<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<itemContainer xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/browse?collection=3&amp;output=omeka-xml&amp;page=13" accessDate="2026-09-28T17:42:57+00:00">
  <miscellaneousContainer>
    <pagination>
      <pageNumber>13</pageNumber>
      <perPage>50</perPage>
      <totalResults>1084</totalResults>
    </pagination>
  </miscellaneousContainer>
  <item itemId="8586" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8565">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/5a4ff2cc82d7b786bc529f0061daf6c2.pdf</src>
        <authentication>cab5220e957f998f80d063c5906f6896</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102569">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3704</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102571">
                <text>1997</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102573">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3481</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102575">
                <text>Pożegnania ; Wspomnienia ; Sprostowania / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102577">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2, s.215-224</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102578">
                <text>Jackowski, Aleksander; Kamieński, St. Zbigniew; Kutkowski, Jerzy; Sokól, Lech</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102579">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102580">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102581">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102583">
                <text>POŻEGNANIA
WŁADYSŁAW RZĄB - B A Z Y L I A L B I C Z U K - L U D W I K WIĘCEK
BRONISŁAW K R A W C Z U K - HALINA DĄBROWSKA
MARIANNA WIŚNIOS

Przed dwoma laty w związku z przygotowywaniem do
druku Sztuki zwanej naiwną pisałem do wszystkich bohaterów
książki, aby w ten sposób dowiedzieć się, czy są, pracują,
chorują. Odchodzą bowiem tak cicho, jak i cicho żyją. Sami
nie zawiadamiają, że ich już nie ma, a rodzina po cóż miałaby
kogoś niepokoić. Dopiero teraz, w związku z promocją
książki, dowiedziałem się, iż w wieku 85 lat zmarł 13 sierpnia
1992 r. w Zgierzu WŁADYSŁAW RZĄB, człowiek wielkich
uczuć, serdeczny i bolesny, nie doceniony przez środowisko
łódzkie, choć jego wystawa w BWA (1988 r.) na pewno nie
była gorsza od dziesiątka innych. Tylko, że Rząb był poza
Związkiem, bez studiów plastycznych. Więc z założenia
gorszy. Do tego był niemodny. Nawet nie chciał zmienić swej
„osobowości", nie zamierzał zafundować sobie nowego nosa,
nie obwodził sznurkami przestrzeni, nie przykrywał domów
filcową narzutą. Malował ekspresyjnie, z dużym wyczuciem
koloru. Przedstawiał smutne, żałosne życie ludzi, nie upięk­
szone nadzieją czy fantazją. To nie przypadek, że grał na
skrzypcach, wyśpiewywał na
nich swoje zmartwienia, stany
duszy. W muzyce uczucie jest
naturalne, zwłaszcza gdy się je
wyraża długą frazą smyczkowe­
go instrumentu. Ale to uczucie
znajdziemy także w jego obra­
zach, domorosłego Van Gogha,
malarza, któremu świat rozdzie­
rał serce.

raz, nawet gdy mówił, że tylko podziwia, prosił - gdyby
mistrz kiedyś... Albiczuka ogarniał popłoch. Dawniej malo­
wał dla siebie, tak jak ptak śpiewa. To było jego myślenie,
odczuwanie, przeżycie świata. Nie śpieszył się, odstawiał na
rok zaczęte płótna, żył ze świadomością ich istnienia. Świat
w jego obrazach stawał się piękny, dostojny, jak Raj przedadamowy. Przyroda widziana jak przez kryształową szybę,
podpatrzona w swej harmonii i krasie, przeciwstawiona
ludzkim upadkom i podłościom.
Pamiętam ostatnią wizytę u Niego.
Pojechałem z bardzo mi drogą koleżanką, której chciałem
pokazać Albiczuka, wiedziałem, że zrobi na Niej wrażenie.
Nagrywała to, co mówił, fotografowała, a on rozbrojony jej
bezinteresowną serdecznością wyraźnie się cieszył z naszej
wizyty. Ale i wtedy użalił się, gdy wyszliśmy sami na dwór, że
nie umie sprostać zobowiązaniu. Młodzież pomogła mu
zbudować dom. Pieniądze, duże, dał Ludwig Zimmerer.
Czułem rozterkę Bazylego. Kochał tego Niemca za jego

Widziałem go ze trzy lata te­
mu. Cieszył się, że jego obrazy
pokazało Muzeum Okręgowe
w Radomiu, że kupują, interesują
się nim. Pożegnaliśmy się ser­
decznie, odprowadził mnie do
pociągu, długo machał dłonią.
Jak się okazało, na zawsze.

22 lipca 1995 r. zmarł mając
86 lat, drogi mi B A Z Y L I A L ­
BICZUK. Odchodził od ludzi,
męczyli go, męczyły prośby, na­
wet słowa zachwytu. Oczywiście
cieszyły, ale przede wszystkim
krępowały. Ty mi dajesz dobre
słowo, a co ja mogę dać tobie?
Każdy chciał od niego kupić ob-

Wtadysław R z ą b , Wkruchcie

dobroć, entuzjazm, serdeczność,
ale to go tylko zobowiązywało
- świadomość, że jeszcze i jemu
winien był namalować kilka ob­
razów, teraz już pani Karinie.
A już nie mógł, nie chciał. Daw­
na radość i ukojenie przerodziło
się niepostrzeżenie w przeciw­
ieństwo. Dręczyły go te obrazy
do namalowania, obrazy z obo­
wiązku. Bał się listów, długo ich
nie otwierał, niechętnie odpisy­
wał. Krótki list - a dzień, dwa
wyrzucone z życia. Trudno na­
wet to zrozumieć, ale tak było.
Silnie przeżywał każde napisane
zdanie. Jak je wyważyć? Jak
odmówić? Bardzo go to męczy­
ło.
Gdy wieczór nadchodził brał
do ręki skrzypce, grał. Nieraz,
gdy go nikt nie widział, grał
chodząc po polach, albo wśród
krzewów i kwiatów w swoim
ogrodzie. Kiedyś go pielęgno­
wał, sprowadzał byliny, hodował
kwiaty, ale później pozwolił mu
starzeć się, zarastać chwastami.
Starzeli się razem, ogród i on.

215

�Ogród, który traktował jako swoistą prefigurację swego
stosunku do świata, do losu. Każde wyjście z kręgu, który
sobie stworzył, męczyło go. Ale dostawał nagrody, więc jechał
do miasta, a i miasto czasem przyjeżdżało do niego. Rozumiał,
że niczego nie ma za darmo, więc z bólem, ale rozstawał się
z najbardziej cenionymi obrazami, opowiadał mi z goryczą, że
któryś dał wydziałowi Kultury, ale zabrał go do swego domu
sekretarz partii. A może przewodniczący Rady Narodowej.
Starał się pozostać z dala, żyć we własnej, bogatej, wręcz
intensywnej samotności. Tyle w swoim życiu widział, że
świadomie wybrał samotność, żywot pustelnika.
Twarz miał subtelną, piękną porytą zmarszczkami dobra
i zadumy.
Spoczął, jak chciał, na miejscowym cmentarzu prawosław­
nym w Dąbrowicy.
28.05.1995 r. zmarł w szpitalu gorlickim L U D W I K WIĘ­
CEK. Kaleki, wiejski pastuch, o wielkiej ciekawości świata
i o wyobraźni dziecka. Malarz, ostatni już z tego kręgu
twórczości, który znaczą nazwiska Nikifora i Heródka.
Maleńki, słabowity, tylko oczy miał ogromne, błyszczały
z zadziwiającą intensywnością. Ciekawe świata, uważne na
wszystko, zwłaszcza na szczegół. W swych obrazach, lśnią­
cych lakierem, niewielkich, które mógł łatwo wzrokiem
ogarnąć przedstawiał świat widziany i swoje wersje obrazów
dawnych mistrzów. Zresztą i w jednym i w drugim przypadku
tak zwana rzeczywistość go nie krępowała. Sztafaż obrazów
wzbogacał bliskimi sobie elementami architektury, a przede
wszystkim wyobrażeniem ptaków. Te ptaki, ogromne, ciężkie
siedzą na pieńkach, gałęziach, a zwłaszcza na szczytach
górskich. Więcek umieszcza je gdzie może. Ptaki są wolne,
latają dokąd zechcą podejść je
trudno, a przy tym nie są tak
złośliwe jak psy, które nieraz
dziabnęły i oszczekały niezdar­
nego pastucha. Należą więc do
świata fantazji a nie do przyziem­
nej realności krów, świń czy gęsi.
Więcek uwielbiał reprodukcje
dawnego malarstwa. Jego „ko­
pie" zwłaszcza te, w których sta­
rał się pozostać wiernym orygi­
nałowi zachowują układ pierwo­
wzoru, ale tam, gdzie rozwiąza­
nie malarskie wydaje się zbyt
obce, czy trudne, Więcek rytmizuje drobne elementy, upraszcza
rysunek, zastępuje obcą bryłę bu­
dynku swojską, ale bezbłędnie
zachowuje równowagę obrazu,
harmonię elementów. Te kopie
mają dla nas wiele wdzięku, wła­
śnie dzięki autentycznej naiwno­
ści malarza. Na jego przykładzie
wyraźnie można dostrzec różnicę
między naiwnością a sztuką dzie­
cka, w obrazach Więcka trudno
dostrzec tak piękną u dzieci śmia­
łość rysunku, wigor koloru, roz­
mach, zabawę. Więcek jest sta-

