o j n y m

tego d o z w a l a ł y a jego samogo na m o c y udzielonej m u koncesji

kolegium

chroniły.

w y ł o n i ł o , pologalo na

J a k k o l w i e k b y ł o , list do

ratowaniu własnego

prestiżu.

Wrocławia poszodł, z p r o t o k o ł e m

p o d p i s a n y m trzema k r z y ż y k a m i w z a ł ą c z e n i u .
W Wiolkopolsco k o ń c z y ł o się ł a t o , n a d c i ą g a ł a jesień a z n i ą
sezon. Na szczęście w ę d r o w n i c z a m u z a s p r z y j a ł a J u l i u s o w i .

S i g n a t u m W r o c ł a w 3 w r z e ś n i a 1797
Z N a j w y ż s z e g o Szczególnego R o z k a z u
[Hoym]

We

P R Z Y P I S Y
1

Archiwum
Główne
Akt
Dawnych,
Gcnernhlircltorinm
Sudpreussen,
I 1122. Jost t o poszyt z a t y t u ł o w a n y : Aeltt betreffend
die, (jestattung
der Marionettenspieler,
SeilUinzer
und
anderen
solchen Kunsten
in Si'idpreusscn
[ - M S K ] . T u J u l i u s t w ordzi
w liście do H o y m a z 19 V I 1797, że dzia'a w o k o l i c y „ o d j a k i c h ś
d w u d z i e s t u l a t " , „ s e i t einiger zwanzig J a ' i r e n " (s. 143). K a m e r a
Wojonnoskarbow.'. w P o z n a n i u w liście do t e g o ż H o y m a z 18 V I I I
1797 d o k ł a d n i e j : ..przoz 18 h i t " , „ 1 8 J a h i e l a n g " (s. 160).
- M S K , s. 144
t a m ż e , s. 143
* R y s u n e k ten w p r o w a d z i ł do l i t e r a t u r y naukowej R . Wierz­
b o w s k i w Nocie do a r t y k u ł u Co przedstawia
obraz Jana
Piotra
Norblina ,,Les Marionettes polonaises",
„Pamiętnik Teatralny",
1908, z. 2
3

110

5

M S K , s. 1 CO
W y n i k a t o z P r o t o k o ł u jogo p r z e s ł u c h a n i a przoz K a m e r ę
W o j o n n o - s k a r b o w ą w Poznaniu.
M S K , s. 143, HiO
t a m ż e , s. 146. Jest to o d p o w i e d ź K a m o r y na nio zachowane
podanie J u l i u s a z 0 V I 97, d a t o w a n a 14 V I 97
* M S K , s. 143—144
t a m ż e , s. 147
t a m ż e , s. 163
t a m ż e . s. 1C0
M S K , s. 164. K o n c e s j i t o w a r z y s z y ł list przewodni do K a ­
m e r y p o z n a ń s k i e j d a t o w a n y wo W r o c k . w l u 3 1 X 9 7 ; i b i d . ,
s. 1*64-165
6

7

8

1 0

1 1

1 2

1 3

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6560" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6540">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ced620c2b6b4f96923ac4db4ecbfef31.pdf</src>
        <authentication>8433a9aef5c5f9beb70ed6434adac58a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78105">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3210</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78106">
                <text>1987</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78107">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3007</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78108">
                <text>Fotografia chłopów polskich / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1987 t.41 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78109">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1987 t.41 z.1-4, s.113-120</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78110">
                <text>Sulima, Roch</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78111">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78112">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78113">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78114">
                <text>И . 1. R o d z i n a Gołiszów z Ł a ź n i k , 1937 r. N a d e s ł a ł a J a d w i g a M a r k o w s k a , L a ź n i k i ,
w o j . skierniewickie

'.och Sulima

FOTOGRAFIA C H Ł O P Ó W POLSKICH

Fotografia c h ł o p ó w polskich j a k o zjawisko k u l t u r o w e p o j a w i a

bogatym kolekcjom,

co

je w y o d r ę b n i a

j a k o osobne zjawisko

ę na s z e r s z ą s k a l ę w k o ń c u X I X w i e k u a rozprzestrzenia się

k u l t u r o w e . S w o i s t o ś ć tego zjawiska m o ż e b y ć o k r o ś l o n a dopioro

• dwudziestoleciu m i ę d z y w o j e n n y m .

po

Rozproszone dotychczas,

zbadaniu f u n k c j i fotografii,

wydobyciu

aspoktu nie

tylko

r a j d u j ą e o się w muzoach etnograficznych, h i s t o r y c z n y c h i do­

ikonologicznego, ale w p i e r w s z y m r z ę d z i e semiotycznego. Poz­

ł o w y c h a r c h i w a c h kolokcje z d j ę ć nie p o z w o l i ł y na p e ł n o

za-

nanie wielości t y c h f u n k c j i , o k r e ś l e n i e ich p o d s t a w o w y c h t y p ó w ,

tnionie tego zjawiska

jak

m o ż e dopiero s t a n o w i ć p r z e s ł a n k ę m ó w i e n i a o fotografii c h ł o p ­

iwnioż samych m i e s z k a ń c ó w w s i , k t ó r y c h t e fotografie d o t y c z ą ,

skiej j a k o w z g l ę d n i e j e d n o r o d n y m zjawisku k u l t u r o w y m , k t ó r e g o

opioro p l o n k o n k u r s u Fotografia

wsi zorganizowanego

i s t o t ę m o ż n a u c h w y c i ć przez odniesieuio do zjawisk w k u l t u r z e

1983 r. przoz r e d a k c j ę „ N o w o j W s i " i „ F o t o g r a f i i " , na k t ó r y

c h ł o p s k i o j analogicznych, zjawisk tej samoj skali. M o ż n a do n i c h

w

świadomości
polskiej

badaczy k u l t u r y

i p ł y n ę ł o 6000 z d j ę ć oraz wiolka w y s t a w a Fotografia
ilskich

chłopów

o t w a r t a w l i p c u 1985 r o k u w warszawskiej Z a c h ę c i e ,

i w i a d o m i ł a w a g ę i zasięg zjawiska.
etnograficznej czy rogionalnej w a r t o z w r ó c i ć

opowiości

wspomnieniowe

(tzw.

„opowieści

z

życia"),

p a m i ę t n i k i c h ł o p s k i e , zapisy k r o n i k a r s k i e , samorzutnie s p o r z ą ­

Nie w c h o d z ą c w bogactwo szczogółów n a t u r y historycznej,
cjalnej,

zaliczyć m . i n . charakterystyczne dla p r z e ł o m u X I X i X X w i e k u
ustne

uwagę

i sam fenomen fotografii c h ł o p s k i e j , na to, co jest w s p ó l n e t y m

dzane przez c h ł o p ó w monografie ( „ h i s t o r i o " ) wsi i o k o l i c y . W sto­
s u n k u do w y m i e n i o n y c h w y ż e j f o r m ekspresji k u l t u r y
fotografia

była ekspresją wykorzystującą

materiał

ludowej
innorodny

113

�inne t w o r z y w o semiotyczne. O w ą i n n o r o d n o ś ć n a l e ż y s z c z e g ó l n i e

b y ł a na wierze w słowo mówione,

p o d k r e ś l i ć , g d y ż b y ł a ona r ó w n o z n a c z n a z wprowadzeniem no­

mówiących,

wego „ j ę z y k a " , o d k r y c i e m nowego w y m i a r u

pretowaniu, p o r ó w n y w a n i u

świata.

O rzeczywistych funkcjach f o t o g r a f i i nie m o ż n a

rozstrzygać

z a s a d z a ł a się na

wiarygodności

w y p o w i a d a j ą c y c h s ł o w a „ t e r a z i t u " , a nie n a inter­
n p . p r z e k a z ó w pisanych,

obrazów

i ocen r z e c z y w i s t o ś c i znanych z k s i ą ż e k l u b i n n y c h ź r ó d e ł po­

bez rzetelnych b a d a ń t e r e n o w y c h . Istnieje w s z a k ż e pokusa m ó ­

ś r e d n i c h . Pismo i k s i ą ż k a m i a ł y do pewnego m o m e n t u w a r t o ś ć

w i e n i a o f u n k c j o n o w a n i u c h ł o p s k i e j f o t o g r a f i i m . i n . na podstawie

mityczno-magiczną, znaczyły częstokroć jako piktogramy, jako

l e k t u r y bogatej
zdjęć

zgodno

kolekcji listów chłopskich stanowiących

z instrukcją

organizatorów

opisy

konkursu. Listy

te

ogłoszone z o s t a n ą w k r ó t c e w kwartalniku „ R e g i o n y " . Wstępnie
wymienić można następujące
•prezentacyjna

funkcje p o d s t a w o w e :

(utrwalanie p r z e d m i o t ó w , s t a n ó w ,

dokumontowanio

zjawisk);

obrzędowa

grzebu, wosela); identyfikująca

(pamiątki

ruchu

ludowego,

komunii,

po­

( a k t y t o ż s a m o ś c i , realizacja w y ­

m o g ó w a d m i n i s t r a c y j n o - p r a w n y c h ) ; ideologiczna
działań

poznawczo-

„wyglądów",

wiciowego: wizerunki

obrazy l u b p r z e d m i o t y sakralne, k t ó r y c h znaczenia dane b y ł y
niejako z g ó r y i o s ł o n i ę t e

tajemnicą.

W ł a ś n i e fotografia, a nie m a l a r s t w o , nie opis, p a m i ę t n i k , ga­
zeta, k s i ą ż k a , z ł a m a ł y ostatecznie m o n o p o l s ł o w a

mówionego

w kulturze ludowej. Prawda słowa mówionogo została zastąpiona
w najbardziej j a s k r a w y s p o s ó b „ p r a w d ą " fotografii. Fotografia
absolutyzuje

prawdę

naoczną,

zastępując

przy

tym

prawdę

(dokumentacja

a u t o p s j i , p r a w d ę d o ś w i a d c z e n i a b e z p o ś r e d n i e g o . S t ą d m . i n . nie

przywódców,

m a w fotografiach deformacji, t z n . nio m a postaci, p r z o d m i o t ó w

z d j ę c i a z manifestacji, k u r s ó w , d o ż y n o k j a k o z n a k i ideowej i po­

czy s y t u a c j i niezgodnych z n o r m ą e t y c z n ą czy s p o ł e c z n ą . W spo­

l i t y c z n e j t o ż s a m o ś c i ) ; magiczna,

s ó b w r ę c z m o d e l o w y fotografia w y d o b y w a te t r e ś c i i w a r t o ś c i ,

o z a s i ę g u w gruncie rzeczy j u ż

s z c z ą t k o w y m (zdjęcie j a k o wizerunok, „ c i e ń " , dusza, oraz z w i ą ­

k t ó r o m o ż n a n a z w a ć u n i w e r s a ł izmem c h ł o p s k i m . C h ł o p , stając

zane z t y m p r a k t y k i w r ó ż b i a r s k i o i t p . ) . O p r ó c z f u n k c j i podsta­

przed o b i e k t y w e m , rzadziej wiejskiego, najczęściej m a ł o m i a s t e c z

wowych

kowego fotografa, odtwarzał

m o ż n a w s k a z a ć funkcje w t ó r n e , k t ó r y c h zasięg i do­

niosłość b ę d z i e zapewno w z r a s t a ć . S ą t o m . i n . : funkcje
(tworzenie t e k s t ó w z k o l e k c j i z d j ę ć ) ; prestiżowe
prezentowanych

przedmiotów,

obiektów);

j a k o z n a k i eksprosji zabawowej).

estetyczne

(hiorarchizowanie
ludyczne

(zdjęcia

1

uniwer

sałną formę człowieczeństwa, człowieczeństwa uogólnionego, t a k ą
k t ó r ą a k c e n t o w a ł n i e g d y ś a n t y k a p ó ź n i e j ronosans. N a c h ł o p
skich fotografiach m a m y w i ę c do czynienia zo s k r ó t e m , syntezj

F o t o g r a f i a c h ł o p ó w polskich rzadko i n t e r e s o w a ł a e t n o l o g ó w ,
częściej doconiali joj istnienie h i s t o r y c y r u c h ó w s p o ł e c z n y c h oraz
h i s t o r y c y k u l t u r y , k t ó r z y t r a k t o w a l i j ą j a k o ź r ó d ł o historyczne.
Fotografię

sobą wszystkie najistotniejsze modelt

w ł a s n e g o w y o b r a ż e n i a siebie. Fotografie p r z e d s t a w i a j ą

c h ł o p s k ą w i d z i e ć n a l e ż y nie t y l k o j a k o n o w y t y p

a nade wszystko symbolizacją

kondycji

ludzkiej

w ogóle. W t y n

n a l e ż y w i d z i e ć w y j ą t k o w ą w a r t o ś ć k o l e k c j i c h ł o p s k i c h fotogra­
m ó w , i c h o g ó l n o k u l t u r o w e g o znaczenia.
F o t o g r a f i a noutralizuje k u l t u r o w y d u a l i z m czasu i przostrzoni

ź r ó d ł a do poznania k u l t u r y l u d o w e j , ile nową formę

ekspresji

tej

„ u p r z e s t r z e n i a " czas, ale j e d n o c z e ś n i e w p r o w a d z a aspekt tempo

kultury.

manifestacją

r a l n y w s t o s u n k i przestrzenne. F o t o g r a f i a jost sposobem opero

tej

cechy

Fotografia

okazała

światopoglądu

wszystko kryterium

prawdy

się najdoskonalszą

chłopskiego,
naocznej.

która

akcentuje

nade

I n n y m i słowy ludowe w y ­

w a n i a p r z e s z ł o ś c i ą , znaczy

przemianę i procesualność

K i e r u j e t y m s a m y m u w a g ę n a elementarno

świata

kwostio p o d m i o t o

p o w i e d z i o świecie p o n a w i a j ą nieustannie przeciwstawienia t y p u :

w o ś c i m . i n . n i e j a w n y m j u ż dzisiaj odniesieniom do

„ p o d o b n e " — „ n i e p o d o b n o " , „ p r a w d z i w e " —• „ n i e p r a w d z i w e " .

w y o b r a ż e ń „duszy widzialnej", i n n y m i słowy wierzoń związanycl

J e s t t o k r y t e r i u m opisu i poznania ś w i a t a przez, a u t o p s j ę , sta­

z s y m b o l i k ą cienia.

wanie

Kultura

n a d e s ł a n y m na wspomniany wyżej konkurs b r z m i a ł a : „ P r z e s y ł a ń

c h ł o p s k a w tej postaci, w j a k i e j z n a l i ś m y j ą do tej p o r y , o p a r t a

c i s w ó j c i e ń " ) . M o ż n a u z n a ć f o t o g r a f i ę c h ł o p s k ą za jeden z nie

114

za

każdym

razem

naprzeciw

całemu

światu.

(Jedna z d e d y k a c j i na z d j ę c i u

ludowycl
chłopskin

�I I . 3. A n t o n i Deszczka z Siennowa (z lewej), z k o l e g ą w w o j s k u a u s t r i a c k i m , 1916 r . N a d . M a r e k J a w o r n i c k i , B o s ó w n o , w o j . c h e ł m s k i e ;
i l . 4. L e g i o n i s t a z m a t k ą , 1918 r . N a d . H a l m a K a r w a t , L u b l i n ; i l . 5. J ó z e f U r b a n e k z synem Tomaszem p r z y koszeniu k o n i c z y n y ,
1921 r . Z k o l e k c j i J a n a Guzka, W ą g l i k o w i c e , w o j . g d a ń s k i e
5

115

�I I . 6. W o b e j ś c i u — r o d z i n a W i t o l d a Chroma ze w s i Opsa, 1926 r . N a d . E l ż b i e t a D r z y z g a , Bydgoszcz
I I . 7. P i o t r J a ś k o w i a k z ż o n ą , przed wyruszeniem na f r o n t I w o j n y ś w i a t o w e j . N a d . J o l a n t a
J a ś k o w i a k , Parzew, w o j . k a l i s k i e

w i e l u ś r o d k ó w samorefleksji m o ż l i w e j d z i ę k i operacjom na przedmiotach-znakach a nie (jeszcze nie!) n a p o j ę c i a c h - z n a k a c h c z y l i
kategoriach
charakter
przez

analitycznych. Fotografia

świata,

zasadę

z r y w a ze

cykliczności,

akcontuje

światoodczuciem
sugeruje

kierunek

W p r o w a d z a elementarne p r z e s ł a n k i hiatoryczności,
historyczność

natychmiast

procesualny

zdominowanym

sakralizuje poprzez

upływu

czasu.

ale t e ż o w ą
kolekcje

zdjęć

t y p u o b r z ę d o w e g o czy genealogicznego. J a k m o ż n a s ą d z i ć c h o ć b y
t y l k o z p o b i e ż n y c h obserwacji t e r e n o w y c h fotografia stosunkowo
szybko przechodzi do sfery sacrum, g d y d o t y c z y

przodków,

o b r z ę d ó w r o d z i n n y c h , l u d z i tragicznie z m a r ł y c h a w i ę c

tych,

k t ó r z y przeszli n a „ t a m t e n " ś w i a t , do „ t a m t e g o " czasu. Przede
w s z y s t k i m z d j ę c i a nagrobne s a k r a l i z u j ą się i k a n o n i z u j ą

bardzo

szybko co m a z w i ą z e k z c h a r a k t e r y s t y c z n ą d l a k u l t u r y
pejskiej

semiotyką

l u d z k i e j t w a r z y . N a te

sprawy

euro­

zwracała

u w a g ę c y t o w a n a w y ż e j A . Wieczorek, p i s z ą c m . i n . : „ N i e pasuje
n a nagrobek fotografia k o l o r o w a . C z a r n o b i a ł a jest w g i n f o r m a t o ­
r ó w „ p o w a ż n i e j s z a " . S p o s ó b fotografowania w y d a j e się t u k a ­
n o n i c z n y . Z n a m i e n n a jest p r a k t y k a fotografa z Opoczna, k t ó r y
twarze

kobiet

na

fotografiach

obdarzał

jednakową

fryzurą

i b i a ł y m k o ł n i e r z y k i e m przy czarnoj s u k n i , m ę ż c z y z n z a ś „ u b i e ­
r a ł " w jednakowe g a r n i t u r y " .
D z i ę k i g ł ę b o k i m , d z i ś jeszcze n i e k i e d y ż y w y m ,

związkom

z s y m b o l i k ą „ c i e n i a " (duszy, ż y c i a i ś m i e r c i ) fotografia c h ł o p s k a
ааторогпапга

poprzez

„ s a m o w i d z o n i e " . A n a l i z o w a n a m . i n . przez Frazera

uczestniczy

w

elementarnych

aktach

i Moszyń­

skiego l u d o w a s o m a n t y k a „ c i o n i a " w i ą ż e się zazwyczaj z k u l ­
t u r o w y m znaczeniem a k t u p r z e j ś c i a na „ t a m t o n " ś w i a t , co znaczy
„ p r z e s u n i ę c i e s i ę " w byeio, postawienie się „ n a z e w n ą t r z siobio"
Opisywana przez e t n o l o g ó w t r o s k a o w ł a s n y c i e ń , k t ó r e g o utrato
z a g r a ż a ż y c i u l u b p o w o d u j e c h o r o b ę , obawa k r a d z i e ż y cienie
m . i n . przoz „ z ł e oko s k r z y n k i " ,

r z u t u j e na funkcje i sposobj

posługiwania się fotografią w kulturzo chłopskiej. Należy sądzić
iż s t ą d w ł a ś n i e bierze się potrzeba p r z e c h o w y w a n i a z d j ę ć w zam

116

�k n i ę e i u , aby nie d o s t a ł y się w r ę c e o s ó b trzecich, k t ó r e m o g ł y b y
m i e ć w p ł y w n p . przez n a k ł u c i e , p r z o k r e ś l e n i e l u b

zniszczenie

f o t o g r a m u , n a losy postaci przedstawionych n a z d j ę c i a c h . D o t y ­
czy t o przede w s z y s t k i m zdjęć o s ó b ż y j ą c y c h .
F o t o g r a f i a , przede w s z y s t k i m ta, na k t ó r e j w y o b r a ż o n a jest
ludzka twarz, winna b y ć „ z a m k n i ę t a "

(w skrzyni,

szufladzie

s t o ł u , a l b u m i e ) b ą d ź w ł ą c z o n a do sfery sacrum ( z a t k n i ę t a

za

ś w i ę t y m obrazem). P o ś r e d n i ą f o r m ą jost przechowywanie z d j ę ć
w k s i ą ż e c z k a c h do n a b o ż e ń s t w a . Przekazywanie w ł a s n y c h
cudzych

podobizn

obwarowane

jost

określonymi

Zdjęcie m o ż n a p r z e k a z a ć („ofiarować")

rodzinio,

lub

sankcjami.
najbliższemu

oraz B o g u . Zdjęcio z a t k n i ę t e „ z a o b r a z " jest znakiom p r z y ł ą ­
czenia do w s p ó l n o t y w i a r y , k t ó r a gwarantuje k a ż d e m u człowie­
k o w i los i n d y w i d u a l n y c h o ć dla wszystkich ostatocznie w s p ó l n y .
F o t o g r a f i a z a s t ę p o w a ł a osoby same, s t a w a ł a się s u b s t y t u c j ą
przedstawianej postaci, b y ł a

równoważna

ludzkiemu

bytowi.

P r z e s y ł a n e za ocean l u b do f r o n t o w y c h o k o p ó w fotografie c h ł o p ­
skie nie t y l k o o d t w a r z a ł y więź r o d z i n n ą , ale z a s t ę p o w a ł y k o n ­
k r e t n e osoby. Charakterystyczno są p o d t y m w z g l ę d e m p r z y k ł a d y
wkomponowywania

w

zdjęcia

pogrzebowo w i z e r u n k ó w

nieo­

becnych na n i c h o s ó b ; o s ó b , k t ó r o n o r m a s p o ł e c z n a n a k a z y w a ł a
2

n i e o d w o ł a h i i o w i d z i e ć na t y c h z d j ę c i a c h . N i e s t e t y m a ł o znana
jest l u d o w a magia z w i ą z a n a z

fotografią.

C h ł o p s k a fotografia — j a k j u ż s t w i e r d z a ł e m w y ż e j — z a c z ę ł a
w y r ę c z a ć m ó w i ą c e osoby, a m o ż o raczej z a c z ę ł a z a s t ę p o w a ć t r e ś c i
mówione, prawdy bezpośrodnio. Właśnie o zastąpienie

treści,

której

a

prawdziwość

gwarantować

mogła

tylko

mowa,

nie

t r e ś c i p r z e ż y w a n e , p o d m i o t o w o czy psychologiczne idzie osta­
tecznie w c h ł o p s k i c h fotografiach. Postaci przedstawione na t y c h
z d j ę c i a c h s ą w e w n ę t r z n i e m i l c z ą c e , a raczoj t y m milczeniem do
I I . 8. A n n a i Sebastian D y b k o z B i e l i n , f o t . Franciszek K u l p a ,
1933 r. N a d . D a n u t a D r u m l e w s k a , Opole

I I . 9. Pieczenie chleba w izbie folwarcznej. N a d . A n d r z e j U f h i a r s k i , S m i ł ó w , w o j . tarnowskie

117

�I I . 10. Pranie w sadzawce. N a fotografii Helena T r o j a n , J a n i n a Marchalska, S a l o m e ą Bazan.
Franciszek K u l p a , 1927 r . N a d e s ł a ł a D a n u t a D r u m l e w s k a , Opole

Fot.

nas p r z e m a w i a j ą . N a z d j ę c i a c h c h ł o p i na ogół nie ś m i e j ą się, nie

ś w i a t a , modelem, a r c h e t y p e m .

Ś w i a t , dzięki w ł a d a j ą c y m

p ł a c z ą , nie w z r u s z a j ą się. A zatem j a c y s ą c h ł o p i n a t y c h foto­

odwiecznym

jakby

grafiach ? S ą w ł a ś n i e w zgodzie z l u d o w ą n o r m ą

t r a k t o w a n y i r o z u m i a n y najczęściej j a k o t ł o fotografii „ m ó w i za"

kształtowania

ludzkiego w i z e r u n k u . T y m b a r d z i o j , ż e n o r m a t a

wzmacniana

hierarchiom,

jest

unieruchomiony.

c z ł o w i e k a . F o t o g r a f i a m i a ł a nie t y l e d e k o m p o n o w a ć

nim
Świat

i „ciąć"

jest przez instytucjonalizowanie się fotografii, przez konwencjo-

obraz ś w i a t a , ale m i a ł a go raczej oznaczać,

n a d a w a ć nowe n a z w y .

n a l i z a c j ę c h ł o p s k i c h w i z o r u n k ó w . T o n k t o r o b i ł zdjęcie, a Ь.л 1 to

D o s ł o w n i e : brać

„ r a m y " posługuję

najczęściej m a ł o m i a s t e c z k o w y l u b w ę d r o w n y fotograf, potwier­

w znaczeniu

d z a ł t ę n o r m ę poprzez s p o s ó b ustawienia modela, w y b ó r t ł a i t p .

w k s i ą ż c e Struktura

W ł a ś n i e ó w punkt

widzenia f o t o g r a f u j ą c e g o

p r z y analizie c h ł o p s k i c h zdjęć odczytany,

musi b y ć wyraźnie
wyodrębniony

jako

go w ramy.

(Pojęciom

z b l i ż o n y m do tego, k t ó r e nadaje m u J .

się

Łotman

tekstu artystycznego).

Fotografia b y ł a w i ę c a k t o m „ o d d z i e l o n i a " ś w i a t a o d c z ł o w i e k a ,
zawieszonia

realnych w i ę z i , j a k r ó w n i e ż a k t e m

„oddzielonia"

konwencja na s w ó j s p o s ó b woboc k u l t u r y ludowej z e w n ę t r z n a ,

c z ł o w i e k a od siebie samogo (por. k o n c e p c j ę „ c i e n i a " ) .

alo nio b u r z ą c a , lecz na o d w r ó t , w y d o b y w a j ą c a

(odkrywająca)

z n a c z y ł o a k t poznania ś w i a t a , m o ż l i w o ś ć „ p r z e s u n i ę c i a " go na

istotne t r e ś c i toj k u l t u r y w momoncio wkraczania f o t o g r a f i i na

inne miejsce, w i n n y w y m i a r czasowy, boz naruszania h i e r a r c h i i

w i o ś . Konwoncjonalizacja,

polegająca

do t ł a „ s z t u c z n e j " n a t u r y

(sztuczny

m . i n . na

wprowadzaniu

p o t o k , sztuczna

brzoza,

Zdjęcie

i s t r u k t u r y w e w n ę t r z n e j tego ś w i a t a . F o t o g r a f i a j a k o r a m a ś w i a t a
b y ł a p r z e s ł a n k ą dostrzegania wielości jego p r z e j a w ó w ,

którym

p t a k , w i e j s k i p ł o t ) jest w a r t a z a u w a ż e n i a c h o c i a ż b y j a k o znak

człowiek s w o j ą p o d o b i z n ą d a w a ł p i e c z ę ć w ł a s n o ś c i . Antropoeen-

o d k r y w a n i a w a r t o ś c i estetycznej p r z y r o d y , co w k u l t u r z e ludowej

tryzm

nastąpiło dosyć późno.

socjalnej, jest jej c e c h ą c h a r a k t e r y s t y c z n ą . B r a k fotografii pej­

A l o nie t y l k o o postrzeganie p r z y r o d y t u idzie. Odnotowania

chłopskiej

fotografii,

jak

zresztą

wszelkiej

fotografii

z a ż o w e j m ó g ł b y s ł u ż y ć za potwierdzenie p o w y ż s z e j tozy

choć

w y m a g a j ą rzeczy bardzioj genorahie. F o t o g r a f i a c h ł o p s k a j a k o

w ł a ś n i e sztuczne t ł o c h ł o p s k i e j fotografii m o ż e b y ć uznano za

możliwość

modelowe w y o b r a ż e n i e p e j z a ż u w k u l t u r z e europojskioj. Synkre-

ekspresji

z a s a d ę synkretyczności

w

innorodnym

c h o ć z a b r z m i to paradoksalnie,
obrazu

tworzywie

wykorzystuje

chłopskiego ś w i a t a . Technika
nie deformuje, nie

fotografii,

„detalizuje"

c h ł o p s k i o g o ś w i a t a , ale w r ę c z p o d k r e ś l a n a o c z n ą

jego

t y c z n y i t o t a l n y obraz ś w i a t a c h ł o p s k i e j fotografii

podtrzymy­

w a n y b y ł w r ó ż n y s p o s ó b . J e ś l i nio p l a n piorwszy s y m b o l i z o w a ł
o w ą j e d n i ę , k t ó r ą n a l e ż y r o z u m i e ć j a k o naturalne, zgodne z po­

j e d n i ę , jogo t o t a l n o ś ć . F o t o g r a m y , bez w z g l ę d u na r ó ż n o r o d n o ś ć

tocznym

ich l e m a t ó w i p r z e d s t a w i e ń , r e p r o d u k u j ą zawsze na nowo zasady

r e a l i z o w a ł t e n cel ( t ę z a s a d ę ) p l a n d r u g i , a nawot detal podnie­

i hierarchio c h ł o p s k i o g o ś w i a t a . N i o m a t u w i ę ć u j ę ć indywidued-

siony do r a n g i m o d e l u p o r z ą d k u s p o ł e c z n o g o czy kosmioznogo.

nycli,

obowiązuje

natomiast

typowośó

i powtarzalność.

Choć

odczuciem,

usytuowanie

przodmiotów

i postaci,

M o ż n a z a r y z y k o w a ć twiordzonio, że c h ł o p przedstawiony

to

na

o b i e k t y a p a r a t ó w „ w y b i e r a j ą " postaci i p r z e d m i o t y , to j e d n a k

o g l ą d a n y c h przez nas dzisiaj fotografiach nio jest „ p r z o d m i o t o i n "

umieszczano s ą one, niejako sanie przoz się, w zgodzie z p r a w a m i

psyohologicznym, nie jest p o d m i o t e m , w sensie j a k i p r z y p i s u j e m y

natury, w niezmiennym, synkroiyoznym, przoiukniętym
z a s a d ą t i n . Nawet sztuczne t ł o , p o j a w i a j ą c o

zazwyczaj t e m u p o j ę c i u . S ą to j a k b y i k o n y , k t ó r e m ó w i ą w grucio

zdjęciach

rzoczy co innego n i ż m y na n i c h w i d z i m y . D l a w y j a ś n i e n i a togo

niezmiennego

p a r a d o k s u w a r t o m o ż e n a j z w i ę ź i e j z y s y g n a l i z o w a ć sposoby przed-

się w

portretowych, bywa skrótom, pomniejszoną kopią

118

jedną

�stawiania

wizerunków

chłopskich

w

literaturze

i

malarstwie

r u n k ó w to n a p l a n pierwszy w y s u w a się wizerunek
u t r w a l o n y przede w s z y s t k i m w g a t u n k u

s t a w i a n y c h na p i e r w s z y m planie w y d a r z e ń . C h ł o p w b a r w n y m

k t ó r a t o w a r z y s z y ł a nie t y l k o c h ł o p s k i m pogrzebom, ale r ó w n i e ż

k o s t i u m i e b y ł c z ę s t o k r o ć elementem p e j z a ż u , a t r y b u t e m p a r k u

weselom, p o b o r o w i r e k r u t a , k a t a s t r o f o m , o d e j ś c i o m n a o b c z y z n ę ,

czy ogrodu, d e k o r a c j ą o ż y w i a j ą c ą m a g n a c k i p a r k , j a k w i d z i m y

wreszcie w o j n o m . N a j b a r d z i e j p o g ł ę b i o n y m , b o g a t y m psycholo­

to

chociażby

jeszcze na

obrazie

Smuglewicza,

pokazującym

w i e ś n i a k ó w przed p a ł a c e m w J a b ł o n n i e . B y ł to w i ę c chłop
wetowy,

ludowej

obrzędowy

p o l s k i m , gdzie zrazu c h ł o p b y ł m a s ą , t ł e m z b i o r o w y m dla przed­

lamentacji,

gicznie a u t o w i z e r u n k i e m , k t ó r y m o ż e s p r o s t a ć o d k r y c i o m prozy

syl­

psychologicznej, b y ł o w k u l t u r z e c h ł o p s k i e j zawodzenie, p ł a c z . l a ­

gdzie k o n t u r , a nie wizerunek psychologiczny s t a n o w i ł

m e n t , poetyckie narzekanie. „ S y t u a c j e graniczne" w ż y c i u c h ł o p a

i s t o t ę . Zasadniczym w y ł o m e m w tej t r a d y c j i b y ł y p o r t r e t y l u ­

b y ł y opanowywane i neutralizowane przez bardzo b o g a t ą

dowe M i c h a ł o w s k i e g o a n a s t ę p n i e bogato eksponowany w polskim

malnie i emocjonalnie t r e ś ć l a m e n t u . L u d o w y wizerunek c z ł o ­

malarstwie

w i e k a , k t ó r y k s z t a ł t o w a ł się w k r ę g u t r a d y c j i ludowego l a m e n t u

cykl

obrazów

przedstawiających

chłopski

pogrzeb

for­

(Aleksandor G i e r y m s k i , K o t s i s , Szormentowski, Gerson). T o p i k a

b y ł pośrednio podejmowany w takich formach wypowiedzi, j a k :

pogrzebu p r z y b l i ż a ł a o d k r y c i e psychologicznej t r e ś c i c h ł o p s k i e g o

list c h ł o p s k i , tostament, p a m i ę t n i k oraz usankcjonowany

w i z e r u n k u . O c z y w i ś c i e fotografia c h ł o p s k a nie n a w i ą z y w a ł a do

estetycznie

w s p o m n i a n y c h o d k r y ć w m a l a r s t w i e , ale n a s w ó j s p o s ó b r ó w n i e ż

nade wszystko w Pałacu

w y a k c e n t o w a ł a obraz c h ł o p s k i e g o umierania. N a d a j ą c m u war­

M y ś l i w s k i e g o , w prozie Tadeusza N o w a k a .

t o ś ć e s c h a t o l o g i c z n ą p r z y b l i ż a ł a na z u p e ł n i e n o w y m p o l u

od­

i filozoficznio

został

odkryciami prozy n u r t u chłopskiego,
i Kamieniu

na

kamieniu

Fotografia chłopska, odsłonięta w c a ł y m swym

Wiesława
bogactwie

k r y c i e p s y c h i k i c h ł o p s k i e j . W a r t o j o d n a k z a u w a ż y ć , iż upowszech­

przoz k o l e k c j ę z g r o m a d z o n ą z i n i c j a t y w y „ N o w o j W s i " , o b e j m u ­

n i a j ą c y się poprzez l i t e r a t u r ę s t r a g a n o w ą , w i n i e t y p i s m dla l u d u ,

j ą c e j czasowo okres do r o k u 1944, p r z y n o s i n o w y , t r u d n y przed­

pocztówki, a później

t a k ż e plakaty, stereotypowy

wizerunek

t e m do u z m y s ł o w i e n i a , s k ł a d n i k procesu k s z t a ł t o w a n i a się p e ł n o ­

polskiego c h ł o p a z p r z e ł o m u X I X i X X w i e k u , p r z e n i k a ł m . i n .

p r a w n y c h humanistycznie a u t o w i z e r u n k ó w c h ł o p s k i c h . K o l e k c j a

w latach dwudziestych i t r z y d z i e s t y c h t a k ż e do f o t o g r a f i i c h ł o p ­

z d j ę ć , o k t ó r e j t u m o w a , jest nie t y l k o w y r a z e m czy ś w i a d e c t w e m

skiej, t w o r z ą c w y r a z i s t ą

k s z t a ł t o w a n i a się c h ł o p s k i e j samowiedzy, alo w ł a ś n i e staje s i ę

konwencję.

K i e d y analizuje się historyczne f o r m y l u d o w y c h autowize-

t r e ś c i ą w s p ó ł c z e s n e j samowiedzy k u l t u r o w e j P o l a k ó w .

I I . 1 1 . Uczniowie s z k o ł y rolniczej w Sobieszynie, 1911 r . N a d . A n t o n i C a ł k a , w ł . s z k o ł y ; i l . 12. Ś l u b w W o l i Zabierzowskiej, 1945 r .
N a d . J a n i n a P t a l , W o l a B a t o r s k a , w o j . k r a k o w s k i e ; i l . 13. Dzieci szkolne z O c i n k a , 1940 r . N a d . Tadeusz Szporakowski, P o z n a ń ;
i l . 14. Z b i ó r z i e m n i a k ó w na p o l u U r b a n k ó w z O d r z y k o n i a . N a d . J a n Guzek, W ą g l i k o w i c e , w o j . g d a ń s k i e

13

14

119

�I I . 15. R o d z i n a W a w r z y n i a k ó w ze w s i sieradzkiej, 1936 r. N a d . L e o k a d i a W a w r z y n i a k , Z ą b k o w i c e ; i l . 16. J a n Sadzik z n o w o p o ś l u b i c n ;
m a ł ż o n k ą i k u z y n k a m i przed d o m e m w B o g u s z y n k u . N a d . J a n i n a Szostek, Skierniewice
':

F o t o g r a f i e reprodukowane ze z d j ę ć n a d e s ł a n y c h na apel R e d a k c j i „ N o w e j W s i "
M a t e r i a ł y n a d e s ł a n e na k o n k u r s z n a j d u j ą się obecnie w I n s t y t u c i e H i s t o r i i K u l t u r y Materialnej

P R Z Y P I S Y
1

W y k o r z y s t u j ę t u n i e k t ó r e ustalenia zawarte w p r a c y A n n y
Wieczorek Przestrzeń
jako kategoria analizy tekstu. (Praca m a ­
gisterska w y k o n a n a w Z a k ł a d z i e T e o r i i L i t e r a t u r y i P o e t y k i
U n i w e r s y t e t u Warszawskiego p o d k i e r u n k i e m d r a Wincentego

Grajewskiego, 1986 r.)
F o t o g r a f i ę r e p r o d u k o w a l i ś m y w „ P o l s k i e j Sztuce L u d o w e j "
1986 n r 1/2 na s. 4 1 (przypis r e d a k c j i ) .
2

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6559" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6539">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/fbb0b0a34954f859301c4b77a6ae47cc.pdf</src>
        <authentication>7dd9c9af1cd8ba7ceee8dabbe164b350</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78095">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3209</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78096">
                <text>1987</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78097">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3006</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78098">
                <text>Miejsca z obrazami / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1987 t.41 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78099">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1987 t.41 z.1-4, s.111-112</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78100">
                <text>Porębski, Mieczysław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78101">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78102">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78103">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78104">
                <text>Mieczysław Porębski

MIEJSCA Z OBRAZAMI

N i e bardzo w y p a d a z a c z y n a ć od c y t o w a n i a samego siobio, alo

p u n k t ciężkości spoczywa raczej jednak na analizie p o s z c z o g ó l n y c h

t a k się złożyło, ż e p r o b l o m , k t ó r y c h c i a ł b y m t u t a j p o r u s z y ć —

c y k l ó w , w ą t k ó w i m o t y w ó w , trości alegorycznych czy symbolicz­

1 t y l k o p o r u s z y ć — n a r z u c a ł m i się od dawna (rzoc b y m o ż n a , żo

nych s z t u k i niesakralnej, niż na j e j programach i ich l o k a l i z a c j i .

od zawsze), n i g d y j o d n a k nie z a s t a n a w i a ł e m się n a d n i m bliżoj

A poza t y m , czy rzeczywiście chodzi t u o s z t u k ę „ n i o s a k r a l n ą " ?

i z osobna. A oto o n : p i s z ą c w Malowanych

dziejach o f o r m o w a n i u

się tego, co nazwalom t a m „ i k o n o g r a f i ą s o p l i c o w s k ą "

(„Rejtan

ż a ł o s n y po w o l n o ś c i stracie", „ K o ś c i u s z k o w czamarco k r a k o w -

Ostro przeciwstawienie o b s z a r ó w „ s a c r u m " i „ p r o f a n u m " m o ż e
b y ć w t y m w y p a d k u m y l ą c e . Samo słowo „ p r o f a n u m "
w y w o d z i się od o k r e ś l e n i a miojsca pro fano

(łac.)

— przed ś w i ą t y n i ą ,

młodzian

a więc poza o b r ę b e m sacrum, ale i w jego b e z p o ś r e d n i e j bliskości,

p i ę k n y i p o s ę p n y " ) z w r ó c i ł e m u w a g ę , że w ton s p o s ó b f o r m o w a ł

p o d jogo p i e c z ą , w sferze jego z a s i ę g u i p r o m i e n i o w a n i a . T r a ­

skioj z oczyma p o d n i e s i o n y m i w niobo", „ J a s i ń s k i ,

się pewien c y k l rycin i w i z e r u n k ó w , k t ó r e t r a f i a ł y „ d o m i e s z c z a ń ­

fiając do w n ę t r z d o m o w y c h , w a r s z t a t ó w pracy u m y s ł o w o j czy

skich s a l o n i k ó w ,

wreszcie fizycznej, w p r o w a d z a j ą c t a m swoje w ą t k i —

dworków

drobno-

i średnioszlaehockich,

izb

r z e m i e ś l n i c z y c h , k w a t e r s t i i d o n o k i c h " . Żo t a k b y ł o i żo na Soplicowio się nio s k o ń c z y ł o , o t y m ś w i a d c z ą z a r ó w n o w s p ó ł c z e s n o j a k

sacrum

późniejsze

o k u m o n y u ś w i ę c a r ó w n i o j a k ono w y ł ą c z o n o z otoczenia miejsca

wspomnienia

i wzmianki

( c h o ć b y u Mycielskiego),

alegoryczno-moralno,

kosmologiczne,

religijne,

patriotyczno,

baśniowo,

p ł y n ą c e zo ś w i ę t e g o „ c e n t r u m " osady, miasta,

kraju,

ś w i a d c z y t e ż sama rycina p r z y s i ę g a j ą c e g o K o ś c i u s z k i n a d okien­

„ p r y w a t n e " , do k t ó r y c h nio k a ż d y m a d o s t ę p , bo ich b r o n i ą ogro­

kiem

dowo f u r t k i , święto p r o g i , domowo ś c i a n y , z a s ł o n i ę t o f i r a n k ą okna,

grottgorowskioj c h a t y

l e ś n i k a ; a dodam,

„ d z i e c i n n y m " , a potem uczniowskim pokoju

że i w

tenże

moim

sam

Koś­

ciuszko w d u ż e j , kolorowej, oprawnej w r a m y r o p r o d u k c j i po­

z a m y k a j ą c e się na noc okiennico.
Czy to znaczy,

żo dla s z t u k i niosakralnoj, laickiej,

sztuki

czesne z a j m o w a ł miejsce. W chacie l e ś n i k a jest nie t y l k o K o ś ­

w d o s ł o w n y m togo znaczeniu pro fano nio b y ł o b y w ogóle miejsca ?

ciuszko, jest

Sztuce miejsc „ w y ł ą c z o n y c h " , nie dla wszystkich

i M a t k a Boska

z Dzieciątkiem.

Rząd

świętych

dostępnych,

o b r a z ó w p o d p o w a ł ą wiojskioj chaty rzocz to oczywista, w chacie

„ p r y w a t n y c h " , uświęconych obecnością obrazów i wizerunków,

mojego stryja w W i a t o w i c a c l i , w d a w n y m powiecie; b o o h o ń s k i m ,

k t ó r e p a t r o n u j ą ich gospodarzom, przooiwstawia się sztuka miejsc

t o j u ż t y l k o o l e o d r u k i , nio p a m i ę t a m nawot j a k i o , bo

bardzo

publicznych — ś r ó d m i e j s k i c h r y n k ó w , ulic, p l a c ó w i targowisk,

przez m u c h y popstrzono. Gdzioś z k ą t a w y c i ą g n ą ł e m bardzo p i ę k -

przyzb

nogo

„foralną".

Frasobliicego,

i Świętego

Jana

którego

reprodukowałem

w

Interregnum

i przymurzy,
Składają

sztuka,

się na

którą

proponowałbym

nazwać

n i ą z a r ó w n o n ę c ą c o oczy stragany

z p o ł ą p ł a s z c z a w z a c i ś n i ę t e j d ł o n i , pewno odla­

i k r a m y p r z e k u p n i ó w , j a k wywieszki g o s p ó d i w y s z y n k ó w , szyldy

n i a ! się spod p r z y d r o ż n e j k a l w a r y j k i . Nie jestem etnografem i po

r z e m i e ś l n i k ó w i sklepikarzy, barwno stroje p r z e c h o d n i ó w , k a r n a ­

prostu nio w i e m , na ile badana i zbadana b y ł a geneza i ewolucja

w a ł o w o m a s k i , splondory

takicli

wydrwigroszy i żebraków. Od wieku dziewiętnastego poczynając

domowych

wiejskich

ikonografii,

w

szczególności

zaś

dostojników,

malowniczo

łacłimany

dziejo w y p i o r a n i a „ s z t u k i l u d o w o j " przoz r ó w n i o m o i m s k r o m n y m

n a ł o ż y ł a się na to wszystko, p r z y n a j m n i e j

zdaniom godny szacunku i uwagi badacza oleodruk, nio o t o m i

miasta

j e d n a k w tej c h w i l i chodzi. Chodzi m i natomiast o t o , żo w t r a ­

wiolkomiejskich

d y c y j n y c h wyosobnionych do j a k i e g o ś t a m stopnia k u l t u r a c h —

neony, pstro gazotowo k i o s k i , nalożąco do toj samej strofy b u l ­

szlacheckiej

i po szlacheckiej, m i e s z c z a ń s k i e j , c h ł o p s k i o j —

za­

i wiolkio ś w i a t o w e

g d y idzie o

metropolio, c a ł a wizualna

idic i p l a c ó w : wystawowo w i t r y n y ,

warowo t e a t r y , lokale r o z r y w k o w o , k i n a , k a w i a r n i e .

duże

oprawa
reklamy,
Zważmy

c h o w a n y b y ł i przestrzegany ścisły związek obrazu z miejscem,

jednak, żo r ó w n i o ż i owa sztuka, czy, j a k b y m o g ł o się z d a w a ć ,

k t ó r o obraz ton u ś w i ę c a ł , udostojnial, d e k o r o w a ł (z ł a c . decorum

ant f-sztuka

to, co się godzi). Mogły to b y ć obrazy ś w i ę t e , patriotyczno, r o ­

to na obszarze p r o - f a n i i m ,

dzinne k o n t e r f e k t y a p o t o m stare fotografie, ale m o g ł a toż b y ć

sacrum „ o o n t r a l n o " wkracza t a m p r z y c z ó ł k a m i swyeli ś w i ą t y ń ,

p e ł n a o k a z a ł o ś c i m a r t w a n a t u r a w m i e s z c z a ń s k i e j j a d a l n i nad

portalami

bufetom, figlarne elfy, k w i a t y , j a k i ś p e j z a ż y k w saloniku, re­

j ę z y k codzionny miesza się z j ę z y k i o m o d ś w i ę t n y m ,

produkcjo „ m i s t r z a " a i oryginalne dzieło — najczęściej d r z e w o r y t

m ó w c ó w z d i a l e k t y k ą ulicznych filozofów, w ę d r o w n y c h p r o r o k ó w

„ f o r a ł n a " jost n o s i c i e l k ą sacrum, t y l e że dzieje się

kościołów,

gdzio miesza się z s o b ą

świątecznymi

procosjami

i

wszystko:
pochodami,
retoryka

— mnioj l u b więcej znanego a r t y s t y czy w ł a ś n i e „ s z t u k a l u d o w a "

i kaznodziei, dostojny p o m n i k na skworze z obscenicznym r y ­

w mieszkaniu bardzo nowoczesnym.

sunkiem na s ą s i e d n i m murze, jeśli nio na s a m y m t e g o ż p o m n i k a

O mieszkaniach

kolekcjo­

n e r ó w t u nie m ó w i ę , bo jest to sprawa z u p e ł n i e inna i spoejalna.

cokole. Cochą

Rzecz w t y m , że obraz nadaje miejscu, w k t ó r y m się znajduje,

j a k b y p o w i e d z i a ł B a c h t i n — zbratanie tego, co o d ś w i ę t n e i togo

bowiem sztuki „ f o r a l n e j "

jest

polifoniczne

—

g o d n o ś ć miejscu t o m u p r z y n a l e ż n ą , u ś w i ę c a je s w o j ą o b e c n o ś c i ą

co codzienno, tego co c h r o n i ą s o b ą o t a c z a j ą c e p ł a c p u b l i c z n y

i o b e c n o ś c i a m i , k t ó r o symbolicznie, s t y k a j ą c się z n i m i w j a k i ś

w n ę t r z a i tego, co przychodzi z z o w n ą t r z , ze „ ś w i a t a " , co prze­

j e m u w ł a ś c i w y s p o s ó b (bo cóż znaczy słowo „ s y m b o l i c z n i e " ?),

dostaje się w o b r ę b z a m k n i ę t e j społeczności za p o ś r e d n i c t w o m

p r z y w o ł u j e Wprowadzenie obrazu, w i z e r u n k u do w n ę t r z a miosz-

w ę d r o w n y c h k u p c ó w , k u g l a r z y i p i e l g r z y m ó w , p r o r o k ó w i kazno­

kabiogo, alo nie t y l k o — m o ż e t o b y ć sala szkolna, aula uniwer­

d z i e j ó w , a z czasom t a k ż e d r u k u , prasy i f i l m u .

sytecka, pracownia uczonego,

rzemieślnika, artysty —

włącza

to w n ę t r z e w o b r ę b szczególnej symbolicznej topografii, j a k a jest
w ł a ś c i w a o t a c z a j ą c e j nas z e w s z ą d ikonosforze, w k t ó r e j zasięgu
toczy się życio ludzkich

jodnostok i z b i o r o w o ś c i .

Metodyczne

przebadanie tej topografii i jej „ p r y w a t n y c h " ikonograficznych
p r o g r a m ó w — od w n ę t r z p a ł a c o w y c h p o c z y n a j ą c a na izbach
wiejskich

k o ń c z ą c — m o g ł o b y s t a ć się w d z i ę c z n y m ,

wspólnym

zadaniem z a r ó w n o e t n o g r a f ó w j a k h i s t o r y k ó w s z t u k i . B a d a n i a
takie b y ł y oczywiście prowadzone od dawna p o d łiasłem „ i c o n o graphio

profano",

ikonologii,

czy

ostatnio

motywologii,

ich

I s t o t ą tego feralnego p r z e p ł y w u informacji z a r ó w n o s ł o w n e j
j a k wizualnej jest, czy raczej b y ł o zawsze t o , żo m o ż n a się b y ł o
w j e j obieg w ł ą c z y ć , alo toż m o ż n a b y ł o się od niej i z o l o w a ć .
Jeżeli w k r a c z a ł a ona do bronionego w ł a s n y m sacrum w n ę t r c a , t o
za osobnym przyzwoleniem — przoz p r z y j ę c i e gościa, w y s ł u c h a n i e
p o s ł a , odobranio l i s t u , nabyoio k s i ą ż k i , r y c i n y , broszury, zaabo­
nowanie gazety.
Raczej b y ł o . Scharakteryzowana

t u bowiom n a j o g ó l n i e j z r ó ż -

nicowana i zmienna topografia miejsc z obrazami, k t ó r ą

formo­

w a ł y t y s i ą c l e c i a , a k t ó r a ostatnie swojo oblicze z y s k a ł a w c i ą g n

111

�w i e k u d z i e w i ę t n a s t e g o i w p o c z ą t k a c h dwudziestego, na naszych
oczach, jeśli nie u l e g ł a , to ulega n i e u b ł a g a n e j niwelacji i unifor­
mizacji.
P r z y c z y n y tego b y ł y r ó ż n e i g r o m a d z i ł y się nie o d dzisiaj.

t e w k a ż d y m razie E u r o p y . Z t e l e w i z j ą sprawa b y ł a j u ż c a ł k i e m
inna. N i e z a u w a ż y ł e m w ł a ś c i w i e , k i e d y się p o j a w i ł a ,

zwróciła

m o j ą u w a g ę dopiero g d y na dobro r o z p a n o s z y ł a się po domach
i w s z ę d z i e . N i o p r z e c z ę , ż e m i a ł a ona swojo godne u w a g i o s i ą g n i ę ­

Z w i a s t u n a m i p r z e w r o t u w o t a c z a j ą c e j nas ikonosferzo s t a ł y s i ę ,

cia — o d r ę b n y s t y l , czy raczej gatunek

o c z y m j u ż w s p o m n i a ł e m , n a j p i e r w j a k a ś jodna czy druga r y c i n a ,

z nastawieniom na t w a r z a k t o r a , na n i e o s i ą g a l n e ze sceny z b l i ­

telewizyjnego t e a t r u

k a r t a do g r y , d r u k olejny, broszura, wroszcio gazeta, magazyn

ż e n i e , sztuka m ó w i ą c e g o detalu, m o t o n i m i i , k i l k a t a k i c h m o -

i l u s t r o w a n y , t a n i o l o o d r u k : informacja ł a t w o , d u ż o ł a t w i e j n i ż

m o n t ó w , k t ó r o się z a p a m i ę t u j e : z m i ę t a k a r t k a p a p i e r u w d ł o n i

przedtom p o k o n u j ą c a

dystansy, przeni­

skrachowanego dostojnika, j a k i ś p o w i ę k s z o n y do m o n s t r u a l n y c h

k a j ą c a m u r y d o m ó w i granice p a ń s t w , wszechobecna i ,,za pano­

r o z m i a r ó w d ł u g o p i s , twarze, twarze. A l e to i wszystko. Bo poza

w a n i a p a n t o i z m u d r u k u " wszechmocna.

t y m wszystkie tolewizje s ą takie samo: g ł a d k a nuda p r e z e n t e r ó w ,

odłogłości i s k r a c a j ą c a

Nio tylko to

zresztą

p r z y c z y n i ł o się do zaburzenia t r a d y c y j n o j przestrzonnej h i e r a r c h i i

zadowolenie z siebio, o ż y w i e n i e , bo p r z e c i e ż wszyscy

w n ę t r z i ich o t w a r t y c h otoczok, z b l i ż e n i a i przemioszania tego,

dozowanych w n a l e ż n y c h p r o p o r c j a c ł i i n t e r l o k u t o r ó w , codzienna,

patrzą,

co dalekie i co bliskio, co swojskie, lokalne i co obco, nieznane,

ś w i a t o w a doza h o r r o r u , r e k l a m y , propagandy, s p o r t u , f o l k l o r u

co chroniono d o m o w y m i s ą s i e d z k i m sacrum i co k u s z ą c o s w ą

i seksu, lada j a k i e r e p o r t a ż e , lada j a k i o , pozbawiono m a g i i k i n o ­

w i e l o z n a c z n ą e g z o t y k ą . W p o d o b n y m bowiom k i e r u n k u oddzia­

wego e k r a n u f i l m y , n a ł a d o w a n a decybelami dyskoteka i przed

ływał

przebiegający

zbieżnie

rozwój

dalokosiężnych

szybkich

ś r o d k ó w l o k o m o c j i : k o l e i ż o l a z n y c h w w i e k u X I X , m c h u samo­
chodowego i k o m u n i k a c j i lotniczoj w w i o k u X X . E f o k t o m

t y m w s z y s t k i m nio m a r a t u n k u . Czy nio m a ?
wolnieniu

O ubezwłasno­

domowego w i d z a przez tolowizję pisano i pisze się

stal

ciągło. Pustoszonie u l i c , g d y idzie j a k i ś w a ż n y mocz czy egzotyczny

się s z c z e g ó l n y n o m a d y z m czy p ó ł n o m a d y z m w s p ó ł c z o s n o g o ż y o i a ,

serial, t e ż w a r t o b y b y ł o j a k o swoisty fenomon s p o ł e c z n y badania.

podzielonogo m i ę d z y miejsce p r a c y , miojseo do spania, ż l o b o k ,

J a k w ogóle cowieezorno, cotygodniowe i cosozonowe pustoszonio

przedszkole, s z k o ł ę , d o m s t u d e n c k i , rekroacyjny b i w a k , p o d r ó ż o

ulic w w y n i k u zgodnego w s p ó ł d z i a ł a n i a telewizji i samochodu.

s ł u ż b o w o i zawodowo, m a ł ą i w i e l k ą t u r y s t y k ę . W t y c h w s z y s t k i c h

N i o c h c ę s i ę p o w t a r z a ć , nie b ę d ę w i ę c t u c i ą g n ą ł tego w ą t k u

zamieszkiwanych zawszo j a k o ś p r z e j ś c i o w o miejscach rola obrazu

dalej. M o ż e m y się p o c i e s z a ć , ż e t o , co pozostanio i co p r z e t r w a ,

sprowadzona zostola n i e m a l do zera. P r y w a t n a ikonografia w s p ó ł ­

to

czosnogo czlowioka to t r o c h ę k o l o r o w y c h p o c z t ó w e k ,

k s i ą ż k i , s ł u c h a samodzielnie m u z y k i ,

fotografii,

zdolność

niozależnego

wyboru.

Joszczo przocioż

c z y t a się

chodzi na w y s t a w y , do

p u d f l k a d i a p o z y t y w ó w , t a ś m y z nagraniom, m o ż e widookasota.

m u z e ó w , tło t e a t r u i do k i n a . U n i f o r m i z n j ą c a

Nasz wysoce c y w i l i z o w a n y n o m a d y z m nio jost a n i k o n i c z n y , t a k

naprzeciw obrazom tolowizja

to wychodzonio

też. b ę d z i e m u s i a ł a u s t ą p i ć , j u ż

j a k n o m a d y z m d a w n y c h l u d ó w koczowniczych, k t ó r e zreduko­

u s t ę p u j e wobec wideokasety r e p r y w a t y z u j ą c e j obraz w d o m o w y m ,

w a ł y obraz do o r n a m e n t y k i z w i e r z ę c e j , plecionki,

sąsiedzkim,

abstrakcyjnej

arabeski. N i o jest a n i k o n i c z n y , alo jost r ó w n i o j a k t a m t e n chy­

kablowej

klubowym

wnętrzu,

o ileż p o s z e r z a j ą c e j

wobec

perspektyw

możliwości

wyboru

telewizji
sprzężonej

b o t l i w y , r o z m i g o t a n y , z n o s z ą c y , p r z y p o z o r n y m s w y m bogactwie,

z b i b l i o t e k ą , f o n o t e k ą , f i l m o t e k ą , w i d o o t o k ą , serwisem a k t u a l ­

wszolkio t r w a ł o

n o ś c i i c z y m t a m joszczo. Możliwości, więcoj — k o n i e c z n o ś ć —

zlokalizowano o d r ę b n o ś c i

i p o d z i a ł y . Co s w ó j

szczytowy w y r a z z n a l a z ł o we wszechpouotracji a u d i o w i z u a l n y c h

„ p r y w a t n e g o " p r o g r a m o w a n i a sobie o d b i o r u zgodnie z w ł a s n y m i

ś r o d k ó w masowego przekazu — radia i w n o t p o t o m t e l e w i z j i .

preferencjami, a p r z y i c h b r a k u z m o d ą czy u t a r t y m obyczajom
w y d a j ą się t u nieograniczone.

P o c z ą t k i radia — pierwszy, j u ż nic „ k r y s z t a ł k o w y " ale „ l a m ­

Czy jednak wszystko to razom b ę d z i e w stanic z a s t ą p i ć owo

p o w y " o d b i o r n i k z m a j s t r o w a n y w ł a s n o r ę c z n i e przez mogo Ojca

fundamentalno spotkanie t w a r z ą w t w a r z z obrazom, o c z e k i w a n y m

— p a m i ę t a m dobrze. Mieścił się on joszcze w atmosferze d o m u ,

— s a k r a l n y m czy n i e o c z e k i w a n y m — f o r a l n y m ,

b y ł j a k o t w a r t e okno, przoz k t ó r o d o b i e g a j ą o d g ł o s y u l i c y i reszty

m a g a j ą c e p o k o n a n i a dystansu, k t ó r y nas — fizycznie i duchowo

u k r y t e g o w m r o k a c h nocy ś w i a t a . T a k t e ż j a k okno m o ż n a b y ł o

— o d miejsc u d e k o r o w a n y c h o b r a z a m i oddziola, przekroczenia —

taki

w j e d n ą albo w d r u g ą s t r o n ę — p r o g u

aparat

zamknąć,

odgrodzić

się o d g w a r u

dochodzącogo

spotkanio

dzieląeogo

wy­

czyjeś ś w i ą ­

z z e w n ą t r z , m o ż n a go b y ł o , to j u ż p o t e m , s ł u c h a ć n i t s ł u c h a j ą c ,

t y n n e , rezydoncjonalno, domowe wroszcio, w y b r a n o sacrum od

m o ż n a n i m b y ł o swobodnio s t e r o w a ć zgodnie z c o t y g o d n i o w y m

otwartego dla w s z y s t k i c h f o r u m , na k t ó r y m z d a r z y ć się m o ż e

p r o g r a m e m , o b e j m u j ą c y m wszystkie rozgłośnio, jośli nio ś w i a t a ,

wszystko — oto jest p y t a n i o .

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6558" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6538">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/c45e05af1f5ae02908cc28e526a246b8.pdf</src>
        <authentication>e36244afd226110e5010ea33b4ab2cc5</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78085">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3211</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78086">
                <text>1987</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78087">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3008</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78088">
                <text>"Co się myśli, to się przyśni". O interpretacji obrazów w senniku ludowym / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1987 t.41 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78089">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1987 t.41 z.1-4, s.121-124</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78090">
                <text>Bartmiński, Jerzy</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78091">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78092">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78093">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78094">
                <text>Jerzy Bartmiński

„ C O SIĘ MYŚLI TO SIĘ PRZYŚNI".
O INTERWENCJI OBRAZÓW W SENNIKU

LUDOWYM

,.(...) Sennik t r a k t u j ę j a k o okno, d a j ą c e b e z p o ś r e d n i w g l ą d

w pierwszej k o l e j n o ś c i przekazy ustne, p o ś w i a d c z o n e w i e l o m a

w p s y c h i k ę l u d z i s t a r o ż y t n y c h , p r o w a d z ę w i ę c badania ściśle

w a r i a n t a m i , i o d d z i e l a j ą c j e od p r z e k a z ó w d r u k o w a n y c h , zdecy­

naukowe

z pogranicza

historii kultury,

a t a k ż e f o l k l o r u i nawet

religii,

zabobonu,

Aleksander K r a w c z u k , Sennik

Artemidom,

1976, s. 51

„ J e ś l i w o ź m i e m y n a j p r y m i t y w n i e j s z e f o r m y m y ś l e n i a ludz­
kiego, j a k i e w y s t ę p u j ą w marzeniach sennych,
w

nich

ó w archaicznie

prymitywny

dowanie m n i e j p e w n y c h i w i a r y g o d n y c h . M u s i p o d d a ć
sennika w e r y f i k a c j i

psychoanalizy."

i

myślenia

przesuwania

ich

autentyczne

językowo

warianty,

6

ich

5

W y ł ą c z n i e na u s t n y m przekazie, u t r w a l o n y m na
i dobrze s p r a w d z o n y m

teksty

folkloru,

badając

c z ę s t o ś ć , z a s i ę g s p o ł e c z n y i geograficzny, f u n k c j e .

dostrzeżemy

mechanizm

kompleksowego: zespalania się, kondensacji

zapisując

t a k i e j j a k wszystkie inne t e k s t y

taśmach

oparte s ą n a s t ę p u j ą c e dalej u w a g i . C h c ę

w n i c h d o t k n ą ć jednego zasadniczego p r o b l e m u , n a l e ż ą c e g o do

się o b r a z ó w . Badanie u o g ó l n i e ń z a c h o d z ą c y c h w marzeniach

postulowanej

sennych pozwala (...) z r o z u m i e ć m y ś l e n i e p r y m i t y w n e i prze­

czy s ą — i owentualnie j a k i e s ą — r e g u ł y i n t e r p r e t a c j i s n ó w

k o n a ć s i ę , że u o g ó l n i e n i e w m y ś l e n i u niekoniecznio w y s t ę p u j e

w polskiej t r a d y c j i ludowej ? Czy w y k ł a d a n i e sensu o b r a z ó w jest

t y l k o w najbardzioj r o z w i n i ę t e j formie, t j . w formie p o j ę ć . "

przez A . K r a w c z u k a n o w o ż y t n e j

onejrokrytyki:

czysto u m o w n e , przekazywane j e d y n i e m o c ą t r a d y c j i i p o d t r z y ­

psychologiczne,

m y w a n o n a i w n ą w i a r ą , czy t e ż daje się w t y m zakrosie s t w i o r d z i ć

1966 ( w y d . p o l . 1971), s. 267—8

j a k i e ś ś l a d y w o w n ę t r z n e j m o t y w a c j i ? N a c z y m t o mechanizmy

L e w S. W y g o t s k i ,

Wybrane

prace

stanowił

m o t y w a c y j n o p o l o g a j ą ? I sprawa dla togo szkicu n a j w a ż n i e j s z a :

czysty okaz zabobonu w e t y m o l o g i c z n y m sensie tego s ł o w a (od

j a k owe mechanizmy m a j ą się do m e c h a n i z m ó w samego j ę z y k a ?

Sennik l u d o w y w o p i n i i o ś w i e c o n y c h w i e k u X V I I I

bobo — „ s t r a s z y d ł o " ) . D o „ z d r o ż n o ś c i pierwiastkowej e d u k a c y i "
zaliczył go a u t o r Mikołaja

Doświadczańskiego

przypadków,

wkła­

W m a t e r i a ł a c h b ę d ą c y c h p o d s t a w ą t y c h u w a g (a s ą one po­
7

dobne do w i e l u i n n y c h m a t e r i a ł ó w tego t y p u ) daje się s t w i e r d z i ć

d a j ą c b o h a t o r o w i w usta n a s t ę p u j ą c e s ł o w a o jego p r o w i n c j o n a l n o -

w y r a ź n y z w i ą z e k m i ę d z y obrazami sennymi a i c h i n t e r p r e t a c j ą

-odpustowym

w wykładni. Można t u mówić o motywacji,

środowisku:

„... jak

wieczorne

zwyczajnie o u p i o r a c h , czarownicach

rozmowy

i strachach,

tak

były
ranne

0 snach: j o d n a drugiej z k o b i e t o p o w i e d a ł a , co się j o j ś n i ł o : a z i c h

sposób

zasad. Zasad znanych nie t y l k o s e n n i k o w i . S ą t o :

t ł u m a c z e ń i w r ó ż e ń n a u c z y ł e m s i ę , iż g d y się k o m u o g i e ń ś n i ,

I.

gościa się w d o m s p o d z i e w a ć t r z e b a ; a g d y z ą b w y p a d n i e , zapewne

I I . Zasada s t y c z n o ś c i (metonimii)

natenczas k t o ś z k r e w n y c h u m r z e . "

która w

u d e r z a j ą c o regularny o d w o ł u j e się do o k r e ś l o n y c h olemontarnych
Zasada p e ł n e j t o ż s a m o ś c i obrazu (O) i w y k ł a d n i ( W )
O i W

I I I . Zasada p o d o b i e ń s t w a j ę z y k o w e g o O i W

1

D7. Zasada p o d o b i o ń s t w a t r e ś c i o w e g o O i W (symbolizmu)

D e z a p r o b a t ę o ś w i e c o n o g o a u t o r a dla sennika p o d t r z y m y w a l i

V . Zasada k o n t r a s t u O i W

jego p ó ź n i e j s i spadkobiercy ideowi z przekonaniem t y m w i ę k s z y m ,

V I . Zasada u o g ó l n i e n i a cech O i W .

i m bardziej fantastyczno i niewybrodno p o m y s ł y interpretacyjne
pomieszczali w s w y c h zbiorach a u t o r z y ( w y d a w c y ? ) s e n n i k ó w

Przyjrzyjmy

d r u k o w a n y c h . T o b o w i e m co m ł o d y M i k o ł a j p o z n a ł zo s ł y s z e n i a ,

dach.

s t a ł o się w p o ł o w i e w i e k u X I X powszechnie d o s t ę p n o w postaci

się i m po kolei nieco bliżoj na w y b r a n y c h p r z y k ł a ­

I . Zasada t o ż s a m o ś c i O i W jest najprostsza,

wręcz prymi­

godnej w i e k u p a r y i e l e k t r y c z n o ś c i , w postaci d r u k o w a n y c h bro­

t y w n a , ale t o ż stosowana ( u d o k u m e n t o w a n a ?) najrzadziej. W e

szur. A u t o r k a h a s ł a „ S e n n i k i " pomieszczonego w Słowniku
loru

folk­

ś n i e ukazuje się t o , co w n a j b l i ż s z y m czasie m a się z d a r z y ć na

Kapełuś,

jawie, ukazuje się w swojoj n a t u r a l n e j postaci. Zasada t o ż s a m o ś c i

„ i s t n y zalow d r u k ó w tego rodzaju, o monotonnio

m a zastosowanie do w ą s k i e g o k r ę g u t e m a t ó w : „ B r a t , siostra j a k

polskiego

konstatuje

pod rod. J. Krzyżanowskiego

p o w t a r z a j ą c y c h się t y t u ł a c h (Sennik
najwiarygndniejszy

egipski

persko-chaldejsko-arabski

i

arabski,

polski

Helena

z planetami,

Sennik

Sennik

egipski,

Sennik

2

i t d . ) " . Po n o b i l i t a c j i s n ó w j a k o m a ­
3

t e r i a ł u diagnoz p s y c h o l o g i c z n y c h i ź r ó d ł a inspiracji p o e t y c k i e j
w ostatnich dokadach w i e k u X X w r ó c i ł y zainteresowania

4

son-

8

sie p r z y ś n i t o t e ż w i ę c y p r z y j e d z i o " ( N i e ) . „ M i e j a k sie ojciec ś ń i ,
no t o p r z y j o d z i e " (Nie). „ P o g r z e b

j a k w i d a ć , żo c h u r ą g w i e ,

k s i ą d z idzio czy co, t o t r z a sie s p o d z i e w a ć p o g r z o b u "

(Wil).

„ J e d n y si z n ó w p r z y ś n i ł a trumna, i t y ż — m i a ł a to t r u m n y . Za
j a k i ś czas ш п а г

nikiem jako tekstom prognostycznym. R o z w ó j t y c h zainteresowań

jej syn i m i a ł a te t r u m n y " (Gór).

I I . Zasada m e t o n i m i i ,

t j . s t y c z n o ś c i przestrzennoj,

czasowej

walnie p o d s y c i ł a parapsychologia i neoastrologia. Jednak w k u l ­

l u b m y ś l o w e j m i ę d z y sonsem w y k ł a d a n y m a obrazem jest spo­

turzo masowej, nie z r y w a j ą c e j w i ę z ó w z t r a d y c j ą r a c j o n a l i s t y c z n ą ,

t y k a n a ezęściej. Przybiera różne

sennik

funkcjonuje raczej

na zasadzie k o m e r c y j n e j z jednej,

a ludycznoj z drugiej s t r o n y . M o ż n a to p o w i e d z i e ć n p . o
egipskim

Senniku

d r u k o w a n y m przez l u b e l s k ą „ K a m e n ę " w o d c i n k a c h

formy.

Obraz senny m o ż o z o s t a ć u z n a n y w stosunku do zdarzenia
przewidywanego na j a w i e za jego i s t o t n y r e k w i z y t

: „Obrącz­

k a j a k sie ś n i t o j u ż m ó w i o , że to j u ż b ę d z i e wesele, z a r ę c z y n y "

w r o k u 1974 ( „ E s k i m o s w ś n i e g a c h l a t e m — z m a r t w i e n i e " i t p . ) .

( K a w ) ; „ J a k p i e r ś c i o n e k sie ś n i t o p r ę d k i ś l u b " (Sta); „ C h o r ą g w i e

W s z y s t k o to s ą zjawiska i n t e r e s u j ą c e dla socjologów i h i s t o r y k ó w

czarne j a k sie ś n i o i k r z y ż t o d z i e ś p o g r z e b " ( K l i m ) ; za n а г z ę -

kultury.

d z i e n i e z b ę d n o do w y k o n a n i a j a k i o j ś c z y n n o ś c i : „ K o s a j a k sio

F o l k l o r y s t a , badacz ś w i a d o m o ś c i s p o ł e c z n e j i j e j f o r m w y r a z u ,

ś n i t o m ó w i o , ż e ś m i e r ć dzieś b ę d z i e w r o d z i n i e " (Maz), „ P i e ­

p r z y s t ę p u j ą c do analizy sennika p o s t a w i p y t a n i e w s t ę p n e o t o , co

n i ą d z e j a k sie p r z y ś n i e , b ę d z i e j a k i ś w y d a t e k " ( H a ł ) , „ B u t y to

z tej bogatej d o k u m e n t a c j i jest a u t e n t y c z n y m zapisem w i e r z e ń

podróż"

1 wiedzy l u d o w o j , zbiorowej, u g r u n t o w a n e j , co z a ś t y l k o p o d a ż ą

M ó w i o , że dzieś t a k j a k b y w rudzinie b y ł w y p a d e k czy t r u m n a "

( P a t ) ; za m a t o r i a ł :

„ D e s k i nowe t o

niedobrze.

o b r o t n y c h t ł u m a c z y i w y d a w c ó w nie s t r o n i ą c y c h od p o m y s ł ó w

( K l i m ) ; za m i e j s o o

i n d y w i d u a l n y c h , a u t o r s k i c h , c h w y t l i w y c h ? Bez o b a w y p o p e ł n i e ­

t o bardzo z ł y sen. J a k o t w a r t y g r ó b t o ś m i e r ć w ś r ó d n a j b l i ż s z y o h "

p r z o w i d y w a n o j a k c j i : „ S o n o grobach

n i a b ł ę d u m o ż n a p o w i e d z i e ć , że jest i jedno i drugie. A skoro t a k ,

( R a f ) ; wreszcie, jeśli w ś n i e p o j a w i a się p o s t a ć l u d z k a ; za а к t o -

folklorysta

r a,

m u s i s i ę g n ą ć do ź r ó d o ł w i a r y g o d n y c h , w y d z i e l a j ą c

który

odegra

i s t o t n ą rolę w przewidywanym zdarzeniu:

m

�I

„ K s i ą d z t o ' w r ó ż b a n a pogrzeb" (Sem); „ J a k m i sie d o k t o r ś n i ,

Ustanawianie przoz sennik z w i ą z k ó w p o d o b i e ń s t w a

bazuje

to j u ż k t o ś z r o d z i n y zachoruje" ( R a f ) ; „ J a k sie uczniowi profosor

w y r a ź n i e n a konwoncjach semantycznych j ę z y k a , t j . na

ś n i , t o b ę d z i e p y t a n y . M n i e ilo razy się śnił j a k i ś nauczyciol, to

zospołach

zawsze b y ł a m p y t a n a "

j a k o szoroko rozumiane znaczonio s ł ó w . Sennik p o t w i e r d z a po­

(Raf).

J u ż p r z y sprawdzaniu zakresu d z i a ł a n i a zasady motonimicznej

coch c h a r a k t e r y s t y c z n y c h ,

któro

zostały

tych

utrwalono

toczne stereotypy i zarazom pozwala jo lopioj i s z c z e g ó ł o w i e j
1 0

w senniku pokazuje się j a k w a ż n e znaczonio m a u w z g l ę d n i o n i e

rozpoznawać .

t ł a k u l t u r o w e g o i całej t r a d y c j i h i s t o r y c z n e j . Boz tego p o w n y c h

z w i e r z ą t . Byk,

o c z y w i s t y c h p o w i ą z a ń m o ż n a po p r o s t u nio dostrzec. D o t y c z y

tylko

t o n p . b i a ł e g o p ł ó t n a : w w y k ł a d n i w s p ó l c z o s n o j : „ P ł ó t n o biolić —

równoczośnie

b l i s k a ś m i e r ć " ( K i j ) , „ T o m ó w i o j a k sio p ł ó t n o d u ż o ś n i , to k t o ś

N a z w y te k o n o t u j ą

umrze w r o d z i n i e " (Maz).

z d r o w i e ; s k ł o n n o ś ć do tarzania się w błocie i b r u d z i o ; p o d s t ę p n a

Dla objaśnionia

motywacji

toj w y k ł a d n i trzeba

przywołać

Widać

to

koń, świnia,

nazwami

zwierząt,

nazwami

szczególnie

dobrze

na

przykładzio

gad, wąż s ą w j ę z y k u l u d o w y m
któro

można

wyposażonymi

pokazać
w

palcem,

bogate

nie
alo

stereotypy.

cechy t a k i e , j a k b r u t a l n a siła,

męskość,

złośliwość. To stereotypowe s k ł a d n i k i semantyczne z jednej s t r o n y

i n f o r m a c j ę o s t a r y m z w y c z a j u chowania n i o b o s z c z y k ó w w gioz-

tłumaczą

ł a c h z b i a ł o g o p ł ó t n a , z n a u y m w Polsce joszczo w p o ł o w i e w i e k u

o d n o ś n y c h nazw w tekstach j ę z y k o w y c h , z drugioj z a ś — sposoby

X I X i o t y m , ż e biel, a nie c z e r ń b y ł a kolorom

żałobnym.

9

I I I . Zasada podobioristwa nazw j ę z y k o w y c h obrazu soimogo

metaforyczne

i niekiedy wręcz

alegoryczne

użycie

takiego a nie innogo i n t e r p r e t o w a n i a o d n o ś n y c h o b r a z ó w w sen­
n i k u l u d o w y m (Por). „ B y k rozjuszony j a k się ś n i to p r z y g o d y

i p o d k ł a d a n e g o p o d t e n obraz rzeczywistego p r z o d m i o t u czy zda­

miłosno" (Raf);

rzenia m a zakros stosowania n i e w i e l k i , ale jost w j a k i m ś sensio

„ K o n i o to c h ł o p c y , p a n n o m p r z e w a ż n i e j a k sio ś n i o , a m ę ż a t k o m

„ K o ń j a k p a i m i o sio śni to k a w a l e r "

(Nie);

dla sonnika ludowogo charakterystyczna. M o ż n a b o w i e m p r z y ­

toż j a k i e ś t o w a r z y s t w o m ę s k i e i to joszczo t a k i e ł a d n e k o n i e t o

p u s z c z a ć , ż e u j o j p o d ł o ż a loży archaiczna w i a r a w m a g i c z n ą

ł a d n o c h ł o p y " ( I w a ) ; „ Ś w i n i a j a k sio ś n i to m ó w i o , że z n o w u ż

w a r t o ś ć samej nazwy, k t ó r a to nazwa jost t r a k t o w a n a j a k o i n ­

p i j a k a zobaczy u ś w i n i o n e g o t a k i o g o " (Maz); „ G a d y , jaszczurki

t e g r a l n y a t r y b u t p r z e d m i o t u . N a l e ż ą c e t u p r z y k ł a d y (bić i przy­

j a k sie ś n i o , t o k t o ś b ę d z i o g r y ź ć , p o d s t ę p u s z u k a ć " ( K o s z ) ;

być, krew i krewny) m a j ą p o w t a r z a j ą c o się p o ś w i a d c z e n i a z ustnego

„ A w ą ż t o m ó w i ą , że t e ż niodobrzo bo t a k i k t o ś z ł y n a niego j a k

o b i e g u : „ J a k p a n i k o g o ś bije, o d p a n i coś się o d b i j e " ( K o s z ) ;

w ą ż , na togo c z ł o w i e k a "

„ B i ć k o g o ś , t o k t o ś sie p r z y b i j e , p r z y b ę d z i e s k ą d y ś "

(Maz).

(Kaw);

I d ą c konsekwentnie t ą d r o g ą d o c h o d z i m y do o d k r y c i a z w i ą z ­

„ J e ś l i pie b i t k a ś n i t o j u ż sio k t o ś p r z y b i j e t e ż " (Barn). „ J a k sie

k ó w m i ę d z y w y k ł a d n i ą o b r a z ó w w senniku a c a ł ą b o g a t ą sferą

k r e w ś n i , t o m ó w i o , że j a k i ś k r e w n y p r z y j d z i e , j a k i ś k u z y n

ludowych wierzeń i w y o b r a ż e ń mitologicznych. Badanie

p r z y j d z i e do d o m u " (Maz).

związków postulował K . Moszyński.

Wykładnia

obrazu m o ż e do f o r m j ę z y k o w y c h

nawiązywać

1 1

tych

Czysto w i e r z e n i o w y cha-

r a k t o r m a j ą n p . w y k ł a d n i e z n a c z o ń bociana i k u k u ł k i : „ B o c i a n

w s p o s ó b bardzioj z ł o ż o n y i r o z w i j a ć się w k i e r u n k u w s k a z a n y m

j a k sie p r z y ś n i , t o m ó w i o , że dziocko p r z y n i o s i e " (Maz);

przez metaforyczne u ż y c i e w y r a ż e ń . S p o t y k a m y n p . przekonanie,

k u k u ł k ę się s ł y s z y j a k k u k a l u b się j ą w i d z i , t o jest p o m y ś l n a

ż e „ D o i ć k r o w y t o jest w i e l k i z y s k " ( H a ł ) , (Raf), k t ó r e w y k o r z y ­

w r ó ż b a . A l e m ę ż c z y ź n i e j a k się ś n i , t o a l i m e n t a w r ó ż y "

stuje

kogoś,

W i a r a w t o , żo bocian przynosi dzieci, a k u k u ł k a przepowiada

w y k o r z y s t y w a ć k o g o ś , b y ć dla k o g o ś

i c h liczbę stanowi s k ł a d n i k s t e r e o t y p o w y w l u d o w y c h znaczeniach

znaczonie

potocznego z w r o t u frazeologicznego doić

być dla kogoś dojną

krową

ź r ó d ł e m z y s k ó w " . I n t e r p r e t a c j a p r a n i a — „ J a k sio ś n i , żo k t o ś

s ł ó w bocian i

kukułka-

„Jak
(Raf).

12

bielizno pierze t o k t o ś o b m a w i a " ( I w a ) . „ P r a n i e t o m ó w i o , ż y

Zgodnie z r e g u ł a m i j ę z y k o w y m i ustalonia p o d o b i o ń s t w cechy

k t o ś pierzo o t y m c z ł o w i o k u , o b m o w a m ó w i o " ( K l i m ) — opiera

p r z e d m i o t ó w i z d a r z e ń f i z y c z n y c h s ą bez p r z e s z k ó d u t o ż s a m i a n e

się na g r u n t o w n y m w powszechnym u ż y c i u p r z e n o ś n y m rozu­

z cechami p r z e d m i o t ó w i z d a r z o ń p s y c h i c z n y c h : „ J a k się ś n i ą

mienia z w r o t u prać brudy „ r o z t r z ą s a ć , w y c i ą g a ć na ś w i a t ł o dzien­

c u k i e r k i , t o j a k i e ś przelotne m i ł o s t k i , j a k a ś przelotna m i ł a zna­

ne s p r a w y d r a ż l i w a , p r z y k r o " . R ó w n i e ż zgodnie z sensem sfra-

j o m o ś ć " ( R a f ) ; „ K w i a t y to m i ł o ś ć " ( p i w ) ; „ B u r z a t o j a k a ś k ł ó t ­

zeologizowanych p o r ó w n a ń j ę z y k o w y c h zdrów

nia, czy co, j a k g r z m i " (Son).

jak

koń, zdrowy jak

jak ryba,

zdrów

dąb — o d n o ś n e p r z e d m i o t y s ą w senniku

V . Zasada k o n t r a s t u ( p r z e c i w i e ń s t w a ) p r z y t ł u m a c z e n i u s n ó w

t r a k t o w a n e j a k o zapowiedzi z d r o w i a : „ R y b y j a k się ś n i ą w w o ­

zdaje się w y n i k a ć z przokonania, żo w nieustannych obrotach

dzie t o z d r o w i e " (Nie), „ J a k sio konie śnio to dobrze, ezłowiok

losu k a ż d a j a k o ś ć m u s i u s t ą p i ć miojsca swojemu p r z e c i w i e ń s t w u .

z d r o w y " (Szum), „ D ę b y t o na z d r o w i e " ( N o w ) .

J e ś l i c o ś złego z d a r z y ł o się j u ż we ś n i e , nio zdarzy się n a jawie,

I V . Zasada p o d o b i e ń s t w a t r e ś c i o w o g o (symbolizmu) m a bez­

i o d w r o t n i e , m i ł y i p r z y j e m n y son o t w i e r a miejsce na j a w i e dla

sprzecznie r a n g ę n a j w y ż s z ą i zakros funkcjonowania najszerszy.

czegoś p r z y k r e g o . J o ś l i t o domniomauio jost s ł u s z n e z n a c z y ł o b y

Sennik jest k r ó l e s t w e m s y m b o l i k i , kojarzenia poprzez p o d o b i o ń ­

to zarazom, żo w l u d o w o j koncepcji rzoczywistośc.i sen i j a w a s ą

stwo p r z e d m i o t ó w w n a j r o z m a i t s z y m tego p o d o b i e ń s t w a rozu­

bliższe sobio niż w k u l t u r z o n i e l u d o w e j .

m i e n i u . Jest p o d t y m w z g l ę d e m analogiczny do

najstarszych

D o ś ć powszechne (i staro) jest przekonanie, ż e wosole we śnie

gatunków

obrzędowej.

zapowiada rzeczy s m u t n e : „ J a k wesołe sio ś n i , dzieś jodzio p a n n a

P o d o b i o ń s t w o k s z t a ł t u fasoli, grochu, j a g ó d — i łoz staje się

m ł o d a ubrana na b i a ł o , to gadajo, żo b ę d z i e pogrzob w rodzinie,

p o d s t a w ą i c h t r a k t o w a n i a w senniku j a k o zapowiedzi p ł a c z u :

s i n u t o k " (Maz); „ J a k sie ś n i wesele to t e ż b ę d z i e j a k i e ś „ w e s e l e "

folkloru:

mitu,

baśni,

zagadki, piośni

„ F a s o l ę ł u s k a ć t o z m a r t w i e n i e i ł z y " (Raf), „ Z i a r n k a g r o c h u t o

w d o m u , j a k a ś k ł ó t n i a , j a k i ś b a ł a g a n " (Sem); „ W e s e l e j a k sie ś n i

w i e m na pewno, ż e t o p ł a c z " (Raf), „ J a k j a g o d y czerwone sie

t o nie jest bardzo dobrze" (Soł).

ś n i o , t o p ł a c z . J a g o d y to sie p ł a c z e i j u ż " ( B a m ) .
Podobieństwo

polegające

na

„byciu wilgotnym,

Podobną
mokrym"

wykładnię

pozwala t r a k t o w a ć t a k ż e doszcz j a k o z a p o w i e d ź p ł a c z u : „ J a k sie

ność jakaś wielka"

deszcz ś n i , t o człowiek b ę d z i e p ł a k a ć "

(Raf).

Podobieństwo

(Maz).

b a r w y s t a n o w i pomost p o z w a l a j ą c y

przejść

od p r z e d m i o t u b i a ł e g o do l i s t u : „ B i a ł a p o ś c i e l czy b i a ł e j a k i e ś

otrzymują

inne

zdarzenia

radosne:

„ T a ń c o t o s m u t e k " ( Р о к ) . „ M i ł o ś ć — o, t o j u ż jest n i e p r z y j e m ­
( H a ł ) . „ P o c a ł u n e k t o fałsz, j a k a ś

zdrada"

„ P a n n a m ł o d a w welonie t o j a k i o ś wiolkio u t r a p i e n i e "

(Klim).
Odpowiednio o d w r o t n ą , t j . p o z y t y w n ą w y k ł a d n i ę
zdarzenia

smutne

i przedmioty z kręgu

otrzymują

obrusy t o j u ż list j a k i ś d o b r y " (Proch), „ G o ł ą b b i a ł y , bocian, bie­

nierzadko

lizna, poduszki b i a ł e t o list, t o w i a d o m o ś ć raczej d o b r a " ( K o z ) ,

„ P ł a c z t o uciecha" ( K a w ) ; „ P ł a c z no to r a d o ś ć " (Nie) „ C h o r o b a

śmierci:

„ G o ł ą b i gęsi, b i a ł e p i ó r a t o t e ż t a k samo, t o l i s t " ( I w a ) , „ J a k sie

t o nio jest z ł y son. T o znaczy j a k i o ś ocalenie o d s t r a t y "

śni b i a ł e p ł ó t n o t o bodzie l i s t " (Szaw), „ J a k sio ś n i na p r z y k ł a d

„ P o g r z e b to nic kiepskiego" (Kosz). „ J a k chodzi się po c m e n t a r z u

p r z e ś c i e r a d ł o b i a ł e , obrus, t o znaczy, żo dostanie sie list od k o g o ś .

po grobach to d o b r z e " (Kasz).

(Raf).

T o j u ż w i ę c y sprawdzone" (Nie). B i e l , j a k w i d a ć z n i e k t ó r y c h

W y k ł a d n i e złowieszcze z d a r z e ń radosnych — z weselem na

p r z y t o c z o n y c h p r z y k ł a d ó w , w n o s i r ó w n o c z e ś n i e d o d a t k o w ą ko­

czele — s ą u t r w a l o n e silniej i spotykane powszechniej. W y k ł a d n i e

notację pozytywną — ,.doVy, korzystny".

o p t y m i s t y c z n o z d a r z e ń s m u t n y c h s ą rzadszo. Te ostatnie czysto

122

�otrzymują wyjaśnienie

na zasadzie t o ż s a m o ś c i o w e j . Złe zapo­

wiada p r z e w a ż n i e z ł e . W senniku l u d o w y m
pretacje

przeważają

inter­

m y ś l e n i u i d z i a ł a n i u zasady t o ż s a m o ś c i , s t y c z n o ś c i ,

podobień­

stwa, k o n t r a s t u , u o g ó l n i e n i a .
N a k o n k r e t n o efekty zastosowania o k r e ś l o n y c h zasad w o d ­

pesymistyczne.

V I . Zasada u o g ó l n i e n i a , bardzo dla sennika znamienna, r ó ż n i

niesieniu do o k r e ś l o n y c h o b r a z ó w sonnych d o c y d u j ą c y w p ł y w m a

się o d w s z y s t k i c h d o t ą d o m ó w i o n y c h s w o i m u k i e r u n k o w a n i e m .

j ę z y k z jego c h a r a k t e r y s t y k a m i p r z e d m i o t ó w i z d a r z e ń u t r w a l o ­

0

poziomie

n y m i w postaci szeroko r o z u m i a n y c h z n a c z e ń słów. Z d w u po­

o g ó l n o ś c i (deski — t r u m n a , b i ć — p r z y b y ć , groch — ł z a , wesele —

p u l a r n y c h polskich p r z y s ł ó w na t o m a t s n u : „ S e n m a r a — B ó g

ile zasady wcześniejsze

działają

na

t y m samym

pogrzeb), o t y l e t a p r o w a d z i od czogoś bardziej konkretnego k u

w i a r a " i „ C o się m y ś l i , to się p r z y ś n i " (notowanego w Nowej

mniej konkretnemu lub zgoła abstrakcyjnemu, od okrośloności

przysłów

k u n i e o k r e ś l o n o ś c i : „ J a k z w i e r z ę t a dzikie się ś n i ą , o t , to jost

ś n i o " ) d u c h o w i ludowego somiika bliższe jest p r z y s ł o w i e drugie.

niedobrze, t o j u ż j a k i e ś n i e b e z p i e c z e ń s t w o "

(Hal).

polskich

księdze

pod n a d r z ę d n y m h a s ł o m „ C o na jawie, t o we

Sennik t e n nio t y l k o w y c h o d z i od o b r a z ó w najbardziej ele­

U o g ó l n i e n i e dokonuje się z w y k l e w p o w i ą z a n i u z i n n ą , nie­

m e n t a r n y c h p r o s t y c h , codziennych, ale t o ż w sposobie i c h o b j a ś ­

z w y k l e c h a r a k t e r y s t y c z n ą t e n d e n c j ą sennika do w a r t o ś c i o w a n i a

niania j a k o z n a k ó w prognostycznych idzio t o r e m u t r w a l o n y c h

kontrastowego

—

k o n o t a c j i j ę z y k o w y c h . K o n o t a c j e to u j a w n i a , rozwija, u w y r a ź n i a .

jako

W l u d o w y m p o j m o w a n i u ś w i a t a sen nie przeciwstawia się t e m u

w kategoriach „ d o b r y — z ł y " , „ k o r z y s t n y

n i e k o r z y s t n y " dla ś n i ą c e g o . T o co dobro jest o k r e ś l a n e

zdrowie, bogactwo, p i e n i ą d z e ; szczęścio, p o m y ś l n o ś ć , powodze­

co rzeczywiste, przeciwnie, w i ą ż e się z t y m ściśle. Bez takiego

n i e ; wesołe, r a d o ś ć , zadowolenie. T o co złe jest o k r e ś l a n o j a k o

przekonania

choroba, cierpienie, ś m i e r ć , pogrzeb; nieszczęście, k ł o p o t , niepo­

takiego g a t u n k u f o l k l o r u , j a k i m jest sennik. Czy przekonanie to

wodzenie, n i e b e z p i e c z e ń s t w o , s t r a t a ; k ł ó t n i a ,
smutek,

zmartwienie,

złe p r z e w a ż a j ą

nad

nieprzyjemność.

dobrymi.

obmowa,

Ilościowo

Korzonie t y c h

nie b y ł o b y

m o ż l i w e powstanio i funkcjonowanie

płacz,

jest zasadne? P y t a n i e to n a l e ż y do togo samego p o r z ą d k u co

prognostyki

p y t a n i o o to czy sny się s p r a w d z a j ą . P o r z ą d k u innego n i ż p r z y ­

wartościujących

j ę t y w t y m szkicu.

u o g ó l n i e ń t k w i ą w konotacjach, j a k i e s ł o w a m a j ą w j ę z y k u . T a k
więc „ N i e b o b ł ę k i t n e t a k i e , pogodne, t o r a d o ś ć i b ł o g o s ł a w i e ń ­
Informatorzy

s t w o " ( R a f ) ; „ J a k sie śnio t a k i e ogrodowe k w i a t k i , ł a d n e k w i a t k i
co t a k u ł o ż o n e , t o dobrze" ( K r z ) , „ J a b ł o ń z j a b ł k a m i to rozkosz,
wielka r a d o ś ć " (Raf) — a z drugiej s t r o n y : n p . „ W i e r z b a to j u ż

Bam

m ó w i o zawsze, że t o j u ż s m u t n a " (Nysz), „ B ł o t o t o j a k i e ś k ł o p o t y ,

t. 383 i 384

z m a r t w i e n i a " (Pat), „ J a k sie g ó w n o ś n i t o m ó w i o zawsze, żo

G ó r — G ó r a k J ó z e f a z Mircza, t . 149

straszna n i e p r z y j e m n o ś ć "

H a ł — H a ł a s Helena z W r o n o w i c , t . 385 i 389

Ogólnikową

(Maz).

charakterystykę

negatywną

(wykorzystującą

—

Bambuiska

Bronisława

z

Majdanu

Ruszowskiego

I w a — I w a n i c k a J a d w i g a z D z i o r ą ż n i , t . 386

p o d a n y w y ż e j z a s ó b o k r e ś l e ń ) o t r z y m u j ą w senniku l u b e l s k i m

K a w — K a w u l a Genowofa z W r o n o w i c , t . 383, 385 i 386

następujące

hasła: gnój,

robaki, m ę t n a

dziurawe

buty,

K i j — K i j a n k a E l ż b i o t a z L u b i e n i a , t . 248

chmirra, ulewa,

góry,

K l i m — K l i m s k a J a n i n a z D z i e r ą ż u i , t . 383 i 384

brud, dziury, doły,

woda, s t u d n i a ,

ciemna

kamienie i las, z a c h ó d s ł o ń c a , k r ę t a droga, u s c h ł e drzewo, stare

K o s z — Koszeluk M a r i a z L u b i e n i a , t . 221

g r z y b y , suchy chleb, czarna c h o r ą g i e w , ciemna chustka, o r k a ,

K o z - - K o z ł o w s k a K a t a r z y n a z P o l a n ó w k i , t . 383

spadanie w d ó ł , d ź w i g a n i o c i ę ż a r u ; kapusta,

owoce i j a g o d y ,

K r z — K r z y ś Agnieszka z Cycowa, t . 317

czarny k o t , chuda k r o w a , p ł a c z ą c e dziecko, stara baba, g o ł y

Maz — M a z u r M a r i a n n a z D ą b r ó w k i , t . 168

człowiek.

N i o —• N i e d ź w i e d ź Feliksa z W r o n o w i c , t . 385

Ogólną charakterystykę pozytywną (oddawaną wyrażeniami
z zestawionego w y ż e j s ł o w n i k a ) m a j ą h a s ł a n a s t ę p u j ą c e : s ł o ń c e

N o w — Nowosad Franciszka z W r o n o w i c , t . 384 i 385
Nysz — N y s z k o J a n i n a z Sosnowicy, t . 229

1 g w i a z d y , ś n i e g , czysta w o d a , k w i a t y , r o s n ą c e z b o ż e , zielona

P a t — Paterek A n t o n i n a z Orzechowa, t . 229

t r a w a , zielone drzewo, zielony d ą b ; choinka, brzoza,

P i w — P i w k o Helena z D ą b r o w y , t . 383 i 384

grzyby

prawdziwki, razowy chleb; gołąb, królik, k o ń ; złoto i monety,

Proch —

ś m i e j ą c e się dziecko, m ł o d a dziewczyna; jasna chustka, osoba

R a f — R a f a ł M a r i a z T a r n a w y , t . 384 i 386

z m a r ł a p o k a z u j ą c a się j a k o osoba ż y w a .

Sem — Semczuk Feliksa z K r y n i c , t . 383 i 384

P o d s u m u j m y . I n t e r p r e t a c j a z n a k ó w sennych c z y l i p r z y p i s y ­

P r ó c h n i a k M a r i a ze Starej W s i , t . 334

Sen —• Seniuk J a n i n a z R o g a t k i , t . 255

wanie obrazom w y k ł a d n i w senniku l u d o w y m w y k a z u j e daleko

Soł — S o ł t y s Teresa z Zemborzyc, t . 149

idące uporządkowanie pozwalające,

Sta •— Staszewska M a r i a z W y r y k , t . 220

o motywacji

j a k to z r o b i l i ś m y ,

w e w n ę t r z n e j . T o co z n a c z ą c e (signifiant)

mówić
i to co

Szaw — Szawara M a r i a z W r o n o w i c , t . 385

znaczone (signifió) p o z o s t a j ą w stosunku u c h w y t n e j z a l e ż n o ś c i .

Szm —• S z m i d t B r o n i s ł a w a z K r y n i c , t . 384 i 386

Z a l e ż n o ś c i ą t ą r z ą d z ą powszechnie

W i ł — W i l a n o w s k a Aniela z K r y n i c , t . 384 i 386

funkcjonujące

w mówieniu,

P R Z Y P I S Y
1

I . K r a s i c k i , Mikołaja Doświadczyńskiego
przypadki,
Wroeław
1950, B N , o p r a ć . B . G u b r y n o w i c z , s. 11
I I . K a p e l u ś , Senniki
( w : ) Słownik
folkloru
polskiego, p o d
r e d . J . K r z y ż a n o w s k i e g o , Warszawa 1965, s. 366—309
P o r . n p . E . F r o m m , Zapomniany język. Wstęp do rozumienia
snów, baśni i mitów, w s t ę p e m o p a t r z y ł K . T . T o e p l i t z , p r z o l .
J . M a r z ę c k i , W a r s z a w a 1972, gdzie znajduje się o m ó w i e n i e b a d a ń
p s y c h o l o g ó w n a d snem i jego s y m b o l i k ą .
2

3

4

P o w i ą z a n i o m literatury z wizjami sennymi poświęcony
z o s t a ł specjalny n u m e r „ T e k s t ó w " z 1973 r o k u , ó s m y z k o l e i ,
p o d w y m o w n y m t y t u ł e m „ S e n m a r a . . . " , dobrze o d d a j ą c y m
o n t o ł o g i ę snu literackiego. M a t e r i a ł y do i n s p i r u j ą c e g o w p ł y w u
snu na t w ó r c z o ś ć plastvczna zawiera „ P o l s k a Sztuka L u d o w a "
nr 1—2 z r o k u 1984
takie badania n a d sonnikiem l u d o w y m p o s t u l o w a ł K . M o ­
s z y ń s k i j u ż 50 ł a t t o m u (zob. jego Kultura
ludowa
Słowian,
5

123

�cz. I I , Kultura duchowa, z. 1, K r a k ó w 1934, s. 375—5)
K o r z y s t a m z maszynopisu 38-stronicowego opracowania
J . B a r t m i ń s k i o g o i G. B ą c z k o w s k i e j Materiały
do sennika ludowego p r z y j ę t e g o do d r u k u w t o m i e Etnolingwistyka
(wydaw­
n i c t w o U M C S ) . W okresie o d 1974 do 1984 nagrano n a t a ś m y
ludowo intorpretacje s n ó w o d 40 o s ó b z 28 w s i w regionie l u ­
b e l s k i m . Po d o k o n a n i u t r a n s k r y p c j i i o p r a c o w a n i u r e d a k c y j n y m
p o w s t a ł w ton s p o s ó b s ł o w n i k o b e j m u j ą c y dwio sotki h a s e ł po­
ś w i a d c z o n y c h o k . 700 c y t a t a m i . P u b l i k a c j a t a s t a n o w i p o c z ą t e k
bardziej s y s t e m a t y c z n y c h b a d a ń n a d sennikiem l u d o w y m , k t ó r y
z o s t a ł u z u a n y za j e d n o z p o d s t a w o w y c h ź r ó d e ł p r z y g o t o w y w a ­
nego w L u b l i n i e s ł o w n i k a otnoligwistycznego. Z n a c z n y w k ł a d
w prace zbierackie n a d sennikiom w n i o s ł a A . Semczuk j a k o
a u t o r k a p r a c y magisterskiej Semantyka sennika ludowego w y ­
konanej pod kior. doc. J . B a r t m i ń s k i o g o w 1980 r o k u .
Por. dane przytaczane przez K . M o s z y ń s k i e g o , op. c i t . ;
6

7

T . Seweryna w „ L u d z i o " t . X X X V I I I , s. 2 7 1 ; J . Adamowskiego
w a r t y k u l e Sennik ludowy Franciszki
Boryty ( „ B i u l e t y n I n f o r ­
m a c y j n y S T L " n r 30, 1985, s. 12) i z w ł a s z c z a w k s i ą ż k a c h A .
K r a w c z u k a , Sennik Artemidora, w y d . 2, Ossolineum 1976 i W i e r y
Sztabowej, Sen, W a r s z a w a 1976
Zob. rozwiązanie skrótów w zakończeniu.
Р о г . K . K w a ś n i e w i c z , Zwyczaje i obrzędy rodzinne ( w : )
Etnografia Polski. Przemiany kultury ludowej I I , p o d r o d . M .
Biornackiej i i n . Ossolineum 1981, s. 111
Por. Słownik
łudowych
stereotypów
językowych,
zeszyt
p r ó b n y , W r o c ł a w 1980
K . M o s z y ń s k i , o p . c i t . , s. 373—375
O k o r z y ś c i a c h , j a k i e w y n i k a j ą z p r z y j ę c i a rozszerzonej
koncopcji znaczenia zob. szerzej w a r t y k u l e J . B a r t m i n s k i e g o
i R . Tokarskiego p t . Językowy obraz świata a spójność tekstu ( w : )
Teoria tekstu, p o d red. T . D o b r z y ń s k i e j , Ossolineum 1986
8

9

1 0

1 1

1 г

�Kryslyna Szefler ( T u k w a )

JACEK

liii'

R y s u n e k К . Szefler

N a w e t nie w i e , żo pomaga. N i e t y l e t w ó r c y czy a r t y ś c i e , co
c z ł o w i e k o w i , k t ó r y boz Niego nie s t a ł b y się t y m , co znaczy: t y m ,
k i m jest.
Przez s z t u k ę , przoz uwagi pierwszych o d c z u ć i przez k r y t y k ę

r o b i i w t y m , co m ó w i . T a k w i ę c dla osoby zagubionej w sobie
i w świecie Jacek jest oparciem d l a ocen i o d n i e s i e ń .
Zawsze zabiegany i z a j ę t y p r a c ą , ale zawsze n a g ł o s c z ł o w i e k a
(i z w i e r z ę c i a ! ) o d k ł a d a j ą c y wszystko i p r z y b i e g a j ą c y d o s ł o w n i e ,

prac o p a r t ą na w i e d z y a r t y s t y c z n e j mobilizuje do n a j p o w a ż n i e j ­

nieraz

szego t r a k t o w a n i a siebie w t y m , co się r o b i i w t y m , j a k się r o b i .

p i ę t r o boz w i n d y , czy szpitala, czy do innego miasta.

wdrapywał

się zaniepokojony milczeniem n a

czwarto

Przoz swojo opowiadania i ż y c i e , po p o r ó w n a n i u do i n n y c h

P o t e m z n o w u usuwa się w c i e ń , ale zawsze s i ę znajdzie i po­

i w y c i ą g a n i e z czyjogoś opowiadania tego najistotniejszego dla

spieszy n a r o z m o w ę , n a p o m o c . T a k w sprawach t r u d n y c h ,

c z ł o w i o k a , k s z t a ł t u j e się j a k i ś t a j e m n i c z y z w i ą z e k o s ó b : swojej —•

u r z ę d o w y c h , j a k i w codziennych p o t r z e b a c h ; j a k z t ą f r o t e r k ą

cichej i nio n a r z u c a j ą c e j się i t e j drugiej — pewnej u w a ż n e g o

dla staruszek za c i ę ż k ą , a dla Niego, ż e b y p o s z u k a ć n a p r a w y

s ł u c h a n i a j e j i togo co m ó w i i tego co r o b i przez Niego, p r z y N i m .

i zawieźć, i odejść z k w i t k i e m , i wymyślić, j a k i m to załatwić —

T a k n a co dzień przostraszonej ś w i a t e m i jego p r a w a m i t u , p r z y

t o w ł a ś n i e Jacek.

i w J a c k u o d n a j d u j ą c e j jogo ( ś w i a t a ) k o ń c e z w i ą z a n e j a k o ś dobrze
— z g a d z a j ą c e się w c z ł o w i e k u p o s t a w ą i w a r t o ś c i a m i w t y m , eo

I

... , , i p a m i ę t a j , b ą d ź dobra dla M a m y , ona jest
k o c h a n a i bardzo d o b r a " . . .

naprawdę

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6555" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6535">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/da13519558dcc70d12d334c8bae33419.pdf</src>
        <authentication>738b2f84cf50ed9b9be1d2a862696905</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78051">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2914</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78052">
                <text>2002</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78053">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2718</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78054">
                <text>Salvador, miasto capoeira / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78055">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.3-4, s.193-201</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78056">
                <text>Rożalski, Maciej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78057">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78058">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78059">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78060">
                <text>Salvador, miasto capoeira

C

MACIEJ

apoeira ro krąg ludzi - roda; t o orkiestra grająca m u ­

RÓŻALSKI

zykę — bateria; t o wreszcie dwóch tancerzy u p r a w i a ­

jących między sobą grę tanecznych ciosów i uników.

Wszystkim zaś kieruje mistrz — Mestre.

A l e czy t o t y l k o egzo­

Salvador, miasto
capoeira

tyczna gra-walka. Może j e d n a k coś więcej t k w i w tej plątani­
n i e k o l o r o w y c h ruchów i głośnej m u z y k i . Szal capoeira, któ­
ry zaczął ogarniać świat, nie kończy się n a b a r w n y m fitness;
na w y s p o r t o w a n y c h młodzieńcach potrafiących wykonać se­
rię e f e k t o w n y c h salt. Jest w t y m coś więcej, k u l t u r a i historia,
urzekające s w o i m k o l o r o w y m , głośnym pięknem, ale też roz­
paczliwie n a m potrzebna n a u k a , j a k być z i n n y m i , j a k rozu­
m i e ć i n n y c h ludzi. Capoeira m a w sobie coś takiego, co w y ­
rzuca z człowieka gromadzone i przetrzymywane emocje. For­

trzone w prastare szyldy, zdecydowanie pamiętające
jeszcze początki wieku X X . Tylko gdzieniegdzie, powtykane, podokręcane, jakby na siłę, szyldy wysta­
wowe nowych sklepów, kolorowe neony reklamują­
ce piwo, papierosy i perfumy. Samochody najnow­
szej generacji mieszają się ze starożytnymi wehikuła­
mi napędzanymi jeszcze chyba na kociołek z wę­
glem. Restauracje w stylu zachodniej Europy obcują
z barami, których ściany zdobią białe kafle, kliente­
la wygląda zaś jak starsze rodzeństwo ekipy Buena
Vista Social Club.

m y i maski, którymi wiecznie się zabudowujemy, które znie­
kształcają i kontrolują nasze relacje ze światem, nagle tracą
sens. N i e m a czasu, by myśleć o t y m , czego chce t e n d r u g i ,
czego j a c h c ę o d niego. M u z y k a , szybkość, gra, wyzwalają
nadwątloną przez cywilizację pewność siebie. Pozostaję t y l k o
ja i człowiek, z którym tańczę. I t e n szczególny rodzaj relacji,
który tworzy się między n a m i , a który sprawia, że muszę spoj­
rzeć w samego siebie i zadać sobie p y t a n i e : k i m jestem...

Salvador
Powietrze, które nie jest jak powietrze. Gorące,
duszne i bardzo, bardzo wilgotne. Trudno oddychać.
Jestem w Salvadorze. To dziwne uczucie bycia bardzo
daleko od domu - jakby wyrwania, osamotnienia przemieszane z wrażeniem, że to, co mnie otacza, to
tylko jakaś kopia rzeczywistości. To trochę tak, jakby
znaleźć się na oglądanej właśnie nieruchomej rekla­
mie biura podróży. Jednak jeszcze nie do końca czuję
tak bardzo rozreklamowane słowo „egzotyka". Mam
na wpół instynktowne wrażenie zawieszenia gdzieś
w przestrzeni. Ale mimo to wszystko wygląda chyba
normalnie, zwyczajnie. Terminal jest elegancki i czy­
sty. Tak samo przed lotniskiem. Dużo samochodów
i autokarów dobrej marki. Czekają na turystów; wy­
pisz, wymaluj, jak z hiszpańskiego kurortu. Jest infor­
macja, specjalny „bagażowy pan", autobus, który co
5 min podjeżdża i zabiera rozkwilony ładunek turystów
w odmęty hoteli i turystycznych atrakcji. Przyłączamy
się do tej kolorowo zorganizowanej chałtury i pakuje­
my się do kolejnego z turystycznych busów. Ta iluzja
trwa jeszcze przez chwilę, kiedy wyjeżdżamy z lotniska
przepiękną aleją porośniętą po obydwu stronach pal­
mami. Tworzą one ponad drogą długą, barwną bramę
wjazdową, niczym w jakimś pałacu maharadży.
Dopiero po chwili orientuję się, że to tylko cząstka
Brazylii, kolorowy papierek, kryjący monumentalne,
dzikie piękno przyrody, niewyobrażalne bogactwo pa­
łaców i zarazem niezmierzoną biedę faveli.
Spomiędzy palm zaczynają wyzierać sypiące się
rudery, zabłocone podwórka, małe sklepiki zaopa-

Taki właśnie jest Salvador, miasto nędzy i bogac­
twa. Dawna portugalska świetność, a zarazem brud
rozsypujących się budynków. Nieprzebrane piękno na­
tury i pył szarych ulic przedmieścia. To w końcu koleb­
ka magii condomble i capoeira, a zarazem jedno z naj­
większych skupisk faveli w Brazylii.
Favele to dzielnice nędzy. Biedota żyjąca grubo poza
granicą zera socjalnego. Jeden z najmroczniejszych i naj­
bardziej rozpaczliwych problemów dzisiejszej Brazylii.
Przerażająca, gigantyczna, szarobrudna masa. Trzę­
sący się twór, pełen smrodu nędzy. Wibrująca dźwięka­
mi, wypełniona po brzegi zbieraniną ludzkich ciał, tło­
czących się, walczących o skrawek miejsca do życia.
Dżungla lepianek, ruin, domków, budek z dykty, służą­
cych za trzypokojowe mieszkania. Całe hektary bezna­
dziei. Favele mają w sobie coś z piekła, które udało się
zrealizować na ziemi.
Salvador - to miejsce, gdzie brzydota i piękno
tworzą przedziwne malowidło. Dadaistyczny twór.
Barwną plamę poskładaną chaotycznie z tysięcy ma­
łych elementów. Podróżując przez to miasto, trzeba
wyczulić swój zmysł estetyczny. Trzeba się nauczyć
wczuwać w ten dziejący się obraz, bo inaczej pozosta­
niemy poza nim, w obtębie hoteli, plaż i pięknych wi­
doków.
My przyjechaliśmy do Salvadoru szukać capoeira.
Okazało się jednak, że nie da się podać definicji, jed­
noznacznie określić, czym ona jest. Tak jak Salvador capoeira ma wiele różnych twarzy. Oto kilka z nich.

193

�Maciej Różalski • SALVADOR, MIASTO CAPOEIRA

Mestre Feherrinia: „To sztuka,
która potrzebna jest w życiu"
Salvador jest jak bajkowa kraina. Ale bajka bardzo)
w stylu Andersena, piękna i przerażająca zarazem.
Przypomniałem to sobie, stojąc przed starym, rozsypu­
jącym się budynkiem, którego ścian ledwie trzymają[
się wielkie płaty łuszczącego się tynku, a dwa małe ka­
flowe bary na dole otaczają ze wszystkich stron kałuże
błota. Jeden ze starych dziadków-bywalców, spoczywa­
jący przy lokalowym stoliczku, uśmiecha się do mnie
bezzębnie i pokazuje, że capoeira, to na górze. Z okna(
na piętrze, dochodzi mnie dźwięk berimbau... (berimbau to najważniejszy w capoeira instrument, on kieru­
je całym rytuałem. Wygląda jak łuk. Na dole przywią­
zana jest okrągła puszka akustyczna. Do grania używai
się jeszcze patyczka, kamienia i grzechotki)
[...] Capoeira w wydaniu Feherrinia i jego uczniów
jest fascynująca, jest inna niż ta, którą znam z Europy.
Ruchy i muzyka są teoretycznie te same, ale tu jest
więcej energii, taniec jest żywszy, jakby jego korzenie
wyrastały wprost spod tego budynku.
Mestre budzi zaufanie już na pierwszy rzut oka. Wyso­
ka postawna, przystojna, sylwetka, uśmiechnięta twarz.
Spod na wpół przymkniętych powiek spoglądają nai
mnie uważne oczy. W jego osobie daje się odczuć jakąśi
spokojną siłę i pewność, którą przepojone są jego ruchy.
Ja: Mestre, chciałbym wiedzieć, czym jest dla ciebie
capoeira, co jest w niej takiego ważnego i niezwykłego?
Feherrinia: Dla mnie w capoeira najważniejszy jest
I
moment. Ten punkt, w którym dostajemy sygnał od
,
drugiego człowieka, że atakuje, wykonuje ruch. To, co
muszę zrobić, to błyskawiczna odpowiedź, unik, który
następnie przeradza się w kolejny atak. Sztuka jednak
nie polega na tym, aby się obronić lub zaatakować.
Chodzi o to, żeby swoją odpowiedzią płynnie włączyć
się w nieustający ruch, jaki wytwarzacie razem ty
i twój partner. Jeżeli uda się zachować płynność, two­
rzy się między wami porozumienie, niepowtarzalna re­
lacja, w której przeplatają się taniec, walka, spryt. To
jest właśnie gra, to jest capoeira.
(

Ja: Co sądzisz o nowej capoeira, tej znanej z tele­
wizji, efektownej, dynamicznej, akrobatycznej. Jak to,
się ma do twojej wizji tego zjawiska oraz do tego, czym
ta sztuka była kiedyś?
Feherrinia: Sądzę, że wszystko podlega zmianom,
niczego się nie da zatrzymać. To samo dotyczy capo­
eira. Zupełnie inna 20 lat temu, zmienia się, ewoluuje.
Są tacy, którzy uważają to za wykroczenie. Mówią, że
capoeira zostaje wyzuta z tradycji i rytuału, a to właśnie
one są jej sednem.
Dla mnie najważniejszy jest kontakt dwojga ludzi,
to, co się między nimi odbywa. I chyba jeszcze to, że
kilkoro dzieciaków nauczy się dzięki temu czegoś cie­
kawego, że nie wpadną w jakieś bagno.
194

Rzeczywiście, akrobacje dla samych akrobacji, wal­
ka dla samej walki, fascynacja swoim ciałem, to abso­
lutnie nie jest to, o co chodzi w capoeira. Trudno podać jednoznaczną definicję, dla każdego granica bę­
dzie gdzie indziej. Najważniejsze, aby ludzie nawiązy­
wali ze sobą w grze relację, o której mówiłem. To sztuka, która potrzebna jest w życiu.

Mestre Falcao:
„Szanowanie różnic między ludźmi,
to jest dla mnie najważniejsze"
Mestre Falcao jest szczupłym i niskim człowiekiem, lat
około 40, ma lekko siwiejące włosy, delikatną twarz i spo­
kojne spojrzenie. Z rozbrajającym uśmiechem prowadzi
mały samochodzik, którym mkniemy na festiwal capo­
eira, odbywający się tego dnia w Salvadorze. Mestre pro­
wadzi tam warsztaty, ma to być - zdaje się - wielka im­
preza, 80 szkół capoeira ma pomieścić się w jednym bu­
dynku i zaprezentować swoje umiejętności... Wszystko
idzie świetnie, ale jest jeden problem: chyba nie do koń­
ca wiemy, jak dotrzeć na miejsce. To zabawne, ale do­
strzegam niejaką zależność między byciem mistrzem ca­
poeira a prowadzeniem. Im większy mistrz, tym gorszy
kierowca. N o więc walczymy, pchając się przez maleńkie,
pokręcone uliczki Salvadoru. Mijamy kamienice, rudery,
bloki mieszkalne, wszystko to razem wymieszane bez ładu
i składu. Tabuny ludzi, tabuny samochodów - i wszystko
to przetacza się leniwie wokół nas, jednych z wielu wiecz­
nie spóźnionych i nigdzie nie spieszących się uczestników
ruchu drogowego miasta Salvador. W ogóle są to dwie
charakterystyczne, tutejsze cechy miejskiej aglomeracji.
Po pierwsze, wszystko jest zawsze spóźnione. Zaczynając
od pojedynczych jednostek, kończąc na dużych skupi­
skach ludzi, nikt nigdy nie jest na czas. Po drugie, niko­
mu się nie śpieszy, co jest dosyć dziwne, zważywszy na
fakt pierwszy. Ruch samochodowy wygląda jak przelewa­
jąca się powoli gęsta ciecz. Nie przekracza się
60 km/godz., ale też raczej się nie hamuje...
[...] zaskoczył mnie temat warsztatów, które prowadził Falcao: odczuwanie radości dzięki capoeira.
Uczestnikami były małe dzieci, pozbierane z wielu
szkół przybyłych na festiwal, oraz - ku mojemu zaskoczeniu - także grupa dzieci z zespołem Dawna. Okazu­
je się, że są tu dzięki pewnej rządowej fundacji, która
zajmuje się wyciąganiem z faveli tych najbiedniejszych,
najsłabszych. Jednak te dzieci nie tylko dostają opiekę,
celem programu jest także uczenie porozumiewania
się i życia z innymi ludźmi. Prawdę powiedziawszy, od
razu przygotowałem się na sytuację, w której mocno
skrępowani „normalni" opiekunowie będą prezento­
wać z tolerancyjnym uśmiechem wyuczone osiągnię­
cia swoich podopiecznych „specjalnej troski". Nato­
miast „normalna" publiczność ze zrozumieniem będzie
oglądać ten smutny show i litować się nad losem tych
„biedactw". Okazało się jednak, że zarówno Falcao,
opiekunowie, jak i grupa „biednych maleństw", mają

�Maciej Różalski * SALVADOR, MIASTO CAPOEIRA

1. M e s t r e N e n e l (po środku na ławce) syn M e s t r e B i m b a
twórcy jednej z o d m i a n dzisiejszej Capoeira i jego

4

uczniowie.
2. M e s t r e Falcao rozpoczyna swoje warsztaty C a p o e i r a dla
małych dzieci.
3. Szkoła M e s t r e C u r i o (trzeci o d prawej) j e d n a
z najstarszych w Brazylii. Pozwolono n a m zrobić
t y l k o t o j e d n o zdjęcie.
4. Salto, e f e k t o w n a część C a p o e i r a Regional
5. Roda grupy Beribazu w mieście Brasilia.
6. Zajęcia w grupie Beribazu.
7. M e s t r e Joao Piceno. Jest p r a w d o p o d o b n i e najstarszym
wciąż tańczącym Capoeiristas na świecie
8. M e s t r e D e c a n i o . M ó w i o oświeceniu i radości

A '

w Capoeira.

195

�Maciej Różalski * SALVADOR, MIASTO CAPOEIRA

9.

Bohaterscy uczestnicy roda p r o w a d z o n e j przez M e s t r e
Falcao

10. Sala t r e n i n g o w a w szkole Joao Pequeno. N a tej
w y t a r t e j podłodze wychowało się k i l k a pokoleń
Capoeiristas
1 1 . D z i e c i bawiące się w przerwie warsztatów M e s t r e
Falcao
12. Zajęcia z M e s t r e Falcao
13. Paolo j e d e n z członków grupy Beribazu.
14. Tancerze czekają na grę p o d b r i m b a u (głównym
i n s t r u m e n t e m kierującym c a ł ą R o d a ) .
15. A n d r e Reis i n s t r u k t o r z grupy Beribazu. Pierwszy
Brazylijczyk, który rozpoczął nauczanie Capoeira
w Polsce.
16. Roda w grupie Beribazu. Fot. 3, 7, 8, 14 - A n n a
Sienicka. Fot. 6 - Szczepan Różalski. Pozostałe zdjęcia
autorstwa M a c i e j a Różalskiego

196

�Maciej Różalski • SALVADOR, MIASTO CAPOEIRA

inne plany. Miało być o radości i było o radości. Me­
stre kilkoma prostymi zabawami zintegrował całe to­
warzystwo. Zupełnie nie przejmując się powagą swojej
osoby, a także tym, czy „biedactwa" dadzą radę, rozpo­
czął skandalizującą naukę wywracania kolegi przez ko­
legę, po czym rzucania się „wszyscy razem na siebie".
Odbyło się też bieganie z wrzaskiem dookoła sali, pró­
by nieruchomego baletu oraz sporadyczne ataki na
szyję mistrza. Całość zakończyła się godzinną roda,
uczestników było bez liku, zrobił się totalny bałagan.
Zupełnie nie wiedziałem w pewnym momencie, kto
jest „bidulkiem", a kto opiekunem, kto się uśmiecha
z pobłażaniem, a kto ryczy ze śmiechu. Co ważniejsze,
kogokolwiek przestało to obchodzić, najważniejsza by­
ła capoeira.
Ja: Mestre, co jest dla ciebie najważniejsze, co po­
woduje, że chcesz i potrafisz dawać tyle radości i zaba­
wy poprzez capoeira.
Falcao: Szanowanie różnic między ludźmi, to jest
dla mnie najważniejsze. To obowiązuje także w capo­
eira. Bez przerwy trzeba pamiętać o innych, o tym aby
gra była dialogiem. Tylko doceniając nawet tego naj­
mniejszego, jesteśmy ludźmi
Ja: Czym jest capoeira dla ciebie?
Falcao: Capoeira to sposób życia, to filozofia. Wcho­
dzi w twoje życie i staje się jego częścią. Kiedy zaczynasz
grać capoeira, wnikasz w samego siebie, poznajesz siebie
i wchodzisz na drogę rozwoju i przemiany. Wielkość tej
sztuki polega właśnie na tym, że nie da się rozwijać tyl­
ko ciała, poprzez ciało sięgasz do duszy i umysłu. Ciało
i dusza stanowią nierozerwalną jedność. Capoeira po­
zwala przyglądać się tej jedności, sprawia, że nasze życie
jest prawdziwsze i bardziej radosne.
Niestety, cywilizacja zachodnioeuropejska od daw­
na dowodzi, że dusza i ciało to dwa obce sobie twory,
że istnieje pęknięcie w wewnętrznej kondycji człowie­
ka. Siady tej idei wkradają się wszędzie, także do capo­
eira. Ludzie zapominają więc o rytuale tej sztuki, o za­
sadach, o tym, aby uważać na innych. Fascynują się
swoją siłą, wyższością. Myślą tylko i wyłącznie o sobie
i niszczą przez to płynność, jedność z innymi. Niezau­
ważalnie przestają być także zgodni z samymi sobą.
W nowej capoeira, tak jak zresztą na wielu innych
płaszczyznach naszego życia, coraz częściej zaczynają
liczyć się tylko siła i silni.

niowego MTV. Jednak jego spokojny ton głosu i czuj­
ne oczy przypominają od razu, że jest on jednym z naj­
bardziej znanych w Salvadorze mistrzów capoeira,
a wreszcie synem legendarnego Mestre Bimba.
Ja: Nenel, co możesz powiedzieć mi o swoim ojcu
i o tym, co stworzył.
Nenel: Bimba był człowiekiem prawdopodobnie od­
powiedzialnym za obecny stan capoeira. To on w la­
tach 30. doszedł do wniosku, że capoeira oderwała się
od swoich korzeni. Twierdził, że za bardzo pogrążyła się
w kulturowej manifestacji. Według niego zapomniano
również o tym, że jest to także walka. Stworzył więc
swoją wersję tej sztuki, zdynamizował ją, opracował
tzw. sekwencje Bimba, dodał użycie rąk i ciosy oparte
na przemocy. Początkowo ta capoeira, nazwana Regio­
nal, niewiele się różniła od tego, co uprawiali inni mi­
strzowie. Bimba stwierdził, że przywrócił capoeira jej
dawny stan, gdy służyła ona po prostu walce o przeży­
cie. Ale już jego uczniowie zaczęli dalszą modyfikację.
Wraz z wejściem Regional na uniwersytety, opracowy­
wano teorię nauczania capoeira. Zaczęła się ona
„usportawiać" i „wygładzać". Teraz tańczy się w wyższej
pozycji. Ciosy są szybsze i wyraźniej zaznaczane. Nato­
miast sama gra zaczyna przypominać dynamiczny ta­
niec współczesny. W sferze duchowej Regional powoli
„opuszcza ulice", czyli oddala się od swojego miejsca
narodzin. Co za tym idzie, przestaje być powoli dome­
ną na wpół magiczną osadzoną blisko condomblć (reli­
gii naszych przodków stwoizonej z wierzeń afrykań­
skich przywiezionych wraz z czarnymi niewolnikami),
pogrążoną głęboko w tradycji i kulturze. Istnieją więc
głębokie różnice, pomiędzy Regional a Angolą - drugą
odmianą capoeira, która miała zachować dawny styl,
a którą stworzył inny Mestre - Pastinha. Angola miała
być ochroną dawnych rytuałów, dawnego sposobu ży­
cia. Są to więc praktycznie rzecz biorąc, dwa zupełnie
różne światy. Nie twierdzę, że lepsze albo gorsze, po
prostu inne. Niektórzy próbują je wartościować, ale ro­
dzą się z tego tylko niedobre konflikty.
Ja: A jak ty, jako syn Bimba, ale także Mestre, od­
nosisz się do tego wszystkiego? Jaka jest twoja wizja.
Nenel: Capoeira jest jedną z dróg, które człowiek
może obrać idąc przez życie. Kiedy już jednak wkracza
na nią, staje się ona całą jego egzystencją. Myślę, że
można powiedzieć, że capoeira jest sztuką dobrego ży­
cia. Tak właśnie uważał mój ojciec. Capoeira była dla
niego, po pierwsze, samoobroną, po drugie, dobrą dro­
gą życia. Ale nie jest tak, że capoeira jest tylko tym al­
bo tamtym, że istnieje tylko jedna słuszna droga. Ja
wybrałem drogę Bimba i staram się go naśladować.
Dla kogoś innego capoeira może być walką, medyta­
cją, tańcem, grą lub wszystkim naraz.

