<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<itemContainer xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/browse?collection=3&amp;output=omeka-xml&amp;page=15" accessDate="2026-09-28T17:43:25+00:00">
  <miscellaneousContainer>
    <pagination>
      <pageNumber>15</pageNumber>
      <perPage>50</perPage>
      <totalResults>1084</totalResults>
    </pagination>
  </miscellaneousContainer>
  <item itemId="7778" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7758">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/8c04d6271344766fe9c33c12bfc8334b.pdf</src>
        <authentication>8ba45661f93eabec37bfade0778f008f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92896">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2267</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92899">
                <text>1990</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92902">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2103</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92905">
                <text>Napisy na murach i etnografia współczesnego miasta / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1990 t.44 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92908">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1990 t.44 z.2, s.33-34</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92911">
                <text>Ciarka, Ryszard</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92914">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92917">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92920">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92925">
                <text>Ryszard Ciarka

NAPISY NA MURACH
I ETNOGRAFIA WSPÓŁCZESNEGO MIASTA

Na p e w n o bezpośrednią inspiracją d o napisania t e g o tekstu nie
b y ł y k o l o r o w e napisy na m u r a c h : „ P i e r w s z a K r a j o w a

Wojna

w y b r a n y c h p r z e j a w ó w a k t y w n o ś c i , jakiegoś w s p ó ł c z e s n e g o zja­
w i s k a , zaskakuje nas r ó ż n o r o d n o ś c i ą f o r m i treści, nie p o z w a l a

S p r a y o w a " , jak a n o n s o w a ł t o o d b i t y farbą szablon na murze

n a w e t na z d a w a ł o b y się prostą, klasyfikację - na m o ż l i w i e pełny

warszawskiej ulicy. Z w y k l e przecież t o , c o staje się natrętną

zbiór, Corpus

c o d z i e n n o ś c i ą l e d w i e zwraca na siebie u w a g ę , l e d w i e i n t r y g u j e
obecnością.

n y c h na m u r a c h , p o j a w i ą się r ó w n i e ż na czarnych p u n k o w y c h

D l a t e g o też p r a w d z i w ą i ś w i a d o m ą inspiracją był raczej tekst
J a n a S. Bystronia Napisy,
Stommy,

Tematy,

inscriptionum.

O t o n i e k t ó r e z t y c h b a r w n y c h z n a k ó w , s y m b o l i , haseł, m a l o w a ­

które

ten z książki p o d redakcją L u d w i k a

mi

odradzane?

i kostka

kamiennego

k u r t k a c h - m a l o w a n e , w postaci naszywek lub przyczepianych
metalowych

znaczków.

Podobne, w

treści

i formie,

napisy

o d n a j d z i e m y także - j a k o charakterystyczną szatę graficzną, styl

b r u k u , j e d n a z kilku tysięcy, k t ó r y m i w y b i t y jest Plac Z a m k o w y .

- w niskonakładowych, kserokopicznych pismach typu „ f a n z i n " .

Ta, z g ł ę b o k o w y r y t y m napisem, być może n a z w i s k i e m , „ R e d a n " .

Więcej n a w e t , napisy i znaki p o j a w i a j ą c e się na k u r t k a c h - nie

Napis, który t o g u b i ę , t o o d n a j d u j ę na r u c h l i w y m p l a c u , k a m i e ń ,

t y l k o t y c h „ k o n t e s t u j ą c y c h " - o d n a j d u j e m y także na k u p o w a n e j
w sklepach odzieży (dresy, bluzy, koszule, płaszcze, s w e t r y i t p . ) ;

k t ó r e g o zawsze p o d ś w i a d o m i e szukam.
Napisy na m u r a c h : hasła, inicjały, autografy, znaki, s y m b o l e ,

t o z pozoru t y l k o jakiś całkiem o d r ę b n y p r o b l e m .

malowideł,

Napisy, k t ó r y m i raczymy się sami, i te, które po sobie pozos­

W istocie

t a w i a m y : taka m o d a na znaki i s ł o w a . M o d a na m a n i f e s t o w a n i e

postrzegamy je wszędzie jako pospolicie o b e c n e - bo są. Te,

jakiejś przynależności, niekoniecznie p o l i t y c z n e j , m o d a na „ r e ­

obrazy. W s p ó ł c z e s n e

graffiti

2

- sztuka

ulicznych

w y k o n y w a n y c h najczęściej farbą w aerozolu (spray).

w y k o r z y s t u j ą c e p r z y g o t o w a n y uprzednio szablon, i te m a l o w a n e

k l a m ó w k i " , k t ó r y m i w rzeczywistości są z w y k ł e p l a s t i k o w e t o r b y

odręcznie, o z r ó ż n i c o w a n e j f o r m i e stylistycznej i treści.

już bez n a p i s ó w . M o d a na u n i f o r m y , f i r m o w e znaki i e w i d e n c y j n e

Przyciągają naszą u w a g ę s w ą b a r w n o ś c i ą , p o m y s ł e m f o r m a l ­

numery.
M o d a , sztuka, kontestacja. W s p ó ł c z e s n e m a l o w i d ł a uliczne,

n y m , niekiedy w y s z u k a n y m r o z w i ą z a n i e m estetycznym, czasem
oburzają, o b r a ź l i w ą treścią, obscenią rysunku lub p o

prostu

p o z o s t a w i o n e na m u r a c h znaki, autografy, hasła, rysunki, stają się

irytują, f a k t e m z w y k ł e g o niszczenia fasad b u d y n k ó w . Napisy na

nagle p r z e d m i o t e m specjalnie d o t e g o celu

m u r a c h i etnografia w s p ó ł c z e s n e g o miasta.

w y s t a w i kolekcji. Stają się t e m a t e m obszernych

Sex - Drugs and Rock'n'roll,

Jedzta

katalogów,

Punk

s p o r ó w o artystyczną w a r t o ś ć . Ta w s p ó ł c z e s n a m o d a na k o n t e s ­

Oi!..., znaki

tującą sztukę a w a n g a r d o w ą , utożsamianie niemal w s z y s t k i e g o ze

grzyby psylocypidy.

is not dead, Amor X, The Cure, Skin Out, Szanujglany,

organizowanych

sztuką, nie p o z w a l a już na proste oddzielenie g r u b ą linią, t e g o , c o

graficzne, rysunki.
A b y je n a p r a w d ę dostrzec najlepiej i n a j p e w n i e j zacząć o d

„ w y s o k i e " , o d t e g o , c o „ n i s k i e " , t e g o c o na ulicy, o d t e g o , c o

zbierania, g r o m a d z e n i a , p o t e m p r ó b y klasyfikacji - c h o ć b y takiej,

w

jak p r o p o n o w a n a przez Bystronia - „ w s w o i s t e Corpus

i oryginał, u d a w a n i e o d p r a w d y . Etnograf, badając tę post-

inscrip-

galerii.

Pomieszane

są źródła

i wtórne

inspiracje,

kopia

Pierwszy, etnograficzny, p e w n y krok w stronę w y ­

- i n d u s t r i a l n ą ulicę w s p ó ł c z e s n e g o miasta o p o s t - i n d u s t r i a l n y m

branego p r o b l e m u . Ale w o b e c t e g o p o j a w i ć się musi także i p r ó b a

artystycznym smaku wielkiej galerii, z a d a w a ć p o w i n i e n jednak

interpretacji, o p i s u , propozycja u o g ó l n i e n i a l u b , zawsze oceniana

dalej s w o j e proste pytania.

tionum".

2

nieufnie, próba p o r ó w n a n i a , wskazująca c h o ć b y

na

ludową

Czy można zaliczyć d o tej samej kategorii

( m o d a , sztuka,

tradycję, g ł ę b o k ą strukturę czy społeczną funkcję. Próba najbar­

kontestacja) także i te napisy na m u r a c h , które istnieją t a m

dziej t r u d n a , naznaczona zawsze p y t a n i e m o cel i sens p o d e j ­

zawsze? Napisy n i e u d o l n e i śmieszne, proste i g ł u p i e , dziecięce

m o w a n i a c z y n n o ś c i interpretacyjnych zjawisk życia c o d z i e n n e g o

rysunki, m a l o w a n e farbą, kredą, cegłą. A c h o ć b y hasła polityczne,

( t r a k t o w a n i a ich j a k o p r o b l e m ó w b a d a w c z y c h e t n o g r a f i i ) , p y t a ­

inicjały

niem o cel i sens f o r m u ł o w a n e j w ten s p o s ó b etnografii w s p ó ł ­

i emblematy klubów sportowych, rockowych zespołów.

czesnego miasta. Czy istnieje c h o ć b y m o ż l i w o ś ć , na przykład, nie

legalnych

i nielegalnych

partii

i organizacji,

nazwy

P.P.S., P.S.V., T.S.A., K.S.U., G.B.H., P.Z.P.R., Legia, Antrax,

t y l k o o d c z y t a n i a treści i sensu g r o m a d z o n y c h n a p i s ó w , ale i treści

AC/DS,

i sensu w s p ó ł c z e s n e j kultury?

zdania - d r a p y w a n e na m u r a c h , m a l o w a n e farbą olejną, farbą

Iron M a i d e n , Solidarność, W i d z e w . . . Znaki, wyrazy,

Znaki, s y m b o l e , zdarzenia w s p ó ł c z e s n e g o miasta - nad k t ó r y m i

w aerozolu, bezpośrednio lub za p o m o c ą s z a b l o n u . W y t w o r y

p r ó b u j e p o c h y l i ć się etnograf, by d o t k n ą ć w s z y s t k i e g o s w o i m

stale obecnej i n w e n c j i plastycznej, dostrzegane na m u r a c h ulic,

szkiełkiem i miarą jakiegoś o p t y m i z m u w zrozumienie - o c z y w i ś ­

niekoniecznie kojarzone j e d y n i e z artystycznie u z n a n y m graffiti.

cie n i e ł a t w o o d k r y w a j ą s w o j e głębsze znaczenie. Po prostu są,

Dlatego też m o ż l i w y będzie, o b o k opierającego się na w s p ó ł ­

z a t o p i o n e w s k o m p l i k o w a n e j c o d z i e n n o ś c i . Być może p o d e j ­

czesności, zupełnie inny s p o s ó b g r o m a d z e n i a materiału, inna

m o w a n i e t a k i c h p r ó b interpretacyjnych w o b e c zjawisk p o w s z e ­

klasyfikacja, a w i ę c i zupełnie o d m i e n n a próba

c h n i e z n a n y c h i d o s t r z e g a n y c h w kontekście etnografii, badanie

P o s z u k i w a n i e p o d o b n y c h zjawisk w przeszłości, p o s z u k i w a n i e

interpretacji.

i p o s z u k i w a n i e „ o b c y c h " w t y m ś w i e c i e w y d a w a ł o b y się najbar­

p o d o b n e j , t w ó r c z e j a k t y w n o ś c i . W y n i k a j ą c e z p e w n e j tradycji,

dziej „ o s w o j o n y m " , jest także jakimś znakiem

zawsze o b e c n e „ n a p i s y ż y w e - jak p o w i a d a Bystroń - pozostające

wymagającym

głębszego zrozumienia. Być może jest miarą jakiegoś w y o b ­

w bliskim z w i ą z k u z c z ł o w i e k i e m , kładzione przezeń w

c o w a n i a , znakiem k o n d y c j i w s p ó ł c z e s n e g o ś w i a t a . To w s z y s t k o ,

afektu, nastroju p o d n i o s ł y m , p o d o c h o c o n y m , n a m i ę t n y m , n a p i ­

chwili

co w y d a j e się inne: napisy na m u r a c h , zdarzenia uliczne, m o d a ,

sy, które są życzeniem, zaklęciem, pamiątką, żartem, agitacją,

sztuka, p o l i t y k a , o b e c n o ś ć znaku, s y m b o l u , sacrum i p r o f a n u m ,

p a s z k w i l e m . Im dalej się c o f a m y w przeszłość, t y m w i ę c e j takich

s w o j ą na c h w i l ę c h o ć b y dostrzeżoną „ o b c o ś ć " stale przecież

n a p i s ó w ; są o n e o d w i e c z n ą literaturą, t r a d y c y j n i e przekazywaną

d o p e ł n i a , nie dającą się uładzić ani j e d n o z n a c z n i e zinterpreto­

w pokolenia."

w a ć , dobrze znaną w s p ó ł c z e s n ą c o d z i e n n o ś c i ą .
Czasami przecież b y w a i tak, że już sam fakt gromadzenia jakichś

4

A napis, który ratuje życie - t u nie m u s i m y stale o d w o ł y w a ć się
d o przeszłości - napis zaznaczający czyjąś o b e c n o ś ć , j e d y n i e j a k o

33

�znak potwierdzenia? Znaki życia, na przykład te na ściętych

jak fluxus, uliczna akcja, rzeźba lub obraz, k t ó r y m może być t y l k o

w łagrze d r z e w a c h , z f i l m u Tengiza A b u ł a d z e

przez c h w i l ę z a a n e k t o w a n a przestrzeń lub rzecz.

„Trzeba

choć

chłopcom

dać

znać

Pokuta.

- wspomina

Władimir

9

Sztuka u l i c z n y c h m a l o w i d e ł , w t o p i o n a w c o d z i e n n o ś ć miasta

B u k o w s k i - ale jak? Przejściówka na s a m y m k o ń c u , nade m n ą nie

nawet

ma n i k o g o , klozetu nie ma, kubka nie m a m - d o d i a b ł a ! Napisałem

s k o m p l i k o w a n ą i nie zawsze dostrzeganą g m a t w a n i n ą oficjal­

nie

broni

swej

artystycznej

o d r ę b n o ś c i . Tożsama

ze

grafitem na murze, p o angielsku ' W y s ł a n y na etap w n i e z n a n y m

n y c h z n a k ó w i n f o r m a c y j n y c h i o s t r z e g a w c z y c h , nakazu i zakazu,

k i e r u n k u ' , n a z w i s k o i data. A l e t o za mało - kiedyż to zauważą.

p o l i t y c z n y c h haseł, p l a k a t ó w i reklam. W y w o d z ą c a się z t r a d y c y j ­

Trzeba jeszcze jakoś krzyknąć. M o ż e przed e t a p e m z a p r o w a d z ą

nej, a f e k t y w n e j i n w e n c j i plastycznej. T o także jakiś, w y k o n a n y

d o łaźni? A l e o t o już d r z w i się uchylają - jak prędko? (...) N o tak,

w p o ś p i e c h u , spis gigantycznej celi, gdzie znak życia, p o z o s ­

ostatnia okazja. Piętnasta cela jest akurat nade mną. Wrzasnąłem

t a w i o n y na ścianie, uaktualnia p o prostu stale czyjąś o b e c n o ś ć .

c o sił w p ł u c a c h . . "

It's Spraytime

5

, , l , w y d a w a ć by się m o g ł o - wyjaśnia dalej B u k o w s k i - s p o s ó b

Folks

- taki p o d t y t u ł zawiera książka niemiec­

kiego e t n o l o g a , Petera Kreuzera, Das Graffiti

- Lexikon' ,
10

która

najbardziej p r y m i t y w n y - z o s t a w i a n i e n a p i s ó w na m u r a c h . Ale

jest w y n i k i e m ż m u d n e j , d o k u m e n t a c y j n e j pracy w m o n a c h i j s k i m

i o n był w i e l c e e f e k t y w n y . Bardzo d r o b n y m p i s m e m , wszędzie

muzeum „Alltag

gdzie cię z a p r o w a d z ą : w łaźni, na spacerze, w celach e t a p o w y c h

i samo m u z e u m „ Ż y c i a c o d z i e n n e g o i kultury l u d o w e j " , które

- p o z o s t a w i a się autograf lub spis celi, albo wręcz krótki napis.

g r o m a d z i , rejestruje i zajmuje się d o k u m e n t a c j ą zjawisk z w i ą z a ­

Praktyka wykazała, że w przeciągu t y g o d n i a napisy te z p e w n o ś ­

n y c h ze w s p ó ł c z e s n ą , industrialną kulturą l u d o w ą .

cią w p a d n ą w o k o k o m u t r z e b a . "

und Volkskultur".

N i e z w y k ł a jest i książka,

Książka Kreuzera, o d A d o Z, o d z n a k u - s y m b o l u anarchii d o

6

Napis ryty w k a m i e n i u , w y c i n a n y na drzewie, pisany g r a f i t e m

znaku Zorro, o d m a l o w i d e ł w grocie Lascaux d o

sprayizmu

na ścianie, m a l o w a n y na murze... A może j e d n y m z cenniejszych

Rainera S u c h e g o , p r ó b u j e zakreślić m o ż l i w i e najszerszy krąg

s p o s o b ó w klasyfikacji n a g r o m a d z o n e g o materiału, n a p i s ó w , p o ­

p r a w d o p o d o b n y c h inspiracji i w s p ó l n y c h korzeni, r o z m a i t y c h

z w a l a j ą c y m na jeszcze inną p r ó b ę interpretacji, m o g ł a b y być ich

p r z e j a w ó w i a s p e k t ó w tej r ó ż n o r o d n i e m a n i f e s t o w a n e j a k t y w n o ­

trwałość? P o r ó w n a n a następnie z czasem p o t r z e b n y m na ich

ści t w ó r c z e j . I zestawienie takie jest m o ż l i w e , o ile z a c h o w u j e

wykonanie.

nadal f o r m ę Corpus Inscriptionum,

Rozmaity jest

przecież sens działania, intencja, w

z w y m i e n i o n y c h sytuacji, w k a ż d y m materiale, w

każdej

odmiennej

technice. Znak ryty w k a m i e n i u , przynajmniej w zamierzeniu,
p o w i n i e n być t r w a ł y i n i e z m i e n n y . W y c i n a n y w d r z e w i e „ r o ś n i e "
7

wraz z n i m , p o w i ę k s z a się, żyje.

rysowany

kultury, które mijamy w

p o ś p i e c h u życia, f a s c y n o w a n i

jego

nietrwałością i t r u d n o ś c i ą w z r o z u m i e n i u .
Jeżeli kultura w s p ó ł c z e s n a ma sens, t o musi istnieć m o ż l i w o ś ć

lub

o d c z y t y w a n i a t e g o sensu w specyficznej m o w i e p o j a w i a j ą c y c h

drapany na murze, w p o r ó w n a n i u d o p o z o s t a ł y c h , posiadając

się w jej obrębie z n a k ó w i s y m b o l i . W c o d z i e n n y c h zdarzeniach,

najmniejszą trwałość, ma jednak największe m o ż l i w o ś c i infor­

w p o t o c z n e j a k t y w n o ś c i . W interpretacji, jaką p r ó b u j e nadać

8

Malowany,

zbioru, na który - parafrazując

Bystronia - składają się d r o b n e szczątki przeszłej i w s p ó ł c z e s n e j

macyjne. Stał się też charakterystycznym przejawem w s p ó ł c z e s ­

kulturze współczesnej sztuka i działalność r u c h ó w

nej, miejskiej kultury m a s o w e j i współczesnej sztuki. Jest jak

turowych.

Etnografia, e t o l o g i a , a n t r o p o l o g i a

kontrkul-

współczesnego

w s z y s t k o t o , c o w kulturze m a s o w e j c h w i l o w e i nietrwałe, jak

miasta, t o także próba odczytania z tej ciągle tajemnej m o w y

charakterystyczna dla sztuki w s p ó ł c z e s n e j u l o t n o ś ć h a p p e n i n g u ,

c h o ć b y j e d n e g o zdania, kilku w y r a z ó w .

PRZYPISY

J a n S t a n i s ł a w Bystroń, Tematy, które mi odradzano.
Pisma
etnograficzne
rozproszone,
w y b r a ł i o p r a c o w a ł L. S t o m m a ,
Warszawa 1980.
Wyraz graffiti p o c h o d z i o d w ł o s k i e g o graffiare
i znaczy:
drapać, skrobać, ryć, żłobić..., p i e r w o t n i e o d n o s i ł się t y l k o d o
w y k o n y w a n y c h n a p i s ó w w tej technice, d l a t e g o s t o s o w a n i e
s ł o w a graffiti o d n o ś n i e m a l o w i d ł o nie jest tak j e d n o z n a c z n i e
poprawne.
Bystroń, op. cit., s. 109.
Tamże, s. 109.
W ł a d i m i r B u k o w s k i , Ipowraca
wiatr..., przekład A. M i e t k o w ski, Polonia B o o k Fund LTD. 1 9 8 3 , przedruk A n t y k , s. 7.
Tamże, s. 3 5 - 3 6 .
1

2

3

4
5

6

F r g m . Das

34

O kamieniu patrz np. Mircea Eliade, Sacrum, mit,
historia,
przekład A. Tatarkiewicz, w y d . I I , W a r s z a w a 1 9 7 4 , s. 1 5 5 .
O d r z e w a c h patrz np. J a m e s Frazer, rozdział Kult drzew, ( w : )
Złota Gałąź, przekład H. Krzeczkowski, Warszawa 1 9 7 8 s. 1 2 0 - 1 2 7 . C i e k a w i e i inspirująco na t e m a t m o c y magicznej d r z e w
pisze S t a n i s ł a w Czernik, Polska poezja magiczna,
( w : ) Sny
i Widma, Warszawa 1 9 7 1 .
Na t e n temat: M i c h e l R a g o n , Czyste sumienie
awangardy,
przekład A. Taborska, „Literatura na ś w i e c i e " , nr 8 - 9 ( 2 0 5 - 2 0 6 )
1 9 8 8 . P o r ó w n a j też. Postmodernizm
- kultura
wyczerpania?,
w y b ó r t e k s t ó w M . Giżycki, A k a d e m i a R u c h u , W a r s z a w a 1 9 8 8 .
Peter Kreuzer, Das Graffiti - Lexikon, Wand - Kunst von A bis
Z, W i l h e l m Heyne Verlag, M u n c h e n 1 9 8 6 .
7

8

9

1 0

Graffiti-Lexikon

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7776" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7755">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/c24a752b3302c4a3022e149b67399889.pdf</src>
        <authentication>84b4ca7abf7381c1f7d38505af986bef</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92864">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2266</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92866">
                <text>1990</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92868">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2102</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92870">
                <text>Scribo et decoro ergo sum. Uwagi do antropologii znaczeń miejskich napisów / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1990 t.44 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92872">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1990 t.44 z.2, s.29-32</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92874">
                <text>Kowalski, Piotr</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92876">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92879">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92882">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92890">
                <text>Piotr Kowalski

SCRIBO ET DECORO ERGO SUM.
UWAGI DO ANTROPOLOGICZNYCH ZNACZEŃ MIEJSKICH NAPISÓW
Kiedy ci życie zbrzydnie
i stanie się piekłem
w s a d ź g ł o w ę w sedes
i trzaśnij się d e k l e m
( 1 9 8 9 , napis w szkolnej t o a l e c i e ) .

Napisy są wszędzie. Informacyjna szata miejskiego ś r o d o w i s ­
ka, z b u d o w a n a jest z n a p i s ó w , p i k t o g r a m ó w i całej rozmaitości
z n a k ó w . Towarzyszą one c z ł o w i e k o w i stale i uporczywie, w g r u n ­
cie rzeczy w i ę c , c h o ć a g r e s y w n e i natrętne, w p i s a n e są w nasze
otoczenie tak skutecznie, że przestają być egzystencjalnym p r o ­
b l e m e m : nie o n e s t a n o w i ą o nadmiarze informacji, k t ó r y c h nie
m o ż n a przyswoić. Reakcje na nie b y w a j ą często „ p o d ś w i a d o m e "
- o w e z n a k i - n a p i s y stają się „ p r z e z r o c z y s t e " w realizowaniu
informacyjnych zobowiązań.
Pomysł o p o w i e d z e n i a o działalności n a p i s o w e j w y n i k ł z faktu
znalezienia się autora w n o w e j przestrzeni. O t o znane z każdego
miasta - n o w e osiedla. W s p a n i a ł e bloki harmonijnej z a b u d o w y ,
z rytmicznie p o w t a r z a j ą c y m i się układami a r c h i t e k t o n i c z n y m i ,
i d e n t y c z n y m i ulicami, klatkami s c h o d o w y m i . . . Ta „ b l o k o w a c i z n a " , jak m a w i a ł M i r o n Białoszewski, o w e „ s z u f l a d y d o miesz­
k a n i a " , jak m a w i a l i b o h a t e r o w i e Paciorków
jednego
różańca
Kazimierza Kutza, p o k r y w a j ą się s t o p n i o w o , w r a z z ich suk­
c e s y w n y m zasiedlaniem, z n a k a m i - n a p i s a m i . Ich d w a różne t y p y
są o d razu d o zobaczenia - n a z w y ulic, numery, w s k a z ó w k i ,
informacje, s z y l d y - r e k l a m y i o b o k „ r a d o s n a t w ó r c z o ś ć " , b a z g ­
ranina, o s i e d l o w e graffiti.
Opisanie tej n a p i s o w e j sfery osiedla w y d a w a ł o się być zada­
niem p r o s t y m , p r z y j e m n y m i z a p o w i a d a j ą c y m o d r o b i n ę rados­
n y c h przeżyć. Zwłaszcza, że materię zna się dobrze, o b s e r w u j ą c
stale nakładanie się na siebie k o l e j n y c h w a r s t w n a p i s ó w w o s i e d ­
l o w y m ś r o d o w i s k u . Księga osiedla - nazywając rzecz nieco
patetycznie - zapisuje się na oczach każdego w ę d r u j ą c e g o
c o d z i e n n i e w ś r ó d b l o k ó w o b s e r w a t o r a , n i c z y m z graffiti u c z y n i ­
my palimpsest.
Same napisy z racji banalności, t r y w i a l n o ś c i , o b s c e n ó w także
z w i a s t o w a ł y przyjemne w a l o r y p r a c y . Jak pisał o n e g d a j Stefan
K o ł a c z k o w s k i - nic tak nie skłania d o p o e t y c z n y c h i filozoficz­
n y c h uniesień, jak p r y m i t y w i z m p r z e d m i o t u o b s e r w a c j i : o n p r o ­
w o k u j e d o w y n i o s ł e g o i estetycznego dystansu. Szlachetnemu
p r o s t a c z k o w i m o ż n a w m ó w i ć d o w o l n e intelektualne głębie.
Zwłaszcza, że o n n a w e t nie w i e , c o czyni, g d y bazgrze p o
ścianach.
1

2

Próba opisania n a p i s o w e j t w ó r c z o ś c i okazała się, niespodzie­
w a n i e , o w i e l e trudniejsza i bardziej s k o m p l i k o w a n a . Stało się tak
nie t y l k o za przyczyną o w y c h szlachetnych i g ł ę b i n o w y c h w m ó w i e ń - p r o j e k c j i . P o w ó d jest o w i e l e bardziej p r y n c y p i a l n y . W t y c h
„ a k t a c h w a n d a l i z m u " , jak m ó w i ą niektórzy, pisząc o graffiti, lub
„ r a d o s n e j t w ó r c z o ś c i " , jak t w i e r d z ą inni, zawiera się materiał
i p o w ó d d o zasadniczych przemyśleń na temat współczesnej
kultury, w a r t o ś c i , p o t r z e b .
3

Napisy, graffiti, ścienne bazgraniny j a k o jeden z p r z y k ł a d ó w
kulturowej aktywności współczesnego człowieka, prowokują do
s t a w i a n i a p y t a ń p o d s t a w o w y c h . Z a r ó w n o m a s o w o ś ć zjawiska (z
d ł u g ą skądinąd t r a d y c j ą ) , j e g o t r y w i a l n o ś ć i natrętna „ o c z y w i s ­
t o ś ć " , zmuszają d o przemyślenia j e g o istoty i natury i n n y c h ,
a n a l o g i c z n y c h działań.
4

Nie wszystkie w ą t p l i w o ś c i i interpretacyjne szanse zostaną
w t y m tekście podjęte, w i ę c e j n a w e t - nie wszystkie pytania
zostaną s f o r m u ł o w a n e i nie każdy rodzaj t e k s t ó w z a u w a ż o n y . T o
t y l k o w y i m e k p r o b l e m u - pytanie o a n t r o p o l o g i c z n y sens działań
napisowych.
P r z e d m i o t e m zainteresowań są napisy, nieco u m o w n i e n a ­
z w a n e „ s p o n t a n i c z n y m i " , które odróżnia się o d „ o f i c j a l n y c h " . Te
s t a n o w i ć będą t y l k o p u n k t odniesienia a ich c e c h y p o d a n e
zostaną w skrócie w e d ł u g ustaleń Janusza Lalewicza i Teresy
Skubalanki:

„ I n f o r m a c j a pozostaje g ł ó w n y m celem napisu, j e d n a k ż e w a r t o
zaznaczyć, że jest t o informacja szczególna, utożsamiająca d a n ą
n a z w ę z d e s y g n a t e m i jednocześnie lokalizująca znak j ę z y k o w y
w konkretnej przestrzeni. W a r t o ś ć deiktyczna napisu w y n i k a
z f a k t u , że jest o n ' k o m u n i k a t e m p r z e d m i o t u lub m i e j s c a ' . "
W e d ł u g o p i s ó w Lalewicza, napisy takie mają najczęściej c h a r a ­
kter n o m i n a l n y lub a p e l a t y w n y . Cechami w a ż n y m i dla charak­
terystyki ich k o m u n i k a c y j n e j o s o b l i w o ś c i jest a t e m p o r a l n o ś ć ,
nabieranie w a l o r u p r z e d m i o t o w o ś c i oraz a n o n i m o w o ś c i , tzn.
praktyczne u w o l n i e n i e o d n a d a w c y .
Z n a k i - n a p i s y t e g o rodzaju, w y p e ł n i a j ą c f u n k c j e i n f o r m a c y j n e
czy perswazyjne, stają się k o l e j n y m i p r z e d m i o t a m i w miejskiej
przestrzeni, są „ a u t o n o m i c z n y m i k o m u n i k a t a m i " .
S t a n i s ł a w Barańczak, pisząc o t r a n s p a r e n t a c h - h a s ł a c h k i b i ­
c ó w , zauważył, że „ p o ś r ó d w i e l u g a t u n k ó w współczesnej litera­
tury popularnej należą o n e d o n i e l i c z n y c h , które są a u t e n t y c z n y m
dziełem s p o n t a n i c z n e j t w ó r c z o ś c i mas. (...) W g r u n c i e rzeczy
w i ę c t r a n s p a r e n t o w e hasła są s t o s u n k o w o najbardziej zbliżone
d o idealnego m o d e l u f o l k l o r u . "
5

6

7

Transparenty te są s w o i s t y m i k o n t r t e k s t a m i , ich sensy w i e l e
zawdzięczają o p o w i e d z e n i u się w o b e c o f i c j a l n y c h , w i ę c - a n o n i ­
mowych, „obiektywnych", przedmiotowych
wypowiedzeń:
„ ( . . . ) s p o n t a n i c z n a ' o d d o l n a ' t w ó r c z o ś ć r o z p o w s z e c h n i a się
w ł a ś n i e za p o ś r e d n i c t w e m środka przekazu, który w n o r m a l n y c h
P R L - o w s k i c h w a r u n k a c h kojarzy się z treśćmi ' o d g ó r n y m i ' i naj­
dalszymi o d s p o n t a n i c z n o ś c i : t e n sam c z ł o w i e k , który niechętnie
i z p o c z u c i e m przymusu d ź w i g a ł transparent w p o c h o d z i e p i e r w ­
s z o m a j o w y m , niesie z o c h o t ą s w ó j w ł a s n y transparent na piłkar­
ski stadion.(...) Dzięki t r a n s p a r e n t o w i ta w y p o w i e d ź ma zostać
a w a n s o w a n a d o rangi oficjalnej i p o w s z e c h n i e o b o w i ą z u j ą c e j
prawdy."
8

Zderzenie p o r z ą d k ó w : oficjalności i nieoficjalności, „ p r z y m u ­
s u " i „ s p o n t a n i c z n o ś c i " , staje się w i ę c nie t y l k o k w e s t i ą s w o i s t e j
potrzeby, ale także i w a ż n y m ź r ó d ł e m w y t w a r z a n i a znaczeń, c o
p o t w i e r d z a j ą liczne o b s e r w a c j e w s p ó ł c z e s n e g o języka polskie­
go.
Z obserwacji spontanicznej t w ó r c z o ś c i n a p i s o w e j można w y ­
p r o w a d z i ć w n i o s k i ogólniejsze. A n o n i m o w o ś ć przekazów, apel a t y w n o ś ć , atemporalność n a p i s ó w o f i c j a l n y c h i z w i ą z a n a z nimi
apodyktyczność koresponduje z bezosobowością stosunków
w społeczeństwie z uprzedmiotowioną wyobraźnią, z instrumen­
t a l n y m i n a s t a w i e n i a m i postkartezjańskiego d z i e d z i c t w a .
Transparenty i graffiti t o d o m e n a s p o n t a n i c z n o ś c i i p o d m i o t o ­
w o ś c i . Napis jest mój, czyjś - c h o ć a u t o r s t w o może się zacierać,
jest o n o w nim m o c n o podkreślane. N a p i s o w y gest jest znakiem
włączenia się d o w s p ó l n o t y , c o w i ę c e j - jest także j e d n y m
z gestów współkonstytuujących ową wspólnotę. Podmiotowość
a u t o r s t w a o d p o w i a d a także p o d m i o t o w o ś c i o d b i o r u . N a w e t
w t a k i m „ a n o n i m o w y m " , bez p o d p i s ó w , d i a l o g u s z k o l n y m : „ K t o
nie lubi G r y g l e w s k i e j , niech się t u podpisze.
9

10

- A ja lubię.
- Trzeba być idiotą, żeby ją l u b i ć " (Opole, 1 9 8 8 ) .
Przy w e j ś c i u d o b l o k u p r z y t w i e r d z o n o tablicę. „ Z a szkody
w y r z ą d z o n e przez dzieci ( w y b i t e szyby, m a l o w a n i e za ścianach,
zanieczyszczenie otoczenia) o d p o w i e d z i a l n o ś ć ponoszą rodzice.
Zarząd S p ó ł d z i e l n i . "
Dziecięcymi literami p r z y o z d o b i o n o ją d o d a t k o w o :
„Zdzichu to fajfus"
„Malina to człowiek"
„ I w o n a kocha P i o t r a "
„ S z u k a m zony jak s z a l o n y "

29

�Bezduszność a d m i n i s t r a c y j n e g o napisu zostaje „ o d c z a r o w a ­
n a " , j a k b y w z i ę t o w nawias znajdujący się t a m zakaz. Styl
u r z ę d o w y zaś t y m bardziej zostaje w y d o b y t y . A k t u a l i z u j e się
w t y m zderzeniu tak w a ż n a dla w s p ó ł c z e s n e g o języka polskiego
opozycja s t y l ó w o f i c j a l n y c h i n i e o f i c j a l n y c h . Różnice s t y l o w e są
zaś zapisem p o d s t a w o w e j waloryzacji a n t r o p o l o g i c z n e j : „ M y " :
„ D n i " ; „ I c h " : „ N a s z e " . Spółdzielnia ma być w p r a w d z i e nasza, ale
t o „ O n i " w y d a j ą rozporządzenia i przysyłają n o w e r a c h u n k i d o
płacenia.

istnienie ł a d u , k t ó r e g o sam jestem miarą i o ś r o d k i e m . W utylitarny
porządek geometrycznej przestrzeni na p o w r ó t trzeba w p i s a ć
a n t r o p o l o g i c z n y , całościujący i w a l o r y z u j ą c y ł a d . Gesty m a g i ­
cznego ś w i a t o p o g l ą d u należy w y k o n a ć raz jeszcze. S ł o w o - z n a k
ma tu możliwości wyjątkowe.

Na skraju lasu, t a m gdzie z szosy skręca boczna d r o g a ,
umieszczono b i a ł o c z e r w o n y słup z tablicą o p a t r z o n ą g o d ł e m
i napisem: „ L a s y P a ń s t w o w e . N a d l e ś n i c t w o Opole. L e ś n i c t w o
T u r a w a " . Nieco poniżej, na drugiej tablicy, g u s t o w n i e o d m a l o ­
w a n y obrazek w y o b r a ż a j ą c y c h o i n k ę z d r a p i e ż n y m skrzydłem
z n a c z ą c y m „ o g i e ń " . „ L a s p ł o n i e szybciej niż r o ś n i e " - napis
r e d u n d a n t n i e p o w t a r z a przesłanie p i k t o g r a m u .

Przy wjeździe d o O p o l a , przy stacji O p o l e - G r o s z o w i c e , w ł a ś ­
c i w i e - p o n a d nią, stoi stara w i e ż a ciśnień: rozpadająca się,
p o n u r a , żelazna konstrukcja z w i e ń c z o n a w i e l k ą banią zbiornika,
z którego w i a t r i ząb czasu zerwały f r a g m e n t y poszycia. C y w i l i z a ­
cyjny o d p a d e k , p o r z u c o n y „ w s p o r n i k p a m i ę c i " p o z b a w i o n y
u t y l i t a r n y c h z a s t o s o w a ń , p u n k t orientacyjny. A na n i m , s w o b o d ­
n y m g e s t e m , m e t r o w y m i literami w y m a l o w a n y napis: „ K o c h a m
O l k ę ! " . A p o t e m - niezbyt starannie, b o w c i ą ż napis pozostał
czytelny, gest u n i c e s t w i e n i a j e g o przesłania: ślady z a m a l o w y w a ­
nia. Inną farbą p o w y ż e j , z przekorną i zaczepną inwersją d o p i s a ­
no: „ I w o n ę k o c h a m ! " .

11

Napisy i znaki takie same, jak w miejskim o t o c z e n i u . W g r u n c i e
rzeczy są t y m s a m y m i umieszczono je w takiej samej g e o m e t r y c z ­
nej, u ż y t k o w e j przestrzeni. Tablica jest napisem n o m i n a l n y m :
„ d r z w i d o l a s u " , etykietką naklejoną na przedmiot, pełniącą
f u n k c j ę d e i k t y c z n ą - wskazanie w y i m k a przestrzeni. A p e l a t y w
z t a b l i c y ostrzegawczej przyczepiony jest d o d e i k t y c z n e g o n a p i ­
su: „ O t o las". Deiktyczność i i n f o r m a c y j n o ś ć są n i e w ą t p l i w e :
w i e m y gdzie się z n a j d u j e m y , w j a k i m leśnictwie, w i e m y też - i t o
jest najważniejsze - że t o las. Efekt a n t r o p o l o g i c z n y tablicy jest
nieco paradoksalny. N i e o s w o j o n ą przestrzeń lasu z t r a d y c y j n e g o
i m a g i c z n e g o myślenia zmienia w g e o m e t r y c z n y , u p o r z ą d k o w a ­
ny, utylitarnie postrzegany obszar, który zostaje n a z w a n y i w ł ą ­
c z o n y w eksploratorskie myślenie c z ł o w i e k a .
1 2

Las w d a w n i e j s z y c h k u l t u r a c h był przestrzenią „ o b c ą " - t a m
t r u d n o b y ł o p o s ł u g i w a ć się „ n a t u r a l n y m i " , o b r o n n y m i mechaniz­
m a m i w y z n a c z a n i a k i e r u n k ó w , o r i e n t o w a n i a się w e d ł u g w ł a s ­
nego c e n t r u m ś w i a t a . T o był Chaos, w k t ó r y m „ z ł e " m o g ł o
w o d z i ć g o d z i n a m i i aż d o zatracenia. N a w e t p r z e d m i o t y przynie­
sione s t a m t ą d miały o s o b l i w e w ł a ś c i w o ś c i : p r z y p i s y w a n o im nie
t y l k o z d o l n o ś c i lecznicze, lecz także, o g ó l n i e j - magiczne. Ś w i a t
o b c y t o d o m e n a d e m o n ó w , „ i n n e g o " , t o t r e m e n d u m i fasc i n a n a n s - coś, c o budzi lęk i bardzo p o c i ą g a . Opozycja polegała
w i ę c nie na operacjach g e o m e t r y c z n y c h ( d a l e k i e - b l i s k i e ) , ale
zawsze na w a r t o ś c i o w a n i u : dobre-złe, s w o j e - o b c e , o s w o j o n e -nieoswojone.
1 3

G e o m e t r y c z n e w y z n a c z n i k i u p o r z ą d k o w a n i a przestrzeni spra­
w n i e spełniają s w o j e f u n k c j e u ż y t k o w e i o d p o w i a d a j ą „ i n s t r u m e ­
n t a l n e m u " u m y s ł o w i c z ł o w i e k a . Są nimi tablica informacyjna,
lepiej lub gorzej w y t y c z o n e trakty i ścieżki, w i d o c z n e słupki, na
k t ó r y c h zaznaczono granice p o s z c z e g ó l n y c h r e w i r ó w lasu. D o
t e g o trzeba d o d a ć s p o k ó j w s y m e t r y c z n y m porządku d r z e w ,
t e r e n ó w w y r ę b u i zalesień...
1 4

Z n a k i , tablice, liczby r e w i r ó w - t o gesty w p r o w a d z a j ą c e ład,
który zawsze przepędza d e m o n y . N i e w ą t p l i w i e - coraz trudniej
z g u b i ć się w przerzedzonych b o r a c h . A jednak, las - n a w e t
z d y s c y p l i n u j ą c y m i w y o b r a ź n i ę znakami - pozostaje C h a o s e m ,
który trzeba p o w t ó r n i e oswajać; na słupie p o w i a d a m i a j ą c y m
o w c h o d z e n i u do lasu, odnaleźć m o ż n a inne jeszcze inskrypcje.
Kozikiem w y r y t e serce z zamazanymi inicjałami, o b o k deklaracja
- „ K o c h a m K a r i n ę " i jeszcze - „ B y ł e m t u - Ziutek K . "
Oto
paradoksalna sytuacja: p i e r w o t n y c h a o s boru zostaje okiełznany
przez kulturę, a później - p r z y z w y c z a j o n e m u przez nią p r z e c h o d ­
n i o w i zdaje się, że musi mieć z n a k o w e p o ś r e d n i c t w o w w i d z e n i u
ś w i a t a - aby m ó g ł d o t k n ą ć „ n a t u r y " , ktoś musi m u p o w i e d z i e ć , że
t o w ł a ś n i e czyni. T o paradoksalny efekt a n t r o p o l o g i c z n y n o w o ­
żytnej estetyki - artefakty m o g ą wracać d o porządku natury, jako
przedmioty, j a k o jej elementy.
15

I tak d o k o n u j e się ó w paradoks: przestrzeń, c h o ć i n s t r u m e n t a l ­
nie i praktycznie u p o r z ą d k o w a n a , przybiera coraz bardziej na
a n o n i m o w o ś c i , coraz w i ę c e j a u t o m a t y z m u w naszych na nią
reakcjach. A n o n i m o w o ś ć i a u t o m a t y z m , t o efekt o s o b l i w e g o
p o w r o t u d o stanu w y j ś c i o w e g o , taka przestrzeń zdaje się b o w i e m
tracić z n a m i o n a w s z e l k i e g o u p o r z ą d k o w a n i a , staje się czymś na
kształt „ N i c o ś c i " z f i l m o w e j o p o w i e ś c i dla dzieci Niekończącej
się historii. T o także d i a g n o z a s t a w i a n a tracącemu w y o b r a ź n i ę
p r a k t y c z n e m u i zaborczemu u m y s ł o w i . Wszystko trzeba roz­
poczynać o d początku - "zaznaczać s w o j ą o b e c n o ś ć , p o t w i e r d z a ć

30

1 6

Co w i ę c znaczy serce z inicjałami? Kto m ó w i ? Kto ma odebrać
informację? Czy c h o d z i o posiadaczy inicjałów? Co znaczy gest
p o z o s t a w i e n i a inskrypcji? Czy można m ó w i ć o z w y c z a j n y m ,
a w i ę c i n s t r u m e n t a l n y m , i n f o r m a c y j n y m przesłaniu?

Co n a p r a w d ę znaczy t e n tekst? Czy jest p o w i a d o m i e n i e m :
„ O z n a j m i a m , że k o c h a m . . . " ; p r ó b ą w y m u s z e n i a o d p o w i e d z i ,
n i c z y m w ś r e d n i o w i e c z n y m rycerskim w y z w a n i u ; chęcią s p r o w o ­
k o w a n i a działań: „czyż nie w a r t jestem uczucia, skoro..." A może
t o deklaracja, licytacja hierarchii? Kto m ó w i , kto jest adresatem?
Jaki jest cel? Inaczej - c o znaczy, że m ó w i ę , piszę, maluję znaki
i n a w e t nie muszę ich p o d p i s y w a ć ?
W e d ł u g Teresy S k u b a l a n k i te w ł a ś n i e s p o n t a n i c z n e napisy
w y p e ł n i a j ą przede w s z y s t k i m f u n k c j e ekspresywne. W y d a j e się
jednak, że klasyfikacja f u n k c j i m o w y i języka w e d ł u g Buhlera- J a k o b s o n a , nie wystarcza w t ł u m a c z e n i u t a k i c h działań.
W y p o w i e d z i , takie jak p r z y t o c z o n e p o p r z e d n i o , d o s k o n a l e
ilustrują w a r t o ś c i u j ą c y stosunek d o p r z e d m i o t u i adresata k o m u ­
nikatu. O s o b l i w o ś ć o w e g o w a r t o ś c i o w a n i a polega na j e g o
kreacyjnym wymiarze: stwarzania, p o d p o r z ą d k o w y w a n i a , o s w a ­
jania, z a c z a r o w y w a n i a otaczającego Kosmosu i o s ó b w ł a ś n i e
dzięki s ł o w n e m u g e s t o w i . „ O b i e k t y w n y " , m e c h a n i c y s t y c z n y
świat zamienić się ma w p o z n a w a l n y i bezpieczny lebenswelt: t o
ludzki świat, w k t ó r y m u s t a n a w i a się porządek, znaczenia,
w a r t o ś c i , międzyludzkie s t o s u n k i .
Z n a k i i napisy takie przykleja się d o miejsc przestrzeni. Nie są
o n e już jednak, „ n o m i n a l n y m i " , a u t o n o m i c z n y m i k o m u n i k a t a m i ,
nie s t a n o w i ą też „ z a s t ę p n i k ó w " d e s y g n a t ó w . Przeciwnie - t o
desygnaty, jak L e ś m i a n o w s k a łąka „raz nazwana p o imieniu,
rozpozna się w ś r ó d reszty p r z e s t w o r u " , tak i t u w naszym
lebenswelt,
bo „ d o t k n ą ł e m ich myślą s w ą " ( L e o n a r d C o h e n ) .
Pisanie służy a n t r o p o l o g i c z n e m u okiełznaniu świata. Napisy
p o m a g a j ą w b e z p i e c z n y m w n i m istnieniu.
Krajobraz szkoły - korytarze z obrazami, g a b l o t k a m i i gazetkami
ś c i e n n y m i . „Szata i n f o r m a c y j n a " : dziecko ma dobrze się o r i e n ­
t o w a ć , gdzie jest gabinet muzyczny, gdzie p o k ó j nauczycielski
i toaleta. M a także p o d l e g a ć p e r m a n e n t n e m u w y c h o w a w c z e m u
o d d z i a ł y w a n i u . Trzeba w c i ą ż d o niego m ó w i ć . Żeby jednak
usłyszało, musi najpierw samo p r z e m ó w i ć , odnaleźć się w prze­
strzeni. I z n ó w będą napisy: w toaletach, na ścianach, na ł a w k a c h
w y r y t e scyzorykiem, w g n i e c i o n e d ł u g o p i s e m . M o ż e t o być trupia
g ł ó w k a i napis: „ U w a g a ! s z k o ł a ! " „ W a m p i r szuka h o n o r o w e g o
k r w i o d a w c ę k r w i ! " „ D z i e w c z y n y jesteście g ł u p i e ! - A ty jeszcze
głupszy! - J a k ty, t o nikt nie jest taki g ł u p i ! " „ С С С Р Cygan
Cygance Cyce Pieści" „ D e m p s e j i M e k p i s " „ W o l ę h... orać pole
niż się uczyć w takiej szkole" „Erosy na l o s y "
Krajobraz w y p e ł n i o n y jest „ o f i c j a l n y m i " inskrypcjami, t o f r a g ­
m e n t y czegoś, c o s w o i m istnieniem p r z e d m i o t o w y m w y p r z e d z a
zjawienie się n o w e g o mieszkańca przestrzeni. To n a p i s y - p r z e d m i o t y , f r a g m e n t y Kosmosu. To posłania, które przynależą d o sfery
„ i c h " , instytucji. Jak cała przestrzeń świata i ta w y m a g a podjęcia
z a b i e g ó w zawłaszczenia, tzn. u p o r z ą d k o w a n i a , w p i s a n i a w nią
siebie. Trzeba w niej w y z n a c z y ć s w o j e c e n t r u m , p o s t a w i ć znak
istnienia. Z przestrzeni trzeba uczynić „ A n t r o p o k o s m o s " - z c e n t ­
rum i różnymi d r o g a m i . "
Inskrypcje układają się w z d u m i e w a j ą c e k o m p o z y c j e . M o ż n a
b y ł o b y je k l a s y f i k o w a ć w e d ł u g f u n k c j i , f o r m y p o d a w c z e j , o b e c ­
ności p i k t o g r a m ó w itd. M o ż n a w t e d y b y ł o b y m ó w i ć np. o „ w y -

�znaniach m i ł o s n y c h " , b l u ź n i e r s t w a c h , przezwiskach, o b s c e n a c h ,
n a z w a c h z e s p o ł ó w , s a m o c h o d ó w , d i a l o g a c h , sentencjach. Kla­
syfikacja musi zostać p r z e p r o w a d z o n a , aby s p r e c y z o w a ć dalsze
ustalenia, teraz jednak w y p a d a poprzestać na z a r y s o w a n i u jednej
z m o ż l i w y c h interpretacji zjawiska.
Czasem, na jednej płaszczyźnie znajdują się o b o k siebie teksty
r ó ż n o r o d n e i t w o r z ą o s o b l i w e silva rerum, collage, s w o i s t y
n o t a t n i k istnienia:
,,Odra P a n y "
„Baby do garów - 8 marca"
„ J e s t e ś z d o l n y m c z ł o w i e k i e m - t o p o c o ci jeszcze d z i e w c z y n y "
,,Hevimetal"
„ S e r c e i strzała t o znak p e d a ł a "
„ W r ó ć d o mnie - Lesser"
„ Z a b i j policjanta w s o b i e "
„ S z k o ł a i kości t o znak miłości ( O p o l e , w i a t a k o ł o szkoły
podstawowej, 1989)
W większości z n i c h m o m e n t „ r a d o s n e j t w ó r c z o ś c i " , ulegania
w y z w a n i u pustej ściany, w y d a j e się p o t w i e r d z a ć p o w r a c a j ą c e
stale intencje. Natura horret vacuum. Horror
vacui w y z w a l a
potrzebę działania p o r z ą d k u j ą c e g o , o s w a j a j ą c e g o świat. To nie
kwestia metafizycznego dreszczu, lecz a n t r o p o l o g i c z n a koniecz­
ność. „ A k t y w a n d a l i z m u " m o g ą o k a z y w a ć się gestami egzysten­
cjalnej afirmacji przestrzeni, c h o ć w y n i k a j ą z o s o b l i w e g o prze­
kształcenia „ l ę k u " tak jak o p i s y w a ł g o w opozycji d o „ s t r a c h u "
A n t o n i Kępiński. W o s i e d l o w e j „ b l o k o w a c i z n i e " to strach, a nie
lęk jest psychiczną r z e c z y w i s t o ś c i ą . P r z e d m i o t o w y porządek
miejskiej przestrzeni, n a w e t z jej a n o n i m o w y m i , o f i c j a l n y m i
napisami, można o d c z u w a ć j a k o a n t r o p o l o g i c z n ą pustkę.
18

Osiedle, jak całe miasto, jest przestrzenią skrajnie u p o r z ą d ­
k o w a n ą . To tekst, który s w o j ą sztucznością, k o n w e n c j o n a l n o ś cią, zdaje się być najbardziej nienaturalny i w y p r o d u k o w a n y .
J e g o a n t r o p o l o g i c z n y p r o g r a m o d p o w i a d a kartezjańskiej, i n ­
strumentalnej w y o b r a ź n i w s p ó ł c z e s n e g o c z ł o w i e k a . O d p o w i a d a
także - w kategoriach e p i s t e m o l o g i c z n y c h - „ i n s t r u m e n t a l n e j
r a c j o n a l n o ś c i . " N a s t a w i e n i e na s p r a w n o ś ć i praktycyzm t e g o
p r o g r a m u znajduje u d o k o m e n t o w a n i e w informacyjnej szacie
- p o w i a d a m i a n i e i a p e l a t y w s t a n o w i ą g ł ó w n e przesłanie n a p i ­
s ó w : nazw ulic, g i g a n t y c z n y c h n u m e r ó w na b l o k a c h , z n a k ó w
drogowych, szyldów.
19

Przez s w o j ą p r z e d m i o t o w o ś ć i a u t o n o m i c z n o ś ć znaki te w t a ­
piają się w przestrzeń. Gest dzieci m a l u j ą c y c h ściany, d o r o s ł y c h
z d o b i ą c y c h m a l u n k a m i b a l k o n y b l o k ó w , jest j a k b y w t ó r n y m
zabiegiem o s w a j a n i a , w y z n a c z a n i a „ l u d z k i e g o w y m i a r u " w „ n a ­
t u r a l n e j " , „ u p r z e d m i o t o w i o n e j " przestrzeni miasta.
Znaki i napisy „ s p o n t a n i c z n e " służą w i ę c zawłaszczeniu prze­
strzeni. Porządek i granice w y z n a c z o n e zostają przez inskrypcje
i z d o b n i c z e i n w e n c j e u ż y t k o w n i k ó w . To j e g o w t ó r n e o s w a j a n i e
jest d o k ł a d n y m , f u n k c j o n a l n y m o d p o w i e d n i k i e m działania m a g i ­
c z n e g o . W t y m być może streszcza się j e d n a z p o d s t a w o w y c h
f u n k c j i magii. Sama czynność pisania jest realizacją magicznej
f u n k c j i m o w y , „ k t ó r a - jak pisał badacz - przejawia się w naszej
kulturze najczęściej w postaci r ó ż n e g o rodzaju t a b u i eufemiz­
m a c h , a jej celem jest p o r z ą d k o w a n i e świata na p o d s t a w i e
bieżących potrzeb ludzi ( p r z y k ł a d e m k o m u n i k a t ó w , w k t ó r y c h
f u n k c j a ta w y s t ę p u j e za znaczącym nasileniem są t z w . w y l i c z a n k i
dziecięce)."
20

P o d o b n i e rzecz u j m o w a ł B r o n i s ł a w M a l i n o w s k i , akcentując
r ó w n i e ż emocje, które w t a k i m działaniu są z a w a r o w a n e : „ W c z e ­
sne s ł o w a u ż y w a n e w d z i e c i ń s t w i e są ź r ó d ł e m ekspresji, a c o
ważniejsze, s k u t e c z n y m s p o s o b e m działania. Dziecko żyje
w ś w i e c i e s k u t e c z n y c h s ł ó w . Podczas g d y dla d o r o s ł y c h , w p e w ­
n y c h sytuacjach, s ł o w a m o g ą stać się realną siłą - w t y m sensie, że
ich w y p o w i e d z e n i e jest r ó w n o z n a c z n e z b e z p o ś r e d n i m działa­
niem f i z y c z n y m - dla dziecka są o n e takie zawsze. Dają m u
zasadniczą w ł a d z ę nad rzeczywistością i dostarczają s k u t e c z n y c h
ś r o d k ó w poruszania, przyciągania l u b o d p y c h a n i a p r z e d m i o t ó w
z e w n ę t r z n y c h i w y w o ł y w a n i a zmian w e w s z y s t k i c h elementach
otoczenia."
21

W l u d o w y m m a g i c z n y m ś w i a t o p o g l ą d z i e mieściły się działania
p o d o b n e . „(...) d a w n i e j - pisze D o r o t a S i m o n i d e s - w y p i s y w a n o
w n i e w i d o c z n y c h miejscach d o m u , o b o r y , magiczne s ł o w a , które

miały m o c a p o t r o p e i c z n ą . Były t o następujące brzmienia: Sator,
A r e p o , Tenet, Opera, R o t a s . "
A p o t r o p e i c z n y sens umieszczania inskrypcji był o c z y w i s t y .
Gesty ośmieszania i o d p o w i a d a n i a na nie w e w s p ó ł c z e s n y c h
napisach, umieszczania ich w o k r e ś l o n y c h miejscach, f u n k c ­
j o n a l n i e t a m t y m g e s t o m o d p o w i a d a j ą . Na ł a w k a c h m ł o d s z y c h
klas znajdują się np. takie napisy silnie e m o c j o n a l n i e n a c e c h o w a ­
ne, w k t ó r y c h znaczenia s ł o w n i k o w e s ł ó w m o g ą być d z i e c i o m
prawie niedostępne:
22

23

„Irena to szmata"
„Jacek to dziwkarz"
„Kryska t o k u r w a "
„ T u siedziałem, t u pisałem, t u s w e życie z m a r n o w a ł e m " .
Czarowanie świata d o t y c z y ć może kilku różnych działań. M o ż e
c h o d z i ć o w y m u s z e n i e spełnienia się b u ń c z u c z n y c h o ś w i a d c z e ń
k i b i c ó w (o czym pisał Barańczak), o p o j e d y n e k na s ł o w a -ośmieszania, przekleństwa. Przede w s z y s t k i m służy w y z n a c z a ­
niu g w a r a n t u j ą c y c h p o c z u c i e bezpieczeństwa granic s w o j e g o ,
a w i ę c u p o r z ą d k o w a n e g o i r o z p o z n a w a l n e g o świata. Nie można
także w y k l u c z y ć , że ostateczny p o z i o m znaczenia k u l t u r o w e g o
działań i ś w i a t o p o g l ą d u m a g i c z n e g o s p r o w a d z a się d o u s e n s o w nienia społecznie t w o r z o n e g o ś w i a t a .
21

P o w o d ó w u p r a w i a n i a n a p i s o w e j t w ó r c z o ś c i może być jeszcze
wiele. W n o w e l i M r o ż k a Ostatni husarz - bohater o w ł a d n i ę t y jest
ideą politycznej w a l k i . A że posiada r o m a n t y c z n e w y o b r a ż e n i e
0 potędze s ł o w a , na c h w i l ę n a w e t nie s p o c z y w a w s w y m
niebezpiecznym i służącym także samorealizacji procederze:
myląc p r z e c i w n i k ó w , zamyka się w p u b l i c z n y c h toaletach, aby
t a m umieszczać s w e p ł o m i e n n e inskrypcje. G d y przez d z i w n ą
z m o w ę w r o g a , zamknięto szalety - o d w a ż n i e kreśli napisy na
ś n i e g u . M r o ż k o w s k i żart odsyła d o terapeutycznej m o ż l i w o ś c i
opisu j ę z y k o w e j działalności, tu c e l o w o pomijanej. R ó w n i e ż
d l a t e g o , że posiada o b f i t ą już literaturę. Obscena, w u l g a r y z m y ,
s t a n o w i ą jeden z g ł ó w n y c h t e m a t ó w „sztuki k l o z e t o w e j "
25

1 w o g ó l e w s z e l k i c h n a p i s ó w n a ś c i e n n y c h . Tak s k o m e n t o w a ł tę
s p r a w ę J a m e s Barkę: „ C h a m s k i e f o r m y o r g a n i z o w a n i a przez
sztukę ś w i a d o m o ś c i i w r a ż l i w o ś c i seksualnej mają d ł u g i r o d o ­
w ó d . W dzisiejszej Brytanii manifestują się n a j d o b i t n i e j na
ścianach ubikacji p u b l i c z n y c h . Czy na w s i , czy w m a ł y m lub
w i e l k i m mieście, gdzie t y l k o ubikacje oferują k a w a ł e k w o l n e j
ściany, znaleźć można teksty i rysunki wyrażające g w a ł t , n i e n a ­
w i ś ć , obrzydzenie, w s t r ę t i pogardę, uciechę, rozkosz, pragnienie
i śmieszność p ł c i . " Jest to „ w e r b a l n a i graficzna ekspresja
płciowa."
26

2 7

Napisy łamiące t a b u p r z y w o i t o ś c i t o o c z y w i s t e d o w o d y złego
s m a k u , gry i n s t y n k t ó w , mentalności i p o z i o m u kultury. G d y
o g l ą d a się p o d o b n e inskrypcje na s z k o l n y c h ł a w k a c h , m a l u n k i
w p o d r ę c z n i k a c h i g r y z m o ł y m ł o d s z y c h dzieci, można w n i c h
zobaczyć także i inny p o z i o m użycia języka. Ł a m a n i e t a b u
p r z y z w o i t o ś c i j ę z y k o w e j , przekraczanie granic w s t y d u - często
m e c h a n i c z n e i naśladowcze, służy w istocie d o o b r o n y t a b u
o w i e l e ważniejszego, być może o r g a n i z u j ą c e g o p o d s t a w o w e
struktury w a r t o ś c i określonej s u b k u l t u r y .
Z a u w a ż y ł a t o Hanna S z e w c z y k pisząc o subkulturze m ł o d z i e ­
ż o w e j . O s o b l i w o ś c i jej k o d ó w mieszczą się w s k ł o n n o ś c i d o
b u d o w a n i a s y s t e m ó w „ m o w y t a j e m n e j " . Z n a k i - g e s t y znaczą
w niej często przez sam fakt p o j a w i a n i a się, a nie przez odesłania
d o p o w s z e c h n i e a k c e p t o w a n e j semantyki. Szczególna zaś rola
przypada pisaniu: „ S ł o w o napisane jest n i e o d w o ł a l n e , nie m o ż n a
się g o w y p r z e ć , przekształcić, zmienić s e n s u . "
28

Szacunek d o u t r w a l o n e g o znaku nie w y n i k a z j e g o n o m i n a l n o ści czy d e i k t y c z n o ś c i , t o przede w s z y s t k i m w i a r a w j e g o magiczność. O b s c e n y w m ł o d z i e ż o w y c h tekstach m o g ą w i ę c oznaczać
o b r o n ę t a b u amore sacro przez ostentację m ó w i e n i a o amore
profano. Ten j ę z y k o w y w y b i e g nie w y c z e r p u j e znaczeń nieprzy­
z w o i t y c h n a p i s ó w : może być, o czym w s p o m i n a n o , także m a g i ­
c z n y m , e m o c j o n a l n i e n a c e c h o w a n y m gestem. S e m a n t y k a o g r a ­
nicza się w t e d y d o e m o c j o n a l n e j aury - b l u ź n i e r s t w o , przekleńst­
w o t o p o r z ą d k o w a n i e świata w e d ł u g magicznej w i a r y w s p r a w ­
cze m o ż l i w o ś c i g e s t ó w . „Sator, A r e p o , Tenet, Opera, R o t a s " - t o
s ł o w a - a m u l e t y , które mają bronić, o b r a ź l i w e - p o w i n n y działać
czynnie. S ł o w n i k ( p o s z u k i w a n i e e t y m o l o g i i ) n i e w i e l e t u przesą­
dza.

31

�D w a w n i o s k i w tej materii muszą w y n i k a ć z lektury n a p i s ó w .

„naszego ś w i a t a " , granic

kompetencji

i bezpieczeństwa.

Są

Ostentacja w p o s ł u g i w a n i u się o b s c e n a m i , o b o j ę t n o ś ć o d r y s o -

gestami, które wykreślając s o c j o p s y c h o l o g i c z n e granice, obszar

w a n y c h z n a k ó w , n a z w z e s p o ł ó w , znaki agresji, b l u ź n i e r s t w a ,

w ich w n ę t r z u czynią d o m e n ą s w o j s k o ś c i , miejscem w s p ó l n o t y .

m o g ą służyć d o b u d o w a n i a w s p ó l n o t y , społeczności, g r u p y ,

Radosne i d r a m a t y c z n e eksklamacje p o z w a l a j ą wierzyć

we

która zna klucz d o języka t a j e m n e g o . Na ścianach powtarzają się

w ł a s n e istnienie, są b o w i e m gestami w p i s y w a n i a się w świat,

u p o r c z y w i e konstrukcje składające się z serca, i n i c j a ł ó w prze­

p o t w i e r d z a n i a s w o j e j o b e c n o ś c i , w szarym, u t y l i t a r n y m i a n o n i ­

d z i e l o n y c h z n a k i e m d o d a w a n i a i j a k o suma litery W M , czasem

m o w y m świecie.

w y n i k może być inny - W R M , ale o b o k może p o w s t a ć W S R M . Te

Taka była geneza subway

graffiti

style w sztuce w s p ó ł c z e s n e j :

skróty są licytacją i afirmacją m i ł o ś c i : W i e l k a M i ł o ś ć - W i e l k a

„ W w y p a d k u a u t o r ó w graffiti najważniejszy jest fakt, że w ich

R o m a n t y c z n a M i ł o ś ć - W i e c z n a Szalona R o m a n t y c z n a M i ł o ś ć .

w ł a s n y c h oczach - p o d p i s y przez nich składane były piękne, że

29

O t o napisy, które p o s t r o n n e m u c z y t e l n i k o w i nie p o w i e d z ą nicze­

były dziełami sztuki. Robiąc jeszcze j e d e n krok w ich kierunku

g o , a t y m , którzy znają klucz nie oznajmią nic p o n a d t o , c z e g o

m o ż n a p o w i e d z i e ć , że nie b y ł o to dzieło sztuki p o d p i s a n e , ale

wcześniej nie wiedzieli. Znaki a d r e s o w a n e są d o

s p e ł n i o n e w s a m y m fakcie p o d p i s u . "

p o t w i e r d z a j ą zakorzenienie w n i e j .

wspólnoty,

3 1

Napisy, bazgranina na ścianach t o gesty i n d y w i d u a l i z m u , który

30

Rekonesans w ś w i a t n a p i s ó w zaledwie przeprowadził rozpoz­

najbardziej potrzebuje

potwierdzenia

przez w p i s a n i e się

we

nanie materii, z której o c z y w i s t o ś c i ą p r z y c h o d z i n a m o b c o w a ć na

w s p ó l n o t ę . S w o i m gestem z a c z a r o w u j ę świat, żeby o w a I w o n a

c o dzień. Jej niezauważalna, stała natarczywość w y w o ł u j e gesty

chciała mnie kochać, żeby „ n a s i " w y g r a l i , a Irka była gorsza, inna,

s p r z e c i w u i o d r z u c e n i a . O w e „ a k t y w a n d a l i z m u " m o g ą być dla

poza naszą grupą. M a g i c z n o ś ć jest głoszeniem afirmacji g r u p y ,

o b s e r w a t o r a w a ż n y m i przesłaniami. Zaświadczają o stanie k u l ­

d o której należę i która gest m ó j o d c z y t a i będzie w i e d z i e ć , c o

tury, ś w i a d o m o ś c i

znaczy konstrukcja z r a d o s n y m serdecznym p i k t o g r a m e m :

i mentalności

ich a u t o r ó w i c z y t e l n i k ó w .

Napisy w y d a j ą się być f u n k c j o n a l n y m o d p o w i e d n i k i e m d a w n y c h
g e s t ó w m a g i c z n y c h . J a k w t r a d y c y j n y m ś w i a t o p o g l ą d z i e - służą
I + P = WSRM

zawłaszczeniu przestrzeni, jej w a l o r y z a c j i , tj. w y t y c z e n i u granic

P R Z Y P I SY

Nasze napisy niestety nie są tak bogate, jak przytoczone przez
M.F. w „ T y g o d n i k u K u l t u r a l n y m " ( 2 2 maja 1 9 8 8 , s. 1 4 ) .
S. K o ł a c z k o w s k i , Nasz stosunek estetyczny do poezji
ludo­
wej, ( w : ) tenże. Portrety i zarysy literackie. W a r s z a w a 1 9 6 8 .
P r e z e n t o w a n y szkic jet pierwszą przymiarką d o w i ę k s z y c h
s t u d i ó w . Stąd w y n i k a j e g o o g r a n i c z o n y zakres - przyjęcie jednej
t y l k o , a n t r o p o l o g i c z n e j p e r s p e k t y w y i t o w kategorii teorii p o ­
trzeb. Kwestie inne - charakterystyki r o z m a i t y c h o d m i a n , klasyfi­
kacje t e k s t ó w , p r o b l e m y teoretyczne (akty m o w y , k o m u n i k a ­
cja...), p y t a n i a historyczne, f u n k c j o n o w a n i e w ramach „ k o n t r k u l t u r y " , s w o i s t e j anarchiczności n a p i s ó w , p o w i ą z a n i e z tradycjami
karnawalizacji kultury - t o t y l k o niektóre p r o b l e m y , które roz­
w i j a n e będą później.
J.S. B y s t r o ń , Napisy, ( w : ) tenże, Tematy, które mi
odradzano.
Warszawa 1980.
T. S k u b a l a n k a , Język napisów miejskich na tle
polszczyzny
potocznej,
( w : ) Miejska polszczyzna
mówiona.
Metodologia
badań, K a t o w i c e 1 9 7 6 , s. 6 7 .
J . Lalewicz, Napis i wypowiedź,
„ T e k s t y " , 1 9 7 3 nr 1, s. 104.
Wiąże się z t y m p e r s p e k t y w a g o d n a o s o b n y c h przemyśleń.
Uprzedmiotowienie to przypomina jeden z ważnych dylematów
n o w o ż y t n e j estetyki - m i m e t y c z n o ś c i , ale także i t w o r z e n i a
a r t e f a k t ó w ( J . B i a ł o s t o c k i , Pięć wieków
myśli o sztuce. W a r ­
s z a w a 1 9 7 6 , t u : „Barok":
styl, epoka, postawa).
Kwestia pers w a z y j n o ś c i bądź p r o d u k o w a n i a p r z e d m i o t ó w w ł ą c z a j ą c y c h się
w porządek natury, k o r e s p o n d u j e z n a s t a w i e n i a m i racjonalistycz­
n y m i . Tu zaczynają się pułapki i n s t r u m e n t a l n y c h p o s t a w w o b e c
K o s m o s u (R. K w a ś n i c a , Dwie racjonalności.
Od filozofii sensu ku
pedagogice
ogólnej, W r o c ł a w 1 9 8 7 ) .
Barańczak, W kręgu stadionu: „Nasza wola - Polska
gola!",
( w : ) tenże, Czytelnik ubezwłasnowolniony,
Paryż 1 9 8 3 , s. 4 4 .
Tamże, s. 4 5 .
T. S k u b u l a n k a , op. cit.
R. K w a ś n i c a , o p . cit., K.T. Toeplitz, Kartezjusz, sierota, ( w : )
Kartezjusz, Rozprawa o metodzie. W a r s z a w a 1 9 8 0 .
W . Lubas, Badania nad językiem
mieszkańców
Katowic,
( w . ) Miejska polszczyzna...,
o p . cit.; B. D u n a j , Sytuacja
komuni­
kacyjna a zróżnicowanie
polszczyzny
mówionej, „ J ę z y k P o l s k i "
LXV ( 1 9 8 5 ) , z. 2 - 3 ; R. Hoggart, Spojrzenie na kulturę
robotniczą
w Anglii, W a r s z a w a 1 9 7 6 .
J , Dorst, Si/a życia. Warszawa 1 9 8 7 .
L. S t o m m a , Antropologia
ku/tury wsi polskiej XIX wieku.
W a r s z a w a 1 9 8 6 ; A. Zadrożyńska, Powtarzać
czas
początku.
W a r s z a w a 1 9 8 5 ; J . L o t m a n , O pojęciu przestrzeni
geograficznej
w średniowiecznych
tekstach staroruskich,
„ T e k s t y " , 1 9 7 4 nr 3.
1

2

3

4

5

8

7

8

9

1 0

1 1

1 2
1 3

32

I

R. K w a ś n i c a , o p . cit.
J.S. B y s t r o ń , o p . cit.
J . Olędzki, Znaki istnienia, „ P o l s k a Sztuka L u d o w a " , R.
XXXIX, 1 9 8 5 , nr 1-2.
D. S i m o n i d e s , Śląski antropokosmos
ludowy, „ K w a r t a l n i k
Opolski" (w druku).
Jest t o t e n sam p r o b l e m m e c h a n i z m u z d e g e n e r o w a n y c h
w a r t o ś c i , c o zamiana kategorii „ k a t h a r s i s " na „ r e l a k s " , które
opisał B. S u ł k o w s k i , Zabawa. Studium socjologiczne.
Warszawa
1985.
R. K w a ś n i c a , op. cit., por. także, Człowiek w nauce współ­
czesnej. Rozmowy
w Castelgandolfo.
Paris 1 9 8 8 .
J . B a n a c h , Konstruowanie
irecepcja wypowiedzi
językowej,
Wrocław 1984.
B. M a l i n o w s k i , Ogrody koralowe
i ich magia. Język
magii
i ogrodnictwa,
[ w : ] Dzieła, t. 5, Warszawa 1 9 8 7 , s. 115.
D. Simonides, Wierzenia i zachowania
przesądne,
[w:]
Folklor G ó r n e g o Śląska, K a t o w i c e 1 9 8 9 , s. 2 7 2 .
F. Kotula, Smieciarze,
„ P o l s k a Sztuka L u d o w a " , R. X I I I ,
1 9 5 9 , nr 1-2.
P. Berger, T. L u c k m a n , Społeczne tworzenie
rzeczywistości.
Warszawa 1983.
S. Mrożek, Opowiadania,
Kraków 1974.
Polityczność o w y c h n a p i s ó w także b y w a p r o b l e m a t y c z n a .
O t o inskrypcja z k o ń c a XIX w i e k u p r z y p o m n i a n a (?) w d w o r ­
c o w y m szalecie ( 1 9 8 9 ) :
Sraj Polaku c o masz siły
Niech w i e Europa cała
Że ze w s z y s t k i c h w o l n o ś c i jakie były
Ta ci j e d n a pozostała.
J . Barkę, Pornografia i sprośność w literaturze i społeczeńst­
wie, „ L i t e r a t u r a na ś w i e c i e " , 1 9 7 3 , nr 8 - 9 s. 1 7 8 .
H. Szewczyk, O niektórych
tekstach subkultury
uczniows­
kiej, „ P o l s k a Sztuka L u d o w a " , R. X X X V I I , 1 9 8 3 , nr 3 - 4 , s. 1 9 6 .
N a p i s - z n a k staje się p u b l i c z n ą w ł a s n o ś c i ą . M o ż n a g o w i ę c
u n i e w a ż n i ć , p r z e l i c y t o w a ć w o d w r a c a j ą c y m geście ośmieszenia.
Wystarczy dopisać d o miłosnej deklaracji: „ S e r c e i strzała t o znak
p e d a ł a " . Słownikowe znaczenie s ł ó w nie jest t u istotne - w a ż n i e j ­
szy sam gest, zmiana już istniejącego napisu.
P o d o b n i e jest z adresatem haseł k i b i c ó w s p o r t o w y c h , S.
Barańczak, op.cit.
W. J a w o r s k a , Kilka uwag o folklorze plastycznym
w środo­
wisku miejskim, „ P o l s k a Sztuka L u d o w a " , R. X L I , 1 9 8 7 , nr 1-4.
1 4

1 5

1 6

1 7

1 8

1 9

2 0

2 1

2 2

2 3

2 4

2 5

2 6

2 7

2 8

2 9

3 0

3 1

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7773" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7753">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1446e68482ee934f5f423f2bf840557b.pdf</src>
        <authentication>9fc02e3ef0ab3819aa92c0537d5d2a74</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92833">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2264</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92836">
                <text>1990</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92838">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2100</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92840">
                <text>"Żądamy wypaczeń bez socjalizmu". Historia Pomarańczowej Alternatywy, czyli rzecz o surrealiźmie socjalistycznym / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1990 t.44 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92842">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1990 t.44 z.2, s.20-26</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92844">
                <text>Engelmayer, Ákos</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92846">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92848">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92849">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92851">
                <text>Akos Engelmayer

„Żądamy wypaczeń bez socjalizmu!"
Historia Pomarańczowej Alternatywy,
czyli rzecz o surrealizmie socjalistycznym

Motto:

Waldemar

Fydrych

najwyższy
pod

petycją

Marszalka,
może

jest

tylko

rozpocząć
domagającą
albo

być

jeden

akcję

i może

wielu,

mu

miana

wszak

nawet

jeśli

czas

podpisów

się przyznania

i Generalissimusa,

w armii

już

zbierania

majorów

jest

to

armia

krasna/i.
( Z b i g n i e w Ż b i k o w s k i , Surrealizm
„Życie Warszawy",

z ludzką

twarzą,

28,04.89)

Pod koniec lat sześćdziesiątych krążył w W a r s z a w i e taki o t o
dowcip:

w obronie

oddamy",

zagrożonego

ustroju

czy głosiła pochwalę

milicjantom.

-

nik S o l i d a r n o ś ć " , nr 1 2 / 4 9 / 8 8 . )

???

- Lepiej na p e w n o nie będzie, ale za t o weselej.

- Piotr Frączak: Pomarańczowa

A może j e d n o i drugie? {...happeningi
natywy

są dla

rem, zaczął k a n d y d o w a ć na prezydenta, w y d a w a ł o się, ze a nuż

w dupie.

tych,

którzy

Rozumiesz?

może uda się i rzeczywiście będzie weselej. Próba ta j e d n a k nie

przeciw

samo jak opozycję.

Chciałbym

p o d t r z y m u j e nas na d u c h u donosząc: Po przedarciu

Żeby

mnie

szef wrocławskiej

demar Fydrych-Major
jest jedynym

Pomarańczowej

dotarł do Paryża. Stolica

miejscem

godnym

realizmu

socjalistycznego

obwołać

generała Jaruzelskiego

jego

ogłoszenia
nowej

się przez linię

Alternatywy
byłego
przez

Wal­

cesarstwa

twórcę

propozycji.

sur­

Zamierza

on

- Cesarzem Polski (przedtem już,

komunistom.

nie zmuszali

a którzy

z innymi

„Grudnia

rewolucja,

nie

„Tygod­

Pomarańczowej

Alter­

wszystko

i wszystkich

mają

przychodzę.

(...) Ja nie

jestem

Ja mam komunistów

w dupie. Zresztą

tylko, żeby mnie nie

do ciągłego

cacy. Nie chce

chodziłem

już

Dlatego

została u w i e ń c z o n a sukcesem. Ale „Gazeta W y b o r c z a " ( 4 . 1 0 . 8 9 )
Maginota,

skandując

Stalina, za nic nie chcąc oddać go

- Trzeba w y b r a ć na pierwszego sekretarza K o b u s z e w s k i e g o .

Trzydzieści lat później, g d y W a l d e m a r Fydrych, z w a n y M a j o ­

wybierania,

mi się, jest

i krzyczałem

którzy

mi to obojętne.

„Jaruzelski

tak

przeszkadzali.
są be,
Owszem

- smok

wawelski",

ale co z tego? - w y p o w i e d ź b e z i m i e n n e g o happeniarza na łamach
„ O d r y " , nr 6 / 8 9 ) .

M o z ę rzeczywiście j e d n o

i drugie,

skoro

W y s o k i e S t r o n y traktują ich ze śmiertelną p o w a g ą , c h o ć ulica,

t o znaczy w c z e r w c o w y m „ w y b o r o w y m " h a p p e n i n g u w War­

gapie, uczestnicy b a w i ą się w y ś m i e n i c i e . Tydzień p o

szawie, padło hasło: „Jaruzelski królem P o l s k i " - przyp. a u t o r a ) .

m n i a n y c h w y d a r z e n i a c h S m o k W a w e l s k i p r z e m ó w i ł na VII ple­

..Kapral

n u m КС PZPR, co dzięki telewizji oglądał cały kraj: Słyszałem

awansował,

- twierdzi
zdobyć

Major.

myślę, że i generałowi
Zwolenników

przeprowadzając

„Jaruzelski

na tron

w

awans

dla swojej
Paryżu

się

należy"

koncepcji

happening

zamierza

pod

hasłem:

imperialny".

- m ó w i ł - ze tak
rowała

zwana

niedawno,

cóż. Święty

Co t o jest? Co t o znaczy? - spyta mało z o r i e n t o w a n y czytelnik,

chociaż

Pomarańczowa

skandując:

Alternatywa

„Jaruzelski

Jerzy został podobno

smok

wspo­

demonst­

wawelski".

unieważniony,

No

dobrze więc, że

jest, kiepski, bo kiepski, ale smok. I tu nagle surrealizm

który nie miał d o s t ę p u d o p o d z i e m n e j i p o d w o d n e j prasy ( b o są

socjalistyczny: n a s t ę p n e g o dnia cała prasa przyniosła „ p e ł n y "

i tacy w Polsce), c h o ć ostatnio prasa naziemna zaczęła g w a ł t o w ­

tekst p r z e m ó w i e n i a , ale bez t e g o f r a g m e n t u . A n n a B a n i e w i c z na

nie odrabiać o p ó ź n i e n i a i dostarczać w i a d o m o ś c i , śmiertelnie

łamach „ T y g o d n i k a S o l i d a r n o ś ć " , nr 9 / 4 6 / 8 8 : Czy niechęć

p o w a ż n e rozważania o „ z a d y m a c h " i „ b u r d a c h " ś w i r ó w i c z u ­

starszych

b ó w s p o d znaku „ o b ł ą k a n y c h p r o w o k a t o r ó w "

nie jest

Pomarańczowej

członków
po

ruchu, tych, którzy dziś na przykład

prostu

niechęcią

i przeciwstawnych

Alternatywy.
A może rzeczywiście nie jest t o w y g ł u p , t y l k o p r o w o k a c j a !

z idiosynkrazji

P r o w o k a c j a t z w . ekstremy p r z e c i w k o o d w i e c z n y m w a r t o ś c i o m

przecież

realnego socjalizmu? ( W o b r o n i e w ł a ś n i e t y c h i d e a ł ó w w y s t ą p i ł a

naganną.

racji?
do

z władzą

do

A

wszelkiej

odpowiedzialności

pa też d a ł o się nieraz nabrać,

którego

miał

kilku

miejsce

naszych

a wielu poturbowanych.
zaskoczenie.
Wygląda

kolegów

Tak agresywnych
naszym

atak

zostało

idolem.

wtedy,

Przecież

w

skatowanych,

jeszcze

gdy
to

wyniku

na 48 godzin. Było to

interwencji

bije

milicji,

wręcz

Część zatrzymano

na to, że milicja

Dzierżyński

brutalny

placu

nie

młodzież

było.

skanduje

śmieszne.)

A

może

i pewnego

trzeba

A

oni

bawią

i śmieją się z surrealizmu

w biedzie"
mścimy
20

wywieszała

Wujka

i Ciocię"

tak bulwersujące
(w rocznicę

transparenty
13 grudnia),

jak

która

„Po­
nagle

etycznie
społecznej

zakończonej

socjalistycznego,

nieraz w ł a ś n i e

W y s o k i e Strony: 24

Okrągłego

lutego

89.

Obrady

k a l n y c h w Ł o d z i - przyp. autora) ubrani

się

i

z a b s u r d u , paranoi sytuacji s t w o r z o n e j

była ta polityczność,

z czer­

wrogą

wymagać

nieważ p o m a r a ń c z o w i w y s u n ę l i hasło „ Ż ą d a m y rehabilitacji L w a

kapturkami",

poznaje

utożsamianej

Trockiego - t w ó r c y Armii Czerwonej".

wonymi...

komunistów

dodatkowo

długo

np. d o n o s i ł o o

że dziwna

obok haseł „Precz

autorytetów

się

i n t e r w e n c j ą sił p o r z ą d k o w y c h d e m o n s t r a c j i t r o c k i s t o w c ó w , p o ­

świeżym

która

do

„rządzą ",

etosu. Zresztą Radio W o l n a Euro­

p r o w o k a c j a p r z e c i w k o s o l i d a r n o ś c i o w e j świętości? (Zresztą jak­
„Prawdziwych

tak

niszczycielską,

młodych

na ł a m a c h „ K o n f r o n t a c j i " , nr 2 / 8 9 : 7 października

na

elit,

też rodzi

władzy,

narzuconą,

Także od ludzi

wszelkich

może

milicja w W a r s z a w i e w d n . 7.10.88 r. - t w i e r d z i a n o n i m o w y świr
Dzierżyńskiego

I

stawała

(znaczki
Okrągłym

powietrzu.
„S"

i PZPR w klapach)

Stołem,

przechodniów.

WeteraniGalerii

podniecającym

Po krótkim

przez

Stołu

na

(tzn. Galerii Działań M a n i a ­
w nienaganne

garnitury

witają się na ulicy i zasiadają
już

powitaniu

od jakiegoś
przewodniczący

czasu

za

oczy
komisji

�rządowej
żółtko

ciosem

i białko.

karate

STOLE, w dźwięku
polityczny
stałaby

a sanepid

aktywny

(...)

udział

Sztuki

w

Obecnej,

upadku

zakończył

urządzono

bokserskio

dnia

Solidarności

ekstazę

i okrzykami

tańcem

reggae

Festiwalu
rychłego
pikantny

dzień po wyborach

„Dzień

uwagę

do

Trybuny

Przegięcia

Pały".

sławy

zasługiwał

wielu

np.

mecz

zawodnikiem

się obopólnym

nokautem

stołka).

z towarzyszeniem
„Wszyscy

kilogramów

jesteśmy

w siedzibie

Ligii

czerwonej

czerwoni"

Kobiet

szablą,

on nie

wie,

czy płakać,

czy śmiać

się, czy

pałować...

( „ K u l t u r a Niezależna", nr 3 9 ) .
P o m a r a ń c z o w a A l t e r n a t y w a była t y t u ł e m pisma R u c h u N o w e j
Kultury, oficjalnie zarejestrowanego na U n i w e r s y t e c i e W r o c ł a w ­
skim po S i e r p n i u . Ruch
ugrupowaniem

Nowej

Ku/tury

- stwierdza statut - jest

społeczno-kulturalnym,

przezwyciężenia

wyobcowania

przemysłowym.

którego

człowieka

celem jest

w

próba

społeczeństwie

R u c h ten w 1 9 8 1 r. w s p ó l n i e z N Z S o r g a n i z o w a ł

pierwszą h a p p e n i n g o w ą , w ó w c z a s jeszcze legalną, manifestację
- Marsz P o k o j u . Podczas strajku s t u d e n c k i e g o , t z w . r a d o m s ­
kiego, w k t ó r y m uczestniczył r ó w n i e ż i R u c h N o w e j Kultury, Rada
Komisarzy P o m a r a ń c z o w e j R e w o l u c j i przy P W S S P w y d a ł a o d e ­
z w y o następującej treści:

periody­

Wśród

Stołka" pomiędzy

(mecz zakończył

konkursowego

Zbiorową

wzięła

się do

jest światowej

„ Wysokiego

i PZPR

i rozwaleniem

Galerii

artystyczno-dentystycznym.
na szczególną

nagrodę

wolności

Ten niebywale

święto

prze­

ekspertyzy

THE DA Y AFTER. Na wzór „Dni

Paly", jak wiadomo,

tego

ma

Wrocławiu

przyczyniła

się 5 czerwca,

wówczas

o charakterze

atrakcji

we

aktywnie

pierwszy

kura

celem

Szpicruta

organizowanym

sejmu i senatu, akcją
„Przegięcie

89.

śródziemnomorskiej.

sezon teatralny
Ludu"

1 czerwca

się

„Nie

jajko

na

OKRGIYM

niejedna

skandować.
jedno

podziału

PRZY

realizuje

którego

aresztuje

czym

kultury

i dokonuje
PIANY

trzepaczek

na widok

się nieść. Tłum zaczyna

ginekologicznej.

farby

jajko

się BICIE

pracujących

kogel-mogel,

bez jajek",

kiem

rozbija

Rozpoczyna

zakończono

(„Gazeta Wyborcza",

Odezwa 1
Wolna sztuka jest jedyną
z rzeczywistością

i najbardziej

niebezpieczną

rzeczy i rzeczywistość

o tym

sztuką

walki

wie.

Odezwa 2
Z tego względu, że rzeczywistość
szym wrogiem

człowieka,

jest najstarszym

schizofrenia

jest

i

najgroźniej­

okopem

najwyższej

jakości.

4.10.89).
A c o t o w ł a ś c i w i e jest t e n surrealizm socjalistyczny?

Od­

Precz ze sztuką

intelektualną!

p o w i e d ź daje f r a g m e n t M a n i f e s t u Surrealizmu Socjalistycznego.

Niech

Cala Polska

tak

(I teraz w k r o c z y surrealistyczna rzeczywistość: tekst t e n czer­

twórcy. Jeśli t o

pałem z artykułu Ewy Szemplińskiej - „ a d " , nr 4 3 / 8 8 - i na t y m

absurda/na,

to wielkie

dzieło

sztuki. Rzeczywistość

jakby by/a dziełem nadrealistycznego

tu jest

żyje komiks

socjalistyczny!

p r a w d a , t o t o c o robi P o m a r a ń c z o w a A l t e r n a t y w a , jest r ó w n i e ż

miejscu w i d n i e j e znak [

sztuką.

punblikacji

- Surrealizm
stość

to jest rzeczywistość,

wzięta

ze snu

- stwierdza

- Widzisz, u nas zajmowanie
dzieci, jest niesłychanie
kraj happeningów.
tworzenie

faktów

jest odwrotnie.
lepiej

peningów

Major

uciążliwe.

Nawet

sytuacje

sprawami

Natomiast

gospodarka

odrębnych

rodzina,
wspaniały

jest u nas nastawiona

właściwości

A na

na

Zachodzie

ma sztuka, a w życiu

(dlatego

na zachodzie

hap­

coraz mniej), a jeżeli wyraża się swoje emocje w mani­

festacji, to też jest to po ważne. Tam brakuje
happeningów
tyczny

6/89).

jak

jest to

od rzeczywistości.

poważne

Rzeczywi­

( „ O d r a " , nr

się takimi

Tam podobne

wychodzą

która nas otacza.

tak silnej inspiracji

jak u nas. (Ewa Szemplińska,

albo: Pomarańczowa

Surrealizm

Alternatywa,

do

socjalis­

„ K u l t u r a Niezależna",

nr 3 9 ) .

Dz.U. nr poz.
Wiwat

terze i n t e r d y s c y p l i n a r n y m , u j m u j ą c y

przestrzennie

i czasowo

rewolucji

gmach

filozofii

tów.

drabiny

znajdujących
Wówczas

Czytelnik 1 9 6 7 )

budynku

historii

podjechały

trzeba
obronie

gmachu

wychylili
plastykowe
zmuszając

nocy...

ekipy

się do

pierwszego

filozofii

się studenci.

pod

porządkowe,

i pędzle, przygotowując

się na wysokości

z okien

użycie rzutników

zamalo­

piętra

i stojącego
Niektórzy

plaka­

naprzeciw

mieli na gło­

hełmy. Wszyscy zaintonowali
ekipy porządkowe

się też do tego działanie
z błyskającymi

światłem.

fleszami,

„Mię­

do wycofania
Użyto

a także

ze slajdami, przedstawiającymi

się.

aparatów

przewidywano
wizerunek

Mo­

ny Lizy. W t a k i c h w ł a ś n i e w a r u n k a c h s f o r m u ł o w a n o m y ś l , która

P o m a r a ń c z o w a A l t e r n a t y w a , jak w i d z i m y , jest r u c h e m artys­

o d d a j e sens teoretyczny w s z y s t k i c h p o m a r a ń c z o w y c h h a p p e n i n ­

t y c z n y m o r g a n i z u j ą c y m w krainie króla U b u , w krainie a b s u r d u ,

g ó w : Intencją

przestrzennie

dewiacji

logiczną

Uniwersytetu

które wyciągnę/y

fotograficznych

fakty, przedmioty,

(poza granicami

bez granic.

D o p i e r w s z e g o p o m a r a ń c z o w e g o h a p p e n i n g u doszło jednak

u c z e s t n i c t w a p u b l i c z n o ś c i i s y t u o w a n e są najczęściej w rzeczy­

powiązane

najwyższa.

w czasie strajku. J a k z a n o t o w a ł y kroniki pewnej

w i s t o ś c i „ ż y c i o w e j " , j a k o zdarzenia j e d n o r a z o w e " , ( w : )

nie

instancja

p o w a g i akcji zastosowały r ó w n i e ż cenzurę w tekstach p o m a r a ń ­

Przyczyniło

i czasowo

1983

c z o w y c h alternatystów.

podczas realizacji; działania h a p p e n i n g o w e w y m a g a j ą na o g ó ł

P W N , 1974.)

dach, natura/na

Roger Garaudy, Realizm

dzynarodówkę",

Powszechna,

jest

d o d a ć , że w ł a d z e s t u d e n c k i e , kierujące strajkiem w

akcją; scenariusz h a p p e n i n g u zakłada i n t e r w e n c j ę

lopedia

kontroli

Żeby surrealizm socjalistyczny nabrał kształtu bez granic (zob.

wach dziecinne,

Encyk­

z 31 VII 1981 o

204J.)

fakty, przedmioty, c z y n n o ś c i i zdarzenia nie p o w i ą z a n e logiczną
przypadku

] Ustawa

art. 2 pkt 6 [Dz. U. nr 20 poz. 99 zm.

sorbowit!

Sztabem

wania

„ H A P P E N I N G (ang.) szt. piast., u t w ó r artystyczny o charak­

i widowisk

czynności

tej krainy

i

zdarzenia

- przyp.

autora)

akcją.

go racjonalizmu
realizmu

A gdzie początki? Pomarańczową A l t e r n a t y w ą (kolor p o m a r a ń ­
c z o w y o t r z y m u j e się przez w y m i e s z a n i e

czerwieni z żółcią)

akcji

psychicznych,

miało

być

uwolnienie

z nienawiści,

życiowego.

miały pokazywać,

z

przeróżnych

strachu i wąsko

stosowane­

Happeningi

ludzi
w myśl

że sztuka i życie to

nowego

sur­

jedno.

O w o usunięcie p l a k a t ó w , czy p o t e m n a m a l o w a n i e haseł na
m u r a c h po r a d o s n y m w p r o w a d z e n i u stanu w o j e n n e g o , s t a n o w i ­

w y m y ś l i ł Major, a b s o l w e n t historii i historii sztuki. A dlaczego

ły n o w y etap w artystycznym r o z w o j u P o m a r a ń c z o w e j

Major? - Dlatego, że na komisję w o j s k o w ą poszedł w m u n d u r z e

natywy

p r z e d w r z e ś n i o w y m z szablą przy b o k u i bardzo się cieszył, że

W r o c ł a w i u , a p o t e m w i n n y c h miastach Polski, bajecznie k o l o r o ­

nareszcie ma szansę spełnić s w ó j o b o w i ą z e k w o b e c Ojczyzny

w y c h k r a s n o l u d k ó w (Jak kiedyś rozwojem

- wyjaśnia

hippisi

Kadafi, bliski w s p ó ł p r a c o w n i k

t w i e r d z i : Od przedszkola

najbardziej

w sensie taktycznych

i strategicznych

wałem

Ulanów

w

się majorem

wojsko,

czy happening

chcesz dać i co rozgrywa
przykład

nie

lubiłem

M a j o r a . M a j o r zaś
bawić

rozrywek.

Jazlowieckich.
wymaga

się na poziomie

się w

wojsko,

Dlatego

miano­

(...)

niczego

A

poza

doraźnej

sytuacji.

opracowujemy

strategicznie

natarcie

kawalerii

nego, szef SB zamyka

nam odwrót,

ja biegnę

obok

z rozwiniętym

parasolem

z napisem

zabawa
tym,

Al Fatah, albo z

a potem

Po zomowcach
gólny

rodzaj

M a j o r a . Zaczęto m a l o w a n i e

punkowie,

teraz miejsce

mogą tylko egzystować
kontrku/tury).

Alter­

najpierw

we

form społecznych

byli

ich zajęli zomowcy.

(...)

krasnoludki,

jako

szcze­

M a l o w a n i byli na p l a m a c h , przy­

k r y w a j ą c y c h p i e r w o t n e , w r o g i e , antysocjalistyczne, i n s p i r o w a n e

co

przez C I A napisy. J a k t w i e r d z i ł Major, pierwszy napis na murze

Na

miał być tezą, kryjąca g o plama antytezą, a krasnoludek s t a n o w i ł

Budion­

nyski

i samego

syntezę. Jest t o zaczerpnięte prosto z teorii

marksistowskiej

szefa

i w ł a ś n i e t o można stwierdzić na w s z y s t k i c h p o m a r a ń c z o w y c h

drewnianą

akcjach: teza - f o r m y i zwyczaje r e w o l u c y j n o - r o b o t n i c z e j legendy

21

�II. 2, „ Ś w i ę t o W i o s n y " , W a r s z a w a

1989

i jej antyteza - uliczne w y s t ą p i e n i a p r z e c i w k o w ł a d z y l u d o w e j ,

ną p o d znakiem

a syntezy d o k o n u j ą c z e r w o n i krasnale, czyli p o d w ł a d n i M a j o r a .

instrukcja a n t y w o j e n n a głosiła:

Lecz d o k o n a n i e syntezy na m u r a c h lub na ulicach w y m a g a ł o
nie lada o d w a g i : zatrzymanie, przesłuchanie i nieraz n a w e t
k o l e g i u m , o pałkach nie m ó w i ą c . Raz n a w e t sam M a j o r z m u s z o n y
był p o d p i s a ć „ l o j a l k ę " w k o m e n d z i e w Ś w i n o u j ś c i u o ś w i a d ­
czając, że krasnal jest - w swej najgłębszej
istocie - postacią
apolityczną.
J e d n a k ani krasnale, ani działalność P o m a r a ń c z o w e j
n a t y w y nie były z n o w u tak apolityczne. Dowcip
cześnie

atak i obrona

słabszego

to jest

p a t r i o t y c z n o - r e l i g i j n y m i , s y m b o l a m i m a r t y r o l o g i i n a r o d o w e j . Po­
trzebne jest t r o c h ę ś m i e c h u , luzu zwłaszcza

dla

młodszego

p o k o l e n i a . W kabaretach, p i s m a c h , gazetkach, p i o s e n k a c h p o d ­
z i e m n y c h , a n a w e t na niezależnych znaczkach i kartkach p o ­
c z t o w y c h , na miejscu czerni żałoby n a r o d o w e j

pojawiły

się

satyra, k p i n a , h u m o r , próba ośmieszania p r z e c i w n i k a . Trzeba b y ł o
nauczyć j e d n y c h , że na w i d o k o p a n c e r z o n y c h p o j a z d ó w
„Czterej

pancerni

- i pies"

na
(co

w p r a w i ł o o b a w i a j ą c e się koktajli M o ł o t o w a załogi w o s ł u p i e n i e ) ,
a d r u g i c h , że nie każde z b i e g o w i s k o jest o b i e k t e m p a ł o w a n i a , nie
każdego „ m a l a r z a " należy o d razu z a p u s z k o w a ć .
P o m a r a ń c z o w a A l t e r n a t y w a w formie ulicznego h a p p e n i n g u
- pełną parą - ukazała się na ulicach W r o c ł a w i a 1 c z e r w c a 1 9 8 7
r o k u , w D n i u Dziecka. Dziesiątki krasnali w c z e r w o n y c h czapecz­
kach rozdając cukierki d z i e c i o m s k a n d o w a ł o na Ś w i d n i c k i e j „ N i e
ma w o l n o ś c i bez k r a s n a l u d k ó w " . Zatrzymani krasnale z g ę d n i e
z o b o w i ą z u j ą c y m r e g u l a m i n e m realnie istniejącego surrealizmu
socjalistycznego musieli w y j a ś n i ć s w ó j udział „ w nielegalnym
zgromadzeniu krasnoludków".
1 i 1 5 września M a j o r urządził w i e l k ą demonstrację a n t y w o j e n ­
22

się

się osoby świeże, które nie

WSUW. One stawiają

osoby,

które

były

pierwszą

gośćmi

linię. O 16.05

w gmachu

prezydium

wizytowa­
pojawiają
milicji.

0 16.10 bywalcy
WSUW (weterani)
- trzecia linia. Papier! Na
samym początku rozdajemy szpileczki, wpinajmy male
kotyliony
z papieru. W drugiej fazie przypinamy
sobie papierowe
ogony.
KTO SIĘ BOI PAPIERU

TOALETOWEGO?

- pisał bodajże Karol Ćapek.

A s p o ł e c z e ń s t w o b y ł o słabe, z m ę c z o n e nie t y l k o sytuacją „ p o w o ­

można skandować

O godz. 16.00 pojawiają
ły jeszcze

okazji

Alter­
jedno­

j e n n ą " , ale również i d e m o n s t r a c j a m i , p a t e t y c z n y m i imprezami

ulicach

papieru t o a l e t o w e g o . W y d a n a z tej

Socjalizm z jego ekstrawaganckim
podziałem dóbr
konsumpcyj­
nych, a także eskcentryczną
postawą społeczną wysunął
papier
toaletowy
na czoło marzeń. Obecnie jest on nieosiągalny.
Rów­
nież krem do golenia należy do ścisłej elity produktów
wartych
poświęcenia.
Dzielono papier t o a l e t o w y s p r a w i e d l i w i e między p r z e c h o d ­
n i ó w . „ N i e c h s p r a w i e d l i w o ś ć zacznie się o d p a p i e r u ! " U d a ł o się
w c i ą g n ą ć r ó w n i e ż siły p o r z ą d k o w e w zabawę: patrole prze­
s z u k i w a ł y damskie t o r e b k i , szukając d e f i c y t o w e g o t o w a r u i za­
trzymały kilkadziesiąt osób.
7 października najwyższa w ł a d z a P o m a r a ń c z o w e j A l t e r n a t y t y ,
„najbardziej d e m o k r a t y c z n y parlament w P R L " , czyli Rada K o m i ­
sarzy L u d o w y c h z o r g a n i z o w a ł a Dzień Milicjanta i T a j n i a k a . Setki
m ł o d y c h ludzi w y s z ł y na ulice rozdając m i l i c j a n t o m k w i a t y .
Przedtem były p e w n e o b a w y : Major chodził
struty.
Myślał:
przyjdzie milicja, weźmie kwiaty, podziękuje
i odejdzie. Prze­
skoczy nas. Nie pozostanie
nic innego, jak rozejść się. A to
w końcu bitwy na inteligencję
i poczucie humoru - o p o w i a d a
Robert, w s p ó ł p r a c o w n i k M a j o r a . Ale w tej wielkiej b i t w i e jednak
z w y c i ę ż y ł p o n o w n i e surrealizm socjalistyczny: przyjaciół m i l i c ­
j a n t ó w p o p e w n y m czasie zaproszono d o m i l i c y j n y c h nysek
1 z a w i e z i o n o na komisariat.

�II. 3 - 5 . , , S t o s u n k o w o w i e l k i e m a n e w r y " . W a r s z a w a 1 9 8 8

12 października „ M a n e w r a m i w m a j o n e z i e " u c z c z o n o Dzień
W o j s k a Polskiego.
g l ą d y " , ukazującego się w Berlinie Z a c h o d n i m ) : Freduś
autobus, który wynajęliśmy

Wrocławia
ciliśmy

w celu zwiedzenia

miasta

- przyp. autora).

ubek. Nosiłam
lusz. Milicję
dom

od Towarzystwa

na nim hasło: „Solidność

nimi literami

wtedy

Józek,

oddaj

Byliśmy

a potem
szmal"

Józka

(chodzi

Umieś­

(pisane

odpowied­

poprzebierani,

ja sama jak

charakterystyczny

kwiatami.

to był

Miłośników

przez studentów.

zwycięży"

spodnie,

obrzuciliśmy

Frasyniuka,

czerwoną

flagi, pomaluj

Następna akcja (relacjonuje s t u d e n t k a na łamach pisma „ P o ­
odkryty

sąsiadki

płaszcz i kape­

Pojechaliśmy
Piniora.

o 80

najpierw

Wołaliśmy:

min złotych,

pod
„Józek,

własności

czerwonego
czerwoni

(czerwone

Spotkamy
i praktyka

odbędzie

jednej
po

kartce z książki

Bratnego

ręce. Potem

kazaliśmy

nie

„Uwolnić
zamknęli

lisa. Zamknąć
około

Rok w trumnie.
się

wieźć

niedźwiedzia!"

20 osób spośród

pod

po

Brali,

wyciągali

zoo,

krzycząc:

Skończyło

się na tym, że

nas na czterdzieści

P r a w d z i w y rozgłos przyniosły P o m a r a ń c z o w e j

osiem.

palców.

bagietkę

twarze,

z braku
Jeżeli

z czerwonym

włosy, spodnie,
około

czerwonej

nie masz
keczupem.

usta)

„Psy

swojego

wiecznie

zgrupujemy

psów rasowych

widzine.

Hau/Hau!

Czerwone

Zakończenie

gdzie uczestnicy

czerwony

kokardy

wiecuspożyją

Ludowych

16.15 pod

i nierasowych

święta

oraz inne stosowne

Idea

żywa!

psa - o godzinie

na rzecz rewolucji".

nic
My

16-ej.

na wiecu, ku czci Rewolucji!!!

i Trockiego

się wystawa

barszcz

się ludziom

końce

Rada Komisarzy

„Barbara",

gromadzącym

W ostateczności,

się towarzysze,
Lenina

Przyprowadź

Solidarności, ukryte przed w ł a d z a m i 1 3 g r u d n i a - przyp. a u t o r a ) .
rozdawaliśmy

możesz kupić

się tego dnia pod zegarem

Podczas

postojów

torebkę.

na czerwono

zegarem

pod

hasłem

przy smyczy

odbędzie

się w

z jednej miski

mile
barze

wigilijny

potrawy.

W r o c ł a w s k ą milicję p o s t a w i o n o w stan p o g o t o w i a .

Funkc­

jonariusze SB w ubraniu c y w i l n y m chodzili o d rana p o m i n i -barach zabraniając s p r z e d a w a n i a bagietek z k e c z u p e m .
G o d z i n a 1 6 . 0 0 . Niebieskich k o n t r r e w o l u c j o n i s t ó w

najpierw

Alternatywie

zaatakował pancernik „ P o t i o m k i n " . Natarcie nie t r w a ł o d ł u g o .

d o p i e r o o b c h o d y siedemdziesiątej rocznicy Wielkiej Socjalistycz­

S t r ó ż o w i e porządku połamali k a r t o n o w e burty pancernika i w y ­

nej R e w o l u c j i Październikowej. Kilka d n i przed ś w i ę t e m p o j a w i ł y

ciągnęli p o m a l o w a n ą na c z e r w o n o załogę d o m i l i c y j n y c h nysek.

się ulotki: „ P r a w d a

(pisana cyrylicą)

Lenina, p o d n i m stempel

Pepsi Coli

nas w y z w o l i " i p o d p i s
- „ulubionego

napoju

- Pobili naszych c h ł o p c ó w ! - krzyczała p e w n a kobieta. I w t y m
w ł a ś n i e m o m e n c i e w ł ą c z y ł a się d o b o j u „ A u r o r a " w y p ł y w a j ą c

p r a w d z i w y c h r e w o l u c j o n i s t ó w " . Ulotka p o n a d t o głosiła: Towa­

majestatycznie z d o m u t o w a r o w e g o „ M e r k u r y " . Przechodnie na

rzysze! Dzień

w i d o k s y m b o l i R e w o l u c j i o ż y w i l i się. „ R e w o l u c j a ! R e w o l u c j a ! " .

dziernikowej
Rewolucji

wybuchu
jest dniem

Towarzysze,
już 6 listopada,

Wydarzenia.

Rewolucji
Obecnie

Paź­
Święto

wigilii.

czas przełamać
Wigilię

Proletariackiej

Wielkiego

nie ma swojej

my obchodzić
pod

Wielkiej

bierność

Rewolucji

mas ludowych!

Październikowej.

Zacznij­

Zbierzmy

się

w piątek, o godzinie

16.00 na ulicy

Świdnickiej

ubierz się odświętnie,

na czerwono.

Załóż czer­

zegarem.

Towarzyszu,

s z t a d s k i e g o " i k o n n i c a B u d i o n n e g o . W szyku b o j o w y m o d d a w a l i
salwę z drewnianych

karabinów.

„Rewolucja!

Rewolucja!".

Marynarze „ A u r o r y " i b o j o w n i c y z Kronsztadu znaleźli się w rę­
kach k o n t r r e w o l u c j o n i s t ó w . W y g l ą d a ł o , że już koniec R e w o l u c j i ,

wone buty, czerwoną
czerwoną

- krzyczeli. K o n t r r e w o l u c j o n i ś c i przystąpili d o ataku. Na odsiecz
c z e r w o n y m marynarzom ruszyli „ t o w a r z y s z e z g a r n i z o n u k r o n -

opaską

czapkę, szalik. Jeśli nie dysponujesz

lub innymi

elementami

garderoby,

nawet

pożycz

od

lecz nagle z p o d z i e m n e g o przejścia w y ł o n i ł się M u r z y n w czer­
w o n y m berecie na g ł o w i e . W c h w i l ę później r e w o l u c j a z n ó w
nabrała r u m i e ń c ó w . J e d n o c z e ś n i e z nadjeżdżającego a u t o b u s u
23

�w y s y p a l i się c z e r w o n o g w a r d z i ś c i . Hasła na koszulkach i trans­
parentach głosiły: „ Ż ą d a m y rehabilitacji L w a T r o c k i e g o - t w ó r c y
A r m i i C z e r w o n e j " , „ J u t r o będzie l e p i e j " , „ B ę d ę p r a c o w a ć w i ę ­
c e j " . P o d o b n o p e w i e n tatuś dziecka u b r a n e g o w c z e r w o n y
k o m b i n e z o n o d m ó w i ł m i l i c j a n t o m zdjęcia j e g o p r z y o d z i e w k u .
Ulica t r i u m f o w a ł a : „ R e w o l u c j a ! R e w o l u c j a ! " .
W k r ó t c e p o t y c h w y d a r z e n i a c h zebrał się T r y b u n a ł R e w o l u c y j ­
ny. D o o d p o w i e d z i a l n o ś c i - za sabotaż - p o c i ą g n i ę t o d o w ó d c ę
„ A u r o r y " (za bałagan w d o w o d z e n i u k r ą ż o w n i k i e m ) oraz j e d ­
n e g o z k a w a l e r z y s t ó w B u d i o n n e g o (za porzucenie k a r t o n o w e g o
k o n i k a ) . T r y b u n a ł uznał p o d s ą d n y c h w i n n y m i z a r z u c o n y c h im
c z y n ó w . (Za „ W p r o s t " , nr 3 / 8 9 ) .
2 7 listopada z okazji referendum P o m a r a ń c z o w a A l t e r n a t y w a
ogłasza na Ś w i d n i c k i e j : „ W r o c ł a w miastem s t u - d w u s t u procent
f r e k w e n c j i " , „ D w a razy t a k " , „ Ś w i ę t y M i k o ł a j nadzieją reformy
gospodarczej".
7 g r u d n i a - t r i u m f ! N o w y , nie d o obalenia d o w ó d słuszności
teorii M a j o r a o p o w s z e c h n e j paranoi. Radio W o l n a Europa
z a k o m u n i k o w a ł a , że we Wrocławiu
aresztowano
trzydziestu
świętych Mikołajów
- w tym jednego reżimowego.
A było to tak:
- Na Świdnickiej
pojawił się w godzinie szczytu
transparent
„Święty
Mikołaj przyjacielem
reformy" - opowiada
Kadafi, naj­
bliższy współpracownik
Majora ( „ P W A " , nr 1 / 8 9 ) . - Niósł go
Major w stroju diabla. Obok szedł Mikołaj z... siekierą w plecach.
Przy przejściu podziemnym
zatrzymał ich pan Romek, szef SB
stałe kierujący akcjami przeciwko
nam. Prosił, żeby nie robić mu
przykrości
i skończyć z tymi pomarańczowymi
zabawami. Roz­
mowa
trwała 5 minut, co umożliwiło
przejście
z
Oławskiej
w Świdnicką
13-osobowego
korowodu
powiązanych
sznurem
taterniczym
Mikołajów,
Śnieżynek, choinek z bombami.
Milicja
przystąpiła
do akcji, ale „trzynastka"
nie zmieściła się do nyski,
oplatała się za to wokół Jatami. Jak zawsze wokół gromadził się
tłum.
- Nie kry/ecie się przed
milicją...
- W naszych happeningach
wszystko jest znane
wcześniej.
I czas i miejsce, i ludzie z Pomarańczowej.
Rozweselamy
widzów
stających się uczestnikami, przechytrzamy
milicję i nawet staramy
się wzbudzić
ich sympatię.
Teraz było tak: milicja
otaczała
trzynastkę okręconą przy latarni, ich otaczał tłum widzów, a z Oła­

24

wskiej w Świdnicką
wkroczyło
pięć par Mikołajów
ze Śnieżyn­
kami... Witano ich entuzjastycznie.
Baliśmy się, że będzie do tej
akcji nas za mało, gdy wywiozą
korowód. Ale później
ludzie
bawili się już bez naszego udziału. Byli uradowani,
szczęśliwi,
rozbawieni. Byli wyzwoleni
od strachu przed milicyjną
interwen­
cją. To według nas jest ważniejsze
niż transparent
polityczny.
Chcemy, by te pomarańczowe
akcje mobilizowały
ludzkie myś­
lenie. A o liczbie włączających
się może świadczyć
150 za­
trzymanych
ostatnio. Największy
kłopot był z wyciąganiem
ze
sklepów
przebranych
za urny do głosowania.
Bo były takie
prostopadłościenne.
Pytanie d o M a j o r a : - W teatrze rzeczywistości
kogo
mianujesz
artystami?
- Na scenie Jacka Federowicza.
Na scenie happeningu
Urba­
na, który dla mnie jest facetem wielkiej klasy, gdyż tworzy
fakty
ponadrzeczywiste
różnymi środkami wyrazu z pełną
świadomoś­
cią kreacji faktów. A że nie ma sztuki bez świadomości
tworzenia,
bez ekspres/i, więc on się w tym sprawdza. Inaczej jest z genera­
łem, który nosi strój, oku/ary, ale nic z tego nie wynika. Więc jego
kwalifikowałbym
jako dzieło sztuki, a Urbana jako artystę, który
dodaje rzeźbie polichromii.
I to jest swoista sztuka
surrealistycz­
na. A zwróć uwagę, że istnieją takie obszary w świecie, w których
sztuka happeningu,
surrealistycznych,
ekspresyjnych
zachowań
udaje się lepiej, w innych gorzej. Na przykład lepiej udaje się
w Afryce z czarnymi generałami
obwieszonymi
dekoracją
or­
derów, czy koronacjami
cesarskimi. Lepiej udaje się w Ameryce
Południowej,
gdzie marynarka
i lotnictwo
dogadują
się i jest
zamach stanu, albo u Margueza
wybucha
sto
pięćdziesiąta
rewolucja.
Albo w Rumunii, gdzie drukuje się sfingowane
listy
gratulacyjne
do Ceaucescu...
Na to nie wszędzie można
sobie
pozwolić, a są miejsca, w których ze względu na surrealizm
całej
otaczającej rzeczywistości
przekroczenie
konwenansu
zachowań
jest zupełnie oczywiste
i na miejscu. ( „ K u l t u r a Niezależna", nr
39.)
Największy t r i u m f M a j o r o w i przyniosły uroczyste o b c h o d y
Dnia Kobiet w 1 9 8 8 r. A r e s z t o w a n o g o za r o z d a w a n i e k o b i e t o m
p o d p a s e k h i g i e n i c z n y c h w czasie u l i c z n e g o h a p p e n i n g u . P o ­
s t a w i o n y przed k o l e g i u m otrzymał z b o m b y d w a miesiące bez­
w z g l ę d n e j odsiadki. Surrealizm socjalistyczny został na piśmie

�u t r w a l o n y w aktach s ą d u ! J e d n a k n i e d ł u g o m ó g ł cieszyć się ze
z w y c i ę s t w a . Elita intelektualna PRL, z A n d r z e j e m W a j d ą na czele,
z a p r o t e s t o w a ł a i Major, o d z n a c z o n y nagrodą niezależnej k u l t u r y
Solidarności „za aranżacje h a p p e n i n g ó w u l i c z n y c h w 1 9 8 7 po
trzech d n i a c h n i e w o l i w y s z e d ł na w o l n o ś ć .
Po t y m w i e l k i m , c h o ć p o ł o w i c z n y m , z w y c i ę s t w i e g ł ó w n o d o ­
w o d z ą c e g o P o m a r a ń c z o w e j A l t e r n a t y w y (nie przyjął p r o p o n o ­
w a n e g o a w a n s u na p o d p u ł k o w n i k a ) p o m a r a ń c z o w a zaraza zala­
ła cały kraj. O t o z a l e d w i e kilka p r z y k ł a d ó w :
Warszawa!
„Manewry a n t y - M O N " pod gmachem studium wojskowego
U W ( „ S y j o n i ś c i d o S y n a j u , pacyfiści d o P a c y f i k u " , „Pepesze na
lemiesze", „ D o ś ć p o k o j u " , „ G r a n a t y p o d s t r z e c h y " , „Żołnierz
w każdym d o m u " ) .
Impreza na Starym Mieście z okazji lanego poniedziałku p o d
hasłem „ S m e r f y kontra W o d n i k i " ( „ N i e ma w o l n o ś c i bez z i e l o n o ­
ś c i " , „ Z g w a ł c i ć S m e r f e t k ę " , „ P o m a r a ń c z e też z i e l o n e " ) .
A k c j a w pasażu z okazji Dnia Dziecka p o d hasłem „ R e w o l u c j a
K r a s n o l u d k o w a " ( „ M i l i c j a w krainie c z a r ó w " , „ C h c e m y Marysi
nie s i e r o t k i " , „ N i e ma w o l n o ś c i bez c z e r w o n o ś c i " , „ K a ż d y krasnal
jest c z e r w o n y " , „Krasnale nie głosują, są za m a ł e " , „ W i ę c e j
k a p t u r k ó w , mniej m u n d u r k ó w " ) .
Impreza „ w y b o r o w a " z okazji w y b o r ó w d o rad n a r o d o w y c h na
Placu Z a m k o w y m i na Starym Mieście ( „ J a r u z e l s k i k r ó l e m
P o l s k i " , „ N a j l e p s z a jest musztarda w y b o r o w a p o o b i e d z i e " ,
„ P r a c u j ą c dla kraju pracujesz dla k r a j u " ) .
Gdańsk:
Impreza e k o l o g i c z n a p o d hasłem „ U w o l n i ć ryby z puszek".
Poznań:
M i e j s c o w a P o m a r a ń c z o w a A l t e r n a t y w a poprzebierała m ł o ­
d z i a n ó w za panie i urządziła demonstrację przy R y n k u niosąc
transparent „ K o b i e t y polskie popierają politykę r z ą d u " . Milicja
nie w y t r z y m a ł a i rzuciła się na p r z e b i e r a ń c ó w , którzy zaczęli
piszczeć i krzyczeć „ B i j ą k o b i e t y " ( „ P W A " , nr 1 1 / 8 8 ) .
Łódź:
W rocznicę
Wielkiej
Rewolucji
Październikowej,
która dla
całego naszego pokolenia jest symbolem powrotu
do ery kamie­
nia lupamnego
i kanibalizmu,
kilkanaście
osób z
tabliczkami
„Galopująca
inflacja" na piersiach galopowało
w tę i z powrotem

po ulicy Piotrkowskiej.
Dodatkowym
uzupełnieniem
tej kom­
pozycji były sztafety z transparentami
„Niech żyje kryzys" i „Żą­
damy byle czego". Milicja instynktownie
włączyła się do działań
ANTYKRYZYSOWYCH
zatrzymując
wszystkie „Galopujące
inf­
lacje". Dokonano
także aresztowań
w ówczesnych
sferach rzą­
dowych (zatrzymano m.in. ministra finansów próbującego
osten­
tacyjnie żebrać na ulicy). W trakcie tej niekonwencjonalnej
próby
powstrzymania
inflacji
wszystkim
chętnym
wyspecjalizowani
funkcjonariusze
udzie/i/i bezpłatnego
masażu
pleców.
13 grudnia, na znak uznania i pamięci radosnych
wydarzeń
zorganizowano
„Dzień
Solidarności
z MON"
z
przewodnim
hasłem „Pomóż milicji - pobij się sam". Krytycznego
dnia na
wysokości łódzkiego Hortexu pojawili się osobnicy z tabliczkami
„Obiekt do zatrzymania"przybyła
też delegacja pragnąca
powi­
tać chlebem i solą pierwszy
poranny
radiowóz.
Zgromadzeni
w liczbie ok. 2 tysięcy odśpiewali
niezwykle popularny
w Łodzi
hit „Do zatrzymania
jeden krok". Milicja
wbrew
miejscowym
tradycjom nie pojawiła się. W wyniku tego sabotażu
happening
przekształcił się w wiec żądający przywrócenia
stanu
wojennego
oraz natychmiastowej
koronacji
Wojciecha Jaruzelskiego.
(„Ga­
zeta W y b o r c z a , 4 . 1 0 . 8 9 . )
Temat P o m a r a ń c z o w e j A l t e r n a t y w y w cenzurze został o d ­
b l o k o w a n y w lipcu ub.r. Na łamach „ P r z e g l ą d u T y g o d n i o w e g o "
(nr 2 7 / 8 8 9 ukazała się r o z m o w a z kpt. Leszkiem M a j e m , d o w ó d ­
cą p o d o d d z i a ł u Z O M O , który n a d z o r o w a ł stołeczne h a p p e n i n g i
Białej A l t e r n a t y w y 1 czerwca ( „ R e w o l u c j a K r a s n o l u d k o w a " ) i 1 9
czerwca ( A k c j a „ W y b o r o w a " ) . Tekst pełen w y r o z u m i a ł o ś c i w o ­
bec młodzieży, u ś m i e c h u , p o g o d y , c h o ć dzielny kapitan o p o w i a ­
dał w ł a g o d n y m t o n i e i o t y m , c o m u się nie p o d o b a ł o : Za mną
przez pewien czas noszono transparent, określający
mnie jako
radykała. - A co w tym z/ego? - Nic, tyle tylko, że był napisany tak:
„RADY - KAŁ", więc ten transparent zabrałem, mówiąc, że jest
głupi. - Krasnale zaczęli skandować
wtedy: „Głupi
transparent,
mądry milicjant".
Fragment w y p o w i e d z i Gargamela ( c h o ć k a p i ­
tan s t a n o w c z o zaprzeczył, j a k o b y nim był) o b i e g ł prasę: ...
uczestnicy happeningów
nie zachowali się agresywnie,
s/ucha/i
niemal wszystkich poleceń, współpraco wali z nami przy utrzyma niu porządku,
a w końcu rozeszli się spokojnie.
Pani A l d o n a
Krajewska napisała ( „ P o l i t y k a " , nr 3 0 / 8 8 ) : Wygląda na to, że

�milicjanci
warszawscy mają inne poczucie humoru niż ich kole­
dzy z Dolnego Śląska, a może stołeczna alternatywa
różni się od
wrocławskiej
celami i metodami
działania.
Inna s p r a w a , że wszystkie późniejsze h a p p e n i n g i w Warszawie
( „ D z i e r ż y ń s k i naszym i d o l e m " z okazji 4 4 rocznicy p o w s t a n i a
M O i SB, „ R e w i a soc. m o d y " , „ W i e l k i e żarcie" z okazji 1 rocznicy
referendum w s p r a w i e reformy gospodarczej itp.) zostały mniej
l u b bardziej brutalnie rozbite.
J e d n a k w letnim okresie z a p a n o w a ł a sielanka dla P o m a r a ń c z o w c ó w całej Polski. Dziennikarze, którzy odkryli, że w h a p ­
p e n i n g a c h bardzo w a ż n ą rolę o d g r y w a milicja, z a p o w i a d a l i
n a w e t zmierzch p o d o b n y c h imprez, t y m bardziej, że M a j o r p o
akcji Tajnej Spółdzielni M i e s z k a n i o w e j „ M a t a H a t a " , w czasie
której krążył t y l k o j e d e n j e d y n y - t e k t u r o w y - r a d i o w ó z , w y d a ł
„ K o m u n i k a t W o j s k o w y , nr 4 / 8 8 " : Zwracam się do Was mężni
pomarańczowi
rycerze, zwycięskie hufce, wielcy hepenarzy
ulicy
Świdnickiej. Apeluję też do pomarańczowych
małolatów
i ciotek
rewolucji. Od kilku miesięcy w naszym mieście szerzy się zdrada.
Powiedzmy
sobie wprost. Happeningi
i ich sukces
zosta/y
poważnie zagrożone przez zorganizowany
na wielką skalę spisek.
Kim są sabotażyści?
Kto chce zniszczyć ruch
happeningowy?
Milicja podstępnie
przestała zamykać, wycofała się z ulicy, aby
skompromitować
nas brakiem pomysłów. Sami widzimy
podczas
akcji, jak trudno zastąpić milicję, która dokłada wszelkich
starań,
aby happeningi
były urozmaicone,
to funkcjonariusze
efektownie
kończyli każdą akcję. A teraz, bez obecności niebieskich
dżentel­
menów jest niezwykle
ciężko. (...)
P o d o b n e w r a ż e n i e mają uczestnicy h a p p e n i n g ó w : Zastana­
wiam się, jak oni by kończyli akcję, gdyby milicja się nie włączyła
(Pablo). To jest niesłychane
uczucie, gdy masz za sobą trzysta
osób, gotowych
na wszystko. Oni czekają tylko, żeby ich prowa­
dzić... Dokąd? Na szczęście pojawia
się milicja i ona zawsze
wszystko kończy ( M a m u t ) .
Okazało się jednak, że i bez milicji m o ż n a się b a w i ć : / czerwca
we Wrocławiu
zebrało się pięć tysięcy osób. Krasnoludki
za­
trzyma/y ruch na największym
moście wrocławskim,
obmalowali
sprayami Urząd Wojewódzki,
nie powstrzymane
przez
nikogo
rządzi/y miastem. Tak duże demonstracje
Wrocław oglądał chyba
W 1983 roku. Krzyczano wtedy na ulicach: „Chcemy Lecha, nie
Wojciecha".
Wtedy były palki i gazy, mogło skończyć się wyro­
kiem. Teraz palki czasem idą w ruch, ale nikt przed nimi nie ucieka
w panice, dają też wyroki za happeningi,
a skandowane
przez
krasnoludki
hasło brzmi: „Chcemy
Śmieszka, nie
Wojcieszka".
Ogólnie rzecz biorąc, trochę pozmieniało
się. Do tej pory, jak nas
po happeningach
zatrzymano
na kilka godzin,
tłumaczyliśmy
cierpliwie,
że to bez sensu, że policyjne
interwencje
tylko
wzmacniają
surrealistyczne
efekty. Tym razem nie było
policji,
a pierwszoczerwcowa
impreza wypad/a jeszcze lepiej niż zwykle.
Sama już nie wiem, co też radzić funkcjonariuszom
(„PWA",
24/89).
Teoretycy, uczestnicy snują rozważania na temat roli m i l i c j a n ­
t ó w w h a p p e n i n g a c h , piszą o różnych etapach tworzenia
nowej
formy rzeczywistości
w happeningu,
w y l i c z a j ą różne elementy
i s y m b o l e w akcjach. Niektórzy oskarżają M a j o r a : Swoimi
akcjami
nie wyprostowuje
pan tej chorej
świadomości.
Przeciwnie
- wprowadza jeszcze większy mętlik. Po chwili radosnego
ryku,
zapomnienie
o nędzy egzystencji, bezmyślne twarze znów zasia­
dają przed swoimi telewizorami.
Dla mnie pełni pan rolę wiel­
kiego nadmanipulatora,
jeszcze sprytniejszego,
jeszcze
inteligen­
tniejszego niż inni, który patrzy na to wszystko zza rogu i śmieje
się jakimś diabelskim chichotem. Te akcje są potrzebne panu. Dla
zaspokojenia
własnego egoizmu ( W o j c i e c h G ł u c h , „ R e p o r t e r " ,
nr 1 0 / 8 9 ) .
Natomiast p r a w i e nikt nie z w r ó c i ł u w a g i na istotę całej sprawy,
którą Ewa Szemplińska, autorka pierwszej m o n o g r a f i i P o m a r a ń ­
c z o w e j A l t e r n a t y w y , s f o r m u ł o w a ł a lapidarnymi s ł o w a m i : Może
zabawy na Świdnickiej
chronią
nas przed paranoją,
a może
przed
nienawiścią.
Prawie nikt nie u ś w i a d o m i ł sobie w pe­
łni s ł ó w M a j o r a podejrzewając g o o o d w i e c z n e k p i n y : Działanie
bez
przemocy
wywołujące
pozytywne
skutki. To jedyne
działanie godne zainteresowań
prawdziwego
człowieka
dzisiej­
szej epoki ( M a ł y M i n i f e s t z w a n y M i n i - f e s t ) .
Czy ktoś pomyślał o t y m , że p o m a r a ń c z o w e h a p p e n i n g i są
o r g a n i c z n ą częścią w i ę k s z e g o , o g ó l n o n a r o d o w e g o h a p p e n i n g u ,
h a p p e n i n g u , k t ó r e m u c h y b a p o raz pierwszy o d h a p p e n i n g u

G a n d h i e g o udało się p r z e p r o w a d z i ć r e w o l u c j ę bez k r w i . Gdy
niektórzy w i d z ą w Majorze W i e l k i e g o Błazna, ekstremę, ś w i r a ,
artystę, n a d m a n i p u l a t o r a , m o ż n a z a r y z y k o w a ć t w i e r d z e n i e - c h o ć
M a j o r z d e c y d o w a n i e zaprzecza - że jest o n m ą d r y m , r o z w a ż n y m
a jednocześnie o d w a ż n y m p o l i t y k i e m , który s p e c y f i c z n y m i ś r o d ­
kami artystycznymi w ł ą c z y ł się d o działania d r u g i e g o mistrza
h a p p e n i n g u z G d a ń s k a : . . . / tym razem odbyło się bez nienawiści.
Surrealizm socjalistyczny
podbija serca i umysły.
Pomarańczowa
Alternatywa
naprawdę
uczyniła hokus-pokus
ze
świadomością.
Milicja
nie wzbudza
agresji ani lęku, tylko zdrowy
śmiech
i odrobinę współczucia.
To pachnie
rewolucją,
nieko­
niecznie
surrealistyczną
( „ P W A " , nr 9 / 8 8 ) .

Teraz, o d k ą d stróże porządku poczęli w s t r z y m y w a ć się o d
udziału w z a b a w i e , h a p p e n i n g i straciły na surrealności i w i g o r z e .
Czyżby nadszedł czas surrealizmu z ludzką twarzą? - zapytuje
z nadzieją Z b i g n i e w Ż b i k o w s k i na ł a m a c h „ Ż y c i a W a r s z a w y "
( 2 8 . 0 4 . 8 9 ) . J e d n a k nie spełniły się nadzieje, bo realnie istniejący
socjalizm (o ile jeszcze rzeczywiście istnieje!) dostarczył n a m
takiej dozy surrealizmu, o jakiej M a j o r nie m ó g ł marzyć n a w e t
w najbardziej surrealistycznych snach. W d n i u 17 listopada 1 9 8 9
r. w W a r s z a w i e na placu Dzierżyńskiego, k t ó r e g o rok t e m u tak
dzielni broniły przed C z e r w o n y m i Krasnalami Smerfy p o d d o w ó ­
d z t w e m b o h a t e r s k i e g o Gargamela, o b a l o n y został p o m n i k idola
C z e r w o n y c h K r a s n o l u d k ó w , „ d u m y (litera „ m " poprzedniej n o c y
została z m i e n i o n a na „ p " ) p o l s k i e g o n a r o d u " Feliksa Dzierżyńs­
kiego. W m o m e n c i e z d e j m o w a n i a z c o k o ł u s p i ż o w e g o bohatera
przy p o m o c y sprzętu p o d z n a k i e m f i r m o w y m „ W a r y ń s k i " okazało
się, że Żelazny Feliks nie jest ze spiżu, nie jest z żelaza, tylko
z b e t o n u p o m a l o w a n e g o na k o l o r brązu, tak samo, jak p o m a l o ­
w a n a była na c z e r w o n o zatrzymana przez SB w e W r o c ł a w i u
załoga pancernika „ P o t i o m k i n a " i „ A u r o r y " w d n i u W i g i l i i
R e w o l u c j i Październikowej. Żelazny Feliks - t o B E T O N !
Panie Majorze, m e l d u j e m y posłusznie, że surrealizm socjalis­
tyczny jest n i e z w y c i ę ż o n y !
czerwiec 1 9 8 9

HASŁA I NAPISY NA TRANSPARENTACH
Naszym celem mieszkanie - naszym mieszkaniem cela
Byliśmy, jesteśmy, b ę d z i e m y - ludzie b e z d o m n i
Socjalizm t o p o k ó j - kapitalizm t o d w a p o k o j e z k u c h n i ą
Żądamy k w a d r a t o w e g o stołu
W s z y s t k o jest jasne
Więcej b i a ł y c h p l a m
Uwolnić Świętych Mikołajów
C h o d ź c i e z nami krasnalami
Precz z c z e r w o n y m i . . . krasnalami
Precz z u P A Ł A M I
Dość p o k o j u
W i e m y , że niektórzy nas jeszcze nie kochają, ale my będziemy
ich k o c h a ć tak d ł u g o , aż nas p o k o c h a j ą
A n t y k o n c e p c j a w a r u n k i e m czystości w łonie partii
Ś w i ę t y M i k o ł a j tak - Dziadek M r ó z nie
A r m i a t w o j a mać
Baby d o w o j a
Nie ma w o l n o ś c i bez w o j s k o w o ś c i
Zamienić czołgi na w o ł g i
Żądamy rehabilitacji L w a T r o c k i e g o - t w ó r c y A r m i i C z e r w o n e j
J u t r o będzie lepiej
VI etap reformy - k o c h a j m y się
U w o l n i ć misia
C h c e m y chatki zamiast pałki
Naszym hasłem bułka z masłem
Układ Warszawski awangardą pokoju
Krasnoludki w s z y s t k i c h k r a j ó w łączcie się!
Mniej k o n d o n ó w - więcej p o l i g o n ó w
Kingsajz dla w s z y s t k i c h
Pisarze d o pióra, studenci d o nauki, pasta d o z ę b ó w

Fot.: Erazm C i o ł e k - N. 2, Krzysztof S a b a k - il. 3 - 5

26

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7770" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7750">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/955e3787acd2b9a6e00bab10a63b03f9.pdf</src>
        <authentication>d7aad56c31bcff24a5dfe8459e872174</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92805">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2270</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92807">
                <text>1990</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92810">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2106</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92812">
                <text>Sztuka a vista. Folklor strajkowy / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1990 t.44 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92814">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1990 t.44 z.2, s.44-49</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92815">
                <text>Robotycki, Czesław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92816">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92817">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92818">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92820">
                <text>Czestaw Robotycki

SZTUKA A VISTA
Folklor strajkowy
Tak n a z w a ł e m rodzaj a n o n i m o w e j t w ó r c z o ś c i w y w o ł a n e j sta­

B a r t h e s ) , rozróżnianie ludzi w kategoriach „ s w ó j " - „ o b c y " ,

nem s p o ł e c z n e g o w r z e n i a . Taka s p o n t a n i c z n a , n i e c y z e l o w a n a ,

deformacja krążących informacji przez m e c h a n i z m y p o w s t a w a ­

3

„ d o r a ź n a " sztuka ma z n a m i o n a sztuki l u d o w e j . Jest z b i o r o w ą

nia p l o t k i

reakcją na sytuację n i e c o d z i e n n ą angażującą ludzkie emocje.

zacieraniu się a u t o r s t w a i p o w s t a w a n i u w a r i a n t ó w i o b o c z n o ś c i

Sztuka ta, często u l o t n a i n i e t r w a ł a , zrozumiała t y l k o w kontekście

t e m a t y c z n y c h , a d o k o n u j ą c a się przez bezpośredni przekaz treści.

w s p ó ł c z e s n y c h jej zdarzeń, jest t y c h zdarzeń s w o i s t ą kroniką.

Cechą „ l u d o w e g o w i d z e n i a ś w i a t a " jest także j e g o n i e ś w i a d o m a

W y d a r z e n i a w stoczni gdańskiej w sierpniu 1 9 8 0 r o k u , brze­
m i e n n e w społeczne s k u t k i , były też c i ą g i e m

dramatycznych

i s t e r e o t y p u , folkloryzacja t e k s t ó w

polegająca

na

i n t e n c j o n a l n o ś ć i sensualizm. M e c h a n i z m l u d o w e g o ś w i a t o p o ­
g l ą d u odsłannia także, jak pisze M i c h a i ł B a c h t i n , „ u k r y t ą a m ­

sytuacji, które n a t y c h m i a s t z n a j d o w a ł y s w o j e o d b i c i e w a n o n i ­

biwalentną

m o w e j t w ó r c z o ś c i . Nie s p r a w ą e t n o l o g a jest społeczna analiza

c z ł o w i e k a i myśli l u d z k i e j . " A m b i w a l e n c j a ta wyraża się także

i nie dającą się ostatecznie z d e f i n i o w a ć

naturę

4

g d a ń s k i e g o protestu p r z e c i w s t a n o w i g o s p o d a r k i , b ł ę d o m w ł a ­

i w t y m , że c h w i l o m najwznioślejszym t o w a r z y s z y często śmiech,

dzy i jej p o s u n i ę c i o m w

n a j w a ż n i e j s z y m s p r a w o m n a r o d o w y m w t ó r u j e utrzymana w tyr-

kraju. W a r t o jednak już z

pewnej

p e r s p e k t y w y popatrzeć o k i e m e t n o l o g a na t a m t e w y d a r z e n i a jak

tejskim k a n o n i e poezja i l u d o w y d o w c i p jednocześnie, ukazując

na taką sytuację s o c j o k u l t u r o w ą , której m e c h a n i z m y p o w o ł a ł y d o

t y m s a m y m d w i e zwierciadlane strony działań.

k r ó t k o t r w a ł e g o życia rodzaj sztuki, lub szerzej f o l k l o r u , s t a n o w i ą ­
c e g o zajmujący materiał dla badacza zjawisk kultury.

Strajk o k u p a c y j n y jest specyficzną sytuacją społeczną, która
p o d d a j e się analizie z w i e l u p u n k t ó w w i d z e n i a . Narzucające się

O t o niżej rodzaj komentarza d o d o k u m e n t a c j i g r o m a d z o n e j na
g o r ą c o przez licznych kronikarzy.

społecznie i e k o n o m i c z n i e analizy nie w y c z e r p u j ą zagadnienia.
M o ż l i w e i intrygujące są także inne spojrzenia. J e d n y m z n i c h jest
e t n o l o g i c z n a p e r s p e k t y w a w przyjętym w y ż e j r o z u m i e n i u .
Strajk w stoczni gdańskiej z sierpnia 1 9 8 0 roku doczekał się już
dokumentacji filmowej, szczegółowego (prawie scenicznego)
zapisu z t o c z ą c y c h

Etnologia może być nauką analizującą k u l t u r o w e

zjawiska

się obrad, d r o b i a z g o w e g o

kalendarium,

posiada bogatą d o k u m e n t a c j ę z d j ę c i o w ą , w k o ń c u stał się k a n w ą

w s p ó ł c z e s n o ś c i w s p o ł e c z e ń s t w a c h m a s o w y c h . Jest t o zakres,

n a g r o d z o n e g o f i l m u f a b u l a r n e g o . Skłania to d o p o d e j m o w a n i a

j a k i e g o ta d y s c y p l i n a d o n i e d a w n a w Polsce nie miała. Przyjmuję,

analiz t e g o f e n o m e n u . Istnieje analiza t e o r e t y c z n o - l i t e r a c k a Marii

że j a k o nauka e t n o l o g i a p o d e j m u j e w ą t k i i d o p o w i a d a interpreta­

J a n i o n sygnalizująca r o m a n t y c z n e praźródła działań s t r a j k o w y c h

cje w t e d y , g d y inne nauki ( n p . s o c j o l o g i a , p s y c h o l o g i a społecz­

r o b o t n i k ó w , gdański a l m a n a c h „ P u n k t " w całości p o ś w i ę c o n y

na) porzucają p r o b l e m a t y k ę jako w y j a ś n i o n ą . Etnologia chętnie

został m a t e r i a ł o m ze strajku w stoczni gdańskiej. A u t o r z y w y d a w -

5

6

reinterpretuje fakty k u l t u r o w e w z b o g a c a j ą c je o n o w e w y m i a r y

n i c t w a prezentują w n i m w y ł ą c z n i e faktografię z k r ó t k i m k o m e n ­

przez i n n y c h niedostrzegane. Stąd dla w i e l u jest

dyscypliną

tarzem. W zamieszczonych o m ó w i e n i a c h w y r a ź n i e w i d a ć k i e r u ­

„ g r a s u j ą c ą " na p o g r a n i c z a c h . Chętnie w c h o d z i w związki z teorią

nek interpretacji: s o c j o l i n g w i s t y k ą , semiotyka, analiza teoretycz-

literatury, s o c j o l i n g w i s t y k ą , s e m i o t y k ą czy historią.

noliteracka.

Etnologia

w s k a z u j e na t o , c o w kulturze s y m b o l i c z n e j ma charakter t r u d n o

W y k o r z y s t u j ą c materiały zawarte w e w s p o m n i a n y c h o m ó w i e ­

z m i e n n y , u t r w a l o n y . O d k r y w a m e c h a n i z m y m i t o l o g i z a c j i i pet­

niach oraz myśli Marii J a n i o n , d o p o w i e m niniejszym tekstem

ryfikacji zjawisk k u l t u r o w y c h , poszukuje matryc s t r u k t u r u j ą c y c h

p e w n e interpretacje e t n o l o g i c z n e , pozostając z u z n a n i e m dla tez

ludzkie myślenie. Etnologia - tak jak ją r o z u m i e m - jest nauką,

a u t o r ó w i nie p o d w a ż a j ą c ich intuicji, bliskich przecież e t n o l o g i i

która e k s p o n u j e w

pogranicza.

1

analizach w s p ó ł c z e s n e j

k u l t u r y takie jej

elementy, które w oczach u c z e s t n i k ó w s p o ł e c z e ń s t w m a s o w y c h

Socjograficznie rzecz ujmując, specyfika strajku o k u p a c y j n e g o

u c h o d z ą za z a b o b o n y , przesądy, odpryski m a g i c z n e g o myślenia.

polega na t y m , że z w a ż n y c h dla g r u p y ludzi p o w o d ó w zawiesza

Te elementy

się pracę i oblegając

kultury, najczęściej

nieuświadamiane,

stanowią

resztki d a w n y c h s p o s o b ó w w i d z e n i a świata pozornie nie znaj­

miejsce pracy w y w i e r a się nacisk

na

p r a c o d a w c ę . Sytuacja taka p o w o d u j e , że o t o nagle w j e d n y m

d u j ą c y c h już dzisiaj miejsca w ś w i a t o p o g l ą d z i e o p a r t y m j a k o b y

miejscu znajduje się liczna g r u p a ludzi umyślnie izolująca się.

na racjonalnej a r g u m e n t a c j i i e m p i r y c z n y m w y j a ś n i a n i u . Etnolog

Z a m y k a się o n a i skazuje na w y ł ą c z n i e w e w n ę t r z n e interakcje.

podkreślać będzie, że istnieją p e w n e t r w a ł e ( u t r w a l o n e ) m e c h a ­

M u s i t o t w o r z y ć (z p u n k t u w i d z e n i a p s y c h o l o g i i s p o ł e c z n e j ) ,

nizmy „ l u d o w e g o s p o s o b u r e a g o w a n i a i w i d z e n i a ś w i a t a " , które

specyficzną więź, nacisk i formę ekspresji w obrębie

p o b u d z o n e sytuacją sterują k u l t u r o w y m i z a c h o w a n i a m i , o d p o r ­

W s z y s t k o t o miało miejsce w G d a ń s k u . D o d a j m y , że strajk t r w a ł

ne na z m i e n n o ś ć a t r y b u t ó w ludzkich d z i e j ó w . Niech nie myli nas

długo,

b o g a c t w o k u l t u r o w y c h metafor przysłaniające w s p o m n i a n e m e ­

k o m i s j i ) , nużył o c z e k i w a n i e m , ograniczał i w y z w a l a ł zarazem

c h a n i z m y , są o n e charakterystycznie u t r w a l o n e w

różne f o r m y ekspresji i z a b a w y . U c z e s t n i k ó w strajku z m u s z o n y c h

reakcjach ludzi należących d o j e d n e g o „ k r ę g u

grupowych

obfitował

w

chwile dramatycznych

spięć

grupy.

(rozmowy

kulturowego".

d o w y ł ą c z n e g o bezpośredniego k o m u n i k o w a n i a się zjednoczył

Z t e g o płynie moje przekonanie, że element l u d o w y w kulturze t o

w s p ó l n y m celem i d o l ą . Sytuacja ta została tak opisana: „ J u ż na

taki element, który p o w s t a ł j a k o w y n i k działania

s a m y m początku strajk w y z n a c z y ł s w o j e granice. Przyjęta w sier­

nazwanego

w y ż e j „ l u d o w y m s p o s o b e m r e a g o w a n i a " , i nie jest a t r y b u t e m

p n i u polityka była przez strajkujących tak w y k ł a d a n a : nie popeł­

w a r s t w y (klasy) społecznej. W etnografii polskiej p o g l ą d y takie

n i m y błędu g r u d n i a , nie w y j d z i e m y poza bramy stoczni. Nie

głoszą dzisiaj w s z y s c y ci spośród e t n o g r a f ó w , którzy zorien­

p o d e j m i e m y ż a d n y c h z e w n ę t r z n y c h działań, które d a ł y b y w ł a d z y

t o w a n i są na analizy w e w n ą t r z k u l t u r o w e .

s p o s o b n o ś ć d o kontrakcji. I strajk stał się ś w i ę t e m w y z w o l o n y c h

2

skrócie,

s ł ó w , praktyką czystej ekspresji (...) Inaczej niż r e w o l u c j a strajk

p r z y p o m i n a m i n a z y w a m niektóre m e c h a n i z m y l u d z k i e g o myś­

jest f o r m ą zaniechania, c z y n e m p a r a d o k s a l n y m , p o n i e w a ż p o l e g a

lenia w p ł y w a j ą c e na k s z t a ł t o w a n i e k u l t u r y t y p u l u d o w e g o . Są t o :

na n i e - c z y n i e n i u , na p o w s t r z y m y w a n i u się o d z w y k ł y c h działań

Na potrzeby niniejszego a r t y k u ł u , w

największym

s w o i s t e w a r t o ś c i o w a n i e czasu i przestrzeni, symbolizacja i m i t y -

p r o d u k c y j n y c h i nie p o d e j m o w a n i u ż a d n y c h działań zastępczych,

zacja zjawisk

które m o g ł y b y w y p e ł n i ć p o w s t a ł ą pustkę. Pustkę tę w y p e ł n i a j ą

44

( w sensie jaki nadaje t e m u p r o c e s o w i

Roland

�s ł o w a , które i n n y c h zmusić mają d o podjęcia o c z e k i w a n y c h przez

n o ś ć " ) . Rację ma S t a n i s ł a w Rosiek pisząc, że te s y m b o l e r ó w n o ­

strajkujących działań."

w a ż n e są trzem p o k ł a d o m k u l t u r o w y m strajku: n a r o d o w o - p a t ­

7

Strajk w y t y c z y ł w i ę c s w o j e granice i o d m i e n i ł czas, o w ł a ś c i w e

r i o t y c z n e m u , r e l i g i j n o - k a t o l i c k i e m u i p l e b e j s k i e m u . Te k u l t u r o ­

j e g o poczucie. U c z e s t n i c t w o w n i m nie jest c z y n n o ś c i ą c o d z i e n ­

w e p o k ł a d y o d k r y w a ć można w k a ż d y m s k r a w k u d o k u m e n t a c j i

ną i nie w s z y s t k i m przypadło w udziale. N a d t o , jak w obrzędzie,

g d a ń s k i c h w y d a r z e ń . P r z e k o n y w a j ą c o brzmią zdania J a n a Strze-

10

w y t y c z o n o obszar, na k t ó r y m o b o w i ą z u j e n i e z w y k ł y czas, a ten

l e c k i e g o : „ P o w s t a n i e i r o z w ó j Solidarności s t w o r z y ł o i stwarzać

z kolei w y w o ł u j e nadmiar ekspresji:„akt zawieszenia społecznej

będzie w i e l e zjawisk i m o m e n t ó w ukazujących g ł ę b o k i e związki

praksis w p r o w a d z a d o krainy czystej ekspresji. M ó w i e n i e , które

łączące polski ruch r o b o t n i c z y z o b e c n o ś c i ą , rolą i s y m b o l i k ą

w y z w a l a się t y m s p o s o b e m z k r ę p u j ą c y c h je d o t ą d

chrześcijaństwa i Kościoła w naszej kulturze, w jej tradycjach

więzów

poszukuje d o p i e r o zakorzenienia w innej praksis (...). Jest t o

i w jej w s p ó ł c z e s n o ś c i . N i e z a p o m n i a n a brama stoczni gdańskiej

m o m e n t szaleństwa strajku (znany r ó w n i e ż w s z y s t k i m r e w o l u c ­

z portretem Papieża, c o d z i e n n a msza lokująca liturgię w ś r o d k u

j o m ) , w k t ó r y m następują szybkie radykalne p r z e w a r t o ś c i o w a n i a .

szpaleru s t o c z n i o w c ó w , czyniące z niej stałą towarzyszkę ich

Ś w i a t staje na g ł o w i e . "

8

A n a l o g i e ze ś w i ę t e m , k a r n a w a ł o w y m

rozstrzygnięć

i oczekiwań.

Robotnicza

golgota,

wzniesiona

o d w r ó c e n i e m ś w i a t a na opak w czasie strajku, są w t y m w y p a d k u

w s p o ł e c z n y m czynie na miejscu ofiar k o n f l i k t u sprzed dziesięciu

bardzo bliskie. U w y p u k l a j ą je i te s t w i e r d z e n i a : „ w y z w a l a j ą c a się

lat, t o t y l k o najważniejsze, najbardziej znane znaki t e g o z n a m i e n ­

m o w a zerwała z rytualną t y t u l a t u r ą n o w o m o w y i z w y p r a c o w a ­

nego z w i ą z k u . " " D o d a j m y : z w i ą z k u w s w o i m d u c h u

n y m i przez nią j ę z y k o w y m i s p o s o b a m i u t w i e r d z a n i a hierarchii

b a r o k o w e g o , l u d o w o - k a t o l i c k i e g o , tak charakterystycznego dla

partyjno-rządowej.

polskiej p o b o ż n o ś c i .

(...)

Wypowiedzi łatwo przyjmowały

per­

bardzo

s p e k t y w ę personalną ( w której m o ż l i w y jest p o l i t y c z n y d o w c i p )

W y m i e n i o n e w y ż e j tradycje r o z b u d z o n e w gdańskiej stoczni

(...), naruszały społeczne t a b u , ś w i a d c z y t o o zmianie perspek­

o b e c n e były w e w s z e l k i c h f o r m a c h ludzkiej a k t y w n o ś c i , jakie ta

t y w y . (...) W stoczni rozpadły się rytualne f o r m y

oficjalnych

n i e z w y k ł a sytuacja w y w o ł a ł a . Dostrzegało się je w z b i o r o w y c h

zebrań, narad, o r g a n i z o w a n y c h demonstracji, (...) strajk d o p u s z ­

o d r u c h o w y c h z a c h o w a n i a c h , w s p o s o b a c h dekoracji bram i m u ­

czał s p o n t a n i c z n ą a k t y w n o ś ć , przemienność ról, brak s c e n o p i s u ,

r ó w , w t w ó r c z o ś c i plastycznej, a także w t w ó r c z o ś c i literackiej.

demokratyzację przestrzeni. N o w y styl mieścił w sobie p o e t y k ę

Przemieszane i nakładające się na siebie, t w o r z y ł y

i n t y m n e j r o z m o w y , p u b l i c z n e zwierzenie i patos przysięgi na

patosu i l u d o w e g o o d p u s t u , determinacji i z a w o ł a ń o Bożą łaskę.

krucyfiks, zezwalał na żart i i m p r o w i z o w a n e o p o w i a d a n i e . N u d ę
i hieratyczność rytuału o d m i e n i ł w ż y w i o ł o w o ś ć ś w i ę t a . "

9

mozaikę

J u ż o b s e r w a t o r strajku z zewnątrz natykał się na n i e c o d z i e n ­
ność. O t o m u r y i bramy stoczni, n i e z a u w a ż o n e na c o dzień

Zamknięcie, ś w i a d o m o ś ć w s p ó l n o t y c e l ó w i losu (strajk zerwał

w pełnieniu swej utylitarnej f u n k c j i , zostały u d e k o r o w a n e k w i a ­

z systemem oficjalnej k o m u n i k a c j i , doniesienia o f i c j a l n y c h mass-

t a m i , flagami, portretami. M u r y - za k t ó r y m i dział się strajk

- m e d i ó w p r z y j m o w a n o j a k o wieści z o b c e g o ś w i a t a ) s p o t ę g o w a ­

- zostały zaznaczone i magicznie w z m o c n i o n e . Przydano m u r o m

ło poczucie przynależności d o naszego ś w i a t a , d o w y r a ź n e g o

znaczenie g r a n i c y ś w i a t ó w . Granica ta, jak uczy e t n o l o g i a , jest

a r t y k u ł o w a n i a t e g o p o c z u c i a w opozycji , , m y " - , , o n i " i u s t a n o ­

zawsze s p r a w ą bardziej ludzkiej ś w i a d o m o ś c i , niz fizyczności

w i e n i a p o d s t a w o w y c h s y m b o l i narodzonej w s p ó l n o t y (sztandar

1 w ł a ś c i w i e o d d a j e t o impresja o b s e r w a t o r a sprzed b r a m y numer

n a r o d o w y , krucyfiks, rzeźba s t o c z n i o w c a , emblemat

2 (miejsca dla większości szczególnego, bo

„Solidar­

„uświęconego"

�k r w i ą roku 1 9 7 0 ) . Była ona n i e u ś w i a d a m i a n y m miejscem m e d i a ­

n i o w c a - bliska l u d o w e m u p r z e d s t a w i e n i u Chrystusa Zmart­

cji, k o n t a k t u i rozdziału między ś w i a t a m i : „ N a plac przed g ł ó w n ą

w y c h w s t a ł e g o , powtarzająca zarazem (nie w i e m czy ś w i a d o m i e )

bramą p r z y c h o d z i tysiące ludzi. Słuchają zachłannie g ł o ś n i k ó w

charakterystyczny gest Lecha Wałęsy znany z f i l m o w y c h z a p i s ó w

i boją się t e g o co słyszą. O d c h o d z ą rozglądając się na b o k i ,

strajku.

w r a c a j ą , jest ich w i ę c e j , p o d a j ą t a m t y m w

kombinezonach

W y k o r z y s t u j ą c relację z a l m a n a c h u „ P u n k t " p r z y p o m n i j m y , jak

papierosy i kwiaty,' krzepią się z n i m i , lecz czy o d w a ż y l i b y się t a m

w y g l ą d a ł o otoczenie s t o c z n i .

w e j ś ć i pozostać. Miejsce, w k t ó r y m strajk styka się z m i a s t e m , jest

zywała do procesyjnego

rozedrgane i zapalne. Po tej stronie k o t ł u j e się Polska z a k o m p l e k ­

k w i a t a m i i c h o r ą g w i ą M a t k i Boskiej C z ę s t o c h o w s k i e j . N a d t o na

18

Brama numer 2 w y s t r o j e m n a w i ą ­

ołtarza na Boże Ciało -

przybrana

siona i n e r w o w a , p o tamtej stronie stocznia, która z a c h o w u j e się

bramie z n a j d o w a ł y się w i z e r u n k i M a t k i Boskiej C z ę s t o c h o w s k i e j

jak w o l n a r e p u b l i k a . . . "

oraz J a n a Pawła II. Rozpostarty był także w i e l k i transparent

1 2

M u r y stoczni w i d a ć z p o c i ą g u . Stały się granicą, która przemó­

z napisem „Proletariusze w s z y s t k i c h z a k ł a d ó w łączcie się". Na

w i ł a . P o j a w i ł y się na n i c h napisy. Napisy na m u r a c h mają s w o j e

m u r a c h stoczni z a w i e s z o n o d w a srebrne orły z n a c z n y c h roz­

życie - pisał J a n St. Bystroń. Są takie c o „ p o z o s t a j ą w ścisłym

m i a r ó w i przybrano je r ó w n i e ż k w i a t a m i . Wszystkie posterunki

z w i ą z k u z c z ł o w i e k i e m , kładzione
w

nastroju

chwili

afektu,

służb p o r z ą d k o w y c h o z d o b i o n e były k w i a t a m i i flagami n a r o d o ­

podniosłym, podochoconym, namiętnym,

napisy,

w y m i . Służba p o r z ą d k o w a nosiła b i a ł o - c z e r w o n e opaski z her­

przezeń w

które są życzeniem, zaklęciem, pamiątką, agitacją, p a s z k w i l e m . "

13

b e m Gdańska. Brama numer 3 u d e k o r o w a n a została obrazem

Były i są f o r m ą agitacji - pisze w i n n y m miejscu Bystroń - „ t a k i

M a t k i Boskiej C z ę s t o c h o w s k i e j . Przydana d o obrazu flaga naro­

d o r y w c z o kładziony napis zastępował d z i e n n i k satyryczny, które­

dowa

g o cenzura nie przepuściła, g d y j e d n y m s ł o w e m był uzewnętrz­

n a z w a n o „ M a t k ą Boską S t r a j k o w ą " (później m o ż n a b y ł o kupić

n i e n i e m o p i n i i szerokich w a r s t w z n a j d u j ą c y c h się p o d baczną

graficzną o d b i t k ę „ M a t k i Boskiej S t r a j k o w e j " ) .

opieką p o l i c y j n ą . "

Pomijając

1 4

Na m u r a c h stoczni o d n a j d o w a ł o się napisy będące p o l i t y c z n ą
informacją:

u t w o r z y ł a k o m p o z y c j ę , którą n a t y c h m i a s t

„Walczymy

o sprawiedliwość

dla

całej

Polski",

i na t r w a l e

inne d r o b n e już elementy z d o b n i c z e

podkreślić

w y p a d a , że wszelkie parafrazy uaktualniające tematy, t o specjal­
ność l u d o w a . Szybkie k r e o w a n i e n o w e j „ p a t r o n k i " strajku też

„ S t r a j k Solidarności t r w a " , „ C z ł o w i e k rodzi się i żyje w o l n y m . "

b y ł o w y r a z e m l u d o w e g o s p o s o b y interpretacji ś w i a t a . D o l u d o ­

Niektóre przyjęły f o r m ę w i e r s z o w a n y c h porzekadeł: „ M y z l u ­

w e g o k a n o n u należały także bogate dekoracje k w i a t o w e w o k ó ł

d e m , lud z nami, m y s t o c z n i o w c y się nie d a m y " , inne miały

„ ś w i ę t y c h o b r a z ó w " . „ O d p u s t o w y " charakter miał styl noszenia

b u d o w ę magicznej przestrogi: „ U w a g a ! ! ! kto niszczy rolnika,

się p r z y w ó d c y s t r a j k o w e g o o b w i e s z o n e g o d e w o c j o n a l i a m i , p o d ­

r o b o t n i k a , Ojczyznę i matkę ziemię z przyrodą, ten sam z g i n i e . "

15

Z n a n e są liczne przypadki umieszczania na krzyżach, f i g u r a c h
kartek z prośbami lub napisami. Przytacza takie przykładu z roku
1864

z Krakowa

J.S.

Bystroń.

16

Znalazły

się też kartki

na

pisującego dokument państwowej wagi wielkim, szmirowatym
d ł u g o p i s e m . A t r y b u t y tu w y m i e n i o n e ,

noszone w

najlepszej

wierze, były r ó w n o c z e ś n i e n i e ś w i a d o m y m złamaniem k o n w e n c j i
( c o marzyłoby się n i e j e d n e m u

awangardziście)

i mogą

(ambiwalentnej)

być

d r e w n i a n y m krzyżu przed bramą stoczni. Do krzyża przypięto

k o l e j n y m przykładem k a r n a w a ł o w e j

estetyki

f r a g m e n t z p o e m a t u G iaur George'a Byrona w p o l s k i m t ł u m a c z e ­

strajku. R ó w n o c z e ś n i e o b s e r w o w a ł o się przez cały czas strajku

niu A d a m a M i c k i e w i c z a . Maria J a n i o n u w a ż a , ze jest t o d o w ó d

n i e z w y k ł y szacunek dla s y m b o l i n a r o d o w y c h i w y k o r z y s t y w a n i e

s p o n t a n i c z n i e o d n a w i a j ą c e g o się r o m a n t y c z n e g o w z o r u k u l t u r y

ich dla podkreślenia w a g i miejsca i sytuacji. B y ł o t o , jak m ó w i

polskiej. Tekst z błędnie p o d a n y m a u t o r e m brzmiał następująco:

Maria J a n i o n , „ w y s t ą p i e n i e r o b o t n i k ó w przeciw i n s t y t u c j o n a l i ­
zacji h y m n u i barw n a r o d o w y c h , w s k a z u j ą c e , że będziemy t y c h
s y m b o l i u ż y w a ć w t e d y , kiedy będzie t o nam p o t r z e b n e . " -

Walka o w o l n o ś ć
G d y raz się zaczyna
D z i e d z i c t w e m z ojca
Przechodzi na syna
S t o razy w r o g ó w
Z ł a m a n a potęga
Skończy zwycięstwem.

19

Wszystkie p o w s t a j ą c e s p o n t a n i c z n i e plastyczne dekoracje, g d y
popatrzeć na nie z dystansu c z a s o w e g o , nie s t a n o w i ą osiągnięć
(poza znakiem g r a f i c z n y m „ S o l i d a r n o ś ć " - d o s k o n a l e n a t y c h ­
miast o d c z y t a n y m ) a w a r t o ś c i p r z y d a w a ł y im ó w c z e s n e emocje,
które d o dzisiaj e m a n u j ą z licznych zdjęć w y k o n a n y c h w czasie
strajku. D o k u m e n t a c j a f o t o g r a f i c z n a strajku, d o d a j m y na koniec,
jest bardzo dramatyczna, p r a w d z i w a , uderzająca w

najwyższe

Z m i a n a f o r m y zapisu i zniekształcenia tekstu w s t o s u n k u d o

rejestry uczuć. Przedstawiana w w i ę k s z y c h c y k l a c h , nawiązuje

o r y g i n a ł u są przykładem folkloryzacji, ale także u c z u c i o w e j i d e n ­

s w o j ą dramatyczną poetyką d o pięciu c y k l ó w Artura Grottgera

tyfikacji z XIX w i e k i e m ( w i e k i e m w a l k i o w o l n o ś ć ) za p o m o c ą

( p r z y p o m n i j m y zdjęcia: uściski przez płot, msze, krzyże itp.)

romantycznej poezji. Stwierdza zresztą autorka, że t o nie j e d y n y

Sytuacja czasu strajku zawiera w i e l e analogii d o w a r u n k ó w ,

r o m a n t y c z n y m o t y w na m u r a c h Gdańska. Inny, p o w r a c a j ą c y , t o

w j a k i c h p o w s t a w a ł a t z w . „literatura u s t n a " . T o , c o podkreślają

żołnierskie Pożegnanie

z kochanką,

f r a g m e n t jednej z n a j p o p u l a r ­

niejszych pieśni z czasów p o w s t a n i a l i s t o p a d o w e g o

badacze j a k o istotne sytuacje f o k l o r y s t y c z n e w odniesieniu d o

„Bywaj

f u n k c j o w a n i a d a w n e j literatury l u d o w e j , o d n a j d z i e m y j a k o cechy

d z i e w c z ę , ojczyzna m n i e w o ł a " . Parafrazy f r a g m e n t u na m u r a c h

czasu strajku, które w y w o ł a ł y , jak się okaże, p o d o b n e d o d a w ­

stoczni brzmiały: „ P a m i ę t a j żeś Polka / o Polskę t o w a l k a / a j a k o

n y c h f o r m y folklorystyczne. Bliskość i bezpośredniość k o n t a k ó w ,

żeś Polka / t o t w o j a r y w a l k a . "

przewaga u s t n e g o przekazu, atmosfera niecodzienności i w a l k i
o społeczne p r a w a , w s z y s t k o t o sprzyja odradzaniu się f o r m

Pamiętaj żeś Polka

f o l k l o r u i takich t y p ó w literatury, o których pisał M i c h a i ł B a c h t i n .

O polską s p r a w ę w a l k a

W y r ó ż n i a ł o n w k a n o n i e klasycznym literatury d w a jej typy:

O b o w i ą z e k ją bronić

literaturę p o w a ż n ą (epopeja, historia, retoryka) oraz p o w a ż n o -

To Twoja rywalka.

-śmieszną. Wszystkie g a t u n k i tej drugiej związane są z kar­

17

n a w a ł o w y m f o l k l o r e m . W ś r ó d nich szczególnie ż y w o t n a jest
formy

„ m a n i p e j a " - gatunek, który o d starożytności p o dziś dzień

ekspresji i s y m b o l e jakie f u n k c j o n o w a ł y w gdańskiej stoczni.

oddziałuje na kulturę europejską - „ u k s z t a ł t o w a ł a się w epoce

W n i c h szczególnie w i d a ć b y ł o religijne i plebejskie w a r s t w y

w y k r u s z a n i a się n o r m e t y c z n y c h , które s t a n o w i ł y a n t y c z n y ideał

Nie mniej

intrygujące o d

napisów

były

plastyczne

ś w i a d o m o ś c i strajkujących, a nie b r a k o w a ł o przecież i n a r o d o ­

harmonii... w e p o c e zaciętej w a l k i między m n ó s t w e m p r ą d ó w ,

w y c h (czytaj, r o m a n t y c z n y c h ) emocji.

szkół religijnych i f i l o z o f i c z n y c h , kiedy dyskusje o p r o b l e m a c h

P r z y p o m n i j m y sobie p o d s t a w o w e s y m b o l e strajku znajdujące
się na sali obrad M K S : n a r o d o w y sztandar o d w o ł u j ą c y się d o
p a t r i o t y c z n y c h uczuć: krucyfiks - dla w s z y s t k i c h zrozumiały
s y m b o l cierpienia i nadziei o d k u p i e n i a : „ ś w i ą t e k - rzeźba stocz-

o s t a t e c z n y c h stały się zjawiskiem m a s o w y m w każdej w a r s t w i e

46

l u d n o ś c i (...) w c z a s a c h g d y z d e w a l u o w a ł y się wszystkie z e w n ę t ­
rzne sytuacje ż y c i o w e c z ł o w i e k a , kiedy sytuacje te s p r o w a d z a j ą
się d o ról, które o d g r y w a c z ł o w i e k na scenie świata z w o l i ślepego

�losu..." D o cech „ m a n i p e j i " oddającej taką atmosferę epoki
należy: 1. Znaczne nasycenie ś m i e c h e m , 2. S w o b o d a fabularnej
fikcji, 3. Opisy i obserwacje z n i e z w y k ł e g o p u n k t u , 4 . Stałe
kontrasty, 5. Elementy u t o p i i społecznej, 6. Szerokie z a s t o s o w a ­
nie przytoczeń i n n y c h g a t u n k ó w , 7. W i e l o s t y l o w o ś ć i w i e l o t e m a t y c z n o ś ć , w i e l o t o n a c y j n o ś ć , 8. W r a ż l i w o ś ć na aktualne
wydarzenia.

O t o przykłady:
„Kolorowe Jarmarki"
Kiedy w i d z ę przez szybę
Puste haki na tle bieli
Myślę w t e d y gdzie w ę d l i n y
Czy je diabli wzięli?
Gdzie zginęły przez te czasy
Balerony i kiełbasy
Szynki, schaby i rolady
A l e zawsze w a m p o w i e m
Że najbardziej mi żal:
Pieczonego prosiaka
Z przedświątecznej w y s t a w y
Bez kolejki schaboszczaka
I prawdziwej kawy
R o z ł o ż o n y c h na p ó ł k a c h
W czekoladzie rodzynek
Ziemniaczanej mąki
I bez d e w i z szynek.

20

W y m i e n i ł e m te c e c h y g a t u n k u , które szczególnie ł a t w o o d n a j ­
duję w poezji s t r a j k o w e j . W ł a ś c i w o ś c i te w y n i k a j ą z tradycji
k a r n a w a ł u b ę d ą c e g o o d b i c i e m świata o z a c h w i a n e j r ó w n o ­
w a d z e . B a c h t i n pisze, że d o k o n u j ą c a się karnawalizacja k u l t u r y
najwyraźniej dostrzegalna jest w okresach, w k t ó r y c h „ d a w n i e j ­
sze f o r m y życia, p o d s t a w y moralności i wiary, zamieniły się
w z b u t w i a ł e sznurki odsłaniając ukrytą naturę l u d z k ą . "
21

Nie popadając w ł a t w e analogie p o w i e d z i e ć m o ż n a na p e w n o ,
że poezja ( l u b raczej literatura l u d o w a ) p o w s t a ł a w czasie strajku
jest d o k u m e n t e m s o c j o l o g i c z n y m ó w c z e s n y c h n a s t r o j ó w . N a t o ­
miast jej f o r m a l n a r ó ż n o r o d n o ś ć p o t w i e r d z a tezy Bachtina. Treś­
c i o w y m analizom i i d e o w y m przesłaniom u t w o r ó w należy się
p i e r w s z e ń s t w o , o n e b o w i e m s t a n o w i ą o ich w a r t o ś c i . Nas jednak
bardziej interesuje m e c h a n i z m ich p o w s t a n i a o p i s y w a n y przez
kronikarzy g d a ń s k i c h w y d a r z e ń . S i e r p n i o w ą poezję, d o k u m e n t
n a s t r o j ó w s t r a j k o w y c h , p o w o ł a ł a d o życia s p o n t a n i c z n a akcja.
Jak p o w s t a ł o w i e l e wierszy tej poezji, nikt nie jest w stanie
p o w i e d z i e ć . N a p ł y w a ł y d o strajkowej d r u k a r n i , krążyły w o d ­
pisach, trafiały d o repertuaru a k t o r ó w g d a ń s k i e g o teatru „ W y ­
brzeże", c h ę t n i e były ś p i e w a n e przez m ł o d z i e ż o w ą straż na
m u r a c h . W e d ł u g u z n a n y c h p o d z i a ł ó w p o w s t a w a ł y f o r m y epickie
(wiersze p o l i t y c z n e i opisy w y d a r z e ń ) oraz liryka (refleksyjna,
osobista i religijna). Teksty r y m o w a n e przyjęły postać ballady,
k u p l e t u , piosenki. W w i e l u wierszach d ź w i ę c z ą w y r a ź n e echa
tradycji robotniczej w a l k i zamienionej w Polsce w steatralizowane p o c h o d y p i e r w s z o m a j o w e . Tymczasem strajkujący ś w i a d o m i
byli f a k t u , że t u w a l k a toczy się w najbardziej p i e r w o t n e j postaci.
D l a t e g o też u t w o r y pisane przez strajkujących uznaje się za
w i e l k i e w o ł a n i e o p r a w d ę życia p u b l i c z n e g o i g o d n o ś ć n a r o d o w ą
u w i k ł a n ą w tragiczny splot zależności. R y m o w a n a p u b l i c y s t y k a
s t r a j k o w a - t o język p r y w a t n y c h r o z m ó w p r z e c i w s t a w i a j ą c y się
oficjalnej „ n o w o m o w i e " . Z a d e k r e t o w a n e u w i e l b i e n i e dla „ p r z y ­
w ó d c ó w n a r o d u " ukazało s w o j ą d r u g ą t w a r z w z w i e r c i a d l e
satyry. Opadające bariery cenzury i a u t o c e n z u r y o t w o r z y ł y m o ż ­
l i w o ś c i dla s w o i s t e j k o n t r k u l t u r y znanej w różnych kręgach
społecznych.

„Dla Kobiet"
Raz d o lekarza kobita w p a d a
Panie d o k t o r z e niech mnie pan zbada.
Pani się m y l i , jestem lekarzem w e t e r y n a r z e m .
Ludzi w o g ó l e ja nie przyjmuję.
Panie d o k t o r z e ale ja w ł a ś n i e zwierzem się czuję.
Gdy rano w s t a j ę niech Pan mi wierzy
b i e g a m p o d o m u jak k o t z pęcherzem,
d o pracy biegnę jak k o ń - kłusem
jak małpa czepiam się a u t o b u s u
jak osioł jestem z a p r a c o w a n a
jak w i e l b ł ą d jestem o b ł a d o w a n a
jak l w i c a bronię małżeńskiej c n o t y
kiedy w i e c z o r e m w r a c a m z r o b o t y
A g d y już usnę t o mi nad g ł o w ą
mąż czule szepce - p o s u ń się k r o w o
w i ę c może j a k i m c u d o w n y m lekiem
uczyni mnie pan jeszcze c z ł o w i e k i e m .

22

P r o p o n u j ę z w r ó c i ć u w a g ę na jeszcze inne fakty w y p ł y w a j ą c e
z istnienia t e g o rodzaju t w ó r c z o ś c i .
Strajkujący (a wcześniej nie t y l k o o n i ) , nie mając m o ż l i w o ś c i
d o s t ę p u d o ś r o d k ó w m a s o w e g o przekazu, o d r u c h o w o niejako
o d w o ł a l i się d o f o r m f o l k l o r u , by przekazać w ł a s n ą o p i n i ę
0 sytuacji w kraju. W y b u c h t w ó r c z o ś c i w czasach n i e c o d z i e n ­
n y c h w y n i k a ze w s p o m n i a n e j „ a t m o s f e r y f o l k l o r y s t y c z n e j " czasu
strajku. Z natury poezji w y n i k a , że t o o n a w ł a ś n i e w t a k i c h
czasach p o w s t a j e . Poezja, j a k o f o r m a ś w i a d o m o ś c i , skupia w s o ­
bie o d ś w i ę t n e lub niecodzienne aspekty życia. S k o n d e n s o w a n a
f o r m a i p o e t y c k a metafora u j m u j ą s e d n o sprawy. Jej ustny
charakter i rytmiczne z o r g a n i z o w a n i e u ł a t w i a z a p a m i ę t y w a n i e
1 przekaz. Należąc w większości d o k a n o n u niskiego ( u ż y w a j ą c
klasycznych p o d z i a ł ó w ) , poezja u l o t n a czasu strajku spełnia
w s z y s t k i e p o d r ę c z n i k o w e w y m o g i s w o j e g o rodzaju. Jest a n o n i ­
m o w a ( a u t o r ) i imienna (adresat). Związana z p r z e ł o m o w y m i
w y d a r z e n i a m i , jest n a p a s t l i w a i p o s ł u g u j e się g a t u n k a m i satyry,
p a m f l e t u , p a s z k w i l u . O d w o ł u j e się d o p o p u l a r n y c h f o r m literac­
k i c h , jak ballada, piosenka. Obliczona jest na działanie doraźne,
stąd najczęstsza jej b r o ń , t o różne rejestry ś m i e c h u . A p e l u j e , jak
każda l u d o w a poezja raczej d o uczuć niż d o intelektu. Operuje
ona językiem z a n t y p o d ó w d y p l o m a c j i . Nie ma w niej p ó ł t o n ó w
i n i u a n s ó w , subtelną b a r w ę zajęła g r u b a krecha. Króluje w niej
d o b i t n a j e d n o z n a c z n o ś ć . Dostrzec w niej m o ż n a d w a b i e g u n y :
jeśli p o j a w i a się pamflet na pana G., t o symetrycznie p o w i n i e n
p o j a w i ć się panegiryk na cześć pana W., i tak się rzeczywiście
dzieje. S t r a j k o w e j poezji wersje rytmiczne często p o d p o w i a d a j ą
m e l o d i e p o p u l a r n y c h szlagierów, c o d o d a j e jej s m a k u , h u m o r u
i ironii.
23

Poezja ta ma cechy poezji sowizdrzalskiej, operuje d o s ł o w n o ś ­
cią, porusza t z w . „ d ó ł m a t e r i a l n o - c i e l e s n y " (kategorie M. B a c h ­
tina):

Jeśli m a m być całkiem szczery
Ustrój nasz mi o d p o w i a d a
Ale ciągle d o cholery
Maszyneria w nim w y s i a d a .
G d y b y nie t o w y s i a d a n i e
P e w n i e trzymałby się k u p y
B y ł b y spełnił s w e zadanie
Lecz w t y m stanie jest d o d u p y .
W poezji tej c h ę t n i e w y m i e n i a się postacie z nazwiska, już t o
w f o r m i e n a p a s t l i w e j , lub też zdradzającej braterską zażyłość. Jej
autorzy, okazjonalni poeci, n i e ś w i a d o m i e o d w o ł u j ą c się d o
d a w n y c h l u d o w y c h f o r m , i n s t y n k t o w n i e sięgnęli p o w z o r c e
s p r a w d z o n e w odbiorze. Poezja okazjonalnie p o w s t a j ą c a jest
n a s t a w i o n a na taki n a t y c h m i a s t o w y i j e d n o z n a c z m n y o d b i ó r , tak
jak t o b y w a na l u d o w y m święcie.
„Małżeńska rozmowa"
M ó w i Edzio d o s w e j Stasi
Co za czasy, c o za czasy

�Co za czasy, c o za bieda

„ K u p o k r z e p i e n i u serc W a s z y c h - T o b i e O j c z y z n o "

Stocznia nam się u w i e ś ć nie da
E. Nie s k u t k u j ą o b i e c a n k i

Z a m k n i ę t a s t o c z n i o w a brama

S. Czy zmądrzeli te baranki

A na niej Pani Ś w i ę t a , Orzeł i Papież

E. Nie s k u t k u j ą nasze czary

O b o k krzyż - s y m b o l pamięci T a m t y c h

S. Nie d o wiary, nie d o w i a r y

Niejeden na ścianie napis

E. Marzą im się związki w o l n e

Dlaczego brak w i z e r u n k u p r z y w ó d c ó w ?

S. To są myśli zbyt f r y w o l n e

T w ó r c ó w w i e l k i c h p i ę k n y c h idei?

E. Chcą też mieć n o w e g o bacę

Dlaczego ulice puste, s m u t n e .

Czy posadę s w ą utracę?

I buzie dziecięce się nie śmieją...

S. Nie m a r t w się m ó j mężu miły
Kraju jeszcze nie zbudzili
A jak zbudzą, zbierzemy m a n a t k i

„Chrystus z robotnikami - robotnicy z Chrystusem"

I z w i e j e m y w p r o s t d o tatki.
Dojrzą sens p r a w d y Ci - c o przeciw byli
„Ballada o w o l n y c h Związkach"

I ich ogarnia T w o j a Łaska B o g a
I dla n i c h także Polska udręczona

Ejże słuchajcie bracia Polacy
O w o l n y c h Z w i ą z k a c h ballady
b o trzeba s t r a j k ó w , b o trzeba pracy
b o bez n i c h nie d a m y rady

Stanie się bliska - stanie sercu d r o g a .

T o c o w a m ś p i e w a m dobrzy l u d k o w i e

Dziś d o Ciebie przyjść nie m o g ę

T o jest o p o w i e ś ć p r a w d z i w a

b o strajk nadal jeszcze t r w a

Jest tam w stoczni w s p a n i a ł y facet

Nie w i e m kiedy Cię zobaczę

Co się Wałęsa n a z y w a .

któż to w i e , kto t o . z n a
Jest nas w i e l u tutaj razem
którzy pragną t o c o ja
I wierzymy w co walczymy
b o t o słuszność i wiara ma

Siedzi Gierek w КС i piszczy i piszczy
że strajkują ludzie, b o d o r o b e k zniszczył
Oj m o i p a n o w i e w ł o s mi staje dęba

„Postulat 2 2 "

g d y głos zabierają G w i a z d a i Wałęsa
W ł o s y leżeć będą na s z a n o w n e j g ł o w i e

Przestańcie dzielić nas i skłócać

jeśli będą w o l n e Z w i ą z k i Z a w o d o w e

Rozdzielać p u n k t y , przywileje

N i c mi nie zostało, jak czuć się n i e z d r o w y m

Przemilczać n i e w y g o d n e fakty

, b y m m ó g ł sam zejść z t r o n u zamiast być z r z u c o n y m .

Fałszować historyczne dzieje.
Przywróćcie wartość wielu s ł o w o m

„Obradowa ballada"

By już nie były p u s t y m i s ł o w a m i
By żyć z g o d n o ś c i ą i p r a c o w a ć

Siadajcie w o k ó ł o g n i s k a l u d k o w i e

z solidarnością między nami.

A ja w a m s t o c z n i o w ą balladę o p o w i e m

Przestańcie nas stale przepraszać

Była sobie klika nad w i ś l a n y m szlakiem

I m ó w i ć , że błądzicie

J e d e n był pajacem a d r u g i c w a n i a k i e m

Spójrzcie na nasze matki, ż o n y

G d y c w a n i a k w rozsądku zawsze w i e t r z y ł w r o g a

Szare i zmięte jak nasze ż y c i e .

25

To pajac w c w a n i a k u w i d z i a ł s w e g o Boga
Pajac zawsze g o t ó w c w a n i a k o w i służyć
C h o ć b y całą Polskę miał d o cna zadłużyć.
Lecz załoga stoczni chce służyć P o l a k o m

Czas strajku, a później w y w o ł a n e j e g o s k u t k a m i

Nie p o z w o l i Polski sprzedawać c w a n i a k o m .

nastroje

społeczne w Polsce charakteryzuje w a ż n a dla e t n o l o g a dążność.
Był nią z b i o r o w y w y s i ł e k s k i e r o w a n y na p r z y w r ó c e n i e a u t e n t y c z ­

Literatura s t r a j k o w a m a charakter a m b i w a l e n t n y . Jej humor,

ności i w a g i l u d z k i m s ł o w o m , g e s t o m (czy szerzej r y t u a ł o m ) ,

niska treść, f o r m a są a t r y b u t e m l u d o w o ś c i ( p r z y p o m i n a m tezy

twórczości

B a c h t i n a ) . P o d o b n e przekonania o d n a j d z i e m y u Karela Ćap-

o b y c z a j u . Przywrócenie m u specyficznie p o l s k i e g o charakteru.

i moralności. O d b y w a ł o

się s w o i s t e

odnawianie

k a : „ h u m o r jest z reguły g ł o s e m l u d u , tak jak slang jest m o w ą l u d u ,

S p o n t a n i c z n o ś ć tej społecznej reakcji w s k a z u j e , że o d b y w a ł się

sam h u m o r jest p o n i e k ą d slangiem l u d u . To, że d o w c i p y są

kulturotwórczy

w znacznej mierze przywilejem w a r s t w niższych jest z j a w i s k i e m

regułami, o k t ó r y c h przekonuje e t n o l o g i a .

w i e l k i m i d a w n y m . (...)

proces.

Przebiegał o n w

zgodzie z t r w a ł y m i

Sowizdrzał jest c z ł o w i e k i e m z l u d u ,

Z t e g o p u n k t u w i d z e n i a jakże s z y b k o okazały się miałkie

S z w e j k jest żołnierzem. W y g l ą d a na t o jakby w i e l k i wstrząsający

i n i e p r z e k o n y w a j ą c e wszelkie p a p i e r o w e analizy przemian i p o ­

ś m i e c h historii brzmiał stale o d d o ł u . "

wstawania nowej obyczajowości w

2 4

Nie w y c z e r p u j e t o jednak zagadnienia. J a k t w i e r d z i
J a n i o n , polski w z ó r

p a t r i o t y z m u , s p o s ó b reakcji

na

Maria
sprawy

Polsce. Przykłady takich

e t n o g r a f i c z n y c h i s o c j o l o g i c z n y c h w y p r a c o w a ń zajęłyby sporą
teczkę. A e t n o l o g i a

uczy

nas przecież, że struktury

reakcji

n a r o d u i ojczyzny ma r o m a n t y c z n e korzenie. N i e z w y k ł a sytuacja

k u l t u r o w y c h t k w i ą w nas „ o d c z a s ó w S e t a " . T ł u m i o n e f o r m y

strajku, k t ó r e g o celem b y ł o także r a t o w a n i e ojczyzny i o b r o n a

ekspresji charakteru

n a r o d o w e j g o d n o ś c i (co tak w y r a ź n i e o b j a w i ł o się w

robot­

i czasie, w k t ó r y c h najmniej się s p o d z i e w a m y . Nie da się b o w i e m

niczych p o s t u l a t a c h ) , w y w o ł a ł a z p o k ł a d ó w z b i o r o w e j ś w i a d o ­

z a d e k r e t o w a ć obyczaju ani na p a r t y j n y m zjeździe, ani na bis­

m o ś c i r o m a n t y c z n e s ł o w a i gesty. P o w s t a ł a poezja czerpiąca

k u p i m synodzie.

z romantycznego kanonu.
48

narodowego

„wybuchają"

w

miejscach

1982

�O D

R E D A K C J I

A r t y k u ł pana Czesława R o b o t y c k i e g o przeznaczony był d o n u m e r u p o ś w i ę c o n e g o
„ S o l i d a r n o ś c i " . Otrzymaliśmy g o w 1981 r. Stan w o j e n n y zmusił nas d o rezygnacji
z t e g o n u m e r u , w y c o f a n i a g o z drukarni. Później jeszcze raz

próbowaliśmy

„ p r z e p c h n ą ć " tekst przez cenzurę, bez s k u t k u . P r ó b o w a ł także prof. J ó z e f Burszta,
licząc na s w ó j autorytet, zamieścić artykuł w „ L u d z i e " . D o p i e r o teraz, nie z w i n y
A u t o r a , tekst ukazuje się, c h o ć z 9 - l e t n i m o p ó ź n i e n i e m .
A.J.

PRZYPISY
Z. B e n e d y k t o w i c z , C. R o b o t y c k i , L. S t o m m a , R. T o m i c k i , J.S.
W a s i l e w s k i , Antropologia
kultury w Polsce. Materiały do słow­
nika, „ P o l s k a Sztuka L u d o w a " R. XXXIV, 1 9 8 0 , nr 1 , s. 4 7 - 5 2
Z o b . na przykład, L. S t o m m a , Wstęp, [ w : ] J.S. Bystroń,
lematy, które mi odradzano. W a r s z a w a 1 9 8 0 , s. 7 - 3 9 .
R. Barthes, Mit dzisiaj, [ w : ] Mit i Znak. Eseje, Warszawa
1970.
* M . B a c h t i n , Problemy poetyki Dostojewskiego,
Warszawa
1 9 7 0 , s. 2 5 4 .
Ojczyzna, Solidarność,
Romantyzm
( r o z m o w a z Marią J a ­
n i o n ) , „ C z a s " 1 9 8 1 , n r 1 5 , s . 1 6 - 1 8 , oraz: M . J a n i o n , Nigdy przed
nocą nie ugniemy szyi, „ P i s m o " 1 9 8 1 , nr 3, s. 5 - 1 8 .
„ P u n k t . Almanach
gdańskich środowisk
twórczych",
1980,
nr 12.
S. Rosiek, Strajk mówi siebie, „ P u n k t " 1 9 8 0 , nr 12, s. 4 8 - 4 9 .
Tamże, s. 5 2 .
Tamże.
S. Rosiek, op. cit, s. 5 2 .
J . Strzelecki, J . D w o r a k , Sztandar Huty „Warszawa",
„Ty­
g o d n i k S o l i d a r n o ś ć " 1 9 8 1 , nr 6, s. 1 2 .
H. Dobosz, A. Z w a n i e c k i , Impresje spod bramy nr 2, „ P u n k t "
1 9 8 0 , nr 12, s. 2 2 7 .
1

2

3

5

6

7
8

9

1 0

1 1

1 2

J.S. B y s t r o ń , Napisy [ w : ] lematy, które mi odradzano,
op.
s. 109.
J.S. B y s t r o ń , op.cit, s. 130, por. też. J . Besancon, Les murs
ont la parole. Paris 1 9 6 8 .
Wszystkie napisy zaczerpnięte z tekstu: Mury stoczni gdańs­
kiej {wybór, W. M a k s y m o w i c z ) , „ P u n k t " 1 9 8 0 , nr 12, s. 1 2 3 - 1 2 5 ,
Z o b . J.S. Bystroń, op.cit, s. 1 3 1 .
M . J a n i o n , Nigdy przed mocą nie ugniemy szyi, o p . cit., s.
16-17.
G. Boros, Matka Boska Strajkowa,
„ P u n k t " 1 9 8 0 , nr 1 2 , s.
270-272.
Ojczyzna, Solidarność, Romantyzm,
op. cit, s. 1 6 - 1 8 .
M . Bachtin, Problemy poetyki Dostojewskiego,
op. cit, s.
165, 175-184.
Tamże, s. 2 5 4 .
Z o b . też M . B i e ń k o w s k i , Dialog, czyli gdański
Janko-krytykant, „ P u n k t " 1 9 8 0 , nr 1 2 , s. 1 2 6 - 1 2 8 .
M y ś l ę p o d o b n i e jak: T. Szkutnik, Śmiech, litość,
trwoga,
„ P u n k t " 1 9 8 0 , nr 1 2 , s. 1 3 0 - 1 3 4 .
K. Ćapek, Marsjasz, czyli na marginesie
literatury,
Kraków
1 9 8 1 , s. 4 2 .
Wszystkie c y t o w a n e f r a g m e n t y wierszy p o c h o d z ą z w y b o r u
zamieszczonego w . „ P u n k t " 1 9 8 0 , nr 1 2 .
1 3

cit,

1 4

1 5

1 8
1 7

1 8

19

2 0

2 1

2 2

2 3

2 4

2 5

Fot.: Erazm C i o ł e k

49

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7767" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7747">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/6d49df46bfdf1645c6b5f43654c55f0c.pdf</src>
        <authentication>7a798ebb171007209abb0b223b890d9f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92781">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2269</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92782">
                <text>1990</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92783">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2105</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92784">
                <text>"Mury nasze, kanapy wasze" / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1990 t.44 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92785">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1990 t.44 z.2, s.41-43</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92786">
                <text>Sabak, Krzysztof</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92787">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92788">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92789">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92790">
                <text>RAVEN

i

и

Krzysztof Sabak

„MURY NASZE, KANAPY WASZE"
O graffiti, czyli napisach, rysunkach na m u r a c h , napisano tak
w i e l e u c z o n y c h r o z p r a w i p o w a ż n y c h prac z dziedziny s o c j o l o g i i ,
sztuki, e t n o l o g i i itd. tak za granicą, jak i w P o l s c e , że t r u d n o na
t e n t e m a t napisać coś o r y g i n a l n e g o i o d k r y w c z e g o , przeto będzie
t o j e d y n i e próba o p i s u t e g o zjawiska na terenie W a r s z a w y oraz
w y j a ś n i e n i a c z y n n i k ó w w p ł y w a j ą c y c h na j e g o p o w s t a n i e i roz­
w ó j . J a k każda próba w s t ę p n a jest o n a z p e w n o ś c i ą niepełna (nie
s p o s ó b dotrzeć d o w s z y s t k i c h o s ó b ) i, b y n a j m n i e j , nie pretenduje
d o ujęcia c a ł o ś c i o w e g o .
M a j ą c w pamięci treść n a p i s ó w , z n a k ó w , r y s u n k ó w ( w i e l e
z n i c h zakryto ś w i e ż y m t y n k i e m lub k o l e j n y m i napisami) p o j a w i a ­
j ą c y c h się w W a r s z a w i e na przestrzeni o s t a t n i c h kilkunastu lat
dostrzegamy s w o i s t y ciąg tradycji: rysunki czy napisy p o w s t a j ą
w s z c z e g ó l n y m czasie, w czasie p r z e ł o m ó w , p r z e w a r t o ś c i o w a ń
p o s t a w , budzenia się ś w i a d o m o ś c i , i w szczególnych miejscach,
t y c h które p o z w a l a j ą na z a c h o w a n i e a n o n i m o w o ś c i , z jednej
strony, z drugiej zaś - u m o ż l i w i a j ą szerokie dotarcie d o o d b i o r c y :
stąd tak w i e l k i e zagęszczenie n a p i s ó w w przejściach p o d z i e m ­
n y c h , które spełniają o b a te w a r u n k i .
Okres lat siedemdziesiątych nie z a o w o c o w a ł szczególnymi
d o k o n a n i a m i w interesującej nas dziedzinie i poza znakami
h i p p i s o w s k i m i (...), hasłami o d n o s z ą c y m i się d o historii n a j n o w ­
szej, tej nieoficjalnej, jak „ 1 7 września. P a m i ę t a m y ! " , „ K a t y ń "
itp., przemilczanej w p o d r ę c z n i k a c h s z k o l n y c h , prasie, radiu
i telewizji, czy napisami k o m e n t u j ą c y m i w y d a r z e n i a ' 7 6 r o k u , tak
n a p r a w d ę nic na przestrzeni t y c h lat się nie w y d a r z y ł o . Inskrypcje,
c h o ć nieliczne, były w i d o m y m znakiem, ś w i a d e c t w e m ś w i a d o ­
mości historycznej i niezgodą na r u g o w a n i e z o f i c j a l n e g o życia
o b i e k t y w n i e zaistniałych f a k t ó w h i s t o r y c z n y c h .
D o p i e r o w okresie przełomu z w i ą z a n e g o ze strajkami sierp­
n i o w y m i , następnie okresem legalnej działalności Solidarności,
w r a z z natężeniem życia s p o ł e c z n o - p o l i t y c z n e g o , mury stały się
miejscem, na k t ó r y m bieżące działania z w i ą z k u były w s p i e r a n e
hasłami. W pamięci jeszcze m a m y hasła żądające legalizacji
S o l i d a r n o ś c i , u w o l n i e n i a Narożniaka, znaki graficzne w s p o s ó b
n i e z w y k l e s k r ó t o w y i jasny odnoszące się d o P Z P R - u , inskrypcje
p o w s t a j ą c e w trakcie w a l k i o uspołecznienie radia i telewizji:
„ T E L E W I Z J A K ł A M I E " , „ K ł A M I E TV O " .
1

Wraz z w p r o w a d z e n i e m stanu w o j e n n e g o m u r y prawie w s z y s t ­
kich miast stały się obszarem, gdzie w a l k a była r ó w n i e ostra jak
podczas k o l e j n y c h manifestacji z okazji „ p o l s k i c h d a t " . Ż y w o t
t y c h n a p i s ó w był zazwyczaj n i e z w y k l e krótki: n a m a l o w a n e p o d
o s ł o n ą nocy, rano były już z a m a l o w a n e rzędami przekreślonych
p r o s t o k ą t ó w albo „ k r a s n a l i " , k t ó r y c h ilość zgadzała się z ilością
liter w s ł o w i e z a k a z a n y m . M a l o w a n i e o w y c h krasnali, k t ó r y c h
p o d o b i e ń s t w o z „ k r a c o k a m i " b y ł o uderzające , miało na celu
przede w s z y s t k i m zakrycie symboli i haseł n i e w y g o d n y c h dla
w ł a d z y , t y m s a m y m jednak d o c z y n n o ś c i dość n u d n e j i z r u t y n i z o w a n e j w p r o w a d z a n y był element ludyczny, z a b a w a , c o w t y m
czasie nie b y ł o bez znaczenia.
O d p o ł o w y lat osiemdziesiątych o b o k n a p i s ó w w y k o n y w a ­
n y c h pędzlem czy farbą z p o j e m n i k a t y p u spray, p o j a w i ł y się
rysunki w y k o n a n e s z a b l o n e m . T w ó r c a m i o w y c h m a l u n k ó w była
młodzież, g ł ó w n i e ze szkół średnich, z o r g a n i z o w a n a w g r u p y
nieformalne na bazie w s p ó l n y c h zainteresowań lub działająca na
w ł a s n ą rękę. Przypada t o na okres p o w s t a n i a g r u p y „ W o l n o ś ć
i P o k ó j " ( W i P - u ) i p i e r w s z y c h działań warszawskiej Pomarań­
c z o w e j A l t e r n a t y w y , c o w y d a j e mi się nie jest bez znaczenia dla
naszych rozważań. W t y m też czasie w ś w i a d o m e życie społeczne
zaczęła wkraczać młodzież nie pamiętająca stanu w o j e n n e g o
albo pamiętająca g o „ j a k przez m g ł ę " . Była t o młodzież nie
obciążona s k u t k a m i „ g r u d n i o w e j n o c y " , ale też p o z b a w i o n a
d o ś w i a d c z e ń działań k o n s p i r a c y j n y c h .
2

W y r ó ż n i ć t u można:
- różne g r u p y e k o l o g i c z n e w y s t ę p u j ą c e p r z e c i w k o energii
a t o m o w e j , b u d o w i e e l e k t r o w n i w Ż a r n o w c u , działające na rzecz
o c h r o n y ś r o d o w i s k a naturalnego i t p . , k t ó r y c h rysunki z charak­
t e r y s t y c z n y m znakiem ostrzegającym przed skażeniem p r o m i e ­
n i o t w ó r c z y m (..), m a l o w a n y m w różnych w a r i a n t a c h ( n p . b o m b a
z p a l ą c y m się l o n t e m , k w i a t e k dla Ewy itp.) w i d z i e ć m o ż n a p r a w i e
wszędzie;
- jeżdżących na d e s k o r o l k a c h (skateboardach)
podpisujących
s w o j e m a l u n k i „ S K 8 " Rysunki w y k o r z y s t u j ą oni d o c e l ó w czysto
p r o p a g a n d o w y c h , reklamując określony t y p spędzania w o l n e g o
czasu ( g ł ó w n i e jeżdżenie na d e s k o r o l k a c h ) , ale także, szerzej,
określony styl życia. Jeżdżenie na desce jest „ d a w a n i e m sobie

41

�ż y c i a " , stwarza m o ż l i w o ś ć w y j ś c i a p o n a d przeciętność w grupie
rówieśniczej, „jest t o niezły szpan, g d y jedziesz i odbijasz się o d
ś c i a n y " , a m o ż l i w o ś c i d o k o n y w a n i a c z y n ó w n i e z w y k ł y c h jest
w p r o s t n i e o g r a n i c z o n a , c o pokazują malunki z w y k l e k o p i o w a n e
z broszur i książek w y d a w a n y c h na ten t e m a t na Zachodzie,
g ł ó w n i e w Stanach Z j e d n o c z o n y c h A. P.
Galerią dla t w ó r c ó w inskrypcji, m a l u n k ó w są mury d o m ó w , np
przy kinie „ Ś l ą s k " , na ulicy S ł o w a c k i e g o ( o d strony Wyższej
Szkoły Pożarniczej), N o w y m Ś w i e c i e ; przejścia p o d z i e m n e , np.
przy U n i w e r s y t e c i e , „ R e m o n c i e " , nad Trasą Ł a z i e n k o w s k ą , słupy
p o d trasami s z y b k i e g o r u c h u , o w i e l e rzadziej c h o d n i k i , które
z a r e z e r w o w a n e są raczej dla dzieci. M a l u n k i na m u r a c h p o w o l i ,
stają się t r w a ł y m elementem naszego o t o c z e n i a , m i m o że p o ­
w s z e c h n i e m a l o w a n i e na nich u w a ż a n e jest za w a n d a l i z m , i t o
niezależnie o d intencji politycznej „za czy p r z e c i w " . „ J a k można
coś niszczyć, aby lepiej się d z i a ł o ? " - zapytał słuchacz p r o g r a m u
trzeciego, a znany krytyk sztuki Andrzej Osęka pisał z o b u r z e n i e m
„ C a ł e Stare M i a s t o w W a r s z a w i e opaskudziły jakieś małpy
w y p o s a ż o n e w spray i strzępy i d e o l o g i i w r z a s k u i n i s z c z e n i a . "
A może w ł a ś n i e p o w s t a j ą o n e d l a t e g o , by przekroczyć t o , c o
zakazane?
3

4

II 2 Przejście p o d z i e m n e - W a r s z a w a , Plac na R o z d r o ż u , 1 9 8 9 .

II. 3, 4. Przejście p o d z i e m n e - W a r s z a w a , Plac na R o z d r o ż u , 1 9 8 9 .

Inaczej sytuacja w y g l ą d a na specjalnych ekranach, na k t ó r y c h
w ł a d z e miejskie (troszczące się o mury z a b y t k o w y c h b u d y n k ó w )
p o z w a l a j ą m a l o w a ć i pisać wszystko. D o z w o l e n i e zakazanych
akcji s p o w o d o w a ł o spadek emocji tak u m a l u j ą c y c h jak i u o d ­
b i o r c ó w , a „ s k a n a l i z o w a n i e " spontanicznej t w ó r c z o ś c i s p r a w i ł o ,
że napisy stały się nijakie i nieciekawe, raczej m a r k o w a ł y nieprzyz w o i t o ś ć niż były n i e p r z y z w o i t e . Hyde Parku nie daje się z a p r o g ­
ramować „ o d góry".
Warszawskie graffiti nie rozwija się w izolacji, p o d l e g a w p ł y ­
w o m z różnych stron i czerpie s w e inspiracje z w i e l o r a k i c h źródeł,
czego w y r a z e m jest f o r m a i tematyka poruszana szczególnie
w rysunkach w y k o n y w a n y c h s z a b l o n e m . Pierwszy rysunek p o j a ­
w i ł się na w i o s n ę 1 9 8 6 roku na ścianie Polskiej A k a d e m i i Nauk
i przedstawiał p ł y w a k a p ł y n ą c e g o kraulem. Na czystej ścianie nie
s p o s ó b g o b y ł o nie dostrzec i nie ulec niepozornej sile t e g o
m a ł e g o r y s u n k u . Od t e g o czasu mamy s w o i s t y zalew t y c h f o r m
g r a f i c z n y c h ( j e d n o - i d w u k o l o r o w y c h ) , które w r ó ż n y m natęże­
niu s p o t y k a m y na p r a w i e w s z y s t k i c h ścianach, o d f o r m m a ł y c h ,
k i l k u c e n t y m e t r o w y c h aż d o w i e l k o ś c i kilkudziesięciu c e n t y m e t ­
r ó w . M ł o d z i ludzie (1 5 - 1 8 lat), t w ó r c y r y s u n k ó w , często k o p i u j ą
je z książek, jak np. w y g l ą d a j ą c e „ o b c o " na naszych murach
rysunki p o d p i s a n e „ S K 8 " , w z i ę t e z amerykańskich pism p o ­
ś w i ę c o n y c h skateboardowi,
czasami łączą f r a g m e n t y z różnych
o b r a z ó w , co daje efekt dość zaskakujący, szczególnie w p r z y p a d ­
ku r y s u n k ó w d w u k o l o r o w y c h (mała d z i e w c z y n k a - w kolorze
z i e l o n y m - zrywająca k w i a t y na tle brązowej s y l w e t k i żołnierza).
I n n y m i źródłami p o m y s ł ó w są pisma trzeciego o b i e g u , t z w .
„ f a n z i n y " - t w o r z o n e przez u g r u p o w a n i a ekologiczne, pacyfis­
tyczne, p u n k ó w , które, umieszczając na s w y c h ł a m a c h kolaże,
rysunki surrealistyczne itp., przyczyniają się d o ich rozprzest­
rzeniania - a także turystyka (znak i d e n t y c z n y w i d z i a ł e m w t y m
roku na murach w T e l - A v i v i e i w W a r s z a w i e ) . Napis „ S i e r p i e ń
1 9 8 0 też był n i e l e g a l n y " p o w s t a ł w okresie s t r a j k ó w ' 8 8 roku i był
o d p o w i e d z i ą na kampanię o nielegalności t y c h s t r a j k ó w (jakby te
z s i e r p n i a ' 8 0 roku były legalne?) - a w i ę c nie t y l k o k o p i e z książek.
Zakończę p y t a n i e m jakie nasunęło mi się, g d y p r z y p o m n i a ł e m
sobie a u t o g r a f w y r y t y - z a p e w n e g w o ź d z i e m lub nożem - na
w e w n ę t r z n e j ścianie przydrożnej kapliczki w jednej z w i o s e k (nie
pamiętam już jej n a z w y ) w Górach Ś w i ę t o k r z y s k i c h , w y k o n a n y
przez Stefana Żeromskiego. D o dziś nie w i e m , czy p o w i n i e n e m
t r a k t o w a ć w y b r y k m ł o d e g o Stefana j a k o akt w a n d a l i z m u , czy też
...?

PRZYPISY
W y m i e n i ć t u m o ż n a teksty T. Sikorskiego w „ S z t u c e " , nr 1 ,
1 9 8 7 ; S. Bojki, Sztuka wniepięknych
dzielnicach. „ P o l s k a Sztuka
L u d o w a " , nr 3 - 4 , 1 9 8 1 ; W. J a w o r s k i e j , Kilka uwag o folklorze
plastycznym
w środowisku
miejskim, „ P o l s k a Sztuka L u d o w a " ,
nr 1 - 4 , 1 9 8 7 ; A. Zadrożyńskiej, Antropologiczne
problemy
kul­
tury współczesnej, cz. U, Skalane ściany, „ E t n o g r a f i a P o l s k a " ( w
druku).
J . Olędzki, Konsolacja, tekst d r u k o w a n y w niniejszym n u m e ­
rze.
W y p o w i e d ź słuchacza p r o g r a m u III w d n i u 1 6 . 1 1 . 1 9 8 9 , g o d z
16. .
' A. Osęka, Plucie na ścianę, „ T y g o d n i k K u l t u r a l n y " nr 4 3 ,
1989.
1

2

3

45

Fot. w y k o n a ł A u t o r

42

�F o t o g r a f i e w y k o n a n e przez a u t o r a t e k s t u w 1 9 8 9 r. w przejściu p o d z i e m n y m przy P l a c u na R o z d r o ż u . Z w r a c a u w a g ę m o d a , k t ó r a r o z p r z e s t r z e n i ł a się s z y b k o w W a r s z a w i e na
„ p i e c z ą t k i " i s z a b l o n y . M a ł e te r y s u n k i w y k o n a n e są b. s p r a w n i e , ś w i a d c z ą c o p r o f e s j o n a l n y m p r z y g o t o w a n i u i c h a u t o r a . W i e l e jest s y g n o w a n y c h , zwracają, u w a g ę s w ą p e r f e k c j ą
zwłaszcza podpisane „ s k i " .

43

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7764" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7744">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/f1ac31ae6e90ed4ca0068c48ae7a397e.pdf</src>
        <authentication>ad84141036f9ed7dc03930cd9b81bd84</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92750">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2268</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92751">
                <text>1990</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92752">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2104</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92753">
                <text>Konsolacja / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1990 t.44 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92754">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1990 t.44 z.2, s.35-40</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92755">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92756">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92758">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92760">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92770">
                <text>Jacek Olędzki

KONSOLACJA
Z a m a l o w y w a n i a na czarno złocistej p o d s t a w y i złocistej puszki

łością! Religijne p r z y z w o l e n i e na taką demonstrację - w czasie

kulistej krzyża na w i e ż y kościoła ś w . A u g u s t y n a w W a r s z a w i e

niesakralnym uznaną za naganną, czy w r ę c z przejaw szaleństwa

w 1 9 5 8 r o k u , w d n i a c h t z w . c u d u na N o w o l i p i a c h , d o k o n y w a l i

- p o s p o ł u z nastrojem r a d o s n y m , lub t y l k o p e w n e j ulgi, z p o w o d u

w i ę ź n i o w i e p i l n o w a n i przez s t r a ż n i k ó w . Gładka

powierzchnia

p o k o n a n i a p o ł o w y s u r o w y c h obostrzeń p o s t n y c h , m o g ł o sprzy­

smoły, chociaż czarna, p o d o b n i e jak p o p r z e d n i o złocista, nadal

jać s p o n t a n i c z n e m u

po zapadnięciu j e s i e n n e g o

wszelkie

o b r z ę d o w o ś c i śródpościa zupełnie n i e z w y k ł y c h z a c h o w a ń , nie

ś w i a t ł a miejskie. P o w t ó r z o n o w i ę c zabieg, ale d o użytej mikstury

mających już nic w s p ó l n e g o z samą ideą p o s t u , d o n i o s ł y m aktem

zmroku

nieźle odbijała

rozwojowi

w

chłopskiej

czy

plebejskiej

d o s y p a n o śmieci, piasku, w i ó r i t r o c i n , tak aby p o w ł o k a farby nie

religijnym. W j a k i m ś m o m e n c i e r o z k w i t u obrządku

miała już w ł a ś c i w o ś c i o d b l a s k o w y c h . Koczujących p o d koś­

z p o p i o ł e m b y w a z a s t ę p o w a n e p a s k u d z t w e m (połączenie p o p i o ­

naczynie

c i o ł e m p ą t n i k ó w pierwsza próba, połączona z porażką, u r a d o w a ­

ł u ze smarem a n a w e t ekskrementami z w i e r z ę c y m i ) , a zamiast

ła. A l e sukces p o w t ó r z o n e g o zabiegu m ó g ł przerazić. Wszak t o

garnka rozbijane są butelki. Rozbijający t r i u m f u j ą jeśli im się uda

w l u d o w e j ojczyźnie sam l u d , j e g o najbardziej l u d o w a ( c h ł o p s k a )

roztłuc naczynie poza p r o g i e m , w e w n ę t r z u d o m u , n a w e t nie

reprezentacja, odkryła w sobie fascynację z g o d n ą z nieelitarnym

w sieni, lecz w k u c h n i . Satysfakcja jest t y m większa im p o w a ż ­

r o z u m i e n i e m p r a w d wiary. I o t o postarano się, aby p r a w d y te po

niejszego d o k o n a n o spustoszenia. Zdarzało się, że p a s k u d z t w e m

plebejsku u n i c e s t w i ć !

o b m a z y w a n o ościeża, aby d o m o w n i c y p o b r u d z i l i sobie ubrania!

Stykanie się w naszym dosyć szarawym życiu z p o d o b n y m i
zdarzeniami w y w o ł u j e k a ż d o r a z o w o zastanowienie nad ich c z y n ­
nikami s p r a w c z y m i , lecz nie t y m i bezpośrednimi (na przykład
z zakresu braku w y o b r a ź n i w s z e l k i c h g o r l i w y c h f u n k c j o n a r i u s z y ) ,
ile p o ś r e d n i m i , głębiej u s y t u o w a n y m i w naszej tradycji i zarazem
o b e j m u j ą c y m i szeszy krąg zagadnień z w i ą z a n y c h z o b l i g u j ą c y m i
nas zasadami w s p ó ł ż y c i a . Pojawiają się w ó w c z a s pytania d o t y ­
czące p r a w d z i w o ś c i p o g l ą d u o „ p o l s k i e j t o l e r a n c j i " i t y m s a m y m
0 posiadaniu szczególnych z d o l n o ś c i ( o p a n o w a n i a reguł p o ­
stępowania fatywnego i e m o t y w n e g o ) . A mówiąc innymi słowy
z d o l n o ś c i p r z e c i w s t a w i a n i a się regule „ u d r y na u d r y " , jak też nie
uleganie z w o d n i c z e m u u r o k o w i p r y n c y p i a l n o ś c i .

Powiadamy:

polskie piekiełko. Właśnie piekiełko, a nie piekło! A l b o w i e m , jak
p r z e k o n a m y się przy analizie j e d n e g o t y l k o z a c h o w a n i a ( w s p ó ł ­
czesnego, r e l i g i j n o - s p o l e c z n o - p o l i t y c z n e g o ) , stać się o n o może
r ó w n i e ż działaniem artystycznym i niekiedy niezłej próby.
a t y m s a m y m ułagodzić

konflikt, o d c z u c i e grozy

No

(„piekło")

przekształcić w ś w i a t ż y c z l i w y ( „ p i e k i e ł k o " ) .
W chrześcijańskiej o b r z ę d o w o ś c i dorocznej W i e l k i Post roz­
p o c z y n a j ą c y się w n e t po Z a p u s t a c h w Środę P o p i e l c o w ą i t r w a ­
j ą c y przez kilka t y g o d n i aż d o porannej Rezurekcji, miał s w ą
konsolację, którą w y z n a c z a ! dzień d o p o ł o w y przebytego w y rzeczyska.

Rozbijany stary garnek g l i n i a n y

na p r o g u

domu

s ą s i a d ó w s t a n o w i ł o b r z ę d o w ą f o r m ę rozgłoszenia n o w i n y . Czy­
n i o n o t o p o d wieczór. Popiół, s y m b o l c z ł o w i e k a ( „ z p r o c h u
p o w s t a ł e ś i w proch się o b r ó c i s z " ) , a także przemijania, marności
t e g o świata (vanitas

vanitatum

et omnia

vanitas,

Koh 1,2; 3,

Jeden z moich nieocenionych komentatorów lokalnych zwy­
c z a j ó w w M u r z y n o w i e , dzisiaj już czterdziestoparoletni Z d z i c h o ,
w s p o m i n a , że w p ó ł p o ś c i e ( k o n i e c lat pięćdziesiątych lub p o ­
czątek sześćdziesiątych)

tak zapaskudzili k u c h n i ę w

jednym

d o m u , że s p o w o d o w a l i g o n i t w ę za sobą w z b u r z o n e g o
podarza. Przewidując j e d n a k taki o b r ó t s p r a w y ,

gos­

porozciągali

wcześniej nisko, p o n a d ziemią w poprzek d r o g i pułapki z d r u t u
i g o n i ą c y g o s p o d a r z nie t y l k o nie zdołał s c h w y t a ć

wesołych

p s o t n i k ó w , lecz z w i c h n ą ł sobie n o g ę i p o w a ż n i e się p o t u r b o w a ł .
W repertuarze figli p ó ł p o s t n y c h w w i o s k a c h ś r o d k o w e j Polski
w y s u w a j ą się na czoło o s o b l i w e działania, w k t ó r y c h o b i e k t a m i
zainteresowania stają się w a ż n e narzędzia pracy. Ukrycie i c h ,
z u c h w a ł e przemieszczenie, s t a n o w i ł o p o w t a r z a j ą c y się w ą t e k
dramaturgiczny

wciąż

tego

samego

obrzędku

półpostnego.

W w i e l u miejscach w s p o m i n a się j a k o najbardziej e m o c j o n a l n i e
poruszającego psotę - w i d o k na d a c h u (na szczycie strzechy)
c u d z e g o w o z u lub c h o c i a ż b y p ł u g a . Z d e m o n t o w a n i e

komuś

w n o c y w o z u i z m o n t o w a n i e g o w ł a ś n i e na d a c h u , w y m a g a ł o nie
lada przebiegłości i zręczności. Stąd częściej o w e g o u k r y c i a -przemieszczenia d o k o n y w a n o

poza zagrodą i niekoniecznie

w pionie... Grząski w ą d ó ł l u b p a r ó w c a ł k o w i c i e o d p o w i a d a ł y
p o w z i ę t y m zamiarom. Więcej - jak się okazuje - m o g ł y przy­
sporzyć d o d a t k o w y c h emocji r a d o s n y c h . O t o z r e k o n s t r u o w a n y
dialog

(okolice

Płocka)

prowadzony

o świcie

po

nocnych

Gospodarz A (właściciel s i e w n i k a u t o p i o n e g o w

parowie)

obchodach półpościa:

1 9 - 2 0 ) , rozsypany u s a m e g o wejścia d o d o m u d e m o n s t r o w a ł akt

zapytuje w y r o s t k ó w błąkających się n i e o p o d a l . - Czyj t o s i e w n i k

zanieczyszczenia, zbrudzenia miejsca d a r z o n e g o szczególną d b a ­

w tej parowie? - T o s i e w n i k gospodarza B, o d p o w i a d a j ą p o n u r o

Ш
II. 1 . „ K r a c o k i "

35

�m ł o d z i e ń c y . Na to, p o d n i e c o n y radośnie g o s p o d a r z A. - O j ,
dobrze żeście tej głupiej skuzie zrobili!
D o w c i p i rozmach w p o m y s ł a c h jeszcze d o n i e d a w n a z zapa­
łem r e a l i z o w a n y c h na w s i przy o b c h o d a c h p ó ł p o ś c i a , w y w o ł u j e
z a s t a n o w i e n i e nad k r e a t y w n y m i z d o l n o ś c i a m i m ł o d o c i a n y c h
r e p r e z e n t a n t ó w k u l t u r y c h ł o p s k i e j . Skąd bierze się początek t y c h
d o s y ć o r y g i n a l n y c h p o m y s ł ó w ? Dlaczego p o w a g a i w z n i o s ł o ś ć
o b r z ą d k u mającego s y g n a l i z o w a ć ulgę w d o p e ł n i e n i u części
religijnego wyrzeczenia przeradza się w z a b a w ę , a następnie
w drakę? Jeśli ten w ł a ś n i e kierunek r o z w o j u jest często w y ­
stępującą w ł a ś c i w o ś c i ą o b r z ę d ó w polskiej w s i , rodzi się pytanie
zasadnicze: dlaczego takie akurat emocje, p r o w o k a c y j n o - l u d y c z ne, d o c h o d z ą d o g ł o s u , rozwijają się, przesłaniając całkiem samą
istotę d o b r o w o l n e g o p o ś w i ę c e n i a się. A l e natychmiast w y ł a n i a
się następne pytanie, czy jest t o w y b ó r d o b r o w o l n y , p r z e k o n y w u ­
jący, d o g ł ę b n i e a k c e p t o w a n y ?
P o w s t a ł e t u rozterki (pytania zasadnicze i d r u g o r z ę d n e ) p o m a ­
gają n a m r o z w i j a ć - przynajmniej c z ę ś c i o w o - w i a d o m o ś c i
o poście, jakie o d n a j d u j e m y u kronikarzy obyczaju w d a w n e j
Polsce. N i e o c e n i o n e stają się t u opisy ks. Jędrzeja K i t o w i c z a .
W y n i k a z n i c h , że w XVIII w . i n t r y g u j ą c y nastrój f r y w o l n o ś c i
towarzyszył o b c h o d o m s a m e g o Popielca, Ś r o d y P o p i e l c o w e j
z w a n e j też W s t ę p n ą , Śmiertelną Niedzielą, Białą Niedzielą, Czar­
ną Niedzielą, a w i ę c rozpoczynania W i e l k i e g o Postu. D o w i a d u j e ­
m y się też o d K i t o w i c z a , że „ g o r s z ą c e " dziś nas z a c h o w a n i a w c a l e
nie zrodziły się na w s i , lecz w mieście, c h o c i a ż b y w samej
Warszawie: „Zaś w W s t ę p n ą Środę, po miastach, c h ł o p c y ,
s t u d e n c i k o w i e c z a t o w a l i na w c h o d z ą c ą d o kościoła białą płeć,
której przypinali na plecach kurze n o g i , s k o r u p y o d jajec, indycze
szyje, rury w o ł o w e i inne t y m p o d o b n e materklasy; tak zaś t o
s p r a w n i e robili, że się t e g o osoba dostająca nie czuła, b o t o
p l u g a s t w o b y ł o u w i ą z a n e na sznurku lub nici, d o k o ń c a której
była p r z y p r a w i o n a szpilka z a k r z y w i o n a jak w ę d k a , w i ę c c h ł o p i e c
d o takich f i g l ó w w y ć w i c z o n y , byle się d o t k n ą ł o w ą szpilką sukni,
raz i figla na osobie zawiesił. A ta ni o czym nie w i e d z ą c , pięknie
przybraną i w i e l e razy będąc d y s t y n g o w a n ą p o s t ę p o w a ł a w koś­
ciół z d o b r ą miną, g d y tymczasem w i s z ą c y m na plecach k a w a l c e m p u s t y m g ł o w o m ś m i e c h z siebie czyniła, k t ó r y m się i sama, na
koniec o d k o g o r o z t r o p n e g o u w o l n i o n a o d wisielca, zarumienić
musiała..."
1

Dzięki K i t o w i c z o w i d o w i a d u j e m y się jaką postać s y m b o l i c z n ą
w ś r ó d g a w i e d z i uzyskał w X V I I I w . popiół, substancja mająca
oznaczać c z ł o w i e k a , marność nad marnościami, przemijanie:
„ N i e f a t y g u j ą c księży s w a w o l n a młodzież sama g o ( p o p i ó ł ) sobie

r o z d a w a ł a , trzepiąc się p o g ł o w a c h w o r k a m i p o p i o ł e m napeł­
n i o n y m i albo też w y s y p u j ą c zdradą j e d n a d r u g i m o b o j e j płci na
g ł o w y pełne miski p o p i o ł ó w (...). Druga ceremonia nie kościelna,
ale ś w i a t o w a b y w a ł a d ł u g a w u ż y w a n i u p o miastach i w s i a c h ,
która zawisła na t y m , że jakiś m ł o k o s przed p r z e c h o d z ą c y m
mężczyzną rzucał na ziemie garnek p o p i o ł e m r u d y m n a p e ł n i o n y
(...) c o z r o b i w s z y s w a w o l n i c a lub s w a w o l n i k z a w o ł a w s z y : p o ­
pielec! u c i e k a ł . "
2

W Dziejach obyczajów
w dawnej Polsce, wiek XVI-XVIII, J a n
S t a n i s ł a w Bystroń stwierdza: „ Z Popielcem łączy się też z a b a w y
z p r z y w i ą z y w a n i e m d o k ł o d y dziewcząt, które zamąż nie w y s z ł y
w czasie zapust." A u t o r zauważa c h ł o d n o , że „ R ó ż n e f o r m y miała
ta z a b a w a (podkr. J O ) ; najczęściej c i ą g n i o n o przez w i e ś spory
kloc i każdą d z i e w c z y n ę , która nie zdołała się zawczasu ukryć,
ł a ń c u c h e m d o ń p r z y w i ą z y w a n o , każąc jej kłodę ciągnąć d o
karczmy, gdzie n a s t ę p o w a ł w y k u p i z w o l n i e n i e ; w miastach
p r z y w i ą z y w a n o małe klocki d r e w n i a n e . "
Bystroń przeczy j e d n a k sobie, kiedy p o w o ł u j e się na „ p r o t e s t a cję przekupki w s t y d l i w e j R e g i n y Gołka z B i e c z a " . Protestacja
p o c h o d z i z ksiąg g r o d z k i c h t e g o miasta i d o t y c z y 1 6 4 2 roku. J a k
się okazuje, p o s z k o d o w a n a nie została u w i ą z a n a d o „ m a ł e g o
klocka d r e w n i a n e g o " :
„...oto ci w ś r ó d strasznego krzyku i wrzasku całemi zastępami d o
protestującej (mającej s w ó j kram p o d k o ś c i o ł e m - J O ) przypadli,
jedni z nich udający n i e d ź w i e d z i , d r u d z y przebrani za N i e m c ó w
(...) inni za kobiety i d z i e w c z ę t a , a reszta, w liczbie o k o ł o
dwudziestu, z pomalowanymi twarzami, z rogami u głowy,
odziana w skóry koźle, tak, że im t y l k o ś w i e c i ł y zęby i oczy na
kształt d j a b ł ó w , o g r o m n y p n i a k d ę b o w y (podkr. J O ) ,
d ł u g o ś c i sześciu, g r u b o ś c i czterech ł o k c i , o b w i e d z i n y żelaznymi
ł a ń c u c h a m i , a na ten cel umyślnie p r z y g o t o w a n y , przywlókłszy,
protestującą (...) u b r a w s z y naprzód w p o w r ó s ł a słomiane, nie
uproszeni jej uprzejmymi p r o ś b a m i , siłą i przemocą ją p o r w a l i ,
p r z y w i ą z a w s z y ł a ń c u c h e m d o p n i a , i w ł ó c z y l i d o ratusza z n a j ­
wyższą obrazą i straszną boleścią, tak, że o m d l a ł a na siłach,
biegnącą zaś, bez ż a d n e g o w z g l ę d u p o p y c h a j ą c , d o d ź w i g a n i a
ciężaru t w a r d e m i biczami z m u s i l i . "
Wiązanie niezamężnych dziewcząt d o k ł o d y - chcąc nie chcąc
- musi się kojarzyć z p o w s z e c h n ą n i e g d y ś na w s i praktyką
zawieszania k r o w o m na szyi blisko m e t r o w e j d ł u g o ś c i g r u b e g o
koła, albo w ł a ś n i e k ł o d y . M i a ł o t o zapobiegać l a t o w a n i u się
zwierzęcia, czyli n i e s f o r n e m u z a c h o w a n i u , przede w s z y s t k i m
oszalałej g o n i t w i e , p o d s k o k o m oraz n a p a s t o w a n i u i n n y c h z w i e ­
rząt. W czasie b i e g u kół obijał się k r o w i e o n o g i . U t r u d n i a ł też jej

II. 2 4 . P r z e m a l o w a n e z n a k i , , S o l i d a r n o ś c i " , W a r s z a w a

36

3

4

�II. 5. P r z e m a l o w a n y n a p i s „ S o l i d a r n o ś ć " , W a r s z a w a - G r o c h ó w .

- skoro nie została w porę d o p u s z c z o n a d o byka - s y m u l o w a n i e
p o k r y w a n i a , czyli w d r a p y w a n i e się na zad drugiej k r o w y .
I tak o t o w i d z i m y , że d o w z n i o s ł e j o b r z ę d o w o ś c i p o p i e l c o w e j

znanej n a m już kłodzie. „ N a Rusi z w y c z a j k l o d k i mial znacznie
bogatsze f o r m y ; tutaj cały t y d z i e ń zapustny maślanycia, p o ­
ś w i ę c o n y był r o z m a i t y m p r a k t y k o m z k ł o d ą , którą p r z e d s t a w i a n o

przeniknęły całkiem przyziemne praktyki związane z prokreacją

w

ludzi i zwierząt.

i pogrzeb."

Siedemnastowieczni

poeci Kasper M i a s k o w s k i

i Stanisław

ludzkiej

postaci

(podkr. J O ) , o b c h o d z ą c jej urodziny

6

N i e w ą t p l i w i e ludzka postać kłody ruskiej dystansuje n i e f i g u r a -

Serafin J a g o d y ń s k i s k w a p l i w i e ó w aspekt prokreacyjny t o w a r z y ­

Iną kłodę polską! Wszelako nasza kłoda uzyskiwała

szący p o s t n e m u wyrzeczysku w y c h w y t u j ą i w s t o s o w n y c h u t w o ­

o s o b l i w i e głębokie znaczenie:

rach, o b o k u w a g i p o ś w i ę c o n e j p i j a t y k o m , czynią p r z e w o d n i m .
O t o f r a g m e n t u t w o r u z a t y t u ł o w a n e g o Popielec

Kaspra M i a s k o w -

skiego. Śmiało też można uważać, że zawarty w u t w o r z e „ m a t e ­
riał o b s e r w a c y j n y " o d n o s i się d o c z a s ó w m ł o d o ś c i autora, a w i ę c
ostatniej ć w i e r c i XVI w.:

Kto z ludzi nie c h c e , z p n i a k a m i musi żyć, niebożę.
I t a k i m pień d a w a j ą w ł ó c z y ć pospolicie,
Dając znać, że bez d r u h a już nie d r w a , nie życie.

7

Właśnie, d r w a (czyli ś m i e r ć ) , nie-życie. O b r z ę d o w o ś ć Półpościa, j a k o ciąg dalszy Popielca, na różne s p o s o b y w kraju t e n

B o zjadwszy zur, kapustę i m o c z o n e śledzie.

w ł a ś n i e w ą t e k , opozycji życia i śmierci, przemijania i t r w a n i a

W s t a n ą zaraz o d s t o ł ó w i już p o obiedzie.

s p o w i j a z a c h o w a n i a , które w y d a w a ć by się m o g ł y , jak p o w i a d a

Ale u d r u g i c h (a k t o tak w i e l e p o l i c z y ) ,

Bystroń, „ n i e w y m y ś l n ą p s o t ą " . W licznych o p r a c o w a n i a c h roku

Jeszcze skrzypki i d u d y słyszeć na ulicy;

o b r z ę d o w e g o w Polsce z a r ó w n o d a w n i e j s z y c h , jak też n a j n o w ­

Ci g o n i ą d z i e w k i , c o je w kloce zaprzęgają,

szych, k t ó r y c h o s t a t n i o sporo przybyło, p o m i j a n a jest c a ł k o w i c i e

A o n e się nie bardzo w i d z ę ociągają;

rodzima postać wizualizacji p ó ł p o s t n e j , prokreacyjnej, a w y r a ż a ­

Ci c h ł o p a w g r o c h o w i n y ubrawszy p r o w a d z ą ,

jąca się nie jak na Rusi w

A d o której g o s p o d y w p r z ó d iść mają radzą;
Ten w k u f l u drożdże d ź w i g a , ó w gorzałkę m a ń k ą
Pokazuje w y s o k o i potrząsa z bańką;

człowieka),

lecz w

rzeźbiarstwie ( k ł o d a w

malowidłach

naściennych.

p o w o d u m o g ę już w y j a w i ć w i e l c e s z a n o w n e m u

kształcie

I z tego

też

Czytelnikowi

zasadniczy p o w ó d p o w s t a n i a niniejszego tekstu. Więcej p o w i e m ,

Ci krzyczą o d p r a w u j ą c mięsopust szalony,
W a b i ą c d r u g i c h d o ordy, c n o t ą u s t a l o n y .

również

tekst niniejszy w małej zupełnie mierze pretenduje d o analizy

5

t r a d y c y j n y c h z a c h o w a ń , które w p o l s k i m kalendarzu o b r z ę d ó w

W ś w i e t l e ustaleń Bystronia polska o b r z ę d o w o ś ć p o p i e l c o w a

d o r o c z n y c h zajmują d o s y ć w a ż n e miejsce. Z a c h o w a n i a te o tyle

u s t ę p o w a ł a znacznie o b r z ę d o w o ś c i ruskiej. Szczególnie wyraziś­

mnie zainteresowały i ostatecznie stały się przez c h w i l ę przed­

cie o w a różnica j a w i ć się miała w znaczeniach

m i o t e m u w a g i , o ile m o ż n a z n i c h w y ł u s k a ć w i a d o m o ś c i , służące

nadawanych

37

�z r o z u m i e n i u całkiem w s p ó ł c z e s n e g o zjawiska graffiti, i o d razu

karano d o m o w n i k ó w , w ś r ó d k t ó r y c h z n a j d o w a ł a się panna na

d o d a m , z w i ą z a n e g o z nim w

wydaniu, zamalowywaniem

Polsce o s t a t n i c h

lat

sposobu

w a p n e m okien. Symbolikę

tego

ukrywania (zamalowywania i przemalowywania) pojawiających

działania m o ż n a objaśniać następująco. Skoro d o t ą d ( w czasie

się w miastach, g ł ó w n i e j e d n a k w W a r s z a w i e , ulicznych (za­

Z a p u s t ó w ) nie wypatrzeliście dla panny kawalera, nie będziecie

zwyczaj w y s t ę p u j ą c y c h na m u r a c h ) haseł, n a p i s ó w , z n a k ó w . N i m

za karę w i d z i e l i niczego przez o k n a , które służą - jak w i a d o m o

jednak przedstawię intrygujący mnie materiał n a ś c i e n n y c h m a l o ­

- łączności ze ś w i a t e m .

w i d e ł , konieczne jest p o w r ó c e n i e d o p r z e r w a n e g o

wywodu

o rodzimej wizualizacji, związanej z Postem.