216

ranny, poważny, nawet kiedy maluje coś, co go bawi. Ze
sztuką dzieci wiąże go fantazja, sposób myślenia, bycia. Nie
cierpiał pasania krów, był słaby, wątły, zaś zwierzaki ciężkie,
duże i rogate, wyrzucał więc gospodarzowi, że je hoduje. Twój
brat - tłumaczył - jest mądrzejszy, samochodem jedzie do
sklepu i kupuje mleko, a ty musisz trzymać te paskudne krowy.
A kiedyś, gdy zobaczył turystę z plecakiem też zapragnął
zostać turystą. Gospodyni, wielkiej dobroci kobieta, dała mu
plecak, zapakowała rzeczy, jedzenie, pomogła włożyć go na
plecy, no i Więcek wyruszył w podróż. Daleko nie uszedł, do
krzyża na skraju Wilczysk. Bo i dokąd miał iść? po co? Nie
łatwo być turystą, doszedł do wniosku Więcek, i wrócił do
swych gospodarzy.
Czy jeszcze będą się formowali tacy wiejscy odmieńcy jak
Nikifor, Heródek i Więcek? Czy telewizja, kontakt z cywiliza­
cją nie zabiją w nich świata naiwnej wyobraźni? Czy nie
narzucą łatwych wzorów na wyrażenie spraw dziwnych,
strasznych i tajemnych? Czy będą sami szukali środków na
wyrażenie radości, bólu czy strachu w malowanych postaciach
- mając proste wzory rysunkowych filmów czy reklam?
Oby wiam się, że Ludwik był już ostatnim z plejady wzruszają­
cych wiejskich artystów, samotnych w swym środowisku,
rozpiętych między ziemią, na której tak trudno żyć, a niebem,
które daje nadzieję szczęścia i ukojenia.
Zmarł otoczony opieką swych gospodarzy, państwa Krzysztoniów, którzy chorego, kalekiego malarza i pastucha
uszanowali i traktowali jak bliskiego członka rodziny.

BRONISŁAW KRAWCZUK (24.12.1935-2.10.1995 r.)
Mój drogi Bronek. Niszczał, tracił chęć życia, czuł się coraz
bardziej obcy - na Śląsku, w do­
mu, na tym świecie. Cierpiał,
zwłaszcza po śmierci Gienia, sy­
na, który był jego nadzieją i ra­
dością. Od kiedy go pamiętam
jeździł z nim, byli wszędzie
gdzie ogłaszano jakiś konkurs.
Wzdychano ciężko, kiedy się po­
jawiali - zawsze uśmiechnięci,
on krępy, szeroki, o okrągłej
twarzy, Gienio mały, krępy, nie
wyrośnięty. Taszczyli obrazy
i wiadomo było, że sprawa pier­
wszych nagród jest załatwiona.
Inni amatorzy sarkali, jurorzy
czuli się niezręcznie, to jak? póki
oni malują nikt już pierwszej
nagrody nie dostanie? Ale nie
przyznać też było trudno. Nie­
możliwe. Więc szukano wybie­
gów - im za całokształt pracy,
lub nagrodę specjalną. Byli
świetni. Zawsze razem. Później
Gienio przestał malować, zajął
się złotnictwem. Ale był... Dla
Bronka malowanie stało się po­
ciechą, tym, co go trzymało
w chwilach ciężkich, w życiu
Marianna Wiśnios. Chrystus
zmartwychwstały,
coraz okrutniej go doświadczatempera, papier

�jącym. Nigdy nie czuł się pewnie na Śląsku, za późno
przywędrował ze Wschodu, z rodzinnego Podola. Zdradzał go
akcent, pięknie rozlewna mowa, zdradzała twarz, ciepła,
łagodna, szeroka i krągła jak słońce na dziecięcych obrazkach.
W zadymionym krajobrazie malował pejzaże lat dziecinnych,
wyrwany, wykorzeniony - jak miliony ludzi, których życie
pozbawiło po wojnie ziemi rodzinnej. Później przyszły
nowe uderzenia losu, starszy syn, w przededniu wyjścia
z wojska, zginął. Jak? Tego rodzicom nie chciano powiedzieć.
Zalutowaną, metalową trumnę żołnierze przywieźli na cmen­
tarz. Powiesił się, usłyszeli w jednostce. Nie mogli uwierzyć.
Był zaręczony, radosny, pod wieczór telefonował, by mu
zarezerwowali stolik na dancingu. A rano już nie żył. Co się
stało? Lepiej wiedzieć, niż tak lata borykać się z własną
wyobraźnią.
A potem córka związała się z narkomanem. Widział jak
w oczach się zmienia, niszczy. Odwykówka, Monar - i znów
kompot, w domu robiony. Zaczął więc pić. A kiedy pił
wylewał swe żale. Swoim, ale i sąsiadom. W końcu obcym,
inaczej czującym, reagującym. Może, gdyby pił ze swojakami
byłoby mu lżej, teraz zaczął coraz ostrzej odczuwać swoją
inność. Do tego wręcz demonstracyjnie angażował się po
stronie „Solidarności", malował ogromne obrazy z tłumem
demonstrujących ludzi, Polonez, As-dur Chopina, grany przez
Artura Rubinsteina na tle Placu Zamkowego w Warszawie,
tryptyk z Pomnikiem Poległych Stoczniowców w centrum,
przejmujące Ukrzyżowanie na tle falującego mrowia ludzi.
Przyszedł strach: internują, wsadzą do więzienia, zbiją
- więc tłumił ten strach pijąc. Coraz więcej. Zaczął wyM. Wiśnios. Ukrzyżowany

M. Wiśnios. Ukrzyżowany

przedawać kolekcję śląskiego malarstwa naiwnego, a miał
dobraną znakomicie. Tłumaczył - przeszkadza w malowaniu,
ale pewnie ważniejsze było gromadzenie pieniędzy na uspa­
kajający nałóg. Malował zresztą coraz mniej.
Śmierć ukochanego Gienia załamała go zupełnie. Zaczął
oddalać się od świata. Malował obrazy o głęboko przeżytych
treściach religijnych, wstrząsający i jakże mu bliski w bólu
tryptyk poświęcony ks. Jerzemu Popiełuszce, Syberię: ludzi,
jak pieńki drzew, zamarzniętych, pogrążonych w śniegu.
Dostał za te dwa obrazy I nagrodę na wystawie Talent - pasja
- intuicja w Katowicach. To było tak niedawno...
Nocowałem u niego, rozmawialiśmy do późna, wiedział,
czym była w moim życiu Syberia, więc chciał mi dać swój
obraz. To był odruch serca. Wzruszył mnie, ale obrazu nie
przyjąłem, chciałem, by został w jakimś muzeum.
Bronek zmienił się od czasu poprzedniego naszego spot­
kania. Miał brodę, obfity skudłacony zarost. Tylko oczy
błyszczały mu gorączkowo. Gdy pił, przypominał oszalałego
proroka. Czułem, że to koniec tej jego drogi przez mękę. Czy
się jeszcze zobaczymy? Uścisnął mnie na pożegnanie, długo
machał ręką na peronie. A jednak, kiedy się dowiedziałem, że
odszedł, boleśnie to odczułem, żałowałem, że mnie nie
powiadomiono. Chciałem być z nim w tej ostatniej chwili
ziemskiej wędrówki. Ale może lepiej, że nie byłem.
Oszczędzone mi zostało gorszące widowisko, miejscowy
ksiądz obrzucił Bronka wyzwiskami. Uznał - jego, uducho­
wionego, pięknego, naznaczonego stygmatem cierpienia, za
przykład zła, do którego prowadzi alkohol. Potraktował go jak
wyrzutka, przestrogę dla innych.