Mestre Nenel: „... ćwicząc capoeira,
każdy odkrywa swoją prawdę"
Mestre Nenel wygląda jak gwiazda amerykańskiej
sceny hip-hop. Jest potężnym, czarnym mężczyzną,
nosi długie dredy i wełniany beret. Marynarska koszul­
ka ciasno opinająca jego zwalisty tors, duże okulary
przeciwsłoneczne, białe mokasyny, wszystko to spra­
wia, że Nenel miałby swobodny wstęp do studia nagra­

Ja: Ale czymś chyba jest w szczególności? Muszą
przecież istnieć jakieś podstawowe zasady, które bez
względu na różnice w stylu tworzą coś, co się nazywa
capoeira.
197

�Maciej Roiakki . SALVADOR, MIASTO CAPOEIRA

Nenel: Rzeczywiście, ta sztuka ma swoje fundamen­
ty, prawa, które ją konstytuują, a których łamać nie
można. W przeciwnym razie przestaje to być capoeira.
To, co się dzieje teraz, jest niejednokrotnie właśnie
wykraczaniem poza te prawa. Ewolucja jest naturalna
i zmian nie można zatrzymać. Ale capoeira zaczyna
przypominać miejscami jakiś sport olimpijski, zostaje
obdarta z rytuału. A to właśnie on jest jedną z rzeczy,
które tworzą tę sztukę. Dzięki zasadom panującym
w roda (czyli kole ludzi, w którym odbywa się gra),
znajomości muzyki, szacunku dla ludzi tworzy się to
coś, co przyciąga jak magnes. Drugą niezbędną rzeczą
jest ginga, czyli podstawowy, zgodny z rytmem krok, na
którym opiera się cały taniec. I nie chodzi mi o poru­
szanie się w odpowiedni sposób. Ginga musi być w każ­
dym wykonywanym ruchu, jest swoistą rytmiczną ba­
zą, na której opiera się cała capoeira. Ginga buduje
rytm i tworzy płynność gry.
To wszystko z kolei, wzięte w całość umożliwia za­
istnienie tego, co w capoeira jest tak niesłychanie po­
ciągające. Tworzy się jakby cielesna konwersacja mię­
dzy ludźmi, nawiązuje się relacja, która zespala dwoje
w jedność. Taniec, muzyka, śpiew, emocje wywołane
przez bliski i intensywny kontakt z drugą osobą, to
wszystko działa na nas jednocześnie, dotyka naszej du­
szy. Capoeira jest innym, magicznym światem.
Częste są obecnie walki o wpływy pomiędzy szkoła­
mi. Tendencja redukowania capoeira do egzotycznej
walki lub fitness. Albo też roszczenie sobie prawa do
prawdy obiektywnej o tej sztuce-walce. Ja nie będę
oceniać, co jest złe, a co jest dobre, tym bardziej że
sam nie jestem doskonały. Ale ćwicząc capoeira każdy
odkrywa swoją prawdę.

Mestre Curio: „... trzeba zagłębić się
w rytuał, a także w powolną, pełną
skupienia grę z drugim człowiekiem..."
Pelorinho, niegdyś ociekające złotem centrum por­
tugalskiego Salvadoru, obecnie turystyczna starówka.
To miejsce robi rzeczywiście wrażenie, kolorowe ka­
mienice, stare kościoły, tysiące straganików i sklepi­
ków wyładowanych gadżetami związanymi z capoeira.
Wokół przetaczają się tłumy turystów, owładniętych
żądzą zakupienia sobie kolorowej pamiątki z egzotycz­
nych wakacji, a najlepiej przeżycia jeszcze jakiejś ba­
jecznej przygody. Za nimi następny tłum, tym razem
miejscowych, próbujących z rozpaczliwym uśmiechem
zarobić jakiekolwiek pieniądze. Jest coś poniżającego
w tym układzie. Z jednej strony - turyści, próbują nie
zauważać wszechobecnej nędzy, chowając się w swych
hotelach i płatnych wycieczkach. Z drugiej - ludzie,
którzy starają się zarabiać na drobnej turystyce, którzy
nauczyli się jęczeć i przymilać dla kilku groszy. Całe to­
warzystwo kryje się za wzajemnym uśmiechaniem, od­
dalając od siebie widmo biedy.

Próbując uciec od jazgotu głównych turystycznych
placów, odkrywamy pomniejsze uliczki. Tu jest trochę
luźniej, mniej ludzi, a mnóstwo zaułków, małych skle­
pików i nieśmiertelnych kaflowych barów.
W pewnym momencie nasza znajoma Clarisa poka­
zuje nam jakiś stary, ledwo widoczny z ulicy szyld. Na
kawałku drewna, którego sam bym nie zauważył, wid­
nieje napis: Escola de Capoeira. Budynek wygląda na
stary i całkowicie wtapia się w rząd różnokolorowych
kamienic szturmowanych przez rozszalałych turystów
całą masą nowoczesnego sprzętu fotograficznego.
W panującym w środku półmroku można wyczuć ja­
kieś odmienne od ulicznego jazgotu nieruchome do­
stojeństwo. Powywieszane instrumenty muzyczne, wy­
blakłe flagi, maski - wszystko to buduje jakiś nastrój
oddalenia, zatrzymania w czasie. Sala widoczna przez
pootwierane na parterze drzwi przypomina bardziej
muzeum niż jeden z kolorowych okolicznych sklepi­
ków. W całość wnętrza doskonale wtapia się siedzące
po przeciwnej stronie sali barwne towarzystwo.
O d razu czuć zapach, w którym miesza się odrobina
stęchlizny, kurz i stare drewno, coś jakby strych zasta­
wiony starymi przedmiotami sprzed wieku. Za wielkim
drewnianym biurkiem siedzi szczupła, młoda Murzyn­
ka, obok niej czarny mężczyzna, w wieku ok. 30 lat.
Przedziwnie dopiero prezentuje się trzecia z siedzących
osób. Jest to mężczyzna, należący do tego rodzaju lu­
dzi, których wiek trudno jest określić, gdzieś pomiędzy
40 a 70 lat. Jest on właścicielem dużego brzucha, oraz
całej kolekcji biżuterii, począwszy od łańcuszków na
szyi, a skończywszy na wielkich złotych sygnetach.
Ubranie w tonie eleganta z lat 70. Rozszerzane
spodnie w kant, koszula z dużym kołnierzem. Kapelusz
a la lata 20. Całości dopełniają czarne błyszczące mo­
kasyny. Zdecydowanie jedna z najdziwniej wyglądają­
cych person jakie udało mi się spotkać w tym i tak nie­
zwyczajnym mieście. Ale nie to uderza mnie najbar­
dziej. Najbardziej frapująca jest jego twarz — duża, peł­
na siły i jakiejś delikatnej, raz to przebiegłej, raz dobro­
tliwej złośliwości. Nie zdziwiło mnie zbytnio, gdy do­
wiedziałem się, że jest to szkoła Capoeira Angola,
a rubaszny mężczyzna w kapeluszu to Mestre Curio, je­
den z uczniów legendarnego Pastinha, zaciekły wróg
wszelkich nowoczesnych przemian w capoeira...
Siedzimy na piętrze tego przedziwnego budynku, ota­
czają nas stare sprzęty, pożółkłe fotografie. Za oknem po­
został jazgot Pelorinio, ale tu, gdzie siedzimy, wrzawa jest
jeszcze większa. Mestre Curio zgodził się na rozmowę
o capoeira, ale bardziej przypomina to monolog przemie­
szany z awanturą o to, że naiwnie zaczęliśmy rozmowę
od pytań o Capoeira Regional. Trzeba powiedzieć, że
Mestre prawie przez cały czas krzyczy, rzuca się, zdejmu­
je i zakłada kapelusz, generalnie jest mocno poruszony,
a to, co mówi, brzmi trochę jak doniesienia z frontu.
Curio: Nie ma dwóch capoeira, jest tylko Angola!
To, co nazywane jest Regional, to jakieś nowoczesne

�Maciej Różalski • SALVADOR, MIASTO CAPOEIRA

ćwiczenia fitness, nie ma w tym duchowości i tradycji
prawdziwej capoeira! Organizowane w fitnessldubach
zajęcia ruchowe, bo tylko tak to mogę nazwać, nie ma­
ją nic wspólnego z rytuałem, rytmem i obrządkiem które tworzą samą strukturę, rdzeń capoeira.
Ja: Ale czy nie jest możliwe współistnienie Regio­
nal i Angola? Rozwój i popularność tej pierwszej jest
faktem, dlaczego więc sprzeciwiać się postępowi
i zmianom? Co szkodzi uszanowanie tego po prostu ja­
ko innej capoeira?
Curio: Uważam, że szkodzi, i to bardzo. Ludzie sły­
sząc o capoeira, niejednokrotnie utożsamiają całe zja­
wisko z tym widowiskowym baletem, przyjmują formę
zewnętrzną i automatycznie pomijają sferę duchową
i wewnętrzną. Aby zrozumieć i poczuć capoeira, trzeba
poświęcić wiele pracy i uwagi nie tylko swojemu ciału
i technice gry, ale przede wszystkim temu, co się dzieje
w nas w środku, trzeba zagłębić się w rytuał, a także
w powolną, pełną skupienia grę z drugim człowiekiem,
a nie skocznie i szybko podskakiwać wokół siebie. Poza
tym nie wystarczy mówić o filozofii capoeira, trzeba ją
poczuć całym sobą. To da się zrealizować tylko w roda
traktowanej w sposób magiczny, z poszanowaniem za­
sad, szacunkiem dla każdego członka roda, w miejscu
do tego przeznaczonym. W Regional, z roda została tyl­
ko zasada, że ma to być koło, natomiast miejscem gry
jest zwykle sala gimnastyczna lub klub fitness. Nie wy­
obrażam sobie skupienia w takim miejscu.
To pierwsze, co mam do zarzucenia Regional, drugą
rzeczą jest natomiast tworzenie euforii w roda. Nie by­
łoby w tym nic złego, ale ciągłe podkręcanie za pomo­
cą muzyki, klaskania i szybkiego rytmu dużych pokła­
dów emocji niszczy kontakt i porozumienie, niszczy ja­
kość tańca, czyniąc go tylko szybką wymianą ciosów.
Wreszcie ostatnie i najważniejsze jest wprowadze­
nie do Regional agresji. Capoeira nie może być agre­
sywna. Nie ma w niej miejsca na przemoc. Nie może
być tak, że brutalna siła zastępuje miejsce tzw. malan­
dragem (sprytu), który kształtował jakość i styl grania!
- Ostatnie słowa Curio wypowiadał znowu podniesio­
nym głosem...

scy ubrani w czarne spodnie w kant i żółte koszule.
Ten strój, obowiązujący na wszystkich spotkaniach,
został wymyślony przez Pastinha na cześć jego ulubio­
nej drużyny futbolowej. Jest też i sam Curio, on też za­
mienił swój rynsztunek i biżuterię na strój „klubowy".
Powoli roda rozpoczyna się.
Capoeira jest u Curio rytuałem, oni czczą muzykę, nie
może być tak, że ktoś przychodzi i łamie zasady. Wszyst­
ko jest takie jakie było prawdopodobnie 100 lat temu.
Najpierw, przez pół godziny grają tylko instrumenty ,
- ludzie z bateria stoją w kole i grają zwróceni do sie- &lt;
bie twarzami. Potem Mestre obchodzi całą salę z dy­
miącym kociołkiem, w którym t l i się kadzidło. Ma to
służyć pobłogosławieniu uczestników roda. Dopiero
wtedy można rozpocząć grę...
Mistrz Curio pochyla się przed berimbau. Jego wiel­
ką, bezzębną twarz wykrzywia złośliwy radosny
uśmiech, całe jego ciało drga, jakby każda kończyna
prowadziła swoje własne, fascynujące życie. Za chwilę
nadchodzi sygnał, żeby zacząć i jego wielki brzuch ra­
zem z całą resztą rusza w przedziwny, pogięty taniec pe­
łen pantomimy, gagów, złośliwości i rubasznych pod­
skoków. Raz zatacza się w szaleńczym pijackim tempie,
raz popada w pełne płynności i tanecznego piękna po­
wolne ruchy, podcina, rozpycha się za pomocą poślad­
ków, biega po całej sali. Jego gra aż kipi życiem, ener­
gią, ale i symboliką, ciągłą autoironią i autorefleksją.
Każda kolejna gra jest jakimś dziwnym spontanicznym,
brzydkim i groteskowym teatrem. Tancerze skaczą, bie­
gają, pełzają nawet dookoła siebie, wszystko po to, aby
zmylić się nawzajem, oszukać. Ale nie tylko kpina jest
w tym, co robią Curio i inni, nie tylko taniec. Muzyka
i ruch zmuszają do jakiegoś ponadwerbalnego dialogu,
autentyczności. Angola staje się sposobem wyrażenia
swoich emocji - ubraniem w symbole przeżyć wielo­
krotnie niemożliwych do wyrażenia.

Mestre Decanio: „Tylko poprzez
głębokie przeżycie (...) mamy szansę
na osiągnięcie oświecenia w Capoeira"

Duszna, mała sala wielkiego, drewnianego budynku,
jednego z wielu starych zabudowań Pelorinho. Całe
pomieszczenie przesycone jest zapachem kadzidła,
a nieliczne światła i wieczorny mrok za oknami tworzą
atmosferę mistyczną, nierealną. Na ścianach powywie­
szane są instrumenty, flagi, zdjęcia Mestre Pastinha i in­
nych, którzy prawdopodobnie dawno już odeszli z tego
świata. Cała podłoga wymalowana jest kabalistycznymi
symbolami rozłożonymi na planie koła, rody. Przy wej­
ściu jest kilka krzeseł dla widowni, a po drugiej stronie
sali podłużna ławeczka dla bateria. Tak wygląda szkoła
Mestre Curio, to tu gra się capoeira Angola.
Dzisiejsza roda zaczyna się pod wieczór i będzie
trwała jakieś pół nocy. Większość ludzi już jest, wszy­
199

Na Boga, dlaczego właśnie tutaj, czy mądrość nie
może mieszkać w pałacach, albo chociaż w prywatnym
mieszkaniu? Jedziemy po wertepach chyba tysięcznej
dzikiej ulicy, która prawdopodobnie i tak zakończy się
następnym ślepym zaułkiem. Już blisko dwie godziny
przedzieramy się przez favele Salvadoru i powoli zaczy­
nam tracić nadzieję, że dotrzemy do celu naszej podró­
ży. Nagle wyjeżdżamy na otwartą przestrzeń. Plaża,
choć niesłychanie brudna, stanowi naturalny koniec
faveli. Jest tu lepiej, piękniej w porównaniu z labiryn­
tem chaosu, który zostawiamy za sobą. Tu kończy się
miasto, kończy się dzielnica nędzy. Mam wrażenie,;
jakby ten zakątek wolnej przestrzeni, wciśnięty pomię­
dzy lepiankowego potwora a majaczącą gdzieś w odda­
li fabrykę, był mistyczną samotnią, do której dotarła
nasza wyprawa. Bo to tu mieszka Mestre Decanio (89

�Maciej Różalski • SALVADOR, MIASTO CAPOEIRA

lat), najstarszy żyjący uczeń Bimba, niekwestionowana
legenda i autorytet świata capoeira. Myślę sobie, sto­
jąc przed furtką jego malutkiego, parterowego domku,
że piekielnie trudno się tu dostać, ale Decanio podob­
no wie najwięcej i chyba trzeba było tu przyjechać.
Czekamy przez chwilę, aż szczupły starszy pan wyjdzie
z budynku i machając nam ręką na przywitanie, otwo­
rzy pogiętą metalową furtkę wejściową...
Mestre jest już starym człowiekiem, jego dom jest
także stary, wypełniony po brzegi całą masą przeróż­
nych sprzętów, a także pięcioma bardzo aktywnymi
psami. Wnętrze wygląda jak rupieciarnia, zastawiona
gratami z przeszłości. Decanio jest szczupły, średniego
wzrostu, ma zupełnie siwą czuprynę i , co jest tu rzad­
kością, ma białą skórę. Jednak on sam bynajmniej nie
zachowuje się jak przystało na 89 lat. Przez całe pięć
godzin, podczas których siedzimy i rozmawiamy o ca­
poeira, Mestre ciągle gdzieś biega, wyraźnie nie może
usiedzieć w miejscu. Widać, że mimo swych lat prowa­
dzi bardzo aktywny tryb życia, ciągle odbiera telefony,
pokazuje nam na komputerze lub w stosach papierów
wciąż nowe informacje lub jakieś grafiki. Jednak to, co
mówi jest jasne i bardzo klarowne. Jego myśli, są peł­
ne pasji, a zarazem spokojnej i przemyślanej logiki.
Ja: Mestre, na początek spytam o to samo, o co py­
tam wszystkich. Mianowicie - czym jest capoeira?
Decanio: Dzisiejsza capoeira zawiera, jak pewnie
wiecie dwa style, Angola i Regional.
Obecnie Angola to prawie medytacja, spokojna,
nierzucająca się w oczy, mocno tkwi w korzeniach, tra­
dycji i kulturze Brazylii. Można by jej zarzucić, że
w ogóle nie jest już walką, że przestała nią być na rzecz
kulturowej i artystycznej manifestacji.
Natomiast Regional jest zupełnie inna. Bardziej
sportowa, rozwijała się głównie na uniwersytetach
i w szkołach. Ujęta w pewną strukturę nauczania, po­
siada swoją warstwę techniczną, którą da się wykładać
jako teorię. Lecz inny jest przede wszystkim rodzaj ener­
gii, tkwiący u podstaw obydwu odmian. Dzisiejsze Re­
gional bazuje na sporej dawce euforii i radości, które niestety - czasami przeradzają się w agresję. Nie będę
niczego krytykował, oceniał Angola albo Regional, nie
ma rzeczy całkowicie złych albo całkowicie dobrych.
Poprzestanę na tym, że ta pierwsza Regional, moja
Regional, której miałem zaszczyt uczyć się od Bimba,
jest już właściwie martwa, umarła wraz z nim. Więc to
nie o niej będzie tu mowa.
Ja: Jednak capoeira jest ciągle fenomenem. Podbi­
ja serca i umysły ludzi na całym świecie. Można wręcz
powiedzieć, że mamy do czynienia z jakąś szaleńczą
modą na capoeira właśnie.
Decanio: Tak, to rzeczywiście fascynujące, jak ca­
poeira działa na ludzi, jak pobudza emocje, zmusza do
myślenia i niejednokrotnie zmiany poglądów na życie.
Jako lekarz próbuję w mej pracy zajmować się wpły­
wem muzyki i capoeira na ludzki mózg i ciało, a także
200

związkami pomiędzy condomble' a capoeira. Uważam,
że jest to absolutny ewenement, a jego tajemnica kry­
je się w jakimś magicznym sprzęgnięciu muzyki, śpie­
wu, ruchu, rytuału. Jest tym wszystkim, podanym
w takiej mieszance, która potrafi sięgnąć samej głębi,
istoty człowieka i poruszyć nią.
Ja: N o właśnie, czy dałoby się rozebrać na części
pierwsze, tę przedziwną mieszankę, odkopać korzenie
magii, która czyni Capoeira tak żywą i fascynującą?Decanio: Wierzę głęboko, że to co najpiękniejsze
w Capoeira to ta kolorowa tętniąca życiem kompilacja,
to ciągły ruch muzyki, sztuki, tańca. Te rzeczy są inte­
gralnie połączone ze sobą. Towarzyszą człowiekowi od
zawsze. Składają się na podstawy tworzące naszą kultu­
rę i są nam potrzebne niczym woda czy tlen. Wszystko to
natomiast, w idealnej mieszance daje capoeira. Myślę, że
tu tkwi właśnie sekret jej olbrzymiej popularności.
Aby jednak zrozumieć capoeira, trzeba poznać jej
korzenie, rozwój, aspekt kulturowo-społeczny, w któ­
rym się tworzyła. Zacznijmy więc właśnie od tego. Co
prawda, jest wiele teorii co do początków tej sztuki,
ale ta, którą tu przedstawię, wydaje mi się najbardziej
prawdopodobna.
Capoeira zaczęła się kształtować w dokach, brazylij­
skich portów, kilkaset lat temu, za panowania Portu­
galczyków na tych ziemiach. W portach pracowali
afrykańscy niewolnicy. Kiedy był przypływ, przez sześć
godzin nie można było rozpakowywać towaru, więc
pojawiał się czas wolny...
Toteż czarni niewołnicy, mając tych kilka godzin
wolnego, zaczęli uprawiać coś w rodzaju gry, zabawy,
kulturowej manifestacji (sięgającej jeszcze czasów
Afryki), a wreszcie i walki. Myślę sobie, że gdzie jest
dwóch mężczyzn, tam zawsze pojawi się potrzeba
współzawodnictwa.
Ciekawą cechą tych spotkań było to, iż raczej nie
używano w stosunku do siebie przemocy. Gdyby ci lu­
dzie zadawali sobie ciosy, musieliby potem pracować za
dwóch. Toteż nie dotykano się podczas gry, przemoc za­
stępował natomiast spryt (malindragem), wygrywał ten,
kto potrafił przechytrzyć swojego przeciwnika. Nawet
w późniejszym okresie, kiedy zaczęto zadawać sobie ra­
ny, malandragem stało się integralną częścią capoeira.
Ja: Ale, skąd bierze się w tej sztuce tyle pasji, tyle
radości, dlaczego działa na ludzi tak hipnotycznie?
Decanio: Innym charakterystycznym rysem był
związek capoeira z condomble, religią powstałą na ba­
zie wierzeń przywiezionych do Ameryki Południowej
przez niewolników z Afryki. Podobieństwa widać od
razu, choćby pomiędzy podstawowym krokiem capo­
eira (ginga) a hipnotycznym tańcem stanowiącym
część obrzędów Condomble.
Sądzę, że to, co najważniejsze, sztuka walki wzięła
od religii w sferze duchowej. Wspólne korzenie tkwią

�Madej Różalski * SALVADOR, MIASTO CAPOEIRA

w specyficznym, pobudzającym do tańca rytmie i po­
dobnej funkcji muzyki. Słyszymy muzykę i zespalamy
się z nią poprzez pierwotny rytm zawarty w ginga. To
zjednoczenie się z rytmem w jakiś sposób wyzwala,
powoduje, że maski, których używamy na co dzień,
dla ukrycia swoich emocji, tracą sens. Muzyka pełni
funkcję oczyszczającą i wyzwalającą najgłębsze, szcze­
re emocje drzemiące w człowieku. Tańcząc, niejako
jesteśmy zmuszeni stanąć przed samym sobą, dokonać
introspekcji nas samych. W roda nie ma czasu na roz­
myślanie nad następnym krokiem, wszystko inne niż
spontaniczność wybija z rytmu i niszczy grę. To chyba
ta nietrywialna autentyczność, to autoodniesienie
mimo, że do końca nieuświadomione, jest tak pocią­
gające.
Ja: Dlaczego?
Decanio: Bo ten moment autorefleksji, emocjonal­
nego wczucia się w swoją tożsamość, jest rozpaczliwie
potrzebny do życia każdej istocie ludzkiej. Co pewien
czas musimy wyrzucać naszą wewnętrzność na ze­
wnątrz, aby nie zginęła ona pod skorupą codzienności.
Myślę, że dlatego taniec i muzyka są z nami od począt­
ku istnienia ludzkości.
To „oglądanie własnej duszy", rytualny trans wy­
zwalany przez taniec, to właśnie jest mądrość condomble. Trzeba jednak zrozumieć, że nie jest to inte­
lektualne poznanie, na modłę europejską. Tu chodzi
o mądrość płynącą z emocji, odczuwania siebie same­
go jako autonomicznej jednostki wobec reszty świata.
Lecz, jeszcze raz: nie będzie to doświadczenie przemy­
ślane i stopniowo wymyślane. To, czego doświadcza­
my, jest spontaniczne, pierwotne i emocjonalne. To
chyba jest bardzo ważne, że refleksja jest wtórna wo­
bec przeżywania. Myślenie jest tu raczej ponownym
czerpaniem radości z odbytego doświadczenia emocjo­
nalnego, i to ono niejako kształtuje osobowość, zarów­
no uprawiającego capoeira jak i tancerzy condomble.
Tak więc walka czerpie tutaj z mądrości religijnej, du­
chowej, dlatego już od pierwszego momentu zetknię­
cie się z nią jest tak emocjonujące.
Ja: Ale capoeira nie kończy się chyba na indywidu­
alnym doświadczaniu nas samych, gram przecież
z partnerem, a dookoła przebywa mnóstwo ludzi, któ­
rzy tworzą roda.
Decanio: Oczywiście, to ważne, bo capoeira nie
kończy się przecież na pojedynczej osobie. Gdyby to
na tym tylko polegało, gdyby całe doświadczenie
ograniczało się tylko do nas samych, capoeira byłaby
prostą drogą do specyficznego narcyzmu. Człowiek
uczony odczuwania radości z kontaktu ze swoimi
emocjami, uczony świadomego odczuwania ciała i du­
cha, pogrążyłby się prawdopodobnie w samozadowo­
leniu i ciągłej autoprezentacji siebie sobie i reszcie
świata.
201

Swoją drogą, tak dzieje się dosyć często, gdy młodzi
ludzie zafascynowani swoim ciałem, szybkością
i sprawnością pogrążają się w samouwielbieniu, per­
fekcji ruchów i akrobatyce. I nie byłoby w tym nic złe­
go, gdyby każdy z nas żył sam w swoim prywatnym
świecie, bez kontaktu z innymi ludźmi. Wtedy byliby­
śmy kimś na kształt bogów, każdy w swoim świecie
i każdy przeświadczony o swojej doskonałości.
Okazuje się jednak, że sami jesteśmy niczym. Staje­
my się ludźmi dopiero, jeśli posiadamy kulturę, a ona
wyłania się w kontakcie z innymi. Kultura to produkt
naszej relacji ze światem zewnętrznym, ponownym
uprzedmiotowieniem związku podmiotu z przedmio­
tem, Ja i świata.
Capoeira będzie więc zarówno medytacją, jak i kul­
turą. Medytacją będzie jako zagłębianie się w siebie,
indywidualne odkrywanie swojego świata emocji
i przeżyć wewnętrznych, co można by porównać do
buddyjskiego satori (najwyższego stopnia zagłębiania
się w siebie, zatopienia w sobie, a przez to zjednocze­
nia z całym światem). Ale zarazem capoeira jest kon­
taktem z drugim, przymusem wyjścia z siebie i usto­
sunkowania się do drugiego.
I tu zaczyna się prawdziwa przemiana, tu zaczynamy
poprzez grę wytwarzać kulturę. Celem capoeira jest ze­
spolenie się z partnerem w grze. Wszystkie ruchy po­
winny mieć swój cel, brać swój początek w tym, co ro­
bi druga osoba, wzajemnie, doskonale, płynnie się prze­
platać. Sukcesem prawdziwej gry powinno być osią­
gnięcie jedności z drugą osobą, a nie pokonanie jej.
Oczywiście, że w normalnej grze koniec końców
chodzi także o to, aby wygrać, aby być sprytniejszym.
Ale ja mówię o generalnym nastawieniu i całościo­
wym sposobie uprawiania capoeira.
Tylko poprzez głębokie przeżycie siebie z jednej
strony, a z drugiej - umiejętność płynnego dostosowa­
nia się, zespolenia, mamy szansę osiągnięcia oświece­
nia w capoeira.

Mestre Joaó Pequeno - najstarszy żyjący
mistrz (86 lat),
czynnie uprawiający capoeira
Joaó Pequeno: Najważniejszą rzeczą na świecie jest
miłość. Ona kreuje nas i buduje nasz świat. Tak samo
jest z capoeira, jeżeli nie kochamy świata, ludzi, ona
nigdy nie zapuści korzeni i nie wyrośnie w nas...

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6554" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6534">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d66a619dc4bf44e36be98c6bdeea1e4c.pdf</src>
        <authentication>d320d9254532b58ce8478aebfdc9d2c3</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78040">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2915</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78041">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78042">
                <text>2002</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78043">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2719</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78044">
                <text>Sztuka New Age / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78045">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.3-4, s.202-210</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78046">
                <text>Kubiak, Anna E.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78047">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78048">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78049">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78050">
                <text>niemal w każdej dziedzinie: od paranaukowych koncep­
cji przez społeczne utopie po nowe inspiracje w sztuce.
Współczesne, pojemne rozumienie metafory New Age
spopularyzowała Marylin Ferguson w wydanym w 1980
roku bestselerze The Aquarian Conspiracy. Dzisiejsze ro­
zumienie Ery Wodnika dobitnie wyraża Lazaris: „New
Age jest osobistym doświadczeniem. Nie czekaj na żadną
specjalną astrologiczną datę. Nie czekaj, aż inni powiedzą
ci, kiedy się zacznie. W samym środku twojej Starej Ery
inni odnaleźli swoją Nową Erę. Pojawia się ona dla każ­
dej osoby indywidualnie. Nie czekaj!" (Lazaris 1987, 9).

NEW AGE

A N N A

E.

K U B I A K

Sztuka New Age

New Age

A

by przybliżyć się do pojęcia sztuki New Age, na­
leży sobie odpowiedzieć na pytanie: czym jest
New Age? A pytanie to nie należy do łatwych
i dających odpowiedzi jednoznaczne, zacznijmy od tego,
że pojęcie Nowej Ery ma bardzo stare tradycje. Używane
tutaj zamiennie z „Erą Wodnika" wiąże się ze starożytny­
mi astronomicznymi obserwacjami. Zjawisko precesji
punktów równonocy polega na cofaniu się w pasie zodia­
ku punktu wschodu Słońca w czasie wiosennego i jesien­
nego zrównania dnia z nocą. Postrzegany z Ziemi pełny
obieg zodiaku przez punkty równonocy trwa około 25
700 lat i zwany jest rokiem Platona. Późniejsze teorie
astrologiczne i ezoteryczne stworzyły historiozofię er, któ­
rym patronują znaki zodiaku. Już samo wyznaczenie po­
czątku ery Wodnika wywołuje różnice zdań. Jedni twier­
dzą, że już wkroczyliśmy w Nową Erę, inni, że nastąpi to
w przyszłości. Wystarczy przypomnieć sobie dyskusje nad
dużo prostszym do wyznaczenia początkiem nowego X X I
wieku, by ze zrozumieniem odnieść się do historiozofii
operującej archetypami kultury. Zmiany cywilizacyjne
dokonują się stopniowo. Większość zwolenników tych
koncepcji zgadza się, że żyjemy w czasach przejścia. Judeochrześcijańska charakterystyka Nowej Ery została wzbo­
gacona o wątki orientalne - dalekowschodnie - w pra­
cach ruchu teozoficznego. Popularyzacja oczekiwania
Ery Wodnika na masową skalę dokonała się w okresie
młodzieżowych ruchów kontestacyjnych. Idee New Age
wyszły poza elitarne kręgi, a towarzyszyła temu twórczość

* Artykuł jest częścią redagowanej książki pt. New Age. Tekst
ten powstał podczas pracy nad scenariuszem wystawy Sztuka New
Age przygotowywanej ptzcz autorkę, Roberta Andrzeja Dula i Mał­
gorzatę Just. Wystawa jest planowana w Państwowym Muzeum Et­
nograficznym w Warszawie. Wysrawa ma być uzupełniona o muzy­
kę New Age. Charakterysryczna dla niej jesr reperycyjność inspiro­
wana utworami Erica Satie oraz: morywy oraz insrrumenty etniczne
(przede wszystkim bębny), motywy muzyki dawnej (np. „Officium"
Jana Garbarka), odgłosy narury, elektroniczne utwory. Osobnym
nurtem są kasety z tekstami nurru „pozytywnego myślenia". Bada­
nia autotki byty wspierane przez Research Support Scheme of the
Open Society Suppott Foundation, grant no.: 1150/1998

202

New Age w najszerszym rozumieniu to nieodrodne
dziecko współczesnej kultury, zwanej przez niektórych
ponowoczesną lub postmodernistyczną. New Age bywa
nazywany śmietnikiem wszystkich wieków. Opisy kultu­
ry Nowej Ery sięgają porównań do teologii negatywnej.
Manifestacje kulturowe korzystają bowiem z moderni­
stycznych tęsknot, by doprowadzić je do skrajności, jak
również ujawniają i podnoszą do potęgi te tendencje,
które moderna usiłowała kamuflować. Są to: przypadek,
ambiwalencja, eklektyzm, pluralizm, zacieranie granic,
burzenie klasyfikacji, anarchizm, płynność, zmienność
jako esencja rzeczywistości, autonomiczność elemetów,
które nie składają się na spójną całość, ale raczej uczest­
niczą w grze dyskursów, przewaga obrazu nad słowem,
efemeryczność, niekonsekwencja, niekonkluzywność.
New Age nie mieści się w żadnej z dotychczasowych ka­
tegorii socjologicznych ani antropologicznych. Charak­
teryzuje ją surrealistyczna, wybuchowa intertekstualnymi odniesieniami mieszanka obecna we współczesnej
kulturze. Nowa Era znosi kulturowe podziały między
różnymi tradycjami, religiami, między kulturą elitarną
a popularną, dziedzinami takimi, jak: nauka i religia, re­
ligia, psychoterapia i medycyna, między kulturą Wscho­
du i Zachodu, tym, co materialne i duchowe, tym, co
wewnętrzne i zewnętrzne. „Czyste produkty" (Clifford
1988,5) kulturowe stały się drobnymi elementami
współczesnej hybrydy. Dyskurs New Age jest klasycz­
nym przykładem mieszania gatunków, tworzy bricolage
pojęć antycznych, średniowiecznych, współczesnego ję­
zyka fizyki, psychoterapii, Internetu. New Age nie jest
kulturą alternatywną ani subkulturą. Jeśli już szukać
określenia, to jest raczej kulturą komplementarną, prze­
nika bowiem takie środowiska, jak polityczne, wojsko­
we, kręgi biznesu, profesjonalne ośrodki psychoterapii,
ośrodki pomocy społecznej, ośrodki edukacji. Można się
spodziewać, że podobnie jak w Stanach Zjednoczonych
i Europie Zachodniej coraz częściej będzie w Polsce znaj­
dować swój lokalny wymiar globalnych zmian. Katego­
rie przywołujące pojęcia przestrzenne (takie jak „środo­
wisko kultowe") czy tworzące wrażenie stałego i określo­
nego kanonu (jak ideologia czy światopogląd) mijają się
z duchem Nowej Ery dziewięćdziesiątych lat. W sposób
radykalny nieuchwytność zjawiska kultury Wodnika sta­
wia Bochinger (1994,35): (Termin)„«New Age» obec­
nie używany jest fantomem - ale fantomem, który zosta­
wił ślady w rzeczywistości!". Proponuję, by mówić raczej

�Anna E. Kubiak • SZTUKA NEW AGE

o klimatach Ery Wodnika, w znaczeniu, w jakim używa
go dzisiejszy żargon młodzieżowy. W ramach klimatu
możliwych jest wiele odmian, klimat jest zmienny, prze­
nika on różnorodne formy krajobrazowe.
2

Szukając konkretnych przejawów kultury New
Age, można to pojęcie rozumieć jako termin „parasol"
obejmujący różnorodne, współczesne, to jest rozwija­
jące się od drugiej połowy siedemdziesiątych lat, zjawi­
ska kulturowe, jak: rozwijanie zainteresowań niekon­
wencjonalnymi terapiami i humanistyczną
psychoterapią, praktyki parapsychologicz
ne, wróżebne, astrologiczne, praktyko­
wanie w sposób ponad wyznaniowy rei
gijno-filozoficznych tradycji Wschodu
(np. taoizmu, buddyzmu, sufizmu, jo­
gi) i Zachodu (np. teozofii, antropo
zofii, różokrzyżostwa, nauk Gurdżijewa), tradycji Indian Ameryki Pół­
nocnej, szamanizmu. To, że owe
zjawiska łączą się w pewną (choć
chaotyczną) całość, świadczy ich
współobecność podczas festiwali
wzorowanych na londyńskim fe­
stiwalu Mind, Body and Spirit, na
łamach czasopism specjalizują­
cych się w podobnej tematyce,
odwoływanie się do tak szerokiego
spektrum zainteresowań przez we­
wnętrznych teoretyków.

mi innymi elementami. Podstawowym kryterium wy­
borów są osobiste doświadczenia, duchowa biografia
jednostki. W kontekście współczesnej duchowości mó­
wi się również o psychologizacji religii. Jest to wpływ
rozwoju teorii psychologii humanistycznej, od psycho­
analizy po Gestalt, psychologię transpersonalną, psy­
chologię zorientowaną na proces. Wouter Hanegraaff
(1996) zwraca uwagę na wpływ psychologii Junga
w wydaniu europejskim i ruchu Nowej Myśli w wyda­
niu amerykańskim. Amerykańska psycholo­
gia stworzyła kult „pozytywnego myślenia"
rozwijanego w podręcznikach samopomo­
cy oraz próbowała łączyć religię i psy­
chologię w koncepcjach nieświadomo­
ści Williama Jamesa. W jego koncep­
cji „podprogowego ja" (subliminal self)
Hanegraaff widzi zarys wodnikowego
Wyższego Ja. Nawiązując do ezote­
rycznego dziedzictwa, psychologia
głębi oddała mu, co należne: doko­
nała psychologizacji współczesne­
go ezoteryzmu (Hanegraaff 1996,
482).

W kontekście duchowości New
Age mówi się o religii a la carte.
Trzydzieści lat temu Thomas
Luckmann przewidział konse­
kwencje tego procesu: „Dzisiaj
«autonomiczna» jednostka staje
przed specyficznie religijnym mo­
delem również jako konsument.
Duchowość Nowej Ery
Inaczej mówiąc, model taki jest
jednym z możliwych wyborów jed­
Podstawową cechą odróżniają­
nostki" (Luckmann 1996, 136).
cą duchowość Nowej Ery jest saKonsument
uwolniony od obowią­
moreligijność. Pojęcie to zapropo­
zujących
wersji
świętości sam za­
nował Paul Heelas (1996), wska­
pełnia
swój
prywatny
kosmos. Jed­
zując na otwarcie sakralny status
nocześnie
jednostka
ma
do czynie­
„ja": przekonanie o pierwotnej
nia
z
postępującym
różnicowaniem
pełni i doskonałości osoby, zwanej
się modeli religijności. Na „ducho­
Wyższym Ja. W kręgu New Age
wym
bazarze" dostępne są książki,
dokonuje się rozróżnienia między
kursy
i wskazówki przewodników
„ja" codziennym, zaprzątniętym
Zdjęcie obrazu Jarosława M a r k i e w i c z a
już nie tylko z tradycji europej­
doraźnymi sprawami materialny­
Fot. Krzysztof Sabak
skich, wzbogaconych wznawianymi
mi, a „Ja" duchowym, nazywanym
pracami okultystów, astrologów, wróżbitów, ale i Dale­
czasem wewnętrznym głosem. Transcendencja, pozba­
kiego Wschodu (buddyzm, taoizm), Dalekiego Zacho­
wiona konotacji przestrzennych (wewnątrz-zewnątrz),
du (magia Kahunów) i Południa (wiedza tajemna Dooznacza duchową podstawę świata, mającą swój wy­
gonów). Pojęcie niewidzialnej religii w odniesieniu do
miar jednostkowy. Ów wewnętrzny głos jest jedynym
współczesnej duchowości zaproponował Luckmann.
oparciem dla jednostki. Owa samoreligijność odmawia
Stwierdził on też, że New Age jest jej dobrym przykła­
posłuszeństwa jakimkolwek zewnętrznym autorytetom.
dem. W literaturze socjologicznej mówi się również
Jedynym źródłem prawdy jest „wewnętrzny głos". Za­
o religijności ukrytej, wewnętrznej, rozproszonej (Ci­
miast o wierzeniach czy dogmatach mówi się w kultu­
priani 1989), subiektywnej (Grotowska 1999). Religia
rze Wodnika o wewnętrznych doświadczeniach. Reinstaje się niewidzialna nie tylko dlatego, że zanika
terpretując tradycję New Age proponuje religijność
w
publicznych instytucjach. Chodzi raczej o brak sze­
globalną i indywidualną zarazem. To od osobistych
roko,
publicznie podzielanego symbolicznego uniwerupodobań zależy dobór elementów prywatnych mitolo­
sum.
Święty
kosmos jest tkany jak osobisty pachwork.
gii, jeśli tylko mogą pozostawać w dialogu ze wszystki3

203

�Anna E. Kubiak • SZTUKA NEW AGE

Drugą cechą niewidzialnej religii jest fakt, że zupełnie
nowe sfery stają się elementem indywidualnego ko­
smosu. Konsekwencją prywatyzacji religii jest „kurczą­
ca się transcendencja" (Luckmann 1990): z tradycyj­
nego punktu widzenia symboliczne uniwersum staje
się mieszanką sacrum i profanum. Religia przemieszcza
się z instytucji pierwotnych do wtórnych (o niskim
stopniu instytucjonalizacji), jak: kluby, fundacje,
ośrodki zdrowia holistycznego, ośrodki edukacji. Opi­
sywane wcześniej: nacisk na doświadczenie, demon­
strację umiejętności, nabywanie magicznych przed­
miotów (пр.: talizmanów, kamieni szczęścia, wahade­
łek, wietrznych dzwonków) sprawia, że trudno zgodzić
się z luckmannowskim określeniem „niewidzialna reli­
gia". Jest to raczej religia inaczej i gdzie indziej widzial­
na. Bliżej jej do ośrodka naturalnej medycyny i kursu
jogi niż do Kościoła.
4

Ważną cechą owej duchowości jest idea świętości:
przewaga pierwiastka immanencji. Pada tu wiele pro­
pozycji w reinterpretacji tradycji: uwewnętrznienie na­
uk Jezusa, idea boskiego Ja (przywołuje się tu indyjskie
pojęcie atmana), kontakt z Wyższym Ja lub Wewnętrz­
nym Głosem. Differentia specifica kultury Wodnika to
lokowanie (zdechrystianizowanej) Transcendencji paradoksalnie - w osobie, jak i wewnątrz naturalnego
porządku. Może on być rozumiany w kategoriach Matki-Ziemi zwanej Gają lub - szerzej - w kategoriach ko­
smicznych, nienegujących wartości materialnych. Jest
to więc religia „z tego świata", mówiąca o „wewnętrz­
nym królestwie niebieskim". Boskość człowieka utożsa­
miana jest z wewnętrzną Jaźnią (rozmaicie pojmowa­
ną), która jest wrodzoną cechą natury ludzkiej, zapo­
mnianą, zdeformowaną w kulturze nowoczesnej,
a więc wymagającą „transformacji świadomości" w ce­
lu powrotu do źródłowej doskonałości. New Age od­
rzuca pojęcie grzechu pierwotnego odwołując się czę­
sto do teologii pelagiańskiej lub buddyjskiej. Pojęcie
„duchowość" zamiast religia wyraża przekonanie o jed­
ności leżącej u podstaw wszystkich religii. Zwane przez
socjologów „perenializacją" kultury (Heeelas 1996a;
od tytułu książki Aldousa Huxleya The Perennial Philo­
sophy, wydanie polskie 1989), jest jednym z czynników
wpływających na stosunek do tradycji.

Tradycje w New Age
W ten sposób uczestnik New Age opisuje nowe
miejsce tradycji w kulturze Wodnika: „Pierwszą rzeczą,
która mnie uderza, kiedy myślę o New Age, jest to, jak
trudno znaleźć w tej idei cokolwiek nowego. Czarownictwo, różdżkarstwo, chiromancja, astrologia, geomancja, chińskie feng shui, szamanizm, projekcja
astralna, piramidy i kamienne kręgi, istoty pozaziem­
skie i elfy, neolityczne wspólnoty rolnicze, buddyzm
tybetański, sufizm, zen, kabała - cóż jest nowego
w tym wszystkim? Jeśli chodzi o zawartość - niewiele,
lecz jeśli chodzi o strukturę, w której owa zawartość
204

się mieści - wszystko jest nowe. Pierwszym etapem
New Age jest tak naprawdę planetyzacja ezoteryki.
Jest ona wyzwoleniem «tajemnego ustnego nauczania» spod władzy średniowiecznych społeczeństw
i wrzuceniem go w świat kieszonkowych książek i mu­
zycznych płyt rockowych. Pierwszy etap planetyzacji
ezoteryki, lub - jak Freud mógłby powiedzieć - «powrót wypartych treści», zmierza do unieważnienia l i ­
niowego, racjonalnego panowania zachodniej cywili­
zacji z jej naiwnym dwuwartościowym i upraszczają­
cym rozszczepieniem między przyrodą a kulturą, ko­
biecością a męskością, nieświadomym a świadomym,
świętym a powszednim, ciałem a umysłem (...). Tak
więc zaczynamy doświadczać przesunięcia, zmiany,
metanoi, w kierunku, który dotychczas był przeczuwa­
ny jedynie w fantastyce naukowej, na przykład
w utworach Artura C. Clarke'a czy Stanisława Lema.
Obecnie znajdujemy się w sytuacji, w której technolo­
gia jest strukturą, a duchowość jest zawartością; atoli
jesteśmy świadkami zwrotu, którego istotą będzie to, iż
technologia stanie się zawartością, zaś struktura bę­
dzie kosmicznym życiem, gdzie kosmiczne życie jest in­
nym określeniem (...) duchowości. Ten zwrot jest do­
kładnie tym, co możemy zobaczyć w filmie Tarkowskiego-Lema - Solaris lub filmie Kubricka-Clarcke'a Odyseja Kosmiczna 2001 (...). Stąd archaiczna zawar­
tość New Age jest podobna do staroświeckiego małe­
go miasteczka z 1910 roku, które zaprasza nas do elek­
tronicznego świata Disneylandu. Zawartość jest ka­
muflażem dla struktury" (Spangler, Thomson 1989;
tłumaczenie za: Szewczyk 1996).
Osiemdziesiąte i dziewięćdziesiąte lata są czasem
ożywiania wielu różnych tradycji. Potrzebę, wręcz gar­
nięcie się do nich, wyraża serial Przystanek Alaska.
Znamienna dla naszych rozważań jest scena, w której
dwójka postkontrkulturowych bohaterów (podstarza­
łych hipisów): Adam (kwakr, chiropraktyk, kucharz)
i Ewa (która wierzy w leczenie Biblią, ale - jak mówi „nie jest ortodoksyjna", bo zadręcza również doktora
Fleishmana, lekarza konwencjonalnego) ma zadecy­
dować, jaki wziąć ślub. Adam powiada: „Powiem ci,
czego nie chcę. Nie życzę sobie, żeby to był ślub na od­
wal się. Chcę tradycji i rytuału. Chcę się poczuć jak
mąż (...). Muszę ci przypomnieć, że eksperymenty z lat
sześćdziesiątych i siedemdziesiątych zakończyły się
klapą. To przez nie staliśmy się duchowo jałowi, puści
i wyalienowani". New Age to próba wyciągnięcia
wniosków z kontrkultury, to na swój sposób pójście na
kompromis. W końcu kulturę Wodnika tworzy poko­
lenie kontrkulturowe, które dorosło, założyło rodziny
i obrosło w garnitury, samochody i domki letniskowe.
Próbują oni znaleźć trzecią drogę: miniinstytucje, mi­
nimum przepisów, jasne reguły gry, zgodne z prawem
zasady działania oraz tradycje i rytuały, które dając
„ugruntowanie" (popularne pojęcie w New Age) nie
ograniczają ich rozwoju. Paul Heelas (1996a) nazywa
ten stosunek do kultury detradycjonalizacją, przez co

�Атш Е. Kubiak • SZTUKA NEW AGE

205

�Anna E. Kubiak • SZTUKA NEW AGE

�Anna E. Kubiak • SZTUKA NEW AGE

rozumie przesunięcie autorytetu: z zewnętrznego auto­
rytetu tradycji do autorytetu jednostki.
New Age jest przeciwieństwem nostalgicznego oglą­
dania się na przeszłość, załamywania rąk nad „zanie­
czyszczeniem" tradycji, apokaliptycznej wizji końca. Kul­
tura Wodnika jest praktyczna i optymistyczna. Uczest­
nik mógłby za Cliffordem (1988, 5) powiedzieć, że „czy­
ste produkty zawsze szaleją", są w ciągłej transformacji.
Na trądycjonalistyczne próby łapania oczek w starej
pończosze odpowiada grą wyobraźni, humorem i ironią.
Tradycje stają się narzędziami dla osiągania takiego
„małego szczęścia", jak: zdrowie, szczęśliwy związek,
kariera zawodowa, materialny dobrobyt. Centrum no­
wego symbolicznego uniwersum stają się: troska
0 zdrowie i środowisko oraz relacje międzyludzkie. Na
ten kierunek miały wpływ: ekologia, psychologia hu­
manistyczna, Ruch Ludzkiego Potencjału i wzrost za­
interesowania cielesnością w kulturze ponowoczesnej.
Niebagatelny wpływ miała również antropologia kul­
tury. Książki np. Eliadego czy Castanedy zyskały wielu
czytelników spoza kręgu akademickiego.
Drogą, na której rozpowszechniane są metody du­
chowego rozwoju, jest konsumpcja. Wtajemniczenia
dostępne są za pośrednictwem pieniędzy, bez nich nie
można mieć książek, magicznych przyrządów, jeść
zdrowej żywności, uczestniczyć w kursach, warszta­
tach, festiwalach. Jak mawia Paweł Macura, „w New
Age wpisana jest komercja". Owo urynkowienie religii
jest szczególnie wyeksponowane podczas ezoterycz­
nych festiwali, gdzie sprzedawane są remedia medycy­
ny niekonwencjonalnej, psychotroniki, feng sfiui,
wróżby. Michael York w ten sposób rozumie konsumeryzm nowej duchowości: „W religijnym pluralizmie,
który charakteryzuje zachodnie społeczeństwo, religij­
ny wybór nie jest już dłużej zastany, ale jest przestrze­
nią różnych i różnie rozumianych możliwości. Sama ta
sytuacja powoduje ograniczenie wiary w absolutną
prawdę, a jednocześnie popiera niespotykaną dotąd
indywidualną i społeczną wolność, która z kolei po­
zwala religii przetrwać w trakcie «konsumowania»
a nie narzucania" (York 1996, 58).

Sztuka New Age
Sztuka New Age nie jest zjawiskiem jednorodnym.
Trudno jest nieodrodne dziecko kutury ponowocze­
snej wciskać w sztywny gorset łatwych klasyfikacji
1 wygodnych pojęć. Przyglądając się temu, co rozumia­
ne jest jako sztuka w środowiskach samych uczestni­
ków tego kręgu, zwróciłam uwagę, że pojęcie to jest
z jednej strony tak szerokie, że obejmuje właściwie
każdą dziedzinę życia. Edukacyjne programy New Age
zachęcają do kreatywnej zmiany życia: uczą sztuki ży­
cia. Element twórczości: osobistej innowacji, intuicji,
wyobraźni, towarzyszy każdej działalności. Można mó­
wić o sztuce terapii, sztuce projektowania wnętrz,
sztuce oddechu. Piękno - rozumiane w kontekście i n ­
207

dywidualnego smaku - jest wartością, która powinna
towarzyszyć każdemu momentowi życia. Dostrzeganie
piękna duszy drugiego jest kontinuum widzenia pięk­
na materialnego i natury. Panestetyczne podejście
obejmuje nie tylko troskę o siebie, bliskich, otoczenie,
ale również narzędzia pracy. Uczestnicy kręgów Nowej
Ery kierują się upodobaniem w wyborze wahadełka,
zapachu olejku do aromaterapii, akcesoriów feng sfiui sztuki aranżacji wnętrz.
Za kryteria wyodrębnienia sztuki New Age uznałam:
związek artysty ze środowiskami Wodnika lub przynaj­
mniej podzielanie zainteresowań New Age, reprezento­
wanych poprzez cztery ścieżki korzeni Nowej Ery. Jak
pisze autorka pracy o sztuce New Age: „(...) na zalicze­
nie do niego wpływ ma nie tylko ostateczny kształt form
plastycznych, ale również cały proces ich tworzenia,
który zaczyna się już w samej osobowości artysty, jego
światopoglądzie i działaniach, wpisujących się w ideolo­
gię New Age. Czynniki te rzutują na sposób kreacji
dzieła, co ma później konsekwencje w jego ostatecz­
nych funkcjach i kształcie. Dopiero te wszystkie ele­
menty razem wzięte pozwalają ustalić, czy dany wytwór
artystyczny można uznać za New Age'owy" (Just 2001).
Podobnie jak o samym zjawisku, trudno mówić
o sztuce New Age całościowo, gdyż linie demarkacyjne są tu płynne. Można jednak pokusić się o wskaza­
nie pewnych tendencji, wynikających zarówno z cha­
rakteru kultury ponowoczesnej, jak i wodnikowych
idei krążących w środowiskach New Age. Są to:
- brak ostrych granic sztuka/nie sztuka
- mieszanie konwencji i motywów, totalny eklektyzm
- korzystanie z wszelkich stylów: realizm, abstrak­
cja, surrealizm
- humor i zabawa z konwencją
- nieawangardowość, pastisz: sztuka New Age chce
przekazać stare prawdy, sięgając do tradycyjnych mo­
tywów i konwencji; jej nowość polega na niespotyka­
nym na taką skalę efekcie globalizacji: czerpaniu
z wielu naraz tradycji i tworzeniu własnych „widzimi­
się" bricólageów konwencji i motywów
- inspiracje wieloma tradycjami kultur archaicz­
nych, motywy etniczne
- sięganie do wątków tradycji ezoterycznych, moty­
wy okultystyczne
- elementy sztuki ludowej, jarmarcznej, odpustowej
- przedstawianie bardzo indywidualnych wizji we­
wnętrznych: amorficzne formy i przesiania psycholo­
giczne
- poetyka reklamy, elementy kultury popularnej
- poetyka „naturalna", „ekologiczna": wykorzysta­
nie surowców wtórnych, naturalnych (drzewo, papier,
kamień, muszelka, zasuszone rośliny)
- ulubione motywy natury: woda (wodospad, oce­
an, świat podwodny, rzeka), delfin, wieloryb, ogród
- ważne motywy religijne: anioł, Budda, mandala,
boskie wizerunki wschodnich i zachodnich religii
- przesłania ważnych egzystencjalnych idei: jedność

�Anna E. Kubiak * SZTUKA NEW AGE

it Щ

9.

Sztuka jarmarczna.
Targi egzotyczne,
Łódź 1998. Fot.
A n n a E. K u b i a k

10. Sklep „ M e t a b r a m a "
G d a ń s k . Fot. A n n a
SHO-Ti»

Л,Мд

E. K u b i a k
1 1 . Sklep Targi

ц

egzotyczne, Łódź
1998. Fot. A n n a
E. K u b i a k

mikro- i makrokosmosu, wizje zaświatów po doświad­
czeniach śmierci klinicznej, reinkarnacja, związek
z naturą, mistyczna antropologia (aura, czakramy),
oświecenie
- pragmatyzm, sztuka służąca „Bogu rzeczy ma­
łych": zdrowiu, poprawieniu standardu materialnego,
związkom z najbliższymi.

Cztery ścieżki New Age
Sztukę New Age można przybliżyć, oswoić, zrozumieć
poprzez pokazanie jej korzeni. Chciałabym zaprezento­
wać współczesną sztukę lat 80., 90. i przełomu wieków
w kontekście czterech istotnych dla niej dróg idei. Są to
„ścieżki": kultur Innego, kultury zakazanej, kontrkultury
i kultury na sprzedaż. Nie jest to próba typologii, bowiem
wiele dzieł ma mieszane inspiracje, ale próba zrozumie­
nia fenomenu poprzez cofnięcie się do źródeł.

Ścieżka kultur Innego
Sztuka New Age czerpie garściami z wszelkich ob­
cych kultur. Często mówi się, że nie ma nic nowego
w New Age. Poniekąd to prawda. Chodzi jednak o to,
aby dawne mity i symbole odświeżyć i na nowo odczy­
tać. Uczestnicy kręgu Wodnika zgadzają się, że różne
kultury przekazują te same treści, gdyż natura człowie­
ka i świata jest jedna. Jedynie zewnętrzna forma różni
ważne wspólne wątki mityczne, wyrażające wewnętrz­
ne przemiany człowieka od narodzin przez inicjację,
sakrament miłości, śmierć. Sięganie do obcych symbo­
li pozwala odnowić spowszedniałe opowieści własnej
kultury i przeżyć na nowo misterium. Sztuka New Age
odkrywa kultury starożytne: Celtów, Sumeru, Egiptu,
kultury Orientu: Indii, Tybetu, Chin, Japonii, Indian
obu Ameryk. Jest to próba często śmiałych i kontro­
wersyjnych odczytań symboli, tak aby stały się drogo­
wskazem do ponowonego odkrycia ścieram przez czło­
wieka Zachodu. Przykładem są prace Justyny Kiewisz,
Axela Greya, Haliny Szejak, Elżbiety Doniec. Czy mi­
tologia planetarna, czerpiąca ze zbiornicy symboli
wszystkich kultur, ma szansę użyźnić ziemię jałową

208

I

współczesnego myślenia o sprawach ostatecznych? Na
to pytanie każdy musi odpowiedzieć sobie sam. Antro­
polog kultury nie może autorytatywnie osądzać współ­
czesnej religijności. W sztuce inspirowanej kulturami
Innego dominującym motywem jest mandala. Stała
się ona jednym z najważniejszych symboli wyrażają­
cych relację między indywidualnością (o której zacho­
wanie walczy ponowoczesny wędrowiec) a globalną
kulturą, widoczną szczególnie okiem internauty.

Ścieżka kultury zakazanej
W obrębie naszego kręgu kulturowego zawsze istnia­
ły ukryte nurty kultur utraconych (pogańskich), zakazy­
wanych (sabaty czarownic), marginalizowanych (gnostyczne ścieżki poznania: hermetyzm, astrologia, alche­
mia, kabała, teozofia, Tarot). Ścieżki Magów, dzisiaj do­
stępne poprzez literaturę i kursy, inspirują artystów do
tworzenia nowych kart Tarota, okultystycznych rysun­
ków, akcesoriów współczesnych rytuałów. Sztuka New
Age na nowo odczytuje symbole ezoterycznych praktyk.
Jedną z najbardziej znanych artystek jest Janina Kraupe
z Krakowa. Jej rysunki i obrazy są inspirowane astrolo­
gią, Kabałą, spirytyzmem. Autorka tworzy je pod wpły­
wem przeżyć medytacyjnych. Tak pisze o jej pracy Anto­
ni Szoska (w: Kraupe 1991): „Prostą ilustracją tego (me­
dytacji - A K ) jest bycie medium, które z jednej strony
jest niejako absolutnym poddaniem się nieznanym mo­
com z zewnątrz, z drugiej zaś pokazywaniem «ich» woli
innym, jak to ma miejsce podczas seansu spirytystyczne­
go. Dodajmy, nie tylko. Tak więc medytujący nie narzu­
ca swej woli światu, lecz pozwala, by rytm świata, a tak­
że jego obraz (sic!) przejawiały się w całej okazałości".

Ścieżka kontrkultury
Okres młodzieżowych ruchów 60. lat na Zachodzie,
a w Polsce 70. lat, przyniósł na niespotykaną dotąd
skalę popularyzację kultur Orientu, Indian obu Ame­
ryk, wraz z religiami Innego, jak również rewolucję
w dziedzinie obyczajów i społecznych koncepcji. Cho­
ciaż większość propozycji społecznych utopii zakoń-

�Anna E. Kubiak • SZTUKA NEW AGE

czyła się klęską (odrzucono twarde narkotyki, lewico­
we poglądy i koncepcje społecznych komun), to
kontrkultura przyniosła wiele artystycznych propozy­
cji: (obok inspiracji kultur Innego) parateatr, inspiro­
wane wizjami po LSD malarstwo psychodeliczne, idee
medytacyjnych i onirycznych doświadczeń, jako temat
sztuki i poprzez owe wizje zgoda na subiektywne, oso­
biste opisywanie świata w sztuce. Przykładem są tu ob­
razy powstałe po eksperymentach prowadzonych przez
Stanisława Grofa, a przede wszystkim: powtórne prze­
życie narodzin. Przykładem są prace prezentowane
w książce Grofa (1999), prace Sławomira Kolo, Graży­
ny Cebo, Krystyny Gołaszewskiej, Elizabeth Poll-Sokołowskiej, Alicji Ziętek, Antoniego Przechrzty.

Ścieżka kultury na sprzedaż
Najwięcej zarzutów sztuka New Age zbiera pod
pręgierzem elitarnych spojrzeń rodem ze Szkoły
Frankfurckiej. Sztuka New Age jest nieodrodnym
dzieckiem zarówno jarmarcznej czy odpustowej kultu­
ry ludowej, jak i najbardziej współczesnej, budzącej
gorące spory kultury popularnej. New Age jest komer­
cyjny. Przykładem są szablonowe, produkowane maso­
wo gadżety psychotroniki, feng shui i inne dekoracyjne
przedmioty. Mają one przede wszystkim pragmatyczną
funkcję uzdrawiania i kierowania „energiami" (najbar­
dziej popularne pojęcie New Age). W sklepikach New
Age'owych (ale również i innych: pamiątkarskich, po­
dróżniczych i „gabinetach osobliwości") można kupić:
świece i kominki do olejków zapachowych (np. firmy
Neo Spiro z Częstochowy), lampki solne, fontanienki,
witrażyki, dzwonki, talizmany, aniołki, karty Tarota,
„łapacze snów", piramidy, symbol in-jang, pierścienie
i krzyże Atlantów, podróbki papirusów egipskich, wa­
hadełka, przyrządy do masażu, poduszki medytacyjne,
minerały, pomoce do aromaterapii, kubki i termosy
„magnetyczne", kryształowe kule, „cylindry fara­
onów", „świece Indian Hopi", przyrządy do pomiaru
bioenergii.
Cztery prezentowane ścieżki sztuki New Age poka­
zują jej symboliczne znaczenie: gnozę, drogę we­
wnętrznej wiedzy wiodącej do pełni, drzewa życia i po­
znania. Uczestnik New Age nie chce bowiem rozdzie­
lać tych dwóch członów. Pragnie oświecenia, ale nie
za cenę rezygnacji z korzystania z uroków życia. Uwa­
ża drogę poznania za równie — w dzisiejszych czasach egzoteryczną stronę jak samo życie. Chce żyć tak, jak
rozumie siebie i świat. Odrzuca więc opozycję: rozum
czy wiara. Zwraca się w kierunku antypodów nauki,
odkrywających mistyczną stronę rzeczywistości oraz
w kierunku form religijności akcentujących wewnętrz­
ne doświadczenie jako źródło wiedzy o rzeczywistości.
Cztery prezentowane ścieżki nie wykluczają się wza­
jemnie. Nie jest to, jak już pisałam, propozycja typolo­
gii. Stanowią one dopełniające się akcenty drogi wodnikowej gnozy. Droga ta wiedzie poprzez: czerpanie

209

z zachodniej ezoteryki, inicjację w kulturach Innego,
wewnętrzne poszukiwania, w których dzisiaj korzysta
się z psychoterapii, psychologii głębii transpersonalnej
oraz... poprzez pieniądze.
Symbolicznym środkiem, do którego prowadziłyby
owe cztery ścieżki, mogłaby być złota jabłoń. Symboli­
zuje ona zarówno drzewo poznania, jak i drzewo życia.
Jabłoń jest tu również newage'owa parafrazą mitu
chrześcijańskiego. Gdy tradycyjnie stała się symbolem
owocu zakazanego, tu jest z jednej strony odzyskana
i niewinna, ale w podejrzany sposób kiczowata.
Wybrana literatura
Bochinger Christoph
1994
„New Age" und modernę Religion: Religionswissenschaftliche Untersuchungen, Gutersloh, Chr. Kaiser
Brzezińska A n n a , Bondyra Krzysztof, Wycisk Jowita
1999
New Age - nowe oświecenie?, Poznań, Fundacja Huma­
niom
C l i f f o r d James
1988
The Predicament of Culture. Twentieth-Century Ethnogra­
phy, Literature, and Art, Cambridge, Harvard University
Press
C i p r i a n i Roberto
1989
Diffused Religion and new Values in Italy, w: J. A. Beckford, T. Luckmann (eds.) The Changing Face of Religion,
Sage, London
Dobroczyński Bartłomiej
1997,
New Age, Kraków, Znak
Dobroczyński Bartłomiej
1992
Psychologia Ery Wodnika, „Znak", nr 447
Dobroczyński Bartłomiej
1991
Proteuszouie oblicze Wodnika, „Znak", 434
D o k t ó r Tadeusz
1993
Co to jest Neu&lt; Age?, „Społeczeństwo Otwarte", 12,
s. 22-25
D o k t ó r Tadeusz
1996
Światopogląd „New Age", w: Doktór T. (red.), Ruchy po­
granicza religii i nauki jako zjawisko socjopsychologiczne,
tom 5, Warszawa, UW, s. 167-216
Drury Levi
1995
Psychologia transpersonalna, Poznań, Zysk i S-ka
Encyklopedia Nowej Ery. New Age
1996
red. Stefan Bednarek, Wrocław, Astrum
Ferguson M a r i l y n
1982
The Aquarian Conspiracy. Personal and Social Transforma­
tion in Our Times, London, Paladin
F i n c h e r S u s a n n e F.
1994
Kreatywna Mandola, Ravi, Łódź
G o ł a s z e w s k a M a r i a (red.)
1995
Oblicza nowej duchowości, Kraków, UJ
Grof Stanisław
1999
Poza mózg. Narodziny, śmierć i transcendencja w psychote­
rapii, Kraków, Wydawnictwo A
Grotowska Stella
1999

Religijność subiektywna, Kraków, Nomos

H a n e g r a a f f W o u t e r J.
1996

New Age Religion and Western Culture. Esotericism in the
Mirror of Secular Thought, Leiden, New York, Koln, E. J.
Brill

�Anna E. Kubiak • SZTUKA NEW AGE

H e e l a s Paul
1996
The New Age Movement. The Celebration of the Self and
the Sacralization of Modernity, Oxford, Blackwell
H e e l a s Paul
1996
Detraditionalisation of Religion and Self: the New Age and
Postmodemity, in: K. Flanagan, R Jupp (eds.) Postmodernity, Sociology and Religion, London, Macmillan
Huxley Aldous
1989

Filozofia wieczysta, Pusty ОЫок, Warszawa

1993

Mandala. Symbolika człowieka doskonałego, Poznań, Bra­
ma
Just M a ł g o r z a t a
2001
Sztuka przebudzonych — Między magią i transcendencją.
Ezoteryczna twórczość plastyczna w kręgach New Age, Pra­
ca magisterska, Katedra Etnologii i Antropologii Kultu­
rowej, UW, Watszawa
Kraupe Janina
Signatura rerum, Grupa Krakowska, Kraków

Kubiak A n n a E .
1995

New Age niejedno ma imię, „Społeczeństwo Otwarte" 1,
s. 17-21
Kubiak A n n a E .
1995
New Age — zjawisko kultury ponowoczesnej, w: M. Goła­
szewska (ted.) Oblicza nowej duchowości, Uniwersytet Ja­
gielloński, Kraków, s 301-322
Kubiak A n n a E .
1996,
Ciało w nowych ruchach religijnych, „Nomos", nr 14,
s. 105-116
Kubiak A n n a E .
1996
Duch na sprzedaż, czyli Festiwal NEW AGE w Krakowie,
„Nomos", nr 14, s. 129-139
Kubiak A n n a E .
1996
Co przyniesie Nowy Wiek?, „Problemy Opiekuńczo-Wychowawcze", 8, s 2-6
Kubiak A n n a E.
1997
Klimaty New Age - strefy, pogranicza, prognozy, „Przegląd
Religioznawczy", 4/186, s. 129-142
Kubiak A n n a E .
1998
Kosmologia i antropologia uzdrawiania, „Promocja zdro­
wia", Instytut Kardiologii, Warszawa, nr 14, s. 40-53
Kubiak A n n a E .
1999
Le Nouvel Age, conspiration postmodeme, „Social Com­
pass", vol. 46 no. 2, s. 135-143
Kubiak A n n a E .
1999
O ponowoczesności New Age raz jeszcze, w: M. Kempny,
G. Woroniecka, Religia i kultura w globalizującym się świe­
cie, Kraków 1999, Nomos, s. 71-78
Kubiak A n n a E .
2001
Syn marnotrawny. Tradycje w New Age, w: A. Jawłowska
(red.), Wokół problemów tożsamości, Uniwersytet Warsza­
wski, ISNS wyd. LTW, Warszawa
Kubiak A n n a E.
2001
The Prodigal Son, w: M. Kempny, A. Jawłowska (red.),
Identity in Transformation. Postmodemity, Postcommunism
and Globalisation, Praeger Publishers
Lazaris
1990

fragment książki w: „1. Miesięcznik Trochę Inny", nr 3,
s7-9

Luckmann Thomas
1990
Shrinking Transcendence, Expanding Religion?, „Sociological Analysis" nr 50 (2), s. 127-38
Luckmann

(1967) Niewidzialna religia, Kraków, Nomos

M a c i e j k o Paweł
1994
Bóg New Age, „Społeczeństwo Otwatte", 3
M a c u r a Paweł (wybót i tłum.)
1993
New Age, Ktaków, Nomos
O l e c h n i c k i Ktzysztof
1998
New Age. Kościół wobec wyzwania Wodnika, Watszawa,
Oficyna Naukowa
P r o k o p i u k Jerzy

Jung С . G .

1991

1996

Thomas

210

1990

New Age Movement, „I. Miesięcznik Trochę Inny", nr 3

P r o k o p i u k Jerzy
1999

Labirynty herezji, Warszawa, Muza

P r o k o p i u k Jerzy
2000

Ścieżki wtajemniczenia. Gnosis aetema, Warszawa, Prze­
gląd Religioznawczy 1997 nr 4/186, Warszawa
Przybysz Piott Jan
1997
Źródła estetyki nowej duchowości, Ptzegląd Religioznawczy
nr 4 (186), s. 19-30
Spanglet D a v i d , T h o m p s o n W i l l i a m Itwin
1989
Reimagination of the World. A Critique of the New Age,
Science, and Popular Culture, Santa Fe, New Mexico, Be­
at &amp; Company
W h i t e John
1996
Swit Ery Wodnika. Spotkanie ducha i nauki, Bydgoszcz,
Limbus
Suliga Jan Witold
1994
Tarot magów. Pierwszy krąg wtajemniczenia, Watszawa,
Dettot
Suliga Jan Witold
1997
Wielcy magowie świata. Dzieje ezoterycznej tradycji Zachodu,
Warszwa, Sic
Szewczyk Wiesław
1996
Postmodernizm a New Age we wspólnej przestrzeni, praca
magisterska, Instytut Socjologii U W
York M i c h a e l
1996
Postmodemity, Architecture, Society and Religion: A Heap
of Broken Images' or 'A Change of Heart'w: K . Flanagan, P.
C . Jupp (eds.), Postmodemity, Sociology and Religion,
London, Macmillan Press, s. 48-63

Przypisy
1

2

3

Szerzej na temat New Age — patrz bibliografia.
Na przykład: White 1996, Spanglet 1988, Fetguson 1982
Z punktu widzenia uczestnika kultury New Age raczej odwrot­
nie: transcendencja rozszerza się, obejmując sfery uznane dotąd
za należące do profanum.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6533" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6513">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/7304d18c449ed42aa866d460107c4347.pdf</src>
        <authentication>f78d57b0b4700ce3185802a6db2bddcb</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77799">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2322</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77800">
                <text>1991</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77801">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2154</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77802">
                <text>Twórczość późnego wieku / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77803">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.2, s.38-48</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77804">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77805">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77806">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77807">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77808">
                <text>Aleksander Jackowski

T W Ó R C Z O Ś Ć PÓŹNEGO W I E K U
W sztuce profesjonalnej zjawisko to nie istnieje. Ciąg życia
i twórczości układa się w logiczną linię wiodącą od dzieciństwa
przez poszukiwania lat młodzieńczych, studia artystyczne, pasma
klęsk bądź sukcesów, wreszcie stabilizację swego image, stylu.
Ale w twórczości, którą nazywamy ludową, a także w malarstwie
i rzeźbie amatorów występuje fenomen nie znany w sztuce
„wielkiej" - otóż dopiero w podeszłym wieku, po przejściu na
rentę lub emeryturę, wypadnięciu z dotychczasowego rytmu
życia zaczyna się faza twórczości. Jakby niczym nie poprzedzona.
Od razu, od pierwszych prób dojrzała, określona w swoim stylu,
odrębności. Jest to niemal regułą, tak jak regułą jest, że w mło­
dych latach szuka się, próbuje, określa swój kierunek rozwoju,
który dopiero w toku tworzenia zyskuje kształt, pielęgnowany już
później i rozwijany przez artystę.
Starzy ludzie nie szukają. Oni znajdują. Oni już ten kształt mają
w sobie, nie wiedząc nawet o tym. Być może w przyszłości,
dysponując precyzyjnymi narzędziami poznania, będzie można
dostrzec ten proces formowania się ekspresji, dziś pisząc o niej,
skazani jesteśmy na intuicję. Co jednak możemy powiedzieć na
pewno? Że istnieje zależność między wykonywanym zawodem.

między uzyskaną sprawnością, zwłaszcza manualną a charak­
terem późniejszej twórczości; że istnieje wyraźna więź między
wspomnieniami, marzeniami, filozofią życia a tematyką i charak­
terem twórczości; że na formę wypowiedzi mogą (choć nie
muszą) wywierać wpływ obrazy, rzeźby czy ornamenty widziane
w latach młodości. Na starość bowiem wraca się zazwyczaj do
wspomnień, osobowość jest już ukształtowana na wzorach z lat,
gdy jeszcze wrażliwość była ostra, pamięć chłonna, nawyki nie
ukształtowane.
Ktoś, kto uprawiał stolarkę, był mechanikiem czy jubilerem
- skoro zacznie na stare lata rzeźbić lub malować, będzie miał
większą sprawność i co naturalne, raczej tendencję wypowiedzi
realistycznej. Natomiast ludzie nawykli do ciężkiej pracy fizycznej
- górnicy, rolnicy, drwale - mają ręce mniej sprawne. Instynktowanie wybierają formę wypowiedzi bardziej umowną, po­
sługując się znakiem, gestem. Mona Liza wyraża uśmiechem
wszystko, artysta o ograniczonych możliwościach warsztato­
wych musi szukać środków bardziej ekspresywnych. Więc nie
subtelna gra wyrazów twarzy, lecz gest - jak Skargi u Matejki, jak
Frasobliwy w sztuce ludowej.

II. 1. K. Nówek, Święta Rodzina

38

�II. 2. К. Nówek, Golgota

Zrozumiałe, że hafciarka ma większe predyspozycje, by za­
czynając na stare lata przygodę ze sztuką, posłużyć się swym
zawodowym doświadczeniem niż amatorka ze środowiska in­
teligenckiego. Pierwsza, wychowana w kręgu estetyki wiejskiej,
ludowej, będzie miała inną intuicję artystyczną niż inteligentka,
której wyobraźnia estetyczna została ukształtowana na obrazach
Kossaka, Fałata, Wyspiańskiego.
Decyzja zostania artystą bywa często nieoczekiwana, wręcz
zaskakuje (Długosz, Hel Enri), czasem stanowi powrót do
młodzieńczych marzeń i zamiarów. Oczywiście zawsze istnieje
jakiś detonator, fakt, sytuacja, która wpływa na decyzję.
Motywy bywają różne, można jednak wskazać występujące
najczęściej. Są nimi:
- potrzeba zapełnienia pustki, która powstała na skutek przejścia
na emeryturę, inwalidztwo, śmierci najbliższych. Wiąże się to
z dążeniem psychiki do homeostatycznego pokonania stresu,
znalezienia zastępczej formy życia, nowego zainteresowania,
celu. Nowa czynność, nowa pasja pozwala nadal zachować
aktywność, a niekiedy nawet wręcz tę aktywność wyzwala
(Długosz);
- chęć zostawienia śladu po sobie, pamiątki bliskim. Chęć
sprawdzenia się w wieku, kiedy coraz mniej nadziei i szans;
- chęć powrotu do lat młodzieńczych, ówczesnych doznań,
zamierzeń, nadziei. Ucieczka od rzeczywistości we wspo­
mnienia, inny, lepszy świat;
- nadzieja zarobku, poprawienia swej sytuacji materialnej;
- chęć bycia kimś innym, artystą (motyw występujący wówczas,
gdy tę rolę ceni się wysoko, traktuje jako awans społeczny).
Twórczość, która się objawia w późnym okresie życia bywa jak
łuk, rozpięty między tym czasem a dzieciństwem, pozwala wrócić
do lat, gdy intensywnie przeżywało się świat, zapach łąk, szelest
traw, pierwszą miłość. Nagle człowiek sobie przypomina, że
kiedyś lubił malować, a jego obrazek Pani powiesiła na szkolnej
wystawie, że pasąc krowy - strugał z drewna i kory różne lalki,
samoloty, okręty. Życie zatacza krąg, wracamy do znaków dzie­

ciństwa, niczym stary Kane z filmu Orsona Wellesa, stajemy się
bardziej wrażliwi, spragnieni uczuć, bezbronni. Nasze córki
i synowie mawiają wówczas - zdziecinniał dziadzio. Zdziecinniał,
mówili sąsiedzi, gdy stary Ignacy Kamiński z Oraczewa zaczął
rzeźbić figurki z drewna, on, szanowany gospodarz, poseł na
Sejm, społecznik. Odbiło mu! - usłyszałem od sąsiadów Alfreda
Długosza, zdziwionych, że zamiast spokojnie siedzieć i nic nie
robić, rozwija wręcz niezwykłą aktywność artystyczną.
Można zadać pytanie dlaczego spośród setek ludzi w podobnej
sytuacji, tylko niektórzy decydują się na wybór artystycznych
form ekspresji. Sądzę, że na decyzję taką wpływa przede wszyst­
kim potrzeba aktywności, potrzeba działania. Realizuje się ona na
wiele sposobów: jedni coś klecą, inni hodują króliki, łowią ryby,
przez lata formują nową odmianę róż, propagują Pismo Święte,
działają w kółkach parafialnych, sektach, organizacjach społecz­
nych, niektórzy śpiewają w chórze kościelnym, grają w orkiestrze
dętej. Ci, którym z jakiegoś powodu bliższe są formy wypowiedzi
plastycznej, malują i rzeźbią. Sądzę, że wpływa na taki wybór nie
tylko dyspozycja, ale i świadomość, że jest to godna szacunku
forma ekspresji, wiążącej się z awansem kulturowym („być
artystą"!). Niekiedy wspomina się kogoś, kto kiedyś malował.
Maria Michałowska, znakomita malarka, jakby wróciła - za­
czynając malować - do lat młodzieńczych, kiedy to jako pielęg­
niarka zakochała się w rannym żołnierzu, malarzu i którego z woli
rodziców, straciła. Zaczęła malować, gdy tylko warunki życia na
to pozwoliły, gdy już nie była potrzebna dzieciom, rodzinie.
Wracała do punktu, w którym droga jej życia ukształtowała się
inaczej niż chciała.
Wybór formy ekspresji wiąże się przeważnie z przekonaniem, iż
jest ona adekwatna do posiadanych możliwości. W przypadku
twórców wiejskich, w rzeźbie mają oni wzorce: kapliczkowy
i „cepeliowski", które wydają się w zasięgu możliwości. Nikt nie
przymierza się do Donatella, Dunikowskiego czy Henri Moora,
a jeśli nawet, to nie rozumiejąc problemów artystycznych tego
rodzaju twórczości. Najbardziej ciekawe artystycznie, samodziel39

�ne i jednolite w swej strukturze są obrazy i rzeźby ludzi, którzy nie
mieli wzorów, na których mogliby się oprzeć, którzy tworzą „jak
ptak śpiewa", poza konwencjami uznanymi przez środowisko
(np. Oleksy, Hołda, Słomiński, Sobota). Sztuka, o której piszę jest
samotna, jest głosem z oddali, z reguły nie rozumiana i nie ceniona
przez własne środowisko. Jeśli znajduje rezonans, to u ludzi
z innego środowiska, koneserów, artystów. Amatorzy-malarze,
zaczynający w późnym wieku, starają się na ogół o wypowiedź
podobną do sztuki znanej im z lat młodości. Zachętą dla nich jest
obserwacja innych amatorów. Obniża to znacznie poprzeczkę,
którą chcieliby sobie ustawić. Odczuwają radość, gdy uda im się
namalować obraz podobny do innych, widzianych przez nich.
Amatora bardziej cieszy, że udało mu się aż tak dobrze przed­
stawić temat, niż frasuje poczucie swej niedoskonałości. Często
w ogóle jej nie dostrzega. Wbrew bowiem temu, co się zazwyczaj
sądzi, amatorskie uprawianie sztuki samo przez się nie rozszerza
horyzontów, nie pogłębia widzenia problematyki artystycznej,
wiedzie natomiast do petryfikacji już osiągniętego sposobu
wypowiedzi.
Znajomość wzorów, konwencji, prądów artystycznych bynaj­
mniej nie sprzyja oryginalności i śmiałości dzieł. Śmiałość tę
i oryginalność ma się w dwóch, pozornie przeciwstawnych,
sytuacjach: p e ł n e j n i e w i e d z y , kiedy się jest zdanym tylko na
intuicję i wyobraźnię, samemu dochodzi do sposobu i formy
wypowiedzi - oraz wówczas, gdy się umie, w i e d z ą c w i e l e ,
wiedzę tę przekroczyć, odnaleźć siebie na najwyższym piętrze
twórczości. Wiedza może być bodźcem, ale też często onieśmiela,
ciąży na wyobraźni. Pewnie dlatego wśród malarzy i rzeźbiarzy
„późnego wieku" tak niewielu spotyka się świadomych tego,
czym może być sztuka. Ta ich nieświadomość bywa jednak
błogosławiona, zwłaszcza, gdy dodaje śmiałości, gdy wyzwala
intuicję twórczą.
Cztery sylwetki, które przedstawiam, nie naświetlają wszyst­
kich aspektów problemu, sądzę jednak, że wskazują na istotne
cechy twórczości późnego wieku, na jej kompensacyjny charak­
ter, pobudki działania i rolę w życiu człowieka.
Konstanty Nówek
Ur. 16.02.1908 r. we wsi Świerczów, woj. kieleckie. Żadnych
cech artystyl Zmęczony stary człowiek, całe życie pracujący
w swym zawodzie. Kim jest? stolarzem - odpowiada. Rzeźba to
zajęcie w latach, gdy już nie starczało sił na ciężką pracę
w stolarni. Nie traktuje jej jako coś szczególnego, lepszego.
Rzeźbił, ponieważ umiał obchodzić się z drewnem, dłutem.

II. 3. Konstanty Nówek

40

raszplą, papierem ściernym. Rzeźbił, ponieważ zdawał sobie
sprawę, że jest to zajęcie dzisiaj godne, że w sąsiedniej wsi
niezbyt ceniony przez niego rzeźbiarz sporo zarabia, fabrykując
jedną po drugiej, podobną figurkę. Rzeźbił starannie, z powagą,
żadnej fuchy, jak solidny rzemieślnik. Bez pośpiechu, obmyślając
gest, wyraz twarzy, atrybuty. Potem malował olejno, żeby rzeźba
długie lata mogła istnieć. Żeby jego przeżyła, świadcząc o talencie
i umiejętnościach.
Cieszy go, że jego figurki kupują, że jak mówi - idą w świat.
Cieszy, że nawet ksiądz z Odrowąża chciał do kościoła dużą,
ponad metr liczącą rzeźbę Jana Pawła II. Ale jej nie sprzedał.
Zrobił ją, jak te figury świętych w kościele, starannie, z szacun­
kiem, prawie 2 lata pracował, skończył akurat na przyjazd Papieża
do Ojczyzny. Jak taką rzeźbę sprzedać? Papieża? Zostawił ją
w domu. Teraz, gdy już od kilku lat nie rzeźbi, bo zdrowie nie
pozwala, zostawił sobie tylko dwie figury - Ojca Świętego
i Generała Jaruzelskiego. Papieża on nie chciał sprzedać. Genera­
ła nikt nie chciał kupić. A też się przy tej rzeźbie napracowali
Wszystko jest jak należy, wężyki na czapce, guziki, ciemne
okulary. Generał jak w telewizji.
Nówek pochodzi z rodziny chłopskiej, całe życie mieszka
w Świerczowie, w pobliżu szosy łączącej Końskie z Suche­
dniowem. Rodzice przeznaczyli go, gdy dorósł do zawodu
stolarza. Po ukończeniu 5 klas podstawówki poszedł więc na
naukę do pana Wiśniewskiego w pobliskim Pardołowie. Po
4 latach rozpoczął terminowanie, zajmował się ciesiołką, wyro­
bem mebli. Założył rodzinę, wybudował dom, ale wojna znisz­
czyła wszystko. Niemcy spalili wieś. Nastąpiły trudne lata,
odbudowy domów, gospodarstw. Dopiero w 1967 r. zdołał
otworzyć własny zakład stolarski, który zapewniał byt rodzinie
(miał żonę, dwóch synów i córkę). Ale sił starczyło tylko na 10 lat.
Chorował, nie mógł już stawać przy maszynie, podnosić ciężkie
kloce drewna. Przeszedł więc na rentę. I wtedy pomyślał o rzeź­
bieniu. Dlatego, że łatwiejsze, ale - tłumaczy się - także dlatego,
że już jako dziecko lubił rysować i malować. Drażnił go też ten
Ule, w pobliskiej wsi. Skoro on może, to czemu nie ja, który lepiej
przecież znam się na stolarskiej robocie - myślał zapewne. Mając
74 lata zaczął więc nową życiową przygodę, został ludowym
rzeźbiarzem. Strugał figurki grajków weselnych, postacie wiejs­
kie, także podejmował tematy religijne, jak reprodukowane tu
kompozycje Święta Rodzina i Adam i Ewa. Zawsze rzeźbił
w drewnie lipowym a potem figurki starannie malował. Żeby było
ładniej, żeby było prawdziwiej i żeby dłużej mogły przetrwać.
Nawet w kapliczce, na wietrze, deszczu i zimnie. Wykonywał też.

II. 4. Halina Walicka

�II. 5. Halina Walicka, Lunatyczka, ol./pł. 60»75 cm

wykorzystując oprzyrządowanie warsztatu, lampy stojące, przy­
ozdobione małymi figurkami ludzi, zwierząt.
Teraz nie ma już sił nawet na rzeźbienie. Mieszka z najstarszym,
chorym synem. Odczuwa satysfakcję z tego, że jest rzeźbiarzem,
że jego prace kupiło Muzeum Etnograficzne w Krakowie, że
pisano o nim w gazetach. O stolarzu by przecież nie napisali,
a o rzeźbiarzu pisząl Nawet Instytut Sztuki w Warszawie się nim
interesuje ...
Halina Walicka
Urodziła się 28 grudnia 1901 roku w Warszawie.
Zaczęła malować późno, mając 65 lat. Przed tym nigdy o tym
nie myślała, nie było zresztą kiedy. Praca pochłaniała ją cał­
kowicie, nie zostawiając żadnego niedosytu, żadnej szczeliny dla
innych zainteresowań. Była pielęgniarką z wykształcenia i z po­
wołania. Lubiła swych pacjentów, serdeczna, życzliwa, uśmiech­
nięta. Codziennie przynosiła ze szpitala kwiaty. Po co więc było
malować?
Szokiem stało się dla niej przejście na emeryturę. Dotąd czynna,
potrzebna ludziom, witalna, teraz siedziała samotnie w pokoju.
Męczyła się, gasła w oczach. Do tego dołączył się następny cios,
śmierć ukochanej matki. Była załamana. Wtedy córka, psycholog,
poradziła matce, aby zaczęła malować. Co? Co chce, co pamięta,
co by chciała utrwalić w obrazie. Spróbowała. Jej obrazy, jak to
zawsze bywa u ludzi późno zaczynających tworzyć były „goto­
we" już od początku. Jej sprawność ręki, wrażliwość na kształt
i barwę zostały ukształtowane wcześniej, w innych życiowych
doświadczeniach. Nie musiała niczego szukać, od pierwszych
obrazów była sobą, opowiadała o tym, co było jej bliskie, co
chciała utrwalić i przekazać innym. Pojawiły się smętne, rozległe
pejzaże, bukiety kwiatów, sceny w eleganckich salonach. Dobro,
piękno, wykwint i... naiwność wynikająca właśnie z tej dobroci,
z sięgania po dawne wspomnienia, piękne, dalekie od brutalnych

realiów życia. W jej obrazach jest nastrój, zaduma. We wnętrzach,
pozornie pustych, czuje się obecność człowieka, światło naf­
towej lampy oświetla fotele, na których - wydaje się - ktoś przed
chwilą siedział. Za oknami jezioro, park, odległy horyzont, w salo­
nie fortepian, biedermeierowskie meble, kobiety jak z poematów
Lermontowa. Te wnętrza tak niedzisiejsze, wyrażają nostalgię za
czasem utraconym, za światem odchodzącym. Pejzaże są smutne,
rozświetlone blaskiem zachodzącego słońca, kwiaty wychylają
się ku światłu, płynącemu z okna, świece tajemniczym blaskiem
wydobywają kształt przedmiotów o nieoczekiwanie zmienionej
skali, jakby o innym, ukrytym sensie swej egzystencji. Właśnie
światło nadaje tym obrazom tajemniczy i nieomal symboliczny
charakter, odrealnia przedmioty, nasyca je szczególnym pięknem.
Dzieciństwo i młodość spędziła w Rosji oraz na Polesiu, gdzie
pracowała do wybuchu wojny. Bagna, uroczyska, ogromne
niebo, daleka smuga horyzontu najsilniej utrwaliły się w jej
pamięci. „Zawsze modliłam się do przyrody, do przestrzeni, do
kolorów i podziwiałam ludzi, którzy umieją malować". Nigdy nie
malowała gór. Było jej w nich za ciasno. „Muszę mieć horyzont...
Morza też nie maluję, jest groźne, nieprzyjazne. A pociąga mnie
spokój przyrody, dal, księżyc, okna przez które widać piękny
krajobraz". Malowanie stało się dla niej źródłem radości, nowym
sensem życia, ale - mówiła - lubię każdy obraz póki go maluję.
Potem nie wiem już jaki jest. Czasem zastanawiała się czy ma sens
to malowanie. Wątpliwości rozpraszała córka, najlepszy odbiorca
jej dzieł, oddana matce absolutnie. Organizowała wystawy,
czyniła wszystko co mogła, aby matka miała poczucie, iż jest
potrzebna i ceniona.
Obrazy Haliny Walickiej przedstawiają świat łagodny. Idylla
malowana przez kobietę mądrą i doświadczoną, której życie było
trudne, która straciła ojca, męża i trzech braci (w Oświęcimiu),
przeżyła rewolucję, lata okupacji, żyła w zrujnowanej Warszawie,
widziała rzeczy straszne, cierpienia i śmierć. Zmarła w Warszawie
15 lipca 1980 roku.
41

�Alfred Długosz

Jak do tego doszło? Cofnijmy się do początku. Urodził się
2 czerwca 1877 roku w Krzeszowicach. Pochodził z rodziny
naftowców. Ojciec, naczelnik sądu, miał udziały w szybach, brat
dorobił się na nafcie, był w latach międzywojennych senatorem.
Alfred gimnazjum ukończył w Bochni, potem przeniósł się dp
Krakowa z zamiarem podjęcia studiów w Akademii Górniczej,
zdał nawet egzamin wiertniczy i odbył praktykę, ale gdy okazało
się, że ropa wywołuje u niego alergię zaczął studia prawnicze. Po
dyplomie, w 1900 roku podjął pracę jako urzędnik w Ministerst­
wie Finansów (w Wiedniu), a w latach międzywojennych był
między innymi kierownikiem wydziału w lwowskiej Izbie Skar­
bowej. Na emeryturę przeszedł w 1930 roku ponieważ miał
trudności z poruszaniem się. Tracił wzrok. Na skutek zaćmy
widział wszystko niewyraźnie i podwójnie. „Każdy przechodzień
miał swojego sobowtóra" - pisał. Trzy razy go operowano. „Gdy
wyłyżkowano soczewki z oczu widziałem nad sobą cudowny
błękit. Świat przedstawiał się bajecznie, kolorowo jak w kalejdo­
skopie. Trwało to jednak niedługo..." Widział tylko przez sztuczne
soczewki - okulary, ograniczoną przestrzeń, jak wtedy, gdy się
patrzy przez lornetkę.

Miał 81 lat, gdy rozpoczął drugi etap swojego życia. Twórczy.
Widział już źle, malował jednak i rzeźbił z niezwykłą pasją, jakby
chciał zaprzeczyć prawom natury, dogonić stracony czas. Swym
działaniem wypełniał lukę w życiu kulturalnym Gorlic, organizu­
jąc środowisko artystyczne, wystawiając, upowszechniając wie­
dzę o sztuce. „Pan jest chodzącym Domem Kultury i Biurem
Wystaw Artystycznych" napisałem do niego w liście. Odpowie­
dział z powagą, informując o tym, czego dokonał (a było to na
2 lata przed jego śmiercią). „Malarstwu poświęciłem co najmniej
30.000 godzin. Namalowałem 3.000 obrazów, rzeźb zrobiłem
kilkaset. Wystaw własnych miałem 23 a udział wziąłem w ponad
100. Do tego niech Pan doda 170 spotkań z młodzieżą i prelekcji
0 sztuce". Dużo przy tym pisał listów, rozważań o sztuce
1 własnym życiu. Jego energia zdumiewała. Nie załamał się nawet
wtedy, gdy ciężko chory, z ropiejącym guzem w mózgu, doznał
porażenia prawej strony ciała. „Będę musiał, jak się polepszy,
malować lewą ręką - donosił w liście napisanym pod jego
dyktando. Bez twórczości nie miałbym po co żyć". Kończył wtedy
95 lat. Po kilku tygodniach pisał już sam „Mam możność
w jaśniejszych momentach utrzymania pędzla, co daje ciekawe
efekty". Cierpiał jednak i zdawał sobie sprawę, że życie jego
osiąga kres. Poprosił wtedy, żebym przyjechał. Byłem przecież nie
tylko panem Jackowskim, ale przede wszystkim reprezentantem
Instytutu Sztuki Polskiej Akademii Nauk. Chciał przekazać swój
dorobek, wierzył, że może przydać się ludziom. „Niech Pan się
śpieszy" ponaglał. Niech Pan przyjedzie, on czekał prosili w in­
nym liście pensjonariusze Domu Rencisty, w którym przebywał.
Pojechałem. Spotkał mnie dyrektor. Martwił się: „Nie wiem, czy
Pana pozna, on by już nie żył, trzyma go tylko to czekania na
Pana". Wszedłem do separatki. Leżał z obandażowaną głową,
rysy miał wyostrzone, ciężki oddech. Na stoliku leżały przewiąza­
ne różową wstążką teczki z obrazkami, listami i dokumentacją.
Otworzył oczy, rozpromienił się, objął mnie, ucałował jak syna.
„Teraz mogę już umrzeć... powiedział niespodzianie głośno.
Paniel ja miałem szczęśliwe życie-ja byłem artystą, malarzeml".
42

W 1940 roku pozostawił cały dobytek i przeniósł się wraz
z żoną do Gorlic. Tam, po wojnie, podjął pracę w Urzędzie
Ziemskim, później w Prezydium Rady Narodowej a ostatnie 16 lat
przepracował malując wzory na ceramice w Zakładach „Keram".
W tym czasie zachorowała mu ciężko żona, nie mogła wstać
z łóżka i, jak pisze „Przez prawie 8 lat wracając z pracy do domu
zakładałem fartuch pielęgniarski i starałem się Jej ulżyć w cier­
pieniach". Gdy umarła ogarnęła go depresja, obowiązki spełniał
jak automat. Niczego już nie chciał, poza śmiercią. Przestał
pracować. Postanowił jednak pożegnać się z górami, które tak
kochał. „Tyle lat wracałem do nich, chodząc po perciach,
wspinając się na szczyty. Pojechałem więc do Zakopanego.
Pamiętam ten dzień, 30 marca 1958. Świeciło słońce, w górach
leżał śnieg. Wyszedłem na balkon. Przede mną roztaczało się
misterium Tatr. Wtedy poczułem nieodparte pragnienie malowa­
nia tego co widzę". Nie zwlekając kupił blok rysunkowy, ak­
warele i pędzel. Usiadł przy oknie i zaczął malować. Od tego czasu
malowanie stało się treścią jego życia.
Oczywiście w obrazach Długosza dostrzec można refleks
kierunków artystycznych końca ubiegłego i początku naszego
wieku. Był to okres jego młodości, urzeczenia teatrem, cyganerią
artystyczną. Przyjaźnił się wówczas z Karolem Fryczem, chodził
na wernisaże malarskie, podróżował po Europie, zwiedzając
muzea i galerie sztuki. Trochę szkicował, rysował, później - w la­
tach międzywojennych próbował nawet malować olejno, ale nie
miał do tych prób ani zbytniej ochoty, ani cierpliwości. Nie
chciało mu się „babrać olejami", roznosiła go energia, lubił
wesołe towarzystwo, jasnowłose panienki, kolegów, wyprawy
w góry, pikniki. Teraz po 60 latach wszystko wydało mu się
odległe i nie przydatne. Był stary, widział z trudem i to tylko
w okularach, w dodatku innych do dali a innych do patrzenia
z bliska. Nie mógł więc patrzeć i jednocześnie rysować. Musiał
malować z pamięci, nawet wtedy, gdy był na plenerze. Najpierw,
siedząc na stołeczku oglądał to, co chciał malować, a potem
w domu, zmieniwszy okulary - próbował przekazać na arkusze
brystolu zapamiętane wrażenie. Szukał dostępnych sobie sposo­
bów wypowiedzi, świadom tego, że nie ma już czasu i warunków
na studia anatomii, czy rysunek perspektywiczny. Malował im­
presyjne pejzaże i sceny, dużą wagę przywiązując do zróż­
nicowania faktury. Fascynowała go zależność między fizjologią
a widzeniem, którą doświadczył na sobie w okresie pooperacyj­
nym. „Osnułem sobie teorię, pisał, że my wszyscy źle widzimy, że
świat jest bajecznie kolorowy". Pokazywał notatki pisane po
odzyskaniu wzroku: „Kremowa bluzka paliła się żółcią. Cień

�krzesła to był głęboki fiolet..." Niestety intensywność widzenia
świata zniknęła. Bardzo tego żałował, zaczął więc malować cykle
obrazów, w których wracał do tych różnych faz widzenia.
Zainteresował się impresjonizmem, zaczął czytać książki o sztuce,
o różnych prądach artystycznych. To co czytał interpretował
poprzez własne doświadczenia. Bliski mu był faszyzm a także
symbolizm. W jednej z książek przeczytał o metodzie wolnych
skojarzeń u Strindberga. Uznał, że właśnie o to mu chodzi. Istotne
było hasło, malował więc drzewa smagane wiatrem i deszczem
- i tytułował obraz Preludium Deszczowe Chopina. Wawel
kojarzył z wezbraną wodą Wisły. „Mam jednak wątpliwości,
przyznał się w jednym z listów, że w moich kompozycjach za dużo
myśli, nie ma zaś przypadkowości na której Strindbergowi tak
zależy".
Malował cykle: „Nasze Tatry", „Nasze kwiaty", „Ja bajki tak
lubię", „Kosmos"; niemal zawsze temperą, w identycznym for­
macie brystolu z bloku rysunkowego. Szkiców rysunkowych nie
robił. „Obraz opanowuje moją rękę" - wyjaśniał. Marzył o tym,
aby mieć halucynacje, wspaniałe doznanie, ale w tym, co
przedstawiał (nawet w serii scen z kosmosu) wyobraźnię miał
bardzo konkretną, nie wykraczającą poza świat bajek i legend.
Rzeźby formował ze sztucznych kamieni, nazywał je „Jaskinio­
wymi naciekami". Rzeczywiście przypominały stalaktyty lub
koralowe rafy.
Do tego co robił przywiązywał dużą wagę. Chciał zarażać ludzi
miłością do sztuki, chciał dawać im radość. I dawał. Zmarł
w Gorlicach 9 lutego 1972 roku. Na tle innych amatorów był
postacią wyjątkową, przykładem tego co może dać człowiekowi
twórcza pasja, umiłowanie sztuki.

II. 8. A. Długosz, Marsz żałobny

Z OSTATNICH LISTÓW ALFREDA DŁUGOSZA
Gorlice, 11 kwietnia 1971 r.
Dom Rencisty

II. 7. A. Długosz Pierwiosnka, z cyklu „Kolorowe pieśni", akwarela,
42» 30 cm; 1955

Drogi Panie Redaktorzeł Dziękuję za pozdrowienia przesłane
przez Panią Chojak. Obecnie moja głowa znajduje się w stadium
wyleczenia po dokonanej operacji raka, który usadowił się na
głowie. Ciężka operacja trwała ponad godzinę - bez znieczulenia
bardzo bolesna. (...) Wszystkie bolejące miejsca wypalono elekt­
rycznie - iskry sypiące się z tego trzaskotały tak, że słyszałem jakby
ktoś na głowie łamał patyki. Ustały moje wielomiesięczne cier­
pienia a to grunt. Ból wypłoszył z jakiejś komórki mózgowej moją
fantazję i kazał jej nieść ulgę w cierpieniu pobudzając moją pasję
naukową. Czytając Aleksandra Wojciechowskiego Z dziejów
malarstwa pejzażowego znalazłem rozdział „casus Strindberg
- sztuka swobodnych skojarzeń". (...) o genialnym szwedzkim
dramaturgu, malarzu i teoretyku sztuki. Pozycja jego w dziejach
współczesnego malarstwa opiera się głównie na intuicyjnym
odkryciu problematyki, dla której odpowiednią formę plastyczną
znajdzie dopiero sztuka naszego czasu.
Przede mną stanęły dwa dylematy - kontynuacja strindbergowskiego pejzażu, w którym odgrywają główną rolę swobodne
skojarzenia lub przyjęcie swobodnych skojarzeń jako twórczą
formę.
Aby kontynuować u nas pejzaż strindbergowski trzeba by
widzieć, jak to wygląda. Niestety moje poszukiwania za jakąś
ilustracją tego pejzażu pozostały bez skutku.
Odniosłem się do Ministerstwa Kultury i Sztuki - Biuro
Współpracy Kulturalnej z Zagranicą z prośbą o zwrócenie się do
Poselstwa Szwedzkiego w sprawie przysłania mi takiej ilustracji.
Na razie czekam. Maluję (...) Te moje swobodne skojarzenia nie
łączą się ze strindbergowskimi, lecz są tworem mojej fantazji. Czy
to kontynuować dalej, czy dać spokój? Chciałbym, aby Pan
43

�ocenił i zadecydował, czy warto się tym bawić. Poślę Panu kilka
swych swobodnych skojarzeń. Wiem, że Pan ma moc pracy
i trudno przyjechać, ale tak bym chciał z Panem porozmawiać. Ja
już nie mam czasu - kończę 94 rok a życie moje liczę na godziny,
a może na dnie. Maluję inaczej niż dawniej. Czytam z trudnością,
ale malować nie przestanę do ostatniego tchu. Mocno i serdecz­
nie ściskam dłoń.
Oddany Alfred DŁUGOSZ
Proszę wybaczyć pismo ślepca

Gorlice, 21 październik 1971 r.
Drogi Panie Redaktorze!
Finita la comedial Przedwczoraj rzuciło mnie na ziemię w poko­
ju, odbierając władzę w prawej nodze i ręce. Przechodzący sąsiad
wszedł do pokoju, za chwilę leżałem na łóżku, obok pielęgniarka
i wszystko, co mi pozwoliła - siąść na łóżku i czytać Ligockiego
Trzy spotkania ze światem widzialnym.
Zbliżam się w szybkim tempie do nirwany, a mam jeszcze
załatwić kilka spraw. Sprawa strindbergowskiego pejzażu na
dobrej drodze. Redakcja pisma „Polska" obiecała dostarczyć
potrzebne mi ilustracje ze Szwecji. W miesiącu listopadzie będę
3 razy wystawiać, a to indywidualnie w Muzeum Krosno i Sanok,
wystawa konkursowa w ramach Festiwalu Kulturalnego Związ­
ków Zawodowych, w Przemyślu. Związki chcą bym przyjechał na
wernisaż. Wątpię jednak, czy konsylium zgodzi się na tę podróż,
a chciałbym być tam i powiedzieć parę słów pod adresem
Wojewódzkiego Domu Kultury, który nie raczy nawet odpowia­
dać na listy. Na propozycję indywidualnej wystawy nie powie­
dziano nawet słowa „nie". Przyczyna tego niewytłumaczalna.
Z mojej strony nie ma winy, chyba że maluję inaczej, jak brzydko
nazwani plastycy-amatorzy. (...) Na plener do Sanoka jechać nie
mogę, ale na wystawę posłałem 5 na dykcie malowanych ikon.
(...) W naszym Domu Dyrektor urządził wystawę moich rzeźb.
W Gorlicach czwarty raz. Jest odremontowany zabytkowy budy­
nek Zboru Arjańskiego - ładna salka wystawowa - tam miała być
moja wystawa, nawet termin był wyznaczony, ale mówią, że chcą
tam zrobić c z w a r t ą kawiarnięl
Za dwa-trzy dni do mnie po eksponaty przyjedzie ... (?)
Dyrektor Muzeum w Krośnie z p. Tokarzewskim (?) historykiem
sztuki. Cieszę się Jego sympatią. Tak idą ostatnie chwile mojej
wędrówki ziemskiej. Łączę moc pozdrowień i uścisk dłoni.
Alfred DŁUGOSZ

II. 9. A. Długosz, W górach

Odwiedziny Pana będą moim wspaniałym dniem i radością.
Jestem wzruszony Pana troskliwością i serdecznością, za co
jestem niewypowiedzianie wdzięczny. W Domu naszym mam
wszystko, co mi potrzeba, a przede wszystkim wyjątkową opiekę.
Łączę mocny i bardzo serdeczny uścisk dłoni, tylko nie taki
mocny, jak się nim popisywałem w szpitalu gorlickim, kiedy
byłem na obserwacji.
Alfred DŁUGOSZ

(Siostrzenica artysty, p. Maria Zaradzka dołączyła do listu - swój,
komentujący stan stryja)
Gorlice, 5.XII.1971
Wielce Szanowny i Drogi Panie Redaktorze!
Sam już nie mogę pisać, dlatego dyktuję. Pański list sprawił mi
niesłychaną radość, zaraz poczułem się mocniejszy i samopo­
czucie wzrosło. U mnie w pokoiku leży przeszło 500 obrazów, na
które składają się 2 serie noszące tytuł: „Te inne" i „Swobodne
skojarzenia". Z pierwszej serii ma Pan kilka u siebie w Instytucie,
„Swobodne skojarzenia", a będzie ich około 60 przeznaczam do
Pana dyspozycji. (...)
Mam u siebie dalszy ciąg eseju Testament, tylko muszę dać
gdzieś do przepisania na maszynie i prześlę go Panu. Zajmuję
wciąż pozycję leżącą, mam już projekt pejzażu w zupełnie
odrębnym stylu. Mam możność w jaśniejszych momentach
utrzymania pędzla, co daje ciekawe efekty.

44

(...) Byłoby Panu na pewno bardzo miło zobaczyć, ile wzrusze­
nia i radości sprawiły Stryjowi listy Pana do niego. Nie mogę
wyjść z podziwu, że ten bezsilnie leżący w łóżku biedaczek
potrafił jednym ciągiem podyktować mi ten tak obszerny list. (...)
Najgrosze, że ma duże trudności z czytaniem, zakłada aż potrójne
okulary. Ze zdrowiem nie jest dobrze! Po 8 dniach odesłano Go ze
szpitala, widocznie uznali, że więcej zrobić nie mogą. Ma lekkie
porażenie prawej strony, stąd niedowład ręki prawej. (...) Najbar­
dziej obawiam się u Stryja całkowitego załamania z chwilą, kiedy
by się przekonał, że nie będzie już mógł malować, bo to jest
jedynym celem i sensem jego życia. Widocznie myśli o tern, bo
wspomniał mi, że w końcu będzie malował lewą ręką. Im­
ponujący jest jego spokój i pogoda ducha. Niewypowiedzianie to
wszystko smutne. (...)

�Hel Enri (Helena B e r l e w i )
Urodziła się w Warszawie, 20 marca 1873 roku. W młodości
miała znakomity głos i wróżono jej wielką karierę, lecz nauczyciel
śpiewu a zarazem przyjaciel rodziny nagle stwierdził, że nie może
jej dalej uczyć, bowiem we śnie pojawił mu się „dziadek
i powiedział, że nie życzy sobie za żadne skarby, żeby jego
wnuczka została operową śpiewaczką". Wolę dziadka uszano­
wano, ku jej rozpaczy. „Wtedy, mówiła, chcąc położyć kres mym
cierpieniom wydano mnie czym prędzej za mąż, jeszcze nim
ukończyłam siedemnasty rok życia". Została żoną, później matką,
przez lata prowadziła normalne, mieszczańskie życie, zajmując się
domem, a sztuką interesowała się tylko o tyle, o ile chodziło
0 ukochanego syna Henryka. Wierzyła w jego talent, mądrość,
zmysł handlowy, ale jego abstrakcyjne malarstwo, wynalazek
mechanofaktury, były jej obce.
Kiedy jednak Henryk postanowił na stałe zamieszkać w Paryżu
1 prosił matkę, by do niego przyjechała, zdecydowała się to
uczynić. Miała wówczas 55 lat. W Paryżu wiele czasu siedziała
w domu, czekając na syna. Wciąż traktowała go jak genialne, ale
przecież dziecko (kiedyś, gdy oboje byli w Warszawie nadeszła
depesza wzywająca go do Paryża na kilka dni. Wtedy pani Helena
wzięła mnie na bok i zapytała z całą powagą: jak Pan mi radzi,
panie Aleksandrze, czy mogę go tak samego puścić, czy polecieć
razem z nim? Synek miał wtedy 72 lata, ona 93). Otóż, jak
napisała w swych wspomnieniach: „Nauczyłam się czekać, ale
często wprost nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Artyzm jednak
w jakimś zakamarku mej duszy głęboko tkwił. I tak oto przyszedł
dzień 14 stycznia 1952 roku. Padał puszysty śnieg, a ja byłam
sama. Syn poszedł na konferencję, powiedział abym się położyła,
ponieważ późno wróci. Ale ja nie chciałam ani spać, ani czytać,
ani pisać. Pomyślałam, że czymś się przecież muszę zająć. I gdy
tak biję się z myślami, oglądam się na wszystkie strony, oczy moje
spoczywają dłużej na wazonie stojącym na stole z pięknymi,
żółtymi mimozami. Mówię do siebie - to byłby świetny model na
obraz. Ale bal Przecież ja nie umiem malować, nigdy się tego nie
uczyłam. Więc znów myślę, żeby tak spróbować, co to szkodzi,
uda się - to dobrze, a nie - to trudnol J a tu niczym nie ryzykuję.
Decyduję się. Szukam jakiegoś papieru, na którym mogłabym
położyć rysunek. I oto już znalazłam duży, gruby karton do
pakowania, w kolorze brązowym. Stawiam go na sztalugi (to
wszystko znajduje się w pracowni mego syna). Ze wszystkich
znajdujących się pędzli wybieram sobie najmniejszy, może naj­

gorszy, bo dobrego nie chcę psuć, ażeby nie zrobić szkody
Henrykowi. A co dalej? Kolory, farby, nic nie wiem. Po prostu
wezmę do tego ten niebieski atrament, co jest w kałamarzu na
stole. I tak zabieram się do pracy. Gdy tylko zaczęłam malować
tym małym pędzelkiem, cały świat znikł. Już o niczym nie
myślałam, zatopiona byłam w malarstwie całą duszą i jestestwem
moim, spoglądając na te kwiaty przenoszone na karton, ręka sama
prowadzi i nie wiem czy dobrze czy źle. Nie zdaję sobie absolutnie
sprawy z tego, a czas leci jak mgnienie oka. Jest pierwsza w nocy.
Przychodzi Henryk. Gdy tylko uchyla drzwi, oczy jego padają
prosto na obraz już skończony, stojący sobie na sztalugach.
Mówi: Widzę tu jakiś nowy obraz, mamusiu, kto go tu przyniósł?
(jest bowiem przyzwyczajony, że przynoszą mu do oceny obrazy,
jako do eksperta). Dolatuje szybko do obrazu, z zaciekawieniem
ogląda go i mówi jakby do siebie: Coś nowego, jakaś nowa
technika? Aleś mi jeszcze, mamusiu, nie powiedziała kto ten
obraz przyniósł? Istotnie. Nie odrzekłam mu nic na jego pierwsze
pytanie. Po prostu wstydziłam się. Byłam jakby zażenowana,
milczałam. Gdy spostrzegłam, że go ten obraz interesuje, na­
brałam odwagi i odpowiedziałam cichutko - to ja. Zaczął się
śmiać - mamusiu, żartujesz. Przecież nie mogłabyś takiego obrazu
tak namalować, nie uczyłaś się tego, nigdy nie miałaś pędzla
w ręku. J a odpowiadam na to: Wiesz dobrze mój kochany, że ja
nigdy nie kłamię, jeżeli ci mówię o tym, to szczera prawda.
I opowiadam mu cały przebieg wieczoru, po jego wyjściu z domu.
Wówczas on mi odpowiada - jeżeli tak, to możesz dalej kon­
tynuować i malarstwo będzie twoją karierą, i ja będę się tobą
w tym względzie opiekował i dostarczał ci do tego celu dobre
i odpowiednie przybory w najlepszych gatunkach. Ażeby zaś
nasze kariery prowadzone były oddzielnie, żeby jedno drugiemu
nie mąciło w niczym, musimy znaleźć dla ciebie, mamusiu, jakiś
odpowiedni pseudonim, który by z tobą licował i jednocześnie
uniezależnił cię całkowicie. Zaczęliśmy więc oboje myśleć o tej
kwestii tak dla mnie ważnej i po dłuższym zastanowieniu udało
nam się wynaleźć pseudonim Hel-Enri, to jest przez połączenie
Hel - od mego imienia Helena i Enri - od imienia mojego syna
Henri."
W dwa lata później miała pierwszą wystawę. Debiut w Galerii
Benezit stał się małą sensacją Paryża. Malarka miała wówczas 81
lat. Przyjął ją w Pałacu Elizejskim prezydent Rene Coty, władze
miasta zakupiły obraz do zbiorów. Prasa rozpisywała się, była

II. 10. Helena Berlewi z synem Henrykiem

45

�х

II. 11. Hel Enri: W duchu Van Gogha, pisaki, akwarela, 20,5 22,5 cm, 1961
х

II. 12. Hel Enri: Kwiaty, pisaki, akwarela, 50 60 cm, 1971. Kolekcja dra Bolesława

Nawrockiego

�przecież o rok starsza od Babci Moses. Zaczęły się wystawy,
jeździła na nie wraz z synem. Poznałam ją w Warszawie w 1966
roku. Przypadliśmy sobie do serca, zapraszała mnie co wieczór na
... kieliszek koniaku. Była pełna wigoru, tylko chodziła z trudem.
Twarz miała dobrą, mądrą, porytą siecią zmarszczek, a w niej jasne
chabrowe oczy.
W setną rocznicę urodzin otrzymała z rąk Prezydenta Legię
Honorową. Francja stała się jej drugą ojczyzną, ale wciąż mówiła,
myślała i pisała po polsku. Syn umarł wcześniej od niej i odtąd nie
mogła sobie znaleźć miejsca, chodziła po ulicach i płakała.
Próbowała malować, ale już bez dawnej radości, bez wewnętrz­
nej potrzeby. Umarła 18 grudnia 1976 roku mając 103 lata.
„O Hel Enri trudno mówić jako o malarce naiwnej-pisał Ignacy
Witz. Byłby to nonsens. Jej dzieło też ze względu na obfitość
i samą malarską wagę przekracza tę wątłą granicę amatorstwa
i czegoś, co jest „prawdziwe". W poszukiwaniu etykiety dla tej
starej czarodziejki kolorów myślę, że można ją nazwać malarką
instynktu. Nie wiem bowiem, co innego niż instynkt, zmysł, może
dyktować jej harmonie tak mistrzowskie, dysonanse tak dźwięcz­
ne, kapryśność zarysów, żywość konturu, płynność kompozycji
- tak doskonałe."
Malowała kwiaty, algi, wodorosty - pędzelkiem a także pentelami. W pracach dojrzałych tworzyła już nie tyle same kwiaty,
ale jakby materię kwiecistości, coraz bardziej odrealnioną, chcia­
łoby się powiedzieć - abstrakcyjną. Zapełniała niemal całą
powierzchnię kartonu gęstwiną linii jakby rozrastającą się gdzieś
od środka, od najmniejszej struktury. „Uderzenia pędzla miała
lekkie, na jakie może pozwolić sobie tylko bardzo doświadczona
ręka, układ dekoracyjny, harmonijny, zwiewny, ale bez non­
szalancji." (Władysława Jaworska).

FRAGMENTY Z PAMIĘTNIKA
Byli nierozłączni, rozmiłowani w sobie. Tylko on, z całej
rodziny, był jej tak bliski. Widziała w nim genialnego malarza,
opiekuna, a przy tym ukochane, bezbronne dziecko. Nie chciała
się pogodzić z jego śmiercią. Dzieci nie powinny umierać przed
rodzicami, prawda? wpatrywała się w moją twarz oczami, które
już nie miały łez. To niesprawiedliwe!
W dwa lata po śmierci Henryka, kiedy ją odwiedzałem, będąc
w Paryżu, on był nieustającym tematem naszych rozmów. Dlate­
go chciała bym przychodził. Miała 99 lat i bała się starości. Tej
samotnej, bezbronnej. Mówiła do pani Kernerowej, która się nią
opiekowała: Zrób jutro dobry obiad, bo zaprosiłam pana Jackow­
skiego. Kup szynkę, pamiętaj, bez tłuszczu. To niech mi Pani da
jeszcze 10 franków. Dziesięć? To będą 2 plasterki. Po co 2? On
tyle nie je. Jeden wystarczy.
Kiedy przychodziłem, zawsze miała na sobie inną suknię, twarz
„zrobioną", włosy uczesane. Chciała, bym powiedział „Pięknie
dziś Pani wyglądał". Uśmiechała się wtedy i żaliła, jak jej ciężko,
jak wciąż nie może się nauczyć być samotną. Pokazywała
przepisane na maszynie kartki z Pamiętnika. Dzieliła się swym
bólem, ale nie obojętne było dla niej, jak reaguję na te zapiski, na
ich formę. Nie sądzę, by świadomie odwoływała się do Kochano­
wskiego, choć znała przecież historię literatury polskiej. Kiedy
powiedziałem, że to są Treny na śmierć ukochanego syna,
poważnie skinęła głową, i ukryła twarz w dłoniach. Tak, po­
wtórzyła, to są Treny. Całe życie moje, to był on, mój Henio.
A teraz muszę żyć... sama.
Zaczęła pisać, aby zająć się czymś, nie myśleć wciąż, w dzień
i w nocy, o swojej rozpaczy. Ale pisząc, tylko jej dawała wyraz.
8 lutego 1970 r. zanotowała: „Tak mi Go brak, na każdym kroku!
Z tego pisania mego okazuje się, że nie jestem w stanie opisywać
moje codzienne przejścia życia. Gdy tylko zaczynam pisać - na­
tychmiast wpadam w wir rozmyślań tak smutnych, że nie mogę
wybrnąć z nich - i w ten sposób zapominam o faktach codzien­
nych, szalenie urozmaiconych.
W ten sposób mijam się w zupełności z celem mojego pisania,
który sobie założyłam."
A.J.
13.I.67 r. Kochanie moje. Tyś znikł ode mnie, jak najcudowniej­
szy świetlny meteor, przez który przechodziłam w ciągu przeszło
70 lat. I nagle, niespodziewanie w bardzo krótkim czasie -odeszłeś ze świata, jak ten meteor - zgasłeś!

Heniusiu mój drogi, Chaim-Schlojmeleben, (leben - to życie).
Ty żyjesz stale i wiecznie w moim sercu i pamięci, nigdy,
przenigdy Ciebie nie zapomnę. Te wspomnienia o Tobie wypeł­
niają całą moją duszę i moje istnienie. Wstaję z niemi - z Twoim
imieniem i kładę się spać tak samo i czasem całą noc rozmawiam
z Tobą, przypominając te szczęśliwe chwile, spędzone zawsze
i wszędzie razem - czy to nasze podróże po świecie, czy osiedlenie
czasowo gdzieś na stałe. Byle razem. Czuliśmy się szczęśliwi.
Podczas każdej, najkrótszej rozłąki - czuliśmy się osamotnienil
Jak ja się mogę teraz czuć, gdyś odszedł ode mnie na zawsze! na
wieki! Moja teraz prośba do Boga: aby zabrał Twoją świętą duszę
do siebie, do Raju z aniołami wśród największych Cadyków, do
najwyższych Niebios)
Teraz znów mogę zapłakać nad moim drogim dzieckiem
Heńkiem. Muszę ukrywać moje bolesne łzy. Moje najbliższe
otoczenie zabrania mi tych łez i tego mego bezgranicznego
smutku, a ja nie uznaję życia bez tych uczuć.
13.IX.67 r. Niedziela. Aż cztery dni nie pisałam do Ciebie, Ty
mój ukochany Heniusiu, ale w sercu moim jesteś stale, ani
sekundy w dzień i w nocy i we śnie. Znalazłam karteczkę ze
szpitala, gdzie w męczarniach Twoich, Twoją ręką i Twoim
wielkim uczuciem synowskim piszesz „Mamelejbn". Karteczkę tę
trzymam stale przy sobie, jako symbol Twojej wielkiej miłości do
mnie, jakiej w całym świecie się nie znajdzie. I to do ostatniego
Twojego tchnienia. U Ciebie ja zawsze byłam na pierwszym
planie, a Ty słodycz moja - na ostatnim; czy to do jedzenia, czy do
leczenia jakiegoś bólu - ja byłam największą troską. Zaś o Twoim
zdrowiu nigdy nie myślałeś. I to było wielkim błędem naszym, żeś
nie pilnował swego zdrowia, jak oka w głowie. Nie pomyślało się
co się stanie ze mną, jak Ty kochany mój odejdziesz ode mnie, jak
będziesz mi brakował na każdym kroku.
W jakich cierpieniach ja się zostanę bez Ciebiel
Jak mała bezradna łódeczka na wzburzonym morzu bez steru.
Jestem tu, jak biedne, malutkie jagniątko niezaradne, nieszczęś­
liwe, poddające się bezsilnie każdej woli. Każdemu i wszystkim
razem.
28.IX.67 r. Tej nocy obudziło mnie silne stukanie we drzwi
z ulicy i wyraźne wołanie: „Mama!" Zaczęłam w odpowiedzi
krzyczeć, budząc Lenę i dziś rano ona mi to potwierdziła. Okazuje
się, że stale i ciągle jestem z Tobą razem, czy to na jawie, czy we
śnie.
4.Х.67 r. (12-ta w nocy). Jestem teraz otoczona ludźmi,
ubolewającymi nad stratą tak wielkiego i szlachetnego Człowie­
ka, jakim Ty byłeś, Synusiu mój drogi. Opisują mi. żeś Ty był
„lumiere świata", po Twoim zgonie - świat stał się ciemniejszy
i zimniejszy. Ale cóż mi z tego? z tej chwały nad Tobą i podziwu?
kiedy Ciebie nie ma przy mnie. Jest mi smutno i tęskno za Tobą.
Nic mnie nie interesuje, nie zajmuje oprócz myśli i wspomnienia
0 Tobie, Syneczku mój ukochany. Jestem teraz sama, samotna,
wszyscy śpią, już jest 1-sza w nocy. Sen mnie zmorzył - położę
się.
Każda rzecz od najmniejszej do największej - przypomina mi
Ciebie. Kochanie Ty mojel Tyś mnie całe życie starał się wszelkimi
siłami, całą Twoją energią - wywyższyć, upiększyćl Nieraz nawet
z uszczerbkiem dla siebie. I dokonałeś Twego czynu, zostałam
uznana przez ludzi, przez świat. Tyś mnie ukoronował chwałą
1 miłością u ludzi. Tobie, Synusiu mój drogi mam do zawdzięcze­
nia to wszystko. Tym bardziej Cię kocham i tęsknię za Tobą. Tak
bardzo brak mi Twoich światłych rad, mądrych,.bez których ja się
teraz czuję, jak na rozdrożu bezradna ...
10.Х.67 r. Wtorek. 1-a w nocy. Nie mogę spać Synusiu mój
kochany, łzy mi się leją i leją. Chcąc ulżyć memu sercu - piszę do
Ciebie. Czuję się samotna i opuszczona gdy Ciebie tu nie ma ze
mną. Im więcej czas mnie oddala od Ciebie - czuję silniej swą
samotność. Nic na świecie nie jest w stanie wypełnić mi tej pustki.
Znajomi pocieszają mnie, że wszak mam jeszcze dwoje dzieci, ja
dziękuję Bogu za to, ale nie mogę wymagać od Mańka [drugi syn
47

�- A.J.], aby on się mną zajmował tak bardzo, on ma swoje
interesy, swoich znajomych, przyjaciół, przyjaciółki, jednym sło­
wem - swoje życie ... Że się czasem ze mną widuje i dobrym
słowem obdarzy, czy też telefonuje, też jest dobrze. I na pewno
dużo myśli o mnie.
12.X.67 r. Siedzę na ławce, tuż koło mieszkania naszego. Mam
wolną chwilę, jestem sama bez ludzi, mogę się oddać kontemp­
lacjom. 0 kim? Naturalnie, że tylko o Tobie Heniusiu mój drogil
Ukochany słodki Syneczku mój! Pisanie do Ciebie rozrzewnia
mnie i od razu łzy się leją. Chcę wypłakać przed Tobą miłość do
Ciebie, mój smutek, moją tęsknotę za Tobą, moją samotność bez
Ciebie i tym samym moją bezradność, zwykłą, codzienną, ale
stokroć większą bez Ciebie, bez Twoich rad tak dobrych, kocha­
nych, bezinteresownych, serdecznych i szczerych. Nie można
nawet tego wszystkiego żądać od kogo innego, nawet od
najbliższych. Każdy ma swoje życie, swoich umiłowanych, swoje
dążenia, swoje interesy. To my tylko byliśmy jednością, jedno dla
drugiego, jak jedna całość. Żyliśmy jeden dla drugiego-wzajem­
nie. I to zostało rozdarte za życia na zawsze! Chyba w Niebiosach
nasze dusze znów się połączą. A tymczasem muszę żyć, ale
w cierpieniach, w smutku i tęsknocie.
18.VIII.69 r. Przechadzając się przed domem mego mieszkania
na powietrzu podparta z jednej strony parasolką (a nie kijem).
O błoga zalotności w moim wieku - urodziłam się w 1873 г.,
wiecznie trwająca, a z drugiej strony, trzymając się muru - głębo­
ko zatopiona w myślach - proszę Boga o przebaczenie mi moich
win, popełnionych może bezwiednie wobec Niego - Wszech­
mogącego!