Na sąsiednim, W s c h o d n i m

Mazowszu

natomiast

czyniono

p e w n e u s t ę p s t w o . Nie z a m a l o w y w a n o c a ł k o w i c i e szyb. Właśnie

R o z s y p y w a n i e p a s k u d z t w a w k u c h n i , o k t ó r y m pisałem na

na nich albo na ścianach c h a ł u p y w y m a l o w y w a n o s m o ł ą s y m ­

p o c z ą t k u , d o k o n y w a n o nie w każdym d o m u . O p i s y w a n y przypa­

boliczną postać, w y o b r a ż a j ą c ą mężczyznę, o w e g o

dek zdarzył się w M u r z y n o w i e u n a j u b o ż s z y c h , w rodzinie nie

który w i n i e n uczynić pannę mężatką, a k c e p t o w a n ą przez całą

mającej h e k t a r ó w , j e d y n i e s k r a w e k ziemi przy chałupinie. A l e

s z a c o w n ą z b i o r o w o ś ć w i o s k i czy miasteczka. F r y w o l n y malunek,

w

zwany

rodzinie tej aż 6 p a n i e n i panienek czekało na w y d a n i e !

kawalera,

k r a с о к i e m , w i n i e n posiadać wyraziście zaznaczone

Ucalenie ich ( s ł o w o o d ocalenia, o c h r o n i e n i a przed p o n i e w i e r ­

przyrodzenie

k ą ) , czyli w y d a n i e za mąż, s t a n o w i ł o dla ojca ( z g o d n i e z o b y c z a ­

szczegółu w e w s z y s t k i c h kracokach o n e g d a j

j e m większą p o n o s z ą c e g o o d p o w i e d z i a l n o ś ć niż m a t k a ) ciężki d o

z szyb i ścian d o m ó w t o d l a t e g o - jak m o ż n a przypuszczać - ze

spełnienia o b o w i ą z e k , cięższy o c z y w i ś c i e , aniżeli w

w ostatniej c h w i l i z a w i o d ł a p s o t n i k ó w o d w a g a .

rodzinach

(il. 1 c ) . Jeśli nie dostrzegamy t e g o

ważnego

przerysowanych

g o s p o d a r s k i c h . Fakt ten m ó g ł b y uśmierzać zakusy p ó ł p o s t n y c h

O k n a u d a w a ł o się, w p r a w d z i e z t r u d e m , oskrobać z w a p n a .

s w a w o l n i k ó w d o czynienia sobie z a b a w y z nieszczęsnych. M ó g ł ­

Natomiast kracok p o z o s t a w a ł d ł u g o w s t y d l i w y m piętnem, szcze­

by budzić w s p ó ł c z u c i e , może n a w e t litość. Tymczasem

nie,

g ó l n i e w ó w c z a s , jeśli n a m a l o w a n o g o na ścianie. Z szyb tez

s t a n o w i ł w ł a ś n i e zachętę i w y z w a l a ł p o m y s ł o w o ś ć , aż p o nie­

m o ż n a b y ł o t o m a l o w i d ł o zeskrobać, ale z belek czy desek

s p o t y k a n ą często w tej w s i staranność, p o ł ą c z o n ą z przebiegłoś­

szalunku nie b y ł o s p o s o b u . Rzadka smoła lub smar g ł ę b o k o

cią, a służącą z w y k ł e j t y l k o uciesze. C h o d z i - jak sobie p r z y p o m i ­

w s i ą k a ł y między słoje.

namy - o p u ł a p k ę z d r u t ó w przeciągniętych w poprzek d r o g i . W tę

Kiedy przed p o n a d ć w i e r ć w i e k i e m o g l ą d a ł e m w Karczewie czy

p u ł a p k ę miał w p a ś ć ojciec córek, g o n i ą c y za s p r a w c a m i najścia

w i n n y c h miasteczkach i w s i a c h M a z o w s z a kracoki na ścianach

d o m u . M i a ł o n rozkwasić sobie nos a l b o n a w e t złamać rękę.

c h a ł u p , ani przez c h w i l ę nie p r z y c h o d z i ł o mi d o g ł o w y , że o b c u j ę

W M u r z y n o w i e użyto p a s k u d z t w a t y l k o d o pomazania ościeży,

z faktami d ł u g i e g o t r w a n i a , że dane mi będzie o b s e r w o w a ć na

tak aby m o g l i się d o m o w n i c y t y l k o pobrudzić. Natomiast gdzie

p o d s t a w i e ż y w o t n o ś c i w y o b r a ż e n i a k r a c o k o p o d o b n e g o , zjawis­

indziej mazanie

i malowanie

zwyczajem, wspomnianą

wapnem

się

k o o w e j ciągłości i zmiany p r o b l e m u n a u k o w e g o , tak n i e z w y k l e

z ruskim

ż y w o z a j m u j ą c e g o naszych s o c j o l o g ó w , badających uczestnict­

oraz smołą stało

wizualizacją, k o n k u r u j ą c ą

o b y c z a j e m człekokształtności p o p i e l c o w e j kłody. Na Podlasiu

w o w kulturze.

II. 6. Z a m a l o w a n y i p r z e m a l o w a n y znak „ S o l i d a r n o ś c i '

38

�Jest rzeczą niezwykle charakterystyczną, że k r a c a k o p o d o b n e

kłuło w oczy, wszelako zajadła dbałość z a m a l o w y w a n i a „ n i e o d ­

f o r m y lokalizują się w Warszawie w ścisłym i zarazem o g r a n i c z o ­

p o w i e d z i a l n y c h " n a p i s ó w z d u m i e w a ł a . U zbiegu Długiej i M i o ­

n y m k r ę g u . " Nie są b y n a j m n i e j rozproszone p o c a ł y m mieście.

d o w e j w Warszawie, zajadłość ta przyjęła n i e w ą t p l i w i e najwyższy

Daremny t r u d p o s z u k i w a n i a ich na M u r a n o w i e w p o b l i ż u Pałacu

s w ó j w y m i a r . Zdarzało się, ze napisy jeszcze nie w y s c h ł y , g d y

M o s t o w s k i c h (są t a m na s ł a w n y m m u r a n o w s k i m osiedlu inne,

s p r a w n i d o z o r c y już je z a m a l o w y w a l i , nikt nie m ó g ł w i e d z i e ć , c o

bardziej abstrakcyjne f o r m y , p o prostu f a s z y s t o w s k i e ) . N i e m a ich

tutaj z m a l o w a n o , w ł a ś n i e z m a l o w a n o , b o plebejski charakter

na W o l i , M ł y n o w i e i J e l o n k a c h . Nie ma ich r ó w n i e ż na Ż o l i b o r z u

t y c h działań nie m ó g ł w y k l u c z y ć radosnej s w a w o l i , " p r a w d z i w e j

i M o k o t o w i e , Bielanach i U r s y n o w i e . W s a m y m Ś r ó d m i e ś c i u

draki" .
8

m o ż e m y odnaleźć z a l e d w i e j e d e n ( R y n e k N o w e g o M i a s t a ) , może
d w a znaki s o l i d a r n o ś c i o w e p r z e m a l o w a n e w taki s p o s ó b , aby
zwracały naszą u w a g ę . Wszelako nie są t o w pełni k r a c a k o p o d o b ­
ne f o r m y . M o ż n a p o w i e d z i e ć , że są b a ł w a n o p o d o b n e . Natomiast
na Saskiej Kępie, G r o c h o w i e , G o c ł a w k u , a także na B r ó d n i e
i T a r g ó w k u - czyli najbliżej o d d z i a ł y w a n i a W s c h o d n i e g o M a z o w ­
sza - o d n a j d u j e m y p r a w d z i w e b o g a c t w o i r ó ż n o r o d n o ś ć przemal o w a ń znaku Solidarności Walczącej
przypominają

przedstawionego

( S P V ) , iż d o

wcześniej

kracoka

złudzenia
(il.

5-7).

Wszystkie te p r z e m a l o w a n i a j e d n o c z y zamysł ludyczny, p o g o d ­
ny, nie zaś ostentacyjnie l i k w i d a t o r s k i (poprzez zdrapanie a l b o
pokrycie prostokątną plamą) czy k a r k o ł o m n i e fałszujący litery,
z czypi s p o t y k a m y się n a g m i n n i e z a r ó w n o w kraju, jak i za
granicą, wszędzie

- zawsze t a m , gdzie zabrakło

wyobraźni,

a n a d g o r l i w o ś ć z n i e w o l i ł a u m y s ł y . , Obserwacje A u t o r a c z y n i o n e
były jeszcze przed legalizacją „ S o l i d a r n o ś c i " w k w i e t n i u 1 9 8 9 r.

Graffiti na w a r s z a w s k i c h ulicach, tak jak znaki i hasła o p o z y c j i
politycznej, nie t y l k o mają s w o j ą wyrazistą lokalizację przestrzen­
ną, lecz r ó w n i e ż ich p o j a w i e n i e się, szczególny r o z k w i t , w p r o s t
erupcja, uzależniona jest od... pór roku. W y d a j e się, że zima
i w i o s n a , a najbardziej

przejście

między t y m i

porami

roku,

a następnie jesień u a k t y w n i a j ą a n o n i m o w y c h a r t y s t ó w ( t y c h c o
ryzykują) i o c z y w i ś c i e służby p o r z ą d k o w e (które nic nie r y z y k u ­
j ą ) . Jeśli jest tak istotnie, można by i t u d o p a t r y w a ć się ciągłości
i tradycji, d a w n y c h z a p u s t n y c h i p o p i e l c o w y c h oraz p ó ł p o s t n y c h
obrządków. I pewnie również a d w e n t o w y c h .
„ P o p i e l e c - stwierdza Bystroń - był przede w s z y s t k i m uroczys­
tością kościelną, d o której znaczną p r z y w i ą z y w a n o w a g ę ; b y ł o

- przyp. red.
R ó w n i e ż p o g o d n y , ludyczny charakter posiada p r z e m a l o w a n y
napis „ S o l i d a r n o ś ć " , znajdujący się na ul. C h ł o p i c k i e g o ,

na

G r o c h o w i e w p o b l i ż u t ę t n i ą c e g o życiem bazaru, vis a vis kościoła.
A u t o r p r z e m a l o w a n i a skorzystał z „ p r z e k o n y w u j ą c e g o " w y o b ­
rażenia rogatej g ł o w y , a w i ę c s a m e g o diabła. I rzędem jedenastu
w i z e r u n k ó w szatana p r z y o z d o b i ł banalną ścianę obskurnej ka­
m i e n i c y (il. 5 ) . Kiedy przed laty zobaczyłem t o iście polskie
graffiti, d o ś w i a d c z y ł e m p r a w d z i w e j konsolacji, a w i ę c szczegól­
nej ulgi pocieszenia, jakie p o j a w i a się p o stanach nadmiernej
żałości. Co ją s p r a w i a ł o każdy dobrze w i e d z i e ć p o w i n i e n , m i m o
w i e l k i c h nieraz różnic - w j e d n y m t y l k o mieście - w s p o s o b a c h
k o n t r o l o w a n i a w y g l ą d u m u r ó w i ścian naszych d o m ó w . M o g ł o
w n i c h nie być ani ciepłej, ani zimnej w o d y ; z zimna albo upału
groziło postradanie z m y s ł ó w , b r u d i zaniedbanie na każdym kroku

coś e f e k t o w n i e

teatralnego

(podkr. J O ) w t y m geście,

z k t ó r y m nie w y t r z e ź w i e n i jeszcze po nocy biesiadnicy szli d o
kościoła, a b y g ł o w y p o s y p y w a ć p o p i o ł e m . N a j w i ę k s i p a n o w i e
nawet

nie zawsze o niedzielnem n a b o ż e ń s t w i e

pamiętający,

u d a w a l i się d o kościoła; chorzy prosili księdza by d o

domu

zajechał z p o p i o ł e m . " M a t k o moja rety, d o d a m o d siebie, wszak
9

w c i ą ż t o samo, c h o c i a ż czasy się zmieniły. W s p ó ł c z e ś n i p a n o w i e
- kiedy im t y l k o ogłoszą p l e n u m ( p o p i e l e c ) r w ą się natychmiast
d o s w e g o kościoła.
„ Ś r o d a ( P o p i e l c o w a - J O ) - uzupełnia Szczypka - docierała
m o z o l n i e ze s w ą metafizyką przemijania, zdając się być jeszcze
jednym dniem radości."
względem

1 0

w c i ą ż t o samo.

Święte słowa, również i pod
No

b o cóż

powiedzieć

o

tym
haśle

u m i e s z c z o n y m w ś w i e t l i c y Zakładu C P L i A w O p o c z n i e w 1 9 7 8 г.:
P R Z E C I W S T A W I A M Y SIĘ C H I Ń S K I E M U H E G E M O N I Z M O W I .
S p o r z ą d z o n o t o ze specjalnego kartonu p o k r y t e g o złotą folią.

* Obserwacje

Autora

czynione

były

jeszcze

przed

legalizacją

„Solidarności"

Tak, złotą! Tej złocistości nie s p o s ó b b y ł o b y c z y m k o l w i e k z a m a ­
l o w a ć , p r z e m a l o w a ć a l b o przerobić c h o c i a ż b y na serwetkę.

w k w i e t n i u 1 9 8 9 r. - p r z y p . red.

PRZYPISY

Jędrzej K i t o w i c z , Opis obyczajów za panowania
Augusta
III,
W r o c ł a w 1 9 5 1 , s. 5 5 1 ; za "Ewa F e r e n c - S z y d e ł k o w a , Rok kościel­
ny a polskie tradycje. Księgarnia Św. W o j c i e c h a Poznań 1 9 8 8 .
Tamże, s. 5 5 2 .
J a n S t a n i s ł a w Bystroń, Dzieje obyczajów
w dawnej
Polsce,
wiek XVI-XVIII, W a r s z a w a 1 9 3 2 , t. II, s. 4 3 - 4 4 .
* Tamże, s. 4 4 - 4 5 .
Kasper M i a s k o w s k i , Zbiór rymów ( w e d ł u g w y d a n i a z 1 6 2 2 ) ,
Kraków 1 8 6 1 , s. 2 9 6 .
Bystroń, op. cit., s. 4 5 .
S t a n i s ł a w Serafin ( S e w e r y n ) J a g o d y ń s k i , Poezyje, podaje za
B y s t r o n i e m , op. cit., s. 4 4 .
1

2
3

5

6
7

W i a d o m o ś ć z a w d z i ę c z a m Ryszardowi Ciarce i M a ć k o w i
J ę d r u s i k o w i . Osoba pierwsza z a d z w o n i ł a d o mnie z informacją:
d o o k o ł a pana d o m u aż p o Instytut Sztuki n a m a l o w a n e są hasła
i znaki na ścianach. Kiedy zaraz po telefonie zszedłem w s z y s t k o
b y ł o z a m a l o w a n e . Osoba d r u g a - mieszkająca na sąsiednim
osiedlu - o p o w i e d z i a ł a jak b y ł o o d p o c z ą t k u . A d m i n i s t r a c j a
osiedla nie opłaciła należycie malarzy o d n a w i a j ą c y c h klatki
s c h o d o w e . Malarze ukarali administrację d o d a t k o w y m w y s i ł ­
kiem, malując na ścianach i na klatkach s c h o d o w y c h hasła
Solidarności.
B y s t r o ń , op. cit., s. 4 3 .
Józef Szczypka, Kalendarz polski, PAX Warszawa 1 9 8 4 , s. 55.
8

9

1 0

Rysunki i fotografie - A u t o r

39

�I

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7761" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7741">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/bf15f7e160f8454042ab729b7a1950f2.pdf</src>
        <authentication>1f0f4ab0cc1b24f0560ae2b6c9b4f595</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92720">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2273</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92721">
                <text>1990</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92724">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2109</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92726">
                <text>Summary of articles / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1990 t.44 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92728">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1990 t.44 z.2, s.63-64</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92730">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92732">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92734">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92740">
                <text>SUMMARY
Zbigniew

R a s z e w s k i , INTRODUCTION TO THE THEORY

OF J O K E

OF

ARTICLES

t h r o u g h s h o w i n g its absurdity or surreality. T h u s t h e h a p p e n i n g
manifestations w h i l e b e i n g

peaceful and, in respect of

the

The t e r m " k a w a ł " (joke) is n o t semantically related t o t h e terms

p r o p a g a n d a slogans, olften neutral or even in f a v o u r of t h e

" w i t t i c i s m " , " a n e c d o t e " being more like t h e German " W i t z " , It is

g o v e r m e n t (the previous o n e of c o u r s e ) , w e r e at t h e same t i m e

in t h i s c o u n t r y a sort of story, based o n a f i c t i o n a l event, spread

significant political events. T h e y became a ludistic, specifically

almost exclusively b y w o r d o f m o c h , a n d it appeared in the Polish

Polish t y p e o f reaction t o t h e regime reality. T h e m o v e m e n t

language relatively late, the early dictionaries d o n o t define it in

spread over m a n y t o w n s t h r o u g h o u t Poland.

this m e a n i n g . A n d t h o u g h it does have literary c o n n o t a t i o n s ,
despite its great p o p u l a r i t y it has not been given a proper s t u d y
yet. In recent years t h e y have been c r o p p i n g u p extensively,
especially in Slav c o u n t r i e s w h i c h the author explains by t h e great
s i g n i f i c a n c e of social c o n v e r s a t i o n s in these countries. They are
a n d have been usually local ( p r o d u c e d mainly in W a r s a w ) , b u t
some of t h e m " i m p o r t e d " as w e l l ( m a i n l y f r o m the East, e.g. t h e
jokes of Radio Erivan). By their very nature t h e y are a n o n y m o u s ,
a l t h o u g h m a n y of t h e m have been attributed, q u i t e rightly, t o
people of the literary circles. They q u i c k l y cease b e i n g t o p i c a l ,
t h o u g h t h e y also t e n d t o adapt themselves t o n e w circumstances.
In general terms t h e y may be d i v i d e d i n t o the entertainment a n d
e n g a g e d ( p o l i t i c a l ) ones. T h e latter w e r e a sort of p o l e m i c s at t h e
t i m e w h e n "all t h e newspapers w e r e u n a n i m f l u s " . The text w a s
w r i t t e n in 1 9 6 6 b u t t h e n it w a s n o t d e s i g n e d for p u b l i c a t i o n .
Aleksander

J a c k o w s k i , T H E F O L K - L O R E OF C O N T E S ­

TATION

P i o t r K o w a l s k i , S C R I B O ET D E C O R O ERGO S U M . S O M E
R E M A R K S O N T H E M E A N I N G OF T H E T O W N G R A F F I T I
The fresh w a l l s in a h o u s i n g - e s t a t e , covered w i t h graffiti, gave
t h e author the idea t o s t u d y these d r a w i n g s a n d w r i t i n g s . He
assumes t h e a n t h r o p o l o g i c a l p o i n t of v i e w a n d tries t o discover
their f u n c t i o n . The main o n e , in his o p i n i o n , is t o make t h e w o r l d
familiar, a safe place t o exist in. B y m a k i n g it familiar t h e y also
a t t e m p t t o make it leas f o r b i d d i n g . S u c h a f o r b i d d i n g place m a y
be b o t h a forest a n d a n e w h o u s i n g - e s t a t e w i t h its official
inscriptions, orders and a n n o u n c e m e n t s . T h u s t h e space covered
b y graffiti assumes a sense, becomes an a n t h r o p o c o s m o s . There
is a value attached t o t h e m . So for instance the obscene
inscriptions by s a y i n g amore profano may signify t h e d e f e n c e
( t a b u ) of the amore sacro. A n d always t h e y are a c o n f i r m a t i o n of
one's o w n existence, hence it m a y be said t h a t t h e y are not
a n o n y m o u s after all, since w h a t stands b e h i n d t h e m is always: I,
w e in o p p o s i t i o n t o - t h e m .

The author points t o some of f o l k - l o r e ' s very s i g n i f a n t features.
These are: f u n c t i o n a l i s m , universality, a n o n y m i t y , direct delivery
f r o m m e m o r y , c o n e c i o u s c u l t i v a t i o n of its o w n identity. One of
t h e essential characteristics of the c o n t e s t a t i o n f o l k - l o r e

(the

W o j c i e c h M i s z c z u k , " W E ' R E S O R R Y FOR B E I N G S O R R Y "
A report o n t h e alternative m o v e m e n t in C r a c o w o n A p r i l t h e
3rd 1 9 8 9 .

political o n e ) is its b e i n g in o p p o s i t i o n . T h e author stresses t h e
fact that the ludistic b e h a v i o u r - p o l i t i c a l jokes made f u n of a n d

Jacek Olędzki,

CONSOLATION

depreciated t h e enemy, o c c u p a n t , persecutor - helped in a w a y t o
endure t h e hard times. T h e article c o n t a i n s also a considerable
a m o u n t of material, i n c l u d i n g political jokes p u b l i s h e d in t h e
Russian " L i t e r a t u r n a j a G a z e t a " , as w e l l as items d a t i n g f r o m t h e
past years.
W a l d e m a r Ł y s i a k , THE POLITICAL FOLK-LORE
" T h e political f o l k - l o r e " is just the folkloristic area w h i c h is
m o s t sensitive t o political, e c o n o m i c a n d social events. It is
created b y t h o u s e of t h e m w h i c h are in t h e p o p u l a r feeling
extraordinary, unusual. These m a y be alarming events w h i c h at
t h e same time arouse some hope in society a n d therefore attract
a t t e n t i o n . A l o n g w i t h t h e texts of f o l k o r i g i n there are also those
w r i t t e n by particular a u t h o r s . B y b e c o m i n g f o l k l o r i z e d , that is

T h e article is o n a specific creation w h i c h came i n t o b e i n g in t h e
last years in Poland ( u n d e r t h e martial l a w first of a l l ) . Walls came
t o be covered w i t h all sorts of slogans a n d e m b l e m s of " S o l i d a r i ­
t y " , a l w a y s hastily covered w i t h paint. A n d just t h i s k i n d of
d a u b i n g called " t h e Polish g r a f f i t i " , is t h e object of the a u t h o r ' s
study. It is d o n e in a n u m b e r of w a y s : t h e graffiti are f r e q u e n t l y n o t
covered w i t h a o n e - c o l o u r rectangle patch b u t t r a n s f o r m e d b y
particular ludistic a d d i t i o n s . T h e a u t h o r seeks an affinity of this
k i n d of p a i n t i n g t o t h e c u s t o m of p a i n t i n g w i n d o w - f r a m e s a n d
p r o d u c i n g h u m a n - l i k e figures, the so called " k r a c o k i " , in t h e
houses of marriageable maids. The g e o g r a p h i c a l d i s p o s i t i o n of
these p a i n t i n g s in W a r s a w a n d their seasonal appearance, t h e y
t o o y i n t h e a u t h o r ' s o p i n i o n , indicate their plebeian o r i g i n .

losing their a u t h o r s h i p a n d b e c o m i n g society's o w n e r s h i p , t h e y
are w e l l - k o n w in all social classes. A n d yet t h e y d o retain,

Krzysztof

because of their political c o n t e n t , t h e necessity of a n o n y m i t y d u e

OURS"

t o their political c o n t e n t , t h e necessity of a n o n y m i t y d u e t o their
conspiratorial existence.

S a b a k . " T H E SOFS A R E Y O U R S , T H E W A L L S

T h e a u t h o r deals w i t h a n e w p h e n o m e n o n w h i c h since t h e
m i d - e i g h t i e s c a n be seen o n W a r s a w ' s walls. These are spray-

The Polish f o l k - l o r e after 1 9 4 4 has been referring t o almost

- m a d e daubs. Those y o u n g s t e r s w h o make t h e m ( o f the 1 5 - 1 8

e v e r y t h i n g that has been g o i n g o n in Polish society in its historical

years of age) m a y be d i v i d e d mainly into t w o g r o u p s : those

d e v e l o p m e n t . It has never been officially s t u d i e d or p u b l i s h e d .

c o n n e c t e d w i t h the e c o l o g i c a l m o v e m e n t a n d the s k a t e - b o a r -

This particular text, w h i l e o n l y t o u c h i n g u p o n t h i s p h e n o m e n o n ,

dists. T h e d r a w i n g are m o s t l y copies f r o m f o r e i g n magazines

is o n e of t h e f e w attempts t o s t u d y it in the Polish science.

( U S A ) , y o u t h u n o f f i c i a l journals

("fantazinas")

a n d are o c ­

casionally an original p r o d u c t of their a u t h o r s .
Akos

Engelmayer,

"WE DEMAND

DISTORTIONS

WIT­

H O U T S O C I A L I S M ! " H I S T O R Y OF T H E O R A N G E A L T E R ­

Czesław

N A T I V E , i.e. O N T H E S O C I A L I S T S U R R E A L I S M

FOLK-LORE (1982)

Robotycki,

THE A R T A VISTA. THE

STRIKE

The alternative m o v e m e n t w a s initiated b y a series of hap­

The article is an a t t e m p t at an e t h n o l o g i c a l analysis of t h e strike

p e n i n g s held in W r o c ł a w a n d called " T h e Orange A l t e r n a t i v e " .

as a specific artistic-cultural p h e n o m e n . The material o n w h i c h

The f o u n d e r of t h e m o v e m e n t w a s W a l d e m a r Frydrych, " M a j o r " .

the analysis is based has been p r o v i d e d by t h e Gdańsk S h i p y a r d

T h e a c t i o n s organized by h i m in the city's central places, referred

in 1 9 8 0 . By e t h n o l o g y t h e a u t h o r s means a science c o n c e r n e d

t o the paradoxes of our p r e s e n t - d a y reality. They often made use

w i t h t h e processes t a k i n g place w i t h i n a culture, a science

of the w o o d e n Stats language w h i c h t h e y t r a n s f o r m e d or placed

" p r o w l i n g in t h e b o r f d e l a n d s of other s c i e n c e s " . T h e title " T h e Art

in a n e w c o n t e x t a c h i e v i n g thereby a paradoxically n e w s i t u a t i o n

a V i s t a " suggests the s p o n t a n e i t y of the artistic creation w h i c h

a n d d i d it n o t so m u c h t h r o u g h t h e n e g a t i o n of t h e o l d situation as

a c o o m p a n i e d t h e strike a n d w a s a reaction t o t h e official culture,

63
I

�a creation t h a t w a s folklorized and kept in a carnival spirit. The
protests w e r e marked by three main motives: t h e

t h e army servicemen he d i s t i n g u i s h e s three levels at w h i c h t h e

national-

i n i t i a t i o n is t a k i n g place. A t t h e social level t h e w h o l e service in

- p a t r i o t i c , c h u r c h - r e l i g i o u s a n d t h e f o l k one. This art manifested

t h e army is treated as an initiation. In t h e army itself t h e initiation

itself in graffiti, g r a p h i c arts, political p o e m s ( i n c l u d i n g p a r a p h ­

is related t o t w o spheres, t h e official a n d unofficial structure of t h e

rases of t h e r o m a n t i c poetry, analysed by M . J a n i o n ) , ballads a n d

service.

cabaret songs.

In prisons there are t w o types of initiation: t h e first c o n c e r n s all
the inmates, t h e s e c o n d

J e r z y S z c z e p k o w s k i , I N I T I A T I O N I N T H E A R M Y A N D IN
JAIL
The a u t h o r uses in his interpretation t h e t h e o r y of c u s t o m s by A.
van G e n n e p d e v e l o p e d s u b s e q u e n t l y b y L. S t o m m s . As regards

64

has t o d o w i t h the initiation

into

a superior g r o u p of those w h o call themselves " m e n " (an a n a l o g y
w i t h primitive c o m m u n i t i e s in w h i c h t h e tribe's name means also
" p e o p l e " , " m e n " ) ; t h e y are separated f r o m t h e rest of t h e inmates
a n d f o r m a hierarchical g r o u p g o v e r n e d by its o w n ethics.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7759" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7738">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/070d68bebdcc35b61402d3f07fa82394.pdf</src>
        <authentication>616fa400275c3f1115b427fe3239f5e9</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92697">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2272</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92700">
                <text>1990</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92702">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2108</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92704">
                <text>Listy do redakcji / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1990 t.44 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92705">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1990 t.44 z.2, s.60-62</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92706">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92707">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92708">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92709">
                <text>LISTY DO REDAKCJI
Do Ludwika Stommy w sprawie metodologicznej naiwności
przez: Redakcję Polskiej Sztuki Ludowej
W c z e r w c u 1 9 9 0 r o k u dotarł d o mnie numer PSL o z n a c z o n y

przyjaźni z całym b o g a c t w e m i n w e n t a r z a J e g o

osobowości.

s y g n a t u r ą R.XLIII, 1 9 8 9 , nr 4 , w k t ó r y m na stronie 2 0 5 L u d w i k

W t y m przypadku jednak, cenzurka stała się i s t o t n y m zarzutem

S t o m m a o d p o w i a d a na pytanie czy w etnografii w y s t ę p u j ą białe

m e r y t o r y c z n y m i m e t o d o l o g i c z n y m , z k t ó r y m się nie zgadzam.

plamy. To dość k o n i u n k t u r a l n e w ó w c z a s pytanie redakcji, ze

I n k r y m i n o w a n y tekst nie zawiera interpretacji m u p r z y p i s y w a ­

w z g l ę d u na czas kiedy je z a d a w a n o ( p r z y p o m i n a m rok 1 9 8 9

n y c h . P r o p o n u j ę w i ę c rzeczową p u b l i c z n ą r o z m o w ę w y j a ś n i a j ą ­

i d w u z n a c z n e w y p o w i e d z i t z w . mieszanych komisji partyjnych

cą zarzuty. P o w i a d a m p u b l i c z n ą z d w ó c h p o w o d ó w : p o p i e r w ­

h i s t o r y k ó w ) w y w o ł a ł o p o l e m i c z n y zapał pozostającego w o d ­

sze, p u b l i c z n a była o c e n a , p o d r u g i e będzie t o z g o d n e z p o s t u l a ­

daleniu L u d w i k a . U w a ż a m , że t r o c h ę n i e s p r a w i e d l i w i e rozdał On

t e m L u d w i k a S t o m m y p r o p o n u j ą c y m merytoryczne p o l e m i k i .

zasługi p r z y p o m i n a j ą c rolę t y l k o warszawskiej Katedry Etnografii

Być może, nasza dyskusja, d o której w z y w a m , nie poruszy

w p r z e ł a m y w a n i u s c h e m a t ó w . Lecz nie o t o mi g ł ó w n i e c h o d z i .

ś r o d o w i s k a . W y w o ł a c o najwyżej p l o t k i , że o t o p r ó ż n i ł o się

Zgadzając się w w i e l u p u n k t a c h z J e g o d i a g n o z ą , z w r ó c i ł e m

d w ó c h przyjaciół. Odrzucając z góry takie przypuszczenia stwier­

szczególną u w a g ę na następujący f r a g m e n t J e g o w y p o w i e d z i :

dzam, że p o d e j m u j ą c polemikę nie czuję się urażony, nie jestem

„...Po d r u g i e zacofanie m e t o d o l o g i c z n e d y s c y p l i n y (parę

„ d o t k n i ę t y na o s o b o w o ś c i i statusie" i pozostaję z L u d w i k i e m S.

jaskółek w i o s n y nie c z y n i ) , która nie u ś w i a d o m i ł a sobie

w dobrych stosunkach.

nadal, że jej specyfika zasadza się w s p o s o b i e spojrzenia na

Zasady erystyki w y m a g a j ą by sąd p r z e d s t a w i o n y u d o w o d n i ć .

o b i e k t , a nie w f o r m i e o w e g o ż o b i e k t u lub j e g o nieist­

Proszę w i ę c L u d w i k u uzasadnić s w o j ą tezę, że w pracy o herbach

niejącej 'jakotakości'. Stąd t y l k o na marginesach ś r o d o w i ­

szlacheckich w reklamie ... „ r o z u m i e się p o frazerowsku mit jako

ska ( I S P A N , g r u p a 'grupa s k a w i c z a n ' , Jacek Olędzki)

d z i w a c t w o . . . " eo ipso t e n krótki tekst jest n a i w n y m e t o d o l o g i c z ­

p r o w a d z i badania nad cywilizacją w s p ó ł c z e s n ą , nad w ł a ­

nie. Piszesz dalej, że e t n o l o g ... „ p o w i n i e n się d z i w i ć a ne

s n y m ś r o d o w i s k i e m dnia p o w s z e d n i e g o . Zresztą i w ś r ó d

oceniać...", d z i w i ę się w i ę c , że nie w y c h w y c i ł e ś lub w p o ś p i e c h u

t y c h p i o n i e r ó w nie brakuje m e t o d o l o g i c z n e j n a i w n o ś c i ,

przeoczyłeś zamieszczoną tamże tezę R. B a r t h e s a - w s z a k t o T w ó j

kiedy t o na przykład rozumie się p o frazerowsku mit j a k o

u l u b i o n y autor - o t w i e r a j ą c ą cały w y w ó d . Reszta tekstu jest jej

d z i w a c t w o (praca o herbach szlacheckich w reklamie) lub

r o z w i n i ę c i e m . Gdzież w i ę c frazeryzm. Ale dość... zacząć należy o d

w y p r o w a d z a hipotezy z pozycji w a r t o ś c i u j ą c y c h

T w o j e g o Panie L u d w i k u d o w o d u , po nim r o z w i n ą ć będzie można

(prace

o pieśni s t r a j k o w e j , kulcie papieża), z a p o m i n a j ą c o p o d ­
s t a w o w e j , a m a ł o w i d a ć znanej, zasadie, iż e t n o l o g d z i w i
się a nie o c e n i a . . . "

merytoryczną dyskusję.
Jeżeli zaś o d p o w i e d z i nie będzie, a nie d o p u s z c z a m złej w o l i
redakcji, która p o l e m i k i nie zamieściłaby, stwierdzić przyjdzie, że

J a k b y m t e g o tekstu nie o d c z y t y w a ł , w i e m , że f r a g m e n t o n a i w ­

dopuściłeś się Pan nadużycia, p o c h o p n i e i fałszywie przed­

ności m e t o d o l o g i c z n e j i f r a z e r o w s k i m t r a k t o w a n i u m i t u , d o t y c z y

stawiając cudze myśli i p o g l ą d y . T o zkolei n a w e t tak r e l a t y w i s ­

m o j e g o tekstu „ K l e j n o t i r e k l a m a " ( P S L R.XLI, 1 9 8 7 , nr 1-4, s.

tycznie n a s t a w i o n y e t n o l o g jak Ty p o w i n i e n już uznać za błąd, ba

1 5 5 - 1 5 8 ) . Znam skłonność Ludwika Stommy do wystawiania

w i ę c e j - za grzech.

w s z y s t k i m cenzurek i przyjmują ją (tę s k ł o n n o ś ć ) w

naszej

Czesław R o b o t y c k i

Stomma w odpowiedzi Robotyckiemu
Czesławie, stary d r u h u i przyjacielu!

banału, w y r a ż o n y m na przykład, w języku p o t o c z n y m

nazwą

D r o b n ą , retoryczną szpilkę uznać raczyłeś za „ i s t o t n y zarzut
m e r y t o r y c z n y " . Tymczasem w m o i m k r ó t k i m tekściku c e l o w o
n a p o m k n ą ł e m t y l k o o treści artykułu nie podając t y t u ł u , ani
autora, by zaznaczyć, że c h o d z i o k o n k r e t n y esej, a nie o c a ł o ­
kształt T w o j e j t w ó r c z o ś c i , którą, jak wiesz, w i e l c e p o d z i w i a m
i cenię. Skoro jednak p o z y w a s z na u d e p t a n ą ziemię, cóż m a m
robić - staję.

«jabcok - L e l i w a » " ( 1 3 3 - 1 3 5 ) . S ł o w o „ b a n a ł " nie m a t u o c z y w i ­

W artykule „ K l e j n o t i r e k l a m a " przedstawiasz p r a w d z i w e herby
„ z t a m t y c h l a t " i herby z h a n d l o w y c h etykietek. Te pierwsze „ b y ł y
znakiem t o ż s a m o ś c i " ( w e r s 1 1 4 ) , „stały się cząstką h i s t o r i i "
( 1 1 9 ) , „ w s k a z y w a ł y na związki r o d o w e " ( 1 1 4 - 1 1 5 ) , „ i c h treść
została z a p o m n i a n a " ( 1 2 2 ) z p o w o d u „ w s p ó ł c z e s n e g o braku
z n a j o m o ś c i h e r a l d y k i " ( 1 2 0 - 1 2 1 ) . Te drugie „ n i e nawiązują d o
polskiej t r a d y c j i " ( 8 2 ) , „są w ł ą c z o n e w szeregi semantyczne
degradującej k u l t u r y m a s o w e j " ( 1 3 2 - 1 3 3 ) , są l i - t y l k o „ e m b ­
lematami historii lub h i s t o r y c z n o ś c i " ( 1 2 4 ) , są wreszcie „ b y l e j a kie, źle z a k o m p o n o w a n e i w b r u d n y c h k o l o r a c h " ( 3 3 ) . Jest t u
w y r a ź n a opozycja. Z jednej strony herb mający treść - herb
w kontekście - herb piękny; z drugiej: herb o treści z d e g r a d o w a ­
nej - herb w y r w a n y z k o n t e k s t u - herb byle jaki. Przypomina t o d o
złudzenia frazerowskie rozróżnienie p o m i ę d z y elementami p o z o stajcymi w kontekście r y t u a l n y m , a w y r w a n y m i zeń przeżytkami,
b ę d ą c y m i z r e d u k o w a n ą karykaturą, d z i w a c t w e m , czy w r ę c z prze­
sądem. T y m bardziej, że straszysz nas „ o s i ą g n i ę c i e m p o z i o m u

bie dyskusję o garstkach luminarzy) j a k o niespójny i nieciągły

60

ście sensu; c h o d z i ci raczej o bezsens, zanik w a r t o ś c i s e m a n t y c z ­
nej pojęcia „ L e l i w a " . . . Dla Frazera r ó w n i e ż p o w s t a w a n i e przesą­
d u zasadza się na kradzieży sensu. Tyle o

powinowactwach

(„zacząć należy o d T w o j e g o Panie L u d w i k u d o w o d u " ) ; teraz ad
meritum.
W ś w i a d o m o ś c i społecznej f u n k c j o n u j e historia ( d a r u j m y s o ­
system z n a k ó w . Są t a k i m i znakami: Sobieski p o d W i e d n i e m ,
Bartosz G ł o w a c k i , Piast, C u d nad Wisłą, W a n d a c o nie chciała
Niemca, d w a g r u n w a l d z k i e miecze, husarz, k o r o n a , L i b e r u m Veto
etc. etc. M a s o w y o d b i o r c a nie w n i k a w s k o m p l i k o w a n e k o n t e k s ta i struktury lecz zadawala się obrazami - m i t a m i . Ostatnie lata
unaoczniają t o szczególnie wyraziście, obdarzając w y o b r a ź n i ę
z b i o r o w ą takimi m i t y c z n y m i matrycami, jak: stalinizm, w o j n a
1 9 8 1 , Popiełuszko... I tak też było zawsze. Szlachcic w y w o d z ą c y
s w e m i t y c z n e koligacje sięgał p o mity: Rzym, Sarmacja, W a n ­
dale... Zmieniają się k o n k r e t n e obrazy lub n a d a w a n e im znacze­
nia, pozostaje logika p o w s t a w a n i a i f u n k c j o n o w a n i a w y o b r a ż e ń
z b i o r o w y c h . W ramach tej logiki obrazy, o ile f u n k c j o n u j ą , nie
tracą sensu, a t y l k o g o zmieniają. Frazerowsko brzmi w i ę c dla
mnie p r z y w o ł y w a n i e p e j o r a t y w n y c h określeń t y p u

„amatorski

k i c z " ( 3 6 ) , „treść z a p o m n i a n a " ( 1 2 2 ) , „ d e g r a d a c j a " ( 1 3 3 ) . Co
znaczył herb w „ t a m t y c h c z a s a c h " ( k t ó r y c h k o n k r e t n i e ? ) t o nam

�Czesławie pobieżnie zasygnalizowałeś. Ale c o znaczy z n a k - h e r b
dzisiaj? - Jest t y l k o e m b l e m a t e m „ h i s t o r y c z n o ś c i " nieokreślonej
i miazmatycznej? - Nie ma z g o d y M o p a n k u !
Herb p r z y w o ł u j e na przykład najprostsze skojarzenie ze szlachetczyzną, a w i ę c przede w s z y s t k i m z w p a j a n ą w szkołach
r ó w n i e dobrze p o l s k i c h , jak i f r a n c u s k i c h , w i z j ą klasy próżniaczej.
W Polsce będzie t o : „ J e d z , pij i popuszczaj p a s a " , w e Francji:
„ A p r e s nous la d e l u g e " . Jest w t y m obrazku element krytyki
społecznej, ale jest przede w s z y s t k i m , acz niezamierzony, smak
b ł o g o ś c i , l e n i s t w a , u ż y w a n i a w tle k t ó r e g o kielich d ź w i ę c z y . Nie
ma kaca, nie ma p a w i a , nie ma następnego d n i a . A d o d a j m y aluzję
d o rycerskości, szabli u kontusza - pić męską jest rzeczą.
N i e p r z y p a d k o w o toteż ( m o ż n a t o u d o w o d n i ć w s z c z e g ó ł o w e j
analizie) herby szlacheckie najczęściej reklamują a l k o h o l . Ale
siądźmy d o p o w a ż n y c h b a d a ń , t o znajdziemy z a p e w n e r ó w n i e ż
i d r o g ę p r o w a d z ą c ą o d herbu d o p i k a n t n e g o sosu. R o z u m i e m
Czesławie T w o j e oburzenie „ j a b c o k i e m - L e l i w ą " , gdyż j a b c o k
istotnie niepijalną jest cieczą, ale jest t o zgorszenie estety,
smakosza i może miłośnika heraldyki, nie zaś a n t r o p o l o g a , który
- p o d t r z y m u j ę - d z i w i się, a nie ocenia.
W s w o i m z n a k o m i t y m referacie w ł o c ł a w s k i m u k a z y w a ł Kuba
Szpilka g ł ę b o k i sens p l a s t i k o w e g o barachła, czy c z e r w o n y c h
skarpetek. Nie były o n e dla niego ani kiczem, ani czymś z d e ­
g r a d o w a n y m . Nie b y ł o opozycji. Wierzę g ł ę b o k o , że słuszny t o
kierunek.
I jeszcze rzecz jedna. Z w a ż y w s z y Czesławie ileśmy razem
nagrzeszyli ( o s o b l i w i e przeciw szóstemu i d z i e w i ą t e m u przyka­
zaniu, g r z e c h ó w g ł ó w n y c h nie w s p o m i n a j ą c ) , straszenie m n i e
grzechem w ł a ś n i e p o z w a l a m sobie uznać za d r o b n e n i e p o r o z u ­
mienie. T y m bardziej, iż wiesz dobrze, iż t o zawsze najbardziej
l u b i ł e m , c o moralnie w ą t p l i w e , wykraczające poza granice i szko­
dzące z d r o w i u . A kiedy się Czesiu s p o t k a m y , pogrzeszymy z n ó w ,
m a m nadzieję, jak za d a w n y c h lat b y w a ł o .
Co zaś d o mojej s k ł o n n o ś c i d o w y s t a w i a n i a cenzurek, t o d o s y ć
p o w s z e c h n a t o przypadłość. Ta t y l k o różnica, ze ja s w o i c h ocen
nie taję. Ty na przykład masz u mnie zawsze w i e l k i e , g l o b a l n e 5 + .
Całuję Cię serdecznie.
Ludwik Stomma

Fot. W . Czyż

„«Złota gałąź» na «Triobrandach»"
Bezpośrednią przyczyną mej krótkiej n o t y stał się w p r a w d z i e

piszących, że o d k r y w c o m w y s p c h o d z i ł o o p o t r ó j n e brandy!?).

Fatygę

W każdym bądź razie o s k o n n o ś c i tej przekonałem się też na

i J a d w i g ę Siemiaszko, a z a t y t u ł o w a n y ; „ P o c o jechać na T r i o b -

w ł a s n e j skórze, kiedy t o zecer składający mą pracę o magii

interesujący skądinąd artykuł napisany przez Barbarę

r a n d y ? " \ ale przyznam szczerze, że o d jakiegoś już czasu korciło

u p o r c z y w i e , w b r e w m o i m k o r e k t o m , o b s t a w a ł przy „ T r i o b r a n -

mnie, aby w sprawie, o której zamierzam t r a k t o w a ć , napisać s ł ó w

d a c h " i w efekcie w j e d n y m p r z y p a d k u udało m u sieją przemy­

kilka. Generalnie rzecz biorąc c h o d z i mi o kwestie rzetelności,

cić.

precyzji i erudycji b a d a w c z e j p r z e c i w s t a w i o n y c h p e w n e j

r o z m o w a c h z a d e p t a m i etnografii.

ig­

norancji i s w o i s t e j nonszalancji. Nie zamierzam b y n a j m n i e j w y ­

3

Przekonuję się o t y m fakcie r ó w n i e ż w m o i c h c o d z i e n n y c h

Powróćmy

może jednak

do wspomnianego

artykułu

Pań

s t ę p o w a ć t u w roli „jaśnie o ś w i e c o n e g o " lub d o z o r c y n a u k o ­

Siemiaszko i Fatygi. M e nadzieje na błąd w sztuce drukarskiej

w e g o , b o każdemu z nas t a k o w y by się przydał, lecz j e d y n i e

okazały się p ł o n n e i rychło zostały rozwiane. W tekście n i e p o ­

w imię o b r o n y zasady, iż każdy e t n o l o g (etnograf, a n t r o p o l o g

p r a w n a f o r m a „ T r i o b r a n d y " p o w t a r z a się niezmiennie i nie ulega

s p o ł e c z n y lub k u l t u r y ) w i n i e n posiadać i w y k a z y w a ć się m i n i ­

w ą t p l i w o ś c i , że przez autorki uznana jest za n o r m a l n ą . P o w i e

m u m z n a j o m o ś c i elementarza e t n o l o g i c z n e g o . Do elementarza

ktoś: Czepia się. Nie. Nie o t o t u c h o d z i . Tę b ł ę d n ą

t e g o zaliczam c h o ć b y pobieżną w i e d z ę o kilku

przeoczyła także Redakcja PSzL. N a s u w a j ą się d w i e m o ż l i w o ś c i :

klasycznych

dziełach a n t r o p o l o g i c z n y c h , a w ś r ó d nich m.in. o Złotej

Gałęzi

formę

a l b o - ż y w i ę taką nadzieję - b y ł o t o z w y k ł e niedopatrzenie, a l b o

Jamesa Georga Frazera oraz całej serii m o n o g r a f i i o T r o b r i a n d a c h

i Redakcja uznała tę f o r m ę za naturalną; w k a ż d y m razie nie

a u t o r s t w a B r o n i s ł a w a Kacpra M a l i n o w s k i e g o , w szczególności

z w r ó c i ł a na t o u w a g i . Rzecz prosta lapsusy m o g ą sią zdarzyć

o Argonautach

k a ż d e m u . Przestają j e d n a k nimi być, g d y stają się regułą. Na

Zachodniego

Pacyfiku. .
2

przypisie 1 numer

p o d s t a w i e d o t y c h c z a s o w y c h k o n t a k t ó w ze ś r o d o w i s k i e m e t n o ­

Polskiej Sztuki L u d o w e j z a u w a ż y ł e m w spisie treści rażący, acz

g r a f i c z n y m oraz w i e l u a n a l o g i c z n y c h d o o m a w i a n e g o p r z y p a d ­

często się p o j a w i a j ą c y , błąd w nazwie archipelagu, na k t ó r y m

k ó w w literaturze w s p ó ł c z e s n e j ( m o ż e p o m i n ę już w y l i c z a n k ę

Otóż w z i ą w s z y d o ręki w s p o m n i a n y w

M a l i n o w s k i p r o w a d z i ł s w o j e badania. P o c z ą t k o w o miałem n a ­

i niech każdy autor rozważy t o sam) ś m i e m zatem t w i e r d z i ć , iż

dzieję, że jest t o może kolejny przypadek „ l i t e r ó w k i " drukarskiej.

zazwyczaj nie w c h o d z i t u w rachubę z w y k ł e przeoczenie, lecz

Istnieje b o w i e m jakaś d z i w n a s k ł o n n o ś ć języka p o l s k i e g o d o

p o w t a r z a j ą c y się u znacznej części piszących przejaw nieznajo­

przeinaczania n a z w y T R O B R I A N D Y na „ T r i o b r a n d y " . Nie p o ­

mości f a k t u i literatury dla każdego a n t r o p o l o g a f u n d a m e n t a l ­

trafię w y j a ś n i ć , skąd się ona bierze. Przypuszczalnie są t o po

n y c h . M a ł o w a ż n e czy ktoś z a p o m n i a ł jak brzmi

prostu w z g l ę d y łatwiejszej w y m o w y . ( A może są t o w z g l ę d y

n a z w a W y s p , czy n i g d y z nią się w oryginale nie zetknął, b o

p s y c h o l o g i c z n e - nasza słabość d o t e r c e t ó w , albo podejrzenie

i w j e d n y m , i w d r u g i m w y p a d k u jest t o przejaw ignorancji.

prawidłowa

61

�Nie c h c i a ł b y m , a b y autorki p r z y w o ł a n e g o a r t y k u ł u odebrały me

i o b e j m i e urząd k a p ł a n a . " (s. 2 5 ) . Z a n i m j e d n a k następca d o k o n a ł

ich

t e g o „ m u s i a ł ułamać gałąź z d r z e w a , którą starożytni uważali za

w y p o w i e d z i . C h o d z i mi b o w i e m o zjawisko o dość u p o w s z e c h ­

Z ł o t ą Gałąź W e r g i l i u s z a " . (s. 3 4 ) Oczywiście nie miejsce t u na

n i o n y m charakterze i znajdują się o n e w niezłym t o w a r z y s t w i e .

r e l a c j o n o w a n i e treści Złotej

A l e przecież pisanie o T r o b r i a n d a c h j a k o o „ T r i o b r a n d a c h " t o

legendy ze starożytnej Italii u j a w n i a j ą , z d a n i e m Frazera, s w e

s ł o w a j a k o atak personalny

lub, t y m

bardziej, na treść

Gałęzi. Dość p o w i e d z i e ć , że w ą t k i

niemalże tak, j a k b y np. o Polsce pisać regularnie „ P s o l k a " ,

u n i w e r s a l n e c e c h y i nawiązania d o p o d a ń i m i t ó w i n n y c h l u d ó w .

a o Danii per „ N a d i a " . Nie ma po c o jeździć na „ T r i o b r a n d y " , b o

A n a l o g i e te p o z w a l a j ą Frazerowi na w y c i ą g n i ę c i e w n i o s k u , że

ich p o prostu nie ma. R ó w n i e dobrze można jechać na W y s p y

Król Lasu był być może „ w c i e l e n i e m z k r w i i kości w i e l k i e g o

Bergamuty.

italskiego b o g a nieba. J u p i t e r a , który w d o b r o c i swej zstąpił

D o k ł a d n y opis położenia T r o b r i a n d ó w znaleźć m o ż n a

bez

z nieb w błysku p i o r u n u , b y zamieszkać między l u d ź m i w j e m i o l e ,

M a l i n o w s k i e g o (patrz też załączona m a p ­

miotle p i o r u n o w e j - Złotej Gałęzi - rosnącej na ś w i ę t y m dębie

ka). Natomiast d o e t n o g r a f ó w p o l s k i c h apeluję, a b y z w r ó c i l i

w d o l i n i e Nemi. Jeśli tak b y ł o n a p r a w d ę , nie z d z i w i nas w ó w c z a s ,

t r u d u w Argonautach

u w a g ę na p o p r a w n y s p o s ó b p r z y w o ł y w a n i a n a z w y W y s p , które

że kapłan z o b n a ż o n y m

dla a n t r o p o l o g i i o d g r y w a j ą rolę m n i e j w i ę c e j taką, jak dla b i o l o g i i

w której z n a j d o w a ł o się życie boga i j e g o w ł a s n e . " (s. 5 4 0 )

W y s p y Galapagos, dla a n t r o p o l o g i i fizycznej O l d u v a y w Kenii lub

mieczem

strzegł

mistycznej

Uznać r ó w n i e ż m o ż n a , iż Złota Gałąź jest n a z w ą

gałęzi,
własną

Neandertal w N i e m c z e c h , dla a r c h e o l o g i i Troja a dla j ę z y k o z n a w ­

p e w n e g o , określmy t o o g ó l n i e , a t r y b u t u ( p r z e d m i o t u ) k u l t o w e g o

s t w a (i a r c h e o l o g i i ) fort Saint J u l i e n de Rosetta. Nie z a u w a ż y ł e m ,

p o j a w i a j ą c e g o się w ś w i ę t y m zagajniku i s a n k t u a r i u m

b y przedstawiciele w s p o m n i a n y c h d y s c y p l i n zniekształcali gre­

Nemorensis w Arycji italskiej, strzeżonym przez jej kapłana. W t y m

mialnie te geograficzne n a z w y .

sensie Złota Gałąź jest czymś a n a l o g i c z n y m d o , пр., naszego

N i e c h mi będzie w o l n o przejść d o d r u g i e g o z w y m i e n i o n y c h
w

t y t u l e tej n o t y e l e m e n t u : złotej gałęzi. Z a u w a ż y ć

niepokojące

m y m zdaniem

można

i zataczające coraz szersze

z j a w i s k o pisania t y t u ł u pracy Sir Jamesa

Frazera w

kręgi

Szczerbca

lub

nawet żydowskiego

Tabernaculum

Diany

(Namiotu

Spotkania).
A w i ę c pisanie t y t u ł u o m a w i a n e j pracy Frazera w

błędnej

błędnej

f o r m i e „ Z ł o t a gałąź", t o niemalże tak, j a k b y pisać N o w y Tes­

postaci „ Z ł o t a g a ł ą ź " , czyli m a m y „ g a ł ą ź " pisaną z małej l i t e r y .

t a m e n t przez małe „ t " (może trochę przesadzam). A że - n a w i a ­

1

Tymczasem w p o l s k i m t ł u m a c z e n i u s k o n d e n s o w a n e g o w y d a n i a

sem m ó w i ą c - w b r e w n i e z l i c z o n y m zarzutom Złota

m o n u m e n t a l n e g o dzieła The Golden

z n a m i e n i t y tłumacz

czymś w rodzaju „ B i b l i i " , a n t r o p o l o g a , t o nie ulega dla mnie

Gałąź. I słusznie tak

w ą t p l i w o ś c i . Kiepski t o „ t e o l o g " , który p r o w a d z i s w e w y w o d y

uczynił. Skąd w i ę c biorą się n i e f o r t u n n e ulepszenia d o m o r o s ł y c h

bez z n a j o m o ś c i j e g o „ ś w i ę t e j k s i ę g i " i jeszcze nonszalancko się

Bough

Henryk Krzeczkowski u ż y w a f o r m y Złota

Gałąź jest

p o p r a w i a c z y . A n o - tak jak u p r z e d n i o - śmiem twierdzić, ze

na nią p o w o ł u j e . Frazer zaczyna s w e dzieło o d s ł ó w : „ Któż n ie zna

przynajmniej po części z i g n o r a n c j i . Jeśli b o w i e m m a m y w t y m

obrazu Turnera p r z e d s t a w i a j ą c e g o Złotą Gałąź?" M y zapytać

w y p a d k u d o czynienia z m a c h i n a l n y m s t o s o w a n i e m

możemy: „ K t ó ż nie zna pracy Frazera z a t y t u ł o w a n e j Złota

polskiej

Gałąź?"

p i s o w n i t y t u ł ó w prac książek, t o źle. Jeśli zaś jest t o próba korekty

O d p o w i e d ź n a s u w a się s m u t n a . Ci, którzy mienią się być spec­

z pozoru

jalistami w poruszonej w niej p r o b l e m a t y c e - e t n o l o d z y i religio­

nieprawidłowego

przeniesienia

pisowni

angielskiej

t y t u ł u pracy z d u ż y c h liter na r z e k o m o p o p r a w n ą p i s o w n i ę polską,
t o jeszcze gorzej. (Raz n a w e t , o zgrozo, b y ł o mi dane usłyszeć:
złota gałęź.).

znawcy.
Na koniec podkreślić raz jeszcze pragnę, że celem mej n o t y nje
jest b y n a j m n i e j p o d k o p y w a n i e c z y j e g o k o l w i e k a u t o r y t e t u ani

W o b y d w u t a k i c h przypadkach w y c h o d z i na j a w nieznajomość

c a ł k o w i t e n e g o w a n i e c z y i c h k o l w i e k k o m p e t e n c j i . Nie myślę też

treści dzieła Frazera, u d o s t ę p n i o n e g o wszak p o l s k i e m u czytel­

p r z y w i ą z y w a ć zbytniej w a g i d o n i e i s t o t n y c h niekiedy szczegó­

n i k o w i już o d bez mała 3 0 lat. Wystarczy zajrzeć, by się przekonać,

ł ó w , c o b y w a często w y r a z e m nadmiernej i zbytecznej s k r u p u l a t ­

że przez 5 8 2 strony tekstu (łącznie ze w s t ę p e m J a n a L u t y ń s -

ności. M a m j e d y n i e na u w a d z e u w r a ż l i w i e n i e na rzeczy, które

kiego)

stają się istotne ze w z g l ę d u na s w e - nie budzące już dużej

n i e o d m i e n n i e Złota Gałąź

Dlaczego?

pisana jest z dużej

Przede w s z y s t k i m d l a t e g o , że taka była

litery.

intencja

autora. Złota Gałąź t o m o t y w p r z e w o d n i całej w ę d r ó w k i

po

wątpliwości

- źródło: rzeczone przejawy

ignorancji, oraz ze

w z g l ę d u na niebezpieczne rozprzestrzenianie się o w e j i g n o r a n c j i . '

w i e r z e n i a c h , rytuałach i z w y c z a j a c h r ó ż n y c h l u d ó w , klucz d o

Diagnozę takiej sytuacji p o z o s t a w i a m

całej książki. Frazer zaczyna o d obrazu J . M . Frazera z a t y t u ł o w a ­

w y d a j e mi się, że korzeniami s w y m i sięga o n a d o o g ó l n e g o braku

nego w ł a ś n i e „ Z ł o t a Gałąź", na k t ó r y m p r z e d s t a w i o n y jest Król

s z a c u n k u dla klasyki i tradycji a n t r o p o l o g i c z n e j . Natomiast t y m ,

Lasu z Nemi, dzierżący w s w y c h d ł o n i a c h miecz i strzegący d ę b u ,

k t ó r y m moja argumentacja nie trafia d o przekonania p r o p o n u j ę

na k t ó r y m błyszczy Złota Gałąź. „ B y ł t o kapłan i morderca,

p o s z u k i w a n i e złotej gałęzi na T r i o b r a n d a c h . Życzę p o w o d z e n i a !

w y p a t r u j ą c y t e g o , który g o wcześniej lub później

zamorduje

i n n y m , c h o ć już teraz

Michał Buchowski

PRZYPISY

B. Fatyga, J . Siemiaszko, Po co jechać na
Triobrandy?,
„ P o l s k a Sztuka L u d o w a " X L I I I ( 3 ) : 1 9 8 9 , ss. 1 7 7 - 1 8 1 .
J . G. Frazer, Złota Gałąź, W a r s z a w a 1 9 6 2 i w y d . następne.
Przeł. H. Krzeczkowski. Korzystam tutaj z w y d . z roku 1 9 6 5 .
B. M a l i n o w s k i , Argonauci
Zachodniego
Pacyfiku,
Warszawa
1 9 8 1 . Przeł. B. O l s z e w s k a - D y o n i z i a k i S. S z y n k i e w i c z .
M . B u c h o w s k i , Magia. Jej funkcje i struktura, Poznań 1 9 8 6 ,
s. 7 6 . P o d o b n ą historię o p o w i e d z i a ł mi także W o j c i e c h Burszta,
k t ó r e m u „ z a o c z n i e " , b o w i e m bez korekty autorskiej, w y d r u k o ­
w a n o n i e o d m i e n n i e w j e d n y m z a r t y k u ł ó w „ T r i o b r a n d y " . Patrz:
W . Burszta, Magiczna potęga słów, „ W d r o d z e " 1 0 ( 1 8 2 ) : 1 9 8 8 ,
ss. 4 7 - 5 6 .
O t o niektóre t y l k o przykłady takiego b ł ę d n e g o zapisu:
1

2

3

4

62

Z. S o k o l e w i c z , Wprowadzenie
do etnologii. Warszawa 1 9 7 4 ;
H. S w i e n k o , Magia w życiu człowieka. W a r s z a w a 1 9 8 3 : H. M i ś ,
A. M i ś , Okultyzm, magia i wróżby. W a r s z a w a 1 9 8 2 ; S. Filipowicz,
Mit i spektakl władzy. Warszawa 1 9 8 8 ; A. Zadrożyńska, Po­
wtarzać czas początku. W a r s z a w a 1 9 8 5 ; M . N o w a c z y k , Ewolucjonizm kulturowy
a religia. Warszawa 1 9 8 9 . Zaznaczyć pragnę, iż
nie t w i e r d z ę w c a l e , j a k o b y w y s u w a n e poniżej sugestie o i g n o r a n ­
cji stosują się w p r o s t d o t y c h w s z y s t k i c h a u t o r ó w , k t ó r y m
przytrafiło się napisać „ Z ł o t a gałąź". R o z u m i e m , iż często jest t o
k w e s t i a - n a z w i j m y ją o g ó l n i e - edytorska. Żle się j e d n a k dzieje,
g d y n a w e t w p o d r ę c z n i k a c h p o w i e l a się b ł ę d n y zapis klasycz­
nego dzieła przynależnego d o k a n o n u danej d y s c y p l i n y , a autorzy
nie p r z y w i z u j ą d o t e g o w a g i .

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7729" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7709">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d4f5a2d76d919faacce526a8221d6f26.pdf</src>
        <authentication>171ddd58384f21035b561f960f3b6aa6</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92366">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4550</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92367">
                <text>1963</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92368">
                <text>spis treści</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92369">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4229</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92370">
                <text>Spis treści/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1963 t.17 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92371">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1963 t.17 z.2, pierwsze strony</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92372">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92373">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92374">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92375">
                <text>polska sztuka ludowa
I N S T Y T U T

S Z T U K I

PAN

R O K XVII

1 9 6 3 NR 2

�P O L S K A
KWARTALNIK

S Z T U K A

INSTYTUTU

SZTUKI

PAN

L U D O W A
ROK

XVII

1963

NR

2

TREŚĆ

Kazimierz Pietkiewicz

Rola i znaczenie artystycznej tradycji lu­
dowej we współczesnej kulturze polskiej

65

Janina Dydowiczowa

Wielkopolskie zapusty

72

Barbara

Znaczenie techniki wykonania w bada­
niach nad haftem ludowym (Na przykła­
dzie śląskich haftów krzyżykowych) ,

81

Tradycyjne poglądy na piękno przyrody
w wypowiedziach chłopów Kurpiowskiej
Puszczy Zielonej

97

Bazielich

Jacek Olędzki

RECENZJE
Maria Przeździecka

„Ikonen-Museum" (Kunstsammlungen der
Stadt Recklinghausen). Erweiterter Kata­
log 1960
110

KRONIKA

Ill

SUMMARY OF ARTICLES

112

PE3KDME

112

Na okładce: Siwaki z Białej Podlaskiej. Fot. Jan

Świderski

KOMITET REDAKCYJNY — mgr Aleksander Jackowski, dr Kazimierz Pietkiewicz,
prof. dr Ksawery Piwocki, prof. dr Roman Reinfuss, prof. dr Tadeusz Seweryn.
ZESPÓŁ REDAKCYJNY — redaktor naczelny: mgr Aleksander Jackowski, zas­
tępca redaktora naczelnego: prof. dr Roman Reinfuss, sekretarz redakcji i redaktor
działu: mgr Jadwiga Jarnuszkiewicz, współpracownicy: mgr Anna Kunczyńska,
mgr Wacław Sułkowski, redaktor techniczny: Maria Klukowska, układ graficzny:
Jadwiga Jarnuszkiewicz. Tłum.: Doris Ronowicz (ang.), Natalia Stasińska (ros.).
Red.: Instytut Sztuki PAN, Warszawa, ul. Długa 26. Wyd. i administr.: P.P.
Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, Warszawa, ul. Krak. Przedmieście 21/23.

/

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7726" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7706">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b7f0c98004d6b37d4c8e5c700fbeb34c.pdf</src>
        <authentication>f9ff4e586aabbfc5bf9d7ae42002f578</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92329">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3732</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92331">
                <text>1960</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92333">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3505</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92335">
                <text>Spis treści/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1960 t.14 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92337">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1960 t.14 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92339">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92341">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92343">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92345">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92353">
                <text>�T R E Ś Ć :

Tadeusz Seweryn

Orawski

Aleksander

Dominika

Błachowski

Orbis

Pictus

Bujnowska,

67
tkaczka

dywanów

podwójnych
Norbert

Lippóczy

Franciszek
Edward

Oskwarek

Kotula

Emilia

Pietraszek

Chmiel

XV
Kunczyńska

Kunz

Richard

Jefabek

Konkurs

(Brno)

na
z

z

konkurs

ludowe

i

pośmiertne)

106

.

110

.

szopek

.
.

.

artystyczne

.

Wspomnienie

Vydra

111

pa­
116

n i e żyje .

pośmiertne

o

.

.

prof.

Vaclaviku

badań

.

120
dr
120
121

Kronika
Summary

.

Bydgoszczy

P r o f . d r Josef

Antonim
Sprawozdania

101

(wspomnienie

powojenny

miątki
Ludwik

maluje

Z historycznego a r c h i w u m .
Stan
majątkowy
garncarzy

Rss.
Anna

87
znowu

125
of

articles

Na okładce:
Malowidło
z szafy orawskiej.
tytułowej:
Fragment
szopki
krakowskiej.
Kraków.
Fot. Jan
Swiderski.

127

Fot. Michał
Maśliński,
1959 r. Wyk. Antoni

Na
stronie
Wojciechowski,

�polska sztuka ludowa
KWARTALNIK INSTYTUTU SZTUKI PAN ROK XIV

1960 NR 2

�KOMITET
Mgr
mgr
prof,
prof,
prof,

REDAKCYJNY

Aleksander Jackowski,
Kazimierz Pietkiewicz,
dr Ksawery Piwocki,
dr Roman
Reimfuss,
dr Tadeusz Seweryn.

ZESPÓŁ

REDAKCYJNY

Redaktor
naczelny:
mgr
Aleksander J a c k o w s k i , za­
stępca r e d a k t o r a n a c z e l n e ­
go: prof, d r R o m a n R e i n ­
fuss,
sekretarz
redakcji
i
redaktor
działu:
mgr
Jadwiga
Jarnuszkiewicz,
r e d a k t o r działu: m g r A n ­
na
Kunczyńska,
redaktor
techniczny: M a r i a Kluków ska,
okładka
i
układ
graficzny:
Józef
Wilkoń.
Tłumacz: Doris
Ronowicz.
Red.: I n s t y t u t S z t u k i P A N ,
Warszawa,
u l . Długa 26.
Wyd.
i
administr.:
P.P.
Wydawnictwa
Artystyczne
i
Filmowe,
Warszawa,
K r a k . P r z e d m i e ś c i e 21/23.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7623" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7603">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e6fd8e88c1c559ae2e4935e96bded7e3.pdf</src>
        <authentication>a54f35436b14f405f449428ca05a9982</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90973">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2711</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90975">
                <text>1998</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90977">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2522</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90979">
                <text>Ten, który wędruje / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90981">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.3-4, s.148-150</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90983">
                <text>Cibor, Krzysztof</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90985">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90986">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90987">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90989">
                <text>Ten, który wędruje
historia pewnego przekaźnika,
teraźniejszość pewnego przekazu*
Krzysztof Cibor

Kilkanaście lat temu pojawił się po raz pierwszy. Począt­
kowo stanowił nie lada sensację, jak zresztą wszystko, co ist­
nieje początkowo. Dziś, kiedy jest wszędzie, kiedy spotkać
go można na ulicy, w supermarketach, czytelniach, autobu­
sach (zwłaszcza tam!), a nawet na uniwersyteckich wykła­
dach, nie budzi już takich emocji. Po prostu jest i , zgodnie ze
swoją nazwą, SPACERUJE... Walkman.'
Emocje wygasły, walkman przestał być status symbolem,
a stał się zwielokrotnioną i stechnologizowaną wersją Żyda
Wiecznego Tułacza, który błąka się po świecie, ukrywając
przed przypadkowym przechodniem swoją prawdziwą histo­
rię. Uważam, że od kiedy odtwarzacz spacerowy przestał
krzyczeć: „jestem zamożniejszy od ciebie!", jego przekaz
stał się o wiele bardziej wielowarstwowy i skomplikowany.
Zacznę od najprostszego pytania: dlaczego słucham walk­
mana?
Kiedy zadawałem to pytanie użytkownikom odtwarzacza
spacerowego, często pojawiała się odpowiedź: „aby zagłu­
szyć ulicę". Miasto ze swoim coraz częściej nieprzyjaznym,
zdehumanizowanym uniwersum dźwięków postrzegane jest
jako żywioł konieczny, ale obcy. Walkman w tej sytuacji sta­
je się dźwiękowym akwalungiem - pomaga zanurzyć się
w nieznaną głębię, czyniąc ją na pewnym poziomie swojską.
Akwalung ten nie jest jednak zupełnie szczelny. Ekspansyw­
ne miasto wlewa się w nas wszystkimi otworami ciała i nawet
najlepsze słuchawki nie zapewniają stuprocentowej izolacji
od jazgotu autobusów, budów czy bankowych konwojów.
W rezultacie to, co zagłuszamy walkmanem, to „dźwięki na­
tury". Nie może więc taka odpowiedź stanowić wystarczają­
cego wyjaśnienia postawionej na początku kwestii. Tym bar­
dziej że wytłumaczenie znacznie bardziej popularne i oczy­
wiste brzmi: „bo lubię słuchać muzyki".
2

Rzeczywiście stosunkowo łatwo mogę sobie wyobrazić
melomana, który, już to z braku czasu w domu, już to ze
względu na poważne uzależnienie, słucha swoich ulubionych
kawałków na ulicy. Tu jednak też muszą zrodzić się pewne
wątpliwości. Po pierwsze: poruszana już kwestia niezagłuszalnego zgiełku, który może popsuć całą przyjemność wiel-

* Praca ta została napisana w oparciu o rozmowy, jakie przeprowa­
dziłem ze znajomymi, oraz o moje własne doświadczenia. Siłą rzeczy nie
może więc mieć ambicji do formułowania prawd ogólnych. Jest raczej
opisem pewnej możliwości, i to możliwości wcale nie bezustannej
n a

bicielowi muzyki; po drugie: sprawa stosunkowo niskiej ja­
kości dźwięku odsłuchiwanego ze sprzętu przenośnego
(szczególnie w porównaniu z dźwiękiem wydobywanym
z wież Technicsa); po trzecie wreszcie: wielu moich rozmów­
ców podkreślało, że chodząc słucha się szczególnych rodza­
jów muzyki.
Trzecia wątpliwość rzuca nowe światło na sprawę, którą
się zajmuję. Jeżeli przynajmniej w tym samym stopniu co
walkman, specyficzna jest słuchana za jego pomocą muzyka,
należy przyjrzeć się jej tu bliżej. Problem polega na tym, że
rozsadziłoby to ramy mojej pracy, każdy bowiem ma swoje
własne idealne kawałki na miasto. To, jaki rodzaj muzyki
znajdzie się w przenośnym odtwarzaczu zależy oczywiście
od osobistych preferencji, które niewele odbiegają od tych
kształtujących muzyczne gusta danego słuchacza w ogóle.
Muzyka na spacer musi jednak według mnie odznaczać się
specyficzną sugestywnością, która niezbędna jest walkmano­
wi do jego magii. Chciałbym oto postawić hipotezę, że od­
twarzacz spacerowy czerpie swoją siłę z umiejętności de­
strukcji i rekonstrukcji światów.
Jak obronić to aż nazbyt śmiałe zdanie? Po pierwsze
przez odwołanie do wzmiankowanego już zagłuszenia. Ma­
jąc na uszach słuchawki, likwidujemy integralność komuni­
katu, jaki nadaje do nas Świat. Dostajemy obraz, ale już bez
dźwięku. Tak, jak potrawa, która nie pachnie, nie jest całą
potrawą, a kształt, który wyczuwamy tylko palcami, nie
w pełni staje się dotykanym przedmiotem, tak Świat, który
tylko widzimy, jest tylko pół-Światem. Nie jest to jednak
ofiara degradacji, a Świat w sytuacji liminalnej (już nie A,
jeszcze nie B), założenie słuchawek zaś to dopiero połowa
drogi. Kiedy dźwięki już do mnie nie docierają, włączam ich
własne, autonomiczne źródło, które, co bardzo ważne, zale­
ży w pełni od mojego wyboru. Ta druga, audytywna połowa
Świata może być zgodna z połową wizualną (kiedy jeżdżąc
rowerem po zdegradowanych ekologicznie terenach wokół
puławskich Azotów słucham tak zwanej muzyki industrial­
nej), skontrastowana z nią (kiedy w zatłoczonym autobusie,
w połowie mroźnego stycznia z mojego walkmana wydoby­
wają się pieśni malijskie), jak też dobrana na zupełnie in­
nych zasadach (пр.: Johann Sebastian Bach do nocnego bie­
gu przez las).
3

To, co wydaje mi się tu ważne, to fakt, że muzyka słu­
chana przez słuchawki nie jest po prostu muzyką ilustracyj­

�ną. Świat, w którym nie ma dźwięków, jest tylko tym, co
widzę - i to jest pierwszy etap, dezintegracja. Świat, które­
mu nadaję wybrane przez siebie dźwięki, staje się Nowym
Światem, zreintegrowanym przez mnie. Kroki przecho­
dniów odbijają się echem basu czy perkusji, pasażerowie
autobusu mówią do siebie głosem irlandzkiej wokalistki,
ptaki krążą po szarym niebie poganiane ostrymi, gitarowy­
mi riffami. Pieśń, którą słyszę, opowiada o ulicy, którą wi­
dzę. Wizja i fonia dopełniają się we mnie, przez mój wybór
(to ja decyduję o tym, co usłyszę, i o tym, co zobaczę, to ja
decyduję o tym, w jaki Świat złożą mi się dwie niezależne
rzeczywistości).
Muszę wyjaśnić jeszcze jedną rzecz. Sformułowanie,
którego użyłem, owa dezintegracja może być rozumiana
dwojako. Pałac Kultury nie pasuje do żebrzącego Roma,
który nie pasuje do sklepu Estee Lauder. Świat nie układa
mi się w zgrabną całość, nie mogę go objąć, jest zdezinte­
growany. Chodzi mi tu jednak o inną dezintegrację, o roz­
pad postrzegania, o odcięcie obrazu od jego naturalnych
dźwięków. W tym sensie włączenie walkmana jest zlepie­
niem nie przystających do siebie obrazów jednorodną
Muzyką.
Do tak rozumianego tworzenia porzebne jest zagłuszenie.
Powiedziałem jednak już wcześniej, że całkowite odcięcie
od dźwięków naturalnych jest niemożliwe. Nie widzę tu nie­
ścisłości. Czym innym jest zagłuszenie dla zagłuszenia,
czym innym zagłuszenie dla tworzenia. Wycie psa, sygnał
karetki pogotowia czy wrzask dziecka miesza się z materią
dźwiękową płynącą z walkmana i daje nową jakość. Z dru­
giej strony naturalne dźwięki zdarzające się na taśmie potra­
fią wpełznąć w to, co widzimy. Te konfuzje podkreślają tyl­
ko zjednoczenie rzeczywistości z jednej i drugiej strony słu­
chawek. Zagłuszenie nie tyle likwiduje dźwięki naturalne, co
przytłumia je, a te, których nie udało się wystarczająco przy­
ciszyć, anektuje.
Igor Strawiński, w czasach, kiedy nie słyszano nawet
o magnetofonie, napisał: „Nigdy nie znosiłem słuchania mu­
zyki z zamkniętymi oczyma, bez uczestnictwa wzroku. Wi­
dzenie gestu i ruchu różnych części ciała, które biorą udział
w tworzeniu muzyki, jest zasadniczym warunkiem uchwyce­
nia jej w całości, gdyż wszelka muzyka tworzona czy kom­
ponowana wymaga jeszcze jakiegoś sposobu uzewnętrznie­
nia, aby słuchacz mógł ją odebrać (...). Brak przeszkód
wzrokowych stwarza im [słuchaczom - K.C.] sposobność do
oddania się marzeniom kołysanym dźwiękami muzyki i wła­
śnie to lubią o wiele bardziej niż samą muzykę" (Strawiński,
1974, 72). Strawiński zwraca uwagę na niepełność muzyki
bez obrazu. To, że jedynym dopełnieniem jest dla niego wi­
dok wykonawcy, jest jednak dzisiaj, gdy muzykę mogą wy­
konywać komputery, niezrozumiałe. Z kolei młodszy od
Strawinskiego o pokolenie amerykański kompozytor Harry
Partch, twórca nurtu zwanego korporalizmem, twierdził, że
muzyka to współgranie trzech warstw: dźwiękowej, wizual­
nej i rytualnej. Aby sprostać wymaganiom warstwy wizual­
nej, Partch skonstruował cały szereg nowych instrumentów
muzycznych, zadziwiających nie tylko brzmieniem, ale rów­
nież formą. Moim chromatodeonem jest komin Elektrocie­
płowni Żerań.
Idea związku muzyki z obrazem, żywa przynajmniej od
czasu pierwszych oper, a jako niezbywalna pomyślana przez

Strawinskiego i Partcha, apogeum swojej nośności osiągnęła
wraz z powstaniem MTV. Telewizja nadająca przez całą dobę
wideoklipy wpłynęła w sposób znaczący zarówno na postrze­
ganie muzyki, jak i na samą muzykę (Czubaj, 1995). Chciał­
bym tu podkreślić, że tak jak bez doświadczeń muzyki kon­
kretnej (która już dawno opuściła studia eksperymentalne pu­
blicznych radiofonii i wypłynęła na szerokie wody popu) szu­
my spoza taśmy postrzegane byłyby jako szkodliwe dla utwo­
ru, tak bez eksplozji wideoklipu walkman nie zdobyłby swo­
jej mocy kreatywnej.
Przeżycia związane ze słuchaniem muzyki na mieście po­
równywane są często przez moich rozmówców do tworzenia
teledysku. Mariusz Czubaj pisze o tym gatunku, raczej tele­
wizyjnym niż filmowym: „cięcia dopasowano do rytmu mu­
zycznego, do rzadkości należy pokazywanie całej postaci
wykonawcy, został on pokawałkowany, pocięty, przestał być
postacią, stał się śpiewającym, a przede wszystkim ruszają­
cym się ciałem. Osoby zastąpiono ich częściami, podobnie
fragmentaryczny, a nie całościowy charakter mają stosunki
międzyludzkie. Podstawowym zabiegiem rządzącym poety­
ką teledysku jest zatem metonimia" (Czubaj, 1995, 78).
W teledysku tworzonym za pomocą walkmana „szybkich
cięć dopasowanych do rytmu" dokonuję rzucając spojrzenia
to tu, to tam. W ten sam sposób wykluczam resztę pozawalkmanowej rzeczywistości (której ani widu, ani stychu). Idąc
ulicą ze słuchawkami na uszach, fragmentary żuję nie tylko
ludzi i stosunki między nimi, ale także świat, w którym się
oni poruszają. Dodatkowo poetyka uzupełniona jest o oksymorony, których część określana pochodzi z zupełnie innego
porządku niż część określająca - fragmentaryzuje po to, aby
scalić.
4

John Ellis w książce Visible Fictions zauważa, że widza
telewizyjnego różni od widza kinowego rozproszenie i brak
koncentracji (ewokowane przez samą gramatykę przekazu)
oraz patrzenie w, w przeciwieństwie do patrzenia na. Podkre­
śla on też, że słyszenie zaczyna dominować nad patrzeniem.
To dźwięk zapewnia ciągłość uwagi (Ellis, 1982). Widzę po­
ważne związki pomiędzy Ellisowską koncepcją a poetyką te­
ledysku i moim ujęciem słuchania walkmana.
Istotną różnicę między wideoklipem a słuchaniem muzy­
ki przez słuchawki dostrzec można, odwołując się raz je­
szcze do artykułu Czubaja, w którym czytamy: „teledysk do­
konuje uprzedmiotowienia dźwięku, daje muzyce bardziej
konkretny i uchwytny odpowiednik obrazowy" (Czubaj 1995,
78). Pseudoteledyski tworzone dzięki odtwarzaczowi space­
rowemu nie mogą być oczywiście uznane za konkretne
i uchwytne. Obraz, jaki wiążę z muzyką, jest nie do opowie­
dzenia, nie może funkcjonować jako dobro wspólne, podczas
gdy wizje rodem z MTV z powodzeniem karmią współczesną
masową ikonosferę.
5

Rozpad rzeczywistości, nadaktywne, choć rozproszone
postrzeganie, zaskakujące, niepowtarzalne skojarzenia
dźwięku z obrazem, wszystko to nasuwa na myśl jeszcze jed­
ną sprawę. Walkman jest według mnie środkiem psychotro­
powym. Bardzo delikatnym i raczej nie prowadzącym do uza­
leżnienia, ale zdolnym wywoływać pewne nadnaturalne sta­
ny psychiczne. Ta właściwość przenośnego odtwarzacza nie
jest tak oczywista jak jego umiejętność tworzenia wideoklipów. Nie wszyscy z moich rozmówców zwracali na nią uwa­
gę, byli jednak i tacy, którzy doświadczenia okołotransowe

149

�(związane często z transowymi właściwościami samej muzy­
ki) stawiali na pierwszym miejscu.
Takie postawienie sprawy każe mi (nad)interpretować
tekst z instrukcji obsługi mojego walkmana. Stwierdzenie:
„zbyt głośne słuchanie muzyki może być szkodliwe" ma dla
mnie obecnie przynajmniej taki ciężar gatunkowy jak ostrze­
żenia Ministra Zdrowia na reklamach wyrobów tytonio­
wych. Również fragment pewego opowiadania dotyczący
niemożliwości słuchania muzyki na ulicy jest chyba czymś
więcej niż tylko opowieścią o nieuważnych przechodniach
i brawurowych kierowcach: „odcinając ją od wszystkich od­
głosów miasta, tych przeważnie złych, ale prawdziwych,
można by ją pewnie zabić (...). Nie trzeba nawet czelesty Be­
li Bartoka, wystarczyłoby rzewne mezzoforte Vivaldiego"
(Kosakowska, 1996).
Chcę teraz zwrócić uwagę na relacje między kulturą słu­
chania walkmana a współczesnymi subkulturami młodzieżo­
wymi. I tu, i tu ważna jest muzyka, jako coś więcej niż tylko
nośnik przyjemności czy doznań estetycznych; i tu, i tu nie
bez znaczenia jest możliwość zdobywania odmiennych sta­
nów świadomości, i tu, i tu wreszcie uczestnik eliminuje nieuczestników ze wspólnoty postrzegania (subkultury - ideolo­
gicznie, słuchacze walkmana - technologicznie). Ale właśnie
owa wspólnota postrzegania jest czymś, czego porównać nie
można. Słuchając muzyki przez słuchawki izoluję się, elimi­
nuję wszystkich, jestem jedynym uczestnikiem, pozostali zaś
są jedynie przedmiotami w moim własnym teledysku - „ja je­
stem Światem", jak powiedział jeden z rozmówców. Żeby to
zrozumieć, nie trzeba śledzić moich wydumanych spekulacji.
Prosty gest założenia słuchawek jest sygnałem, który znaczy:
„nie chce mi się z tobą gadać", jest trzaśnięciem drzwiami,

6

przerwaniem połączenia. Jeżeli walkmanowcy są subkulturą,
to jest to bodaj pierwsza absolutnie antygrupowa subkultura...
jest to subkultura samotnego tłumu, do której doskonale pa­
sują słowa Rauleta o interaktywności, która zastąpiła interak­
cje społeczne (Raulet, 1995).
Podsumowując, chciałbym poruszyć dwie kwestie. Po
pierwsze, bez względu na to, czy słuchacze odtwarzaczy spa­
cerowych tworzą subkulturę, nie może umknąć naszej uwagi
fakt, że we współczesnym społeczeństwie, uważanym po­
wszechnie za zatomizowaną zbiorowość ludzi samotnych, ale
pragnących złączenia przez unifikację, istnieją jednostki,
które dążą do jeszcze większej samotności, negując jednocze­
śnie uwspólnienie doznań i przeżyć. Być może jednak jest
tak, że nie jest to samotność, lecz wręcz przeciwnie - chęć jej
przezwyciężenia przez internalizację Świata. Czy Bóg może
być samotny?
7

Druga sprawa dotyczy związku technologii z kulturą. Za­
rysowałem przed chwilą historię urządzenia, które miało być
prostą kontynuacją magnetofonu. Jednak tak samo, jak telewi­
zja nie jest domowym kinem, gry wideo - animowaną wersją
gier planszowych, a Internet - ulepszoną siecią telefoniczną,
tak i różnica pomiędzy walkmanem a odtwarzaczem stacjo­
narnym jest różnicą jakościową. Walkman nie nadaje się do
słuchania muzyki, ponieważ jakość dźwięku jest zbyt niska
(aczkolwiek wciąż się poprawia), ale niedociągnięcia techno­
logiczne zostały załatane przez kulturę. Dzięki ogólnej do­
stępności estetyki wideoklipu, a także (w mniejszym stopniu)
muzyce konkretnej i rozpowszechnieniu narkotyków, to, co
w założeniu inżynierów było tylko mizernym ersatzem innego
ersatzu, stało się kolejnym władcą naszej wyobraźni. Niedo­
skonały przekaźnik stał się oszałamiającym przekazem.

PRZYPISY
1

Walkman jest nazwą zastrzeżoną dla produktów firmy Sony, czym
akurat nie przejęli się twórcy najnowszego Słownika współczesnej pol­
szczyzny. Jednak już handlowcy nie mogąc pozwolić sobie na stosowanie
tej nazwy, zgodnie z jej potocznym rozumieniem, do wszystkich typów
przenośnych, miniaturowych magnetofonów zaproponowali inne okre­
ślenia, jak na przykład odtwarzacz spacerowy, czym wpisali się na chlub­
ną listę współczesnych słowotwórców, pozostając jednak daleko w tyle
za autorami francuskiego, o wiele bardziej popularnego, baladeura, czy­
li po prostu spacerowicza.
2

Do personifikacji, którą obarczam to stosunkowo proste, masowo
produkowane urządzonko, upoważnia mnie jego nazwa z symptomatycz­
nym MAN na końcu (dokładnie tak samo jak w imionach innych bohate­
rów masowej kultury: Supermana czy Batmana!).
...oczywiście również czujemy i możemy go dotknąć, dla człowie­
ka przy pierwszym kontakcie najważniejsze są jednak zmysły wzroku
i słuchu.
3

4

Czubaj nie zwrócił uwagi na fakt, że teledysk jest nie tyle pokawał­
kowanym Światem, ile Nowym Światem sklejonym z fragmentów stare­
go.
Pomijam tutaj oczywiste różnice w kanałach komunikacyjnych
i relacjach nadawca - odbiorca. Muszę jednak zaznaczyć, że badaczy
mediów elektronicznych właśnie sprawy kodu, kanału komunikacyj­
nego i rzeczonych relacji interesują bardziej niż treść i poetyka prze­
kazu.
5

6

Leksykon Tony'ego Thorna Fads, Fashions &amp; Cults (spolszczony
dumnie na Słownik pojęć kultury postmodernistycznej, jakby moda była
wyłączną domeną postmodernizmu) nie informuje o istnieniu takiej sub­
kultury ani nawet o kreującym ją artefakcie. Znaczy to, że nie wszyscy
podzielają moje zdanie o specyfice badanego przedmiotu.
7

Nie umyka mojej uwagi fakt pojawienia się na rynku rozgałęziaczy
do słuchawek, które umożliwiają wspólne słuchanie muzyki na ulicy.

BIBLIOGRAFIA
Czubaj, M .
1995 Teledyskowy obraz świata, „PSL. Konteksty" nr 2
Ellis, J.
1982 Visible Fictions. Cinema: Television: Video, London.
Grove
1980
The New Grove Dictionary of Music and Musicians,
Washington-Hong Kong.

150

London-

Kosakowska, J.
1996 Historia dwóch nitek [maszynopis].
Raulet, G.
1994 Nowa Utopia. Socjologiczne i filozoficzne konsekwencje nowych
technologii komunikowania, [w:] Po kinie?..., Kraków.
Strawiński, I.
1974 Kroniki mojego życia. Warszawa.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7613" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7594">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/96ef29daf4e29dc5c55897f2d7e93032.pdf</src>
        <authentication>d2a56359ac5594d11bb3ab9f4e78968e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90840">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6550</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90842">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90844">
                <text>2005</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90845">
                <text>historiografia</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90846">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6122</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90847">
                <text>Guzik z historii? / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2005 t.59 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90849">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2005 t.59 z.1 s.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90850">
                <text>Czaja, Dariusz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90851">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90852">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90853">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90855">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90874">
                <text>DARIUSZ

CZAJA

m o l o g i c z n y c h kwestii współczesnej historiografii. Już
nawet kartkując t y l k o pobieżnie książkę, można mieć
pewność, że żadne ważne pytanie z katalogu historiograficznych wątpliwości nie zostało t u pominięte. H a ­

Guzik z historii?
Dylematy współczesnej
historiografii

słowo można je ująć tak: jak pisać historię po ostat­
n i c h r e w o l u c j a c h w humanistycznej epistemologii?
k i m w tej sytuacji staje się historyk? czy w swojej pra­
cy m a o n kierować się obowiązkami etycznymi, czy
względami estetycznymi? jak ma się zapis pamięci do
historycznego konstruktu? po co n a m jeszcze historia
po ogłoszonym jakiś czas t e m u „końcu historii"? jeśli
historia tak naprawdę niczego nie uczy, to do czego

P a m i ę ć , etyka i historia. A n g l o - a m e r y k a ń s k a

może n a m się jeszcze przydać?

teoria historiografii lat dziewięćdziesiątych.

Trzy wyraźnie wyodrębnione części dobrze d o k u ­

(Antologia przekładów)

m e n t u j ą tego rodzaju wybór tematów d o k o n a n y przez

Red. E w a Domańska, Poznań 2002

autorkę a n t o l o g i i .
Patrząc z perspektywy antropologicznej na te pyta­
nia, t r u d n o uciec o d przekonania, że podobne wątpli­
wości nawiedzają o d pewnego czasu i myśl a n t r o p o l o ­
giczną. Można nawet odnieść wrażenie, że dzieje się to
ostatnio ze wzmożoną intensywnością. I z tego też po­

N

w o d u moja l e k t u r a zbioru Pamięć,
ajpierw konieczne

u s p r a w i e d l i w i e n i e . Parę

znawcze zaprzyjaźnionej dyscypliny, ale każe m i przyj­

zdań o... h i s t o r i i tej recenzji. Pierwotnie miała

rzeć się baczniej także używanym przez nas narzę­

ona wejść do jednego z dwóch g r u b y c h n u m e ­

dziom. Redagując przed laty n u m e r „Kontekstów" po­

rów naszego pisma dotyczących pamięci, związków h i ­

święcony związkom wzajemnym h i s t o r i i i antropologii,

storii i pamięci, i t y m p o d o b n y c h problemów. Zdawa­

traktowaliśmy jako p e w n i k zdanie, że pytania i wątpli­

ło się b o w i e m , nie bez racji, że t a m będzie najstosow­

wości poznawcze o b y d w u dyscyplin - c h o ć nie tożsa­

niejsze miejsce dla tej recenzji, że t a m wśród oświetla­

me - to są bardzo sobie bliskie. Czytając teraz antolo­

jących ją z różnych stron, tak właśnie: kontekstów -

gię przekładów zmagających się ze skomplikowaną

będzie jej najlepiej. Jednakże, z powodów najbardziej

materią m e t o d o l o g i i historii, m a m cały czas poczucie,

prozaicznych z możliwych - n a d m i a r tekstów bieżą­

że jestem u siebie. Ze h i s t o r y k i a n t r o p o l o g jadą na

c y c h i t y c h „na wczoraj" - publikacja tej recenzji o d ­

t y m samym - c h y b o t l i w y m i t r u d n y m w prowadzeniu

wlekła się m o c n o w czasie. A l e nie m a tego złego...

— epistemologicznym wózku.

W r a c a m więc n i e m a l po r o k u rozłąki do książki,

N i e sposób w krótkiej recenzji powiedzieć wyczer­

o której miałem kiedyś pisać. I m a m dziwne poczucie,

pująco o wszystkich tekstach, toteż poniższe uwagi ko­

że książka, którą czytam teraz, to już jest nieco i n n a

rzystają ze zrozumiałej w t y m kontekście strategii wy­

książka niż ta, której ślad zachował się n a „trzech stro­

b o r u . T e n zaś p o d y k t o w a n y jest po części wagą p o r u ­

n a c h " kiedyś rozpoczętej recenzji. T r u d n o ukrywać, że
Pamięć,

szanych w artykułach problemów, ale również - nie ma

etyka i historia - bo o niej t u cały czas m o w a -

p o w o d u tego ukrywać - całkiem p r y w a t n y m i zaintere­

niezwykle intrygująca antologia przekładów tekstów

sowaniami. Z żalem pozostawiam więc na b o k u k i l k a

teoretycznych dotyczących sposobu uprawiania histo­

ważnych myślowo artykułów (zwłaszcza H a y d e n W h i ­

r i i dzisiaj, po lekturze w i e l u artykułów z naszych
dwóch tołstych żurnalow

t e ! ) , m a j ą c wszakże świadomość, że mówić po t r o c h u

zgłębiających zagadki pamię­

o wszystkim, to w istocie mówić po t r o c h u o niczym.

c i i zapomnienia prezentuje m i się dzisiaj inaczej niż

Przejdźmy już teraz do szczegółów.

r o k t e m u . O związkach i pokrewieństwach między n i ­
m i za chwilę, powiedzmy jednak najpierw parę zdań

Rozważny, romantyczny i jeszcze...

o samej książce.
S k o m p o n o w a n a przez Ewę D o m a ń s k ą z wyraźną

Jeśli jest jakieś ważne metodologicznie odkrycie

starannością i wielce t r a f n y m d o b o r e m tekstów a n t o ­

o s t a t n i c h lat, to chyba t o , że wizja n a u k i - m a m t u na

logia przekładów anglo-amerykańskiej teorii h i s t o r i o ­

myśli, rzecz jasna, Geisteswissenschaften

grafii jest pozycją wyjątkową. Świadczy o t y m , z jednej

myślowego skansenu. To, że zdarza się spotykać o d

n i c h F r a n k l i n A n k e r s m i t , H a y d e n W h i t e czy D o m i -

czasu do czasu jeszcze osobników konserwujących na­

n i c k LaCapra - co chyba wystarczy za rekomendację,
k i l k u najistotniejszych i najbardziej drażliwych episte-

- z pozytywi­

stycznych rojeń odesłana została w znacznej mierze do

strony, reprezentatywny wybór autorów - a są wśród

z drugiej zaś - jakość samych rozpraw, dotykających

etyka i historia nie

jest t y l k o spojrzeniem „z zewnątrz" na kłopoty po­

miętnie

p r a g n i e n i a o wiedzy p e w n e j ,

prawdziwej

I i o b i e k t y w n e j , w n i c z y m nie zmienia f a k t u , że tworzą

58

�Danusi

Czaja • G U Z I K Z H I S T O R I I ? D Y L E M A T Y WSPÓ1CZESNE] H I S T O R I O G R A F I I

oni - powiedzmy bezpieczniej: zaczynają tworzyć - już

każdym tazem coraz i n a c z e j ? Pytanie to pozosta­

tylko malowniczy margines h u m a n i s t y k i , a i c h teksty

w i a m w zawieszeniu.

pozwalają się zorientować jedynie w t y m „jak to drze­

W myśleniu Topolskiego o h i s t o r i i , przy p e w n y c h

wiej bywało".

wątpliwościach, ostatecznie jednak zwycięża n a u k o ­
wiec. Z k o l e i F e r d i n a n d Sanchez-Marcos

A l e co to bliżej oznacza dla historyka? A przede

próbuje

wszystkim, co realnie oznacza rozbrat z pojęciem na­

przyjrzeć się bliżej figurze historyka jako tłumacza.

uki r o z u m i a n y m na sposób pozytywistyczny?

Przypomina t r u d n y d o zgryzienia również dla history­

Dość przejrzystą odpowiedź na tak postawione

ka włoski kalambur traduttore, tradittore i pyta, czy

wątpliwości daje Jerzy Topolski. Jego głos jest o tyle i n ­

w przeszłości historycy byli raczej tłumaczami, czy też

teresujący, że z jednej strony uznaje o n status quo h i ­

może zdrajcami. Przyswajali realnie coś z „innego

storii po postmodernistycznej rewolcie, nie b r o n i nie-

świata", czy w p r o j e k t o w y w a l i weń własne przekona­

pottzebnie spraw przegranych i nie trzyma się kurczo­

nia? Mówili prawdę, czy kłamali?

wo dogmatów klasycznej historiografii, z drugiej zaś,
nie jest na p e w n o z w o l e n n i k i e m k o n c e p c j i

W

s w o i m artykule Sanchez-Marcos

najbardziej

anything

może ze wszystkich autorów zbioru zbliża się do opisa­

goes, stara się m i m o wszystko uratować zręby h i s t o r i i

nia n a t u r y poznania historycznego j a k o strategii b l i ­

pojmowanej (jednak!) n a u k o w o . Jak to rozumieć? To­

skiej w i s t o t n y c h p u n k t a c h b a d a n i u antropologa,

polski wyraźnie podkreśla, że pora rozstać się z naiw­

a więc tego, który stara się - mówiąc najkrócej - w n i ­

nym przekonaniem historyków o całkowitej mimezie

kać w „ o b c e " światy, przełamywać liczne bariery i n n o ­

świata, o którym piszą, czy może lepiej: który powołu­

ści. Przypomina o n spopularyzowaną przez D a v i d a L o -

ją do istnienia. Można mieć różne zdania na t e m a t re­

w e n t h a l a frazę „przeszłość to obcy k r a j " (w istocie jest

alnych skutków fali postmodernistycznej w h i s t o r i o ­

to pierwsze zdanie z powieści Leslie P H a r t l e y a -

grafii, t r u d n o jednak, pisze Topolski, trzymać się dalej

Go-Between),

realistycznej t e o t i i korespondencji między narracją h i ­

ność, odmienność m i n i o n e g o świata o d tego, w któ­

storyczną a przeszłością samą w sobie. W świetle tego

r y m f u n k c j o n u j e h i s t o r y k . Jego zadanie j a w i się w tej

kryzysu przedstawienia trzeba przeformułować zadania

sytuacji jako zadanie translatorskie: zrozumieć na tyle,

nauki. Jeśli w istocie nie do utrzymania jest prosto­

na ile się da „obcy" świat i przeszczepić jego rozumie­

duszna wiara w jedną prawdę czy uchylanie związku

nie na „własny" g r u n t . Przełamywanie obcości, znosze­

między sposobem prezentacji przeszłości a nią samą, t o

nie barier między o b c y m i światami to główne zadanie

nie oznacza to całkowitego porzucenia p e w n y c h ele­

historyka. Zastanawia się autor n a d interesującą k w e ­

mentarnych wymogów naukowości. T o p o l s k i zalicza

stią: jak się mają ograniczenia w r o z u m i e n i u ludzi tej

do nich: ścisłość i precyzję badawczą, procedury ide-

samej kultury, ale żyjących w i n n y c h epokach, d o

The

kładąc nacisk właśnie na obcość, i n ­

alizacyjne, czyli k o n s t r u o w a n i e m o d e l i , nacisk na ob­

trudności w r o z u m i e n i u ludzi żyjących w t y m samym

serwację świata bez względu na twierdzenia o dostępie

czasie, ale należących do różnych kultur? Czy na przy­

bądź braku dostępu do niego i wreszcie: postęp w ba­

kład łatwiej n a m , Europejczykom, zrozumieć człowie­

daniach historycznych.

ka e p o k i Oświecenia, czy żyjącego obecnie Hindusa?
Która obcość jest n a m bliższa, którą łatwiej przyswoić?

Tekst Topolskiego jest zbyt krótki i zbyt ogólny, by

Intrygujące to zagadki.

z nim dyskutować. Jest taczej listą haseł i zaleceń (mo­
że czasem: ptagnień) niż dogłębną analizą sytuacji h i ­

N a t u r a l n i e , takie rozumienie poznania historycz­

storiografii „po p o t o p i e " . Formułowany t u p r o g r a m

nego łączy się ze wszystkimi zagrożeniami i iluzjami,

pozytywny jest na tyle ogólnikowy i oczywisty, że w za­

które napotyka tłumacz w swojej pracy translatorskiej.

sadzie (poza może tezą o postępie) t r u d n o się z n i m nie

A u t o r nawiązuje wyraźnie w swojej propozycji do k o n ­

zgodzić. K t o będzie dyskutował z tezą, że myślenie po­

cepcji

winno być raczej ścisłe niż niechlujne? G o d n e wszak­

i h e r m e n e u t y k i twórczego przyswojenia Paula Ricoeu-

że odnotowania jest t o , że w tej wypowiedzi tak wyraź­

ra. I , co ważne, podkreśla o n za w s p o m n i a n y m i auto­

nie ściera się „nowe" ze „starym". T o p o l s k i przyjmuje

r a m i wyraźny kontekst etyczny takiego podejścia do

pewne rozwiązania postmodernistycznej historiografii,

przeszłości. C h o d z i już nie t y l k o o t o , by wyjaśniać

fuzji horyzontów

Hansa-Georga

Gadamera

ale najwyraźniej nie chce wylać dziecka z kąpielą i po­

„jak było naprawdę", ale by m ó c wejść w owocny dia­

stuluje - m i m o wszystko - w a r u n k o w e utrzymanie te­

log ze światem, który się bada. Oczywiście, myśl jest

zy o naukowym (przy nieco rozluźnionych rygorach)

szlachetna, ale w praktyce badawczej n i c nie jest pro­

statusie historii. Dyskusyjna jest natomiast dla m n i e

ste i oczywiste. Bywa, że próby przełamywania obcości

teza, czy tzeczywiście można mówić o a k u m u l a c j i wie­

stają się źródłem napięcia raczej niż porozumienia,

dzy historycznej, czy wraz z rosnącą górą i n f o r m a c j i

bardziej iluzji niż owocnego dialogu. N i e m n i e j jednak

o przeszłości,

Sanchez-Marcos postrzega tę hermeneutyczną prakty­

rzeczywiście

wiemy o

niej

coraz

w i ę c e j . Skoro, jak chciał B u r c k h a r d t , historia jest

kę historyczną jako j e d n o z ważniejszych

„zapisem tego, co jeden w i e k uznaje za godny o d n o t o ­

współczesności. Możliwe, że jest o n o u t o p i j n e w swo­

wania w i n n y m " , to może jest raczej tak, że nie tyle

i c h dalekosiężnych celach, ale przynajmniej nie w y ­

wiemy o m i n i o n y c h światach więcej, ile po prostu za

zbywa się pewnej dozy odpowiedzialności za świat - co

1

59

wyzwań

�Danusi Czaja • G U Z I K Z H I S T O R I I . ' D Y L E M A T Y WSPÓ1CZESNE] H I S T O R I O G R A F I I

w słowach n a d m i e r n i e może patetycznych stara się

tetycznego nie zaś epistemologicznego rozumienia re­

wyrazić autor w p o d s u m o w a n i u swoich uwag.

prezentacji. Z rozważań n a d kłopotami z pojmowa­

W

stronę nieco podobnie r o z u m i a n y c h konse­

n i e m reprezentacji wynikają trzy, brzemienne w s k u t k i

k w e n c j i etycznych pracy historyka zmierza myśl Fran­

w n i o s k i . Po pierwsze: w b r e w tradycyjnemu stanowisku

ka A n k e r s m i t a , c h o ć co innego jest dominantą jego

epistemologicznemu, w przypadku reprezentacji histo­

rozważań. W m o i m przekonaniu jest t o jeden z n a j ­

rycznej nie porównujemy języka i rzeczy, ale „rzeczy"

ważniejszych tekstów całego zbioru. Tezy A n k e r s m i t a ,

z „rzeczami", ocenianie więc tekstu historycznego pod

jak zwykle, nowatorskie i świetnie uargumentowane,

kątem fotograficznej dokładności zupełnie mija się

wyrywają z epistemologicznej d r z e m k i i zmuszają d o

z celem. Po drugie: n a solidnie rozpracowanym przy­

g r u n t o w n e g o przemyślenia rzekomo niewzruszonych

kładzie k o n c e p t u „ruchu robotniczego" (pytanie, co

pewników.

realnie o d p o w i a d a t e m u pojęciu?) dowodzi autor, że

A n k e r s m i t rozważa o d różnych s t r o n t a k m o c n o

nie m a rzeczy bez reprezentacji, że przeszłość o d m a l o ­

krytykowaną w t r a d y c y j n y m m o d e l u obiektywistycz-

wywana przez historyka jest nie m n i e j uzależniona o d

nej historiografii kwestię subiektywności badacza. H i ­

sposobu jej przedstawienia niż „obiekt" przedstawienia

storyk, j a k dobrze wiemy, w i n i e n być w swej pracy cał­

w malarstwie p o r t r e t o w y m . Po trzecie: dokładność,

kowicie bezstronnym sędzią, w i n i e n unikać wszelkiej

rozumiana jako ścisła odpowiedniość słów i rzeczy jest

tendencyjności, odsuwać własne poglądy n a bezpiecz­

niemożliwa d o osiągnięcia, i dotyczy t o zarówno repre­

ną odległość i p o prostu skrupulatnie i uczciwie korzy­

zentacji artystycznej, j a k i historiograficznej. Jest t a k

stając z materiału źródłowego opowiadać o t y m , co się

dlatego, ponieważ n i e dysponujemy a b s o l u t n y m i kry­

wydarzyło. W t a k formułowanym programie pozytyw­

t e r i a m i , które mogłyby n a m pokazać jakie relacje p o ­

n y m szczególnie podkreślano, że badacz - jeśli nie

w i n n y łączyć słowa z rzeczami.

chce pogwałcić obowiązujących w k o n f r a t e r n i history­

Najciekawsza jest konkluzja t y c h wywodów. Otóż,

ków reguł gry - p o w i n i e n przede wszystkim zrezygno­

nie traktuje A n k e r s m i t powyższych konstatacji jako

wać z u j a w n i a n i a swoich sympatii p o l i t y c z n y c h i prze­

ułomności poznania historycznego, nie rozumie i c h ja­

konań m o r a l n y c h . D o w o d z i A n k e r s m i t , że z nieja­

ko epistemologicznych defektów. Przeciwnie: pokazuje

snych (a może właśnie: nazbyt jasnych)

powodów,

język reprezentacji, jego tworzenie, wyłanianie się jako

z reguły kiedy mówiono o subiektywności tekstu histo­

sferę wolności: „nieokreśloność relacji między słowem

rycznego

rzadko zwracano

uwagę

n a t a k łatwo

a przedmiotem nie jest wadą, lecz największą zaletą

u c h w y t n e jego cechy j a k : specyficzny styl pisarski czy

wszelkich reprezentacji językowych. C i historycy, któ­

przynależność d o jakiejś szkoły badawczej, natomiast

r y m w i c h własnej dziedzinie przeszkadza brak precyzji,

zawsze zarzut subiektywności kojarzono z wartościami

okazują względem niej nieufność spowodowaną t y m ,

p o l i t y c z n y m i i m o r a l n y m i . Dlaczego t a k się dzieje?

co w istocie stanowi jej największą wartość i najcie­

A n k e r s m i t przekonuje, że n i e dlatego, by były one su­

kawsze wyzwanie. Tutaj b o w i e m język dopiero się rodzi,

b i e k t y w n e , ale właśnie dlatego, że obydwa te światy

wyłania się z tego, co językiem jeszcze riie jest", (s. 66-

wartości - inaczej niż styl pisarski czy orientacja m e t o ­

67) Historyczne reprezentacje danego w y c i n k a prze­

dologiczna - należą d o sfery o b i e k t y w n e j . M a ł o tego,

szłości, to i n n y m i słowy p r o p o z y c j e konstruktów

wbrew naszym r u t y n o w y m przyzwyczajeniom, są one

językowych najlepiej odpowiadających rzeczywistości,

niezwykle blisko powiązane z wartością, której głów­

którą opisują. Z t y m idzie w parze m o c n o podbudowa­

nie chce służyć h i s t o r y k - prawdą: „być może w war­

ne przekonanie, że - logicznie rzecz biorąc - w ocenie

tościach p o l i t y c z n y c h i m o r a l n y c h dostrzega się t a k

reprezentacji historycznych kryteria estetyczne wyprze­

wielkie zagrożenie d l a prawdy historycznej n i e dlate­

dzają kryteria dyskursu poznawczego i normatywnego.

go, że są one o d niej nieskończenie odległe i należą d o

Te pierwsze pozwalają n a m dopiero ocenić wartości po­

zupełnie innego świata, ale właśnie dlatego, że są zbyt

znawcze i n o r m a t y w n e tekstu. Jeśli b o w i e m , reprezen­

blisko niej i ze t r u d n o te światy rozdzielić. Wartości

tacja historyczna zawsze jest (musi być) w y b o r e m spo­

moralne i polityczne należą bardziej d o świata przed­

śród k i l k u możliwości, t o w efekcie stopień jej trafności

m i o t u niż p o d m i o t u , a zatem h i s t o r y k określany jako

(udatności) badamy n i e poprzez porównanie narracji

'subiektywny' pozostaje wierny domenie

z samą przeszłością, ale poprzez porównanie narracji

przedmiotu

(zgodnie z w y m o g a m i o b i e k t y w i z m u ) , nie zaś w sferze
własnej podmiotowości

między sobą.

i osobistych doświadczeń. I n n y ­

Jak te uwagi o reprezentacji wiążą się z kwestią war­

m i słowy, istota p r o b l e m u może polegać n a t y m , że

tości? Postuluje A n k e r s m i t twierdzenie zgodnie z któ­

prawda historyczna przejawia się niekiedy w w a r t o ­

r y m , u w a r u n k o w a n i a polityczne i moralne tekstu h i ­

ściach p o l i t y c z n y c h i m o r a l n y c h i vice versa", (s. 57)

storycznego t o - w b r e w zdroworozsądkowym przeko­

drobiazgowo dyskutuje standardowe

n a n i o m - nie przeszkoda w d o t a r c i u do prawdy, ale

argumenty obiektywistyczne, szczególną jednak uwagę

przeciwnie, to jej w a r u n e k ! Najbardziej zaskakująca

poświęca kwestii reprezentacji historycznej i jej nie­

konkluzja brzmi t a k : „dyskurs narracyjny bądź histo­

bezpiecznym związkom z wartościami, o których była

ryczny jest najlepszym p u n k t e m odniesienia, gdy cho­

m o w a . Jego myślenie w tej kwestii zmierza w stronę es­

dzi o wybór najwłaściwszych n o r m politycznych i m o -

Ankersmit

60

�Darius? Czaja • G U Z I K Z HISTORII? D Y L E M A T Y WSPÓ1CZESNE] H I S T O R I O G R A F I I

ralnych. Inaczej mówiąc, wybór określonego działania

rzeczywistości. Dzisiaj historycy muszą wiedzieć, że

politycznego l u b etycznego może zasadzać się na wcze­

w t e n czy i n n y sposób konstruują tę rzeczywistość,

śniejszym ustaleniu, które reprezentacje historyczne

bądź, j a k to ujął b r u t a l n i e G o l o M a n n , zmyślają ją.

uważamy za najlepsze i jakie n o r m y polityczne i m o r a l ­

Oczywiście, kiedy mówi o n o zmyślaniu, to nie ma na

ne są w n i c h eksponowane. Zgodnie z tą metodą po­

myśli zwykłego kłamstwa, ale konieczność uzupełnia­

winniśmy wybierać te wartości polityczne i moralne,

nia, wypełniania „pustych" miejsc w obrazach prze­

któte stały się źródłem najbardziej u d a n y c h i wyrazi­

szłości: „Historycy (...) zmyślali o d czasu, kiedy T u k i ­

stych reprezentacji przeszłości" (s. 78). Przykładowo:

dydes wprowadził d o swojego dzieła mowy, dramatycz­

niemal wszyscy zgadzamy się co do tego, że obraz rewo­

ne dialogi, co do których przyznawał, że wprawdzie nie

lucji francuskiej w dziele Tocqueville'a przewyższa w i ­

w i a d o m o , czy tak zostały wygłoszone, ale p o w i n n y być

zję Micheleta, co z kolei może być p u n k t e m wyjścia do

tak wygłoszone. Nowoczesne

porównania wartości politycznych wchodzących w grę

stwo nie zaniechało tej m e t o d y t a k całkowicie jak się

w obu przypadkach, kulminującego we wniosku o wyż­

sądzi. B o w i e m jeśli nawet z reguły wystrzega się o n o

szości wartości liberalnego indywidualizmu (Tocqueville)

wkładania w usta s w o i m b o h a t e r o m słowa mówione­

nad indywidualizmem z l e w i c o w y m o d c h y l e n i e m ( M i -

go, to odgaduje myśli, jakie zostały pomyślane tak al­

chelet). A zatem, reprezentacja historyczna czytana

bo inaczej; w t e n sposób k o n s t r u u j e przecież poglądy,

n a u k o w e dziejopisar­

nie tylko z czysto poznawczego, ale też z pragmatyczne­

przyczyny, związki, których rzeczywistości i oddziały­

go p u n k t u widzenia, może być d o b r y m źródłem wybo­

wania nie może dowieść, a którym jednak i właśnie i m

ru właściwych (przekonujących, najlepiej uzasadnio­

zawdzięcza sens swego przedsięwzięcia".

nych) wartości politycznych i

moralnych.

3

Jednakże

różnica między Tukidydesem a współczesnymi history­
k a m i jest - w o l n o sądzić - taka, że c i o s t a t n i wiedzą,

W p u b l i k o w a n y m kiedyś w „Kontekstach" wywia­

co robią (w każdym razie wiedzieć p o w i n n i ) i są świa­

dzie A n k e r s m i t mówił o konieczności p o w r o t u „prze-

d o m i k o n s e k w e n c j i stosowanych przez siebie „kon­

naukowionego" pisarstwa historycznego do r o m a n ­

s t r u k c y j n y c h " procedur.

tycznych korzeni, do n a r r a c j i z wyraźnym stemplem
jednostkowego stylu i autorskiej sygnatury. Mówiąc

W „nowej" historiografii anglo-amerykańskiej za­

o nowym romantyzmie j a k o atrakcyjnej dla historyka

miast jałowego o p t y m i z m u pozbawionego pytań d o m i ­

propozycji, przeciwstawiał się w t e d y h i s t o r i i pisanej

nuje raczej m o c n e poczucie ułomności naszych m e t o d

przez „całkowicie odczłowieczone, abstrakcyjne j e d ­

docierania do przeszłości i świadomość, j a k wiele zale­

nostki, które po prostu orzekają o prawdziwości jakie­

ży o d samego historyka, jak wielka t y m samym spoczy­

goś fragmentu przeszłości". W p r e z e n t o w a n y m tek­

wa na n i m odpowiedzialność za p r o p o n o w a n y czytel­

ście rozwija tę myśl i wzmacnia, ale t y m razem czyni

n i k o m obraz światów m i n i o n y c h . By być w i a r y g o d n y m

tak, nie w obronie żywego, pojedynczego doświadcze­

i słuchanym, m u s i o n teraz odgrywać wiele ról. I to nie

nia, ale - paradoksalnie - w obronie wartości obiek­

z osobna, ale najlepiej jednocześnie. Teraz już nie w y ­

tywnych, tych, które tworzą rzeczywisty świat każdej

starczy m u d o epistemologicznego szczęścia i sukcesu

historycznie i k u l t u r o w o określonej wspólnoty.

czytelniczego solidna krytyka źródeł. Dzisiaj m u s i być

2

i „rozważny", i „romantyczny". A także „etyczny" i „es­

K t o więc, w świetle powyższych propozycji, pisze
teraz historię? K i m jest - bądź: k i m być p o w i n i e n

tetyczny". Dobrze też, by miał jeszcze pisarski talent.

-

współczesny historyk? Współczesny, a więc t e n , który

Nieproste wymagania...

lata poznawczej niewinności i naiwności ma już za so­

Pamięć, żałoba i melancholia

bą. K i m zatem? Kładącym wciąż nade wszystko nacisk
na solidny warsztat i precyzyjne i n s t r u m e n t a r i u m po­
jęciowe Naukowcem? Wyrozumiałym,

słuchającym,

niwelującym historyczne odmienności

Tłumaczem?

Wspomniałem wcześniej o dwóch s o l i d n y c h t o ­
m a c h „Kontekstów" (nr 1-3 i 3-4: 2003) poświęco­

Niewyrzekającym się e m o c j i i osobistego zaangażowa­

n y c h różnym aspektom pamięci i i c h oświecającej r o l i

nia noworomantycznym Pisarzem?

w mojej p o n o w i o n e j lekturze zbioru Pamięć,

Pewnie każdym z n i c h po t r o c h u . C h y b a żadna ge-

etyka i hi­

storia. D w a słowa o t y m . Pośród w i e l u tekstów z n u m e ­

neralizacja nie jest t u możliwa. A przecież wymieniłem

r u 1-2 dotykających s k o m p l i k o w a n y c h relacji pamięci

tu ledwie trzy opcje. M i m o że zdają się one dość repre­

i h i s t o r i i dwa zdają m i się wielce symptomatyczne.

zentatywne, nie wyczerpują, co jasne, wszystkich moż­

W pierwszym artykule h i s t o r y k Żydów Yosef H a y i m

liwości. Przy wszystkich różnicach ról p r o p o n o w a n y c h

Yerushalmi pisze o t r u d n y m do zrozumienia dla naszej

historykom wyraźna teza, jaka płynie z recenzowanego

zhistoryzowanej świadomości fakcie p r y m a t u , j a k i j u ­

tomu, jest taka: nie m a już raczej p o w r o t u do pozyty­

daizm przydawał żywej pamięci n a d zainteresowaniem

wistycznej wizji historii, do h i s t o r i i z i n d u k c y j n y m na-

faktografią, a więc historią, w znaczeniu w j a k i m rozu­

nizywaniem faktów na przyczynowo-skutkowy sznu-

m i e m y ją dzisiaj. Pamięć pielęgnująca wiedzę o bo­

tek, z przezroczystymi semantycznie źródłami, z k o n ­

skich wtargnięciach w empiryczny świat ostatecznie

cepcją jednej Prawdy i h i s t o r y k i e m - s u m i e n n y m ar­

okazywała się dla wrażliwości żydowskiej

chiwistą, który ma n i e k o n f l i k t o w y dostęp do m i n i o n e j

mocniejszą

4

61

rzeczywistością

niż

znacznie

zanotowane

przez

�Dańusz Czaja • G U Z I K Z HISTORII? D Y L I

&lt;VTY WSPÓ1CZESNEJ H I S T O R I O G R A F I I

skrybów „prawdziwe" wydarzenia, co dość paradoksal­

uzależnienia o d przeszłości, narcystycznej identyfikacji

ne, zważywszy na silne podkreślanie przez j u d a i z m h i -

z u t r a c o n y m o b i e k t e m miłości. Inaczej - żałoba. Może

storyczności Boskiego objawienia. D r u g i tekst, autor­

ona skutecznie przeciwdziałać melancholijnej depresji.

stwa Paula Ricoeura

Umożliwia rozpoznanie Innego jako Innego, rozluźnia

5

pokazuje na w i e l u i n s t r u k t y w -

n y c h przykładach różnorakie formy zagrożenia pamię­

t y m samym gorset

c i . A n a l i z u j e niezwykle precyzyjnie zjawiska pamięci

istotnej dla m e l a n c h o l i i . W żałobie człowiek ma pełną

narcystycznej

identyfikacji,

tak

powstrzymywanej, pamięci m a n i p u l o w a n e j i pamięci

świadomość straty, lecz z czasem potrafi się o d niej

narzuconej, przedstawiając sposoby nadużywania pa­

odłączyć, opuścić „kraj" przeszłości i stanąć po stronie

mięci n a t u r a l n e j i k o n s e k w e n c j i społecznych, jakie

teraźniejszego życia. Pamięta o n i szanuje zmarłego, ale

z t y c h nadużyć wynikają. W pierwszym tekście pamięć

nie identyfikuje się z n i m . Żałoba podtrzymuje korzyst­

jest zdecydowanie silniejsza o d h i s t o r i i , w d r u g i m oka­

ną dla życia różnicę. A b y żałoba była skuteczna, musi

zuje się ona bardzo kruchą instancją, władzą podatną

mieć wsparcie we wspólnocie.

na liczne nadużycia.

Jak przenieść te uwagi na myślenie o pisaniu histo­

I jeszcze jeden o g r o m n i e ważny tekst zamieszczony

rii? Operując zręcznie o b y d w o m a pojęciami, dołącza

w t o m i e d r u g i m pisma: bogato egzemplifikowana roz­

do n i c h autor jeszcze dwa i n n e , f u n d a m e n t a l n e Freu­

prawa autorstwa K e r w i n a Lee K l e i n a . N i e dziwi, że

dowskie

a u t o r k a a n t o l o g i i w s p o m i n a z entuzjazmem w swoim

zwłaszcza t e m u o s t a t n i e m u przydając ogromną wagę.

wstępie t e n właśnie artykuł. To właśnie K l e i n jako je­

Przepracowanie przeszłości jest -

d e n z pierwszych poddał analizie zastanawiający feno­

i bolesną - n i e m n i e j j e d n a k konieczną próbą uporania

m e n świata zachodniego: pojawienie się stosunkowo

się z przeszłością. LaCapra postuluje wyciągnięcie ka­

n i e d a w n o (lata 80.) pamięci w dyskursie publicznym,

tegorii przepracowania z k o n t e k s t u terapeutycznego

a zwłaszcza n a u k o w y m . Powołuje się o n przy t y m na

i odniesienie go do rozważań natury etycznej i poli­

6

pojęcia:

przeniesienia

i przepracowania,
ogromnie trudną

prekursorskie w tej m a t e r i i prace Pierre'a N o r a i wła­

tycznej. W jego r o z u m i e n i u przepracowanie jest bo­

śnie na książkę Zakhor Yerushalmiego, z której p o c h o ­

w i e m w dużej mierze procesem etycznym. Transferując

dzi przypomniany przed chwilą rozdział. K l e i n zwraca

Freudowski dyskurs kliniczny na kwestie pisarstwa h i ­

uwagę na to, że tak m o c n a o b e c n o ś ć pamięci w na­

storycznego, La Capra k o n k l u d u j e :

szym myśleniu jest reakcją na rozczarowanie dyskur­

„Wiele spraw związanych z H o l o c a u s t e m i i n n y m i

sem historycznym, powiada też, że pamięć bywa często

'katastrofami' historycznymi można

i s t o t n y m uzupełnieniem, o ile nie alternatywą dla te­

i pamiętać, trudność zaś polega na t y m , aby nie trwać

go dyskursu.

obsesyjnie przy urazie j a k o doświadczeniu

zrekonstruować
niczyim,

które sprawia, że, paradoksalnie, jest się świadkiem za­

Te trzy pobudzające myślowo eseje tworzą owocne
tło d l a rozpraw

łamania możliwości świadectwa, lecz by wypracować

z części drugiej naszej antologii, zwłaszcza dla tekstów

relację między pamięcią a rekonstrukcją, w której bę­

D o m i n i c k a LaCapry i Franka A n k e r s m i t a , na które

dą się one wzajemnie wzbogacać oraz krytycznie kwe­

teraz szczególnie chciałbym zwrócić uwagę. O b y d w a

stionować i która będzie uwrażliwiała na zagadnienie

poznawczo i wyjątkowo stosowne

dotyczą wydarzeń, o których E m m a n u e l Levinas pisał,

urazu psychicznego" (s. 130). I nieco dalej: „Histo­

że „rozdzierają swoją własną o s ł o n ę " .

ryczne s t u d i u m zdarzenia granicznego może pomóc

7

LaCapra, autor szeregu p u b l i k a c j i drążących bole­

wytworzyć gotowość do odczuwania lęku w d a w k a c h

sny i t r u d n y p r o b l e m historiografii H o l o c a u s t u , jak

nieparanoidalnych, która da lepszy p u n k t wyjścia po­

i możliwości pisarskiego udźwignięcia wydarzeń gra­

myślenia możliwości 'tego, czego nie da się pomyśleć'

nicznych, w s w o i m artykule rozważa zagadnienie trau-

oraz przeciwstawienia się w a r u n k o m sprzyjającym wy­

m y j a k o kategorii interpretacyjnej. Szkoda, że jest to

stępowaniu zdarzeń pourazowych; takie s t u d i u m może

tekst wyraźnie przegadany, idący nierzadko w różnych,

zatem sprawić, że powiedzenie 'ostrzeżony - uzbrojo­

często rozbieżnych k i e r u n k a c h , a miejscami po prostu

n y ' zyska n o w y wydźwięk" (s. 133). Tekst t a k i może

mętny. N i e zmienia to f a k t u , że p r o b l e m , z którym się

być o d p o w i e d n i k i e m jednostkowego

zmaga, jest ogromnie ważny.

nia", może wyposażyć zbiorowość w narzędzia do upo­

„przepracowa­

rania się z n i e c h c i a n y m i e l e m e n t a m i

P u n k t e m wyjścia artykułu jest pochodzące o d Freu­

przeszłości.

Oczywiście, jest to możliwe tylko przy założeniu, że

da psychoanalityczne i n s t r u m e n t a r i u m pojęciowe. La­

„przepracowanie" jest procesem pożądanym i że roz­

Capra stara się uczynić z niego użyteczne narzędzie ba­

ważania natury etycznej przynoszą - mniej lub bardziej

dawcze. D w a przywoływane przezeń i analizowane

zrealizowany - ale w efekcie potrzebny skutek.

w tekście pojęcia to — wspominane również przez R i ­
coeura w c y t o w a n y m artykule - żałoba i melancholia.

Budując zręby swojej t e o r i i krytycznej, LaCapra

M e l a n c h o l i a m a charakter ambiwalentny, może być

postuluje bardzo m o c n o konieczność etycznego zwro­

w a r u n k i e m żałoby, ale też może skutecznie blokować

t u w analizach wypadków granicznych. W i d z i koniecz­

jej proces. M e l a n c h o l i a jest doświadczeniem izolują­

ność wyjścia badacza poza m u r y akademii, złączenia

c y m , zamykającym jednostkę w stanie rozpaczy. W wy­

myślenia z wartościami, a n a l i t y k i z etyką. Czym wszak­

kładni Freuda melancholia to stan fantazmatycznego

że jest ów postulowany przez LaCaprę zwrot etyczny

62

�Dariusz Czaja • GUZIK Z HISTORII? DYLEMATY WSPÓ1CZESNEJ HISTORIOGRAFII

w badaniu historycznym? Powiada o n d o b i t n i e : „zwrot

Jasną rzeczą jest, że LaCapra rysując m o d e l owego

etyczny czy n o r m a t y w n y jest konieczny, lecz n i e w y ­

„zwrotu etycznego" w historiografii, podkreśla przy

starczający przy próbie przepracowania problemów,

t y m pozytywy takiego podejścia, a w m i n i m a l n y m

zwłaszcza jeśli p o j m u j e się go w kategoriach j e d n o s t k i ,

s t o p n i u eksponuje

jej zrozumienia siebie i zachowania. A b y odgrywał ja­

p r a k t y k a j e d n a k swoje. N i e w i e m , czy t a k łatwo, j a k t o

kąś rolę społeczną, m u s i być o n połączony z zagadnie­

sugeruje autor, można wyminąć napięcie

słabe jego strony. Teoria swoje,
pomiędzy

niami politycznymi. Podejmowanie t a k i c h zagadnień

„czystą" myślą a „brudną" polityką? Czy etycyzacja

wymaga połączenia ról czy też statusów p o d m i o t o ­

myślenia historycznego -

wych uczonego i krytycznego i n t e l e k t u a l i s t y ; połącze­

(nie wszyscy podzielamy te same wartości) - nie może

nia, które nie odrzuca skrupulatnej pracy n a u k o w e j

prowadzić do nadużyć? Czy t y m samym nie może się

ani nie m y l i refleksji krytycznej ze stronniczą propa­

zdarzyć, że zamienimy epistemologię dyskursu histo­

gandą, lecz umożliwia czy wręcz p o c h w a l a sposoby

rycznego na sentymentalizm g o r z k i c h żalów? A u t o r

myślenia często n i e a k c e p t o w a n e

powiada, że nie m a się czego b a ć , z n a k i zapytania m i ­

(podkr. D C )

w obrębie a k a d e m i i " (s. 156).

n i e j a k o „z n a t u r y rzeczy"

m o wszystko pozostają. Przy wszystkich j e d n a k zgło­
szonych t u wątpliwościach przekonany jestem, że p o ­

To bardzo ważne, co podkreśla L a C a p r a . D o m i ­
nanta etyczna pisarstwa historycznego nie zwalnia

stulat LaCapry - j a k o idea r e g u l a t y w n a - jest jak n a j ­

w żaden sposób z obowiązku krytycznego myślenia.

bardziej słuszny i cenny poznawczo. Jak j e d n a k będzie

Związek myśli i wartości nie może zamienić h i s t o r i i

się o n przekładał na praktykę, t o już i n n a h i s t o r i a .

w propagandową tubę. I co najważniejsze, kładzie o n

Czytając

rozważania

LaCapry, próbowałem o d ­

nacisk na t o , że m o r a l n y akcent h i s t o r i o g r a f i i nie m o ­

nieść je do bliskiego n a m polskiego k o n t e k s t u . Jeden

że być mylony z p r o s t a c k i m m o r a l i z o w a n i e m . T u nie

t y l k o wyrazisty historiograficznie k o n k r e t . O t o po lek­

chodzi o prezentowanie m o r a l n e j wyższości, ale o t o ,

turze LaCapry w nieco i n n y m świetle j a w i n a m się na

by mocno powiązać sferę myślenia ze sferą działania.

przykład dysputa publicystyczna i historyczna wokół

Aby w swoich rozważaniach wyjść - w różnych zna­

książki Jana T. Grossa Sąsiedzi-

czeniach tego czasownika - poza cieplarniane i bez­

skiego miasteczka

pieczne mury u n i w e r s y t e t u . Przy czym, j a k gdyby czu­

dyskusji historycznej o s t a t n i c h lat, j a k

jąc podskórnie opór k o n s e r w a t y w n y c h z n a t u r y aka­

nieustającemu przemieszaniu ulegały wątki poznaw­

demików, demonstruje też drobiazgowo na k i l k u w y ­

cze, etyczne, ideologiczne i polityczne. Jak w soczewce

branych przykładach, p o w o d y dla których tego rodza­

skupiły się w niej liczne p r o b l e m y związane z historycz­

ju propozycje natrafiają w myśleniu n a u k o w y m

n ą reprezentacją wydarzeń granicznych, z pisaniem h i ­

na

sptzeciw.

Historia

zagłady

żydow­

(Sejny 2 0 0 0 ) . W tej najważniejszej
pamiętamy,

storii dzisiaj, jak i z r o z u m i e n i e m jej zadań. T y m , k t ó ­

LaCapra m o c n o akcentuje fakt, że badanie h i s t o ­

rzy łapią się już za głowę, mówiąc: z n o w u Jedwabne?!

ryczne wypadków granicznych nie może być czysto p o ­

o d p o w i a d a m bez namysłu: j a k najbardziej, z n o w u !

znawcze, ale że m u s i o b e j m o w a ć w sobie m o m e n t

M a m b o w i e m nieodparte wrażenie, że w powodzi na­

etyczny, chce o n t y m samym zbliżyć naukę do życia:

miętności - skądinąd zrozumiałych - jakie wzbudziła

„Tak pojęty dyskurs obejmowałby wzajemnie p r o w o k a ­

ta książka, zniknęła szansa na poważną dyskusję m e t o ­

cyjną intetakcję między kwestionującą teorią a bada­

dologiczną: o ograniczeniach tradycyjnej historiografii

niami naukowymi mającymi w y m i a r empiryczny i h i ­

wobec rozumienia e p o k i pieców, czy też o etycznym

storyczny. Impuls etyczny tego podejścia w y m u s i też

imperatywie p o s t u l o w a n y m przez „nowe" podejścia do

być może przemyślenie na n o w o samego znaczenia

pisania h i s t o r i i . A była wyjątkowa po t e m u okazja.

etyki oraz jej stosunku do p o l i t y k i : e t y k i o t w a r t e j na

Może właśnie dopiero teraz - kiedy stopniały już

niezwykle istotną interakcję między pracą i zabawą

emocje, kiedy a n t y s e m i c k i szlam oblepiający o d po­

(...) oraz p o l i t y k i rozumianej nie t y l k o j a k o władza,

czątku tę dyskusję już opadł, k i e d y poważni historycy

lecz jako regulowane n o r m a m i współżycie. Rozumiane

przestali już mnożyć w i r t u a l n e ciężarówki z N i e m c a m i

w sensie etycznopolitycznym zainteresowanie kwestią

krążące jakoby w czasie z b r o d n i po

ptzeniesienia w badaniach n a u k o w y c h nie m u s i wcale

i uznali podstawowe rozpoznanie autora za prawdziwe,

prowadzić do sesji psychoterapeutycznych a n i n a w e t

kiedy śledztwo I P N - u zostało zakończone -

mchu ku autobiografii (...). Badacze, którzy bezpo­

(i w a r t o ) , już sine ira, zastanowić się n a d paroma k w e ­

średnio doświadczyli zdarzeń urazowych. M o g ą oczy­

stiami, t a k rzadko przewijającymi się w p o l s k i c h spo­

wiście wykorzystywać to doświadczenie w s w o i m pisar­

r a c h o Jedwabne.

stwie naukowym, i często takie pisarstwo czy dyskurs

Łomżyńskiem
można

O t , choćby n a d sprawą strategii retorycznej książki

ma zasadnicze znaczenie w próbie poradzenia sobie

Grossa, czy też zamieszczonej t a m sugestii „nowego po­

z przeszłością. A l e jest również t a k , że uwikłanie bada­

dejścia do źródeł", które odnoszą się do ofiar H o l o c a u ­

cza w pewien zbiór problemów istnieje i może być zgłę­

stu. Czy ktoś zadał sobie na przykład pytanie, dlaczego

biane dlatego, iż badacz jest w nierozdzielny sposób

książka Sąsiedzi

uczonym, działaczem etycznym i o b y w a t e l e m l u b isto­

wywarła na ogromnej liczbie czytelni­

ków t a k porażające wrażenie? Czy stało się t a k t y l k o

tą polityczną" (s. 162).

z p o w o d u samej i n f o r m a c j i o zbrodni jedwabiń-

63

�Dariusz Czaja • G U Z I K Z HISTORII? D Y L E M A T Y WSPÓ1CZESNEJ H I S T O R I O G R A F I I

skiej, czy też może i z i n n y c h - by tak rzec: k o n s t r u k -

n y c h , o tyle A n k e r s m i t premiuje raczej estetykę. Teza

cyjno-retorycznych - powodów? Czy ktoś zastanowił

na pierwszy rzut oka dziwna, a zdaje się t y m bardziej

się, dlaczego wydana n i e m a l w t y m samym czasie książ­

obrazoburcza, że odnosi się przecież do sposobu poj­

ka Tomasza Szaroty V progu zagłady

(Warszawa 2000),

m o w a n i a H o l o c a u s t u : „Każda dyskusja o Holocauście

klasyczne s t u d i u m historyczne, solidnie przecież udo­

niesie ze sobą niebezpieczeństwo uwikłania się w błęd­

k u m e n t o w a n e - rzecz traktująca o antyżydowskich po­

ne koło nieporozumień i niemoralności. W t y m wy­

gromach w okupowanej Europie, a więc mająca za te­

padku t y l k o kategoria estetyczna, to znaczy zasadniczo

mat wydarzenia równie odrażające jak te opisane w Są­

estetyczna kategoria stosowności pomoże n a m ominąć

siadach - miała tak relatywnie n i e w i e l k i odzew? C o tak

ślepe uliczki, w których poszukiwania jedynej prawdy

naprawdę oznacza powtarzana często teza, że Gross

i etycznego dobra mogłyby się zagubić. Jeżeli staniemy

„napisał złą książkę historyczną, która jednak spełniła

przed tak t r u d n y m w y z w a n i e m jak p r o b l e m H o l o c a u ­

ważną rolę"? Dlaczego w r o l i źródła znalazły się w niej

stu, to właśnie do estetyki, a nie do kategorii faktycz­

nie tylko tradycyjne d o k u m e n t y „pisane", ale także śla­

nej prawdy i moralnego dobra p o w i n n a odwoływać się

dy ludzkiej pamięci? Czy wyrzucanie przez niektórych

historia. Ostatecznym w y z w a n i e m zarówno dla pisar­

historyków a u t o r o w i Sąsiadów

b r a k u elementarnego

stwa historycznego, jak i dla samego historyka jest nie

warsztatu historycznego można rozumieć tylko jako

wyzwanie faktograficzne czy etyczne, lecz estetyczne"

wyraz troski o intelektualną rzetelność? A może także

(s. 163).

jako znak metodologicznej bezradności i w gruncie rze­

Jak to bliżej rozumieć? Pisząc o kłopotach z repre­

czy jako przyznanie się d o trudności wyjścia poza kre­

zentacją H o l o c a u s t u , A n k e r s m i t pokazuje ograniczo­

dowe koło archaicznych przyzwyczajeń? Czy powtarza­

ną rolę języka, pisarstwa historycznego, które z n a t u r y

na przez n i c h rytualna m a n t r a o obowiązującym histo­

rzeczy metaforyzuje rzeczywistość minioną (nieznane,

ryka „bezwzględnym o b i e k t y w i z m i e " nie wymaga jed­

obce poznaje za p o m o c ą tego, co znane i swojskie).

nak pewnej rewizji? I t d . , i t p . . . .

Przekonuje, że w tej szczególnej sytuacji pisarstwo za­

8

wsze będzie osłabiać i zniekształcać prawdę tamtego

To ledwie k i l k a pytań do dawnej - co nie znaczy
przedawnionej -

dyskusji o książce Grossa,

świata. Zwraca się więc w stronę sztuki, w stronę zja-.

kilka

wisk operujących m e t o n i m i a , a zatem t y c h , które nie

z t y c h , które przychodzą m i do głowy po lekturze tek­
stu L a C a p r y . Z pewnością dałoby się sformułować i c h

tyle przybliżają „obcą" rzeczywistość w zawsze kula­

więcej. Jego rozważania, nie może być t u chyba żad­

w y c h i n i e a d e k w a t n y c h t e r m i n a c h , ale które operują

n y c h wątpliwości, pozwalają na tego rodzaju pytania

wieloznacznym wskaźnikiem, są raczej drogowskazem

spojrzeć z n o w e j , odświeżającej perspektywy. N i k o g o

do przeszłości, niż zastępują ją. W ł a ś n i e sztuka, a d o ­

nie pouczają, niczego nie nakazują, ale sugerują, by

kładniej p o m n i k — i jego możliwości „poznawcze" -

przez pryzmat powinności etycznych spojrzeć na teksty

stają się głównym o b i e k t e m analizy A n k e r s m i t a .

9

historyczne traktujące o zdarzeniach, które nie tylko

By uprawomocnić swoją tezg, bierze p o d lupę dwa

filozofom nie mogły się przyśnić.

przykłady. D w a różne p o m n i k i znajdujące się w Yad
Vashem: M a u z o l e u m Pamięci i p o m n i k Dzieci. Każdy

W przeciwieństwie do pokrętnej stylistyki artykułu
LaCapry, kolejny zamieszczony w a n t o l o g i i tekst A n -

z n i c h w o d m i e n n y sposób powraca w przeszłość, każ­

kersmita odznacza się krystaliczną jasnością. Jednak

dy inaczej realizuje swoją funkcję reprezentowania,

o g r o m n y ciężar rozważań autora History and

„przypominania" przeszłości.

Memory

A/ter Auschwitz pozostaje i t u w dalszym ciągu t e n

M a u z o l e u m Pamięci „zbudowane" jest z umiesz­

sam. C o ciekawe, i w uwagach A n k e r s m i t a powracają

czonych na posadzce 22 nazw największych obozów

- bardzo precyzyjnie zdefiniowane - Freudowskie ka­

k o n c e n t r a c y j n y c h , w rogu, p o d gołym n i e b e m migocze

tegorie żałoby i m e l a n c h o l i i , niezwykle przy t y m n o w a ­

wieczny płomień. Za n i m biała, granitowa płyta osła­

torsko odniesione do p r o b l e m u i n t e r p r e t a c j i reprezen­

niająca dół z p r o c h a m i zamordowanych w obozach

tacji historycznej. T u również powraca poważny pro­

śmierci. Komentarz A n k e r s m i t a : „jak soczewka ogni­

b l e m najstosowniejszego języka, którym p o w i n n o się

skuje światło, tak p o m n i k skupia nasze uczucia, skoja­

„opowiadać" H o l o c a u s t . I t u przypomniany zostaje

rzenia i wiedzę o Holocauście w m o m e n c i e , kiedy

f u n d a m e n t a l n y dylemat pisarstwa historycznego: co

uświadamia n a m jego zaistnienie i przybliża nas do je­

lepsze? Bezstronny i obiektywistyczny język n a u k i , czy

go rzeczywistości tak, j a k t o tylko możliwe. I to wła­

apodyktyczny, zainfekowany subiektywnością

język

śnie przemienia M a u z o l e u m Pamięci w rodzaj p o m n i ­

powieści? N a u k a czy sztuka? Czysty opis i świadectwo

ka H o l o c a u s t u najstosowniejszego dla pokolenia, któ­

czy i c h artystyczne przetworzenie? Czy w ogóle wobec

re jest nadal blisko H o l o c a u s t u " (s. 173). P o m n i k jest

t y c h zdarzeń wypadających poza ludzką wyobraźnię,

t u czymś w rodzaju i n t e r w e n c j i we wspomnienia, przy­

wobec tej czerni bez dna, istnieć może jakiś język, któ­

wołuje t y l k o (?!) poprzez nazwy grozę m i n i o n e g o świa­

ry mógłby unieść jej ciężar?

ta, zakłada przy t y m uprzednią wiedzę o t y m świecie,
bez niej byłby jedynie zbiorem pustych nazw.

Przy p e w n y c h podobieństwach tematycznych oby­
d w u tekstów powiedzieć trzeba o d razu, że o ile LaCa-

I n n y rodzaj strategii upamiętnienia, i n n y rodzaj i n ­

pra akcentował p r y m a t e t y k i w badaniach historycz­

deksu pamięci prezentuje p o m n i k Dzieci. „W p o m n i k u

64

�Dańmz Czaja • GUZIK Z HISTORII? DYLEMATY WSPÓICZESNEJ HISTORIOGRAFII

tym

można

wyróżnić

trzy poziomy. N a

zewnątrz

t e n memoriał nie jest doświadczeniem

przeszłości

(expe­

(pierwszy poziom) s t o i blisko dwadzieścia k w a d r a t o ­

rience of the past),

wych słupów o różnej wysokości i ściętych czubkach.

tywacji, jakie wywołują takie p o m n i k i , jak M a u z o l e u m

t o znaczy doświadczeniem jego reak­

Niewątpliwą i n t e n c j ą artysty było pokazanie w t e n

Pamięci, ale doświadczeniem

sposób nagle przerwanego życia dzieci zabitych w get­

about the past). Jako takie zaś, doświadczenie wywoła­

tach i obozach, podczas gdy biel samych słupów sym­

ne przez p o m n i k i przez jego szczególną zdolność do

bolizuje i c h niewinność. (...) D r u g i p o z i o m odnajduje­

głębokiego poruszania naszych emocji, może osiągnąć

my w przedsionku p o m n i k a , gdzie wystawione są trój­

najwyższy stopień doświadczenia

wymiarowe zdjęcia k i l k o r g a z dzieci, których los upa­

Dzieci nie d o t y k a w pełni rzeczywistości, można p o ­

miętnia p o m n i k . A l e p r a w d z i w y m sercem p o m n i k a

wiedzieć, że jest jakoś nierzeczywisty (co w b r e w oczy­

jest poziom trzeci. Z przedsionka, po k i l k u k r o k a c h ,

wistości jest właśnie jego a t u t e m ) , nie jest zatem i nie

schodzimy niżej w zaciemniony, wąski, aczkolwiek w y ­

może być związany z żałobą, „świat", który przywołuje,

soki, ośmiokątny korytarz, otaczający ośmiokątny cen­

nigdy więc nie stanie się bliski n a m , nie będzie przez

tralny filar. O b i e strony korytarza są p o k r y t e l u s t r a m i

nas oswojony. Będzie dla nas i dla t y c h , co przyjdą po

za pleksiglasem. Jedyne oświetlenie daje pięć ner

ne-

nas j a k o t w a r t a , niedająca się zagoić rana. I na t y m

shama, czyli świec żałobnych; lustra sprawiają, że o d b i ­

właśnie polega pozytywny aspekt tej p o m n i k o w e j me­

cia świec zwielokrotniają się nieskończenie w galakty­

l a n c h o l i i . Koszmar, który ów p o m n i k przywołuje

kę świateł, z przodu, z tyłu, n a d i poniżej, t a k że każde

t r w a . Bo m a trwać.

z nich symbolizuje duszę jednego z dzieci" (s. 174).

o przeszłości

(experience

o" (s. 183). P o m n i k

-

W n i k l i w y i inspirujący tekst A n k e r s m i t a powraca

W swoim k o m e n t a r z u zwraca A n k e r s m i t uwagę, że

po raz k o l e j n y d o p r o b l e m u historycznej reprezentacji

wtażenie, jakie wywołuje na oglądających t e n p o m n i k ,

H o l o c a u s t u , kontynuując w tej mierze świetne studia

jest oszałamiające. A co ważniejsze, gdy porównać je­

Berela Langa czy Lawrence'a L . Langera, a jest o n

go działanie z M a u z o l e u m , t o po t o , by odczuć jego

ważny, bo p y t a n i a , które podejmuje, będą wciąż p o n a ­

moc, nie m u s i m y wcześniej n i c wiedzieć na temat H o ­

wiane przy każdej nowej próbie sprostania w y z w a n i u

locaustu, ta wiedza zjawia się ad oculos przed n a m i ,

przedstawienia tego upiornego świata i wciąż trzeba

przeszywa nas i p o r u s z a .

będzie się z n i m i mierzyć. M i m o że jego adresatem są

10

Po interesujących, acz r y z y k o w n y c h uwagach na

przede wszystkim historycy ( i n a t u r a l n i e historycy

temat kiczu i sztuki, „kiczowatości" (przy p e w n y m ,

sztuki), może być p o m o c n y także dla antropologa za­

dość szczególnym, r o z u m i e n i u tej kategorii) sztuki

interesowanego

w ogóle, przechodzi autor do p u e n t y swoich wywodów.

m i f o r m a m i reprezentacji H o l o c a u s t u . By wymienić

Pytanie zasadnicze jest t a k i e : który z t y c h dwóch p o ­

c h o ć b y budzącą różne reakcje wystawę Mirroring

mników lepiej, a d e k w a t n i e j , m o c n i e j zdaje

sprawę

otwartą 17.03.2002 w Jewish M u s e u m w N o w y m Jor­

z niewyobrażalnej grozy H o l o c a u s t u . A n k e r s m i t o p o ­

k u . Bez wątpienia samo t o zjawisko może być ogląda­

wiada się za p o m n i k i e m D z i e c i . By zrozumieć, dlacze­

ne z różnych s t r o n : ale bardziej może n a w e t niż dla h i ­

go, trzeba przywołać znane już z tekstu LaCapry Freu­

storyka, t o głównie p r o b l e m dla badacza mentalności

dowskie kategorie żałoby i m e l a n c h o l i i . Porównując ze

czy dla antropologa wizualności.

11

różnymi współczesnymi k u l t u r o w y ­
Evil,

sobą te dwie reakcje n a śmierć bliskiej osoby, powiada
on, że żałoba jest „zdrową" formą przezwyciężenia stra­
ty, ttudną, ale jednak akceptacją stanu istniejącego,

Po co nam historia?

ptoces żałoby pozwala cierpiącej osobie żyć w stanie
nieokaleczonym przez tę stratę. W reakcji m e l a n c h o ­

D a w n o , d a w n o t e m u , bo w r o k u 1874, F r i e d r i c h

lijnej cierpiąca osoba n i e zostaje u w o l n i o n a o d zmar­

Nietzsche obwieszczał w sławnym tekście O

łego obiektu swoich uczuć, rana po stracie pozostaje

i szkodliwości

wciąż niezagojona, poza t y m w reakcji tej m e l a n c h o l i k

histońi

dla życia

pewnością: „nadmiar h i s t o r i i szkodzi życiu".

uttzymuje się w stanie ciągłego niezadowolenia z wła­

pożytkach

z niezmąconą niczym
12

W po­

tężnej diatrybie wytoczonej przeciwko X I X - w i e c z n e -

snej osoby, mało tego: ma o n poczucie n i e n a p r a w i a l -

m u n i e m i e c k i e m u historyzmowi, w sposób m n i e j lub

nej winy wobec utraconej osoby.

bardziej dorzeczny, dowodził tezy, iż historia jest gar­

To rozpoznanie staje się podstawą k w a l i f i k a c j i oby­

b e m społeczeństw. Ze c i , którzy wstecz j e n o spogląda­

dwu pomników. Pozwala zrozumieć, dlaczego p o m n i k

ją, konserwują świat ułudy i nierzeczywistości. Ze znie­

Pamięci jest t a k i m rodzajem p o m n i k a H o l o c a u s t u ,

czulają się na widzenie w prawdzie rzeczywistości. Ze

który w najlepszej możliwej f o r m i e spełnia dla przy­

są w istocie p i e w c a m i m a r t w o t y , a nie realnego życia.

szłych pokoleń swoje podstawowe zadanie: upamięt­

Toteż „zdrożna wybujałość zmysłu h i s t o r y c z n e g o "

nienia. Otóż, M a u z o l e u m Pamięci wywołuje reakcje

w i n n a zostać poważnie ograniczona. N i e idzie o t o , by

13

przypominające kategorię „żałoby", podczas gdy p o ­

uciec o d h i s t o r i i , bo t o niemożliwe, ale by zneutralizo­

mnik Dzieci przyprawia o reakcje m e l a n c h o l i j n e : w y ­

wać jej szkodliwe działanie.

wołuje cierpienie, r a n i , nie pozwala zapomnieć. Jak re­
asumuje A n k e r s m i t : „doświadczenie wywołane przez

Bez względu n a t o , czy generalnie Nietzsche miał
I rację -

65

a raczej n i e m i a ł , by d a ć j e d e n przykład:

�Darius? Q a j a • G U Z I K Z H I S T O R I I ? D Y L E M A T Y WSPÓtCZESNEJ H I S T O R I O G R A F I I

wątpliwa i ryzykowna w kontekście XX-wiecznej h i ­

który być może pozwoli stworzyć n o w e koncepcje za­

storii apoteoza zapomnienia, przy jednoczesnej dys­

stosowania wiedzy historycznej" (s. 196). W tej sytu­

kredytacji pamięci - p r o b l e m postawiony przez niego

acji p o d s t a w o w y m p y t a n i e m nie będzie już kwestia, co

jest wciąż aktualny. Dzisiaj przyjmuje taką c h o ć b y po­

zrobić z naszą wiedzą historyczną, bo w i a d o m o , że na

stać: co n a m z tej przyrastającej wciąż wiedzy o histo­

wiele się n a m ona nie przyda, ale co - jaka potrzeba -

r i i , skoro i t a k się z niej niewiele, jak widać, uczymy.
Historia

skłania nas k u m i n i o n y m światom, bez względu na to,

magistra vitae, powiada stara łacińska senten­

jakie cele praktyczne chcemy uzyskać.

cja. Szlachetna bardzo. I nieprawdziwa bardzo. Bo czy

M a rację G u m b r e c h t , twierdząc, że nie m a m y prze­

rzeczywiście historia t o dobra nauczycielka życia? Przy

konujących racjonalizacji wiedzy o przeszłości. W jego

bliższym wglądzie okazuje się raczej, że jest t o p a n i w y ­

propozycji t y m „czymś" jest „pragnienie przeniknięcia

jątkowo tępa i bez p o l o t u ; w b r e w t e m u , co czasem

granicy, która oddziela nasze życie o d czasu poprzedza­

0 niej myślimy, uczyć tak naprawdę nie p o t r a f i . Po p r o ­

jącego nasze narodziny. C h c e m y znać światy, które ist­

stu: dydaktyczne zero. Współczesny h i s t o r y k , jeśli

niały przed naszym urodzeniem i bezpośrednio i c h d o ­

chce być wobec siebie uczciwy, m u s i zmierzyć się z t y m

świadczyć" (s. 198). I co ciekawe, zwraca o n uwagę na
to, że o w o „bezpośrednie doświadczenie" obejmowało­

paradoksem.
W ł a ś n i e do tego, nieprzyjemnego dla badacza h i ­

by możliwości nade wszystko zmysłowe: d o t y k a n i a ,

storii, schizmatycznego uczucia nawiązuje w swym

wąchania i smakowania m i n i o n y c h światów poprzez

tekście H a n s U l r i c h G u m b r e c h t , otwierając trzecią

artefakty, które je tworzyły. Koncepcja ta kładzie na­

część a n t o l o g i i . Pomijając obecne w niej jeszcze i n t e ­

cisk na n i e d o c e n i a n ą stronę zmysłową doświadczenia

resujące kwestie referencjalności podejmowane przez

historycznego. To rzadkie i niezwykle cenne zwrócenie

Joan Scott, ponowoczesne do bólu uwagi o końcu h i ­

uwagi na zmysłowy aspekt doświadczania przeszłości.

storii K e i t h a Jenkinsa, czy daleko m n i e j zajmujące

Podkreśla G u m b r e c h t , że takie dowartościowanie

problemy fallocentryczne, z którymi mocuje się Rita

sfery zmysłowej nie m u s i prowadzić do

Felski, c h c ę n a koniec skupić się jedynie n a ważnym

przeszłości. N i e ma t u m o w y o j a k i m k o l w i e k uwznio-

artykule G u m b r e c h t a , ponieważ w jego rozważaniach

ślaniu przeszłości: „Przeszłość dotknięta, powąchana

estetyzacji

dochodzi z dużą m o c ą do próby odpowiedzi n a n a j ­

i posmakowana nie staje się b o w i e m o d razu a n i pięk­

prostsze z możliwych pytań: po co w ogóle się historią

na, a n i wzniosła" (s. 198). A l e to bezpośrednie d o ­

zajmować?

Pytanie przecież f u n d a m e n t a l n e , a tak

świadczenie jest niezwykle ważne. Zapewne mało k t o

rzadko - może właśnie z p o w o d u owej f u n d a m e n t a l -

z historyków wypowiedziałby otwarcie takie o t o zda­

ności — zadawane.

nie: „Dla w i e l u uczonych liczy się raczej dotykanie

G u m b r e c h t przypomina po części rzeczy oczywiste

oryginalnego rękopisu tekstu, którego dokładna treść

1 znane, ale istotne. C h o ć b y to, że ważny d l a zachod­

byłaby łatwiej dostępna w wydaniu krytycznym" (s. 198).

niej d y d a k t y k i pomysł, by uczyć się n a przykładach,

A zatem h i s t o r y k niewiele różniłby się w t y m względzie

legł generalnie w gruzach. A l e co ważniejsze, zwraca

o d zwykłego amatora historii, który chciałby zobaczyć,

uwagę na rozplenienie się przekonania, że nie „uczymy

dotknąć, powąchać, posmakować „ślady" przeszłości.

się o d h i s t o r i i " , ale że „tworzymy historię". Pisze też

Bo może t y l k o one naprawdę są.

o złowrogich konsekwencjach przekształcenia się h i ­

W

wypowiedzi G u m b r e c h t a d o c h o d z i do głosu

storiografii w literaturę: kontestuje zwłaszcza dogmat

znany n a m już wątek

0 subiektywizmie historycznym (a raczej pewną jego

wzbogacony o nowe parametry: „Jakiż sens miałoby

konstruowania historii,

ale

skrajną p o s t a ć ) , wedle którego nie istnieje rzeczywi­

tak m o c n e podkreślanie suplementarności i nieobec­

stość, ale jedynie pragnienie dotarcia do n i e j . W za­

ności (...), gdyby nie był to przejaw n i e p o h a m o w a n e ­

m i a n za t o G u m b r e c h t proponuje, by przekształcić

go pragnienia obecności? I czymże byłoby u w y p u k l a ­

dość jałowe pytanie: co możemy zrobić z naszą wiedzą

nie nieredukowalnego dystansu, j a k i dzieli nas o d m i ­

historyczną, w bardziej intrygujące pytanie: co nas

n i o n y c h światów, jeśli nie p r a g n i e n i e m ponownego

skłania

dlaczego

i c h uobecnienia (...) - przywrócenia i c h obecności?

chcemy i c h „dotknąć"? Pisze: „Szukając odpowiedzi,

K u l t u r a historyczna żyje n i e u c h r o n n i e między dąże­

dobrze byłoby wziąć najpierw w nawias aspekt n o r m a ­

n i e m do zaspokojenia pragnienia obecności a świado­

t y w n y i wychowawczy tego pytania ('Co powinniśmy

mością, iż stawia przed sobą zadanie niemożliwe do

zrobić?') i skupić się po prostu na t y m , iż o w a wiedza

spełnienia. Jeśli więc chce ona zachować tożsamość

wzbudza trwałą fascynację. I n n y m i słowy, proponuję

i pozostać formą doświadczenia innego niż doświad­

skupić się (zarówno z perspektywy k o n k r e t n y c h badań

czenia f i k c j i , m u s i starać się 'wyczarować' rzeczywi­

historycznych, jak i teorii historii) n a zasadniczym

stość światów m i n i o n y c h , nie porównując się naiwnie

ku minionym

rzeczywistościom,

'pragnieniu rzeczywistości historycznej', które zdaje się

z magią, lecz zdając sobie sprawę z n i e u c h r o n n i e su­

tkwić u podstaw wszystkich z m i e n n y c h racjonalizacji

biektywnego c h a r a k t e r u każdej t a k skonstruowanej

1 uprawomocnień historiografii oraz h i s t o r i i j a k o dzie­

inności historycznej. Lecz gdy t y l k o k u l t u r a historycz­
na otwarcie opowie się za pragnieniem ponownego

dziny wiedzy. Dzięki t a k i e m u posunięciu zyskamy dy­
stans d o jałowych dyskusji i dyskursów -

uobecnienia (które nie jest dane z góry), m u s i stać się

dystans,

66

�Dariusz Czaja • GUZIK Z HISTORII? DYLEMATY WSPÓ1CZESNEJ HISTORIOGRAFII

kulturą ironiczną, gdyż uobecnia wówczas przeszłość

w i e k w praktyce. W świecie pieniącej się o d jakiegoś

jako 'rzeczywistość', c h o ć

czasu humanistycznej metarefleksji, która nierzadko

w i e , że każde p o n o w n e

uobecnienie t o s y m u l a k r u m " (s. 204).

staje się sztuką dla sztuki, nie jest t o , przyznajmy, wąt­

Tak więc źle i t a k niedobrze, a m e d i a c j i między t y ­

pliwość całkiem bez znaczenia. Po odpowiedź udałem

mi rozwiązaniami nie widać. G u m b r e c h t m o c n o wska­

się raz jeszcze do mądrego G o l o M a n n a , świetnego h i ­

zuje przy t y m na f a k t , że t o pragnienie obecności bywa

storyka i świetnego filozofa. Mistrza historycznych m o ­

często tłumione przez badaczy, że wydaje i m się, że

nografii i przenikliwego k r y t y k a historycznych rozpraw.

„obiektywny" ogląd rzeczywistości możliwy jest t y l k o

Z w o l e n n i k a uprawiania p i s a r s t w a historycznego,

wówczas, gdy oczyścimy nasz stosunek do przeszłości,

autora, który jeszcze w czasach przednarratywistycz-

kiedy w y e l i m i n u j e m y pragnienie bezpośredniości. Przy

n y c h m o c n o i odważnie głosił tezę o konieczności po­

czym t o dążenie do obiektywnego dystansu może przy­

w r o t u do o p o w i a d a n i a historii, jako przeciwwa­

słonić n a m pragnienie bezpośredniego doświadczenia

gi dla t w a r d y c h , scjentyficznych jej ujęć. Wreszcie, en­

rzeczywistości. Pytanie, które stawia sobie autor, jest

tuzjastycznego wyznawcy formuły Paula Veyne'a, we­

takie: czy książka historyczna może dostarczyć owego

dług której historia t o „prawdziwa powieść z l u k a m i " .

Barthesowskiego „wrażenia realności", czy dotknięcie

W szkicu p o d z n a m i e n n y m tytułem: Czy historii po­

ptzeszlości w tekście nie zamieni się w obiektywizują­

trzebna jest teoria , dość obcesowo o d n o s i się o n do

cy fakt historycznego dyskursu? Pyta o n -

myśląc

wszelkich prób przeteoretyzowanego pisania h i s t o r i i .

o swojej pracy, ale kwestia jest ogólniejszej n a t u r y -

C o raz zapytuje retorycznie: a gdzie jest teoria w arcy­

czy książka historyczna może w ogóle dostarczyć czy­

dziele M a r c a

telnikom bezpośredniego doświadczenia przeszłości?

a gdzie teoria w t y m czy w t a m t y m studium? Przywo­

A zatem, jeśli nie możemy już nauczyć się niczego

łując szereg przykładów, przekonuje, że posiadanie

0 ptzeszłości, t o przynajmniej spróbujmy d o t k n ą ć owej

t e o r i i nie jest w a r u n k i e m sine qua non u p r a w i a n i a h i ­

7

Blocha

o społeczeństwie

feudalnym,

kształcie.

storii. W zakończeniu swojego tekstu pisze t a k : „Zu­

Zbliżmy się do smaku i zapachu przeszłości. Poczujmy

pełnie nie wierzę w t o , że dziejopisarstwo cierpi na n i e ­

jej „dotknięcie" na sobie.

dostatek

ptzeszłości w jej

dojmująco

zmysłowym

W późnej twórczości Zbigniewa H e r b e r t a pojawia
się ptzejmujący wiersz Guziki.

Wiersz t e n , co ważne,

teorii.

Dziejopisarstwo jest sztuką,

która

opiera się na wiedzy. (...) Zarzut jest m i znany: k t o
p o d c h o d z i do p r z e d m i o t u historycznego bez świado­

Herberta,

mie przyjętej t e o r i i , t e n nieświadomie przemyci taką,

rozstrzelanego w Lesie Katyńskim, co przydaje m u w a ­

której następnie nie p o t r a f i obronić właśnie dlatego,

gi osobistego świadectwa. M a ł o chyba k t o dostrzegł

że przyjął ją nieświadomie. O t ó ż sądzę, że j e d n a k p o ­

w nim oprócz traumatycznej rodzinnej pamiątki, głę­

t r a f i . Tak zwana t u teoria nie jest n i c z y m i n n y m , jak

boką „historiograficzną" refleksję:

sumą l u d z k i c h doświadczeń o b e c n y c h już w l u d z k i m

jest dedykowany pamięci

kapitana

Edwarda

umyśle. Doświadczeń jego własnej e p o k i i własnego
życia, bez którego chyba żaden w i e l k i historyk nie o p i ­

„Tylko guziki nieugięte
przetrwały śmierć świadkowie z b r o d n i
z głębin wychodzą na powierzchnię

sał dziejów, następnie doświadczeń, jakie wyłoniły się
już ze studiów n a d i n n y m i p r z e d m i o t a m i i i n n y m i epo­

jedyny p o m n i k na i c h grobie

kami".

tylko guziki nieugięte

r a n t y z m u . M a n n nie mówi t u przecież, żeby się nie

potężny głos zamilkłych chórów

uczyć, nie studiować, nie być k r y t y c z n y m i t p . Jak r o ­

(...)

1 5

N i e sądzę, żeby t o wyznanie było pochwałą obsku­

z u m i e m , powiada raczej tyle, że wszelkie aprioryczne

tylko guziki nieugięte
guziki z płaszczy i m u n d u r ó w " .

14

k o n s t r u k c j e w p o d c h o d z e n i u do badania h i s t o r i i i t a k
biorą w łeb w s p o t k a n i u z empirią, że obojętnie j a k i c h

Co nam zostaje z lekcji historii? Czasem t y l k o zwy­

w y r a f i n o w a n y c h teoretycznie instrumentów historyk

czajny guzik. Guzik, który wprawdzie niczego nas nie

by się imał, n i c nie zastąpi jego własnej biografii a n i je­

uczy i nauczyć nie może, ale m a w sobie tę zadziwiają­

go

cą moc ewokacji świata, który już umarł. Leży przed

o p o w i e d z e n i a h i s t o r i i , a żadna teoria m u nie

nami jak artykuł prawdy. Przypomina ledwie u c h y l o n e

pomoże, jeśli b r a k n i e m u zmysłu e m p a t i i albo jeśli nie

drzwi do zattzaśniętej na zawsze rzeczywistości.

będzie umiał dobrze pisać.

talentów.

Nikt

nie

zwolni

go z

konieczności

Paradoks tego bez mała m a n i f e s t u antyteoretycznego na t y m wszakże polega, że m a m n i e m a l pewność,

Teoria. A praktyka?

że zgodziliby się z n i m prawie wszyscy autorzy recenzo­
wanej a n t o l o g i i . O n i też nie m a j ą przecież wątpliwo­

Po lektutze t o m u Pamięć,

etyka i historia, po tej so­

lidnej dawce teoretycznych rozpraw, ktoś mógłby zapy­
tać nie bez tacji, czy w istocie refleksje na temat kłopo1 tów metodologicznych h i s t o r i i przydają się na c o k o l ­

ści, że dziejopisarstwo „jest sztuką, która opiera się na
wiedzy".

�Dariusz Czaja • G U Z I K Z HISTORII? D Y L E M A T Y WSPÓ1CZESNE] H I S T O R I O G R A F I I

Przypisy

winę za czyny swych przodków, lecz dlatego, że w ograniczonym

J. Burckhardt, judgements on History and on Historians, b. m. w,

stopniu są odpowiedzialni za konsekwencje tych czynów (na

1959, s. 158, cyt. za: E. H . Carr, Historia. Czym jest, przel. R Kuś,

przykład to, że ktoś mieszka w domu odebranym Żydowi); mo­

Poznań 1999, s. 72

gą przepracowywać (mniej lub bardziej nieuzasadnione) poczu­

Pochwala narratywizmu. Rozmowa z Franklinem R. Ankersmitem,

cie winy lub niejasnej dezorientacji i dążyć do krytycznego dy­

„Konteksty" nr 1-2: 1997, s. 90

stansu (lub podstawowego rozróżnienia w sferze wartości i emo­

G. Mann, Dziejopisarstwo jako literatura, w: tegoż, Ludzie myśli,

cji) wobec ideologii i motywacji, które spowodowały czyny

ludzie władzy, historia, przel. E. Paczkowska-Łagowska, Kraków

oprawców", (s. 147-148)

1997, s. 10

Wedle zwiedzających podobne wrażenie robi tzw. Wieża Holo­

Y. H . Yerushalmi, Znaczenie w historii, pamięć i pisanie historii. Po­

caustu w zaprojektowanym przez Daniela Libeskinda Muzeum

stawy biblijne i rabiniczne, przel. D. Czaja, „Konteksty" nr 1-2:

Żydowskim w Berlinie, w tej kwestii por. też uwagi J. K. Lenar­
towicza, Architektura trwogi, „Konteksty" nr 3-4: 2003, s. 321-

2003, s. 55-67
P. Ricoeur, Nadużycia pamięci naturalnej: pamięć

330

powstrzymana,

pamięć manipulowana, pamięć narzucona, przel. W. Bońkowski,

O niejednoznacznych próbach zmierzenia się z przedstawieniem

„Konteksty" nr 1-2: 2003, s. 41-54

Holocaustu przy wykorzystaniu form odwołujących się do per­

K. L. Klein, O pojawieniu się pamięci w dyskursie

spektywy dziecka i dziecięcej wrażliwości (powieść I . Kertesza

historycznym,

przel. M . Bańkowski, „Konteksty" nr 3-4, s. 42-56

Los utracony, film R. Benigniego Zycie jest piękne, komiks A.

E. Levinas, Trudna wolność. Eseje o judaizmie, Gdynia 1991

Spiegelmana Maus, praca-zabawka Z. Libery L E G O . Obo'z kon­

Jednym z niewielu głosów, które uznały za stosowne odnieść się

centracyjny) piszę w tekście Jak to powiedzieć? Jak TO powiedzieć?

do niektórych z wymienionych kwestii, byl ważny tekst - co cie­

Strategie dziecięce (w druku)

kawe antropologa, a nie historyka - Joanny Tokarskiej-Bakir

F. Nietzsche, O pożytkach i szkodliwości historii dla życia, w: te­

Obsesja niewinności, „Gazeta Wyborcza", 13-14.01.2001

goż, Niewczesne rozważania,

Nawiasem mówiąc, wielu mieszkańców dzisiejszego Jedwabne­

Michalski, Kraków 1996, s. 95

go (jak i niezłomnych obrońców ich dobrego imienia) mogłoby

Tamże, s. 158

np. skorzystać z mądrej i dalekiej od taniego moralizowania

Z. Herbert, Guziki, w: tegoż Rovigo, Wrocław 1992, s. 21

uwagi LaCapry: „Potomkowie oprawców mogą - zapewne po­

G. M a n n , Czy historii potrzebna jest teoria!, w: tegoż, dz- cyt.,

winni - podjąć pracę pamięci i żałoby nie dlatego, iż ponoszą

s. 70-71

Aldona Mickiewicz - Stłuczki, 1988, olej na płótnie, 40x50

68

przeł. M . Łukasiewicz, posłowie K.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7602" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7583">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e884e3b1277337a491f18be1e695c69a.pdf</src>
        <authentication>f6b38c34f550c0397e58b8d35aaced9f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90718">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4019</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90719">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90720">
                <text>1961</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90721">
                <text>meble ludowe</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90722">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3758</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90723">
                <text>Meble Józefa Gibuły / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1961, z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90724">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1961, z.2, s. 97-101</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90726">
                <text>Fryś-Pietraszkowa, Ewa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90728">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90731">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90733">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90735">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90741">
                <text>II.

Ewa

E
W

B

maju

Badania

J

1960

roku

Plastyki

ekipa

Ludowej

oraz M u z e u m L u b e l s k i e g o
tracyjne

na terenie

łania

wojenne,

które

czenie w y t w o r ó w
również

zwłaszcza

Fragment

PAN

badania
Na

spowodowały
nas

badań

dzia­

bionych

sprzętów,

i

a

w

krzesła.

wnętrza.
meblarstwo
kawszych

ozdobne

tradycji.

w

tej

okolicy

wywiadów,

nie

miało

cie­

meble

—

poza

niami m a l o w a n y m i w b a r w n e w z o r y

—

występowały

tu s t o s u n k o w o
zasługuje
Gibułę,

Zdobione

rzadko.

zespół

zdobionych

do czasów
wioskach w

Toteż

mebli,

snycerką,

obecnych

w

które

Zaborzu

pow. Opole

i

rolny

w n i e d a l e k i c h Słotwinach

8 morgów

był

z

nych c h w i l a c h chętnie

wykonywał

n a własny

wienia

W

sąsiadów.

sprzętów

własnej

domu

roboty:

kredens,

jakiej

główków

jest

poziomym

nie

tle.

różnią

się

ze

dekoracja

Krzesła
od

powszechnie

względu
Na
—

się z a z w y c z a j

p o d względem

na

ryte

rzadko

zresztą

rzucają

się

w

oczy

łóżko,

6

szereg
krzeseł,

w

deko­

ogóle

m e b l a r s t w i e l u d o w y m t e j o k o l i c y . P o śmierci

w

Józefa

jąca

się

6 krzeseł

biało n a

zasługują
—

skupia

oglądającemu.

Natomiast

są także ( m o ż e n a w e t z w i ę k s z ą d b a ­

poniżej

siedzenia.

przeznaczone

a

w

jednym

t j . deska

Pomimo

że

wy­

znajdu­
wszystkie

były d o j e d n e g o wnętrza, n a
zinwentaryzowane,

z d o b i n y dość s i l n i e różnią się m i ę d z y sobą.
są

na

krzesłach

o p a r c i a , które n a j b a r ­

c z t e r e c h , które zostały o d s z u k a n e i
nie

także

na wsi,

dotychczas
występująca

na poprzeczkach

tutaj ozdobione

zdobiny

spotykanych

za­

żłobio­

kształtu

używanych

„carga",

drobny

szlakiem

n y c h k o n c e n t r y c z n y c h kółek, p o m a l o w a n y c h
czarnym

oparcia,

posiadał

nie spotykamy

ozdobiona

beleczki

oraz ramę d o o b r a z u ; w s z y s t k i e o z d o b i ł bogatą
snycerską,

stereotypo­

przednia

i

terenie

interesująco

t y l k o zewnętrzna

pionowe

n a zamó­

na

i k o l o n i a Rzeczyca).

strona

którym

również

meble

krzesła

w

formie,

łością)

wol­

obecnie

zdo­

4

wej

padku

zamiłowania

łóżko,

najmniej

ziemi

użytek o r a z
swym

mebli

Lub.) i t a m

i chociaż n i g d y n i e uczył się t e g o rzemiosła, w
sprzęt g o s p o d a r s k i

są

wspom­

się łóżko o zupełnie p r o s t e j ,

omówienie.

Kębło-

rozproszone

czasie

t y l k o część

mianowicie

wymienionych

dziej

z dworu w

(pow. Opole

Stolarzem

Z

jednak

się

spuściznę. W

się odnaleźć

a

(miał

i k r e w n i rozdzielili

przedstawia

Józefa

pobliskich

udało

które

uwagę

zachowały
kilku

wie — za uciułane pieniądze kupił
się n a stałe.

przez

Lubelskie.

Józef Gibuła — r o b o t n i k

osiedlił

skrzy­

n a szczególną

wykonanych

kredens,

pozostałą

U

1943 l u b 1944 r o k u

3 w s i (Słotwiny, k o l o n i a Z a b o r z e

sztuki,

wyposażenia

Jak można sądzić z p r z e p r o w a d z o n y c h

i

siebie

w

70 l a t ) , s y n o w i e

między

znisz­

zabytków

nastąpiła

nianych

ludowej,

budownictwa

która

pene-

poważne

kultury

Gibuły,

wówczas ponad

obsza­

1944 d ł u g o t r w a ł e

tradycyjnej

zakresu

Sekcji

Sztuki

Lubelskiego.

roku

B

pracowników

prowadziła

interesujących

z

O

Instytutu

Powiśla

rach t y c h toczyły się w

racją

Gibuła:

Fryś-Pietraszkowa

M

tym

1. Józef

to symetryczne,

sztywne

w

Przeważ­

układzie

gałązki

z l i s t k a m i , o s a d z o n e w k w a d r a t o w y m w a z o n i k u ( i l . 3, 4).
D o d a t k o w y e l e m e n t z d o b n i c z y stanowią kółka —

kon­

centryczne

pror

stymi

l u b wypełnione

kreskami.

W

dwóch

przecinającymi
wypadkach

się

występują

.97

��II.

3, 4. Józef

poza t y m z a b a w n e „ l u d z i k i " ( i l . 1). Z p r o s t e g o
głowy i rysów t w a r z y o r a z
postacie te przypominają
mentalne

b r a k u ogólnych

nieco

potraktowanie

ujęcia

proporcji

r y s u n k i dzieci.

tułowia

świadczy

Orna­
jednak

o tym, że a u t o r c e l o w o i ś w i a d o m i e upraszczał
wane

postacie,

podciągając

ogólny c h a r a k t e r t y p o w o
Najbardziej
kompozycyjnych
(il. 2). Składa

Gibuły
on

kredens

pod

kompozycji.

przykładem

jest
z

ryzo­

konsekwentnie

dekoracyjnej

efektownym
się

je

Gibuła:

umiejętności
jego

jednodrzwiowej

z zamaskowaną szufladą o r a z d w u d r z w i o w e j

roboty

podstawy
nastawy

Fragmenty

o

6

profilowanych

ogranicza
nych

krzesła.

polach

się t u d o k i l k u

listków,

kół

zdobniczych.

Dekoracja

zaledwie elementów:

koncentrycznych

lub

owal­

dzielonych

wewnątrz p r o s t y m i kreskami, podobnych j a k n a krze­
słach, o r a z
Z

tych

kompozycji
się

strefowo

wzoru.

ptaszka

elementów
w

powstaje

rodzaju
w

ramach

Snycerkę
tle listki

szereg

kwiatonów,

flakonika.

symetrycznych

które

poszczególnych

podkreśla

W oszczędnej g a m i e
wym

( i l . 6) i niekształtnego

powtarzają
kondygnacji

polichromia,

utrzymana

kolorystycznej. Na jasnym, ugro-

i łodygi

pociągnięte

są n a

przemian
.9.9

�Józef
ment

Gibuła:
II.
kredensu.

bielą i r ó ż e m i n d y j s k i m ,
czym

najwięcej

5. Krzesło.

II.

6.

Frag­

k a r m i n e m l u b czernią,

b i e l i występuje

w

górnych

przy

partiach

dekoracji.
N i e udało się n i e s t e t y uzyskać żadnych i n f o r m a c j i
na

t e m a t kolejności

tów.

Wiadomo

około r o k u

powstawania

jedynie,

że

zdobionych

sprzę­

wykonany

został

kredens

1935. B r a k r ó w n i e ż wiadomości o p b d n i e -

t a c h , które skłoniły G i b u ł ę d o t a k o r y g i n a l n e j
czości

artystycznej.

Według

zapewnień

twór­

synów

Gi-

buły, p o z a w y r o b e m o p i s a n y c h p o w y ż e j

sprzętów n i e

p r z e j a w i a ł o n żadnej i n n e j działalności

plastycznej.

Twórczość

Gibuły, m i m o

bezpośrednich p o w i ą z a ń
w

swoim

ludowa.

ogólnym

Analizując

że n i e posiada

z ludową

charakterze

sztuką

jest

poszczególne

jak

motywy,

żadnych

tradycyjną,
najbardziej
można

by

znaleźć p e w n e a n a l o g i e n p . w ś r ó d r a d o m s k i c h przęśl i c , c z y góralskich f o r m n a s e r k i .

Fot.

Jan

Swiderski

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7600" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7579">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a4b2b0171ebf856f4eb3adba1e99fba8.pdf</src>
        <authentication>1c2d456017da3d90d81ddc0edbe17ed6</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90695">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4721</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90696">
                <text>1964</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90697">
                <text>sztuka ludowa</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="90698">
                <text>Kurpie - sztuka ludowa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90700">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4382</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90701">
                <text>Twórczość ludowa Kurpiów w dziedzinie sztuki/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1964 t.18 z.3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90702">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1964 t.18 z.3; s.107-126</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90703">
                <text>Chętnik, Adam</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90704">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90705">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90706">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90707">
                <text>Adam

Chętnik

TWÓRCZOŚĆ

LUDOWA KURPIÓW

Notatki, które poniżej zamieszczam, oparte są
na moich obserwacjach i badaniach dawnych. Rzuca­
ją one trochę światła na stan sztuki kurpiowskiej,
zwłaszcza w latach poprzedzających pierwszą w o j n ę
światową, kiedy to jeszcze wiele obyczajów było ż y ­
wych a i niejedno cenne dzieło rzeźby, budownictwa,
snycerki czy zdobnictwa w n ę t r z m o ż n a było zanoto­
wać. Niestety, z wielkiego Zbioru fotografii, rysun­
ków, o d r y s ó w i zapisek, jakie m i a ł e m z tych lat, oca­
lało niewiele. Przekazuję je dziś Czytelnikowi tak jak
się zachowały i jak je m o g ł e m
zrekonstruować.
Przyjmując takie założenie, zrezygnowałem z uzu­
pełnienia artykułu wynikami nowszych badań i pu­
blikacji innych autorów. Niech p o k a ż e obraz dawnych
czasów, tak jak widziałem je w latach przed i po
pierwszej wojnie.
Sztuka kurpiowska w wielu wypadkach jest po­
trzebą ż y c i o w ą tego ludu, który w y ł a d o w u j e w niej
wrodzone zdolności twórcze i tworzy od dawna
wszystko to na co mu pozwoli czas wolny, materiał
jaki jest pod ręką, narzędzie jakim rozporządza, po­
m y s ł jaki mu przyjdzie do głowy. Wieś kurpiowska
tworzy do dziś, choć w znacznie już mniejszym stop­
niu; sztuką zajmują s i ę kobiety i mężczyźni, dorośli
i dzieci, biedniejsi i zamożniejsi.
Rzadziej jednak wybija się ktoś ze swymi zdol­
nościami na dłuższy okres, a jeszcze rzadziej zdol­
ności swe pogłębiał dawniej przez odpowiednie wy­

U. 1. Grupa

Kurpiów

z zachodniej

części

W DZIEDZINIE

SZTUKI

szkolenie, zwiedzanie wystaw sztuki, w ę d r ó w k i ba­
dawcze po terenie itip. Zwykle tworzą ci, którzy w i ę ­
cej mają czasu, a w i ę c dzieci, młodzież obojga płci,
kobiety w czasie zimy, ojcowie m a j ą c y „wyrękę"
w gospodarstwie z s y n ó w , czy dziadkowie żyjący na
dożywociu u dzieci. Twórczość poszczególnych arty­
stów trwa niekiedy krótko, to z n ó w odnawia s i ę lub
wzmaga przy różnych uroczystościach, obrzędach do­
rocznych, świętach uroczystych (odpusty) itd.
Nie­
kiedy K u r p starszy tworzy dla dzieci i w n u k ó w , na
podarunki dla znajomych lub osób k t ó r y m coś za­
wdzięcza, dla wsi lub kościoła, często bezpłatnie, a jeśli
dla zarobku, to przeważnie z w i e l k ą niechęcią. Teraz
to się u wielu zmieniło. Kiedy nie ma własnej ochoty,
z trudem da się n a m ó w i ć na w y s i ł e k fizyczny lub
u m y s ł o w y w dziedzinie sztuki. Przymus w tej dzie­
dzinie stosowali Niemcy-okupanci, nie zawsze z od­
powiednim skutkiem, a w czasie nieszczęść ogólnej
wagi — twórczość artystyczna na pewien okres pra­
wie zamierała, chyba że ktoś mieszkał w takim za­
kątku, że w ogóle o świecie mało wiedział, czuł się
bezpieczniej, a czasem swoim rozporządzał. W różnych
kierunkach rozwijała się twórczość ludowa kurpiow­
ska. Zawsze związana była z puszczańskim życiem,
z miejscową przyrodą, z ziemią i w ł a s n y m — po­
wiedzmy — zakątkiem, regionem, z upodobaniami wsi,
z barwami, przeważającymi w okolicy, z materiałem,
jakim można było rozporządzać, z tym wszystkim co

parafii

kadzidlańskiej

w strojach

z lat 1890—1905.

107

�najwięcej oddziaływało bezpośrednio na wyobraźnię
ludu, na jego pamięć w z r o k o w ą itd. Rzeczy i motywy
importowane, jeżeli przychodziły, to znacznie później,
kiedy K u r p wyjrzał z lasów na pola, wyjechał do
miast lub za morza.
Poniżej podajemy krótki przegląd monograficzny
twórczości artystycznej na
Kurpiach, tej na którą
oddziaływało najbliższe otoczenie, przyroda martwa,
ż y w a i ożywiona, gdzie się dany twórca urodził i od­
chował. Zaczniemy od twórczości najprostszych, od
tworzących już dzieci.
Pierwociny sztuki na murawach i piaskach. Piachu
białego czy nawet kolorowego na Kurpiach nie bra­
kuje, toteż wykorzystywany on jest nieraz bezwiednie
w celaoh zdobniczych. Już m a ł e dzieci usypują z pia­
sku, przy pomocy posuwania prawej nogi (bosej) do
nogi lewej (czasem odwrotnie), różne „stecki" czyli
dróżki i ścieżki, węże, koła, spirale, obory, ogródki itp.
Robią to niekiedy wprost na ulicach i drogach w i e j ­
skich, oczywiście niebrukowanych. Niekiedy tak usy­
pane wzory b y w a ł y dość pomysłowe, zajmując na
pewien czas u w a g ę dzieci, uczyły ich symetrii i pew­
nego rodzaju rysunku (il. 2). Wzory te usypują za­
równo dziewczęta, jak i chłopcy.
Podobnie wśród dzieci, na murawach nadrzecz­
nych, z piaskiem w pobliżu, m o ż n a było zobaczyć
usypywane z piasku na zielonym paśniku różne po­
m y s ł o w e nieraz ornamenty. W tym wypadku częściej
donoszą piasek w czapkach lub skorupach chłopcy,
a usypują wzorki dziewczęta.
A na niedziele i święta podczas lata dziewczęta
już starsze „usypują" piachem białym podwórza
i przedsienia, często też w różne wzory miejscowych
p o m y s ł ó w , jak kółka, serca, gwiazdy i różne „zygza­
ki", faliste linie (il. 3).
Są to pierwociny zdobnicze, których początek m o ż e
sięgać czasów, kiedy innych kobierców i d y w a n ó w
ludność tych (a pewnie i innych) stron jeszcze nie
znała.
Kolorowy piach (obok białego) znajduje się
często nad rzekami (czerwony lub żółty), a zabarwie­
nie jego powstało przez domieszki żelazistomineralne,
występujące w niektórych okolicach nad Narwią.
Do podobnych celów zdobniczych, w stanie często
rozcieńczonym, służyła znajdująca się gdzie indziej
biała glinka, którą bielono mieszkania od w e w n ą t r z .
W okresie świąt dorocznych glinką tą malowano
kwiaty i palmy na ścianach licowych tych chałup,
w których były panny na wydaniu. Dziś ten zwyczaj
prawie zamarł.
Zdobnictwo nad wodami. Nad brzegami rzek i je­
zior obszaru kurpiowskiego znajduje się m n ó s t w o
muszelek (skorupek) po różnych słodkowodnych błot­
niarkach, zatoczkach, małżach i innych ś l i m a k o w a tych tworach. Dziewczynki przekłuwają
zebrane
i umyte skorupki szydłem i nawlekają na nitki, two­
rząc w ten sposób oryginalne naszyjniki, które rade

Pierwociny sztuki na piaskach i murawach: II. 2. —
na piaskach. II. 3. — ornamenty z piasku na mura­
wie. II. 4. — wzory wycinane na wysokiej
murawie.
108

�II. 5. a, b — ozdoby układane z patyczków
(„choinki",
„jeglijki"),
c, d — szczyty „choinki", „jeglijki",
naj­
częściej
stosowane przy budowlach.
Wzory z lat
1900—1910. II. 6. Naszyjniki z muszelek i grzybienia.
II. 7. Kurpiowskie naczynia gliniane. Wł. Muz. Nowo­
gród. Szafkę wyk. Konstanty Chojnowski,
JankowoMłodzianowo,
pow.
Łomża.
zawieszają na swoich szyjach. Robią to przeważnie
z muszelek drobnych, a niekiedy przeplatają je w i ę k ­
szymi dla urozmaicenia. Wisiorki („mentale") do tych
korali robią z większych skorup opróżnionych po m a ł ­
żach, błyszczących niekiedy od strony w e w n ę t r z n e j
perłową masą.
Przypomina to częściowo podobne
ozdoby, wyrabiane przez ludność nad brzegami mórz
(il. 6).
Z niektórych muszli chłopcy robią gwiazdki, bawią
się nimi w różne gry, płacąc przegrane również m u ­
szelkami. Z różnego kształtu i koloru muszelek star­
si majsterkowie składają i lepią różne ozdoby do
w a z o n ó w kwiatowych, podstawki do lamp oraz inną
galanterię o manierach bardziej współczesnych. Spo­
tykało się te wyroby przeważnie po miastach i osa­
dach nadrzecznych, dziś ludzie nie mają na nie ani
czasu, ani cierpliwości.
Z różnokolorowych małych otoczaków, zbieranych
w wodzie, przeważnie kwarcytów, starano się przy
pomocy cementu układać i prasować różnego rodzaju
ciekawą mozaikę, stosowaną np. w
zdobnictwie
wnętrz nowszych k o ś c i o ł ó w . Z łodygi rzecznego grzy­
bienia (z żółtym, pachnącym silnie kwiatem) za po­
mocą odpowiedniego nadłamania grubej łodygi, po­
siadającej mocny naskórek, przytrzymujący otrzyma­
ne z nadłamania tzw. „kolanka", dziewczęta robią
sobie na poczekaniu oryginalne zielone naszyjniki, ze
zwieszającym się na łodydze kwiatem pośrodku.
Trzymają się one na szyi bez żadnych nici czy innych
wiązadeł. Dziewczęta wracając od rzeki są w podobny
sposób gromadnie przystrojone.
1

Wyroby zdobnicze z bogactw puszczańskich.
O wy­
robach tych piszę w różnych odcinkach niniejszej
pracy. Do wielu pomysłów, związanych ze sztuką,
potrzebne jest najpierw drewno. Umieją je też wy­
szukiwać sobie do różnych potrzeb; sosna jest tu na
pierwszym miejscu, za nią brzoza, lipa, jałowiec i inne.
Najpierwszym materiałem zdobniczym są kwiaty: sa­
sanki, konwalie, niezapominajki, goździki, czeremcha.
Wianki z tych kwiatów, równianki, zaplatarski we
włosy są „przystrojem" młodych dziewcząt. Starsze —
dodają barwne kiście jagód jarzębiny, kaliny. „Kora­
le" i różne wisiorki robią dziewczęta z jagód jarzę­

biny, żołędzi itp. Wyroby z szyszek sosnowych (sta­
re to „kokoszki") i ś w i e r k o w y c h były znane po­
wszechnie. Zabawy dzieci w „kokoszki" ze starych
rozszczepionych szyszek, „łapanki" z nich w powietrzu
(kamyków tu w ogóle brak), „rzucanki" nimi do ce­
lu — wszystko to było znane. Dziecinne zabawki to
wisiorki na sznurkach, ozdoby choinkowe (farbowane
lub złocone). Z suchych szyszek, rozmaicie barwio­
nych, układano na okrągłych podstawkach z desek
i naklejano różne ornamenty. W środku zostawiano
miejsce (plac) na świecznik lub l a m p ę naftową i sta­
wiano je na stołach w leśniczówkach.
Do ciekawych w y r o b ó w tego rodzaju należą jelenie
(il. 33) i orły (godło państwowe), układane z łusek
szyszek świerkowych, naszywanych na grube płótno
czy tekturę. Zajmują się tym przeważnie dziewczęta.

�...
-

,
.

.

•
.

Wyroby te zawiesza się na ścianach obok wycinanek.
Tego rodzaju sztuka może się rozwijać tylko w pusz­
czy.
Z w y r o b ó w zdobniczych z rogów i kości pozostały
już tylko resztki w ostatnich dziesiątkach lat. Z róż­
nych znalezionych r o g ó w wyrabiano rękojeści do l a ­
sek, rogi do prochu, śrutu i kul (proehownice), rogi
do picia (il. 9), z w i ę k s z y c h zaś okazów trąbki pastu­
sze i rogi m y ś l i w s k i e do trąbienia. Z rozgałęzionych
r o g ó w jelenia robiono wieszadła do sprzętu ł o w i e c ­
kiego (w leśniczówkach) oraz świeczniki i oryginalne
żyrandole (w starych kościołach). Rogi do prochu, do
picia, a dawniej też różne obsady do nożów czy r ę k o ­
jeści były niekiedy bogato zdobione, rżniętym i cię­
tym ornamentem.
Do powyższych w y r o b ó w używano tylko wierzch­
niej twardej powłoki rogowej, którą po wygotowaniu
rogu we w r z ą t k u oddzielano od środkowego rdzenia
przez tłuczenie go drewnem.
Ozdoby rogowe — jak np. rękojeści do lasek —
b y ł y starannie gładzone i przytwierdzane do mocnych
dębczaków lub sękaczy jałowcowych.
Nadto z rogów i kości robiono guzy do ubrań,
różne ozdobne zapinki, tabakierki (il. 8), sprzączki
do p a s ó w ftp. Do w y r o b ó w powyższych grubsze kości
(np. wołowe) moczono przez dłuższy czas w wodzie
i bielono miesiącami na letnim słońcu. Z części rogo­
wych (odrostków) jelenia i piszczeli kościanych wy­
rabiano różne gwiazdki, wafoiki myśliwskie, piszczałki
pastusze itp. Wyrobami tyimi zajmowali się najczęściej
pastuszkowie na paśnikach lub myśliwi. Bądź oo bądź
wyroby powyższe — to pozostałości z życia paster­
skiego i łowieckiego, jakie na Kurpiach u nas przed
okresem rolniczym panowało.
Ceramika ozdobna w y s t ę p u j e na całym obszarze
Kurpiowszczyzny zarówno północnej (nad Narwią
środkową), jak i południowej (nad dolnym Bugiem),
oczywiście tam, gdzie znajduje się odpowiednia do
w y r o b ó w ceramicznych glina. Naczynia toczono na
znanych powszechnie krążkach garncarskich piono­
110

II. 8. Tabakierka z rogu, 1870 r., wym. 4 X 6 cm. Wł.
Muz. Łomża. II. 9. Róg do picia, 1913 r. II. 10, 11. Różne części okuć żelaznych z dawnych wasągów,
wyroby
z miejscowego żelaza. Dobry Las, pow. Kolno.

wych, jednoosiowych, z gliny czerwonej, żółtej lub
siwej (ta ostatnia przeważnie z domieszką części żelazistych). Naczynia po wysuszeniu wypalano drzewem
w piecach polowych, gdzieś w pobliżu lasu. Z na­
czyń wyrabiano przeważnie: miski, kubki, dzbanki
różnej wielkości, garnki do żywności branej w pole,
bańki do wody, oleju czy nafty, tłuczki do wyrobu
masła, podkurzacze dla pszczelarzy itp., wreszcie le­
piono i wypalano fajki, kielichy, zabawki (piłki, lal­
ki, fiukacze, zwierzęta i ptaki), a nawet „Pasyje" (wi­
zerunki Chrystusa z gliny) oraz wytłaczane w formie
płaskorzeźby obrazy z gliny (nip. M. B. Częstochow­
ska, św. Florian) i kropielniczki, zawieszane przy
drzwiach. Na garnkach, miskach, dzbankach, naczy­
niach do mleka i innych naczyniach były ozdoby
z kresek prostych'lub falistych, rysowane na wilgot­
nej glinie patyczkami.
Bogatsza i bardziej efektowna ornamentyka znaj­
duje się na naczyniach Kurpiowszczyzny południowej
(okolice Pułtuska, Wyszkowa, Broku). Bardzo ciekawe
i w a r t o ś c i o w e pod w z g l ę d e m zdobnictwa są też wy­
roby znad Narwi (okolice Ostrołęki, Łomży, M y s z y ń ­
ca, Kolna). Znamienne jest, że zdobnictwo w s p ó ł c z e s ­
ne na naczyniach z gliny jest niemal identyczne jak
zdobnictwo
garncarzy sprzed tysiąca i więcej lat,
o czym świadczą szczątki miejscowej ceramiki grodzislkowej wczesnohistorycznej i przedhistorycznej.
Publikowano je nieraz jako typowe zdobnictwo k u l ­
tury łużyckiej czy wczesnohistorycznej, np. w dzie­
łach prof. J . Kostrzewskiego.
Na naczyniach współczesnych z pocz. X X w. (il. 7)
przeważa polewa zielona, żółta, biała lub ciemnobrą­
zowa; w gruzach dawnych pieców garncarskich, prócz
powyższych, widzimy p o l e w ę w kwiaty, liście i orna­
menty czerwone lub niebieskie, dziś niespotykane.
Wypalane świątki z gliny miały również p o l e w ę
kolorową. Kafle ozdobne do pieców wypalano dawniej
w Myszyńcu.
Ze zwierząt lepionych z gliny i wypalanych naj­
w i ę k s z y m popytem cieszyły się jelenie (do 1939 r.
w Wyszkowie) i koguty („kury").

�Bursztyn w miejscowej sztuce ludowej nad Nar­
wią zajął niepoślednie miejsce. Kopalina ta powsta­
ła — jak wiadomo — z ż y w i c y olbrzymich l a s ó w
sosny bursztynowej (dziś nieistniejącej), rosnącej w
okresie wczesnym trzeciorzędowym, znajduje s i ę
w różnych miejscach Europy, a w większej ilości nad
B a ł t y k i e m &lt;w Samfoii pod Królewcem) i częściowo
nad Narwią. Po bursztyn (jantar) już przed Chrystu­
sem prowadziły szlaki z Grecji i Rzymu, a z czasem
i z Arabii, a pieniądze greckie i rzymskie z brązu
i srebra, znajdowane nad Narwią i w okolicach Ełku,
świadczyły, że i (tutaj [był prowadzony handel bur­
sztynem.
2

Bursztyn nadnarwiański kopano na niższych miej­
scach, niekiedy bagienno-torfiastych, znajdowano go
nad brzegami Narwi i d o p ł y w ó w , zbierano przy re­
gulacji d o p ł y w ó w , kapaniu studzien i r o w ó w . B u r ­
sztyn ten, w y s t ę p u j ą c y w różnych odmianach i ga­
tunkach, był twardy i nadawał się do obróbki. O sztu­
ce bursztyniarskiej nad Narwią czytamy w y r a ź n e już
wzmianki od X V I I I w.
Siady są jednak o wiele dawniejsze (o czym kiedy
indziej) .
Kopano w kilkudziesięciu miejscowościach, a w
niektórych wsiach (np. Wolkowe pod Myszyńcem) lud­
ność w latach 1860—1880 więcej zajmowała się poszu­
kiwaniem i kopaniem bursztynu aniżeli rolnictwem.
Z kopanego bursztynu toczono na miejscu „korale"
dla dziewcząt, robiono różne wisiorki z płaskorzeźbą
Chrystusa na krzyżu, serca itp. Nadto wyrabiano f a j ­
ki, cygarniczki, tabakierki, łyżki ozdobne, rączki do
lasek, guzy, spinki do kapeluszy kurpiowskich. Wszyst­
kie te wyroby należały do ludowej sztuki miejscowej,
3

11

10
wyrabiano je ręcznie lub na prymitywnych warszta­
tach i tokarkach, prostymi narzędziami. Korale (pa­
ciorki) bursztynowe były p r z e w a ż n i e płaskie, większe
na środku sznura, a mniejsze bliżej końców; b y ł y n a j ­
częściej toczone na gładko, a niekiedy rżnięte w kan­
ty („graniaste"). Zupełnie podobne znajdują się na
starych cmentarzach, gdzie chowano Kurpianki w
bursztynach (z X V I I — X I X w.).
Co do barwy, to na miejscu najwięcej były uży­
wane bursztyny czerwone i koloru „miodowego". K o ­
loru kości, białe, „kapuściaki" w stanie surowym szły
na eksport.
Warsztaty bursztyniarskie nad N a r w i ą znane były
w Ostrołęce, Myszyńcu, Nowogrodzie oraz w niektó­
rych miejscowościach pow. przasnyskiego, na uboczu
zaś rdzennej Kurpiowszczyzny — w Łomży.
Zdobnictwo w żelazie.
Wyroby żelazne były na
Kurpiach dość rozpowszechnione, czemu sprzyjało ż e ­
lazo miejscowe otrzymywane w piecach hutniczych,
tzw. kuźnicach, przy pomocy w ę g l a drzewnego z l i monitu lub rudy darniowej, której nie b r a k o w a ł o na
tutejszych zakwaszonych łąkach i bagnach. Na do­
bywanie i wytapianie rudy nadawano specjalne przy­
wileje królewskie, co do których akta z X V I — X V I I w.
przechowały się w odpisach i dawnych drukach.

b
111

�II. 12. Wycinanka
kurpiowska,
1930 r., wys. 21 cm. Story My­
szyniec, pow. Ostrołęka.
Wł.
A. Chętnik.
II. 13. Wycinankarka z Kadzidła,
Rozalia Po­
lak w latach młodości. U. 14.
Szlaczek — wycinanka,
wym.
5 X 13,5 cm. Wyk. 1948 r. Ro­
zalia Polak, Kadzidło,
pow.
Ostrołęka.
Wł. A.
Chętnik.
Ił. 15. Dzbanki na jagody ple­
cione z preparowanych
korzerzeni sosnowych. Tatary, pow.
Ostrołęka:
a, b — wyk. 1932 r.,
Kaczyński
(ojciec), c — wyk.
1924 r., Sobiech (dziadek). II.
16. Pas pleciony z jednego ka­
wałka rzemienia. II. 17. Krze­
sło kurpiowskie, wyplatane z
powróseł,
z lat 1870—1900. II.
18. Półćwiartek
pleciony z ko­
rzeni
sosnowych.
Wyk.
po
1947 r. Aleksander
Kaczyński,
Tatary. Wl. Muz. Łomża.

ii

�Mając swoje żelazo, Kurpie zajęli się kowalstwem.
Lubili to rzemiosło i doprowadzili je w wielu w y ­
padkach do w y ż y n sztuki miejscowej {ii. 10, 11).
Kuźnic było dziesiątki w tych stronach, a z żelaza
kowale wyrabiali narzędzia domowe, rolnicze, rybac­
kie, gwoździe, rusznice i pistolety, zamki wszelkiego
rodzaju (skoble, zasuwy, kłódki, zatrzaski), okucia sań,
w o z ó w i bryczek (kolas, wasągów). Specjalną różno­
rodnością rysunku i zdobnictwa odznaczały się tzw.
koruny — zakończenia żelazne figur drewnianych,
kościółków i kapliczek z motywami roślinnymi i in­
nymi, będące dawniej ozdobą wiosek. Było ich setki
w tych stronach, a k a ż d y inny, choć niektóre motywy
powtarzają się stale. W czasie wojen wiele ich prze­
padło. Artystyczne ich wykonanie polegało przede
wszystkim na zastosowaniu żelaza kutego w moty­
wach roślinnych lub zwierzęcych (np. koguty) lub
w takich jak słońce i księżyc. Ozdobnie wykonane
były również okucia bryczek (kolas) oraz niektóre
zamki. Do nadzwyczajnych w y r o b ó w tutejszych ko­
wali zaliczyć można było piszczałki i flety do grania
(z rur żelaznych lub mosiężnych), olbrzymie zegary
kute na wieże niektórych
dawniejszych kościołów
(np. w Myszyńcu, Ostrołęce).
Sztuka kurpiowska w żelazie rozwijała się znako­
micie w X V I I I i pocz. X I X w., zaczęła zamierać ok.
1860 r., gdy zamykano kuźnice wskutek zarzucenia
terenu żelazem fabrycznym z sąsiednich P r u s .
4

Wycinanki. Do najpierwszych można by zaliczyć
wycinanki robione nożem, nadłamaną łyżką lub ostrą
skorupą m a ł ż ó w wprost na murawie lub paśniku
przez pasących dobytek chłopców i dziewczęta. Mając
dużo wolnego czasu, wycinali oni na wystrzyżonej
przez dobytek murawie rozmaite wzory w formie
szlaków, koronek, gwiazd itp. (il. 4). Co do techniki,
nie mają one nic wspólnego np. z wycinankami papie­
rowymi, niemniej przez same dzieci nazywane są czę­
sto „wycinankami" lub „wcinankami", bo wcinają
się nożem w głąb murawy, -pod ostrym kątem.
Takie same lub mniej w i ę c e j podobne wzory po­
wtarzają się w drewnie, wycinane przez cieślów na
belkach szczytowych chałup, odrzwiach, belkach pod

18

�pułapami (tramach, stomach ibp.), wycięte tam topo­
rem lub dłutem ciesielskim i(il. 5). Na dawnych wy­
robach rogowych, na grubej skórze p a s ó w i torb
myśliwskich, na korze drzew i laskach pasterskich
powtarzają się podobne ornamenty zdobnicze. Ostat­
nie wycinanki z kolorowego papieru
(poprzedzone
wycinankami z kolorowego 'płótna do p o ł o w y X I X w.)
przewyższyły w wykonaniu i pomysłach wszystkie po­
przednie, robione na murawie, korze drzew, drewnie,
skórze i płótnie. Można powiedzieć, że zawierają one
wzory, ornamenty i p o m y s ł y skondensowane tu ze
wszystkich rodzajów stosowanej sztuki ludowej miej­
scowej. Wystrzygane są zwykle przez dziewczęta (cza­
sami i przez chłopców) nożyczkami od strzyżenia
owiec, przy odpowiednim składaniu papieru dwu- lub
kilkakrotnym, od razu bez rysunku. Do ważniejszych
należą „leluje" {palemki, gałązki, kwiaty) oraz kółecz­
ka i gwiazdy, ślicznie nieraz stylizowane, w kolor
jeden lub parę nakładanych (il. 12, 14). Sposób wy­
cinania motywu zdobniczego też ma swoje nazwy,
a w i ę c wycinanki są cięte w „szczyty", „kulasy",
„drabki", „ząbki", „liście", „kwiaty", „kłosy", „ko­
pytka" itd.
Sztuka wycinankowa na Kurpiach jest w pełni
rozwoju i, jak m ó w i ą znawcy, 'bardzo nadaje się do
przenoszenia jej na drewno czy metal lub też tkaniny.
Kurp czerpie przede wszystkim wzory z otaczającej
przyrody. Choinki, gałązki, kwiaty, ptaki itp. są tu
w dalszym ciągu bezwiednym natchnieniem do dal­
szych p o m y s ł ó w w tej dziedzinie sztuki. Falsyfikaty,
naśladownictwa i w p ł y w y obce m o ż n a odróżnić.
Plecionkarstwo
różnych t y p ó w rozwijało się tu
od dawna, czemu sprzyjała obfitość wszelkiego mate­
riału przydatnego do tego rodzaju przemysłu i sztuki
miejscowej. Materiałem tym b y ł y : korzenie sosnowe
długie, niełamliwe i mocne, wszelkiego rodzaju w i k l i ­
na („mlekicina", „rokiecina", „szeluga" itp.), jałowiec,
łyko drzewne, sitowie („sitkorz"), słoma. Z korzeni
sosnowych długich często na kilka i więcej m e t r ó w
(łupanych, dartych wzdłuż na pół) wyplatano wszel­
kiego rodzaju kosze, koszyki, koszałki, miary i miarki
(il. 15, 18), opałki do karmienia koni, czasem obuwie
i kapelusze. Dawnymi laty (do ipocz. X I X w.) z korzeni
wyplatano miski do ciał sypkich i płynnych oraz m i ­
sternie plecione dzbanki, naczynia do ziarna, jagód,
wody czy piwa. Jeden ze starszych koszykarzy uplótł
sobie za życia t r u m n ę (z korzeni), którą trzymał na
poddaszu swej chałupy do samej śmierci. Ostatnio
oplatano korzeniami butelki i bańki, ochraniając je
w ten sposób od stłuczenia, górne części lasek podróż­
nych itp.
Prawdziwie artystyczne i trudne do wykonania by­
ły dzbanki, różne w formie, plecione zręcznie i bardzo
szczelnie; odpowiednio preparowane od w e w n ą t r z nie
przepuszczały wcale płynów, do których b y ł y dawniej
używane, a nie tłukły się nigdy, służyły przez kilka
pokoleń. Dzbanki takie trudno wykonać, a przeciętny
koszykarz wikliniarski takiej pracy wcale się nie po­
dejmie. Dziś tylko nieliczni m o g ą taki dzbanek upleść.
Z wikliny odpowiednio preparowanej pleciono
również kosze i koszałki, wyplatane bryczki (kolasy),
„baduły" i „wiersze" na ryby, robiono opałki, ale do

w y r o b ó w artystycznych n a d a w a ł y się przede wszyst­
kim korzenie. Z łyka lipowego (wiązowego, wierzbo­
wego) pleciono dawniej zgrabne i lekkie obuwie, „chodacki" na nogi, oplatane naczynia i biczyska batogów.
Biczyska z wikliny lub przeciętych wzdłuż p r ę t ó w
dębowych pleciono nie tylko na okrągło, ale bardzo
misternie na cztery kanty, co już uważano za pew­
nego rodzaju sztukę. Pałąki i żebra do koszów, moc­
niejsze części do kolas robiono z prętów jałowcowych,
młodej dębiny itp.
Z sitowia pleciono koszyki i maty, ale dział ten
nie rozwinął się do granic sztuki. Ze słomy, wiążąc
ją na okrętkę wikliną lub korzeniami, wykonywano
(wiązano) słomianki, małe i duże naczynia (w formie
beczek) do zboża. Natomiast wyplatanie słomą owsia­
ną stołków i krzeseł było już pewnego rodzaju sztuką*,
którą m a ł o kto potrafił. S ł o m ę trzeba było specjalnie
spreparować we wrzątku. Sprzęty takie wykonywano
dawniej w okolicach Myszyńca (il. 18), a dziś koło
Kadzidła. Wyplatano podobne stołki z korzeni r ó w ­
nież w okolicach Pułtuska.
Ze słomy pleciono jeszcze kapelusze letnie na swój
osobisty użytek, obuwie na mrozy, maty dla pszczół
na zimę, zasłony na okna itd.
Sztuka plecionkarska na Kurpiach po wojnach nie
podnosi się, raczej upada.
Sztuka w budownictwie
drzewnym.
Mieszkając
w lasach ludność puszczańska, czy to nad środkową
Narwią (w Puszczy Zielonej), czy też nad dolnym
Bugiem (w Puszczy Białej) miała możność rozwinąć
u siebie budownictwo drzewne. W obu puszczach na
rozwój budownictwa w p ł y w a ł y jednakowe czynniki:

11. 19, 20. Ozdoby snycerskie

domu.

�II. 21. Dawna drewniana

chata kurpiowska

materiał i człowiek-rękodzielnik, toteż budownictwo
na c a ł y m omawianym obszarze jest niemal jednako­
we. Materiałem budowlanym od w i e k ó w było tu drze­
wo i to w y ł ą c z n i e sosna. Z niej budowano chaty (cha­
łupy) i zagrody. Ś w i e r k o w i n y na ściany nie używa
się tu w ogóle. Do budowli używano do niedawna
tylko sośniny ciosanej z obu boków, dziś s i ę sztuki
przepoławia piłą. Zasadniczą cechą chałupy kurpiow­
skiej jest budowanie jej stroną szczytową do ulicy;
przed domem — pas ziemi na ogródek, za domem —
sadek w i ś n i o w y lub jakaś drzewina z pasieką, drzwi
w ścianie podłużnej od podwórza, niekiedy dobudowywano stajnię przy ścianie szczytowej (dla bezpie­
czeństwa przed wilkami i złodziejami), naprzeciw
w ł a s n a studnia, dalej obora i stodoła, wszystko razem
ogrodzone w p e w n ą harmonijną całość. Zadrzewienie
liściaste lub iglaste. Swego czasu J . Karłowicz zaliczał
chatę kurpiowską
do typowego budownictwa pol­
skiego.
5

W starych chatach kurpiowskich, a często i w now­
szych, sztuka budownicza i zdobnictwo drzewne rzuca
się nam wyraźnie w oczy. Budowa w węgieł, szczyt
prostokątny, wymiar w płaszczyźnie zawsze prawie
równej 5 X 4 lub 6 X 4 (dawniej w sążniach polskich).
Dach kryty gontem, częściej słomą, przytrzymany
„koźlinami" z drążków. Najważniejszy jednak jest tu
licowy szczyt chałupy: u góry widzimy charakterystyezne zakończenie szczytu w postaci rogów, łbów
ptasich, końskich, siekier itp. Wyrzynanki te, charak­

z ozdobnym szczytem, 1840 r.

Kadzidło.

terystyczne dla tutejszego budownictwa, są zakończe­
niami bocznych łat — wiatrówek, chroniących strze­
chę. Noszą one różne nazwy, jak np. „śparogi", „rogi",
„rogale", „narożniki". Ściana szczytowa ma zwykle
dwa okna (w starych domach jedno mniejsze od a l ­
kierza), nad oknami różne ozdobne wyrzynanki z de­
sek („korony") z motywami roślinnymi, ptakami itp.
Najpiękniej zwykle przedstawia się sam szczyt: belka
szczytowa oraz tzw. szczytówka (do której przybija
się deski szczytowe) są zwykle nacinane i drążone
ozdobnie w odpowiedni ornament, często w tzw.
schodki. Dawniej w i d a ć to b y ł o w każdej chałupie.
Szczyt ubijany z deseczek „do kantu", w przyjęte tu
od dawien dawna zasadnicze typy ornamentów, mia­
nowicie podług starych nazw w „choinki" (sosenki),
w „jeglijki" (rzadziej) oraz przy połączeniu obu w tzw.
ornament „łamany" i wreszcie „ze słonkiem". Takie
przede wszystkim szczyty spotykamy na obu obsza­
rach Kurpiowszczyzny, niekiedy z niewielkimi zmia­
nami lub odchyleniami (il. 19, 20). Zasięg chat tego
typu jest dość rozległy, o b e j m u j ą c y całe dorzecze
Narwi środkowej (największe nasilenie), dolny Bug
i Mazowsze pruskie (zaludnione dawniej przez K u r ­
piów i w ogóle — Mazurów nadnarwiańskich), w k r a ­
cza też nad górną Narew i na Suwalszczyznę, Podla­
sie i Mazowsze warszawskie sięgając aż po Opoczyń­
skie, dość daleko wrzyna się ten typ chaty między
chałupy o dachach czterospadowych, naczółkowych
itp., co widać jeszcze w powiecie warszawskim i gar-

115

�II. 22. Kościół drewniany, 1. pol. XIX w. Łyse, pow.
Kolno. II. 23. Brama cmentarna.
Baranowo,
pow.
Przasnysz. II. 24. Dawna brama drewniana (obec­
nie nie istniejąca).
Zalas, pow. Kolno .11. 25. Kościół
drewniany. Lemian, gm. Turośl, pow. Kolno.

te resztki jakby kurpiowskich chałup do budownictwa
typu s ł o w i a ń s k i e g o .
Sztuka budownicza kurpiowska pomału zanika lub
się wypacza, ale ma jeszcze dość siły, by w y w i e r a ć
duży w p ł y w na dalsze, północne Mazowsze.
W sztuce budownictwa kurpiowskiego osobne
miejsce zajmują bramy wejściowe, budowane z drze­
wa przy dawnych leśniczówkach, kościołach, cmenta­
rzach i innych miejscach zasługujących na w y r ó ż n i e ­
nie. Na rysunkach widzimy dwie: a) brama w e j ś c i o w a
przy kościele w Zalasie (pow. ostrołęcki), ozdobiona
siedzącymi na słupach gołąbkami, a na wierzchu ko­
gutem („kurem") (il. 24), b) brama kryta gontem,
z drzwiami wejściowymi w łamany ornament, znaj­
dująca się przy cmentarzu w Baranowie (pow. przas­
nyski) (il. 23); obie wykonane przez wiejskich cieślów
miejscowych.
6

Można jeszcze wspomnieć o studniach dawnych,
u których górna c z ę ś ć żurawia była często ciosana
i rzezana ozdobnie.
Wnętrze chaty kurpiowskiej (sień, komora, izba
gościnna z sieni na lewo, alkierz) przedstawiała daw­
niej piękną, harmonijną całość. Drzwi prowadzące do
sieni są .zwykle wykonane ozdobnie, w ornamenty,
gwiazdy czy kółka rzeźbione, słońce wschodzące itp.
Podobnie nieraz drzwi wiodą z sieni do gościnnej izby.
Izba ta, dość obszerna, u góry pod belkami miała
wielką mocną belkę, tzw. tran lub tram, ozdobio­
ną na środku ornamentami wycinanymi w drzewie,
niekiedy z datą postawienia budynku. Naprzeciw,
w lewym kącie — stół z ołtarzykiem (najczęściej Pan
Jezus Frasobliwy), obok — palmy z k w i a t ó w sztucz­
nych, pod pułapem cała galeria obrazów świętych,
ozdobionych wycinankami z bibułki, firaneczkami,

wolińskim oraz w stronach Mazowsza płockiego. Naj­
częściej ozdobna jest górna część szczytu domu, dol­
na zaś ubita jest pionowo (niekiedy cały szczyt ubity
jest w ornament „łamany"). Ciekawe, że — jak w i ­
dzimy z niektórych dzieł niemieckich — resztki bu­
downictwa typu, powiedzmy, kurpiowsko-mazurskiego
spotykamy na Pomorzu od Gdańska po Kołobrzeg
i Szczecin, wśród niedobitków słowiańskich, otoczo­
nych morzem niemieckim. Niemieccy uczeni zaliczali
116

�490«'.*'

niżej, po obu stronach — wycinanki kolorowe z papie­
ru, na stole przykrytym obruskiem lnianym — chleb
i nóż. W tym kącie, pod pułapem, wisi zwykle pająk
z kolorowego papieru albo „kierec" z ciętych sło­
mek i bibułek na nitkach (nieraz z fasoli lub nawet
z bursztynu). Pod ścianami — ławy, z prawej strony
w kącie — łóżko rozsuwane, niekiedy w kwiaty ma­
lowane, a obok — skrzynia na kółkach, również ma­
lowana ozdobnie w kwiaty i ornamenty. W oknach —
zwykle firanki misternie cięte z bibułki, przy drzwiach
szafka do misek i talerzy ozdobnie wykonana (il. 7),
również często ozdobne, różnego rodzaju stołki i zyd­
le. Nade drzwiami, na ścianie — od środka wycinano
z papieru „kury", a z prawej strony — piec bielony,
farbką niebieską w górnej części w różne upiększe­
nia podmalowany, a pod nim ł a w y na zimowe wie­
czory, gdzie starsi opowiadają różne historie z daw­
nych czasów lub bajki dla dzieci: miały w i ę c i zna­
czenie społeczne.
Inne „izbedki" są już bez ozdób, chyba tylko jakiś
zydel czy krosna w nich pomieszczone. Bo były
i krosna ozdobne snycerką.
Sztukę budowlaną widzimy w starych kościołach
i kapliczkach drewnianych, budowanych przez miej­
scowych cieśli (il. 22, 25); wnętrzom tych kościołów
dawano ozdoby stolarskie i malarskie. Ciekawe i ory­
ginalnie wykonane były obrazy do noszenia w procesji
(feretrony) w ozdobnych, rzeźbionych na miejscu r a ­
mach, których resztki widzimy do dziś w starych
kościołach. B y ł y kościoły z żyrandolami i innymi
ozdobami z bursztynu miejscowego. Dawnych kościo­
łów z drzewa dochowało się na Kurpiach kilka (Dą­
brówka, Łyse, Brodowe Łąki, Turośl i in.).
Wyrzynanki i wycinanki z drzewa są jakby dal­
szym ciągiem zdobnictwa ludowego w sztuce budow­
lanej na Kurpiach. Wyrzynanki z cieńszych desek ro­
bili piłkami cieśle i stolarze przy chałupach, bramach,
parkanach, kapliczkach i krzyżach przydrożnych. Wy­
rzynanki robiono w deskach pod szczytami (obecnie
zamiast wycinanek w drzewie); wyrzynano też wia­
trówki przy strzechach, pod oknami, u ganeczków
w nowszych chatach. Ozdabiano wyrzynankami i wy­
cinankami drzwi w e j ś c i o w e do chałup, śpichlerków,
kościołów
drewnianych; ozdabiano nimi solniczki,
maglownice, kadłubki drewniane itp. Jako narzędzia
do tych prac służyły: piłka wąska (z pałączkiem),
dłuto szerokie, młotek drewniany, nóż ostry i mocny.
Solniczki z jednego kawałka drewna (np. olszowego)
ozdabiano niekiedy bardzo starannie wycinankami w
formie różnych, dość skromnych ornamentów; podob­
nie stołki i skrzynie. Wielka jest ilość odmian wyrzynanek przy budynkach mieszkalnych. Każdy maj­
ster starał się, by zdobnictwo chałup nie było zbyt
monotonne, również konkurencja między majstrami
odgrywała tu p e w n ą rolę.
7

Sztuka ciesielska w bartnictwie.
Obok innych za­
jęć, związanych ściśle z terenem, na Kurpiach (w
Puszczy zarówno Zielonej, jak i Białej) rozwinęło się
znakomicie bartnictwo, czyli pszczelarstwo. Pszczoły
hodowano tu od w i e k ó w na wysokich sosnach, tzw.
barciach, w których na kilkumetrowej wysokości dłu-

bano („dziano") odpowiednie otwory („dzianki"), gdzie
obsadzano roje pszczół. Ciekawa to była, niepodobna
do dzisiejszej gospodarka. Przede wszystkim bartnik
musiał umieć dostać się do pszczół, co robił przy
pomocy specjalnej liny bartnej z deseczką („leziwem") do siedzenia, a wdrapanie się do „dziaraka"
wymagało dużo siły i zręczności. Przeciętny bartnik
posiadał cały „bór", czyli 60 barci z pszczołami, inni
mieli „półborki", a inni i po parę „borów". Dla od­
różnienia barcie poszczególnych właścicieli miały wy­
cięte w korze i drzewie na pewnej wysokości odpo­
wiednie znaki (znamiona, klejma, godła), odróżniające
barcie i bory poszczególnych bartników. Takie godła
miały różne nazwy
(„strzałki",
„oście", „grabki",
„ostrewki" itp.), a wycięcie ich w drzewie na pewnej
wysokości było swego rodzaju sztuką, którą nie każdy
umiał i potrafił wykonać. Trzeba było wleźć na barć
przy pomocy wspomnianej liny i tam odpowiednimi
narzędziami ciesielsko-bartniczymi wyrąbać i w y c i ą ć
znaki bartne ustalone przez bartniczą starszyznę w
puszczy (Kurpie-bartnicy mieli swoje „prawa bartne",
sądy, starostę bartnego, pisarza, ł a w n i k ó w itp.). Z n a ­
ków takich było setki nad Narwią i Bugiem. Sztuką
wycinania na drzewach znamion bartniczych zajmo­
wali się niektórzy uzdolnieni artystycznie
Kurpie„bartodzieje". Prócz znamion na barciach, znane było
również zdobnictwo sprzętu pszczelarskiego i rzeza­
no specjalne kadłubki (wierzbowe, lipowe) do miodu
oraz skrzynie do
przechowywania akt
bartnych.
Okazy takie były do 1914 r. w Muzeum Kurpiow-

117

�skim w Nowogrodzie oraz w Muzeum Etnograficz­
nym w Warszawie (kadłubki-„rąezki", „pudlaki" itp.).
Bartnictwo puszczańskie w p o w y ż s z e j formie prze­
trwało na Kurpiach do lat 1836—40, kiedy to ó w c z e s n e
władze l e ś n e kazały bartnikom uprzątać barcie
z puszczy. Wraz ze starym bartnictwem upadła i oma­
wiana gałąź sztuki bartniczej. Podobne bartnictwo,
choć nieco odmienne, istniało w puszczach: Piskiej
i Tucholskiej, w Puszczy Białowieskiej. Najdłużej
przetrwało na Polesiu. Znane też było w innych l e ś ­
nych odcinkach Europy.
Snycerstwo,
czyli rzeźba w drzewie była i jest tu
dość bogata, a ludzie zdolni, rzeźbiarze ludowi znaj­
dują s i ę w różnych wioskach. Snycerz (tak się tu
niekiedy nazywają rzeźbiarze) wiejski rzeźbił jedynie
ostrym nożem, żadnych innych narzędzi (prócz jeszcze
toporka) nie uznawał, choćby je otrzymał — nie
umiał i nie chciał nimi pracować. Rzeźbił zwykle
na pamięć, wprost na oko, zaczynając z grubsza to­
porkiem. Jako materiału używano najchętniej lipy,
czasami wierzby, brzozy, a nawet twardej gruszy lub
dębu. Snycerze rzeźbili z drzewa raczej figurki do­
tyczące kultu religijnego a w i ę c „Pasyje" (w których
krzyż malowany był niekiedy kolorową farbą w
kwiatki i szlaczki), świątki (m. in. Chrystus Frasobli­
wy, Pieta, Święci Patronowie miejscowi, specjalnie
popularni na danym terenie — 11. 26, 27, 28). W k o ś ­
ciele myszynieckim w okresie Bożego Narodzenia po­
kazywano „jasełkę",w których figurki pasterzy w y s t ę ­
p o w a ł y w ubiorach kurpiowskich.
Rzeźbili też snycerze kurpiowscy laski z jałowca
z g ł o w a m i ptaków, w ę ż ó w , koników itp. (il. 30, 31).
Wyrabiali całe ołtarzyki na stoły i do kapliczek czy
kościołów, rzeźbione ramy, feretrony, skrzynki, opar­
cia do zydlów, rączki do skrzypiec i basetli, czółenka
ozdobne do krosien, kijanki (il. 29) dla narzeczonych
na upominki itp. Niektóre miały osobliwy w y g l ą d
i m ó w i ł y o wielkich zdolnościach domorosłego snycerza-samouka. Kolby („karpy") do broni palnej ozdo-

26

bione b y ł y dość często rzeźbą w kształcie ornamen­
tów, ł b ó w dzikich zwierząt, k w i a t ó w itp. Przedmioty
te przepadły w czasie wojny.
Sztuka rzeźbiarska na Kurpiach ż y j e do dziś.
Zabawkarstwo
(i inne wyroby ozdobne na K u r ­
piach) nie rozwinęło się szerzej, istniało tylko na uży­
tek miejscowy. Gier i zabaw miejscowych było r ó w ­
nież sporo, a niektóre z przyrządami. Różne .zabawy
w „kozła", „kręgi", „podrzutkę", „derkacza" nie obesz­
ł y się bez pomocy odpowiednich dodatków, robionych
z drzewa. Z drzewa też, odpowiednio dobranego, w y ­
rabiano dla dzieci stołeczki, koniki na biegunach
(il. 32), wózki, zwierzęta na kijach, smoki, wiszące
„bąki", ptaszki (il. 32). Strugano i rozmaicie wycinano
z miękkiego drzewa „bierki". Służyły one do gry (za­
miast kart), było ich sztuk kilkadziesiąt o różnych
nazwach, których już nie pamiętam. Bierki służyły
jednak nie tylko do zabawy, za ich p o m o c ą oznaczano
przędzę o d d a w a n ą do farbowania przez specjalistówfarbiarzy („farbarzy"). P o ł o w ę rozłupanej
ręcznie
bierki wiązano u przędzy, drugą połowę zabierał
właściciel. Gdy odbierał ufarfoowaną przędzę, spraw­
dzano czy obie połówki bierek pasują do siebie i tak
ustalano który towar do kogo należy. Zwyczaj ten
zachował się tak długo, jak istniało ręczne tkactwo.
Sporządzali też zabawki dla dzieci drwale, rozłu­
pując na drobne szczypki smolne drzewo.
Długie
szczypki przeplatano m i ę d z y sobą w różne ornamenty
(„kulasy", „gzygzaki", „wiatraczki" itp.). Kilkuletnie
dzieci lubiły te zabawki.
Z gliny (gdzie była) lepiono różne lalki i zwierzęta
miejscowe (dzikie czy domowe), podobnie lalki z drze­
wa i szmat; były zabawki z szyszek, rogów, burszty­
nu. Zabawki pieczone z ciasta (lalki, zwierzęta) zwyk­
le nie trwają długo, gdyż zaraz po nabyciu ich na
jarmarkach i odpustach są przez dzieci zjadane. Z a ­
bawkarstwo jarmarczne prawie że w y r u g o w a ł o w tej
dziedzinie p o m y s ł y miejscowe. Z innych w y r o b ó w
ozdobnych znane były fajki z czeczotki brzozowej
okuwane mosiądzem oraz tabakierki, p u d e ł k a do ta­
baki i tytoniu z mosiężnymi kutymi zawiaskami, ha­
czykami czy zamkami.
Malarstwo
ludowe na Kurpiach znane było od
dawna, malowano na murze, glinie, drzewie, blasze,
szkle, płótnie, papierze. Malowali zwykle domorośli
malarze, używając farb olejnych, wodnych, klejowych,
białkowych. Olej (pokost) gotowali sami, farby roz­
cierali na płaskich, gładkich kamieniach lub blasze.
Byli w ę d r o w n i malarze, którzy chodząc po parafiach
malowali na blasze lub papierze obrazy ś w i ę t y c h , naj­
częściej Matki Boskiej, Pana Jezusa i patronów danej
parafii. Obrazy były dość prymitywne w wykonaniu,
barwne, z kwiatami dokoła lub w górnej części obok
głowy. B y ł y i obrazy na płótnie, bez nazwisk i dat.
Farby do papierów ucierane były podobno z białkiem
jajkowym, po stu latach zachowały świeżość barwy.
Na piecach malowano dawniej ozdoby z kresek, kółek,
kropek, przecinków i spirali, przeważnie farbą wodną
na białym tle (niebieską lub czerwoną), podobnie na
bielonych ścianach zamiast lub obok
wycinanek.
Obrazy olejne na blasze ustawiano w przydrożnych

�II. 26. Pieta z
kapliczki,
polichr., wys. 85 cm. Dłużewo, pow. Kolno. II. 27.
Chrystus
Frasobliwy,
po­
lichr., wys. 38 cm.
Wyk.
Konstanty
Chojnowski,
Jonkowo
Młodzianowo,
pow. Łomża. II. 28. Ukrzy­
żowany,
ok. 1900 r., wys.
21 cm.
Kadzidło,
pow.
Ostrołęka.
Wł. Muz. Łom­
ża.