217

�Jak pięknie, że ostatnim księdzem, z którym Bronek
obcował przez wiele dni, z czcią i pokorą go malując, był
ojciec Jerzy. Mądry, szlachetny, przepełniony chrześcijańską
miłością. Tą miłością, której tak był spragniony Bronek.
Pochowano go, jak chciał, tuż obok Gienia, na tym samym
gliwickim cmentarzu.

H A L I N A DĄBROWSKA (17.01.1925-20.10.1996). Więc
i ona... jeszcze jedna bohaterka mojej książki, świetna malar­
ka, piękny człowiek. Nie mogę zapomnieć słów księdza
Twardowskiego: „Spieszmy się kochać ludzi, tak prędko
odchodzą". Może coś przeczuwała, parę razy pisała, prosiła
bym przyjechał, przygotowała dla mnie obraz. Przyjęła mnie
serdecznie, otoczona zwierzętami, we wnętrzu zapełnionym
obrazami. Chciała mi dać taki, który lubiła, żebym miał po niej
pamiątkę. Wtedy tego nie zrozumiałem, zresztą obiecałem, że
wkrótce przyjadę na dłużej. Nie zdążyłem.
W ostatnich latach malowała niewiele, tkała, zajmowały ją
psy i koty, ogród, za którym rozpościerał się wyjątkowej urody
pejzaż, z widniejącym w oddali zarysem gór. Czuła się dobrze
w swojej samotni, mimo odcięcia od rodziny, przyjaciół,
krakowskich ulic, widoków Kazimierza. Łękawica, w której
osiadła przed 18 laty, stała się miejscem, w którym zapominała
o bolesnych doświadczeniach życia, które dawniej - w Krako­
wie - odreagowywała w swym malarstwie. Lekarz, humanista,
uformowana w kręgu prof. Antoniego Kępińskiego, a później
„Bebka" - doktora Jana Mitarskiego, uprawiała swój zawód
lekarza - psychiatry świadomie, z głębokim zaangażowaniem,
ale bez sentymentalizmu. Wrażliwa na krzywdę widzianych
codziennie chorych dzieci, a także starych ludzi i zwierząt, aby
zachować wewnętrzną równowagę musiała znaleźć sposób
rozładowania napięć. Zaczęła malować, początkowo dla
siebie, później - po namowach przyjaciół - oficjalnie, na
wystawy, konkursy. Przyjęto ją do Związku Polskich Artys­
tów Plastyków. Od razu mnie o tym powiadomiła (kartka z 17
czerwca 1976 r.) „Spieszę donieść o miłej dla mnie nie­
spodziance. Po raz pierwszy wystawiłam oficjalnie, jako
zawodowy plastyk, członek ZPAP na Konkursie „Kraków-76"

218

z 3 obrazami - i dostałam pierwszą nagrodę. Strasznie się
cieszę!"
W swych obrazach przedstawiała smutne, szare ulice,
odrapane ściany rozwalających się domów, starych, niezgrab­
nie poruszających się ludzi. Znajdowała w tym dystans wobec
cierpień, z którymi codziennie się stykała. Ale widząc dzieci
- malowała zawsze ludzi starych. Im współczuła przede
wszystkim: „Bardziej mi żal starych ludzi, pisała, niż dzieci,
nawet upośledzonych. Co starzy mogą mieć? Wiarę w życie
pozagrobowe? Nic, nic. (...) Ciągnie mnie realizm, malowanie
tego, co boli ludzi, stare zmurszałe mury Kazimierza, ślepca
z białą laską.
Malowanie to najcenniejszy dar, jaki mogłam otrzymać od
losu. Daje szczęście, nawet prymitywną możliwość odreago­
wania. Odchodzi wtedy zmęczenie, złość. Jako lekarz byłam
bezsilna - malując jestem wszechwładna."
Malowanie pochłaniało ją coraz bardziej, kupiła domek
w Łękawicy, przeniosła się tam z Krakowa. Mieszkała z dala
od rodziny i przyjaciół, z ukochanymi zwierzakami, zwłasz­
cza czarną, kudłatą Mikusią, którą często portretowała na tle
rzeki, widniejących w oddali gór, krzewów. Wyzwalała się
z presji stanów ducha, wnikliwie obserwując otaczającą
przyrodę, arabeskę gałęzi, strukturę kwiatu.
Zaczęła od realizmu, który zdawał się przypominać malars­
two naiwne. Pracowała nad sobą, uczyła się obserwując
przyrodę. „Nie przygnębia mnie, gdy robię coś źle, bo wiem,
że będę dalej malowała. Osiąga się cele etapowe. Świado­
mość, że się czegoś nauczyło, choć wie się, że do celu nigdy
nie dojdzie."
Ta postawa, te słowa wyraźniej, niż obrazy, pokazują
zasadniczą różnicę między artystą naiwnym, a świadomym.
Naiwny nie ma wątpliwości, nie wie, czego nie wie.
Dąbrowska: „Pogodziłam się już ze swoim stylem, ale
dłuższy czas nie mogłam się pogodzić. Próbowałam malować
szerszą plamą, ogólną, deformować, ale to było paskudne
i zniechęciłam się. Zazdroszczę naiwnym..."
Laikom wydaje się, że to artysta, i tylko on tworzy swoje
dzieła. Dąbrowska miała świadomość nie tylko ograniczeń,
ale i zdeterminowania - bywało, że obrazy ją zaskakiwały,

�sama się z nich uczyła. Wizja malarska, tematyka, klimat prac
- to było jakby poza zasięgiem jej woli. Dane przez naturę,
osobowość.
Czym bardziej żyła pięknem Łękawicy, domową krzątani­
ną, zwierzętami, tym bardziej pogodne stawały się jej obrazy.
We wstępie do katalogu wystawy w krakowskiej DESIE (1974
r.) zauważyła: „...człowiek musi coś tworzyć. Coraz bardziej
w dodatku samotny w coraz* bardziej zatłoczonym, skłębio­
nym, przyśpieszonym świecie - znajduje czasem azyl, moż­
ność wypowiedzenia swego światopoglądu, odnajduje siebie,
odnajduje chyba coś zbliżonego do szczęścia - w twórczości
być może nikomu - poza nim samym - niepotrzebnej.
Ale i potrzeba kontaktu ze swoim gatunkiem jest w człowie­
ka wpisana. Dlatego próbuje swoim językiem, mową swojej
twórczości kontakt ten nawiązać. Dlatego pokazuje swoje
obrazy."
Dlaczego mi dała swój obraz? Czy tylko z wdzięczności za
przyjaźń, czy też i z nadzieją, iż człowiek nie odchodzi
całkiem, póki tli się pamięć o nim. Póki istnieją widome ślady
jego istnienia, pracy, talentu. Patrzę na jej obraz - para
staruszków powoli, spokojnie odchodzi w dal. Jeszcze ich
widzę.
Aleksander Jackowski

O MARIANNIE WISNIOS
24 października ubiegłego roku zmarła Marianna Wiśnios,
jedna z największych polskich współczesnych artystek ludo­
wych. W metryce zapisano, że urodziła się w 1909 r., ale sama
podawał często rok 1914 jako rok urodzin, mówiła, że przyszła
na świat w czasie wojny, w lesie, w huku armat. Przez całe
niemal życie mieszkała w rodzinnej chacie we wsi Rataje koło
Wąchocka, na skraju Puszczy Świętokrzyskiej. Opowiadała,
iż rysowanie pociągało ją od najmłodszych lat, rysowała
węglem na bielonych ścianach, na deskach chałup i stodół,
wspominała nawet o rysowaniu kijem na zroszonej o świcie
trawie.