NOTKA BIOGRAFICZNA
HEL ENRI
1873
1928
1952
1954

20 marca rodzi się w Warszawie Helena Berlewi.
Wyjazd na stałe do Paryża.
Pierwszy obraz.
Pierwsza indywidualna wystawa w Galerii Bśnezit w Pary­
żu. Malarka przybiera artystyczny pseudonim Hel Enri.
Audiencja u Prezydenta Republiki Francuskiej Rene Coty
w Pałacu Elizejskim w Paryżu.
Miasto Paryż nabywa jeden z obrazów.
1955 Udział w wystawie „Decouvrir" w Galerii Charpentier
w Paryżu.
1958 Udział w wystawie „Malarstwo Naiwne" w Galerii Aenne
Abels w Kolonii.
Salon Niezależnych w Paryżu.
1958 Indywidualna Wystawa w Warszawie w Kordegardzie, na
zaproszenie Ministerstwa Kultury i Sztuki.
Zakup trzech obrazów do Muzeum Narodowego w War­
szawie.

Druga wystawa indywidualana w Sopocie z okazji Fes­
tiwalu.
1959 Druga wystawa indywidualna w Galerii Bśnśzit w Paryżu.
Rząd Francuski nabywa jeden z obrazów.
Miasto Paryż również nabywa obraz.
Salon Niezależnych w Paryżu.
1960 Wystawa indywidualna w Galerii Suzanne Bollag w Zury­
chu.
Wystawa indywidualna w Galerii Suzanne Feigel w Bazy­
lei.
Salon Niezależnych w Paryżu.
Główna rola, jako malarki, w filmie Marianne Oswald,
Bouquet de Femmes (Bukiet kobiet), poświęcony twór­
czości malarek: Louise Moillon, Elisabeth-Louis Vigee-Lebrun, Berthe Morisot, Suzanne Valadon, Veronike
Filosof, Sonja Delaunay i Hel Enri. Film ukazał się w Tele­
wizji Francuskiej.
1961 Salon Niezależnych w Paryżu.
Udział w Wystawie Międzynarodowej „Laienmaler" (Ma­
larze amatorzy) w Gewerbemuseum w Bazylei oraz w wy­
stawie „La Peinture Naive" w Galerii Bettie Tommen
w Bazylei.
1962 Salon Niezależnych w Paryżu.
Udział w Wystawie „Peinture-leur Violon d'lngres", zor­
ganizowanej przez baronową Alis de Rothschild w Galerii
Charpentier w Paryżu.
Wystawa indywidualna w Klubie Artystycznym „Die Insel"
w Hamburgu.
Udział w drugiej wystawie „Peinture - leur Violon
d'lngres" w Galerii Charpentier w Paryżu.
Salon Niezależnych w Paryżu.
1963-1964
Wystawa indywidualna w „Haus am Liitzowplatz" w Ber­
linie.
1964 Udział w wystawie Sztuki Naiwnej w Salzburgu.
Udział w wystawie Galerii Neundorf w Hamburgu.
1965 Udział w wystawie „Peinture Naive" w Galerii „La Bośtie"
w Nowym Jorku.
Udział w trzeciej wystawie „Peinture-leur Violon d'lngres"
w Galerii Charpentier w Paryżu.
1966 Udział w Salonie „Club International Feminin" w Musśe
d'Art Modernę w Paryżu.
Udział w wystawie IV Pleneru Koszalińskiego w Osiekach.
1967 Udział w wystawie „Naive Kunst aus Polen" w Stuttgarcie
(18 prac)
Udział w wystawie „Art Naif Polonais", Musee des
Beaux-Arts w Neuchatel (27 prac).
1969 Wystawa w Buenos-Aires.
1970 Wystawa indywidualna w Galerie Verriere w Lionie
1976 18 grudnia, w wieku 103 lat Hel Enri umiera.

Fot.: Jan Świderski - il. 4, 7, 9, 10; Kadr z filmu Konstantego Gordona Kwiaty Hel Enri, 1967 - il. 8

48
i

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6530" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6510">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/46c97bddb197d4b5253fb89b34bea92d.pdf</src>
        <authentication>b723411c1d27624de146a6f77988c844</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77768">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4234</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77769">
                <text>1961</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77770">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3947</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77771">
                <text>Spis treści/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1961 t.15 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77772">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1961 t.15 z.4 - pierwsze strony</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77773">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77774">
                <text>IS PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77775">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77776">
                <text>I N S T Y T U T

S Z T U K I

P A N

R O K

XV

1961

NR

4

polska sztuka ludowa

�T R E S C

Jacek Olędzki

Artystyczna 'twórczość kowalska na tere­
nie K u r p i o w s k i e j Puszczy Zielonej od
końca X I X w . do I w o j n y światowej
.

199

Tadeusz Sławski

Z przeszłości garncarstwa w Bieczu .

.

215

Barbara Matuszewska

Obiekty b u d o w n i c t w a podcieniowego w po­
wiecie żnińskim

229

Władysław
Chajec,
rzeźbiarz
ludowy
z Kamienicy Górnej, pow. Jasło
.
.

233

Jadwiga i Anatoliusz
Czerepińscy

Z ARCHIWUM HISTORYCZNEGO:
Zbigniew

Jasiewicz

Materiały do dziejów garncarstwa w po­
wiecie konińskim w X V I I I w i e k u .

243

M a r i a Przeździecka

Schweizerisches

Archiv

Volkskunde

24ß

Maria Przeździecka

Arnost

Serfoske j u t r o w n e j e j k a

248

M a r i a Przeździecka

Is l i e t u v i u k u l t u r o s istorijos

RECENZJE:

Kowar:

f.

.

.

.

.

248

KRONIKA

250

PRZEGLĄD WYDAWNICTW

251

SUMMARY OF ARTICLES

253

PE3IOME

255

^

M i o .

Na okładce: Ludowy kafel pokryty zieloną polewą, z przełomu XVIII/XIX
w.,
wykopany w Bieczu. Na stronie tytułowej: figurki z szopki, rzeźby w drzewie,
wyk. w 1958 r. Mieczysław Ruszkowski,
Sierpc. Fot. Jan
Swiderski.

�KWARTALNIK

INSTYTUTU

SZTUKI

PAN

ROK

XV

1 0 6 1

NR

4

polska sztuka ludowa

�KOMITET

REDAKCYJNY

Mgr Aleksander Jackowski,
d r Kazimierz Pietkiewicz,
prof, dr Ksawery P i w o c k i ,
prof, dr Roman Reinfuss,
prof, dr Tadeusz Seweryn.
ZESPÓL

REDAKCYJNY

Redaktor
naczelny:
mgr
Aleksander Jackowski, za­
stępca redaktora naczelne­
go: prof, d r Roman Rein­
fuss,
sekretarz
redakcji
i redaktor
działu:
mgr
Jadwiga
Jarnuszkiewicz,
redaktor działu: m g r A n n a
Kunczyńska, redaktor tech­
niczny: M a r i a K l u k o w s k a ,
okładka i układ graficzny:
Józef Wilkoń. Tłumacze:
Doris Ronowicz (ang.), Wło­
dzimierz Brzezicki &lt;ro*.).
Red.: I n s t y t u t S z t u k i P A N ,
Warszawa, u l . Długa 26.
Wyd. i administr.:
P.P.
W y d a w n i c t w a Artystyczne
i
Filmowe,
Warszawa,
Kjajc. Przedmieście 31/23.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6528" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6508">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/54f69538147dd33d8886355f15fb7f28.pdf</src>
        <authentication>203ad990267759629381805d5cf6111a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77745">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4235</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77746">
                <text>1961</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77747">
                <text>Kurpie - sztuka ludowa</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="77748">
                <text>kowalstwo artystyczne</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77749">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3948</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77750">
                <text>Artystyczna twórczość kowalska na terenie Kurpiowskiej Puszczy Zielonej od końca XIX w. do I wojny światowej/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1961 t.15 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77751">
                <text>Olędzki, Jacek, 1961, Artystyczna twórczość kowalska na terenie Kurpiowskiej Puszczy Zielonej od końca XIX w. do I wojny światowej/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1961 t.15 z.4. s. 199-214</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77752">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77753">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77754">
                <text>IS PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77755">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77756">
                <text>Jacek

Olędzki

ARTYSTYCZNA T W Ó R C Z O Ś Ć
KOWALSKA NA TERENIE KURPIOW­
SKIEJ PUSZCZY ZIELONEJ OD KOŃCA
XIX W. DO I WOJNY ŚWIATOWEJ
Na przestrzeni niezbyt rozległego okresu — mniej
więcej od osiemdziesiątych lat X I X w. do I wojny
światowej — rozwinęła się w obrębie Kurpiowskiej
Puszczy Zielonej artystyczna twórczość kowalska
Charakter tej twórczości nie mógł być w tyim okresie
wynikiem oddziaływania, tak j a k w innych rejonach
Polski, długotrwałych tradycji rzemiosła i wielowiecznego jego powiązania z gospodarką chłopską, ani też
nie mógł być związany wyłącznie z ogólnym, dają­
cym się wtedy zaobserwować rozwojem wsi polskiej.
Nie znajdując podstaw do przyjęcia możliwości
tych uzależnień, sądzę, że słuszne będzie zwrócenie
uwagi na rolę czynników pozaekonomicznych, w tym
wypadku na fakt świadomości społecznej określonej
grupy ludności.
Literatura przedmiotu dostarcza wyczerpującego
materiału dowodowego n a istnienie wśród Kurpiów
silnego poczucia przynależności do grupy — w wyni­
ku odrębności dawnych procesów dziejowych, którym
podlegała sama Kurpiowszczyzna i otaczające ją
obszary, spośród nich szczególnie tereny dawnego
osadnictwa szlacheckiego . Wydaje się, iż to poczucie
przynależności do grupy Kurpiów,
deprecjonowanej
w opinii sąsiadów, mogło stworzyć klimat szczególnie
sprzyjający twórczości artystycznej, w której doszło
do rozkwitu wielu dziedzin sztuki, nie wyłączając
kowalskiej. W tym szczególnym układzie stosunków,
twórczość artystyczna stanowiła przejaw
aspiracji
społecznych grupy — dążącej do dorównania sąsia­
dom i rywalizacji z nimi.
Sprawdzenie tego założenia wymaga przedstawie­
nia najbardziej chociażby syntetycznego szkicu dziejów
rzemiosła kowalskiego n a Kurpiowszczyźnie, omówie­
nia związanej z nim wytwórczości o walorach arty­
stycznych i — co jest najistotniejsze — dostarczenia
materiałów określających potrzeby odbiorców pro­
dukcji kuźni oraz wskazania pobudek kierujących
twórczością kowali.
W X V I w., tj. w czasie, z którego pochodzą naj­
wcześniejsze dane dotyczące interesującego nas te­
matu, na terenie dzisiejszej Kurpiowskiej Puszczy
Zielonej (tj. w pasie między rzekami Omulwią i Pisą
od dawnej granicy polsko-pruskiej do Narwi) miesz­
kała stale nieliczna grupa węglarzy, Smolarzy i dziegciarzy oraz niewiele chyba liczniejsza — właścicieli

1k

' \

2

Niniejsze opracowanie jest wynikiem badań te­
renowych prowadzonych w latach 1956-59 na terenie
północno-wschodniej Polski, w ramach stałej pracy
w Zakładzie Etnografii Instytutu Historii Kultury
Materialnej P A N w Warszawie.
1

II. 1. Ość do bicia ryb,
dl. 54 cm.,
Dobrylas,
pow. Łomża, wyk. ok,
1920 r. II. 2. a) Ciężka
motyka do uprawy nowinkruda,
dl. 30 cm,
Obierwa,
pow. Ostrołę­
ka, wyk. ok. 1914 r.
b) Okucie wideł drew­
nianych,
dł. 42 cm,
Parzychy,
pow.
Ostro­
łęka, wyk. pod
koniec
XIX
w.

Por.: L . Krzywicki, Kurpie.
„Biblioteka War­
szawska", 1892 (52),,t. C C V I I I , s. 537—53'8; K. Judenko, Poczucie
odrębności grupowej
Kurpiów,
rkps
w Arch. Zakł. Etnogr. I H K M P A N w Warszawie,
nr inw. 12.
1

m

�II. 3. Kaganiec na łu­
czywo — „gaganiec",
dl. 60 cm, Surowe,
pow. Ostrołęka, wyk.
pod koniec XIX w.
U. 4. Chrapki przy­
wiązywane pod budy
w czasie
zimowych
połowów. Wg: Z. Glo­
ger:
„Ości i chrap­
ki rybackie", „Wisła",
t.
XIV,
1900 r.,
s. 179—180.

administracji dworskiej czy też ówczesnego rycer­
stwa . Były to niewielkie zakłady najprawdopodob­
niej już na tamte czasy przestarzałe pod względem
techniki produkcji . Zajmowały się one wyrobem
„ordynaryjnego", taniego żelaza i okuć soch, tzw.
sośników"'. Żelazo kurpiowskie dzięki niskiej cenie
(na co wpływała prawdopodobnie okoliczność, że nie
było trudności w korzystaniu z rudy i węgla drzew­
nego) docierało n a znacznie oddalone rynki w kra­
j u . Na terenie samej zaś Puszczy nie znajdowało
nabywców. W t y m czasie był to teren jeszcze nie
osiedlony
przez
chłopów-rolników,
gdzie indziej
głównych odbiorców p r o d u k c j i kuźnic.
Od drugiej połowy X V I I w . datuje się nagły wzmo­
żony proces kolonizacji terenów Puszczy Zielonej.
W ciągu kilkudziesięciu l a t powstały liczne osady
rolnicze . W niektórych wsiach, założonych pod kie­
r u n k i e m administracji starościańskiej, pojawiła się
instytucja kowala wioski. Był to rzemieślnik pracu­
jący wyłącznie na potrzeby 'mieszkańców rodzimej
wsi, wzamian za przydzieloną m u działkę pod budyn­
k i , ogród w a r z y w n y oraz za okresowe wynagrodzenie
(przypadające na czas zbioru plonów) w postaci pro­
duktów rolnych uiszczanych przez każdego z gospo­
darzy .
Karczowanie puszczy, uprawa nowin, wznoszenie
budynków mieszkalnych i gospodarczych — zagospo­
darowywanie się osadników od podstaw — stwarzało
w a r u n k i dla udziału pracy kowala. Jednak potrzeby
5

6

8

9

i robotników młynów zbożowych oraz młynów-kuźnic, tzw. hamerni albo
amerni .
Kuźnice występowały głównie wzdłuż rzeki O m u l w i , w mniejszym stopniu nad rzeczkami rozproszo­
nymi między Omulwią a Szkwą . Stanowiły one
własność uprzywilejowanych przez króla osób spośród
3

4

Nazwy hamernia, amernia używane przez miesz­
kańców w s i Przystań, Wyszel, Czarnotrzew, Oborczyska, Brodowe Łąki w powiecie ostrołęckim. Por.:
B. Baranowski, Walka chłopów kurpiowskich
z feu­
dalnym uciskiem, Warszawa 1951, s. 35.
3

10

Por.: J . Piaskowski, Badania żużli żelaznych
z terenów Kurpiowszczyzny,
rkps w arch. IHKM
PAN.
H . Gawarecki, op. c i i , s. 79; W. Czajkowski,
op. c i t , s. 567.
Por.: K . Arłamowski, Dzieje przemyskich ce­
chów rzemieślniczych
w dawnej
Polsce, Przemyśl
1931, s. 207; B. Zientara, Stan badań nad historią
polskiego
hutnictwa
(witek XVIII—XIX),
„Studia
z dziejów górnictwa i h u t n i c t w a " , t. I , Wrocław 1957,
s. 49.
Por. L. K r z y w i c k i , op. cit., s. 549—550,
556—557; P. Piaścik, Osadnictwo
w Puszczy Kur­
piowskiej,
Warszawa 1939, s. 26—27; B. Baranowski,
op. c i t , s. 64—65.
Na podstawie badań terenowych we wsiach:
Surowe,
Dąbrowy,
Wolkowe,
Wykrot,
Lipniki,
w których jeszcze p r z y końcu XLX w . utrzymywała
się instytucja k o w a l a wioski, opłacanego skopizną.
Por.: F. Piaścik, op. cit., s. 64, 58; Z. Jasiewicz,
Kowalstwo,
rozdział w pracy zbiorowej Kultura ludo­
wa Wielkopolski,
t. I , Poznań 1960, s. 407—436.
8

7

8

Na podstawie danych z l i t e r a t u r y przedmiotu
rozszerzonych przez w y n i k i badań terenowych udaje
się ustalić następujące miejsca występowania kuźnic:
Omulew, Przystań, Wyszel, Olszewka,
Oborczyska,
Czarnotrzew, Brodowe Łąki (wszystkie wsie położone
nad Omulwią), Czarnia (nad Trybówką), Lelis, K r o ­
bia (nad Rozoga), Nowa Ruda, Leman (nad dopły­
w e m — bez nazwy — górnej Pisy), Parzychy (nad
Zbójna) oraz nieopodal Ruda Osowiecka.
1

1

9

10

Por. A r c h i w u m Główne A k t Dawnych, M e t r y ­
ka Koronna, n r 186, f. 242—242v, n r 173, f. 470v—
471v, nr 170, f. 237v—238, n r 106, f. 114v—115;
H. Gawarecki, Pamiętnik historyczny
płocki, Warsza­
wa 1928, s. 79; W. Czajkowski, Kurpie,
„Tygodnik
Ilustrowany", 1881, n r 296, s. 567.
5

200

�r

i możliwości nabywcze osadników, rekrutujących się
głównie spośród zbiegów pańszczyźnianych, a więc
warstwy najuboższej, siłą rzeczy były
niezwykle
ograniczone. Zresztą przy piaszczystych glebach i b r a ­
ku bitych dróg — kucie koni i kół u wozów nie było
konieczne. Koła osadzano na osiach całkowicie drew­
nianych albo okutych na końcach wąskim paskiem
żelaza. Drewniane kołki z powodzeniem zastępowały
gwoździe, z czasem t a k niezbędne w budownictwie
i wszelkim sprzętarstwie. Proste drewniane urządze­
nia, oparte na wykorzystaniu różnych gatunków drew­
na, zastępowały żelazne okucia czy nawet z a n i k i ,
Niezastąpione jedynie były krzesiwka, noże, siekiery,
sierpy, ciężkie m o t y k i do prac przy uprawie n o w i n
oraz sośniki. Istnieją powody, aby przypuszczać, że
szereg spośród tych narzędzi, jako wyrobów w y m a ­
gających dużych umiejętności rzemieślniczych a jed­
nocześnie trwałych, mogących służyć lata, nabywano
okolicznościowo od specjalistów k o w a l i spoza terenu
Puszczy . W t y m układzie potrzeb i stosunków pa­
nujących na terenie Kurpiowszczyzny powinności k o ­
wali wiosek ograniczały się do ostrzenia zdartych
ostrzy siekier, sierpów, motyk, sośników i , być może,
do wyrobu niektórych nowych narzędzi .
Przy niezbyt rozbudowanej
działalności kuźni
i tym samym n i e w i e l k i m zużyciu żelaza, rola k i l k u ­
nastu zakładów hutniczych nie mogła mieć większego
znaczenia dla kształtowania oblicza k u l t u r y w s i
kurpiowskich. Zresztą już od połowy X V I I I w. kuź­
nice stopniowo upadają
w czasie zaś zaboru
pruskiego dochodzi do ich l i k w i d a c j i . Od tego m o ­
mentu potrzeby k u r p i o w s k i c h kuźni reguluje pro­
dukcja żelaza pochodzącego z Mazur, głównie z za­
11

n

13

Na podstawie analizy obiektów
tradycyjnego
budownictwa i sprzętarstwa, zachowanych w e wsiach:
Baranowo, Biełusny Lasek, Brzozowy Kąt, Charciabałda, Oborczyska, Wolkowe, Zdunek, oraz na pod­
stawie
wypowiedzi
następujących
informatorów:
W. Florezykowskiego (ur. 1888), w . Kozioł, pow. K o l ­
no; F. Grzyba (ur. 1884), w . Oborczyska, pow. Ostro­
łęka, St. Gwiazdy (ur. 1871), w. Wolkowe, pow. Ostro­
łęka; A. Kłosa (ur. 1876), w . Przystań, pow. Maków
Maz.; K. Konopki (ur. 1880), w . Tatary, pow. Ostro­
łęka; T. K u t y (ur. 1881), w. Parciaki, pow. Przasnysz;
P. Piotraka (ur. 1869), w. Jednorożec, pow. Przasnysz;
F. Prusaczyka (ur. 1881), w. Brodowe Łąki, pow.
Ostrołęka; A. Serowika (ur. 1870), w. Cieciory, pow.
Kolno; S. S i w i k a (ur. 1886), w . Dobrylas, pow. Łomża;
J. Puchalskiego (ur. 1872), w . Zalas, pow. Ostrołęka;
J. Skonecznego (ur.. 1873), w . Dąbrowy, pow. Ostro­
łęka; J . Stachelka (ur. 1866), w . Dudy Puszczańskie,
pow. Ostrołęka; W. Wojciechowskiego
(ur. 1890),
w. Surowe, pow. Ostrołęka i k i .
11

kładów w Wądołku, położonych blisko dawnej
nicy polsko-pruskiej .

gra­

15

Trudno powiedzieć, jakie zmiany nastąpiły w pro­
dukcji kowalskiej z nastaniem X I X w., brak bowiem
w t y m zakresie j a k i c h k o l w i e k danych. Można jedy­
nie przypuszczać, że pod wpływem pewnej stabilizacji
stosunków gospodarczych na terenie Kurpiowszczyz­
ny i przeszło wiekowej osiadłości gospodarstw, doszło
do ich okrzepnięcia, a zatem i wzrostu potrzeb, co
odnosiło się również do rzemiosła kowalskiego. Opie­
rając się na danych z badań terenowych można jednak
twierdzić z pełną odpowiedzialnością, że dopiero
w siedemdziesiątych-osiemdziesiątych latach X I X w .
nastąpiły w tej dziedzinie istotne zmiany. Przenika­
jący na teren Kurpiowszczyzny proces kapitalizacji
wsi, prace zarobkowe w Prusach, paroletnie przeby­
wanie • kogoś z każdej prawie rodziny kurpiowskiej
na emigracji zarobkowej w Westfalii lub Ameryce,
wszystko to powodowało materialny rozwój gospo­
darstw. Wiele z nich rozbudowywało się, przybywało
sporo nowych zagród. W tradycyjnej gospodarce r o l ­
nej nastąpiły w t y m czasie przemiany wielkiej wagi.
Zaczęto zarzucać sochy przechodząc na orkę pługiem,
zaprzestano posługiwania się drewnianymi bronami,
kosę używaną dotychczas t y l k o przy sianokosach
wprowadzono do żniw na miejsce sierpa .
I6

Kuźnie, zamiast o k u w a n i a soch, dokonywania drob­
nych napraw, podjęły w t y m czasie produkcję płu­
gów, bron żelaznych, motyk do ziemniaków, w y k o ­
nawstwo niezliczonej ilości mało dotychczas znanych
wyrobów na potrzeby budownictwa . W tych latach
rozpowszechniły się na terenie Kurpiowszczyzny kute
17

Por.: H . Gawareeki, op. cit., s. 79; W. Czajkow­
ski, op. cit., s. 567; A. Chętnik, O dawnym przemyśle
na Puszczy
Kurpiowskiej,
„Życie i Praca", 1926,
n r 18—19. We wsiach Oborczyska i Czarnotrzew za­
chowała się pamięć o zatopieniu przez Prusaków kuź­
nic miejscowych (wg F. Grzyba, w. Oborczyska,
J. ,Maika, w. Czarnotrzew).
Na podstawie wypowiedzi informatorów w y ­
mienionych w przyp. 11.
Jw.
15

16

17

II. 5. Krzesiwko,
ok. 1914 r.

dl. 7 cm, Zimna,

pow. Kolno,

wyk.

Jeszcze w końcu X I X w . zdarzało się, że
jeżdżono po noże i sierpy do Serwatek w pow. Łom­
ża albo na okoliczne targi.
Patrz przyp. 10.
W warunkach stale postępującego karczowa­
nia lasów coraz trudniej było o węgiel drzewny, j e ­
dyny w t y m czasie surowiec opałowy na t y m terenie.
Jednocześnie zasoby r u d y darniowej wyczerpywały
się. Trudności te znalazły wyraz w w i e l k i e j labilności
praw do dzierżawienia kuźnic, występujących już
w X V I I w . Por. A r c h i w u m Główne A k t Dawnych,
Metryka Koronna, n r 170, f. 23'7v—238, n r 186,
f. 305v—306v, n r 169, f. 408v—409.
12

13
u

201

�czy Turośl, wystąpiło zjawisko konkurencji między
poszczególnymi kuźniami. W sytuacji kiedy kowale
musieli zabiegać o zjednanie sobie klienteli, docho­
dziło do specjalizowania się warsztatów w różnych
dziedzinach produkcji kowalskiej. Sprzyjało temu
zróżnicowanie pochodzenia kowali: byli wśród nich
rzemieślnicy narodowości żydowskiej, zdarzali się
przybysze z sąsiednich Mazur . Jedni i drudzy szczy­
cili się dobrą znajomością swego rzemiosła. Wszystko
to zapewne nie pozostawało bez wpływu na wzboga­
canie się asortymentu oraz wzrost jakości wyrobów.
Kowale w nowych kuźniach nie opierali już pro­
dukcji na dawnych zasadach opłat i powinności. Nie
będąc już ograniczeni prawem pracy dla macierzy­
stej wsi, za każdą wykonywaną robotę żądali zapłaty
pieniężnej, którą otrzymywali bezpośrednio po za­
kończeniu pracy. Nowe zasady zaczęły przenikać
również do starych kuźni wiejskich .
21

22

Popyt na wyroby kowalskie trwał nieprzerwanie
do I wojny światowej. Po jej zakończeniu, na skutek
pojawienia się wielu tanich wyrobów fabrycznych,
rola kuźni w gospodarce wiejskiej zaczęła stopniowo
maleć . Okres między siedemdziesiątymi latami
X I X w. a I wojną światową należy traktować jako
najbardziej żywotny w dziejach rzemiosła kowalskie­
go na terenie Kurpiowskiej Puszczy Zielonej. Wów­
czas rzemiosło kowalskie osiągnięto najwyższy po­
ziom, czego trwałe ślady dziś jeszcze spotyka się
w wielu wsiach Kurpiowszczyzny.
23

Przystępując do omówienia przejawów artystycz­
nej twórczości w produkcji kowalskiej na terenach
Kurpiowskiej Puszczy Zielonej w tym właśnie okre­
sie, wydaje się konieczne wprowadzenie klasyfikacji
analizowanych wyrobów w oparciu o kryterium peł­
nionej przez nie funkcji. Głównymi grupami wyroWiększość zachowanych do dzisiaj kutych krzy­
ży jest datowana. Były one wystawiane głównie
w osiemdziesiątych latach X I X w. W jednym tylko
wypadku udało mi się natrafić na krzyż wzniesiony
znacznie wcześniej, mianowicie w 1868 r. (il. 27).
Mając na uwadze trwałość tego rodzaju obiektów,
jakimi są kute krzyże, można sądzić, iż przed osiem­
dziesiątymi latami X I X w. nie wznoszono ich po­
wszechnie. Przypuszczenie to potwierdzałoby używa­
nie n a tym terenie na oznaczenie kutego krzyża
nazwy figura,
odnoszącej się pierwotnie do rzeźb
w drzewie — postaci świętych, kapliczek. Istnieje
jeszcze wiele innych dowodów wskazujących na późne
pojawienie się na Kurpiowszczyźnie żelaznych krzy­
ży — por.: O. Kolberg, Lud, Mazowsze, t. IV, Kra­
ków 1888, s. 150.
Na podstawie wypowiedzi kowali: W. Florczykowskiego, B. Kowalewskiego (ur. 1917), w. Bro­
dowe Łąki, W. Wojciechowskiego, A. Wasilewskiego
(ur. 1874), w. Lipniki, F . Zadrogi (ur. 1920), w. Leman, J . Zery (ur. 1904), w. Kadzidło.
Np. wsie: Jednorożec, Kadzidło, Myszyniec,
Lipniki, Kozioł miały w tym czasie po 4 kuźnie,
a Dąbrowy, Turośl, Zalas — po 3.
Kowale pochodzenia żydowskiego mieli kuźnie
we wsiach: Myszyniec, Lipniki, Kadzidło, pochodze­
nia mazurskiego — w Dąbrowach, Koźle, Turośli.
Por. przyp. 10.
Na podstawie wypowiedzi informatorów wy­
mienionych w przyp. 11 i 19.
18

11. 6. Drejfus, Łacha, pow. Kolno. II. 7.
Przetyka,
wys. 23 cm, Wyk. Wl. Dąbek
(ur. 1897), Gaczyska, pow. Przasnysz, 1924 r.
żelazne
figury .

krzyże,

zastępując

dawne

drewniane

18

Istniejące dawne zakłady nie były w stanie z a ­
spokoić nagłego zapotrzebowania na produkcję ko­
walską. Nie pomagało angażowanie pomocników .
Zaczęły pojawiać się nowe kuźnie. Już przy końcu
osiemdziesiątych lat X I X w. każda większa wieś mia­
ła kowala. Zdarzało się, że w dużych wsiach powsta­
wało niezależnie od siebie kilka nowych warszta­
tów . Z czasem, w takich ośrodkach rzemiosła kowal­
skiego, jak Kadzidło, Lipniki, Myszyniec, Dąbrowy,
19

20

202

19

20

21

22

23

�II. 8. Krzyżówki — spoidło tylnej części kosza wasągu, Cieloszka, pow. Kolno, czas
wykonania
nie ustalony. II. 9. Fragment
śtycy — spoidła kosza wasągu, Cieloszka,
czas wykonania
nie
ustalony.

bów kowalskich byłyby: 1) narzędzia,
przybory
i sprzęty do pracy: a) w rolnictwie i zajęciach poza­
rolniczych, b) w gospodarstwie domowym; 2) spoidła,
zaczepy i uchwyty używane: a) przy środkach tran­
sportu, b) w budownictwie; 3) krzyże jako: a) formy
uzupełniające inne obiekty i b) samoistne.
W pierwszej grupie znalazłyby się okucia pracu­
jącej części sochy (sośniki), wideł, następnie sierpy,
siekiery, motyki, spośród narzędzi używanych przy
zajęciach .pozarolniczych — rybackie ości, chrapki
albo inaczej ziabki,
gagańce, ciesielskie skoblice,
cieślice i topory, jeśli zaś chodzi o wyroby stosowane
przy gospodarstwie: podstawki pod garnki — drejjusy, krzesiwka do wzniecania ognia i wreszcie spec­
jalne szpile — przetyki (il. 7).
1

Wspólną cechą tych wyrobów był ich ścisły zwią­
zek z pracą '(jeśli nie bezpośrednio z produkcją rolną,
to z dodatkowymi zajęciami produkcyjnymi względ­
nie gospodarstwem domowym), co i m nadawało
wspólne piętno: surowość wykonania, wielką dyscypli­
nę w użytkowaniu surowca, zadziwiającą logikę
konstrukcji. T e właściwości kształtowały się n a prze­
strzeni wieków, w rezultacie długotrwałych obser­
wacji i starań aby uczynić narzędzie j a k najbardziej
ekonomicznym, trwałym i sprawnym w pracy. T a k
więc względy natury utylitarnej doprowadziły formę
plastyczną poszczególnych narzędzi, przyborów i sprzę­
tów do doskonałości, która nadaje i m walor przed­
miotu artystycznego. Chociaż nie były ani zdobione
ani wymyślnie modelowane, odznaczają się pięknem
zrównoważonych proporcji, rytmicznych lub syme­
trycznych układów. Przykładem tych wartości może
tu być ość do bicia ryb i(il. 1). W narzędziu tym zwra­
cają uwagę nieprzypadkowe proporcje między partią
zębów a trzonkiem z tuleją. Dzięki bowiem smukłości
trzonka oddzielającego ostre zęby od stosunkowo
grubego drzewca, narzędzie ciśnięte w wartki prąd
rzeki nie stawia oporu i nie jest gwałtownie porwa­
ne przez wodę.

W narzędziach, przyborach i sprzętach używanych
w gospodarstwie domowym dochodziło jeszcze zdobie­
nie partii nie związanych bezpośrednio z pracą, nie
narażonych na stałe niszczenie się. W krzesiwkach
były to uchwyty, w drejfusach
— górne końce nóg,
a w przetykach — główki (il. 5—7). Zdobinę stanowił
powtarzający się motyw kulistych lub esowatych
wygięć końców prętów, często spotykany we wszel­
kich wyrobach
żelaznych jako najłatwiejszy do
uzyskania. Do ich wykonania nie potrzeba było innych
narzędzi oprócz młotka, a więc efekty te w jakiejś
mierze narzucały się kowalowi w czasie kucia.
Przetyki, które najczęściej stanowiły dary kowali
dla wybranych panien, dekorowane były szczególnie
starannie i bogato. Zdarzały się Wśród nich egzempla­
rze o rozbudowanych, wymyślnie ukształtowanych
główkach. Przetyki te służyły już tylko do zatykania
kądzieli na kołowrotku, nie nadając się np. do prac
przy zszywaniu uprzęży i wszelkich skór. Miały one
wyrażać uczucia ofiarodawcy, dlatego też mniejszą
wagę przywiązywano do ich praktycznych zalet.
1

Przeważająca większość tych wyrobów znajdowała
się w mniej lub bardziej powszechnym użyciu na
długo przed omawianym okresem. Jest to zestaw naj­
starszych wyrobów kowalskich na tym terenie, naj­
mniej reprezentatywny dla wytwórczości z końca
X I X i początków X X w. W tym okresie kuźnie za­
rzucały już produkcję większości tych starych narzę-

II. 10. Wasążek: a) lusienki, b) śtyce, c) stupień, d) poręc; Brzozowy Kąt, pow. Ostrołęka, wyk. ok. 1885 r.

�Jeśli chodzi o takie n p . narzędzia, j a k żelazne
brony i pługi, które weszły w użycie dopiero w oma­
w i a n y m czasie, to trudno t u mówić o wartościach
plastycznych występujących w starych narzędziach.
Żelazne pługi i b r o n y pojawiły się i wyszły z użycia
zbyt nagle, aby mogto nastąpić przy nich wykształce­
nie się owych doskonałych, pięknych w budowie form.

Okucia wasągów były to przede wszystkim krzy­
żówki, śtyce, wzmocnienia kosza (składającego się ze
specjalnej
drewnianej obudowy
i
umieszczonych
w niej właściwych dwóch półkoszków) oraz lusienki
wiążące całość z podwoziem. Poza t y m były jeszcze
żelazne stopnie i oparcie na siedzeniu. Okucia wy­
jazdowych sani sprowadzały się zasadniczo do ciągarów na przodzie płóz, spoideł — sieków łączących
płozy z podstawą skrzyni oraz u c h w y t u — pojmą lub
ucha na jej tylnej ściance (il. 8—12). Okucia drzwi
stanowiły gwoździe z dużymi łepkami, zamki zapad­
kowe, skoble i zawiasy (il. 13—17).
Wszystkim t y m w y r o b o m nadawano szczególnie
dekoracyjną formę. Poza zwykłym skuwaniem stoso­
wano takie techniki kowalskie, j a k zwijanie, skręca­
nie, wycinanie oraz nacinanie i p u n k t o w a n i e . Zwi­
jano esowato względnie koliście, mniej l u b bardziej
ściśle, końce lusienek. W ten sposób ozdabiano nie­
kiedy tarczki u c h w y t u zamka zapadkowego. Czasem
nieznacznie zawijano w o l n y koniec skobla albo nie
pracującą część ciągara w saniach. Skręcano śrubo­
wało lusienki wasągów, ucha skrzyń w saniach, nie­
które fragmenty ciągarów saniowych i niekiedy
uchwyty zamków zapadkowych. Słabiej l u b mocniej
to czyniąc pokrywano przedmiot gęściej albo rzadziej
wrębami zgrubień. Niekiedy ten sam przedmiot nie­
jednakowo mocno poddawano skręceniu różnicując
w ten sposób r y t m powstającej na n i m zdobiny.
Technikę w y c i n a n i a wykorzystywano' głównie przy
w y r o b i e słońc, gwiazd (gziazd) stanowiących pod­
kładki pod n i t y w miejscu złączenia taśm (krzy­
żówek) spinających tył i przód wasągu (il. 8). Więk­
szość zdobin występujących na tarczkach uchwytów
zamków zapadkowych w y k o n y w a n o tą techniką. Łat­
wość, z jaką przy j e j stosowaniu można uzyskać za­
mierzony efekt zdobniczy, nie pozostawała bez wpły­
w u n a charakter f o r m y wyrobów. Występowała
w i e l k a ich rozmaitość. Obok zapadek zwieńczonych
kołem, rombem, liściem o kształcie sereowatym, zda­
rzały się egzemplarze O' znacznie bardziej rozbudo­
wanych motywach dekoracyjnych, jak np. równora­
mienny, o rozszerzonych końcach krzyż, główki ptasie
pojedyncze, niekiedy podwójne wychylone na zew­
nątrz albo też zwrócone k u sobie, głowy końskie,
a także, sporadycznie, wyobrażenia całej postaci ko­
nia, czasem łącznie z jeźdźcem ( i l . 15—17) .

Drugą grupą wyrobów kowalskich byłyby różnego
rodzaju okucia (żelazne spoidła, zaczepy i uchwyty),
używane głównie do wozów wyjazdowych — wasągów, wasążków, sani oraz do d r z w i budynków
mieszkalnych. Wszystkie te w y r o b y pełniły ważną
rolę w konstrukcjach drewnianych. Łączyły, wzmac­
niały l u b całkowicie zastępowały części drewniane
w miejscach szczególnie narażonych na ich zużycie.

Skoble, ciągary i zawiasy pokrywano niekiedy na­
cięciami, czasami również p u n k t o w y m i wgłębieniami,
komponując z nich najprostszy ornament geometrycz­
ny lub roślinny. Sam kształt przedmiotu narzucał
już rozmieszczenie zdobiny, t a k i czy inny jej układ
(il. 14) .
A r c h i t e k t u r a domu, budowa wasągu czy sani były
to samoistne piękne formy plastyczne dodatkowo

25

II. 11. Sanie wyjazdowe: a) ciągar, b) sieki,
Łacha, pow. Kolno, wyk. ok. 1880 r.

c)

pojmo;

dzi, przyborów i sprzętów. Niektóre z nich (sośniki,
okucia wideł, chrapki, drejfusy i krzesiwka) wyszły
z użycia w t y m czasie n a zawsze. Inne znów (sierpy,
siekiery, ości, gagańce, skoblice i cieślice oraz przetyki) będą jeszcze długo występowały w inwentarzu
narzędzi gospodarskich, nie pełniąc jednak t a k waż­
nej roli j a k niegdyś .
24

"
'

Jw.
Do zwijania używano t y l k o młotka (ręczniak
lub ślichtamer), do skręcania — kleszczy l u b klesz­
czy i imadła (śrubstak), do wycinania i nacinania —
młotka i przecinaka (cinak, mesel), do&gt; p u n k t o w a ­
nia — młotka i punktaka (punkciak,
durślak, dornik). Techniki te w żargonie miejscowych k o w a l i nie
miały specjalnych nazw,
2

204

26

27

26 Występowanie zamków zapadkowych ze zdo­
biną wyobrażającą konia l u b jeźdźca na koniu na­
potkałem w e wsiach: Charciabałdzie. Brzozowym
Kącie, Z d u n k u i Cięcku (wszystkie — w pow. Ostro­
łęka).
W czasie badań terenowych nie uzyskałem
potwierdzenia używania przy tej technice zdobienia
specjalnych stempli,
27

�wzbogacane zdobnictwem właściwym dla użytego
tworzywa. W dążeniu by uczynić budowę piękną,
cieśla i stolarz koncentrowali szczególne wysiłki na
wykonaniu szczytu p a r t i i frontowej budynku miesz­
kalnego i drzwi. Okucia stanowiły uzupełniający
akcent plastyczny zdobnictwa w drzewie, kontrastu­
jący z n i m odmiennością barwy, faktury, w ogóle
całością formy, nie powodując jednak zachwiania
harmonii istniejących układów. To samo w zasadzie
można powiedzieć o okuciach wasągów i sani. N a j bogaeie&gt;j zdobiono tył każdego z tych pojazdów —
a więc partię, która była bardzo wyeksponowana na
widok publiczny, a jednocześnie znajdowała się od
strony, skąd n i e są dobrze widziane konie — naj­
ważniejszy element całego zaprzęgu. W saniach, po­
dobnie j a k w szczytach domów, dominowało zdob­
nictwo w drzewie, oparte nawet na tych samych
motywach; skręcony śrubowato gruby uchwyt żelaz­
ny stanowił t u już t y l k o uzupełniający akcent pla­
styczny ( i l . 11). Tę samą rolę pełniły żelazne „gziazdy", słońca, kółka i g r u c h a w k i n a tyłach wasągów.
Ożywiały one monotonną płaszczyznę plecionki. War­
to jeszcze dodać, że niektóre z tych okuć były luźno
montowane, specjalnie po to aby w czasie jazdy
towarzyszyło i c h brzęczenie .

zwracano uwagę wyłącznie na ich praktyczne zalety,
nie dbając o w a l o r y dekoracyjne.
Trzecią spośród przedstawianych grup stanowiłyby
w y r o b y o przeznaczeniu n i e u t y l i t a r n y m — kute k r z y ­
że (figury). Na terenie Kurpiowskiej Puszczy Zielonej
występowały w o m a w i a n y m czasie dwa zasadnicze
ich rodzaje — krzyże uzupełniające inne obiekty
i krzyże samoistne. Figury pierwszego rodzaju stano­
wiły zwieńczenia krzyży drewnianych (przydrożnych
i cmentarnych), kapliczek, b r a m cmentarnych oraz
szczytów budynków mieszkalnych. Żelazne krzyże
samoistne były odpowiednikami przydrożnych i cmen­
tarnych krzyży drewnianych.
Figury uzupełniające były niewielkie, rzadko w y ­
miary ich osiągały 50 cm szerokości i 70 cm wyso­
kości; najczęściej posiadały 20—30 cm szerokości
i 40—50 cm wysokości, a zdarzały się formy jeszcze
mniejsze. Krzyże drugiego rodzaju dochodziły nieraz
do ok. 5 m wysokości (łącznie z kamienną podstawą,
na której zawsze były umieszczane) i ok. 1,5 m szero-

28

Wszystkie omówione wyżej w y r o b y zdobiły m i e j ­
sca bardzo eksponowane, najważniejsze w obiektach,
w którydh występowały, powodując skoncentrowanie
na nich uwagi. Sprzyjało t e m u stosowanie takich
zdobniczych technik kowalskich, które polegały na
kształtowaniu bryły czy k o n t u r u przedmiotu, a nie
na zapełnianiu jego płaskich powierzchni. Przedmio­
ty zdobione n a powierzchni nacinaniem l u b punkto­
waniem zdarzały się sporadycznie, a i wówczas po­
łączone t o było z modelowaniem całości przedmiotu,
tworzeniem surowych, nie rozbudowanych ornamen­
tów, kompozycyjnie nie rozbijających .jego s t r u k t u r y .
Omawiana grupa wyrobów kowalskich jest dla nas
najbardziej interesująca. Rozwój j e j (jeśli już nie
pojawienie się) przypada n a siedemdziesiąte i dalsze
lata X I X w .
Poza s w y m k o n k r e t n y m , użytkowym
przeznaczeniem, omawiane w y r o b y miały służyć zdo­
bieniu, miały wzmacniać działanie estetyczne tych
obiektów, w których j e stosowano, a które świadczy­
ły o zamożności właściciela, o jego zaradności. Do
takich obiektów należały: wóz i sanie, w których
można było pokazać się na j a r m a r k u czy przed kościo­
łem oraz — dom mieszkalny, wystawiony przy d r o ­
dze na w i d o k przechodniów. Wozy i sanie używane
wyłącznie do celów gospodarczych uzbrajano w o k u ­
cia bez porównania oszczędniej, a w budynkach go­
spodarczych długo jeszcze utrzymywały się drewnia­
ne urządzenia zastępujące żelazne. Przy w y k o n y w a ­
niu okuć w obiektach o charakterze gospodarczym

0

O

2 9

Por.: A. Ohętnik, Z kurpiowskich
borów,
Lwów 1930, s. 16, 48, 81. Inf. T. K u t a : „Na każdym
zgęciu i n a tyle były przysądzone kółka, nazywali je
gruchawkami, to n a drodze brzum, brzum r o b i l i . "
Patrz również przyp. 55.
Na podstawie wypowiedzi informatorów w y ­
mienionych w przyp. 11 i 19.
28

29

IL 12. Ciągary
saniowe:
a) Dąbrowy, pow. Ostrołę­
ka, wyk. ok. 1890 r., b) Zdu­
nek, pow. Ostrołęka, czas
wykonania
nie
ustalony.
II. 13. Zawiesy,
Wolkowe,
pow. Ostrołęka:
a) wyk.
ok. 1888 r., b) wyk. ok.
1914 r.
II. 14. Skubie:
a) Długie, pow. Ostrołęka,
wyk. ok. 1875 r., b) Popioł­
ki, pow. Kolno,
wyk. ok.
1887 r., c) Bandysie,
pow.
Ostrołęka, wyk. ok. 1914 r.,
d)
Charciabałda,
pow.
Ostrołęka, wyk. ok. 1880 r.,
e) brak bliższych danych.
Wg:
R. Reinfuss
„Pol­
skie ludowe kowalstwo ar­
tystyczne", „Pol. Szt. Lud.",
1953, nr 6, s. 368.

li:

c

�kości; najczęściej
posiadały 20—30 cm szerokości
i ok. 1 m szerokości .
Krzyże małe kuto z surowca, jaki się nadarzył,
z wszelkiego rodzaju ścinków i odpadków. Natomiast
owe figury o imponujących wymiarach wymagały
specjalnych sztab, jakich używano do wyrobu osi
u wozów względnie okuwania kół, a niekiedy dodat­
kowo jeszcze sporej ilości taśm bednarskich.
Krzyże, które zatykano n a szczycie domu czy
bramy cmentarnej lub wbijano w wierzchołek drew­
nianego krzyża czy kapliczki, wykuwano ze sztabki,
sztywnego pręta lub formowano z drutu lub taśmy,
skuwając zawsze
ich podstawę w ostry szpic
(il. 20—24). Krzyże przybijane do desek w szczycie
frontowym budynku mieszkalnego wycinano z płatów
rozklepanego żelaza lub gotowej blachy ( i l 18, 19).
Zależnie więc od przeznaczenia, wymagały one za­
zwyczaj zastosowania określonego materiału i określo­
nej jego obróbki. T o z kolei decydowało zasadniczo
o formie plastycznej krzyża.
Wśród figur, które zatykano i wbijano, występo­
wały formy mniej lub bardziej rozbudowane. Zdarzały
się najprostsze, kiedy krzyż stanowiły dwa odpowied­
nio zespawane pręty żelaza lub sztabki na końcach
lekko rozklepane . Niekiedy miały one specjalnie
wydłużone ramiona i wówczas znajdowały się na
nich dodatkowo mniejsze trzy krzyże . Krzyże wy­
konane
ze sztabek
żelaza wzbogacały czasami,
w miejscu skrzyżowania ramion, d w a krzyżujące się
(pod innym kątem niż ramiona) ostro zakończone prę­
ciki, mające wyobrażać promienie, a u podstawy —
przystrój w postaci dwóch rozchylających się na boki
szerokich liści lub stylizowanych kwiatów na fali­
stych łodygach (il. 20 a, b, 22) .
30

31

32

33

Znacznie bardziej rozbudowaną formę
wiały figury o ramionach rozdzielonych
II. 15. Zapadka, wys. 30 cm, Dęby, pow. Ostrołęka,
wyk. ok. 1890 r. 11. 16. Zapadki:
a) Dąbrowy, pow.
Ostrołęka, czas wykonania
nie ustalony,
b)
Dylewo,
pow. Ostrołęka, wyk. ok. 1880 r., c) Wach, pow. Ostro­
łęka, czas wykonania nie ustalony, d) Parzychy, pow.
Ostrołęka, wyk. ok. 1900 r., e) Turośl, pow. Ostrołęka,
czas wykonania nie ustalony, f) Dobrylas, pow. Łom­
ża, wyk. prawdopodobnie
ok. 1880 r., g) Kozioł, pow.
Kolno, wyk. ok. 1885 r.

przedsta­
na dwie

Dane te podaję n a podstawie 42 zinwentaryzo­
wanych obiektów. Por. Arch. Zakł. Etnograf. IHKM
P A N w Warszawie.
Tego rodzaju krzyże można jeszcze dzisiaj
napotkać prawie w każdej wsi n a terenie Kurpiow­
skiej Puszczy Zielonej.
Por.: A. Ohętnik, Z Puszczy
Zielonej,
„Zie­
mia", t. V, 1914, s. 152.
Por.: A. Chętnik, Z Puszczy
Zielonej,
cyt.
wyd., s. 152; tenże, Kurpie, Kraków 1924, s. 68; ten­
że, Puszcza Kurpiowska,
Warszawa 1913, s. 79.
30

31

32

33

�lub trzy części i półkoliście, a niekiedy esowato skrę­
conych końcach (il. 20 c, d, 22). Wykonywano je
zawsze z jednego kawałka żelaza. Niezwykle piękny,
właściwy strukturze tworzywa przystrój tych krzyży
pozwala zaliczać je do poważniejszych osiągnięć
artystycznych kurpiowskich kowali. Krzyże te w y ­
stępowały dosyć często we wsiach centralnej części
Kurpiowszczyzny
Zdarzały się również dość powszechnie formy cha­
rakteryzujące się użyciem rozmaitego gotowego s u ­
rowca (obok grubych prętów i sztabek żelaza — cien­
kiego drutu, taśm czy nawet blachy), przy zastosowa­
niu różnych technik kowalskich. W tych wypadkach
właściwy krzyż, a najczęściej wielokrzyż, wykonany
np. ze sztabki, taśmy żelaza czy drutu, uzupełniały
wyobrażenia promieni, ciał niebieskich, głównie
słońca, rzadziej księżyca i gwiazd (il. 23, 24). Krzyże
te występowały zawsze jako zwieńczenia szczególnie
ważnych obiektów, bram cmentarnych, kapliczek,
rzadziej drewnianych krzyży wystawionych n a jakąś
wzniosłą intencję.
Figury wycinane z płatków rozklepanego żelaza
lub gotowej blachy, które przybijano n a frontowych
szczytach domów, aby były dobrze widoczne z dużej
odległości, nie mogły mieć, tak j a k większość krzyży
opisanych wyżej, delikatnej, rozdrobnionej
formy.
Ich widoczność n a tle ciemnych desek uzależniona
była od szerokości płaszczyzn ramion, które przy
odpowiednim ustawieniu się patrzącego jaśniały n a
tle drewna, odbijając promienie słońca. Dlatego też
wszystkie te umieszczane n a deskach krzyże starano
się ciąć jak najgrubiej, nie zabiegając o jakiś bar­
dziej zróżnicowany rysunek konturu (il. 18).
Krzyże n a szczytach domów występowały często
łącznie z wyobrażeniami słońca, księżyca lub zastę­
pującego go koguta, niekiedy również gwiazd. Czasa­
mi zamiast tych wyobrażeń pojawiały się przedsta­
wienia ludzi lub koni (il. 18d). Uzupełniające krzyż
figury również wycinano z płatków żelaza albo bla­
chy. Przybijano je w pobliżu krzyża u jego podstawy,
zawsze jednak w pewnej odległości, aby były dobrze
widoczne, nie starając się, jak to zazwyczaj bywa,
wiązać ich w jedną, zamkniętą konstrukcyjnie całość.
Krzyż i umieszczone Obok figury wraz z rozsiany­
mi po powierzchni desek blaszanymi podkładkami
pod główki gwoździ (nazywanymi szajblonami, pie­
rożkami, gziazdami), stanowiły jedną pięknie zakom­
ponowaną całość, a przy odpowiednim oświetleniu
budynku dawały silny efekt dekoracyjny .
35

Dotyczy w s i : Cięck, Dudy Puszczańskie, T u rośl, Wolkowe, Wydmusy (wszystkie — w pow. Ostro­
łęka).
Por.: A. Chętnik, Chata Kurpiowska,
Warsza­
wa 1915, s. 29—33; M. Pokropek, Budownictwo
na te­
renie Zielonej
Puszczy Kurpiowskiej
od końca XIX
do polowy XX w., „Prace Działu Etnografii P A N " ,
z. 5 (w druku).
Na podstawie analizy figur ze w s i : Dąbrowy,
Dóbrylas, Cięck, Brodowe Łąki, Łodziska, Szwędrowny Most, Golanka, Pupkowizna, St. Myszyniec, Po­
rody, Tatary, Turośl, Wolkowe i in.
Dotyczy w s i : St. Myszyniec, Biełusny Lasek,
Dóbrylas, Borkowo.
81

35

38

37

U. 17. Zapadka, wys. 18 cm, Charciabałda
pow. Ostrołęka, wyk. ok, 1880 r.

Krzyże żelazne, które nie uzupełniały architektury
budynku, bramy cmentarnej czy kapliczki, a więc
które miały oddziaływać samodzielnie, reprezentowały
formy najbardziej rozbudowane. Tutaj kowal miał
możność wykazania się najwyższymi umiejętnościami.
Powodowało to powstawanie kompozycji bardziej zło­
żonych, w których sam krzyż stanowił już tylko
osnowę konstrukcyjną całości.
Na podstawie analizy kilkudziesięciu zachowa­
nych do dzisiaj obiektów można wnioskować, iż w tej
dziedzinie wytwórczości
kowalskiej
obowiązywało
kilka zasadniczych wzorów . Sprowadzały się one do
wyboru w górnej partii krzyża, ponad jego podstawą,
odpowiednich miejsc na wmontowanie dodatkowych
elementów plastycznych. Takimi miejscami mogły
być końce ramion krzyża, środek ich skrzyżowania,
partie pomiędzy końcami ramion i wreszcie prze­
strzeń po bokach prętu, stanowiącego podstawę figu­
ry, tuż pod ramionami (il. 25—28, 31).
* Powtarzały się również motywy plastyczne, które
uzupełniały sam krzyż. Najczęściej były to krzyżyki
0 wyższych lub niższych podstawach, liście i gałązki
(palmy),
kwiaty (grzybziele,
lelje),
potraktowane
mniej lub bardziej, naturalistycznie, oraz promienie
zawsze ujęte po trzy i faliście wygięte. Elementy
te wykonane były z prętów żelaza przy zastosowaniu
takich technik kowalskich, jak sklepywanie, zwijanie
1 skręcanie. Często na tych krzyżach wycinano z płat­
ków sklepanego żelaza lub blachy — wyobrażenia
słońca, gwiazd i koguta . Przedstawienia księżyca
36

37

�i gwiazd powtarzały się bez większych różnic w ich
formie. Natomiast słońce przedstawiano za pomocą
rozmaitych figur, nieraz tak symbolicznych, wykona­
nych według jakichś dawnych konwencji, że zupełnie
nie kojarzyły się z obiektem, który miały wyobra­
żać (il. 32).
Kowale — opierając się na ogólnie, rozpowszech­
nionych wzorach, wykorzystując niejednokrotnie t a ­
kie same motywy plastyczne, stosując wreszcie- te
same techniki — tworzyli jednak za każdym razem
zupełnie własne, nie powtarzające się kompozycje.
M i m o wielorakości użytych elementów plastycznych,
dużej rozmaitości motywów zdobniczych, oddziałują
one zawsze całą doskonale zorganizowaną powierzch­
nią. Sprzyja temu w i e l k a prostota i szlachetność kon­
turów elementów kompozycyjnych,
decyduje
jed­
nak — symetryczno-rytmiczny montaż.
Krzyż, uchodzący oficjalnie za symbol męki Chry­
stusa i w i a r y w jego naukę, traktowany był przez
Kurpiów w omawianym czasie przede wszystkim j a k o
konkretny przedmiot posiadający właściwości od­
straszające wszelkie zło i chroniące przed n i m . Był
on również dla Kurpiów symbolem ludzkiej niedoli
stanowiącym w stosunkach człowieka z Bogiem
najskuteczniejszą
symboliczną ofiarę
przebłagalną,
proszalną lub dziękczynną. Wzniesiony na rozstaju
dróg przed wejściem do wsi, miał bronić wstępu
zarazie morowej, chronić przed niedostatkiem głodo­
wych lat, odstraszać omentrów, mary, wszelkie złe
d u c h y . Ustawiony przed obejściem l u b przybity do
szczytu domu, miał je chronić przed gromami, ogniem,
zabezpieczać rodzinę przed niepłodnością, u r o k i e m
złych ludzi i t p .
Jednocześnie w każdym z tych
wypadków krzyż stanowił symboliczną ofiarę Bogu
na określone intencje .
38

3 9

40

Wydaje się, że ikonografia w i e l u kowalskich figur
wyrażała w jakiejś mierze charakter tej ludowej
interpretacji symbolu krzyża. Występowały na nich
dodatkowe przedstawienia krzyża, wyobrażenia słoń­
ca, księżyca i gwiazd. Ilość uzupełniających krzyży
Na podstawie
wiadomości uzyskanych o d :
W. Kadłubowskiej (ur. 1864), w. Białobrzeg Bliższy;
M. Strzemiennej (ur. 1868), w. W y k r o t ; J . Puchal­
skiego (ur. 1872), w. Zalas; St. Gwiazdy, J . Stachelka,
J. Serowika i i n . Wydaje się, że zbieżność dat w y ­
stawienia w i e l u figur na Kurpiowszczyźnie z klęską
głodową w 1880 r. nie jest przypadkowa. Por.:
J. Osiecki, O Kurpiach.
Rzut oka na przeszłość Kur­
piów i o klęsce głodowej jaką dotknięci
zostali,
„Wiek", Warszawa 1881, n r 108 s. 3, oraz [bez autora]
Głód na Kurpiach,
„Tygodnik Ilustrowany", 1881.
nr 278.
Por.: Powyżsi informatorzy oraz M . Golanek
(1890), w. Borkowo; F. M o r d w a (1885), w. K r u k o w o ;
A. Waśkiewicz (1885), w. Waszki; J . Zajk (1875),
38

39

odpowiadała zawsze magicznej
liczbie trzech lub
siedmiu. Najprawdopodobniej
miały one potęgować
apotropeiczne
właściwości krzyża głównego . Na
krzyżu wieńczącym bramę cmentarną w Turośli
(11. 23) zawieszone zostały trzy dzwoneczki. Być może ,
iż rozkołysane w i a t r e m również miały odstraszać
„złe", w t y m w y p a d k u zastępować drogę duszom po­
kutującym, gdyby pragnęły przekroczyć bramę .
Otaczanie krzyża symbolami słońca, księżyca i gwiazd
mogło z kolei wyobrażać miejsce królestwa bożego
albo nawet wyrażać hołd wierze w wszechogarniające
istnienie Boga , mogło również przypominać O' prze­
m i j a n i u czasu, o krótkotrwałości życia, nawoływać
do właściwego jego spędzenia . Natomiast zdobiny
w postaci kwiatów — grzybzieli,
lelji
i gałązekpalm — były niewątpliwie wyrazem adoracji symbolu
krzyża.
41

1

42

43

44

Jakkolwiek by się jednak tłumaczyło treści ukryte
w tych wszystkich dodatkowych motywach współwystępujących łącznie z krzyżem, nie ulega kwestii,
że wyrażała się w nich również potrzeba twórców —
tworzenia piękna.
Czas pojawienia się wszystkich rodzajów bardziej
rozbudowanych f o r m krzyży kutych na terenie K u r ­
piowskiej Puszczy Zielonej należy określić dopiero
na siedemdziesiąte, a niekiedy nawet osiemdziesiąte
lata X I X w. , kiedy to prawie każda wieś fundo­
wała sobie kutą figurę, wiele zaś zamożniejszych go­
spodarstw wznosiło je przed obejściem, u granic pola
lub na grobie bliskiej osoby. Jeśli zdarzały się
wcześniej n a t y m terenie żelazne, k u t e krzyże, to
jedynie najprostsze ich formy, niewielkich wymiarów,
przy t y m zawsze jako zwieńczenia innych obiektów.
45

W o m a w i a n y m okresie ambicją każdego fundatora
krzyża było nadanie m u wyglądu j a k najbardziej
okazałego. Dlatego też następuje wtedy stały rozwój
f o r m wyłącznie samoistnych, o dużych rozmiarach,
coraz bardziej wyszukanych w kompozycji. Proces
ten t r w a nieprzerwanie do I wojny światowej. Po
wojnie upadek rzemiosła kowalskiego obejmuje róww. Leman. Cz. Pietkiewicz, Krzyż i diabeł w wierze­
niach Białorusinów, „Ziemia", 1930, n r 10.
Por.: „Offiara
Naywyższemu
na ubłaganie
Maiestatu
o zwolnienie
plagi grasującej
CHOLERY
w roku 1831". Napis na krzyżu we w s i Drążdżewo,
pow. Przasnysz.
Por.: G. J . Zieliński, Zwyczaje
myśliwskie,
„Wisła", t. X I V , 1900, s. 756.
W tradycyjnych wierzeniach ludowych prze­
konanie o magicznym działaniu dźwięków, o apotropeicznych właściwościach dźwięku wydawanego przez
dzwony występuje niezwykle powszechnie.
Patrz przyp. 38—39.
Jw.
Patrz przyp. 11 i 18.
I
40

41

42

43
44

45

II. 18. Krzyże przybijane
na szczytach budynków mieszkalnych:
a) Brzozowy
Kąt, pow. Ostrołęka, wyk. ok.
1870 r., b) Borkowo, pow. Kolno, wyk. ok. 1880 r., c) Stary Mszyniec, pow. Ostrołęka, wyk. ok. 1900 r„ d) Biełuszny Lasek, pow: Ostrołęka, wyk. prawdopodobnie
pod koniec XIX w.

�nież wytwórczość krzyży. Figury, które pojawiają się
w okresie międzywojennym, pochodzą
najczęściej
spoza terenu Kurpiowskiej Puszczy Zielonej, kupo­
wane na targach, niekiedy sprowadzane aż z War­
szawy .
46

Nasuwa się pytanie, gdzie szukać przyczyn poja­
wienia się i tak znacznego roawoju omawianej dzie­
dziny wytwórczości kowalskiej. A b y mówić jednak
o przemianach w zakresie świadomości mieszkańców
Kurpiowszczyzny konieczne jest spojrzenie wstecz na
ich przeszłość.
W okresie pierwszych lat po skolonizowaniu tere­
nu Kurpiowskiej
Puszczy Zielonej,
jak wynika
z ówczesnych źródeł — ludność żyła t u w bezboż­
nictwie, bez
duszpasterzy, nie związana z żadnym
stałym ośrodkiem k u l t u religijnego . Przenikała t u
natomiast działalność ewangelicyzmu
z sąsiednich
Mazur, szerzył się również a r i a n i z m W p ł y w y te,
jak się wydaje, spowodowały raczej reakcję ze strony
katolickiej diecezji w Płocku i Łomży, aniżeli prze­
miany w religijności Kurpiów. Pierwszym zdecydo­
wanym aktem mającym przeciwdziałać „herezji" było
założenie przez misję jezuicką kościoła nad granicą
mazurską, w dzisiejszym Myszyńcu . To, że jezuici
zajmowali się propinacją i m i e l i ciągłe spory z k o n ­
kurentami ze strony administracji starościańskiej,
utrudniało i m bardzo pracę duszpasterską . Wydaje
się, iż założenie w dalszych latach kościołów w K a ­
dzidle, Dąbrówce i L i p n i k a c h również nie przyniosło
od razu jakichś wyraźniejszych s k u t k o w i . Na nie­
moralny żywot Kurpiów (szczególnie zaś kobiet),
na wielką oporność ich w przyjmowaniu zasad gło­
szonych przez kościół, narzekają badacze K u r p i o w ­
szczyzny jeszcze w połowie X I X w. Pierwsze bar­
dziej zasadnicze rezultaty akcji umoralniającej w sto­
sunku do Kurpiów, prowadzonej głównie przez pro­
boszczów, zostają osiągnięte dopiero w drugiej po­
łowie X I X w .
47

49

50

51

5 2

Nagięcie miejscowej
ludności do elementarnych
nieraz p r a k t y k religijnych, nakłonienie jej do n a j ­
prostszych f o r m k u l t u , stworzyło k l i m a t niezbędny
do przyjęcia się zwyczajów, które w innych rejonach
kraju obowiązywały już od dawna. Wydaje się, żę ten
opóźniony proces, swego rodzaju wtórnej chrystiani­
zacji w dalszych latach spowodował na K u r p i o w 46

g . T. K u t y , W. Wasilewskiego i J . Zegi.
Por.: L. K r z y w i c k i , op. cit., s. 537—538; B. Ba­
ranowski, op. cit., s. 59—©1; I . Baranowski,
Najstar­
szy opis Puszczy
Kurpiowskiej",
„Ziemia", t. I I ,
1911, s. 279.
Por.: B. Baranowski, op. cit., s. 60.
J w . oraz S. Załęski, Jezuici w Polsce,
Kra­
ków 1905, t. I V , cz. 3, s. 1030.
B. Baranowski, op. cit., s. 60.
W

47

48

49

50

II. 19. Szczyt budynku mieszkalnego
z krzyżem oraz
wyobrażeniami słońca i księżyca, Borkowo, pow. Kol­
no, wyk. ok. 1880 r.

szczyźnie silniejsze niż gdzie indziej natężenie de­
wocji i wszelkiego rodzaju najprostszych form k u l t u .
Odnosi się dzisiaj wrażenie, że rozpowszechniająca
się pod koniec X I X w . w tutejszych gromadach w i e j ­
skich i poszczególnych gospodarstwach potrzeba fun­
dacji okazałych figur kutych była w jakiejś mierze
jednym z przejawów tego rodzaju zjawisk.
Przegląd zachowanych zabytków tradycyjnej w y ­
twórczości kowalskiej na terenie Kurpiowskiej Pusz­
czy Zielonej pozwala się zorientować j a k w poszcze­
gólnych grupach wyrobów dążenia i wartości artyW Kadzidle kościół został założony w 1740 r.,
w L i p n i k a c h — kaplica w 1778 i w Dąbrówce —
również kaplica w 1798 r.
51

Por.: A. Połujański, Wędrówki po
guberni
augustowskiej,
w celu naukowym
odbyte, Warsza­
w a 1859, s. 65—69; A. Zakrzewski, Z Puszczy
Zie­
lonej, „Wisła", 1887, s. 597; D. Daszewski, Moralność
i umoralnienie
Kurpiów, Płock 1903, s. 9.
52

71. 20. Krzyże żelazne zwieńczające krzyże drewniane:
a) Brzozowy
Kąt, pow. Ostrołęka, wyk. ok. 1880 r.,
b) Szwendrowny
Most, pow. Ostrołęka, wyk. ok. 1885 r., c) Wolkowe, pow. Ostrołęka, czas wykonania
nie usta­
lony, d) Turośl, pow. Kolno, czas wykonania
nie ustalony.

cp
o 1

Ł

t

n

O

�zbliżają się do wytworów nieutylitarnych (np. krzy­
że) — tym bogaciej występują w nich elementy wy­
bitnie dekoracyjne. Jednocześnie w miarę rozrastania
tej dekoratywności — obiekty stają się coraz bardziej
indywidualnym dziełem określonego twórcy-kowala,
a coraz mniej — osiągnięciem zbiorowym całych
pokoleń tych rzemieślników. Jeśli w narzędziach,
przyborach i sprzętach służących do pracy można za­
sadniczo doszukiwać się wartości ukształtowanych
w długotrwałym procesie stapiania się zbiorowych
doświadczeń twórców i użytkowników, o tyle już
w wytwórczości np. n a potrzeby
budownictwa,
a przede wszystkim w kutych krzyżach, uwidacznia
się piętno pochodzenia z konkretnego warsztatu, czy
nawet od twórcy o określonych upodobaniach i zdol­
nościach . Anonimowość tych dzieł, brak w więk­
szości wypadków jakichkolwiek danych o ich pocho­
dzeniu, nie pozwala n a ukazanie postaci autorów
i tym samym n a podjęcie próby przedstawienia
istniejących zależności między charakterem poszcze­
gólnych wyrobów a indywidualnością ich twórców.
53

II. 21. Krzyż nagrobny
Kolno, wyk. 1890 r.

na cmentarzu,

Turośl,

pow.

styczne rosną lub słabną zależnie od przeznaczenia
obiektów, od spełnianej przez nie funkcji podstawo­
wej. Najsłabiej pod tym względem przedstawia się
grupa narzędzi, przyborów i sprzętów związanych
z pracą produkcyjną, o wiele lepiej — grupa w y ­
robów na potrzeby gospodarstwa domowego. Bardzo
silnie zaznaczają się dążenia artystyczne w grupie
spoideł, zaczepów i uchwytów — a w wytwórczości
kutych krzyży osiągają szczytowe nasilenie.
Można więc stwierdzić, że i m słabiej poszczególne
wyroby wiążą się z pracą produkcyjną, i m bardziej
53 przykładem mogą być np. krzyże z Wachu
i Tatar.
Wydaje się, że kowale największą przyjemność
znajdowali w pracy wybitnie efektywnej, nie wyma­
gającej, jak mówią, „łamania głowy". Z szeregu w y ­
powiedzi można wnioskować, że znacznie większe
zadowolenie dawało i m okuwanie np. wozu, czy
kręcenie świdrów lub klepanie motyk, aniżeli arty­
styczne modelowanie krzyży. „Chęć mie pociągała do
rzemiosła więcej niż do rolnictwa. Ciepałem się
bednarstwa, ale to jednolite, stale ta sama robota.
Ciepałem się szewstwa, ale to stale tseba było sie­
dzieć, as mnie tyłek bolał. Wziełem się za kowal­
stwo — rozrywca robota, nieuprzykrzona taka, pełno
zawdy chłopów, gawędka, wciąż wesoło, a przy
innych robotach to takiego ściągu nie ma. Krawiec,
siewc, to żadnej cery n i miał, zuziędniałe takie,
a kowal na powietrzu stale... Każdy kowal mniał do
cegoś zręcność. Julkowie robił ksyze, siekiery, wozy
i sośniki. Jek Julkowie okuł sośnik, to i baba nabiła
i można było orać. Kowalcyk był specijalista od
świdrów, on miał do tego zręcność. J a to najlepiej
łubie kuć wozy, bo to sporo idzie roboto i zapłata
dobra. Psy ksyzach to ksyzowa robota, tseba se n a łamać głowę, jak te powywijać filory, rozweselenia...
Robota u mnie musi mieć wygląd, to nie znacy, zeby
była dobro, ale była cysta, gładka. Drudzy to pod­
rabiają pilnikiem, a u mnie to tyło rotoota wychodzą,
spod młota osie jak tocone." (J. Zera, w. Kadzidło).
51

Charakter przedmiotów, które były świadomie
dekorowane i rodzaj stosowanych technik zdobni­
czych pozwala sądzić, iż artystyczna twórczość ko­
walska n a terenie Kurpiowskiej Puszczy Zielonej
rozwinęła się nie tyle pod wpływem potrzeb este­
tycznych samych twórców, czy też pod wpływem
konkurowania ze sobą, ile pod silnym działaniem
określonych zamówień społecznych. T y m tylko można
na tym terenie wytłumaczyć brak zdobionych obiek­
tów należących do narzędzi pracy samego kowala
czy też mających przeznaczenie wyłącznie gospodar­
cze, a także brak zdobionych wyrobów, które były
użytkowane w warunkach utrudniających ich oglą­
danie. T a k samo można tłumaczyć stosowanie przez
nich takich głównie technik dekoratorskich, które
wzbogacały kształt, kontur przedmiotu, z pominię­
ciem jego płaskich powierzchni .
54

Przypuszczenie o kształtowaniu się charakteru
artystycznej
twórczości kowalskiej
głównie pod
wpływem określonych zamówień społecznych znaj­
duje dalsze potwierdzenie w uwagach na ten temat
samych kowali oraż użytkowników ich wyrobów.
Informatorzy — mieszkańcy wsi położonych na po­
graniczu Kurpiowszczyzny i obszarów z nią sąsiadu­
jących — mając możliwość stałego porównywania
występujących stosunków w tych rejonach, dostar­
czają szczególnie cennych wiadomości. „Na Puscę się
robiło różne gruchawki, gwiazdy, krzyżyki z blachy,
bo oni się w tym lubili. J a k się robiło wasążek, to
zawdy trzeba było to wszystko zrobić, parę złoty
więcej dali. Było u nich takie zakochanie. Szlachta
miała swoją gładką robotę, żadnych przystrojów nie
lubili. Opiłować to tak, ale juz pachem nie malować,
a Pusca pachem, a j a k ześ nie umalował, to wielka
żałość: «cemuś majsterku nie umalował*-, a szlachcic

II. 22. Krzyż żelazny.
Wg: A. Chętnik „Kusrpie", Kraków 1924, s. 68.

�II. 23. Krzyż

wieńczący

bramę cmentarną,

Turośl,

paw. Kolno,

przysed i zastrzeg: «panie majstrze j a proszę żadnego
pachu». K u r p j a k m u gruchało psy wasążku, to się
ciesył, ho j a k b y m u w kieseni... U sani clągary m u ­
sowo skręcone, bo j a k nie, t o &lt;&lt;nie psięknie — niech
pon ukręci*, zawdy prosili. Zawiasę w liść, w k w i a t
zakońcyć, b u c h t o w a l i m różne zakońcenia. U zapadek
robilim orlany z d w o m a cubkami, bo na Puscę trze­
ba było zawdy wyrobić różne ptaski. D r u g i e tseba
było cienko odciągnąć, skręcić, bo j a k gładko, t o
»nie psiękno — n i c h pon zrobzi j o k i e filory«, zawdy
p r o s i l i . " „Tu to psewaznie były proste ksyze. Były
i woziki-wasągi. K o w a l wykuł psy nich t y l k o to co
tsa do siły, a żadnych cacków n i e tseba było. T a m
na Puscy, to się interesowali cackami, to r o b i l i z róż­
nymi z y g z a k a m i . "
„Oni [ K u r p i e — J . O.] t u psyjezdzali pracować całymi gromadami do pielenia, do
żniw. A l e to j a k j a byłam mała. T o wesoły naród.
Jak śli do pracy, to całą drogę śpiewali i tańcyli.
Ładne mieli k a f t a n i k i , zakładecki, pliseoki, w a r k o cyki, choć to K u r p i e . "
„Chodzilim po nięso do
Kurpsiów n a j e r m a r k do Mysińca — k o n i a m t a m
kupsił. Mało co robzili, t y l k o kochali się w
toniach
i przystrojstwach rozmaitych. Pracozite nie b y l i ,
niezapracozite, proste ligoty b y l i . "
„Za granicą żyją
złodzieje pierwsej" klasy — m n i e żakiet zabrali, sąsiadoju rozzuli z butów, drugiemu posiadali na konie
i pojechali. A żyli o n i j e k pielgzymy, n a górce polezyć w chłodzie, a do Prus n a złodziejstwo psyjść, t o
ich zajęcie. Baby i c h j e k cyganki nieządern żyły.
Dobrodziejów to u m i e l i udawać — saniami jeździli
po gryce kiedy kściała albo bociana łapali i w y n o ­
sili, zeby i m t r a w y nie deptał." „Kurpie, to naród
55

56

5 7

58

59

wyk. ok. 1880 r.

prostszy. Wczoraj wyzwałam ich od kurpiów, bo m i
płoty porozjeżdżali, j a k na j a r m a r k jechali. T a m
ludzie gorse — chamowate, osukańcy. Pana Jezusa
by sprzedali. Oni się t a k strojo, różności dłubio, zeby
osukać, ze inse z nich l u d z i e " . „Tam zwykłe K u r ­
pie. Chcą pokazać, że t o o n i o d szlachty lepsi i wszyst­
ko lepiej potrafią robić, a niech ta."
Ludność Kurpiowszczyzny w podstawowej masie
wywodzi się, j a k wiadomo, spośród zbiegów pań­
szczyźnianych, l u d z i ściganych, surowo sądzonych
przez ówczesne p r a w o . Dzięki osiedleniu obszaru
należącego do dóbr królewskich, spotkała się ońa
jednak z p e w n y m uprzywilejowaniem, szeregiem swo­
bód niedostępnych d l a zwykłych chłopów. Fakt ten
miał ogromne znaczenie d l a 'kształtowania się osobo­
wości i postaw społecznych tej ludności. Udział
Kurpiów w walce ze Szwedami, i c h zatargi z a d m i n i ­
stracją starośctańską, krnąbrność wobec zabiegów
60

61

62

55

Kolno.

W. Florczykowski

(ur. 1888), w . Kozioł, pow.

G. Budziszewski (ur. 1875), w . Golany, pow.
Przasnysz.
M . Kowalewska (ur. 1870), w . Czerwin, pow.
Ostrołęka.
F. Pacia (ur. 1873), w . Piasutno, pow. Szczytno.
L . Faleński (ur. 1878), w . Pogubię Średnie,
pow. Pisz.
S. D y t r y c h (ur. 1887), w. Przeradowo, pow.
Maków Maz.
U . U b a (ur. 1875), w . Czartoria, pow. Ostro­
łęka.
Por.: B . ' Baranowski, Czy szlachta w
XVII
i XVIII
w. magla chłopów karać śmiercią, „Państwo
i Prawo", 1948, z. 12, s. 43.
5S

57

58

59

60

61

62

211

��II. 29. Krzyż przydrożny, Chojny, pow.
Łomża. II. 30. Krzyż, wys. 83. Zb. Muz.
Łomża. 11. 31. Krzyż, Dóbrylas, pow.
Łomża, wyk. 1886 r.
i.
li,'

misji jezuickiej, wreszcie postawa w stosunku do
zaborców, pozwoliły L . Krzywickiemu tak scharakte­
ryzować tę ludność. „Jest to jedyny Odłam z pośród
naszego ludu, który usiłował, że tak powiem, robić
i układać własnoręcznie swoją historię ,[...] nie byli
biernymi widzami, lub lepiej, biernym źródłem środ­
ków walki dziejowej •[...] I dzisiaj samodzielność K u r pika, oryginalność poglądów i przede wszystkim
wiara w samego siebie i swoje siły występuje w spo­
sób wymowny."
•
Przez najbliższych sąsiadów traktowani byli K u r ­
pie, jak już wiadomo, inaczej aniżeli n a to zasługi­
wali. Drobna
szlachta zaściankowa z obszarów
otaczających Kurpiowską Puszczę Zieloną od połud­
nia, wschodu i zachodu wytykała Kurpiom ich nieszlacheckie pochodzenie, Mazurzy szczycili się przed
sąsiadami zza granicy ewangelicyzmem bardziej r a ­
cjonalnym niż katolicyzm. Obydwie zaś sąsiedzkie
grupy tłumaczyły ubóstwo Kurpiów nie tyle ciężkimi
warunkami ich bytu n a nieurodzajnych, popuszezańskich glebach, ile hulaszczym, niefrasobliwym trybem
życia.
W tej sytuacji kształtowało się wśród mieszkań­
ców Kurpiowszczyzny powszechne pragnienie pozby­
1

83

cia się ciążącego piętna ludzi biednych, nie mają­
cych znaczenia. Wydaje się, iż starali się dać temu
wyraz wielokrotnie w swych dziejach, nie wyłącza­
jąc omawianego Okresu, kiedy nastąpiła pewna po­
prawa warunków ich życia. Wystawiane w tym cza­
sie domy, sprawiane zaprzęgi, stroje, jak i fundowane
figury nie tylko zaspakajały określone, najczęściej
praktyczne potrzeby, lecz jednocześnie miały być
swego rodzaju społeczną manifestacją zamożności czy
zaradności. Oczywiście nie dotyczyło to ogółu, lecz
głównie tych Kurpiów, którym rzeczywiście udało się
poprawić warunki bytowe. A l e nawet w tym wypad­
ku zamożność miała tylko charakter zewnętrzny.
Poziom elementarnych warunków życia (pożywienia,
higieny itp.) nie uległ zmianie. W tym aspekcie n a ­
leży traktować pobudki rozwoju wielu dziedzin twór­
czości artystycznej nie wyłączając kowalskiej.
Nasuwa się jeszcze pytanie, w jakim stopniu arty­
styczna twórczość kowalska Kurpiowszczyzny oma­
wianego okresu stanowi zjawisko oryginalne, ukształ­
towane na miejscu, nie powtarzające się. Niektóre
spośród składających się na nią wartości można od­
naleźć w rzemiośle kowalskim występującym n a są­
siednich terenach Mazowsza i Podlasia. Żelazne n a ­
rzędzia, przybory i sprzęty używane do pracy z tych
obszarów — nie różniły się na ogół od kurpiowskich
ani pod względem konstrukcji, ani też sposobu w y ­
konania, w tym również dekorowania. Nie mogło być
inaczej jeśli się zważy, iż każdy prawie z tych w y ­
tworów
posiadał
nieraz
wielowieczną
tradycję.
Inaczej jednak było z wyrobami znajdującymi zasto-

63

Por. L. Krzywicki, op. cit., s. 537—538.

�sowande w transporcie i budownictwie, których poja­
wienie się w kulturze ludowej nie było t a k dawne.
Wprawdzie wozy czy sanie o takiej samej konstrukcji
(w t y m również elementów żelaznych) występowały
na rozległych obszarach północno-wschodniej Polski,
nie wszędzie jednak zdobiono j e tak bogato j a k na
całej Kurpiowszczyźnie. T a m zaś,' gdzie do przy­
strajania wozów i sani przywiązywano równie duże
znaczenie (jak na terenie Puszczy Zielonej), inne n a j ­
częściej obowiązywały techniki i w z o r y .
Podobne spostrzeżenia nasuwają się przy porówny­
waniu dekorowanych wykładek zamków zapadko­
wych. Większość motywów zdobniczych stosowanych
w wyrobach kurpiowskich posiadała zasięg ogólno­
polski . Jednak t a k dekoracyjnie rozbudowanych
zdobin, j a k np. wyobrażenie konia l u b jeźdźca n a ko­
niu, nie spotkałem poza Kurpiowszczyzną. Wydaje
m i się, że zwyczaj nabijania specjalnych okuć na
szczycie budynku mieszkalnego również ściśle się
wiązał z terenem k u r p i o w s k i m . Brak jest wreszcie
jakichkolwiek danych potwierdzających, że gdzie
indziej niż na K u r p i a c h robiono ozdobne przetyki
do kądzieli w kołowrotkach.
Osobnym problemem jest pochodzenie wzorów k u ­
tych krzyży, których t a k w i e l k a rozmaitość występo­
wała na terenie Kurpiowszczyzny. Jakieś najbardziej
bliskie w stosunku do nich analogie można zauważyć

wśród żelaznych krzyży spotykanych n a rozległych
obszarach, rozciągających się n a wschód i północnowschód od Kurpiowszczyzny, aż poza granice naszego
kraju. Wśród krzyży z Podlasia, radzieckiej Biało­
rusi, czy nawet L i t w y można natrafić n a szereg od­
powiedników tych najstarszych form, figur uzupeł­
niających, które występowały na terenie Kurpiow­
skiej Puszczy Z i e l o n e j . Być może, istniał jakiś
związek rozwojowy między f o r m a m i kutych krzyży
z tych graniczących ze sobą rejonów i krajów. Brak
bardziej pełnych w t y m zakresie danych nie pozwala
jednak zająć zdecydowanego s t a n o w i s k a . Jeśli na­
w e t istniały te związki, to jednak nie ulega kwestii,
że n a terenie Kurpiowszczyzny wykształcił się pe­
wien model krzyża kutego, na który nigdzie indziej
nie udało m i się natrafić. Była to forma krzyża sa­
moistnego, dużych wymiarów, o strzelistej, pozbawio­
nej dekoracji podstawie, ozdabianego w górnej tylko
części, z charakterystycznymi, rozchylającymi się na
boki gałązkami-pałmami (il. 31).
Artystyczną twórczość kowalską Kurpiowszczyzny
omawianego okresu kształtował zatem szereg czyn­
ników właściwych głównie temu rejonowi. Odnosiły
się one zarówno do dziejów rzemiosła, f u n k c j i spo­
łecznej związanej z n i m wytwórczości artystycznej,
charakteru potrzeb estetycznych kowali, j a k i do
samej f o r m y w i c i u dzieł.

N a podstawie badań terenowych w e wsiach:
Plutycze i Strabla, pow. Bielsk Podlaski, Chodów,
pow. Siedlce, Mocarze, pow. Jedwabne, Ciemnoszyje
i Białogrądy, pow. Goniądz, Nowinka, pow. Augustów
i dn. Por. A r c h . fotogr. Muzeum K u l t u r y i Sztuki
Ludowej w Warszawie, fot. n r 1597—1601.

Por.: M . Brenśtein, Krzyże i kapliczki na Żmu­
dzi, Materiały Antropologii i Etnografii P A U 1907;
B. Ginet-Piłsudśki, Les croix Lithuaniennes,
„Schwei­
zerisches
Archiv
für
Volkskunde", Basel 1916,
s. 246—258; tenże, Krzyże litewskie, „Biblioteka Orlego L o t u " , Kraków 1922, n r 3; B. Krzywda-Polkowski, Krzyże na Litwie, w y d . Polska Sztuka Stosowana,
1909, z. 12.
Istnieje bardzo wiele analogii w kulturze ma­
terialnej i duchowej Kurpiowszczyzny i obszarów
rozpościerających się o d niej w k i e r u n k u północnowschodnim. Szczególnie j a s k r a w o rysują się te podo­
bieństwa w inwentarzu narzędzi rybackich, a także
w magii rybackiej.

64

65

66

64

Por.: R. Reinfuss, Polskie ludowe
kowalstwo
artystyczne,
„Polska Sztuka Ludowa". 1953, n r 6,
s. 369.
65

Na omawiany zwyczaj natrafiłem poza K u r ­
piowszczyzną jedynie w p a r u wsiach szlacheckich
w pow. kolneńskim.
66

słońca występujące
Kurpiowszczyzny.

68

67

68

o

• o o
II. 32. Wyobrażenia
krzyżach z terenu

67

na

kutych

Fot: K. Kwaśniewski — il. 17; Jacek Olędzki — il. 1, 3, 5—9, 19, 21,
23—25, 28; Jan Swiderski
— il. 29, 30. Rys. Jacek
Olędzki.

*

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6527" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6507">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/958b6b1d674ce9a408083e51ec5be791.pdf</src>
        <authentication>28ddda61fdd401e7ddad9b4c3bb2fd2d</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77735">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2324</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77736">
                <text>1991</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77737">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2156</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77738">
                <text>"Venus" z Bielska-Białej. Przykład analizy otoczenia wizualnego / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77739">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.2, s.55-59</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77740">
                <text>Robotycki, Czesław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77741">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77742">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77743">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77744">
                <text>Czesław Robotycki

„ V E N U S " Z BIELSKA-BIAŁEJ
PRZYKŁAD ANALIZY O T O C Z E N I A W I Z U A L N E G O
„In nova fert animus mutatas dicere formas corpora"
(W nową postać zmienione chcę opiewać ciała)
Owidiusz, Metamorfozy 1,1
Współczesne techniki informacji, rozwijające w kulturze maso­
wej przede wszystkim wizualne formy przekazu, wytworzyły
w naszym otoczeniu takie ich bogactwo, że trudno uchwycić
wśród nich jakikolwiek porządek. Mieczysław Porębski analizu­
jąc tę nową sytuację wyróżnił w niej dwa kręgi zjawisk, które
nazwał „wizualizmem zorganizowanym" i „wizualizmem niezorganizowanym". Ten pierwszy - kontynuując myśl Porębskiego
- tworzy poprzez „ilustrowany magazyn, plakat, witrynę, wy­
stawę, wnętrze, film, tv, spektakl, organizację formalną przebiegu
codziennych zjawisk życia, nie przewidzianą w programach
twórczych, ale za to nieporównanie od nich bogatszą, niewątp­
liwie masową, realnie zintegrowaną, rzeczywiście powszechną."
Szerszy zakres ma jednak „wizualizm niezorganizowany". Składa
się nań chaos działań i rzeczy pretendujących do miana sztuki lub
będących sztuki zaprzeczeniem. Są to także promowane racjami
merkantylnymi, prestiżowymi i obyczajowymi niewybredne for­
my tworzone doraźnie, często anonimowo. Powstające jako efekt
opadających modnych wzorów, emocji i potrzeb chwili wypeł­
niają obszary potocznej wyobraźni. Przestrzeń ich istnienia okreś­
la, według Porębskiego, „... mur kamienicy lub parkan, uliczna
galeria, stadion a nawet parkiet nocnego lokalu."
Formy wizualne należące do kultury masowej mają jej charak­
terystyczne cechy. Wśród wielu ich właściwości zwraca uwagę
synkretyzm semiotyczny i wielofunkcyjność. Przykładem tego
może być zamierzone lub nieświadome korzystanie ze schema­
tów ikonograficznych z dawnej i nowszej sztuki wysokiej. Odnaj­
dujemy je przetworzone i przetransponowane w inne obszary
znaczeniowe gdzie sensy ich zostały zdegradowane, inaczej
wykorzystane, wprowadzone w trywialne konteksty. W prag­
matyce komunikacyjnej spełniają one równocześnie funkcje
instrukcyjne, perswazyjne i estetyczne. W sytuacji społeczeństwa
masowego sztuka wysoka, rozumiana jako sztuka elit, traci więc
na znaczeniu. Zjawiska paraartystyczne nabierają rangi w nowej
ikonosferze. W opiniach odbiorców do poziomu dzieła sztuki
może być podniesiony każdy element otoczenia wizualnego.
Zamieszanie takie, jak podkreśla to wielu autorów, wynika z faktu,
iż sama sztuka uznała za swoje także i takie elementy, które
wywodzą się z codzienności, są często wytworami seryjnymi lub
ulotnymi. Na pytanie czym są wizualne formy kultury masowej
brak jednoznacznej odpowiedzi. Jaką zająć wobec nich postawę
- na to też nie ma zgody. Ze zjawiskami sfery współczesnych
wyobrażeń zbiorowych jest już łatwiej. Stają się one przedmiotem
refleksji „mito-loga", jak powiada Roland Barthes lub, jak powie
Mieczysław Porębski, „metamitologii".
Podkreślenie wagi wizualności uczynione przez Mieczysława
Porębskiego - historyka sztuki, ale także i wyczulonego obser­
watora współczesności, doceniającego przy tym etnologiczny jej
wymiar - ośmiela do przedstawienia pewnych myśli rozwijają­
cych idee tegoż autora. Stwierdza On, że podstawą charakterys­
tycznego wizualizmu naszych czasów jest doraźny i chwilowy
zaledwie charakter mitologii współczesnych. Jeżeli więc stawia
się przy tym tezę, że wiele tzw. mitów współczesności to wciąż
kompozycje odwiecznych mitemów, to zapytać można jak ist­
nieją i z czego korzystają formy wizualne. Stwierdzając już wyżej
funkcjonowanie w kulturze masowej rozmaitych przetworzeń
i cytatów sugeruję odpowiedź. Jej uzasadnienie może budzić
wątpliwości, ale powiada Porębski, w tej dziedzinie skazani
jesteśmy na luźne hipotezy, nie ma tu bowiem systematycznego
rozpoznania.
1

2

3

4

5

6

Idąc tropem autora Sztuki a informacji można z naszego
otoczenia wybrać i zgrupować zjawiska i przedmioty, które nie
zawsze zwracają uwagę. Mogą to być na przykład: instrukcja
posługiwania się śpiworem, poster zachęcający do pracy w M PK,
rzeźba ogrodowa, etykieta z butelki tzw. weselnej wódki, kalen­
darz sprzedawany przez kominiarzy, stara pocztówka, druk dewocyjny, fotograficzny portret uczonego z mojej macierzystej Kated­
ry Etnografii itd. Kolekcję taką można by dowolnie wzbogacać
podobnymi przedmiotami. Stanowi ona zbiór przez to właśnie, że
przedmioty te są częścią większej całości - to jest - naszej
ikonosfery. Jest to podstawowa logiczna cecha, która je łączy
w zbiór. Poza tym łatwiej znaleźć uzasadnienie dla wspólnego
oglądu rzeczy tak różnych od siebie przez wskazanie ich negaty­
wnej konotacji. A więc: nie należą do świata sztuki, są kiczami lub
przedstawieniami banalnymi. A jednak zgromadzenie ich na
zasadzie kontaminacji daje niespodziewane efekty. Odkrywamy
oto kolejną ich cechę wspólną. Dostrzegamy w nich „beztroski
brak smaku", dzięki nim doznajemy „rozkoszy pospolitości" - jak
wyraził się kiedyś Max Bród." Stwierdzenie owej „pospolitości"
to sygnał, że jesteśmy na właściwym tropie, że znalazł się materiał
do analizy, przecież dotykanie „pospolitości" to codzienność
etnologa współczesności.
Przyjrzyjmy się bliżej wymienionym przykładom. Jakie sche­
maty interpretacyjne zastosować wobec nich. Nie ulega wąt­
pliwości, że muszą tu wspomagać się wzajemnie historia sztuki
i etnologia. Są to postulaty, o których od lat pisał Ksawery
Piwocki a później Mieczysław Porębski . Spośród przykłado­
wego zbioru do szczegółowej analizy wybrałem zdjęcie z opisu
śpiwora, poster informujący o możliwościach pracy w MPK,
kalendarz sprzedawany przez krążących po domach w okresie
Nowego Roku kominiarzy oraz rzeźbę plenerową z ogródka
„wiejskiej kamienicy" w okolicach Zalipia koło Dąbrowy Tar­
nowskiej. Z powodów, które potwierdzają tezę o potrzebie
współpracy etnografa - lub lepiej antropologa - i historyka sztuki,
pozostawiam na stronie: portret uczonego oraz pocztówki. Otóż
na wspomnianym portrecie uczony został uchwycony w pozie
gdy podpiera dłonią lekko pochyloną głowę. Skojarzenie interp­
retacyjne jest natychmiastowe - to - Ervina Panofsky'ego
i współautorów znakomite studia o Melancolia I Albrechta
Diirera. Więcej dodawać nie trzeba. Także pocztówka jako
zjawisko kulturowe ma już swoją bibliografię.
Do przykładów zjawiska przetworzeń, które chcę bliżej rozpat­
rzyć, i o którym wspominałem na wstępie, można zastosować co
najmniej trzy różne podejścia pozwalające na odmienne interp­
retacje: zdroworozsądkową, „ikonograficzną" i antropologiczną.
Próba każdej z nich prowadzi do interesujących wniosków.
Podejście zdroworozsądkowe dla wielu etnografów wydaje się
czymś oczywistym, co wynika z zakorzenionego sposobu myś­
lenia w tych kategoriach. Bazą takich interpretacji „ad hoc" jest
odwoływanie się do własnego doświadczenia jako zaplecza
teoretycznego. Powie się wówczas:
- kazano komuś zrobić zdjęcie a śpiwór skojarzył się z turystyką
- ergo - plenerem,
- ten kto chce zarobić, sprzedaje kalendarze z kominiarzem na
szczęście,
- każdy widział rezerwistów w malowanych chustach z frędz­
lami.
Można też, zaproponuje zajadły etnograf-terenowiec, udać się
na miejsce i przeprowadzić wywiad. Dlaczego zbudował ktoś
fontannę, dowiedzieć się jak fotograf wybierał modelkę, dotrzeć
do autorów rysunków i zapytać skąd czerpali wzory itd. W przy­
padkach takich „zabiegów badawczych" multiplikuje się ten sam
błąd psychologizmu. I to dwojakiego rodzaju. Po pierwsze,
7

9

10

11

12

13

55

�II. 1, 2. Tycjan. Venus г Prado, ок. 1560 г., Paryż-Luwr, oraz ilustracja z instrukcji używania śpiwora z t-ki w Bielsku-Białej

poszukując intencji działającego odnosimy je do potocznych
„teorii psychologicznych" nakładając często własne wizje na
- być może - matryce kulturowych zachowań. Po drugie, często
poprzez tak zwany „wywiad terenowy" otrzymujemy wtórne
racjonalizacje - artefakty równe tym, o które pytamy. Jakże
wyraźnie widać ten problem w sferze zjawisk twórczości lub jej
pogranicza. Wyniki wywiadów zwiększają raczej ilość materia­
łów przydatnych do analizy, nie osiągamy jednak dzięki nim
poziomu wyjaśniania lub rozumienia. Trudno o to na płaszczyźnie
faktów.
14

Metodologiczna autoświadomość nie zawsze towarzyszyła
etnografom. Przeglądając prace własne i kolegów odkryjemy, że
często ulegaliśmy złudzie empiryzmu. Stwierdzam to świadom
współczesnego sporu o wymiar emic i etic w rozważaniach
antropologicznych. Według mnie pozostawanie przy interpretac­
jach zdroworozsądkowych wobec zjawisk z naszego wizualnego
otoczenia jest niewystarczające. Co gorsze jednak, podejrzewam,
że dla większości badaczy codzienny wizualizm nie jest w ogóle
problemem etnograficznym.
Znany z wielu opracowań, przedstawiony wyżej w pewnym
uproszczeniu, tryb postępowania ujawnia swoje słabości i ogra­
niczenia szczególnie wyraźnie w odniesieniu do zjawisk, które
trudno jednoznacznie zakwalifikować. Skłania to do poszukiwa­
nia innych możliwości interpretacyjnych wśród nauk pogranicz­
nych. Historia sztuki, na przykład, stosuje od lat metody ikono­
graficznego opisu i analizy pozwalające śledzić przekształcenia
tematów jakie pojawiły się w sztuce europejskiej od czasów
renesansu. Jak wiadomo, rozwiązania artystyczne z tego okresu
nawiązujące do mitologii i kultury antycznej, na długo utrwaliły
europejski kanon piękna. W sztuce późniejszych okresów - od
baroku po akademizm - „temat antyczny" nieustannie powracał
w bardziej udramatyzowanych przedstawieniach. Od renesansu
istniały wzorniki dla malarzy, w pracowniach posługiwano się
kartonami z gotowymi typowymi rozwiązaniami szczegółów,
strojów, roślin. Powtarzano schematy przedstawień, odpowied­
nie podręczniki informowały o atrybutach poszczególnych po­
staci. Tak więc, znajomość schematów ikonograficznych oraz
wspomnianych rozmaitych szczegółów i mitologii, pozwala
współczesnym historykom sztuki pewnie poruszać się po ob­
szarze europejskiej sztuki wysokiej.
Opisy ikonograficzne - zgodnie ze schematem - informują
o ogólnym wariancie przedstawienia tematu, omawiają strukturę
przedstawioną (postać, zwierzę, rośliny, pejzaż), strukturę przed­
stawiającą (układ linii, plany, barwy, osie), przechodząc zawsze
od ogółu do szczegółu. Określają one tym samym granice
przetworzeń i zakres tego co jeszcze sztuką wysoką można było
56

nazwać. Zamyka to niewątpliwie historię sztuki w kręgu dzieł,
które sami historycy sztuki uznali. Problem ten od dawna badacze
dostrzegają. * Próby jego rozwiązania określiły nowe horyzonty
tej nauki. Prace Aby M. Warburga oraz ikonologia Ervina Panofskyego rozwijana do dzisiaj przez jego uczniów i zwolenników są
rozwiązaniami, które pozwalają na przekroczenie wspomnianego
kręgu a równocześnie do tej metody może odwołać się etnolog
poszukujący wsparcia historii sztuki.
Szkoła myślenia Aby Warburga odtwarzała, między innymi,
konteksty kulturowe dzieła sztuki tak ważne dla jego zrozumienia.
Uznała ona także za istotne wszelkie inne rodzaje przekazu
wizualnego - od zdjęć prasowych do reklamy. ' Uczyniono
wówczas pierwszy krok, dzięki któremu dzisiaj powołując się na
Panofskyego słynną interpretację formy chłodnicy Rolls-Royc e ' a , poruszać się można utartym już szlakiem, mając nadto
placet autorów wcześniej wspomnianych. Przestrzega, co praw­
da, Jan Białostocki by nie traktować analizy Panofskyego
poważniej niż to czynił sam autor, twierdząc, że chodzi tu raczej
„o ozdobnik na marginesie pomysłowego artykułu o trwałych
i specyficznych cechach sztuki angielskiej" ", to okazało się po
latach, iż rozwój współczesnych form wizualnych dowiódł traf­
ności intuicji twórcy ikonologii. Tak oto „ozdobnik na marginesie
metody" pozostaje jedynym, jak dotąd, skutecznym sposobem
podjęcia problematyki - można by rzec - również marginesowej.
Co może powiedzieć historia sztuki o tematach i schematach
przedstawień, do których nawiązują, zapewne nieświadomie,
wybrane przykładowo fragmenty z peryferii naszego wizualnego
otoczenia.
W sztuce nowożytnej przedstawienia półleżącej kobiety w ple­
nerze pojawiały się często. To przede wszystkim Venus - italska
bogini rozkoszy, piękna i wdzięku. Przejęła funkcje i mitologię
greckiej Afrodyty. Taka jest śpiąca Venus Giorgione (ok.
1508-10), Venus z Prado Tycjana (1560). Podobny schemat
realizuje Eva Prima Pandora - Jean Cousin'a (I poł. XVI w.).
Jeszcze inne znane rozwiązanie z tamtego okresu to Venus
z Urbino (Tycjan - 1538) - leżąca we wnętrzu, lecz za oknem
w dalszych planach rozpościera się pejzaż. Ilość późniejszych
przetworzeń schematu ikonograficznego tego wspaniałego te­
matu mitologicznego idzie w liczbę trudną do ustalenia. Do ciągu
współczesnych przekształceń realizujących schemat ikonografi­
czny można zasadnie dołączyć i fotografię z ulotnego druku
znalezionego w opakowaniu śpiwora produkowanego w wytwó­
rni w Bielsku-Białej. Sposób ujęcia tematu: „kobieta w śpiworze"
odpowiada istotnym elementom schematu ikonograficznego
,,Venus". Czy natomiast sfotografowana kobieta spełnia warunki
urody Venus, to kwestia inna.
1

1

17

1

�Motyw rzeźby plenerowej, chłopiec karmiący ptaka, również
nawiązuje, zapewne także mimowiednie, do mitologii. Nasuwa
się skojarzenie z Ganimedesem, synem króla Troi, młodzieńcem
pięknym i z tego powodu porwanym przez Zeusa ukrywającego
się pod postacią orła. Znane w sztuce przedstawienia tego wątku
mitycznego mają różne rozwiązania nie realizujące jednego
schematu. Potwierdza to, na przykład, Ganimedes Antonio Canovy (1757 - 1822) lub Ganimedes Bertela Thorwaldsena (1768
- 1822). Tak więc dzieła wybrane ze sztuki wysokiej i figurę
w wiejskim ogródku - łączy tym razem zagadkowa zgodność
tematu, nie tak przecież powszechnie znanego.
Kolejny przykład zaczerpnięty z codziennego otoczenia wizual­
nego, który wywołuje konkretne skojarzenia, to poster zachęcają­
cy do pracy w MPK. Centralnie usytuowany na tymże plakacie
rysunek młodego człowieka w tzw. „chuście rezerwisty" jedno­
znacznie określa adresatów zachęty. Jest on przy tym tak
wyeksponowany, że można przyjąć, iż mamy tu do czynienia ze
swoistym portretem. Ten natomiast wykazuje wiele formalnych
analogii do znanych schematów portretowych. Przypominają się
tu miedzioryt Albrechta Durera - Filip Melanchton (1526), olej
Diego da Silvy Velazqueza - Kardynał Borgia (ок. 1649), portret
mężczyzny Quentina Massysa i wiele innych - listę można
dowolnie wydłużać.

formy łącznie przynoszą i podpowiadają wyobraźni każdego z nas
gotowe schematy reakcji na sytuacje emocjonalne i estetyczne.
Przedstawione wnioski należą właściwie do interpretacji soc­
jologicznych i nie wyjaśniają wszystkiego. Odpowiadają na jedno
z pytań, które można postawić gdy zdystansuje się wobec
analizowanych przedmiotów, gdy uzna się je za sobie obce,
dalekie. Narzuca się wówczas wątpliwość dlaczego nie dostrzega
się „kiczowej", chybionej formy przetworzeń. Odpowiadając jak
wyżej, dopełnić można ten sąd wskazaniem na popularność
różnych „antyestetyk" rozgrzeszających wszelką dowolność.
Dalsze rozwinięcie prób etnologicznego zrozumienia zjawiska
wymaga przedstawienia kontekstu w jakim istnieją podobne
„wytwory".
Pejzaż kulturowy Polski kształtowała przez lata swoista znie­
czulica estetyczna oraz brak poczucia wspólnej odpowiedzialno-

Na licznych płótnach malarstwa holenderskiego XVII wieku
odnajdziemy, wśród wielu postaci, mężczyznę wznoszącego
kielich charakterystycznym gestem. Wymienić wystarczy biesiad­
ne obrazy Fransa Halsa lub tegoż. Mężczyzna z szklanką i w bere­
cie. Jana Vermeera van Delft Ukuplerki(1656), albo Rembrandta
van Rijn Autoportret z żoną Saskią (1635). Omawiany gest jest
zawsze wyrazisty, podkreślający specjalny, biesiadny lub zaba­
wowy nastrój całego przedstawienia. Przypominam tę postać
z malarskich płócien nie bez powodu. Otóż to co zaintrygowało
mnie na tandetnym kalendarzu ściennym to rysunek kominiarczyka, który gestem znanym z obrazu Rembrandta i wielu innych,
unosi emblemat z życzeniami. Nadto ta sama poza postaci
zwracającej się do widza, „ten sam wąsik", narzuca skojarzenia
i myśli o przejęciu schematu, zapożyczeniach lub też opadzie
kulturowym. Skojarzenia te przyjmują postać alternatywną. Albo
budzą wątpliwości albo prowadzą do ogólniejszych wniosków.
W powyższych rozważaniach wątpliwa może być i merytorycz­
na zasadność wniosków i reprezentatywność przykładów. His­
toria sztuki w swojej tradycyjnej postaci programowo odcina się
od przetworzeń, sztuki ludowej, naiwnej, kiczu, sztuki chorych
i wytworów kultury popularnej. Z tego punktu widzenia przed­
stawione przykłady jej nie zainteresują. Co najwyżej przed­
stawiciel wiedzy o sztuce, mnożąc wątpliwości stwierdzi, że ma
do czynienia ze swoistym kulturowym kiczem.
Jeżeli natomiast uznamy merytoryczny sens i reprezentatyw­
ność tych kilku przykładów, to pomoc historii sztuki polegała
najpierw na zindywidualizowaniu pytań co do każdego z nich
a następnie na odniesieniu hipotez do kręgów dzieł sztuki
wysokiej co pozwoliło ogólnie ustalić tematy mitologiczne
i schematy rozwiązań malarskich, które zapewne bezwiednie
powtarzają liczni współcześni autorzy. Dysponując nawet tylko
takim śladem, echem zaledwie, wywołującym skojarzenia daw­
nych stylów i epok, warto zaryzykować próbę wniosków, które
powinni sformułować wspólnie historyk sztuki i etnolog, pod­
budowani myślą autorów wymienianych na początku tego szki­
cu.
Wnioski antropologiczne rozpocząć można od pewnych oczy­
wistości. Dostęp do dzieł sztuki wysokiej - elitarnej jeszcze w XIX
wieku - stał się współcześnie, w wieku kultury masowej, po­
wszechny. Zwielokrotnił się i zróżnicował obieg treści i wartości
jakie niesie sztuka. Reprodukcje, albumy, fotografie, reklama,
plakaty - wszystko to w niepoliczalnych ilościach egzemplarzy
rozchodzi się w różnych środowiskach, osiada w zbiorowej
wyobraźni. Utworzyło się w ten sposób specyficzne „wyob­
rażeniowe zaplecze" potocznej świadomości. Wzmocnione jest
ono również przez wszechobecną telewizję i film. Wszystkie te

II. 3, 4. Thorvaldsen, Ganimedes z orłem Jowisza, 1817 г.; Muzeum
Thorvaldsena w Kopenhadze, oraz rzeźba w ogródku przy domu, Samocice, woj. tarnowskie. Fot. A. Bartosz

57

�1

ści za środowisko i otoczenie. * Brud, nieporządek, na prowincji
od lat nietynkowane domy, szare monotonne blokowiska w mias­
tach, resztki rozmaitych bezsensownych haseł propagandowych
na murach, płotach fabryk lub na skwerach nie zniknęły jeszcze
z krajobrazu. Z tego, między innymi, składa się daleki kontekst
analizowanych przedmiotów. Kontekst bliski, to zbiór rzeczy
0 różnym przeznaczeniu i funkcjach: od użytkowych po estetycz­
ne. Wyliczenie części zaledwie też zilustruje istotę problemu.
Opakowania, i tzw. „reklamówki", słynne „etykiety zastępcze",
oferta handlowa (wzięta globalnie) sklepów pod nazwą „wszyst­
ko dla domu", plakaty z idolami muzyki „pop" z tygodników
„Nowa Wieś" i „Razem", ogłoszenia o zabawach, orkiestrach
grających na weselach, witryny przed kruchtami kościołów,
asortyment kramów odpustowych. W dużych miastach zwracają
uwagę „dzieła sztuki" wystawiane przez swoistych „marszandów" na murach, ścianach kamienic, ulicach - jak na przykład
- słynny krakowski mur przy Bramie Floriańskiej. To wszystko
kształtuje potoczny gust i bardziej nań wpływa niż profesjonalna
polska grafika użytkowa i liczne galerie sztuki.
Kulturowa kreacja otoczenia wizualnego ma sens jako ekspre­
sja indywidualna i zbiorowa, jako komunikacja, oswajanie środo­
wiska zewnętrznego. W powyższym procesie sztuka lub quasi-sztuka w różnej postaci pośredniczy dzięki formie zdolnej
udźwignąć pewne treści. Jeżeli forma nie będzie nas ograniczać,
to odkrywanie znaczeń, analiza stosunków treści i formy, do­
strzeganie intencji i wysiłku twórczego oraz mitycznego pod­
kładu twórczości, stanie się wspólnym zadaniem etnologa, his­
toryka sztuki i estetyki. Rozluźnienie kryteriów co do formy
1 uznanie odmiennych perspektyw (estetyka tworzona od dołu
- określenie Marcina Czerwińskiego) jest dzisiaj oczywiste.
Formy nieudolne, trywialne, w sposób niezamierzony ukazujące
trud zmagania się z tematem i tworzywem, albo też przeciwnie,
mechaniczne repliki, w tym także tak zwanej sztuki ludowej,
fascynują badaczy równie silnie co dzieła unikatowe. W tym
kontekście stwierdzenie: „brzydkie też jest piękne" nabiera sensu,
bo unaocznia postawy estetyczne i równocześnie sugeruje, że
każdy może być twórcą. Postulaty współczesnej humanistyki,
domagające się w ten sposób zrównoważenia stylów wypowie­
dzi kulturowych, są czymś innym jednak niż znana od połowy XIX
wieku „estetyka brzydoty" Karla Rosenkranza. Obecnie chodzi
o przekonanie, że jeden rodzaj wypowiedzi nie oddaje charakteru

całości kultury, szczególnie jej aspektów wizualnych i komunika­
cyjnych.
W interpretacji etnologicznej, działając w porozumieniu z his­
torią sztuki, analizuje się zjawiska wizualne zwracając uwagę na
ich kontekst. Równocześnie powinno się też poznawać swoiste
matryce postrzegania zbiorowego. W psychologii społecznej
znane są kategorie schematów poznawczych. Określają one na
jakich aspektach rzeczywistości skupia się uwagę, jak poszukuje
się informacji, jak się je segreguje. W ten sposób schemat
współokreśla treść widzianego świata, mając równocześnie swój
rdzeń pojęciowy i obszar dopuszczalnych transformacji. Nadto
każdy schemat mając swoją wewnętrzną strukturę sam jest
częścią bardziej złożonych schematów. Wydaje mi się, że
strategia zderzania kontekstów i schematów poznawczych da
dobre wyniki, tym bardziej, że istota funkcjonowania schematu
poznawczego nie odbiega od sposobu myślenia mitycznego
charakteryzującego stan izolacji świadomościowej. Został on
opisany dla kultury typu ludowego i nie zaniknął współcześnie.
Można przyjąć, że dawny brak informacji - jeden z czynników
uruchamiających myślenie mityczne - jest równoważny współ­
czesnemu ich nadmiarowi, który również wywołuje efekt percep­
cji mitycznej. Jest więc kilka uzupełniających się punktów
widzenia na zjawiska wizualizmu potocznego: historyka sztuki
- w wersji postulatów ikonologicznych, etnologa - w postaci
interpretacji myślenia mitycznego oraz psychologa społecznego,
oferującego kategorię schematów poznawczych. Zintegrowanie
wyników poszczególnych obserwacji możliwe jest na odpowied­
nim metapoziomie. Część materiału do uogólnienia została już
przedstawiona, uczynić należy kroki następne.
20

21

W relacjach jakie zachodzą między znakiem z otoczenia wizual­
nego a odbiorcą, jedną z istotnych jest kwalifikacja estetyczna,
która może wyrażać się w różny sposób, od powierzchownego
bezrefleksyjnego oglądu po uświadomioną akceptację. W świa­
topoglądzie ludowym oraz w jego współczesnych wersjach, czyli
w tak zwanym myśleniu potocznym, normy estetyczne należą do
szerszego zbioru obejmującego również kategorie moralne i oby­
czajowe. Wskazywali na to autorzy poszukujący istoty ludowej
twórczości i piękna w różnych ich przejawach. Odpowiedni dla
popularnego odbioru „sztuki" schemat poznawczy określają
ciągle jeszcze sensualizm, zabsolutyzowane normy, łatwe prze­
chodzenie norm estetycznych w moralne oraz realizm. Schemat
22

REZERWISTO
jeAi zokonayto* iłużbe, wojskowo, i Jerftó

Ргйдттицвпн) no itonowUta:
- mechorrtk napraw pcrjoictów *omoch.
- cUWwmortier ииовдо i oporeajrtj

trokgl Шгукщ
• ЫосНол
- robotnik mMpWjfiOw;!

asptwtoiy otrakcmritt

urobki 20^ty.«jWe».,
moiltwośc' ргщ w oofclrtoch rvadUabowj/m.
Informal udxido:
Pilot Kadr MPk

'IVENTIS POTV^TDVKEJIJVS-ORA P H l u r a
A \ E N T E A \ - N O N POTVlTPiNGJEREDOCTA

Mjmvs

Kroków ul Brożku 3
UL 66-^1-65.

66-20-22 *. 12-?5

Ж
. 5, 6. Durer, Filip Melanchton, miedzioryt, 1526 г., oraz poster z apelem do rezerwisty, MPK Kraków

58

�II. 7, 8. Rembrandt, Autoportret z Saskią, 1635 г., Drezno - Galeria oraz kalendarz na rok 1987

taki jest głęboko zakorzeniony wtradycji europejskiej. Od Platona
i św. Bonawentury wiemy, że dobro, prawda, piękno są równo­
ważne a zasada „representatio" ustalała granice realistycznej
prawdy. W dwudziestowiecznej estetyce inspiracje tą tradycją
filozoficzną odnajdujemy, na przykład, u Nicolai Hartmanna.
W jego koncepcji sztuki przedstawienia realistyczne spełniają
postulat piękna w związku z ukazywaniem prawdy (życiowej,
artystycznej, istotowej).
Idee, do których nawiązywał Hartmann należały przez wieki
w Europie do obiegu kultury „wysokiej" i są dla współczesnego,
wykształconego europejczyka oczywistą tradycją aksjologicz­
ną. Przy całej hermetyczności tego obiegu nie wyklucza się
przecież stałej możliwości opadu kulturowego i już od średnio­
wiecza folkloryzowania się aksjologii w różnych jej wymiarach.
Jeżeli przyjąć analogię do „teologii dla ubogich", to w niskim
obiegu funkcjonował zapewne uproszczony schemat odbioru
sztuki, który stanowił część ludowego światopoglądu. Można
powiedzieć, że przetrwał on przez epoki i na jego poszczególne
cechy badacze sztuki ludowej nieraz zwracali uwagę, nie sięgając
jednak tak daleko w przeszłość przy próbach ich opisania.
W interpretacjach poszukiwano raczej różnicy między ludową
a „wysoką" świadomością piękna. Powiada się, że w ludowej
wizji świata sztuka, wyrażająca przede wszystkim treści religijne,
odczytywana była równocześnie w kategoriach estetycznych
i etycznych. W odbiorze, w którym dominowała interpretacja
treści, liczył się swoisty realizm. Nie był on odwzorowaniem
rzeczywistości, dzieło udane oddając wspomniane trzy rodzaje
prawdy (Hartmann), było relatywne do odczuć, mody i możliwo­
ści twórcy. Bywało więc, że zgodę z rzeczywistością, na przykład
etyczną, uzyskiwano przez komentarze dopisywane do przed­
stawień. Dzieło powinno było, realizując odpowiednią prawdę,
dawać „wgląd w istotę". Istotowe jest na przykład: szczęście,
miłość, świętość itp. W odbiorze ludowym prawda artystyczna
- czyli moc oddziaływania dzieła - realizuje się przez prawdę
istotową, dlatego też jego częste techniczne niedoskonałości są
nie zauważane. Szerzej rzecz ujmując można powiedzieć, że
stosunek treści do formy nie podlega ocenie. Trwałości takiej
postawy dowodzi powodzenie i tolerancja wobec sfery twórczo­
ści i produkcji, którą nazywa się kiczem religijnym.
23

24

25

26

27

28

Przeprowadzone dotąd rozumowanie można podsumować
kilkoma wnioskami, które nie zamykają jednak sprawy ostatecz­
nie. Problematyka sygnalizowana przez Mieczysława Porębs­
kiego wymaga stałej obserwacji i poszukiwania sposobów inter­
pretacji. Autorzy skupieni wokół kwartalnika „Polska Sztuka
Ludowa" dostrzegają zjawisko, przy czym propozycje interp­
retacji są nieszablonowe. Jedni z historyków sztuki przyjmują, na
przykład, wykładnię folklorystyczną, inni natomiast mityczną,
a etnograf - w niniejszym tekście - poszukuje pomocy w historii
sztuki i estetyce. Nie zadowalają na pewno interpretacje zdrowo­
rozsądkowe. Błahe, wydawałoby się, zjawisko (jeżeli w kulturze
są takowe) wymaga podejścia wielostronnego.
Historia sztuki pomogła w analizie wybranych przedstawień
odkryć trop przekształceń schematów ikonograficznych. Wnioski
takie podtrzymują argumenty mówiące o mechanizmie opadu
kulturowego-zjawisku, które stale towarzyszyło przeobrażeniom
stylistycznym i obyczajowym kolejnych epok. W czasach współ­
czesnych dominacja kultury masowej wzmogła proces opadu
przez przyśpieszenie obiegów i homogenizację treści kultury. Tak
oto, przyjmując zasadę interdyscyplinarności, teza bazująca na
historii sztuki potwierdziła się przez socjologię.
Wniosek podstawowy został sformułowany z wykorzystaniem
tez ikonologiii i etnologii. Ervin Panofsky wykazał, że dalekim
kontekstem obudowy chłodnicy Rolls-Royce'a jest klasyczna
sztuka angielska wraz z jej specyficznym poczuciem piękna.
Podobnie tu, próbuję wykazać, że szczegóły wizualnego otocze­
nia współczesnego Polaka odczytać można również w sposób
sięgający głębszych warstw kultury. Same szczegóły są kiczami
lub sztuką trywialno-użytkową i w takowych kontekstach naj­
częściej występują. Nie mniej udało się chyba wskazać na ślad
przetworzeń ze sztuki wysokiej. Równie ważny jest tu światopo­
glądowy mechanizm percepcji i oceny otoczenia i zdarzeń.
W światopoglądzie typu ludowego wiele kategorii pochodzi
z dawnych europejskich systemów aksjologicznych i kanonów
estetycznych. Dowiodłem tego wykorzystując estetykę „odkry­
wanego na nowo" Nicolai Hartmanna. Zrekonstruowane wyżej
elementy tworzą schemat poznawczy „filtrujący" informacje
i sterujący postawą odbiorcy sztuki i zjawisk niezupełnie do niej
należących.
29

30

31

59

�Zgoda na przedstawiony wyżej sposób widzenia, lub przynaj­
mniej tego sposobu tolerowanie, rodzi jednak pytanie, na które
koniecznie trzeba odpowiedzieć. Chodzi mianowicie o granice
interpretacji, o to jak daleko można się posunąć w dość swobod­
nych skojarzeniach. Odpowiedź będzie ogólna i wskaże tylko trzy
istotne aspekty, które powinno się w niej uwzględnić.
Po pierwsze, trzeba określić co uznaje się za twórczość ludową
(ewentualnie folklor) oraz odpowiedzieć na pytanie czy współ­
czesne przejawy sztuki popularnej są wersją twórczości ludowej,
czy też są czymś gatunkowo innym.
Po drugie, trzeba sobie wyraźnie uzmysłowić, że istnienie tak
zwanego „kiczu" wynika z ciągle uznawanego podziału na sztukę
wysoką i niską. Jest to podział w Polsce silnie zakorzeniony. Tak
widzi to jeden z obcych autorów obserwujących polską kulturę.
32

Funkcjonowanie tego rozdziału w świadomości badaczy katego­
rycznie waloryzuje sfery kultury i przedmioty, które należą do
sztuki.
Po trzecie, istnieje obecnie w estetyce silna tendencja do
uchylania takiej kategoryczności. Sztuka jako ekspresja obiek­
tywizowana w dziele artystycznym była i nadal jest twórczością,
ale ta jej odmiana przestaje być najbardziej interesująca. Es­
tetyków coraz bardziej przyciąga twórczość w każdej postaci i jej
odbiór.
33

Podejmowanie analiz współczesnego otoczenia wizualnego
zależy od merytorycznego stanowiska w kwestiach wyżej przed­
stawionych. Następnie wszystko wynika już tylko z kompetencji
i odwagi interpretatora.