27
kapliczkach, na sosnach itp. Na drewnie malowano
farbą olejną, z podkładem klejowym lub naklejonym
płótnem lnianym (ściany w kościołach drewnianych).
Na ścianach dawnych leśniczówek malowano ongiś
strzelców (myśliwych), sceny z polowań na jelenie,
dziki itp. Podobne sceny malowane zobaczyć można
na zewnętrznych ścianach domów, na okiennicach, na
skrzyniach wiejskich s a ń . Skrzyń u wozów, malowa­
nych w barwne kwiaty (jak to widziałem np. w B u ł ­
garii) w stronach tych nie ma. Na okiennicach malo­
wano często bukiety i wazony k w i a t ó w (róże, chabry,
nagietki itp.).
8

Obrazów na szkle dochowało się nawet do okresu
przed I wojną niewiele, ale były jednak tu i ówdzie
w kapliczkach oraz kilka sztuk w miejscowych mu­
zeach. Najczęściej były to obrazy z Matką Boską
Częstochowską na tle klasztoru, św. Agaty, Barbary
(tutaj patronki s p ł a w n i k ó w na rzekach), św. Mikołaja
(patrona od wilków), Rocha, Floriana. Malowane b y ł y
w latach ok. 1800—1850, dobrze zachowane jeszcze
ok. 1920 r. Z czasem i obrazów, i w y k o n a w c ó w tej
sztuki już więcej nie stało. Malowanie na glinie łączo­
no z wypalaniem naczyń i inych wyrobów. Przewa­
żały tu kwiaty, ptaki itp.
Tkactwo i strój kurpiowski.
Tkactwo rozwijało się
dzięki temu, iż gospodarze uprawiali len w każdym
niemal gospodarstwie i hodowali dużo owiec, wypasa­
jących się znakomicie na suchych, leśnych pastwi­
skach. P o n i e w a ż ludność ubierała się jedynie w sa­
modziały, w i ę c warsztat tkaoki był niemal w każdej
chacie, a każda gospodyni umiała tkać potrzebną ilość
materiału. Prócz z w y k ł y c h płócien i sukna zaczęto
tkać artystycznie wykonane, barwne okrycia na łóżka
(pościele, buronki), początkowo z barwnej przędzy

28

lnianej, czasem z w e ł n y grube dywany i kilimy, pa­
siaste lub tkane w „kostkę" czy „kratkę" z frędzlami.
Najdłużej trzymały się w wyrobach kolory: zielony,
czerwony, ceglasty, żółty (pomarańczowy), niebieski
i niekiedy trochę czarnego. B a r w n i k ó w używano roś­
linnych. W podobnych kolorach tkano pasiaste „kitle"
kobiece
(spódnice o pionowym układzie barwnych
wzorów). Najstarsze znane „kilimy"-pasiaki kurpiow­
skie, które się dochowały, pochodzą z lat 1800—1860.
Już w latach 1880—90 Kurpianki brały nagrody w du­
żych miastach za swoje artystyczne wyroby tkackie,
a za swoje kolorowe płócienka i dywany zaliczane
były do Zdolniejszych tkaczek w Polsce. Różnych od­
mian tych ślicznych przeważnie tkanin liczono na
setki. Przed w o j n ą tkaniny z warsztatów tkackich
w Myszyńcu (Ostrołęckie) i Lipnikach (Kolneńskie)
szły do Ameryki. Ostatnio, na życzenie miast, zaczęto
tkać na Kurpiach chodniki, firanki, portiery itp.
Sztuka ludowa dawna zaczęła zatracać swój cha­
rakter, a po obu wojnach zmalała niepomiernie. Brak
odpowiedniej przędzy i b a r w n i k ó w w p ł y n ą ł na zaha­
mowanie twórczości tkackiej, a tańsze wyroby fa­
bryczne rugują również wyroby miejscowe. Tkactwem
zarobkowym opiekują się pomyślnie
spółdzielnie
C P L i A , starając się podtrzymać i inny przemysł
artystyczny ludowy. Warsztaty i składnice tych wy­
robów są w Kadzidle, Myszyńcu, Łysych i in.
Wiązano również dawniej na klockach barwne
męskie pasy, wyrabiane z samodziałowej przędzy. P a ­
sy takie noszono do sukman, które były używane
obok sprowadzanych gdańskich. Wiązano je przepasu­
jąc kilkakrotnie, z boku zwisały końce z kolorowymi
frędzlami. Niewiele różniły się od takich pasów szale
męskie, również dość długie, parokrotnie owijane wo­
kół szyi. Podobne paski kolorowe do fartuchów ko­
li

0

�biecych „burych" (na plecy), spodni i zapasek wyra­
biały miejscowe kobiety jeszcze przed paru dziesiąt­
kami lat, były one szerokie na kilka centymetrów
(3 — 4 cm). Dziś widzieć je można tylko przy starych
fartuchach.
„Czółka" na głowę, wyrabiane obecnie przeważnie
z tektury obciągniętej aksamitem, dawniej sporządza­
no z „łubów" zdartych z drzew (świerków). Gdy się
z wierzchu oczyściło korę, można w niej było rzeźbić
wzory. Wyrabiali te łuby pastuszkowie i oni też wy­
cinali na nich wzory.
Niekiedy przystrajano czółka wycinankami z płót­
na zwyczajnego lub barwnego (w formie gwiazdek,
czy figur kolistych przypominających jakby schema­
tycznie narysowany na płasko kwiat stokrotki itd.).
Wycinankami takimi strojono niekiedy i pasy, ale
częściej używano do tego celu wycinanek ze skóry.
Tkactwo kurpiowskie nad Narwią czy nad Bugiem
rozwijało się znakomicie do I Wojny Ś w i a t o w e j . „Dy­
wany" — wełniaki spod Myszyńca czy Wyszkowa bu­
dziły zachwyt i stanowiły cenny dorobek wsi w tych
stronach. Płócienka kolorowe ze stron ostrołęckich czy
pułtuskich nie miały równych sobie w Polsce, a strój
ludowy kobiet w tych stronach należał do najbarw­
niejszych. Jeżeli był wykonany umiejętnie i starannie,
to był prawdziwą sztuką, że trudno było od niego
oczy oderwać. Obecnie magazynowany jest w muze­
ach, częściowo tylko
opracowany w odpowiednich
monografiach.
3

Hafty i koronki. Jeszcze przed laty kilkudziesięciu
dziewczęta i kobiety a nawet mężczyźni nosili ko­
120

szule samodziałowe z cienkiego płótna białego, z koł­
nierzami i mankietami ozdobionymi misternym haf­
tem. Szczególnie bogaty był haft na koszulach ko­
biecych, wykonany igłą, najczęściej czerwonym „gurem". Delikatny i bardzo pracowity był haft u K u r pianek północnych, robiony w „kulasy", „łańcuszek",
„łapki", „gwiazdki", „panienki", „drabki", „palemki"
itp., bogatszy i okazalszy, do najwyższego artyzmu
posunięty — u Kurpianek pułtuskich (okolice Pniewa).
Trudno wyjść nieraz z podziwu, jak bez specjalnej
szkoły i nauki kobiety i dziewczęta wiejskie tworzą
arcydzieła przy pomocy igły, szydełek i drutów („ku­
lasów", „haczyków"). Hafty, prócz koszul, zdobiły
jeszcze fartuchy, ręczniki („ucieraki"), obrusy na stoły.
Piękne i pracowite były również koronki z białych
lub barwnych nici, które służyły do ozdoby fartuchów
i serwet. Robiono nawet całe białe fartuchy koronko­
we („zapaski"), noszone przez dziewczęta i teraz (My­
szyniec, Kadzidło itd.). W haftach i koronkach prze­
ważały wzory i motywy roślinne, niekiedy wycinan­
kowe lub pisankowe, na ręcznikach haftowano koguty
(il. 34—36). O pracy przy haftach m ó w i o n o , że „na
Kurpiach z Puszczy Zielonej pracują oczy, a w Pusz­
czy Białej — palce".
Prace powyższe w y k o n y w a ł y tylko kobiety, praw­
dziwe mistrzynie w tej gałęzi sztuki miejscowej. Haf­
ty z Puszczy Białej doskonale i w całej okazałości
są przedstawione w art. M. Ż y w i r s k i e j .
Misterne
hafty z Puszczy Zielonej podane są w cytowanym
w y ż e j Stroju kurpiowskim,
oraz artykule E . F r a n ­
kowskiego.
10

1 1

�Zdobnictwo
obrzędowe.
W całej sztuce kurpiow­
skiej zajmuje ono bardzo p o w a ż n e miejsce, a różni
się tym od opisywanych powyżej w y t w o r ó w sztuki
regionalnej, że stosowane jest tylko w pewnych oko­
licznościach, związanych czy to z dorocznymi czy ro­
dzinnymi obchodami. P o m ó w i m y tu tylko o n i e k t ó ­
rych. I tak w okresie Świąt Bożego Narodzenia chłop­
cy i młodzież chodzą z gwiazdami, „turoniem" czy
„kozą" (mowa tu o latach do 1958—60), przedstawiają
króla Heroda z orszakiem itp. (il. 39). We wszystko
to w k ł a d a się p e w n ą dozę pracy, umiejętności i sztu­
ki. Od Bożego Narodzenia zawieszano dawniej w izbie
gościnnej u pułapu (tuż nad stołem i wycinankami)
maie drzewko — „choinkę" (sosenkę), czasem świerk,
ubrane kolorowymi kwiatkami, jemiołą, jabłuszkami
i orzechami. Nazywano to „ n o w y m latkiem", a wisiało
do Trzech Króli lub nawet cały rok do nowego. Nie­
kiedy dolna część drzewka osadzona była w kółku,
lepionym i pieczonym z ciasta, obstawionym dokoła
również z ciasta lepionymi zwierzątkami. Takie „no­
we latka" można było spotkać jeszcze w niektórych
starych chałupach jako „choinki". Z czasem u puła­
pów zawieszano tylko część dolną z ciasta, ozdobioną
różnymi zwierzątkami, nazywając to również „ n o w y m
latkiem", a ostatnio n a z w ę tę posiadały też kule
wycinane i lepione z kolorowych opłatków, wieszane
na nitce w tym samym miejscu. Sztuka plastyczna
przejawia się tutaj w lepieniu zwierzątek z pieczonego
ciasta (najczęściej z żytniej mąki pytlowanej). W tym­
że czasie, na Nowy Rok do Trzech Króli, babki pieką
swoim wnuczkom (lub matki dzieciom) lepione z cia­
sta różne „dźwerzęta" i ptaki: byśki, baranki, zającz­
ki, jelenie, gołąbki, kurki itp.
13

II. 29. Kijanka. Wyk. Konstanty Chojnowski,
Jankowo-Mlodzianowo,
pow. Łomża. II. 30. Rzeźbione
ozdo­
by lasek z lat 1925—1949. II. 31. Laska. Wyk. Kon­
stanty Kamiński,
Kupiski Nowe, pow. Łomża.
Wl.
Muz. Łomża. II. 32. Koń na biegunach. Tatary, pow.
Ostrołęka.
Wl. Muz.
Łomża.

Mi

121

�Najpospolitsze b y ł y jelenie, którym oczy wprawiano
z pieprzu, a rogi w y d ł u ż a n o palcami z tego ciasta.
Podobnie dużą wartość artystyczną posiadały też
chleby weselne, „korowaje" i inne pieczywo ś w i ą teczno-obrzędowe (il. 37). Pisanki wielkanocne są
w a ż n y m elementem rodzimej sztuki kurpiowskiej,
znanej jeszcze na całym terenie {il. 41)." Dawniejsze
pisanki pisane woskiem (z klejem pszczelim) lub pącz­
kami brzozowymi (gotowane na czarno lub niebiesko)
b y ł y nieraz prawdziwymi dziełami sztuki. Czytamy
o nich już w dawnych rocznikach „Wisły", a technika
ich pisania nie zmieniła się do dziś. Przybyły tylko
pisanki drapane w różne wzorki s z k ł e m lub nożykiem,
na przygotowanym wcześniej obgotowanym koloro­
wym tle. N a j w i ę c e j pisanek robiły baibki swoim
wnuczkom, niekiedy po paręset sztuk. Pisanki robiono
niekiedy przed świętami, a również w drugie lub
trzecie święto Wielkanocy.
„Korowaje" (pieczywo obrzędowe weselne) b y ł y
nieraz prawdziwymi dziełami sztuki, g d y ż cały placek
ubrany b y ł nie tylko lepionymi ornamentami z ciasta,
ale również posiadał często na sobie cały zwierzyniec
puszczański, lepiony z ciasta i pieczony, na placku
odpowiednio ustawiony. Jeszcze oryginalniejsza była
dawna „koruna" z ciasta dla panny młodej, lepiona
najpierw na misce, której zachowała postać, dokoła
obstawiona zwierzątkami i ptaszkami, zwróconymi
do środka, gdzie stała ulepiona z ciasta tańcząca lalka
(prawdziwa boginka leśna). Koronę taką po oczepi­
nach wkładano na g ł o w ę panny młodej i śpiewano
odpowiednie piosenki, wreszcie rozdawano ją dzieciom
do zjedzenia. Znany był ten zwyczaj jeszcze w oko­
licy Łysych, Dębów, Lipnik i in. (pow. Kolno) ok.
lat 1880—1900. Na św. Rocha (patron od zarazy i po­
moru bydła) w sierpniu ludność przynosi do kościoła
świece woskowe swego wyrobu (wotywne) z przyle­
pionymi do nich figurkami zwierząt domowych (il. 38),
urobionymi również z w o s k u . W lepieniu zwierzą­
tek widać również artyzm.
14

Po wojnach, zwyczaje powyższe ulegają zasadni­
czym zmianom. W wielu miejscowościach już za­
marły.
Pewien rodzaj sztuki stanowiło t a k ż e pieczywo
jarmarczne i odpustowe, sprzedawane dzieciom jako

33

122

łakocie. Wyobraża ono również baranki, zajączki, je­
lenie, koguty, lalki itp. Pieczywo to widzimy na stra­
ganach odpustowych do ostatnich czasów (1948—52).
Instrumenty
muzyczne.
L u d kurpiowski jest na
ogół umuzykalniony, śpiewają jednak w i ę c e j kobiety
i dziewczęta, grają zaś tylko mężczyźni. Od najmłod­
szych lat m ł o d y chłopiec puszczański, obcując prawie
stale z przyrodą, stara się ją naśladować. A w i ę c po­
gwizduje jak wicher jesienny, jak wiatr po trzcinach,
kuka jak puszczyk, kracze jak wrona, naśladuje k u ­
kułkę. Z czasem nauczył się naśladownictwa nie tylko
głosu koguta (kura) domowego, ale również słowika,
przy pomocy tzw. „brzostu" — cienkiej i mocnej b ł o ­
ny, znajdującej się pod korą w młodej brzozie. Ze
znanych mi puszczaków robił to najlepiej A. Stefens
ze wsi Łączki, pow. Kolno. Prócz tego chłopcy umieją
w y g r y w a ć na tataraku, na źdźbłach trawy lub m ł o ­
dego żyta (runi), na trzcinie, na liściach, muszlach
i robią różne „fdukacze" z piór gęsich i innych, z m ł o ­
dych p r ę t ó w wierzbowych (z kory), wreszcie robią
różne „kurki" i „bekaeze" z wierzby czy słomy m ł o ­
dego żyta, oraz „trukają" w zwiniętą dłoń lub robią
„trukacze" z kory olchowej na w i o s n ę (np. W. Dep­
tuła z Surowego, pow. Ostrołęka). Z czasów paster­
skich i łowieckich znane były różnego rodzaju rogi
do grania i różki, rogi m y ś l i w s k i e , rogi-wabiki, ligawki z kory itp. Instrumenty dawne z rogów wyrabiał
i g r y w a ł na nich R. Swiderski z Nowogrodu. Piszczał­
ki z m ł o d e j wierzby, dudki z bzu czarnego, fujarki
i flety z drzewa lub żelaznych rur, trąby i k r z y w u ł y
z gałęzi wierzbowych i korzeni ś w i e r k o w y c h czy i n ­
nych — były dalszym ciągiem instrumentów dętych.
Z trębaczy niezrównany był Jan Chętnik z Nowogro­
du. Robiono jeszcze klarnety z bzu i gęsiego pióra,
„siałamaje", z trzciny grubej, powiązanej w rząd —
„multanki", a także różne „fiukacze" z gliny (od­
pustowe); nie obce b y ł y dawnym puszczakom „du­
dy" z koziej skóry, a nawet liry (kręcone korbą).
Skrzypki robiono z lipy lub wierzby. Dłubano je z
jednego k a w a ł k a drewna z naklejoną wierzchnią
deską, nazywano je „dłubanki" albo „korytka", bo
m i a ł y dawniej taki kształt. Basetle, „maryny", basy
podobne do skrzypiec, parokrotnie większe, boki mia­
ły wyginane z łubów. „Diable skrzypki" (dziadowskie)
był to oryginalny instrument jednostrunowy, tony
zmieniano nakręcając strunę kołkiem. Do muzyki
nieodzownym dodatkiem b y ł y bębenki (z brzękadłami), a dawniej „gruchawki" (pęcherz suchy z gro­
chem osadzony na kiju). Z czasem przybyły klarnety
na wzór tyrolskich i harmonie warszawskie „półtonówki". Zespół muzyczny dawny (do lat 1880—90)
składał się z dwojga skrzypiec, basetli, klarnetu i b ę ­
benka. Późniejszy był już z harmonią, a dziś widzi­
my akordeony, które w ł a ś c i w i e rugują ostatecznie
m u z y k ę l u d o w ą samouków, bo potrzebują nut. Przy
muzeum kurpiowskim (skansenie) w
Nowogrodzie
był m. in. do 1939 r. zespół pięcio-, sześcioosobowy
grajków miejscowych z zespołem ś p i e w a c z o - w i d o w i skowym. Pierwsza współczesna orkiestra dęta istnia­
ła w Myszyńcu ok. lat 1875—80, druga w Kadzidle
(Ostrołęckie) ok. 1910 r. Dziś zespołów i kapel l u ­
dowych (w znaczeniu ściśle regionalnym) jest kilka,

�inne kuleją, a orkiestry albo są mocno zdezelowane,
albo przepadły w czasach wojennych .
l s

Śpiew,
muzyka i tańce
u Kurpiów.
Ś p i e w na
Kurpiach b y ł niemal potrzebą duchową. Ś p i e w a n o we
wszystkich okolicznościach ż y c i o w y c h : w radości
i smutku, przy pracy i zabawach, przy obrzędach do­
mowych, zwyczajach dorocznych w polu i w lesie,
na paśniku i wodzie — wszędzie dawniej rozlegał się
oryginalny śpiew kurpiowski, z charakterystycznym
„o-la, o-la" i oryginalnym przedłużaniem k o ń c o w y c h
zwrotek. Ś p i e w a ł y przeważnie Kurpianki i tylko unisono, ś p i e w a ł y nie jak na sali, ale jak w lesie, na
wolnej przestrzeni, nie żałując swych płuc i gardziołek. N a j w i ę c e j było pieśni weselnych i innych
obrzędowych, potem — okolicznościowych, zalotnych,
w e s o ł y c h i smutnych. Większość jest w tonie mino­
rowym. Zebrał ich setki O. Kolberg i ks. W. Skierkowski ( z nutami), prof. M. Sobieski i inni, ale
wszystkich nie wyzbierano. Piosenki swe Kurpianki
komponują na poczekaniu, okolicznościowe, wesołe
i satyryczne przyśpiewki. Znane były wojny „na
prześpiewanie", kiedy dwie grupy z różnych wsi czy
okolic starały s i ę godzinami prześpiewać nawzajem,
wobec gromady słuchaczy z całej w i o s k i . Ze śpie­
w ó w męsikich znane były przeważnie historyczne, od
wojen szwedzkich, w których Kurpiowie (strzelcy)
brali czynny udział, poprzez dalsze walki po rozbio­
rach Polski. Poza tym każdy głośniejszy wypadek
i zdarzenie na Puszczy m i a ł y swój odpowiednik w
śpiewie.
18

Dość pierwotne, o charakterze ogólnosłowiańskim,
b y ł y dawne „kółka", „kołeoka", różne „korowody"
(pląsy łańcuchowe) i inne; o d b y w a ł y się one przy
ogólnym śpiewie pląsających lub w i d z ó w z klaska­
niem dłoni do taktu. Pląsy były tylko dla dziewcząt,
a korowody — łącznie z chłopcami. Znane b y ł y
dobrze ok. lat 1900—1910. Dziś nie wszędzie słuch
o nich pozostał. Z k o r o w o d ó w popularny był „konik",
do którego i melodie, i teksty do dziś tu i ówdzie do­
brze pamiętają. Tego rodzaju pląsy i korowody zna­
ne są u S ł o w i a n bałkańskich (np. hora, raczenica itp.
przed wojną były jeszcze tam powszechne) . Do po­
pisowych pląsów młodych, przeważnie dziewcząt, na­
leżał „zajączek", znany dobrze koło Nowogrodu, pow.
Łomża i dalej na Kurpiach, także na całym północ­
nym Mazowszu i wszędzie tam, gdzie Mazur (czy m a ­
zurski Kurp) zawędrował. W „zajączku" zgrabna,
młoda dziewczyna skacze solo w takt ś p i e w u lub
muzyki, mając pod nogami dwa kije złożone na krzyż,
których w tańcu nie wolno nóżkami dotknąć. Typo­
wym kurpiowskim tańcem, znanym do dziś (parzy­
stym) jest ,^powolniak", tańczony na dwa pas przy
muzyce i śpiewie, dość szybko, przy półobrotach na
pięcie (teraz przy zmianie obuwia przeważnie na
palcach), równiutko bez żadnych podskoków, niekiedy
z przyklękiwaniem chłopca. Znany jest na całym ob­
szarze Kurpiowszczyzny. Pod Myszyńcem
tańczą
„starą babę" i „olendra" (z czasów imigracji Holend­
rów w te strony). Wiele t a ń c ó w brało swój początek
od ruchów zwierząt leśnych czy domowych i tak był
w i ę c znany „żuraw", „wilk", „kozioł", „baran" itp.
Dziś je czasem powtarzają, ale w formie zmanierowa-

35

II. 33. Jelonki z łusek świerkowych.
Wg daw­
nych wzorów
wyk. Marianna Burgula,
Kuzie,
pow. Kolno. Wł. Muz. Łomża. II. 34. Koronka
szydełkowa
„w pajączki".
Kurpie, pow. Ostro­
łęka. Wł. Muz. Łomża. II. 35. Koronka
ręczna
od jartucha. Myszyniec, pow. Ostrołęka.
II. 36.
Haft czerwony na mankiecie koszuli
kobiecej.
Rząśnik,
pow.
Pułtusk.

17

36

123

�nej lub zniekształconej. O „zajączku" pisał już w
1830 r. Ł. Gołębiowski, a o „gonionym" (tańczonym
jeszcze w Lipnikach ok. 1930 r.) pisał J . Kochanowski.
0 „chmielu", który dawniej był nie tylko śpiewem,
ale i tańcem, pisał Z . Gloger i inni. B y ł y i tańce za­
wodowe: „strzelec" (zwany też „kurpiem", przypo­
minający trochę „zbójnickiego"), „kowal" i inne. Pol­
ka „magierka", tańczona przez o r y l i - s p ł a w n i k ó w na
tratwach, grana jest i u Kaszubów, co słyszałem
przez radio; „szet", przyniesiony zę Szkocji przez
w ę d r o w n y c h kramarzy, tańczony b y ł tu ok. lat
1830—1900 (tańczony do dziś z powodzeniem w
Szwecji, co m o g ł e m stwierdzić ok. 1930 r . ) . Mimo
naleciałości, tańce ściśle miejscowe łatwo odróżnić,
obcy jednak badacz w tym labiryncie, mocno dziś
zachwaszczonym, z trudem albo i wcale się nie po­
łapie. Mogę tylko dodać, że różnych tańców regional­
nych na Kurpiach znano kilkadziesiąt.
I8

Grajków kurpiowskich starej daty prawie dziś
nie widać. Byli między nimi ludzie zdolni, bardzo
umuzykalnieni i zamiłowani w muzyce. Pamięć mu­
zyczną mieli nadzwyczajną, grali oczywiście bez nut.
Niektórzy byli nie tylko prawdziwymi artystami l u ­
dowymi, ale i sztukmistrzami w swoim zawodzie.
Skrzypek Łukasz Serafin (ze wsi Baliki pod Nowo­
grodem) popisywał się trzymając skrzypki na głowie
lub plecach. Są jeszcze zdolni trębacze na ligawkach,
ale po innych pozostały tylko wspomnienia.
Kwiaciarstwo
sztuczne. Mężczyźni na Kurpiach
mało się tym działem interesowali, natomiast kobiety
1 dziewczęta bardzo lubiły i lubią kwiaty. Przed do­
mami na Kurpiach, w m a ł y c h ogródkach i kwietni­
kach od strony ulicy, rosły od dawna nagietki, r u ­
mianki, powójki, babie lata, piwonie, tuzia trawa,
piżmo, czasem georginie („orgeńje") lub drobne róże
krzaczaste, pod ścianami malwy, a w doniczkach
okiennych mirta, róża, aloes (do leków) i inne. Po­
nieważ w ciągu zimy i wczesną wiosną o kwiaty
trudno, zaczęto robić sztuczne, z kolorowego papie­
ru i bibułki. Takie też robione przez kobiety i dziew­
częta znane są od dziesiątków lat. Robią z nich pal­
my na stół w izbie gościnnej, używają ich do przystroju obrazów kościelnych (feretronów), obrazów
domowych, kapliczek itp. Największy ruch z tego
rodzaju kwiatami panuje około Świąt Wielkanocnych
i częściowo na Boże Narodzenie. Po osadach i naj­
bliższych miastach w tym czasie sprzedają kobiety
37

całe masy kwiatów, wykonanych nieraz ze znajo­
mością przyrody i artyzmem; kwiaty sztuczne do
złudzenia przypominają prawdziwe. Początkowo wy­
rabiano przeważnie kwiaty znane na miejscu w
ogródkach, lesie lub na łąkach. Teraz Tobią wyszuka­
ne bukiety z k w i a t ó w i roślin, jakie są w ogrodach
miejskich. Specjalnie robią wązanki k w i a t ó w drob­
nych, kolorowych, potrzebnych do przystroju czółek
obrzędowych, noszonych od święta i do ślubu przez
młode Kur]jianki. Do wyrobu ich nie zawsze jest na
miejscu odpowiedni materiał. W Kadzidle po I I woj­
nie był kurs, na którym między innymi uczono robić
te kwiaty czyli wianki („zionki").
Sztuka ludowa w rusznikarstwie.
Rusznikarstwo
miejscowe, przeważnie w kuźniach u zdolnych ko­
wali, istniało przez całe wieki, a zakończyło się osta­
tecznie po 1863 r., kiedy ulepszona broń palna po­
trzebowała i ulepszonych narzędzi, i warsztatów. W
dawnych latach nie tylko naprawiano tu broń goto­
wą, ale również robiono prostsze rusznice i pistolety
skałkowe („krzemieniówki"). Niektóre sztuki b y ł y
wykonane ozdobnie, szczególnie bogato zdobiono obsa­
dy strzelb („karpy"), rzeźbione nieraz starannie przez
m y ś l i w y c h - s n y c e r z y ; karpy pistoletów były nieraz na­
bijane ćwieczkami z mosiądzu, ozdobami z mosiądzu
i srebra. Część ich była w zbiorach Stacji NaukowoBadawczej w Nowogrodzie pod Łomżą.
Do w y r o b ó w broni palnej trzeba zaliczyć odle­
wanie moździerzy wiwatowych z miejscowego ż e l a -

�ła kuźnica we wsi Przystań (pow. makowski). Z a daw­
ną granicą pruską (za Myszyńcem), w kuźnicy W ą dołek, obok w y r o b ó w użytku domowego odlewano
krzyże i figury Chrystusa (z żelaza) na cmentarze.
Próbowano tu i ówdzie o d l e w a ć figurki oraz dzwony
z o ł o w i u i cynku, z różnego rodzaju sprowadzanego
szmelcu oraz z mosiądzu, ale z braku metalu na
miejscu sztuka dalej nie rozwinęła się.
Sztuka
kamieniarska
ma swoje tradycje tam,
gdzie był na miejscu odpowiedni materiał. Głazy na­
rzutowe i resztki moreny polodowcowej na północnowschodniej części puszczy (pow. kolneński), nad Nar­
wią (pow. łomżyński i ostrołęcki) oraz w okolicy wsi
Lipniki, między borami, n a d a w a ł y się do obróbki k a ­
mieniarskiej. Z granitu polnego, gruboziarnistego wy­
rabiano na miejscu różne żarna do ręcznego miele­
nia, ale próbowano również i osobliwych dzieł sztu­
ki. Od 1916 r. we wspomnianych Lipnikach (pow.
ostrołęcki) wykopano na wysokim w z g ó r k u wycio­
saną z kamienia „babę", posąg, który jednak znisz­
czono. Pod wsią Parzychy (pow. Kolno, gm. Gawrychy) stalą jedyna w tych stronach figura kamienna
Chrystusa Frasobliwego, która zginęła w czasie
I wojny. W Małym Płocku tuż przed I I w o j n ą próbo­
wał ks. Ciborowski robić piękne mozaiki ze zbie­
ranych na polach różnobarwnych k a m y k ó w i cemen­
tu; płyty gładzono i polerowano.

39
za w kuźniach (hutach leśnych) w miejscowościach:
Przystań (pow. makowski), Lelis i Olszewka (pow.
ostrołęcki), Nowogród i Rudka (pow.
łomżyński)
i paru innych. Wyroby takie znane były już w
X V I I wieku, a przetrwały do czasu wojny 1914 roku.
Z moździerzy miejscowej roboty strzelano w różne
uroczystości narodowe i kościelne, a zawsze prawie
w czasie rezurekcji wielkanocnej. Niektóre moździe­
rze starano się w y k o n a ć ozdobnie, nad modelem pra­
cował zdolniejszy majster (przeważnie tokarz), wy­
sokie były od kilkunastu do 30, 40 cm. Po 1816 r. (po
skasowaniu oddziałów bractw strzeleckich) kurpiow­
skich i po 1860 r. (po upadku kuźnic) odlewanie m o ź ­
dzierzy kurpiowskich poszło w niepamięć, a sztuka
zdobnicza w tym dziale upadła.
Odlewnictwo metalowe było rozwinięte w okresie
istnienia kuźnic żelaznych, przerabiających miejsco­
w ą rudę darniową. Z żelaza próbowano odlewać
miejscowe „świątki", np. figurkę św. Jana Nepomu­
cena (patrona od w y p a d k ó w na wodzie), którą sta­
wiano przy mostach i przeprawach. Figura św. Jana
z żelaza wysokości ok. 80 cm stała jeszcze w 1914 r.
pod wsią Jeglijewiec (przy drodze od wsi Kadzidło
do Baranowa) oraz w paru miejscowościach pow.
makowskiego. Modele drewniane do o d l e w ó w robili
miejscowi rzeźbiarze. Prócz figur odlewano części
dolne krzyży, kule w e w n ą t r z puste, służące za pod­
stawy do krzyży żelaznych na kościołach i kaplicz­
kach. W wyrobach powyższych (obok innych) celowa­

Pewnego też rodzaju sztuką kamieniarską było
dawniej obrabianie kamieni granicznych: a) między
wioskami kamienie z w y k u t ą podobizną stopy ludz­
kiej, b) między gruntami kościelnymi czy klasztorny­
mi a wioskowymi — kamienie z wykutym krzyżem
(il. 42) . W okolicy Szczepankowa (pow. Łomża) był
wielki głaz z wykutym godłem bartników. Pod Ostro­
łęką (z lewej strony Narwi w pobliżu wsi Dzbenin),
na olbrzymimi głazie leżącym w dawnej puszczy,
były wykute rogi jelenia na pamiątkę przygody ł o ­
wieckiej króla Batorego, który tu polował (jak g ł o ­
szą opowieści) na jelenie ze swoją drużyną. Z k a ­
mienia też próbowano w y k u w a ć ozdobne kropielnice
do niektórych kościołów.
19

Tak w i ę c
niarskiej.

w

Puszczy

są

ślady

sztuki

kamie­

II. 37. Korowaj kurpiowski, 1928 r. Łyse. II. 38. Wo­
skowe świece wotywne na św. Rocha, J926 r. Lipniki,
pow. Kolno. II. 39. „Król Herod" {Anioł, Ułan, Adiu­
tant, Śmierć z kosą), 1909 r. Nowogród,
pow.
Łomża.
II. 40. Pieczywo odpustowe, 1947 r., wys. ok. 20 cm.
Nowogród,
pow. Łomża. II. 41. Pisanki: a, b •— rys.
żółtym woskiem na czarnym tle. Puszcza Zielona, c,
d — dekorowane rdzeniem z sitowia. Puszcza
Biała.

125

�Zakończenie.
Cała sztuka i twórczość kurpiowska
obracała się w o k ó ł materiału, jaki posiadał dany
teren puszczański, w o k ó ł m o t y w ó w zdobniczych, jakie
podsuwała miejscowym twórcom przyroda, w grani­
cach &gt;potrzeb, zainteresowań duchowych i zdolności
przyrodzonych. Najmocniej rozwinęła się sztuka, dla
której materiałem jest drewno puszczańskie, później
tkactwo, bo przecież len i barwniki roślinne były
również na miejscu, barwniki zaś wyrabiano z kory
dębowej, olszowej i in., a również z jagód czarnych.
Surowcem puszczańskim było też żelazo (ruda dar­
niowa), jantar, glina itp. Sztuka taka kończy się, gdy
kończy się materiał — surowiec, wzbogacający region

kurpiowski. Również na obcym gruncie, nieprzysto­
sowany do nowych warunków, puszczak-Kurp zatraca
dotychczasowe zdolności twórcze i — jak dało się
stwierdzić — przestaje b y ć sobą w dziedzinie sztu­
ki. Brak mu podpory z Puszczy i w ł a s n e j ziemi, na
której wyrósł i z której czerpał swe twórcze soki dla
sztuki, która w Polsce Luldowej winna znaleźć opar­
cie, dla sztuki w skali ogólnonarodowej i ogólno­
ludzkiej.
Tak się przedstawia w skrócie całokształt sztuki
kurpiowskiej, w wielu wypadkach jeszcze ż y w e j , wy­
wierającej silny w p ł y w na tereny sąsiednie.

PRZYPISY
1

Wiele zdobień tego rodzaju znajdowało się w
kościele w M a ł y m P ł o c k u (pow. łomżyński) za cza­
sów probostwa ks. Ciborowskiego, tj. do 1939 r.
Czytamy o tym u J . N. Sadowskiego, Drogi
handlowe greckie i rzymskie, K r a k ó w 1876 oraz u
Szczęsnego Morawskiego, Po jantar (bursztyn),
wy­
prawa rzymska do ujścia Wisły z rozkazu cesarza Ne­
rona, K r a k ó w 1894.
O jantarze pisałem wielokrotnie, bibliografię
tych prac podaję w a r t : Polski jantar, „Przegląd Ge­
ologiczny" 1961, Nr 5, s. 253. Pracę o wyrobach arty­
stycznych z jantaru opublikuję w jednym z najbliż­
szych n u m e r ó w „Polskiej Sztuki Ludowej".
Pisze o żelazie również J . Olędzki, Artystyczna
twórczość
kowalska na terenie Kurpiowskiej
Puszczy
Zielonej od końca XIX w. do I wojny
światowej,
„Polska Sztuka Ludowa", 1961, Nr 4.
Szczegóły podaję w swej pracy: Chata kurpiow­
ska opracowana podług
materiałów
zebranych
na
miejscu, Warszawa
1915.
Dokładniejsze informacje podaję w pracy: Ma­
zurzy pruscy na płaszczyźnie
mazowieckiej, Olsztyn
1947.
Liczne ilustracje zamieszczam w cytowanej pra­
cy: Chata kurpiowska opracowana podług
materiałów
zebranych na miejscu, wyd. cyt.
Wszystkie sanie zostały zarekwirowane w cza­
sie okupacji przez N i e m c ó w .
W 1961 r. ukazała się moja praca: Strój kur­
piowski Puszczy Zielonej, „Atlas polskich strojów l u ­
dowych", Wrocław 1961. O tkactwie pisze m. in.
J . Grabowski w rozdziale pracy zbiorowej: Tkanina
polska, Warszawa
1959.
2

3

4

5

8

7

8

9

Fot.: Adam Chętnik — il. 13; Stefan
il. 36; Franciszek Malinowski — il. 1;
Rys.: Adam Chętnik — il. 42; Jerzy
wg fotografii Adama Chętnika — il.

1 1

1 2

1 3

1 4

1 5

1 6

1 8

19

Deptuszewski — il. 29; Z. Duda — il. 34, 35; Eugeniusz
Frankowski
—
Jan Swiderski — il. 7, 8, 12, 14, 16, 17, 26—28, 31, 32.
Chętnik,
wg fotografii Adama Chętnika
— il. 38, 40; Józef
Deptuła;
21—25, 30, 37, 39.

II. 42. Kamień graniczny bartników
z b. Puszczy No­
wogrodzkiej z wykutym znamieniem i datą 1749.
126

1 0

M. Żywinska, Hafty kurpiowskie Puszczy Bia­
łej, „Polska Sztuka Ludowa", 1948, Nr 2 oraz tejże:
Tiulowe czepce kurpiowskie, „Polska Sztuka Ludowa",
1948, Nr 9/10.
E . Frankowski, Hafty kurpiowskie,
„Polska
Sztuka Ludowa", 1953, Nr 6.
Obszerniej piszę o tym w książce:
Pożywienie
Kurpiów.
Jadło i napoje zwykłe,
obrzędowe
i głodo­
we, „Prace Komisji Etnograficznej", K r a k ó w 1936,
Nr 16. O wypiekach z ciasta pisał w ostatnich latach
J . Olędzki, Doroczne pieczywo obrzędowe
północnowschodniej Polski, „Polska Sztuka Ludowa", 1961,
Nr 1.
O pisankach patrz m ó j art.: Sztuko kurpiow­
ska w okresie wielkanocnym, „Polska Sztuka Ludo­
wa", 1948, Nr 2.
Opis zwyczaju wot woskowych podaje J . Olędz­
ki: Wota woskowe ze wsi Brodowe Łąki i Krzyno­
włoga Wielka, „Polska Sztuka Ludowa", 1960, Nr 1
oraz Symboliczne ofiary woskowe ze wsi
Kadzidło,
„Polska Sztuka Ludowa", 1962, Nr 4.
W czasie wojny Niemcy w y w i e ź l i niemal
wszystkie instrumenty dęte.
Niektóre teksty podaję w przygotowanym do
druku maszynopisie 2 części książki Z
kurpiow­
skich
borów.
" Mogłem to stwierdzić naocznie w 1926 i 1927 r.
O tańcach polskich w Szwecji por.: A. Zaręba,
Tańce ludowe w Szwecji, ,;Polska Sztuka Ludowa",
1953, Nr 3.
K a m i e ń ten znajduje się obecnie w Muzeum
w Nowogrodzie.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7597" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7577">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ed5d0e4698d9aa5e1fc63b492e246d3f.pdf</src>
        <authentication>a2f925f9a3742d0a4d3b25e049c7e02b</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90663">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2824</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90665">
                <text>2000</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90666">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2631</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90667">
                <text>On Ethnographic Authority [in:] Predicament of culture=O autorytecie etnograficznym (w:) Kłopoty z kulturą / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2000 t.54 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90668">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2000 t.54 z.1-4, s.106-107</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90670">
                <text>Clifford, James</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90671">
                <text>pol., ang.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90672">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90673">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90674">
                <text>James Clifford • ON ETHNOGRAPHIC AUTHORITY

JAMES

Ceremonial Act of the Kula." A shell
necklace is being offered to a Trobriand chief, who
stands at the door of his dwelling. Behind the man
presenting the necklace is a row of six bowing youths,
one of them sounding a conch. A l l the figures stand in
profile, their attention apparently concentrated on the
rite of exchange, a real event of Melanesian life. But on
closer inspection one of the bowing Trobrianders may
be seen to be looking at the camera.

C L I F F O R D

O n Ethnographic
Authority [in:]
Predicament of culture

Lafitau's allegory is the less familiar: his author
transcribes rather than originates. Unlike Malinowski's
photo, the engraving makes no reference to
ethnographic experience-despite Lafitau's five years of
research among the Mohawks, research that has earned
him a respected place among the fieldworkers of any
generation. His account is presented not as the product
of firsthand observation but of writing, in a crowded
workshop. The frontispiece from Argonauts, like all
photographs, asserts presence-that of the scene before
the lens; it also suggests another presence-that of the
ethnographer actively composing this fragment of
Trobriand reality. Kula exchange, the subject of
Malinowski's book, has been made perfectly visible,
centered in the perceptual frame, while a participant's
glance redirects our attention to the observational
standpoint we share, as readers, with the ethnographer
and his camera. The predominant mode of modern
fieldwork authority is signaled: "You are there. . .
because I was there."

(Fragment)

T

he 1724 frontispiece of Father Lafitau's Moeurs
des sauvages ameriquains portrays the
ethnographer as a young woman sitting at a
writing table amid artifacts from the New World and
from classical Greece and Egypt. The author is
accompanied by two cherubs who assist in the task of
comparison and by the bearded figurę of Time, who
points toward a tableau representing the ultimate
source of the truths issuing from the writer's pen. The
image toward which the young woman lifts her gaze is a
bank of clouds where Adam, Eve, and the serpent
appear. Above them stand the redeemed man and
woman of the Apocalypse, on either side of a radiant
triangle bearing the Hebrew script for Yahweh.
The frontispiece for Malinowski's Argonauts of the
western Pacific is a photograph with the caption "A

Uroczysty akt obrzędu Kula

A Ceremonial Act of the Kula

106

�James Clifford • O AUTORYTECIE ETNOGRAFICZNYM

JAMES

C L I F F O R D

O autorytecie
etnograficznym (w:)
Kłopoty z kulturą
(Fragment)
wodzowi, który stoi w drzwiach swego domostwa. Za męż­
czyzną prezentującym naszyjnik, stoi w rzędzie sześciu,
pochylonych w pokłonie młodzieńców, jeden z nich dmie
w muszlę. Wszystkie postaci widzimy z profilu najwyra­
źniej skoncentrowane na rytuale wymiany, rzeczywistym
wydarzeniu Melanezyjskiego życia. Ale po bliższym przyj­
rzeniu się możemy zobaczyć, że jeden z kłaniających się
patrzy w kamerę.

Frontyspis dzieła ojca Lafitau, Paris 1724, Oryginał w zbiorach
Biblioteki Narodowej Pałacu Krasińskich
Frontyspis of Father Lafitau

"Moeurs des sauvages

1724, the collection of the National

Library

ameriąuains",

in Warsaw

F

rontyspis dzieła ojca Lafitau z 1724 roku Moettrs des
sauvages americquains przedstawia etnografię jako
młodą kobietę, siedzącą za pulpitem do pisania,
otoczoną dziełami sztuki pochodzącymi z Nowego Świata
i z klasycznej Grecji oraz Egiptu. Autorowi (owej młodej
kobiecie) towarzyszą dwa cheruby, które asystują w zada­
niu porównania, oraz brodata postać wyobrażająca Czas,
która wskazuje na obraz, przedstawiający ostateczne
źródło prawdy spływającej z pióra osoby, która pisze.
Obraz, ku któremu biegnie wzrok tej piszącej młodej ko­
biety przedstawia obłoki, wśród których pojawiają się
Adam i Ewa, i wąż, a ponad nimi widzimy drugą parę
ludzką, zbawionych, wolnych od grzechu - mężczyznę
i kobietę, o których mówi księga Apokalipsy.
Stoją oni po dwu stronach promieniejącego u góry
trójkąta noszącego w sobie napisane po hebrajsku Imię
Jahwe.
Karta tytułowa Argonautów Zachodniego Pacyfiku Bro­
nisława Malinowskiego przedstawia fotografię, na której
uchwycono „Uroczysty A k t obrzędu Kula". Oto widzimy
na niej ofiarowanie naszyjnika muszel Trobriandzkiemu

Alegoria Lafitau wydaje się mniej bliska: w niej autor
dokonuje transkrypcji raczej, aniżeli daje początek i two­
rzy. W odróżnieniu do fotografii Malinowskiego, rycina
nie czyni żadnych referencji, nie odwołuje się do do­
świadczenia etnograficznego - chociaż pięć lat badań
prowadzonych przez Lafitau pośród plemienia Mohawków zapewniło mu pełne uznania miejsce pomiędzy bada­
czami terenowymi wszystkich pokoleń. Jego opis nie
przedstawia się jako produkt obserwacji z pierwszej ręki,
lecz jako wynik pisania w zatłoczonej pracowni.
Karta tytułowa Argonautów - jak wszystkie fotografie
- dowodzi obecności i zapewnia o istnieniu tego, co
uchwycono w scenie przed soczewką obiektywu, ale tak­
że sugeruje i inną obecność, obecność etnografa aktywnie
komponującego ów fragment Trobriandzkiej rzeczywisto­
ści. Obrzęd wymiany Kula - przedmiot książki Malinow­
skiego - został opisany z perfekcyjną wizualnością, przed­
stawiony w postrzegalnych ujęciach, podczas gdy owe
spojrzenie uczestnika obrzędu kieruje z powrotem naszą
uwagę ku punktowi widzenia obserwatora, z którym jako
czytelnicy mamy współudział, ku etnografowi i jego ka­
merze. Sygnalizowany jest tu dominujący tryb współcze­
snych badań terenowych i ich autorytetu: „Jesteście
tam....ponieważ ja tam byłem"

przełożył Zbigniew Benedyktowicz
(por. „Konteksty" nr 3-4/1992 s.3)

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7594" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7574">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/fb7bfb76f7ff7b0fd982a54c2f170d2a.pdf</src>
        <authentication>99ac497e7968b5952cb3a7c74bea6546</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90633">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2313</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90634">
                <text>1991</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90635">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2146</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90636">
                <text>Summary of articles / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90637">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.1, s.64</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90638">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90639">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90640">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90643">
                <text>SUMMARY

OF

K a t a r z y n a K a n i o w s k a , SURREALISM AND ETHNOG­
RAPHY
The task of the article is to show connections between
ethnology (through French ethnology) and surrealism. The
begining of the structural ethnology is put up in twentieth. In
these days the intelectual atmosphere of France was dominated
by surrealism. Ethnology of that period, like surrealism, treated the
domain of culture as a mental reality and the best way to study it
was rather linked with intellectual treatment than with the
knowledge of experience. There was the same area of interest for
ethnologists and poets: myth, dream, sacrum. M. Leiris insisted
on the fact, that situation of research is always cocreated by
researchers therefore describing experiences one is to notice the
reality (a person) being examined and the reality of the research
worker as well. There was also underlined the meaning of the
inner experience. (G. Bataille and autobiography as a source).
A ban and its transgressions were the main rule of culture for
ethnology and for surrealists. Surrealism also consolidated in
ethnology the bias to operate the model of culture (model a priori
-created on special, universal rules which govern the domain of
culture).
M o n i k a S z n a j d e r m a n , ON ETHNOGRAPHICAL SURREALISM
The article is a summary of James Clifford ideas concerning
ethnographical surrealism expounded in his book The Predica­
ment of Culture. Twentieth-century ethnography, literature and
art, specially in the chapter On Ethnographic Surrealism.
L u d w i k S t o m m a , CHARM OF ONE'S MISTAKE
The author is konwn to the readers of our periodical for his
interest in the presence of myth in history (France) seen with the
eyes of an anthropologist. The present article concerns three
famous tourist attractions, that is the Tour of Eiffel, the Triumphal
Arch, and the Basilica of Sacre Coeur. The author tries to explain
why the Tour of Eiffel has become a symbol of freedom, mostly
sexual (primarily symbol of progress and industrial thought
- change of the subject in ideology), the Triumphal Arch - of
tolerance (was conceivable as an edifice to glorify Revolution
and Empire - change of ideology itself), and why the Basilica of
Sacre Coeur is generally associated by tourists with impres­
sionists (the idea to build a basilica - a testimony of conservatism
of the new power - was linked with the thought of concilation for
,,disgraceful days of the Paris Commune" - chronological con­
fusion).
Z b i g n i e w B e n e d y k t o w i c z , A SPECTRE OF THE CENTRE
OF THE UNIVERSUM. A CONTRIBUTION TO THE ANTH­
ROPOLOGY OF MODERN TIMES
The author concentrates his attention on the Joseph Stalin
Palace of Culture and Sciences. A gift of the Soviet Union and
a monument of the Social Realism, the skyscraper is 230 metres
high and situated in the very centre of the city. Its construction in
the city destryed and ruined by the Nazis started in 1952.
Completed in 1955, the Palace of Culture houses numerous
cultural institutions, theatres, cinemas, an auditorium where the
congreses of the then Communist Party took place, and the site of
the Polish Academy of Sciences. The myth and the anti-myth of
the Palace of Culture is analyzed on the grounds of the records
kept at the Palace's archives, press reports, annual reports of its
construction, panegyrics, and propaganda texts. Moreover, deep
symbolic structures, particularly the motifs of the symbolicism of
the centre, the „centrę of the w o r l d " (motif of the column of
Heaven Axis Mundi) are presented. The author analyzes the
evolution of the motifs of contemporary literature that contribute
to the creation of the myth of the Palace of Culture, emphasizing
the impact and significance of the Palace as a symbol of
contemporary artistic culture and its manifestations, an inter­
mediary symbol between the synchrony of the text and the
memory of culture. The contemporary myth of the Palace of
Culture comprizes the ideas referring to the archaic symbols of the
centre of the world (the constant point enabling the transition
between the three levels of reality: heaven - earth - depths of the
earth) and the elements accentuating its unreal, Utopian, blurred
and spectral character.
64

ARTICLES

J a c e k O l ę d z k i , GESTURES OF HOPE
The author wants to pay his attention for the negligent subject
in Poland - gestures research. The clasp of this article is the
analysis of sport gestures (or rather gestures manifested by
sportsmen during the games). The article begins with the precise
analysis of the modification of the meaning of „Kozakiewicz
gesture", the winner of pole vault during the Olympic Games in
Moscow in 1980. After the winning jump Kozakiewicz had
shown the irritated, whistling audience, cheering their competitor
"a gesture" - putting one of the forearms on the other bent in
elbow - this gesture has become not vulgar anymore but
generally aproved symbol of the resistance and objection against
soviet political domination. It has achieved in Poland almost the
meaning of Churchill gesture during the war (raising hand with
two fingers showing - " V " ) .
The author writes that though sometimes one can say about the
individual influence in creating gestures, usually there are anony­
mous, colective, relative and conventional (it would be useful to
write a gesture dictionary for different cultures). Supporting his
constatations he quoted patterns from many cultures. He thinks
that one of the most important classification is repartition for
affirmative gestures and denying gestures (gestures of friend­
liness and aversion). He hints the poverty of gestures in a traditio­
nal rural society (observations first of all from Ziemia Dobrzyńska
countryside). The article's last part concerns the describing of joy,
triumph and thankful gestures observed during World Football
Championship in Italy in 1990.
A n t o n i K r o h , B a r b a r a M a g i e r o w a , THE PRIVATE LEXI­
CON OF CONTEMPORARY POLISH (AN INTRODUCTION
AND SAMPLES OF ENTRIES)
We publish excerpts from the lexicon which is preparated to
print. The lexicon contains about 30000 entries: words, expres­
sions, catch words, clap-traps, proverbs, etc. which one can find
out in contemporary polish language in Poland. Lexicon contains
entries (or their new meanings) which can not be find in other
lexicons or dictionaries of Polish. This lexicon is documentation
and testimony of the expresions often use from time to time and
regionally but which are meaningful in some times. It deals with
Polish of the last 45 years.
L u c j a n G r a j n y , AN EXHIBITION OF ŻYWIEC FOLK SCULP­
TURE MADE OF STONE
The report on exhibition of sculpture made of stone is pretext to
treat of a contemporary development of the sculpture in Żywiec
area. Region of Żywiec has its long lasting and rich traditions of
sculptures made of stone (presented at the exhibition as well).
The open centres of stone-work have existed over there until the
thirties of this century. Recently these traditions were brought
back to life by Ryszard Biel who his passion for collecting folk art
transformed to his own artistic activity conciously tied with folk
art tradition. In the beginning he created using different tech­
niques to approach at last sculpture made of stone. From the
eighties he started his work at the Club in Wieprz where he
established atelier of sculpture of stone. This sculpture atelier was
left by many young talented sculptors.
A l e k s a n d e r J a c k o w s k i , ANTONI TOBOROWICZ
It is difficult to say Toborowicz is a folk artist though traditional
folk sculpture made a great impression on him and his produc­
tions are related to it. The great consciousness of self, of his
creative way is characteristic for Toborowicz. Different stages of
his life are connected with different dwellingplaces and different
creative techniques. Finally, he had chosen life in countryside and
its creative tradition was nearest to him. His openness to values is
very characteristic, he is not routinist in any meaning even having
chance for material profits. Nowadays he creates figures of stone
(big and small, using sometimes different materials) and wood
engravings.
A letter from the artist to the author of the article is added.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7592" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7572">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/47962db5492db848573e678b26d86697.pdf</src>
        <authentication>a65fd06b5954eae0eea5f01c3be7a4fc</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90605">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2312</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90607">
                <text>1991</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90609">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2145</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90610">
                <text>Antoni Taborowicz / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90611">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.1, s.57-63</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90612">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90613">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90614">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90615">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90617">
                <text>Aleksander J a c k o w s k i

ANTONI TOBOROWICZ
Mówią, że jest „ludowy". Rzeźbił figurki w drewnie - więc
zgoda - jest ludowy. Ale czy tylko? A jak nazwać dowcipne,
wspaniałe „djabły", wywodzące się z urzeczenia Hasiorem.
Ludowe? Amatorskie? A drzeworyty?
Porzućmy określenia, które nawet nie porządkują, a tylko
odwracają uwagę od osobowości artysty, jego dzieła i jego
świadomych wyborów. Gdybym miał określić go najkrócej,
powiedziałbym: artysta, człowiek o wyjątkowej wrażliwości i to
nie tylko estetycznej, samotnik wychylony ku ludziom, mądrze
i pięknie reagujący na niesprawiedliwość, kłamstwo, bezmyśl­
ność. Wycinał drzeworyty, przeważnie o tematyce religijnej,
eksponujące pierwiastek ekspresyjny. Gdyby to słowo nie było
tak skompromitowane - powiedziałbym - zaangażowane, wynik­
łe z przeżycia ewangelicznych treści. Gdy ogłoszono stan wojen­
ny zareagował natychmiast. Jak mógł i umiał - serią grafik,
celnych w swym sarkazmie, ostrych w krytyce nienawistnego
systemu, znakomitych. Czy się bał? Pewnie, ale uważał, że
rozsyłając do różnych osób odbitki tych drzeworytów, robi to, co
może. Co mu dyktuje sumienie.
Później zauważył, że wśród kamieni, z których wybudowano
podwórze w Żarnowcu są fragmenty macew, nagrobków ka­
miennych z pobliskiego cmentarza żydowskiego. Nagrobków,
których nie miał już kto ocalić, obronić, uszanować. Zrobił to więc
on. Wykopał z drogi, oczyścił, zachował - i przed kilkoma
miesiącami widziałem je w Krakowie, wyeksponowane w piękny
i wzruszający sposób na wystawie poświęconej pamięci Żydów
i ich kulturyZnalazłem wśród nich kamienny krąg z wyborowaną w środku dziurą, służący jakiemuś gospodarzowi za osełkę.
Toborowicz odkupił ją, przywiózł do Krakowa. Pokazał na
wystawie także swoje rzeźby - figurki Żydów. Takie właśnie
„ludowe".
Ten przykład wskazuje na świadomość artysty, który gdy tego
chce - posługuje się formą ludowo-podobną, ale potrafi też
połączyć hubę, korę, wiklinową plecionkę z drewnem, by stwo­
rzyć cykle rzeźb bliższych z ducha Szkole Kenara niż wiejskiej
tradycji. Cykl religijnych rzeźb artysty wystawiono w kościele
przy ul. Żytniej w Warszawie. Zajęły całą salę.
Powiedzmy teraz, kim jest Toborowicz. Urodził się 1 grudnia
1941 r. w Woli Libertowskiej, w rodzinie chłopskiej. Mieszka na
wsi, i jest to wybór świadomy, podjęty po latach wędrówek
i poszukiwań. Różni się od otoczenia i nawet wtedy, gdy
postanawiał sobie, że będzie twórcą ludowym, była to decyzja
artysty, który zmęczony zgiełkiem i brudem tego świata chce
wrócić do źródeł. Odrzucił życie w mieście, luksusy cywilizacji.
„Współczesne wytwory ludzkie są nieludzkie - pisał. Ludzie
upodobniają się do rzeczy i stają się coraz gorsi. Konieczne jest
stworzenie sobie własnego świata". Stwarza go. W rzeźbach,
obrazach na szkle, drzeworytach, w stylu życia, wyborze warto­
ści. Otoczenie może w nim najbardziej drażnić właśnie to, że jest
inny, że nie dąży do robienia pieniędzy, że w rzeźbach widzi nie
towar do sprzedania, ale cząstkę siebie. Te, które lubi, zachowuje.
„Wiem, pisał w liście, że nie są doskonałe, jest w nich jednak coś,
może wsłuchanie się w przyrodę?"
Ważne jest dla niego to, co prawdziwe, co wynika z własnych
przemyśleń i emocji. Nie fascynują go wzory, nawet najlepsze,
lecz właśnie poszukiwania w kontakcie z przyrodą, ze śladami
przeszłości. Nie ucieka jednak od ludzi, od problemów tego
świata. Z daleka lepiej widać - mówi.
Droga twórcza Toborowicza nie była prosta. Kiedy coś osiągał,
odchodził - aby szukać gdzie indziej. Jest to przy tym droga
trudna. Żyje przecież z rzeźb, które sprzedaje, a status jego
bynajmniej nie jest jednoznaczny. W istocie jest rzeźbiarzem

2

profesjonalnym, ale łatwiej mu działać jako twórcy ludowemu.
Przeżył fazy inspiracji ludowymi świątkami, ale także ikoną
bizantyjską, snycerką łemkowską, sztuką sakralną, współczesną,
murzyńską, meksykańską. Przeżył fascynacje przyrodą bieszcza­
dzką, śladami kultury Łemków. Mieszkał przez rok w Biesz­
czadach, próbował nawet stworzyć „styl bieszczadzki", ale gdy
miał już ciekawe osiągnięcia zauważył, że wpada w rutynę.
Zwrócił się więc w inną stronę. Zawsze czegoś szukał.
Zdolności plastyczne przejawiał już jako dziecko, strugał w dre­
wnie, rzeźbił w marglu. Widząc zamiłowanie chłopca rodzice
wysłali go po ukończeniu szkoły podstawowej do Technikum
Przemysłu Kamieniarskiego i Budowlanego w Krakowie, lecz
uczelnia ta nie odpowiadała mu, przez 2 1/2 roku uczęszczał do
Zasadniczej Szkoły Metalowo-Drzewnej w Krynicy, ale naukę
przerwał, nie interesowało go bowiem robienie kasetek, lasek
i piórników. Nie chciał być rzemieślnikiem, jak o tym marzyli jego
rodzice. Zaczął malować pejzaże i portrety, w których dążył do
możliwie wiernego odtworzenia stanu psychicznego modela.
Znów szukał. Rok przebywał w Seminarium Duchownym, tam
poznał ikonografię sakralną. Próbował dostać się w Bielsku do
Liceum Plastycznego, a gdy się to nie udało zaczął malować
w Ognisku Plastycznym.
Cały czas musiał zarabiać, wykonywał więc różne prace.
W 1960 r. przeniósł się do Katowic, został górnikiem w kopalni
węgla. W tym czasie ukończył korespondencyjne liceum ogól­
nokształcące. Miał różne projekty - studiów na ASP w Krakowie,
pójścia na Wydział Matematyczny. W końcu ożenił się, pojechał
do Chwałowic gdzie otrzymał pracę instruktora kulturalno-oświatowego w Domu Górnika.
Zaczął rzeźbić w węglu. Nawiązała z nim wówczas kontakt
Cepelia i do niej dostarczał swoje rzeźbki z węgla. Miękkie
tworzywo nie dawało jednak satysfakcji, wolał rzeźbić w drewnie.
Zwrócił się ku sztuce ludowej i to z kilku powodów: świątki
najlepiej „szły", struganie ich dawało mu uspokojenie i satysfak­
cję, a przy tym sztuka ludowa była mu coraz bliższa emocjonalnie
57

�Antoni Toborowicz, Djabeł, z cyklu „Djabty bieszczadzkie" wykonywanych w latach 1969-1970. Rzeźby ustawiane były w ogrodzie artysty
58

�i artystycznie. Zauważył jednak, że się powtarza, zerwał więc
z Cepelią, wyjechał ze Śląska, wtedy to miał miejsce wspomniany
już epizod bieszczadzki, wtedy powstały pierwsze rzeźby monu­
mentalne.
Później postanowił być, z wyboru „twórcą ludowym", wrócił
więc do rodzinnej wsi, osiadł na gospodarce i odtąd rzeźbi,
pracując jednocześnie na roli. „Urządza na nowo mieszkanie,
pisał w 1971 r. Andrzej Krasnowolski , stawia piece z polnych
kamieni, usuwa zakupione dawniej meble „na wysoki połysk"
3

i zastępuje je meblami wyrabianymi własnoręcznie, o oryginalnej,
przemyślanej formie". Stworzył otoczenie na miarę swoich po­
trzeb. Tam, na wsi, rzeźbi eksperymentując, ale też i musi zarabiać
sprzedając ludowo-podobne figurki. Jego dorobek wciąż się
powiększa. Powstają monumentalne diabły, figury, które stawia
na polu, powstają cykle drzeworytów, których ukoronowaniem
jest grafika stanu wojennego. Powstają także obrazy. Artysta
ciągle tworzy, nie wystarcza mu to, czego dokonał. Tworzy, wciąż
mało znany , gdzieś na marginesie sztuki wielkiej, ludowej,
nieprofesjonalnej. Na marginesie?
4

PRZYPISY
1

Chevra, Galeria Camelot (Weroniki Łodzińskiej) kwiecień
- m a j 1990 r. Wystawa w ramach II Festiwalu Kultury Żydowskiej.
Projekt environement: Andrzej Majewski, wstęp do katalogu: A.
Jackowski, Rzeźba: A. Toborowicz, A. Zegadło, J. Zganiacz,
malarstwo: A. Słowiński.
Etnograf, który odwiedził go przed laty w sezonie turystycz­
nym, opowiadał że przed domem zastał dzieci, brudne, w byle
jakich ubrankach. Jak się chce być ludowym, mówił, to trzeba
odpowiadać wyobrażeniu, jakie turyści mają o „ludowym artyś­
cie". Toborowicz, kiedy się go widzi po raz pierwszy, przy
zajęciach gospodarskich, wyobrażenie takie zda się potwierdzać.
A. Krasnowolski, Antoni Toborowicz a sztuka ludowa, „Pol­
ska Sztuka Ludowa", 1971 nr 4
Toborowicz miał wystawy indywidualne w Baligrodzie
2

3

4

(1970), Olkuszu (1970), Warszawie (1971 - Galeria Uniwer­
sytetu Warszawskiego), Wrocławiu (1972 - Klub Związków
Twórczych), Sanoku (1970, 1975), Krakowie (1975, 1989,
1990), Katowicach (1989 - Muzeum Śląskie).
Prace jego wystawiono w okresie stanu wojennego w koś­
ciołach (m.in. w Warszawie, w kościele przy ul. Żytniej w 1982 г.).
Uczestniczył w wystawach zbiorowych, m.in. w blisko 30
organizowanych w kraju i zagranicą przez Muzeum Etnograficzne
w Toruniu, w I Triennale Plastyki Nieprofesjonalnej, Szczecin
1976.
Kolekcje rzeźb artysty zakupiły Muzeum Śląskie w Katowicach
oraz Muzeum Etnograficzne w Toruniu. Rzeźby i drzeworyty
w wielu kolekcjach prywatnych (zwł. Jacka Łodzińskiego w Kra­
kowie).

Fragment listu Antoniego Toborowicza z 23 września 1990
[...] Stan wojenny - co miesiąc spotkania na Żytniej. Dużo
modlitwy. Diabły wszystkie wywiezione z domu do Łęczycy na
konkurs i do sprzedania, by ich już w domu nie było. W rzeźbie
przeważnie temat Maryjny albo Ukrzyżowanie. Do kościoła na
Żytniej projekty konfesjonałów, ławek, klęczników, ołtarza. Co on
tu szuka? To dobre, ale do kościoła na wieś. Z wystawy na Żytniej
zostały rzeźby, których nie rozkradli. Jak je odebrać?
1

Łodziński wiele razy ratował mnie w biedzie. Wyremontował
samochód, pożyczył namiot. Pojechaliśmy na wakacje z dziećmi
pod namiot. Przyjechał na komunię córki, robił zdjęcia. Z tej jego
dobroci powstał cykl „Żydzi".
W sąsiedniej wsi Porębie Dzierżnej walił się stary drewniany
dworek w otoczeniu pięknych drzew i stawów. Starania o naby­
cie dworku idą początkowo pomyślnie. Kupuję materiał budow­
lany. Dworek bierze jednak prawowita właścicielka a ja z kupio­
nego materiału buduję dom: bielony, kryty gontami . Niedaleko
szlak turystyczny, będą noclegi dla turystów. Córki jak ukończą
ASP będą mieć pracownie. Przedsięwzięcie okazało się za
kosztowne. Prace trwają całe lato 89 do późnej jesieni. Sam
muruję z kamieni polnych, do roboty zaprzągnięta cała rodzina.
Mści się to, czego nigdy nie zauważałem, a co widział etnograf
- „dzieci brudne, ubrane w byle co". Odchodzą - jedna, a potem
druga - najstarsze córki.
W 1990 drożyzna. Na budowie zostaję sam, bo nie ma
2

pieniędzy na majstrów. Już prawie miesiąc leje. Leje więc można
by coś zarobić rzeźbami, ale to się nie da na zawołanie. Chciałoby
się z tego koszmaru obudzić. Ale może jutro będzie cieplej. Może
przybędzie sił.
Ostatnie moje fascynacje to baśnie. Wierzę, że to wszystko się
odmieni, stanie się jakiś cud. Na budowę przylatują różne ptaszki,
nietoperze, przychodzą koty i myszy. W nocy pełno straszydeł.
Kilka z nich wyrzeźbiłem. Nie podobają się ludziom, ale mnie są
bardzo bliskie.
Leżę w łóżku chory, bo w deszczu zbierałem ziemniaki.
Pasowało by je sprzedać. Boję się handlarzy, bo się ze mnie
wyśmiewają. Przeważnie pijani, jacyś groźni.
Pies Łapa żałośnie na mnie patrzy i chciałby powiedzieć - oj
ciężkie to życie. Takie już jest. Pasowałoby się ubrać, pojeść
sobie, czasem posprzątać a na to nie ma czasu, bo wiecznie coś
ważniejszego. Dzieci, te młodsze, takie miłe. Już tak dawno im nic
nie kupiłem. Tego lata nigdzie z nimi nie byłem. Już drugi rok
budowa i budowa.
Nie jest to tak szlachetnie jak Pan pisze , bardziej obłąkanie
i żałośnie.
Jak jest trochę ludzkiego ciepła i sprzyjającej pory to powstają
rzeźby, ale to się dzieje samo.
Życzę Panu dużo zdrowia i wszystkiego dobrego
Antoni Toborowicz
3

4

PRZYPISY
1

Jacek Łodziński, kolekcjoner krakowski, mecenas sztuki,
właściciel kramu, także ze sztuką ludową w Sukiennicach.
Zorganizował w okresie II Festiwalu Kultury Żydowskiej wystawę
„Chevra" w galerii „Camelot" przy ul. Św. Jana. Znalazły się na
niej m.in. rzeźby w drzewie Toborowicza oraz wykopane przez
niego macewy żydowskie. W scenerii Andrzeja Majewskiego,
obok jego obrazów i „Wozu Żyda-Wiecznego Tułacza" stanowiły
przejmujący symbol losu zamordowanego narodu.
Jacek Łodziński zorganizował w 1977 r. w krakowskim M u ­
zeum Etnograficznym wystawę obrazów Katarzyny Gawłowej,
którą się przez wiele lat opiekował. Wernisaż wystawy był
wydarzeniem artystycznym w Krakowie, najpiękniejszą prezenta­
cją twórcy i jego dzieła, jakie zdarzyło mi się widzieć. Ostatnio, 15
grudnia rozstrzygnięto w Krakowie I Ogólnopolski Konkurs

Szopek Ludowych. Zorganizował go, jak i wystawę w Sukien­
nicach, Jacek Łodziński. On też ufundował nagrody, a w okresie
świątecznym zapraszał do Krakowa zespoły Kolędnicze. Zamówił
też u Józefa Zganiacza z Fałkowa wielkie figury szopkowe, które
ustawiono na Rynku w specjalnie zbudowanej z drewna kaplicy.
Dom jest piękny w proporcjach, niekonwencjonalny, za­
projektowany przez Toborowicza. Architekt rozwinął i skon­
kretyzował myśl twórcy i zarazem wykonawcy. Gdy byłem
u Toborowicza, wraz z ekipą filmową, w październiku 1990 г.,
stawiał krokwie.
Łapa jest dobrym, szlachetnym psem, kocha dzieci, nie wie,
że ludzie mogą być źli. Na to, że obroni - nie można liczyć.
Swój tekst posłałem Toborowiczowi z prośbą o uzupełnienie
dat i weryfikację. Odesłał mi wraz z listem, którego część ogólną
przytaczam.
2

3

4

59

�4
60

5

�61

�62

�Fragment listu z grudnia:
(...) Przyswajanie sobie zdobyczy technik szło mi zawsze opornie. Nigdy nie lubiłem robić koło
motoru, samochodu a nawet roweru. Jestem za słaby by żyć tak jak dawniej ludzie żyli.
W dawnych czasach widzę wiele piękna i dobroci. Współczesne wytwory ludzkie są
nieludzkie, nieprzyjazne, śmierdzą, są trujące. Ludzie upodabniają się do rzeczy i stają się coraz
gorsi. Konieczne jest stworzenie sobie własnego świata, oazy w której można się skryć przed
ludźmi, którzy mnie nie cierpią za to, że widzę rzeczy nie takimi jak inni, że słyszę dziwną muzykę.
Mam nadzieję, że kiedyś swoją robotą przekonam ludzi, że najgłośniejszy jest pokorny zachwyt
nad światem, że zachwycę swoją robotą, a oglądać moje rzeźby będzie bardzo przyjemnie.
Ciekawe jest stałe odkrywanie świata. Przyroda w swym corocznym rytmie pokazuje tyle
różności, że można godzinami zachwyconym stać, z gębą rozdziawioną.
To zapatrzenie i ten pokorny zachwyt należy się tylko przyrodzie. Wytwory ludzkie mniej mnie
obchodzą, mimo biegłości rzemieślniczej i przeżyć osobistych, które nie zawsze możemy
zrozumieć. Są to sprawy bardzo osobiste, dlatego nie wolno się wzorować na nikim. Popełniło
się w życiu trochę błędów i zapatrzeń na byle kogo. Dziś wstydzę się za rzeźby zrobione „pod
wpływem" (bardzo tych rzeźb nie lubię).
Powoli nabieram pewności siebie. Coraz rzadziej wzoruję się na czyjejś robocie. Tylko gdy
mnie czasem coś zachwyci u kogoś, uważam że robię to jeszcze lepiej.
Najleoszym wzorem jest przyroda, kształty kwiatów, kłosów, gałęzi, grzybów, zbocza Doliny
Kościeliskiej, pagórki koło Zagórza. Stare kapliczki, świątki, chałupy, narzędzia drewniane
rzeźbione przez artystę i przez czas.
Wiele piękna jest w ludziach i ich opowieściach. Rozmawiając z nimi można się tak naładować,
że jest co robić przez wiele dni. Rozmawiając z ludźmi o swej robocie nie pytam ich jak mam
robić. Jak — to ja sam pomyślę, w tym cała przyjemność. Chodzi o to, co robić. Obawiam się, że
i tego mi nikt nie powie. Pewnie to tylko tęsknota do ludzi.
Zarzucają mi, że wszystko co robię jest od Sasa do łasa. Dlaczego to nie ma stylu, jest takie
różnorodne? Chwytanie wszystkich srok za ogony, meble, świątki, drzeworyty i pszczoły, szafki
i owce, płaskorzeźby, maski i zwierzaki, malarstwo na szkle i ule rzeźbione, kapliczki i laski, piece
i co tam jeszcze. Wszystko to jest jednak podobne do siebie i podobnie robione. Podobny jest ul
rzeźbiony i kapliczka, szafka i kominek, meble i zwierzaki, kompozycja rzeźby i drzeworytu.
Rzeźby moje nabierają wartości w miarę upływu czasu. Nie można określić na czym polega ich
wartość. Pozornie mają tyle błędów i niby łatwo udowodnić, że są mało warte. Jest w nich jednak
coś, może wsłuchanie się w przyrodę? Są nie jak żywe, ale są żywe. Żyją sobie na strychu. Gdy mi
jest smutno albo źle wychodzę na górę i tam nie ważne są sprawy doczesne. Niekonieczne są
pieniądze, ubranie, czy żarcie.
Antoni Toborowicz

Fot.: Andrzej Krasnowolski —

il. 2; J a n Swiderski —

3 do 9

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7589" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7569">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a68479e4b66299a526c29f3a8fbb4f05.pdf</src>
        <authentication>955fdb37ba22fec0ed85bab921c7a08e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90568">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2828</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90571">
                <text>2000</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90572">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2635</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90575">
                <text>The Eye Witness- Malinowski's Kiriwina=Naoczny świadek- Kiriwina Malinowskiego / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2000 t.54 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90577">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2000 t.54 z.1-4, s.158-167</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90579">
                <text>Sikora, Sławomir</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90581">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90582">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90583">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90585">
                <text>Sławomir Sikora • T H E E Y E WITNESS - KIRIWINA A C C O R D I N G T O MALINOWSKI

S Ł A W O M I R

SIKORA

The Eye Witness
- Malinowski's
Kiriwina

N

aturally, it is not true that so far we have been
unfamiliar with photographs by Bronisław
Malinowski. Each of his more significant
ethnographic monographs contains at least several score
of them (Argonauts of the Western Pacific - 66, The
Sexual Life of Savages - 92, Coral Gardens and Their
Magic - 116), but only after the publication of the
album by Michael Young (Malinowski's Kiriwina.
Fieldwork Photography 1915-1918) do we perceive them
differently. The primary issue at stake is probably their
size. Until now, we have dealt (almost exclusively, with
the obvious exception of illustrations published since
the beginning of 1999 in Konteksty) with small-format
photographs of inferior quality (a trait particularly
marked, although not solely, in Polish editions). They
did not encourage the reader towards studying them
more closely, and sometimes even outright hampered
such examination. Upon occasions, the enclosed
descriptions made it possible to ascertain only the fact
that what we should be seeing is almost invisible.
Furthermore, photographs in books are unavoidably
doomed (almost without exception) to act as sheer
illustrations, and to play a subordinate (or separate)
part in relation to the text. It is difficult to overcome
this order of reading or seeing, even in those books
whose task consists of transcending this rule (vide the
recently published in Polish LEmpire des signes by
Roland Barthes). This habit was not surmounted also in
publications by Malinowski, although in the majority of
cases references made in the text to illustrations
arranged in blocks, and vice versa - references made in
illustrations to the text, incline towards parallel reading
and looking. The Michael Young album not so much
reverses the relation of the text towards the
photographs (it would be difficult to maintain such an
opinion in view of the copiousness of the written word:
a very interesting and competent introduction,

* A review of Malinowski's
1915-1918

Kiriwina.

Fieldwork

Photography

by Michael W. Young, T h e University of Chicago

Press, Chicago and London

1998

comments to particular categories of photographs and
every illustration, appendices) as balances it.
It was Young's intention to 'take on the conception
devised by Malinowski', who was to have contemplated
the creation of an album version of his photographs. We
are presented, therefore, with an image of Kiriwina
Island (the Trobriands), one of the most 'sacral' and
'legendary places' in ethnography, seen 'through the
eyes' of Malinowski. In this way, we have been offered
a certain version of 1-witnessing, to refer to the
metaphorical and ambiguous formulation proposed by
Clifford Geertz ("I-Witnessing. Malinowski's Children"
in: Works and Lives. The Anthropologist as an Author).
The presented album contains 190 photographs selected
from an overall number of about 1100 deposited in the
archive of the London School of Economics, and omits
photographs published earlier by Malinowski in his
works (some 270 illustrations, not counting repetitions).
Half of the photographs not used by Malinowski suffer
from insufficient clearness or other technical faults;
consequently, we have received presumably almost half
of the 'good' and heretofore mostly unknown
photographs taken by the Ethnographer.
In a concise, albeit exhaustive manner Young
discusses the persons who influenced Malinowski-the
photographer, and characterises his photography.
Alongside Seligman and Witkacy (the latter's impact has
already been described for example by Terence Wright in
"The Anthropologist as an Artist:
Malinowski's Trobriand Photographs"), the author of the
album lists Nina Stirling (the youngest daughter of Sir
Edward Stirling, director of the South Australia
Museum), a talented and enthusiastic amateur
photographer, who for a certain time was emotionally
close to Malinowski (1915): "She probably fanned
Malinowski's fickle interest in photography, if only
because he needed to prove himself to her" [p. 10].
Mention is made also of Bill Hancock, a local pearl
trader and friend, whose influence could have been the
most significant (Malinowski used several of
Hancock's photographs in his own publications). Young
is more skeptical (than Wright, for instance) about the
supposed impact exerted by Witkacy (who was to have
acted as photographer and draughtsman during the
expedition) upon the photographs and perception skills
of his friend: "The importance of Witkiewicz's influence
on Malinowski's photography is, I suggest, not for what
he might have taught him (which in any case cannot be
determined), but what, in contrast to Witkiewicz's,
Malinowski's photography is not" [p. 13]. Similarly to
their lifestyles, the photographs taken by the two men
are diametrically different: "Malinowski appears to have
resisted the experimental, art nouveau trends indulged
by Witkiewicz. If Witkiewicz's photography leaned

158

�Sławomir Sikora • NAOCZNY ŚWIADEK - KIRIWINA MALINOWSKIEGO

O

czywiście nie jest prawdą, że nie znaliśmy do­
tychczas fotografii Bronisława Malinowskiego.
Każda z jego poważniejszych monografii etno­
graficznych mieściła przynajmniej kilkadziesiąt zdjęć (Ar­
gonauci Zachodniego Pacyfiku - 66, Zycie seksualne dzikich
- 9 1 , Ogrody koralowe i ich magia - 116), a jednak wraz
z pojawieniem się albumu Michaela Younga, Malinow­
ski's Kiriwina. Fieldwork Photography 1915-1918, zaczyna­
my na nie patrzeć odmiennie. Pierwszą sprawą, o którą
może chodzić, jest pewnie wielkość. Dotychczas fotogra­
fie Malinowskiego oglądaliśmy (prawie wyłącznie - pomi­
jam tu oczywiście zdjęcia Malinowskiego, które od po­
czątku 1999 publikujemy w „Kontekstach") w małych
fotmatach i (co dotyczy szczególnie, choć nie tylko, wy­
dań polskich) były one kiepskiej jakości. Nie zachęcały
do uważnego studiowania, a nawet go nie umożliwiały.
Czasem dołączone opisy pozwalały jedynie stwierdzić
fakt, że to, co winniśmy widzieć, jest właśnie niewidocz­
ne. Ponadto fotografie w książkach w sposób nieuniknio­
ny skazane są (prawie bez wyjątku) na ilustracyjność. Peł­
nią podrzędną (lub odrębną) wobec tekstu rolę. Taki po­
rządek czytania bądź oglądania trudno przełamać nawet
w książkach, których zadaniem jest właśnie ową regułę
przekraczać (vide dopiero teraz wydane Imperium znaków
Rolanada Barthesa). Tego obyczaju książki Malinowskie­
go również nie przełamywały, choć w większości przypad­
ków odsyłacze z tekstu do zblokowanych ilustracji i od­
wrotnie - od ilustracji do tekstu - skłaniają do patalelnego czytania i oglądania. I oto pojawia się album Michae­
la Younga, który nie tyle sprawę relacji tekstu do zdjęć
odwraca (twierdzenie takie trudno byłoby utrzymywać
wobec obfitości słowa pisanego: ciekawego i kompetent­
nego wstępu, wprowadzenia do poszczególnych kategorii
fotografii, bogatych komentarzy przy każdym zdjęciu,
apendyksów), ile relację tę równoważy.
Young swym zamierzeniem „podejmuje pomysł Mali­
nowskiego", który sam miał przemyśliwać nad stworze­
niem albumowej wersji własnych fotografii. Otrzymujemy
zatem obraz Kiriwina (Wyspy Trobrianda) - jednego
z najbardziej „sakralnych" i obrośniętych legendą „miejsc
w etnografii" - postrzegany „oczyma" Malinowskiego.
Otrzymujemy tym samym pewną wersję I-witnessing, by
skorzystać z metaforycznego i dwuznacznego sformułowa­
nia Clifforda Geertza (Zaświadczające Ja. Dzieci Malinow­
skiego, w: Dzieh i życie. Antropolog jako autor, Wydawnic­
two KR, pierwodruk „Konteksty" 1/1998).
Album Younga mieści 190 fotografii wybranych
z ogólnej liczby około 1100 znajdujących się w depozycie
w archiwum London School of Economics z pominięciem
zdjęć opublikowanych wcześniej przez Malinowskiego we
własnych pracach (około 270 fotografii nie licząc po­
wtórzeń). Połowa niewykorzystanych przez Malinowskie­
go zdjęć cierpi na niedostatki ostrości bądź też z powodu
innych technicznych usterek, można więc sądzić, że otrzy-

S Ł A W O M I R

S I K O R A

Naoczny świadek
- Kiriwina
Malinowskiego*
maliśmy prawie połowę z „dobrych" a nieznanych zdjęć
Etnografa.
Young w zwięzły lecz wyczerpujący sposób omawia po­
staci, które wpłynęły na Malinowskiego jako fotografa,
jak również charakteryzuje jego fotografię. Poza Seligmanem i Witkacym (wpływ tego ostatniego doczekał się już
omówienia np. przez Terence'a Wrighta, m.in. w Antropo­
log jako artysta: fotografie Malinowskiego z Trobriandów,
„Konteksty" 1-2/1997 oraz w niniejszym numerze) twór­
ca albumu wymienia także Ninę Stirling (najmłodszą cór­
kę Sir Edwarda Stirlinga, dyrektora South Australia M u ­
seum), zdolną i zapaloną amatorkę fotografii, z którą
przez pewien czas Malinowskiego łączyły uczucia (rok
1915): „Prawdopodobnie podsyciła ona u Malinowskiego
chybotliwe zainteresowanie fotografią, choćby dlatego, że
musiał się on przed nią sprawdzić." [s. 10] Wymienia rów­
nież Billa Hancocka, miejscowego handlarza pereł i przy­
jaciela Etnografa, którego wpływ był być może najbardziej
znaczący (Malinowski wykorzystał zresztą kilka jego foto­
grafii w swych publikacjach). Young jest bardziej scep­
tyczny (od Wrighta na przykład) w sprawie domniemane­
go wpływu Witkacego - który miał być fotografem i ry­
sownikiem w czasie ich wyprawy - tak na fotografię jak
i zdolności percepcyjne przyjaciela. „Sugerowałbym, że
waga wpływu Witkiewicza na fotogtafię Malinowskiego,
polega nie tyle na tym, czego mógł on nauczyć tego ostat­
niego (a co w każdym razie trudno określić), ile na tym,
czym fotografia Malinowskiego w przeciwieństwie do
Witkacego nie jest." [s. 13] Fotografie obu ówczesnych
przyjaciół, podobnie zresztą jak style ich życia, są diame­
tralnie różne. „Malinowski zdaje się opierać eksperymen­
talnym, związanym z nową sztuką trendom, którym ulega
Witkiewicz. O ile fotografia Witkiewicza skłania się ku
surrealizmowi, o tyle u Malinowskiego byłaby ona gwa­
rancją jego przykładnego realizmu. Podczas gdy Witkie-

* Recenzja z M i c h a e l W. Young, Malinowski's
dwork Photography

1915-1918,

Chicago and L o n d o n 1998

159

Kiriwina.

Fiel­

T h e University of Chicago Press,

�Siauiomir Sikora • T H E EYE WITNESS - KIRIWINA A C C O R D I N G T O MALINOWSKI

toward surrealism, then Malinowski would ensure that
his own exemplified realism. Whereas Witkiewicz
treated photography as an expressive art form to be
explored, Malinowski treated it purely as a visual aid to
his science" [p. 13]. Young claims that if
Witkacy's journey had not been interrupted, his
presence could have resulted in revolutionising
anthropology, not only due to a different view of the
Other, but also because his works could have served as
evidence of the difficult situation of the European in the
tropics. Photographs taken by Witkacy "would have
focused on the bizarre, cultivated the alien, visually
enhancing the savagery; one might even imagine him
creating a photographic version of Heart of Darkness" [p.
13]. (The difficulties experienced by the white man, the
'European', stemming from his uncomfortable position of
eternally 'not belonging', and assorted attempts at
'solving' this question are discussed with great insight by
James Clifford in Predicament of Culture). Fascinated by
fragmentation, disintegration, and the adorned masks,
Witkacy was also interested in the game played within
inconsistent identity, a problem which appeared, at least
in ethnology, much later. Naturally, we could deliberate
on the outcome of strongly individualised portraits from
the Other World, and ask whether they would not have
caused an earlier undermining of the perception of the
alien in general categories, predominantly as
a representative of another culture.
The expansive use to which Malinowski put
photography is a historical precedence, although at the
same time his attitude towards it appeared to be
decidedly ambiguous. O n the one hand, he regarded
photography as important - expenses associated with it
remained relatively high (about 10% of the general
costs, according to Young); on the other hand,
Malinowski blamed himself for insufficiently exploiting
this invention (and even mentioned "deadly sin" in this
particular context): "Perhaps if you compare my books
with other field-work accounts you will not realise how
badly mine are documented in their pictorial outfit. (...)
I treated photography as a secondary occupation and
a somewhat unimportant way of collecting evidence.
This was a serious mistake. In writing up my material on
gardens I find that the control of my fieldnotes by means
of photographs has let me to reformulate my statement
on innumerable points (...) In particular, I went by the
principle of, roughly speaking, picturesqueness and
accessibility (...) I put photography on the same level as
the collecting of curios - almost as an accessory
relaxation of field-work. (...) A general source of
inadequacies in all my material, whether photographic
or linguistic or descriptive, consist in the fact that, like
every ethnographer, I was lured by the dramatic,
exceptional and sensational. (...) In photography my

failure to snap a group of men sitting in front of a hut
because they just looked like an everyday group of men
sitting before a hut is an example of this. It was also
a deadly sin against the functional method, the main
point of which is that form matters less than function.
Twelve people sitting round a mat in front of a house,
because they came there by accident and stayed
gossiping, have the same 'form' as the same twelve
people collected on important garden business." (Coral
Gardens and Their Magic, p. 461-62)
The last mentioned issue entitles us to declare that
Malinowski was perfectly aware of a certain difficulty
associated with photography and its employment,
namely, of the fact that photographs "depicting form"
(form versus function) experience considerable problems
with rendering meaning indelible and with transmitting
sense; i . e. with that which Kirsten Hastrup labelled as
the incapability of conveying a "thick description" (an
opinion with which I cannot fully agree, as I have tried
to show in the past) .The fact that Malinowski was aware
of the ambivalent significance of photography could be
testified also by the use of the same photographs in
assorted contexts and for the purpose of illustrating
various issues. Although, on the one hand, Malinowski
criticised himself, for example, for not taking
photographs of all the phases of a given ritual, and, on
the other hand, blamed himself for treating photography
"almost as relaxation during fieldwork", we may presume
that sometimes he actually conceived photography more
as an obligation than a pleasure (a stance which could
be related to the manner in which he approached
scientific activity). He chided himself, not only in his
Diary, for forgetting to take the camera or to load it, as
well as for unsuccessful photographs, which produced his
anger and impatience.
Originally, Young planned a chronological
arrangement of the photographs. In view of the scant
descriptions of the illustrations or their absence he
resigned from this project. Instead, we have been
presented with an album containing fourteen blocks of
illustrations, which Young described as "photo-essays"
(Samarai, "Gate to the Field"; Picturing the
Ethnographer; Touluwa, Chief of Omarakana; Coral
Gardens and Their Harvests; Dancing at Milarnala;
"Physical Types" and "Personalities"; Magic; Fishing and
Canoes of the Lagoon; "Village Scenes"; Women's
Domain; "The Children's Republic"; Mortuary Rites and
Exchanges; Masawa Canoes and Kula Quest; "Black and
White"), categories borrowed partially from the
classification proposed by Malinowski himself, who
grouped his photographs in 31 classes. The blocks of
illustrations are preceded by an introduction, and each
of the photographs is accompanied by an in-depth
commentary. The caption for photograph 9, showing

160

��������Statek "Borda". 28 lutego 1920
"Barda" ship. February 28,

1920

Marni Masson (siostra Elsie Masson) żegna odpływającą "Bordę"; Austarlia. 28 lutego 1920
Marni Masson (Elsie Massons

sister) having farewell to the "Borda". Australia,
Ze zbiorów Heleny Wayne
The collection of Helena Wayne

February 28,

1920

�Sławomir Sikora • NAOCZNY ŚWIADEK - KIRIWINA MALINOWSKIEGO

wicz traktował fotografię jako formę sztuki ekspresyjnej,
którą należy badać, to Malinowski traktował ją jedynie
jako wizualną pomoc dla swojej nauki." [s. 13] Young
utrzymuje, że gdyby podróż Witkacego nie została prze­
rwana, mogłoby to prowadzić do zrewolucjonizowania
antropologii. I idzie nie tylko o inne spojtzenie na Inne­
go, lecz także o to, że prace takie mogłyby dać świadec­
two trudnego położenia Eutopejczyka w tropikach,
w świecie ciemnoskórych ludzi (Bzik tropikalny). Fotogtafie Witkacego „Ogniskowałyby się na tym, co dziwaczne,
na kultywowaniu obcości, wizualnym podkreśleniu dzi­
kości; można by sobie nawet wyobrażać, że stworzyłby on
fotograficzną wersję jądra ciemności." [s. 13]. (O trudno­
ściach jakie dla białego człowieka, „Europejczyka" wyni­
kają z tego kłopotliwego położenia, bycia zawsze „nie na
miejscu" oraz różnych próbach „rozwiązania" tej kwestii
wnikliwie pisze James Clifford w Kłopotach z kulturą.) Za­
interesowany fragmentacją, dezintegracją, przywdziewa­
nymi maskami Witkacy, tym samym zainteresowany był
również grą w obrębie niespójnej tożsamości, proble­
mem, który przynajmniej w etnologii pojawił się zdecy­
dowanie później. Można się rzeczywiście zastanawiać co
dałyby silnie zindywidualizowane portrety postaci z Inne­
go Świata, czy nie spowodowałoby one wcześniejszego
podważenia postrzegania obcego w kategoriach ogól­
nych, przede wszystkim jako przedstawiciela innej kultu­
ry czy tasy.
Rozległość wykorzystania fotografii przez Malinow­
skiego jest historycznym precedensem, choć jednocze­
śnie jego stosunek do niej wydaje się zdecydowanie nie­
jednoznaczny. Z jednej strony można uznać, że fotografia
jest dla niego ważna - wydatki na związane z nią sprawy
są względnie duże (około 10 procent ogólnych kosztów
według Younga), ale także Malinowski obwinia się (poja­
wia się w tym kontekście nawet sformułowanie „grzech
śmiertelny") o niedostateczne wykorzystanie tego wyna­
lazku: „Gdy czytelnik porównuje moje prace z innymi re­
lacjami z badań terenowych, być może nie uświadomi so­
bie, jak uboga jest dokumentacja fotograficzna moich
prac. (...) Fotografię ttaktowałem jako drugorzędne zaję­
cie i jako niezbyt ważny sposób zbierania informacji. Był
to poważny błąd. Sprawdzanie notatek terenowych z za­
stosowaniem fotografii w czasie opracowania materiałów
dotyczących ogrodów skłoniło mnie do przeformułowania moich twierdzeń w licznych punktach. (...) Szczegól­
ny błąd polegał na tym, że stosowałem tu, z grubsza bio­
rąc, zasadę malowniczości i dostępności. (...) Fotografo­
wałem to, co było miłe dla oka i doskonale nadawało się
do sfotografowania. (...) fotografowanie potraktowałem
na równi ze zbieraniem ciekawostek - niemalże jako re­
laks w pracy terenowej. (...) Głównym źródłem braków
we wszystkich moich materiałach, czy to fotograficz­
nych, czy lingwistycznych, czy też opisowych jest fakt, że,
jak każdego etnografa, nęciły mnie wydarzenia drama­

tyczne, wyjątkowe i sensacyjne. (...) W fotografowaniu
przykładem tego jest sytuacja, w której nie utrwaliłem na
zdjęciu grupy ludzi siedzących przed chatą, ponieważ
w ich wyglądzie nie było nic nadzwyczajnego. Był to rów­
nież grzech śmiertelny przeciw metodzie funkcjonalnej,
której istota polega gównie na tym, że forma ma mniej­
sze znaczenie niż funkcja. Grupa złożona z dwunastu
osób siedzących wokół maty przed domem, które przyszły
tam przypadkowo i pozostały, aby poplotkować, posiada
taką samą 'formę', jak grupa złożona z tych samych dwu­
nastu osób, które uczestniczą w doniosłej ceremonii
ogrodniczej." (Ogrody koralowe i ich magia, s. 661-663)
Ostatnia z poruszonych kwestii pozwala twierdzić, że
Malinowski doskonale zdawał sobie sprawę z pewnej
trudności jaką niesie fotografia i jej wykorzystanie,
a mianowicie z faktu, iż zdjęcia „ukazując formy" (forma
versus funkcja) mają duży kłopot z utrwalaniem znacze­
nia, z przekazaniem sensu, z tym, co Kirsten Hastrup
określiła jako niezdolność fotografii do przekazania „opi­
su gęstego" (z czym zresztą nie w pełni mogę się zgodzić,
czemu starałem się dać już wyraz). O rym, że Malinowski
miał świadomość ambiwalentnego znaczenia fotografii
może świadczyć także fakt wykorzystania tych samych
zdjęć w różnych kontekstach dla zilustrowania różnych
zagadnień. Chociaż Malinowski z jednej strony gani sie­
bie, na przykład, za nie wykonanie zdjęć wszystkich faz
danego obrzędu, z drugiej zaś obwinia, iż fotografowanie
traktuje „niemalże jako relaks w pracy terenowej", to
jednak czasem można by mniemać, że faktycznie postrze­
ga fotografowanie zdecydowanie bardziej jako powin­
ność, obowiązek niż jako przyjemność (co może pokrew­
ne jest sposobowi w jaki podchodzi do działalności nau­
kowej). Nie tylko w Dziennikach karci się za nie zabranie
aparatu, zapomnienie załadowania go, niepowodzenia
w wykonaniu zdjęć, a niepowodzenia owe budzą jego
zniecierpliwienie i złość.
Pierwotnie Young planował chronologiczny układ fo­
tografii w albumie. Jednak wobec skąpych opisów zdjęć,
bądź też ich braku, odstąpił od tego zamierzenia. Osta­
tecznie otrzymaliśmy album składający się z czternastu
bloków iłusttacji, „foto-esejów" - jak nazywa je Young
(Samarai, „Gate to the Field"; Picturing the Ethnogra­
pher; Touluwa, Chief of Omarakana; Coral Gardens and
Their Harvests; Dancing at Milamala; ..Physical Types"
and ..Personalities"; Magic; Fishing and Canoes of the
Lagoon; ..Village Scenes"; Women's Domain; „The Chil­
dren's Republic"; Mortuary Rites and Exchanges; Masawa Canoes and Kula Quest; „Black and White"), kate­
gorii zaczerpniętych częściowo z klasyfikacji samego Ma­
linowskiego, który zgrupował własne fotografie w 31 kla­
sach. Bloki ilustracji poprzedzone są wstępem, a każde ze
zdjęć opatrzone wnikliwym komentarzem. Pod ilustra­
cją 9., ukazują tubylców zgromadzonych przed namiotem
Etnografa, czytamy:

161

�Sławomir Sikora • T H E EYE WITNESS - KIRIWINA A C C O R D I N G T O MALINOWSKI

natives gathered in front of the Ethnographer's tent,
says: "This photograph of Malinowski's tent in
Omarakana is distinguished by the absence of the
ethnographer, whose seated, silhouetted profile appears
in its companion image, reproduced by George Stocking
as an 'ironic icon' of Malinowski's 'ethnographic method
and anthropological (cum colonial) authority'." [The
photograph, reproduced by Stocking, was issued in
Konteksty no.1-2/1997, p. 152]. „The group outside the
tent, Stocking suggests, are 'observing their momentarily
non-participant observed self-absorbed in the work of
representing them'. (Malinowski was equally likely, of
course to have been writing to his fiancee.)
The observer standing stiffly in front of the tent is
Malinowski's 'favourite informant' and 'best friend',
Tokulubakiki, the son of Molubabeba, a member of the
chiefly Tabulu subclan. The roof of Bagidou's house can
be seen behind him, a house that was built in 1917 and
therefore dates the photograph to Malinowski's second
sojourn in Omarakana. His camp bed is clearly visible, as
is his table of patent medicines to the right.
O n 7 June 1918, the day he arrived in Omarakana,
Malinowski wrote to Elsie Masson, 'Then I supervised
the erecting of my tent, which was put up quickly and
well... Then up my favourite Tokulabakiki turned,
a decent, honest, straightforward man, as far as they
make them here. There were of course all the guya'us
[chiefs]: Toulu[wa], cadging [tobacco] right out. There
was Bagido'u, his kadala (sister's son) and heir
apparent... I am writing this about 9 P M . ... The bulk of
my friends have dispersed after energetic requests. A few
select ones are still here, perched on my boxes, all round
my table, looking at my writing and from time to time
passing some remark sotto voice about some of my
things'."
Apparently, Young found his way about easily both
among Malinowski's legacy and the literature about him,
and often added explanations to photographs borrowed
from publications, letters, and the Diary. Moreover, he
did something even more interesting - he inserted
commentaries by Linus Digim'Rina, a young
anthropologist - the only one academically qualified
native from the Trobriands, as well as remarks (amassed
by the latter) about photographs of contemporary
inhabitants of several villages on Kiriwina, including
Omarakana, the village where Malinowski had lived.
(The natives commemorated the site of the
Ethnographer's pitched tent with a knee-high "phallic
monument", composed of a stalactite broken off a cave
ceiling).
These commentaries make it possible to date some of
the photographs (to describe the time of year and
sometimes the given sojourn with which they are
connected, etc.); upon certain occasions, they allow the

recreation of the chronological order of the illustrations
as well as describe and explain the depicted activities in
detail. Many of the figures can be identified, and some of
them are recognised as the "anthropologically alien"
residents of other islands:" 'These men are not from
Kiriwina. Perhaps they are from Sanaroa, Tewara, or the
Amphletts. [...]. I've never seen anything like those
pigtails with shells at the end.' [...] Chief Pulayasi
identified the woven hairpiece of the man on the left as
sesai [...]. 'Only Muyuwa (Woodlark) and Kitava men
wore sesai. The other man could be from Dobu'." [p.
113] In a word, the photographs are "enriched" with
information indecipherable, or almost so, for a white
anthropologist. Young placed strong emphasis on the
fact that numerous aspects of the photographs became
obvious only after the addition of observations and
comments by Linus and othet residents of Kiriwina.
We find out, among others, that none of the
photographs taken by Malinowski produce negative
connotations among the natives, even those illustrations
that could be associated with the rather infrequent
objectifying approach, which today is universally
criticised.
In his comments Young reconstructed
Malinowski's opinions. A comparison of published and
unpublished photographs enabled him to propose
suppositions concerning the views and preferences of the
Ethnographer: the relatively rare presence of white
people and the exclusion of artifacts indicating
borrowings from white man's culture. Malinowski also
avoided photographs which would demonstrate the
impact of that culture upon the natives - there are, for
example, no depictions of cricket, which already at that
time the Trobriand islanders had adapted, altering its
principles.
Malinowski almost never took portraits and avoided
close-ups; he decidedly pteferred middle distance, which
always situates figures (objects) within a wider context.
Almost all the photographs were taken horizontally
(a format facilitated, but not determined by the camera).
This preference sometimes inclined Young to question
the authorship of certain 'vertical' photographs (as in
the case of some close-ups and portraits: "The posed
figures against a backcloth strongly suggest that this
photograph was not taken by Malinowski" [p. 113]).
The Ethnographer rarely posed the photographs which
he used in publications, even in those cases when such
a procedure would have enhanced their aesthetic merits;
his approach seems to suggest a determined rejection of
so-called aesthetics, and the fact that, despite
declarations, Malinowski did not share the "principle of
picturesqueness".
Young expressed such suppositions outright:
" I suggest, then, that Malinowski saw his own

162

�Skiwomir Sikora

• NAOCZNY ŚWIADEK - KIRIWINA MALINOWSKIEGO

„Ta fotografia namiotu Malinowskiego w Omarakana
wyróżnia się nieobecnością Etnografa, którego siedząca
uchwycona z profilu postać pojawia się na towarzyszącej
jej, a reprodukowanej przez George'a Stockinga, ilustra­
cji, jako 'ironiczny obraz' 'etnograficznej metody i antro­
pologicznego (i kolonialnego) autorytetu' Malinowskie­
go [Reprodukowane u Stockinga zdjęcie zamieściliśmy
w „Kontekstach" nr 1-2/1997, s. 152]. Grupa postaci na
zewnątrz namiotu, jak sugeruje Stocking, 'obserwuje
swego chwilowo nie-uczestniczącego obserwatora zajęte­
go pracą nad ich przedstawieniem.' (Malinowski, co wy­
daje się równie prawdopodobne, mógł oczywiście pisać
wówczas do swojej narzeczonej.)
Obserwator, który stoi sztywno przed namiotem, to
'ulubiony informator' i 'najlepszy przyjaciel' Malinow­
skiego, Tokulubakiki, syn Molubabeba, członek główne­
go subklanu Tabalu. Za jego plecami widać dach zbudo­
wanego w 1917 roku domu Bagidou, co datuje fotografię
Malinowskiego na okres jego drugiego pobytu w Omara­
kana. Wyraźnie widać łóżko polowe i stojący po prawej
stronie stolik z medykamentami.
7 czerwca 1918 roku, w dniu w którym przybył do
Omarakana, Malinowski napisał do Elsie Masson; 'Po­
tem nadzorowałem rozstawienie mojego namiotu, który
został rozbity szybko i sprawnie (...) Później pojawił się
mój ulubiony Tokulubakiki, skromny, uczciwy i prostoli­
nijny człowiek, na tyle na ile kategorie te można tu
w ogóle stosować. Byli tam oczywiście wszyscy owi guya'us [wodzowie]: Toulufwa] żebrzący otwarcie [o ty­
toń] . Był tam także jego kadala (syn siostry) i prawowity
następca (...). Piszę to około 9 wieczorem. (...) Więk­
szość mych przyjaciół rozeszła się na skutek mojej usilnej
prośby. Kilku wybrańców pozostało jednak, ulokowawszy
się na skrzyniach, wokół stołu, przyglądając się mojemu
pisaniu, od czasu do czasu rzucając uwagę sotto voce na
temat niektórych moich rzeczy."
Jak widać Young z łatwością porusza się tak po spuściźnie samego Malinowskiego, jak i po literaturze na jego
temat. Fotografie często zaopatruje w objaśnienia pocho­
dzące z dzieł, listów i Dzienników. Ale Young robi rzecz
jeszcze ciekawszą: zamieszcza mianowicie komentarze do
zdjęć młodego, jedynego pochodzącego z Trobriandów
antropologa, swego byłego współpracownika, Linusa
Digim'Rina, jak również (zebrane przez tegoż ostatniego)
uwagi na temat fotografii współczesnych mieszkańców
kilku wiosek na Kiriwina, w tym również Omarakana,
wioski, w której zamieszkiwał Malinowski. (W miejscu,
gdzie rozbity był namiot Etnografa mieszkańcy na pa­
miątkę ustawili wysoki do kolan „falliczny pomnik",
odlamany od stropu jaskini koralowej stalaktyt.)
Komentarze te pozwalają datować część fotografii
(określić pory roku, czasem, z którym pobytem Malinow­
skiego się one wiążą itd.), niekiedy pozwalają na odtwo­
rzenie chronologicznego porządku zdjęć, dokładnie

określają i wyjaśniają zobrazowane czynności. Wiele po­
staci zostaje rozpoznanych, a niektóre spośród nich zi­
dentyfikowane jako „antropologicznie obce", jako mie­
szkańcy innych wysp. Linus: „Ci mężczyźni nie pochodzą
z Kiriwina. Być może są z Sanaroa, Tewara czy Ampheletts. (...) Nigdy nie widziałem nic, co przypominałoby
taki mysi ogonek [pigtail] z muszelkami na końcach
(...)", wódz Palayasi zidentyfikował zaś splecione warko­
czyki jako sesai: „Tylko Muyuwa [Woodlark] i mężczyźni
z Kitava noszą sesai. Drugi mężczyzna może być z Dobu."
[s. 113] Jednym słowem fotografie zostają „wzbogacone"
0 informacje niemożliwe, bądź prawie niemożliwe do od­
czytania przez białego antropologa. Young silnie podkre­
śla fakt, że wiele aspektów zdjęć uwidoczniło się dla nie­
go dopiero po spostrzeżeniach i komentarzach Linusa
1 innych Kiriwinian.
Dowiadujemy się też m.in., że żadne z wykonanych
przez Malinowskiego zdjęć nie wzbudza negatywnych ko­
notacji u tubylców, nawet te, które kojarzyć się mogą
z powszechnie dziś krytykowanymi uprzedmiotowiającymi ujęciami (których jest zresztą niewiele).
Komentując zdjęcia Young rekonstruuje przy okazji
poglądy Malinowskiego. Porównanie opublikowanych
zdjęć z nieopublikowanymi pozwala mu snuć domniema­
nia na temat zapatrywań i preferencji Etnografa: stosun­
kowo rzadko na fotografiach pojawiają się biali, Mali­
nowski wyklucza artefakty, które wskazują na zapożycze­
nia z kultury białych; unikał też prezentacji zdjęć, które
ukazywałyby wpływ kultury białych na tubylców - brak
jest np. jakiejkolwiek ilustracji gry w krykieta, którą to
grę z upodobaniem przyswoili już sobie w owym czasie
Trobriandczycy, zmieniając zresztą zdecydowanie jej za­
sady.
Malinowski prawie nie robił portretów, unikał zbli­
żeń, zdecydowanie preferował średni dystans, który za­
wsze lokuje postaci (obiekty) w szerszym kontekście.
Prawie wszystkie fotografie wykonane są w poziomie (ta­
ki format ułatwiał, choć nie determinował używany przez
niego aparat fotograficzny). Ta preferencja Malinowskie­
go wiedzie czasem Younga do zakwestionowania autor­
stwa pewnych „pionowych" fotografii (podobnie rzecz się
przedstawia w przypadku pewnych zbliżeń i portretów:
„Pozujące na tle ekranu postaci silnie sugerują, że foto­
grafia ta nie została wykonana przez Malinowskiego." [s.
113]). Etnograf rzadko kadrował zdjęcia, które wykorzy­
stał w publikacjach, nawet wtedy, kiedy podniosłoby to
ich walor estetyczny: sugeruje to raczej zdecydowane od­
cinanie się od spraw tzw. estetyki oraz że „zasada malowniczości", wbrew oświadczeniom, nie była mu aż tak bli­
ska.
Takie domniemania Young wyraża zresztą expressis
verbis: „Sugeruję zatem, że Malinowski postrzegał własne
fotografie jako chwytanie (czy też w stopniu w jakim by­
ły pozowane, jako przedstawianie) ulotnych chwil życia

163

�Sławomir Sikora • T H E E Y E WITNESS - KIRIWINA A C C O R D I N G T O MALINOWSKI

И. 150 w albumie Michaela Younga. Podpis Malinowskiego na odwrocie: „Jedzenie świni w czasie sagali w O b u r a k u .
Plate 150 in Michael

Young's album. Malinowski's

caption on the reverse: "Pig-eating during sagali in

photographs as capturing (or to the degree that they
were posed, as representing) ephemeral moments of
social life, visual analogues or equally ephemeral verbal
utterances. Both could be {should be, according to his
later functionalist theory) analyzed in forms of 'concrete
documentation'. Photographs which excluded or
deliberately erased context were worthless as
ethnographic documents; they could neither illuminate
nor explain". This assumption must have also been
a derivative, as I have mentioned, of a comprehension of
wavering significance in photogtaphy.
Aloofness instead of a "face to face" encounter with
the native, "to grasp the native point of view, his
relation to life, to realise his vision of his world"
(Argonauts..., p. 57) suggests rather the maintenance of
distance and the "observing eye", and shows an
objectivised world portrayed in the manner in which
Malinowski saw it. Chatacteristically, the "fieldwork"
photographs (at least those known to me) do not
contain an en face likeness of Malinowski; he always
posed showing his profile, either while 'discussing' some
problem with the natives, examining an artifact, or
preparing himself for taking a photograph (which could
be regarded as a 'mask' of en face contact). In this
respect, his photographs clearly contrast with, for
example, the later depictions of Matgaret Mead, who
preferred to be seen decidedly closet to the natives, and
sometimes even in a friendly embrace.
Young mentions the narrative nature of the

Oburaku

photographs in Malinowski's books. The same feature is
sttessed by Wright, who wrote about an almost
"journalistic" approach, discernible, for instance, in
a sequence of photographs "capturing" the process of
building a house. It appears to me, however, that such
narrative qualities are not all that frequent i n
Young's album, a fact which partially stems from the
'actual state of things', i . e. the nature of the existing
photographs, and partly from the premise accepted by
Young, namely, of not reproducing photographs
published earlier in monographic studies by the
Ethnographer, a view which carries also a more
'scientific' approach to the whole enterprise: you shall
see unknown photographs... The enrichment of the
album by means of certain familiat photographs would
have, i n my opinion, made it possible to render the
whole 'spectacle' more dramatic. Science, classification,
and cognition decidedly win in this ever-present
opposition between science and art, which continues to
be so difficult to overcome...
Although the following comparison does not appear
to be fully legitimate I would like to recall Suadades do
Brasil, an album published several years ago and
prepared by Claude Levi-Strauss upon the basis of his
photographs from a journey to Brazil (Plon 1992; some
of the illustrations have appeared already in Tristes
Tropiques). The suggested comparison seems to be
unjustified primarily because the twenty years separating
the photographs taken by Malinowski and Levi-Strauss

164

�Sławomir Sikora • NAOCZNY ŚWIADEK - KIRIWINA MALINOWSKIEGO

społecznego, jako wizualne analogie równie ulotnych
wyrażeń słownych. Zarówno jedne, jak i drugie mogłyby
być (powinny być, zgodnie z jego późniejszą teorią funk­
cjonalną) analizowane w kategoriach 'kontekstu sytua­
cyjnego'; podobnie oba typy miały być wykorzystywane
jako formy faktycznej dokumentacji'. Fotografie, które
wykluczały czy rozmyślnie zacierały kontekst były pozba­
wione wartości jako dokumenty etnograficzne; nie mogły
rzucać światła na dane zagadnienie ani go wyjaśniać." [s.
19] Takie mniemanie musiało też być pochodną - o czym
już wspominałem - zrozumienia kwestii chybotliwości
znaczenia w fotografii.

Levi-Straussa znaczyło wiele w rozwoju fotografii, jak
i samego sprzętu, jego poręczności i technicznych możli­
wości (Lćvi-Strauss powiada, że dysponował już między
innymi małoobrazkową Leicą, ale także aparatem
z obiektywem Hugo Meyera, trudnym w użyciu ze wzglę­
du na wagę, który jednak umożliwiał robienie doskona­
łych portretów). Przywołanie Levi-Straussa wydaje się
jednak ciekawe, również dlatego, że oto „mistrz klasyfi­
kacji" konstruuje swobodnie biegnącą, niespieszną opo­
wieść o własnej „podróży do tropików", a opowieść owa
(w przeciwieństwie do albumu ze zdjęciami Malinow­
skiego) dzieli się jedynie na kolejne etapy podróży: Pre­
miers regards sur Brćsil, Des Caduveo аих Воюю, Le Mon­
de des Nambikwara, En Amazonie... Otrzymujemy bogaty
zestaw portretów, pojedynczych, grupowych i rodzin­
nych, ciekawych ujęć i kadrów śmiało „tnących ciała"
(które u Malinowskiego są wielką rzadkością - por. np.
ilustrację 150) w celu zbliżenia się, skoncentrowania na
danym zjawisku, z krótkimi informacyjnymi komentarza­
mi. Pod ciekawym kadrem śpiącej na ziemi i matach gru­
py postaci w podpisie czytamy: „Nambikwarowie, co sta­
nowi wyjątek wśród Indian Południowo-amerykańskich
(którzy wynaleźli hamak), śpią na ziemi" [s. 119]. Czuje­
my, że rzeczywiście jesteśmy tam. Poznajemy ciekawych
Indian, pewne aspekty ich kultury oraz innego LeviStraussa. (I gdzie ta demonstrowana na pierwszych stro­
nach Smutku tropików niechęć do podróży, podróżników,
albumów, pokazów ze slajdami?) Ale to późne zamierze­
nie można odczytać jako kontrapunkt wobec słów wień­
czących poświęcony francuskiemu antropologowi esej
Geertza:

Ale takie chłodne oddalenie miast spotkania z tubyl­
cem „twarzą w twarz", „uchwyceni[a] tubylczego punktu
widzenia, stosunku krajowca do życia, zrozumienia jego
poglądu na jego świat" (Argonauci..., s. 57) sugeruje ra­
czej postawę dystansu i „obserwującego oka", ukazuje zo­
biektywizowany świat przedstawiony w taki sposób w ja­
ki postrzegał go Malinowski. Charakterystyczne, że nie
ma (wśród znanych mi) żadnego „terenowego" zdjęcia
Malinowskiego en face: zawsze pozuje on z profilu, „dys­
kutując" właśnie jakiś problem z tubylcami, oglądając ja­
kiś artefakt czy przygotowując się do zrobienia zdjęcia
(co można uznać właśnie za „maskę" kontaktu en face).
Pod tym względem jego fotografie jawnie kontrastują na
przykład z (późniejszym) obrazem Margaret Mead, która
wolała ukazywać się w zdecydowanie większej zażyłości
z tubylcami, czasem na przykład obejmując ich po przy­
jacielsku.
Young pisze o narracyjności umieszczonych w książ­
kach Malinowskiego fotografii. To samo podkreśla Wri­
ght, pisząc o niemalże „reporterskim" podejściu np. w se­
kwencji zdjęć „chwytających" budowę domu. Ale - jak
mi się wydaje - taka narracyjność nie za często pojawia
się w albumie Younga, co po części wynika ze „stanu fak­
tycznego" - takich a nie innych istniejących fotografii,
ale po części także z przyjętego przez Younga założenia,
np. nie reprodukowania zdjęć opublikowanych wcześniej
w monografiach Etnografa, co niesie w sobie (również)
przesłanie bardziej „naukowego" podejścia do przedsię­
wzięcia: zobaczycie fotografie, których jeszcze nie zna­
cie... Wzbogacenie albumu o pewne znane już zdjęcia
pozwoliłoby, jak sądzę, udramatyzować całe „widowisko".
Nauka, klasyfikacja, poznanie zdecydowanie zwyciężają
w tej trudnej do przezwyciężenia - stale obecnej - opo­
zycji nauki i sztuki...
Choć zestawienie takie nie wydaje się (w pełni) uza­
sadnione, to chciałbym dla porównania przywołać przy­
kład wydanego kilka lat temu ułożonego przez Claude'a Levi-Straussa albumu z jego fotografii z podróży do
Brazylii Saudades do Brasil (Plon 1994; część z tych zdjęć
znamy już ze Smutku tropików). Zestawienie takie wydaje
się nieuzasadnione przede wszystkim dlatego, że dwa­
dzieścia lat, które dzielą fotografie Malinowskiego od

„I to doprowadza nas, w końcu i nareszcie, do wyróż­
niającej właściwości całego dzieła Levi-Straussa, na
którą prędzej czy później każdy, kto zajmuje się nim
zwróci uwagę: uzmysławia nam niezwykłą atmosferę ab­
strakcyjnej rezerwy i samowystarczalności. 'Z oddali', 'za­
mknięty', 'zimny', 'duszny', 'mózgowy' - wszystkie okre­
ślenia, które gromadzą się wokół każdego rodzaju absolu­
tyzmu literackiego, gromadzą się również wokół jego
dzieła. A n i obrazowanie życia ani przywoływanie go, ani
interpretowanie ani wyjaśnianie, lecz raczej aranżowanie
i rearanżowanie materiałów, które życie pozostawia w pe­
wien sposób za sobą, w formalne systemy korespondencji
- jego książki zdają się istnieć za szkłem, zapieczętowane
przez siebie same dyskursy, w których jaguary, nasienie
i gnijące mięso przyjmowane są jako opozycje, inwersje,
izomorfizmy.
Ostatnie przesłanie Smutku tropików, i oeuvre, które
się z niego wywodzi, polega na tym, że teksty antropolo­
giczne, podobnie jak mity i pamiętniki, istnieją w mniej­
szym stopniu dla świata, aniżeli świat istnieje dla nich."
(C. Geertz, Świat w tekście. Jak czytać „Smutek tropików"
(w:) Dzklo i życie, s. 71)
Pozwala ono także domniemywać, że gdy Geertz ko-

165

�Shwomh

Sikora • T H E EYE WITNESS - KIRIWINA A C C O R D I N G T O MALINOWSKI

meant a lot in the development of photography and
equipment - its functionality and technical potential
(Levi-Strauss tecounted that he had at his disposal
a Leica as well as a camera with a Hugo Meyer lens,
difficult to use owing to its weight, but most suitable for
taking excellent portraits). The reference to Levi-Strauss
appears to be interesting also because this 'master of
classification' construed a flowing, unhurried tale about
his own 'journey to the tropics', which, in contrast to
the Malinowski album, is divided only into consecutive
stages of the journey: Premiers regards sur Brasil, Des
Caduveo aux Bororo, he Monde des Nambikwara , En
Amazonie... We are dealing with a rich collection of
individual, group and family portraits, as well as
intriguing takes and shots boldly 'slicing bodies' (a great
rarity in Malinowski's photographs - cf., e. g. plate 150)
for the purposes of attaining greater proximity and
concentrating on a given phenomenon, accompanied by
brief comments. Benedth an interesting shot of a group
of persons sleeping on the ground and on mats we read:
"The Nambikwaras sleep on the ground, an exception
among South American Indians, the inventors of the
hammock" [p. 119]. The reader has the impression of
actually 'being there'. He is introduced to fascinating
Indians, certain aspects of their culture, and an entirely
different Levi-Strauss. (Where has all that hostility
towatds journeys, travellers, albums and slide shows,
demonstrated in the opening pages of Tristes Tropiques,
gone?). O n the other hand, this late endeavour could be
deciphered as a counterpoint to the essay by Geertz,
who wrote about the French anthropologist:
"And this brings us, at last and at length, to the
marking characteristic of all of Levi-Strauss's work, one
upon which almost everyone who deals with it sooner or
later remarks: its extraordinary air of abstracted selfcontainment. A l o o f , 'closed', 'cold', 'airless', 'cerebral' all the epithets that collect around any sort of literary
absolutism collect around it. Neither picturing lives nor
evoking them, neither interpreting them nor explaining
them, but rather arranging and rearranging the materials
the lives have somehow left behind into formal systems
of correspondences - his books seem to exist behind
glass, self-sealing discourses into which jaguars, semen,
and rotting meat are admitted to become oppositions,
inversions, isomorphisms.
The final message of Tristes Tropiques, and of the
oewre that unfolds from it, is that anthropological texts,
like myths and memoirs, exist less for the world than the
world exists for them" (C. Geertz, "The World in a Text.
How to Read Tristes Tropiques", in: Works and Lives).
This approach permits us to assume that Geertz took

Levi-Strauss much too literally while commenting on
the opinion voiced in Tristes Tropiques about the
impossibility of 'reaching' the natives after finding
oneself amongst them... Apparently, Geertz did not want
to understand that the doubts harboured by the French
ethnologist concern a deeper ontological-existential
level of comprehending another person...
The purpose of my closing remarks as well as the
cited counter-example of the Levi-Strauss album is not
by any means a deprecation of Young's intentions. I was
concerned primarily with presenting a certain difficult
aspect of classification: Levi-Strauss, the master of
'distancing himself (according to Geertz) came close to
'his natives', while Malinowski, the propagator of
proximity, retains (in photographs) his "aloof
(English?), although certainly not ironic, distance. (It
should be stressed that his photographs include many
excellent takes). The endeavours pursued by Young can
only be admired, and the discussed albums can serve as
an example of the contradiction of poetics. O n the other
hand, it is worth noting that Young's undertaking is as if
inscribed into some of the conclusions drawn by Clifford,
and connected with Malinowski's writings: "Malinowski
is a complex transitional case. His ethnographies reflect
the incomplete coalescence of the modern monograph.
If he was centrally responsible for the welding of theory
and description into the authority of the professional
fieldworker, Malinowski nonetheless included material
that did not directly support his own all-too-ck ir
interpretive slant. In the many dictated myths and spells
that fill his books, he published much data that he
admittedly did not understand. The result was an open
text subject to multiple reinterpretations. It is worth
comparing such older competidiums with t/ie recent model
ethnography, which cites evidence to support a focused
interpretation but little else. In the modern, authoritative
monograph there are, in effect, no strong voices present
except that of the writer; but in Argonauts (1922) and
Coral Gardens (1935) we read page after page of magical
spells, none in any essential sense in the
ethnographer's words. These dictated texts in all but
their physical inscription are written by specific
unnamed Trobrianders. Indeed, any continuous
ethnographic routinely folds into itself a diversity of
descriptions, transcriptions, and interpretations by
a variety of indigenous 'authors'. How should these
authorial presences be made manifest?" (J. Clifford, "On
ethnographic authority", in Predicament of Culture (my
emphasis - S.S.).
Translated by Aleksandra Rodzińska-Chojnowska

166

�Sławomir Sikora • NAOCZNY ŚWIADEK - KIRIWINA MALINOWSKIEGO

mentuje słowa Levi-Straussa ze Smutku tropików, o nie­
możności „dosięgnięcia" tubylców, kiedy w końcu znalazł
się pośród nich, to czyta Levi-Straussa nazbyt literalnie...
Nie chce - jak się wydaje - zrozumieć, że wątpienie fran­
cuskiego etnologa dotyczy głębszego ontologiczno-egzystencjalnego poziomu rozumienia drugiego człowieka...
Moje końcowe uwagi, jak i przywołany kontr-przykład, album Levi-Straussa, nie mają w żadnym razie na
celu deprecjacji zamierzenia Younga. Chodziło mi przede
wszystkim o ukazanie pewnej trudności w klasyfikacji:
oto Levi-Strauss mistrz „oddalenia" (wg Geertza) zbliża
się do „swoich tubylców", a propagator zbliżenia, Mali­
nowski, zachowuje (w fotografii) „chłodny" (angielski. ,
choć na pewno nie ironiczny) dystans. (Trzeba też moc­
no podkreślić, że wśród zdjęć tego ostatniego spotykamy
wiele świetnych kadrów.) Przedsięwzięcie Younga może
wzbudzać jedynie podziw. Zaś omawiane albumy mogą
być przykładem kontradykcji poetyk. Ale warto również
zauważyć, że zamierzenie Younga wpisuje się niejako
w pewne konkluzje Clifforda związane z pisanymi dzieła­
mi Malinowskiego: „Malinowski jest złożonym przypad­
kiem przejściowym. Jego pisane etnografie odzwiercie­
dlają niepełną fuzję współczesnej monografii. Choć Ma­
linowski w przeważającej mierze przyczynił się do ukucia
autorytetu profesjonalnego badacza terenowego, opiera­
7

jącego się na teorii i opisie, to jednak włączał także ma­
teriał, który nie popierał bezpośrednio jego cokolwiek
nazbyt jasno interpretacyjnego nastawienia. Wśród licz­
nych podyktowanych mitów i zaklęć, które wypełniają
jego książki, opublikował wiele niezrozumiałych dla sie­
bie danych - co otwarcie przyznawał. W rezultacie po­
wstał tekst otwarty, podlegający ponownym interpretacjom.
Warto porównać takie starsze zbiory ze współczesnym mode­
lem pisanej etnografii, w którym podaje się dowody na popar­
cie ukierunkowanej interpretacji i już niewiele więcej. W no­
woczesnej, autorytatywnej monografii nie ma praktycznie
Żadnych istotnych głosów poza głosem autora; ale w Argo­
nautach (1922) i Ogrodach koralowych (1935) kartka za
kartką czytamy magiczne zaklęcia, z których żadne nie
ma - według słów etnografa - istotnego znaczenia. Te
podyktowane teksty są w całości, poza fizycznym zapi­
sem, napisane przez konkretnych, choć nienazwanych
Trobriandczyków. W rzeczy samej, każde etnograficzne
przedstawienie obejmuje rozmaite opisy, transkrypcje
i interpretacje podane przez różnych miejscowych 'auto­
rów'. W jaki sposób te autorskie obecności winny być
uwidocznione?" (J. Clifford, O autorytecie etnograficznym,
„Konteksty" 3-4/1995, s. 27, także: Kbpoty z kulturą,
kursywa dodana.)

167

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7586" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7565">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1d70144b6577a34ee225cdce4bb05296.pdf</src>
        <authentication>2ca368fca80d1b9c84f27197c9eec65a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90539">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5356</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90540">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90542">
                <text>2003</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90543">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4977</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90544">
                <text>Summary of articles / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90545">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.3-4; s.344-353</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90546">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90547">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90548">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90549">
                <text>Summary of articles

Anna Beata Bohdziewicz, Photographs from a Journey
The author registered her journey to Afghanistan, India and
Nepal, made years ago, by means of "mundane" notes and n
the most detailed diary.
On Memory and the Threats Facing It. A n Interview with
Ryszard Kapuściński
The conversation with the outstanding Polish reporter
Ryszard Kapuściński broached several motifs and themes
associated with memory. The opening reflections concern
memories of the birthplace and the first remembered
images, sounds and words. Kapuściński, who was born i n
the provincial town of Pińsk (the Polesie region), recalled
moments spent in his home town and reconstructed the
phenomenon of private memory. He went on to consider
biographic memory and, while discussing the book Podróże z
Herodotem (Travels w i t h Herodotus), indicated the
important role played i n his writings by Herodotus and his
writings. The third theme pertains to threats encroaching
on memory. Here, Kapuściński pointed out three basic
sources existing i n the Western world: the appearance of
mechanical carriers of memory, the excess of information in
contemporary reality, and the acceleration of the historical
process - each of those issues is subjected to a thorough
analysis.
Franklin R . Ankersmit, The Sublime Dissociation of the Past:
or how to Be(come) what One Is no Longer
Forgetting has rarely been investigated i n historical theory.
Insofar as it attracted the attention of theorist at all,
forgetting has ordinarily been considered to be a defect i n
our relationship to the past that should be overcome in one
way or another. The only exception is Nietzche who so
provocatively sung the praises of forgetting i n his On the Use
and Abuse of History (1874). But Nietzsche's conception is
the easy victim of a consistent historicism and therefore i n
need of correction. four types of forgetting are identified i n
this essay. central in the essay's argument is the fourth type.
This is the kind of forgetting taking place when a civilisation
"commits suicide" by exchanging a previous identity for a
new one. hegel's moving account of the conflict between
Socrates and Athenian state is presented as the paradigmatic
example of this kind of forgetting . Two conclusions follow
from the analysis of this type of forgetting. First, we can now
understand what should be recognized as a civilisation's
historical sublime and how the notions of the historical
sublime and of collective trauma are related. second, it
follows that myth and (scientific) history do not exclude
each other; on the contrary, (scientific) history creates myth.
This should not be taken to be a defect of history, for this is
precisely how it should be.
Kerwin Lee Klein On the Emergence of Memory in Historical
Discours. This article comes from: "Representations" winter
2000, N o 69

344

Katarzyna Kaniowska Memory and Anthropology
Interest i n memory appeared i n anthropology together with
a special auto-reflection whose outcome assumed the form
of a change of the paradigm. The emergence of such
transformations, reinforced by the powerful impact of
hermeneutic, became the reason why reflections on
knowledge and cognition, borrowed from the adherents of
hermeneutic, inclined anthropology to resign from the
effort of building successive theories of culture for the sake
of a more in-depth self-knowledge, well aware of the
specificity of anthropological cognition. It now became
necessary to discuss anew the old problems of the
objectivity of cognition, the object and the subject, sources,
interpretations and the perception of the significance of
such components of cognition which the old paradigm did
not recognise or outright neglected. The text, rhetoric and
narration, treated as important elements of the procedure of
cognition, generated interest i n the determinants of the
dialogue, the discourse,
and the
specificity
of
anthropological knowledge. Performed from the perspective
of the new paradigm, the analysis of the processes of
cognition i n anthropology disclosed that the heretofore
applied manners of explanation must be reconstructed and
expanded. If the purpose of the explanation is to consist of
comprehension then one should permit those elements
which up to now have been seen as extra-logical, to
participate i n the explanation. In this instance, the author
would be inclined to recognise the inclusion into cognition
of extra-logical elements of cognition, and the granting of
equal rank to subjectivism, envisaged as one of the most
important features of contemporary anthropology. The
recognition of subjectivism as an additional value and the
process of noticing that this value appears i n a dialogue
which builds the knowledge of both its participants is
prominent, since by doing so one notices that
anthropological knowledge stems from a subjective
experience, interpretation and understanding of the world
by the persons under examination, as well from the
subjective experience and interpretation (and sometimes
understanding) of the world by the researcher - both his
own world and examined reality. It is the different manner
of thinking about anthropological cognition and knowledge
which stirred the anthropologistsO interest i n memory
(primarily semantic). The discussions about memory
conducted i n contemporary anthropology demonstrate
clearly its assorted interpretations. The author would like to
draw attention to three manners of comprehending
memory, fundamental i n his opinion, which come to the
fore i n such discussions, and to indicate the ensuing
problems. Those three manners of analysing memory and its
role i n cognition appear i n present-day anthropology i n
accordance with one of the following convictions: memory
as the source of anthropological knowledge; memory as the
object of the knowledge possessed by anthropologists; and
memory as a tool of cognition.

Czesław Robotycki Remembrance of People's Poland - an
Anthropologist and the Experiences of the Past of Own Culture
Once the epoch of the People's Republic of Poland receded
into the distant past there emerged differentiated stands vis
a vis this historical fact, together w i t h attempted
descriptions and a documentation of the systemic reality of
bygone days. The author maintains that there exist two
levels of description - one which appears i n official
censored publications, wherein the criterion of the selection

�SUMMARY OF ARTICLES

of facts lay i n the class aspect, and a second one, suggesting
the swiftest possible riddance of this legacy, which either
entails remembering it as part of history or the obliteration
and liquidation of all traces of the infamous past. C.
Robotycki dealt with the nature of such history and its
authors, and analysed the historical, ethnological and
sociological
perception
of the
phenomenon
of
People's Poland, based on multiple publications, scientific
studies and reminiscences.

genealogical link between the two works, but with the
ideological bond. The "adventure" described by Barthes, i .
e. seeing a photograph of his deceased mother, could be
treated as a not entirely successful "experiment" of
repeating the experiment w i t h involuntary memory,
described by Proust. In this respect, the "ritual" presented in
Smoke, which consists of an encounter with a photograph of
the deceased wife, appears to be much more complete and
successful.

Dariusz Czaja, The Black Box. On the Idea of Absolute
Memory
Can one remember everything? W h a t does it mean to
"remember everything", and what is the sense of such an
activity? Upon the example of two literary texts, the author
of the article tried to resolve those questions - by resorting
to All the Names by Jose Saramago he delved into the
concept of the Archive, and by alluding to the
Encyclopaedia of the Dead by Manilo Kis he tried to disclose
the idea of the omniscient Encyclopaedia. Both those
institutions harbour the ambition of recording the existence
of every human creature, and are overwhelmed by a desire
not to ignore a single one. By referring these literary
creations to St. Augustine's brilliant reflections about
memory (Confessiones) the author inquired about the
conditions for a possible emergence of the idea of absolute
memory. He tried to answer a question about such a manner
of constructing of the human intellect which would make
possible the emergence of this essentially metaphysical idea.

Marcin Brocki The Semiosis of Memory in Ethnograph
In recent years, auto-narration (various "remembered
texts") i n ethnography has been transferred from its former
role of evidence to that of ethnographic material. I n this
fashion, memory has been treated as a tool for a semiosis of
the past which, i n addition, operates on both sides of
research-interpretation, i . e. the researched and the
researcher. I n thus conceived memory, authenticity,
envisaged as the expression of truth, becomes a challenge.
Accepting the initial thesis maintaining that ethnography
consists of the creation of texts about texts, one may
observe the mechanisms
of an autobiographical
reconstruction of the past, those "remembered texts",
perceived as the manners of its textualisation (and thus
operationalisation), i n order to disclose the creation of the
world depicted in the research praxis of ethnography. I n
contemporary anthropology the memory of researchers and,
hence, proof of that which "is really taking place on the
spot", became the same sort of data as all others. A t the
same time, the investigators had lost the power to proclaim
that i n those instances where personal experience and
memory participate i n a slight degree i n the construction of
data we obtain superior data, as well as to make a contrary
statement, namely, that we achieve such data i n those cases
when we permit personal experience and memory (also
native) to speak independently (which is not a only naive,
but also an erroneous belief).

Waldemar Kuligowski On History, Literature, the Present
and Other Forms of Forgetting
The point of departure for the reasoning presented by the
author is that culture is, first and foremost, memory, the
mechanism of storing and recreating certain models and
experiences as well as assorted types of knowledge. Today,
this situation is undergoing a profound change. Research
conducted by historians has shown that historical
consciousness expresses not so much familiarity with facts
as their interpretations; subjective visions of reality include
contemporary literature (at least from the time of Proust)
and photography. Moreover, the social sciences describe
present-day society as "nowist", "generation n o w " or
"generation X", distinctly indicating the severance of ties
with history, continuum and cultural memory. The author
concludes that social life - the media, production, politics
and love - are governed by temporariness and sometimes by
outright disposability. Memory has become an embarrassing,
provincial and old fashioned feature, neither fashionable
nor trendy.
Sławomir Sikora, "Memory: the Space in Which Events
Recur". On Photography
Smoke by Paul Auster and Wayne Wang (1995) apparently
embarks upon a theme similar to Roland Barthes' Camera
Lucida (1980), and tackles it anew, an approach that could
be concurrent with Auster's opinion, which has served as
the title of the essay. The author tried to prove that the
photographic m o t i f which does not appear i n the
foreground in Smoke, is actually essential for this film.
Moreover, it could be treated as a sui generis creative
expansion of certain experiences described by Barthes i n
Camera Lucida (the existence of such a relation is also
indicated by several motifs i n Barthes' biography). The
essay, however, is not concerned merely with following the

345

Magdalena Sztandara On the "Ethnographic Quality" of
Photography
The "ethnographic quality" of photography consists not
only of the effort of documenting details of everyday life, but
also of the fact that, on the one had, photography appears
to recreate the relations between man and the word and, on
the other hand, it records emotions. The author of the
article is interested i n photography which documents the
outline of the departing world and registers the assorted
manners of viewing it and its conceptualisation. The
ethnographic aspect is also a task for the spectator, a game
which he could conduct with an unknown world.
Our memory stores photographic stills which we use to
construct an image of the past. Photography urges that it may
survive, so that it could perpetually revive a bygone world.
Marcin A . Kafar On the Essence of the A leg to Stand on by
Oliver Sacks and To jest wasze życie (This is Your Life) by
Małgorzata Baranowska
A n analysis of two examples of the so-called literature of
malady, namely. by the American neurologist Oliver Sacks
and To jest wasze życie by the Polish poetess Małgorzata
Baranowska. Both books are interpreted as autobiographical
testimony of the lives of the authors, who translated their
own experiences of a lengthy illness
(Małgorzata
Baranowska) and suffering caused by a grave accident
(Oliver Sacks) into literary imagery.

�SUMMARY OF ARTICLES

Marcin A . Kafar focused his attention primarily on
indicating and defining the role played by literature and the
Word as such, which i n the face of an illness proved to be
a significant heuristic measure (and contributed, i . a. to
constructing knowledge about the illness) as well as
a therapeutic and cathartic medium.
In a wider context it is possible to connect them with art
motifs encountered i n situations of individual and social
crises, which - i n the opinion of the author of the article could indicate the existence of a sui generis pattern of
symbolic activity, revealed at the moment of man's opening
to a different reality, whose distinct examples include illness
Dipesh Chakrabarty Who Speak for "Indian'Pastsl
The problem of rewriting the history of the once colonial
countries is one of the main concerns of the Subaltern
Studies Group. Dipesh Chakrabarty, Professor of South
Asian Studies and History at the University of Chicago and
member of this group recalls at the beginning of his article
an opinion that owing to the project of Subaltern Studies,
"perhaps for the first time since colonization Indians are
showing sustained signs of reappropriating the capacity to
represent themselves [within the discipline of history]" .
However, being a historian himself, he adds that although
he finds the congratulation gratifying, it is premature. The
main problem, according to Chakrabarty, is the perception
of the academic discourse of history, which almost always
treats "Europe" as "the sovereign, theoretical subject of all
histories, including the ones we call 'Indian,' 'Chinese,'
'Kenyan,' and so on." The "other" histories somehow seem
to belong to the "history of Europe" and thus are always in
the position of subalternity. However, it is interesting to
notice that Chakrabarty treats "Europe" (in his article
"Europe" is always put i n inverted commas) as some sort of
abstract, "hyperreal" figure, "whose geographical referent
remain[s] somewhat indeterminate." But it is this "Europe"
that is often perceived as the cradle of ideas such as the
nation state, citizenship or capital.
2

Apart from being i n the position of subalternity, the history
and self-representation of the postcolonial countries had to
face another problem. Imperialist and expansive Europe
constructed certain metanarratives, i n which the world was
divided into the centre (Europe) and its peripheries. The
centre celebrated the idea of the nation state, and as its
influence on colonies lasted for centuries, the peripheral
countries had to accept the view that the nation state is the
most desirable form of political community. So if we
consider the "Indian nation," for example, we will notice
that it was divided into peasantry and "modern" elite. The
desire to be "modern" resulted in, as H o m i Bhabha justly
called i t , "mimicry" of European lifestyle, behaviour,
fashion, but also of trends i n literature and the subject of
history. Thus "Indian" history, as Dipesh Chakrabarty put it,
"even i n the most dedicated socialist or nationalist hands,
remains a mimicry of certain 'modern' subject of 'European'
history and is bound to represent a sad figure of lack and
failure."
The author of the article, i n his attempt to undermine the
candour of the "universal" history, asks questions which for
most Europeans may seem to be absurd: " W h y is history
a compulsory part of education of the modern person i n all
countries today including those that did quite comfortably
without it until as late as the eighteen century? W h y should
children all over the world today have to come to terms
with a subject called 'history' when we know that this

346

compulsion is neither natural nor ancient?" The reason for
such an attitude lies i n the very nature of history, which
became an excellent tool i n the hands of European
imperialism. Making an impression of objective and
unbiased science based on the analysis of historical facts,
the "European" history created certain metanarrative in
which Europe was always presented i n an idealised way.
This narrative, however, was nothing but "a piece fiction
told to the colonized by the colnizer i n the very process of
fabricating colonial domination."
Dipesh Chakrabarty does not confine himself to the
criticism of using history for colonial practices. I n his project
of "provincializing Europe" Chakrabarty claims that the
"universal" history should be devoid of elements celebrating
the idea nation state or citizenship and instead include
chapters describing all the ambivalences, contradictions,
the use of force, the tragedies and the ironies that have
always attended it. The author realises that such a history
will attempt an impossible, as it requires the academic
discourse of history turn against itself. Nevertheless, he is
convinced that the dream about history that is free from all
the themes of citizenship and the nation state will last until
these motives stop dominating the narratives of historical
transition.
Peter Martyn - Return to India
This text amounts to a recollective account of the opening
stages of one man's journey to the Indian Subcontinent
some six months before the international terrorist attack on
selected commercial and governmental establishments i n
the United States. Determination to follow the path of
a traveller and avoid the most stereotypical behaviour and
practices of western or westernised holiday-makers, fun
seekers, ersatz spiritualists and hedonists entailed a heated
baptism of being more solidly down and out than
superficially 'hip' and 'with-it' i n Delhi. While resorting to
the fundamental abilities to observe, experience and
describe, and thus discarding i n the face of India's utter
vastness the conventional methods of academic research,
the visitor drew on the world-weary commentary to Louis
Malle's documentary film of 1969 and the demonic writings
of a non-resident Bombayite as principal sources of
inspiration and insight. After four days of encountering the
still overwhelmingly traditional Moslem, as opposed to
modernising Hindu, way of life i n the Indian state capital,
the traveller took advantage of the fabled British legacy of
the impressively updated railway network to journey to the
Punjab, which, alongside Kashmir and Bengal-Bangladesh,
lies at the very core of the
post-independence
Hindu-Muslim Partition. Having made use of the mercifully
uncommercialised Punjabi H i n d u - S i k h and inevitably
subdued Moslem ethno-cultural melange surviving i n
Amritsar as a watering hole before crossing the only open
border check-point into Pakistan, the itinerant experienced
something of a revelation i n the Muslim Republic's second,
but historically, culturally and intellectually its primary,
urban centre: Lahore. The delayed adoption of 'new-age'
capitalism and comparative underdevelopment of tourism
as an industry left the wayfarer somewhat suspended i n time
between a world strongly reminiscent of so many of his
forefathers
and the
new epoch
of high-tech,
internationalised 'economics' and globalite smash-and-grab
trend setters. I n view of the commitment made to journey
around the main part of the subcontinetal delta during the
month available to him, the traveller could remain no

�SUMMARY OF ARTICLES

longer than five days i n the city - a perfect time,
nevertheless,
to keep malaise, disenchantment or
disillusionment well at bay - before recrossing the post-1947
Divide into Hindustan.
The moral to this part of the adventure might be that some
of the last remaining anthropologically and socially less
tainted parts of the world are those which have managed to
preserve something of their cultural identity by maintaining
maximum distance and some form of constant resistance to
what was once termed westernisation and is currently most
typically defined as globalisation. The delayed sequel to this
part of the story would have to end in the summer of 2003
in London, where, as a result of the virtual collapse of
organised
professional
travel
in
Pakistan,
the
visitor's individual guide to Lahore is currently seeking work
in any commercial enterprise that will employ him.
Jo Harper Which Blair?
This paper is a shorthand summary of various ways in which
the language politicians choose to use alters the symbolic
terrain key political actors choose and are able to inhabitat.
It looks at how by reworking language, politicians alter
perceptions and even recollections of the past. It deals, if
only i n outline, with how (re) constructed political identity
can reshape political action and possibly also political
outcomes. The paper looks at the ways i n which the British
Labour Party under Tony Blair has since the mid-1990s
sought, and largely succeeded, i n reinventing the
party's collective symbolic recollections, those parts of the
collective political memory that defined what is was/is to be
'of Labour' and by so doing shifted the ideological debate, in
so far as it stood, thus laying the ground for a fundamental
realignment of British politics.
Tomasz Sikora The Bwiti Initiation Rite
The author attempts to bring the reader closer to the
impact which may be made upon cultural memory and
inter-generational transmission by traditional initiation rites
applying hallucinogenic substances and mirrors. The
presented analysis refers to the rites of admittance to the
secret Bwiti society among the Fang people i n Gabon: myths
concerning the origin of the hallucinogen (taberbathe iboga)
and its psychopharmacological properties, as well the
techniques of employing mirrors i n ritual practices.
Ewelina Pawlus, Adjugated Elements. Earth and Fire in the
Oeuvre of "Władysław Hasior
Author discusses a heretofore insufficiently examined the
range of Hasior's works associated w i t h the use of
unconventional artistic substance, such as energy, earth and
fire. The example of St. Sebastian, In Memoriam of Hostages
Shot in Nowy Sącz (Golgotha), Fiery Pieta and Sun Chariot
forms a basis for a presentation of the artist's pioneering
approach: earth i n Hasior's endeavours assumed the
character of a casting mold and substance. I n its structure,
the artist carved an outline of the shape of the planned
sculpture, reinforced the emergent form with iron rods, and
poured cement, another substance with earth connotations.
The obtained cast produced the effect of the
"excavation-like and rough texture of the natural
foundation from which it had been extracted". Into the
indentations of the set cement mass the artist poured an
inflammable substance thanks to which, after ignition, the
sculptures attained their ultimate shape. Hasior discovered
the inspiration for the technique of casting cement

347

sculptures i n the soil while visiting an abandoned cemetery
in Aix-en-Provance which contains stone, man-shaped
sepulchres dating from the Roman period. By resorting to
such a drastic defiguration of the human figure, negating
the canons of the beauty of man conceived as a perfect
creature, Hasior referred to the events of the second world
war and i n particular to the execution of hostages i n Nowy
Sącz. I n this fashion, his "land sculptures" became, i n the
opinion of the author of the article, tantamount to the raw
art of Dubuffet and Wols, and especially the Hostages cycle
by Fautrier (this thesis opposes the opinions voiced by
certain critics who accentuated Hasior's precursory role i n
land art). The sculptures are a three-dimensional
consequence of confrontations with the structure of the
paintings by the aforementioned artists; they are also
a statement about the human condition i n the face of
wartime atrocities, the voice of a generation which reached
down to the "eschatological stratum connected with
existential moods originating from the war - Tadeusz
Brzozowski, Jan Lebenstein and Tadeusz Kantor, whose
artistic declarations are reflected in the poetry of Tadeusz
Różewicz, another representative of this generation.
The analysis of the symbolic of the earth and fire elements
embarks upon an attempt at interpreting the sculptures. It
must be noted that only the Sun Chariot group remains
distant from wartime events, and becomes, i n the light of
the suggested interpretation, a joyful work celebrating
revitalisation, fertility and the life-giving forces of earth and
fire.
Jerzy S. Wasilewski The Travelling Ethnologist (4). Who Says
Bonjour to Whom on Mont Blanc? An Attempted Anthropology
of Conventional Behaviour
A n attempt at an anthropological reflection on the
customary greetings exchanged by tourists hiking i n the
high mountains. How are we to interpret the tradition of
saying bonjour, Grźss Gott or hello, so common along
Alpine trails? Is it the symptom of an authentic feeling of
a certain community i n the conditions of a perilous
wilderness, which must have been experienced by the first
explorers? Or are we dealing with some sort of a cultural
compulsion of creating if only a semblance of a perfect and
friendly human community i n an ideal paradise, as i n the
case of national parks? Or is this a case of hyper-civilised
behaviour enforced by the all-prevailing elegance, as i n the
Swiss Alps? The most magnificent Alpine peaks become
a backdrop for a new iconosphere (ÓshrinesÓ - the works
of modern sacral or metaphysical art, advertisements,
omnipresent icons of consumerism, etc.), which outright
endowed even the most exquisite mountains w i t h
additional sophistication, forcing us to retain conventional
forms.
Piotr Szacki, To Remember
The presented text deals with "memory" and remembrance
within the formula of a museum exhibition. Originally it
was intended as a diptych, whose only realised fragment was
"to have", devoted to testimonies of possession within the
collections of an ethnographic museum. The autonomous
topic of "memory" involves the category of time, and is
associated with the phenomenon of OpossessionÓ. The
meaning of commemoration may be discovered within the
interpretation of objects and beyond the sphere of the
commonplace interests of collectors. The article cites
examples of carriers of information which constitute the

�SUMMARY OF ARTICLES

message of the devised exhibition. They include
photographs, especially family and of ceremonial groups,
personal belongings, likenesses described as "portraits",
inscriptions and signs displayed on everyday objects,
monuments and terminological registers. Such a survey of
material testimony reflects the intentions which brought
them to life: the construction of a myth, the creation of
evidence,
the experiencing of an awareness of
a "generalised" past, and the process of rendering precise
the identity of an individual by placing it i n time.
Iwona Święch Chest
A spotted chest i n the collection of the Museum of the
Region of Kujawy and Dobrzyń - the only piece of furniture
of its sort originating from this terrain - inspired the author
to pursue new tracks and meanings i n an attempt at
discovering something long forgotten.
The history of objects, which demonstrates the extent to
which memory is an act of the imagination, can be enthralling.
Stephanie West, Aristeas According to Herodotus
Aristeas was an Early Greek epic poet and an extremely
mysterious figure, until recently regarded as a traveller and a
"shaman". He was the author of the lost Arimaspea, used by
Herodotus i n his description of Scythia and neighbouring
regions (book I V ) . Herodotus also told the story about the
strange circumstances of Aristeas disappearance, his return six
years later, yet another disappearance and rematerialisation
after 240 years. S. West conducted a detailed analysis of the
pertinent fragment from Herodotus, and upon its example
demonstrated his methodology, which consists of a
rationalisation and demythologisation of legends and tales.
The ensuing conclusion made it possible to suggest theses
relating to the character of Aristeas work conceived as a
prototype of the utopian voyage genre.

Jean-Pierre Vernant, The Mythical Aspects of Memory
This article, already a classic, by one of the most acclaimed
French Hellenists comes from the oft reissued Mythe et
Pensée chez les Grecs.
David R . Lachterman, Noos and Nostos : The Odyssey and
Sources of Greek Philosophy
Linguistic research has demonstrated a semantic link in
archaic Greek between the words noos (intellect) and nostos
(return). The author explores the presence of this
connection i n Homer's Odyssey and, at the same time,
reveals its significance for the philosophical and literary
notion of "the beginning".
Wojciech Michera, Lathestai. On the Temptation of Oblivion
The poetic word - whose persuasive impact brings to mind
erotic temptation or narcotics - buries i n "oblivion" the
anxiety and anguish of painful contemporaneity : this is one
of the prominent themes of archaic and classical Greek
culture. The author presented it upon the example of the
prologue to Theogony by Hesiod and selected motifs from
Homer's Odyssey , concentrating predominantly on the
complex and ambiguous relations between the categories of
"oblivion" and "memory" as well as "truth" and "lies" i n the
domain of poetical praxis.
"The Reality of the Gods". A Conversation about
Pani na żurawiach (Lady of the Cranes), a Book by
Wiesław Juszczak (Warsaw)

The discussion about the latest publication by Professor
Wiesław Juszczak, the author of numerous books and
dissertations on the history and philosophy of art, was
attended by Włodzimierz Lengauer, a Hellenist, Henryk
Paprocki, an Orthodox theologian, Bohdan Kos, a historian
of cabalistic thought, and the anthropologists Zbigniew
Benedyktowicz, Wojciech Michera and Dariusz Czaja. The
speakers stressed the importance and originality of Juszczak's
book not only within the context of Hellenistic studies but
also for fundamental reflections concerning the relations
between religion, culture and art. The participants of the
discussion also indicated the fact that the author tackled a
problem basic for Greek culture as a whole, namely, the
conception of the deity and his relation towards the world.
First and foremost, they noted that the examined dissertation
introduced a new paradigm into studies dealing with Greek
religion and religiosity, and that by avoiding positivistic
simplification the author transferred deliberations on the
reality of gods onto a metaphysical basis. Polemical opinions
pertained not so much to the fundamental thesis of the book
as to the possibility of a contemporary reconstruction of the
spiritual world of Greek antiquity.
"Not All Is Lost..." Fragments of a Discussion
Accompanying the Promotion of Pani na żurawiach (Lady
of the Cranes) a Book by Wiesław Juszczak i n The Galery
"Bunkier Sztuki" (Kraków), 29 May 2003
The discussion about the book by Professor Juszczak, held i n
Cracow, attracted Ireneusz Kania, an outstanding essayist
and translator, Father Jan Andrzej Kłoczowski, a Catholic
theologian, Lech Trzcionkowski, a classical philologist,
Mieczysław Porębski, an historian of art, and Cezary
Wodziński, a philosopher. The speakers underlined the
unique boldness and originality of the proposed
interpretation of Greek theology. They also indicated the
excellent philological and philosophical expertise of the
author, accentuating the extensive perspective (linguistic,
theological and cultural) and creative reference to Walter
Friedrich Otto's slightly forgotten study work about Greek
gods, relegated to the margin. The participants of the
discussion declared i n unison that the publication by
Professor Juszczak initiates a totally novel approach to
Greek religiosity and compels the reader to revise wellenrooted views. A reexamination of the relations between
Greek theology and the Christian world appears to be
particularly intriguing.
Wiesław Juszczak, The Myth. An Introduction
A methodological introduction to yet another book by
Wiesław Juszczak, published i n the wake of his Realność
bogów (The Reality of the Gods) which dealt with Greek
antiquity.
The
author
proposed
more
precise
characterisations of the definition of the myth and mythical
qualities i n writings and statements by J. R. R. Tolkien, and
examined the relations between myth and such categories
as poetry, tale, legend and fable, whose meaning remains
close to the former. W. Juszczak concluded that the element
most essential from the vantage point of the language of the
myth eludes our cognitive instruments. The myth cannot be
defined: "Seemingly, we have beset only this particular
thing; our snares are insufficiently effective and our nets are
not thick enough to capture that which is most important".
Andrzej Peńkos - "The Seat of Art" of Johann Michael
Bossard - a Total Place of Creation
Kunstaette

348

Bossard near Jesteburg-L (llau is not an

�SUMMARY OF ARTICLES

artist's home i n the universally accepted meaning of the
term. From 1912, J. M . Bossard, i n 1907-1944 a professor of
sculpture i n Hamburg, was engaged i n the realisation of the
idea of the Gesamtkunstwerk in nearby Jesteburg. He
erected a house whose form, designed by him, evoked N o r t h
German brick architecture. Together with his wife, Jutta
Krul, Bossard devised the outfitting and the transformation
of the house and the studio located within. In 1926, he
began erecting a Kunsttempel (temple of art). L (llau was
a site and object of creativity; i t time, it absorbed
Bossard's entire oeuvre. The artist referred to O l d
Germanic sagas and myths as well as motifs from Greek and
Indian culture, contemporary theosophy and the philosophy
of Nietzsche. His residence changed into a monument of
art, a painted and sculpted treatise (or an "immense
sketch", as Bossard himself described it) about the great
truths of life and death, destruction and creation. The
uneven artistic level of the entity is a feature characteristic
probably for all attempts at Gesamtkunstwerk realisations.
N o t having found a suitable place i n the history of
twentieth-century art, Bossard's Kunstaette still awaits
a more insightful anthropological interpretation.
A n Interview Held by Katarzyna Górska with Małgorzata
Baranowska. I Went to Town
The fundamental function of the illustrated postcard is to
provide testimony of a certain locality. My collection contains
also personal postcards made especially for me. I have
a postcard by the painter Kajetan Sosnowski and letters from
Wisława Szymborska, which are always written on postcards
executed by her. Postcards, however, achieve importance
simply by the fact that they are part of a collection. Each
collector has his own perception of the world and selects
a suitable context. The existing multitude of postcards means
that, as a rule, the collectors concentrate on a given theme.
A t the outset each envisages a certain ideal collection, but is
never capable of amassing it. It is simply impossible to have
a complete set of postcards, not only because there are so
many of them but due to the fact that they are a living thing
which takes place between assorted people. Similarly to
a sense of humour, postcards testify about the specificity of
a certain country although today they are becoming
increasingly uniformised. The postcard is a child of
a developed industry, to a considerable degree ousted by the
cinema; today, it wages a losing battle with the internet and
the mobile phone.
Zbigniew Osiński, Osterwa and the Reduta Theatre in Notes
by Limanowski
During the 1990s researchers gained access to numerous
new material about the Reduta Theatre, one of the most
important being the heretofore unpublished Notatniki
(Notes) and other sources by Mieczysław Limanowski,
entrusted by his heiress to the Earth Museum at the Polish
Academy of Sciences i n Warsaw.

349

Notatniki are actually a quasi-diary tale, whose characteristic
features include an effort to overcome circumstances
disintegrating the author's personality and decomposing his
tattered biography. The notes are composed primarily of
texts-biographical events, composed of incidents, plots,
anecdotes, ideas, and portraits, presented in fragments,
fractions of situations and silva particles. Cited today, they
could comprise a historical example of writing focused not
on "rhetorics", "calligraphy" or polished texts, but "writing
a life", something which several decades later students of
literature described as "contemporary silva rerum". The
author did not attach prime importance to problems or
eventual theoretical order. Limanowski envisaged his memos
as a rough copy and notes of a more or less intimate
character, which predominantly supplied material for
planned reminiscences, and which as an on-the-spot record
were to exercise the memory. Their existing form was not
intended for publication.
Tadeusz Byrski described the Reduta Theatre as the
"antechamber of the theatre", writing that: "[...] I discerned
in this a confirmation that actually everything is a theatre,
and that we always should keep i n mind this impaired form".
Sometimes, this "impaired form", recognised by its
contemporaries as marginal, becomes a centre and the most
prominent space. This fact is also demonstrated by
Limanowski's Notatniki, and the Reduta self-reflection
contained therein, which can be noticed much more
distinctly from our perspective. A n examination of the
material provides important data for reflections on the way
i n which, by conducting a lively dialogue w i t h our
ancestors, we do not have to succumb to the temptations of
Zeitgeist, such as cynicism and pragmatism, together with
all of their consequences.
Krzysztof Lenartowicz, The Architecture of Fear
Can contemporary architecture be a medium for
representing the Holocaust ? The Jewish Museum i n Berlin,
designed by Daniel Liebeskind, brings the viewer closer to
the perspective of a Holocaust victim. Abstract forms:
corrections of the perspective, operating w i t h lights,
changes i n the heights of interiors, deviations from the
vertical and horizontal, and altered qualities of acoustic
space influence emotions, evoke visions, and render
"unspeakable absence" tangible.
Bogusław Jędruszczak, A Father's Memory
After his discharge from a Soviet camp, Mieczysław
Jędruszczak, a Home Army soldier arrested by the N K V D in
1944, reconstructed and documented wartime reality. He
became renowned primarily as the"guard of the wall" - once
he realised that a fragment of the Warsaw Ghetto wall
survived i n the courtyard of the house i n which he lived
since 1950, he devoted part of his life to commemorating
this particular trace of the Holocaust.

�Polska Sztuka Ludowa

KONTEKSTY
• C U L T U R A L A N T H R O P O L O G Y • ETHNOGRAPHY • A R T
2002, Vol.LVI No 3-4 (262-263). Index 369403. ISSN 1230-6142. Price 24 zl
INSTITUTE OF A R T POLISH A C A D E M Y OF SCIENCES, CULTURE F U N D A T I O N
Contents No 3/4
MIKOŁAJ G I M I L O W
A N N A BEATA B O H D Z I E W I C Z
RYSZARD KAPUŚCIŃSKI
F R A N K L I N R. A N K E R S M I T H
K E R W I N LEE KLEIN

2003

Memory, transl. Jan Gondowicz
Photographs from a Journey
O n Memory [Interwiew with Ryszardem Kapuściński by Zbigniew
Benedyktowicz i Dariusz Czaja]
The Sublime Dissociation of the Past or How to BE(COME) What
One Is N o Longer, transl. Joanna Benedyktowicz, Maciej Bańkowski
O n the Emergence of Memory i n Historical Discourse
transl. Maciej Bańkowski
COLLOQUIA ETHNOLOGICA
MEMORY AS A C U L T U R A L A N D COGNITIVE
CATEGORY

KATARZYNA KANIOWSKA
CZESŁAW ROBOTYCKI
DARIUSZ CZAJA
WALDEMAR KULIGOWSKI
SŁAWOMIR SIKORA
M A R C I N BROCKI
MAGDALENA SZTANDARA
M A R C I N KAFAR
DANIEL VOGEL
DIPESH C H A K R A B A R T Y
PETER M A R T Y N
JO HARPER
T O M A S Z SIKORA
E W E L I N A PAWLUS
JERZY S. WASILEWSKI
PIOTR SZACKI
I W O N A ŚWIĘCH

Memory and Anthropology
Remembrance of People's Poland - an Anthropologist and the
Experiences of the Past of O w n Culture
The Black Box. O n the Idea of Absolute Memory
History, Literature, the Present and Other Forms of Forgetting
"Memory: the Space i n W h i c h Events Recur". O n Photography
The Semiosis of Memory i n Ethnography
O n the "Ethnographic" Quality of Photography
O n the Essence of the A Leg to Stand on by Oliver Sacks and
To jest wasze życie (This is your life) by Małgorzata Baranowska
India's Past - or Europe's?
W h o speaks for "Indian" Pasts?
A Return to India
W h i c h Blair Project? Memory as a Political Justification Tool - the
"New Labour Party"
The Bwiti Initiation Rite
Adjugated Elements
Ethnologist Underway (4). W h o Tells W h o m Bonjour? A n Attempt
to Anthropologize Casual Behaviour
Remembering
Chests
GREEK REMEMBRANCE

STEPHANIE WEST
JEAN PIERRE V E R N A N T
DAVID LACHTERMAN
WOJCIECH MICHERA
WŁODZIMIERZ LENGAUER

Aristheas and Herodotus, transl. Wiesław Juszczak
The Mythical Aspects of Memory
Noos and Nostos: The Odyssey and Sources of Greek Philosophy
[transl. Wojciech Michera]....
Lathestai. O n The Temptation of Oblivion
Do the Greek Gods still live?

350

�SUMMARY OF ARTICLES

ZBIGNIEW BENEDYKTOWICZ,
DARIUSZ CZAJA, M A R I U S Z D O B K O W S K I ,
B O H D A N KOS, WIESŁAW JUSZCZAK,
WOJCIECH M I C H E R A , HENRYK PAPROCKI,
ROBERT PAWLIK, LECH ROBAKIEWICZ
CZESŁAW ROBOTYCKI, LECH SOKÓŁ,
WŁODZIMIERZ S T A N I E W S K I

LECH SOKÓŁ
WIESŁAW JUSZCZAK
T O M A S Z W I T SZERSZEŃ
ANDRZEJ PIEŃKOS
K A T A R Z Y N A GÓRSKA,
ZBIGNIEW OSIŃSKI

The Reality of the Gods • debate on Wiesław Juszczak's book
Lady of the Cranes
Great Journey to the Source. A Voice i n the this Disussion on the
Reality of the Gods
The Language of M y t h
The Town and Photography
„The Seat of A r t " of Johann Michael Bossard
- A Total Place of Creation
I Am Collecting the Spirit of Postcards -Interview with Małgorzata
Baranowska
Osterwa and the Reduta Ensemble i n Limanowski's Notes

REVIEWS
B A R B A R A MAJOR
M A R I A POPRZĘCKA

Renata Rogozinska's Passion-Play Inspirations
Conterporary Religious A r t i n Poland
MEMORY ENCLAVES

KRZYSZTOF L E N A R T O W I C Z
BOGUSłAW JĘDRUSZCZAK

The Architecture of Fear
A Father's memory

Contents No 1/2

W I K T O R ZBOROWSKI
H A N N A FARYNA-PASZKIEWICZ
ZBIGNIEW BENEDYKTOWICZ
DARIUSZ CZAJA
M A R I A POPRZĘCKA
JULIA H A R T W I G
GEORGE STEINER
PAUL RICOEUR
YOSEF H A Y I M Y E R U S H A L M I

I V A N G. M A R C U S
MAŁGORZATA NAŁĘCKA
B O H D A N KOS

WOJCIECH M I C H E R A
JACEK ZIEMEK
R U T H ELLEN GRUBER

2003

Bidding Farewell to Piotr Paszkiewicz
To Be as Rich as Forsythe
Memory Map
Paradoxes of Memory. Some Doubts Instead of Introduction
The Image Concealed by Our Eyelids
Beautiful Sisters, Blame
Grammars of Creativity, transl. Jerzy Łoziński
The Abuses of Natural Memory: Restrained Memory, Manipulated
Memory, Imposed Memory, transl. Wojciech Bohkowski
Biblical and Rabbinic Foundations. Meaning i n History, Memory and
the Writing of History, transl. Dariusz Czaja
Nutrition, Magic and Mnemonic Gestures, trans. Amelia Franas
Cursed Blessing
Memory and Time-space i n a Search for a Whole. Several Remarks
about the Renaissance Theatre of Memory and the Charms of
Cosmology
Obliviscere. O n the Temptation of Oblivion and the Dilemmas of
Representation
Memento. Do You Remember This? Then Look
Cities without Jews, transl. Agnieszka Nowakowska

351

�SUMMARY OF ARTICLES

M A R C I N SWIETLICKI
A N N A BOLECKA
ANTONI KROH
A M E L I A FRANAS
JOANNA ZDANOWSKA
STEFANIE PETER
GERDIEN VERSCHOOR
JAN GONDOWICZ
LEV LOSIEV
WOJCIECH BOŃKOWSKI

DARIUSZ CZAJA
EWA MALEC
B O H D A N KOS
MAŁGORZATA DZIEWULSKA,
PIOTR KŁOCZOWSKI
H A N N A BALTYN
PIOTR SOMMER
A L E K S A N D R A MELBECHOWSKA-LUTY
M O N I K A RUDAŚ-GRODZKA
MARIA JANION
MICHAŁ O T O R O W S K I
MAŁGORZATA B A R A N O W S K A
D A N U T A KUŹNICKA
CZESŁAW RZOŃCA
STANISŁAW TABISZ

My Little Diary
Memory and Childhood
The O l d River Valley. The Brass, A Dog Called Puk, Typewriters
Execution of Memory
Bargeld's Couch, or O n the Manner of Describing a Spectator
Kogel Mogel as the "Polish madeleine"? The Destroyer-Romanticist
Blixa Bargeld Recollects Poland, transl. Maciej Bańkowski
Whiskers - Polish Reminiscences, transl. Ella Osuch, Dorota van den
Bercken
Memory Palace
Josif Brodski's Venice, trans. Dymitr Romanowski
Twelve Pigs Examine Their Reflection i n a Mirror. O n the Venetian
Legend
O n the Way to Venice. Imaginary Journeys
The M y t h of Venice. The Production of Memory
Poems
A Remembered Conversation: I would not like to aay too much
Drawerlandia
Summer
Monuments -"Figures" of Deceptive Memory
Slavdom. Memory and Oblivion i n the Parisian Lectures by A .
Mickiewicz and Novels by J. I . Kraszewski
Uncanny Slavdom
The Memory of Conspirators
Postcards. A n Unideal Collection (3). Remember Me!
Grzegorzewski's Gombrowicz
Zbysław Marek Maciejewski (1946 - 1999)
A Conversation with Zbysław Maciejewski
Notes on the Authors
Summary of Articles

KONTEKSTY
można przeczytać i kupić w
barze kawowym

green coffee
Warszawa ul. Marszałkowska 84/92
tel. +22 629 83 73

zapraszamy codziennie od 7:00 do 23: 00

GREEN COFFEE - CAŁA N A D Z I E J A W K A W I E

352

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7583" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7563">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3a544192b82b145c337b97148a93ccd1.pdf</src>
        <authentication>84cfa51d16aaf01d59ebf867affc7602</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90505">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2785</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90507">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90509">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2594</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90510">
                <text>Oui, j'en crois / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90512">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.3, s.65-67</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90514">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90517">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90519">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90521">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90526">
                <text>Oui, j'en crois
J a c e k Olędzki
Ryszard Kapuściński, Heban, Czytelnik, Warszawa 1998
Książki Ryszarda

Kapuścińskiego

to klucz do poznania dzisiejszych czasów.
Wypowiedź Andrzeja Wajdy w filmie Filipa Bajona,
„Poszukiwany Ryszard

Coś związanego z religią, z siłami nadprzyrodzonymi, ze
światem obrzędu i ducha, z czymś, czego nie można zobaczyć
ani dotknąć, ale co przecież istnieje, i to istnieje bardziej re­
alnie niż wszelka uzewnętrzniona materialność - wywołuje tu
natychmiastową reakcję szacunku, powagi, respektu i trochę
- lęku. To fragment Leniwej rzeki w zbiorze 30 reportaży
z Afryki Ryszarda Kapuścińskiego, Heban. Posłuchajmy dal­
szych uwag znakomitego pisarza na temat kardynalnego za­
gadnienia we wszelkich kulturach, które zachowały wiele ze
swej postaci pierwotnej. Wiadomo zas', że kraje współczesnej
Afryki, taką postać kultury pielęgnują i z prawdziwą życzli­
wością użyczają obcym. Wiemy, jak kończy się wszelkie igra­
nie z czymś wyższym a tajemnym, panującym a nieodgadnionym - kończy się zawsze źle. W istocie jednak chodzi o coś
więcej. Rzecz dotyczy bowiem pytania o źródło i istotę bytu.
Myślenie Afrykańczyków, tych z którymi się latami stykałem,
jest głęboko religijne. - Croyez - vous en Dieu, monsieur?
(Czy wierzy Pan w Boga?). Zawsze czekałem na to pytunie,
bo wiedziałem, że padnie, bo mi je zadawano tyle już razy
I wiedziałem, że ten, kto mi to pytanie stawia, będzie się w ta­
kim momencie uważnie we mnie wpatrywać, śledzić każde
drgnienie na mojej twarzy. Zdawałem sobie sprawę z powagi
tej chwili, z sensu, jaki w sobie niesie. I przeczuwałem, że
sposób, w jaki odpowiem, rozstrzygnie o naszych wzajemnych
stosunkach, a już na pewno o stosunku pytającego do mnie.
I kiedy mówiłem: Oui, j'en crois (Tak wierzę) - widziałem po
jego twarzy, jaką to przynosi mu ulgę, jak rozładowuje w nim
towarzyszące tej scenie napięcie i trwogę, jak go to ze mną
brata, pozwala przełamać bariery koloru skóry, statusu i wie­
ku. Afrykanie cenili sobie i lubili łączyć się z drugim na tej
wyższej, duchowej płaszczyźnie kontaktu, która często nie da­
wała się zwerbalizować i zdefiniować ale której istnienie
i wartość każdy przeczuwał istynktownie i spontanicznie.
Na ogół nie musiał to być żaden konkretny Bóg. Taki,
którego można by nazwać, a jego wygląd czy cechy jakoś opi­
sać. Chodziło raczej o co innego, o niezłomną wiarę w istnie­
nie Istoty Najwyższej, tej która stwarza i panuje, a także prze­
poją człowieka substancją duchową wynoszącą go ponad
świat bezrozumnych zwierząt i rzeczy martwych. Ta pokorna
i żarliwa wiara w Istotę Najwyższą sprawia, że jej wysłanni­
ków i ziemskich przedstawicieli również otacza szczególne po­
ważanie i pełna rewerencji akceptacja. Przywilej ten rozciąga
się zresztą na całą liczną tu, warstwę duchownych najprze­
różniejszych wyznań, wiar, Kościołów i zgromadzeń, której mi­
sjonarze katoliccy stanowią tylko niewielki procent. Niezliczo­
ne są bowiem w Afryce rzesze mułlów i marabutów islamskich,
ministrów setek sekt i odłamów chrześcijańskich, a także ka­
płanów afrykańskich bogów i kultów. Mimo pewnej konkuren­

Kapuściński".

cji tolerancja w tym środowisku jest zdumiewająca, a uznanie
wśród prostych łudzi - powszechne. (Heban, s. 276-277)
W pisarstwie Ryszarda Kapuścińskiego, ten rodzaj refle­
ksyjnej relacji, i zarazem - jak wspomniałem - która doty­
czy kardynalnego zagadnienia w kulturach, cenię sobie naj­
wyżej. Jako niegdysiejszy badacz Afryki, również Kameru­
nu, do którego odnosi się bezpośrednio cytowany tekst z He­
banu, dobrze wiem jak niebywałego doświadczenia, wiedzy,
zdolności empatycznych, a najważniejsze talentu literackie­
go trzeba mieć w sobie, aby powstał ów poruszający do ży­
wego przekaz. Przekaz głęboki, poznawczo najwyższej wa­
gi. Ujmuje on nas jeszcze jedną cechą, tą mianowicie, że
występuje w nim warstwa osobista, stały zabieg formalny
w książkach Kapuścińskiego. Obok ważnych spostrzeżeń,
dodajmy uchodzących uwadze nawet wytrawnych antropo­
logów (choćby na temat chodzenia Afrykanów gęsiego), ist­
nieje zawsze kontekst mówiący o samym Autorze, o jego lo­
sie, o okolicznościach gromadzenia przedstawianych wiado­
mości. Dzięki temu, kształtuje się wyrazista dramaturgia
w poszczególnych relacjach, a sam Autor staje się bohate­
rem kolejnych zdarzeń. Wiadomo zaś, jakie są najczęstsze
zdarzenia w reportażach „korespondenta wojennego"... Lu­
bimy, niestety krwawe opowieści. Stąd też czyta się Kapu­
ścińskiego jednym tchem. I dopiero po zakończonej lektu­
rze, po pewnym czasie, przychodzi moment zastanowienia
i uwolnienia się od czarodziejskiej magii dobrej literatury,
wartkiej narracji, mocnych rytmów zwięzłych zdań, a także
równie silnie uderzających czytelnika słów. W Hebanie taki­
mi słowami są, najczęstsze dwa: piekło oraz panika. Niewąt­
pliwie u wielu, szczególnie tych, którym nie dane było prze­
bywać w Afryce, albo będąc już w niej unikali zbliżenia się
do niebezpieczeństw tego kontynentu łatwo jest wywołać
zamierzone stany przerażenia i grozy. Ale ujmujący nas cza­
rodziej, bywa że - chcąc nie chcąc - powoduje proste
i szczere zadziwienie. Jak to, przestraszyłeś się kobry, która,
jak ty nasz bohaterze, schroniła się w opuszczonej przez pa­
sterzy - koczowników lepiance? Przecież, można było ją by­
le czym przegonić! Wydaje się jednak, że Autor chyba wie­
dział o owym najskuteczniejszym i zarazem bezpiecznym
pozbyciu się gada. Jednakże skorzystał z ukazania błahego
epizodu w taki sposób, by jedni się lękiem napawali, a inni
przeżyli wzruszenie, może nawet współczucie skierowane
na osobę pisarza. Spotkanie z jadowitym wężem, uśmierza­
nie go za pomocą blaszanego kanistra itd. (fragment repor­
tażu Serce kobry) posłużył wydawcy, szacownemu Czytelni­
kowi do przyozdobienia tylnej okładki, pięknie, w najlep­
szym guście wydanej książki. Przypuszczam więc, że w tym
wszystkim kryje się wysokiego kunsztu sprawdzona prakty65

�Tanzania, Masajka reperująca dach domu ulepionego z krowiego łajna. Fot. J. Olędzki

ka, jak można i należy zdobywać czytelnika. W Polsce nie
mającej najlepszej orientacji o Czarnym Lądzie, a o Murzy­
nach pogłębionej wiedzy, z góry można założyć, że pomysł
z jadowitymi stworzeniami chwyci. Natomiast w krajach za­
hartowanych w podbojach kolonialnych opisy przygód z ko­
brami czy skorpionami, może nie byłyby przyjęte jak u nas.
Coś o tym wiem. Obserwowałem młodych Anglików i Fran­
cuzów wędrujących przez Afrykę. Zachowywali się tak jak­
by podróżowali po własnym kraju. Byli zaskakująco obojęt­
ni na wszystko to, co dla nas wciąż jest groźne i niezwykłe.
Na widok skorpiona reagowali tak jakby widzieli biedronkę
lub jakąś liszkę. I zapewne walorem pisarstwa Kapuściń­
skiego jest owa żywa, szczera, zabarwiona grozą reakcja na
osobliwości przyrodnicze Afryki. Najwyraziściej ujawnia
Autor tę postawę w opisach klimatu, skwaru (piekielnego),
piekła duchoty czy wyładowań atmosferycznych, które ma­
ją postać nie znaną Europejczykom: (...). Afrykanin cały
czas czuje się zagrożony. Na tym kontynencie natura przy­
biera tak monstrualne i agresywne postacie, nakłada tak
mściwe i budzące trwogę maski, takie zastawia na człowie­
ka pułapki i zasadzki, że żyje on w poczuciu niepewności ju­
tra, w lęku i trwodze. Wszystko występuje tu w formie zwie­
lokrotnionej, rozpasanej, histerycznie przesadzonej. Jeżeli
jest burza - pioruny wstrząsają całą planetą, a błyskawice
rozrywają niebo na strzępy, jeżeli ulewa - z nieba wali się li­
ta ściana wody, która za chwilę zatopi nas i wgniecie w zie­
mię, jeżeli susza - to taka, która nie zostawia kropli wody
i umieramy z pragnienia. W stosunkach natura - człowiek
nie ma tu nic, co by je łagodziło - żadnych kompromisów,
stanów pośrednich, gradacji. Cały czas tylko zmaganie, wal­
ka, bój na śmierć i życie. Afrykanin to człowiek, który od
urodzenia do śmierci przebywa na froncie, walcząc z wyjąt­
kowo nieprzychylną naturą swojego kontynentu, i już sam
fakt, że żyje i potrafi przetrwać, jest jego największym zwy­
cięstwem. (Heban s. 333, ostatni rozdział, W cieniu drzewa,
w Afryce). To przepiękny, poetycki opis odrębności afrykań­
skiej natury. Autor dużą wagę przywiązuje do tych natural­
nych uwarunkowań i nie omija ich w wywiadzie, jakiego
udzielił Gabrieli Łęckiej POLITYKA, nr 9 (2182), 27 lutego
1999, s. 46-48, Opisuję stany ducha: (...). I ciągle się boi
(Afrykanin, JO), i ma rację, że się boi, bo bez przerwy mu
coś zagraża. Kiedy przychodzi burza tropikalna, gdy trza­
66

skają pioruny, to te w Europie przypominają, w porównaniu
z nimi, małe iskierki.
To wspaniałe porównania, przepiękny język wieloletniego
korespondenta PAP, Ryszarda Kapuścińskiego. Sugestywność tego języka, głęboko emocjonalny stosunek Autora do
ukazywanej rzeczywistości, sprawia, że Cesarza czy Heban
„się połyka", czytając z niesłabnącym zainteresowaniem od
pierwszej do ostatniej stronicy. Ale przyjrzyjmy się dokła­
dniej piorunom w Afryce i Europie, a raczej w obszarze Eu­
roazjatyckim. Owe pioruny zajmują mnie od niepamiętnych
czasów, albowiem stanowią w kulturach pierwotnych, ale
również w świadomości co wrażliwszych reprezentantów
formacji kulturowych naszych czasów, najbardziej komuni­
katywny, a często również wiarygodny i niepodważalny do­
wód o istnieniu Najwyższej Istoty. Jak Bóg grzmi na niebiesie, jak włada gromami, to bezcenne dane, pozwalające lu­
dziom kultur pierwotnych na kształtowanie swych wierzeń,
a najważniejsze, wyobrażeń o naturze samego Boga. Według
Kapuścińskiego pioruny tropikalne w Afryce wstrząsają całą
planetą. W porównaniu z nimi, wyładowania atmosferyczne
w Europie, to małe iskierki. Jednakże, to właśnie one - jako
najczęstsze, wyładowania pionowe - zabijają ludzi, zwierzę­
ta, wzniecają pożary od których płonęły lasy, całe wsie, a tak­
że kościoły. W strefie tego rodzaju wyładowań - najstraszliw­
szych w obszarze stepów azjatyckich - od zarania tworzyli
ludzie obraz Boga bezwzględnego, niemiłosiernego i nielitościwego... Katolicyzm powołał Matkę Boską Gromniczną
oraz dwoje świętych Agatę i Floriana, aby ich opiekuńcza po­
winność chronienia od piorunów, ognia z niebios, łagodziła
wyobrażenia o Bogu.
Natomiast, w tropikalnej Afryce, pioruny wstrząsające
całą planetą mają najczęściej charakter wyładowań pozio­
mych, na znacznych wysokościach, takich, które nie sięgają
ziemi, a więc nie zabijają ludzi i zwierząt, a także, nie powo­
dują najgroźniejszych pożarów. Masajowie, kiedy pioruny
wstrząsają całą planetą, nie kryją się ze strachu w swoich,
bezpiecznych, lepionych z łajna krowiego domostwach! Roz­
radowani stają naprzeciw tych piorunów, wznoszą ramiona
do niebios dziękując Najwyższemu za deszcz, za wszystko.
Goryle w tym czasie tańczą w dżungli.
Zatem, powody do lęku, strachu, przerażenia - bania się
w czasie burzy - o czym pisze sugestywnie Kapuściński -

�w większej mierze mógł mieć chłop europejski, pasterz ze
stepów azjatyckich, aniżeli mieszkaniec Afryki w strefie tro­
pikalnej.
Przyjmując taką ocenę strachu, „słusznego bania się", na­
rzuca się wcześniej już sygnalizowany wniosek. Można by
tak go sformułować. W kulturach pierwotnych (w Europie chłopskich) różny jest wizerunek Istoty Najwyższej. O tym
wizerunku decydują - między innymi - śmiercionośne i nieśmiercionośne wyładowania w czasie burz, pioruny. Ludy
pierwotne wyraziściej, pełniej i z przekonaniem swą ufność
do Pana Niebios wyrażają właśnie tam, gdzie burze chociaż
mają charakter „kosmiczny" ale nie powodują śmiertelnych
ofiar wśród ludzi oraz ich żywego mienia, stad zwierząt. Tam
też - jak się wydaje - aspekt miłosierdzia i litości w obrazie
Najwyższego Boga sam się narzuca. I wydaje się również, że
tam, gdzie pojawiają się zabici i zgliszcza od piorunów, ów
obraz Istoty Najwyższej kształtuje się inaczej, rodzi się pe­
wien dystans religijny, a także zjawisko oszukiwania Boga...
Można więc, w naturze nieśmiercionośnych piorunów odna­
leźć pewne, chociaż tylko rudymentarne, wyjaśnienie owej
żywej, przepojonej ufnością religijności, o której mówi Ka­
puściński w cytacie od jakiego rozpocząłem mówienie o bar­
dzo ważnej książce.
Niekwestionowaną, w pełni odkrywczą metodą w Heba­
nie przedstawiania natury jest to, co można by nazwać cał­
kowitym odejściem od adoracji jej uroków. Nie ma więc
w tej książce estetyzujących opisów przyrody, tak częstych
w beletrystyce. Kapuściński - chyba jak nikt wcześniej, albo
może mało kto pośród największych - odsłania nam bodaj
najważniejszą stronę tejże natury. Jest nią złowrogi charak­
ter żywiołów, klimatu czy osobliwy związek między dniem
i nocą. Jak wiadomo, w Afryce, im bliżej równika, nikną po­
ranne brzaski i wieczorne jutrznie. Słońce pojawia się i zni­
ka nagle. Nastaje noc, która w Hebanie często, a nieraz tak­
że zawsze jest ciemna, że oko wykol. I oczywiście, taka noc
potęguje lęki, a nawet wielki strach. Sprzyja taka noc rodze­
niu się widmowych wierzeń i demonicznych wyobrażeń. Ale
wiemy wszak, że nad Saharą i Kalahari, chociaż nie tylko,
świecą gwiazdy i księżyc jaskrawością w Europie nieznaną.

To, między innymi dzięki tej jaskrawości, głębi widzenia
otchłani nieba, mieszkańcy płaskowyża w okolicach Wagadugu, Dogonowie z Górnej Wolty, zdobyli wiedzę astrono­
miczną, która wciąż zdumiewa i stanowi przedmiot niewy­
czerpanych, uczonych interpretacji, jak również fantastycz­
nych spekulacji.

*
Brak miejsca nie pozwala, aby dalej prowadzić zapropo­
nowaną, uważną analizę frapującej książki. Pozostaje piszą­
cemu te słowa tylko zasygnalizować bogactwo i rozmaitość
ważnych kwestii i wciąż aktualnych problemów. Oto niektóre
z nich: pochłaniające setki tysięcy ofiar wojny międzyplemienne (autor z wielkim znawstwem historii odległej i naj­
nowszej dostarcza danych, pozwalających zrozumieć feno­
men afrykańskiego Homo necans). Paradygmat być i mieć.
Dramat istnienia we współczesnej Afryce. Europejski wy­
miar czasu obiektywnego i afrykański czas subiektywny, kul­
turowe konsekwencje tych odrębności. Pułapki otwartej i nie­
kontrolowanej przestrzeni. Afrykański Homo viator. Miasta
złudnych nadziei.
Autor z właściwym sobie darem wnikliwej obserwacji
drobiazgów oraz poetyckim ich waloryzowaniu, wprowadza
pomiędzy owe pryncypialne kwestie i problemy współcze­
snej Afryki niewielkie szkice. Mogą one dotyczyć zniszczo­
nej koszuli (s. 172) i ósmego cudu świata, jedenastu wyku­
tych w litych skałach kościołów (Lalibela '75, s. 144), walki
jaszczurek z moskitami na suficie (s. 98) i promieni słońca
uderzających z siłą noża (s. 129), adorowania proroctw Jere­
miasza w Kościele Apostolskim (s. 304-305) kiczowatych
malowidłach pełnych fantazji (s. 19). Oczywiście, są w Heba­
nie nowe dane na temat cmentarzy słoni (s. 67). Dzięki tym
„drobiazgom" pisarstwo Kapuścińskiego zyskuje walory cie­
pła, bezpośredniości, zbliżenia.
Opisem godnego zachowania Ducha Afryki - słonia przy...
stole wigilijnym, kończy Ryszard Kapuściński swoją kolejną
arcyciekawą relację o rzeczywistości mistycznej, odkrywanej
nieopodal nas, obecnie.

Nigeria, Zaria. Dom mieszkalny z cegieł. Fot. J Olędzki

67

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7580" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7560">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/0cd71495c5b0ac132943ec892c08e745.pdf</src>
        <authentication>1e77164bc72fe0d1b9bead8010818dee</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90471">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2786</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90473">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90476">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2595</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90478">
                <text>Nowe przestrzenie antropologii wizualnej / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90480">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.3, s.68-70</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90482">
                <text>Sikora, Sławomir</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90483">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90484">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90485">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90487">
                <text>Nowe przestrzenie
antropologii wizualnej
Sławomir S i k o r a
Rethinking Visual Anthropology, red. Marcus Banks i Howard Morphy, Yale University Press,
New Haven and London 1997

Chociaż termin „antropologia wizualna" nie zadomowił
się jeszcze na dobre w języku polskim, a może nawet w mys'leniu samych etnologów (a sądzę - nieskromnie - że „Kon­
teksty" mogą się uznać za lidera w dziedzinie jego propago­
wania w Polsce, poświęcając numery specjalne temu zaga­
dnieniu - 3-4/1992 i 3-4/1997, jak również „rozrzucone" na
przestrzeni lat pojedyncze teksty), a oto termin ów pojawia
się już odbity w kolejnym lustrze autorefleksji w postaci
książki Rethinking Visual Anthropology. Chyba od czasów
sławnej książki Leacha - Rethinking Anthropology (1961) kiedy to termin rethinking prawdopodobnie po raz pierwszy
pojawiał się w tytule dzieła etnograficznego, od czasu do cza­
su gości on tam ponownie, sugerując już nie tylko powtórne
przemyślenie jakichś' zagadnień, lecz raczej przemyślenie
głębsze, sięgające podstaw dziedziny, przemyślenie osadzone
w nowym czasie. Takie ambicje niesie również i ta nowa
książka wydana przez Yale University Press, wydawnictwo,
które można uznać za zasłużone na polu antropologii wizual­
nej: kilka lat temu opublikowało ono bowiem inną znaczącą
książkę z tego zakresu - Anthropology and Photography
1860-1920 (pod redakcją Elizabeth Edwards, 1992), którą
„synekdochicznie", w postaci przedrukowanego tekstu Terence'a Wrighta Fotografia: teorie realizmu i konwencji, gościlis'my na łamach naszego pisma (nr 3-4/1997).
Wprawdzie, jak powiada Jay Ruby (nieobecny w książce),
antropologia wizualna narodziła się z prostego faktu, że kul­
tura manifestuje się poprzez widzialne symbole, to jednak od
pomysłu ukazania na wystawie w Antropological Hall na
World's Columbian Exposition w 1893 roku (współorganizo­
wanej przez Franza Boasa) czternastu Kwakiutlów, czy też
sprowadzenia do Paryża Senegalczyków, aby w czasie Expo­
sition Ethnographique de l'Afrique Occidentale pływali
w fontannie (1895), do czasu kiedy antropologia zaczęła wi­
dzieć nie tylko to, co znajduje się po drugiej stronie lustra,
lecz także zwracać pilniejszą uwagę na samo lustro i własne
w nim odbicie (a jednym z pierwszych poważnie „gnębio­
nych" problemem reprezentacji miał - wedle Jamesa Clifforda - być Michel Leiris), upłynęło nieco czasu. Owa relacja
zwrotnos'ci, odejs'cia od włas'ciwej aparatowi fotograficznemu
„jasnos'ci widzenia", została, jak sądzę, nieźle sportretowana
w ostatnim, przed długim milczeniem, filmie Antonioniego,
w Zawodzie reporter. Pojawia się tam mianowicie scena roz­
mowy, którą reporter stara się przeprowadzić z miejscowym
kacykiem, przywódcą rebelii w Afryce:
„Locke: Wczoraj, kiedy filmowaliśmy pana w wiosce, jak
rozumiem, przywołano pana jako czarownika. Czy nie jest to
niezwykłe, zważywszy na fakt, że spędził pan kilka lat we

68

Francji i Jugosławii? Czy nie zmieniło to pana nastawienia do
pewnych plemiennych zwyczajów? Czy nie uderzają pana
one teraz jako fałszywe, a może nawet złe dla plemienia?
Tubylec: Panie Locke. Istnieję doskonałe odpowiedzi na
pańskie pytania. Ale nie sądzę, aby pan zrozumiał, jak mało
może się pan z nich dowiedzieć. Pańskie pytania zdecydowa­
nie bardziej odsłaniają pana, niż moje odpowiedzi traktowa­
łyby o mnie.
Locke: Zadałem je szczerze.
Tubylec: Panie Locke. Możemy porozmawiać, ale tylko
pod warunkiem, że będzie w tym nie tylko to, co pan uzna za
szczere, lecz także to, co ja uznam za uczciwe.
Locke: Oczywiście..."
Przywódca rebelii odwraca kamerę - w centrum obrazu
pojawia się obecnie Locke.
„Tubylec: Teraz możemy rozmawiać. Może pan zadać te
same co poprzednio pytania."
W tej nowej roli reporter czuje się już mniej pewnie.
Z owego nieco już trudniejszego położenia zdają sobie także
sprawę autorzy omawianego tomu.
Redaktorzy zbioru wyznają, że choć antropologia wizual­
na jest już dziedziną całkiem nieźle zinstytucjonalizowaną, to
stale kłopocze się z podobnymi jak i cała antropologia pro­
blemami, m.in. problemem zdefiniowania własnego zakresu
i własnych granic. Antropologia zajmuje się prawie wszyst­
kim i ma wielką skłonność, by niczego nie pozostawiać poza
obrębem własnych zainteresowań. Takie interdyscyplinarne
ciągoty antropologii sprawiają, że istnieje w niej stałe napię­
cie między tendencjami odśrodkowymi i dośrodkowymi.
A wśród zalewu tematów i subdyscyplin nieustająco pojawia
się pytanie, czy to, co robimy stale, jest jeszcze antropologią.
I choć można sądzić, że miejsce w centrum nie zapewnia peł­
nego komfortu, to być może właśnie - jak chcą tego autorzy
wstępu, Howard Morphy i Marcus Banks - powrót do cen­
trum, do ogólniejszych pojęć dyscypliny, stanowi o jej zwar­
tości. Owa otwartość dyscypliny u jednych wzbudza niepo­
kój, innych zaś najwyraźniej przyciąga: słowa Margaret
Mead - że w antropologii istnieje rodzaj wolności, można
robić cokolwiek i nazywać to antropologią - miały sprawić,
że Clifford Geerz wkroczył na antropologiczne ścieżki. (Na
marginesie warto zauważyć, że na tę skłonność dyscypliny do
poruszania się po peryferiach, granicach dyscypliny - margi­
nalnych tematach i tematach z marginesu zwracał już uwagę
w ogłoszonej niegdyś w niniejszym piśmie ankiecie Zbi­
gniew Benedyktowicz [nr 2/1981].)
Rzeczywiście omawiany tom mieści w sobie bardzo róż­
norodne wątki: znajdujemy tam m.in. zagadnienia z pograni-

�cza antropologii wizualnej i antropologii rytuału, świata me­
diów, antropologii krajobrazu, antropologii sztuki. Oto kilka
tytułów kolejnych rozdziałów, które winny zaświadczyć
o szerokości przedsięwzięcia: First exits from observational
realism: narrative experiments in recent ethnographic films
(P. Loizos), Burlesquing knowledge: Japanese quize shows
and models of knowledge (D. P. Martinez), Computer softwa­
re as a medium: textuality, orality and sociality in an artifi­
cial intelligence research culture (G. Born), To see and not to
see: looking as an object of exchange in the New Guinea
Highlands (G. Gillison).
Czymże jest zatem antropologia wizualna?
Antropologia wizualna podąża dwoma nurtami: z jednaj
strony zajmuje się (z czym czasem ją się przede wszystkim
łączy) środkami, które antropolog mógł wykorzystać w bada­
niach innych kultur - głównie fotografią, filmem i wideo
(prawdopodobnie pierwszą poważną książką na ten temat by­
ła Visual Anthropology: Photography as a Research Method,
wydana pierwotnie w 1967 r. przez Johna Colliera, Jr.,
a w poszerzonej wersji wraz z Malcolmem Collier w 1986 ro­
ku, oraz zredagowany przez Paula Hockingsa zbiór artyku­
łów Principles of Visual Anthropology [1975]), z drugiej stro­
ny (i wydaje się to późniejszym, choć obecnie - także w oma­
wianym tomie - wysuwającym się na pierwszy plan pomy­
słem, obejmującym również tzw. indigenous media) wiąże
się z badaniem systemów wizualnych i „widzialnej kultury".
Jeśli zważymy na fakt, że większość działań człowieka ma
swój aspekt wizualny, to przywołane przez autorów wstępu
słowa Iry Jacknis: „W rzeczywistości wielu antropologów
uprawia antropologię wizualną, nie zdając sobie z tego spra­
wy" - brzmią zasadnie, i choć u jednych być może zasieją za­
męt, to innym dodadzą zapewne otuchy. Warto jednak pamię­
tać, że antropologia wizualna zdecydowanie nie ogranicza się
do zwykłego badania tego, co widzialne. Zainteresowana jest
problematyzowaniem tego, co widzialne w odniesieniu do
procesów kulturowych, w celu zrozumienia istoty przedsta­
wień wizualnych i sposobów, w jakie widzenie i to, co wi­
dzialne, staje się częścią konceptualnego świata ludzi. W nie­
których tekstach obserwujemy np. subtelną grę tego, co wi­
dzialne i niewidzialne, nałożoną na to, co materialne i niema­
terialne, „rzeczywiste" i „nierzeczywiste".

do zbierania danych etnograficznych (które dopiero później
miały być analizowane), co odróżniało ją od Gregory Batsona, który pojmował aparat/kamerę jako narzędzie eksploracji
- zwraca na to uwagę David MacDougall (współautor tomu).
Niemniej nie przeszkodziło to wspomnianym autorom stwo­
rzyć jedną z pierwszych prac z antropologii wizualnej Balinese Character, gdzie zestawienia fotografii miały przekazy­
wać prawdę niemożliwą do przekazania samym słowem. Za­
rysowana powyżej rozbieżność wydaje się pobrzmiewać bli­
źniaczo wobec zdania Jaya Ruby'ego, że zamiast filmów
o antropologii należy robić filmy antropologiczne.
Można się zastanawiać, dlaczego fotografia zniknęła
w znacznym stopniu z prac etnograficznych. Jednego z powo­
dów należy upatrywać w nadmiernej teoretyzacji dyscypliny,
która sprawia, że fotografie z terenu mogą spokojnie egzysto­
wać w muzeum, jednak na ścianach założonego przez Radcliffe-Browna Institute of Social Anthropology znajdują już
miejsce członkowie antropologicznego establishmentu. Foto­
grafie zaczęto utożsamiać z muzeum, kulturą materialną,
dawnymi metodami, a tym samym paradoksalnie z „antropo­
logią na odległość". Poglądowi Kirsten Hastrup, że film i fo­
tografia antropologiczna, w odróżnieniu od prac pisanych,
wiąże się z „opisem rozrzedzonym", towarzyszy mniemanie
Maurice'a Blocha - iż antropologowie, którzy poświęcają
zbyt wiele czasu filmowi antropologicznemu, „tracą ufność
do swych własnych idei" (przytaczane przez MacDougalla).
To ostatnie zdanie wyrwane z kontekstu może nieść nawet
pozytywne konotacje, ale nie o to chyba Blochowi chodziło.
W pracy pojawia się ciekawa kwestia paralelizmu (bądź
też jego braku) pomiędzy podejściem do materiału wizualne-

Pośród celów, jakie stawiają przed sobą redaktorzy tomu,
znajdują się między innymi: „powtórne przemyślenie miejsca
antropologii wizualnej w obrębie całej dyscypliny, jak rów­
nież powtórne przemyślenie samej subdyscypliny. A w szcze­
gólności mamy na celu rozwikłanie związków pomiędzy an­
tropologią wizualną, filmem i fotografią". Zauważając słu­
sznie, że film (i rozważania o nim) zdominował antropologię
wizualną, autorzy wstępu przestrzegają przed łatwymi roz­
wiązaniami: „Można postrzegać antropologię wizualną jako
przedmiot łatwy w nauczania antropologii - wystarczy jedy­
nie stworzyć program filmów etnograficznych. (...) wyświe­
tlać po prostu filmy etnograficzne w celu dostarczenia łatwo
strawnej etnograficznej karmy. Taki program (...) z łatwością
może odwieść studentów od antropologii w stronę tworzenia
filmów dla nich samych." W najgorszym zaś razie może pro­
wadzić do tego, że film etnograficzny pojawi się w roli babysittera, który zastąpi zapracowanych nauczycieli.
To, że nie ma jedności w podejściu do spraw wizualności,
uwidacznia się już w rozbieżności w podejściu do wykorzy­
stania aparatu fotograficznego i kamery. Nawet tak zasłużona
dla popularyzacji antropologii wizualnej osoba jak Margaret
Mead skłaniała się, by pojmować aparat i kamerę jako środki
69

�go i panującymi aktualnie modelami teoretycznymi. Taką
rozbieżność zauważają autorzy wstępu już u Spencera i Gillena: ich podejście do fotografii miało w sobie więcej z ducha
obserwacji uczestniczącej w stylu Malinowskiego niż
z podejścia ewolucjonistycznego. Temat ten pojawia się rów­
nież w znaczący sposób w tekście Anny Grimshaw (The eye
in the door: anthropology, fdm and the exploration of interior
space). Choć jej tekst koncentruje się na zestawieniu W. H. R.
Riversa, antropologa i psychologa, z filmowcami D. W. Griffithem i Dżigą Wiertowem, to jednak zwraca ona także uwa­
gę na uderzającą symetrię pierwszych czterech dziesięcioleci
rozwoju filmu i antropologii kończącą się ustanowieniem
„naukowej etnografii" i „filmu dokumentalnego" w latach 30.
Wyróżnia trzy pary postaci zaświadczające o tym paralelizmie:А. C. Haddon (organizator etnograficznej wyprawy do
Cieśniny Torresa, 1898) i Louis Lumiere (1895, rejestracja
scen z życia codziennego), Malinowski (1922 - publikacja
Argonautów Zachodniego Pacyfiku) i Flaherty (1922 - Nanook of the North) - w obu przypadkach autorka wskazuje na
podobne wizje świata, statyczne spojrzenie „pojedynczego"
oka; choć Flaherty'emu można by przypisać szeroko rozu­
mianą funkcjonalistyczną perspektywę, to jednak ten amator,
badacz i goszczony w Hollywood filmowiec reprezentował
wszystko, co budziło zagrożenie u Malinowskiego; ostatnia
para to Radcliffe-Brown i John Grierson. Autorka postuluje
zmianę perspektywy - „zwizualizowanie" antropologii po­
ciągałoby za sobą umieszczenie jej nie tyle w kontekście lite­
ratury (co się ostatnio powszechnie robi), ile sztuk wizual­
nych. Cytując zdanie Malinowskiego „Rivers jest Riderem
Haggardem antropologii; ja będę jej Conradem", paradoksal­
nie łączy Malinowskiego ze zdecydowanie bardziej zacho­
wawczą perspektywą - śledzącym okiem, które widzi, lecz
nie jest widziane, postawą renesansowego artysty, który
szczegółowo analizuje to, co obserwowalne („nacisk położo­
ny został na miejsce człowieka w świecie, harmonię, holizm
i integrację"); stanowisko Riversa, odmiennie, łączyłoby się
bardziej z wewnętrznym okiem wyobraźni (mind's eye), zde­
cydowanie większą refleksyjnością podejścia, które próbuje
łączyć perspektywę zewnętrzną i wewnętrzną; Rivers mie­
ściłby się - jej zdaniem - bliżej tego, co za Johnem Bergerem
można by nazwać przełomem kubistycznym, momentem
przekształcenia w naszym rozumieniu koncepcji świata:
gdzie nie ma już pojedynczego punktu widzenia, z którego
patrzy się na znajdujący się na zewnątrz obraz, lecz raczej
wielość spojrzeń i perspektyw. „Przez krótki twórczy mo­
ment kubiści odkryli sposób na zsyntetyzowanie całości
i części, struktury i procesu, przedmiotu i podmiotu." „Kubi­
ści - twierdzi Berger - zdali sobie sprawę, że świadomość
jest częścią natury."
W antropologii wizualnej zawsze sporo mówiło się o pro­
blemie rozróżnienia między sztuką i nauką. Zazwyczaj jed­
nak dyskusje owe koncentrowały się na tym, jak oddzielić,
zarysować jasną, widoczną dla wszystkich linię, która odróż­
ni naukę od reszty (tzn. sztuki). Wedle autorów wstępu zbyt
często film etnograficzny pojmowany bywa w naiwnie reali­
stycznej, dokumentalnej perspektywie, jako pragnienie udo­
kumentowania tego, co widzialne (w takiej też formie trafia
do studentów). Jednocześnie przeoczony zostaje fakt, że
przedstawia on wówczas najczęściej sposoby widzenia sa­
mych twórców, którzy nie zdają sobie nawet z tego sprawy.
Nie wszystkie rzeczy dadzą się również w takiej manierze
sportretować. W podejmowanych (przede wszystkim daw­
niej) staraniach dyskryminowania (w sensie odróżnienia, ale

70

w konsekwencji także dyskredytacji) tego, co można uznać
za sztukę (znamienne jest zastrzeżenie Batesona w rozmowie
z Mead: „...artists is not a term of abuse in my vocabulary"),
dostrzec można jasną analogię do zarysowanego przez Clifforda Geertza problemu wyrzeczenia się jednego z rodziców,
zatajania literackiego przodka antropologii na rzecz nauko­
wego („mamy skłonność - podobnie jak pewien północnoafrykański muł, który mówił zawsze o bracie swojej matki,
koniu, nigdy zaś o własnym ojcu, ośle - zatajać z korzyścią
dla tych rzekomo bardziej godnych szacunku." Dzieło i ty­
cie. Antropolog jako autor - w druku, Wydawnictwo KR).
Kwestii tej w ciekawy sposób dotyka tekst Elizabeth
Edwards Beyond the Boundary: a consideration of the
expressive in photography and anthropology, który stara się
wykazać użyteczność fotografii w antropologii i pomyślany
jest raczej jako zamierzenie badawcze i propozycja do dysku­
sji niż przedstawienie jakiegokolwiek jasno określonego mo­
delu. „Polaryzacji twórczości wizualnej nie należy koniecz­
nie odczytywać w kategoriach opozycji: realistyczny versus
ekspresyjny, dokument versus sztuka, lecz jako powiązane
i dialektycznie wzajemnie ze sobą zależne zjawiska." Autor­
ka, odwołując się zresztą do Kracauera, powiada także: „Fo­
tografia może komunikować na temat kultury, życia ludzi,
doświadczeń i wierzeń nie na poziomie powierzchniowego
opisu, lecz jako wizualna metafora, która łączy przestrzeń te­
go, co widzialne i niewidzialne, która komunikuje nie tyle
przez paradygmat realistyczny, ile przez liryczny wyraz."
Tym samym może ona odsłaniać głębsze znaczenia i metafo­
ry kulturowego istnienia. Co ciekawe, autorka eksplorując
przestrzeń między antropologią a sztuką, wybiera przykłady
wykraczające poza antropologię (wykorzystanie realistycz­
nego dokumentalnego obrazu antropologicznego w kulturze
popularnej, turystyce; fotografie z pogranicza dokumentu et­
nograficznego i ekspresji estetycznej współczesnej artystki
oraz wykorzystanie dokumentów antropologicznych w sztu­
kach wizualnych, reklamie). Badając tę pośrednią przestrzeń
(opozycja fakt-dokument/fikcja-alegoria - przynajmniej od
czasu wystąpienia w tej sprawie Clifforda i Asada - nie po­
krywa się z opozycją prawda/fałsz), postuluje, że można ją
pojmować jako pokrewną temu, co w psychoanalizie David
Winnicott nazwał „paradoksalną trzecią przestrzenią", która
nie znajduje się ani w świecie fantazji (ekspresji), ani też
w zewnętrznym wspólnym świecie rzeczywistym. Mieści się
niejako w obu naraz. Nie pierwszy to przykład szukania wyj­
ścia poza sztywną dychotomię, by wspomnieć tylko o trze­
cim znaczeniu Barthes'a czy piśmie pod znamiennym tytu­
łem „Third text".
Kończąc to z konieczności krótkie i wybiórcze omówie­
nie, warto podkreślić, że autorzy tomu zdecydowanie wy­
kraczają poza etnografię postulatywną, która zastanawiała­
by się przede wszystkim nad tym, jaka antropologia być
winna. Znajdujemy tam twórcze analizy, które ukazują nam
antropologię wizualną taką, jaka ona być może, jaka w rze­
czy samej jest. Wprawdzie po przeczytaniu zredagowanego
przez Banksa i Morphy'ego wyboru tekstów nadal pewnie
nie mamy w głowie jasno zdefiniowanego, otoczonego flan­
kami terytorium, jakie zajmuje antropologia wizualna, to
jednak w kontekście przywołanego na początku istnienia
odśrodkowych i dośrodkowych sił w antropologii, warto
przypomnieć metaforę „wycieczki" jaką Barthes rozwija
w Wykładzie - wzbogaceni o dary, jakie może ona ze sobą
nieść, wiemy zdecydowanie więcej o krainie, przez którą
przyszło nam wędrować.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7577" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7557">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/6b0f0a07440c6cfd057c89044055db3b.pdf</src>
        <authentication>6cbc8fdd07ff7b58969f1b865afb2afa</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90438">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2787</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90440">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90442">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2596</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90443">
                <text>Ćwiczenia z pamięci / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90444">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.3, s.71-78</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90446">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90448">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90449">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90450">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90451">
                <text>Ćwiczenia z pamięci
Rok 1949. Powstanie Państwowego Instytutu Sztuki
Aleksander Jackowski

Dokładnie przed półwiekiem powstał Państwowy Instytut
Sztuki, a także - to już materiał na inną opowieść - Państwo­
wy Zespół Pieśni i Tańca „Mazowsze". Troche, później, w po­
czątku przyszłego roku, minie 50 lat od zamknięcia redakcji
tygodnika „Odrodzenie". W każdej z tych instytucji pełniłem
jakąś' funkcję, co mnie upoważnia do tego, by występować
dziś w kostiumie kombatanta, świadka wydarzeń. Jak wiado­
mo, największą, jeśli nie jedyną zasługą kombatanta jest to,
że jeszcze żyje. No, i że pamięta czasy, które - prawdę
mówiąc - nikogo dziś nie obchodzą, poza innymi kombatan­
tami. A ci żyją przeszłością, można powiedzieć: żyją, by
wspominać, opowiadać, co kiedyś widzieli, w czym uczestni­
czyli. Ale nawet wnuki nie chcą ich słuchać, co ich obchodzi
jakiś Starzyński czy Sokorski. Jednak wspomnienia należą do
rytuału jubileuszowych obchodów, więc trudno się dziwić, że
i mnie poproszono o to, bym napisał o tym, jak powstał Insty­
tut Sztuki. Dobrze, napiszę, ale mam wątpliwości, czy się do
tej roli nadaję. Znam siebie, palnę coś niepotrzebnego, jak
gość na weselu, który nie umie się powstrzymać od komenta­
rza na temat prowadzenia panny młodej.
Poza tym, czy moja relacja, w którą święcie wierzę, bę­
dzie prawdziwa, dokładna? Czy wywołując obraz przeszło­
ści, zdołam zachować sensowne proporcje, nie skrzywdzę ko­
goś, nie pomówię, wybiorę fakty rzeczywiście ważne. Jest to
przecież niezależne od woli, pamięć ma własne życie, to cho­
wa, to wyrzuca trupa z szafy. Czy więc wspominając, nie
konstruuję swojego życiorysu „od tyłu"?
Umówmy się więc, że będzie to niesprawiedliwe, nie krę­
powane troską o to, by wyważyć proporcje poruszanych
spraw.
Wszystko się działo w określonym czasie. Schizofrenicz­
nym. To podkreślam. Bez wprowadzenia tego pojęcia trudno
pojąć zachowania ludzi. Moi ówcześni koledzy w Minister­
stwie Spraw Zagranicznych dystansowali się wobec reżimu,
ale zarazem działali z pełnym przekonaniem na rzecz uznania
przez Zachód granicy na Odrze i Nysie. Powieka nam nie
drgnęła, gdy się dowiadywaliśmy o wyrzucaniu Niemców
z Ziem Zachodnich (wówczas nazywano je Odzyskanymi).
Dziś dziwimy się Serbom, wtedy sami nie chcieliśmy sobie
uświadomić, co to znaczą czystki etniczne. Zawsze istnieją
wytłumaczenia: zasłużyli sobie; skoro nam zabrano Lwów
i Wilno, to...; gdzie drwa rąbią...; nie czas żałować róż... Cie­
szyła odbudowa, a włączając się w nią „wysługiwało się wła­
dzy". Aby zrobić coś sensownego, i to nie tylko dla siebie,
przyjmowano stanowiska, wstępowano do PPR. Prowadziło
to do sytuacji dwuznacznych, konfliktowych. Miłosz napisał
później o syndromie Ketmana: nie ujawniam swych prawdzi­
wych poglądów, udaję, by zrobić coś dobrego. Dla siebie, ro­
dziny, ale i dla kraju. Co jednak zrobić, kiedy ta postawa

przynosi wymierne, całkiem prywatne, korzyści? Angażuję
się w dobrej sprawie, ale przy tym zaspokajam swoje ambi­
cje, buduję karierę. Najpierw mówię, tak jak wiem, że powi­
nienem mówić, później już te słowa przyjmuję za swoje. Sło­
wa wypowiedziane zmieniają świadomość, wszak psychika
dąży do zachowania równowagi. Nie każdy potrafi żyć jak
szpieg Kukliński.
Uczyliśmy się przystosowywać do rzeczywistości. Do te­
go nie były konieczne moralne uzasadnienia. Życie stawało
się grą, kłamali „oni", więc i ja miałem prawo kłamać, uda­
wać. Ale nie czyni się tego bezkarnie. Wstępowano do partii
nie tylko dlatego, że się wierzyło w jej program. Jednak bę­
dąc w partii „na niby" w jakiś sposób się naginało, ulegało
presji propagandy, wchodziło w sytuacje moralnie dwuznacz­
ne, konfliktowe.
W sierpniu 1949 r. Watykan wydał oświadczenie, grożąc
ekskomuniką za przynależność do partii komunistycznych
i robotniczych. A przecież wstępowano, wychowując dzieci
w duchu katolickim, chrzcząc je, posyłając do komunii. Kraj
się odbudowywał, każdy nowy dom cieszył. W tymże roku 22
lipca otwarto Trasę W-Z i most Śląsko-Dąbrowski. To była
wielka radość. W dwa dni później uruchomiono radiostację
w Raszynie. Ludzie bawili się na placach i ulicach miasta. Na
Mariensztacie.
A niepokorni, odważni, bezkompromisowi? Tych życie
spychało na bok. Zarówno niechętnych wszystkiemu, jak i ta­
kich, którzy walczyli w konkretnych sprawach o swoje racje.
Logika czasu powodowała, że ośrodkiem krystalizacyjnym
postaw stawał się Kościół. Dlatego władze zwalczały go róż­
nymi sposobami, aresztami i próbami rozbicia (PAX). Po­
trzebna była odwaga i... wiara, by w najgorszym okresie
oświadczyć, jak to uczynili Stanisław Stomma i Jerzy Turowicz: „Marksistami ani socjalistami nie jesteśmy. Widzimy
w socjalizmie wiele stron dodatnich. Niemniej ideał socjali­
styczny nie jest naszym ideałem. Dlatego też nie możemy
i nie powinniśmy przyjmować na siebie odpowiedzialności za
realizację tego ideału w Polsce i na świecie".
Za takie postawy się płaciło. Ale ludzie są tylko ludźmi,
odczuwają strach - wiemy, że nie bezzasadnie! - troszczą się
0 najbliższych, nie chcą być odrzucani. Ci sami po latach nie
umieją zrozumieć, jak mogli ulec „zaczadzeniu". A ulegali,
1 to kto? Znakomici pisarze, plastycy, w tym późniejsi boha­
terowie opozycji. Specjalistą od wytykania im tego stał się
badacz twórczości Leśmiana - Zdzisław Najder.
Nieraz trzeba było wybierać, i były to trudne decyzje.
Człowiek, któremu kultura polska zawdzięcza więcej niż ko­
mukolwiek innemu, prof. Stanisław Lorentz w trosce o dobro
narodowe nie zawahał się zawiadomić MSZ o tym, że wyjeż­
dżający z Polski ambasador pewnego kraju wywozi cenne za1

2

71

�bytki, dokumenty, regalia. W rezultacie „przypadkiem" ładu­
jąc skrzynie na statek opuszczono tę, o którą chodziło tak, że
się rozbiła. Skandal zatuszowano, ambasador już nie wrócił,
Muzeum Narodowe zyskało eksponaty. Tenże prof. Lorentz
dla MSZ napisał, wydaną pod pseudonimem, książeczkę o ra­
towaniu zabytków. A ilu wybitnych, dalekich od akceptacji
ustroju ludzi działało na rzecz powrotu do kraju dzieł zagra­
bionych przez Niemców w czasie wojny?
Zadawano sobie nieraz pytanie, co robić? Co i w imię cze­
go poświęcić. Przypomina mi się pewien wieczór, to było
w 1949 г., kiedy to niespodziewanie zjawiło się u mnie w do­
mu dwóch panów, szukając porady, a może nie tyle porady,
co potwierdzenia swoich decyzji. Dodam, że należałem do
PPR, panowie uważali zapewne, że jestem przyzwoity (tak
np. informował w swym liście do Kenarów Czesław Miłosz)
i więcej wiem o zamierzeniach władz (akurat!). Obaj byli dy­
rektorami w Ministerstwie Kultury i Sztuki. Bohdan Urbano­
wicz kierował Departamentem Szkolnictwa Artystycznego,
Juliusz Starzyński Biurem Współpracy Kulturalnej z Zagrani­
cą. Wezwał ich Włodzimierz Sokorski, wiceminister w resor­
cie kultury, ale faktycznie w nim rządzący, odpowiedzialny
za front ideologiczny. Nie krył swej roli, wtedy w ogólnym
systemie kłamstwa ministrem robiono kogoś bezpartyjnego,
a rządził jego partyjny zastępca.
Skoro już zabrnąłem w dygresję o systemie kłamstwa, do­
dam, że władza Sokorskiego też była ograniczona i w znacz­
nym stopniu pozorna. Sterowano nim z Wydziału Kultury КС
(wówczas kierował nim Jerzy Albrecht), który z kolei otrzy­
mywał dyrektywy i cięgi z ambasady radzieckiej. Z niej zre­
sztą telefonowano, bywało że i po kilka razy dziennie, do mi­
nistra, wyrażając np. swoje niezadowolenie z wystawionej
sztuki, wydanej książki. W tejże ambasadzie istniała iden­
tyczna jak w КС struktura stanowisk, odpowiadająca struktu­
rze rządu. Ale i ona, jak się później okazało, była kontrolowa­
na przez równoległe kanały informacyjne (i nie tylko)
NKWD, partii, wojska. Nie wiem, jak liczna była wówczas
służba ambasadzka, mówiono tylko, że w latach siedemdzie­
siątych ambasada i jej przybudówki liczyła ok. 8000 współ­
pracowników. Do tego doszła w tamtych latach równoległa
siatka obserwacyjna enerdowskiej Stasi.

wy - tak odpowiedziałem. (Tu dodam, że Sokorskiego zna­
łem jeszcze z wojska, 1 Dywizji im. Tadeusza Kościuszki, był
wówczas zastępcą gen. Berlinga i przez pewien czas moim
szefem.)
Urbanowicz zrezygnował ze stanowiska, został profeso­
rem w Akademii Sztuk Pięknych. Natomiast Starzyńskiego
udało się ministrowi pozyskać. W ramach tej „łapanki" wcią­
gnął zresztą więcej osób do partii. Starzyński nie krył, że za­
leży mu na tym, aby zrealizować swoje plany, w których mie­
ściła się koncepcja instytutu. Wiele razy o niej mówił, przez
dobrych kilka miesięcy widywałem się z nim codziennie.
Wymiana kulturalna wymagała decyzji MSZ. Podobnie jak
naukowa. Miałem wówczas u szefów resortu na tyle mocną
pozycję, że mogłem wnioskować o paszport, wyjazd i w za­
sadzie zawsze to realizowano.
Nazwisko Starzyńskiego znałem sprzed wojny, był dyrek­
torem Instytutu Propagandy Sztuki. Poznałem go dzięki Józe­
fowi Czapskiemu, który miał w 1938 r. wystawę w lokalu
IPS-u. Oczywiście, interesując się sztuką i zamierzając pójść
w 1939 r. na historię sztuki, znałem dzieło Hamana, tłuma­
czone przez Walickiego i uzupełnione w części współczesnej
przez Starzyńskiego. Dlatego ucieszyłem się, gdy któregoś
dnia w 1970 roku przyszedł do mnie, do departamentu.
Schudł, twarz miał nabrzmiałą, apoplektyczną, tym bardziej
czerwoną, że nosił buraczkowy garnitur. Opowiadał o Murnau, Leonie Schillerze, z którym jeździł po Niemczech,
w końcu zaproponował swą kandydaturę na attache kultural­
nego w Rzymie. Wyraziłem zdziwienie, przecież nie zna kra­
jowych realiów, jak więc miałby prezentować naszą kulturę.
Powiedziałem, że jest oczywiście znakomitym kandydatem,
chyba nie ma lepszego, ale niech rok - dwa pobędzie w kra­
ju, popracuje. Zmartwił się, ale uznał te racje. Zadzwoniłem
wtedy do Sokorskiego i umówiłem na drugi dzień obu panów.
Dodałem, że jak sądzę, będzie to znakomity dyrektor Biura
Współpracy Kulturalnej z Zagranicą (pracował w nim wów­
czas krytyk i historyk literatury Kazimierz Czachowski). Sta­
rzyński spodobał się ministrowi, już następnego dnia przy­
szedł do mnie w swej nowej funkcji dyrektora Biura. W ten
sposób stał się moim partnerem, i widywaliśmy się odtąd
bardzo często.

Ale wróćmy do jesiennego wieczoru. Obaj panowie, jeden
wcześniej, drugi później, radzili się - co robić. Sokorski po­
wiedział każdemu z nich to samo: zaostrza się sytuacja mię­
dzynarodowa, krzepnie front ideologiczny, nie może więc tak
być, by kierownicze stanowiska zajmowali ludzie nie należą­
cy do partii. Daje im, bodajże, 48 godzin na odpowiedź.
Wstępują do PPR i zostają na swych stanowiskach, albo...
Otóż Urbanowicza interesowało to „albo". Ultimatum kate­
gorycznie odrzucił, chciał jednak znać moje zdanie, do jakich
granic może się takie „albo" posunąć. Słyszało się przecież
ciągle o aresztowaniach, procesach. Np. w MSZ, w Departa­
mencie Prasy i Informacji (którym kierowałem), w niecały
miesiąc po moim odejściu aresztowano bliską mi i kompe­
tentną osobę: Paulę Born. Aresztowano kilku dyrektorów de­
partamentów. Aresztowano w środowisku mnie bliskim: sio­
strę prof. Jana Białostockiego, Heddę Bartoszek, wkrótce po­
tem prof. Michała Walickiego. We wszystkich tych sprawach
interweniowałem (wraz z prof. Starzyńskim) u Sokorskiego,
a w sprawie Walickiego w Wydziale Kultury КС, gdzie Paweł
Hoffman pokazał mi dwa tomy sfingowanych akt.
Otóż Urbanowicz chciał znać moje zdanie, co będzie, je­
śli da Sokorskiemu odpowiedź odmowną. Przypuszczałem,
że nic się nie stanie, Sokorski nic był ani złośliwy, ani mści­

Później w życiu zamieniliśmy role, petent stał się szefem.
Poglądy mieliśmy chyba podobne, z tym że on dojrzewał do
akceptacji ustroju, ja do jego negacji. Spotkaliśmy się nieja­
ko w środku. Podobnie jak duża część środowiska artystycz­
nego przed wojną, nie krył sympatii do lewicy. Mnie zaś
ukształtowała lektura Conrada, Brzozowskiego i Żeromskie­
go, a do tego hece antysemickie, syberyjski łagier, wojsko,
MSZ. Byłem naiwny, ale już wtedy, gdy się poznaliśmy - roz­
czarowany. Chciałem się wycofać z dygnitarstwa, kłamstw,
zostać tym, kim powinienem był być - studentem, człowie­
kiem robiącym to, co chce, a nie to, co musi.
Starzyński starał się widzieć dobre strony ustroju, wejść
w tę rzeczywistość, znaleźć w niej miejsce dla swych ambi­
cji i możliwości. Sądzę, że mnie lubił, trochę interesownie,
trochę po ojcowsku. Wiedział też dobrze, że mogę mu być
przydatny, wyczuwał, że jestem przyzwoity (śmiesznie dziś
brzmi to słowo), a przy tym wciąż dobrze widziany przez par­
tyjnych bonzów, których znałem z wojska i MSZ.
Spotykaliśmy się, czasem o przedziwnej porze, o 6 rano,
na śniadaniu. Ja jeszcze zaspany, śnięty, on już radosny, pro­
mieniejący energią. Wstawał o 5, długo parskał pod pryszni­
cem, potem zaczynał dzień, w którym nigdy mu się nie uda­
ło dotrzymać przewidywanych terminów. Ludzi umówionych

3

72

�na 11 przyjmował o 14 lub później, zawsze zdziwiony, że źle
sobie wszystko zaplanował. Ale nigdy się nie spieszył, roz­
mowa to była rozmowa, a nie tylko - załatw sprawę i żegnaj.
Paradoksalnie, jego niepunktualność wynikała z szacunku dla
rozmówcy. Udawało się na ogół dotrzymać terminu z pierw­
szym, dlatego umawialis'my się o tak wczesnej godzinie. Do­
dam, że spał 3-3,5 godziny. Więcej nie potrzebował, dzięki
czemu miał dużo czasu na pracę, lektury, spotkania. Oblicza­
łem, że moje dwa lata życia to był jego rok. Kiedy mu to po­
wiedziałem, zasępił się, powiedział: nie będę długo żyć, mój
czas to pięćdziesiątka. Cała rodzina ze strony ojca umierała
na serce, dawniej mówiono - na apopleksję.
Praca, wykłady wciągały go. Jako dyrektor Biura był
kompetentny, co należało do wyjątków w czasie, gdy z dnia
na dzień awansowano agitatora na generała, robociarza na
wojewodę, niedoszłego studenta na dyrektora w MSZ. Mar­
ksizm pociągał go swą socjologiczną perspektywą. Był nie
tylko historykiem sztuki, ale i socjologiem kultury, sztuki.
Dziwiono się, że chodzi na westerny i filmy, które pasjono­
wały młodzież. Ale on chciał je widzieć, znać, rozumieć czas,
w którym żyje.
Czy widział złe strony peerelowskiego życia. Oczywis'cie,
doskonale je dostrzegał, ale nie odwracał oczu od dobrych.
Inna rzecz, że stanowisko dyrektorskie tworzyło barierę. Ko­
ledzy plotkowali, opowiadano o rzeczach prawdziwych
i zmys'lonych, ale szefa się bano, zresztą z racji urzędu nie
miał czasu na takie rozmowy. W partii źle patrzono na ludzi,
którzy dyskutują, chodzą do kawiarni, spotykają się z niezna­
nymi ludźmi. Do tego komuś, kto współpracował z „władzą"
nie wszystko mówiono. Krąg przyjaciół Profesora był wów­
czas raczej wąski. Prof. Lorentz, Michałowski, z nimi się
konsultował, pomagali sobie nawzajem Państwo Jaworscy.