Od dziecka pracowała w gospodarstwie rodziców, ukoń­
czyła tylko dwie klasy szkoły powszechnej, a po wyjściu
z domu rodzeństwa i tragicznej śmierci ojca, pomagała matce
- „byłam za chłopa" mówiła sama o swojej ciężkiej pracy.
Wtedy już nie rysowała, wyszła za mąż za fryzjera ze
Starachowic, którego poznała na odpuście w Ratajach. O za­
miłowaniu z lat dzieciństwa przypomniała sobie, pomagając
starszemu synowi w lekcjach z rysunku w szkole, pod koniec
lat 40-tych; wówczas zaczęła malować dla siebie, z przyjem­
ności i wewnętrznej potrzeby, kryjąc się z tym przed wsią
i mężem, nieakceptowana i wykpiwana, uchodząca w oczach
otoczenia za dziwaczkę. Dopiero po śmierci męża w 1966 r.
zaczęła więcej malować, robiła to po zakończeniu prac
gospodarskich wieczorami i nocami przy lampie naftowej, na
stojąco, aby lepiej ogarnąć wzrokiem płaszczyznę papieru.
Nigdy nie zostawiała obrazu niedokończonego, nie przerywa­
ła pracy, dopóki obraz nie był gotowy; malowała w skupieniu,
wtedy gdy nikt nie mógł już jej przeszkadzać i wówczas
zapominała niemal o świecie, pracowała w zapamiętaniu
i uniesieniu, jakby w transie. Zdarzyło się, że nie poznała
później fragmentu swojego obrazu, sądziła, że ktoś go
poprawił (z korzyścią dla dzieła).
Malowała akwarelami, plakatówkami, ale i wszystkimi
dostępnymi farbami, na pakowym papierze, na czystej stronie
tapet, później na kartonie; jeśli brakowało papieru, zamalo­
wywała arkusze gazet. Zamiast pędzli używała własnoręcznie
robionych tamponów z materiału, ze starego plastra na
reumatyzm. Wymogi technologiczne nie miały dla niej
żadnego znaczenia, aby uzyskać większe nasycenie barw
łączyła farby z kredkami i flamastrami, mieszała ze sobą farby
wodne z olejnymi. Nie zwracała uwagi na to, czy stół jest
czysty, obrazy mają często tłuste plamy, pozaginane rogi,
wystrzępione krawędzie. Malowała przeważnie tematy reli­
gijne, wśród nich głównie sceny pasyjne; temat Chrystusa
ukrzyżowanego i złożonego do grobu powtarzała setki razy.
Korzystała z gotowych wzorów ikonograficznych, którymi
były najczęściej tzw. „święte obrazki", na tej podstawie
wypracowała własny schemat przedstawienia, kalkę, którą
potem powielała, tworząc kolejne wersje tematu. Po latach

M. Wiśnios, 1974

219

�owe kalki od częstego przerysowywania ulegały zniszczeniu,
rozpadały się, nieliczne, które ocalały można uznać, pomimo
ich oczywistego charakteru matrycy do kopiowania, za dzieła
pełne wyrazu i głębokiego przeżycia. Artystka powtarzała
wielokrotnie i inne tematy: upadek Chrystusa pod krzyżem,
modlitwę w Ogrodzie Oliwnym, Zwiastowanie, Matkę Boską
z dzieciątkiem, Trójcę Świętą, świętego Franciszka z ptasz­
kami i zwierzętami, świętego Rocha (kapliczka tego świętego
znajduje się koło Wąchocka), świętego Pawła (to imię nosi
starszy syn artystki), świętą Barbarę, świętą Zofię z córkami.
Nieco inna za każdym razem kolorystyka oraz niewielkie
zmiany i różnice formalne w kolejnych wersjach jednego
tematu powodują, że obrazy stają się niepowtarzalne, choć na
powtarzalności tych samych motywów oparta jest twórczość
Marianny Wiśnios.
Artystka malowała też obrazy świeckie, ulubionym i naj­
częściej powielanym tematem jest tzw. Legenda Gór Święto­
krzyskich; inspirowały ją pieśni żołnierskie, ludowe przyśpie­
wki, piosenki i rymowanki, których mnóstwo znała na pamięć,
nawet jeśli były długie i zawiłe. Zarówno w pracach o tematy­
ce sakralnej jak laickiej, w tle scen pojawiają się pejzaże,
wcześniej rozbudowane, bogatsze, z czasem proste i schema­
tyczne, a także swoiście przedstawiona architektura: mury,
ściany i fasady domów, zamki, pałace, kościoły ze znakomicie
przeprowadzonymi podziałami na proste formy geometrycz­
ne. Są to często rozwiązania niemal abstrakcyjne. W nie­
których pejzażach można dostrzec gwałtowne różnice terenu,
wzniesienia, wypiętrzenia i głębokie zapadliny; widoki niby
fantastyczne, wizyjne niemal, ale niedaleko domu Marianny
Wiśnios w Ratajach przebiega bardzo piękny i malowniczy
wąwóz, który artystka musiała przecież znać od dziecka. Ten
wąwóz kojarzy się z wieloma pejzażami na jej obrazach.
Bliskość pól, lasu, nieba musiała mieć wielki wpływ na
kształtowanie się artystycznej osobowości Marianny Wiśnios,
dla której natura była akademią sztuk pięknych rozbudzającą
jej wrażliwość na kształty i barwy, uczącą zestawień formal­
nych i kolorystycznych. Lubiła zwierzęta: krowy, psy, koty,
ptactwo domowe, bociany, szczególną sympatią darzyła ko­
nie, bolała nad ich ciężkim, często strasznym losem u chłopów
na wsi, wielokrotnie przedstawiała je na swoich obrazach
i mówiła o nich zawsze z miłością i współczuciem. Opowiada­
ła, że kiedy była kilkunastoletnią dziewczyną koń, na którym
jechała przestraszył się, skoczył i zrzucił ją, spadła pod jego
kopyta i od tamtego czasu miała złamany nos.
Wzruszającym świadectwem jej głębokiej religijności są
kartki papieru, na których zaznaczała odmówione różańcowe
zdrowaśki, tajemnice i części różańca, tworząc przy okazji
dziwne liczone kompozycje (i wyprzedzając w ten sposób
pomysły na twórczość sławnych dziś artystów). Dodawała
później do tych zapisków rysunek różańca, róż czy figury
Matki Bożej.
Talent Marianny Wiśnios pierwsza dostrzegła nauczycielka
z Wąchocka, pani Grotowska, dzięki niej obrazy artystki
zostały zaprezentowane na konkursie sztuki ludowej Ziemi
Kieleckiej w 1972 r., gdzie otrzymały pierwszą nagrodę. Od
tego momentu artystka zaczyna być znana w swoim regionie;
Muzeum Narodowe w Kielcach włącza do kolekcji sztuki
ludowej jej prace z lat 50-tych, a Barbara Erber (kustosz
muzeum) staje się wielbicielką i propagatorką talentu artystki,
odwiedzają w Ratajach, zapisując jej wypowiedzi. W 1976 r.