PRZYPISY
1

M. Porębski, Sztuka a informacja, Kraków 1986, s. 74
Tamże, s. 75-76
Terminy używane przez S. Żółkiewskiego, tegoż, Przyczynek do krytyki
teorii kultury XX wieku, (w:) Kultura, Komunikacja, Literatura (praca
zbiorowa, red. S. Żółkiewski, M. Hopfinger), Wrocław etc. 1976, s. 62-63
Zobacz na przykład: G. Dorfles, Człowiek zwielokrotniony. Warszawa
1973, s. 136-147
" M. Porębski, Nauki humanistyczne a etnologia (tezy), „Polska Sztuka
Ludowa" R.36: 1981, nr 2, s. 80-81
• Porębski, Sztuka.... s. 75
Zobacz: Mala encyklopedia logiki, (red. W. Marciszewski), Wrocław,
1970, s. 361 -363
" Cytuję za W. Hofmann, Kicz i sztuka trywialna jako sztuki użytkowe,
(w:) Pojęcia, problemy, metody współczesnej nauki o sztuce, (wybór: J .
Białostocki) Warszawa 1976, s. 478
' K. Piwocki, Sztuka ludowa w nauce o sztuce, „Lud" t. 51:1967, cz. 2,
s. 359-389
Porębski, Nauki humanistyczne..., op. cit.
" R. Klibansky, E. Panofsky, F. Saxl, Saturn and Melancholy. Studies in
the History of Natural Philosophy, Religion and Art, New York 1964
Zobacz na przykład interesujący tekst: M. Baranowska, Pocztówka
jako wyraz wyobraźni masowej, (w:) Problemy wiedzy o kulturze, (red. A.
Brodzka i inni) Wrocław etc. 1986, s. 247-256
Zobacz na ten temat: M. Hempoliński, U źródeł filozofii zdrowego
rozsądku. Warszawa 1966, s. 302-313, także, J . Szacki, Historia myśli
socjologicznej, t. 1, Warszawa 1983, s. 255-295
Zobacz np. P.L. Berger, T. Luckmann, Społeczne tworzenie rzeczywi­
stości. Warszawa 1983, s. 49-84
J . Białostocki, Historia sztuki wśród nauk humanistycznych, Wrocław
etc. 1980, passim
" Białostocki, op.cit., s. 81-90
E. Panofsky, Ideologiczne poprzedniki chłodnicy Rolls-Royce'a (w:)
tegoż. Studia z historii sztuki. Warszawa 1971
Białostocki, op.cit., s. 107
" W. Markiewicz, Otoczenie współczesnego Polaka, „Sztuka" nr 4:
1985, s. 5-7. Zobacz też, A. Bikont, P. Bikont, W. Cesarski, Male
vademecum Peerelu, Warszawa 1990, passim
2
3

4

7

10

12

13

14

10

1

17

1

20

J . Trzebiński, Rola schematów poznawczych w zachowaniach społe­
cznych, (w.) Psychologia spostrzegania społecznego, (praca zbiorowa,
red. M. Lewicka) Warszawa 1985, s. 257-343
Zobacz: L. Stomma, Antropologia kultury wsi polskiej XIX wieku.
Warszawa 1986
Zobacz na przykład: J . Olędzki, Kultura artystyczna ludności kurpiow­
skiej, Wrocław, 1970, także, B. Benzig, Das Ende der Ethnokunst. Studien
zur ethnologischen Kunsttheorie, Wiesbaden 1978
W. Tatarkiewicz, Estetyka średniowieczna, Wrocław etc. 1962, s.
272-273
N. Hartmann, Asthetik (2 Auflage) Berlin 1966. W Polsce dzięki
pracom W. Galewicza znane są poglądy Hartmanna poświęcone etyce
i ontologii, zob; W. Galewicz, Nicolai Hartmann, Warszawa 1987. O jego
poglądach estetycznych pisał w latach siedemdziesiątych F. Franckowiak.
W. Tatarkiewicz, Droga przez estetykę. Warszawa 1972, s. 90-111
Zobacz na przykład: A. Gurewicz, Problemy średniowiecznej kultury
ludowej. Warszawa 1987
F. Franckowiak, Prawda artystyczna w ujęciu Nicolai Hartmanna,
„Studia Estetyczne" t. 13: 1976, s. 283-303
Zobacz: O kiczu religijnym (artykuły dyskusyjne grupy autorów)
„Znak" nr 353: 1984, s. 458-496
S. Bojko, Sztuka wniepięknych dzielnicach, „Polska Sztuka Ludowa"
R.35:1981, nr 3/4, s. 155-162; także, W. Jaworska, Kilka uwag o folklorze
plastycznym w środowisku miejskim, „Polska Sztuka Ludowa" R.41:
1987, nr 1-4, s. 81-85
Porębski, Sztuka .... tenże, Nauki humanistyczne...,
Zobacz: J . Galarowicz, Filozofia Nicolai Hartmanna, „Znak" nr 402:
1988, s. 109-112
M. Fleischer, Literatura trywialna jako problem semiotyki, (w:)
Kultura, Literatura, Folklor, (praca zbiorowa, red. M. Graszewicz i J .
Kolbuszewski), Warszawa 1988, s. 498-511
Pisze o tym S. Morawski, Czy zmierzch estetyki, (w:) Zmierzch
estetyki - rzekomy czy autentyczny (wybór tekstów, red. S. Morawski) 1.1,
Warszawa 1987, s. 5-173
21

22

2 3

24

25

28

27

28

28

30

31

32

33

Alina Cała: List do redakcji w sprawie książki Pamiątki i zabytki kultury żydowskiej
Przemysława Burharda, (Warszawa 1990, nakład własny autora)
Pozwolę sobie zabrać głos w sprawie dość przykrej, która ma związek
z brakiem integracji w środowisku etnografów i etnologów polskich.
Chodzi o obronę interesów poszczególnych badaczy. Przypadki żerowania
na pracy innych, zdarzające się od czasu do czasu, nie spotykają się
z właściwymi reakcjami środowiska, a obojętność powoduje, że okradani
są często bezsilni, zaś proceder kwitnie bezkarnie.
Przykładem może być produkcja „popularyzatorska" Przemysława Bur­
harda, w dużej mierze oparta na pracy innych, zazwyczaj przekręconej,
bowiem wartość poznawcza owej „produkcji" jest znikoma. Spotkało to
niedawno Jana Jagielskiego, wiceprzewodniczącego Społecznego Komi­
tetu Ochrony Zabytków Żydowskich i od niedawna współpracownika
Żydowskiego Instytutu Historycznego. Jan Jagielski od wielu lat groma­
dził informacje o zachowanych w Polsce zabytkach żydowskich, głównie
cmentarzach i synagogach, starając się roztoczyć nad nimi opiekę i zabez­
pieczyć przed postępujcym zniszczeniem. Wynik wieloletniej żmudnej
pracy-kartotekę zabytków żydowskich i stanu ich zachowania-złożył on
przed laty w ówczesnym Urzędzie do Spraw Wyznań, co miało służyć
poinformowaniu władz o istniejącym problemie i ułatwić ewentualne
nagłe interwencje. Pan Burhard sobie znanymi drogami uzyskał dostęp do
tych materiałów, przepisał i wydał jako swoją pracę, ilustrując ją rysunkami
wykonanymi przez Monikę Krajewską, której nazwisko również zostało
pominięte. Moja rozmowa z autorem tego skandalu była krótka i dowodzi
głębokiego cynizmu p. Burharda. W odpowiedzi na zarzuty odrzekł on, że
„zna się na rzeczy, bo napisał już 25 książek". Tylko pozornie odpowiedź ta
nie ma żadnego związku z postawionym mu zarzutem: ten pan rzeczywiś­
cie zna się na rzeczy, bo najprawdopodobniej niektóre z jego 25 utworów,
wydawanych przez wiele lat, także opartych było na cudzej pracy.
O znajomości rzeczy świadczy też stosowanie zasad umiejętnego plagiatowania: przepisując cudze notatki starał się zmienić nieco stylistykę, szyk
zdań itp. Nawet rysunki autorstwa M. Krajewskiej przerysowane są nieco
inną techniką, niż w oryginale, żeby zabezpieczyć się przed ewentualnymi
roszczeniami prawnymi. Nie potrafił natomiast poprawić istniejących
w materiałach błędów rzeczowych, bowiem sam nie posiada żadnej
wiedzy na ten temat i nie włożył nawet minimum własnej pracy, by
przepisywane informacje weryfikować.
Pan Burhard w rozmowie ze mną powołał się na swoją książkę Za
ostatnim przystankiem (1985, wyd. „Czytelnik"), jako dowód swoich
jakoby wieloletnich zainteresowań tematyką żydowską, dowodzący „zna­
jomości tematu" i swoich w nim kwalifikacji. Zajrzałam zatem do owej
pracy. Jest to zbiór esejów na różne tematy, związane z kulturą ludową.

60

w

Polsce

Pięć rozdziałów dotyka tematyki żydowskiej. Trudno mi ocenić, na ile
opierają się one na rzeczywistym wkładzie pracy autora, ale jedno mogę
stwierdzić: dawno już nie spotkałam tekstu tak pełnego błędów rzeczo­
wych. Na niecałych 100 stronach naliczyłam ich ponad 20. Niektóre mają
charakter kuriozalny, np. na s. 147 autor napisał o Sabataju Cwi „...zginął
w dramatycznych okolicznościach, pozostawiając legendę. Sam asceta,
pozwalał swoim wyznawcom dosłownie na wszystko, bez rytualnych
ograniczeń" . Nieco niżej na tej samej stronie, następna rewelacja: „W
chasydzkich miasteczkach... posługiwano się gwarowymi, lokalnymi od­
mianami języka jidysz, podczas gdy w dużych miastach język ten uzyskał
rangę literackiego" . Rozdziały ilustrowane są fotografiami, których źródło
podane jest w tekście enigmatycznym zdaniem: „W ostatnich latach
ukazało się na świecie kilka albumów... kilka zdjęć z tych albumów
zamieszczamy również w tej książce". Tymczasem pochodzą one głównie
z albumu Image before my Eyes L. Dobroszyckiego i B. Kirshenblat-Gimblet, (Schocken Books, New York 1977), ale nie tylko. Rozpoznaję
wśród nich zdjęcia M. Krajewskiej oraz co najmniej jedno autorstwa K.
Kubiaka. Podpis pod tym ostatnim zawiera sensacyjną rewelację jakoby
wielkanocny zwyczaj „palenia judasza" zapożyczony został z kultury
żydowskiej! Nie ma natomiast nazwiska autora.
1

2

Zwyczaj podkradania cudzego dorobku i zabierania głosu w sprawach,
o których nie ma się zielonego pojęcia, nie tylko uderza w interesy
poszczególnych badaczy, ale niszczy sens pracy całego środowiska,
bowiem owocuje upowszechnianiem pseudo-naukowego bełkotu. Jest
czymś przerażającym, że taka praktyka mogła trwać przez wiele lat, bez
żadnej reakcji. Niedobrze to o nas świadczy!
1

Sabataj Cwi (1626-1676) żył dostatecznie długo, by zacząć tracić wyznawców,
szczególnie po upłynięciu daty 1666, kiedy nie nastąpił przepowiedziany przezeń
„koniec świata". Nie jest jasne, co p. Burhard miał na myśli pisząc, że „sam asceta,
pozwalał swoim wyznawcom dosłownie na wszystko". Doktryna sabataizmu miała
ściśle określony, bynajmniej nie dowolny rytuał i ceremoniały. Przyjęcie islamu, nie było
wynikiem „widzimisię", lecz wynikiem spekulacji kabalistycznych, szczególnie kon­
cepcji powstania zła i jego zwalczania. Przywilejem mesjasza (za którego Sabataj się
uważał) było, „zejście na dno grzechu", w tym wypadku rozumianego jako „obca"
religia, w celu wydobycia zeń „świętych odblasków", substancji boskiej, trzymanej
w niewoli zła (porównaj: zejście Chrystusa do piekieł). Zabieg ten powtórzył Jakub
Frank przyjmując katolicyzm.
Język jidysz nie zdołał wytworzyć swego literackiego kanonu, istniał wyłącznie
w postaci dialektów (np. odrębny dialekt warszawski, wileński itp.). W latach 30-tych
podjęto pierwsze próby ujednolicenia gramatyki i ortografii, ale nie weszły one w życie.
2

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6523" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6503">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/c87e9afc0a349b48c808f666cad42e20.pdf</src>
        <authentication>59f226ae351a539b86dcac7ebed86dc4</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77690">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3585</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77691">
                <text>1993</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77692">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3362</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77693">
                <text>Wilno - Vilnius / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77694">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.3-4, s.47-50</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77695">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77696">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77697">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77698">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77699">
                <text>WILNO - VILNIUS
Aleksander Jackowski

Nie wiem, czy kiedykolwiek bym pojechał do Wilna,
gdyby nie k o n i e c z n o ś ć zebrania m a t e r i a ł u do numeru litew­
skiego. Zbyt wiele m i t ó w , n a r o s ł y c h przez lata, prysnclo
w zderzeniu z rzeczywistością. Bałem się konfrontacji wyob­
rażeń, które m i a ł e m z t y m , co z a s t a n ę . Bo też, jeśli j a w nim
nigdy nie byłem, W i l n o „ o d zawsze" b y ł o we mnie. M o ż e
przez kult M a r s z a ł k a , m o ż e przez wspomnienia z dzieciń­
stwa, ale miałem do W i l n a stosunek szczególny. Tam biło dla
mnie serce Polski. Nie w Krakowie, nie w Warszawie. W i l n o
to była Ostra Brama cmentarz na Rossie trzv krzvże nad
miastem filomaci cela Konrada Mickiewicz D - , W v Uwiel­
białem wileńska m o w ę m i ę k k a rozlewna serdeczna C z ę s t o
słyszałem ja w d o m u i do dzisiaj p o z o s t a ł o we mnie
przekonanie iż nie ma w Polsce piękniejszej mowv - niż ta
wileńska I lwowska Wiem że to nieprawda ale wciąż
pokutuje we mnie wiara ż e ' p r a w d z i w a ' P o l s k i to bvłv
Kresy Oczywiście na ten stosunek" do W 1 ^ z t ż v ł v sie
i lektury Miłosz Konwickii 3 L e
fotoeraf.^
fascynacja w i l e ń s k a
b ^
było we mnie
A teraz lustro się o d w r ó c i ł o . Ja p o j e c h a ł e m do Wilna.
Autobus krążył, z d a w a ł o się, bocznymi ulicami i nagle
"tknął nosem w betonowym korycie. P a s a ż e r o w i e zaczęli
wychodzić. A gdzie centrum? z a p y t a ł e m . Wskazali m i na
schodki, brudne, betonowe. Rzeczywiście, wyżej był tętniący
^ciem plac. Dworzec kolejowy. Pętla trolejbusów. Przypotnniały mi się radzieckie miasta z lat wojny. D u ż o źle
"branych ludzi, h a ł a s , ruchliwość mrowiska, drewniane
Wdy, we wszystkich to samo, papierosy, batony
Marsy,
i x y , M i l k y - W a y ' e . bułeczki o w i n i ę t e w celofan. R z ę d e m
perony, pogięte, ale czynne. Szyby w kabinach wybite.
Brud. Telefony b e z p ł a t n e , nie w i a d o m o bowiem, co w r z u c a ć .
T w

W ł a ś n i e zrobiono w y m i a n ę , ustalono kurs lita. bez sensu,
w ciągu k i l k u d n i poleciał w g ó r ę . M o n e t y , miedziaki. M a ł e .
z trudem sieje rozpoznaje. W trolejbusie kierowca prosi o 14
c e n t ó w . A j a mam całe dolary. S k ą d w e z m ę centy? Okazuje
się, że to te miedziaki tak się n a z y w a j ą . J a d ę „ 1 6 " do
ostatniej pętli. Tam ma na mnie c z e k a ć pani Wanda
Mieczkowska z numerem pisma „ Z n a d W i l i i " w ręku. J a d ę
pól godziny. Same Ursynowy. B l o k i , blokowiska, ale przyje­
mne, bo d u ż o zieleni oddziela od siebie mieszkalne dzielnice.
Architektura w typie nam znanym, czasem bryła b u d y n k u
wyraźnie ciekawa. W y p a t r u j ę - gdzie Wilno?
W g o ś c i n n y m d o m u p a ń s t w a Mieczkowskich ruch do
p ó ź n a w nocy. Jutro dzieci idą do szkoły, M o n i k a po raz
pierwszy. Gospodarz, przychodzi p ó ź n o , pisze k o m u n i k a t ,
k t ó r y po godzinie słyszymy nadany przez BBC - właśnie
ostatnie o d d z i a ł y Czerwonej A r m i i opuszczają miasto. Czy
biły dzwony? - pytają w rozgłośni. - Czy był entuzjazm?
Mieczkowski coś t ł u m a c z y . Euforii nie ma, w k o ń c u chodzi
o 150 żołnierzy. C a ł a sprawa n a g ł o ś n i o n a , by p r z y s p o r z y ć
c h w a ł y Brazauskasowi.
D o w i a d u j ę się od gospodarza o sytuacji politycznej,
delegacja litewska jedzie j u t r o do Warszawy na rozmowy
w sprawie paktu-deklaracji. Jasne, że nie da to rezultatu. O n i
upierają się przy t y m , aby Polska p r z e p r o s i ł a ich za gen.
Żeligowskiego. Liczę - m i a ł e m wtedy niecały rok, j a k ż e więc
mam przepraszać? T o i Francuzi powinni p r o s i ć o przebacze­
nie, że Napoleon spalił M o s k w ę . Zastanawiamy się, co powie
Papież Polakom. Spotkanie z niewielką g r u p ą - 1000 ludzi.
D r a ż l i w a sytuacja, doskonale zdaję sobie z tego s p r a w ę .
Śpie w mieszkaniu matki pani Wandy. C z a r u j ą c a starsza
Pani, wszędzie, na p ó ł e c z k a c h , na ś c i a n a c h , emblematy
narodowe, M a t k a Boska Ostrobramska, liczne zdjęcia i re-

47

�produkcje o b r a z ó w z M a r s z a ł k i e m , Wałęsa, Orzeł Biały
w Koronie, proporczyki... P o l s k o ś ć jest tu t ę s k n o t ą , jej znaki
p o t r z e b ą . Nic z demonstracji, zresztą wobec kogo?
K i l k a dni k r ą ż ę po mieście. Jeżdżę, telefonuję, ciągle
bywam u nowych ludzi. Gdzie jest W i l n o ' ' - zadaję sobie
pytanie. Profesor Velius - ten j u ż blisko mieszka, zabudowa­
nia wyraźnie z lat trzydziestych. A l e do starego W i l n a
docieram dopiero na trzeci dzień. Na nic okazuje się moje
ślęczenie nad s t a r ą m a p ą miasta. Ulice mają nowe nazwy,
reklamy, szyldy - wszystko po litewsku. Jestem przecież
w litewskim mieście.
C o w nim zastanawia? Przede wszystkim bieda, niższy niż
u nas standard życta, u b i o r ó w . N i k t , nigdzie się nie uśmie­
cha. W trolejbusach ( d u ż o ich, j e ż d ż ą szybko, bez awarii)
tłok, a nawet, gdy go nie ma - przepychanie, brak elementar­
nej grzeczności. Schamienie, spadek po latach sowietyzacji.
kiedy to grzeczność u w a ż a n o za b u r ż u a z y j n ą p o z o s t a ł o ś ć ,
a w d o b r y m „ m ł o d z i e ż o w y m " tonie b y ł o demonstracyjne
okazywanie braku szacunku starszym. W r a ż e n i e o g ó l n e
deklasacja. D u ż o pytam, z potrzeby i bez potrzeby, dla
orientacji w t y m , j a k się będą ludzie zachowywali, gdy ich
z a g a d n ę po polsku b ą d ź po rosyjsku. Starsi od razu rozpoz­
nają akcent, niech pan m ó w i po polsku
proszą. Polaków
spotykam, jest ich tu blisko 2 0 % . przeważają ludzie w pode­
szłym wieku. Inteligencji niewiele. Bardzo m a ł o . Wielu
L i t w i n ó w zna nasz język, ale m ó w i ą z trudem, źle. Później
d o w i a d u j ę się. s k ą d ta z n a j o m o ś ć j ę z y k a - z telewizji.
W latach sowieckiej okupacji Polska była dla L i t w y Za­
chodem. Jak dla nas P a r y ż czy L o n d y n .

48

Zwłaszcza dla inteligencji, a r t y s t ó w , ludzi, z k t ó r y m i się
k o m u n i k o w a ł e m , polska telewizja była oknem na świat.
Z niej poznawano filmy Kurosawy, Bunuela, Bergmana,
Antonioniego. Felliniego, Herzoga, Wajdy.
W Polsce, gdy m ó w i ł e m , że j a d ę do W i l n a ostrzegano'
mnie: Z w a r i o w a ł e ś ! N a szosach bandyci, w mieście ludzie
nieżyczliwi, nastroje antypolskie. Z b ó j c ó w na drodze nie
widziałem, t y l k o na granicy s p o t k a ł e m c e l n i k ó w litewskich,
k t ó r z y cierpliwie czekali, licząc, że i m p a s a ż e r o w i e z Polski
coś o d p a l ą . Skoro jednak nikt nie przejawiał takiej chęci po
godzinie pozwolili nam odjechać. A w Wilnie ludzie życzliwi, w i d z ą c moje k ł o p o t y , kobieta p r o w a d z ą c a trolejbus zaofia-j
r o w a ł a się nawet, że m i załatwi nocleg. Kiedy o coś pytałem
informowano. Ale p o d k r e ś l a m to - bez cienia uśmiechu
Z n u ż e n i ludzie, j a k b y o d w y k l i od tego, by sobie okazywai
życzliwość. Bez entuzjazmu, bez s p o n t a n i c z n o ś c i , nawet
w czasie przejazdu Papieża przez miasto. „ T a c y j u ż są u naf
ludzie", tłumaczyli mi m o i litewscy r o z m ó w c y . Wszyscy od
serdeczni, gościnni.
Prof. G i b a v i ć i u s , gdy m u p r z e k a z a ł e m pozdrowienia
Andrzeja Strumiłły. zajął się m n ą z o c h o t ą , p o k a z a ł w hałl«
Uniwersytetu rzeczywiście bardzo interesujące freski Petrasl
R e p ś y s a oraz swoje, znane m i j u ż zresztą z „ L i t h u a n i i "
A później chodziliśmy po starym Wilnie, kościołach, zau'_
kach, uliczkach. J a k o ś inaczej to sobie w y o b r a ż a ł e m , w i ę K
sze, rozleglejsze. Ostra Brama z a s k o c z y ł a mnie swoją intyi "
nością, sądziłem, że to centrum Wilna, ale na t y m właśo
polega niebezpieczeństwo konfrontacji w y o b r a ż e ń z rzecz;

�1

4

5
wistością, „ m o j a " Ostra Brama była większa, piękniejsza,
jak na serce miasta p r z y s t a ł o . A t u zaułek. - T o klasztor
Bazylianów, objaśniał profesor. Cela K o n r a d a . P a t r z y ł e m
raczej zaskoczony, niż wzruszony. W inscenizacji Dziadów
wyglądał inaczej. P o r ó w n y w a ł e m więc rzeczywistość z t y m ,
co wywarło na mnie silne w r a ż e n i e w przedstawieniu Swinarskiego. Tamten, teatralny klasztor wydał m i się ciekawszy.
Czułem się paskudnie.
T o d o m Miłosza. Nie z a p y t a ł e m
Oskara czy C z e s ł a w a . Szczerze m ó w i ą c niewiele mnie to
obchodziło Tyle co turvste k t ó r v zwiedza P a r v ż c h o d z ą c
od jednego do drugiego miejsca p a m i ę t n e g o dla P o l a k ó w
Ulice były czyste, domy odnowione, s t a r ó w k a przygoto­
wana na przyjazd P a p i e ż a . Wysiłek miasta budził podziw,
zwłaszcza, że z n a ł e m dobrze problemy K r a k o w a . Wszyst­
kiego nie o c a l ą , to oczywiste, ale i tak d o k o n a l i wiele. N a ile
jednak jest to rzeczywista konserwacja? Z a s t a n a w i a ł e m się,
y aby nie jest to tak j a k z t y m szykowaniem R y n k u
Krakowskiego na jubileusze. Fasady piękne, a w murach w i l ­
goć. Jednak łatwiejsza jest sytuacja Wilna, niezbudowano obok
"•ego Nowej Huty, nie niszczy go Skawina i śląskie wiatry.
c z

Po d w ó c h latach niepodległości nie w i d a ć ś l a d ó w zewnęt^ y c h sowieckiej okupacji. U s u n i ę t o p o m n i k Lenina, pew¬
i inne „ n i e d o b r e " , na wszystkich domach, gdzie się
^ e s z c z ą urzędy i instytucje, nowe, solidne tabliczki z miedzi.
Zmieniono nazwy ulic. Po raz k t ó r y w X X wieku? Taka np.
eja Gedymina n a z y w a ł a się w dwudziestoleciu aleją M i c ­
n i e

a|

kiewicza, p ó ź n i e j , aż do wyzwolenia Lenina.
D u ż o c h o d z i ł e m po mieście, o g l ą d a ł e m cerkwie, kościoły,
nawet o d b u d o w y w a n ą z r u i n S y n a g o g ę - dla Ż y d ó w ,
k t ó r y c h tyle, co na lekarstwo. Aleja Gedymina, pusta, bez
s a m o c h o d ó w (wizyta P a p i e ż a ) p r z y p o m n i a ł a m i Boulevard
Saint-Michel w P a r y ż u . P i ę k n y skwer przed gmachem daw­
nego K G B , też j a k z P a r y ż a . Katedra z d z w o n n i c ą p i ę k n a ,
nawet ładniejsza niż na fotografiach. Śliczne miasto. Zwłasz­
cza centrum i dawna jego część. Ale... j a k o ś obce. Swoją
u r b a n i s t y k ą , życiem ulic i p l a c ó w , szyldami, w i t r y n a m i
sklepów.
Z a s k o c z y ł o mnie to, z a s t a n o w i ł o . Tak c h c i a ł e m , aby b y ł o
inaczej. A l e nie b y ł o . Chyba dlatego, że miasto - to nie t y l k o
domy, kościoły, zabytki. T o przede wszystkim ludzie, klimat,
k t ó r y oni stwarzają. S z u k a ł e m W i l n a , z n a l a z ł e m w istocie
Vilnius. I nie ma na to rady. T o j u ż inne miasto, inny kraj.
Nie wiem, j a k reagują na nie ludzie urodzeni tam przed
wojną zapewne ze wzruszeniem znajdują ślady przypomina­
j ą c e i m m ł o d o ś ć , dzieciństwo... A l e i dla nich musi to j u ż być
inne miasto Nie kresowe nie niekne w swei orowincionalnei
skali, lecz prężnie się rozrastające. Ponad trzy razy większe,
blisko 700-tysięczne.
W i l n o , jakie było, jakie w sobie p i e l ę g n o w a ł e m - nie
istnieje. N a l e ż y do przeszłości. P i ę k n e j , ale wyczuwalnej j u ż
tylko w zabytkach, we wspomnieniach, w p a m i ę c i starych
ludzi. W i l n o realne nie istnieje. Jest Vilnius - stolica L i t w y .

Fol. Aleksander Jackowski - il. 1-3, 5-9

49

��</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6518" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6498">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/c53e13fcfb01911e2ba12844f9dd3673.pdf</src>
        <authentication>5450f858a80297e6bf69692f064020ce</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77632">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3590</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77633">
                <text>1993</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77634">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3367</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77635">
                <text>Różnice w obrzędach i zwyczajach Białorusinów, Polaków i Litwinów - na Wschodniej Litwie / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77636">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.3-4, s.76-84</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77637">
                <text>Czech, Beata; Wróblewska, Anna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77638">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77639">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77640">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77641">
                <text>Różnice w obrzędach i zwyczajach
Białorusinów, Polaków i Litwinów
na wschodniej Litwie
Beata Czech, Anna Wróblewska

W badaniach, k t ó r e p r z e p r o w a d z i ł y ś m y i n t e r e s o w a ł o nas
przede wszystkim, w j a k i m stopniu L i t w i n i , Białorusini
i Polacy zachowali p a m i ę ć o tradycyjnych o b r z ę d a c h i prak­
tykach magicznych. W y n i k i przeprowadzonych r o z m ó w
m o g ą świadczyć o stopniu poczucia o d r ę b n o ś c i tych naro­
d ó w i o przenikaniu n i e k t ó r y c h e l e m e n t ó w kultury ducho­
wej. Przede wszystkim p o t w i e r d z a j ą jednak tezę o stopniowej
wzajemnej akomodacji kulturowej mniejszości narodowych
na Litwie.
Jednym z p y t a ń zadawanych r o z m ó w c o m było: „ J a k
P a ń s t w o s ą d z ą , s k ą d wasi przodkowie wzięli się na t y m
terenie?" Szczególnie d u ż o emocji w y w o ł a ł o ono w ś r ó d
P o l a k ó w i L i t w i n ó w , zwłaszcza na terenie Wileńszczyzny,
k t ó r a od wielu lat jest „ p u n k t e m zapalnym" w stosunkach
polsko-litewskich. Pytani L i t w i n i , niezależnie o d terenu
zamieszkania, odpowiadali j e d n o m y ś l n i e , że ich przodkowie
mieszkali zawsze na tych terenach:

Jeżeli chodzi o B i a ł o r u s i n ó w z a m i e s z k a ł y c h na terenie
L i t w y , sprawa jest jeszcze bardziej skomplikowana. Istniej
d u ż a t r u d n o ś ć w r o z r ó ż n i e n i u ( w i d a ć to w wypowiedziach
i n f o r m a t o r ó w ) k t o jest Polakiem z Białorusi, a kto Biał
rusinem. C z ę s t o te pojęcia są przez i n f o r m a t o r ó w mylon

„Jak w historii piszą, to tu pierwsze Litwiny były. Polaki tutaj
przyszły, Wilno odebrały, a tak to tu Litwiny były. O d w i e k ó w tu
są." (Litwin, lat 70, Koleśniki, rej. solecznicki). „ D o Lubelskiej
Unii była tu Litwa. Hospodarzy rządzili bardzo dobrze, tylko
chcieli być bardziej kulturalni. Chcieli pokazać, że są c z y m ś
lepszym. Dlatego naśladowali P o l a k ó w . " (Litwinka, lat 70,
Domowa, rej. Kiejdany).

Ta sama r o z m ó w c z y n i d a ł a t a k ą definicję Białorusi:
„Uważam, że jeżeli więcej ludzi jesl prawosławnych, więcej

Polacy głosili tezę wręcz przeciwną:
„Tu zawsze byli Polacy. Moja mamusia umiała kilka słów po
litewsku a i tego wstydziła się. Ni księża nie rozmawiali po
litewsku, ni gospodarze." (Polak, lat 85, Kiejdany).

W tej w y p o w i e d z i wyznacznikiem p r z y n a l e ż n o ś c i do naro­
du jest język, a trzeba p o d k r e ś l i ć , że jest o n najważniejszy d l a
i n f o r m a t o r ó w . N i e k t ó r z y z polskich r o z m ó w c ó w przyzna­
wali, że ich przodkowie przybyli z K o r o n y :
„Jak Jadwiga - polska królowa - Litwę ochrzciła, to Polska
i Litwa była razem. I Polacy kupowali ziemię tutaj, budowali
dwory i tu żyli." (Polka, lat 70 Sużany).

Nieraz przybycie na te tereny b y ł o konkretnie kojarzone
z losami własnej rodziny:
„ M ó j pradziad byl z białostockiego. Jeszcze jak tam była
pańszczyzna przeszedł na Litwę. Wtedy ludzie bardzo umierali
w Białymstoku. Pradziad był wtedy kawalerem. Kupił tu ziemię
i osiadł na stałe [...]" (Polak, lat 72, Dziewianiszki, rej. solecznicki).

N i e k t ó r z y Polacy nie umieli o d p o w i e d z i e ć na to pytanie,
bezradni w obliczu tego, co głoszą litewskie ś r o d k i masowe­
go przekazu, a z drugiej strony p a m i ę t a j ą c s ł o w a swoich
r o d z i c ó w o polskiej historii L i t w y . Charakterystyczna dla
takiej postawy jest w y p o w i e d ź jednej z indagowanych k o ­
biet:
„Litwini swoją historię piszą, że tu najpierw Litwa była. Stara
litewska stolica miała być w Kiernowie. Polacy swoją historię
piszą. Ja już nie wiem, kogo słuchać." (Polka, lat 62, Olany, rej.
wileński).

76

„Oni z Białorusi przyjechali. C h o d z ą do kościoła, modlą się, po
polsku rozmawiają. Oni m ó w i ą , że są Polakami, my, że Białcrusami, bo z Białorusi." (Polka, lat 78, Stare Troki).

R o z m ó w c y , sami uważają się za B i a ł o r u s i n ó w , zgodnie
przyznali, że są przybyszami na tych ziemiach:
„ W t e d y to właśnie, po 1864 d u ż o ludzi tu przyjechało. Przyjeż­
dżali tu z N o w o g r ó d k a , W o ł k o w y s k a . " (Białorusin, lat 72,
Powiewiórka).

W y j ą t k o w o z d a r z a ł y się też tego typu wypowiedzi:
„ D a w n o temu była tu R u ś Kijowska, była leż Polska, potem
z latami państwa te osłabły. R u ś osłabła tak bardzo, że rozpadła
się na mniejsze państwa: Białoruś, Ukrainę i inne." (Białorusinka,
lat 68, Koleśniki).

m ó w i , że to Białoruś, to ta musi być Białoruś."

Dla tej kobiety w y r ó ż n i k i e m przynależności do danego
narodu jest religia i samoidentyfikacja. (Język nie jest takim
w y r ó ż n i k i e m , co w y n i k a między i n n y m i z b r a k u powszechnej
z n a j o m o ś c i b i a ł o r u s k i e g o j ę z y k a literackiego, braku szkól
b i a ł o r u s k i c h . ) W s p o s ó b podobny określali Białoruś wszyscy
r o z m ó w c y . Wymienione wcześniej różnice przychodziły im
na myśl w pierwszej kolejności. Należy jednak podkreślić, że
jeżeli chodzi o B i a ł o r u s i n ó w nie jest to sprawa jednoznacz
- są Białorusini p r a w o s ł a w n i i katolicy, r o z m a w i a j ą
rosyjsku lub „ p o prostu". Rusyfikacja n a s t ę p o w a ł a szybk
w czasach powojennych na skutek szybkiego przyswajania
przez nich j ę z y k a tak podobnego do b i a ł o r u s k i e g o . Ułat­
w i a ł o to asymilację i wynaradawianie.
J e ż e l i chodzi o religię P o l a k ó w i Litwinów, na badanych
terenach s p o t y k a ł y ś m y jedynie k a t o l i k ó w . Wszyscy roz­
m ó w c y przyznawali j e d n o ś ć wyznania tych n a r o d ó w , róż­
nicę w i d z ą c jedynie w j ę z y k u n a b o ż e ń s t w . ( Z d a r z a ł y się
również wypowiedzi P o l a k ó w , k t ó r z y niżej oceniali poboż­
ność L i t w i n ó w ) . O r y g i n a l n o ś c i i o d m i e n n o ś c i kulturowej
tych n a r o d o w o ś c i s z u k a ł y ś m y przede wszystkim w obrzę­
dach rodzinnych z w i ą z a n y c h z narodzinami dziecka, wese­
lem, pogrzebem. T o one powinny r ó ż n i ć się najbardziej,
b i o r ą c pod u w a g ę , że z w i ą z a n e są one z cerkwią prawosław­
ną l u b k o ś c i o ł e m k a t o l i c k i m . Z m i e n i a j ą się w zależności od
odległości od miasta i odległości od Białorusi uważanej
jeszcze powszechnie za obszar najbardziej zachowawczy,
przesiąknięty elementami p o g a ń s k i m i w tej części Europy.
(O odradzanie w ą t k ó w p o g a ń s k i c h p o s ą d z a się równie*
w s p ó ł c z e s n y c h L i t w i n ó w nawiązujących do swojej historii.,
przedjagiellońskiej.)

�Obrzędy związane z narodzinami dziecka
C h r z c i n y to jedna z ceremonii recepcyjnych, w której
łączy się stary zwyczaj przyjęcia dziecka do społeczności
lokalnej i o b r z ę d kościelny przyjmujący nowonarodzonego
do społeczności chrześcijańskiej. Jan Stanisław B y s t r o ń
uważa, że zwyczaje narodzinowe są przemieszaniem g ł ę b o k o
zakorzenionych archaicznych w y o b r a ż e ń i p r a k t y k o b r z ę d o ­
wych o silnym zabarwieniu magicznym oraz tych, k t ó r e
nrzvniosło ze soba chrześcijaństwo R o z w ó j oświaty sprawił
Ł L w i e zaginęły stare zwyczaje recepcyjne a liturgia
Stolicka ujednoliciła c e r e m o n i ę chrztu i uroczystości ro¬
S n e Sa one w zasadzie jednakowe dla wszystkich katotiSwobrzadku łacińskiego N a L i t w i e żadne eLnenty w ob­
ę d z i e chrztu nie sa Dostrzegane jako charakterystyczne dla

S ó w

czy

Litwina

. r t s t U g l a d a tTk samo

S

.SSl«v

obiad dm k r e w n T c h T s S ó w ? S n v c h
S S n y d i potraw ani z ^ c z a j Z nie ma
I m i o n a najczęściej wybierają rodzice. N a d a j ą je po
dziadkach, z kalendarza lub decydują się na imiona bohate­
rów ulubionych seriali telewizyjnych. C z ę s t o w m a ł ż e ń ­
stwach mieszanych polsko-litewskich m ł o d e g o pokolenia,
dzieci mają tradycyjne imiona litewskie, takie jak A l d o n a ,
Algis. W ostatnim czasie popularne było w ś r ó d L i t w i n ó w
tworzenie nowych i m i o n od litewskich słów, np. Raminta (od
rtr7vmiotnika
raminis" - sookoiny) W o ł y w na to m i a ł o
odrodzenie się' n i e p o d l e g ł e g o p a ń s t w a litewskiego Tego
WDU .miona m i j a dzieci urodzone mniej w.ecej przed dwoma
aty Starsze pokolenie odnosi sie do tego rodzaju praktyk
niechętnie Obecnie powraca zwycza. nadawania tradvcvi-

?chrzefcS
Tutwinów

SDołeczno^

r^y^kTńra^^^

S

ak.r^

T o ś c t w n W d e ^

n ^ r i o n a polskL
z a c h o w y w a ć tradycyj¬
Na całym obszarze o b j ę t y m badaniami p o d k r e ś l a n o d u ż ą
rolę c h r z e s t n y c h j a k o tych, k t ó r z y „ d o p r o w a d z a j ą
dziecko do w i a r y " . Chrzestnych łączą z r o d z i n ą dziecka
więzy p o k r e w i e ń s t w a w y n i k a j ą c e z faktu podawania przez
nich dziecka do chrztu. Są oni najważniejszymi osobami dla
dziecka zaraz po rodzicach. Rodzice chrzestni t o w a r z y s z ą
dziecku przez całe życie uczestnicząc we wszystkich uroczvs-

tościach, głównie kościelnych, takich jak Pierwsza K o m u n i a
czy ś l u b . Powinni p o m a g a ć finansowo swoim c h r z e ś n i a k o m ,
d a w a ć drobne podarunki przy r ó ż n y c h okazjach. W przypa­
d k u śmierci r o d z i c ó w , rodzice chrzestni p o w i n n i zaopieko­
w a ć się sierotami. Dlatego bardzo w a ż n y jest w y b ó r od­
powiednich ludzi na chrzestnych. Obecnie rodzice najczęściej
p r o s z ą k o g o ś z krewnych, dawniej był to często sąsiad. Teraz
krewni darzeni są większym zaufaniem niż sąsiedzi. M u s z ą to
być ludzie dobrzy i p o b o ż n i , bo dzieci w e d ł u g powszechnej
opinii u p o d a b n i a j ą się do chrzestnych. T a k więc ten w y b ó r
jest bardzo istotny dla zapewnienia dziecku szczęścia w przy­
szłości.
Podczas ceremonii kościelnej rodzice chrzestni trzymają
dziecko na r ę k a c h : matka d z i e w c z y n k ę , a ojciec c h ł o p c a .
Później, w czasie uroczystego obiadu rodzice chrzestni siedzą
na honorowych miejscach. Z o b o w i ą z a n i są przynieść po­
darki dla dziecka. Jest to najczęściej złoty krzyżyk lub
medalik - p a m i ą t k i chrztu. Ż a d e n z e l e m e n t ó w ceremonii
chrztu nie był o k r e ś l o n y przez badane grupy j a k o w y r ó ż n i k
przynależności etnicznej.
Chrzest nie jest jedynym o b r z ę d e m k o ś c i e l n y m z w i ą z a n y m
z narodzinami dziecka. Przyjście na świat nowego c z ł o n k a
społeczności b y ł o dawniej wydarzeniem bardzo w a ż n y m
i otoczonym przez to licznymi zabiegami magicznymi i ob­
r z ę d o w y m i . Tajemnicy narodzin, powstania nowego życia
towarzyszyła wiara w niszczycielski w p ł y w p o ł o ż n i c y na
urodzaj. O b r z ę d y i zabiegi magiczne miały na celu o c h r o n ę
ś r o d o w i s k a z e w n ę t r z n e g o przed szkodliwym w p ł y w e m p o ł o ­
żnicy i o c h r o n ę dziecka przed t y m ś r o d o w i s k i e m .
W y w ó d (inaczej wprowadzenie) jest t r a d y c y j n ą ceremo­
nią oczyszczającą k o b i e t ę po porodzie i w p r o w a d z a j ą c ą j ą
z powrotem d o życia s p o ł e c z n e g o i religijnego. Starsze
kobiety (powyżej 60 lat) p a m i ę t a j ą , że mniej więcej 6 tygodni
po porodzie musiały wejść d o kościoła od strony zakrystii,
k l ę k n ą ć przed księdzem z z a p a l o n ą świecą. K s i ą d z o d m a w i a ł
nad nimi m o d l i t w ę , k r o p i ł święconą w o d ą i w p r o w a d z a ł do
kościoła. K o ń c z y ł się okres izolacji towarzyskiej i religijnej
położnicy. Obecnie nie izoluje się j u ż takiej kobiety. P a m i ę ć
o t y m jednak się z a c h o w a ł a .
„Prawa nie było do drugiego mieszkania wejść d o p ó k i wprowa­
dzenia nie b y ł o . " (Polka, lat 62, Olany, rej. wileński).
„ K i e d y ś kobieta sześć lygodni nie chodziła do kościoła ani do
sąsiadów. W o g ó l e nie wychodziła z domu (...) Nie wiem dlaczego,
taka tradycja bvfa " (Polka, lat 70. Dziewianiszki).

II. I. Wesele litewskie. Wieszanie Swata

77

�^1

„ D o wywodu kobiety nawet po w o d ę do studni nie m o g ł y iść, ni
do sąsiadki. T a k i zakon był." (Litwinka, lat 75, Maciucie, rej
solecznicki).
T r a d y c j a taka przekazywana b y ł a z pokolenia na pokole­
nie c z ę s t o

bez u z a s a d n i e n i a , j a k o

obowiązujące

prawo.

C e r e m o n i a w y w o d u z a c h o w a ł a się do dzisiejszych c z a s ó w n a

w i a r a nie g r a ł a istotnej roli, s ą j e d n ą z w i e l u p r z y c z y n z a n i k u
p r a w o s ł a w n e j , poza cerkiewnej o b r z ę d o w o ś c i . I n n ą przy.
c z y n ą m a j ą c ą w p ł y w n a ten stan rzeczy jest d u ż a o d l e g ł o ś ć od
cerkwi. Dzieci chrzczone są w ^ M p i e l e katolickim. O b r z ę d ,
b i a ł o r u s k i e g o c h r z t u nie r ó ż i T s t ę t e ż n i c z y m o d c h r z t u
Polaków i Litwinów.

c a ł e j L i t w i e , ale obecnie jest p o ł ą c z o n a z o b r z ę d e m c h r z t u .
„ W p r o w a d z e n i e kobiety teraz robią ze chrztem." (Polka, lat 62,
Olany, rej. wileński).
„ D o wprowadzenia c h o d z ą matki przy chrzcie. Z dzieckiem
wchodzi do kościoła, ksiądz świecę daje, przez zakrystię prowadzi
do ołtarza, kropi święconą w o d ą , modli się." (Polka, lat 60,
Dziewianiszki, rej. solecznicki).
N i e z a l e ż n i e od n a r o d o w o ś c i , wieku, płci czy w y k s z t a ł c e n i a
p o w s z e c h n a jest w i a r a , ż e p e w n e o s o b y m o g ą r z u c i ć u r o k n a
dziecko. A b y temu

zapobiec:

„ N a l e ż y zawiązać czerwony sznureczek lub czerwony paciorek
gdzieś przyszyć, żeby nikł nie zauroczył. Czasem koszulkę na lewą
stronę zakładają." (Polka, lat 78, Stare Troki, rej. trocki).
J e d n a k gdy d z i e c k o jest j u ż z a u r o c z o n e n a j s k u t e c z n i e j ­
s z y m zabiegiem jest z a m ó w i e n i e . S ą r ó ż n e s p o s o b y :
„Jak na dziecko spojrzy ktoś, kto ma złe oczy to dzieciak jest
niespokojny, płacze. Trzeba zamówić. T a kobieta co zamawia
podchodzi do obrazu, zamawia na cukier lub w o d ę . T a m szepce
coś, chyba modlitwy to być muszą, bo c ó ż by innego. Wszystko
przed świętym obrazkiem." (Polka, ok. 70 lat, Dziewianiszki, rej.
solecznicki).
„Ja to biorę wody do gęby, idę z dzieciakiem do kąta, z gęby
w o d ę na rękę i jemu po twarzyczce przecieram trzy razy. A potem
solą trzy razy. Potem p o d o ł k i e m koszuli trzeba wytrzeć. O d razu
p o m o ż e . Jak ktoś ze złym wzrokiem spojrzy na dzieciaka, to on
czernieje, kurczy się, krzyczy strasznie!." (Polka, lat 70, Sużany,
rej. wileński).
w społecznej świadomości

wiara

w „ u r o c z n e " oczy ś w i a d c z y j a k w a ż n y m o b r z ę d e m

Mocno

zakorzeniona

wczes­

nego d z i e c i ń s t w a b y ł d a w n i e j m o m e n t o d ł ą c z e n i a d z i e c k a o d
piersi. Z ł y w z r o k m a j ą m i a n o w i c i e o s o b y , k t ó r y m m a t k a p o
o d s t a w i e n i u o d piersi „ p o ż a ł o w a ł a " i d a ł a j e s z c z e r a z p o s s a ć .
„ M ó w i ą , że j a k matka odłącza dziecko od piersi, a potem
jeszcze weźmie pożałuje i da znowu pierś, to tego człowieka oczy
bardzo s z k o d z ą " (Polka, lat 70, Sużany, rej. wileński).
W tak z r ó ż n i c o w a n y m etnicznie s p o ł e c z e ń s t w i e , z j a k i m
m a m y d o c z y n i e n i a n a W i l e ń s z c z y ź n i e , gdzie w s z y s t k i e
elementy o b r z ę d ó w i z w y c z a j ó w p r z e m i e s z a ł y s i ę w c i ą g u
w i e k ó w w s p ó l n e g o istnienia, niewiele p o z o s t a ł o w y z n a c z ­
n i k ó w postrzeganych j a k o cecha charakterystyczna d l a
p o s z c z e g ó l n y c h n a r o d o w o ś c i . B a r d z i e j t y p o w y m d l a tego
o b s z a r u jest t u t e j s z o ś ć l u b n i e t u t e j s z o ś ć d r o b n e g o e l e m e n t u
z w y c z a j u , bez r o z r ó ż n i e n i a n a p r z y n a l e ż n o ś ć e t n i c z n ą g r u p y .
T a k jest w ł a ś n i e w p r z y p a d k u o b r z ę d o w o ś c i z w i ą z a n e j
z n a r o d z i n a m i d z i e c k a . Jest o n a j e d n a k o w a d l a P o l a k ó w
i L i t w i n ó w w ś w i a d o m o ś c i tych grup.
I n a c z e j w y g l ą d a ten p r o b l e m u p r a w o s ł a w n y c h B i a ł o ­
r u s i n ó w . C h r z e s t d z i e c k a j u ż przez to, ż e o d b y w a s i ę w c e r k w i
różni s i ę o d chrztu P o l a k ó w czy L i t w i n ó w . J a k podaje
p o d r ę c z n i k Nauka o nabożeństwach
prawosławnych
(Bond a r u k 1987), p i e r w s z y m elementem c h r z t u jest p o ś w i ę c e n i e
w o d y przez k a p ł a n a . N a s t ę p n i e n a m a s z c z a s i ę ś w i ę t y m
olejem c z o ł o , uszy, piersi, r ę c e i nogi c h r z c z o n e g o . G ł ó w n y
m o m e n t c h r z t u polega n a t r z y k r o t n y m p o l a n i u w o d ą . P ó ź ­
niej k a p ł a n w k ł a d a n a o c h r z c z o n e g o c z y s t ą , b i a ł ą s z a t ę o r a z
k r z y ż y k . R o d z i c e chrzestni m u s z ą b y ć p r a w o s ł a w n i . T u ż po
chrzcie odbywa się bierzmowanie. B i s k u p namaszcza ś w i ę t ą
m y r r ą c z o ł o , o c z y , n o z d r z a , usta, uszy, r ę c e , piersi i n o g i
ochrzczonego. N a s t ę p n i e dokonuje p o s t r z y ż y n .
Białoruscy r o z m ó w c y podkreślają brak różnic m i ę d z y
u r o c z y s t o ś c i a m i katolickimi i p r a w o s ł a w n y m i z okazji
chrztu. Starają się też w tym w z g l ę d z i e d o p a s o w a ć do swoich
katolickich s ą s i a d ó w . C z ę s t e m a ł ż e ń s t w a mieszane katolick o - p r a w o s ł a w n e , z w ł a s z c z a w o k r e s i e k o m u n i z m u , gdy

78

Wesele
J ó z e f O b r ę b s k i , z a s t a n a w i a j ą c s i ę w „ S p r a w a c h narodo­
w o ś c i o w y c h " ( O b r ę b s k i 1936) n a d w y z n a c z n i k a m i grupy
w ł a s n e j z a u w a ż a , ż e g r u p a e t n i c z n a nie k u l t y w u j e w z o r ó w
k u l t u r o w y c h c e l o w o ; s ą one s k ł a d n i k i e m z b i o r o w e j w a r t o ś c i ,
k t ó r a o d d z i a ł y w u j e n a j e d n o s t k ę p r z e z ś r o d o w i s k o . T o , cĄ
grupa ocenia j a k o w ł a s n e , r ó ż n i ą c e od innych grup etnic*
n y c h jest p r z e c i w i e ń s t w e m c e c h g r u p y obcej.
W o b r z ę d o w o ś c i weselnej P o l a k ó w n a L i t w i e istnieją
elementy postrzegane j a k o obce. S ą to z w y c z a j e : palenie
wianka panny m ł o d e j i „ w i e s z a n i e swata". Ś w i a d o m o ś ć
o b c o ś c i t y c h e l e m e n t ó w nie jest j e d n a k t a k a s a m a w ś r ó d
P o l a k ó w n a c a ł e j L i t w i e . P o s u w a j ą c s i ę z p ó ł n o c y na
p o ł u d n i e ( o d o b s z a r ó w etnicznie l i t e w s k i c h l e ż ą c y c h w okre* \
sie m i ę d z y w o j e n n y m w g r a n i c a c h L i t w y , k u terenom zamie­
s z k a ł y m przez w i ę k s z o ś ć p o l s k ą , n a l e ż ą c y m w tamtym'
o k r e s i e d o P o l s k i ) z w i ę k s z a s i ę tendencja d o wyrazistego
w y o d r ę b n i a n i a e l e m e n t ó w o b c y c h o d w ł a s n y c h . Polacy
w tych r e j o n a c h z w y c z a j e te w i d z ą j a k o obce, nie m a j ą c e
tradycji w polskiej k u l t u r z e . L i t w i n i r ó w n i e ż nie u w a ż a j ą ich
z a rdzennie litewskie lecz p r z y j m u j ą j e j a k o z w y c z a j e nowe.
T r u d n o jest w tej c h w i l i s t w i e r d z i ć , k t ó r e z w y c z a j e są
litewskie, a k t ó r e s ą w y t w o r e m p r z e m i e s z a n e g o n a r o d o w o ś ­
c i o w o m i a s t a . M i a s t o b o w i e m w y w i e r a o g r o m n y w p ł y w na
k s z t a ł t o w a n i e s i ę nowych z w y c z a j ó w weselnych. Młodzież
w y j e ż d ż a n a n a u k ę d o m i a s t , p o z n a j e n o w e , m o d n e i często
a t r a k c y j n i e j s z e , c z y b a r d z i e j w i d o w i s k o w e z w y c z a j e , przeno­
si j e n a w i e ś .
Polacy m i e s z k a j ą c y na obszarach, na k t ó r y c h stanowią
m n i e j s z o ś ć w ś r ó d L i t w i n ó w , p r z y j m u j ą n o w e litewskie zwy­
c z a j e j a k o w ł a s n e , tutejsze. N i e d z i e l ą ich n a polskie i litews­
kie t y l k o n a d a w n e i nowe:
„Jest taki baukuchen [sękacz - A . W . , B.Cz.J.na nim postawił
talerzyk, spirytus wleją, zapalą i wianek palą. Kiedyś tego nk
było. M ó j wianek ususzyłam." (Polka, lat 65, rej. Kiejdany).
„ M ł o d z i muszą przejechać 12 m o s t ó w , miody musi przenieść
przez każdy m ł o d ą [...] by cały rok byl szczęśliwy [...] Koło
p o m n i k ó w w drodze do urzędu lub kościoła kładą kwiaty. Potem
w domu lub w restauracji jest wesele [...] Na drugi dzień wszyscy
się zbierają by wieszać swata. Testament piszą, ze byl on
niesprawiedliwy, że kłamał, że młoda nie jest jak on mówił, pisą
to na długim papierze. Przynoszą sznury, przyprowadzają swata,
czytają testament. Swat ma ostatnie s ł o w o . M ó w i , że nie kłamał,
a dla pamięci po sobie zostawia majtki." (Polka, lat 65. Kowno).
S ą to z w y c z a j e

nowe, ż a r t o b l i w e ,

powstałe

w o k r e s i e w ł a d z y radzieckiej i p r a w d o p o d o b n i e
wypełnić

pewną

pustkę

obrzędową

powstałą

w mieście
m i a ł y one
w wyniku

l i c z n y c h z a k a z ó w d o t y c z ą c y c h p r a k K k religijnych. S z y b k o Ś M
p r z y s w a j a n i a e l e m e n t ó w o b c y c h tradycji przez w i e ś z a l e ż y od
b l i s k o ś c i d u ż e g o m i a s t a , o b e c n o ś c i i n n y c h grup n a r o d o w o ś ­
c i o w y c h i i c h d a w n o ś c i osiedlenia w danej w s i . a t a k ż e od
m o b i l n o ś c i m i e s z k a ń c ó w . I m b l i ż e j d u ż e g o o ś r o d k a miejs­
kiego, i m w i ę k s z a l i c z b a o s i e d l e ń c ó w litewskich p r z y b y ł a do
w s i w okresie p o w o j e n n y m

i im częściej ludność

ludność

z n a j d u j e z a t r u d n i e n i e p o z a g r a n i c a m i w ł a s n e j w i o s k i . tyW
ł a t w i e j n a s t ę p u j e proces a s y m i l a c j i .
Jak j u ż wspomniano,

n a terenie

tzw. L i t w y

właściwa

a w i ę c n a o b s z a r z e etnicznie l i t e w s k i m , z a m i e s z k a ł y m prz**
niewielkie s k u p i s k a P o l a k ó w , nie m o ż n a m ó w i ć o świado­
m y m w y r ó ż n i a n i u o b c y c h e l e m e n t ó w w o b y c z a j o w o ś c i wesc I
Inej. P o l a c y t a m m i e s z k a j ą c y o k r e ś l a j ą s i ę j a k o ..litewscy I
Polacy" żyjący na Litwie od w i e k ó w i istniejący w kultur* I

�litewskiej. C h a r a k t e r y s t y c z n e jest r ó w n i e ż to, ż e d y s t a n s u j ą
się od P o l a k ó w m i e s z k a j ą c y c h n a W i l e ń s z c z y ź n i e .
Inaczej s p r a w a w y g l ą d a , gdy w k r o c z y m y od s t r o n y p ó ł ­
nocnej n a o b s z a r W i l e r i s z c z y z n y o b e j m u j ą c y rej. w i l e ń s k i ,
trocki, s o l e c z n i c k i , k t ó r y w l a t a c h 1920-1939 z n a j d o w a ł s i ę
w granicach P a ń s t w a Polskiego. T u t a j w i ę k s z o ś ć e t n i c z n ą
s t a n o w i ą i s t a n o w i l i P o l a c y . T a k i e elementy j a k „ w i e s z a n i e
swata" c z y palenie w i a n k a p a n n y m ł o d e j s ą postrzegane j a k o
zwyczaje litewskie, k t ó r y c h z a P o l s k i " nie b y ł o a w i ę c nie
m o g ą to b y ć p o l s k i e z w y c z a j e
-

U Litwinów wesela takie same jak u nas, no u nich obrzędy
troszeczkę inne. Tradycja u nich na weselu jakaś inna. R o b i ą
takiego potwora z ł a c h m a n ó w , rozpalają ognisko i palą go. [...]
Palenie wianka to tez litewski zwyczaj. Tego u P o l a k ó w nie b y ł a
Nigdy nic Polacy me palili. (Polka lat m buzany. rej. wileński).
Im bardziej n a p o r u a n i e , oaiej o a a u z y c n o ś r o d k ó w
miejskich gdzie z a m k n i ę t e , z w a r t e ś r o d o w i s k o polskie jest
mniej p o d a t n e n a p r z e n i k a n i e m i e j s k i c h - l i t e w s k i c h z w y c z a ­
jów, tym b a r d z i e j z a c h o w a ł a s i ę d a w n a t r a d y c j a . O b c o s c
nowych e l e m e n t ó w jest t a m j u z w y r a ź n i e p o s t r z e g a n a i p r z e ­
ciwstawiana p o l s k o ś c i t r a d y c y j n y c h o b r z ę d ó w .
„[...] U nas nie w o ż ą m ł o d y c h przez mosty, to tylko w mieście.
[...] U nas młoda zaszywa wianek w poduszkę żeby razem być. Ja
tak robiłam i moja mama tak robiła. U nas nie palą wianka, to
wiem. że to litewski zwyczaj." (Polka, lat 70, Dziewianiszki. rej.
solecznicki).
Bardzo i n t e r e s u j ą c y m w y d a j e s i ę b y ć fakt, ż e w s ą s i e d n i e j
wiosce litewskiej,

która

zawsze

zamieszkana

była

przez

etnicznych L i t w i n ó w i l e ż a ł a w g r a n i c a c h p a ń s t w a p o l s k i e g o
(1920-1939). z w y c z a j e weselne s ą identyczne nawet w szcze­
gółach. R ó ż n i c a jest t y l k o j e d n a : w tej w i o s c e p a l ą w i a n e k
panny m ł o d e j . L u d n o ś ć l i t e w s k a o t o c z o n a

przez

ludność

polską m a w s p ó l n e z n i ą z w y c z a j e , k t ó r e p r z e n i k a ł y
w czasie w i e l o w i e k o w e g o s ą s i e d z t w a , a p o w s z e c h n i e

się

okreś­

lany j a k o litewski element palenia w i a n k a z o s t a ł przez t ą
społeczność ś w i a d o m i e przyjęty j a k o w y r ó ż n i k p r z y n a l e ż n o ­
ści narodowej.
W świadomości

Polaków

na W i l e ń s z c z y ź n i e

egzystuje

głęboko z a k o r z e n i o n e p r z e ś w i a d c z e n i e o w y ż s z o ś c i k u l t u r o ­
wej P o l a k ó w . D l a t e g o t e ż c z ę s t o z w y c z a j e litewskie o c e n i a n e
są przez P o l a k ó w j a k o p r o s t a c k i e , c z y w r ę c z g r u b i a ń s k i e :
„Na polskim weselu nie ma takich jak u Lilwinów zabaw
grubiańskich, jak np. k o g o ś po plecach batem bić czy swata kłaść
na bronie. U Litwinów więcej zabawy ale więcej po chamsku."
(Polak, lat 80. Koleśniki. rej. solecznicki).
Jako cecha litewskiego wesela n a p i e r w s z y p l a n w y s u w a s i ę
jego ż a r t o b l i w y c h a r a k t e r . I n f o r m a t o r z y dzielili wesela n a
żartobliwe
litewskie i proste (ale nie p r o s t a c k i e ) polskie:
„Tradycja u nich [u Litwinów - A . W . , B . C z ] na weselu jakaś
inna. Oni więcej żartów maja." (Polka, lat 70, Sużany. rej
wileński).
„Nie wiem po co, ale u nich d u ż o takich zabaw wymyślają.
Polskie wesele takie więcej proste, a na Litwie więcej żartobliwe."
(Polka, lat 58. Sużany. rej. wileński).
. Nowe zwyczaje, w y t w o r y k u l t u r y miejskiej o k r e s u p o w o ­
l n e g o , postrzegane s ą przez P o l a k ó w j a k o z w y c z a j e litews­
kie' T o , czego nie b y ł o w tradycji p r z e k a z y w a n e j z pokolenie
j * Pokolenie, jest obce. O b e c n i e najbardziej o b c ą g r u p ą dla
Polaków z Wileriszczyzny s ą L i t w i n i . O n i s t a n o w i ą r ó w n i e ż
^ k s z o ś ć w m i a s t a c h i wszelkie n o w o ś c i p r z y c h o d z ą c e z mias­

c z ę s t o nie jest w p e ł n i u ś w i a d o m i o n e w ś r ó d miejscowej
l u d n o ś c i . P e w n e elementy w o p i n i i j a k i e j ś g r u p y u w a ż a n e s ą
z a r ó ż n i c u j ą c e j ą od g r u p s ą s i e d n i c h , ale s ą to z r e g u ł y
elementy d r u g o r z ę d n e , nie z a w s z e n a j b a r d z i e j istotne. N a
b a d a n y c h przez nas t e r e n a c h , k a t o l i c k i p o g r z e b P o l a k ó w
i L i t w i n ó w odbywa się w s p o s ó b bardzo podobny. G d y
w i a d o m o j u ż , ż e c z ł o w i e k u m i e r a , p r z y c h o d z i d o niego
k s i ą d z z o s t a t n i m n a m a s z c z e n i e m . N i e r a z misi p r z e m i e r z y ć
wiele k i l o m e t r ó w , g d y ż parafie s ą r z a d k o r o z r z u c o n e 3 j e d e n
ksiądz musi o b s ł u ż y ć ich kilka
W n i e k t ó r y c h o k o l i c a c h z a c h o w a ł y s i ę j e s z c z e elementy
przedchrześcijańskie związane z samym momentem umiera­
nia:
„Jak niespokojnie ktoś umiera, to bywa że i na ziemię złożą,
bonie m o ż e skonać. Na ziemi łatwiej umrzeć. N a drewnianej
p o d ł o d z e . " (Polka, lal 77, Dziewianiszki).
W „przejściu" pomaga także M a t k a Boska i patron
umierającego:
„Jak człowiek umiera to trzeba mu w rękę gromnicę w ł o ż y ć «na
dobre umieranie... różaniec i obrazek jakiś. Najlepiej jest, jak to
obrazek patrona - o n p o m o ż e umierać." (Polak, lat 62, D ą b r o w c i szki).
N a c a ł y m b a d a n y m terenie istnieje t e ż z w y c z a j w k ł a d a n i a
do trumny ziół ś w i ę c o n y c h w o k t a w ę B o ż e g o Ciała. ( O c z y w i ­
ś c i e z i o ł a takie m a j ą m o c t y l k o przez j e d e n r o k . ) M o m e n t od
ś m i e r c i do p o g r z e b u jest d o k ł a d n i e u s t a l o n y :
„ U nas to pięknie chowają, ze śpiewami i modlitwami. Zmarły
leży w domu trzy doby. bo taki jest o b o w i ą z e k rodzinny. N a ten
czas zaprasza się ś p i e w a k ó w i płaci im się za to. Kiedyś śpiewali
cały ten czas - trzy dni. teraz to tylko w nocy od 6 wieczorem do
rana. Zmarłego myje się i ubiera w jego najlepsze ubranie [...]
Zmarły leży w otwartej trumnie, a d o o k o ł a pali się dwie, cztery,
sześć świec. Przez dwa dni przychodzą sąsiedzi, rodzina, znajomi
by się p o m o d l i ć przy zmarłym. Trzeba dać im jeść i p i ć . " (Polka,
lat 82, Żukiszki, rej. trocki).
Element płacenia za m o d l i t w ę przy z m a r ł y m spotyka się
sporadycznie - s z c z e g ó l n i e w miastach. Oznaczanie domu.
w k t ó r y m stoi t r u m n a s p o t y k a s i ę r ó w n i e ż r z a d k o . C z y n i ą to
ludzie w m i a s t a c h , gdzie ż y j e s i ę b a r d z i e j a n o n i m o w o .
„ N a wsi nie wysypuje się jedliną [ścieżki do domu] bo i lak
każdy wie, gdzie pogrzeb. W mieście trzeba zaznaczyć." (Polka,
lat 70, Urniaże k/Kiejdan).
P o m i m o ż e n a w s i nie c z y n i s i ę tego, z w y c z a j ten z n a n y jest
w s z ę d z i e na L i t w i e . N i k t j e d n a k z p y t a n y c h nie p o t r a f i ł
o d p o w i e d z i e ć c o s y m b o l i z u j ą zielone g a ł ą z k i c h o i n k i . K a ż d a
r o d z i n a p a m i ę t a t e ż w t y m czasie o z a s ł o n i ę c i u luster, s z k ł a ,
zatrzymaniu lub zdjęciu zegara. Niewielu i n f o r m a t o r ó w
r o z u m i a ł o i n t e n c j ę tych z a b i e g ó w :
„Lustra się zasłania, żeby zmarły się nie zapatrzył i śmierć nie
zabrała jeszcze k o g o ś z rodziny. Okna też są zasłaniane. Jeśli
m o ż n a , to zatrzymuje się zegar, by wiadomo było, o której
nastąpiła śmierć." (Polka, lat 65, Kowno).
„Zakrywa się lustra, żeby nie było widać « p o k o j n e g o » (Litwin­
ka, lal 65, Maciucie).
W rejonie s o l e c z n i c k i m - a w i ę c n i e d a l e k o g r a n i c y b i a ł o ­
ruskiej, p a m i ę t a s i ę t e ż o i n n y c h n a k a z a c h , k t ó r e u n i e m o ż ­
l i w i a j ą z m a r ł e m u z a b r a n i e n a t a m t e n ś w i a t i n n y c h istot:
„Jak człowiek umiera to trzeba p o b u d z i ć ż y w i o ł i pszczoły
p o p u k a ć . M o ż e żeby nie umarły. (Polak, lat 90, Dobra
k/Koleśnik).
W

Krakunach

mieszkańcy

u w a ż a j ą , ż e kiedy

kondukt

ta których nie m a w s p o ł e c z n e j p a m i ę c i P o l a k ó w , m u s z ą b y ć

przechodzi pod o k n a m i wszyscy domownicy

utewskie. S t o p i e ń u ś w i a d o m i e n i a sobie tej o b c o ś c i w z r a s t a

n i k t nie m o ż e s p a ć . K i e d y w y c h o d z i p o g r z e b z d o m u , nie

ro

P Porcjonalnie do w z r o s t u z w a r t o ś c i s p o ł e c z n o ś c i

polskiej

muszą

stać,

m o g ą s p a ć z w i e r z ę t a , nie m o g ą l e ż e ć ś w i n i e . N a l e ż y o t w o r z y ć

weksze p r z y w i ą z a n i e do tradycji, silniejsza o niej p a m i ę ć )

w r o t a w stodole. K o n t a k t z n i e b o s z c z y k i e m o d b i e r a n y jest

'Poczuciem w y o b c o w a n i a w P a ń s t w i e L i t e w s k i m .

j a k o nieszkodliwy:

Pogrzeb
Różnicowanie

kulturowe

istniejące

na j a k i m ś

terenie

„Jak koń zawiezie nieboszczyka to będzie smutny chodzić póki
na swadźbę m ł o d y c h nie powiezie. K o ń marny chodzi, że niebosz­
czyka wiezie." (Polak, Krakuny).

79

�Na wsiach, daleko od kościoła, k s i ą d z nie bierze udziału
w „ w y p r o w a d z e n i u " z m a r ł e g o z d o m u . Jest to na pewno
spowodowane odległościami, a t a k ż e pozostałością z c z a s ó w
komunistycznych, gdy k s i ą d z nie o d w i e d z a ł oficjalnie wier­
nych. (Zapomniano t a k ż e o zwyczaju „ k o l ę d y " po B o ż y m
Narodzeniu - we wsiach o d b y ł a się ona po raz ostatni w 1939
roku.)
„ D o wojny każdy ksiądz w y p r o w a d z a ł trumnę z domu, teraz
już m a ł o który. W miasteczku naszym nigdy nie w i o z ą na wozie
„ p o k o j n e g o " - zawsze na rękach trumnę niosą." (Polka, lat 70,
Dziewianiszki).
„ T r u m n a niesiona na cmentarz jest zakryta - tym różni się od
Rosjan, gdzie jest otwarta." (Polak, lat 70. Gowsztany k/Niemenczyna).

Po mszy i pochowaniu na cmentarzu (w n i e k t ó r y c h
miejscowościach - j a k np. w Suderwie otwiera się jeszcze
t r u m n ę na cmentarzu i żegna ze z m a r ł y m ) osoby b i o r ą c e
udział w pogrzebie prosi się na konsolację:
„ G o s p o d a r z rodziny zaprasza wszystkich na żałobny obiad.
Przed obiadem wszyscy się m o d l ą , odmawiają Anioł
Pański
i śpiewają pieśni [...] Dawniej obiad urządzało się u gospodarza,
a obecnie coraz częściej w s t o ł o w e j . " (Polak, lat 70, Gowsztany
k/Niemenczyna).

C e c h ą c h a r a k t e r y s t y c z n ą tych konsolacji jest wielkość,
obfitość potraw, co podkreślają w swych wypowiedziach
informatorzy:
„ O potrawy na konselację - co kto m o ż e przygotować [...]
Jedzenie «grube» gotują. K a b a n a kłują przeważnie. Kiedyś
konselację były skromniejsze. Teraz jeden przez drugiego stawia
się. Nieraz aż w klubie konselację robią. Obcy przychodzą
i rodzina i wszystkich trzeba posadzić za stół." (Polka, lat 70.
Dziewianiszki).
„ K i e d y ś zawsze skromnie było na pogrzebie, a teraz nie
wiadomo - pogrzeb czy wesele-" (Polka, lal 62, Olany).

Jak podkreślali r o z m ó w c y , j e d y n ą cechą r ó ż n i ą c ą pogrze­
by od wesel jest brak t o r t ó w na stolach, no i oczywiście
muzyki. N a takich przyjęciach podaje się kwas, piwo, często
także w ó d k ę . K s i ą d z z reguły na takie spotkania nie przy­
chodzi. Obiady dla rodziny, krewnych i ś p i e w a k ó w przygo­
towuje się r ó w n i e ż w miesiąc po śmierci, w trzy miesiące, pół
roku i w rocznicę są one z w i ą z a n e z odprawianiem w kościele
mszy za d u s z ę z m a r ł e g o ) :
„ N a rocznicę d u ż o ludzi przychodzi. U nas do roku nic stawiają
pomnika ani ogrodzenia na cmentarzu. Dopiero na rocznicę."
(Polka, lat 70. Dziewianiszki).

Zwyczaj „ o b i a d ó w " zapewne z a c z e r p n i ę t y jest z tradycji
p r a w o s ł a w n e j . W i ą ż e się on z d u ż y m i kosztami, jednak nikt
z nich nie rezygnuje bojąc się o b m o w y s ą s i a d ó w .
Znamienne jest r ó w n i e ż zachowywanie wszelkich zaka­
z ó w . Jednym z najczęściej spotykanych ( z a r ó w n o w soleczn i c k i m , wileńskim, trockim jak i k o w i e ń s k i m ) w ś r ó d katoli¬
k ó w jest zakaz jedzenia j a b ł e k do święta M a t k i Boskiej
Zielnej przez kobiety, k t ó r e straciły dziecko. Zakaz
z a c h o w u j ą często przez całe życie, u z a s a d n i a j ą c to t y m ,
M a t k a Boska (lub Pan Jezus) odbierze dzieciom jabłka
w niebie. W a l k a z t y m wierzeniem o charakterze apokryficz¬
nym (prowadzona m.in. przez proboszcza w S u ż a n a c h ) nie
przynosi rezultatu. N a wsiach zakaz jest przestrzegany,
a starsze kobiety p r z e k a z u j ą go m ł o d s z y m . O g ó l n i e przy­
jmuje się, że ż a ł o b a po matce trwa r o k , po ojcu pół r o k u , po
dziecku przed Pierwszą K o m u n i ą nie nosi się jej wcale.
Tak oto na Litwie p r z e d s t a w i a j ą się o b r z ę d y pogrzebowe
i zakazy z nimi związane.
R ó ż n i c e w katolicyzmie polskim i litewskim przejawiają
się jedynie w j ę z y k u m o d l i t w . Śpiewacy litewscy m o d l ą się
jednak po litewsku tylko na wsiach typowo litewskich (np.
Maciucie przy granicy białoruskiej) otoczonych wsiami
p o l s k o - b i a ł o r u s k i m i , lub na obszarze etnicznie litewskim
- za K o w n e m . N i e u m i e j ę t n o ś ć ś p i e w a n i a w swoim rodzin­
nym j ę z y k u usprawiedliwiają brakiem litewskich modlitew¬
n i k ó w . Białorusini - katolicy m o d l ą się po polsku.
A jak było dawniej? Oskar Kolberg tak pisał w 53 tomie
swoich Dziel d o t y c z ą c y m L i t w y :
„ Ż o n a opłakuje zmarłego męża przez dni 30 ciągle, krewni
w dni 3. 6, 9, 40 sprawują uczty, nie używając w nich nożów
i siedząc w milczeniu. Po uczcie zamiata ofiarnik izbę wołając na
duszyczki: «jadłyście, piłyście, teraz idźcie precz». Wtenczas
dopiero zaczyna się rozmowa i pijatyka."

J a k i m ś ś l a d e m podobnego obchodzenia wspominek może
być to, c o z a n o t o w a ł y ś m y w Dziewianiszkach:
„Teraz tego nie ma. Kiedyś w miesiąc po śmierci sprawowali
«dziady» w domu pokojnika. Wtedy całą noc śpiewali pobożne
pieśni, jak po nieboszczyku. Zbierała się cała rodzina i śpiewaki.
A na jutro już msza Św. była zapisana. Ś p i e w a k ó w przez całą noc
karmili. Kiedyś (i teraz też) był prowadnik - on prowadził
ś p i e w a k ó w . " (Polka, lat 75. Dziewianiszki).

O podobnym wspominaniu z m a r ł y c h mówiły też inform a t o r k i w Maciuciach:

II. 2. Wesele polskie. Przebierańcy

80

�„Przed wojną zbierali się ludzie u tego. co dzwonił w kościele.
Catymi w ń i k a m i chodzili modlić się. K a ż d y niósł c o ś do jedzenia.
Za kościołem był taki dom, gdzie ludzie zbierali się i śpiewali całą
noc. Stoły stały d o o k o ł a ścian i ławy. Modlili się i jedli. Wspomi­
nali dusze. Pieśni prowadził ten, co znał, co czytać umiał. N a
samym cmentarzu nie modlili s i ę . " (Litwinka, lat 70. Maciucie).
O d b y w a ł o s i ę to w w i g i l i ę 1 l i s t o p a d a .
Przed w o j n ą m i e s z k a ń c y w s i n a o g ó ł u m i e r a l i w d o m a c h .
Rodziny były d u ż e , wielopokoleniowe,
dzieci

przyjadą

„ze świata",

żeby

i nie c z e k a n o ,

pogrzebać

aż

zmarłego.

Ś p i e w a k ó w c z u w a ł o p r z y z m a r ł y m w i e l u , m ł o d z i nie w s t y d z i ­
li się ś p i e w a ć , j a k to dzieje s i ę d z i ś . K s i ą d z
trumnę z d o m u , jednak

nie d o

kościoła,

wyprowadzał
a od

cmentarz. M s z a o d b y w a ł a s i ę j u ż po p o g r z e b a n i u .

razu

na

Pieczono

chleb, k t ó r e g o k a w a ł e k n i o s ł o s i ę n a pogrzeb. K a ż d y , k t o
przyszedł do d o m u z m a r ł e g o , m u s i a ł p r z y n i e ś ć chleb i p o ł o ­
żyć go n a stole, n a k t ó r y m l e ż a ł n i e b o s z c z y k (tak b y ł o d o
1939 r ) . I n f o r m a t o r z y nie potrafili w y j a ś n i ć tego z w y c z a j u .
Kwiatów

dawniej

n i k t nigdy

nie p r z y n o s i ł ,

a teraz, j a k

twierdzili r o z m ó w c y , bez k w i a t ó w nie w y p a d a i ś ć n a po­
grzeb.
„Potem obchodzi się 7 dni, 30 i pól po pogrzebie. Zamawia się
mszę i robi obiad. Kiedyś na taki obiad zabijało się wieprzka,
gotowało bez w y m y s ł u , stawiało się miskę zupy. K a ż d y jadl
ztakiej misy co chciał. Była wielka na 3-4 osoby. W ó d k i nie b y ł o . "
(Polak, lat 65, Purwiszki).
Niewiele z m i e n i ł y s i ę z w y c z a j e d o t y c z ą c e g r z e b a n i a s a m o ­
bójców:
„Kiedyś, jak kto się zabił sam, utopił, to ksiądz nie c h o w a ł ze
wszystkimi. Dla nich było oddzielne miejsce. I teraz ksiądz nie robi
pogrzebu takiemu. Dzwony nie d z w o n i ą i trumny do kościoła nie
wnoszą. Tylko na chwilę przed bramą kościoła trumna zatrzyma
się. Ksiądz ziemi nie święci. Jak ludzie wracają j u ż z cmentarza,
ksiądz odprawia w kościele mszę za rodzinę." (Polka, lat 70,
Dziewianiszki).
Pogrzeb p r a w o s ł a w n y istotnie r ó ż n i s i ę od
Jak podaje Nauka

o nabożeństwach

katolickiego.

prawosławnych

(Bon-

daruk 1987):
„Każdy zmarły zostaje po śmierci umyty i ubrany [...] N a jego
czoło nakłada się 'wienczik'. który wyraża nadzieję zmarłego na
wieniec chwały (...) W ręce zmarłego wkłada się ikonę Jezusa na
znak wiary z jaką żył i umarł. Ciało zmarłego umieszcza się
w trumnie, w której spoczywa przez dwa dni. W ciągu tego czasu
czyta się psałterz [...] W trzecim dniu następuje pogrzeb. Kapłan
odprawia n a b o ż e ń s t w o o odpoczynek duszy zmarłego. Uczestnicy
pogrzebu trzymają w rękach zapalone świece, na znak, że zmarły
odchodzi ku wiecznej światłości. Po przeniesieniu [...] zmarłego do
cerkwi odprawia się liturgię [...] N a zakończenie trumna jest
odnoszona do mogiły. Kapłan kropi ją świeconą w o d ą i posypuje
trumnę w mogile ziemią na znak krzyża [...] Panichidy - nabożeńs­
twa - za zmarłych odprawiane są do pogrzebu codziennie, zaś po
pogrzebie w 3 9 40-ty dzień w dzień imienin w rocznicę śmierci
* każdą następną rocznicę oraz w dni p o ś w i e c o n e pamięci
zmarłych.
We w s i a c h z a m i e s z k a ł y c h p r z e z p r z e d s t a w i c i e l i r ó ż n y c h
n a r o d o w o ś c i , d a l e k o od c e r k w i , p r a w o s ł a w n i c z ę s t o nie
znają z n a c z e n i a „ w i e n c z i k a " czy i n n y c h r e k w i z y t ó w :
„U nas są takie dokumenty co sieje nieboszczykowi do trumny
wkłada [,..] Pismo z m o d l i t w ą za zmarłych kładą do kieszeni. Ja tej
modlitwy nie umiem przeczytać, bo to jest stare takie pismo. Ja nic
znam tego dawniejszego pisma. A ten „wienczik" - długa taka
kartka - kładzie się na c z o ł o . T u jest Chrystus Nauczający, Iwan,
Matka Boska i anioły. Ale nie wiem dlaczego kładą to na c z o ł o "
(Białorusinka, lat 70, Sużany).
..w ceremonie te b y w a j ą t e ż w p l e c i o n e o b r z ę d y p o z a c h r z e ś -

cijanskie:
"Potem niosą ciało do cerkwi, w y n o s z ą głową do przodu
7 ostatni raz tak jak się normalnie wychodzi. Zmarłego myje
biera rodzina, w o d ę wylewają, ale słyszałam o różnych
^ r ż e n i a c h , że dają do picia ciężko choremu, żeby o d g o n i ć
""'Wć." (Białorusinka, lat 68, Koleśniki).
1

u

W wierzeniach B i a ł o r u s i n ó w d u ż ą rolę o d e g r a ł wizerunek
k r z y ż a . D o dzisiaj w b i a ł o r u s k i c h d o m a c h w i e s z a s i ę go n a d
obrazem M a t k i Boskiej dla „ p o w i e r n u c j a k a t a k l i z m a " , czyli
o d ż e g n a n i a k l ę s k ż y w i o ł o w y c h . B i a ł o r u s i n i s t a w i a j ą też
k r z y ż e mogilne. Jeżeli r o d z i n a z m a r ł e g o nie m a o d p o w i e d n i o
d u ż o p i e n i ę d z y , by p o s t a w i ć n a mogile k r z y ż ( k t ó r y jest tu
traktowany j a k nagrobek na cmentarzu katolickim) w dniu
pogrzebu stawia a j a k i k o l w i e k
tymczasowo:
„Jak chowają, to ksiądz szybko o d m ó w i pacierze, posypie
piaskiem i pojedzie, a nasz pop czeka aż nie p o s t a w i ą krzyża.
Poświęci krzyż i dopiero pojedzie." (Białorusinka, lal 70, Sużany).
K o l e j n ą różnicą m i ę d z y pogrzebem katolickim, a prawo­
s ł a w n y m jest t a , ż e :
„ U n a s na p ł ó t n a c h s p u s z c z a j ą t r u m n ę d o g r o b u . T o
p ł ó t n o daje s i ę p o t e m b i e d n y m . " ( j . w . )
W d o m u t r u m n a nie stoi, t a k j a k u k a t o l i k ó w , n a ś r o d k u
p o m i e s z c z e n i a , lecz w k ą c i e p o d o b r a z e m . I n f o r m a t o r z y
c z ę s t o p o d k r e ś l a l i , ż e w R o s j i p r z e w o z i s i ę z d o m u do c e r k w i
o t w a r t ą t r u m n ę . N a L i t w i e r z a d k o m o ż n a s p o t k a ć ten
z w y c z a j - co n a j w y ż e j o t w i e r a n a jest j u ż n a c m e n t a r z u .
P r z e j a w i a s i ę w t y m w p ł y w k a t o l i c y z m u . P o z a tym B i a ł o ­
rusini, podobnie j a k Polacy i Litwini u r z ą d z a j ą bardzo
w y s t a w n e k o n s o l a c j e i n a j c z ę ś c i e j c h o w a n i s ą na tych s a m y c h
c m e n t a r z a c h Z D o w o d u zbvt m a ł e i l i c z b v c e r k w i c z ę s t o
p o c h ó w k u d o k o n u j ą księża katoliccy:
„Wcześniej ksiądz nie przyjmował p r a w o s ł a w n y c h . Nie m o ż n a
było p r a w o s ł a w n e m u do księdza. Ale teraz nowe przyzwolenie od
Ojca Św., że m o ż n a . N a cmentarzu w S u ż a n a c h jest różnych:
prawosławnych i katolików, i k o m u n i s t ó w , wszystkich." (Polka,
lat 68, Sużany).
0 p o c h ó w k a c h ludności prawosławnej na cmentarzach
katolickich z a d e c y d o w a ł y r ó w n i e ż zarządzenia w ł a d z komu­
n i s t y c z n y c h , k t ó r e d l a c e l ó w i d e o l o g i c z n y c h d ą ż y ł y do
„ p r z e m i e s z a n i a " ludzi r ó w n i e ż na cmentarzu.
B i a ł o r u s i n i p r a w o s ł a w n i c h o d z ą t e ż na katolickie msze
w niedziele. W w y p o w i e d z i a c h p o d k r e ś l a j ą j e d n o ś ć w i a r y .
Podobnie n i e k t ó r z y katolicy:
„ O b o k naszego był ruski cmentarz, a teraz to wszystko razem
połączyli. Bo teraz to katolicką i p r a w o s ł a w n ą wiarę chcą
zjednoczyć, jako że chrześcijańskie. Dlatego teraz jeden cmen­
tarz." (Polka, lal 70, Sużany).
N a j w i ę k s z e zdziwienie i zaciekawienie k a t o l i k ó w b u d z ą
b l i s k o ś ć z m a r ł e g o (nieczystego) i p o k a r m u (czystego) na
pogrzebie B i a ł o r u s i n ó w :
„Stawiają na stół kapuśniak z blinami. Oni jedzą przy niebosz­
czyku. Stoły stawiają d o o k o ł a trumny. Ja tak nie m o g ł a jeść."
(Litwinka, lat 65. Maciucie).
P o t w i e r d z a j ą to p r a w o s ł a w n i :
„ W cerkwi obok zmarłego stoi nasza «kutia». niesie się ją obok
trumny, stoi w czasie panichidy (żałobnego n a b o ż e ń s t w a ] obok
trumny. Zaraz po pogrzebie ją się je najpierw na obiad."
(Białorusinka, lat 68. Koleśniki).
P o ż y w i e n i e i w ó d k a t o w a r z y s z ą im także podczas od­
w i e d z a n i a z m a r ł y c h na c m e n t a r z a c h w Z i e l o n e Ś w i ą t k i
- prawosławny Dzień Zmarłych:
„ U prawosławnych, u Ruskich to na groby n o s z ą w ó d k ę
1 kieliszki i za k a ż d e g o nieboszczyka piją i zostawiają jeszcze tą
w ó d k ę dla zmarłych." (Polka, lat 80, Koleśniki).
„ W Swiatoju Trojcu chodzi się na mogiły, je się tam, pije.
zostawia się kieliszek w ó d k i albo co innego, jajecznicę z mlekiem
przynosi się i zostawia." (Białorusinka, lat 68, Koleśniki).
B i a ł o r u s i n i na L i t w i e o b c h o d z ą t e ż k a t o l i c k i e ś w i ę t o
Zmarłych:
„Prawosławni jak jest nasze Wszystkich Świętych, to też
sprzątają swoje groby, nomy na ich Święto Zmarłych to już mniej.
Oni bardziej utrzymują nasze ś w i ę t o jak my ich." (Polka, lat 65,
Kowno).
W tej ostatniej w y p o w i e d z i z a w i e r a s i ę c h a r a k t e r y s t y k a
w s p ó ł c z e s n y c h o b r z ę d ó w b i a ł o r u s k i c h , nie t y l k o p o g r z e b o ­
wych. W s w y m charakterze c o r a z bardziej u p o d a b n i a j ą się

81

�d o k a t o l i c k i c h . U l e g a j ą u p r o s z c z e n i u . I m dalej od c e r k w i , o d
o ś r o d k ó w m i e j s k i c h , t y m c z ę ś c i e j p r a w o s ł a w n y m jest s i ę
t y l k o p r y w a t n i e , o b c h o d z i s i ę w e d ł u g starego k a l e n d a r z a
ś w i ę t a roczne, o b c h o d z ą c r ó w n o c z e ś n i e ś w i ę t a katolickie.
Sakramenty przyjmuje się w kościele. W m a ł ż e ń s t w a c h
mieszanych obserwuje się przechodzenie z p r a w o s ł a w i a na
katolicyzm.

wielu i n f o r m a t o r ó w nie b y ł o c a ł k i e m p r z e k o n a n y c h , czy są
to z w y k ł e m o d l i t w y .

Magia

C z ę s t o informatorzy przekonywali
p o m ó g ł , a zamawianie p o m o g ł o :

P o w s z e c h n y m obecnie e l e m e n t e m k u l t u r y l u d o w e j n a
Litwie są r ó ż n e g o rodzaju praktyki magiczne.
Rozwój
o ś w i a t y , d o s t ę p n o ś ć s ł u ż b y z d r o w i a niewiele z m i e n i ł y j e ż e l i
c h o d z i o s t o s o w a n i e s t a r y c h , w y p r ó b o w a n y c h m e t o d lecz­
niczych. O s k a r Kolberg, opisując X I X - w i e c z n ą w i e ś litewską
zauważa, że
. j a k w o g ó l e każdy lud pokłada wiarę w uroki i czary tak i Litwin
nie jest od tego wolnym [...] Często zobaczysz w kościele księdza
czytającego egzortę nad dziećmi chorującymi na przelęknienie lub
bezsenność [...] Lekarstw aptecznych rzadko używa i to bez
porady lekarza".
Obecnie s p o ł e c z n o ś ć wiejska częściej r ó w n i e ż udaje się do
znanych na całą o k o l i c ę zamawiaczy niż do lekarzy, do
k t ó r y c h c z ę s t o trzeba dalej j e c h a ć . Silnie z a k o r z e n i o n a
w ś w i a d o m o ś c i s p o ł e c z n e j w i a r a w m o c i n t e r w e n c j i sił
nadprzyrodzonych przyczynia się r ó w n i e ż do przetrwania
i p o w s z e c h n o ś c i tego t y p u p r a k t y k m a g i c z n y c h . N a b a d a ­
nych przez nas obszarach z e t k n ę l i ś m y się z ich d w o m a
rodzajami: p r a k t y k a m i leczniczymi i ochronnymi. Najpierw
o m ó w i m y s p o s o b y leczenia n a j c z ę ś c i e j w y s t ę p u j ą c y c h doleg­
liwości: róży i u k ą s z e n i a żmiji, zwanej potocznie g a d z i n ą
N a c a ł e j L i t w i e f u n k c j o n u j e i n s t y t u c j a z a m a w i a c z a . Jest to
s t a r s z a k o b i e t a l u b starszy m ę ż c z y z n a . M u s z ą to b y ć o s o b y
bardzo p o b o ż n e , a w i ę c m i e ć ścisły kontakt z siłami nad­
p r z y r o d z o n y m i . N i e w a ż n a jest n a r o d o w o ś ć , a n i w y z n a n i e ,
ale m u s i to b y ć c h r z e ś c i j a n i n . U m i e j ę t n o ś ć z a m a w i a n i a
p r z e k a z y w a n a jest przed ś m i e r c i ą n a j m ł o d s z e m u l u b n a j s t a r ­
szemu z rodziny. Najczęściej z a m a w i a j ą od róży.
„ R ó ż a to takie czerwone plamy się robią, w różnych miejscach
czerwone krosty i one bardzo swędzą. Człowiek czochra się
i nijako mu j a k o ś [...] T u bardzo często ludzie mają różę." (Polka,
lat 75, Sużany, rej. wileński).
Z a m a w i a c z szepcze w specjalny s p o s ó b m o d l i t w y ,

choć

„ W s z y s c y się tym zajmowali i Polacy i Rosjanie [...] Jak
zamawiają to chyba modlitwy m ó w i ą , ale tak inaczej. Nie mogą
w tym czasie oddychać. Musi m ó w i ć tak p r ę d k o , aby nie wciągnąć
powietrza. A jak różę zamawia to jeszcze dmucha." (Polka, lat 70
Sużany).

„ M o j a mama robiła taką specjalną maść przeciwko róży: wiem,
że z żywicy sosny, wosku i jeszcze c o ś kładła, ale nie mon
powiedzieć co. Jednej hrabianki z Warszawy synek na nodze r ó *
rozdrapał, n ó ż k a nie chciała się goić, doktorzy nic p o m ó c nk
umieli. Mama tą maść zamówiła i do Warszawy posłała [..,]
Wyleczyła lego dzieciaka." (Polka, lat 70, Sużany).
P y t a ł y ś m y i n f o r m a t o r ó w , j a k i jest s t o s u n e k k s i ę ż y d o tego
rodzaju praktyk. W k a ż d e j parafii, w której prowadziłyśmy
b a d a n i a , n i e z a l e ż n i e od r e j o n u , o d p o w i e d ź o p a r t a b y ł a na
tym s a m y m schemacie - najpierw k s i ą d z zabrania i potępi,
z a m b o n y z a m a w i a c z y , p o t e m u l u b i o n a k r o w a (lub koń)
k s i ę d z a zostaje u k ą s z o n a p r z e z ż m i j ę . Z w i e r z ę jest umierają­
ce, k t o ś w z y w a z a m a w i a j ą c e g o . Z w i e r z ę z d r o w i e j e . K s i ą d j
zaczyna wierzyć w zamawianie.
„ K i e d y ś księża nie pozwalali zamawiać. Ale potem krowę
księdza gadzina ugryzła, zamówili i p o m o g ł o . T o uwierzył."
(Polka, lat 70, Sużany).
Niestety, k s i ę ż a nie chcieli s i ę na ten temat w y p o w i a d a ć .
I n t e r e s u j ą c ą w y d a j e s i ę n a t o m i a s t w y p o w i e d ź naszej prawo­
sławnej r o z m ó w c z y n i , która twierdziła, ż e pop zabrana
czarownicom odbierać krowom mleko.
D l a l u d n o ś c i wiejskiej p r o b l e m z d r o w i a z w i e r z ą t gos­
p o d a r s k i c h jest j e d n y m z n a j i s t o t n i e j s z y c h . „ Z ł e o c z y " , które
s z k o d z ą d z i e c k u , s ą r ó w n i e ż s z k o d l i w e d l a z w i e r z ą t , przede
w s z y s t k i m k r ó w , ś w i ń i k u r . B a r d z o n i e b e z p i e c z n a w skut­
k a c h m o ż e o k a z a ć s i ę p o c h w a ł a z w i e r z ę c i a przez sąsiada,
k t ó r y c h w a l i m a j ą c w sercu z a z d r o ś ć :
„ J a k k r o w a s i ę c i e l i ł a , to j a p r z y w o ł a ł a s ą s i a d a . O d razu
z a c z ą ł j ą c h w a l i ć [...] N a drugi dzień cielak zdechł, a krowa
z a c h o r o w a ł a . K r o w a by zdechła, gdyby nie ta zamawiająca.
Jednego oczy nie szkodzą, a drugiego zazdrosnego szkodzą."
(Polka, lat ok. 60, Kozbieje, rej. wileński).
L u d z i e , k t ó r z y wiedzieli, ż e i c h o c z y s z k o d z ą nawet bez

11. 3. Wesele litewskie. Składanie darów

82

n a s , ż e l e k a r z nie

�z a z d r o s n y c h m y ś l i , nie w c h o d z i l i d o c u d z y c h o b e j ś ć , a c z ę s t o
nawet d o w ł a s n y c h :
Byt też taki m ę ż c z y z n a . Ruski, co jak na prosiaczki popatrzył
to wszystkie pozdychają. O n nigdzie nie chodził, ni do swoich
prosiaczków, ni do cudzych." (Polak, lat 58, Sużany).
„Sąsiadka ze złym wzrokiem przyjdzie i cielak zachoruje. O n a
mówi. że nie m o ż e w gości chodzić, bo u niej zły wzrok."
(Litwinka, lat 35, Koleśniki).
Dawniej bardzo niebezpiecznym dniem dla k r ó w b y ł d z i e ń
Św. J a n a :
„ M ó w i l i , że na Św. Jana jak kto przeciągnie ręcznikiem przez
drogę, którą krowy będą szły, to krowie, która pierwsza idzie
zabierze mleko wszystko." (Litwinka, lat 65. Maciucie, rej.
solecznicki).
„Kiedy na Św. Jana sąsiadka bierze prześcieradło czy serwetę
jaką białą i po rosie w nocy ciągnie. Lata z prześcieradłem. Zbiera
mleko. Albo cedzyłkę - tą, którą cedzi się mleko - jak w s c h ó d
słońca na Jana to wieszała na drzwiach, to moja mama m ó w i ł a , że
l tej cedzyłki mleko ciekło." (Polka, lat 70, Sużany).
Informatorka twierdzi, że od c z a s ó w wojny w ich wsiach nie ma
już takich kobiet - czarownic. N a pytanie, czy jeszcze gdzieś
są.odpowiadali, że chyba gdzieś na Białorusi, p o n i e w a ż tam ich
było bardzo d u ż o :
„Wcześniej było u nas na Białorusi tak, że na Św. Jana nie
można było w y p u s z c z a ć krowy w pole do obiadu, bo są takie
czarownice, które zbierają rosę, gdzie krowy c h o d z ą i krowa
później mleka nie chce dać. D o wojny bardzo d u ż o takich."
(Białorusinka, lat 70, Sużany).
Z a g r o ż e n i e z d r o w i a z w i e r z ą t g o s p o d a r s k i c h ze strony
zazdrosnych s ą s i a d ó w s p o w o d o w a ł o p o w s t a n i e d u ż e j i l o ś c i
praktyk m a g i c z n y c h m a j ą c y c h p r z e c i w d z i a ł a ć z ł u :
„Żywiole to czerwoną nitkę lub wstążkę trzeba zawiązać, albo
chleba i soli św. Agaty w węzełku do r o g ó w przywiązać. T o
przeciw złym oczom. Moja mama lak robiła i j a tak robię."
(Litwinka, lat ok. 60, Olany).
J a k kto boi się u r o k ó w to wiąże krowie na rogach pojatnicę
zmęskich majtek, kawałek chleba św. Agaty i urocznik." (Litwin­
ka, lat 65, Maciucie).
Jeszcze w i ę k s z ą r ó ż n o r o d n o ś ć w i d a ć w s p o s o b a c h leczenia
zauroczonego z w i e r z ę c i a :
„Trzeba było przeprowadzić ją [kurę] trzy razy przez przetak
i polać w o d ą przez miotłę trzy razy." (Polka, lal 68. Stare Troki).
"Jeśli kiośjest zauroczony to trzeba go przez c h o m ą l o przeciąg­
nąć." (Polka, lat 78, Koleśniki).
„Trzeba na odlew p o d o ł k i e m koszuli wytrzeć krowie oczy."
(Polka, lat 58, Sużany).
Na obszarze z a m i e s z k a ł y m przez l u d n o ś ć m i e s z a n ą p o l s k o - l i t e w s k o - r o s y j s k o - b i a l o r u s k ą j ę z y k i e m „ ż a r n o w y " jest
gwara „ p o p r o s t u " :
. . U nas taka bardzo stara kobieta zamawia. Litwinka. Nie po
litewsku. Ona m ó w i po prostu." (Litwinka, lat 65, Maciucie).
R ó ż n o r o d n o ś ć i bogactwo form z w y c z a j ó w i praktyk
magicznych ś w i a d c z y o p r z y w i ą z a n i u d o t r a d y c j i w s p ó l n e j
Polakom, L i t w i n o m i B i a ł o r u s i n o m .
Strój o b r z ę d o w y
W koncepcjach g r u p y etnicznej w y b i j a s i ę na p i e r w s z y
Plan wizerunek grupy o d r ę b n e j . W ł a s n y w i z e r u n e k jest j a k b y
refleksem tych k o n t r a s t ó w , n a p o d s t a w i e k t ó r y c h g r u p a
definiuje o d r ę b n o ś ć i n n y c h g r u p . J a k i e s ą elementy s k ł a d o w e
Ukiego w i z e r u n k u ? P r z e d e w s z y s t k i m w c h o d z i tu s t r ó j .
stosunkach m i ę d z y g r u p o w y c h jest on l e g i t y m a c j ą etnicz°ą c z ł o w i e k a , e m b l e m a t e m p r z y n a l e ż n o ś c i do s w o i c h l u b
° * y c h . P i e r w s z a p o g l ą d o w a definicja c z ł o w i e k a j a k o c z ł o n ­
ki grupy
j j
j
j
ł ś n i e na jego
oglądzie zewnętrznym.
w

s

n i

^

w

o

e

l

u

b

o

5

c

e

o

p

a

r

t

a

e

s

t

w

a

w s p ó ł c z e s n e j ulicy litewskiego m i a s t a t r u d n o r o z r ó ż kto n a l e ż y d o j a k i e g o n a r o d u :
..Trudno powiedzieć. Teraz ubiory wszystkie jednakie, chyba że
takie
nacjonalne [...] (Polka, lat 60, Stare Troki).
*tónorodność

tą m o ż n a

zauważyć

na występach

ze-

s p o t ó w regionalnych i w prootsjach k o ś c i e l n y c h .
Polacy z W i l e ń s z c z y z n y , a t a k ż e z wiosek z okolicy
Kiejdan za s w ó j strój u w a ż a j ą strój k r a k o w s k i . T r z e b a
j e d n a k d o d a ć , ż e n a t e r e n a c h p o z a W i l e ń s z c z y z n ą s t r ó j taki
p a m i ę t a j ą j e d y n i e przedstawiciele s t a r s z e g o p o k o l e n i a - uro­
dzeni p r z e d d r u g ą w o j n ą ś w i a t o w ą J e d y n i e d o w o j n y i s t n i a ł y
tam z e s p o ł y k r z e w i ą c e p o l s k o ś ć t a k ż e przez u b i ó r D z i ś tak
w y s t ę p u j e z e s p ó ł K o t w i c a " z K o w n a R u s y f i k a c j a a obec­
nie t a k ż e
kultywuje iuż w

taisJotóbSś£s£pLd«^zWtkM

strojach w p V o c e ^

występować

w

D l a c z e g o j e d n a k nasi i n f o r m a t o r z y w s k a z u j ą n a s t r ó j
k r a k o w s k i j a k o n a w ł a s n y ? K r a k ó w jest p r z e c i e ż o d d a l o n y
od W i l n a o k i l k a s e t k i l o m e t r ó w . N a l e ż y p r z y p u s z c z a ć , ż e
K r a k ó w pełni w ich ś w i a d o m o ś c i rolę miejsca „ ś w i ę t e g o "
d z i ę k i historii. P r z y c z y n ą j e g o w y j ą t k o w o ś c i jest przede
w s z y s t k i m w i e k i z a b y t k i N a s t ę p n ą p r z y c z y n ą jest jego
p r z e s z ł o ś ć j a k o m i a s t a s t o ł e c z n e g o z w i ą z a n e g o ze s ł a w n ą
przeszłością Polski:
°
^
8 °
S

l

i

e

C

Z

n

e

g

0

,

z

w

,

a

n

e

s

,

a

w

n

a

„ M o j a ż o n a była w Krakowie. Kazałem jej ziemi krakowskiej
przywieźć. Dla mnie to najważniejsze miasto polskie, historyczne
bardzo." (Polak, 72, Dziewianiszki).
„Strój krakowski z regionalnego stroju ludowego staje się
symbolem przedregionalnej ideologii ludowej, która uznać m o ż e
strój krakowski jako reprezentacyjny strój ludowy. P o c z ą t k o w o
reprezentuje on tylko c h ł o p ó w krakowskich. Potem polskich
c h ł o p ó w w o g ó l e , bez względu na przynależność regionalną,
w k o ń c u staje się reprezentatywny dla wszystkich P o l a k ó w bez
względu na przynależność z a w o d o w ą czy klasową. Staje się
pewnego rodzaju popularnym « k o s t i u m e m P o l a k a » tak jak
popularnym kostiumem Indianina w Ameryce Płn. są pióropusze
i spodnie z frędzlami."(Radzim.rska-Pąkowska 1988)
Być m o ż e j e d n ą z u ś w i a d a m i a n y c h przyczyn przyjęcia
stroju k r a k o w s k i e g o z a n a r o d o w y s t r ó j p o l s k i jest t a k ż e j e g o
b a r w n o ś ć , b o g a c t w o . G o d n i e reprezentuje n a r ó d p o l s k i .
J a k w procesji idą. to Polacy ładnie wyglądają, kraśnie. Strojne
są." (Polka, lat 60, Stare Troki).
„Mężczyźni: buty z cholewami, spodnie wpuszczone w buty,
kapota. Kobieta: biała bluzka, ciemny, aksamitny kubraczek
z paciorkami, wstążeczki kolorowe przyszyte (kolor biały, zielo­
ny, niebieski). U Polek spódnice do p ó ł łydki, gładkie, tylko na
dole kilka paseczków. Na głowie wianek." (Polak, lat 72,
Dziewianiszki).
W s z y s c y r o z m ó w c y zgodnie twierdzili, ż e nie m a o d r ę b ­
nego w i l e ń s k i e g o s t r o j u . M y w t a k i c h s t r o j a c h w i d z i a ł y ś m y
jedynie z e s p ó ł „ W i l e ń s z c z y z n ą " w Wilnie.
J e ż e l i c h o d z i o s t r ó j litewski, jest o n z r ó ż n i c o w a n y w z a l e ż ­
n o ś c i od regionu. S z c z e g ó l n i e w k o l o r y s t y c e . I tak n p .
w A u k s z t o c i e n o s z o n o s p ó d n i c e w k r a t k ę , b i a ł e fartuchy;
kobiety D z u k ó w m i a ł y s p ó d n i c e w s z e r o k i e p a s y , b a r d z o
kolorowe. Żemajtija c h a r a k t e r y z o w a ł a się bardzo ciemnymi
k o l o r a m i s p ó d n i c - g ł ó w n i e zielone, w i ś n i o w e , c z a r n e .
F a r t u c h y r ó w n i e ż w pasy. W s p ó l n ą c e c h ą tych w s z y s t k i c h
s t r o j ó w były białe bluzki, s p ó d n i c e do ziemi, na szyi korale
z b u r s z t y n u l u b p a c i o r k ó w , a t a k ż e noszenie s a b o t ó w
z d r e w n a lipowego. (Sapogi b y ł y p r z e d w o j n ą s y m b o l e m
biedy, P o l a c y z d u m ą p o d k r e ś l a l i , ż e P o l a k a m o ż n a b y ł o
p o z n a ć po b u t a c h . )
Nasze badania d o t y c z y ł y w s z c z e g ó l n o ś c i Auksztoty. D o
tej p o r y z a c h o w a ł a s i ę t a m p a m i ę ć o s t r o j u n a r o d o w y m , s t r ó j
odbiega j e d n a k o d tego p r z e d w o j e n n e g o . P r z e d e w s z y s t k i m
z m i a n a n a s t ą p i ł a w k o l o r y s t y c e - teraz g ł ó w n i e s ą to b a r w y
flagi litewskiej, c z ę s t o s p ó d n i c e s ą k r ó t s z e , z a m i a s t s a p o g ó w
d z i e w c z ę t a n o s z ą d z i ś buty (pantofle):
„Litewski strój - poszyte spódnice długie w kratę - kolor
zielony, żółty (tak pod litewską Ragę). N a głowie mają takie
czapeczki. Fartuszek jest do tego i kamizelka i bluzka biała."
(Polka, lat 70, Dziewianiszki).
„Strój litewski bardzo ładny - żakiecik zielony, czerwony albo
żółty w kratkę. I w taką kratkę też spódniczki. Sznurówka też

83

�była. Pod spodem bluzeczka biała, bufiasta. Spódniczki były do
pół nogi. umarszczone. Żakiecik był zdużymi ząbkami. Na głowie
dziewczynki miały wstążkę jedną - kolor jak na fladze litewskiej.
Do tego wszystkiego fartuszek biały. Chłopcy kaszkiet w kratkę,
biała koszula [...]" (Litwinka, lat 65, Maciucie).

0 zachowanie stroju d b a j ą też parafie:
„Ubierają się po litewsku, nie ma w procesji polskiego stroju.
Jak nowy ksiądz przyjechał, to urządził wszystko, po swojemu.
Jego ciotka nowe stroje poszyła [...]"
D l a m ł o d e g o p a ń s t w a litewskiego strój, obok g o d ł a naro­
dowego (a jest to P o g o ń z wieżą Giedymina), flagi i tradycji
przedjagiellońskiej jest bardzo w a ż n y m symbolem przynale­
żności narodowej. Przedstawia go często telewizja, wspomi­
na radio litewskie, tworzone są zespoły folklorystyczne
występujące nawet w najmniejszych wioskach. O n i m wspo­
mina się w szkole i w kościele W w y s t ę p a c h oficjalnych
1 procesjach jest strojem o b o w i ą z u j ą c y m t a k ż e dla młodzieży
polskiej czy białoruskiej.
Oskar K o l b e r g tak pisał o stroju B i a ł o r u s i n ó w :
„Mężczyźni i kobiety noszą siermięgi z samodziału, w dni
powszednie szaraczkowego. w świąteczne zaś czarnego koloru.
Krój: fałdziste, długie. Obuwiem mężczyzn i kobiet łapcie z łyk
lipowych albo łozowych. Na święto u pierwszych buty, u kobiet
zaś trzewiki. Kożuch z owiec pospolitych. Dziewczęta noszą
chustki białe lub perkalowe. pstre na głowie i włosy w kosę

u P o l a k ó w poczucie z a g r o ż e n i a za strony L i t w i n ó w . Asymi¬
lacji religijnej sprzyja d u ż a odległość m i ę d z y miejscem
zamieszkania a cerkwią, katolickie otoczenie oraz liczne
m a ł ż e ń s t w a mieszane.
Po przeanalizowaniu trzech podstawowych o b r z ę d ó w
rodzinnych i n i e k t ó r y c h p r a k t y k magicznych Litwinów
B i a ł o r u s i n ó w i P o l a k ó w na Litwie, m o ż n a stwierdzić, że na
t y m wieloetnicznym obszarze dochodzi do nieuświadomio¬
nego przejmowania e l e m e n t ó w kultur sąsiednich. Zwyczaje
i o b r z ę d y w niewielkim stopniu t y l k o m o g ą b y ć wyznacz­
nikiem p r z y n a l e ż n o ś c i narodowej. W p ł y w na to miał także
proces rusyfikacji, k t ó r y ujednolicił j ę z y k o w o wszystkie
grupy etniczne. 50 lat władzy radzieckiej z a k a z u j ą c e j koście),
nych p r a k t y k religijnych d o p r o w a d z i ł o z jednej strony do
ateizacji społeczeństwa, a z drugiej - do utrwalenia się
dawnej religijności ludowej wspólnej wszystkim badanym
grupom.
Od k i l k u lat obserwuje się p o w o l n ą lituanizację ludności
polskiej. W i ą ż e się to z częstymi m a ł ż e ń s t w a m i pols­
ko-litewskimi w przeszłości, litewskim charakterem miast,
ciągłym kontaktem m ł o d e g o pokolenia z L i t w i n a m i w szkole
i miejscu pracy, a przede wszystkim z wprowadzeniem języka
litewskiego j a k o u r z ę d o w e g o . Budzeniu się świadomośd
narodowej L i t w i n ó w towarzyszy podobny proces wśród
ludności polskiej. W t y m właśnie czasie obie grupy starają się
w y o d r ę b n i ć litewskość i p o l s k o ś ć n i e k t ó r y c h obrzędów,
Najlepiej to w i d a ć na przykładzie wesela, w zasadzie jedyne­
go o b r z ę d u różnicującego obie grupy. Z drugiej strony, przez
określenie o b c o ś c i zostaje o k r e ś l o n a swojskość o b r z ę d u , a to
umacnia poczucie przynależności do grupy.
W okresie w ł a d z y komunistycznej l u d n o ś ć polska i litemku nic o d c z u w a ł a potrzeb) u ś w i a d a m i a n i a sobie d/ielacych
je różnic. Okresowi tworzenia się P a ń s t w a Litewskiego
t o w a r z y s z ą tendencje nacjonalistyczne (rozumiane jako po­
trzeba w y r ó ż n i e n i a w ł a s n e g o narodu). U ś w i a d o m i e n i e zróż­
nicowania kulturowego m o ż e p r o w a d z i ć do wyraźnego
s a m o o k r e ś l e n i a się grupy.
Obraz k t ó r e g o k o l w i e k z tutejszych n a r o d ó w , widziany
oczyma przedstawiciela innej nacji, nie jest jednorodny,
zdecydowanie zły czy dobry. Specyfika wielokulturowości
i pogranicza kulturowego w y r a ż a się właśnie w oswojeniu
z innymi s p o ł e c z n o ś c i a m i i w bardziej o t w a r t y m , toleranc;
nym stosunku do inności j ę z y k o w e j , religijnej, kulturow
P r a w d o p o d o b i e ń s t w o (jeśli nie k o n i e c z n o ś ć ) stykania
w najbliższym kręgu rodziny z wyznawcami innych religiilul
l u d ź m i innego pochodzenia musi niejednokrotnie staw'
przed dylematem: j a k p o g o d z i ć etnocentryzm, stosunek d
własnej grupy z dystansem odczuwanym wobec obcego, lub
nawet z jego odrzuceniem W takiej sytuacji nieuniknionesł
wpływy, z a p o ż y c z e n i a , przemieszanie cech.

mmmmm

D z i ś nie m o ż n a j u ż tych strojów z o b a c z y ć na ulicach ani
w procesjach na Litwie. Starsze i n f o r m a t o r k i w s p o m i n a ł y , że
miały j e , ale jeszcze przed d r u g ą wojną ś w i a t o w ą :
„U mnie jeszcze białoruska bluzka wyszyta, moja dziewczęca
e t o s z , c j y niebieski, czy c ™ „ , , be, ^ s z j e i . . T y l k o bluzka

M ł o d s z e pokolenie nie szyje takich u b r a ń . J e d n ą z przy­
czyn m o ż e być to, że co b i a ł o r u s k i e kojarzy się z zacofaniem,
b i e d ą . Poza t y m Białorusini na t y m terenie ulegli w ciągu
ostatnich piędziesięciu lat zrusyfikowaniu. Zatracili swoją
t o ż s a m o ś ć n a r o d o w ą . G r u p y uboższe k u l t u r o w o , a lakże nie
posiadające silnej ideologii, małoliczne, b ę d ą c e w rozprosze­
niu są zazwyczaj w c h ł a n i a n e przez grupy większe i silniejsze.
Taka jest obecnie sytuacja B i a ł o r u s i n ó w w Republice Litew­
skiej. W y d a j ą się p r z y j m o w a ć w większości tzw. „ o p c j ę
p o l s k ą " . C z y n i ą to ludzie nie do k o ń c a przekonani do swej
przynależności narodowej. Potencjalnie m o g ą się stać z a r ó w ­
no Póki kami jak i B i a ł o r u s i n a m i . Procesowi temu sprzyja
p o k r e w i e ń s t w o j ę z y k o w e , bliskie s ą s i e d z t w o i podobnie jak

L I T E R A T U R A
Aleksy A .

Kolberg O .

1983

1966

Zmiany w obrzędowości weselnej u Litwinów mieszkających w Polsce.

Litwa, (w:) Dzieła wszystkie. 1. 52, Wrocław

Warszawa, maszynopis, praca magisterska nr 267. Katedra Etnologii
i Antropologii Kulturowej U W
Bondaruk K .

1968 Białoruś, [w;] D z i e ł a wszystkie, t. 53 W r o c ł a w
Mróz L.

1987

3, s. 487-507
Obrebski i.

Nauka o nabożeństwach prawosławnych,

cz. 2, Białystok, s. 128,

135-136, 155-157
Bystroń J . S.

1947

1936

Etnografia Polski. Warszawa

1979

Przemiany narodowościowe na Litwie. ..Przegląd Wschodni", t. 1, z. 3.

Problem etniczny Polesia, „Sprawy n a r o d o w o ś c i o w e " , Warszaw*

Zróżnicowanie językowe na pograniczu etniczno-językowynt &lt; H
odbicie w świadomości mieszkańców na przykładzie pogranie:"!*
sko-titewsko-bialoruskiego w północno-wschodniej Polsce. ..EWOff *^
1

s. 4 4 9 ^ ł 8 9
Fredryk A.

1989

Problemy etniczne na Litwie Wschodniej, „Przegląd Wschodni",

Pokropek M .

F.berhardl P.

1991

1991

Polska", t. 23, z. 2, s. 154-155

Białorusini i ich kultura w świadomości mieszkańców wsi białoruskiej.

Radzimirska-Pąkowska A.

Warszawa, maszynopis, praca magisterska nr 356, Katedra Etnologii
i Antropologii Kulturowej U W

1988

Strój krakowsk, jako strój narodowy - przyczynek do badali *
mitologią narodową. „Etnografia Polska", t. 32, z. 2, s. 39-AU

Fot.: Lech M r ó z - il. 1-3

84
m

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6481" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6461">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3429e3d18245c4c7ec8cfe2a4c3962e6.pdf</src>
        <authentication>8df9fcb34ce9e91083ec3b7a4c9a7ec6</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77130">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3152</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77131">
                <text>1988</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77132">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2952</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77133">
                <text>Autorzy pisma w latach 1947-1987 / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77134">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.1-2, s.138</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77135">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77136">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77137">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77138">
                <text>AUTORZY PISMA W LATACH 1947-1987
A b r a m i u k M a r i a , A b r a m o w i c z A n d r z e j , A d a m o w s k i J a n , Aleksa

K a o z k o K r y s t y n a , K a c z m a r c z y k I z o l d a , Kaczorowska B l a n k a ,

Anastazja,

Kalinowski

Ambrożewicz

P h i l i p p o , Astalosz

Terosa, Anacka-Łyjak

M a r i a , Ariós

Szandor.

Kamocki

Wojciech,

Janusz,

Kamińska

Kamykowski

J a n i n a , Kamiński
Zbigniew,

Kantor

Antoni,
Ryszard,

K a r w i c k a Toresa, K o n a r o w a H a l i n a , K i j a k - S o l o w s k i F o r d y n a n d ,
Tailored,

K i t o w s k a Małgorzata, Kłobuszowska Bożena, Kłosiewicz D a n u t a ,

Władysław-,

K o l a g o Władysława, K o l b u s z o w s k i Jacek, Kołodziejska B a r b a r a ,

Bałabanow

K r y s t y n a , Banach Andrzej, Banatoanu

Bartmiński

Jerzy,

Bartosz

Adam,

Bartoszewski

B a r u t Józof, Basistowa K r y s t y n a , Bazielich B a r b a r a , B c n o d y k -

Komornicka-Rościszewska Teresa, K o p a n i a Teresa, Korbę O. A a

towicz

Biało-

K o r n e c k i M a r i a n , K o s s a k o w s k i A n d r z e j , Kostysz J u l i u s z , K o t u l a

p i o t r o w i c z W o j c i e c h , Biela K a z i m i e r z , B i e l a w s k i L u d w i k , B i e -

Franciszek, KowaJska-Lowioka Anna., K o w a l s k i Marek A r p a d ,

Zbigniew,

Bernasikowa

Maria, Beylin

Pawol,

łous U r s z u l a , Bioniarzowa J a n i n a , B i h a l j i - M e r m O t o , B i s k u p s k i

K o w n a c k a M a r i a , K ó s K a r o l , K r a j e w s k a Ja.nina, Krasińska Елуа,

Romuald,

Helena,

K r a s n o w o l s k i A n d r z o j , K r a s s o w s k i W i t o l d , K r a s u s k i Wojciech,

Stanisław, Błońska M a r i a ,

K r e u z e r Kareł, K r i p p o n d o r f Janusz, K r o l l A n t o n i , K r o h Magda­

Bittnor-Szowczykowa

Halina,

Błaehowski Aloksandor, Blaszczyk

Blumówna

Bocheński Zbigniew, Bogatyński Władysław, B o j a r s k a I r e n a ,

lena, K r o t o s k i Tadeusz, Królikowska

B o j k o Szymon, B o l d u a n Tadeusz, B r i s t i g e r Michał, B r u k a l s k a

Krzysztofowicz Stefania, K r z y w i o c R u d o l f , Krzyżanowski J u l i a n ,

Barbara,

Jacek,

Brzozowski

Kubiak

Krzysztof,

J u l i a n , B y l i n a Stanisław, Buczek L i d i a , B u j a k J a n , B u j a k o w a

Kukier

Ryszard,

M a r i a , Bukowska-Florońska I r o n a , Bukowska. J a n i n a , B u r s z t a

K u r a l Bożena, K u r e k J a n , K u r e k Mirosława, K u r k i o w i c z J a n ,

Józof.

Kutrzeba-Pojnarowa

Brykowski

Rj'szard,

Brzoska

Wanda,

Kubik

Elżbieta, K r y g

J a n , Kuczyńska-Skrzypek

Kunczyńska-Iracka

Anna,

Anna,

Kunz

Ludvik,

Anna.

Chętnik A d a m , Chętnikowa J a d w i g a , C h i t i m a J o n Cons., Ohmio-

Langer J i f i , Leach E d m u n d R., Łochowski Paweł, Lesień-Pła-

l a r s k i Wacław, Chmielowski W i t o l d , Chmielińska I r e n a , Choro-

checka K r y s t y n a , Leszczycki

siński J a n , C h r a n i c k i J a n , Chróścicki Juliusz A n t o n i , Chrzanowska

Lew

P a u l i n a , Chrzanowski Tadeusz, C h w i e r u t A n n a , Chybiński A d o l f ,

Józof, Lippóczy N o r b e r t , L i p s k i M a r i a n , L l o y d A . L . , L u d a w s k a

Cichowicz

Janina, L u d w i k o v a Miroslava.

Wiesława, Cierniak Stanisław, Ciesielski Z y g m u n t ,

Stanisław, Lóvi-Strauss

Claude,

Stefan, L e w a n d o w s k i A n d r z o j , Lewański J u l i a n ,

Ligęza

Cieśla-Reinfussowa Zofia, Ciolok Gerard, Csorba T i b o r , Cywińska
I r e n a , Czaja
Czasznicka

D a r i u s z , Czajkowska

Zofia,

Toresa, Czajkowski

Czoch-Walczakowa

Stanisława,

Jerzy,

Czerepińska

J a d w i g a , Czeropiński A n a t o l i u s z , Czerwiński M a r c i n , Czyżowski
Adam.

Ładur Michaił, Łączyński M a r e k , Łodziński Jacek, Łopatkiowicz
Tadeusz, Łopuszańska I r e n a , Łopuszański Bolesław, Łukasiewicz
Janina.

M a c h Zdzisław, Maciojowska-Pavkowic

Joanna,, Madejski Euge­

Damrosz A n n a , D a r o w s k i Jerzy, D a v i d o v a K w a , Dekowski J a n

niusz, Majka M a r i a , M a k u l s k i J a n K r z y s z t o f , M a l i c k i L o n g i n ,

P i o t r , Deptuszowski

Malkiewicz K r z y s z t o f , Małachowski Aleksander, Mało t a A l i c j a ,

Stefan,

Dorwiz

Grigorij,

Dobrowolska

Agnieszka,, Dobrza,ńska-Pa.wliel-:a A n n a , I)oma.ńska-Kubiak I r e n a ,

Małkowska K r y s t y n a , Ma.nugiowioz J a n , Marczakowa K r y s t y n a ,

Dorman J a n , D r a b i k Wanda, Drozdowska Wanda, Dubiel L u d ­

M a r k o w s k i Feliks. Massalska. Eugenia, Maszczak M a r i a Teresa,

w i k , Duna,re Nieolae. D u n i n Janusz. D y b o w s k i Stefan,

Dydo-

Maśhński Michał. M dusok Małgorzata, Matuszewska Barbara,,

wiczowa, J a n i n a , D y n o w s k i W i t o l d . Dzięg &lt;d Loszek.

Mazurek Mikołaj, Mazurkiewicz Małgorzata, Michalska Marta,,

Eisele Wanda.. E y s m o n t Janusz.

Józef, M i l e w s k a - M l y n i k A n n a , Milsztein E . A., M i n o r s k i Jan,

Fałniowska-Gradowska A l i c j a , Fodkowicz Jerzy, F i l i p o w i c z A n n a ,

Modzelewska W a n d a , M o r a w s k a A n n a , M o r a w s k i Stefan, Mossa­

Michera Wojciech. Mieińska A n n a . M i d u r a Franciszek, Mikołajtis
Mug.i, A n d r z e j , M i t a r s k i Ja.n. M i t e r a J a n , Modzelewska
Fiszer Jerzy, F l i z a k Sebastian, F o r m a g i u J a d w i g a , F r a n k o w s k i
Eugeniusz,

Frenkel

Giza,

Fryś-Piotraszkowa

Ewa,, F u r d y n a

Teodora,

k o w s k i Stanisław, Mroczek Janusz, Mrozińska Stanisława, M u l k i o wicz-Goldbergowa

Olga,

Mróz

Loch,

Muszyński

Bronisław,

J ózef.

M u l l e r Władysław,

Gajda Tomasz, Gajokowa Olga, Gajerski Stanisław F., Galicka

N a h l i k A d a m , Niodosziwin G., N o w a c k a J a n i n a , N y i r y M a r i a .

Izabolła, Gaspar M i l a n , Gawłowa K a t a r z y n a , Gawrak Zbigniew,
Gebert K o n s t a n t y , Gontil-Tippenhauer W a n d a , Gerlach A l i c j a ,
German Franciszek, Gębik Władysław,
Janina,

Giza

Wojciech,

Glapa

Ginott-Wojnarowiozowa

Adam,

Gladysz

Mieczysław,

Głowa Zofia B a r b a r a , Golez Bożena, Gołąb B a r b a r a , Gorbaczowa

Ogrodowska

Barbara,, Okopień-Sławińska Aleksandra, Olędzka

H a l i n a , Olędzki Jacok, Onyszkiowicz-Łaszczyńska Zofia, Opolski
D o m i n i k , Optołowicz Janusz, Orynżyna J a n i n a .

N . P., Górak J a n , Górecki B o g d a n , Górski R y s z a r d , G r a b o w s k i
Józef,

Grąbczewski

Grzegorczyk

Jacek,

Gródecka

Zofia,

Greniuk

Piotr,

P a b i c h Franciszek, Pachoński J a n , Paradowska M a r i a , Porczyń­
ska N i n a , Petera J a n i n a , Pękalski Michał, P i e c h o t k a K a z i m i e r z ,

Piotr, Gutkowska-Rychlewska Maria.

H a n k o w s k a R o m u a l d a , Hasalova Vorn,, Holsztyński Stanisław,

Pieńkowska H a n n a , Piersiak Tadeusz, Pietkiewicz

Hermanowicz-Nowak

Hiż

P i e t r a k Bronisław, Pietraszek E d w a r d , Pietrusiński Jerzy, P i l i -

K a r o l , Hopliński J a n ,

chowska Bogdana, P i o t r o w s k i J a n , P i o t r o w s k i Stanisław, P i w o c k i

Stanisław, H o f f m a n

Krystyna,

Hilczer-Pilch

A d a m , Homolacs

Jadwiga,

Kazimierz,

K s a w e r y , Pluciński J a n , Pochwalski Kasper, Pokropek M a r i a n ,

Hryń R e n a t a .

Poloczkowa B a r b a r a , Porębski Mieczysław', Półćwiartek Józef,
Jabłońska

Teresa,

Jachor-Tyszkowa

Aleksandra,

Jackowska

Aleksandra, J a c k o w s k i Aleksander, J a k i m o w i c z A n d r z e j , J a k u ­
bowska

Bogna., .Jakubowski Zbigniew,

J a n i k o w s k a Eleonora.,

Pranda A d a m , P r o k o p i u k Jerzy, Przedpełski M a r i a n , Przoździecka M a r i a , P r z y b o r o w s k i Józef, Przyłuska (obocnie J a w o r ­
ska) Zofia, Pudłowski Leszek.

Ja.rnuszkiowiezowa J a d w i g a , Jasiewicz Zbigniew. Jastrzębowski
Wojciech,

Jaśkiewicz Aleksander,

Jaworska. Władysława, Je-

Raińska

Małgorzata, Raszewski

Zbigniew,

Reinfuss

Roman,

r»bek R i c h a r d , Jęczalik E w a , Jonscher B a r b a r a , Jończyk L e o n ,

R e n i k K r z y s z t o f , R e y c h m a n J a n , R o b o t y c k i Czesław, R o d z i k

Jostowa W a n d a , J u r k o w s k i H e n r y k , Juszczak Wiesław.

Eugeniusz, Rogalanka T,, Rosen-Przeworska J a n i n a . Rosiński

138

�Stefan, R o z a n o w Zofia, Rusok Tomasz, Ruszel K r z y s z t o f ,
baków Boris Aleksandrowicz, Ryszkiowicz

Ry­

A n d r z e j , Rzopiński

Józef, Trojanowicz Teresa, Trzopacz M a r i a , T u r n a u I r e n a , T u r n o
Bernadetta, Turska Zofia, Twardowski J a n ,

Czesław.
Urbanowicz Bohdan.
Sadownik
Alojza,

J a n , Sadowski

Wojciech,

Sągajłło-Kaczanowska

Schmits Goorges, Setkowicz

Samek

Maria,

Jan,

Safkiowioz

Schouflor

Vladimir,

J a n , Soweryn

Tadeusz,

Siemion

V o t u l a n i A r m a n d , V o t u l a n i Cocylia, V y d r a Józef.
Wajda

Andrzej,

Walicka

J o l a n t a , W a l i c k i Michał, Waligóra

W o j c i e c h , Sikora Sławomir, Simonidos D o r o t a , Skibiński S t a n i ­

Edward,

sław, S k u r p s k i H i o r o n i m , Sławiński Janusz, Sobalski Franciszek,

Stanisław,

Sobieska J a d w i g a , Sobieski M a r i a n , Sokolowicz Zofia, Sokołowski

Węgrzynowicz Leopold, Wieluński A n d r z e j , Wieruszowska M a r i a ,

M a r i a n , Sokorski Włodzimiorz, Spyra Aleksander, S t a l i i

Wierzchoń-Miorluchowska

Paul

Walknowski
Wasilewski

Dobiesław,
Jerzy

Wallis

Sławomir,

Aloksander,
Węglarz

A u r e l i a , Więckowski

Wallis

Stanisław,

Tadousz,

Wi-

H e n r i , Stankiowiczowa Janina,, Starek E d y t a , S t a r o n k o w a Zofia,

słocki Seweryn

Starzyński J u l i u s z , Stelmach A n t f ) u i , Stelmachowska

R y s z a r d , W o l o i i s k a M a r i a , W o l s k i K r z y s z t o f , Wołowski Jacek,

Bożena,,

A., W o j c i e c h o w s k i Aleksander,

Wojoiochowski

Stęszewski J a n , S t o m m a L u d w i k , Stroiński Stanisław, S u l i m a

Woźniak K r z y s z t o f ,

Roch, Sulkow'skn, Urszula, S u l k o w s k i Wacław, S u r o w i a k B r o n i s ­

Wójcik H a l i n a , Wójcik Jarosław K r z y s z t o f , Wójcicki R y s z a r d ,

ław, Sygietyńska H a n n a , Szacki P i o t r , Szanter Zofia, Szańkowski

Wycisk

Maciej, Szczepanek Tadeusz, Szefler K r y s t y n a , Szonejko

Woźniak M a r i a , Woźnowski Mieczysław,

Artur.