Kiedyś dowiedziałem się od profesora, że Sokorski
chciałby powołać przy ministerstwie instytut zajmujący się
sztuką. Było oczywiste, że jemu powierzy organizację. Ale
był jeden szkopuł - Starzyński nie należał do partii, mimo że
wcześniej zadeklarował chęć wstąpienia. Po prostu, aby być
członkiem partii, trzeba było być do niej przyjętym. Należa­
ło więc mieć rekomendacje i zgodę podstawowej organizacji.
Tymczasem POP Uniwersytetu nie chciało Profesora przyjąć.
Zarzucano mu nieprawe pochodzenie - ziemiańskie, ciągoty
piłsudczykowskie, mieszczańskie, poglądy nacjonalistyczne.
Sokorski martwił się, ale jednak stawiał na Starzyńskiego.
Musisz go wesprzeć, powiedział do mnie, inaczej nie prze­
pcham jego kandydatury. (Tak się stało, ale dopiero w insty­
tucie, kiedy to angażując partyjnych pracowników do admi­
nistracji, udało się skompletować podstawową organizację)
Był koniec roku 1948. Udało mi się, korzystając z wyja­
zdu min. Modzelewskiego, zwolnić z MSZ. Urzędujący
wiceminister był z PPS, a po Kongresie Zjednoczeniowym
premier Cyrankiewicz chciał wprowadzić swoich ludzi do
różnych instytucji, zwłaszcza do MSZ. Miałem w departa­
mencie zastępcę, Gustawa Gottesmana, mądrego, wykształ­
conego, no i członka PPS. Kiedy powiedziałem min. Leszczyckiemu, że chcę odejść, a Gottesman świetnie mnie za­
stąpi, nie kryjąc zadowolenia podpisał moje zwolnienie. Nie
wpłynęło to na rozkład moich zajęć, chodziłem codziennie do
redakcji „Odrodzenia", w której jako zastępca redaktora na­
czelnego Jerzego Borejszy zajmowałem się działem sztuki,
kultury. Studiowałem przy tym socjologię u prof. Stanisława
Ossowskiego, chodziłem na wykłady historii sztuki, pomaga­
łem Tadeuszowi Sygietyńskiemu w organizacji zespołu „Ma­
zowsze". Propozycję prof. Starzyńskiego, abym wraz z nim
podjął się organizacji instytutu, przyjąłem z mieszanymi

Rok 1951. Od lewej: p. Marciniak, kier. administracyjny; Mieczysław Harley (dyrektor administracyjny), prot. Juliusz Starzyński, Aleksander
Jackowski, Irena Schillerowa (sekcja teatru)

73

�uczuciami. Nie miałem jeszcze magisterium, wchodziłem
w sytuację, którą uważałem za kuriozalną - „nie matura, lecz
chęć szczera zrobi z ciebie oficera", ale widziałem w tym
szansę dla siebie. Oczywiście zdawałem sobie sprawę z tego,
że jedyną moją kwalifikacją na to stanowisko, pomijając za­
interesowania i szczere chęci, było to, że należałem do partii.
W tamtym czasie okazało się to bardzo ważne. Wśród kandy­
datów na pracowników instytutu członków partii było mniej
niż palców jednej ręki. Tak więc czerwona legitymacja stawa­
ła się jeśli nie jedynym, to najważniejszym moim atutem.
Wstydliwym, ale ważnym w ówczesnej sytuacji.
Przypomnę: mamy rok 1949; zaostrza się walka z tzw.
podziemiem. Procesy, aresztowania, sowietyzacja armii.
Marszałkiem zostaje Konstanty Rokossowski, nagle miano­
wany Polakiem, orłem rewolucji. Trwa wojna w Korei.
W kraju likwiduje się drobną wytwórczość, podporządkowu­
je przemysł i gospodarkę centralom, którymi łatwiej kiero­
wać (mając do dyspozycji ograniczoną kadrę zaufanych lu­
dzi). W kulturze dokonuje się przyspieszony proces ideologi­
zacji, a nazywając to ściślej - sowietyzacji. Następuje ograni­
czenie, a po nim likwidacja dotychczas utrzymywanych swo­
bód, pozorów liberalizmu. Zwłaszcza w nauce i sztuce. Mini­
ster Sokorski, który jeszcze przed kilkoma tygodniami za­
pewniał, że marksizm-leninizm jest jedną z równorzędnych
ideologii - nagle oświadcza, że w nauce tylko jedna metoda
jest dopuszczalna - marksizm-leninizm, a w sztuce realizm
socjalistyczny.
Zaciska się obroża, następuje zakaz przywozu i kolporta­
żu wszelkich druków wydawanych za granicą, ogranicza się
wyjazdy na Zachód, nawet stypendia. Partia oświadcza: „mu­
simy budzić odrazę do sztuki, która nosi ładunek formalistyczej bezideowości i cynizmu".
Ostatnią manifestacją sztuki niezależnej była ostro kryty­
kowana w prasie I Wystawa Sztuki Nowoczesnej w Krakowie
(grudzień - styczeń 1949). W lutym zamieściłem w „Odro­
dzeniu" recenzję z niej Janusza Boguckiego: „Mamy tu do
czynienia z postawą życiową awangardowych schyłkowców,
którzy buntują się przeciw mieszczuchowi i bezmyślnej real­
ności jego bytu, i nie umieją się przebić ku innej realności
społecznej". Co wtedy myślałem?
20 stycznia następuje dymisja Gomułki, powstaje RWPG.
Dwa dni później Sokorski przemawia na IV Walnym Zjeździe
ZZLP w Szczecinie. „Tak jak nie istnieje żadna twórczość
poza czasem i przestrzenią swojej epoki, tak nie istnieje neu­
tralna postawa pisarza, pomimo nieraz jego subiektywnej wo­
li".
Starzyński proponuje Boguckiemu pracę w projektowa­
nym instytucie, ale ten woli nie wiązać się z żadną instytucją.
Starzyński nie ma już wątpliwości. Przynajmniej na pozór. Po
wizycie w Moskwie formułuje koncepcję instytutu: na wzór
radzieckiej Akademii Sztuk ma łączyć różne dyscypliny. Po­
czątkowo w postaci zakładów: plastyki, muzyki, filmu, tea­
tru. Może i architektury? W perspektywie zakłady przeisto­
czą się w odrębne instytuty. Cechą charakterystyczną tej kon­
cepcji jest łączenie zadań: dokumentacyjnych, badawczych,
krytyki artystycznej. Historia i współczesność. Monografie
artystów, wstępne syntezy i publicystyka. „Postęp" w bada­
niach polega w takim ujęciu na równoległym traktowaniu
tych członów. Monografie, badania historyczne mają dostar­
czać materiału dla syntez, te zaś wskażą kierunki, w jakich
należy prowadzić badania, jakie zjawiska wyróżniać. Kryty­
ka zaś winna czuwać nad tym, aby i naukowcy, i artyści trzy­
mali się wiernie zasad estetyki marksistowskiej.
4

5

74

Trudno mi powiedzieć, w jakiej mierze Starzyński utożsa.
miał się z tym programem. Faktem jest, że realizował go nie!
konsekwentnie. Rozumiał, że po to, by stworzyć poważne za­
kłady i prowadzić badania nad przeszłością, ale i teraźniej*
szością, musi zapłacić jakąś cenę. Jaką? Co uczynić, by zapa-i
nować nad sytuacją i nie stać się biernym pionkiem w rękach
Sokorskiego?
Instytut, tak jak go kształtował, miał się stać placówką
nadrzędną. Katedry uniwersyteckie były jeszcze słabe, ich!
zadania z konieczności ograniczone, natomiast Państwowy)
Instytut Sztuki miał zapewnione znaczne środki. Dzisiaj to
się wydaje niewiarygodne, ale wówczas właściwie wszystko
można było zrobić, oczywiście właściwie, czyli sprytnie uza­
sadniając. Chcecie dom na instytut? - proszę. Trzy domy proszę. Sto etatów? - nie ma sprawy. Jeszcze dziesięć? - to
się załatwi. Pamiętajmy, jakie to były czasy i jaką rolę w nich
odgrywała sfera ideologii. Mówiło się „front ideologiczny".
Tu już nie chodzi o to, że prezydent i I sekretarz PPR, poja­
wiali się na premierach w teatrze czy na zjeździe architektów,
że na zebraniach КС dyskutowano o nowych książkach, zwo­
ływano nadzwyczajne posiedzenia, ponieważ Adam Schaff
coś nowego i niepokornego napisał. Jakub Berman - „numer
2" w państwie - do późnej nocy czytał przysłane mu przez
wydawnictwa maszynopisy Konwickiego, Bratnego, Brandy­
sa, Stryjkowskiego, Rudnickiego.
Na normalnym człowieku, a nawet na takim jak ja, robiło
to niesamowite wrażenie. „Oni" rzeczywiście wierzyli w moc
słowa drukowanego. Nie napisane, więc tego nie ma. Strach
przed nieprawomyślnością, przekonanie, że od niej się zaczy­
nają wszelkie bunty, rewolucje. Cenzura śledziła kropki,
przecinki, podpisy pod ilustracje. A wtedy zawsze się coś
„strasznego" przemknie. W Encyklopedii PWN prorocze
przeinaczenie w haśle „Dochód narodowy". Napisano
„w okresie przejścia od socjalizmu do kapitalizmu"! a czyta­
ło kilku korektorów i 6 redaktorów! Oczywiście polecieli. Na
gmachu PKO, 1 maja, zawisł transparent: „Precz z podżega­
czami wojennymi". Ale pod czym zawisł? Pod wielkimi por­
tretami Stalina, Bieruta i Rokossowskiego! Zgroza.
Starzyński rozumiał, że za szansę sensownych badań trze­
ba coś dać władzy. Przejął Katalog Zabytków, zaangażował
Jerzego Łozińskiego, Michała Walickiego, Andrzeja Ryszkiewicza, i dobrze wiedział, że musi im zapewnić spokój. Nato­
miast w krytyce współczesnej trzeba było za to zapłacić.
Mówił rzeczy, w które chyba tylko trochę wierzył, jeśli
w ogóle wierzył. A mówił bez demagogii, spokojnie, po profesorsku. Tyle że straszliwie długo. Zawikłanie, tak jakby mu
się myśl jawiła pomalutku w procesie mówienia. Słuchacze
omdlewali, ale nawykły do wykładów miał wewnętrzną mia­
rę - 45 minut. Jeśli je przekroczył, sprężynka przeskakiwała
i znów mówił... następne 45 minut.
W lutym na Zjeździe Plastyków w Nieborowie wygłosił
referat o realizmie. Wsparł go Sokorski, któremu poprzednie­
go dnia wieczorem dałem broszurkę o formalizmie i o czymś
jeszcze, co zaowocowało długim wystąpieniem.
Powiedział w istocie to, co później wydrukował w „No­
wych Drogach" - że sztuka postępowa może być tylko i wy­
łącznie socrealistyczna „Każda inna jest nieświadomym sta­
czaniem się na pozycje wyrodniejącej sztuki ginącego świa­
ta".
Nastąpiła seria ogólnopolskich zjazdów, na których za­
wsze referaty programowe wygłaszał Sokorski. W ciągu kil­
ku miesięcy odbyły się programowe narady: związku muzy­
ków i kompozytorów, plastyków, architektów (z udziałem

�prezydenta, premiera itp.), aktorów, szkół artystycznych, fil­
mowców, historyków sztuki. Ministra bawiło otwieranie róż­
nych zamków jednym wytrychem, cieszył się swoją inteli­
gencją i sprytem. Świntuszył, kochał kobiety, i już to go bro­
niło przed dogmatyzmem. Kiedy mógł - pomagał. W trud­
nych sytuacjach nie wahał się jednak powiedzieć cos', w co
nie wierzył. Mówiono, że jest cyniczny. Był, i kto wie, czy
w pewnych sytuacjach cynizm nie był wówczas ludzką ce­
chą, której dogmatycy nie znali. W wielu sytuacjach ratowa­
ło go poczucie humoru, także dotyczące własnej osoby. Wy­
konywał polecenia, których będąc ministrem, nie mógł zlek­
ceważyć. Bito go w życiu za różne odchylenia, spadał w dół
i znów się piął do góry. Przeżył więzienie na Łubiance.
W wojsku Berlinga, z funkcji zastępcy dowódcy i stopnia
pułkownika zdegradowano go, aby po latach uczynić preze­
sem ZBOWiD-u. Znał Związek Radziecki i to wiele tłuma­
czy. Ale Starzyński? Dlaczego dał się wówczas wciągnąć
w politykę? Trudno to dziś zrozumieć, jednak wiem, iż miał
wówczas sto razy trudniejszą sytuację ode mnie, czy np. od
Andrzeja Ryszkiewicza. My nie musieliśmy, ale on musiał
uczestniczyć w tym nawracaniu artystów, czy ściślej mówiąc
deprawowaniu, jeśli chciał stworzyć instytut i być jego dyrek­
torem. Na ile się angażował naprawdę? Wydaje mi się, że
czasem wierzył w to, co mówi, chciał wierzyć, później złościł
się, normalniał. Jednak nie angażował się w sprawy podejrza­
ne, personalne. Dziś, kiedy o nim (ale i o sobie) myślę, trud­
no się wczuć w tamtą sytuację, gdy nic nie wskazywało na to,
żeby coś się mogło zmienić. Jeśli, to na gorsze. Kiedy się raz
znalazło w trybach, trzeba było bardzo uważać, aby nie zo­
stać przez nie zmiażdżonym. A on się znalazł. To była cena
kariery, ale i powstania instytutu.
Młodemu czytelnikowi powiem jeszcze o sprawie bardzo
ważnej. Nie mogliśmy nawet przypuścić w marzeniach, że za
naszego życia rozsypie się Związek Radziecki, a Armia Czer­
wona wyjdzie z Polski. Czy można było przewdzieć, że Sta­
lin (leczony... pijawkami) umrze za kilka lat i wszystko po­
woli zacznie normalnieć? Trzeba więc było podjąć reguły
gry, jeśli się chciało kierować instytutem, publikować, istnieć
publicznie. Starzyński zazdrościł Białostockiemu, że robi ka­
rierę nie angażując się w działalność organizacyjną. Uważał
jego postawę za ucieczkę w naukę, sam bowiem angażował
się, świadom tego, że w ten sposób chroni innych, daje im
komfort swobodnych badań. W listopadzie 1949 roku sche­
mat instytutu był już nakreślony, pracownicy zaangażowani,
nazwa nadana: Państwowy Instytut Sztuki. Formalnie, 30 l i ­
stopada, jeszcze w pomieszczeniach Ministerstwa Kultury
i Sztuki, rozpoczął działalność.
W kilkanaście dni później, w czasie plenarnych obrad Ra­
dy Głównej do Spraw Nauki i Szkolnictwa Wyższego zapo­
wiedziano „czystki" w Wyższych Uczelniach. Usunięto z ka­
tedr wybitnych naukowców, że wymienię tylko prof. prof.
Władysława Tatarkiewicza, Kazimierza Ajdukiewicza, Hen­
ryka Elzenberga, Stanisława Ossowskiego, Konrada Górskie­
go, Jana Czekanowskiego, Edwarda Lipińskiego, Adama
Krzyżanowskiego.
Partia przeszła do ofensywy, likwidowano placówki nau­
kowe, redakcje, stowarzyszenia. Niektóre całkowicie, np.
„Ruch Muzyczny", w którym Sokorskiego doprowadzał do
szału Stefan Kisielewski (a cudownie to umiał robić). Hasło
walki z formalizmem i agenturami zgniłego Zachodu zwal­
niało od merytorycznej dyskusji i oceny. Państwowy Instytut
Sztuki, przez lata zwany PIS-em, wchłonął także wrogie bądź
niepewne placówki, „roztaczając nad nimi opiekę". Sokorski

przerzucał odpowiedzialność na Starzyńskiego, na kierowni­
ków zakładów, sekcji. Tam, gdzie partyjna obsada zawodziła,
wzmacniano działania instytutu wspierając go partyjnymi
krytykami i naukowcami z zewnątrz. Tak sprawy muzyki
znalazły się w polu działania Zofii Lissy, teatru - Edwarda
Csato, do czasu aż podjął je Leon Schiller, wyrzucony przez
Sokorskiego z Teatru Polskiego za realizacje romantycznych,
rewolucyjnych sztuk radzieckich. Schiller był wielką posta­
cią, jego się obawiano najbardziej, wiadome było, że będzie
lansował wielki repertuar narodowy, Dziady, Wesele, Nieboską.
Pamiętam spotkanie z Sokorskim. Starzyński, chciał mieć
świadka rozmowy, więc chodziliśmy do ministra razem. So­
korski stękał, rozkładał ręce, tłumaczył, jak wielki mają kło­
pot z Schillerem i jak się „towarzysze" w КС denerwują. Za­
kończył: musicie tego niedźwiedzia wziąć do siebie, niech
będzie w tym mateczniku. To znaczy w PIS-ie. Byliśmy za­
żenowani, Starzyński nie mógł słowa wykrztusić. Ale Sokor­
ski sądził, że i tak ratuje Schillera (zdziwił się, kiedy w dzie­
siątą rocznicę śmierci Schillera bardzo go chłodno przyjęto
na wieczorze poświęconym pamięci Artysty, przecież zawsze
tak go cenił... Wyobrażam sobie, że gdyby mu kazano asysto­
wać przy egzekucji, serdecznie by się uśmiechał do skazań­
ca). Schiller z gorzkim poczuciem humoru skomentował swój
upadek. „Myśmy mnie wyrzucili z teatru". Wymarzył sobie
ten ustrój, chciał się z nim identyfikować, należał do partii,
wierzył, że będzie sztuce polskiej potrzebny - zawód, jaki
przeżył, musiał być straszny. Ale dzięki niemu powstał „Pa­
miętnik Teatralny", zaczęły się badania nad dziejami teatru,
a do instytutu przyszedł Zbigniew Raszewski, którego
późniejszych zasług dla teatrologii nie sposób przecenić. Je­
den z kilku ludzi, dzięki którym instytut stał się wybitną pla­
cówką w naszym życiu naukowym i kulturalnym.
Starzyński najmocniej się angażował w sprawy plastyki
współczesnej. Ściągnął z Krakowa Mieczysława Porębskie­
go, którego praca Dwa programy - jeszcze magisterska - zro­
biła furorę. Porębski, co zbliżało go do Starzyńskiego, łączył
umysł historyka sztuki z wielką wrażliwością artystyczną.
A to się zdarzało nieczęsto. Drugim, doskonałym nabytkiem,
był Andrzej Jakimowicz. Wrażliwy, mądry, uczciwy. Poręb­
ski umiał stworzyć sobie dystans do świata, Andrzej tego dy­
stansu nie miał, a za to się gorzko płaciło. Także inni człon­
kowie zakładu nie zawiedli zaufania Starzyńskiego. Ryszard
Stanisławski, po kilku latach pracy przeszedł do Łodzi, gdzie
objął dyrekcję Muzeum Sztuki. Aleksander Wojciechowski,
autor wielu monografii i twórca monumentalnego dzieła Pol­
skie Życie Artystyczne w latach..., został uhonorowany nagro­
dą im. Jurzykowskiego. Władysława Jaworska napisała sze­
reg kapitalnych monografii, została przewodniczącą Między­
narodowego Stowarzyszenia Sztuki AICA.
Zakład Filmu, to Jerzy Toeplitz, człowiek znakomicie zor­
ganizowany, nie poddający się emocjom. Świetny organiza­
tor, krytyk, historyk filmu. Zdecydowanie górował nad pozo­
stałymi członkami zespołu, dopiero później znalazł ciekawe
dopełnienie - pełnego entuzjazmu i dynamiki Aleksandra
Jackiewicza, krytyka a zarazem pisarza, człowieka o duszy
artysty, niekonwencjonalnego.
Wreszcie sprawy, które okazały mi się wkrótce najbliższe,
związane ze sztuką ludową. W 1947 roku historyk sztuki,
znawca rzeźby i malarstwa dr Józef Grabowski stworzył Pań­
stwowy Instytut Badania Sztuki Ludowej. Podjął w nim ba­
dania pomyślane szeroko. Architektura, strój, rzemiosła,
zdobnictwo, plastyka figuralna. Organem Instytutu stało się
75

�pismo „Polska Sztuka Ludowa", początkowo miesięcznik,
później dwumiesięcznik. Redakcji pisma poświęcał Grabow­
ski najwięcej uwagi. Nie był etnografem, nie interesowała go
problematyka historyczna, socjologiczna, antropologiczna.
Krocząc siadem Aloisa Riegla, analizował przedmioty, syste­
matyzował je, opisywał. Robił to pracowicie, z dużą staran­
nością, ale przedmiot wyrwany ze swego kulturowego konte­
kstu stawał się muzealnym eksponatem. Oko miał świetne,
znakomicie wiedział, która rzeźba czy który obraz jest wart
pokazania, a kochając sztukę ludową, chciał ją przybliżyć
czytelnikom, przekonać ojej wartości. Ustrój był mu bliski,
poglądy miał wyraźnie lewicowe, drażniły go herby na bra­
mie pałacu, jadł i mieszkał skromnie, i gdyby to zależało od
niego, taki model życia by wszędzie wprowadził. Niestety nie
przewidział, że publikując świątki, narazi się władzy, dopro­
wadzi do awantury, którą wyżej stojący w partyjnej hierarchii
towarzysze urządzili Sokorskiemu. Ich nic obchodziła uroda
rzeźb, obrazów i drzeworytów, widzieli tylko święte postaci,
religianctwo i zacofanie. Grabowskiego wyrzucono z dnia na
dzień, instytut zlikwidowano, zachowując tylko dział rzemio­
sła i stroju, którym kierował dr Roman Reinfuss. Jemu po­
wierzono redakcję pisma.
Krzywda wyrządzona Grabowskiemu była bolesna, do
końca swego życia nie mógł pojąć motywów decyzji. Uwa­
żał, że w końcu ktoś mądry „na górze" zapyta: a gdzie Gra­
bowski? Upomni się o niego, a wtedy minister go przeprosi,
odda mu, jeśli już nie cały instytut, to pismo.
Bardzo mi było żal Grabowskiego. Starałem się mu poma­
gać, podrzucając pieniądze na jakieś opracowania (m.in. na
maszynopis monografii malarstwa na szkle). To było dla nie­
go ważne, żył jak nędzarz, chodził w starym ubraniu, kulejąc
(męczyła go róża czy wilk na nodze). Ciułał właśnie każdy
grosz po to, by ratować życie ukochanej córki. Malowała, pi­
sała wiersze, żyła sztuką, delikatna, utalentowana - ciągle na
granicy życia i śmierci. Miała rzadką chorobę, trzeba ją było
nieustannie podgrzewać, chłód prowadził do zapaści, śmier­
ci. Wysłał ją, upokarzając się, błagając o pomoc, do Egiptu,
ale tam nie chciano jej przyjąć do pracy w ambasadzie czy
konsulacie. Musiał jej posyłać pieniądze na życie, a skąd je
brać? Całymi godzinami pracował w warsztacie ślusarskim,
produkując kłódki, tak dorabiając do niewielkiej pensji
w Państwowym Muzeum Etnograficznym. Ale same pienią­
dze to było mało, należało je wymienić na dolary, przesiać...
Pomagał mu od czasu do czasu premier Cyrankiewicz.
Proponowałem Grabowskiemu, by pisał do „Polskiej
Sztuki Ludowej". Spojrzał na mnie smutno. Nie, nie może.
Powiedział, że mnie szanuje i dużo zrobi, jeśli naprawdę bę­
dę tego potrzebował, ale niech go zrozumiem - jeśli napisze,
ktoś (kto? Bierut?) pomyśli, że wszystko jest w porządku, nie
upomni się o jego krzywdę. Rozmawialiśmy w sali Zachęty,
łzy mi się cisnęły do oczu. Biedny, naiwny, nieszczęsny, wiel­
ki znawca ludowej sztuki, organizator kilku ważnych wystaw,
także przed wojną.
Umarł zapomniany, pozostawił po sobie cenną monogra­
fię obrazów na szkle i kilka innych książek, niestety wątpli­
wej wartości, najeżonych błędami.
Reinfuss, który nie miał wrażliwości na sztukę Grabow­
skiego, kochał ją jednak. Była mu bliska i droga, poświęcił
dla niej życie. Skończył prawo i aplikował w Tarnowie u ja­
kiegoś adwokata. Nudziła go praca, natomiast frapowały stro­
je chłopów, którzy przychodzili do kancelarii. Szkicował je,
zbierał garnki, próbki materiałów. Postanowił, że zostanie et­
nografem, poczynił nawet starania, by się doktoryzować
76

u prof. Kazimierza Moszyńskiego. Ale wybuchła wojna, i . . .
Reinfuss został dozorcą na Wawelu, by czuwać nad skrzynia­
mi, w których Tadeusz Seweryn ukrył przed Niemcami naj­
cenniejsze eksponaty z krakowskiego Muzeum Etnograficz­
nego. Opiekował się nimi, a po wojnie podjął studia, wędru­
jąc po Łemkowszczyźnie i Bojkowszczyźnie. Świetna praca,
którą napisał, jest chyba najlepsza w jego dorobku. Dostrze­
ga w niej aspekty historyczne, socjologiczne, uważny na
wszystko, co wyróżniało te grupy etniczne.
Później już nie miał na to czasu, podjął zadanie ogromne,
ponad siły, wymagające rozbudowanego aparatu wykonaw­
czego, a talentu organizacyjnego nie miał. Potrzebował wy­
kwalifikowanej grupy etnografów, sprawnych w badaniach
terenowych, a mógł liczyć na jednostki. Talentu pedagogicz­
nego też nie miał. Dawał z siebie bardzo dużo, ale prowadził
swych uczniów i pracowników „za rączkę", jak to bywało
w galicyjskich szkołach. Albo więc odchodzili z jego pracow­
ni, albo tracili inicjatywę, odwagę do samodzielnego działa­
nia. Miał przy tym swoje tragiczne racje. Racje patrioty. Uży­
ję tego słowa, choć przedtem nie przychodziło mi do głowy ale taki był czas, ruiny, gruzy, kraj zniszczony, miał więc
świadomość, że trzeba przede wszystkim ratować, co można.
Pracować dla Polski, a nie budować własną karierę. To rozu­
miało, czuło wielu ludzi. Pamiętam, jak wiele razy mi to
mówił Starzyński: jesteśmy jak nawóz dla przyszłych poko­
leń, jesteśmy straconym pokoleniem. W innych krajach, w in­
nych warunkach można było zasłonić okno firanką, usiąść
przy biurku, pisać. Ale wtedy, gdy się weszło w wir odbudo­
wy, tworzenia nowych struktur, ocalania ginących wartości,
postawa „czystego" naukowca mogła się wydawać ucieczką,
pięknoduchostwem. Tak patrzył Starzyński na Białostockie­
go, zazdroszcząc mu i powtarzając - ktoś musi tę brudną ro­
botę zrobić, gruz uprzątnąć, dom zbudować. No i dosłownie
uprzątaliśmy gruzy na ulicy Miodowej, budowali swoje war­
sztaty pracy.
Ale Reinfuss wiedział, że los wybrał jego, by ratował, do­
kumentował ginący świat kultury ludowej. Ginący przeraźli­
wie szybko, dosłownie z dnia na dzień. Wiedział, że nikt in­
ny nie podejmie tej pracy. Wymagała kompetencji, wyobraźni
i poświęcenia. Całkowitego. Reinfuss bywał niecierpliwy,
wymagający, ale każdy, kto z nim pracował, widział, że jest
taki przede wszystkim w stosunku do siebie. Wiem, że dziś
trudno zrozumieć taką postawę, trudno wytłumaczyć, dlacze­
go badacz świadomie ogranicza pole swych zainteresowań,
rezygnuje z kwestionariuszy terenowych, dokumentując sztu­
kę ludową. Ale on widział, że świat dawnej kultury ginie
i trzeba działać jak straż ogniowa. Zadanie postawił przed so­
bą ogromne: uchwycenie obrazu sztuki ludowej na całym ob­
szarze kraju, teraz, kiedy jeszcze jest co sfotografować, co
opisać, z kim przeprowadzić wywiad.
Był to program imponujący, gigantyczny, ale i szalony.
Zwłaszcza gdy się miało do dyspozycji jeden, nie najlepszy,
samochód, 3-5 stałych współpracowników, jednego fotogra­
fa! Przy tym Reinfuss pracował zawsze sam, nie szukał moż­
liwości współdziałania z innymi ośrodkami. Można w tym
widzieć cechę osobowości, wadę, ślad urazów, ale prawda
jest też taka, że nikt inny by tego zadania nie podjął, a jeśli,
to tylko na wąskim obszarze swego regionu. Środowisko by­
ło zawistne. Oczywiście z całą dekoracją racjonalnych uzasa­
dnień. Wystarczy powiedzieć, że nie zdołało stworzyć wspól­
nej placówki, instytutu etnografii. Poznań chciał, by u nich
powstała, Warszawa - u siebie, Śląsk miał też ambicje - blo­
kowano się nawzajem. Znałem te sytuacje, uważano mnie za
6

�kogoś nie z branży, wobec tego łatwego do przeciągnięcia na
swoją stronę. Jedni mówili niedobre rzeczy o drugich. Reinfuss drażnił ich, przede wszystkim tym, że nie uczestniczył
w tym maglu, nie pojawiał się na zebraniach, i co najgorsze pracował. Chciał tylko, by mu nie przeszkadzano. Dlatego
też, gdy Grabowski tworzył swój instytut, uznał, że będzie to
najlepsze miejsce. Później, mimo różnych propozycji, wolał
przejść do Państwowego Instytutu Sztuki. To dawało nieza­
leżność. Pracownię, różnie to się nazywało, umieścił w swo­
im mieszkaniu, co oczywiście później okazało się bardzo nie­
wygodne dla wszystkich, pracowników i rodziny Profesora,
ale w tamtych latach intensywnej pracy terenowej trudno so­
bie było nawet wyobrazić placówkę w oderwaniu od osoby
Reinfussa. To była jego pracownia, jego pasja, jego dorobek.
Starzyński chętnie się zgodził na włączenie problematyki
sztuki ludowej do programu instytutu. Była ona dobrze wi­
dziana przez władzę, która ludowość przeciwstawiała forma­
lizmowi i kosmopolityzmowi. Oczywiście Starzyński wi­
dział problem inaczej, głębiej, w kontekście dążeń do sztuki
narodowej i w nawiązaniu do osiągnięć sztuki użytkowej lat
trzydziestych. Uważał, że w całościowym obrazie kultury nie
powinno zabraknąć tego obszaru. Zarówno on sam, jak i prof.
Ksawery Piwocki, doceniali wartość artystyczną sztuki ludo­
wej. Ale ich widzenie różniło się od koncepcji Reinfussa. Sta­
rzyńskiego interesowała sztuka ludowa, jej wpływ na kulturę
artystyczną schyłku XIX wieku i pierwszej ćwierci XX, pro­
blem inspiracji: Reinfussa - szybkie i z konieczności pobież­
ne zarejestrowanie jej aktualnego obrazu, dotarcie do war­
sztatów tkackich, garncarskich, określenie granic i zasięgów
form. Szybko więc stracił zainteresowanie dla krakowskiej
placówki i powierzył ją mojej opiece. Obaj panowie nie kry­
li wzajemnej niechęci, nie rozumieli się, spotkania denerwo­
wały Reinfussa, drażniły szefa. Ja byłem w środku. Rozumia­
łem racje obu, pomagałem Reinfussowi, ale nie na ile mnie
było stać, tylko na ile on umiał taką pomoc przyjąć. W koń­
cu nie były to sprawy trudne. Etaty? - mówił, że musi mieć,
że chce. Dobrze, odpowiadał Starzyński, proszę o wnioski.
Ale tu się okazywało, że Reinfuss nie miał kandydatów. Po­
zostawał jednak w przekonaniu, że mu odmówiono, groził, że
już więcej nie pojedzie do Warszawy.
7

Ja, nie widząc dla siebie szans w Zakładzie Plastyki, po
kilku niepowodzeniach w krytyce artystycznej (odrzucono mi
teksty, uznając je za formalistyczne itp.) zająłem się sztuką
ludową. Uznałem to wtedy za bezpieczną niszę. Prawdę
mówiąc wierzyłem, że coś się zmieni, wrócę do sztuki, ale
rzeczywistość okazała się inna. Utonąłem w tej sztuce ludo­
wej, po latach już nie było jak się wycofać, zaczęły się przy­
gody z ludźmi, ciekawe, takie, w których nie tylko oni mnie,
ale i ja im coś dawałem. Zdobyłem, nie czując jak i kiedy,
pewną pozycję w środowisku. Chyba dlatego, że nie dawałem
się nigdzie zaszufladkować, pozostawałem na pograniczach
dyscyplin, zainteresowań, kompetencji.
Starzyńskiego martwiła degrengolada „Polskiej Sztuki
Ludowej". Pierwsze numery Grabowskiego zostały doskona­
le przyjęte, ukazywały urodę sztuki, do której pokolenie pla­
styków, ukształtowane przed wojną, miało sympatię. U wielu
malarzy, grafików, rzeźbiarzy (nie mówiąc o dentystach...)
widziałem na stole egzemplarze. Zwłaszcza numer o świąt­
kach. Ten naprawdę zrobił furorę. Ale pismo, przejęte przez
Reinfussa, wycofało się nie tylko z tematyki religijnej, ale
w ogóle z obszaru sztuki, zagadnień estetycznych. Nowa re­
dakcja potraktowała „Polską Sztukę Ludową" jako przybu­
dówkę do programu badań pracowni. Pismo miało publiko­

wać nadesłane bądź zamówione materiały, uzupełniając ba­
dania prowadzone przez własnych pracowników. Nie było te­
go wiele, objętość zmalała, nakład spadł, coraz trudniej było
zmontować numer. Nie pomagało powołanie kolegium, rady
redakcyjnej, zresztą każdy wiedział, że to są fikcje. Najgorzej
wyglądała sytuacja w 1950 r. Udało się z trudem wydać dwa
numery w ciągu roku. Mojego dyrektora bardzo to niepokoi­
ło. Pisma stanowiły forpocztę ideologiczną instytutu, jego
broń ofensywną, ale i obronną, ochronę wartości, które repre­
zentował. Na zewnątrz, na pokaz były pisma, a więc krytyka
artystyczna, publicystyka zgodna z nakazem chwili, w zakła­
dach zaś prowadzono działalność naukową, o bezsprzecznej,
ponadczasowej wartości. Wymienię tu choćby bibliografię,
katalog zabytków, studia historyczne, prace z zakresu historii
teatru, muzyki, filmu. Cały obszar, którym kierował wicedy­
rektor Andrzej Ryszkiewicz. Kompetentnie, mądrze.
Istniejący układ personalny zapewniał w pewnym stopniu
parasol ochronny (to ja), ciągłość pracy podstawowej, wolnej
od koniunkturalizmu (to Ryszkiewicz), udział w życiu arty­
stycznym, co w tamtym okresie wiązało się z rolą tarana ide­
ologicznego. Tę rolę musiał firmować prof. Starzyński. Nie
bardzo się do niej nadawał - koneser, wrażliwy widz i czytel­
nik, autor naprawdę dobrych „skamandryckich" wierszy,
sztuki teatralnej, niegdyś aktor z zespołu Reduty, znawca
sztuki francuskiej XIX i XX wieku, erudyta, człowiek obda­
rzony urokiem, do tego przyzwoity, lojalny. Ale cóż było ro­
bić. Skoro wszedł w pakt z Sokorskim, przyjął na siebe cudzy
kostium, musiał płacić za swoje i nie swoje grzechy. Ustawił
instytut tak, że gdy zelżał ucisk ideologiczny i po śmierci Sta­
lina poszerzył się zakres swobody, dosłownie z numeru na
numer zmieniło się oblicze sztandarowego pisma instytutu
„Materiałów do Studiów i Dyskusji", odpadły różne przy­
czółki ideologiczne lub zostały zmarginalizowane.
Przypomnę, w 1950 roku Państwowy Instytut Sztuki prze­
jął „Przegląd Artystyczny", „Polską Sztukę Ludową", powo­
łał redakcje „Kwartalnika Filmowego", „Muzyki", nieco
później „Pamiętnika Teatralnego". Na użytek propagandy po­
wstały wspomniane wyżej „Materiały...". Taran socrealizmu.
Na szczęście taran niezbyt szczelny, mało groźny. Dziś biorąc
do ręki wydane numery, dosłownie niczego w nich nie widzę
wartego przeczytania. Nawet mojego tekstu, wydanego
z okazji I Konferencji Nauk o Sztuce, który zorganizował in­
stytut w Krakowie, na Wawelu. Tekst, chwała Bogu, niekompromitujący, raczej napuszenie naiwny.
Narada krakowska zakończyła pierwszy etap budowy in­
stytutu. Pokazał się on jako organizator i koordynator badań
naukowych. Zebrania poszczególnych sekcji prezentowały,
stan badań i wiedzy w danej dziedzinie, zarysowując program
badawczy, wskazując najbardziej dotkliwe luki.
Szef był zadowolony, konferencja potwierdziła kierowni­
czą rolę PIS-u. Równoległą do budowanej (po trupach Aka­
demii Umiejętności) struktury Polskiej Akademii Nauk. Ale
trzymanie się przez Starzyńskiego resortu nie wynikało tylko
z przesłanek ambicyjnych, choć i one odegrały niemałą rolę
w jego polityce. W Ministerstwie Kultury i Sztuki nasz insty­
tut był szanowany, ceniony. Oczko w głowie. Mógł liczyć na
pomoc, środki. W Akademii Nauk należałby do grona licz­
nych instytutów humanistycznych, z tym że ideologicznie
ważniejsze były instytuty socjologii, filozofii, prawa. Ale
i tak humanistyka nie mogła liczyć na szczególne przywileje,
którymi nęciła przynależność do resortu kultury. Dodać tu na­
leży, że jeszcze nie okrzepły katedry na wyższych uczelniach
i jeśli pewien zakres prac PIS-u pokrywał się z nimi, to bez77

�sprzecznie zadania dokumentacyjne, archiwistyka, badania
terenowe były możliwe jedynie w odrębnym instytucie.
Nie wykluczam, że na decyzję Profesora mogło wpłynąć
także to, iż w instytucie przejmował rząd dusz wśród history­
ków sztuki, należąc do młodego pokolenia (dopiero co się ha­
bilitował).
Konferencja na Wawelu zbiegła się w moim przypadku
z innymi wydarzeniami, które silnie zakotwiczyły mnie
w problematyce ludowej kultury artystycznej. Wymienię tu
tylko fakty, starając się ich nie komentować:
- Zlikwidowano „Odrodzenie" i „Kuźnicę", tworząc
z części obu zespołów redakcyjnych „Nową Kulturę"; której
ster objął Paweł Hoffman. Ja, podobnie jak mój szef, Jerzy
Borejsza, zostaliśmy uznani za „rewizjonistów" i nie zapro­
szono nas do nowej redakcji.
- Na uniwersytecie kończyłem studia socjologiczne pod
kierunkiem prof. Stanisława Ossowskiego. Pracę pisałem
z zakresu socjologii kultury ludowej.
- Współpracowałem z Tadeuszem Sygietyńskim przy
organizacji zespołu „Mazowsze". Jeździliśmy na Kurpie
i do wsi opoczyńskich, wyszukując zdolną młodzież i doku­
mentując folklor. To były moje pierwsze terenowe inicjacje.
Pomagałem mu w koncepcjach repertuaru, dał mi nawet le­
gitymację stwierdzającą funkcje kierownika artystycznego,
co było oczywiście fikcją, miało tylko ułatwić załatwianie
różnych spraw. Z „Mazowszem" pojechałem na Festiwal
Młodzieży do Berlina (NRD) w roku 1951. Uciekł solista,
przeszedł przez ulicę na drugą stronę i nie wrócił, Sokorski
powiedział mi po powrocie - wiesz, nie gniewaj się na
mnie, ale musiałem z tego jakieś konsekwencje wyciągnąć.
Miry i Tadeusza chcę bronić, zwolnię więc ciebie. Dobrze?
Kiwnąłem głową, że rozumiem. Dalszą konsekwencją było
przejście w PIS-ie na stanowisko kierownika Zakładu Sztu­
ki Ludowej, a wkrótce i folkloru, jako że minister na moją
prośbę zgodził się stworzyć Akcję Zbierania Folkloru,
i mianował mnie swym pełnomocnikiem w tej sprawie. Zor­
ganizowałem wówczas Akcję, powierzając kierownictwo
merytoryczne państwu Sobieskim, którzy przedtem mieli
odrębną placówkę w ramach Instytutu Grabowskiego,
wchłoniętą - jak inne - przez PIS. Miałem nadzór nad eki­
pami terenowymi.
Dodam, że akcję wymyślił dyrektor Polskiego Radia
Wilhelm Billig, ofiarowując swoją pomoc w ludziach i sprzę­
cie. Inicjatywę podjąłem, w efekcie nagrano, nie zawsze
kompetentnie, ok. 65 000 pieśni. (Dopiero wtedy powstał
prawdziwy problem - transkrypcji, zabezpieczenia - przegry­
wania taśm.)

Zakończę te wspomnienia jeszcze jednym faktem, który
zaważył na moim życiu i sprawił, że obok różnych jubileuszy
mam też swój, malutki - 50-lecia pracy w charakterze redak­
tora. Otóż gdzieś na początku 1952 г., po wawelskiej konfe­
rencji, poprosił mnie do siebie prof. Starzyński. Pytał, jak wi­
dzę „Polską Sztukę Ludową". Miałem nad nią pieczę, ale ra­
czej cenzorską niż redakcyjną, otrzymywałem gotowe nume­
ry do druku. - Dlaczego pyta? Powiedział, że takiego pisma
dłużej firmować nie może. Rozmawiał z prof. Ksawerym Piwockim, z prof. Bohdanem Urbanowiczem. Sugerują, aby pi­
smo oddać Wandzie Telakowskiej, do Instytutu Wzornictwa
Przemysłowego. Szkoda je zlikwidować, wiem przecież, jak
trudno jest uzyskać zgodę na wydawanie pisma. Wiedziałem,
więc potwierdziłem, że szkoda oddać je z instytutu. Wtedy
Starzyński spojrzał na mnie chytrze i zapytał niewinnie:
A weźmie Pan redakcję? Nie myślałem o tym, ale bez zasta­
nowienia powiedziałem - wezmę! Żal byłoby coś oddać z in­
stytutu. I tak, niespodzianie dla siebie, objąłem redakcję.
Znalazłem się w sytuacji niezręcznej, nie chciałem robić
przykrości Reinfussowi, wchodzić z nim w sytuacje konflik­
towe, a jednocześnie rozumiałem, że jest to nieuchronne. Wi­
działem kulturę ludową inaczej niż on. Sztuka ludowa intere­
sowała mnie jako fenomen, który należy widzieć w kontek­
ście kultury wysokiej. Nie miałem (i nie mam) do niej stosun­
ku bałwochwalczego, podziwiam jej szczytowe osiągnięcia,
interesuje mnie mechanizm ludowej kultury, przekazu trady­
cji, szlifowania form. Było więc oczywiste, że między mną
i Profesorem powstawały, z trudem skrywane, napięcia. Pro­
wadziły do coraz większego oddalania się pisma od Jego pra­
cowni. Zaczęło żyć własnym życiem. A ja rozszerzałem ob­
szar swych zainteresowań, pozostając sztuce ludowej wierny,
choć zainteresowany głównie jej kontekstami. Tak też brzmi
nazwa pisma powstałego z „Polskiej Sztuki Ludowej". To był
mój dom. To było, jak to się mówi - ukochanie. Ale to już in­
ny wątek historii...
Kończę te refleksje i czuję niedosyt. Piszę o szkielecie in­
stytutu, o polityce, w czym tkwiłem, ale co jest mi obce i da­
lekie. Pomijam też to, co było w moim życiu, także instytu­
towym, najważniejsze, dzięki czemu stałem się tym, kim je­
stem. Wspominając to życie, musiałbym mówić o ludziach
wspaniałych, z którymi los mnie zetknął, o Jerzym Łoziń­
skim, Zbigniewie Raszewskim, Mieczysławie Porębskim,
Zbigniewie Benedyktowiczu, Michale Bristigierze; o lu­
dziach bardzo mi bliskich i drogich, zwłaszcza o Jadwidze
Jarnuszkiewiczowej, Janku Swiderskim, Staszku Hiżu, Ani
Kunczyńskiej-Irackiej. O nich tu nie piszę. Ale właśnie o nich
coraz częściej myślę.

PISY
' Katolicy w Pubie Ludowej, „Tygodnik Powszechny", 10.12.1 У50
Witold Wirpsza w dyskusji na X I X Sesji Rady Kultury i Sztuki py­
tał „Dlaczego jedliśmy tę żabę?". Wierzyliśmy, mówi, że „(...) jak b ę ­
dziemy mieli socjalizm, to wszyscy ludzie staną, się normalni, bo inaczej
być nie może. (...) Oto w jaki sposób następowało zlikwidowanie niepo­
kojów. A nade wszystko baliśmy się (...) sami zostać żabami, które by
ktoś" pożarł." Cyt. za Marta Fik, Kultura polska po Jałcie. Kronika lat
1944-1981", nota 5.04.1956
2

3

To była metoda. Premierem był Edward Osóbka-Morawski, ale fak­
tycznie rządził mój szef w MSZ Jakub Berman. Pclnil on obowiązki
wicepremiera, i jednocześnie wiceministra spraw zagranicznych (figurantem był w nim min. Rzymowski, publicyta, przedwojenny bohater skan­
dalu z plagiatem. W Ministerstwie Kultury i Sztuki takim llgurantcr.i był
człowiek b. przyzwoity, Stefan Dybowski. Ludowiec, nikomu nieznany
w środowisku ludzi kultury, brat miernego dramaturga, też mało komu

78

znanego. Stąd fraszka Janusza Minkiewicza: „Osoba ministra wreszcie
rozpoznana, po prostu brat grafomana".
Rezolucja narady partyjnej КС w sprawie kultury, 30.05.1949
Cytowane dalej materiały pochodzą ze wspomnianej już książki
Marty Fik.
' Zespół tworzyli przede wszystkim: Ewa Fryś-Pietraszkowa, Olga
Mulkiewicz, Maria Przezdziecka, fotografik Stefan Deptuszewski
(później Jan Świderski).
Ludowość stanowiła parawan skrywający proces sowietyzacji
kultury, swoiste alibi. Powstałe w 1949 r. „Cepelia" i „Mazowsze" mia­
ły sprzyjać legitymizacji ustroju. W muzyce propagowano ludowość (Fe­
stiwal Polskiej Muzyki Ludowej, maj 1949 г.). Jadwiga Siekierska pisa­
ła („Kuźnica" nr 24). o potrzebie „powrotu muzyki do źródeł ludowych".
A dalej: .Zwalczamy w walce z bogoojczyźnianym kosmopolityzmem
niewolnicze i ślepo formalistyczne tendencje w muzyce".
4

5

7

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7565" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7545">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d0480ab724ad84dd447ec4a5780286b3.pdf</src>
        <authentication>4bf364c73eb870e6af55a659786d07a1</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90286">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6396</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90287">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90289">
                <text>2007</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90290">
                <text>Leiris, Michel (1901-1990)</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="90291">
                <text>Judyta i Holofernes (postacie biblijne)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90292">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5969</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90293">
                <text>Cięcie Judyty/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="90294">
                <text>Ekscesy egzegezy</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90295">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4 ; s.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90296">
                <text>Czaja, Dariusz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90297">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90298">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90299">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90300">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90305">
                <text>Gustaw Doré Judyta demonstrująca głowę Holofernesa. Za: La Bible. Ilustrée par Gustave Doré
(accompagnée d'extraits de la Bible de Jerusalem).

�DARIUSZ CZAJA

interpretacją, egzegezą (te pojęcia traktuję tu blisko­
znacznie) tekstu, sprawa to przecież kluczowa. Dopie­
ro znając dobrze tekst wyjściowy, możemy lepiej zrozu­
mieć architekturę jego odczytania. Możemy śledzić
napięcia między nimi; punktować odstępstwa, zmiany,
retusze, świadome i nieświadome przekłamania i prze­
sunięcia pojawiające się w tekście egzegetycznym. Ma­
ło tego: dopiero wtedy możemy pojąć, że bywają takie
oczekiwania wobec czytanego tekstu - tu: opowieści
biblijnej - wobec których powiedzenie, że „nie mogli
ich przewidzieć domniemani autorzy” zakrawa na so­
lidny eufemizm. W odniesieniu do „egzegezy” Leirisa
trzeba by powiedzieć, że jego oczekiwania wobec hi­
storii zapisanej w Księdze Judyty nie mogły się jej do­
mniemanym autorom przyśnić w najbardziej nawet
szalonych snach. Dopiero taka formuła mogła by spro­
stać skali ich herezjarchicznego szaleństwa. Teraz już
możemy zobaczyć jak daleko padło (interpretacyjne)
jabłko od (źródłowej) jabłoni.

Cięcie Judyty:
ekscesy egzegezy

1.
We wstępie do książki Andre LaCocque i Paula
Ricoeura: Myśleć biblijnie, uczonej i miejscami porywa­
jącej - rzadkie połączenie! - pracy z zakresu egzegezy
Pisma, pojawia się interesujące rozumienie pojęcia
znaczenia. Autorzy odnoszą je do komentowanych na
kolejnych stronach biblijnych perykop. Utrzymują, że
„znaczenie tekstu jest każdorazowo wydarzeniem, ro­
dzącym się w punkcie przecięcia z jednej strony ogra­
niczeń, jakie tekst niesie w sobie, zależnych w znacz­
nej mierze od jego Sitz im Leben, a z drugiej rozmaitych
oczekiwań kolejnych czytających i interpretujących go
wspólnot, których nie mogli przewidzieć domniemani
autorzy rozważanego tekstu”.1 Tekst nie jest więc, jak
przyjmuje się w zdroworozsądkowych mniemaniach,
statycznym obiektem. Znaczenie nie jest przywiązane
sznurkiem do sekwencji zdań, a zadanie interpretato­
ra nie polega na jego prostym oddzieleniu od teksto­
wego nośnika. Znaczenie jest w ciągłym ruchu, można
by rzec: dzieje się. Interpretator, to żywy człowiek, ze
swoją biografią, emocjami, wiedzą, a nie wyprana z ży­
cia, podległa jedynie rygorom metodologicznej po­
prawności, epistemologiczna kukła. Właśnie ów dyna­
miczny rys rozumienia znaczenia, wydobywający jego
otwartość i niegotowość, jest szczególnie podkreślany
przez obydwu autorów. Tak właśnie: znaczenie nie
j e s t , ale dopiero rodzi się na styku, w zderzeniu, na
przecięciu dwóch jakości. Jest tedy momentem twór­
czym. Wydarzeniem. I to - jak zobaczymy za chwilę czasem bardzo wybuchowym.
Te uwagi są wyjątkowo poręcznym wprowadze­
niem do przyjrzenia się pewnemu aspektowi sławnego
autobiograficznego tekstu Michela Leirisa, Wiek mę­
ski.2 Wyrazista obecność starotestamentowej Judyty
w jego książce nie mogła, oczywiście, ujść uwadze ko­
mentatorów jego pism. Ale rzecz ciekawa: nawet naj­
bardziej wnikliwi z interpretatorów znaczenia i funkcji
tej postaci w życiu Leirisa i w jego pisaniu nie pokusi­
li się o bliższe zbadanie relacji, jakie zachodzą między
portretem Judyty w starotestamentowej księdze a wi­
zerunkiem potężnej bohaterki z jego wyznań.3 A pa­
trząc na to od strony problemów związanych z lekturą,

2.
Księga Judyty została napisana po hebrajsku bądź
aramejsku, najprawdopodobniej w czasach bliskich po­
wstaniu Machabeuszów, w drugim stuleciu przed
Chr.4 Tekst oryginalny się nie zachował, dysponujemy
jedynie wersją grecką z Septuaginty. Kościół rzymski
i prawosławny zalicza ją do ksiąg natchnionych, acz opa­
trzonych klauzulą: deuterokanoniczne. Nie wchodzi ona
natomiast do kanonu Biblii hebrajskiej i protestanckiej.
Choć na pierwszy rzut oka zdaje się rzeczową - dobrze
umocowaną historycznie i geograficznie - opowieścią
0 wybawieniu Żydów z asyryjskiej opresji, po bliższej ana­
lizie okazuje się tekstem pełnym pomyłek geograficz­
nych, jak i historycznych anachronizmów. Akcja dzieje
się za panowania Nabuchodonozora, który wedle tekstu
panował nad Asyrią w Niniwie, w jakiś czas po powro­
cie Żydów z wygnania i odbudowaniu Świątyni. Kłopot
w tym, że w rzeczywistości był on królem Babilończyków
1 rezydował w Babilonie, a Niniwa została w istocie zbu­
rzona przez jego ojca. Występujący w tekście medyjski
król Arfaksad jest niemal na pewno postacią całkowicie
wirtualną. Z kolei Holofernes i Bagoas, owszem, byli wo­
dzami, ale perskimi, żyjącymi dwieście lat po śmierci Nabuchodonozora.5 Mało tego: oblegane w księdze miasto
Betulia, z którego pochodzi Judyta, jest, jak sądzą bibliści, również bytem fikcyjnym....
Tak więc od strony zgodności z realiami historycz­
nymi i geograficznymi tekst nie wytrzymuje kryty­
ki.6 Całość przypomina raczej pewien rodzaj dydak­
tycznej przypowieści, narracji „ku pokrzepieniu serc”,
skompilowanej z różnych heterogenicznych wątków,
bez przesadnej dbałości o historyczną ścisłość. Otwie­
rającą księgę frazę: „Było to w dwunastym roku rzą­
dów Nabuchodonozora” można by w tym kontekście
traktować jako niemal równoważną ze zwyczajowym
baśniowym początkiem: „dawno, dawno temu...”.

66

�Dariusz Czaja • CIĘCIE JUDYTY: EKSCESY EGZEGEZY

Od strony literackiej rzecz biorąc, byłaby Księga Ju ­
dyty rodzajem midraszu, a zatem zgodnie z etymologią
hebrajskiego darasz, tekstem który jest rozwiniętym ko­
mentarzem do pewnego wydarzenia, realnego bądź nie
(to rzecz mało znacząca). Natomiast już z całą pewno­
ścią jest to osobliwa glossa, w której pomieszczono uzu­
pełnienia jawnie fikcjonalne, jak i aluzje do wydarzeń
opisanych w innych ksiągach biblijnych. Treści te pod­
dano następnie swobodnemu opracowaniu.7 W tek­
stach tego rodzaju prawda historyczna staje się warto­
ścią drugorzędną. Znacznie istotniejsze jest moralne
bądź religijne przesłanie, które autor biblijny zamierza
przedstawić.8 Wybór tego rodzaju formy literackiej zda­
je się więc w tym kontekście bardzo racjonalny: narra­
cja konstruowana jest w ten sposób, by uwypuklić samo
przesłanie. Zgodność z realiami historycznymi, troska
0 detale geograficzne schodzi na plan dalszy. Najpraw­
dopodobniej pierwsi czytelnicy tej księgi pojmowali to
doskonale. Kłopoty z jej właściwym rozumieniem, to
nasza - współczesnych - specjalność.
Można zatem powiedzieć, że Księga Judyty opisuje
pewien epizod z dziejów mitycznych Izraela. Przymiot­
nik mityczny nie oznacza tu prostego zmyślenia, a je­
dynie określa pewien typ narracji, której zadaniem nie
jest dostarczenie wiarygodnych historycznie faktów,
ale przede wszystkim ekspozycja (może nawet: perswa­
zja) ważnych dla redaktorów tekstu idei.
Oto więc wojska asyryjskie realizują plan Nabuchodonozora podboju całego Bliskiego Wschodu. H o­
lofernes kroczy od zwycięstwa do zwycięstwa, dopiero
górska osada Betulia stawia mu opór, odmawiając od­
dania się w niewolę. Holofernes postanawia wziąć Betulię fortelem, bez walki. Ustawia swoje wojska u pod­
nóży miasteczka, odcinając źródła wody. Teraz
oczekuje spokojnie na poddanie się jej mieszkańców.
Sytuacja wygląda rozpaczliwie, najwyżsi rangą kapłani
zastanawiają się nad poddaniem miasta, o ile nie na­
stąpi w ciągu kilku dni boska interwencja. Tak dzieje
się do momentu, w którym pojawia się Judyta, wdowa
po Manassesie, która przedstawia starszyźnie swój chy­
try plan ocalenia miasta. Nie zdradza jednak żadnych
szczegółów. Tu rozpoczyna się właściwa, najbardziej
dramatyczna część całej opowieści.

I co najważniejsze: Judyta jest osobą o niezłomnej
wierze, zawierzającej swój los i los swojego ludu bo­
skim wyrokom. Zanim Judyta podejmie się patriotycz­
nego i heroicznego czynu, modli się w namiocie o siłę
i odwagę konieczną do wykonania niebezpiecznego
zadania. Jest to nie tylko wspaniały literacko tekst.
Dla nas ważniejsze jest to, że pokazuje on dowodnie
i jednoznacznie, kto jest tu właściwym bohaterem wy­
darzeń, które za czas jakiś nastąpią. Judyta ma najwy­
raźniej świadomość, że nie ona będzie właściwym
sprawcą wielkiego czynu. Zdaje sobie sprawę, że bę­
dzie tylko narzędziem w boskich rękach. Zemsta doko­
na się ręką kobiety, ale jej prawdziwy Autor pozosta­
nie w ukryciu. Tekst nie pozostawia wątpliwości, że
Judyta jest figurą jawnie teocentryczną. Podkreśla się
w nim niezłomność wiary, zaufanie do Boga, nawet
w sytuacji tak skrajnie tragicznej, jak ta, w której zna­
leźli się mieszkańcy oblężonej Betulii:
„Tyś sprawił rzeczy dawne, teraźniejsze i przyszłe,
Ty przenikasz to, co jest i co będzie.
To, coś zamierzył, musi zaistnieć,
a to, coś postanowił, spełni się i powie: ‘Jestem!'
Wszystkie Twe drogi zostały przygotowane,
A wyroki Twoje - przewidziane.
Oto Asyryjczycy mają przewagę wojenną,
chełpią się końmi i jeźdźcami,
pysznią się potęgą swojej piechoty,
ufają tarczom i oszczepom,
łukom i procom,
lecz nie wiedzą, żeś Ty jest Panem,
który niszczy wojny!
Pan jest imię Twoje.
Niech moc Twego gniewu złamie ich siły!
Postanowili bowiem zbezcześcić Twoją świątynię,
splugawić namiot, gdzie mieszka imię Twej chwały,
zniszczyć żelazem rogi Twego ołtarza.
Spójrz na ich pychę,
Wylej Twój gniew na ich głowy,
daj rękom wdowy upragnioną siłę.
Uderz podstępem warg moich
Niewolnika na równi z władcą,
A władcą wraz z jego sługą.
Złam ich wyniosłość ręką kobiety”.11

3.
Jaki obraz Judyty przedstawia Księga, która wzięła
nazwę od jej imienia? Epizod w Betulii pokazuje Judytę
jako osobę skromną i pobożną, wdowę, która wypełnia
skrzętnie wszystkie przepisane przez Prawo obowiązki
religijne. Pojawiając się w obozie wroga, Judyta objawia
1 inne swoje przymioty. Jest zjawiskowo piękna („Skoro
Judyta stanęła przed nim wszyscy byli oczarowani pięk­
nością jej oblicza”9). Nawet jej przeciwnicy podkreślają
nadzwyczajne zalety jej umysłu, idące w parze z urodą
(„Dziwili się jej mądrości i mówili: Nie ma na całej zie­
mi kobiety tak pięknej i mądrej zarazem”10)

Spójrzmy teraz jak Księga opowiada o zdarzeniu, któ­
re jest osią dramaturgiczną całości, miejscem o szczegól­
nej mocy znaczeniowej. Judyta zostaje zaproszona przez
Holofernesa na ucztę, której cel zdaje się - przynajmniej
z jego perspektywy - dość jednoznaczny. Holofernes za­
mierza uwieść piękną Betulijkę, a przygotowane na tę
okoliczność duże ilości trunków mają to ułatwić. Ale
sprawy przybierają nieoczekiwany obrót, planowane zwy­
cięstwo okaże się klęską. Ironia losu w postaci czystej.
„Gdy się zrobiło późno, jego oficerowie zaczęli
spiesznie się rozchodzić. Bagoas zamknął namiot od ze­

67

�Dariusz Czaja • CIĘCIE JUDYTY: EKSCESY EGZEGEZY

Moje dzieci wyda na sprzedaż,
A dziewice uprowadzi.
Pan Wszechmogący ich wypędził
Ręką kobiety!

wnątrz i zwolnił na spoczynek straż przyboczną swego
pana; wszyscy bowiem byli znużeni nadmiernym pi­
ciem. Pozostała w namiocie tylko Judyta z Holofernesem, który wyciągnął się na swym łożu, zmożony wi­
nem. Wówczas Judyta kazała swej służącej stanąć na
zewnątrz sypialni i czekać jak zwykle na jej powrót, bo
miała jeszcze udać się na modlitwę. To samo powie­
działa Bagoasowi. Odeszli więc wszyscy, od najmniej­
szego do największego; nikt nie pozostał w sypialni.
Wtedy Judyta, stając u jego łoża, rzekła w sercu:

Ich wódz nie zginął bowiem z rąk młodzieńców,
Nie pobili go synowie tytanów,
Nie pokonali go wyniośli giganci,
Lecz Judyta, córka Merariego
Zwiodła go piękną twarzą.
Zdjęła bowiem szaty wdowie
Dla wywyższenia uciśnionych Izraela,
Namaściła swą twarz olejkiem,

&lt;Panie, Boże wszelkiej mocy,
wejrzyj w tej godzinie na dzieło rąk moich
dla wywyższenia Jeruzalem &gt;

Ułożyła włosy pod zawojem,
Wdziała zwodniczą sukienkę lnianą.
Jej sandały przykuły wzrok jego,
Jej piękność podbiła mu duszę

Teraz nastał czas stosowny, aby zatroszczyć się
0 Twoje dziedzictwo i dokonać mego zamiaru, aby
zniszczyć wrogów, którzy przeciwko nam powstali.
Zbliżywszy się do kolumny łoża u wezgłowia Holofernesa, odwiązała jego miecz. Podeszła do łoża, ujęła go
za włosy i rzekła: &lt;P an ie, Boże Izraela, dodaj mi siły
w tym dniu! &gt; . Dwukrotnie uderzyła z całej siły w je­
go kark i odcięła mu głowę. Zepchnęła następnie jego
ciało z posłania i zdarła kotarę baldachimu. Po chwili
wyszła i podała wiernej służebnicy głowę Holofernesa.
Ta włożyła ją do torby na pokarmy. Potem obydwie ra­
zem wyszły według zwyczaju na modlitwę. Przeszły
przez obóz, okrążyły wąwóz, weszły na górę Betulii
1 stanęły u jej bram”.12
Tak dopełniła się ofiarnicza misja Judyty. Ta, któ­
ra miała zostać pohańbiona, hańbi niedoszłego zło­
czyńcę, upokarzając przy okazji wojska, których jest
dowódcą. Słabość zwycięża brutalną siłę. Kobieta try­
umfuje nad mężczyzną! - fakt w patriarchalnej kultu­
rze Bliskiego Wschodu ogromnej wagi. Betulia zostaje
ocalona. Po powrocie do swojego miasta, Judyta śpie­
wa wielką pieśń pochwalną. Pieśń dziękczynną. Nie
ma wątpliwości, że Holofernes został zgładzony co
prawda jej ręką, ale że ręka ta od początku była przez
kogoś innego prowadzona. Rozdział 16 rozpoczyna się
apoteozą boskiej mocy, wskazaniem na właściwego
sprawcę jej czynu:

Aż miecz przeciął kark jego”.13

Rzecz dokonała się. Holofernes został zgładzony,
jego głowa została zatknięta na murach Betulii, a woj­
ska przez niego dowodzone poszły w rozsypkę. Kryzys
został zażegnany. Świat powrócił do równowagi. Tekst
powyższy to dopełnienie - nieomal rewers - modlitwy
cytowanej przed chwilą. Tam była prośba o siłę, teraz
jest podziękowanie za jej udzielenie. I jeszcze raz mó­
wi się tu, ze szczególnym podkreśleniem, że to właśnie
„ręką kobiety” dokonał się ów wielki, patriotyczny
czyn. Judyta, hebrajska Jehudith —czyli po prostu: Ży­
dówka - była jedynie narzędziem w rękach Jahwe.
Śmiertelne cięcie zadała ręka pobożnej kobiety, pro­
wadzonej wszakże boską ręką. Wynika z tego, że nie
mamy tu do czynienia ze zwykłym morderstwem, ale
z czynem - choć bez wątpienia okrutnym - którego
najgłębszy sens wykracza poza poziom ludzkiej historii
i wchodzi w przestrzeń, nieodgadnionej dla śmiertelni­
ków, boskiej metahistorii. Tym samym, morderstwo teraz już jako święte cięcie - staje się częścią wyższej
logiki dziejowej. A przy okazji, jak się zdaje, zostaje
usprawiedliwione i opatrzone boską sankcją. Osta­
tecznie więc, ta krwawa opowieść okazuje się przejrzy­
stym wykładem historiozoficznym ukrytym pod ko­
stiumem sensacyjnej anegdoty.

4.

„Zacznijcie grać mojemu Bogu grać na bębenkach,
Uderzcie w cymbały dla Pana,

Imię ich - legion. Salome, Elektra, Judyta, Car­
men, Lukrecja, Meduza, Turandot... A to tylko część
listy. Dream team. Kobiety o wyraziście zarysowanym
profilu. Często obdarzone nadzwyczajną mocą. Pięk­
ne, tragiczne, uwodzicielskie, lubieżne, okrutne, sady­
styczne. Z jakąś tajemnicą w środku. Z wewnętrzną ry­
są, pęknięciem, stygmatem, który wynosił je ponad
przeciętność, który podnosił je do poziomu realności
mitycznej. Marzył o nich, zachwycał się nimi, wielbił
je, bał się ich, nawiedzały go w snach, widział je na ja­
wie. Nigdy nie myślał o nich jako postaciach z papie­
ru, nawet jeśli były tylko kreacjami literackimi. Prze­

Wywyższajcie, wzywając Jego imienia.
Bo Pan jest Bogiem, który niszczy wojny,
On obozuje pośród swego ludu;
Wyrwał mnie z rąk prześladowców.
Przyszedł Asyryjczyk z gór północnych,
Przyszedł z niezliczonym swym wojskiem.
Jego tłumy zapełniły wąwozy,
A konnica pokryła wąwozy.
Mówił, że spali moje ziemie,
Ze młodzież moją zgładzi mieczem,
Rozbije o skałę moje niemowlęta,

68

�Dariusz Czaja • CIĘCIE JUDYTY: EKSCESY EGZEGEZY

ciwnie: tworzyły istotną część jego pisania i życia. Le­
piej może byłoby powiedzieć w tym przypadku: pisa­
nia, więc życia.
Jednakże w bogatym panteonie kobiet, które za­
ludniają dzieło Michela Leirisa, miejsce na szczycie za­
rezerwowane było tylko dla jednej. N a ekskluzywnej
liście jego heroin, starotestamentowa Judyta zawsze
zajmowała miejsce najwyższe. Jedynie zhańbiona, gi­
nąca śmiercią samobójczą Lukrecja - postać należąca
do kręgu rzymskiego świata - mogła z nią od czasu do
czasu konkurować. Nie będzie przesadą powiedzieć, że
Leiris był po prostu Judytą opętany. Ze wdarła się
mocno w jego życie. Co nawiasem mówiąc, w pełni
potwierdza tezę George’a Steinera, o „namacalnej
obecności” niektórych postaci literackich w życiu wie­
lu z nas, czytelników.14 Zawładnęła jego wyobraźnią
od wczesnego dzieciństwa. Ślady tego hipnotycznego
omamienia można znaleźć już w Wieku męskim. Odsła­
nia w nim nie tylko okoliczności swojego zauroczenia,
ale próbuje wyświetlić racje, które za nim stały. Kreśli
z brutalną szczerością - ktoś powiedziałby może: z bez­
wstydem - genezę i kulisy prywatnego mitu.
„Oto refleksje, które przychodzą mi do głowy, kie­
dy mowa o Judycie.
Historia Judyty - bohaterki podwójnie i potrójnie
straszliwej, gdyż, będąc wdową, zostaje morderczynią
mężczyzny, któremu się przed chwilą oddała - nie
wzruszyła mnie szczególnie, kiedy będąc jeszcze małym
dzieckiem, przeczytałem ją po raz pierwszy w Historii
Świętej, gdzie była opisana. Co prawda, wszystkie nie­
przyzwoite szczegóły były tam starannie pominięte.
Znacznie bardziej pasjonująca była wtedy historia Machabeuszów, walk, jakie toczyli, oraz tortur, którym
poddano wielu na oczach matki. Niemniej jednak Ju­
dyta, która ucięła głowę kochanka jego własnym mie­
czem, następnie zaś spowiła szalem i włożyła do wor­
ka, aby zanieść ją do miasta - jest postacią, wokół
której krystalizują się obrazy, jakie miały przemożny
wpływ na moje życie”.15
Leiris czerpał swoją wiedzę o Judycie z kilku źródeł.
Mówiąc „wiedza” , mam na myśli nie tylko suchą fak­
tografię, „mięso” narracyjne, ale przede wszystkim te ogólnie powiedzmy - świadectwa, które najmocniej
uformowały w nim fantazmat tej niezwykłej kobiety.
O pierwszym, spreparowanym w manierze Biblii pauperum, fragmencie biblijnym, była mowa wyżej. Drugie,
to encyklopedia: Nouveau Larousse Illustré, zresztą wyimek z tego dzieła stanowi motto do rozdziału z Wieku
męskiego, zatytułowanego Judyta. W cudownie zwię­
złym streszczeniu właściwym hasłu słownikowemu,
Larousse kompresuje całą historię, zamykając jej sens
w kilku zaledwie zdaniach: „Judyta, bohaterka ludu
żydowskiego, której dzieje opisał Stary Testament
w księdze noszącej jej imię. Oto treść: miasto Betulia,
oblężone przez armię Holofernesa, generała Nabuchodonozora, króla Niniwy, miało się poddać. Pewna

wdowa imieniem Judyta postanowiła, natchniona
przez Boga, ocalić swój naród. Opuściła więc miasto
z jedną tylko służącą i udała się do obozu Asyryjczyków. Wprowadzona przed oblicze Holofernesa, ujęła
go swą pięknością, zgodziła się zasiąść przy jego stole,
a widząc go zmorzonego pijaństwem, ucięła mu głowę
i wróciła nocą do Betulii. Nazajutrz Żydzi wystawili
krwawą głowę Holofernesa na murach; przerażeni
Asyryjczycy odstąpili od oblężenia, doznawszy krwa­
wej porażki” . Mimo tak skrótowego potraktowania ca­
łej opowieści, widoczna jest w nim intencja uratowa­
nia religijnego charakteru zdarzenia. Ponadto,
zauważmy, fragment ten mówi co prawda o wspólnej
uczcie Judyty i Holofernesa, nic wszakże nie sugeruje,
by ta upojna (dla Holofernesa) noc miała również
skończyć się upojnym (dla obydwojga) erotycznym
spełnieniem.
Trzecie źródło, z całą pewnością najważniejsze
w tym zestawieniu - najważniejsze, bo najsilniej anga­
żujące wyobraźnię - to kobiecy dyptyk Lucasa Cranacha: Lukrecja i Judyta.16 Ten podwójny obraz poruszył
Leirisa w szczególnym momencie, pod koniec jego ku­
racji psychiatrycznej. Zrozumiał w pewnym momen­
cie, że postacie tych dwóch kobiet są skrótowym zapi­
sem jego pragnień, lęków i obsesji. Mało tego: obraz
ten stał się, generalnie, impulsem do spisania faktów
z jego życia, w tym również tych niewygodnych, tych,
o których mówić nie wypada. Miał to być rodzaj
świeckiej spowiedzi. Szczerej do bólu, ocierającej się
0 ekshibicję, a jej cel określony był jasno: wyrzucenie
z siebie, pozbycie się ciężaru spraw, które doprowadzi­
ły go do poważnej depresji. Z czasem, zapis ten utracił
czysto konfesyjny i terapeutyczny wymiar i stał się
„skrótem pamiętnikowym, panoramicznym wido­
kiem”17 istotnych aspektów jego życia.
W jaki sposób jawiła się Leirisowi Judyta z obrazu
Cranacha?18 Co w jej przedstawieniu szczególnie go
dotknęło, poraziło? Porywająca ekfraza jej wizerunku
warta jest grzechu przytoczenia w całości: „Judyta, trzy­
ma w prawej ręce nagą jak ona sama, szpadę, której
szpic rani ziemię niedaleko jej drobnych palców u nóg,
szerokie zaś porządne ostrze odcięło właśnie głowę Holofernesa, która zwisa - jak nikczemny szczątek - u le­
wej ręki bohaterki, w przerażającym związku łącząc
palce i włosy; Judyta przyozdobiona klejnotem ciężkim
jak łańcuch skazańca, klejnotem, którego chłód przy­
pomina zmysłowym piersiom chłód miecza u stóp; Ju­
dyta spokojna już i jakby niewiele myśląca o brodatej
kuli, jaką trzyma w ręku niczym falliczny pąk, który by
mogła obciąć zaciskając po prostu swe dolne wargi
w chwili, gdy otwierały się śluzy Holofernesa”.19
Zwraca uwagę wyraźna, ostentacyjna wręcz seksualizacja wizerunku Judyty. Wypełnienie go przemocą
1 grozą.20 Odczytanie to w niczym nie przypomina jej
portretu, jaki wyłania się z perykop Księgi Judyty. To
wkład własny Leirisa - via obraz Cranacha - w dzieło

69

�Dariusz Czaja • CIĘCIE JUDYTY: EKSCESY EGZEGEZY

swoistej egzegezy biblijnej i ikonologicznej. Zresztą, ta
dominanta w widzeniu Judyty - seks i fascynacja, seks
i trwoga - konsekwentnie rozwijana będzie później
w jego pisaniu. W innym z kolei pasażu, dość precyzyj­
nie analizuje źródło i powód afektacji szczególnym ty­
pem kobiety, której esencję znajduje w połączeniu,
wedle jego własnych określeń: „cnotliwej Lukrecji”
i „patriotycznej kurwy Judyty”:
„Z lamusa zbroic, wysokich średniowiecznych czep­
ców i księżycowo białych łon, w których lubowała się
moja wyobraźnia, wyniknęło wreszcie pojęcie
c z a r o d z i e j k i , czyli kobiety, której pragnę i lękam
się zarazem, uwodzicielki zdolnej do wszelkiej słodyczy,
ale skrywającej również wszystkie niebezpieczeństwa,
podobnie jak kurtyzana (słowo zaczyna się jak kurtyna:
courtine i kończy jak halabarda: pertuisane, co w nie­
dawnej jeszcze epoce, kiedy właśnie takim słownym
igraszkom przypisywałem wartość prorocką, wydałoby
mi się niezbitym dowodem na poparcie moich twier­
dzeń) albo jak kobieca postać, w której mogą się sym­
bolicznie złączyć moja Lukrecja i moja Judyta”.21
Historyczną emanację tego bytu podwójnego („oba
wyglądy wiecznie kobiecego”), tej osobliwej jedności
przeciwieństw, dostrzegał Leiris najpierw w Joannie
d’Arc, później w Kleopatrze. O Joannie d’Arc sam po­
wie, że właśnie dwoista natura kobiety-wojownika spra­
wiła, że: „miałbym nieraz ochotę uznać ją za zapowiedź
tych dwóch obrazów krwawych kobiet, które są dziś wy­
ryte w mojej duszy: chłodnej Lukrecji i władającej mie­
czem Judyty”.22 Z kolei, w sławnej królowej Egiptu do­
strzegał idealne połączenie cech obydwu bohaterek. Jej
życie („kiedy posyłała mężczyzn dzikim zwierzętom na
pożarcie”23) i dopełniającą je śmierć („pozwoliła żmii
ugryźć się w pierś, wybierając śmierć zamiast niewoli”24)
widział jako dwa skrzydła jednego dyptyku, kongenial­
ne wcielenie obydwu wielbionych przezeń kobiet.25

Jak choćby wtedy, gdy pisze w Wieku męskim o waż­
nej dla niego osobie, która w tekście występuje pod
pseudonimem: „ciotka Liza”. Prawdziwe jej nazwisko
brzmiało Claire Friche i rzeczywiście - tekst nie kłamie
- była ona bardzo bliską krewną Leirisa. Ta intrygują­
ca kobieta, jeśli wierzyć jego wspomnieniom, pełniła
dla niego rolę wybitnie formacyjną. I to w podwójnym
znaczeniu: jako żywe i bliskie wcielenie wyobrażonej
kobiecości i jako śpiewaczka operowa, dzięki której,
między innymi, chłopiec wprowadzony został w arkana
sztuki operowej. Po bliższym scharakteryzowaniu jej
osobowości, przymiotów i aparycji („krzykliwe toalety,
piękne, tłuste ramiona, bujne biodra, ciężkie piersi”)
pisze Leiris w podsumowaniu: „Słyszałem jednak ciocię
Lizę - albo przynajmniej oglądałem jej zdjęcia - w wie­
lu rolach, które wszystkie tyle mają wspólnego, że już
w moim dzieciństwie uczyniły z niej Judytę”.26 Znaczą­
ce utożsamienie. Kobieta, która jawiła się jego dziecię­
cym oczom jako „pożeraczka mężczyzn”27 awansuje do
poziomu żywej inkarnacji biblijnej bohaterki. Tym sa­
mym, Judyta przestaje być odległą i nieco nierealną he­
roiną, staje się bliską osobą, Judytą - by tak rzec - do­
stępną na wyciągnięcie ręki.
W tym kontekście, jeszcze mocniejszy wydaje się in­
ny fragment, w którym przywołuje Leiris najrozmaitsze
kobiety, które miał okazję poznać w pierwszej części („Skończyłem właśnie trzydzieści cztery lata, połowę życia”28) - swojego żywota. Z pozoru prezentują się one
bardzo odmiennie: są w różnym wieku, różnej narodo­
wości, różnej urody (a czasem całkiem jej pozbawione).
Ale mają jedną wspólną cechę. Otóż, wspominane
przez autobiografa z perspektywy czasu (data pierwsze­
go wydania Wieku męskiego, to rok 1939), one również
- i to bez reszty wszystkie! - upodobniają się do fascy­
nującej, ale i odrażającej postaci Judyty: „W pamięci
mojej spoczywają - niby różnorakie przedmioty (kotwi­
ce, łańcuchy, koszule, ołówki, papier) w magazynie
shipchandlera, gdzie zaopatrują się żeglarze - rozmaite
wydarzenia, z których wiele można uznać za groteskowe
albo niegodne; ale właśnie &lt;nikczemność&gt; związana
z wszystkimi niemal oraz najgwałtowniejszy strach
i wstyd, jaki odczuwam, kiedy je sobie przypominam powodują, że nawet wtedy nie odnoszą się do kobiet
z miejsca przerażających, że więc nawet wtedy zmienia­
ją kobiety, które się wtedy pojawiały, w Judyty (nie tyle
dzięki własnej tych kobiet postawie, ile wskutek posta­
wy padalca, którą przybierałem ja). Przed moimi ocza­
mi wstaje więc cały szereg Judyt z ciała i krwi, aczkol­
wiek cząstkowych tylko, przybliżonych”.29
I
tu następuje kilkustronicowa litania rzeczywi­
stych - o ile to autobiograficzne wyznanie traktować
serio, a nie wydaje się, by były jakieś szczególne prze­
ciwwskazania - postaci których charakterystyki i oko­
liczności ich zapoznania kreślone są grubą, nie znają­
cą wstydu, naturalistyczną kreską. Spotykamy więc tu
całą galerię intrygujących postaci, które - skądinąd -

5.
Z powyższego fragmentu można by wnosić, że ko­
biecość ma zawsze dla Leirisa - jako warunek koniecz­
ny - nieuchronnie podwójny aspekt. Ze, inaczej mó­
wiąc, Judyta nie istnieje bez swojego dopełnienia:
Lukrecji. Ze nie da się ich od siebie oddzielić, bo są
one po prostu dwiema stronami tej samej monety. Ze
tylko Judyta pożeniona z Lukrecją daje ten - tak pożą­
dany przez niego - obraz kobiecej pełni, wiecznej ko­
biecości. I tak, i nie. Lukrecja, zbyt często pojawia się
pod piórem Leirisa, by nie zobaczyć w niej ważnego
i koniecznego komponentu („wszelka słodycz”) dopeł­
niającego jego wizję kobiety idealnej. Kobiety an Sich.
Kobiety, jako nieosiągalnego noumenu. To wszystko
prawda. Ale w momentach, w których odnosi się on
do r e a l n y c h kobiet, do kobiet w ten czy inny spo­
sób znaczących w jego życiu, wówczas zawsze, w cha­
rakterze prawzorca, ideału, archetypu bez mała, poja­
wia się tylko i wyłącznie figura Judyty.

70

�Dariusz Czaja • CIĘCIE JUDYTY: EKSCESY EGZEGEZY

da, że „i fizycznie i moralnie odpowiadała dwoistemu
ideałowi Lukrecji i Judyty. Twarz miała bardzo piękną,
ale piersi zniszczone; zawinięta w togę o nader podej­
rzanej bieli, pachniała skwaśniałym mlekiem (...), wy­
dawała się woskowym posągiem”.31 Dalej przedstawia
ją jako czarci nieomal pomiot, portretuje w demonicz­
nym transie: „Było oczywiste, że jako córka swego ro­
dzaju czarownicy, opętanej różnorakimi duchami, mu­
si te demony odziedziczyć (...) Dla jednego z tych
demonów zabiła białoognistego barana; zobaczyłem ją
jak wyła w transie - całkiem jak opętana - i piła
w porcelanowej filiżance ciepłą krew ofiary, cieknącą
z przegiętej szyi. Nigdy jej nie posiadałem, kiedy jed­
nak spełniła się ta ofiara, miałem wrażenie, że nawią­
zał się między nami stosunek intymniejszy niż jakie­
kolwiek cielesne zbliżenie”.32
Jak widać, Judyta jest u Leirisa figurą nad wyraz
pojemną. Nie zna granic metamorfozy. Mogła być
w siniakach i pijana. Teraz nie tylko jest nawiedzona,
opętana przez demoniczne siły, ale w dodatku zmienia
także kolor skóry i wyznawaną religię. Z białej Żydów­
ki staje się czarną Abisynką! Również i ona - co typo­
logicznie zrozumiałe - spełnia ofiarę. Jakże to jednak
inny typ ofiary niż jej biblijnego sobowtóra. Ale co
ważne: i tu również Judyta (jak widać z uzupełnieniem
lukrecjańskim) nie jest tylko papierową konstrukcją;
schodzi z kart biblijnej opowieści i wciela się w żywą,
realną kobietę.

mogłyby się mocno zdziwić rozpoznając się na tej
wspólnej liście.
Spójrzmy na krótki, wyrywkowy przegląd: „dziew­
czynka, z którą chodziłem do szkoły i która, bawiąc się
tak jak wiele dzieci, potarła sobie lekko przegub we­
wnętrzną stroną drugiej dłoni i kazała mi powąchać
potartą tak skórę mówiąc: &lt; Pachnie śm iercią&gt;” ;
„bardzo jasna (tleniona) i mocno wymalowana wdowa,
cała owinięta czarnymi i białymi welonami, w jedwab­
nych pończochach i z wielkim bukietem fiołków, na­
przeciw której siedziałem w tramwaju wychodząc z ma­
mą na miasto”; „poznana w barze dziwka, w której się
zakochałem mając lat piętnaście, ponieważ była lesbij­
ką, miała ochrypły głos i słyszałem raz, jak jęczała z bó­
lu zębów” ; „spotkana w domu publicznym (...) dziew­
czyna trochę przejrzała, ale naprawdę ładna i świeża” ;
„przyjaciółka z niebieskimi oczami i angielskim imie­
niem, którą - jak się to mówi - kochałem prawdziwą
miłością ale z którą mi się nie powiodło”; „prostytutka
spotkana pewnej nocy w podziemiach amerykańskiego
baru, (...) osoba w typie ‘fajnej dziwy’, bardzo krzepka,
bardzo czarna”; „wyniosła i zimna Amerykanka, która
(...) zapewniła mnie spokojnie, że popełniła morder­
stwo” ; „poddana, bezwolna dziewczyna, która (...) po­
kazała nam na łydce fioletową bliznę po pchnięciu no­
żem”; „kobieta, przed którą będąc całkiem zalany (...)
usiłowałem posiąść”; „ta, z którą zapijałem się dni czte­
ry, dziewczyna poczciwa, ale wulgarna i nieładna, z ład­
nie jednak zarysowanymi nogami (pokazywała mi si­
niaki, którymi obdarzył ją przypadkowy klient)”; „ta,
co miała zwiędłą, starą twarz prowincjonalnej kokotki,
ale ciało delikatne, cienką skórę, uda i piersi subtelnie
uperfumowane”30... Wystarczy.
Z całą pewnością, ten zimny wykaz olśnień i uwodzeń w niczym nie przypomina katalogu Don Giovan­
niego z opery Mozarta. A wspomnianym tu kobietom
często daleko do ponętnych piękności z „katalogowej”
arii (Madamina, il catalogo e questo) śpiewanej przez Leporella. Mamy za to tutaj portret Judyty o wielu obli­
czach. Cóż z tego, że jej życiowe odzwierciedlenia są jak nie omieszka zaznaczyć autor - ledwie bladym od­
biciem pierwowzoru. Ale za to jakże dojmująco real­
nym! To przecież wszystko Judyty z krwi i kości.
Z ochrypłym głosem, fioletową blizną i siniakami na
nodze, z narkotycznie pachnącą piersią. Laboratoryjny
niemal przykład żywego oddziaływania mitycznego prawzoru. Oto mit w działaniu! Wchodzący w prawdziwe
życie, materializujący się nierzadko w podejrzanych pa­
ryskich spelunach, w barach i burdelach, w każdym ra­
zie, w realnych miejscach, tak dalekich od bezczasowej
atmosfery „wiecznego teraz” opowieści mitycznej.
Podobnego rodzaju mityczna transfiguracja ma
również miejsce w erotycznym wspomnieniu z afry­
kańskiej - sławna etnograficzna Misja Dakar-Dżibuti
- podróży Leirisa. W etiopskim dzisiaj mieście Gondar
zakochuje się on w pewnej Abisynce, o której powia­

6.
Imaginowany obraz, pożądany i uwierający fanta­
zmat Judyty sfabrykowany jest u Leirisa z wielu ele­
mentów różnego pochodzenia. Z całą pewnością - te­
raz widać to wyraźnie - nie ma on wiele wspólnego
z jej wizerunkiem, kreślonym przez autora biblijnej
Księgi Judyty. Nieomal niepojęte, ale nigdy nie odwo­
łuje się on do tekstu źródłowego! Najwyraźniej nie był
mu on do niczego potrzebny. W swojej pracy wyobraź­
ni wykorzystuje jego tekstowe, bądź ikoniczne refrak­
cje. Nie formułuję zarzutu, stwierdzam po prostu fakt.
Leiris, co trzeba podkreślić, po części miał tego
świadomość. W przypadku fragmentu z Historii świętej
zdawał sobie sprawę, że nie ma do czynienia z orygi­
nalnym tekstem. Utrzymywał przy tym, jak widzieli­
śmy, że krwawa historia Judyty i Holofernesa nie mo­
gła się „naprawdę” przedstawiać tak, jak chce biblijny
narrator. Że czegoś istotnego jej brakuje. Twierdził, że
starotestamentowa opowieść pozbawiona została ero­
tyki i pikantnych szczegółów z powodu kościelnej
cenzury, podszytej faryzejską troską o czystość miesz­
czańskiej moralności. A zatem, że i ona nie jest orygi­
nałem! Że jest historią wtórnie przetworzoną, pociętą
i ideologicznie sfabrykowaną na użytek podszytej hi­
pokryzją gawiedzi. Jeśli zaś chodzi o interpretację po­
staci Judyty z dyptyku Cranacha - interpretację, bo
przecież jego opis obrazu nie jest niewinny znaczenio­

71

�Dariusz Czaja • CIĘCIE JUDYTY: EKSCESY EGZEGEZY

wo, stanowi zaczątek późniejszego, bardziej dyskursywnego ujęcia tematu - to sam przyznaje, że sensy
alegoryczne, które wpisał w obie postaci dyptyku są
obarczone pewną dozą arbitralności i dowolności. In­
nymi słowy: że tak naprawdę nieco par force „wdruko­
wał” swoje rozumienie w oglądany obraz. Ze dokonał
ikonologicznego gwałtu na kobiecych wizerunkach,
zawłaszczył je dla siebie w wyniku interpretacyjnej
przemocy.
Jeszcze jeden istotny egzegetycznie szczegół. W ska­
zuje on dowodnie, że tekst interpretujący nie jest rze­
czywistością wykonaną ze stopu nie podatnego na żad­
ne zmiany. Odwrotnie: jeśli chce sprostać zasadzie
rzeczywistości, jest (musi być?) biograficznie zmienny.
Otóż, w pierwszym wydaniu Wieku męskiego Leiris wy­
raźnie szedł w rozumieniu Judyty tropami psychoana­
litycznymi. Judyta jawiła mu się jako wyrazisty obraz
kary, była wyrazem tego, czego się boi i pragnie zara­
zem, mówiąc krótko: kastracji. W wydaniu drugim,
z roku 1946, w dopisku do tamtych uwag, odsuwa na
bok interpretację psychoanalityczną. Teraz mówi już
raczej o lęku przed zaangażowaniem, przed podjęciem
odpowiedzialności, ale zawsze równoważonym pra­
gnieniem przeciwstawnym. Innymi słowy: jego lęk
przed Judytą nie ma nic wspólnego z jakąś maniakal­
ną postacią mizoginii. To raczej strach przed jakąkol­
wiek finalizacją, przed zafiksowaniem siebie w pewnej
skończonej, ostatecznej formie. Stąd nieustająca fa­
scynacja Judytą, ale i równie mocne pragnienie
ucieczki przed nią.
Podsumujmy: dla Leirisa Judyta jest postacią ma­
gnetyczną. Skupia na sobie wzrok. Ma coś z mitologicz­
nej Meduzy.33 Przyciąga, ale i przeraża. Jest piękna, ale
pięknem szczególnym. Pięknem, w którym jest nieusu­
walna skaza i/lub element demoniczny. Można rozu­
mieć ją jako alegoryczne lustro, w którym wyjątkowo
wyraziście odbijają się sprzeczności patrzącego na nią.
Co szczególnie rzuca się w oczy: Leiris pomija zupełnie
cały żydowski kontekst tej opowieści, tak kulturowy,
jak i religijny. Pozbawiona plemiennych cech Judyta
staje się uogólnionym typem.34 Archetypiczną figurą
kobiecości. Alegorią kobiecości w ogóle. Judyta jest dla
niego tylko powabną i okrutną kobietą (Leiris powie­
działby może: aż kobietą), a nie jak to ma miejsce
w tekście biblijnym: kobietą piękną, mądrą, pobożną35
(dodajmy też: nie pozbawioną sprytu), ale nade wszyst­
ko przedstawicielką ludu wybranego. Więcej nawet:
kobietą, która jest narzędziem w ręku samego Boga!
Leiris koncentruje się na okrucieństwie czynu i, jak
się zdaje, nie dostrzega dla jego eksplikacji żadnych oko­
liczności łagodzących. Czyn Judyty, pozbawiony teolo­
gicznego zaplecza, przeradza się tedy w okrutne zabój­
stwo, dokonane przez działającą z zimnym
wyrachowaniem, nie znającą zahamowań kobietę. I co
jeszcze godne podkreślenia zważywszy na źródłowy prze­
kaz, Leiris - wbrew literze tekstu biblijnego - każe Judy­

cie oddać się Holofernesowi, wprowadzając dodatkowo
do tej krwawej historii wątek jawnie seksualny. Sugeruje
co prawda, że nie ma o tym mowy w tekście, ale że, bio­
rąc pod uwagę rozwój sytuacji, takie zdarzenie powinno
było zajść. Powinno, więc zapewne zaszło. Osobliwa logi­
ka. Swoją drogą, to semantyczne podstawienie potwier­
dza w praktyce pisarskiej jego własne słowa: „Przyznawa­
łem decydujące znaczenie w y o b r a ż o n e m u,
będącego zastępnikiem rzeczywistości i światem, który
możemy stwarzać do woli”.36

7.
Ale skupiając wzrok na Judycie, nie zapominamy
0 drugim bohaterze biblijnej historii. Ktoś tu poległ,
ktoś tu przecież nie żyje. Nie zapominamy o Holofernesie, mężczyźnie pozbawionym głowy. Wbrew pozo­
rom nie oddala nas to bardzo od postaci Judyty. Prze­
ciwnie: dopiero uwzględniając obraz Holofernesa
w imaginarium Leirisa domkniemy tę historię do koń­
ca. Łącznikiem między nimi stanie się muzyka, ściślej:
opera, sztuka tak ważna dla Leirisa.
W Operratiques snuje on ciekawe rozważania na
temat Turandot Pucciniego. W niewielkim szkicu jej
poświęconym znowu powracają dwa największe kobie­
ce fantazmaty jego życia, te które pojawiły się na pro­
gu wkraczania w wiek męski: Judyta i Lukrecja. Pisze:
„poza Turandot nie widzę dzieła lirycznego, w którym
postacie Judyty (Turandot) i Lukrecji (Liu) byłyby
równocześnie na scenie. Acz już w Tosce znajdujemy
kobietę, która zabija, a w Madame Butterfly kobietę
która popełnia samobójstwo. (...) Symbolika Turandot: przez swoją dobrowolną śmierć Liu-Lukrecja skła­
da ostatnią ofiarę dla Turandot-Judyty, i rzuca urok,
który ciąży na tej ostatniej w tym samym momencie,
kiedy egzekwuje ona okup od Kalafa-Holfernesa”.37
W spektaklu operowym po raz kolejny, namacalnie
1 na żywo, wskrzeszone zostają leirisowskie fantomy: po­
jawia się okrutna Judyta identyfikowana z księżniczką
Turandot i łagodna, kochająca Lukrecja, której postać
dostrzega Leiris w służącej Liu. Co ważne: w Kalafie, de­
cydującym się na perwersyjną i niebezpieczną grę z Turandot, grę, w której może on utracić głowę, widzi wcie­
lenie Holofernesa. Holofernesa, który poddany przez
Turandot serii prób, ostatecznie zwycięża, i tym samym
ocala swoją głowę. Postać Kalafa z tej opery, była dla Le­
irisa niesłychanie ważna. W pewnym momencie, w trak­
cie redagowania Fibrilles planował nawet napisanie
większego tekstu pod wymownym tytułem: Turandot, al­
bo triumf Holofernesa. A choć zwycięstwo Kalafa-Holofernesa było gorzkie (kochająca go Liu zabija się), to bez
wątpienia musiał go fascynować mężczyzna, który odno­
si jednak triumf nad Turandot-Judytą. Musiał go za­
chwycać, bo to on przecież utożsamiał się z Holofernesem! To dlatego tak napawał go grozą obraz odciętej
głowy odpadającej od reszty ciała. To on był tym męż­
czyzną, który - symbolicznie - stracił dla Judyty głowę.

72

�Dariusz Czaja • CIĘCIE JUDYTY: EKSCESY EGZEGEZY

W postaci Kalafa-Holofernesa, równie symbolicznie,
odzyskuje ją na powrót, najwyraźniej sycąc się jego zwy­
cięstwem nad modliszkopodobną Turandot-Judytą.

sowi wcale nie chodziło o odkrycie „prawdziwego” zna­
czenia tekstu. Jego rozumienie poczynań Judyty prze­
nosi problem z płaszczyzny tekstowej na płaszczyznę
egzystencjalną. Leiris nie chce przecież zrozumieć Ju­
dyty, ale poprzez jej figurę, chce zrozumieć siebie i wła­
sne problemy! Można ganić taki rodzaj interpretacji,
jako sprzeniewierzający się obiektywizującym rygorom
metodologicznym. Ale wystarczy zauważyć, że tu żaden
obiektywizm nie jest stawką w grze. Chciałoby się rzec
emfatycznie: tu nie chodzi o tekst, o egzegetyczne
prawdy, tu chodzi o życie! I nie ma takiej instancji,
która by mogła komukolwiek zabronić czytania tek­
stów w taki właśnie - „życiowy”, odnoszący się do real­
nie przeżywanych problemów - sposób.
Bliska jest mi tej materii konkluzja wywodów Mi­
chała P. Markowskiego w kwestii oceny różnorakich
wysiłków interpretacyjnych: zarówno tych czynionych
lege artis, jak i tych, które bezczelnie i bezceremonial­
nie używają tekstu do własnych celów: „Najwspanial­
sze interpretacje to nie te wcale, które najdokładniej
wytłumaczą nam to, co kryje tekst, ale te, które potra­
fią narzucić nam swoją własną wizję świata i które
sprowokują do myślenia o tekście na nowo.
P i e c z o ł o w i t e e g z e g e z y paradoksalnie za­
mykają sens komentowanego tekstu w pustych formu­
łach tautologicznych (A = A ; tekst komentowany =
tekst komentujący). D e m o n i c z n e u ż y c i a z ko­
lei uwalniają jego żywotność i pozwalają tekstowi prze­
żyć w odmiennych - niż to przypuszczał jego autor warunkach”.40
Otóż to! Demoniczna egzegeza Leirisa, ze wszystkimi
swoimi potknięciami, wmówieniami i przerysowaniami
jest właśnie otwierająca. Prowokuje nas do powrotu do
tekstu źródłowego, zaprasza do własnych poszukiwań,
do niezgody, do zadawania pytań. A już z tej perspekty­
wy widziana - w istocie dość demoniczna! - podmiana
pobożnej wdowy z biblijnej księgi na patriotyczna kurwę
z autobiograficznego tekstu, przestaje być już tak istotna.
Choć teologicznie niedopuszczalna, to już antropolo­
gicznie - jak najbardziej. I to nie dlatego, by teolog z de­
finicji promował jeno cnotę, a antropolog był siewcą roz­
wiązłości, ale dlatego, że ten ostatni doskonale rozumie
czym jest życie tekstu (zwłaszcza życie po życiu), migotli­
wa i nie dająca się z góry przewidzieć gra znaczeń, która
tworzy wciąż zmieniający się puzzle, zwany kulturą. Nie
tyle jest więc za patriotycznym seksem, ile za czujnością
wobec kulturowej zmienności i uważnością wobec nie­
przewidywalnych losów drukowanego.
Jedno mnie jeszcze intryguje. Jak wiadomo, papież
Grzegorz Wielki jest autorem sławnego powiedzenia
dotyczącego pożytków z lektury tekstów biblijnych:
Divina eloquentia crescit cum legente. „Pismo święte
wzrasta razem ze swoimi czytelnikami”. Lektura Wie­
ku męskiego nasuwa nie tyle pewne wątpliwości co do
trafności tej formuły, ile pozwala zobaczyć tę zbożną
w intencjach myśl w dość perwersyjnym świetle.

8 ..
Zataczając koło powróćmy do początku tych uwag,
do kwestii egzegezy biblijnego tekstu. Powracamy tym
samym do przerwanego w pewnym momencie wątku
konfuzji interpretacyjnej: jawnego odejścia Leirisa od
tego wizerunku Judyty, jaki pojawia się na kartach
księgi biblijnej. Jak rozumieć tę osobliwą lekturę? Czy
można w tym przypadku mówić jeszcze o interpretacji
(swoistej, a rebours, ale jednak interpretacji), czy też
jednak o ostentacyjnym nadużyciu interpretacyjnym,
polegającym na rozminięciu się z tekstem, nie respek­
towaniu jego intencji i pierwotnego kontekstu znacze­
niowego? Co tu się wydarzyło w punkcie przecięcia
znaczeń, które niesie tekst i czytelniczych oczekiwań?
By odpowiedzieć na to pytanie przypomnijmy, wy­
jątkowo poręczne w naszej sytuacji, rozróżnienie do­
konane przez Umberto Eco. W swoich wykładach tannerowskich wprowadza on wyraźną dystynkcję między
pojęciem i n t e r p r e t a c j i i u ż y c i a tekstu.38
W pierwszym przypadku, czytelnik domyśla się sensów
czytanego tekstu, respektując wszakże kilka elemen­
tarnych kryteriów poprawnej interpretacji: kontekstowość, oszczędność, i spójność. W przypadku drugim,
dominuje niczym nie miarkowany domysł i intuicja,
a wszystkie wspomniane instancje poprawnej inter­
pretacji zostają zawieszone. Eco wyraźnie optuje za
stanowiskiem, które ogranicza interpretacyjne ekscesy
i radosną twórczość interpretacyjną utrzymując, że in­
terpretacja pretendująca do miana sensownej nie mo­
że być nieograniczona, że innymi słowy, musi być obu­
dowana wspomnianymi wyżej rygorami. Przeprowadza
przy tym druzgocącą - w jego mniemaniu39 - diatrybę
przeciwko wszelkiego rodzaju postaciom nadinterpre­
tacji. Przy tak zarysowanym w czarno-białych barwach
schemacie, „egzegeza” Leirisa mieści się w pełni i bez
reszty po stronie użycia tekstu. Mogłaby wręcz służyć
jako modelowa niemal realizacja takiej strategii czyta­
nia. Nie ma wątpliwości, że Eco nie zostawiłby na eks­
cesach - w obydwu znaczeniach łacińskiego excessus:
odstępstwo i zboczenie - Leirisa suchej nitki.
Wolno wszakże zapytać prostodusznie: czy Leirisowska - rzeczywiście dość osobliwa - egzegeza starotestamentowej opowieści jest lekturą całkowicie bezwarto­
ściową? Czy fakt, iż odczytał ją w sposób - delikatnie
mówiąc: nieortodoksyjny, mniej delikatnie: swawolny czyni ten typ lektury bezsensownym, mocą samej oczy­
wistości? Jeśli nie ulegać bezkrytycznie wprowadzone­
mu przez Eco podziałowi, to odpowiedź brzmi: nie.
Można przecież uznać, że to, co nazywa on użyciem
mieści się w kategorii twórczej zdrady. Owszem, nie da­
łoby się jej obronić na gruncie metodologicznie obwa­
rowanej egzegezy, ale też nietrudno zauważyć, że Leiri-

73

�Dariusz Czaja • CIĘCIE JUDYTY: EKSCESY EGZEGEZY

Przypisy
1
2

3

4

5
6

7

8

9
10
11
12
13
14
15
16
17
18

A. LaCocque, P. Ricoeur, Myśleć biblijnie, przeł. E. Mu­
koid, M. Tarnowska, Kraków 2003, s. 7
M. Leiris, Wiek męski wraz z rozprawą Literatura a tauromachia, przeł. T. i J. Błońscy, posłowie J. Błoński, War­
szawa 1972, s. 74
Śladowo wspomina o tym Denis Hollier, w skądinąd
świetnym artykule, skoncentrowanym jednak głównie
na związkach łączących historię Judyty i pisarstwo auto­
biograficzne. Por. D. Hollier, Nagłówek Holofernesa
(Uwagi o Judycie), przeł. K. Przyłuska, przedrukowany
w niniejszym numerze.
Daty powstania oscylują wokół lat 160-140 przed Chr.
Por. W. J. Harrington, Klucz do Biblii, przeł. J. Marzęcki,
Warszawa 1984, s. 365; A. Świderkówna, Rozmowy o Bi­
blii. Opowieści i przypowieści, Warszawa 2006, s. 83
Harrington, dz. cyt. s. 364
Jak dowcipnie pisze jeden z biblistów, historia opowie­
dziana przez redaktora księgi przypomina narrację,
w której to „Piotr Wielki, król Anglii, prowadził wojnę
z Arfaksadem, królem Francji, przy użyciu armii dowo­
dzonej przez generałów Eisenhowera i Mac-Arthura”, P.
F. Ellis, The Man and the Message of the Old Testament,
Collegeville 1963, s. 523
Por. A. Lâpple, Od egzegezy do katechezy. Stary Testament,
przeł. B. Białecki, Warszawa 1986, t. 1, s. 341; Księga To­
biasza. Księga Judyty. Księga Estery, tłumaczenie, wstęp
i komentarz ks. A. Tronina, Lublin 2001, s. 88
Josef Schreiner umieszczając Judytę obok takich postaci jak
Estera, Tobiasz i Daniel pisze o nich jako godnych naślado­
wania postaciach wzorcowych, takich, które „trzymają się
ściśle przepisów Tory”, J. Schreiner, Teologia Starego Testa­
mentu, przeł. B. W. Matysiak, Warszawa 1999, s. 217-218
Jdt, 10,23
Jdt, 11, 20-21
Jdt, 9, 5-10
Jdt, 13, 1-10
Jdt, 16, 1-9
G. Steiner, Gramatyki tworzenia, przeł. J. Łoziński, Po­
znań 2004, s. 143
Leiris, Wiek męski, s. 74
Trudno powiedzieć, czy Leris znał wszystkie namalowane
przez Cranacha „warianty” tego obrazu.
Tamże, s. 34
Warto zaznaczyć, że reprodukcja tego dyptyku znalazła
się na okładce drugiego wydania L ’Age d’homme (1946).
Moje wydanie tej książki z roku 2006 ma na okładce,
owszem, obraz Cranacha, ale już inny: Judyta i Holofer­
nes (detal z obciętą głową na pierwszym planie) z Kunsthistorishes Museum w Wiedniu. Świadoma zamiana
czy redaktorskie przeoczenie?

19 Tamże, s. 119
20 Choć jak słusznie pisze Marjorie Perloff, obraz raczej nie
epatuje takimi jakościami, por. M. Perloff, Tolerance and
Taboo. Modernist Primitive, and Postmodernist Pieties (ko­
rzystam z wersji elektronicznej -epc. buffalo. edu/authors/perloff/tolerance. html)
21 Tamże, s. 115
22 Tamże, s. 50
23 Tamże, s. 117
24 Tamże, s. 117
25 W Wieku męskim jest jeszcze jedna, wysoce enigmatycz­
na wzmianka, o bliskiej Leirisowi kobiecie, która mieści­
ła w sobie obrazy dwóch wielkich, opiewanych przez nie­
go bohaterek: „Myślę tu zwłaszcza o kobiecie, której nie
będę bliżej określał i o której nie powiem nic, oprócz te­
go, że była zarazem Lukrecją i Judytą. Lukrecją, ponie­
waż mogę patrzeć na nią jak na istotę, która - w pewnym
sensie - padła ofiarą mego okrucieństwa. Judytą zaś, po­
nieważ wiele w niej było zwiędłego i jakby wyjedzonego”,
s. 130.
26 Tamże, s. 76
27 Tamże, s. 84
28 Tym właśnie, przypominającym początek Boskiej kome­
dii, „dantejskim” (Nel mezzo del camin di nostra vita) zda­
niem rozpoczyna się pierwsze wydanie Wieku męskiego.
29 Tamże, s. 120
30 Tamże, cytaty pochodzą ze stron 120-123.
31 Tamże, s. 168
32 Tamże, s. 168-169
33 W pewnym zapisie z Wieku męskiego stwierdza wprost:
„kobieta to dla mnie zawsze - mniej lub więcej - Medu­
za”, s. 124
34 Leiris wspomina co prawda o „patriotycznym geście” Ju­
dyty, ale nie wyciąga z tej obserwacji żadnych wniosków.
35 Nie jest rzeczą przypadku, że w tradycji chrześcijańskiej
czysta i cnotliwa Judyta staje się prefiguracją Maryi, a cy­
towana wcześniej modlitwa dziękczynna wchodzi
w skład modlitw brewiarzowych.
36 Tamże, s. 153
37 M. Leiris, Operratiques, Paris 1992, s. 118-119
38 U. Eco, Interpretacja i nadinterpretacja, red. S. Collini,
przeł T. Bieroń, Kraków 1996
39 Eco, jak to ma w zwyczaju, mocno ustawia sobie prze­
ciwnika, zresztą całe jego rozumowanie wsparte jest na
pewnych przesłankach, które bynajmniej nie są wolne
od arbitralnych postanowień. W tej kwestii por. M. P.
Markowski, Interpretacyjne rECOlekcje, „Znak” nr 499:
1996, s. 128-135.
40 M. P. Markowski, Interpretacja i literatura, „Teksty dru­
gie” nr 5 (70): 2001, s. 57; rozstzrzelony druk - M. P. M.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7560" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7539">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b67c2bc90e646523a83e2dd6e634ad3f.pdf</src>
        <authentication>1dc7e42e754a79401a259a1758afb3a0</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90219">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6392</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90220">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90222">
                <text>2007</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90224">
                <text>Leiris, Michel (1901-1990)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90226">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5965</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90228">
                <text>Dusza / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90230">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4 ; s.35</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90233">
                <text>Baranowska, Małgorzata</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90235">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90237">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90239">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90241">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90242">
                <text>MICHEL LEIRIS

Michel Leiris

L’âge d’homme

Dusza

Pierwsze moje spotkanie z pojęciem nieskończono­
ści zawdzięczam puszce holenderskiego kakao, pod­
stawie mych śniadań. Jedną ze ścianek tej puszki zdo­
bił obrazek rumianej i apetycznej chłopki
w koronkowym czepcu, okazującej z uśmiechem takąż
puszkę, zdobną tymże obrazkiem i trzymaną w lewym
ręku. Doznawałem zawrotu głowy, wyobrażając sobie
nieskończony ciąg obrazków przedstawiających niezli­
czoną ilość razy wciąż tę samą Holenderkę, która
zmniejszając się coraz bardziej, ale - teoretycznie - ni­
gdy nie mogąc zniknąć, przyglądała mi się kpiąco, po­
kazując swą podobiznę na puszce kakao, takiej samej,
na jakiej była namalowana.
Nie jestem daleki od myśli, że w to pierwotne pojęcie
nieskończoności, nabyte w wieku lat około dziesięciu (?),
wmieszał się czynnik mętny nieco i podejrzany: było coś
oszałamiającego i wprost nieuchwytnego w tej młodej
Holenderce, powtarzanej w nieskończoność, jak pomno­
żone być mogą w nieskończoność frywolne igraszki, od­
bite przez przemyślnie ustawione lustra buduaru.

Okładka jednego z francuskich wydań Wieku męskiego.
Lucas Cranach Starszy Judyta i Holofernes,
Kunsthistorisches Museum, Wiedeń.

nie wzrasta, a wreszcie część masy oddziela się pod po­
stacią pierścienia, jak to miało miejsce z Saturnem.
To upodobnienie duszy do paluszka czy też do na­
leśnika na Gromniczną, również przekłutego przez
środek - polegało, jak mi się wydaje, na wierze w ist­
nienie substancji mej duszy, której nie umiałem sobie
wyobrazić inaczej niż jako ciała stałego, zbudowanego
jednak z czegoś niezbyt gęstego, o dość nieregularnym
kształcie - ciała zagnieżdżonego może w zachyłku
czaszki, ale lotnego i nie-ważkiego jak ptaszki (palu­
szek) lub nietoperze (naleśnik miękki i rozłożysty jak
skrzydła nietoperza, przewracany na patelni, w czerni
pieca, w gęstym dymie i sadzy, wydaje się niezdarnie
lecieć - tak jak polatują te przykre nocne ssaki).

Nieco później, gdy chodziłem już do szkoły i wie­
działem coś niecoś o kosmografii, miałem o duszy na­
stępujące wyobrażenie, o którym skądinąd wiedzia­
łem, że było czystą fantazją. Było ono niemniej
nierozerwalnie związane z myślą o tym pojęciu: prze­
kłute na wskroś długim drutem suche ciasteczko, ro­
dzaj paluszka, które się wtyka między pręty klatki, aby
służyło za pokarm ptaszkom.
Jest bardziej niż prawdopodobne, że obrazu tego
dostarczyło mi doświadczenie, podane w pierwszej
książce do geografii, które przytaczam tu tak, jak je za­
pamiętałem, nie troszcząc się zbytnio, czy cytuję do­
kładnie, czy nie. W plamę oliwy, wlanej do płynu,
wbijamy igłę i wprawiamy ją w szybki ruch obrotowy;
wciągnięta weń kropla, najpierw niemal kulista, pod­
dana działaniu siły odśrodkowej, ulega nieznacznemu
spłaszczeniu. Dzięki temu zjawisku możemy zrozu­
mieć, że to samo stało się z ziemią, która nie jest cał­
kiem kulista, ale nieco odkształcona, podobnie jak
kropla oliwy, pod działaniem obrotu wokół osi biegu­
nów. Gdy ruch obrotowy igły wzmaga się, odkształce-

za: Wiek męski, przeł. Teresa i Jan Błońscy, PIW War­
szawa 1972, s. 30-31

34

�MAŁGORZATA
BARANOWSKA

11 V 1980
Niedawno w pałacu prawdziwym - nie wiadomo,
czy pałace wystawiane na zwiedzanie przez turystów
można nazwać prawdziwymi - w pałacu w stylu fran­
cuskim, wersalskim, wymyślnie ogrodowym, letnim,
bourbońskim, w pałacu, który dopiero co opuściła py­
cha Franco, w pałacu w La Granja przeżyłam znowu
to olśnienie dziecinne nieskończonością lustra. W do­
datku to tylko sztuczka architekta. W długiej, ale zno­
wu niezbyt imponująco długiej, amfiladzie pokojów
drzwi zostały przybrane firankami, tyle. A jednak to te
firanki są najważniejsze, zostały tak podwiązane i uło­
żone, że tworzą tunel lustrzany, w dodatku mącąc zu­
pełnie nasze przyzwyczajenia. W lustrze wszystko za­
czyna się od nas i my przeważnie możemy zbliżyć się
tylko lub oddalić od tafli, jeśli nie jesteśmy Alicją, nie
wejdziemy w pociągające nas przestrzenie. A tutaj każdy pokój inny, bogaty, ubrany, zbiór zegarów, figur,
boazerii, kwiatów, waz, stołów, ach, i żyrandole, to
one rozświetlają nasze posuwanie się w oszałamiają­
cym zimnie - pałac to letni, więc nie ogrzewany
w mrozy zimowe, żyrandole dopiero prześwietlając
podwiązane w drzwiach firanki, dają im życie ułudy.
W lustrze na końcu i na początku spotykamy tylko
nas, a tu w pierwszym skrzydle pałacu, w pierwszym
ciągu ułudy wzroku spostrzegam nagle, że biała W e­
nus, którą widzieliśmy już od wejścia, zbliża się niepo­
kojąco i lądujemy u jej stóp, ale mimo że przecięła nie­
skończone perspektywy i skupiła je na swym pępku,
daje się ominąć. Dalej, zakręcając, wplątujemy się
w nowe dziwo, przekraczamy perspektywę.
„Zakręcając”, toż ja całe dzieciństwo, całe życie
marzyłam, żeby raz chociaż przekroczyć możliwość
i wejść, zakręcić w tunelu lustrzanym. Moja miłość do
obrazów Piranesiego i Eschera ma w tej tęsknocie nie­
wątpliwe źródło.
Zakręcić i sprawdzić, doznać, przeżyć. Niech się
wyjawi, czy to tunele tęczy, czy grząskie przestrzenie,
w które wciąga Król Olch. Niech się zdecyduje za za­
krętem, czy zwycięży nadzieja, a jeśli zobaczę czarne
słońce? Niech tak będzie, niech zobaczę, niech pozbę­
dę się niepewności życia, to jest nie zaspokajanej ni­
gdy tęsknoty poznania.
Król buduje sobie pałac z zakrętami w ułudnej
przestrzeni i w dodatku w głównym skrzydle per­
spektywa „zaczyna”? „kończy się”? lustrem, tak, ar­
chitekt na żołdzie króla Hiszpanii spełnił przed mym
urodzeniem moje najtajniejsze marzenie. I pomy­
śleć, że zrobione to było niby tylko, żeby nadążyć za
pychą władzy, żeby ułudnie powiększyć pałac, żeby
bardziej był podobny do Wersalu, do tej pustej,
strasznej i imponującej landary. Tak. Jak nie wersal­
ska sala lustrzana, to chociaż system firanek. A czy
dla architekta, może dla króla nawet, miały firanki
znaczenie tajemnicze, swoją alchemię przestrzeni?
Miały?

Dusza

14 V 1980
Toaletka, słoń, a teraz nawet kotek - przedmiot-mebel, przedmioty-zabawki. Najpierw odkrycie siebie-przedmiotu, potem odkrycie tajemnicy przedmiotu-nie-siebie. N a tym się zakończyło. Później nie
siebie do przedmiotów, lecz przedmioty do siebie
usiłowałam przyrównać. Opierały się, kanty miały,
nic nie mówiły, nawet lalka. Nie lubiłam jej specjal­
nie za niemość, za zimną twarz, ładna była i głupia,
lepiej było się bawić kafelkami, cegłami, kocami,
maszynką elektryczną, najtrudniej było dotknąć
karbidówki, chowali, wieszali wysoko, mury były
ciekawe, wióry, deski sosnowe, klocki, ale już nie
było toaletki, i słoń przecież był cudzy. Chyba wtedy
dowiedziałam się o duszy.
Odtąd wplątałam się w nieskończone wzloty,
upadki, rojenia, skoki, wchodzenia po zgęszczonych,
rosnących schodach złudnych perspektyw. Miałam
trzy lata i nie wiedziałam, co z nią począć. Nie dawał
mi spokoju dualizm, a w nim najbardziej posiadanie.
Jeśli ciało ma duszę, to czy dusza ma ciało? Od począt­
ku byłam przekonana o jej prymacie nad ciałem. Wy­
obraziłam sobie, że coś ulotnego, tajemniczego, do
którego trzeba było aż trzech lat, żeby to odkryć, całe­
go życia trzeba było, musi być ważne i pierwsze. W ła­
ściwie dusza była jeszcze tylko pojawiającym się, intry­
gującym pojęciem. Miałam ochotę jak najszybciej
pożreć je wszystkimi siłami intuicji i zmysłów, ale
opierało się.
za: Pamiętnik mistyczny, Gdańsk 1998, s. 8-10 i 13

35

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7556" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7536">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b082e1455c2e4e3bdf8986be46682677.pdf</src>
        <authentication>8b1ce844a481ef9f5130442c6d53c552</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90162">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6394</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90164">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90166">
                <text>2007</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90168">
                <text>Leiris, Michel (1901-1990)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90170">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5967</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90173">
                <text>Metaforyczny realizm Michela Leirisa / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90176">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4 ; s.8-55</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90178">
                <text>Leiris, Michel</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="90180">
                <text>Dżurak, Ewa (tł.)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90182">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90185">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90187">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90189">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90193">
                <text>JAMES CLIFFORD

Surréaliste z 1925 roku. Sam jego tytuł stanowi najlep­
szy przykład stosowanej przez autora metody: Glossaire:
j ’y serre mes gloses (Glosariusz: zamykam tu moje glosa...
albo bardziej w duchu prowadzonej gry: Glosariusz: glos
moich urna) . Słowo, które ma być „zdefiniowane” glos­
saire zostaje rozbite na dwie części: pierwsza sylaba
„glos”skłania się ku „glose” (glosa, krytyka, refleksja,
objaśnienie), podczas gdy druga „saire” zmienia się
w „serrer” (ścisnąć, zatrzymać, zamknąć). Połączone
w nowej definicji sylaby objaśnianego wyrazu tworzą
osobisty słownik Leirisa, zbiór zaskakujących poetyc­
kich zwrotów i skojarzeń opartych na grze słów.
Pięćdziesiąt lat później Langage tangage z uporem
stosuje tę samą metodę. Tytuł zdaje się mówić „Język
cię oplątuje” (langage t’engage) jednocześnie utożsa­
miając język z „impregnowaniem” czy „smołowaniem”
(tangage) statku czy samolotu. Jeżeli jesteśmy przez
słowa zaangażowani, zobowiązani, zmienieni, wprowa­
dzeni w określony stan, i naprowadzeni na pewne tro­
py, to także, sugeruje Leiris, możemy przekroczyć albo
odwrócić oficjalne formy i znaczenia, kształty i artyku­
lacje. Każde przesunięcie słowa langage (tangage, t’en­
gage) jest wynikiem pojedynczej, drobnej zmiany. Wy­
starczy zaledwie małe przejęzyczenie fonemu albo
przesunięcie znaku graficznego, by zapoczątkować po­
nowne tworzenie słownika, przemieszczanie znaczeń.

Metaforyczny realizm
Michela Leirisa

Oeuvre - verrou?
zeszłym roku Michel Leiris opublikował su­
plement do słownika idiosynkratycznego,
którego prowadzenie rozpoczął w la­
tach 20., w okresie fascynacji surrealizmem. Langage
tangage składa się z sześćdziesięciu stron zawierających
słowa z osobliwymi definicjami, za którymi następują
chaotyczne rozważania na temat życiowej manii wyłu­
skiwania słów z ich semantycznych przegródek i pro­
wokowania nowych sensów opartych na brzmieniu wy­
razu albo na jego szczególnej formie graficznej.
Pierwsza część słownika ukazała się w La Révolution

W

Michel Leiris w górach Gran Sierra na Kubie, 1967. Fot. Lutfi Ozkok.

48

�James Clifford • METAFORYCZNY REALIZM MICHELA LEIRISA

Ów ostatni „suplement” do życiowego glosariusza
osiemdziesięciopięcioletniego Leirisa jest sam w sobie
objaśniony jako wielofunkcyjna forma wróżenia i jako
zwykły tik głośni (Souple mantique et simples tics de glot­
te —en supplement).
W czasie całej swej kariery Leiris traktował język
z pasją, język pociągał go i wabił - język jako wyprawa
odkrywcza i pętająca sieć, jako kołyszący się okręt
własnego ja, albo chwiejny, wiszący most łączący z in­
nymi. Niektóre z jego prac, jak Glossaire i większość
jego wierszy, powstały i oddziaływują na zasadzie gry
słów i języka stworzonego do celów osobistych; są
praktycznie niemożliwe do przetłumaczenia. Pozostałe
mogą być przybliżone w angielskim, a nowe tłumacze­
nia dają dość reprezentatywny przegląd ogromnego
i ciągle zmieniającego się dzieła Leirisa. Należy jednak
powiedzieć od razu, że żaden fragment nie oddaje
sprawiedliwości skrupulatnej, mrówczej pracy autora
niemal dosłownie wpisującego siebie samego w istnie­
nie - lawirującego przez sny, idee, wspomnienia, bie­
żące wydarzenia, moment pisania... poszukującego
osobistego kosmosu w ziarnku piasku, w sylabie, albo
w strzępie piosenki. Proces ten można prześledzić naj­
lepiej w niezrównanie powolnym tempie La Règle du
jeu, czwartym tomie powstałym podczas trwającego
trzydzieści pięć lat przedsięwzięcia, w którym Leiris
opracowuje w szczegółach nie tyle swoje autobiogra­
ficzne „życie”, ile „savoir-vivre”, wyższy poziom bytu
i osobistą etykę (La Règle du jeu: reguły gry/ reguła Ja ) .
Możemy tu zacząć tworzyć sobie obraz misternego za­
mierzenia Leirisa.
Zbiór tekstów publikowany w „Sulfur”1 zawiera
eseje, sny, etnografię, teksty na tematy erotyczne, kry­
tykę sztuki i fragmenty z kontynuacji La Règle du jeu
(gra trwa dalej). Wybór i zestawienie tekstów ma na
celu oddanie zróżnicowania i zilustrowanie procesu
tworzenia niezwykłego dzieła, pokazując jego otwarcie
na kulturowe, historyczne i międzyludzkie wpływy. Jak
sugeruje Edmund Jabès w swej medytacji na temat Le­
irisa, każde zaangażowane pisanie o sobie kończy się
bezbronnością wobec innych. Zycie przeżywane tak
intensywnie poprzez pisanie, jak w przypadku Leirisa,
oznacza oddanie władzy czytelnikowi. Poczucie bez­
pieczeństwa nie istnieje, pisanie nie osiada w stabil­
nym dialogu. Wciąż na nowo w procesie pisania Leiris
odkrywa odstręczający i fascynujący fakt, z którym po
raz pierwszy stanął twarzą w twarz w dzieciństwie: „jak
wyartykułowany, wypowiedziany język, pajęcza tkan­
ka moich związków z innymi wyszła poza mnie, wysta­
wiając swe tajemnicze czułki we wszystkich kierun­
kach”. Nieustanna oscylacja pomiędzy „wewnątrz”
i na „zewnątrz”, pomiędzy własnym ja i obcym jest si­
łą konstytuującą twórczość i dzieło Leirisa. Choć kon­
centruje się on na sobie, jako na jedynym temacie,
o którym może pisać szczerze i otwarcie, to powstaje
efekt rozszerzania „subiektywnego” obszaru, by za­

wrzeć wszystko, co prowokuje i rzutuje na własne
słowne wypowiedzi: kultury egzotyczne, które badał
jako etnograf, walki polityczne, w które był wmiesza­
ny, liczne głębokie przyjaźnie z pisarzami i artystami,
które wplatają się w jego pisanie.
Żadna reprezentacja „dzieła” nie oddaje owej su­
biektywności rozumianej bardziej jako proces nie jako
produkt, pisanie raczej niż sam tekst. Problem, które­
go autobiograf nie jest w stanie uniknąć (temu, który
nadaje kształt „życiu”, umyka chwila obecna, życie to­
czące się w teraźniejszości), obraca wniwecz także każ­
dą próbę sprawozdania z twórczości autora. W wywia­
dzie na krótko przed śmiercią Michel Foucault
wypowiedział się na temat pojęcia dzieła (zapytany
o swą pierwszą książkę poświęconą Raymondowi Rousselowi): „...ktoś, kto jest pisarzem, nie tworzy swego
dzieła tylko w książkach... jego głównym dziełem jest
ostatecznie on sam piszący owe książki”.2 Tym, do cze­
go zmierza Leiris, poprzez przykładny szereg prac, za­
równo do analizy, jak i do odegrania w życiu, jest życie
powstające w pisaniu. N a ostatnich stronach Langage
tangage przyznaje się do uczucia czułości wobec wła­
snych opublikowanych książek, uczucia przypominają­
cego przywiązanie dziecka do starych zabawek. Ale
jest „prawie wyłącznie zaabsorbowany pracą bieżącą tę, która mi udowadnia, że ciągle jeszcze żyję, zdolny
do układania szeregów mniej lub bardziej sensownych
z d a ń .”

PARADIS - pure idée (ou parodie)
Urodzony w 1901 roku w Paryżu Leiris dorastał
w dobrze sytuowanym, mieszczańskim domu. Jego oj­
ciec był drobnym bankierem, którego jednym z klien­
tów i zarazem przyjaciół był ekscentryk Raymond Rous­
sel. Życiowa miłość Leirisa do teatru, a szczególnie do
opery, zaczęła się w dzieciństwie, przywiązanie to widać
wszędzie w jego pismach. Jego dzieło przepojone jest ob­
razami teatralnych dekoracji, kostiumów (włącznie z je­
go własną potrzebą, by się „dobrze” ubierać), tremą sce­
niczną oraz cudowną sztuką spektaklu. Wśród sztuk
teatralnych, które zrobiły wielkie wrażenie na Leirisie
w wieku chłopięcym, była sztuka Roussela Impressions
d’Afrique z 1911-12 roku, hermetyczna i wystawiona
z przepychem egzotyka. Później zaprzyjaźnił się z auto­
rem, którego w 1922 roku zaczęli doceniać niektórzy
surrealiści. W odpowiedzi na list wychwalający ostro
potępioną sztukę Locus Solus Leiris otrzymał list od
przyjaciela ojca zaczynający się od słów: „Dziękuję ci
mój drogi Michelu za twój pełen zainteresowania i zaj­
mujący list. Widzę, że podobnie jak ja wolisz królestwo
Pojęć od królestwa Rzeczywistości”.3
Leiris zaczął studiować chemię. Szybko jednak
uległ czarowi M axa Jacoba, którego złowieszcze
ostrzeżenia na temat życia poety powiększały tylko
żarliwy zapał młodego człowieka. W Café Savoyarde
na Montmartrze grupa dadaistów i surrealistów, pisa­

49

�James Clifford • METAFORYCZNY REALIZM MICHELA LEIRISA

rzy i artystów, regularnie zachodziła do Jacoba, i to
tam właśnie Leiris spotkał swych dozgonnych przyja­
ciół André Massona i Joana Miró. Regularnie odwie­
dzał ich pracownie na ulicy Blomet. Szczególnie M as­
son zachęcał go do pisania, ilustrując pierwsze jego
teksty. Poprzez Miró, Leiris poznał Picassa, z którym
zadzierzgnął znajomość na całe życie. Spotkał tam tak­
że Daniela-Henry’ego Kahnweilera, wpływowego
marszanda kubistów, który został szwagrem Leirisa
i zamieszkał w jego domu.. Jego bezcenna kolekcja
i galeria, podczas drugiej wojny światowej przekazana
Leirisowi i jego żonie w celu uniknięcia konfiskaty ja­
ko własność żydowska, stanowiła potem rdzeń Galérie
Louise Leiris, ważnej instytucji sztuki w okresie powo­
jennym. Przez wiele lat Kahnweiler i Leirisowie dzieli­
li duży apartament nad Sekwaną w pobliżu Pont Neuf.
Poprzez Massona Leiris przyłączył się do grupy surrealistów, ale trzymając pewien dystans od jej centrum
tworzonego przez Bretona, Eluarda, Soupaulta i resztę
(Leiris zawsze trzymał się na obrzeżach organizacji, po­
zostając jednak niezwykle lojalnym wobec przyjaciół).
W 1925 roku, raczej w nietypowy dla siebie sposób zo­
stał chwilowym bohaterem na słynnym surrealistycz­
nym bankiecie na cześć Saint Pol Roux, wykrzykując
antyimperialistyczne hasła z górnych okien, a potem
schodząc we wrogi tłum, gdzie został aresztowany i spo­
niewierany przez policję.4 Ale takie publiczne popisy
prawdziwie surrealistycznych zachowań stanowiły ra­
czej rzadkość. W latach 20. Leiris zajmował się poezją
i testowaniem granic swych własnych, niepokojących
go pragnień. Świat obsesji seksualnych, fetyszów, bur­
deli i nieokiełznanego nocnego życia jest przywoływa­
ny z pewnym odrętwiałym liryzmem w Wieku Męskim.
Jako dobry surrealista Leiris notował swoje sny oraz
eksperymentował z pisaniem automatycznym. Rozpo­
czął swój Glossaire i napisał trzy mniej lub bardziej sur­
realistyczne „narracje”: Le point cardinal, Grande fuite
de neige i Aurora. Owe oniryczne sekwencje rozwijały
przeobrażenia nazw i wyrażeń, zajmowały się zawoalowanymi fragmentami rozbitego własnego ja postrzega­
nymi fetyszystycznie jako „schadzka części ciała”.
Wpływ Nervala jest tu wyraźny, tak samo jak magicz­
na czy alchemiczna wizja języka wywiedzionego ze zróż­
nicowanych źródeł okultystycznych i egzotycznych.
Obok surrealistycznych narracji opartych na snach
Leiris prowadził śmiertelnie poważny rejestr swych
rzeczywistych snów, traktowanych nie jak okultystycz­
ne objawienia, ale jako pisanie na jawie. Zebrane zo­
stały w 1945 roku w tomie pod tytułem Nuits sans nu­
it et quelques jours sans jour (przełożone jako Nights as
Day, Days as Night), którego rozszerzone wydanie uka­
zało się w Stanach w 1965 roku. Jak Richard Sieburth
pięknie zauważa, szczególny stosunek Leirisa do snów
współbrzmi z jego rosnącą podejrzliwością wobec egzo­
tyki. Unikając fantastycznych interpretacji snów, jakie
spotyka się u wielu innych surrealistów, Leiris klarow­

ny, przejrzysty, niemal „obiektywny” stosunek do (onirycznej) powszedniości.
Leiris znalazł się wśród wczesnych uciekinierów od
surrealizmu podczas rozłamów w późnych latach 20.
W 1929 roku opuścił surrealistyczne łono wraz z Artaudem, Queneau oraz innym bliskim przyjacielem
i ważnym współpracownikiem Georges’em Bataille’em. Z tym ostatnim spotkał się w 1924 roku i od ra­
zu znalazł wspólny język, a przez następne dwie deka­
dy uzupełniali wzajemnie swoje poszukiwania na
temat transgresji, ofiary, sacrum, nieczystości i róż­
nych from gaucherie. Dedykowali sobie nawzajem swo­
je najważniejsze książki na temat seksualności: Ero­
tyzm oraz Wiek męski. W latach 20. obaj zajmowali się
egzotyką, poszukując wśród Azteków (Bataille)
i w Afryce (Leiris) alternatyw dla panującego ideali­
zmu zachodniej „Cywilizacji” .
W latach 20. źródłem objawienia bliżej domu stał
się jazz. Leiris, podobnie jak inni przedstawiciele po­
kolenia, nie umiał się oprzeć jego pozornie wyzwolo­
nemu rytmowi i czystej teatralnej obecności. Ray­
mond Roussel nie miał racji, twierdząc, że Leiris
przedkładał krainę „Pojęcia” nad sferę „Rzeczywisto­
ści”. W istocie Leiris był rozdarty pomiędzy dwie skraj­
ności, a dzieło jego życia było niekończącą się i niedo­
skonałą próbą rzucenia pomostu nad przepaścią
pomiędzy nimi. Głęboka tęsknota za ludzkim „kontak­
tem”, za „prawdziwym” doświadczeniem i erotycznym
zaspokojeniem była nieustannie powstrzymywana
przez uczucie daremności - ostrą świadomość bycia
skazanym na świat jawiących się fantazmów i podo­
bizn, abstrakcyjnych, idealnych substytutów pożąda­
nych obiektów. Reakcją Leirisa, odmiennie niż Roussela, nie było zamknięcie się w świecie czystej
koncepcji, poddanie się surowym regułom kompozycji
i praca skupiona tylko nad ich efektami. Choć podzie­
lał upodobanie Roussela do profetycznego operowania
językiem i podobnie jak Bataille wierzył, że nie istnie­
je wolność poza regułami i ograniczeniami, to nie­
ustannie próbował przecisnąć się „przez” otwory od­
dzielającej go od życia siatki. Ożenił się w 1926 roku,
tworząc związek często naznaczony ambiwalencją.
(Pomimo to małżeństwo przetrwało przez sześćdziesiąt
lat). W 1929 roku ogarnięty poczuciem bezcelowości
i w stanie poważnej depresji poddał się psychoanalizie,
która trwała do 1931 roku. Potem rzucił się do Afry­
ki. Być może tam miał nadzieję znaleźć ów bezpośred­
ni ludzki kontakt, „świeżość”, jakiej brakowało w ze­
psutej Europie.
W latach 1929 i 1930 Leiris współpracował z dysydenckim pismem surrealistycznym redagowanym przez
Bataille, które łączyło sztukę, krytykę kulturową i etno­
grafię.5 Współpraca z „Documents” pozwoliła mu na­
wiązać kontakt z etnologami, z Marcelem Griaule, Pau­
lem Rivetem i Georges-Henri Rivièrem (główny
kontakt Leirisa w paryskim światku jazzowym, który ra­

50

�James Clifford • METAFORYCZNY REALIZM MICHELA LEIRISA

skłonności - przestawia i wytrąca z równowagi w taki
sposób, że nie traci ona nic na swej bezpośredniości.
Czyż nie jest lepiej, zamiast podróżować w poszukiwa­
niu egzotyki, niemal nie wiedząc gdzie jesteśmy, spoj­
rzeć odmiennie (oddalić, egzotyzować) na to bliskie i co
znamy, zbyt dobrze? Podsumowując, odwrócić ruch
w kierunku przeciwnym do egzotyki - nie oddalać się
od znanych brzegów do obcych krain, ale gwałtownie
zmusić to, co znane do skierowania się w stronę obce­
go. Instrumentem tej operacji jest język...”9
Ale odwrotnie niż Queneau - etnograf/onirygrafer
przedmieść - Leiris ciągle czuł przyciąganie rzeczywi­
stości innej niż zachodnia. Był głęboko podejrzliwy
wobec europocentryzmu. Badania etnograficzne za­
wiodą go ponownie do Afryki i na Karaiby - tym ra­
zem nie będzie jednak miał złudzeń, że możliwa jest
ucieczka. Ale dopiero po drugiej wojnie światowej,
wraz z nasileniem się ruchów antykolonialnych po­
nownie wyruszy w dalekie podróże.
Pod koniec lat 30. zwrócił swą uwagę na zjawiska
znajdujące się blisko, zakładając wraz z Bataille’em i Rogerem Caillois instytucję niezależną i o krót­
kim żywocie - Collège de Sociologie.10 Zamiarem owej
alternatywnej do akademickich nauk społecznych in­
stytucji było wprowadzenie „egzotycznych” tematów,
takich jak ofiara, i świetość, do rozważań nad teraźniej­
szością. Głównym wkładem Leirisa do dorobku
Collège’u (zanim zrezygnował gnębiony skrupułami
z powodu zbyt luźnych standardów dowodowych i nie­
bezpieczeństwa stworzenia koterii) był esej Sacrum
w życiu codziennym. W tym przejściowym tekście, wiele
wątków kontynuowanych później w La Règle du jeu zo­
staje poddanych analizie jako składniki osobistego
„sacré”. Przedmioty o niezwykłej sile przyciągania i na­
sycone mocą (rewolwer ojca), niebezpieczne rejony (tor
wyścigowy), miejsca obłożone tabu (sypialnia rodzi­
ców), miejsca sekretne (toaleta), słowa i wyrażenia
0 specjalnym magicznym wydźwięku - tego typu mate­
riał wywoływał „owo dwuznaczne nastawienie związane
ze zbliżaniem się czegoś jednocześnie pociągającego
1niebezpiecznego, respektowanego i odrzuconego, mie­
szanina szacunku, pożądania i przerażenia które można
potraktować jako psychologiczny znak świętości.11
W L ’Afrique fantôme Leiris ostro kwestionował
pewne naukowe rozróżnienia pomiędzy praktykami
„subiektywnymi” i „obiektywnymi”. Dlaczego, zastana­
wiał się, moje własne reakcje (sny, reakcje somatyczne,
itp.) są nieważnymi elementami „danych” odnotowy­
wanych podczas badań terenowych? W Collège de So­
ciologie mignęła mu możliwość etnografii, rygorystycz­
nej analitycznie i jednocześnie poetyckiej, skupionej nie
na obcym, ale na własnym ja, z jego szczególnym syste­
mem symbolicznym, rytualnym i topografii społecznej.
W miarę jak owe badania przybrały pełniejszą formę
we wczesnych latach 40., w Biffures, analogia z nauka­
mi społecznymi stała się mniej jasna. Ale pomost po­

zem z Rivetem odegrał kluczową rolę w reorganizacji
francuskich kolekcji etnograficznych i folklorystycz­
nych). Griaule zajmował się wówczas przygotowaniami
do ekstrawaganckiej wyprawy wzdłuż południowego
skraju Sahary, której celem były badania etnograficzne
i gromadzenie zbiorów muzealnych. Zaoferował Leirisowi miejsce w ekspedycji Dakar - Dżibuti. Ten nie zawa­
hał się, skorzystał z nadarzającej się okazji, a swoje do­
świadczenia nabyte podczas prawie dwuletnich badań
terenowych (w osadach Dogonów w Sanga (wówczas
na terenie francuskiego Sudanu) oraz w Gonderze
w Etiopii) notował w niezwykłym dzienniku L ’Afrique
fantôme.
Autor L ’Afrique fantôme tak podsumowuje afry­
kańskie doświadczenia: „Garść przygód, badania, po­
czątkowo ekscytujące, które jednak szybko okazały się
zbyt nieludzkie, by przynosić satysfakcję, nasilająca się
obsesja erotyczna, oraz wzrastająca emocjonalna próż­
nia. Pomimo obrzydzenia, jakie czuje do ludzi cywili­
zowanych i dla życia w wielkich miastach, pod koniec
podróży pragnie powrotu”.6 Doświadczenie pozwala
Leirisowi na powrót do siebie samego. Nie ma uciecz­
ki, nie ma autentycznego kontaktu z Afryką, istnieją
tylko egzotyczne fantomy. W końcu w trakcie badania
kultu opętania w Etiopii wyrzuca z siebie; „Wolałbym
raczej sam być opętany, niż badać opętanych!”.7 Wra­
ca do Europy i do, jak to nazwał J.-B. Pontalis, swej
„niekończącej się psychoanalizy”, w celu już nie tyle
ucieczki, ile - czegoś odmiennego od psychoanalizy do rozliczenia się ze sobą w pisaniu.8 Książka L ’Afrique
fantôme opublikowana w 1933 roku, zapoczątkowała
długotrwały i powiązany z innymi projekt Leirisa pole­
gający na tworzeniu autoportretu i analizy siebie.
W połowie lat 30. stworzył perwersyjne Bildungsge­
schichte, „Podróż od dzieciństwa do Surowego Zakonu
Męskości”, Wiek męski. W tym samym czasie nie prze­
stał zajmować się naukami społecznymi, jak zwykle
z obrzeży, uczęszczając na seminaria Marcela Maussa
i Maurice’a Leenhardta, publikując artykuły na temat
swych afrykańskich badań i pracując, z przerwami,
nad swoją dysertacją La langue secréte de Dogon.

RHÉTORIQUE - érotique
Leiris kontynuował uprawianie nastawienia „etno­
graficznego”. Ale nie poszukiwał już „obcego” czy po­
czucia inności w miejscach romantycznej ucieczki, ani
w odrębnych przedmiotach badania naukowego. Owo
poczucie było raczej efektem poświęcenia szczególnej
uwagi temu, co znajdowało się blisko, pod ręką. Pisząc
o Raymondzie Queneau, przyjacielu i koledze surrealiście, Leiris tak opisywał owo nastawienie:
„Podstawą pracy Raymonda Queneau jest pisanie
prozy. Pisarz z niego mniej zapatrzony w „gdzie indziej”,
a bardziej, jak wyimaginowany podróżnik, krążący po
ścieżkach i objazdach, najbardziej przyziemnej rzeczywi­
stości, którą - jako artysta pozbawiony idealistycznych

51

�James Clifford • METAFORYCZNY REALIZM MICHELA LEIRISA

między autoportretowaniem i etnografią, wyraźny
w Sacrum w życiu codziennym był ciągle ważny. Analiza
kulturowa, doświadczenie i metody badań terenowych
ukierunkowały jego podejście do własnej subiektywno­
ści. Faktycznie, Leiris przeniósł pewne metody robienia
notatek, jakie stosował w Afryce, do dzieła autoportretowania.
Uporządkowanie naukowych zapisków zgromadzo­
nych podczas ekspedycji Dakar - Dżibuti zostało po­
wierzone Leirisowi. Prowadził dokładne notatki na
opatrzonych tytułami fiszkach, które można było skla­
syfikować, segregować i analizować. Korzystając z tego
afrykańskiego doświadczenia, zaczął gromadzić po­
dobne fiszki, które jak rzetelne notatki terenowe po­
krywały każdy znaczący aspekt złożonej rzeczywistości
(w tym przypadku, jego własnej subiektywności). Jego
notatki zawierały materiał, którego Malinowski nie za­
liczyłby do „imponderabiliów” rzeczywistego życia. Po­
nadto Leiris pamiętał, że najcenniejszą rzeczą, jakiej
nauczyła go psychoanaliza, pomimo późniejszego od­
rzucenia podejścia czysto psychologicznego, było do­
cenianie wartości, jaką Freud nadał, szczególnie
w Psychopatologii życia codziennego, nieistotnym, po­
zornie banalnym faktom.12 „Metoda” pisania Le Règle
du jeu polegała na metodycznym tworzeniu heteroge­
nicznej bazy danych:
„Mam ogromną, nieustannie powiększającą się te­
kę, gdzie notuję fakty, wspomnienia, czasami nawet
aforyzmy, pomysły, idee, rzeczy, które, jak mi się wy­
daje, z pewnym zażenowaniem, są dla mnie ważne
i powinny zostać wykorzystane w jakiś sposób, ale nie
wiem jeszcze, jak dokładnie zostaną użyte i co z tego
wyniknie”.13
W owej gigantycznej, wymagającej cierpliwości,
„grze fiszek” dochodzi do dopasowania („małżeń­
stwa”) pomiędzy podobnymi fiszkami albo fiszkami
mającymi podobnie znaczenie dla gracza. Układa się
je w stosiki, które ponownie skopiowane, z nieodłącz­
nymi skreśleniami, odsłaniają nieoczekiwane związki.
Nie ma ogólnego planu, zasadą gry jest przechodzenie
po kolei od fiszki do fiszki. Tylko wtedy, kiedy przej­
ście uznane jest za ostateczne, gracz posuwa się dalej.
W ten sposób końcowy tekst nie zostaje powtórnie
zredagowany, poprawiony raz jeszcze, by zgadzał się
z ogólnym tonem narracji czy analizy, ale zamiast tego
praca w swym ruchu, rytmie i manipulacji jest zapisem
samego procesu pisania - wróżenia albo porwania.14
Rezultatem jest obiektywny subiektywizm, realizm
oparty na faktach (nie ma tu nic zmyślonego, tylko
fakty ze sobą powiązane i zapisane) portretujący pro­
ces badawczy, który pamięta, odkrywa, łączy i porząd­
kuje. Język jest zawsze zarówno środkiem, jak i celem,
autonomiczną, refleksyjną rzeczywistością raczej niż
prostym sposobem przedstawiania czy wyrażenia.
Realizm Leirisa wyklucza konfabulacje. (Próbował
kiedyś napisać powieść, zanim powstał Wiek męski, ale

odkrył, że nie potrafi wymyślać postaci innych niż on
sam). W swej pracy etnograficznej także unika beletryzowania czy importowania oczywistych elementów „lite­
rackich”. W jego dojrzałym pisarstwie znajdujemy jedy­
nie poszukiwanie złożonej przejrzystości i właściwe
dokumentalistom poświęcenie uwagi faktom obserwo­
wanym, językowi i uczuciom. Owa uwaga jednocześnie
dokumentuje i dezorientuje, część realizmu, który po­
strzega „fakty” jako przedstawienia, zwrotnikowe spek­
takle albo spotęgowane, wycięte elementy (fetysze). Po­
dobnie jak sny z Nuits sans nuit, rzeczywistość prezentuje
się retorycznie. Jest rezultatem fiksacji, jednocześnie
obiektywnej i erotycznej. Rezultatem jest pisanie, jak za­
uważyła Simone de Beauvoir, zawsze charakteryzujące
się szczególną mieszanką liryki i oddalenia.
Obserwator uczestniczący z całych sił pragnie być
obecnym w teraźniejszości przy pomocy obiektywności.
„prosty zupełnie tył głowy, spadający pionowo jak mur
lub brzeg morza, typowe (jeśli wierzyć astrologom)
znamię osób zrodzonych pod znakiem Byka; wydatne
i nieco guzowate czoło z nadmiernie splątanymi i na­
brzmiałymi żyłami na skroniach... Oczy mam czarne,
zaczerwieniony zwykle rąbek powiek; cerę żywą; wsty­
dzę się przykrej skłonności do rumieńców i lśnienia
skóry. Ręce mam chude, dość włochate, z bardzo wy­
raźnymi żyłami. Moje palce środkowe, zgięte u końca,
zdają się zdradzać coś słabego lub chwiejnego w cha­
rakterze.” [Michel Leiris, Wiek męski wraz z rozprawą
Literatura a tauromachia, przeł. T. i J. Błońscy, PIW,
Warszawa 1972, s. 21]
W tym fragmencie otwierającym Wiek męski, ciało
Leirisa staje się odrębnym symbolicznym artefaktem,
okazją dla „onirygraficznego”opisu.15 Podmiot L ’Afrique
fantôme, Wiek męski, La regle du jeu, Nuits sans nuit i Le
ruban Au cou d’Olympia jest mniej bliskim czy prywat­
nym ja, wewnętrzną odsłoniętą duszą, a bardziej jest ro­
dzajem osobistej „kultury”, zbiorem znaczących artefak­
tów do połączenia, zrozumienia i ponownego opisania.

OPERA - ses appeaux, ses oripeaux et
son aura

Pisanie dla Leirisa staje się tym samym, czym sen dla
Nervala, „drugim życiem”. Ale jest to przytomna, przej­
rzysta praktyka w stanie czuwania, badania, w których
zakres włączone są sny (odarte z przywilejów metafizycz­
nych) wraz z różnorodnymi innymi kategoriami znaczą­
cych „danych”. Ponieważ do obszaru potencjalnych ba­
dań zalicza się także zawodowa praca etnograficzna,
podróże, przyjaźnie, codzienne doświadczenia i zaanga­
żowanie polityczne, pisanie Leirisa odzwierciedla napię­
cie pomiędzy dośrodkowym ciążeniem osobowego zaim­
ka „ja” a odśrodkowym przyciąganiem innych ludzi,
wydarzeń, historii. Leiris, jeden z najbardziej zajętych so­
bą pisarzy, jakich można spotkać w dowolnym okresie
i w dowolnym języku, nie jest jednak solipsystą. Ponie­
waż jego istnienie nie jest określone i ograniczone w fik­

52

�James Clifford • METAFORYCZNY REALIZM MICHELA LEIRISA

wewnątrz, druga na zewnątrz, jedna zaczyna się od
własnego ja, druga od innych ludzi. Leiris traktuje je
oddzielnie jako dwa różne obszary pracy, bo jeżeli zbli­
żą się do siebie za badzo, to efekt kwestionowania i od­
miany zostaje zagubiony. (Dzieło można potraktować
jako formę podróży). Ale oba rodzaje działalności są
częścią tego samego przedsięwzięcia. Podczas gdy po­
szukiwanie jednostkowego „savoir-vivre” nie może
wykluczać polityki i historii, tak samo etnografia, bez­
pośrednio skupiona na innych dostarcza modeli i ale­
gorii dla jego osobistej tożsamości. Co jest na szali
w obu przypadkach, to umykająca, trudna do uchwy­
cenia koncepcja „autentyczności”.
W pewnych idealnych okolicznościach zarówno
własne ja, jak i kultura będą znaczące i prawdziwe, bez
hipokryzji czy ograniczeń. Leiris nieustannie poszukuje
takiej właśnie sytuacji. Napotyka natomiast mediacje,
reguły, odgrywanie ról i unikanie wszędzie, zarówno
w swym własnym życiu, jak i w życiu grup społecznych.
Wizja Afryki w latach 20. zdawała się obiecywać praw­
dziwą bezpośredniość, spontaniczne emocje i kontakt.
Ale Leiris zostaje pozbawiony iluzji poprzez zetknięcie
się z rzeczywistością podróży, kolonializmu i abstrakcyj­
nych nauk społecznych, tak samo jak przez odkrycie
dwulicowości u Afrykanów, nawet tych pozornie „za­
traconych” w transie. Jego reakcja jest złożona. Przyj­
muje sztuczność w celu jej przekroczenia.
Podobnie jak Roussela, Queneau czy Duchampa,
pociągała go myśl, że stosowanie pewnych szczegól­
nych reguł jest jedyną drogą do osiągnięcia nowego
wyrazu ekspresji (spontaniczność i geniusz talent uzna­
wano za romantyczne mity). Ponadto, owo nastawie­
nie współbrzmi z zasadą erotyzmu Bataille’a, polegają­
cą na tym, że „zaspokojenie” zawsze zakłada brak czy
przemoc i że „wolność” jest zawsze zależna od ograni­
czeń, jakie gwałci (zasada potwierdzona, na poziomie
kulturowym, przez Maussa, który głosił w swych wykła­
dach, że tabu istnieją po to, by je łamać).17 Przyjmując
„zasady gry”, Leiris nie porzucił jednak poszukiwania
rzeczywistości, obecności istniejącej poza sztucznością.
Był uparcie, romantycznie oddany bezpośredniości,
spontaniczności i „poezji”. Nigdy nie przechodzi do iro­
nii, semiotyki i retoryki, choć odczuwa ich roszczenia
osobiście. Upiera się przy „naiwnym” poszukiwaniu au­
tentyzmu, ale autentyzmu zawsze osłabionego przez nie­
jednoznaczność, niedoskonałe wyrażenie, skrupuły
etyczne. Jest to paradoksalnie źródło pewnej siły, a na­
wet piękna. Jak mówił Philippe Lejeune, niezwykle po­
ciągająca w pisaniu Leirisa jest „nadzwyczajna siła pra­
gnienia, które nawet jeżeli to daremne, nie wyrzeka się
wyrazu, ale czuje się zmuszone do przedwczesnej
ucieczki, kiedy dyskurs, jednocześnie ostrożny i zu­
chwały, doprowadzony zostaje do rozpaczy, ponieważ
dotykać może prawdy ledwie powierzchownie”.18
W tym stanie trwale „udaremnionego” dostępu do
rzeczywistości Leiris apeluje do erotycznego fetyszy-

cji, ale jest otwarcie rozgrywane w społecznych proce­
sach języka i pisania, nieustannie konfrontuje on to, co
znajduje się poza jego osobą.
Leiris nie przestaje podróżować, pisać o sztuce afry­
kańskiej, o kultach opętania w Etiopii, o kontakcie
kulturowym, o polityce folkloru i etnografii. Po drugiej
wojnie światowej wyłania się z samotnej gry Biffures, by
służyć w państwowej komisji dla reform prawa pracy
w kolonialnej Afryce Zachodniej. Podróżuje na za­
chodnie Antyle i Haiti, gdzie razem z Alfredem
Métraux prowadzi badania nad religią wudu i kontak­
tem kulturowym. Zostaje przyjacielem Aimé Césaire
i rzecznikiem powstającego ruchu Negritude. Pracuje
w zespole redakcyjnym Les Temps Modernes, pisze dla
Présance Africaine, dla UNESCO na temat rasizmu
i zróżnicowania kultur. W nowej przedmowie do
L ’Afrique fantôme (1951), książki uznanej przez reżim
Vichy za wywrotową i spalonej, umiejscawia swój
dziennik z badań terenowych w złożoności postaw ko­
lonialnych, podkreślając jego przesadny estetyzm
i przybieranie pozy radykała. W tym samym roku, w ro­
ku 1950, tworzy L ’Ethnographie devant le colonialisme,
przejrzystą dyskusję na temat nauk społecznych nieod­
łącznie uwikłanych w nierówności imperialnych potęg.
La Règle du jeu zaczyna odzwierciedlać owe historyczne
„zewnętrzne” siły przyciągania. W tomie drugim, Four­
bis, Leiris łączy zgłębianie dziecięcych wspomnień, któ­
re dominowały w Biffures z niedawnymi podróżami
i zobowiązaniami politycznymi, sondując (nierozwiązy­
walny?) konflikt pomiędzy swoją potrzebą odczucia sa­
tysfakcjonującego doświadczenia poetyckiego i wyma­
ganiami walki politycznej. Trzeci tom Fibrilles, odnosi
się zarówno do publicznego doświadczenia podróży do
komunistycznych Chin w 1955 roku, jak i do osobiste­
go kryzysu i próby samobójczej.
Utrzymuje się bliski związek Leirisa ze światem sztu­
ki. Pisze teksty o Giacomettim, Miro, Massonie, Picas­
sie, Duchampie, Wifredo Lamie i Francisie Baconie.
Współpracuje w pracy nad esejami na temat dzieł Michela Butora, Queneau, Sartre’a, Roussela, Lévi-Straussa, Eluarda, Alfreda Métraux, Bataille’a, Cesaire’a prawie wszystkie owe teksty wyrastają z osobistych zna­
jomości. (Jego dzieło może być postrzegane jako luźna
sieć międzyludzkich związków). Bierze udział w majo­
wych demonstracjach 1968 roku, jak i w demonstra­
cjach na rzecz praw imigracyjnych robotników.16 Konty­
nuuje pracę w Musée de l’Homme na stanowisku
kuratora i badacza w Dziale Czarnej Afryki. Ustala się
jego codzienna rutyna: poranki w domu spędzane na
pracy literackiej, na Quai des Grands Augustins, popo­
łudnia spędzane na pracy etnologicznej w mieszczącym
się w suterenie biurze muzealnym. Zaczyna uważać ową
dzienną oscylację za symbol swego życia.
Związek autoportretowania i etnografii, relacja po­
między dwoma biegunami jego działalności pisarskiej
jest dla Leirisa kluczowy. Jedna działalność patrzy do

53

�James Clifford • METAFORYCZNY REALIZM MICHELA LEIRISA

zmu, „mitu” i do dyscypliny sceny. Fetysz to świecący,
naładowany znaczeniem obiekt albo chwila, wyjęty,
wycięty ze swego „całościowego” kontekstu. (Faktycz­
nie tworzy efekt całości). Jest zewnętrzem, urzeczowioną krystalizacją pożądania, czegoś dalekiego i cudow­
nie bliskiego, wymazującego przepaść pomiędzy
doświadczeniem zewnętrznym i wewnętrznym. Poczu­
cie erotycznej pełni powstałej poprzez przez fiksację na
fetyszu nie jest jednak wąsko ograniczone do doświad­
czeń seksualnych; daje poczucie głębokiej rzeczywisto­
ści najbardziej powszednim spostrzeżeniom i spotka­
niom. Dla Leirisa rzeźby Giacomettiego z mocą
ucieleśniają ową pełną napięcia obecność. W najnow­
szej kontynuacji La Règle du jeu, Le Ruban au cou
d’Olympia (Wstążka na szyi Olimpii), Leiris bada eks­
presyjną moc fetyszyzmu w wielu domenach pisania
i doświadczenia.
W podobny sposób Leiris używa słowa mit na ozna­
czenie dostępu do rzeczywistości, która nie jest racjo­
nalna i reprezentatywna, ale sugestywna i performatywna. Pośród źródeł dla tego rozumienia znajdują się
mityczne inwencje André Massona, wykłady etnogra­
ficzne Maurice’a Leenhardta na temat melanezyjskiego „żywego mitu”, nouveau roman, szczególnie pisar­
stwo Michela Butora i własne badania Leirisa na temat
kultów opętania w Etiopii.19 Badania prowadzone
w Etiopii są szczególnie wiele mówiące. W L ’Afrique
fantôme niepokoi Leirisa wyraźna nieszczerość widocz­
na w wielu przypadkach opętania, jakich był świad­
kiem. Ludzie wpadają w trans i z niego wychodzą jak
na dany znak, i „używają” swojego repertuaru duchów
(zâr genies) po prostacku, dla własnego pożytku - włą­
czając ekonomiczną eksploatację etnografa. A jednak
nie można zakwestionować psychicznej siły zar. W Pa­
ryżu lat 20. Leiris uważa trans (jak jazz) za uprzywilejo­
waną formę zapomnienia i zatracenia własnego ja, za
bezpośredni dostęp do nieracjonalnych i emocjonal­
nych mocy. Ale w Afryce wszystko wydaje się zaaran­
żowane i nieczyste. Leiris nie umie powiedzieć, kiedy
ktoś, z nim samym włącznie, jest naprawdę „szczery”.
Także w 1933 roku L ’Afrique fantôme kończy się roz­
czarowaniem. Dopiero w połowie lat 50. Leiris pogodzi
się z tym dwuznacznym doświadczeniem w monografii
La possession et ses aspects theatraux chez les Ethiopiens
de Gondar. Tutaj obecność mitycznych mocy zostaje
poddana analizie jako obecność „teatralna”, jako in­
tensywnie „przeżywany teatr”, gdzie sztuczność jest
środkiem służącym kontroli i tym samym staje się rolą.
Rzeczywistość transu jest zawsze do pewnego stopnia
zainscenizowana, ale jego zwodniczość - jak „sztuka”
wielkiego aktora - wytwarza niezaprzeczalną obecność,
rzeczywistość, jaka wykracza poza sztukę.
Pomiędzy rokiem 1933 w Etiopii a opublikowa­
niem książki na temat ducha opętania w 1958 roku
zainteresowania badawcze Leirisa przesunęły się
z Afryki na Karaiby. Niewątpliwie, ów drugi kontekst,

gdzie wszystkie tożsamości są hybrydami, są nieczyste,
gdzie nie istnieją ciągłe kulturowe korzenie i gdzie lu­
dzie historycznie musieli się sami określić i „wymyślić
swoją historię” - ułatwiło otwarcie etnografa na te­
atralną koncepcję autentyczności. Przesunięcie ak­
centów widoczne jest, na przykład, w ostatniej rozmo­
wie z Michaelem Haggertym na temat jazzu. Jazz
pociągał Leirisa nie tyle jako źródło transcendencji
i czystej emocjonalności (czym był dla niego w latach
20.), ale jako przykład kulturowej nieczystości i twór­
czego synkretyzmu. Widzimy tu istotny sposób, w jaki
jego etnograficzne badania i osobiste działania w koń­
cu się zbiegają. Poszukiwana przez Leirisa w La Règle
du jeu własna tożsamość nieustannie tworzona poprzez
tekst i retorycznie „odgrywana” znajduje odbicie i po­
twierdzenie w otwartym płynnym spojrzeniu na kultu­
rę jako improwizację, posklejaną, historycznie odgrywaną.20

KN O CK-O U T ou K.O.
- (autrement dit: chaos)
Dla Leirisa wszystkie tego typu przedstawienia są
w najlepszym wypadku modus vivendi. Skrywają tylko
głęboką, niemożliwą do wymazania wadę. I jeżeli wy­
daje się, że w swych późniejszych pismach osiągnął
wstrząsany konfliktami spokój, to owo osiągnięcie wy­
stępuje pod ogólnym znakiem niepowodzenia:
„I tak wiele hałasu po nic. Krwawiłem i płonąłem,
by skończyć, w codziennej praktyce, jako jeszcze jeden
z tych mieszczan, którzy uważają siebie samych za bar­
dzo postępowych, jako autor, którego drukuje się
w antologiach, którego być może będą chwalić za
szczerość i próby precyzyjnego wyrażenia emocji, albo
nawet za pomysłowe związki i połączenia, pod nie­
obecność tego czegoś szczególnego co (dla niektó­
rych) przebłyskuje w najmniejszym ze zdań, a co jak
wierzę jest właśnie esencją”.21
Owo „coś szczególnego” to natchniona, wizjonerska
poezja. Leiris nigdy nie przestaje lamentować nad jej
nieobecnością. Faktycznie znajduje, że jego jedynym
prawdziwie poetyckim gestem - gotowością pójścia na
całego, do samego końca - była próba samobójcza. Po­
za tym kontynuuje działanie „bez inspiracji”, przekłada­
jąc, tasując, przepisując swoje dokumentujące fiszki,
trudząc się nad nadaniem formy śladom mijającej rze­
czywistości. Jak celnie zauważa Denis Hollier, zwrot do
prozy autobiograficznej po 1930 roku oznacza porzuce­
nie wyobraźni, i to zarówno surrealistycznej, jak i ro­
mantycznej, na rzecz parti pris de realisme. Jego dzieło
jest mauzoleum, grobowcem niemożliwej poezji, milczą­
cą przepowiednią.22 Ale rozpaczając nad brakiem inspi­
racji, Leiris tworzy inny rodzaj poezji i podobnie jak je­
go przyjaciel Edmond Jabes, pisze książkę, której
słowami nieustannie zasłania i zakleja próżnię. Poczucie
całości nie jest dane rzeczywistości: poezja wizjonerskiej
wybraźni zostaje zastąpiona prozą poetycką surowo rzą­

54

�James Clifford • METAFORYCZNY REALIZM MICHELA LEIRISA

dzoną przez prawa języka, historii i osobowości. Owa
proza może tylko - a to już niemało - zamienić albo
symbolizować to, co jest dane przez rzeczywistość: do­
wody na wydarzenia, myśli, sny i słowa.
Słowa wykonują gwałtowne zwroty. Leiris był wielbi­
cielem Freda Astaire’a, którego uważał za rodzaj wysoce
eleganckiego robota, zdolnego przez krótki szalony mo­
ment być oszałamiająco obecnym w teraźniejszości, dan­
dysa, którego elegancja miała w sobie coś jarmarcznego,
nawet zniekształconego i zepsutego. Owa „frywolność”
- kostiumowy taniec albo przesadny strój wobec ogólnej
apatii - definiuje to, co ciągle jest możliwe w domenie
„twórczości” artystycznej. Bo jest coś niezwykle frywolnego w ostatniej książce Leirisa Langage tangage, gdzie
wydaje się, że stary, starannie odziany mężczyzna pyta
swego serdecznego partnera, język, by zakręcił się jeszcze
tylko pary razy po tanecznej posadzce, a wpada ni stąd,
ni zowąd w dziwaczne jitterbug czy tango.
Ale bardziej wzruszający obraz kariery Leirisa moż­
na odnaleźć w jego wspomnieniu dotyczącym drugo­
rzędnej postaci ze sztuki Aimé Cesaire’a La Tragedie
du Roi Christophe. Ambasador Franco de Medina
wchodzi na scenę, wyjąkuje parę słów i zostaje wypro­
wadzony na miejsce kaźni. Jego klęska jest całkowita.
Ale w przedstawieniu opisanym przez Leirisa, zdolny
aktor nieoczekiwanie daje życie tej żałosnej roli i przez
chwilę, przy pomocy kilku gestów prześmiewczych
tworzy postać prawdziwą.
Przełożyła Ewa Dżurak

6
7
8
9
10

11
12

13
14

15

16

17
18
19

Przypisy
1

2
3
4
5

Publikowany tekst Jamesa Clifforda jest wstępem do
specjalnej edycji amerykańskiego pisma „Sulfur” (1986),
poświęconej Leirisowi.
„Magazine Litteraire”, July 1985, s. 104
Michel Leiris Conception et réalité chez Raymond Roussel
w R. Roussel, Epaves (Paris: 1972) s. 9
Patrz Maurice Nadeau, The history of Surrealism (New
York: 1965) s. 112-114
Patrz: James Clifford On Ethnografic surrealism, „Compara­
tive Studies in Society and History”, v. 28, no. 4 (1981);
patrz też Leiris, De Bataille l’impossible à l’impossible Docu­
ments, Brisees (Paris: 1966) s. 256-266.

20

21
22

N a temat L ’Afrique fantôme, patrz James Clifford, Inter­
rupting the whole, „Conjunctions” 6 (1984) s. 282-295
L’Afrique fantôme (Paryż, 1951) s. 324
J.-B. Pontalis, „Michel Leiris ou la psychanalyse intermi­
nable”, Les Temps Modernes, grudzień 1955, s. 925-933
Leiris, Preface to Raymond Queneau, Contes et propos (Pa­
ris: 1981) s. 6-7
Patrz Denis Hollier, red. Le Collège de sociologie (1937-1939)
(Paris: 1979); Jean Jamin, Un sacré college ou les apprentis
sorciers de la sociologie. „Cahiers internationaux de sociolo­
gie”, 68 (1980) s. 5-30; Clifford On Ethnographic surrealism
s. 560-561
Hollier, op. cit., s. 60
Leiris, Propos recuellis par Madeleine Chapsal, 1966
w Pierre Chappuis red. Michel Leiris (Seghers, Poetes
d’aujourdhui, Paris: 1973) s. 116
Leiris, Entretien avec Madeleine Chapsal, 1961, Ibid.
s. 112-113
Istnieją podobieństwa z nauką jednostki naszkicowaną
przez Carlo Ginzburga w Morelli, Freud and Sherlock Hol­
mes: Clues and scientific method, History Workshop 9,
(1980) ss. 5-36
„Onirografia” i podobieństwo retoryki opisu z retoryką
obrazu i snu są dyskutowane przez Michela Beaujour
w Some paradoxes of description, „Yale French Studies”
61 (1981) s. 27-59
Jean Pierre Faye, Leiris and Militancy w: „Sub-Stance”
11-12 (1975) s. 65-71. (Ten numer specjalny na temat
Leirisa, redagowany przez Jean-Jacques'a Thomas jest
najpełniejszym krytycznym wprowadzeniem do dzieła
Leirisa w języku angielskim)
Alfred Metraux, Recontre avec les ethnologues, „Critique”
195-196 (1963) s. 683
Philippe Lejeune, „Glossaire”, Sub-Stance 11-12 (1975)
s. 127. Patrz jego Lire Leiris (Paris: 1975).
Andre Masson, The unbridled line, w: André Masson, Dra­
wings (London: Thames and Hudson, strony nie numero­
wane); James Clifford, Person and myth: Marice Leenhardt
In the Melanesian Word (Berkley: 1982); Leiris, Le Reali­
sms mythologique de Michel Butor, Brisées (Paris: 1966)
s. 215-238: ... „cała historia zostaje usytuowana na planie
mitycznym, nie zdradzając tego, co czuję - pokusę nazwać
verisme (prawdziwy efekt), tak blisko jesteśmy przy ziemi”
(s. 236, na temat Butora La Modification).
Patrz szczególnie Leiris, Folklore et culture vivante, w: Ro­
bert Jaulin, red. Le livre Blanc de l’ethnocide en Amerique
(Paris: 1973).
Leiris, Frêle bruit (Paris: 1976) s. 287-288
Cytowane z Wieku męskiego przez Denisa Holliera, La
Poesie jusqu a Z, w „L'Ire des vents”, specjalne wydanie
poświęcone Leirisowi, 1981, s. 141-159

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7552" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7532">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/76c00d85b871e9f8c891ef49b0c3b96c.pdf</src>
        <authentication>3ac62cca9ce195fdf53b4cc193e75e52</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90114">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6387</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90116">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90118">
                <text>2007</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90121">
                <text>Leiris, Michel (1901-1990)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90124">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5960</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90127">
                <text>Leiris.Zarys/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90130">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4 ; s.3-6</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90133">
                <text>Czaja, Dariusz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90135">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90137">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90140">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90142">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90145">
                <text>DARIUSZ CZAJA

1.
Michel Leiris - a kto to taki?
Po jego śmierci w 1990 roku prasa francuska pisa­
ła: „świadek XX wieku”, autor „dzieła magicznego
i osobnego”, „wielkość zapoznana”. Pośród tych, na
których wpłynął, wymienia się nazwiska z najwyższej
półki: Michel Butor, Marc Augé, Georges Balandier,
Claude Lévi-Strauss... Pisarz, etnolog, krytyk sztuki.
Takie określenia znaleźć można w zwyczajowych no­
tach encyklopedycznych. Za sucho, za grzecznie. Dla
pełniejszej jego charakterystyki trzeba by je nieco roz­
winąć. Bo Leiris to postać o wielu obliczach. Przy tym
daleko wychodząca poza zbiór konwencjonalnych for­
muł. Autor tomików poetyckich i skrupulatny diarysta. Wierzący surrealista, wykrzykujący bluźniercze
formuły i wykładowca nieformalnego College de So­
ciologie. Podróżnik mimo woli, sekretarz-archiwista
Misji Dakar-Dżibuti. Badacz sekretnego języka Dogonów i kultów opętania. Bywalec burdeli. Miłośnik
pięknych (i nie tylko) kobiet i praktykujący homosek­
sualista. Obsesjonat i onirograf. Entuzjasta muzyki jaz­
zowej i wielbiciel opery. Żarliwy aficionado. Przyjaciel
muzyków i malarzy. Znawca sztuki współczesnej, czu­
ły i wnikliwy jej komentator. Wielbiciel gier słownych
i oryginalny leksykograf. A i tak przedstawiona tu lista
jego zatrudnień i fascynacji nie jest pełna...
Leiris znany jest u nas i nieznany. Z naciskiem na
to drugie. Jeśli miarą wiedzy o obcojęzycznym autorze
jest liczba przekładów jego prac (a gdy chodzi o Leirisa naprawdę licznych i tematycznie różnorodnych), to
bez dwóch zdań, w tej materii znajdujemy się w strefie
stanów niskich, bardzo niskich. W paleoepoce realne­
go socjalizmu i maszyny do pisania wydano ważny co
prawda Wiek męski, ale książka przeszła raczej bez echa
i na lata utonęła w humanistycznym stawie. Z całą
pewnością nie została zauważona przez etnologów,
w każdym razie nic nie wiadomo, by ktoś się na tę
książkę maniakalnie powoływał, by korzystał z niej
w swoich pracach, intensywnie ją cytował. W posłowiu Błońskiego, Leiris występuje zresztą wyłącznie ja­
ko pisarz i autor dziennika intymnego; o etnologicz­
nych koneksjach autora ani słowa. Był rok 1972.
Trudno nawet się dziwić: scjentyficznie zorientowana
etnografia polska pogrążona była wówczas w rejestra­
cji, opisie i klasyfikacjach artefaktów z zakresu głów­
nie rodzimej kultury ludowej. A z tej perspektywy wi­
dziany Leiris - ze swoimi afrykańskimi uwikłaniami,
ostentacyjnie ekshibicjonistyczny, pogrążony w obse­
sjach - musiał jawić się jako postać zgoła surrealna.
Nie było żadnej potrzeby, by powoływać się na ekscen­
trycznego, wpatrzonego we własny pępek pisarza. Pi­
sarz, jak sama nazwa wskazuje, ma pisać, a naukowiec
uprawiać naukę. Tak jest i tak powinno być. I nie ma
co mylić pojęć.
W roku 1999 wydano u nas Lustro tauromachii, ko­
lejną książkę Leirisa. Od wydania pierwszej minęło

Leiris. Zarys

ćwierćwiecze z okładem. Świat obrócił się kilka razy,
komunizm zniknął, maszyny do pisania zastąpiły kom­
putery, antropologia polska poszerzyła wydatnie spek­
trum swoich zainteresowań. I co? I nic. I znowu głucho
o książce Leirisa, choć mowa o pracy przecież ze
wszech miar klasycznej. W dodatku - poruszającej,
dyskusyjnej, interpretacyjnie ryzykownej, a więc takiej,
która mogłaby spolaryzować głosy czytelników. Można
co prawda pojąć, że krwawe przygody byków i toreadorów niekoniecznie musiały przejąć wszystkich (zwłasz­
cza co wrażliwszych) antropologów. Idzie mi jednak
o to, że - biorąc na chwilę w nawias etyczne implikacji

Michel Leiris. Lata 80-te. Za: „Magazine Littéraire”.

3

�Dariusz Czaja

LEIRIS. ZARYS

corridy - mamy tu do czynienia przede wszystkim z fa­
scynującym studium antropologicznym. Ze śmiałą i od­
krywczą lekturą bliskiego geograficznie, acz jakże „eg­
zotycznego” dla nas świata. Ale przede wszystkim
z brawurowym przykładem interpretacji, która w prak­
tyce realizowała (i to wiele lat temu!) tak bliskie dużej
części z nas postulaty antropologii współczesności.
Z głęboką, wielostronną i wielowarstwową lekturą zna­
ków świata tauromachii. A wszystko to przepuszczone
przez intensywną wrażliwość, wszystko finezyjnie opisa­
ne i skomentowane. Trzeba czegoś więcej?
W dziele przywracania Leirisa polskiej świadomości
antropologicznej ważną rolę odegrała - opublikowana
w roku 2000 - książka (wreszcie komentowana!) Jame­
sa Clifforda Kłopoty z kulturą. Dwudziestowieczna etno­
grafia, literatura i sztuka. (Warto przypomnieć, że „Kon­
teksty” wcześnie, bo już w numerze 1: 1991 anonsowały
tę książkę piórem M. Sznajderman i Z. Benedyktowicza,
a w późniejszych numerach drukowały tłumaczenia kil­
ku rozdziałów, w tym m.in. ten poświęcony Leirisowi 1/2:1999) Leiris zajmuje w niej znaczące miejsce. Poja­
wia się przy okazji uwag nad karierą wywrotowych pary­
skich „Documents”, omawiania zjawiska nazwanego
„surrealizmem etnograficznym”, czy - zwłaszcza w dłuższej glossie na temat dziennika z jego pierwszej
afrykańskiej podróży. Ale i w tym przypadku obyło się
bez poważniejszych konsekwencji. Leiris Clifforda, jeśli
mógł kogoś zainteresować, to może przede wszystkim ja­
ko sygnatariusz szerszego nurtu, stylu myślenia, wybitny
przedstawiciel historycznej formacji etnologicznej (we
wspomnianym numerze 1:1991, K. Kaniowska w tym
właśnie kontekście wspominała Leirisa), niż osobny
i oryginalny pisarz antropolog, z wyraźnym autorskim
stemplem. On sam i jego dzieło dalej trwało w stanie
dziwnej hibernacji. I zdumiewającego zapomnienia.
Chyba się nie mylę bardzo: nie pisało się u nas i dalej nie
pisze wiele i wnikliwie o Leirisie, nie tłumaczy się jego
fundamentalnych prac, nie wykłada się go na naszych
uniwersytetach. Za mało naukowy, za bardzo pogranicz­
ny, za mało uporządkowany, za bardzo literacki, za bar­
dzo osobisty etc. Jest, a jakoby go nie było...
W tej sytuacji czas więc chyba najwyższy, by upo­
mnieć się o Michela Leirisa. A „Konteksty” ze swoim
upodobaniem do oryginałów, gatunków zmąconych
i anachronicznych gestów wydają się - jeśli nie my, to
kto? - jak najbardziej stosownym miejscem, by poczy­
nić w tej materii pierwszy duży krok. A poza tym, mo­
ment jest chyba wyjątkowo stosowny. W dobie widocz­
nego nadrabiania edytorskich zaległości, w czasie, gdy
przywracamy polszczyźnie część mitycznych książek
francuskiej antropologii, znanych dotąd tylko w języku
oryginału (Obrzędy przejścia Arnolda van Gennepa,
PIW; Bóg wody Marcela Griaule’a, Wydawnictwo M.
Derewiecki; Esej o naturze i funkcji ofiary Henri Huber­
ta i Marcela Maussa, Nomos - by wymienić kilka
z ostatnio wydanych) przypomnienie twórczości autora

L ’Afrique fantôme wydaje się po prostu twardą koniecz­
nością. Wypełnia bowiem, chociaż w części, ziejącą bo­
leśnie translatorską lukę. Tym razem więc, monogra­
ficzny, i w dodatku podwójny numer, ma jednego tylko
bohatera. Prezentujemy w nim prowizoryczny, kreślo­
ny liniami o różnej grubości i różnym stopniu wyrafino­
wania, zarys Leirisa.

2 ..
Leiris, jak już wspomniałem, to człowiek-orkiestra. Zamieszkiwał wiele światów, żył w różnoimiennych obszarach kultury i sztuki. I pisał o nich.
W miarę możliwości staraliśmy się tę okoliczność
uwzględnić. Toteż materiał, którym dysponowali­
śmy, został wstępnie podzielony wedle haseł tema­
tycznych (autobiografia, corrida, opera itp.), choć
nie zawsze udało się zachować jakże pożądaną takso­
nomiczną rozłączność (trudno: rzeczywistość skrze­
czy!). Jeśli jednak odejść na chwilę od kryterium tematycznego/przedmiotowego, a wziąć raczej pod
uwagę rodzaj prezentowanych tu tekstów, to widać
wyraźnie, że zasadniczo można je zgrupować w trzy
bloki. Nie sposób w tym krótkim wstępie mówić
o wszystkim, więc w charakterze anonsu (zachęty?
zaproszenia do lektury?) do omówienia wybieram je­
dynie po kilka tekstów z każdego z nich.
Pierwszy blok to pisma i wypowiedzi samego Leirisa.
W lwiej części są to teksty po raz pierwszy udostępnio­
ne polskiemu czytelnikowi. Warto przede wszystkim
zwrócić uwagę na solidne fragmenty, już nie tylko po­
mnikowego L ’Afrique fantôme, ale mniej może znanego,
a równie interesującego Journal 1992-1989. Dokumen­
ty to wielkiej wagi. Nie tylko z powodów biograficznych
(co oczywiste), ale także historycznych, bo odsłaniają­
cych nieznane kulisy antropologicznych poczynań.
Świadectwa rzadkiej szczerości, ale też (nie bądźmy cał­
kiem naiwni) autokreacyjnego gestu. Działkę czysto et­
nograficzną reprezentuje studium o kulcie zâr w Etiopii,
jak i na poły biograficzny esej Sacrum w życiu codzien­
nym. Z wypowiedzi o sztuce warto przede wszystkim
zwrócić uwagę na esej o Francisie Baconie (Francis Ba­
con, en face i z profilu), w świetnym tłumaczeniu Marka
Kędzierskiego - bez wątpienia jedno z najlepszych i naj­
bardziej cenionych studiów na temat malarstwa Baco­
na, zresztą przyjaciela paryskiego etnologa. N a osobną
wzmiankę zasługują teksty dotyczące języka, a zwłaszcza
wyimki z nieprzetłumaczalnego Langage tangage, które nie bacząc na piętrzące się przeszkody - przetłumaczył
jednak dla nas niezawodny Jan Gondowicz.
Prócz tego, przedrukowujemy fragmenty opubliko­
wanych już po polsku książek (oczywiście w stosowych
skrótach), nie tylko by przypomnieć fragmenty istotne
dla nakreślenia wizerunku Leirisa, ale także dlatego,
by można było bez trudu śledzić nawiązujące do nich
uwagi komentatorów. Teksty pochodzą z różnych
okresów twórczości Leirisa. Są też, co warto zauważyć,

4

�Dariusz Czaja

LEIRIS. ZARYS

sna Lustro tauromachii. Tekst był już publikowany,
toteż przypominamy jedynie jego fragmenty. Niezwy­
kle interesująco za to wypadają tu sprokurowane przez
nas konteksty. Bogata, wieloznaczna, paradoksalna
(jasno-ciemna), tragiczna rzeczywistość corridy uka­
zuje się tu całej pełni. Dochodzi do głosu w błyskotli­
wej, idącej po tropach bohatersko-rycerskich (tyle
mogę zdradzić) analizie Ludwika Stommy - Autora
witamy po latach nieobecności na naszych łamach! która, co ciekawe, idzie jeszcze w innym kierunku niż
uwagi Leirisa. W zaskakujących paralelach i nieocze­
kiwanych odniesieniach, które w swoim studium prze­
prowadza historyk sztuki Jean Clair. W podszytych
emocjami rozważaniach, które snują José Bergamin
i jeszcze jeden wybitny historyk sztuki - Georges Didi-Huberman. Blok uzupełniają portrety wybitnych mi­
strzów sztuki corridy (obok Leirisa, szkice J. Ortegi
y Gasseta i M. Barbaruk).
Z kolei materiałem, który znakomicie uzupełnia,
dopowiada, oświetla afrykańską przygodę Leirisa (do­
tyka wciąż drażliwych problemów kolonializmu, wła­
dzy, etnograficznego autorytetu) jest zapis paryskiej
dyskusji na temat nieoczywistych i często umykają­
cych nam kontekstów Jądra ciemności Conrada. To
niezwykle zajmująca, ciekawa z europejskiego (w tym
polskiego) punktu widzenia dyskusja, bogata w dające
do myślenia spostrzeżenia francuskich afrykanistów,
z wprowadzeniem wielkiego Georges’a Balandier. Na
trop tej dyskusji wpadliśmy dzięki Oldze Stanisław­
skiej, która nie tylko nam ją zaproponowała do druku,
ale także dokonała wstępnej obróbki redakcyjnej zapi­
su dyskusji. Dziękujemy, jesteśmy zobowiązani, prosi­
my o jeszcze!
Pozostając jeszcze krótko przy wątku kontekstowych
powiązań pomieszczonych tu tekstów z twórczością Leirisa, dwa już tylko przykłady. Wątek surrealistyczny poszu­
kiwań Leirisa dobrze widoczny jest również w eseistycz­
nych (antropologicznych z ducha) mikromonografiach
Krzysztofa Rutkowskiego (Ucho, Paluch), jakby dalekich
odbiciach procedur tekstowych i fotograficznych podej­
mowanych w „Documents”. Zastanawiając się nad nie­
konwencjonalnym (dziwnym, dla wielu nie do przyjęcia)
kształtem etnografii zaproponowanym przez Leirisa, za­
stanawiając się nad wzajemnymi relacjami (proporcjami)
sztuki i nauki w pisarstwie etnograficznym, warto sięgnąć
do świetnego tekstu wybitnego włoskiego filozofa Giorgio
Agambena (w tłumaczeniu wspomnianego Krzysztofa
Rutkowskiego), który śledzi genezę i zarysy nowej histo­
rii sztuki, osobliwej nauki przyszłości, „nauki bez imie­
nia”, której projekt był udziałem jednego z gigantów XXwiecznej refleksji o sztuce - Aby Warburga.
Brak miejsca nie pozwala wymienić niestety in­
nych niezmiernie ciekawych - a są u nas inne? - tek­
stów. Wspomnę jeszcze tylko, że numer ten można
czytać również „diachronicznie”, sięgając do wcze­
śniejszych numerów kwartalnika. Wówczas okaże się,

bardzo zróżnicowane gatunkowo: zapis dziennikowy,
wykład, esej, wspomnienie, fragment wywiadu. To
również znak szczególny jego pisarstwa.
Blok drugi, to komentarze i analizy dzieła Leirisa.
Kompetentnym i wnikliwym wprowadzeniem do jego
życia i dzieła, i ich wzajemnych uwikłań, są zwłaszcza
dwa teksty, od których zresztą można (trzeba?) zacząć
lekturę pisma i... znajomość z Leirisem. Tomasz Szer­
szeń (którego wkładu w przygotowanie tego numeru
nie sposób przecenić, artykuły i przekłady mówią za
siebie) w swojej rekapitulacji tematów Leirisa (Michel
Leiris instrukcja obsługi) śledzi główne, przewijające się
w jego tekstach wątki, zwracając uwagę na napięcie
pomiędzy pisaniem (sztuką) i życiem, kulminującym
w bolesnym paradoksie („pod pretekstem opisania
swego życia, zapominamy żyć, ponieważ piszemy”),
podkreśla też szczególnie istotny dla pisarstwa Leirisa
wątek braku, nieciągłości, nieobecności, niedokończe­
nia. Z kolei u Jamesa Clifforda dochodzi mocno do gło­
su wątek realności, tego co prawdziwie realne (także
w swych odniesieniach, do tego, co surrealne), jak też
sposobu, w jaki pismo (język) zamienia rzeczywistość
w tekst, jak pojęcie anektuje, to co „rzeczywiste”.
Olśniewający analitycznie, a stylistycznie wielce
wyrafinowany jest artykuł Denisa Holliera (Nagłówek
Holofernesa. Notatki o Judycie, w tłumaczeniu Katarzy­
ny Przyłuskiej), w którym błyskotliwie został wykorzy­
stany jeden uporczywych fantazmatów Leirisa (motyw
odciętej męskiej głowy, znany z historii starotestamentowej Judyty), we wnikliwej i oryginalnej lekturze jego
pisarstwa autobiograficznego. Pozostając jeszcze
w kręgu tej samej tematyki, niezwykle cennym ko­
mentarzem do dziennikowej części pisarstwa Leirisa
jest tekst Philippe’a Lejeune’a, największego autoryte­
tu w dziedzinie diarystyki, który rozkręca na części
pewne fragmenty jego dziennikowych zapisów, odsła­
niając to, co w nich ciemne, sugerowane, implikowa­
ne (Czytając Leirisa. Autobiografia i język). Wraz z nimi
zaglądamy pod podszewkę osobistych wyznań, uczymy
się czytać nie tylko, to co napisane, ale też to, co jest
nienapisaną ich częścią. Świetnym i nad wyraz kompe­
tentnym komentatorem pism Leirisa - tym razem
idzie o prywatne notatki na temat opery - okazał się
również Jean Jamin. Przyjaciel i wydawca jego opero­
wych zapisków, pokazuje w swoim tekście (Niedomó­
wienie. Leiris, Lévi-Strauss i opera) operowe zaintereso­
wania Leirisa na tle innych jego biograficznych
uwikłań, życzliwie, ale i nie bezkrytycznie omawia je­
go rozumienie spektaklu operowego.
Blok trzeci: to różnej maści i autoramentu teksty,
które wchodzą w rozmaite związki z pracami Leirisa;
takie, dla których jego wywody stały się pretekstem,
albo takie, dla których jego uwagi stanowią ciekawy
poznawczo kontekst. Niemal cały dział tekstów doty­
czących różnych aspektów corridy utkany został wła­
śnie w ten sposób. Punktem wyjścia stało się rzecz ja­

5

�Dariusz Czaja

że ten Leiris nie spadł nam wcale z księżyca. Ze liczne
linie i strzałki prowadzą od publikowanych w tym nu­
merze tekstów do artykułów, w których podejmowane
w nim problemy i kwestie pojawiały się już wcześniej.
Tytułem przykładu: niebezpieczne związki życia i lite­
ratury (nr 3/4:2002), niepokojące relacje słowa i rze­
czy, dyskusja wokół Rzeczywistych obecności Steinera
(nr 4:1999); zagadki malarstwa Bacona (3/4:1997),
fascynująca postać Aby Warburga (1/2:1999)... Jest
do czego sięgać.

3.
I na koniec jeszcze jedno. Po co nam dzisiaj Leiris?
Co nam po Leirisie w czasie marnym? Mógłby ktoś tak
znienacka zapytać. Zwłaszcza może ktoś z tych antropo­
logów, co żwawo podążają za bieżącymi modami, z tych,
co to zawsze wiedzą, co się w naszej dyscyplinie właśnie
nosi (i zwłaszcza: czy to się opłaca?). Nie chcemy, rzecz
jasna, wyręczać czytelników w odpowiedzi, również
i tych, którzy poza aktualiami świata nie widzą. Czy po­
mieszczone tu teksty staną się źródłem inspiracji dla an­
tropologicznych poczynań, zaczynem własnych pytań,
czy też zostaną uznane za być może interesującą, ale
jednak etnograficzną ramotę - nie nam rozstrzygać.
O jednym chcieliśmy zapewnić. W dobie ogłaszania
co pół roku kolejnej naukowej rewolucji, proklamowa­
nia śmierci - nieodwołalnych, oczywiście! - starych pa­
radygmatów („antropologia symboliczna umarła”, „her­
meneutyka dogorywa w konwulsjach”, i tym
podobnych wesołych konceptów), nie ogłaszamy Leirisa żadnym zbawcą. Nowym guru antropologii. Patro­
nem metodologicznej odnowy. Nie proponujemy go ja­
ko panaceum na wszystko, nie upatrujemy w nim leku
na całe (etnograficzne) zło. Nie sugerujemy więc ani
przez chwilę, że oto czas porzucić dotychczasowe za­
bawki i etnografię/antropologię na jego sposób upra­

LEIRIS. ZARYS

wiać. Zacząć pisać jak on. Cahiers Leiris koniecznie abonować. Namawiamy jedynie do tego, by Leirisa zacząć
w końcu czytać. A także, by o nim nieco poczytać. Ty­
le przynajmniej na początek. A później się zobaczy.
Odkrywając ten zapomniany ląd (bo przecież nie
całkiem nieznany), chcieliśmy jedynie odpomnieć
wielobarwną postać francuskiej humanistyki. I przy­
wrócić ją polskiej pamięci. Przedstawić niebanalnego
badacza, intrygującego pisarza, fascynującego człowie­
ka wreszcie. Który do późnej starości nie przestał zada­
wać pytań (również i tych najprostszych, uchodzących
za mało poważne, naiwne), który zachował dziecięcą
ciekawość świata. Dostrzegał wiele. Słyszał wiele. Od­
słaniał rzeczywistość w jej nieoczywistości. W różno­
rodności i wielokształtności. W jej pięknie (czasem
konwulsyjnym pięknie), szaleństwie i grozie. Poszerzał
jej granice. Zaglądał w siebie, sprawdzał, co - z tego,
0 czym pisze - rezonuje mocno i głęboko nie tylko
z rozumem, ale i z emocjami. Umiał nazywać rzeczy.
1 przyglądał się wnikliwie językowi, którym je opisy­
wał. Opukiwał słowa, wywracał je na drugą stronę.
Nie miał ambicji tworzenia systemów, ustanawiania
nowych naukowych paradygmatów. Był żywym przy­
kładem owocnego połączenia badawczego oka i arty­
stycznej intuicji. Nie troszczył się o „naukowy obiekty­
wizm” - ten upiorny fetysz pogrobowców pozytywizmu
- własnych poszukiwań. Wczepiony mocno w siebie,
pisał tylko o tym, co przeszywało go dogłębnie. Sam
był szkłem powiększającym wielu zjawisk. Spoglądając
przez nie, wielu zobaczyło świat rzeczy znanych nazwa­
ny na nowo, w nieznanym wcześniej oświetleniu.
Spojrzeli na obrazy, muzykę, słowa, w taki sposób,
o jakim nigdy się im nie śniło.
Mało to czy dużo? Jak zawsze, dla jednych będzie
to: t y l k o tyle. Dla innych: a ż tyle. Jak na duży mo­
nograficzny numer - w sam raz.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7548" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7528">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/9fa33bad58f59b7a5f7acb293ae127a5.pdf</src>
        <authentication>f6e3a44490977a0c49e9006e7f34901e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90077">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6388</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90079">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90080">
                <text>2007</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90081">
                <text>Leiris, Michel (1901-1990)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90083">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5961</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90084">
                <text>Michel Leiris instrukcja obsługi/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90086">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4 ; s.7-22</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90088">
                <text>Szerszeń, Tomasz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90090">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90092">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90094">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90096">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90100">
                <text>„Okazało się, że nie ma o czym pisać - nie potrafił zna­
leźć powiązania pomiędzy absurdem i banałem, który wypeł­
niał dzień a poważnym zadaniem stawiania słów na papierze.
(...) Dopóki brał udział w swoim życiu, nie mógł o nim pisać.

TOMASZ SZERSZEŃ

Jedno zaczynało się tam, gdzie kończyło drugie.”
(Paul Bowles Pod osłoną nieba)

Michel Leiris instrukcja
obsługi

„Wypełnię wolny czas, jaki mi pozostaje pisaniem. Opi­
szę szczerze historię mojej kuracji.”
(Italo Svevo Zeno Cosini)
„Doktor darzy też zbyt wielkim zaufaniem te moje prze­
klęte wyznania (...) nie wie, co to znaczy pisać po włosku dla
nas, którzy mówimy dialektem triestańskim, a nie umiemy
nim pisać. Spowiedź na piśmie jest z naszej strony zawsze
kłamstwem.”

proustowskiego Marcela, który ostatecznie odnajduje
swe powołanie i może wreszcie rozpocząć (lub raczej
zwieńczyć) pracę nad „dziełem życia”, Michelowi nie
objawia się nigdy „rozwiązanie” - tajemnica pozostaje
tajemnicą.
Rien n’est jamais fini. Skoro życie jest nieustającą
walką ze śmiercią - jej odwleczeniem - pisanie może
być walką z pustką, czy, jak pisał o autorze L ’Afrique
fantôme Edmond Jabès, łataniem dziury za pomocą
słów (czy jednak - jak pyta Jabès - kaligrafia wystarczy,
by ową dziurę zapełnić?). U Leirisa nic więcej nowego
się nie wydarza, bo wydarzyć się nie może. Wszystko
powraca nieustannie i nic się nigdy nie kończy.

(Italo Svevo Zeno Cosini)

Rien n’est jamais fini - tytuł pierwszego opublikowa­
nego przez Michela Leirisa wiersza mówi wszystko: nic
nie jest nigdy zakończone; wszystko (życie, pisanie)
jest nieskończonym procesem, który bezskutecznie
domaga się domknięcia. Banalne? Nie trzeba długo
szukać, by odnaleźć analogie odnoszące się zarówno
do pisania (Georges Perec: „Trudno mi skądinąd po­
wiedzieć, na czym polega problem. Chcę pisać, lecz
napotykam wciąż nieprzezwyciężalne przeszkody i nie
jestem w stanie przez sześć miesięcy skończyć żadnego
z tekstów, który zacząłem.”1), jak i do sfery „życia”
(Italo Svevo: „O nieporównana oryginalności życia!
Było czymś cudownym, że wątpliwość, którą nasunęło
ono dziecku w tak naiwnej formie, nie została rozstrzy­
gnięta przez dorosłego, mającego już za sobą połowę
życia.”2). Jednak Leiris idzie jeszcze dalej. Czyni z owej
„niemożności pisania” i drobnej „wątpliwości” coś
więcej niż tylko strategię pisarską - temat zasadniczy.
W świecie jest „coś do zrozumienia”, co jednak wy­
myka się, co na zawsze pozostanie niedostępne. Ten
powracający u Leirisa leitmotiv, pojawia się po raz
pierwszy w dzieciństwie, w kontekście wystawienia
Parsifala Wagnera: „Właśnie Parsifal nasuwał mi wie­
le pytań. Wiedziałem, że jest tam coś „do zrozumie­
nia”, gdyż mówiono przy mnie o ludziach, którzy W a­
gnera „rozumieją” i o tych, co go w ogóle „nie
rozumieją”, a nawet, że trzeba być nie tylko dorosłym,
ale szczególnie uzdolnionym, ażeby uchwycić ukryte
znaczenie jego dzieł. Stawało się to więc dla mnie
czymś w rodzaju tajemnicy (...) czymś, co na razie wol­
no mi było tylko przeczuwać niejasno...”3 Czym jed­
nak jest owa tajemnica? Czy dotyczy ona „życia”, czy
może chodzi raczej o tajemnicę sztuki?
Podobnie jak W Poszukiwaniu Straconego Czasu,
autobiograficzne dzieła Leirisa (cykl La Règle de jeu
i Wiek męski) podejmują temat znaków, które niejako
zapowiadają powołanie pisarskie, tworząc pomost
między życiem i sztuką. Jednak w przeciwieństwie do

***

Zadziwiające, że niemal każdy interpretator mie­
rzący się z dziełem Michela Leirisa, przywołuje do­
świadczenie swoistej bezradności, nieadekwatności.
Już w pierwszym zdaniu swego eseju, będącym posłowiem do Wieku męskiego, Jan Błoński napisze „Bardzo
niezręcznie mówić o pisarzu, który sam postanowił po­
wiedzieć o sobie wszystko.”4 Owa niezręczność po­
większa się jeszcze bardziej, gdy wspomnimy, że proces
opowiadania o samym sobie nigdy się nie kończy, że
owo wszystko jest niedostępne, bowiem - jak to ujął
Maurice Blanchot właśnie w odniesieniu do autora
L Afrique - „jest coś do powiedzenia, czego nie może­
my wypowiedzieć...”5
Interpretacja napotyka jeszcze jedną, zasadniczą,
przeszkodę: „Leiris nauczył się śnić terminami psycho­
analitycznymi, to znaczy, symbolizować interpretację.
Jak w szeregu luster, wyrażone odbija się w wyobrażo­
nym, i tak bez końca.”6 Tyle Błoński. N a podobny
problem zwraca uwagę Maurice Nadeau, autor pierw­
szego obszernego studium o Michelu Leirisie: „Przez
literaturę, taką jak ją pisał Leiris, człowiek i świat,
w miejscu pogrążenia się w dziele przeładowanym od
odsłaniania się, odkrywają siebie nawzajem, takimi, ja­
cy są... Przekraczają znaki swej własnej obecności,
przenikają ekran, jakim literatura oddziela się od życia
(...) Oglądamy Michela Leirisa poprzez jego własne

7

�Tomasz Szerszeń • MICHEL LEIRIS INSTRUKCJA OBSŁUGI

terminy (poprzez jego własne słowa), które towarzyszą
mu niczym sobowtór.”7
I rzeczywiście, pułapka, w której znalazł się inter­
pretator, jest odbiciem zamknięcia, które stało się
udziałem autora. Bowiem „Świat jest lustrzaną szafą,
do której nie mamy klucza: widzimy samych siebie
w lustrze, nie wiedząc, co jest po drugiej stro­
nie.”8 Również literatura nosi cechy labiryntu bez wyj­
ścia: w notatkach do Fourbis czytamy: „Ta książka,
która stała się swoim własnym końcem...”.
Tematem, który pochłania autora Wieku męskiego,
jest więc zagadnienie błędnego koła, tautologicznego
uwikłania, które dotyczy każdej twórczości autobio­
graficznej i szerzej - każdej refleksji dotyczącej „życia”,
czy wreszcie każdego aktu poznawczego:9 „Od kilku
dni jedynym usprawiedliwieniem mojego „życia” jest
redagowanie dziennika mojego życia. (...) Błędne ko­
ło: wplątujemy się weń, gdy pod pretekstem opisania
swego życia, zapominamy żyć, ponieważ piszemy.”10
Relacja życia i literatury zostaje odwrócona, gdy Leiris
pisze o miłości do opery: „Żartując, powiedziałem raz
C., że jeśli się naprawdę kocha operę włoską, jest się
zbyt zajętym jej przeżywaniem, aby jej jeszcze słu­
chać.”11 Kluczowa tu kategoria „życia”, zostaje w in­
nym miejscu zakwestionowana, poddana swoistej metarefleksji: „Wprowadzenie sztuki w życie to pusta
formuła - trzeba by było sprecyzować, czym ma być
owo wprowadzenie, czym ma być sztuka i czym ma być
życie”.12 Narracja (szczególna, bo u Leirisa zawsze
w jakimś stopniu autobiograficzna) jest więc paraliżo­
wana13 - niczym spojrzeniem Meduzy - przez nieusta­
jący powrót tego samego, przez obsesyjnie powracające
wątpliwości, które kwestionują nie tylko jej porządek,
ale również terminologię (po zapisaniu setek stron au­
tobiografii, autor L ’Afrique zastanawia się, czym ma
być owo „życie”), samego autora i, wreszcie, „życie”.
Leiris jest miłośnikiem życia. Jego zaskakujące
przejawy odnajduje choćby w etiopskim kulcie zâr,
gdzie rytuał staje się swoistą „szatnią osobowości” (ve­
stiaire des personalites), a uczestnicy „wychodzą z sie­
bie”, by przybrać inną rolę; podobnie w operze - rozu­
mianej przez Leirisa analogicznie, jako „zbiór masek”.
Opera jest również istotna z innego powodu: śmierć
Pucciniego, śmierć która frapuje Leirisa, staje się sym­
bolem podobnego splotu „dzieła” i „życia”. Splotu,
który stoi w centrum rozważań autora L ’Afrique i któ­
ry staje się również jego udziałem.
Również w malarstwie Leiris poszukuje wyraźnego
śladu „życia”: „To, co mnie fascynuje u Bacona - podob­
nie zresztą jak u Giacomettiego - to fakt, że jego obrazy,
dosłownie, krzyczą obecnością”;14 „Mało istotne, czy od­
najdziemy tam piękno, czy brzydotę: płótno Bacona jest
tak samo żywe, jak samo życie...”15 - czytamy. To, co
najbardziej fascynuje autora Wieku męskiego, leży poza
estetyką, w miejscu, gdzie na przestrzeni płótna uobec­
nia16 się życie. Paradoksalne to uobecnienie, bowiem

w malarstwo Bacona - podobnie jak podczas spektaklu
corridy - wślizguje się ono poprzez śmierć...
„Malarstwo jest silniejsze ode mnie” mawiał Picas­
so. Przypadek Leirisa zachęca, by słowa te odnieść
również do literatury. L ’Afrique fantôme —650-stronicowe wyznanie - jest wyzwaniem, jakie francuski pi­
sarz i etnograf rzuca zdrowemu rozsądkowi. Jednak po
powrocie do Paryża Leiris nie przestaje pisać. Pisze co­
raz więcej: pisanie, niczym malarstwo według Picassa,
staje się nieuleczalną chorobą, opętaniem. Jest jednak
czymś jeszcze: cielesną ekspresją. Papier istnieje jako
przedłużenie ciała i, na odwrót, ciało jest funkcją pa­
pieru: „pragnął wytatuować to wszystko, co miał
w głowie, na powierzchni swej skóry - ostatecznie de­
cyduje się powierzyć to papierowi...”17 Ciało jest więc
nierozerwalnie związane z papierem, zaś... „życie” po­
wstaje, uobecnia się w pisaniu.
W jednym z glosariuszy Leirisa „życie” zostaje roz­
bite na dźwięki (vie —un Dé la sépare du viDe).18 W je­
go literaturze, w jego etnografii jest ono zawsze tożsa­
me z rozbiciem. Wniosek ten kryje w sobie coś
zasadniczego. Bowiem jak zauważa, piszący o Nietzschem Krzysztof Michalski, „Termin życie (...) odsyła
właśnie do tej niemożności scalenia, do próżności te­
go nieodzownego wysiłku”19...
***

Cóż zrobić z autorem, który wyznawszy: „Pisanie
nigdy nie przychodziło mi łatwo”, zapisuje następnie
setki, tysiące stron? Cóż zrobić z autorem, który jest
„miłośnikiem bezpośredniości”, poszukującym moc­
nych przeżyć w Afryce, na arenach walk byków, czy
w szemranych barach, deklarującego się tymczasem
jako zatwardziały nominalista, dla którego nie ma in­
nej rzeczywistości niż słowa? Jak pogodzić te i wszyst­
kie inne sprzeczności w jednym tekście? W tym wy­
padku „instrukcja obsługi” (mode d’emploi) przemienia
się „instrukcję nieużycia” (mode d’inemploi). Instruk­
cję, w której hasła można mnożyć w nieskończoność.

POEZJA I GRÓB
Autobiografie Michela Leirisa - te zapiski „zbunto­
wanego mieszczucha, anarchicznego intelektualisty”20
- są w istocie przepełnioną żałobą medytacją na temat
śmierci, braku, pustki. To w eseju właśnie o La Règle du
jeu Maurice Blanchot zawarł słowa, które znakomicie
oddają jego pogląd na literaturę: „Jest coś do powiedze­
nia, czego nie możemy wypowiedzieć; (...) dziura, pust­
ka, która nie cierpi światła, ponieważ w jej naturze jest,
by nie być oświetloną: sekret bez sekretu...”21
Jak każde wyznanie, dzieło Leirisa ma za swego pa­
trona Rousseau. Autor Wyznań pojawia się na stro­
nach Fibrilles —trzeciego tomu cyklu autobiograficzne­
go La Règle du jeu —w niezwykły sposób: centralne
miejsce książki zajmuje analiza snu, w którym opisany

8

�Tomasz Szerszeń • MICHEL LEIRIS INSTRUKCJA OBSŁUGI

damentem każdej kolejnej książki - nie tylko tych au­
tobiograficznych, z cyklu La Règle du jeu. L ’Afrique
fantôme jest przecież zaprzeczeniem książki podróżni­
czej i klasycznej rozprawy etnograficznej, Glossaire
j'y serre mes gloses narodziło się z pragnienia zniszcze­
nia słownika poetyckiego, Abacanico para los toros to
odpowiedź na tradycyjną poezję, zaś Wiek męski jest
oczywiście negacją powieści... Ten negatywny funda­
ment, który leży u źródeł wszelkiej działalności literac­
kiej - pisania w ogóle -, wywodzi się, jak zawsze u Le­
irisa, jeszcze z dzieciństwa: z krainy, która nie jest
niewinna. Pierwsze doświadczenie niepełności ma czy­
sto językowy charakter: to wspomnienie błędu wymo­
wy, gdy mały Michel, próbując złapać upadającego na
ziemię żołnierzyka, wykrzykuje (gdy zauważa, że żoł­
nierzyk jest cały) częcie! (reusement), zamiast na szczę­
ście! (heuresement).27 Incydent ten, zostaje przywołany
na samym początku pierwszego tomu La Règle du jeu,
jako rodzaj wprowadzenia do cyklu. Jest zapowiedzią:
autobiografia będzie opowieścią o pustce i o nieustają­
cej pracy języka, dążącej do tego, by ją zapełnić.
Tak więc Wiek męski nigdy nie zostanie osiągnięty,
Reguła gry nigdy nie zostanie definitywnie ustalona.
Pisarstwo Leirisa jest naznaczone melancholią - to,
przywołując określenie Nathalie Barberger,28 „pisanie
żałoby”. Melancholia żywi się tym, co utracone (co
wspaniale pokazał Baudelaire w Łabędziu) , ale również
tym, co nigdy nie zostanie zrealizowane. Walcząc
z czasem, Leiris sięga po zasadę wyliczenia. Podobnie
jak Georges Perec, nieustannie notuje tytuły książek
planowanych, książek, których nigdy nie napisze...
Niczym rasowy etnograf dostrzega, że zasadą kon­
stytuującą jego życie codzienne (bowiem to pole inte­
resuje go najbardziej) jest właśnie brak. W Wieku mę­
skim wylicza kobiety, których nie udało mu się
ostatecznie zdobyć: „szczególnie niedostępne aktor­
ki...”, „mała dziewczynka z przedziałkiem pośrodku...”,
„poznana w barze dziwka...”, „inna dziewczyna, prze­
siadująca zwykle w barze...”, „inna jeszcze, spotkana
w domu publicznym...”, „wyniosła i zimna Amerykan­
ka...”, „poddana, bezwolna dziewczyna...”, „ta, z którą
zapijałem się dni cztery...”, „ta, co miała zwiędłą twarz,
ale ciało delikatne...”, „te wreszcie, które nie robią nic,
do których nie śmiem się nawet odezwać, kiedy je spo­
tkam, ale które chwytają za gardło samym swym wzro­
kiem Meduzy.”29 W Dzienniku zauważa, że miłość za­
wsze związana jest z niezaspokojonym pragnieniem,
czyli - w efekcie - z nieobecnością: „Bardzo regularnie
mam pokusy fetyszyzmu i długo szukam w moim poko­
ju przedmiotu, z którym mógłbym uprawiać miłość; aż
po dziś dzień, żadnego jeszcze nie znalazłem.”30 W Wie­
ku męskim ta sama sytuacja zostaje przeniesiona na
płaszczyznę literatury: „Zwracam się do tej kobiety je­
dynie dlatego, że jest nieobecna - do kogóż by pisać, je­
żeli nie do osoby nieobecnej? (...) Zapewne, nie ma
mowy, aby została ukochanym przedmiotem; raczej -

zostaje park w Ermenonville. Ten sam, w którym
ostatnie chwile swego życia spędził Rousseau. Ten
sam, w którym znajduje się symboliczny pusty grobo­
wiec wielkiego filozofa - pusty, bowiem prochy Rous­
seau zostały przeniesione do Panteonu. Niepozorny
wątek, staje się centralnym punktem błyskotliwej ana­
lizy, którą przeprowadza Denis Hollier.22 Zwraca on
uwagę na fakt, że moment ślubu z Louise Godon (czy­
li z Z.) wyznacza początek właściwej twórczości auto­
biograficznej Leirisa. Realistyczny zwrot, który ozna­
cza zarazem zerwanie z pisarstwem automatycznym,
z tradycyjnie rozumianym surrealizmem i z... poezją.
Trzeba wybrać między życiem a poezją, między mał­
żeństwem a byciem poetą, między seksem a życiem
w czystości: taki dylemat jest, według Holliera, cen­
tralny dla młodego Michela. Wybierając małżeństwo,
autor Wieku męskiego żegna się więc z poezją, z częścią
swego życia, która została mu amputowana, niczym
głowa Holofernesowi. „Cała twórczość autobiograficz­
na Leirisa jest żałobą nad poezją, oznaczaniem wyco­
fania się, ściganiem nieobecności, opłakiwaniem tego,
co we Frêle Bruit nazywa „milczeniem schronienia
wieszczki: opustoszałą siedzibą wyroczni, której odjęto
głos.” Orfeusz wyśpiewujący zniknięcie Eurydyki, Leiris który śpiewa o utracie swego głosu (...) żegna się
z poetą, którym nie zostanie. La Règle du jeu: cenotaf
Michela Leirisa, poety.”23
Niezwykły splot dzieła i życia zostaje wprowadzony
do Fibrilles, właśnie za sprawą Rousseau. Jego pusty
grobowiec - niezwykła atrakcja dla wielu turystów od­
wiedzających Ermenonville (jednym z pierwszych był
Nerval - „książę poetów”) - zajmuje centralne miejsce
w Fibrilles. Tymczasem „podczas pisania Fibrilles —wie­
my to - Leiris podejmuje próbę samobójczą. Pośrodku
własnej książki autor składa się do grobu; schodzi do
grobu, który, jak tego wymaga ceremoniał cenotaficzny, pozostaje pusty: zstąpienie (...) musi być nieudane.
Pozostała część Fibrilles to pusty grobowiec, prywatny
cenotaf, w którym autor chce zrobić miejsce spoczyn­
ku dla swoich szczątków, dla żywych (...) popiołów.
N ad grobem Rousseau, Fibrilles, zanim jeszcze zaist­
nieją, (...) pogrążają się same w grobowcu, w którym
ich właśnie brakuje, pogrążają się w pustce, w nieskończoności.”24 Tragiczny splot dzieła i życia, kunsz­
towna konstrukcja - zabieg zwany mise en abyme i dramatyczne pytanie: „Dokąd zmierza tekst? Do te­
go, by nie powiedzieć, skąd przybywa. Ani dokąd
zmierza.”25 Brakuje reguły gry. Zostaje ona zaanonso­
wana w piątej części cyklu - w notatkach do Fibules
(Klamry) - która jednak nigdy nie została napisana.
Brak spinającej klamry, brak reguły gry, brak ostatecz­
nej reguły „ja”... Czas nie zostaje odnaleziony.
Jedno z dzieł Leirisa - zbiór zawierający opisy snów,
które śnił na przestrzeni lat - nosi tytuł Noce bez no­
cy26 (Nuits sans nuit): brakuje jednej nocy (do tysiąca
i jednej nocy?). Nieciągłość, niekompletność jest fun­

9

�Tomasz Szerszeń • MICHEL LEIRIS INSTRUKCJA OBSŁUGI

substan cją m elancholii, obrazem (...) wszystkiego, cze­
go m i brak ...”31 Leiris podąża tropem Prousta, który

ręce lewej podlega to wszystko, co zwyczajowo postrze­
gane jest jako „gorsze” : związane ze śm iercią, nazna­
czone, skażone.34 Ludzka antropologia opiera się więc

wykorzystuje m etaforę rozmowy telefonicznej, by opi­
sać dośw iadczenie równoczesnej ob ecn ości i n ieobec­
n o ści - m elancholijnej niepełności, która jest rów no­
znaczna ze śm iercią. „T o on a mówi do nas, to jej głos
stam tąd dochodzi. Z jakże daleka! Ileż to razy nie m o­

n a symbolicznym rozdwojeniu: „człow iek jest bytem
podw ójnym - homo duplex - u którego to, co prawe

głem słuch ać bez lęku, jakbym w obliczu tej niem ożli­
w ości widzenia (...) czuł wyraźniej, ja k oszukańczy jest
pozór tej najsłodszej bliskości i jak daleko m ożem y się
znajdow ać od ukochanych rzeczy w chwili, w której

merów „D ocum ents” , Leiris natrafia na reprodukcję
dyptyku C ran ach a Lukrecja i Judyta. Lukrecja i Judyta -

zdają się one być na wyciągnięcie ręki. Rzeczywista

pięciu, części. Odkrycie C ran ach a naprow adza Leirisa
na pom ysł napisania autobiografii - Wiek męski jest już

i to, co lewe, różni się fundam entalnie.”35
W 1930 roku, szukając m ateriałów do jednego z nu­

dwie kobiece postaci, które symbolizują od tąd funda­
m entalne pęknięcie świata na dwie, pozostające w n a­

ob ecn ość - głos ten tak bliski - w równie rzeczywistym
oddaleniu. Lecz także zapowiedź wiekuistego oddalen ia.”32 O biekt m iłosny wymyka się - dlatego k och ać
napraw dę m ożna jedynie kam ienny p osąg lub uwięzio­
n ą A lbertynę.

w drodze. H ertzow ska podw ójność, dwubiegunowość
zostaje więc wprowadzona w sam o serce tem atyki auto­
biograficznej - „Ja” Wieku męskiego to homo duplex.
Książka Leirisa jest jednak, jak pisze w przedmowie au­
tor, „dziełem-czynem”, które przekracza granice litera­

T a k rozum iana m elan ch olia dotyczy nie tylko „ży­
c ia” (m iłości), ale - ja k zawsze u Leirisa - również d ru ­

tury i w ciela się w życie. D latego zarysowana w autobio­
grafii dychotom ia, pojaw ia się również w samym życiu:

giego członu opozycji, czyli „sztuki” (literatury). P isa­
nie, będ ące dla niego w alką ze śm iercią, z rozkładem ,
je st działaniem tragicznym : teraźniejszość wymyka się

rozdwojenie tekstu - na część praw ą (Lukrecja?) i lewą
(Judyta?) - odpow iada podziałow i Paryża (m iasta,
w którym francuski pisarz mieszkał przez całe życie) na

opisowi, podobn ie ja k obiekt m iłości wymyka się k o ­
ch ającem u, nie d ając się złapać in statu nascendi. D la ­
tego literatura, naw et ta najbliższa życiu, będzie za­

rive droite i rive gauche. Przestrzeń m iasta pokrywa się
symbolicznie z przestrzenią „życia” : Prawy Brzeg to M u ­
zeum Człowieka n a T rocadero (gdzie autor L ’Afrique

wsze przynależeć do tego, co m inione: „W ycofuję się
w ciąż w przeszłość, jestem urzeczony m oim i w spo­

fantôme pracow ał przez kilkadziesiąt lat) i etnografia.

m nieniam i z dzieciństw a i m łod ości - jeszcze ogólniej,

Także to, co zawodowe, oficjalne. Lewy Brzeg, lewa stro­
na m iasta (gdzie mieszkał przez ostatnie pięćdziesiąt lat)

przez wszystko, co stanow i w spom nienie. C h odzi m i
n ieustann ie o odtw orzenie, uchw ycenie m inionych
dośw iadczeń, które staram się ożywić z m aksym alną

odsyła do tego, co prywatne, intymne - do literatury.
R eguła gry jest, w tym wypadku, ściśle przestrzegana: et­
nografią Leiris zajmuje się w swoim gabinecie w M u ­
zeum, mieszkanie pozostaje dom eną literatury.
S ek w an a rozdziela w ięc autobiografię. Wiek męski
je st również płaszczyzną innego podziału, innego cię­

ostrością. N igdy nie m a doświadczenia teraźniejszości.
Lub raczej m oje jedyne dośw iadczenie teraźniejszości
istnieje w akcie pamiętania. O to stałem się kron ika­
rzem, zam iast być p o etą [podkreślenie m oje - T . S .].
H erezja p od ob n a do tej, jak ą zanotow ałem dziesięć

cia: „Skończyłem w łaśnie trzydzieści cztery lata, p o ło ­
wę życia” .36 „Ja ” staje się m iejscem rozdarcia.

d n i tem u: pisanie po fakcie; (...) W ięc, pisanie ok ale­
czone, które szuka oparcia w starych rzeczach, nie m a­

***

jące już siły, aby w zlecieć.”33
T eraz w idać to już wyraźnie: pusty grobow iec R o u ­
sseau jest, zarazem, grobem , w którym spoczęły szcząt­
ki M ich ela Leirisa.

W n o tatk ach do w ykładu w C ollège de Sociologie
Sacrum w życiu codziennym, szukając etnologicznej za­
sady organizującej codzienność, Leiris notuje:

PRAWE I LEWE
„Sztuka i życie, głos i ciało...”

„sen i nocne czuwanie
sztuka i życie
doświadczenia kluczowe i codzienna egzystencja

(Michel Leiris Fibrilles)

język mityczny i język potoczny”37

W 1909 roku Robert Hertz, socjolog ze szkoły Durkheima, pisze studium L a prééminence de la main droite.
Etude sur la polarité religieuse (O pierwszeństwie prawej
ręki. Studium na temat religijnej dwubiegunowości) .

O p isać życie, op isać siebie m ożna jedynie d ok on u ­
ją c niezliczonej ilości cięć - dzieląc bez koń ca. Za

W znow iona w 1928 roku książka zrobiła w ielką furorę
w śród francuskich antropologów związanych z M u ­
zeum Etnograficznym na T rocad ero i z „D o cu m en ts” .
W edług H ertza praw a ręka wiąże się w ludzkich w spól­

spraw ą C ran ac h a Leiris w prow adza do swej tw órczości
oparty w łaśnie n a d ych otom iach sposób organizacji
autobiografii. A więc: L u krecja i Judyta, antyczne i bi­
blijne, D o n Ju a n 38 i H am let, barok 39 i klasycyzm, p ra­

n o tach z tym, co „w łaściw e” , ojcow skie, podczas gdy

we i lew e,40 teatr przeżywany i teatr odgrywany... Ow o

10

�Tomasz Szerszeń • MICHEL LEIRIS INSTRUKCJA OBSŁUGI

„Ja” w poszukiwaniu swej „reguły gry/reguły ja”, jest
zawsze rozdarte między dwoma sprzecznościami. Dla­
tego proces opowiadania nie może zostać domknięty,
życie nie może zostać zakończone, zagadka rozwiąza­
na. Podwójność nie jest tu jednak figurą spotkania:41
u Leirisa parokrotnie pojawia się przypowieść o zakończeniu-spotkaniu, które kończy się fiaskiem. W tek­
ście z „Documents” pt. Caput mortuum ou la femme de
alchemiste francuski pisarz przywołuje starą arabską hi­
storię o spotkaniu derwisza z Bogiem. Spotkanie koń­
czy się zaskakująco: zamiast Boga, derwisz spotyka...
samego siebie (lub może Bóg posiada jego twarz). Ten
niepokojący „kafkowski” motyw pojawia się również
w patafizycznym tekście Sur le voyage de Magellan. Leiris przywołuje w nim starą prawdę starożytnych: spo­
tkanie z sobowtórem stanowi zapowiedź końca...

daje swemu porte-parole wymiar bohatera klasycznej
tragedii - to pierwszy krok do mityzacji „Ja” , która sta­
nie się główną zasadą Wieku męskiego. Strategia fran­
cuskiego etnologa opiera się na napięciu pomiędzy
„ja” i „nie-ja”: Siriel (czy Siriel Lechim) to jednocze­
śnie Leiris i nie-Leiris. Podobnie napięcie - między typowością a niepowtarzalnością - wyznacza charakter
gry w kości: każdy rzut jest typowy (istnieje ograniczo­
na liczba możliwości) i, zarazem, niepowtarzalny (nie­
powtarzalnie przypadkowy).
Warto przywołać w tym kontekście Leirisowskie
rozważania o Marcelu Duchampie. Jego twórczość tak pokrewna eksperymentom Raymonda Roussela
z „mechaniką” tekstu - służy jako pretekst do rozwa­
żań na temat „sztuki jako gry z zasadą tożsamości
[identyczności].”45 U Duchampa gra jest wszechobec­
na i przybiera rozmaite formy. Nie ogranicza się jedy­
nie do mylącej odbiorcę „gry iluzji”: jest (jak u Roussela) zasadą przewodnią, ponieważ - jak podkreślał
Leiris - „świat [Duchampa - T. S.] jest nierozwiązalnym splotem znaków i znaczonego lub symboli i symbolizowanego”.46 Owa gra destabilizuje sensy i spra­
wia, że „każda forma jest perspektywą innej według
pewnego znikającego punktu”.47 Względność form
i sensów przekłada się również na płaszczyznę tożsa­
mości seksualnej: w tytule słynnej pracy La mariée mi­
se à nu par ces celibataires, même Duchamp rozbija ją
na dwie części - kobiecą (MAR) i męską (CEL).
Leiris posuwa grę z własną autobiografią jeszcze da­
lej, czyniąc z gry słów, z przestawienia liter naczelną za­
sadę. Metamorfoza, wykroczenie poza siebie, rozgrywa
się więc na płaszczyźnie języka: dochodzi tu do głosu
Leiris-poeta, Leiris-miłośnik Roussela. Leiris-etnolog
wie jednak (nauczony doświadczeniem afrykańskich
badań terenowych nad kultami opętania i sekretnymi
stowarzyszeniami), że słowa mogą mieć moc przemie­
niania rzeczywistości. Wiara ta sprawia, że z czasem po­
rzuca on w końcu grę masek i pseudonimów, próbując,
za pomocą pisania, dogonić „życie”. Takie też jest dzie­
ło autora L ’Afrique: rozpięte między poezją i etnografią,
między totalnym rygorem języka (na wzór Roussela
i Duchampa) i wiarą w jego transgresyjną moc. Między
literackim „uprzestrzennieniem autobiografii” (na wzór
Mallarmé), a całkowitym wyjściem poza nią, ku „życiu”.
Między autobiografią, którą rządzi rousseańska zasada
szczerego wyznania, a autobiografią, którą rządzi sekret.

AUTOBIOGRAFIA I SEKRET
„Twoje działanie zawsze odnosi się do papieru.”
(Stéphane Mallarmé Quant au livre)

Vie —un Dé la sépare du viDe:42 rzut kości rozdziela
życie od pustki, czytamy w jednym z glosariuszy. Rysu­
nek André Massona z 1923 roku, przedstawia gracza
w kości. To portret Michela Leirisa, wówczas począt­
kującego poety, pozostającego pod wpływem ekspery­
mentów Stefana Mallarmé. Rysunek stanie się, jak na­
pisze później Leiris, jego symbolem: autor La Règle du
jeu pozostaje przez całe życie zafascynowany właśnie
kostką do gry, widząc w niej siłę zdolną przekształcać
nie tylko rzeczywistość poetycką, lecz również życie.
Leiris przenosi zasady gry w kości na płaszczyznę ję­
zyka i, równocześnie, na płaszczyznę autobiografii. N a
wzór Mallarmé, który w swym poemacie Rzut kośćmi
nigdy nie zniesie przypadku „uprzestrzennia lekturę”,
Leiris dokonuje „uprzestrzennienia autobiografii” otwiera ją na nowe, alternatywne możliwości. Pozo­
staje ona jednak ograniczona liczbą liter - to one wy­
znaczają przestrzeń gry (gdy rzucamy jedną kością,
mamy do dyspozycji sześć możliwości; podobnie słowo
„Leiris” składa się z sześciu liter, zaś „Michel” to kolej­
ne sześć). We wrześniu 1926 roku zanotuje w dzienni­
ku: „Michel Leiris - to mi wystarczy, by odwracając
moje nazwisko (Siriel Lechim), przemienić się nagle
w starego rabina.”43 Najprostsze odwrócenie liter
zmienia „Leirisa” w „Siriela” (tak też będzie nazywał
się bohater Aurory, jego pierwszej i jedynej powieści),
doprowadzając zarazem do karnawałowego odwróce­
nia znaczeń i „wyjścia z siebie”. Nowe imię produkuje
nowe sensy, odsyła do nowych kontekstów.44 Kolej­
nym wcieleniem staje się Damocles Siriel (który jest
bohaterem dwóch niezrealizowanych „autobiograficz­
nych” projektów: Starożytności Damoklesa Siriela
i Młodość Damoklesa Siriela, czyli Moja autobiografia od
rozpoczęcia wojny aż do utraty dziewictwa). Wprowa­
dzając „antyczne” imię (Damocles), autor Afrique na­

***

W swoich tekstach etnologicznych autor L ’Afrique
fantôme nie zajmuje się nigdy tematem struktur pokre­
wieństwa. Interesują go natomiast badania nad tym, co
sekretne: sekretny język, inicjacje, sekretne maski. T e­
matyka ta, jak pisze, ma fundamentalne znaczenie dla
zrozumienia ludzkich wspólnot: „Społeczeństwo prze­
jawia naturalną skłonność do sekretu. (...) posiada spe­

11

�Tomasz Szerszeń • MICHEL LEIRIS INSTRUKCJA OBSŁUGI

sem prowadzi go w zupełnie odmiennym kierunku.
W połowie lat 20. publikuje w „Révolution Surréali­
ste” swoje pierwsze glosariusze, w których próbuje nie
tylko podważyć przyjęte etymologie, lecz również do­
prowadzić do całkowitej destrukcji słownika.52
Podczas misji Dakar-Dżibuti Leiris zajmuje się ba­
daniem sekretnego języka inicjowanych w sudańskim
plemieniu Dogonów. Praca ta, wymagająca olbrzymie­
go wysiłku i samozaparcia (autor L ’Afrique fantôme nie
zna wówczas żadnego z języków afrykańskich), polega­
ła na procesie wielokrotnej deszyfracji: podczas badań
Leiris najpierw robi notatki fonetycznie, następnie
próbuje odczytać je wraz z tłumaczem (orientującym
się dobrze w zasadach sekretnego języka), który prze­
kłada je z kolei na codzienny język Dogonów. O stat­
nim ogniwem tego skomplikowanego procesu jest tłu­
maczenie na francuski. Sekretna mowa inicjowanych
ma hybrydyczny53 charakter: sens używanych słów
uległ w niej częściowemu zapomnieniu. Leiris przeno­
si obserwacje dotyczące specyfiki sigi so na płaszczyznę
literacką: w swoich glosariuszach i grach językowych
„wyciska słowa jak cytrynę”,54 poddaje je deszyfracji
(niczym elementy zapomnianej mowy), sprawia, że
każde słowo staje się „perspektywą innego”.55
Jednak jego największym pragnieniem jest przywró­
cenie słowom życia. Słowa ożywają więc, stają się obec­
ne - o wiele silniej niż „żywy głos”.56 Zyskują ciało. To
powiązanie słów i ciała ma swoją muzyczną analogię.
I to niekoniecznie w tak ukochanej przez Leirisa operze
(choć, jak pisał, „poetyckie pisanie jest, bez wątpienia,
(...) trochę czymś takim jak aria w operze...”57), lecz
w jazzie. Początek fascynacji tą muzyką pokrywa się
mniej więcej z pierwszymi eksperymentami językowymi,
z pierwszymi glosariuszami. Autor Wieku męskiego wie­
lokrotnie podkreślał transowość jazzu: podobnie jak
w kultach opętania (gdzie nawiedzający duch wstępuje
w ciało nawiedzanego i stapia się z nim w jedność),
w jazzie następuje niezwykłe, cielesne utożsamienie
„grającego” i „granego”. Muzyk „staje się” instrumen­
tem, zaś instrument tworzy - na czas szalonej improwi­
zacji - nierozdzielną jedność z muzykiem. Dla Leirisa
koncert jazzowy jest spektaklem opętania, w którym
ciało, słowo, instrument i muzyka, poprzez swój rytm,
„sklejają się”. Podobnie rzecz się ma z językiem. W Mu­
sique en texte et musique antitexte —komentarzu do Lan­
gage tangage - spuszczone z łańcucha słowa rozpoczyna­
ją szaleńczy taniec. Leiris, niczym opętany przez
jednego z demonów zâr, daje się prowadzić, dokąd
chcą. Czytelnik również. Jak w życiu, gdy nie jesteśmy
w stanie w pełni przewidzieć, co się wydarzy.
Tak powstaje mit. W Essai sur le merveilleux Leiris
powraca do Jarry’ego: cudowność rodzi się „pomię­
dzy”, na skutek nieporozumienia między myślą i mo­
wą. Mit jest więc skutkiem błędu w funkcjonowaniu
języka. Zinterpretowany przez Leirisa Jarry, ma wszak­
że swój antropologiczny kontekst. Autor L ’Afrique

cjalny język, różniący się od języka codziennego i nie­
zrozumiały dla nie-wtajemniczonych”.48 Dogonowie
i ich sekretny język pozostają prefiguracją społeczeń­
stwa: wspólnoty, w której to, co sekretne, strzeżone
jest przez język. Problem zrozumienia tajemnicy inicjo­
wanych jest więc w gruncie rzeczy problemem języko­
wym - zadaniem dla tłumacza, lub dla znawcy szyfrów.
W swych pismach autobiograficznych Leiris po­
wraca w zaskakujący sposób do tematyki Dogonów.
Pracując nad pośmiertną edycją dziennika intymne­
go, Jean Jamin zauważa,49 że Leiris zataił ważny szcze­
gół biograficzny dotyczący swojej żony50 i - w efekcie
- całego swojego życia. To „zniknięcie” - strategia
analogiczna do tej, jaką zastosował Georges Perec
w Zniknięciu, podniesiona tutaj do potęgi i obejmują­
ca całą autobiografię - jest zaskakujące, zwłaszcza
w przypadku autora, który wyznaje, że chciałby roz­
chorować się z powodu szczerości. Pragnienie, by wy­
znać wszystko, przekraczając zarazem granice litera­
tury, zostaje skonfrontowane z rodzinnym sekretem,
który okazuje się nie do wypowiedzenia. Coś pozosta­
je „między słowami”, zagubione przez mechanizmy ję­
zyka. Zniknięcie jest, zarówno u Pereca, jak i u Leirisa, faktem językowym: sekretu po prostu nie można
wypowiedzieć, zapisać... Cóż jednak począć z deklaro­
waną szczerością człowieka, który chce „powiedzieć
wszystko”? Leiris zdaje się być schwytany w pułapkę
języka: jest zarazem „sobą” (Leiris) i „innym” (Siriel);
jednocześnie mówi prawdę i kłamie... W całej jego
twórczości odnaleźć można ślady tej paradoksalnej
podwójności. Przybiera ona zaskakujące formy: jego
pierwsze prawdziwie etnograficzne badania dotyczyły
sigi so, sekretnego języka sudańskich Dogonów. Tym­
czasem proste przestawienie dwóch liter przemienia
„Dogon” w „Godon” - nazwa afrykańskiego plemie­
nia przekształca się w panieńskie nazwisko żony Michela. Leirisa interesują więc wewnętrzne analogie:
badaniom nad sekretnym językiem sigi so, odpowiada
sekretne autobiograficzne „zniknięcie”, Dogonom
odpowiada inne, tym razem paryskie, „plemię” - ro­
dzina Godon.51 Przestrzenie etnografii i autobiografii
zamykają się w jednym słowie.