220

Marianna Wiśnios została przyjęta do Stowarzyszenia Twór­
ców Ludowych, w tym też roku odbyła się jej pierwsza
wystawa indywidualna w Muzeum Narodowym w Kielcach.
Aleksander Jackowski pisząc w 1977 r. w „Polskiej Sztuce
Ludowej" o współczesnym malarstwie ludowym i jego
pograniczach, poświęca spory fragment artystce z Ratajów.
Twórczością pani Wiśnios interesował się także niemal od
początku Ludwig Zimmerer, znawca i kolekcjoner ludowej
sztuki polskiej; w latach 1979-81 obrazy malarki były
pokazywane w miastach Republiki Federalnej Niemiec na
wystawie „999 eksponatów z kolekcji Ludwiga Zimmerera".
Zaczynają odwiedzać artystkę i inni kolekcjonerzy, wśród
nich Leszek Macak i Bolesław Nawrocki stają się dozgon­
nymi entuzjastami jej dzieła. W1981 i 82 r. Marianna Wiśnios
odbywa podróże (tak rzadkie w jej życiu) do Częstochowy na
Jasną Górę, zapraszona, jako jedyna artystka nieprofesjonal­
na, na ogólnopolskie plenery malarskie z okazji 600 lat
obecności obrazu Matki Bożej w życiu Narodu. Obrazy, które
tam namalowała - było ich kilkadziesiąt - podarowała
Muzeum Jasnogórskiemu. Za wybitne osiągnięcia w dziedzi­
nie sztuki sakralnej (za rok 1982) otrzymała nagrodę artys­
tyczną im. Brata Alberta, w 1983 r. przyznano jej również
nagrodę im. Jana Pocka. W rok później Hanna Kramarczuk
zrealizowała dla TVP flm pod tytułem Marianna Wiśnios ze
wsi Rataje.
Artystkę odwiedzają często dziennikarze, a letnią porą
zagląda do niej wielu turystów w drodze na Wykus - chata
pani Wiśnios stoi przy turystycznym szlaku. W 1988 r.
artystka otrzymała dyplom Ministra Kultury i Sztuki i nagrodę
artystyczną kieleckiego miesięcznika społeczno-kulturalnego
„Przemiany", a w roku 1991 Mazowieckie Towarzystwo
Kultury przyznało jej „w uznaniu zasług dla kultury ludowej"
nagrodę im. Oskara Kolberga.
W drugiej połowie 1993 r. artystka złamała nogę w stawie
biodrowym. Dzięki zaangażowaniu i pomocy radomskiego
lekarza Wojciecha Szafrańskiego została poddana operacji,
która uratowała jej życie. Musiała jednak opuścić rodzinną
chatę i zamieszkać w domu młodszego syna Norberta w Wą­
chocku. Muzeum Sztuki Współczesnej w Radomiu zor­
ganizowało w roku 1994 wielką, retrospektywną wystawę
malarstwa Marianny Wiśnios, pokazując prawie 300 prac
artystki, głównie z kolekcji Liny i Bolesława Nawrockich.
Artystka była obecna na otwarciu wystawy. Długo dochodziła
do zdrowia, ale wróciła do pracy twórczej, choć nie mogła już
stać przy rysowaniu i malowaniu - pracowała teraz na
siedząco. Tęskniła za swoją chatą i swoją samotnością i często
powtarzała, że wróci do domu w Ratajach. Było to jednak
niemożliwe ze względu na jej wiek i stan zdrowia a także
z powodu warunków mieszkaniowych w ratajskiej chacie na
skraju wsi. Marianna Wiśnios potrafiła jednak dostosować się
do nowych warunków, potrzeba tworzenia przezwyciężyła
wszystkie niedogodności, pokonała dawne przyzwyczajenia.
Pracowała teraz zawzięcie pod oknem w kuchni, nie zwraca­
jąc uwagi na gwar wokół niej. Powstały setki nowych
obrazów, z konieczności nie tak dużych jak dawniej, malowa­
nych jakby w pośpiechu, zdawałoby się niechlujnie i nie­
starannie, z nonszalanckim rysunkiem flamastra dla wydoby­
cia pewnych szczegółów, o kolorystyce drapieżnej i ostrej,
pozbawionej często harmonii, zgrzytliwej, niemal surowej.
Wiele z tych późnych prac to znakomite obrazy, młodzieńcze

�w swojej świeżości, lekkości kreski, a jednocześnie o formie
mistrzowskiej, najprostrzej z możliwych, jedynej w swoim
rodzaju.
W roku 1995 ukazał się dawno oczekiwany album Aleksan­
dra Jackowskiego Sztuka zwana naiwną, Marianna Wiśnios
ma tam swoje miejsce. Wiosną tego roku Muzeum Regionalne
w Kozienicach zorganizowało dużą wystawę ostatnich religij­
nych prac artystki, pani Marianna była obecna na otwarciu
wystawy. W październiku Wojewódzki Ośrodek Kultury
w Krakowie pokazał w Gaferii Stowarzyszenia Historyków
Sztuki na Grodzkiej wystawę jej prac z kolekcji Wojewódz­
kiego Domu Kultury w Kielcach. Kiedy dobiegał końca
krakowski pokaz, artystka została przewieziona do szpitala
w Starachowicach, gdzie po kilku dniach zmarła.
Marianna Wiśnios bywa dziś nazywana współczesnym
polskim Giottem, jej ukrzyżowania porównywane są z wczes­
nymi dziełami Gauguina. Wielkie to, ale i zasłużone kom­
plementy pod adresem ludowej artystki. Na spotkaniu w domu
Norberta Wiśniosa po pogrzebie Marianny Wiśnios zastana­
wiano się, czy, kto i kiedy pokazał jej album z dziełami Giotta.
Sądzę, że dla artystki możliwość oglądania reprodukcji fres­
ków Giotta, czy innych dzieł malarstwa ubiegłych wieków
była bez znaczenia, ważniejsze były dla niej dewocyjne,
naturalistyczne przedstawienia Maryji, Chrystusa, świętych
noszone w książkach do nabożeństwa, stacje Męki Pańskiej
z kościoła, kiepskie reprodukcje nie najlepszej sztuki sakralnej
w religijnych wydawnictwach. Korzystała z tych wzorów
ożywiając je głęboką wiarą i talentem.
Była osobą skromną, swoją pracę artystyczną uważała za
coś zupełnie naturalnego. Ale miała własne zdanie w wielu
sprawach, którego umiała bronić i przy którym potrafiła się
upierać, nawet gdy nie pamiętała, dlaczego tak, a nie inaczej
uważa. W rozmowie broniąc swojej niezależności, potrafiła
być uroczo przekorna, wykazując duże poczucie humoru.
Miała świadomość własnej wielkości - wspominała słowa
akuszerki, powtarzane jej potem przez matkę, że „jak się kto
urodzi pod strzałami, to jest słynny".

połówki, czyli 50x70 cm, ale są też formaty pełne i wymiary
nietypowe. Grubość papieru jest zróżnicowana od zwykłego
pakowego, przez karton kreślarski do cienkiej tektury (na
pudełka do butów). Kolor: najczęściej biały, ale często czarny
(„źle się maluje, dużo farb trzeba, ale wszyscy chcą obrazów
na czarnym..."), szary, a nawet różowy, czy fioletowy.
Kiedy malarka stała się już znana, kolekcjonerzy zaczęli
dostarczać jej farby i papier. Czasem bardzo dobry, nawet
zagruntowany.
Na wystawie, czy na ścianie w domu, obraz na podłożu
papierowym eksponowany jest za szybą, tył ma zabez­
pieczony tekturą lub płytą pilśniową, niewidoczny. Tym­
czasem bywa, że jest on równie interesujący z obu stron. Prace
Marianny Wiśnios warto oglądać również z tyłu. Wśród
obejrzanych przeze mnie obrazów kilkanaście jest dwustron­
nych. Autorka albo powtarza temat po drugiej stronie, chcąc
to zrobić lepiej, zmienia kolory, kompozycję, albo maluje
zupełnie inny temat (np. scenę ukrzyżowania, uzupełnia
z drugiej strony profilem świętej). Podwójne obrazy są
wypadkową pasji tworzenia i chwilowych braków papieru.
Zdarzało się, że klienci pani Marianny długo nie przyjeżdżali
(szczególnie zimą), a ona malować przecież musiała. Kiedy
zamalowała kartony po obu stronach, robiła szybkie szkice
malarskie na skrawkach papieru, starych gazetach. Np.: na
„Gazecie Stołecznej" z 17-18 kwietnia 1993 namalowała
zieloną krowę podpisując z drugiej strony pędzlem, wielkimi
literami: „Muy Wąhock Paskuda".
Znacznie częściej odwrocie obrazu kryje zaczęty rysunek
„Najpierw muszę określić, wyrysować zwykłym ołówkiem,

St. Zbigniew Kamieński
MARIANNA WIŚNIOS
„Chciałabym malować całe dnie i noce
i wcale mi się nie nudzi, bo mam zamiłowanie do tego."
Marianna Wiśnios
Zawsze podziwiałem wielki talent artystki z Rataj koło
Wąchocka, ale jeszcze bardziej jej malarską aktywność, tę
ciągłą potrzebę tworzenia. Tak malarka wspomina dziecińst­
wo: „Dziewuszką byłam, już rysowałam, kreśliłam węglem po
bielonej ścianie w izbie, po piecu, po deskach, po stodołach,
gdzie ino mogłam dostać ręką. Gliną po polepie malowałam
i po kamieniach, nawet kijem po rosie..." Po wielu próbach
samodzielnie dochodzi do ulubionej techniki. Jest nią: ak­
warela, tempera, plakatówki na papierze. Używa również
kredek świecowych, pasteli, flamastrów, długopisów.
W trakcie pisania tego tekstu, obejrzałem ponad 350 prac
Marianny Wiśnios z lat 1992-96 malowanych, lub tylko
rysowanych na papierze. Format papieru wynika z podziału
typowego bristolu na pół, lub na ćwiartki. Najczęściej są to