Olga,

Szotela Terosa, Szewczyk-Wiorzbieka H a n n a , Szewczyk Zdzisław,

Zambrzycka-Kunachowicz

Szromba-Rysowa

Zofia,. Szulc Zdzisław, Szutkowska D a n u t a .

J a n A., Zaręba A l f r e d , Z a w a d z k i H o n r y k , Zawistowicz-Adamska

Sławski Tadeusz,

Ślodzicwski A n t o n i , Śuieżyńska-Stołot

Ewa,

lislaw, Z i m a n d R o m a n , Z i m m o r e r L u d w i g , Złotnikowa I r i n a ,

Świąt колечка Anna,, Świątkowski H e n r y k ,

Znamierowska-Priifferowa M a r i a , Zwolakiewicz H e n r y k , Zyglor

Anna,

Zanoziński

Jerzy,

Zaremba

K a z i m i e r a , Z b o r o w s k i J u l i u s z , Zgierun Zdzisław, Zieliński ChwaŚredniawa Helena,

Tadeusz

Swiderski J a n , Świeży Janusz.
Telakowska W a n d a , Toeplitz Jerzy, Timoszowicz Jerzy, T o m i c k a

Żaki A n d r z e j , Żakowska M a r i a , Żołna-Manugiowicz J a n , Życki

Joanna, Tomicki Ryszard,

L e o n a r d , Żywirska M a r i a .

S

U

M

M

Trajdos

Tadeusz,

A

R

Trojan Marian

I

E

S

*

SUMMARY O F
Akos
E n g e l m a v e r — PLAY
I N HUNGARIAN MANNER

PIPES, P L A Y

BASSES

A spontaneous m o v e m e n t of y o u n g people to p e r f o r m a u t h e n ­
t i c f o l k music combined w i t h dance a n d singing has been de­
v e l o p i n g i n H u n g a r y since... The t u r n i n g p o i n t was the discovery
of T r a n s i l v a n i a , where H u n g a r i a n m i n o r i t i o s preserved old
customs, langaugo, dance, a n d music. Professional dancers began
to go to T r a n s i l v a n i a to learn how to dance, sing, p l a y old i n ­
struments.
The movement, „Tanchaz" (which l i t e r a l l y means the .,house
o f dance") was i n i t i a t e d b y t w o a.matonr musicians, Ferenc
Sabo a n d Bela Hahnos. I t consisted i n a c o m m o n dance of a fewdancers, a n d the knowledge how to dance a n d sing o l d songs.
I n the i n t e r v a l s p a r t i c i p a n t s recite poems a n d folk tales. The
m o v e m e n t , w h i c h numbers thousands of y o u n g people, e f f i c i e n t l y
compotes w i t h c o n t e m p o r a r y pop music a n d integrates the
y o u t h from various r u r a l and t o w n circles.

Roman

Reinfuss

— PODHALE

PHENOMENON

A c c o r d i n g to t h o a u t h o r , c o n t e m p o r a r y c u l t u r e of the Podhalens proves t h a t t r a d i t i o n a l folk c u l t u r e is n o t thereatened try
u r b a n c i v i l i z a t i o n i f o n l y tho r u r a l c o m m u n i t y preservos the
sense o f its o w n value.
H i s t o r i c a l c o n d i t i o n i n g of the independent Podhale region,
p a r t i c u l a r l y l i t e r a r y and a r t i s t i c egend created i n the 1st docades of t h e 20th c e n t u r y , enabled the highlanders to preserve
the sense o f t h e i r distinctness or oven of the s u p e r i o r i t y of t h e i r
c u l t u r e . Hence the highlanders' costume, dialect, music, dance,
a n d a r c h i t e c t u r e , regarded to be t y p i c a l of the Podhale region
oven b y the higblandors themselves, have boon c u l t i v a t e d .

K r z y s z t o f

Ren iк

- KITE

AND

THEATRE

I s the porformace w h i c h accompanies celebrations o f r i t e or
theatre character? The answer is given on t h o basis of the analysis of the f o r m o f two performances ( K a t h a k a l a , K r y s z n a t t a m )
t h a t are to be f o u n d i n the south of I n d i a (the state o f Gorala)
the a u t h o r was able to observe (December 1084 — A p r i l 1085).
The above performances have m u c h i n c o m m o n ; t h o y origina­
t e d a t the t u r n of the 16th c e n t u r y i n the same area. Based on
the m y t h i c a l story o f the H i n d u , the p l o t was d r a m a t i z e d ( K a t h a ­

P

Е

З

Ю

М

Е

ARTICLES

kala) or given a poetical f o r m (scenes f r o m the life of K r i s h n
i n K r i s h n a t t a m ) . O f similar c o n s t r u c t i o n , decoration (costumesa
masks, m a k e - u p ) , a n d applied techniques o f a c t i n g (song, gestu­
res, m i m i c r y , dance), b o t h performances aro played i n a temple.
T h e y do n o t differ m u c h as far as the way to convey the p l o t is
concernod; correspondingly, c e r t a i n t h e a t r i c a l elements are
ea.sily discerned i n t h e m . The Europeans a,re inclined to refer
to the performaces as to rites. I n t h e i r t u r n , the Cerala locals
v i e w the performances i n a completely different w a y : e.g. t h e y
comment, on a c t i n g ( K a t h a k a l a ) t r a e t i n g thus the whole as a, k i n d
of f i c t i o n ; when w a t c h i n g K r i s h n a t t a n t h o audience is solemn
a n d concentrated for the ,,actors" e m b o d y the h o l y s t o r y (lack
of the e v a l u a t i o n of acting) — the disposition towards the c o n t a c t
w i t h transcedenco is easily observed.

Joanna
H u b n e г - W о j с i о с h о w s к а —• F E A S T .
I L L U S I O N AND R E A L I T Y I N STATE CEREMONIES
OF
T H E 17th C E N T U R I E S
The feasts were the c r o w n i n g or s i m p l y the mere element of
the ceremonies connected w i t h 1) l i t u r g i c a l calendar (e.g. Christ­
inas E v e feast): 2) i m p o r t a n t events i n one's life ( b i r t h , m a r r i a g e ) ;
3) significant events i n t h o life o f a g i v e n c o m m u n i t y ( r o y a l
e n t r y , accession to the episcopal office).
Aesthetic values the feast cannot be confined to were o f
significance for the shape of the feast itself. The s t r i c t scenario
of the feast is assumed to have been necessary due to the r i t e
or p a r a - t h e a t r i c a l character o f the feast. The same concerns
the division i n t o ..actors" a n d ,,audience", the l a t t e r being o n l y
observers.
I n qiew' of the French ceremonial (its apogee t o o k place a t
the court of Louis X I V ) wdiich was d o m i n a n t i n E u r o p e a,t t h e
t i m e the ,.actors" were assign certain s t r i c t roles; words a n d
gestures were also defined. The order of incomers a n d outgoers
as well a,s the place a t the table w'cre s i g n i f i c a n t , also i n p o l i t i c a l
c o n t e x t , w h i c h m a y e v e n t u a l l y lead to a c o n f l i c t . Tho feast
also had a propaganda, meaning, e.g. creation of the king's
nocge
hence the audience was necessary.
According to the donnnonf ..service я ki, francaise", three
courses were m a n d a t o r y ; o b l i g a t o r y were also r i c h decoration
composed of porcelain pieces (fignral representations), flowers,
and food products. W h e n the banquet was finished the ,,actors"
role was t a k e n over b y the observers: t h e y pillaged tables, dest­
royed decorations and t h r e w e v e r y t h i n g i n t o disorder.
131

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6480" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6460">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/71547fc4f7cc6767106894e1be4ff30e.pdf</src>
        <authentication>48508cabde80371a782480765fb270e7</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77121">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3153</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77122">
                <text>1988</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77123">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2953</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77124">
                <text>Summary of articles / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77125">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.1-2, s.139-141</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77126">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77127">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77128">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77129">
                <text>Stefan, R o z a n o w Zofia, Rusok Tomasz, Ruszel K r z y s z t o f ,
baków Boris Aleksandrowicz, Ryszkiowicz

Ry­

A n d r z e j , Rzopiński

Józef, Trojanowicz Teresa, Trzopacz M a r i a , T u r n a u I r e n a , T u r n o
Bernadetta, Turska Zofia, Twardowski J a n ,

Czesław.
Urbanowicz Bohdan.
Sadownik
Alojza,

J a n , Sadowski

Wojciech,

Sągajłło-Kaczanowska

Schmits Goorges, Setkowicz

Samek

Maria,

Jan,

Safkiowioz

Schouflor

Vladimir,

J a n , Soweryn

Tadeusz,

Siemion

V o t u l a n i A r m a n d , V o t u l a n i Cocylia, V y d r a Józef.
Wajda

Andrzej,

Walicka

J o l a n t a , W a l i c k i Michał, Waligóra

W o j c i e c h , Sikora Sławomir, Simonidos D o r o t a , Skibiński S t a n i ­

Edward,

sław, S k u r p s k i H i o r o n i m , Sławiński Janusz, Sobalski Franciszek,

Stanisław,

Sobieska J a d w i g a , Sobieski M a r i a n , Sokolowicz Zofia, Sokołowski

Węgrzynowicz Leopold, Wieluński A n d r z e j , Wieruszowska M a r i a ,

M a r i a n , Sokorski Włodzimiorz, Spyra Aleksander, S t a l i i

Wierzchoń-Miorluchowska

Paul

Walknowski
Wasilewski

Dobiesław,
Jerzy

Wallis

Sławomir,

Aloksander,
Węglarz

A u r e l i a , Więckowski

Wallis

Stanisław,

Tadousz,

Wi-

H e n r i , Stankiowiczowa Janina,, Starek E d y t a , S t a r o n k o w a Zofia,

słocki Seweryn

Starzyński J u l i u s z , Stelmach A n t f ) u i , Stelmachowska

R y s z a r d , W o l o i i s k a M a r i a , W o l s k i K r z y s z t o f , Wołowski Jacek,

Bożena,,

A., W o j c i e c h o w s k i Aleksander,

Wojoiochowski

Stęszewski J a n , S t o m m a L u d w i k , Stroiński Stanisław, S u l i m a

Woźniak K r z y s z t o f ,

Roch, Sulkow'skn, Urszula, S u l k o w s k i Wacław, S u r o w i a k B r o n i s ­

Wójcik H a l i n a , Wójcik Jarosław K r z y s z t o f , Wójcicki R y s z a r d ,

ław, Sygietyńska H a n n a , Szacki P i o t r , Szanter Zofia, Szańkowski

Wycisk

Maciej, Szczepanek Tadeusz, Szefler K r y s t y n a , Szonejko

Woźniak M a r i a , Woźnowski Mieczysław,

Artur.

Olga,

Szotela Terosa, Szewczyk-Wiorzbieka H a n n a , Szewczyk Zdzisław,

Zambrzycka-Kunachowicz

Szromba-Rysowa

Zofia,. Szulc Zdzisław, Szutkowska D a n u t a .

J a n A., Zaręba A l f r e d , Z a w a d z k i H o n r y k , Zawistowicz-Adamska

Sławski Tadeusz,

Ślodzicwski A n t o n i , Śuieżyńska-Stołot

Ewa,

lislaw, Z i m a n d R o m a n , Z i m m o r e r L u d w i g , Złotnikowa I r i n a ,

Świąt колечка Anna,, Świątkowski H e n r y k ,

Znamierowska-Priifferowa M a r i a , Zwolakiewicz H e n r y k , Zyglor

Anna,

Zanoziński

Jerzy,

Zaremba

K a z i m i e r a , Z b o r o w s k i J u l i u s z , Zgierun Zdzisław, Zieliński ChwaŚredniawa Helena,

Tadeusz

Swiderski J a n , Świeży Janusz.
Telakowska W a n d a , Toeplitz Jerzy, Timoszowicz Jerzy, T o m i c k a

Żaki A n d r z e j , Żakowska M a r i a , Żołna-Manugiowicz J a n , Życki

Joanna, Tomicki Ryszard,

L e o n a r d , Żywirska M a r i a .

S

U

M

M

Trajdos

Tadeusz,

A

R

Trojan Marian

I

E

S

*

SUMMARY O F
Akos
E n g e l m a v e r — PLAY
I N HUNGARIAN MANNER

PIPES, P L A Y

BASSES

A spontaneous m o v e m e n t of y o u n g people to p e r f o r m a u t h e n ­
t i c f o l k music combined w i t h dance a n d singing has been de­
v e l o p i n g i n H u n g a r y since... The t u r n i n g p o i n t was the discovery
of T r a n s i l v a n i a , where H u n g a r i a n m i n o r i t i o s preserved old
customs, langaugo, dance, a n d music. Professional dancers began
to go to T r a n s i l v a n i a to learn how to dance, sing, p l a y old i n ­
struments.
The movement, „Tanchaz" (which l i t e r a l l y means the .,house
o f dance") was i n i t i a t e d b y t w o a.matonr musicians, Ferenc
Sabo a n d Bela Hahnos. I t consisted i n a c o m m o n dance of a fewdancers, a n d the knowledge how to dance a n d sing o l d songs.
I n the i n t e r v a l s p a r t i c i p a n t s recite poems a n d folk tales. The
m o v e m e n t , w h i c h numbers thousands of y o u n g people, e f f i c i e n t l y
compotes w i t h c o n t e m p o r a r y pop music a n d integrates the
y o u t h from various r u r a l and t o w n circles.

Roman

Reinfuss

— PODHALE

PHENOMENON

A c c o r d i n g to t h o a u t h o r , c o n t e m p o r a r y c u l t u r e of the Podhalens proves t h a t t r a d i t i o n a l folk c u l t u r e is n o t thereatened try
u r b a n c i v i l i z a t i o n i f o n l y tho r u r a l c o m m u n i t y preservos the
sense o f its o w n value.
H i s t o r i c a l c o n d i t i o n i n g of the independent Podhale region,
p a r t i c u l a r l y l i t e r a r y and a r t i s t i c egend created i n the 1st docades of t h e 20th c e n t u r y , enabled the highlanders to preserve
the sense o f t h e i r distinctness or oven of the s u p e r i o r i t y of t h e i r
c u l t u r e . Hence the highlanders' costume, dialect, music, dance,
a n d a r c h i t e c t u r e , regarded to be t y p i c a l of the Podhale region
oven b y the higblandors themselves, have boon c u l t i v a t e d .

K r z y s z t o f

Ren iк

- KITE

AND

THEATRE

I s the porformace w h i c h accompanies celebrations o f r i t e or
theatre character? The answer is given on t h o basis of the analysis of the f o r m o f two performances ( K a t h a k a l a , K r y s z n a t t a m )
t h a t are to be f o u n d i n the south of I n d i a (the state o f Gorala)
the a u t h o r was able to observe (December 1084 — A p r i l 1085).
The above performances have m u c h i n c o m m o n ; t h o y origina­
t e d a t the t u r n of the 16th c e n t u r y i n the same area. Based on
the m y t h i c a l story o f the H i n d u , the p l o t was d r a m a t i z e d ( K a t h a ­

P

Е

З

Ю

М

Е

ARTICLES

kala) or given a poetical f o r m (scenes f r o m the life of K r i s h n
i n K r i s h n a t t a m ) . O f similar c o n s t r u c t i o n , decoration (costumesa
masks, m a k e - u p ) , a n d applied techniques o f a c t i n g (song, gestu­
res, m i m i c r y , dance), b o t h performances aro played i n a temple.
T h e y do n o t differ m u c h as far as the way to convey the p l o t is
concernod; correspondingly, c e r t a i n t h e a t r i c a l elements are
ea.sily discerned i n t h e m . The Europeans a,re inclined to refer
to the performaces as to rites. I n t h e i r t u r n , the Cerala locals
v i e w the performances i n a completely different w a y : e.g. t h e y
comment, on a c t i n g ( K a t h a k a l a ) t r a e t i n g thus the whole as a, k i n d
of f i c t i o n ; when w a t c h i n g K r i s h n a t t a n t h o audience is solemn
a n d concentrated for the ,,actors" e m b o d y the h o l y s t o r y (lack
of the e v a l u a t i o n of acting) — the disposition towards the c o n t a c t
w i t h transcedenco is easily observed.

Joanna
H u b n e г - W о j с i о с h о w s к а —• F E A S T .
I L L U S I O N AND R E A L I T Y I N STATE CEREMONIES
OF
T H E 17th C E N T U R I E S
The feasts were the c r o w n i n g or s i m p l y the mere element of
the ceremonies connected w i t h 1) l i t u r g i c a l calendar (e.g. Christ­
inas E v e feast): 2) i m p o r t a n t events i n one's life ( b i r t h , m a r r i a g e ) ;
3) significant events i n t h o life o f a g i v e n c o m m u n i t y ( r o y a l
e n t r y , accession to the episcopal office).
Aesthetic values the feast cannot be confined to were o f
significance for the shape of the feast itself. The s t r i c t scenario
of the feast is assumed to have been necessary due to the r i t e
or p a r a - t h e a t r i c a l character o f the feast. The same concerns
the division i n t o ..actors" a n d ,,audience", the l a t t e r being o n l y
observers.
I n qiew' of the French ceremonial (its apogee t o o k place a t
the court of Louis X I V ) wdiich was d o m i n a n t i n E u r o p e a,t t h e
t i m e the ,.actors" were assign certain s t r i c t roles; words a n d
gestures were also defined. The order of incomers a n d outgoers
as well a,s the place a t the table w'cre s i g n i f i c a n t , also i n p o l i t i c a l
c o n t e x t , w h i c h m a y e v e n t u a l l y lead to a c o n f l i c t . Tho feast
also had a propaganda, meaning, e.g. creation of the king's
nocge
hence the audience was necessary.
According to the donnnonf ..service я ki, francaise", three
courses were m a n d a t o r y ; o b l i g a t o r y were also r i c h decoration
composed of porcelain pieces (fignral representations), flowers,
and food products. W h e n the banquet was finished the ,,actors"
role was t a k e n over b y the observers: t h e y pillaged tables, dest­
royed decorations and t h r e w e v e r y t h i n g i n t o disorder.
131

�L e a n d c f P e t z o l d t - FOLIC FEASTS I N
A N A T T E M P T OF T Y P O L O G Y

GERMANY.

A c c o r d i n g t o t h o polls f r o m 1966—198.'), a r o u n d 5000 l o c a l i ­
ties i n W e s t Germany were registered to celebrate various k i n d s
o f feasts.
Tho o r i g i n o f those feasts is v a r i e d for t h e y derive f r o m old
religions or r i t u a l customs, n o w i n t e r p r e t e d a g a i n ; there are
also some new feasts w h i c h refer to local t r a d i t i o n (e.g. feasts
o f t o w n saint-patrons or grape-gathering).
C o m m o n features o f the c o n t e m p o r a r y fea.st are as follows:
s p o n t a n e i t y of j o i n t a c t i v i t y , c a p a b i l i t y o f the group to integrate,
c o m m o n i n t e n t i o n s , desire to c u l t i v a t e t r a d i t i o n .
The proposed arrangement takos i n t o account the o r i g i n a n d
genuine senso o f the feast, as w e l l as its c o n t e m p o r a r y f o r m . The
a u t h o r distinguishes 15 groups, e.g. n a t i o n a l or regional feasts,
local feasts. Some of t h e m ( c a r n i v a l , farewell to w i n t e r ) are c o n t i ­
n u a t i o n o f o l d f o l k rites or u r b a n customs (school foasts), whe­
reas t h o r e m a i n i n g ones aro either a g r i c u l t u r a l (animal t r a d e ,
grape-gathoring) or religious (pilgrimages, processions) foasts.
A separato g r o u p , w h i c h consists of new, post-war feasts, e m ­
phasizes local distinctness or integrates small c o m m u n i t i e s o f
a, t o w n o r a region.
W an d a
GARIA

D r a b i к — FOLKLORE

FESTIVALS I N

BUL­

The a u t h o r , a f o l k o r i s t , presents her impressions f r o m t h o
8 t h F e s t i v a l of the Surwakors a n d K u k i e r s (rite groups t h a t
used to v i s i t villages after N o w Year). P a r t i c u l a r l y a t t r a c t i v e are
the b e a u t y a n d r i c h decoration of t h e i r costumes, m o s t l y masks.
The structure of the rites is s t i l l preserved, t h o u g h their contents
are gradually f a d i n g away. I t was a spectacular character o f the
festival t h a t was conducive to demonstrate its e n t e r t a i n i n g
elements.
Szymon
Bojko
P U L I S T CUSTOMS

—

HALLOWEEN

AND

OTHER

PO­

The need for various shows, parades, carnivals, a n d feasts,
says the a u t h o r , is also characteristic of b i g agglomerations.
H e describes H a l l o w e e n , a parade w h i c h i n N e w Y o r k marches
t h r o u g h Greenwich Village on A l l Souls'Day. A r o u n d a h u n d r e d
thousand people tako p a r t i n i t , some o f t h e m i n fancy dresses.
Great dolls a n d masks raise above the c r o w d . I n children's pa­
rade, i n t u r n , effigies o f Disney's characters and other p o p u l a r
t v series are c a r r i e d . I t is R a l p h Lee w i t h his t e a m t h a t ore
responsible for t h e a r t i s t i c side of the show, f i n a n c e d or spon­
sored b y the M a t a D e p a r t m e n t Store.
H a n n a

В a It у n —

1ST M A Y

AS A

SPECTACLE

The a u t h o r analyzes character o f the 1st M a y parade i n the
yoars 1949—1954. I n 1949 tho parade was s t i l l a spontaneous
m a n i f e s t a t i o n w i t h no s a l u t i n g base to bo p u t u p . P a r t y loaders
were m a r c h i n g a t the head. N e x t years t h o celebration became
i n s t i t u t i o n a l i z e d a n d workers wore obliged to p a r t i c i p a t e i n the
parade. The character of the spectacle, w h i c h consisted o f b o t h
t h e parade a n d a c c o m p a n y i n g decorations a n d rejoicings, is
discussed i n p o l i t i c a l c o n t e x t . The parade's t r a n s f o r m a t i o n s are
v i e w e d i n t h o category: r i t e — spectacle, a n d t h o a u t h o r shows
the disappearance o f the features o f t h e r i t o (visible s t i l l i n 1949)
i n f a v o u r o f spectacular values.
M a r i a F i e d о г к i o w i с z — RITUAL
ŻYWIEC REGION

GROUPS I N

THE

Tho customs t o go a c r o l l i n g f r o m the feast day o f St Stephen
t o t h e day o f the M a g i has been preserved i n the Żywiec region
u p t o t h e present t i m e . I t s t r a d i t i o n a l f o r m is continued a n d the
c u s t o m is k e p t alive b y shows and f o l k l o r i s t i e competitions'.
A group ( t f carollers, m o s t l y farmers or y o u n g men i n disguise,
calls a t village houses to say wishes, p e r f o r m f u n n y scenes,
and p l a y trieks. The rite's a i m is to secure a h o u d a n t crops a n d
happiness. The characters of the r i t e , consolidated b y t r a d i t i o n ,
include people (always alien io the village c o m m u n i t y — the
Ло-w, Gipsy, chimney-sweep), animals s y m b o l i z i n g f o r t i l i t y
(horse, bear) a n d figures from the ..other w o r l d ' ' (death, dovil).
H a v i n g based herself on t h e studies carried o u t i n situ i n
the years 1985---87, the atithoros concentrates o n t w o most
d y n a m i c and oldest groups: ..Przebierance" f r o m Ża-bnica a,nd
. . D z i a d y " f r o m village L a l i k i . H o w e v e r , she does not analyze
deeply the essence of the r i t e . I n his review , , R i t u a l a r t o f the
Żywiec r o g i o n " S.A. W i s l o e k i presents the e x h i b i t i o n organized
b y A . Fidelewicz, where masks and accessories used by the t w o
groups were displayed.

140

D a n u t a K a l i n o wska-Klosiewicz —
D A N C E S OF W O M E N „ F O R A H I G H F L A X "
OF A L L SOULS' D A Y I N C A R N I V A L R I T E S

CARNIVAL
ELEMENTS

Tho a u t h o r proposes a n i n t e r e s t i n g i n t e r p r e t a t i o n o f the
women's dance „for a good h a r v o s t " o f f l a x a n d hemp. I t s
m e a n i n g is explained i n t h o c o n t e x t o f c a r n i v a l rites. W h i l e
a n a l y z i n g the phenomenon the a u t h o r takes i n t o account u n i v e r ­
sal m o a n i n g of tho elements appearing i n t h o danco, p a r t i c u l a r l y
flay and homp.
Studies of r i c h Polish sourco materials as w e l l as of Slav a n d
German sourcos enable hor to define a wido symbolic c o n t e x t
o f those p l a n t s . Tho generally k n o w n f e r t i l i t y s y m b o l i s m of f l a x
a n d hemps is b u t ono o n l y symbolic aspect associated w i t h t h o
,,other w o r l d " .
Tho a u t h o r ' s detailed considerations load her to the con­
clusion t h a t f l a x a n d homp can be regarded to bo a v a r i a n t
of tho cosmic tree, a,n olemont essential i n the c o m m u n i c a t i o n
a m o n g various cosmic w o r l d s .

Barbara
O g r o d ó w s к a — WAFERS AND WAFER-MADE DECORATIONS I N POLISH
TRADITION
Since the 18th c e n t u r y i t has been customary to begin Christ­
mas Eve supper w i t h sharing wafer. I n some p a r t s of the c o u n t r y
wafer was p u t i n the middle of tho table. The c u s t o m to send
wafer together w i t h Christmas wishes has lately become p o p u l a r .
I t was „church peoplo" t h a t were responsible for p r o d u c i n g
wafers and the i r o n stamps wore decorated w i t h religious m o t i f s .
R e a d y wafers, b o t h w h i t e arid coloured, were delivered to p a r i ­
shioners; sometimes t h e y were presented b y a , , c a r o l l i n g " priest,
too.
The a u t h o r discusses customs conneeted w i t h wafers a n d
local t r a d i t i o n s i n this respect (e.g. f o r t u n e - t e l l i n g and acts
associated w i t h breeding a n d healing magic). The custom to
a d o r n house interiors a t Christmas w i t h decorations made o f
wafer sprang f r o m the belief i n its unusual properties. I n her
article Ogrodowska presents various forms of such ornaments,
e.g. the , , w o r l d s " h a n g i n g on a t h r e a d .
T o conclude, wafor decorations are becoming less a n d less
frequent.

Anna Kunczyńska-Iracka, Ewa K o r u l s k a
T H E L A N T E N MYSTERY AT GÓRKA KLASZTORNA

—

The L a n t o n m y s t e r y , w h i c h a t t r a c t s t h e g r o w i n g n u m b e r
o f p d g r i m s , has been h e l d a t the sanctuary o f Our L a d y since
1984. Organizod under the auspices o f tho Missionaries o f t h o
H o l y F a m i l y for the f i r s t t i m e , i t has boon performed b y t h e
same t r o u p e (60 persons), consisting o f tho mombers o f several
earish families. The m y s t e r y distinguishes i t s o l f b y the realistic,
pxpressive i n t e r p r e t a t i o n o f the W a y of the Cross. I t is b u t a n
interesting a t e m p t a t creating a peculiar k i n d of the r i t o i n
w h i c h b o t h t h e actors a n d t h e audionee tako p a r t a t the same
timo.

Zbigniew
B e n e d y k t o w i c z
— ON
FEASTING. A N I N T E R V I E W W I T H PIOTR

FEAST
AND
SKRZYNECKI

The w e l l - k n o w n „Piwnica p o d B a r a n a m i " (Collar under
R a m s ) i n Cracow was founded b y P i o t r S k r z y n e c k i a r o u n d
t h i r t y years ago. The figure of the founder has become a logend
ever since. On tho p r e t e x t of h i s t o r i c a l anniversaries he used to
organize e x t r a o r d i n a r y shows or crazy balls i n o l d castles and
p a l e ев, participated, b y the members of the society elite. A m o n g
the articles devoted to Skrzynecki a n d his „ P i w n i c a " i t is a t a l k
on feasts and feasting t h a t seems to bo the m o s t imports n t . F o r
Peter foasts is opposed to boredom, i t is a p l a y and a f o r m of
the coexistence w i t h other people and friends. H o oitos St.
Augustines w h o , t h o u g h confesses to God of his numerous sins,
is n o t sorry for the n i g h t be spent on dancing.

R у sz a r d

Сia г к a —

PUNK-ROCK

P u n k is defined as a movement of the y o u t h counter-culture,
a, c o n t a m i n a t i o n of numerous trends, sometimes c o n t r a d i c t o r y
b o t h i n a r t a n d life. I t is i n s p i r e d b y dada and decadency. I n p i r a t i o n s o f u r b a n sub-cultural groups are visible m o s t l y i n the
movement's relation w i t h the workers' c u l t u r e and such slogans
as the t o t a l lack of prospects, u n e m p l o y e m e n t . sense o f the

�crisis o f (.contemporary civilisation M S well as o f ecological a p d
m i l i t a r y menace. S i m i l a r l y I o oaiiior y o u t h movements, i t is rock
music t h a t conveys all 1!10 essential i n f o r m a t i o n a n d slogans.
Punk-roek is consciously a retrospective music, going back
to its rock" 'Vol] roots. Protest against insufficiency rather
t h a n cxc-ss of consumption ;.&gt;oods makes the slogans a t t r a c t i v e

irrespective of n a t i o n i l traditions and p o l i t i c a l differenced.
P u n k is n o t the protest against mass culture a n d t r a d i t i o n a l
m e d i a ; it moans rather an a t t e m p t of their specific utilisation
(e.g. groups publish independent periodicals, called „ f a n z i c n " ,
a n d records i n small quanl i lies). Л ш I perhaps tho future of
mass culture lies in local cull tire
- suggests the author.

РЕЗЮМЕ

А к ос Знгельмаер
— ИГРЙТЕ ДУДЫ,
Б А С Ы — ПО — ВЕНГЕРСКИ

ИГРЙТЕ

С давних л е т ь ,, — в В е н г р и и спонтанно р а з в и ваеттся м о л о д е ж н о е д в и ж е н и е , н а п р а в л е н н о е на р а з ­
витие п о д л и н н о народной м у д ы к и ,
сопровождаемой
танцем и пением. П е р е л о м н ы м моментом б ы л „ о т к р ы ­
т и е " м о л о д е ж ь ю Семиграда, где венгерское м е н ь ш и н ­
ство с о х р а н и л о давние обычаи, я з ы к , танец и м у ­
з ы к у . П р о ф е с с и о н а л ь н ы е т а н ц о р ы с т а л и ездить туда
у ч и т ь с я танцевать, петь, играть па с т а р и н н ы х и н ­
струментах.
Начало
этому д в и ж е н и ю ,
получившему
название
„Tanchaz (дословный п е р е в о д — „дом танца") ( р о г о ж и л и ) два м у з ы к а н т а л ю б и т е л я
F e r e n c Sebó и Bela
H a l m o s Д в и ж е н и е з а к л ю ч а е т с я в о б щ е м танце н е ­
б о л ь ш и х г р у п п , часто у р о к а х танца и с т а р ы х песен.
В о время п е р е р ы в о в у ч а с т н и к и г р у п п д е к л а м и р у ю т
поэзию, народные сказания. В н а с т о я щ е е время дви­
жение, охватывая тысячи молодежи, успешно сопер­
ничают с современной м о л о д е ж н о й м у з ы к о й , о б ъ е ­
диняя м о д о д е ж ь
различной сельской и городской
среды.
Роман

Рейнфусс

— ФЕНОМЕН

ПОДГАЛЬЯ

А в т о р статьи у т в е р ж д а е т , что современная к у л ь ­
тура п о д г а л я и в и д е т е л ь с т в у е т о том, что г о р о д с к а я
цивилизация
не у г р о ж а е т
традиционной
народной
к у л ь т у р е , е с л и деревенская среда с о х р а н я е т ч у в с т в о
собственного достоинства.
Исторические
условия
независимого
Подгалья,
в п е р в у ю очеред л и т е р а т у р н а я , как и х у д о ж е с т в е н ­
ная легенда, созданная в первые д е с я т и л е т и я X X в е ­
ка, предоставила горцам в о з м о ж н о с т ь с о х р а н и т ь соз­
нание собственного своеобразия и д а ж е
превосход­
ство собственной к у л ь т у р ы . Б л а г о д а р я этому с о х р а ­
няются
горский
наряд, д и а л е к г , м у д ы к а ,
танцы,
а т а к ж е а р х и т е к т у р а , к о т о р ы е считаются т и п и ч н ы м и
д л я П о д г а л ь я , как думают впрочем и сами г о р ц ы .
Л е а н д е р П е т з о л ь д —НАРОДНЫЕ ПРАЗДНИКИ
В ГЕРМАНИИ. ПОПЫТКА ТИПОЛОГИИ
Н а основе а н к е т н ы х исследований, п р о в е д е н н ы х
в 1966—1983 гг., в Западной Г е р м а и и записано ок. 5000
местпосеой, в к о т о р ы х о т м е ч а ю т с я р а з л и ч н о г о рода
праздпенства.
Генезис этих праздпенств ч р е з в ы ч а й н о р а з л и ч е н .
Они берут свое н а ч а л о от старых р е л и г и о з н ы х и л и
о б р я д о в ы х о б ы ч а е в , н ы н е и н т е р п р е т и р у е м ы х по ново­
му. В в в е д е н ы т а к ж е новые праздники,
связанные
с местными традициями (парздники патронов городов,
сбора винограда и т.д.). О б щ и м и чертами современ­
н ы х враздииков я в л я ю т с я спонтанность совместных
т в о р и ч е с к и й действий, потребность п о д о б н ы х действий
и способность г р у п п ы о б ъ е д и н я т ь с я , о б щ н о с т ь ц е л е й
и с т р е м л е н и е к у л ь т и в и р о в а т ь традиции.
Предлагаемая
систематика
учитывает
генезис
и п е р в о н а ч а л ь н ы й с м ы с л , а т а к ж е современные ф о р ­
м ы праздненства. А в т о р в ы д е л я е т 15 г р у п п , к о т о р ы е
охватывают прездпяки общенационального либо ре­
л и г и о з н о г о значения, а т а к ж е местные праздненства.
Н е к о т о р ы е из них (саслеиица, проводы з и м ы , обход
границ) я в л я ю т с я п р о д о л ж е н и е м
старых
народных
обрядов л и б о г о р о д с к и х о б ы ч а е в ( ш к о л ь н ы й празд­
ник). Затем с л е д у ю т с е л ь с к о х о з я й с т в е н н ы е п р а з д н и ­
ки ( ж и в о т н о в о д ч е с к и е ярмарки, сбор винограда), р е ­
л и г и о з н ы е праздники (паломничества, процессии).

О т д е л ь н у ю г р у п п у , к которой п р и н а д л е ж а т празд­
ники, у с т а н о в л е н н ы е п о с л е войны, с о с т а в л я ю т празд­
ники,
п о д ч е р к и в а ю щ и е местные
особенности.
Они
объединяют
немногочисленные
группы
городской
общественности и л и н е б о л ь ш о г о округа.
Ванда
Драбик
В БОЛГАРИИ

—

ФЕСТИВОЛИ

ФОЛЬКЛОРА

А в т о р , с п е ц и а л и с т к а по ф о л ь к л о р у , пишет о своих
в п е ч а т л е н и я х п о с л е п о е з д к и в Б о л г а р и ю па ф е с т и ­
валь курол („Суверкары" и „ к у к е р ы " ) , посвященный
к у к л а м , с в я з а н н ы м с обрядами, к о т о р ы е и м е л и место
в п р о ш л о м п о с л е Н о в о г о Года. Она п о д ч е р к и в а е т б о ­
гатство и красоту костюмов, а особенно масок. Х о т я
с м ы с л этих р и т у а л о в исчезает, с о х р а н я е т с я с т р у к ­
тура. З р е л и щ н ы й х а р а к т е р ф е с т и в а л я
благоприят­
ствовал демонстрированию п р е ж д е всего элементов
развлекательного толка.
Ш и м о н Б о й к о — HALLOWEEN
РОПРИЯТИЯ МАССОВОГО Т И П А

И ДРУГИЕ МЕ­

А в т о р обращает внимание на н е о б х о д и м о с т ь р а з ­
н ы х з р е л и ш , парадов, к а р н а в а л ь н ы х и п р а з д н и ч н ы х
увеселений также в крупных городских
центрах.
Описывает
Halloween,
шествие
в Нью-Йорке
по
Г р и н в и ч В и л л а ж в день поминовения у с о п ш и х . Над
шествием в о з в ы ш а ю т с я огромные к у к л ы и маски,
а принимают в нем у ч а с т и е о к о л о 100 т я с я ч ч е л о в е к ;
многие и з н и х о д е т ы в забавные к о с т о ю и ы . В другом
шествии — дети, н е с у щ и е и з о б р а ж е н и я героев ф и л ь ­
мов Диснея, а т а к ж е м н о г о с е р и й н ы х л е н т д л я д е ­
тей, т р а н с л и у р е м ы х по т о л е в и д е н и ю . Х у д о ж е с т в е н ­
ным о б о р м л е н и е м занимается к о л л е к т и в под р у к о ­
водством Р а л ф а Л и . Ф и н а н с и р у е т это мероприятие
универмаг М а т и .
Збигнев
Бенедиктович
И ПРАЗДНОВАНИЯХ, БЕСЕДА
НЕЦКИМ

—
О
ПРАЗДНИКЕ
С ПЕТРОМ СКШИ-

П е т р С к ш и п е ц к и й создал в К р а к о в е знаменитый,
с у ю е е т в у ю щ и й у ж е 30 л е т „ П о г р е б о к под Б а р а н а м и " .
Его л и ч н о с т ь овеяна л е г е н д о й . С к ш и н е ц к и й т а к ж е
я в л я е т с я инициатором н е о б ы ч н ы х м е р о п р и я т и й - з р е лию,
приуроченных
к
разным
историческим
го­
довщинам, организатором с т р а н н ы х „ б е з у м н ы х " б а л о в
в старинных з а м к а х и дворцах. П у б л и к у е м ы е статьи
п о с в я щ е н ы П е т р у , „ П о г р е б к у " , а самое г л а в н о е это
беседа на тему праздника и празднования. Д л я П е ­
тра праздник это п р о т и в о п о с т а в л е н и е с к у к е , это в о з ­
м о ж н о с т ь о б щ е н и я с другими л ю д ь м и , д р у з ь я м и .
Он цитирует св. А в г у с т и н а , к о т о р ы й , и с п о в е д у я с ь , не
ж а л е е т одного — того, что протанцевал до утра всю
ночь.
Ришард

Чярка

—

ПАНК-РОК

П а н к — это д в и ж е н и е м о л о д е ж н о й к о н т р к у л ь т у ­
ры, контаминация множества иногда п р о т и в о р е ч и в ы х
тенденций как в искусстве, так и в ж и з н и . Его и с т о ­
ки берут свое н а ч а л о в дадаизме и декадентстве.
С у б к у л ь т у р а г р у п п , п р о и с х о д я щ и х из б о л ь ш и х г о р о ­
дов опирается па т а к и х ф а к т о р а х , как отсутствие
перспектив, безработность, кризис современной ц и ­
вилизации, экологические
и милитарные
угрозы.
Г л а в н ы м н о с и т е л е м информации и л о з у н г о в я в л я е т ­
ся, т а к ж е как и в б о л е е р а н н и х м о л о д е ж н ы х д в и ­
ж е н и я х , м у з ы к а типа рок. П а н к - р о к это м у з ы к а
у в ы ш л е н н о ретроспективная. Протест против отстут-

141

�ствию, а не и з л и ш е с т в у м а т е р и а л ь н ы х благ о б е с п е ­
чивает ей — независимо от н а ц и о н а л ь н ы х традиций
и п о л и т и ч е с к и х в з г л я з о в — ш и р о к и й резонанс везде.
Панк это не протест
против массовой
культуры
и т р а д и ц и о н н ы х масс-медиа, это скорее попытка их
специфического использования.
Анна

Бальтыи

—

1 МАЯ

—

ЗРЕЛИЩЕ

А в т о р а н а л и з и р у е т празднование 1 мая, в 1949—
—1954 гг. В 1949 г. первомайский п о х о д я в л я л с я е щ е
манифестацией спонатнного х а р а к т е р а . Н е б ы л о тогда
т р и б у н ы , перед которой д е ф и л и р о в а л и у ч а с т н и к и п о ­
хода. В о г л а в е похода ш л и р у к о в о д и т е л и . В п о с л е ­
д у ю щ и е годы праздник, п о х о д ы принимают х а р а к т е р
официальных зрелищ, в которых обязательно при­
нимают у ч а с т и е т р у д я щ и е с я .
А в т о р рассматривает в к о н т е к с т е
политических
у с л о в и й образ з р е л и щ а , к а к и м и я в л я л и с ь равно п о ­
ход, как и с о п у т с т в у ю щ и е ему р а з в л е ч е н и я и д е к о ­
рации
Рассматривая вопрос н а с т у п и в ш и х перемен в к а ­
т е г о р и я х о б р я д - з р е л и щ е , автор статьи отмечает, что
постепенно исчезают ч е р т ы обрядности ( к о т о р ы е в ы ­
с т у п а л и е щ е в 1949 г.), принимая з р е л и щ н ы й х а ­
рактер.
М а р и я Ф ид е р к е в ич
ЖИВЕЦКОГО РЕГИОНА

—

ОБРЯДОВЫЕ

ГРУППЫ

На территории Ж и в е ц к о г о региона по сей день
с о х р а н и л с я о б ы ч а й так паз. к о л я д о к ,
отмечаемый
в период от св. Щ е п а н а до праздника п о к л о н е н и я
В о л х в о в ( К р е щ е н и е ) . О б ы ч а й этот о х в а т ы в а е т ф о л ь к ­
л о р н ы е п о к а з ы и к о н к у р с ы , с о х р а н я я до сих пор
свою
традиционную
форму.
Группа
ряженых
к р е с т ь я н и л и м о л о д ы х м у ж ч и н навещает деревенские
дворы с п о ж е л а н и я м и всего доброго, в ы с т у п а я с за­
бавными сценками и шутками. Т р а д и ц и о н н ы е лица,
в ы с т у п а ю щ и е в обрядах, охватывают, как п р а в и л о ,
продставителей чуждой
сельским жителям
среды
(как, например, цыган, еврей, т р у б о ч и с т ) , ж и в о т н ы х ,
символизирующих
плодивитость
(лошадь,
медведь)
и о б р а з ы п о т у с т о р о н н е г о мира (смерть, ч е р т ) .
А в т о р статьи, о п и р а я с ь на и с с л е д о в а н и я , п р о в е ­
д е н н ы е в 1985—1987 гг., пишет г л а в н ы м
образом
о д в у х н а и б о л е е д и н а м и ч е с к и х и вместе с тем ста­
р е й ш и х г р у п п а х — „ Р я ж е н ы е " из Ж а б н и ц ы и „ Д е д ы "
( Л е л и к ) . К с о ж а л е н и ю , б о л е е подробно а н а л и з и р у я
с у щ н о с т ь обряда, С. А . В и с л о ц к и в рецензии, о з а ­
г л а в л е н н о й „ О б р я д н а я п л а с т и к а Ж и в е ц к о г о района",
о б с у ж д а е т о р г а н и з о в а н н у ю М . Ф е д е р к е в и ч выставку,
на к о т о р о й в п е р в у ю о ч е р е д ь п р е д с т а в л е н ы маски
и
реквизиты,
употреблявшиеся
когда-то
и
ныне
обеими в ы ш е у п о м я н у т ы м и группами.
Данута
К а л и н о в с к а - К л о с е в и ч — МАСЛЕ­
НИЧНЫЕ ТАНЦЫ ЖЕНЩИН „НА ВЫСОКИЙ ЛЕН"
ПОМИНАЛЬНЫЕ ЭЛЕМЕНТЫ
В МАСЛЕНИЧНОЙ
ОБРЯДНОСТИ
А в т о р статьи выдвигает и н т е р е с н у ю и т е р п р е т а цию танца ж е н щ и н „ Н а у р о ж а й л ь н а и к о н о п л и " ,

п о я с н я я его значение в к о н т е к с т е м а с л е н и ч н о й о б р я д ­
ности с у ч е т о м у ы и в в е р с а л ь н ы х
значений, в ы с т у ­
п а ю щ и х в этом танце элементов, п р е ж д е всего л ь н а
и конопли.
На основе и с с л е д о в а н и я богатого п о л ь с к о г о ма­
териала, а т а к ж е сравнения и с т о ч н и к о в с территории
С л а в я н щ и н ы , и н е м е ц к э о - я з ы ч н ы й — автор о п р е д е ­
л я е т ш и р о к и й контекст с м ы с л о в о г о з н а ч е н и я л ь н а
и к о н о п л и ; повсеместно известная символика п л о д о ности я в л я е т е я л и ш ь одним из аспектов с и м б о л и к и
этих растений, с в я з а н н ы х по своему з н а ч е н и ю с „ п о тусторонпимж миром".
В р е з у л ь т а т е м о ж н о прийти к выводу, что л е и
и к о н о п л я я в л я ю т с я вариантом к о с м и ч е с к о г о дерева,
н е о б х о д и м ы м элементом с язи м е ж д у разными к о с ­
мическими мирами.
Б а р б а р а О г р о д о в с к а я — ОБЛАТКИ И УКРА­
Ш Е Н И Я ИЗ О Б Л А Т К О В В П О Л Ь С К О Й Т Р А Д И Ц И И
С о г л а с н о п о л ь с к о й традиции, в о с х о д я щ е й к X V I I I
веку т о р ж е с т в е н н ы й у ж и н в к а н у н Р о ж д е с т в а н а ч и ­
нается с р а з л а м ы в а н и я о б л а т к и ч л е н а м и семьи и их
близкими. В некоторых регионах
облатку
кладут
u с о ч е л ь н и к Г аждества посередине стола. В п о с л е д ­
ние г о д ы р а с п р о с т р а н и л с я о б ы ч а й в ы с ы л а т ь о б л а т к у
знакомым вместе с р о ж д е с т в е н с к и м и
пожеланиями.
Изготовлением
облаток
занимались
„церковные
л ю д и ' , м е т а л л и ч е с к и е матрицы у к р а ш а л и с ь
рели­
г и о з н ы м и сценами. Г о т о в ы е о б л а т к и , б е л ы е и р а с ­
к р а ш е н н ы е р а з н о с и л и по домам п р и х о ж а н , их п р и ­
носил
также
ксендз
во время
своих
посещений
с рождественскими поздравлениями.
А в т о р описывает обычаи, связанные с о б л а т к а м и
и и х т е р р и т о р и а л ь н о е распространение. У б е ж д е н и е
в м а г и ч е с к и х свойствах облаток б ы л о причиной в о з ­
никновения повсеместного о б ы ч а я и з г о т о в л е н и я у к р а ш е н н и й из о б л а т о к , к о т о р ы е п о м е щ а л и с ь в домах
во время Р о ж д е с т в а и оставались там пока не обвет­
ш а л и . А в т о р приводит в качестве и л л ю с т р а ц и й р а з ­
н о о б р а з н ы е ф о р м ы таких у к р а ш е н и й , в том ч и с л е
„ с в е т ы " , к о т о р ы е в е ш а л и па нитках. В н а с т о я щ е е
время у к р а ш е н и я из о б л а т о к д е л а ю т с я все р е ж е .
Эва
К о р у л ь с к а — ВЕЛИКОПОСТНАЯ
РИЯ В КЛЯШТОРНОЙ ГУРЕ

МИСТЕ­

С 1984 г. в С в я т ы н е Б о ж ь е й М а т е р и Т у р е ц к о й
отмечается М и с т е р и я , п р и в л е к а я все б о л ь ш е е ч и с л о
п а л о м н и к о в . П в е р в ы е М и с т е р и я б ы л а организована
под п о к р о в и т е л ь с т в о м к с е н д з о в М и с с и о н е р о в св. С е ­
мейства и в д а л ь н е й ш е м т а к ж е и с п о л н я е т с я тем ж е
к о л л е к т и в о м (60 ч е л о в е к ) , с о с т о я щ е м в своем б о л ь ­
шинстве из э л е п о в н е с к о л ь к и х семей того ж е п р и ­
хода. Среди ряда д р у г и х у п о м я н у т а я М и с т е р и я в ы ­
д е л я е т с я р е а л и с т и ч е с к о й , и с к л ю ч и т е л ь н о экспрессив­
ной интерпретацией К р е с т н о г о П у т и .
Это
очень
интересная
попытка
создать
о б р а з н ы й обряд, в котором принимают у ч а с т и е
ры и зрители.

свое­
акте­

��</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6479" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6459">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/078003fe92f53663b7dd12421ca6c0ed.pdf</src>
        <authentication>e0d8814954e9f8468c461efa502a8587</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77112">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3155</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77113">
                <text>1988</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77114">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2954</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77115">
                <text>Spis treści / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77116">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.3, s.144</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77117">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77118">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77119">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77120">
                <text>POLSKA

AKADEMIA

NAUK

•

INSTYTUT

SZTUKI

•

ROK

XLII

•

1988

•

Nr

3

polska sztuka ludowa

W R O C Ł A W
ZAKŁAD NARODOWY

W A R S Z A W A
K R A K Ó W - G D A Ń S K - I Ó D 2
IMIENIA O S S O L I Ń S K I C H , W Y D A W N I C T W O POLSKIEJ A K A D E M I I NAUK

�CONTENTS

Zbigniew Benedyktowicz

Symbol in Ethnography

Siergiej

Symbol

Jurij

Awierincew

Łotman

Symbol

145
149

i n the System

of

Culture

151

Michał K l i n g e r

S y m b o l i n Theology. The Importance of Eliade's A n a l y ­
sis o f R e l i g i o u s S y m b o l i s m f o r C o n t e m p o r a r y T h e o l o g y

155

Paul Tillich

Significance

160

Mircea Eliade

Methodological

Mircea Eliade

Ordeal b y Labyrinth

Stanisław C i c h o w i c z

What

B o h d a n Tadeusz

Brancusi

175

Mircea Eliade

Brancusi and Mythology

178

Dariusz

Czaja

Myth,

Ryszard

Ciarka

Sacrum, M y t h , Book

and

Justification

Remarks

on

of

the

Religious
Study

of

Symbols
Religious

Symbolism
Can

161
167

the H e r m e n u t B o

When

the

Times

Are

Hard...?

Wojciech
Wanda

Urbanowicz

Zaleski

Art, Interpretation

Supplicatory

Telakowska

B o h d a n Tadeusz

171

Urbanowicz

Shrines

183
185

and

Holy

Pines

Near

Supraśl

186

Biographical Note

196

Wanda's

200

Generation

Aleksander Jackowski

Wanda

203

Halina Kenarowa

Maria Bujakowa

204

Aleksander Jackowski

The Master

211

Wojcioch

My

211

JÓZEF

Summary

J . Burszta
of

BURSZTA

(17.04.1914—6.07.1987)

Father

Articles

213

РЕЗЮМЕ

214

REDAKCJA:
Zbigniew
Benedyktowicz
(z-ca
red.), A l e k s a n d e r
Jackowski
(red.),
Ewa
Korulska, Anna
Kunczyńska-Iracka, Sławomir
Sikora
(sekretarz
redakcji)
R A D A R E D A K C Y J N A : Jerzy Bartmiński, Tadeusz C h r z a n o w s k i , M a r c i n Czerwiń­
ski, E w a
Fryś-Pietraszkowa, Jan Krzysztof
Makulski, Franciszek Midura,
Jacek
Olędzki, Mieczysław Porębski, R o m a n Reinfuss, Czesław Robotyeki, Zofia
Sokolewicz, Roch S u l i m a
W S P Ó Ł P R A C O W N I C Y R E D A K C J I : Zofia Bisiak, Jan Swiderski
R E D A K T O R T E C H N I C Z N Y : Grażyna Miętus
T Ł U M A C Z E : Piotr Paszkiewicz
i M a g d a l e n a I w i ń s k a (ang.), L i j a
Skalska-Miecik
(ros.)
Adres

Redakcji:

I n s t y t u t S z t u k i P A N , u l . D ł u g a 28, 00-950
994, t e l . 31-32-71/4, w e w n . 227, 229.

Warszawa,

skr.

poczt.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6478" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6458">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a3b1fc25594b91fe5b899a755117117f.pdf</src>
        <authentication>7e069f79f5d6b69dedd8967490b3be4d</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77102">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3156</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77103">
                <text>1988</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77104">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2955</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77105">
                <text>Symbol w etnografii / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77106">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.3, s.145-148</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77107">
                <text>Benedyktowicz, Zbigniew</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77108">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77109">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77110">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77111">
                <text>I

Zbigniew Benedyktowicz

SYMBOL W ETNOGRAFII

„Zbędną
do

jeat

sensu słowa

rzeczą

tłumaczyć,

dlaczego porozumienie

' s y m b o l ' może b y ć cenne

d l a wszelkich

co

badań

n a d sztuką c z y l i t e r a t u r ą " — pisał n i e d a w n o M a r c i n Czerwiński
w s w o i c h r o z w a ż a n i a c h , z a t y t u ł o w a n y c h Symbol

badaniem symboli.
szym

Obrazowo

5

kompendium wiedzy

„symbol"

powiedziawszy,

na temat

w t y m najśwież­

terminów

etnologicznych

r o z s y p a ł się i u k r y ł p o ś r ó d w i e l u haseł s t o p i o n y z e

Jakiej­

„ z n a k i e m " . G d y z a ś s p o j r z y się p o d h a s ł o „ z n a k " , t o w ł a ś c i w i e

k o l w i e k o d p o w i e d z i n i e udzielilibyśmy n a p y t a n i e : „ c z y p o r o z u ­

t r z e b a b y p o w i e d z i e ć , że z o s t a ł o n t a m w e p c h n i ę t y , c z y ł a g o d n i e j :

m i e n i e t a k i e jest w ogóle m o ż l i w e ? " , n i e m n i e j

„włożony".

się
w

n a m dzisiaj

każda

próba

r o z u m i e n i u tego, c z y m

prezentacji

jest

dzisiaj.

1

tę

n a d symbolem

potrzebę

precyzacji

wciąż n a n o w o

i potwierdza

samego

terminu

w

pełni

„symbol",

drążenia sonsu s y m b o l u . I

chociaż

s t u d i a t e p o d e j m o w a n e są n a r ó ż n y c h p o l a c h b a d a w c z y c h , f o r m u ­
w różnych

łowane

językach,

znaków
mina

odzwierciedla

zarówno

j a k i potrzebę ustawicznego

wydaje

stanowisk

symbol.

W i e l e studiów powstałych i podejmujących
rozważania

cenną

różnych

t o znaleźć

można

w nich

wiele

w n i c h wspólnych

wów

i podobnych

problomów.

Jeszcze

więc

moty­

bardziej

rzeczą byłoby tłumaczenie p o ż y t k ó w , j a k i e z o b c o w a n i a
studiami,

mogą

antropologii
nadal

wynieść

kultury

—

przedstawiciele
dziedzin,

d o badań n a d s y m b o l e m .

„Polskiej
samym

Sztuki

Ludowej",

pomyślanym

naukowej

wielkiego

wielkiego
Mircea

znawcy

Eliade,

Dlatego

myśli

redakcję,

tekstów

n a przywołaniu

grupę

i

wspo­

jedynie

w

ramach

szerszej

koncepcji

człowieka

E.

często

pojmowanego

jako

a n i m a l s y m b o l i c u m " , t o z 9 s z p a l t hasła p o ś w i ę c o n e g o z n a k o w i ,
miejsce

jakie

szpalty.

przeznaczono

na symbol

zajmuje

zaledwie

W t e n s p o s ó b , możnar p o w i e d z i e ć , s y m b o l

6

został przez

pół

pochłonięty

znak.

Tymczasem

w i e l u autorów — j a k пр. P. Ricoeur, M . B a c h t i n ,

S. A w i o r i n c e w

i i n . — w charakterystykach symbolu akcentuje

właśnie różnice p o m i ę d z y z n a k i e m i s y m b o l e m . R i c o e u r w
analizie

eidetycznej

rozważającej

specyfikę

symbolu

w

swej
zesta­

etnologii,

w i e n i u ze z n a k i e m , a l e g o r i ą , m i t e m : „ S y m b o l e są n i e w ą t p l i w i e
znakami

wnoszą
a t y m

twórczości

symbolicznej,

i

moim

zgromadzonych

c z y t o teologa,

czy

(...)

lecz n i e k a ż d y

Awierincew

pisząc

o

znak jest

symbolu

symbolem" .

Podobnie

uniwersalnej

kategorii

7

jako

e s t e t y k i , p o w i a d a , iż n a j l e p i e j d a j e się o n o d s ł o n i ć p r z e z p r z e c i w ­
stawienie

z przyległymi

doń kategoriami: z jednej

z o b r a z e m , z d r u g i e j zaś — ze z n a k i e m .

uczony

nie powinno,

i tekstów

czy t o filozofa,

symbole"

i

symbolowi,

1986 r o k u ,

t y m (poprzestając

także

zbędną

i s y m b o l u , j a k i m b y ł rumuński

zmarł w

o

się t a m : „ Z a s p e c j a l n ą
uznać

z tymi

też w t y m n u m e r z e

i wyobraźni

zdaniem — obok innych wypowiedzi
przez

wniosły

d l a uczczenia

hommage

badacza

mitu

etnografii,
tyle

poświęconym

jako

który

które

także

można

Cassii-era i S. K . L a n g e r ) , że „ P o j ę c i e s y m b o l u w y s t ę p u j e

p u n k t ó w s t y c z n y c h , w i e l e p o d o b n y c h i n t u i c j i , z b i e g a j ą c y c h się
linii rozumowań, wiele występujących

B o m i m o , że pisze

symbolicznych

strony

A l e c z y w ogóle słownik współczesnej ( c z y w c z o r a j s z e j )
0

której

pisał

„usuwanie
dania:

Marcin

Czerwiński,

niejasności", znającej

„dyskurs

spełniający

—

8

nastawionej

t y l k o jeden

wyostrzone

nauki,

wyłącznie n a

sposób

wypowia­

kryteria eksplicytyw-

s e m i o t y k a — zabraknąć p y t a ń o miejsce, o r o z u m i e n i e s y m b o l u

ności",

w

w stanie przyjąć i pomieścić w sobie t a k n i e p r e c y z y j n e ,

niejasne

1 niedomknięte z d a n i a i sentencjo j a k t o , które znaleźć

możemy

etnografii.
W

p r z y w o ł a n y m t u a r t y k u l e M a r c i n Czerwiński w i e l o k r o t n i e

nauki

„broniącej

na dystans, a nawet

n a j l e p i e j m o g ą n a s p r z y b l i ż y ć d o t e g o , co j e s t istotą j e g o :

języka

prymarnego

nauka

zachowuje

się t y l k o

całkowitej

(...)" . Pisze też d a l e j : „ R z e c z y w i ś c i e w ciągu w i e k ó w

wzrastała

2

nieustannie rola wypowiadania dyskursywuego

„Słowo i obraz —

p o części j a k

przeciwnik, w stosunku do s y m b o l u jest w opozycji

w bardzo wielu,

miejscu etnograf,

jaką

j ą dziś

widzimy

(czy j a k ją widziano

jeszcze

wczoraj),

sytuacja

o d początku

była

t u bardziej

dobitnym

dziś

współczesnym
miejscu

tego

dowodem

Słowniku

autorzy

jest

etnologicznym*.

odsyłają

żyje w n a s " ( J . C h e v a l i e r ) .
Czy

skomplikowana, nie

brak

hasła

W

nas do terminu:

Najbardziej

„symbol"

odpowiednim
I

„znak".

we
dlań

chociaż

najrozmaitszych

miejscach,

złączeniach,

odmianach

i

kon­

wreszcie,

z twórczością
ludowej

tą s p o t y k a m y

„Wcale

nie jest

doświadczeniem

kich

jego

czasów,

odmianach,

a —»• z n a k ,

jest

dominującym

symbol,

oznaczanie,

we wszyst­

terminem

naszych

k o m u n i k o w a n i e się

naszym
tylko

składać

częściowo

naszego zamieszkiwania

to

n a próżno szukalibyśmy o d ­

swoje

doświadczenia

poprzez

rozumiemy.

procesy

pokrewieństwa,

Symbolizować

s t r u m i e n i a doświadczeń

l u b jakiś c i e m n y ,

to

znaczy

te

cząstki

luminiscencję,

część K o s m o s u , k ą t
podziemny

labirynt

r o z j a ś n i się. (...) W k a ż d y m b ą d ź r a z i e p i e r w s z ą s y n t a k s ą o k r e ś l o ­
Jak

—

prymitywnej,

i e l e m e n t y , k t ó r e — g d y z j e d n o c z ą się — t w o r z ą

nego, wcielonego

nauk etnologicznych."

sztuki

t a k , że t o o n o współpracują

czasowe l u b trwałe p r o m i e n i e , w których

t e c o n a j m n i e j o d l a t s z e ś ć d z i e s i ą t y c h X X w . są
do

ozdabiamy

bardziej

z przepływającego

należą d o naszego obiegowego zasobu i n t e l e k t u a l n e g o . T e r m i n y
wprowadzane

się w k r ę g u

t a k , że

z

w haśle „ a n t r o p o l o g i a k o m u n i k a c j i " : —

szczególnie

czy wysokiej):

któro

,,(...) D o w o d z i się ( S . K . L a n g e r ) , ż e t e r m i n z n a c z e n i e

pomieścić

egzystencjalnym

wciąż procesów twórczości a r t y s t y c z n e j (bez względu n a t o , c z y

t e k s t a c h ( n p . w hasłach „ k u l t u r a s y m b o l i c z n a " , „ m i t " , „ s a c r u m —

c z y n i Zofia Sokolewicz

1 0

zdaje się b y ć c z y t e l n y i doniosły, g d y idzie o b a d a n i e n i e j a s n y c h

p r o f a n u m " ) , i chociaż a u t o r z y

kreślają rolę j a k ą pełni s y m b o l w k u l t u r z e , t a k j a k c h o ć b y t o

kiedy

9

p o t w i e r d z i ć m o g ł o b y w i e l u , a k t ó r y c h t o z d a ń sens

ale o wielo

pod­

mnie,

wtedy,

słownik współczesnej n a u k i m ó g ł b y

symbolami,

w t y c h różnych miejscach

są s y m b o l i c z n e

z d a n i a , których prawdę w s w o i m doświadczeniu

s a m o s ł o w o s y m b o l p o j a w i a się w i o l e r a z y n a k a r t a c h t e j k s i ą ż k i
w

według

„ N i e t y l k o m y ż y j e m y w świecie s y m b o l i , ale i świat s y m b o l i

3

odbiegała w zasadzie o d tego ogólnego w z o r c a n a u k i .

które,

( l u b p r z e d m i o t — m ó g ł b y dodać w t y m

w t r . Z. B.) —

n a pierwszy r z u t o k a " (C. G. J u n g ) .

symbolicznego" .

G d y idzie o etnografię i j e j s t o s u n e k d o s y m b o l u , t o chociaż

a

jest

z a w i e r a się w n i c h c o ś w i ę c e j niż t o , c o d a się w n i c h r o z p o z n a ć

jeśli n i e w s z y s t k i c h d z i e d z i n a c h ż y c i a s p o ł e c z n e g o . N a u k a t a k a ,
zakwestionowała powagę w y p o w i a d a n i a

symbolu,

sensu",

u

„ O ile wobec

badaczy

migotaniem

z w r a c a u w a g ę n a niechęć ż y w i o n ą w o b e c s y m b o l u p r z e z naukę,
antagonizm pomiędzy n i m i :

niestrudzonych

się p r z e d

od

ducha jest syntaksa s y m b o l i . "

już powiedziałem,
początku

stosunek

etnografii

skomplikowany. Z jednej

1 1

do symbolu b y l

strony etnografia

jako

syłacza d o „ s y m b o l u " c z y „ s y m b o l i z m u " , j a k o j e d n e g o z l i c z n y c h

n a u k a naśladowała i realizowała ó w ogólny wzorzec n a u k i n a s t a ­

wymienionych

wionej

przez

autorkę

kierunków,

które

zajmują

się

opozycyjnio

wobec

symbolu,

z

drugiej

z a ś s t r o n y , ze

145

�względu n a p r z e d m i o t
dokumentowała,
cywilizacji

i obszar

swych

ale i przyswajała

europejskiej

„twory pierwotnego

świat

zainteresowań nie t y l k o

jednostronnie

myśli

i

zorientowanej

wyobraźni

mitycznej,

umysłu", język m i t u i s y m b o l u . Odkrywała

Absolutnie
podobnych
ludów

etnologii

prymitywnego

rozpoznając

s y m b o l ;

wartość

poznawczą,

bogactwo

i

głębię.

By

ten,

chciałbym

magii

rolę

życia

itd."

posłużyć

graficznego.

Drugi

Mircea, E l i a d e g o .
sycznym

się

zestawieniom

zaczerpnięty
zaś

pochodzi

z

Przez zestawienie

tekście

dwu

obszerniejszych

jest z klasycznego
Traktatu

o

dzieła

etno­

historii

religii

t o chcę p o k a z a ć , j a k w

etnograficznym

jogo

autor

bliski

jest

kla­
Elia-

który

przy

tym

się

u

ziemię.

jest

umysłu

nie znam

pokazać wyraźniej o w ą złożoność s t o s u n k u e t n o g r a f i i do s y m b o l u
cytatów. Pierwszy

Jednym

zbywanie
przez

w

z

czy

plenności,

kształt

manifestu.

Staram

niego

do

pierwszego

c y t a t u ujawniając

g r a f a i d a l s z y ciąg j e g o w y w o d ó w , b y pokazać j a k zgodnie z p r z y ­
j ę t ą k o n w e n c j ą n a u k o w ą o b r a c a j ą się t e w y w o d y p r z e c i w

symbo­

przed

chwilą tworów

się

w n i o s k ó w . Co się

Przede w s z y s t k i m m a m y t u do czynienia z p e w n y m anachro­
nicznym

już

dzisiaj

rozumieniem

s y m b o l u . Broniąc

go d o głębokiej

p r z e d zagrażającym j e j niebezpieczeństwom z b y t n i e j

teriale a jogo

w ma­

interpretacją.

przed

Etnograf:

inwazją

m o ż n a d o m y ś l a ć się —

nadmierne i

literaokośei

cliostwa. Moszyński przestrzega

etnografii

Moszyński b r o n i

i

zalewom

pięknodu-

p r z e d pokusą t r a k t o w a n i a t y c h

wiorzeń czy, j a k p o w i a d a , t y c h „ t w o r ó w p r y m i t y w n e g o

(...), a l e n a w e t

jako

p e w n y c h p r z e d m i o t ó w (...)

bywają

metafor,

przestrzega

przed

p o j m o w a n e przez p r y m i t y w n y , niooświecony umysł w t e n sposób,

alegorycznych

interpretacji i

jak gdyby

a u t o r Kultury

ludowej

dzaju

c

tanowi'y —

mówiąc naszym językiem —

skondensowanej

przedmiotach

materii czy

lub nawet

z nimi

energii,

coś w r o ­

tkwiącej

tożsamej. Dzięki

w

temu

stosowaniem

wykładni.
pisze

Slowiun

duchowej

dotyczące k u l t u r y

każdy

o ż y w a j ą c y c h sporów, co d o s y m b o l i c z n e g o

niecywilizo­

charakteru

powiedzmy,

g d y w c i ą ż m n o ż ą się n a j r o z m a i t s z e

być

i bywa

konstrukcji

Musimy

Stanisława

Wesela

Wyspiańskiego,

t e g o d r a m a t u , i g d y d o ogłoszenia, n i e mającego sobio

skondensowaną mocą,
niem,

lecz

funkcją

poza

twardością,

t y m może

kłucia; z a m e k

t y m , co

my

nazwalibyśmy

odpornością;

być

niewątpliwie

jest

streszczoną funkcją z a m y k a n i a ; j a j k o —

cierń j e s l

cier­

pojawi

się o d s y ł a c z

też

weiąż jeszcze d a l e k o .

z a m k i e m , ale jest

też

cie,

ostrością

lo m . i n skondensowane

życie i n s t a t u nascendi, a podwójny klos l u b orzech i t p . to m . m .

jako

1 4

A u t o r o w i Kultury

praktykującemu

rozmaitsze

losy

równych,
w którym

na Weselu,

do e t n o g r a f i i i do świata k u l t u r y

czy

streszczoną

poecie ,

ludowej
znane

1 5

i przygody

to

„symboliczne" interpretacje

s t u d i u m S t a n i s ł a w a P i g o n i a Goście z zaświata

być

że

te partie

czy „imaginacyjnego"

a l b o k a w a ł e k ż e l a z a są m . i n . z w y k ł y m k a m i e n i e m o z y k a w a ł k i e m
tego mogą

jakichś

pamiętać,

żelaza,

ale oprócz

umysłu"

nich

w czasie niesłabnących i coraz

u j m o w a n y przez

może

do

ją, a zwłaszcza

owych

w a n y umysł z d w u l u b n a w e t k i l k u s t r o n . Kamień,

taki przedmiot

ją

poetyzaeji,

„ J a k j u ż p o części w i e m y , n i e t y l k o c e c h y ( n p . t w a r d o ś ć , ostrość
i f u n k c j e (...)

przez

s y m b o l i c z n y c h uznać za s y m b o l e ?

przed symbolem —

zawartą

wręcz

wniknąć

Moszyńskiemu o p i s a n y c h

l o w i . J a k k o n w e n c j a t a , przyjęta przez togoż e t n o g r a f a , p r o w a d z i
sprzeczności p o m i ę d z y p r a w d ą

symbol

n a u k i wobec s y m b o l u , przybierającej

antysymbolicznego

autora-etno-

powrócę

jajko —

N i e w y s t a r c z y poprzestać n a p r z y t o c z e n i u togo jeszcze j e d n e g o
przykładu opozycji

z a n i m i k r y j e ? Co n i e p o z w a l a

nazywa

Traktatu

poglądu n a d

1 3

w i n t e n c j o t y c h t a k zaskakująco s p r z e c z n y c h

autor

tworów

terminem:

kłos g r a w l u d o w e j

„hierofanią".

t o , co

tu

się

naiwniejszogo

podwójny

d o w s k i e m u opisowi i r o z u m i e n i u s y m b o l u , j a k na wiele l a t przed
opisuje

najjaskrawszych

omówionych

etnologii

płodności

przykłady

niooświeconych

posługiwanie

głosi, że p o w i e d z m y ,
symbolu

niezliczone

wszystkich

Eliadem
Potem

ludowej,
wresz­

Słowian

musiały

być

naj­

s y m b o l i z m u n a gruncie poezji,

nie

w y ł ą c z a j ą c o w e g o s k r a j n e g o w y n a t u r z e n i a j a k i e osiągnął s y m b o ­

s k o n d e n s o w a n y s p ó r , c z y l i m o ż n o ś ć , p l e n n o ś ć (a p r z e z t o i szczęś­

l i z m w p o e z j i r o s y j s k i e j (choćby w twórczości A . Biełego, tooro-

cie), l t d . "

tyka

M.

Eliade:

tego

ruchu,

autora

pracy

1910).

Symwolizm,

T a k w i ę c m o ż n a p o d e j r z e w a ć i d o m y ś l a ć się, ż e g d y M o s z y ń s k i

„ T a m n a p r z y k ł a d , g d z i e m ó w i się o ' k u l c i e k a m i e n i ' , n i e w s z y s t k i e

u ż y w a słowa „ s y m b o l " , t o s y m b o l j e s t t u d l a niego

k a m i e n i c u w a ż a się z a ś w i ę t o . Z a w s z e s p o t y k a m y t y l k o

p o e t y c k i e j przenośni, m e t a f o r y , m o ż e n a w e t a l e g o r i i . W

pewne

synonimem
każdym

k a m i e n i e , k t ó r e c z c i się z r a c j i i c h k s z t a ł t u , wielkości l u b p o w i ą z a ń

b ą d ź r a z i e s y m b o l w t e j p e r s p e k t y w i e j a w i się j a k o coś n i e osa­

obrzędowych. Z o b a c z y m y

dzonego w e t n o g r a f i c z n y m

zresztą, że n i e cłiodzi t u o k u l t k a m i e n i

k o n k r e c i e , j a k o coś

abstrakcyjnego,

i ż e o w e k a m i e n i e są c z c z o n e o t y l e t y l k o , o i l e n i e są j u ż z w y k ł y m i

a r b i t r a l n e g o , zależnego wyłącznie o d człowieka, o d t w ó r c y

bądź

k a m i e n i a m i , l e c z h i o r o f a n i a m i , a w i ę c c z y m ś i n n y m niż z w y k ł y m i

interpretatora

symbolu

bądź

,przedmiotami'.

interpretatora

powoływanego.

(...)

Jakiś

przedmiot

staje

się

s a k r a l n y m o t y l e o ile w c i e l a o n ( t z n . o b j a w i a )

przedmiotem

coś i n n e g o ,

coś

przede

i

dowolnie
Jawi

przez

tegoż

twórcę

się w

t y m ujęciu

w s z y s t k i m j a k o coś o d ś w i a t a k u l t u r y l u d o w e j

różnego o d siebie. N a r a z i e o b o j ę t n e j e s t , c z y tę .inność' n a l e ż y

c z e n i e o d l e g ł e g o , j a k o coś l i t e r a c k i e g o i w y m y ś l o n e g o ,

przypisać o r y g i n a l n e m u k s z t a ł t o w i , c z y też skuteczności l u b p o

j a k b y zarezerwowanego dla wyrafmowanej

prostu

(party­

twórczości

tego p r z e d m i o t u w jakimś s y m b o l i z m i e , c z y też w y n i k a

„symbol",

,mocy',

cypacji)

c z y toż w y w o d z i

się o n a z u c z e s t n i c t w a

z obrzędu k o n s e k r a c j i , c z y też d o b r o w o l n e g o
umieszczenia

l u b niedobrowolnego

p r z e d m i o t u w obszarze p r z e p o j o n y m

(strefa święta, czas ś w i ę t y , jakiś , p r z y p a d e k ' :
Wróćmy
można

zatem

do

pierwszego

cytatu

ludowej

fragmentu,
Eliadego...
ryeznych

i zobaczymy
wniosków

i pokrewnego

itp.)"

zaczerpniętego

bo o n t o bowiem

Słowian,

t a k bliskiego

sakralnością

piorun...

b y ł o o d r a z u się d o m y ś l e ć ) z K a z i m i e r z a

Kultury

1 2

może

kultury

dla wszystkich
ludowej,

być

t y m , co

dością,
życie
m.

my

jest a u t o r e m

i n statu

nascendi,

i n . skondensowany

t o i szczęście), l t d .

146

(...)

a

Świadomie

powtarzam
oddać

spór,

czyli

ale oprócz t e g o m o g ą

skondensowaną
to

podwójny

ludów

przed

i

chwilą

dla

świata

przytaczał,

l i e b k e i t ) , pośród p r z e d s t a w i c i e l i a k m e i z m u , c z y z jaką s p o t y k a m y

żelaza,
—

przykłady

ezji i w estotyee n u r t u „nowej przedmiotowości" (Die neue Sach-

w nich kontradykcji.

jajko

nieoświeconych

których

togo

a l b o k a w a ł e k ż e l a z a są m . i n . z w y ­

nazwalibyśmy

odpornością

terminu

empirycznym

m o ż e p r z y p o m i n a ć t ę s a m ą niocłięć i b y ć o d w z o r o w a n i e m k r y t y c z ­

się u p o w r a c a j ą c e g o d o a n t y c z n y c h ź r ó d e ł p o j m o w a n i a
Osipa Mandelsztaina, który
opatrywał

kawałkiem

do

badaniom

n e j p o s t a w y w o b e c s y m b o l i z m u j a k a p o j a w i ł a się n a g r u n c i e p o ­

ową

czy

ku

(jak

spoiwo z następnym a k a p i t e m mieszczącym w n i o s k i . B y

kamieniem

więc Moszyńskiogo

zwrot

i o p i s o w i t y c h pojęć i „ t w o r ó w p s y c h i c z n y c h " , t a k c h a r a k t e r y s ­
tycznych

u r y w k i t o g o z n a n e g o już n a m f r a g m e n t u , b y oddać w i e r n i e o w o

kłym

postulowany

wyłącznie

przerafinowanej

w duchu z tekstom M .

prowadzić.

Kamień, powiedzmy,

umysłowej. Niechęć

czy

symbol
nieskoń­

Moszyńskiego

d o j a k i c h zaskakujących i k o n t r a d y k t o -

w i e r n i e cały d r a m a t z a w a r t e j

1

w

i

zachowały

zamieszkujących

błędów

j e n a ПОЛУО, z b i e g i e m c z a s u c o r a z b a r d z i e j w n i k l i w i e i ś w i a d o m i e ,
ich

bezsporne

pojęć

m.in

mocą, t w a r ­

skondensowano

kłos l u b o r z e c h i t p . t o

możność,

p l e n n o ś ć (a p r z e z

wręcz

niechęć

mianem

ów literacki i poetycki
„lżesyrnbolizmu".

do s y m b o l u u Moszyńskiego,

postulacie rzeczowego opisu t w o r z y w a

1 6

Być

przy

symbolu

symbolizm
możo

więc

jednoczesnym

t y c h p i e r w o t n y c h pojęć,

m a t o s a m o źródło i w p r a k t y c e nie t y l e jest p o w o d o w a n a

nie­

chęcią w o b e c s y m b o l u w ogóle, i l e niechęcią w o b e c

możliwości

„Iżo-symbolistycznych"

etnografii.

interpretacji

zagrażających

J a k k o l w i e k daleko nie wnikalibyśmy w intencje a u t o r a
ludowej

Słowian,

jakkolwiek

nie

tłumaczylibyśmy

niechęci w o b e c t e r m i n u „ s y m b o l " , f a k t y pozostają

sobie

Kultury
jego

f a k t a m i . —-

M i m o , że w e w s t ę p n y c h r o z w a ż a n i a c h d o t o m ó w k u l t u r y d u c h o -

�wej

1 7

M o s z y ń s k i z wielką o s t r o ż n o ś c i ą i z w i e l o m a z a s t r z e ż e n i a m i

p r z y j m u j e z a ł o ż e n i e , iż n i e m o ż l i w e j e s t m ó w i ć o p o s t ę p i e w r e l i g i i
i

sztuce

(przynajmniej

była m o w a

w

takim

w poprzedzającym

znaczeniu

postępu,

o

jakim

tomie, w odniesieniu do

m a t e r i a l n e j ) , t o zza przytoczonego

wiedziach

kultury

po

dziś

dzień

znajduje

swe

kontynuacje.

Nadal,

p o m i m o w i e l o s t r o n n e g o r o z w o j u współczesnych badań n a d m i t e m
i s y m b o l o m , d a j e się o b s e r w o w a ć w e t n o g r a f i i niechęć i r e z e r w a
wobec

fragmentu, gdy mowa o sym­

symbolu

i

symbolicznych

interpretacji. Nadal

symbol

abstrakcyj­

i s y m b o l i z m t r a k t u j e się j a k o coś n i e r z e c z y w i s t e g o ,

b o l u , j a k i z c a ł e g o o p u s w y r a ź n i e r y s u j e się o s t r y p o d z i a ł n a

nego,

świat

l u d o w e j . P o d s t a w o w e zaś z a ł o ż e n i e p r z y j ę t e p r z e z M o s z y ń s k i e g o

człowioka

pierwotnego,

nieoświeconego,

prymitywnego

dowolnego

i odległego o d świata „ a u t e n t y c z n e j "

kultury

umysłu i świat człowieka k u l t u r y p i s m a , rozwiniętej c y w i l i z a c j i ,

i wyzierające zza jego rozumienia: s y m b o l u , mówiące o zasadni­

świat, d o którego

czej

obu

światami

należy

istnieje

też i w s p ó ł c z e s n y b a d a c z .
Oczywiście

przepaść.

Pomiędzy

zbędnym

p r z y p o m i n a ć , że w t e j k o n c e p c j i ó w p i e r w s z y świat
jest myślenia s y m b o l i c z n e g o

byłoby

pozbawiony

i s y m b o l u w t a k i m sensie, w

jakim

odmienności

pomiędzy

światem

pierwotnego

„prymityw­

człowieka a ś w i a t e m c z ł o w i e k a w s p ó ł c z e s n e g o

nego"

badacza),

w nieco z m o d y f i k o w a n e j

(światem

f o r m i e w c i ą ż się u t r z y m u j e .

M o d y f i k a c j a t a p o l e g a n a p e w n y m przesunięciu. U

Moszyńskiego

m o ż e o n w y s t ę p o w a ć i p o j a w i a ć się w ś w i e c i e d r u g i m . W y o s t r z a ­

s y m b o l i s t n i e j e j e d y n i o i wyłącznio w świecie k u l t u r y

jąc j e s z c z e b a r d z i e j tę k w e s t i ę i s t a w i a j ą c k a r y k a t u r a l n i e m o ż e

bądź

b r z m i ą c e p y t a n i e : „ c z y chłop ( c z ł o w i e k z a m i e s z k u j ą c y ó w ś w i a t

istnieje

pierwotny)
niejako

może myśleć symbolicznie ?" —

znacznej

odpowiedzi

—

Moszyński

udziela

i w wielu i n n y c h miejscach

w t y m fragmencie

„nie może". „Nic

takiego

jedno­

jak symbol

w p i e r w o t n y m umyśle nie i s t n i e j e " .
fragmentu,

odrzucającego

interpretacji w etnografii,

odsłania o w ą p r z e p a ś ć d z i e l ą c ą ś w i a t p r y m i t y w n e g o ,
człowieka o d świata człowioka c y w i l i z o w a n e g o ,
czesnego, pisząc
„Nie

całkiem

chicznych, z jakimi zapoznajemy
ścisłe p o j ę c i a . W
gdzie władają
odmiennego,

każdym

jasne

podświadomości,

wierzchołki".

człowieka współ­

oddać

istotę

tworów

razie

korzenie,
a

oczom

psy­

się w t e j c h w i l i . I c h z u p e ł n i e
się u j ą ć w

n i e należą

one do

i

pnie

naszym

nasze
świata,

sądy i trzeźwe myśli, lecz d o

którego

mający

odbicie koncepcji Levy-Bruhla

ukazują

myślenia prelogicznego

istnieć

w

świecie

jasnego i jednoznacznego

umysłu,' z w r a c a
pojęciowej,

pierwotnego

człowieka,

zwartego

na

uwagę

n a cechujący

zmienność

i

opisując

twory

pry­

je b r a k

przelewnośó

wy­

zawartych

w przypisywaniu t y m

n y c h ze s o b ą znaczeń, w t o w a r z y s z ą c y c h i m l u d o w y c h i n t e r p r e ­
tacjach.
symbol

strony

jednej

jako

w r o z u m i e n i u Moszyńskiego
coś

i oderwanego

coś z b l i ż a j ą c e g o

abstrakcyjnego,

jawi

się

nierzeczywistego,

o d k o n k r e t u , z d r u g i e j zaś s t r o n y j a k o

się d o j e d n o z n a c z n o ś c i j a k a c e c h u j e

myślowe

pojęcia. W

o b u p r z y p a d k a c h s y m b o l m a c h a r a k t e r raczej

lektualny.

Symbol

nic

pierwotnego,

człowieka

występuje

w

a przynajmniej

rzeczywistości
nie w

inte­

kultury
i nie

takiej roli

w t e n s a m sposób j a k w k u l t u r z e człowieka należącego d o r o z ­
winiętej

cywilizacji. W

innych

miejscach

dzieła

Moszyńskiego

s y m b o l w y s t ę p u j e j a k o s y n o n i m z n a k u b ą d ź p o j a w i a się w
w a ż a n i a c h dotyczących
Poświęciłem
skiego

nie t y l k o

tyle

turą

dziele

reprezentanta

współczesnego

wymiarze

zależności

i n n y c h d y s c y p l i n zajmującego

człowieka,

etnologicznym,

toj

z Moszyńskiego

odwrotnie:

jeśli

od

przy­

się

symbol

kiedykolwiek

czy Kolberga)

rozwiązań, rozstrzygnięć

w

w

bądź

kul­
swym

ogóle

istniał,
(właśnie

w k u l t u r z e człowioka

uwagi

i

miejsca

rozważaniom

wierzeń

dochodzi,

a

wnioskami,

sprzeczności

dzy

człowiekiem

chłopem
takich
na

archaicznym

dawnym

uzyskanych

niach

w

kultury

badań,

ekspłieite
gubi

wyrażonych

częstokroć

odeń

więc

różne,

indywidualne, oryginalno

dziwnego,

że

interpretacje —
jako

z

ów

jo

wymiar

tej perspektywy symbol i
abstrakcyjnego,

kiego.

Co więcej, ów m a r t w y

czenie

poznany.

Symbol

(z p e r s p e k t y w y

takiej

poza

często

i jednostkowe.

j a k d a w n i e j u Moszyńskiego -

coś n a d d a n e g o ,

chodzącej

traktować

jedynie

przekona­

tego

co

każe

strategia

opartych

góry

—

literac­

się j a k o

skoń­

j a k d l a Moszyńskiego

„empirycznej",

świat

j a w i ą się n a d a l

nierzeczywistego,

skansen t r a k t u j e

nadal

Nic

symbohstyczne

anegdotycznej,

wioski N . i informatora X . ,

—

nie wy­
etnografii)

jest czymś p r z y n i e s i o n y m „ z g ó r y " przez i n t e r p r e t a t o r a .
D l a t e g o n a j w i ę k s z ą zasługą p r a c M i r c e a E l i a d e g o j e s t , w m o i m
naukę
nie

t o , iż z n o s z ą

podział

zacierając

na

Symbol

pomiędzy

symbole,

i

różnie,

udziałem

poety,

cywilizacji

pogłębiany
i

wskazują,

„człowieka

że

społeczności
człowieka,

—

„jest
mowę

ono

myślenie

pierwotnego",

с/Лопка

wyprzedza

wioskowej
archaicznego

konsubstancjalne

i rozum

s t r o n y rzeczywistości —

dyskursywny.
najgłębsze

się w s z e l k i m i n n y m ś r o d k o m p o z n a n i a .

m i t y nie

są

nieodpowiedzialnymi

spełniają p e w n ą f u n k c j ę — o b n a ż a n i a
'po prosta

człowieka'.,.".

—

Obrazy,

wytworami

psy­

najskrytszych mo-

dalności b y t u . D l a t e g o właśnie z b a d a n i e i c h p o z w a l a
poznać człowieka

przez

cywilizowanego,

miasta,

współczesnego:
—

sztucznie

prymitywnego

nimi

zarówno

odsłania p e w n e

które opierają

one ów

człowieka

z ludzkim bytem

chiki;

wypo­

współczesnym,
Cała

z

l u d o w e j . Przywołałem t u rozważania Moszyńskiego także dlatego,
wyraźne piętno

że

jako m a r t w y skansen, nastawiona jedynie n a uchwycenie

że p r e z e n t o w a n e przezeń r o z u m i e n i e s y m b o l u , p o m i m o ż e n a z w a ­
n a s t o s u n k u e t n o g r a f i i do s y m b o l u i nadał w r o z m a i t y c h

człowiekiem

współczesnym.

sądach),

dziedzictwa.,

dziecka

dziedzictwa

ł e m j e j u ż dziś a n a c h r o n i c z n y m , o d c i s n ę ł o s w o j e

wywiadzie

psychopaty,

owych

nie pada) to znaczy,

empirycznych

(wierzeniach,

symbolicznego

a

chłopem

współczesnych,

których

pozwalają m u użyć t e r m i n u „symbol'* w o d n i e s i e n i u d o
wierzeń i z j a w i s k należących d o duchowego

a

jest

nie

poszukuje

g o t a m n i e m a . W t e n s p o s ó b u t r z y m u j e się o w ą p r z e p a ś ć p o m i ę ­

symboliczne

założenie,

terenowych

—

chłop

wypowiedzi

najbardziej

powzięte

badań

i i n t e r p r e t a c j i słowo s y m b o l (a raczej

i

z góry

czy

s k u t k i e m , n o b o jeśli n i e p a d n i e w „ a u t e n t y c z n e j "

pewne, z góry przyjęte, historycznie u w a r u n k o w a n o i ograniczone
także

pytanie

wiadomym

przedstawiciela

a

na

z

ludowych

do

odpowiedzi

ompirycznych

i

symbolu,

i nie t y l k o dlatego

Moszyń­

i

(rap. człowiek współczesny) może myśleć s y m b o l i c z n i e
się na. g r u n c i e

b y pokazać j a k

rozumienie

w

co n a j w y ż e j

t o miało t o miejsce j e d y n i e w d a w n e j k u l t u r z o l u d o w e j

przekonaniu

b y wskazać n a źródła głębokiej

magiczno-religijmeh
swym

—

stosownym

p i s e m d o „ L u d u " , K o l b e r g a , F i s c h e r a i t d . ) , a także często i d l a

roz­

zdobnictwa.

p o m i ę d z y t y m c o u z y s k a ł 011 w m a t e r i a ł o w y m o p i s i e
w

(opatrzonych

narodził, jeszcze nie ukształtował i n i e występuje; u w i e l u b a d a c z y

t w o r o m p r y m i t y w n e g o u m y s ł u n a j r o z m a i t s z y c h , często s p r z e c z ­

z

terenowych

rogionu czy t e m a t u —

nastawionego

się i k o ń c z y n a w ł a s ­

tylko

wyrafinowanej

to z pewnością

w n i c h treści, n a l i c z n e n i e k o n s e k w e n c j e

dalekiego

się w s t a d i u m

i świat człowieka c y w i l i z a c j i ) . D l a współ­

współczesności s y m b o l u już n i e m a . N a d a l — za M o s z y ń s k i m

prawa

Reasumując:

badaniach

wioski,

widzieć

z jego podziałem n a świat czło­

etnografa, d l a którego e t n o g r a f i a zaczyna
nych

a nio

t y m podziale

p u j e . U M o s z y ń s k i o g o s y m b o l w k u l t u r z e l u d o w e j j e s z c z e się n i e

same

t e t a k o d m i e n n e i odległe o d świata b a d a c z a

razistości

w

tkwią

1 8

treściowo, m y ś l o w e g o p o j ę c i a . Moszyński, w i e l o k r o t n i e
mitywnego

(Można

wysokioj

współczesnej,

przeszłości, człowieka a r c h a i c z n e g o , a o b e c n i e już t a k n i e w y s t ę ­

d z i a ł a l n o ś c i u m y s ł u , „ s y m b o l " j a w i się j a k o s y n o n i m , jeśli n i e

dalej

kulturze ludowej.

kultury

całkiem

rozgałęzienia

a m o ż l i w y j e d y n i e w świecie w y s o k i e j k u l t u r y i
precyzyjnego,

skomplikowanej

w i e k a p r y m i t y w n e g o , i n f a n t y l n e g o , znajdującego

T y m r a z e m znów, w świetle t y c h słów, o d r z u c o n y p r z e d chwilą,
nie

w

badacza.,

dokładnie

e l e m e n t a r n a , żywiołowa p r o s t o t a nie daje

w

Moszyński
pierwotnego

dosłownie:

sposób

obrębie

c z e s n e g o b a . d a c z a , s z c z e g ó l n i e zaś d l a e m p i r y c z n i e

Parę wierszy dalej o d cytowanego
możliwość s y m b o l i c z n y c h

w

n a m lepiej

1 9

147

�Jak

widzieliśmy,

opisu myśl

materiałowego

W

E l i a d o g o z b i e g a się z m y ś l ą M o s z y ń s k i e g o . J e d n a k ż e

na poziomic

empirycznego,

wowe

r o z u m i e n i e s y m b o l u jest u E l i a d e g o
ciwieństwie do

Moszyńskiego

całkiem o d m i e n n e . W

symbol nie jest czymś

wistym, abstrakcyjnym, zakotwiczony
O pracach Eliadego
wiedzieć

słowami

Borysa

Pasternaka:

„U

tym

symboliczne

ponieważ

hierofaniczna

jest

znaczące".

2 0

Rzeczywistość

symboliczna,

,,par exellencc

istniejącą" (mocną, skuteczną), j a k w p r z y p a d k u

hierofanii kamienia (tak j a k pojawia
dowych).

Symbol

posługuje

się

nie jost

pojęciem

rzeczywistością

się o n w

synonimem

symbolu

jest

w

wierzeniach l u ­

jednoznaczności.

sposób

luźny,

2 6

Eliade

nieskrępo­

samym

coraz

większy

krąg

pozostałych

Pierwsza

trzeciej
mity,

więc

—

samym

przez

inne

przejawy

sacrum. Można

i t o jest czwarta f i g u r a rozumienia —

symbolu

Perspektywa

ulegają

scaleniu

taka pokazuje

czyzny

—

kosmiczną,

cjalną,

scalając

liczne

doświadczenia.

j a k s y m b o l i n t e g r u j e różne

teologiczną,

wszystkie

sfery

pokazać

jak w tym

te

antropologiczną,

poziomy,

ale

nie

stapiając

„Etymologicznie

symbolicznych,

ze

słowem

imitare

imaginatio —
je,

biorąc

(obraz),
—

wyobraźnia

naśladować,

odtwarzać.

naśladuje, i m i t u j e w z o r c e —

reaktualizuje,

powtarza

imaginatio

bez

końca.

obrazy —
Mieć

odtwarza

wyobraźnię

widzieć świat w j e g o pełni, gdyż m o c i zadanie

polega

na

konceptualizacji".

2 1

ukazywać

to

wszystko,

T o , co zasługuje

co

t u przede

„Prawdziwy

nie

zaś j e d n o

to

obrazów

wymyka

się

wszystkim na

podkreślenie, t o polisemantyczność i wielowarstwowość
—

oraz

Wyobraźnia,

znaczy

t y m , aby

wiąże

wyobrażenie, naśladowanie,

różnie
łac.

jest

amplificare:

Hermeneutyką
rzeczy",

To

włączając

obok

remityzacji"

2 2

istotną

z

do symbolu rozwija

rozdziałów

cechę

symbolu

swej

—

dalej

Paul

hermeneutyki

„Symbol

daje

Ricoeur,

gdy

rozważającej

do

myślenia",

tę
tak

wiązuje
typ

sensie,

j a k E ł i a d e , d l a k t ó r e g o s y m b o l a m i są z n a c z e n i a

zarówno

giczne,

s a m o r z u t n i e u k s z t a ł t o w a n e i d a n e ; t a k się m a r z e c z ze
wody

j a k o zagrożenia, k i e d y m o w a

j a k o oczyszczenia, g d y m o w a
Tę

myśl

o

o

chrzcie".

wielowarstwowości

symbolu

(w

ścisłym

oraz

2 3

symbolu

rozwija

znaczeniu

Ricoeur
.niejedno­

—

'to

(Heidegger),

2 8

jakim

—

to

znaczy

Heidegger

A

skupieniu

u

Ricoeura,

który

domaga
to

się a k t u i n t e r p r e t a c j i (...)

jakiego

słowa

użyjemy

b y je

i zadanie

t o bez względu n a

w.yrazić, n a r z u c a

n a t u r a s y m b o l u , k t ó r y jest j a k b y kłębkiem sensu
się z s e n s ó w z a m k n i ę t y c h j e d n e w d r u g i c h , , . " ,

nam

sama

składającym

nazywa

ten

oneself

przypomnienie

sobie,

j a k s k u p i e n i e , zbiórkę w
mówi

n a m , że

legein

—

—•
to

reminis­

t y m znaczeniu,
mówić

to

także

s k u p i e n i e i z b i ó r k a , j a k t o s a m d o s t r z e g a w lese w n i e ­

m i e c k i m Weinlese,
Prace Mircea
grafii i wezwanie
różnych

tycznego,

czyli w i n o b r a n i u " .

Eliadego

3 0

stanowią wciąż

wyzwanie

dla etno­

d o podjęcia t a k i c h r e k o l e k c j i . Dziś w

punktów

widzenia

fenomenologicznego ,
3 1

—

strukturałistycznego,
i w

różnych

obliczu

prowadzonych
semio-

dziedzinach, j a k

choćby

w humanistycznej folklorystyce, po studiach podejmu­

jących

wysiłek

grafii

chowanie

etnografia

2 5

znaczenia

Durand na­

sensie w y r a z u , r e k o l e k c j a ' ; z n a c z y

z
drugiogo

29

r e k o l e k c j i "

wiele

„ T e n s p l o t sensów, t o odsyłanie j e d n e g o sensu d o

Durand

d o jeszcze j e d n e g o określenia t e j h e r ­

r o z w o j u l i c z n y c h badań n a d m i t e m i s y m b o l e m ,

2 4

nurt,

„hermeneutyką

z n a c z n y ' ) , która nie m a jednego sensu, która p r z e d s t a w i a w zbitce
sensów".

to

Bachelarda,

Gilbert
ją

2 7

do

„hermeneu­

który

prace

nazywając

„ h e r m e n e u t y k ą

recollect

(od
która

„powrotu

podczas w i n o b r a n i a (...)".

znajdujemy

cencję, w s p o m n i e n i e ,
w

„niejednoznacznej
wyrazu

(Eliade),

symbolicznej

w najmocniejszym

legoin —

także n a i n n y m m i e j s c u , g d y m ó w i o swoistej
strukturze

o potopie,

źródeł"

słuchania"

„Remityzacji,

jakie

podejścia

,, (...)

znaczeniem

—

wzmacniać),

unosić się s i l e j e g o i n t e g r a c j i " .

mianem,

t u bezpośrednio

meneutyki,

pisze: „ B ę d ę wszakże ujmował s y m b o l w n a j b a r d z i e j r a d y k a l n y m
analo­

powiększać,

wyobraźni

j a k grona

która

amplifikującą"

autorów

badacz

ich

znaczeń

hermeneutyki,

wspomnianych

wspólnym

odniesienia".

do

„hermeneutyką

obejmuje

licznych planów

typu

tyką r e k o n s t r u k c j i " (G. v a n der Leeuw).
francuski

podejście

jednym

„powrotu

symbolu

jego

togo

„Hermeneutyką

rozszerzać,

j e s t więc o b r a z j a k o t a k i , j a k o zespół znaczeń,
z

do

—

poszerza s y m b o l , „pozwalając

zbieranego
w

nawiązuje

nazywana:

płasz­

egzysten­

w jedno. Takie rozumienie symbolu, j a k i taka lektura

rzocz

które

kamienia).

d a n y s y m b o l r o z u m i e ć się b ę d z i e p r z e z j a k i ś o b r z ę d

a

ponadto

ogarniała

w a n y i u ż y w a go c z ę s t o k r o ć o b o e z n i e z p o j ę c i e m o b r a z u i m i t u .
się ze s ł o w e m i m a g o

podsta­

.

symboli,

wykazują pokrewieństwo z d a n y m s y m b o l e m (wody,
i

jest

symbol"

n i u danego s y m b o l u przez jakiś i n n y s y m b o l , będzie

W

życie

przez

s y m b o l u . D r u g a f i g u r a r o z u m i e n i a będzie polegała n a r o z u m i e ­

telne,

że

symbolu

polega n a w y d o b y w a n i u i z e s t a w i a n i u w i e l u wartości tego samego

p o d s t a w t e g o l e ż y m y ś l , że o b c o w a n i e ś m i e r t e l n y c h j e s t n i e ś m i e r ­
i

„rozumienia

prze­

jest zawsze w k o n k r e c i e .

powieści

Ricouer opisuje cztery

i hermeneutyce

figury

nierzeczy­

i jego r o z u m i e n i u s y m b o l u można b y po­

bohatera

Egzystencji

musi

r e i n t e r p r e t a c j i materiałów,
głowy

w

uznać,

że

empiryczny
istnieje

nie

piasek.

również

ochroni

etno­

„Empiryczna"

empiria

symbolu.

P R Z Y P I S Y

M . C z e r w i ń s k i , Symbol
dzisiaj,
„Polska Sztuka L u d o w a "
1 9 8 7 , n r 1 — 4 , s. 1 0 0
Tamże.
T a m ż e , s. 1 0 4
* Słownik etnologiczny,
terminy
ogólne p o d r e d . Z o f i i S t a s z c z a k ,
W a r s z a w a — P o z n a ń 1987
T a m ż e , s. 2 6 — 2 7
T a m ż e , s. 3 8 0
P . R i c o e u r , Egzystencja
i hermeneutyka,
wybór, opracowanie
i p o s ł o w i e S t a n i s ł a w a C i c h o w i c z a , W a r s z a w a 1 9 7 6 , s. 1 1
S. S. A w i e r i n c e w , Simwoł,
( w : ) Kratkaja
lilieraturnaja
encikłopedija,
M o s k w a 1 9 7 1 , t . 7, s. 8 2 6 ; p o r . t ł u m a c z e n i e z a ­
mieszczone obok.
C y t . z a : G e r d H e i n z M o h r , Lexilon
der Symbole,
Biłder
und
Zeichen
der chrisUichen
Kunst,
Dusseldorf, K o l n 1972,
s. 9
Tamże.
R . R . N i e b h u r , Harvard,
Divinity
Bulletin,
October- N o v e m b e r 1 9 8 1 , s. 3
M . E l i a d e , Traktat
o historii
religii,
tłumaczył J a n Wierusz- K o w a l s k i , W a r s z a w a 1 9 6 6 , s. 1 9
1

2

3

5

6

7

8

9

1 0

1 1

1 2

148

1

K . M o s z y ń s k i , Kultura
ludowa
Słowian,
W a r s z a w a 1967
t . 2, c z . 1 , s. 3 1 6
S t a n i s ł a w P i g o ń , Goście z zaświata na Weselu,
( w : ) tenże,
Poprzez
stulecia.
Studia
z dziejów literatury
i kultury,
Warszawa
1 9 8 5 , s. 4 4 2 — 4 7 8
Obok
u p r a w i a n i a poezji Moszyński studiował
również
w k r a k o w s k i e j A k a d e m i i Sztuk Pięknych w p r a c o w n i Mehoffera;
p o r . W . S t o e z k o w s k i , Uczony
— postać fauMyczna,
(w:)
Szkice
i próby etnołogiczne,
Studenckie Zeszyty Naukowe TJJ", Kraków
1 9 8 5 ; p o r . X Y , Ż y c i o r y s I I , N a u k a P o l s k a t , 9, 1 9 2 8
P o r . S. S. A w i e r i n c e w , o p . c i t . , s. 8 3 0 ; p o r . O . M a n d e ł s z t a m , Słowo i k u l t u r a , W a r s z a w a 1972
K . M o s z y ń s k i , o p . c i t . , s. 15
T a m ż e , s. 3 1 7
M . E ł i a d e , Sacrum,
mit, historia,
W a r s z a w a 1 9 7 0 , s. 3 3
B . P a s t e r n a k , Doktor
Żiwago,
P a r y ż 1 9 7 6 , s. 4 4
T a m ż e , s. 4 1
T a m ż e , s. 3 6
P . R i c o e u r , Symboł
daje
do myślenia
(w:)
Egzystencja
i hermeneutyka,
W a r s z a w a 1 9 7 5 , s. 14
* T a m ż e , s . 78
1 3

1 4

1 5

1 6

1 7

1 8

1 9

2 0

2 1

2 2

2 3

2

�Tamże.
Tamże.
Chodzi t u o t e n t y p h e r m e n e u t y k i , który przeciwstawia
się „ h e r m e n e u t y c e d e s t r u k c j i " j a k n a z w a ł j ą P . P l i c o e u r , o p .
c i t . , s. 7 7 — 9 4 , 8 0 . O t y m p o d s t a w o w y m r o z g r a n i c z e n i u n a
d w a t y p y h e r m e n e u t y k i pisze też G. D u r a n d :
biorąc z g r u b ­
sza, istnieją d w a t y p y h e r m e n e u t y k i t e które redukują s y m b o l
d o c z e g o ś c o j e s t (...) t y l k o s k u t k i o m (...) s y m p t o m e m i t e , k t ó r e
p r z e c i w n i e p o s z e r z a j ą s y m b o l , p o z w a l a j ą c unosić się s i l e j e g o
i n t e g r a c j i , ażeby uzyskać dostęp d o p e w n e g o r o d z a j u przeżytej
„nadświadomości" —
G . D u r a n d , Wyobraźnia
symboliczna,
W a r s z a w a 1 9 8 6 , s. 1 1 8
2 5

2 6

2 7

P . R i c o e u r , o p . c i t . , s. 8 1
G . D u r a n d , o p . c i t . , s. 1 1 9
P . R i c o e u r , o p . c i t . , s. 8 0
Na
temat
kierunków
strukturalnego,
scmiotycznego
i fenomenologicznego w badaniach n a d m i t e m i symbolem por.
Antropologia
kultury
w Polsce
— dziedzictwo,
pojęcia,
inspiracje,
„ P o l s k a S z t u k a L u d o w a " R. X X X I V n r 1, 2 1 9 8 0 , R. X X I V ,
n r I . 1 9 8 1 , Tamże o m ó w o n a obszernie s y l w e t k a M . E l i a d e
i j e g o prace w r a z z bibliografią.
2 8

2 9

3 0

3 1

N a gruncie polskiej e t n o g r a f i i m a m t u n a myśli prace, które
podjęły wysiłek t a k i e j r e i n t e r p r e t a c j i e t n o g r a f i c z n y c h
źródeł
i materiałów, nawiązując zresztą częstokroć d o studiów M .
E l i a d e g o , a w i ę c p r a c e t a k i o j a k n p . J . R. T o m i c c y ,
Drzewo
życia, W a r s z a w a 1 9 7 6 ; L. S t o m m a , Słońce rodzi się 13
grudnia,
W a r s z a w a 1 9 8 1 , t e g o ż , Antropologia
kultury
wsi polskiej
XIX
w.;
J . S. W a s i l e w s k i , Podróże
do piekieł,
Warszawa
1979, tegoż,
Symbolika
ruchu
obrotowego
i rytualnej
inwersji,
Warszawa
1 9 7 8 , „ E t n o g r a f i a p o l s k a " , t . X X I I , z. 1 . T r u d n o w t y m m i e j s c u
n i e w y r a z i ć z d u m i e n i a że j e d n a z p r z e ł o m o w y c h p r a e d l a p o l s k i e j
e t n o g r a f i i z a j a k ą u w a ż a m L. S t o m m y Magia
Alkmeny
(ogłaszana
w r ó ż n y c h m i e j s c a c h , p o r . m . i n . Słońce
rodzi
się 13
grudnia
s. 2 4 — 4 5 ) , g d y i d z i e o i n t e r p r e t a c j ę n i e t y l k o s y m b o l i k i w ę z ł ó w
ale o u k a z a n i e integrującej różne płaszczyzny doświadczenia
l u d z k i e g o f u n k c j i m i t u , a t a k ż e ze w z g l ę d u n a k o n s e k w e n c j e
metodologiczne, i wagę tej p r a c y d l a i n t e r p r e t a c j i t r a d y c j i l u ­
dowej dotyczącej wierzeń n . t . czasu, p r z e s t r z e n i , d e m o n o l o g i i
i t d . z o s t a ł a z u p e ł n i e p o m i n i ę t a w c y t o w a n y m Słowniku
terminów
etnologicznych,
o t y c h p r a c a c ł i L. S t o m m y n i e w s p o m i n a się
w b i b l i o g r a f i a c h a n i p o d h a s ł e m Magia,
a n i w b i b l i o g r a f i i ogól­
nej.
T

Siergiej Awierincew

SYMBOL

S Y M B O L

artystyczny

rozpoznawcza)

—

dająca

się o d s ł o n i ć

tegorii

o b r a z u

rąc

słowa

wziętym

znacznością
obraz

jest,

kategoria
sobą,

można

aspekcie

obdarzonym

całą

w

to kategoria

jakiejś

jest

sensu

występują

w

strukturze symbolu

się p o m y ś l e ć

dające

o b r a z u swoją

jeden

możliwość

bez

jako

drugiego

kosmicznego

v e r s u m . J u ż t o s a m o , żo j a k i ś s y m b o l w o g ó l e m a s e n s s y m b o l i ­
zuje g o t o w ą obecność sensu w świecie. „ O b r a z i e świata, w słowie

wielo­

(i

wszelki

na

to,

żeby

pogrążyć

stronie

nym"

lecz

i głęboki

7

(w heglowskim

sensie) p r z e z

k u l t u r o w y rozwój,

napięcie, w

którym

Przecłiodząc

znajduje

w

sens

„przeziera,

jako

sensowna

symbol

swojej

nieodpowiedniości

sensu.

Od

mitu

(niesprostania.)

symbol
na

odziedziczył

które

względem

obraz

staje

przezeń

sensowna

się

własnego

j e g o społeczne

funkcje,

traci

bez

tak

obraz

bez

w e d ł u g l i n i i przełamania, kawałki j e d n e j płytki, które składając,

nazywały

wskazuje

etymologia

i komunikacyjne

nie

między

sobą

drugiego

się i s t o t a s y m b o l u .

prześwieca"
głębia,

tworzące

wywie­

d z i o n y z t o ż s a m o ś c i z s a m y m sobą i u ś w i a d o m i e n i a s o b i e

się u s t a r o ż y t n y c h

„swoi".

terminu:

Greków

się j a k o p r z y j a c i e l e .

drugiego,

cząstkowe

o b j a w i e n i u całościow y o b r a z ś w i a t a . N a t y m z a s a d z a się p o k r e ­

ludzie powiązani związkiem dziedzicznej

od

każde

odnieść

w ż y w i o l e p o c z ą t k ó w i s t n i e n i a i dać w t y m

objawienie (zjawisko)

cześnie

jeden

można b y

wieństwo s y m b o l u z m i t e m . S y m b o l jest także i m i t e m „zniesio­

dwa bieguny

i m o c o b j a w i a n i a się, a l b o

jest

Pasternaka

jeśli

z obrazem,

sens

ukierunkowana

t e słowa B o r y s a

samym

lecz

obraz

—

s e n s u r o z s y p u j e się n a s w o j e s k ł a d n i k i ) , a l e są t o b i e g u n y j e d n o ­
rozdzielone

—

i ludzkiego u n i -

do s y m b o l i k i każdego wielkiego poety. Sama s t r u k t u r a s y m b o l u

własne r a m y , n a

(albo

d o pełni

objawiony"

na drugiej

i n t y m n i e złączonego

świata,

znakiem

tożsamości z

poza

i d e i całości

on

obrazem

akcent

do

obrazem

symbolem);

obrazu

d y m r a z e m o d n o s i się d o t e g o , c o n a j b a r d z i e j i s t o t n e i w a ż n e

jest

i że j e s t

mierze,

stawia

drugiej. Bio­

symbol

przedmiotowej

symbolu

z

n i e będącego z m m tożsamym. P r z e d m i o t o w y
sens

cecha

najlepiej

i niewyczerpaną

mitu

symbol

na wychodzeniu

jakiegoś

żo

znakowości,

Wszelki

obrazu wymaga

obecności

znak,

estetyki

z n a k u

powiedzieć,

organicznością

chociażby

i

strony,

swojej

obrazu.

jego i s t o t y —

kategoria

w p r z e c i w s t a w i e n i u d o przyległych doń k a ­
z jednej

szerzej
w

(grec. ' s y m b o l o n ' —

uniwersalna

„symbola",

pasujące

przyjaźni

do

siebie,

rozpoznawali

P o s y m b o l u p o z n a j ą się i r o z u m i e j ą

W

odróżnieniu

o d alegorii, która

jeden

może

być

„przeźroczysty";

d e s z y f r o w a n a i p r z e z „ o b c e g o " , w s y m b o l u j e s t ciepło zespalającej

dany

tajemnicy.

będąc

dokładnie

p e r s p e k t y w a

wy­

W

epokach

podobnych

i średniowieczu w r o l i poświęconych

klasycznemu

antykowi

(wtajemniczonych)

wystę­

m a g a j ą c a n i e ł a t w e g o w c h o d z e n i a w nią. S e n s s y m b o l u n i e m o ż e

p u j ą całe n a r o d y i s z e r z e j — k u l t u r o w o - w y z n a n i o w e s p o ł e c z n o ś c i ;

być

p r z e c i w n i e , w burżuazyjnej epoce s y m b o l f u n k c j o n u j e w r a m a c h

deszyfrowany

wysiłkiem

samego umysłu, trzeba

„ w ż y ć się". Dokładnie n a t y m polega zasadnicza
dzy

symbolem

jakiejś

formuły,

bądź którą można

którą

można

b y z o b r a z u wyjąć.

czącym i oznaczonym
w

niego

a a l e g o r i ą : sens s y m b o l u n i e i s t n i e j e w

racjonalnej

tożsamości

w

różnica pomię­

„włożyć"

Stosunek

jakości

w

obraz

między

zna­

jest w s y m b o l u d i a l e k t y c z n y m stosunkiem

nietożsimiości:

każdy

obraz

powinien

być

p o j ę t y j a k o t o , c z y m o n jest, i dzięki t e m u b r a n \ ' jest j a k o t y l k o
t o , c o o n o z n a c z a " ' . ( S e h e l l i n g , Filozofia
teraz

n a l e ż y szukać

kategorii

sztuki).

W

także s p e c y f i k i s y m b o l u w

t y m miejscu

odniesieniu

z n a k u . Jeśli d l a c z y s t o u t y l i t a r n e g o s y s t e m u

p o l i s e m i a jest t y l k o beztreściowym p o m i e s z a n i e m , które
funkcjonowaniu
im

bardziej

jest

znaku, to symbol
wieloznaczny;

w

t y m bardziej
końcowym

jest

do

znaków

elitarnych,
adeptom

rachunku

treść

jakiegoś s y m b o l u , p o p r z e z pośrednie s e n s o w n e złączenia, za każ­

się

kręgów
pośród

dając

możliwość

„jednolitego

i

swoim

zrównanego

d u c h o w o tłumu" („rawnodusznoj t o ł p y " ) . Ale i w t y m p r z y p a d k u
symbol

zachowuje

przedmiot

i sens,

jednoczącą

i

jednocześnie

pokochali i zrozumieli ów

zespalającą
„łączy"

sens.

zo

naturę:
sobą

Artystyczna

wym"

i

„szczególnym"

przeciwstawia
zwycięża, go

zgodnie

się s p o ł e c z n e m u

ze

swą

wola

naturą

wyobcowaniu,

„łącząc"

ludzi,

którzy

przezwycię­

żenia przepaści m i ę d z y istotą a widzialnością, m i ę d z y

szkodzi
treściwy,

środowiskowych

rozpoznawać

„całościo­

symbolicznie

chociaż n i e p r z e ­

realnie.

Sensowna s t r u k t u r a s y m b o l u jest w i e l o w a r s t w o w a i obliczona
na

aktywną
Sens

gotowa,

wewnętrzną

symbolu

praco

obiektywnie

obecność, ale j a k o

tego, który

go p r z y j m u j e .

urzeczywistnia

dynamiczna

się

tendencja:

nie

(...)
jako

o n nie jest

149

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6476" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6456">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/68ce6cc10a68b372eefc434292a3b734.pdf</src>
        <authentication>2b6f8b68510bd486ce4e80470c8f9456</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77083">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3159</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77084">
                <text>1988</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77085">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2958</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77086">
                <text>Symbol w teologii. Znaczenie analizy symboli religijnych Eliadego dla współczesnej teologii / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77087">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.3, s.155-159</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77088">
                <text>Klinger, Michał</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77089">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77090">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77091">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77092">
                <text>II.

1. O b r a z

J . L e w i t a m i Nad

wiecznym

odpoczywaniem

Michał Klinger

SYMBOL W TEOLOGII
ZNACZENIE ANALIZY SYMBOLI RELIGIJNYCH ELIADEGO
DLA WSPÓŁCZESNEJ TEOLOGII

Symbol

jest

w religii.

U k r y t y w j e j środku. J e s t

w

t y m coś

o c z y w i s t e g o i coś z a g a d k o w e g o z a r a z e m . K a ż d y s y m b o l z g ę s z c z a
w sobie rzeczywistość

i t o w t a k i sposób, że z a c z y n a m y

o d c z u w a ć coś s a k r a l n e g o , w y z n a c z a n a
sugeruje

istnienie pewnej

rzeczywistość

kosmiczną,

Schematyczna

funkcji
której

tożsamość:

tożsamości
=

Traktacie

rozciągniętej

wartością j e s t j e j

rzeczywistość

użyłby

wokół

jest jakaś sfera r e l i g i j n y c h

doznań (ja — sacrum). M i r c e a E l i a d e w s w y m w i e l k i m

rzeka. N i e jest t o n a w e t „ m o w a " , ale bardziej objawienie.

na

sakralność.

sakralność

t u właśnie

Jako

teolog

terminu

odczuwam

C z y t e l n i k i e m swej

teraz

potrzebę

pozycji: Teologia

—

bywa

—

określenia

jest to opis

tości. Często t r z e b a w n i e j d o k o n y w a ć —
czywistością

Eliade

epifania.
przed

Rzeczywis­

j a k t o właśnie z

rekonstrukcji: historycznych

rze­

(teologia

1

historyczna

J e a n Daniólou), l i t e r a c k i c h ( b i b l i s t y k a , n p . Oscara

jest

Cullmanna,

Joachima

Jeremiasa),

wistość

jak

celem jest d o t a r c i e do Rzeczywistości i t o rzeczywistości pełnej.

najwięk­

A w t e j p e ł n i j e s t ś w i a t i j e s t B ó g , są d u c h y d o b r e i z l e , są l u d z i e

czytelna

jest

opisał E l i a d e .

szych

teologów

dopiero

Dlatego

poprzez

święte

postawiłbym

go

w

symbole
rzędzie

—

współczesności.

z

T a l m u d u i Ojców

ich eschatologicznym

i

losem

my

Kościoła). Ale

obja­

wienia

je

(hermeneutyka

r e k o n s t r u k c j i sensu

p e w n y m p o s t u l a t e m h e r m e n e u t y c z n y m , k t ó r y m ó w i , że r z e c z y ­

wszyscy

razem

wpływając n a siebie. W i a r a jest p o p r o s t u p o c z u c i e m
Symbol

nie jest

„obiektywny"

badawczo,

jest

„dla n a s " i przez to jest zawsze pewną świątynią —

„dla

odsłania l u b przysłania s a c r u m . D l a t e g o więc s y m b o l —
p r z e d m i o t badań —

uświadomiona.
jest

„mi"

„świecki"

t o sprzeczność s a m a w sobie. N i o

t o , b y s y m b o l nie funkcjonował poza obrębem oficjalnej
ności. N i e z n a c z y

mnie",

skoro

oznacza,
religij­

też, ż e b y j e g o r e l i g i j n a f u n k c j a musiała

Wydaje

dla funkcjonowania

się

nawet,

że

s y m b o l u raczej

„uświadomienie

być

sobie"

paraliżujące.

A l e j e s t t a k , że jeśli c z ł o w i e k n a p r z y k ł a d pójdzie n a d rzekę,
t y c z n y c h skojarzeń, t o z n a c z y
realnej

skojarzeń, które odrywają

r z e k i , a przenoszą

do

pewnej

literackiej

W r ó ć m y teraz znów do naszego przykładu, c z y l i n a d rzekę...
Oto

wychodzi

procesja

Śpiew: „Dziś w o d n y

z chorągwiami

i ikonami nad Jordan.

o ś w i e c a się ż y w i o ł i r o z d z i e l a

się J o r d a n ,

s w o i c h w ó d o d w r a c a n u r t , w i d z ą c , j a k c h r z c i się P a n . "
lektor

czyta

Izajasza

proroka:

łaknący

idźc o
;

2

na

Gromki
wodę,

i którzy n i e m a c i e srebra r a z e m jedzcie i p i j c i e boz srebra i ceny
w i n o i tłuszcz..." i d a l e j :
skaczącą w
się

ona

życie wieczne

odegnaniom

„...zaczerpnijcie

go o d

i niewidzialnych —

fikcji,

wołanie:

„Glos

Gospodi

Pański

i przejmijcie wszyscy

to wtedy

strachu, i objawionego

„przemówi"

—

Gospodi

wszelkich

w sferę n a z w i n a z w i s k — j e ś l i w i ę c c z ł o w i e k ś c i s z y s w ó j i n t e l e k t ,
o t w o r z ą się t a j e m n e , k r ó l e w s k i e w r o t a i

żyjemy,
tej Pełni.

wody

z weselem,

ze

źródeł z b a w i e n i a . . . " . D i a k o n w o l a n a d wodą:,, I a b y była t a w o d a

i j e ś l i b ę d z i e w s t a n i e p o z b y ć się s e n t y m e n t a l n y c h l u b r o m a n ­
samej

zawsze

pomiłuj.

zakusów

pomiłuj".

na wodach

I

aby

wrogów

okazała

widzialnych

I w śpiewie rozlega

wzywa

wołając:

się

przyjdźcie

D u c h a mądrości i r o z u m u , D u c h a

Bożego

Chrystusa."

155

�11. 2, 3. O b c h ó d Ś w i ę t a J o r d a n u , S a n o k 1 9 7 4 . C e l e b r u j e
(fot. Dubiec).

I

słychać szczęk w i a d e r , k r z y k i wioślarzy, l u d z i e piją, z i m n a

woda

muska

ręce,

obryzgując

płynie „skacząc w życie

twarze,

skrzypią

kry, a

rzeka

Możesz

Jordan i odbudowuje

zupełnie n i e znać w y ż e j

się o t o s y m b o l

wspomnianej

Wody.

prawosławnej l i ­
przy­

ale i s t n i e j e przecież gdzieś, właśnie w t y c h l i t u r g i a c h ,

ś w i a d e c t w o , że r z e c z y w i s t o ś ć n i e j e s t m a r t w a , ż e coś o b j a w i a
w

tylko

miejscach, które E l i a d e

z i n t e r p r e t o w a ł j a k o symbole.

—

Ważne

rzeczywistości,

jakie

przenieść

jest

w

stanie

religia.

Ale

t u r g i i , l u b j a k i e j k o l w i e k n a w e t l i t u r g i i , która t e n s y m b o l
wołuje —

doświadczeniem

wieczne".

A t y „ j a k o człowiek n a rzekę przyszedłeś...", w r a z z C h r y s t u ­
sem n a wieczysty

Metropolita Bazyli.

j a k zrozumieć

kontakt,

który

(Obecność

mitu)

—
—

ów

pozareligijny

j a k t o pięknie
ciągle

jest

rozumu. U

źródeł naszej
uczeń

„... o rzeczach

Kołakowski

udziałem

współ­

się w y r z e k ł m i t u n a r z e c z

eywilizacji rozumu, w

Pitagorasa

symbolami,

Leszek

powszechnym

czesnego człowieka, choć t e n d a w n o
Alkmaion,

kontakt z

pokazał

wypowiedział

V I I w.

p.n.e.,

znamienne

n i e j a w n y c h , j a k i o rzeczach

zdanie:

śmiertelnych jasną

w i e d z ę p o s i a d a j ą B o g o w i e , a t y l k o , o i l e d a się o n i c h w n i o s k o w a ć
m y , ludzie".

ze znaków

sferze i n t e l e k t u .

Symbol

wiąże
kubki,

Lew

Szestow wskazuje,

w o d a jest c i e m n a i z i m n a , spływa p o włosach i oczach, a t e k s t y

zostało

(np.

U

powyższe)

radują

wtedy

duszo

i zapisano

są

w

księgacli

podjęte

że z a d a n i e

przeważającej

wości,

które

do n i e j . D l a świadomości r e l i g i j n e j s y m b o l jest o w y m

Szestow w i d z i

w

K t o je jednak
t o poczynając

mierze

przedsokratyków j e d n a k kryłyby

o p r y s k a n y c h tą w o d ą , i z a k a p a n y c h w o s k i e m ś w i e c z a n u r z a n y c h

znaki,

się

„boskim

od

drodze

zarodki

Platona
intelektu.

innych

szaleństwie",

możli­

mistyce,

sztuce

i ogólnie —

naszej

tragicznej

podkreślamy t o — d o k o n a n y m mocą boską, jest — j a k t o n a z y w a

myśli

hermeneutycznej

Eliade

a n a w e t t e n d e n c j a p o w r o t u d o tej p i e r w s z e j , w y j ś c i o w e j s y t u a c j i ,

związaniem
—

rzeczywistym

hierofanią;

i

nie leży

w

więc

rzeczywistości
w

ludzkiej

oraz

mocy

„tekstu", choćby o w y m a u t o r e m była szeroko, j a k w

autora

semiotyce,

pojęta k u l t u r a . T e k s t , b y mógł zawrzeć s y m b o l e , m u s i

pozosta­

pełniejszym

na

odczyta ?

—

niem,

zagęszcze­

w

od Boga.

dawałby

T o w i e l k i e w y z w a n i e d l a człowieka stworzyło kulturę europejską.

w

znaków

więc

tę rzeczywistość

opisującym

pełen

1) B ó g

świat

m o c n i e j rzeczywistość, realno przywołuje realno: dzwonią

byłby

(Frg. В

j e s t , że s y m b o l należy d o rzeczywistości, a n i e j e s t t y l k o pojęciem

egzystencji.

3

(P.

niż t y l k o i n t e l e k t u a l n e ujęciu

Wydaje

i s t o t y była

teologicznego

rzystość i w a l k a o nią s t a n o w i p a t o s

l i t e r a c k i e , czy ogólniej —
i

najpiękniejsze

n i e mają

przez

Boga.

Dlatogo

a r t y s t y c z n e intencjo, choćby
sui

generis

mocy

żadne

najlepsze

symbolotwórczej,

c h o ć n i e w ą t p l i w i e o c i e r a j ą się i k o r z y s t a j ą z s y m b o l i j u ż f u n k c j o ­
nujących.

Nawiasem

mówiąc, granica

między

sztuką

a

religią

j e s t f r a p u j ą c ą t a j e m n i c ą , a m o ż e p o p r o s t u n i c i s t n i e j e 'i W
m i e j s c u c h o d z i m i o t o , że a u t e n t y c z n a s y m b o l i c z n a
rzeczywistości

jest

dana

przez

Boga,

a

inwencja

tym

struktura

artystyczna

rzec,

że

dla r o z u m u daleko

by

natchnionym

kryje

się

współczesnej
możliwość,

g d y t o rzeczywistość przez z a w a r t e w niej „boskie z n a k i " z samej
swej

wać w g r a n i c a c h o b j a w i e n i a , b y ć e p i f a n i c z n y , a według określenia
być

się, ż e w e

Rieoeur'a)

wiecznym

d l a szerszego w a c h l a r z a e g z y s t e n c j i
n y m jej odczuciem

mniej przejrzysta.

postulatem r o z u m u jest

jest raczej

Można

właśnie

współezesnej

przej­

nauki.