SŁOWO I ODDECH
„Śniło mi się czasem, że - skoro słowo i oddech są związa­
ne - moje badania nad językiem sprawiły, iż utraciłem mowę...”
(Michel Leiris Wiek męski)
„Dopóki moje słowa będą żywe, będą miały kości, ciało
i skórę!”
(Michel Leiris Langage tangage)

Podobnie jak większość dzieci, mały Michel na­
miętnie studiował encyklopedie i słowniki. Do jego
ulubionych lektur należała w dzieciństwie Encyklope­
dia Larousse’a. To zamiłowanie do klasyfikacji z cza­

12

�Tomasz Szerszeń • MICHEL LEIRIS INSTRUKCJA OBSŁUGI

strzeni (...) czyż nie jest tutaj środkiem, by uprawiać
miłość z rzeczami, by wnikać w nie - aż do serca?”.62
Malarstwo Bacona, podobnie jak corrida, jest więc
próbą wniknięcia w rzeczywistość. W obu przypad­
kach autor L ’Afrique przywołuje metaforykę seksualną
(„realité enfin mise à nu”, czyli „rzeczywistość ostatecz­
nie obnażona” jak pisze63), bowiem miłość fizyczna
jest tu równoznaczna z użyciem siły. Podobnie, w obu
przypadkach, mamy do czynienia z wyzwaniem rzuco­
nym całej tradycyjnie rozumianej sferze estetyki: sztu­
ka Bacona nie ma nic wspólnego z porządkiem symbo­
licznym, który zwykle konstytuuje „sztukę”.
Dotykamy tu tematyki Realnego, tak jak ją przed­
stawiał Lacan. Jego poglądy rekonstruuje Markowski
w swej książce o Gombrowiczu: „W tym znaczeniu
sztukę można traktować jako obszar, na którym Real­
ne jest starannie wypierane (sztuka konwencjonalna)
bądź też na którym powrót Realnego staje się nie do
zniesienia (i także podlega wyparciu i cenzurze). (...)
sztuka (świadomie lub nieświadomie) lekceważy Real­
ne, gdyż jest ono dla niej nie do wytrzymania, a to ze
względu na jego radykalnie asymboliczny charakter.”64
I dalej: „jeśli się zgodzić, że Realne skrywa rozkosz, to
skrywa także ból i piękno (bolesne piękno), co prowa­
dzić może do wniosku, że (...) nie ma różnicy między
czystą rozkoszą i czystym bólem, albowiem i tu, i tam,
podobnie jak w przypadku piękna, zawodzi możliwość
symbolizacji.”65 Leiris zdaje się sugerować,66 że malar­
stwo Bacona pozostaje po stronie Realnego, po stronie
bólu i ekstazy, po stronie tego, co „nie do wytrzyma­
nia”. W tym sensie, Bacon jest prawdziwym briser
d’images - ikonoklastą, którego każdy obraz, każde po­
ciągnięcie pędzla wymierzone jest przeciwko innym
obrazom, przeciwko całej historii malarstwa. Jest tak­
że wyzwaniem mającym zbadać granice ludzkiej wy­
trzymałości.
„Obraz ma swoje partie rozpalone lub być może,
używając języka jazzu, swoje partie hot w opozycji do ca­
łości cool, te gdzie rzuca się kości w porównaniu do resz­
ty, która jest tylko neutralnością jednoznaczną z przepa­
ścią (....). Opozycja części powiedzmy „sakralnych”,
gdzie panuje wzburzenie, i części „świeckich” - najob­
szerniejszych - gdzie nic się nie dzieje.”67 Leiris opisuje
płótna Bacona tak, jak arenę walki byków: podobne dy­
chotomie organizują przestrzeń obrazu i areny („części
hot" i „części cool”, sacrum i profanum). W obu przypad­
kach czynnikiem wyznaczającym charakter, odpowied­
nio spektaklu i płótna, jest skaza. Baudelairowskie
„zgwałcone piękno” (lub, podążając śladem leirisowskich poszukiwań językowych, piękno „wypaczone”) piękno „lewe” - pojawia się nie tylko w szkicach o Fran­
cisie Baconie. W Lustrze tauromachii Leiris mówi
wprost: to, co naprawdę istotne („piękne”?), przekracza
granice estetyki (dlatego puste ornamenty stylu, pod­
czas walki raczej skrywają niż odsłaniają). Bacon, pod­
nosząc przerażający ochłap mięsa do poziomu Ukrzyżo­

przywołuje, po raz pierwszy w kontekście Rimbauda
i Roussela, zapomnianą dziś teorię Maxa Müllera, we­
dług której mity rodzą się na skutek swego rodzaju
„choroby języka”. Pozostaje pytanie: czy choroba języ­
ka byłaby również chorobą ciała?

SZTUKA I NUDA
„Zawsze ceniłem słodkawą gorycz koktajlów, śnieżny
smak szampana i przenikliwie ostre tchnienie whisky.”
(Michel Leiris Wiek męski)
„Fakty - wtrącił Heyst zwykłym swoim uprzejmym to­
nem - nie ma nic ciekawszego nad fakty. Nagie fakty.”
(Joseph Conrad Zwycięstwo)

Dlaczego pewne dzieła sztuki dotykają nas dogłęb­
nie, podczas gdy inne pozostawiają totalnie obojętny­
mi lub są po prostu nudne? Pytanie o nudę sztuki po­
jawia się w pismach Leirisa dwukrotnie i dzieli je
blisko pięćdziesiąt lat: po raz pierwszy w eseju o fetyszyzmie rzeźb Giacomettiego (1929), drugi raz w tek­
ście o obrazach Francisa Bacona. Dla francuskiego pi­
sarza i etnografa nuda ma jednak głębsze podłoże,
wykraczające poza granice estetyki. Jej korzenie tkwią
w charakterystycznym dla naszej epoki poczuciu życia
„wykastrowanego”, pozbawionego głębszych sensów życia bez sacrum.58
Według Leirisa, sztuka nie ma wystarczającej mocy,
by zastąpić to, co święte lub by zniwelować wszech­
obecne odczucie nudy. Istnieją jednak - jak twierdzi dzieła, które przekraczając granice tego, co estetyczne,
działają na nas niczym dobrze wymierzony cios bokse­
ra. Leirisa interesują właśnie te miejsca, momenty, gdy
sztuka wchodzi głęboko w materię życia, dotykając w prawdziwie cielesny sposób (podobnie jak miażdżąca
nos pięść, czy kończące walkę pchnięcie toreadora) tego, co „naprawdę istotne”. Dzieje się tak jedynie wte­
dy, gdy to, co widzimy, nakłuwa niczym barthesowskie
punctum.59 To ukłucie, otwarta rana - „przenikliwie
ostre tchnienie whisky” - związane jest z brutalnym re­
alizmem. „Brutalność faktu” Leiris odnajduje w obra­
zach Francisa Bacona.
Czym jest owa „brutalność faktu”? W eseju Co mi
powiedziały obrazy Francisa Bacona Leiris zauważa, że
obrazy te noszą bardzo materialny ślad działania mala­
rza, który w brutalny sposób odcisnął na nich swą
obecność.60 Ślad ten, prawdziwa rana, przywołuje ra­
czej rzeczywistość opisywaną w Lustrze tauromachii, niż
świat sztuki. W innym eseju (Francis Bacon dzisiaj) Leiris posuwa się jeszcze dalej, porównując brutalny gest
malarza do gwałtu, do aktu seksualnego, którego ce­
lem jest wniknięcie w materię świata: „Widzialne śla­
dy aktywności ręki - jej znaki na płótnie - pozostawia­
ją przypuszczenie (...) że jej ruch zmierza w istocie do
schwytania (analogicznego do porwania lub gwałtu)
rzeczywistości. (...) Zgwałcenie,61 roztrzaskanie prze­

13

�Tomasz Szerszeń • MICHEL LEIRIS INSTRUKCJA OBSŁUGI

wania, osiągnął bez wątpienia, tak poszukiwaną w lite­
raturze przez Leirisa, „szczerość” („obnażenie”) .
W jednej ze swych ostatnich książek Michel przy­
wołuje postać Olympii z obrazu Eduarda Maneta: na­
ga, przypominająca posąg - podobna do innych kobiet
pojawiających się w pisarstwie Leirisa. Tym, co nie­
przyzwoite u manetowskiej Olympii, nie jest jednak jej
nagość, lecz... wstążka. Ten pozornie nieistotny detal
jest tu kluczowy. Bez wstążki Olympia byłaby po pro­
stu nudna, pozostawiałaby nas obojętnymi. Tymcza­
sem piękno - tak jak je rozumie Leiris, tak jak je rozu­
mie Bacon i zapewne tak, jak je rozumieją pozostający
w „intymnym kontakcie ze śmiercią” toreadorzy - nie
może być konwencjonalne, zapoznane. Nie może być
nudne. Musi przenikać niczym punctum. Niczym obra­
zy Francisa Bacona. Niczym corrida.

ną dla Leirisa. Temat ten, obecny jest w Dzienniku
niemal od samego początku, pojawia się w kontekście
poszukiwania własnej techniki poetyckiej (np. w maju
1929 roku notuje: „... technika obiektywna i subiek­
tywna - czy naprawdę można je rozdzielić?”72), jed­
nakże nabiera prawdziwej aktualności podczas wypra­
wy do Afryki, gdy Michel spotyka się nie tylko z nową,
skomplikowaną rzeczywistością kolonialną, ale rów­
nież ze swoją nową profesją (i charakterystycznym dla
niej sposobem widzenia świata), czyli z etnografią. Et­
nograf jako podmiot, Afryka jako model, przedmiot:
taka, oczywista jak by się zdawało, relacja zostaje pod­
kopana w L ’Afrique fantôme. Podwójne doświadczenie
Leirisa - jako podmiotu (pisarz, etnograf) i przedmio­
tu (pacjent psychoanalityka, model malarzy) - nie po­
zwala mu spojrzeć całościowo na badanych, na Afry­
kę, na etnografię. Następuje moment demaskacji:
prawdziwym tematem etnografii jest etnograf. O sa­
motniony, skazany na subiektywność, piszący.
W jednym ze swoich listów do Leirisa Bacon pisze:
„Być może realizm jest, w swym najgłębszym wyrazie, za­
wsze subiektywny”.73 Paradoks, na którym zbudowane
jest L ’Afrique fantôme („to przez maksimum subiektyw­
ności możemy dotknąć prawdy...”), jest więc w gruncie
rzeczy problemem malarskim. Dzieło Leirisa jest jednak
niczym sprawnie działający organizm, w którym wszyst­
kie naczynia są ze sobą trwale złączone: malarskie zagad­
nienie jest jednocześnie problemem autobiograficznym.
Tekst, płaszczyzna kartki papieru, to miejsce spotkania
(i „identyfikacji”) podmiotu i przedmiotu.

PODMIOT I PRZEDMIOT
„Schellingiańska koncepcja dzieła sztuki, jako
miejsca utożsamienia [spotkania - T. S.] podmiotu
i przedmiotu”68 - notuje Leiris w swym dzienniku in­
tymnym. Artysta tworząc, oscyluje na cienkiej grani­
cy, która rozdziela świadome i nieświadome, to co su­
biektywne i obiektywne: Schelling zauważa tę
paradoksalną sytuację aktu twórczego. „«Ja» zaczyna
(akt twórczy - T. S.) świadomie (subiektywnie) i koń­
czy w sposób nieświadomy lub obiektywny...” ; „Jest ab­
solutnie niemożliwe, żeby coś obiektywnego zostało
stworzone ze świadomością (...) to, co jest prawdziwie
obiektywne (...) nie może więc być wprowadzone (do
dzieła sztuki - T. S.) ze świadomością" .69 Artysta jest
świadomy podczas tworzenia, natomiast to, co po­
wstało wymyka mu się - w tym sensie dzieło sztuki jest
autonomiczne, żyje własnym życiem. Z kolei sam akt
twórczy jest paradoksalnym momentem wykroczenia
poza siebie - ku temu, co „obiektywne”. W twórczości
Leirisa pojawiają się wątki, które doskonale pasują, by
je rozważyć w kontekście myśli Schellinga: problem
pisania jako opętania (nieświadome, więc „czy obiek­
tywne”?), projekt autobiografii możliwie jak najbar­
dziej „szczerej”, realistycznej aż do bólu.
Giacometti, Picasso, Bacon - bohaterowie esejów
Leirisa. Dzieło każdego z nich obraca się wokół tema­
tu „artysta i jego model”.70 Ten balzakowski motyw
wyznacza, zdaniem autora L ’Afrique, odmienność
sztuki współczesnej. W notatkach do wykładu
w Collège de Sociologie zapisuje on uwagę o znamien­
nym przesunięciu akcentów pomiędzy romantyzmem
a współczesnością: nie spoczywa on już na osobie two­
rzącej, na artyście, lecz na mechanizmie tworzenia, na
procesie twórczym. Wątek ten rozwija, koncentrując
się na Picassie (który jest przecież twórcą obrazu M a­
larz i jego model): „W obrazach Picassa (...) tematem
obrazu, jest sam akt jego stwarzania.”71
Malarski temat artysta-model nie jest niczym in­
nym jak relacją podmiot-przedmiot, tak przecież waż­

PATOS I TEATR
„Co dzień wdziewałem maski...”
(Michel Leiris Wiek męski)

W Wieku męskim Leiris przywołuje obraz burdelu
jako miejsca, które - gratka dla historyka czy antro­
pologa - pozwala przenieść się w przeszłość, ku staro­
żytności. „Jeżeli dość długo lubiłem burdel, to dlate­
go, że i on współuczestniczy w starożytności;
przypomina targ niewolników i rytualną prostytucję
antyku”;74 „Zaznałem w portowych burdelach wraże­
nia głębokiej ludzkości i wielkości, które odczuć moż­
na we wszystkich domach rozpusty...”75 - pisze. Te
konotacje (antyk, „wrażenie wielkości”...) odsyłają
w oczywistym kierunku: dla Leirisa burdel, podobnie
jak kobiece posągi, jest czymś par excellence klasycz­
nym. Dziwny to, rzecz jasna, klasycyzm, jednak jego
ślady są silnie obecne w całym dziele. Jego zasadniczą
cechą jest patos. I tak bohater Wieku męskiego
uwzniośla swoje życie seksualne, które, począwszy od
pierwszych dziecięcych snów i fantazji, przeniesione
zostaje na poziom mitu: „byłem wzruszony”76 pisze
Leiris o swej pierwszej erekcji. Podobną rolę odgrywa
alkohol: „Szklanka alkoholu podnosi mnie do pozio­
mu wielkich pijaków Dostojewskiego”.77 Wspomnie-

14

�Tomasz Szerszeń • MICHEL LEIRIS INSTRUKCJA OBSŁUGI

LUDZKIE I NIELUDZKIE

nia, drobne, z pozoru nieistotne fakty nabierają tragi­
zmu, są wyolbrzymione niczym gest teatralny. Rów­
nież literatura, sam fakt pisania jest z natury patetycz­
ny: „Moje wspomnienia podniesione do kwadratu
przez fakt, że je zapisuję”.78 W taki sposób - poprzez
analogię ze światem teatru i opery, przywołanie kla­
sycznych figur i poprzez sam proceder pisania - doko­
nane zostaje obejmujące historię życia uwznioślenie i,
w efekcie, mityzacja.
Patos jest zawsze przypisany scenie: Leiris podkreśla
swą, pochodzącą jeszcze z dzieciństwa, fascynację te­
atrem i operą. Scena staje się wzorcem porządkującym
przeżycia, magazynem metafor i figur pojawiających się
w literaturze i w etnografii. „Zachowywać się tak,
jakbym był w teatrze”79 to zasada organizująca leirisowską etnografię „ja”. Autor Wieku męskiego jest zara­
zem podmiotem i przedmiotem własnej obserwacji, ak­
torem i widzem: to rozdwojenie wyraża symbolicznie
Hamlet - figura wewnętrznego rozbicia, odsyłająca
również do obrazu „teatru w teatrze”.
«Teatr „ja”», «„ja” w teatrze świata». Teatralnie
skonstruowane „ja”80 jest głównym (i jedynym) akto­
rem i widzem na autobiograficznej scenie.81 Tożsa­
mość bohatera nie jest trwała, ponieważ jest każdora­
zowo tworzona przez padające z widowni spojrzenie
widza, który zmieniając nieustannie miejsca, zmienia
również perspektywę (z kolei aktor nieustannie prze­
mieszcza się). Teatr, podobnie jak kult zâr, jest więc
„szatnią osobowości”: „Chciałem najpierw zagrać rolę
Rolli, potem Hamleta, dzisiaj - Gérarda de Nerval. Ja­
ką - jutro?”82
Autor La Règle du jeu przejmuje terminologię po­
chodzącą ze świata teatru i przenosi ją na płaszczyznę
literatury, autobiografii i etnografii. O ile afrykańskie
i antylskie kulty opętania (zâr, wudu) określone zosta­
ją przez Leirisa (za Alfredem Métraux) jako „komedia
rytualna”, to tauromachii przypisane zostaje pojęcie
„tragedii”. Napięcie między tymi dwoma pojęciami
(odnoszącymi do dwóch przeciwstawnych rodzajów
widowisk), występuje na przestrzeni całego dzieła:
w Wieku męskim nadanie „tragicznego” wymiaru zda­
rzeniom, które zazwyczaj nie są za takie uznawane, jest
przyczyną zamierzonego komizmu. Ta ambiwalencja
tłumaczy zamiłowanie Leirisa do słodko-gorzkich, tragiczno-komicznych postaci z commedii dell’arte.83 Dla­
tego też tak często pojawiają się odwołania do Pajaców
Leoncavalla, które dotykają prawdziwego sensu te­
atralności: pozorności („śmiech poprzez łzy i prawda
poprzez teatr”).
Obrazy „teatru w teatrze” są więc kluczowe dla je­
go autobiografii, ujawniają bowiem właśnie pozorność
nie tylko widowisk, ale również całego procesu spisy­
wania autobiografii i, finalnie, świata w ogóle. Świat
jest teatrem. Pozostaje sprecyzować: dla Leirisa świat
bywa commedią deWarte, bywa inscenizacją Hamleta.
Bywa też Gombrowiczowską Operetką.

„Automat, który się rozbija, kurtyzana, która zdradza,
śpiewaczka, która ginie na suchoty - takie były wcielenia
gardzicielki, jawiącej się w marzeniu Hoffmanna; kształty
zmienne jak Meduza, w której każdy zdaje się rozpoznawać
kobietę, którą kocha.”
(Michel Leiris Wiek męski)
„Widziałem w nich tylko piękny posąg...”
(Michel Leiris Wiek męski)

W Aurelii Nervala statua zostaje rozbita. Leiris
przywołuje ten epizod w Essai sur le merveilleux,84 zesta­
wiając go z figurami, które pojawiają się w malarstwie
Giorgio de Chirico: przypomina o „cudowności”, „nad­
zwyczajności” posągów, o ich walorze symbolicznym.
Pragnienie tego, co nieludzkie, pragnienie zamiany
w „kamienną statuę” pojawia się wielokrotnie w jego
tekstach. Kamień, jednoznacznie kojarzony w Wieku
męskim z antykiem i z tym, co klasyczne, jest odpowie­
dzą na rozpad świata, który koroduje, który nieustan­
nie wymyka się, tak jak Afryka wymyka się pióru, któ­
re chce ją opisać i pozostaje czymś nieludzkim - zjawą,
fantôme: „(...) Nabrałem wcześnie zwyczaju pudrowa­
nia twarzy, jakbym ukryć ją chciał pod maską (...). Wy­
rażało to symboliczne pragnienie mineralizacji, stano­
wiąc reakcję obronną na wewnętrzną słabość i rozpad,
którymi czułem się zagrożony; chciałem zbudować so­
bie rodzaj pancerza, urzeczywistniając moim wyglądem
- ten sam ideał sztywności, który ścigałem w poezji.”85
Pewne wyobrażenia łączą Leirisa ze światem malar­
stwa De Chirico: „Świat moich snów jest światem nie­
realnym, brukowanym kamieniami, obramowanym
budowlami. N a ich frontonach czytam czasem tajem­
nicze sentencje. Jest to długi ciąg esplanad, galerii
i perspektyw, które przemierzam niczym całkowicie
abstrakcyjną przestrzeń ogołoconą ze wszelkiej ziem­
skiej realności. Królują tutaj: ołowiana nić, cyrkiel,
waga...”.86 Prawdziwie alchemiczna87 fascynacja ka­
mienieniem i stalą, potwierdza wyrażone w Wieku mę­
skim pragnienie:88 Leirisa interesuje moment, w któ­
rym doskonałość formy staje się alegorią śmierci,
negacją życia. Kamień i stal, od zawsze towarzyszące
tematyce melancholii, służą mu do stworzenia (auto)
portretu człowieka owładniętego obsesją pustki, para­
liżującym lękiem przed śmiercią.89
Dla Leirisa opera jest miejscem, w którym ciele­
sność zostaje w największym stopniu zanegowana.
Śpiewak, śpiewaczka operowa stają się alegorycznym
obrazem tego wszystkiego, co nieludzkie i niematerial­
ne i, równocześnie, rodzajem archetypicznego wyobra­
żenia kobiecości: dla Leirisa kobieta jest obrazem tego
właśnie, co nieludzkie; jest zawsze obiektem melan­
cholii. Podobnie niedostępna pozostaje Emawayish,
córka kapłana zâr: „Po całych miesiącach wstrzemięź­
liwości i uczuciowej pustki zakochałem się w Gonda-

15

�Tomasz Szerszeń • MICHEL LEIRIS INSTRUKCJA OBSŁUGI

AUTOBIOGRAFIA I BRAK GŁOWY

rze w Abisynce, która i fizycznie, i moralnie odpowia­
dała dwoistemu ideałowi Lukrecji i Judyty. (...) wyda­
wała się woskowym posągiem.”90
„Jedyne, co kocham w kobietach, to ich kryszta­
łowa biżuteria. Gdy oglądam je nagie, jedynym wa­
runkiem, bym mógł być podekscytowany, jest wy­
obrażenie sobie, że są statuami... N a własne ciało
spoglądam z niechęcią. Używam wszelkich środków
zdolnych nadać mu twardość granitu i całymi godzi­
nami utrzymuję je bez ruchu, wyobrażając sobie, że
w ten sposób przekształcę je w rodzaj statuy...”91 - pi­
sze w innym miejscu. Sceniczny zabieg przekształca­
nia własnego ciała w statuę przypomina o teatralnym
odniesieniu, które patronuje Wiekowi męskiemu. To
fragment rozmowy Fausta i Mefistofelesa, dotyczący
Meduzy:
Mefistofeles: „Daj temu pokój!/ Strzeż się, już ja
znam to./ To czarodziejski, martwy obraz, fantom:/ Le­
piej nie zważać na jej zdradny zew./ Kamienny wzrok
jej w człeku ścina krew/ I człowiek cały w kamień się
zamienia./ Czyżbyś Meduzy nie znał choć z imienia?”92
Scena jest miejscem wtajemniczenia (kobieta jako
Meduza), jest również miejscem przemiany (w ka­
mienny posąg). Leiris opisuje sam siebie jako już pora­
żonego wzrokiem Meduzy, skamieniałego. W tym sen­
sie, niezwykle trafione wydają się słowa Denisa
Holliera: narrator Wieku męskiego zastyga w grama­
tycznym „Ja”. To „Ja-które-umiera”.93
Meduza zabija spojrzeniem, Syreny kuszą śpiewem.
„Tym, co mnie często najbardziej dotyka w kobiecie,
jest jej głos”94 - pisze Leiris. Głos istnieje całkowicie
poza dotykiem, jest więc doskonałym „ucieleśnie­
niem” nieludzkiego stalowo-kamiennego ideału. Ale
głos jest również - jak w epizodzie Odysei, gdy Odyseusz kuszony jest śpiewem Syren - śmiercionośną bro­
nią, równie groźną jak wzrok Meduzy czy miecz Judy­
ty. Opera - ulubione miejsce Leirisa - staje się w tym
przypadku niebezpieczną przestrzenią, miejscem ku­
szenia. Staje się również metaforą sytuacji, w której
znalazł się autor i narrator Wieku męskiego: nieustają­
cego zagrożenia kobiecością. Śmiercią, którą kobieta95 niesie leirisowskiemu „Ja”...
Kobiety Leirisa są więc nieludzkimi statuami o an­
tycznym rodowodzie: Aurora,96 Lukrecja, Judyta,
Olympia, Nereida... W rzeczywistości są one bliskimi
siostrami bohaterek Gerarda de Nervala: Aurelii, Syl­
wii, Pandory... i Chwały Raymonda Roussela.97
Czymże bowiem innym jest rousselowska gloire, jeśli
nie (gramatyczną98) kobietą? Czymże innym, jak nie
ukoronowaniem świetlanym kręgiem, uwiecznie­
niem, zamianą w majestatyczny posąg, zamarciem
w chwale?
Jednak statua zawsze ulega rozbiciu. Proces mine­
ralizacji nigdy nie może dobiec końca, schwytany
w obłędną logikę błędnego koła: posąg formuje się, by
następnie skruszyć się na nowo.

„Wyobrażam sobie samego siebie (...) niczym Holofernes
z odciętą głową!”
(Michel Leiris Wiek męski)

Pisząc o operze Pucciniego Turandot, Leiris przy­
wołuje raz jeszcze biblijną historię Judyty i Holofernesa. W tym kontekście pojawia się projekt eseju Turan­
dot lub triumf Holofernesa, który byłby rodzajem
powrotu do kluczowego dlań, zaczerpniętego z obrazu
Cranacha, wątku.
W Wieku męskim utrata głowy99 staje się zaskaku­
jącą figurą autobiograficzną. „Autobiografia wywołuje
ten sam skutek, co działanie Judyty: oddziela głowę od
ciała, oddala tego, kto podejmuje zadanie autoprezen­
tacji, od niego samego” - pisze Denis Hollier. I dalej:
„Według stwierdzenia Bataille’a człowiek jest tym,
czego mu brakuje: z braku głowy rodzi się także auto­
biografia. Podmiot autobiografii jest (...) tym, kto tra­
ci twarz, kto w głębi samego siebie spotyka innego bez
twarzy, rozpoznaje siebie w wyzutej z „ja” trzeciej oso­
bie. Takie właśnie jest autobiograficzne caput mortuum: jej alchemia dąży do połączenia w jedną potwor­
ność własną twarz i brak twarzy innego.”100 Można
dodać coś jeszcze: brak głowy jest oczywistą figurą nie­
obecności. Piszący autobiografię musi się określić,
„amputuje” więc niektóre części „Ja” - fragmenty wła­
snego „ciała”, fragmenty własnej historii.101 Nie da się
opowiedzieć wszystkiego: pisząc tracimy fragmenty
naszego życia. Tracimy siebie.
Czego brakuje w autobiografii Leirisa, co zostaje
„ucięte”? „Wraz z La Règle du jeu autobiografia traci
swe centrum i swój sens: życie”102 - pisze Nathalie Bar­
berger. Autobiografia, która zostaje „pozbawiona gło­
wy”, nie ma końca, brakuje jej rozwiązania, osi: Leiris
opowiada kolejne anegdoty, kolejne historie, wzbogaca
fabułę, dokonuje kolejnych interpretacji tych samych
wspomnień z dzieciństwa. Przywołuje te same motywy
(co widoczne jest zwłaszcza w cyklu La Règle du jeu),
które powracając, paraliżują narrację. Opowieść nie
postępuje, nadmiar słów sprawia, że właściwy cel auto­
biografii - „życie” - gubi się gdzieś po drodze. „Nigdy
nie dochodzimy do ostatniej litery ostatniego słowa”:103 autobiografia nie może zostać dokończona.104
Figura ta posiada jeszcze jeden, trochę inny, sens.
Literatura bywa bowiem niebezpieczną grą, w której
można, dosłownie, stracić głowę - otrzeć się o obłęd.
Tymczasem dla Leirisa pisanie - rytuał nie mniej
prawdziwy niż kult zâr - jest zawsze równoznaczne
z opętaniem. Ta symboliczna dekapitacja oznacza
więc depersonalizację: coś czego nie kontroluję, „mó­
wi za mnie”.105 Głos, który wydobywa się z samych
trzewi. Czy to jeszcze „Ja”?
Niebezpieczeństwo grozi również z innej strony.
Radykalny gest Leirisa - destrukcja słownika i, przede
wszystkim, próba wcielenia literatury w życie, zaś życia

16

�Tomasz Szerszeń • MICHEL LEIRIS INSTRUKCJA OBSŁUGI

w literaturę - oznacza osiągnięcie miejsca, skąd nie
ma już powrotu. Dalej czyha prawdziwa gilotyna
i prawdziwy miecz.

mat samobójstwa pojawia się jako pomysł na rozwiąza­
nie problemu błędnego koła, w które wpadł Heyst bohater projektowanej w Afryce powieści.
W następstwie nieudanej próby samobójczej Leiris
zastępuje je, jako projekt rozwiązania splotu „dzieła”
i „życia”, ideą spalenia własnych książek112 - chce „na­
prawić błąd, jakim było ich napisanie”. „Spalić to, z po­
wodu czego istnieję, by nie zostać spalonym samemu...”113 W swym projekcie Leiris bliski jest postawie
wzywającego do pisania krwią Friedricha Nietzschego:
w rozprawie Literatura a tauromachia przywołuje metafo­
rę ognistego pióra („pod zdaniami autora papier marsz­
czyłby się i zapalał za każdym dotknięciem pióra
z ognia”114). Pisząc, palimy własne książki. Jednak, jak
sugeruje Leiris, tylko takie, równoznaczne z „utratą gło­
wy” pisanie - pisanie, w którym górę bierze wyciskająca
łzy i krew, ognista namiętność115 - sprawia, że literatura
przekracza swe granice: ku „życiu”.
Pragnienie pisania „ognistym piórem” jest jednak
naznaczone bluźnierstwem. Pisarz, który marzy o wyjściu
„poza literaturę”, jest z natury podejrzany. To niebez­
pieczny alchemik lub ktoś, kto zaprzedał duszę diabłu.
Leiris doskonale zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństwa,
jakim jest uczynienie z literatury „życia” (przypomnijmy:
Wiek męski pojawia się w 1939 roku) czy dosłowne po­
traktowanie metafory spalenia książek. Wie, co w tam­
tej sytuacji politycznej może oznaczać „utrata głowy”...

PAPIER I ŚMIERĆ
„Powinienem był popełnić samobójstwo, jest to jednak
ostatnia rzecz, jaką zrobię.”
(Michel Leiris Wiek męski)

W nocy, tuż przed podjęciem próby samobójczej,
zapisze: „Pisząc, szukam schronienia w przestrzeni bia­
łej kartki, jak struś chowający głowę, tak jak gdyby ta
kartka była światem bez gęstości, gdzie śmierć nie mo­
że wniknąć”.106 Zarówno Dziennik, jak i całą autobio­
graficzną prozę Leirisa (ale również niektóre teksty et­
nograficzne) można czytać jako rozważanie na temat
śmierci. Motyw ten powraca u autora L ’Afrique
fantôme regularnie, prawie zawsze właśnie w kontek­
ście literatury. Przestrzeń białej kartki jest rodzajem
azylu, który chroni przed naznaczonym rozpadem
światem zewnętrznym. Pisanie jest jednak, z natury,
pełne ambiwalencji: jest równoczesnym odwleczeniem
śmierci i jej zapowiedzią. Heroiczną walką, która nie
może zostać wygrana: „Poezja [pisanie poezji] nie jest
niczym innym jak długą walką ze śmiercią”; „każde
działanie artystyczne, jakiejkolwiek natury, korzenia­
mi sięga do tej wojny przeciwko śmierci...”107
Pojawia się tu ponownie paradoksalne błędne koło
- zasada organizująca kolejne dzieła Leirisa. „Pisanie,
które jest końcem”: pierwsze zapisane słowo wyłącza
piszącego z porządku „życia” i - podobnie jak fanfary
oznajmiające początek corridy - jest sygnałem nie­
uchronnej śmierci. Stąd metafora literatury jako are­
ny, autora zaś jako toreadora („jestem naprzeciwko li­
teratury niczym torero”). W takim ujęciu staje się ona
rodzajem morderczej rozgrywki, w której autor, będąc
równocześnie toreadorem i bykiem, znajduje się za­
wsze w sytuacji bez wyjścia.
„Wcielić śmierć w życie, sprawić, by stała się w ja­
kiś sposób rozkoszna (jak gest torera, który łagodnie
wciąga byka w fałdy kapy czy mulety): na tym powin­
na polegać działalność budowniczych luster...”.108
Podjęcie wyzwania, wkroczenie na arenę jest rodzajem
pięknego samobójstwa. Warto pamiętać, że tytuł naj­
ważniejszej leirisowskiej rozprawy o literaturze (De la
litterature considéré comme une tauromachie),109 jest
bezpośrednim nawiązaniem do tytułu słynnego dzieła
Thomasa de Quincey De l'assasinat considéré comme un
des beaux-arts...110
Właśnie temat zabójstwa-samobójstwa111 pojawia
się u Leirisa wielokrotnie. Jawi się jako sposób na prze­
rwanie błędnego koła, nierozerwalnego splotu „życia”
i „sztuki”, które jest głównym zagadnieniem cyklu au­
tobiograficznego. Szukając reguły gry, reguły „ja”, za­
pisze w dzienniku: „La Règle du jeu (reguła gry¡reguła
„ja”) - samobójstwo?”. Z kolei w L ’Afrique fantôme te­

ŚMIERĆ I STYL
„Powiedz mi, Gitanillo, czy twoje serce przestaje bić, gdy
walczysz na arenie?”
(Corochano)

Ceremoniał pogrzebowy Dogonów to, według Leirisa, „opera pogrzebowa” (opera funebré). Ta sama me­
tafora116 pojawi się w serii wierszy poświęconych corri­
dzie: tauromachia, opera i śmierć są ze sobą w intymny
sposób powiązane. N a arenie, tak jak w operze, serce
przestaje bić. Śpiewak operowy zmienia się w nieru­
chomą statuę - podobnie jak toreador przed decydują­
cym pchnięciem. W martwy posąg. W głos. Muzyka muzyka operowa, ale także, jak pisał José Bergamin,
„milcząca muzyka” corridy - jest uwolnieniem od
obecności, czymś „na kształt śmierci”. „Umrzeć trochę,
by zapomnieć, że później umrę całkowicie”117 - pisze
Leiris, miłośnik opery i tauromachii...
Leiris pierwszy raz ogląda corridę wspólnie z Picassem,118 22 sierpnia 1926 we Fréjus. Jednak swoje ob­
jawienie przeżywa dopiero po powrocie z Afryki, na
którejś z kolei walce,119 gdy ogląda na arenie Rafaelillo - toreadora z Walencji. W liście do wybitnego
znawcy corridy André Castela (sierpień 1938), Leiris
przypisał temu momentowi wagę epifanii: „W żadnym
dziele artystycznym i literackim nigdy nie odnalazłem
odpowiednika tego, co poczułem w Walencji, ogląda­
jąc walczącego Rafaelillo (...) Wiem, że w całym mo­

17

�Tomasz Szerszeń • MICHEL LEIRIS INSTRUKCJA OBSŁUGI

im życiu nie doświadczyłem czegoś podobnego.” Epifa­
nia? Lecz jakiego rodzaju? Co w tym wypadku kryje się
pod tym zapoznanym i niejasnym pojęciem?
Leiris był przeciwny estetyzacji walki, która skrywa
właściwy sens widowiska. Tauromachia, której symbo­
lem jest walczący na arenie Rafaelillo, sytuuje się więc dla
niego poza „sztuką”, poza kategoriami estetycznymi. Czy­
li gdzie? W sferze religii? Według Annie Maillis,120 rze­
czywiście możemy mówić o momencie religijnym u Leirisa właśnie wtedy, gdy pisze on o corridzie (jednak, wbrew
pozorom, autor Lustra tauromachii niewiele miał wspól­
nego z okultystyczną religijnością Georgesa Bataille’a121).
Jednak epifania ta ma specyficzny sens: Lustro tauroma­
chii - podobnie jak inne cenione teksty o corridzie (Ber­
gamin, Montherlant, Hemingway...) - jest przede wszyst­
kim doskonale napisane (dlaczego teksty o corridzie są
tak dobrze napisane?). Leiris osiąga momentami szczyty
stylistycznej maestrii: jego styl pozwala, przez krótką
chwilę, uwierzyć, że to, co napisane jest tak dobre, a na­
wet lepsze niż corrida. Lepsze niż... „życie”.
Jeśli więc mamy do czynienia z epifanią, jest to bez
wątpienia epifania stylu. Leiris wykracza, na krótki mo­
ment (być może jedynie w paru akapitach, kilku zda­
niach...), poza „sztukę” i poza „życie”. Literatura, któ­
ra przekracza „literaturę”? Sprawa dość kłopotliwa
i raczej problematyczna. Jednak podobny, dziwny splot
odnaleźć można w... Szkicach piórkiem Andrzeja Bob­
kowskiego. We wspaniałym, napisanym niby od nie­
chcenia (jakby na marginesie niezwykle intensywnych
momentów życia), fragmencie poświęconym rowero­
wej podróży po południu Francji. Upadek Francji,
triumfująca Trzecia Rzesza. Bobkowski „urywa się
z łańcuszka” i odbywa wakacje życia: słońce, rower, La­
zurowe Wybrzeże, Alpy, wolność. Przy okazji (późnym
wieczorem, po zakończonej szaleńczej rowerowej jeździe) notuje swe wrażenia. Wychodzi wspaniale. Pozo­
staje pytanie: lepiej czy gorzej niż w rzeczywistości?
Lepsze jest Camargue ze Szkiców piórkiem, czy lepiej by­
ło „być tam” - na rowerze w Camargue? Triumf „życia”
nad literaturą? Czy może raczej stylu nad „życiem”?
Tauromachia, tak jak ją widzi Leiris, stawia więc
podobny problem. To, być może, jedyny - „epifaniczny” - moment, który wymykałby się błędnemu kołu,
tej „regule gry”. Czy jednak na pewno?

wywracając słowo na „drugą stronę”, odwraca również
porządek świata: „Jeśli jest tak, że mówię językiem
śmierci, śmierć przestaje być śmiercią (nie jest już wię­
cej końcem wszystkiego, ale odległą krainą, z którą
może mnie trochę oswoić słowny egzotyzm).”122 Leiris
mówi więc językiem „wywróconym na drugą stronę”,
„prześlizguje się po odwrotnej stronie śmierci”.123 De­
strukcja słownika, zniszczenie sensów są równoznacz­
ne z chwilowym zawieszeniem, z jej oswojeniem. To
odwleczenie może nastąpić jedynie przez przemianę
znaczeń słów.
Śmierć i mort. Oba słowa, polskie i francuskie, są
krótkie, jednosylabowe, wymawia się je jednym
tchem. W Langage tangage Leiris przekształca mort
w „me met hors” - cztery litery zostają przekształcone
w dziewięć liter. W innym glosariuszu mort zostaje
jeszcze bardziej rozciągnięte, stając się „minotaure
amateur d’hommes. Saumatre traumatisme”. Zamiast
jednego słowa mamy więc kilka o innym niż pierwot­
ne znaczeniu. Zamiast dziewięciu - czterdzieści dwie
litery. Leiris dosłownie rozciąga śmierć, tym samym ją
neutralizując. Wyrok zostaje chwilowo zawieszony.

MUZYKA I ŚMIERĆ
„Ojciec mój zmarł był przed przeszło rokiem, w śnieżysty
dzień, po chirurgicznym zabiegu. Zawsze rozmiłowany w mu­
zyce, zażądał od mojego brata - wiedząc, że wkrótce umrze
- aby ten zagrał mu na skrzypcach ulubioną melodię.”
(Michel Leiris Wiek męski)
„Zycie jak opera, z miłością by załamać linię melodyczną
i ze śmiercią, by nadać mu całą swą doniosłość w finale.”
(Michel Leiris Fibrilles)

Dziennik rozpoczyna się przywołaniem Święta wio­
sny Strawińskiego. Tematyka muzyczna, powracająca
regularnie. Muzyka i śmierć. Leiris życzył sobie, by na
jego pogrzebie odtworzono Bal maskowy (!) Verdiego.
Tymczasem zgromadzeni nad grobem usłyszeli owszem
Verdiego, ale... Simona Boccanegra.
A więc pomyłka. Reguła nie zadziałała, gra nie zo­
stała rozegrana zgodnie z planem: zwieńczeniem życia,
jego podsumowaniem nie staje się Bal maskowy. Po­
wtórzmy raz jeszcze za Denisem Hollierem: „nigdy nie
dochodzimy do ostatniej litery ostatniego słowa” - au­
tobiografia wymyka się, pozostaje niedopowiedziana,
kończy się na V(erdim), a nie na Z...

JĘZYK I ŚMIERĆ
„Umrzeć trochę, by zapomnieć, że później umrę całko­
wicie.”
(Michel Leiris Langage tangage)

Przypisy

Pod koniec życia Leiris pisze Langage tangage ostatni tom gier słownych, który dopełnia rozpoczętą
w 1924 roku pracę nad destrukcją słownika. Zaryso­
wuje w nim nową perspektywę na język: przekształca­
nie sensów jawi się tam jako rodzaj gry ze śmiercią.
Gry, którą cechuje karnawałowe odwrócenie, bowiem

1
2
3
4
5

18

Perec G./Markowski M. P. Gabinet kolekcjonera/Perekreacja, Warszawa 2003, s. 83
Svevo I. Zeno Cosini, Warszawa 1966, s. 346
Leiris M. Wiek męski, Warszawa 1972, s. 37
Błoński J. w: Leiris M. Wiek męski, s. 180
Blanchot M. w: „L’Ire des vents” 3-4/1981.

�Tomasz Szerszeń • MICHEL LEIRIS INSTRUKCJA OBSŁUGI

6
7
8
9

10

11
12
13

14
15
16

17
18
19

20
21
22
23
24
25
26
27

28
29
30
31

Błoński J. w: Leiris M. Wiek męski s. 184
Nadeau M. Michel Leiris et la Quadrature du Cercle, ed.
MAURICE N A D EA U 2002, s. 110
Leiris M. Journal 1922-1989, Gallimard 1992, s. 32
Maurice Blanchot pisze: „Za każdym razem, gdy myśl za­
tacza błędne koło, oznacza to, że właśnie dotyka czegoś
oryginalnego, od czego wychodzi i co może przekroczyć
tylko po to, aby do tego powrócić.” (Wokół Kafki, War­
szawa 1996, s. 119).
Leiris M. Journal 1922-1989, Gallimard 1992, s. 169.
Warto w tym kontekście wspomnieć kafkowską formu­
łę: „Pisać, aby móc umrzeć - Umrzeć, aby móc pisać.”
Leiris M. Journal 1922-1989, s. 512
Leiris M. Journal 1922-1989, s. 541
Problem błędnego koła pojawia się na wszystkich pozio­
mach, również na poziomie odbioru. Leiris wyprzedza in­
terpretację, rozbraja badacza: „Niechaj sobie współcze­
śni badacze podświadomości mówią o Edypie, kastracji,
poczuciu winy, narcyzmie; nie wierzę, aby posunęli na­
przód zrozumienie istoty problemu...” pisze Błoński, re­
konstruując niejako poglądy autora Wieku męskiego.
Leiris M. Francis Bacon ou la brutalité du fait, L'Ecole des
lettres 1996, s. 60
Leiris M. Francis Bacon ou la brutalité du fait, s. 60
W malarstwie, podobnie jak podczas tauromachii, życie
powstaje (uobecnia się) w miejscu spotkania płótna (by­
ka) i artysty (toreadora): „Im bardziej artysta będzie
obecny (...), tym bardziej żywotny będzie obraz - miejsce,
w którym dokonuje się spotkanie tych dwóch rzeczywi­
stości...” (Leiris M. Francis Bacon ou la brutalité du fait,
s. 16-17)
Leiris M. Ruban au cou d’Olympia, Gallimard 1981, s. 13
Leiris M. Glossaire J ’y Serre mes Gloses w: Mots sans
mémoire, Gallimard 1969, s. 113
Michalski K. Płomień wieczności. Nietzsche o czasie, śmier­
ci i miłości „Europa. Tygodnik idei” nr 16 (159), s. 13
Ważnym punktem odniesienia jest tu tekst Dariusza
Czai Zycie czyli nieprzejrzystość („Konteksty” 3-4/2002,
s. 6-22) i tocząca się wokół niego, na łamach „Kontek­
stów” właśnie, dyskusja. Nie sposób omówić w przypisie
wszystkich tez Czai - przywołajmy jedynie puentę tek­
stu: „Zycie jest opowieścią o nieczytelnym wzorze, mówi
Ricoeur. Zycie jest puzzlem, powiada Perec. Puzzlem,
czyli zagadką. Nie ma rozwiązania zagadki życia, dopo­
wiada Dilthey. Ale wysiłki, by odnaleźć przynajmniej za­
rysy wyjściowego obrazka, nie ustają. C ’est la vie. Bo
Francuzi zawsze wszystko wiedzą najlepiej.”
Jak nazywa Leirisa Jan Błoński (Posłowie do Wieku mę­
skiego s. 184).
Blanchot M. w: „L’Ire des vents” 3-4/1981.
Hollier D. La Poésie jusqu’à Z, w: Dépossédés, Editions
des Minuit 1993.
Hollier D. La Poésie jusqu’à Z, s. 26
Hollier D. La Poésie jusqu’à Z, s. 25
Hollier D. La Poésie jusqu’à Z, s. 24
Angielski przekład (Nights as Day, Days as Night) idzie
w innym kierunku, ignorując wątek braku.
Podążam tu za „fonetycznym” tłumaczeniem Jana Gondowicza. Nie mniej zasadne jest tłumaczenie reusement
jako śliwie, zaś heuresement jako szczęśliwie.
Barberger N. L ’Ecriture de deuil, Presses Universitaires
Du Septentrion, 1998.
Wszystkie cytaty pochodzą z Wieku męskiego.
Leiris M. Journal 1922-1989 s. 167
Leiris M. Wiek męski s. 130

32 Proust M. Pamięć i styl, Kraków 2000, s. 112
33 Leiris M. Journal 1922-1989, s. 370
34 Przeklęta leworęczność staje się ważnym punktem od­
niesienia dla antropologii francuskiej lat 30. (którą Ja­
mes Clifford nazwał właśnie „antropologią spod znaku
lewej ręki”), dla Georgesa Bataille'a i kręgu „Docu­
ments” (gdzie tak istotną rolę odgrywało zagadnienie fetyszyzmu), bowiem tylko to, co „lewe”, może stać się fe­
tyszem, i na odwrót - fetysz „rodzi się” zawsze po lewej
stronie.
35 Hertz R. La prééminence de la main droite. Etude sur la po­
larité religieuse, Paris 1928, s. 128
36 Leiris M. Wiek męski, s. 21
37 Leiris M. L ’homme sans honneur, Editions Jean-Michel
Place, 1994, s. 89-90
38 Warto pamiętać o zarysowanej przez Leirisa metaforze:
toreador jest Don Juanem, Don Juan jest toreadorem...
39 We wstępie do nowego wydania La Règle du jeu (Pleiade, 2003) Denis Hollier przeciwstawia „klasycyzm” Wie­
ku męskiego, „barokowi” La Règle du jeu: dychotomia ta
przekracza jednak kwestię stylu, stając się czymś funda­
mentalnym nie tylko dla literatury, lecz również dla au­
tobiografii. Klasycyzm wiąże się z zamiłowaniem do an­
tycznych figur, lecz również z pragnieniem „symbolicznej
mineralizacji” i dążeniem do „prostoty”, „bezpośrednio­
ści” (chęci „rozjaśnienia” własnego życia), podczas gdy
barok jest tu odpowiednikiem bataillowskiej transgresji,
przekroczeniem reguły i, przede wszystkim, zasadą waria­
cji i powtórzenia, która sprawia, że motywy nieustannie
powracają. Klasycyzm jest dla Leirisa również rodzajem
ucieczki przez światem, mineralizacją właśnie, zamknię­
ciem - przemianą w kamień (śmiercią), by ocalić życie
(co na poziomie literatury oznacza rygor). Barok, od­
wrotnie: żywotna wybujałość stylu (widoczna zwłaszcza
w powtórzeniu, w wariacji) skrywa pustkę, śmierć. Te
dwie sprzeczności ustanawiają relację między życiem,
sztuką i śmiercią (która, jak obsesyjnie powtarzał Leiris,
zawsze jest u końca). To zawikłanie znajduje swe odbi­
cie na arenie. Dla francuskiego etnologa walka z bykiem,
będąc widowiskiem prawdziwie barokowym i operowym,
jest zarazem poszukiwaniem klasycznej czystości.
40 Leiris zbliża się tu do Gombrowicza, który w podobny
sposób organizuje świat przedstawiony, w podobny spo­
sób wprowadza wątki autobiograficzne (quasi-naukowość
w Byłem pierwszym strukturalistą) zajmują go podobne dy­
chotomie (sztuka i życie, świat zewnętrzny i ja...). Rów­
nież Gombrowiczowi patronuje lewa ręka...
41 Dlatego trop heglowski byłby tu chybiony.
42 Brzmieniowe podobieństwo „życia” i „pustki” - vie i vide
- bywa wykorzystywane we francuskim: np. znawca
twórczości Raymonda Roussela François Caradec, ukuł
grę słowną „vie de Roussel Roussel”...
43 Leiris M. Journal 1922-1989, s. 125
44 Siriel brzmi orientalnie (co sprawia, że dodanie doń na­
zwiska Lechim, doprowadza do metamorfozy w żydow­
skiego rabina), ale brzmi również „antycznie”... Leiris
wykracza następnie poza możliwości, jakie daje mu wła­
sne nazwisko: do Siriela (który tu występuje jako nazwi­
sko) dołącza antyczne imię Damocles. Z czasem pojawi
się jeszcze jeden, podobnie brzmiący wariant: Ximenes.
45 Leiris M. On Duchamp „October” 112 (1/2005), s. 47
46 Leiris M. On Duchamp, s. 49
47 Leiris M. On Duchamp, s. 47
48 Leiris M. La langue secrete des Dogon de Sanga, Jean-Mi­
chel Place 1988, s. 12

19

�Tomasz Szerszeń • MICHEL LEIRIS INSTRUKCJA OBSŁUGI

49 Jamin J. Présentation w: Leiris M. Journal 1922-1989, s. 14
50 Wbrew temu, co podawał w swoich książkach autobio­
graficznych i w swoim dzienniku intymnym (!), żona Leirisa Louise Godon była w rzeczywistości córką, a nie sio­
strą żony Daniela Henry Kahnweilera - znanego
marszanda sztuki awangardowej.
51 W swoim komentarzu do Glossaire, Leiris pisze: „Nie tylko
mowa, lecz cała sfera myśli opiera się na grze transpozycji,
na symbolach, które możemy zakwalifikować jako metafo­
ryczne.” Dogon i Godon: właśnie metaforyczność języka,
umożliwia równoczesną etnografię i autobiografię...
52 W Glossaire (1925), będącym ówczesnym manifestem
jego poglądów na temat języka, pisze: „Gigantyczna po­
myłka sprawiła, że ludzie uwierzyli, iż mowa powstała
by ułatwić ich codzienne relacje. Ludzie tworzą słowni­
ki z lenistwa. W słownikach słowa są katalogowane,
obdarzone dokładnie określonym sensem, opartym na
zwyczaju i etymologii. Tymczasem etymologia jest na­
uką pustą, która w żadnym stopniu nie wyjaśnia praw­
dziwego sensu słowa (...) Rozczłonkowując słowo (...)
na małe części, nie troszcząc się ani o etymologię, ani
o przyjęte znaczenie, odkrywamy jej najbardziej skryte
cechy i tajemne rozgałęzienia.(...) Tak więc język prze­
kształca się w wyrocznię...”. Kilkanaście lat później,
w notatkach do wykładu w Collège de Sociologie, Leiris pozostawia na marginesie rodzaj przypomnienia:
„traktować mowę jak rzecz świętą [z porządku sa­
crum]...”. W ątek ten, powraca niczym refren: język jest
domeną augurów.
53 Leiris M. La langue secrète des Dogon de Sanga, Jean-Mi­
chel Place 1988, s. 31
54 Leiris M. Entre augures, Terrain vague 1990, s. 14
55 Jak w przypadku Roussela i Duchampa (patrz: Leiris M.
On Duchamp „October” 112).
56 Leiris M. Langage tangage ou Ce que les mots me disent,
Gallimard 1985, s. 124
57 Leiris M. Langage tangage, s. 112
58 Leiris M. Lustro Tauromachii, Gdańsk 1999, s. 23
59 Według Rolanda Barthesa fotograficzne punctum, które
nas „nakłuwa” i pozwala zobaczyć rzeczy „nagie”, jest
właśnie zawsze drobnym szczegółem, niepozornym deta­
lem. Ma zawsze realistyczne odniesienie. W przypadku
Leirisa, fascynacja drobnymi faktami nabiera wymiaru
perwersji: ich perwersyjna moc pozwala wniknąć głębo­
ko w materię życia. Ciosy szpady, które zawsze przyszy­
wają „na wylot” i zawsze są do bólu „szczere”, sprawiają,
że - jak pisze w Lustrze Tauromachii - „czujemy, że przy­
legamy do świata i do samych siebie”. Leiris sam poszu­
kuje „nacięć”, wystawia się na nie. Tak rozumiany re­
alizm ma - jak u Barthesa - posmak fetyszu, bowiem
podobnie jak fetysz (i jak ostra brzytwa) „dotyka nas do­
głębnie”, wchodząc w samą materię życia.
60 Leiris M. Ce que m’ont dit les peintures de Francis Bacon,
Albin Michel 2004, s. 13
61 Violenter - słowa to ma również swój drugie, bardziej lite­
rackie znaczenie, które doskonale pasuje do niektórych
malarskich zabiegów Bacona: „wypaczyć, zniekształcić
sens” (T. S.).
62 Leiris M. Francis Bacon aujourd’hui, Albin Michel 2004,
s. 34-35
63 Leiris M. Francis Bacon ou la brutalité du fait, s. 119
64 Markowski M. P. Czarny nurt. Gombrowicz, świat, litera­
tura, Kraków 2005, s. 127
65 Markowski M. P. Czarny nurt. Gombrowicz, świat, litera­
tura, s. 131-132

66 W swoich pismach o Baconie Leiris rozwija koncepcję
„obecności”: „Dla widza to obecność artysty, jego intym­
ny ślad (...) sprawia, że rzecz staje się obecna - jej przeci­
wieństwem jest śmierć, która zjawia się w dziele, w wy­
padku, gdy temat zostaje przeniesiony na płótno bez
prawdziwego wkroczenia subiektywności. Im bardziej ar­
tysta będzie obecny (...), tym bardziej żywotny będzie ob­
raz - miejsce, w którym dokonuje się spotkanie tych
dwóch rzeczywistości...” (Francis Bacon ou la brutalité du
fait, s. 16-17). „To, co mnie fascynuje u Bacona - po­
dobnie zresztą jak u Giacomettiego - to fakt, że jego ob­
razy, dosłownie, krzyczą obecnością.” (Francis Bacon ou la
brutalité du fait, s. 60). T a żywa obecność sprawia, że ob­
razy Bacona są jak „samo życie”, że „żyją własnym ży­
ciem”. Koncepcja Leirisa jest więc, w pewnych aspek­
tach, bliska schellingiańskiej koncepcji dzieła sztuki według Schellinga, dzieło sztuki żyje „życiem autono­
micznym”.
67 Leiris M. Journal 1922-1989, s. 744
68 Leiris M. Journal 1922-1989 s. 342; wątek odniesień do
Schellinga w leirisowskich tekstach o sztuce analizuje
też Sachiko Natsume-Dubé „L'Infini” nr 87, 2004.
69 Schelling F. W. J. Le système de l'idéalisme transcendental
(1800), Louvain 1978, s. 246-247; za: Sachiko Natsume-Dubé Bacon Schelling Leiris.
70 Leiris poświęcił również wiele stron twórczości swego
przyjaciela André Massona. W Dzienniku przeciwsta­
wia ją jednak stanowczo malarstwu Bacona, Picassa
i Giacomettiego (która jest rodzajem fenomenologii
poruszającej temat samotności przedstawionego przed­
miotu). Malarstwo Massona jest, dla odmiany, „monistyczne”: przedstawia bowiem świat „przed-ludzki”,
w którym różnica między podmiotem i przedmiotem zo­
stała zniwelowana. Tęsknota za momentem złączenia
jest z kolei jednym z tematów bataillowskiej pornogra­
fii. Jej doskonałą „ilustracją” są obrazy Massona: ich
rzeczywistym tematem jest właśnie stan ekstazy, orga­
zmu - „mała śmierć”.
71 Leiris M. Journal 1922-1989, s. 595
72 Leiris M. Journal 1922-1989, s. 145
73 Leiris M. Francis Bacon ou la brutalité du fait, s. 106
74 Leiris M. Wiek męski, s. 51
75 Leiris M. Wiek męski, s. 105
76 Leiris M. Wiek męski, s. 32
77 Leiris M. Journal 1922-1989, s. 48
78 Za: Lejeune P. Lire Leiris: autobiographie et langage, édi­
tion Klincksieck 1975, s. 30
79 Za: Lejeune P. Lire Leiris: autobiographie et langage, s. 40
80 Leiris wiele uwagi poświęcił badaniom nad teatralnością
zachowań i „teatralną koncepcją osobowości” opęta­
nych (kulty zâr i wudu).
81 Pojawia się tu dość oczywisty trop psychoanalityczny,
który jednak nie modyfikuje w zasadniczy sposób głów­
nego założenia autobiografii Leirisa.
82 Leiris M. Wiek męski s. 129
83 Temu tematowi Leiris poświęcił esej pt. Picasso et la
comédie humaine.
84 Leirisowska koncepcja „cudowności” i mitów współcze­
snych, różni się od pochodzących z podobnego okresu
i poruszających podobny temat tekstów Rogera Caillois
Paryż, mit współczesny (1937) i Roberta Desnosa Imagerie
moderne (1929), gdyż Leiris, podkreślając językowy cha­
rakter tego, co niesamowite, pozostaje bliski Jarry'emu
i językowej koncepcji mitu Maxa Müllera.
85 Leiris M. Wiek Męski, s. 155

20

�Tomasz Szerszeń • MICHEL LEIRIS INSTRUKCJA OBSŁUGI

86 Leiris M. Journal 1922-1989, s. 93
87 Właściwie przez całe lata 20. Leiris jest bardzo zaintere­
sowany alchemią i okultyzmem.
88 Wątek ten rozwija Maurice Nadeau (Michel Leiris et Qu­
adrature du Cercle).
89 Podobnie jak u Giacomettiego, gdzie w niezwykłej rzeź­
bie Cube twarz zostaje wpisana w kamień i, tym samym,
skryta w jego doskonale gładkiej powierzchni i nieludz­
ko geometrycznym kształcie.
90 Leiris M. Wiek męski, s. 168
91 Nadeau M. Michel Leiris et Quadrature du Cercle, s. 56;
Nadeau poświęca cały rozdział zagadnieniu mineralizacji
i metaforyki „kamiennej i żelaznej” u Leirisa.
92 J. W. Goethe Faust, część I, Noc Walpurgi, przekład F.
Konopki; za Wiek męski, s. 35
93 Patrz: Hollier D. Nagłówek Holofernesa. Notatki o Judy­
cie, „Konteksty” 3-4/2007.
94 Leiris M. Fibrilles, Gallimard 1966, s. 149
95 Owa „gramatyczna Judyta”, jak to ujął D. Hollier.
96 Która jednak, zgodnie z regułą gry wyłożoną w glosariuszach, może przekształcić się w każdej chwili
w „Horrorę”...
97 Po opublikowaniu La Doublure, swego pierwszego utwo­
ru, Roussel poczuł się, przez moment, obdarzony nie­
śmiertelną chwałą. To wspomnienie będzie mu towarzy­
szyć przez całe życie.
98 Gloire jest w języku francuskim rodzaju żeńskiego. Wy­
razowi temu przypisane są następujące znaczenia: sława,
chwała, cześć, blask, świetność, majestat, świetlany krąg,
chluba, zasługa, zaszczyt, gloria.
99 Temat ściętej głowy, „bezgłowego” pojawia się w „Documents”. U Michela Leirisa wątek ciała bez głowy pojawia
się w dwóch hermetycznych, intrygujących tekstach
z „Documents”: w Une peinture d’Antoine Caron dokonu­
je egzegezy dziwnego manierystycznego obrazu Antoine'a Carona, którego tematem jest antyczna masakra
(ciała bez głów), w Caput mortuum ou la femme de alchemiste dotyka zagadnienia deformacji ludzkiego ciała, któ­
re pozbawione głowy przeradza się w coś nieforemnego,
nieludzkiego (informe).
100 Patrz: Hollier D. Nagłówek Holofernesa. Notatki o Judycie.
101 Dotykamy tu zagadnienia zasadniczego dla problematy­
ki reprezentacji. Denis Hollier przywołuje, w tym kon­
tekście, błyskotliwe spostrzeżenie Louisa Marina odno­
szące się do malarstwa: „problem prawdy rozdziela głowę
i ciało...”. Postać Meduzy - jedna z kluczowych antycz­
nych figur występujących w Wieku męskim - wskazuje na
tę ścieżkę interpretacyjną.
102 Barberger N. L ’Ecriture de deuil, Presses Universitaires
Du Septentrion, 1998, s. 17
103 Hollier D. La Poésie jusqu’à Z, s. 34
104 To poszukiwanie końca jest tu równoznaczne z poszuki­
waniem symbolicznego „kamienia filozoficznego”: Leiris
planował nawet napisanie powieści pt. Pierre philosopha­
le —Kamień filozoficzny.
105 Jean Jamin dokonał interpretacji Leirisowskiej koncep­
cji opętania, w kategoriach gry aktorskiej i Sartre'owskiej koncepcji aktora.
106 Leiris M. Frêle Bruit w: La Règle du jeu, Gallimard «Bi­
bliothèque de la Pléiade» 2003, s. 923
107 Leiris M. Journal 1922-1989, s. 164
108 Leiris M. Lustro tauromachii, s. 52
109 To subtelne odwołanie niknie w przekładzie Jana Błoń­
skiego, który przełożył tytuł eseju jako Literatura a tauromachia.

110 Tyle że dla Leirisa zabójstwo jest zawsze samobójstwem.
111 W 1957 roku Leiris rzeczywiście podejmuje próbę samo­
bójczą, pozostając wiernym naczelnej zasadzie swej auto­
biografii, by słowa traktowane były niczym fakty.
112 Motyw kafkowski u Leirisa: List do ojca pojawia się
w kontekście La Règle du jeu. W obu przypadkach przy­
czyną pisania jest „wyjaśnienie wzajemnych stosunków”.
Leiris bierze również udział w ankiecie Czy należy spalić
Kafkę?
113 Leiris M. Langage tangage, s. 74
114 Leiris M. Wiek męski (Literatura i tauromachia), s. 13
115 Patrz: Czaja D. Krew i Izy. Interpretacja jako namiętność,
„Teksty drugie” 3/2006.
116 Pewne metafory pojawiają się u Leirisa wielokrotnie,
w odmiennych kontekstach, wskazując na wewnętrzne
pokrewieństwa pewnych zjawisk. Antropologiczny pro­
jekt Leirisa ma więc całościowy charakter: to, co afry­
kańskie i europejskie, etnograficzne i literackie, współ­
istnieje na jednej płaszczyźnie.
117 Leiris M. Langage Tangage, s. 75
118 Cztery lata wcześniej (7 maja 1922) Picasso jest świad­
kiem śmierci na arenie toreadora Granero. To wydarze­
nie popycha malarza ku tematyce tauromachicznej, któ­
ra jest najbardziej obecna w jego pracach z lat 30. Wątek
śmierci Granera pojawia się również w Bataillowskich
Historiach oka, gdzie zostaje skojarzona z brutalnie ikonoklastycznym atakiem skierowanym przeciwko platonizmowi i tzw. „okocentryzmowi” zachodniej kultury.
119 Które - jeśli wierzyć relacjom pisarza - zazwyczaj koń­
czyły się albo krwawą masakrą, albo były przedstawienia­
mi żałosnymi: raczej parodią niż tragedią. Jednak w tam­
tym początkowym okresie fascynacji walką byków,
kluczowy dla Leirisa był sam akt ofiary, nie zaś widowi­
sko. W tym sensie Leiris pozostawał wówczas pod wpły­
wem koncepcji Georgesa Bataille'a.
120 Maïllis A. Michel Leiris l’écrivain matador, édition L'Har­
mattan 1998.
121 Kult krwawej ofiary, bezgłowego byka i tego, co „nie­
ludzkie”, był kluczowy dla sekretnego okultystycznego
stowarzyszenia Acephale, założonego w 1936 roku przez
Bataille'a i Massona. Stowarzyszenia, które - jak wyka­
zuje Jean Clair w Du surréalisme - wiele miało wspólne­
go z neopogańską sektą i z krypto-faszyzmem.
122 Leiris M. Langage tangage, s. 109
123 Leiris M. Langage tangage, s. 75 i 109

21

�Michel Leiris piszący dziennik wyprawy Dakar-Dżibuti. Granica z Sudanem, 13 maja 1932
Za: M. Leiris Miroir de l'Afrique, Gallimard 1996, ed. Jean Jamin.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7545" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7525">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/7236cd570a38e692d6ab28f058767b1d.pdf</src>
        <authentication>9e9c39f4944a3ff3156557e3521873b8</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90038">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6389</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90041">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90043">
                <text>2007</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90045">
                <text>Leiris, Michel (1901-1990) - biogram</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90047">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5962</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90049">
                <text>Michel Leiris - nota biograficzna / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90051">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4 ; s.23-25</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90053">
                <text>Szerszeń, Tomasz (oprac.)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90054">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90055">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90056">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90057">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90059">
                <text>1901
Michel Leiris przychodzi na świat 20 kwietnia,
w XVI dzielnicy Paryża.

Michel Leiris
- nota biograficzna

1912
W teatrze Antoine ogląda wystawienie Impressions
d’Afrique (na widowni był m.in. Apollinaire, Duchamp
i Picabia) Raymonda Roussela, który był przyjacielem
ojca Leirisa.

1918
Leiris odkrywa jazz. Robi maturę z filozofii. Zaczy­
na interesować się okultyzmem i alchemią.

1919
Odkrywa dzieło Fernanda Legera - pierwsze zain­
teresowanie sztuką współczesną. Początek dwuletnie­
go związku z Daisy S. („Kay” z Wieku męskiego).

1921
Śmierć ojca. Poznaje Erika Satie, Maurice’a Ravela i poetę M axa Jacoba, który staje się jego pierwszym
„mistrzem”. Blaise Cendrars wydaje Anthologie negre —
„to więcej niż książka, to akt” - powie później Leiris.

1922
Rozpoczyna pisać swój dziennik. Poznaje Antoni­
na Artauda. Poznaje i zaprzyjaźnia się z André Massonem, którego odwiedza często w jego pracowni na rue
Blomet 45. Zaczyna interesować się dziełem Raymon­
da Roussela. W tym okresie Leiris czyta m.in. dzieła
okultystów, Blake’a, Sade’a, Nervala, Dostojewskiego,
Lautremounta, Rimbauda, Mallarmégo, Marcela
Schwoba... Opublikowana zostaje Umysłowość prymi­
tywna Lévy-Bruhla. Śmierć Marcela Prousta. Leiris
przyzna po latach, że W poszukiwaniu straconego czasu
wywarło olbrzymi wpływ na La Règle du jeu.

rêves, zaś w nr. 3 pojawia się pierwszy glosariusz zawie­
rający „gry językowe” (Glossaire j ’y serre mes glosses).
Galeria Simon wydaje pierwszy tomik jego wierszy (Si­
mulacre), ilustrowany litografiami André Massona. N a
bankiecie zorganizowanym przez surrealistów wykrzy­
kuje (przez okno) antyfrancuskie hasła i zostaje prawie
zlinczowany przez wściekły tłum.

1926
Ogląda (wraz Picassem) po raz pierwszy w życiu
corridę. Ślub z Louise Godon („Zette”...). Leiris dołą­
cza do rodziny Kahnweilerów. Francuski etnolog i mu­
zykolog André Schaeffner pisze Jazz —pierwsze etnolo­
giczne studium poświęcone czarnej muzyce jazzowej.

1927
Wraz z innymi surrealistami zapisuje się do francu­
skiej partii komunistycznej. Rezygnuje po sześciu mie­
siącach, uzasadniając, że interesuje go literatura, a nie
polityka. Jest to powodem konfliktu z Bretonem, Ara­
gonem i Eluardem i rozluźnienia stosunków z surreali­
stami. Publikuje tomik wierszy Point cardinal. Podróżu­
je do Grecji i do Egiptu, gdzie po raz pierwszy zaczyna
rozważać poświęcenie się nowej profesji: reportażysty.
Pisze powieść Aurora.

1923
Poznaje i zaprzyjaźnia się z Picassem. Bywa na nie­
dzielnych obiadach u Daniela-Henry Kahnweilera marszanda sztuki nowoczesnej. N a obiadach bywa
m.in. Artaud, Le Corbusier, Tristan Tzara, Erik Satie,
Max Jacob, André Malraux.

1928
Przechodzi kryzys twórczy. Coraz więcej uwagi za­
czyna poświęcać zapiskom autobiograficznym.

1929

1924

Leiris, Bataille, Desnos, Boiffard, Queneau, M as­
son i Prévert zostają wykluczeni z ruchu surreali­
stycznego za niezgodę na podporządkowanie swej
twórczości tezom głoszonym przez Bretona i partię
komunistyczną.
Georges Henri Rivière, Carl Einstein i Georges Ba­
taille zakładają pismo „Documents” („doktryny, arche­
ologia, sztuka, etnografia”), które przetrwa niecałe 2 la­
ta. Bataille zostaje redaktorem naczelnym, zaś Leiris
sekretarzem redakcji. Sponsorem pisma jest marszand
Georges Wildenstein.

Pierwsza publikacja wiersza Leirisa w piśmie „Intentions”. Poznaje Georges Bataille’a i André Breto­
na. Przyłącza się do ruchu surrealistycznego.

1925
Planuje stworzenie orficko-nietzscheańskiego se­
kretnego stowarzyszenia Judas. Jest wyznaczony do
stworzenia surrealistycznego „glosariusza niezwykłości”
(do czego jednak nigdy nie dochodzi). W „La Révolu­
tion surréaliste” (nr 2) publikuje wiersz Le Pays des mes

23

�MICHEL LEIRIS - NOTA BIOGRAFICZNA

1938

Leiris poddaje się psychoanalizie u doktora Adriena Borela.

Otrzymuje dyplom etnologiczno-religioznawczy
w École Pratique Des Hautes Études za pracę Sekret­
ny język Dogonów z Sanga. Wygłasza wykład pt. Sa­
crum w życiu codziennym. Ukazuje się Lustro tauromachii, z ilustracjami Massona. Pisze wiersze o corridzie
(Abacanico para los toros). Poznaje wybitnego znawcę
walk byków André Castela, z którym prowadzić będzie
przez przeszło 20 lat ożywioną korespondencję. Mu­
zeum Człowieka (Musée de l’Homme) w Paryżu inau­
guruje swą działalność.

1930
Pisuje o jazzie. Odkrywa dyptyk Cranacha Starsze­
go Lukrecja i Judyta. Uczestniczy w zajęciach Marcela
Maussa.

1931
Marcel Griaule i Georges Henri Rivière z Muzeum
Etnograficznego na Trocadéro wybierają Leirisa na sekretarza-archiwistę misji Dakar - Dżibuti. Szefem mi­
sji został Griaule, inni uczestnicy to m.in. Schaeffner,
Deborah Lifchitz, Marcel Larget, Eric Lutten i malarz
Gaston-Louis Roux. Misja trwa od 19 maja 1931 do
16 lutego 1933 roku. Sponsoruje ją m.in. Muzeum Et­
nograficzne na Trocadéro, ale także wiele osób pry­
watnych - Raymond Roussel, Al Brown (bokser,
mistrz świata wagi koguciej), Georges Wildenstein
(marszand i wydawca „Documents”), hrabia Charles
de Noailles (sponsor awangardowej sztuki, finansował
m.in. realizację filmów Buüuela i Dalego). W Paryżu
otwarcie antykolonialnej wystawy surrealistów Praw­
da o koloniach.

1939
Wydany zostaje Wiek męski i Glossaire: j ’y serre mes
gloses. Poznaje poetę René Chara i kompozytora René
Leibowitza. Zostaje zmobilizowany i wysłany na służbę
do Afryki.

1940-1941
Antyfaszystowska działalność etnologów z Muzeum
Człowieka. Powstaje Galerie Louise Leiris prowadzona
przez żonę Leirisa. Jej trzon stanowiła kolekcja Kahnweilerów.

1942

1932

Zaprzyjaźnia się z Sartre’em.

Hemingway pisze Śmierć po południu.

1943

1933

Publikuje zbiór wiersze Haut Mal.

Pojawia się drugi numer pisma Minotaure, zredago­
wany przez Leirisa i poświęcony w całości misji Dakar Dżibuti. Śmierć Raymonda Roussela w Palermo. Leiris
odwiedza go 3 miesiące przed śmiercią.

1944
Śmierć Maxa Jacoba. Leiris gra główną rolę w kon­
spiracyjnej (domowej) sztuce reżyserowanej przez A l­
berta Camusa.

1934

1945

L ’Afrique Fantôme zostaje opublikowane przez Gallimarda w serii Les Documents bleus. Griaule, Mauss
i Paul Rivet uznają książkę za prowokację. Leiris po­
znaje etnologa Alfreda Métraux, z którym łączyć będą
zainteresowanie kultami opętania (afrykańskie zâr
i haitańskie wudu).

Badania etnograficzne na Wybrzeżu Kości Słonio­
wej i na terenie dzisiejszej Ghany.

1946
Publikacja eseju Literatura jako tauromachia (De
la literature considérée comme une tauromachie) w pi­
śmie „Les Temps modernes”. Publikacja powieści
Aurora.

1935
Zajmuje się spuścizną Roussela. Bierze udział w se­
minarium etnologa Maurice’a Leenhardta. Poznaje
Colette Peignot i Francisa Ponge’a.

1947
Publikacja zbioru esejów o André Massonie André
Masson et son univers. Leiris współtworzy pismo afrykanistyczne „Présence africaine”.

1936
Koniec psychoanalizy. Otrzymuje dyplom z zakresu
historii religii („religie prymitywne”) i socjologii. Mu­
zeum Etnograficzne na Trocadero kończy swą działal­
ność. Bataille zakłada sekretne stowarzyszenie Acéphale.

1948
Publikuje Biffures, pierwszy tom cyklu autobiogra­
ficznego La Règle du jeu. Publikuje etnograficzne stu­
dium La Langue secrète des Dogons des Sanga. Poznaje
Claude’a Lévi-Straussa. Zaprzyjaźnia się z antylskim
pisarzem Aimé Cesaire’em.

1937
Leiris, Bataille i Roger Caillois tworzą Kolegium
Socjologiczne (Collège de Sociologie).

24

�MICHEL LEIRIS - NOTA BIOGRAFICZNA

1950

1967

Wykład pt. L ’Ethnographe devant le colonialisme,
będący pierwszą próbą ukazania dwuznacznej sytuacji
etnografa w rzeczywistości kolonialnej. Śmierć Marce­
la Maussa.

Publikuje książkę o sztuce Czarnej Afryki (Afrique
Noire: la création plastique). Jest kuratorem wystawy
Arts primitifs dans les ateliers d’artists w Musée de
l’Homme.

1951

1968

Realizacja filmu o corridzie (La Course de taureaux,
reż. Pierre Braunberger), z komentarzami Leirisa. N a
zlecenie Unesco pisze rozprawę Race et civilisation. Bie­
rze udział w konferencji organizowanej przez José Bergamina.

Bierze udział w wydarzeniach Maja ’68. Jest kurato­
rem wystawy Passages à l’âge d’homme w Musée de
l’Homme.

1971
Zostaje kierownikiem działu Czarnej Afryki
w Musée de l’Homme.

1952
Badania na Antylach.

1973

1955

Śmierć Picassa.

Publikacja drugiego tomu La Règle du jeu, pt. Four­
bis. Publikacja wyników badań etnograficznych z Mar­
tyniki i Gwadelupy. Podróż do Chin.

1977
Wielka paryska wystawa Francisa Bacona; katalog
ze wstępem Leirisa.

1956

1980

Publikacja zbioru wierszy Bagatelles Végétales z ilu­
stracjami Joana Miró. Śmierć Marcela Griaule’a.

Otrzymuje prestiżową nagrodę literacką „Grand
Prix national des Lettres”. Pisze wstęp do Musique et la
transe Gilberta Rougeta. Śmierć Sartre’a, Sonii Or­
well, Schaeffnera i Daniela-Henry Kahnweilera.

1957
Próba samobójcza. Alberto Giacometti portretuje
leżącego w szpitalu Leirisa.

1981

1958

Publikuje Ruban au cou d’Olympia.

Publikacja La Possession et ses aspects théâtraux chez
les Éthiopiens de Gondar

1983
Publikuje Francis Bacon, face et profil.

1959

1984

Zaczyna redagować fiszki nt. opery (Operratiques).

Przekazuje swoją olbrzymią kolekcję sztuki do
Centre Georges-Pompidou.

1960
Bierze udział w tworzeniu pisma afrykanistycznego
„Cahiers d’études africaines”.

1985
Publikuje Langage tangage.

1961

1986

Zostaje profesorem w CNRS. Publikuje Nuits sans
nuit et quelques jours sans jour - opisy swoich snów.

Wraz z Jean Jaminem zakłada pismo „Gradhiva,
revue d’histoire et d’archives de l’anthropologie”.

1962

1987

Śmierć Georges’a Bataille’a.

Publikuje zbiór tekstów o R. Rousselu (Roussel
l’ingénu). Śmierć André Massona.

1964
Publikuje Grand fuite de neige. Podróżuje po Ja ­
ponii.

1988
Umiera Louise, żona Leirisa.

1966

1990

Publikuje 3. tom La Règle du jeu pt. Fibrilles i zbiór
esejów Brisées. Zaprzyjaźnia się z Francisem Baconem
i z Sonią Orwell, wdową po George’u Orwellu. Śmierć
Alberto Giacomettiego i André Bretona.

30 września umiera.
Opracował Tom asz Szerszeń

25

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7541" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7522">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/70be4674248d3f72ecb64fa11851faf3.pdf</src>
        <authentication>0a4f02a98213955ad2ec7c8e7a604e1c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="89997">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6390</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="89999">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90002">
                <text>2007</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90005">
                <text>Leiris, Michel (1901-1990)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90008">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5963</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90010">
                <text>Nazywam się Michel Leiris, skończyłem właśnie trzydzieści cztery lata/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90012">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4 ; s.26-27</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90014">
                <text>Leiris, Michel</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="90017">
                <text>Błoński, Jan (tł.)</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="90019">
                <text>Błońska, Teresa (tł.)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90021">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90023">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90024">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90025">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90027">
                <text>MI CHEL LEIRIS

przynajmniej w większości. Może jednak zmieniłem je tyl­
ko i zastąpiłem innymi, których jeszcze nie rozpoznałem?
Jakkolwiek byłbym wprawny w obserwowaniu samego
siebie, jakkolwiek natrętna i maniacka byłaby skłonność
do tej gorzkiej kontemplacji, istnieją niewątpliwie sprawy,
które umykają mojej uwadze; zapewne też należą one do
najbardziej widocznych, ponieważ decyduje perspektywa
i moja podobizna, namalowana wedle mej własnej per­
spektywy, pozostawia na pewno w cieniu wiele szczegó­
łów, które innym muszą najbardziej rzucać się w oczy.
Głównym polem mojej działalności jest literatura,
określenie dziś m ocno ośmieszone. Używam go jednak
bez wahania, ponieważ oznacza fakt: jest się literatem,
tak jak botanikiem, filozofem, astronomem, fizykiem,
lekarzem. Daremnie wymyślać nowe określenia, nowe
preteksty, które by usprawiedliwiały zamiłowanie do
pisania: literatem jest każdy, kto lubi myśleć z piórem
w ręku. Parę książek, które ogłosiłem, nie przyniosło
mi żadnego rozgłosu. A n i się tym martwię, ani skarżę,
ponieważ czuję jednakowy wstręt do stylu „bożyszcze
publiczności” , jak do stylu „poeta niedoceniony”.
N ie będąc podróżnikiem we właściwym znaczeniu,
zwiedziłem jednak niemało krajów: we wczesnej mło­
dości Szwajcarię, Belgię, Holandię, W ielką Brytanię;
później N adrenię, Egipt, Grecję, W łochy i Hiszpanię;
ostatnio zaś tropikalną Afrykę. Nie władam jednak
przyzwoicie żadnym obcym językiem i to, dodane do
wielu innych słabości, budzi we mnie wrażenie niedo­
łęstwa oraz izolacji.
Chociaż muszę pracować (w dziedzinie niezbyt przy­
krej, ponieważ zawód etnografa odpowiada właściwie
moim gustom), żyję w niejakim komforcie; cieszę się dość
dobrym zdrowiem; nie brak mi, przynajmniej porównaw­
czo, wolności i powinienem, pod wieloma względami, za­
liczyć się do ludzi, których przyjęto nazywać „szczęścia­
rzami”. Mało było jednak w moim życiu zdarzeń, które
mógłbym rozpamiętywać z zadowoleniem i doznaję coraz
wyraźniej uczucia, że miotam się w pułapce i że - mówię
bez literackiej przesady - coś mnie stopniowo zżera. (...)
Jak wielu innych zszedłem do piekieł i jak niejeden
zdołałem z piekieł (lepiej czy gorzej) powrócić. Przed­
tem zaś było moje wczesne dzieciństwo... dzieciństwo,
ku któremu zwracam się od kilku lat w przeświadcze­
niu, że to jedyny okres mego życia, kiedy byłem szczęśli­
wy, aczkolwiek zawierało ono już w sobie zalążki wła­
snego rozkładu i wszystkie rysy, które - pogłębiwszy się
w zmarszczki - nadają podobieństwo portretowi.
Zanim spróbuję odsłonić kilka linii, które okazały się
trwałe w tym upadku absolutu, w stopniowym rozkładzie,
do którego - moim zdaniem - sprowadza się w znacznej
mierze przejście od młodości do wieku dojrzałego, chciał­
bym zapisać w kilku słowach to, co jestem w stanie zgro­
madzić z resztek metafizyki mego dzieciństwa.

Nazywam się Michel
Leiris, skończyłem
właśnie trzydzieści
cztery lata

S

kończyłem właśnie trzydzieści cztery lata, poło­
wę życia. Fizycznie jestem wzrostu średniego,
może mniej niż średniego. Włosy mam ciemne,
strzyżone krótko, aby nie falowały, a także po to, aby
zapobiec grożącej już łysinie. Jeśli mogę sam wyroko­
wać, znamiennymi rysami mojej fizjonomii są: prosty
zupełnie tył głowy, spadający pionowo jak mur czy
brzeg morski, typowe (jeśli wierzyć astrologom) znamię
osób zrodzonych pod znakiem Byka; wydatne i nieco
guzowate czoło z nadmiernie splątanymi i nabrzmiały­
mi żyłami na skroniach. W ielkość czoła, jak mniemają
astrologowie, pozostaje w związku ze znakiem Barana:
istotnie, urodziłem się 20 kwietnia, na granicy obu zna­
ków, Barana i Byka. Oczy mam czarne, zaczerwieniony
zwykle rąbek powiek; cerę żywą; wstydzę się przykrej
skłonności do rumieńców i lśnienia skóry. Ręce mam
chude, dość włochate, z bardzo wyraźnymi żyłami. M o­
je palce środkowe, zgięte u końca, zdają się zdradzać
coś słabego albo chwiejnego w charakterze.
Głowę mam w stosunku do tułowia raczej wielką;
nogi nieco za krótkie w porównaniu z całością, ramio­
na zaś za wąskie, względem bioder. Chodzę pochylony
do przodu; kiedy siedzę, garbię się zazwyczaj; pierś
mam niezbyt szeroką i nie jestem szczególnie umię­
śniony. Lubię ubierać się z największą elegancją; jed­
nakże wady budowy, które przed chwilą wymieniłem,
oraz środki, jakim i rozporządzam (mocno ograniczone,
aczkolwiek nie mogę się uznać za biedaka), sprawiają,
że uważam się zwykle za rozpaczliwie nieeleganckiego.
Kiedy znienacka zobaczę siebie w lustrze, ogarnia
mnie wstręt: nie przygotowawszy się zawczasu do wła­
snego widoku, znajduję, że jestem poniżająco brzydki.
Miałem - lub mam - kilka natrętnych gestów: obwą­
chuję sobie wierzch dłoni; obgryzam paznokcie niemal do
krwi; skłaniam lekko głowę w bok; zaciskam wargi i ścią­
gam nozdrza ze zdecydowaną miną; uderzam nagle czoło
wierzchem dłoni, jak ktoś, komu przychodzi do głowy na­
gła myśl (dawniej w podobnych okolicznościach obmacy­
wałem sobie potylicę); zasłaniam palcami oczy, kiedy mu­
szę odpowiedzieć tak lub nie na kłopotliwe pytanie albo
podjąć decyzję; kiedy jestem sam, drapię się w okolicę od­
bytu itd. Gestów tych pozbyłem się jednego po drugim

Za: Wiek męski, PIW W arszawa 1972, s. 21-25
Przełożyli Teresa i Jan Błońscy
26

�Kiedy znienacka zobaczę siebie w lustrze, ogarnia mnie wstręt: nie przygotowawszy się zawczasu do
własnego widoku, znajduję, że jestem poniżająco brzydki.” Michel Leiris w Etiopii, Misja Dakar-Dżibuti. Fragment fotografii. Za: M. Leiris Miroir de l'Afrique, Gallimard 1996, ed. Jean Jamin.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7486" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7466">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/692f8f8ac361db3092b558dd1fb67710.pdf</src>
        <authentication>ad4f63533bacc33db3d965a8f7d13153</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="89419">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4930</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="89420">
                <text>1966</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="89421">
                <text>sztuka ludowa</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="89422">
                <text>sztuka nieprofesjonalna</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="89423">
                <text>kicz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="89424">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4569</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="89425">
                <text>Kicz - sztuka jarmarczna - sztuka ludowa/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1966 t.20 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="89427">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1966 t.20 z.3-4; s.168</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="89429">
                <text>Reinfuss, Roman</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="89431">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="89433">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="89435">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="89442">
                <text>ROMAN REINFUSS
W

wypowiedzi

p . B e y l i n a , który

przeciwstawia

sztuce a u t e n t y c z n e j , z a w a r t a j e s t r ó w n o c z e ś n i e

kicz

zupełnie

ludowa

twórczość

jako

zdecydowane

dzisiaj

sztuki,

n i e będzie.

drugiej

zaś

coś

s z t u k i , a l e w e d ł u g naszej
deklarują

co

chciałoby

być

o p i n i i n i m n i e jest.

się j a k o s y m p a t y c y , a n a w e t

dziełem
Niektórzy

miłośnicy

kiczu.

J e d n a k z t o n u , j a k i m się o t y m m ó w i , w y n i k a , że
t o raczej

(proszę m i w y b a c z y ć ) trochę c h i m e r y c z n a

p o b a w i e n i a się czymś n o w y m , t a k i e s o b i e m o d n e

jest
chęć

dziwac­

t w o , z t e j s a m e j k a t e g o r i i , z której w y n i k ł a r e h a b i l i t a c j a
lamp

naftowych

i

wyciągniętych

z

rupieciami starych

samowarów.
W istocie n a w e t przez s w y c h sympatyków kicz ocenia­
ny jest negatywnie. Widoczne

j e s t t o choćby w

stwier­

d z e n i u , że k i c z d o p i e r o w p e w n y m z a a r a n ż o w a n y m
tekście m o ż e być d l a nas d o przyjęcia;

kon­

n i e podkreślali­

byśmy tego w o d n i e s i e n i u d o dzieła, któremu

przyznaje­

m y pełną wartość artystyczną.
Jednym
próba

z

celów

naszej

zdefiniowania

dzisiejszej

pojęcia

kiczu.

konferencji

Wydaje

mi

się,

j e s t t o z a d a n i e s z a l e n i e t r u d n e i żadne o b i e k t y w n e
t e r i a próby t e j n i e w y t r z y m a j ą .

Dlatego

dyskusji

bardzo

pana
z

okazało

się, że

prelegenta

innymi

pewne

obmyślane

wypowiedziami

kryteria

okazały

t o już w
starannie
w

się

pozwoliła

określić

kicz

w

sposób

w

jednoznaczny

odróżnieniu

od

i

recepty,

zaspokaja,
czynników,

czy

t o już
zresztą

szalenie

zmiennych.

jako kicz, w

Zastanawialiśmy

przyszłości

może

się

kiczem

się n a d t y m k i e d y p o j a w i ł

się k i c z

j a k o z j a w i s k o t o w a r z y s z ą c e twórczości a r t y s t y c z n e j . W y ­
daje

m i się, że p o j ę c i e

warstwienia

k i c z u wyrosło

n a gruncie

społecznego i w y n i k a j ą c e g o

roz­

z niego dualiz­

m u kulturowego. W społeczeństwach pryimitywnycVi, ^eŁ&gt;nolitych

w

sensie

społecznym i k u l t u r o w y m ,

c y c h się jedną skalą ocen w

posługują­

d z i e d z i n i e s z t u k i , n i e może

być m o w y o k i c z u w sensie m a s o w e j ,

pseudoartystycznej

twórczości

o mniej

nym

przeznaczonej

dla warstw

s m a k u a r t y s t y c z n y m . Pojęcie

piero

w

t y m momencie,

kiedy

kiczu

w

wyrobio­

rodzi

się

do­

społeczeństwie

roz­

w a r s t w i o n y m t w o r z ą się d w i e s z t u k i i d w i e r ó ż n e

skale

ocen.

Jedna

mas,

druga

— t a k czy

uzurpuje
sztuki

—

sobie

stanowiąca
inaczej

szerokich

ukształtowanej

przywilej

całego

własność

elity. 'Elita

reprezentowania

społeczeństwa

i

swoją

monopol

na

ta

sztuką

tworzenie

a sztuką s z e r o k i c h m a s , która o c e n i a n a w e d ł u g
sztuki oficjalnej

zostaje

kryteriów

określana m i a n e m k i c z u .

która

j a r m a r c z n e j r ó w n i e ż f o r m u ł o w a n e są z p u n k t u

naszych

Dlaczego n i e

Przyładem

oceniamy

oceny

określenie,

się n a t o

przyznaje

Przy-7

dzieła

r z e c z d a l s z a . Składa

natomiast

p o w s t a j e k o n f l i k t m i ę d z y sztuką oficjalną, uczoną, elitarną

artystycznego

artystycznych wymagań.

dziś

toku
przez

zawsze

że k i c z j e s t t o dzieło s z t u k i , które n i e z a s p o k a j a

kicze,

k r y t e r i ó w o c e n y twórczości a r t y s t y c z n e j . N a t y m g r u n c i e

raz na

s z t u k i . W sensie czysto r o b o c z y m p r z y j ą ł b y m
estetycznych

że

czy
były

kry­

konfrontacji

chwiejne.

puszczam., że c h y b a n i g d y n i e z n a j d z i e m y
by

była

świątki

i m pełną wartość artystyczną. M a m w r a ż e n i e , że i t o co

w y r a ź n a ocena. Z j e d n e j s t r o n y m a m y n i e w ą t p l i w i e dzieło
z

p l a s t y c z n a , n p . rzeźbione

obrazy n a szkle, które w ubiegłym w i e k u oceniane

stosunku do pokazanej

obowiązujących
pominamy
jest

norm

nie widzi

czy

i

ta

sztuki

część
nie

sztuki

widzenia

oficjalnej.

społeczeństwa,

wytwórcą

widzieć

Nasze

t u na wystawie

dzisiejszej

n a t o m i a s t , że

konsumentem

kiczu

tego,

wcale

może,

gdyż

Za­
która

w

tym

ocenia

z p u n k t u w i d z e n i a k r y t e r i ó w o d m i e n n y c h niż

wiele
jest

w

go

nasze.

Szukając różnicy m i ę d z y k i c z e m a sztuką autentyczną,
dopatrujemy

się

jej

m.in. w

postawie

twórcy,

który

p r o d u k u j e s w e w y r o b y w sposób m a s o w y , b e z a r t y s t y c z ­
nych
I I . 49. Koń, skarbonka,
gips mai. ol., wys. 23 cm.
Wyk.
w Kolnie,
kupiony
na odpuście w Łowiczu
w 1964 r.

ambicji. Taka

wyobrażać
figurek,

ocena

nie jest

słuszna.

Proszę

sobie, ż e p r o d u c e n t j a r m a r c z n y c h

jakkolwiek robi

je masowo

w

nie

gipsowych

celach

zarobko­

w y c h , n i e uważa i c h za piękne. O n t w o r z y j e t a k s a m o
szczerze

jak

produkcji
co

jest

kiczem.

umniejsza
Zresztą

artysta

akademicki.

Kwestia

masowości

r ó w n i e ż n i e j e s t i s t o t n a p r z y k l a s y f i k a c j i tego
jej

tam

artystycznym

Przecież
wartości

gdzie

powielenie

rzeczy

estetyczn3 ch
7

mamy

do

czy

czynienia

p r a w i e zawsze występuje

pięknej

nie

artystycznych.
z

rzemiosłem

powielanie

pier­

wowzorów.
Wydaje
n a naszej
na

m i się, że oglądając

przedmioty

w y s t a w i e , n i e powinniśmy

karykatury,

będące

lepszym

czy

zgromadzone

patrzeć n a n i e j a k
gorszym

naśladow­

n i c t w e m s z t u k i drobnomieszczańskiej, a l e j a k n a zupełnie
szczerą

twórczość

posługuje
To

jest

pewnej

się inną

po prostu

skalą

części
ocen

współczesna

społeczeństwa,

która

a r t y s t y c z n y c h niż

nasza.

sztuka ludowa.

Z e sztuką l u d o w ą przeszłości j u ż e ś m y

się zdołali p o ­

godzić, a n a w e t można p o w i e d z i e ć , że zyskała o n a pełną
aprobatę

oficjalną.

Żadna

p o z y t y w n i e współczesnej
ki

l u d o w e j . Dawną

natomiast epoka

n i e oceniała

j e j , r ó w n o l e g l e istniejącej

sztukę

ludową

pod względem f o r m y odpowiada

uznajemy,

ona w

sztu­

ponieważ

znacznej

mierze

dzisiejszym kanonom sztuki oficjalnej, natomiast w kiczu
jarmarcznym

czy

odpustowym,

sztukę ludową, d o s t r z e g a m y
nictwo XIX-wiecznej

sztuki

mierzając

jarmarcznej

możemy
albo

16S

do

sztuki

potraktować

odnieść

się

do

stanowiącym

obecną

j e d y n i e n i e u d o l n e naśladow­
drobnomieszczańskiej.
oficjalną

skalę

ją a l b o j a k o bezwartościowy
niej

z

pobłażliwą

Przy­
ocen,
kicz,

życzliwością,

ze

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7467" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7447">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/32ed9093c85cbd3efb0898bd4facd21c.pdf</src>
        <authentication>5ebefdc6f0b366ed0ae383b72ce3e6c7</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="89204">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2524</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="89205">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="89206">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2344</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="89207">
                <text>Filozof w podróży / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="89208">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4, s.129-133</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="89209">
                <text>Wieczorkiewicz, Anna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="89210">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="89211">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="89212">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="89220">
                <text>Filozof w podróży
O dekonstrukcji pewnej metafory
Anna Wieczorkiewicz
Filozofia lubi przedstawiać siebie samą jako podróż odkryw­
czą, jako medytacyjną wędrówkę z ciemności błędu do światła
prawdy, jako błądzenie w poszukiwaniu pierwszych zasad, czy
jako ruch myśli. Nowatorskie pomysły wykłada korzystając
z figur drogi na zewnątrz. Ewokują one idee przekraczania oraz
wykraczania i pozwalają poddać w wątpliwość dany system
filozoficzny, czyli wyjść poza niego. Projekt innowacyjnej
podróży zarysowany w tym filozoficznym toposie ma działanie
ambiwalentne - w pewien sposób determinuje poznanie i za­
kreśla mu granice. Zwrócenie uwagi na ten topos i jego
analizowanie wiąże się z badaniem warunków poznania. Egzys­
tencjalną podstawę figury drogi stanowi podróż rozumiana jako
fizyczna zmiana miejsca w przestrzeni. Dla człowieka podróż
jest też przemieszczaniem się w przestrzeni kulturowej, a także
w swoistym psycho-temporalnym środowisku (zwłaszcza
w przypadku oglądania pamiątek przeszłości, zabytków, muze­
ów i innych. ..cmentarzysk sztuki").Przestrzeń podróży może
być również dostarczycielem czasu - dla refleksji, dla przemian
wewnętrznych i zewnętrznych, dla gromadzenia wrażeń i do­
świadczeń. A ujmując rzecz nieco inaczej: teren, przez który
biegnie szlak to także obszar, na którym podróżujący pisze
- pozostawiony przez niego ślad to zapis podróży. Ten
pierwszy, śladowy zapis może być trawestowany na tekst
dziennika podróży, na opis dalekich krajów; może przerodzić
się w przygodową fabułę, w opowieść alegoryczną o ludzkim
losie, lub dać impuls do tworzenia fantastycznych i imaginacyjnych opowieści podróżniczych. Teksty te wykazują różne
związki z podstawowym doświadczeniem
podróżowania
w przestrzeni fizycznej, doznawanej w kategoriach konkretnozmyslowych.
* **
Zwracając uwagę na dyskurs autorów, którzy podejmowali
w swym życiu podróże, pisali o podróżach własnych i cudzych,
ale zajmowali się też problematyką ściśle filozoficzną, można
badać tak egzystencjalny, jak i dyskursywny czy instrumentalny
(w znaczeniu instrumentu wyrażania abstrakcyjnych treści)
wymiar podróży.
Drogą takich przypuszczeń szedł Georges Van Den Abbeele
w swej książce o metaforze.' Dzienniki podróży i zapiski,
przywołujące odbywane niegdyś peregrynacje, potraktował
jako suplement do prac teoretycznych. (Suplement rozumiał
zgodnie z koncepcją Jacquesa Derridy.) Interesowały go po­
stacie Montaigne'a, Kartezjusza, Monteskiusza i Rousseau.
Pomiędzy tekstami, w których przedstawiali oni swe roz­
ważania a ich podróżniczymi doświadczeniami mógł istnieć
'stotny związek. Co więcej, być może metaforyka podróży
uczestniczyła w konceptualizacji myśli filozoficznej. U pod­
staw tej sugestii leży nie tylko przekonanie o wyjątkowości
"Walory podróży (a nawet ojej ontologiczncj i epistemologicz" J fundamentalności); przesłanki dają się wysnuć z samego
tyskursu filozoficznego.
Czterej wymienieni powyżej filozofowie zastanawiali się nad
Podróżowaniem jako takim, porównując je niekiedy z osiadłoś•Jj domowych medytacji. Mówili także o drodze osiągania
P awdy, o błądzeniu w poszukiwaniu rozwiązania problemów
e

r

filozoficznych. Co więcej, ich czasy charakteryzowały się
współwystępowaniem pewnych zjawisk kulturowych związa­
nych z podróżą. Chodzi, po pierwsze, o wzrastającą popularność
sztuki podróżowania, pełniącej istotną rolę w życiu społecznym,
po drugie, o odkrywcze podróże do egzotycznych krajów, a po
trzecie o obfitość literatury podróżniczej, także tej mówiącej
o podróżach fantastycznych.
Szczególnie istotne jest tu zagadnienie kontaków międzykulturowych. Obserwacja społeczeństw pozaeuropejskich skłania­
ła do uogólnień dotyczących istoty życia społecznego. Dawała
też impuls do kwestionowania wartości zakorzenionych w greko-katolickim paradygmacie kulturowym. W paradygmat ó w
wpisana była szeroko rozumiana narracja o podróży. For­
mowała ona chrześcijańską narrację o odkupieniu i o pielg­
rzymiej ścieżce do zbawienia. Obecna była też w idei sokratycz­
nego poszukiwania absolutu. W kręgu tych koncepcji narodziły
się wiekie podróże alegoryczne. Podróżny, pełen lęku przed
utratą właściwej drogi i przed osunięciem się w błądzenie,
rzadko kiedy żywił pragnienie poszukiwania nowych horyzon­
tów.
Wyprawy do obcego kulturowo świata w pewien sposób
relatywizowały, a nawet kwestionowały te narracje. Poddawały
w wątpliwość idee kultywowane w ojczyźnie podróżnika.
Dzieła renesansowych podróżników i geografów podszyte są
zwątpieniem w niektóre pryncypia teologiczne, a dzieje się to
zanim wątpliwości te zaczęły być artykułowane bezpośrednio
w tekstach filozoficznych.
Nurt filozoficzny, w którym sytuuje się analiza Van Den
Abbeelego to ten, w którym filozofia określana jest jako
dziedzina usiłująca zatrzeć swój tekstualny status. Wychodząc
z tego założenia dekonstrukcjoniści tropią ślady tych zabiegów.
Podkreślają znaczenie językowej tkanki rozważań filozoficz­
nych. Poprzez wnikliwą lekturę chcą dotrzeć do bezwiednie
stosowanych figur językowych i strategii retorycznych, które
deformują i rozkładają formułowane explicite programy filozo­
ficzne.'
Tak jak Derrida pisze o różni jako o ekonomii drogi okrężnej,
Van Den Abbeele pisze o ekonomii podróży. Chce wykryć to. co
niejawnie rządzi tekstem, wskazać zespoły pojęć i powiązać je
nieiami odpowiedniości. Okrężna droga, o której mówił Der­
rida, wywodzi z siebie wątki „ n o w e " . I c h nowość jest wpraw­
dzie problematyczna o tyle, że w istocie mamy tu nawiązanie do
dosłownego znaczenia drogi. Nowe są one jednak w tym sensie,
że wskazują ciekawe możliwości interpretacyjne. Chodzi tu o te
interpretacje, które powstają w polu relacji przestrzeń-ciałotekst. Podobnie dzieje się z kategoriami ruchu, odejścia czy
śladu, a poniekąd także obecności i nieobecności. Przywołajmy
tu jedno z tych Derridiańskich pojęć: „ślad odnosi się w nie
mniejszym stopniu do tego, co nazywamy przyszłością, niż do
tego, co nazywamy przeszłością, ustanawiając to. co nazywamy
teraźniejszością przez sam stosunek do tego, co nią nie jest, nie
jest nią w sposób absolutny, tzn. do przyszłości lub przeszłości
ujętych jako zmodyfikowana teraźniejszość. Jakiś odstęp musi
oddzielać teraźniejszość od tego, co nią nie jest, aby mogła być
sobą" .
2

4

Takie ujęcie pozwala pisać o czasowości ludzkiego życia,
o kondycji ludzkiej, nieodłącznie związanej z drogą, na której

129

�pozostaje ślad wędrowca. W opowieści o metaforze podróży
wyrazistość zyskują te spośród derridiańskich kategorii, które
tworzą pole „ d o s ł o w n o ś c i " - w dosłowność zresztą postmoderniści nie wierzą tak do końca, stąd ten cudzysłów. Interpretator-dekonstrukcjonista wędruje zatem przez różne płasz­
czyzny rozumienia podróży, okrążając pozostałe po tych po­
dróżach znaki. To „ o k r ą ż a n i e " jest oczywiście Derridiańskie:
„Znak - jak się powiada potocznie - zajmuje miejsce samej
rzeczy, rzeczy obecnej, przy czym „ r z e c z " dotyczy tutaj
zarówno sensu, jak odniesienia. (...) Kiedy nie możemy wziąć
do ręki lub pokazać rzeczy, powiedzmy raczej czegoś obecnego,
bytu obecnego, kiedy to, co obecne, nie uobecnia się, oznacza­
my to. nakładamy drogi przechodząc przez znak."
5

Kiedy dekonstrukcjonista bierze na warsztat książki, które
mają zrelacjonować podróż, odzwierciedlić ją i w pewien
sposób przywrócić, ma na uwadze tekstowy wymiar przedmiotu
badań. Narracja - mówi Van Den Abbeele - powstaje dzięki
powtórzeniu i przemieszczeniu; konstytuuje się jako repetycja,
a struktura relacji pozwala rozpoznać podróż jako taką. Można
mówić tak o czytaniu tekstu, jak i o odczytywaniu przestrzeni.
Oba te rodzaje lektury można następnie odnieść do wewnętrznej
i zewnętrzej przestrzeni własnego Ja, a następnie rozważać
problematykę tożsamości. (W pantekstualnym świecie dekonstrukcjonistów sama podróż też zresztą jest tekstem.)
W instrumentarium dekonstrukcjonisty nie może zabraknąć
pojęcia ekonomii. U Van Den Abbeelego jest to ekonomia
krytycznego myślenia, w której motyw podróży odgrywa
niebagatelną rolę. Wątek ten przechodzi w kolejny - rodzi się
koncepcja ekonomii podróży pojęciowo związana z domowością. Nici tego związku dostrzegalne są w greckim źródłosłowie
- greckie oikos oznacza bowiem dom. Z kolei pojęcie domu
stanowi zasadniczy czynnik kształtowania się semantyki po­
dróży. Dzięki odniesieniu do punktu stałego, do domu. osadzo­
nego w przestrzeni świata podróż może zyskać tożsamość. Ruch
konstytuujący podróż narusza tożsamość domu. Z drugiej
strony, pełne znaczenie domu i zadomowienia może się for­
mować dzięki ciągłemu odchodzeniu, dzięki drogom okrężnym,
wiodącym poprzez przestrzeń świata, na powrót do domu; dom
też wciągnięty jest w grę pomiędzy stałością i niezmiennością
a płynnością nieustannych przemian.
Przyjrzyjmy się dokładniej, jakie oblicza przyjmuje szeroko
rozumiana podróż filozoficzna u Montaigne'a, Kartezjusza.
Monteskiusza i Rousseau.
MONTAIGNE
Montaigne swą włoską podróż dokumentował w dzienniku.
Część zapisków dokonał sekretarz, którego potem Montaigne
odprawił z nie znanych nam przyczyn. Nazwy miejscowości,
daty postojów, komentarze dotyczące sytuacji politycznej i to­
pografii tworzą w dzienniku system odniesień dla informacji
historycznych, dla reminiscencji literackich itp.; ale z drugiej
strony topografia jest rodzajem tekstu. Sam Montaigne od­
wołuje się do metafory podróżowania jako czytania. Co charak­
terystyczne, Journal de voyage en Italie częściowo jest pisany
po włosku. Posługiwanie się językiem kraju, przez który się
przejeżdża odzwierciedla przemieszczanie się w przestrzeni.
Abbeele opisuje dziennik w kategoriach celu, topografii
i okoliczności przemieszczania się, by następnie określić
podstawę dla symbolicznej funkcji podróży w Próbach. W pla­
nie najogólniejszym włoska podróż ma dla Prób tego rodzaju
znaczenie interpretacyjne, że dzieli czas ich powstawania na
dwa okresy - pierwszy od 1571 do 1580, a drugi do 1588, kiedy
to ukazała się trzecia księga wraz z licznymi uzupełnieniami
w dwóch pierwszych. Eseje pochodzące z pierwszego okresu są
mniej osobiste; te późniejsze mają więcej rysów indywidual­
nych tak jakby włoskie peregrynacje przyczyniły się do „huma­
nizacji" twórczości Montaigne'a, a jednocześnie były metaforą
całego dzieła Montaigne'a jako długiej podróży medytacyjnej.

130

Prawdopodobnie Montaigne nie zamierzał publikować dzien­
nika. Liczne jego fragmenty znalazły się w Próbach.
(Journal
stanowi zatem suplement do esejów w derridiańskim tego słowa
znaczeniu.)
W tekstach Montaigne'a dyskurs o podróży przebiega pod
znakiem ciała. Filozof wiele uwagi poświęca swojemu zdrowiu.
Podróż podjął zresztą także po to, by je podreperować. Jako
człowiek cierpiący na kamienie w nerkach sądził, że wody
mineralne przyniosą mu ulgę. Zainteresowany „hydrauliką
c i a ł a " , zapisuje w dzienniku szczegóły dotyczące wypitych
i wydalonych płynów. (Jest świadom komiczności tych infor­
macji.) Rozważa wpływ środków komunikacji na stan nerek
i żołądka. Powóz i łódź pogarszają kondycję chorego, a jazda
konna łagodzi dolegliwości - pisze w eseju o pojazdach. Van
Den Abbeele daje psychoanalityczną interpetację tego zamiło­
wania do jeździectwa: filozof lubił poruszać się jeżdżąc konno,
gdyż dodawało mu to powagi i rekompensowało odczuwane
przez niego niedostatki, szczególnie niewielki wzrost oraz
stosunkowo świeże szlachectwo rodu Montaignów. Na grzbie­
cie wierzchowca jeździec czuł się godnie. Koń jest, zdaniem
interpretatora, metaforą dominacji i udomowienia; w pewnym
momencie staje się też dominującą metaforą dyskursu.
Psychoanalityczne rysy interpretacji Abbeelego są w ogóle
dość silne. Pisze on na przykład o Montaigneowskim komplek­
sie kastracji, o uczuciach, jakie Montaigne żywił w stosunku do
ojca. (Montaigne sytuuje siebie samego jako syna-nomadę
buntującego się przeciwko paternalizmowi. Pragnąc odcięcia,
postępuje śladami ojca - tak jak on podejmuje podróż do Italii
i tak jak on prowadzi szczegółowy dziennik.)
Do swych interpretacji Van Den Abbeele włącza analizy
sensów kojarzących się z nazwiskiem Montaigne'a. Chodzi mu
0 zdefiniowanie stosunku, jaki ma filozof do własnego nazwis­
ka. Świadomość tego nazwiska ma określać tożsamość poj­
mowaną w kategoriach niepowtarzalnego i indywidualnego
„ J a " . Nie chodzi tu j u ż o nazwisko kojarzone w pierwszym
rzędzie z posiadłością, ale o takie, które raczej wskazuje na
jednostkę. Poprzez nazwisko sygnujące autorskie dzieło tworzy
się punkt stały - podstawa dla konstytuowania tożsamości
filozofa. (Abbeele podkreśla znaczenie przejścia od feudalnego
do kapitalistycznego sensu nazwiska.) Rodzi się tu też nowe
rozumienie autora kładącego podpis pod swym dziełem. W in­
terpretacji Van Den Abbeelego nazwisko przywołuje znaczenie
wielorako rozumianej własności oraz prawa do posiadania.
Posiadanie to dotyczy tak dóbr ziemskich (nazwisko pochodzi
od nazwy posiadłości ziemskiej), jak teksu (nazwiskiem sygnuje
się własne dzieła dzieła) czy ciała (nazwisko określa toż­
samość). Te trzy zastosowania tworzą w dyskursie Montaigne a
sieć ekwiwalencji, którym Van Den Abbeele poświęca wiele
uwagi. Na przykład wspomniane wcześniej zaabsorbowanie
Montaigne'a gospodarką płynów wewnątrz ciała ma specyficz­
ny odpowiednik we fragmentach poświęconych technice hydrauliczej w Augsburgu, Prattolino. w Tivoli. Ta swoista odpowiedniość wpisuje się w ustalaną przez Abbeelego korespon
dencję kodu antropomorficznego i topograficznego. Z
mówiąc o pisaniu i podróżowaniu, Mointaigne wymieni*
stosuje kategorie opisu - jedno konceptualizuje w terminacn
drugiego. Podróżowanie - nieustannie podkreśla Van Е*"
Abbeele -jest czytaniem tekstu topografii. Z drugiej stronyj
też czynieniem pewnych zapisów w tym tekście, czego najpr°
szym przykładem są ślady pozostawione przez konia. ,.FW
wracanie'' podróży poprzez opowiadanie o niej to postępo
po śladach, którymi przeszedł koń. „Ślad podróżnika zoho*^
żuje nas do zniesienia opozycji pomiędzy czytaniem a P
^
-

csl

s

wa

IS

1 do zobaczenia w niej stałej, złożonej cyrkulacji znaków
pisanych co czytanych, które o tyle/ przekształcają речкой*»
o ile on przekształca teren w niekończącym się różnicują i 1
teks"
pojawianiu się, zarazem nieskończonej drodze okrężnej
si«
tekstu nieskończonej drogi o k r ę ż n e j " - tak porusz.
i
l
: u:
I , I, i i d p O ^ '
interpretator we wskazanych przez siebie zespołach odpo*"
1

�niości. W swe rozważania włącza kategorie ruchu oraz powrotu.
Ta ostatnia wiąże się z symboliką domu i daje się oczywiście
rozważać na kilku planach. Szczególne znaczenie interpretacyj­
ne ma rzymski etap podróży. Rzym stanowi dla Montaigne'a
dom prawdziwszy niż ten, z którego wyruszył. Tekst O próżno­
ści kończy się zacytowaniem dokumentu, w którym przyznaje
się mu obywatelstwo Rzymu. Rzym - twierdzi Van Den
Abbeele - jest miejscem, w którym Montaigne wyzwala się
z paternalistycznych więzów, i niejako powołuje do życia
samego siebie. W tym sensie Rzym staje się jego prawdziwym
domem. (Znamienne, że to właśnie w Rzymie Montaigne
odprawia swego sekretarza i przejmuje pisanie dziennika.)
Dopiero z tego „rzymskiego d o m u " wraca Montaigne tam, skąd
rozpoczął wędrówkę - do siedziby Montaigne'ow.
Van Den Abbeele ujmuje proces powstawania korpusu Prób
jako autorskie, kreacyjne w swej istocie, doświadczanie samego
siebie. Podróżowanie kojarzy się tak z utratą tożsamości jak
i z wewnętrznym powrotem oraz z odnalezieniem domu; także
z dojściem do kresu ziemskiego żywota, czyli do śmierci („Jako
filozofować znaczy uczyć się u m i e r a ć " - c z y t a m y w jednym
z esejów. Jest to ostateczny cel filozofii. Śmierć jest podróżą
w miejsce, skąd nikt nie wrócił.)
Fragmentaryczność Prób sprawia, że trudno wskazać ramy
tekstu. Skłania to do zrewidowania kategorii podróży, która
zwykle opiera się na założeniu, że możliwe jest określenie tego,
co wewnętrzne (wewnętrzne w stosunku do tekstu, do domu,
ciała - zależnie od tego, do czego metafora się odnosi.)
U Montaigne'a tekstualna podróż formuje się w nieustannne
dywagacje. Niekończąca się wędrówka koresponduje z niekoń­
czącym się dyskursem. (Brak pierwszej strony dziennika, czyli
niezamierzony brak początku, ma dla Abbeelego znaczenie
symptomatyczne, gdyż wskazuje na ważną cechę narracji
o podróży, a mianowicie na jej fragmentaryczność.)
KARTEZJUSZ
Kartezjusz za wszelką cenę pragnie odnaleźć szlak wiodący
ku prawdzie. Jego metoda ma wskazywać drogę wyjścia
z labiryntu stereotypowych błędów. Jak twierdzi w Rozprawie
0 metodzie, można próbować trzech dróg. Pierwsza jest drogą
emdyty, sięgającego do ksiąg. Obcowanie z myślą minionych
stuleci jest równoznaczne z podróżowaniem, a „czytanie wszel­
kich dobrych książek jest niby rozmowa z najgodniejszymi
ludźmi minionych wieków, będącymi tych dzieł autorami, ba,
1 to nawet rozmowa przemyślana, w której odsłaniają nam
jedynie swe najcenniejsze myśli ( . . . ) . " Znajomość tego, co
różne od nas. pomaga nam w osądzaniu nas samych i uczy lepiej
wyważać sądy. gdy chcemy orzekać o nieracjonalności czy
niedorzeczności innych ludzi.
Druga droga to zwiedzanie zagranicy w celu gromadzenia
doświadczeń i sprawdzania samego siebie w różnych sytua­
cjach. (Topografia myśli - zauważa Van Den Abbeele - staje się
mapą_ Europy, a ta ostatnia zmienia się w księgę, Wielką
Księgę Świata. Dosłowne podróżowanie staje się figuratywnym
czytaniem.) „ P o d r ó ż " , „ b ł ą d z e n i e " i „tekst" stanowią w dys­
kursie Kartezjusza jakby oblicza tego samego problemu. Na
P zykład te same niebezpieczeństwa kryją się w nadmiernym
Podróżowaniu i w nieumiarkowanym czytaniu. Erudyta, podob­
ne jak człowiek, który spędził zbyt wiele czasu na podróżach,
tatwomoże stać się obcym we własnym kraju. Może też. popaść
*błąd [ ) Kichota i to, co pochodzi z dawnych opowieści, brać
* Prawdziwe.
Droga trzecia to introspekcyjna medytacja. Ją właśnie w pew• / " i okresie swego życia wybrał filozof: „obróciwszy kilka lal
^ studiowanie w ten sposób w księdze świata i zdobywanie
'Kiego doświadczenia, postanowiłem pewnego dnia zarównież w samego siebie i użyć wszelkich sił mojego
ystu dla wyszukania dróg, jakimi iść mi należało. Powiodło
^ J . - j a k sądzę, o wiele lepiej, niż gdybym się nie był nigdy
" od mego kraju, ani od mych książek.
6

lu

f

o n

a

s , e

t0

a r

Kartezjusz. zdecydował się użyć własnego umysłu, aby
położyć kres lekturze cudzych ksiąg i błądzeniu pośród życia
(błądzeniu cielesnemu i mentalnemu). Wycofał się do domo­
wego zacisza, by podjąć podróż szczególną. Moment wycofania
się i samozamknięcia rozpoczyna metafizyczną podróż medyta­
cyjną, wędrówkę od cogito do nieskończoności Boga. Domowe
pomieszczenie (poele), w którym chroni się filozof, Van Den
Abbeele uważa nie tylko za przestrzeń fizyczną, ale i za
metaforę konieczną dla Kartezjańskiego odkrycia podmiotowo­
ści. Metafora ta, ufundowana na relacji wnętrza podmiotu do
jego zewnętrza, dana jest w materiam errandi, bez której nie
mógłby ukonstytuować się podmiot. (Po okresie wycofania
Kartezjusz udał się zresztą ponownie w podróż. Pojechał do
Włoch z pielgrzymką do Matki Boskiej Loretańskiej. Włochy
nie przypadły mu do gustu - narzekał na klimat, na niebez­
pieczeństwa. Potem swą stałą rezydencję przeniósł do Holandii,
stanowiącej przeciwieństwo Italii w jego indywidualnej psychogeografii.)
W kartezjańskim dyskursie często pojawiają się metafory
podróży i metafory topograficzne. Kartezjusz ucieka się do
figury podróży na przykład wtedy, gdy chce wyjaśnić po­
chodzenie różnic w ludzkich sądach. „Tak więc rozbież­
ność mniemań nie pochodzi stąd, aby jedni byli roztropniejs
od drugich, ale jedynie stąd, iż prowadzimy myśli nasze
rozmaitymi drogami i nie rozważamy tych samych rzeczy.""
Zawarta jest tu swojego rodzaju topografia myśli, topografia,
w ramach której każdy układa własne itinerarium. Za pomocą
metafor przestrzennych zarysowana jest nieprzestrzenność lu­
dzkiego wnętrza.
Fundamentalna dla kartezjańskich poszukiwań jest prze­
strzenna w swej istocie metafora utraty punktu oparcia, pojawia­
jąca się w drugiej Medytacji. Wyraźnie wskazuje ona na cechy
obecne potem w filozoficznym poszukiwaniu. Nagłe osunięcie
się spod nóg stałego gruntu powoduje, iż człowiek zapada się
w bezdenną otchłań. „Wczorajsze rozważania pogrążyły mnie
w takich wątpliwościach, że nie mogę już o nich zapomnieć ani
nie widzę, jakby je należało rozwiązać, lecz tak dalece straciłem
równowagę, jak ktoś, co wpadłszy w głęboki wir, ani dna
dosięgnąć, ani też na powierzchnię wypłynąć nie może. Chcę
jednak wydobyć się z tego i spróbuję ponownie iść tą samą
drogą, na którą wczoraj wkroczyłem. Będę mianowicie odsuwał
od siebie to wszystko, co najmniejszą choćby dopuszcza
wątpliwość, zupełnie tak samo, jak gdybym był stwierdził, że
jest to zgoła fałszem. Będę też podążał dalej, póki nie poznam
czegoś pewnego, i jeśli j u ż nie poznam niczego innego jako
pewne, to przynajmniej to, że nie ma nic pewnego. Aby całą
ziemię poruszyć z miejsca, żądał Archimedes tylko punktu,
który by był stały i nieurchomy; należy więc oczekiwać
wielkich rzeczy, jeżeli znajdę choćby coś najmniejszego, co
byłoby pewne i niewzruszone." (W tekście łacińskim jeszcze
silniej uwypuklony jest sens wątpienia, wpisany w metaforę
dezorientacji, czy raczej niemożliwości topograficznego zorien­
towania się w przestrzeni, wpisany w tę metaforę.)
Konsekwentnie postępując drogą wątpienia, można - jak
sądzi Kartezjusz - przybyć do punktu absolutnej pewności.
Ostateczne uzyskanie pewności (czyli poczucia, że stoi się na
twardym gruncie i że jest się bezpiecznym przed groźbą
bezładnego nomadyzmu) to cel, który stawia sobie filozof.
Projekt filozoficzny Kartezjusza, obejmujący poszukiwanie
stabilności, zarysowuje dyskursywną podróż, w czasie której
ma się do dyspozycji metodę, czy raczej metodyczne wątpienie.
Podróż, poprzez wątpienie to dyskursywny ruch w czasie
i przestrzeni. Wędrowanie, czy może raczej błądzenie, kon­
stytuuje podmiot. Dopiero ustanowienie cogito jako punctum
firnntm zneutralizuje bezład wędrówki, obróci je w nie-wędrówkę, a z błądzenia uczyni drogę celową. (Ujmując dyskurs od
innej strony, Van Den Abbeele stwierdza, że tekst, podobnie jak
otchłań wątpienia, jest także przestrzenią, którą trzeba przejść,
by dotrzeć do tego, co pewne i niewzruszalne.)
J

131

�Im więcej się myśli, tym więcej się błądzi i tym więcej się
wie. Mówiąc o błędach, Kartezjusz także korzysta z metaforyki
topograficznej. Błąd jako błądzenie pojawia się w paru po­
staciach. Może być mianowicie rezultatem wędrówki; może
polegać i na niezdolności do utrzymania się w ramach pewnych
ograniczeń. Błędem jest czynienie sądów, przekraczających
naszą zdolność rozumienia, a więc, powodowane przez hybris,
niewłaściwe używanie zdolności, którymi obdarzył nas Bóg.
Dzięki metaforze wędrówki można zrozumieć, jaki rodzaj błędu
bywa prawomocny: taki mianowicie, który jest jedynie odej­
ściem od prawdy, a nie poddaniem w wątpliwość prawdy jako
takiej. (Zatem wędrowanie ma ograniczenia.) Odejście od
prawdy stanowi bowiem sposób aby sprawdzić stabilność
cogito. Prawda cogito jest tu rozumiana także jako punkt
topograficzny.
Działanie topograficznej topiki w dyskursie Kartezjusza jest
nie tylko ambiwalentne, ale i wieloaspektowe. Jak twierdzi Van
Den Abbeele, skojarzenie topograficznej metaforyki z metafo­
ryką podróży zdradza fundamentalne niepokoje Kartezjusza,
ajednocześnie aktywnie uczestniczy w ich uśmiercaniu. Chodzi
tu o niepokoje nieodłączne od sytuacji błądzenia, które w formie
najbardziej przerażającej dotykałoby nieskończoności - byłoby
niekończącą się wędrówką lub niekończącym się tekstem.
Układając swój projekt (włączający nie tylko cogito, ale
i metodę, kwestie geometrii, czy elementy moralności). Kartez­
jusz chce w jakiś sposób zrozumieć nieskończoność. I tak jak
montaignowska próżność, kartezjańskie błądzenie jest am­
biwalentne.
MONTESKIUSZ
Półtora wieku po Montaigne'u pisze Monteskiusz swoje
Voyage de Gratz d la Haye (wydane dopiero pośmiertnie).
W podróż udał się w roku 1728, by zebrać materiały do swych
rozważań. Z Paryża wyruszył do Wiednia. Potem zwiedzał
kopalnie miedzi w Chemnitz. We Włoszech zatrzymał się
w Wenecji, Mediolanie, Turynie, Genui, Florencji. Pięć miesię­
cy spędził w Rzymie, skąd zrobił wycieczkę do Neapolu.
Wracając przez Niemcy, zatrzymał się w Hanowerze, po czym
przez Hagę udał się do Londynu. Następnie przez 18 miesięcy
przebywał w Anglii, gdzie w dużym stopniu ukształtowały się
jego poglądy polityczne. (Niestety, rękopis tej części Dziennika
został spalony na początku X I X wieku przez jednego z jego
spadkobierców.) Podróż dzieli twórczość Monteskiusza na dwa
okresy, zaznaczając przejście od literatury pięknej do teoretycz­
nej i politycznej. "
Swoją metodę podróżowania filozof opisał dość szczegóło­
wo. Polegała ona na tym. że po przyjeździe do danego miasta
wspinał się na najwyższą wieżę, by stamtąd objąć spojrzeniem
całą okolicę; potem dopiero wędrował po ulicach, by przed
odjazdem znowu udać się na wieżę i jeszcze raz spojrzeć z góry
na całość. Wieża stanowi punkt orientacyjny i pozwala plano­
wać przyszłe ruchy. Pełni ona funkcje oikos; ekonomizuje
turystyczne trasy i stanowi miejsce, do którego wraca się
kończąc pobyt w mieście. W przypadku tego powtórnego
spojrzenia z góry można mówić tak o dystansie przestrzennym,
jak i czasowym.
Monteskiuszowka turystyka wymaga zatem uwzględnienia
zarówno zmiany miejsca dokonującej się w przestrzeni hory­
zontalnej, jak i punktu stałego osadzonego na osi wertykalnej.
Ten ostatni dostarcza perspektywy całościowej, co nie znaczy,
że perspektywa ta byłaby wystarczająca i ostateczna. (Każda
z możliwych perspektyw ma pewne ograniczenia.) Pojawia się
tu zagadnienie mediacyjności podróży, związanego z nią ruchu,
oddalania się od obiektu oglądanego, co inicjuje grę perspek­
tyw. (Taką grę perspektyw można też wyartykułować w narracji
o podróży - a dowodem tego Listy perskie. Ukazany tam Uzbek
widzi w Europie to. czego nie dostrzegają rodowici mieszkańcy,
ale w dużym stopniu pozostaje ślepy na braki własnej kultury,
np. na dylematy despotyzmu.)
1

132

Ponieważ kolejne miasta zwiedzane są według tego samego
klucza, każde z nich staje się w pewnym stopniu repetycją
wszystkich innych, a żadna z perspektyw nie jest nadrzędna.
Istnieje jednak Rzym - miasto na siedmiu wzgórzach, gdzie
filozof zatrzymał się na dłużej w czasie swej włoskiej podróży.
Do tego miasta, które nie pozwala się ujrzeć w jednej nadrzędnej
perspektywie, prowadziły wówczas wszystkie drogi „kultural­
nego ś w i a t a " . Rzym był domem cywilizacji Zachodnioeuro­
pejskiej. Paradoksalnie, w miejscu nieobjętym jednym spoj­
rzeniem, rodziła się perspektywa zasadnicza. Nadrzędność
rzymskiej perspektywy polegała na tym, że oglądało się tu to, co
widzieli inni; Rzym stawał się widokiem widoków. Sposób,
w jaki Monteskiusz zwiedzał zagranicę, daje początek teorii
- rozumianej w związku z jej znaczeniem etymologicznym, to
znaczy jako oglądu. Teoria wiąże ze sobą poszczególne elemen­
ty rzeczywistości i umiejscawia je dzięki założeniu istnienia
wszystkowidzącego podmiotu. Jak twierdzi Jean Starobinski,
ten totalizujący ogląd z góry może stanowić metaforę postawy
Monteskiusza jako teoretyka." Wyraźnie widać to w dziele
O duchu praw, mającym dać całościowy zarys instytucji
ludzkich (le tout ensemble). Zdaniem Starobinskiego, ów
wertykalizm perspektywy związany jest z przekonaniem o wza­
jemnym powiązaniu ze sobą poszczególnych elementów bada­
nych przedmiotów oraz o ich istnieniu w ramach jednej całości.
Dialektyka Monteskiusza może być rozumiana jako totalizująca
w tym też sensie, że - za sprawą wpisanej w tę perspektywę
symultaniczności - neutralizuje lub anuluje temporalny aspekt
ruchu.
Van Den Abbeele, mówiąc o Monteskiuszu jako o turyścieteoretyku, przywołuje nie tylko Starobinskiego, ale i prace
Deana MacCannella, a zwłaszcza jego teorię turystyki. Turysta
ujęty jest w niej jako kolekcjoner wrażeń. Dokonuje on gestów
interpetacyjnych, w wyniku których dochodzi do konstrukcji
imaginacyjnego universum. Jeśli zwiedzanie - mówi Van Den
Abbeele - wiąże się z takim interpretacyjnym konstruowaniem,
to trudno zakładać istnienie nieprzekraczalnej granicy pomię­
dzy wizją świata a teorią. Z drugiej strony, teoria daje ogląd
całości danego schematu pojęciowego i w ten sposób staje się
zwiedzaniem. Zarówno teoria jak i zwiedzanie kierowane są
pagnieniem oglądania, a następnie totalizowania poszczegól­
nych elementów w ramach pewnej wizji ogólnej. Pragnienie to
leży u podłoża oświeceniowej epistemologii, a ta z kolei jest
immanentnie związana i z metaforyką wizualną, i z istotną
wówczas praktyką społeczno-kulturową, a mianowicie modą na
grand tour.
Podejdźmy teraz do problemu monteskiuszowskiego po­
dróżowania od innej strony. Dzieło O duchu praw może być
czytane jako rodzaj teorii turystycznej. Dana w nim jest swojego
rodzaju polityczna topografia. Krajobraz zostaje opisany naj­
pierw w terminach opozycji pomiędzy gorącym a zimnym
klimatem, pomiędzy północą a południem. Z opozycji tych
rodzi się topografia moralna. Północ to domena ludzi aktyw­
nych, pracowitych, odważnych, męskich, wolnych; południe
jest ojczyzną istot biernych, leniwych, zniewieściałych i służal­
czych. Klimat wpływa na obyczaje. Geografia istnieje w związ­
ku ze społeczeństwem, z jego historią i polityką. Teoria stara się
ująć aspekt strukturalny i progresywny. Zmiana rozmiaru
państwa wpływa na zmianę rządów, a rządy warunkują oblicze
stanu państwa. Z kolei historię można rozumieć tylko jako
historię stosunków p o m i ę d z y narodami, jako śledzenie
wciąż zmieniających się linii zarysowujących mapę. Tu właśnie
jest miejsce dla toposu podróży: podróż ustanawia relację
pomiędzy dwiema jednostkami geograficzymi, które są „uW
lane" poprzez różnice przestrzenne. Bez podróży nie byłoby
mapy; z drugiej strony mapowanie to próba myślowego ujC - '
podróży wraz z całą płynnością ruchu, który ona implikujeAnalizując powyższe wątki dyskursu Monteskiusza, Van Dj&gt;
Abbeele stwierdza, że sytuacja teoretyka społeczności ludzkie
tematyzowana jest w terminach poszukiwania perspektyw)
Niebagatelną rolę odgrywa przy tym metaforyka ujawniają 1 11

c

1

�problem dominacji (tak teoretycznej, jak politycznej czy rodzin­
pieczna, gdyż czytając m o ż e m y zapomnieć, że obcujemy
nej).
jedynie z tekstem; same znaki są niczym, jeśli nie ma się
W zakończeniu O duchu praw pojawia się topos końca
wyobrażenia o tym, na co one wskazują. (Podobnie mapa jest
książki jako końca podróży. Monteskiusz przywołuje ten
dla nas zrozumiała jedynie wtedy, gdy znamy ideę tego, do
fragment Eneidy (ks. I I I , 523), w którym towarzysze Eneasza czego się odnosi.) Znacznie mniej wiedzy zyskamy czytając
wypatrują wybrzeży Italii. Nie jest to koniec dzieła Wergiliusza
księgi niż skupiając się na subiektywnym odczuwaniu świata
i niekiedy tłumaczy się to pomyłką Monteskiusza - ale on sam
natury. Warunki do tego stwarza proste wędrowanie, w czasie
którego człowiek znajduje się w bezpośrednim kontakcie
daje przypis do odpowiedniego miejsca w tekście Wergiliusza.
z przestrzenią, którą przemierza. (Ten wątek myślenia o po­
Finał traktatu wskazuje sugeruje raczej to, że koniec książki nie
dróży przejęli potem romantycy.)
jest końcem ostatecznym, bo struktura podróży to powtarzanie
ciągów epizodów. „Italiom, Italiom... Kończę ten traktat o len­
Podróży nie powinno się jednak przeciągać ponad miarę.
nach tam, gdzie go większość autorów r o z p o c z ę ł a . "
Koncepcja wewnętrznego powrotu i odnalezienia samego siebie
koresponduje z koncepcją celu w podróży edukacyjnej. Celem
tym winno być odnalezienie własnego miejsca. Ostatecznie,
ROUSSEAU
dom opuszcza się po to. by następnie powrócić do niego.
Ryzyko podróży byłoby zbyt wielkie, jeśli człowiek nie wie­
W wielu miejscach swej twórczości Rousseau zarysowuje
rzyłby w powrót do domu. Dom stanowi miejsce uprzywilejo­
portret siebie samego jako samotnego wędrowca. Pisze o swym
wane, a podróż można uznać za udaną, jeśli nauczy człowieka
umiłowaniu wędrówek pieszych, w czasie których nie korzysta
wybierać d o m o w ą ńsiadłość.
z żadnych środków transportu i o bezpośredniości takiego
Van Den Abbeele tak określa topograficzny model sytuacji
podróżowania, o niezależności i wolności samotnego wędrow­
edukacyjnej zarysowanej przez Jana Jakuba: element ruchu, tak
ca. Jest to wolność od społecznego uwikłania: wolność wkracza­
jak i pewna dawka podróżowania, są potrzebne, żeby zachować
nia w świat imaginacyjny. (Niespieszne wędrowanie w po­
istotę domowości. Ale aby poznać świat w sposób, który dla
czuciu pełnej wolności i niezależności wydaje się idealnym
człowieka jest interesujący, wystarczy poznać siebie; wraz
wyobrażeniem autotelicznej fikcji.)
z odnalezieniem własnego miejsca, odnajduje się to. co człowie­
Rousseau czuje, jak sama czynność chodzenia ożywia myśli
kowi potrzebne. Jest to ten moment rozumowania, w którym
- c i a ł o potrzebuje ruchu po to, aby umysł był zasilany. O ile
rodzi się moralna topografia Rousseau. Jej solipsystyczne
Descartes potrzebował pewnej stabilności, aby oddać się po­
implikacje najwyraźniej widać w Przechadzkach
samotnego
dróży medytacyjnej, to według Rousseau ruch umysłu jest
wędrowca, które zaczynają się kwestią - „Tak więc jestem na
ożywiany przez ruch ciała. Stan umysłu powstający w czasie
ziemi sam, skazany na własne tylko towarzystwo, bez brata,
chodzenia jest początkiem dyskursu filozoficznego. Człowiek
bliźniego, przyjaciela." chciałby przedłużać ów czas, czas bycia w stanie natury, choćby
przez przypominanie go sobie, czy poprzez zapisywanie tego
stanu duszy. Tak rodzą się Reveries du promeneur
solitaire
- Marzenia samotnego
wędrowca.
Mówiąc o podróży, nie zawsze m ó w i m y naprawdę o niej.
Rousseau wierzy, że w czasie samotnej wędrówki odzyskuje
Przywołując obraz podróży, często chcemy ukazać to, co
swoje ..Ja" i osiąga samopoznanie. Jest to najistotniejszy rodzaj
pozbawione wymiarowości, co nieuchwytne zmysłowo - jakieś
poznania. Nie znaczy to. że podróż nie daje niczego ponadto.
przeczuwane przez nas idee, abstrakty, ulotne doznania i prze­
Rousseau włącza ją do planu edukacyjnego przedstawionego
czucia. Podróżą są podszyte teksty mówiące o czymś zupełnie
w Emilu. Odpowiednio wyedukowany człowiek powinien
innym - topika podróży czai się wszędzie. Tylko po co j ą
bowiem znać nie tylko swych ziomków. Jest jednak zasadnicza
dekonstruować? Po to między innymi, by ujawnić ryzyko
różnica pomiędzy podróżą podjętą po to, by zobaczyć inne
intelektualnych podróży odkrywczych. Dyskurs używa do
odkrywania tego, co odkrywa - ujawnia sam siebie w narracji,
kraje, a taką, w czasie której poznaje się innych ludzi. Pierwszy
mającej owo odkrycie reprezentować. Nigdy nie będzie więc
cel obierają ludzie powodowani próżną ciekawością; dla tych,
wolny od groźby oskarżeń - zawsze można poddać w wątp­
co umieją podjąć refleksję filozoficzną, jest drugi cel. Emil
liwość nie tylko to, co odkrywa, ale to jak odkrywa. Do
odbywa podróż dopiero wówczas, gdy właściwie jest j u ż
ujawnienia takich uwarunkowań zmierza dekonstrukcja metafo­
wychowany, a jego skutki podróży zostały zaplanowane przez
ryki podróży w tekstach filozoficznych, j a k ą przeprowadza
nauczyciela. Podróż Emila jedynie dopełnia edukację i określa
Georges Van Den Abbeele.
ucznia jako pełnego członka społeczeństwa.
12

1

Zwróćmy jednak uwagę na to, że takie usytuowanie podróży
w planie edukacji sugeruje, że to lekcja trudna, a może
'niebezpieczna. Uczeń musi być należycie przygotowany, jako
żeo wartości podróży ostatecznie zadecydują jej skutki, czyli to,
eo uczeń wyniesie z lekcji. (Znów mamy tu problem ambiwalencji podróży; tym razem jest to ambiwalencja moralna.)
Aby zrozumieć naturę wiedzy zdobywanej przez Emila,
trzeba pamiętać o lekceważeniu, jakim Rousseau darzył książki.
Przeszkadzające jakoby w czytaniu Księgi Świata. Wartość
'ektury cudzych opisów podróży jest znikoma, a nawet niebez­

1

W jego ujęciu topos podróży urasta do czynnika warun­
kującego poznanie - a stwierdzenie to można rozumieć wielo­
rako. Podróżowanie tworzy warunki poznania, i dostarcza
języka, by opowiadać o poznaniu samym. Metaforyka podróży
otwiera drogę myśleniu abstrakcyjnemu, ale poprzez swą
warstwę obrazową związana jest z tkanką życia. Dana jest nam
więc nić, którą możemy uchwycić, gdy j u ż zanadto zapętlimy
się we własne myśli. Z labiryntu dywagacji można wyjść ku
życiu - gdzieś wyjechać, uciec, udać się w podróż, na wakacje,
czy choćby wyjść na ulicę.

P R Z Y P I S Y
' CJ . Van Den Abbeele,
*nnesoia 1992

Travel us

Metaphor

from Montaigne

to

Rousseau.

Goeffrey Atkinson, Les Nouveaux Horizons de la Renaissance
franca/s,
«" 1935. s. 254 - 61. 402 - 5, podaję za V a n Den Abbeele, s. 14ft
for.: Nycz, Tekstowy świat. Poststruktualizju
a wiedza o literaturze.
'jrszawa 1993. s. .31
• J- Derrida, Różnią, przcl. J . Skoczylas, (w.) Drogi współczesnej
filozofii,
1*°г M Siemek, Warszawa 1987. s. .389
, Derrida, op. cit., s. 383
kariez|usz. Rozprawa
o metodzie właściwego
kierowania
rozumem
™zukiminia
prawdy w naukach, przcl. T . Ż e l e ń s k i Boy. W a r s z a w a
s

7

Ibidem, s. 3 5 - 3 6
" Ibidem, s. 29
' Rene Descartes, Medytacje
o pierwszej
Filozofa,
prze! M i К
Ajdukiewicz, Warszawa 1958, s. 32
"' P r z y w o ł a ć tu m o ż n a znamiennne daty: 1721 - Listy perskie:
1748
- O duchu praw
" J . Starobinski, Monlesqieu par lui-тёте,
Paris 1943, s. 60 - 1 1 3 , podaję
za: V a n Den Abbeele. op cit, s. 64 - 66 i 155
Montesquieu, O duchu praw, przeł T . B o y - Ż e l e ń s k i , Warszawa 1957. t.
II, s. 527
" J . J . Rousseau, Mar.tenia samotnego wędrowca,
przeł. E w a Rzadkowska,
W r o c ł a w 198.3, s. 3
l :

133

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7464" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7444">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/9ad7b7f1bfbaef72daad52fc54bc1268.pdf</src>
        <authentication>350e60de5c07fb58315ea01d32b7f25f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="89168">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2527</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="89170">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="89172">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2347</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="89174">
                <text>Kurt Vonnegut: Portret antropologiczny / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="89176">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4, s.158-161</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="89178">
                <text>Burszta, Wojciech J.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="89180">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="89182">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="89184">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="89190">
                <text>Kurt Vonnegut
Portret antropologiczny
Wojciech J. Burszta
Krzysztofowi
Jeszcze stosunkowo niedawno wskazywanie na powinowac­
twa między antropologia kulturową, jakby nie było nauką
empiryczną, a fikcją literacką, kojarzoną ze sferą wyobraźni
i twórczej inwencji, przyjmowane było wśród badaczy kultury
z dużą rezerwą. I tak właściwie jest do dzisiaj, a racje
przeciwników jakże modnego obecnie tekstualizmu antropolo­
gicznego można zrozumieć. Nie po to wszak przez sto pięć­
dziesiąt z górą lat badacze obcych kultur pracowali nad
skomplikowanymi technikami badań terenowych, stworzyli
model antropologicznej teorii kultury i zdobyli zaufanie filozo­
fów co do wiarygodności własnych analiz, żeby teraz spokojnie
przyjąć do wiadomości, że ich działalność ma wiele wspólnego
z pisarstwem i jest równie subiektywnie nacechowana. Zdarzało
się wprawdzie wielekroć w przeszłości, że antropologowie
dawali upust swoim literackim pasjom, jak choćby Ruth
Benedict czy Edward Sapir, ale do głowy im nic przychodziło,
aby traktować je jako część zawodowej działalności. W po­
wszechnej świadomości metodologicznej naukowe badania nad
kulturą i literaturą piękną w zupełnie odmiennych sytuowały się
rejonach: te pierwsze, opierając się na terenowych ustaleniach
etnograficznych, zajmować się miały F A K T A M I , aby w rezul­
tacie docierać do P R A W D Y , podczas gdy druga tworzy fikcyjne
światy zaludnione równic fikcyjnymi postaciami i sytuacjami,
których źródłem jest fantazja i artystyczna inwencja. Świat
przedstawiony w literackich dziełach i rekonstrukcja obrazu
badanej przez antropologa kultury, zwykle obcej, odwołują się
do zasadniczo różnych strategii poznawczych. Przede wszyst­
kim to, co pisze o kulturze badacz daje się jakoby zawsze
zweryfikować, gdyż każdy taki opis posiada swoje przed­
miotowe odniesienie, podczas gdy fikcyjne sytuacje literackie
są kwestią samego dyskursu, a powieści nie roszczą sobie
przecież pretensji ani do prawdopodobieństwa (w zwykłym
sensie), ani do zestawiania ich z realnym światem, choćby
właśnie wybranej kultury opisanej onegdaj przez antropologię.
Antropologia odtwarza tedy różne kulturowe prawdy społe­
czeństw uwikłanych w partykularne formy życia, a literatura
kreuje właściwe dla siebie prawdy artystyczne. Jednakże zarów­
no jedna, jak druga pragną w rezultacie powiedzieć nam coś
istotnego i niebanalnego o człowieku i jego kulturze. Czynią to
jedynie we właściwym dla siebie trybie. A . Owen Aldridge
ujmuje to w taki oto sposób:
„Zarówno literatura, jak antropologia opowiadają o działal­
ności człowieka, podobnie jak czynią to historia i filozofia.
Przedmiotem antropologii jest człowiek jako taki, podczas gdy
literatura ucieleśnia pisanie o człowieku i stanowi przedmiot
historii literatury i krytyki literackiej. Antropologia usiłuje
w sposób naukowy sportretować gatunek ludzki, natomiast
literatura przedstawia ludzkie charaktery i działania poprzez
subiektywną perspektywę innego człowieka. Literatura egzys­
tuje jako residuum działalności kulturowej, podczas gdy ant­
ropologia jest metodologią, czy też procesem badawczym."
Zostawiając rozwinięcie tego niewątpliwie fascynującego
problemu na inną okazję , w niniejszych rozważaniach propo­
nuję coś o wiele skromniejszego: zajęcie się postacią Kurta
Vonneguta, znamienitego pisarza i wykształconego antropologa
w jednej osobie. Spróbujmy prześledzić na tym jednostkowym
1

2

Kubaczewskiemu

przykładzie, w jaki sposób refleksja antropologiczna przenika
nieustannie świat przedstawiony w powieściach Vonneguta i jak
formuje tak charaterystyczną dla tego pisarza moralizatorskoironiczną utopię społeczną, której dał on wyraz w trzech
autobiograficznych książkach, a której źródłem jest antropolo­
giczne zadziwienie nad światem.
Istnieją pisarze, którzy niesfornie wymykają się wszelkim
zakusom do jednoznacznego zaklasyfikowania. Należy do nich,
sędziwy j u ż obecnie, niegdysiejszy guru młodego pokolenia
przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, autor Kocie]
kołyski. Nalepek przydawanych jego twórczości oczywiście nie
brakuje i sam Vonnegut naigrawał się z nich niejednokrotnie,
zwłaszcza z zaszeregowania go przez Bruce'a Jay Friedmana do
grona american black humorists. Powszechnie twórczość jego
nadal bywa odbierana jako inteligentny rodzaj science-fiction,
taki mianowicie, który nie tyle epatuje czytelnika technologicz­
ną stroną przedstawionych wizji, ile pokazuje kulturowe i psy­
chologiczne ich konsekwencje. Krytycy przez lata bardzo
nieufnie odnosili się do Vonnegutowskich książek, widząc
w nich co najwyżej wyraz pisarstwa popularnego tworzonego
dla ludzi myślących. Rzeczywiście recepta pisarska Vonneguta
jest prosta: trzeba pisać zrozumiale, gdyż ogromna większość
ludzi ma trudności z czytaniem, tedy trzeba im to ułatwić
poprzez intrygę, krótkie zdania i odwołania do znanych nar­
racyjnych schematów. Ale książki Vonneguta wcale proste
i łatwe nie są, a ich ostateczny wydźwięk nie jest wcale
jednoznaczny, stąd dają się one odczytywać na różnych pozio­
mach interpretacyjnych. Słusznie powiada William Rodney
Allen, iż jego pisarstwo jest w istocie „metapowieściowe",
a postawa samego Vonneguta przypomina jako żywo postawę
antropologa: tak jak ten drugi implicite krytykuje swoją własną
kulturę badając inną, tak Vonnegut skupia naszą uwagę na
sztuczności i konwencjonalności tradycyjnej narracji powieś­
ciowej. Wydaje się jednak, że postawa owego klasycznego
„antropologicznego zwątpienia" przenika o wiele głębiej spo­
sób widzenia świata przez tego pisarza. T y m bardziej, że
Vonnegut ma za sobą studia uniwersyteckie na tym kierunku;
w latach czterdziestych był bowiem słuchaczem kursów an­
tropologii na uniwersytecie w Chicago, uważa się za ucznia
Roberta Redfielda, a w roku 1947 sformułował nawet projekt
pracy dyplomowej, wówczas odrzucony. Jej tytuł brzmiał
„Fluctuations Between Good and Evil in Simple Tales". Jak
dzisiaj się ocenia, można j ą potraktować jako pionierską próbę
powiązania teorii literatury i teorii antropologicznej. Niestety,
wyglądała ona dla ówczesnych autorytetów naukowych zbyt
niepoważnie (np. zestawienie mitu biblijnego z opowieścią
o Kopciuszku), a sam Vonnegut nie znalazł przekonywających
argumentów na obronę własnej koncepcji, poza stwierdzeniem,
że wykresy są równie obrazowe, jak garnki i przekłute włócznią
ludzkie czerepy. Ostatecznie jednak pisarz otrzymał M.A.
z antropologii w roku 1971 (!) za... powieść Kocia kołyska.
1

4

5

11

Kurta Vonneguta można nazwać najbardziej konsekwentny'
wyrazicielem tezy kulturowego relatywizmu na gruncie litera­
tury. Relatywizm ten, odnoszący się przecież do świata lud/kie.1
konwencjonalności poczytywanej przez różne społeczeństwa za
uniwersalizm, ma swój pierwowzór w fizycznej teorii wzgled'
ności. Wszechświat - powiada niejednokrotnie pisarz powstał na człowieczą miarę i nie było jego przeznaczeniem by
domem dla istot ludzkich - on istniał i będzie istniał niezależnie
1111

c

* Fragment k s i ą ż k i Czytanie Kultury.
wkrótce w wydawnictwie Opus, Ł ó d ź

158

Pięć Szkiców,

która u k a ż e s i ę

�od naszych o nim wyobrażeń: pojęcia czasu i przestrzeni są
same w sobie względne. To jedynie ludzki punkt widzenia każe
nam traktować go w sposób kulturowy, przypisywać mu
intencjonalność i poszukiwać w nim nieustannie boskiej obe­
cności, a czas i przestrzeń traktować na modłę absolutystyczną.
W Palm Sunday Vonnegut wyraźnie zaznacza, iż. studia i lektury
antropologiczne ugruntowały jego wcześniejszy 'przyrodzony'
ateizm będący wynikiem zarówno tradycji rodzinnych, jak
i opowiedzenia się za klasyczną teorią względności. T y m razem
jednak argumenty były czysto kulturowej natury: konfrontacja
Z niebywałą odmiennością ludzkich sposobów na życie powo­
duje, iż rodzi się przekonanie o zasadniczej niemożności
wskazania którejś z istniejących kultur jako tej prawdziwej,
jedynej, najbardziej racjonalnej. W ten sposób antropologia
uczy właśnie nieufności w stosunku do wszelkich uniwersalistycznych roszczeń, a dla Vonneguta staje się wyrazem najbar­
dziej idealistycznego spojrzenia na świat, a wręcz 'jedyną
religią', do której wyznawania jest skłonny się przyznać. Jakże
charakterystycznie powiada o tej nauce pisarz: najpierw, w Wampeters, Foma and Granfalloons,
że jest to „poezja, która chce
być naukowa", a ostatnie) już. otwarcie zrównuje obie te twórcze
dziedziny:
„Otrzymałem stopień z antropologii na uniwersytecie w Chi­
cago. Studenci tej d z i e d z i n у p o e z j i (podkr. W.J.B.)
uczą się poszukiwać wyjaśnień dla ludzkiego zadowolenia lub
przykrości - z powodu wojen, obrażeń, spektakularnych chorób
i naturalnych katastrof - w kulturze, społeczeństwie i historii.
A ja właśnie pokazuję owe czarne charaktery w moich książ­
kach i one nigdy nie są jedostkami ludzkimi. Są to znowu:
kultura, społeczeństwo i historia."
Zycie człowieka jest dla Vonneguta życiem w podwójnej
iluzji: że wszechświat ma sens uwzględniający ludzką w nim
obecność oraz że możemy tu na ziemi żyć w „ p r a w d z i w e j "
kulturze, tej najświętszej, bo naszej. Jesteśmy przypadkiem
w świecie nie do pojęcia, a dodatkowo przypadkiem w morzu
przypadków społecznych form organizacji ludzkiego bytu. Jak
to podwójne uwarunkowanie ujrzeć? Oczywiście: przyjmując
pozycję zewnętrznego obserwatora, i to w najszerszym sensie
oraz patrząc na rzeczywistość poprzez pryzmat ironii. Bowiem
przeznaczeniem pisarza, podobnie jak zadaniem prawdziwego
antropologa, jest agitacja na rzecz zmiany społecznej, ale
specyficznie rozumianej, bo jest to zmiana poprzez przypomi­
nanie mnogości kulturowych tradycji i wskazywanie na ich
warunkowy charakter. W Wampeters, Foma and
Granfalloons
czytamy:
„Pierwszoklasista powinien zrozumieć, że jego kultura nie
jest racjonalnym wymysłem: że są tysiące innych kultur i one
działają całkiem dobrze: że wszystkie kultury opierają się raczej
na wierze niż prawdzie: żc istnieje wiele alternatyw dla naszego
społeczeństwa (...) Oczywiście, dzisiaj relatywizm kulturowy
jest modny i ma to prawdopodobnie związek z moją popularno­
ścią wśród młodych ludzi. Ale on jest więcej niż modny - on jest
usprawiedliwiony i atrakcyjny. Jest także źródłem nadziei.
Oznacza, że nie musimy iść tą drogą, która nam się nie
podoba.""
Kulturowy relatywizm w wydaniu Vonneguta staje się także
źródłem metody pisarskiej, prowadzi bowiem do konfron­
towania w jego poszczególnych powieściach różnych wizji
świata. Praktycznie we wszystkich z nich powtarza się analogi­
czny schemat. Oto widzimy różniące się formy kulturowego
życia, rzekomo uniwersalne i prawdziwe, w które wkracza jakaś
Postać „z z e w n ą t r z " po to tylko, aby odwrócić utrwalony
Porządek widzenia rzeczy. Takie osoby, śmiem twierdzić,
"ferują antropologiczną krytykę ludzkiej wiary poczytywaJ za racjonalność, a mogą nimi być zarówno tradycyjni
"goście z kosmosu", jak sławni Tralfamadorianie z Rzeźni
^ bunier pięć, albo z innej kultury, bądź. jednostki znajdujące się
S odmiennym stanie świadomości z powodu doświadczeń
. Wojennych lub kontaktu ze złem. Vonnegut powtarza dokładnie
I * sposób kongenialny) zdanie Claude'a Levi-Straussa, iż.
°bserwator z zewnątrz, albo znajdujący się na styku dwóch
*iatów, zawsze widzi więcej niż ten, który tkwi w centrum
ydarzeń. Tylko taki obserwator widzi naprawdę, iż wszystko
7

n e

s

w

4

jest względne. U Vonneguta wielu z. takich obserwatorówbohaterów pojawia się wielokrotnie w różnych powieściach.
Najważniejszym z nich jest Kilgore Trout, rozbitek życiowy,
pisarz science-fiction, którego fabuły opowiadań przywołuje
Vonnegut tylko po to, aby pokazać nam, iż antropocentryczny
sposób widzenia świata posiada istotne ograniczenia. Ale o tym
fakcie w sposób szczegółowy dowiemy się w jednej z później­
szych książek Vonneguta, Galapagos, w której pisarz wyraźnie
opowie się za biocentryzmem. a przeciwko destrukcyjnemu
antropomorfizmowi. Świadomi biochemiczno-antropologicznych uwarunkowań naszego bytowania są jednak tylko nieli­
czni, tacy właśnie jak Trout (alter ego wczesnego, niedocenia­
nego Vonneguta). Duch syna Trouta - Leon Trotski Trout, który
będzie narratorem Galapagos w A . D . 1.001.986. nie ma już
komu przekazać swojej opowieści. Pora jednak na bliższą
prezentację antropologicznej obecności w prozie Vonneguta.
Zacznijmy - a jakże - od Kociej
kołyski.
Dzisiaj zwykło się wspomnianą powieść odczytywać w mod­
nej formule postmodernistycznej, bo jest to zaiste klasyczna
pozycja tego typu literatury, jako że czytelnik nieustannie jest
uświadamiany, że forma jest sztuczna i wymyślona, następstwo
czasu nieistotne, a pojęcia prawdy i fałszu - oczywiście
- względne. Fałsz może być bowiem, w głębszym sensie,
najbardziej oszukańczą formą prawdy i o tym właśnie traktuje
Cat's Cradle. Jest to powieść o micie, którego podstawą jest
kłamstwo wymyślone przez niejakiego Lionela Boyd Johnsona
i propagowane przezeń na karaibskiej wyspie San Lorenzo pod
nazwą religii Bokokonizmu. Narrator powieści, patrząc z punk­
tu widzenia chronologii, cytuje z „Księgi Bokokona", wyjaś­
niając czytelnikowi kluczowe pojęcia i terminy tej religii,
a ponadto poucza go, że jeśli nie zrozumie on, jak użyteczna
może być religia oparta na kłamstwie, powinien książkę
odłożyć, gdyż nic z niej nie zrozumie. " W Bokokonizmie
istotną rolę odgrywają cztery po jęci a:/oma, karass. granfalloon
i wampeter. Pierwsze z nich oznacza użyteczne albo nieszkod­
liwe nieprawdy powodujące, iż ludzie czują się odważni, mili
i szczęśliwi. Przykład: „Powodzenie czeka na nas tuż za
rogiem".Karass i granfalloon oznaczają z kolei dwa sposoby
zorganizowania istot ludzkich w różnorodne wspólnoty idei
- pierwszy ich typ realizuje jakoby W o l ę Boga bez świadomo­
ści, co właściwie czyni, drugi jest karass fałszywym, czego
przykładami są partia komunistyczna, organizacje społeczne
w rodzaju Ligi Kobiet, sztucznie tworzone „zespoły pracow­
nicze",ale nade wszystko „każdy naród, zawsze i w s z ę d z i e . " " .
Wreszcie pojęcie wampeter albo sedno karass - obiekt, wokół
którego członkowie danej grupy obracają się „w majestatycz­
nym chaosie m g ł a w i c y " i który usensawnia ich byt oraz
powoduje, iż mają poczucie wspólnoty. Takim wampeter
narratora jest najnowszy produkt nauki „ L ó d - 9 " , wynaleziony
przez dra Feliksa Hoenekkera. On to właśnie ostatecznie
zniszczy życie na ziemi przy końcu powieści, bowiem jego
zdolności „ z a m r a ż a n i a " nie dają się pohamować.
Nie będziemy, oczywiście, streszczać znanej doskonale
książki, zwróćmy jedynie uwagę na jej aspekt antropologiczny.
Wyspa San Lorenzo jest w niej najwyraźniej metaforą Haiti,
włączając w to charakterystykę okrutnego dyktatora Papy
Monzano, alter ego rzeczywistego Papy Doc Duvaliera. Na tym
fikcyjno-realnym podłożu prezentuje Vonnegut, jak działa jego
idea kulturowego relatywizmu. Wyznawcy Bokokonizmu wie­
dzą, iż inne religie i inne narody popełniają ten błąd, iż uzurpują
sobie prawo do wyłączności w posiadaniu prawdy. Bokokonista
wie, że prawd jest wiele, a być może nie ma żadnej, stąd
„ p r a w d a " jest dlań prawdą tymczasową, zawsze możliwą do
podważenia. Jeśli Bokokonizm ofiaruje głębszą od innych
religii prawdę, to tylko dlatego, iż daje pełną możliwość
wymyślenia dowolnej jej postaci, co udo wodniają dwaj protagoniści - Johnson i McCabe, dopasowując j ą do zmieniających się
warunków życia na San Lorenzo. Prawda Bokokonizmu jest
użytecznym kłamstwem. Jak powiada sam Bokokon, ożywiony
przez Vonneguta w scenariuszu telewizyjnego przedstawienia:
„Jeśli prawda o twoim życiu jest zbyt okrutna, wówczas sama
prawda staje się twoim w r o g i e m " .
1

12

Nie jest jednak tak, że religia, w przeciwieństwie do nauki.

159

�nawet w tak oświeconej postaci J a k Bokokonizm, jest zbawie­
niem dla świata. W Cat's Cradle zarówno jedna jak druga
prowadzą ostatecznie do upadku ludzkości. No, ale czytelnik
został już na wstępie poinformowany, iż „nic w tej książce nie
jest p r a w d ą " . To jeszcze jeden - już klasycznie ironiczny
- wymiar Vonnegutowskiego relatywizmu: pisarz jest przy tym
w pełni świadom logicznego paradoksu zawartego w tym
twierdzeniu. Jeśli nic w książce nie jest prawdą i powyższy sąd
znajduje się w niej, stanowi jej część, wtedy również on sam
prawdą nie jest, a stąd „ c o ś " w książce prawdą jest.
Pojęcie kulturowej względności nie jest jedynym antropolo­
gicznym tropem w twórczości Vonneguta. Można nawet powie­
dzieć, iż. pojawia się ono zwykle w kontekście dwóch innych,
którym pisarz przydaje mityczne wręcz znaczenie: The Folk
Society oraz rodziny rozszerzonej (extended family). Pierwsze
z nich jest autorstwa Roberta Redfielda, a było przedmiotem
szczególnie intensywnej analizy w antropologii chicagowskiej
pod koniec lat czterdziestych, czyli dokładnie za bytności tam
młodego Vonneguta. Dla Redfielda „folk society" stanowiło
typ idealny w sensie socjologicznym, pomocny w rozumieniu
rzeczywistości bytu i myśli społeczeństw nieliterackich. Jed­
nym z jego (przybliżonych) odpowiedników może być tradycyj­
na kultura chłopska, znana nam doskonale z opisów rodzimej
etnografii. Niezbywalnym składnikiem takiej społecznej or­
ganizacji były ujednolicone sposoby zachowania i wielka rola
więzi rodzinno-rodowych. w których - jak poucza nas z kolei
Maurice Godelier - zawarte były specyficzne wyznaczniki
gospodarki. Jednak nie taki pierwotny sens „folk society"
interesuje Vonneguta, pozbawia on bowiem to pojęcie jego
temporalnych i geograficznych uwarunkowań oraz nadaje mu
indywidualną wykładnię: jest ono dlań utopią pożądanej we­
wnętrznej jakości życia każdej wspólnoty ludzkiej opartej na
więzi społecznej różnego typu, z których każda jednakże
eliminuje w efekcie stan osamotnienia, tak charakterystyczny
dla współczesnej cywilizacji. „Folk society" może być wspól­
notą artystów, grupą sąsiedzką, typową grupą religijną, klasycz­
ną rodziną, związkiem korporacyjnym itd. „Folk society" to
ponadczasowy mit, do którego pisarz odnosi się z istnie religijną
atencją, co nie przeszkadza mu zachować jednocześnie ironicz­
ny dystans co do możliwości spełnienia się go w realnym życiu.
Jednakże Pierwszą Zasadą Życia jest: „Istoty ludzkie stają się
szczęśliwsze wówczas, gdy znajdą się w pierwotnych, braters­
kich warunkach folk society." Vonnegut uważa, że przekleńst­
wem Ameryki, a nie jest w tym sądzie odosobniony, jest
odpersonalizowanie i powierzchowność stosunków między­
ludzkich: nikt nikogo tak naprawdę nie zna i nie chce znać, nie
słucha i nie chce słuchać oraz nie zauważa, choć uśmiecha się
szeroko do wszystkich. Dlatego - pisze autor Hocus-pokus:
11

I4

„Jestem oczywiście wielkim admiratorcm Anonimowych
Alkoholików. Anonimowych Hazardzistów, Anonimowych
Kokainistów, Anonimowych Żarłoków i tak dalej i tak dalej.
Takie grupy sprawiają mi zadowolenie jako osobie, która
studiowała antropologię, ponieważ dają Amerykanom coś tak
istotnego dla zdrowia, jak witamina C, coś. czego wielu z nas
nie posiada w tej szczególnej cywilizacji: rozszerzoną rodzi­
nę."
Wypowiedzi na temat znaczenia „folk society" i rodziny
rozszerzonej w kulturze znajdziemy w książkach Vonneguta co
niemiara, a jedna z jego powieści, niezbyt zresztą udana
artystycznie, ma za główny swój przedmiot nie co innego, jak
właśnie mit pokrewieństwa i wspólnoty. Powieścią tą jest
Slapstick. Rzecz dzieje się w bliżej nieokreślonej przyszłości,
kiedy to za sprawą zminiaturyzowanych Chińczyków zachwia­
na została grawitacja ziemska, a ostatni prezydent Stanów
Zjednoczonych, niejaki Wilbur Daffodil-II Swain, zarazem
narrator, prezentuje swoją wizję właściwych stosunków mię­
dzyludzkich w Ameryce. Hasło jego wyborczej kampanii brzmi
..LONESOME NO M O R E " . b o w i e m właśnie samotność c y w i ­
lizacyjna przywiodła do zguby jego naród. Pomysł powiązania
wszystkich żyjących obywateli sztuczną siatką terminów po­
krewieństwa, tworzących w rezultacie z zatomizowanego społe­
czeństwa jedną wielką rozszerzoną rodzinę, jest bardzo prosty.
System opiera się, jak łatwo się domyślić, niemal dokładnie na
15

160

zinstytucjonalizowaniu chińskiej zasady nadawania imion włas­
nych, oczywiście w wymiarze karykaturalnym. Prezydent przy­
dziela rodakom „odgórnie, za pomocą komputera, dziesięć
tysięcy tzw. middle names, opartych na kombinacji przed­
miotów ożywionych i nieożywionych oraz liczb. Każda osoba
legitymująca się tym samym drugim imieniem należy automa­
tycznie do tej samej „ r o d z i n y " , co pociąga za sobą określone
obowiązki wobec innych jej członków. Ale przynosi także
ułatwienia, gdyż ktokolwiek podróżujący akurat po kraju może
błyskawicznie odnaleźć swoich krewniaków: wystarczy ot­
worzyć książkę telefoniczną i poszukać - powiedzmy - wszyst­
kich o imieniu „ D a f f o d i l " , a już ma się opiekę i towarzystwo
„ n a j b l i ż s z y c h " . j u ż działa zasada „nigdy więcej samotności"!
I znowu bardzo wyraźne widzimy tu wpływy antropologicznej
kompetencji Vonneguta, wszak wie on, że pojęcie „grupy
krewniaczej" opierać się może na zróżnicowanych zasadach,
z których większość nie ma nic wspólnego z biologicznym
pochodzeniem liczonym w ramach cywilizacji nowożytnej.
Pokrewieństwo jest mitem wspólnictwa i praktycznie można
sobie wyobrazić dowolną jego postać. Ludzie pragną być
świadomi więzi z innymi; prezydencka utopia zaczyna więc
rzeczywiście działać - rodzą się błyskawicznie klany rodzinne,
schemat powiązań, traktowany nieufnie na początku, honoro­
wany jest z całą powagą. Trudniej o wojny, bowiem wszyscy
postrzegają wszystkich wyłącznie na zasadzie przynależności
rodzinnej, a członkowie rodzin nie chcą się nawzajem zabijać.
Dotąd było tak - powiada narrator, że „narody nie traktowały
swoich wojen jako tragedii, ale dla rodzin one nie tylko mogą,
ale w istocie są tragedią"" . Rozszerzona rodzina eliminuje
także środki policyjnego „ładu i p o r z ą d k u " , jako żc reguła
stanowi jasno, że jeśli członek rodziny „ O r ł ó w " popełni
przestępstwo, ktokolwiek się o nim dowie powiadamia dziesię­
ciu innych „ O r ł ó w " o tym fakcie, a ci j u ż robią z nim porządek.
1

Najbardziej poruszająca i zastanawiająca część Slapsticku
opisuje „spotkanie rodzinne" Daffodiolow w Indianapolis, skąd
notabene wywodzą się zarówno fikcyjny „ ż o n k i l o w y " prezy­
dent, jak i sam Vonnegut. Toż to klasyczne spotkanie plemien­
nych przywódców, jakie znamy z etnograficznych opisów!
W książce rozwój ludzkości jakby na nowo się rozpoczynał,
gdyż na nowo uświadamia sobie ona potęgę krewniacznej więzi.
Opowiada dalej narrator: wprawdzie sama idea sztucznej
rodziny rozszerzonej nigdy całkowicie nie zamarła w Ameryce
(prawnicy garnęli się do prawników, politycy do polityków,
homoseksualiści do lesbijek itd.), ale były one źle pomyślane,
gdyż wykluczały dzieci, ludzi starych, gospodynie domowe
i tych wszystkich, którzy wymykają się jednoznacznej klasyfi­
kacji. Dopiero destrukcja cywilizacji stwarza warunki, by
zacząć dzieło od początku:
„Idealna rodzina rozszerzona winna oddawać proporcjonalna
reprezentację wszystkich rodzajów Amerykanów, zgodnie z ich
numeracją. Stworzenie dziesięciu tysięcy takich rodzin dostar­
czy Ameryce dziesięciu tysięcy parlamentów, które będą mogły
szczerze i fachowo dyskutować o tym, o czym dziś tylko
niewielu hipokrytów dyskutuje z pasją: o dobrobycie całej
ludzkości."
Jak to u Vonneguta bywa, także i wizja folk society opartego
na rodzinie rozszerzonej jest tyleż ironiczna, co sentymentalna
Z jednej bowiem strony mamy u niego tak typowy dla
amerykańskiego postmodernizmu ironiczny stosunek do świata,
polegający na mówieniu o nim w sposób niezobowiązującybyłoby świetnie gdyby Amerykanie byli mniej samotni, ale nie
jest to praktycznie wykonalne, więc cieszmy się z Anonim '
wych Alkoholików, którzy są namiastką prawdziwej rodziny
Z drugiej jednak strony, zwłaszcza w trzech przywoływanych
książkach autobiograficznych, Vonnegut uparcie nawraca do
tego tematu, traktując go bardzo osobiście. Miał on swego czas"
okazję zetknąć się z realiami afrykańskiej Biafry, przez kro№
czas niepodległości tego państwa, opatego na niebywałej wiC^
rodowej. W pięknym tekście-reportażu Biafra: a people be
raved *. Vonnegut portretuje ten naród (uważany przez rza.
Nigerii za plemię ledwie) głównie z punktu widzenia ro
budowanych związków rodzinnych, pozwalających danej os "
bie znać do trzech tysięcy innych członków rodziny. Nieuda .
0

1

0

�literacko Slapstick pisany był już po doświadczeniach wojny
biafrańskiej, w szczególnym momencie życia Vonneguta, kiedy
to rozpadło się jego dotychczasowe życie rodzinne i odczuł on
- po raz kolejny - pustkę życia i własną samotność w świecie,
w którym z ledwością może wymienić kilku krewnych, ale na
których nie może jednocześnie liczyć. Stąd ,,lonesome no
more" staje się hasłem nostalgicznego powrotu do dzieciństwa
w Indianapolis, pobytów rodzinnych nad pobliskim jeziorem
- tylko ono pozostało niezmiennie takie samo, jak w tamtych
latach szczęśliwych, a Vonnegut - jak powiada - nie ma już
miejsca, gdzie jest łóżko zarezerwowane wyłącznie dla niego
i gdzie ktoś czeka zawsze gotów do rozmowy. Jest charakterys­
tyczne, że z biegiem lat ów osobisty wątek pojawia się
w rozważaniach Vonneguta coraz częściej, a antropologiczna
krytyka cywilizacji staje coraz bardziej przede wszystkim
krytyką społeczeństwa amerykańskiego. Może najdobitniej
widać to w Bluebeard, czyli Sinobrodym, powieści nazywanej
wręcz „feministyczną" (!), gdzie problem samotności człowie­
ka ukazany jest w kontekście życia artysty. Jest to książka
wskazująca na nieuchronny konflikt, w jaki popada każdy
twórca: to rozdarcie pomiędzy potrzebą akceptacji w ramach
rozszerzonej rodziny takich samych, jak on sam, a samotnością
procesu twórczego, dokonującego się zawsze poza tym krę­
giem. Nieco później, w Fates Worse than Death przytoczy
Vonnegut fragmenty okolicznościowego artykułu, jaki napisał
był o Jacksonie Pollocku i w którym pokazał jego znaczenie dla
kultury amerykańskiej. Jednakże - jak wiemy - życie tego
malarza, jakże tragiczne, było przykładem nierozwiązywalności konfliktu, o którym wspominałem. W twórczości wszystko
rozgrywa się pomiędzy twórcą a jego dziełem i każda ingerencja
osób trzecich, kimkolwiek by one nie były. jest już. gwałtem na
artyście (i dziele). Stąd na grohie Pollocka winno być napisane
jedynie: T R Z Y T O J U Ż T Ł U M . ' ' ' Niestety, kultura i cywilizacja
są bytami zbiorowymi, a stąd sztuka nigdy nie nadąży za
życiem. Jedyne zatem, co jest w stanie zrobić artysta, pisarz
w pierwszym rzędzie, to być ewolucyjną komórką w społeczeń­
stwie, być owym ..agentem zmiany" poprzez nieustannie
podejmowane przypominanie tradycji.
W jednym z licznych wywiadów Vonnegut powiedział, żc
jedyny sposób, w jaki pisarz może osiągnąć uniwersalność to
bycie prowincjonalnym. " Ten sąd daje się dokładnie przełożyć
na realia postawy antropologa, a ponadto idealnie oddaje
dzisiejszy klimat postmodernistycznego zanegowania rozdziału
świata na „ c e n t r u m " i „peryferie". W dyskursie filozofów
i antropologów przede wszystkim wyczytamy, że świat składa
się z wielu kulturowych monad, a każda z nich uważa się za
najważniejszą i położoną w centrum społecznego świata.
Tymczasem takie centrum obiektywnie nie istnieje, mamy
wyłącznie prowincje borykające się z podobnymi problemami,
niektórym można przypisać walor uniwersalności, innym nie.
Literatura i antropologia są może najlepszymi przykładami, jak
te dwa porządki: lokalność i uniwersalność, współbrzmią zc
2

sobą. Rodzaj pisarstwa i wizja świata proponowane przez Kurta
Vonneguta znajdowały zawsze wdzięcznego odbiorcę w Ame­
ryce, ale także gdziekolwiek tylko przetłumaczono jego książki
na lokalny język. W byłym Związku Radzieckim był on chyba
najpopularniejszym pisarzem zachodnim, choć ze zrozumiałych
względów funkcjonował tam jako twórca science-fiction.
Podobny sukces czytelniczy towarzyszył i towarzyszy mu nadal
w Polsce. Daje się on wytłumaczyć na sposób kulturowy przede
wszystkim. Uczynił on bowiem z wielkiej prowincji zwanej
Stany Zjednoczone Ameryki teren uniwersalnej refleksji nad
formami życia, gdyż ta prowincja zmuszona jest ciągle konfron­
tować swoją rzekomą oczywistość z wielością innych moż­
liwych form usytuowanych na ziemi, teraz lub dokładnie za lat
milion (Galapagos),
albo w kosmosie, ale zawsze jest to
konfrontacja obnażająca względność tego, co jakoby ostatecz­
ne.
21

Książki Vonneguta, podobnie jak mądrze czytane dzieła
antropologiczne, rodzą zawsze pytania o miejsce nas samych
w wielobarwnym świecie ludzkich możliwości. Koniecznością
jest nasze życie czy przypadkiem jedynie'.' K i m właściwie
jesteśmy? To ostatnie pytanie zostało postawione przez pisarza
w sposób najbardziej jaskrawy w najsławniejszej z jego książek.
Rzeźni numer pięć. Również i ona wyrasta z doświadczeń
- nazwijmy to teraz - wielokulturowości. Jej źródłem było
bowiem tragiczne bombardowanie przez lotnictwo alianckie
Drezna w dniu 13 lutego 1945 roku. w trakcie którego śmierć
poniosło przynajmniej 135 tysięcy ludzi, głównie cywilów.
Vonnegut przeżył je na zasadzie paradoksalnej: jako jeniec
wojenny został umieszczony w budynku starej rzeźni, który
wytrzymał naloty bez większych szkód. Był jednak Vonnegut
- o czym wiedział - jeńcem szczególnym, ze względu na swoje
niemieckie pochodzenie. Jako kto się zatem uratował - jako
żołnierz amerykański czy współziomek ofiar drezdeńskich?
Z kim czuć się solidarnym: z samolotami pilotowanymi przez
żolnierzy-Amerykanów czy ofiarami bombardowania, niewin­
nymi eywilami-Niemeami? Dylemat ten nie został przezeń
właściwie rozwiązany do dzisiaj, a miarą jego trudności może
być fakt, iż. Rzeźnia numer pięć ukazała się w roku 1969. wiele
lat po fakcie bombardowania, gdyż z wcześniejszych prób
„zmierzenia" się z problemem tożsamości, okrucieństwa i spra­
wiedliwości nic nie wyszło. Billy Pilgrim, bohater wspomnianej
powieści, zostaje zmuszony do przeniesienia się w inny wymiar
rozumienia czasu, aby „ z r o z u m i e ć " , c o wydarzyło się w Dreź­
nie feralnego dnia i jak widzieć sens życia, jeśli on w ogóle daje
się ustalić. Powtórzy zatem zaTralfamadorianami, że wszystkie
momenty z przeszłości, teraźniejszości i przyszłości istniały
zaw.sze i będą istnieć równocześnie. Ludzkie życie kieruje się
zasadą nieoznaczoności. Jedyne, co jest pewne na tym świecie,
to mity i szlachetna utopia, one również były, są i będą.
W Ameryce mitem stał się sam Vonnegut i jego życie.
Zadaniem pisarza jest ten fakt przypominać, a zadaniem
antropologa dodatkowo próbować zrozumieć. So it goes.

P R Z Y P I S Y
1

A Owen Aldridge. Literature and the study of man, (w:) Literature and
Anthropology, P A . Dennis and W Aycock ( e d s ) . Lubbock: Texas Tech
University Press 1989, s. 41
O / w i ą z k a c h literatury i badań nad kulturą, widzianych w postmodernis­
tycznej perspektywie dzisiejszej antropologii, p i s a ł e m w k s i ą ż c e Wymiary
WUropologicznego poznania kultury. Poznań: Wydawniclwo Naukowe
UAW 1992; zob. także W . J . Burszta, K . Piątkowski, O czym opowiada
""ropologicznu opowieść.
Warszawa: Instytut Kultury 1994
Owe trzy książki autobiograficzne to: Wampeters. Fonia and GranfalloJ«J. Dell Publishing: New York 1989 (I wyd. 1974), Palm Sunday. Dell
"Wishing: New York 1984 (1981) oraz najnowsza. Fates Worse than Death.
"ttkley Books: New York 1992. Żadna z nich, w p r z e c i w i e ń s t w i e do
p o w i e ś c i i z b i o r ó w o p o w i a d a ń , nie byta dotąd t ł u m a c z o n a na
teyk polski.
Np. J.D. Bellamy. Vonnegut for President, (in:) The Vonnegut StateI**". J Klinkowitz and J . Somer ( e d s ) . New York: Delacorte/Lawrence

J»73, s. 81

, W.R. Allen. Understanding
Kurt Vonnegut. Columbia: University of
^"th Carolina Press 1991. s. 8
, K. Vonnegut. Palm Sunday, s. 99
, K. Vonnegut. Fates Worse than Death, s. 31
k. Vonnegut. Wampeters. Fonia and Granfallooons (Opinions}, s, 276

' Conversations
with Kurt Vonnegut. W . R Allen ( e d ) , Jackson and
London: University Press of Mississippi 1988, s. 299. Z a u w a ż m y przy okazji,
iż Q u i n e ' o w s k i e o k r e ś l e n i e 'kosmicznego oddalenia' badacza od przedmiotu
analizy, ś w i e t n i e o d d a j ą c e sedno d z i a ł a l n o ś c i Levi-Straussa, uzyskuje
w p o w i e ś c i a c h Vonneguta literalne znaczenie.
"' K . Vonnegut, Cat's Cradle, New York: Delacorte/Lawrence 1971, s.
16. Pierwsze wydanie u k a z a ł o s i ę w roku 1963
" Ibidem, s. 82
K . Vonnegut, Between Time and Timbuktu or Promeleus-5. New York:
Delacorte/Lawrence 1972, s. 83
" Por. R. Redfield, 77ie Fidk Society, „ T h e American Journal of
Sociology'' 52:1947, ss. 293—308
Wampeters. Foma and Granfalloons.
s. 179
" Fates Worse than Death, s. 34
'* K . Vonnegut,Slapstick, New York: Dell Publishing 1989 (I wyd. 1976).
s. 214
Ibidem, s. 157
'* W ł o m i e Wampeters. Foma and Granfalloons.
ss. 139—158
" Fates Worse than Death, s. 48
" Conversations wall Kurt Vonnegut. op.cit.. s. 289
Por. J . Klinkowitz. D . L . L a w l e r (eds ). Vonnegut in America,
New
York: Delacorte/Lawrence 1977
12

14

17

:

: |

161

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7435" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7415">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/594f7bd4d132bba00f3e5d21a4d93ef4.pdf</src>
        <authentication>a26198a5077213c7b5c6ffcfc32be919</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88707">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3351</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88708">
                <text>1983</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88709">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3140</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88710">
                <text>Obrazy Rozalii Barańskiej-Dzięciołowskiej / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1983 t.37 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88711">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1983 t.37 z.1-2, s.39-50</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88712">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88713">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88714">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88715">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88723">
                <text>Aleksander Jackowski

OBRAZY ROZALII

BARAŃSKIEJ-DZIĘCIOŁOWSKIEJ

N a Powiślu Dąbrowskim m a l u j e wiele k o b i e t . Zdobią zawszo
ściany d o m o s t w , pieC3, k a r t o n y w i e s z a n e n a d ł ó ż k i e m ; p o o s t a t n i e j
wojnio
tylko

takżo

ściany

zewnętrzne,

Ba-rańska-Dzięciolowska

budynki

malowała

gospodarskie.

święte o b r a z y ,

a

t a k i e , które miały n i o t y l k o cieszyć o c z y , ale i sprzyjać
łaniu przeżyć r e l i g i j n y c h .

Alo
więc

wywo­

P ó k i Barańska malowała ściany była taką j a k i n n o . C e n i o n o

obrazów

Barańskiej-Dzięciołowskioj

akceptowało i nio a k c e p t u j e .
pytanie

trzeba

zwrócić

różnicę m i ę d z y t y m i

świętych

obrazach.

P u n k t e m o d n i e s i e n i a s t a j e się o c z y w i ś c i e f o t o g r a f i a .

Tolerancja

dla

środowisko

nie

obrazów

dwoma

przodo

wszystkim

typami malarstwa:

na

istotną

dekoracyjnego

malarstwa odczuwane

są z n a c z n i e

rodzajami

s i l n i e j n i ż w n a s z e j . Są k a t e ­

g o r i a m i m o d e l o w y m i , p o d c z a s g d y w sztuce współczesnej
swój w y r a z i s t y k o n t u r , z d o m i n o w a n o
organizacji

przestrzeni

czy

tracą

przez inne f o r m y , czy t o

działania

na

emocje,

wyobraźnię,

M a l a t u r y w Z a l i p i u i o k o l i c z n y c h w s i a c h należą d o porządku

obraz-wizerunek

odbiegający

od

p r e s j i . D a w n a w i e ś m u s i a ł a g o d z i ć się n a r z e ź b ę c z y o b r a z
grafia

A l o już

w

latach międzywojennych

wypa,rła d a w n e

obrazy

„pry­

kolorowa

lito­

wyobrażenia,.

D e k o r a c j ę ścian postrzega,
natomia,st

ocenia

się w k a t e g o r i a c h

się w

zależności

estetycznych,

o d tego

kogo

i jak

przedstawiają. T a d e u s z S e w e r y n zwrócił uwagę, że l u d w y s t r z e g a
wartościowania
każda

estetycznego

rozmowa

n i e umieją

pośrednie

próby

na

ten

wyizolować
uzyskania

świętych

temat

obrazów.

wywołuje

k a t e g o r i i estetycznej

opinii

wydają

Jeszcze

4

konsternację.

się

ocen,

bez­

ingerowaniem

w s p r a w y n i e podlegające l u d z k i e j ocenie. N i e znaczy t o j e d n a k ,
że f o r m a o b r a z u j e s t obojętna, istnieją t y l k o o p o r y w

uświado­

m i e n i u sobio t o g o f a k t u a zwłaszcza w jego w e r b a l i z a c j i .
testowe:
na

intelekt.

na

mitywny".

Ludzie
obu tymi

więc
np.

refleksy

różnico m i ę d z y

jest

eks­

teraz

religijnego.

konwencji

normy

się

światopoglądu

o d przyjętej

cechach i n f a n t y l n y c h , p r y m i t y w n y c h , o i n n y m rodzaju

zach m o ż n a znaleźć e l e m e n t y d e k o r a c y j n e , a w z d o b i e n i u d o m ó w

k u l t u r z e chłopskiej

odbiegających

na

przystania

i r e l i g i j n e g o . Są t o w i s t o c i e d w a r ó ż n e z j a w i s k a , c h o c i a ż w o b r a ­

W

wizerunków

konieczność

Dlaczego ? A b y odpowiedzieć n a t o

2

uwagę

podobieństwie

z n i k o m a . Często żadna. Zwłaszcza, że n i e występuje
o

1

t o co r o b i , być możo n a w e t b a r d z i e j niż prace i n n y c h m a l a r e k .
Ale

tycznym

Pytanie

„ k t ó r y z t y c h obrazów chciałaby P a n i kupić, powiesić

ścianie"

pozwala

przy

właściwym

doborze

pokazywanych

i l u s t r a c j i wniknąć w niczwerbalizowaną hierarchię o c e n .

Okazuje

5

d e k o r a c y j n e g o . W p r o w a d z a j ą nastrój o d ś w i ę t n y , cieszą o k o , dają

się w ó w c z a s , ż e w i z e r u n e k m a b y ć r e p r e z e n t a t y w n y , p o d o b n y d o

zadowolenie

utrwalonego

i to

wielorakie:

estetyczne,

ambicjonalne,

presti­

w pamięci stereotypu

(o r y s a c h i w y r a z i e

twarzy

ż o w e . K i e d y w i e l e o s ó b m a l u j e w y t w a r z a się n a s t r ó j r y w a l i z a c j i , " u z n a n y m z a o d p o w i e d n i e d l a d a n e j p o s t a c i ) , „ ł a d n y " a d o t e g o
m o ż l i w i e e f e k t o w n y (złocenia, z d o b i o n a r a m a , e l e m e n t y z d o b n i c z e
r o d z ą się p y t a n i a : k t o m a p i ę k n i e j p r z y s t r o j o n y d o m , k o g o
n a szatach, w tle itd.).
środowisko wyróżnia, p o d z i w i a . O b o k s a t y s f a k c j i
estetycznej
pojawia

się

więc

pracowitością,

motyw

zaimponowania

sprawnością, fantazją

sąsiadom

talentem,

(a w i ę c n i e t y l k o

zamoż­

nością).

już

Satysfakcję
dania

W

wyłącznie estety czną i w y n i k ł ą
r

przedmiotu

sąsiadów,

dają

wywołującego

makatki

a

uznanie,

takżo

—

a

z faktu

czasem

posia­

zazdrość

n i e występujące

zrosztą

Z a l i p i u oraz

znanych

z

w

i n n y c h wsiacłi

zachowanej

Powiśla

tradycji zdobienia

u schyłku ubiegłego

w i e k u wyraźnie

Dąbrowskiego,

wnętrz m a l a t u r a m i
występowały

te d w a

porządki: estetyczny i r e l i g i j n y . Święte o b r a z y n a b y w a n o w m i a s ­
t a c h , n a o d p u s t a c h , w c e n t r a c h k u l t o w y c h . N a t o m i a , s t już
własnym

zakresie

z

b u k i e t a m i . Zaczęto też wycinać k w i a t y z p a p i e r u i umieszczać

przedstawiające

(jak w

dawnych

t a o h " ) n p . g ó r y , soenę l e ś n ą , s t a t e k n a w z b u r z o n y m

morzu itp,

Zarówno m a k a t k i j a k i „ w i d o k i " zaspakajają przede
potrzeby estetyczne.
dekoracyjnymi

O c z y w i ś c i e są r ó ż n i c e m i ę d z y

„lanszafwszystkim

malowidłami

n a ścianach, m a k a t a m i t e m a t y c z n y m i

i

„wido­

za

n a wyobraźnię

i zdolności b u d z e n i a

„ o b r a z y " —• a więc wyobrażenia
treści

ideowe

skojarzeń.

odwołują

się

do

skojarzeń.

służące c e l o m

innego

kręgu

kultu,

kultem

poprzez

emocji,

przeżyć,

3

należała

do

malowanymi

święty

sprzyja

charakter

przemian

związanych

zachodzących

w

nawy­

na

wizerunek.

Podobnie

najbardziej

znanych

i

cenionych

w

środowisku

malarek.
Barańską

„odkrył"

w

latach

międzywojennych

Tadeusz

S e w e r y n , k t ó r y przyjechał do Z a l i p i a , znając już a r t y k u ł H i c k l a .
Zafascynowany
wiole
do

kolorowych

inwentarza

„zębów",

prostokątnych

Muzeum

Etnograficznego

ustalić, że było t o już w 1928 r . W y d a j e

i

dekoracyjnych

w p i s u t y c h obiektów
w

Krakowie

poświęconych Barańskiej ( w książce i k a t a l o g u w y s t a w y
r y t u , rzeźby i m a l a r s t w a )

o d c h o d z i się o d f o r m p r o s t y c h ,

geometrycz­

n y c h i t p . (wskazują n a t o wyraźnie w y p o w i e d z i k o b i e t z Z a l i p i a ) .
Ale

i takie dawne

bodźce

w

postaci

zdobnictwo
konkursów

można tolerować, skoro
i

odpowiedniej

polityki

7

pozwala

się, sądząc p o n o t a c h

jest t o l e r a n c j a n a dekorację niż obraz święty, chociaż i w
nictwie zdecydowanie

zachęcił d o prób m a l o w a n i a
uzasadnione.

obrazów.
W

Wyróżnienie

istnieją

było

n i e zawodziła Seweryna i n t u i c j a i wrażliwość. B y ł przede

artystycznych

nigdy
wszyst­

I n a c z e j j e d n a k r e a g u j e się n a „ o b r a z y " . S ą t o p r z e c i e ż w i z e r u n k i

kim

ś w i ę t e , w i ę c d o p o d o b i e ń s t w a p r z y w i ą z u j e się d u ż ą w a g ę . I s t n i e ­

i n n y w t a m t y c h l a t a c h . Pedanterią j e d n a k n i e grzeszył, zdarzały

ją z a k o r z e n i o n o

m u się p o m y ł k i w y n i k a j ą c e z n i e d o k ł a d n e g o z a p i s u l u b n i e u w a g i ,

s c h e m a t y t w a r z y M a t k i B o s k i e j , C h r y s t u s a , św.

był

rzeczy a n i o p r z y p a d k o w y kształt k o n k r e t u . N i e miał więc z b y t ­

świętych,

nich

twarzo

znane

są z f o t o g r a f i i

(np.

Andrzeja

czy

skrupułów
takim

w

roztargniony.

Ważna

„podrasowywaniu"

przedstawieniu

faktów,

była

dla niego

nikt

t y c h schematów n i e b y w a k w e s t i o n o w a n a a powoływanie n o w y c h
których

dość

znał i rozumiał j a k c h y b a

F r a n c i s z k a , Św. A n t o n i e g o , Św. J ó z e f a , ś w . T e r e s y . W i a r y g o d n o ś ć

B o b o l i , O. M a k s y m i l i a n a K o l b e g o ) sprzyja p r z e k o n a n i u o a u t e n ­

bowiem

a sztukę ludową

sprawach

właśnie

Barańskiej

nagród.

artystą,

drzewo­

że właśnie j e j t a l e n t zwrócił szczególną

uwagę S e w e r y n a . W s k a z u j e n a t o jeszcze i n n y f a k t — ją
napewno

6

m a l o w a n k a m i k o b i e t z Powiśla wydostał o d n i c h

k a c h e s t e t y c z n y c h i u p o d o b a n i a c h społeczności w i e j s k i e j . W i ę k s z a
zdob­

ścianie

Barańska, która w t r z y d z i e s t y c h l a t a c h

kartonów z m o t y w a m i k w i a t o w y m i . D a t a

Zróżnicowaniu o d b i o r u dekoracji i przedmiotów
z

Natomiast

otaczano

szybą o b r a z u , t a k że otaczały

czyniła także R o z a l i a

k a m i " , ale różnice t o występują w s t o p n i u umowności, w działa­
niu

obrazów

we

jedliną, k w i a t a m i

i

obrazy

Ramy

je, zdobiono

w Z a l i p i u — „ w i d o k i " czyli konwencjonalne w s w y m charakterze
tematyce

papieru.

przystrajano

muzealnych

które

nie

istota

eksponatów

zmieniając

ich

39
T

�istoty wyglądałyby efektowniej.

8

Pisząc p o raz pierwszy o Barań­

s k i e j n a s t r . 33 i 3 4 książki o m a l a r s t w i e t r z y r a z y n a z y w a
Zofią, c z t e r y —

Rozalią. P o d o b u i m i o n a m i figuruje w

inwentarzowej Muzeum. W

katalogu wystawy

1948 —

z której później czerpali i n f o r m a c j e i n n i a u t o r z y —
Barańską

konsekwentnie —

Zofią.

Choć

jest

w t e d y w m a l o w a n i u , j a k teraz, bo

ją

koło

księdze
w

Wtedy,

nocie,

nazywa

Rozalią.

1928 —

już

(Za

obrazów

kwiaty z

bibuły.

m n i e się w y d a j e ,

wyglądało

źle.

że t o b y l r o k 3 2 — 3 3

(był

A . J . ) d o w i e d z i a ł się o Z a l i p i u p a n p r o f .

to

0 Barańskiej (w k a t a l o g u ) przedstawiał jej o b r a z y j a k o

n i e dając żadnego w y n a g r o d z e n i a

malarstwa
1885 —

ludowego

zerwana

nagło p o j a w i e n i e

p o s i a d a szczególne znaczenie
(s. 4 4 , 4 5 ) . S e w e r y n
w

w

tych

zjawisko

sztalugowego

t y m , że miało

Etnograficznego

w

i zabierał te rzeczy do m u z e u m ,
a resztę z a m a w i a ł n a

Mówił m i P a n Seweryn aby były dawniej­

sze k w i a t y m a l o w a n e ,

t o m t a k n a jego

słowo

robiła..

Barańskiej
to

miejsce

pierwszo z a k u p y obrazów d l a ówczesnego

Muzeum

t o się s p o d o b a ł o

przy'szlość. (...)

okolicach ok. r.

talentu

w historii polskiej sztuki l u d o w e j "

stwierdza przy

1935 r . T y m c z a s e m

Państwowego

została

się s a m o r o d n e g o

Seweryn

malowałam różno k a r t o n y , b y ł y też ząbki, j a k n a półki,
jemu

, , Z u w a g i n a t o , że ciągłość t r a d y c j i

nie

z K r a k o w a i zaczął do n a s przyjeżdżać. J a w t y m czasie

C u r y l o w o j z m i e n i ł i m i ę z F e l i c j i n a R o z a l i ę ) . G o r z e j , żo w n o c i o

samorodne.

t y l k o r o b i l i n a ściany
To

Krakowie

zostały

d o k o n a n e , j a k w y n i k a z księgi i n w e n t a r z o w e j , w 1933 r. D o tego

Kiedy

Seweryn

pojawia

Po raz pierwszy

się

w

Zalipiu

jej malowaniem

Barańska

interesuje

ma

21 l a t .

się, i t o p o w a ż n i e ,

ktoś z m i a s t a , a u t o r y t e t . P r z y j a z d Seweryna oznacza d l a Z a l i p i a ,
a zwłaszcza d l a naszej m a l a r k i wejście w n o w ą fazę
sztuki

egzystencji

ludowej.

t r z e b a dodać, że Barańska w c a l e n i e z własnej i n i c j a t y w y zaczęła
malować
uwagi

obrazy.

na

szkoda

Zapewne

ciągłość

tylko,

Sewerynowi

tradycji

zależało

ludowych.

że chcąc ją unaocznić

Miał

na

zwróceniu

oczywiście

posłużył

rację,

się a r g u m e n t o m

nioprawdziwym.
Spróbujmy

Dotąd malowała
Starzy

kontynuowali dawne

wzory,

szło już z a n o w ą m o d ą . P r z y b y c i e
w i ę c , o p i e r a j ą c się n a d o k u m e n t a c h i l i s t a c h o d

m a l a r k i o d t w o r z y ć , n a i l e się d a , j e j ż y c i o r y s a r t y s t y c z n y .

tosza

w

czasu

Barańska

k r a k o w s k i m m u z e u m , sytuację

c o n y już przez
braci.

Trzech

wyjechało

później

do

Stanów,

inni

p o z o s t a l i p r z y o j c u , k t ó r y gospodarował n a 10 h e k t a r a c h z i e m i .
Wszystkio

dzieci —

pisze

—

ukończyły

4 klasy

ale pokolenie
Seweryna,

wchodzi

w

nowy

tę

etap

Barańskiej

ówczesnego

zmieniło.

—

kus­

Od

togo

sztuki ludowej

dla

o b c y c h . W c h o d z i p i e r w s z a . Z m i e n i a sposób m a l o w a n i a n a z a r z u ­

U r o d z i ł a się w Z a l i p i u 2 8 k w i e t n i a 1 9 0 7 r . M i a ł a d w i o s i o s t r y
1 dziesięciu

d l a siebie, d l a środowiska, w n i m tkwiła

i w j e g o r a m a c h się r e a l i z o w a ł a . J e j g u s t b y ł g u s t e m r ó w n o l a t k ó w .

szkoły

chce

d l a w i e j s k i e j d z i e w c z y n y , żo t a k i P a n — a c h c e m i e ć j e j m a l u n k i !
P r z e c i e ż n i e c z u j e się a r t y s t k ą , n i e w i e n a w e t c o t o z n a c z y ,
bez

sprzeciwu

p o d s t a w o w e j , j a k i j a . Ojciec n i e dał żadnego d z i e c k a d o

Seweryn".

w y ż s z e j s z k o ł y z t e g o p o w o d u , żo d z i e c k o z o w s i c h o ć b y

znajduje

się w y u c z y ł o n a z d o l n e g o

wie.

człowieka, t o b y w t y m czasie

rówieśniczki, n i e m o d n y ; z m i e n i a , ponieważ

t e g o S e w e r y n . K l i e n t , k t ó r y n a w e t r u e p ł a c i , a l e c ó ż t o za. z a s z c z y t

godzi

się

Siedemnaśeio
się

w

zbiorach

t a k malować,
jej

j a k sobie

malowanek

Muzeum

„w

więc

życzy

„Pan

dawnym

Etnograficznego

stylu"

w

Krako­

r o b o t y n i e d o s t a ł o . T y l k o się m o g ł y u c z y ć d z i e c i m i a s t o ­
we (...)Tylko

my

dwie

byłyśmy

specjalnie

uzdolnione,

j a i ś r e d n i a z m o i c h s i ó s t r , T o s i a . T r u d n i ł a się w y s z y w a n i e m
d a w n y c h koszul,różnych k r y z o k oraz zapasek i miała duży
popyt
i

odbiorców. T o

co zrobiła szlo n a w e t

za granicę. J a pracowałam

u ojca

w

do muzeum

gospodarce

Po

paru

w

propozycję

W

nowa

Malowa­

do

malowania

dużej

sali

w

czasie n i e było m a l a r e k w Z a l i p i u

wej,

sama.

też

robiłam

szkole

Tar­

Seminarium

Żeńskiego i m . Bł. K i n g i , n a L i p o w e j , w T a r n o w i e . W t y m

rozrobioną m l e k i e m i n a

proszku. Pędzelki

idącą,

1 9 3 4 r o k u n a m ó w i ł m n i e k s . J ó z e f Chrząszcz z

k a r t o n i e rozrabiałam k l e j e m , b o n i o szlo kupić f a r b y g o t o ­
tylko w

dalej

i od

m a l o w a n i a różnych k o p i i i wzorów n a papierze.

była

jeszcze

mieście.

s z k o l n e j ł a w y m i a ł a m zdolności d o rysunków, a później d o
ł a m n a ścianaołi farbą k l e j o w ą

latach, otrzymała

w y m a l o w a n i a ścian w s z k o l e , a d o t e g o już n i e w Z a l i p i u , lecz

sama

i

z włosia o g o n a końskiego. W d o m u zdobiłam ściany, s u f i t ,

Malowałam

do dwunastej w

przez

jeden

i musiałam

tydzień

pojechać

czasu,

w

dzień

nocy.

piec. D a w a ł a m różne k o l o r y i ślicznie t o w y g l ą d a ł o . Z a w s z e
m o i m m a r z e n i e m było piękne m a l o w a n i e

w mieszkaniu.

M a l o w a ł a m w i ę c l u d z i o m u n a s i w sąsiednich
piece,

ściany,

sufit}'. Sufit,

co

go

50 l a t t e m u u

w Z a l i p i u wymalowała w a p n e m i utraliną
j e s z c z e się d o b r z e

trzyma.

wioskach
ojca

Wiem

z

Pytani

więc,

książki
czy

Seweryna,
malowała

że

Barańska

również

święte

zdobiła

kaplicę.

postacie.

Zdziwie­

nie...

(ultramaryną?)
C o ś się p e w n i e P a n u S e w e r y n o w i

9

p o m y l i ł o ! T o byda sala

n i e k a p l i c a , więc j a k można w szkole święte o b r a z y robić 1
M a l a r s t w o Z a l i p i a istniało już w czasie,

g d y Barańska

zaczęła

zdobić ściany swego d o m u , o d 2 0 — 2 5 l a t . T o n i e w i e l e , ale i dużo,
upodobaniach

ludności

ciężkości z t r a d y c j i

wiejskiej,

przesuwanie

lokalnej na wzory

innych

się

punktu

warstw

społecz­

n y c h . S y m p t o m e m t y c h p r z e m i a n , które w efekcie

doprowadzą

do przejęcia przoz wieś w z o r ó w k u l t u r o w y c h „ n i ż s z y c h " środo­
w i s k m i e j s k i c h jest przechodzenie
na

roślinną,

coraz

młoda dziewczyna
ornamentem
Ewolucja
u

jej

zdobi

bliższą

zna dawne
„zęby"

upodobań

z o r n a m e n t y k i geometrycznej

wzorom

przyrody.

wzory,

prostym

przyczepiane

następuje

w

do

Barańska,

jako

geometrycznym
krawędzi

t y m samym

półek.

czasie,

co

i n n y c h k o b i o t . N a l e ż y d o środowiska i j a k w y n i k a z j e j włas­

n y c h r e l a c j i o d g r y w a w n i m r o l ę , j e j z d o b i e n i e p o d o b a się, n a j ­
lepszy

d o w ó d , że proszą j ą sąsiadki, a b y p o m a l o w a ł a i m ściany

mieszkania, sufit i piec. O d d a j m y
W
i

40

jej głos:

w

sioni,

n a ścianach.

Namalowałam

tę

salę

w

t o stwierdzić n a

stylu

krakowskim.

styl k r a k o w s k i . Wielkie zdziwienie
czyna
Zapytuję,
doszło.

z wiochy

kiedy

Barańska

tak potrafi

zaczęła

malować

przypomina

i sensacja,

wyszedł

że

dziew­

malować.

święte

sobie,

obrazy, i j a k do

kiedy

t o było...

tego

Pewnie,

p i s z e w l i ś c i e , w 1 9 3 5 r . D a t ę tę m o ż n a j e d n a k n a p e w n o p r z e s u n ą ć
conajmniej
wpisano
w

1933 r .

usilnie

o

dwa

lata,

pierwsze

do inwentarza M u z e u m
1 0

zakupione
w

obrazy

Krakowie

S e w e r y n przyjechał wówczas do Z a l i p i a i namawiał

Barańską,

uczyć w „Szkole
gorycznie

bowiem

Etnograficznego

aby

przyjechała

do

Krakowa

i zaczęła

S z t u k P i ę k n y o h " . Odmówiła, ojciec

Zalipie

nie

słynęło

się

się k a t e ­

sprzeciwił. N i e wierzył, żo d a sobie radę, że

znajdzie

sobie pracę gdzieś, w o b c y m mieście. Została w d o m u .

Seweryn

poprosił ją wówczas b y m u namalowała o b r a z . Tłumaczyła,

t a m t y m c z a s i e m a l o w a ł o się n a p a p i e r z e r ó ż n e k w i a t y
przybijało

t a szkoła jeszcze j e s t , m o ż n a

M a l o w a n o w t e j szkole różne style, ale n a j l e p i e j

j e ś l i z w a ż y m y , żo w ł a ś n i e n a t e n o k r e s p r z y p a d a i s t o t n a z m i a n a
w

Przecież
miejscu.

n i e u m i e . że n i e d a s o l n e r n . d y . a l e w k o ń c u u l e g ł a
i n a m a l o w a ł a m u j a k p i s z e „ o b r a z Św. T e r e s y

że

namowom

w bardzo

ładnym

�II.

s t y l u '.

Tadeusz

Seweryn

zabrał go do m u z e u m . '
zów. W s z y s t k i e

1

1. R o z a l i a

przyjechał

i

Barańska-Dzięciolow-ska

j a k mówi

Barańska,

N a m a l o w a ł a później jeszcze k i l k a o b r a ­

oczywiście d l a

Seweryna.

ne s w o i m

drobnomioszczańskiej.
tkanin, malowanek.

jednak

mało

wyszłam

bowiem

za maż

w

1935 r . n a gospodarkę d o w s i L u b i c z k o za Dzięeiołowskieg o . T r z o b a b y ł o d o m b u d o w a ć , więc n a jakiś czas o d m ó ­
1 2

w i ł a m m a l o w a n i a . D o p i e r o j a k d o m stanął, z n o w u zabrałam
się z a p r a c ę . T o b y ł o
obory
zrobiło

t a k , gospodarka,

budowa

domu,

i s t o d o ł y , d z i e c i , n o i m a l o w a n i e , a l e się w s z y s t k o
n a czas, b o j a k jest

W

Nikt

nie malował

ścian,

dekoracyjnych

Z a l i p i u n a w e t n i e wiedzą, że t a k a

wieś

i s t n i e j e . Z a p o m n i a n o więc o Barańskiej, a i o n a w n o w y m środo­
w i s k u n i e miała

Malowałam

podwórzu

t a l e n t t o ciągnie.

bodźców

do m a l o w a n i a .

A n i ścian, a n i o b r a ­

zów.
Ale

rodzina

Dzięciolowskich

w

Stanach

Zjednoczonych

pamiętała o j e j sławie m a l a r s k i e j . P i s a l i , p r o s i l i b y i m przysłała
swe

m a l o w a n k i , t a m n a obczyźnie

chcieli mieć pamiątki z r o ­

d z i n n y c h miejsc. W r ó c i ł a więc d o m a l o w a n i a . B y ł o t o w l a t a c h
sześćdziesiątych. J e d n a k n i e poświęciła t e m u zajęciu z b y t w i e l k i e j
uwagi.

Otoczenie

n i e stwarzało

konkursów n a m a l o w a n e
wami

zachęty,

w L u b i c z k u n i e było

d o m y . B ą d ź m y ściśli. O z d o b i ł a

k w i a t o w y m i przedpokój. T a m te dawne

ludowo

moty­
dekoro­

K i l k a obrazów z łat p r z e d w o j e n n y c h zakupiło M u z e u m E t n o g r a -

w a n i e w y d a ł o się j e j n a m i e j s c u . A l e j u ż n i e w p o k o j u . N a t o m i a s t

g r a f i c z n e w K r a k o w i e . O s t a t n i , w p i s a n y d o r e j e s t r u już w 1948 r .

budynki

pochodził

m o d ą , t a k a b y się t o p o d o b a ł o , , l u d z i o m " . S a m a

zapewne

także

Barariska-Dzięciołowska
pisze t r z y o b r a z y

z

l a t 1937—1938.

malujo

nadal,

jednak

Po

wyzwoleniu

niewiele.

przedstawiła, n a k o n k u r s i e w P o d l i p i u

gospodT.rcze

i obejście

wymalowała

zgodnie

z

nową

o t y m pisze:

Jak
(1948)

Stodołę

i stajenkę

oraz

garaż

pomalowałam

na kolory,

i dostała za n i e nagrodę pieniężną. B y ł t o j e d n a k j e d y n y k o n ­

n a g a r a ż u p i k a s o , c o się l u d z i e n i e m o g ą n a p a t r z y ć , s z t a ­

kurs

c h e t y o g r o d z e n i a w p i ę k n ą k r a t ę , j e s t się n a c o p o p a t r z e ć !

obejmujący

następnego r o k u

obszar

całego

Powiśla.

1 3

konkursy przeprowadzano

Już poczynając
jedynie

W p ł y n ę ł o n a t o s k u p i e n i e właśnie w t e j w s i największej
malarek,

a także

energia

od

w Zalipiu.
liczby

Ale o t o p o w y s t a w i e „ I n n i " w warszawskiej „ Z a c h ę c i e " (1965 г.),

i a u t o r y t e t F e l i c j i Curyłowej,

która

n a której pokazano

p r z y c z y n i ł a się d o t e g o , i ż w ś w i a d o m o ś c i o g ó ł u m a l o w a n e

domy

jej zaczyna

z a c z ę ł y s i ę k o j a r z y ć t y l k o z Z a l i p i e m . O n o t e ż s t a ł o się o ś r o d k i e m
uwagi

etnografów,

turystów,

prasy

i dziennikarzy.

Natomiast

Czy
PAN

maluje?

4 obrazy

Barańskiej-Dzięciołowskicj

budzić zainteresowanie.
N a listy

wysłane

do F e l i c j i Curyłowej

Gdzie mieszka?

osoba

Czy

żyje?

przeze m n i e z I n s t y t u t u S z t u k i

i K s . Proboszcza Parafii w Z a l i p i u

L u b i c z k o było z b o k u . W odróżnieniu o d Z a l i p i a , gdzie t r a d y c j e

p r z y c h o d z i i c h w s p ó l n a o r l p o w i o d ź -— z d n i a 14 l i p c a 1!M'7 r . - -

l u d o w o wciąż b y ł y ż y w e , w o d l e g ł y m o kilkanaście

adres

kilometrów

L u b i c z k u oddziaływały w z o r y k u l t u r y , n a z w i j m y ją u m o w n i e

—

m a l a r k i . Interesuje

się nic, B i u r o

Handlu

Zagranicznego

„ D e s a " . D l a n i c h m a l u j e w 1 9 7 2 r . n o w ą wersję M a t k i

Boskiej

41

I

�I I . 2. Sw. Kinga

(1.7),

obraz

dany

we Włoszech

w

na falach

morza,

f a r b a k l e j o w a na p a p i e r z e , w y m . 0 3 x 5 0 cm, 1937

p o k a z a n y następnie n a w y s t a w i e w Spoloto i sprze­

r o k później

(przez Galerię L a F e l u c a ) .

Ludwig

Dociera

do

niej

Z i m m e r o r , k o m p l e m e n t u j e , zachęca

do

początku w i e k u , t e r a z Z i m m e r e r prosił, a b y m u malowała
obrazy,

j a k i e sprzedawała p r z e d wojną

do muzeum. W

radził, b y obejrzała sobie d a w n e m a l a r s t w o w książce

takie

listach

Seweryna,

m a l o w a n i a . K u p u j e o d t e g o czasu stale j e j o b r a z y , aż d o c h w i l i ,

wysłał jej n a w e t n u m e r „Polskiej S z t u k i L u d o w e j " z r e p r o d u k ­

gdy

cjami

w

1981 r. p a n i

Barańska-Dzięciolowska

z żalem, że już o c z y o d m ó w i ł y j e j

zawiadamia

go

posłuszeństwa.

starych

Malarka

obrazów.
próbowała

nawiązać do s w y c h d a w n y c h

p r a c , ale

t o już n i e b y ł y t a k i e same o b r a z y . N i e łatwo powrócić d o czasów
N a p o z ó r s y t u a c j a s t a j e się p o d o b n a d o t e j z c z a s u , g d y d o
p.

Rozalii

przyjechał

Seweryn.

Ale

podobny

jest

tylko

fakt

młodości, odnaleźć w sobie spontaniczną naiwność. P r z e d
malowała j a k mogła, j a k umiała. B y ł y t o o b r a z y

z n a l e z i e n i a r e z o n a n s u p o z a w ł a s n y m ś r o d o w i s k i e m . I n n a j e s t cała

szczere. T e r a z musiała powtarzać

o t o c z k a . P a n i Barańska-Dzięciołow ska

działa,,

m a w c h w i l i swego po­

r

w r o t u d o m a l a r s t w a 6 1 l a t . J e j u p o d o b a n i a d a l e k o już
od

tych

z

l a t dzieciństwa,

zmieniły

się

ambicjo

odeszły

artystyczne,

że

tamte

twarze

śwdętych

samą siebie,
były

wojną

w t y m sensie

a przecież

niedoskonałe,

wie­

j a k na

o b r a z k a c h d z i e c i . A l e w i ę k s z a ś w i a d o m o ś ć b y n a j m n i e j n i e szła
w parze

ze s p r a w n o ś c i ą r y s u n k o w ą . J e s z c z e n i e z n a l a z ł a

nowej

środowisko. G d y W 1973 r . prosił ją o o b r a z y L u d w i g Z i m m e r o r ,

f o r m u ł y , w k t ó r e j b y się m o g ł a w y p o w i e d z i e ć a p r z y t y m z a d o ­

malarka

wolić w y m a g a n i a

przesłała

m u „Słoneczniki",

malowane

n a wzór

Van

G o g h a . Z i m m e r e r kupił j e ( i l . 17), ale prosił, a b y namalowała, m u
t a k i e o b r a z y j a k i e robiła d a w n i e j , l u d o w o .

1 4

N i e w i e m co p o m y ś l a ł a

p a n i Barańska-Dzięciołowska,, alo musiało ją c h y b a z d z i w i ć , że
l u d .do z m i a s t a c i ą g l e p r o s z ą o t o , c o b y ł o , c o p r z e s z ł o , o o j u ż n i e
jest modno. Kiedyś Seweryn

42

d o m a g a ł się w z o r ó w , j a k i e b y ł y n a

klientów. Otoczenie

w niczym

n i e mogło

jej

pomóc, p o d z i w i a n o „Słoneczniki", alo n i e l u d o w o o b r a z k i . Wieś
b y ł a j u ż n a i n n y m e t a p i o , p o d o b a ł y się k o l o r o w a n e
reprodukejo w pismach, idealizowane

fotografie,

o b r a z k i świętych.

W p i e r w s z y c h l a t a c h nawiązuje do d a w n y c h p r a c . Pochodzą­
c a z 1 9 7 2 r . Matka

Boska

stojąca

na globie

( i l . 7) w y r a ź n i e

przy-

�I I . 3. Śtr.

pominą

schemat

św. B a r b a r y

ryna.

Widać

jednak

wania

t e m a t u . Co p r a w d a

ornamentalny,

chęć

~ Matką

z obrazu,

bardziej
dolny

farba klejowa

Boską,

r a p a p k rze. w y m . 47 5 ; &lt; 3 6

zrobionego

d l a Sewe­
potrakto­

k i e r u n k a c h — r o z b u d o w y ra,my o b r a z u ( b o r d i u r y ) oraz

wyłącznie

w pozostałym p o l u zminiaturyzowanego

pas m a charakter

s u g e r u j e p r z e s t r z e ń , g ł ą b . P o j a w i a się h o r y z o n t , f a l i s t a l i n i a s u g e ­

wyraz

w

tych

roślinno-kwiatowych

rująca

obraz

są

coraz

Tło

postaci

staje

się

partia

obrazu

że

dekoracyjnego

krajobraz.

górna

przypuszczenie,

zróżnicowane,

t o już n i e u m o w n a , płaska k u r t y n a n a której p r z e d s t a w i o n a

jest

powierzchnię

postać

lilii,

podnosi

świętej. P r o s t o t a ,

rysunku

i

umowności

rozbudowania

obrazu.

widoczna

w

atrybutów,
W

innej

kompozycji,

ustępuje

wersji

rytmie

miejsca

Matki

bardziej

realistycznie

potraktowane

lwie

próbom

Boskiej

l i l i e tworzą już w istocie rozwibrowaną płaszczyznę.
się

11)37

realistycznego

płasko, alo już

zaryzykowaJbyin

cm

Doświadczenie

odległy

malowany

Анна

(ił.

8)

Pojawiają

paszcze.

Zanika

ciekawsze.

wysiłki

na

obrazu,

idą

w

dwóch

osadzenia

w i z e r u n k u świętej osoby.

malarstwa

Kwietny

przeznaczoną

atrakcyjność

jej

artystki

znajduje

bordiurach. Z

obrazu

otok

zmniejszyć

rysunek
tworzy

z

pozwala
postaci

niego

a

przy

radosną,

tym
bujną

a r a b e s k ę l i ś c i , k w i a t ó w , w i j ą c y c h się g a ł ę z i . Są t o k w i a t y z t e j
samej

konwencji,

drobno, bardziej

którą

spotykamy

w"

malowidłach

naturalistycznie traktowane

lizowanych kwiatów z przedwojennych

Zalipia,

o d dużych,

obrazów.

s t a r a się ł ą c z y ć w j e d n ą w i ć r ó ż n e k w i a t y . L i n i e f a l u j ą c e ,

tła s u g e r u j e

kiedy

s p o k o j n y m , w i r o w y m r u c h u gałęzi. D r z e w o z zupełnie już
konwencji

innej

malarskiej.

rzut

odzyskuje

prześledzić

przypomina

poczucie

harmonii,

renesansowy
ciężaru

nie­

motyw.

Malarka

kompozycji,

sumujo

doświadczenia sprzed ćwierć w i e k u . Z n ó w jost z n a k o m i t a , znów m a
własny

Trudno

gałązki

styli-

Dzięciolowska

p r o s t o t a i celność k o m p o z y c j i p i e r w s z y c h o b r a z ó w . Górna p a r t i a
pejzaż, pagórki, wśród n i c h w i e l k i e drzewo o nie­

na

t o k myślenia

i działań

malarki.

Sama

o t y m n i e m ó w i , ale n a p o d s t a w i e k i l k u obrazów z l a t 1 9 7 2 — 1 9 7 5

1 4

styl.

Początkowo
postacie.

Zarzeka

jakby
się

w

.nio

ufała

swojej

l i s t a c h , że n i g d y

wyobraźni,

malując

nie przyglądała

się

43
\

�II.

4 . Matka

farba

Boska,

r e p r o d u k c j o m c u d z y c h obrazów, alo być może n i e pamięta
p r ó b , a m o ż e s ą d z i , ż e t a k i e p o m ó w i e n i e m o g ł o b y ją
tować?

W

serii

pierwszych

nawiązuje do l u d o w e g o
wybiera

te wzory,

Powiśla

Dąbrowskiego.

inspirowanych

z

sceny.

krzyża,

stylistycznie
To

najbliższe

do prac

lecz

już

takiego

przez

właśnie

artystkę

zdjęcia

czy

bardziej
własnych,

Dodajmy
treści

—

wy­

przedstawia­

dzieła

jest

„Ukrzyżowaniem''

Zdjęcie
( i l . 12).

Obraz Ukrzyżowanie nie jest Starego T e s t a m e n t u ,
pana

ja

malowałam
list

jak mi

od pana

kto

kazał

Zimmerora

i

do
a

że

rzymianie

księdza,

krew

44

drzewo

się

ożywiło ?

Poszłam

i p r o s z ę a,by m i w y t ł u m a c z y ł ,

suchym.

do

parafii

co t o

znaczy,

o n m i m ó w i , że C h r y s t u s j a k zawisł n a k r z y ż u t o

wałam
zo

to

proszę

wytłumaczył.

i pisze,

niegdyś m a l o w a l i n a krzyżu Chrystusa n a drzewie
Dlaczego

polała

i 1o d r z &lt; w n

jakem

słojami.

moślała.

Nikodem

sio

ożywiło,

Zrobiłam
ciało

z

krzyż

Krzyża

Chrystusa

Drzewo,

które

a

aniołowie

było

suche

z boleścią

odbijają

ożywiło

ręce

się,

oczekują

Chrystusa.

liście

i

kwiaty

tożem sama wymyśliła i jest ładnie...
Kiedy

zapytałem, malarkę

wiec

się

o obrazy,

n a k t ó r y c h się w z o r o w a ł a ,

mając n a myśli zbieżność m i ę d z y j e j w y o b r a ż e n i e m M a t k i
a

wiele

nicznej

razy

reprodukowanym

z Otfinowa

1 5

tego

obrazu, nio zna w
zaczerpnęła

ikonograficzny

obrazem

Nigdy,

ogóle

wzór.

czy

prac,

w

też

uznała, że

każdym

razie

dotknięta

Seweryna

Oczywiście,

i kompozycyjny,

wiem,

której, j a k

tylko

czy zawiedła

t a k i e nawiązanie

i

że

nie­

ją, p a ­

obniża, w a r t o ś ć

stwierdziła,

jej

wszystkie

t e m a t y obrazów obmyśliła sama. Rzeczywiście, wiele z n a n y c h m i ,
zwłaszcza
dziełom

z

lat

1974—1981

jest

już

całkowicie

oryginalnym

malarki.

ja

wymalo­

J a o k a ż d y m obra,/,io m a m d u ż o d o p o w i e d z e n i a , ,

dębowy,

j a k się co r o b i ,

a

o

osoby

schemat

kolorystykę

piękny,
zdejmuje

Grom­

i rozżalona

z

przejęła

zmieniając

kategorycznie

Boskiej

Boskiej

napisała m i , n i c widziała

książki

które szczegóły o b r a z u ( i l . 10). N i e
mięć,

Matki

p o c z u ł a się g ł ę b o k o

posądzeniem, że p r z e r y s o w u j e .

sądziłem

Przyszedł

cm

święto M a r i a , J a n i M a t k a J e z u s o w a

wyraźnie

zupełnie

wyobraźnią.

wym. 43x51

są m a l a r s t w u

mniej

lekturą, przemyśleniem

Przykładom
nazwane

tych

dyskredy­

bordiurą"

naśladowanie,

odskocznię

nie wzorem

obraźnią pobudzoną
nej

,,z

n a papierze,

m a l a r s t w a M a ł o p o l s k i ( i l . 1 0 ) , bezbłędnie,

któro

świadome, stanowi

obrazów

klejowa

jakimś

obrazie

l o m u s i sio ro/umioć.
t o m pożyczyła

ponieważ

X i , , mając

książkę

Starego

wiedzy
Testa-

�1

�10

9

m e n t u , musiałam ją przeczytać a później wziąć
do głowy

i dopiero

malować —

wszystko

a n i e z, ż a d n y c h

pojęć,

dzaniem
Inny

Oświęcimia) a odległymi s c e n a m i z dziejów

jest

stopień

j a k P a n m i p i s z e . J a się n a t o d e n e r w u j ę . J a n i g d z i e n i e

лл-szelkich r o z m y ś l a ń s c e n y

widziała

wano

potopu

lub raju

a

obrazy

powstawały,

a

K o l b e . B y ł a m w Oświęcimie i widziałam w s z y s t k i e

też

domy

raczej

biblijnych.

j e j zaangażoлvania. l ^ v i e d z i a l b y m , że m i m o
,,ze S t a r e g o

u n ^ v n i e , podczas

gdy

T e s t a m e n t u " są t r a k t o ­

postać

Ojca

Kolbego

—

ekspresyjnie.

o r a z b l o k ś m i e r c i , p r o s z ę P a n a , a ż e m się z t e g o r o z c h o r o ­
wała. B y ł o t o d l a m n i e w i e l k i m s z o k i e m i zrobiłam z tego
obraz Kolbego,
Pana

j a k o n b i e d n y za d r u t a m i s t o i . J a proszę

wszystkie

narodzenie

obrazy

Pana

robiłam

Jezusa

mogło być. Namalowałam

naukowo.

wyobraziłam

12)

zaliczam

Kompozycja
łów. W

do

1 9 8 1 г.

ролл^аЬу

I

też

(...).

świętych

najlepszych,

Przypominają

księgach,

misternie

miniaturę.

znanych

m i prac

naśлл-ictla] i

artystki.

się

iluminacje

cyzelowane

w

i

znów

miniatury

w

pozwala

a,rtystce

z drugorzędnych elementów. K o m p o z y c j a

na

рггуглл-ус7» ^опа
tylko lampy

otoku

oczyszczenie

sceny

W

do

elektryki, bo

паглл'а „ s z t u k ą l u d o w ą " . P o

łzawowy.

Coś

na

лл-si j e j

nio

było,

та1олл-а!а

t a k j a k umiała, t a k

1 9 6 8 r . g d y ś w i a d o m i e лл-róciła d o

l u d o w e j s t y l i s t y k i , uczyniła t o n i e z własnej p o t r z e b y , lecz p o d
лургулл-от

zaskoczeniu,

d u ż y m f o r m a c i e , płasz­

woreczek

naftowe.

młodości Dzięciołowska

w a n a u m o w n i e , płasko. N i e w i e l k a przestrzeń tła w t e j s y t u a c j i
W

spalili

n i c z e g o n i e лл-idzę i m a m лу1о1ка

j a k i n n i . N i e лл-iedziała j e s z c z e , ż e t a k i e m a l o w a n i e l u d z i e z m i a s t a

w y d a j c się m a l a r c e n i e d o p u s z c z a l n a .
T

gdym
miała

b i e d ę o j e d n y m o k u . A t o się p r z e z t o s t a ł o , ż e n i e b y ł a m

proporcjo

jest z w a r t a , p o t r a k t o ­

mi

p o m o g l i , alo już teraz

dawnych,

d o w i z e r u n k u s p r a w i a j ą , że o d b i e r a m y g o j a k

Format

газлу1есНа l a m p ę , k t ó r a

m i się b a r d z o ł z a w i ć . P o j e c h a ł a m d o K r a k o w a , t a m m i j e

Ukrzyżowanie

b a r w n y c h , roślinno-kwiatowych ornamentów. Właśnie
części d e k o r a c y j n e j

Barańskiej-

s i l n ą гаголуке i t o o k o o d t e j l a m p y się z e p s u ł o , z a c z ę ł o

jest wyważona, n i e zakłócona n a d m i a r e m szczegó­

historii.

Rozalii

n i c b y n i e b y ł o , ż e b y m j a o k a n i o zepsuła. W i ę c

malowała s u f i t t o m sobie

o b r a m i e n i u r o ś l i n n o - k w i a t o w y m s t a j e się j a k b y c y t a t e m

boskiej

obrazy

лл' c z a s i e , g d y та!олл-а!а salę w t a r n o w s k i m s e m i n a r i u m .

0

z

ostatnie

tam

(baranka), dałam

O c z y w i ś c i e są t o p r a c o j a k n a j b a r d z i e j o r y g i n a l n e .
(il.

przykład
jak

pastuszków j a k g r a l i n a pisz­

czałkach, i n n i p r z y n o s i l i p r e z e n t y
piękną choinkę

Na

sobie

W

Dzięciołoлл-skiej. O d лл-ielu l a t m i a ł a k ł o p o t y z o c z a m i . Z a c z ę ł y się

inspiracji
że

z

zcAvnatrz.