Marianna Wiśnios

221

�wszystko co ma być na obrazie. Potem dopiero pocieram
farbą." Rysunki przedstawiają postacie bez włosów, nóg,
przypominające fantomy, duchy, przybyszów z kosmosu,
jakby autorka nagle przerywała pracę i odwracała papier na
drugą stronę. Robiła tak z kilku powodów: albo nie od­
powiadała jej zbyt gładka powierzchnia, źle przyjmująca farbę
(wtedy gdy używa tekturki, z jednej strony białej i gładkiej,
z drugiej szarej, szorstkiej), albo była niezadowolona z rysun­
ku. Wtedy rezygnowała z rozpoczętego tematu (zaczynała
rysować Matkę Boską a praca skończona z drugiej strony
przedstawia Chrystusa). Zdarza się, że zmienia układ kom­
pozycyjny, z poziomego na pionowy.
Większość prac jest sygnowana z tyłu. Podpisując ukoń­
czony obraz Marianna Wiśnios wraca czasem do pierwszego
rysunku, poprawia go kredką, którą właśnie składa podpis,
chce aby był wyraźny. Jest dla niej ważny. Czasem coś
dorysowuje, twarze i dłonie rysowanych postaci pokrywa
farbą. Tył pięknego, bardzo bogatego obrazu, przedstawiają­
cego Chrystusa modlącego się z apostołami w ogrodzie
oliwnym, oprócz daty i dużego podpisu pędzlem, zawiera
wkomponowany weń wizerunek ptaka (dudka?). Nie ulega
wątpliwości, że rysunek tym razem powstał po ukończeniu
głównego dzieła. Takich prac jest więcej; widzimy rysunki
przedstawiające ptaki i zwierzęta (małe koniki, jelonki, psy,
osiołki). One również powstały przy okazji sygnowania.
Podpis autorki zawiera zwykle: imię, nazwisko i rok
(Marianna Wiśnios 1994), ale można spotkać podpis: Maria
Wiśnios, a gdzie indziej: Marianna Kowalczyk (nazwisko
panieńskie). Na odwrocie obrazu z 1995 roku przedstawiają­
cego Mojżesza autorka podpisała się 10 razy, różnymi
kolorami.
Bardzo często data jest dokładna i uzupełniona słowami
„obraz malowany" (np.: obraz malowany 8 września 1994
Marianna Wiśnios). Również rysunki wykonane ołówkiem
posiadają adnotację: obraz malowany. Data bywa uzupełniana
dniem tygodnia.
Pisanie sprawiało pani Mariannie sporo kłopotów, pewnie
dlatego niewiele obrazów zatytułowała własnoręcznie. Tytuły
pisze najczęściej jako jeden długi wyraz, czasem podzielony
pionowymi kreskami. Literę „h" pisze przeciągając pionową
linię w dół, co powoduje, że można ją czytać jak „p". Stąd
słowo „hrystus" wygląda jak „prystus" i staje się niezrozumia­
łe. Oto przykłady tytułów w oryginalnej pisowni:
Jehał Pan yaiowy Pzzes las Dodom Browy Inapotkał
Raspoiehał Pan gaiowy zrana nazalonce Pisałam 4 czerwiec
Cygany Graj Piękny cyganie Piosękę zpszedlat 23 Mai
Sięta truica malowany 2 czerwiec
Sfeta truica 1993 23mai
Obraz malowany Piąty Mai Nastarem zamku
Panna Młoda zroku 1966 M W 1993
Zpra
Zdziada
Jam
Cygan

222

Kś ędze Kapucyni
Juliian Julijanowicz iego 7 Rzona
Żołniesz Spoczynek Powoinie 1945
iamzdradzona Posrutmarzen
gdzeodieżdzasz Janku Drogi smutku Pozostai
Kaplica Sęteg Maceia
Sfęta Klara
Sfęta Barbara
Sfęt Basia
Kiedy zapytałem panią Mariannę dlaczego akurat tę na­
zwała świętą Basią, odpowiedziała, że ta jest nadwybornie
urodna.
Warunki w jakich powstawały obrazy (mały stół, ciasna
izba z dymiącą kuchnią), powodowały, że obrazy z tyłu są
brudne, poplamione różnymi kolorami farb. Czasem służą za
paletę lub do próbowania koloru i mocy flamastrów, pociąg­
nięć pędzla.
Małe prace na czarnym kartonie, po odwróceniu zaskakują
białymi kaligrafowanymi napisami wykonanymi wprawną
ręką lub przy pomocy letrasetu. Łatwo, nawet z daleka,
możemy przeczytać, po odwróceniu, Chrystusa na krzyżu:
Ignacy Jan Paderewski
Wariacje i Fuga a-mol
na temat własny op. 11",
z tyłu „konika przy studni" Z Moniką Jarecką
rozmawiała
Małgorzata Błach,
na odwrocie „świętej ze zwierzętami" Grała
Maria Korecka
- Szostakowska,
spod konika wyłania się napis „doc. Tadeusz Iwiński",
z drugiej strony drugi konik i napis „Mazurek a-mol op. 65 nr
2". Takich prac jest bardzo dużo. Przypadkowe zestawienia
tworzą zabawny kontekst.
Pytana o pochodzenie tych tajemniczych napisów, Marian­
na Wiśnios wyjaśniła, że to klienci z TV Łódź nazwozili jej
starych plansz do wykorzystania z drugiej strony.
Dwie strony obrazu. Najczęściej wiadomo, która jest
przeznaczona do eksponowania. Wątpliwości zaczynają się
gdy obie są skończonymi dziełami. Należałoby pokazywać
taki obraz z obu stron, bo nie wiemy, który był dla autorki
ważniejszy, który był pierwszy. Ale i te niedokończone
szkice, rysunki, zapiski ukryte po drugiej stronie są ważne.
Mówią o malarce czasem więcej, niż obrazy po tej ważniej­
szej stronie. Oglądając je możemy śledzić etapy powstawania
dzieła, warsztat, emocje temu towarzyszące.
Wypowiedzi Marianny Wiśnios cytuję z katalogu Malarst­
wo Marianny Wiśnios - Muzeum Sztuki Współczesnej
w Radomiu 1994. Zebrała je Barbara Erber z Muzeum
Narodowego w Kielcach.

*
Jerzy Kutkowski

Fotografie prac Marianny Wiśnios z kolekcji własnej
(ok. 400 obrazów) wykonał dr Bolesław Nawrocki

�Wspomnienie

Jerzy
Łoziński
Pragnę dzisiaj pożegnać w imieniu dyrekcji i pracowników
Instytutu Sztuki Polskiej Akademii Nauk śp. Profesora Jerze­
go Łozińskiego, naszego drogiego kolegę i przyjaciela.
Urodzony w Warszawie 20 kwietnia 1926 roku, Profesor
Łoziński życie spędził głównie w rodzinnym mieście, ale
swoimi talentami i pracą służył całemu krajowi. Żył i pracow­
ał w czasach tragicznych bądź w czasach trudnych. Maturę
zdał w tajnym gimnazjum w 1943 r., rozpoczął studia na
tajnym Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej
w tymże samym roku, jednocześnie ukończył podchorążówkę
Armii Krajowej. W marcu 1944 roku został aresztowany przez
gestapo wraz z ojcem i osadzony na Pawiaku, a następnie
więziony w obozie koncentracyjnym Stutthof. Jego ojciec
umarł w obozie, a on, ewakuowany do Danii, kiedy zbliżał się
front, doczekał tam końca wojny.
Po wojnie studiował w Warszawie architekturę, w Krako­
wie historię sztuki i filozofię, by wrócić do Warszawy, gdzie
uzyskał tytuł magistra historii sztuki w 1951 roku u profesora
Stanisława Lorentza za pracę o kościele jezuickim w Piotr­
kowie Trybunalskim. Pracę doktorską obronił w 1969 r.,
również u prof. Lorentza. Docentem w Instytucie Sztuki został
w 1972 roku, a profesorem w 1990. Przez praktycznie całe
życie zawodowe (od 1952 r.) był związany z Instytutem.
W Instytucie rozwijał swoje badania, był jednym z jego
najwybitniejszych pracowników. Trudno jest przecenić obec­
ność i rolę Profesora Łozińskiego wśród nas.
Był czynny w Stowarzyszeniu Historyków Sztuki, był
przez lata członkiem, a także wiceprzewodniczącym Rady
Naukowej Instytutu, Komitetu Nauk o Sztuce, członkiem
Comité International d'Histoire de l'Art, International Council
of Monuments and Sites, Naukowego Warszawskiego i Aka­
demii Umiejętności. Współpracował bądź redagował „Biule­
tyn Historii Sztuki", „Rocznik Historii Sztuki", inne czasopis­
ma i publikacje. Za swoje wybitne osiągnięcia otrzymywał
nagrody i odznaczenia. Wykładał w Akademii Sztuk Pięknych
w Warszawie, Katolickim Uniwersytecie Lubelskim i Uniwe­
rsytecie Toruńskim, ale najważniejszym Jego dziełem jest coś
innego.
U progu dojrzałego życia Profesor Łoziński widział śmierć
i ruinę, widział jak łatwo giną ludzie, miasta, zabytki sztuki.
Może dlatego z takim oddaniem i miłością, talentem i skut­
kiem pracował nad „Katalogiem Zabytków Sztuki w Polsce".
Poświęcił tej pracy 40 lat swojego życia, był jej zawsze wierny