Zaś

„postulatem", k o n s t y t u t y w ­

nieprzejrzystość; i o w o

odczyty­

w a n i e ś w i a t a , ze w z r u s z e n i e m i d r ż e n i e m , o d b y w a się w p o c z u c i u
otoczenia
Znamienne

każdego
jest

Sartre powie:

znaku

jednak,

przez

„niejasne",

że n a końcu

przez

d r o g i myśli

tajemnicę.
europejskiej

„nie m a znaków n a świecie". W y z n a n i e

to

jest

j e d n a k b a r d z i e j smutną konkluzją z d r a m a t y c z n y c h poszukiwań

m o ż e się z nią z g a d z a ć b ą d ź n i e , n a s w ą w ł a s n ą o d p o w i e d z i a l n o ś ć

niż p e w n i k i e m a t o i z m u . P o o w y c h z n a k a c h z o s t a ł y j a k b y

czarne

(Sartre).

d z i u r y i zieją w świecie c z ł o w i e k o w i j a k i m ś n i e p o k o j e m ,

który

Dlatego

powiedziałem, że a r t y s t y c z n e

konotacje

rzeki

d a n e c z ł o w i e k o w i p r z e z k u l t u r ę n i e są p i e r w o t n y m , e p i f a n i c z n y m

156

n i e z w y k l e silnie w y c z u w a l n y j e s t właśnie u S a r t r e ' a . Z d a n i e t o ,

�j a k t o z w y k l e u niego b y w a
wykształconych

u f o r m o w a n e j e s t z uczuć, ale uczuć

w t w a r d e j i s m u t n e j szkole r a c j o n a l i z m u , i t o

właśnie chrześcijańskiego! R o z u m —

ten odwieczny

potencjalny

ateista!

Zbierzmy
pewne

więc:

szczególnie

doświadczenia,

Rzeczywistość,
mocne,

hierofanie,

s y m b o l a m i . Teologia,

„Nie

m a znaków n a świecie" —

negatywem,

matrycą

pozostałą

to zdanie

po

j e s t więc

minionym,

jakby

archaicznym

spekulacją

którą

żyje

sakralne miojsce
któro

Eliade

religia,

nauczył

nas

nimi

musi

znaleźć

też

jakąś

metodę

też,

na

s y m b o l e , obrazujące pełny kształt rzeczywistości, odbierając

formę

„negatywu",

jest

pośrednim

jego

świadectwem,

świadomość

bezreligijna

współ­

Stwierdziliśmy

o b r a z i e świata ( w k t ó r y m t e z n a k i b y ł y ) , ale też, właśnie z u w a g i
tę

również

z

nazywać

jeśli ma, b y ć o p i s e m rzeczywistości, a n i e

intelektu,

b r z m i e n i a z s y m b o l a m i , jakoś je odzwierciedlić.
że

zawiera

i związane

bywa

wrażliwa

na
je

a p s y c h o l o g i c z n i e też p r z y g o t o w a n i e m n a p o n o w n e z t y m światom

j a k o m i e j s c a szczególnej ciszy, ciemności — p o d o b n i e j a k m i s t y k a ,

spotkanie.

reagująca

Pozostały

we

współczesnym

człowieku

c i e m n e w y r w y i t e j ciemności najświatlejszy
nie

w y z b y ł . R i l k e w Księdze

powie

godzin

po

Bogu

r o z u m d o d z i ś się
Bogu:

na

Podaliśmy

odszedłeś, g d y przeminął

U s t a wiejące ciemne masz
a r ę c e T w e są

czas.

symbolu

Należy

j a k las,

hebanowe.
(przel.

tyczne
cie

więc teraz rozumieć niezaprzeczalne

również

tych

bezreligijne

„ciemnych

„czarnych

dziur"

Nasuwa

się

Eckhart
od

W.

Hulewicz)

dzącej

ciemną".

że

Palamas

mistyczny
późnego

wobec

z

obraz

„nocy"

antyku,

wydaje

mistrz

s c h o l a s t y k i , św. J a n

i

w

zamykającym

końcu
wiek

m i się, ż e

t e n obraz

terminem filozoficznym

zracjonalizowania

zaczerpnięty

z

europejczyk
„ p a r y i elek­
w swoją

nocy

„noc

mistycznej,

oznaczającym

pewną

tak, jak

to

religii.

prawosławnej

symboli

chrześcijańskich
teologicznej,

musiałby

gdyby

Zasługa t e j p r a c y —

religii.
mienia

funkcjonowanie

zrywa

nie

pozostać

Eliadego

opisał

poza

obrębem

Traktat

według m n i o —

Eliade.

j a k i większość

t u s t w i e r d z i ć , że ó w s y m b o l w o d y ,

o

historii

jest d w o j a k a :

po

o n w niej z powszechną dotąd praktyką r o z u ­

symbolu jako

pewnego t y p u

znaku. „Być

symbolem"

było równoznaczne z „coś oznaczać". Niezależnie o d niezwykłej
czasem

subtelności

rozróżnień

jedzie d o R o s j i p o wtajemniczenie

jest

oddechu"

w. wobec k o n t r r e f o r m a c j i i ro­

protestanckiej

1900 r o k u —

Otóż

jakkolwiek

„ciemnego

Rzeczywistości.

wobec

mistyka X V I I

ortodoksji

Rilke, który w
tryczności" —

w

Dionizjusz

Grzegorz

oraz

się

muśnięcie

obecnych

i głęboko a u t e n ­

s y m b o l i , j a k o dotknię­

z a w s z e r o d z i się w d o b i e r o z b u j a ł e g o s k r a j n i o

Św.

i św.

Krzyża

rąk",

poczucie

przypuszczonie,

i ciemności B o g a
racjonalizmu:

—

przykład,

refleksji
pierwsze,

Wypadki

szczególnego

jeden

l i t u r g i i e p i f a n i i C h r y s t u s a w J o r d a n i e , f u n k c j o n o w a n i a w chrześci­
jaństwie

Ale

okresy

też

—

jeśli

stosowanych
symbol

przez poszczególnych

będzie

„symbolem

autorów

czegoś",

czyli

b ę d z i e „ t y m , co coś o z n a c z a " — b ę d z i e w t e d y b e z u ż y t e c z n y d l a
t e o l o g i i , c o j e s z c z e p o s t a r a m się n a ś w i e t l i ć . P r z e n o s z e n i e

znaczeń

z j e d n e g o e l e m e n t u świata n a d r u g i , „ r e l a c j a z n a c z e n i a " w sensie
de

Saussure'a p o p r o s t u nie m a miejsca

epifania,

święle

doświadczenie
jest, staje

religijne. Po

się s y m b o l e m " ,

„symbolem

czegoś".

najodleglejsze
nia",

zgęszczenio

W

elementy

w s f e r z e sacrum.

rzeczywistości
d o s t a n i u się w

doskonale

wir sakralny

lecz n i g d y u E l i a d e g o

obrębie

symbolu

Zaś
oddaje

spotykają

świata,, l e c z n i g d y w

„coś

n i e staje
się

sensie

się

często

„oznacza­

a r a c j o n a l n e u j ę c i a t e g o s p o t y k a n i a się są c a ł k i e m

wtórne

m e t o d ę , t z w . a p o f a t y c z n ą , d o c i e r a n i a d o B o g a , t o j e s t też świa­

i d o t y c z ą u m y s ł u b a d a c z a , a n i e r z e c z y w i s t o ś c i , g d z i e d z i e j e się t o

dectwem

r e a l n i e i o d t e g o umysłu niezależnie. T e n e p i f a n i c z n y c h a r a k t e r

stanu

świadomości

religijnej

opoki. G d y

mianowicie

przerost r a c j o n a l i z m u w religii podważa i niszczy symbole, sprowa­

symbolu

dzając j e d o n a i w n y c h przedstawień, pozostają w t e d y p o n i c h zie­

n a u k o w y m , gdyż koncepcja t a pozwala n a zachowanie

jące, c i e m n e j a m y , w których j e d n a k duszo w danej epoce p r a w ­

i tradycyjnego

d z i w i e r e l i g i j n e z a g ł ę b i a j ą się, b y w t e j c i e m n o ś c i r a c z e j , n i ż g d z i e

pojmowaniu

indziej,

n i e m o ż l i w e . B o ileż t o n i e p o r o z u m i e ń p o w s t a ł o w z w i ą z k u z t a k ą

nie

doświadczyć

może.

tego,

czego

żaden

porządek

r o z u m u du,ć

właśnie

dostrzeżony przez
terminu

„symbol"

symbolu jako

„symboliczną"

Eliadego

„znaku

można nazwać

w

obrębie

odkryciem
ważnego

teologii, co,

czegoś", b y ł o b y już

interpretacją

różnych

zjawisk

przy
dłużej

religij-

157

�н у c i i t ! Oo s y m b o l i z u j e

t e n a t e n szczegół

gest l i t u r g i c z n y , t e n c z y ów święty? —

ikony, taki

a

taki

podobno pytania od lat

k i c h w o k ó ł d o p o m a g a n i a j e j — w ł a ś n i e ze w z g l ę d u n a n a s w s z y s t ­
kich,

n ę k a j ą s z c z e g ó l n i e p r a w o s ł a w n y c h ze s t r o n y z a r ó w n o i c h s a m y c h ,
j a k i chrześcijan z a c h o d n i c h ; a przecioż o d p o w i e d z i
nie można,

gdyż

daje

świadomości

się

rozłożyć

w

integralność

na aspekty

n a n i e dać

t y c h r e l i g i j n y c h fenomenów

wyznawców

—

znaczeniowe,

jest

powyższych

uwag

bez

nie

zafalszowań

w ł a ś n i e symboliczna

—
po

eliadowsku.
Po
zasługa

z

Eliadego:

zaproponował

symboliczną

interpretacji

wyłania

stronice

kolega

zilustrują m ą

Eliadego,

odgrywają

Paul

dla teologii

intuicję:

Ricoeur,

podobną,

którego

niektóre

j a k myśl

Eliadego,

rolę i k t ó r y w p o l n i E l i a d e g o p r z y j m u j e , w swej własnej

postawie

w r a c a często (i w g m n i e n i e k o n s e k w e n t n i e ) n a pozycję r a c j o n a l ­

o n coś, c o m o ż n a b y n a z w a ć

Ś w i ą t y n i a n i e dają m i właściwie n i c „ d o m y ś l e n i a " , n i c — w p o ­

Adekwatne

religii.

teraz, dochodząc w p e w n e j

się

do

rzeczy­

c z y n i przecioż

fazie a n a l i z y d o

metodę!
zjawiska,

r ó w n a n i u z t y m w s z y s t k i m , co m i w ł a ś n i e d a j ą . I j a k r o z u m i e ć t o
urzeczenie myśleniem z a i n s p i r o w a n y m s y m b o l a m i , skoro
na filozoficzna

które p r z e d t e m musieliśmy w s t y d l i w i e rozkładać metodą h i s t o ­

w

ryczną, socjologiczną,

Boga

l i t e r a t uroznawczą i t p . n a jakieś c z y n n i k i

poznanie

absolutne".

4

Urzeka

w Delfach: „poznaj

aluzję d o t a j e m n i c y śmierci —
l a s t y k : „ A w w y r a ż e n i u rozumieć

jego

integralności, tożsamości,

a

właściwie

możemy teraz po­

w i e d z i e ć z a E l i a d c m , a l e i z a ealą t r a d y c j ą : s y m b o l , e p i f a n i a

—

wynikający
wyprzedza

go też w y r o c z n i a ,

siebie" —

„ z r o z u m i a l e " , m n i e j „ n a i w n o " — jednocześnie j e d n a k odzierając
z całej

5

W

przeciwstawiam podmiot

siebie

się z d a j e ,

t y m p r z e c i w s t a w i e n i u głosi

k o n c e p c j ę p o d m i o t u k o n s t y t u u j ą c e g o się w r a z ze

n a k t ó r e m u s i a ł a się o n a g o d z i ć , jeśli c h c i a ł a z a c h o w a ć

we

wzajemnym

związku —

od

lecz r o z u m i e ją n i e m a l j a k scho­

ze z r o z u m i e n i a p o d m i o t o w i , k t ó r e m u
rozumienie".

się

„znak"

co starożytni c z y t a l i , j a k o

już bez p o p r z e d n i c h rodukcjonizmów, t a ' i b o l e s n y c h d l a t e o l o g i i ,
sensowny

żad­

i n t e r p r e t a c j a s y m b o l i n i g d y nie przekształci

to

zjawisko

„symbol

daje do myślenia" nie u r z e k a m n i e , j a k o teologa wcale. K r z y ż ozy

i i s t o t y , i , co t u d u ż o m ó w i ć , z a b i j a j ą c j e —

ale w

że

Ricoeur

zrozumieniem,

t e n sposób f a k t y c z n i e

staje

d i a l o g z n a u k ą . T e r a z zaś n a u k o w a a u t o n o m i a t e o l o g i i m o ż e b y ć

n a g r u n c i e f o r m u ł y św. A n z e l m a o ż y c i u z w i a r y w s p ó ł k o n s t y t u -

zachowana.

Dyskursywna, naukowa

u j ą c y m się w r a z ze z r o z u m i e n i e m

pod

miejsca

pewne

badanej

analiza

podprowadza

rzeczywistości

religijnej,

nas

zatrzy­

m u j e się n a p e w n e j g r a n i c y i m i l k n i e , b y m ó g ł p r z e m ó w i ć

„inny

ś w i a t " , s y m b o l — j a k go opisał E l i a d e . Ś w i ą t y n i a , P i s m o n a t c h ­
n i o n e , święty starzec,

Krzyż, sakrament nigdy, m i m o

wielkich

wysiłków zarówno wszelkiej s c h o l a s t y k i , j a k i różnych ateizmów,
n i g d y n i e d a w a ł y się „ p o j ą ć " , z r o z u m i e ć , w y t ł u m a c z y ć . . . J e d y n i e
to podprowadzenie
bolu

stwarza

i z a t r z y m a n i e się d y s k u r s u n a g r a n i c y

pewną

nadzieję

wiary i rozumu. Badacz

na spotkanie,

i to

sym­

autentyczne,

j e s t j a k M o j ż e s z , k t ó r y z b l i ż a j ą c się d o

k r z a k u gorejącego n a p u s t y n i , b y „zobaczyć z j a w i s k o t o w i e l k i e ,
czemu
zżuj

n i c zgorzeje t e n k r z a k " , usłyszał:

obuwie

z nóg t w o i c h : miejsce

„Nie

bowiem,

przystępuj t u ,

na którym

stoisz,

ziemią świętą j e s t . " ( E x . 3, 3 — 5 ) .
ГЛа

uniknięcia

t e r m i n znak

nieporozumień

icł)

nio daje,

więc

nie znajdziemy
„relacji
znak"

należy

też

stwierdzić,

może czasem być s y n o n i m o m eliadowskiego

l u . G d y starożytni mówili

dotyczyć

t o będzie

też

daje

Bóg"

aforyzmu

w t y m wyrażeniu a l u z j i do jakiejś

znaczenia",
raczej

o „znakach, które

wiążącej

dwa

j a k góra, której

elementy.

szczyt

tonie

w

że

symbo­
(bądź

Sartro'a)

autentycznej

Jest

ten

„boski

nieprzeniknionej

według określeń R u d o l f a O t t o . B ę d z i e t o więc s u g e s t i a

zaprasza­

podstawowy

jasnych lub ciemnych.
Na

zakończenie

tam tormin

piękny tekst J u r i j a
tylko

d a l e j , że s y m b o l

i

pamięcią k u l t u r y "

pamięci.
całej

Łotman

między

„semiotyczny

„treści"'!

sugeruje,

że

t e k s t wiąże w

ja,ki

chciałbym

jeszcze

poruszyć

dwie

treść".
tekstu

znaczeń,

nie narzuca

ontologiozny

„treść"

jest

w

ich

„treścią

się

łatwo

przyznaje

refleksji

t y m , co
Tak

(logos).

czy

„sensownym t e k s t o m " , którego

i wprost

z

semantyki

„zwykłej",

a t y l k o „ p r z e ś w i t u j e " i t y m r ó ż n i ł b y się o d t e k s t ó w
t e n sposób więc m a m y

pojęcie

tekstu",

całość, c z y l i j e g o s e n s e m

w s y m b o l u pewne

zwykłych.

zagęszczenie zna-

czeń, a n i e rzeczywistości, j a k t o b y ł o u E l i a d e g o .

J e s t t o więc

j a k b y „ m e t a - z n a c z e n i e " ł ą c z ą c o t e k s t s y m b o l i c z n y ze z g ę s z c z o n ą
pamięcią,

kulturą.

D l a t e o l o g i i j e d n a k o w a semiosis
b u j e o n a świata, a nie j o g o
Jednak w
unikany

świata, t o za m a ł o :

potrze­

znaczenia.

teologii t e r m i n

„symbol"

i zawszo też p o j m o w a n y

ciągle j e s t n i e l u b i a n y ,

nie p o e l i a d o w s k u , lecz

kwestie:

nie WG F r a n c j i , która d l a siebie E l i a d e g o

na polu

niewątpliwie

metody"

pewną

kondensator"

status

Podstawowe

inaczoj, byłby s y m b o l p e w n y m

W

Oto

symbolu)

synchronią

z n a l e coś z a s t ę p u j ą c y . J e s t o c z y w i ś c i e p e w n a

j a k p r z e d s t a w i a , się n a d a l r o l a „ s y m b o l i c z n e j

jedno.

przez wyrażenie, a w y ­

(namekajet)

„pośrednik...

jako

w

i k o n i e (i w ogóle

sugeruje

somiotyezriej,

owej

„tekstu"

sens

W

terminy „symbol"

łączy

O d r a z u n a s u w a się p y t a n i e , k t ó r e toż m o ż n a p o s t a w i ć

6

szkole

dany

to

często

(liś m e r c a j e t )

aluzyjnie

1

„znak"

Łotmana:"

... treść t y l k o p r z e ś w i t u j e
rażenie

jąca n a s d o o d c z y t y w a n i a świętych s y m b o l i bądź wejścia w m i s ­
tyczną ciemność. „ B o s k i e z n a k i " mówią d o nas m o w ą s y m b o l i ,

(intellectus).

T e o r i a s y m b o l i we współczesnej s e m i o t y c e
i

mgle, jest to „wyrażenie niewyrażalnego", „forma j a w n o - s k r y t a "

w mniejszości, a n a w e t

frakcja,

odkryła,

w opozycji

jako

szczegól­

lecz j e s t o n a

7

do

„oficjalnej

d l a n i e j m a c i e r z y s t y m , a więc w e t n o l o g i i ; oraz n a p o l u d l a n i e j

t e o l o g i i " . N p . w i e l k a s y n t e t y c z n a p r a c a Bilans

właściwym, a więc w

w y m i e n i a E l i a d e g o t y l k o r a z , omawiając współczesną psychologię

teologii.

N i o będąc e t n o l o g i e m a n i religioznawcą, będę mógł w pierwszej
kwestii

wypowiedzić

właściwie

pytaniem

Otóż wydaje

t y l k o pewną
do

intuicję,

tej, tak m i

która

niech

sympatycznej

będzie

dziedziny.

m i się, żo w W a s z e j d y s c y p l i n i e n i e z w y k l e

j e s t u t r z y m a ć się n a a u t e n t y c z n e j p o z y c j i E l i a d e g o

ciężko

i nie zbaczać

religii.

Zaś

jeden

z

w i e l k i c h biblistów

teologii

XX

niemieckich,

w.

8

zapytany

przeze m n i e , dlaczego w badaniach b i b l i j n y c h w Niemczech
ma

prawie

śladu

nie t y l k o

Eliadego,

ale R i c o e u r ' a ,

a

nie

nawet

R u d o l f a O t t o , s t r u k t u r a l i z m u , s e m i o t y k i i t p . — zawołał: „i B o g u
dzięki". W

1986 r. uczestniczyłem w s e m e s t r a l n y m s e m i n a r i u m

c i ą g l e n a starą p o z y c j ę s y m b o l u j a k o z n a k u . D a l e j w y d a j e m i się,

t a k otwartego teologa, j a k H a n s K u n g , p t . „Problemy hermeneu­

że d z i e j e

t y k i o d czasu K a r l a B a r t h a i R u d o l f a B u ł t m a n a " , które p r o w a ­

się t a , k d l a t e g o ,

uwypuklić —

oznacza

że p o z y c j a

ta —

j a k t o s t a r a ł e m się

p e w i e n s a k r a l n y r e a l i z m , a w i ę c zakłada-,

dził

on

wraz

b a — w y m a g a w i a r y , a więo jest właściwa raczej teologii. W R u ­

Robinsonem.

munie

otwarci

Eliadem,

odczuwam
badacza.

związanym

raczej
Zaś

użytecznej

w

nikt

teologa
inny

teologii

przecież

z

tradycją

rzeczywistości

pośród

i przez

etnologów

niż

prawosławia,

„obiektywnego"

nie przedstawił t a k

to t a k kluczowej

koncepcji.

To

ze

znanym

Dodajmy,

n a wszelkie

Amerykanie

nowiny,

rewelacje

teologiem
są

i

w

Jamesem

teologii

rewolucje.

ale

nawet

nowe
wiek,

a

c e n t r a l n y m było
Dominuje

„Hermeneutyka"

pytanie

o

to, jakie

więc socjologia,

z b i e r a w ł a ś n i e t e o l o g i a , a n i e ż a d n a i n n a n a u k a . T o z a ś , że t e o ­

mienia,"

chrześcijaństwa.

l o g i a c i ą g l e s o b i e ze s w ą r o l ą n i e n a j l e p i e j r a d z i o b l i g u j e

kurioza

jak kult

Kung

t z w . Serca

oznaczała

na

Eliadego,

tam

teologii?

Ricoeur'a.

bardzo

Otóż

o d c z y t a n i e c h r z e ś c i j a ń s t w a , k t ó r e m u s i o t w i e r a ć się n a X X

l e c z z chęci p o m o c y c z ł o w i e k o w i , k t ó r e g o p y t a n i a , f u n d a m e i r t a l n o
wszyst-

amerykańskim

że

s e m i n a r i u m t y m a n i r a z u nie padło n a z w i s k o nie t y l k o

podporządkowanie teologii i n n y c h n a u k nio w y n i k a z jej p y c h y ,

158
I

d w a przykłady

wielki

następna

w i s t o ś c i s k o n s t r u o w a n i e t e r m i n u symbol
Możemy

Oto

n e g o ujęcia ś w i a t a . J u ż s a m a u r z e k a j ą c a g o s e n t e n c j a
już

drugie,

metodą

pytających.

Niech

pastoralne

funkcje

p o l i t y k a , szukanie

są

„zrozu­

raz zawołał:

Jezusowego!"

„Są
W

jeszcze

gruncie

takie
rzeczy

�I

c h o d z i ł o c h y b a o t o , że n a l e ż y c h r z e ś c i j a ń s t w o o c z y ś c i ć ze s t a r y c h

cja s y m b o l i m i m o wszystko w teologii zachodniej zachodzi, Eiiade

s y m b o l i , n a rzecz pełniejszego sensu i

pozostaje

racjonalności.

C z y j e d n a k t y l k o w t y m k r y j e się n i e c h ę ć d o p o j ę c i a , , s y m b o l "
we

współczesnej

teologii'!

Jeśli c h o d z i o t e o l o g i ę r z y m s k o - k a t o l i c k ą t e r m i n t e n „ s k o m ­
promitował

sic"

w

(z 1 9 0 7 r . ) Pascendi
i

rozumność

jako

kontrowersji

tak

teologii

wiary

pojmowaniu

niedokładnie

„pospolicie nazwanej
W

modernistami.

Encyklika

Piusa X przeciw n i m p r z e c i w s t a w i a pewność

dogmatu

formuły

z

oddającej

symbolem".

protestanckiej,

go

u

jej

modernistów,
przedmiot,

sam.

J e d y n i e w t e o l o g i i prawosławnej, której współcześnie
do

stopnia

do

rozwoju

symbolu,

teologii

lecz

—

zachodnich,

przy

znać

jakby

daleko

tęsknotę

jednoczesnym

zakwestionowaniu

samego pojęcia „ s y m b o l " . Z a k w e s t i o n o w a n i e

t o o p i e r a się z n ó w

0 staro jego pojęcie: j a k o
Oto

że

na

przykład

„znaku

wielce

czegoś".

inspirujący

dziś

prawosławny l i -

turgista z A m e r y k i , ks. Aleksander Szmeman w licznych pracach

9

d o k t r y n a l n i e nie t a k

drażliwej,

rekonstruujących

autentyczną

teologię

liturgii

prawosławnej

wielkie

w a l c z y z t z w . „symboliczną interpretacją" sakramentów, s y m b o ­

d z i e ł o B u l t i n a m i a , ściślej p r z e z t ę j e g o część, k t ó r ą n a z w a ł o n

l i z m o w i p r z e c i w s t a w i a j ą c realność z j a w i s k d z i e j ą c y c h się w o b r ę ­

sytuacja

symboli

religijnych

została

zaburzona

problemem demitologizacji Objawienia.
dla

mnie

1 0

Jest w t y m programie

jakieś s m u t n e n i e p o r o z u m i e n i e :
a z

niezwykło

wrażliwy,

wprost

n a t c h n i o n y teolog,

bogatej

m i t o l o g i i c z a s ó w h e l l e n i s t y c z n y c h n i e w y d o b y ł się z o-

kreślenia m i t u , j a k o p e w n e j

drugiej

przez

s t r o n y głęboki

znawca

r e l i g i j n e j f i k c j i , baśni, k t ó r a

swego

bie m i s t e r i u m sakramentalnego.
Eucharystia.

Misterium

wienia:

ujętą

w

—

„realność"

T

n i e m o ż e ! M i t , który przecież z n a o n t a k dobrze, n i e m ó w i m u

wystarczalność,

n i c w i ę c e j niż n a s z y m u c z n i o m Mity

uczyniła chlob t y l k o c h l e b e m —

Oto

kilka

zdań

Bultmana:

ze

wspomnianego

Nowy

Testament

Parandowskiego!

„manifestu
zawiera

teologicznego"

prawdę,

która

niezależna o d m i t y c z n e g o światopoglądu; b y ł o b y z a t e m
teologii,
Czy

by

może

wiekowi

chrześcijańskie

chrześcijańskie

kazać

przyjąć

T o jest nonsens

przepowiadanie

zwiastowanie

mityczny

i niemożliwość."

odmitologizować.

ośmielić

światopogląd,

jest

zadaniem

się

dziś

jako

czło­

prawdziwy?

telnego

(...). Z e r o z b i t a z o s t a j e

ny

—

komunią,

śmiertelne
śmierć

W

w

kuriozum...

i

poniżeniem

wiary

do

poziomu

mechanizmu...

raju

z

Bogiem.

W m i t a c h w i a r a może znaleźć wskazówkę (intelektualną) o t r a n s ­

drzewami...

cendencji

Szmemana

(s.

23 n.) —

granicach

a więc wskazówki filozoficzne,

P o d o b n ą filozoficzną

postawę w y c z u w a m

naszej

egzystencji

ale c z y

religijne?

u Rieoeur'a,

, , s y m b o l d a j e d o myślenia-...". N i e s t e t y , p o d o b n e

któremu

p y t a n i e widać

też u J e a n a D a n i e l o u : „ c o m o ż n a d l a współczesnego
zachować z opowieści o „rajskim w ę ż u " i „ j a b ł k u . . . " .

człowieka"
1 1

Destruk-

P R Ż

M . E l i a d e , Traktat
o historii
religii
(z f r a n c , t ł u m . J . W i e r u s z - K o w a l s k i ) , W a r s z a w a 1966. L i c z n e m i e j s c a , i m p l i c i t e , ale często
i o x p l i c i t e — p o t w i e r d z a j ą t ę t o ż s a m o ś ć , n p . s. 2 3 , 2 5 , 3 2 , s z c z e ­
g ó l n i e b o g a t y t e o r e t y c z n i e j e s t p a r a g r a f 4 8 , s. 1 5 8 — 1 6 1 i i n n e .
1

T e k s t y „ W i e k i e g o poświęconia w o d y "
(w języku
SCS)
w g T r e b n i k , W a r s z a w a 1 9 2 5 , k a r t y 1 8 3 ( n a o d w r o c i e ) d o 192
(odwr.).
2

P o r . n p . j e g o , Sola
9—16).
3

s.

fide

— tol'ko

wlroju,

P a r y ż 1966 (szczeg.

essai

sur Freud,

P . R i c o e u r , Egzystencja
i hermeneutyka,
S. C i c h o w i c z a , W a r s z a w a l i / 7 5 , s. 2 5 1 .
5

P a r i s 1SG5,

wybór

pod red.

inną

niż

Bożą

istotę

grzechu

i

która

śmiertelnym p o k a r m e m

w

Boskim

nieśmiertelne

(s.

i

śmier­

Chrystusie

życiu, przez
pochłonięta

136, p o d k r . m o j e ,

eliadowska

którą
zostaje

p o r . też

Tak

Nie

terminologię:
jako Bogowio",

s. 1 3 1

właśnie

Odczuwam

w

Raju

który

grzech

samo­

związku. Pełni świata
Bóg

przechadzał

się

w

a l e , spośród współczesnych

o s t r y m sensie

tego

myśli­

współbrzmienia.

chodzi t u o dalekie podobieństwo czy możliwość

nia" —

wraz

między

jakąś d z i w n ą przyst-awalność o p i s u k s .

i opisu Eliadego,
—

rzeczywistości
grzech,

jest rzeczywistości ż y w e g o , b o

współobecnośeią,

cieli, t y l k o Eliadego

ale właśnie o h a r m o n i ę , która „ n i e fałszuje".

„pogodze­
Mógłbym

w i ę c t e r a z z a r y z y k o w a ć t e z ę , że E l i a d o o p i s a ł n a m r z e c z y w i s t o ś ć
Raju.

Y P I S Y

Simwol
w sisUml
kultury,
w : Trudy
po znakowym
sistemam,
T a r t u 1987. P r z e d r u k o w a n y w t y m zeszycie „Polskiej S z t u k i
Ludowej".
N p . w i e l k i i u z n a n y teolog J . D a n i e l o u , p r z y końcu życia
m i a n o w a n y kardynałem często go c y t u j e .
Praca zbiorowa, w językach n i e m . i franc. Casterman,
T o u r n a i — Paris — H e r d e r K . G. E r e i b u r g / B r . 1970
P o r . Breviarium
fidei,
oprać. J . M . S z y m u s i a k S I , S . G ł o w a
S I , k s i ę g a r n i a ś w . W o j c i e c h a 1 9 6 4 , s. 4 0
P o r . n p . jego pracę programową n a t e n t e m a t :
Neues
Testament
und Mythologie.
Das Problem
der
Entmythologiesierung der neutestamentlichen
Verkundigung,
M u n c h e n 1941, 1985,
P o r . j e g o Au commencement,
P a r i s 1963
Ewcharistija.
Tainatwo
Carstwa,
Paryż 1984
6

7

8

9

1 0

* P . R i c o e u r , De l'interpretation,
s. 5 1 6 . C y t . z a S. C i c h o w i c z e m .

w

wystarczalności p r z e c i w s t a w i o n y

i n t e l l e c t u s . . . " (s. 1 5 ) .
życia-,

stanowi

polegał n a pokusie „ b y ć

ożywionego

celach

uświęcony przez

t o j n i e z w y k l e c i e k a w e j próbie o p i s u świętej

Wypełnienio p o d o b n e g o żądania b y ł o b y w y m u s z o n y m s a c r i f i c i u m

Boga,

się

zwycięstwie"

w

byłaby

tę

ten,

i przezwyciężona t a jogo samo­

uczestnictwem

obleka

wane.

mitologii

właśnie

chleb

1 in.).

(s. 1 4 ) .

nowotestamentowej

przedstawić

człowieka, komunią g r z e c h u i śmierci. Ze w

zastosowano

akceptacja

która

pracy

przeciwsta­

n a s z z i e m s k i p o k a r m . . . z n ó w s t a j e się t y m , d l a c z e g o b y ł s t w o r z o ­

„ N a s z e eale myślenie zostało nieodwołalnie p r z e z naukę u f o r m o ­
Ślepa

od

usiłuje

j a k w szystko w świecie, j a k i s a m świat zostaje

zaklętego kręgu fikcyjności przekroczyć k u jakiejś rzeczywistości
Jana

fundamentalnej

misterium sakramentalnym: „że

wcielenie

greckie

swej

wychodząc

12

symbol"

„tylko

realność

W

Królestwa ,

1 1

1 2

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6465" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6445">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3d0df422730c38aaf27eb72b28ddb47b.pdf</src>
        <authentication>85dcebfbb33a40ac1e221e316e237732</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76965">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6501</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76966">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76967">
                <text>2014</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76968">
                <text>mit Alkmeny</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76969">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6073</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76970">
                <text>The Alcmene Myth/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76971">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue s.3-20</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76972">
                <text>Stomma, Ludwik</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76973">
                <text>ang</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76974">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76975">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76976">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76977">
                <text>A

number of complicated intrigues and conte­
sts involving the Olympian deities preceded
- as Hesiod, Homer, Apollodoros, Theocritus,
Pindar, Diodorus and John Tzetzes harmoniously wro­
te - the birth of Hercules, the out of wedlock son of
Zeus and Alcmene (the wife of Amphitryon), a repre­
sentative of the human race. The whole issue was sen­
sitive if only due to the ambiguous, at the very least,
situation of Hera, the rightful wife of Zeus, and thus
called for considerable tact. Zeus, on the other hand,
has never been known for excessive subtlety. When
the time of birth was nearing he started to loudly bo­
ast of his fatherhood and promised that the prince to
be born in the family of Perseus before twilight would
become a great king. This was exactly what Hera had
been waiting for.
Hera went at once to Mycenae, where she hastened
the pangs of Nicippe, wife of Sthenelus. She then hurried
to Thebes and squatted cross-legged at Alcmene’s door
with her clothing tied into knots and her fingers locked to­
gether; by which means she delayed the birth of Heracles
until Eurystheus, son of Sthenelus, a seven-months child,
already lay in his cradle.2
According to others,3 it was Eileithyia, who hindered
the travails on Hera’s behalf, and a faithful handmaiden of
Alcmene’s, a yellow-haired Galanthis, or Galen, who left
the birth chamber to announce untruly that Alcmene had
been delivered. When Eileithyia sprang up in surprise, un­
clasping her fingers and uncrossing her knees, Heracles was
born and Galanthis laughed at the successful deception.4
One way or another, the birth of Hercules was suf­
ficiently delayed for him to lose primacy for the sake
of Eurystheus, born before nightfall, for whom he was
also later compelled to perform his famous labours.
Magic spells cast by jealous Hera proved effective. Let
us, therefore, subject them to a more through analy­
sis.
The cited myth contains two types of operations:
1) the tying of knots and crossing of fingers and legs

LUDWI K S T O M M A

The Alcmene Myth1

in order to prevent (halt) birth; 2) the uncrossing of
fingers and legs to cause (start) birth.
These operations are evidently identical with the
magic tricks applied during childbirth in Polish lands.
By way of example, provoking or accelerating labour
involved stretching hands,5 unfurling fingers,6 open­
ing doors,7 windows,8 chests,9 and drawers,10 and even
dispatching messengers to a priest so that he may open
the pyx with the consecrated host11 or - in Russian
Orthodox Church terrains - the imperial gates,12 and
praying to God to open the heavens and hell, even
if for a short while.13 All possible knots are untied,14
holes are made in walls and the roof,15 rings and wed­
ding bands are removed from the fingers of the wom­
an in labour16 whose hair is unbraided,17 and local
fences are toppled and destroyed.18 The entire dura­
tion of childbirth is also the time of a ban on sewing
and spinning.19 If someone were to maliciously wish
to halt labour he would have to perform the reverse
of the above-mentioned operations, and the most fre­
quently encountered procedures are those applied by
Hera: the crossing of fingers and legs,20 the knotting of
clothes21 or (as in the case of Polish Jews) the closing
of drawers.22

Activity from the range of Alcmene’s magic

Operations (+ )

Operations (-)

To cause labour (opening)

106

-

To halt labour

-

12

Prior to baptism and purification

3

-

Prior to a wedding 26

-

After a wedding 27

59
1 28

To render a wedding impossible 29

130

18

To accelerate death (shorten agony)

37

-

To render death impossible

-

47

After death

20

24

227 31

212 32

Total

13

109

�Ludwik Stomma • THE ALCMENE MYTH

The purpose of undertaking particular operations,
which (together with their derivative forms) we shall
call in further parts of this article Alcmene’s magic,23
is sufficiently distinctive to permit an easy, individual
interpretation consisting of associating magical activi­
ties with the physiological process of labour.24 The sit­
uation grows complicated, however, when we notice
that Alcmene’s magic universally accompanies25 also
other rites of the family cycle; the conventional desig­
nation of opening and tying, the prohibition of sewing
and spinning, the making of holes, the taking off of
rings and wedding bands, etc. - operations (+ ), and
the reverse marked as (-) and presented in the table
below as follows:

by negative magic. In an analogy to easily legible birth
practices one would be tempted to say that at the be­
ginning family rituals are caused (opened) and at the
end - rendered impossible (closed). We may capture
the meaning of such activities only after accepting
the Van Gennep theory of rites de passage.34 Human
life is composed, according to this interpretation, of a
comprehension of time in folk cultures, a chain of as­
sorted states (l’état). In order to alter state x (e.g. that
of a single person) - which takes place through the
intermediary of the ritual - into state y (e.g. marital)
it is first necessary to leave initial state x (connected
with a whole magic-ritual procedure) and then subject
oneself to the complete complex of the ritual period
of transition35 so as to be finally magically enclosed
within new state y. In this situation, Alcmene’s magic,
by referring not to rituals as a separate object but to
people subjected to its operations, would have to aim
at (+ ) opening, causing an exit from the initial state,
and (-) - in the new state of retention. Such an inter­
pretation, concurrent with the third condition of the
Lévi-Straus construction of a model, presents all the
observed facts (see: table above).
The Van Gennep theory encompasses not only the
ritual nature of the family, but also the whole cycle.
While accepting the explanation of using Alcmene’s
magic based on the framework of this theory we should
consistently draw attention to the rites of passage of

If we were to eliminate for a while from our re­
flections assorted malicious practices (bewitching - as
W. Abraham described them in contrast to ordinary
magic operations) and those intended to counter the
natural order of things concurrent with the ritual cycle
(such as rendering death impossible), we would gain a
consistent chain of sequences:
Alcmene’s magic operations (+ ) birth.
Alcmene’s magic operations (-) ... ( + ), purifica­
tion and baptism . (-) ... ( + ) nuptials (-) ... ( + )
death ( + ) i (-).
Each family ritual33 is thus preceded by a positive
aspect of Alcmene’s magic, and the completed ritual -

Holiday (rite de passage)41

Actions ( + )

Actions (-)

St. Dmitriy 11 November42

6

6

St. Lucia 12 December

27

10

Christmas Eve 24 December

28

59

New Year’s Eve (31 December) 1
January

3

9

Our Lady of Candles 2 February

11

-

Shrovetide

14

4

Annunciation to the Holy Virgin
Mary 25 March

4

2

Easter

30

39

St. George 23 April43

8

7

Whitsuntide

4

1

St. Vit 15 June

2

1

Eve of St. Jonh the Baptist 23 June

7

14

Sts. Peter and Paul (Petropavel) 29
June

5

5

Transfiguration of the Lord 5 A u­
gust

8

15

St. Michael (?) ca. 24-29 Septem­
ber44

3

2

160

174

Total

14

�Ludwik Stomma • THE ALCMENE MYTH

the annual cycle36 and the accompanying magic prac­
tices (or rather those that comprise the basic core of
folk culture). Here, the magic of Alcmene occurs in
the same forms as in the family cycle37 but in their dif­
ferent statistical intensification. In this manner, while
in the family cycle the most frequent were the open­
ing and shutting of windows, doors, and drawers, the
crossing of fingers, the making of knots, or the comb­
ing of hair or placing a headband, here pride of place
is given to the prohibition or, alternatively, injunction
concerning sewing and spinning,38 the use of chains to
bind tables and other objects, the tying up of scissors,39
and the tying up, and walking around40, of people,
animals, plants, household items or sacral items, the
making or filling of holes, etc. The most distinctive
symptoms of Alcmene’s magic are to be discovered on
the following holidays:

- 26 cases,48 is of special interest to us. W hat sort of a
change occurs in those instances?
In the case of the God-man relations the issue at
stake, while referring to the foundations of Slavonic
folk cosmogony, seems to be fairly uncomplicated.
God and man remain upon different cosmic levels, dis­
tinctly separated. Regardless of the copious number of
conceptions and attempts at formulating this distinctness49 we may hazard declaring that it is sufficiently
outlined in folk culture for us to be able to recognise
the distinctness of the state of God (the state in which
God finds Himself) and the earthly state (in which
man finds himself). Since - as has been mentioned the prime condition for any sort of change of the exist­
ing state is leaving the initial x it is not surprising that
man’s attempts at coming closer to the divine must be
accompanied by Alcmene’s magic (t ). A reference to
this comprehension and to the relation between people
and demonic creatures encounters, however, consid­
erable difficulties. All researchers dealing with Polish
folk demonology50 agree that Slavonic demons do not
comprise (as Lelewel wanted) autonomous creatures,
being mere posthumous embodiments of people of cer­
tain, specific categories; naturally, this could suggest
an obliteration of differences between their state z and
state v corresponding to particular phases of the family
cycle.51 This situation would, in turn, exert a negative
impact on the possibility and purposefulness of ap­
plying Alcmene’s magic. In order to explain this lack
of clarity it appears to be necessary to establish these
“demon-creating” human categories. Who becomes a
demon after death? Solutions to thus formulated ques­
tions are offered in the table52 presented below:
The enumerated detailed categories can be re­
stricted with the least risk of logical invalidity to three
more extensive ones: those that broke the principle of
the succession of states (item 1 and 2 in the table),
those that carried out a change of the state with­
out fulfilling the rite de passage obligatory (Alcmene’s
magic!) in this situation (item 3, 6-9). those that died
in the state of passage (item 1, 2, 4, 5).

This is by no means the end. The Van Gennep
conception of the “state” (despite the fact that the
author had not steered his reasoning in this direc­
tion) cannot be limited only to the sphere of rituals.
All definition-oriented conditions for the “state”45 are
met also by such life situations as illness and, alter­
natively, the state of being healthy, the state of good
fortune and natural calamity, etc. They too are ac­
companied by typical symptoms of Alcmene’s magic.
Thus we come across the latter (operations + ) among
activities intent on ending an illness - 42 cases, in­
creasing the growth of grain - 21 cases, and making it
possible to build a house, a bridge, or a road - 17 cases.
In turn, Alcmene’s magic (-) takes place in preventive
anti-sickness practices (the retention of the state of
being healthy) - 44, malicious magic intent on making
it impossible for the ill to get well (the retention of an
illness) - 26. It (-) is also applied for preserving the
security and prosperity of a home, a family or property
- 82, protection against contacts with demons and
spirits - 54 cases,46 etc. The latter example, proposed
by Alcmene’s magic ( + ) and employed to evoke de­
mons - 20 cases47 or establishing contact with God
No.

"Demon-creating” category

no. of cases

1

Dead foetuses

30

2

Miscarried

47

3

Not baptised

79

4

Betrothed, died prior to wedding

12

5

Betrothed, died during wedding

35

6

Suicide victims

33

7

Hanged

29

8

Drowned

82

9

Victims of unnatural and violent death

35

Total

392

15

�Ludwik Stomma • THE ALCMENE MYTH

Once again, those three categories can be summed
up in a single, most general one: - those who (in a
biological sense) departed and those who did not (in a
magic-ritual sense) from state x, and those who entered
(in a biological sense) and did not enter (in a mag­
ical-ritual sense) state.53 In other words, after death
only those become demons who (regardless whether
unconsciously or not) broke out of the chain of the
succession of states, thus situating themselves outside
its constant links (or, from another point of view, sev­
eral links simultaneously), i.e. in a permanent state of
transition. This partly explains the fact to which at­
tention should be drawn already at this stage, namely,
that the formulas54 describing the period of temps de
passage and characterising the “demon-creative” state
of people who are supposed to turn into demonic crea­
tures are totally identical.
Now, leave this issue for a while and return to the
question of the forms of Alcmene’s magic (compre­
hended in a totally descriptive-mechanical manner).
They can be divided into two typical varieties:
A. Connected with opening and closing, and
thus the opening and shutting of doors, windows,
drawers, pyxes with the consecrated host, and impe­
rial gates, the destruction of roofs, walls, and fences,
the making and plugging up of holes, etc.
B. Connected with tying up and untying, and
thus: assorted practices involving knots, fragments of
fishing nets, the belting, wrapping or tying of people,
animals, plants and objects, the encircling of a table
with chains and ropes, a forehead - with a wreath, fin­
gers - with rings, the placing of a cap, injunctions and
prohibitions concerning sewing, spinning, etc.
This division, totally illegitimate and based on sub­
jective and imprecise premises, does not possess any
sort of essential significance and was performed in or­
der to make it easier to demonstrate that it is possible
to add to each of the distinguished categories A and
B a number of similar forms of activity pursued at the
same time and place, and thus semantically identical
with the enumerated ones. One of them is the crea­
tion of the theme of a relatively copious ethnographic
bibliography,55 i.e. the so-called magic circle.56
According to K. Moszyński: The function of magic
enclosure is fulfilled by a belt, a chain, a magic circle, a
ring, a wreath, etc. [...] When, for instance, an inhabitant
of the Polesie region travelling during the Pentecostal week
across the local forests hears strange sounds announcing
the proximity of water sprites 57 he marks with an axe a
circle around the cart wide enough so that the demon could
not touch him. The women of Polesie walking in a forest
or working on land located in distant woodlands act in
the same way; instead of an axe they mark a circle on
the ground with a knife [...]. I selected particularly vivid
and typical examples; one could cite many less appealing
ones.58

Let us add immediately that Moszyński listed as
analogous to the creation of the magic circle also the
custom of ploughing around villages and fields or their
inclusion within a “metaphorical tangle”.59 The magi­
cal circle in the form used by the peasants of Polesie
appears to be, however, the simplest example, and
thus the most useful for initial analysis.
What does the essence of the activity of Alcmene’s
magic in this form consist of? By enclosing (symboli­
cally girding) a certain space, the peasant from the
Polesie region stops it at the initial (current) state x.
A t the time of drawing the circle this state of things
prevails on both its sides. A t the stage when the situa­
tion on the outside is subject to change (e.g. an attack
launched by demonic creatures), the new, emergent
state could not encompass the magically enclosed
space60 and thus harm the objects within it. Naturally,
an obliteration of the circle or its part would immedi­
ately produce a diametrically different effect - such as
the above-mentioned damaged fence or a hole made
in a wall or a roof. In all those cases we are dealing
with identical phenomena not only upon a semantic
level (Alcmene’s magic) but also on an instrumental
one. Just as the magic circle restricts arbitrary space
dependent on the requirements of the person apply­
ing magic, so the walls, the threshold, and the roof or
the windows are elements limiting the inner space of
the home (wider: every building). Representatives of
the same category will also consistently include fences
or unploughed strips of land enclosing farmstead, vil­
lage borders, cemetery walls, riverbanks, and roads61
as well as crossroads. All divide space and thus in suit­
able conditions62 also states, and all may comprise the
subject of Alcmene’s magic. Are they, however, iden­
tical? To what category should we ascribe the space
of a yet unploughed strip of land, the village border,
or the threshold? Books by theoreticians of magic,63
folk beliefs,64 and even numerous legal formulae65
concerning borders provide an unambiguous solution.
Borders are extra-territorial, i.e. objects from this par­
ticular category belong to both divisible sequences of
transformation (here: states x and y) and, at the same
time, they do not belong to any of them. They can be
described, therefore, only by the following the Hege­
lian sentence, incorrect from the viewpoint of formal
logic:
A = (x -i- y) and (- x + - y).
This sentence had already appeared to be indis­
pensable upon two other occasions - for defining the
essence (specificity in relation to the “normal” state)
of periods of passage in annual and family cycles, and
for characterising demonic (“demon-creating”) crea­
tures. This is a concurrence of essential significance.
If heretofore reasoning is correct and the essence of
the three discussed phenomena situated at levels os­
tensibly remaining at a great distance, is identical,

16

�Ludwik Stomma • THE ALCMENE MYTH

then they must demonstrate a distinct connection, in­
cluding exchangeability and mutual exponentiation.
Take a closer look at the level of binary relations.
Theoretically, there exists the possibility of a relation
of the categories described in: A = = (x + y) i (-*x
+ —y) and arranged in three pairs: a - demonological
(“demon-creating”) creatures: spatial borders (thresh­
olds, unploughed strips of land, fences, roads, etc.);
b - demonic (“demon-creating”) creatures: periods of
passage (as in the family, annual, and 24 hour cycle66);
c - spatial borders: periods of passage.
Each of those versions (a, b and c) corresponds to
particular relations in the tables presented below:

Let us start with the fact that each of the lat­
ter possesses the ability to attain exponentiation via
an “intensification of features”. In other words, a
drowned non-baptised person will be a more mali­
cious (or rather, more powerful) demon Y than an
ordinary victim of drowning or a non-baptised per­
son who died of natural causes; the same holds true
for a groom who hanged himself in the course of the
wedding ceremonies, compared to an ordinary vic­
tim of suicide by hanging, etc. Similarly, in the case
of spatial borders (Z) there are more demons at the
crossroads than along an ordinary straight road, while
plants growing next a fence have greater medicinal
powers if this spot is the meeting place of two or more
fences, etc. Such qualities become even more vivid
during times (periods) of passage (V). Ferns bloom
only at midnight before the feast day of St. John the
Baptist, while wolfsbane assumes aphrodisiac proper­
ties at noon each day but its effectiveness is certain
only at noon on Whitsuntide and (in the case of dried
plants) on the day of St. Lucia. Such examples can
be multiplied, although it must be accentuated right
away that this sort of individual (single-category) ex­
ponentiation is relatively rare in Slavonic folk culture.

As can be seen, in all three cases the existence of
correlation gains a distinctive numerical confirmation.
In this fashion, relation a69 achieves in the case of buri­
als of “demon-creating” creatures as much as 98,9% of
co-dependence; those data are slightly lower in the case
of relation b (correspondingly: 96,4% and 92.5’%) and
relation c. This would confirm distinctly the legitimacy
of heretofore reasoning without, however, comprising
its ultimate proof, i.e. an ascertainment of the at least
relative identity of the analysed categories.

Relation a

village
borders

unploughed
land

fences

thresholds

roads

banks

others without
features A 67

Place of burial of de­
mon-creating creatures

80

19

18

66

62

30

3

Place of appearance of
demonic creatures

65

55

11

21

26

30

7

Place of establishing
contacts with the devil

6

2

7

5

26

7

19

Place of witch sabbaths68

5

4

-

1

10

3

47

156

80

36

93

124

70

76

Total

Relation b

periods
of pas­
sage in
annual
cycle

another
not A 69
in annual
cycle

crea­
tures
in the
state of
passage

crea­
tures in
not the
state A

periods of passages the daily cycle

12

24

east

west

total in the daily
cycle in the periods of passage

Periods of appear­
ance of demons

146

7

-

-

59

79

38

33

209

Periods of possible
establishment of
contacts with demons

20

1

26

4

3

13

5

7

28

166

26

62

92

43

40

237

Total

17

�Ludwik Stomma • THE ALCMENE MYTH

Relation c (1)

transition peri­
ods in annual
cycle

other times
of annual
cycle

transition
periods of
day cycle

other times of
day, night

No

126

4

180

14

%

96,9

3,1

92,7

7,4

Relation c (2)

pregnant
women

young mar­
ried people

cortege
with the
dead

others uncon­
nected with
transition period

Ban on staying on borders or crossing
them

80

43

33

7

Ritual activities on village borders,
unploughed land, roads, etc.

Nowy Sącz, Przemyśl, Siedlce, Suwałki and Zamość. The
collected material also made it possible to ascertain the
existence of the majority of the forms of Alcmene's
magic kept alive in Poland up to this day.
R. Graves, Mity greckie, Warszawa 1974, p. 411.
Pausanias, Ovid, Aelian and Antoninus Liberalis.
Graves, op. cit., p. 412.
W. Łęgowski, Zwyczaje i obyczaje. Stypy pogrzebowe,
obrzędy ślubne, chrzciny i inne zabawy ludowe, głównie pod
względem na hygiene, “Wędrowiec”, 1899, fasc. 2, p. 487;
J. Talko-Hryncewicz, Zarysy lecznictwa ludowego na Rusi
Południowej, Kraków 1893, p. 77.
W. Łęgowski, Zwyczaje i obyczaje. Stypy pogrzebowe,
obrzędy ślubne, chrzciny i inne zabawy ludowe, głównie pod
względem na hygienę, “Wędrowiec”, 1899, fasc. 2, p. 487;
J. Talko-Hryncewicz, Zarysy lecznictwa ludowego na Rusi
Południowej, Kraków 1893, p. 77.
K. Moszyński, Kultura ludowa Słowian, Warszawa 1967,
vol. II, part 1, p. 292.
J. S. Bystroń, Słowiańskie obrzędy rodzinne, Kraków 1916,
p. 20.
Moszyński, op. cit., vol. II, part 1, pp. 292-293; Bystroń,
op. cit., p. 20, 27.
Bystroń, op. cit., p. 20, 28.
Ibid., p. 20.
S. Poniatowski, Obrzędy rodzinne, "Wiedza o Polsce”,
vol. 3, part: Etnografia Polski, Warszawa 1932, p. 328;
Bystroń, op. cit., p. 20; Talko-Hryncewicz, op. cit.,
p. 73.
Talko-Hryncewicz, op. cit., p. 76.
J. Swiętek, Lud nadrabski od Gdowa po Bochnię, Kraków
1893, p. 599; Bystroń, op. cit., p. 20; Frazer, op. cit., p.
216; Moszyński, op. cit., vol. II, part 1, 292.
D. Lepkiy, De yaki verovania pro detinu, ”Zorya”, VII:
1886, p. 269.
Bystroń, op. cit., p. 20.
Moszyński, op. cit., vol. II, part 1, p. 291.
N. Z., Z Opatowa, ”Gazeta Radomska”, 1888, no. 57,
p. 3.
Bystroń, op. cit., p. 15, 35.
L. Marcewicz, O zabobonach i gusłach przy narodzeniu
dziecka, Kraków 1876, p. 29; Frazer, op. cit., p. 217.
21 K. Wójcicki, Klechdy, starożytne podania i powieści ludu
Polski i Rusi, Warszawa 1972, pp. 220-221; Marcewicz,
op. cit., p. 30; A. Fischer, Zwyczaje pogrzebowe ludu pol­
skiego, Lwów 1921, p. 112; S. Ciszewski, Żeńska twarz,
Kraków 1927, pp. 20-24.

Magic folk prescriptions as a rule combine elements of
all “Alcmene” categories (without, however, limiting
themselves to them).70 The "statistical”71 folk, para­
medical “prescription” advising: “Take a thread from
2
the noose of a hanged man, add a%, a2, a3, and herb
3
aĄz picked at the crossing of unploughed strips of land
4
5
at noon on St. George’s day...” is thus based on, i.a. an
interchangeable exponentiation of “Alcmeniana” and
ergo can be written down as:
f = Yn X Zn X Vn X a J X a2 ... X an
This formula ultimately confirms the legitimacy of 6
our heretofore reflections (only identical categories
can mutually exponentiate), and hence provokes their
temporary completion.
I
would like to emphasise temporary completion
7
particularly strongly. The presented sketch is not only
an open entity but without a continuation it outright
8
loses its raison d’être. (I bypass the explanation of par­
9
ticular problems). The process of introducing order
into findings neglected or rendered vulgar by the theo­
10
reticians of magic and Slavonic rites, and the demon­ 11
stration of their close, integral union can become a
12
point of departure for more correct studies on a whole
range of aspects of Polish folk culture. In this respect,
I would be inclined to consider the important message
13
of this article to be as follows:
14
The recognition of the impossibility of a separable ex­
amination of questions linked with the comprehension
15
of space and time in folk culture. Its structures, after all,
develop in three parallel dimensions: temporal, spatial
16
and theognostic-cosmic,72 if one can thus describe the
17
Earth (man)-heaven (God) axis together with all its
18
cosmosophic aspects. Sidestepping any of those levels
not only impoverishes but, even more, remarkably falsi­
19
20
fies the image of the products of folk spiritual culture,
turning it into a flat and barren caricature.
Endnotes
1 The bibliography used in this text has been verified
rather extensively in the course of research conducted
in the following voivodeships: Białystok, Chełmno,

18

�Ludwik Stomma • THE ALCMENE MYTH

22 Marcewicz, op. cit., p. 28.
23 The symbolic name of the phenomenon (and not “the
magic of knots”, e.g. as Witort described certain activi­
ties of this sort) is necessary to underline: 1) the fact
that the same range of phenomena will include opera­
tions differentiated as regards their form), 2) such forms
can have totally dissimilar meanings in various ritual
contexts, i.e. not every knot is an element of Alcmene's
magic and not always will it be connected with the tying
and untying of knots.
24 An association universal in nineteenth-century ethno­
graphic literature. See also: Talko-Hryncewicz, op. cit.,
p. 75.
25 All numerical data pertain to a representative sample of
fifty selected publications. Importance is, therefore,
attached not to the absolute value of the data but to the
proportions between them.
26 A typical example of the prenuptial magic performed by
Alcmene (+ ) is the ceremony of rozpleciny (unbraiding).
See: L. Stomma, Analiza strukturalna słowiańskich obrzę­
dów weselnych (typescript at the disposal of the Chair of
Ethnography at Warsaw University), Warszawa 1973,
pp. 7-12.
27 Typical activity - the oczepiny ceremony (covering the
bride's hair with a cap). Stomma, op. cit., pp. 23- 29.
28 In accordance with the recommendations made by LéviStrauss I regard individual cases unconfirmed by compa­
risons as deviations and exclude them from my reflec­
tions.
29 Here, a classical example is "tying up the potency” of the
groom, encountered all across Poland, in order to render
him unable to consummate the marriage. B. Baranowska,
Zycie codzienne wsi między Wartą a Pilicą w XIX wieku,
Warszawa 1969, p. 100; F r a z e r, op. cit., pp. 217-218;
Talko-Hryncewicz, op. cit., p. 203.
30 See: note 27.
31 Apart from the above-mentioned, other relatively com­
mon forms include: untying horses, damaging the thre­
shold, taking covers off pots, etc.
32 Additional mention is due to: tying a chain or a rope
around a tree, shutting doors, a metaphorical closing of
the world (?) with a key moved about in the air, etc.
33 I intentionally bypassed the role of the dual nature of
posthumous operations since it is difficult determine
which comprise an element of the burial ceremonial and
which, focused on the future, are supposed to facilitate
the return (rebirth) of the deceased; they are thus rather
connected with birth.
34 A. Van Gennep, Rites de passage, Paris 1909, pp. 14-18,
271-279.
35 The period of transition is situated between two separa­
te states, thus linking simultaneously the elements of
both. This process can be described as: A = (x + y) and
(-x -\y). Note: this formula is not a logical sentence.
36 It must be stressed that we regard as rites de passage only
those that separate differentiated time categories. Not
every annual festivity, therefore, is a rite de passage.
37 I have in mind a general tendency, since there exists a
certain small collection of forms of Alcmene's magic
specific for particular ritual cycles.
38 Operations + occur in the case of all the saints in the
table. See, i.a. R. Tomicki, Wierzenia i obrzędy związane
ze śmiercią w tradycji społeczności wiejskich (typescript at
the disposal of the Chair of Ethnography at Warsaw
University), Warszawa 1972, pp. 84-85, 129-130; W.

39

40
41

42
43
44

45
46
47
48
49
50

51
52

53

54
55

56

57
58
59
60
61

62

19

Kosiński, Materyały etnograficzne zebrane w różnych okoli­
cach Galicyi Zachodniej, Kraków 1903, p. 62, 63, 66, 78,
84; W. Klinger, Doroczne święta ludowe a tradycje greckorzymskie, Kraków 1931, p. 77; Baranowski, op. cit., p. 80;
Swiętek, op. cit., p. 558; Bystroń, op. cit., p. 15.
This is a splendid example of enhancing magic by clo­
sing an object that by the very nature of things possesses
opposite properties. W Szuchiewicz, Huculszczyzna,
Lwów 1904, vol. III, p. 248 and p. 12, 14, 18, 221, 224,
226, 243, 246, 248-250, 268, 294.
Moszyński, op. cit., vol. II, part 1, pp. 318-324.
It should be stressed that all rites de passage enumerated
in the table possess a distinctive solar nature. They do
not, however, include rites de passage of the economic
cycle.
This holiday is celebrated predominantly in regions
inhabited by a Russian Orthodox population.
See above.
The application of Alcmene's magic is rather clearly
associated with the autumn equinox, while its connec­
tion with the feast day of St. Michael is presumably
rather late (nineteenth century?).
V a n Gennep, op. cit., pp. 271-279.
Świetek, op. cit., pp. 539-540; Tomicki, op. cit., pp.
82-84.
K. Koranyi, Czary i gusła przed sądami kościelnymi, “Lud”,
vol. XXVI, fasc. 2, p. 11, 17.
I.a. M. El i a d e, Sacrum - mit - historia, Warszawa 1970,
p. 89.
F. Gajczyk, Teodulja, Kraków 1900, pp. 112-132.
Ł. Gołębiowski, Lud polski, jego zwyczaje i zabobony,
Warszawa 1830, p. 150, 170-171; R. Lilienthalowa, Święta
żydowskie w przeszłości i teraźniejszości, Kraków 1919, p.
26; Baranowski,op. cit., p. 106; Klinger, op. cit., p. 58;
Kosiński, op. cit., p. 11; Moszyński, op. cit., vol. II, part 1,
passim; Tomicki, op. cit., pp. 77-81, 83, 88-90, 100-102.
For example, a phase in the family cycle between death
and rebirth.
The table takes into account only 91,22% of the general
set (see: note 24) of cases owing to the fact that the
remaining 8,78% are scattered across as many as 17
categories and possess the features of disturbances.
In accordance with the previously accepted terminology
we thus write down the phenomenon as: (x + y) and (-x
H
y).
A = (x + y) i (-x+ -y).
I. a. T Seweryn, Ikonografia etnograficzna, “Lud”, vol.
XXXIX, p. 340; S. Gansiniec,Pas magiczny, Kraków
1934.
It occurs not only in folk culture but also in the “profes­
sional” magic of yore (F. Ribadeau-Dumas, Histoire de la
magie, Paris 1965, pp. 80-156).
For an explanation of the demonic nature of water nym­
phs see: Tomicki, op. cit., p. 81.
Moszyński, op. cit., vol. II, part 1, p. 319, 322.
Ibidem, p. 323.
K. Baschwitz, Czarownice, dzieje procesów o czary,
Warszawa 1971, p. 15, 17, 21.
Owing to insufficient space I shall not cite proof legiti­
mating the addition of the category of paths - this will
be the topic of a separate article.
Certain ethnographers, such as Moszyński, accepted
implicitly that due to the differentiated evaluation in folk
culture of particular fragments of space, village borders,
fences, the threshold, etc. always divide the states.

�Ludwik Stomma • THE ALCMENE MYTH

63 Mentioned by Theophrastus Bombastus aka Paracelsus,
and Johannes Trithemius.
64 Moszyński, op. cit., vol. II, part 1, p. 202, 322; Swiętek,
op. cit., p. 459.
65 T Łętocha, Granice i spory terytorialne wAfryce, Warszawa
1973, pp. 19-26.
66 The passage periods in the 24hr cycle are: midnight (24.
00), noon (12. 00) and the setting and rising of the
Sun.
67 Here, naturally, meaning: under the fence, under the
threshold.
68 Obviously, witches as living creatures do not belong to
the category of demons. &lt; » A = (x + y) and (-x +
-y).
69 I have in mind burials and sites of revelations since the
remaining are mentioned in the table only for the sake
of comparison.
70 “All” means “all enumerated in the article” since there
exist other ranges of the presence of Alcmene's magic.
71 The number of such formulae subjected to analysis
totals 200, with the exception of four cases, i.e. 98%
confirmed the observations presented here.
72 N. Mastret described this dimension simply as cosmic,
which appears to excessively restrict its meaning.

ru-rui

u ._ i,

n ! ,,H

, . H

KONTEKSTY
W I.O IV1M I.

20

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6464" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6444">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/5bc25a8b5645bb7806d350f2cd1cd410.pdf</src>
        <authentication>fad0419545b21404de9c1b18181aa601</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76952">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6500</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76953">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76954">
                <text>2014</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76955">
                <text>antropologia kulturowa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76956">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6072</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76957">
                <text>Anthropology of Contemporary Culture: Preface/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76958">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue s.4-5.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76959">
                <text>PSL Konteksty - redakcja</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76960">
                <text>ang</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76961">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76962">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76963">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76964">
                <text>Uolume 1

flnthropology
of Contemporary
Culture

Cover: Photo by Kinga Łozińska

�T

he selected texts presented in this edition appeared in KO NTEKSTY from the late
1970s to the 1990s and are featured up to this day; inspired by the experiences of struc­
turalism, semiotics, phenomenology and hermeneutics they reflect the spirit of our pe­
riodical. The anthropology of contemporary society and culture, the anthropology of memory,
historical anthropology, the anthropology of literature, the anthropology of the town and, fi­
nally, the anthropology of film and visual anthropology comprise characteristic fields readily
pursued by authors publishing their studies in KO NTEKSTY and cooperating both with the
quarterly and the Department of Cultural Anthropology, Film and Audiovisual Arts at the
Institute of Art of the Polish Academy of Science, which publishes it.
We dedicate this collection of texts to the memory of Professor Aleksander Jackiewicz, au­
thor of Antropologia Filmu (1975) and numerous publications dealing with film studies.
The special English-language issue of “KO N TEKSTY” was prepared as part of the “N a­
tional Programme for the Development of the Humanities”. We would like to treat our publi­
cation as an opportunity to share noteworthy research tendencies in Polish studies concerning
the anthropology of contemporary culture and anthropology of film discussed in our quarterly.
It is our intention to indicate interesting phenomena in this field by highlighting anthropology
of culture as an experience of reflections as well as interpretations developed between Anthro­
pology and Art (between Science and Art), and to present “K O N TEKSTY” as important for
reflections on the anthropology of contemporary culture and anthropology of film, involving
authors from all academic centers dealing with anthropological studies in Poland.
In memoriam Professor Aleksander Jackiewicz

Krzysztof M. Bednarski, Victoria, 1983.

4

�Roads. Photo: Zofia Rydet

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6463" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6443">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d2bacb139df297d041cca3a1aad83b20.pdf</src>
        <authentication>30f49da6f1f252937ac59d386d549fc6</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76938">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6499</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76939">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76940">
                <text>2014</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76941">
                <text>kultura symboliczna</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="76942">
                <text>etnografia</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76943">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6071</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76944">
                <text>The Symbol in Ethnography/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76945">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue s.6-13</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76946">
                <text>Benedyktowicz, Zbigniew</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76947">
                <text>ang</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76948">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76949">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76950">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76951">
                <text>reader to the term: “sign”. A lthough the word: “sym­
bol” as such appears many times on the pages of this
book in assorted combinations, variants, and contexts
(e.g. in entries on “symbolic culture”, “myth“, “ sac­
rum - profanum"), and although the authors in vari­
ous places stress the part performed by the symbol in
culture, as in the case of Zofia Sokolewicz in the entry:
’’anthropology of comm unication” - (...) It is argued
(S. K. Langer) that the terms like “sign”, “m eaning” in all

ZBIGNIEW
BENEDYKTOWICZ

The Symbol in
Ethnography

theirs variants are the dominating terms in our times, and
that the sign, the symbol, the processes of signifying and
communicating belong to our current cultural resources.
Since the 1960s at the latest these terms are being intro­
duced into ethnological sciences - we would look in vain
for reference to “symbol” or “symbolism” as one of the
numerous trends listed by the author and which con­
sider studying the symbol.5 T o put it in more graphic
terms, in this contemporary compendium of knowl­
edge about ethnological terms the “’symbol” collapsed
and concealed itself amidst numerous entries merged
with “sign” . If, however, one takes a closer look at
the entry: ”sign” then one could say that it had been
placed there by force or, to put in gentler terms: “in­
serted” . Despite the fact that we read: Symbols might
be regarded as a special group of symbolic signs, and it is
m entioned (with reference only to E. Cassirer and S.
K. Langer) that: The concept of the symbol occurs often

I

t is unnecessary to explain why a consensus regarding
the meaning of the word “symbol” could be of value for
all sorts of studies on art or literature, M arcin Czer­
wiński wrote in Symbol dzisiaj, 1 published in “Polska
Sztuka Ludowa” . Regardless of the answer to the posed
question: Is such an agreement possible? each attem pt at
a presentation of assorted stands concerning the com ­
prehension of the nature of the symbol appears to be
equally valuable.
Num erous emergent studies dealing time and
again with reflections about the symbol confirm and
reflect this need for rendering precise both the term
“symbol” and the need for constantly delving into its
meaning. Although such inquiries are undertaken in
assorted fields of research, and formulated in vari­
ous languages, it is possible to find numerous tangent
points, similar intuitions, concurrent lines of reflec­
tion, shared motifs, and alike problems. It would be
thus needless to explain the benefits of such investi­
gations for representatives of ethnography, ethnology,
and the anthropology of culture - domains that have
made such a considerable contribution, and continue
to do so, to research dealing with the symbol.
In the cited article M arcin Czerwiński frequently
drew attention to science’s enmity towards the sym­
bol, the distance and even antagonism between the
two: Science behaves towards primary language only part-

within a wider conception of man comprehended as animal
symbolicum, only half a column out of a total of nine
devoted to the entry on the sign had been intended
for the symbol.6 In this manner, so to speak, the sign
swallowed the symbol.
M eanwhile, different authors, such as P. Ricouer,
M. Bakhtin, S. A vierintsev, Y. Lotm an and others
accentuated in their characteristics of the symbol the
differences between the sign and the symbol. In his
eidetic analysis Ricoeur considered the specificity of
the symbol contrasted with the sign, the allegory, and
the myth: symbols are signs (...) but not every sign is a
symbol. 7 In a similar vein, A vierintsev, while writing
about the symbol as a universal category o f aesthet­
ics added that it can be best discussed via an opposi­
tion to adjoining categories: on the one hand, the
image, and on the other hand, the sign.8 Is, however,
a dictionary of contem porary (or rather: yesterday’s)
science, depicted by M arcin Czerwiński and oriented
exclusively on “ejecting am biguities” , familiar with
only one way of enunciation: a discourse meeting the
sharpened criteria of explicitivity, a science protecting
itself against the wavering of meaning, capable of ac­
cepting and including such “im precise” and uncom ­
pleted sequences as those that we may come across
am ong tireless researchers dealing with the symbol,
which, in my opinion, can best bring us closer to its
essence:

ly as an opponent, but in relation to the symbol it maintains
total opposition (...). 2. He went on: True, in the course of
centuries the role of discursive statements incessantly grew
in multiple if not all domains of social life. Science, in the
form in which we see it today (or rather in which it was
seen still yesterday), has questioned the rank of symbolic
statements. 3
In the case of ethnography and its attitude towards
the symbol the situation remained more complicated
from the very onset, and generally speaking did not
deviate from the general model of science. The most
vivid evidence is the absence of the entry: “symbol” in
the contemporary Słownik etnologiczny. (Ethnological
Dictionary) 4 In the suitable spot the authors refer the

6

�Zbigniew Benedyktowicz • THE SYMBOL IN ETHNOGRAPHY

The word and the image — (an object, an ethnog­
rapher could add at this point - Z. B.) — are symbolic
when they contain something more than that, which
can be recognised at first glance (C. G. Jung).9

tradiction between the truth contained in the material
and his interpretation.
Ethnographer:
As we already partially know, not only the features (e.g.

The memory of a symbol is always older than the memo­
ry of its non-symbolic textual surrounding (Y. Lotm an).10

hardness, sharpness...) but even the functions (...) of certain
objects (...) are comprehended by the primitive and unen­
lightened mind in such a way as if they comprised - speaking
in our language —something akin to condensed matter or en­
ergy embedded in those objects or even tantamount to them.
Consequently, each such object can be and is interpreted by
the uncivilised mind from two or even several sides. A stone
or a piece of metal are, i.a. an ordinary stone or piece of
metal, but apart from that they can be also something that
we may describe as condensed might, hardness, resilience;
a thorn is a thorn, but apart from that it can be condensed
sharpness or the function of piercing; a lock is undoubtedly
a lock, but it is also a condensed function of closing; an egg
is, i.a. condensed life in statu nascendi, and a double nut or
an ear of grain, etc. is, i.a. a condensed gain, i.e. potential,
fruitfulness (and thus also happiness). And so on.

N ot only do we live in a world of symbols, but the
world of symbols lives in us (J. Chevalier).11
Finally, a contemporary science dictionary could
include sentences whose veracity, in the existential
experience, could be confirmed by many; the m ean­
ing of such sentences appears to be particularly legible
and important as regards studies on the still unclear
processes of artistic creativity (regardless whether we
encounter it within the range of primitive folk art or
high art).

We do not embellish our experiences with symbols but
it is they, which cooperate with our experience via proc­
esses of affiliation, which we understand only partially. To
symbolize means to arrange those particles and elements of
a flowing stream of experiences, which, once united, create
luminescence, temporary or permanent rays, in which a
part of the cosmos, a corner of our habitat or some dark
subterranean labyrinth lightens up.
(...) At any rate, the first syntax of the defined, embod­
ied spirit is that of symbols.12

M. Eliade:

By way of example, whenever the "cult of stones" is
mentioned not all stones are regarded as holy. We always
encounter only certain stones worshipped due to their
shape, size or ritual affiliations. The heart of the matter is
not the cult of stones, but the fact that those stones were
worshipped as long as they were not ordinary stones, but
hierophanies and thus something more than commonplace
"objects”. (...) A certain object becomes sacral as long as it
embodies (i.e. reveals) something else, something different.
At this stage, it is meaningless whether this "difference”
should be ascribed to an original shape, effectiveness, or
simply "might”, or whether it originates from the partici­
pation of that object in some sort of symbolism or is the
outcome of a consecration rite or the voluntary or imposed
situating of the object in a sphere suffused with sanctity (a
holiday, holy time, some sort of an “event": lightening...,
etc.).13

A s has been said, the attitude of ethnography to­
wards the symbol has been complicated from the very
beginning. On the one hand, ethnography as a science
emulated and realised this general model of science
opposing the symbol, while on the other hand, ow­
ing to the object and scope of its interest, it not only
docum ented but also adapted for one-sidedly oriented
European civilisation the world of mythical thought
and imagination, the "products of the primeval mind”,
the language of the myth and the symbol. It rediscov­
ered them, with time increasingly consciously and
thoroughly, identifying their cognitive value, diversity,
and depth. In order to demonstrate more clearly this
complex attitude of ethnography towards the symbol I
would like to resort to a comparison of two extensive
quotations. The first is taken from a classical ethno­
graphic work and the second comes from Treatise on
the History of Religions by M ircea Eliade. By means of
this contrast I would like to show how close the author
of a classical ethnographic text is to Eliade’s descrip­
tion and comprehension of the symbol, and how many
years prior to Eliade he described that, which the
author of Treatise called "hierophany”. Then I shall
return to the first quotation revealing the authorethnographer and a further sequence of his arguments
in order to demonstrate how in accordance with the
accepted scientific convention these opinions turn
against the symbol and how the convention accepted
by the ethnographer led him towards a profound con­

Let us return to the first quotation borrowed
(as could be surmised right away) from Kazimierz
Moszyński’s Kultura Ludowa Słowian (The Folk C ul­
ture of the Slavs), since he is also the author of this
fragment, so close and affiliated to the spirit of the
text by M. Eliade ... and we shall see how many sur­
prising and contradictory conclusions can be drawn.
I intentionally repeat parts of a fragment already fa­
miliar to us, so as to faithfully render this link with
the next paragraph containing conclusions in order to
faithfully render the whole drama of the contradiction
contained therein.
...A stone or a piece of metal are, i.a. an ordinary stone

or a piece of metal, but apart from that they can be also
something that we may describe as condensed might, hard­
ness, resilience; (...) an egg is, i.a. condensed life in statu
nascendi, and a double nut or an ear of grain, etc. are, i.a.
a condensed gain, i.e. potential, fruitfulness (and thus also

7

�Zbigniew Benedyktowicz • THE SYMBOL IN ETHNOGRAPHY

happiness). And so on. Absolutely undisputed and simul­
taneously innumerable examples of similar concepts are
preserved among all the unenlightened peoples on Earth.
One of the most vivid mistakes in ethnology is to dispose of
the discussed products of the primitive mind by using the
term: s y m b o l; I do not know in ethnology a more naive
view that the one claiming that, in its day, in folk magic a
double ear of grain played the role of a fertility symbol, and
an egg - that of a symbol of life, etc.14

overly refined intellectual creativity. In other words,
Moszyński’s enmity towards the term: “symbol”, his
postulated turn towards empiric research and descrip­
tion of those concepts and “psychic products”, so char­
acteristic for all unenlightened peoples and the world
of folk culture whose examples he had just described,
could resemble identical hostility and be modelled on
the critical attitude towards symbolism that appeared
in the poetry and aesthetics of Die N eue Sachlichkeit,
among representatives of Acm eism or the sort we en­
counter in the case of Osip M andelstam , returning to
classical sources of the comprehension of the symbol
and describing literary and poetical symbolism outright
as faux-symbolism.17 Quite possibly, this resentment
towards the symbol in the case of Moszyński, with a
simultaneous postulate of a factual description of the
m atter of those primary concepts, could have the same
source and in praxis is caused not so much by animos­
ity towards the symbol in general as by enmity towards
interpretations posing a threat to ethnology. However
deep we would delve into the intentions of the au­
thor of Kultura ludowa Słowian or explain his aversion
towards the term: “symbol”, facts remain facts. D e­
spite the fact that in his introductory reflections about
spiritual culture 18 Moszyński with great caution and
numerous reservations accepted the premise that it is
impossible to speak about progress in religion and art
(at least in the meaning of progress mentioned in the
preceding volume, in reference to material culture),
the cited fragment, whenever there is mention of the
symbol, and the whole opus reveal a distinct division
into the world of primeval man, an unenlightened and
primitive mind, and the world of m an of the culture of
writing and developed civilisation, a world to which
the contemporary researcher belongs. Between those
two worlds there yawns a chasm. Naturally, it would
be superfluous to recall that in this conception the
former world is devoid of symbolic thinking and the
symbol of the sort that may appear in the latter world.
In an even more vivid presentation of this question,
and posing a possibly caricature question: Can a peas­

It does not suffice to merely quote yet another ex­
ample of the opposition of science vis a vis the symbol,
which at times assumes outright the shape of an anti­
symbolic manifesto. I try to delve into the intentions
of such astonishingly contradictory conclusions. W hat
do they conceal? W hat forbids Moszyński to recognise
the symbolic dimensions he had just described as sym­
bols? First and foremost, we are dealing here with a
certain already anachronistic understanding of the
symbol. Defending ethnography against the symbol
Moszyński presumably secured it against the loom ­
ing danger of excessive poetisation, an invasion of su­
perfluous literariness, and a flood of aestheticisation.
Moszyński warned against the tem ptation of treating
those beliefs or, as he put it, those “products of the
primitive mind” as metaphors, and against the appli­
cation in relation to them of some sort of allegorical
interpretations. Remember that the author of Kultura
Ludowa Słowian wrote the book, or rather those parts
relating to spiritual culture, at a time of ever strong
and increasingly lively disputes about the symbolic
or “imaginary” nature of the construction of Wesele
(Wedding) by Stanisław Wyspiański, when assorted
symbolic interpretations of the spectacle tended to
multiply, and when a publication of the unequalled
study by Stanisław Pigon: Goście z zaświata na Wese­
lu (The Guests from the Other W orld at W edding),
which contains a reference to ethnography and the
world of folk culture, was still far off. 15 Finally, in his
capacity as an active poet 16 the author of Kultura Lu­
dowa Słowian must have been familiar with the most
varied fate and adventures of symbolism in poetry,
including the extreme degeneration attained by sym­
bolism in Russian poetry (if only in the works of A.
Bely, a theoretician of this m ovem ent and the author
of Simvolizm, 1910).
One may thus suspect and deduce that whenever
Moszyński used the word “symbol” he treated it as a
synonym of a poetical metaphor and even allegory. A t
any rate, from this viewpoint the symbol appears to
be not something embedded in an ethnographic con­
crete, abstract, arbitrary, and dependent exclusively
on man, creator or interpreter of the symbol and ar­
bitrarily evoked by him. In this approach the symbol
seems to be predominantly something distant from
the world of primitive culture, something literary and
devised, as if exclusively reserved for sophisticated or

ant (a person living in the primeval world) think symboli­
cally?, Moszyński proposed both in this fragment and
in many others an unambiguous answer: He cannot.
Nothing resembling a symbol exists in the primitive mind.
Several verses after the cited fragment rejecting
the possibility of symbolic interpretations in ethnog­
raphy Moszyński disclosed the chasm separating the
world of primitive, primal man and that of civilised,
contemporary man:

It is impossible to precisely describe the essence of the
psychic creatures with which we become acquainted at
this moment. Their completely elementary and sponta­
neous simplicity cannot be embraced in our concise con­
cepts. At any rate, they do not belong to a world ruled
by clear-cut views and sober thoughts but to a totally

8

�Zbigniew Benedyktowicz • THE SYMBOL IN ETHNOGRAPHY

different world, whose roots, trunks, and branches are
“primitive” man and that of contemporary m an (the
embedded in the subconscious while we see only their
world of the researcher), is still preserved, although
tops. 19
in a slightly altered form. This modification consists
of a certain shift. In the case of Moszyński the sym­
This time, in the light of the above-cited words,
the “symbol”, rejected a short while ago, deprived of
bol exists only and exclusively in a world of high cul­
ture or within the range of complicated contemporary
the right to exist in the world of primeval man, and
feasible only in the world of high culture and sophis­
culture, and is absent in folk culture. Such division
ticated activity pursued by the intellect, appears to be
reflects the conception launched by Levy-Bruhl and
his partition into the world of the primitive, infantile
a synonym if not of a precise, lucid, and unambiguous
m an at the stage of pre-logical thought and the world
concept then certainly of one that is endowed with
of civilised man. For the present-day researcher, and
concise contents and thoughts. Upon numerous oc­
in particular for the empirically oriented ethnographer
casions Moszyński, describing those products of the
primitive mind, so different and distant from the world
for whom ethnography starts and ends in its research
of the researcher, drew attention to the characteristic
domains (provided, depending on the given village,
absence of conceptual distinctness, the variability and
region or theme, with a suitable footnote referring to
nineteenth-century collections of ethnographic m ate­
fluidity of their contents, the numerous cases of an ab­
rial, “Lud”, Kolberg, Fischer, etc.), and often for the
sence of consistency in ascribing those products of the
scholar representing other disciplines dealing with the
primitive mind to a great variety of often contradic­
tory meanings in accompanying folk interpretations.
culture of contemporary man, the symbol in its eth­
nological dimension, assuming that it actually existed,
Summing up: the symbol as understood by
took place only in the folk culture of yore (straight out
Moszyński seems to be, on the one hand, abstract, un­
of Moszyński or Kolberg) or the culture of the archaic
real, distant, and detached from the concrete and, on
m an of the past, and today is no longer. A ccording to
the other hand, approaching the unambiguity char­
Moszyński the symbol in folk culture has not yet come
acteristic for intellectual concepts. In both cases, the
into being, assumed shape or appeared; numerous
symbol remains somewhat intellectual. It does not ap­
researchers dealing with contemporaneity claim that
pear in the reality of the culture of the primeval man,
or at least not in this role or in the same manner as in
the symbol a l r e a d y does not exist. Following the
example of Moszyński, solutions and answers to the
the culture of m an belonging to a developed civilisa­
question whether the peasant (or contemporary man)
tion. Elsewhere, the symbol in Moszyhski’s work oc­
is capable of thinking symbolically are still sought in
curs as a synonym of the sign or in reflections concern­
empirical field research with a foreseeable outcome,
ing embellishment.
I
devoted so much attention and place tobecause if the word “symbol” is not m entioned in the
“authentic” statem ent and interpretation (and this is
Moszyhski’s deliberations not only to indicate the
rather the case) then this means that it is absent. This
source of the deep contradiction between what he ob­
is the way in which the chasm between archaic and
tained in material descriptions of folk magic-religious
contemporary man, the peasant of the past and his
beliefs and the conclusions he drew in his book, and
present-day counterpart is retained. The whole strat­
not merely to show how certain a priori accepted his­
egy of such contemporary empirical investigations,
torical conditions and a limited comprehension of the
symbol made it impossible for him to use the term
based solely on convictions (beliefs, opinions) ob­
tained in an interview and expressed explicitly, often
“symbol” in reference to those beliefs and phenomena
loses that dimension of symbolic legacy and compels
belonging to the spiritual heritage of folk culture. I re­
to treat it, often a priori, as a moribund Skansen, and
called his thoughts also because Moszyhski’s compre­
is ready only to capture that, which is different, origi­
hension of the symbol, despite the fact that I described
nal, and individual. It is not surprising, therefore, that
it as anachronistic, has left a distinct imprint upon the
from this perspective the symbol and symbolic inter­
attitude of ethnography towards the symbol and is
pretations - as in the case of Moszyński — still appear
continued up to this day in various statements. D e ­
to be something given, abstract, unreal, and literary.
spite the m ultifaceted development of contemporary
More, this lifeless Skansen is treated as thoroughly ex­
research into the myth and the symbol it is still pos­
amined. The symbol is still - as it was for Moszyński
sible to observe in ethnography a dislike and reserva­
(from the perspective of “empirical”, anecdotic eth­
tion towards the symbol and symbolic interpretations.
The symbol and symbolism continue to be treated as
nography that does not transcend the world of the
village of N . and informer X) - something provided a
something unreal, abstract, arbitrary, and distant from
the world of “authentic” folk culture. The fundam en­ priori by the interpreter.
tal premise assumed by Moszyński and discernible
This is why the greatest accomplishment of M ircea
in his comprehension of the symbol mentioning the
Eliade is, in my opinion, the fact that his studies abol­
ish the division between primitive and civilised man,
basic difference between the world of the primeval,

9

�Zbigniew Benedyktowicz • THE SYMBOL IN ETHNOGRAPHY

cussed the sui generis ambiguous structure of the sym­
bol (in the strict meaning of the word: "am biguous”);
this structure does not possess a single meaning but
presents a bundle of assorted m eanings.25
Such a cluster of meanings entails references of one
meaning to another and calls for interpretation (...);
regardless what word we use to express it, this task
is imposed by the very nature of the symbol, which is
a tangle of meaning of sorts, composed of meanings
enclosed within each other... .26
In Existence and Hermeneutics Ricoeur described
four fundam ental figures o f com prehending the sym­
bol via a symbol.27 The first consists of extracting and
com paring numerous values of the same symbol. The
second figure of com prehension entails understand­
ing a given symbol via another symbol and will thus
encom pass an increasingly large range of remaining
symbols dem onstrating an affiliation with the given
symbol (water, stone, etc.). In the third figure, the
given symbol will be com prehended via some sort of
ritual and myths, and thus via other symptoms of the
sacrum . M oreover, it is possible to dem onstrate - and
this is the fourth figure of com prehension - how in
the same symbol num erous spheres of experience un­
dergo a process of merging. This perspective shows
how the symbol integrates assorted levels - cosmic,
theological, anthropological, existential - binding all
the levels, but not m elting it into a single unity. Such
an understanding of the symbol and such decipher­
ing of symbolic m eanings refer to a type of herm e­
neutics known under various names: “amplifying
herm eneutics” (from the Latin: amplificare), which
expands the symbol, allowing itself to be lifted by the
force of its integration,28 the herm eneutics of a “re­
turn to sources” (Eliade), “a return to things” , “the
herm eneutics of listening”29 (Heidegger), and “the
herm eneutics of reconstruction” (Gerardus van der
Leeuw). Gilbert Durand, a French researcher dealing
with symbolic im agination, encom passed this cur­
rent within a single name by including, alongside the
above-m entioned authors, also the works of B ach e­
lard, and proposed: “the herm eneutics of remythization” ; remythization m eans the concentration of
m eaning gathered in the m anner of grapes during a
grape harvest (...).30 Here, D urand referred directly
to yet another definition of the sort of herm eneutics
that we find in the works of Riceour, who described
this type of approach as: “the herm eneutics of recol­
lection” ; according to the m ost expressive m eaning
of the word “recollection” m eans both: to recollect
oneself, reminisce, as well as: to deliberate, to gath ­
er, in the m eaning used by Heidegger telling us that
legein —speech is also: legein - gathering, as in: lese in
Weinlese, the grape harvest.31
W orks by M ircea Eliade still constitute a challenge
for ethnography and for embarking upon such recollec­

artificially intensified by science, without obliterating
the differences between them and indicating that sym­
bolic thinking is both the domain of “primitive, prime­
val m an” , a psychopath, a child, a poet, a member of a
village community, a representative of the civilisation
of the town, archaic man, and the ultimate contem ­
porary man: It is consubstantial with human existence, it

comes before language and discursive reason. The symbol
reveals certain aspects of reality— the deepest aspects - that
defy any other means of knowledge. Images, symbols and
myths are not irresponsible creations of the psyche; they
respond to a need and fulfil a function, that of bringing to
light the most hidden modalities of being. Consequently,
the study of them enables us to reach a better understand­
ing of man - of man as he is ... .” 20
A s we saw, upon the level of empirical material
description Eliade’s reflections concur with those of
Moszyński. Nonetheless, in the case of Eliade the com­
prehension of the symbol is quite different. In contrast
to Moszyński’s version, the symbol is not unreal or
abstract and is always enrooted in the concrete. One
could describe the work of Eliade and his understanding
of the symbol by resorting to words of Boris Pasternak’s
Doctor Zhivago: The idea that underlies this is that com­

munion between mortals is immortal, and that the whole
of life is symbolic because it is meaningful. 21 Symbolic,
hierophanic reality is a reality “par excellence existent”
(strong, effective) just as in the case of the hierophany
of the rock (in the way it appears in folk beliefs). The
symbol is not a synonym of unambiguity. Eliade used
the concept of the symbol in a loose, unfettered, and
frequently collateral manner with the concept of the
image and the myth. Etymologically speaking, imagination/imaginatio is connected with the word: imago, im­
age, emulation, and the word: imitare with: to emulate,
to recreate. The imagination, imaginatio imitates m od­
els-images, recreates them, renders them topical, and
repeats them endlessly. To be imaginative means to see
the world as a whole, since the power and task of im­
ages consist of showing all that evades conceptualisa­
tion. 22 That, which deserved to be stressed in the first
place is the polysemantic and multi-strata nature of the
symbol: the true image is, therefore, a set of meanings
and not one of its numerous references.23
Such an approach to the symbol was further de­
veloped by Paul Ricoeur in one of the chapters of
his hermeneutics relating to this essential feature of
the symbol: the symbol provides food for thought, he
wrote, adding that he would interpret the symbol in
the m ost radical sense, in the spirit of Eliade, who re­
garded symbols as analogous, spontaneously shaped
and given meanings. This is the case of the meaning of
water as a threat, when mention is made of a flood, or
as purification, when mention is made of baptism. 24
Ricoeur thus expanded reflection about the multi­
strata nature of the symbol elsewhere, when he dis­

10

�Zbigniew Benedyktowicz • THE SYMBOL IN ETHNOGRAPHY

19
20
21
22
23
24

tions. Today, in view of the development of numerous
studies on the myth and the symbol, conducted from
different points of view— structuralistic, semiotic, and
phenomenological 32, as well as in assorted domains,
such as humanistic folkloristic 33, in the wake of stud­
ies making the effort of reinterpreting the material,
ethnography cannot be protected by hiding its head in
empirical sand. “Empirical” ethnography is compelled
to acknowledge that there also exist the empiricism of
the symbol.

25
26
27
28

*Bibliographic note: This is a slightly altered and
brought up to date version of an article opening an issue
of “Polska Sztuka Ludowa” on the symbol, prepared as an
homage for the oeuvre of Mircea Eliade [cf. “Polska Sztuka
Ludowa” no. 3/1988].

Endnotes
1
2
3
4
5
6
7
8

9

10

11

12
13
14
15

16

17
18

29
30
31
32

M. Czerwiński, Symbol dzisiaj, “Polska Sztuka Ludowa”
1987, no.1-4, p. 100.
Ibid.
Ibid. p. 104.
Słownik etnologiczny, terminy ogólne, ed. Zofia Staszczak,
Warszawa, Poznań 1987.
Ibid., pp. 26-27.
Ibid., p. 386.
P Ricoeur, Egzystencja i hermeneutyka, selected, prep. and
afterword Stanisław Cichowicz, Warszawa 1975, p. 11.
S. S. Avierintsev, Simvol, in: Kratkaya litieraturnaya entsiklopediya, Moscow 1971, vol. 7, p. 826; Polish transla­
tion in: “Polska Sztuka Ludowa”, no. 3/1988, pp. 149­
150.
Quoted after: Gerd Heinz Mohr, Lexikon der Symbole,
Bilder und Zeichen der christlichen Kunst, Düsseldorf, Köln
1972, p. 2.
Yuri Lotman, Symbol w systemie kultury, transl. Bogusław
Żyłko, “Polska Sztuka Ludowa”, no. 3/1988, p. 151,
based on the original text: Y. Lotman, Simvol v sistieme
kulturi, in: Trudy po znakovim sistemam, vol. 21, 1987, pp.
10-21.
Quoted after: Gerd Heinz Mohr, Lexikon der Symbole,
Bilder und Zeichen der christlichen Kunst, Düsseldorf, Köln
1972, p. 2.
R. R. Niebhur, “Harvard Divinity Bulletin”, OctoberNovember 1989, p. 3.
M. Eliade, Traktat o historii religii, transl. Jan WieruszKowalski, Warszawa 1966, p. 19.
K. Moszyński, Kultura Ludowa Słowian, Warszawa 1967,
vol. 2, part 1, p. 316.
Stanisław Pigoń, Goście z zaświata na Weselu, in: idem,
Poprzez stulecia. Studia z dziejów literatury i kultury,
Warszawa 1985, pp. 442-478.
Apart from writing poetry Moszyński also studied at the
Cracow Academy of Fine Arts in the studio of Józef
Mehoffer; cf. Wiktor Stoczkowski, Uczony - postać faustyczna, in: Szkice i próby etnologiczne, ”Studenckie
Zeszyty Naukowe UJ”, Kraków 1985; cf. also. XY,
Życiorys II, “Nauka Polska”, vol. 9, 1928.
Cf. S. S. Avierintsev, op. cit., p. 830; cf. Osip Mandelstam,
Słowo I kultura, Warszawa 1972.
K. Moszyński, op. cit., p. 15.

11

Ibid., p. 317.
M. Eliade, Sacrum, mit, historia, Warszawa 1970, p. 33.
B. Pasternak, Doctor Zhivago, Paris 1976, p. 44.
M. Eliade, Sacrum, mit, historia, Warszawa 1970, p. 41.
Ibid., p. 36.
P Ricoeur, Symbol daje do myślenia, in: Egzystencja i her­
meneutyka, op. cit., Warszawa 1975, p. 14.
Ibid., p. 78.
Ibid.
Ibid.
This is the sort of hermeneutics, which opposes the
“hermeneutics of destruction”, as P Ricoeur described it
(op. cit., pp. 77-94; 80). Fundamental division into two
types of hermeneutics was mentioned also by Gilbert
Durand: generally speaking, there are two types of her­
meneutics, thhe one that reduces the symbol to some­
thing that is (...) only the outcome (...), the symptom,
and that which, on the contrary, expands the symbol,
making it possible for the power of integration to rise in
order to gain access to a certain type of experienced
“supra-consciousness”. Cf. G. Durand, Wyobraźnia sym­
boliczna, Warszawa 1986, p. 118.
P Ricoeur, op. cit., p. 81.
G. Durand, op. cit., p. 119.
P Ricoeur, op. cit., p. 80.
On structural, semiotic, and phenomenological currents
in studies on the myth and the symbol as well as their
significance for contemporary Polish ethnography see:
Antropologia kultury w Polsce - dziedzictwo, pojęcia, inspi­
racje, “Polska Sztuka Ludowa”, no. 1, 2 /1980; no.
1/1981; here also an extensive biography of M. Eliade
and his works together with a bibliography.
In Polish ethnography I have in mind works that embar­
ked upon the effort of such a reinterpretation of ethno­
graphic sources and material, often referring to studies
by M. Eliade: Joanna i Ryszard Tomiccy, Drzewo życia,
Warszawa 1976; and the structuralistic works by Ludwik
Stomma, Słońce rodzi się 13 grudnia, Warszawa 1981;
idem, Antropologia kultury wsi polskiej XIX w., Warszawa
1980; second edition containing selected essays, Łódź
2002; Jerzy Sławomir Wasilewski, Podróże do piekieł,
Warszawa 1979; idem, Symbolika ruchu obrotowego i rytu­
alnej inwersji, Warszawa 1978, “Etnografia Polska”, vol.
XXII, fasc. 1; idem, Tabu a paradygmaty etnologii,
Warszawa 1989. At this stage it is difficult not to express
astonishment that L. Stomma's Magia Alkmeny (issued
in different publications, cf., i.a. Słońce rodzi się 13 grud­
nia, op. cit., pp. 24-45) - one of the breakthrough works
in Polish ethnography as regards interpretations not only
of the symbolic of bonds but also a presentation of the
function of the myth, integrating assorted domains of
human experiences, as well as methodological consequ­
ences and the importance of his study for an interpreta­
tion of folk tradition relating to beliefs about time,
space, folk demonology, etc. - has been totally ignored in
the above-cited Słownik terminów etnologicznych (cf. op.
cit., 1987); these works by Stomma are not mentioned
in bibliographies under: Magic, or in the general biblio­
graphy.
o n references to publications and reflections by M. Eliade
and the application of “the hermeneutics of recollections'”
in an interpretation of the symbolic structure of beliefs and
folk tradition cf. also later works: Danuta Benedyktowicz,
Zbigniew Benedyktowicz, Dom w tradycji ludowej,
Encyklopedia Kultury Polskiej XX wieku, Studia i materia-

�Zbigniew Benedyktowicz • THE SYMBOL IN ETHNOGRAPHY

ły, Wrocław 1992. On the symbol in ethnography: Zbigniew
Benedyktowicz, Stereotyp-obraz-symbol- o możliwościach
nowego spojrzenia na stereotyp, in: Zeszyty Naukowe
Uniwersytetu Jagiellońskiego. Prace Etnograficzne, fasc.
24, 1988, pp. 7-35 and idem, Portrety ’obcego. Od stereotypu
dosymbolu, Kraków 2000. See also: Zbigniew Benedyktowicz,
Danuta Benedyktowicz, The Home - the Way of Being. The
Home in Folk Tradition, Częstochowa, 2009
33 Works by Jerzy Bartmiński are fundamentally important
for the interpretation of the symbol in ethnography. Cf.
Słownik stereotypów i symboli ludowych, conception and
ed. Jerzy Bartmiński, vice-editor Stanisława
Niebrzegowska, vol. 1. Cosmos, [part] 1, Niebo. Światła
niebieskie. Ogień. Kamienie, Lublin: Wydaw. UMCS
1996, 439 pp., part 2. Ziemia. Woda. Podziemie, Lublin:
Wydaw. UMCS 1999, 481 pp.
The authors invariably retained the specific methodology
of the description of the entry devised for Słownik...,
which reviewers regarded as an original and successful
solution. This fact was stressed after the publication of
fasc. 1 of Słownik... by Władysław Kupiszewski, Anna
Tatarkiewicz, Marian Pilot, Jacek Banaszkiewicz, and
Roch Sulima in a discusssion published in: “Regiony”
1997, no. 3, pp. 2-11; Czesław Hernas, Krzysztof
Wrocławski, Anna Dąbrowska, Jan Miodek, Jolanta
Ługowska, Roch Sulima, Iwona Smolka, and Piotr
Matywiecki in a discusssion published in: “Literatura
Ludowa” 1998, no. 6, pp. 51-71; Barbara Boniecka in:

“Twórczość Ludowa” 1997, no. 4, pp. 43-45; positive
assessments were formulated by foreign researchers:
Svetlana M. Tolstaya (in: “Zhivaja Starina”, Moskva
1997, no. 4, pp. 52-53), Alexei Yudin (“Slavynovedeniye”
1998, no. 5, pp. 98-100 and “Narodoznavchi Zoshiti”
1997, no. 6, pp. 400-403) and Kasanovic Bogdan
(“Slavistika” IV, Belgrade 2000, pp. 277-278). According
to Jerzy Bartmiński: It is based on a conception of “cognitive
definition” built of stereotype motifs arranged into uniform and
semantically cohesive sets resolving questions about the place
of the given entry (object) in the system of inner relations
(collections, oppositions), its appearance, origin, application,
etc. The principle of building entries in the Lublin Słownik is
the division of explication and documentation; in the latter,
contexts are grouped according to genres that can be discove­
red also in traditional folklore. The purpose of thus created
entries is the reconstruction of particular fragments of the folk
image of the world seen by a carrier of traditional folk culture.
Work on Słownik... is being continued; starting with issue
no.1. 2007, the quarterly “Konteksty. Polska Sztuka
Ludowa”, published at the Institute of Art at the Polish
Academy of Art, proposes successively selected entries
prepared for consecutive volumes of Słownik... (cf. Jerzy
Bartmiński, Słownik stereotypów i symboli ludowych; Dorota
Piekarczyk, Joanna Szadura, [entry] Chaber; as well as
Czesław Robotycki, Przeciwko Kopalińskiemu w stronę
Bartmińskiego - o Słowniku stereotypów i symboli ludowych,
“Konteksty Polska Sztuka Ludowa” no. 1/2007).

12

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6462" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6442">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1a1851e7b0dc2cd0dcd07f52d5be4b35.pdf</src>
        <authentication>04765ed97da11d9f76a613a573f49e8d</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76925">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6498</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76926">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76927">
                <text>2014</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76928">
                <text>spis treści</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76929">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6070</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76930">
                <text>Spis treści/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76931">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76932">
                <text>redakcja PSL- Konteksty</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76933">
                <text>ang</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76934">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76935">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76936">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76937">
                <text>Polska Sztuka Ludowa

KONTEKSTY
f

CULTURAL ANTHROPOLOGY f ETHNOGRAPHY f ART f
Special Issue 2014 ISSN 1230-6142.
INSTITUTE OF ART POLISH ACADEMY OF SCIENCES, SOCIETY LIBER PRO ARTE

C o n te n ts

Volume I: Anthropology of Contemporary Culture
Zbigniew B enedyktowicz

The Symbol in Ethnography................................................. 6

L udwik S tomma

The Alcmene Myth ............................................................. 13

RYSZARD K apuściński

On Memory and Its Threats [Ryszard Kapuściński Talks with

Zbigniew Benedyktowicz and Dariusz Czaja ............... 21

Province
CZESLAW R obotycki

The "Province” from an Anthropological Viewpoint.
Reflections from the Perspective of the Dilemmas of Cultural
Communication .................................................................. 34

DARIUSZ C zaja The Paradox of the Province ............................................. 41
Zbigniew B enedyktowicz Coming Back Home. (In Praise of the Province). The Italian
Experience of Tarkovsky and Kantor ................................ 47

M aria Poprzęcka A t Home ............................................................................... 61
JACEK WALTOŚ

The Studio —the Partially Domesticated, Portable or Transitory
Hom e .................................................................................... 65

DARIUSZ C zaja My Mobile Home. The Travelling A rtist .......................... 67
W iesław K uba S zpilka My Province......................................................................... 79

Center, Metropolis, Cities
Zbigniew B enedyktowicz

A Phantom of the Centre of the World. A Contribution
to the Anthropology of Contemporaneity ......................... 84

LUDWIK S tomma

The Beauty of Human Error ......................................... 112

DARIUSZ C zaja

Fragments of the Venetian Discourse ............................ 120

JUSTYNA C hmielewska

Istanbul: Recollections from a Lost City ...................... 144

TOMASZ S zerszeń

Phantom Houses and Voyages to Nowhere ................... 151

W iesław K uba S zpilka

Poor Ethnography............................................................. 156

Ethnologist en route
JERZY S. W asilewski

The Secret History of Objects ........................................ 163

JERZY S. W asilewski

People of the Taiga, the Reindeer People,the People... . 168

JERZY S. W asilewski

Who Says Bonjour to Whom on Mont Blanc ?
Attempted Anthropology of Conventional Behaviour.... 177

1

�CONTENTS

Anthropology of Memory
WOJCIECH M ichera
TOMASZ S zerszeń

The Homelessness of Odysseus ....................................... 187
Anthropology as a Mask, a Costume, a Metaphor:
the Case of Michel Leiris and Roger Caillois ................ 193

W ojciech M ichera

Image, Crypt, Interpretation ........................................... 197

JERZY S. W asilewski

Transgression and Tragedy, Laughter versus D eath ...... 204

DARIUSZ C zaja

The Shadows of Europe. History and M etaph or ......... 211

SŁAWOMIR S ikora

Living Monuments. Forms of Memory and Oblivion
in the Film Gyum ri.......................................................... 221

Volume II: Anthropology of Film
Zbigniew B enedyktowicz

Anthropology of Film. Introduction ............................... 228

T eresa R utkowska

Fellini’s Wandering........................................................... 232

A leksander J ackiewicz

Charlie on an Italian Road ............................................ 243

Zbigniew B enedyktowicz

Road Movie —a Poem about the Pebble......................... 245

WOJCIECH M ichera

Nights of Cabiria by Federico Fellini
(Anthropological Notes) ................................................. 264

GRZEGORZ N adgrodkiewicz

Tragicomedy dell’arte, or Pierrotade d la G o d a rd ........ 269

WIESŁAW J uszczak

The Work and the “Boundary of M eaning" .................. 277

DARIUSZ C zaja

The Eternal Moment. On Babette’s Feast ................. 282

Zbigniew B enedyktowicz

Mary and Martha (Remarks on Babette’s F east)........ 289

MARTA L eŚNIAKOWSKA The Sin of Gluttony and the Cultural Conflict.
On the Margin of Babette’s Feast ................................ 294

W ojciech M ichera

In Front of the Room (Stalker)..................................... 296

DARIUSZ C zaja

Cipher and Epiphany. Several Remarks on n .................. 305

RYSZARD C iarka

Film and the True State of Things .................................. 311

SŁAWOMIR S ikora

The Predicament of the Meaning of Blow-up .............. 317

D ariusz C zaja

Why Is It the Way it Is? .................................................. 324

W ojciech M ichera

The “Image" in Blow-Up

—the Problem of Focalisation ......................................... 333
DARIUSZ C zaja
WIESŁAW S zpilka

Le Chef-d’oeuvre inconnu . Balzac and Rivette ......... 341
To See the World. Ethnography vis a vis Film
and M ass Culture................................................................ 352

W iesław S zpilka
MONIKA S znajderman

Batman —a Story of C reatio n ....................................... 357
What’s Under the Mask. On the Motif of the Man
Who Laughs: Several Remarks on Batm an................... 361

A nna S obolewska

The Construction of Existence ...................................... 365

Zbigniew B enedyktowicz

Tango - a Dance of Universal A lienation ................... 370

DARIUSZ C zaja

Fragmentary Presences. Portraits of Carlo Gesualdo .... 378

K arolina K osińska

The Androgyne Who Fell to E a r th ..................................391

DARIUSZ C zaja

Homo Faber. Accident or Necessity ............................. 402

B eata K osiń SKA-Krippner

The Parodic Nature of the Appropriation of Factual
Codes and Conventions in Mockumentaries ................. 414

Notes on Authors ......................................................... 429
Bibliographic Note ........................................................ 432

2

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6461" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6441">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/5478dafa398578411e60ad666147ad34.pdf</src>
        <authentication>1403b1236147532c97320c182eece63a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76912">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6505</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76913">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76914">
                <text>2014</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76915">
                <text>historia sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76916">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6077</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76917">
                <text>At Home/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76918">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue s.61-64</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76919">
                <text>Poprzęcka, Maria</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76920">
                <text>ang</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76921">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76922">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76923">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76924">
                <text>MARIA POPRZĘCKA

I

f we were to ponder for even a moment upon the
ostensibly commonplace expression used daily:
”I’m at home.... I feel at hom e...”, we might reali­
se that it evokes one of the greatest values of life. After
all, ”to be at home” signifies not only to reside in one’s
home. It also denotes to be oneself, in harmony with
oneself and all that surrounds us. Moreover, it signifies
an extremely precious feeling of inner peace, an accord
with the world and a spiritual equilibrium.
In European painting - and probably only in that
particular realm - this emotion was expressed in ima­
ges. In this case, the homes are not imaginary but, as
a rule, close to the life of the period. Characteristical­
ly, paintings depicting interiors in which ”one feels at
home” remain the domain of Netherlandish, German
and Scandinavian art. The reasons are probably nu­
merous: the cold that compels to seek a warm refuge,
the burgher culture that envisages the home as a ha­
ven, the longing for privacy with a distinctly deline­
ated boundary between that which is one’s own and
that which is alien, the need to possess space that is
ours and subjected to us, and, predominantly, the
yearning for a safe refuge in a world of our own, safe,
well-ordered, devoid of the haphazardness of fate,
predictable and closed against external threats.
The first to introduce the interiors of homes were
the Low Countries paintings of the fifteenth century,
making it possible to take a look into the prosperous
and neat chambers in which Mary feeds the Infant,
with all the spiritualia concealed sub metaforis corporalium. There are no signs of sanctity, but ordinary, stur­
dy outfitting - fireplaces, benches, pillows, candle­
sticks and mirrors endowed with religious significance.
This secular-sacral space is closed to the forces of evil:
in the Merode altarpiece St. Joseph in his carpenter’s
workshop sets traps for mice - the embodiment of dia­
bolical forces. The order of the homestead is a reflec­
tion of a higher, divine order.
The chamber in which Giovanni Arnolfini cere­
moniously stretches out his left hand towards the pre­
gnant wife is thoroughly secular but also full of hidden
meanings. The Arnolfini couple celebrate the por­
trayed ceremony in the privacy of their home, conce­
ived as a site suitable for nuptials. The painting by Jan
van Eyck is endlessly interpreted anew. The indubita­
ble fact is that together with the painter-witness of
the event; we have been permitted not only to take
part in an important act but also to share the intima­
cy of the bedroom of a married couple, a sphere of the
most protected privacy.
Paintings presenting home interiors create a specific
relation between the depicted world and the spectator.
We are looking at something that is not on view. Seven­
teenth-century Dutch paintings of interiors place us in
the ambiguous role of invisible voyeurs. We are not gu­
ests but neither do we trespass. Our unnoticed presen-

At Home

ce does not leave behind any traces on the immaculate­
ly glistening floors in the pedantic interiors depicted by
Pieter de Hoogh and other masters of Dutch interieurs.
Our intrusion into this world of ideal burgher order
obviously goes unnoticed by the women absorbed in
their simple household chores. Even the little dogs ac­
companying them do not detect the presence of a stran­
ger. Nothing disturbs the tranquillity. Nonetheless, we
find ourselves in a strangers’ home. Are we invited, or
not? Are we stealing a look, or becoming involved in
a game played with the spectator by the painted image
of privacy? After all, this spotlessness, industriousness
and affluence of the home are demonstrated for our sa­
ke. We are supposed to look and admire. It is art that
entitles and invites us to gaze at something which in re­
ality is inaccessible to the sight of an outsider.
Another sort of apprehension is created by the
images of home interiors popular in German Roman­
tic art and the Biedermeier culture. It was introduced
by the motif of the window, through which a solitary
figure, shown from the interior, looks out. For long,
this particular motif has been perceived as an image
condensing the tension and dilemmas characteristic
for the epoch, constructed upon a fundamental juxta­
position between “here” and “there”, and based on
the contrast between distance and proximity. The
window is a border of the conceptions of life and the
world. The inhabited interior, the world created by
man, opens up to the great universe of Nature. It also
offers an opportunity to seek a haven against the
outer world in peaceful daily life, and a likelihood of
tackling its challenges and dangers. The orderliness
and matter-of-factness of the interior are contrasted
with a hazy and conjectural landscape, the concrete with imagination. The window is a threshold but also
a barrier. It divides the domesticated, intimate and fa­
miliar refuge from distant, unknown and alien space.
It confronts secure enclosure and openness brimming
with uncertainty. We reside “here” - at home, in
a sheltered haven, but at the same time our gaze is
drawn to “there” - those worlds full of mystery and
unrest.

61

��1. Vilhelm Hammershoi, Interior with Easel and Punch Bowl, no date
2. Vilhelm Hammershoi, Interior with Woman Seen from Behind, 1903-1904
3. Vilhelm Hammershoi, Interior. With Piano and Woman in Black, 1901
4. Vilhelm Hammershoi, Interior with a Reading Lady, no date
5. Vilhelm Hammershoi, Bedroom, 1890
6. Vilhelm Hammershoi, At Woman Reading by a Window, no date
7. Vilhelm Hammershoi, Interior with Young Man Reading, 1898!
8. Vilhelm Hammershoi, The Tall Windows, 1913
Vilhelm Hammershoi, In the Bedroom, 1896

�M aria Poprzçcka • A T HOME

A t the turn of the nineteenth century, a period of
growing crises of the heretofore principles of creativity
and of approaching artistic revolts and revolutions, art
was not conducive for paintings focused on the peace
and quiet of home life. The exceptions were the repre­
sentatives of Intimisme from the circle of the Parisian
Nabists, hedonistically fond of bourgeois wellbeing.
Another isolated and thus unique exception is the oeu­
vre of the Danish painter Vilhelm Hammershoi, until re­
cently forgotten, who remained perfectly indifferent to
the transformations of contemporary art. In willingly cul­
tivated isolation he created a totally independent and in­
imitable art, private and enclosed in a world of its own.
This is to a great measure a women’s world, seclu­
ded within the home, with a frequent recurrence of
the identical motifs of an inhabited interior, empty or
with a solitary figure. Both the address and the model
are known: the artist portrayed his own flat in an old
Copenhagen town house and his wife, with whom
spent his whole life with no children. Nonetheless, the
imagery appears to be suspended outside a definite ti­
me and place. Although in successive paintings we re­
cognise familiar, meticulously rendered details: empty
grey walls, white varnished doors, sparse and simple
pieces of furniture - the overall impression is that of
something closer to a melancholic vision than a con­
crete interior. Hammershoi built the unusual ambien­
ce of his paintings by almost totally depriving them of
colour and submerging them in pearly greys, faded be­
iges and browns contrasted with black and white.

These neat and simple rooms prove to be even
more intriguing when we compare them with the in­
teriors of the epoch, which seemed to closely enfold
the residents and were full of colourful wallpaper,
plush drapes, carpets, soft upholstered sofas, armcha­
irs, chaises longues, pillows, jardinières and bric-abrac... Instead of profuse decorations we are dealing
with ascetic moderation, which harmonises with the
painterly form, reduced almost to an architectural
drawing. Even the view from the window does not di­
sturb the immaculate, geometric order, and shows
identical windows on an opposite wall in a cramped
courtyard. The pale sunlight on the floor, seeping
through the window bars, has been captured within
the rigour of a perspectivistic diagram. Nevertheless,
paradoxically, these are not interiors lacking “a wo­
man’s touch”. Sometimes, there appears in them the
unassuming figure of the lady of the house, always
dressed in black and turned towards us with her back.
In these seemingly cold and impersonal rooms we fe­
el her calm and warm feminine presence, though we
never see her face.
Similarly as in the Dutch intérieurs, in the Hammershoi canvases our role as spectators remains unc­
lear. Captivated, we are nonetheless embarrassed by
this admittance to the privacy of a home that is both
“being at home” and “for each other”, never merely
for show. But once again, it is art that offers us the key
to a stranger’s home, which, fortunately, remains
unaffected by our presence.

Vilhelm Hammershoi, Interior, 1898

64

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6460" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6440">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/43beee06bbc953a2cbb21c5433064f48.pdf</src>
        <authentication>b128064e87fd72d91d693be4ef1620d3</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76899">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6504</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76900">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76901">
                <text>2014</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76902">
                <text>antropologia kulturowa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76903">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6076</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76904">
                <text>Coming Back Home.(In Praise of the Province) / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76905">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue s.47-60</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76906">
                <text>Benedyktowicz, Zbigniew</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76907">
                <text>ang</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76908">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76909">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76910">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76911">
                <text>W

hat ancestor speaks in me? I can’t live simul­
taneously in my head and in my body. That’s
why I can't be just one person. I can feel within
myself countless things at once.
There are no great masters left. That’s the real evil of
our time. The heart’s path is covered in shadow. We must
listen to the voices that seem useless in brains full of long
sewage pipes of school wall, tarmac and welfare papers.
The buzzing of insects must enter. We must fill the eyes
and ears of all of us with things that are the beginning of a
great dream. Someone must shout that we’ll build the pyra­
mids. It doesn’t matter if we don’t. We must fuel that wish
and stretch the corners of the soul like an endless sheet.
If you want the world to go forward, we must hold
hands. We must mix the so-called healthy with the so-cal­
led sick. You healthy ones! What does your health mean?
The eyes of all mankind are looking at the pit into which
we are plunging. Freedom is useless if you don’t have the
courage to look us in the eye, to eat, drink and sleep with
us! It’s the so-called healthy who have brought the world
to the verge of ruin. Man, listen! In you water, fire and
then ashes, and the bones in the ashes. The bones and the
ashes!
Where am I when I’m not in reality or in my imagina­
tion? Here’s my new pact: it must be sunny at night and
snowy in August. Great things end. Small things endure.
Society must become united again instead of so disjointed.
Just look at nature and you’ll see that life is simple. We
must go back to where we were, to the point where we took
the wrong turn. We must go back to the main foundations
of life without dirtying the water. What kind of world is
this if a madman tells you you must be ashamed of your­
selves!
[Fragment from Nostalghia, a film by Andrei
Tarkovsky1]

ZBIGNIEW
BENEDYKTOWICZ

Coming Back Home.
(In Praise of the
Province). The Italian
Experience of
Tarkovsky and Kantor
minutes of work on the final image; I am well aware
that considering the time intended for presentations
at our conference this might prove to be a rather
risky attempt. The sequence starts with Domenico’s
speech. Let us then briefly recall who he is. W hat is
Nostalghia about?
Domenico is an apparently deranged former small­
town maths teacher, who for seven years forbade his
wife and children to set foot outside their home in or­
der to protect them against the end of the world, a
catastrophe whose approach he fears. Having set his
family free, he becomes possessed by an idée fixe - we
learn that every so often he is detained by the police
and then escorted home, rendering the realisation of
his project impossible. This is the way in which the di­
rector described Domenico‘s dramatis persona, whose
role grew while shooting the film:
Tonino Guerra [the co-author of the Nostalghia
screenplay - Z. B.] found this person in a newspaper clip­
ping and we since developed it a bit further. (...) He is
obsessed with the thought of committing an act of faith,
such as walking straight across a pool —a gigantic, square,
old Roman bath in the centre of the Tuscan village of
Bagno Vignoni — with a lit candle in his hand3. On
the eve of his return to Russia (the Soviet Union),
Gorchakov - the film’s leading protagonist, a Russian
intellectual, poet, scholar, and expert on Italian cul­
ture conducting a scientific trip around Italy in the
footsteps of another Russian émigré, a musician and
a composer (more about him in a while) - decides to
carry out Domenico’s plan. He does so just before go­
ing back home, having found out about Domenico’s
act of sacrifice on television news. - “Switch on your
TV “ - an Italian translator, Gorchakovs‘ travelling
companion, phones him. Domenico left for Rome to
commit self-immolation next the statue of Marcus
Aurelius on the Capitol and in this way to stridently
convey his protest; the pertinent scene, however,
shows him calmly warning about the state of the con­
temporary world in the throes of a crisis and on its
way towards self-annihilation. A t the same time, Gor­

These words originate from a speech given by
Domenico, one of the protagonists of Andrei Tark­
ovsky’s film Nostalghia. Actually, I am fascinated
by the extraordinary and memorable final image,
introduced by Domenico‘s statement. In his excel­
lent: What Is Nostalgia? Leonid Batkin conducted an
in-depth and detailed analysis of the film, conclud­
ing that the whole film is actually a two-hour long
preparation for a single frame shown at the very end.
I cannot surmise how this was accomplished, he wrote.
Nonetheless, the whole plot is resolved in this astonish­
ing drawn-out take. I am ready to explain the whole film
as a two-hour long preparation for a single frame that
is not simply the last but prime and essential. All that
which appeared to be overly obvious, demonstrative, and
allegorical, all those banal conversations, the instructive
story of Domenico or the intentionally “wise" conver­
sations with the “simple folk" suddenly disclosed their
amazing sense. The concluding single take restored an
air of mystery to everything2. We shall watch only 12

47

�Zbigniew Benedyktowicz • COMING BACK HOME

fall on the man gazing ahead, the dog at his side, the
house, and the church. It starts to snow.
The dramaturgy of this sequence is probably best
evoked in: The final editing plan of “Nostalghia”, re­
corded in Tarkovsky’s Diaries [Time within Time: The
Diaries]:

chakov (his suitcases packed and waiting in front of
the hotel) cancels his ride to the airport (the taxi is
ready), and returns to Bagno Vignoni, where earlier
he had learned about Domenico’s “story“, met and
talked with him at his home; now, he intends to ful­
fil Domenico’s irrational project which, he believes,
will save humankind. Gorchakov walks into the pool,
which at that moment is being cleaned (the water
spouting from the steamy springs is shallow, and the
small-town dwellers are engaged in removing assorted
debris of contemporary civilisation, bottles and coins
thrown in for luck by tourists); he lights a candle and
embarks upon the arduous attempt at carrying it from
one end of the pool to the other. Gorchakov is sick
and weary (this is the way he appears throughout the
whole film - he suffers from a heart condition). Fi­
nally, after two unsuccessful attempts (the wind puts
out the candle midway and then just before complet­
ing the task) Gorchakov, who each time starts anew,
shields the flickering flame with his coat and hand
(watching him, we can almost feel his physical effort
and fatigue) and manages to place the candle at the
foot of a wall on the opposite end of the pool. From
here, a single long and slow take leads us to the abovementioned final shot: a wooden cottage straight out
a Russian village, inscribed into the ruins of a Cister­
cian abbey, the twelfth-century Gothic cathedral of
San Galgano. Actually, we do not see this image right
away and it comes into view gradually. First, there is
Gorchakov sitting on the ground in front of a pud­
dle; behind him there stretches a Russian landscape
with the cottage and a path gently winding down into
a valley and leading to the house. This is the same
house, which appeared at the beginning of the film as
part of a dream, a reminiscence (?) accompanying the
protagonist on his Italian journey. The dog lying next
to Gorchakov is the one from the recurring images of
the Russian country house, and from an Italian hotel
room where at night it sleeps next to the bed of the
tired Gorchakov. This is the dog from under the col­
onnade in Piazza de Campidoglio amidst people indif­
ferently listening to Domenico a moment before his
self-immolation, the same dog which anxiously twists
and turns, and howls in fear and pain as it witnesses
the flames embracing Domenico’s convulsively writh­
ing body. In the last shot, the puddle reflects three
rectangular shafts of light. The slowly withdrawing
camera pans back, revealing the architecture of the
cathedral; only then do we see the image in its en­
tirety: man, dog, and country house inserted into the
walls of the ruined cathedral of San Galgano. The
light glistening in the puddle actually shines through
the empty windows of the presbytery. We hear sing­
ing, a plaintive chant, a Russian folk song resembling
a blend of a lament and a lullaby. Illuminated snow­
flakes melting on the ground and in the puddle slowly

(...)
9. Campidoglio
The deranged; Domenico on horseback; Gorchakov
returns to Bagno Vignoni; Domenico’s two hour-long
speech; petrol; broken tape recorder; fire; Domenico’s
death; Beethoven.
10. Crossing over with a candle; Gorchakov’s death;
Gorchakov’s country house within cathedral walls; Freezeframe; Russian song; Verdi.
11. Dedication: In memory of my mother.4
Let us once again cite Batkin and his description
of the closing image: This shocking, surrealistic and
possibly ingenious shot is constructed in such a way
that space is perceived completely naturally as a ho­
listic image stemming from the film’s theme. It sim­
ply remains in front of our eyes, and will always do
so. This is the afterlife future, the next world. Inside,
there is our Italian present, the courtyard of a church
already mentioned by Dante. The future within a Ro­
manesque church, Italy, emigration, and the present.
Russia is that village with the protagonist sitting on
the slope of a hillock and the same dog at his side.
Initially, the camera notices only a puddle strangely
divided by sunbeams. A t first, I was unable to un­
derstand the nature of the rays and the source of the
light falling through an arcade of an Italian, probably
twelfth-century church.
Finally, all became one —the past, the present and the
future, Russia, Italy, life and eternity. All matched the
space of that world, surrealistically constructed thanks to
the magnificent quality of the image. The most amazing
thing is that we are simply unaware of the editing. Italy is
the suitable place for this green slope, that glistening pud­
dle, all that which is Russian. Peace descends upon the
soul. And yet this is one of the most artificial moments in
the whole film...
I felt confused. After all, everything that which I liked
and disliked in this film, its epiphany and suffering, its sin­
cerity and artificiality, came together in the finale. This is
a blend of higher art and truth, the demonstrative quality
of the idea and visual conviction. I do not know how this
was achieved. Nevertheless, the whole plot is resolved in
this unusual, long take.5
Why have I decided to take you back to this symbol
at a conference about the Images and Myths of Europe?
The Western and the Eastern Perspectives? There are at
least several reasons. To start with the most obvious
one, I believe that the image in question could become

48

�Zbigniew Benedyktowicz • COMING BACK HOME

a framework for further reflections, or constitute a
firm point of reference and landmark in the course of
our discussion. One could say that Nostalghia and its
closing or, as Batkin declared, “prime and essential“
depiction contain almost everything that is associated
with the province and its eulogy: a Russian country
house inscribed into the walls of a cathedral. That
which is connected with the landscape of folk, provin­
cial and “low“ culture, that which is low, mundane,
simple, human, and local has been installed into that
which is lofty, universal and high. The architecture
of the towering cathedral, whose raw, unadorned and
decaying walls and transparent openings-remnants
of a rosace and windows let in the light from above,
embraces the whole image. “This world“ (“my local
world“) has been literally incorporated into “that
world“, a historical, geographical, cultural, mythical,
existential, religious and metaphysical dimension. You
see how difficult it is to describe this composite, poign­
ant and original image, which I regard as part of a cer­
tain tendency that could be described as an “Eastern
perception“ of Europe and art. I discern an amazing
coincidence between Tarkovsky’s imagery with that
which in the 1980s (at exactly the same time, since
Nostalghia was made in 1983) Janusz Bogucki (art
critic and author of numerous exhibitions) described
in a series of displays featured in Poland as “art go­
ing back home“, “a return to the church“. I have in
mind his “Labyrinths” series, shown in the ruins of a
church undergoing reconstruction in Żytnia Street in
Warsaw, or later in the austere interior of a church
under construction in the district of Ursynów. In the
1990s, the same current was present in the “Epitaph
and seven spaces“ exhibition at the “Zachęta“ Gallery
in Warsaw and at the nearby Ethnographic Museum,
the site of an encounter of popular folk art accompa­
nying the cult of the images of Our Lady of Guadalupe
and Our Lady of Częstochowa. The leitmotif of these
shows was a fusion of secular and religious art, high art
and “low“ folk art, popular native art with the art of an
ostensibly distant culture, and, finally, modern art and
art inspired by folk architecture. In “Seven spaces“
Holy Mount by Grzegorz Klaman, Tents by Magdalena
Abakanowicz, and School Desks from Kantor‘s The
Dead Class were shown together with Home by the
Group from Lucim (Bohdan and Witold Chmielewski,
Wiesław Smużny).6 The concept of these exhibitions,
apart from emphasis on the multi-cultural experience
of the sacrum, was to arrange a meeting of assorted
religious, spiritual traditions. (The subtitle of “Seven
spaces“ was: “The paths, traditions and peculiarities
of spiritual life in Poland reflected in the mirror of art
at the end of the twentieth century”).
Could there be a more apt description of the com­
plex imagery proposed by Tarkovsky in Nostalghia
than “going back home - a return to the church“? We

49

�Zbigniew Benedyktowicz • COMING BACK HOME

Photos from the Nostalghia, by Andrej Tarkowski

ing again and again, for instance, what rain signifies in my
films; why does it figure in film after film; and why the
repeated images of wind, fire, water? I really don’t know
how to ideal with such questions.
R aif is after all typical of tha landscape in which f srew
uSi in Russia you have those Iona, dresry, persistent rains.
And I can
say/
that:
I
iove
nature —I
and aeei perfectly happy when S’m away erom the para­
phernalia of modern civilisadon, just as t felt wonderful in
Russia when I was in my couatra house, with three hun­
dred kiiometret between Moscow and myself Rain, fire,
water, snow, dew, the driving ground wind —all are part:
of the material setting in which we dwell; I would even
say of the truth of our lives. I asm therefore puzzled when I
am toid that peopte cannot simply enjoywatching nature,
when it is lovingly reproduced on the screen, nut have to
look tor some hifdsn mepning they feel it must coniain. O f
course, ruin can be just seen as tad weather, wherefs I use
it to create a particular aesthetic setting in which to steep
intsopuce the plot. But that is not at all the rame things
as bringing nature into my films as a symboi of something
elso. Tteavenforbid! In commersial
cinema nature often does nol exist at all; aii one has is
the most advantapeoue lighting and exteriors for the pur­
pose of quack shoo ting — everybodyy follows the plot and
no one is bothered by the artificiality of a settieg that is
more or lese right, nor by tie disrepard for detail and at­
mosphere. When the screen brings the reai world to the
aedience, the world as it actually is, so that it can be seen
in depth and frem all sides, evoking its very smell, allowing
eudiences to feel on their spin its moisaere or its dryness

come across the s ame spirit, tone, reflection of an idea,
and longing Sor unity in yet another arrival from “a dis­
tant land“ ; the discussed image reflects a conception
close to the viiion expounded by John Paul II when
lie spoke about trine two lungs of Europe (eastern and
waetern tradition).
It is a known fact that the author of Andrei Rublyov
frequently disassociated himself from symbolic and
m etcphorical interpretations of his films. Actually, the
whole question Ss mneh mora com plicated7, since it is
possible to formulate and justifiably defend the thesis
that we are dealing with a pure symbol, a combination
(Greek: ssn-balio, tymbafein) of two sepaoate parts, in
other words, Nostalghia pnd ittfin a l Smage possess a
feature described by Richard R. Niebhur writing about
the symbol: We do not embe(lish our experiences with
symboSs but it is they, which coo.erate with our experi­
ence via processes of affiliation, which we understand onis
partially. To symbolize means to arran.e those partscles
and elements oh a flrwina stream of cxScrisnces, which,
once united, create luminescence, temporary or perma­
nent rays, in whieO a part of the cosmos, a corner of our
habitat or some dork subterranean labyrinth ligfiens up8.
In Tarkovsky’s film this merger and luminercence
tire conspicuous. The director’s distance towards the
symbol neoer changes. In a chaptrr on Aptes Xinishino
Nostalahia in his Zapiechttennoye vremia (Sculpting Sn
Tim e) he wrote: O f late, I have frequently foundmyself
addressing audiences, and I Sraee noticed that whenever
I declare shat there are no symbols or metaphors in my!
films, those present express incredulity. They persist in ask­

50

�COMING BACK HOME

Zbigniew Benedyktowicz

— it seems that the cinema-goer has so lost the capacity
simply to surrender to an immediate, emotional aesthetic
impression, that he instantly has to check himself, and ask:
‘Why? What for? What’s the point?9
Slightly further on, in a reference to the image of
interest to us, the director added:
I would concede that the final shot of Nostalgia has
an element of metaphor, when I bring the Russian house
inside the Italian cathedral. It is a constructed image which
smacks of literariness: a model of the hero’s state, of the
division within him which prevents him from living as he
has up till now. Or perhaps, on the contrary, it is his new
wholeness in which the Tuscan hills and the Russian coun­
tryside come together indissolubly; he is conscious of them
as inherently his own, merged into his being and his blo­
od. And so Gorchakov dies in this new world where those
things come together naturally and of themselves which in
our strange and relative earthly existence have for some
reason, or by someone, been divided once and for all. All
the same, even if the scene lacks cinematic purity, I trust
that it is free of vulgar symbolism; the conclusion seems
to me fairly complex in form and meaning, and to be a
figurative expression of what is happening to the hero, not
a symbol of something outside him which has to be deci­
phered.10
There is no time for expanding and justifying the
thesis that the discussed image is a symbol if only due
to those features whose presence is stressed by hermeneutist: the ambiguity, multiple meanings, composite
nature, complexity, and, more precisely, the dynamic
and dialectic of the symbol are the reasons why it is
both simple and complicated, ever enrooted in the
concrete and reality. Why it combines the sensual
and the intellectual. Why its characteristic traits in­
clude the retention of a dual character: reality and
unreality/irreality since it would have not been a sym­
bol if it had been only real, it would have been a real
phenomenon which could not be symbolic; only that
which within one thing encompasses another is sym­
bolic. If a symbol were to be unreal, then it would be
empty and imaginary, with no references to any sort of
reality, and thus it would not have been a symbol (C.
G. Jung); the symbol always contains something or­
ganic, archaic (S. Avierintsev, Y. Lotman). They are
the reason why one can see the whole via a particle:
each time it refers to that what is most prominent —the
idea of the wholeness and unity of the world, a fully cos­
mic and human universe (S. Avierintsev, Y. Lotman).
Why the symbol is not only (a single) given meaning,
but a “task“ —the sense of the symbol comes into being
not solely as a ready presence but also as a dynamic ten­
dency: it is not given but assigned. You must change your
life [ultimately, this is Domenico’s message to the
divided world of the “healthy“ and the “normal, the
“people from the centre“ and the “peripheries“. His
sacrifice takes place in front of an uninterested audi­

51

ence to the strains of Beethoven’s Ode to Joy from the
Ninth Symphony, today the hymn of a united Europe];
the sense of a symbol cannot be deciphered through the
effort of the mind alone, one must “enter into its spirit”11.
Finally, they are the reason why it has a dialogical
structure, and why consideration of the symbol is a
dialogical form of cognition (S. Avierintsev). And so
on, and so forth.
On the other hand, it is worth drawing attention
to yet another factor essential in the structure of the
symbolic image from Tarkovsky‘s finale. In its primary
meaning, the symbol was identification. In antiquity
- a topic extensively discussed by Pavel Florensky in
his Ikonostasis12 - the symbol was an object made of
clay, wood, or metal, divided into two parts, a pic­
ture cut into two, a document, a cube, a tablet, or
anything which after being put together regains its
meaning and once again serves as an identification.
It was mutually offered by friends, business partners,
debtors and creditors, pilgrims, people linked by vari­
ous bonds, who split the “symbol“ into two fragments
that in the future, placed side by side either by them
or their messengers could comprise an identification.
The symbol made it possible to recognise one’s own.13 It
contains all the warmth of a secret that binds togeth­
er. The symbol acts as a sign of identity and unity (it
is also a credo). In the case of Tarkovsky, it is two
different parts, two different images brought together.
These are not merely images of Europe as such, W est­
ern Europe, Italy and the Russian provinces, but ba­
sically of two provinces: the West European, Italian
province (Tuscany) and its Russian counterpart. Im­
ages of the country house and the cathedral, parallel
symbolic images of the world: the house and the c h
u r c h (both comprising imago mundi, essentially the
home and the church are one14) are here put together
and coalesced into a single organic whole without ob­
literating the differences. This surreal image-symbol,
an identification, assembled and offered in the final
act of Nostalghia, expresses, demonstrates and discov­
ers that which is held so dear by anthropology, and
which is close to its motifs and fundamental expe­
riences, as well as the European vision and idea (of
what Europe is, could or should be). It is a discovery
of unity in diversity.
Returning to the main theme, I shall try to propose
a greatly abbreviated designation of the foremost land­
marks and motifs on our map of meanings contained
in reflections about the province; produced by that
special perception of Europe seen from the East, this is
the vision recorded by Tarkovsky in the oft-mentioned
finale of Nostalghia.
In the person of the leading dramatis persona we
have: 1. an arrival from a distant province, 2. a motif
of the home and going back home, 3. an attachment
to one’s native land and a longing for it, 4. nostalgia:

�Zbigniew Benedyktowicz • COMING BACK HOME

suffering caused by separation from the home and
motherland, the impossibility of going back home or
the efforts such a return entails.