лл-łaśnie

tego

Niewątpliwie

chcą

klienci

po

pierwszym

zaczęła

odczuwać

c z y z n a r a z i ł a s w ą p u s t k ą , t o t e ż m a l a r k a u s i ł o w a ł a ją, z a b u d o w a ć

satysfakcję

d e t a l a m i l u b potraktować j a k o przestrzeń, w której t r z e b a

n a b r a ł o полуе^о s e n s u . S t a ł a się p o t r z e b n a , лл-ażna. W i e , żo j e s t

było

z

uznania

d l a słvych

prac.

J e j życie

i

o p r a c o w a ć d a l s z e p l a n y . T a k w ł a ś n i e p o s t ę p u j e лл- o b r a z a c h , k t ó r o

jedną z o s t a t n i c h k o b i e t , które n i e naśladują l u d o w e j

t r a k t u j e b a r d z i e j r e a l i s t y c z n i e , b ą d ź ze лл-zględu na, i n t e r e s u j ą c ą

а

j ą a n e g d o t ę , ( j a k t o m a m i e j s c e лл' Xarodzcniu

dzieciństwa i młodości. N a jej oczach

— • i l . 13, bądź też

^л-огга,

sięgając

do

własnych

doświadczeń,

malarstwo
stylistyki,

do pamięci

z r e a l i z o w a ł się c a ł y

lat
cykl

d l a t e g o , że t e m a t p r z e ż y w a s z c z e g ó l n i e g ł ę b o k o . P r z y k ł a d e m —•

malarstwa

o b r a z y p r z e d s t a л v i a j ą c e O j c a K o l b e g o ( i l . 1 5 ) . Z n a m k i l k a , луа,г1ап-

лvcześniojszych,

tów togo t e m a t u , w

n i e лл-ystępuje k w i e t n a b o r d i u r a .

o b e c n y e t a p m a l a r s t o v a n a p ę d z a n e g o k o n k u r s a m i , mode]oлл-anego

I n s t y n k t o w n i e wyczuлл-a, a r t y s t k a r ó ż n i c e m i ę d z y o b r a z o m ze z n a ­

o c e n a m i j u r y , a лл-ięc l u d z i , k t ó r z y w i o d z ą l e p i e j o d i n n y c h , j a k ą

n e j j e j r z o c z y w i s t o ś c i ( p r z e ż y c i a w o j n y , s z o k s p o w o d o ł v a n y /Avio-

„ролущпа"

46

żadnym

zalipiańskiego.
któro

O d pierwszych

jeszcze

być sztuka l u d o w a

widziała

1 6

.

kartonów,
będąc

form naj-

dzieckiem,

po

�I I . 9. D e k o r a c j a o b r a z u M a t k i B o s k i e j t y p o w a d l a Z a l i p i a , 1 9 6 4 ;
i l . 1 0 . R o z a l i a B a r a ń s k a - D z i ę c i o l e w s k a , Matka
Boska
z
Dzieciąt­
kiem,
tempera n a kartonie, w y m . 5 3 x 4 2 , 5 om. 1973; i l . 1 1 .
Matka
Boska
z Dzieciątkiem,,
t e m p e r a n a k a r t o n i e , w y m . 53 X
43,5 o m , 1977

Z l i s t ó w 70 l e t n i e j m a l a r k i p r z e b i j a d u m a i r a d o ś ć z t e g o , że
j e j p r a c e cieszą, się u z n a n i e m z a r ó w n o w k r a j u j a k i —

nawet,

Z d a n y c h , d o k t ó r y c h u d a ł o m i się d o t r z e ć , w y n i k a i ż
się i n . i n . n a n a s t ę p u j ą c y c h

znalazły

wystawach:

za granicą.Pisze o w i z y t a c h p a n i W e i n h o l d z B e r l i n a Zachodniego
oraz

i n n y c h miłośników

sztuki

ludowej:
1948

M o j e p r a c o z n a j d u j ą się z a g r a n i c ą i w e W ł o s z e c h , b o m i ę
powiadomiono

i r a d i o m ó w i ł o , ż e b ę d ą się c i e s z y ć

dzieci

włoskie, b o mają je p o d choinką i t e n W ł o c h (p. Querel
A . J . ) b y ł u m n i o osobiście kupić coś. Z "Niemiec
dużo

bardzo

Pan

Ludwig

Zimmerer,

który

jest

zadowolony.

i

Wystawa

domu

Barańskiej-Dzięciołowskiej

n i o m a żadnej

jej

pracy.

N i o sądzę. Malowała przecież

utrwalania

zawsze d l a l u d z i , n i e d l a

swego śladu, n i c p o t o , a b y przelać w

p . n . Sztuka

do

Łodzi,

1956

Exhibition

1959/60

Poljski

Sopotu,
Polish

Royal-Water

1907

Inni.

Powiśla

ludowa

Kraków,

P i ę k n y c h . (4) ( W y s t a w a

Dąbrowskiego

w

Sztuk

i

Poznania).

L o n d o n , Galleries o f the

Art,

Colour Society

Primitivni

Malarstwo,

Przyjaciół

p r z e n i e s i o n a została następnie

Wrocławia

Folk

Polsce.

Tow.

(1)

Belgrad, Zagrzeb, Maribor,

Umetnici,

(!)
Od Nikifora

Warszawa.

do Głowackiej,

„Zachęta"

(4)

Czy t o t y l k o p r z y p a d e k , n a t r ę c t w o gości, k t ó r z y z a b r a l i o s t a t n i
obraz?

malarstwa

obrazy)

drzeworyt,

Rjeka
W

wystawa

P o d l i p i u (3

rzeźba,

Federal­
Bardzo

kupił

1948

—

n y c h t e ż p r z y j e c h a l i i k u p i l i , b o i m się p o d o b a ł y .

Konkurs
w

1907

Naive

Kunst

aus Polen,

Schlossplatz

te kartony

Art

cząstkę swego j a .

Naif

Stuttga,rt, Kunstgebaude

am

(3)

Polonais,

N e u c h a t o l , Musóe des

Art

Poland,

Beaux-Art

(3)
1968
(...)

Otóż m i a ł a m św. J a n a , stał w rzece i p o l e w a ł b a r a n k a .

Był

to

obraz

bardzo

Chrystus. Bardzo

naukowy,

bo

t y m barankiem

był

1972

ładna b y ł a p o l a n a koło r z e k i J o r d a n ,

były piękno d r z e w a ,

krzewy

i k w i a t y , t o wszystko j a k b y

1974

mają.

Gallery

Naifs

delia

Naive

from

1978

Polonia.

n a d t y m , zwłaszcza że już n i e m o ż o m a l o w a ć .

,,Starość'

wia" —

15 Festival

w

Krakowie,

obrazów m a M u z e u m

Etnograficzne

33 p o w s t a ł e p o 1 9 7 3 r . są w k o l e k c j i Z i m m c r c r a .

P r a c o m a l a r k i w i e l o k r o t n i e p o k a z y w a n o w k r a j u i za granicą.

Spoleto,

dei due Mondi,

der

Gegenwart

in

Regensburg,

Polen,

(4)

Weinachtsmarkt
Wystawa

1 9 7 9 — 8 1 Kunst

zdro­

des

Sammlung

p i s z e zc s m u t k i e m . N a s z c z ę ś c i e n i e w s z y s t k i e j e j p r a c e

uległy rozproszeniu. Siedem

London

am

Berlin

Funkturm,

Zachodni

(4)
1979

ciśnienie, s t a w y oraz w z r o k , t o j o s t e a l y k o m p l e t m o j e g o

South

(2)

prac

z kolokoji L .

Państwowo M u z e u m
Boleje

London,

(3)

Kunst

Museum

skończyło, co n a w e t d z i e c i m o j e p a m i ą t k i p o s w o j e j m a m u s i
nie

Art

Palazzo Collicola

p r z e m a w i a ł o , a l e się t o s p o d o b a ł o j e d n e m u k s i ę d z u , co m u
J a n b y ł o n a i m i ę i z a w s z e l k ą c e n ę z a b r a ł m i i n a t y m się

Primitive

Zimmerera,

polnischen

Volks.

Zimmerer,

Kolonia,

999

K l o p p e n b u r g , Essen, Munster,
1982

Malowanki

Powiśla

Etnograficzne

w

Warszawa,

Etnograficzne.

Dąbrowskiego,
Warszawie

Arbeiten
Brema,

aus

der

Hamburg

Getynga
Państwowe M u z e u m

(3 o b r a z y

oraz

8 malo­

wanek) .

47
i

�T l . 1 2 . Ukrzyżowanie,

tempera

n a kartonie , w y m . 5:1,6x43,5
1

cm

P R Z Y P I S Y

Pojawiło się co p r a w d a n a k o n k u r s a c h parę k a i t o n ó w
0 t e m a t y c e „ ś w i ę t e j " ale wyraźnio w celu z d o b y c i a przychylności
j u r y . Same a u t o r k i wyrażają się n e g a t y w n i e o t y c h p r a c a c h .
Wypowiedzi malarek przytoczone w artykule A . Jackowskiej,
Poglądy
Zalipianek
na sztukę, w s k a z u j ą d o b i t n i e n a r o l ę j u r y
1 konkursów w u t r z y m y w a n i u t r a d y c j i Z a l i p i a i kształtowaniu
c h a r a k t e r u m a l a r s t w a t e g o ośrodka, a także n a eoraz większy
rozdźwięk m i ę d z y t y m , c o się r o b i ( n a s k u t e k b o d ź c ó w z zew­
nątrz) a t y m co się l u b i i c o n i .
1

r

Por. wypowiedzi
kowskiej.
2

W
kategorię
3

c y t . wyżej
„obrazu".

T . Seweryn,
s. 6 7 , 6 8
4

mahuek

w

c y t . wyżej

artykule

Jac­

48

Władysław H i c k o l , Malowanki
ludowe
w Powiślu
Dąb­
„ L u d " , 12, 1900,s 113—121
T . S e w e r y n , o p . c i t . s. 3 2 , 3 3 ; t e n ż e : Sztuka
Ludowa
w Polsce.
Malarstwo,
rzeźba,, grafika,.
K i a k ó w 1 9 4 8 , s. 4 4 , 4 5 ,
jest t o k a t a l o g w y s t a w y w T o w a r z y s t w i e Przyjaciół S z t u k Pięk­
n y c h , opracowany przoz T . Seweryna
S t w i e r d z a m t o na p o d s t a w i e rozmów a takżo faktów,
z a o b s e r w o w a n y c h w czasie współpracy p r z y organizacji w y s t a w
s z t u k i l u d o w e j , oraz p i z y o p r a c o w y w a n i u t e k s t ó w n a d e s ł a n y c h
przez Tadeusza Seweryna do r e d a k c j i „Polskiej S z t u k i L u d o w e j "
( n p . w j e d n y m t y l k o , o g r a f i c e l u d o w e j , b y ł o p o n a d 100 nieścis­
łości w w y p i s a c h a r c h i w a l n y c h ) .
6

rowskim,
7

8

artykule

Polskie

malarki

Malarstwo

wyraźnie

Ludowe,

odróżniają

Kraków 1937,

O c e n a p i ę k n a t w a r z y l u d z k i e j n i e z a w s z e p o k r y w a się
z oceną t w a r z y n a ś w i ę t y c h o b r a z a c h . I n t e r f e r u j e w treść t y c h
ocen m o d a ( w p r z y p a d k u o c e n y t w a r z y chłopca c z y d z i e w c z y n k i )
i przyjęta k o n w e n c j a
M a t k a B o s k a p o w i n n a być piękna, ale
5

w r a m a c h t y p u u r o d y , k t ó r y J e j p r z y s t o i . Z n a m i e n n e , że p a r a ­
f i a n i e jeszcze p o k i l k u l a t a c h n e g a t y w n i e oceniają Madonnę,
wymalowaną przez Jerzego Nowosielskiego w Weselej, p o d
Warszawą (w konwencji bizantyjskiej ikony).

P r z y g o t o w u j ą c t e k s t o B a r a ń s k i e j z w r ó c i ł e m się d o n i e j
z prośbą o p o d a n i e swego życiorysu. Szczegóły sprzeczne z dotąd
p u b l i k o w a n y m i w e r s j a m i wyjaśnialiśmy w korespondencji p r o ­
w a d z o n e j w 1982 r . L i s t y z n a j d u j ą s i ę w a r c h i w u m P r a c o w n i
9

�II.

1 3 . Narodzenie,

tempera,

S z t u k i Nieprofesjonalnej I S P A N . Cytująe l i s t y , w p r o w a d z a m
w nie niewielkie p o p r a w k i ortograficzne
W k r a k o w s k i m M u z e u m E t n o g r a f i c z n y m z n a j d u j e się
7 obrazów m a l a r k i :
Ostatnia
Wieczerza,
i n w . GG17, z a k u p 1 9 3 3 r .
Św. Katarzyna,
i n w . 6 0 1 8 , z a k u p w 1933 r.
Św. Barbara,
i n w . 8863, z a k u p w 1937 r.
Matka
Boska
Żniwna,
i n w . 8867, z a k u p w 1937 r.
Św. Anna
z Matką
Boską, i n w . 8 8 6 8 , z a k u p w 1 9 3 7 r .
Św. Kingu
na falach,
i n w . 13040, z a k u p w 1936 r.
Św. Anna
z Matką
Boską, i n w . 2 2 3 0 5 , p o z y s k w 1 9 4 8 r .
Brak
n a t o m i a s t i n n y c h obrazów, w y m i e n i o n y c h
w
książce
Seweryna, przedstawiających
m . i n . św. Stanisława, M . B .
P o c i e s z e n i a , św. A n t o n i e g o , św. F r a n c i s z k a .
Obrazu takiego w zbiorach M u z e u m n i e m a . Być może
m a l a r k a n i e pamięta dokładnie tytułu, być może też obraz t e n
1 0

1 1

Fot.: D.

Alverman,

wym. 53x42

cm

S e w e r y n zaohował d l a siebie. Córka o b r a z u t e g o n i e pamięta,
n i e było go p o śmierci Profesora.
W i n n y m liście pisze m a l a r k a : „ M ó j mąż b y ł z z a w o d u
s t o l a r z e m , p r o w a d z i ł w a r s z t a t w d o m u . M i e l i ś m y 2,5 h a z i e m i
Mieliśmy 3 synów, jeden jest górnikiem w T u r o s z o w i e , d r u g i
s t o l a r z e m w C i e p l i c a c h , a t r z e c i objął p o nas gospodarkę".
P o r . Z d z i s ł a w S z e w c z y k , Konkurs
na malowanki
dą­
browskie,
„ P o l . S z t . L u d . " , R . 2 , 1 9 4 8 n r 1 1 — 1 2 s. 4 2 — 4 6 o r a z
t e n ż e : Malowanki
Powiśla
Dąbrowskiego,
katalog
wystawy
w Pań­
stwowym
Muzeum
Etnograficznym
w W a r s z a w i e , 1 9 8 2 г., s. 6 .
K o r z y s t a m z d o k u m e n t a c j i znajdującej się w k o l e k c j i
L . Z i m m e r e r a . Dziękuję za i n f o r m a c j e p . K a r i n i e Z i m m e r e r oraz
p. Wolfgangowi Rederowi
1 2

1 3

1 4

Z e s t a w i e n i e p u b l i k u j ę w a r t . Obrazy na płótnie
„ P o l . S z t . L u d . " , R . 3 1 , 1 9 7 7 n r 4 , s. 1 9 7
Por. A. Jackowske, op. c i t .
1 5

i

papierze,

1 6

i l . 1; J . Świderski, i l . 2 - 1 7

49

T

�I I . 14. Maksymilian
Kolbe,
t e m p e r a n a k a r t o n i e , w y m . 47,5 X 36,5
c m ; i l . 1 5 . Nauczanie
Błogosławionego
Ojca Maksymiliana
Kolbe,
t e m p e r a n a k a r t o n i e , w y m . 38 X 5 0 , 5 c m

17

I I . 1 0 . Potop,

50

t e m p e r a n a k a r t o n i e , w y m . 5 1 , 5 x 4 3 c m ; i l . 1 7 . Sio eczniki,
1947- - 1 9 7 2

tempera, w y m . 5 0 x 4 0 c m . Malowane po wojnie, w

latach

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7410" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7390">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/f89f81b1cce0aafa6c54f75fa2c29e43.pdf</src>
        <authentication>1f6533a451b6bbd6fd4512bfb24d28ad</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88415">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2895</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88417">
                <text>2002</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88419">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2699</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88422">
                <text>Parę życiowych kwestii / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88425">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.3-4, s.29-32</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88428">
                <text>Czaja, Dariusz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88431">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88434">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88438">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88443">
                <text>D

awno już nie rozmawialiśmy na lamach „Kon­
tekstów" na tematy dla naszej dyscypliny istot­
ne, może więc dobrze się stało, że red. Benedyktowicz zaproponował paru kolegom opatrzenie ko­
mentarzem tekstu Zycie, czyli nieprzejrzystość. Widać
bowiem wyraźnie, że każdy z tych głosów, choć krąży
wokół sformułowanych w artykule tez, ciąży finalnie
w stronę rozmowy o sprawach elementarnych: jaka an­
tropologia? czym się zajmuje (bądź mocniej: czym ma
się zajmować) ? jaka jest ontologia świata, który opisu­
je? jaki język jest jej właściwy? czy miejsce antropologii
jest bardziej po stronie nauki, czy sztuki? Mogę być tyl­
ko wdzięczny, że koledzy - tracąc swój cenny czas - ze­
chcieli się nad tymi kwestiami pochylić. Nie oznacza to
wszakże, że zgadzam się z wszystkimi pomieszczonymi
wyżej uwagami krytycznymi i że każdy punkt oddaję
tym samym za darmo.
A zatem, do rzeczy. Każdemu według potrzeb. Naj­
bardziej potrzebującym ze stawki polemistów zdaje mi
się Wojciech Michera i od niego też zaczniemy. Ma to
również i ten walor, że niektóre z jego wątpliwości po­
dzielają dwaj inni polemiści, więc jeden ogień obejmie
od razu kilka pieczeni.
Lista zarzutów, które stawia mi Michera, jest długa,
a ich ciężar poważny. Według niego bałamutnie pod­
stawiam kategorię „życia" w miejsce „kultury", łudzę
się, że tym samym dotrę do nieistniejącej przecież
„prawdy rzeczy", dewocyjnie wymachuję jak maczetą
„słusznymi" pojęciami, takimi jak „tajemnica" czy
„niepoznawalne", dokonując gwałtu na czytelniku,
w sposób nieuprawniony łączę swoje stanowisko z her­
meneutyką, proponując jakoby empatię jako sposób
poznania, w ogóle wszystko mieszam ze wszystkim, ży­
cie z hermeneutyką, Henryka Kwiatka z antropologią,
Diltheya z Heideggerem. Przy czym, dodaje łaskawie
Michera, kiedyś, kiedy byłem młodszy (i zapewne wyż­
szy), antropologię uprawiałem ze smakiem, teraz, na
starość, zgłupiałem do szczętu i jak tonący brzytwy, tak
ja „życia" się łapię. Jestem więc obecnie: kaznodzieją,
dewotem, empatykiem, romantykiem, idealistą... mon Dieu, nie za wiele grzechów jak na jeden średnich
rozmiarów tekst? Generalnie, robi ze mnie Michera
postać całkiem nierozgarniętą, o co naturalnie nie
mam do niego pretensji, mam natomiast pretensję, że
robi to tak niefrasobliwie i bez odrobiny wdzięku.
I kto to wszystko mówi? Przypomnijmy: dawny en­
tuzjasta filozofii egzystencjalnej, znawca mistyki pra­
wosławnej i teologii ikony, komentator „ciemnych" pa­
saży z Heideggera, autor alchemicznych traktatów, sło­
wem: dyżurny niemal ducholog polskiej antropologii.
I ty, Brutusie, kontra mnie?!
Cóż więc się stało? Możliwe, że mamy tu do czynie­
nia z jawnym przypadkiem konwersji intelektualnej,
o której - ze wstydem przyznaję - nie wiedziałem nic
bliżej. Na co teraz przechrzci! się Michera? Trudno po­
wiedzieć, ale widać wyraźnie, że steruje on w stronę
twardych, sceptycznych rubieży, zostawiając za sobą
29

DARIUSZ

CZAJA

Parę życiowych
kwestii
całe to duchologiczne rozmemłanie wraz z towarzyszą­
cymi mu nieusuwalnie niepewnością, niejasnością,
nieostrością sformułowań oraz wieczną i , jak rozu­
miem, nieuprawnioną pretensją do grzania się w słoń­
cu tajemnicy. Może stąd ten radykalizm jego uwag, ra­
dykalizm, który pozwala się domyślać, że ich autorem
jest gorliwy neofita.
Polemika ze wszystkim tezami Wojciecha Michery
nie jest możliwa w ramach oddanego mi miejsca na od­
powiedź, ale z kilkoma z nich chciałbym się zmierzyć.
Najpierw drobiazgi. Dobrze się przy nich trochę zatrzy­
mać, bowiem trafnie charakteryzują metodę polemicz­
ną Michery. Nazywa on mój projekt „antropologią
empatyczną", szczęśliwie przyznając, że to jego pomysł
nazewniczy. I właściwie na tym można by skończyć
dyskusję, bo trudno mi się tłumaczyć, że nie jestem
wielbłądem. Ja przecież o żadnej „empatii" nie mówię,
ani o niej nie marzę. Nie mówię, bo wiem przecież, że
słowo to należy do słownika psychologii, a ten, wbrew
wmawianiu mi dziecka w brzuch, jest mi jak najbar­
dziej odległy. Michera wie doskonale o tym, bo - jak
donosi - czytał trochę moich tekstów pisanych „z du­
żym smakiem", a jak czytał, to wie, że psychologiczne
flaki wstrętne mi są jak żadne inne. Ale nie przeszka­
dza mu to robić ze mnie empatyka.
Michera zresztą ciągle mnie z kimś myli. Na przy­
kład z siostrą PCK albo zgoła z opieką społeczną. Kie­
dy ja piszę, z okazji przywołania Henryka Kwiatka, że
nie chodzi mi o żaden poznawczy sentymentalizm, to
Michera wie, że właśnie o to mi chodzi. Dodaje przy
tym wyjaśniająco: „Gdyby jakiś Henryk Kwiatek był
moim sąsiadem, to (...) mógłbym po prostu wpaść do
niego na pogawędkę". Toż przecież - na litość boską!
- nie chodzi o to, by do Henryka K. „wpadać", ale by
coś umieć - właśnie bez empatycznej psychologii opowiedzieć o jego życiu, opowiedzieć tak, by nie za­
mienić go w statystyczny przypadek, by uratować jego
osobność i wyjątkowość. Pytam grzecznie jak to zro­
bić, pytam, jakim językiem o tym mówić, a Michera mi
na to, bym chłopa po prostu w domu odwiedził. Czy
z czymś takim da się w ogóle dyskutować?
A tak przy okazji: ja całkiem poważnie wierzę (po­
wiadam: „wierzę", a nie: „wiem") w prawdziwość tego,
o czym mówi narrator Demiana Hessego: „Każdy czło­
wiek jest (...) nie tylko sobą: stanowi również jedyny,

�POLEMIKI

szczególny, w każdym wypadku ważny i osobliwy
punkt, w którym krzyżują się ze sobą zjawiska tego
świata, raz jeden tylko w ten właśnie sposób i nigdy
więcej. Stąd też i historia każdego człowieka jest waż­
na, wieczna, boska, i dlatego każdy człowiek, dopóki
tylko jakoś żyje i spełnia wolę natury, jest niezwykły
i godzien najwyższej uwagi". To jakby żywy pogłos fra­
zy: „każdy ma swoją opowieść" śpiewanej w krakow­
sko-piwnicznym hymnie Desiderata. „Każdy", a więc
i Kwiatek, i Michera, i - choć trudno w to uwierzyć nawet ja. Bo w każdym z tych pryzmatów świat zała­
muje się inaczej. O tym właśnie, o tych minute particu­
lars - upieram się - warto opowiedzieć.

Teraz trochę metodologii. Powiada Michera, że
ustawiam sobie przeciwnika, zarzut ten zresztą powta­
rza się u pozostałej dwójki polemistów. Czy rzeczywi­
ście? Przecież gdybym naprawdę chciał go sobie „usta­
wić", wybrałbym - zaręczam - łatwiejszą ofiarę, na­
zwisk doprawdy nie brakuje. Wybrałem Łotmana i to
późnego, właśnie po to, by nie ułatwiać sobie zadania.
Zależało mi na tym, by pokazać, jak w języku arcyproduktywnej semiotyki, języku wciąż zmieniającym się,
chciałoby się rzec: dojrzewającym (przykładem: bar­
dzo późne pojawienie się w słowniku tartuskim pojęcia
„symbolu", to nie przypadek), mimo wszystko, pewne
kwestie nie pojawiają się w ogóle, pewne pytania, te,
które akurat mnie interesują (co za pech), nie mogą
zostać wypowiedziane. Tyle i tylko tyle. To i tak szczę­
ście, że Michera, kontynuując swoją praktykę lektury
przewrotnej, nie wyciągnął wniosku, że np. nie znoszę
semiotyki. Otóż, znoszę bardzo dobrze, szło mi tylko
o to, by wskazać na pewne ograniczenia języka, któ­
rym operuje (wierząc przy tym, że dla kogoś innego nie
ma tu żadnego problemu). A już na pewno nie chodzi­
ło mi o to, by „nieludzkie mechanizmy kultury" prze­
ciwstawiać „zwyczajnej, samotnej egzystencji", jak de­
magogicznie puentuje całą kwestię Michera. No i kto
tu sobie kogo ustawia?

Duża część kłopotów Michery bierze się stąd, że nie
zauważa on, iż gram - całkiem świadomie - pojęciem
życia w różnych jego rejestrach. Od trywialnego (C'est
la vie), przez potoczne (czyjeś konkretne życie, czyjaś
niepowtarzalna biografia), po mocno zmetaforyzowane
(życie z powieści Pereca) i że nie zawsze, to co brzmi tak
samo, znaczy tak samo. Michera uczepił się jednego
i z maniackim uporem opowiada o empatii, wzywaniu
się, przeżywaniu, dialogu (ale rozumiejąc ten termin na
sposób liryczny, bo tak mu wygodnie), jako irytujących
go (arcysłusznie zresztą!) sposobach czytania świata
znaczeń. Skoro o życiu się zgadało, powróćmy jeszcze na
moment do Pereca, by zobaczyć, co Michera zrozumiał
z tego, co ja o Perecu piszę. Podsumowując wywód
o dwóch „inwentarzowych" tekstach Pereca, zgłaszam
swoje wątpliwości co do tego, czy rzeczy skatalogują się
same, czy też przypadkiem nie trzeba im w tym pomóc.
Wydawałoby się, że wypowiadam w tym momencie
trzeźwą oczywistość, ale Michera wie swoje, wie miano­
wicie, że to tylko asekuracja. Skąd to wie (dzwonił do
mnie?, pisał?, radził się kogo mądrego?), tego już nie
mówi. Szczytem absurdu jest jego przekonanie, że dla
mnie dzieło Pereca „to niemal bezpośrednie życia do­
tknięcie, dzieło niemal przezroczyste". N o cóż, w tym
miejscu wszystko, bo już nawet nie tylko: ręce opadają.
Nie wiem (bo i skąd?), czy ja coś z Pereca rozumiem, ale
jeśli coś, to przede wszystkim to, że - całkiem odwrot­
nie niż sądzi Michera - życie jest właśnie niepochwytne
w swoim rdzeniu, że wciąż się wymyka z tych wszystkich
siatek, które nań zastawiamy, że tego puzzle'a zwanego
życiem ułożyć się nie da, że możemy tylko próbować ści­
gać ów finalny wzór jako wciąż oddalający się horyzont!
Ale o tym już jest w tytule, nie trzeba było nawet tekstu
czytać! Dlatego to - między innymi - Zycie. Instrukcja
obsługi jest dla mnie dziełem tak intrygującym, a nie
dlatego, by pokazywało życie „takie-jakie-naprawdę-jest". Z jednej strony, Michera całkiem sensownie mó­
wi o obecnej u mnie apofatyczności życia (jakieś reflek­
sy ze starego wcielenia jednak w nim pozostały), z dru­
giej, insynuuje nieprzytomnie, że odnalazłem jakoby lu­
sterko, które jego prawdę wiernie odbija.

Krótko o Diltheyu. Michera deklaruje, że słabo zna
Diltheya („słabo znam Diltheya"), nie przeszkadza mu
to wszakże całego akapitu na jego temat skreślić. Kło­
pot w tym, że pisze o Diltheyu, znając go z drugiej rę­
ki. Mądra to co prawda ręka (Heidegger, Gadamer),
ale wskazująca jedynie na istotne kłopoty z diltheyowską epistemologią. W istocie, nie ma się tu o co kłó­
cić, jego psychologizująca koncepcja znaczenia dawno
już padła pod nawałem krytyk, ale minimum uczciwo­
ści nakazywałoby zwrócić uwagę, że nie do niej się od­
wołuję. Rzeczywiście, Dilthey niejedno ma imię, nie
wszystkie też jego pomysły są dziś pierwszej świeżości,
toteż nie zamierzałem ani nie zamierzam bronić dzieła
Diltheya w całości. Przypomniałem jedynie zręby jego
Lebensphilosophie, akcentując w niej to, co i Michera
podkreśla: właśnie apofatyczność życia, jego zagadkowość („z ciemności w ciemność"), niewypowiadalność. Nawiasem mówiąc, pokrewieństwa, by pozostać
przy tym eufemizmie, Diltheya (a także Simmla, inne­
go przedstawiciela filozofii życia) z Heideggerem są po­
wszechnie znane i nie ma powodu, by na okoliczność
naszego sporu radykalnie ich antagonizować.
Chcąc pokazać, jak wprowadzone przeze mnie prze­
ciwstawienie „kultury" i „życia" jest diabła warte, M i ­
chera zwraca się do ludzkości z dramatycznym apelem,
by zauważyć, że hermeneutyka, choć współ-czująca,
też przecież posługuje się terminem „struktura",
w związku z czym nie ma potrzeby aż tak hamletyzować. Owszem, posługuje się, tylko czy naprawdę w tym
samym znaczeniu, co strukturaliści i czy przyznaje jej
ten sam, co oni status heurystyczny? Trzy przykłady.
Oto Eliade, który rysując swój projekt hermeneutyki

Jak więc widać, Michera strzela, Pan Bóg kule nosi
- o ile ta fraza nie wyda się naszemu sceptycznemu
(dziś!) antropologowi nazbyt fideistyczna.
30

�POLEMIKI

znaków religijnych, nie wyrzeka się pojęcia struktury,
ale bliżej mu do jej organicznego, goetheańskiego rozu­
mienia rodem z koncepcji Urpflanze niż do ortodoksyj­
nie strukturalistycznej wykładni. Oto Ricoeur, który
w swoim artykule Model tekstu: działanie znaczące roz­
ważane jako tekst dostrzega oczywiście walory wyjaśnia­
jące analizy strukturalnej, ale który podkreśla, by pa­
miętać, że struktura mitu to jego uporządkowanie, uło­
żenie mitemów, a nie znaczenie mitu. Oto van der Leeuw, często odwołujący się w Fenomenołogii religii do
Diltheya, Heideggera, Bollnowa, który faktycznie
utrzymuje, że struktura to plan wprowadzony w cha­
otyczną magmę rzeczywistości, ale równocześnie zwra­
ca uwagę, że nie jest to związek „ani jedynie przeżywa­
ny, ani też jedynie wyabstrahowany logicznie czy kau­
zalnie - a l e r o z u m i a n y". No więc, raz jeszcze: czy
te same słowa w różnych kontekstach znaczą rzeczywi­
ście to samo, jak chce Michera? Czy hermeneutycznie
zorientowani badacze, aplikując pojęcie struktury, nie
poddają jej jednak pewnym daleko idącym retuszom
semantycznym? Retoryczne, mniemam, pytania.
I na koniec jeszcze: zgrabnie wyminął Michera rafę
w postaci Wiesława Juszczaka i jego koncepcji sztuki.
0 tym - ani słowa. A zaręczam: byłoby o czym rozma­
wiać. I o radykalnym wyjęciu sztuki spod jurysdykcji
„kultury" (co to bliżej znaczy?), i o roli Heideggera
w tym wywodzie, i o „prawdzie" dzieła sztuki, i o niezwy­
kle odkrywczo odczytanej przez Juszczaka „kulturze sym­
bolicznej" Cassirera, i o symbolu w ogóle itp., itd. Szko­
da, że Michera opuścił ten fragment w swojej lekturze.
Reasumując: tekst Wojciecha Michery jest dla
mnie żywą ilustracją tezy, że „czytanie", to zawsze „złe
odczytanie", że „reading", to w gruncie rzeczy, „misreading". Jego głos pełen zdań słusznych - tu już na­
prawdę bez cienia ironii - jest polemiką głównie z je­
go wyobrażeniem na temat mojego artykułu a nie z te­
zami, które tam zawarłem. Zgadzam się przecież z M i ­
cherą, że nie można nieodpowiedzialnie wymachiwać
pojęciem „tajemnicy" jako wygodnym alibi, zgadzam
się z nim, kiedy z mulącą obsesyjnością przypomina
mi, że znaczenie życia jest konstruowane w tekście,
1 że - cudów nie ma - samo się przed nami nie odsło­
ni, zgadzam się przede wszystkim z tym, że trzeba
przede wszystkim pisać dogłębnie o „fizyce" rzeczywi­
stości, bo tylko tak dostępna może być (ewentualnie)
jej metafizyczna strona (oczywiście, nie w heideggerowskim rozumieniu). W ogóle, mam niejasne poczu­
cie, że mimo jego wykrzykników - tradycyjnie? - wię­
cej mnie z nim łączy, niż dzieli. O co więc tyle hałasu?
Kończąc tę część dyskusji, chcę powiedzieć tyle: nie
zamierzam bronić „życia" jak niepodległości, nie było
moim zamiarem - wyraźnie mowa o tym w tekście wzniecenie jakiejś rewolucji pałacowej. Chodziło m i
o to, by sprawdzić - na swój własny użytek - czy da się
pomyśleć antropologię w oparciu o ten nieuleczalnie
wieloznaczny termin, czy rozmowa o naszym anthroposie nie ułoży się inaczej, kiedy zajdziemy go od strony

„życia" a nie „kultury". (O nieco podobnej kwestii pi­
sała niedawno zajmująco Agata Bielik-Robson, dysku­
tując, tym razem, znaczenie i operacyjność terminów:
„natura ludzka" i „kondycja ludzka", por. Inna nowo­
czesność. Pytania o współczesną formułę duchowości).
Z kolei Czesław Robotycki, główne ostrze krytyki
kieruje wobec, bliżej co prawda nie sprecyzowanej her­
meneutyki i jej możliwości poznawczych. Rozumiem,
że choć nie mówi do mnie „po nazwisku", to przecież
jakoś umieszcza mnie w tej szufladzie. Czuję się więc
w obowiązku - znów skrótowo tylko - odpowiedzieć na
zarzuty. Jasną jest rzeczą, że „hermeneutyka nie ma wy­
łączności na interpretowanie świata i życia", nawiasem
mówiąc, kto taką wyłączność ma i z czyjego nadania?
Robotycki domaga się (ode mnie?) uznania pluralizmu
w spojrzeniu na człowieka i jego kulturę/życie. Jeśli ode
mnie, no to trzy razy tak. Ale rozumiem, że w tym żą­
daniu chodzi chyba o coś innego. Mogę się tylko domy­
ślać, o co. Otóż hermeneutyka oglądana z boku oskar­
żana bywa o realny bądź domniemany ekskluzywizm,
0 to, że sama o sobie sądzi, że „wie więcej, widzi głę­
biej". Nie jestem hermeneutyką, więc odpowiem za sie­
bie. Oczywiście, że tak sądzę. Powiem więcej - każdy,
kto poważnie traktuje swoje narzędzia poznawcze, tak
sądzi, chociaż niekoniecznie o tym wie, a nawet jak
wie, to z reguły głośno się do tego nie przyznaje.
A przecież wybór takiego, a nie innego języka, wybór
takich, a nie innych instrumentów poznania równa się
powiedzeniu: „to jest lepsze od innych". Całkiem po­
ważnie utrzymuję, że narzędzie zwane hermeneutyką
może więcej niż strukturalistyczny sekator czy semiotyczne szczypczyki. Gdybym myślał inaczej, nigdy bym
powyższego tekstu nie napisał. Nie oznacza to wszakże,
że życzyłbym sobie jakiejś metodologicznej urawniłowki albo bym komuś proponował konwersję na nową
wiarę. Sam z sobą z trudem sobie radzę, trudno więc,
bym jeszcze komuś miał co doradzać.
Tu więc zgoda. Ale już na horyzoncie pojawiają się
schody. Pyta Robotycki: a gdzież to „prawdziwe" życie,
skoro wy, hermeneuci, w kółko jak nie o filmach, to o li­
teraturze. Po części odpowiedział na to pytanie koledze
Robotyckiemu kolega Michera. Ja dodam tylko tyle, że
mylne jest radykalne przeciwstawianie życia i literatu­
ry/filmu. O czymże - w końcu - mówią dzieła filmowe
1 literackie? To właśnie w tych ostatnich życie - zgoda:
obrobione, ustrukturyzowane, schwytane w artystyczną
formę - może zjawić się jako ważna jego ekspresja. Nie
chodzi o to, że to jest życie „prawdziwe", ale że sztuka
bywa (podkreślam: bywa, nie musi być!) znakomitym
szkłem powiększającym rozmaitych życia fragmentów.
O „prawdziwościowym" aspekcie dzieł sztuki, prócz He­
ideggera, wielokrotnie pisał Gadamer i pozostawił sze­
reg praktycznych realizacji tej sugestii. „Czytanie" dzieł
sztuki (interpretowanie, komentowanie, deszyfrowa­
nie) tyleż zbliża nas do samych tekstów, co do życia sa­
mego. Zbliża, powiadam, a czy wyświetla je „w pełni",
tego ja nie wiem, bo to chyba nie do mnie pytanie.

�POLEMIKI

Groźniej zabrzmiał zarzut Czesława Robotyckiego,
że hermeneutyczny „sposób na życie" polega na mno­
żeniu „coraz dalszych skojarzeń", które jak rozumiem
- znowu - oddalają nas raczej, niż przybliżają do bada­
nej rzeczywistości. N o cóż, to jest hermeneutyczny
elementarz. Metoda amplifikacji, o której zdaje się
mówić Robotycki, nie jest jakąś swawolną grą w sko­
jarzenia, ale rządzi się może nie twardymi, ale jednak
regułami. Naprawdę nie można tu wszystkiego, a jeśli
nawet ktoś takiego „wszystkoizmu" próbuje, wywróci
się wcześniej czy później. I to raczej wcześniej niż póź­
niej. Nie podstawiałbym, pod groźbą przekłamania,
pod „hermeneutykę" pojęcia „intuicji", bo choć od­
grywa ona w niej istotną rolę, to nie jest przecież z nią
tożsama. Początkiem każdej interpretacji, jak dowo­
dził Ricouer we wspomnianym przed chwilą tekście,
jest — owszem — domysł czyli nos, czyli intuicja. Ale
dodawał, co ważne, że choć nie ma metod na dobre
domysły, są dobre sposoby ich uprawomocniania. Nie
wszystko zatem wolno. Koło hermeneutyczne - czy się
to komu podoba, czy nie - jest warunkiem wszelkiego
rozumienia, nie tylko w hermeneutyce.
Grozą zupełną powiało już, kiedy Robotycki dzieli
się swoim podejrzeniem wobec hermeneutów (znowu
nie wiem, czy wobec mnie też? no, chyba też...), że
uprawiają oni w swojej twórczości „rodzaj etycznego
szalbierstwa". Niestety, nie tłumaczy bliżej, o co mu
chodzi, przykładów nie podaje. Rozumiem, że chodzi
(chyba) o szantaż, o którym mówił Michera, spowodo­
wany używaniem przez nich zbyt wielkich słów i zbyt
częstym przebywaniem w rozrzedzonym powietrzu me­
tafizyki, tym razem w rozumieniu mocno ironicznym
tej kategorii. Znów mogę odpowiadać tylko za siebie.
Nie czuję się szalbierzem, robotę swoją staram się wy­
konywać jak umiem, o metafizycznych oparach wspo­
minam z lękiem i rzadko. Teksty są, można sprawdzić
ile w nich szalbierstwa, ile rzeczowej argumentacji.
A tak nawiasem, przypomina mi się w tym miejscu
bajka La Fontaine'a o lisie, co to usiłował doskoczyć
do wiszących wysoko winogron, ale ponieważ mu się
to nie udało, jął intensywnie przekonywać siebie i i n ­
nych: nie ma winogron, jakie tam winogrona... Ja ro­
zumiem, panie profesorze, że można nie lubić wino­
gron, ale nie zabraniałbym posmakować ich komuś,
kto żywi do nich dziką wprost namiętność.
W wypowiedzi Wiesława Szpilki, obok wątków
wspomnianych już przez poprzedników, najistotniejsza
wydała mi się kwestia podnoszona również przez Cze­
sława Robotyckiego, a mianowicie problem statusu
antropologii: sztuka to bardziej czy nauka, dokładniej
może: literatura czy nauka. Ale zauważmy: rozróżnie­
nie takie już w punkcie wyjścia zakłada, że dobrze wie­
my, o czym mówimy. Sugeruje, że doskonale wiemy,
czym jest literatura i czym jest nauka. Ja tego nie
wiem, prawdę powiedziawszy, coraz trudniej uchwytne
i definiowalne wydają mi się te zwyczajowo utrwalone
dystynkcje. Po tekstach Derridy, po jego poważnym
32

rozszerzeniu pojęcia literatury, trudno nie mieć wątpli­
wości... Z kolei, gdy chodzi o naukę, to na starość co­
raz bardziej podoba m i się „definicja" zgłoszona nie­
gdyś pólżartem przez Stefana Amsterdamskiego: „na­
uka to jest to, co robią uczeni".
Ale rozumiem, że w takim alternatywnym posta­
wieniu sprawy chodzi głównie o jedną obawę, o jedną
w gruncie rzeczy wątpliwość: że mianowicie, jeśli an­
tropologia miałaby się stać literaturą (tym razem w po­
tocznym, fikcjonalnym znaczeniu słowa), to byłoby to
ze szkodą dla niej. Jest to prosta droga - twierdzą su­
rowi krytycy - do „etnografomanii" (copyright tego ter­
minu ma, jeśli się nie mylę, Jerzy S. Wasilewski), do
rozmiękczenia i tak już nie bardzo jasnej tożsamości
dyscypliny. Co można na te obiekcje powiedzieć? Jeśli
„literacko" uprawiana etnografia miałaby się przero­
dzić w słowne wodolejstwo, w niekontrolowane popi­
sy epickie, w jakąś obłąkaną rywalizację z „prawdziwą"
literaturą, w subiektywną glossolalię, to naturalnie je­
stem zdecydowanie przeciw. Jeśli natomiast „literackość" miałaby się odnosić do szczególnej troski
0 kształt słowny, o to, by „odpowiednie rzeczy dać sło­
wo", jeśli miałaby być ustawiczną refleksją nad tym
„ile" rzeczywistości słowo jest w stanie unieść, jeśli
pełniłaby rolę instancji krytycznej wobec używanych
języków i słowników, to zdecydowanie jestem za. Pora
już sobie chyba wreszcie uświadomić, że tak jak nie ma
niewinnych metod, nie ma też przezroczystych języ­
ków. Pora przyjąć, że ci, którzy wypominają innym „literackość", nie wiedzą, co czynią, bo przecież sami
uwikłani są w jakiś język, a to oznacza, że nie są bez
grzechu poczęci. Dobrze tedy wiedzieć nie tylko, że
mówimy prozą, ale i jaką prozą, dobrze też wiedzieć, że
owa proza j а к o ś do rzeczywistości się odnosi. Pod­
kreślam to wyraźnie, bo przed paroma laty krzywiłem
się nieco na ów nurt literacki w antropologii. Sprzeciw
podyktowany był wówczas nie tylko wrodzoną alergią
wobec ruchów stadnych, ale i wątpliwościami, czy od­
tąd antropologia nie będzie wyłącznie przyglądać się
okularom, których używa, zamiast przez nie patrzeć.
Jeśli więc przez „literackość" nie będziemy rozumieli
tylko językowego medium, ale i zwracać będziemy
uwagę na to, co poprzez nie powiedzieć chcemy, to nie
widzę w tak pojmowanej „literackiej antropologii" ja­
kichś szczególnych zagrożeń. Czy rzeczywiście jest tak,
jak sugeruje Szpilka, że jest to zabawa „tylko dla or­
łów", trudno mi powiedzieć. Jedno jest pewne: zapew­
ne wymaga ona dużej samoświadomości językowej
1 metodologicznej. Trzeba bowiem wiedzieć, w co gra­
my, ale też i dlaczego gramy. Inaczej to język będzie na­
mi wywijał, a nie my nim.
Więcej grzechów (ciężkich) nie pamiętam. Za kilka
z nich żałuję i w przyszłości obiecuję poprawę. W ra­
mach pokuty poczytam trochę o „kulturze". Zawsze
może się kiedyś przydać.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7407" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7387">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d737a6893f01e0a7cbb583ae27f9d9da.pdf</src>
        <authentication>1a22eca2793b41aa0d45432e768e1d5e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88383">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2894</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88385">
                <text>2002</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88387">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2698</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88389">
                <text>Hermeneutyka i życie / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88390">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.3-4, s.27-28</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88391">
                <text>Robotycki, Czesław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88392">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88395">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88397">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88401">
                <text>T

ekst Dariusza Czai Zycie, czyli nieprzejrzystość.
Poza antropologię - kultury jest bardzo dobrze
napisany, z charakterystyczną dla tego autora
erudycją. Zapewne umyślnie zostały w nim wyostrzone
niektóre stwierdzenia, ponieważ cel autora jest wyraź­
nie polemiczny. Szuka on miejsca dla swoich koncep­
cji antropologii wśród rozmywającego się zakresu dys­
cypliny, gdyż na jej tereny wchodzi wielu innych spe­
cjalistów nazywających się do tej pory filozofami, filo­
logami, filmoznawcami, historykami, kulturoznawcami, historykami idei lub jeszcze inaczej. W ciągu ostat­
nich lat interpretacja w kategoriach antropologicz­
nych stała się powszechnym dobrem humanistyki
i przedstawiciele wymienionych dyscyplin czują się
obecnie antropologami, a przekonanie takie mają nie
tylko oni. Dobrze więc się stało, że Dariusz Czaja pró­
buje rozpętać burzę mózgów, po której na nowo okre­
śli się to, czym zajmuje się antropologia i jakie ma
możliwości poznawcze, tym bardziej że w skali polskiej
sam przyczynił się swoimi tekstami do wspomnianego
stanu nieokreśloności antropologii.

CZESŁAW

ROBOTYCKI

Hermeneutyka i życie
na marginesie rozważań
Dariusza Czai
to toczyć już sporów, bo nie wniosą one wiele do aktów
poznania. Nie wyjdziemy bowiem dalej niż poza stwier­
dzenie, że życie przejawia się w fenomenach, a opis i po­
znanie mają charakter symbolizujący, metatekstowy,
pojęciowy, metaforyzujący. Dodać jeszcze można, że
kwestie statusu pojęć są pytaniami filozoficznymi.

Przesłanie jego tekstu, które brzmi: „wracajmy do ży­
cia, omijając nic już nie znaczącą opisową hipostazę kategorię «kultura». Antropologia powinna opisywać
ludzką kondycję w całej jej złożoności", jest zaprosze­
niem do dyskusji. Oto kilka moich uwag dotyczących
wybranych problemów przedstawionych przez Dariusza
Czaję.

2. Hermeneutyka jako rozpoznanie
rzeczywistości
2.1. Hermeneutyka nie ma wyłączności na inter­
pretowanie świata i życia. Całe jego obszary (poznawa­
ne empirycznie) nie poddają się interpretacji hermeneutycznej, dopiero sądy o tych fragmentach rzeczywi­
stości mogą być odczytywane na tenże sposób.
2.2. Hermeneutyka zjada własny ogon, gdy apeluje
o rzeczywistość życia w rozpoznaniu antropologicznym,
a dla ilustracji i realizacji tychże postulatów posługuje
się literaturą lub filmową fikcją. Gdzież więc to życie.
2.3. Hermeneutyka jako sposób na życie jest sposo­
bem na niedostrzeganie życia w jego aspektach interak­
cyjnych (zbiorowych). Interpretacje hermeneutyczne,
odnosząc do coraz dalszych skojarzeń, są komentarzami
do rzeczywistości. Apel o dostrzeganie tajemnicy życia,
o co upomina się Dariusz Czaja, jest, jak wiemy, elemen­
tem myślenia hermeneutycznego, ale trzeba też przy­
znać, że waga takiego apelu wzrasta, gdy spojrzymy na to
z filozoficznej (metafizycznej) perspektywy. Nadaje to
bowiem pytaniom antropologicznym głębi, jakiej nie
mają pytania stawiane przez antropologów innych opcji.
Z tych powodów hermeneuci pozostają dla mnie autora­
mi błyskotliwych tekstów dobrze przyjmowanych w róż­
nych środowiskach, jednak osobiście podejrzewam ich
o rodzaj etycznego szalbierstwa związanego z ich wypo­
wiedziami utrzymanymi zawsze w wysokich rejestrach.

1. Zycie
1.1. Gdy Dariusz Czaja odwołując się do W. D i l thaya, proponuje nam zastosowane w opisie antropolo­
gicznym tegoż autora rozumienie życia, to warto zwró­
cić uwagę, że Dilthay podkreśla też fakt, że „eksplikacja ludzkiej istoty następuje w dziejach", powiadając
dalej, że „dzięki świadomości historycznej osiąga czło­
wiek suwerenność w wydobywaniu z każdego przeżycia
jego treści w pełnym oddawaniu się mu, bez jakichkol­
wiek uprzedzeń, tak jak gdyby nie było żadnego syste­
mu wiary czy filozofii, który mógłby go krępować. Zycie
uwalnia się od poznawania za pomocą pojęć" (Rozu­
mienie i życie [w:] Wokół rozumienia, wyb. G. Sowiński,
Kraków 1993, s. 61). Ale w innym miejscu pisze Dil­
thay o życiu, że jest to „interakcyjny układ istniejący
między nami i naszym środowiskiem" (s. 62, tamże)
Dochodzimy więc, mimo wszystko, do kategorii opiso­
wej (zdefiniowanej w sposób projektujący), a to prowa­
dzi do pułapki, której chce uniknąć Czaja, gdy rozpo­
czyna tekst od stwierdzeń odbierających moc heury­
styczną kategorii „kultura", ponieważ jest to, jego zda­
niem, hipostaza.

3. Degradujący charakter
opisu kulturowego

1.2. Co więc różni kategorie opisowe (bo jednak są
to kategorie) „kultura" i „życie". „Kultura" jest intersubiektywna, życie" - indywidualizujące, ale obie samego
życia nie dotykają. Pytanie o to, co opisują wymienione
kategorie, co jest ich istotą, to kwestia, o którą nie war-

3.1. Przekonanie, że poprzez opis antropologiczny
dokonuje się redukcji osoby ludzkiej i jej tajemnicy, nie
jest niczym nowym. Znamy to z wielu krytyk. Towarzy­
szyły one niejednej refleksji o człowieku ukształtowa27

�POLEMIKI

nym kulturowo. Oskarżane były o to: strukturalizm,
nurty semiotyczne, szkoły konfliktu społecznego i inne.
Mimo to, wnoszą one niejedno do wiedzy o człowieku.
3.2. Przyjąć jednak trzeba, że „mowa" o życiu wyma­
ga kategorii i schematów. Co ważniejsze, należą one do
„życia" jako jego nieodłączny składnik, tkwią one w sa­
mej istocie życia („życie w jego własnej istocie rozumie­
my dzięki kategoriom, które są obce poznaniu przyrod­
niczemu. Także i w tym przypadku zasadnicze znacze­
nie ma okoliczność, iż tych kategorii do życia nie stosu­
jemy a prori jako jakiegoś obcego mu elementu, lecz że
tkwią one w samej istocie życia - Dilthay, tamże, s, 76).

zu...), lub odnieść do innych dokonań poetyckich (by
pozostać na tym samym poziomie możliwości - zobacz
Wojciecha Bellona - balladę o „Czesku Piekarzu"). Do
każdej z wersji kulturowego przetworzenia wspomnia­
nego faktu Dariusz Czaja potrafi przyłożyć miarkę me­
tafizyczną, bo jest człowiekiem i antropologiem subtel­
nym i inteligentnym. Stąd też jego apel o rozumienie
jest postulatem etycznym i, jak rozumiem, o taki nowy
wymiar antropologii się upomina. O antropologię
z wiedzą filozoficzną, ale nie o filozofię.

5. Antropologia czy literatura

3.3. Jurij Łotman podtrzymywał swoje przekonania
o semiotycznych mechanizmach kultury. Widać to
w pracach, których przedmiotem jest historia. Tezy
o stałym przekładzie kulturowym pozostają użyteczne
przy analizie dziejów. Historia (kultura) dla Łotmana,
to wielowątkowa i wielopoziomowa przestrzeń wymia­
ny dyskursów.

4.1. Nawiązując do Łotmana przypominam, że sztu­
ka to jeden z metajęzyków opisu kulturowego równo­
prawny innym, co silnie podkreśla tenże autor. O sztu­
ce jako rodzaju prawdy można mówić, gdy się o niej
wie tyle, co prof. Juszczak (o jej ontologii, mocy odkry­
wania prawdy i tajemnicy istnienia). Ale wróćmy do
życia (również tak, jak je rozumiał Dilthay) - ciekawe,
co tym wszystkim wie pijany student lub absolwent
ASP (nawet zakładając, że stan, którym go scharakte­
ryzowałem, jest wehikułem duchowych podróży).

5.1. Przykłady antropologii opisującej życie znajdu­
je Dariusz Czaja w literaturze. Tu odkrył życiową ma­
terię, tyle że właśnie, cokolwiek by o niej powiedzieć,
jest ona literacko przetworzona. Do jego pomysłów
dodam własny: kultura jako strumień świadomości.
Moją ulubioną kiedyś lekturę Jamesa Joyce'a, Ulisses.
Kultura trwa w nas jako nieustanny tok myśli, skoja­
rzeń, nawrotów do rzeczy, które już były, skłania do
odbiegania w bok od rzeczywistości, wracania do
głównego wątku działania, do kreowania własnego
świata z kawałków, a mimo, w wymiarze ogólniejszym,
toczy się wszystko stałym równym trybem. Jeżeli tak
odczyta się Joyce'a, jeżeli tak rozumie się kulturę, to
również w antropologii nie szuka się od razu porządku
świata, wie się, że w tym, wydawałoby się, porządku
ludzkich interakcji zjawiska ahistoryczne, niefunkcjo­
nalne, często niezrozumiałe długo trwają, inne nato­
miast łatwo zmieniają się. Jeszcze inne po latach zno­
wu pojawiają się w porządku kultury.

4.2. Kwestia wyczerpania heurystycznej mocy kate­
gorii „kultura" skłania do zastanowienia się, jak opisać
mistyczne i egzystencjalne aspekty życia. Tu mam po­
dobne wątpliwości jak Dariusz Czaja, ale czy sztuka do
tego wystarcza, tego nie jestem pewny.
4.3. Nawiązując do punktu 4.2., historię Henryka
Kwiatka przez Marcina Swietlickiego opowiedzianą ję­
zykiem poezji, a zinterpretowaną przez Czaję w katego­
riach metafizycznych, można przełożyć na język antro­
pologii (zobacz np. rozważania Czarnowskiego, Tokarskiej-Bakir), na język folkloru (... mówił dziad do obra­

Dla mnie, by porównać się z Dariuszem Czają, Ulisses, jako narracja literacka, pozostaje analogią i prze­
tworzeniem dyskursu kulturowego, i tylko tyle. Nie
uważam, że należy ją wprowadzać w miejsce dyskursu
antropologicznego.
5.2. Postulat Dariusza Czai, by ogląd antropologicz­
ny przyjął skrajnie zindywidualizowaną postać, rodzi
pytanie zasadnicze - czym będzie się on różnił od lite­
ratury? I na tym pytaniu kończę moją wypowiedź, do
której skłonił mnie nie byle jaki tekst mojego kolegi
z pracy.

4. Sztuka i prawda życia

28

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7404" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7384">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/af8a8fd8038424a0d20e9ecb346add94.pdf</src>
        <authentication>fc6b133934fc5509f65b7343b390fbcd</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88352">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2286</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88353">
                <text>1990</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88354">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2121</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88356">
                <text>Symbolika domu w tradycji ludowej (cz.1) / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1990 t.44 z.3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88357">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1990 t.44 z.3, s.48-68</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88358">
                <text>Benedyktowicz, Danuta; Benedyktowicz, Zbigniew</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88359">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88360">
                <text>Państwowy Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88362">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88366">
                <text>Danuta Benedyktowicz
Zbigniew Benedyktowicz

S Y M B O L I K A D O M U W T R A D Y C J I L U D O W E J (Cz. I)*
N i e j e d n o k r o t n i e z w r a c a n o u w a g ę na związek j a k i kryje się

Zatrzymajmy się jeszcze nad t y m obrazem " D o m u - K s i ę g i "

w ź r ó d ł o s ł o w i e " d o m " z " t w o r z e n i e m " , na związek p o m i ę d z y

z a w a r t y m w prozie N o w a k a . O t o opis t e g o o s o b l i w e g o d o m u , tak

b u d o w a n i e m i t w o r z e n i e m , czy jak w s t u d i u m M a r t i n a H e i d e g ­

jak ukazał się o n p o o d s ł o n i ę c i u o k i e n z a m k n i ę t y c h szczelnie,

1

gera - " b u d o w a n i e m - mieszkaniem - m y ś l e n i e m " . M a c i e j Ciało,
n a w i ą z u j ą c d o rozważań Heideggera, w s w o i m eseju
• "chronić

wzrastanie",

Budować

p r z y p o m i n a o t y m z w i ą z k u raz jeszcze

" S ł o w o ' d o m ' w i ą ż e się z dem:

c z ł o n e m , który w

oznaczał ' b u d o w a n i e ' , ' t w o r z e n i e ' , jak w

wyrazie

Rdzeń t e n jest o b e c n y także w ł a c i ń s k i m domus

"Rzeczywiście w

izbie p a c h n i a ł o , jak w

bibliotece

pełnej

starych, z j e d z o n y c h przez k o r n i k i d r e w n i a n y c h p ó ł e k , na którym

sanskrycie

leżą u p c h a n e c i a s n o b u t w i e j ą c e książki. D o p i e r o g d y staruszek

'demiurg'.

zdarł derki i rozwarł o k n a na oścież, p o j a ś n i a ł o w izbie o d białego

i greckim

Ten ma d o m k t o g o z b u d o w a ł , czy dał z b u d o w a ć " .

" a b y pisma ś w i a t ł o nie w y j a d ł o " .

domos.

2

d n i a , z a p a c h n i a ł o p o w i e t r z e m p r z e s y c o n y m ż y w i c ą ściekającą po
s o s n a c h p o b l i s k i e g o lasu. W ó w c z a s przed naszymi oczami zami­

Jeszcze bardziej d o c e n t r u m o w e g o z w i ą z k u p o m i ę d z y d o m e m

g o t a ł y niemal złote m o d r z e w i o w e ściany zapisane o d p o d ł o g i do

i t w ó r c z o ś c i ą , d o m e m i obrazem ś w i a t a p r o w a d z i nas m o t y w

p o w a ł r ó w n y m , w y c i ą g n i ę t y m p o d sznurek p i s m e m . Pobiegliśmy

" D o m u , k t ó r y jest zapisaną k s i ę g ą " , jaki o d n a j d u j e m y w prozie

d o t y c h ścian, p r ó b u j ą c na w y p r z ó d k i czytać p o c z y n i o n e na nich

Tadeusza N o w a k a , przedstawiciela n u r t u c h ł o p s k i e g o w naszej

zapiski.

3

literaturze w s p ó ł c z e s n e j . W s w e j książce Dwunastu ,

którą by

-

Poczekajcie, gołąbeczki moje. Pismo nie sokół, nie uleci

n a z w a ć w r ę c z m o ż n a l u d o w y m , c h ł o p s k i m a p o k r y f e m , umieszcza

pierzaście. Zacznijmy, jak się patrzy, o d t y t u ł u , o d

o n ó w z n a m i e n n y n i e z w y k ł y obraz " D o m u - K s i ę g i " , t w o r z o n e j ,

pierwszej. J a k każda księga p r a w d z i w a , zrodzona z rozsądku,

b u d o w a n e j i zapisanej "przez Józefa O d l u d k i e m z w a n e g o " . Ó w

z w i e l o l e t n i e g o p o m y ś l u n k u , r ó w n i e ż moja ma s w ó j początek.

z n a m i e n n y obraz t w ó r c y l u d o w e g o , c h ł o p a s p i s u j ą c e g o

stronicy

swą

Przeto nie Iza czytać jej na w y i m k i , byle jak i byle gdzie, szukając

księgę na ś c i a n a c h d o m u , d o k t ó r e g o p o d e j m u j ą p i e l g r z y m k ę

scen uciesznych, p o b u d z a j ą c y c h o d ś m i e c h u , scen s w a w o l n y c h

tytułowi bohaterowie

czy też g o r ą c y c h o d p o c a ł u n k ó w , o d w e s t c h n i e ń rozlicznych. Jak

Dwunastu.

" W o w y m czasie d o w i e d z i e l i ś m y się, że w e w s i śródleśnej żyje

każda księga stateczna, r ó w n i e ż m o j a w s p a r t a jest na d ę b o w y c h

starzec, k t ó r y z d a w i e n d a w n a spisuje s w ó j p a m i ę t n i k . A l e nie

w ę g ł a c h , na takichże przyciesiach. M a ona ścianę frontową

spisuje g o w k r a t k o w a n y m zeszycie, jak nasza N i e w i d k a , ani

i ścianę p ó ł n o c n ą z bali g r u b y c h , c i o s a n y c h c i e r p l i w i e toporkiem,

w g r u b y m b r u l i o n i e czy też na b r z o z o w e j korze pociętej na

w y g ł a d z o n y c h m o z o l n i e o ś n i k i e m . M a też przepierzeniowe ścia­

arkusiki w i e l k o ś c i d ł o n i , oczyszczonej z szarych w ł ó k i e n , z zaro-

nki z lichszego d r z e w a z r o b i o n e . Są w niej też przybudówki

p i a ł y c h oczek. O w ą księgą s p i s y w a n ą przez starca ze śródleśnej

mniejsze i w i ę k s z e , szopy i stryszki, p i w n i c z k i zatęchłe, wykusze

w s i miał być okazały kmiecy d o m z b u d o w a n y z o c i o s a n y c h

i d y m n i k i , w k t ó r y c h zapisane zostało t o , c z e g o n a w e t moje oko

t o p o r e m i w y s t r u g a n y c h d o o s t a t n i e g o sęczka m o d r z e w i o w y c h

nie c h c i a ł o b y p o raz w t ó r y oglądać.

b i e r w i o n . W y b r a l i ś m y się d o n i e g o w l i p c o w ą niedzielę (...)
-

M ó w i ą c t o w s z y s t k o d o p r o w a d z i ł nas staruszek d o drzwi

O j c o w i e nasi p o w i a d a l i , że piszecie księgę w i e l k ą , jakiej n i k t

i w y c i ą g n i ę t ą d ł o n i ą wskazał na o d r z w i a . D o p i e r o teraz zauważy­

jeszcze nie w i d z i a ł . M ó w i l i n a m , że cały w a s z d o m zapisany jest

liśmy, że ciągną się nad n i m i z d o b i o n e roślinne litery układające

m ą d r o ś c i a m i r o z l i c z n y m i , g a d k a m i zbieranymi z całej o k o l i c y ,

się w spory napis: ' C z e g o nie zapisał król i pan ze d w o r u , biskup

uciesznymi d y k t e r y j k a m i , ś p i e w k a m i .

i p l e b a n , zapisze ręka zdjęta z p ł u g a ' .

-

Księga, jak księga. Różnie rzecz całą n a z w a ć m o ż n a . W e d l e

P o d t y m napisem, jeszcze w i ę k s z y m i literami, malowanymi

m n i e każdy c h ł o p s k i d o m p r z y p o m i n a księgę. Tyle j e n o , że nie

n a j w i d o c z n i e j pędzelkiem, z d o b i o n y m i t y m razem ptasio, ciągnął

zapisaną literą, s ł o w e m w y r a ź n y m , a p i s m e m k o r n i k ó w , p a j ą k ó w ,

się t y t u ł księgi: Ż Y W O T A C H Ł O P S K I E G O D O L E I NIEDOLE

zwierząt d o m o w y c h , p t a k ó w gnieżdżących się w strzesze, pis­

- spisane przez Józefa O d l u d k i e m z w a n e g o , w c h w i l a c h wolnych

m e m naszych rąk d o t y k a j ą c y c h p r z e d m i o t ó w , źrenicami naszymi

o d pracy, k u nauce i przestrodze j a k o też g w o l i zabawienia tych

w i d z ą c y m i nie t y l k o c h l e b r o z k r o j o n y na stole, ale i duszę t e g o

w s z y s t k i c h , którzy o w ą księgę czytać z e c h c ą ' . "

chleba. T o p o m y ś l a ł e m sobie, k u p u j ą c o n g i ś książki rozliczne

D o t e g o obrazu " D o m u - K s i ę g i " i m o t y w u p o w r ó c i m y jeszcze

u kramarzy, u Ż y d ó w z o k o l i c z n y c h miasteczek, że ja też napiszę

w s t o s o w n y m miejscu naszej analizy. P r z y w o ł a l i ś m y g o t u zaraz

s w o j ą księgę. A l e nie na papierze, który w y j a d a słońce, który

na w s t ę p i e , by z a s y g n a l i z o w a ć i pokazać jak ó w związek pomię­

b u t w i e j e i kruszy się w palcach, j e n o na d r z e w i e t w a r d y m jak

dzy b u d o w a n i e m i t w o r z e n i e m , d o m e m i t w ó r c z o ś c i ą pojawia sił

żelazo h a r t o w a n y m w glinie. I tak m o j e d u m a n i e p o n o c a c h nad

w trzech r ó ż n y c h refleksjach, w r o z w a ż a n i a c h filozofa, poety-

księgą przybrało kształt d o m u . B o w i e m księga p r a w d z i w a , d o

-architekta, prozie pisarza. Pod t y m w z g l ę d e m , dysponując*

której się w r a c a , przy której się o d p o c z y w a , nad którą się rozmyśla

o g r o m n y m materiałem ź r ó d ł o w y m prace e t n o g r a f i c z n e pozostają,

nie t y l k o o pietruszce, jest jak d o m ludzki, w k t ó r y m się mieszka

d a l e k o w tyle. W większości prac e t n o g r a f i c z n y c h tak starszych,

codziennie."

jak i w s p ó ł c z e s n y c h , w syntezach, p o d r ę c z n i k a c h , monografiach
r e g i o n a l n y c h i p r z e d m i o t o w y c h , g d y m o w a o d o m u t o pojaw*

* Są t o f r a g m e n t y p r z y g o t o w a n e j d o d r u k u książki Dom w kul­
turze ludowej. W skład t e g o o p r a c o w a n i a w e s z ł y p r z e r e d a g o w a ­
ne części pracy magisterskiej D a n u t y B e n e d y k t o w i c z
Doświad­
czenia domu i bezdomności
w kulturze ludowej
i
twórczości
artystycznej
napisanej p o d k i e r u n k i e m D o c . dr hab. A n n y Z a m b r z y c k i e j - K u n a c h o w i c z , oraz prac Z. B e n e d y k t o w i c z a d o t y c z ą ­
c y c h m o t y w u d o m u w e w s p ó ł c z e s n e j kulturze artystycznej (por.
Przestrzenie
pamięci
w : Film i kontekst,
Ossolineum 1 9 8 9 ) .
W d r u g i e j części t e g o o p r a c o w a n i a , które ukaże się w n a s t ę p n y m
zeszycie " P o l s k i e j Sztuki L u d o w e j " o m a w i a n e będą kolejne
w ą t k i s y m b o l i c z n e j struktury d o m u ( d o m - d r z e w o , d r z e w o życia;
dom-człowiek, dom-antropokosmos, dom-rodzina, dom-uczta,
d o m siedziba dusz zmarłych, d o m - g r ó b , d o m - p r z e s t r z e ń d e m o n i ­
czna).

48

się o n n i e o d m i e n n i e w dziale o m a w i a j ą c y m t z w . k u l t u r ę m a t e r s '
ną ( b u d o w n i c t w o , architekturę, o s a d n i c t w o , gospodarkę itd.)O d czasu pamiętnej k w e r e n d y Poszukiwań,

ogłoszonej Р в в

J a n a Karłowicza na temat Chaty i p r o w a d z o n e j w niemal w s z y ł *
4

kich rocznikach " W i s ł y " , d o m rozpatrywany był w
e t n o g r a f i c z n y c h przede w s z y s t k i m j a k o element kultury

P

r a c

mater

*^

C

nej. M i m o f u n d a m e n t a l n y c h na naszym g r u n c i e i prekursorskW
względem współczesnej

refleksji a n t r o p o l o g i c z n e j prac J*f£
5

S t a n i s ł a w a Bystronia i Stefana C z a r n o w s k i e g o o s y m b o l i c z n a
w a r t o ś c i o w a n i u przestrzeni i p o d e j m u j ą c y c h tę p r o b l e m a t y *
6

k i l k u prac n o w s z y c h , brak jest nadal jakiejś syntetycznej P**"

�na temat s y m b o l i k i d o m u . Stało się j u ż p r a w i e regułą, że materiał

prac, stawiając w c e n t r u m s w e j u w a g i niezależne o d a b s t r a k c y j ­

dotyczący wierzeń, zwyczajów, obrzędów związanych z d o m e m ,

nych uogólnień naukowych sposoby

magiczno-symbolicznego

i wartościowania

wartościowania

przestrzeni

domu

przestrzeni

percepcji,

odczuwania

przez c z ł o w i e k a , o d w o ł u j ą

się

których

częstokroć d o b a d a ń p r o w a d z o n y c h przez e t n o g r a f i ę , e t n o l o g i ę ,

o m a w i a się szczegóły architektury, t y p y k o n s t r u k c j i , r o z w i ą z a ń

antropologię kultury. Gdy m ó w i ą o współczesnym d o ś w i a d ­

umieszcza się na k o ń c u zasadniczych r o z w a ż a ń , w

t e c h n i c z n y c h , r o z p l a n o w a n i a w n ę t r z a i ich f u n k c j i . Materiał t e n ,

czeniu " m i t y c z n e j przestrzeni" i o " m i t y c z n y m m i e j s c u " , w t y m

ujęty częstokroć w s p o s ó b z d a w k o w y i p o w i e r z c h o w n y , o g r a n i ­

także o d o m u j a k o przestrzeni m i t y c z n e j , d o c h o d z ą d o t y c h

czający się z w y k l e d o k i l k u i n f o r m a c j i na temat m a g i i ciesielskiej,

s a m y c h konstatacji a r t y k u ł o w a n y c h już w c z e ś n i e j przez a n t ­

obrzędu zakładzin, r o z m a i t y c h w i e r z e ń d o t y c z ą c y c h d o m u , jest

r o p o l o g i ę k u l t u r y . Z w r a c a j ą u w a g ę na t o , że: " M o ż e najbardziej

jedynie p e w n e g o rodzaju d o d a t k i e m , aneksem, s p e ł n i a j ą c y m

uderzającą cechą s p o s o b u , w jaki c z ł o w i e k p o j m u j e przestrzeń

raczej rolę o z d o b n i k a w całości o p r a c o w a n i a , aniżeli p r z e d ­

w

m i o t e m , który b y z a s ł u g i w a ł na p o w a ż n i e j s z ą analizę i głębszą

przestrzeni d o p r a k t y c z n e g o p o z i o m u działania i d o ś w i a d c z e ń

refleksję. Z drugiej zaś s t r o n y s p o c z y w a o n w o g r o m n y m roz­

zmysłowych."

proszeniu i nie d o ś ć jeszcze z i n t e r p r e t o w a n y p o ś r ó d r o z m a i t y c h

ś w i a d c z a n y ś w i a t o t o c z o n y jest znacznie szerszą strefą znaną

działów, z a j m u j ą c y c h się s y m b o l i c z n y m działaniem c z ł o w i e k a ,

p o ś r e d n i o przez s y m b o l e " " .

a w i ę c n p . w dziale d o t y c z ą c y m m a g i i i w i e r z e ń , o b r z ę d o w o ś c i
rodzinnej i d o r o c z n e j , i t p .

s w o i m ś w i e c i e , jest fakt, że n i g d y nie ogranicza o n
1 1

tej

Podkreślają i t o , że " m a ł y , b e z p o ś r e d n i o d o ­

Wszystkie te z a s y g n a l i z o w a n e p o b i e ż n i e n u r t y w s p ó ł c z e s n e g o
myślenia, tak różne jeśli idzie o cel s w y c h s z c z e g ó ł o w y c h b a d a ń ,

J e d n y m z zadań i c e l ó w , jakie s t a w i a m y sobie w tej pracy jest

w s p ó l n i e p o d n o s z ą i akcentują z j e d n e j s t r o n y w a r t o ś ć d o m u jako

rekonstrukcja struktury s y m b o l i c z n e j d o m u . Idąc t r o p e m w s p ó ł ­

s w o i s t e j kategorii interpretacyjnej dającej się s t o s o w a ć w o b r ę b i e

czesnej refleksji a n t r o p o l o g i c z n e j ( M . Heidegger, M . Eliade, G .

p o s z c z e g ó l n y c h nauk, dla r o z u m i e n i a r ó ż n y c h zjawisk k u l t u r y .

Bachelard, G. v a n der L e e u w ) c h c e m y spojrzeć na d o m w ł a ś n i e

Z drugiej zaś s t r o n y m ó w i ą o w a r t o ś c i d o m u j a k o s y m b o l u .

od strony j e g o f u n k c j i s y m b o l i c z n e j . T y m , c o i n t e r e s o w a ć nas t u

J e ś l i b y przyjąć najbardziej lapidarną " d e f i n i c j ę " s y m b o l u , sfor­

będzie najbardziej jest d o m , j a k o i s t o t n y składnik i element

m u ł o w a n ą przez C G . J u n g a , która m ó w i , że " s ł o w o l u b obraz są

"znaczący" szerszego zjawiska, które w s p ó ł c z e s n a h e r m e n e u t y ­

s y m b o l i c z n e w t e d y , kiedy zawierają w sobie coś w i ę c e j niż t o , c o

ka i f e n o m e n o l o g i a

da się w n i c h rozpoznać na pierwszy rzut o k a " , t o z p e w n o ś c i ą

s y m b o l u określa m i a n e m " m y ś l i "

bądź

"wyobraźni symbolicznej".

d o m jest t a k i m s y m b o l e m . W d o ś w i a d c z e n i u d o m u o d n a j d u j e m y

Interesować nas t u będzie zatem d o m j a k o przestrzeń " m o c n a " ,

r ó w n i e ż wszystkie c e c h y p r z y p i s y w a n e s y m b o l o w i w

innych

" ś w i ę t a " , " s a k r a l n a " , "przestrzeń pełna z n a c z e ń " . D o m , j a k o

" d e f i n i c j a c h " . J a k każdy s y m b o l , tak d o m łączy w sobie t o , c o

przestrzeń p a m i ę c i , d o m j a k o struktura mityczna organizująca

z m y s ł o w e , i t o , c o d u c h o w e , t o , c o k o n k r e t n e , i t o , c o abstrakcyj­

obraz i przeżycie egzystencjalne ś w i a t a .

ne, t o , c o realne, i t o , c o nierealne, w s k a z u j e coś poza sobą

Takie p o d e j ś c i e nie jest t y l k o j a k i m ś m e c h a n i c z n y m o d w r ó c e ­

i zastępuje t o sobą.

niem o m ó w i o n e j przed c h w i l ą p e r s p e k t y w y w jakiej z w y k ł o się

S p o ś r ó d w i e l u a n t r o p o l o g i c z n y c h analiz s y m b o l i c z n y c h f u n k ­

było u j m o w a ć z a g a d n i e n i e d o m u w b a d a n i a c h e t n o g r a f i c z n y c h .

cji d o m u , s k u p m y naszą u w a g ę na k o m p l e m e n t a r n y c h w o b e c

Lecz w przyjęciu t a k i e g o p u n k t u w i d z e n i a zawiera się t o samo

siebie r o z w a ż a n i a c h Heideggera, Eliadego, B a c h e l a r d a , g d y ż ich

przekonanie o znaczeniu i f u n k c j i s y m b o l u , o k t ó r y m tak pisze

g ł ó w n e w ą t k i s t a n o w i ć będą kardynalne p u n k t y dla naszej dalszej

jeden z badaczy: " W c a l e

analizy i rekonstrukcji struktury s y m b o l i c z n e j d o m u w kulturze

nie jest tak, że o z d a b i a m y

swoje

doświadczenia s y m b o l a m i , ale o w i e l e bardziej tak, że t o o n e

ludowej.

współpracują z naszym d o ś w i a d c z e n i e m poprzez procesy, które
tylko c z ę ś c i o w o r o z u m i e m y . S y m b o l i z o w a ć t o znaczy składać
z przepływającego strumienia d o ś w i a d c z e ń te cząstki i elementy,

Martin Heidegger - doświadczenie egzystencjalne domu

które, g d y zjednoczą się, t w o r z ą l u m i n i s c e n c j ę , c z a s o w e l u b
trwałe p r o m i e n i e , w k t ó r y c h część K o s m o s u , kąt naszego zamie­
7

szkiwania, l u b jakiś c i e m n y p o d z i e m n y labirynt rozjaśni s i ę " .

13

Heideggera określa się j a k o filozofa e g z y s t e n c j i , j a k o f e n o ­
menologa m o w y .

1 4

Zainteresowanie symbolem, symboliczną f u ­

W o s t a t n i m czasie daje się coraz częściej z a u w a ż y ć , że w w i e l u

nkcją m o w y nie jest u Heideggera abstrakcyjne, ani n a u k o w e . Nie

pracach z zakresu a n t r o p o l o g i i k u l t u r y d o m p o j a w i a się nie t y l k o

idzie t u ani o badanie, ani o k o l e k c j o n o w a n i e s y m b o l i , s y m b o l i c z ­

jako p r z e d m i o t s z c z e g ó ł o w y c h b a d a ń i analiz, ale także j a k o

n y c h znaczeń. Za z n a m i e n n ą t u dla nas sentencją filozofa, która

swoista kategoria interpretacyjna. Z n a m i e n n a p o d t y m w z g l ę d e m

głosi, że: " M o w a j e s t d o m e m b y c i a " , kryje się coś w i ę c e j .

może być dla nas w y p o w i e d ź Claude'a Levi-Straussa: " B y l i ś m y

T e m u s f o r m u ł o w a n i u , d o c i e k a j ą c e m u istoty m o w y , t o w a r z y s z y

skłonni s t a w i a ć p o j e d n e j stronie s p o ł e c z e ń s t w a , które bada

przeświadczenie, że w m o w i e zapisane jest d o ś w i a d c z e n i e e g ­

historia i s o c j o l o g i a , a z d r u g i e j s p o ł e c z e ń s t w a p r y m i t y w n e , które

zystencji c z ł o w i e k a . Stąd pytania o sens l u d z k i e g o d o ś w i a d ­

sobie r e z e r w o w a l i ś m y . W

czenia e g z y s t e n c j i , o sens bycia s t a w i a n e są przez f i l o z o f a samej

ostatnich

latach m e g o

nauczania

•terałem się w p r o w a d z i ć d o naszej t y p o l o g i i n o w ą dla e t n o l o g ó w

m o w i e . Stąd bierze się postulat H e i d e g g e r o w s k i e g o " p o w r o t u d o

kategorię. M ó w i l i ś m y zawsze o klasie, rodzinie, języku, s p o s t -

ź r ó d e ł " , " p o w r o t u d o rzeczy", sięganie d o g ł ę b o k i c h w a r s t w

ftegłem j e d n a k , że w bardzo w i e l u b a d a n y c h przez e t n o l o g ó w

z n a c z e n i o w y c h jakie kryją się w m o w i e . Stąd u s t a w i c z n e w s ł u ­

•połeczeństwach te kategorie nie mają z a s t o s o w a n i a i że j e d y n e j

c h i w a n i e się filozofa w t o , c o m ó w i m o w a . S t ą d bierze początek

kategorii t a m s t o s o w a n e j p o w i n n i ś m y szukać w historii naszych

H e i d e g g e r o w s k a hermeneutyka s ł u c h a n i a .

•Połeczeństw. Jest nią ' d o m ' w znaczeniu np. ' d o m orleański',

"Jeszcze

dla

naszych

dziadów

'dom', 'studnia',

znajoma

•tom sabaudzki'. Jest t o m o s t , który m o ż e m y przerzucić między

d z w o n n i c a , ba w ł a s n e ubranie i płaszcz b y ł y czymś nieskończenie

Społeczeństwami

sposób

w i ę c e j nieskończenie lepiej z n a j o m y m : niemal każda rzecz - n a ­

Levi-Strauss m ó w i o d o m u j a k o kategorii społecznej. Radziecki

składali. Teraz p c h a j ą się t u przez o c e a n , z A m e r y k i rzeczy p u s t e

badanymi

• naszymi s p o ł e c z e ń s t w a m i . "

przez nas w

tradycyjny

8

c z y n i e m , w k t ó r y m z n a j d o w a l i coś l u d z k i e g o i coś l u d z k i e g o

**»&gt;iotyk J u r i j Ł o t m a n umieszcza d o m p o ś r ó d s ł ó w - k l u c z y k u l -

i o b o j ę t n e , rzeczy pozorne, atrapy życia... D o m w

**V-* Z a i n t e r e s o w a n i e t e m a t e m d o m u w i d o c z n e jest w

wielu

a m e r y k a ń s k i m , amerykańskie j a b ł k o czy tamtejsza latorośl nie

l i c a c h rozwijającej się w s p ó ł c z e ś n i e t z w . geografii h u m a n i s ­

mają nic w s p ó l n e g o z d o m e m , o w o c e m , g r o n e m w i n n y m , które

tycznej.

10

A u t o r z y należący d o t e g o k i e r u n k u skupiają s w o j ą

D*agę b a d a w c z ą na s p o s o b a c h w j a k i c h c z ł o w i e k d o ś w i a d c z a
PRestrzeni" i " m i e j s c a " . W y c h o d z ą o n i o d przekonania, że
?°Pagowana w

naszej c y w i l i z a c j i t e c h n i c z n e j , analiza

geo-

rozumieniu

p r z y j m o w a ł y w siebie nadzieję i z a d u m ę naszych p r z o d k ó w . . . "
- c y t u j e Heidegger f r a g m e n t listu R . M . R i l k e g o z 1 9 2 5 r o k u
w j e d n y m ze s w o i c h e s e j ó w .

15

"Żyjemy w

czasie

marnym"
1 6

p o w i a d a filozof, p o w t a r z a j ą c i rozwijając zdanie i n n e g o p o e t y ,

• " i c z n a przestrzeni, oparta na m e t o d a c h i l o ś c i o w y c h , p o m i j a

w czasie wszechogarniającej t e c h n i k i zasłaniającej

'totne aspekty w i e d z y i d o ś w i a d c z e n i a l u d z k i e g o . A u t o r z y t y c h

k o n t a k t z istotą rzeczy. T e c h n i k i zmieniającej w s p o s ó b i s t o t n y

pierwotny

49

�nasze d o ś w i a d c z e n i a egzystencjalne. T o jeszcze j e d e n w ą t e k ,

k i w a n i e jest s p o s o b e m w jaki Śmiertelni są na Z i e m i . G d y tylko

jeszcze j e d e n m o t y w , jeszcze j e d e n p o w ó d " p o w r o t u d o źródeł

p o m y ś l i m y o t y m , że bycie c z ł o w i e k a polega na zamieszkiwaniu

m o w y " , " p o w r o t u d o rzeczy", zastanawiania się filozofa n a d t y m ,

- że jest " p o b y t e m Ś m i e r t e l n y c h na Z i e m i " , p y t a m y dalej - takie

c z y m była t e c h n i k a w p i e r w o t n y m znaczeniu g r e c k i e g o

pytanie s t a w i a filozof - c o znaczy " n a Z i e m i " ? -

c z y m jest dzisiaj, jak w p ł y w a

na d o ś w i a d c z e n i e

techne,

egzystencji

"... 'na Z i e m i ' znaczy ' p o d N i e b e m ' . O b a określenia oznaczają

współczesnego człowieka. Jakiego skoku, jakich zmian w d o ­

też ' p o z o s t a w a n i e w o b l i c z u Istot B o s k i c h ' i 'należąc d o w s p ó l n o ­

ś w i a d c z e n i u bycia d o k o n u j e .

ty l u d z i ' . Wszystkie cztery: Ziemia i N i e b o , Istoty Boskie i Śmierte­

Ó w w ą t e k " c z a s u m a r n e g o " d o t y c z y r ó w n i e ż k w e s t i i języka
i w p ł y w a w s p o s ó b istotny na język w y p o w i e d z i f i l o z o f a , która
kształtuje się tak o d m i e n n i e o d t e g o , d o czego

zmierza(ła)

i przyzwyczaiła nas w s p ó ł c z e s n a nauka. " B o przecież w s z y s c y

lni m o c ą jakiejś p i e r w o t n e j

j e d n o ś c i są j e d n y m . ( . . . )

Śmiertelni są l u d ź m i . N a z y w a j ą się Ś m i e r t e l n y m i ,

bowiem

m o g ą umierać. Umierać znaczy p o d o ł a ć śmierci j a k o

śmierci.

T y l k o c z ł o w i e k umiera, i t o nieustannie, tak d ł u g o , jak pozostaje

żyjemy w 'czasie m a r n y m ' - pisze k o m e n t a t o r myśli filozofa

na Z i e m i , p o d N i e b e m , w o b l i c z u Istot B o s k i c h . M ó w i ą c : Smierte-

- w czasie t e c h n i k i , gdzie s ł o w o staje się ś r o d k i e m t e c h n i c z n y m ,

% i i , m y ś l i m y już także Ziemię, N i e b o , i Istoty Boskie, nie bierzemy

narzędziem d o osiągnięcia p e w n y c h c e l ó w . Gdzie s ł o w a coraz
częściej służą j e d y n i e d o o p a n o w a n i a sytuacji, a ideałem m o w y

j e d n a k p o d u w a g ę prostoty ich w s z y s t k i c h .
Prostotę tę n a z y w a m y c z w o r o k ą t e m

(das Geviert). Śmier­

staje się m a k s y m a l n i e precyzyjny język sztuczny " " . T y m c z a s e m

telni są w c z w o r o k ą c i e , m i e s z k a j ą c . Zaś p o d s t a w o w y m rysem

dla Heideggera, który pyta o istotę d o ś w i a d c z e n i a egzystencjal­

zamieszkiwania jest z a c h o w y w a n i e . Śmiertelni mieszkają zacho­

n e g o zapisanego w m o w i e - " I s t o t y m o w y nie w y c z e r p u j e t o , że

w u j ą c c z w o r o k ą t - t o znaczy dając w o l n e pole j e g o i s t o c i e . " (s.

m o w a znaczy, nie jest też ona czymś z n a k o w y m i c y f r o w y m .

321)

P o n i e w a ż m o w a jest d o m e m bycia, zatem d o b y t u d o c i e r a m y

Z a m i e s z k i w a n i e jest z a c h o w y w a n i e m t e g o c z w o r o k ą t a . Śmier­

nieustannie przechodząc przez ten d o m . Idąc d o s t u d n i i przez las,

telni mieszkają o tyle, o ile ratują Ziemię, Śmiertelni mieszkają,

zawsze idziemy przez s ł o w o ' s t u d n i a ' i poprzez s ł o w o 'las', n a w e t

0 ile g o d z ą się na N i e b o j a k o N i e b o [ " P o z o s t a w i a j ą

jeśli nie w y m a w i a m y t y c h s ł ó w i o n i c z y m m o w n y m nie m y ś ­

1 k s i ę ż y c o w i ich b i e g , g w i a z d o m ich tor, p o r o m roku ich dob­

limy."

1 8

słońcu

r o d z i e j s t w o i ich d o k u c z l i w o ś ć , nie robią z n o c y d n i a , a z dnia

" C z y m jest z a m i e s z k i w a n i e ? " , " n a c z y m polega b u d o w a n i e ? " ,
" c o znaczy b u d o w a ć ? " - o t o pytania, jakie Heidegger s t a w i a
samej m o w i e .

nieustannej za czymś p o g o n i " (s. 3 2 2 ) ] .
Śmiertelni mieszkają, o ile oczekują Istot B o s k i c h j a k o Boskich
("Czekają na znaki ich nadejścia i nie zapoznają z n a m i o n ich

W s ł u c h u j ą c się w t o , c o ma d o p o w i e d z e n i a m o w a , Heidegger

b r a k u " ) . Śmiertelni mieszkają, o ile posłuszni są w ł a s n e j istopie

zwraca u w a g ę na zatarcie i zagubienie p i e r w o t n e g o sensu, jaki

- t e m u m i a n o w i c i e , że m o g ą p o d o ł a ć śmierci j a k o śmierci. (...) To

s p o c z y w a w znaczeniu s ł o w a " b u d o w a ć " . Ó w p i e r w o t n y sens

z a c h o w y w a n i e c z w o r o k ą t a nie b y ł o b y m o ż l i w e , g d y b y "...było

przesłonięty jest przez schemat, w j a k i m m y ś l i m y o b u d o w a n i u

t y l k o p o b y t e m na Z i e m i , p o d N i e b e m , w o b l i c z u Istot Boskich,

i z a m i e s z k i w a n i u . Zazwyczaj u j m u j e m y b u d o w a n i e i zamiesz­

w e s p ó ł ze Ś m i e r t e l n y m i . A l e nie jest t y l k o t y m - jest raczej zawsze

k i w a n i e j a k o d w i e o d r ę b n e c z y n n o ś c i . O b u d o w a n i u i zamiesz­

już p o b y t e m przy rzeczach. I w ł a ś n i e w rzeczach, przy których

k i w a n i u myśli się oddzielnie. " B u d u j e się p o t o by zamieszkać."

przebywają Śmiertelni zamieszkiwanie j a k o z a c h o w y w a n i e prze­

Ten schemat celu i środka zasłonił p i e r w o t n y sens s ł o w a b u d o ­

c h o w u j e c z w o r o k ą t . " (s. 3 2 3 )

w a ć . Heidegger sięgając d o e t y m o l o g i i w s k a z u j e , że: " S t a r o - g ó r n o - n i e m i e c k i e s ł o w o u ż y w a n e na określenie
' b u a n ' , oznacza 'mieszkać'. To zaś znaczy:

Cały ten t o k rozważań Heidegger w i e ń c z y

etnograficznym

budowania

przykładem, o p i s e m c h ł o p s k i e g o d o m u , w k t ó r y m przechowywa­

pozostawać, prze­

n y jest ó w " c z w o r o k ą t " : Ziemia - N i e b o - Istoty Boskie - Śmierte­

b y w a ć . W ł a ś c i w e znaczenie s ł o w a b u d o w a ć - a m i a n o w i c i e

lni w s w o j e j p i e r w o t n e j j e d n o ś c i :

mieszkać - jest dla nas s t r a c o n e " , (s. 3 1 8 ) Ukryty ślad t e g o

" P o m y ś l m y przez c h w i l ę o jakiejś zagrodzie w Schwarzwal­

znaczenia daje się odnaleźć w s ł o w a c h " N a c f i b a r " (sąsiad). " D e r

dzie, którą jeszcze przed d w u s t u laty b u d o w a ł o c h ł o p s k i e zamie­

Nachbar jest der ' N a c h g e b u r ' , der ' N a c h g e b a u e r ' , ten

który

szkiwanie. D o m urządziła t u m o c o t w i e r a n i a rzeczy dla p r o s t o ­

mieszka w p o b l i ż u . C z a s o w n i k i buri, buren, b e u r o n oznaczają

t y Ziemi i Nieba, Istot B o s k i c h i Ś m i e r t e l n y c h . Postawiła ona

wszystkie zamieszkiwanie, siedzibę mieszkalną." S ł o w o " b u a n "

zagrodę na o s ł o n i ę t y m o d w i a t r u , p o ł u d n i o w y m zboczu góry,

nie t y l k o m ó w i n a m , że b u d o w a ć t o w ł a ś c i w i e mieszkać, ze

p o ś r ó d hal, w p o b l i ż u źródła. Dała m u szerokoskrzydły gontowy

b u d o w a n i e jest już w sobie s a m y m z a m i e s z k i w a n i e m , ale r ó w n i e ż

d a c h , s t o s o w n i e ukośny, by m ó g ł u d ź w i g n ą ć ciężar ś n i e g u , nisko

w s k a z u j e , jak daleko sięga istota t e g o zamieszkiwania.

'Bauen

opadający, by o c h r o n i ć izby przed burzami w d ł u g i e zimowe

( b u d o w a ć ) , b u a n , b h u , beo t o m i a n o w i c i e nasze s ł o w o ' b i n '

noce. Nie zapomniała o kącie ze ś w i ę t y m i obrazami nad wspól­

w z w r o t a c h : ich b i n (ja j e s t e m ) , d u bist (ty jesteś), w t r y b i e

n y m stołem, przyznała w

rozkazującym bis, s e i . " S p o s ó b w jaki " j a j e s t e m " i w jaki " t y

i 'drzewu umarłych' (Totenbaum)

j e s t e ś " , s p o s ó b w jaki my, ludzie, j e s t e ś m y

nazywają t r u m n ę - i w ten s p o s ó b r ó ż n y m p o r o m życia wytyczyła

na Z i e m i , t o

izbie u ś w i ę c o n e miejsce połogowi
- tak w t a m t y c h stronach

" b u a n " , zamieszkiwanie. " B y ć c z ł o w i e k i e m oznacza, być na

p o d j e d n y m d a c h e m tor ich w ę d r ó w k i przez czas. Zagrodę tę

Ziemi jako śmiertelny, oznacza: mieszkać." D a w n e s ł o w o " b a u ­

zbudowało

e n " - b u d o w a ć m ó w i , że c z ł o w i e k j e s t o ile mieszka. Heidegger

k i w a n i u i u ż y w a jeszcze s w y c h narzędzi i p r z y b o r ó w jako rzeczy.-

zwraca

u w a g ę , że jednocześnie s ł o w o

"budować"

rękodzieło, które samo miało źródło w zamiesz­

oznacza

T y l k o w t e d y g d y jesteśmy z d o l n i d o mieszkania, możemy

otaczać opieką. W i d a ć t o w t a k i c h złożeniach języka niemiec­

b u d o w a ć . Gdy w s k a z u j e m y na zagrodę z S c h w a r z w a l d u , n»

kiego jak: " d e n Acker b a u e n " - u p r a w i a ć rolę, " R e b e n b a u e n "

c h o d z i n a m o c z y w i ś c i e o t o , ze p o w i n n i ś m y byli i moglibyśmy

- h o d o w a ć w i n n ą latorośl. B u d o w a n i e jest w t y m znaczeniu

p o w r ó c i ć d o b u d o w a n i a t a k i c h zagród. C h o d z i nam o to, by

c h r o n i e n i e m wzrastania, które samo z siebie w y d a j e o w o c e . W e

pokazać, jak z d o l n e było b u d o w a ć z a m i e s z k i w a n i e ,

właściwym

było."

b u d o w a n i u tzn. zamieszkiwaniu

zawarte są oba

które

(s. 3 2 2 - 3 3 3 )

s p o s o b y b u d o w a n i a - opieka, łac. " c o l e r e " , " c u l t u r a " i w z n o s z e ­
nie b u d o w l i - " a e d i f i c a r e " . Te d w a aspekty z n a c z e n i o w e b u d o ­
w a n i a przesłaniają jednak ó w p i e r w o t n y sens, jaki d a n y jest

M i r c e a E l i a d e - S y m b o l i c z n e d o ś w i a d c z e n i e domu-•„.Dom w "symbolizmie centrum"

w b u d o w a n i u . B u d o w a n i e w p i e r w o t n y m s w y m sensie j a k o
zamieszkiwanie, tzn. bycie na Z i e m i , " w y p r z e d z a "

budowanie

j a k o w z n o s z e n i e b u d o w l i . Heidegger, sięgając d o źródeł m o w y ,

c

c

W oparciu o b o g a t y materiał w i e r z e n i o w y , m i t o l o g i c z n y , * * f '

podkreśla w s p o s ó b istotny, że " t y l k o w t e d y , g d y jesteśmy z d o l n i

nując

d o mieszkania, m o ż e m y b u d o w a ć " , (s. 3 3 3 )

w s k a z u j e , jak c z ł o w i e k religijny w a r t o ś c i u j e czas i przestfUL

Słuchając, co m o w a m ó w i o s ł o w i e b u d o w a ć , słyszymy w i ę c ,
że: 1. B u d o w a n i e jest w ł a ś c i w i e z a m i e s z k i w a n i e m . 2. Zamiesz­

50

przeglądu

najrozmaitszych

typów

1S

hierofanii ,

s w e g o bycia na Z i e m i . C z ł o w i e k religijny pragnie żyć w "owY*
czasie" (illud

tempus),

o k t ó r y m o p o w i a d a mit, historia ś w i * *

�W czasie m o c n y m , r z e c z y w i s t y m , r e a k t u a l i z o w a n y m ,

całkiem

i n n y m o d p o w s z e d n i e g o . Poprzez obrzędy, rytuały, obrazy
go:

imitore)

odtwarza

ów

czas, o w ą

świętą

(ima­

rzeczywistość.

Pragnie żyć w c e n t r u m , w s a m y m środku " r z e c z y w i s t o ś c i par
excellence i s t n i e j ą c e j " . W c e n t r u m rzeczywistości sakralnej.
"Powiedzmy

o d razu, ze d o ś w i a d c z e n i e
2 0

imago

mundi.

(s. 7 8 )

B o g a t y materiał e t n o g r a f i c z n y , f o l k l o r y s t y c z n y , w i e r z e n i o w y
p o z w a l a p o t w i e r d z i ć tę tezę, iż d o m na skalę m i k r o k o s m i c z n ą
o d t w a r z a w s z e c h ś w i a t . D o m jest m i k r o k o s m o s e m .

niejednorodności

przestrzeni - t o p r a d o ś w i a d c z e n i e , które można p o r ó w n a ć d o
'ustanawiania ś w i a t a ' . "

a także chce, aby j e g o w ł a s n y d o m z n a j d o w a ł się w ś r o d k u i b y ł

B u d o w a n i e , w z n o s z e n i e b u d o w l i , za­

Człowiek kultur archaicznych, człowiek społeczeństw tradycy­
j n y c h , c z ł o w i e k religijny pragnie żyć w ś w i e c i e m o c n y m , c z y s t y m ,

kładanie siedziby ludzkiej ( d o m u , w i o s k i , miasta) jest " s t w a r z a ­

p e ł n y m i u p o r z ą d k o w a n y m , w Kosmosie. Pragnie żyć w ś w i e c i e

niem ś w i a t a " , jest przekształcaniem a m o r f i c z n e j , bezkształtnej

ś w i ę t y m , w Kosmosie t a k i m j a k i m był na p o c z ą t k u , g d y w y s z e d ł

przestrzeni Chaosu w Kosmos. B u d o w a n i e jest n a w i ą z a n i e m d o

z rąk s t w ó r c y . Pragnąc p r z e b y w a ć w t y m świecie, o d t w a r z a

k o s m o g o n i i , jest w e j ś c i e m w t r u d b o g ó w , jest n a ś l a d o w a n i e m

rytualnie i s y m b o l i c z n i e ó w Kosmos t a k i m , j a k i m był " i n p r i n -

trudu b o g ó w .

c i p i o " , w mitycznej c h w i l i s t w o r z e n i a .

C z ł o w i e k religijny, c z ł o w i e k kultur p i e r w o t n y c h , a r c h a i c z n y c h ,

Eliade podkreśla paralelizm: miejsce ś w i ę t e , ś w i ą t y n i a - d o m ,

obierając s o b i e siedzibę, b u d u j ą c d o m , pragnie b y ć " j a k najbliżej

siedziba ludzka. Gerardus van der L e e u w idzie jeszcze dalej, g d y

b o g ó w " , (s. 9 5 ) T u bierze początek cały k o m p l e k s

analizując a n a l o g i c z n y materiał p o w i a d a : " D o m i ś w i ą t y n i a są

symboli

i o b r a z ó w , który Eliade określa m i a n e m „ s y m b o l i z m u ś r o d k a " ,

zasadniczo j e d n y m . "

„ s y m b o l i z m u c e n t r u m " . Obierając miejsce na siedzibę, c z ł o w i e k

ruje van der L e e u w w d o ś w i a d c z e n i u d o m u c h ł o p s k i e g o , gdzie

2 1

Tę tożsamość w s p o s ó b szczególny u p a t ­

poszukuje " p u n k t u s t a ł e g o " , " ś r o d k a " , osi wszelkiej przyszłej

ma miejsce ż y w e o b c o w a n i e z ż y w y m s y m b o l e m . ( D o m c h ł o p s k i

orientacji. W t y m dążeniu poszukuje m o c y miejsca ś w i ę t e g o ,

jest p o s t a w i o n y na ziemi, w z n i e s i o n y z " ż y w e g o " d r z e w a , p ł o n i e

uważnie w y p a t r u j e z n a k ó w i z w i a s t u n ó w o b j a w i a j ą c y c h tę m o c ,

w n i m " ż y w y o g i e ń " . ) A także w j e g o s y m b o l i c z n e j strukturze.

a n a w e t , kiedy te nie p o j a w i a j ą się, w r ę c z p r o w o k u j e je.
Miejsce ś w i ę t e s t a n o w i przerwanie j e d n o r o d n o ś c i przestrzeni.
Ów " p u n k t s t a ł y " , " ś r o d e k " jest jednocześnie m i e j s c e m u m o ż ­
liwiającym łączność z B o g i e m , łączność ze w s z y s t k i m i sferami
rzeczywistości sakralnej ( n i e b o - z i e m i a - p o d z i e m i e ) .
tego przerwania j e d n o r o d n e j

Symbolem

przestrzeni jest o t w a r c i e ,

które

umożliwia przejście z j e d n e g o r e g i o n u k o s m i c z n e g o d o i n n e g o ,
z jednej sfery d o innej. T u , " w ś w i ę t y m k r ę g u , m o ż l i w e jest
nawiązanie łączności z b o g a m i ; muszą w i ę c istnieć jakieś ' d r z w i '

" D o m i ś w i ą t y n i a są w i ę c t y m s a m y m - pisze autor
logii

religii

Fenomeno­

- ' d o m e m b ó s t w a ' . Także ołtarz i o g n i s k o są t y m

s a m y m - ołtarz jest w ś w i ą t y n i s t o ł e m i o g n i s k i e m b o g ó w " , (s.
4 4 1 ) Tak jak stół jest w d o m u ołtarzem a o g n i s k o j e g o m i e j s c e m
szczególnie ś w i ę t y m - można d o d a ć , by streścić tę lapidarnie
w y r a ż o n ą myśl van der L e e u w a o zasadniczej j e d n o ś c i d o m u
i świątyni.
Obaj - z a r ó w n o Eliade, jak i v a n der L e e u w - podkreślają t o , c o

prowadzące ku górze, przez które b o g o w i e m o g ą s c h o d z i ć na

p o z w a l a u c h w y c i ć s p e c y f i c z n y charakter d o m u j a k o

Ziemię, a ludzie - s y m b o l i c z n i e w s t ę p o w a ć w N i e b i o s a " (s. 6 5 )

ś w i ę t e g o , w y o d r ę b n i o n e g o ze ś w i e c k i e j , c h a o t y c z n e j , a m o r f i c z ­
W

swych

miejsca

- pisze Eliade i p r z y w o ł u j e opis o b j a w i e n i a się o b e c n o ś c i Bożej,

nej przestrzeni " t e g o co na z e w n ą t r z "

objawienia się miejsca ś w i ę t e g o , w k t ó r y m p o j a w i a j ą się obrazy

przestrzeni s y m b o l i c z n e j d o m u kładą akcent na granice sakralne

analizach

" B r a m y " i D o m u j e d n o c z e ś n i e : " G d y J a k u b w Haran ujrzał w e

oddzielające j e d n ą przestrzeń o d d r u g i e j , na o w e s y m b o l e przejś­

śnie drabinę sięgającą nieba, p o której w c h o d z i l i i schodzili

cia jakimi są p r ó g i d r z w i w każdym d o m u . G. van der L e e u w pisze:

aniołowie, i usłyszał ze szczytu Pana, który p o w i a d a ł : ' J a m jest

" W d o m u m o c jest podzielona na różne części. W z o r c o w y m

Pan, B ó g A b r a h a m a ' , zbudził się zdjęty t r w o g ą : 'O jakże miejsce

przykładem jest tu d o m rzymski, j a k k o l w i e k na c a ł y m ś w i e c i e

to straszne! Nie jest t u nic inszego, j e n o d o m Boży, a brama

z n a j d u j e m y p o d o b n ą sytuację. A w i ę c przede w s z y s t k i m d r z w i :

niebieska'. Wziął k a m i e ń , na k t ó r y m spał, p o s t a w i ł g o 'na znak'

d r z w i , które odgradzają przestrzeń d o m u o d m o c y znajdującej się

i nalał nań o l i w y . N a z w a ł t o miejsce ' B e t h e l ' , t o znaczy ' D o m

na zewnątrz, d r z w i , które c h r o n i ą i s t a n o w i ą przejście z t e r e n u

Boży' (Księga Rodzaju 2 8 , 1 2 - 1 9 ) . S y m b o l i k a zawarta w w y r a ż e ­

ś w i e c k i e g o na teren ś w i ę t y . W Rzymie w e j ś c i e stało się J a n u s e m ,

niu 'brama niebieska' jest bogata i s k o m p l i k o w a n a :

teofania

b o g i e m , który jako pierwszy w z y w a n y jest w m o d l i t w i e .

Próg

uświęca miejsce przez sam fakt, że ' o t w i e r a ' je ku górze, t o znaczy

jest granicą sakralną, której przysługuje szczególna m o c . N a w e t

czyni zeń miejsce łączności z n i e b e m , p u n k t paradoksalny przejś­

dzisiaj w Palestynie matka nie może na p r o g u karmić dziecka ani

cia od j e d n e g o porządku d o i n n e g o " , (s. 6 5 )

g o karać. Dziecko zbite na p r o g u m o g ł o b y ciężko z a c h o r o w a ć . Na

Świątynie, które są " w r o t a m i b o ż y m i " i u m o ż l i w i a j ą łączność
z transcendencją j e d n o c z e ś n i e , jak w s k a z u j e t o b o g a t y , p o ­
chodzący z r ó ż n y c h o b s z a r ó w k u l t u r o w y c h materiał, d o t y c z ą c y
symboliki a r c h i t e k t o n i c z n e j , są o d w z o r o w a n i e m K o s m o s u , m o ­
delem świata. Ś w i ą t y n i a , miejsce ś w i ę t e jest obrazem świata
• Imago M u n d i . J u ż w p r z y w o ł a n y m przed c h w i l ą opisie miejsca
świętego w w i z j i J a k u b a - (drabina sięgająca nieba, B ó g przema­
wiający ze szczytu) - w i d a ć e l e m e n t y całego c y k l u s y m b o l i c z ­
nego, który Eliade n a z y w a " s y m b o l i z m e m ś r o d k a " , " s y m b o l i z ­
mem c e n t r u m " . Należą d o ń takie obrazy jak " ś w i ę t a g ó r a " , " g ó r a

s t a n o w i p r ó g . " L i c z n e obrzędy towarzyszą przekraczaniu p r o ­
gu d o m u : składa m u się p o k ł o n , bije c z o ł e m , d o t y k a p o b o ż n i e
dłonią itp. Próg ma s w o i c h ' s t r a ż n i k ó w ' : b o g ó w i d u c h y , które
bronią wejścia z a r ó w n o przed z ł o ś l i w o ś c i ą ludzką, jak przed
p o t ę g a m i d e m o n i c z n y m i i niosącymi c h o r o b ę
się ofiary b ó s t w o m

Na p r o g u składa

o p i e k u ń c z y m . T a m też niektóre

kultury

paleoorientalne ( B a b i l o n , Egipt, Izrael) z l o k a l i z o w a ł y s ą d . " (s.
65).

kosmiczna", " o ś ś w i a t a " - A x i s M u n d i i paralelne d o n i c h obrazy

Ó w akcent, jaki kładą obaj badacze na ukazanie sakralnego

kolumny universalis", " k o l u m n y świata p o d t r z y m u j ą c e j p r a w i e

charakteru d o m u , d o m u j a k o miejsca ś w i ę t e g o w y o d r ę b n i o n e g o

Wszystko c o j e s t " , " k o l u m n y n i e b i o s " , słupa, drabiny, s c h o d ó w

z otaczającej przestrzeni na zewnątrz, m ó g ł b y s u g e r o w a ć - czego

l e g a j ą c y c h nieba, " d r z e w o ś w i a t a " , czy wreszcie interferujący

w istocie w o b u analizach nie znajdziemy - dość j e d n o s t r o n n y

* t e idee obraz " d r z e w a ż y c i a " .
-

p r o g u nie siada się, nie pracuje i t d . " Eliade podkreśla r ó w n i e ż t o
w y o d r ę b n i e n i e przestrzeni d o m u i sakralny charakter g r a n i c y jaką

Analizując dalej materiał w i e r z e n i o w y

i " s t a t y c z n y " obraz. J e d n a k ż e w tradycji l u d o w e j d o m j a w i się nie
symboliki

"środka",

•%mboliki c e n t r u m d o t y c z ą c y kraju, miasta, ś w i ą t y n i , d o c h o d z i

t y l k o j a k o miejsce ś w i ę t e , m o c n e ,

Kosmos

przeciwstawiony

C h a o s o w i , ale r ó w n i e ż jako miejsce pełne m o c y n i e b e z p i e c z n y c h ,

^fiiade d o z n a m i e n n y c h dla nas w n i o s k ó w . Wskazuje, jak charak-

zagrażających c z ł o w i e k o w i , zwraca u w a g ę r ó w n i e ż d e m o n i c z n y

Jterystyczna dla s p o ł e c z e ń s t w t r a d y c y j n y c h jest ta w i e l o ś ć " ś r o d -

charakter przestrzeni w e w n ą t r z d o m u . M o ż n a m ó w i ć w i ę c r ó w ­

j^W" i p o w t a r z a n i e się o b r a z ó w ś w i a t a na coraz mniejszą skalę:

nież o p o l i s e m a n t y c z n o ś c i , n i e j e d n o z n a c z n o ś c i i a m b i w a l e n c j i

stara się żyć jak

s y m b o l u d o m u i j e g o d o ś w i a d c z e n i a w tradycji l u d o w e j . B e z p o ­

^ j b l i ż e j środka ś w i a t a . W i e , że j e g o kraj znajduje się faktycznie

średnio w ten obszar w i e l o z n a c z n o ś c i s y m b o l i c z n e j , jaka j a w i się

*°8&gt;odku z i e m i ; że j e g o m i a s t o s t a n o w i pępek ś w i a t a , a nade

w i n d y w i d u a l n y m d o ś w i a d c z e n i u d o m u i ekspresji artystycznej

^ V s t k o ś w i ą t y n i a bądź pałac są p r a w d z i w y m i ś r o d k a m i ś w i a t a ;

(literackiej), w p r o w a d z a j ą nas niektóre refleksje Bacheiarda.

у człowiek s p o ł e c z e ń s t w

prawspółczesnych

51

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7401" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7381">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/0448928f7850842d58a305a8ba0d8e51.pdf</src>
        <authentication>61faf3e00d8f6d2e5aac8bdb4f5270c8</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88317">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2290</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88318">
                <text>1990</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88319">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2125</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88320">
                <text>Summary of articles / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1990 t.44 z.3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88321">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1990 t.44 z.3, s.71-72</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88322">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88324">
                <text>Państwowy Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88326">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88330">
                <text>SUMMARY
Grzegorz

Olesiak,

OF

I M A G E OF A "LITTLE H O M E L A N D " .

THE M O R P H O L O G Y OF A N IDEAL W O R L D

ARTICLES

Volksgeisl,

the m a n o r - h o u s e w a s of pure Polish descent, e n c o m ­

passing w i t h i n its w a l l s a " p r i v a t e h o m e l a n d " a n d e m b o d y i n g t h e

A c c o r d i n g t o the considerations of S t a n i s ł a w O s s o w s k i a n d

spirit of Polish nationality. In v i e w of t h e s e c o n d o n e , t h e

Stanisław Vincenz, h o m e l a n d is a n o t i o n associated w i t h t h e

m a n o r - h o u s e w a s of c o s m o p o l i t a n o r i g i n t o be i d e n t i f i e d in t h e

g r o u p ' s subjective p e r c e p t i o n of reality. E m b o d i e d in images, the

1 9 t h century even w i t h the architecture of Poland's alien a n -

n o t i o n is t h u s close t o t h o s e of m y t h a n d s y m b o l . F o l l o w i n g

nexers. In the

O s s o w s k i , t h e a u t h o r makes a d i s t i n c t i o n b e t w e e n the i d e o l o g i c a l

s u p p o r t e d by e v o l u t i o n i s m (idea of progress) a n d f a s h i o n for

and private (little) h o m e l a n d . T h e first one w a s initially c o n e c t e d

folklore. T h u s , t h e m a n o r - h o u s e w a s t o be a c o n t i n u a t i o n of t h e

19th

c e n t u r y the first c o n c e p t i o n

was

also

w i t h the image of a certain n a t i o n as a g r o u p t o be derivately

peasant's hut, w h i c h s t e m m e d directly f r o m the Piasts architec­

c o n n e c t e d w i t h a certain areas, territory. The images of a little

ture (typically Polish w o o d e n architecture: hut - m a n o r - h o u s e

h o m e l a n d are analysed o n the basis of diaries and folk poems. It

- c h u r c h ) . A n d it w a s the literature of the R o m a n t i c i s m t h a t had

takes t h e shape of a " c o u n t r y of one's c h i l d h o o d " t o w h i c h no

primary s i g n i f i c a n c e in creating a m y t h of t h e m a n o r - h o u s e s '

return is possible (Cz. M i ł o s z ) . A specific space, it is a l w a y s

homeliness. This c o n f i r m s J . J e d l i c k i ' s thesis that m o d e r n Euro­

saturated w i t h events, sacralized ( s u c h elements as a c h u r c h or

pean nations are the creation of poets a n d ideologists. T h e

bells are f o u n d in d e s c r i p t i o n , w h e r e the paradisecharacter of this

mechanisms of this m y t h i z a t i o n are analyzed in t h e article.

space is e m p h a s i z e d ) , a n d associated w i t h Providence. M o r e o ­
ver, the image of M a n ' s natural state, his relation w i t h l a n d is
d e v e l o p e d . A natural m a n is associated w i t h G o d , a n d nature
itself takes t h e shape of a b o o k of d o v i n e w i s d o m . The o p p o s i t i o n
b e t w e e n t h e c o u n t r y s i d e a n d t h e t o w n (nature - c u l t u r e ) appears
w i t h the first element evaluated positively.

Ryszard

P r z y b y l s k i , FORGE O F A M Y T H

The difference b e t w e e n here a n d there, b e t w e e n h o m e ( s t a b i l i ­
ty, means of existence) and a p a r t m e n t (temporariness) helps t h e
author describe t h e e m i g r a n t s ' flats. He focuses his a t t e n t i o n o n
Fryderyk C h o p i n ' s and J u l i u s z S t o w a c k i ' s apartments, p r e s e n t i n g
the attempts t o " t a m e " t h e m a n d t r a n s f o r m i n t o a h o m e . C h o p i n

Jerzy

Bartmiński,

H O M E L A N D IN P E A S A N T S '

SONGS

w a s deeply c o n s c i o u s of t h e association b e t w e e n a h o m e a n d

In f o l k Polish t h e n o t i o n of h o m e l a n d had a different course of

t h e p u b l i c one, w h i c h t h r o u g h its f u r n i s h i n g , d e c o r a t i o n , a n d

AND POEMS

one's character. The place he lived w a s d i v i d e d i n t o t w o spheres:

d e v e l o p m e n t t h a n in t h e general l a n g u a g e . Never has the link

guests c o u l d be called a T e m p l e of t h e Aristocracy of t h e Spirit,

b e t w e e n t h e n o t i o n s of h o m e l a n d and father's l a n d , p a t r i o m o n y ,

a n d private one, he himself referred t o as a " l a i r " .

been b r o k e n . T h a t is w h y h o m e l a n d is of greater s i g n i f i c a n c e in
the f o l k l a n g u a g e , f u n c t i o n i n g as a " l i t t l e h o m e l a n d " ( S . O s s o w ­
ski, C z . M i ł o s z ) . Paradoxically, in f o l k songs c o l l e c t e d by Oskar
Kolberg in t h e 1 9 t h century, the usage of t h e w o r d " h o m e l a n d " in
its general m e a n i n g

is far more popular.

For h o m e l a n d

as

a p a t r i m o n y appears o n l y t w i c e . This can be explained t h r o u g h
the analysis of the texts since almost all the s o n g s w e r e s u n g by
Kosciuszko's troops, Pilsudzki's legions, a n d the

insurgents.

Similary, in later s o n g s a n d p o e m s t h e n o t i o n of h o m e l a n d is used
in its general

meaning.

Homeland

often

appears as

being

threatened by external enemies a n d requires b l o o d sacrifice,
whereas in peace t i m e it d e m a n d s one's w o r k . In b o t h cases w e
can f i n d the s y m b o l of t h e scythe, a t r a d i t i o n a l peasant's w e a p o n
and o n e of the essential f a r m i n g t o o l s at the same t i m e . In more

Aleksander

J a c k o w s k i , M A R G I N A L NOTES

The purpose of the c o l u m n is t o present causeries, miniessays
based o n the author's memories a n d reflections. A sort

of

a n o t e - b o o k , it tells a b o u t the events w h i c h , t h r o u g h interesting
themselves, are t o o i n d i v i d u a l a n d personal t o f i n d any g e n e r a l i ­
zation in an article. Like the w h o l e issue, t h e present remarks
c o n c e r n h o m e . T h e author answers t h e q u e s t i o n w h e t h e r h o m e
has a heart. He also m e n t i o n s various examples of h o w h o m e c a n
be regarded, e.g.home - v i s i t i n g card ( d e s c r i p t i o n of t h e s o - c a l l e d
" M a l b o r k s " , a r c h i t e c t o n i c f a s h i o n f r o m S u w a ł k i ) , h o m e as t h e
expression

of

its creator's

personality,

home

of

life,

home

- ideology.

recent p o e m s w e c a n also c o m e across a d e v e l o p e d m y t h of l a n d ,
the holy l a n d , the land - mother, and c o n s e q u e n t l y , of h o m e l a n d ,
patrimony, sanctified t h r o u g h its e m b o d i m e n t i n t o the sacral
conception of the w o r l d order, w h o s e t o p o g r a p h y is g o v e r n e d by
the semiotic rules of the m y t h i c a l space.

Eleonora

B e r g m a n , THE Z A D D I C K ' S C O U R T IN KOCK

A n extraordinary person, M e n a c h e m M e n d e l

Morgensztern

( 1 7 8 9 - 1 8 5 9 ) w a s referred to as a zaddick of t h e g e n e r a t i o n by the
Hasidim. His c o u r t in Kock ( L u b l i n district) is described o n t h e
g r o u n d s of the detailed analysis of its c o n s t r u c t i o n . N o d o c u ­

Grażyna

Wianecka,

MARIA

KOZLOWA'S

LIFE

AND

ments c o n c e r n i n g its c o n s t r u c t i o n (alteration) have been preser­
v e d . Moreover, t h e date of its c o n s t r u c t i o n is d i f f i c u l t t o deter­

ACTIVITY
Maria K o z ł o w a nee W i ę c e k w a s b o r n in 1 9 1 0 in a peasant
family of a l o n g t r a d i t i o n of social and political activity (her father
was even a senator in t h e p r e - w a r P o l a n d ) . B r o u g h t u p in s u c h

mine, for the c o u r t

had

no stylistic

dominant,

the

feature

characteristic of J e w i s h architecture. T h e b u i l d i n g ranks a m o n g
most interesting examples of t h e k i n d in P o l a n d .

a patriotic t r a d i t i o n , she became a social a n d cutural activist.
A selection of her poems ( w i t h Jerzy Bartminski's i n t r o d u c t i o n )

R y s z a r d C i a r k a , A H O L Y P I C T U R E IN A GREY B L O C K O F

about her native village of M a c h ó w neai Tarnobrzeg, w h i c h w a s

FLATS ( A SKETCH TO A F I L M S C R I P T )

destroyed in 1 9 6 9 o w i n g t o the c o n s t r u c t i o n of a s u l p h u r plant, as

In Poland the c u s t o m of t h e peregrination of a holy picture of

Well as her life history w r i t t e n by Grażyna W i a n e c k a are p u b l i s h e d

Our Lady of C z ę s t o c h o w a can be observed. T h e present text

'n the present issue.

( t h o u g h t of as a sketch t o a f i l m script) s h o w s the c u s t o m o n the
example of a big c o m p l e x of blocks of flats ( W a r s a w - B r ó d n o ) . In
MANOR-HOU­

the d e s c r i p t i o n w e read a b o u t t h e c o n t a c t of the holy picture w i t h

SE...", T H A T IS A B O U T M Y T H I Z A T I O N IN S C I E N C E S O N C E

t h e sphere of p r o f a n u m - a n e g l e c t e d , dirty staircase that b e l o n g s

AGAIN

to nobody.

Marta

L e ś n i a k o w s k a , "I A M A POLISH

It was already

in the 1 7 t h a n d 1 8 t h centuries that

two

contradictory o p i n i o n s a b o u t the o r i g i n of the m a n o r - h o u s e w e r e
^ p r e s s e d . The c o n f l i c t b e t w e e n the t w o w a s gradually g r o w i n g
tc

A n t o n i P e l c z y k , IN S E A R C H O F T H E S Y S T E M S O F P R O ­
P O R T I O N S IN FOLK A R C H I T E C T U R E

&gt; reach its a p o g e e in the 1 9 t h - a n d 2 0 t h - c e n t u r y literature o n the

In the so far research in folk architecture the q u e s t i o n of the

subject. In v i e w of t h e first one, based o n Herder's c o n c e p t i o n of

p r o p o r t i o n of t h e b u i l d i n g ' s b o d y has been almost c o m p l e t e l y

71

�i g n o r e d , c o n c e n t r a t i n g o n their t y p o l o g y a n d regionalization. T o

above rituals the creationist value of t h e s y m b o l i s m associated

discern t h e relationship b e t w e e n particlar elements of t h e c o n s t ­

w i t h h o m e , the reference t o the story a b o u t t h e creation of the

r u c t i o n may, in t h e author's o p i n i o n , be of s o m e h e l p t o learn t h e

w o r l d , are also discussed. T h e a u t h o r s p o i n t o u t t o t h e rule " p a r e

rules d e t e r m i n g a r c h i t e c t o n i c f o r m s . T h e analysis of a r o u n d 3 0 0

pro t o t o " , that governs t h e s y m b o l i s m of h o m e in particular

b u i l d i n g s ( l a y - o u t , p r o p o r t i o n b e t w e e n the b u i l d i n g ' s h e i g h t a n d

c u s t o m s , beliefs, a n d rituals. T h e s y m b o l i c image of h o m e is

its l e n g t h a n d w i d t h ) enabled h i m t o perceive c o n s t a n t p r o p o r ­

c o n d e n s e d in s u c h elements as a t r e s h h o l d , corner, holy corner,

t i o n s . T h e above studies can also have s o m e partical m e a n i n g

table, w i n d o w , door, stove, etc. In t h e s e c o n d part of t h e article

(e.g. r e s t o r a t i o n ) .

the a u t h o r s w i l l analyse other s y m b o l i c d i m e n s i o n s of home
recorded in f o l k t r a d i t i o n like " h o m e as a n t r o p o c o s m o s " , " h o m e

Danuta Benedyktowicz, Zbigniew

Benedyktowicz,

a n t r o p o m o r f i z a t i o n " , " h o m e - tree of l i f e " , " h o m e - f a m i l y " ,
" h o m e - place of t h e souls of t h e d e a d " , " h o m e - g r a v e " , " h o m e

H O M E S Y M B O L I S M IN FOLK T R A D I T I O N (I)
T h e a u t h o r s analyse the n o t i o n of h o m e as a peculiar a n t h ­

- demonic space".

r o p o l o g i c a l category (C.Levi-Strauss, J . Ł o t m a n , Yi Fu T u a n ' s
h u m a n i s t i c g e o g r a p h y ) , a key t o u n d e r s t a n d c u l t u r e . F o l l o w i n g

A . K. B a j b u r i n ,

s u c h scholars as M.Eliade, G.van der L e e u w , a n d G. Bachelard,

TURE OF THE SLAV B U I L D I N G RITUAL.

ON THE DESCRIPTION OF THE STRUC­

t h e y reconstruct a s y m b o l i c structure of t h e peasant's h o m e

T h e ritual of b u i l d i n g can serve as a m o d e l example of man's

preserved in f o l k t r a d i t i o n . H a v i n g presented t h e so far for­

a d a p t a t i o n of space, presenting a n u m b e r of analogies t o the

m u l a t i o n s of t h e s y m b o l i c d i m e n s i o n s of h o m e ( M . E I i a d e ' s h o m e

c o s m i c tree (creation of the w o r l d ) . T h e a u t h o r is of the o p i n i o n

in t h e " s y m b o l i s m of t h e c e n t r e " , G.Bachelard's oniric experience

that the ritual is inseparable f r o m t e c h n o l o g y , their resembing that

of h o m e , H.Heidegger's existential experience of h o m e )

the

of c o n t e n t plane a n d expression plane. It is precisely t h e ritual that

a u t h o r s reconstroct t h e m e a n i n g s a n d essential s y m b o l i c m o t i f s

gives sense t o an object. Successive stages of b u i l d i n g f r o m the

associated w i t h t h e space of the pesant's h o m e o n t h e g r o u n d s of

c h o i c e of t h e place t o t h e c o n s t r u c t i o n of t h e roof a n d semiotiza-

e t h n o g r a p h i c sources f r o m the e n d of t h e 1 9 t h a n d t h e b e g i n n i n g

t i o n of the house at the same t i m e are analysed here. T h e ritual of

of t h e 2 0 t h centuries. A folk a p o c r y p h t e l l i n g a b o u t t h e creation of

house b u i l d i n g consists of three parts: c o n s t r u c t i o n of the first

t h e w o r l d is analysed t o see h o w the m o t i f s of " h o m e - heavenly

c u r b - p l a t e a n d sacrifice (also t h r e e - p a r t i t e ) , c o n s t r u c t i o n of

p a l a c e " , " h o m e - paradise", " h o m e - p u r g a t o r y " , " h o m e - h e l l " ,

a roof b e a m , a n d , finally, c o n s t r u c t i o n of t h e roof, this t h r e e - f o l d

" h o m e - u n i v e r s e " are c o n t i n u e d a n d d e v e l o p e d in the s y m b o l s ,

character h a v i n g analogies t o all the processes of creation. The

rituals, a n d beliefs associated w i t h selecting t h e d w e l l i n g place,

process of house b u i l d i n g is associated w i t h t h e d i v i s i o n of space

its c o n s t r u c t i o n a n d settling d o w n in it. This part of t h e reconst­

i n t o external ( n o n - d i f f e r e n t i a t e d ) and internal ( f o u r - w a l l e d w i t h

r u c t i o n concers the f o l l o w i n g s y m b o l i c motifs: " h o m e - univer­

its centre a n d upper permeable limit - t h e sky as the roof of the

se", "home - w o r l d " , "home - field", "home - farm", "home

w o r l d ) . T h e separated space is n o t o n l y s e g m e n t e d b u t also

- w o r d " , " h o m e - b r e a d " , " h o m e - place of t h e S a i n t s " , " h o m e

associated w i t h t h e system of m e a n i n g s that f u n c t i o n i n g in

erected o n t h e traces of J e s u s " . Beside t h e parallelism of t h e

a g i v e n g r o u p c o n v e y t h e sense of its existence.

Do Redakcji „Polskiej Sztuki Ludowej"

:

}
j

i

W z w i ą z k u z moją publikacją o Nikiforze w numerze 1 / 1 9 9 0 r. PSL, pragnę w y j a ś n i ć c o
następuje: O d d a ł e m materiał d o d r u k u jeszcze za życia Andrzeja Banacha, licząc na J e g o o d z e w
i u s t o s u n k o w a n i e się. Teraz bardzo niezręcznie brzmieć muszą posądzenia o niewiedzę, czy też
przemilczenie p e w n y c h s p r a w , a przede w s z y s t k i m zarzut pisania n i e p r a w d y o „ B a t i m e n t s
M o d e r n e s " znalezionych w skrzyni Nikifora. J e s t e m przekonany, iż Andrzej Banach o d k ą d zaczął
pisać o Nikiforze w i e d z i a ł o n i m w i ę c e j niż k t o k o l w i e k inny. Nie p u b l i k o w a ł d a n y c h m e t r y k a l ­
n y c h , bo z g o d n i e z w o l ą p i e r w s z y c h w t a j e m n i c z o n y c h z przełomu w i e k ó w i okresu między­
w o j e n n e g o osoba ojca Nikofora miała być na zawsze zatajona. Dlatego pisał o „ k u c h c i k u
z B o c h n i " , „ z i e m i a n i n i e Т . " , a z n o w u ż w s w e j książce Sztuka Pisania m ó w i w p r o s t , że o j c e m
Nikifora był „ z n a n y polski malarz żyjący na przełomie w i e k ó w " . Żeby było o c z y w i s t e , że zna
p r a w d ę , ale nie miał m o r a l n e g o p r a w a w y m i e n i a ć nazwiska. W n e k r o l o g u Nikifora zamieszc z o n y m w „ T y g o d n i k u P o w s z e c h n y m " (nr 4 7 / 1 9 6 8 ) Banach pisze, że matka często m ó w i ł a d o
Nikifora: „ T w i j otec artist" ( n i b y p o ł e m k o w s k u - t w ó j ojciec t o artysta...)
W s p r a w i e „ B a t i m e n t s " , która inną d r o g ą m o g ł a d o p r o w a d z i ć d o poznania p r a w d y (czy
u w i a r y g o d n i e n i a niesłusznych p o m ó w i e ń - jak k t o w o l i ) Banach napisał, że dał je N i k i f o r o w i p o
w o j n i e , c o może być z g o d n e z p r a w d ą o tyle, że skrzynia p o w o j n i e zaginęła i została
s p l ą d r o w a n a , a B a n a c h te rzeczy odnalazł i dał N i k o f o r o w i p o n o w n i e .
M a c i e j Szczyrbula, W r o c ł a w

iii

�Prenumerata
Prenumeratę pisma przyjmują w miastach Urzędy P o c z t o w e oraz oddziały P r a s y - K s i ą ż k i - R u c h u ,
na w s i listonosze. Termin z a m ó w i e ń na II k w a r t a ł 1991 r. u p ł y w a 31 stycznia. Cena zeszytu
- 5 0 0 0 zł.
Zlecenie z a m ó w i e ń na prenumeratę zagraniczną o 1 0 0 % droższe. W p ł a t ę można d o k o n a ć
b l a n k i e t e m przekazu, w p i s u j ą c na o d w r o c i e każdego o d c i n k a adres o d b i o r c y za granicą oraz
t y t u ł pisma. Na stronie f r o n t o w e j należy w p i s a ć : Centrala Kolportażu, 0 0 - 9 5 8 W - w a , PBK X I I I
O / W - w a , Nr 3 7 0 0 4 4 - 1 1 9 5 - 1 3 9 - 1 1 .
Istnieje też m o ż l i w o ś ć prenumeraty rocznej, w z g l . z a k u p u n u m e r ó w , k t ó r y m i d y s p o n u j e redakcja
(1 - 2 / 1 9 8 9 , 2 / 1 9 9 0 ) . W t y m celu należy d o k o n a ć w p ł a t y na k o n t o :
Instytut Sztuki P A N
PBK XIII O / W - w a
Nr 3 7 0 0 4 4 - 3 4 9 2
w p i s u j ą c na o d w r o c i e o d c i n k ó w b l a n k i e t ó w : PSL, roczna, e w . żądany zeszyt i koniecznie
w y r a ź n e n a z w i s k o i adres zlecającego w y s y ł k ę . Prenumerata roczna z w y s y ł k ą d o d o m u
- 2 0 0 0 0 zł.
Pismo jest także d o s t ę p n e w w i ę k s z y c h księgarniach ( z w ł . n a u k o w y c h ) w miastach u n i w e r ­
s y t e c k i c h , w kioskach w p o b l i ż u instytucji n a u k o w y c h , w kasach m u z e ó w e t n o g r a f i c z n y c h
w Warszawie, K r a k o w i e , P o z n a n i u , W r o c ł a w i u , T o r u n i u , W ł o c ł a w k u , w Krakowie, w księgarni
„ L i t t e r a " przy ul. Floriańskiej 2 0 . W Warszawie można kupić p i s m o w portierni I n s t y t u t u Sztuki
P A N , ul. D ł u g a 28. Tamże inne w y d a w n i c t w a I n s t y t u t u .

ERRATA
Przepraszamy C z y t e l n i k ó w , a zwłaszcza A u t o r ó w za błędy korektorskie w p o p r z e d n i m numerze
( 2 / 1 9 9 0 ) . Niestety w y d r u k i szpalt są tak mało czytelne, że nie ł a t w o w y c h w y c i ć wszystkie błędy,
z w ł . t z w . l i t e r ó w k i . B ł ę d ó w i n n y c h nic nie u s p r a w i e d l i w i a , zwłaszcza p o m y ł k i w streszczeniu
angielskim imienia p. Łysiaka (napisane jest W a l d e m a r zamiast W o j c i e c h ) . Bardzo G o za t o
przepraszamy.
s. 4 1 , lewa szpalta, 19 w . o d d o ł u p o w i n n o być - K Ł A M S TV 0
s. 6 0 , lewa szpalta, 29 w . o d g ó r y p o w i n n o być - zasadzie
s. 6 0 , prawa szpalta, 13 w . o d g ó r y p o w i n n o być - p o r ó ż n i ł o
S. 6 0 , lewa szpalta, 3 w . o d d o ł u p o w i n n o być - pozostającymi
s. 6 2 , lewa szpalta. 19 w . o d d o ł u p o w i n n o być Turnera, a nie Frazera
J e d n o c z e ś n i e dajemy erratę b ł ę d ó w z a u w a ż o n y c h w numerze 1 / 1 9 9 0 w artykule p. Macieja
Szczyrbuły o Nikiforze:
s. 3 7 , lewa szpalta, 2 w . o d d o ł u p o w i n n o być - „ A r k a d y "
s. 3 7 , il. 1 p o w i n n o być Nikifor w latach 1 9 4 0 - 1 9 4 4
s. 3 8 , lewa szpalta, 2 w . od d o ł u p o w i n n o być - Drewniak, a nie D e r w n i a k
s. 3 9 , lewa szpalta, 1 8 w . o d góry: p o w i n n o być - w s p ó l n e
s. 4 2 , lewa szpalta, 3 4 w . o d góry: p o w i n n o być - od 1 9 2 3 roku
s. 4 2 , tamże, 8 w . o d d o ł u p o w i n n o być - tej j e g o f o t o g r a f i i
s. 4 2 , tamże, 3 w . o d d o ł u : należy skreślić - po raz pierwszy

Instytut Sztuki P A N . Redakcja „ P o l s k a Sztuka L u d o w a "
Ark. W y d . 14,8, ark. druk. 9
Druk: Zakł. Graf. „ T a m k a " .
Listopad 1990

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7400" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7378">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/7d57b2270a36d9427347d18a213a3c09.pdf</src>
        <authentication>e35ab6e19ec3e1ab4395587a6c99c1ab</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88285">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2289</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88287">
                <text>1990</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88291">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2124</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88293">
                <text>Prof. dr hab. Maria Znamierowska Prüfferowa (1898-1990) / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1990 t.44 z.3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88297">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1990 t.44 z.3, s.70</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88300">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88302">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88306">
                <text>Państwowy Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88309">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88314">
                <text>Prof, dr Maria Znamierowska-Priifferowa

U r o d z o n a w Kibartach ( L i t w a ) 3 . 0 5 . 1 8 9 8 r. p o w o j n i e osiadła

w y m , ale d o b r y m , w i e r z ą c y m w t o , że w każdym z ludzi jest

w T o r u n i u , gdzie zmarła 2 0 . 0 8 . 1 9 9 0 r.

pierwiastek d o -

h

Etnograf, muzealnik, działacz społeczny, o p i e k u n młodzieży.
O t w a r t a na w s z y s t k o , c i e k a w a ludzi, świata. W s z y s t k i m ż y c z l i w a ,

W pięknym

;

.-.mówieniu, żegnającym J ą w imieniu współ­

p r a c o w n i k ó w , Ewa Arszyńska p o w i e d z i a ł a ; „ Ż y ł a t y m , co robiła.

kontaktach

Czasami w y d a w a ł o się, że nie ma w Jej życiu podziału na

z l u d ź m i , w pracy p e d a g o g i c z n e j . Była w i e l o l e t n i ą w s p ó ł p r a c o w ­

„ s ł u ż b o w e " i „ p r y w a t n e " . (...) Była c z ł o w i e k i e m z k r w i i kości,

skora d o e n t u z j a z m u , realizowała się najpełniej w

niczką Janusza Korczaka, w y c h o w y w a ł a dzieci, młodzież - i jesz­

miata w i ę c u ł o m n o ś c i i w a d y , ale całe jej życie s k i e r o w a n e było ku

cze 9 2 letnia ( I ) w y k ł a d a ł a na s t u d i u m p o d y p l o m o w y m e t n o ­

w a r t o ś c i o m t r w a ł y m i p o n a d c z a s o w y m : i d e a ł o m humanistycz­

grafii. Przedmiotem jej zainteresowań o s o b i s t y c h było r y b o ł ó w s t ­

n y m , służbie c z ł o w i e k o w i , p r a w d z i e , u c z c i w o ś c i w e wszystkim.

w o , d u ż o jednak u w a g i p o ś w i ę c i ł a kulturze l u d o w e j , zwłaszcza

(...) J e j najważniejsze autorytety moralne to Janusz Korczak,

K u j a w , Pałuk, Kaszub. S t w o r z y ł a M u z e u m Etnograficzne w T o r u ­

później H e n r y k Elzenberg, Dag H a m m e r s k j ó l d a wreszcie Jan

n i u i skansen w Katedrze Etnografii U n i w e r s y t e t u im. M i k o ł a j a

Paweł I I . (...) B y ł o w Niej coś jeszcze, c o się w y d a j e rzadkie,

K o p e r n i k a , wykształciła duży zastęp ludzi z d o l n y c h

rozumieć

n i e z w y k ł e . O d w a g a c y w i l n a i w y t r w a ł o ś ć . Nie cofała się przed

i cenić kulturę l u d o w ą . Pisała o tej kulturze, a także o sztuce

t r u d n o ś c i a m i , nie bała się n a w e t ośmieszenia. Jej droga zawodo­

l u d o w e j ( w naszym piśmie o Klarze P r i l l o w e j z Pałuk). O d ­

w a w y d a j e się p a s m e m s u k c e s ó w . Tymczasem były one droflo

c z u w a ł e m zawsze jej przychylność, pisała serdeczne kartki i listy

o p ł a c o n e nie t y l k o o g r o m n y m zmęczeniem, ale i licznymi niepo­

p o c i e k a w s z y m numerze czy artykule, d z i ę k o w a ł a , zachęcała,

w o d z e n i a m i , p r z e w r a c a n i e m się zamierzeń, upokorzeniami. Po­

s u g e r o w a ł a ; wręcz kazała mi w y d a ć

d z i w i a l i ś m y J e j z d u m i e w a j ą c ą z d o l n o ś ć podnoszenia głowy P°

bibliografię

zawartości

klęsce i zaczynania o d n o w a (...).

roczników.
W istocie n i g d y się nie pisze, ani p e w n i e nie w y d a j e dla

Była w c i ą ż m ł o d a , pełna pasji, energii, p o m y s ł ó w , planów,

n i e z n a n e g o , w y d e d u k o w a n e g o o d b i o r c y . Przed oczami ma się

jeździła na badania t e r e n o w e , konferencje, kongresy etc. A pr**;

k o n k r e t n ą g r u p ę ludzi, czasem k i l k u , o k t ó r y c h się myśli - k t ó r y c h

cież g d y zaczęła g r o m a d z i ć zbiory z a b y t k ó w kultury ludo**4

p o c h w a ł a , z a d o w o l e n i e s t a n o w i ą bodziec i-satysfakcję.

miała już 47 lat, a w m o m e n c i e p o w o ł a n i a d o życia Muzeum, M*

Była

C e n i ł e m ( t o n a w e t za słabo p o w i e d z i a n e ) J e j w r a ż l i w o ś ć , na
m u z y k ę , sztukę, przyrodę, przejawy piękna w l u d z i a c h , z k t ó r y m i
się stykała. Ona szanowała

prostaczka,

p o g r z e b u cieśla pracujący w
i obiecywała,

że jeszcze

p o w i e d z i a ł mi w czasie

m u z e u m . Była

u mnie

na

wsi

przyjedzie!

Była c z ł o w i e k i e m p r a w y m . E w a n g e l i c z n y m . B e z k o m p r o m i s o ­

70

1

61 lat, a w i ę c była w t y m w i e k u , w k t ó r y m się przechodS

j e d n y m z t a k i c h ludzi.

*
0

emeryturę, myśli o o d p o c z y n k u (...) Chcieliśmy przykrawać J * *
naszą miarę. A l e na szczęście t o się nie u d a ł o " .

.

Była p i ę k n y m c z ł o w i e k i e m , c e n i o n y m , k o c h a n y m , świadc*^
o t y m także pogrzeb, w k t ó r y m w z i ę ł y udział setki o s ó b , staieW
- i c o ważniejsze - m ł o d y c h .
Aleksander Jack

0

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7396" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7376">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/55337971a8ade4255e9e3450167341fa.pdf</src>
        <authentication>94eb44afb91bf1a39220f55105ad0811</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88244">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2293</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88246">
                <text>1990</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88248">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2127</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88250">
                <text>Symbolika domu w tradycji ludowej / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1990 t.44 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88253">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1990 t.44 z.4, s.3-16</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88256">
                <text>Benedyktowicz, Zbigniew</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="88260">
                <text>Benedyktowicz, Danuta</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88263">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88266">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88268">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88276">
                <text>Danuta Benedyktowicz
Zbigniew Benedyktowicz

S Y M B O L I K A D O M U W T R A D Y C J I L U D O W E J (CZ.
W poprzedniej części skupiliśmy naszą uwagę głównie na
obrzędowości wigilijnej, lecz kreacyjna symbolika domu, domu-

młoda rzuca garście chleba na dach „dla p t a s k ó w " .

12

-pola, domu-gospodarstwa, domu-świata ustawicznie stwarza­

Podczas tych wszystkich uroczystości dom jawi się z jednej
strony jako przestrzeń zamknięta, wyizolowana, odgrodzona od

światach dorocznych i obrzędach rodzinnych. Zmieniają się

reszty świata, skupiona na sobie, ograniczona do kręgu rodziny.

jedynie symboliczne atrybuty jakie towarzyszą tym obrzędom,

Z drugiej zaś strony wszystko co dzieje się w domu ma swoje

otwierające przed nami coraz to nowe warstwy i wiązki znaczeń.

konsekwencje i odnosi się do tego, co dzieje się na zewnątrz,

Symbolika domu jawi się tu jako koncentrycznie nakładające się

w ogrodzie, gospodarstwie, na polu, w świecie. Tak jest np.

na siebie kręgi, przypominające nieco schemat jaki przedstawia

podczas Wigilii, Bożego Narodzenia, gdy nie pożycza się z domu

nego, Małgorzata Maj.

1

Autorka ta w centrum omawianych

obrzędowych miejsc („loci")

umieszcza stół, wokół

którego

koncentruje się przebieg zasadniczych wydarzeń wesela, dalej
zaś kolejne kręgi i przestrzenie w y z n a c z o n e granicami sieni,
progu domu, wrót zagrody, „bram", aż po granice w s i . Na
wszystkich tych granicach ma miejsce obrządowa

wymiana

darów. Odpowiednio dla naszej rekonstrukcji można by w y ­
znaczyć analogiczne, koncentrycznie nakładające się na siebie
kręgi i przestrzenie symboliczne domu, jak dom-stół (uczta),
dom-ogród, dom-pole, dom-świat, dom-kosmos. Idea odtwa­
rzania, odnawiania domu-całości świata, mimo zmienności s y m ­
boli wyznaczonej zmianą pór roku (cykl doroczny) czy rytmem
zmian życia ludzkiego, pozostaje wciąż ta sama. Uderzające są tu
ciągłość, paralelizm i powtarzalność działań, zwyczajów ujaw­
niających ten sam sens symboliki domu. W e ź m y dla przykładu
„Na Wielkanoc po Rezurekcji każdy czemprędzej udaje się do
domu, bo kto pierwszy do domu dojedzie ten będzie miał
największy u r o d z a j . "

ognia ani niczego (podobnie na Wielkanoc, w pierwszy dzień
13

siewu i podczas pierwszego wypędu bydła z z a g r o d y ) , gdy
obowiązuje zakaz odwiedzania się:
„Owszem, każdy się stara jak najuroczyściej obchodzić te święta
i pierwszy dzień Bożego Narodzenia ludzie wracają z kościoła
wcześniej niż kiedy indziej. Nikt nie staje na gawędkę, nikt nie
wstępuje do karczmy po drodze, bo się nie godzi i każdy
w największym skupieniu spędza resztą tego ważnego dnia
u siebie, w kółku rodzinnem, śpiewając pobożne kolędy. Nawet
najbliżsi sąsiedzi, mieszkający chałupa koło chałupy, nie o d ­
wiedzają się nawzajem, nikomu z młodych nie w o l n o wyjść
z domu i w całej wsi panuje jakaś uroczysta c i s z a . " ( S . U l a n o w s ka, „Wisła" t. II, s. 106)
Jednocześnie dom nieustannie wykracza tu wciąż poza s w o j e
granice, gdy otwierając jego drzwi i okna zaprasza się wszystkich:
„pobratrymych i rozpobratymych", dusze zmarłych, nawet i w i l ­
ka.

14

Wykraczając poza s w e granice dom staje się obrazem

ogrodu, gospodarstwa, pola, świata, kosmosu.

wątek symboliki domu-pola:

2

Drugim zasadniczym symbolicznym wątkiem D o m u - K o s m o s u ,
jaki

ujawnia się podczas wigilii w

zwyczajach związanych

z zawieszaniem podłaźniczek, z choinką, to obraz D O M U - D R Z E WA.

3

Na Wielkanoc skrapiano święconą w o d ą ściany d o m u , toczo­
4

no święcone jajo przez c h a t ę , skorupy jaj poświęconych rzuca­
no na dachy, w s a d z a n o pod węgieł. W niedzielę Palmową ob­
chodzono z oświeconą wiązką trzy razy dom naokoło uderzając
po trzykroć o każdy węgieł i omiatając nią kąty i węgły, po­
święconą palmą uderzano po trzykroć bydło, zawieszano ją
w stajni nad żłobem, w izbie za tragarzem i za obrazem, wtykano
• w strzechę, zatykano na polach, palono bagnięta na ognisku pod
;

stole, rozdzielony jest pod koniec między u b o g i c h " , a panna

nego, odtwarzanego i w z n o s z o n e g o pojawia się w e wszystkich

w swej pracy, dotyczącej struktury i przebiegu obrzędu w e s e l ­

j

II)

kominem, gdyż dym z nich ma odpędzić chmury; święcone
uroczyście w n o s z o n o do chaty i stawiano na stole. O b c h o d z o n o
z nim zabudowania gospodarcze, w y c h o d z o n o z nim także nawet
5

;

na dach chaty i trzymano nad każdym rogiem d a c h u . Kości ze

'

święconego wkładano w dziury d o m u , za krokiew chaty, miało

e

i

to chronić ją przed piorunem'. O b c h o d z o n o też potem pole

j

oziminą zasiane, po czym na samej granicy rozkładano obrusy

i

i spożywano na nich resztki święconego. Po biesiadzie, aby grad

J

nie uszkodził wśród lata plonów, wszystkie kosteczki, okruszyny

*

pozostałe z uczty zakopywano na samej granicy uprzednio

I

pokropiwszy dołek w o d ą święconą.

8

j

Zmieniają się więc atrybury, lecz idea stwarzania domu za

i

każdym razem pozostaje ta sama. Czy będzie to obchodzenie

I

domu z chlebem, z resztkami ze stołu wigilijnego, czy z palmą,

I

jajkiem - pisanką, świąconem - z a w s z e idzie tu o tę samą myśl.

J

Obchodzenie (ołtarza), stołu, domu, pola, w o z u przy obrzędach

i

chrztu, wesela, pogrzebu mają ten sam kreacyjny i zapobiegaw­
czy, skierowany przeciw C h a o s o w i charakter.
Za każdym razem mamy też przy tych ważnych obrzędach do
czynienia z ucztą, a także dzieleniem się z ubogimi, żebrakami,
duszami zmarłych. Tak jest podczas Wigilii, gdy zastawia się
"akrycie i pozostawia w o l n e miejsce dla obcego, przybysza, tak
jest podczas Wielkanocy, gdy m ó w i się, iż należy się podzielić
10

jajkiem „ze w s z y s t k i m i " t a k jest i podczas chrztu i p o g r z e b u ,
' Podczas wesela, kiedy to chleb, który leżał przez cały czas na

Drzewo, w którym, jak zwracał na to uwagę Eliade, znajduje
symboliczny wyraz misterium niewyczerpanego pojawiania się
15

życia związanego z rytmiczną odnową K o s m o s u , pojawia się
zresztą w związku z domem nieustannie podczas innych o b ­
c h o d ó w (jako poświęcona palma, wierzba - na Wielkanoc, jako
bylica i roślinność, którą przystrajano domy na Św. J a n a i na
Zielone Święta itd.). Oddajmy w tym miejscu głos Józefowi
Rostafińskiemu, który w syntetyczny sposób tak o tym pisał:
„Wszystkie te uroczystości pozostają w związku zawsze z zielenią
(z walką pierwiastków świetlanych ze złymi i ciemnymi, w chwili
porównania dnia z nocą - w marcu i wrześniu, oraz z momentami
górowania lub odradzania się słońca - w c z e r w c u i grudniu),
przypomnę: że z wiosną dziewczęta w Poznańskiem obnoszą
gałąź jedliny jako 'nowe latko', że w lecie 'mają się chaty' na
zielone święta, że w Sobótkę bylica i tajemnicza paproć grają
ważną rolę, że na dożynki wieńczy się płody słońca, że na kolędą
również się mai, ale wnątrze chaty, czego ślad pozostał dziś
w choince wigilijnej, czyli jak się tu w Krakowie m ó w i w 'sadku'.
I za każdym razem ta zieleń jest 'drzewem żywota' rosnącym już
w raju, symbolem widomym owej życiodajnej siły słońca, która na
ziemi wszystko do wzrostu i życia pobudza. W grudniowej
uroczystości tym symbolem drzewa żywota jest zazwyczaj gałąź
jakiejś rośliny iglastej, dlatego że i zimą z a c h o w u j e zieloność, ale
i bywa dla tej przyczyny nią właśnie i gałąź ostrokrzewu (ilex), lub
jemioły." („Wisła" t. II, s. 8 9 )
Na wątek symboliki domu-drzewa (domu-ogrodu, domu-raju)
składają się więc wspomniane już zwyczaje wigilijne,

motyw

drzewa pojawiający się obok rajskich m o t y w ó w jakie występują
w bożonarodzeniowych kolędach, szczególnie zaś w kolędach
śpiewanych do gospodyni lub do córek tejże, kolędach wróżą­
cych temu domowi rychłe wesele, w których m o w a jest o jabłoneczce

18

czy jaworze, jak w tej zapisanej przez Zegotę Paulego:

„ N a śród dworu jawor stoi - hej Leluja! / Na jaworze złota rzęsa
- hej Leluja! / I przylecieli rajskie ptaszęta - hej Leluja! / I obtrzęśli
złote, złote rzęsy - hej Leluja! / I wybiegła nadobna dziewczyna
- hej Leluja! / I rozpuściła swój biały fartuszek - hej Leluja!

�/ I pozbierała złote, złote rzęsy - hej Lelujal / I skoczyła d o
złotniczeńka - hej Leluja! / 'Złotniczeńku, rzemieśniczeńku. - hej
Lelujal / Ulij że mi złoty kubek' - hej Lelujal / - Któż ci się będzie
z niego napijał?' - hej Lelujal / S a m Pan J e z u s z Aniołami - hej
Leluja! / I Maryja z dziewicami - hej Lelujal / Nadobna dziew­
czyna z kawalerami - hej Leluja?" (Żegota Pauli - Pieśni ludu
polskiego, s . 5 )
Do symboliki domu-drzewa należą też takie zwyczaje, jak
zawieszanie u sufitu gałązek jemioły, w której, ze względu na
przypisywaną jej szczególną moc i własności płodnościowe,
widzieć można figurę „drzewa generacji wiadomości dobrego
i złego" " ; występujący na wigilię Trzech Króli zwyczaj rysowania
drzew kredą na oknach i drzwiach.
„Rysują krzyże a także brzozę i konia z człowiekiem - znaczenia
brzozy wyjaśnić nie umieją, koń i człowiek mają przedstawiać
odjeżdżającą 'koladę'. (...) W tym dniu święcą też chaty, rysują
także drzewa, konie, ludzi i wozy." (K. Moszyński, Polesie... s .
219)
Do kręgu tej symboliki należą też wspomniane już zwyczaje
związane z palmą (poświęconą wierzbą) na Wielkanoc, zwyczaje
zielonoświąteczne:
„ N a Zielone Święta przed domem stawiało się wtedy zielone
drzewa, w i s e m wysypywało się drogi, żeby było uroczyściej.
W domu natomiast po wszystkich obrazach zatykało się wis, żeby
dom uchronić od złego. Na te święta w kątach domu stawia się
tatarak, a także ten tatarak lub młode gałązki drzewek wtyka się za
obrazy... T e zielone drzewka to szczęście domowi przynieść
mają." ( B a d . terenowe, Józefów 1 9 8 0 r.)
„ N a Zielone Święta niosą do cerkwi klon do poświęcenia.
Porząsają chatę i podwórzec tatarakiem i zatykają za święte
obrazy oraz w e wrota gałązki klonu albo lipy. Dawniej do majenia
używano wyłącznie klonu, dziś obok klonu i brzózki stawiają
w chacie święte obrazy i wrota mają gałązkami tych drzew,
a podłogę wysypują trawą. O ile klonu nie ma w pobliżu w o l n o go
zastąpić lipą lub jarzębiną." (K. Moszyński, Polesie..., s . 2 1 9 )
„ N a św. J a n a skrapiają zabudowania, zatykają w zagony pól,
drzwi obór, gałązkę osiny (przeciw czarownikom, żeby nie
odbierali 'sporu' i mleka)." (tamże, s. 2 2 1 )
Analogiczny do zwyczajów uderzania ludzi, domu, w ę g ł ó w
poświęconą palmą, wierzbą - zwyczaj uderzania rózgą dzieci
znajdujemy i przy zakładzinach domu:
„ Dawniej kiedy stawiano nowy dom, zbierano gwałtem dzieci po
w s i a c h bito je rózgami przy zakładaniu fundamentów, później
hojnie częstowano, aby pamiętały czas założenia chałupy."
( Z W D A K t. III, s . 2 4 )

wianka mającego okryć głowę w koło, któren zawsze bywa
z barwinku zdobny w czosnek i j e d w a b (...) Równocześnie wnosi
starosta drzewko czyli d e r e w c e (najpożądańszą do tego jest
gałąź krzaczasta na łokieć przeszło wysoka, drzewa szpilkowego,
np. świerku, jodły itd. jako długo w zimie zielona), i oddając je
kobietom prosi o przygotowanie 'fajne by miał z czym do ludzi
pójść'. Kobiety odbierają od starosty drzewko, kładą pod nie
bochenek chleba wraz z kołaczem (na chlebie), i w środek tego
pieczywa wtykają o w e drzewko, aby w niem mogło stać. Poczem
drzewko to (na drugiem końcu stołu) obwieszają (krewne
a potem inne kobiety) jagodami kaliny, kłosami zboża, pojedyńczemi piórkami ptasiemi, pachnącem zielem (bazylek, wasilek),
barwinkiem i gwoździkami (zwozdejke), a ubierając je śpiewają:
A daj Boże dobryj czas, jak u ludej tak u nas
taj sczesływu hodynu meże naszu rodynu."
( D W O K , t. 2 9 , Pokucie,

s. 229)

Po ślubie w cerkwi, po przybyciu pod dom panny młodej
starostowie:
„Witając się uderzają jedno derewce o drugie; wkrótce jednak
starosta jej wydziera drzewce z rąk przybyłego starosty (przy czym
się oba niby derewcami biją) i uderzając w ścianę trzonkami
tychże, które tkwiły w chlebie, zatyka on oba derewce w słomianą
strzechę nad drzwiami." (tamże, s. 2 3 9 )
By dopełnić tego obrazu domu-drzewa, wspomnijmy jeszcze
o zwyczajach związanych z wkładaniem pod d a c h „gałązek
dębiny, świerku, brzeziny odłamanych z drzew, którymi po
20

ulicach na procesję Bożego Ciała ołtarze przystrojone b y ł y " ,
0 zwyczaju wkładania w węgły podwalin w i a n k ó w święconych
w oktawę Bożego Ciała, o zatykaniu w i e c h y na dachu, zwanej
niekiedy i p a l m ą .

21

„Od podwalin wznieść się do dachu, to myśl przewodnia
budowy. D a c h chroni z góry i z boków. Po to jest stromy, aby
wyrywał sią wiatrom, otrząsał się łatwo z deszczu, zrzucał z siebie
grad i śnieg. Ale ma także ogarniać i grzać i po to załamuje swe
linie, wygina je nawet kilkakrotnie. Otula chatę jak suknia, jak
ciężka manta lub gugla weselna, najbardziej podobny zbroi
pancernej, bo jakby z łusek składa się z deszczułek z drzewa
wydartych, dranicami z w a n y c h , złotych gdy nowe, srebrnych,
gdy postoją. Czasem, gdy rozszerzające się skrzydła chaty poczer­
nieją już i łuski scalą się, widać dobrze, że to skrzydła ptaka, co
zapobiegliwie ochrania s w e gniazdo przed wrogim nalotem.
J e d n a k już w c i ą g u budowy, gdy chata rodzi się dopiero, pieści ją
dach jakby ducha c o bierze na się ciało, jak matka dziecko, jak
oblubieniec żonę w tańcu weselnym. Dlatego gdy podczas
budowania dociera się do d a c h u , stroi się go w choinkę weselną
obwieszoną jaskrawymi włóczkami, wstążkami i papierkami."
(Vincenz, op. cit., s. 60)

Związek domu i drzewa widoczny jest także w stosunku do
drzew znajdujących się w ogrodzie:

Antropokosmiczna

„Boże drzewko raz zasadzone w ogródku, starannie przez domo­
w e dziewczęta powinno być hodowane, albowiem, gdy przez
zaniedbanie wśród lata uschnie - śmierć wróży komuś w tym
domu." ( D W O K t. 17, lubelskie, s. 154)
„Bez, jeżeli gdzie rośnie w ogrodzie lub sadzie, nie można go
w y k o p y w a ć ani wycinać bez narażenia domu, do którego należy,
na wielkie nieszczęścia, dolegliwości a nawet śmierć." (tamże, s .
155)
Do wątku symboliki domu-drzewa

należą także zwyczaje

przystrajania chat na wesela, a także rajskie i kosmiczne motywy
symboliki korowaju, weselnych kołaczy przystrajanych roślin­
nością i gałązkami barwinku, w n o s z o n y c h uroczyście do domu
i stawianych na stole; wianka, rózgi weselnej znajdujących się
zawsze w obrzędowym centrum i bądących również figurami
„drzewa życia" i „osi świata"
„Gdzie dziewczyna jest na wydaniu tam chata jest umalowana na
pstro lub umajona łopianem i bylicą, na chałupie i na płocie
powieszone są białe płatki, lub wystawione jest na czterech
żerdziach koło, a nawet wprost zawieszony na żerdzi wianek."
(M. Żmigrodzki, op. cit., s. 2 6 )
Spośród wielu opisów w e s e l n y c h kołaczy, wianka, rózgi w e s e ­
lnej, w których zawarta jest o w a głęboka symbolika drzewa, rózgi
weselnej nazywanej także „drzewkiem, jabłonką lub świerkiem

symbolika

domu.

antropokosmos i antropomorfizacja
J a k podają słowniki b i b l i j n e

22

Dom

jako

domu

słowo D O M - (gr. oikos, oikia;

hebr. bayt) w większości języków, tak samo i w Biblii oznacza
zarówno materialną budowlę, jak i rodzinę. W języku hebrajskim
analogia ta opiera się na fakcie, że ten sam rdzeń „ b a n a " wyraża
ideę budowania domu i zakładania rodziny.
„Lecz domu trwałego nie dla snu tylko, nie dla schronu po­
trzebuje dopiero człowiek z żoną. (...) Potrzebna im tylko chata,
nie jako schron wyłącznie, lecz jako ciało i postać rodu. To
podwalina i dach życia aż do grobu i poza grób pokolenia dla
rodu." (Vincenz, op. cit., s . 58)
Dom nie tylko jest obrazem kosmosu. Z wątkami kosmo-teologicznej symboliki domu, ( d o m u - k o s m o s u , domu-mieszkania Boga, domu-świata, domu-ogrodu, domu-pola itd.) spla­
tają się tu wątki „antropologiczne" i antropomorficzne; obrazy
1 symbole podnoszące związek D O M U i CZŁOWIEKA.

Dom

towarzyszy człowiekowi od narodzin do śmierci, jest o w ą sceną,
na której toczy się życie człowieka od narodzin do śmierci, i tak jak
już powiedziano o drzwiach - „wejść i wyjść" - tak dom jest
symbolem i skrótem losu ludzkiego.
Ó w związek domu z życiem człowieka i człowiekiem podnoszą

w e s e l n y m " , przytoczmy tu opis „ D e r e w c ó w " przygotowywa­

niektóre etymologie już w samej nazwie: chałupa - koliba (B'-

nych dla obojga państwa młodych na Pokuciu, gdzie spotykają

kalibe - chata, namiot, altana) - k o l e b k a .

się ze sobą kreacyjno-kosmiczna symbolika chleba i drzewa:

„ciało" odnaleźć możemy rewers tych skojarzeń:

19

„Tegoż wieczora zaczynają się schodzić goście proszeni do jednej
i drugiej weselnej chaty, osobliwie kobiety. G d y mężczyźni
pozostali w sieni, kobiety zaproszone wchodzą do chaty i za stół,
a zgrabniejsze biorą się na jednym końcu stołu do splatania

4

„ciało (...)

23

Ale także i w słowie

Prasłowo; p o w s z e c h n e , ale w cerkiewnym 'telo

o znaczeniu różnorakiem - 'obraz' nawet 'słup' i 'namiot'".
W bogatej symbolice obrzędowości rodzinnej odnaleźć może­
my wszystkie zasygnalizowane już w poprzednich podrozdzia-

�łach wątki symboliczne, dlatego nie zawsze i już nie z taką

Charakterystycznym jej rysem jest z jednej strony ustawiczne

skrupulatnością będziemy śledzić ich obecność i kontynuacje,

dążenie do izolacji (obecne zresztą, jak widzieliśmy, i przy innych

starając się przede wszystkim zwrócić uwagę na n o w e , podkreś­

obchodach, w świętach, jak np. w wigilię; szerzej w czasach

lając ó w związek i paralelizm pomiędzy domem i człowiekiem.

i punktach krytycznych dla świata, dla społeczności, dla jedno­

Jednakże dla pełni obrazu powinniśmy o nich pamiętać i nie

stki; gdy świat niejako znajduje się w kryzysie i jest zagrożony,

tracić ich z pola widzenia. Oto na przykład w zwyczaju kładzenia

sięga sią do powtórzenia i odnowienia twórczego gestu i działa­

dziecka zaraz po urodzeniu na stole (na ziemi, pod stołem) mamy
do czynienia z uniwersalną symboliką „humi p o s i t i o " .

M

nia stwarzającego na n o w o świat). Z jednej więc strony widzimy

Sym­

dążenie do izolacji domu, zamknięcia się w jego kręgu, z drugiej

której ujawnia się symbolizm centrum i jej plan

zaś - dążenie do maksymalnego otwarcia się w tym stwarzającym

kosmiczny: złożenie nowonarodzonego na ziemi, czy kładzenie

działaniu na cały świat, dążenie polegające na ustawicznym

boliką, w

rodzącej na ziemi dla ułatwienia porodu, naśladuje kosmiczny

przekraczaniu ciasnych granic domu i otwierania g o na ó w

wzorzec aktu poczęcia i narodzin jakiego dokonuje ziemia; mamy

wymiar idealny, kosmiczny. Ó w charakterystyczny rys obrzędo­

tu do czynienia z paralelizmem obrazów d o m : matka: ziemia.

wości towarzyszącej narodzinom komplikuje się tym bardziej gdy

Ponadto, gdy podkreślamy ó w związek pomiędzy człowiekiem

zważymy, że na jej obraz nawarstwiają się wierzenia i zwyczaje

a domem, gdy sięgamy do przykładu kładzenia nowonarodzone­

izolacyjne dotyczące kobiety ciężarnej - jej izolacja w obrębie

go dziecka na stole, pamiętać powinniśmy o zasygnalizowanych

domu, społeczności, wioski. Mimo to jednak, mimo tych wszyst­

już wątkach. O sakralnej (stół-ołtarz), wigilijnej, bożonarodze­

kich komplikacji i pomimo

niowej, społecznej (stół - centrum wspólnoty rodzinnej), g o s ­

przesądów, zwyczajów towarzyszących obrzędom narodzino­

podarczej (stół-pole) s y m b o l i c e s t o ł u . Podobnie, pamięta­

w y m i recepcyjnym, odnaleźć możemy w nich ciągłość i k o n ­

jąc i o innych wątkach (dom-chleb, d o m - s ł o w o itd.), o tej

tynuację tej samej symboliki kreacyjnej i omówionych już wcześ­

szczególnej mieszaniny wierzeń,

związanej i wieloznacznej mowie symbolu, gdy przywoływane

niej jej w ą t k ó w . Ciągłość ta ujawnia głębokie związki pomiędzy

będą dalsze przykłady z bogatej symboliki zwyczajów i obrzędów

człowiekiem i domem i pozwala mówić o paralelizmie i n a ­

rodzinnych zwracać będziemy

kładaniu się obrazów domu i człowieka w tradycji ludowej.

uwagę przede wszystkim na

związek dom-człowiek. Tak jak przy obrzędowości dorocznej
podkreślaliśmy, że wszystko c o dzieje się w domu ma s w o j e
odbicie i konsekwencje na zewnątrz ( w ogrodzie, na polu,
w świecie, kosmosie), tak samo można powiedzieć, że wszystko,
co dzieje się symbolicznie w domu i z domem, ma swoje
wewnętrzne odniesienie, ma s w o j e konsekwencje w życiu przy­
chodzących na świat i mieszkających w tym domu ludzi. J a k
w micie początku, w apokryficznej historii stworzenia, tak samo
i w domu splatają się ze sobą kosmogonia i antropogonia.
Doświadczenie domu

w tradycji ludowej

obejmuje te

dwa

wymiary. Dom jest tu antropokosmosem.
Najwyraźniej ó w związek domu i człowieka widać w takich
wątkach i paralelizmach jak: dom-ciało, dom-mieszkanie duszy
człowieka - i w antropomorfizacjach domu. Do w ą t k ó w tych
powrócimy jeszcze pod koniec, w tym miejscu wystarczy przy po:

mnieć ó w antropomorficzny charakter domu, o którym w s p o m i -

I

nał Stanisław Vincenz:

'

„Chata naśladuje poprzeczny przekrój ciała człowieka. J e j front
i tył są o wiele szersze od boków, ma przekrój prostokątny, nigdy
kwadratowy. Z przodu, czasem z boków są jej o c z y - o k n a , tył jest
bezwzględnie ciemny (...) Toteż wszystkie chaty stoją plecami do
. wiatru." (Vincenz, op. cit., s . 6 1 )

|

Tak jak budowanie chaty jest naśladowaniem stwarzania

| świata, tak i narodzinom człowieka i obrządom recepcyjnym
' - przyjęcia nowonarodzonego w obręb domu (rodziny) - t o w a • rzyszą te same atrybuty i działania symboliczne. Pojawiają się tu te
* same symbole kreacyjne - chleb, w o d a , w o d a święcona, kropid; ło, gałązki palmy, drzew, święcone wianki. W

zwyczajach,

i wierzeniach, obrzędach towarzyszących narodzinom atrybuty te
1 w większości zapisów materiałowych interpretowane są przede
I wszystkim jako apotropeiony, środki chroniące przed złem.
i Rozpoznanie w nich przez nas przede wszystkim symboli kreacyjI nych nie kłóci się z tą p o w s z e c h n i e występującą w zapisach
i interpretacją. Idzie tu o stworzenie bezpiecznego świata, takiego
I jakim był na początku w s w y m stanie idealnym. Dom towarzyszy

I

człowiekowi od początku podczas narodzin użyczając mu s w y c h
wszelkich kosmicznych mocy, przywiązując człowieka do siebie
• określając jego przyszły los i przeznaczenie. W obrzędowości tej

§. iw działaniach symbolicznych rysuje się ó w dynamiczny, niejed-

(

noznaczny, ambiwalentny obraz domu. Domu jako przestrzeni

gromadzącej wokół siebie i w sobie niebezpieczne, zagrażające
W o w i e k o w i demoniczne moce. Wątek ten świadomie pomijaliś­

„Zasiadając na swyt-wieczir (święty wieczór) do obiadu, czyli do
swytoj weczeri należy mocno pozamykać wszystkie drzwi, szpary
i zatkać kachłę u pieca aby nijakie złe do chaty nie wijszło."
( D W O K , t. 3 1 , Pokucie III, s. 155)
„ W dzień s i e w u , gdy gospodarz wyjdzie w pole z ziarnem nie
wydają nic nikomu z chaty. Tak samo gdy się urodzi źrebię, cielę,
jagnię bo: ne bude do domu prychodyty i wid mamy budę si
lysziety (bo nie będzie do domu przychodzić i od matki będzie się
oddzielać)." (tamże, s. 153)
„Przez pierwszych sześć tygodni nie pożyczają nic nikomu
z domu (aż do w y w o d u ) , podobnie postępują, gdy się krowa
ocieli." ( D W O K , t. 15, Poznańskie, VIII, s. 123, 125)
„ M i ę d z y narodzeniem a chrzcinami niczego z domu nie pożycza­
ją, aby dziecko nie było rozrzutne." („Wisła" IV, s . 7 5 9 )
„Kolebki próżnej huśtać nie należy (...) innego dziecięcia w tejże
nie usypiać, ognia z domu nie użyczać, nawet zapalonej świecy
boby dziecko nie spało." ( D W O K , t. 7, Krakowskie, s. 1 4 7 )
„Nikomu nie dają ognia 'watry z pecza' gdy małe dziecko jest
w domu, a także i w dniu, w którym urodzi się cielę lub jagnię
niczego z domu nie wydają." (Bystroń, Słowiańskie
obrzędy
rodzinne, s. 3 9 )
„Przy porodzie zasłaniają okno, wieszają w niem wianki święcone
z różnych ziół na Boże Ciało jako to: mięty, melissy, cząbru,
rozchodniku, piołunu, wrotyczu, krwawniku, bożego drzewka,
balsamki w o n n e j , barwinku, drosiczki, macierzanki i innych.
Stawiają palmy przy porodzie w kwietną niedzielę poświęcane
- s ą to wiązki z wierzby pąpiącej i w i e c h y tatarakowej uschłej, a to
wszystko by wieszczyca dziecięcia nie uszkodziła." ( D W O K , t. 7,
Krakowskie, s. 147)
„Gdy kobieta nie może urodzić, to dla ułatwienia porodu używają
różnych sposobów. I tak kładą na środku izby spodnie męża, albo
ożóg i łopatę do chleba i każą położnicy przez to przeskoczyć;
albo każą przeskoczyć przez kilka progów (...) kładą ją na ławce,
na progu, na stępie i wałkują nią; - kładą d w a snopy słomy na
ziemi a pomiędzy niemi stawiają płożnicę na głowie; - wieszają ją
pod pachy na powrozie u sostronia t.j. belki pod sufitem.
Rozwiązują i rozpinają na położnicy wszystko, więc koszulę pod
szyją, chusteczkę jeżeli ma na głowie, rozplatają włosy (...) Także
każą mężowi wziąć w o d y do ust potrzymać chwilkę, potem trzy
razy wpuścić żonie do ust (...) ( Z W D A K , t. 1 5 , s . 2 0 6 )
„Gdy się zbliża czas rozwiązania i narodzenia dziecka, wtedy
gazda biegnie po akuszerkę. Baba ta przybywszy, napomina zaraz
położnicę, aby trzy razy obeszła stół dookoła, i aby wszystko
w izbie 'poruntała' (pouprzątała, pootwierała): ławy, półki, szafę
by nic nie było związanem ani zamkniętem (nawet skrzynia),
inaczej poród będzie ciężki. Poczem baba bierze święcone
wianeczki ziół, trzyma je nad ogniem, podkurza dymem z nich
położnicę i kładzie je takowe na łóżko. Gdyby mimo to poród był
ciężki, wtedy biegnie baba do cerkwi i prosi diaka, aby jej wydał
do użytku pasek, którym sią ksiądz opasuje idąc na służbę Bożą,
i paskiem tym opasuje położnicę, a wtedy z wielką łatwością
przyjdzie dziecko na świat." ( D W O K , t. 29, Pokucie I, s. 2 1 1 )

my w dotychczasowej rekonstrukcji i ekspozycji poszczególnych

Porodowi towarzyszy otwieranie wszystkich zamków w domu,

- ^ o t y w ó w , zostawiając go do omówienia na koniec. Przy oma-

kufrów, szaf, składów *; oprowadzanie rodzącej dookoła stołu

fSrianiu wierzeń, zwyczajów oraz obrzędowości, które towarzyszą

„na krzyż", zatrzymywanie się na chwilę przy każdym rogu

I narodzinom, nie sposób jednak pozostawiać go dłużej w cieniu,

s t o ł u ; trzykrotnie przelewa się w o d ę przez szparę w miejscu,

sposób istotny rządzi on dramatyzmem tej obrzędowości.

gdzie dwie ławy dotykają się wzajemnie w kącie, z m y w a się tą

2

27

�samą w o d ą kolejno cztery rogi stołu, cztery rogi obrazu (najlepiej
„Najświętszej Matki"), potem cały obraz, a następnie podaje się
tę w o d ę do wypicia rodzącej, także w o d ę , po zmyciu nóg figury
Pana J e z u s a ukrzyżowanego. G d y kobieta czuje pierwsze bóle,
rozbierają ją, rozpinają, rozplatają warkocze, proszą o otwarcie
rajskich wrót w cerkwi, otwarcie kościoła i wystawienie Przenajś­
więtszego Sakramentu, oraz otworzenie puszki z komunikan­
tami.

a

Z rozplątywaniem warkoczy rodzącej łączyła się wiara, że

Matka Boska z rozpuszczonymi włosami śpieszy na pomoc
rodzącej.

38

W środowisku Ż y d ó w polskich przy zbliżaniu się

rozwiązania otwierano szafy i szuflady, jeśli to .nie pomagało,
wybijano o k n o .

3 0

„Kładą dziecku różaniec z obawy, by go krośnięta nie przemieniły,
kreślą też krzyż na drzwiach." ( J . St. Bystroń, Słowiańskie... s . 4 9 )
„Kładą dziecku pod głowę kropidło, kłódkę, klucze od wszystkich
zamków w tym d o m u " (aby sprawić mu sen spokojny). ( D W O K t .
7, Krakowskie, s . 1 4 1 )
„Koło łóżka położnicy znajduje się na stołku w o d a święcona,
ilekroć matka wstaje z łóżka, kropi nią dziecko i siebie." ( J . S .
Bystroń, Słowiańskie..., s . 4 9 )
„Żydzi polscy wkładają położnicy pod głowę książki do nabożeń­
s t w a , przybijają wszędzie na drzwiach, oknach, nad łóżkiem
położnicy kratki o c h r o n n e - a m u l e t y (z wypisanymi m.in. imiona­
mi patryiarchów, fragmentami psalmu), mają one strzec nowona­
rodzonego od złowrogich, demonicznych mocy Lilith (nocnicy,
zmory)." ( M A A E , t. 7, s. 1 4 6 )
U ewangelików wkłada się matce lub dziecku pod poduszkę

„Poród o d b y w a się w chałupie, babka u s u w a wszystkich z izby,
zawiesza okna. Wyjmuje z włosów szpilki, agrafki, rozplata włosy.
Przy ciążkim porodzie prosi, aby ją oprowadziła wokół stołu.
B y w a i tak, że stawią położnicę na podłodze w pobliżu pieca.
Z chwilą narodzin babka czyni znak krzyża na dziecku, a następnie
kładzie na ławie przy piecu 'aby nigdzie nie latało'. Chodzi tu
zwłaszcza o dziewczynę 'aby sią trzymała pieca'. Gdzie indziej
babka kładzie pod piecem, aby był z niego dobry gospodarz albo
gospodyni. Wyjmując dziecko z wody, unosi je babka do góry
trzykrotnie mówiąc: 'synek do góry, a święta w o d a do ziemi'.
W o d ę z pierwszej kąpieli w y l e w a się do świń w 'gniazdo', aby
dziecko spokojnie spało, pod płot gdzie nikt nie chodzi, czasami
pod wierzbę lub gruszę. Niekiedy położnicy przed piciem w ó d k i
dają do zjedzenia odrobinę ciasta z dzieży z sadzą i gliną z pieca,
i z miodem, aby była zdrowa." ( S . Dworakowski, Zwyczaje
rodzinne, s. 2 8 )
Po urodzeniu dziecka zakopywano łożysko

„gdziekolwiek

w ziemię, ale koniecznie pod dachem, a więc np. w izbie pod
piecem, w stodole itd." ( M A A E , t. 1, s. 1 2 4 )
„Po obmyciu babka obnosi dziecko po izbie i daje je całować
braciom i siostrom (...) łożysko zawija do czystej szmatki, kładzie
kawałeczek święconego chleba lub soli święconej i zakopuje pod
progiem w izbie, ma to nowonarodzonemu dziecku, jeżeli jest
dziewczynką zapewniać szczęście do kawalerów, a jeżeli chło­
piec dawać powodzenie u dziewcząt (...) rodzice chrzestni przed
wyjazdem do chrztu zasiadają do stołu, ażeby zakąsić, a wtedy
muszą siedzieć najbliżej jeden drugiego, bo inaczej dziecko
miałoby rzadkie zęby." ( Z W D A K , t. 15, s . 2 0 7 )

biblię albo kancjonał. ( J . S . Bystroń, op. cit., s . 4 9 )
„Dziecko kiedy się urodzi i nim zostanie ochrzczone ogień
powinien się palić przez całą n o c , żeby zły duch nie odmienił
dziecka. Kiedy dziecko się urodzi sypią mak na okna, nie będzie
bać się krzykliwców." (Nowosielski, Lud Ukraiński, t. II, s . 161)
„Zapalają trzeciego i siódmego dnia po urodzeniu świecę albo
kaganiec dla odpędzenia d u c h ó w " . ( J . S . Bystroń, op. cit., s . 55,
„Wisła" t. 12., s . 2 7 9 )
„Jak zawieszają kolebkę, to nim dziecię położą, podkurzają ją
święconym zielem. Również zioła poświęcone kładą mu pod
główkę, a na sznurach kołyski zawieszają szkaplerze, medaliki,
a niekiedy różańce." (Federowski, op. cit., s. 3 0 1 )
„Przy chrzcie kładą dziecku kawałek chleba i soli pod nóżkę."
( D W O K . t. 27 Mazowsze, s. 1 4 8 )
„Babka wyjeżdżającym kumom do chrztu za pazuchę wkłada
kawałek chleba, czosnku i soli. Dziecku zaś wtyka go między
pieluchy. Na wyjezdnym kum, trzymając chleb, obchodzi trzy­
krotnie naokoło stołu, za nim kuma niosąc dziecię. Kuma niosąca
dziecko i kum obchodzą trzy razy za słonkiem naokoło stołu." (M.
Federowski, op. cit., s . 3 0 2 )
,,Biorąc dziecko do chrztu kładą przy nim zawinięty w węzełku
chleb, pieniądz i czosnek; przed wyjściem do chrztu matka zatyka
dziecięciu kawałek chleba za pasek 'kab oczy lichyje nie szkodzi­
li'; idąc z dzieckiem w gościnę zawiązuje do koszuli trochę chleba,
soli i ziółek święconych, aby ustrzedzje od uroku." ( J . S . Bystroń,
op. cit., s . 4 8 - 4 9 )
Po urodzeniu dziecka, zasłaniano okna chaty kładąc tam
zarazem kawałek chleba i sól. Razem z kawałkiem chleba i soli

Ten głęboki związek pomiędzy domem a człowiekiem (związek

d a w a n o też kobiecie idącej do chrztu, lub wkładano dziecku do

i para lei izm pomiędzy domem a ciałem; łożyskiem a podwaliną)

koszuli węgiel i trochę gliny z pieca. Kładąc dziecko po raz

widać najlepiej w zwyczajach związanych z z a c h o w y w a n i e m

pierwszy do kolebki, wrzucano garść ż y t a .

pępowiny, łożyska w obrębie domu.

Obrzędowi chrztu towarzyszyły dokonywane w domu ceremo­

Pępowinę przecinano nożem położywszy ją na toporzysku (u
chłopaka) lub na wrzecionie (u dziewczynki), kładziono ją także
na książce.

31

Przechowywano pępowinę w szczelinie ściany,

wkładano także w belkę w izbie, lub k r o k i e w .

32

Łożysko po

obmyciu w o d ą czym prędzej zakopywano wewnątrz chaty na
M

pokuciu ; zakopywano je w obrębie domu mieszkalnego, „aby
dziecko domu się trzymało, a nie poszło za światem; zakopywano
je w izbie pod progiem drzwi wejściowych, „tam gdzie najwięcej
chodzą, deptają - aby zdrowe było". Jeśli urodził się s y n ,
zakopywano je w kącie „zastolnym, że to będzie z niego
gospodarz", jeśli zaś córka, w którymkolwiek kącie izby lub przy
progu, „aby była na w y l o c i e " .

34

37

W łożysko przed zakopaniem

wkładano kawałeczek chleba święconego, soli święconej; jeżeli
dzieckiem była dziewczynka wkładano haftkę, gdy chłopiec
- wrzucano w nie monetę. * Czasami zawinięte w czystą szmatkę
łożysko, z dodaniem chleba święconego, zakopywano na stry­
c h u , „aby dziecko z czasem zostało wywyższone na kupca czy
3

księdza." *

nie z m y w a ń , „zlewin", „zmywania o w s e m " położnicy.
„Baba kropi kropidłem z ziół święconych położnicę i zebranych,
a następnie obsypuje wszystkich zbożem po trosze, ojca i kuma
po całej garści. Kropidło to kładzie się dziecku później do kąpieli."
( Z W D A K , t. 11, s. 1 3 1 )
„Gdy goście za stołem zasiędą, kuma obdziela ich tym chlebem,
który miała przy sobie w cerkwi. Poczem baba przystępuje do tak
z w a n y c h 'zlewin', które odbywają sią w następujący sposób:
jeżeli nowonarodzonym jest chłopak, to matka staje na tej
siekierze, na której ucięto dziecku pępowinę po urodzeniu (jeżeli
nowonarodzoną jest dziewczynka, matka staje na wrzecionie i na
tym grzebieniu do przędzenia, który podkładano dziecku pod
pępowinę przy jej obcinaniu); baba posypuje jej ręce zbożem
i zlewa je w o d ą święconą mówiąc: 'oczyszczam twoją duszę od
grzechu twojego'. Nawzajem położnica czyni toż samo babie,
mówiąc: 'oczyszczam twoje ręce od brudu mojego'." (tamże)
„Babka po chrzcie przed ucztą 'zmywa o w s e m ' położnicę (.»)
a następnie wyciera też o w s e m i dziecko, c o ma chronić ojj
uroków; potem usiłuje napakować o w s e m usta kuma i innycn
mężczyzn o b e c n y c h . " ( J . S . Bystroń, op. cit., s. 1 3 9 )
W niektórych okolicach obrzędowi chrztu towarzyszyło zmyw»*

W tych przykładach zawiązywania się głębokiego związku
pomiędzy domem i człowiekiem od początku, od jego narodzin,
owej więzi mającej w p ł y w na późniejszy charakter nowonaro­
dzonego, jego zajęcia, status społeczny, jego przyszłe przywiąza­
nie do domu i otwarcie na świat, widzimy pojawianie się znanych
już nam symboli kreacyjnych. Tak jak budowanie domu, tak
i przyjmowanie dziecka na świat nawiązuje do czasu początku,
jest stwarzaniem świata. Towarzyszą temu te same symbole:

nie chaty:
„(...) o d b y w a się z n ó w ceremonia mycia nie ludzi, lecz ChatYjlJJ
trzeci dzień chrzcin baba z dziećmi z m y w a mur, żeby di^JW
zawsze czyste; zwie się to 'zmywanie muru', 'skrywanie'." (мяв*
s. 6 9 ; por. M. Federowski, op. cit., s . 3 0 3 )
Przed wyjściem do w y w o d u , chrztu, kładziono pod

Ф^?^

lub na progu ziele święcone w Matkę Boską Zielną, w
-jeśli urodził się chłopiec, w malowance, tj. w płótnie druko**"

wkładane przy zakładzinach domu w podwaliny - chleb, sól,

nym w deseń - jeśli dziewczyna, oraz siekierę. Babę p r z e s t ą p * ^ *

święcona w o d a , święcone wianki, święte przedmioty.

z dzieckiem przez próg i położoną na nim siekierę skrapiano~^*"'

Można

wręcz mówić o nakładaniu się na siebie obrazów budowania

święconą.

domu i przyjmowania doń człowieka.

wrzeciono, kosę, siekierę, płótno i nici. *

6

Kładziono również na progu chleb, sól,
3

�P o w s z e c h n y m zwyczajem było wkładanie pieniędzy w pod­
uszkę dziecka niesionego do chrztu; zawiązywano mu pieniądze
w rogu pieluszki. „ P o chrzcie wiąże kumoter wstążeczką w róg
poduszki talarka i fenika, jako więzarek dla n i e g o . "
Związek pomiędzy domem i człowiekiem widzimy i w innych
elementach recepcyjnych obrządów rodzinnych. Podobnie jak
wprowadzana w dom przy obrzędach weselnych żona musi
dotknąć się ogniska domowego, podobnie jak człowiek zbiegły
przez dotknięcie się ogniska zyskiwał prawo azylu, tak też
i dziecko, które wprowadzano w dom było zbliżane obrzędowo
do ogniska, pieca czy s t o ł u .
39

40

„ P o chrzcie kładą dziecko na stół z tą poduszką w którą jest
owinięte, a każdy z o b e c n y c h przystąpi d o ń i przypatrzy mu się
dobrze robiąc znak krzyża." ( D W O K , t. 11, Poznańskie, s . 5 1 )
„Kładzie babka noworodka pod pripiczok i bije głową o prytułę
(deskę do zatykania pieca), żeby było tak twarde." ( Z W D A K , t.
13, s. 1 1 7 )
Na Pokuciu „Babka po urodzeniu dziecka i zawiązaniu pępka
bierze je i trzymając na dół głową bije po trzykroć stopami
0 swołok ( s o s r ę b ) " . ( D W O K , t. 3 1 , Pokucie, s . 1 7 5 )
P o w s z e c h n y m również był zwyczaj uderzania dzieci po p o ­
wrocie ze chrztu gałązką, rózgą.
„Ojciec kładąc dziecko u progu na ziemi i bijąc lekko rózgą po
poduszkach, m ó w i : 'a nie chodź po w s i , a słuchaj się ojca, matki,
a jedz groch z kapustą, będziesz dobry gospodarz." ( J . S . Bystroń,
op. c i t , s. 1 0 4 )
Po chrzcie, gdy przyniosą dziecko na powrót d o domu, kładą je na
klepisku i uderzając lekko rózgą mówią: „Nie płacz, bądź dobre
1 posłuszne, śpij dobrze i pociesaj rodziców". ( D W O K , t. 2 0
Radomskie, s . 1 3 2 )
„Ojciec chrzestny po powrocie ze chrztu uderza poduszkę, niby
s w e g o chrzestnika, gałęzią wierzbową, uciętą podczas s w e g o
powrotu z kościoła, a następnie bije te dzieci, które się mu
nawiną, żeby pamiętały chrzciny, wreszcie rózgę tę w y n o s i w pole
i osadza na najbliższym płocie." ( J . Świętek, Lud nadrabski,
Kraków 1 8 9 3 , s . 1 2 9 )
41

Uderzano też dziecko rózgą z tarniny, aby było posłuszne.
Tarniną tą „ w innej okolicy, palono ogień pod kościołem rano
przed mszą w Wielką Sobotę. Węgle wrzucano do wody, którą
wtedy święcą. W o d ą tą skrapiają siebie i zabudowania, aby szatan
nie miał do nich przystępu. Niedopalone gałązki tarniny wtykano
pod strzechę". Gdzie indziej powiada się, „że rózga ta ma być
I odłamana z wiśni" . Wkładano też jemiołę głogową albo z drzeI wa jabłoni dzieciom pod głowę do kolebki, aby na nie strachy
i straszliwe marzenia nie przychodziły.
Powszechnym też było, że do pierwszej kąpieli dziecka wrzuca : no pieniądze. Wrzucano też żyto, chleb ; wkładano liście z gałąI zki leszczynowej "; kąpano w ciepłej wodzie zaprawionej mlej kiem i masłem, smarowano usta dziecka miodem. '
I
Gdy dziecko kończyło pierwszy rok życia sadzano je na stole,
I kładziono koło niego książkę, pieniądz, chleb i nóż, „z tego, po c o
I dziecko sięgnie wróżą do czego będzie zdatne". "
I
Od początku, od narodzin i na dalszych etapach jego życia.
I określając jego charakter, temperament, wpływając na jego
I przyszły los, dom towarzyszy człowiekowi i symbolicznie „uczes­
tniczy" w e wszystkich ważniejszych wydarzeniach. W obrzędo­
wości weselnej odnajdujemy wszystkie wcześniej zasygnalizo! Wane wątki kosmoteologicznej, kosmicznej symboliki domu
[ (dom-świątynia; dom-chleb; dom-raj, dom-ogród; dom-gospof darstwo; dom-pole; dom-świat; dom-drzewo itd.), dlatego ograf nłczymy się tu tylko do kilku przykładów oddających ó w dynami* * n y charakter i sposób w jaki znana nam już symbolika domu
t dochodzi szczególnie podczas wesela do głosu. Oto dramatyczny
P P » fragmentu wesela na Litwie zanotowany przez Łukasza
geołębiowskiego:
42

M

44

w

4

4

4

» ( • - ) dwaj przyjaciele pana młodego porywają oblubienicę
• f r domu rodzicielskiego; przywiódłszy, oprowadzają trzykroć
HJtofo domu, nogi jej myją, kropią tą w o d ą sprzęty, łóżko
Bjałżeńskie i wszystkich obecnych, miód w usta jej kładą, dla
g t a z a n i a zapewne, jak powinna być słodką i łagodną dla męża,
g f t e m okrywszy jej oczy, prowadzą do każdych drzwi domu,
" • J w z a w nie prawą nogą, drzwi się otwierają, i wtenczas ją
Bjsypują pomięszanem ziarnem: pszenicy, żyta, o w s a , jęczniegrochu, bobu i maku. Sypiący je tak przemawia do niej:

'będzieszli wierną mężowi i dobrą gospodynią, nie uczujesz
niedostatku i obfitości doznasz'. Zdejmują wtenczas zasłonę, i za
stołem, na którym już uczta zastawiona, sadzają." ( L . Gołębiow­
ski, Lud polski..., s . 2 4 3 )
Szczególnym motywem, jaki pojawia się w obrzędowości
weselnej, jest motyw D O M U - M A R Z E Ń , domu ojakim się marzy.
Motyw ten pojawia się w pieśniach zalotnych i w e s e l n y c h ,
składając się na swoistą ludową estetykę bogactwa. Zwracał nań
uwagę w s w y c h studiach nad artyzmem pieśni ludowej Bystroń, '
a współczesny krytyk literacki, który tropi obecność tego charak­
terystycznego dla ludowej wyobraźni motywu w e współczesnej
literaturze nurtu chłopskiego, tak o tej estetyce, i o o w y m obrazie
domu-marzeń pisze: „ L u d o w o ś ć - j a k wiemy - potraf iła stworzyć
własną estetykę bogactwa. Była ona wyobraźniowym spełnie­
niem tego, czego nie starczało w realności. J a n Stanisław Bystroń
zwraca uwagę (...), że pieśni chłopskie rzadko ukazują codzienne
bytowanie ludu. Raczej są to pieśni o świecie wymarzonym,
świecie pańskiego dobrobytu, który, dlaczegóż by w to wątpić,
naprawdę był bogactwem, gdy realizował się poprzez p i e ś ń . "
I na d o w ó d , autor c y t o w a n y c h słów, przytacza tekst śpiewu
zamieszczony w zbiorze Zoriana Dołęgi C h o d a k o w s k i e g o :
4

50

51

„Oj, leluja, Kasieńko kochanie, / masz piękne mieszkanie,
zamek marmurowy, / wierzch z kości słoniowej.
Pojrzawszy dokoła, / o w a pięknie zgoła:
wrota jaworowe, / odrzwia dębowe,
okna kryształowe, / balasy cisowe,
stoły jaworowe, / przyławki lipowe.
Stoi w okieneczku, / w e złotym wianeczku,
czoło jej się łyska, / parobeczek ją ściska."
Zarówno w tej pieśni, jak i w jej wariantych, w analogicznych
pieśniach zalotnych i weselnych:
„(...) Otwierajcie pacholicy / seroko wrota
ażeby mój kochanecek / nie otar(l) złota
zakładajcie pacholicy / kobierzec pod próg
ażeby mi kochanecek / nie zwalał nóg
Zastawiajcie pacholicy / marmurowy stół
na tym stole marmurowym / cukier, marcypon."
( D W O K , t. 2 2 , Łęczyckie,

s. 8 7 )

nie tylko mamy do czynienia z o w y m „marzeniem o pańskości".
W o w y m bogactwie domu (zbudowanego z kości słoniowej,
0 kryształowych oknach, marmurowych i j a w o r o w y c h stołach
etc.) rozpoznać możemy również odbicie obrazu domu-pałacu
niebieskiego, dworu niebieskiego. A także i motyw domu-raju,
gdy przypomnimy sobie kolędę o tworzeniu świata, gdzie poja­
wia się obraz drzewa życia - jaworu, jabłonki, złotego kamienia
12

1 gołąbków radzących o tym, jak mają zasiać świat. Charakterys­
tycznym jest tutaj splot kosmiczno-sakralnej symboliki, jaką
znajdujemy w oracjach i zaproszeniach na wesele, w których
nawiązuje się do stworzenia świata i Raju. I w których wzorcem
czasu początku jest także czas Bożego Narodzenia. W oracjach
tych zapraszający swatowie i drużbowie pojawiają się jako
przedstawiciele o w e g o rajskiego, niebiańskiego świata, są po­
słańcami Boga:
„(Drużbowie zapraszając na wesele:)
Scęśliwa była godzina, jak się Bóg narodził,
I ta scęśliwa - c o ja w a s nawidzil.
Mamy affekt z przyjścia s w e g o
Do domu wasecinego;
J e s c e z więksym affektem
Od Boga w Trójca święty jedynego,
Prosi pan ojciec, pani matka,
Pan młody, panna młoda
Na to wesele,
C o sie znacy (zapowiada) przez trzy niedziele
Chcąc my tyz to stadło przyozdobić
J a k o Bóg przyozdobił niebo
Słonkiem, miesiącem, gwiazdami,
Wodami, rybami,
Liściami, kwiatami
I cały świat trawnikami."
(Ż. Pauli, op. cit., s. 3 4 i n.)
Charakterystyczny również tak dla tych oracji jak i dla o b ­
rzędowości weselnej jest tu splot symboliki sakralno-kosmicznej

�z symboliką erotyczną. Przytoczmy więc jeszcze d w a teksty

i jak pieczenie chleba akt prokreacji. T e n ciąg skojarzeń: kobieta

formuł zaproszeniowych do „Odprowadzenia od stanu małżeńs­

- piec, pieczenie - prokreacja, chleb - ciało, chleb - życie, chleb

kiego do domu w e s e l n e g o " , w których, w pierwszym z nich

- płodność, narodziny, będący stale w tle obrzędowości rodzinnej

widzimy współwystępowanie symboliki erotycznej z nawiąza­

i stanowiący warstwę symboli, przenikających się z symboliką

niem do czasu początków, do raju, w drugim zaś, gdzie o z a ­

sakralną pieca jako miejsca świętego i centrum życia rodzinnego,

proszeniu na „Doprowadzenie do Majestatu B o s k i e g o " i gdzie

tłumaczy wiele elementów tej obrzędowości i towarzyszących jej

dom chłopski stanowi swoiste odbicie i transformację obrazu

wierzeń i zwyczajów. Tak więc np. dla wzmocnienia zdrowia i sił

domu-pałacu niebieskiego.

położnicy podawano jej, obok innych środków, także w o d ę

„ D o tego domu wstępujemy dnia dzisiejszego czwartkowego
Nie za mnie się poceno
Nie za mnie się skońcy; za Adama świętego
c o nie słuchał przykazania Boskiego
J e d n a gołębica se po niebie latała,
rozmaitego ziółka szuka;
tak też i pan młody szukał panny młodej
do siebie podobnej."
( D W O K , t. 2 2 , Łęczyckie, s. 5 5 )

gonia spotyka się tu z antropogonią. „Było prastare podanie
pogańskie, że ludzie pierwsi byli ulepieni z c i a s t a . " * *

Dom

uczestniczy w narodzinach człowieka, na sposób ludzki na­
śladuje kosmiczny wymiar stworzenia. Znamienna jest tu antropomorfizacja tych wyobrażeń. Tak więc np. przeciw poronieniu
d a w a n o położnicy, jak podają to opisy: „Glinę

(„Doprowadzenie do Majestatu Boskiego")
„ P a n - m ł o d y z panną-młodą do stołu siada
dobry wiecór rozpowiada,
d o nóżek upada
Winsujemy, winsować będziemy
scęśliwie ten dom nawiedzony.
My drużbowie jezdeśmy zesłani od Pana B o g a i od
Matki Najświętszy
I od pana ojca i od pani matki.
Prosiemy na stoły lipowe,
na łyżki klonowe,
na obruchy ć w i k ł o w e . "

i chleb z dodatkiem gliny wydrapanej z pieca. Widzimy więc tu te
same motywy i symbole obecne przy stworzeniu świata. Kosmo-

przepaloną,

z 'padniabienia' (sklepienia) w piecu wziętą, proszkują, mieszają
z w o d ą i podają chorej." ( M A A E , t. 1, s . 122)
„Sadze z komina lub z trzeciego bierwiona od góry nad progiem
wzięte podają z w o d ą (...) Czasem też dodają gliny ze sklepienia
pieca (...) Każą zjeść jaje surowe z mąką pszenną, lub też
'zamieraczki' z kilku jaj mieszają z mąką pszenną i podają chorej,
aby zjadła to siedząc na progu, a potem drugi raz taką samą
mieszaninę - trzymając się za zrąb drewniany w izbie, na którym
s p o c z y w a piec. (...) W końcu podają chleb lub zboże chorej
kobiecie lub bydlęciu." (tamże)

(tamże s . 5 9 )

Po urodzeniu dziecka okrywano je „kominiuchem", tj. szmatą,

Zarówno podczas obrzędowości towarzyszącej narodzinom,

którą się komin zatyka.' Rodzice chrzestni przynosili na chrzciny

7

jak i w obrzędowości weselnej ujawnia się erotyczny wymiar

po bochenku chleba. Babka oddawała dziecko matce chrzestnej

symboliki d o m u . Ponieważ istnieje wiele prac na gruncie badań

mówiąc: „Daję w a m sokoła, przynieście nam anioła". Potem

folklorystycznych poświąconych symbolice ludowego erotyzmu,

przykładano po trzykroć bochenek do twarzy dziecka, mówiąc:

świadomie nie podejmujemy tego w ą t k u , poprzestając jedynie na

„ O d chlebaśmy wzięli, do chlebaśmy przynieśli".** Ta złożona

jego zasygnalizowaniu, i odesłaniu do wciąż

symbolika i kojarzenie pieca z kobietą wyznaczały też miejsce

powstających

studiów folklorystycznych badających i rekonstruujących słow­
nik symboliki erotycznej w tradycji l u d o w e j .

M

Poprzestajemy tu

obrządowych oracji. Podczas wizyty s w a t ó w panna (jałówka)
chowała się za piecem, pan młody „zostawał gdzie za węgłem

na odnotowaniu wzajemnego przenikania się symboliki erotycz­

stodoły i obory".** W

nej i jej współwystępowanie z symbolami należącymi do sakral-

obrzędu panna młoda stawała przy piecu i stamtąd od pieca

czasie ważniejszych akcji weselnego

no-kosmicznego wzorca stworzenia świata - jak np. drzewo życia

wygłaszała

- rózga weselna z jej płodnościowo-falliczną symboliką. Wystar­

podczas gdy pan młody zajmował miejsce jak najbliżej stołu

(lub ktoś w

jej imieniu)

ważniejsze

przemowy,

czy więc przypomnieć o zdobiących rózgę, choinkę symbolach

i stamtąd przemawiał. Do pieca przyprowadzano pannę młodą po

miłości, o jabłkach, o orzechach, wiśniach, j a g o d a c h , oznaczają­

wprowadzeniu d o n o w e g o domu; kładziono też na nim nowo­

c y c h też w pieśniach żeński żywioł uosobiony w drzewie życia **,

narodzone dziecko. Przy zawiadomieniu o narodzinach zaprasza­

0 kojarzeniu żywiołu żeńskiego z drzewami tegoż rodzaju (kalina,

jący na chrzciny zawiadamiał, że „żonka z peczy upała", na co

rodzaju

pytano - „ a szczo B o h d a w syna albo doczki ? (A c o Bóg dał syna

męskiego (jawor, chmiel, d ą b ) , o erotycznej konotacji pola, roli,

czy córkę)".* Na wieść o urodzinach m ó w i o n o też, że „piec się

ziemi jako elementu biernego, żeńskiego i męskiej symbolice

rozwalił".* W tym ostatnim przykładzie widać wyraźnie parale-

pługa, radła, o erotycznej symbolice zasiewania, jak widać to

lizm d o m - człowiek. D o m niemal w antropomorficzny sposób

choćby w zwyczajach wigilijnych wróżb, gdzie wyciągnięcie nie

uczestniczy w narodzinach człowieka. W świetle tych przykładów

leszczyna -

dziewczyna) i męskiej symboliki drzew

0

1

tylko „kukiełki" z ciasta, spod obrusa wigilijnego stołu przez

ujawnia się również antropokosmiczny wymiar domu i sens

kobietę, ale nawet i znalezienie przez nią ziarenka zwiastowało

znanych już nam życzeń towarzyszących podczas wigilijnego

syna lub córkę. Wystarczy przypomnieć o w e żartobliwe życzenia

obrzucania pułapu, czy wylewania w ó d k i podczas weselnego

podczas zasiewania izby ziarnem: „ W każdym kątku po dzieciąt­

toastu na ścianę - kiedy to życzono domownikom „tyle byc-

ku, a na piecu dwoje".

ków...".

„Ciekawy był zwyczaj podkładania w siano maleńkich lalek,
zrobionych ze szmat. Czasem te lalki były zróżnicowane na
męskie i żeńskie. Małżonkom wyciągnięta lalka wróżyła syna lub
córkę, chłopcom ożenek, dziewczętom zaś 'kawalera w kar­
nawale', najczęściej zaś 'bachura' czyli nieślubne dziecko, c o
oczywista chłopcy wykorzystywali, żartując: o wejl bachura
m a s ' . " ( S . Dworakowski, Kultura społeczna..., s . 3 8 )
Pamiętać też trzeba o erotycznej symbolice przestrzeni domu
podczas obrzędu weselnego - (komory, alkierza), wrót, bram,

T a bogata i złożona symbolika pieca sprawiała, iż był on
symbolem życia osiadłego i rodzinnego. Do takiej chaty z piecem,
jak pisze Stanisław Vincenz, wiodły wszystkie doświadczalne
próby ze spaniem przy ognisku na miejscu przyszłego domu,
zmierzały doń wszystkie mieszkania „tymczasowe, półstałe, do­
świadczalne", które były jedynie przygotowaniem do „chaty ne
przyszłość", „chaty z 'hrubą', to jest z piecem na pół izby, n *
którym spać może kilka osób". ( S . Vincenz, op. cit., s . 56)

progu, ganku, przy których spotykali się młodzi - granic pozos­

Dom uczestniczy w życiu człowieka ewokując i odsłaniając

tających w ścisłym związku z obrzędami przejścia (z przemianą

coraz to n o w e znaczenia ze swej bogatej symboliki w zależności

panny w mężatkę i kobietę, kawalera w mężczyznę i gospodarza).

od kontekstu i sytuacji. Omawiając świętość ogniska domowego,

Wystarczy wreszcie i na koniec wspomnieć o mtstyczno-erotycz-

dom jako miejsce święte, siedzibę i mieszkanie B o g a , van d*L

nej symbolice pieca, na którą zwracał uwagę i o której pisał

L e e u w przytacza opowieść pewnego starego chłopa, opowieść

Antoni Nowosielski.** Pieca, który podobnie jak stół, stanowił

sięgającą do czasu dzieciństwa: „ G d y kocioł zdejmowano z og­

miejsce najświętsze w domu, był jego centrum kultowym i o b ­

nia, kołysaliśmy czasami hak, na którym był umieszczony. Nie

rzędowym (ognisko d o m o w e ) , a który jednocześnie kojarzony

w o l n o tego robić - powiadał nasz J a n - bo pan Bóg dostanie bełtt-

był z kobietą, pieczeniem chleba, udzielaniem życia, narodzinami,

głowy. W y d a w a ł o się nam to żartem. Nie wiedzieliśmy jednak, ze

1 który symbolizował żeński organ (tak jak łopata i ożóg - męski).

'haol' (hak)

8

od pradawnych czasów jest świętym miejscem

�I
w d o m u , w o k ó ł którego oprowadzano narzeczoną i który c h w y ­
tano, by wziąć dom w posiadanie."

4 2

Podobnie i w naszej tradycji

ludowej w odpowiednim czasie i sytuacji ujawniają się te same
warstwy symboliczne domu i pieca jako miejsca świętego. J e d n o
z wierzeń m ó w i , iż „ w Wielki Czwartek nie godzi się wycierać
kominów, bo kto wyciera ten Panu J e z u s o w i sadzy w oczy
natrzepie."*

3

W symbolice domu, który towarzyszy człowiekowi od narodzin
do śmierci, w symbolice, w której ujawniają się coraz to n o w e
treści (sakralne, społeczne, gospodarcze itd.), zapisany jest nie
tylko obraz świata i życia rodzinnego z charakterystycznym dla
kultury chłopskiej podziałem ról na męskie i żeńskie. Dom jest
obrazem syntetycznym, makrokosmos przenika się tu z mikrokosmosem. Symbolika ta, w której widzimy głęboki izomorfizm czy
paralelizm domu i człowieka, nieraz kryje w sobie i wyłania
z siebie ó w obraz świata, taki jakim był u początków, w chwili
stworzenia. Tak jak podczas pieczenia chleba anioł siedzi po
jednej stronie chałupy, a diabeł po drugiej, tak i podczas konania
człowieka anioł i diabeł stają po obu stronach umierającego.
„ P o obu stronach umierającego stoją: anioł i diabeł. Jeżeli
człowiek żył dobrze, anioł stoi blisko łoża umierającego; jeżeli źle
spogląda tylko z daleka, a koło łóżka wija się diabeł i macha
z radości ogonem." ( S . Dworakowski, Zwyczaje..., s . 142)
„Opowiadają, że między aniołem i diabłem rozgrywa się walka
0 duszę człowieka. Anioł gada: moja dusa, a djabuł: moja i tak się
spierają do uząb (do ostateczności). Anioł pokazuje spisane
w księdze wszystkie dobre uczynki, a djabuł mu podtyka pod nos
dokument, gdzie stojo wypisane wszystkie złe uczynki. I tak się
spierajo, az który którego przepomoze, ten zabierze duse."
(tamże)
„Każdy człowiek ma s w o j e g o Anioła Stróża, który walczy z diab­
łem o duszę człowieka. Szczególnie ostra jest walka w chwili
śmierci człowieka. Anioł bije diabła różańcem, polewa w o d ą
święconą, rysuje kółko kredą święconą. Anioły bronią człowieka
przed diabłem, ale z nim nie walczą. Diabeł gdy zobaczy anioła to
ucieka." (Badania ter., J ó z e f ó w 1 9 8 0 , s . 14)
„Głównie Anioł Stróż walczy z Diabłem o duszę człowieka. Każdy
człowiek ma s w o j e g o Anioła, który siedzi za prawym uchem
1 s w o j e g o Diabła siedzącego za uchem lewym. J a k w uchu
dzwoni to znaczy, że diabeł w a l c z y z aniołem - jak w prawym to
Anioł w y g r y w a , jak w lewym to Diabeł." (tamże s. 8 )
„Anioł Stróż jest dany człowiekowi od kolebki i opiekuje się nim
przez całe życie. Ostrzega przed pokusami, walczy z diabłem."
(tamże, s . 15)
„Każdy człowiek ma s w o j e g o diabła, który siedzi na nim konno,
na biodrach z tyłu, więc widzieć go nie może. G d y człowiek
mocno przyciśnie się plecami do ściany, wtedy słyszy pukanie. T o
djabeł kopytkami stuka w ścianę, aby się oddaliła." („Wisła", t.
13, s . 3 9 5 )
„Djabły kręcą się wszędzie i wojują z aniołem przez całe życie
człowieka o jego duszę. Z a w s z e z jednej strony człowieka stoi
anioł stróż, z drugiej djabeł i jeżeli człowiek rano pozdrowi Pana
J e z u s a , podziękuje za zdrowie Matce Świętej, to tego dnia będzie
się nim opiekował anioł, w przeciwnym razie szatan bierze go
w swoje posiadanie na cały dzień. G d y przez całe życie człowiek
był więcej pod w p ł y w e m anioła niż szatana, to po śmierci będzie
umiał czytać i pisać, chociażby za życia nie miał o tym pojęcia."
(„Wisła", t. 4, s . 8 5 )

g o święconą w o d ą i nakrywają obrusem. G d y umrze uważają, aby
łzy płaczących, krewnych nie padały na trupa, bo musiałby na
tamtym świecie moknąć." (K. Moszyński, Polesie..., s . 208)
„Aby ulżyć skonu (...) rozsuwają deski w powale - 'prabiwajuć
strop czyli stoł'." ( M A A E , t. 1, s . 2 2 0 )
„Jak trudny zgon, więc żeby łatwiej skonał, kładą go na słomie za
piecem. Potem kładą go na ławie na tej słomie, przykrytej
płótnem. Uważają aby źdźbła słomy nie zabrać z nim z ławki
(umarły wziąłby urodzaj). Wynosząc trumnę na każdym progu
trzy razy uderzają (że niby nieboszczyk żegna się)."
„Ciało kładą na ławie, g ł o w ą w stronę zachodu słońca, pod nim
słoma i płótno. Przed wyniesieniem trumny kładą na trumnę
bochenek chleba owinięty w przędziwo (aby nieboszczyk nie
wyniósł z sobą urodzaju konopii), na który nasypano szczyptę
soli, a po wyniesieniu trumny zdejmują g o i wnoszą d o chyży,
gdzie po powrocie z pogrzebu pokroją i zjedzą."
„ N a oknie stawiają szklankę w o d y i kromkę chleba, bo wierzą, że
dusza nieboszczyka w nocy tej w o d y się napije i ukąsi chleba."
„Gdy ciało leży na ławie, nad g ł o w ą stawiają garnek przewrócony
dnem do góry, na którym jest lampa. G d y wyniosą trumnę, to
niosą za nią garnek (który rozbijają przed cerkwią) i śmiecie
wymiecione zaraz po wyniesieniu ciała, a i to i czerepy z garnka
wyrzucają na uboczu, tak aby nikt przez to nie przechodził."
„Gdy wrócą d o domu, wywracają do góry kołami w ó z , którym
wieziono umarłego na cmentarz i pozostawiają aż do następnego
dnia. Słomę spod umarłego wyrzucają na drogę. (...)"
„Babki kościelne, które ciała pilnowały zamiatają czym prędzej
chatę i śmiecie wyrzucają za bramę; światło palą do dnia
następnego, bo wierzą, że dusza krąży koło domu całą dobę."
( D W O K , t. 4 9 , Sanockie-Krośnieńskie,
s . 531 i n.)
„ W wypadku długiego konania wszystkie stoły i stołki w chacie,
szybki w oknach wycierają pierwszą lepszą szmatą, jak pod rękę
wpadnie." ( M . Federowski, op. cit., s . 3 1 8 )
„Wszędzie u ludu naszego jest w e z w y c z a j u , że konającego
ściągają z łóżka i kładą na ziemi na słomie żytniej, kulowej, ażeby
miał lepsze konanie." ( Z W D A K , t. 1 5 , s . 2 0 8 )
„Zmarłą wieśniaczkę układano na ławie, między 'polem' (rodzaj
podwyższonej podłogi, deski biegnącej od pieca do ściany)
a pokuciem. Zmarłego gospodarza układano na pokuciu w ten
sposób w jaki żywy zawsze spoczywał na ławie, tj. głową 'ku
obrazom'. (...) Nad zmarłym trzykrotnie zakreślają koło dymiącym
woskiem. Stawiają też na oknie albo przy głowie w o d ę dla duszy.
Dusza opłukuje się w niej, dlatego pić tej w o d y nie należy, trzeba
wylać ją na pokuć. Wracają do chaty nie rozmawiając. W chacie
myją ręce i wycierają je o piec, poczem myją ławki, zamiatają
izbę." (K. Moszyński, Polesie..., s . 2 0 8 - 2 0 9 )
Pod g ł o w ę zmarłego, do trumny wkładano poduszkę z sianem,
64

chmiel, miętę, rumianek, wianki i poświęcone b a z i e , pod nogi
d a w a n o nieco siana, trumnę skrapiano świąconą w o d ą i przy­
strajano różnobarwnymi kwiatami
czerwonym.*

5

oraz papierem, koniecznie

Robiono też poduszeczkę z gliny pod głowę.**

Gospodarzowi wkładano do trumny czapkę, gospodynię ubiera­
no w to ubranie, które miała na sobie podczas oczepin, „dziewkę
ubierają tak jak do ślubu z wiankiem barwinkowym, parobka
młodego ubierają tak jak gazdę, tylko mu dają wianek barwin7

kowy na kapelusz" * .
Podczas wyprowadzenia zwłok następowało pożegnanie zma rłego z domem, trumną uderzano trzykrotnie o ten s a m próg, gdzie
zakopywano łożysko, uderzano trumną o drzwi. Kiedy w y n o s z o ­
no trumnę, kładziono siekierę pod próg, „aby nie wlazło do izby

Dom uczestniczy w śmierci człowieka. I tu widzimy także te

nieszczęście"**; gdzie indziej z n ó w zmarłemu obcinano paznok­

same, znane nam już symbole kreacyjne, c o w zakładzinach domu

cie u rąk i nóg i zawinięte zawieszano pod siestrzanem, „aby

i narodzinach człowieka. Charakterystyczny jest tu paralelizm

z umarłym szczęścia domu nie utracono", albo „aby umarły nie

obrzędowych działań towarzyszących narodzinom i śmierci;

pociągnął za sobą żywych członków rodziny".** Przy pożegnaniu

Wyprowadzeniu zwłok towarzyszy otwieranie domu: „Kiedy
umarłego wynoszą z d o m u , otwierają wszystkie drzwi (jak np.
drzwi izby, komory, stodoły, stajni itd.), otworzą skrzynię, odkryją
dzieżkę, odsuną szufladę itp., ażeby dusza nieboszczyka wyszła
za ciałem, a nie straszyła." ( D W O K , t. 16, Lubelskie, s . 134)

domu jeden z gospodarzy mówił w

Umierającego „dla ulżenia skonu kładziono na ziemi, okadzano
święconymi ziołami, kropiono w o d ą święconą", do

trumny

kładziono trochę ziół święconych, chleba, soli, w ó d k i , przy­

imieniu zebranych, że

„Wstąpili w ten dom odwiedzić ciało martwe bez d u c h a z o ­
stające, zarazem wyprowadzić je z domu doczesnego i z a ­
prowadzić do domu i n k s z e g o . "

70

Ci co nieśli trumnę mówili

w imieniu zmarłego w chwili uderzenia trumną o próg: „Dziękuję
progom i sąsiadom i r o d z i n i e ! "

71

Wraz ze śmiercią człowieka zamierał dom.

„Nieboszczyka

krywano oczy nieboszczyka pieniędzmi. Wkładano pod g ł o w ę

kładziono w pokoju z twarzą zwróconą ku drzwiom. G d y ktoś

zmarłego święconą bylicę i piołun. Przykrywano trumną zielem

umarł, zaraz należało otworzyć okna, aby dusza wyszła. G d y kto

&gt; wiankami święconymi. W ręce zmarłego wkładano obrazek

umrze, usuwają z domu zwierzęta. Nie w o l n o zamiatać pokoju,

święty, krzyż, książkę do nabożeństwa otwartą na modlitwie za

w którym leży ciało zmarłego. Po śmierci domownika nie bielą

. zmarłych, w głowie trumny pisano imię J e z u s .
'.Umierającemu dają do ręki świecę w o s k o w ą , podczas konania
milczą, aby umierający się nie męczył. O ile konanie przeciąga się
nazbyt długo, to zdzierają w izbie powałę; obmywają umierające­

ścian przez m i e s i ą c . "

72

Gdy ktoś umarł, zatrzymywano zegar

w biegu, zasłaniano lustra. W domu zalegało milczenie, a d o ­
świadczana w nim śmierć miała też swój wymiar kosmiczny,
przyłożywszy uchu do progu można było usłyszeć tylko krzyk

9

�zmarłego: „ G d y człowiek umrze, zaraz go kładą na ziemi, na
słomie, aby odcierpiał karę za grzechy, słoma ta kłuje zmarłego,
jakby igły, i wtedy krzyk jego rozlega się od jednego krańca świata
do drugiego. Kto wówczas przyłoży ucho do progu pokoju,
w którym leży zmarły, ten usłyszy krzyk ó w ale zaraz u m r z e " . "
„Natychmiast po zgonie gospodarza, najstarsza z rodzeństwa
zachodzi po kolei do stajenki, obory, chlewików, a nawet i do
ptactwa d o m o w e g o , a stanąwszy w e drzwiach m ó w i 'Nie ma już
(wołki, koniaki, krówki itp.) w a s z e g o hospodara'." (M. Federow­
ski, op. cit., s . 3 1 9 )
„ W niektórych w s i a c h wynosząc trumnę, uderzają ją trzy razy
o próg na pożegnanie, 'co on więcy tędy nie będzie chodziuł'. J a k
wynoszą 'grób' uderzają nim trzy razy w próg przy obu uszakach.
W tym czasie przewracają w chacie stołki, na których stała
trumna, 'żeby się nie boić nieboscyka." ( S . Dworakowski, Zwy­
czaje..., s. 153)
„Wynosząc trumnę z domu na marach obchodzą w koło p o ­
dwórze i przystawają przed stajnią, oborą i c h l e w e m . Wtedy przy
każdym przystanku jeden z tragarzy trzy razy stuknie trumną
0 mary mówiąc: 'Wasz pan w a s żegna bydełko nie smućcie się,
nie zamorzycie się, bo będzie inny', - gdy drugi wszedłszy do
obory, c h l e w a trzy razy poruszy i stuknie korytem, na znak że
bydło zrozumiało, i w odpowiedzi żegna wzajem s w e g o opieku­
na. Toż samo przy ulach: 'nie smućcie się, pszczółki, pan w a s
pożegnał." ( D W O K , t. 10, Poznańskie, s. 2 1 7 )
T e n antropokosmiczny wymiar domu, głęboki związek pomię­
dzy domem i człowiekiem, izomorfizm i paralelizm: dom-człowiek, jaki ujawnia się w

tradycji ludowej w

obrzędowości

rodzinnej, znalazł swój szczególny wyraz w tradycji biblijnej.
Tradycja ludowa nie jest tu tak odległa od praobrazu obej­
mującego w sobie związek kosmosu-domu-człowieka, jaki znaj­
duje się w księdze Eklezjastesa, gdzie starość i śmierć człowieka
jest przedstawiona jako zamieranie i rozpadanie się domu (gos­
podarstwa), zamieranie świata. Ten antropokosmiczny wątek
paralelizmu pomiędzy domem i człowiekiem podnosiły interp­
retacje, widzące w poszczególnych obrazach zawartych w tym
t e k ś c i e - o p i s starości i umierania człowieka, gdzie „stróże d o m u "
- to ramiona, „silni mężowie" - nogi, „mielące" - zęby, „patrzące
w o k n a c h " - oczy, „ d r z w i " - uszy lub u s t a .

74

„Pamiętaj tedy na Stworzyciela s w e g o w e dni młodości twojej
dopóki nie nastaną lata, o których rzeczesz - nie podobają mi się.
Zanim się zaćmi słońce i miesiąc, i gwiazdy, a nawrócą sią obłoki
po dżdżu. W dzień, którego się poruszą stróże domu i zachwieją
się mężowie silni i ustaną mielący, przeto, że ich mało będzie,
1 zaćmią się wyglądający oknami, i zawrą się drzwi z dworu ze
słabym odgłosem mielenia. I powstanie na głos ptaszy i ustaną
wszystkie córki śpiewające i wysokiego miejsca bać się będą.
I będą się lękać na drodze, gdy zakwitnie migdałowe drzewo,
także i szarańcza będzie mu ciężka i żądza go omienie, bo
człowiek idzie do domu wiecznego, a płaczący po ulicach
chodzić bądą. Pierwej niż się zerwie sznur srebrny, i niż się stłucze
czasza złota, a rozsypie się wiadro nad zdrojem, a skruszy się koło
nad studnią. I wróci się proch do ziemi, jako przedtem byl, a duch
wróci się do Boga, który go dał."
W tradycji i wyobraźni ludowej natrafiamy na te same motywy
i obrazy podkreślające głębokie związki pomiędzy domem i czło­
wiekiem, ich izomorfizm. Do wyróżnionych więc już m o t y w ó w
możemy dopisać rozwinięcia obrazu i paralelizmu dom-człowiek
(dom-ciało, d o m - d u s z a ) . Ten paralelizm widać szczególnie w li­
cznych wierzeniach związanych

z medycyną

ludową:

„Ból

w krzyżach leczą wyrębując o wschodzie słońca trzy krzyże na
7

trzech belkach podtrzymujących p o w a ł ę " " , „ W każdej chacie
znajduje się za obrazami świątymi

lub w

skrzyni gromnica

poświącona 2.II, świecę tę starają się donieść do domu i tu
kopcącym płomieniem robią znak krzyża na powale, odwiecznym
miejscu sakralnym, przesuwają także płomień kilkakrotnie pod
7

szyją, ażeby sią uchronić od bólu gardła." *
Tradycja i wyobraźnia ludowa, gdy idzie o paralelizm i s y m ­
boliczną analogię dom-człowiek, nie odbiega tu od wyobrażeń
należących do sztuki, literatury i kultury wysokiej, znajdujemy
w niej obrazy przylegające do starożytnego toposu, wskazujące­
go na związek oka i okna

mówiącego, iż oko jest oknem duszy.