Prof. Jerzy Łoziński

na przekór wszystkiemu. Zmieniały się układy polityczne,
rządy, ustrój państwa, a on w każdej sytuacji ze spokojem
kontynuował swoją pracę. „Katalog Zabytków Sztuki..." jest
Wielkim Testamentem Jego życia. Podkreśliłem już Jego
związki z Instytutem Sztuki: jest naszą powinnością ten Jego
testament wypełnić.
Cześć Jego pamięci! Niech odpoczywa w pokoju!
Lech Sokół

*

*

Profesora Łozińskiego poznałem w czasie odgruzowywa­
nia Miodowej. Budował się Instytut. Dosłownie i w przenośni.
Na placyku, obok wznoszonych ścian graliśmy w piłkę.
Oczywiście po pracy. Sil starczało na wszystko, byliśmy
młodzi. Jurek był wyższy ode mnie, a co gorsze - lepszy. Nie
tylko przy siatce. Dokładnie już wiedział, co go interesuje, ja
jeszcze nie. Jednak kiedy objąłem redakcję „Polskiej Sztuki
Ludowej" okazało się, że jest mi on bardzo potrzebny.
Chciałem rozszerzyć formułę pisma, wzmocnić etnografię
obszarem pogranicza ze sztuką „wysoką". Pozostawało poza
kręgiem zainteresowań zarówno etnografów, jak i historyków
sztuki. Jedni uważali, że to już nie sztuka ludowa, drudzy, że
jeszcze nie sztuka wysoka.
Ale Jerzy z wielką pieczołowitością pomógł mi zająć się
tym zjawiskiem. Interesowało go prowincjonalne malarstwo,
rzeźba, wystrój wiejskich kościółków, kapliczki. Nie pomija-

223

�no więc ich w Katalogu Zabytków... - wielkim dziele
profesora Łozińskiego. A na styku naszych zainteresowań
ciągle pojawiały się znaki zapytania. Choćby z datowaniem
i ustalaniem przynależności „klasowej" rzeźb. Ludowa, czy
kościelna? Cechowa czy samorodna? Wichry, słota, mróz
i gorąco w ciągu kilkudziesięciu lat mogły do tego stopnia
zniszczyć rzeźbę w odsłoniętej kapliczce, że trudno było
powiedzieć: X V I czy X I X wiek? Ludowa, czy gotycka. Kiedy
nie umieliśmy dać sobie rady, zwracaliśmy się do kolegów
z Katalogu. Zwłaszcza do Jurka. Wiedział dużo, a przy tym,
chętnie i życzliwie pomagał. Twarz miał uśmiechniętą, oczy
dobre, ufne jak dziecka.
Żadnych fum, póz, nadymań, które już poznałem w kontak­
tach z niektórymi historykami sztuki. Jurek należał do tych,
którzy szanowali sztukę ludową, widzieli w niej wartości
godne uwagi. Nic więc dziwnego, że zaprosiliśmy go do
Komitetu Redakcyjnego pisma. Zwłaszcza, że czasy były
trudne, a Jurek znakomity we wszystkich sytuacjach. Wspo­
magał nas swym autorytetem, a miał go od początku swej
działalności. Wiedzę szczegółową gromadził w miarę pracy,
a 190 zeszytów Katalogu mówi samo za siebie. Dostrzegał
problemy, umysł miał precyzyjny, świetnie syntetyzujący.
Zaskakiwał przy tym dużą wrażliwością artystyczną i przygo­
towaniem filozoficznym. To był prawdziwy humanista, nie­
mal nigdy zresztą nie ukazujący swych różnorodnych talen­
tów.

Kiedyś zaskoczyła mnie celność jego ripost, argumentacji
kładącej przeciwnika na łopatki. Byłem wtedy sekretarzem
komórki partyjnej, więc wezwano mnie razem z dyrektorem
instytutu i Jurkiem na posiedzenie Kolegium Kierowniczego
Ministerstwa Kultury i Sztuki. Dyrektor Generalny resortu,
nadęty i ogromny jak wieloryb Jerzy Pański zaatakował
Katalog. Po co to wydawać? grzmiał.
To nie nasza sprawa. Jeśli kościół chce, to niech sobie sam
dokumentuje, ale nie za państwowe pieniądze.
Jurek pobladł, zdenerwował się, ale odparował atak z taką
logiką, z taką umiejętnością przywołania właściwych cytatów
z klasyków marksizmu, że sprawę wygrał. Zaimponował mi.
Kiedy się tego wyuczył? Raz jeszcze mogłem się przekonać,
że marksizm-leninizm najstaranniej przerabiano na KULu.
Dużo zawdzięczam Jurkowi, był okres, kiedy dość często
widywaliśmy się towarzysko. Tacy ludzie jak on, wyznaczają
miarę, zachowań i sprawności intelektualnych, a o tym, jak
było to ważne nie muszę mówić. Odejście Jurka, to strata
niepowetowana. Ludzie bywają absolutnie niezastąpieni.
W naszym życiu jednostkowym, i w instytucjach, nauce,
sztuce. Nie mam wątpliwości, że ranga profesora Łozińskiego
będzie rosła w naszej nauce. Jego dzieło jest fundamentalne
dla naszej kultury, świadectwo szczególnie ważne w czasie,
gdy nic nie jest ani pewne, ani trwałe.
Aleksander Jackowski

SPROST O WANI A
Harvard University

6 marca 1997

*

*

*

Ukrainian Research Institute
1583 Massachusetts Avenue
Cambridge, Massachusetts 02138

Szanowny Panie Redaktorze,
Dziękuję serdecznie za opublikowanie zapisu mego wy­
stąpienia na Konferencji w Fundacji im. Stefana Batorego.
Zapis nie może być lepszy od tego, czego jest właśnie
zapisem, i trzeba mi będzie nad nim trochę popracować przed
oficjalną publikacją, ale w jednym przypadku „transkrybent"
poszedł dalej niż ja. Na stronie 53 (druga kolumna) czytam:
„Pozwolę sobie wyrazić dosyć kontrowersyjne poglądy, ale
jak wiadomo pewien słynny Polak powiedział (cytuję z pa­
mięci): prawdziwa cnota krytykia (sic!) się nie boi."
Otóż, Panie Redaktorze, to nie było tak. Ja naprawdę
powiedziałem: PRAWDZIWY KRYTYK CNOTY SIĘ NIE
BOI ale udawałem - „cytuję z pamięci" to było udawanie, że
nie pamiętam jak to Xiążę Biskup Warmiński (o ile się nie
mylę) powiedział „w oryginale".
Ale jak widać próba powiedzieć coś dowcipnego mi się nie
udała i zostałem przywołany do porządku. Obiecuję w przy­
szłości się sprawować.
Łączę wyrazy poważania.
Roman Szporluk
Profesor historii Ukrainy Uniw. im. Harvarda

224

W tekście Henryka Wańka Sztuka jako świętość i grzesz­
ność na stronie 10 wkradł się przykry błąd. Z przytoczonego
poniżej w pełnym brzmieniu fragmentu wypadło ostatnie
zdanie a przedostatnie zostało znacznie zniekształcone:
„Typowy twórca współczesny nie bywa wikłany w konflikt
0 charakterze fundamentalnym, co zresztą nie wyklucza tego,
że trwa on i rozwija się w cieniu, poza progiem świadomości
1 okazjonalnie wyłania się na powierzchni, w takiej czy inne
postaci. Raz będzie to dominikańskie obrazobórstwo w rodza­
ju Savonaroli a innym razem abstrakcjonizm. Ale typowy,
czyli przeciętny twórca nie jest napiętnowany wyrokiem
wielkości, o którym wspomina Nowosielski."
Autorów i Czytelników bardzo przepraszamy za zaistniałe
przeinaczenia.