N ostalgia
Gorchakov is a poet who travels to Italy to collect
material about Beryozovsky, a Russian serf, musician
and composer (in the film he is mentioned as Sosnovsky). Beryozovsky is an historical figure, Tarkovsky
wrote. He showed such musical ability that he was sent
by his landowner to study in Italy, where he stayed many
years, gave concerts and was much acclaimed. But in the
end, driven no doubt by that same inescapable Russian
nostalgia, he eventually decided to return to serf-owning
Russia, where, shortly afterwards, he hanged himself;21
elsewhere, the director added: ... he turned alcoholic
and subsequently committed suicide.22 A t this point, we
arrive at the specific phenomenon of nostalgia, whose
very meaning is enclosed in a combination of two
Greek words: nóstos - return, and algos - suffering. In
the earlier mentioned essay: What is Nostalgia? Leonid
Batkin, whose interpretation is often extremely criti­
cal and full of scathing irony and malice towards the
film, its author, and the solutions applied in certain
scenes, acknowledged the importance of the closing
image, which “restores an air of mystery to every­
thing“. (I shall never forgive Tarkovsky this, from my
point of view, disastrous film in which his heretofore
poetics falls apart). On the other hand, Batkin appears
to agree with the director as regards one thing: Rus­
sian nostalgia is exceptional. Batkin started collecting
solutions to the key question concerning the nature of
nostalgia by comparing poems by Josif Brodsky (De­
cember in Florence, and then other works) with Tarko­
vsky’s film in order to disclose the strikingly unusual
condition of the main protagonist. While travelling to
and across Italy Andrei Gorchakov constantly turns
away from its beauty and outright tries to ignore it. (I
shall cite only a fragment of the poem mentioned by
Baktin, indispensable for the clarity of further argu­
mentation):

Home
The home appears already at the very onset of the
sequence: Domenico sets fire to his body, “the home
of his soul“, and someone else (Gorchakov) carries
the light to the other end of the pool in his stead. In
Nostalghia we have, therefore, not only a forecast of
Tarkovsky’s next film The Sacrifice (whose finale fea­
tures a burning house), but also a continuation of the
theme and image of the home present also in this di­
rector’s other films preceding Nostalghia. In her essay
Home and Road, Neya Zorkaya15 extensively discussed
the significant motif of the home in Tarkovsky’s oeu­
vre. We see it in Solaris: The home- ideal and the homereminiscence —this is the home of Kelvin-the father, built
not in a fantastic landscape but in native Russian coun­
tryside: a house standing under oak trees, a green glade
on the banks of an overgrown stream.16 “The thinking
ocean bestows peace upon Kris‘ troubled soul, offering
him an image of his father’s home. Ivan [My Name is
Ivan (Ivan’s Childhood)] wanders across a wartime wil­
derness, while the charred house gazes after him with
empty eye sockets”.17
In Mirror it is the family home, enveloped in love and
the sadness of nostalgia, made out of beams and stand­
ing under pine trees —the promised land of childhood.18
In Stalker the dream-sequence room, to which the
hero keeps on returning, shakes to the rhythm of a
speeding train - the lamp, the table, the whole room
tremble. It is simply impossible to ignore the oneiric
motif of the “dream home“, whose portrayal in Nostalghia accompanies the protagonist in his dreams and
reminiscences throughout his Italian voyage and re­
appears at its end. It is the home described by Gaston
Bachelard:
The real world becomes obliterated whenever we
transfer our thoughts to the home of our memories.
What is the significance of the houses we pass by while
walking down a street if our memory recalls our fam­
ily home, the home of absolute intimacy, the home
from which we derived the very conception of inti­
macy? This home is somewhere far away, we have lost
it, and no longer live in it, and we know, unfortunately
for certain, that we shall never again do so. Then the
home becomes more than a mere memory - it is the
home of our dreams. (...) What is real: the home in
which we go to sleep, or the home to which we loyally
return once we had fallen asleep?19
Tarkovsky wrote about Gorchakov: (...) acutely
aware of being an outsider who can only watch other pe­
ople’s lives from a distance, crushed by the recollections of
his past, by the faces of those dear to him, which assail his
memory together with the sounds and smells of home.20

In a smoke-filled café, in the semi-shade of his cap
He grows accustomed to the nymphs on the ceiling, the
cupids, the stucco
(...)
A sunbeam refracted against a palace,
The dome of a church with Lorenzo’s final resting
place,
Permeates the curtains and warms the veins
Of dirty marble, a vat with a flowering verbena:
And trills resound in the centre of Ravenna made of
wire.
Behold, a Russian émigré in Italy, Batkin wrote. His
name is Josif Brodsky. Perhaps he is the protagonist of
Tarkovsky’s Nostalghia. The words used by Brodsky
convey visual impressions — “smoke-filled”, “semi­
shade”, “dirty” (...) Gazing from under a Russian cap
(I made it up), he reluctantly and even with disgust gets

52

�Zbigniew Benedyktowicz

COMING BACK HOME

used to Baroque or Renaissance forms. Brodsky wrote
about the dome of a church with Lorenzo's final resting
place... Dear God, this is Santa Maria del Fiore! Quite
possibly the most amazing dome in the whole world. He,
however, does not want to look at it. The curtains are
drawn. A sunbeam indifferently passes the magnificent
church and occupies itself with something else: it warms
up the dirty marble and a vat. Such a vat could have eas­
ily found itself in Tarkovsky’s film. We can easily imagine
the whole situation: a café, the camera focused on the
stuccoed ceiling, halting next to a birdcage, observing the
curtains penetrated by a sunbeam, and the dust floating
in the air. In a drawn-out take we see the veins of the
unwashed marble floor. The caged goldfinch, an impris­
oned singer, exiled. Dante in Ravenna, and the Russian
artist —Brodsky or Tarkovsky, or simply some “Andrei,
the writer” —as an émigré, homesick, alone, in the wire
cage of Italy.23
Further on, there is no more scoffing, and the au­
thor of Nostalghia and his interpreter concur. Nostal­
gia is a truly serious issue.

ing us; the heart of the matter thus involves the tragedy
of being unable to communicate ... I have in mind com­
munication in the supreme meaning of the word. (...) In
addition, we are forced to take into account the fact that
no translation of a literary work, even the most sensitive
one, can convey the true profundity and subtlety of a lan­
guage. Take the example of the word “nostalgia". Even if I
were to become fluent in Italian, as a Russian I shall never
understand Petrarch entirely, just as an Italian will not
understand Pushkin. (...) We in the Soviet Union pretend
that we understand Dante and Petrarch, but this is not
true. And Italians pretend to know Pushkin, but that is
also an erroneous assumption.26
[About Gorchakov]: Knowing full well that he can­
not make use of his Italian experiences increases his inter­
nal pain, "nostalghia", which includes an awareness of the
fact that he is totally unable to share his experiences with
his dear ones at home, even with those who were closest to
him before he left for Italy.27
Batkin:
[About Gorchakov] "He says: I have grown bored
with your beauty, I don't want it for myself alone... [...]
This is the feeling of an utterly personal and terrible depri­
vation committed by those who are not accompanying him
in Italy. An extremely private spiritual agitation. I consider
this question through the prism of my own experiences. I
spent my whole life studying Italy, and last year for the first
time I stayed for a few days in Rome and Bari. I became
haunted by a strange feeling: why only I? In such a mo­
ment it is quite natural to think about those closest to us,
all those Russians standing at bus stops and in enormous
queues in front of shops, who do not even suspect that it is
possible to lead a different life. This is by no means some
sort of an altruistic reflection. We weep over our joint
plight, in which your individual life also takes part“28

Tarkovsky:
The nostalgia of my film is a fatal illness suffered
by someone who is far from his own origins and cannot
return there. It is an illness. How else can one describe
something, which deprives man of his vital forces, entire
energy, and joy of living? Not simply a feeling of sadness.
The victim becomes crippled, and a certain part of him
ceases to exist. A Russian will not harbour any doubts
—this illness is real. I find it very difficult to speak about
nostalgia in a manner comprehensible to people who are
not Russians. I repeat, this is a illness (...). If a person
proves incapable of overcoming it, it becomes a fatal ill­
ness, contracted only abroad. Travelling across Russia I
might experience sadness but not nostalgia. (...) [Nostal­
gia] is more than longing.24

Tarkovsky (supplementing this singular meaning
of the word “nostalgia“):
This is the reason why nostalgia is not grief for the
past (...)
And we Russians, for us nostalghia is not a gentle and
benevolent emotion (...). For us it is a sort of deadly di­
sease, a mortal illness, a profound compassion that binds
us not so much with our own privation, our longing, our
separation, but rather with the suffering of others, a pas­
sionate empathy.29

Batkin:
Russian nostalgia is exceptional, deprived of all hope,
and incurable . It is, however, the last level of that which
Petrarch, also familiar with this emotion, as is every man
of the West (there is no need to exaggerate: although we
live on different planets we still remain in the same galaxy
of culture), described as “acedia" —the final stage of an
inexplicable dislike towards the world.25
Nostalgia is caused by a division of the world.

O nce again Batkin, since the last word always
belongs to the interpreter:

Tarkovsky:
This will be a film about how appalling it is that in the
twentieth century we are incapable of enabling all those
persons dearest to us to witness our journeys. Or, on the
contrary, that we would like to tell everyone whom we
meet, in this case in Italy, about our native land, and are
unable to do this well owing to the great differences divid­

What is this terrible Russian nostalgia? I asked myself:
was Gogol homesick while in Rome? He led a peaceful
life, loved the town, and wrote Dead Souls. Did Turgenev
long for Russia? We cannot tell. Perhaps he felt homesick
in the winter, but certainly not in the summer when he

53

�Zbigniew Benedyktowicz • COMING BACK HOME

moved back to his estate. Quite possibly, this is just com­
mon human homesickness, a yearning for the homeland
experienced by everyone. In the case of Tarkovsky, how­
ever, it is the longing of an exile, a political émigré, and
not simply the homesickness of a person who had left for a
short while. The exile's homeland has been amputated. He
cannot return whenever he wishes to do so. Unlike others,
he cannot see his native land. This is the first and sim­
plest secret of Russian nostalgia. We are not dealing with
commonplace departure, but with amputation. When one
leaves at the age of fifteen, one turns into a Frenchman or
an American, and even more so if one leaves aged five. As
a rule, however, we set off as adults, and this means that
we become deprived of our childhood, youth, the best years
of our lives, our health and strength —all that which existed
in Russia when we were young, even if this was corvee-era
Russia. (...) To this we must add something, which Eu­
genia [Gorchakov's guide and translator] noticed, namely,
that we never arrive from another country, but move to a
different planet. I believe that this holds true also for An­
drei Tarkovsky; we never travelled while young, although
it has been known for centuries that one should start see­
ing the world in one's youth. We find the West, America
and Italy strange. We arrive there when we are already
tired. We do not speak the language and find ourselves
in a different civilisation, not Russian and even more so
not Soviet. We adapt with much greater difficulty than a
Calabrian peasant woman in northern Italy.30

who, apart from fanatics and experts, not to mention
Western anthropologists specialising in nostalgia, is
familiar with the works of Tarkovsky and Brodsky or
even heard about them? This is why I regard the mod­
el-like, serious, “Russian“ clinical case as noteworthy
and deserving to be included into our anthropological
musings. Even more so considering that the imagery
proposed by Tarkovsky combines the motif of the
home and going back home with certain findings by
David R. Lachterman about the relations between the
Greek noos - intellect and nostos - return. The article:
Noos and Nostos. The Odyssey and the Origins of Greek
Philosophy, was published in a special issue of “Kon­
teksty” about the anthropology of memory. In places,
it sounds very specialist and philosophical, but from
our vantage point it is of great value owing to its po­
etic and anthropological reflections. Those interested
in the whole argumentation are recommended to read
the article32, from which I have selected only those
trails that could cast a certain light on the profound
qualities of the imagery in Nostalghia and its closeness
to the archaic base.
In order to recall the dark and gloomy likenesses of
Italy recorded in Nostalghia let us see what the direc­
tor had to say - after finishing work, he registered a
surprising reaction:
I have to say that when I first saw all the material shot
for the film I was startled to find it was a spectacle of unre­
lieved gloom. The material was completely homogeneous,
both in its mood and in the state of mind imprinted in it.33
While reflecting on the connections between
noos-intellect and nostos-return, Lachterman drew
our attention to the absence of clarity in the con­
trast between mythos and logos (which up to this day
serves as a basis for our characterisations of the myth,
contrasted with the precise speech of science, and
for comparing “pre-scientific“ poetry and suppos­
edly abstract “scientific“ philosophy). He also traced
the subtle play of the meanings of the noos/nostos
combination recorded in the Odyssey (if only in the
names of those who assisted Odysseus in his return
home: Alkinoos [the king of the Phaiakians, alke =
force, power], and those who hampered it - Antinoos
[the leader of the suitors, anti]). Lachterman wrote:
There is no need to present in detail the studies con­
ducted by Frame and Frei, each of whom ascertained
that noos is a derivative of the root* ne, historically
confirmed in the passive-active verb neomai and in
the noun formation nostos. Frame associated the
root *nes with “archaic solar mythology”, suggest­
ing that originally noos signified “a return from the
dead to light and life”. Despite the fact that Frei had
less dealings with the Sanskrit he reached a similar
conclusion, indicating that the oldest (pre-Homer)
meaning of noos is “getting over something”, “a for­
tunate evasion of danger”.

Why have I devoted so much attention to bitter re­
flections about nostalgia (not by chance is “the writer
Andrei“ in Tarkovsky’s film called Gorchakov - from
the Russian word for bitter)? In contemporary culture
numerous types and variants of “going back to the
province“ or the concept of nostalgia in popular mass
culture (the cinema, television series) have assumed a
gentle character, and tend to resemble reminiscences,
an alluring return to the past. Or, even if this sounds
like a contradiction: a realised nostalgic return. N os­
talgia has become fashionable. In Czytanie kultury
(Deciphering Culture) Wojciech Burszta31 devoted a
whole chapter: Nostalgia and myth, or on the mechanism
of the return to this mild version of facile and pleasant
nostalgia; here, nostalgia is situated in close proximity
to such concepts as fashion, pastiche, and stylisation,
and becomes a commodity. In Burszta’s meticulous
survey of assorted interpretations of nostalgia in con­
temporary anthropological literature, based chiefly on
American works on the topic, we would seek in vain
an Eastern view of the titular question, its “difficult
case” (although the author should be praised for cit­
ing Czesław Milosz’s poem Capri from the volume: On
The River Bank). Apparently, a division of the world
into the centre and the province, at least in anthro­
pological reflections (a global world without bounda­
ries and history), retains its firm position - but then

54

�Zbigniew Benedyktowicz • COMING BACK HOME

We discover all the motifs contained in noos/nostos
within the dark imagery devised by Tarkovsky, and la­
boriously traverse them until we arrive at the final im­
age of “going back home“, “getting over something”,
“evading danger”, “returning from the dead to light
and life“. Father Tomás Spidlik interpreted Nostalghia
as a transition from nostalgia to anamnesis: The con­
cept of anamnesis is liturgical, but it possesses its secu­
lar counterpart - nostalgia. There are two perceptible
variants. Nostalgia is experienced as a result of a past
regarded as lost. On the other hand, anamnesis is joy­
ful reminiscence, which renders the past a fragment
of the present to an extent greater than when it was
first experienced. The film by Tarkovsky is entitled
Nostalghia. If I were to describe its contents I would
apply precisely those two concepts - the film shows the
enormous force of religious feelings, capable of trans­
forming nostalgia into anamnesis.34

biguity. What do they have in common with the M a­
donna del Prato, which the writer Andrei did not even
want to look at, as if he had specially come in search
of poor objects? Theirs is the true beauty. Poverty,
dirt and neglect, which Brodsky perceived as a con­
centration of improbable and ultimate hopelessness
and longing, serve Tarkovsky as a source of some sort
of strange hope, prophecy and beauty. That which is
lowliest proves to be the most important. The poorer
the object shown while the camera descends increas­
ingly lower - examining the details of earthly dust and
decay below our feet - the more we notice that, which
is heavenly.35
Below is a description of Kantor’s epiphany in a
seaside province, inaugurating his theatre of death, the
theatre of memory. Kantor wrote his texts in a curious
fashion and used capital letters to accentuate the rank
of words; in this case, the whole text was originally in
full capitals. I preserved only the long “pauses“ - the
spacing and underlining (added later?). The original
version is available in the second edition of Kadysz:36
“The year is 1971 or ‘72. The seaside. A small town.
Almost a village. A single street. Small, poor, groundfloor buildings. And perhaps the poorest of them all:
the schoolhouse. The time was summer and school
holidays. The school was empty and abandoned, with
only one classroom. One could look at it through
two small, wretched windows set low, right above the
sidewalk. The whole impression was that the school
had sunk below the level of the street. I glued my face
against the panes and peered for long into the dark
and disturbed abyss of my memory.

The Italian experiences of Tarkovsky’s Nostalghia
(1983) and Tadeusz Kantor‘s Wielopole, Wielopole
(1980, a theatrical spectacle staged as part of the
Florentine programme at Teatro Regionale Toscano,
Florence) share the motif of the return home, inscribed
into the Italian cultural landscape. The next problem
is the inclusion of local, own cultural tradition into the
universal entity. Both works share the motif of coming
back home, nostalgia, the experiencing of the prov­
ince, an epiphany of poor reality, and the significance
of “reality of the lowest rank”.
In Nostalghia we are dealing with the same epipha­
ny as in the case of Tadeusz Kantor - the epiphany of
“poor reality“.
While seeking beauty in Nostalghia, distinguishing
between the poetics of Brodsky and Tarkovsky, and,
simultaneously, accentuating the dissimilarities of
their perception of the West, Batkin described Tarko­
vsky’s concept of poor reality:
Before I say what I think about the different ways
in which Brodsky and Tarkovsky understood the West
and its beauty, I would like to draw attention to the
most captivating frame in the film. I recall especially
two episodes: the little room, one of the longest shots,
in which the protagonist lay down, bowing his head
and assuming a cramped, uncomfortable pose, dozing
as if he were falling asleep, while outside the window
there is feeble, scattered autumn light and rain, rain,
rain. This scene can be watched for long without be­
coming bored - one simply cannot grow bored. It al­
most corresponds to the dirty marble - here too there
is a floor with puddles, rubbish, beautiful bottles, to
be observed for long, and light reflected in the bottles
and the puddle. Every bookshelf, window pane, and
Domenico‘s apartment can be studied at length, since
each poor life object is a thing of beauty harmonising
with the ruins and, at the same time, retaining its am­

Once again I became a little boy, sitting in a poor
village classroom, at a desk scarred with penknives,
turning the pages of my primer, moistened with spittle,
with ink-stained fingers; the eternally scrubbed floor
boards had deeply ingrained rings, somehow matching
the bare feet of the village boys. Whitened walls, with
the plaster peeling at the bottom, and a black cross on
a wall.
Today, I realise that something important had tak­
en place in front of that window. I had made a discov­
ery. I grew extremely vividly aware of the
EXISTENCE
OF REMINISCENCE.
This declaration is by no means, contrary to ap­
pearances, the result of exaltation and exaggeration.
In our rational world reminiscence did not have a
good name and was totally ignored in cold accounts
with reality.
All of a sudden, I grasped its mysterious, unimagi­
nable force.

55

�Zbigniew Benedyktowicz • COMING BACK HOME

I
found out that it is an element capable of destruc­
tion and generation, that it stands at the beginning of
creation.
A t the beginning of art.
Suddenly, everything became clear, as if many
doors had opened up towards distant, infinite land­
scapes and spaces.
This was no longer that shameful symptom as­
cribed to old age and young girls.
It transpired in its terrifying perspective, ending
once and for all, in the pain of passage, and in the
is
sweetness created by longing.
(...)
This fact,
at that precise moment when I was standing in
front of the mentioned window, would not have been
some sort of an exceptional reason for extolling rem­
iniscence. This was a time when all art rapidly and
light-heartedly was losing its trust in V ISIBILIT Y .
On the other hand, placing this act of distrust
within a phenomenon which, I dare say, is despised
and suspected of mysticism and banal or senile senti­
mentalism,
was an act of great departure from my
beloved practices, risking the flames of the STAKE
and the Verdicts of the HOLY INQUISITION OF
t h e in t e l l e c t .

In order to close this chapter
it became necessary to conduct a
r e v is io n

and a REH ABILITATION of the concept of the
P A S T.
I did that.
Wandering around the world I proclaimed the
T R I U M PH
OF THE PAST,
daring to believe that this is the only time which
real and significant
(in art)
because it is already in the past tense!
Finally, there came that memorable moment of
deciding that one should
EXPRESS REM INISCENCE.
It then became compulsory to learn about the
functioning of
MEMORY.

Thus began the decade-long era of
my two works
“The Dead Class” and
“Wielopole, Wielopole”,
which were to confirm
the truth of the blasphemous ideas that I pro­
claimed.
This was an era of my own avantgarde.
Reminiscence lives beyond the range of our sight.
It grows and expands in the regions of our emotions
A N A VA N TGA RD E OF:
and affection
REMINISCENCE,
and tears.
m em ory,
I
could not have chosen a worse time, when the THE INVISIBLE,
tribunal of the intellect wielded indivisible rule.
EMPTINESS A N D
DEATH.
One was accused not of apostasy but
also of backwardness.
Death.
It ends that initially innocent
One had to possess a harsh heretical nature.
gazing through a window.
I regarded myself as a great heresiarch.
Since a window conceals many dark mysteries.
This nostalgia, which already for a certain time
The window awakens fear and a premonition of
had been
that which is “beyond“.
making itself known increasingly vividly,
And that absence of the children,
the impression that the children had already lived
T H IS R E V E L A T I O N
with something on the other side of the threshold
their life, had died
and that only through this fact of DYING,
of the
through death
V I S I B L E,
mysterious and imperative,
this class becomes filled with reminiscences,
this discovery of REM INISCENCE
and that only then do reminiscences begin to live
came right on time, because in that great battle
and assume a mysterious spiritual power.
against the visible and the material,
Then nothing is greater or stronger ...
in which I took part,
(...)“.37
the heaviest arguments of
SCIENTISM
This experience undergone in a provincial “small
which I found infinitely alien, had been brought
town“ was the source not only of the origin of The
Dead Class (1975), Wielopole, Wielopole (1980) and
forward!

56

�Zbigniew Benedyktowicz

COMING BACK HOME

and which continually dies.
Together with its dwellers.
These occupants are my family.
They all endlessly repeat their activities,
impressed as if on a plate, for eternity
they shall repeat, until boredom sets ig,
concentrated on the same gesture,
with the same facial grimace,
those banal,
elementary mediocre activities,
devoid of all expression ane purposegulness.
With excessive dull precision
with ierrifying ostentation,

successive spectacles: Let the Artists Die (1985), I Shall
Never Return (0988) and Today is My Birthday (1991)
- a proclamation of the itinerant Theatre of Memo­
ry, with which Kantor triumphantly travelled across
the world, but also of new discoveries. “Many doors
seemed to have opened“, casting light on tlie meaning
o f “poor realisy“, the “peripheries“, the province.
In a commentary to Wiclopoh, WielopoL, which re­
sounds with, ii a. an echo of Bfuno Sc°ulz (Book, of
Letters), Kantoz wrote:
Not everything, however, is lost. The periphcrios do
not denote fall end humiliation —My private diclionayy
contains the term Reality of the Lowest Rank. A terrain
reserved (illegally) for Art. And thus for all supreme human values. There, the peripheries have their own high
rank. Explosions of that myth, manifesting themselves in
the most unexpected places, transpire precisely in those pe­
ripheries. Speaking in the language of art and poetry —in
the poor courtyard, in the pitiful corntr, where we conceal
our ionermost hopes, fur imagination our threacened hu­
manity, and our personality. And - probably only therf
may we become redeemod. It is diyficulf to describe the
spatial dimension of reminiscence:
here is the room of my childhood,
which I constantly! arrange anew

persistentlr,
those petty occupations filling our lives...
DEAD DUMMIES,
graining reality and importance
through that obsgnate - REPETITION.
Quite possibly, this is a property of
Reminiscence,
this pulsating rhythm,
increasingly recurring,
ending in emptiness,
futile...

Bagno Vignoni

57

�Zbigniew Benedyktowicz • COMING BACK HOME

... And then there is the place “BEHIND THE
DO O R“
somewhere at the back and on the edges of the
ROOM,
a different space
in a different dimension.
Where our memories press together
our freedom breeds,
in this poor place,
somewhere "in a corner“,
“behind the door“ ,
in some nameless interior of the imagination...
we stand in the doorway, saying farewell to our
childhood,
helpless,
on the threshold of eternity and of death,
in this small, gloomy space,
behind this door
human hell and tempests rage,
the waves are gathering of that flood from which there
is no shelter.38

Everyone who has ever seen and remembers Kantor’s face looking at his actors knows that we are else­
where... next to a very different window...
After all, the “room of my childhood”, mentioned
by Kantor in the above-cited commentary, is:
a dark and cluttered HOLE.
It is not true that the childhood room in our memory
is always sunny and bright.
It is merely rendered such by
a conventional literary manner,
it is a DEAD room
and a room for the DEAD.
Recalled by memories —
it dies.40
Kantor required only a window and a door, ... to
put this spectacle together.41 To build a room, to en­
act his Forefathers‘ Eve rite,42 so that memory may
recall a holy picture, which, in the finale, served him
in arranging his dead at a table in a reference to the
iconographic depiction of The Last Supper by Leon­
ardo de Vinci.

Franco Quadri, the author of an introduction to
the Italian programme of Wielopole, Wielopole, aptly
revealed the connections between the theatrical spec­
tacle and the cinema:
In the centre - the figure of Tadeusz Kantor, who directs his actors and calls to life his heroes and who now
takes on a different dimension: he identifies himself in the
action and remains in a concrete way outside it, with this
décalage towards to the resurrected images which brings
to mind Proust or —iconographically - Bergman’s Wild
Strawberries, with old Sjôstrôm who introduces his old
man’s ruin into the discovered picture of childhood, to
produce the impression of a poignant confrontation. While
working in Florence, the anti-traditional undertakings of
the artist from Cracow extolled national tradition: a Polish
micro-cosmos, with its culture and religiosity, becomes re­
vived in his father’s home under the incessant pressure of
the same motif, while the stations of daily life are unable to
free themselves from the presence of war and violence. In
the mythical village of Wielopole, where Kantor was born,
the stations of Christ’s Passion encounter a wartime night­
mare. In a syncopated construction, edited in cinematic
fashion out of snippets from the past, history assumes the
form of a protagonist. The theatre of repetitions speaks the
language of universal quests.39

A t this point, there is a perceptible connection
with Bergman, who in one of his statements declared
that he had fallen under the spell of a painting enti­
tled The Dance of Death, which as a child he saw in an
old mediaeval church; this was the inspiration for The
Seventh Seal. Perhaps while rehearsing his Florentine
programme Kantor had once stood in Milan in front of
the wall featuring Leonardo’s Last Supper and looked
at it through the prism of his Eastern memory to envis­
age Wielopole, Wielopole?
This is what artists, masters from the East, had
brought:
A childhood room, a Forefathers‘ Eve rite inscribed
into The Last Supper.
A family home and Viechnaya pamiat’43 inscribed
into the cathedral in San Galgano.
Praise be to Italy for welcoming them and offering
refuge!

The province, the praise of the province, what
praise could be greater than the gamut of moods, tones
and shades that the province might contain: Arcadia
- Et in Arcadia ego...Auch ich war in Arkadien geboren...
- “the small homeland”, “the poor courtyard”, “some­
where in a corner”, “Reality of the Lowest Rank”.
The home to which one returns. An asylum. But not
only, since just as in the case of the home, which one
has to leave, the province might turn out to be a prison
from which one must flee as quickly as possible...
This is why we end with three quotations from a
gloss once prepared for a similar topic44 and probably
of use also for our reflections on the province:

The comparison with Bergman, proposed by
Quadri, cannot be upheld in any feasible way. In Wild
Strawberries the image of the childhood home to which
old, frigid Professor Borg, played by Sjôstrôm, returns,
is almost Arcadian, with a garden basking in sunlight,
full of blossoming white flowers, and with white cur­
tains fluttering in the summer breeze in wide-open
windows...

58

�Zbigniew Benedyktowicz • COMING BACK HOME

Endnotes
1 Nostalghia (Nostalgia), directed by Andrei Tarkovsky,
screenplay by A. Tarkovsky, Tonino Guerra, production:
RAI Rete andi Opera Film, Italy, 130 min. Premiere 16
May 1983 in Cannes.
2 Leonid Batkin, Co to jest nostalgia?, transl. Rev. Henryk
Paprocki, "Kwartalnik Filmowy” no. 9-10, spring-sum­
mer 1995, p. 216.
3 Andrei Tarkovsky, Co to jest nostalgia? [in:] Kompleks
Tołstoja. Myśli o życiu, sztuce i filmie, selected, prep. and
preface Seweryn Kuśmierczyk, Warszawa 1989, p. 278.
4 Andrei Tarkovsky, Dzienniki, transl. and prep. Seweryn
Kuśmierczyk, Warszawa 1998, pp. 350- 351.
5 Leonid Batkin, Co to jest nostalgia?, op. cit., p. 216.
6 On those exhibitions cf. my interviews with Janusz
Bogucki and Nina Smolar, Emaus. Za mało, czy za dużo
wolności? Z Januszem Boguckim i Niną Smolarz rozmawia
Zbigniew Benedyktowicz, "Konteksty. Polska sztuka
Ludowa”, no. 1/1993, pp. 22-29 and with Jacek
Sempoliński, O „Eptafium i siedmiu przestrzeniach" - roz­
mowa z Jackiem Sempolińskim, ibid., pp.19-21.
7 More extensively on this topic cf. Dariusz Czaja,
Tarkowski i symbol, ”Kwartalnik Filmowy” no. 9-10,
spring-summer 1995, pp. 107-113.
8 Richard. R. Niebhur, quoted after: “Harvard Divinity
Bulletin”, October-November 1981, p. 3.
9 Andrei Tarkovsky, Czas utrwalony, transl. Seweryn
Kuśmierczyk, Warszawa 1991, pp. 146-147.
10 Ibid., p. 148.
11 Cf. special issue of "Polska Sztuka Ludowa”, no. 3/1988
about the symbol, containing texts by Sergei S.
Avierintsev, Symbol, pp. 149-150, Yuri Lotman, Symbol
w systemie kultury, pp. 151-154, and my Symbol w
etnografii, p. 145-148. Declaring that the symbol not
only ”means” but also exists in a dialogue, Avierintsev
appealed to the reader while citing Archaic Torso of
Apollo by M. R. Rilke: You must change your life.
12 Pavel Florensky, Ikonostasis, transl. Zbigniew Podgórzec,
Warszawa 1981.
13 Sergei S. Avierintsev, Symbol, op. cit., p. 149.
14 Gerardus van der Leeuw, Fenomenologia religii, transl.
Jerzy Prokopiuk, Warszawa 1978, p. 441.
15 Neya Zorkaya, Dom i droga, transl. Rev. Henryk Paprocki,
"Kwartalnik Filmowy” no. 9-10, spring-summer 1995,
pp. 130-136.
16 Ibid., p. 131.
17 Oksana Musiyenko, Tarkowski i idee ‘filozofii bytu’, transl.
Marta Sałyga, ’’Kwartalnik Filmowy” no. 9-10, spring­
summer 1995, pp. 232-236, 234.
18 Neya Zorkaya, Dom i droga, op. cit., p. 131.
19 Gaston Bechelard, Wyobraźnia poetycka, Wybór pism,
selection Henryk Chudak, transl. Henryk Chudak,
Anna Tatarkiewicz, preface Jan Błoński, Warszawa
1975, p. 301.
20 Andrei Tarkovsky, Czas utrwalony, op. cit., p. 142.
21 Ibid.
22 Andrei Tarkovsky, Kompleks Tołstoja, op. cit., p. 272.
23 Leonid Batkin, Co to jest nostalgia?, op. cit., p. 208.
24 Andrei Tarkovsky, Kompleks Tołstoja, op. cit., pp. 270­
271, 272.
25 Leonid Batkin, Co to jest nostalgia?, op. cit., p. 212.
26 Andrei Tarkovsky, Kompleks Tołstoja, op. cit., passim.
27 Ibid., p. 272.
28 Leonid Batkin, Co to jest nostalgia?, op. cit., pp. 209­
210.

Mirosław Żuławski:
I recall hazily the house, which I regarded as my fam­
ily home although I was born in another. No photograph,
no drawing survived. But I could describe every detail of
its construction and every piece of furniture in each room.
Not a single utensil from that home lasted, not a single item
that existed in it at any time, not a single speck of dust,
which one takes out on a shoe, shakes off or keeps. Only
memory, which means more than all the others, remains.
This is why I am so sensitive to the house: the walls covered
with a roof and containing our family and its history. This
was our home, standing apart, and no one had anything to
say in it but we. It’s not true that people live in a country;
people live in houses standing in a country.
Witold Gombrowicz:
Fatherlands ... how is one to approach them? This is
almost a banned topic. When one writes about the father­
land one’s style becomes warped. How is one to write, for
instance, about Poland without succumbing to the classi­
cal: "because, we the Poles”, without turning oneself into
a European, putting on a brave face, humiliating oneself
or putting on airs —without overacting, hamming it up,
biting, kicking and shoving ...; how is one to stick fingers
into one’s wound without making all sorts of faces due to
the pain? How is one to tickle this Achilles heel without be­
coming a clown? (...) In my case, perhaps owing to greater
geographical distance or greater spiritual distance (an art
work [Gombrowicz had in mind: Trans-Atlantyk] dif­
fers from a Diary), this anti-Polish process became halted
and I always wrote about Poland unemotionally as one of
the obstacles making my life difficult and regarded Poland,
and still do, to be merely one of my numerous problems,
without forgetting for a single moment about the second­
ariness of this topic.
Mircea Eliade:
For any exile, fatherland signifies the mother tongue
that he or she continues speaking. Fortunately, my wife
is Romanian and plays the role of the homeland, if you
will, as we speak to each other in Romanian. There­
fore, to me “fatherland" is the language I speak with her
and my friends, primarily, with her. It is the language
in which I dream and write my journal. Thus, it is not
only an inner, dream-related land. Nevertheless, there is
no contradiction, not even a tension, between world and
homeland. Everywhere, there is a Center of the World.
Once one finds oneself in this center, one is home, one is
truly in one’s very self and in the center of the cosmos.
Exile helps one understand that the world is never unfa­
miliar, once one has identified a center in it. This “center
symbolism" is something I do not only understand, but I
also live by it.

59

�Zbigniew Benedyktowicz • COMING BACK HOME

29 Andrei Tarkovsky, Kompleks Tołstoja, op. cit., pp. 274­
275.
30 Leonid Batkin, Co to jest nostalgia?, op. cit., p. 216.
31 Wojciech Burszta, Czytanie kultury. Pięć szkiców, Łódź
1996.
32 David R. Lachterman, »Noos« i »nostos«: Odyseja i źródła
filozofii greckiej, transl. Wojciech Michera, "Konteksty”
no. 3-4/2003, pp. 213-216.
33 Andrei Tarkovsky, Czas utrwalony, op. cit., p. 142.
34 Father Tomás Spidlik, Religijne podłoże
filmów
Tarkowskiego, "Kwartalnik Filmowy” no. 9-10, spring­
summer 1995, p. 187.
35 Leonid Batkin, Co to jest nostalgia?, op. cit., p. 211.
36 Jan Kott, Kadysz. Strony o Tadeuszu Kantorze, second
revised edition, Biblioteka Mnemosyne ed. Piotr
Kłoczowski, słowo/obraz terytoria 2007.
37 Ibid.
38 T Kantor, Wielopole-Wielopole, Cricot 2 Theatre,
Florentine Programme.
39 F. Quadri, ibid.
40 Ibid.
41 Ibid.

42 I discuss this more extensively and in greater detail in
the article: Przestrzenie pamięci [in:] Film i kontekst, ed. Z.
Benedyktowicz and D. Palczewska, Ossolineum,
Warszawa 1988, pp. 149-201.
43 An interpretation of Nostalghia and its closing image in
the category of Russian Orthodox liturgy in: Father
Tomás Spidlik, Religijne podłoże filmów Tarkowskiego,
"Kwartalnik Filmowy” no. 9-10, spring-summer 1995,
pp. 178-190: Time does not disintegrate into fragments but
changes into eternity: viechnaya pamiat', p. 187. Cf. more
extensively a text by Michał Klinger: Wieczna pamięć.
Eschatologiczny wymiar pamięci, "Konteksty. Polska
Sztuka Ludowa” no. 1-2/2004, pp. 237-242: At the end of
the Russian Orthodox funeral ritual, which, as we saw, is
based on images of corporeality and its drama, there appears
a conception expressly borrowed from the Bible and the
Mosaic revelation: a grand hymn comprised of only two
words: ”Eternal memory, eternal memory, eternal memory
..." repeated endlessly, p. 241.
44 Home is where one starts from. Glosa, "Polska Sztuka
Ludowa” no. 4/1990, pp. 62-63.

60

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6459" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6439">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/bb339097f7bbaa1483f292fb1a5ac512.pdf</src>
        <authentication>0c7a97f211af5521fce71bbe785994c1</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76885">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6503</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76886">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76887">
                <text>2014</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76888">
                <text>komunikacja społeczna</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="76889">
                <text>antropologia kulturowa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76890">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6075</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76891">
                <text>The "Province" from an Anthropological Viewpoint / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76892">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue s.34-40</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76893">
                <text>Robotycki, Czesław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76894">
                <text>ang</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76895">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76896">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76897">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76898">
                <text>C Z E S L AW R O B O T Y C K I

The "Province” from an
Anthropological
Viewpoint. Reflections
from the Perspective of
the Dilemmas of
Cultural
Communication

T

he dilemmas of cultural communication ap­
pearing within the context of deliberations on
the province must be additionally explained by
resorting to a characteristic of the context surroun­
ding this particular category.
In numerous convictions and expectations “the
province” is associated with folk qualities or is an au­
tonomous reality contrasted with the “centre”. A c­
cording to such opinions, provincial and folk space
contains truths of life, ethical values, and an authentic
experiencing of the world, which can be juxtaposed
with illusion, falsehood, and the superficiality of ex­
periences offered by the contemporary, global man­
ner of communication. Another prevailing conviction
claims that even if those positive values had been al­
ready composed in a certain manner and participate
in new contexts they still remain attractive for social
dialogue.
On the other hand, folk qualities as a derivative of
the province produce today ambivalent attitudes even
among experts on folklore and folk art, ethnographers
and anthropologists.
The conceits: “folk qualities”, “folk culture”, and
“provincial culture” are applied in assorted meanings
and upon different levels of interpretation. Since men­
tion is made of a special reality composed of behav­
iour, values, and ideas as well as their material dimen­
sions, points of view are easily confused owing to the
differently understood ontological status of this sort of
culture. A relativisation of world outlooks and man­
ners of using descriptive categories in social dialogue
results in paradoxes and dilemmas that appear to be
irremovable from the contemporary reception of the
world of culture.
Upon the level of description and scientific (re­
search) interpretations it is said that:
1.
The class definition of folk culture has been
jected already long ago. In its contemporary form folk
culture is an attribute neither of the peasantry nor

even of the inhabitants of villages nor a yet differently
comprehended province. It appears, as a rule, in the
form of cultures accompanied by an adjective (such
as: suburban, corporative, local, regional, or others).
After all, in order to be able to speak about such cul­
ture it suffices to think about social or symbolic reality
as long as it meets the need for emotional solidarity,
is a framework of joint convictions, and assists in the
discovery of a feeling of identity in assorted lifestyles.
2. For years folk culture known from ethnographic
descriptions has not existed as an autonomous func­
tional entity containing concurrence between the type
of the economy, material cultural endowment, type of
social organization and the religious and mythicalmagical world outlook. In this sense, folk culture is
only a reconstructed historical model, and in such a
form it is of use for regionalists as an historical context
in interpretations or quests for local originality.
3. A t present, it is much better to speak about
“provincial culture” as a qualitatively diverse reality
produced by various elements of assorted former cul­
tural entities (including folk ones) but composed dif­
ferently. This new whole is extra-technological and
consists of mental structures often expressed in iden­
tical rituals and customs but lacking mythical and
magical senses; consequently, they become an eclec­
tic mixture of ceremonies possessing new costumes
and often banalised meanings. This is the opinion of
an expert on folklore engaged in observing so-called
new folklore (Kowalski 2004: 156-158).
4. Provincial culture is a variant of multi-form con­
temporary culture. The latter is universal, technicised,
and can be variously rendered ideological, variable, and
multi-value. It is the scene of a game and an exchange
of values entailing the emergence of numerous returns
and transformations. This nature of contemporary
culture is the reason why each element or variant can
easily become its magical, i.e. provincial version (even
if only due to changing fashion), although there also
occur returns to the centre of life in a reconstructed
or partial form.
5. Contemporary so-called postmodern stands per­
mit a multiplicity of views of the world, treating them
all as enjoying equal rights. A frequent symptom of
the present-day way of experiencing the world is once
again a quest for the exotic, truth, authenticity, and
profundity; such declarations are considered suspi­
cious and beyond deeply justified convictions. Is it,
however, possible to refuse us, contemporary men, the
ability of experiencing the metaphysical nature of the
world, or is metaphysics finally dead? Such questions
too can be provoked by reflections on the province.
Within the context of the above-mentioned theses
re­the province and its representations - folk qualities
- occur in several ways of deciphering culture texts.
They could include:

34

�Czeslaw Robotycki • THE “PROVINCE” FROM AN ANTHROPOLOGICAL VIEWPOINT

1. interpretation meta-texts. In those cases, folk
qualities and provincialism refer to values and ideas;
2. folklorism - brings to mind folk and amateur art
and practiced anew folk customs, the stage, commer­
cialism, agricultural tourism and similar ventures;
3. folk culture comprehended as a model of histori­
cal social and cultural reality, the outcome of studies
but also of scientific creation;
4. counter-culture (alternative cultures) - reach­
ing for the resources of folk qualities and provincial­
ism in order to propagate certain lifestyles, the theatre,
and forms of expression as ideological protest against
technicised life deprived of spiritual qualities;
5. ideas and practices of regionalism, propagating
the portative slogan of so-called small homelands. In
those instances, folk culture provides signs of affilia­
tion and identity despite the fact that the small home­
land is an anthropological (literary and sociological)
hypostasis and not reality.
In such an application one could say about folk cul­
ture and its participation in provincial culture that:
1. it belongs only partly to the contemporary rural
environment,
2. the environment of provincial culture (space
and society) is differentiated due to the type of con­
sciousness, and thus organized differently than has
been described by researchers dealing in the past with
folk culture,
3. it is a created, mythicized vision of the world
without any dark sides,
4. as a lifestyle and manner of thinking it belongs
not only to rural space but cultivates its ideal vision in
different surroundings,
5. as a scientific meta-text it is has been created
anew and belongs to the dictionary of interpretations.
The conclusions are as follows:
Folk culture is more myth than reality. It is a collec­
tive story about the past moulding certain world out­
look spheres. It can be also the foundation and value of
critical assessments of contemporary behaviour. Con­
victions about the natural character of folk culture and
the province also refer, as is always the case in history,
to contemporaneity, and are used within it (politics,
culture, the regionalist movement). Nonetheless, it is
not folk culture in the traditional meaning of the word.
New folk culture, the sort that the province requires,
mixes tradition and knowledge. History, literature, and
ethnography appear on the level of usage and common
narration. It is, after all, easy to read a book and refer to
an expert who will say what is folk and characteristic for
a given region. This sort of application is dominated by
the local, integrating and identity-oriented dimension.
Its cultural expressions are carnivals, holidays, festivals,
fairs, regional lessons, agricultural tourism, etc.
An anthropologist of culture observing these is­
sues, familiar with their nature and expert regarding

meta-textual descriptions, becomes embroiled, to­
gether with a trained ethnographer, in dilemmas of
social participation. Here, the anticipations of local
communities entitled to raise their provincialism to
the rank of essential values are focused on the author­
ity of science and institutions traditionally regarded as
a source of knowledge. This is at odds with the ironic
postulates formulated by anthropology in relation to
the description of reality. The anthropologist would
prefer to stand to the side and observe spontaneously
occurring processes. It has to be said outright, howev­
er, that today spontaneity is constant communication
and exchange.
On the present-day level of social awareness the
scholar cannot avoid questions or refuse to render as­
sistance in the emergence of new forms of using folk
culture. The province is not cut off from information,
but takes part in global communication according to
the same principles as an anthropologist of culture.
Let us thus draw a suitable conclusion: we all create
mythicized, imaginary realities, with some of us doing
this in the province and others about the province.
Such is the plight of the contemporary humanities.
The above theses can be illustrated by a sui generis
interpretation proposed in the title and already partly
presented. Undoubtedly, the issue at stake is multi­
dimensional. The province remains an important
object of studies pursued by anthropology when
we treat the topic realistically; in a metaphorical and
conceptual sense the province is an interpretation
category. It is also a figure of thought or a stereotype
in the catalogue of the concepts of common knowl­
edge. The use of a concept in assorted contexts and
discourses grants it meanings, upon which a discussion
should cast light. It is thus worth conducting if only
an approximate analysis of the semantic field of the
incriminated concept and thus demonstrate what sort
of functions it fulfils in language and culture.
I
shall carry out an analysis of the select vocabulary
comprising the semantic field of the concept of the
“province” by resorting to my research and linguistic
experience. In this fashion, the lexicon used in the
analysis will remain highly incomplete, not to say arbi­
trary, just as in the case of every individual reception
of reality.
What is my intention?
This is what Regine Robin wrote: a search for the
meaning of the text, sentence, and expression calls for
certain work with the text, an ostensible configuration
of the continuum and order of the statement so as to
arrange it anew and render it a significant legibility
[...] to search for the meaning of the word denotes an
analysis of all its applications or contexts ... (Robin
1980: 252).
The effectiveness of this method in anthropological
interpretations has been already shown in reference to a

35

�Czesław Robotycki • THE “PROVINCE” FRO M AN ANTHROPOLOGICAL VIEWPOINT

Sulejówek

literary text submerged in ethnographic detail. I have in
mind an analysis of Konopielka by E. Redliński (Galasińska
1989) as well as a id e n tic publication by art historian
treating sources flom a Polonocentric viewpoint
(Robotycki 1995i. Jędrzej Bartmiński made fullest
use of this method for other purposes in Infs ethnolinguistic dicyionary (Bartmiński 1996,1999).
The essence on the method in question is the impo­
sition upon the texts of three networks of relations: the
network oi definitions corresponding yo the semantic
function, the network: of thematic or concnptual con­
nections delineating thc asiociation group (i.e. positive
solhtions) and oppositions (negative connections), and
thc verbal network indicating the functions of some­
one or “functions on”. Whila dereemining tine domi­
nant (core) of the field there comes inio being a col­
lection of expressions identifying nhn latter. The usw of
the ybovy-mentioned networks consists of discovering
relations amidst words cnmprisSng the field.
In the case of the dnminant “province” I acted in
the following manner: from the open set, i.e. represen­
tation. of style s ot linguisticstatements (I took into
aeoount literature, science, the essay, and the Polish
vernacular) I selecied examples of definitions, tire us­
age of words, and descripsions of activities connected
with the eoncept of the “province”. This provided a
barely apnfoximate structure of the finld, but iutficient
fot my initial recognition. (A further part o( the argu­
ment 'will de monstrate the sort of texts I used while
seeking the context of application; it nlso contains (eterencei to pertinent literature).
In this manner, thy positive "province” (+ ) enteils:
—associations with: Nature, tranquillity, calmness,
order, the “smkll homeland”,
— distingnishing features expressed by adjective­
telling us that it is looal, kamliSiar, close, unamkignous,
— it is evaluated as noble simplicity, the prime
fount, an obsnrvation point and an ethical yssessment
of collective life,

36

- it (its essence) is expressed i n a calm lifestyle,
a certain manner of perceiving the world, and the
predominance og positive social relations, while as a
plaice of residence it is an environment endowed with
o large social capital owing to tire afore-mentioned lo­
c al qualities.
The oeposite provence (-) is:
- a cencre, a town, grand monde, and Warsaw, charaoterised as alien from the viewpoint of tire province,
thaotic, inimical, and incomprehentible.
Equivtlents deprecating (-) the province from the
point of view of the centre include such expressions
as:
- country bumpkin, “villager”, simpleton, brute,
psasant, “mohair” (wearer ok a mohair beret), folklore,
“the sticks”, ignoramus. They ohaeacterise a state of
backwardnes s, a lack of underscanding tor the spirit of
the time and new perspectives, primitive pettiness and
a quarrelsome nature.
In both the positive and negative valorisation of
elements oC the semantic field of thf category of “the
province” there addicionally appeaee the problem of
langu age and dialect, recognisable as a feature or nragmotics.
The dialect can tie a positive featues: as the lan­
guage used ait home or the sign of a group;
- with a negative signs it cam be classified as an cpposition: the sign of ucskilful ice impeired speech - che
pragmatics oC statements.
Already such initial recognition fhows that when
roe say: “province” we are dealing to t only with a cat­
egory of linguistic descripti“ n buc also with anthropo­
logical and ethno-linguistic reality (boeh words con­
ceal social meanings arid colleotive ecnceits). From
this point of -view, tire province ccn become the object
of observation and anthropological, sociological or
historiccl ftudios. It should be kept in nknd, however,
that we are speaking about something that lies simul­
taneously in the domain oo languaae and culture. In
ehis skecdi I aim interested prim airily in ala possible as­
pects and types of refleceions about the province that
eppear in anthropological tents, sfudies on folklore,
anthropologising sociology, and the belles lettres (re­
gardless of the way in which we shall conceive the lat­
ter). I shall ehus indicate further examples of the ranye
end m am ur of writing about: the provmceoriginating
erom the earlier mentioned fom ain oh reflestsons purlued by the humamtiet. By referring only to particular
works I trees them as an illustration of the diversity of
the issues under examination.
'The province io thur depicted as a “ lace ol res idence
albeit pocseseing special conditions. It is anthropologi­
cal spate domesticated by cocstant symbolic valorination and deciphering, and spans nrom the cosmologecal
dimen “ion to folklore. This is the way it was described
Hey. andiropologists and ethnographera (Benedyktow-

�Czeslaw Robotycki • THE “PROVINCE” FROM AN ANTHROPOLOGICAL VIEWPOINT

icz 1992, 2007; Czaja 2007), folklorists (Bartmiński
1990), and men of letters (Vincenz 1980).
Such a place of residence can also become the site
of individual withdrawal or a collective demonstration
of certain social stands connected with social criticism
known as anti-globalism. In those cases, living in the
province is a conscious choice of life in alternative
communities, often inclined towards specific forms of
creativity and expression (Sztandara 2001).
Problems relating to, and rhetoric making use of
the prime category of our reflections are also to be
discovered in texts on the so-called small homeland.
Here, the province is connected with such categories
as tradition, invented tradition, folklore, and history.
All serve the construction (and according to the local
population - the recreation) of local “genuine” tradi­
tion. Convictions about the truth contained in folk­
lore and regional history stem from a certain categori­
cal axiological stand generating tradition, the latter
being nothing else than the past brought up to date.
In this case, tradition is also a specific comprehension
of time and chronology. These dimensions are either
downplayed or not noticed as essential. I deliberated
on them upon numerous occasions (see: Robotycki
1998). It is worth drawing attention to the fact that
authors writing about local history are to be encoun­
tered in almost every locality. They treat questions of
chronology in assorted ways, from historical attempts,
i.e. critical precision, to freedom of operating with
facts. I found such examples in Poronin (Bafia, Nocoń
2004), Jurgów (Ciągwa 1996), Legnica (Urbański, no
year of publication), Dobrocice (Wrońscy 2007), Be­
jsce (Bajka 1994), Wójcin (Wilczyński 1995), Brzesko
(Wyczesany 2000), Iwanowice (Miska 1993) and many
other localities. I cite only several examples from my
collection of local monographs.
What about the “small homeland”? This term, traves­
tied in daily language and once applied by Stanisław Os­
sowski (private homeland) and Stanisław Vincenz (small
homeland), is today regarded as a real being. Meanwhile,
in the case of both authors it was a spatial correlate of
the imaginary world, a function of a subjective, emo­
tional perception of reality. Currently, use is made of in­
creasingly distant associations. In the semantic relation
“the small homeland”: space and pragmatics, distinctly
shows a preference for real space (area). The cultural ef­
fect of changing meanings in the lexical domain of the
“province” is visible in collective activities. We know of
numerous socio-technical operations intent on render­
ing the place of residence a realistically comprehended
homeland. Literature on this topic is enormous. Here,
works by Wojciech łukowski (2002) and Roch Sulima
(2001) are of importance for describing the phenome­
non, and examples of an analysis of literature include a
study about the nostalgic comprehension of the category
of the ’’homeland” in literary essays (Olejniczak 1992).

Oblfgorep
Within the range of semantic references to the cat­
egory of tine “province” a considerable role is played by
tide conviction that characteristic features include a
specific lifestyle and type of fntfraction. It has already
become tin historical truth that anthropology and so­
ciology mention a difeeeentiatidn of the socieS environmtnt into Gemeinschaft and Geselschaft, introduced
by Fnrdinand Tonnies. Community is the structural
and interactive feature nf the province Observations
inspired by ehis classical ditfereneiatk&gt;n are encoun­
tered among such ethnographicaUy oriented anthro­
pologists ar K. Gorny and M. Marczyk (Gorny 2003,
Gorny, Marczyk 2003). The province organized in ac­
cordance with the mentioned principle s should have
at its (disposal considerable social capityl - a sociologi­
cal category known from the contemporary dictionary
ot the socicl sciences (Lewenstein 2006).
The province is ihe spacr ofsocial dialogue and
possible conflicts but to tin equal measure of coopera­
tion. Each of those forms is familiar to social research­
ers. In contempprary Polishsociety, laboriously build­
ing ite civic links , ahe local social debate is partiaularly importanf and deso^atae. Thii fact could not have
evaded the attension of re!earchers stohying the lefe of
local communities, By wan of example, local debates
were observed by A. MalswsltatSzalygm (2002), the
extra-legal mannet of terolving inner rural conflicts
was described by M. Magoska
(1991), and ethieal aspects connected w it. ihe
identity of minorities and local communities were
studied at the Department of Serial Anthropology in
thr Institute of Sociology at the Jagiellonian Univer­
sity (Flfs 2004). These aociol ogical publications dem­
onstrate rhat the simation ot the provinte is subjected
to changes. Thee term appearr more aa^ly in assorted
publiaations, where its place is eaken ley tha cencept
of “locality”, o. a postmcdern provenm ce. This ia not
solely the question ot a fashionable term. If concepts
denote, then there must have oaturred a (qualitative
chwnge os social reality. Dialogue and debaee are forms
of tin interaction of a democratic socieey tfganized dsfteeentln than the traditional province. Relearchers
have been observing transformations for a long time

37

�Czesław Robotycki • T H E “PROYINCE” FROM AN ANTHROPO LOGICAL VIEWPOINT

now and pondering the nature of the contemporary lo­
cal community and culture. Much attention Iras been
devoted to these topics hy .Joanna Kurczewska and her
team. In this case, sociological answers are extremely
significant. Former traditional ethnographic knowl­
edge is no longer sufeicient. Joint reflections pursued
by cultural sociology and anthropology offer new arid
greatly interesting results, as testified by two volumes
of studies edited by Jo anoa Kurczewska on assorted
aspocts oS the local (KurczewsOa 2004, 2006).
Tiro sraditionally ethnographic and anthroyoloaical range of interssts fooused on the provinca includes
fofk teligiositn. We come across its collscsive expres­
sion in recurring miracles inspiring c sponteneecs
establishment of pilgrimage sites. Ao the same time,
already known sttes do not vanish together with their
accompanging fairground art and religious kitsch. An
excellent example is the dynamioally developing cen­
tre in Lichen. In ewider dimension, these phenomena
became part ot the iconic space oS the province, creat­
ing its repeatable or unique atmosphere. "This is tUe
reason why dm anthropologist ie interested in celebra­
tions og tho days of the patron saint of a local church
and the accompanying fair cs wtll as their contempo­
rary variants: work connected with servicihg tourises
and rummer vacationsrs staying on suitably adapted
nanns (agricultural touiisisi), ehe outfitting oh summer

holiday locations, open-air markets, and local gastron­
omy. Here are several examples ot anthropological
studies developing the presented motifs.
Much is already known, since a lot has been writ­
ten, about miracles witnessed from time to time in
assorted localities in Poland. For years we have been
hearing abwut Oława, Okunin, Radomin, meżajst, Lu­
blin and other sites (Czachowski 2003). Ars and crade
awcompenying tire sacrwm have been discussed by, for
example, P. Kowalski (2004), while the iconosphebe
of the province, she local churchpatren’s day, and
summer vacation localities have been studied in inter­
esting publications by young; sociologists from Toruń
(Olechnicki 2003). We ace also familiae with skeeches
dealing with transformations ol the bisual surround­
ing ot a small town (Witkowska, Nowina-Sroczyńska
1998) and contemporary kitsch (Fidwrkiewiez 2006).
Above, I presented the scientific asptcb of the com­
prehension of th e oatcgory of the “province”. Once again,
I draw attension to the fact that present-day sociology
and cultural anthropology use, as Izos been acctntuated,
the term “localness” as an equivalent ot the category of
the “province”, stat-ng upon the basiz of empirical ob­
servations that the fosmer is she best evocationof the
sitnoeibn of contemporary Polish soceety. "The anthropo­
logical viewpoint, howtveu, encompasser not merely eth­
nographic expressions of souial life, and “localnesd” does

Lusławico

38

�Czeslaw Robotycki • THE “PROVINCE” FROM AN ANTHROPOLOGICAL VIEWPOINT

After all, their work is not provincial but pertains
to every important existential and collective problem.
Whenever a place is specifically manifested in the crea­
tive oeuvre it is possible to decipher this situation as a
stunt thanks to which the authors situate themselves
outside or above the presented world. In literature,
the “province” is often an observation point, a meta­
phor of the axiological order, a model of the world and
the cosmos. We also come across a metonymy of the
“province” - the house as moral order, a world of values
and memory. Nonetheless, the province does not lack
images dominated by a tendency to stifle, a feeling of
being entrapped, group pressure, as well as a prevailing
absence of all hope.
It is worth drawing attention to yet another literary
aspect of the province. I have in mind the so-called rural
theme in Polish post-war literature. It exploded in the
1970s, but it had certain antecedents and is connected
with the names of renowned authors (J. Kawalec, T.
Nowak, M. Pilot, W. Myśliwski, E. Redliński) to be dis­
covered not only on book covers but also on the pages
of the interesting periodical ’’Regiony”, issued to the end
of the century. This was a forum of authors fascinated
with the low and provincial circulation of the word,
which they regarded as the important building material
of culture. The publication of the periodical involved
also folklorists and sociologists (R. Sulima, K. Górski, B.
Gołębiowski). In both the literary and analytical work
the editorial board pursued a question more extensive
than the so-called rural theme, whose “godfather” was
for a longer time Henryk Bereza. The editors of “Re­
giony” were concerned with something more than the
place of folk/plebeian qualities in the universe of Polish
culture. They understood folk qualities as world outlook
structures, as values to be universalised in the difficult
process of the peasants gaining a personality at a time
when they became fully fledged participants of the cul­
tural dialogue (Zawada 1983 passim).
Roch Sulima described this process:
...Among writers of folk genealogy, who settle moral
and aesthetic accounts with attained culture (Redliński,
Myśliwski, Pilot), the “bottom" once again became a point of
reference for evaluations. At the same time, it possesses dis­
tinctly expressed social contents and is not a supra-social and
supra-historical abstract. Contemporary literary critique and
publicistics very often refer to the axiology of the “source",
recognising it as a model of not solely name granting opera­
tions but predominantly those that explain and assess (Suli­
ma 1982: 102).
This was, therefore, a line of thought different than
the above-mentioned tradition of the topos of the prov­
ince in literature. Nor was it the folklore motif present in
the history of Polish culture starting with Romanticism.
’’Province” has a number of names. Whenever it was
mentioned in mythicised history, in literature mythical
by its very nature, in an essay and in science I used an

not exhaust the anthropological potential. The anthro­
pologist is interested also in cultural expression achieved
by means of colloquiality and assorted forms of art. In
such dimensions, the “province” assumes the character
of a symbolic gesture, a metaphor, and other possible
meanings in the course of discourses of this sort.
Recall that in the past the ’’nation” offered a residence
in the province to its men of merit (citizens, heroes) as
evidence of recognition of their accomplishments. In do­
ing so, it granted them a symbolic place of rest and social
respect. This is the anthropological interpretation of the
residence in Sulejówek granted to Józef Piłsudski, in Kąśna
Dolna - to Ignacy Paderewski, in Polanka - to Władysław
Haller, in Żarnowiec near Jasło - to Maria Konopnicka,
and in Oblęgorek - to Henryk Sienkiewicz. The manor
house presented as a collective symbolic gesture is com­
prehensible within the context of Polish tradition. Polish
history and culture were to a great degree rustic. Former
magnate residences (and frequently those of the gentry)
acted as centres of art and culture. Moreover, land own­
ership was highly regarded. After all, it is said that the
Polish manor, conceived as an institution, preserved na­
tional ethos throughout years of partition-era servitude
(Gogut 1990, Leśniakowska 1996). National heroes who
realised ethical values met group expectations.
The province conceived as a place of creative
work, an observation point and one of moral assess­
ments is still something else. In the tradition of most
recent Polish culture it is possible to list creatively ac­
tive persons choosing to stay in the province. Many
of them, well educated, in this manner implemented
their ideological or artistic programme. Others discov­
ered in the province a suitable distance towards the
world of culture necessary for their creative pursuits,
while still others returned to their roots. The motives
were always numerous. By way of example, let us men­
tion Drohobycz and B. Schulz, Krzyworównia and
S. Vincenz, Stawisko and J. Iwaszkiewicz, Kazimierz
Dolny and M. Kuncewiczowa, Górki Wielkie and Z.
Kossak-Szczucka, Skoczów and G. Morcinek,
Zegrzynek and J. Szaniawski, Gorzeń Górny and E.
zegadłowicz,
Szczawnica and J. Wiktor, and Wołowiec and A.
Stasiuk.
If we add the fact that avant-garde theatre compa­
nies also seek expression and stimulus in the province
(the “Gardzienice” Theatre association, the Węgajty
Theatre, the Borderland Foundation in Sejny, the Wierszalin Theatre, etc.), and that the Krzysztof Pend­
erecki residence consists of a magnificent manor and
park in Lusławice then it becomes obvious that the
province can be a lifestyle from which it is not that far
to the “grand world” of high culture.
Authors who in a programme-like manner live
in the province treating it as a sui generis observation
point do not lose contact with high culture.

39

�Czeslaw Robotycki • THE “PROVINCE” FROM AN ANTHROPOLOGICAL VIEWPOINT

Galasińska Aleksandra, Pole leksykalno-znaczeniowe OBCY
na podstawie powieści E. Redlińskiego „Konopielka”, “Polonica”,
vol. XIV, 1989, pp. 121-141.
Gogut Anna (ed.), Dwór polski w XIX wieku, zjawisko histo­
ryczne i kulturowe, SHS Warszawa 1990.
Górny Konrad, Antropologiczno-socjologiczne studium spo­
łeczności lokalnych w okresie transformacji. Przypadek Włodawy i
powiatu włodawskiego, Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocław­
skiego, Wrocław 2003.
Górny Konrad, Marczyk Mirosław, Na Bugu we Włodawie,
Włodawa 2003.
Kowalski Piotr, Potoczna religijność, kicz i sakrobiznes, [in:]
idem, Popkultura i humaniści, Wyd. UJ, Kraków 2004.
Kurczewska Joanna (ed.), Oblicza lokalnos'ci. Tradycja i
współczesność, IFiS PAN, Warszawa 2004.
Kurczewska Joanna (ed.), Oblicza lokalności. Różnorodność
miejsc i czasu, IFiS PAN, Warszawa 2006.
Leśniakowska Marta, „Polski dwór”. Wzorce architektoniczne
—mit —symbol, IS PAN, Warszawa 1996.
Lewenstein Barbara, Społeczeństwo rodzin czy obywateli—ka­
pitał społeczny Polaków okresu transformacji, “Societas/
Communitas”, ISNS UW, no. 1: 2006, pp. 163-196.
Łukowski Wojciech, Społeczne tworzenie ojczyzn, Wyd. Na­
ukowe “Scholar”, Warszawa 2002.
Malewska-Szałygin Anna, Wiedza potoczna o sprawach pu­
blicznych, DiG, Warszawa 2002.
Magoska Maria, Społeczno-kulturowe podłoże konfliktów
prawnych. Studium konfliktów w dwu społecznościach wiejskich,
Ossolineum, Wrocław etc. 1991.
Miska Adam, Zarys dziejów Iwanowic, Kraków 1993.
Olechnicki Krzysztof (ed.), Obrazy w działaniu, Wyd. UMK,
Toruń 2003.
Olejniczak Józef, Arkadia i małe ojczyzny. Vincenz, Stempowski, Wittlin, Miłosz, Oficyna Literacka, Kraków 1992.
Piątkowska Krystyna, Nowina-Sroczyńska Ewa, Kultura w
sytuacji transformacji systemu. Studia nad ikonosferą, [in:] Wszy­
stek krąg ziemski (ed.) P. Kowalski, Wyd. Uniwersytetu Wro­
cławskiego, Wrocław 1998, pp. 483-492.
Robin Regine, Badanie pól semantycznych: doświadczenia
Ośrodka Leksykologii Politycznej w Saint Cloud, [in:] Język i Społe­
czeństwo, M. Głowiński (ed.), Warszawa 1980.
Robotycki Czesław, Retoryka teksty regionalistycznego, [in:]
Regionalizm —regiony —Podhale, (ed.) J. M. Roszkowski, Zakopa­
ne 1995, pp. 239-245.
Robotycki Czesław, Nie wszystko jest oczywiste, UJ, Kraków
1998.
Sulima Roch, Głosy tradycji, DiG, Warszawa 2001.
Sulima Roch, Literatura a dialog kultur, LSW, Warszawa
1982.
Sztandara Magdalena, „Miejsca święte i miejsca przeklęte”.
Szkic o antyurbanizmie „Wiejskich społeczności alternatywnych”
[in:] Przestrzenie, miejsca, wędrówki (ed. P. Kowalski), Opole
2001, pp. 51-69.
Urbański Robert (prep.), Teatr miasta Miasto teatru. Dawna
Legnica i jej teatr we wspomnieniach mieszkańców, Teatr H. Mo­
drzejewskiej w Legnicy, Oficyna Wydawnicza ATUT, Legnica,
no year of publication
Vincenz Stanisław, Na wysokiej połoninie, IW PAX, Warsza­
wa 1980.
Wilczyński Konrad Józef, Wójcin mego dzieciństwa, Kraków
1995.
Wrońscy Jan and Maria, Dobrocice Stanisława Młodożeńca
wczoraj i dziś', Dobrocice 2007.
Wyczesany Jerzy, Brzesko i okolice, Krosno 2000.
Zawada Andrzej, Gra w ludowe, LSW, Warszawa 1983.

anthropological yardstick, which showed that we are
dealing with ambivalent reality and that it is impossible
to apply categorical views. I spoke about it in the past
tense, indicating various transformations in knowledge
and attitudes towards the province. One could say that
old cultural habits urge us to see the province in a man­
ner indicated by the semantic analysis conducted at the
onset. Apparently, even language does not keep up with
changes.
Surrounding contemporaneity introduces amend­
ments into this manner of seeing and experiencing
reality. Technology has reduced the time needed for
overcoming distance, and communication has made it
possible to take part in collective life and to benefit from
science and information regardless of the place of resi­
dence (TV, Internet, etc.). Even in the so-called prov­
ince there function structures and institutions reducing
the feeling of being cut off from the world. The example
of the commune of Tyczyn near Rzeszów and the local
school of higher learning is sufficient proof of how the
comprehension of the “province” can alter. The globali­
sation of numerous domains of cultural life has rendered
universal styles of daily life realised in each social stra­
tum and place of residence.
Apart from the regions of poverty that comprise a
separate problem, models of life became extremely de­
mocratised and similar. A t times, they have turned into
caricatures. but this is already a separate question from
the borderland of anthropology and the world of val­
ues.
Participation in a differently organised society, in
a situation of constant exchange and communication,
inclines us towards changing intellectual categories de­
scribing and interpreting reality; hence the mentioned
category of “localness” ousts the former comprehension
of the province and provincialism.

Bibliography
Bafia Aniela, Nocoń Teresa (ed.), Poronin dawniej i dziś, Po­
ronin 2004.
Bajka Zbigniew, Bejsce 1000 lat historii, Kraków 1994.
Bartmiński Jerzy (ed.), Słownik symboli i ludowych stereotypów
językowych, Wyd. UMCS, Lublin 1996, 1999.
Bartmiński Jerzy, Ojczyzna w wierszach i pieśniach chłopskich,
“Polska Sztuka Ludowa - Konteksty” 44: 1990, no. 3, pp. 9-13.
Benedyktowicz Danuta and Zbigniew, Dom w tradycji ludo­
wej, Wiedza o kulturze, Wrocław 1992.
Benedyktowicz Zbigniew, Powrót do domu. Tarkowski i Kan­
tor, [in:] Pochwala prowincji, Sandomierz 2007, pp. 21-45.
Ciągwa Józef, Dzieje i współczesność Jurgowa, Kraków 1996.
Czaja Dariusz, Paradoksy prowincji, [in:] Pochwala Prowincji,
Sandomierz 2007, pp. 47-53.
Fiderkiewicz Maria (ed.), O kiczu, Muzeum Śląskie, Kato­
wice 2006.
Flis Mariola (ed.), Etyczny wymiar tożsamości kulturowej, Za­
kład Wydawniczy “Nomos”, Kraków 2004.
Czachowski Hubert, Cuda, wizjonerzy i pielgrzymi, Oficyna
Naukowa, Warszawa 2003.

40

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6458" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6438">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/80dcf20aa2b42d5410c014d1e5961ca7.pdf</src>
        <authentication>56abb5737a1b8394cc93ecb7f9bbe087</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76872">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6502</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76873">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76874">
                <text>2014</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76875">
                <text>Kapuściński, Ryszard (1932-207)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76876">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6074</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76877">
                <text>On memory and Its Threats/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76878">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue s.21-33</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76879">
                <text>Kapuściński, Ryszard</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76880">
                <text>ang</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76881">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76882">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76883">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76884">
                <text>Polesia Czar and a childhood

RYSZARD K A P U Ś C I Ń S K I

landscape

Zbigniew Benedyktowicz: W e are to talk about
memory and its significance in contemporaneity as well
as its assorted forms and manners of appearance. Let
us, however, start with your private and most intimate
“memory place”, the very onset of your biography. You
must have been asked often about the Polesie region
and the town of Pińsk - your birthplace and the land
of your childhood...
Ryszard Kapuściński: I am constantly requested to
comment about all sorts of things and endlessly about
Polesie. This is also a moral problem, because I am the
only living writer born in Pińsk. A t the moment, I thus
live as if under social pressure and feel some sort of a
moral obligation. We know very well that everyone is
writing about W ilno and Lwów, and that Polesie and
Pińsk are situated exactly halfway between those two.
Polesie is a somewhat poor and abandoned land and
little has been written about it.
Z. Benedyktowicz: D o you frequently compare
that, which you remember as a child and that, which
you encounter now? Do such confrontations reveal
something permanent?
R. Kapuściński: I often travel there whenever I
am capable of doing so and have the time. Here stands
the house in which I was born and here lies the cem e­
tery with the graves of those closest to me, members of
my family. My grandmother and cousins were buried

On Memory and Its
Threats - Ryszard
Kapuscinski
Talks with Zbigniew
Benedyktowicz and Dariusz
Czaja
here. My parents were elementary school teachers in
Pińsk and up to this day some of the locals remember
them. I am even an honorary member of the Polish
Circle in Belarus. Finally, some of the old streets have
survived.
Z. Benedyktowicz: W hat about the landscape and
Nature?
R. Kapuściński: Polesie was an extrem ely exo t­
ic part of Europe, a land of sprawling m arshes with
only a single road from Brześć (Brest) to Pińsk built
o f paving stones; the rest was com posed of bogs or
dunes. It was simply im possible to reach certain viL
lages, accessible only by boat or, in the winter, by
sleigh. C om m unication was m aintained with boats.
T h at world no longer exists. D uring the Soviet era
the m arshes were drained and turned into deserts.
Paradoxically, part of Polesie survived thanks to the
R ed Army, which set up training areas; consequently,
it was forbidden to do or change anything. This part
o f Polesie preserved its original form. O n the other
hand, people o f the past are no longer, or only a very
small num ber has survived. T he policy pursued dur­
ing the Soviet period consisted of a “R ussification ”
o f the area close to the border. R ussians arrived from
further inland aand, consequently, the character of
the whole region underwent great transform ations.
T he Borderlands still feature m uch of their allure.
This is a m agnificent them e, since the Borderlands
ch aracter rem ains, predom inantly within the in h ab­
itants. People of the Borderlands stick together and
Polesie circles are active in G dań sk and W roclaw .
In the various parts o f the world that I visited I al­
ways m et Poleszczuki - former residents o f Polesie,
who came to see me and w anted to talk about the
past and show photographs. In N ew York or London
som eone w ould appear and pointing to a photo say:
’’Look. H ere’s your M um ” . Som etim es, they brought
photographs taken in their schooldays ...
Z. Benedyktowicz: This is interesting in view of
the fact that sociological studies or publicistics stress
predominantly the threat of globalisation. Your exam-

Street and family home of Ryszard Kapuściński in Pińsk

21

�Ryszard Kapuściński • ON MEMORY AND ITS THREATS - RYSZARD KAPUŚCIŃSKI

shall be leaving soon?” A n d that person sits down and
describes everything. The recollections are at times
extraordinary, as in the case of a 90 years-old lady who
now lives near W roclaw. I also possess an enormous
collection of photographs. It was even suggested to
organise a large-scale exhibition of my photographs
of Pińsk. This memory about a world of the past is
really very much alive. Travelling across the world I
appreciate the power of the feeling of identity and at­
tachm ent to one’s birthplace, that small homeland.
Despite enormous and growing emigration people
leaving their native land take those feelings with them
and thus cherish the strongest possible connection
with the “small hom eland” . This awareness of identity
linked with a concrete place is m an’s great need. It is
the reason why A frica is so fascinating as a continent
that has preserved tribal awareness in a most visible,
palpable, and experienced form. This is not the con­
sciousness of a “generalised” person, but regional, lo­
cal awareness. Apparently, there is no such thing as an
awareness of the hom eland - the homeland is a fluid
concept in the history of societies, a rather artificial
product of our mentality; it is tribal awareness that is
the strongest in man.
Z. Benedyktowicz: W hat if we were to try to es­
tablish at this exact moment that what has been pre­
served in your memory first and foremost?
R. Kapuściński: W hat do I remember? It seems to
me that we are dealing here with a much wider prob­
lem. My thesis about memory is as follows - ask: when
does man come into being? N ot biologically, but when
does he start existing as a human being? In my opinion,
he emerges with the very first reminiscence that can
be reached. W e thus search while saying: “I remember
this, and this, and one more thing”, and in this way we
arrive at the very first recollection when we no longer
remember anything that occurred earlier. It is exactly
at that point that m an begins and ”1” emerges, that my
identity and my extremely individual, private life story
start. I am in the habit of asking people: “W hat is the
first recollection of your life?” Two things arise upon
this occasion.
T he first is the discovery that so few people actu ­
ally think about this, and that they begin to labo­
riously recollect. Generally speaking, people do not
ponder this theme and are forced to dig deep in order
to reach their first memory. The second issue con­
cerns the character of those reminiscences. I have
asked hundreds of people about this, and it is inter­
esting to discover that each has different recollec­
tions. Som e are linked with a cat, another - with a
fire, and yet others with a boiled sweet purchased
by grandm other. These rem iniscences vary greatly,
and are one of the proofs of m an’s differentiation.
A lready the very first recollections distinguish us to
such a great extent.

In Polesie...

In New York... New York 1984- Photo: Andrzej Strumiłło
ple shows how assorted local peripheral cultures suc­
cessfully function alongside this p ro c e ss...
R. Kapuściński: Yes, this is an extremely strong phe­
nomenon. I believe that it is the reverse of globalisation.
It is the latter menace that sets free a feeling of distinct­
ness, a certain need for identity and belonging to some
sort of a local community. Those bonds are extremely
powerful. It is because I come from Pińsk that people
bring to those meetings assorted photographs and items
that they took from there. These durable relations con­
tain a certain emotional load. The people in question
are extremely proud of the fact that they are the carriers
of memory and willingly gather to reminisce.
By way of example, I say: “Alright, would you like
to write all this down and then mail it to me, because I
22

�Ryszard Kapuściński • ON MEMORY AND ITS THREATS - RYSZARD KAPUŚCIŃSKI

Dariusz Czaja: What do you consider to be the
point of departure for memory? W hat is it? Is it a
word? Colour ...?
R. Kapuściński: An image!
Z. Benedyktowicz: An image? And not sound?
R. Kapuściński: It will always be an image. After
all, we know that earliest reminiscences concern the
period when we were three or four years old, more or
less the age when a child thinks in images. As a rule,
this is a case of visual recollections. Even if there did
take place some sort of a loud noise, such as thunder,
it too must have been associated with an image, either
of a storm or the place where it took place. I always
found this phenomenon extremely interesting and
noteworthy. I would like to write about my childhood
in Pińsk.

the operation of introducing order and hierarchy, the
arrangement of memory, becomes extremely relevant.
I think in a certain way because I am writing an auto­
biographical reportage and constantly encounter this
problem. I recall an episode from an African country
but cannot remember when it took place. What oc­
curred “before” and “after”? Did I stay there in 1967 or
perhaps in 1968? Was it Ghana or rather the Republic
of South Africa? Here problems start and demand se­
rious effort.
Z. Benedyktowicz: Do you keep such a diary?
R. Kapuściński: No, I am incapable of doing this
simply because my journeys are extremely exhausting
physically. A s a rule, they take place in the tropics,
there is a lot of work in progress and texts that have
to be immediately handed over; later, I am so tired
that I do not have the strength for anything else. Years
later, I am compelled to reconstruct the past out of
elements: airplane tickets, passport visas, various o
ther things. Furthermore, there is yet another
problem, the reason why I am not a great enthusiast of
diaries. A person who keeps a diary writes down every
day that, which he regards as important. Reading it
years later it turns out that usually such records make
but a slight contribution. This fact is associated with
the selective role of memory.
Take the highly instructive reminiscence about
Gorky, who upon a certain occasion was introduced
to a young writer named Paustovsky who brought one
of his stories. Gorky read it and they made an arrange­
ment to meet again. Gorky said: "Young man, this text
shows talent, but I would like to give you a piece of ad­
vice: spend the next ten years travelling across Russia,
working and earning a living. Write nothing. Do not
keep any notes. Once you return, make a record of all
that you saw. Why then? Because you shall remember
that, which was truly significant, while that, which you
do not recall was simply not worth remembering”.
A t this moment I am writing Podróże z Herodotem,
i.e. about experiences that took place in the 1950s. I
still recall them. By way of example, in 1956, upon the
wave of the October thaw, my editorial board sent me
for the first time to India. I flew via Rome, in an old
wartime DC-3. The airplane landed in Rome in the
evening. For the first time in my life I saw a town all
lit up. This came as such a shock that although fifty
years have passed I still remember precisely the view
of the illuminated city at night.... This is why I firmly
believe in the selective role played by memory. There
is no need to member everything because such a proc­
ess serves no purpose.
D. Czaja: But this would produce an interesting
conclusion. Apparently, it is not we who consciously
and intentionally put those data into order or con­
struct an image of the past pertaining to us; this proc­
ess takes place somewhere “in the back of the head”,

The chaos of memory and the order
introduced into it
Z. Benedyktowicz: You have just mentioned that,
as a rule, people are forced to delve deep into their
memory in order to reach their first reminiscence. Did
you encounter such a phenomenon also in your life,
when earliest recollections find themselves beneath
those that are “worked over”, and about which we
know that they are the property of others and had
been already heard somewhere?
R. Kapuściński: Yes, this has to be cleared up.
This is the Husserlian idea of purification. Arrival at
these primary things is extremely difficult, especially
in the case of those about which we had been already
told. This is connected with two overlapping problems
with memory and reminiscences. The first is the in­
troduction of order. It turns out that we find it very
difficult to put all those recalled images into order
and thus encounter certain chaos. In other words, the
process of introducing order must be purposeful, con­
scious, and intended - I must arrange everything in or­
der and determine what was “before” or “after”. It be­
comes necessary to establish the sequences of certain
events. This is extremely important for memory. Sec­
ondly, that, which is essentially linked with memory
or perhaps with its absence is the fact that memory is
fragmentary and without a continuum. We remember
only certain episodes from the past but do not have
access to their complete sequence.
D. Czaja: Additionally, it is interesting to note
that we immediately arrange them into some sort of a
plot, construe narration, and gather those details into
a linear sequence.
R. Kapuściński: We have to do this, otherwise
we shall get lost and everything will simply scatter. In
other words, in order for memory to function usefully
it requires certain operations and effort. This is not
automatic since that, which autonomously imposes
itself is chaotic, fragmentary, and non-cohesive. Only
23

�Ryszard Kapuściński • ON MEMORY AND ITS THREATS - RYSZARD KAPUŚCIŃSKI

without our will. In other words, we contain some sort
of a selection mechanism that is nothing else but a
resultant of all the significant events in our heretofore
life.
R. Kapuściński: Yes. It is not that, which I daily
decide that I shall remember or forget that is impor­
tant. It suddenly turns out that I recall a certain thing,
which, actually, I should not remember but by some
miracle it exists in my memory. Then I start wonder­
ing why this is taking place and why I recollect pre­
cisely that thing and not another.
D. Czaja: A t this stage there comes into being a
certain subtlety, not to say: difficulty, probably not the
last that we shall discuss today while drifting between
memory and oblivion. I have in mind selection associ­
ated with memory. You mentioned the “introduction
of order” into memory data. If we, however, perform
a slight semantic retouching then we shall immedi­
ately arrive at the “construction” of memory. Another
slight shift and we are dealing with a “mythicisation”
of memory. How can those subtleties be separated? Is
it at all possible to introduce some sort of an acute
distinction? When do we once again deal with such
remembrance of the past about which we may say:
"This truly took place”, and when with something that
I described as the mythologisation of memory or, if we
speak about the collective dimension, with the ideologisation of memory? After all, each of those operations
performs some sort of a selection, right?
R. Kapuściński: In my opinion there is no unam­
biguous response to this question. All depends on the
given person, the situation in which he finds himself,
and many different factors. As a reporter I might say
that in this case the foundation is some sort of an ethi­
cal attitude, an elementary compulsion that says: “I
remember that”. This means that I am responsible for
what I wrote. In other words, I guarantee that I had
really experienced something, that the book contains
my experience. This was my argument while writing at
the time of prevailing censorship. If the censors com­
plained I answered: ”I was there, and if you want to,
then come with me”. It seems to me that personal expe­
rience constituted the foundation of what I wrote. A t
the same time, it provided me with a feeling of power.
I do not know how to write, nor am I a typical author.
My problem consists of the fact that I am deprived of
that sort of imagination, and thus I have to actually be
everywhere in order to write something, I have to per­
sonally remember things. Everything must leave a di­
rect imprint on my memory. Then, when I come back,
I do not deliberate about the form in which I am going
to write - a poem, a drama or a philosophical treatise;
I simply try to write a text. The point is for this text
to be the most faithful recreation of the memory of my
experiences, of what I saw and thought. Naturally, I
am fully aware that this is all very subjective, i.e. that

everyone sees reality differently. I often encountered
this phenomenon during assorted meetings with my
readers. Someone stands up and says: "Mister, I saw
what you described but it was quite different...”. And
I absolutely believe him because the number of as­
sorted versions of the same events corresponds to the
number of its witnesses. Consequently, there is no such
thing as objective memory. Nothing of the sort exists.
Memory is the most subjectivised element of culture.
We really remember extremely different things. I have
a sister who is a year younger and lives in Canada. I
did not see her for years and once we met I, thinking
about Pińsk, reached for a tape recorder, saying: "Ba­
sia, what do you recollect from our years in Pińsk?”.
Let me add that we are very close and when we were
little we always walked holding hands. One could thus
say that we saw exactly the same thing. When she be­
gan to extract reflections from her memory it turned
out that they were totally different from mine. In other
words: she remembered things that I did not recollect
at all. And vice versa. You can see just how strong is
the individualisation of memory. As a result, I always
use the formula: “according to me, this is what hap­
pened”. I could never say that my perception is the
only true one.
Z. Benedyktowicz: Despite this radical subjectivisation of memory there also exists something like
the memory of a generation, perhaps not as objective
but one in which people can at least recognise them­
selves...
R. Kapuściński: Naturally. The memory of a gen­
eration or of a nation - they both exist. Just like col­
lective memory I too possess deep archetypical strata,
that whole Jungian phenomenon. But in my personal
experience as a reporter, a person travelling around
the world, collecting observations and stories, and
writing about them I am most fascinated by the fact
that memory is individualised...
D. Czaja: ... that the past is perceived differently in
each personal experience ...
R. Kapuściński: ... extremely so. This is what I
find so fascinating in Herodotus, because it turns out
that he already tackled these difficulties. The reason
lay in the fact that his writing was connected directly
with the problem of memory. Recall the opening invo­
cation of his book: These are the researches of Herodotus
of Halicarnassus, which he publishes in the hope of there­
by preserving from decay the remembrance of what men
have done. Herodotus struggled with the obliteration
of memory, encountered already at the time. By way
of example, upon his arrival in Thebes he discovered
that everyone said something different about a certain
past event. To this he responded that he was obliged
to describe assorted versions. His task consisted of a
faithful presentation. He felt compelled to propose
an objective account. It was Herodotus who was the

24

�Ryszard Kapuściński • ON MEMORY AND ITS THREATS - RYSZARD KAPUŚCIŃSKI

first in world literature to announce this differentia­
tion of memory and the image of the past. We know,
however, that past reality resembles quicksand. We all
make our way along this sandy terrain, of which no
one is certain.
D. Czaja: There undoubtedly exists some sort of
tension between subjectivity and the objective image
of a thing. You mentioned that Herodotus attempted
to coordinate various versions of the past. He too,
however, was probably not free from subjectivity.
Within the context of your recollections of the past
you mention the individualisation of memory and the
subjectivity of the image of the past. There arises the
following problem: what is the situation of an historian
who tries to trust memory (witnesses or documents)
but, at the same time, tries to solve the question re­
peated after Ranke: “What actually happened” (wie es
eigentlich gewesen)? To put it directly: he attempts to
be objective. Do you, in the wake of numerous texts
demythologising our naive faith in “genuine reality”
recreated by the historian, still believe in the objectiv­
ism of historical studies, the scientific, to coin a term,
image of the past?
R. Kapuściński: My approach is as follows: I re­
gard the key to such situations and problems to be
the French term: approximation. In other words, such
objectivism is possible only in an approximated form.
Approximation means that we harbour certain ideals,
which we accept and in some way assume. I would like
to write an ideal book. But all that I am capable of do­
ing is, at best, to come close to the theoretical ideal,
which I have adopted. The same situation occurs in
science and the humanities. Everything is approximation. Importance is attached to the degree in which we
manage to approximate this devised collective ideal.
Some succeed in approaching it extremely close whilst
others will never attain it. An historian who assumes
that he will write an objective book about the battle
of Grunwald also presupposes some sort of cognitive
ideal. The degree to which he will attain it will be­
come the yardstick of his work. We cannot achieve
an absolute because this is simply impossible, and the
yardstick of assessing our effort is the degree of ap­
proximation to this absolute.
D. Czaja: Fine, but how do we know that we are
coming close to the epistemological absolute?
R. Kapuściński: Social awareness contains a func­
tioning concept of the ideal. We feel that a certain
novel, for example, In Search of Lost Time by Proust,
comes close to it, or that Joyce succeeded, but some
inferior author did not. This is a collective comprehen­
sion of the ideal, just as Znaniecki wrote in Społeczne
role uczonych that someone is eminent in a given do­
main of science. How is one to define who is brilliant
in a certain field? The solution proposed by znaniecki
claims that a group of specialists regards someone as

outstanding. This is the criterion, and there is no oth­
er. In my opinion, the same holds true for every ideal.
D. Czaja: In other words, this would take place
according to the principle of some sort of consensus, a
collective contract, right?
R. Kapuściński: Yes, this is the case. Joint reflec­
tion, joint evaluation, joint comprehension. This is
how I envisage it. I am incapable of discovering a dif­
ferent criterion defining why a particular reportage is
considered better than another. People, members of a
group, simply think that someone is better, another is
worse, and yet another is superior.
D. Czaja: Or could it be that what we describe
as “the truth of the past” is simply a function of the
time, in which it had been formulated? Let us take a
closer look at mediaevalist research in the past several
decades. After all, this is not the case of an avalanche
discovery of some new, previously unknown docu­
ments. The image of the Middle Ages, nonetheless,
changed from the infamous “Dark Ages” to excellent
multi-strata studies, such as those by Gurievich or re­
cent publications by Le Roy Ladurie. What will hap­
pen to those visions of the Middle Ages in another
several decades?
R. Kapuściński: The humanities as a whole are
deeply immersed in living and endlessly active matter.
In Brzozowski’s brilliant definition of memory the lat­
ter is always working and transposing, and there is no
such thing about which we could find out something
once and for all. He was of the opinion that it is matter
that succumbs to constant transformation.
D. Czaja: If this is so, then perhaps it is the ideal as
such that is fiction?
R. Kapuściński: Yes, because this ideal too chang­
es. I maintain that the greatness of the humanities
consists of the fact that we permanently work with
matter subjected to limitless transformation. It is fasci­
nating to follow its trends and assorted varieties. This
is what I find so unusual and interesting. Furthermore,
it testifies to the quality of the human intellect.

B ad memory, repressed memory
D. Czaja: We are speaking the whole time about
the positive function of memory, memory that sal­
vages, creative memory, and, finally, memory build­
ing our identity thanks to which we know who we are
and where we come from. I would like us - and by no
means due to contrariness - to speak for a while about
the sort of memory that can produce resistance and
about unwanted, negative memory.
Our discussion thus cannot lack Nietzsche and his
celebrated and highly controversial text : On the Use
and Abuse of History for Life. What does Nietzsche tell
us? He declared more or less: why do you want to re­
member? This is the hump that you carry at all times.
The excess of history has seized the plastic force of life. It

25

�Ryszard Kapuściński • ON MEMORY AND ITS THREATS - RYSZARD KAPUŚCIŃSKI

no longer understands how to make use of the past as a
powerful nourishment. A whole diatribe against histo­
rians and the historical sense. Nietzsche criticised a
stand that perceives the world through the prism of
sight always focused on the past. He was irritated by
the fact that in this manner we build a society that
erects shrines to the past and the old.
My question too embarks upon this Nietzschean
motif of memory that could become a burden and an
obstacle, and which does not create but hampers, es­
pecially if it pertains to a cohesive tribal group. Take
the example of the war in the Balkans. It is said at
times, while observing the frenzied Balkan melting
pot, that, paradoxically, if local population groups re­
membered less and did not accuse each other of the
suffering endured in the past, during the lifetime of
their fathers or grandparents, and if they were capable
of forgetting, then the bloody massacres of the 1990s
would have never taken place. What is your opinion
about such a portrayal of this issue?
R. Kapuściński: I do not share this opinion. I
disagree with Nietzsche, especially considering that
today we endure assorted problems involving memory
and there exist a number of serious threats entailing
memory loss.
On the other hand, here are several remarks about
tribalism. Unfortunately, this particular word is en­
dowed with a negative meaning and Africans find
its use offensive and prefer “nationality” or “people”.
They consider tribe or tribalism to be anathema.
In order to understand what actually took place in
the Balkans it is necessary to introduce a certain dif­
ferentiation, to distinguish between tribal awareness
and its use for political purposes and strife. This some­
what resembles the use of a knife to cut bread and ...
throats. The same holds true for tribalism, which in
itself is an enormous value to be applied either for the
sake of a political game or one conducted for winning
power and certain political profits. From this point of
view, tribalism is a powerful feeling of local commu­
nity, neither better nor worse than any other emotion.
In political games it is possible to make use of every
sort of feeling with a tangible outcome. In the Balkans
such emotions were applied for destructive and out­
right murderous purposes. After all, scores of genera­
tions led normal lives in harmony. Mixed marriages
abounded. Pińsk, where I was born, was an interna­
tional small town, where 72% of the population was
composed of Jews, Ukrainians, Byelorussians, Latvians
and Lithuanians. There was no feeling of radical ani­
mosity. Leaving Pińsk I was bereft of all ethnic aware­
ness and was even unconscious of its existence. We all
lived together. As long as a burning fuse is not inserted
into such diverse matter - and this can be done only
from the outside - there is no threat. It is not part of
man’s nature, and without that external factor he will

not become ablaze with hatred. This is simply some­
thing that man lacks.
D. Czaja: I seriously doubt it. After all, we all be­
long to “the tribe of Cain”, right? I recently watched a
shocking British documentary about Srebrenica. N at­
urally, we know that men have been killing as long
as the world exists, but the scale and type of those
murders, totally impartial, exceeds all boundaries of
our imagination...
R. Kapuściński: True, this is already bestiality.
Once the wheel of hatred is set into motion it be­
comes difficult to stop it. I constantly repeat that I am
concerned with one thing: that people will never start
anything of this sort by themselves! Take the example
of a multi-tribal African town in which every inhab­
itant has his street and house. Nothing special takes
place. Suddenly, one day, agitators arrive and declare:
“Listen, you’re poor while that man on the next street
is a member of the ruling elite; wouldn’t you like to
be one, too? If you continue to remain passive you’ll
die of hunger and achieve nothing...”. This is the way
things start. People go into the streets brandishing
machetes and start fighting “for their cause”, killing
and assaulting. This is the type of mechanism I am
concerned with. More exactly, I am anxious about the
fact that such a feeling of tribal affiliation may be eas­
ily used for political purposes.
D. Czaja: I agree, but it must fall on susceptible
ground. Inciting one against the other only awakens
dormant demons. And they do really exist!
R. Kapuściński: True, very often they only have
to be awakened. I do not maintain that man is an ideal
creature, but I do claim that every person contains all
sorts of features. It all depends on the sort of traits to
which we refer and which we stir. I affirm that man
as such does not act in this manner as if “from the in­
side” and that only certain circumstances will awaken
the negative, dark side. This is what I have in mind.
True, such darkness exists as an imminent component
in a dormant state that could be described as passive.
In order to achieve it, it is necessary to create suit­
able conditions. This is the case with tribalism. On the
other hand, I repeat obstinately that clan, family or
tribal bonds are an extremely positive emotion since
it enables us to function in the world. An individual
simply cannot exist outside a clan. This is the essence
of the philosophy of African societies and, generally
speaking, the philosophy of clan societies as such.
Here lies also one of the differences between the
East and the West. In Western civilisation it is the in­
dividual who is the most prominent, and we deal with
the liberty of the individual, his rights, and so on. In
non-Western societies the situation is the reverse supreme value is attached to the collective, a fact that
simply follows from different historical experience, i.e.
the individual could not survive in conditions created

26

�Ryszard Kapuściński • ON MEMORY AND ITS THREATS - RYSZARD KAPUŚCIŃSKI

by local poverty and is forced to seek the support of
the community. Only the latter is capable of facing
Nature. The individual is incapable of doing this and
of taming Nature. In a word, subjugation to the col­
lective is a condition for endurance in contrast to
developed Western civilisation where the individual
can easily survive and relish assorted rights. This is a
certain luxury, i.e. the enjoyment of civic rights and
similar privileges that the highly technological society
can well afford. Poor society, dependent on Nature,
cannot afford this.
Back to the Balkans. The whole story, as we know,
started at the time of the Turkish invasion. Previously,
this was a normal and peaceful community. A t a cer­
tain moment, tribal animosities were stimulated and
kept alive. A t this stage, the basic issue comes to the
fore. My theory about the origin of tribal and national
conflicts claims that war did not start on 1 Septem­
ber 1939, nor did it break out on the day when the
first shots were fired. In the contemporary world, war
begins with changes in the language of propaganda.
Whenever we observe language and the way in which
it transforms itself and certain words start to appear
then it becomes obvious that suddenly there come
into being such terms as: enemy, foe, to destroy, to
kill ... i.e. there emerges a language of aggression and
hatred or, to put it differently, so-called hate speech.
There is still no sign of war and nothing is said about
it, but the language of communication begins to alter.
A t that very moment, in the wake of those vagaries of
the language and their intensification, we notice the
looming menace of war. This process could be classi­
cally observed in the Balkans. I claim that each war,
be it in Iraq, the Balkans or any other country, starts
in this manner.
D. Czaja: Let us, therefore, make matters clear.
Our issue presents an extremely interesting fragment
of the most recent book by Paul Ricoeur on history,
memory, and oblivion. We include a chapter on how
to successfully tackle the difficult problem of bad
memory. This is a thoroughly practical question and
I am even inclined to agree with you that tribalism as
such is not a threat. The war in the Balkans has come
to an end, and now what? What about memory that
does not wish to forget? What should be done about
it? It is easy to say: testify, educate, and teach. All this
is fine, but we do not really believe in the effective­
ness of such activity. After all, we had our Sqsiedzi.
We also recently held a difficult and painful discus­
sion about Jedwabne. Now what? Should the whole
problem be simply described, explained, recalled, and
taught at school? Certainly. But something else must
also be done. I agree with Ricoeur who wrote about
the need for the Freudian term: “the work of mourn­
ing” , some sort of grief tackling the past. Powerful suf­
fering, a process of filtering the facts. Otherwise, when

traumatic experiences of the past become relegated to
textbooks or even, as in the case of Jedwabne, state
ceremonies are held, without private mourning we
shall as a community enjoy the comfort of feeling that
everything has been already done and now we can en­
joy peace and quiet. It has all become part of the past.
What is your opinion?
R. Kapuściński: Naturally, this is an extensive
theme, dramatic and, for all practical purposes, one
that does not offer any solutions. I have in mind the
fact that the moment when such development has
been revealed, the dynamic of destructive processes
is appalling. Once this Pandora’s box has been opened
it becomes extremely difficult to close it again. It will
probably be never possible to shut it tightly, a feat that
will remain unaccomplished for the next few genera­
tions. It is here that time starts to exert an impact.
The once incited bloody conflict and the instigation of
hatred possess terrible results and cannot be set right
in a brief space of time. This is an exceedingly pain­
ful circumstance. Man’s great frailty consists of the
fact that he is unable to abandon it either ultimately
or satisfactorily for many generations. Up to this very
day, despite the passage of decades, certain societies
are completely unable to confront reality. By way of
example, Japanese society still refuses to settle ac­
counts with the memory of its past crimes. This great
nation is incapable of even approaching the problem.
I believe that the task in question is too demanding
and horrible ...
D. Czaja: But something must be done and things
cannot be left unchanged.
R. Kapuściński: Theoretically, you are right.
Naturally, I have in mind good will and intentions. In
such cases it is necessary to return to those problems,
face them, and mull them over. Once again, this has
to be attained with a conviction that in this case too
there functions an approximation mechanism, i.e. that
we may only draw closer to the solution of such ques­
tions. This is a case of human weakness, and matters
of this sort cannot be ultimately resolved.
D. Czaja: Perhaps this could become the moment
when it becomes possible to embark upon the work of,
so to speak, wise forgetting. The latter would involve
grief or at the very least be preceded by some sort of
reflection, if not atonement.
R. Kapuściński: Yes, this is certainly right. None­
theless, the process in question could be accomplished
in relation to only a certain part of society or individu­
als, but it is difficult to imagine that it could refer to
entire societies and communities.
D. Czaja: I insist that something should be done
because scores of examples testify that a simple ejec­
tion of traumatic past events from memory actually
does not yield anything.

27

�Ryszard Kapuściński • ON MEMORY AND ITS THREATS - RYSZARD KAPUŚCIŃSKI

R. Kapuściński: It generates nothing because real­

an avalanche, a burden that makes life impossible and
produces permanent exhaustion. Existing information
exceeds many times the capacity of the average hu­
man intellect.
Finally, the third threat involves the enormous
acceleration of historical processes. This means that
history used to follow a slow course. Three hundred
years ago nothing took place, two hundred years ago
- the same, and the human mind was adapted to that
tempo. Man could absorb historical moments and
those of his life. History exerted a stabilising effect.
Man lived in a constant environment, which he was
capable of encompassing within his memory and mas­
tering. Now, due to terrible acceleration, on the one
hand, temporal and, on the other hand, spatial, with
space and time acting as our two fundamental orien­
tation points in the world we have lost the feeling of
stabilisation and enrootment in the world.
D. Czaja: How would you, in connection with this
multi-trend loss of memory by contemporary society,
define our epoch, the time in which we live? By way
of example, Pierre Nora, author of the already classi­
cal Les Lieux de mémoire, seems to be saying something
quite different: we live at a time of commemoration, a
time of gathering memories. Take a look at numerous
memory “sites”: museums, archives, compendia, dia­
ries, monuments - assorted “appliances” for remem­
bering. What is actually taking place: are we living at
a time of memory or a time of forgetting?
R. Kapuściński: Naturally, museums and archives
do exist. I, however, am concerned with something
quite different, namely, that more and more of our
interior is being extracted and delegated to assorted
institutions. I have in mind the entire institutionalisa­
tion and bureaucratisation of memory. Various insti­
tutions are being established - in Poland, for example,
the Institute of National Remembrance - to organise
our memory. We are becoming increasingly convinced
that “they” will deal with the issue at stake. “They”
have their archives and the individual, as I have men­
tioned, is getting rid of his memory and dispatching it
to an anonymous institution. I am concerned with dis­
tinctive memory, the sort that differentiates us. This
is the memory that we develop in time and via which
we create ourselves, our identity, and personality. We
differ, i.a. due to the fact that we have diverse memo­
ries, that each one of us remembers different things
and values, and becomes attached to certain stages or
types of memory.
Furthermore, I am concerned with the fact that
the statement that we live at a time of remembrance
can be at most a symbol of the fact that we live at a
time of increasingly institutionalised memory and less
so at a time of memory as a personal, private value.
D. Czaja: Perhaps it would be possible to com­
bine those two things. It could be deduced already

ity stays on.

D. Czaja: Sometimes, it returns with even greater
force.

R. Kapuściński: Yes. I think that this is one of
those weaknesses of human nature, the nature of
societies with which we simply do not know how to
deal. There are multiple things about which we do not
know what should be done. They entail great themes
and equally great weaknesses, such as human cruel­
ty. For centuries, people have been embarking upon
similar questions and we are still incapable of tackling
them successfully. Dostoevsky was always fascinated
by the mystery of unnecessary, disinterested cruelty. A
person has killed? Yes. But why does he quarter, slice,
boil, why does he additionally... why, why...?
We are incapable of resolving such questions. The
essence and greatness of the humanities probably lie in
the fact that they recognize the existence of a range of
queries to which we shall never find solutions.

Threats to memory and time of
commemoration
Z. Benedyktowicz: Let us now discuss the threats
to memory looming in contemporary culture, which
you mentioned on the margin. In what domains of life
would you situate them? O f what are they supposed
to consist?
R. Kapuściński: In my opinion, there are three
such threats. The first entails the enormous develop­
ment of mechanical memory carriers, which means
that man is slowly unlearning the art of remembrance.
The art of memory is something that has to be mas­
tered; one has to learn how to remember. Today,
everything is transposed into a computer, a book, a
record, an encyclopaedia. We no longer- as has been
the case until recently - have to learn everything by
heart nor do we have to train our memory since eve­
rything is recorded on assorted carriers. Memory is as
if relegated from our heads and transferred into me­
chanical memory carriers although it is an absolutely
essential part of human awareness, which Plato de­
scribed as the soul. The process of getting rid of the art
of remembrance poses a very grave menace for human
personality. This is by no means a purely mechanical
problem. It is something more: it pertains to man’s
skills and ability to think, to his and our identity. This
peril is growing. In the course of the development of
the “net” and the computerisation and electronisation
of life we shall steadily become invalids as far as our
memory is concerned.
The second threat facing memory is, in my opin­
ion, an excess of data. As the British say: abundance
of riches. Human awareness is simply flooded with
such an amount of information that it is no longer ca­
pable of mastering it. This excess acts in the manner of
28

�Ryszard Kapuściński • ON MEMORY AND ITS THREATS - RYSZARD KAPUŚCIŃSKI

Africa. Photo: Ryszard Kapuściński

29

�Ryszard Kapuściński • ON MEMORY AND ITS THREATS - RYSZARD KAPUŚCIŃSKI

from what you have said that the search conducted in
one’s past, described by scholars, the quest for family
genealogies, literary or cinematic returns to the time
of childhood, museum tours, the universal predilec­
tion among readers for diaries, and various types of
nostalgia, in a word, the whole movement “towards
memory” is some sort of a counter-reaction to the
earlier mentioned civilisation acceleration. Could this
be an instinctive defence against Milosz’s accélération
d’histoire, that powerful and still encroaching variabil­
ity of daily life?
R. Kapuściński: I do not claim that these phenom­
ena exclude each other. I do maintain, however, that
the situation in which the art of remembering is hand­
ed over to institutions is a dangerous tendency. Nor
do I insist that this is a case of either one or the other.
We know that by the very nature of things man is a
lazy creature and prefers to seek diverse facilitations
in life; hence I discern in this process a trend towards
rendering life easier. This is not a charge addressed
against technology. Imagine, however, a situation in
which everything has been already computerised and
suddenly a virus attacks this digitally recorded mem­
ory. It could then turn out that we shall remain to­
tally deprived of all memory. Naturally, I am speaking
about certain hazards, those bad paths of civilizational
progress. I do not maintain that all is a catastrophe nor
do I prophecy the end of the world.
Z. Benedyktowicz: Earlier, you mentioned threats
facing memory in the contemporary world in connec­
tion with the development of new technologies. To
what extent, in your opinion, could conventional di­
visions into societies “with history” and “without his­
tory”, once existing in anthropology, be referred to
the contemporary world? Is it possible to speak today
about “societies with memory” and “without memo­
ry”? Characteristically, American culture used to be
described as culture without memory not because it
has a relatively brief history but also owing to a dis­
tinct appreciation of the present, for living for the mo­
ment, for life without that constant gazing into the
past, so typical for Europe. Quite possibly, the absence
of significant traumatic experiences is the reason why
in that model of culture people are so insensitive to
the past and do not experience so strongly the pres­
sure of the duty to remember and to conserve memo­
ry. Is American culture really like that? How does this
appear from the perspective of your American experi­
ences?
R. Kapuściński: We live in a world in which mul­
ticultural qualities are a norm. We are enclosed within
a world of assorted cultures and traditions offering us
totally dissimilar commodities. On the one hand, we
are dealing with societies dominated by oral cultures:
i.e. the societies of America, Latin America or Asia,
where this symptom of values really prevails. There

exists yet another type of society, bearing the heavy
burden of historical thought. It includes our society
and European societies in general. History constitutes
a large part of our culture: historical thought, the sym­
bolic of historical memory, the feeling of a continuum
in time. Then there is a third group of new societies,
whose roots stem from emigration and whose history is
relatively brief: the USA, Canada, Australia, and oth­
er, smaller ones. They are no more than 200 years old
and are not burdened with history; thus their world
faces the future. One could say that the future is their
past.
But this too is changing. Take a look at all that,
which transpired in the US in the wake of 11 Septem­
ber. This was a classical example of building own tradi­
tion, a nobilitation of patriotism, and the construction
of identity around such symbolic signs as the flag and
the anthem. These new societies clearly experience
the need to create national identity, which they can­
not derive from the past since they simply do not have
it. They lack some sort of a “battle of Grunwald” or an
event with a similar rank. Hence, they are compelled
to erect this “past” ad hoc. I would not be inclined to
say that this is a bad thing. Generally speaking, they
find the idea of hierarchising culture strange. Such a
society is what it is because it has a certain history and
simply has to be accepted as such.
D. Czaja: Nonetheless, it is possible to observe in
American culture also other types of a return to the past,
this time in a rather more grotesque version. Take the
example of the rather comical snobbery for “the old”,
naturally in its European version. “American” books
by Eco or Baudrillard mention all those churches or
castles transferred to distant Idaho and there recreated
anew brick by brick, as well as other artificial practices
of prolonging one’s lineage. Naturally, this is not only
an American speciality. What are we to think, for in­
stance, about the contemporary phenomenon - actu­
ally, a fashion - for an artificial resurrection of the past,
a costume-like enlivening of memory? You mentioned
a moment ago the battle of Grunwald, which reminds
me of a certain amusing newspaper article about the
annual recreation of the “battle of Grunwald” on the
historical site, involving teams of knights, “our” men
and the enemy, using swords and lances and engaged
in armed skirmishes. Interestingly, the outcome is not
historically predetermined. I even recently heard that
the Teutonic Knights won [laughter]. How would you
assess those returns to the past, the whole process of
putting on - literally and metaphorically - someone
else’s costume? Just how sensible is this theatralisation
of memory, which some might find funny and others
- grotesque? Do such journeys into the past actually
assist in regaining memory?
R. Kapuściński: I would say that as long as people
are not killing or setting fire to each other...

30

�Ryszard Kapuściński • ON MEMORY AND ITS THREATS - RYSZARD KAPUŚCIŃSKI

Africa. Photo: Ryszard Kapuściński

31

�Ryszard Kapuściński • ON MEMORY AND ITS THREATS - RYSZARD KAPUŚCIŃSKI

D. Czaja: ... then let them play...
R. Kapuściński: Yes, let them play. I, theretofore,

hanged...” sort. Everything is forgotten. Something quite
different is at stake, and this is a model of culture totally
different from its European counterpart. Start with the
fact that the dead must be immediately buried. The first
reaction is to instantly inter the person who died or had
been killed. There is no funeral ceremony or prepara­
tions of the sort known to us...
This fact is also connected with a totally different
attitude to time, its treatment and experiencing. If an
ancestor is recalled then not as a martyr but because
he is still alive, participates in the life of the community
by giving advice, metes punishment or reprimands; in a
word, he remains next to, and together with us. Signifi­
cantly, such ancestors are buried in the direct proximity
of the homestead. Numerous graves are located next to
homes and often the living walk over them. The ances­
tor seems to have departed but he remains an extremely
ambivalent figure. It is impossible to totally forget him
because he continues to function. Illness among the liv­
ing could be a sign that we have neglected some of our
duties vis a vis the ancestor, who in this way reminds us
that he still exists.
Z. Benedyktowicz: Perhaps this awareness that
ancestors continue to accompany us does not generate
martyrological remembrance and cultural martyrdom?
R. Kapuściński: Yes, because belief in the presence
of the deceased is extremely strong. This holds true not
only for African religions. Such a conviction about the
return of the dead is a constant component of numerous
religions in which the boundary between life and death
is never final or total. Such an approach remains so abso­
lutely at odds with our culture in which death is a terrible
caesura. There it is fluent reality. Consequently, despair
is also dissimilar and extremely theatrical, since basically
death is something quite natural. I always experienced
this as a problem on assorted African frontlines. Some­
times, accompanying these men I realised that they were
facing certain death. They, on the other hand, treated
it as something normal; quite simply: someone dies. The
relation between the living and the dead differs. This is a
positive philosophy inasmuch as death does not produce
such a terrible gap in the world around us. It is not hor­
rendous tragedy or insufferable pain.
Remember that the average African woman used to
give birth to twenty children and that throughout the
whole childbearing stage in her life she produced a child
year after year. Out of this total some five children sur­
vived, quite a large number. If, therefore, a woman bur­
ies her children each year her attitude towards death is
totally dissimilar to ours. She lives and simply gives birth
to successive offspring. The relation towards death and
life is totally different. In certain Latin American coun­
tries I often accompanied groups of Indians. In Bolivia
or Peru, I would suddenly see a father carrying a small
coffin made of plain boards to be buried in a cemetery
high in the mountains. A thing quite inconceivable in

would not perceive anything blameworthy in those phe­
nomena. Naturally, this is connected with the fact that
we are living in a world of intensively functioning mass
culture and, as result, a world of enormous deposits of
kitsch, which has already become a permanent element
of culture. Some might find this to their liking, while
others might not; these mass culture phenomena can
be ignored or criticized but they shall objectively exist.
Willingly or not, we are compelled to participate in this
process.
Z. Benedyktowicz: My question about American
culture has also a second hidden agenda. Naturally, we
know enough about American pop culture and numer­
ous phenomena, including embarrassing ones, from this
particular domain. On the other hand, if we inquire
about the best chairs of classical philology in the world
then it turns out that, as Zygmunt Kubiak said during
a discussion held by our editorial board, ancient Greek
studies flourish best at Harvard...
R. Kapuściński: It must be kept in mind that Amer­
ican society is highly diversified. The campus phenom­
enon takes place also in this world. But this is a closed
enclave, almost totally isolated from society. It is, and is
not, America. True, in each academic domain you en­
counter all: means, ambition and talent. These people
are intentionally drawn there and enjoy excellently or­
ganized work. Such campuses represent the highest pos­
sible level. The whole problem consists of the fact that
they exert but a slight impact on the rest of the country.
This is also the reason why I find it difficult to say that all
those phenomena are actually “America”, just as those
who are familiar with Africa find it difficult to use the
name: "Africa”. “America” and "Africa” are comprised
of so many realities simultaneously, so many different
worlds, at time highly contradictory, that the applica­
tion of a single name in order to encompass everything
is simply misleading.
z . Benedyktowicz: I would like to ask about yet an­
other detail, closely connected with historical trauma
and ways of overcoming this sort of memory. In his re­
view of Rondo de Gaulle’a, a book by Olga Stanisławska,
Jacek Olędzki wrote about an issue strange for the Euro­
pean: African museums, even those focused on coloni­
alism, lack martyrological memory. In other words, the
strong presence of the cult of ancestors seems to have
replaced remembrance, that specific process of concen­
trating on the painful past so familiar to us from personal
experience. Is this really the case?
R. Kapuściński: Let us start from the fact that there
are no European-style museums in Africa. They are mu­
seums only because that is their name and they do not
display anything of special importance. No such institu­
tions exist. Local culture and tradition lack a remem­
brance site of the “here men were shot, there they were

32

�Ryszard Kapuściński • ON MEMORY AND ITS THREATS - RYSZARD KAPUŚCIŃSKI

Poland, but understandable within the rules of local cub
ture.

why he travelled across the world, attempting to render
the Greeks aware of the nature of their culture when
facing other cultures.
Z. Benedyktowicz: Thanking you for accepting the
invitation of our editorial board and for the stimulating
conversation I ask once again: when can we expect your
book to be published?
R. Kapuściński: Without disclosing too much I
would like to add that this book has produced grave
problems. I chiefly have in mind the way in which I
should control the entire classical material. After all,
there recently took place a significant breakthrough in
historical research, and in the past years we have all wit­
nessed a great revolution in this domain. Consequently,
unruffled traditional science about antiquity is starting
to become somewhat part of the past. There exists a
vast new literature on the topic, with which I am mak­
ing my very first acquaintance. Since the whole time I
have maintained contacts with my friends, experts on
antiquity, they assist me by proposing various interesting
titles and urge: “Look, this could be useful, and you must
read this or that”, to which I respond: ”1 shall never fin­
ish writing this book!”. Naturally, the proposed studies
are extremely interesting and I eagerly study them since
they recommend is an entirely new approach to history,
extremely vital and in accord with novel tendencies de­
scribed as postmodern. Consequently, there is no way
out: this Herodotus is still growing.
Arrangement of discussion
Dariusz Czaja
The editors would like to thank
the author and Ms. Iza Wojciechowska
for the photographs and cooperation.