J a k widzieliśmy, tradycja ludowa na swój sposób rozwija związek
okna i Chrystusa, okna i Matki Boskiej, symbol i motyw znany
7

w sztuce średniowiecznej i w twórczości Durera. "
G d y idzie o związek dom-człowiek, znamienna dla tradycji

10

ludowej jest antropomorfizacja domu, odnajdujemy ją w boga­
tym materiale dotyczącym zagadek ludowych:
„Jedno prosi o noc, drugie o dzień. A trzecie powiada: J a k we
dnie tak i w nocy, zawsze musze mieć wyblescone (zawdy
wytrzeszczam o c z y ) . "
- odp. D R Z W I , Ł Ó Ż K O , O K N O .
C o więcej, znajdujemy tu ten sam typ obrazowania, ó w cytowany
antropokosmiczny wątek, jaki widzieliśmy w obrazie starości
znanym z Eklezjastesa:
„Pyt.: W górach śnieg, w dołach w o d a , przyjacieli w domu ni ma,
jeść kcę
Odp.: Starość: włosy siwe, w oczach łzy, zębów nie m a . "
7 9

T a antropomorfizacja domu w tradycji ludowej wyraża się'
w tym, że dom nie tylko uczestniczy w narodzinach i śmierci
człowieka, ale sam niemal jak człowiek 'czuje', 'gada' - trzeszczy,
skrzypi, szepcze, przeczuwa i wieszczy. Wszystko, co się dzieje
w domu i z domem ma s w e głębokie znaczenie i konsekwencje
dla jego d o m o w n i k ó w .
„ D a w n i e j wierzono, że spośród belek powały szczególne znacze­
nie ma 'tram'. W każdym domu tram powinien być choć w jednej
izbie. Gdyby tram wyrżnąć i usunąć z izby, wkrótce wymarliby
w s z y s c y domownicy". ( S . Dworakowski, kultura społeczna, s.
217)
„Jeżeli stół pacząc się trzaska, niezawodna to wróżba śmierci."
( D W O K , t. 7, Krakowskie, s . 177)
„Chata w której pęka lub trzeszczy pułap albo dzieża chlebowa,
wkrótce mieć bądzie trupa." ( D W O K , t. 34, Chełmskie, s. 200)
„ G d y się łuczywo pali a mała szczepeczka paląca się odpada
i wbija drugim końcem do ławy albo do ziemi, ma to być znakiem
że pewna dusza świecy potrzebuje. (...) Jeżeli kieliszek z wódką
przewróci się na stole mówią: niechaj to będzie dla dusz, wszak
i one potrzebują (...) Cichy głos kołatania podobny do zegarka ma
wieczorem być głosem śmierci wzywającym jednego z domo­
w n i k ó w . " ( D W O K , t. 53, Litwa, s. 3 9 3 , 4 1 1 )
„Jeśli w wigilię kto zajrzy z pola do okna a domowi ludzie na
niego spojrzą, w ó w c z a s mówi się, że to zajrzała głowa czarow­
nika albo guślarza. Jeżeli zaś ten guślarz ujrzy ich także i sięgnąw­
szy ręką pod strzechę choćby ździebełko poszycia wyciągnie to
ich przez cały rok będą bolały głowy." ( D W O K , t. 5, Krakowskie,
s. 195)
„Jeżeli ściany trzeszczą lub piec się zapada to w tym domu ktoś
umrze." ( Z W D A K , t. 15, s. 4 9 )
„Jak chleb przewrócony znaczy się, że gospodarstwo się roz­
pada. Solniczki nie wywracać, lustra nie bić - bo kłótnia. Jeżeli
stół stoi na trzech nogach a czwartą nie dotyka ziemi tylko się
chwieje będą kłótnie w domu." ( D W O K , t. 4 2 , Mazowsze, s . 407)
„Gdy przy wejściu obcego wieczorem do izby drzwi skrzypną to
szczęście wróży. G d y się drzwi same otworzą, gdy ogień w piecu
praska, to gość do domu przyjdzie. G d y łyżka lub nóż spadnie to
nadejdzie głodny".
„Niezwykłe odgłosy w mieszkaniu, zapowiadają śmierć członka
rodziny. J a k zakołacze coś w kominie, a w domu jest chory
- umrze on na pewno. Śmierć człowieka zapowiada pękanie ścian
i sprzętów. J a k ma być w domu nieboszczyk to pęka ława, albo
stół pękać będzie po kątach". ( Z W D A K , t. 10, s . 91)
„Grażda była gniazdem rodu. Była także gniazdem szeptów i tak
ją zwano. Wiadomo, że są d w a rodzaje szeptów. Takie co trzymają
się miejsca, budzą się czasem i szastają się jak d o m o w e węże.
I inne, co wędrują skądś z daleka w sieć jak zwierzyna. Czasem
szept taki rozgwarzy się długo, że trudno za nim nadążyć,
a czasem tylko uroni po słowie: 'po co tak?' 'zostaw to', 'śmiało'.
0 tych pierwszych d o m o w y c h szeptach m ó w i się, że nie umierają,
bo trzymają się rodu. Kto wie dlaczego? Bezpiecznie nic nie
twierdzić na pewno, lepiej zaczekać. Któż nie rozumie tęsknienia?
Ale nie godzi się ani w z y w a ć szeptów zaklęciami i zmuszać je, aby
się odkryły, a jeszcze gorzej, bezbożnie nawet, byłoby odżeg­
nywać się, przepądzać je, tak jak byś je miotłą wymiatał. Któż tak
obchodzi się z umarłymi? Nie trzeba ani ich przywoływać ani
płoszyć. Ale wzdychać wolno. Stamtąd z kątów szept - a stąd od
człowieka westchnienie, cóż można więcej? Ludzie mądrzy,
a najwięcej ci co delikatni, uczą nas, że dusza nie umiera. Nie nam
to rozstrzygać, bo Bóg i tak sobie z nami poradzi, jak zechce. Jeśli
jest taki, jak nas uczą, to na p e w n o łaskawy, nawet grzeczny.
A jeśli straszny, zechce karać, męczyć czy tylko straszyć, to i tak
nic nie pomoże, choćbyś umarł na amen, a śmierć cię twardo
zaklepała jak gwóźdź w ścianie. Zbudził cię raz do życia, to
1 jeszcze raz potrafi. Tylko to jedno warto wiedzieć, choć trudno:
czy jeśli ród rozdzieli się, gdy rozejdzie się po świecie daleko,
słowem, gdy rozsypie się, czy w ó w c z a s i szepty także rozsypią się,
czy może zwołują się? A może nie mogą się dopędzić? Ale przecie
i na to jest rada, bo wędrujące z daleka szepty nieraz wpadają
w sieci. W górze grażdy, u szczytu dachów, c o siedziały okrakiem
jeden na drugim, zbierały się szepty jak w pudle muzykalnym.
Byle c o mogło je zbudzić i rozegrać". ( S . Vincenz, op. cit., s . 67)

�W tym ostatnim przykładzie, obrazie domu jako „ d o m u szep­
t ó w " , zbliżamy się do końcowego punktu naszej rekonstrukcji,
w którym to punkcie dom jawi się jako przestrzeń „zaduszna",
zamieszkała przez duchy zmarłych, a także jako przestrzeń niebez­
pieczna, pełna mocy demonicznych, jako niepewna, budząca
trwogę i lęk przestrzeń c h a o s u .

już Bóg zapłać!
Już Bóg zapłać i śklanice,
pijali tu pijanice
już Bóg zapłać.
Już Bóg zapłać i ty dzbanie
co tu wisisz na tej ścianie
już Bóg zapłać!"
(tamże, s. 7 8 )

Warto jeszcze przedtem zwrócić uwagę na d w a inne charak­
terystyczne motywy dochodzące od głosu szczególnie silnie
w związku z obrzędowością rodzinną. W obrzędowości weselnej
możemy widzieć dobrą ilustrację Heideggerowskiej tezy, m ó w i ą ­
cej, iż zamieszkiwanie jest nie tylko pobytem na Ziemi, pod
Niebem, w obliczu Istot Boskich, wespół ze Śmiertelnymi, ale
także jest „pobytem przy rzeczach". Widzimy to w zwyczaju
żegnania się z domem panny młodej:

" (Drużba i druhny śpiewają:
Siadaj bo już konie s t o j ą . )
panna młoda: - A jakże ja będę siadała
kiedym się z matką nie pożegnała, itd.
(z ojcem, siostrą, bratem)
A jakże ja będę siadała,
kiedym się z progiem nie pożegnała.
J a w a s żegnam miłe progi,
bywały tu moje nogi,
teraz nie będą
A jakże ja będę siadała,
kiedym się z ławą nie pożegnała.
Już w a s żegnam miłe ławy,
bywały tu moje sprawy,
teraz nie będą."
( D W O K , t. 22 Łęczyckie,

" (Panna młoda):
Ostajcie z Bogiem i okna.
Nie jedna tu suknia mokła
teraz nie będzie
Ostajcie z Bogiem i ławy
siadały tu różne damy,
teraz nie będą
Ostajcie z Bogiem i kąty,
ostaj i ty piecu piąty.
Któż cię teraz lepić będzie
Kiedy mnie już tu nie będzie
twojej M a r y s i ? "
(tamże, s. 7 9 )
W obrzędowości weselnej dochodzi również do głosu motyw
Domu Matki, o którym tak piszą autorzy Słownika
ludowych
stereotypów
językowych:

s. 4 8 )

" ( P o oczepinach s w a c h a śpiewa ojcu o posagu)
Już Bóg zapłać panie ojcze,
teraz szafuj krowy, wólce
Już Bóg zapłaci
(...)
Już Bóg zapłać ściany, ławy
komineczku malowany
już Bóg zapłaci
Już Bóg zapłać i police (półki z garnkami)
ścierały je moje ręce.
Już Bóg zapłać!
Już Bóg zapłać i talirze,
jadali i kawalirze

„ D o m , chata stanowi z matką jedność wtedy gdy odpowiada
następującemu połączeniu: d o m - m a t k a - r o d z i n a . Najlepiej
wyraża to zjawisko pieśniowego sieroctwa, ponieważ nie chodzi
tylko o brak matki ale przede wszystkim brak domu-matki. Dom
bowiem powstaje wraz z matką i z jej śmiercią rozpada się. Dom
macochy nie jest dla sieroty domem rodzinnym ('Gdzie chatka
tam pani matka' - Nowa Księga Przysłów Polskich, 'chata' 8
'Droga to chatka gdzie mieszka matka' - 'chata' 7
Oj siroty sie żyniom, o ji, pierścionki w sieni, a wesele w stodole.
( B . Krzyżoniak, K. Pawlak, J . Lisakowski, Kujawy, cz. 1, Teksty,
Kraków 1 9 7 4 ) . )
Dom jako dwojnik matki dopełnia ją w społeczno-prawnej sferze
w y c h o w a w s t w a i opiekuństwa. O n i matka są nosicielami praw
rodzinnej suwerenności i wewnętrznego ładu. Oboje chronią
s w o i c h podopiecznych. Pośredniczą między nimi a światem
zewnętrznym. (...)
(Zapłakały okna, zapłakały ściany. Jeśli im też uciekł Ptaszek
malowany. Choć im jeden uciekł. Drugi się maluje, Jużci się
matusia zięciowi raduje. - Pieśń śląska)
T o dom udostępnia obcym - albo nie udostępnia - matki próg,
a s w o i m pozwala - (albo nie) - odejść od matki węgieł. Każde

11

�samowolne przekroczenie jego granic narusza prawa, którym to
miejsce się rządzi.
(Ostańcież tu zdrowe mojej matki progi, bo już tu nie bedom
chodzić moje nogi. - J . Sadownik, Pieśni Podhala, Kraków 1971
nr 1 1 3 8
Węder Marysu węder, od matulinych węgieł. Połóż klucze na
stole, już tu rządy nie twoje. - D W O K , t. 16, Lubelskie, nr 3 6 9 )
Dom jako rzecz jest zamknięty i ta właściwość pozwala mu
uzupełniać matkę w y c h o w a w c z y n i ę i opiekunkę. Zamknięta
komora, okienko, wrota, drzwi, ogródek, s a d , ogrodzenie, płot
odgradzają matczyny świat od obcego.
(Nie otworzę ja ci bo się boję matki. - F . Kotula, Hej leluja, Kraków
1974)
Nie wyjdę... Bo się boję matki. - Kotula, Hej... Obrócę ja się w siwą
zezulę i przylecę do ciebie: padnę ja, padnę na okieneczko moja
matko u ciebie. J a k ty mnie będziesz moja mateńko zganiała
z okienka będę ja ci też, moja mateńko, będę wymawiała. J . Przyboś, Jabłoneczka.
Antologia
polskiej pieśni
ludowej,
W-wa 1957".

nie wie, c o taki grób kosztuje. Prawie tyle, c o dom. Choć grób,
mówią, też dom, tylko, że na tamto życie. B o wieczność nie
wieczność, a swój kąt powinien człowiek mieć. (...) Bo praw­
dziwy gospodarz powinien mieć i grób swój. Dom pień, a grób
korzenie, i dopiero dom i grób całe drzewo."
Ó w wątek znajdujemy również i u Stanisława Vincenza:
8 2

„Choćby w y g n a ń c o m wytępili całe ich rody, gdy pozostanie mąż
z żoną - to początek nowej ludzkości. Wystarczą sobie. Potrzebna
im tylko chata, nie jako schron wyłącznie, lecz jako ciało i postać
rodu. To podwalina i dach życia aż do grobu i poza grób
pokolenia dla rodu. Na pociechę nazywają u nas trumnę domo­
w i n a , a kto zbudował chatę na śladach J e z u s o w y c h i żył tak jak
potrzeba na tych śladach, ten ma nadzieję, że po śmierci nie
tułactwo go czeka, nie wygnanie, lecz dom. ( S . Vincenz, op. cit.,
s. 5 6 )
Dom jako siedziba dusz zmarłych. Dom jako prze­

8 0

strzeń demoniczna. Dom

Chaos

W obrzędowości rodzinnej ujawnia się jeszcze jeden znamien­
ny motyw. Charakterystyczny jest tu paralelizm pomiędzy z w y ­
czajem żegnania domu

Ustawiczne stwarzanie, odtwarzanie

i odnawianie

świata,

młodą

stwarzanie domu, który jest obrazem świata, może być najlep­

a pożegnaniem domu podczas zwyczajów pogrzebowych. Obok

szym świadectwem tego, iż dom w doświadczeniu zapisanym

motywu

przez ludową tradycję i wyobraźnię ustawicznie jawi się jako

Domu-Kolebki

podczas wesela przez pannę
widzimy

w

obrządowości

rodzinnej

i motyw D o m u - G r o b u . M ó w i o nim pożegnalna pieśń żałobna

przestrzeń niebezpieczna, groźna, pełna mocy demonicznych,

Żegnaj mój świecie

wciąż już to niepokojących człowieka, już to wręcz mu za­

wesoły, w której grób jawi się domem:

„Żegnam w a s mitry i korony
Czekajcież s w e g o rządcy trony. już w progi grobowe
muszę zniżać głowę
bije piąta godzina
(...)
Żegnam w a s przepyszne pokoje,
już teraz z w a s nie wyjdę podwoje, już czas mej żałobie
dał gabinet w grobie, bije siódma godzina" ( D W O K , t. 2 2 , Łęczyckie, s . 4 2 )
O tym skojarzeniu świadczą też i inne zapisy:
„ N i e wiadomo dlaczego, gdy człowiek umrze, mówią że odnowi)
chałupę („Wisła", t. 18, s. 3 4 5 )
„O trumnie m ó w i się jak o domu - 'Zbudowali mu w i e c z n y dom'.
'Ze starego w y s e d dali mu nowy dom'. Piosenka weselna m ó w i
0 zmarłym ojcu, który leży za czterema zamkami: z tych 'cwarty
zamecek (trumna, grób) - wiecny domecek'." ( J . Dworakowski,
Zwyczaje..., s . 147)
„Starcy też mówią często haspoda' zamiast chata (...) używanie
wyrazu 'gospoda' w znaczeniu 'chata' jest s p o w o d o w a n e z w y ­
czajem nazywania trumny (właściwie: damawina) 'chatą'. Jeżeli
np. ktoś jest ciężko chory albo naraża się na niebezpieczeństwo,
mówią: 'Ot budzie jemu chata'." (K. Moszyński, Polesie..., s . 112)
„ D o m jest prasłowo; tak samo u wszystkich Słowian; domowina
jednym ojczyzna, drugim trumna." (Bruckner, Słownik
etymolo­
giczny, s. 92)
„Jeśli przyśni się dom - nowy, to mówią, że to grób; - jeśli stary to
gospoda." ( D W O K , t. 3 1 , Pokucie, s . 158)
„ M a j ą zwyczaj kłaść na mogiły kłody s o s n o w e lub d ę b o w e (...)
Wznoszą też na mogiłach drewniane, niskie, podłużne chatki."
(K. Moszyński, Polesie..., s . 2 1 0 )
Występujący w tradycji ludowej motyw domu-grobu znany był
1 rozwijany w sepulkralnej sztuce wysokiej. Osobne studium
bogatej symbolice Drzwi
symbol grobowy

śmierci 81

i jego tradycja)

(Drzwi

śmierci:

Antyczny

- poświęcił J a n Białostocki,

omawiając w nim m.in. symbolikę grobowca rodziny C i e s z k o w s ­
kich, dzieła Teofila Lenartowicza, na którym rzeźbiarz i poeta
umieścił następujący wiersz:
„Jeśli z miłością wiarą i nadzieją
Zmarły opuszczał ten padół żałoby,
Na krotko anioł zawiera go w groby;
Zza wrot grobowych, kędy go posieją,
Po drugiej stronie tej żałosnej bramy,
J a k dzieckiem przyszedł po przeciwną dolę,
Tak z n ó w dzieciątkiem inny, a ten samy,
Wybiega w niebo, anielskie pacholę.
L e d w i e mu zmysły anioł pozasłania,
Już go w y w o d z i drugi... Zmartwychwstania,
Z błogą radością, że śmierć jest nam progiem
Pomiędzy światem doświadczeń a Bogiem."
Skojarzenie domu i grobu znajdujemy również w e współczes­
nej powieści Kamień na kamieniu, u autora, którego proza
zaliczana jest do nurtu powieści chłopskiej:
„ W y b u d o w a ć grób. T o się tylko tak m ó w i . A kto nie budował, ten

12

grażających. To właśnie na przekór tym mocom i zagrożeniom
dom jest nieustannie stwarzany. W tym sensie doświadczenie
domu w tradycji i wyobraźni ludowej bliskie jest znaczenia słowa
„doświadczenie", na jakie zwraca uwagę autor studium Prze­
strzeń i miejsce:

- „Doświadczanie to przezwyciężanie niebez­

pieczeństw. Angielskie słowo 'doświadczenie' -

experience

- m a wspólny rdzeń ze słowami e x p e r i m e n t , e x p e r t i p e r i ­
l o u s (ang. 'niebezpieczny')."

8 3

Ó w wątek domu - siedziby dusz

zmarłych, a także domu - przestrzeni pełnej mocy demonicznych
towarzyszy prawie wszystkim do tej pory wymienionym przez nas
motywom. Dla jasności obrazu w dotychczasowej rekonstrukcji
unikaliśmy świadomie jego rozwijania, zostawiając go do ogól­
nego omówienia na końcu. J e s t to bowiem wątek tak pojemny
i obszerny, jak obszerna może być tylko ludowa demonologia.
Zasygnalizowanie go na końcu oddać powinno najlepiej w s p o ­
mnianą już dialektykę i dynamiczny wymiar symboliki domu.
Doświadczenie domu jako siedziby dusz zmarłych i przestrzeni
demonicznej towarzyszy człowiekowi niemal na każdym kroku.
Dom jako obraz kosmosu i świata przylega tu ściśle i odzwiercied­
la ogólne doświadczenie świata w tradycji i kulturze ludowej:
„Jeżeli idąc drogą przypadkowo się stryknie (uderzy) nogą
w kamień, to należy odmówić pacierz za dusze zmarłych. Dusze te
bowiem pokutują pod kamieniami, w jaskiniach, studniach,
stawach, kolejach dróg, w skrzyżowaniach dróg, pod mostami,
P O D P R O G A M I D O M Ó W , NA G Ó R A C H , strychach chałup. (...)
Jeżeli po śmierci czyjejś straszy, to wówczas dla odpędzenia tego
strachu należy, aby gospodarze domu sprawili obiad dla D Z I A D ­
KÓW (żebraków), a ci powinni dom ten pokropić w o d ą święco­
ną." ( Z W D A K , t. 9, s. 3 4 i n.)
„Powszechnie panuje wiara, że dusza zmarłego zaraz po po­
grzebie wraca do domu wskutek przywiązania do dawnej siedzi­
by. Stąd pochodzi zwyczaj stawiania w nocy, zazwyczaj na oknie,
osobnych ofiar z jadła i napoju dla zmarłych.
Tam gdzie leży umarły, należy zasłonić wszystkie zwierciadła, gdy
kto zmarłego w zwierciadle zobaczy, nieboszczyk co nów po­
wróci do domu straszyć i dopóty robić to będzie dopóki siedem
mszy za niego nie odprawią. Jeśli zmarły zostanie w tych samych
butach w których skonał, trzy razy wróci z grobu. W górach
c h o r w a c k i c h stół na którym leżał trup, przewracają do góry
nogami, skoro tylko zwłoki wyniesione będą, w przeciwnym razie
dusza co noc powraca hałasować i budzić ludzi. (...)
Umarły co noc w r a c a do s w y c h krewnych i daje znać hałasem lub
szczególnym pukaniem w stół." („Wisła", t. 4, s. 6 5 7 )
„ W niektórych w s i a c h wynosząc trumnę uderzają nią trzy razy
o próg. W tym czasie przewracają w chacie stołki na których leżał
nieboszczyk 'żeby się nie boić'. ' D u s a pokutuje tu na ziemi tylko
my jej nie widziem'. 'Nie kozda równo gdzie której popadnie.
J e d n a w domu (izbie) druga na górze (strychu) inna w piecu abo
na polu'. Dusze mogą chodzić w dzień. Gdy drzwi same nagle się
otworzą mówią że dusza wchodzi do izby. Gdy w o d a w garnku
się gotuje lub drzewo paląc się w piecu 'piszczy' - dusza pokutuje
tłumaczą dzieciom. Jeśli w domu 'coś się sprzeciwi' proszą
księdza aby odprawił nabożeństwo i wyświęcił dom". ( S . Dwora­
kowski, Zwyczaje..., s. 147 i n.)

�Wątek: Dom jako siedziba dusz zmarłych widać

wyraźnie

w bogatej obrzędowości zadusznej. Odnaleźć możemy w nim
również znany nam już motyw domu łączącego niebo-ziemię- podziemia, motyw domu-piekła, jak w poniższym opisie:
„ W dniu przed Dziadami czyli wieczerzą dla umarłych, gospodyni
oczyszcza starannie cały swój dom i sprzęty, rozmieszcza po
kątach wszystkie narzędzia gospodarskie, aby nie zawadzały
w izbie mającym zejść się d u c h o m na biesiadę. Idą na mogiły.
Wróciwszy do domu, krzątają się koło wieczerzy zadusznej.
Wieczorem nakrywają stół białym obrusem na jego środku
zapalają w ó d k ę dla przypomnienia płomieni piekielnych: rzucają
sól na węgle rozżarzone, aby usłyszeć m o w ę tajemniczego jej
trzasku. Oświeciwszy stół świecą w o s k o w ą , zastawiają go kaszą
z bobu, grochu przyprawioną z miodową sytą. Wśród potraw
umieszczają na stole bułkę chleba, i chlebem krajanym lub małymi
bułeczkami stół dookoła okładają, tak aby trzy bułeczki były
w szeregu obok siebie, na pierwszym miejscu stołu. - Na pokuciu
zawieszają szabelkę z drzewa wyrobioną i przy niej ożóg. Tak
przygotowawszy wieczerzę, otwierają okna i drzwi: starsi z rodzi­
ny obchodzą dom naokoło, modlą się, spoglądają na mogiły,
zapraszają zmarłych. Powróciwszy do izby, zasiadają w cichości
zdała od stołu i przypatrują się domniemanej biesiadzie d u c h ó w . "
(A. Nowosielski, Lud ukraiński)
„Gdy jedzą kucję niech jeden wyjdzie za drzwi i spojrzy przez
szczelinę lub klucz w e drzwiach a obaczy nieboszczyka siedzące­
go za stołem który kiedyś umarł w tym domu." ( D W O K , t. 53,
Litwa, s . 3 9 0 )
„Robak gdy w drewnie wierci lub kołata, także mówią, że jest to
dusza na pokucie. Kołatanie takie częstokroć w ścianie słyszeć się
daje."
Oba przesądy zręcznie użył Mickiewicz w Dziadach:

dusza

pokutująca „Czyli dotkliwszej kary
w surowym w s z c z e p i o n a drewnie
gdy ją w piecu gryzą żary
i piszczy i płacze rzewnie"
„Za to i teraz po śmierci,
nim słuszną karę odbierze w piekle,
słyszycie jak gryzie wściekle,
jak świdruje i jak wierci...
Przecie, jeżeli łaska czyja,
mówcie trzy Zdrowaś Maryja I"
(por. D W O K , t. 17, Lubelskie,

s. 124)

Obraz domu jako siedziby dusz zmarłych widzimy

niemal

obecnych w nich zwyczajów i obrzędowości zadusznej. Także

wnice. Przez komin, piec wiodła droga, którą dostawały się do

i letnią porą, gdy dom podczas muzykowania „przenosił się"

domu.
„Pieca piekarniczego nie godzi się zostawiać pustym: po wyjęciu
zeń chleba, każda gospodyni wrzuca polano drzewa, aby Śmierć
mogła po niem uciekać gdy wraca sobie do pieklą, po nawiedze­
niu chałupy. (...)
Gdy stary piec rozwalają, starają się aby przepalone cegły i żużle
piecowe na drogę były wyrzucone. Ogień na kominie trzeba co
wieczór czystym popiołem przygarnąć i z uszanowaniem przeże­
gnać. I wtedy także, gdy paląc się ogień na kominie zahuczy,
należy go przeżegi.ać. by zlo które w nim siedzi, odpędzie.
( D W O K t. 33, Chełmskie, s. 7 4 - 7 5 )
„Bieda - istota płci żeńskiej, w postaci chudej wysokiej, jej
ulubione miejsce na piecu." ( Z W D A K , t. 9, s. 52)
„Co czwartek po nowiu czarownice gromadzą się na Łysą górę
(...) Droga ich zwykła przez komin." (Ł. Gołębiowski, Lud Polski,
s. 149)
„A skoro pierwszy kur zapieje, wracają czarownice do d o m ó w
i kominem wsuwają się do izby. (...)
Diabeł mial postać czarnego kota, siedział na strychu kolo
komina, a gospodyni dawała mu niesolone mleko." ( „ L u d " , t. 3, s
152)

zaczynała swą grę orkiestra złożona ze skrzypiec, klarnetu i akor­
deonu:

;
*
\
i
1
\

„Te trzy instrumenty przez całe moje dzieciństwo przygrywały
drewnianej, żywicznej duszy domu. Zdarzało się przed wojną, że
do skrzypiec i do klarnetu dołączały się drugie i trzecie skrzypce
cygańskiej lub żydowskiej kapeli mieszkającej w sąsiednim
miasteczku. Bywało, że w majowe i letnie wieczory wszystkie te
instrumenty wynosiły się z domu na błonia pod wierzbami lub
pod kwitnący s a d . I grywały od pierwszych wybijających się na
niebiosa gwiazd do zorzy porannej, Wtedy wystarczyło przy­
mknąć oczy, aby widzieć wszystkich moich przodków schodzących po drabince ze strychu, wychodzących z szop dusznych od
koniczu i słodkiego siana, z dziupli jabłonek i grusz, w których w e
dnie mieszkały zazwyczaj szpaki i wróble, a czasem łasica.
Po takim całonocnym graniu w y d a w a ł o się, że jeszcze bujniej
kwitną stare jabłonie i grusze, że spieszniej ścina się mleczne
białko w kłos nabity ziarnem, krowy obficiej się doją, a koniowi na
czole wybija się prawdziwa j u t r z e n k a . Wprawdzie od tego grania
nie przybywało w domu chleba, ale często wyżej od niego
ceniliśmy sobie rozluźnienie radosne wewnątrz siebie, uciszenie
duszne i d o m o w e O n o sprawiało, że przynajmniej przez tydzień
po całonocnym graniu wybiegaliśmy jak na sprężynach w żniwne
pola, w łąki podbite po kolana rosą. (...) Ojca, chociaż przez trzy
dni miał palce spuchnięte od przyciskania strun, przestawała
boleć głowa, a matka zapominała się do tego stopnia, że
śpiewane od świtania godzinki, próbowała łapać jak śmigające ze
zbóż przepiórki."*

\

Również i przestrzeń domu jako przestrzeń demoniczna to

1

l
'

Dom zamieszkały jest także przez diabła: „ W każdej chacie jest
Boh i czort. Boh włada jedną połową domu a czort drugą." ( M .
Federowski)
„ W nocy djabeł wchodzi do chaty przez komin od pieca." (Cz.
Pietkiewicz, op. cit., s. 2 0 2 )
Szczególnym miejscem upodobanym przez moce demoniczne
był piec. Wokół tej osi kosmicznej łączącej niebo, ziemię, p o d ­
ziemia, wokół ogniska domowego gromadziły się duchy, demo­
ny, za piecem miał też swoje mieszkanie czart.
„Budziły też kominy strach. W wielu bajkach występowały diabły,
duchy, strachy. Wchodziły do d o m ó w przeważnie przez komin.
Na osmalonych sadzą strychach harcowały d u c h y . " ( F . Kotula,
Piece. „Pol. Szt. L u d . " , 1979, n. 3)

w każdym ważniejszym święcie i obrzędzie pośród elementów

w prozie-wspomnieniu, zapisanym przez Tadeusza Nowaka, gdy

,

O demoniczności, niebezpieczeństwach zagrażających czło­
wiekowi w domu świadczą też praktyki wprowadzania do
nowego domu zwierząt lub o b c y c h mających przyjąć na siebie
pierwsze uderzenie tych złowrogich dla mieszkańców sił, a także
liczne praktyki ofiarnicze przy zakładaniu domu.
„Wieś Zóraw gdy chałupa jest gotowa, wpuszczają do niej
najpierw koguta z kurą i kota, aby klęska przewidywana w tym
domu spadła na te zwierzęta. Dopiero petem wchodzi gospodarz
z żoną i dziećmi i siadają na chwilę koło stołu. Gdy w nowej
chałupie, po pierwszej wieczerzy kładą się spać, zasypiają ostro­
żnie bo kto pierwej zaśnie pierwej umrze. Wprowadzają się tylko
pod pełnią księżyca, w innym czasie choćby mieli przez cały
miesiąc siedzieć pod gołym niebem, nie w p r o w a d z ą się." ( „ W i s ­
ła", t. 16, s . 3 8 0 )

„ W Wielką środę kropią w o d ą oświeconą pola, by wszystko
dobrze się rodziło, trzy kąty w domu tylko, gdyż w czwartym siedzi
diabeł a tego wygnać nie można." ( M A A i E, t. 13, s. 2 3 1 )
„ O b y d w ó c h końców łuczywa palić nie wolno, a opalone wrzucić
w piec aby zupełnie zgorzało, bo diabli takie zbierają i zanoszą d o
piekła dla przepalenia łańcucha na którym Lucyper przykuty."
( D W O K , t. 53, Litwa. s. 3 9 3 )
„Znając czarownicę, która od krów mleko odbiera, gdy idzie biorą
z jej stopy ziemię, kładą na piec. wtedy ona będzie usychać jak ta
ziemia na piecu.
Nowonarodzone cielę gdy wnoszą pierwszy raz do chaty zamy­
kają piec aby nie beczało." (tamże)
Oprócz diabłów, z piecem związane były Bieda, śmierć, czaro­

i rozszerzał na ogród, jak widzimy to w obrazie zapisanym

,
'
:

„Gdy chłop zakładać miał chyże nową, to poszedł do worożeli, i ta
mu kazała zbudować nad w o d ą (na tyle a tyle piędzi od w o d y ) .
Wróż zawsze przy budowaniu chaty obiera miejsce do budowy,
bo on wie które miejsce jest dobre, a które złe." ( D W O K , t. 51 s
56, 5 9 )

4

j fnotyw i obraz niezwykle cząsto pojawiający się w

tradycji

*i 'udowej. J a k pamiętamy, świadczą o tym już same zwyczaje
; zakladzinowe. P o w s z e c h n y m zwyczajem przy zakładzinach d o 1 niu było korzystanie z rad i działań wróża, znachora.

O w ą wrażliwość na demoniczną przestrzeń domu oddaje naj­
lepiej następująca wypowiedź.
„ U nas, panoczku inaczej się dzieje. Każde źdźbło z pola, każda
trzaska ze śmietniska marnie zgubiona karę na dom zsyła i dlatego
to chłop na wszystko ma baczne oko i ani jednego biesowego
figla drzemiąc nie przepuści. Ażebyście panowie wiedzieli jak na
każdym kroku chłop biesa się wystrzega i sidła nań zastawia. (...)
Nigdy nie stawiają izby w miejscu gdzie przechodziła droga, bo
po niej chodzą czarty i^lady s w e zostawiają. Drzewa zwalonego
przez burzę nie godzi się Maść na ścianę, zamieć i burza pochodzą
od czarta, a zwalone drzewo mogło przycisnąć czarta i przeniknąć
jego siłą, a położone potem w domu mogłoby stać się siedliskiem
czarta. Wszelkie w domu nieszczęścia pochodzą od siły biesowej
i by jej zapobiec do nowo w y b u d o w a n e g o domu przede wszyst­
kim wprowadzają koguta i kurę a na następną noc gęś, na trzecią
prosiątka na czwartą o w c ę na piątą krowę na szóstą konia. Kiedy

13

�wszystko to przenocowało szczęśliwie proszą księdza o po­
święcenie poczym na siódmą noc przenosi się cała rodzina.
Gdzieniegdzie ograniczają się tylko do koguta, jeżeli w p u s z c z o n y
do izby zapieje - dobry znak, jeśli nie - zły. Kogut nie przypominał
by swej godziny gdyby do izby nie zajrzał czart, który przestraszył
koguta i do milczenia zmusił. Czarta z domu wyganiają w e d w o j e
lub troje potem poświęcają w o d ą święconą, jeśli wszystko to nie
pomoże zwracają się do rozumu znachora." ( D W O K , t. 5 2 ,
Białoruś, s . 4 4 2 - 3 )
Pośród istot demonicznych związanych z piecem i domem był

„Diabeł przez kominek od łucznika do chaty nie wchodzi, gdyż
pod nim wieszają łucznik, ze sztabek spleciony, a to mu przypomi­
na krzyż. Wystrzega się również i okna, bo rama też jest
przekrzyżowana; tę ostatnią wybiera tylko w razie wielkiej konie­
czności, o czem nawet przysłowie m ó w i : 'Zaczyni czortu dźwiery,
to jon w akno' (Zaczyn - zamknij diabłu drzwi, to on o k n e m ) "
(Cz. Pietkiewicz, op. cit. s. 2 0 2 )
Najlepszym świadectwem demoniczności przestrzeni domu mo­
gą być teksty codziennie odmawianych przed zaśnięciem m o d ­
litw, zanoszone prośby, „by rajskie wrota się otwierały a piekielne

znany, mniej szkodliwy od innych diabeł d o m o w y ( d o m o w i k ) • * ,

zamykały".

który czasem okazywał się dla domu i jego mieszkańców przy­

„Idę ja spać
nie mam sobie c o posłać,
peścielę sobie świętą Anielę (tzn. Ewangelię)
świątym się krzyżem odzieję,
Ciebie się czarcie nie boję,
pódę pod bożą mękę,
wezmę sekwię w rękę. (sekwię - relikwię)
Tyś moja obrona
z ciężkiego kamienia.
Ustąpcie w s z y s c y źli
z czterech kątów, piąte drzwi;
będzie tu Najświątsza Panna nocowała
z anielami, dziewicami.
Otworzył się nowy grób
wejrzał na mnie sam miły Bóg:
'Czegóż pożądasz grzeszny człowiecze?'
- 'Pożądam lekkiego skonania,
a po śmierci dusznego zbawienia'.
Przybądź na ratunek święty Antoni
Kto tę modlitwę będzie mówił w piątek do kośnicy, w niedzielę do
rannej mszy, nie będzie ten w piekle gorzał, ani w wodzie tonął.
A m e n (...)
Ty Aniele Stróżu mój,
a Ty zawsze przy mnie stój!
(...)
Nie dajże mi Złego widzieć
(...)
Daj mi widzieć świętą Annę
c o porodziła Najświętszą Pannę.
Najświętsza Panna S y n a Bożego,
c o jest przybity do krzyża świętego.
Zażegają się anielskie świece
kiej idzie dusza w kapłańskie ręce.
Otwórz Panie usta moje,
zakryj Panie ciało moje,
Gdyż ja godna nieprzodka (nie w przód)
na T w e ciało patrzeć.
Stoi róższczka kwitnąca
przed Panem J e z u s e m o w o c rodząca,
Duszo moja raduj się,
duchu mój wesel się.
S a m Pan J e z u s w e drzwi w c h o d z i ,
Najświętsza Panna za stolikiem siedzi
przelewa swoją krew od kielicha do kielicha.
Kto z tego kielicha zażywać będzie,
od nagłej śmierci nie ginąć będzie.
W wodzie nie utonie, w ogniu nie zgorzeje
Kto tę modlitwę d w a razy dnia mawiać bądzie.
Najświętsza panna zachować go będzie.
- Idąc spać:
Święty krzyż pod się ścielę.
Pana J e z u s a na się biorę
świętą Ewangeliją się przyodzieję."
( D W O K , t. 2 2 , Łęczyckie, s. 1 8 0 - 1 )
„Kto tę modlitwę będzie trzy razy na tydzień mawiał, w czwartek
po wieczerzy, a w piątek d o posniku (postu), a w niedzielę przy
msy święty, to mu się rajskie wrota otwierają a piekielne zawiera­
ją. - Rzek do Ojca Świętego. Ojce Święty Jabrahamie: będą nas
rodzice prosić, jak od szczątku tak do szczątku, posed do Betleem,
wzion dzieciątko z nowego grobu. Obezrzał się miły Bó(j.
Występujcie w s z y s c y źli z ćtyrek kątów z piętych drzwi'.
( Z W D A K , t. 9, s . 51)

chylny. Płatał tylko drobne figle nie przynoszące zbytniej szkody,
za jego sprawą rozrywała się przędza na warsztacie tkackim, nitka
do uszka igły trudno się zawlekała (jak plątał nitkę to należało ją
pomazać woskiem, który skąpał ze świeczki, która paliła się
w c e r k w i ) , przez domowika ginęły drobne przedmioty spod ręki
etc.
„ D o m o w y d u c h mieszka zwykle w kleci ( w komorze, a w e d ł u g
niektórych danych pod piecem) i wychodzi stamtąd tylko na
'dziady' aby wziąć udział w ogólnej wieczerzy. Przy tym bardzo go
honorują i okazują wielkie poważanie: drogę od komory do stołu
zaściela się białym płótnem. Podczas uczt zadusznych lud roz­
ściela ręcznik od okna do stołu lub w y w i e s z a za okno traktując g o
jako drogę dla dusz zmarłych." (K. Moszyński, Kultura
Ludowa
Słowian, t. II, cz. 1)
O wykorzystaniu tego watka wierzeniowego,

związanego

z elementarnym duchem domu w Weselu Stanisława Wyspiańs­
kiego, tak pisał Stanisław

Pigoń w

swej interpretacji

zjaw

i zaproszonego na wesele chochoła:
„ N a z y w a się go w Polsce rozmaicie: ubożem, dziadem, a w nie­
których stronach (na Białorusi) także chochlikiem, a nawet
wprost chochołem. J e s t to duch życzliwy, dba o pomyślność
gospodarczą rodu, w szczególności o dobry urodzaj, i jako taki
odbiera ofiary: resztki potraw po wieczerzy czy ostatnie kłosy po
żniwach. Czci się go zwłaszcza przy zakładzinach n o w e g o domu
i zaprasza na wesela. W niektórych stronach Polski drużbowie
robią jego wyobrażenie ze słomy w postaci bałwana czy c h o c h o ­
ła, wprowadzają go do izby weselnej po oczepinach, tańczą
z nim, po czym go umocowują na dachu. Przypadkowo obrażony
i rozgniewany na gospodarza bóg d o m o w y wyrządza rozmaite
psoty, straszy d o m o w n i k ó w , ukazując się im w różnych po­
staciach. Cześć okazywana temu d u c h o w i wiąże się z dawnymi
wierzeniami w duchy przodków, które i po śmierci nie opuszczają
domostw, stają się jakby chtonicznymi bóstwami opiekuńczy­
mi."**
W przypadku bardziej zagrażających i niebezpiecznych mocy
demonicznych podejmowano wszelkie środki ostrożności, z w a ­
żano na wszystko, by nie rozpętać drzemiących w przestrzeni
domu demonicznych sił.
„Ażeby dusze nieboszczykowe nie przychodziły do izby, trzeba
okna i próg chaty smołą posmarować, albo też wieczorem utkwić
nóż w progu, a dusza nie mogąc przezeń przejść bezpiecznie,
zawróci się ode drzwi." ( D W O K , t. 34, Chełmskie, s . 156)
„Jeśli w jakim domu częste pogrzeby, w oborze upadek na bydło
- ten dom jest oczarowany; trzeba tedy wziąć w o d y święconej
z siedmiu kościołów i tą w o d ą w czasie rezurekcji na Wielkanoc
pokropić dom, oborę, gumno i inne zabudownia, a odtąd lepiej
już się powiedzie. Przyniósłszy skąd psa lub kota w worku
okręcają trzy razy dookoła słupa (co przy piecu) kawałek chleba
i dają zjeść onemu, a będzie domu pilnował. (...) Przybijają
p o d k o w ę na progu (...)
Na progu witać się nie w o l n o bo to nieszczęście sprowadza. Na
progu jeść nie wolno bo nie wyjdziesz z długów. (...) Podawać
komu napój przez próg nie godzi się, pić trzeba przed albo za
progiem, kto c h c e B o g u służyć.
Nie można w o d y wylewać przez okno ani przez próg, bo tym
sposobem o b l e w a się anioła stojącego na straży.
Jeśli na stole w y w r ó c i się solnica kłótnia będzie w domu. Kto ma
zwyczaj kłaść czapkę na stole, ten nigdy z długu nie wyjdzie.
G d y kobieta chleb sadzi do pieca nie można wtedy przełazić pod
łopatą, bo wyłysieje." ( D W O K , t. 5 3 , Litwa. s . 3 9 2 )
„Noża świeconego trzy razy z paska czart niezmiernie się boi. Na
noc żegnają nim drzwi, okna i piec, koło prawego oddzwierka
wtykają g o w ziemię, a djabeł nie ma już wstępu d o tej chaty (...)"
(A. Nowosielki, Lud Ukraiński, s . 1 5 1 )

14

J a k zwracaliśmy już na to uwagę, znamienne dla doświad­
czenia domu w tradycji ludowej jest z jednej strony dążenie do
pełnej izolacji, do zamknięcia domu przed wszelkimi mocami
zewnętrznymi ( w tym demonicznymi), z drugiej zaś pełne otwar­
cie na świat i zapraszanie nawet niebezpiecznych, zagrażających
człowiekowi mocy, tak jak to ma miejsce podczas Świętego
Wieczoru, podczas wigilii.

�Z jednej strony jak podczas zakładzin wypędza się duchy złe
i nieczyste:
„Gdy się już ustawi podwaliny, siadają w s z y s c y : rodzina, sąsiedzi
i pomocnicy. I słuchają, wysłuchują, jaki znak, jaka wróżba,
przepowiednia c o do szczęścia i przeznaczenia chaty, choćby
z daleka się objawi.
Gdy słychać głosy piękne i łagodne, gdy konie zarżą, bydło
zaryczy lub wiatr łagodny i cichy powieje, wróży to szczęście
i błogosławieństwo. Ale niedobrze, gdy dolatują głosy niemiłe,
ostre, dudnienie i świst wichru, grzmoty, pisk i krzyk jastrzębia lub
szczekanie psa. Wtedy proszą gazdowie przemównika lub wiesz czuna, aby odwrócił zamiary wrogich sił. A on spełnia przemowę,
'mówiąc w czas dogodny a milcząc w czas lichy'. I w z y w a ,
wyklina, odwołuje niebezpieczne prądy i napaście:
'Aby szły sobie za morza, bawiły się w piaskach złotych, kołacze
jadły i w i n o piły, bylice-niebylice prawiły, ale woli niebios się nie
przeciwiły i przed nią, nie przed ludzkim zachceniem ustąpiły."
(Vincenz, op. cit., s. 5 8 )
Z drugiej zaś jak podczas Wigilii otwiera się dom, wychodzi się do
zwierząt, przemawia do świata:
„Nie ma c o ganić bez potrzeby. Sporo jest takich pasterzy, którzy
mają sumienie przez cały rok, choć, jak to b y w a , niejeden coś
zapomni albo przeoczy. Ale prawdę mówiąc, jest wielu takich, c o
dopiero na święta się rozsumienią i coś sobie przypomną. I wtedy
dopiero gorliwie zaczynają rozmawiać ze zwierzątami i zabiegać
0 nie. A czemu ? Bo dobrze wiadomo, że na Święty Wieczór skądś
z połonin powieje i sam J e z u s Chodzi nocą pomiędzy śpiące
zwierzęta i sprawdza: 'Maleństwa moje, a czy w a s kto nie
krzywdzi? A może cierpicie z pragnienia, bo w a s na czas nie
napoją? A może z zimna, bo w a m nie pościelą i nie ogarną?
A może z kolek, bo w a s nikt nie natrze?
Na każdy wypadek przeto nawet człowiek twardy i bez serca
pomyśli sobie: w ten jeden wieczór lepiej być dobrym z chudobą,
bo chudoba niepamiętliwa, c o dobre pamięta, wszystko co złe
zapomni, nie naskarży.
Ugaszczanie chudoby to dopiero początek. Na Święty Wieczór
gościnność tak się rozlewa jak rzeka górska, c o rozbija zapory
1 porywa wszystko, c o po drodze. Zaledwie pasterz skończył
ugaszczać chudobę, otwiera na oścież wrota, a także drzwi swojej
chaty, choćby nie wiadomo jaki mróz trzaskał. W z y w a i zaprasza
takich gości, których przez cały rok nikt nie widuje, na p e w n o nikt
ich nie zaprasza. Naprzód wszelaką żywocinę po lasach, po
przepaściach leśnych, po skrytkach, po zakątkach, po ścieżkach,
ścieżynach. Pasterz pozdrawia wszystkich głośno i tak się to
zaczyna: 'Na wszystkich płajach, na wszystkich płaiczkach, na
wodach-zdroiczkach, na zakrątach, na przeskoczkach - Boża
Dziecino, rączką zorniczną błogosław im wszystkimi Czy z nie­
dźwiedziego rodu czy z wilczego rodu, czy z jeleniego rodu,
z sarniego czy z zajęczego, ze skały czy z brodu, z lasu czy z płaju,
chodźcie do nas, nie bójcie się, skorzystajcie, poliżcie, skosztuj­
cie, napijcie się, nasyćcie'.
i Czy cicho w lesie, czy trzaśnie gdzieś chrust, czy słychać kroki
w śniegu, pasterz nie boi się. Czeka, powtarza trzy razy z a ­
proszenie dla wszelkiego dychania, dla wszelkiej żywociny.
. Zaproszenia sięgają coraz dalej, coraz bardziej ważkie, coraz
. bardziej 'warkie' - ryzykowne. Pasterz w z y w a dusze zmarłych
swoich i obcych. Te, które błądzą po lesie w wietrze, a nigdzie nie
mogą trafić. Dusze tych, c o zabici piorunami i kłodami leśnymi,
tych, co zbłądzili i przepadli po puszczach, tych, c o potonęli na
? spławach wśród powodzi. Te, za które nikt się nie modli, które nie
i mają dokąd pójść na Święty Wieczór.
i 'Ojcowie, albo nieojcowie, bracia albo niebracia, pobratymi albo
rozpobratymi, przybywajcie, lećcie tu do światła, do chat, bądźcie
i łaskawi, odpocznijcie, pokrzepcie się, ucieszcie się. My w a m
i radzi, dla w a s rzucamy miód z pszenicą i z makiem'. (...)
I W końcu przychodzi najważniejsze zaproszenie. Z a p e w n e nie
f każdy pasterz albo nie każdy jednakowo, bo nie każdy wie, o c o
\ chodzi, w z y w a i zaprasza Cesarza Gromowego ze skalnego
j Państwa, aby go odwiedził wraz ze s w y m i bojarami gromowymi,
I г drużyną skalną gromową: 'Przyjdź, cesarzu godny, na Wieczór
1 Święty! Ponad nas jest większe światło, Dzieciątko Boże, przyjdź
Je uczcić!
! Ale c o robi wówczas cesarz g r o m o w y ? Zawiera się w zamczys! toch skalnych, w komnatach gromowych, głuchy na słowa
łwiąte, w przemoc dufny, w moc pioruna i w harmaty gromowe.
J Czyż jeszcze nie wiecie, kto t o ? T o główny poprzecznik Boga. O d
, Cieków czekają nań słowa uprzejme i drzwi chaty otwarte. A on
nie ruszy się nigdy, ani nie mruknie. Milczy. I dalej zapraszają go
(tosterze ku c h w a l e Dzieciątka zrodzonego z gwiazd, w J e g o
'mieniu i na cześć Narodzenia świątego. A może?

Wieczerzy, ani biesiady tajnej nikt nigdy nie nakazał i dlatego nie
może zakazać i nikt jej nigdy nie zakaże. Choćby na każdym
drzewie były tablice państwowe i zakazy kościelne przeciw
zabobonom, nikt nigdy nie upilnuje pasterzy." (tamże, s .
125-127)
W tym raz do roku wszechogarniającym zaproszeniu wigilijnym
znajduje s w e odbicie także znamienny dla tradycji

ludowej

stosunek do bezdomnych, ubogich, dziadów, żebraków, o b c y c h ,
przybyszów, gości szczególnie podejmowanych i o b d a r o w y w a ­
nych podczas wszystkich ważniejszych świąt i wydarzeń. Znaj­
duje s w e odbicie tradycja gościnności.
„Gościa sadzają za stół na pierwszym miejscu i ugaszczają 'czym
chata bohata, tym rada'." ( D W O K , t. 52, Białoruś, s. 5 7 )
Obdarowywanie dziadów, ubogich, bezdomnych, żebraków,
dzieci, obcych przybyszów widzimy podczas chrztu, wesela,
pogrzebu.
„Dziecię nowonarodzone dziadek ubogi po chrzcie kładzie na
chwilę pod ławą i pacierz o d m a w i a " . ( D W O K , t. 24, Mazowsze, s.
215)
„ N a ławie na miejscu, gdzie leżało ciało kładzie kucharka b o c h e ­
nek chleba, który leży tam dopóki nie zabierze go jaki żebrak lub
ubogi". ( D W O K , t. 29, Pokucie, s . 2 1 6 )
O b d a r o w y w a n y c h żebraków widzimy i podczas wesela. W o b ­
rzędzie weselnym pojawia się również i dziad:
„jest zwyczaj, iż na drugi dzień ślubu robią b a ł w a n a z e
s ł o m y przyodziewają go w stare łachmany, przyprawiają mu
brodę z konopii, na głowę kładą kapelusz, lub czapkę i tak
przybranego zaraz z rana przywłóczą przed skrzypka do domu, tu
wśród poweselnego śmiechu drużbowie tańczą z o w y m bał­
wanem, a potem jeden z o b e c n y c h gospodarzy lub gospod'yni
doń przemawiają:
'Jestem dziadek z dalekiej krainy,
już to siedem lat
jakem z tego pieca chleb jadł...
dawniej byłem bogaty miałem g o t ó w k ę
dwa grosze za cholewą
grosz w rogu czapy
pół grosza w nosie
skończyło się'
Po tej przemowie wynoszą drużbowie 'Dziada' na dach domu,
przywiązują go powrósłami słomianymi do komina (...)"
( Z W D A K t. 9, s. 56)
„Od kolebki do mogiły dziad i baba są potrzebni naszemu ludowi.
Baba nowonarodzonemu dziecięciu przynosi czarodziejskie leki
i zaklęcia, aby było szczęśliwe, starca po śmierci ubiera żebrak
i kładzie go do trumny, wreszcie c z u w a nad ciałem i śpiewa
pieśni" -

pisała J . Piątkowska omawiając szczególny, pełen

obawy, dystansu trwogi, ale I fascynacji stosunek ludu do
ż e b r a k ó w " ( w tym także fascynację ludzi osiadłych, ludzi domu
ludźmi drogi). Tradycja ludowa zna także opowieść o ,,Panu,
88

który jadał obiad z żebrakami i za to został wzięty do n i e b a " .
Jeśli przypomnimy, że i Bóg chodził po świecie jako żebrak, o w a
zasada gościnności, szacunku dla żebraków, dziadów, ubogich,
przybyszów, w ę d r o w c ó w stanie się jeszcze bardziej zrozumiała,
a dla nas tym bardziej znacząca, że wiąże się ona także z mityczną
historią ludzkiego domu, z opowiadaniem, jak Bóg-żebrak zbu­
dował ludziom okna. Dla nas jest to opowieść tym bardziej
znacząca, że widzieć w niej można symbol, od którego lepiej nic
już nie może wyrazić i określić doświadczenia domu i bezdomno­
ści zapisanego w tradycji ludowej.
„Jak Bóg wpuścił słonko do chaty.
J a k świat powstał ludzie nie wiedzieli jak chaty budować,
wreszcie postawili jakąś chatę, ale nie wiedzieli c o zrobić aby
widno w niej było. Szedł drogą biedny człowiek, to był s a m Bóg,
który zapytał: c o mi dacie jak w a m wpuszczę słonko do c h a t y ? co
chcesz to damy. A Bóg powiedział niczego od w a s nie chcę jedno
tylko, że każdego tygodnia przyjmiecie żebrzącego człowieka
jakiegokolwiek, pokarmicie i pozwolicie przenocować. Ludzie
zgodzili się na to, wtedy
w chacie".

Bóg im zrobił okna i jasno było

88

15

�PRZYPISY
1

Por. M. Maj. Rola daru w obrzędzie weselnym, Wrocfaw-Warszawa-Kraków-Gdańsk 1986, s . 4 2
Badania terenowe, materiały z badań d o problemu w ę z ­
ł o w e g o 11.1 pod kier. L. Stommy, „Pobożność l u d o w a " , Józe­
f ó w n. Wisłą 1 9 8 0 г., s . 5 i n.
Tamże.
Federowski, op. cit., p. 1514, p. 1516
* Z w y c z a j e wielkanocne w sanockiem zebrał J . Sulisz, „ L u d " ,
t. XII, s . 3 1 0 i n.
* Materiały z badań terenowych, op. cit., s . 6
S . Dworakowski, op. cit., s . 8 0
* M. Federowski, op. cit., p. 2 1 5 0
* S . D w o r a k o w s k i , op. cit., s . 8 6
H. Biegeleisen, U kolebki..., passim; M. Żmigrodzki, op. cit.,
passim.
H. Biegeleisen, op. c i t , s . 127; M. Żmigrodzki, op. c i t ,
passim.
Tamże, passim.
Por. пр. K. Moszyński, Polesie, s . 5 2 5 ; St. C i s z e w s k i ,
Ognisko. Studium etnologiczne, Kraków 1 9 0 3
S . Udziela, Krakowiacy, s . 3 5
M. Eliade, Sacrum, mit..., s . 1 5 6
'* Żegota Pauli, Pieśni ludu polskiego..., s . 3
" „Wisła", t II, s . 9 0
H. S z e w c z y k , Rózga wasalna. Poszukiwanie formuły interp­
retacyjnej. „Polska Sztuka L u d o w a " , 1 9 8 3 , nr 1-2, s . 91
H. S z e w c z y k , op. c i t , il. 1, s . 8 8
Siarkowski, Z W D A K , t. III, s . 2 4
Tamże.
L. Dufour, Słownik Nowego
Testmentu, Poznań 1 9 8 1 ;
Hastings, The Dictionary of the Bible. Edinborough 1 9 4 2 ; tenże,
Encyclopaedia
of Religion and Ethics, Edinborough 1 9 2 0
Por. Z. Gloger, „Chałupa" (w:) Encyklopedia
Staropolska,
W a r s z a w a 1 9 7 8 , t. I, s . 231
A . Bruckner, Słownik etymologiczny języka polskiego. War­
s z a w a 1974, s . 6 0
Por. J . St. Bystroń, Słowiańskie obrzędy rodzinne, Kraków
1 9 1 6 , s . 96; M. Eliade, Sacrum, mit..., s . 151
* Bystroń, Słowiańkie obrzędy..., s . 2 0
F. Wereńko, Przyczynek do lecznictwa ludowego, M A A i E , t.
I, s . 1 2 5
Tamże, por. K. Moszyński, Polesie..., s . 177; J . St. Bystroń,
Słowiańskie obrządy..., s . 2 0
F. Wereńko, M A A i E , t I, s . 1 2 2
» „Wisła", t. 14, s . 3 1 9
F. Wereńko, M A A i E , t. I, s . 1 2 3
S . Dworakowski, Zwyczaje rodzinne..., s . 4 4
M. Federowski, op. cit., s . 3 0 0 , p. 1 6 3 4
S . Dworakowski, Zwyczaje rodzinne..., s . 2 9
* M. Federowski, op. cit., p. 1 6 3 5
* S . U l a n o w s k a , Z W D A K , t. 1 5 , s . 2 0
J . St. Bystroń, op. c i t , s . 4 8 - 4 9 . , s . 139
* J . St. Bystroń. Słowiańskie..., s . 7 1 - 7 2
» Tamże, s . 86; D W O K , 1.10, Poznańskie II, s . 216; D W O K , t.
I I , Poznańskie III, s . 51; M A A i E , t. 12, s . 4 0 ; D W O K , t 6,
Krakowskie II, s . 5; D W O K , Mazowsze V, s . 1 1 8
M. Żmigrodzki, op. cit., passim; S . C i s z e w s k i , Ognisko; J . St.
Bystroń, op. cit., passim; H. Biegeleisen, Nad kolebką..., passim.
Lud Lubartowski, „ L u d " , t. 2 9
Zwyczaje wielkanocne, „ L u d " , 1 . 1 2 , s . 3 1 0 i n.
Z W D A K , t. 14, s . 8 0
D W O K , t 7, Krakowskie III, s . 1 7 3
J . St. Bystroń, op. cit., s . 1 0 6 - 1 0 7
D W O K , t. 7, Krakowskie III, s . 1 7 3
2

3

4

7

1 0

1 1

1 2

1 3

1 4

1 8

1 8

1 8

2 0

2 1

2 2

2 3

2 4

2 8

1 1

2 8

2 8

3 1

3 1

3 3

3 4

3 7

4 0

41

42

4 3

4 4

4 6

4 8

16

4 7

J . St. Bystroń, op. c i t , s . 1 0 7 - 1 0 8
D W O K , t. 11, Poznańskie III, s . 1 6 2
J . St. Bystroń, Artyzm pieśni ludowej, Poznań 1921
"° Por. K. Nowosielski, Ryzyko obecności,
doświadczenie
biograficzne i powieść chłopska. W a r s z a w a 1 9 8 3 , s . 206
* Z. Dołęga-Chodakowski, Śpiewy słowiańskie pod strzechą
wiejską zebrane. Warszawa 1 9 7 3 , s . 1 8 5
Por. kolądy w zbiorze Nowosielskiego, Lud Ukraiński, s.
1 0 2 - 1 0 5 i pieśni weselne tamże, s . 1 9 0 - 1 9 1 wraz z interpreta­
cjami tegoż.
Por. cytowane prace H. S z e w c z y k , a także: H. S z e w c z y k ,
Klasyfikacja tekstów pieśni ludowych - problem
semiotyczny,
„Polska Sztuka L u d o w a " , 1984, nr 1-2, tamże bibliografia; tejże.
Wesele kurpiowskie
1940-1956.
Desemiotyzacja
tradycyjnych
struktur obrzędowych, „Polska Sztuka L u d o w a " , 1 9 8 3 , nr 1 - 2 ; J .
Bartmiński, Jaś koniki poił. Uwagi o stylu erotyku
ludowego,
„Teksty", 1974, nr 2
H. S z e w c z y k , Klasyfikacja..., s . 119
A. Nowosielski, Lud Ukraiński, s . 1 6 7
Tamże.
J . St. Bystroń, op. c i t , s . 8 4
" I. K. Kubiakowie, Chleb w tradycji ludowej, s . 6 3
» D W O K , t. 2 2 , Łęczyckie, s . 5 5
" J . Kopernicki, Z W D A K , t. 1 1 , s . 1 3 2
S . Dworakowski, Zwyczaje
rodzinne...
G . van der L e e u w , op. c i t , s . 4 4 2
M. Federowski, op. cit.
M. Federowski, op. c i t , s . 3 2 0 , p. 1 7 9 6
K. Moszyński, Polesie..., s. 2 0 9
" D W O K , t. 4 9 , Sanockie - Krośnieńskie, s . 5 2 9
Tamże.
D W O K , t. 10, Poznańskie, s . 7 8
H. Biegeleisen, Lecznictwo ludu polskiego, s . 7 4
D W O K , t. 10, Poznańskie, s . 2 1 9
D W O K , t. 4 9 , Sanockie-Krośnieńskie,
s. 537
„Wisła", t. XVII, s . 107
" Tamże.
Por. Biblia, Kohelet 1 2 , 1 - 7 ; Księgi pięciu Megilot - tłum.
z hebr. C z . Miłosz; por. komentarz w: Pismo Święte Starego
Testamentu, K U L , t. VIII - 2 - Księga Koheleta, Warszawa 1980, s.
190-191
H. Biegeleisen, Lecznictwo ludu polskiego, 1 9 2 7 , s . 2 3
Tamże.
Por. J . Białostocki, ОЛто i okno (w:) tegoż. Symbole i obrazy,
W - w a , 1 9 8 2 , s . 6 9 - 8 5 , szczególnie s . 8 4 - 6 5
Por. tamże.
J . Kasjan, Polska zagadka ludowa, Wrocław, Warszawa,
Kraków, Gdańsk 1 9 8 3 , s . 133
Słownik ludowych stereotypów językowych, W y d . Uniwer­
sytetu Wrocławskiego 1 9 8 0 , s . 166
J . Białostocki, Symbole i obrazy w świecie sztuki, Warszawa
1982, s. 1 5 8 - 1 8 6
W. Myśliwski, Kamień na kamieniu. W a r s z a w a 1984, s. 6,32
Y i - F u Tuan, Przestrzeń i miejsce, s . 2 0
T. Nowak, Księga domu naszego (maszynopis), s . 3 - 4
S . Cercha, Przeżytki starożytnego światopoglądu
u Biało­
rusinów, „ L u d " , t. 2, s . 213; C z . Pietkiewicz, op. cit., s . 2 0 2
S . Pigoń, Goście z zaświata na weselu (w:) tegoż, op. c i t , s.
456; tamże referencje do literatury etnograficznej: A . Fischer, Bóg
domowy. Ze studiów nad demonologią słowiańską, „Ponowa",
1922, nr 4
J . Piątkowska, „Wisła" VIII, s . 7 8 4
M. Federowski, op. c i t , p. 1 0 9 2
Tamże, p. 2 3
4 8

4 8

1

1 2

8 3

5 4

8 8

8 8

5 7

4 1

8 2

8 3

8 4

8 8

8 7

8 8

8 8

7 0

7 1

7 2

7 4

7 8

7 8

7 7

7 8

7 8

80

8 1

8 2

8 3

8 4

8 8

8 8

8 7

8 8

8 8

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7394" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7373">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1b6cfa81d7c2544ef3b5646693655c11.pdf</src>
        <authentication>ba2273aa2f476bff1c09b3e97011373d</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88222">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2292</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88224">
                <text>1990</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88225">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2126</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88228">
                <text>Spis treści / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1990 t.44 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88230">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1990 t.44 z.4, s.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88232">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88234">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88236">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="88240">
                <text>OLSKA

AKADEMIA

NAUK

—

INSTYTUT

SZTUKI

POLSKA SZTUKA LUDOWA

KONTEKSTY
NTROPOLOGIA

KULTURY

ETNOGRAFIA

SZTUKA

D. iŹ.^WYkr6wiCZ,
SYMBOLIKA DOMU W TRADYCJI
LUDOWEJ; Z. DALEWSKJ, ZAKŁADZINY - OBRZĘD I MIT;
J. BUŁAT, PRZESTRZEŃ SAKRALNA DOMU WIEJSKIEGO;
R. SULIMA, MIĘDZY RAJEM A ŚMIETNIKIEM. IKONOSFERA
WARZYWNYCH OGRÓDKÓW; E. WOJTKOWIAK, RAJ OD­
NALEZIONY, ROZMOWY Z BRONISŁAWEM SUROWIAKIEM
XLIV

NR 4 (211)

�TREŚĆ

Danuta Benedyktowicz,
Zbigniew Benedyktowicz

Symbolika domu w tradycji ludowej (Cz. II)

Zbigniew Dalewski

Zakładziny: obrzęd i mit. 0 słowiańskich zwyczajach i w i e ­

. . .

rzeniach związanych z budową domu i zakładaniem miasta

17

Wojciech Załęski

Z a c h o w a n e w pamięci mieszkańców Puszczy Knyszyńskiej

25

J a k u b Bułat

Przestrzeń sakralna domu wiejskiego albo okno i stół

27

Hanna Szewczyk-Wierzbicka Semiotyka stołu w przestrzeni izby weselnej
R o c h Sulima

Między

Rajem a śmietnikiem

(Ikonosfera

.

. . . .

3

39

warzywnych

ogródków)

47

E w a Wojtkowiak

Raj odnaleziony. R o z m o w y z Bronisławem Surowiakiem

57

Aleksander J a c k o w s k i

Bronisław Surowiak

61

Z. B. i S. S .

Glosa

62

Summary of Articles

64

N a o k ł a d c e : Fotogram Andrzeja Różyckiego z cyklu „ D r z e w o poznania"
Na

stronie

tytułowej:

Pieta, wyk. Aleksander Pichitko, Munina

1 9 1 0 - 1 9 1 5 r. Fot. J a n Świderski

k. Jarosławia, ok,

�EMIA

NAUK

#

INSTYTUT

SZTUKI

#

ROK

XLIV

#

1990

POLSKA SZTUKA LUDOWA

К ON TEК STY

POLOGIA

KULTURY

ETNOGRAFIA

S

�CONTENTS

Danuta Benedyktowicz,
Zbigniew Benedyktowicz

Home Symbolism in Folk Tradition (II)

Zbigniew Dalewski

ZaMadziny, the Rite and the Myth. On the Slav Customs and

3

Beliefs Associated with the Construction of a House and
the Establishement of a T o w n

17

Wojciech Zaleski

Preserved in the Memory of the Inhabitants of the Knyszyn
Forest

25

J a k u b Bułat

Sacral S p a c e of a Rural House or a W i n d o w and a Table

37

Hanna Szewczyk-Wierzbicka

Semiotics of a Table in the S p a c e of the Wedding Chamber

39

Roch Sulima

Between Paradise and a Dust-bin (Iconosphere of Vegeta­
ble

Gardens)

47

E w a Wojtkowiak

Paradise Found. Interviews with Bronisław Surowiak

57

Aleksander J a c k o w s k i

Bronisław Surowiak

61

Z. В., S . S

Gloss

62

Summary of the Articles

64

R E D A K C J A : Zbigniew Benedyktowicz ( z - c a red.), Aleksander J a c k o w s k i (red.), E w a Korulska,
A n n a Kunczyńska-Iracka, Sławomir Sikora (sekretarz redakcji)
R A D A R E D A K C Y J N A : Jerzy Bartmiński, Tadeusz Chrzanowski, Marcin

Czerwiński,

Ewa

Fryś-Pietraszkowa, Franciszek Midura, J a c e k Olędzki, Mieczysław Porębski, Roman Reinfuss,
Czesław Robotycki, Zofia Sokolewicz, Ludwik Stomma, R o c h Sulima
WSPÓŁPRACOWNICY

R E D A K C J I . Zofia Bisiak, J a n Swiderski

T Ł U M A C Z : Piotr Paszkiewicz, Magdalena

Iwińska

R E D A K T O R T E C H N I C Z N Y : Krzysztof Nalewajko
Adres Redakcji: Instytut Sztuki P A N , ul. Długa 28, 0 0 - 9 5 0 Warszawa, skr. poczt. 9 9 4 , tel.
3 1 - 3 2 - 7 1 / 4 , w e w n . 227

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7370" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7350">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/70f0bce26aededbe69650e99b3daf7ca.pdf</src>
        <authentication>fc7d665c078e558ed509bffc4e7df4d5</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87981">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5355</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87982">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87983">
                <text>2003</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87984">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4976</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87985">
                <text>Noty o Autorach / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87986">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.3-4; s.340-343</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87987">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87988">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87989">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87993">
                <text>Dipesh Chakrabarty - historyk, profesor na Wydziale Języ­
ków i Cywilizacji Poludniowo-Azjatyckich Uniwersytetu
w Chcicago (Chicago University). Zajmuje się przede
wszystkim współczesną historią i historiografią Azji Połu­
dniowej oraz teorią postkolonializmu i jej wpływem na pisar­
stwo historyczne. Chakrabarty jest współredaktorem pisma
„Critical Inquiry", redaktorem „Postcolonial Studies"
i współpracownikiem „Public Culture" i „American Histori­
cal Review". Opublikował m.in. Habitations of Modernity:

Noty o autorach

Essays

in th Wake of Subaltern

Europe:

Postocolonial

(2000), Rethinking

Franklin R. Ankersmith - historyk, profesor Uniwersytetu
Groningen. Stworzył, wraz z Haydenem White i Arthurem C.
Danto, narratywistyczną teorię historii. Autor wielu publikacji
w tej dziedzinie, m. in.: Narrative

Logic. A semantic Analysis of

the Historian Language, Hague/Boston/London 1983. W "Kon­
tekstach" nrl-2: 1997 opublikowaliśmy na prawach pierwo­
druku polski przekład artykułu Ankersmitha Język a doświad­
czenie historyczne, który ukazał się w książce Historische

Sinnbil­

dung, ed. Klaus E. Müller and Jörn Rüsen, Hamburg 1997.
Maciej Bańkowski - absolwent Instytutu Anglistyki Uni­
wersytetu Warszawskiego, tłumacz (angielski i niemiecki)
i redaktor tekstów anglojęzycznych, ukazujących się w cza¬
sopismach polskich i zagranicznych.
Małgorzata Baranowska - poetka, krytyk i historyk litera­
tury. Autorka m.in. takich książek, jak Pamiętnik mistyczny,
Surrealna

wyobraźnia

i poezja, To jest wasze życie,

Warszawa.

Miesiące, lata wieki oraz wielu artykułów z zakresu wyobraź¬
n i symbolicznej i kultury masowej, dwóch tomów wierszy
Miasto,

Zamek w Pirenejach,

Prywatną
Prywatna

historię

poezji.

Powrót Ogłasza w "Twórczości"

Ostatnio wydała Posłaniec

historia pocztówki,

uczuć.

Warszawa 2003.

Joanna Benedyktowicz - studentka historii na Uniwersyte¬
cie Warszawskim.
Zbigniew Benedyktowicz - antropolog kultury, redaktor
naczelny miesięcznika „Konteksty. Polska Sztuka Ludowa".
Członek redakcji „Kwartalnika Filmowego". Kierownik Pra­
cowni Antropologii Kultury, Filmu i Sztuki Audiowizualnej
Polskiej Akademii Nauk. Autor prac z zakresu wyobraźni
symbolicznej i antropologii współczesnej. Współautor [z:
Danutą Benedyktowicz] książki Dom w tradycji
ludowej
(1993). Autor pracy Portrety obcych (2000).
Anna Beata Bohdziewicz - absolwentka etnografii UW,
współpracowała przy robieniu filmów m.in. z W. Borowczy¬
kiem, K. Kieślowskim, K. Zanussim. Fotograf, autorka m.in.
następujących cyklów fotografii: Fotodziennik, czyli Piosenka
o końcu świata, Antypocztówek oraz profesjonalnej kartoteki
aktorów polskich. Ostatnio pracuje nad cyklem Antypocztówka z... , cykl ten obejmuje miasta takie jak Warszawa, Ber¬
lin, Cannas, Jerozolima, Pekin. Współpracuje z pismami
„Konteksty", „Tygodnik Powszechny", „Zeszyty Literackie",
„City".
Marcin Brocki - adiunkt w Katedrze Etnologii i Antropo¬
logii Kulturowej Uniwersytetu Wrocławskiego, autor książki
Język

ciała

w ujęciu

Wolską) Clifford

antropologicznym,

Geertz.

Lokalna

współredaktor (z D.

lektura.

Publikuje artykuły

na temat komunikacji niewerbalnej, antropologii ciała i me¬
todologicznych problemów współczesnej etnologii.

340

Thought

Working-Class

Studies
and

(2002),

Provincializing

Historical

History:

Bengal,

Difference
1890-1940

(1989).
Andrzej Dąbrowski - kurator Galerii Sztuki Współczesnej
„Bunkier Sztuki", filozof, pisze doktorat pt. Intencjonalność
świadomości na Uniwersytecie Warszawskim. Publikuje m.in.
w „Nowych Książkach", „Przeglądzie Powszechnym", „Pryncy­
pia", „Kwartalniku Filmowym". oraz w „Respublice Nowej".
Dariusz Czaja - antropolog kultury, absolwent etnologii UJ.
Adiunkt w Instytucie Antropologii Kultury i Etnologii UJ,
członek redakcji „Kontekstów". Redaktor książek Mitologie
popularne (1994) i Metamorfozy ciała (1999). Zajmuje się zja¬
wiskami kultury współczesnej, publikuje artykuły z dziedziny
antropologii filmu, teorii symbolu, myślenia mitycznego.
W druku jest jego książka Smak fragmentu. Narracje
antropo­
logiczne (Wydawnictwo Uniwersyteckie, (2003).
Mariusz Dobkowski, historyk. Zajmuje się religiami histo¬
rycznymi i symboliką religijną. Specjalizuje się w herezjach
średniowiecznych i nurtach dualistycznych. Redaktor na¬
ukowy prac zbiorowych: Nurty chrześcijaństwa,
Wydawnic­
two Semper, Warszawa 1995 oraz Kościoły, wspólnoty, herezje,
Wydawnictwo Semper, Warszawa 1997. Autor artykułów
naukowych, popularnonaukowych i recenzji; uczestniczy
w przygotowywaniu haseł do wielotomowej publikacji Reli¬
gia. Encyklopedia
PWN. Współpracuje z pismem "Gnosis"
i tygodnikiem "Polityka".
Jan Gondowicz - krytyk, wydawca, współpracownik „Tygo¬
dnika Powszechnego"; wydał m.in. Marmur Josifa Brodskie¬
go, Słownik

komunałów

styczną uzupełnioną.

Gustawa Flauberta, Zoologię

fanta­

Mieszka w Warszawie.

Katarzyna G ó r s k a - studentka wiedzy o kulturze w Instytu¬
cie Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego; redaktor¬
ka „Uniwersytetu Kulturalnego" - uniwersyteckiego mie¬
sięcznika poświęconego zjawiskom antropologii kultury; au¬
torka artykułu na temat pocztówek: Odkryte karty, Polityka,
N r 51-52 (2381)/2002.
Mikołaj Gumilow (1886-1921) - rosyjski poeta i teoretyk
poezji, podróżnik, żołnierz I wojny światowej, współtwórca
szkoły akmeistów, mąż Anny Achmatowej, rozstrzelany
z wyroku CzK w ramach skierowanej przeciw intelektuali¬
stom prowokacji, nazwanej „spiskiem Tagancewa".
Jo Harper - dziennikarz i tłumacz, w 1991r. ukończył sto¬
sunki międzynarodowe na Bristol University (praca magi¬
sterska:

The

Historic

Compromise

in

Italy,

1976-79),

a w 1999r. uzyskał tytuł doktora nauk politycznych w Lon­
don School of Economics (The sources of the SdRP's

political

legitimation in Poland, 1989-93). O d 1997r. na stałe mieszka
i pracuje w Polsce. Współpracował m.in. z „Dow Jones New-

�NOTY O AUTORACH

swires, „The Guardian" (Londyn), „Media Marketing Euro­
pe" (Londyn). Obecnie tłumaczy dla MSZ i jest korespon­
dentem „Platts" w Polsce.
Jan Hartman - filozof i bioetyk, dr habilitowany w Instytucie Fi­
lozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego; założyciel i redaktor naczel­
ny pisma Principia i szef Centrum Dokumentacji Filozofii Polskiej.
Autor m.in. Heurystyka filozoficzna (1997) Jak poważnie
filozofię (1999) Techniki metaflozofii

rze Młodych". Początkowo zajmował się problematyką krajo­
wą, np. w zbiorze Busz po polsku. O d wczesnych lat 60. podró­
żował po Afryce, Ameryce Łacińskiej i Azji, śledząc konflikty
polityczne i wydarzenia wojenne, później po Rosji i krajach
byłego ZSRR. Opublikował m.in.: Kirgiz schodzi z konia, Gdy­
by cala Afryka,
III, Heban,

studiować

Chrystus

z karabinem

lowa, Cesarz, Lapidarium,
Lapidarium

na ramieniu,

Imperium, Lapidarium
IV, Z Afryki

Wojna futbo­
II,

Lapidarium

oraz zbiór wierszy Notes.

(2001), Short Studies in Bio-

ethics (2003) oraz licznych artykułów, esejów i przekładów.

Kerwin Lee Klein - historyk, profesor Uniwersytetu w Ber­
keley. Autor m.in głośnej książki Frontiers of Historical Imagi­

Bogusław Jędruszczak, ur. w 1949 roku w Warszawie. Ab­
solwent Wydziału Historycznego Uniwersytetu Warszaw¬
skiego. Wieloletni nauczyciel historii, wiedzy o kulturze
i społeczeństwie w warszawskich szkołach średnich, obecnie
w L X X X I Liceum Ogólnokształcącym im. A . Fredry. Zainte¬
resowania skupione wokół problematyki życia społeczeństwa
polskiego w latach wojny i okupacji, historii Warszawy, za¬
głady Żydów zaowocowały kilkunastoma publikacjami pra¬
sowymi i opracowaniami historycznymi.

nation.

Wiesław Juszczak - profesor Instytutu Historii Sztuki Uni­
wersytetu Warszawskiego i Instytutu Sztuki PAN. Historyk
sztuki, filozof, autor wielu książek i artykułów oraz tłumaczeń
(w tym literatury pięknej). Wybitny znawca malarstwa pol¬
skiego XIX i XX w. Obecnie jego główne zainteresowania ba¬
dawcze to filozofia sztuki oraz historia religii. Prowadzi wy¬
kłady monograficzne poświęcone m. in. archaicznej greckiej
myśli o sztuce, koncepcji sztuki u Platona, teorii sztuki u He¬
ideggera oraz związkom sztuki i religii. Opublikował m. i n .
Wojtkiewicz

i nowa sztuka,

Warszawa 1965; Jan

Warszawa 1972; Postimpresjoniści,
polskie:

modernizm,

1979; Fakty
ptaki

albo

Fragmenty.

Warszawa 1973;

Stanisławski,

Warszawa 1979; Zasłona

"O granicach:

okresu

powieści",

w rajskie

Warszawa 1981;

Szkice z teorii i filozofii sztuki, Warszawa 1995. oraz

przekłady Coctail Party Eliota oraz dwóch poematów Blake'a:
Milton,

Zaślubiny

Nieba

of Native

America,

Bohdan Kos - doktor fizyki ( U W ) , tłumacz z hebrajskiego
(Sefer Jecira), znawca kabały, poeta (Podróż zludna, Tikkun,
Warszawa 1992), jego wiersze ukazały się także w antolo­
giach: Mrok

i gwiazda. Mroczna

poezja miłosna,

mowa w słowie, Das land Ulro nach Schliessung

Orfeusz.
dar

Roz­

Zimtländen.

Wydawca (wraz z Iwoną Arkuszewską prowadzi wydawnic­
two Tikkun). Publikował w „Gnosis", „Znaku", „Odrze",
„Manuskripte" (czasopismo literackie - Austria), „Czasie
Kultury", „Kulturze Niezależnej". Obecnie bezrobotny.
Waldemar Kuligowski - antropolog kultury, adiunkt w In¬
stytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej U A M w Pozna¬
niu, autor i redaktor kilkudziesięciu prac, w tym: (wspólnie
z W. J. Bursztą) Dlaczego
pejzaże

i Piekła (Wydawnictwo Universitas).

stości

Marcin A . Kafar - etnolog i antropolog kultury; studia
w Katedrze Etnologii UŁ. Autor artykułów i szkiców publi¬
kowanych w pracach zbiorowych i czasopismach. Zakres za¬
interesowań: historia idei, krytyka literacka, antropologia
współczesności.
Ireneusz Kania - pisarz, tybetolog, tłumacz-poliglota. Au¬
tor 60 przekładów z języków europejskich i orientalnych
(francuski, włoski, hiszpański, portugalski, rumuński, an¬
gielski, niemiecki, greka, łacina, hebrajski, sanskryt, palijski,
tybetański rosyjski) oraz zbiorów esejów O Kabale i Zoharze
(1994), Ścieżka nocy (2002) i księgi wypisów starobuddyjskich Muttavali (1999).
Katarzyna Kaniowska - antropolog kultury, dr hab., pra¬
cownik Zakładu Metodologii i Teorii Kultury w Katedrze Et¬
nologii Uniwersytetu Łódzkiego, wykładowca w Katedrze
Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Wrocław¬
skiego. Zajmuje się metodologicznymi problemami współ¬
czesnej antropologii, powiązaniami wspólczesnej refleksji fi¬
lozoficznej z antropologią kultury. Autorka artykułów doty¬
czących tej problematyki. Opublikowała Opis - klucz do ro¬
kultury

Conquest

Jan Andrzej Kłoczowski O P . Profesor, doktor habilitowa­
ny, filozof, teolog i historyk sztuki. Dominikanin, wykładow­
ca Papieskiej Akademii Teologicznej, Rektor Kolegium Do­
minikanów w Krakowie. Zajmuje się filozofią religii.

kultury
tekstu

(2000).

Ryszard Kapuściński - reportażysta, eseista, publicysta, po­
eta; laureat wielu nagród literackich. Debiutował w "Sztanda­

341

kościotrup

(1999); Antropologia
(2001), Siedem

(2002); Ojczyzny

zumienia

the European

Malarstwo

Warszawa 1977; Młody Weiss, Warszawa

i wyobraźnia,

Narrating

1890 - 1990, Berkeley 1997. Klein analizuje w niej niezmier¬
nie ważny w historiografii, antropologii i krytyce literackiej
symbol „amerykańskiej granicy", który istnieje od chwili przy­
bycia do wybrzeży Ameryki pierwszych przybyszy z Europy.

szkiców

słowa. Narracyjne

red. z W. J. Bursztą); Edukacja

nie wstaje.
refleksyjna.

Ponowoczesne
O

rzeczywi­

do antropologii
wymiary

w świecie

kultury

kultury

miłości
(2002 popularnej

(2002 - red. z P. Zwierzchowskim).
Włodzimierz Lengauer - historyk, profesor w Instytucie Hi¬
storycznym Uniwersytetu Warszawskiego. Główny przedmiot
jego zainteresowań badawczych stanowi historia starożytnej
Grecji okresu archaicznego i klasycznego, a zwłaszcza proble¬
matyka ustroju, świadomości społecznej, kultury, mentalno¬
ści oraz religii. Jest członkiem Polskiego Towarzystwa Filolo¬
gicznego, Polskiego Towarzystwa Historycznego, Komitetu
Głównego Olimpiady Historycznej, Komitetu Nauk o Kultu¬
rze Antycznej PAN (od 1995 r.) oraz Rady Naukowej Insty¬
tutu Filologii Klasycznej. Pełni funkcję zastępcy przewodni¬
czącego Zarządu Krajowego Funduszu na Rzecz Dzieci. Jest
też członkiem Rady Redakcyjnej czasopisma „Meander",
członkiem redakcji „Ars Regia" i „Przeglądu Historycznego".
Najważniejsze publikacje: Greek Commanders in the 5th and
4th Centuries

B. C. Politics and Ideology: A Study of

Warszawa 1979; Pojęcie równości

w greckich

tycznych.

V wieku

Od Homera

do końca

1988; Religijność starożytnych

Greków,

Militarism,

koncepcjach
p.n.e.,

poli­

Warszawa

Warszawa 1994.

J. Krzysztof Lenartowicz. Architekt, pracował w Danii,
Szwajcarii i Libii. Autor i współautor projektów i realizacji,
laureat i współlaureat nagród i wyróżnień w międzynarodo¬
wych i krajowych konkursach architektonicznych. Profesor

�NOTY O AUTORACH

Wydziału Architektury Politechniki Krakowskiej, Gastdo­
zent Fachhochschule Münster. Prace naukowe z zakresu teorii
architektury, psychologii architektury (O psychologii archi­

Mieczysław Porębski - wybitny historyk i teoretyk sztuki,
profesor dr hab. Uniwersytetu Jagiellońskiego. Autor m. in.:

tektury

wadzenie

1992;

Słownik

psychologii

architektury

1997)

i teorii

Granica

Współczesności
do sztuki

1909 - 1925

XX

(1966), Ikonosfera

wieku

(1965), Kubizm.

(1965), Pożegnanie

(1972), Sztukaainformacja

z

Wpro­
krytyką

projektowania architektonicznego. Zainteresowania: archi­
tektura polskich kresów wschodnich, rysunek.

(1997), Polskość jako sytuacja

Barbara Major - absolwentka Katedry Etnografii UJ. Pracu­
je w Galerii Sztuki w Częstochowie.

Czesław Robotycki - antropolog kultury, profesor dr hab.
Kierownik Instytutu Etnologii UJ. Autor licznych artykułów
i książek, m.in. Etnografia

Peter Martyn doktor nauk humanistycznych, adiunkt za­
trudniony w Instytucie Sztuki PAN, wykładowca, zajmuje
się kwestiami związanymi z historią, strukturą przestrzenną
i socjologiczną oraz tożsamością miast. Przygotowuje pracę
habilitacyjną dotyczącą problematyki wspólnych korzeni od
czasów starożytnych w projektowaniu architektonicznym
oraz układzie przestrzennym miast na obszarze obejmującym
zachodnią Azję, subkontynenty europejski i indyjski oraz
Północną Afrykę.
Zbigniew Osiński - teatrolog, profesor zwyczajny w Instytu¬
cie Kultury Polskiej na Wydziale Polonistyki UW, projekto¬
dawca oraz dyrektor artystyczny i naukowy Ośrodka Badań
Twórczości Jerzego Grotowskiego i Poszukiwań Teatralno-Kulturowych we Wrocławiu. Autor wielu książek i arty¬
kułów z zakresu historii i teorii teatru, edytor tekstów: Jerze¬
go Grotowskiego, Mieczysława Limanowskiego, Juliusza
Osterwy, Wacława Radulskiego, Konrada Swinarskiego.
Najważniejsze książki: Teatr Dionizosa,
teatrze
towski
wytycza

współczesnym,

Romantyzm

PIW, Warszawa 1980;

trasy, Pusty Obłok, Warszawa 1993;

Gro­

Grotowski

Grotowski.

Źró­

dła, inspiracje, konteksty, Wydawnictwo słowo/obraz teryto­
ria, Gdańsk 1998. Złożył w wydawnictwie słowo/obraz tery­
toria książkę Pamięć Reduty, do której wejdą oba publikowa¬
ne tutaj teksty.
Elżbieta Paczkowska-Łagowska - Prof. dr hab., historyk fi­
lozofii w Instytucie Filozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego,
ostatnio wydała Logos życia. Filozofia

gu Wilhelma Diltheya,

hermeneutyczna

w krę­

słowo/obraz/terytoria, Gdańsk, 2001

Henryk Paprocki - teolog, historyk Kościoła Wschodniego,
tłumacz, znawca twórczości Dostojewskiego, duchowny pra­
wosławny.
Ewelina Pawlus - doktorantka Instytutu Historii Sztuki UJ,
stypendystka The School of A r t History, University of St An¬
drews, Szkocja. 2001/2002 - specjalista ds. public relations
w Galerii Sztuki Współczesnej „Bunkier Sztuki" w Krakowie.
Zajmuje się zagadnieniami związanymi ze sztuką ziemi, envi¬
ronmental art, sztuka performance. Publikuje w „Formacie".
Andrzej Pieńkos - adiunkt w Instytucie Historii Sztuki
UW. Wraz z żoną, Jolantą Chrzanowską-Pieńkos, opubliko­
wał Słownik

artystyczny

Paryża

wobec

kultury

współczesnej,

Nie

wszystko jest oczywiste. Zajmuje się analizą rożnych form
polskiej kultury współczesnej (świadomość narodowa, twór­
czość amatorska, teatr alternatywny, obyczajowość subkul­
tur). Jest redaktorem serii wydawnictwa UJ Anthropos.
Sławomir Sikora - etnolog, adiunkt w Instytucie Etnologii
i Antropologii UW, pracuje również w redakcji „Kwartalnika
Filmowego" (ISPAN). Zajmuje się antropologią fotografii i filmu
Tomasz Sikora - religioznawca, adiunkt w Zakładzie Feno­
menologii Religii UJ. Autor książki Użycie środków halucyno­
gennych a religia (1999).

Lech Sokół - profesor, dyrektor Instytutu Sztuki PAN, wy­
kładowca Akademii Teatralnej w Warszawie; historyk drama¬
tu i teatru. Autor publikacji o Witkacym, Strinbergu i Ibsenie,
m.in. Groteska

w teatrze S. I. Witkiewicza

berg (1981), Witkacy

i Strinberg:

(1972), August

Strin-

dalecy i bliscy (1995).

w polskim

Wydawnictwo Literackie 1972;

i jego Laboratorium,

(1986), Deska

(2002).

i regionu Ile-de-France

(War­

szawa 1996) i Leksykon polskiej sztuki XX w. (Poznań 1997).
Prace z zakresu historii sztuki nowoczesnej (książka Okrop¬
ności sztuki, Gdańsk 2000), krytyki artystycznej i eseistyki
dotyczącej kultury publikował w licznych czasopismach
Maria Poprzęcka - historyk sztuki, profesor zwyczajny w In¬
stytucie Historii Sztuki UW. Specjalizuje się w historii, kry¬
tyce i teorii sztuki X I X i XX wieku. Ostatnio opublikowała
Pochwała malarstwa, Gdańsk 2000.

342

Włodzimierz Staniewski - wybitny twórca i teoretyk te¬
atru. W czasie studiów polonistycznych (w Krakowie i we
Wrocławiu) pracował w Teatrze S T U Krzysztofa Jasińskiego,
w roku 1971 powołany przez Jerzego Grotowskiego do Te­
atru Laboratorium. W 1977 roku zakłada Ośrodek Praktyk
Teatralnych „Gardzienice". Autor (reżyseria, scenariusz,
struktura muzyczna, rozwiązania przestrzenne) wszystkich
przedstawień Ośrodka Praktyk Teatralnych
(Gargantua
i Pantagruel na podstawie Francois Rabelais, Gusła na pod¬
stawie I I i IV cz. Dziadów Adama Mickiewicza, Żywot Proto¬
popa Awwakuma,

Carmina

Burana,

Metamorfozy

na podsta­

wie Apulejusza), wystawiane w Polsce i za granicą (m. in.
w Nowym Jorku, Bostonie, Seulu, Sao Paulo, Amsterdamie,
Londynie, Nancy, Berlinie, Toronto, Sztokholmie). Autor
i realizator idei Wypraw i Zgromadzeń organizowanych na
wsiach, odbył także wiele zagranicznych wędrówek badaw¬
czych (m.in. do Laponii, Meksyku, Korei Południowej, Gre¬
cji), by porównać tradycyjne ceremoniały, techniki ruchu,
głosu, dialogowania, organizowania przestrzeni z technika¬
mi, które wprowadził do pracy Ośrodka. Po dwudziestu la¬
tach pracy warsztatowej i dydaktycznej z młodzieżą w Gardzienicach, stworzył w 1997 roku Akademię Praktyk Taetralnych; wykładał i prowadził zajęcia dla aktorów w USA,
Meksyku, Francji, wielkiej Brytanii, Szwecji, Kanadzie.
Piotr Szacki - etnograf, muzeolog, twórca kilkunastu etno¬
graficznych zapisów filmowych koncentrujących się na pro¬
blemach dawnych technik rzemieślniczych i tradycyjnych
zawodów. Pracuje w Państwowym Muzeum Etnogarficznym
w Warszawie. Autor wielu wystaw, między innymi wystaw
problemowych próbujących odkryć nowe sfery znaczeń i no¬
we obszary wmuzeologii, np. Mieć (1991, 1992, 1998), Nie­
zwykłość (1998/9).
Magdalena Sztandara - etnolog (UJ), studia doktoranckie
na Wydziale Historycznym UJ, pisze pracę doktorską o foto-

�NOTY O AUTORACH

grafii etnograficznej i „etnograficzności" fotografii. Obecnie
pracuje jako asystentka w Katedrze Kulturoznawstwa i Folk¬
lorystyki Uniwersytetu Opolskiego.
Iwona Święch - etnolog, kustosz Muzeów: Etnograficznego
w Toruniu i Ziemi Kujawskiej i Dobrzyńskiej we Włocławku,
obecnie Muzeum Historii Fotografii w Krakowie. Autorka
i współautorka wielu wystaw z zakresu sztuki i folkloru np.
„Alchemiczny krąg Teofila Ociepki", „Kujawskie skrzynie
wianne", „Ikony", „Wigilia - czas oczekiwania, czas magii",
cykl o ludowych rzeźbiarzach. Autorka scenariuszy wnętrz
skansenowskich oraz publikacji z zakresu kultury ludowej
i muzealnictwa.

Jean-Pierre Vernant (ur. 1914), profesor honorowy
w Collège de France, założyciel (1964) i dyrektor (do 1985)
Centre de Recherches Comparées sur les Sociétés Ancien­
nes (Centre Louis Gernet) w Paryżu. Nestor francuskich
hellenistów, jeden z najwybitniejszych na świecie znawców
kultury greckiej. Autor pionierskich prac o charakterze an­
tropologicznym na temat mitu, religii i greckiej myśli. Opu­
blikował m. i n . : Les origines de la pensée grecque
myśli greckiej

1996); Mythe

the et société en Grèce ancienne
gures de l'Autre

en Grèce

l'amour. Soi-męme

Lech Trzcionkowski - doktor historii, pracuje w Katedrze
Historii Starożytnej KUL. Zajmuje się historią religii staro¬
żytnej Grecji; autor licznych artykułów publikowanych
w prasie specjalistycznej
Jerzy Sławomir Wasilewski - etnolog, dr hab., pracuje
w Katedrze Etnologii i Antropologii Kulturowej UW. W la¬
tach 1971-80 był uczestnikiem corocznej ekspedycji I H K M
PAN do Mongolii. Prowadził też penetrację etnograficzną
innych krajów Azji. Autor książek: Podróż do piekieł, rzecz
0 szamańskich

misteriach,

Warszawa 1979, Tabu a paradygma¬

ty etnologii, Warszawa 1989.
Stephanie West - filolog klasyczny i papirolog, profesor
w Hertford College w Oksfordzie. Badaczka starożytnej lite¬
ratury greckiej, wybitna znawczyni Homera (jest m . i n .
współautorką trzytomowego A Commentary
on Ho­
mer's Odyssey)

i Herodota.

ses de l'intelligence.
croux Dans

Cóż po filozofie?

ka myślenia

Heidegger

Eseje filozoficzne

i problem zła, Hermes

Filozofia jako sztu¬
i Eros. Eseje

Dru¬

1997.

debiut i dojrzałość

(1962), Romantyzm.

0 ideach i stylu (1969), Romantyzm.
lokwia

gdańskie

i okupacji

zmatycznej

Rewolucja.

(1972), Humanistyka.

(1974), Gorączka

romantyczna

Czas formy otwartej;

Konrada

Wallenroda

Poznanie
znaczeń

Ko­
terapia

wobec woj­

(1980),

(1990), Projekt

krytyki

co przeżyłeś,

Eseje o wojnie

tak, ale razem z naszymi umarłymi,

2001. Wampir. Biografia

i

Seria

Wobec zła (1989), Zycie po­

(1991), Czy będziesz wiedział,

Zyjąc tracimy życie. Niepokojące

Studia

Marksizm.

(1975), Literatura

(1976), Odnawianie

1 duch inności (1996), Płacz generała.
Do Europy

343

l974; La cuisine du sa-

Maria Janion - historyk literatury i historyk idei, krytyk li¬
teracki. Profesor IBL PAN. Prof. Janion prowadzi semina­
rium w Szkole Nauk Społecznych przy IFiS PAN. W latach
1956-89 zajęcia w WS Pedagogicznej w Gdańsku, a następ­
nie na Uniwersytecie Gdańskim. Opublikowała m. in. Zyg­

śmiertne

Aleksander Wolicki - historyk, adiunkt w Instytucie Histo¬
rii Uniwersytetu Warszawskiego. Zajmuje się starożytną Gre¬
cją; autor licznych publikacji dotyczących epigrafiki greckiej.

La métis des Grecs

O d redakcji:
W poprzednim tomie zamieściliśmy niepełny tekst noty
o Prof. M a r i i Janion prof. Janion. Obecnie zamieszczamy
całą informację o wydanych ostatnio książkach. Autorkę
serdecznie przepraszamy.

Transgresje.

gie kilkudziesięciu artykułów, esejów, rozpraw oraz kilkuna¬
stu przekładów książek filozoficznych.

l972; Mythe

Daniel Vogel - anglista (absolwent Uniwersytetu Wrocław­
skiego), wykładowca Nauczycielskiego Kolegium Języków
Obcych w Raciborzu.

ny

Szestowa

2000); wspólnie z Pierre V i -

et tragédie en Grèce ancienne

l'oeil du miroir

Jest autorem m . i n . Wiedza

myśli Lwa

la mort,

1999; L'homme

crifice en pays grec l979; wspólnie z Françoise Frontisi-Du-

munt Krasiński,

Studium

1985; Lindividu,

et l'autre en Grèce ancienne

et tragédie deux l986; wspólnie z Marcelem Detienne, Les ru-

Cezary Wodziński, filozof, dr hab., w Instytucie Filozofii
1 Socjologii PAN. Główne obszary jego zainteresowań to me¬
tafizyka, ontologia, aksjologia, hermeneutyka, fenomenolo¬
gia, filozofia dialogu, filozofia języka, apofatyka filozoficzna.
i zbawienie.

(Źródła

l965; My­

l974; La mort dans les yeux. Fi-

ancienne

grec (red.) l993 (Człowiek Grecji
dal-Naquet, Mythe

1962

et pensée chez les Grecs

Gdańsk 2002

Prace wybrane, t.1-5, Kraków 2000-2002.

(1998).

Warszawa 2000

tematy egzystencji,

symboliczna,

fanta­
Kobiety

Warszawa

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7181" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7161">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/99f4b41b419dfc0c69dbb1a6408764bd.pdf</src>
        <authentication>6ff74e6de9e991c28dfe0998b308eba6</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85756">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6572</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85759">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85760">
                <text>2014</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85762">
                <text>anthropology of film</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85764">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6143</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85766">
                <text>Tango - a Dance of Universal Alienation / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85768">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue s.370-377</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85770">
                <text>Benedyktowicz, Zbigniew</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85772">
                <text>ang</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85773">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85774">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85776">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85778">
                <text>ZBIGNIEW
BENEDYKTOWICZ

Tango - a Dance of

Universal Alienation

T

hese comments and reflections (preceded by a
screening of two short films by Zbigniew Ryb­
czyński: Wdech-wydech /Inhale-Exhale/ reali­
sed jointly with Bogdan Dziworski1 and Tango, the
Oscar-winner from 19832) originated upon the mar­
gin of a book on Rybczyński’s oeuvre prepared by the
Film Workshop in the Institute of Art at the Polish
Academy of Sciences3. I would like to present them as
a contribution to the theme: “Ethnology and contem­
poraneity”. Today, the very fact that contemporary
ethnology deals with film as a cultural text is no longer
exceptional, rare, strange or isolated as testified by the
development of a separate domain, namely, the an­
thropology of film perceived either as a sub-discipline
of ethnology or as a specific interpretation approach
intent on analysis. Emphasis is placed on joint expe­
riences shared by photography, film, ethnography, and
anthropology4. A new type of “writing” or rather cre­
ating anthropology is progressing with the assistance
of photography, the film camera, and video; this socalled visual anthropology contains anthropological
reflection on contemporary and past phenomena of
visual culture. My remarks, therefore, can be a con­
tribution or justification of the legitimacy, need, and
purposefulness of the application of such an anthro­
pological perception of film, its examination from an
anthropological perspective, and the discovery of the
anthropological coefficient contained therein. Briefly
and simply, such a contribution could be entitled: On
the Need and Sensibility of Writing an Anthropological
Commentary on a Film that No One Will Write Apart
from an Anthropologist.
A direct reason for my comments is the review
by Charles Solomon published in “The Los Angeles
Times“ soon after the titular film received an Oscar,
and titled (in a way captivating not only the anthro­
pologist): Tango —A Polish Dance of Alienation. Solo­
mon wrote: Tango is an almost hypnotically complex
work that requires several viewings to grasp completely.
To the accompaniment of an old and rusty tango the
viewers see an empty anonymous room. A ball falls inside

followed by a boy climbing through the window. The film
seems to be based on live action, but its structure remains
curious - the motions performed by the boy are repeated
with astonishing precision. When he appears in the room
once again, there enters woman holding a baby, to de­
part a moment later. The action develops to the moment
when there are 26 actors and actresses present and the
room becomes more crowded than the ship cabin in the
Marx Brothers movie: A Night at the Opera. The crowd
slowly disperses and the room empties. Importantly,
these people do not cooperate, each continues his activ­
ity isolated, totally indifferent, and without reacting to
the surrounding chaos - a comment on cramped flats in
Polish towns and the painful alienation produced by this
state of things, Solomon concluded.5
In contrast to the highly promising title this unam­
biguous and authoritative, seriously sounding hous­
ing-cultural interpretation features startling simplicity
and is the reason why it becomes so difficult to refrain
from smiling. But an equal feeling of dissatisfaction is
produced by other explanations proposed in studies
consistently developing the motif of the Polish hous­
ing problem. Characteristically, they all concentrate
on workshop and strictly technical issues, as a rule
stressing the banal nature and insignificance of the
story. More, they caution against seeking in the film
deeper philosophical contents. This primacy of tech­
nical questions is accompanied predominantly by re­
flections stressing that Rybczyński made the transition
from the cinema to a new formula while abandoning
the film for for the sake of another. Such deliberations
focus on the fact that he had discovered a novel form
of depiction made possible by the video technique.
Here are some samples.
In the article Comme un Polonais Jean Paul Fargier
wrote: Zbigniew Rybczyński fait de la Vidéo depuis tou­
jours. Même quand il tournait en Pologne des films expé­
rimentaux, il faisait de la Vidéo. Tango, (...) c’est indis­
cutablement de la Vidéo, même si son support est du film
et que tous ses trucages sont de classiques caches/contrecaches cinématographiques.
The time and spatial strategy, Fargier went on to
say, which organises this ingenious work is part of a
video approach. Its intention was to create the possi­
bility of simultaneously watching about thirty actions
taking place at the same time in a very small room
(with a window, three doors, a wardrobe, a table, and
a bed). Initially, the room is empty, but then a ball
drops in through the window, followed by a boy climb­
ing into the interior to throw the ball out and leave.
The ball, however immediately, returns and so does
the child. Note: this is a loop, followed by another,
with a man entering and taking (stealing?) a suitcase
lying on the wardrobe. Another twenty or even thirty
actions will occur in the cramped space. A man sit­
ting at the table eats soup brought by a woman and

370

�Zbigniew Benedyktowicz • T A N G O - A DANCE OF UNIVERSAL ALIENATION

departs once he finishes. The moment he leaves the
table, another man enters the room, stands on the ta­
ble to change a light bulb and, departing, leaves space
for a woman, already appearing with a plate of soup
... Each particle of space is put to maximum use. The
bed is used for changing a baby’s diaper, for waiting for
death, for making love. The overall effect is nine and
half of Nowa książka (New Book, Rybczyński’s previ­
ous experimental film - Z.B.) multiplied by three or
four6.
Further on the French critic posed a symptomatic
question, asking whether we are dealing with a hous­
ing crisis or a crisis of the cinema? When he first
watched Tango he thought about the housing crisis in
Poland and other socialist countries. Watching it for a
second time he noticed a crisis of film (in a country of
widely disseminated TV). Tango is cinema itself (with
its doors and windows, entries and exits, banal and
well-used scenarios), revealed at a time of the direct.
Everything is visible in the foreground: tragedy and
burlesque are expressed with finesse but gain density.
There is no reason to mourn. Film represented a cer­
tain dramatic and comic force and, at times, enormous
emotions. Video, on the other hand, opens up to a
new world of emotion, laughter, and drama.7
Time to turn to analyses conducted from the inside
and let the Polish authors speak. Marcin Giżycki: A
ball falls through a window into an empty ensuite room. A
boy enters in the same way. He takes the ball and jumps
out of the window. The ball immediately falls inside. The
cycle is repeated, like a stuck gramophone record. Other
figures enter from different directions. They behave as if
they were alone in the room. All perform strictly defined
activities and depart, to immediately reappear and repeat
exactly the same motions. Despite the fact that the number
of people continues to grow their paths miraculously cross
in such a way that they never collide. This is Rybczynski’s
sui generis masterpiece, capable of coordinating all those
activities in time with the precision of a fraction of a second, so that they overlap in the manner of a clockwork
mechanism. An ordinary enactment by actors would be
simply impossible, and even if they were to succeed to a
certain extent they would still not attain that mechanical
character of the plot, which, after all, comprises the very
essence of the film. During the culmination, the room con­
tains more than thirty persons, a number that we simply
have to accept since we got lost counting already much
earlier. Subsequently, the interior starts to gradually empty
in the same way as it became full of people —now, after
his/her successive departure a given character no longer
returns and does not renew the cycle. The contents of the
film, therefore, are motion and variable spatial relations
between the protagonists —motion increases up to a certain
moment and then is followed by an utmost complication of
all the gathered figures and a decline of motion, until all
371

action ceases. The dramaturgy of Tango is constructed
by means of a densification, in the literal meaning of the
word, of the situation. Each entry of a new resident inten­
sifies the tension: “How will he manage to cross the room"?
People keep arriving. Every surprising ending would topple
the logic of the premise, although the author took the liberty
of a slight deviation by allowing himself in the finale to
slightly change the activity of the departing persons, which
we could disapprove if it were to point the message of the
film to a completely new direction. Since nothing of the sort
takes place, the accepted solution is treated as a natural
musical cadenza justified also in the title.
Familiarity with Rybczyński almost guarantees that
Tango interested him predominantly as a technical prob­
lem. He simply had an idea and knew how to realise it.
Hence the need to be rather careful while seeking some
sort of more profound philosophical intentions (and such
attempts have been made). Nonetheless, while differenti­
ating the characters as regards their makeup and costume
(on the margin, the man in a red coat from Nowa książka
resurfaces) and designing the sets the author created a
specifically Polish panopticon. Everything takes place in a
cramped ensuite room, that symbol of Polish housing dif­
ficulties but also of the democratisation of Polish society
(after all, it is in such a room that the Polish post-war
intelligentsia queued up to the bathroom together with
members of the working class, as documented by Leonard
Buczkowski in his celebrated comedy Skarb / Treasure/).
A gallery of average Poles appearing in the apartment rep­
resents a full range of fulfilled functions —from intercourse
to death. Copulation, eating, dressing, cleaning, and even
(presumably, since they take place beyond the frame, be­
hind the bathroom door) washing and defecation. These
may be secondary contents but they still produce numerous
and various associations 8.
Finally, the opinion of Daniel Szczechura: The re­
alisation of Nowa książka, Tango and other films is based
on a mammoth music score containing the movements of
particular characters. This is the reason for the absence
of photos in Rybczyński’s films. It was impossible to ob­
tain a photo from Nowa książka, since the final effect was
but a product of the author’s imagination and laboratory
processing. (...) Assorted figures appear in an empty room
as if on stage and perform simple daily activities. In time,
their number grows, new people arrive, and each does the
same. A boy leans through a window and picks up a ball
that had fallen into the room, a woman changes a baby’s
nappies, a girl does her homework, a granny dies, etc. The
culmination scene resembles a ballet or a pantomime of
sorts, in which 26 characters take part. The action then
slows down and once again we are left with an empty
room. Everything takes place to the accompaniment of a
tango. This film, simple and applying limited means, makes
a great impression. After the screening there invariably
emerges the question: how was this done? True, something
like this has never been seen before 9.

�Zbigniew Benedyktowicz • T A N G O - A DANCE OF UNIVERSAL ALIENATION

Daniel Szczechura, himself an accomplished au­
thor and craftsman in this particular cinematic do­
main, reveals the secrets of filmmaking. His extremely
meticulous and professional technical description re­
constructs the production of Tango step by step. Why
then do the analyses, as I have mentioned, seem to
be insufficient? The reason lies in the fact that even
when concentrated on the film and attempt to provide
a detailed and thorough description they remain as if
imprisoned within it and are doomed to repetition. In
a manner of speaking, they evade attempts at answer­
ing the question: ’’What does Tango mean?” and even
the much less penetrating: "Can Tango actually mean
something?”. It is here that I perceive the place and
role of an anthropologist who could propose a com­
mentary. Initially, it might appear that such an ap­
proach of an expert on the cinema to the dilemma in
question: a technical (material) description or a quest
for meaning, appears to be closer to the intentions of
the author, who himself voices his opinion (I cite only
a fragment of his statement, to which I shall return at
the end of the text): The most important is technology.
One can speak about the beauty of the pyramid, but the
way in which it was built is more essential. The same holds
true for the Eiffel Tower. The construction of this enor­
mous steel structure gave rise to protests. It was claimed
that it was ugly. Now it has become the sentimental symbol
of Paris. First there comes construction and technology,
and only later do they become surrounded with meanings
and produce an ambiance10.
There exists, however, another extreme and dif­
ferent point of view declaring that we should not trust
artists all the way. Or else, we may trust them but nev­
er believe what they say nor succumb to them.
In an interview published in “Konteksty” Janusz
Bogucki drew attention to this issue by declaring: An
artist concentrates on that, which emerges in his mind and
gradually changes into an object. Later, he works on this
object and becomes totally immersed in its inner world.
But then the object starts to pursue a life of its own, just as
genuine as its original life in the artist’s head and studio.
Acting in this way the author does not really know what
he is doing and is only partly aware of his conduct. A true
artist is unaware of what he is doing and remains an in­
strument, a source of energy that becomes transferred into
some sort of matter somewhat according to the principle
of intentions but, predominantly, premonitions —true, the
intellect wields control, professional skills are available, but
how is all this possible considering that it is not a question
of planning and execution? If the later is the case then the
aesthetic object remains empty inside, but if we are dealing
with a creative act then in a certain sense it remains inde­
pendent of the author11.
Opting for such a stand and convinced that Tango
is not an empty aesthetic object (as evidenced by the
views of the afore-mentioned authors: “a hypnotic,

complex work”, “a brilliant work”, “a masterpiece”,
“the film makes an enormous impression”) let us sum
up the opinions of experts on the cinema. The number
of extra-film references is scarce. Their interpretation
takes place mainly within the range of the discussed
work (the way it was made) and in reference to a sin­
gle context (that of the film), consigning us either to
local history of the film (Giżycki - Skarb) or its world
counterpart - depending on the way in which we per­
ceive it (Solomon - the Marx Brothers in A Night at
the Opera; Szczechura, following the example of many
others, cites Melies as his point of reference). Mean­
while, the questions: “can Tango mean something?”
and “does Tango mean something?” still remain im­
portant and continue to disturb us. They recur persist­
ently and call for an answer. Take the question ad­
dressed to the author by a journalist conducting an
interview for Andy Warhol’s “Interview Magazine”
wondering whether after he had won an Oscar the
director can explain the meaning of Tango. Already
forewarned that artists are not to be trusted we can
calmly react to the negative response.
What can we do? What is going to happen to our
cultural commentary in the wake of the author’s dic­
tum? We simply have to start at the beginning... Now is
the time to go back to Solomon. Against such a back­
drop, his rather ridiculous and flat statement, which
we immediately rejected and read without the quota­
tion marks: Tango —a Polish dance of alienation, still re­
main captivating and appears to lead us onto a correct
course. Something does seem to be right. The tango
in Kantor’s theatre of death, the tango in Rybczynski’s
film, the tango in Mrożek’s theatre of the absurd (this
similarity of the title with Mrożek’s drama was even
keenly noted by Daniel Luliński, the official corre­
spondent of the dailies “Trybuna Ludu” and “Zycie
Warszawy” as well as the Polish Press Agency, who
concentrated only describing the scandal caused by the
Oscar winner. Behaving assertively, Rybczyński tried
to shout something about “Solidarity” into the mi­
crophone, thus disturbing the solemnity of the event.
Then, after he went outside and was prohibited from
re-entering by security guards, he started a fight)12.
Following the example of the interpretation pro­
posed by Solomon: Tango —A Polish Dance of Aliena­
tion we come to a problem central for anthropology
and anthropological-cultural questions, namely, what
are the local and universal qualities of culture and the
absorption of the universal by the local and vice versa?
Here, we are dealing with cultural translation. Are
we capable of recreating this path? Admittedly, the
rather difficult and perilous task resembles the situ­
ation from the motto that Jan Kott once gave to his
analysis of Mrożek’s Tango: No one will leave until we
find an idea. Edek, don’t let anyone out 13. In the most
general outline this path could be described as follows:

372

�Zbigniew Benedyktowicz • T A N G O - A DANCE OF UNIVERSAL ALIENATION

the local (an exotic Argentinian dance) becomes the
universal by turning into the European and the global,
and permeates local culture, where it is subjected to
artistic, theatrical, literary and film processing in or­
der to come back to universal world culture in a new
local costume. This is the manner in which the local
and the exotic are restored to the universal. By chang­
ing into a Polish speciality the tango as a Polish dance
of alienation becomes universal. How does this take
place, and how is it possible?
Let us start with the local stratum while attempt­
ing, at the same time, not to lose any of the traces con­
tained in descriptions made by heretofore film studies.
Not by accident did we begin these comments with a
comparison of two very different dance films, i.e. Tango
and Wdech-wydech (Dziworski and Rybczyński); nota
bene, the French critic was wrong when he wrote that
Tango was the last film made in Poland - actually, it
was the documentary realised together with Dziworski
(1981). This is a register and an image of a no longer
extant world that appears to have vanished, and here
and there is becoming the object of social nostalgia. A
world of free-of-charge vacations and sanatoria.
Wdech-wydech is a documentary record of a People’s
Poland-era holiday (in contrast to the strongly accen­
tuated simple daily life in Tango) or actually a training
conference carnival attended by cultural-educational
instructors of the Polish- Soviet Friendship Society re­
alising a specific programme of “indoor recreation”. A
portrait of entertainment and competitions (including
a contest testing knowledge about the USSR).
Two very different films! Wdech-wydech consists of
natural interiors and natural music (a ballroom orches­
tra and music from a croaking loudspeaker), “golden
oldies”, a dance competition (to the strains of the
song: Moscow Evenings - Podmoskovniye vechera) or an
exotic costume contest, an artistic performance, openair recreation, pirouettes on ice-skates, an ice-rink
surrounded by a mountain landscape; these are living
people filmed with precision, attention, and acuteness
but also tenderness. Something that does not possess a
film reference but can be situated only “between” and
“above”, something between and above homo ludens,
homo sovieticus and homo PeReLus (PRL: People’s Po­
land), and something that could be rather ineptly de­
scribed as “between” films and socialist documentaries
about hairdressing competitions, Rejs (The Cruise) by
Marek Piwowski and the Czech film school with Loves
of a Blonde and The Fireman’s Ball.
Not by accident did we start with two dance-music
films since they allow us to recall one more essential
component in the oeuvre of the author of Tango, to
draw attention to the ever-present stratum of visual
anthropology in Rybczyński’s films, and to mention
a brief ethnographic-anthropological treatise: Święto
(Holiday, 1975). Its recorded images come straight out
373

of a study by Roch Sulima (then recently published)
about the syrenka automobile14. Święto features the
“queen of the roadside”, the “stationary automobile”,
a determinant of social prestige, a hybrid located be­
tween the “civilisation of timber” and the “civilisation
of technology”, and subjected to ceremonious wash­
ing. The ritual of a festive family gathering, together
with gestures, greetings and farewells, embraces, first­
name ceremonies and toasts, a visit to a cemetery, re­
membrance of the deceased by “lighting lamps for All
Souls”, and a baby crying in the background - brought
to the cemetery, it grows aggravated in the baby car­
riage. Finally, there is the holiday ritual of the whole
family watching TV. Hurried lovemaking (in the
bushes of an allotment) - Eros and Thanatos (as in
other films by Rybczyński) are close by. This is the way
a foreign critic sees it: a petite woman in a suburban
yard chops off the head of a chicken - a symbolic ritual
of blood and the sacrifice of life inaugurating a calm,
orderly, traditional family ceremony. A man drives
out of a garage in a white car leaving behind a trail of
green exhaust fumes. There now begins the ceremony
of washing the car with yellowish water. A family of
eight, together with a baby in a carriage, arrives at the
home of an elderly married couple and preforms a sui
generis ritual welcome dance. Next, they eat dinner the slaughtered chicken together with delectable bev­
erages. Afterwards, bored and unwilling to converse,
they all watch television and their silence contrasts
with a wild chase on the TV screen. Finally, a farewell
ritual.
These cosy scenes from family liturgy are inter­
rupted with takes showing a couple secretly fleeing the
dinner and making love behind the house; the awk­
ward ballet performed by their arms and legs renders
them similar to insects devouring each other.
The man washing the car ends his task, immediately
drives the beloved status symbol back into the garage,
and closes the door. The elderly couple, now alone, re­
mains in the room, with granddad soaking his feet and
granny in bed, watching the same TV programme 15.
Rybczyński’s camera, both in Święto and in such experi­
ments as an image divided into nine fragments (Nowa
książka) or a frenzied chase in: Oj, nie mogę się zatrzymać
(Oh, I Can’t Stop!), records and “renders indelible” cus­
toms, gestures, banal life, ugly townscapes and suburbs,
registering the - what would be the best way of putting
it? - ethnography of a small town, brief histories, old
crumbling architecture and old-new housing-block so­
cialist architecture, ”reality neither urban nor rural” de­
scribed by Piotr Szczepanik in the song: Tango for half
a zloty. Outstanding artists are supposed to be the crea­
tors of a single work, revived in numerous forms; this is
the opinion about Fellini and Bergman.
Tango (and its sui generis visual anthropology, the
experience of Polish films) is a structure of impor-

�Zbigniew Benedyktowicz • T A N G O - A DANCE OF UNIVERSAL ALIENATION

tance for Rybczyński’s oeuvre, continued in his other
works; sometimes, we may even find its small elements
(such as the gestures and twirling motion performed in
Wdech-Wydech by a man dancing to the accompani­
ment of Podmoskovniye vechera, the energetic spins of
magnificent American girls speeding across Manhat­
tan on roller skates in the music video for The Original
Wrapper by Lou Reed)
A drawing-note at the very beginning of a mono­
graph about Rybczyński - probably a sketch to an
experimental H DTV film for Imagine (three ensuite
rooms, with the same figure of a man standing behind
closed doors) - features at the bottom:
- is he all alone? - like the other figures
- repetition and addition - like in Tango?
- continuum of a certain story - one - several?
- what sort of a construction of the whole?
The protagonists of Rybczynski’s film are not only
“motion and spatial relations between the protago­
nists”, studies in space and time, bipacking, a repro­
jector, masks, and high definition but also cultural
relations and motion.
In an excellent study about the symbols and art
that nurture this sort of creativity Małgorzata Bar­
anowska, the author of “symbolic realism” - a conceit
crucial for the creativity and art pursued by Rybczyński
and a term with which she attempted to encompass
and interpret his last films - indicated also a particular
cultural stratum. Here, we once again come across the
afore-mentioned incessant game, motion, and relations
between the local and the universal: Manhattan is a vi­
sion of a poetic entity composed of a huge number of sepa­
rate cultures with their colours, costumes, melodies, dances,
artists, New Yorkers suffering from insomnia, somewhat
comical policemen and felons outwitting them, the home­
less as well as inept politicians performing ritual gestures
and oblivious of everything else. A characteristic feature of
Rybczynski’s films is their sense of humour. Both he and
Michał Urbaniak did everything possible so that successive
sequences would startle with changes but also at times with
amusing sound and image. Probably the boldest scenes in
Manhattan involve a fiery tango danced by Argentinians;
the scenes are divided according to the popular rhythms
of particular nationalities comprising the enormous ethnic
mixture of New York. The middle parts of the bodies of the
dancing couple have been replaced by large bellows, similar
to an accordion squeezebox, stretching and folding to the
rhythm of the music and rendering the dancers either giants
or dwarfs. The overall effect is that of an image -sound play
on words. Rap music danced in the air is equally funny
—rhythm inseparably connected with stamping feet is sud­
denly suspended above a street16.
The anthropological dimension is to be discovered
in both films about genius loci - as they were described
by Małgorzata Baranowska who amassed in an abbre­
viated form the themes contained therein: Films about
374

genius loci amazingly link Rybczynski’s uninterrupted
studies on time and space with a vision of highly differ­
ent towns. Here, the landscape retains its static character
and people performing symbolic activities in an incredible
dance of relativity define the character of the place. In great
abridgement and simplification: Manhattan represents
a great musician, a homeless artist, a child, a policeman,
a kaleidoscope of worlds and various peoples, life, youth,
love, home, and contemporaneity. Washington D. C.
embodies a civil servant, a discoverer, a hunter, an assail­
ant, a disappearance of old cultures, a soldier, a carnival,
possession, money, love and betrayal, the passage of time,
history 17. Now, time to return to Poland. We are well
aware of the differences between the tango in the case
of Mrożek (1964), Kantor, and Rybczyński, and this is
not the place to delve into the subject. The tango (La
Cumparsita) in Mrożek’s play is a dance of submission
to which we are invited by a power-wielding brute (an
offer you can’t refuse); is it some sort of a vision of our
impotence or an echo and transposition of the dance
of the Straw Man from the arch-drama Wesele (The
Wedding)?18. Jan Kott derived the protagonists - the
Mrożek Family 19 - from Kurka wodna (The Water
Hen) by Witkacy. Jan Błoński wrote: In Tango suicide
is committed by the idea of rebellion; it turns into its own
opposite because freedom announced by avantgarde art is
perishing in the grotto of Edek the caveman, to which it
guided us 20.
Different features belong to the room of reminis­
cences, the room of the dead mechanically repeating
elementary motions. In Kantor’s theatre the tango
appears rather late: first in a dive in: Nigdy już tu nie
powrócę (I Shall Never Return, 1988) as a sign of time
and place: The first part, an All Souls Day in a mysteri­
ous dive, is conducted by the Argentinian tango Tempos
viejos (a replica of sorts of Waltz François from Umarła
klasa /The Dead Class/) 21, and then in Cicha Noc
(SiIent Night): Figures slowly begin to emerge from un­
ravelled shrouds. They successively describe their comical
and tragic personal catastrophes. A whole gallery ensues.
All are already strongly enrooted in the iconography of the
Cricot 2 Theatre —a young Hassidic Jew in an overcoat
and a skullcap; a dancing priest holding a wooden cross;
a girl sleepwalking; a bigot wearing a rosary around his
neck; a demonic streetwalker; a sensually dancing woman
in mourning; a man merged with a broom, and another
with a black umbrella; a World War I soldier and the
“uninvited" in dark spectacles and a roll of paper hanging
around his neck. The stage resounds with a tango. Every
one dances in eccentrically joined couples. 22.
The anonymous room in Rybczynski’s Tango is far
from the intelligentsia-intellectual “Warsaw salon” just
as its protagonists are far from Kantor’s phantoms; from
the structural point of view they are closer to anony­
mous plain people from Pieszo (On Foot) by Mrożek;
despite the video film animation technique these are

�Zbigniew Benedyktowicz • T A N G O - A DANCE OF UNIVERSAL ALIENATION

living people (filmed in the live action technique). One
of the interpretations suggests that perhaps Rybczyński
shot the room’s memory of its (living? - Z. B.) resi­
dents 23. Since reference had been made to the “en­
suite room” then both for Kantor and Rybczyński the
background would certainly include the room-flat from
Kartoteka (The Card Index) by Różewicz (although in
Rybczyński’s case without the threnody of Romantic
protagonists or the wartime past).
Tango is situated as closely as possible to the universal/local roots of the tango due to its anonymous and
commonplace protagonists (the screenplay mentions
that they are people busy doing something: 1. Boy with
a ball, 2. Nursing mother, 3. Infant, 4. Thief, 5. Man
with a parcel, 6. Girl doing her homework, 7. Woman
carrying soup, 8. Man eating soup, 9. Young man doing
exercises, 10. Woman with shopping, 11. Man chang­
ing a light bulb, 12. Woman cleaning a fish, 13. Girl
dressing herself, 14, Man taking out the litter, 15. Man
in a uniform, 16. Woman cleaning, 17. Slightly intoxi­
cated man, 8, 19. Man and woman - guests, 20, 21.
Kissing couple, 22. Mother changing a baby’s nappies,
23. Crawling infant, 24. Man with a newspaper, 25.
Older man with a dog, 26. Old woman)24.
Time to finally seek the opinion of an expert, an
anthropologist of culture, and evoke cultural refer­
ences. This task is made easy by the fact that such a
function can be fulfilled by a writer. I have in mind
not just any man of letters but Ernesto Sabato, au­
thor of an essay about the tango. In doing so I used
two sources25 (and thus hope that certain repetitions
and reoccurrences in the text will be forgiven). I also
preceded “’information” about the tango with an ex­
cerpt of Sabato’s ethnographic reflections about the
subculture of the suburbs, important also for our topic:
ethnology and contemporaneity. Here we shall find
the periphery and the centre, the eternal question
about cultural peripheries, Can anything good come out
of Nazareth? (here: from the culture and art of Poland
and Argentina, aside from the tango), a question in
which one might find echoes of Gombrowicz’s enquiry
about the merit of the cultural peripheries, immatu­
rity, local qualities, and “imperfection”, which at times
can prove to be a higher value:

Subculture of the suburbs26
The rightist nationalists densely populating sterile and
pure Argentine want us to write constantly about (non­
existent) gauchos. Lefist nationalists, on the other hand,
maintain that metaphysical problems are suitable for the
old European civilisation.... According to this curious
doctrine, only the residents of Paris or Prague can suffer
"metaphysical pain”, and if one is aware that the cause of
this pain is man’s finity then it should be recognised that in
the opinion of those madmen people die only in Europe but
here they live on immortal. This is not the case, because if
375

metaphysical anxiety is nourished by passage of time, then
we, being more temporary, have more reasons to experi­
ence it than on the Old Continent 27.

Tango - a song of Rio de la Plata28
I HYBRIDAGE
(...) Millions of immigrants who came to this coun­
try in not quite a hundred years not only installed two
attributes of the contemporary Argentinian, namely,
disillusionment and sadness, but also prepared ground
for the origin of the most original phenomenon of the
del Plata region, which is the tango. This dance has
been successively condemned and praised, satirised
and analysed. Finally, its greatest author, Enrique
Santos Discépolo, gave its most apt definition: it is a
sad thing that one dances (...)

II D ISSA T IS F A C T IO N
(...) All this is the reason why the tango is an introvertive or even introspective dance, a sad thing that one
dances, in contrast to what takes place in other folk danc­
es, which are extrovertive and erotic. Only a gringo would
make a clown of himself by taking advantage of a tango for
chat or amusement.
The tango is a totally astonishing phenomenon from the
viewpoint of the genre of folk dance in general.
Some maintain that the tango is not always dra­
matic and that upon occasions it displays humour. In
doing so they seem to be suggesting that the tango can
be light-hearted. This appears to me to be quite in­
correct since we are actually dealing with concealed
satire. The humour of the tango has something of A r­
gentinian contrariness, and its epigrams are angry and
grim.
Hard work all day
And on a Saturday evening you’re a lord.
The face of the Argentinian displays a caricature
irony of sorts. When a Neapolitan dances the taran­
tella he does so for fun; when a porteño dances the
tango he ponders his plight, as a rule personified by his
partner, or tries to resolve and delve into the general
structure of human existence. A German, drunk on
beer and skipping to the rhythm of Tyrolean music,
laughs and innocently enjoys himself; a porteño does
not laugh or have fun, and if sometimes he unthink­
ingly and furtively smiles his grotesque grimace differs
from the laughter of the German just like a pessimistic
hunchback differs from a gym teacher. (...)

III S E X
(...) Assorted Argentinian thinkers identified the
tango with sex or, as in the case of Juan Pablo Echagüe,
simply described it as lascivious. I believe that we are
dealing with quite the opposite. True, the tango came
into being in dives, but already this fact should pro­
duce suspicion that this is a case of some sort of a re-

�Zbigniew Benedyktowicz • T A N G O - A DANCE OF UNIVERSAL ALIENATION

verse, because artistic creativity is almost always an
antagonist act, an attempted escape or rebellion. The
imagination thus creates something that is absent, an
object of our longing and hope, something which will
magically make it possible for us to free ourselves from
our harsh daily reality. (...)
IV
(...) The body of another person is a mere object
and contact with its matter does not entitle to cross
the boundaries of loneliness. The sexual act is thus
doubly sad, since it not only leaves man amidst his
previous loneliness, but intensifies it and the frustra­
tion of the effort. This is one of the mechanisms that
could explain the sadness of the tango, so full of de­
spair, anger, threats, and sarcasm. (...)
V BA NDONEO N
(...) From the brothels and the dives the tango set
out to conquer the city centre together with a bar­
rel organ and a parrot, which innocently and blatantly
proclaimed:
I would like to become a scoundrel,
So as to possess a girl.
And with invincible force, that characteristic fea­
ture of authentic expression, the tango took the world.
(...)
VI METAPHYSICS
(...) In this country of oppositionists each time
when someone plans or creates something (a budget,
a symphony or a housing project) there immediately
emerge thousands of critics who with sadistic scrupu­
lousness destroy everything. (...)
(...) The mentioned critics find metaphysics only
in volumes by German professors, while, as Nietzsche
said, it lies in the streets, in the entrails of the ordinary
man. (...) Inevitable frustration, nostalgia for a distant
homeland, the hostile attitude of the indigenous pop­
ulation towards the invasion, uncertainty and frailness
in a rapidly changing world, the incapability to ensure
a living, and the absence of absolute hierarchies - all
this is expressed in metaphysical tango-istics.
In one swoop the concrete destroyed
The old neighbourhood - my birthplace.
Progress, forcefully introduced by the leaders of
new Argentina, did not leave a stone unturned; more,
it did not leave a brick unturned since technically that
material is less durable. A fact that is even more de­
pressing.
There is nothing permanent in this ghost town.
A folk poet describes his nostalgia for the old Cafe
de los Angelitos:
I evoke you, lost in life and suffused in clouds of
smoke.
376

In turn, the humbler, suburban Manrique asks:
What dreams did they pursue?
On what stars do they wander?
Those voices that came yesterday
and passed and fell silent.
Where are they today?
Along which streets will they return?
The porteño, as no European can, experiences the
passage of time and the fact that the frustration of all
his dreams and ultimate death are an unavoidable
epilogue of all efforts. Muddied, leaning on a mar­
ble table-top amidst glasses of “semillon”* * and the
smoke of “negros” cigarettes, he asks in the throes of
friendly meditation:
Brother, do you remember those beautiful times?
And concludes with cynical bitterness:
Life flows, departs, and never returns,
It is thus best to enjoy it, and may all cares
Go to the devil. (...)
The man of the tango is, therefore, a creature who
meditates about the passage of time and that which it
brings: unrelenting death.
* porteño - a resident of Buenos Aires
* * cheap popular wine.
Time for putting things in order: Wdech-wydech is
enclosed in the poetic of the extravertic tango. Tango
is by the very nature of things introvertic. We are well
aware of the differences between the phantom quali­
ties of Buenos, Łódź, Warsaw...
Once we had already become acquainted with the
structure of the tango we can return to the whole of
Rybczyński’s statement (previously cut short and de­
prived of the last sentence):
(...) First there comes construction and technology,
and only later do they become surrounded with meanings
and produce an ambiance. TH E C O N T E N T IS ETER­
N A L A N D CO M M ON FOR A LL PEOPLE.
In one swoop the concrete destroyed
The old neighbourhood —my birthplace....
What dreams did they pursue?
On what stars do they wander?
Those voices that came yesterday
and passed and fell silent.
Where are they today?
Along which streets will they return?
The sad thought dancing in Kantor’s play, in
Mrozek’s drama, and in Rybczynski’s film is different.
The same is true for the sad thought dancing in Tango,
Wdech-wydech, Orchestra, Manhattan, and Washington.
THE CO N TEN T IS ETERNAL A N D COM M ON
FOR A LL PEOPLE.

�Zbigniew B e n e d y k to w i • T A N G O - A DANCE OF UNIVERSAL ALIENATION

12

E n d n o te s
1

Wdech-wydech
B ogdan

D z iw o rsk i a n d Z b ig n ie w

13

S e M a F o r (fo r P o lish T e le v isio n ).

Tango

(1 9 8 0 ) , d ir e c tio n : Z b ig n ie w R y b czyń sk i, c o o p e r a ­
Ja n in a

A n d rzej

T e o d o rc z y k ,

M ie c z y sła w Ja n ik , e d itin g : B a r b a r a S a r n o c iń sk a , p r o d u ­
Ign acy G o n cerz,

p r o d u c tio n :

Zbigniew Rybczyński podróżnik do krainy niemożliwości,

ed.

C f., i.a . m y in tr o d u c tio n t o a n issu e o f “ K o n te k s ty ” (n o.
3 /4 1 9 9 2 i o n th e a n th r o p o lo g y o f film a n d
c o n ta in in g p e r tin en t te x ts . C f. al so:

el w h o le

21

issu e

Sztuka ng wysokos'oi

Ibid .

8

M arcF n G iż y c k i,

Ja n

B ł o ń sk i,

Wesele, “ Te a t r ”

n o . 4 /1 9 9 4 .

Drugie dąsie czyli powtórka poczwórki,

K rzysztoC P la śn ia ro w ic z ,
M a g d a le n a S m ę d / r ,

Pokói”i
23

Jak Polak,

tra n sl. T e r e sa R u tk o w sk a ,

24
25

Teesr Śmierci Tadeusza Kantora.

“Betlejem. Golyole, Bastylia i Biedny

“ K o n i / k s t y ” n o . 3 - 4 /1 9 9 1 , p. t 2 3 .

R j/ z a r d C ia r k a .

Zbigniaw Rybceyński podróżnik...,

o p . c it.,

Ib id ., g r a p h ic in se rt.

Pisare i oego amory,

E r n e s to S a b a t o ,

pwsenka r^op^a^eińika,

Wizja i kalkulacja, ib id ., p p . 2 8 -2 9 .
S z c z e c h u r a , Tango, czyli nowe spoareenie rut kiso,

c o ll., tran el. a n d

Statem en t m ad e

1 9 7 5 , p. 11. I w o u ld lik e t o t h a r k M r. R a jm u n d K a lic k i

d u r in g

a

p r e ss

c o n fe r e n c e

b u t w ith ou p p e r tin e n t b ib lio g r a p h ic d a la .

in lire

In s titu te o f A r t a t th e P o lish A c a d e m y o f S c ie n c e s , s u b ­
s e q u e n tly r e p e a te d in in te rv ie w s a n d th e p re ss.
Ja n u s z B o g u c k i in a c o n v e r s a tio n :

malo wolności?,

Tango

“ L iie r e t u r a ” 12, n o . 12, 2 0 M a r c h

fo r h is k in d h e lp in lo c a t in g th is essay , w h ic h I r e c a lle d

ib id ., p p . 3 4 T 5 .

11

in

J a n K o tt, of). cit.

a fte r w o rd R a jm u n d K a lic k i, K ru k ó w 1 9 8 8 ; id e m ,

7

10

Przyczynek do semiotyki śmieci, “K o n te k sty ”

p. 169.

Je a n - b a u l Fareiee,

D a n ie l

n o . 4 /1 9 6 5 , pp .

V e r b c /C h o to m ó w 1 9 9 0 , p. 114.

22

oczu. Film i antropologia W arozaw a 1 9 9 1 .
C h a r le s S o lo m o n , “Tango” - polski tygiec alienacji, tra n sl.
Teresie R u tk o w sk a , in : Zbigniew Rybczyński podróżnik...,

ib id ., p p . 4 4 - 4 5 .

9

“D ia lo g ”

“ D ia lo g ” n o . 5 / 1 6 8 , p. 7 0 e

o p . c it., p. 3 7 .
6

R o c h S u lim a ,

g r e a t im p te ssio n o n h im wae

19
20

R y sz ard C ia r k a , W a rsz a w a 1 ° 9 ° .

5

Rodzina Mrożka,

w h ic h rh e a u th o r a d m itte d th a t th e first paay t o m a k e a

Z b ig n ie w B e n e d y k to w ic z , c o o p e r a t io n T e r e sa R u tk o w sk a ,
4

K o tt,

15 Zbigniew Rybczyński - podróżnik..., o p . c it., p. 6 7 .
16 Ib id ., p p . 1 8 9 -1 9 0 .
17 Ib id ., ^ 2 0 0 .
18 C f. an in te rv i ew w ith M rożek : h e ld b y Je rzy J aro ck i,

SeM aF o r.
3

Ja n

n o . 1 /1 9 9 3 , a . 3 3 .

S t r ą k . Ja n u s z O lsz e w sk i, Z y g m u n t S m y c z e k , W ie sła w

R y sz a rd O k u ń s k i,

14

A n d rzej

N o w a k , H a lin a K ra je w sk a , m u sic : Ja n u s z H a jd u n , so u n d :
c e r:

o p . c it.,

6 8-73.

tio n :

D y c h to ,

Zbigniew Rybczyński - podróżnik...,

pp. 8 4 -8 5 .

R y b czy ń sk i, m u sic :

Ja n u s z H a jd u n , p r o d u c e r R y sz ard O k u ń s k i, p r o d u c tio n
2

C f. a n a c c o u n t o f a n in te rv ie w g iv e n in “ In te rv ie w
M a g a z in e ” , in:

(1 9 8 1 ) , s c e n a rio , p h o to g rap h y , d ire c tio n :

Emaus za dużo czy za

“ K o n tp k sty ” n o . 1/1 9 9 2 , p. 2 9 .

26
27
28

E r n e s to S a b a t o ,

Pisarz i jego zmory,

I in tr o d u c e d c a p tio n n u m b e r s d u e t o a n e w a r r a n g e m e n t
o f th e fr a g m e n ts.

Zbigniew Rybczyński, drawing to Tango
377

p. 6 8 .

Uriel.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7178" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7158">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/4e132479c8705a45e6da7d4793376153.pdf</src>
        <authentication>cb31ae0b6a51963b9211354924cd26bc</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85731">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6571</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85732">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85733">
                <text>2014</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85734">
                <text>anthropology of film</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85735">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6142</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85738">
                <text>The Construction of Existence / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85739">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issues.365-369</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85740">
                <text>Sobolewska, Anna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85741">
                <text>ang</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85742">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85743">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85744">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85745">
                <text>The world as a work of art

ANNA

Asked by a French critic about his fascination with
technology, Zbigniew Rybczyński responded contra­
rily that he regards it as an obstacle. More, he believes
that that it is impossible to achieve a desired goal and
admitted that he would like his films to flow in the
manner of life.1
Could it be that the master of the video technique
wished to capture with the assistance of computer
technology the indeterminate “stream of life” in the
manner of the Old Masters of painting or the novel?
The thematic axis of Rybczyński’s numerous films is
the symbolically portrayed “path of life” - from child­
hood to death and further on (e.g. the video clip:
Imagine to music by John Lennon). In Washington a
little girl plays with a kitten. A moment later she is
already an old woman while the kitten has amazingly
preserved eternal youth. Several sequences in The Or­
chestra also evoke the symbolic scheme of human life.
Rybczyński starts his story from the end - a hearse ap­
pears at the beginning of the film and re-emerges at its
conclusion.
The stream of images in The Orchestra is not ruled
by the laws of association suggesting the reality of
slumber or dream. This is not oneiric poetic or that
of Surrealism. The succession of images is subjected
to concealed symbolic action, which has its laws and
rhythms, e.g. the sequence of the hearse - putting
out candles - “resurrection” ; childhood - growing up
- serpent and apple - double bed. A courting scene
involving maidens and hussars in the chambers of the
Louvre is followed by an “apotheosis” of marriage a couple of naked lovers soars below the vaulting of
Chartres cathedral. The second part of the film con­
sists of a parade of characters across a never-ending
keyboard with girls and boys growing up, getting old
and dying while playing the same tune. Another meta­
phor of life is the protagonist’s journey high above the
earth along narrow planks on which normal, human
affairs - food, sex, the struggle for women and money
take place (part three).
This manner of depicting the path of life in The
Orchestra brings to mind mediaeval or Baroque alle­
gories. Rybczyński admires the allegorical art of past
centuries. W hat meanings pertaining to human fate
as a whole have been encoded? In what space is this
uninterrupted game of life and significance played?
In Rybczynski’s world human space is totally arti­
ficial. This feature is additionally emphasized by ele­
ments of Nature introduced at the beginning and end
of the film: birdsong, a hooting owl. First we see a sea­
shore, which too appears to be not quite part of this
particular film. Only when a hearse appears along the
beach do we know for certain that it is “ours”. The
framework of the film - and that of human life - is
Nature. On the other hand, everything that is human
365

SOBOLEWSKA

The Construction
of Existence

transpires in artificial space and time with references
exclusively to the sphere of culture.
Rybczyński shows that human space is always sym­
bolic. There appear certain key motifs: an apple, fire,
bread and wine, a serpent. Sometimes this is sacral
space, as in the sequence from Ave Maria by Schubert,
whose background is Chartres cathedral. In the last
sequence - Ravel’s Bolero — we deal with sacral space
d rebours: this is communist sacrum, degraded, false,
and hopeless. But each time it is symbolic space. Man
cannot force his way beyond it.
The paradox of art consists of the fact that that,
which is artificial to the utmost sometimes indicates
something that is as human as can be. I recall a certain
moment from Fellini’s And the Ship Sails On, when the
director appears together with a camera on the set of a
ship rocked by a hydraulic device. We see the camera,
the sets and the technical backstage but nevertheless
are moved. Whence came this feeling once the back­
stage was revealed? This was a moment of particular
tension, a betrayal of the artificial reality created on
screen. Disillusion is an omnipresent strategy in twen­
tieth-century art; it grants contemporary art the mark
of irony or self-mockery. But in this case disillusion
is not the disclosure of the artist’s “deception” or the
manifestation of his absolute power. On the contrary,
the director hands himself over to the spectators and
craves complete acceptance not only for the products
of his imagination. The credibility of the recounted
story no longer calls for the autonomy of the portrayed
world. This is the emotion, or rather its trace, that I
experienced while watching The Orchestra. A specifi­
cally human element appears within computer tech­
nology.
In Steps Rybczyński showed the console at which
he works, while in The Orchestra we encounter the in­
triguing master of ceremony who fulfils the function
of the “’inner author”. From time to time he appears
on stage to personally supervise the progress of the
spectacle. In the first sequence he is the waiter passing
glasses in the “netherworld“ and the magician juggling

�A n n a Sobolewska • THE CONSTRUCTION OF EXISTENCE

Zbigniew Rybczyński, Imagine

flaming torches. According to his whim he bestows
gifts upon some and takes them away from others. It is
he who to the accompaniment of the opening sounds
of Mozart’s Piano Concerto no. 22 sets into motion a
bed with a couple of dead (?) old people. This primum
mobile inaugurates a universal dance on the film’s
“Elysian Fields”.
The artist-magician provokes the spectator’s ques­
tion about the concealed director of this theatrum
mundi. Watching Rybczyńskis films we are able to cap­
ture the thoughts formulated by Nietzsche: The world
is a work of art that gives birth to itself 2 and: For only
as an aesthetic phenomenon are existence and the world
eternally justified.3
Rybczyński perceives the world in aesthetic cat­
egories. The implicit author of this great work: of the
applied arts, assuming that he exists, is not someone
whom we recognise from religious depictions. Nor is he
the “good Father” or the “Judge”. He is an artist and
366

perhaps even the cheerful, playful Juggler playing with
all elements of human reality. The role of the master
of ceremony in The Orchestra brings to mind the great
Artist sitting in the darkroom of the universe and try­
ing out new models of games. Do we not experience a
similar feeling while looking at the reality surrounding
us, the history of the recent years or our own life? Is
this not an astonishing spectacle performed according
to some hidden model?
Who is the artist in Rybczyński’s art and theory?
The author of The Orchestra is close not so much to a
Romantic image of the artist-creator and destroyer as
to the Renaissance model of the artist-perfect crafts­
man. Andrzej Barański told me about Rybczyński’s
fascination with the works of Leonardo da Vinci, ca­
pable of cre siting; The Mona Lisa (frequently filmed by
Rybczyński), flying machines and double spiral stairs.
Rybczyński’s favourite is the essay by Paul Valéry: In­
troduction à la méthode de Léonard de Vinci (Wstęp do me-

�A n n a Sobolewska • THE CONSTRUCTION OF EXISTENCE

tody Leonarda da Vinci in the collection: Estetyka Słowa,
Warszawa 1971). He recalls that Leonardo began execut­
ing a painting with the deepest black and slowly progressed
to light hues. In an interview for “Kino” Rybczyński ad­
mitted that he sees his future films as “half an hour of
blackness” from which shapes and colours emerge.4
I also found out from Andrzej Barański that
Rybczyński loves technology, not only the great elec­
tronic variety but also its small counterpart - assort­
ed tools, screws, nuts and bolts. Just as other people
search in antique shops so Rybczyński has his favour­
ite tool store in New York. He admires the technical
efficacy of America, e.g. nineteenth-century wooden
“skyscrapers” and fire-escape stairs mounted to the
outside, so characteristic for the New York landscape.
Rybczyński does not glorify technology but renders it
an ally of his cinematic epistemology:
Our instruments may be primitive but with their help
it is possible to discover something in reality that is not
connected with its actual reception. (...) Thanks to new
tools we perfect the possibilities of perception. (...) We can
come closer to reality if we obtain the ease of operating
with instruments. Then we shall be able to create a world
somewhat similar to our thoughts.5

II. Game of space and time
Miłosz Benedyktowicz defined Rybczynski’s oeuvre
as “manipulation with time and space”. The objec­
tive of some of his films is to test time (The Orches­
tra, Imagine) and in others - to experiment with space
(Manhattan, Washington). The films are dominated by
an eternal present. There is no past or anticipation.
There is only a narrow “now” repeated upon numer­
ous occasions. Time is either depicted as a continuum
or as “the edge of a knife” between two moments—
both perspectives occur interchangeably.
Repeatability and rhythm are an - illusory - victory
over time. Rybczyński thus tries to outwit time. Watch­
ing “floating” or “turning” space in such films as Manhat­
tan and Washington we always hope that the same image
will be repeated: the same face will appear on the other
side of the screen, the director’s adorable dachshund will
play over and over again. When the outlined figure of
Miłosz Benedyktowicz (deceased) appears in Washing­
ton the simple operation of repetition gains unexpected
acuteness. We wait impatiently for the camera’s close-up
of Benedyktowicz, but quite a different game is already
played on the screen. Rhythm binds image and sound,
time and space into an entity. Rybczyński exploits the
“artificial” rhythms of classical music and the “natural”
rhythms of breathing or heartbeat, brilliantly transposed
in music by Michał Urbaniak.
Rybczyński also exploits all forms of motion: the
dance, circular motion, up-and-down motion, or mo­
tion deforming space (The Fourth Dimension). In each
of his films he sets into motion the same objects taken
367

rather from the order of culture than Nature, and pre­
fers chairs to flowers, beds to trees, a dachshund to a
wild beast and The Mona Lisa to clouds. He sets into
motion the element of the self and the world, time and
space, imagination and cultural memory, objects from
the refuse heap of mass culture and respectable props
from the archive of myths and archetypes.
The director would probably agree with Mikhail
Bakhtin who claimed: When studying man, we search for
and find signs everywhere (....).6 The only path towards
cognition and self-cognition is thus an interpretation
of signs. In Rybczyński’s films all objects are signs they do not attract attention by their être-en-soi but re­
fer to a domain beyond themselves. They include such
symbols of past epochs and our contemporaneity as the
telephone and the toilet bowl. Even Nature appears to
be an artefact existing solely thanks to the mercy of
the artist. A characteristic feature of Rybczyński is his
absolute freedom in using the symbol - instead of an
apple he immediately introduces a whole tray full of
apples and a serpent is the size of a boa constrictor.
Studying his films one could resort to a semiotic
analysis and seek predominantly significant relations
and opposites. Just like the structuralists Rybczyński
tries to capture the way “in which our world is made”,
the laws of our time, space and intellect (which could be
one and the same). The quest for “universal laws that
govern mythical thought” is according to Lévi-Strauss
the fundamental duty of twentieth-century art.7
Considering the models of the world in Rybczyński’s
films it is impossible to neglect the philosophy of transla­
tion present in his art. The question of translating is the
central issue of contemporary semiotics based on the idea
of the translation, i.e. the transference of meaning from
one system of signs to another. At this stage it is worth
recalling the slightly older, Cabbalistic and hermetic con­
ceptions of translation. The essence of Cabbala practices
was incessant translation from the language of Nature,
the cosmos or the elements into that of the human spirit
and body. The Cabbalists changed the words of the To­
rah into numbers and new words endowed with magical
power. Translation from one language into another or
one art into another called for a third element of a “lan­
guage-intermediary”, which is the medium of translation.
This function can be fulfilled by time or space, sound or
light. The Cabbala focuses on a translation of the To­
rah and the world. The word changes into visible reality,
as in the prose by Schulz, when spring bursts forth from
the Book... In Rybczyński’s work music blossoms into a
garden or a cathedral. In the light of Cabbalistic philoso­
phy the “third element” always involved in the process
of translation is God. In this manner, the sacrum reveals
itself along the crossing of the codes of culture.8
Apparently, the Cabbalistic theory of translation
makes it possible to perceive Rybczyński’s films dif­
ferently - not from the “technical” side but from the

�A n n a Sobolewska • THE CONSTRUCTION OF EXISTENCE

Cabbalistic viewpoint. Just as in the works of the Cabbalists the film witnesses an endless process of transla­
tion. Rybczyński - in the spirit of the Cabbalists - seeks
the third element, the liaison between music and film.
The discovered liaison is the element of time. Music
is as if tamed time. Dance is the subjugation of space.
We cannot tell what is a translation of what. This is
not a visualisation of music but identical symbolic ac­
tion pursued in several sign systems simultaneously.
The Cabbalists believed that translation leads the
scholar to the contemplation of the sacrum concealed
both in the holy signs of the Books and in the empty
space between the signs. In the case of Rybczyński, the
contemplation of mobile forms also indicates the ex­
istence of emptiness and motionlessness. Interestingly,
the ceaseless process of translation does not produce
an impression of chaos and clamour. Rybczynski’s
moving images refer us somewhere beyond the screen,
towards an invisible backdrop, the place of the birth
and disappearance of forms.

III. The game is a serious matter
I would like to register the flow of time in genuine crea­
tion - Rybczyński said in a conversation with Tadeusz
Sobolewski. - To have such an unrestricted workshop so as
to be capable of capturing the duality of our thoughts: yes and
yes, no and no.... And construction? Construction always ex­
ists in the world but we are unable to comprehend it. Nature,
the universe are governed by laws of their own. Everything
contains concealed structures unknown to us. Once we com­
prehend them we shall be capable of building something that
at present seems to be chaos. Right now we are still confused.
Imitation is not a way out. Expression —the process of express­
ing oneself —is meaningless. The only thing worth pursuing is
the discovery of principles in science, art, everything.9
Rybczyński is, therefore, concerned not with expres­
sion or mimesis but with a special sort of creation. His
films juxtapose the chaos of life and increasingly new
models of the world. The author‘s imagination is to be
supported by a disciplined experiment that would make
it feasible to disclose the poetic of our world, a product
of the applied arts. The objective consists of decipher­
ing universal, possibly mathematical, rules of the game.
Art pursued by Rybczyński thus harbours maximal­
ist ambitions. It is those bold ambitions that are served
by computer technology. In The Orchestra in particu­
lar we can encapsulate the director’s efforts to capture
the culmination. Quite conceivably, this is a hazard­
ous attempt. Has Rybczyński managed to depict cer­
tain rhythms and categories pertaining to the whole
human world? The viewer is under the impression that
outside the stream of life on the screen the surface of
symbolic and allegorical imagery conceals some sort of
a code, a model of human existence.
In our culture the “essence of things” is usually
sought in intellectual speculations or along the con­
368

templative path of self-cognition. Rybczyński pro­
poses a third course - a game played with the sym­
bols of culture. The value of the game is familiar to
children and artists. In his novel Shosha, I. B. Singer
formulated the hypothesis that the game, which is
the principle of our reality, is also the essence of the
“thing-in-itself’:
Since we are sure of nothing and there is even no
evidence that the sun will rise tomorrow, play is the very
essence of human endeavour, perhaps even the thing-initself. God is a player, the cosmos a playground. For years
Singer tried to discover the foundation of ethics, and
ultimately resigned. Suddenly it became clear that it is
possible to base human ethics on man’s right to play
his game according to a choice that no one may com­
pel him to make.10
Play is not frivolous — declared Hans Georg Gadamer11 Contemporary philosophy and anthropology
attach high rank to the conceit of play. Frequently,
it acts as a key to a certain vision of culture (e.g. in
works by J. Huizinga and R. Caillois). In Hindu phi­
losophy it is one of the fundamental concepts with a
metaphysical reference. The entire world is a game
of Omni-consciousness— claimed the contemporary
Hindu sage Swami Muktananda.12
Thanks to the played game the sole divine principle
assumes the form of the world and becomes everything.
For “liberated” man unity is always seen from behind
multiplicity, and awareness of the world is primeval, in­
dependent vis a vis the predilection for its diversity. The
Hindu conception of play is associated with the idea
of the dance. The visual form of divine play, known as
leela, is the dance performed by Shiva. Muktananda de­
clared that the Lord of Supreme Consciousness com­
pels all 8 400 000 species to dance on the stage of the
outer world. Each performs its strange dance, as in a
film. More, each - from Brahma to an insect - has been
granted a suitable body. The human being, however,
has succumbed to servitude and the lifelessness of his
ego, he has forgotten his Self and suffers.13
One of the symbols of the Shiva dance is the multihued, opalescent peacock. The whirling circles of his
feathers set time and space into motion. Shiva is the
god of death and resurrection, the destruction and
eternal transformation of forms. He could have been
the patron of film. According to an ancient Hindu text
all creatures of this world are assorted roles played by a
single actor, God.14
Interestingly, seeking a metaphorical description
of this dance, the very essence of human existence,
the Hindu sage said: as in a film. It is precisely film
that he envisaged as an analogy to the world of per­
ennial change. A t this stage we could add: just like
in Rybczynski’s film. Video technology created here­
tofore unknown possibilities of showing the endless
resources of transformations.

�A n n a Sobolewska • THE CONSTRUCTION OF EXISTENCE

Zbigniew Rybczyński, Tango, fragments of screenplay

The film technique of permeation conceals the
suggestion that the individual is not enclosed within
his limits but constitutes an exchangeable element.
This fluidity of boundaries, however, does not carry
negative connotations (anonymity, mass-scale quali­
ties, etc.); on the contrary, it has a positive meaning.
There is no gap between man and man and they flu­
ently cross over. The game is conducted incessantly,
and taking and giving, dressing and undressing go on
endlessly. Life and death occur interchangeably - one
dies and is resurrected while dancing. Death is only a
masquerade and in the multitude of symbols it has lost
its “sting”.
The significance of Rybczyński’s imagery cannot
be contained within a single definition. It is difficult
to ascertain whether the first sequence is an allegory
of vanitas or of paradise, since each image in The Or­
chestra contains antinomy - or the idea of a paradoxi­
cal conciliation of opposites - and evokes assorted
parts of the world of meanings, the world of life: in
this interpretation passage and eternity, motion and
motionless, life and infinity appear to be extremes of
the same principle. The essence of such play is the
struggle between the symbolic (and thus specifically
human and creative) and the accidental, mechanical.
The Japanese High Definition technique of the image
used by Rybczyński is not only a tool but also an ideal
model of a perception of the world. On a daily basis
we live in a reality chaotically fragmented and “glued
together” with the assistance of stereotypes of think­
ing and seeing. How can we link the "highest defini­
tion” of perception with the profound experience of
unity?
Where is the fixed point? - asks the director cel­
ebrating his “turns of events”: Here [motion of the
camera - A. S.] lies the whole theory of relativity. Are we
moving or is it the world that is moving around us? Where
is the fixed point? But at that stage we are entering the
domain of metaphysics, and we were not supposed to talk
about metaphysics.15
369

The search conducted by Rybczyński brings to
mind T. S. Elliot’s poem: At the Still Point of the Turn­
ing World, inspired by a paradoxical vision of Shiva’s
dance in which motion and absolute stillness are one:
At the still point of the turning world.
Neither flesh nor fleshless;
Neither from nor towards;
at the still point, there the dance is,
But neither arrest nor movement. [...].
Endnotes
1

J.

Inny wymiar,

K e rm a b o n ,

in te rv ie w

w ith Z b ig n ie w

R y b cz y ń sk i, tr a n sl. W W e r te n ste in , “ K in o ” 1 9 9 1 , n o . 2.
2

F. N ie tz s c h e ,

Wola mocy,

(in :)

Dzieła,

W a rsz a w a 1 9 0 7 , p.

419.

Narodziny tragedii, (in :) Dzieła, p. 22.
Fantazja na żywo, Rozmowa ze Zbigniewem

3

F. N ie tz s c h e ,

4

T S o b o le w sk i,

Rybczyńskim,
5
6

“ K in o ” 1 9 9 1 , n o . 2.

Ib id em .
M . B a k h tin ,

Problem tekstu. Próba analizy filozoficznej,

tr a n sl. A . P r u s-B o g u sła w sk i, “ T w ó r c z o ść ” 1 9 7 7 , n o . 5, p.
7

54.
C f. C . L é v i- S tr a u s s ,

Antropologia strukturalna,

W a rsz a w a

1970.
8

I d is c u s s e d th is to p ic m o r e e x te n siv e ly in : Czytanie kaba­
ły, in: Problemy wiedzy o kulturze. Prace dedykowane
Stefanowi Żółkiewskiemu, e d . A . B ro d z k a , M . H o p fin g e r ,
J . L alew icz , W r o c ła w 1 9 8 6 .

9
10

T S o b o le w sk i, o p . cit.
I. B. S in g e r,

Szosza,

tra n sl, S . S a l, W a rsz a w a

1991,

p. 166.
11

Truth and Method. C i t e d afte r: J. T o k a rsk a Hermenutyka Gadamerowska w etnograficznym
badaniu obcości, “ P o lsk a S z tu k a L u d o w a . K o n te k sty ”
H .G . G a d a m e r ,
B ak ir,

1 9 9 2 , n o . 1, p. 15 (fts).
12

Sw am i M u k tan an d a ,

The Mysteries of the Siddhas,

G a n e s h p u r i (In d ia ), 1 9 7 5 , p. 3 7 3 .
13

Ib id ., p. 4 8 .

14

Pratyabhi jandradayam. The Secret of Self-Recognition,
p re p . J. S in g h , D e lh i 1 9 8 0 , v o l. III, p. 9.

15

T. S o b o le w sk i, o p . cit.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7175" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7155">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/23f014fb19b3fe52bb2fb8aa1509b7eb.pdf</src>
        <authentication>aa601fddbfd5c91ff7888ffa8e44ee10</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85697">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6570</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85699">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85700">
                <text>2014</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85702">
                <text>anthropology of film</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85703">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6141</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85704">
                <text>What's Under the Mask/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85705">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue s.361-364</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85706">
                <text>Sznajderman, Monika</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85707">
                <text>ang</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85708">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85709">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85710">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85711">
                <text>A

fter the story of Batman and his enemies has
been “alive” several years in collective con­
sciousness it would be a truism to say that
Tim Burton’s film version of the novel by Craig Shaw
Gardner is a genuine fairytale about the struggle be­
tween good and evil as well as an up-to-date myth of
the creation of the world in a carnival setting. The
forces of good (albeit not consecrated by human, and
thus highly imperfect, law) incessantly battle the for­
ces of evil straight out of the infernal abyss. The latter
are personified by the Joker, who emerges from an acid
vat, and in Batman Returns - by Penguin, who lives in
city sewers and canals. Batman - a work of popular
culture from beginning to end - is full of mythologi­
cal meanings, with all elements of its landscape and
characters carrying a symbolic sense, starting with the
name of the town in which the action takes place.
“Gotham” is a city cursed by God. A grim town
where crime and sin reign; a city that lives by night
in sordid bars, tattoo parlours, and porn movie thea­
tres, full of dark alleys with lurking evil that men are
helpless against. Years ago, on a hot and sultry night,
destiny brought Bruce Wayne (future Batman) and
Jack Napier (the future Joker) together in such a filthy
backstreet. By murdering Bruce’s parents, Napier un­
wittingly creates Batman.
Burton’s film employs masks in the manner of the
Japanese theatre. The Batman mask is black, and the
Joker’s - particoloured, as if reversing conventional
colour associations, which discern evil in black and
tacky circus cheerfulness in the clown’s medley of col­
ours. Moreover, there are three reasons why the Jok­
er’s vibrant mask seems to be decisively more interest­
ing than the black mask of his opponent: aesthetics,
acting (Nicholson as the madman) and anthropology.
It is the seemingly unambiguous assortment of colours,
the Joker’s dance-like moves, and his face-mask with
a frozen smile that hold the key to understanding this
dramatis persona by referring to diverse symbolic con­
notations of the figure of the jester. In other words,
the Joker’s mask seems to have many more anthropo­
logical meanings than the Batman mask. Now, take a
closer look and try to see what is concealed under the
mask.

Masca ridens
Years later, Jack Napier is the right hand of Gris­
som, the man in charge of Gotham on whom both the
law and Batman declared war. Grissom regards Jack
as inconvenient, albeit for different reasons, and de­
cides to get rid of him using police action at the Axis
Chemicals Company as a pretext. Surrounded by po­
lice functionaries and cornered by Batman, Napier
does not discover the set-up until it is too late. A fight
with Batman ends with Jack falling into a great vat of
acid. This is how the Joker is born.
361

MONIKA

SZN AJD ERM AN

What’s Under the
Mask. On the Motif of
the Man Who Laughs:
Several Remarks on
B atm an
Strictly speaking, the Joker comes to life in the ille­
gal office of Dr. Davis, where he can hide all his shady
dealings and illicit business from the prying police.
This is where Dr. Davis - with the precision of a true
comprachico - transforms Jack into the Joker, where
the Joker’s new face-mask, masca ridens, is created by
a present-day apprentice of the old art of disfiguring
human bodies. A new Man Who Laughs is born - an­
other embodiment of characters with a long and rich
tradition, Victor Hugo granting it the best-known lit­
erary shape in his novel The Man Who Laughs.
The French author described the identity of the
comprachicos, or comprapequenos as they were sometimes
known: They were a hideous and nondescript association
of wanderers, famous in the 17th century, forgotten in the
18th, unheard of in the 19th.1 For the amusement of the
populace and kings the comprachico artists produced
a permanent grin on the faces of purchased children,
twisted their bodies into bizarre shapes, and disfigured
their skulls, in this way creating dwarfs, jesters and all
sorts of human monsters. Gwynplaine, the protagonist
of Hugo’s novel, is also a victim of this “pseudo-surgery”
whose outcome is a “masterpiece in retrogression” , a
perfect parody of God’s creation. The dealings of Bat­
man’s Dr. Davis are just as shady as those of the com­
prachicos in the period described by Hugo. I’m laughing
only on the outside / My smile is just skin deep / If you could
see inside I’m really crying / You might join me for a weep,
says the Joker, and the same words could also come
out of the mouth of Gwynplaine and the very similar
protagonist of J.D. Salinger’s short story The Laughing
Man. After all, the character of Canio from Leoncav­
allo’s Pagliacci with his famous aria: Put on the Costume,
the ill-fated Professor Unrat from The Blue Angel, the
protagonist of Thomas Mann’s Lou Lou and many oth­
ers forced to wear the mask of a broadly smiling clown,
which turns into their authentic face and with which
they die, can also be recognised as a distant metaphori­
cal transposition of this motif.
Back to the Joker, now with a perpetual smile on
his face or rather a smiling grimace. The mask of a

�Monika Sznajderman • WHAT’S UNDER THE MASK. ON THE MOTIF OF THE MAN WHO LAUGHS: SEVERAL REMARKS ON BATM AN

clown has become his face. He must put a lot of ef­
fort while putting on makeup to render chalk-white
skin and yellow hair the colour of a normal human
being. Focus for a minute on the motif of the wideopen laughing mouth responsible for the grotesque
features of the Man Who Laughs and placing him in
the realm of carnival reality. Mikhail Bakhtin saw the
wide “gaping” mouth as an open gate leading downwards
into the bodily underworld (...). This gaping mouth is re­
lated to the image of swallowing, the most ancient symbol
of death and destruction.2 Bakhtin also drew attention
to the link between the smiling mask of a clown and
the mask of a devil:
(...) the mouth ( .t h e teeth and the gullet). These are
some of the central images of the popular-festive system.
The exaggeration of the mouth is the fundamental tradi­
tional method of rendering external comic features, as pic­
tured by comic masks, various “gay monsters” (...) devils
in diableries, and Lucifer himself.3 In other words, if we
are to believe Bakhtin, the motif of an open, laugh­
ing, and glaringly enlarged mouth has to inspire as­
sociations with the motif of carnival death, and in the
subtext of the clownish face-mask of the Man Who
Laughs we should always see - following the rules of
the symbolic world - the grotesquely contorted face
of a representative of the netherworld, even if in an
amusing version.

Murderous clown
I did not know bats came out in the daytime, the Joker
cries out to Batman. Just when murderous clowns leave
the circus, Batman replies. The Joker’s mask conceals,
in addition to declared anguish and sorrow, also con­
tents referring to the significant cultural motif of the
sinister clown, the image of a jester conceived as per­
sonified evil and a harbinger of death. The motif of the
murderous clown, popular in the literature and films
of mass culture, has a tradition of its own. Accord­
ing to W. Willeford4 the connection between jester/
clown and death is not limited to the fact that this
particular dramatis persona becomes the victim of a
comic murder committed on stage (after which he is
immediately resurrected, confirming the existence of
a symbolic connection between the character of the
jester and immortality). A jester is also someone who
dispenses death, who nonchalantly distributes it, a
supreme judge d rebours who passes final sentences
and avenges injustice. As an ominous killer-avenger
the jester is a figure of chaos, anarchy, and destruc­
tion toppling all sanctioned order; he is a reversal of
the figure of God and His earthly representative, the
king. Such was the titular character of P. Lagerkvist’s
The Dwarf or Barkilphedro, the evil jester, in The Man
Who Laughs. Hop-Frog from E.A. Poe’s short story is
another punisher. Among modern examples mention
is due, without searching too long, to Penguin in Bat­
362

man Returns, the legendary “man from the sewers” and
boss of the criminal Red Triangle Circus Gang that
operates only at night. In It, a novel by Stephen King
adapted by Tommy Lee Wallace into a movie under
the same title, evil inhabiting the city is personified
by a circus clown with orange hair and a bright red
and broadly smiling mouth, carrying a bunch of col­
ourful balloons. Alex, the character in A. Burgess’ A
Clockwork Orange, whose film version was directed by
Stanley Kubrick, also kills while wearing the mask of a
circus clown and moves, similar to Joker, as if he were
prancing.
The motifs to which the substance concealed by
the Joker’s masca ridens refers - the image of a jester
as a figure of evil, mayhem, and ruin, together with
the motif of his connection with death, resembling the
relationship between the figure of the jester/clown and
the demonic forces of the netherworld - are all wor­
thy of a separate analysis. Here, I managed to sketch a
pertinent outline.

Commence au Festival! or fragments of

the myth of creation

Time for a deeper glance under the mask and for
a search for the next stratum of the myth. The very
essence of the activities of the Joker-the murderous
clown involves staging a carnival, taking the world
back to a state of the primal chaos that preceded its
creation. Now begins the proper battle between Bat­
man and his nemesis; a battle for the new order, which
Batman ultimately wins. A t this stage, without delving
into the future, we shall remain in the carnival phase
to analyse the nature of Joker’s demiurgic deeds.
A creation himself, the Joker keeps on creating.
Thanks to a product known as Smylex he makes new
People Who Laugh; they are born and die at the same
moment, but with a smile on their faces. He has merely
replaced the craft of the comprachicos with advanced
chemistry.
The carnival of death continues. The city, in its fes­
tive debauchery, becomes immersed in crime and anar­
chy; death, as if in a condensed memory of all plagues,
coincides with laughter. It is finally time for the Joker’s
parade, when he appoints himself the new founding fa­
ther of the city, which at that very moment becomes
imago mundi, a symbolic image of the world. Spotlights
are arranged on stage, followed by enormous deadly
Smylex-filled balloons and, finally, a platform featuring
a throne. I am prepared to rule the world, cries the Joker,
a world that after that night was supposed to never
stop laughing. A moment later the sky becomes filled
with swirling dollar bills, millions of dollars, the great­
est abundance the city has ever experienced. Gotham
succumbs to chaos. New times are ahead.
Let us repeat: for all cultural anthropologists, eve­
ryone interested in myths, it is clear that the carnival

�Monika Sznajderman • WHAT’S UNDER THE MASK. ON THE MOTIF OF THE MAN WHO LAUGHS: SEVERAL REMARKS ON BATM AN

fashioned by the Joker - a riot of lights, debauchery,
anarchy, laughter and death - symbolically reverts the
world to the time of its beginnings, after which a new
order, a new creation has to follow.
What precisely is this creation? The Joker, with Luciferian pride, dreams about divine prerogatives, which
deprive all his gestures of meaning and render them
mere parodies of God’s demiurgic gestures. After all,
the Man Who Laughs is nothing more than a parody
of God’s creation. It was quite a science —what one can
image as the antithesis of orthopedy, wrote Hugo. Where
God had put a look, their art put a squint; where God had
made harmony, they made discord; where God had made
the perfect picture, they re-established the sketch.5 What
kind of demiurgic creation is this supposed to be if an
unsuccessful, grotesque “sketch” becomes the demi­
urge? The demiurgic powers of the Joker, a monstrous
masterpiece in retrogression, as the French writer called
this form of creation, would be creation h rebours and
his every creative gesture - a parody of creation. A
characteristic quality of the clownish dissonance of
Batman’s opponent, expressed primarily by his gaudy
attire and deformed features, also involves an element
of “curvature” present in the very etymology of the
term “jester” in Indo-European languages. Obviously
the figure of the jester is connected with the motif of
straying, erring, lunacy, temptation, traversing the
wrong paths along the by-ways of truth, norms, and
rules. By way of contrast, in the myth of the ruler as a
demiurge the particularly striking motif is that of sim­
plicity conceived as the foundation of both physical
and ethical order. After all, it was not without reason
that when discussing how Peter I designed his town
Josif Brodski drew attention to the fact that the Eng­
lish word “ruler” describes both a person who governs
and a tool used for measuring and drawing straight
lines. Rulers, as God’s appointed on Earth, always cre­
ate by using straight lines. The demiurgic creation of a
clown, on the other hand, is a derivative of shadiness,
lies, and perfidy; in the sphere of symbols it is synony­
mous with losing one’s way. Krzysztof Dorosz, follow­
ing the example of Denis de Rougement, described
such creation steered by the urge to gain divine pre­
rogatives as: a metaphysical "shortcut” on the road to di­
vinity.6 It is common knowledge that those who take
short cuts usually get lost.
A t this point we should move on to the last mythi­
cal theme found under the Joker’s mask; the Prometh­
eus myth, whose distant transposition is to be discov­
ered in the story of the Man Who Laughs.

The Joker as Prometheus
The drama of divine creation has always included
attempts at bringing down the established order, and
members of this enormous opposition, to quote Maria
Janion, i.e. Prometheus, Tantalus, Ixion, and Sisyphus

in Greek culture or fallen angels in the Cabalistic tra­
dition often appear to be civilisers. Nevertheless, only
in the ancient account - in the lost ending of Aeschy­
lus’ tragedy and in Hesiod - did the Prometheus myth
feature a final reconciliation between the hero and the
gods. In all cases, attempts at demiurgic creation after
creation, even if inspired by the welfare of humanity,
generate a mythological scenario of questioning divine
decrees; at a certain level this is a scenario analogous
to the one of Batman, a contemporary mythical tale of
creation. Even if the wellbeing of men, cited both by
Prometheus and fallen angels to justify their actions
(There is a surprising similarity between rebellious angels
and Prometheus, the Greek contester of the gods1), is a
relative concept, the Joker’s ironic declarations are
even more dubious. In his essay: Faust współczesny czyli
de pacto hominis politici cum diabolo, Krzysztof Dorosz
situated the Prometheus myth among the sources of
the myth of Faust - from the Renaissance Faust, who
sold his soul to the devil, to the contemporary Faust,
the social activist in communist mythology. The hu­
manistic Marxist myth does not leave any doubts about the
saviour-like powers of the Greek titan. From a Christian
perspective, on the other hand, Prometheus has to be ul­
timately considered some sort of a fallen angel and not a
saviour.8 In other words, regardless of his intentions
Prometheus becomes a usurper trying to breach gods’
contract with humans. Similarly to rebellious angels
- and the Joker - he personifies the mythological fig­
ure of the Enemy. The pride and disobedience of the
fallen angels were punished by locking them within a
circle of darkness, chaining them to a black mountain,
and pronouncing eternal damnation. Prometheus was
sentenced to being chained to a rock in the Caucasus
and finally, as in Kafka’s short story, to merging with
the rock, forgotten and losing the very reason for his
existence. Salinger’s Laughing Man dies in a compa­
rable way, tied with barbed wire to a tree, while the
Joker - another fallen angel - ends his life after one
more fall.
The fire stolen from the gods by the Greek hero
is essentially the same as the teachings passed on to
men by archons: the manufacture of gold and silver
artefacts, knowledge about stars and the moon, the art
of predicting the future ; it is thus identical to the ironic
promise of eternal happiness and smile made by the
Joker to the residents of Gotham. Denis de Rougement
called these gifts and promises a “short-cut" on the road
to divinity, inspired by the desire to equal the gods and
idolize man. According to Dorosz, this is why fire stolen
from the gods, the apple picked from the tree of the knowl­
edge of good and evil, the mystery of creation seized by the
fallen angels in a Cabalistic legend, the Tower of Babel
and the magic revealed by Faust in return for renouncing
faith are all examples of a metaphysical utopia, a perpetu­
ally repeated attempt at circumventing the human condi­

363

�Monika Sznajderman • WHAT’S UNDER THE MASK. ON THE MOTIF OF THE MAN WHO LAUGHS: SEVERAL REMARKS ON BATM AN

tion, storming the heavens and taking possession of God.
It follows from our reasoning that such an endeavour can­
not succeed without the help of demonic forces providing
man with a specific means of elevation —magic.9 The Pro­
methean fire, Dorosz concluded, is an attribute of homo
magus and not of Providence, while black magic, the
attribute of both the Greek hero and the fallen angels
from the Book of Enoch, is the prevailing feature and
mechanism of Promethean and angelic gifts intended
or mankind. Dorosz believes that the rebellious black
magic practitioners from Atlantis can be the acknowl­
edged prototype of Prometheus, whose descendant is
the Renaissance figure of Doctor Faustus, whose story
brought forth the pact with the dark forces, implicite in­
cluded in the Prometheus myth.10 Homo magus, a con­
temporary alchemist - how else would you describe the
Joker, the chemist-inventor, whose amazing products
are to make people die smiling and guarantee him the
highest, divine prerogatives in this paradise d. rebours?
To avoid rendering references to the Prometheus
myth overly arbitrary here is a fragment of Maria Janion’s reflections on Gwynplaine. In the essay: Maska
Maski. Ontologiczne nieszczęście Człowieka Śmiechu
she too compared the protagonist of Hugo’s novel to
the Greek titan. He is —in the symbolical sphere of the
novel —a titanic figure, a fallen giant, a God of not what
is above but what is below, a God of the abyss of poverty.11 Naturally, there are certain differences. Contrary
to the Joker, Gwynplaine is good and feels authentic
pain under his mask-face of a Monster. His face dis­
guises (or rather expresses) suffering, while the Joker’s
smile reveals madness and evil. Nevertheless, remain­
ing, as Janion did, at the symbolic level of the film and
novel, the Joker - in all his monstrosity - also has to
be considered God’s creature in reverse, the reverse of
beauty and, taking into consideration his Luciferian
intentions, the reverse of God. Since the Prometheus
myth is extensive, ambiguous and interpreted in differ­
ent ways it should not come as a surprise that various
aspects may be stressed when comparing it to the myth
of the Man Who Laughs. Janion emphasised the titan­
ic character of Gwynplaine branded with the suffering
of horrible ugliness12 his fate that of a cursed creature.
The link between Prometheus, his distant descendant,
Faustus, and the Joker - the feature in the latter’s story
that makes it possible to hear the distant echoes of the
Prometheus myth, is predominantly their opposition
against the order sanctioned by God and straying, tak­
ing a mistaken "shortcut” on the path to divinity, reflect­
ing the negation of an established canon of values. The
second tie is contact with the dark forces (to which the
clownish demonology of the Joker persona dramatis acts
as a symbolic key) and the application of magic (or sci­
ence in service of magic) for the purpose of creating a
new order, a new philosophy, and a new art.
Fortuitously, Batman had better gadgets.
364

E n d n o te s
1

V. H u g o ,

Człowiek śmiechu,

W a rsz a w a 1 9 5 5 , v o l. I, p.

38.
2

M . B a k h tin , Twórczość Franciszka Rabelais’ego a kultura
ludowa średniowiecza i renesansu, K ra k ó w 1 9 7 5 , p. 4 4 6 .

3

Ib id em .

4

C f. W. W ille fo rd ,

5

V. H u g o , o p . c it., p. 3 9 .

6

K . D o ro sz , Faust współczesny czyli de pacto homini politici
cum diabolo, in : Maski Prometeusza. Eseje konserwatywne,

The Fool and his Sceptre. A Study in
Clowns and Their Audience, N o r th w e s te r n U n iv e r sity
P re ss 1 9 6 9 .

L o n d o n 1 9 8 9 , p. 28.
7

Ib id em , p. 27.

8

Ib id em , p. 22.

9

Ib id em , p. 28.

10

Ib id em , p. 29.

11

M.

Ja n io n ,

M ask a

Człowieka Śmiechu,
p. 4 0 6 .
12

Ib id em , p. 4 0 7 .

Maski. Ontologiczne nieszczęście
(in :) M a sk i, G d a ń s k 1 9 8 6 , v o l. II,

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7172" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7152">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/637ed3d7913a141218295fd9b3d3d808.pdf</src>
        <authentication>c88a9cdd1f9170c169ceba4d4e9e538f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85662">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6569</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85663">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85665">
                <text>2014</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85666">
                <text>anthropology of film</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85668">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6140</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85669">
                <text>"Batman" - a story of Creation / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85670">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue s.357-360</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85671">
                <text>Szpilka, Wiesław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85672">
                <text>ang</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85673">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85674">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85675">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85676">
                <text>t seems impossible to give a precise definition of mass
culture whose origin and scope continue to be di­
scussed1. Especially now, in the age of postmodern­
ism, books, films and music trends apparently intend to
intensify the distinction between mass and high culture.
Umberto Eco novels, David Lynch pictures, Sting music
are just some of the examples of this wide current. For­
tunately, some works can be easily classified and Tim
Burton’s Batman is among them. A perfect match for the
mass culture category this commercially successful film
was ranked third among the top-grossing American pic­
tures of 1989 and can be treated as a standard element
of a set, a representative of mass culture, as evidenced by
the mass audience, electronic media, plot, character pro­
file, and setting. Familiarity with all the qualities charac­
terising the film does not mean that their sense has been
exhausted. Watching events transpiring in Gotham
City one must admit that comments about a stereotypi­
cal plot, a black-and-white distribution of values, and
a lack of an in-depth psychological profile of the main
characters are apt. New solutions, original tricks, and
unfathomable situations are missing. Everyone under­
stands the screen goings-on and as demonstrated by the
box office viewers accept this straightforward form. The
interpretation of these obvious observations, however, is
far from evident and becomes such only if we accept the
unquestionable nature of common verdicts about mass
culture. In this light the discussed phenomenon can be
seen as a field dominated by trivial entertainment based
on stereotypes, banalities, and intellectual shortcuts
accessible to everyone because it is subject to the rule
of the lowest common denominator. Problems appear
only when we perceive that all the above qualities can
be evaluated in a number of ways. Amusement and en­
tertainment do not have to be associated with indolent
leisure. Ever since Huizinga’s Homo ludens at the latest
we know that ludic forms of man’s activity have a deeper
sense and that play and game possess surprising meanings2. Similarly, the importance of stereotypes, unambi­
guity, and the use of continually the same clichés cannot
be unambiguously prejudged. These traits are degrading
only when originality determines the significance of the
text. Cultures of the “ludic type”, however, attached
greatest value to a precise recreation of traditional pat­
terns. In realities of this kind efforts made to attain dura­
tion and repeatability were the most obvious technique
for accomplishing this state.3 Cultures representing the
discussed category showed little esteem for change and
innovation. One of the unquestionable successes of eth­
nography was demonstrating that, despite this attitude,
other people were capable of living just as successfully as
we do. In other words, otherness should not be in any
way associated with inferiority.
Mass culture is most frequently treated as a lower
form of elite culture and not as a separate and original
world. The history of ethnography shows how the life

I

357

WI ESŁAW SZPILKA

B atm an

- a Story
of Creation

of the rural population, interpreted in a similar man­
ner, generated inappropriate convictions about its style
of thinking and experiencing. With all their differences
these distant worlds have certain common elements.
Being strata of the same Western culture and due to
geographic, historical, and emotional proximity they
seem to be easier to fathom. In both cases it is difficult
to maintain a distance important for their interpreta­
tion. The Poleszuk and Hutsul peoples or the Tatra Mts.
highlanders were once treated as “lesser brothers” but
not as residents of another continent. Similarly, sports
spectators, pop music fans and commercial cinema en­
thusiasts do not exist in a space of their own. This is
why the reality of people roaring at stadiums, whirling
in concert halls, or excitedly following the adventures of
Bond and Batman is not a goal in its own right but only
a means to comprehend such phenomena as manipula­
tion, mass communication, kitsch, and degradation of
high culture models. First and foremost, it is supposed
to justify an essentially ideological thesis: the common is
by its very nature inferior to the elitist, leading to highly
important social consequences.4
We shall assume that a portrait of this kind is just
one of possible depictions. A n effort aimed at a different
perspective will make it possible to treat mass culture
in the manner of ethnography, i.e. by keeping a certain
distance to our knowledge, predilections, and common
sense. Let this phenomenon manifest itself in the man­
ner of the culture of the Aboriginal Australians or the
Eskimos. Finally, we should also treat such culture with
the respect that we were able to muster for the others.
After this lengthy digression time to return to Bat­
man and begin by breaking down its plot into significant
components. Their formalisation will make it easier to
reveal mutually binding relations, and once they are put
back together - to emphasise the order of the whole sto­
ry and its goal. Only equipped with this knowledge shall
we be able to begin explaining its meaning.
The story of Batman starts with images of the city
of Gotham. From a distant perspective we see a shape
resembling a medieval stronghold rather than a modern

�Wiesław Szpilka • B A T M A N - A STORY OF CREATION

metropolis, extracted from darkness by light. This wide
shot is once again used in the scene of Batman’s final
battle with the Joker in which Gotham City seems to be
placed between the sky and the earth, with a contour
similar to magic places from Disney films or tales about
the wizard of Oz. Gothic, fantastic architecture will con­
tinue to accompany particularly important events. Such
is the style of Batman’s palace, the Joker’s headquarters,
and the cathedral, where decisive confrontations take
place. We encounter, however, also a different picture
of the city, a realistic imitation of an American agglom­
eration with all its dilapidation and tacky glitter. In other
words, the whole film is set in two contradictory realms
- fairy-tale and realistic.
A similar opposition dominates the characters ap­
pearing in the story. On the one hand, there are por­
traits of average people: officials, thieves, policemen,
and journalists driven by everyday feelings of anger,
jealousy, greed, love, and curiosity. Their qualities have
a human dimension. The two lead protagonists are com­
pletely different, endowed with extraordinary talent and
superhuman power. They do not contest for the sake
of a concrete advantage but battle for the way in which
the surrounding world is to exist. The dimension of the
clash is thus cosmic and not human. The fact that they
belong to a different category is emphasised in a multi­
tude of ways. They have masks instead of faces, move in
a unique manner, and their costumes, just as their abili­
ties allow them to stand out from the rest of the crowd.
This disparate ontological status is also underlined by
their origin: in dramatic circumstances one metamor­
phoses into Batman and the second transforms from a
gangster into the mad Joker. The names of the charac­
ters stress their mediatory nature. The way Batman and
the Joker exist on the border of the twilight and fairytale
zones makes it possible to shift the plot from one dimen­
sion to the other. Without this opening it would be im­
possible to solve the situation encountered in Gotham
City, the site of a battle waged by two forces, neither
of which is able to prevail. The appearance of super­
human powers is a consequence of this state of things,
with Batman and the Joker representing the forces in
question. Take a closer look at the two characters in an
attempt at their definition. Batman is cloaked in black
while the Joker wears the multi-hued clothes of a clown.
The former flies, the latter prances. Batman is a brilliant
inventor, and his nemesis - a remarkable chemist. The
home of the former is bright and orderly, while the lat­
ter resides in gloomy clutter. One thing is obvious; the
two opposites can reveal their meaning only in a mutual
relation. The Joker creates Batman, who, in turn, is the
main force making it possible for his adversary to rise to
unequalled prominence. Opposing elements, after all,
not only determine each other but also require the pres­
ence of the other. The fact that they compete for the
same woman also acts as structural justification. Due
358

to their close connection everything within the range
of the interests pursued by A must also attract B, his
counterpart.
The film’s plot begins with a sequence in which Bat­
man becomes involved with one of the sides in a conflict
raging in the city. Logically, the Joker soon appears, opts
for the opposing party and the clash takes on a different
dimension.
The whole story can be divided into three parts, the
largest presenting the main characters. This exposition
makes it possible to understand the causes and mean­
ing of the duel between Batman and the Joker, which
constitutes the second part. Finally, the last brief section
portrays the city after Batman’s victory. The bright day­
light, the delighted faces of the people, and their dec­
larations confirm the belief that evil and insanity have
been defeated and if they were to return, HE, the great
defender, shall return too. This scene is the complete
opposite of the first sequences. Recall the darkness, cha­
os, violence, anxiety and fear that created the opening
scenery of the whole story. If we describe the initial state
as chaos and the final one as order (later we shall try to
prove that there are good reasons to use these terms),
then the whole event can be presented within a scheme
of the rite of passage. Note that a lion’s share of the film
contained between the extreme states can be accurately
characterised by referring to the middle phase of the
rite of passage, i.e. transition. The extraordinary trials
and tribulations experienced by the protagonists, the
astonishing characters and powers, the different space­
time are important for the phase of transition, a stage of
trials that need to be overcome to achieve the desired
new state. The structure of the rite of passage builds the
film’s narrative plan, and the logic of this event attributes
qualities and functions to its characters. Although the
procedure in question has affected the world of Gotham
representing the whole reality-cosmos, it is portrayed by
the battle waged by two symbolic characters, Batman
and the Joker.
What do the characters dominating this motion
picture symbolise? What truth does their conflict mani­
fest, and what is its connection with the rite of passage?
Before we start answering these questions we need to
make a certain observation. The symbolic significance
of any element is connected with its place in a struc­
ture and emerges from this location, which opens it up
in a certain direction though it is impossible to say that
meaning is unambiguously determined by a given place.
The symbolic dimensions of Batman and the Joker are
obvious. After all, they collect and magnify the features
of their environment, reveal hidden truths, and over­
come ordinary measures and conditions. These are the
properties of a symbol.5 The mask acts as a detail con­
tinuously manifesting the other dimension of the main
characters’ existence. The mask is a means of stopping
time and escaping the accidental and changeable. The

�Wiesław Szpilka • B A T M A N - A STORY OF CREATION

mask manifests the permanent and the unchangeable the essence. Its presence signals a shift from the field of
history and psychology into the realm of ontology.6 The
path to this dimension followed by the cruel and cynical
gangster Jack Napier leads through a vat of acid. In this
terrifying welter a man dies and a mask - the Joker - is
born. The acid that accompanies the transformation is
deeply meaningful. According to M. Lurker in his Dic­
tionary of Biblical Images and Symbols: The effect of acid
(...) became a symbol of impinging—particularly evil —upon
the surroundings. 7 In other words, right before our eyes
the human evil of Napier was etched into pure evil, with
the Joker becoming its carrier. His character and actions
represent the very essence of evil.
The name is our first hint: a joker tells or plays
jokes; a joker is also a playing card that can replace any
other card. He exists outside the accepted order, which
he scorns. Gaudy clothing, clownish gestures, dancing
and music are signs of a carnival, a reality of confusion,
toppled hierarchies, and incessant changes. As befits a
representative of the carnival the Joker is always play­
acting, pretending, emphasising the conventional and
impermanent character of all order. All his efforts are
aimed at multiplying the absurd. Smylex is the name of
his weapon, a bizarre gas that makes people abandon
their character and, rendering them absurd, reveal the
equally absurd nature of reality. The headquarters of
the demonic jokester are an abandoned chemical plant,
where various colours, smoke, and shapes mix. This is
exactly the way in which the seat of the madcap king of
the carnival, opposing everything that is simple, distinc­
tive and defined, should look. The Joker utters the same
truth in a variety of ways. The essence of evil is chaos,
which has to end in death, non-existence. This is why
the victims of Smylex die smiling and the entire Gotham
population is supposed to perish in a culmination of car­
nival frenzy.
Only another force can successfully oppose the pow­
er of entropy and nothingness, and Batman is its carrier.
Similarly to his antagonist he too experienced initiation
in the face of death changing the ontological dimension
of his existence. Hence the mask in which he appears at
all the more important moments. As in the case of the
Joker his name draws us closer to the secret of his pow­
er. Batman is literally a bat-man but also the one who
serves. The ability to fly and the night (bat qualities) are
prominently displayed. The protagonist, cloaked in uni­
form black, descends from the sky and disappears into
an abyss.
The symbolism of bird qualities - flight and wing - is
extensive8 and almost always related to spirituality and
mediatoriness. The meaning of Batman’s bird-like fea­
tures becomes clearer thanks to the relation with the
Joker. The latter sticks to the ground, slithers (his moves
are highly characteristic), is colourful and changeable,
and kills with poison, venom. In a word - a snake, a
359

great chthonic symbol. The fact that he multiplies chaos
is connected with his bond with the earth that contains
everything but in which nothing has yet been crystal­
lised. A battle between a bird and a snake is a frequent
medley of symbols, with the serpent representing the
subterranean world, the earth, and evil, and the bird
- the sky, air, and goodness.9 What is the principle of
goodness represented by Batman? A bat and blackness
usually reveal night, unhappiness and death. Neverthe­
less, they can also symbolise a severe, ceremonial and
lofty order contrasting with the one in which we exist.10
The blackness of Batman’s costume and its unchange­
able and uniform character become meaningful only
in the context of his enemy’s outfit. The latter denotes
changeability and chaos, and the former - duration and
clarity. Obviousness and loyalty also distinguish the re­
lations between Batman and people. His friendship with
an old valet is unquestionable and his love survives all
tests. As befits a winged creature he features consider­
able intelligence and numerous talents, which inspire
the creation of precise constructions and devices. Bat­
man is building a well-ordered, clear space. The objects
he uses are nothing more than materialised order, also
represented by good manners and elegance. Our pro­
tagonist destroys the criminal world because by breaking
the law the latter subverts the constancy of order - the
essence of goodness. In other words, Batman’s activity
in all fields can be reduced to a common denominator:
he creates, intensifies, defends and expresses order. Bat­
man himself is order, just like the Joker is chaos.
Two forces confront each other in Gotham. Evil-im­
permanence-chaos-death, on the one hand, and good­
ness-loyalty-order-life, on the other hand. It is worth
noting that the opposing nature of the characters sym­
bolising these states does not exclude their considerable
closeness. They share the feat of crossing the boundaries
of human measures and possessing powers not of this
world. Batman and the Joker do not serve the sides in­
volved in the Gotham-set conflict but rather represent
the cosmic dimension of the clash. The scope of their
duel is emphasised by corresponding time and place.
The final, decisive round is staged on a tower summit in
the course of festivities. A cosmic confrontation occurs
during a fiesta, when everything simultaneously dies and
is born, and in a place linking heaven, earth and neth­
erworld. Once again chaos, aiming at domination, falls
into an abyss. Order, i.e. existence, triumphs.
The presented story emulates an obvious example
and via the scheme of a magical fairy tale it refers to
the heroic myth. The tale about a hero saving the world
is a version of the cosmogonic myth, the core of every
mythology.11 The connection between this sacred story
and the rite of passage discernible in Batman is also in­
tentional. Each rite de passage is a revival of creation,
the latter’s update. The rite uses a different language to
present the same truth, which evokes myth. An analysis

�Wiesław Szpilka • B A T M A N - A STORY OF CREATION

of the text emphasises its connections with categories re­
vealed predominantly in archaic cultures, in tribal, peas­
ant, and primitive communities. Within this context it
is worth recalling the opinion of Aleksander Jackiewicz
who described film as tribal art ingesting myths, opened
to a fairytale-like quality and to a child-like experience
of the world.12 As we have tried to show, the tropes de­
scribed by the author of Moja filmoteka are remarkably
prominent in Batman. It must be emphasised that de­
spite all its advantages our example is far from unique.
It is a splendidly crafted but typical sample of the action
genre. Once again we are presented with a plot shown a
thousand times before by using different images. Knights,
cowboys, policemen, solitary saviours continue to bring
up to date the ever identical scheme and recall a model
that we already know by heart. The collection of texts
creating the action film speaks to us about the presence
of archaic phenomena and forms seemingly inappropri­
ate for modern times. The endurance, attraction, and
vitality of films founded on these old, unoriginal topics,
the incessant popularity of worn out clichés incline us
to believe that the stratum containing such phenomena
continues to be alive and important for contemporary
man. In folk cultures the cosmogonic myth, rites, power,
order, and chaos were situated at the level of real, strong
life, which everyday existence should imitate. This was a
sacred area making it possible to understand the course
of all affairs. It was not distinguished from everyday life
because it encompassed it in its entirety. Everything that
exists at the bottom was also represented high above.
This is precisely the property of the sacral way of expe­
riencing existence that Ricoueur discussed as the rule
of suitability.13 Myth and ritual are techniques making
possible transference to a sacral and lofty realm. His­
tory and psychology become abolished, because “at that
time” only figures and archetypes act and all events are
model-like. Film is another technique for halting the
ordinary course of events. Darkness falls and we find
ourselves at the beginning of a story. As in myths, the
protagonists are strong, beautiful and good, and evil is
terrifying and powerful. As in myths, truths are distinct
and principles are divided, time is governed by differ­
ent rules, and individual qualities are a function of the
tasks that the dramatis personae have to implement. In­
deed, stereotypes, repetitions, unbelievable plots, and
unrealistic characters dominate popular movies. True
- normal life and ordinary issues do not exist and chal­
lenging intellectual deliberations are absent... Instead,
an exceptionally important revelation has been offered.
Power, order, meaning - haute monde —do exist and
last. Look for them and pursue them. Transcendence,
in other words, the sacrum can be perceived and expe­
rienced. This is the sole certainty granted by frivolous
film. Powerful, exemplary, truly sacred life does exist. If
religion denotes predominantly contact with sacredness
and the latter reveals itself through power and overcom­
360

ing, then mass culture has a religious dimension. The
word “religion” may come from the Latin relegere - to
frequently address, to scrupulously contemplate, to read
again, religari - to become attached, religere - to choose
again. Does mass culture not entail great attachment,
confirmed choice and intense contacts? Do sports fans
and film and music enthusiasts not display this religious
attitude? The answer seems to be obvious. Mass culture
continues to persistently confirm the presence of the sa­
cred. Its theology is not particularly sophisticated and
ends with the statement - t h i s i s. However banal such
truth may be it is also highly comforting and necessary.
Recall - we are dealing with a text. It is difficult to say
whether it is understood in this way. More important,
the text makes this sort of reception possible and opens
to such truths as well. The horizon of its meanings in­
cludes also this noble and magnificent dimension.

E n d n o te s
1

E B ran tlin g er, Introduction: Six Artistic
Cultures, in: Modernity and Mass Culture, ed . J. N a r e m o r e ,

J. N a r e m o r e ,

E B ran lin g e r, B lo o m in g to n a n d In d ia n a p o lis 1 9 8 1 , pp .
1-9.
2

J. W o ź n iak o w sk i a ls o d is c u s se s re fle c tio n s c o n c e r n in g
th e m e a n in g o f p la y in c u ltu re :

wienia koniecznie potrzebna,
3

T h is

is su e

h as

been

Czy kultura jest do zba­

K ra k ó w 1 9 8 8 , p p . 2 1 5 - 2 3 5 .

t a c k le d

Antropologia kultury wsi polskiej,

by,

e .g .

L.

S to m m a,

W a rsz a w a 1 9 8 6 , pp .

1 3 -1 5 1 .
4

5
6

O n th e “ a r ist o c r a tic ” c r itic ism o f m a ss c u ltu r e , its o rig in s
a n d th e p r e se n t-d a y c o n d itio n se e : S . B a r a ń c z a k , Słowoperswazja-kultura masowa, “ T w ó r c z o ść ” 19 7 5 n o . 7.
A fte r : E T illic h , Znaczenie i usprawiedliwienie symboli
religijnych, “ E o lsk a S z tu k a L u d o w a ” , 1 9 8 8 , n o . 3 , p. 16 0 .
T h is sig n ific a n c e o f th e m a sk is p a rtic u la rly e m p h a s is e d
b y:

G.

van

d e r L eeu w ,

Święta gra,

“ E o lsk a S z tu k a

L u d o w a ” , 1 9 9 1 , n o . 3 -4 , p. 6.
7

M . L u rk er,

Słownik obrazów i symboli bibijnych,

P o zn ań

1 9 8 9 , p. 106.
8

I n fo r m a tio n o n th is t o p ic after: D . F o rster,

liki chrześcijańskiej, W a rsz a w a 1 9 9 0 , p.
Słownik symboli, W a rsz a w a 1 9 9 0 , p p .

Świat symbo­

2 2 5 ; W. K o p a liń sk i,
3 4 2 -3 4 4 , 38 3 -3 8 5 .

9

W. K o p a liń sk i, o p . c it., p. 3 4 4 .

10

W. K o p a liń sk i, o p . c it., p. 2 5 5 , 5 3 - 5 4 . D . F o rster, o p . c it.,
p. 117.

11

B a s e d o n : M . E lia d e ,

Traktat o historii religii, W a rsz a w a
Poetyka mitu, W a rsz a w a

1 9 9 6 , p p . 4 0 3 - 4 0 6 ; E . M ie le tin sk i,
1981, pp. 2 80-285.
12

A . Ja c k ie w ic z ,

Moja filmoteka,

W a rsz a w a 1 9 8 9 , p p . 2 2 3 ­

327.
13

E R ic o e u r,
365.

Egzystencja i hermeneutyka, W a rsz a w a

1 9 8 5 , p.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7169" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7149">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/91a492b7bd13f287323cd80406811f89.pdf</src>
        <authentication>d45a9ec6bc061a8a88d0134b85044080</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85624">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6576</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85626">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85628">
                <text>2014</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85630">
                <text>anthropology of film</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85632">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6147</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85633">
                <text>The Parodic Nature of the Appropriation of Factual Codes and Conventions in Mockumentaries / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85634">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue s.414-428</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85635">
                <text>Kosińska-Krippner, Beata</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85636">
                <text>ang</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85638">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85639">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85640">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85641">
                <text>BEATA KOSINSKAKRIPPNER

The Parodic Nature of
the Appropriation of
Factual Codes and
Conventions in
Mockumentaries
Both parody and satire depend on
the sophistication of the viewer,
and on some familiarity with the parodic target.
Carl Plantinga

I

n 2001Jane Roscoe and Craig Hight, classifying
film scripts according to their relation with the
factual discourse generated by a given text, cre­
ated their own list of mock-documentaries.1 If we look
at some interesting examples of the genre produced
outside the English-speaking world such as Dark Side
of the Moon, Year of the Devil, Czech Dream and First
on the Moon through the prism of the classification
proposed by the Australian-New Zealand researchers
then they can be placed probably more between De­
gree II (critique) and Degree III (deconstuction) of
mockumentaries rather than belonging to Degree I
(parody) although in a certain sense they all possess
the features of a parody.

D ark Side of the Moon
William Karel’s 2002 French film Opération Lune2
(aka Dark Side of the Moon/Kubrick, Nixon und der
Mann im Mond3) is one of the most intriguing and
important mock-documentaries capable of deceiving
even an experienced viewer; ostensibly it records dis­
covering previously unknown, sensational facts about
the historical US landing on the moon in July 1969.
The off-camera commentary defines space flights
as a highly spectacular and prestigious and thus impor­
tant aspect of the Cold War waged by the U SA and
the USSR. When in 1961 Yuri Gagarin became the
first man in history to fly into outer space President
John F. Kennedy proclaimed that sending a man to
the moon should become one of the main goals of the
American nation. This task was assigned to the Ger­
man scientist Wernher von Braun, a former NSD A P
member recruited by the Americans at the end of
World War II. Having gained experience working on
the production of V1 and V2 rockets von Braun be­
came involved with N A SA . In January 1967 the crew
414

of Apollo 1 died in a fire during a launch pad test.
Three months later, cosmonaut Vladimir Komarov,
commander of the first multi-man spaceflight, per­
ished while returning to Earth. Yuri Gagarin died in a
training plane crash, and in July that year a Soviet
rocket exploded when its fuel tanks were being filled.
The Americans gained a momentary advantage con­
cealing the fact that space conquest rivalry was actu­
ally a cover-up for a more significant if less spectacular
issue - the national defence system. The construction
of spaceships was a part of a highly expensive missile
programme. Supportive public opinion, however, was
necessary to convince Congress about the need for
high expenditure relating to the defence system. A
flight to the moon, a peaceful enterprise, won univer­
sal support. Still, it was necessary to show what the
immense sums of money had been spent on. Von
Braun was the first to realize that an expedition to the
moon must be a captivating show, which only Holly­
wood was able to produce. “Dream factory” profes­
sionals were asked to help. Briefly before the Apollo
11 launch entire Hollywood stopped working on other
films and 700 technicians travelled to Cape Canaver­
al. Producer Jack Torrance of Paramount Pictures su­
pervised the whole undertaking. Attention was paid
to every single detail but something unpredictable that
people should not be allowed to witness could always
occur. Technical difficulties could have prevented the
transmission of images presenting man’s first steps on
the moon. The White House was prepared also for
this eventuality, and it was decided that an “emergen­
cy” studio-set version of the landing would be pro­
duced. According to the off-screen commentary Presi­
dent Nixon found it more important to have the astro­
nauts seen walking on the moon than to have them
actually doing it. This is why he chose to produce the
world’s most expensive film of all times: the staged
landing of Apollo 11. If the astronauts had landed
safely but could not transmit live coverage back to
Earth due to unforeseen technical issues the whole ex­
tremely expensive undertaking would have been a
sheer waste of time from the PR viewpoint. In the case
of a failure of the Apollo programme photos were
needed to show to the wavering audience. The Presi­
dent ordered Donald Rumsfeld to make Stanley Ku­
brick a proposal to direct the undertaking. Karel’s film
suggests that Neil Armstrong’s famous moon walk ei­
ther did not happen at all or, if it did take place, the
TV audience of 2 billion watched a staging directed by
Stanley Kubrick in the same Borehamwood sound­
stage (Great Britain) where he shot 2001: A Space Od­
yssey. The filmmaker agreed to become involved be­
cause he owed a debt of gratitude to the authorities for
being permitted to shoot some of the scenes of Doctor
Strangelove (1964) in actual Pentagon locations. The
film presents evidence backing the staged landing the-

�Beata Kosińska-Krippner • THE PARODIC NATURE ... IN MOCKUMENTARIES

sis, e.g. photos of a staked fluttering flag even though
there is no wind on the moon, astronauts casting shad­
ows in diverse directions and thus suggesting the ap­
plication of several sources of lighting, no blast crater
visible under the rocket’s nozzle, a clearly seen and as
if illuminated inscription on the spacecraft saying:
“United States” even though the rest of the spaceship
is hidden in deep shade, information about extreme
temperature changes on the moon, which would cause
considerable chemical transformations of the film’s
emulsion and mechanical damage of the camera itself,
information that X-radiation would have blurred the
film tape and that ultraviolet rays would have distort­
ed colours perfect in the transmission, that with lunar
gravity being different from its Earth counterpart the
astronauts’ weight would have been insufficient to
leave the deep footprints on moon dust that we see in
the photographs, that there should have been dust
around the landers, that the temperature and radia­
tion changes on the moon are deadly for men while
the spacesuits worn by the astronauts could not have
protected them, that in all the photographs made on
the moon there was no flash, which according to ex­
perts should have been visible since the astronauts
taking the photographs would have been reflected in
the helmets of other crew members, etc. In addition to
evidence of this kind presented by former KGB agent
Dimitri Muffley (Soviet Intelligence suspected mystifi­
cation and discovered its shortcomings) the thesis’
credibility is boosted by testimony of people familiar
with the truth about the staging, such as Kubrick’s
widow, who seems to confirm the revelations un­
earthed by the film, her brother (Kubrick’s executive
producer), Nixon’s secretary Eva Kendall, Hollywood
producer Jack Torrance, Marla Vargas (sister of the
cosmonaut Buzz Aldrin), Rabbi W.A. Koenigsberg,
David Bowman of the Houston Space Centre, and
Ambrose Chapel, an ex-CIA agent and currently a
pastor, who refused to participate in the undertaking
but was forced to keep it secret. With each successive
piece of evidence and eye-witness comment the film
becomes increasingly credible, especially considering
that Christiane Kubrick is joined by American politi­
cal experts and public figures: astronauts Jeffrey Hoff­
man and David Scott, and N A SA supervisor Farouk
El-Baz. After some time, however, the more attentive
viewer starts to pick up signals questioning or subvert­
ing the factual status of Dark Side of the Moon. The
very moment when this happens - as is usually the
case with mockumentaries - depends on the individu­
al viewer. Suspicions certainly appear about 30 min­
utes into the film - if not earlier - when we hear that
Nixon became afraid that the witnesses would talk
and wanted to halt the whole operation but it was al­
ready too late and the machinery had been set in mo­
tion. According to the commentary, an assassination
415

Opération lune

Barkside of the Moon
m ih il

list appeared on the President’s desk. It is also hard to
believe in a hunt for members of the film crew produc­
ing the moon hoax and their killings, or to treat seri­
ously the suggestion that a heart attack was not neces­
sarily the cause of Kubrick’s death. This is highly far­
fetched and this is exactly how it is supposed to be
because Dark Side of the Moon is a mystification, a
mock-documentary to be precise, which - as I have
already mentioned - if included on the Roscoe and
Hight list would be probably classified as belonging to
Degree III. William Karel, the director, is a Tunisianborn French filmmaker known as a serious version of
Michael Moore, author of political and historical doc­
umentaries dealing with sensitive subjects. Karel sup­
posedly likes to recall François Truffaut’s words that a
documentary is a thousand times more of a lie than
fiction, where things are clear from the very begin­
ning. Advertised by official CBS material as a subtle
mixture of fact, fiction and hypotheses, Dark Side of
the Moon applies documentary testimonies, archival
film material and extensive interviews, mixing them
together perfectly at the editing stage. Consequently,
for quite some time the final result convinces us that
we are witnessing the unveiling of truth - concealed
for many years - about the first moon landing directed
by Kubrick in a soundstage. We become less certain
about the film’s status (or at least we should do so)
when we learn the truth about the numerous murders
contracted by the US authorities to eliminate witness­

�Beata Kosmska-Knptmer • THE PARODIC NATURE ... IN MOCKUMENTARIES

es of the mystification; this truth is spewed by such
figures as Secretary of Defence Donald Rumsfeld,
former Secretary of State Henry Kissinger, Director of
Central Intelligence Richard Helms, astronaut Buzz
Aldrin, assistant to Kissinger Lawrence Eagleburger,
General Alexander Haig, former Deputy Director of
the CIA Vernon Walters, Christine Kubrick and Jan
Harlan. But do these persons really convey the revela­
tions? A more thorough analysis of the film indicates
that they do not. Concrete - frequently shocking - in­
formation is delivered by a voice-over or fictitious
characters played by actors. Take this example: off­
screen commentary about Kubrick’s close relations
with N A SA is immediately followed by added - as if to
confirm - remarks by Christine Kubrick and Jan Har­
lan, even though they only discuss a special Zeiss lens
originally designed for a N A SA satellite programme,
which - we learn from another source - was lent to
Kubrick (presumably in recognition of his Space Odys­
sey) for shooting Barry Lyndon (1975). Eve Kendall,
Nixon’s secretary, recounts that someone from N ix­
on’s circle asked: What if we film the first steps on the
Moon in a studio? but Kendall is a fictitious character
portrayed by Barbara Rogers. Kendall’s statement is
followed by a cut and Rumsfeld saying: I talked to the
President and Kissinger supported me... We never find
out what exactly Rumsfeld told the President, but we
get the impression that he initiated the whole mystifi­
cation. Another sentence spoken by him is just as en­
igmatic: I thought this was the right thing to do because we
have to do something to show that we are still the United
States of America... General Vernon Walters says that
he warned the President: It is very dangerous to lie in the
United States, but we cannot tell what lie he had in
mind. From astronaut Buzz Aldrin we learn only that:
There were some unusual things that happened, such as:
President Nixon had prepared some remarks for a speech
to give if we could not leave the moon and come back. The
off-camera commentary mentions Aldrin’s depression
after he returned from the mission. His wife, Lois, says
that he became an alcoholic, at loss what to do with
himself, and his sister, Marla Vargas (a fictitious char­
acter portrayed by Jacquelyn Toman), embellishes the
story by recalling how Aldrin used to get drunk every
day. Meanwhile, the viewer’s imagination provoked by
the meticulously edited footage links these comments
with the mystification into a cause-and-effect chain.
This also happens when astronaut David Scott pro­
claims: This was a great film, presumably talking about
Space Odyssey while the viewer gets the impression
that he meant the moon mystification. When the voi­
ceover informs us that Nixon was overcome by panic
leading to his condemnable decision, we see Rumsfeld
claiming: It is not something I wanna do (...) and (...) so
I left, but naturally he does not tell us what precisely
he was not involved in. Haig, meanwhile, claims he

told Nixon: This is going to turn into the biggest scandal
that this country has ever seen. Those of us who worked
with Nixon know not to take seriously everything he said
when he was under stress. This time not only do we not
learn what words it was impossible to treat seriously,
but also who uttered them. The situation repeats itself
when Kissinger proclaims in front of the camera: He
said some awful things, but they were never done. A pas­
tor, a former CIA agent, who did not want to partici­
pate and was forced to vanish, assume a new identity
- that of Ambrose Chapel - and promise he would
keep the hoax secret, introduces us to an atmosphere
of crime, plots and a conspiracy of silence but turns
out to be a fictitious character performed by John Rog­
ers. Paramount Pictures producer Jack Torrance (an­
other fictitious character portrayed by David Winger)
describes the production details of the world’s most ex­
pensive film. We find out from David Bowman of the
Houston Space Centre (enacted by Tad Brown) that
Armstrong’s famous sentence about the giant leap for
mankind was actually written by someone else and
that astronauts used to joke about it; the deadly threat
posed by special forces to film crew members is men­
tioned by Rabbi W.A. Koenigsberg (a fictitious char­
acter played by Binem Oreg). As in every mock-docu­
mentary the closing credits offer a last chance to rec­
ognise the fictitious status of the film, with the disori­
ented viewers learning that the characters they as­
sumed were authentic are actually portrayed by actors
and that it was they, and only they, who made the
most sensational, “expository” statements.
Distinct features of mockumentaries include the
signals that the director sends from time to time to
the audience (before explaining everything in the
end credits), suggesting the fabricated character of
the film. Dark Side of the Moon has its share of them,
such as the names of fictitious personae dramatis. Eve
Kendall is a character in North by Northwest (1959),
Marla Vargas - in The Barefoot Countess (1954), Jack
Torrance - in The Shining (1980), David Bowman in 2001: A Space Odyssey (1968), Ambrose Chapel is
the name of the spy headquarters in The Man Who
Knew Too Much (1956), Dimitri Muffley combines
the names of two presidents from Dr. Strangelove
(1964), and W.A. Koenigsberg is a play on the name
of Woody Allen (W.A), Koenigsberg being Allen’s
true surname. If these names failed to make audiences
suspicious the grotesque story about the hunt for the
film crew and their assassinations should certainly do
the trick. Mention is due to the rabbi’s excellent story
recalling how for ten years he hid one of the produc­
tion designers and taught him Yiddish: One night he
was set on by some hooligans in the Bronx. When they
found out he was a Jew, they forced him to do a few al­
terations to their suits. Then they beat him up and left
him for dead. He spent six months in a coma in Mount

416

�Beata Kosińska-Krippner • THE PARODIC NATURE ... IN MOCKUMENTARIES

Sinai hospital. And one morning he died. Equally note­
worthy is the off-camera information about the film
crew escaping to Vietnam and the US government
airdropping thousands (!) of armed soldiers and secret
agents to catch and eliminate them, along with the
hilarious recollections of alleged Vietnamese peasants
(subtitled into English) about the agents arriving in
their village: For secret agents they weren’t very discreet.
They had no respect for anything. We found empty beer
cans and McDonald’s wrappers everywhere (...) Ama­
teurs, real amateurs. One of them killed himself cleaning
his revolver. We kept the body for the kids to play with
(...). They were only interested in one thing: girls. It was
a real obsession with them (...). They spent their whole
time smoking grass. And it wasn’t just mineral water they
were drinking. They completely destroyed the village’s at­
mosphere. A real disaster. Twenty years later, you can
still see their traces (we see an old man drinking vodka
straight from a bottle) And all for nothing! They never
found anyone. A woman says: (...) They tried to pass
themselves off as Vietnamese peasants. Their disguises and
accents were perfect. But we identified them in 30 seconds
(...) their commanding officer was black! The end cred­
its reveal that the Vietnamese peasants were probably
residents of China and Laos, because the film features
fragments of documentaries about the population of
those two countries. The hints become stronger as the
film draws to a close. The voice-over states that Nixon
sent numerous armed forces to hunt down the film­
makers and ... dress up their murders to look like ac­
cidents. When Chapel says that several crewmembers
died in accidents we see a man lying in a street, with
a dozen or so Santas leaning over him, and when we
hear that one of the assistant directors drowned in his
pool we see two men throwing a dog into a lake. We
also learn that a dismembered body of one of the film­
makers was found in Patagonia, with the police claim­
ing it was suicide.
Another evident and thus remarkably funny signal
is the fact that the already discussed proof of the moon
landing hoax theory (the fluttering flag, the shadows,
the absence of dust, the unexpectedly well preserved
footprints, etc.), quoted in all publications and docu­
mentaries on the topic, features also evidence added
by Karel - an image showing a photo of Kubrick shoot­
ing 2001: A Space Odyssey accidentally left on the fake
moon surface. Finally - as I have already mentioned we also find out that Dimitri Muffley, the former KGB
agent discussing the evidence, is a fictitious charac­
ter portrayed by Bernard Kirschoff. Interestingly, al­
though the film seems to support the thesis that the
Apollo 11 landing on the moon was a trick (and many
viewers interpreted it in this way), universally known
and widely discussed proof is automatically ridiculed
and deprecated by the fact that it was presented by a
fictitious character. This is why the film can be catego­
417

rized as a first - and second-degree mock documentary
according to the Roscoe and Hight classification. In
a concealed manner it supports the myth of man on
the moon, introducing only slight anxiety about its
connections with reality and simultaneously deriding
the codes and conventions of the documentary, chal­
lenging its authority, and inspiring concern about such
other factual forms as daily news programmes.
Dark Side of the Moon is a masterfully assembled
manipulation combining interviews and statements by
authentic people taken out of context with stagings
featuring actors portraying fictitious characters. The
closing credits are followed by final interpretation di­
rectives. The so-called bloopers, i.e. mistakes made by
cast members and jokes caused by the absurd nature of
the dialogue include the twice repeated statement by
an alleged KGB agent: We soon realised the whole thing
was a hoax... along with a declaration by Walters, who
is dubbed throughout the entire film: Listen to me now
and believe me because I’m going to tell you the truth. . . ;
earlier, the sentence ended with the words (naturally,
spoken by the actor dubbing Walters): This could mean
people’s lives, while the post-credits version has: I want
you to believe me because this is the truth (...) I never had
any relationship with that woman. A t the end we also
see a relaxed Rumsfeld saying: You told me this was a
high-class programme and a laughing Helms also stating
that he thought this was a serious programme. Does
this mean that they agreed to have their statements
used in the film and reacted with laughter? Intuition
and experience gained in the course of the film tell
us that these sentences too were taken out of context
and do not concern Dark Side of the Moon. This may
be confirmed by words unambiguously signalling at the
end of the film that this is a parody of documentaries:
Any resemblance to actual living persons is purely coin­
cidental. No goy was mistreated during the filming. The
director verified this in an interview for the Arte TV
channel4 (although perhaps also in this case we should
adopt a cautious attitude). When asked how he came
up with the idea of shooting a documentary that does
not reflect reality Karel answered: I have just completed
a film about Hollywood that does not correspond to (Hol­
lywood’s) reality. Together with an Arte France editor in
charge of documentaries we were thinking about making
a documenteur, to use Agnes Varda’s term (a play on
words —documentaire —documentary, and the similarly
sounding menteur —lying, as in: fictitious). In this way
we intended to contribute something amusing to the oth­
erwise serious Arte programme line-up. This had to be an
entertaining, funny film. First and foremost, we assumed
that one should not believe everything the media are trying
to sell, because it is always possible to persuade witnesses
to give false testimony, forge archival materials, and com­
pletely distort the message of a documentary by using fake
subtitles or dubbing. We wanted to present historical sub­

�Beata Kosińska-Krippner • THE PARODIC NATURE ... IN MOCKUMENTARIES

ject matter but one that would be universally topical. Since
the theme could not be awkward, murder and war were
strictly out of the question. This is when we thought about
photos of man’s first steps on the Moon. This particular is­
sue matched our requirements: the photos’ authenticity has
been discussed for the last thirty years. Jean-Luc Godard’s
statement declaring on a TF1 news programme: These
live broadcasts are fake, provided an impulse. Sceptics
can cite all types of proof: Aldrin became an alcoholic,
Nixon was not there when the rocket was launched, and
the astronauts travelled thousands of kilometres to spend
only three hours on the moon. All very strange, so...
In the same interview Karel also put an end to all
speculations about well-known people being aware of
their involvement in his prank. Asked how he man­
aged to convince the film’s protagonists to participate,
he answered: Not a single one was in on the joke. The
idea was to say that the interviews had a completely differ­
ent purpose. This is why we did not let any of the witnesses
into the secret. Only seven actors were involved and actu­
ally given lines to learn. They played some of the witnesses.
(For example, the character of Nixon’s adviser was taken
from the film All the President’s Men). Due to twist­
ing the testimony of authentic figures we needed only one
“false" witness, Nixon’s secretary, to make the whole story
logical and credible. We told the “real" witnesses that we
were making a film about Kubrick, his film, the moon or
NASA, and asked them totally vague questions. Christine
Kubrick appeared in the film convinced that it was to
tell the story of her husband and in good faith related
Kubrick’s contacts with N A SA , which allowed him to
borrow a military lens to shoot Barry Lyndon. Farouk
El-Baz was convinced that he was going to take part
in a film about behind-the-scenes of the U.S.-Soviet
space race. Nixon’s advisors were filmed in different
places and for the purpose of other films, and their
statements were taken out of the original context.
Karel - as many authors of mockumentaries before
him - was charged with attacking the media and ques­
tioning our attitude towards photographs. Without
moon landing photos it would be impossible to fully render
the event. In addition, the cinema exerts an influence upon
news programmes. Many authentic historical events were
captured on camera already after they actually took place:
raising the American flag atop Mount Suribachi during
the Battle of Iwo Jima, capturing the Reichstag, Ameri­
cans landing in Somalia (shot two or three times). And
during the Gulf and Afghanistan wars we did not see... a
single authentic photo. I considered showing the role played
by a photo, or its lack, in constructing an event to be an
intriguing undertaking. But my film should not give the
impression of being malicious... Nowhere did we actually
say that Armstrong had not walked on the moon. The film
only set forth a hypothesis claiming that the USA prepared
itself for an eventuality that man’s first steps on the Moon
could not be photographed. When does the viewer begin to

doubt? When do we let him know that he is dealing with a
joke? This is not really clear. Hence we included a parodical collection of stylistic giveaways at the film’s end in case
anyone still believed it.
The director also formulated a summary: Manoeu­
vring carefully between lies and truth, the film combines
facts with total fabrication. We used all possible ingredi­
ents: “captured” archival film material, fake documents,
and authentic interviews taken out of their original context
or transformed by narration or dubbing, and staged in­
terviews featuring actors, whose answers adhered to the
screenplay...
In keeping with the spirit of the mock-documen­
tary theory a certain group of viewers took the film
seriously even though it indicates its fictitious char­
acter on numerous occasions in an evident and amus­
ing way and, as follows from the interview, despite the
director’s concern not to leave any doubts about its
status. This reaction is demonstrated by comments on
several Internet forums, both Polish and foreign, with
some disoriented viewers asking for help in finding fur­
ther information about the film, and others confessing
how they were fooled by the joke when they saw the
film for the first time and describing how pleasant it
was to watch it more carefully for the second time.
The Polish website of the Planete TV channel5 be­
came the arena of a rather amusing discussion that
simultaneously says quite a lot about the reception of
mockumentaries. One viewer expressed his outrage
caused by an article by Tadeusz Sobolewski, which
he found shocking; in the last sentence the journalist
aptly defined the mock-documentary message of the
film (without, however, using the genre’s name): In
the earlier Operation Luna, supposedly made for fun, he
achieved a paradoxical effect. He had not only aroused
distrust towards American propaganda but also towards
films revealing behind-the-scenes goings-on of major poli­
tics, which put the chaos of reality into order by using one
obsessive key.6 And here is how the viewer reacted: If
the discussed documentary really is an intentional hoax
then William Karel deliberately offended viewers all over
the world, jeopardized the TV channels that decided to
show the film, and intentionally endangered the independ­
ent foreign policy of the French state. I expect the Board of
TV Planete in France to condemn this unprecedented me­
dia hoax and to apologise to Polish TV viewers for moral
losses. I appeal to members of this forum —see this scandal­
ous film for yourself... The forum’s administrator, who
correctly interpreted the film’s intentions but failed
to completely decipher all its elements, especially the
signals sent by the director, replied as follows: The di­
rector did not intend to conduct an investigation about the
moon landing but to prove that TV is a remarkably power­
ful medium. Contemporary technology makes it possible to
manipulate other people’s words and images in almost any
way you want. Karel deliberately does not reveal which

418

�Beata Kosińska-Krippner • THE PARODIC NATURE ... IN MOCKUMENTARIES

fragments of the film were falsified by means of editing and
which were not. In this way the viewer can experience for
himself how difficult it is to distinguish the effects of a good
editor's work from an original recording. There would not
be so much confusion surrounding Operacja Księżyc7 if its
author had decided to include a few words of explanation
at its end. On the other hand, perhaps the director did not
plan to reveal the truth so that those who have already seen
this “mock-documentary” would not give away to first­
timers which fragments of the film are real. Please note
that TVP1 scheduled Karel’s film for 1 April, April Fool's
Day. The Planete premiere of the film was also held on 1
April. The viewer replied: Thank you (...) for the expla­
nation, which I find satisfactory although I have to note
that the Nazi regime already long ago proved the power
of media’s impingement, and an attempt at confirming this
fact by using such a concocted film is pathetic. I would also
like to add another aspect of the issue, which I find im­
portant, that is, the concern about the Polish viewer. The
Polish viewer is more demanding and critical and reacts
to the media in a more serious and engagée manner...
As far as I know, films and dialogues fabricated in this
way are used in Poland by radio and TV stations to pro­
duce amusing entertainment and not documentary films
(■ ■ ■ ). I propose to call William Karel and other producers
of his ilk media terrorists. The administrator’s response
is just as amusing: We agree with your opinion. View­
ers in various countries should not be treated in the same
way. This is precisely why Planete networks were divided
in 2004. Ever since then the channel broadcast in Poland
is prepared by a Polish staff. We showed Dark Side of
the Moon when the schedule was still set up for several
European countries (including Poland) in France. After
the forum’s participants discussed at length assorted
political matters, the same outraged viewer returned
to the film: It was my intention to protest against showing
cinematic jokes as documentaries. The fact that during the
narrator’s account of US soldiers assassinating four secret
agents, who worked with Kubrick on the moon landing
production, information that: “assistant director Jim Gow
was drowned in his swimming pool” is followed by a scene
of a dog being thrown into a large lake shows the way in
which the director makes fun of the viewer. The problem
is that watching this brief scene you get the impression that
a man is being tossed into water. Not one of my friends
who also watched the film saw a dog. Myself included.
Only when examining this scene frame after frame ((!)/
my emphasis -B.K.-K/8) you can clearly perceive the out­
line of a dog.
Why am I writing all this? I am concerned with the
fact that films of this kind not only offend the viewer and
are detrimental to the whole category of documentaries,
but also ridicule the foreign policy of France as obsessively
anti-American. In this situation, even the best documen­
tary criticising Big Brother overseas can arouse distrust.
Another viewer reacted as follows: After more or less

ten minutes it became obvious that we are dealing with a
joke, irony and satire. The objective? First, the pretentious­
ness of politicians, the foolishness of the media, the pursuit
of sensational conspiracy theories, and the lack of ordinary
common sense and a critical assessment of what the mass
media are selling us. The film was great fun... The out­
raged viewer did not give up and quoted his teenage
nephew: “The film cannot be classified into any category.
If you insist, it can be treated as political satire or farce
featuring qualities of therapeutic treatment aimed at people
afflicted with a severe case of the Big Brother syndrome.
Good mood after viewing the film testifies to its consider­
able therapeutic assets". And what about the dog? Here’s
the rub. He [the nephew] could not understand why a
dog was given the part of a man. According to him, a dog
playing the role of a man is already grotesque and spoils
the film’s harmony. One more comment on the same
forum: When watching a science fiction film, on 1 April
to boot, you should keep your distance. Moreover, as far
as I remember the film did not claim that the moon landing
never happened; it mentioned that the recording equipment
did a bad job and that it was necessary to shoot the film in
a studio during the “London session", which I do not find
so improbable. This is the way in which the Polish Tele­
vision website advertised the film: Previously unknown,
sensational facts about the historical U.S. landing on the
moon in July 1969. Eminent American political experts:
Henry Kissinger, Donald Rumsfeld, Lawrence Eagleburg­
er, General Alexander Haig and Richard Helms reveal the
truth concealed for many years ... and quoted (without
explanations and a critical commentary) the earlier
cited fragment of the film’s screenplay about the Cold
War circumstances of developing the moon hoax.9
A description of the film prepared by an organiser of
one of the festivals showing it promoted it as: Shocking
French documentary revealing the most concealed secrets
of the American space programme. It turns out that the
scenes of Apollo 11 landing on the moon, which we all
know from, i.a. film newsreels, were staged in a studio and
directed by none other that Stanley Kubrick himself (!).
Statements by Henry Kissinger, Donald Rumsfeld and as­
tronaut Buzz Aldrin add credibility to Karel’s revelation.10
These quotes are rather evocative because within the
context of an earlier analysis of the film they tell us
about problems with the reception and interpretation
of a mockumentary and are among the first records
of a Polish audience (ordinary viewers and people
somehow connected with the film industry) confront­
ing this cinematic form. Foreign forums, even though
audiences in, e.g. the US and the UK are considerably
more familiar with the discussed genre, also featured
comments full of approval for the more humane face
of Henry Kissinger, the relaxed stance of Buzz Aldrin,
Alexander Haig and Kubrick’s widow, and admiration
that a man as busy as Rumsfeld found time to participate
in such a film, along with the question: what inspired

419

�Beata Kosmska-Knptmer • THE PARODIC NATURE ... IN MOCKUMENTARIES

Rumsfeld to appear, and even assumptions that White
House personalities became involved in the joke to
distract attention from a hoax of a much higher cali­
bre. The latter suggestion was actually mentioned on
the website of the Grimme Preise award, which the
film received in 2003.
Dark Side of the Moon was clearly inspired by Capri­
corn One, Peter Hyams’ 1978 Mars landing hoax film.
With the flight date approaching N A SA specialists re­
alise that the spaceship’s life-support system does not
guarantee success and prefer staging the landing to
cancelling the mission. Just before the ship’s launch its
crew becomes removed from Capricorn One and tak­
en to a desert military base, where they are informed
that they will have to stage the Mars footage. The as­
tronauts initially refuse, but the authorities threaten
their families if they do not cooperate. While the
empty ship continues its flight to Mars the astronauts
spend several months filming the “Mars landing”. The
conspiracy involves only a few N A SA members, until
technicians notice that the television transmission sig­
nal was sent from a near-by destination and spread the
news to journalists. The technicians mysteriously dis­
appear and the journalists find themselves in trouble.
When the crew’s return is expected, the real (empty)
spacecraft is destroyed by fire during re-entry, officially
plunging the whole world into deep mourning for the
three heroes. The astronauts are killed since they are
no longer needed and know too much. Conspiracy
Theory: Did We Land on the Moon? - John Moffet’s
2001 American documentary may have been the sec­
ond source of inspiration for Karel. Dark Side of the
Moon essentially appears to be a spin-off of the Moffet production. Both films are constructed in a highly
similar way - they use interviews and archival foot­
age and propose the same arguments and evidence of
the staged Moon landing of Apollo 11; in Karel’s film
they are presented by a fictitious former KGB agent,
but Moffet’s picture features authentic characters photography and sound experts, scientists and Bill
Kaysing, the “king of conspiracy theories” specialis­
ing in tracking down evidence supporting the moon
hoax theory. Both films expand the motif of staging
man’s first steps on the moon, but Karel focuses on
Kubrick, the alleged director of this enterprise, and on
the landing’s studio-set staging, while Moffett is only
interested in evidence of the hoax itself, which the
film claims took place in a secret military base in the
Nevada desert. Although Moffett allowed himself to
make a joke by bringing in Mitch Pileggi, the X-Files
star, as his narrator, he decisively defined his film’s
status by opening it with the following caption: The
following program deals with a controversial subject. The
theories expressed are not the only possible interpretation.
Viewers are invited to make a judgment based on all avail­
able information.
420

Year of the Devil and Czech Dream
While in certain countries (e.g. the U SA , the
United Kingdom, New Zealand) the mockumentary
is already a well-known and appreciated sub-genre,
in many other ones it is taking its first steps albeit
with films that can be classified as superior examples
of this cinematic form. Among them is the excel­
lent Czech Rok dabla (Year of the Devil, 2002) di­
rected by Petr Zelenka. In the tradition of a majority
of mockumentaries its classification proved a tough
task for the reviewers. Some attempted to describe
it as docufiction where, as the plot advances and ab­
surd events start to accumulate, the viewer loses grasp
of what is real and what is fiction... it makes genre clas­
sification difficult, freely referring to various cinematic
styles, from the documentary and the music movie to
the comedy. Its strength certainly lies in the creation of
the presented world;11 this depiction reveals the film’s
mock-documentary character. Year of the Devil ini­
tially produces the impression of a music documen­
tary or, more precisely, a documentary biography of
the Czech singer, composer and poet Jaromir Nohavica, featuring elements typical for motion pic­
tures of this kind, such as footage from rehearsals
and fragments of concerts. It applies absurd state­
ments and weird occurrences to point out that its
status is not entirely factual and we should not treat
seriously everything we learn about Nohavica; the
fact that he took part in the film and mocked his
own ups and downs tells us more about him than the
film’s plot and the information it contains. Besides
Nohavica, the film’s list of authentic characters in­
cludes his friend, guitar player and composer Karel
Plihal, the folk band Czechomor and Jaz Coleman,
the English rock musician. The Dutch documentary
maker Jan Holman (played by Czech filmmaker and
distributor Jan Prent), however, is a fictitious char­
acter. The film tells the story of Holman, a recov­
ering alcoholic, arriving in the Czech Republic to
shoot a documentary about a detox hospital. This
is where he meets Nohavica and his guardian angel
Plihal and abandons his original plan by setting out
on tour with the musicians. Zelenka, mixing a ficti­
tious character with authentic ones, resorted to a so­
lution similar to Karel’s Dark Side of the Moon, the
difference being that while Karel assembled various
filmed quotes featuring well-known people and took
them out of context, in Zelenka’s film authentic
characters actually agreed to join the proceedings.
The film maintained the Nohavica myth, endowing
it with an ambiguous character and simultaneously
slightly mocking biographical documentaries of this
sort. Some critics correctly classified the film by
putting it upon the same level as the quintessential
mockumentary This Is Spinal Tap, but at the same
time calling it a fake documentary12.

�Beata Kosmska-Knppner • THE PARODIC NATURE ... IN MOCKUMENTARIES

Cesky sen

(C z e c h D r e a m )

Cesky sen (Czech Dream) from 2004 is an extraor­
dinary film within the mock-documentary context.
Before developing their first Czech reality-show film or
first Czech documentary hypercomedy, Vit Klusak and
Filip Remunda created a mock-situation of sorts, a
far-flung hoax intended to ridicule the post-commu­
nist country’s consumerism, expose the mechanisms
of advertising and susceptibility to the latest kind of
propaganda and manipulation, showcase the power of
the media and, simultaneously, reveal possible (and
applied) documentary practices. Klusak and Remunda, at the time students at the Prague film school,
hired ad specialists (many unaware what they became
involved in) to arrange a two-week promotional cam­
paign of Cesky Sen, a fictional hypermarket. They
created a logo, TV and radio advertisements, 200 000
leaflets promoting products of the Cesky Sen brand,
posters, ads in newspapers and magazines, 400 illumi­
nated billboards, an jingle and a website. On the day
of the “grand opening”, however, the estimated 4 000
potential clients, who came to a meadow in the Letnany district saw only a colourful hypermarket façade
painted on canvas. The idea was inspired by a happen­
ing devised by Peter Lorenc who in 1996 handed out
several thousand posters advertising a non-existing
GIGADIGA hypermarket. The opening was held on
an empty meadow, where Lorenc placed a banner with
the inscription: It’s better to go on a woodland walk. A t
first glance, Czech Dream is an account of the succes­
sive stages of preparing a major provocation, all the
way to the grand “non-opening” of the hypermarket,
421

while simultaneously bringing the audience closer to
the event’s social background and the views and mood
(also political) of the Czechs, proposing a sociological
observation, and presenting “behind-the-scenes” of a
major advertising campaign. But there is more... An
experienced mockumentary audience derives pleasure
from participating in a game consisting of searching
for and interpreting signals made by the directors to
confirm the film’s fictitious status. In Czech Dream
the game is - so to speak - dual. The majority of de­
scriptions, reviews and comments consider it to be a
documentary account of a major hoax and only the
expression: hard-to-classify documentary reveals that
their authors, overwhelmed by the scope of the “mock­
situation” itself, have doubts and are uncertain about
the film’s status. Viewers acquainted with the direc­
tors’ intention will enjoy spotting signals addressed
during the advertising campaign to potential clients,
which at the very least should have stirred up certain
misgivings (the hypermarket’s name, its logo with a
comic strip balloon, anti-advertising slogans: Don’t go
there, Don’t hurry, Don’t spend money, Don’t queue up,
Don’t shove and the remarkably low prices, i.a. a digital
camera for less than 1 $). Members of the audience
perceive them as signals not only because the film’s di­
rectors reveal the technical details of the entire under­
taking, of which potential clients were unaware (the
directors’ new image, the simultaneous casting for a
documentary of families regularly spending their free
time in hypermarkets), but predominantly because the
audience is from the very outset informed that eve­

�Beata Kosmska-Knptmer • THE PARODIC NATURE ... IN MOCKUMENTARIES

rything was undertaken with the film in mind, and
views the whole enterprise through this prism, which
subconsciously influences the reception of the hoax
and the attitude towards its victims (how could they
have fallen for it!?). The film entertains its viewers, who
feel compassion for, but also superiority to the future
victims of the joke, and harbour the impression that
they play in the same team as the directors. I believe
that the film also includes certain mock-documentary
qualities encouraging reflection on the capabilities
of the documentarians and the viewers’ susceptibil­
ity to possible documentary manipulations, caused if
not by belief in the factual accuracy of a documentary
then by instinctive trust in it. Signals informing about
the film’s actual state are not overly exposed and the
hoaxes and prevarications are not explicit. We are
dealing rather with the directors’ manipulations or
perhaps merely interventions consisting of selective
footage in the manner of Michael Moore’s documen­
tary method, which in this particular case boils down
to manipulation. In any case, such moments may
seem suspicious to the more careful viewers, e.g. the
fact that a film ridiculing consumerism and exposing
advertising mechanisms also becomes involved in ad
barter relations. Two minutes of the end credits are
dedicated to showcasing logos of companies backing
the production. The whole sequence about a shopping
trip of the Kudrnov family, winners of the casting for
the alleged documentary: Hypermarket with a Human
Face, is unquestionably an advertisement of the Tesco
chain. During the directors’ transformation into man­
agers, set in a Hugo Boss salon where they hire suits,
a salesman turns to the camera and says that the time
has come to fulfil the mutually beneficial agreement
and show the Hugo Boss logo for ten seconds; he then
rearranges a lapel, the camera zooms on the logo and
the filmmakers count the remaining time. In a scene
of shooting the advertisement involving a man chang­
ing his clothes, an employee of the ad agency organis­
ing the campaign points to the Mark/BBDO logo on
his cap and the camera zooms in. When posing for ad
photos in an atelier, Remunda and Klusak are clearly
mocking the whole situation by making exaggerated
moves, faking a relaxed and cool mood, and smiling in
a studied, artificial way. This sequence is for a moment
interrupted by a series of photos of well-known people
with equally premeditated expressions and smiles, i.a.
Vaclav Havel with wife Dagmar, Karel Gott, Helena
Vondrackova, and Vaclav Klaus. In this way, the
film directors are compared to people who play act
in front of the camera, strike a pose and pretend to
be someone else, and not to expository documentary
makers or journalists, usually on the other side of the
camera. The excessively long scene of the conflict
between the directors and the ad agency people also
looks suspiciously artificial, as if it were to present a

single sentence uttered by an ad agent, thus creating
the impression of the directors winking knowingly at
the audience (sending a signal). One of the filmmak­
ers wants the posters to include a sentence claiming
that on opening day no one shall leave empty-handed.
An agent objects, adding that he refuses to lie. After
a heated discussion the agent finally declares: Perhaps
for you filmmakers cheating people is business as usual, but
in the ad industry we don’t lie. You may find this surprising
but we don’t. One of the directors then asks him to re­
peat this statement. The agent looks straight into the
camera and says: I repeat. Even if you documentary mak­
ers lie in your films, we don’t do it in advertisements. The
filmmakers once again question the status of their film
and the work of documentarians in general in a scene
with a furious fisherman who found out that there is
no hypermarket. When asked what the whole story
has taught him, he replies: Never trust filmmakers. Sim­
ilar moments indicating the authors’ intervention are
numerous. The entire motion picture is interrupted as is the practice of many TV stations - by advertise­
ments, but the ones shown here promote the opening
of Cesky Sen. From the casting footage of families,
supervised by consumer behaviour specialist Dr Jitka
Vysekalova, we are shown only interviews whose par­
ticipants expressed their enthusiastic attitude towards
supermarkets and spending free time in them (I love
supermarkets. I find them a source of great joy. You can
really relax in a hypermarket). In one of the scenes a
woman says: This is not a dream, this is reality, this is
Harmony. When the director asks: What did you say?
and wants her to repeat the sentence, she once again
recites her (?) reflection.
In a scene shot after the Kudrnov family left the
supermarket, the director asks one of the women to
sing something in front of the camera. She immedi­
ately agrees and performs together with her daughter
an old folk song, in broken English but in tune:
Hey, ho, nobody’s home
meat or drink nor money have I none
Everybody will be happy
Hey, ho, nobody’s home.13
We then hear a replay, this time with a profession­
ally arranged orchestral backup and accompanied by
a magnificent sunset. During an earlier conversation
with the filmmakers the same woman declared: Our
lives are short, let’s live them the best way we can. Cu­
riously, the hypermarket’s anthem14 features both a
reference to the lyrics of her song (a kdyz nemas ani
halir/if you have no money) and to her statement (zivot
trva jen chvili/life is but a moment). In one of the casting
scenes, a mother of a teenager admits that she took her
daughter on a six-kilometre excursion last weekend,
but the girl did not enjoy herself at all; to cheer her up,
in the evening they went shopping at Tesco (!) and
this made her very happy. One of the directors then

422

�Beata Kosmska-Knptmer • THE PARODIC NATURE ... IN MOCKUMENTARIES

asks the daughter to describe how she felt at the store
after that exhausting walk. The girl replies: It was...
I don’t know... as if it had been raining all day long and
then I suddenly saw that the Sun came out. It was cool,
fun and pleasant. Strangely, the teenager’s sentence
turns out to have far-reaching consequences for the
whole film. The fictitious hypermarket’s anthem men­
tions, i.a. shopping that can brighten up a cloudy day
(Jak mohou ruze kvesti, kdyz je posmourny d e n .) . After
the Kudrnov family leaves Tesco and all push their
full carts towards the parking lot, one of the women
suddenly cries: Look, the Sun is setting. Klusak and Remunda decided to arrange their grand “opening” on
31 May 2003, the day of a solar eclipse. In one of the
scenes the directors are driving a car at dawn (we see
the Sun rising) and the radio’s presenter is heard say­
ing: Today we shall witness a solar eclipse. The rising Sun
will be unable to shine. On the contrary, it will be more of
a shrinking crescent (an amusing association with the
scene of casting the families, when a woman asked
what name she would choose for the new hypermar­
ket answers: “Horn of plenty”). The announcer then
goes on to say: You should not look at this fascinating
phenomenon for too long. Get up in the morning and put
on your special eyeglasses. And we see both directors in
their Hugo Boss suits looking at the sky through dark­
ened pieces of glass, while in the background resounds
the hypermarket’s anthem about rose-tinted specta­
cles (Tak prijd se radovat jak dite/ spousta veci omami
te/cely svet muzes mit. Chce to jenom trochu chtit/chce
to jenom nelenosit/zaparkovat, vzit si kosik, nepromeskat
velky den/prisel k nam vas cesky sen). Later, a woman
who came three hours before the opening explains
that she never participates in this kind of events but
her husband woke her up to see the eclipse, so she
came incidentally. Weather on the grand "opening”
day was beautiful and sunny (as emphasised by those
who gathered on the Letnany meadow), but rain
poured when the hoax came to light and it turned out
that there is no hypermarket. Not one is in sight when
across the wet windshields of a car driving away the
camera shows the increasingly distant façade of the
Cesky Sen hypermarket. We get the impression that
the day is coming to a close, although in reality the
scene could have been (and probably was) shot on a
completely different day. Moreover, at the end of the
film newspaper headlines express outrage at the hoax,
men replace street posters advertising the hypermar­
ket with advertisements of cigarettes and credit cards,
and the last scene is... a sunset; this time it seems to
refer not to the feelings of the would-be clients, but
to the second game that the directors were playing
with the audience. All the elements fit together as in
a jigsaw puzzle. Mention is due, however, to one more
signal sent by the directors, albeit not in this particular
film. They had prepared two trailers (“bloodless” and
423

“bloody”), of which the latter certainly appears to be
staged not only because the scenes it contains are not
featured in the finished film. It shows how after wouldbe clients found out about the hoax the crowd set off
in pursuit after the escaping directors, who managed
to jump into a car. Two brawny men, however, step
in front of a crowd composed of predominantly senior
citizens, one of them taking a baseball bat out of his
car’s trunk and bashing it against the front windscreen
of the filmmakers’ vehicle. Then the “bald one” drags
them out of the car, start shoving, beating and kick­
ing them, and tears the Hugo Boss suits into shreds
while a miniskirt-wearing woman enthusiastically
batters them with her handbag, presumably spew­
ing obscenities, while the oldsters shout and shake
their fists. The filmmakers finally manage to break
free and, covered in blood, run in slow motion in the
camera’s direction. The overall intention is to cre­
ate the impression of an authentic end to the whole
story, although the directors assure that no blows
were dealt. Interestingly, the DVD release of Czech
Dream featured 32 minutes of bonus footage miss­
ing from the final cut, while the film’s official web­
site includes photos of bloodied directors in ripped
clothes next to photos actually inserted in the film.
Finally, press material prepared by the distributor
for journalists included photos exclusively from the
“bloody” trailer.

First on the Moon
The Russian mockumentary is still in its infancy.
Aleksei Fedorchenko’s 2005 Perviye na Lune (First on
the Moon), awarded in Sochi15 and Venice16 and writ­
ten by Alexandr Goronovsky and Ramil Yamalayev,
is probably one of the first Russian examples of the
genre. The fact that local reviewers came up with
various neologisms to describe the film, which did not
match any categories familiar to them, demonstrates
that it was a total novelty in Russian cinematography.
Local promotion material described it as documentary
drama (a post-modern hoax), and critics wrote about a
pseudo-documentary,17 a documentary farce,18 and a
documentary look-alike.19 Polish material also called
it a science-fiction quasi-documentary, while W est­
ern reviewers applied the term: mock-documentary,
already adopted in many countries. In a documentary
style the film tells the story of an alleged Soviet space
project from the 1930s, culminating with a flight to the
moon in 1938 and contemplating the absurdities and
tragedies, which had to follow a clash between Stalin­
ist mentality and scientific progress. Its protagonists
had a chance to enjoy worldwide fame but instead be­
came victims of Stalin’s dictatorship. The plot begins
in Chile, where the Soviet spaceship landed after re­
turning from the moon, and follows Soviet astronaut
Ivan Kharlamov (Boris Vlasov) travelling from Chile

�Beata Kosmska-Knptmer • THE PARODIC NATURE ... IN MOCKUMENTARIES

across the Pacific Ocean and China to Mongolia, un­
til he is captured by the NKVD and sent to a psychi­
atric hospital, from which he eventually manages to
escape and, changing his identity in Zelig fashion, to
stay on the run from the secret police. Fedorchenko
mixes various footage ranging from authentic period
film newsreels (sports parade in the Red Square) and
fragments of Vasili Zhuravlyov’s 1936 sci-f film Kosmicheskiy reys: Fantistechaskaya novella (The Space
Voyage), to scenes meticulously shot to resemble pe­
riod newsreels, imitating NKVD operational materials
with suitably distorted picture and sound and subti­
tles made to look old. The interspersed contemporary
scenes shot in colour apply the form of a documentary
investigation as they follow the ups and downs of peo­
ple involved in the programme (i.a. Ivan Kharlamov,
female athlete Nadezhda Svetlaya and circus dwarf
Mikhail Roshchin). Fedorchenko declared: Viewers
should discover the game’s rule on they own and decide
whether they want to participate in it or not.20 As all
mockumentaries, also this one finally reveals its actual
status in the closing credits, according to which actors
portrayed all the characters. Sometimes, the film is
amusing (information about shooting archival footage
with the aid of hidden, several-centimetre cameras, a
dwarf joining the spaceship crew because the size of
the spaceship was undetermined, words spoken by a
guardian of the NKVD archives: Since everything in­
cluded here was filmed it really took place, or nostalgic.
Fedorchenko said: The element of irony is very small,
perhaps about 5 percent. The rest is something of a homage
to the generation of our fathers and grandfathers, including
their honesty and genuine belief in ideas.21 The funny and
self-reflective film has the qualities of a mock-docu­
mentary, but the director protests against this term
and several others used to describe his work: We didn’t
aim for mystification, but for a fantasy drama. Terms like
“post-modernism” and “mock-documentary” are not what
we intended. Perhaps the genre is documentary fantasy.22
The director distances himself from the film’s associa­
tions with Viktor Pelevin’s space novel Omon Ra, be­
cause it was not his purpose to bring down myths but
to recreate the grotesque and tragic character of the
past and to symbolically commemorate people who
fell victim to a policy intent on proving the greatness
of the U SSR at any cost. Fedorchenko regarded the
heroism of volunteers taking part in the secret pro­
gramme and put through gruelling training just to
become superfluous and destroyed by the system as
very important and quite a challenge. The director re­
portedly spent half a year watching old film newsreels
to create an exact replica of the visual documentary
styles of the 1930s. Thanks to the mastery of cinema­
tographer Anatoly Lesnikov and production designer
Nikolay Pavlov the film makes a great job of “imitat­
ing” old newsreels, even though 90% of it is actually
424

footage shot today. Kovalov noted: Fedorchenko does
not imitate the arbitrary "flow of life"; instead, he imitates
the normative aesthetics of officious film-journals —edu­
cational, instructional, and other types of applied films in­
tended for use in “official work”. He reproduces precisely
this method of staging... it is distinctively “an imitation of
an imitation". (...) He creates a genuinely monumental
image of a unified aesthetics. It is important to remember
that in a commissioned film, shots of an official parade
are different from shots of a sports parade; that the politi­
cal leadership was to be filmed in one way and ordinary
citizens in another; and that in different periods of Soviet
power these norms changedP
The film starts with the following caption: Status
of the film material does not meet the accepted standards
of quality, but it has been included in the film due to its
uniqueness. This announcement suggests that we shall
be dealing with archival footage of considerable sig­
nificance, although genuine period material consti­
tutes 10% of the whole film and is composed of widely
known photographs that do not bring anything new to
the film but boost its credibility. Although Fedorchenko protests against his film being described as a
mockumentary it certainly has a mock-documentary
dimension to it and thus can be analysed and inter­
preted as such. The director constructed the film us­
ing elements typical for a documentary: iconography,
black-and-white archival newsreels and period film
material (secret NKVD footage) as well as present-day
“talking heads” commentary (shot in colour). Some
90% are look-alikes, which the director - as in every
mockumentary - indirectly suggests to us from time
to time, and the “talking heads” are actually actors,
although obviously we do not find out until the final
credits. In this case, laughable statements made by
some of the characters should be recognised as hints
about the real status of First on the Moon. Allegedly
discussing the filmed events, their comments actually
concern something completely different, are taken
out of their original context, and when introduced
into that of the film sound outright absurd. First on the
Moon begins with a large close-up, which viewers mis­
led by the title may identify as the surface of the moon.
As the camera pulls back, however, it turns out that
this is the Earth, with someone digging with a hoe.
Black-and-white footage, as if from an old newsreel,
shows Chilean peasants who, naturally in their native
language, describe - the commentary suggests - a huge
meteorite. We immediately called the police - says one of
them - but what can our police do? When my wife was
robbed, they arrived two months later. Since the closing
credits feature information that material from the site
where the “Chilean orb” fell is property of a Chilean
natural science museum, the footage may actually be
genuine; more, the peasants may be really discussing
a meteorite, but the audience usually does not know

�Beata Kosmska-Knppner • THE PARODIC NATURE ... IN MOCKUMENTARIES

what the film’s various non-Russian speaking witness­
es are saying, because their comments are drowned
out by a Russian translator. Comic image-commentary
juxtapositions also act as a signal, e.g. the black-andwhite “newsreel” Soyuzkinozhurnal nr. 54 noyabr 1936
titled: Continuing Tsiolkovsky’s Work. The off-screen
narrator speaks about Young Pioneers repeating Tsiolkovsky’s experiment with a special centrifuge, and
we see them putting a goose into a pot placed on a
bicycle wheel, covering the pot with a lid and turning
the wheel; finally, once the task is accomplished, they
raise their arms in a Pioneers’ greeting. Another scene
shows thoughtful older men in white overalls, prob­
ably scientists, surrounded by metal skulls, ribs and
spines. One of them in earnest explains the goal of
their research: the creation of a Soviet man with metal
bones, which will protect him in a collision with a car.
Another example - an alleged Secret Service instruc­
tion film: The Technique of Applying the SK-29 Camera
for Secret Observation, with the caption: For profes­
sional use only. The voice-over informs us: Cameras are
used for obtaining materials compromising the subject and
the black-and-white footage shows a girl standing by a
bed and a m an... shaving her legs. In the same absurd
instruction film a soldier takes a small camera out of
a briefcase, with the commentary explaining: You can
hide the SK-29 camera anywhere you want, in a briefcase,
in a woman’s purse, on the street and in a room. A caption
appears: Unfold the shoulder strap. A n off-screen direc­
tive instructs: The camera may be used without a stand in
assorted situations. Caption: Keep your distance. We see
a woman and right behind her - a spy with a briefcase
filming her. In another allegedly secret NKVD mate­
rial in Fedorchenko’s film the off-camera commentary
informs us: Subject under observation —Ivan Kharlamov,
and we see Kharlamov (or rather the actor portray­
ing him) walking up to a street stall, buying matches,
entering a room, lying down on a bed, walking up to
a window and looking out of it while smoking a ciga­
rette. The comical nature of the whole situation is the
effect of a juxtaposition of serious off-screen commen­
tary with the completely insignificant nature of situ­
ations from the life of the observed subject filmed by
the secret, hidden camera and the very fact that such
trivial material was preserved in the archive.
An even more interesting signal comes from a frag­
ment supposedly shot at the Film Archive in Moscow,
where an old curator of the NKVD archive, walking
among shelves full of film cans, says: Since everything
included here was filmed, it had actually taken place.
Next, black-and-white footage pretends to be archival
material from the 1930s and shows Ivan Sergeyevich
Kharlamov; the off-screen narrator informs us that
Kharlamov was wounded when suppressing a rebel­
lion in Turkistan, but we see him in an idyllic scene,
delightedly posing for the camera while sitting on a
425

camel. A t this stage, there comes to mind a question:
why do these presumed remnants of old newsreels fo­
cus on Kharlamov (clearly the only person the cam­
era follows) already before he became a renowned,
accomplished engineer? And if this is confidential
material shot by the Secret Services, planning to re­
cruit him, then why did Kharlamov (and only he)
react to the camera’s presence (look in its direction,
wave)? In addition, the opinion voiced by the archi­
vist is complemented by a statement made by a man
bedridden in hospital, probably a former agent, who
says: You are asking strange questions, comrade director.
There was nothing of this sort. My memory is good but I
don’t remember anything. Both declarations sound es­
pecially interesting in the context of one of the film’s
last scenes, with soldiers burning numerous film reels
taken out of cans, probably property of the archive
shown earlier. Another hint are the fake smiles of the
persons posing for the camera. One of the metal bone
scientists is artificially and nervously laughing directly
at the camera, although his colleagues seem not to
notice this, absorbed by their urgent activities. Since
what they are saying is ridiculous and their occupation
is absurd, this man’s conduct questions their gravity,
producing the impression that he is unable to help
laughing and slip into the appointed role as earnestly
as his colleagues. Amusing doubts can also be inspired
by the film’s iconography. The colour footage displays
an old book with Chinese writing and prints suppos­
edly presenting the construction of a spaceship. The
off-camera commentary discusses spaceship construc­
tors from, i.a. the eleventh century, a treatise on this
subject dating back to 1320, and nineteenth-century
Russia, where battle missiles and submarines were de­
signed. The documents, prints and old encyclopaedias
on display may all be authentic but they do not neces­
sarily show what the commentary is suggesting. The
same holds true for some of the possibly genuine news­
reel fragments accompanied by not automatically true
commentaries, e.g. a fragment of a newsreel with cou­
ples dancing at some sort of a ball (perhaps on New
Year’s Eve) features commentary claiming that the
ball celebrated Kharlamov’s accomplishments. Typi­
cally for a mock-documentary the film also contains
fabricated newspaper cuttings with headlines match­
ing the film’s topic, e.g.: The last of the astronauts passed
away in his workshop before the production of our film
wrapped up. We see young people putting a spaceship
into a chest. The project was terminated, people disap­
peared. Now it turns out that there was nothing. But there
was a rocket. We see some kind of a black-and-white
chronicle, with street traffic and a paperboy. Narra­
tion: In March 1938 news about the fall of a fireball in
Chile was in all the papers. We are shown people read­
ing newspapers on a tram and old press headlines:
“Herald Express”: Passengers of “Fortuna” airliner saw

�Beata Kosińska-Krippner • THE PARODIC NATURE ... IN MOCKUMENTARIES

a fire ball; “El Mecurio”: El Sol cayo Sobre Chile. Ovnis
o pruebas militares? (The Sun fell over Chile), “L ’Echo
de Paris”: Meteorite? Comete? Martiens?, "Il Buonsenso”:
La Sfera Cilena —I Dei sono ritoranti in Cile? (Chilean
globe. The gods returned to Chile?), “Daily Express”: The
Chilean Ball —a League of Nations Special commission
investigation. A headline: The secret of the Chilean globe
revealed. Narration: A shepherd found debris of foreign
aircraft in the mountains. Caption: Chile. 200 kilometres
north of the town of Olyagua. The area where the “Chil­
ean globe” fell. Off-screen commentary: The Chilean
globe fell on 24 March 1938. Suprun’s rocket took off a
week before on 16 March. Our production crew went to
Chile. We watch the trip: And we found it. A tiny part
of the dashboard of the very first Soviet spaceship. Local
peasants sold the rest for 125 dollars. The film also con­
tains look-alike elements introducing mystery, con­
spiracy and secrecy, e.g. frames from supposed NKVD
footage with German officers (actors in costumes, we
learn later) observing candidates for the secret mission
diving into water. When the director asks Fattakhov:
How did the Germans come about?, he replies that he
does not know, because this was a secret project. No
further comments, because the planted suggestion is
supposed to stir the viewers’ imagination. Successive
takes illustrating the secret project show water being
poured on the candidates (as in old psychiatric hospi­
tals) and then soldiers leading a... piglet with imple­
mented electrodes. Next, Material no. 9: a piglet in a
spacesuit is placed into a rocket and launched. The
animal then lands with a parachute and two soldiers
pose with it for a photograph.
Apart from the mock-documentary-style film
newsreels in Sergey Livnev’s Serp i molot (Sickle and
Hammer; 1994), the list of Fedorchenko’s significant
predecessors includes Vitali Mansky’s project Chastniye kroniki. Monolog (Private Chronicles. Monologue;
1999) - a compilation of amateur video films the di­
rector received from people from every former Soviet
republic, telling the story of a fictitious protagonist
born on the day before Yuri Gagarin’s space flight (11
April 1961); his death coincides with the end of the
Soviet era.

Polish mock-documentary parodies
The Polish cinema as yet has not featured such
spectacular mock-documentaries as the examples dis­
cussed above. Nonetheless, one of the first films in
which certain (Degree I) mockumentary elements can
be found is Krzysztof Gradowski’s 11-minute TV film:
Déjà vu czyli skąd my to znamy (Déjà Vu or Where
Have We Seen This, 1978), realised at Studio Minia­
tur Filmowych, a parody of popular educational films
and programmes shown at the time as part of so-called
school series. Just like a full-blown mock-documentary
it ridicules the documentary style, statements of so-

called ordinary people caught on camera, TV com­
ments by experts, professionals and specialists, scien­
tific jargon and empty rhetoric, scientific discourse,
etc. The film begins with thank-you’s listing the peo­
ple who helped with its production, but this time grat­
itude is expressed in an absurd way, mocking the cus­
tom adopted by many directors. The voice-over says:
From the Author. I consider it to be a pleasant duty to
thank Prof. Jerzy Borowa, Ph.D., for his sympathetic atti­
tude to the film’s project presented to him at the Magnolia
restaurant. The screenplay was based on the theses of his
fundamental work: Rewarding Positive Adjustments (a
black-and-white photograph with an autograph below
it. The man in the photo moves, takes his glasses off,
smokes a cigarette and then freezes in a new pose). I
also want to publicly express my gratitude to Assistant
Professor Jan Pracz for his acceptance of the three-dimen­
sional method assumed during the film’s production.
Thanks to his kind consent we have obtained a complete
perspective illusion, which will require the viewer to main­
tain absolute discipline of looking at the left side of the
frame with the left eye and, respectively, at its right side
with the right eye (the man in the photograph is smok­
ing a pipe and reading a book). I would like to thank the
management of the Division of Assignments at the Depart­
ment of Resources of the Ministry of Imitated Illusions for
letting me study the practical benefits of optimistic percep­
tion (the man in the photo is drinking alcohol). Finally,
I would like to express my deepest gratitude to Director
Kuliszka who by withholding special care and an atmos­
phere of particular sympathy for my modest undertakings
decisively contributed to the film’s creation in its present
shape and dimensions. Intertitle with caption: Case 1
and the sound of some sort of an off-camera psychiat­
ric examination: Man aged 48, railway worker, does not
admit to any hereditary dispositions. As a child often used
to skip school to go to the movies. Masturbates since 14.
While hypnotised confessed to an on-and-off sexual rela­
tionship with a seamstress living nearby. Previously sought
the aid of an herbalist. We hear the patient’s account
(dubbed by Krzysztof Kowalewski): This is what hap­
pened. I’ll describe it in chronological order. I was crossing
the street in no particular hurry because I was already late.
I’m walking, it’s cold, and I’m thinking to myself: “Good
thing I’m wearing a warm padded jacket". Now, a doc­
tor’s office, with a model of the human brain standing
on the desk. A staged visit of the patient follows, shot
in black-and-white. The railway worker on one side,
the stone-faced professor (portrayed by Jan Himilsbach)
on the other, taking notes and tapping his pencil
against the table-top. When the patient starts talking
we watch the discussed events in colour: I came closer
and saw Africa on the Kaiser-panorama poster. “I’m going
to take a look at it", I’m thinking to myself, because I am a
fan of all things exotic. To my surprise the pictures show
me walking through the snow, but with whom and where?

426

�Beata Kosińska-Krippner • THE PARODIC NATURE ... IN MOCKUMENTARIES

Something wasn’t right. “Oh well, I can still afford to pay
6 zlotys for the ticket", I thought to myself and went inside.
Poor decision, but I wanted to see what was going to hap­
pen next. I sit down, arrange the device, and guess what I
see? My entire life right in front of my eyes. First, the town
house in 16 Koźla Street, where I was born. More, I grew
up there. Then my wedding photo. I got married in Łódź
and, honestly, it was great fun, but only the wedding. I’m
still looking at the photos: now I’m in a steam engine,
laughing, at work, not really looking like myself. Later I’m
shown being rewarded for putting a freight train from Elk
on a side track because otherwise it would have massacred
the 386 passenger train from Toruń. Never mind. But
then I see myself looking into the camera in front of the
Kaiser-kamera place, and this got me really annoyed be­
cause a moment later I was once again walking through
the snow, and so on, the same thing over and over again. It
is not about the six zlotys; I wonder what’s wrong with me.
Back in the professor’s room: There is absolutely no need
to worry. From a scientific point of view the case is banal.
Here is a chart. The professor reaches for a chart with
a brain diagram. The whole screen becomes filled with
an animated colourful diagram featuring circled areas
captioned with mysterious abbreviations. To simplify
matters, let us assume there are three consciousness zones.
It is your sub-consciousness that transmits certain images.
The shapes and colours reflected by the Kaiser-kamera are
then presented by the consciousness as reality. Stratton dis­
cussed this phenomenon already a long time ago. Diagrams
and drawings with animated arrows describe Strat­
ton’s experiment. After each bath he used to recall the
image preceding it for the purpose of marking the cleanli­
ness scale. See, you should always look ahead to a bright
future. Titlecard with caption: Case 2. Voiceover:
Former model, aged 35, currently a teen fashion designer.
Complains that people closest to her fail to understand her.
Speaks of herself as a man. Since her stay in Paris, which
she visited as a correspondent of the “Mloda moda" week­
ly, has been involved in flagellation and horseback riding,
uses Old Spice cosmetics and a Kharkov electric razor.
Has a neglected personality inventory. A t the same time,
the professor and the woman (Lucyna Winnicka) are
arguing. Professor: Please calm down. Try to imagine
that it was I who came to you and not the other way round.
I’m listening. Woman: I’ve always liked fruit drops. I used
to enjoy 20 to 35 decagrams a day. Three months ago a
doctor forbade me to eat sweets due to hyperacidity. Ever
since then I’ve been dreaming the same thing over and over
again. The woman’s fantasy world is now presented in
colour. I dream that I am completely alone. An envoy of
the president of New Heartburn usually appears more or
less an hour before dawn. He asks me to come in (castle,
women in men’s clothes). They hypnotise me and offer
the position of Minister of Confectionery. I agree and ac­
cept gifts (piles of gifts). Then the doctor appears in the
form of a hideous insect. The professor has dozed off.
427

Professor! the woman cries, he wakes up and says: Oh
well, take a teddy bear from a child and he will dream
about a bear (reaches for a chart). Compensatory delu­
sions, a somewhat infantile reaction, but entirely proper.
We are shown diagrams and charts with animated ar­
rows. The professor’s voiceover explains the determi­
nation of the subject matter of dreams: At the stage of
non-rapid eye movement sleep your appetite for fruit drops
selectively activates the cerebral cortex and cortical centres
of the brain, in this way creating dreams. Their subject
matter, regarded as reprehensible and repressed in a given
culture, easily matches the accepted norms of another cul­
ture. This is why I think you should leave for some time
and, so to speak, just look around. The slightly disap­
pointed woman smiles with a sceptical look. Titlecard
with caption: Case 3. Voiceover: Patient aged 27, deliv­
ery driver. Claims that as a child he took part in games
played with a turkey. Has been drinking exclusively recti­
fied spirit ever since a young boy. As a school student was
tempted by —as he described it —chemical experiments.
Together with a storeman of the enterprise employing him
sentenced to two years in prison for setting fire to a ware­
house. Pills received from the prison doctor did not help.
Animated chart presents a Hans Kuliszka experiment,
drawings and arrows. Examined with the Roschasch test
and put through the Kuliszka experiment, expressed readi­
ness to change his surname, profession and remuneration.
The professor requests: Please take off your glasses.
Chewing on a match, the patient (dubbed by Stefan
Friedman) takes off his shades and says: My wife and
mother-in-law forced me to make this appointment. The
point is that I was on a business trip with my colleague to
Częstochowa and as usual we stayed at the Dworcowy
hotel. We entered the room, the window curtains were
drawn, and just to fool about I told my friend: “Want to
bet that there’s a firefighter on the roof of the home across
the street?". He replied: “Yeah, right”, opened the curtains
and there really was a fireman, asleep, by the way. A col­
our film shows a firefighter sleeping on the roof of the
house across the street. I also would like to mention that
I haven’t seen the fireman before nor knew him, so I
couldn’t be in league with him, because as soon as Kazek
realized that he lost the bet he accused me of plotting the
whole thing with the fireman. And my wife sent me here
because this is not the first time that something like this
happened. Professor: Great. You know what, the thing is
that you experience déjà vu in its pure form with no un­
necessary components. The professor clambers on his
knees onto the desk while the patient is glad that his
affliction is unique. The professor, up to now uptight,
bored and drowsy, finally stirs: I am going to build a
theory based on your case. An animated chart presents
Wrangel’s curve, omitting Prof. Bialkowski’s points. Pro­
fessor’s voiceover: We shall give Prof. Białkowski some­
thing to talk about. We shall deform Wrangel’s curve and
raise the threshold of possibility. The railway worker

�Beata Kosińska-Krippner • THE PARODIC NATURE ... IN MOCKUMENTARIES

walks through the snow. The same voice, which previ­
ously read the author’s thank-you letter, now says: In
other words, we can allow ourselves to enjoy a moment of
happiness. Yet another blank spot has disappeared from the
map of the extensive field of knowledge about the world
and life of man. A clear and concrete explanation of the
phenomenon of déjà vu is another step taken on the path
to an increasingly complete comprehension of man’s con­
scious and socially shaped existence. Our accomplishments
once again confirm that obstinacy and, most of all, compe­
tence are decisive for success in each domain of creative
investigation.
From beginning to end, the film’s amusingly absurd
plot is the reason why its construction resembles that
of a typical educational production with experts, dia­
grams, discussions of concrete examples illustrating sci­
entific theories, etc. The ensuing parody challenges the
viewers’ trusts in films of this kind and habitual belief in
their "veracity”. It also questions their status of “serious
cinematic form” which as it turns out, can incorporate
an absurd topic while keeping all ingredients intact.
One of the first films recalled in this context24 is
Marek Piwowski’s Egzekucja długów, ludzi... (Execu­
tion of Debts, M en..., 2001), a parody of investiga­
tive TV shows with a journalist interviewing the wit­
nesses and participants of a given event and from
time to time offering his own commentary. The film
is dedicated to an old-age pensioner-victim of a bank
swindle orchestrated by an alleged businessman. The
pensioner recounts the events on camera, with the
film crew following him to the bank and shooting his
conversation with the imposter. Although everything
about the film appears to be rather realistic, Degree
III mockumentariness is “spoilt” at the very beginning
for the sake of Degree I mockumentariness when the
director sends a single, but important signal to the au­
dience by casting himself as the journalist. Naturally,
those unfamiliar with Marek Piwowski might treat the
film as a journalistic account for much longer. Fans of
sophisticated Degree III mock-documentaries, how­
ever, regret that the part did not go to someone en­
tirely unknown or, on the contrary, to a celebrated
journalist specialising in such broadcasts, especially
since the film progresses in an interesting direction by
describing the illegal operations of mysterious banks
and ways of collecting debts. The “journalist” talks to
a gangster - a debt enforcer, who wants to protect his
privacy but nonetheless matches our media-shaped
belief of how a criminal should look. The film be­
comes increasingly absurd due to its increasingly ficti­
tious appearance (allusions to the staging applied in
factual programmes), and ends with acts of violence
caught on camera. Or perhaps this is only our imagi­
nation (we witness the practice of evoking the pursuit
of sensational news and references to the “accidental”
filming of “live” events).
428

Endnotes
1

2

3
4
5
6
7
8

9
10
11
12

13

14
15
16
17
18
19

20
21
22
23

24

See: B. Kosińska-Krippner, Mock-documentary a doku­
mentalne fałszerstwa, “Kwartalnik Filmowy” 2006 no.
54-55.
Planete channel broadcast the film in 2005 as: Operacja
księżyc. During the Fantastic KINO.LATO Festival at
the Kino.Lab cinema in Warsaw (1 July - 2 September
2006) the film was shown as: Operacja Luna.
Producer: Point du Jour Production and Arte France.
The interview was published on Arte's website: http://
arte-tv.com/de.
http://www.planete.p/cgi-bin/pla/forum/topic/1-52-51/1.
T Sobolewski, Kosmiczna manipulacja, “Gazeta Wyborcza”
1 April 2005, p. 17.
Planete used this title.
Other viewers, including the author of this text, noticed
the dog already on the first occasion with no need to
watch the film frame by frame.
http://www.tvp.pl/View?Cat=1874&amp;id=199905.
Fantastic KINO.LATO Festival 1 July 2006 - 2
September 2006, KINo.LAB in Warsaw.
Quotation from press material supplied by Vivarto, the
film's distributor.
T Jopkiewicz, N a druga stronę, http://film.onet.
pl/9713,24721,1. The Stopklatka portal also called Year
of the Devil a false documentary.
The song, one of whose versions dates back to 1609, is
known as: Hey, ho, Nobody Home, Rose, Rose, or Peace
Round. The most popular variants of this particular verse
are the following:
Hey, ho, nobody’s Home
meat nor drink nor money have I none
Still I will be very, very merry
or
Hey, ho, nobody’s home
meat nor drink nor money have I none
Yet I will be merry
Music Hynek Schneider, words Tomas Hanak.
Best debut and critics' award at the Kinotavr festival
2005.
Horizons Documentary Prize at the 62nd Venice
International Film Festval in 2005.
Term used by Oleg Kovalov
Russian term used by Viktor Matizen: asmeshka nad
dokumentom (English: mockery of the document).
Russian term used by Andrey Plakov: poddel’naia dokumentalistika (English: counterfeit documentary film), in:
A Plakov, Perviye na lune, “Kommersant" 10 July 2005.
V. Matizen, My ne poliruem vremia, “Novye izvestiya”, 6
June 2005.
Quotation after: T. Birchenough, Inspired Lunacy, “The
Moscow Times”, 30 September 2005.
Ibidem.
O. Kovalov, Aleksei Fedorchenko: First on the Moon
(Perviye na lune) 2005, “KinoKultura. New Russian
Cinema”, 14 January 2006 http://www.kinokultura.
com/2006/11r-firstmoon1.shtml.
W. Godzic, Telewizja i jej gatunki po “Wielkim Bracie”,
Kraków 2004, pp. 193-194.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7165" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7146">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/4c40c2b823589caf9af8820ffe5ba282.pdf</src>
        <authentication>c8afd0f7cf66ec13b0984b5b5b814434</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85574">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6575</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85576">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85578">
                <text>2014</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85580">
                <text>anthropology of film</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85582">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6146</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85585">
                <text>Homo Faber / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85588">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue s.402-413</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85590">
                <text>Czaja, Dariusz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85592">
                <text>ang</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85594">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85596">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85598">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85602">
                <text>DARIUSZ CZAJA

Homo Faber.
Accident or Necessity

Chance - l. cadentia, that which falls out
1. apparent absence of cause or design; destiny;
2. fortune: often personified
3. a happening; fortuitous event; accident; “That
power which erring men call chance” - Milton
Webster's New Twentieth Century
Dictionary of the English Language

They’d be amazed to hear
that Chance has been toying with them
now for years.
Not quite ready yet
to become their Destiny (...)
Wisława Szymborska,
Miłość od pierwszego wejrzenia,
in: Koniec i początek

From the present-day viewpoint, Greek art - the
problems that it tackles and the questions that it poses
- can be comprehended, generally speaking, in two di­
ametrically different ways. Its examples can be under­
stood either as permanently connected with a certain
stage in history and thus perceived as symptoms of the
immaturity and “infancy” of European culture, or en­
compassed in an understanding glance and viewed as
an expression of own questions and doubts.
In a discussion with the doctrine of historicism,
which assumes a stage structure of the historical proc­
ess and constant progress in the domain of thought
and art, Daniel Bell formulated the following remark:
The historicist answer is a conceit. Antigone is no child,
and her keening over the body of her dead brother is not an
emotion of the childhood of the race. Nor is the contempo­
rary tale of Nadezhda Mandelstam, searching for the body
of her dead husband (the Russian poet Osip Mandelstam,
who disappeared in Stalin’s concentration camps) in or­
der to bury him properly, a case of precocity “on a higher
plane’”.1
Take a closer look at the significance of this state­
ment made by the American sociologist. Antigone and
Nadezhda Mandelstam. What is the meaning of this
402

comparison, what is it about? True: we understand
something only in a comparison. The one performed
by Bell is, however, of a special sort and is certainly
not a rhetorical ornament encrusting a discursive ar­
gument for the sake of greater effectiveness. The ex­
ceptionality of this comparison does not result from
the fact that a poignantly real and historically docu­
mented experience has been compared to an event
and a person whose source was first an archaic myth
and subsequently the imagination of an ancient trage­
dian, while the sole real quality is the literary record
or the duration of the theatrical spectacle. It also does
not originate from the fact that it brutally confirms the
known paradox formulated by Wilde about life imitat­
ing art. The issue at stake is much more fundamental,
namely, that something of this sort could have taken
place and was feasible.
Sophocles staged Antigone in about 441 B.C., Osip
Mandelstam perished in a Soviet camp 2 400 years lat­
er. The timespan separating those two events can be
also translated into another, non-chronological meas­
ure. In that case, it will involve the enormous mental
and cultural distance separating the two epochs be­
tween which Bell’s comparison built a bridge. A t this
stage it is unimportant w h y he acted in that manner
but how was it p o s s i b l e. After all, the heart of
the matter does not lie in the fact that the compared
events are similar (albeit not exactly). Much more es­
sential appears to be the very motion of imagination
linking that, which ostensibly cannot be connected.
In order for this bond to possess a more profound
meaning and to be something more than a mere for­
mal trick based on external similarity there must exist
a conviction about the essential identity of the compa­
rable elements. In other words, there must exist a con­
viction that the experience contained in Sophocles’
tragedy is not solely the reflection of the historical mo­
ment when the play was written, and that the sense of
the experience does not end in recognising it as a liter­
ary monument, but that it is transcended by the ever
living, existential topicality contained therein.
Myth, religion, and art are by their very essence
impervious to all rationalistic attempts and their logic
poses a challenge to categories of Aristotelian or dia­
lectical logic. It is exactly due to them that man delves
into the foundations of human condition, invariable in
each epoch and culture. This is why we find Sophocles
moving even though the social and economic struc­
tures from his epoch have vanished two thousand years
ago, a fact that amazed even Marx who was, after all,
ready to reject any sort of supra-historical values.2 This
thought expressed by Ernesto Sabato makes it possible
to better understand the comments proposed by Bell.
A condition for the comparison carried out by the
American expert on culture involves, therefore, such
a comprehension of history, which without annulling

�D ariusz C zaja • HOMO FABER. ACCIDENT OR NECESSITY

variability and negating differences between succes­
sive moments in history sees it predominantly as an
area of questions and existential situations. These are
existential questions which confront all human beings in
the consciousness of history: how one meets death, the
nature of loyalty and obligation, the character of tragedy,
the meaning of courage, and the redemptiveness of love
or communion. The answers will differ, but the questions
are always the same.3 In a thus comprehended history
of culture, in history conceived as the space of shared
questions, Antigone and Nadezhda Mandelstam share
the same plight and hold hands as if above all centu­
ries.
In the cited fragment of Bell’s book Greek archaics
maintains an astonishingly close contact with contem­
porary experience. Contemporaneity seeks its reflec­
tion in the symbolic message of the Greek myth and
tragedy, and becomes illuminated by it. Apparently,
in the perspective revealed by the above-mentioned
comparison contemporaneity is not, so to speak, iden­
tical. It can contain the not always recognisable stra­
tum of trans-historical meanings. This holds true to an
equal degree both for events and biographies that are
part of “living” history as well as for events and biogra­
phies recorded in art and other cultural "texts”.
The cinema frequently embarked on the Greek
“theme” and plots of Greek tragedies were filmed with
various success.4 Probably more interesting than such
productions are those films whose reference to Greek
symbolic and mythology is never direct but resorts to
allusion or is unintentional. In a foreword to a Polish
edition of his Semiotics of Cinema Yuri Lotman, writing
about neo-mythologisation in the cinema and, more
extensively, in twentieth-century art, quite unexpect­
edly commented on the meaning of a film with which
the Polish public is familiar to such a degree that it
“knows it by heart” and rather does not expect that
something more and of interest could be discovered.
Polish readers of the book are probably well acquainted
with Roman Polanski’s Knife in Water (1962), a film
of breakthrough importance for the Polish post-war cin­
ema. I am certain, however, that not all are familiar with
Pausanias, the neo-Platonist Porphyry and other sources.
Meanwhile, there are profound links between Polanski’s
film and the rite in question, which in Athens was known
as the slaying of the bull and which is the source of the
well-known words: buffoon and buffoonery. The myth de­
scribes the terrible crime of sacrilege committed by some­
one who killed the sacrificial bull of Zeus: the bull was
struck with an axe and finally finished off with a dagger.
When the country started to suffer from famine the Pythia
announced that Zeus would forgive the crime if the perpe­
trator was punished and the bull - eaten. The recreation
of the court trial accompanied by a ritual consumption of
the bull comprised an annual Athenian ritual. The slayer
declared that he would have never committed the crime if
403

someone had not handed him an axe; that person in turn
pointed to someone who had sharpened the axe and who
put the blame on girls-hydrophores who supplied water for
the sharpening, while they accused the man who slaugh­
tered the bull with the knife and denounced the latter.
Since the knife could not say anything in its defence it was
pronounced guilty and drowned.
The contemporary artist interpreted the buffoonery of
drowning the knife as a question of responsibility. A crime
had been committed but no one is guilty —hence the perpe­
trator proves to be the “knife in water”.5
Further on, Lotman drew attention to the fact that
the film message is encoded upon numerous occasions
and that depending on the “applied” code the process
of deciphering the film will also change. It is essential
for the relation between various interpretations not to
be that of exclusion. Today, Knife in Water can be in­
terpreted as a manners and morals “text”, a portrait of
a fragment of Polish reality of the 1960s; at the same
time, we may disclose its “non-contemporary”, suprahistorical sense by using the yardstick of the Greek
myth and ritual. In the second instance, contempora­
neity, ostensibly so familiar and native, starts to emit
astonishing meanings. Just as was the case in the cited
comparison proposed by Bell so here too film situa­
tions and events at essential moments go back to their
Greek ”models” without losing their contemporary
character. Furthermore, importance is attached not
only to that, which the film repeats from the Greek
myth and rite but also to the way in which it modifies
and develops them.6
The findings of the American sociologist and the
comments of the Russian semiotician are an excel­
lent introduction to the proposed interpretation of
Volker Schlondorf s film Homo Faber (Voyager) and
its fundamental orientation points. We shall accentu­
ate - as Bell did - the importance of the existential
identity of questions appearing in the film with his­
torical “texts”, and to indicate - as Lotman did - the
way in which a "multi-code” interpretation of a film
may contribute to discovering within it unexpected
strata of meanings.
Schlondorff s film is a screen version of Homo Fab­
er, the novel by Max Frisch (1957). The scenario was
written thanks to the cooperation of both authors. A t
the time, Frisch was already gravely ill and Schlondorff was one of the few persons who visited him be­
fore death. The writer still managed to see the film
at the first special screening in Zurich, to which he
invited all his friends. Schlondorff recalled that the di­
rector was pleased but after the film ended he left the
still dark interior without talking to anyone or bidding
farewell.7 I recollect the circumstances accompanying
the origin of the film because they constitute an im­
portant context, not solely historical but primarily ex­
istential. In particularly vital statements Schlondorff

�D ariusz C zaja • HOMO FABER. ACCIDENT OR NECESSITY

reconstructed his conversations with Frisch. We shall
return to them upon several occasions.
Frisch told me: “The reason for this book was my trip
to South America in 1954. I saw and experienced a lot and
wanted to tell about it. Then, suddenly, while writing, there ap­
peared that auburn ponytail on the ship’s deck. I thought that
some sort of a romance would be a good idea. Several pages
later, I noticed that it would end with incest. I must discontinue
this motif, I thought, these two books cannot be matched. I
shall be incapable of merging jungle and incest, about which
no nothing". Naturally, he wrote on and combined the two. I
also remember that he said: "When I started writing I thought:
let’s hope that this book will have a happy end. I don’t want to
offer the world yet another tragedy". And yet due to its tragic
ending the book resembles a dirge of sorts.8
It is difficult resist the impression that the sce­
nario written together with Schlondorff was Frisch’s
“funeral dirge”, a farewell to the world, and a testa­
ment of sorts. Another essential moment came when
Schlondorff decided (for the second time) to try to
obtain permission for filming the book. A t the end of
the 1970s, urged by one of the Paramount producers,
Schlondorff thought about transferring Frisch’s prose
onto the screen. The whole venture failed due to a
motif present in the book, which Frisch too regarded
as an obstacle. He regarded incest as taboo and ex­
plained to representatives of Paramount that in no
case should it be shown on screen.9
Several years later the idea of basing a film on Fr­
isch’s book returned quite unexpectedly or, to refer to
a motif emerging in Faber’s story, purely by chance.
Several years ago, when I moved to New York, I had
doubts about everything, especially my career, and toyed
with the idea that after thirty years of working in the film
industry it was high time to learn something serious, to
study architecture or medicine. For many reasons things
were not turning out right. Suddenly, I recalled the title
Homo Faber. (...) I had not read the book from the time
offer made by Paramount, but (...) suddenly Homo Faber
appeared to be of utmost urgency: this film was the solution
to my crisis. I am well aware of the fact that this is a case of
abusing literature for the purpose of self-therapy.
Asked whether the publication of Homo Faber
was an illumination of sorts Schlondorff confirmed:
Yes. It took place while I was walking down a New York
Street. I returned to my apartment, wrote a letter to Max
Frisch, and politely enquired whether the copyright is al­
ready available. He answered: "For long no one wanted
this bride, now there are two suitors and I’m afraid that
she is already spoken for". Half a year later he informed
me that the copyright would be available already at the end
of 1987 if I were still interested. Soon, I met him for the
first time in Zurich. From the very start our contacts were
cordial. We sat at a table and I asked him the same ques­
tion, which you ask me: how did the book come about?10
We know the answer.
404

Schlondorff s film follows all the most important
points of the Frisch novel. There are, however, two
noteworthy differences, the first involving the con­
struction of the dramatis personae. Faber, the lead pro­
tagonist in the book, writes down his account while
critically ill and waiting for surgery that, everything
seems to indicate, will fail. Frisch proposed that the
director should resign from a “somatisation” of this
character: This man should not be sick. A person with
such experiences should be well. The second difference is
connected with the plot. The film lacks a whole chap­
ter - The Second Stage, describing Faber’s story from
his departure from Athens to the death of his daugh­
ter, the return to an Athenian hospital and the period
of anticipating surgery.
What is Schlondorff s Homo Faber about? This is
a film about love, or rather loves: Faber’s first mourn­
ful love for Hannah, unsuccessful and ending with the
lovers parting. Then there is the second love, Sabeth’s
feeling for him, fatal love with the entire horror inher­
ent in that adjective from whose vernacular version
the connection with the Latin fatum has vanished.
The third love - that of a mother for her daughter,
remains in the background. What else? It is about a
meeting, or rather meetings. About strange, inexplica­
ble meetings evading all logic, which suddenly, from a
certain moment, start to create a pattern of a cohesive
chain of dependencies. What else? About roaming,
or rather wandering that assumes the form of prosaic
tours and meandering together, with all metaphoricalsymbolic references.
Voyager is thus first and foremost an intriguing tale
in which we recognise themes and motifs present in
European culture “since time immemorial”. Schlondorff distinctly accentuated the fact that the cinema
continues the ancient tradition of supplying tales, al­
though by using new measures: The force of the Ameri­
can cinema lies in the fact that it tells about people and
events. If one were to take a close look at the career of, for
instance, Billy Wilder, whom I know well, then one will
always notice the stress on the interesting tale and the way
in which it is recounted. The cinema is thus a continua­
tion of the traditions of the itinerant storytellers of yore. I
mentioned the significance of the plot and the story, but the
stories are told over and over again.11
“The same old stories ...”. What sort of story, “ever
the same”, is told by Homo Faber? To put it as suc­
cinctly as possible: this film is a recreation of the story
of Oedipus, although not literal or primitive. It repeats
the story of Oedipus but with certain attempts at re­
touching it, inserting omissions, and transposing the
ancient plot. Most importantly: by placing Oedipus in
contemporary sets the film introduces the fears and
problems of its period while preserving the essence of
the original tale. It has retained those elements that
allow us to recognise in Faber the protagonist of So­

�D ariusz C zaja • HOMO FABER. ACCIDENT OR NECESSITY

phocles’ tragedy. This suggestion will be the prime
object of interpretation and analytical “p roo f, by no
means a facile task since, as certain authors stress, the
world of the ancient Greeks, Greek tragedy, and its
protagonists comprise a reality that we regard as al­
most totally alien.
In a characteristic of the features of the prime types
of Greek heroes (Homeric, tragic, erotic, contempla­
tive), Wystan Hugh Auden discussed the tragic hero
by recalling Oedipus and in a rather symptomatic
fashion commented on the possibie existence of a pro­
tagonist personified by him in modern dramaturgy: We
are so habituated to the belief that a man’s actions are
a mixed product of his own free choices for which he is
responsible and circumstances for which he is not that we
cannot understand a world in which a situation by itself
makes a man guilty. Take the story of Oedipus, for in­
stance. Here a man who hears a prophecy that he is to
kill a father and marry his mother, tries to prevent it com­
ing true, but in vain. How would a modern playwright
treat this? He would reason that the only way for Oedipus
to make certain of escaping what is foretold is for him to
never kill anybody and never to marry anybody. He would
therefore begin by showing Oedipus leaving Thebes and
making these two resolutions. He would then proceed to
involve him in two situations, firstly, one in which he is
done a mortal injury by a man, secondly one in which he
falls passionately in love with a woman who returns his
love, situations, that is, of temptation, in which he is torn
between doing what he wants and breaking his resolve.
He yields to both temptations, he kills the man and
marries the woman, excusing himself as he does so with
a lie of self-deception, that is, instead of saying to him­
self, “There is a possibility, however slight that they are my
father and mother; therefore I must not risk it” he says,
“It is quite impossible that they should be my father and
mother, therefore I may break my resolve”. Unfortunately,
of course, the slight possibility turns out to be the actual
fact.
In Sophocles nothing like this happens. Oedipus meets
an old man on the road, they have a trivial quarrel, and he
kills the old man. He comes to Thebes, solves the riddle of
the Sphinx, and makes a political match. About these two
deeds he feels no guilt nor is he expected to feel guilty. It
is only when in fact they turn out to be his father and his
mother that he becomes guilty. At no time has been con­
scious of being tempted to do what he knows he should not
do, so that at no time is it possible to say, “That was where
he made his fatal mistake”.12
Keeping in mind the doubts expressed by Auden
let us recall at the onset the main points of the film
story of Walter Faber.
Found (by chance) by a stewardess at the Caracaras airport Faber boards a plane whose start was
delayed because of him. On board, he (by chance)
makes the acquaintance of Herbert Hencke. As a re­
405

sult of a (chance) breakdown the plane is forced to
land in a Mexican desert where Faber (by chance)
finds out that his co-passenger is the brother of his old
best friend, Joachim, who married Hannah, Faber’s
former fiancée. He goes back to New York and from
here travels to Paris. His ship is to sail in a week, but
Faber (by chance) buys a ticket for a ship departing
a few days earlier; on board, he meets (by chance) a
young woman and proposes to her, but they both can
recognise a joke. In Paris Faber suddenly and with­
out a definite reason (by chance) goes to the Louvre
where he once again meets Sabeth. Next, as a result of
his unplanned decision (made by chance) they travel
in a rented car to the south of Europe. In one of the
hotels on the way they spend the night together. In
a (chance) conversation with Sabeth, Faber finds out
that her mother’s name was Landsberg, the same as
that of a woman who was once pregnant with him
and who was supposed to become his wife. Due to a
(chance) fall along the rocky coastline Sabeth dies a
few days later. Quite a lot of coincidences. But is
this enough to treat the story, here summed up in a
rather textbook fashion, as a contemporary variant
of the Greek myth and its transposition into the So­
phocles tragedy? True, it contains a long list of acci­
dents playing the same important role as in the story of
Oedipus. But the film does not have an oracle, whose
words incessantly affect the protagonist, there is no
Sphinx, Faber does not marry his mother nor does he
kill his father, etc. - in other words, there are no mo­
tifs of essential meaning for the classical tragedy. Does
the motif of an incestuous relationship involving a fa­
ther and a daughter entitle us to recognise Faber as
an embodiment of Oedipus? Even if we were to treat
incest as an important, not only structurally, element
of the Greek tale it is still an insufficient argument to
suggest upon its basis that the two characters are suit­
able for the parts.
Nevertheless, it seems that contentions in favour
of such an interpretation are strong. Before we present
them we have to resolve a question of basic impor­
tance for our claims: who is Oedipus and what in
his myth and the tragedy is "really” important? The
answer to this ostensibly simple question is not that
easy since contemporary exegetes have exceptionally
acknowledged the tragic protagonist. The celebrated
conflict of interpretations has, in the case of Oedipus,
found an excellent illustration and confirmation. Let
us recall in an abbreviated form several “canonical in­
terpretations” connected with his name.13
Freud extracted a single element from the entire
story and turned Oedipus’ relation with his mother
into the Oedipus complex. By doing so, he deprived
Oedipus of tragic traits and enclosed his symbolic di­
mension and multiplicity of meanings within an un­
complicated biological aspect of unconscious desires.

�D ariusz C zaja • HOMO FABER. ACCIDENT OR NECESSITY

Oedipus was forcefully taken from the classical stage
to a clinic and laid down on a psychoanalyst’s couch.
Such an interpretative cure did him little good. Let us
keep in mind that it was not Greek tragedy that was
built upon the basis of the Oedipus complex, but it
was that latter that was created upon the foundation
of Greek tragedy.14
For Lévi-Strauss, in turn, the Oedipus myth (just
as any other myth) is predominantly a game of dif­
ferences within its structure, a logical tool of sorts,
revealing irreconcilable contradictions. According to
this interpretation Oedipus together with his story
and drama becomes transformed into a myth. The
protagonist is reduced to playing the part of a "con­
stitutive individual”. Nonetheless, symbolic meanings
proposed by the Oedipus myth cannot be enclosed into
such a purely logical perspective. The symbol precedes
and transcends the logos. Just as important is the fact
that a reconstruction of the myth is not tantamount
to an extraction of its meaning, which Lévi-Strauss
described as a cognitive function: What is here called
a meaning-function is not at all what the myth means, its
philosophical or existential content or intuition, but the ar­
rangement, the disposition of themes, in short, the structure
of the myth 15. So m u c h: the structure of a myth, and
so l i t t l e: the structure of a myth.
Vladimir Propp represented a slightly similar ap­
proach in an extremely interesting text on the con­
nections between the Oedipus motif and folklore. This
is a clear example of the historical orientation of the
“late” Propp, seeking in the plots of tales, legends, and
epic works a reflection of concrete life situations and
historical matter. But he too, just like Lévi-Strauss, re­
garded “Oedipus” to be a formal unit, one of the "mo­
tifs” of folklore plots, a structural counter.16
Yet another treatment of Oedipus is epitomized by
René Girard. It must be said at the very onset that
Lévi-Strauss and Propp were interested predominantly
in the formal-logical aspect of the Greek tale, while
Girard tried to answer the fundamental question: what
are the Oedipus myth and legend about? In evoca­
tive prose, mixing persuasion with open conceit and
gnostic certitude, he argued that only the scapegoat
mechanism is capable of explaining the basic meaning
of the story of Oedipus. This mechanism is just as ef­
fective when we inquire into origin and structure.17
A community in the throes of a conflict or violence
or burdened with misery turns, in Girard’s opinion, to­
wards a selected innocent victim who becomes the focus
of all amassed negative emotions. Collective violence
that causes the suffering or death of that victim restores
desired order and recreates the community. The “cause”
and “reason” of the misfortune are thus expedited to the
outside, beyond the limits of the community.
We have found ourselves within the range of the
basic categories of the Girard anthropology: the sac­
406

rificial crisis, group murder, mimetic desire, and the
scapegoat mechanism. This undoubtedly original
conception, announced by Girard in: La Violence et
le Sacré and then developed in several of his other
books, unfortunately features a jarring one-sided ap­
proach. Almost everything that Girard deals with is
elucidated by reference to the same interpretation
scheme. By way of example, Oedipus is inserted into
an “all-explanatory” hypothesis and, apparently, is
supposed to confirm solely the veracity of the previ­
ously accepted premises. Girard’s extravagant reading
of familiar texts is annoying, and the same can be said
about the apodictic manner in which he formulated
his conclusions and the totalism of his conception, ap­
parently excluding the possibility of all polemics. Eth­
nologists are shocked by my blasphemies, Girard declared
bombastically, extremely pleased with himself.18 Not
only shocked: sometimes their approach is extremely
critical.
The four above listed interpretations of the story
of Oedipus were supposed to constitute a ”negative”
backdrop for further proposed reflections. We found
them unacceptable for several reasons. The first sug­
gests a “bipolarisation” of the classical protagonist.
The next two perform his “formalisation”, and the last
reduces his complexity, forcing him to match an a apriori accepted scheme. This is why I suggest relegating
them to the margin and turning towards philosophical
and hermeneutic interpretations of the story of Oedi­
pus. It is here that we shall seek intuitions casting light
on the adventures of Walter Faber.
The feature that characterises Faber probably the
best is his profession. He is an engineer, a designer,
and a constructor of dams. His is a concrete mind,
trusting exclusively the senses without succumbing to
the illusions of the ”divine arts of the imagination”.
When Hencke compared the landscape around the
crushed car to a land of dinosaurs he heard a cold re­
ply claiming that this was a case of erosion and warn­
ing against being carried away by imagination. Faber
is also amazed by the metaphorical expressions in the
statements made by Sabeth. He does not suspect even
for a moment that he too, despite his concreteness, is
a metaphor. This is a man who places his whole trust
in technology and its accomplishments. During one of
the discussions conducted on the ship, upset by the
remarks made by other passengers about art, origin
and eternity, he joins in to add ironically that it is not
art and religion that keep the ship afloat but Ameri­
can technology. Faber is a mathematical being and his
consciousness is governed by the logic of probability.
The film outlines much more moderately than the
novel a likeness of Faber as a technical mind subjected
solely to mathematical calculations and the laws of sta­
tistics. Frisch’s Faber is on the borderline of exaggera­
tion. One of the engineer’s characteristic arguments

�D ariusz C zaja • HOMO FABER. ACCIDENT OR NECESSITY

admits that he does not believe in the verdict of fate
or in destiny since as a technician he is accustomed to
taking into consideration the formulae of probability.
Without the forced landing in Tamaulipas on 2 April
everything would have followed a different course: he
would have never met young Hencke, perhaps never
heard about Hannah, and up this day never realised
that he is her father. It is even quite possible that Sabeth would be still alive. Admittedly, this was more
than sheer coincidence - it was a whole chain of co­
incidences. In order to recognise improbability as an
existing fact there is no need for mysticism, and math­
ematics suffices.
To put it mathematically: probability and improbabiity do not differ as regards their essence but
frequency of occurrence, and the occurrence of a phe­
nomenon that is more frequent is much more credible.
When, however, something improbable takes place
it is by no means a supernatural effect, a miracle or
something of the sort, as laymen are fond of claiming.
Whenever one speaks about probability, it always con­
tains improbability as the extreme case of possibility,
and if that improbability does take place, then there
are simply no foundations for astonishment, outrage
or mystification.19
Quite possibly, this exaggeration on the part of Fr­
isch is justified. After all, Faber is not only a surname
attached to a concrete person; the word also charac­
terises a certain ideal type, a model figure: homo (this
time without a capital H) Faber. In the case of a model
we always deal with a certain overstatement, some­
times close to a caricature. Walter Faber interfering in
Nature by resorting to ideas typical for an engineer is
its perfect model-like embodiment. Daniel Bell’s ear­
lier cited work contains an explanation of the term:
homo faber: Man as homo faber sought to make things,
and in making things he dreamt of remaking nature. To
be dependent on nature was to bend to its caprices and
acknowledge its tyrannies and diminishing returns. To re­
work nature, to make fabricated things, was to enhance
man’s powers. The industrial revolution was, at bottom,
an effort to substitute a technical order for the natural or­
der, an engineering conception of function and rationality
for the haphazard ecological distributions of resources and
climates.20
In order to better understand the meaning of Fab­
er’s passion and that of homo faber intent on emulat­
ing Nature in its act of creation and on subjecting it
to “technical tooling” it is necessary to situate it in
a perspective different from the usually applied one.
It will no longer be a mere chapter in the history of
technical achievements but a fact from the history of
man understood as homo religious. This is not a mis­
take. Homo faber, after all, continues, albeit not quite
in a straight line, the work of alchemy. The alchemist
cooperated in the perfection of matter, accelerated its

natural “work”. The very idea of alchemical transmu­
tation embarks upon archaic beliefs about the possi­
bility of altering Nature by work. Ancient metallur­
gists and mediaeval alchemists envisaged Nature as an
emanation of the sacrum, but the contemporary homo
faber acts in a space devoid of signs of hierophany.
He also does not conceive “work” involving Nature
as tantamount to perfecting it. Despite this difference
he unconsciously realises the unfulfilled aspirations of
alchemy: the wish to render Nature perfect and to rule
over Time. Mirceae Eliade declared that it is neces­
sary to seek in dogma characteristic for the nineteenth
century (claiming that man’s true mission is changing
and transforming Nature, that he can produce better
and quicker than Nature, and that he is predestined
to be its master) that one should seek the authentic
continuation of dreams cherished by alchemists. The
soteriological myth of protecting and, ultimately, sal­
vaging Nature has survived camouflaged in the bom­
bastic programme of industrial societies, which have
chosen the task of a total “transmutation” of Nature
and its transformation into “energy”.
From the viewpoint of the history of culture one
could say that in their desire to replace Time alchemists
anticipated the most significant elements of the ideol­
ogy of the modern world. Chemistry gathered only the
crumbs of the alchemical heritage, whose largest part
remains elsewhere, in the literary ideologies of Balzac
and Victor Hugo, the naturalists, the systems of the
capitalistic, liberal or Marxist political economy, ma­
terialistic or positivistic theologies of infinite progress,
and, finally, wherever faith in the unlimited potential
of “homo faber” flares up and the eschatological value
of labour, technology, and the scientific exploitation
of Nature is seen. Having deliberated over this, we dis­
cover that this fervent enthusiasm is based on a single
certainty: by subjugating Nature with the assistance of
physico-chemical sciences man feels ready to compete
with it, but this time without losing Time. From now
on, work and science will perform the deed of Time.
With the help rendered by that which he regards as
most important within himself, modern man under­
takes the function of temporary existence, in other
words, he replaces time.21
Follow this trace. The Latin word: faber means ar­
tisan, carpenter, blacksmith. Affiliated words - fabre,
fabrica, fabricatio, fabricator, fabricor - sustain the idea
of creating, the creative activity contained in faber
(e.g. fabricor - to create, to give life). More: indicat­
ing the artificiality of that, which has been produced
they contrast this type of creation and natural ”creation”, thus bringing them closer to the idea of creatio
ex nihilo. The very word faber already resounds with a
prediction of divine creation and power.
The film contains a scene whose meaning is wholly
emblematic - Faber showing his engineering projects

407

�D ariusz C zaja • HOMO FABER. ACCIDENT OR NECESSITY

to representatives of Third World countries. The large
screen above him depicts a battle waged by the cha­
otic element of water and man’s ability to tame the
elements. The last scene of this instructive film shows
an already erected dam and water captured within
the walls of the receptacle. Applause. Overwhelming
victory. Faber - the divine creator. Faber - the demi­
urge.
Recall, while continuing for a while the etymologi­
cal motif, that the meaning of the Greek demiurgos
is close to the Latin faber. Demiurgos is an artisan, a
potter, and according to the Gnostics - a creator of
the material world. In Greek mentality demiurgos was
closely connected with the idea of knowledge - ex­
traordinary, mysterious, and forbidden.
In a fascinating text about the symbolic of the Oed­
ipus myth (to which we shall return) Sergei Averint­
sev, discussing the motifs of incest and its connections
with the symbolic of power and knowledge, recorded
a close affiliation in Greek tradition of the sages and
the Magi (and thus those who possessed secret knowl­
edge) and craftsmen. Classical consciousness treated
the crafts as a magical art. The master was thus a
humble but fully-fledged comrade of the magus. Both
had penetrated extraordinary secrets inaccessible to
laymen, both are capable of subjugating demon forces
(the pseudo-Homeric potters’ song describes the fan­
tastic demons battled by Greek potters; other crafts­
men shared the same plight). Artemidor referred both
to the crafts and magic. An interesting parallel can
be even conducted for the modern European epoch,
which, after all, deprived the handicrafts of a magic
nimbus: suffice to recall the meaning of the word “ma­
son” to understand just how strongly the custom of
linking crafts with occultistic initiation.22
The text by Averintsev makes it possible to notice
that the etymological sources of technology, a domain
closest to Faber, possess magical-sacral roots. Thus
Faber - let us gather the heretofore noted motifs - is
a person who discovered the mysteries governing N a­
ture, who is “above”, who knows, and cultivates his
”magical knowledge” reserved for the few with the
dedication of a missionary in lands suffering from "ig­
norance” ; finally, he has assumed a position reserved
for the gods. Note, at the same time, how strongly this
idea of knowledge is combined within the character
of Faber-faber with the idea of power comprehended
not in political categories but quasi-divine ones; this
power over time reveals itself in unhampered design­
ing and forecasting the future.
Faber brings alive the image of Prometheus-the re­
deemer together with the whole heroic-tragic charac­
teristic contained in that classical symbol. Prometheus,
as we recall, was the master of numerous skills and arts
(i.a. blacksmithery!) but also, and this is recalled more
rarely, a divine potter, as follows from certain ancient
408

interpretations. Prometheus becomes a scultpor of
people. This means that man’s configuration of refer­
ence is no longer divine order, which could be violated
and bring about his defeat. Man is now self-dependent
and certain of his knowledge and potential.23
Schlondorff s film, to put it explicitly, is not solely
and above all a critique of contemporary civilisation
and its rationalistic-technological appendages, the
spirit of calculation and Promethean optimism. Such
an interpretation would reduce the film at least to the
level of on-the-spot publicistics, albeit acute and de­
void of illusions. This is not enough. The Faber char­
acter contains many more meanings. The engineer’s
deifying technical intellect contains the discernible
feature of a tragic hero. This is classical hybris. In the
afore-mentioned characteristic of Oedipus, Auden
wrote outright: The original sin of the Greek tragic hero
is hybris, believing that one is godlike.24 Now the connec­
tion between Faber and Oedipus has become some­
what clearer. Let us, therefore, follow further this trail
of barely marked suitability.
The crime committed by Sophocles’ Oedipus in­
volved two events: the murder of his father and the
incestuous relationship with his mother. Despite the
fact that these are two different deeds the crime re­
mains essentially the same. From the point of view of
Oedipus the murder of his father is “only” an initial
step necessary for marrying his mother. Incest "really”
brands the perpetrator. Interestingly, classical authors
also shared this attitude: already the tragedy by So­
phocles features suitable premises. In the famous IV
station the chorus speaks only of: fatal wedlock, thou
didst give me birth pursued by revenge (v. 1217), with­
out any mention of patricide. In The Odyssey Homer
too differentiates the premise from the main event:
He married after having killed his father. In paradoxographic literature, a genre from the domain of popular
culture dealing with unusual events, there is simply no
allusion to patricide. Here, Oedipus is unambiguously
and, it could be said, necessarily linked with incest.
The crime committed by him was, therefore, marrying
his mother, additionally burdened with murdering his
father.25
While analysing the motif of incest within the con­
text of classical culture Averintsev noticed not only a
biological phenomenon but also primarily a symbolic
dimension. In an extremely precise manner and by
resorting to oneirocritique he revealed the symbolic
relation between incest and winning and wielding
power. The incestuous dream (son and mother) in the
symbolic system of Graeco-Roman antiquity was an
important prophecy for the ruler and politician. De­
pending on the manner of seizing power - legally or
by means of usurpation - it was, respectively, a for­
tunate or ominous sign. The motif of incest was also
connected, as has been mentioned, with the symbolic

�D ariusz C zaja • HOMO FABER. ACCIDENT OR NECESSITY

of knowledge. Schlondorff s film animates this sym­
bolical tangle. There is no doubt that the incestuous
(totally unconscious) relationship between Faber and
his daughter cannot be treated literally and purely
biologically. Schlondorff: We agreed that incest could
be some sort of a metaphor26. Paradoxically, this uncer­
tainty on the part of Frisch and Schlondorff (could be)
as regards the meaning of the incestuous relationship
presented in the film is an advantage from our point of
view. It demonstrates that in this case we are within a
symbolic space: unclear, non-discursive, allusive, with
a barely suggested significance. What sort of a meta­
phor or symbol is cinematic incest? A t the onset, let us
once again resort to the subtle arguments expounded
by Averintsev.
In antiquity incest was symbolically associated
with knowledge, albeit of a special variety - unusual,
mysterious, prohibited. Incest was forbidden and ter­
rifying, but divine mysteries too were reserved and
inspired horror. Such was the nature of the symbolic
tie between incest and knowledge.27 The recorded ex­
perience also casts a light on the close connection be­
tween incest and knowledge, indicating the affiliation
of the sphere of cognition and the domain of Eros. The
Biblical use of the verb “to know”, denoting penetra­
tion of the mystery of the female body, is universally
recognised (“And Adam knew Eve his wife; and she
conceived, ...”). Such an application was adopted also
in the Greek. By way of example, in the writings of
Menander a girl confesses that her seducer “got to
know her”, while Plutarch consistently granted the
verb in question a purely erotic connotation. Similar
instances are encountered in the case of Heraclides
of Pont, Callimachus and many other authors. If the
Greek language discloses in erotic declarations that
“knowledge” signifies the “penetration” of a mystery,
then this aspect is without question also a priori em­
bedded in Oedipian incest and means the penetration
of the most concealed life secret.28
We mentioned previously that Faber is the one who
knows, who possesses knowledge. He, who possesses
knowledge does not have to seek it. Nor does he ex­
pect that some sort of knowledge could enlighten him.
What kind of knowledge, therefore, can be achieved
by a person who already knows? A true puzzle. Let us
return for a while to Oedipus.
Karl J aspers described Oedipus as a man who wants
to know29, in other words, one that does not know.
But Oedipus already has at his disposal considerable
knowledge. He is sovereign, discerning, solves the
puzzle, and defeats the Sphinx30. He has demonstrated
certain knowledge and learned something. He knows
many essential things, but still wishes to know.
There exists a distinct similarity between the
knowledge belonging to Faber and that possessed by
Oedipus. This is the type of knowledge based on exag­
409

gerated trust in the power of the intellect, knowledge
that is connected with a conviction about the poten­
tial of an exclusively rational study of the mysteries of
life. Importantly: this is knowledge-power. Such ho­
monymy expresses the essence of the issue at stake.
There is a single difference - in the case of Oedipus
such knowledge is connected with power, rule, and
political authority, with becoming blinded by power.
In the case of Faber, however, this is knowledge of the
technical mind, completely convinced about the lim­
itless potential of interfering with Nature, controlling
and governing it. Note that in both cases this knowl­
edge refers to the outer world and carries the idea of
manipulating and subjugating reality. It is the sort of
knowledge that is suffused with a utilitarian-pragmatic
aspect.
Time to return to our puzzle. Now it is easier to
solve it. Despite the fact that he knows, Faber can still
find something out because his incestuous relationship
with his daughter possesses knowledge entirely differ­
ent from the one that so far has been at his disposal.
Erotic “penetration” is tantamount to self-penetra­
tion, the penetration of one’s interior and fate. This is
the sort of knowledge whose light brutally brings forth
the essence of knowledge already possessed. It reveals
the illusions and hybris of the other. It shows insignifi­
cance or, at any rate, secondariness vis a vis the first.
The light of s e l f-k n o w l e d g e illuminates k n o w
l e d g e-p o w e r and not vice versa.
There where there is crime (even unintentional)
there must exist also punishment. A t the same time,
this concept of punishment does not have a penalis­
ing nature, even more so considering that in the play
by Sophocles the protagonist metes out punishment
himself. Here, the logic of punishment is ruled by the
principle of symmetry or, one is inclined to say using
the famous description coined by Blake, fearful symme­
try. Having learned the truth about himself Oedipus:
...The pin of gold, broad-beaten like a flame,
He tore from off her breast, and, left and right,
Down on the shuddering orbits of his sight
Dashed it: “Out! Out! Ye never more shall see
Me nor the anguish nor the sins of me.
Ye looked on lives whose like earth never bore,
Ye knew not those my spirit thirsted for:
Therefore be dark for ever.31
The eyes that rested on externalities, the illusions
of things, and were unable to perceive the truth of the
essential and concealed are gauged out. Symbolically,
Oedipus assumes the role of Tiresias and starts to no­
tice that, which the blind seer has known for long. He
becomes a “blind seer”.32 Now, for the last time, here
is the incomparable commentary by Averintsev, who
wrote that both the tragic irony in the conversation
between the blind, but seeing Oedipus and the blind
seer Tiresias, as well as the closing lament of the cho-

�D ariusz C zaja • HOMO FABER. ACCIDENT OR NECESSITY

rus about the governance of sight compel us to place
the act of self-blinding committed by the protagonist
within a context of an opposition between the essence
and the visual. Oedipus plucked out his eyes, which
betrayed him, while blinded by the invisible and be­
guiled by the obvious. His knowledge turns against him
and his sight turns towards his innermost self. Appar­
ently, wisdom-force and wisdom-power are crime and
blindness, the dimmest possible darkness of ignorance.
Now, immersed in the darkness of physical blindness
Oedipus seeks different wisdom - self-cognition; he
must see clearly that, which remains inaccessible to
his eyes.33
In Homo Faber the motif of the eyes plays an im­
portant part almost from the very beginning. Excusing
himself Faber tells the stewardess that he was unable
to catch the plane on time because he suddenly felt
ill because of [his] eyesight. During the evening car
ride, somewhere in France, he complains about his
eyes, to which Sabeth replies that she will be his eyes.
The tragic irony of those words becomes apparent
much later. Finally, a scene, one of the earliest in the
plot (and maintained in sepia) and, at the same time,
chronologically the last (repeated in colour at the end
of the film), in which the motif of the eyes becomes
cleansed of all physiological-medical associations. Up
to that moment, eyes could still dominate the recep­
tion of the film. Now, we see Faber in sunglasses, wait­
ing, already after the death of Sabeth, in an airport
hall in Athens and confessing that he was incapable
of committing suicide. More, he was unable to look
because he could not see. In any case, there was noth­
ing to look at since she was no longer.
The dark sunglasses accentuate Faber’s blindness
- one could add: symbolically, if that word could be
freed of the universal meaning that it assumes within
this context. Punishment-blindness is not meted out
literally. Nonetheless, Faber’s blindness is just as real:
he admitted that he could not look because he could
no longer see. The eyes that up to then looked and did
not see, now, just as in the story of Oedipus, are no
longer capable of seeing but begin to perceive, albeit
at an entirely different level. Sight is supplanted by its
inner counterpart, contemplating in humility the in­
comprehensible verdicts of fate. This is Faber’s “jour­
ney to the end of the night”.
Oedipus the King by Sophocles was known as a trag­
edy of fate. In Homo Faber this motif appears at the
very onset and in different versions, while in the finale
it reveals itself with full force. In the afore-mentioned
"first-last” sequence we see Faber sitting in the Athens
airport hall. Off screen, he asks why did all the events
have to befall him? But this commentary is heard
once the veils of ignorance have already dropped, at
a moment ”when everything became obvious”, when
all is post factum, or rather: post mortem. Earlier in the
410

chronological order of events in the film, while sitting
in an airplane, Faber turns to a stewardess admitting
that he fears becoming embroiled in some sort of a
chain of developments.. And in a conversation with
Sabeth he asks her casually: Do you believe in chance?
In Faber’s mathematical mind there appears an un­
clear premonition of future events. But it rapidly be­
comes neutralised by including them into the logic of
probability, which leaves no room for doubt.
Faber is incapable of deciphering signs - forecasts
of looming misfortune (Joachim, who hanged himself
and whom he discovered together with Hencke, a bas­
relief with a likeness of a slumbering nymph -Faber
remarks that she seems to be asleep, thus anticipat­
ing Sabetha’s accident). He is incapable of extracting
meanings whose reference to him is the profoundest.
During the first meeting with Faber on a ship Sabeth
shows him a book, which she took on the journey.
It is Camus’ The Stranger with its refrain of a recur­
ring question about the guilt of the main protagonist.
Faber, however, shows no interest. This small detail
makes it possible to accentuate once again the similar­
ity between Faber and Oedipus. The latter is frequent­
ly called a traveller, a foreigner, and a stranger. From
the moment when we get to know him, Faber too is
on the road. He does not have a home and constantly
moves from place to place, living in hotel rooms. He is
never at home. Contrary to Odysseus he has nowhere
to return to. Faber - the homeless, Faber - the eternal
wanderer. The original title of the film: Voyager, un­
derlines and showcases this state of Faber’s permanent
suspension and roaming.
Faber, as we asserted, sees nothing. N ot only does
he not know what he is doing but he also does not
know what he is saying. During a discussion on reli­
gion and art he presents an apotheosis of American
technology, declaring with deep conviction that he
is ignorant about the appearance of the souls of the
condemned. Optimism worthy of a protagonist from
Sophocles’ tragedy.
Faber also does not notice anything peculiar in
the sentences uttered by Sabeth during one of their
journeys across Greece, when she says that they have
so much to see and that it would be a crime not to
go to Delphi. Although this statement was made in a
rather innocent travelling-tourist context it is difficult
to resist the impression that the second sentence is not
only a serious information-sign addressed to Faber but
also defines the most profound albeit not named out­
right motif (in the musical understating of the term)
recurring throughout the whole story and touching its
very core. It would be a crime not to go to Delphi - at
the very beginning of his wanderings Oedipus paid a
visit to the oracle at Delphi:
... So privily without their leave I went
To Delphi, and Apollo sent me back

�D ariusz C zaja • HOMO FABER. ACCIDENT OR NECESSITY

Baulked of the knowledge that I came to seek.
But other grievous things he prophesied,
Woes, lamentations, mourning, portents dire.34
Faber had an opportunity to see Delphi at the end
of his journeys. He was in a hurry, however, because he
wanted to learn the truth as quickly as possible in the
belief that it he would discover it in Athens during his
meeting with Hannah. Meanwhile, the truth is within
his reach. What sort of truth is it? Plato’s Charmides
says outright: (...) when a worshipper enters, the first
word which he hears is “Be temperate!” This, however,
like a prophet he expresses in a sort of riddle, for “Know
thyself!” and “Be temperate!” are the same35. The oracle
says: know thyself - the famous: gnothi seauton. For
Faber "Delphi” is only a locality in his Baedeker tourist
guide; it could, however, become a cryptonym, an il­
lusive directive of special knowledge. Just as Oedipus,
Faber is a bad hermeneutician.
There exists yet another, equally important, aspect.
Remember, after all, that in the Greek world destiny is
an actual force. Familiar with the contents of the Del­
phic oracle Oedipus does everything so that it would
not come true. To the scene of tragic recognition he
knows nothing about the inappropriate nature of his
deeds. Like Faber, guided by some sort of mysterious
force (fate? destiny? how should we call it?) he does
things that he does not want to do. He aims straight
at misfortune, all the time unaware of the meaning of
his conduct.
Recall Auden’s description of the specific situation
in which Oedipus-the tragic hero found himself: At no
time has he been conscious of being tempted to do what he
knows he should not do, so that at no time is it possible to
say, “That was where he made his fatal mistake”. A t this
stage, we could, without misappropriating the char­
acteristic proposed by Auden, describe Faber as the
embodiment of a classic tragic hero. After all, Faber is
not for a single moment conscious of being tempted to do
what he knows he should not do.
Schlondorff: Why should a man not fall in love woth
a 25 year-old woman or even marry her. I believe that in
the biography of Max Frisch this ocurred not once36. Im­
portantly: Faber did not intend to flirt with Sabeth! In
the film this is obvious. There is, therefore, not a trace
of temptation. In the Frisch version Faber ponders on
his decisions while trying to capture the moment in
which he committed the fatal error.37 Are we not mix­
ing conceits by referring specific meanings typical for
ancient Greek culture and connected with the idea
of destiny to contemporary literary and film reality; is
this not a process of projecting Greek notions onto our
mental reality?
Tadeusz Czapliński, an outstanding expert on
antiquity, responded partly to those doubts in his
insightful and passionate article on the “tragedy of
411

destination”. In it, he followed not only the religious
and literary sources of Oedipus Rex but also discussed
modern realisations of the prime theme of Sophocles’
great work. Upon the example of plays by Shakespeare
(Macbeth) and Ibsen (Ghosts) Zieliński recorded the
changes to which Greek destiny was subjected in mod­
ern drama and disclosed its interiorisation. In modern
mentality, in contrast to Greek tragedy, destiny ceased
being external, a transcendent force acting next to
and above the protagonists, and became a psychologi­
cal moment: a prediction-suggestion, which the pro­
tagonist believes (Shakespeare) or immanent destiny,
part of history, the past, the protagonist’s biography
(Ibsen).
The more interesting, therefore, is the conclusion
drawn by the brilliant philosopher reflecting on the
manner in which the Greek idea of destiny exists in
our culture: After all, even now the fate of Oedipus caus­
es all the sensitive strings of our soul to tremble; naturally,
this takes place not because we believe in the existence of
transcendent destiny, which occurs in the Sophocles trag­
edy as the great opponent of the protagonist. No, we regard
them only as a symbol —in itself it not real, in contrast to
the terrible, unspeakable “something”, which it symbolizes.
It is exactly this terrifying “something”, due to its unexstinguished and directly experienced realism that compels us to
treat symbolised transcendent destiny as reality. I have in
mind, obviously, the contemporary public and not the one
from the times of Sophocles or the latter.38
It is easy to recognize this terrible, unspeakable
“something“ in the sentence passed by fate, which Fab­
er complained about and was unable to comprehend.
He added that he was not in love; on the contrary,
before the two protagonists began talking Sabeth was
even more of a stranger than any other girl, and the
fact that he and his daughter struck up a conversation
was an entirely improbable coincidence. They could
have just as well walked past each other. Why speak
about a twist of fate if everything might have followed
an entirely different course.39 Really?
That terrible, unspeakable “something” appeared in
the lives of Faber and Sabeth in a mild version and
without any forecasts of unpleasant consequences. Just
like in the unusual, ironically light and philosophically
“heavy” poem by Wisława Szymborska:
Because they didn’t know each other earlier, they sup­
pose that
nothing was happening between them (...)
They’d be greatly astonished
to learn that for a long time
chance had been playing with them.
Not yet wholly ready
to transform into fate for them
it approached them, then backed off,
stood in their way

�D ariusz C zaja • HOMO FABER. ACCIDENT OR NECESSITY

and, suppressing a giggle,
jumped to the side.
There were signs, signals:
but what of it if they were illegible (...).40
Faber and Sabeth. In a short while chance playing
with them will transform into fate. First by bringing them
together in a hotel room, as in another poem by Szym­
borska, which just like its predecessor penetrates
Chance turns a kaleidoscope in her hands.
Billions of collared glass particles flash.
Suddenly Hansel’s piece of glass
crashes with Gretel’s.
Imagine, in the same hotel. (...).41
the mystery of chance to find fulfilment some time
later in Sabeth’s death. Could it be that chance is just
another name for destiny?
Faber endeavoured to discover the meaning of the
whole story, sought the reasons for his crime, and re­
constructed the chain of causes and dependencies that
resulted in the "fatal” ending. If the stewardess had
not looked for him, if he had not spoken to Hencke,
if he had not boarded the ship earlier, if he had not
travelled together with Sabeth ... If, if, if. Tragedy is
inscribed into the conditional tense. Why did all this
have to happen to me, asks Faber. Why did he have to
be the “chosen one”? And is he really guilty?
There are no good, i.e. unambiguous answers to
these questions. Indicating hybris as the sole source
of Faber’s crime is not the solution but reduces the
complexity of the whole story to a single dimension.
Such would have been the answer of a moralist. But
just as real as Faber’s cognitive pride was that terrible,
unspeakable "something” regardless how we would be
inclined to define this ambiguous "Delphic” expres­
sion: as chance, destiny or the very fact of having been
born. Faber’s crime is not ethical (a description intro­
duced by Czapliński), because no ethical ban had been
violated consciously. This is a t r a g i c crime, in whose
case all moral and legal categories lose their sense.
Guilt of this sort does not match any of the paragraphs
of the penal code and a court verdict is not applica­
ble. This is the sort of crime and its references to con­
temporaneity that were described extremely aptly by
Gardener. The celebrated tragic theory of guilt, which
int he case of Aristotle did not as yet play any role,
does nto exolain even contemporary tragedy. Tragedy
does not take place in those cases where just penance
corresponds to the crime and where the moral ac­
count of the guilt is complete. Full subjectivisation of
crime and fate is also absent in contemporary tragedy.
A characteristic feature of the essence of tragedy is
rather an excess of tragic consequence. Despite the
whole subjectivity of the crime, even modern tragedy
includes the moment of that ancient supremacy of
412

fate, revealed in the disproportion of crime and fate as
equal for all.42
Faber, just like Oedipus, is both guilty and
not guilty. There where we would like to see an all­
examining and resolving alternative we come across
an incomprehensible conjunction of contradictions
violating the rigours of logic. We face the mystery of
individual fate.
Importantly: both in the Schlondorff film and
in Oedipus Rex there is no solace. Nor is there any es­
cape from the existing situation. For the protagonist
such liberation may be achieved only in and through
tragedy. The price of such freedom is tragic clairvoy­
ance, a poignant variant of self-knowledge. Contra­
dictions are not eliminated.
We leave both tragic protagonists: Faber and his
wife-to-be Hannah watching fragments of a movie
made by Faber during a joint voyage with Sabeth - a
laughing, happy and, more significant - living Sabeth.
Schlondorff: Frisch recalled the experience of watching
a film shot with an 8 mm camera, which a friend of his
showed every Sunday after the death of his wife. Over and
over again, he had to watch how she tirelessly runs across
a blossoming meadow from the world of the dead, once
again tears her skirt while climbing over a fence and turns
her laughing face at the camera. In his opinion this im­
age expressed perfectly the meaning of being dead.43 We
thus abandon Faber-Sisyphus at a moment when he is
left only with helpless contemplation of the reality of a
shadow, with clairvoyant gazing at non-being.
In a peculiar moment at the end of the story we
realise, at first still not very clearly, that it is we, the
spectators who just like members of the ancient audi­
torium are taking part in a tragic spectacle into which
we had been drawn by the symbolic-mythical message
of the events, not quite aware of the cathartic experi­
ences in the finale. Stranger still is the fact that eve­
rything occurred not via participating in a theatrical
spectacle but at a time when we were looking at the
rectangle of the screen. Even Marx, deliberating on
the eternal topicality of Greek art, could not have en­
visaged this.

Endnotes
1 D. Bell, The Cultural Contradictions of Capitalism, London
1979, p. 165.
2 E. Sabato, Nieznany da Vinci, „Odra”, no. 7-8: 1985, pp.
45-46. Werner Jaeger wrote in a similar spirit about
Sophocles' protagonists: The ineffaceable impression which
Sophocles makes on us today and his imperishable position in
the literature of the world are both due to his character-dra­
wing. If we ask which of the men and women of Greek tra­
gedy have an independent life in the imagination apart from
the stage and from the actual plot in which they appear, we
must answer, “those created by Sophocles, above all others”
(...). The perfection of those characters does not lie in
the purely formal sphere but its source is contained in

�D ariusz C zaja • HOMO FABER. ACCIDENT OR NECESSITY

3
4

5
6

7
8
9
10
11
12

13

14

15

16

17
18
19
20
21
22

23
24
25
26
27
28
29

much deeper domains of human nature where aesthetic,
moral and religious factors are linked and accentuate
each other, W. Jaeger, Paideia, Warszawa 1962, vol. 1, p.
288 and 290.
Bell, op. cit., p. 166.
By way of example: Orpheus by J. Cocteau, Electra by
Cacoyannis and, predominantly, Oedipus Rex and Medea
by Pasolini.
Y. Lotman, Semiotyka filmu, Warszawa 1983, pp. 5-6.
Lotman stressed the irony and distance towards the
depicted conflict distinctly present in Polanski's film:
The protagonists of the film experience a drama that destroys
their whole life but for the author the drama lacks tragic
profoundness and significance - viewing it from a distance he
sees only the eternal buffoonery of a recurring ritual, ibidem,
p. 7. An excellent example of the mythography interpre­
tation of the film in which equal importance is attached
to similarities and diffrerences between the mythical
story and the plot is the article by T Jefferson Kline,
Orfeusz transcendujący: “Ostatnie tango w Paryżu”
Bertolucciego, “Polska Sztuka Ludowa - Konteksty”, no.
3-4: 1992, pp. 100-107.
Schlondorff o Maksie Frischu, „Kino“, no. 10:1992, p. 47.
Ibidem, p. 19.
Ibidem.
Ibidem.
Schlondorff z Babelsbergu, „Kino“; no. 5: 1993, p. 33.
W. H. Auden, Grecy i my, in: idem, Ręka farbiarza i inne
eseje, selection M. Sprusiński and J. Zieliński, introd. J.
Zieliński, Warszawa 1988, pp. 422-423.
I assume that the above recalled interpretation concepts
are part of basic humanities and there is no need no
delve into them more extensively.
P Ricoeur, Egzystencja i hermeneutyka. Rozprawy o meto­
dzie, selection, prep. and introd. P Cichowicz, Warszawa
1985, p. 141. Cf. also criticism of a one-sided approach
to symbols and images in Freudian psychoanalysis: M.
Eliade, Sacrum - mit - historia, selection M. Czerwiński,
introd. B. Moliński, Warszawa 1970, p. 35.
P Ricoeur, Model tekstu: działanie znaczące rozważane jako
tekst, „Pamiętnik Literacki”, LXXV, 1984, fasc. 2, p.
349.
V. Y. Propp, Edyp w świetle folkloru, typescript. This is an
article issued in the collection: Folklor i dieystvitielnost,
Moscow 1976. I owe access to the translation to the
kindness of its author, Danuta Ulicka.
R. Girard, Sacrum i przemoc, Poznań 1993, p. 120.
R. Girard, Kozioł ofiarny, Łódź 1987, p. 65.
M. Frisch, Homo Faber. Relacja, Warszawa 1964, pp.
31-32.
Bell, op. cit., p. 148.
M. Eliade, Kowale i alchemicy, Warszawa 1993, p. 176­
177; 177-178.
P Averintsev, W poszukiwaniu symboliki mitu o Edypie, in:
idem, N a skrzyżowaniu tradycji, Warszawa 1988, pp. 159­
160.
H. G. Gadamer, Prometeusz i tragedia kultury, in: idem,
Rozum, słowo, dzieje, Warszawa 1979, p. 174.
Auden, op. cit., p. 423.
Cf. Averintsev, op. cit., pp. 154-155.
Schlondorff o Maksie Frischu, p. 19.
Averintsev, op. cit., p. 159.
Ibidem, p. 160.
K. Jaspers, O tragiczności, in: idem, Filozofia egzystencji,
Warszawa 1990, p. 343.
413

30 Ibidem.
31 Sophocles, Oedipus the King, v. 1268-1273.
32 An expression proposed by Ricoeur, Egzystencja..., p.
143.
33 Averintsev, op. cit., pp. 168-169.
34 Sophocles, Oedipus the King, v. 786-789.
35 Quoted after: Ricoeur, Egzystencja ..., p. 74.
36 Schlondorff o Maksie Frischu, p. 19. upon this occasion it
is worth recalling yet another fragment of Schlondorff's
recollections demonstrating how Frisch regarded Homo
Faber as a deeply personal work and how "reality” was
immersed in ”fiction”: Frisch described to me Sabeth on the
ship deck in enormous detail: the weather, the way the clouds
floated by, and how hienever forgot how later, in Southampton,
she left the ship and got lost in a crowd. Here, I interrupted
him: “Just a moment, they were both sailing to Le Havre”.
He replied: ”Yes, in thae book, but in life she got off in
Southampton”. These are thoe moments when one no longer
deals with a made-up story but comes across something that
had been truly experienced (my emphasis - D. C.), ibi­
dem.
37 Frisch, Homo Faber, p. 182.
38 T Zieliński, Król Edyp. Tragedia przeznaczenia, in: idem,
Szkice antyczne, Kraków 1971, pp. 464-465.
39 M. Frisch, Homo Faber, p. 106.
40 W. Szymborska, Miłość od pierwszego wejrzenia, in: Koniec
i początek, Poznań 1993, pp. 26-27.
41 W. Szymborska, Seans, op. cit., p. 24.
42 F. G. Gadamer, Prawda i metoda, Zarys hermeneutyki filo­
zoficznej, Kraków 1993, pp. 145-146.
43 Schlondorff o Maksie Frischu, p. 19.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7162" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7142">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/bfd3fac066678e8b436390bc99ef66ba.pdf</src>
        <authentication>bcf3d6eb7565846c75c0c9906712a8da</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85527">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6574</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85529">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85531">
                <text>2014</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85533">
                <text>anthropology of film</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85535">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6145</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85537">
                <text>The Androgyne Who Fell to Earth / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85539">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue s.391-401</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85541">
                <text>Kosińska, Karolina</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85543">
                <text>ang</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85545">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85547">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85550">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85555">
                <text>I

n 1998, more than a quarter of century after the brief
rise and fall of glam rock, Todd Haynes made a filmhomage about glam pop-culture and its icon, entitled:
Velvet Goldmine (in Poland it was shown under the not
very apt title: Idol).1 Haynes’ film was not, however, an
ordinary "biography” of a given epoch or sub-culture - it
was, as I have mentioned, an homage but also an attempt
at an analysis of a phenomenon, a discovery of all its con­
stitutive elements and, finally, a colourful synthesis that
was not supposed to describe glam rock but to become
one of its products.
Glam was attractive and extravagant, and thus ap­
peared to be superficial. Until recently, it was regarded
as merely a brief, kitschy and trivial moment in the his­
tory of popular music, and efforts to introduce it into a
wider social or cultural context were rare. True, glam
works of the most important artists of this trend - David
Bowie, Lou Reed, Iggy Pop, Brian Eno or Brian Ferry were examined with appreciation (although also some­
times with a pinch of salt), but deeper reflection on the
phenomenon as such did not, for all practical purposes,
exist. Only recent years brought publications whose au­
thors decided to treat the phenomenon in question as
just as essential for studies on subculture (and thus popculture) groups as a sociological analysis of mods, hippies
or punks. The extraordinary diversity of the meanings
of this trend, its complexity, inter-textual qualities and,
predominantly, subversive potential were noticed. The
revolutionary character of glam rock revealed itself in
an immensely bold (much more so, as it became appar­
ent, than in the case of the hippie ideology) approach to
manners and morals, sexuality and identity in general. It
proposed experiments with sexual and gender identity
by going on the assumption that identity is something
that we can create ourselves and that it is a fluid and
open category succumbing to manipulation. In this fash­
ion it tried to blur the boundaries and differences be­
tween the feminine and the masculine, the hetero- and
the homosexual; glam negated social norms up to then
extremely closely guarded and inviolable (even by such
supposedly revolutionary ideas of freedom as those pro­
claimed by hippies). Glam started to be treated as a text,
an extremely self-aware construct, each of whose ele­
ments was part of a well-devised strategy. An exagger­
ated and over-stylised aesthetic of glam, considered up
to then to be an empty form with no ambition to express
anything but itself and a product cynically intended for
consumer-oriented young people, proved to be a code
and content by no means trivial but full of melancholic
irony combining enormous, brilliant subversity, unlim­
ited eroticism free of all norms and a longing for the un­
attainable. Such contents were found in the superficial
and the formal, in artificiality, exaggeration, and theatri­
cal qualities so characteristic for glam. Those categories
comprised a message liquidating the traditional division
into form and content.
391

KAROLINA KOSIŃSKA

The Androgyne
Who Fell to Earth

Glam
Glam rock (in America also known also as glitter
rock) emerged in Great Britain during the early 1970s.
Naturally, it had its precursors and phenomena that from
the point of view of ideology, customs and, in particular,
aesthetics strongly inspired it. In the UK they included
undoubtedly the mods subculture and in the U SA - the
milieu of Andy Warhol’s Factory. From the mods (whose
name is an abbreviation of "modernist”) glam borrowed a
certain approach towards style and aesthetics envisaged
as a supreme value decisive for identity and individuality.
From the habitués of the "Factory” and pop-art it took the
obliteration of boundaries between art and pop-culture,
a demonstrative game played with one’s creation and
image, and, predominantly, sexual freedom expressed in
that which was glam’s raison d’etre, i.e. gender-bending and
the negation of the binary nature of boundaries.
The discovery of the concrete moment in which
glam emerged as fully mature remains controversial; the
same holds true for resolving the question: who was its
“original” and “true” initiator? For some critics and fans
this was the appearance of the T. Rex band in the once
highly trendy and extremely influential British TV mu­
sic programme: "Top of the Pops” on which Marc Bolan, the band’s frontman, appeared in full make-up and
with eyelids dripping with glitter. For others, the alpha
and omega of glam and its unquestioned king is its most
popular star - David Bowie. In this case, the borderline
moment could be either Bowie’s album: The Man Who
Sold the World (mainly due to the controversial cover on
which the longhaired singer lounges on a highly decora­
tive sofa posing in one of his famous “man dresses”). The
most spectacular occurrence, when glam was first noticed
as a fully formed (musical) genre and trend (fashion and
pop culture) and which ultimately affected its form, was
Ziggy Stardust - a mysterious androgynous arrival from
the stars, who came to Earth in order to save it from an­
nihilation. With his irascible although cold allure (of a
strangely sexual nature) he captures the planet and hyp­
notises crowds. Ultimately, however, Ziggy succumbs to
the worshipping throng and his narcissism takes over: he
abandons his noble mission and fantasizes about falling

�Karolina Kosińska • THE ANDROGYNE WHO FELL TO EARTH

in love with his ego. In order to rescue the Earth and
himself Ziggy must slay his ego and depart.
The Ziggy character proved to be exceptionally em­
blematic and ultimately prophetic for glam. First, he was
the realisation of a postulate of greatest importance for
the entire trend - the creation of a persona, a totally arti­
ficial identity that, albeit extremely evocative, would not
conceal its invented nature. Ziggy was a construct stem­
ming from fantasy, a combination of futuristic imagina­
tion and longing for the past and innocence. He origi­
nated from fantasy and thus was not part of the human,
earthly order. As a construct he was to be directed to a
great extent against complete “naturalness” - the ethos
of the culture of the ‘60s, cultivated by hippie artists,
who in a programme-like manner were expected to be
authentic, genuine, and natural. Through such created
constructs as Ziggy glam was supposed to say that “natu­
ralness” is full of hypocrisy and, moreover, that as such
it simply cannot exist. Identity and image are always but
creations - there is no primal substance. The only choice
we have is to allow to be fashioned by social norms and
demands (regardless whether belonging to conservative
societies or the ostensibly progressive, such as hippies)
usurping the right to naturalness, correctness, and truth
or to take over control over self-creation. By negating
the conceit of naturalness glam opened a path towards
unfettered creativity, whose substance was to be one’s
body, way of life, and identity. The question about pri­
mary nature and “truth” no longer had any sense - that
what was essential was incessant creationism, the fluidity
of categories and their constant metamorphoses instead
of petrification in hermetic and untouchable definitions.
Ziggy (and thus Bowie) urged his fans to experiment with
their image and identity, to create themselves no longer
in an opposition to, or upon the basis of any sort of norms
but as part of the latter’s total rejection. The slogan: ”Be
as you are” must be changed into: ”Be as you want to be”
(a similar formula: don’t dream it - be it, can be found in
the Rocky Horror Picture Show directed by Jim Sharman
in 1974. Although Sharman’s film cannot be directly as­
sociated with glam it had numerous common features
and from the ideological and aesthetic viewpoint it was
maintained very much in its spirit). Such an approach
to one’s identity (in particular sexual) became the glam
programme and part of its strategy and ideology.
Ziggy was an embodiment of these postulates. By
observing the principle of resigning from the binariness
of gender, sex, and sexuality Bowie created Ziggy as an
ideal bisexual androgyne, not so much a combination of
both genders as their negation. He was supposed to ex­
ist beyond them without depriving himself of combined
sexual potential. In this manner Ziggy became a deter­
minant of the glam style, a fashion he devised and which
transcended the conventions of the masculine and the
feminine and combined an enormous number of stylistic
tracks and references. This sui generis hybrid was com­
392

posed of elements originating from assorted cultural con­
texts, albeit always oscillating around an ambivalent and
never ultimately defined ideal of androgyny. Ziggy was
envisaged as a mysterious creature from the stars, a com­
bination of a sexless, remote, and ideal body, demonic,
dehumanised, and minimalistic futurism, and nostalgia
for the opulent cabaret from the turn of the nineteenth
century and the 1920s. The extremely slender Ziggy/
Bowie was usually dressed in a shiny latex costume con­
cealing all symptoms of sex and colourful high platform
boots. His outfit was supplemented by vivid make-up
and startlingly orange hair. Although Ziggy is, as a rule,
perceived in categories of bisexuality it would be more
apt to use the term “pansexuality”. His purpose was not
so much to desire as to be desired regardless of gender
or sexual orientation. Bisexuality, even if only due to its
name, refers to binariness - and Ziggy transcended and
thus eliminated binariness itself and its principle. He was
primarily an object of desire whose entire essence flirted
with his fans. More, from the very onset to the end Ziggy
functioned as a fantasy, a conglomerate of the dreams
and desires of his fans - at no moment in his existence
did he claim the right to be “genuine”: he was supposed
to be an idea and a substance, and to live in a world of
fiction and not facts. His presence could never be pal­
pable, nor his identity - recognised, diagnosed, and en­
closed in a definition.
With the exception of Bowie none of the glam art­
ists created a character of this sort. The others2 - Marc
Bolan from T. Rex, Brian Eno and Bryan Ferry from
Roxy Music, Iggy Pop of The Stooges, Lou Reed from
the Velvet Underground or the New York Dolls - op­
erated rather with their image, always remaining within
the domain of gender-bending and referring to the camp
stylistic. Marc Bolan resembled a fairy-tale elf straight
out of a J.R.R. Tolkien story combined with a drag queen
in strong make-up. Brian Eno in his cosmic and gloomy
costumes could have successfully appeared in a horror
story with elements of science fiction. On the other
hand, the style represented by Brian Ferry contained the
elegance of gangsters from the 1930s, American kitsch
of the 1950s, and the nonchalance of the mods - all
with an addition of distinct sexual ambivalence. Lou
Reed, however, came from the integral milieu of Andy
Warhol’s Factory. Reed, a member of the precursory (in
all respects) Velvet Underground was to transfer the
Factory into new aesthetics, an embodiment of a danger­
ous and colourful life unfettered by any sort of norms,
and of total openness as regards sex and gender. Reed
also represented a climate of drug-induced self-inflicted
destruction and decadence, so characteristic for the mu­
sic of the Velvet Underground and the ambiance of the
Factory, and ultimately essential also for glam. An ex­
treme example of such self-destructive creation was Iggy
Pop, today described more often as a precursor of punk
rock than one of the authors of glam. Pop represented

�Karolina Kosińska • THE ANDROGYNE WHO FELL TO EARTH

the animal element, sexuality conceived not as created
on the surface of the body but as pure albeit transgressed
nature. While Lou Reed was to be a male version of a
femme fatale in dark make-up and with black nail polish,
Pop on stage became the embodiment of unpredictable
and hysterically wild sexuality - he harmed and exposed
himself while sprinkling glitter. The theatrical nature of
his performances consisted of ostentatious “naturalness”
closer, however, to untamed instinct rather than to the
”authenticity” which the hippies wished to personify in
the 1960s. Although none of these artists (with the ex­
ception of Bowie, who has to be viewed as separate from
Iggy) decided to publicly announce homo-- or bisexuality
or to openly overcome hereteronormative coercion, they
all transcended it in a more creative way - their trans­
gression consisted rather of creating (sexually) undefined
images while always leaving room for uncertainty and as­
sumptions. It is ambivalence and not declaration that
was to become one of the key principles of glam. Sexual­
ity was to be deprived of all definitions, to be left to its
own potential unlimited by all norms or social conven­
tions. In addition, sexuality was outfitted with a costume
and made-up so as to mark just how conventional and
artificial was its image and enclosure within binding binariness. Since the deconstruction of sexuality is always
accompanied by a costume, the latter can be arbitrarily
changed or created anew and experiments can be carried
out while violating the conventionalised.

Camp
From the viewpoint of its essence and significance
glam was a phenomenon strongly enrooted in camp sensi­
tivity - not only regarding aesthetics but also that, which
could be called its “policy”. To an extremely large degree
the camp aspect of glam corresponds to an attempt at
its description (not definition - since the definition of
camp is by the very nature of things an impossible feat;
its recognition is a question of intuition) presented in Su­
san Sontag’s famous Notes on “Camp” (1964).3 True, the
essence of camp would be fondness for the unnatural, a
predilection for extravagance based, on the one hand, on
excess and, on the other hand, on passion, the ambition
of creating something very serious that, however, fails
but simultaneously does not lose any of its intensity as
well as genuine pleasure and involvement (which often
may produce pathos that ceases to annoy and starts to
entertain). Camp taste has an inclination for the purely
decorative and visual, which accentuates the texture of
things and their sensual surface. A camp thing or charac­
ter wishes to be unusual and that feature is, as a rule, to
manifest itself in exaggeration and splendour, in glamour.
Camp tries to be aristocratic but often this quality turns
out to be false and pretended and resembles costume
jewellery that although not “genuine” can still make an
impression. First and foremost, camp has a predilection
for the theatrical and the artificial, aesthetics or rather

over-aesthetisation, in which the distinction between
the aesthetically “good” and “bad” is no longer binding.
The camp dandy will not shy from vulgarity and is capa­
ble of elevating the low to a high rank.
Although this description matches glam perfectly,
camp in its glam version often negates the theses pro­
posed by Sontag, who claimed that camp emphasis on
style assumes neglect of the content concealed beneath
the surface of style. The “ideology” of glam tries to prove
that content can be actually the surface itself and that it
does not lose any of its value or gravity. It is simply the
division into style and content, form and content that is
liquidated.
Sontag, however, negated the political nature of
camp even though camp as such and its glam “variant”
are predominantly subversive and thus political and nev­
er remain neutral. Camp provokes, and hence is involved
in non-normative culture relegated to the margin and of­
ten socially branded (even if this involvement assumes a
frivolous and not overly serious form). In this sense, glam
matches better those attempts at describing the nature of
camp that are proposed by theoreticians trying to expand
and modify Sontag’s canonical text and to reconcile all
writings that criticise it. David Bergman wrote: First, eve­
ryone agrees that camp is a style (whether of objects or of the
way objects are perceived is debated) that favours “exaggera­
tion", “artifice" and “extremity". Second, camp exists in ten­
sion with popular culture, commercial culture, or consumerist
culture. Third, the person who can recognize camp, who sees
things as campy, or who can camp is a person outside the cul­
tural mainstream. Fourth, camp is affiliated with homosexual
culture, or at least with a self-conscious eroticism that throws
into question the naturalisation of desire.4 In turn, accord­
ing to Jack Babuscio camp is defined and established by
four key features: irony, aestheticism, theatricality, and
humour.5 Irony is supposed to refer to the contrast be­
tween a given individual (or object) and his/its context.6
In this way, irony combines opposites: male/female, high/
low, fictitious/true. For irony to be effective it is neces­
sary to endow it with some sort of a concrete spectacular
shape - the art of camp therefore relies largely upon arrange­
ment, timing and tone1 - hence the overblown aestheticism
and even over-aesthetisation. Hence also the enormous
pressure on the superficial, the external texture of things.
Babuscio remarked that style is the medium for self-pro­
jection, the carrier of meaning, and the expression of
emotions; it is never “neutral” but is always constructed
and exists rather as a form of awareness.8 It is also always
subversive and accentuates the non-continual by con­
trasting things that are ostensibly contradictory; in this
way it undermines the very principle of constructing such
standards - the binding principle of banality. Although
camp is often associated with kitsch (and sometimes is
even called conscious kitsch), the two phenomena are
separated by an essential difference: camp assumes ear­
nest involvement - the ability to strongly identify oneself

393

�Karolina Kosińska • THE ANDROGYNE WHO FELL TO EARTH

with that, which is regarded as camp. On the other hand,
kitsch is artistically shallow and vulgar and focuses on
sensation; kitsch is sentimental and superficial.9 The es­
sence of camp is not its flamboyant aesthetics but rather
the code concealed within it and its evocative character
(kitsch is not intentionally subversive). Camp does not
stop at depiction as such - it constantly stresses that we
are dealing with presentation and convention.
Discussions (more or less theoretical) about glam em­
phasize its visual, aesthetic aspect while ignoring mean­
ings contained in visuality; those satisfied with the de­
scription alone did not see any need to analyse the causes
of constructing such aesthetics. The point of departure
is the name itself - glam (glamour) - assuming that the
most prominent component was exaggerated and lavish
form (usually featuring the artificial opulence of costume
jewellery). The essence of the phenomenon, however,
appears to be something else. As Brian Eno, one of
the representatives of glam, declared: I have to say that
the “Glam” part was the wrong idea to focus on. For me it
wasn’t so much about glamour so much as the idea of chang­
ing identity or thinking up your own identity. Whether it was
glamorous or not was actually accidental.10 In other words,
form as such, although ostensibly designating only itself,
indicated the contents concealed within. In a truly camp
paradox the content was not separate from the form but
was contained in it.
Now for a moment back to Sontag’s text. By con­
stantly stressing camp’s predilection for artificiality she
assumed that the likeness typical for camp is that of the
Androgyne. Sontag maintained: (...) The most refined
form of sexual attractiveness (as well as the most refined form
of sexual pleasure) consists in going against the grain of one’s
sex. What is most beautiful in virile men is something femi­
nine; what is most beautiful in feminine women is something
masculine (...) 11 and stressed: Camp is the triumph of the
epicene style. (The convertibility of “man” and “woman,”
“person” and “thing.").12 In other words, all style, that is,
artifice, is, ultimately, epicene.13 Glam understood this de­
pendence perfectly. Style and artificiality were based on
diametrically comprehended creativity independent of
what we call “Nature”. In this mode, the identity that
each one of us creates for himself should be not only the
“reversal” of that “Nature” (to act against one’s sex) but
fully independent. Consequently, in glam that, which is
genderless is more popular than that, which is bisexual
and combines the masculine and the feminine.

Longing and desire
Velvet Goldmine was intended as homage to a past ep­
och, its music and ideology. It was not supposed to be a
monographic study of glam. Haynes wanted to avoid any
sort of documentariness. He was more interested in the
film being glam in itself, so that its construction and stylis­
tic were governed by the same laws as glam creativity and
narrations by glam rockers. Velvet Goldmine is thus more
394

of a dream, a recollection brimming with the nostalgia of
someone for whom glam became a borderline moment
in defining his identity. This is the reason why the whole
story is seen through the eyes of a fan - Arthur, who as a
journalist is to resolve ten years later the mystery of the
feigned murder of a former glam-rock star, Brian Slade.
Arthur, now grown up and disillusioned with reality, is
compelled not only to find out about the fate of the ob­
ject of his youthful fascination but also to go on an in­
ner journey and settle accounts with his rejected wishes
and longings. Although Haynes applied a construction
strategy familiar from Citizen Kane by Orson Welles - a
single story seen by numerous witnesses - the narration,
deprived of all traits of realism, compels us to think that
Arthur’s experience and recollections are of key impor­
tance. We watch a combination of recollections, imagi­
nation, and dreams, for which facts are but an inspiration
and which can be never verified. This is an extremely
well conceived operation - the story we watch is only a
construction composed of many others, interlinked and
overlapping. None can possess a status more authentic or
credible than others. The same strategy is present in each
symptom of glam rock creativity and appears in queer
theories. That, which we recognise as a fact - someone’s
history, identity - is a construction, while access to socalled truth is impossible. The essence of things as such
does not exist; there is only its depiction. There is no
such thing as primal nature - all is the work of culture.
This is why in Velvet Goldmine nothing claims to be the
sole truth and fact. This is not to say, however, that we
are dealing with pure fiction - the director tried to treat
the two categories as equal, to obliterate the boundary
between them, and to render their status identical. Once
we name them, facts become fiction and the latter can
always become facts for someone who wishes to recog­
nise it as such.
In order to create a complete albeit auteur synthesis
of glam rock Haynes followed all the paths that could
have led to and from glam, those that could have be­
come his inspiration, and those that he inspired himself.
More, the director defined glam rock as the most quot­
able moment in rock and roll, a great collage of sources14
This is also why the film is made of scores of short texts,
quotations, and references. First and foremost, while
tracing the precursors of glam rock it resorts directly to
Oscar Wilde, who in Velvet Goldmine appears as a magic
child dispatched from the stars, the owner of an emeraldamulet. Glam rock was also inspired by the American
“glamour” of the 1920s (hence a portrait of Jean Harlow
in the office of Slade’s manager), eighteenth-century sa­
lons, and the decadent fin de siècle cabaret. The intersex­
ual network is woven very finely - the director made use
not only of his own trails but also references contained in
the works of glam rockers; hence citations from Genet
and the inter-war Berlin cabaret. The very core of the
narration - the story of Brian Slade and Curt Wild - is

�Karolina Kosińska • THE ANDROGYNE WHO FELL TO EARTH

composed of facts taken from the lives of Bowie, Pop,
Reed, Eno, Ferry and Bolan. Haynes extracted the most
constitutive and essential components and used them
to create the history of glam rock embodied in the love
story of Slade and Wilde.
All references in Velvet Goldmine indicate culture
texts dealing with non-normative sexuality as well as the
construction of identity by applying the external, the aes­
thetic, and the visual. Haynes was interested primarily in
glam rock’s ostentatious artificiality conceived as a me­
dium, style as a means of expression, creation that builds
identity, and the overcoming of binariness in the do­
mains of sexuality and gender. In this fashion, the film’s
prime theme is the glam androgyne envisaged as a sub­
versive person opening up new possibilities, something
that remains outside the polarised gender order, and thus
an object of desire that fascinates because it comes “not
from this world”.
This is not, however, the Platonic version of the
androgyne belonging to the primeval order of things, a
symbol of completeness, purity, pre-sexuality, and uni­
versality. The glam androgyne is sexual, or rather out­
right pansexual. As Stella Bruzzi claimed: The androgyne
(...) has been conceptualised as a pre-sexual Platonic ideal
(...). Such flights into intangible, symbolic fantasy capture
only half of the power of an image.15 The second half was
to be composed of irresistible, overwhelming corporeal­
ity and sexuality. According to Bruzzi the androgynous
figure stands on the borderline between two spheres - the
imagined and the real. Eternal unfulfilled longing for the
ideal would be, therefore, combined with desire. Longing
creates a fantasy whose force is its eroticism.
This is not to say that the aesthetics of the andro­
gyne must be a combination of the features of the femi­
nine and the masculine. It does not necessarily have to
be a blend of both sexes and can be their negation or
rather that of binary division as such. While not being
either a woman or a man, the androgyne can still possess
overwhelming erotic force, even if only because by exist­
ing outside the boundaries of that, which is known and
understood, he personifies mystery, unpredictability and
that, which is not subjected to norms and categorisation.
In other words, he also carries danger and risk by stir­
ring a wish to cross the reality that we know, with which
we can became familiar, and which we can name and
experience.
Surprisingly, such an image of the androgyne appears
in the visual arts extremely rarely. If authors actually de­
cide to construct a character that is to blur or transcend
boundaries between genders they usually restrict them­
selves to conventionalised phenomena of transvestism,
transsexuals or cross-dressing.16 Meanwhile, none of
these categories realises the conception of the androgyne
because they all retain the binary division of the sexes
even if they link their elements. Stella Bruzzi declared:
Whereas cross-dressing is a collision between genders, which
395

are nevertheless identifiable, androgyny is a fusion that can
encompass these shifts and permutations. Despite signalling
danger and transgression, the cross-dressed or “dragged-up”
body still utilises the differences between the sexes for effect
(■ ■ ■ ).17 In this manner, solid banality remains the founda­
tion. The blurring of differences that characterises the andro­
gyne is, conversely, more dangerous and destabilising because
it incorporates eroticism.18This sort of eroticism is based on
endless uncertainty and doubts, on a simultaneous rec­
ognition, and its lack, of the ambivalence of the androgy­
nous image. The spectator perceives the discontinuity
of the identity of such a creature and does not harbour
an illusion that he is seeing a woman (or a man dressed
as one) or a man (or a woman dressed as one). It is ex­
actly ambivalence that seduces, and by doing so forces
us to forget about discontinuity while telling us to fall in
love with ambivalence as such. It cannot be classified or
categorised since there is no clear-cut definable category
beyond femininity and masculinity. The androgyne is
neither feminine masculinity nor masculine femininity,
nor is he an improvement of one of the genders because
he negates the principle of the existence of gender in
general. He is something quite distinct - ideal eroticism
independent of the division into genders, sexes, and sex­
uality; more, since androgyny assumes the obliteration
of boundaries between the sexes it also presupposes the
blurring of the delineated limits of sexuality.19 This is not
to say that it instantly implies bisexualism, because that
category, together with the significant prefix: “bi-“, is also
negated. Homo--, hetero--, or bi-sexuality are replaced
by pansexuality, which encompasses all combinations
and reaches the very essence of sexuality; it exists outside
all categorisation.
Naturally, from the very beginning the most impor­
tant were longing and desire - the structure of Velvet
Goldmine and its aesthetics are subjected to these two
categories. All tension between the characters and thus
also the manner of showing them (always from the per­
spective of one of them) is tinged with longing and de­
sire. The most important in the construction of the film
is the category of memory: narration is based on the mu­
tual permeation of recollections and dreams, while their
depiction is deprived of realistic features and over-aestheticized so as to show desire, on the one hand, and to
arouse it, on the other hand. By using the same structural
principles as those in Citizen Kane, Haynes offered sever­
al sources of reminiscences - we hear stories successively
recounted by persons who had been close to Brian Slade;
these stories had been changed into a myth by those who
in some way had been betrayed by him. Nonetheless,
visualisation is not based merely on their voices - it is the
fantasy of Arthur, a fan and a collector of those reminis­
cences that creates imagery. The stories told by Cecil,
Mandy and Curt are filtered through Arthur’s suddenly
awakened memory, suffused with rejected longing and
desire. In this manner, all that we are watching is a trans­

�Karolina Kosińska • THE ANDROGYNE WHO FELL TO EARTH

position of reality, fiction founded on the latter. Impor­
tantly, this fiction possesses the status of the only truly
existing space. Facts are created or rather recreated, and
even reconstruction is mere fiction. In Velvet Goldmine
the supreme principle is construction conceived as nega­
tion of the natural, the in-born, the real and that, which
exists in it. Here, everything is a product - events, rec­
ollections, and even the characters themselves. Among
the latter the most sophisticated and best representatives
of the ideal of the androgyne are Brian Slade, Curt Wild
and Jack Fairy.
First and foremost, all the characters are a conglom­
erate of concrete features, of “authentic” people - David
Bowie, Iggy Pop, Lou Reed, Brian Eno and Bryan Ferry.
The parenthesis is particularly important since it indi­
cates the fact that the public identity of those artists, just
like their pseudonyms, was a creation, fiction; that they
invented artificial persons for the sake of their work and
the audience (although only Bowie decided to devise
the characters of Ziggy Stardust, Aladdin Sane and Thin
White Duke - who were to be clearly distinctly uncon­
nected with him as David Bowie). The successive level of
the construction is determined by the performance of the
film protagonists - Brian Slade becomes Maxwell Demon
(modelled on Bowie-Stardust); Curt - a star brought up
by wolves, the embodiment of uncivilised atavism; Jack
Fairy, in his gown and jewels, functions as a sophisticated
drag queen (rather than as a transvestite) endowed with
irresistible but upsetting charm. Each changes into some­
one else, constructs a persona that, in turn, becomes a
manifesto, a programme, a provocation, and, more im­
portantly, a performance. The next level could contain
the likenesses of particular characters existing in the
memory of other protagonists, very much mythologised
and filtered through ever-alive emotions. For Mandy,
Brian remains a sweet boy although unyielding and ruth­
less in his battle for fame, for whom she had sacrificed
her youth. For Cecil, he is the embodiment of an ideal
and the greatest disappointment (elegance walking hand
in hand with a lie). Finally, Curt conceived Brian as a
quintessence of his fantasy and, at the same time, a sup­
plement of himself. The portrait of Slade in the memory
of persons close to him is a construction born of desire,
longing, and suffering, since the ideal not only never
changed reality but became conquered and trivialised by
it. There remains only Arthur and his return to teenage
fascinations. Although we hear Mandy, Cecil and Curt
telling stories, we see them through the eyes of Arthur
who performs the function of the visual narrator. His vi­
sion is pure fantasy - based on trivial and already consid­
erably falsified (as a rule, mythologised) knowledge about
the idol possessed by each fan. The image of Brian, which
he retained, is a mixture of facts obtained from news­
papers, posters and photographs, song lyrics, emotions
experienced while listening to records, and youthful fan­
tasies that were supposed to supplement the image of the
396

star. Arthur’s Brian and Curt are fantasies, the products
of his imagination, fiction closer to the wishes cherished
by him than to reality.
The most important for our reflections appears to be
the last category of constructing the person and person­
ality, contained in the fan-idol relationship, as well as the
protagonists’ transference into fiction, into the personas
that they had created for themselves. Those two types
of the construction of identity (or personality) in Velvet
Goldmine are very strongly connected with the category
of an obliteration of boundaries between the genders, a
devaluation of the binarity upon which they had been
based up to then. The same holds true for desire - sexu­
ality in Haynes’ film ceases it be hetero-- or homosexu­
ality just as gender is no longer male or female. Brian­
Maxwell, Curt, Jack or Arthur - all realise the ideal of
androgyny, although each in his own, personal, and dis­
tinct way.
From the very onset, the plot of Velvet Goldmine
takes place in fairy-tale sets. In 1854 a falling star soaring
across the sky above Dublin explodes in lavender sparks.
It leaves behind on Earth, in the household of Mr. and
Mrs. Wilde, a child - the future Oscar, wrapped in fab­
ric clasped with an emerald pin. The latter proves to be
a talisman, an emblem, and a carrier of certain inner
force and charisma enjoyed by each successive owner
of the jewel. A hundred years later, the seven-year old
Jack, beaten and persecuted by his peers, finds in the
school playground the emerald wedged between pave­
ment flagstones. He returns home along a path leading
across an excessively adorable, over-aestheticized, and
ostentatiously artificial and fairy-tale landscape - a sym­
bol of a mythical happy childhood that the boy cannot
enjoy. Already as an owner of the gem he stands in front
of a mirror and takes a close look at his cut lip, slowly
smearing the blood as if it were lipstick; suddenly, he
becomes pleased with his reflection. He has created
a new version of himself, certain of his value, and aware
that his place in the world lies beyond the rigid and bru­
tal norms of the schoolyard, in a land of fantasy full of
strange flowers and subtle perfumes, a land of which it is joy
of all joys to dream, a land where all things are perfect and
poisonous. 20 This opening sequence combined with an
off-screen text tells us that little Jack is the heir not only
of the aesthetics of Oscar Wilde but also of the latter’s
way of thinking (e.g. in The Portrait of Dorian Gray). It
also shifts the focal point of the film from the conflict
between the accepted norm (approved identities) and
that, which is situated beyond, the existence of a world
devoid of norms. Haynes wished primarily to enter the
world (even if artificial) of characters negating norms.
By making use of stylistics and a structure resembling
a dream he presented reality devoid of polarised identi­
ties, values, and categories, leaving his protagonists and
reality unidentified and open, and prohibiting their clas­
sification.

�Karolina Kosińska • THE ANDROGYNE WHO FELL TO EARTH

The grown-up Jack becomes an androgynous creature
"guided” by the inherited jewel.21 His androgynousness,
however, is realised in categories belonging to the dis­
course of binarity and understandable for the surround­
ing (which recognises norms). He is treated according
to the common understanding of a transvestite - a man,
probably homosexual, who dresses as a woman. He does
not provoke laughter or becomes a caricature of any of
the genders - although this was the way in which the
(popular) cinema usually showed all sorts of trans-gender
protagonists. Wherever he appears, Jack is admired and
respected. To apply a distinction proposed by the theore­
ticians of camp - Jack Fairy belongs to high camp, to its
aristocracy, and all criteria defining low camp are absent.
Haynes stressed upon numerous occasions that Jack is
the source, the first ‘"genuine” example of his genre, and
that his magnetism benefitted all others.
And yet he does not comprise the centre of fascina­
tion for all protagonists. It is Brian Slade-Maxwell De­
mon who arouses the greatest desire. Interestingly, Slade
is shown as a usurper who seduces Jack and steals the
jewelled pin, thus seizing its power. Nonetheless, Brian’s
creation, i.e. Maxwell Demon, is someone totally new,
”prepared” and moulded by Slade’s numerous experienc­
es and inspirations but never merely their commonplace
conglomerate. As Cecil recounts, Brian’s tender introduc­
tion to the theatrical underworld would leave a dramatic
impression. He thus became acquainted with the revue
theatre demi-monde (outstandingly low camp), full of
aging transvestites and homosexuals. Inspired by what he
saw on stage and backstage, little Brian gave his parents
performances during which he became Little Richard
- yet another icon inspiring glam rock artists. Then, in
the spirit of numerous boys from the suburbs, he joined
the mods, the first true dandies of pop —and known to just
about any indiscretion when a good suit was involved. Their
philosophy was to become the philosophy of glam - the
most important is creation, pose, and a radically stylised
image. Identity and personality can be constructed on
the body without succumbing to social pressure. Just as
in the case of each subculture, the mods were recruited
from among young people whose basic principle of exist­
ence was rebellion. This time, they revolted against the
greyness and boredom of the surrounding world, the pu­
ritan mentality of the middle class, and the working class
ethos. Ostentatious consumerism expressed disdain for
everything that is common, and the cult Vespa scooter
became a symbol of independence while a well-cut suit
was to be an attribute of perfectly designed individuality.
Within this context it was obvious that in the working
and middle class environment, as a rule rather conserva­
tive, mods could function as “effeminate” (in contrast to
the rockers in their leather jacket and with heavy motor­
bikes). Haynes undoubtedly made use of this stereotype
- his Brian-mod exploits his pedantic image of a dandy,
i.a. to seduce other boys with a girlish appearance.
397

Brian endlessly observes and spies upon that, which
is decisive for the magnetic force of others. This is the
force that he perceives first in Jack and then in Curt, who
becomes his one true passion and, at the same time, the
embodiment of the ideal lover for Maxwell. His relation­
ships are, as a rule, based on desire - not so much for
corporeality as for the image of successive fascinations.
Brian wishes to stir the same type of unrest and the same
ambivalent and undefined emotions. He wishes to be­
come that, which he desires, and just like Ziggy Stardust
he desires his ego. This is not to say that Haynes sees the
source of Maxwell’s power in pure usurpation, although
he distinctly makes it clear that among all the protago­
nists Brian is the only who betrayed and lost the battle
waged against imposed, hostile reality. The charisma of
Brian-Maxwell was simply granted to him by those who
believed in his image, who waited for him, and for whom
he expressed that, which they wanted to see. Although
Brian created Maxwell, the latter functioned only in the
imagination of his fans as a fantasy devised by them, each
time different and matching their most intimate and in­
dividual longings. A feedback effect - Brian offers others
his image and they fill it with meaning and give it back.
Hence - if we accept Arthur’s perspective as central in
the narration of Velvet Goldmine - the strongly mytholo­
gised characters and space, the obligatory structure of
a dream, the conspicuous over-aesthetisation, and the
obliteration of the difference between fiction and fact,
dream and reality.
The indubitably overwhelming power of Brian/Maxwell comes from his androgyny. As has been mentioned,
it not so much links both genders or becomes a “third”
one as negates the existence of any sort of gender. Max­
well is supposed to be an arrival from the stars and thus
does not have to be a human being. His “alien” nature,
although dehumanised, is, however, suffused with eroti­
cism affecting everyone regardless of gender and declared
sexual orientation. His eroticism does not arise from an
increased potential, the supposed attribute of a combina­
tion of man and woman, but rather from the fact that it
remains a secret. Since no one knows who Maxwell is, no
one is capable of describing the character of his sexuality.
It is the unknown and not enhancement that is decisive
for his power. Interestingly, Maxwell’s persona, urging his
fans to join in constant fun and experimenting with their
identity, proposed the rejection not only of the binary
nature of gender and unambiguous hetero-- and homo­
sexuality but also of the existence of any sort of defined
gender or orientation. The construction of identity was
to take place outside these categories and to be totally
independent of them. Since, however, we are unable to
move beyond them and the culture that founds them,
such creation is outright impossible. There remains the
process of juggling with the attributes of femininity and
masculinity, keeping a distance towards them, and com­
prehending their conventional character. At the same

�Karolina Kosińska • THE ANDROGYNE WHO FELL TO EARTH

time, such experiments can produce extremely creative
effects - we can imagine only two genders as stable; even
if they were to be represented in countless variants they
will be always enclosed in two "camps”. Each representa­
tion that would exist somewhere between them would be
only temporary and could not become stabilised because
there does not exist a defined category that would render
it immobile. This is the reason why each androgynous
character shall possess a unique character - he can never
become petrified and turn into a matrix, to be later re­
peated.
Queer and the performative character of identity
Velvet Goldmine is a queer film and its author is one
of the foremost creators of a current described by the
critics as the New Queer Cinema.22 The recounted sto­
ry of glam rock, its “biography”, was "rendered queer”,
passed through the filter of queer theories - even super­
ficial acquaintance with them can prove to be very im­
portant for deciphering the film. Naturally, it would be
difficult to assume that the authors of glam rock during
its peak period were conscious of the subversive char­
acter of this trend; the director, however, was undoubt­
edly aware of it when he introduced the phenomenon
of glam rock into a widely understood history of queer
culture (formulated, necessarily, backward), since he
discovered in it twin-like similarity to the queer view
of reality, sexuality, and identity - the fluidity of cat­
egories, the rejection of hermetic definitions, the over­
coming of the binary. Haynes noted upon numerous
occasions that the early 1970s (and glam rock above
all) constituted the last truly diverse, productive, and
398

progressive period open to new ideas and the toppling
of taboos, especially within the sphere of sexuality. The
sexual revolution was not brought about by the 1960s
but by the 1970s. The earlier decade assumed free love,
but actually it was still limited by obligatory heterosexu­
ality and the binary nature of cultural gender. In this
sense, it paradoxically remained conservative. On the
other hand, the 1970s, together with glam rock, were,
the director claims, a quintessence of truly liberated
sexuality. What was so interesting about the glam era was
that it was about bisexuality and breaking down the bounda­
ries between masculinity and femininity with this androgyny
thing. It was about breaking down barriers (...).23 Hayes
perceived in glam not only a lens that gathered all these
elements but also an immensely important link in the
chain of queer culture.
In common use the term "queer” functions as a con­
cept-umbrella encompassing all those sexual identities
and sexualities that remain outside the norm of the bina­
ry division of gender and homosexuality. Contemporary
theories concerning the domain of queer increasingly
frequently tend to include within their range identities
whose nature is determined not only by non-normative
sexuality or sexual identity but also by social class or race.
In a word, the category of sexuality ceases to be the sole
category for queer - just as essential is every identity that
for one reason or another is excluded, relegated to the
margin, discriminated or branded by those guarding the
norms. In this manner, the theories of queer focus more
on identity in general than on sexuality; finally, the con­
struction and perception of norms (and thus also that,

�Karolina Kosińska • THE ANDROGYNE WHO FELL TO EARTH

which is regarded as normal) depend on the way in which
we see the creation or construction of identity.
The theories of queer oppose the same logic that of­
fers dichotomies based on what we recognise as concur­
rent, or not, with norms. They go on the assumption that
the foundation of oppression is binary division.24 This is
why "queerness” as such is to be based on the instabil­
ity (or constant destabilisation) of identities regarded as
“hard”, invariable, and natural. It is to overcome divi­
sions, blur boundaries, oppose their hermetic qualities
and ossification, and thus propose fluidity, the flexibility
of all categories thanks to which it will become feasible
to topple an order built on dichotomies and thus the
foundation of eventual oppression. Naturally, reasoning
of this sort is enrooted in a constructivist approach pre­
supposing that all identities functioning in social order
(sexual, gender, racial or class) are merely a construc­
tion produced by that order. Contrary to the essentialist
model, its constructionist counterpart negates all con­
ceptions maintaining that identity is in-born and embed­
ded in the psyche of each person from his birth, and that
it is “natural”. In this manner, it discloses the same order
that makes use of the essentialist approach envisaged as a
tool of social control serving the retention of binariness,
norms, and order itself. Stability denotes immobilisation,
and instability - creativity and development. Queer sup­
ports the second option.
This manner of perceiving identity leads us in a
straight line towards theories represented by Judith But­
ler, who in a number of her works described the concep­
tion of performativeness, which pertains to identity. In:
Gender Trouble. Feminism and the Subversion of Identity25
Butler intended to undermine universal reflections on
identity as essence, substance, something inherent that
precedes all sorts of discourses, relations or conditions.
In this manner, she criticised reasoning characteristic for
essentionalism, and thus also “the metaphysics of sub­
stance” that, she stressed, still exists in philosophical and
sociological thought. Butler evoked those conceits by fol­
lowing the example of Nietzsche or rather his commen­
tator, Michel Haar, who claimed: (...) a number of philo­
sophical ontologies have been trapped within certain illusions
of “Being” and “Substance” that are fostered by the belief that
the grammatical formulation of subject and predicate reflects
the prior ontological reality of substance and attribute. These
constructs, argues Haar, constitute the artificial philosophical
means by which simplicity, order, and identity are effectively
instituted.26 This “metaphysics of substance” permeates
also thinking about the categories of gender - the body
is conceived as a substance, a domain in which gender
is inscribed, closely stemming from that body (and its
biology). By the very nature of things, the body carries
gender, which in turn affects directly connected cultural
gender and desire (in the heteronormative order focused
in an obligatory manner on the other gender). For Butler
one of the most important undertakings intent on un­
399

dermining such an approach is the division of the en­
forced gender/sex/sexuality triad; this would mean that a
biological woman does not have to be a cultural woman
who due to her nature desires men ("cohesive” both bio­
logically and culturally). Shattering this triad would also
signify resignation from gender binariness and thus open
a path towards all those identities that do not find fulfil­
ment in such binariness.
Our reflections attach greater importance to the con­
sequences of rejecting the "metaphysics of substance” - if
the latter collapses then all categories based on it and
resulting from its logic will lose their raison d’être. Since
substance and essence are mere illusions there is no origi­
nal model on which cultural gender is to base itself nor
does there exist any “original” model of man and woman
realised in countless copies; the very concept of natural­
ness loses its sense. We are dealing here with sui generis
reification - that, which appears to be natural, inborn,
primary, and pre-discursive is only an artificial product,
the outcome of neutralisation that while suggesting
naturalness and pre-discursiveness retains the stability of
the genders, their binary division, and the order based
upon it. The essentialist model becomes replaced by a
constructivist one - the “original” or the “ideal” are only
social constructs. The performative character of identity
is supposed to consist of a constant repetition of that
“original” or “ideal” and its bodily realisation by means
of gestures, behaviour, and the creation of outer appear­
ance, with this process of repetition producing an illusion
of naturalness, the stability of the object and its identity.
There exists, therefore, only the copy, which, in a man­
ner of speaking, creates the “original” that, furthermore,
exists exclusively in the symbolic sphere and is a fantasy copied
by subjects exposed to socialisation/culturalisation21 Butler
wrote: Gender is a kind of imitation for which there is no
original; in fact, it is a kind of imitation that produces the very
notion of the original as an effect and consequence of the imi­
tation itself. In other words, the naturalistic effects of heterosexualised genders are produced through imitative strategies;
what they imitate is a fantastic ideal of heterosexual identity
one that is produced by the imitation as its effect. In this sense,
the “reality" of heterosexual identities is performatively consti­
tuted through an imitation that sets itself up as the original and
the ground of all imitations28 She claimed, however, that
the “roles” that we assume, those ”ideals” constantly imi­
tated and embodied by us, are imposed from above and
we have no field for manoeuver - as a subject, we cannot
select our “role”. We receive it under coercion and have
no impact upon it; nor can we reject it or accept another
one since we are incapable of acting outside the “matrix
of intelligibility", a set of standards and norms that define
the way in which we are to look like and behave and
who we are to be so that society could accept us and rec­
ognise us as “normal” individuals. Those who transcend
this matrix, beings that are not enclosed in definitions or
norms of identity ’’cohesion”, are usually delegated to the

�Karolina Kosińska • THE ANDROGYNE WHO FELL TO EARTH

margin, branded, excluded or ignored. In this situation, a
purposeful realisation of a non-continuum (i. e. to shat­
ter the sex/gender/sexuality triad) by, e.g. applying the
drag queen practice, is a strategy of submersion intent on
breaking the compulsory identity continuum in order to
reveal its artificiality, and thus the artificial character of
its stability. Although we are capable of trusting the feminin­
ity of a woman, the anxiety, fear or animosity of many people
are caused by the femininity of a man. Such panic is associ­
ated quite possibly with the unspoken suspicion that femininity
could be accessible also to men. This would denote that it does
not originate from some sort of feminine specificity, its biology
or essence, regardless of its comprehension, but that the source
exists elsewhere —beyond the subject!29
By referring those conceptions to characters created
first by the authors of glam rock (less consciously) and
then by Todd Haynes (more consciously) one can notice
that the fascination they produce has the same founda­
tion as the above-mentioned fear and anxiety. It is suf­
ficiently reinforced so that the characters not so much
undermine the stability and cohesion of the identity triad
as totally ignore it. The androgynous creatures of glam
do not exceed the matrix of intelligibility but bypass it,
just as they ignore all standards pertaining to the neutral­
ised "original” or "ideal”. The androgyne of glam is not
a drag queen combining the feminine and the masculine
in some sort of a phenomenal melange - in that case we
would be able to still recognise which of its elements cul­
turally belongs to which gender. The androgyne noncha­
lantly resigns from the attributes of either gender. Natu­
rally, there remains the strategy of subversion because
glam and its androgyne constantly mark their artificiality
and demonstratively admit that they are only a copy of
a non-existent original. This copy, however, makes no
claims to being a substance, an essence that is the begin­
ning of everything. Glam seems to be saying after But­
ler: there is no gender identity apart from its expression;
identity is performatively constituted by “expressions”
alone, which are perceived as its effect.
In daily life, Butler stressed, we imperceptibly try to
neutralise this theatralisation (this is the source of its
success), but glam and Haynes’ protagonists consciously
emphasize theatralisation; in this way they simultane­
ously celebrate it and shatter and deconstruct it. It starts
being noticed, which is not to say that it is condemned
or rejected. It simply changes its appearance - Bowie,
Bolan, Pop, Reed, Eno or Ferry followed by Jack Fairy,
Brian Slade, and Curt Wild no longer theatralise their
cultural gender, which is supposed to follow their biologi­
cal gender and decide about sexuality, but they theatralise their androgynous identities, their cultural genders
that, paradoxically, do not exist since there is no “recipe”
for a true androgyne, no stable matrix. In this manner,
such activity emphasizes that the idea or primary sub­
stance has no raison d’être - the androgynous personas
of the mentioned artists are only temporary realisations
400

of some fleeting fantasy that makes no claims to being
the source and basis of any sort of identity. True, these
are fantasies, but they do not belong to any norm based
on the illusion of "firm” identity, substance or compul­
sory binary sex/gender/sexuality order. Fantasies are to
oppose such a system; more, they are supposed to be
constantly aware of the fact that they are no more than
mere fantasies. It was the idea of Curt more than anything,
this —image. Which, of course, no one could ever possibly
live up to, Mandy says to Arthur at a certain moment. As
long as there exists the awareness of “being fiction” there
exist preserved creativeness, liveliness, and ensuing sub­
versiveness. Once that awareness vanishes loss becomes
inevitable as does joining the binding, heteronormative
system. Perhaps herein lies an explanation of the fall of
Ziggy and the transformation of Brian and his betrayal.
The latter can possess yet another essential mean­
ing for understanding Velvet Goldmine - once again
the study by Judith Butler proves helpful by referring
to psychoanalytical theories on identification and desire.30 Butler wrote: Any intense emotional attachment
thus divides into either wanting to have someone or wanting
to be that someone, but never both at once. It is important
to consider that identification and desire can coexist, and
that their formulation in terms of mutually exclusive op­
position serves a heterosexual matrix.31 In the case of the
protagonists of Velvet Goldmine this mutual exclusion is
overcome. Arthur desires Brian and Curt because, i.a.
he wants to be like them. The same process occurs not
only in all fan-star relations but also in relations involv­
ing the stars, e.g. Brian-Jack, or Brian-Curt. Certainly,
great importance is attached here to the violation of
the principles of the obligatory order of the sex/gender/sexuality triad; true, almost all the lead characters
in these relations are men (Mandy has been bypassed
and other subversive women are simply missing, a fea­
ture that is actually characteristic for glam as a whole).
More, these men not only reject heterosexuality but
also the binding ”realisation” of biological gender by
cultural gender - none of them ”represents” a man
or plays his role. On the other hand, all build on their
bodies an identity that does not belong to the order of
any cultural gender. They ”are“ not men but they also
“are” not women (only Jack Fairy could produce certain
doubt) - nor “are” they even a combination that could
be understandable within the paradigm of the binary
order of genders. Their performance is situated totally
outside categories.
In such a configuration identification and desire
could merge into one, since there is no binariness that
would be capable of dividing them. To be like someone
else does not denote copying - emulation could be un­
derstood only in the categories of a function. Brian does
not want to look like Jack nor does he want to copy his
creation - he wants to possess the same force as Jack.
Since he understands that this force stems from the un­

�Karolina Kosińska • THE ANDROGYNE WHO FELL TO EARTH

defined nature of identity and its instability this is on
what he focuses the desire of imitation.
The androgyne cannot exist without an image. After
all, he does not possess substance and does not exist as
a palpable, real being because he is situated outside that,
which is imaginable and can be categorised. To exist in
the physical reality of daily life means to apply the rules of
that reality and thus the categories and norms suggested
by culture. The set of those categories is strictly defined
and regulated even if it succumbs to constant transfor­
mations. The trans-gender character can transgress or
negate such categories and norms; he can rebel against
them but will be always dependent on their existence. He
is embroiled in the definiteness of the “feminine” and the
“masculine” and can only juggle them but will never free
himself from them. The androgyne, however, possesses
such liberty but can exist only as an idea or an image that
cannot be examined to the end. The transference of this
idea and image onto a screen is a task just as subtle as
it is extremely difficult. Ignoring that, which is known,
and entering, even if only by means of a visual presenta­
tion, the domain of the unknown and even the unrec­
ognisable appears to be an absurd undertaking and one
doomed to failure - how could we show something that
is actually non-existent? A mere product of fantasy? The
cinema, however, can offer us fantasy, and the means of
film expression are capable of not so much presenting it
as proposing a feeling (or premonition) of its presence. If
the androgyne can exist somewhere film can offer him
space as long as the latter resembles a dream and never
touches the Earth.

17
18
19
20
21

22

23
24

25
26
27

28
Endnotes
1 Velvet Goldmine is the title of one of David Bowie's most
outrageous songs.
2 I omit such secondary characters as Gary Glitter and
Suzi Quattro and the bands Slade and Sweet.
3 S. Sontag, Notes on „Camp", full text accessible from:
http://www.math.utah.edu/~lars/Sontag::Notes%20
on%20camp.pdf (accessed 19.12.2013)
4 D. Bergman, in: Camp Grounds. Style and Homosexuality,
ed. D. Bergman, Massachusetts 1993, pp. 4-5.
5 J. Babuscio, Camp and the Gay Sensibility, in: Camp
Grounds... , op. cit., p. 20.
6 Ibid.
7 Ibid., p. 21.
8 Ibid., p. 22.
9 Ibid., p. 23.
10 B. Hoskyns, Glam! Bowie, Bolan and the Glitter Rock
Revolution, Faber Paperbacks, 1998.
11 S. Sontag, op. cit.
12 Ibid.
13 Ibid.
14 http://www.theasc.com/magazine/nov98/velvet/index.
htm interview for "American Cinematographer”.
15 S. Bruzzi, Undressing Cinema. Clothing and Identity in the
Movies, London/New York 1997, p. 176.
16 The term: cross-dressing means "changing” into a costu­
me culturally ascribed to another gender. This pheno­

401

29
30

31

menon should not be identified with transvestism, in
which it has a rather erotic sub-text; cross-dressing is
usually a wider concept and exceeds the sphere of perso­
nal experience. As a social act it could become an
instrument of subversion. On the other hand, it is worth
keeping in mind that there is no single binding defini­
tion and that existing ones are subjected to constant
transformations and, as is usual in such cases, give rise
to numerous polemics.
Bruzzi, op. cit., p. 176.
Ibid., p. XX.
Ibid., p. 175.
Quotation from the film.
Jack is very loosely inspired by Brian Eno and Bryan
Ferry, members of the Roxy Music band, regarded as one
of the artistically superior within glam rock. From them
Jack borrows his surname and a disturbing, innate cha­
risma, often attributed to Eno who rather distinctly
realised the merge of two genders while strongly accen­
tuating features belonging to the stereotype of feminini­
ty.
See: K. Kosińska, Drzwi już otwarte. New Queer Cinema,
www.celuloid.pl, no. 1. 1.10.2003. (http://celuloid.pl/
artykuly_cale.html?artykul = 71efcd0813a93cd&amp;numer=1).
www.avclub.com/articles/todd Haynes 13566.
See: J. Gamson, Must Identity Movements, in: Queer
Theory/Sociology, ed. S. Seidman, Cambridge, 1996, p.
396.
J. Butler, Gender Trouble. Feminism and the Subversion of
Identity, Routledge, New York-London 1990.
Ibidem, p. 28.
D. K. Balejko, Teatr ról płciowych. Teorie o performatywnym charakterze tożsamości płciowej w oparciu o film Jennie
Livingston Paris Is Burning oraz teksty teoretyczne Judith
Butler, in: Gender w humanistyce, ed. Małgorzata
Radkiewicz, Kraków 2001, p. 136.
J. Butler, Imitation and Gender Insubordination, in: The
Lesbian and Gay Studies Reader, eds. H. Abelove, M. A.
Barale, D. M. Halperin, Routledge, New York-London
1993, p. 313.
D. K. Balejko, op. cit., p. 137.
Further on Butler mentioned the equally interesting
problem of the nature of the existence of identity and its
constitution. First, she recalled Freud and his theory of
incorporation, which she then compared to the concept
of mimetic identification expounded by Mikael BorchJacobsen and Ruth Leys; to a certain extent she accep­
ted both. These conceits suggest that the psychic sub­
ject, identity, is never primeval or stems from itself,
neither is it cohesive and self-identical. It is always con­
stituted by the Others. Finally, Butler combined both
theories into a single one. Although they may exert a
considerable impact on an interpretation of the relations
between the protagonists and comprise a base for further
reflections within the context of Haynes' film, due to
insufficient space I shall concentrate only on identifica­
tion and desire. Ibidem, pp. 316-318.
Ibidem, p. 316.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7158" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7138">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/f0288339f2ba5e37641f009dc7d869fc.pdf</src>
        <authentication>2920421f1cb576b9e35508f6b979411b</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85484">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6573</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85485">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85486">
                <text>2014</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85488">
                <text>anthropology of film</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85490">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6144</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85492">
                <text>Fragmentary Presences / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85494">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue s.378-390</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85496">
                <text>Czaja, Dariusz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85498">
                <text>ang</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85500">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85502">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85504">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85508">
                <text>DARIUSZ

traces of various cognitive significance that have to
be now subjected to laborious interpretations. Let us,
therefore, ask: who really died on that day, month and
year? Who was the person described in a seventeenthcentury dictionary as: Nobilissimus Carolus Gesualdus,
Princeps Venusinus, nostrae tempestatis Musicorum ac
Melopaeorum, princeps? Who was Carlo Gesualdo?
This disturbing mystery of identity is the topic of
the following text.

CZAJA

Fragmentary Presences.
Portraits
of Carlo Gesualdo

Voices from the past

Ideal and dearly beloved voices
of those who are dead, or of those
who are lost to us like the dead.
Sometimes they speak to us in our dreams;
sometimes in thought the mind hears them.
And for a moment with their echo other echoes
return from the first poetry of our lives like music that extinguishes the far-off night.
Constantine Cavafy, Voices1
He died.
The prince died.
Prince Carlo Gesualdo da Venosa died.
The ultimate deathbed chord of this biography re­
sounded on 8 September 1613.
The funeral ceremonies had been celebrated, the
body laid to rest in a grave, the book of life is closed.
Evoking already at the very onset, and in such a de­
monstrative manner, the conventionalised metaphor
of the book of life shut for always - and announced
by repeating the word: “died” thrice - I would like to
draw attention not so much to the simple and obvious
(?) fact of the biological end as to clearly and firmly
accentuate a frustrating circumstance, namely, that
contrary to all appearances in the eyes of the living
the cognitive situation connected with recreating and
naming the "truth” about the finally ended existence
of the prince of Venosa does not change for the bet­
ter. Despite the fact that this book of life has been
already granted a last chapter and that it has a definite
epilogue that cannot be corrected, the meaning of the
biography still refuses to arrange itself into a legible
pattern.
Carlo Gesualdo disappeared irretrievably and will
no longer answer any of the questions of interest to us.
Nor will he resolve the doubts intriguing us. The fact
that his voice became silent for always in a mental and
cultural situation so distant from ours multiplies prob­
lems even more. We are left only with traces of his life,
378

The concept of a facial composite belongs, as we
know, to the dictionary of criminal studies. In situa­
tions of particular threat the police draftsman, basing
himself on the testimonies of eyewitnesses, executes
a portrait of the felon in accordance with certain ac­
cepted routines. Such a drawing, often a painstak­
ing attempt at the coordination and synchronisation
of assorted, at times contradictory observations now
pieced together is to become a reliable likeness of the
perpetrator pursued by the law. It is intended to be his
recognisable portrait. The end effect is thus a resultant
of the percipience and memory of the witnesses and
the talent and skills of the draftsman. Arrest warrants
containing the portrait are dispatched in pursuit of the
living (although sometimes in the course of the search
they become the dead), making it possible - in both
cases - to verify this type of collective work. We can,
therefore, assess the degree of the proximity between
the depiction and the designate, between the likeness
and the person whom it was supposed to represent. In
other words, the value of this cognitive method can be
easily verified by means of a simple comparison.
This is an uncomplicated model situation. Real
problems appear when the construction of such a
portrait from memory - regardless whether compre­
hended literally (visually) or figuratively (rhetorically)
- involves a person from the past who, in addition,
lived several hundred years ago. Then the degree of
complications relating to its execution suddenly grows
and the possibilities of verification leave, euphemis­
tically speaking, much to desire. How can we reach
the truth about a person from the distant past? Which
historical testimonies should we trust, and why? In
what manner will our suppositions become legitimate?
Finally, how and, predominantly, is it at all possible
to achieve a facial composite of an historical figure?
A t this point it appears appropriate to recollect the
concept of a facial composite. It is difficult to resist
the impression that in the case of a reconstruction of
a biography from the past the work conducted by an
historian resembles that of a detective, while interpre­
tations unambiguously bring to mind a trial based on
circumstantial evidence. Only by following traces left
behind by memory can we come close to solving the
mystery of identity.

�D ariusz C zaja • FRAGMENTARY PRESENCES. PORTRAITS OF CARLO GESUALDO

Apparently, it is precisely this sort of difficulty tack­
led by historians-detectives - both nominal 2 and selfproclaimed - who had tried or still attempt to "draw”
a portrait of Prince Carlo Gesualdo of Venosa from
a perspective of 400 years. In this case, the detective
metaphor assumes all the traits of literalness. Keep in
mind: the goal is to create a convincing and adequate
facial composite of a composer and ... murderer. Now
for a closer look at several contemporary procedures of
rendering his likeness indelible.
One of the most fascinating "research” hypotheses
intent on revealing the mystery of the life of Carlo Ge­
sualdo is the television documentary by Werner Her­
zog: Death for Five Voices (1995).3 From the very first
scenes Herzog convinces us that he is acting in the
manner of a genuine documentarian. We are thus of­
fered numerous photographs from “visiting the site of
crime” and of places connected with Gesualdo’s life,
competent musicologists provide a specialist commen­
tary to his musical oeuvre, and professional singers per­
form his madrigals (II Complesso Barocco under Alan
Curtis, The Gesualdo Consort under Gerald Place).
Everything falls into place according to the well-tested
scenario for a documentary film about an artist: some
material about his life and a presentation of his works
- enough not to bore the viewer and shown preferably
interchangeably so that this compilation might gen­
erate a pattern as legible as possible and offer a con­
vincing portrait of the artist resurrected thanks to the
director’s knowledge, intuition and skill.
Basically, this is the scheme applied by Herzog. He
would have not been himself, however, if had he not,
apart from resolving the mystery of Gesualdo, added a
few new puzzles. Nothing is unambiguous and the film
lacks straight lines. It is time, therefore, to follow in
detail the manner in which Herzog construed a por­
trait of Gesualdo and arrived at the truth.
In Death for Five Voices the lead parts are actually
played by voices. This does not, however, as the title
may suggest, involve madrigals for five voices com­
posed by Gesualdo or the voices of singers heard upon
several occasions in the film. From the viewpoint of a
reconstruction of life events the foremost factor are
the voices of a number of characters building the pro­
tagonist’s facial composite, the intriguing and memo­
rable polyphony of Herzog’s document. Let us for a
moment disturb the chronology of the film so as to
present two sequences of voices composing two ver­
sions of Gesualdo, two portraits: the first reconstructs
the life of the composer, and the other concentrates
on his music. Kaleidoscopic narration contains several
significant figures creating a rather picturesque group
of experts bringing us closer to the meanders of the life
of the prince of musicians.
In view of the fact that Gesualdo’s greatest pas­
sion was music it does not come as a surprise that

Herzog chose his witnesses from among professionals.
The chief narrator of the film story about Gesualdo is
Gerald Place, a musicologist, expert on the prince’s
music, and conductor of The Gesualdo Consort, who
recalls and relates in the manner of an encyclopaedic
archivist assorted basic facts from the composer’s bi­
ography.
Musicologist I: As musicians working at the end of the
twentieth century we can’t help but recognise Gesualdo as
a kind of a musical visionary. Looking back there seems
to be a whole gap between the end of Gesualdo’s life and
Wagner and that kind of late nineteenth-century Romantic
writing. There is really nothing in between and it seems very
strange to us. This amazing music comes out of an awfully
amazing life story. And it was this life story, the biography
that first led musicians to look at Gesualdo at all. And had
his life not been so extraordinary (my emphasis - M.C.)
perhaps we may not even now be bothering to look at his
music. Philip Heseltine, an English scholar better known
by his pseudonym of Peter Warlock, became so involved
with Gesualdo, he edited a lot of his music. It was he that
first saw it as a kind of prefiguration of Wagner. He got
so involved that he actually thought he was Gesualdo and
became so deranged he committed suicide. So Gesualdo
has all sorts of influences now across the centuries. He
was born in 1560 or 1561, we think, and his elder brother
died when he was19 so Gesualdo himself became prince
of Venosa. And this was the point when he was already
writing a lot of music and already become involved as a
composer. And perhaps his duties as prince formed a con­
flict with his interest as an amateur musician. The fact that
he was an amateur musician is very significant because he
was able to do things for himself. He didn’t have to please a
patron, he could follow whatever line musically he wanted.
1586 saw his marriage to Maria d’Avalos, who was one of
the most beautiful women of her time. In fact it’s been sug­
gested that she was the model for Leonardo’s Giaconda.
By the time Gesualdo married her shed already been wid­
owed twice. ... The source describes her husband’s death
as an excess of connubial bliss ... Soon after a son was
born to Gesualdo and Donna Maria, and then things took
a nasty turn. An uncle of Gesualdo’s, who was a cardinal
in fact, started making advances to Donna Maria. And
he discovered that in fact somebody else was interested in
her - Fabrizio Carafa, the most noble, eligible duke of his
generation. Naturally, the uncle was exceedingly jealous
and went straight to Gesualdo and told him all the details.
Gesualdo’s reaction was to plan a murder.
In turm, the statements made by Alan Curtis (Mu­
sicologist II) mainly contain the motif of Gesualdo’s
brilliance and originality:
It’s not a coincidence that the same music critics who
call Gesualdo’s music incompetent and the work of an am­
ateur are themselves usually incompetent am ateu rs.. It
is the great composers of our century who have recognised
the great genius of Gesualdo, above all, perhaps, Stravin­

379

�D ariusz C zaja • FRAGMENTARY PRESENCES. PORTRAITS OF CARLO GESUALDO

sky who admired Gesualdo’s music so much that he even
made two pilgrimages to Gesualdo, to the village, to see
the castle.
In this posthumous debate an opinion is also ex­
pressed by an Historian, who confirms Gesualdo’s gen­
ius and extraordinary life with foremost emphasis on
the irremovable presence of biographical motifs in his
oeuvre (especially from a later period):
In this castle Carlo Gesualdo spent the last 16 years
of his life in total solitude and hideous torment, torn from
within, pursued by furies and demons. He was an artist
of the highest rank. He had a touch of genius anticipat­
ing an artistic movement, which did not develop until the
beginning of our own century, namely, Expressionism. In
madrigals, his favourite art form, he expressed his inner­
most being, his entire inner world steeped in delusion and
madness. He seemed persecuted by furies and demons
(my emphasis - D. C.). Gesualdo died here. There are
two versions of his death. According to the first he died of
asthma. According to the second, however, his death was
caused by excessive torture. He maintained a staff of about
twenty servants whose task it was to subject him to con­
tinuous whippings. The injuries, which he suffered from
these painful flagellations caused infections that finally led
to his death. We don’t’ know that [he was a masochist]
for certain. According to some stories 1 heard he was. I do
know that one of his servants had to spend every night with
him in bed ... allegedly to keep him warm.
Musicolologist I also underlines the enormous suf­
fering of the composer in the last years of his life. In­
terestingly, in doing so he uses the same expression as
the historian: After the murder things settled down again.
There was no trial; it was deemed a justified act. And this
began an intensive period of musical activity for Gesualdo.
All the music that’s come down to us was after the murder.
... We know very little about the last 16 years of his life. He
became a recluse in his castle, deep in melancholy, haunted
by demons (my emphasis - D. C.), racked by remorse and
self-accusation. 1n 1611 his last book of madrigals, his sixth
book was published and then in 1613 he died.
There also appears a Worker employed at the cas­
tle, whom the camera finds busy in the ruins of Gesualdo Castle. Gap-toothed, he invites the viewer inside
by citing a refrain from Dante (Lasciate ogni speranza....) and unconsciously (?) assumes the role of Cha­
ron guiding us in one of the infernal circles: Abandon
hope all ye who enter here. 1 work here alone. Nobody
else wants to work here. There’s a curse weighing down
on this castle. A mad woman from the asylum in Venosa
haunts this place now. Elsewhere: Come along, let me
show you what he did after he killed his wife ... The whole
valley once looked like this. Everything was green covered
with woods, and he cut everything down. He was afflicted
with the most horrible insanity . All by himself, without
any help from anybody. 1t took him] about two or three
months, for sure.

The remarks about the prince’s insanity are con­
firmed and commented on by the erudite Musicologist
I. Life astonishingly becomes combined with literature,
as if events from the life of Gesualdo prefigured an
episode from a Shakespearean tragedy: Gesualdo had
to flee immediately . and we hear that he started to cut
down the forest. 1t sounds like something out of Macbeth.
As if the forest was some kind of a threat to him. And
worse, he had to kill or killed his second child because he
was convinced that it was the product of this illicit union.
And vice versa. Now the musicologist’s laconic
statement devoid of details is supplemented by the cas­
tle Worker: They say Gesualdo decided to let his second
child die because he suspected it wasn’t his child. He told
his servants to put the little boy on a swing hanging from a
balcony [he points] ... back there. They had to keep the
child swinging violently for three days and three nights. He
brought in choirs, which had to sing there [points again],
in the background, on either side of the arch. They kept on
singing until the child was dead. . A madrigal about the
beauty of death.
The worker’s statement is confirmed by a Piper
wandering around the ruined chambers without any
obvious purpose. Asked about his presence in the cas­
tle he answers with fear, if not slight madness in his
eyes: 1 come here once a week to play music here into these
holes and cracks. Because there is an evil spirit haunting
this place. The spirit is Gesualdo’s.
The motif of the haunted, cursed place becomes
even more intensive after the appearance of the ear­
lier announced Mad Woman of Venosa caught una­
wares by the camera when, carrying a portable tape
recorder, she hides in the abandoned castle interiors:
1 am the reincarnation of Maria d’Avalos, Gesualdo’s
wife. 1 belong to this place. My room is up there and our
kitchens are down here . He composed it [the music]
shortly before he committed the murders. He refused to
speak. He just dropped dark hints. The last time he spoke
to me about ten days before the murder. And he said:
death alone can kill. He didn’t say a word after that. He
just sang eerie songs. (...) 1 live in heaven, but you can
find me with a helicopter if you fly around the big chan­
delier in the La Scala opera house in Milan. 1n the second
row right by the pillar there is a box all clad in red damask.
That’s where 1 live.
In an extremely expressive and, at the same time,
enormously funny scene in a kitchen we come across
yet another piece of evidence. Two Cooks - husband
and wife - talk about Gesualdo’s wedding and accen­
tuate, understandably, the culinary motif. The con­
versation recalls a typical quarrel of a married couple
in which the function, quite literally, of advocatus diaboli is assumed by the wife interfering into the story
recounted by the master cook:
He: Gesualdo worked miracles for this wedding.
She: Who is this Gesualdo, anyway —a devil?

380

�D ariusz C zaja • FRAGMENTARY PRESENCES. PORTRAITS OF CARLO GESUALDO

He: No, he could afford it. And beyond that, he was
very demanding. He was very rich. 125 courses for a
1000.
She: He was a devil, this Gesualdo, a devil incarnate!
(...)
He: One of the courses was quail (...). There were as
many as twenty baby goats grilled, just imagine (...) As it
turns out, Gesulado was cuckolded (■ ■ ■ ).
This demonic motif is present and expanded in a
statement made by the warden of a certain Neapoli­
tan palace. In response to questions he answers from
a glassed-in control room: He lived on the ground floor
[he points]. It was here the double murder of the wife and
her lover took place. That night was very chaotic. All sorts
of things happened. On these stairs a monk even t raped
the corpse of Gesualdo’s wife. It had been done over there.
As we know Gesualdo was a demon and an alchemist.
However, he was certainly highly intelligent ... He experi­
mented on human bodies as well. The victims’ skeletons
are still on exhibit in San Severn's chapel just around the
corner... .
The Archivist confirms the alchemical interests of
the composer from Venosa. Assuming the pose of a se­
rious museum expert he presents the museum exhibits
on show: One of them will certainly interest you. This
disk here in the display case. It comes from the personal
possessions of Prince Carlo Gesualdo. This is confirmed
by a document I would like to show you. It is a letter to
his alchemist personally signed by Gesualdo and offering
him a large sum of money, an enormous amount in those
days, to enlist his aid in deciphering all these mysterious
signs. The prince had spent sleepless nights trying to un­
ravel these strange symbols. In the course of this activity he
became lost in a labyrinth of conjectures and hypotheses.
He almost lost his reason in the process but he never came
to a conclusion.

This litany of in extenso cited opinions
calls for critical commentary.
First, consider the sort of film we are watching. It
certainly - and this is our first reaction - is not a fea­
ture movie. If the latter is to denote a film referring
to fictional characters and telling about events first
conceived by the author of the scenario then Herzog’s
film is certainly a document, which, regardless of as­
sorted classifications, deals in one way or another with
reality existing outside the screen. A t the same time,
it does not always reflect, imitate or copy (whatever
these verbs are supposed to mean) faithfully. None­
theless, it refers to a reality that existed in the past and
whose existence is indisputable. Reasoning in this way
we accept that there really did live a Carlo Gesualdo
and a Maria d’Avalos, that their tragedy is not literary
fiction but historical reality confirmed by documents,
and that the prince’s music was not composed post fac­
tum nor is it a hallucination. We agree that the film,
381

despite the fact that, for obvious reasons, it does not
show actual persons, is not a reference to a world of
fiction. It does, however, contain certain signals that
compel us to not so much doubt the purely documen­
tary record (assuming that this "’purity” is not a fig­
ment of the imagination) as to subject the identifica­
tion to certain retouching.
Take the scene at the castle with the auburn­
haired mad woman. Initially, this sequence contains
a discernible documentary record, and authenticity is
underscored by means of a hand-held camera if it were
not for the fact that a moment later the glance of an
expert recognises that the part of the insane woman is
played by the celebrated Italian singer Milva. In other
words, the scene is not, as could be assumed, a direct
record ”of reality” but pure creation by the director
(naturally, performed by an actor). If this is the case
then our caution has been stirred to such a degree that
we may deliberate whether other scenes (for instance,
the one with the piper or the psychiatrist) had not
been created by applying the same method. Obviously,
this is not a charge levelled against Herzog but solely
an attempt at additionally defining his strategy. Documentarians are familiar with the expression "staged
documentary”, which means that not all scenes reflect
existing reality, "the sort that truly exists”, but some
have been evoked by the intervention of the director.
Hence the question: what is the sense of such fictionalisation of a documentary? Why would a director
introduce an obviously created scene into the actual
(at the topographic and musical level) scenery of the
film? In other words: what is the purpose of the mas­
querade involving the mad woman, mentioned here by
way of example? Apparently, the only sensible answer
is that this is one of the film’s intentionally applied
rhetorical strategies. 4 Herzog introduced the scene to
enhance the effect of persuasion or, more precisely, to
win the viewer over to his vision of the lead protago­
nist.
Who is Herzog’s Gesualdo? Note at the onset that
he strangely resembles other characters from this di­
rector’s film catalogue. What did Herzog accentuate
in the first place? The predominant emphasis is on Gesualdo’s total and radical o t h e r n e s s, distinctness
vis a vis the surrounding world of the period, etymo­
logically comprehended eccentricity and exoticism.
Herzog discovered a trait probably best expressed by
the German term: unheimlichkeit, the uncanny. Suffice
to recall that such a characteristic could be easily ap­
plied in the case of many other earlier fictional charac­
ters filmed by Herzog: Fitzcarraldo, Aguirre, Woyzzek,
Kaspar Hauser... The overall impression suggests that
his whole filmography gravitates towards a single type
of protagonists, especially those who transgress the
frame of normalcy, i.e. that, which is domesticated
and native, who decidedly, albeit for different rea­

�D ariusz C zaja • FRAGMENTARY PRESENCES. PORTRAITS OF CARLO GESUALDO

sons, transcend the framework of the so-called nor­
mal world and, finally, whose biography has “branded”
them. Herzog examines them with the passion of a
true botanist studying a new specimen in his herbari­
um and attempting to describe its original features. Or
to put it differently: he observes with interest and tries
to understand the rules of this “strange” life and those
that support a model of existence totally at odds with
the universal one; in this case: artist and murderer!
If this identification is apt then one can go on to
say that Herzog’s film rhetoric underlines in the Gesualdo character predominantly the motif of insanity.
This is the purpose served by conspicuous remarks
referring to his “real” biography and by all scenes, re­
gardless whether staged or not, that are to render this
recognition more profound and accentuated. I have in
mind, by way of example, the above-mentioned scene
with the insane female singer and the genuinely funny
(sic!) fragment about new ways (horse-riding) of treat­
ing mental illnesses. The same purpose is served by the
cited statements about the killing of a child, cutting
down trees in a whole valley, or flagellation on the
verge of deviation. In the film Herzog suggested dis­
tinctly that almost everything that is connected with
Gesualdo is part of a range of madness and that many
people - even years later - who had contact with him,
were interested in him or wrote about him became
stamped by the irremovable stigmata of insanity.
To this opinion we must add the extremely definite
motif of Gesualdo’s demonism.5 It comes to the fore in
the farcical scene with the cooks and the street thea­
tre enacted (here still in the buffo convention) in the
locality of Gesualdo, the recurring refrain about the
persecution of the prince in the closing years of his life
by ”demons and furies” , and tales about his anatomi­
cal experiments and alchemical quests. With uncon­
cealed predilection Herzog enjoys a motif straight out
of a Gothic tale, together with abandoned and haunted
castle ruins and the palace of Prince d’Avalos filmed
in such a way as to grant it the features of a haunted
residence familiar from Romantic horror stories.
Both motifs are the whole time counterpointed by
declarations made by musicologists stressing Gesualdo’s pioneering achievements and insufficiently ap­
preciated musical genius, but the rhetorical construc­
tion of the film is such that it accentuates first and
foremost the two mentioned elements of his likeness
as if Gesualdo’s demonism and insanity were the ob­
ject of knowledge while his musical genius had to be
believed (unless his works were heard first). It could
be said that the “dark” side of the portrait is shown
directly, while the “light” one possesses only a declara­
tive status.
Yet another obvious feature of the film: notice that
Herzog built Gesualdo’s portrait out of numerous opin­
ions. This is a truly polyphonic documentary construc­
382

tion and there would be nothing surprising in it were
it not for the fact that all voices are arranged upon the
same level and that the author openly legitimizes the
cognitive status of assorted languages. Suffice to notice
that the reconstruction of the lead character attaches
importance to routine historical and musicological
discourse although the vernacular, the language of
the legend or folk apocrypha is just as essential. Each,
Herzog seems it be saying, contains a certain particle
of truth about the protagonist. Naturally, in such an
attempt at revealing the truth about the film charac­
ter the director resorted to a strategy familiar to the
cinema. A paradigmatic example of its application
is Orson Welles’ Citizen Kane, and a parody remake
can be found in Woody Allen’s Zelig. Recall that the
employed cognitive method consisted of reaching the
“core of the truth” by constructing a biography out of
assorted points of view and, more precisely, the multi­
plication of numerous perspectives, their contrast and
confrontation and, as a consequence, the creation of a
photographic “multiple portrait”. But this is not to say
- and the case of Citizen Kane leaves no doubt!6 - that
we have attained a situation in which a multi-voice
portrait ideally overlaps the portrayed person.
In the case of Herzog this film obviousness has
its not so evident side. Note that in both mentioned
films the persons interrogated in order to determine
the truth about the protagonist (it makes no differ­
ence that he is fictional) knew him personally, kept
him company, talked with him, in a word: dealt with
him in one way or another. Meanwhile, in Herzog’s
documentary film the worker, the keeper or the cook
- whose opinions resemble somewhat, naturally toutes
proportions gardées, a classical chorus commenting on
the fate of the tragic hero - talk about Gesualdo, born
more than 400 years ago, almost as if he had been their
acquaintance or at least someone whom they knew
well. The time chasm between them vanishes in an
amazingly easy manner! After hearing several state­
ments we are willing to almost believe that the story
took place "yesterday” or at least during the lifetime of
the interlocutors. The past has been included into the
present right in front of our eyes. Gesualdo appears to
be “lifelike” and his story proves to be palpably present
while we, the spectators, are drawn into the range of
its direct impact.
Ultimately, the portrait of Carlo Gesualdo ex­
ecuted by Herzog is a resultant of assorted voices (in­
cluding those that sing) and poetics. This is an openly
hybrid and non-cohesive likeness. Apparently, Herzog
reports rather than explains. He assumes the position
more of an understanding listener than an exegete. If
I am right he is more interested in the life of the artist
than the oeuvre. Nevertheless, the selection of voices
and their exposition, the arrangement of the accents
and the configuration in the film narration are not an

�D ariusz C zaja • FRAGMENTARY PRESENCES. PORTRAITS OF CARLO GESUALDO

innocuous venture. All elements belong undoubtedly
to the domain of persuasion. To put it still differently:
Herzog does not film reality but his perception of it.
His portrait of Gesualdo betrays the distinctive “hand­
writing” of its author.
The film strategy adopted by Herzog is also unclear
and inconsistent. On the one hand, it seems that he
is moved by the biography of his protagonist - other­
wise, why would he even embark upon it? - and tries
to understand the motifs of his activity, to reach the
prince’s ‘’heart of darkness” while multiplying assorted
voices and interpretations. He acts in the manner of a
scientist who gathers "documents” (biographical and
musicological) and perhaps also an anthropologist who
places his trust in the power of collective imagination,
the apocryphal legendary stories repeated years later.
On the other hand, Herzog includes openly fictional
episodes subjectivising the narration and placing it on
the side of “make belief’; more, in several places the
very way in which he films betrays an ironic approach.
This time the director seems to have been amusing
himself (and the audience) with stories about the
strange life of Gesualdo, brimming with bizarre scenes,
and with contemporary memory about him. In those
fragments the tragedy and burden of Gesualdo’s life
383

and art vanish in the unbearable lightness of staged
episodes, and the whole presented story turns out to
be material for a play that could appear at best as part
of the Grand Guignol repertoire. If we were to forget
for an instant than we are dealing with a documentary
then Herzog’s film, a genuine ’’short film about killing”,
could be regarded as belonging to the thriller genre or
as a crime story with elements of the macabre.
Within this context the two last scenes appear
to be emblematic. In the first, the musicologist Alan
Curtis formulates sentences intended as a summary of
the story about the musician and the murderer:
There is still much risk taking and I think that’s one
of the clues to Gesualdo. Performers must also take risks
and be dangerous and then the beauty of this wild music
comes forth. Magnificent, powerful words that cannot
be treated otherwise than seriously. Only a moment
later, in the closing scene, a young man playing the
part of a character from a colourful historical spectacle
uses a cell phone while facing the audience: The Gesu­
aldo film will be finished any moment now anyway. This
is a clear-cut meta-textual message, somewhat akin to
the director winking at us. Herzog seems to be saying:
"Don’t treat all this seriously, that what you have seen
has just as much in common with historical truth as
a masquerade enacted in front of your eyes, a special

�D ariusz C zaja • FRAGMENTARY PRESENCES. PORTRAITS OF CARLO GESUALDO

occasion for dressing up in an historical costume”. He
also appears to be following the recommendation in
Vladimir Nabokov’s The Real Life of Sebastian Knight,
a fascinating story in which the narrator - just as Her­
zog - tries to recreate out of numerous sources of in­
formation a biography of his half-brother, a recently
deceased man of letters: keep in mind that whatever
people say the story is actually composed of three stra­
ta. First, the storyteller shapes the message, which is
then distorted by the listener in his own manner, while
the dead protagonist conceals the truth from both of
them.7 The irony of the title of Nabokov’s book is ob­
vious: the real life of Sebastian Knight is inaccessible
for cognitive operations. Here, “real” means “false”
and we can find out but a little about the writer’s “real
life” since he evades us the whole time - an excellent
use of the ambiguity of the English word: knight - in
the manner of a chess-piece.
We cannot exclude that Herzog’s documentary
is ultimately a confession to having been defeated, a
declaration that a credible portrait of an historical fig­
ure is a cognitive chimera. This is, however, only a
supposition. Just as there is probably no satisfactory
answer to the question whether the above-mentioned
inconsistency was an intentional premise on the part
of the director or whether it comprises a certain “add­
ed value” in the film.

The mystery of identity
Madrygał żałobny, a story by Gustaw HerlingGrudziński, delves into the same topic as Herzog’s film
- the mystery of the life and music of Carlo Gesualdo.
True, the medium is different - word, narration, liter­
ary fiction - but the main problem remains the same.
A comparison of Herling’s story with Herzog’s docu­
mentary film - apart from the obviously identical lead
character - could be extremely interesting and instruc­
tive for two reasons. First, the story originated in a di­
ary kept by the author and not only does the fragment
cited in extenso blend with the narration but the latter
too is stylised to bring to mind a documentary record:
the narrator unambiguously bears a resemblance to
the author, a trick that - often applied by the “late”
Herling - is to stress the para-documentary character
of the story. Secondly, he noted with undisguised dis­
gust in parentheses added years later and now already
an integral component of the story: Werner Herzog re­
cently made the film: Gesualdo - Death for Five Voices,
not very successful, with the exception of the music.8
The tale about the composer from Venosa is part
of a rather extraordinary love story. To put as con­
cisely as possible: while in Naples the narrator made
the acquaintance of a young music student named
Anna Fiedotova, the daughter of a Russian father
and a Polish mother. They share not only enchant­
ment but predominantly a passion for the music and

person of Carlo Gesualdo. A motif of importance for
the narration structure: Anna returns together with
her dying father to St. Petersburg and from that mo­
ment her conversations with the narrator about the
prince of musicians assume the form of correspond­
ence. Understandably, Anna is more interested in
Gesualdo’s music, while the narrator - in the tragedy
of Gesualdo’s life, whose critical point is the murder
of his wife.
The diary inserted into the story echoes the story
of the murder of Maria d’Avalos committed by Gesu­
aldo, known already from the filmed commentaries of
musicologists, but now the accents are arranged differ­
ently. Herling distinctly emphasised moderation and
tried to emulate the passionless style of a chronicle.
Nor does he shock the reader with bluntness and con­
strued his record in such a manner as to produce the
impression that he was registering only facts. Here are
fragments of the same albeit n o t the s a m e story:
Carlo Gesualdo originated from an upstanding Neapoli­
tan family, whose princely tile was connected with estates
and castles in the region of Venosa, along the boundary
between Apulia and Lucania (...) He married Maria
d’Avalos of an equally honoured Neapolitan family. He
was Maria’s third husband. She had rapidly expedited the
two previous spouses to the netherworld, having won the
cognomen of “man-eater". Maria was considered to be the
most beautiful woman in Naples and an embodiment of
sensuality. The prince of Venosa was her senior and had
two passions: music and the chase. Chroniclers of the pe­
riod stressed the former, and in their opinion he made a
mistake marrying such a fine-looking and temperamental
woman since he was capable of only a single passion: Mu­
sic (...) Occasionally, he did not venture into the marital
bedroom for long stretches of time, and Maria - lonely and
ablaze with anger —listened to the sound of instruments
and the words of songs coming from the “workshop". He
treated her as a tool for satisfying his rare “caprices" and
for sexual distraction. Maria d’Avalos was considered the
most beautiful woman in Naples, and the handsomest man
was Fabrizio Carafa, “archangel" and the duke of Andria. Their affair instantly tuned into passion devoid of
all restraint (...). This went on for as long as the prince,
immersed in his madrigals, lived with his eyes closed. He
opened them in 1590. On 16 October he feigned a hunt­
ing expedition and several hours after departure returned
to the palace at midnight. Together with his secretary and
three servants the prince burst into Maria’s bedchamber.
It follows from the evidence of witnesses that after the lov­
ers were murdered by the prince and his entourage, the
cuckolded husband returned from the threshold to the bed­
room and crying out: “Non credo essere morta"! (I do not
believe she is dead!) cut the corpse of his unfaithful wife
with a short sword from groin to neck. Chronicles mention
double frenzy: that of a betrayed husband who inflicts tor­
ment on the corpse of his wife and that of the two lovers,

384

�D ariusz C zaja • FRAGMENTARY PRESENCES. PORTRAITS OF CARLO GESUALDO

who on that night knew what awaited them and prepared
for death in ”an embrace of love".9
Herling tried to reconstruct the historical circum­
stances of the crime, accentuated Gesualdo’s noble
birth, and did not neglect to remark on his craving for
music and the absence of passion for his wife, men­
tioning the exceptional cruelty of the crime, present
also in the story told by Herzog, as an important detail.
Here, Herling referred to chroniclers and witnesses
but nowhere, neither in the diary nor in the story, did
he cite the sources of his knowledge. According to the
author, the historical, ergo authentic character of the
confessions is to be testified by their language: non­
literary, maintained in the style of a report, a purely
chronicle-like statement. Facts, as it is said in similar
situations, are to "speak for themselves”.
The first important signal of the character’s con­
ception suggested in the story is the text of a brochure
purchased in a Neapolitan antique shop and entitled:
La verita sul principe assasino, issued several years af­
ter the prince’s death and signed with a pseudonym.
Here is a fragment cited by the author: It is said that I
loved music more that I did Maria; and that this became
the cause of the tragedy. I refute with all the force of my
pained (addolorato) heart. I have never loved anyone in
my life as I did Maria from the very first meeting. Now I
am not only the murderer of my wife and her lover. I am a
widower doomed to the existence (may it be as brief as pos­
sible) of a living corpse. All that was my innermost self had
died on 16 October 1590 (the day of the slaying). May
God, beseeched by St. Charles Borromeo, take pity on the
tormented soul of man who (I admit) wavered whether
the terrible price of marital infidelity is not worth paying
to save a woman beloved above all. 10 The fact that this
apocryphal text is cited already at the beginning of the
story is rather symptomatic and indicates the trend
of the literary construction of Gesualdo’s portrait. It
shows that the narrator (author?) 11 openly rejected
the objectivistic stand and resigned from meticulously
weighing various assessments and arguments. On the
contrary, he clearly betrays a willingness to defend Gesualdo and seeks circumstances justifying the crime.
The ensuing exchange of letters accentuates this motif
even stronger - the correspondence contains a highly
emotional dispute about Gesualdo’s true likeness.
The main problem in the polemic conducted via
correspondence is the mystery of the murder and even
more so: the perpetrator’s special virulence - his return
to the bedroom and the abuse of his wife’s body. There
emerge assorted explanations of this fact. Anna cites
the renowned psychologist Litayev and proposes the
following summary: We cannot exclude that Carlo Gesualdo was as if killing himself, committing suicide driven
by despair while torturing the dying or already dead wife
with such passion and cruelty. Such cases, or similar ones,
385

occur rarely (...) in the tangled labyrinths of the human
psyche: they can be described as “suicide via murder"}2
This sort of explication was totally repudiated by
another psychological authority, Professor Marconi of
Naples, whose expert opinion was cited in a letter sent
by the narrator to St. Petersburg. The scholar replied:
I regard as absurd the notion of suicide in the form of mur­
der, of killing oneself via another, murdered person. When
Anna was still residing in Naples she came here sometimes
and together we listened to music (...) and I always advised
her to cease pursuing psychological quests and to limit her­
self to analysing the work. An artist is above all his work,
and it is deceptive to sift through his biography. The truth
is in the madrigals and not in the murder of her and her
lover. I don’t doubt that Carlo Gesualdo changed rather
radically after this bloody incident because I am certain
that the transformations left an imprint upon his oeuvre; it
is there that they should be sought.13
This reflection, expressed here with rare clarity and
determination, claims that becoming acquainted with
the nature of an artist possesses decisive and unques­
tionable primacy in the dispute: biography or oeuvre,
life or works. This conviction will be later confirmed
not only in the opinion of a cited (authentic) musicological authority14, but also in a conceit that is the
author’s invention and according to which in the last
years of his life Gesualdo composed the final madrigal:
Blessed Desired Death, as if leaving his musical testa­
ment to the next generation. The thesis is clear-cut:
upon a basis not subjected to rational analysis the art­
ist i s within his work that, in turn, is his t r u e likeness
in which the memory about him becomes petrified.
While preparing inventories aimed at facilitat­
ing the execution of a likeness of Carlo Gesualdo it
is simply impossible to bypass the sole extant portrait
of the prince, mentioned in the story and kept at the
Capuchin monastery in Gesualdo. This painting ap­
pears in Herzog’s film, first in fragments and then as a
whole, although without any additional commentar­
ies. Meanwhile, in Herling’s story it fulfils a cognitively
important function: Carlo Gesualdo had the church and
the adjoining monastery built in 1592. Sixteen years af­
ter his death they were expanded upon the request of a
nephew of Pope Gregory XV, who married a niece of the
Prince of Musicians. The painting is indeed a "pearl” for
which a church “shell” was created. It is known as Il par­
don di Carlo Gesualdo, and we know that the Prince of
Musicians commissioned it from a Florentine (and rather
average) painter named Balducci, but we cannot tell when
it was commissioned and when the artist executed it just
as it remains unknown who “forgave" whom. The title
indicates that it was Carlo Gesualdo who “forgave" his
unfaithful wife and her lover. But certain details of the
painting indicate that it is he who asks for “forgiveness” for
slaying the lovers. Quite possibly, the madrigalist intended
the painting to be ambiguous. Let us not forget that his

�D ariusz C zaja • FRAGMENTARY PRESENCES. PORTRAITS OF CARLO GESUALDO

first madrigal, composed when he was a young man, was
entitled: Delicta nostra ne reminiscaris, Domine /Re­
member not, Lord, our sins (offenses).15
Interestingly, according to the suggestion made by
the narrator it is not the word but the music and the
image that become the most credible witnesses of the
biography. Both - and this is worth stressing - remain
outside and above the word, as if Herling was saying:
listen closely to Gesualdo’s music and enter into this
curious and inimitable world of sounds; listen to don
Carlo’s madrigals, especially the later ones, and look
at the ambiguous likeness of the tormented prince
- perhaps the truth about him hides beyond verbal
constructions in the substance of sound and painterly
form.
From the viewpoint of its structure Madrygał
żałobny is composed - similarly as Herzog’s film - of
several heterogeneous elements. This ’’building block“
construction demonstrates distinctive features of the
absence of linearity.16 We are dealing with the afore­
mentioned fragment of a diary or a fictional old print,
accompanied by elements of a chronicle, an essay, a
fragment of an authentic scientific dissertation, an ecphrasis of Gesualdo’s portrait and, at the end, a quasi­
reportage with a scene of listening to the prince’s mu­
sic played on a portable CD player (borrowed from the
scene with the mad woman of Venosa?). In contrast
to Herzog’s document, however, it is obvious that as­
sorted elements are much better composed into the
story and create a well-devised whole. The similarity
of the two narrations is embedded in one basic fact:
both apply in their cognitive strategies a combination
of “truth” and ”make-belief’. Although the point of
departure is composed of historical sources the two
portraits rather ostentatiously introduce an admixture
of fiction into the factographic material.
We should ask now: what sort of “truth” about
Carlo Gesualdo did Herling defend? It follows quite
clearly from the story that the prince’s nature mani­
fests itself not in the repulsive murder but in his mu­
sic, the madrigals. Naturally, the author recorded the
event described by chroniclers but did not discuss it
in detail, and it is obvious that he did not perceive
it as the prime issue of Gesualdo’s story. The accents
are arranged entirely differently. First and foremost,
the narrator defends the thesis that contrary to facts
and common sense the prince was uninterruptedly in
love with his wife. In conversations with Włodzimierz
Bolecki, Herling, already without resorting to the mask
of a narrator declares outright: The prince of Venosa
was a very wealthy person (...) If he were concerned with
money he could have married someone else, and thus the
marriage to Maria d’Avalos must have been determined by
profound love for her. The problem with describing his life
consists of the fact that he was not only an aristocrat but
also an artist; I found this just as captivating —an artist
386

and his private life. (...) I was attracted to the interpre­
tation, expressed in the story by Anna F., that Gesualdo
loved his wife very much and regretted his terrible deed
but was forced to commit it by the customs of his epoch.
This means that Gesualdo was a slave of the honour code
of the period —he could not refuse to slay an unfaithful
wife because he would have become a universally despised
laughing-stock. The honour code is also associated with
the fact that after killing his wife Gesualdo expected that
the relatives of Maria’s lover would take revenge since he
had done so with the hands of his servants and not personally.17
A t this point there appears with great clarity the
fundamental question of the principles of construct­
ing a facial composite. How to produce a living, multi­
sided and nuanced biography of a historical character?
And in particular: how to construct a biography of an
eminent person towering above his epoch so that it
would not be schematic or succumb to standards bind­
ing in popular biographical literature. In his excellent
comments on biographies Yuri Lotman indicated the
numerous difficulties and traps awaiting the biogra­
pher. One of them is simplification: A biographer as a
rule selects a single line (presumably: dominating) and then
describes it. The portrait gains expression and is cleansed of
all contradictions but becomes schematic.18 Apparently,
Herling’s hostility, not formulated outright, towards
the “life” part of the Herzog documentary film comes
from exactly such a conviction about the simplified
and sensational character of the film story, the exag­
gerated emphasis on the scandalous dimension of the
story about the prince of Venosa.
Nothing comes for free. The method of a contex­
tual explanation of Gesualdo’s deeds accepted by Her­
ling is also not as innocent as it might appear and falls
into a different trap awaiting the biographer and men­
tioned by Lotman who emphasized: He who wishes to
understand the life of an outstanding person faces a much
more complex task. An interesting personality is not passive
in reaction to the mass-scale psychology of its time. (...)
The attitude of such a personality towards the psychologi­
cal norms of the epoch resembles that of a poet towards
grammar - norms originating from the outside are freely
selected and creatively transposed. The historian is assisted
by his habit of working with a literary text. And correctly
so, since the life of Leonardo da Vinci, Pushkin, Blok or
Mayakovski followed a course determined by laws govern­
ing creativity, resembling the labour of a sculptor working
with a slab of granite —the resistance put up by the mate­
rial is overcome by the force of creativity and obstacles
change into art.19 In other words, it is true that in this
case a fragment is an element of a wider configuration,
but such is its nature that even the most conscientious
reconstruction of the whole cannot fully explain its
idiomatic ontology. Taking into account Gesualdo’s
uniqueness can references to the context of the epoch

�D ariusz C zaja • FRAGMENTARY PRESENCES. PORTRAITS OF CARLO GESUALDO

in order to “explain” the prince’s behaviour suffice as
ultimate elucidation? The suggestion made by Lotman
compels us to question such a solution.
Apart from the fact that the author of Madrygał
żałobny pointed out the historical context as essential
for understanding the crime committed by Gesualdo
it is possible to discern something else in this obses­
sive motif of love: the mysterious radiation of a myth.
Note: both in the story and his commentary Herling
brought to life - albeit rather unintentionally - certain
elements of the Orpheus myth, placing his protagonist
within a mythical perspective and at the same time
extremely perversely reinterpreting the myth. Recall
how in the classical version the great musician and
singer descends to the underworld in order to leave
it with his dead wife - his love is supposed to shatter
the gates of death. In the story, Gesualdo - Orpheus d
rebours, so to speak - first murders his wife and then
over a span of years, in an act of penitence and in the
fashion of Orpheus, tries with his music, every note
and line of the lyrics to restore her to life, to regain
and extricate her from the land of silence. The words
of the madrigals are greatly evocative: Ardo per te, mio
bene (I burn for you, my love), Cor mio, deh, non piangete (My heart, ah, do not weep)... The unpredict­
able and frenzied chromatic of his music penetrates
the boundary between life and death in an attempt at
somehow infiltrating this wailing wall.
This is not the end. Herling provided an interest­
ing commentary to Herzog’s film, but Madrygał żałobny
also has an intriguing literary supplement. A rather
little known story by the German author Wolfgang
Hildesheimer with the enigmatic title: Tynset is a sur­
prising commentary to Herling’s portrait of Gesualdo.
Here, the figure of Carlo Gesualdo - whom the text de­
scribes significantly as the only murderer of his kind20
- appears twice, each time unexpectedly, rather mys­
teriously, and without any earlier announcements. In
this multi-strata text, subtly written in the form of an
inner monologue, the narrator, suffering from insom­
nia, settles the accounts of his life. This kaleidoscope
structure is a collage devoid of narrative cohesion - a
variation on the theme of death. The peculiar locality
of those fragmented reflections, conducted in a hal­
lucinatory and unreal rhythm, is the narrator’s ”white
state” 21, his bed. In Hildesheimer’s literary composi­
tion, built upon the basis of distinctly musical princi­
ples and with meticulously calculated returns of sig­
nificant motifs, the titular Tynset (the name of a small
Norwegian town) plays a special role. On the realistic
level it is the desired and never realised destination of
the narrator’s journey, while on the level of the meta­
phor it proves to be a cryptonym of the murkiness of
the world, the impossibility of taking a look ”behind
the curtain”. It is another name of a metaphysically
comprehended puzzle. 22 As I have mentioned, the

prince of Venosa appears in the story twice. The first
fragment is a detailed depiction of the murder scene,
intentionally omitted by Herling. This is an attempt at
a return to the past, a verbal depiction of the horror
of a tragedy that took place at the time. The second
fragment is a successive - and totally different than
Herling’s - literary attempt at recreating the final mo­
ments in the life of the composer:
Here I lie, on a cold November night, on a bed on
which murder had been committed on another November
night - on this bed on which ten years after the murder the
perpetrator laid having returned to the crime scene and
the bed of the crime, unthreatened with an inquiry and
protected by his rank, on the bed on which lies the mur­
derer, Don Carlo Gesualdo, prince of Venosa, in the last
years of his life, restless, rejecting slumber, indifferent to
matters of life, suffering, variants of love, and even his sin,
discouraged, without solace, half-glancing at God, on this
bed, on which lies the murderer, Don Carlo Gesualdo,
on his last nights, whose thoughts turn to God while
desiring forgiveness, on which lies the murderer Carlo
on his last night, impatiently and futilely awaiting a
single word from his Creator - I am not saying that the Creator should say that
word, no, this is not what I am saying - on this bed on which lies the divine Gesualdo in
his last hour, already absent, a stranger to this world, to
everything, also his Creator, all alone, he lies in his last
hour and the black, restless eyes in his El Grecoesque
face are not dimmed but deeply penetrate space (...)
Don Gesualdo lies and listens, and behind him
lies his lute, although not in the gently dimmed har­
mony of a Dutch still life but angry, with sudden
outbursts of animosity, cast aside after the last dis­
sonance and wounded, perforated, upside down, with
the keyboard at the bottom, the chessboard of his
aroused and dangerous fingers, those seismographs of
his cruelty, the servant of his unpredictable will and
caprices, while in another chamber, which no one had
entered for years, lies yet another long unused instrument
of his wild and senseless hunts - his crossbow, with a loos­
ened bowstring, deep in the ground, next to Gesu Nuovo,
lie two skeletons arranged in a straight line, for long free
of the suffering of bodily desires and now alike, that of his
first nymphomaniac wife and her last love, a nephew of
one of the popes,
somewhere along the route of an escape to the east, a
dagger, the murder weapon, becomes covered with rust,
and thus everything has found its place and is finally
and fittingly laid to rest,
he lies, these are already his last minutes and his eyes
become glued to that skull beneath the wooden baldachin,
the skull, which I cannot see because, bereft of colour, it
has vanished,
he sees the skull and a will-o’-the-wisp, which does not
exist because it is inside him —

387

�D ariusz C zaja • FRAGMENTARY PRESENCES. PORTRAITS OF CARLO GESUALDO

he lies and suddenly laughs, once again grows silent
and listens,
but no longer to his compositions, his voices, a soprano,
a falsetto, a tenor and a bass, which he frequently sang
since no one else was capable of doing so, but he no longer
hears himself and his voice,
he does not hear the already fading breath, whisper,
acute delight, sforzato, sudden elevation to an ecstasy that
produces numbness, to a place where beauty becomes in­
sufferable, where death and love blend into a single fulfil­
ment and are linked, and where the unexpected becomes
an inconceivable event,
he no longer listens to the chords, modulation, harmony
and enharmonic of the bold, unrestrained and incorrect
transitions from a flat minor to C major, he no longer
makes his way anywhere or slides along chromatic steps
o morire o mor-i-i-re- morire, yes, this is where he is, but he does not listen
to death, love, God, or his Crux Benedicta, he does not
hear those disembodied voices —
he lies and listens to other things, lies in the anticipa­
tion that he will hear something unfamiliar, but does not,
he hears nothing, he lies with his head on the very same
spot where my head is, listening in the void, looking into
the void, he dies immortal, incomprehensible, great, an ad­
mirable puzzle, a murderer, inter mortuos liber, here, on
this wintertime bed on which I now lie on a cold November
night.23
Yet another poignant, immensely intensive and
imposing Apocrypha describing the last moments in
the life of Carlo Gesualdo. In this case, the element of
fiction has been stressed outright ostentatiously. A f­
ter all, this literary scene is not based on documents
nor does it try to ‘’prove” its historical assignment - it
is a pure game of the imagination. And yet it deals
with something of importance, something that one
would like to describe paradoxically as “real”. In the
light of attempts recently undertaken in historiogra­
phy and consisting of bringing “poetry” and “prose”
together, and in view of endeavours at annulling the
rigid division into the “fictional” and the “historical”
24 this remark could be more than an attractive para­
dox.
The cited works are involved in a curious dialogue.
The texts talk with each other, supplement each
other, and cast a light on each other. Objects famil­
iar from Herzog’s film, a powerful and gloomy piece of
furniture in the palace of Prince d’Avalos, the site of
pleasure and crime, and two ghastly skeletons from the
San Severo chapel are motifs that recur, albeit in a dif­
ferent setting, in the Hildesheimer narration. Recall: a
moment before death Herling’s protagonist composes
his last madrigal, but in Tynset Gesualdo rejects music
and earthly sounds while unsuccessfully straining to
hear music from the other world.
388

In the Hildesheimer text Gesualdo - similarly
to the mysterious name: Tynset - is portrayed, so to
speak, entirely within a puzzle, an unsolvable tangle
of ambivalence. His antonymous descriptions multi­
plied in the story are, after all, symptomatic: the “mur­
derer” mentioned upon several occasions has a strong
counterpoint in “the divine Gesualdo”, ”immortal”,
”great”, “admirable creature”. Herling unintention­
ally continued the Orpheus motif, but Hildesheimer
clearly referred to the Biblical motif of Cain, the first
murderer, his incomprehensible deed and even more
inexplicable gesture of divine protection already after
the crime had been perpetrated. Damned and divine.
The divine murderer. This literary portrait - close in
this respect to Herling’s story - not only observes con­
tradictions but is based on them, as if suggesting that
the ‘’true” Gesualdo either is - must be! - a jumble of
those contradictions or does not exist. If we cleanse
his biography of all those contrary elements whose ar­
rangement into a cohesive whole poses such a difficult
task, then our portrait will change into a caricature
operating with a very limited repertoire of means. In
the earlier cited article Lotman accentuated that a
good biography is capable of disclosing the necessity of
assorted, mutually tied lines of life. In an ideal portrait
those lines permeate each other. One shines through the
other, inspiration through the mounds of life circumstanc­
es, light through smoke. A portrait in the sfumato style.25
The literary vision of Gesualdo from the Hildesheimer
novel - a portrait of the prince of Venosa drawn with
barely several lines - appears to be an ideal realisation
of those recommendations.
In a similar spirit Hugo von Hofmannsthal in his
brief but penetrating sketch about Oscar Wilde, pos­
sibly the best ever written on the topic, described the
ambivalent nature of a biographical portrait. Hof­
mannsthal traced the mystery of the writer’s double
by evading all schemes aiming at unambiguity. A t the
same time, he firmly stressed that Wilde’s "true” im­
age does not emerge from accentuating only a single
side of the biography. On the contrary, the at least
partial solution of the mystery of identity consists of
understanding that the truth of life is embedded in
mutual permeation, convolutions, the imposition of
assorted and sometimes totally contrary and, it would
seem, mutually excluding motifs, and that, threatened
with distortion, it has to be the truth of the entity of
experience:
We must not make life more banal than it is, nor turn
our eyes away so as not to behold this band when for once
it can be seen on a brow.
We must not degrade life by tearing character and fate
asunder and separating his misfortune from his fortune. We
must not pigeonhole everything. Everything is everywhere.
There are tragic elements in superficial things and trivial
in the tragic. There is something suffocatingly sinister in

�D ariusz C zaja • FRAGMENTARY PRESENCES. PORTRAITS OF CARLO GESUALDO

what we call pleasure. There is something lyrical about
the dress of a whore and something commonplace about
the emotions of a lyric poet. Everything dwells simultane­
ously in man. He is full of poisons that rage against one
another. There are certain islands where inhabitants pierce
the bodies of their dead relatives with poisoned arrows, to
make sure they they are dead. This is an ingenious way of
expressing metaphorically a profound thought and of pay­
ing homage to the profundity of Nature without much ado.
For in the truth the slowly killing poisons and the elixir
of gently smouldering bliss all lie side by side in our living
body. No one thing can be excluded, none considered too
insignificant to become a very great power. Seen from the
viewpoint of life, there is not one thing extraneous to the
Whole. Everything is everywhere. Everything partakes of
the dance of life.
In the words of Jalal-ud-din-Rumi, ’’He who knows the
power of the dance of life fears not death. For he knows
that love kills.26
The most profound sense of all attempts at build­
ing the image of a character from the past, work on
creating his portrait, is well described by the Polish
word: wywoływanie (invoking) together with its in­
teresting semantic, both when the issue at stake is
the commonplace wywoływanie po imieniu (calling by
name) or the more complicated wywoływanie fotografii
(developing a photograph), but also when one con­
siders the suspicious practice of wywoływania duchów
(calling up ghosts). After all, each of those phraseo­
logical collocations, although in a different manner,
mentions the process of distinguishing someone from
the anonymous mass, a gesture that differentiates but
also, more extensively, brings to life. What else is a
portrait if not an attempt at capturing - painting, tak­
ing photographs, filming - someone’s uniqueness, at
recording in an image or a word the single, inimita­
ble stigmata of personality, that differentiating sign,
that property described by Duns Scouts as haecceitas,
a quality distinguishing each of us from the common
human denominator.
The portrait constructions recalled here are three
attempts at materialising the spirit. Their “veracity”
and "adequacy” are not the question of some sort of
a comparison to so-called historical truth because
in this instance - so to speak - the evidence is miss­
ing. Their ultimate sense is thus supplemented by the
spectator/reader. Actually, we are the matter of those
works. Now all rests on us. Those portraits can only
nurture our imagination. The portrait of Carlo Gesualdo depends only on us. After all, each one of us
decides which of the presented hypotheses - the crime
macabresque, the tragic melodrama or the empathic
soliloquy - appears to be more convincing. It is we
who ultimately decide whether the prince of Venosa
is to be remembered or forgotten27, and whether in

our eyes he deserves to be eternally damned or will be
redeemed.
Nothing can be precisely analysed, named and un­
derstood. Experience is indifferent to argumentation.
Regardless into which narration we place our trust the
existence of a "dark spot” in biographical cognition
remains a fact. To believe that even the most all-sided
biography leaves no mysteries is, according to Hermione Lee, the excellent biographer of Virginia Woolf,
to become the victim of the most seductive and false
myth of the biography. 28

To be continued
In one of his most recent interviews Bernardo Ber­
tolucci admitted to the journalist that for some time
he had been cherishing a dream: he would like to
abandon modern themes, which absorbed his atten­
tion in the latest productions, and focus on the past.
The lead character would be an historical figure; the
director would like a time machine to transfer him to
the sixteenth century. I am fascinated by Gesualdo da
Venosa, a Neapolitan composer, author of madrigals and
sacral music. Igor Stravinsky called him the precursor of
twentieth-century music. De Venosa married one of the
most beautiful women of his time, but he was much too
fond of music and Maria was much too fond of sex. She
had a lover and Gesualdo’s family urged him to kill her.
I would like to tell the story of this man in love with a
woman, music and the very notion of love.29
A successive film about the prince of Venosa, an­
other biographical construction, a successive facial
composite, and yet another anthropological study told
in the language of film. Regardless how we would as­
sess upon the basis of such a laconic announcement
the value of this project (one may deliberate whether
the drama of Gesualdo can be reduced to two simple
formulas: he was much too fond of music and she was
much too fond of sex) one thing is certain: the story
of the prince, musician and murderer unexpectedly
goes on. More: it seems to have become increasingly
intensive. The prince still possesses a strange force of
attraction. As we can see, a successive chapter of this
story is ahead of us.
This is truly amazing - so many years after his death
Carlo Gesualdo is doing quite well.
He lives on.

389

Endnotes
1 C. Cavafy, Głosy, in : C. Cavafy, Wiersze zebrane, transl.
and prep. Z. Kubiak, Warszawa 1992, p. 8.
2 Among more important writings see: C. Gray, P
Heseltine, Carlo Gesualdo. Prince of Venosa. Musician and
Murderer, London 1926; G. Watkins, Gesualdo: The Man
and His Music, introduction: I. Stravinsky, Oxford 1973;
A. Vaccaro, Carlo Gesualdo, principe di Venosa: l’uomo e I
tempi, no place of publication 1998.

�D ariusz C zaja • FRAGMENTARY PRESENCES. PORTRAITS OF CARLO GESUALDO

3
4

5

6

7
8
9
10
11

12
13
14

15
16

Awarded two important prizes: Prix Italia (1996) and
Best Television Film Award (1997).
On various meanings of the term "rhetoric” and in par­
ticular its film applications cf. M. Przylipiak, Film doku­
mentalny jako gatunek retoryczny, “Kwartalnik Filmowy”
no. 23:1998, pp. 5-20.
To this motif we should add the reflections of Cecil Gray,
who upon the basis of suggestions made by Thomas de
Quincey in his celebrated essay: On Murder Considered
as One of the Fine Arts (Polish translation in: T De
Quincey, Wyznania angielskiego opiumisty, transl, M.
Bielewicz, Warszawa 2002, pp. 330-418) outlined a
meticulous parallel between Gesualdo's precise and
painstakingly conceived music and the just as carefully
planned murder of Maria d'Avalos, cf. C. Gary, P.
Heseltine, Carlo Gesualdo. Prince of Venosa. Musician and
Murderer, London 1926, pp. 63-74 (the chapter: Carlo
Gesualdo considered as a murderer is by Gray, while com­
ments by Heseltine, mentioned by Place, concern the
prince's music). Interestingly, this trace appears also in
the recently composed musical entitled Gesualdo
(authors: B. Fernandina, S. Breese), in which Gesualdo
is described as the “dark prince” or “prince of darkness”.
A description of the spectacle and fragments of the
music are available on: Official Website for Gesualdo - A
New Musical.htm. The rather curious and bombastic
score does not evoke Gesualdo‘s sophisticated composi­
tions but confirms his astonishing presence in pop cultu­
re.
Suffice to recall the emblematic scene ending the film.
The fence around Xanadu Castle features a sign with
the inscription: No trespassing, which apart from the
literal meaning possesses also a metaphorical one and is,
for all practical purposes, a categorical declaration: no
entry into someone's innermost core!
V. Nabokov, Prawdziwe życie Sebastiana Knighta, transl.
M. Kłobukowski, Warszawa 1992, pp. 45-46.
G. Herling-Grudziński, Madrygał żałobny, in: Don
Ildebrando i inne opowiadania, Warszawa 2000, p. 112.
Ibid., pp. 114-117.
Ibid., pp. 123-124.
This wavering indicated by a question mark is not acci­
dental. In many of his stories Herling intentionally
confused tracks and imposed upon the biography of the
protagonist/narrator his own life story. Such an appro­
ach was aptly noticed by Ewa Bieńkowska: I always had
the impression that Herling’s stories are more personal than
the records in his Dziennik. This is intimacy transposed into
fictional narration, but translucent and obvious in the most
important tangles of history. ( ...) In the stories the writer
attaches increasing prominence to the fact that he is experien­
cing the deceit of a double portrait, the night-time listening to
Gesualdo ..., E. Bieńkowska, Pisarz i los. O twórczości
Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, Warszawa 2002, pp.
130-131.
Ibid., pp. 125-126.
Ibid., p. 127.
The acclaimed Italian musicologist Massimo Mila,
author of, i.a. Breve storia della musica, the source of the
fragment about Gesualdo's music cited in the story.
Ibid., pp. 133-134.
Attention was drawn to this feature of the construction
of Herling's numerous stories by A. Morawiec in: Poetyka
opowiadań Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, Kraków
2000, pp. 122-123.
390

17 G. Herling-Grudziński, W. Bolecki, Rozmowy w Neapolu,
Warszawa 2000, p. 182.
18 Y. Lotman, Biografiya - zhivoye litso, “Noviy Mir” no.
2:1985, quoted after a note signed by H. C. and entitled:
Jurij Łotman o biografistyce, “Literatura na świecie” no.
11:1985, p. 352.
19 Ibid., p. 352; another biographistic trap mentioned by
Lotman, who described it as the sin of a ”cheap belles
lettres approach”, is realised in an almost model-like way
by Madrygał. Powieść o Gesualdzie da Venosa, a story by
the Hungarian author Laszlo Passuth (Warszawa 1981).
This copious (almost 600 pages!), horribly boring story
about the prince's life, built almost entirely out of
conventional elements and brimming with hundreds of
less or more necessary details from the epoch, proves the
aptness of Lotman's successive comment: If the expressi­
veness of the historical background is greater than that with
which the main protagonist of the biography was depicted
then the narration compels the reader to conclude that the
object of the biography is interesting solely as the son of his
age, a representative of something: an epoch, a milieu, an
estate, op. cit., p. 350.
20 W Hildesheimer, Tynset, transl. A. Rosłan, S. Lichański,
Warszawa 1973, p. 159; in the medley of characters
populating Hildesheimer's novel we come across Cain (a
brief theological dissertation deals with his crime) and
the Ghost of Hamlet's father, but also ”real” German war
criminals from the Endlosung era. An interpretation of
Tynset maintains that this is one of the most shocking
literary records of the Holocaust and in particular the
memory trauma associated with it, cf. M. Cosgrove,
Traumatic Memory in Wolfgang Hildesheimer s Tynset, a
paper presented at the Conference of University Teachers
of German in Great Britain and Ireland, National
University of Ireland, Maynooth, 8-10 Sept. 2003; sum­
mary available on the Internet page of the conference.
21 Hildesheimer, op. cit., p. 141.
22 Following the example of Giorgio Colli I comprehend
the concept of the puzzle in the Early Greek manner: an
a-logical being, a dialectical tangle of contradictions, a
reality enrooted in an inconceivable divine sphere, cf. G.
Colli, Narodziny filozofii, transl. S. Kasprzysiak, Kraków
1991, pp. 52-60.
23 Ibid., pp. 141-143.
24 See the particularly instructive reflections by Hayden
White, Poetyka pisarstwa historycznego, transl, various
authors , Kraków 2000, p. 105.
25 Lotman, op. cit., p. 353.
26 H. von Hofmannstahl, Sebastian Melmoth, transl. P
Hertz, “Zeszyty Literackie” no. 53:1996, p. 65.
27 From the viewpoint of the purely musicological dimen­
sion of Gesualdo's works nothing seems to indicate that
they are to be forgotten. See: numerous papers read at
the La musica del Principe. Studi e prosettive per Carlo
Gesualdo conference held in Venosa on 17-2003 and the
Music Conservatory of Potenza.
28 H. Lee, Biomitografowie, czyli życiorysy Virginii Woolf,
transl. J. Mikos, “Literatura na świecie” no. 7-8:1999, p.
349.
29 Kino sprzeciwia się czasowi. Z Bernardo Bertoluccim rozma­
wia B. Hollender, “Rzeczpospolita” no. 26:2004 (“Plus
Minus” supplement, 31 April).

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7156" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7135">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/2b31d0aaaa452e8dbe7147fa441a429b.pdf</src>
        <authentication>2385fee21b662d5fde4f360efae84493</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85441">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6578</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85443">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85447">
                <text>2014</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85450">
                <text>PSL Konteksty - czasopismo</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85453">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6149</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85455">
                <text>Bibliographic Note / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85458">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue s.432</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85461">
                <text>PSL Konteksty - redakcja</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85464">
                <text>ang</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85466">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85469">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85471">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85473">
                <text>BIBLIOGRAPHIC NOTE

Bibliographic Note
Volume I: Anthropology of Contemporary Culture
Zbigniew Benedyktowicz, The Symbol in Ethnography (Symbol w etnografii), „Konteksty. Polska Sztuka Ludowa”
1988, vol. 42, nr 3, pp. 145-148.
Ludwik Stomma, The Alcmene Myth (Mit Alkmeny), „Etnografia Polska” 1976, vol. 20, nr 1, pp. 99-110.
Ryszard Kapuściński, On Memory and Its Threats [Ryszard Kapuściński Talks with
Zbigniew Benedyktowicz and Dariusz Czaja] (O pamięci i jej zagrożeniach; z Ryszardem Kapuścińskim rozmawiają
Zbigniew Benedyktowicz i Dariusz Czaja), „Konteksty. Polska Sztuka Ludowa” 2003, vol. 57, nr 3-4, pp. 12-24.

Province
Czesław Robotycki, The “Province” from an Anthropological Viewpoint. Reflections from the Perspective of the Dilem­
mas of Cultural Communication („Prowincja” z antropologicznego punktu widzenia. Refleksja z pespektywy dylematów
komunikacji kulturowej), „Konteksty. Polska Sztuka Ludowa” 2008, vol. 62, nr 2, pp. 7-13.
Dariusz Czaja, The Paradox of the Province (Paradoks prowincji), „Konteksty. Polska Sztuka Ludowa” 2008, vol.
62, nr 2, pp. 28-33.
Zbigniew Benedyktowicz, Coming Back Home. (In Praise of the Province). The Italian Experience of Tarkovsky and
Kantor (Powrót do domu. Tarkowski i Kantor), „Konteksty. Polska Sztuka Ludowa” 2008, vol. 62, nr 2, pp. 14-27.
Maria Poprzęcka, At Home (W domu, u siebie), „Konteksty. Polska Sztuka Ludowa” 2010, vol. 64, nr 2-3, pp.
25-27.
Jacek Waltoś, The Studio —the Partially Domesticated, Portable or Transitory Home (Pracownia - dom częściowo
oswojony, przenośny lub przechodni), „Konteksty. Polska Sztuka Ludowa” 2010, vol. 64, nr 2-3, pp. 31-32.
Dariusz Czaja, My Mobile Home. The Travelling Artist (Dom mój ruchomy. Artysta w podróży), „Konteksty. Polska
Sztuka Ludowa” 2010, vol. 64, nr 2-3, pp. 107-118.
Wiesław Kuba Szpilka, My Province (Moja prowincja), „Konteksty. Polska Sztuka Ludowa” 2008, vol. 62, nr 2,
pp. 40-44.

Center, Metropolis, Cities
Zbigniew Benedyktowicz, A Phantom of the Centre of the World. A Contribution to the Anthropology of Contempora­
neity (Widmo środka świata. Przyczynek do antropologii współczesności), „Konteksty. Polska Sztuka Ludowa” 1991,
vol. 45, p. 16-32.
Ludwik Stomma, The Beauty of Human Error (Uroda ludzkiej pomyłki), „Konteksty. Polska Sztuka Ludowa” 1991,
vol. 45, nr 1, pp. 11-15.
Dariusz Czaja, Fragments of the Venetian Discourse (Fragmenty dyskursu weneckiego), „Konteksty. Polska Sztuka
Ludowa” 2008, vol. 62, nr 3-4, p. 125-148.
Justyna Chmielewska, Istanbul: Recollections from a Lost City (Stambuł: wspomnienia z utraconego miasta), „Kon­
teksty. Polska Sztuka Ludowa” 2009, vol. 63, nr 1-2, pp. 13-19.
Tomasz Szerszeń, Phantom Houses and Voyages to Nowhere (Genex: historia pewnego nie-miejsca), „Konteksty.
Polska Sztuka Ludowa” 2013, vol. 67, nr 3, pp. 163-166 [extended version].
Wiesław Kuba Szpilka, Poor Ethnography (Biedna etnografia), „Konteksty. Polska Sztuka Ludowa” 2008, vol. 62,
nr 3-4, pp. 178-183.

Ethnologist en route
Jerzy S. Wasilewski, The Secret History of Objects (Tajna historia przedmiotów), „Konteksty. Polska Sztuka Ludowa”
1998, vol. 52, nr 3-4, pp. 120-123.
Jerzy S. Wasilewski, People of the Taiga, the Reindeer People, the People... (Ludzie tajgi, ludzie rena, ludzie...), „Kon­
teksty. Polska Sztuka Ludowa” 2002, vol. 56, nr 1-2, pp. 87-93.
Jerzy S. Wasilewski, Who Says Bonjour to Whom on Mont Blanc? Attempted Anthropology of Conventional Be­
haviour (Kto komu mówi bounjour na Mont Blanc? Próba antropologii zachowań zdawkowych), „Konteksty. Polska
Sztuka Ludowa” 2003, vol. 57, nr 3-4, pp. 165-174.

Anthropology of Memory
Wojciech Michera, The Homelessness of Odysseus, (Bezdomność Odyseusza), „Konteksty. Polska Sztuka Ludowa”
2010, vol. 64, nr 2-3, pp. 123-128.
Tomasz Szerszeń, Anthropology as a Mask, a Costume, a Metaphor: the Case of Michel Leiris and Roger Caillois (An­
tropologia jako maska, kostium, metafora. Przypadek Michela Leirisa i Rogera Caillois), „Konteksty. Polska Sztuka
Ludowa” 2009, vol. 63, nr 3, pp. 170-172.
Wojciech Michera, Image, Crypt, Interpretation (Obraz, krypta, interpretacja), „Konteksty. Polska Sztuka Ludowa”
2010, vol. 64, nr 1, pp. 152-158.
432

�BIBLIOGRAPHIC NOTE

Jerzy S. Wasilewski, Transgression and Tragedy, Laughter versus Death (Transgresja wobec tragedii, śmiech przeciwko
śmierci), „Konteksty. Polska Sztuka Ludowa” 2010, vol. 64, nr 4, pp. 184-190.
Dariusz Czaja, The Shadows of Europe. History and Metaphor (Europa i jej cień. Historia i metafora), „Konteksty.
Polska Sztuka Ludowa” 2009, vol. 63, nr 3, pp. 80-89.
Sławomir Sikora, Living Monuments. Forms of Memory and Oblivion in the Film Gyumri (Żywe pomniki. Pamięć i
zapomnienie w filmie Gyumri), „Kwartalnik Filmowy” 2010, nr 129, pp. 121-130.

VOL. II ANTHROPOLOGY OF FILM
Zbigniew Benedyktowicz, Anthropology of Film. Introduction (Antropologia Filmu. Wprowadzenie, „Konteksty. Pol­
ska Sztuka Ludowa” 1992, vol. 46, nr 3-4, pp. 3-4.
Teresa Rutkowska, Fellini’s Wandering (Wędrówki Felliniego), „Konteksty. Polska Sztuka Ludowa” 1992, vol. 46,
nr 3-4, pp. 19-28.
Aleksander Jackiewicz, Charlie on an Italian Road (Charlie na włoskim gościńcu), [in:] Moja Filmoteka (Kino na
świecie), Warszawa 1983; idem, „Kwartalnik Filmowy” 1995-1996, nr 72-73, pp. 104-105.
Zbigniew Benedyktowicz, Road Movie —a Poem about the Pebble (Film drogi —Poemat o kamieniu. [„La Strada”,
Federico Fellini 1954]), „Kwartalnik Filmowy” 1995-1996, nr 72-73, pp. 106-134.
Wojciech Michera, “Nights of Cabiria" by Federico Fellini. Anthropological Notes („Noce Cabirii” Federica Felliniego
[notatki antropologiczne]), „Kwartalnik Filmowy” 1993, nr 62, pp. 18-26.
Grzegorz Nadgrodkiewicz, Tragicomedy dell’arte, or Pierrotade d la Godard („Tragikomedia dell’arte, czyli pierrotada
d la Godard"), „Kwartalnik Filmowy” 2000, nr 31-32, pp. 265-275.
Wiesław Juszczak, The Work and the “Boundary of Meaning" (Dzieło a „granica sensu”), „Konteksty. Polska Sztuka
Ludowa” 1992, vol. 46, nr 3-4, pp. 72-75.
Dariusz Czaja, The Eternal Moment. On „Babette’s Feast” (Moment wieczny. O „Uczcie Babette”), „Konteksty. Pol­
ska Sztuka Ludowa” 1992, vol. 46, nr 3-4, pp. 76-80.
Zbigniew Benedyktowicz, Mary and Martha Remarks on Babette’s Feast (Maria i Marta [Uwagi o „Uczcie Ba­
bette"]), „Konteksty. Polska Sztuka Ludowa” 1992, vol. 46, nr 3-4, pp. 81-84.
Marta Leśniakowska, The Sin of Gluttony and the Cultural Conflict. On the Margin of „Babette’s Feast” (O grzechu
łakomstwa i konflikcie kulturowym. Z powodu „Uczty Babette”), „Konteksty. Polska Sztuka Ludowa” 1992, vol. 46,
nr 3-4, pp. 85-86.
Wojciech Michera, In Front of the Room (Stalker) (Przed komnatą [Stalker]), „Kwartalnik Filmowy” 1995-1996,
nr 69-70, pp. 119-127.
Dariusz Czaja, Cypher and Epiphany. Several Remarks on n [first edition].
Ryszard Ciarka, Film and the True State of Things (Film i prawdziwy obraz rzeczy), „Konteksty. Polska Sztuka Lu­
dowa” 1992, vol. 46, nr 3-4, pp. 112-116.
Sławomir Sikora, The Predicament of the Meaning of „Blow-up” (Kłopoty ze znaczeniem: „Blow-up”), „Kwartalnik
Filmowy” 1993, nr 62, pp. 27-38; idem, Fotografia. Między dokumentem a symbolem, Izabelin 2004.
Dariusz Czaja, Why Is It the Way it Is? [first edition].
Wojciech Michera, The “Image” in Blow-Up —the Problem of Focalisation („Obraz” w Powiększeniu —problem
fokalizacji), „Kwartalnik Filmowy” 2008, nr 64, pp. 46-56.
Dariusz Czaja, Le Chef-d’oeuvre inconnu. Balzac and Rivette (Zagadka arcydzieła. Balzak i Rivette), „Kwartalnik
Filmowy” 2009, nr 125, pp. 129-146.
Wiesław Szpilka, To See the World. Ethnography vis a vis Film and Mass Culture (Zobaczyć Świat. Etnografia wobec
filmu i kultury masowej), „Konteksty. Polska Sztuka Ludowa” 1992, vol. 46, nr 3-4, pp. 125-128.
Wiesław Szpilka, „Batman” - a Story of Creation („Batman” —opowieść o stworzeniu), „Konteksty. Polska Sztuka
Ludowa” 1992, vol. 46, nr 3-4, pp. 129-131.
Monika Sznajderman, What’s Under the Mask. On the Motif of the Man Who Laughs: Several Remarks on Batman
(Co się kryje pod tą maską. Wokół motywu Człowieka Śmiechu: parę uwag o „Batmanie”), „Konteksty. Polska Sztuka
Ludowa” 1992, vol. 46, nr 3-4, pp. 135-137.
Anna Sobolewska, The Construction of Existence (Konstrukcja istnienia), „Konteksty. Polska Sztuka Ludowa”
1992, vol. 46, nr 3-4, pp. 117-119
Zbigniew Benedyktowicz, “Tango” —a Dance of Polish?/Universal? Alienation („Tango” —taniec polskiej ?/ uniwersal­
nej? alienacji), „Konteksty. Polska Sztuka Ludowa” 1994, vol. 48, nr 1-2, pp. 48-53.
Dariusz Czaja, Fragmentary Presences. Portraits of Carlo Gesualdo (Szczątkowe obecności. Portrety Carla Gesualdo),
„Kwartalnik Filmowy” 2004, nr 91-92, pp. 244-265.
Karolina Kosińska, The Androgyne Who Fell to Earth (Androgyne, który spadł na ziemię), „Kwartalnik Filmowy”,
2004, nr 91-92, pp. 155-174.
Dariusz Czaja, Homo Faber. Accident or Necessity (Waltera Fabera przypadki), „Kwartalnik Filmowy” 1993, nr 64,
pp. 16-35.
Beata Kosińska-Krippner, The Parodic Nature of the Appropriation of Factual Codes and Conventions in Mockumentaries (Parodystyczna natura przywłaszczeń aktualnych kodów i konwencji w mock-dokumentach), „Kwartalnik
Filmowy” 2006, nr 116, pp. 47-72.
433

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
</itemContainer>