“I shall never finish this book!”
Z. Benedyktowicz: I have the impression that so far
we have said too little about the book you are now writ­
ing: Podróże z Herodotem. Here are a few details. I know
that the book, albeit with a famous ancient historian
in the background, originates from individual, private
memory...
R. Kapuściński: ... both mine and his. To a certain
extent this is a highly autobiographical book based on
authentic experiences. Everything started when in 1956
I was presented with the idea - an exercise of sorts - of a
voyage to India, Pakistan, and Afghanistan. Naturally, it
accompanied me all over the world although not always.
Now, years later, I read Herodotus anew. But this is ex­
actly what happens with a book - obviously, if it is good
and outstanding. It turns out that each time we read
it as if it was new. The extraordinary feature of a great
book is the fact that it contains many books, or rather
their endless number. One could describe it as multi­
text. The extraction of those assorted texts depends on
when we read the book, in what sort of circumstances,
mood, and situation, and what we seek in it at the given
moment.
Summing up: I regard Herodotus to be a teacher of
sorts, who taught me perception of the world as well as
an attitude towards others and different cultures. After
all, he was the first globalist, the first to understand that
in order to comprehend one’s culture it is necessary to
become acquainted with others, since the essence of our
culture is reflected only in the latter. This is the reason

33

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6457" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6437">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/61863a77f454d11f8a77697559b47f77.pdf</src>
        <authentication>a0aa0a615676b925ada08a8468a300a8</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76859">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6507</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76860">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76861">
                <text>2014</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76862">
                <text>antropologia kulturowa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76863">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6079</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76864">
                <text>My Mobile Home / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76865">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue s.67-78</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76866">
                <text>Czaja, Dariusz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76867">
                <text>ang</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76868">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76869">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76870">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76871">
                <text>DARIUSZ

1.
With obvious effort two men carry into a train car­
riage a solid, unidentified object. In a moment, the
dark shape becomes a recognizable outline of a pi­
ano. A voice speaking off screen declares tha during
the concert tour the train became the artist’s home 1.
This is said by Piotr Anderszewski, the brilliant Polish
pianist, and the frame comes from the documentary
film: Piotr Anderszewski. Voyageur intranquille by Bruno
Monsaingeon.2
In the contemporary world of piano performers
Anderszewski is a truly rare figure, transgressing all
rules. Keep in mind that this is a world in which
various peculiarities are almost a norm. Anderszewski’s originality, however, possesses a purely mu­
sical dimension. A t the age of forty he has already
attained the rank of a classic. Actually, his record­
ings - the majority is phenomenal 3 - and stage ap­
pearances have elevated him to this status but ulti­
mate "canonisation” was performed by Monsaingeon
executing a film portrait. After the excellent Enigma
with Sviatoslav Richter in the lead role (1998), the
innovative portrait of Glenn Gould (The Alchemist,
2002), yet another depiction of the Canadian pianist
(Hereafter, 2005), and a meticulous record of Anderszewski’s work on the Beethoven variations (Pi­
otr Anderszewski Plays Diabelli Variations, 2007) the
French director attempted to bring us closer to the
phenomenon of Anderszewski‘s art in a holistic ap­
proach.
Already the very mention of the Polish pianist
alongside a list of such significant names is meaning­
ful, showing that Monsaingeon does not bother with
just anyone. In his opinion, Anderszewski is absolutely
outstanding, a worthy successor of the above-men­
tioned giants of the piano. Since we are dealing with a
totally unconventional figure (beyond the norm - the
director says upon several occasions) the film about
him simply had to be extraordinary. The director’s
brief introduction to the concept of the film declares:
This would be a “frontier" film, on the borderline between
documentary and fiction. It would be set against a back­
drop of a winter journey across Poland, then to Hungary
(his two home countries), before traveling to Germany,
London, Paris, and finally to Lisbon, where he has recently
settled. The chosen means of transport for these meanderings was hardly conventional. Like a modern-day trouba­
dour, Piotr would not travel by airplane or car, but in a
private train carriage hired for the purpose, which would
be attached to various trains according to an itinerary dic­
tated by places he wished to visit and his concert schedule.
To Piotr, the planning of concerts years in advance and the
rigid formality of concert halls are constraints that must
be overcome in order to restore music’s innate vibrancy
and escape the relentless treadmill of a touring musician’s
lifestyle.

CZAJA

My Mobile Home.
The Travelling Artist
For Zbyszek Benedyktowicz

With a piano installed on board his carriage, Piotr
would be able to practise, stopping wherever fancy took
him, whether a church, or a village square —places associ­
ated with such-and-such a composer. We would unload
the equipment required for impromptu recitals to be held
at these sites. 4
The initial project proposed by the director was
accepted by Anderszewski and to a great extent sub­
sequently realised. For several weeks a train carriage
became a home, a living room, a work studio, and a
means of transport. The result is an extraordinary road
movie in which we become acquainted with numerous
aspects of the artist. We can, therefore, extract purely
musical elements (repertoire, piano technique, musi­
cal predilections, remarks on music, etc.). We may
also follow fragments referring to family motifs or the
cultural root from which the artist emerged. Or, by
stressing the fact that we are dealing with a film story
we might focus solely on the poetics of the film: to
reveal the elements out of which it was construed, to
observe the editing technique, and to compare it with
other films representing the same genre (two most
recent examples: Helen Grimaud. Living with Wolves,
EMI Classics 2008 and Leif Ove Andsnes. Ballad for Ed­
vard Grieg, EMI Classics 2008). Finally, already while
assessing, we can try to answer the question whether
the whole undertaking has been successful and the
proposed portrait is convincing.5
In the proposed commentary I would like to fol­
low yet another path and to decipher the film slightly
differently than the way dictated by the imperative of
the genre. To put it as briefly as possible: the point of
departure is imposed reality, i.e. an outlined portrait
of the artist and thus that, which can to seen (and
heard); the subsequent path leads towards discourses
more or less obviously inscribed into the film’s mes­
sage. The purpose is to abandon step-by-step concrete
images and take a closer look at their reflections, ech­
oes, and associations. To arrive towards amplification
understood not only as the expansion (as in the Latin:
amplificare) but also as the reinforcement (as in the

67

�D an u sz C zaja • MYMOBILE HOME. THE TRAVELLING ARTIST

pregmatic meaning connected with theoretical topog­
raphy, which ean be precisely moasured by applying
grogrrphical or cultural parameters; this is also a story
about dwelling, winch Martin Heidegger described
originrllyand innovatively while oommentinc on the
famous refrain from Hölderlin: Fwll o/ it em, feipoetically f e i e d f nedwell upon the emrlh.6
The below presented anrhropological commentary
wiSl follow two diverse (but somohow complimentwry)
trajectories of understanding the home and dwelling:
individual and general, local and universal, literal and
mechanical perspectives. By following this pendulum
motion we shah nos lose: sighs of anything that is es­
sential on the literal level; quite poesibly, we shall ba
capable oS perceiving something also underneath the;
n arrative surface.
Everything seems ao indicate that Voyageur intrcnquille is a film whose plot takes place here and now.
Note: despiie numerous attributes of the present Ir
seems to have adisfinctly anedhronic canvas. This
feature can be traced on several levels, the first be­
ing the most obvious - the level of things. It would be
a good thing to realise that the piano and the train,
the two prime objects creating film narration, belong
to the nineteenth century and refer to the world and
mentality c f that period. More: ehe piano and the
train Eire distmguiehmg marks, especially recognisable
emblems of the ninetrenth crntury. Intesettingly, tbit
film medium itself Is a ninetewnth-century invention.
Watchfng this highly contemporary journey of an artisa across Europe only after a certain time do we be­
come aware of its anachronic traitsi It is quite possible
that the unhurried, engrossing ncrration is not nemrely
a journey in spate bul also io the innermost recesses
of time. The vehiclea of this journey are the piano, thr
train, nnd Hm.
First, the piano. This is a special instrument, but
on!y due to its potpntial of expression. Ench piann it sulfices to listen carefully to declarations made by
pianists f has ise own personality and some sort of an
inner myttery. Thy piano emanates stranre energy.
Paradoxically, although it recalls and sometimes icompared to a coSein, it lives! This living, almost spieitual aspect of the instrument wat clevealy noticed and
expanded by Ian Gondowicz in his gfoss to The Piaro
by !ane Campion. The majority oi reviewers immerstd
themselves In the meanders of the protagonist's com­
plicated emotions, eorgeiting somewhat the titular in­
strument, which, after alf so perfectly expressed her
personality.
No one had taken a closer look at the mythology of
the piano. And there is quin a tot lo examine. This is
the most mysterious of all instruments, The only th at
irrefutably froduces the impressfon of being a living
creatura alse. or especially:, when it remaint silent.
'The massive presence of the piano can fe a buwden. In

English: amplifier) of particular elements present in
title film. I describe the film and tine worlds projected
by it. Such an interpretation procedure calls for a tran­
sition from that , which the film tells us to that about
which it tells us. In othee wordt: in order to dace ite
sense greater importance will lee attached to a whok
network of meanings and references buill above the:
intention s inscribe d in to the film than to tho se inten­
tions as such.
It follows from the above th a tr would like to treat
the Monsaingeon (documentary predeminantly as a
special “cultutal text”, a film recotd composed of as­
sorted semantic ingredients. In the spirit of tuch an
approach I propose the thesit that the documentary
ctan be deciphered not sole ly (andnot snmuch) as a
portrait of an artist as predominantly a story about
him. More exactly: abouc assorted homesa enrooted
in actual space and suspended in more subtle space.
The r olish and Hungarian home. Th e homes in W at saw, Budapert and Lisbon. The prouesses of leav­
ing and returning home. The saa-rcbi for a home and
hommoriented nostalgia. Familiar and foreign spaces.
Travelling and roots. Possible worlds - potsible pluces
of retidfnce. Licerally: about a traio carriage tempo­
rarily ehanged into a home. And finally, on the last
storey of the film tale there is the home composed of
sounds, flreting musical constructions creaeing the
ethereal but just as real spocw of a home. In si similaa
and equally ambiguous smnse the film is interpoetecl by
m sani of a story about residing in its most elementary.

68

�D ariusz C zaja • MY MOBILE HOME. THE TRAVELLING ARTIST

inspires fear in children and distance amongst adults.
It subjugates its users spiritually. It is a demanding
creature and cannot bear dampness, cold and uneven
temperature. Neglected, it groans ominously and mo­
mentarily becomes out of tune. In a word, it comprises
the object of a cult. It accepts offerings in the shape of
hours spent on Gradus ad Parnassum and Kunst der
Fingerfertigkeit.
The piano moulds personality. Not by means of art but
via life. Everyone who had a piano carried up to the fifth
floor or whose window was stormed by a crane, who toler­
ated complaining neighbours and was forced to share his
humble living space will immediately confirm this opinion.
The piano enforces a certain style: every day, for hours, one
does not chat, listen to the radio, drink tea or smoke, but
sits and plays. It is tremendously expensive —pianists claim
that one has only a single piano in a lifetime. A costly work
of art, it requires servicing as if it were a delicate machine.
Even loftiest spirits do not shy from the tuner’s crank and
tinkers with the hammer mechanism. Finally, the piano de­
mands strength. In order to set into motion in a chromatic
etude the Bosendorfer keyboard or the magnificent Broad
wood, portrayed in the film (but even more resistant) one
becomes covered in sweat after half a minute. In a word: a
strong character is needed to deal with a piano.7
The essayist also aptly indicated the totally non­
contemporary nature of the piano in present-day
culture, its affiliation to the lost archipelago of the
nineteenth century: The piano, a sacred object of nine­
teenth-century culture, symbolizes it just as the automo­
bile symbolizes the twentieth century. This is a symbol
that concentrates the entire gravity of the past century. A
period when objects were respected and even worshipped.
Hence it is obvious what a defenestration of a piano could
have signified for Norwid or how striking the instrument
with an axe must have been a sacrilege of sorts in Cam­
pion’s film. A Europeanised version of: "If there is no God
than everything is allowed”. First and foremost, this is the
reason why the transference of a piano into a wild natural
environment must have constituted the summit of extrava­
gant imagination.8
True, the piano not only lives and easily and readily
succumbs to personification, but seen from the view­
point of contemporary mentality it appears to be a rec­
ognizable messenger of the world of the past. This is a
world of non-extant aristocratic salons, obligatory pi­
ano playing conceived as part of good upbringing, the
nineteenth-century novel in which the piano becomes
an essential utensil in fictional space. Only an aware­
ness of this distinguished position of the nineteenthcentury piano makes it possible to comprehend the
meaning of the sardonic remark made by Emil Cioran
about Chopin raising the piano to the statute of tuber­
culosis 9, or to understand the reason why the remains
of Giacomo Puccini were laid to rest in a piano stand­
ing in his villa in Torre del Lago.10

More, the piano, it turns out, is such a specific and
curious organism that it finds it difficult to establish
relations with contexts other than those sanctioned
by means of cultural customs (salon or concert hall).
For certain reasons (shape? size? “personality”?) it is
not suited for other spaces, in particular open ones.
Placed in them, it creates a clearly eccentric combina­
tion with the closest surrounding. In this case, the dis­
sonance is based on a contrast between artful/natural,
but apparently is not reduced to it. This is probably
the reason why such an impact is exerted upon our im­
agination by the phrase from Rimbaud’s Illuminations:
Madame * * * set up a piano in the Alps.11 This is also
the reason why the famous scene from Un Chien An­
dalou - a piano dragged along a road (and serving as a
coffin for a rotting cadaver of a donkey) - leaves such
a strong imprint. The same is true of the image of a pi­
ano on a New Zealand beach in Campion’s film. Quite
possibly, this is also why from of passable documentary
film about Grieg (mentioned above and featuring the
Norwegian pianist Andsnes) we so easily recall the
scene with the pianist playing on a mountaintop. The
Monsaingeon film based on an only slightly less eccen­
tric conception - a piano on a train - adding another
chapter to this Surrealistic mythology. In this case,
the dissonance attains a high/low form. A valuable,
technically and aesthetically sophisticated object, an
emblem of high culture has been placed in a popular,
commonplace, and universally used mode of trans­
port. Food for thought is provided by the fact that in
both cases this symmetry and dissonance, albeit first
acting as a source of aesthetic shock, do not cease to
fascinate and attract.
Leaving the train and addressing people awaiting
him at a Poznań train station the pianist admits that
he loves moving about by train, his current home. The
scene, in the manner of a somewhat comical (flow­
ers, welcoming speeches, cameras) and probably un­
intentional remake of L ’arrivée d’un train en gare de La
Ciotat by Louis Lumière, recalls the vehicle in which
the pianist travels. Anderszewski obviously likes this
form of travelling. He declares that he enjoys the very
chance to travel without any responsibility for the
voyage; travelling by train is a special form of freedom:
everthing takes place in constant motion, with not ef­
fort on the part of the passenger. Nothing depends on
the passenger who is incapable of making decisions,
and all responsibility is borne by the train driver. A p­
parently, the train tournée was not the pianist’s one­
time extravagance indulged for the sake of the film.
Anderszewski reveals a predilection for voyages of this
sort. In one of his interviews, he declared: By way of
example, last year I hired a Gierek-era private carriage
and together with my friends travelled across the whole of
Poland, from Cracow to the Hel peninsula, although we
actually bypassed Hel since a drunken depot worker forgot

69

�D ariusz C zaja • MY MOBILE HOME. THE TRAVELLING ARTIST

Piotr Anderszewski

70

�D ariusz C zaja • MY MOBILE HOME. THE TRAVELLING ARTIST

to detach our carriage. For hours we stood in a snowy field.
This was an absolutely wonderful experience. Or when we
made our way through fog lifting above a side track, to find
ourselves in the market square of Zamość....12 A t the same
time, we learn what sort of travelling is Anderszewski’s
favourite. In this case, the heart of the matter obvi­
ously does not involve ordinary travelling, a thought­
less devouring of space but savouring it. Perhaps one
could even say: contemplation of the landscape, if this
did not sound so exalted...
Film narration follows the rhythm of the train
carriage, with stopovers for piano recitals. The role
played by the train is particularly interesting. Carrying
valuable cargo, it is filmed in assorted ways: in static
close settings - on railway stations or in dynamic takes
- in the course of the journey. Generally, however,
the train is filmed in motion. Changing frames show
the way in which it traverses space. There is no need
to read the writings of Paul Virile (monographist and
diagnostician of contemporary forms of acceleration)
to be quite certain that one of the essential aspects of
contemporaneity - perhaps the most consciously ex­
perienced - is speed. Terror of speed, rapid changes,
all-embracing motion - these are the living and irre­
movable components of daily experience. W hat is the
source, then, of the earlier proclaimed anachronic na­
ture of railway transport and the train as such? Every­
thing depends on the point of reference. Characteris­
tically, some 150 years ago the railway was regarded as
the avant-garde of progress, preceding its time (recall
the enthusiasm radiating from Turner’s brilliant: Rain,
Steam and Speed. The Great Western Railway, 1844).
More: the railway belonged entirely to the future. The
train won the race against the horse carriage. Today,
however, compared to the speed attained by an air­
plane or even an automobile the conventional train
proves to be relatively slower. The problem, however,
does not lie in measurable numbers.
In the domain of mentality and collective imagina­
tion - and it is they that are predominantly the ob­
ject of our interest - the train envisaged as a tool for
displacement is, and shall remain, a mode of locomo­
tion from the past, regardless of the incidental attain­
ments of TGV. This anachronic feature is discernible
particularly when we look at it from the viewpoint of
railway mythology: both the one associated with the
technological taming of space, when the train symbol­
ised a triumph of ratio over untamed Nature (a motif
often accentuated in Westerns), and the one linked
with literature, when railway tracks became the arena
of existential dramas, to mention the casus of Anna
Karenina. After all, already the legend of the Orient
Express - the very essence of a train above all others
- could serve as convincing proof. The first trip from
Paris to Constantinopole was made by this wonderful
vehicle (known as the Titanic on tracks) in 1883. In

the wake of wartime turmoil, problems with borders,
and a gradual reduction of the timetable, the last jour­
ney along the original route took place in 1977. The
still preserved legend is a combination of elements
referring (probably) to the past: aristocratic loftiness,
Parisian chicque, Arabian exotica, the flavour of ad­
venture, not mention the sensational aura of Murder
on the Orient Express ... Paradoxically, failed attempts
made from time to time to reanimate its fame indicate
that the era of the Orient Express has already passed.
Although this might seems strange within the con­
text of the explosion of speed, more: the deification
of speed in the present-day world, the train with its
measured rhythm and relatively low moving remains
in the past. Intuition did not deceive Monsaingeon
when he decided to place his protagonist in a train
carriage. He has our total approval: a contemporary
troubadour cannot - and certainly should not - travel
in an aeroplane.
In its capacity as a nineteenth-century time ma­
chine the train is almost naturally linked with the cin­
ema. Connections between the train and film - a mo­
tif deserving a separate presentation - are discernible
from the very beginnings of the cinematic arts. Not by
accident was one of first Lumière miniatures the afore­
mentioned L’arrivée d’un train. Theoreticians from that
period were well aware that the cinematographer dis­
plays its abilities best when he shows motion. Recom­
mended themes for filming mention first and foremost
the train. In the awareness of the spectators those two
phenomena appeared simultaneously. In an excel­
lent article about the presence of the train in earliest
cinematic accomplishments Yuri Tsivyan cited a frag­
ment from the first issue of “Cine-Phono” from 1907:
Luminous pictures were first shown more or less fifteen
years ago and the impression they produced were so great
that everyone, thinking about this amazing wonder, recalls
the time when he first saw a rushing train.13 Does the
passenger sitting inside a train carriage not perceive
the window showing shifting images as similar to a
film screen? The motion pictures offered by the cinema
and the moving pictures seen from a train window are
distinctly close; this strange isomorphism offers much
food for thought.
3.
Considered from the construction (and not chron­
ological) perspective Voyageur intranquille is composed
of two - not quite matching - parts. The first encom­
passes factographic details from Anderszewski’s life,
and the second concerns reflections about the essence
of music. They interweave in assorted proportions,
from time to time surprising each other.
The biographical part places special emphasis on
the artist’s Polish and Hungarian origin, with distinct
stress on local Polish specificity. This is the weakest

71

�D ariusz C zaja • MY MOBILE HOME. THE TRAVELLING ARTIST

link, with the pianist reading off screen an earlier writ­
ten text full of insufferable and exalted clichés about
the torn apart and tormented country, “murdered and
violated Warsaw”, Slavonic soul in an “ideally cut Pa­
risian suit” (about Chopin’s music). Fortunately, from
time to time there appears a counterpoint, as in the
excellent scene in which Anderszewski gazes at the
distant Palace of Culture and Science and describes
it, obviously, as a horrible symbol of Soviet captivity,
while an accompanying friend, Maciej Grzybowski
(also a pianist), comments in much simpler terms by
complaining about the Stalinis phallus and immedi­
ately disarming the martyrological narration.14
All this recalls in places an educational film com­
posed of multi-use building blocks. Looking, however,
at the frames not from an evaluating but a descrip­
tive, anthropological viewpoint one might perceive
in those weak points or slip-ups something extremely
interesting: the long duration of national stereotypes.
It becomes clear that the vision of Poland, the Poles,
and Polishness both in the story told by the pianist
and in the film narration as such possesses all the fea­
tures of a mythological construction. Interestingly,
they supplement each other and seen from a basically
inner perspective (Anderszewski) Poland matches the
martyrological vantage point, with Polish mentality
becoming part of the tearful and sentimental Slavonic
soul.15 In turn, judging by the excessive snow-filled
frames Poland viewed from an external perspective
(Monsaingeon) is a land of eternal winter and persist­
ent snowfalls. This film version of Winterreise (with
pastoral frames distant from the dramatic ambiance of
Schubert’s cycle) is photogenic but from the cognitive
point of view it only reinforces old stereotypes. One
could have the impression that while portraying Po­
land the director remained true to an image cultivated
in seventeenth-century France. It was then that there
emerged a vision of Poland encased in permanent
cold winters (as in the poem by Philippe Desportes, in
which Poland is toujours de neige et de glace couverte),
as well as of the constantly inebriated Pole.16 H av­
ing seen the film, the Western public will reaffirm its
conviction that there is only a single season in Poland
(winter almost predominates in the film17) and that
the Poles learn to drink ice-cold vodka (the pianist of­
fers it to his guests in the train carriage) together with
mother’s milk ...
Fortunately, Anderszewski appears in the film also
as a citizen of the world and certainly as a European.
His home expands and transgresses far beyond Polish
or Hungarian borders. Not by accident does his jour­
ney start on the (just as mythologized) eastern bor­
derlands of the Continent and ends in Lisbon along
the ocean coast. The pianist does not forget about his
roots but clearly cultivates an everlasting imperative
of seeking a home, home-oriented nostalgia, space in

which he will be able to truly live without limiting the
meaning of this verb to a merely physical dimension.
Lisbon, he adds, is a successive, essential step along
this path: the greatness of Lisbon is its past, while its
decadence and greatness have collapsed. This is the
noble feature of the town, where the pianist strolls for
hours down its streets, observing everyday, small-scale
dramas and the theatre of life. In doing so, he experi­
ences being pierced by the local, strange silence. More,
he feels at home, an emotion that grants him inner
peace. Anderszewski sees Lisbon as the town of the
eternal voyager. This is a truly feminine and maternal
town, in the shape of a mother’s belly. Hence the feel­
ing of safety and distance from the great world.
This statement contains significant ambivalence,
as if a faraway echo of the words uttered by the pianist
at the beginning of the film when he mentioned his
fear of motionlessness and longing for incessant mo­
tion. Anderszewski is always on the road, in constant
motion, but at the same time he searches for a place to
settle down. He is a nomad, but a rather strange one
with the distinct syndrome of the domiciled person.
Interestingly, this intimate confession also contains
the earlier mentioned anachronic motif. Anderszewski
seems to be not living in the present and he looks back,
towards the past. Hence the attention paid to pre-war
Warsaw (his birthplace and a town granted particular
significance in his private mythology) and the passion
for Lisbon, today slightly provincial, whose splendour
is already part of a distant past.18 In his metaphorical
characteristic of Lisbon Anderszewski animates the
feminine, maternal topes. He envisages the town as
an expansive home comprehended predominantly as
a friendly and secure cosmos (Lisbon - my home! - he
could have echoed Fernando Pessoa19, enamoured of
his birthplace), with its most perfect personification:
the image of a maternal belly. Here, the town-home
assumes clearly feminine features.
4.
So far, I have used the French title of the film: Voyageur intranquille. Actually, this is the version that ap­
pears most often in promotion material or sales offers.
The film, however, and this is noteworthy and signifi­
cant, has titles also in other languages, with the Eng­
lish Unquiet Traveller being semantically close. The
German title, although already without the adjective,
is similar: Wanderer ohne Ruhe. Only the Polish ver­
sion differs considerably from the one in three W est­
ern languages: Podróżujący fortepian (The Travelling
Piano). Agreed, this is not a precise translation of the
French original: in Polish the traveller is not someone
but something. The pianist has vanished, leaving be­
hind only his instrument.
Is this is a translatological lapsus, the carefree work
of a translator, or a subconscious exchange? It would

72

�D ariusz C zaja • MY MOBILE HOME. THE TRAVELLING ARTIST

You! who assemble in the ranks of Style
And fashion stone, penetrate the song's refrain ...21
It is precisely in this poetic attempt at naming the
essence of music, despite all the obvious differences,
that the poem comes close to Anderszewski’s film
narration.22 After all, his commentary contains an in­
tensely Polish motif (one could even say with a certain
dose of sarcasm: one with a moving-martyrological
twist). Not only does it mention Chopin and his music
but - and within the context of Norwid’s text this is
even more interesting - it also formulates deeply con­
ceived sentences about the art of playing the piano,
pertaining additionally to a question whose verbalisa­
tion remains extremely difficult: the essence of music
or perhaps of art in general.
The title, however, resonates in the memory of the
Polish spectator due to yet another reference. Suffice
to take into consideration a fragment of the film in
which Anderszewski speaks about the unprecedented
wartime destruction (“murder”) of Warsaw. The film
illustrates this touching and extremely emotional nar­
ration with documentary photographs of buildings
razed to the ground and ruins. Looking at those imag­
es it is simply impossible not to revoke a certain mean­
ingful fragment of Pianist by Władysław Szpilman. Re­
call: at the end of the war the titular artist is taken by
surprise in an empty, abandoned house by a German
officer and in order to validate his profession is forced
to play the piano. The surrealism of this extraordinary
scene mingles with the horror of war. 23
Recalling those associations, obvious for the Polish
recipient, we start to understand that the documen­
tary’s Polish title is not quite as absurd as it might seem
at first. Apparently, by replacing the neutral and bland
“traveller” with “’piano” the title resonates well with
certain fragments of Polish memory. Another signifi­
cant fact is that both cited works match Anderszewski’s narration with its strongly accentuated martyrological overtone.

be difficult to propose an unambiguous answer. A p­
parently, the lexical and thus - this is particularly sig­
nificant! - semantic exchange contains something of
great importance. Ascertaining this obvious feature I
am concerned not merely with the fact that - if one
were to treat comments on the modelling role played
by the title seriously - voyageur intranquille produces
an entirely different reception of the film among the
French spectators than a travelling piano among the
Polish audience. In the first case emphasis has been
placed on the artist (together with the entire luggage
of associations connected with voyages and travelling
as well as its literal and metaphorical connotations),
while in the second case the title abandons the per­
son and concentrates primarily on the instrument he
plays. This circumstance appears, at first glance, to be
obvious and does not require in-depth commentaries.
A closer look, however, discloses a greater complexity
of the issue since it transcends considerably beyond
the domain of linguistics and translatological compe­
tence.
In other words, I propose the thesis that the Polish
version of the title did not appear by accident. More,
that it is not semantically innocent but, on the con­
trary, significant. In addition, it carries references to
Polish historical memory, predominantly literary. One
might have the impression that the past, stored in the
language, exerted a strong impact on the author (au­
thors?) of the Polish title. It is, after all, impossible not
to discern in the phrase: ’’travelling piano” - in addition,
within the context of the art represented by the Polish
pianist and Chopin’s music in particular - a shadow
of an association with the earlier-mentioned Fortepian
Szopena by Norwid. First and foremost: with the most
dramatic scene in which the tsarist authorities hurled
the instrument from a window of the Zamoyski Palace
in 1863, the year of the January insurrection.
But this simple observation, albeit slightly enhanc­
ing the reception of the film, does not end similarities
between Podróżujący fortepian and Fortepian Szopena.
There is a single reservation: we have to liberate the
poem from the intrusive patriotic mask added by cus­
tomary school textbook interpretations. Contrary to
usual associations, Norwid’s poem remains above all
routine simplifications. On the contrary, it represents
dense meaning, full of things left unsaid, uncertain­
ties, abruptly broken phrases, and sudden silence. For
this reason, its interpretation is extremely capacious.20
Apart from the patriotic stratum, the most legible and
easiest to grasp, Norwid’s text is also a poignant reflec­
tion, or perhaps even better: meditation on art and its
essence. The point of departure is Chopin’s brilliant
music. Here is a brief fragment:

5.
Anderszewski without doubt lives within music
and for music. Interestingly: his statements about
extra-musical themes tend to be gushing but those
dealing with music are pure factuality. In the major­
ity of cases he speaks about music using the technical
language of an artisan, and it is difficult to treat occa­
sional anecdote-illustration inserts otherwise than in
the categories of a joke.
What does this mean? As briefly as possible: we are
dealing with concentration on music as such, its archi­
tectural essence and not artistic expression. Perform­
ance, as envisaged by the artist, does not consist of
an expressive addition to music but organically stems
from it. It must do so! In the case of Anderszewski
this means laborious, analytical, and archaeological

O You! In whom Love's Profile chooses to abide
And Art’s Perfection is your name —

73

�D ariusz C zaja • MY MOBILE HOME. THE TRAVELLING ARTIST

(i.e. observing the strata) work on a composition. He
dissects it into particular individual molecules and re­
arranges them into “a new order” so as to disclose as
much as possible of that, which is inside the notes and
between them. Yes, la musique avant toute chose...
The film contains remarkable scenes making it pos­
sible to observe the manner in which the pianist reads
the rough score. Anderszewski plays a certain frag­
ment, singing its main melodic line and, at the same
time, commenting a vista its ”conceptual” content.
Doing so, he reveals its inner logic and the necessity of
concrete sounds. Take the example of the extraordi­
nary Barcarolle by Chopin: the first few opening notes
(resembling a dish of pasta), several successive sounds
(the song of a drunken gondolier), a slight pause, as if
to listen more carefully to the phrase (which despite all
remains beautiful), followed by a grimace (in the fash­
ion of a bad French chanson) to arrive at the end line,
with Anderszewski commenting on Chopin’s compli­
cated nature. A music object-lesson in a nutshell.

anthropological commentary, could appear rather
trivial and not at all obvious; it lists assorted places of
residence: Warsaw, Budapest, Lyon, Strasbourg, Los
Angeles, London, Paris, Lisbon... Transition in space
as a form of existence. In the fascinating (but also te­
dious) mobile world in which such transitions are a
norm we are all émigrés on the road and in some way
not at home. It could be sensible to ask: who is the
artist in such a hotel community, always on the move
in all directions? In what way does he differ (if such is
the case) from other nomads?
Anderszewski, just as almost every present-day musi­
cian, is a travelling artist, a constant voyager.26 The film
accentuates the condition of the artist-traveller, a restless
spirit, a man on the road, always drifting, never perma­
nently enrooted, living out of a suitcase in rented apart­
ments. Once again: what is the contemporary musician?
A traveller? A tourist? A vagrant? A nomad? And the re­
ally essential question: is his homelessness a mere particle
of a wider phenomenon or is it qualitatively different?
Before I attempt to suggest a certain answer to
those questions here is another brief comment from
Clifford’s study on “travelling”. Reflecting on the op­
erativeness of the conceits applied by sciences dealing
with culture he examined the contents of such terms
as: “travel”, “displacement”, or “’nomadism”. A t one
point, Clifford noted surprisingly: “Pilgrimage” seems to
me a more interesting comparative term to work with. It
includes a broad range of Western and non-Western expe­
riences and is less class— and gender-biased than “travel".
Moreover, it has a nice way of subverting the constitutive
modern opposition between traveller and tourist.22
T aking into account the above (as well as gathering
together certain earlier motifs) it appears quite apt to
suggest that if the musician is actually a voyager then he
is a special sort of traveller, homo irrequietus (according
to the formula suggested by St. Augustine), who in his
activity and calling comes close to the status of a pil­
grim. This holds true particularly for the interpretation
bequeathed by Norwid in his celebrated poem:

6.
In an introduction to his The Predicament of Cul­
ture, a book that at its time was a breakthrough in
anthropological reflection, James Clifford wrote: This
century has seen a drastic expansion of mobility, includ­
ing tourism, migrant labour, immigration, urban sprawl.
More and more people “dwell” with the help of mass tran­
sit, automobiles, airplanes. (...) An older topography and
experience of travel is exploded. One no longer leaves home
confident of finding something radically new, another time
or space. Difference is encountered in the adjoining neigh­
bourhood, the familiar turns up at the ends of the earth.24
This text comes from 1988. In an article written a
few years later - Travelling Cultures (referring to certain
motifs in the book) - Clifford returned to a changed
comprehension of residing and travelling in the con­
temporary world. The text contains several fragments
taken from literature. Symptomatically, their prime
object is the hotel conceived as space-time reflect­
ing the spirit of modernity. There appears a fragment
from Conrad’s Victory, known from The Predicament of
Culture (the age in which we are camped like bewildered
travellers in a garish, unrestful hotel), but also a phrase
from Tristes Tropiques, in which the anthropologist de­
scribed a dive in the Brazilian small town of Goiania,
which he saw as a symbol of civilizational barbarity
(a place of transit, not of residence).25 Hotels are places
through which we only pass and in which all meet­
ings are fleeting and accidental. They are legible signs
of the contemporary lack of enrootment, mobility and
superficial contacts...
It would be a good thing to place Monsaingeon’s
film and in particular the figure of the constantly
travelling protagonist against the backdrop of those
declarations. The opening statement, deprived of an

Above all estates there is the estate of estates,
A tower above flat houses
Piercing the clouds ...
You think that I am not the Lord
Because my moveable home
Is of camel hide ...

But I abide in the bosom of the sky,
While it seizes my soul
Like a pyramid!
But I too have as much of the earth
As is covered by my foot.

74

�D ariusz C zaja • MY MOBILE HOME. THE TRAVELLING ARTIST

■ sr
■-

m
.

Piotr Anderszewski

75

�D ariusz C zaja • MY MOBILE HOME. THE TRAVELLING ARTIST

As long as I walk! ...28
The suggested musician-pilgrim parallel requires
appropriate comprehension. Naturally, this attempt
at placing the artist in a quasi-religious context does
not have in mind the common understanding of re­
ligiosity. It is rather concerned with stressing the im­
portance of the task undertaken by the artist and the
significance of the work he performs. In a roundabout
way this leads to a more profound grasp of the formula
openly mentioned by Anderszewski in the film: being
a musician is not a profession, it is a calling. In other
words - what is it? The elementary meaning of this
slightly forgotten connotation - especially in reference
to creativity - is excellently recalled by Wiesław Juszc­
zak:
It is not I who decides about calling, its type and direc­
tion, but vocation itself: a force that sometimes appears to
be internal but whose actual source is outside, and which
delineates my path. This force is the reason why I am
compelled to pursue a given path, to follow it regardless
of obstacles and to always wish to walk down it. The des­
tination of such a striving can be, therefore, conceived as
a centre from which this force emanates and which is the
source of the voice calling me. The fact that I am supposed
to, and want to go towards that voice means that the road
is endless. It also signifies that the goal of my striving is "for
all practical purposes” unattainable. The limitlessness of
roaming in a state of calling, wandering towards the target
of that calling and, simultaneously, the source is decisive
for the freedom of each such path. In other words: the level
of the objective determines the measure of freedom. This
measure constantly grows and the potential of vastness is
just as continuously revealed to us.29
These words cast a light on the feeling, stressed
upon several occasions by Anderszewski, of being
compelled to be a pianist, some sort of a force, an
inner imperative that “urged” him to devote himself
to playing. Within this context words about an over­
whelming and incessant wish to strive towards a per­
formance absolute gain greater importance. Without
that commentary they could appear to be pretentious
and empty. In both cases - the pilgrim and the artist
- it is precisely the path that appears to be the true
objective and particularly a renewed but never totally
satisfactory effort to attain the selected goal. Another
characteristic feature is the reversal of customary signs:
settling down is not a value in itself and homelessness
does not have a negative qualification. This state of
weightlessness, typical for both, and of perennial being
on the road are probably the price paid for attempting
to attain the objective, which - once again in both in­
stances - possesses the nature of a vanishing horizon.

i.e. meanings that without doubt exist although it is
difficult to describe and verbalise them precisely. If a
musician does not have a home, if his home is mobile
(although today it assumes another form: a comforta­
ble train carriage rather than camel hide sandals), if he
is sometimes tormented by a feeling of being rootless
and homeless then where is his true home? After all, it
has to exist somewhere. It appears that resolving this
question is neither difficult nor particularly sophisti­
cated. This home is - must be! - art. In the case of A n­
derszewski: it is music. Such a solution, however, lures
with its obviousness and is not at all that simple as it
could appear at first glance. We arrive here at a suc­
cessive curious paradox connected with the two basic
parameters amidst which we exist: time and space.
There is no doubt that the home - regardless of the
architectural forms it assumes - both in its common­
place semantics and in more sophisticated languages
is predominantly a cryptonym of that, which is per­
manent, immobile, steadfast, and lastingly enrooted in
topographic reality but also in a wider, symbolic and
spiritual reality. Meanwhile, how does music exist? Re­
gardless of refined responses to this difficult question
one thing appears to be certain: music exists in time.
To put in stronger terms, it exists in disappearance
and reduction, i.e. it is and, at the same time, it seems
not to be, it exists in motion and gradual vanishing.
(Tout note doit finir en mourant, Marin Marais says in
the film: Tous le matins du monde by Alain Corneau).
It exists, but temporarily, in passing time. Its ontology
is curiously fragile and its existence - almost phantom.
But despite its nature variable in time it remains - and
this is probably the greatest paradox of the musical el­
ement - just as real. For many of those who live for
the sake of music this is the only reality! Nonetheless,
taking the common sense approach, so-called musical
space - to cite this routine expression, paradoxical in
the context of the earlier comments - is a conspicuous
antithesis of the idea of the home, i.e. something tan­
gible, concrete, and mundane. In exact terms, music
does not exist. Nor can it be identified with any sort
of “space”, unless within the limits of linguistic meta­
phor. It is the outcome of sounds temporarily enroot­
ed in time, in ever-changing rhythmic, melodic and
harmonious configurations. It is thus a phenomenon
designating pure change, while the idea of the home
contains the essence of durability. Music thus under­
stood as a variable, disappearing, unreal phenomenon
composed of time would be an antithesis of the home,
conceived as a firm and truly existing reality.
Is it possible, therefore, to reside within music?
And what would this mean? Can music - however un­
derstood - be a home? Is it possible to build on sand?
And does music really have to be/is an antithesis of
the home?

7.
Remarks about the pilgrim’s condition of the art­
ist-musician lead us to the last stratum of reflections,

76

�D ariusz C zaja • MY MOBILE HOME. THE TRAVELLING ARTIST

Let us for a moment listen carefully to a intriguing
fragment of The Sonnets to Orpheus by Rilke, an author
who was probably the closest to describing the enig­
matic reality of music, a sphere that radically exceeds
and resists the word:

objections formulated by common sense there exists
something not unlike “musical space” and that this
possibly imperfect metaphor becomes concrete before
our eyes (and ears). In other words: that it really be­
comes a space to inhabit and can become a real home
despite the fact that - let us repeat - the phenomenon
of music as if radically negates the essence of a domes­
tic continuum.
Listening to Anderszewski performing Chopin or,
in particular, Mozart, especially when in the course of
playing he comments aloud the essence of the music,
one has the irresistible impression that we are watch­
ing and hearing someone who has found himself in do­
mesticated, native space. Who, as the ambiguous Eng­
lish expression has it, is at home and thus is an expert
on what he does but also, quite ordinarily, is home.

But for us, existence is still enchanted;
in any number of places, it is still the origin. A playing
of pure forces untouched except by one who kneels in
wonder.
Words still serenely approach the unsayable. . .
And music, ever new, out of the most trembling
stones, builds her home in those regions least usable. 30
Anderszewski’s personal story about music appears
to follow this line of thinking. Although it is pure dis­
appearance, music in its most perfect symptoms builds
permanent, albeit airborne constructions. Created out
of unsteady elements it arranges itself into spaces that
resemble a home in which one wants to reside. More:
those musical “stones”, albeit in constant motion, are
arranged into a special home recalling holy space. This
is the particularly striking feature of the cited frag­
ment: a solid and permanent structure is built out of
“trembling stones”. Such a home, ostensibly fleeting,
strongly opposes the reality (‘’barren emptiness”) of
the world, in which we lead our daily lives and which
we perceive routinely as the only existing one. Appar­
ently, musical constructions, albeit fluid, merging and
disintegrating in time, are stronger and more complete
than quite a few real homes.
Anderszewski holds several works of the assorted
composers he performs in particular esteem. Four
names reappear in the film: naturally, Chopin (whom
he knows best of all and plays in small doses because
they are too delicate), Mozart (whose works are the
most poignant and probably the most extreme in their
ambiguity), Brahms (whose will to attain perfection is
an obstacle in which the pianist sees himself) and, ob­
viously, the towering pater familias, Jan Sebastian Bach
(working on Das Wohltemperierte Klavier Anderszewski
was under the impression that he was facing an opened
book of eternity). These are, at the same time, musi­
cal homes to live in: Home-Chopin (associated closely
with the motherland), Home-Brahms (linked first and
foremost with the masculine element), Home-Mozart
(basically infantile but also the most ambiguous: lightdark, sad-joyous, divine-impertinent) and the perhaps
most capacious Home-Bach (with the beautiful meta­
phor of a book) opening up onto eternity.
Anderszewski proves above all doubt that it is pos­
sible to reside within music, although this is a special
home devoid of foundations, underpinning, walls and
roof. A mobile home made of time and ethereal sound.
Nonetheless, it is just as real. Anderszewski’s confes­
sions produce the endless feeling that despite all the

Endnotes
1
2
3

4
5

6
7
8
9
10

11

12
13

14

77

All statements by the pianist are based on the film
soundtrack.
B. Monsaingeon, Piotr Anderszewski. Voyageur intranquil­
le, Medici Arts International 2008.
L. van Beethoven - Diabelli variations, 2001, W A. Mozart
- The Piano Concerto No. 21 in C major, K. 467, The Piano
Concerto No. 24 in C minor, K. 491, 2002, J. S. Bach - I,
III and VI Partita, 2002, F. Chopin - Ballades, Mazurkas,
Polonaises 2003, K. Szymanowski - Piano Sonata No. 3,
Métopes, Masks, 2005, W A. Mozart - The Piano Concerto
No. 17 in G major, KY 453 and The Piano Concerto No. 20
in D minor, K. 466, 2006, L. van Beethoven - Bagatelle, op.
126 and Piano Concerto No. 1 in C major Op. 15, 2008,
Piotr Anderszewski at Carnegie Hall - Bach, Schumann,
Janâcek, Beethoven, Bartók, 2009.
B. Monsaingeon, Piotr Anderszewski - Unquiet Traveller,
booklet added to a DVD, pp. 6-7.
The film received the Gold Medal in the music and
performing arts category at the French Festival
International des Programmes Audiovisuels in Biarritz
(2009). It was also awarded in the best artist's portrait
category at Festival International du Film sur l'Art
(FIFA) in Montreal (2009).
Cf. M. Heidegger, Poetically Dwells Man..., in: idem,
Odczyty i rozprawy, transl. J. Mizera, Kraków 2002.
J. Gondowicz, Romans z fortepianem, ”Kino” no. 4:1994,
p. 29.
Ibid.
E. Cioran, Aforyzmy, selected, transl. and prep. J.
Ugniewska, Warszawa 1993, p. 33.
Puccini buried himself - or was buried - in (or near) an
object that commemorates him and symbolizes his oeu­
vre - a piano; M. Leiris, Operratics, transl. G. Bennett,
K0benhavn-Los Angeles 2001. Puccini died in 1924, but
his mentality belonged to the nineteenth century.
A. Rimbaud, Wiersze. Sezon w piekle. Iluminacje. Listy,
selected and prep. A. Międzyrzecki, various translators,
p. 201.
Biedny Chopin. Rozmowa z pianistą PiotremAnderszewskim,
"Gazeta Wyborcza”, 22 December 2003.
Y. Tsivyan, O symbolice pociągu w początkowym okresie
kina, in: Sztuka w świecie znaków, selected, trans., introd.
and bibliography B. Żyłko, Gdańsk 2002, p. 198.
I have seen Monsaingeon's film several times and am

�D ariusz C zaja • MY MOBILE HOME. THE TRAVELLING ARTIST

15

16

17

18

19

20

21
22

certain that the most unbearable in Anderszewski's sta­
tements is not the content but the way in which he
speaks. The emphatic mannerism with which he says
the earlier written sentences is the reason why his voice
becomes slightly artificial, a contrast with his natural
and unaffected behaviour.
This one-sidedness and stereotype nature of declara­
tions comes even more as a surprise considering that in
his other statements Anderszewski's attitude to Polish
issues is highly ambiguous, at least in his declarations: “I
left Poland already after secondary school and alltold
spent less time here than anywhere else. There are dif­
ferent types of enrootment, however, and this is why I
feel closely liked with this country, especially due to my
upbringing by my father and paternal grandmother,
which had an enormous impact on my sister and me. I
am extremely attached to Poland and, at the same time,
pathologically anti-Polish. Gombrowicz represented a
similar attitude, right? At least in this particular case I
can identify with him”, Porządek i ogień. Z Piotrem
Anderszewskim rozmawia Patrycja Kujawska, "Tygodnik
Powszechny” no. 43:2009, p. 34. It is worth recalling
that Monsaingeon's film was addressed predominantly
to the Western audience, hence Anderszewski's narra­
tion is inscribed so strongly, almost ostentatiously into
routine anticipations.
A convincing analysis of the origin of such images (and
their obstinate presence in French contemporary tho­
ught) was conducted by Ludwik Stomma in one of the
chapters of his book: Wzloty i upadki królów Francji spo­
sobem antropologicznym wyłożone, Łódź 1991, pp.155­
161. Quotation from Desportes after: Stomma, p. 158.
Recall those two images: the artist together with his
sister-violinist, wearing stylish sheepskin coats and
dashing in a sleigh across snow-smothered Zakopane or
the solitary pianist traversing a winter landscape.
It is precisely this feature of Lisbon (marginality, provin­
ciality) that, next to its poignant beauty, was accentu­
ated by Mircea Eliade, yet another resident of the city,
who spent the war in the Portuguese capital and who
mentioned the magnificent and unforgettable square at
the mouth of the Tag as well as the omnipresent white
and blue colours. In the evenings the streets resounded
with music and singing. The overall impression was that
of a town outside the range of history, in particular cur­
rent history - beyond the reach of the hell of war. M.
Eliade, Próba labiryntu. Rozmowy z Claude-Henri
Rocquetem, transl. K. Środa, Warszawa 1992, p. 85.
F. Pessoa, Księga niepokoju Bernardo Soaresa pomocnika
księgowego w Lizbonie, transl. M. Lipszyc, Izabelin 2007,
p. 73.
Suffice to delve into the detailed and multi-sided analy­
sis of the text written by Władysław Stróżewski; cf. W
Stróżewski, Doskonałe - wypełnienie. O „Fortepianie
Szopena”, in: idem, Istnienie i wartość, Kraków 1981, pp.
181-214.
C. K. Norwid, Fortepian Szopena, in: Norwid, Dzieła
wybrane. Wiersze, Warszawa 1980, vol. 1, p. 498.
This is an appropriate moment to stress the quasi-cine­
matic approach used by Norwid, to which attention has
been drawn by Stróżewski in a brilliant exegesis of the
poem: Everything appears in a distinctly marked perspective,
in close-ups or long shots, as if as a result of working with a
camera, which brings the depicted objects closer or relegates
them to the background, Stróżewski, op. cit., pp. 211-212.

23 W. Szpilman, Pianista. Warszawskie wspomnienia 1939­
1945, introd. and prep. A. Szpilman, afterword W
Bierman, Kraków 2000, p. 168 (the book is supplemen­
ted by an appendix: W Hosenfeld, Fragmenty pamiętni­
ka).
24 J. Clifford, Kłopoty z kulturą. Dwudziestowieczna etnogra­
fia, literatura i sztuką, various translators, Warszawa
2000, p. 21.
25 J. Clifford, Traveling Cultures, in: Cultural Studies, ed. and
introd. L. Grossberg, C. Nelson, P. A. Treichler, New
York-London 1992, p. 96.
26 This travelling feature of the condition of the contem­
porary musician appears in numerous statements made
by artists. The great pianist Sviatoslav Richter respon­
ded outright to the remark that he gives concerts not
only in great metropolises but also small localities: I am
a voyager. I find every locality on a map interesting, be it
large or small, E. Kofin, Ich słowa, Wrocław 2009, p. 16.
27 Ibid., p. 110.
28 C. K. Norwid, Pielgrzym, in: Norwid, op. cit., p. 376.
29 W. Juszczak, Słowo o powołaniu, in: idem, Fragmenty,
Warszawa 1995, p. 82.
30 R. M. Rilke, Sonety do Orfeusza, part II, Sonet X, in : R.
M. Rilke, Wybór poezji, transl. M. Jastrun, Kraków 1987,
p. 281.

. Püfüki SütAfl faftbutä

K onteksty

ANTROPOLOOIA KULTURY * ETNOGRAFIA ■ SZTUKA

bUt
ip|

AN
TRO
PO
LO i
C IA
M IA
STA

AS
ArrasrJi Hurop*

78

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6456" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6436">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e8f9612b90a962b7f6de4a16c8dd808e.pdf</src>
        <authentication>d7d8f2e77dfbea80989918c27595740c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76846">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6506</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76847">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76848">
                <text>2014</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76849">
                <text>przestrzeń - aspekt antropologiczny</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76850">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6078</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76851">
                <text>The Studio - the Partially Domesticated, Portable or Transitory Home / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76852">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue s.65-66</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76853">
                <text>Waltoś, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76854">
                <text>ang</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76855">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76856">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76857">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76858">
                <text>A

mong all the interiors and buildings providing
shelter and a dwelling, an artist’s studio is by
its very function and purpose an ambiguous
space. The usefulness of this home is temporary. The
roof guarantees an opportunity to work and organise
a workshop and provides time for concentration and
creative energy. It also makes it possible to safely ac­
cumulate various tools or instruments, sketches in the
making, auxiliary works - all the projects and seemin­
gly tiresome and yet indispensable papers that surro­
und the artists’ effort, which appears somewhat ardu­
ous despite the effective results. The roof provides
isolation from intruders, noise and visual chaos. Or at
least it should do so1. Nonetheless, artists tend to tre­
at this aspect of the studio as a different, albeit their
own, space of clamour and chaos, filled with intru­
ders, who arrive upon the authors’ request, by the lat­
ter’s choice and according to their imagination2. On
the other hand, a studio roof - to adhere to the con­
cept of elementary space - is not a complete guaran­
tee of home isolation and privacy. After all, an
exchange of dimensions and substances is the predo­
minant activity in all types of studios: be they a room
open right through, as in a sculptor’s studio, or glasse­
d-in, with light coming from the north and set in an
attic, from the nineteenth century regarded to be ide­
al for painters, or even in a small, half-dark duchtynia
(a cramped studiolo), the source of images and con­
cepts, visionary dreams or intellectual ideas. The
exchange in question predominantly involves provi­
ding the art form with everyday reality. Measurable
cubature becomes a springboard for the non-compu­
table space of a painting, the astonishing scale of
a sculpture and the conceptual game played with ide­
as. Essential for artistic endeavours, the commonpla­
ce or even unusual objects surrounding the artist
(known for a tendency to collect just as many trifles
as sophisticated valuables) turn into a part of the sub­
stance. The temporariness of a studio becomes conso­
lidated as if in passing, through a transformation of
the accidental into the irrevocable and via incorpora­
tion into the very structure of the work of art 3 4.
Temporary space often assumes the form of inspira­
tion, a leitmotif identified with this unique place 5 6.
The artist’s stay and its outcome are intended for
the temporary and provisional home due to their very
principle and purpose. Artworks are supposed to leave
this space, ’’to go among the people”; they are in mo­
tion or destined to be transported 7. This is the objec­
tive of creation. Impermanence, however, often beco­
mes domesticated. And if today (and not only)
artworks remain with their author, forcedly congest
and domesticate the fleeting and transitory quality of
the studio’s interior, and do not set off into the world,
then they resemble children attached to their parents,
growing up and aging with them (even in the best me-

JACEK

WALTOŚ

The Studio
- the Partially
Domesticated, Portable
or Transitory Home
aning of the term) and thus endowing temporary al­
ternation with stabilizing substance. An artist uncer­
tain of the fate of his works - usually non-commissio­
ned - becomes their collector, forced to amass his
own output. He transforms the studio into a gallery or
a storeroom and grants it the traits of a compulsorily
created collection that, even if it is copious, remains
rather monotonous because it consists of the works of
a single author.
Over a span of years the works held in a studio,
settled down and merged with it - even though their
relation was supposed to be temporary - provide it
with the character of a "creator’s home”, while the
studio as such turns into an "artist’s museum” or be­
comes celebrated as a "temple of art”. This descrip­
tion could be appropriate for the family homes of arti­
sts sharing the qualities of their bourgeois milieu, such
as the Kraków residences of Józef Mehoffer and Woj­
ciech Weiss, professors at the Academy of Fine Arts
who, nonetheless, worked in the Academy studios to
which they were entitled.
Tales about respectable ”homes of creators” and
”temples of art” are accompanied by oft-repeated le­
gends of studios conceived as the sites of Bacchic or
erotic excesses, witnessing both extraordinary creati­
ve momentum and the artist’s helplessness or melan­
choly 8 9. Each individual story deserves a legend of its
own, and together they all add the myth of extraordi­
nariness to studio space, sometimes reasonably afflu­
ent 10 and at other times movingly deprived11. This in­
terior, in which transformation, transgression and
creation transpire, remains a legend also today, when
the creative act has left the studio for the streets, the
walls of graffiti artists or the showrooms, in which it
appears in the form of an installation or a performan­
ce. It has become a "project”, from the beginning to
the end commissioned by exhibition or museum cura­
tors. Temporariness has become an attribute of the la­
test works and not of the studio. The physical space of
the studio has been replaced with virtual public spa­
ce. We are far from the materialization of ideas and
from preserving the transient.

65

�Jacek Waltoś • THE STUDIO - THE PARTIALLY DOMESTICATED, PORTABLE OR TRANSITORY HOME

It would be difficult to avoid discussing the essen­
ce of the studio in the People’s Republic of Poland du­
ring the 1970s and 1980s. Although studios were as­
signed upon the basis of administrative decisions, due
to their aesthetic aura and political extraterritorial
status they sometimes assumed the function of asy­
lums of an "another life” in prevailing reality. This
fact was particularly appreciated by the art milieu du­
ring the martial law period12. Instead of the natural
temporariness of an interior from which the works go
further and further into the world, the studio was ga­
ining the qualities of a centre of ideas and meetings a place of confessions and discussions.
In the past, for instance in the Middle Ages and in
the modern era, the artist was frequently a nomad
among settled European clients, changing countries
and places while searching for the most convenient
working conditions. It would be difficult to claim that
the traveller took root and settled down in the places
of his temporary stay. The example of Pablo Picasso
leaving behind successive residences (castles and pa­
laces) filled with his works paradoxically combines the
qualities of an established owner and a travelling con­
jurer. A characteristic trait of this genius, gifted with
unmatched creative energy confirmed by fame and fi­
nancial success, is that his studios both preserved the
attributes of a transitory work place and gained the fe­
atures of a museum collection. Abandoned by the au­
thor, they did not lose their links with him.
To what extent is a studio a domesticated space?
Probably to the degree that it supports and does not di­

stract the moment of creation when intention changes
into a work of art, when for a single instant it merges
conditions, time and creative energy and seems to com­
prise a painting-metaphor of creation. But this meta­
phor collapses and loses its significance once the studio
is perceived as a domesticated dwelling. This is also the
case when from the very beginning the artist treats it as
an alien and intentionally non-domesticated place. Ap­
parently, such was, and still is Stanisław Wyspiański’s
abandoned "sapphire studio” in Krowoderska Street in
Kraków 13, probably never inviting or snug. On the con­
trary, the blue colour of its walls and ceiling lead us out­
side, into the faraway world, almost into cosmic dimen­
sions, as does the visionary stained glass - merely
designed in the studio but fulfilled somewhere else.

Footnote:
1
2
3
4

Jacek Gaj, Visit
Jacek Gaj, At Adam’s
Zbigniew Szprycha, Studio
Marek Przybył, Imaginary Portrait of Francis Bacon - Stu­
dio

5
6
7
8
9
10
11
12
13

Olga Boznańska, Study of the Artist’s Studio in Kraków
Wacław Taranczewski, Young Painter
Andrzej Okińczyc, Packaging
Jerzy Mierzejewski, Studio
Jacek Sienicki, Studio
Zbysław Maciejewski, Studio of Olga Boznańska
Antoni Kamieński, Unfinished Work
Barbara Skąpsza, Night
Illustration: photograph by Mirosław Sikorski

Fragment of an exhibition: Home - the Way śfBejng, City Rrt Gallery in Częstochowa 2009

66

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6455" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6435">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/0f7140d50fcca4631152de773c00e63e.pdf</src>
        <authentication>2e9dc24f4e09c4b1ede48b5e8230087f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76836">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2673</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76837">
                <text>1998</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76838">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2486</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76839">
                <text>Wspomnienie o prawdziwych mężczyznach / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76840">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.2, s.96-98</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76841">
                <text>Eichstaedt, Jarosław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76842">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76843">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76844">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76845">
                <text>PRZECZYTANO,

ZOBACZONO

Wspomnienie o prawdziwych
mężczyznach*
Jarosław E i c h s t a e d t
W lipcu 1997 roku miałem przyjemność uczestniczyć
w otwarciu wystawy Pamiątka z wojska. Opowieść o tyciu praw­
dziwego mężczyzny, zorganizowanej i prezentowanej w Muzeum
Etnograficznym w Toruniu. Tamże przy dźwiękach ludowej Ka­
peli Kociewskiej ze Starogardu Gdańskiego oraz orkiestry Wy­
ższej Szkoły Oficerskiej Artylerii im. gen. Józefa Bema z Toru­
nia uroczyście otwarto ekspozycję, którą umieszczono w X V I I I wiecznym dworskim spichrzu z Bronisławia.
Zgromadzona kolekcja wojskowych pamiątek prezentowana
jest w porządku chronologicznym. Kolejno, zaczynając od okre­
su zaborów, przedstawiane są pamiątki żołnierzy polskich, odby­
wających służbę wojskową w armiach: austriackiej, pruskiej i ro­
syjskiej. Następnie pamiątki z okresu I wojny światowej, z Woj­
ska Polskiego I I Rzeczypospolitej, I I wojny światowej, Ludowe­
go Wojska Polskiego oraz współczesne.
Co po wyjściu z wojska zostaje zachowane „dla pamięci"
i „na pamiątkę"? W jakim przedmiocie jest reifikowana prze­
szłość? Zebrane pamiątki przechowywane były w domach (nie­
kiedy przez całe dziesięciolecia) przez byłych żołnierzy, bądź też
ich rodziny jako coś najdroższego z czasów pobytu w wojsku.
Przechowywane więc niczym „prawdziwe skarby". Zaiste
szczególne to skarby. Możemy tu spotkać kufle do piwa, fajki,
manierki, laski, talerze z przełomu X I X i X X wieku, z armii pru­
skiej bądź austriackiej, ozdabiane obrazkami z życia w wojsku,
często o żartobliwych motywach. Przedmioty te w stanie bardzo
dobrym dotrwały do naszych czasów. Można więc się domyślać,
iż były one wyłączone z „normalnego obiegu" przedmiotów
użytkowych, gdzie kufle nie służyły do picia z nich piwa, a fajki
do palenia w nich tytoniu itd. Przedmioty te nabrały odmienne­
go charakteru, służyły do oglądania i do przypominania. Zda­
niem Krzysztofa Pomiana taki sens niesie ze sobą kolekcja, ko­
lekcjonowanie, które legło u podstaw tworzenia się zachodniej
tożsamości i „od dawna służy rozwijaniu 'jap' posiadacza, kultu­
ry i autentyzmu". Przedmiot będący pamiątką zostaje włączony
wtedy w obieg symboliczny. W ten sposób toruńska wystawa
żołnierskich pamiątek jest wystawą złożoną z wielu pomniej­
szych kolekcji, co sprzyja refleksji nad rolą i miejscem pamiątek
w naszej kulturze.
Owe pamiątkowe przedmioty produkowane były częstokroć
w manufakturach, które trudniły się tego rodzaju zajęciem.
W tychże manufakturach powstawały również drukowane obra­
zy (oleodruki), przedstawiające sylwetki żołnierzy w różnych
sytuacjach. W miejscu głowy barwnych sylwetek pozostawione

jest puste miejsce na wklejenie zdjęcia twarzy żołnierza, każdy
więc „standardowy" oleodruk jest w ten sposób zindywidualizo­
wany. Całość takiej kompozycji opatrywano częstokroć podpi­
sem: „Pamiątka z mojej służby wojskowej". Szczególna jest
ikonografia tych oleodruków, atrybutami przedstawionych tam
żołnierzy są: broń, mundur i barwy narodowe. Sytuowanie żoł­
nierzy w otoczeniu znaków państwowych jest typowe. Często
nad głową żołnierza umieszczone są postacie monarchów, zastą­
pione w okresie międzywojennym przez portrety Józefa Pił­
sudskiego i Ignacego Mościckiego. W ten sposób przeszłość

1

2

* Wystawa Pamiątka z wojska. Opowieść o życiu prawdziwego męż­
czyzny, Muzeum Etnograficzne w Toruniu, lipiec 1997 - kwiecień 1998 r,
komisarz wystawy Hubert Czachowski, opracowanie plastyczne Józef
Pietrzyk.

96

Zapalniczka z łuski pocisku, okres międzywojenny

�żołnierzy zrasta się z poczuciem wspólnoty państwowej. Nie
bez znaczenia jest chyba tutaj fakt, że to w końcu X I X wieku za­
uważono, iż panowanie nad stosunkiem obywateli do czasu jest
nie tylko źródłem władzy, ale i jednym z ważniejszych sposo­
bów jej sprawowania. Niekiedy takie oleodruki otoczone są se­
rią wręcz „komiksowych" obrazków przedstawiających (podob­
nie jak w przypadku ozdobnych kufli) sceny z życia żołnierza.
Sceny przedstawiające życie w wojsku jako przygodę, lub sce­
ny rodzajowe, jak np. „Powitanie rezerwisty", nawiązują do
przedstawień z początków XIX-wiecznego malarstwa, znanego
w Niemczech i Rosji. Wydaje się, iż przedstawianie życia
w wojsku jako przygody ma również swój dalszy ciąg w dniu
dzisiejszym, i to zarówno w ikonografii, np. chust żołnierskich,
jak i w folklorze. Pamiętam, że niejednokrotnie byłem przymu­
szany do wysłuchiwania szeregu barwnych opowies'ci z wojska.
Ponieważ mnie samego ta „przygoda" ominęła w życiu, musia­
łem cierpliwie wysłuchiwać, bądź co bądź bardzo podobnych,
scen z życia wszystkich prawdziwych mężczyzn w mojej rodzi­
nie. Niezwykle ciekawe i barwne są haftowane kompozycje obrazy z przełomu X I X i X X wieku, zazwyczaj z miejscem na
zdjęcie żołnierza. Podobne są unikatowe haftowane tkaniny ma­
rynarzy rezerwistów z początku X X wieku. Sporą grupę ekspo­
natów zajmują współczesne chusty rezerwistów. Zwyczaj wy­
konywania i noszenia chust przez żołnierza kończącego służbę
wojskową rozpowszechnił się w latach siedemdziesiątych. Po­
czątkowo wykonywane z tkaniny przeznaczonej na temblak roz­
rosły się tak, iż obecnie sięgają rezerwistom aż do stóp. Obecne
chusty wykonywane są coraz czes'ciej nie przez samych żołnie­
rzy, lecz przez trudniących się tą pracą uczniów szkół plastycz­
nych lub studentów ASP. Niezwykła jest ikonografia chust. Po­
czątkowo zawierała ona emblematy jednostki wojskowej, by
w latach siedemdziesiątych wzbogacić się o znaki „odzyskanej"
przez rezerwistę wolnos'ci, takie jak Statua Wolnos'ci czy też ma­
lowane w późniejszych latach sceny ze skąpo odzianymi kobie­
tami. Obecnie powszechne są również chusty przedstawiające
bohaterów kultury masowej, takich jak Rambo czy Conan Bar­
barzyńca. Nawiązuje to do wspomnianej tendencji przedstawia­
nia pobytu w wojsku jako przygody, lecz jednoczes'nie jest sy­
gnałem, iż w obrębie tej tworczos'ci rzeczywistość łączy się
z fikcją, dążąc w kierunku tworzenia się simulacrum, czyli two­
rzenia się kopii pewnych wyobrażeń o wojsku, dla których nig­
dy nie istniał oryginał.
3

Zdecydowaną większość obiektów wystawy stanowią foto­
grafie. Z fotografii indywidualnych i grupowych patrzą na nas
osoby ubrane w mundury różnych formacji oraz różnych armii.
Znana jest siła fotografii, która zatrzymuje zdarzenie i bezustan­
nie je odtwarza. Fotografia niesie ze sobą także moc dowodową,
potwierdza, że byłem uczestnikiem jakiegoś' zdarzenia, i podob­
nie jak kolekcja, fotografia, służy rozwijaniu „ja" posiadacza.
Wystawa, zwłaszcza w swej części historycznej, wzbogacona
jest o listy z wojska, niekiedy rymowane. Mogą wydawać się
nam dziś" zabawne i wzruszające, szczególnie listy do rodziców
i narzeczonych, w których chwali się imię Boga i zaklina, aby
ukochana nie zapomniała o swym chłopcu, lub listy z frontu peł­
ne wiary w swoją szczęśliwą gwiazdę. Przeogromna jest w tych
listach chęć powrotu do domu, który jawi się jako bezpieczny
i szczęśliwy. Pragnienie wyjścia z wojska i powrotu do domu jest
równie silne i dzisiaj. Doskonale widoczne jest to na przykładzie
„fali", tj. przerobionych metrów krawieckich. Żołnierz, który ma
150 dni do wyjs'cia do cywila zaczyna nosić taką „falę" i co dzień
odcina z niej po jednym centymetrze aż do dnia, w którym opu­
szcza wojsko, w tym dniu z „fali" pozostaje ostatni centymetr,
który oznacza ostatni dzień pobytu w wojsku. Przerobione na
„fale" metry krawieckie wzbogacone są o namalowane na nich
sceny z wojska i rymowane wierszyki, takie jak np. To nie mia­
ra ani mila, tylko droga do cywila, lub Po to, by ludzie żyli w spo-

Oleodruk pamiątkowy żołnierza armii rosyjskiej, 1905 r.

koju, a dzieci mówiły po polsku, dwa lata mojej młodości poświę­
cić musiałem wojsku. Przerobione krawieckie metry zwracają
uwagę na bardziej ogólną tendencję - wtórnego wykorzystywa­
nia wielu przedmiotów przez żołnierzy. Bodajże najczęściej wy­
korzystywane są łuski po pociskach, które mogą stać się ozdob­
nym wazonem, popielniczką, przyciskiem do papieru, kałama­
rzem, przybornikiem na biurko, nożem do papieru, zapalniczką
itd.
Sukcesem tej wystawy jest wpisanie zebranych pamiątek
wojskowych w próbę wyjas'nienia takiego fenomenu kultury, jak
powszechne przes'wiadczenie, które mówi, iż wojsko może zro­
bić z młodego chłopaka prawdziwego mężczyznę. „Stanie się"
prawdziwym mężczyzną, które przez wielu etnologów jest rozu­
miane jako zmiana statusu społecznego, odsyła autora wystawy
do teorii obrzędów przejścia Arnolda van Gennepa. Już podtytuł
wystawy - Opowieść o życiu prawdziwego mężczyzny, sugeruje
taki trop interpretacyjny, gdzie okres pobytu w wojsku jest rozu­
miany jako okres inicjacji. Nawiązanie do teorii obrzędów przej­
ścia jest dobrze znane na gruncie etnologii, wciąż bowiem toczy
się dialog na ten temat. Znane są nam inspiracje takich badaczy,
jak np. Max Gluckman, Mary Douglas, Victor Turner, Edmund
Leach czy Ludwik Stomma. Otwiera to być może pole do kolej­
nych dyskusji, co z pewnością będzie dobrze służyło całemu gro­
nu muzealników i etnologów. Świadome nawiązanie autora wy­
stawy do teorii obrzędów przejścia, przełamuje wciąż w jakimś'
stopniu pokutujące w muzeach przekonanie, że czym innym jest
„teoria", a czym innym „praktyka". Jednoczes'nie wystawa ta
wnosi zupełnie nowy element, do tej pory nieobecny w muzeach
- zwrócenie uwagi na subkulturę żołnierską. Jest to pierwsza te­
go rodzaju wystawa w Polsce, ukazująca nie tyle „oficjalną"

97

�stronę wojska, ile jego nurt nieformalny, do tej pory pomijany na
wystawach.
Na szczególną uwagę zasługuje oprawa plastyczna wystawy
(wzór gablot, plansze, podpisy, os'wietlenie). Pomysł umieszcze­
nia wspomnianej wystawy we wnętrzu XVIII-wiecznego spi­
chrza niósł też ze sobą pewne zaskoczenie, bowiem zdumienie
moje było podwójne, gdy we wnętrzu owego spichrza, chyba po
raz pierwszy w życiu, zobaczyłem nie narzędzia służące do upra­
wy roli bądź przetwarzania i przechowywania zbóż, lecz szereg
żołnierskich pamiątek z okresu ostatnich stu lat. Zdziwienie tym
bardziej przyjemne, że pozwalało spostrzec, jaką posiadam pa­
mięć i jakie wyobrażenia o wnętrzach spichrzy, zwłaszcza tych,
które stoją w skansenach. Moja pamięć o takich wnętrzach przy­
biera formę fotografii, na której znajdują się przedmioty poukła­
dane według systematyki Kazimierza Moszyńskiego z zakresu
kultury materialnej. Fotografię tę (jak to fotografię) bezustannie
powielam i nakładam na kolejne wnętrza. Nie przesadzę chyba
zbytnio, kiedy powiem, że nie czuję się osamotniony w takim

wyobrażeniu, w którym wnętrze skansenowskiego spichrza su­
geruje mi i jego zawartos'c, wystawianą w zgodzie z „kanonicz­
ną" formą, na co dzień bowiem możemy się spotkać z takimi roz­
wiązaniami ekspozycyjnymi. Nie byłbym jednak do końca spra­
wiedliwy, gdybym powiedział, że muzealnicy ze szczególną pie­
czołowitością dbają tak samo o konserwowanie eksponatów, jak
i typów ekspozycyjnych, czego przykładem jest wspomniana
wystawa.
Organizatorzy zadbali również o wydanie interesującego pla­
katu i zaproszeń oraz katalogu o wysokim poziomie merytorycz­
nym i edytorskim.
Zgromadzone w toruńskim Muzeum Etnograficznym woj­
skowe pamiątki pochodzą z ponad trzydziestu instytucji oraz od
osób prywatnych. Częs'ć zebranych pamiątek stała się już począt­
kiem nowej muzealnej kolekcji. Warto odnotować ten fakt, który
zmienia poniekąd obraz etnografa-muzealnika. Być może zatem
coraz czes'ciej będą zadziwiały nas wnętrza muzealnych pomie­
szczeń. Życzyłbym tego nam wszystkim.

Wszystkie fotografie Marian Kosicki

PRZYPISY:
1

Patrz: H. Czachowski, Pamiątka z wojska. Opowieść o życiu prawdziwego mężczyzny
Patrz: K. Pomian, Zbieracze i osobliwości, Państwowy Instytut Wy2

.

•

...

,

n

r

. ,

0

O

. „

.

.

.

.

„,....

.

- f , , ' .

1

dawniczy. Warszawa 1996, s. 38—49, także, J. Clifford, O kolekcjonowa-

niu sztuki i kultury, „Polska Sztuka Ludowa. Konteksty", nr 1 (220),
1993, s. 11-16
, „
„
,
.. „
. .
. ,
' Za: H. Czachowski, Pamiątka z wojska..., op. cit. s. 29

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6454" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6434">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/56661bcab02c63573af222ff337a7ade.pdf</src>
        <authentication>c8b98f8f50f331bbcfd7f7a65b82c359</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76826">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2674</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76827">
                <text>1998</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76828">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2487</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76829">
                <text>Nekrologia i antropologia współczesności / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76830">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.2, s.99-100</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76831">
                <text>Kowalski, Piotr</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76832">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76833">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76834">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76835">
                <text>Nekrologia i antropologia
współczesności
Piotr K o w a l s k i
J. Kolbuszewski, Z głębokim żalem... O współczesnej nekrologii,
Wrocław, Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego, 1997, ss. 252

Antropologia pragnąca zrekonstruować imago mundi kultur
egzotycznych (tak w czasie, jak i przestrzeni) jest w sytuacji
komfortowej: jej przedmiot poznania daje się bezpiecznie usta­
wiać zgodnie z potrzebami badacza. Opowies'c dotyczy s'wiata,
który oglądany z oddali jawi się jako zamknięta całość; „struktu­
ry długiego trwania" pozwalają na dalszy plan odsunąć całą mi­
gotliwą „zdarzeniowość" (jednostkowe fakty, postacie, z wolna
pojawiające się innowacje). Oczywis'cie można rozpoczynać od
detalu, którego eksplikacja doprowadzi do wizji całej kultury.
Komfort badacza polega na tym, że dysponuje wczes'niejsza wie­
dzą o całej tej kulturze, a tylko swój wykład zaczyna w miejscu,
które dla niego i jego słuchacza może być najciekawsze. Antro­
polog współczesności, tkwiąc w poznawanej kulturze, musi
próbować mówić o niej jakby spoglądając „z zewnątrz". Trudno
liczyć na całościowe wizje, ważne są jednak diagnozy i rozpo­
znawane tendencje. Kluczem zas' do antropologii współczesności
może być studium szczegółu.
Książka Jacka Kolbuszewskiego Z głębokim żalem... O współ­
czesnej nekrologii poświęcona jest właśnie takiemu szczegółowi:
tekstom nekrologów we współczesnej prasie polskiej. Ich opis
i interpretacja pokazuje całą trudność warsztatu badacza współ­
czesności - gdy oglądane ex post zjawiska, nawet jedno zdarze­
nie, ujawniać mogą swoje znaczenia, bo znane są jego powiąza­
nia, konteksty, konsekwencje i „dalsze ciągi", to antropolog ma
do dyspozycji rzeczywistość in statu nascendi, musi dostrzec ran­
gę zjawisk, które oglądane przez pryzmat codzienności mogą
w ogóle nie przyciągać badawczego spojrzenia. Bez wątpienia tak
właśnie jest z nekrologami, gatunkiem prasowym i przez ten fakt
zbyt „popularnym", by - poza swą informatywnością - zatrzymy­
wał uwagę konsumenta czasopism. A jednak uważne stadium im
poświęcone odsłania procesy głębokich przekształceń dokonują­
cych się w kulturze Polaków, dostarcza przesłanek do refleksji na
tematy rudymentarne, takie jak stosunek do śmierci i świadomo­
ści eschatologicznej, a dla badacza kultury popularnej - materia­
łów do prac nad kształtami popularnej estetyki, wzorców poetyc­
kich, nieubłaganych mechanizmów komercyjnego standaryzowa­
nia ekspresji cierpienia itd. Studium poświęcone nekrologom do­
starcza klucza do poznania nie tylko stosunku do śmierci, ale tak­
że - a może przede wszystkim - do życia; ich prasowe medium
zaś wskazuje też na generalne przekształcenia aksjologiczne i ich
leksykalno-frazeologiczne wykładniki.'
Kolbuszewski pisze o ewolucji prasowych inseratów żałob­
nych - ważne jest tu wstępne rozstrzygnięcie: chodzi o płatne
ogłoszenia, lokowane najczęściej w ściśle określonych miejscach
czasopisma, tworzących swoiste enklawy prywatności; nawet je­
żeli wydzielenie miejsca nie jest zbyt radykalne (np. w postaci
odrębnej kolumny), to i tak graficzna postać nekrologów i ten­
dencja do ich grupowania powoduje wyodrębnienie ich na pła­
szczyźnie strony. Badacz wskazuje na krystalizowanie się specy­
ficznych gatunków wyrastających z podstawowej formuły inse-

ratowej. Będą to, obok tekstów o dominującej funkcji informa­
cyjnej, nekrologi pożegnalne, kondolencje, podziękowania i ne­
krologi rocznicowe.
W tekstach reprezentujących odmiany nekrologów dzieją się
różne rzeczy - ogólnie widać tendencję do przełamywania
sztampy, oschłości prasowej wypowiedzi i w coraz wyższym
stopniu zwiększanie ekspresywności wypowiedzi. „[...] kierunki
przemian współczesnej nekrologii [...] określa zatem dominacja
aksjologii i emocji nad informacyjną i inseratową komunikatyw­
nością, która w pewnych znamiennych wypadkach ulega [...]
swoistemu zredukowaniu" (s. 90).
Tak opisana główna tendencja pozwala Kolbuszewskiemu
zbudować kilka ważnych opinii na temat współczesnej kultury:
wyjść poza zbanalizowaną już etykietkę „pornografii śmierci"
i wskazać na nowe zjawiska tworzące „subkulturę śmierci"
(110). Sam termin zawiera interesującą sugestię interpretacyjną
- wbrew socjologiczno-folklorystycznej praktyce oznacza on
kompleks zachowań (w tym także tekstotwórczych) skupionych
wokół śmierci i znajdujących manifestacje uwolnione od spo­
łecznych indeksów. Tożsamość sytuacji egzystencjalnej w kultu­
rze współczesnej generuje więc według Kolbuszewskiego serie
analogicznych zachowań; społeczne decorum rozstrzyga o moż­
liwym repertuarze gestów, prowadząc do szczególnej standary­
zacji. Subkultura śmierci oznacza więc nie tylko konieczność
podporządkowania się społecznie aprobowanym zachowaniom,
ale także rzeczywistą tendencję (obserwowaną przez serie te­
kstów) ujednolicającą te zachowania.
Bez wątpienia jednym z najważniejszych spostrzeżeń, po­
twierdzających czynione przez antropologów obserwacje, jest
szczególna desakralizacja stosunku do śmierci.
Choć w nekrologach znaleźć można wiele znaków religij­
nych, to jednak trudno w nich wytropić (jako tendencję, a nie
jednostkowe przykłady) obecność postaw religijnych. Zarówno
w obrzędowości pogrzebowej, jak i w towarzyszących jej te­
kstach uwidacznia się odchodzenie od obrzędu w stronę ceremo­
niału, który rozgrywa się przede wszystkim w porządku kodu
społecznego.
Nekrolog i jego aksjologia zapewne lokuje się ponad wątpli­
wościami na temat prawdy lub fałszu massmediów (45), można
jednak stąd wyprowadzać różne wnioski. Bez wątpienia jednym
z najważniejszych jest stwierdzenie faktu nasycania nekrologów
treściami intymnymi. Dramatyczne napięcie, jakie tworzy się
między nimi a gazetowym środowiskiem: informacyjno-reklamowy język prasy, perswazyjny, ale zawsze należący do jakichś
„onych", zderza się z ekspresją cierpienia konkretnego człowieka.
Kolbuszewski, przywołując bogatą dokumentację, wyprowadza
stąd wniosek, iż „nekrolog stając się prywatną formą uczczenia
zmarłego [...], bodaj bezwiednie nawiązuje do zjawisk znanych
z [...] tradycji, polegających na tym, iż właśnie prywatne formy
kultur przybierały postać manifestacji publicznych" (125). Wiąże
2

99

�się z tym emocjonalność tekstu i wyraźnie przez badacza dostrze­
gana tendencja do akcentowania „szczerości" wypowiedzi.
Wykładnikiem przełamywania inseratowo-informacyjnego
standardu nekrologu może być zmiana stylistyki, której głów­
nym wykładnikiem według Kolbuszewskigo jest peryfrastyczność, zwłaszcza użyta w nazywaniu zmarłego i „pseudonimowaniu" samego zdarzenia (73-74). Bez wątpienia temu też służą
poetyckie aplikacje i próby znajdowania języka wzniosłego, ale
jednoczes'nie intymnego, uwalnianego od oficjalnego patosu
(154-195); „poezja dobrej woli", do której trudno przymierzać
literacką aksjologię, poświadcza potrzeby „pięknego mówienia",
„uwznioślenia", odejścia zarówno od banału kondolencyjnego
zdania, jak i „cudzej mowy" tekstów gazetowych. Badacz przy­
tacza przykłady różnej klasy - bez wątpienia są wśród nich te­
ksty oryginalne i dużej urody; zdecydowanie jednak przeważają
teksty banalne, których inspiracji można często poszukiwać
w poezji wysokiej. Nekrologi prasowe bezceremonialnie po­
czynają sobie zarówno z wierszami i sentencjami, jak i tekstami
współczesnymi - ulegają one folkloryzacji, stają się własnością
wszystkich (nawet podpis autora cytowanego tekstu nie broni
praw autorskich, skoro często przytoczenia są wadliwe albo zwy­
czajnie poddawane aktualizacji). Zmianie więc ulega ich status od intymnej reakcji na śmierć do standardowych wyborów spo­
śród gotowych formuł.
3

4

5

Na ujawnione przekształcenia konwencji nekrologów można
spojrzeć przez pryzmat zniewalających mechanizmów kultury
masowej. Nie kwestionując szczerości intencji nadawców (pro­
blemem jest ustalenie „środowiskowych" zróżnicowań: relacji
między bez wątpienia „innowacyjnymi" tekstami, a ich replika­
mi i seriami), można też zwrócić uwagę na inne jeszcze możli­
wości eksplikacyjne. Pozornie marginalną sprawą jest ranga po­
trzeby składania kondolencji, wątpliwość, czy aby nie jest tak, iż
bardziej niż wykonanie pewnego gestu, nacechowany jest jego
brak. Oczywiście znaczące jest złożenie wyrazów współczucia,
podobnie jak życzeń, gratulacji, zaproszenie kogoś do udziału...
W kodzie społecznym, w sytuacji ogromnego ciśnienia konwe­
nansów, nie mniej, a może więcej energii pochłania jednak śle­
dzenie nieobecnych i pominiętych.
Tę samą wątpliwość co do rzeczywistej „szczerości" wypo­
wiedzi, co do tego do jakiego stopnia można mówić o emocjonalności, ekspresywności, „określaniu stanu uczuciowego",
można sformułować biorąc pod uwagę specyfikę publicznej ko­
munikacji. Nawet odgraniczone żałobną ramką nekrologi wcho­
dzą w interakcje z prasowymi kontekstami i szansa na ich konte­
stację (prywatność naprzeciw mowie publicznej) jest w sumie

ograniczona, o czym rozstrzyga siła prasowych konwencji i ko­
dów czytelniczych. Poza tym nawet najbardziej osobisty tekst
staje się zbyt szybko pre-tekstem, otwarciem serii replik; w osta­
teczności musi więc zadziałać mechanizm uniformizacji (choć
niekoniecznie musi to być aż „zglajszachtowanie", o jakim pisał
Klemperer). Powielany tekst - trudno powiedzieć coś bliższego
0 kryjących się za nim emocjach - sprowadza uczucia do stan­
dardów, pozwala ukryć się za nim autorowi. Nie sposób wtedy
uniknąć pytania o to, do kogo w istocie adresowana jest prasowa
mowa, jak budowany jest wirtualny odbiorca, czy przez te stan­
dardowe teksty nie toczy się rozmowa nadawcy z kimś innym niż
osoby najbardziej zainteresowane, żałobnicy, ludzie cierpiący?
Emocjonalizm standaryzujących się tekstów (a nie tych
prawdziwie nacechowanych oryginalnością) można wtedy zoba­
czyć w kontekście emocjonalizmu kultury masowej. Poetyczności tych tekstów mogą rzeczywiście odpowiadać dramatycznym
wysiłkom uporania się z problemami egzystencjalnymi, dla
których znajduje się tylko patetyczne, a więc zbyt oficjalne albo
sentymentalne rozwiązania. I tu diagnoza Kolbuszewskiego zda­
je się trafiona - ucieczki przed brakiem autentyzmu oficjalnej,
jakiejkolwiek proweniencji nowomowy. Droga ucieczki wiedzie
jednak także przez standardy myślenia kiczowego - i znowu ha­
słowo tylko można sprawę otworzyć opowieścią o sukcesie mu­
zyki discopolowej i łatwości, z jaką najpopularniejszy zespół od
piosenek miłosnych przeszedł do tak samo komponowanych,
aranżowanych, śpiewanych piosenek religijnych.
Być może wytłumaczenie tendencji standaryzujących jest
także inne niż to, które poprzestaje na odesłaniu do „niewidzial­
nej ręki" kultury masowej. Konwencjonalizacja daje wszak na­
miastkę obrony przed doświadczeniem „nagiej egzystencji" - j a k
religia miałaby dostarczać ochrony przed bezpośrednim dotknię­
ciem sacrum, tak na miarę dzisiejszej wrażliwości banał stwarza
szansę na rozbrojenie grozy śmierci, zbyt radykalnej manifesta­
cji biologiczności, rozpadu, a przede wszystkim nieuniknionego
„odejścia". Formuła - pożyczona, przepisana, bezwiednie po­
wtórzona - może pomóc w odsunięciu refleksji o własnym losie.
1 w tym także znaczeniu, obok sensu zrekonstruowanego przez
Kolbuszewskiego, zmieniająca się postać nekrologów (sam fakt
ich ewolucji), gazetowy tekst o śmierci, „określa stan emocjonal­
ny" (70) swojego nadawcy. Prasowe kondolencje być może do­
kumentują też poszukiwanie sposobu na uniknięcie refleksji, na
obronę własnej intymności, a nekrologia, teksty mające wy­
trwałych czytelników, od takich inseratów rozpoczynających
lekturę, okazuje się dostarczać ważnych inspiracji do rozważań
nad antropologią współczesności.
6

SY:
1

Znakomicie takie możliwości interpretacji prasowego detalu poka­
zał Victor Klemperer: odcięty od świata w nazistowskich Niemczech,
swą wiedzę o tym, co dzieje się wokół niego, budował analizując język
Trzeciej Rzeszy. M. in. czytając rodzinne inseraty w prasie, przez subtel­
ne przesunięcia akcentów, zwłaszcza zaś z pozoru nieznaczne zmiany le­
ksyki i frazeologii nekrologów, potrafił zobaczyć dokonującą się historię,
V. Klemperer, LTI. Notatnik filologa, przekł. J. Zychowicz, Kraków
1983, s. 136-142
2

D. Czaja, Kłopoty z duszą. Szkic o osobliwościach wyobraźni po­
tocznej, „Znak" 1997 nr 2. Udokumentowana w książce Kolbuszewskie­
go nieobecność w nekrologach eschatologii uświadamia konieczność po­
stawienia bardziej generalnych pytań dotyczących historii kultury pol­
skiej. Wywołując tylko temat można np. przypomnieć sarmackie kłopo­
ty z eschatologią, por. T. Chrzanowski, Sarmacka eschatologia, [w:] ten­
że, Wędrówki po Sarmacji europejskiej, Kraków 1988
Kolekcję tekstów nagrobnych wraz z komentarzami zawierającymi
m.in. ustalenia proweniencyjne przedstawił J. Kolbuszewski, Co mnie
dzisiaj, jutro tobie. Polskie wiersze nagrobne, Wrocław 1996
3

100

4

Tak samo dzieje się w epigrafice cmentarnej, J. Kolbuszewski,
Wiersze z cmentarza. O współczesnej epirafice wierszowanej, Wrocław
1985
Mechanizmy te - kształtowanie się potocznego wzorca poetyc­
kiego i układanie aktualnego kanonu - można obserwować także w in­
nych sytuacjach, w których zasada decorum narzuca potrzebę mówie­
nia innego, „nieprzezroczystego", wyróżnionego na tle „potoku mo­
wy". Zastanawiającym fenomenem wskazującym na konserwatyzm
potocznej mowy odświętnej jest powtarzalność przywoływanych auto­
rów; por. K. Łeńska-Bąk, „Niniejszym mam zaszczyt zaprosić..." O desemiotyzacji aktu zaproszenia weselnego, „Literatura i Kultura Popu­
larna" t. 6, 1997
5

6

Także peryfrastyczność stylu może stanowić wyraz ochrony wła­
snej intymności: z jednej strony więc za jego pomocą realizować się mo­
że rzeczywista potrzeba nazwania wielkości straty, z drugiej zaś - może
być to tendencja do osłaniającego cierpienie, by posłużyć się formułą
Przybosiowską, „pseudonimowania uczuć", por. M. Głowiński, Peryfrazy współczesne, [w:] tenże, Nowomowa po polsku, Warszawa 1990

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6453" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6433">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/0bfb358c17763792f71d1402a3811d57.pdf</src>
        <authentication>2b5cca46bcd1b936123a9afd300aec08</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76816">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2671</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76817">
                <text>1998</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76818">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2484</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76819">
                <text>„Tragarz śmierci" / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76820">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.2, s.87-90</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76821">
                <text>Strączek, Tomasz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76822">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76823">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76824">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76825">
                <text>„Tragarz śmierci"
T o m a s z Strączek

Wakacje od swego najwcześniejszego dzieciństwa spędzałem zawsze
na Kaszubach, gdzie za wąskim pasem lasu, widocznym ze wsi na hory­
zoncie, rozciągało się morze. Ludzie wsi w tamtym czasie przerażali
mnie swym stosunkiem do śmierci, zupełnie innym niż ten, z którym
miałem do czynienia w Warszawie. W Warszawie śmierć właściwie byta
nieobecna w moim życiu, natomiast na kaszubskiej wsi po prostu się
o niej mówiło. Chłopcy, z którymi godzinami bawiłem się na szerokiej,
piaszczystej drodze wiodącej do sklepu, wiedzieli, że czuwa się przy
zmarłym podczas „pustej nocy" i że schodzą się wtedy wszyscy ludzie ze
wsi, nawet ci, którzy są ze sobą skłóceni.
W miarę jak rosłem proporcje mojej oceny stosunku do śmierci obu
środowisk zaczęły się odwracać. W pewnym momencie stało się dla
mnie jasne, że kaszubska śmierć, śmierć wiejska, mimo przynależnego
zwykle śmierci przerażającego charakteru, jest ludzka, obudowana
szczerym współczuciem nie tylko krewnych, ale i dalekich znajomych.
Śmierć miejska zaś to niejednokrotnie tragiczna samotność, opuszczenie

Od razu zapowiedziano mi, jak tam przyszedłem, że to jest
nie fabryka Wedla, tylko... Ja powiedziałem, że wiem o tym, że
słyszałem. Pierwszy raz zetknąłem się z tą pracą, tak że kazali mi
iść do magazynu trumien. A w magazynie są różne rozmiary.
Człowiek jest taki strachliwy trochę, chociaż to jest puste. To ta­
kie jest jakby..., to było jakieś takie głupie uczucie. Widzi się te
trumny, różne tam, na kupie, nie na kupie. Na takie listwy kładą
jedną na drugą. Są już pomalowane. Tam jest baza i wytwórnia
tych trumien. Trzeba je wziąć i wsadzić do wozu. Do wozu
wchodziło czternaście sztuk. Dwa wozy takie chodziły. Jednego
dnia woziło się po mieszkaniach, a drugiego dnia po szpitalach.
I tak na zmianę. Jakieś dwa tygodnie tak przyzwyczajali mnie do
tego. Tylko trumny rozwoziłem po mieszkaniach, żeby tak zapo­
znać się z tą pracą. To było bez tam już tego obrządku, bez nicze­
go. Tak się je wstawiało do domu. Nie wszędzie widziałem
umarłych, jak wnosiłem trumnę. W niektórych tak, w niektórych
nie. Zwłoki leżały w różnych pozach. Na podłodze i na łóżku.
Różnie to było. Zależy jakie to mieszkanie, jacy ludzie, jakie śro­
dowisko.
Pierwszego dnia trochę tak drygałem. Dryganie to taki jakiś
strach, jakby coś... Takie jakieś uczucie głupie było, że to jest ja­
kieś..., no nie wiem - trudno mi powiedzieć. Tak odczuwałem
coś takiego - strach może nie, nie bałem się, tylko takie dziwne
uczucie miałem z tym. Koło dwóch tygodni tak jeździłem, może
dłużej. Dokładnie nie pamiętam. No i po dwóch tygodniach do­
stałem samochód i jeździło nas pięciu. Czterech pracowało przy
nieboszczykach, a ja nie. Potem kierownik wycofał jednego i tak
się zaczęło. Bardzo szybko przyzwyczaiłem się do tego, bo ja
w ogóle nie myślałem, co ja robię. Co trzeba było zrobić, to się
robiło, widziało się, że się ma pieniądze z tego. Człowieka może
prędzej pieniądze tam zachęcały niż sama chęć do tej pracy.

* Jan Sosiński (nazwisko i imię zostało zmienione) w latach siedem­
dziesiątych wchodził w skład brygady jednego z dużych przedsiębiorstw
pogrzebowych Polski południowej. Zadaniem brygady był transport
zwłok. Obecnie Jan Sosiński pracuje jako magazynier w zakładach prze­
twórczych niewielkiego miasteczka w województwie olsztyńskim.
Tekst zamieszczony niżej jest zapisem jego wspomnień i refleksji
związanych z poprzednią pracą.

przez bliskich nie mogących jej znieść i zaakceptować, wytrzymać jej
ciężaru. Miasto oduczyło się rozumieć śmierć, stawiać ją na końcu ludz­
kiej drogi zgodnie z naturalnym porządkiem rzeczy. W miastach udaje
się, że śmierci nie ma. Zajmują się nią wyspecjalizowane służby, dla
których jest ona całkowicie anonimowa, stanowiąc jedynie towar.
Wielokrotnie zadawałem sobie pytanie, co czują ludzie „żyjący ze
śmierci", spędzający w jej cieniu swoje zawodowe życie? Zastanawiałem
się, czy można zobojętnieć na śmierć?
Stan wojenny z dnia na dzień bardzo zmienił nasze życie. Wprowa­
dzenie godziny milicyjnej zburzyło wiele istniejących dotąd barier. L u ­
dzie, którzy nie zdążyli do domów, przyjmowani byli przez obcych, mie­
szkających bliżej, często wprost z ulicy. Tak właśnie piętnaście lat temu
poznałem Jana Sosińskiego. W jedną z zimowych nocy stanu wojennego
przypadkiem wysłuchałem jego historii, historii, która pokazała mi, że
nie można zobojętnieć na śmierć, nawet jeżeli nieustannie żyje się w jej
cieniu.

Z dnia na dzień, z dnia na dzień i się człowiek wciągnął. Starali­
śmy się dużo i szybko zrobić i już. Czym więcej zgonów, tym
więcej człowiek pieniędzy miał - tak to można porównać.
Trumnę z magazynu bierze się na kwit. Taki kwit nazywa się
WZ-ka. Na WZ-kę człowiek pobiera i trumnę, i śrubokręt. Nie
ma różnicy - kwit zawsze jest taki sam. Trumny wwoziło się cza­
sem windą. Ludzie uciekają od takich rzeczy oczywiście. Windą
trumnę wwozi się na dwa razy. Raz wieko, raz denko. Przy win­
dzie od razu jest pusto. Nikt nie chce jechać. Każdy ucieka od te­
go. Wstawiało się do mieszkania i już. Trzeba było jeszcze ode­
brać pokwitowanie. Niektórzy dali parę groszy, a nie to nie - nie
musieli. W mieszkaniach leżeli nieboszczycy, ale wtedy, kiedy
jeździliśmy we dwóch, to myśmy tego nie robili, tego obrządku.
Za nami druga taka jeździła brygada, która ubierała, jak trzeba
było, czy tam coś. No i wozili do kościoła albo do przechowalni.
Gdy byłem już w tej czteroosobowej brygadzie, to właśnie brali­
śmy z mieszkań. Były różne układy - i mycie, i golenie, i tam
makijaże się robiło. Dzień mojej pracy wyglądał tak: wstawałem
rano i jechałem do roboty - jak każdy. Podpisuje się tam listę jak
wszędzie. Ale już mam podane, przypuśćmy dzisiaj wieczorem,
po skończeniu pracy, co ja będę robił jutro. I są podane godziny.
0 której godzinie ma się być w danym mieszkaniu. Jest też po­
dana trasa - skąd i dokąd przewieźć. Z domu wieźliśmy na przy­
kład do kościoła. Za dzień, czy tam jeszcze tego samego dnia po
południu - to zależy, jak ksiądz ustalił z rodziną, jest msza.
Trumnę kładzie się w kościele w specjalne miejsce, gdzie czeka
do tej swojej mszy. Gdy msza się skończy, wiezie sieją na cmen­
tarz i wszystko.
Jedni ludzie byli bardzo zdenerwowani, drudzy nie, to różnie
było. Gdy weszliśmy do mieszkania, gdzie leżał nieboszczyk,
trzeba było się rozejrzeć, czy to wyjdzie w ogóle z mieszkania
czy nie. Były takie przypadki, że nie przeszło po prostu. Trumnę
pustą wniosło się na sztorc w tę stronę, ale ze zmarłym trumny
na sztorc nie da rady wynieść. Nieraz dlatego trzeba było i na
klatce schodowej wszystko zrobić. Zapamiętałem taki jeden
przypadek. To było bardzo późno. Zadzwoniliśmy do drzwi
1 otworzył nam syn zmarłego. Mieszkanie było dosyć wysoko chyba na V I piętrze. Pamiętam - zaczynaliśmy robotę koło go­
dziny dwudziestej. To było w zimie - grudzień albo styczeń.

87

�Klatka w tym domu była bardzo wąska i kręta. Trumna prawie
nie mieściła się na zakrętach. Powiedzieliśmy temu człowiekowi,
że taka jest historia, a on: chłopaki, macie tu parę złotych i zrób­
cie tak, jak uważacie najlepiej. No to ja mówię: może jakiś fote­
lik byśmy wzięli? On: bardzo chętnie - proszę fotelik, prześcieradełko. Posadziliśmy nieboszczyka w fotelu, przykryliśmy
prześcieradłem i się wstawiło do windy. Jeden z nas piechotą
zszedł na dół, zamknął drzwi, żeby nikt nie wchodził ani nie wy­
chodził w tym czasie. Winda została zablokowana. Zwieźliśmy
tego dziadka na dół windą, tam było już wszystko przygotowa­
ne: futerał, cyk cyk - pięć minut i już nie ma. Już ubrany był na
górze. To było najlepsze rozwiązanie. Mebel na taką klatkę scho­
dową ciężko wnieść, a co dopiero mówić o nieboszczyku. Czło­
wiek po śmierci robi się taki ciężki - może dlatego, że taki bez­
władny jest? Mówili, że jak dzwony biją, to się dopiero robi cięż­
ki. Nie odczuwaliśmy tego.
Gdy znosiliśmy ciało, staraliśmy się, by ludzie nie przecho­
dzili w tym czasie. Ludzie się boją tego. Boją się dlatego, mnie
się wydaje, bo to każdego czeka. Tak się nie obroni przed tym
i tak. Niektórzy może mniej, niektórzy może bardziej, ale wszy­
scy się boją.
Na zleceniu mieliśmy zawsze, co trzeba zrobić. A trzeba by­
ło najpierw umyć, potem ubrać. Nie znają się niektórzy i kiedy
powiedzieliśmy, że będziemy myć zmarłego, to wodę do wanny
napuszczali, myśleli, że to kąpiel będzie. A to trzeba kawałek
gąbki, jakiś ręcznik i już. Gdzie to tam do wanny przecież! Po­
tem się ubierało, makijaż, golenie - mieliśmy takie przyrządy jak
maszynki i tam takie inne sprawy. Szybko to trwało - około
10-20 minut. Mieliśmy wprawę. We dwóch przeważnie przy ta­
kim czymś robiło. Trzech już jest za dużo. Trzeba umieć to po
prostu zrobić, bo to sztywny ten człowiek jest przecież. Założyć
koszulę, to tak robią, że razem z marynarką zakładają, a jeżeli nie
pasuje, to z tyłu marynarkę się rozcina. Staraliśmy się, aby nikt
nie patrzył, jak pracowaliśmy przy nieboszczyku. Czasami rodzi­
na mogła mieć pretensje o to, że marynarka jest z tyłu rozcięta.
Nie dałoby rady wytłumaczyć im, że inaczej tego nie można zro­
bić. Jak nie wchodzi, to przecież rąk się nie będzie łamać! Roz­
cinało się z tyłu nożem czy nożyczkami rękawy i zawijało się
pod spód, pod rękę. Potem jeszcze tylko krawat i wszystko wy­
glądało elegancko. Buty też... żeśmy tyły odcinali, jak nie chcia­
ły wejść. Kawałek buta trzeba było wyciąć też tak, aby nikt nie
widział, że to jest poobcinane. I ludzie bardzo zadowoleni byli.
Ale nieraz też nie, bo to tak źle, i tak źle. Mówiłem wtedy: pani
wie lepiej proszę bardzo, niech pani zrobi to sama. To jak wszę­
dzie -jeden zadowolony z takiej pracy, że ktoś mu usługę zrobił,
a drugi nie. No to jakby buty do szewca zaniósł. Jeden chodzi za­
dowolony, a szewc tak samo zrobi drugiemu i ten powie, że źle.
Tak samo i tu było. Makijaż to przeważnie robiło się kobietom,
ale to jak już ktoś chciał. Był tam taki jeden Poldek to tak: po­
malował trochę policzki, kolorów trochę się zrobiło, tam oko tro­
chę poprawił, parę razy pudrem przejechał i to wszystko. No
i wieko się zamykało. Jeszcze przed zamknięciem wieka rodzina
oglądała, jak wszystko jest zrobione.
Były różne historie. Jedni chcieli, żeby zakładać złoto na tych
zmarłych, inni kazali zdejmować. Ci, co zakładali, może mieli za
dużo. Pamiętam trzy takie pogrzeby - w tym, co za życia chodzi­
ła, to trzeba było ją pochować. Moim zdaniem to niepotrzebne.
I tak ktoś to kiedyś wykopie. Jak nie za dwadzieścia lat to za sto
lat. Czy do kasacji pójdzie cmentarz, czy bomba wpadnie - to
różnie bywa. Coś zawsze może się stać.
Nieraz jeździło się do medycyny sądowej. Tam w ogóle kupa
mięsa jest. Przywozi się tam zmarłych z każdego wypadku czy
tych, co na ulicy gdzieś. Na ulicy, w pracy, w każdym razie zmar­
łych poza miejscem zamieszkania. Tam leżą jeden na drugim,
miejsca mało. Jest taka specjalna brygada, która ich przygotowu­
je... do wywiezienia. Mieliśmy taki przypadek - nie wiem, czy
88

ten ktoś był wierzący czy nie, czy rodzina nie miała pieniędzy na
opłacenie mszy. Nie wiem, czy się powiesił, czy wpadł pod jakiś
samochód - nie było niczego po nim widać. Facet był dosyć wa­
żący - około 150 kg. To go we czterech żeśmy ledwo przynieśli.
Trzeba było pokonać dystans gdzieś 120 m. Razem to było po­
nad dwieście kilo. Mokre dechy dębowe to ciężar jest przecież.
Zawieźliśmy go od razu do przechowania. Pamiętam, że zamówili mu murowany grób i nie wszedł w ten grób! Nie mogli­
śmy go włożyć. Dwa centymetry zabrakło. I teraz co z tym ro­
bić? To było już w czasie pogrzebu. Ludzie zaczęli wrzeszczeć.
Żeby jeszcze na tych linach, na tych pasach wpuścić, a tu nie
wchodzi! Mur za wąski! No i żeśmy tak na pałę pojechali do
ogólnej przechowalni i przyjęli tam. To były ciężkie chwile. Po­
wstało zamieszanie, dużo ludzi na tym pogrzebie było, a tu nie
daje rady nic zrobić z tym. Złe wymiary podał ktoś. Zawsze się
przy robieniu grobu wymiary podaje. Każdy jest przecież różne­
go wzrostu i są różne futerały przecież. Są tam numery - ósem­
ki, dziesiątki, dwunastki. Dwunastka to największa jest. To już
jest taka na takiego chłopa potężnego. No i takie dziecinne.
Trumny nazywa się też fujarkami, czasem pudełkami.
Najmłodszego dzieciaka to żeśmy cztery miesiące chowali.
A najstarszy człowiek, który przeszedł przez nasze ręce, miał
o sto lat więcej, zdaje się. Tego dzieciaka to żeśmy ze szpitala
brali. Jeszcze przed pogrzebem trzeba było jechać go ochrzcić.
No i do grobu. To wszystko.
To jest nieprzyjemna praca. Tam ludzie są różnie ustawione.
Niektórzy przypuśćmy na samych wypadkach jeżdżą. Po dwóch.
Pociąg zabije, tramwaj, samochód - o, coś takiego. Jak się ktoś
powiesi - to też oni tam jadą. To jest taka specjalna brygada. Dy­
żury mają na okrągło. W niedziele i w święta też. Oni wiozą
zmarłych do przechowalni. Raz zastępowałem kolegę na wypad­
kach. Poprosił mnie, żebym go zastąpił na jeden dzień. Pojecha­
liśmy na dworzec. Facet wpadł pod pociąg. Trzeba było go ze­
brać do wora. Są nosze jeszcze do tego, ale tam na nosze nie by­
ło co kłaść. Wszystko było osobno. Rozniesiony był na osiem­
dziesięciu metrach. Tak go rozciągnęło. Trzeba było dotąd cho­
dzić, aż się wszystko zebrało. Regulaminy mówią: starać się
wszystko zebrać. To samo słyszeliśmy na odprawach. Tylko raz
byłem i już więcej nie chciałem jechać na takie coś! Zwykle przy
tym dużo jest gapiów. Patrzą się, a człowiek zbiera... zbiera to.
Jak się wynosi nieboszczyka na klatkę schodową to ludzie ucie­
kają, a jak jest wypadek, to się gapią. Nie mam pojęcia, dlacze­
go tam się gapią, a tu uciekają. Może dlatego, że na klatce scho­
dowej zamknięta przestrzeń jest? Budynek. Może wolna prze­
strzeń to jakoś inaczej? Gdy we własnym domu ktoś umarł, to się
może... nie wiem. Zawsze jak ktoś wpadnie pod samochód czy
coś, to zbiera się kupa ludzi. Nie rozumiem tego.
Takiego rozniesionego na osiemdziesięciu metrach człowieka
poznaje się tylko po częściach ciała. To jest kupa mięsa. Ciężko
odróżnić, co jest czym. Ubranie jest poszarpane i zamazane we
krwi. Ten, którego zbierałem, pocięty był niesamowicie. Nawet
nie wiedziałem, jak on się nazywał.
To jeszcze nie był dzień, w którym miałem najbardziej do­
syć. Zupełnie się nie spodziewałem, że taki dzień jakoś tak na­
gle nadejdzie. Wyjechaliśmy rano. To było przed świętami - pa­
miętam. Zrobiliśmy dwa pogrzeby z kościoła i to miało być
wszystko na ten dzień. Jak przyjechaliśmy, to dyspozytor po­
wiedział: weźcie dwa worki. To wzięliśmy te dwa wory z maga­
zynu, trumnę i idziemy. Są takie wory specjalne. Chłopaki wie­
dzieli, o co chodzi, a j a nie. Nie powiedzieli mi o tym. Jak przy­
jechaliśmy na miejsce, nie wszedłem w ogóle do tego mieszka­
nia, bo jak otworzyłem drzwi, to człowiek rzygał. Jak już nie
miał czym, to mało bebechy nie wyleciały. Na akcie zgonu po­
tem zobaczyliśmy, że ta kobieta trzydzieści dwa dni temu zmar­
ła. To już była kupa gnoju. Koledzy z brygady musieli wejść.
Oni byli przyzwyczajeni - długo pracowali. Tam ludzie po dwa-

s

�dzieścia lat pracują i więcej. Facet, który ją znalazł, źle zrobił,
bo otworzył okna i drzwi. To wszystko buchło na klatkę schodo­
wą. Okropny smród. To z rodziny był ktos'. Baba mieszkała sa­
ma w trzech pokojach. Tam strasznie śmierdziało, Chłopaki, jak
mi opowiadali, to ją wsadzili do tego wora, tak jak siedziała z tym kocem, z tym wszystkim. Opowiadali, źe ona przed tele­
wizorem siedziała, to widocznie telewizję musiała oglądać i na
serce czy tam cos'. Wtedy miałem dosyć tej roboty. Pomogłem
im tylko znosić oczywis'cie to. Miny moich kolegów były raczej
kiepskie. A ja czułem, że znowu będę rzygał. Na tej babie były
robaki aż. Takie glizdy chodziły po niej. To chyba z wnętrzno­
ści może, różne tam bakterie człowiek ma chyba. Facet chciał,
żebyśmy znieśli wersalkę z tego mieszkania - tą, na której ta ko­
bieta siedziała. Powiedziałem mu: panie, ja nie jestem firmą
Węgielek - on się meblami zajmuje. Mimo tych worków tę ba­
bę było czuć! Czułem ten smród przez tydzień. Chodził za mną.
Miałem dosyć. Mówię sobie - już kurczę koniec. Więcej, kur­
wa, nie pojadę już nigdzie. Kumple mówili mi - dobrze, żeś tam
nie wchodził człowieku! Sam widok tego to już... I bez tego w i ­
doku jak po tych schodach zacząłem dyla dawać, to obrzygałem
je od góry do dołu. Najgorzej było, jak nie miałem już czym
rzygać. Bolał wtedy żołądek. Kiedy wypiło się oranżadę to łup
za chwilę znowu. Szlag by to trafił wszystko już. A następnego
dnia znowu trzeba było normalnie iść do pracy. Wypiło się
ćwiartkę gorzałki i zapomniało się. Już jak zamykałem tego
wieczora oczy - to nie myślałem o tym. Dziwiło mnie, że kum­
ple jakoś nie rzygali. Może oni bez powonienia byli, czy co?
Chyba czuli ten smród, bo to było niemożliwe, żeby go tam nie
czuć. Worki z tą kobietą wkładaliśmy jeszcze w trumnę, a trum­
nę jeszcze pakowało się w następny wór. Wtedy się zakłada ta­
kie blomby i to już nie idzie na żadną mszę, na nic, bo tego na
żadną mszę nie ma sensu wnosić.
Było też tak, że jak inna baba zmarła, to nie mogliśmy tego
wyjąć, bo okropne pluskwy były. Zbierała makulaturę. Ze dwie
tony makulatury były w tym mieszkaniu. Gazety nie gazety - ta­
kie różne. To fajansiara ta kobita była. To myśmy nie mogli
wejść tam nawet! Tyle robaków było. Ale trzeba było to zrobić.
Kolega się rozebrał i sam ją wpakował, tak jak leżała i już. W du­
żo miejscach człowiek był. Parę tysięcy ludzi przecież się prze­
rzuciło. I to różnie było - wie pan.
Nazywano nas różnie: grabarzami, łapiduchami. Nie zwraca­
ło się na to uwagi w ogóle. To nas jakoś nie interesowało. Wra­
cając wieczorem na bazę czasem stawaliśmy na piwo. Jak nas
czterech usiadło przy stoliku, to te ściany jakby się od nas odsu­
wały. Chodzi mi o to, że reakcja ludzi siedzących w tej knajpie
była dziwna. Bardzo się nam przyglądali, a jednocześnie odczu­
wało się dystans. Gdy weszliśmy do środka, od razu robili nam
miejsce. Nie wiem dlaczego. Czy dlatego, że byliśmy jakby
w pracy, czy po prostu bali się nas. Wracaliśmy przecież pustym
wozem, nie wieźliśmy nikogo. Tam bardzo odczuwało się to, że
jesteśmy jakby jacyś inni, nawet w tym, co do nas mówili: pro­
szę, proszę - panowie se wezmą! To była uprzejmość jakaś, która
nie cieszyła nas zupełnie. A człowiek przecież nie śmierdział ani
nic. Nieraz jak wyciekło coś z tego, to trzeba było od razu łachy
zmieniać. Zgłaszało się i natychmiast dostawało się nowe. Cza­
sami wyciekało. Żaden nerw zmarłego nie pracuje przecież. Tyl­
ko się ruszy go, to się zaraz zesra czy zeszczy. W nim zawsze jest
coś jeszcze. Ja pamiętam, jak kolega opowiadał o takim przypad­
ku. Przyszło zgłoszenie, że jeden facet powiesił się. Wisiał trzy
dni. We dwóch poszli go zdjąć. Rodzina prosiła, aby uważać, że­
by nie spadł przy odcinaniu. Jakby nie było rodziny, to by się go
ucięło, on by spadł i już. Taki nie poczuje przecież. Jeden wszedł
na jakiś taboret i go odcinał, a drugi go trzymał. W pewnej chwi­
li zmarły pękł, i oblał tego, co go trzymał tym jakimś czymś.
Śmierdział niesamowicie! Jak przyszedł do samochodu, to taki
smród, że nie można było wytrzymać. Ja jeszcze się z takim

smrodem jak ludzki smród nie spotkałem. Wszystko kurczę znio­
sę - pies dwa tygodnie będzie leżał czy tam ileś - śmierdzi to
śmierdzi, ale kurczę blade z człowieka to jest jakiś taki inny ten
smród. Z minuty na minutę człowiek przecież się rozkłada, chy­
ba tak samo jak pies. A może mi się wydawało, że smród ludzki
jest najgorszy? Może dlatego był dla mnie taki nie do zniesienia,
że to rozkładał się człowiek?
Czasami śniła mi się po nocach ta robota. Przeważnie wtedy,
kiedy się wypiło trochę za dużo. Różne były dni. Czasami dosta­
liśmy tak w dupę, że mieliśmy tej pracy zupełnie dosyć. Wtedy,
kiedy szło się do domu, to pieprzyły się w głowie takie głupstwa.
Śniło mi się kiedyś, że ganiali mnie nieboszczycy. Nie mogłem
im zupełnie uciec. Miałem innym razem też podobny sen. Jakaś
postać, wiedziałem, że to był zmarły, zbliżała się do mnie, a ja
nie mogłem się ruszyć. Wtedy się ocknąłem.
Na medycynie widzieliśmy wiele zmarłych kobiet. Wśród
nich bywały młode i w porządku. Przyjechaliśmy raz tam od ty­
łu, ale nie przygotowali nam nic jeszcze. Rodzina jej już czeka­
ła. Opóźnienie było przez awarię windy. Myśmy przyjechali tak
na styk, żeby zabrać i zawieźć do kościoła. Za parę złotych, na
prośbę rodziny, polecieli tam na górę i znieśli ją po schodach na
dół w prześcieradle. Wyglądała, jakby spała po prostu. Ubrali ją
raz dwa. Potem zawołali mnie. Leżało tam ze dwadzieścia ciał.
Każde na specjalnym wózku z taką zapadką, którą ściekało to
wszystko, co wyleci z człowieka. Stoły do sekcji zwłok też ma­
ją takie zapadki. Takie stoły raz widziałem i to tylko przez okno.
Nie wchodziłem tam do środka. Facet, który pracuje przy tych
zwłokach, to jest przezywany zimnym chirurgiem. To nie jest le­
karz żaden. To jest po prostu taki robotnik! Lubi się w tym ba­
brać. Lekarz mu mówi, co ma wyciąć. A ten tnie normalnie. Po­
tem siada obok i je śniadanie. Ci ludzie wyglądają jak rzeźnicy.
Mają tych narzędzi tam przeróżnych poukładane. Wycięte czę­
ści ciała bierze się do laboratorium. Potem ten gość zszywa
i ubiera takiego nieboszczyka. W ogóle go szykuje. Niektórzy
cały czas przy tym są pijani, ale niektórzy robią to zupełnie na
trzeźwo.
W tej robocie szczęśliwy to się czułem po kielichu. Tylko tak.
Inaczej nigdy! Nawet jak jedzie się karawanem i stanie się pod
światłami, to ludzie z tramwaju patrzą się, gapią, jakbyśmy nie
wiem... na jakiejś wystawie byli. I w czasie pogrzebu ludzie się
bardzo nam przyglądają, a człowiek poważnie stał, nie do śmie­
chu nam było. Nic się nie odzywaliśmy. Trumnę do samochodu
braliśmy w milczeniu. Wstawialiśmy ją z tyłu - tam gdzie jest
specjalnie na to kabina oddzielona. Wieńce wieszaliśmy wokół
trumny, żeby ładnie wyglądało. Ale jak wracaliśmy z cmentarza,
to już byliśmy innymi ludźmi. Śpiewaliśmy, gwizdaliśmy w pu­
stym samochodzie. W kościele jest taka chwila - kiedy trzeba
być poważnym. Po pogrzebie było takie uczucie, że nareszcie
koniec. Dlaczego człowiek potem miał być poważny? Sami byli­
śmy, bez ludzi, bez nikogo. Wtedy jakieś odprężenie przychodzi­
ło na ten czas. Odprężenie po jakimś zatrzymaniu, które się od­
czuwało zwłaszcza w kościele, ale na cmentarzu też. Czasem
jednak i w czasie niesienia trumny opowiadaliśmy sobie kawały
i takie inne historie. Jeden pukał tam, w to pudełko, i mówił: gło­
wą puka! Wie pan, to były takie wygłupy. Z tyłu ludzie płakali,
a z przodu człowiek się wygłupiał. Później to wszystko traktowa­
ło się jak każdą normalną pracę. Mniej się człowiek przejmował,
że rodziny płaczą. Stawał się taki jakiś... Trzeba? To jedziemy,
nie ma co się pieprzyć. Dziennie robiło się pięć pogrzebów, co
zajmowało nam 12-13 godzin.
Teraz nie wracam myślami do tej pracy. Jak by mnie ją pro­
ponowali, tobym nie poszedł drugi raz. Może dlatego, że już to
znam? Przedtem pracowałem z ciekawości, ja wiem, jak to po­
wiedzieć? Człowiek nie wiedział, jak to wygląda. Opowiadali mi
kumple o tym, ale opowiadać to co innego, a co innego, jak się
to wszystko zobaczy.

89

�Reakcje ludzi na śmierć kogoś bliskiego są różne. Pamiętam,
to było w święta. Siedzieliśmy na bazie do trzynastej czy czter­
nastej. Nagle jest zgłoszenie. Jedziemy tam. Ulica zgadza się
i numer też się zgadza. Weszliśmy z trumną na górę, dzwonimy
do drzwi i pytamy, czy to tu. Tak panowie, tu - odpowiada facet,
który nam otworzył. Mówi do nas: najpierw proszę, i za butelkę
bierze. Koledzy oczywiście po babce. Mnie w ćwiartkę wlał go­
rzałki. - To dla pana za nieboszczyka - powiedział. No i teraz
tak: tu pijani są i pytają się, czy mają z nami jechać. Ja mówię:
panie, my to wieziemy do przechowalni. Od pana zależy, czy pan
pojedzie, czy nie. Ja bym pojechał w przypadku, gdyby to był
mój brat czy tam ojciec, czy matka, nie? Pojechał, zobaczył jak
tam. Nikt nie pojechał. Tośmy sami te zwłoki przewieźli i zosta­
wili w przechowalni. To było takie tych ludzi zachowanie. Nie
wiem, czy dlatego, że pijani? Czy zadowoleni, że zdech? Nie
wiem. Niektórzy bardzo chcieli tam z nami jechać i zostawali
tam potem. Nie ma takiej potrzeby, żeby zostawać, bo rodziny
i tak tam się nie wpuszcza. Są tam potężne, grube drzwi. Maszy­
ny pracują w tych pomieszczeniach jakimś dziwnym szmerem.
Gdy lodowa chodzi, to takie uczucie jest... Trumny stoją w chło­
dni na wózkach.
Przy śmierci tak jest zawsze. Niektórzy przeżywają mocno,
inni wcale.
Robotę zawsze jednakowo robiliśmy. To nie było tak, że te­
mu lepiej, temu gorzej. Tylko ludzie uważali, że źle, przypuść­
my, jest, a człowiek tak samo robił. Zawsze wykonuje się te sa­
me czynności. Różnica polega na tym, że inaczej są mieszkania
ułożone. Czasami trzeba nieboszczyka wkładać na korytarzu,
czy nawet, jak panu mówiłem, na klatce schodowej. Inaczej nie
wyszłoby się z trumną. Ludziom to się nie podoba. Trudno im
wytłumaczyć, że inaczej nie da rady. Czasem, gdy się przenosi,
pęknie materiał i nieboszczyk upadnie na podłogę. Nieraz ciężar
człowieka w trumnie jest tak duży, piętro wysokie, a trzeba iść
bez odpoczynku, bo gdzie odpoczywać tam? Trzeba szybko wy­
chodzić. Mimo to bywało, że nie dało rady wytrzymać. Musieli­
śmy to postawić. Potem nie mogliśmy już trumny podnieść. Pro­
siliśmy ludzi przechodzących, żeby nam pomogli. Z tyłu szła ro­
dzina i patrzyła na nas. Postawić trumnę zdarzyło nam się ze trzy
czy cztery razy. Raczej jednak nie mieliśmy specjalnych jakichś
skarg, żeby coś źle było.
Ludzie pracujący w tym fachu często chorują na korzonki
i wszyscy mają ręce pozrywane od noszenia ciężarów. Skrzynkę
gdy się niesie, to rzuca się, jak jest ciężka i odpoczywa się, ile się
zechce. Tu, z trumną nie można tego zrobić. Jak się stawia trum­
nę w czasie niesienia, to praca jest już niedobra. Nie wiem - czy
rodziny zmarłych, których nieśliśmy, nie zdawały sobie sprawy,
ile oni ważyli przed śmiercią? A po śmierci tam kilo odejdzie,
dwa. I dodać do tego trzeba futerał, który jest pioruńsko ciężki.
Byli w tej robocie u nas ludzie uważani za dobrych. Nie mia­
ło się dla nich zupełnie jakiegoś tam specjalnego szacunku czy
podziwu. Był taki jeden. Dżinks się nazywał, znaczy takie prze­
zwisko miał. Wszędzie wszedł. Kiedyś miejsca nie było w szo­
ferce, a on jechał pomóc tam gdzieś, to z tymi trupami z tyłu po­
jechał. Wsiadł normalnie i jechał siedząc obok nich. A to wszy­
stko gołe jest. I to jest takie pomieszane - mężczyzna, kobieta wszystko razem. Mają przy rękach numery pozakładane na ta­
kich sprężynkach. Dżinks wszystko zrobił - dlatego był dobry.
Przykładem kiepskiego w tej robocie to mogę być ja. Nie mo­
głem czasami zrobić tego, co on. I nie robiłem tego, co on. Cza­
sami zastanawiało mnie, że te zwłoki człowiek jak jakiś materiał
przekazywał do przechowalni.
Rodzina boi się ubierać zmarłego. Ludzie czują przed tym ja­
kiś strach. Może przez to, że sami będą w takiej sytuacji? Nieraz
człowiek pogłaszcze zdechłego kota. Ja, przypuśćmy, jak pies
wpadł mi pod samochód, nie bałem się wziąć go na ręce, chociaż
sztywniał błyskawicznie. Zaniosłem go na ogródek i zakopałem.
90

Jeszcze posłałem mu w dole wiórami, żeby mu wygodnie było
leżeć. A muszę panu powiedzieć, że nieboszczyka nie dotknąłem
w życiu! Znaczy ciała nie dotknąłem, ale gdy się pomagało go
wsadzić do trumny, to się brało za ubranie. Coś jest takiego
w człowieku, że odczuwa jakąś odrazę do tego! Człowiek potra­
fi hodować króle i potem tak normalnie zabijać je tłuczkiem. Bebeszyć je i babrać się w tym smrodzie, krwi. A przy człowieku
tego nie zrobi! Chyba dlatego, że to człowiek. Nie?
Niedawno zmarł mi wuj. W niedzielę był jego pogrzeb. Tam
jakoś w niedzielę chowają. U nas w niedzielę się nie chowa.
A gdzieś w takich małych miasteczkach, gdzie psy dupami
szczekają, chowa się właśnie w niedzielę. Musiałem jechać, bo
on nie miał nikogo. Przeżył synów, córki i żonę. Jak zobaczyłem
go w trumnie - wzruszyłem się. Bo to wie pan - rodzina to co in­
nego. Człowiek inaczej do tego podchodzi.
Moja żona nie wiedziała, że ja w tej robocie pracuję, chyba
ponad miesiąc. Przypadkowo zobaczyła mnie na ulicy, jak nio­
słem trumnę. Potem wypierałem się, że to nie j a byłem, że to
ktoś podobny musiał być do mnie. Dziwnie zachowywała się
przez pierwsze dni. Później przyzwyczaiła się do tego, ale zno­
wu człowiek zaczął pić za dużo i z tego była niezadowolona.
Kto tam wódki nie pije, to otoczenie nie chce go przyjąć. Jakiś
jest taki dla tych ludzi jakby inny człowiek. Może charakter tej
pracy jest taki, że pije się dla odwagi, żeby nie bać się myślenia
0 tym wszystkim? Nawet grabarz, taki na cmentarzu, jest na
okrągło pijany. Pijany jest i ten, co kopie dół, i ten, co ładuje.
1 ci, co tam spuszczają, to rzadko który jest trzeźwy. Nie mówi­
łem nikomu, że tam pracuję, bo byłem pewien, że będą się wy­
śmiewać - trupku, łapiduchu. Potem znajomi się dowiedzieli.
Pojechałem na swoją dzielnicę do kościoła. Nazwisko zmarłego
nic mi nie mówiło. Wszedłem do kościoła, patrzę, a ja wszyst­
kich znam! Trudno było mi się już wycofać. Podeszliśmy do te­
go katafalka i trumnę na plecy. Nikt nic nie mówił w tym cza­
sie. Dopiero na cmentarzu pytali się, ile czasu już w tej robocie
jestem i jak mi się w tym fachu wiedzie. Powiedziałem, że kiep­
sko, bo co się będę chwalił, że bardzo dobrze. Powiedziałem
chłopakom, żeby pieniędzy nie przyjmowali od nich. Ja nie
wiem, dlaczego ludzie dawali pieniądze. Po prostu dawali tak,
jakby nam się należało.
Z tymi samymi kumplami woziłem przez cały czas. Do koń­
ca. Jak w rodzinie było. Trzech ich było. Funkcje były podzielo­
ne. Ja przy samochodzie nie robiłem nic. Dosłownie nic. Jak
przychodziłem, to wszystko było gotowe. Wóz z garażu był wy­
prowadzony. I tak co dzień było. Wóz musiał być czysty, bo to
nie śmieciarka. To jest taka jakaś chwila, że nie mogło się zda­
rzyć tak, żeby było brudno! W tej naszej brygadzie było jak w ro­
dzinie. Wszystko polegało na koleżeństwie. Co trzeba było w do­
mu, czy coś ktoś tam miał - to się poszło i zrobiło. Pomagało.
Wszyscy okazywaliśmy sobie jakąś taką serdeczność. Wiedzieli­
śmy, że siedzimy na tym samym stołku. Nie było tego, że tam ta­
ki owaki... czy tam coś takiego...
Po robocie czasami łaziłem po lesie. Czasami, jak się jakie­
goś znajomego spotkało, to się szło na piwo. Jedno, drugie i po
małym. Wie pan... tak. Towarzystwo było różne. Mówili: ty masz
parę złotych, zarabiasz. Ludzie tak jak pijawki przychodzili do
mnie. Myśleli, że ja mam majątek. Odpowiadałem: idź do robo­
ty, tam gdzie ja, to będziesz miał też. Mam ochotę, mogę posta­
wić, ale nie muszę. I tak się odpoczywało.
Potem to już tak trochę żal było odejść, bo to się człowiek
przyzwyczaił i pieniędzy też było po boku.
Człowiek żyje, a potem koniec i już, no co! Nikt się przed
tym nie zabezpieczy. Przyjdzie dzień, godzina i koniec! Nic
z niego nie zostaje, nic - trochę czaszki i kości! Poza tym nic.
Czy jest jakieś życie pozagrobowe? Może tam i coś jest. Nawet
nie myślę, kiedy to się stanie. Może dziś, może za pięćdziesiąt
lat? Ja wiem, co mnie czeka?

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
</itemContainer>