Redakcja

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8583" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8562">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/cced30a1d500841ed0bae31172d93219.pdf</src>
        <authentication>b0e67cf3b7e8244419b48d0a96044d3b</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102543">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3706</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102544">
                <text>1997</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102545">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3483</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102547">
                <text>Summary of articles / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102549">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2, s.226-228</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102551">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102553">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102555">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102561">
                <text>SUMMARY OF ARTICLES
Aron

Gurievich

History and Historical Anthropology
The author, a well known Russian historian, considers the present-day
situation of history and its new tendencies. For a long time now, history is
no longer identified with political history and there appeared the mentalité
category, while sources are not regarded as tantamount to passive reality.
New questions require an adequate and flexible application of various
categories, with attention paid to the specificity of a given society and
culture; hence the importance of anthropology in the workshop of the
historian. The author places great emphasis on the emergence of new
sources, e.g., those connected with "low", folk culture in mediaeval
studies (material used by parish priests). Tempted to make predictions
about the history of the twenty first century, he accentuates that this will be
a history of a psychological and culturological orientation. History will
change into science about Man, the author concludes.
Maciej Krupa

The Stone of Destiny
The Scone Stone, known also as the Stone of Destiny, is connected
closely with the coronation of the kings of Scotland. A local prophecy
claims that „So long as fate speaks not in vain / Where this stone rests
there Scots shall reign". After Edward II looted the abbey of Scone, the
Stone was kept in Westminster Abbey for seven hundred years. The
author follows the mythical history of the sacral stone (and its eventual
duplicates) up to its use in recent political skirmishes. John Major decided
to return the Stone to Scotland, and its restoration took place in November
1996. Politicians are fond of myths, especially when the latter are
conducive. Unfortunately, Scotland did not bestow its favours upon the
Conservatives.
Yuriy Lotman

Divine Will or Gambling
(Regularity and Coincidence in the Historical Process)
The historian finds himself in a specific situation, different from many
other sciences: he receives facts as a result of a certain analysis and does
not treat them as a point of departure. It is said at times that we deal with
science in those cases when there is no accident, and that history is as if
a film shown backwards (M. Bloch). This is not so. Lotman based himself
on studies by I. Prigozhin and I. Stengers concerning dynamic processes,
and shows that alternative solutions are possible in critical points (points of
bifurcation), and that hence a large role is played by the accident which in
the case of a reality created by man is also enhanced with an element of
"conscious choice". The historian who "foresees backwards" differs from
the seer because he ..abolishes" indefiniteness: for him that what did not
take place de factocould have not occurred at all. One might conclude that
the necessity of basing himself on texts places the historian vis a vis the
inevitability of double deformation. On the one hand, a syntagmatic
orientation of the text transforms the event, changing it into a narrative
structure, and, on the other hand, the reverse orientation of the perception
of the historian also deforms the described object.
Dariusz

Czaja

Does History Repeat itself?
The author suggests that history does not repeat itself in contrast to
stories which attain a mythical dimension. By referring to anthropological
conceptions of the myth, he discovers in contemporary mythical stories
(exemplified by Borges and Herling-Grudziński) a continuation, reference
and transformation (international or not) of historically distant motifs,
symbols and topos. The continuum proves to be the reverse side of
changeability.
Czesław

Robotycki

History, Tradition, Anthropology (Theses)
The author concentrates on similarities and differences between
anthropology and history. He indicates new problems and approaches
which came into being in both domains (e.g. non-transparent and
axiological ethnography, narratory history, micro-history). The author
concludes that apart from metascientific reflection, history and anth­
ropology meet upon the level of a universal use of their texts, which are
often ideologized and exist as world outlooks. The issue at stake is,
therefore, not events and culture but the attitude towards them, steered by
values which are always contemporaneity.

226

Wiesław

Juszczak

In Pursuit of the Horizon or Contemplation? On Two Concepts of
Realism
The comments presented by the author focus on truth, reality and art,
and concentrate on Die Welt als Wielle und Vorstellung by Arthur

Schopenhauer. The ontological comprehension of art undermines its
aesthetic purposes or relegates them to the background by rendering art
realistic of its own nature. Art and philosophy are, according to Schopen­
hauer, the sole paths to the solution of the mystery of existence, and an
answer to the question: "What is life?". Schopenhauer indicated the route
along which one can go beyond the Kantian uncognizable "things in
themselves", a feat accomplished with the assistance of the will.
Self-negation i.e. transgression beyond the individual "drive" of the will,
described by Schopenhauer as the "negation of the will to live",
constitutes a path of art which remains difficult to attain. During the act of
self-oblivion, the artist is comparable to a saint, whose deed testifies only
to his mission and the fulfilement of his vocation. The author points to the
opposition between the concepts of reality and realness. The reality of art
corresponds to the real rather than to the actual. There where art
concentrates on reality (the material nature of the world), it betrays its
essence.

Waldemar Okoń

^

"Non-Van-Dycks", or on Identification
is
On the basis of select examples (J. Szujski, J. Cocteau, Sir P. Sidnei',
et al.) the article discusses the idea of identifying the artist with the worksf
art, present in philosophy, historiography and the theory of art and
forming one of the elements of the conviction, functioning for almost two
and a half thousand years, that we attain truth via art and that no other
paths are possible. According to the ascertainments contained in the
article, the idea of identification, which has analogies in linguistic theories
proclaiming the unity of the word and the described object (event, figures,
situations), is akin to art itself, and thus transcends purely rational
scientific findings, transforming science into a para-artistic meta science,
close to twentieth-century postmodernist thought.

Janusz

Tazbir

Two Circuits of Texts in Old Poland: Manuscript and Printed.
Research Proposals
Although the author, an unquestioned authority on sixteenth-cnghteenth-century Polish culture, ends his remarks with a declaration that they
resemble a map of the world dating from the time of first geographic
discoveries, the text supplies numerous valuable information about Old
Polish writings. It deals, among others, with the relation between printed
texts and manuscripts. Handwritten literature preserved its popularity for
a long time: it was cheaper, evaded Church censorship, and often was
more interesting. The number of copies, produced in special workshops
employing over ten scribes, totalled as much as 100-150. Th,e author
discusses the most popular genres, their availability, and readership. He
also considers literacy depending on gender and social origin, and the
relation of the Polish language to Latin. The majority of correspondence
was written in Polish, and only the more important letters began and
ended with Latin formulas.

Wojciech

Wrzosek

Historiographie Metaphors in Pursuit of the Illusion of Truth
The author considers the state of present-day French historiography.
The two discernible currents are: traditional historiography, enrooted in
tradition, universal images of the past (subjected to three idols: the
individual, politics, and chronology) and contemporary historiography.
The latter consists of two currents: modernistic (which on the global scale
probably also includes New Economic History) and nonmodernistic or
anti-modernistic, i.e., historical anthropology, whose borderland is histo­
rical creativity that borrows from the spirit of postmodernism. Historical
anthropology is the outcome of an opposition against traditional history
and the connection between history and sociology/ethnology/anthropolo­
gy, whose beginnings date back to the 1920s. It launches a vision of man
conceived as the participant and co-creator of culture. Summing up, the
author declares that no vision of the world can be justified by referring to
the classical conception of truth. The application of historiographie
metaphors ulimately does not render legitimate a given vision of the

�world. Historiography can, at best, make use of the "Zeitgeist", and
persuade the readers to accept its metaphors; it will find it easier to do so if
the intepretations of the past, which it proposes, will remain in accordance
with the "sensitivity" to historical metaphors, present in collective thought.

Monika

Marcin Brocki

The H istory of I deas and Eth nology with in the Structure of the Stg n
The author concentrates attention on demonstrating the usefulness of
the ideas propounded by Michel Foucault for ethnology. Foucault is
interested primarily in the epistemoiogical chasm which he discovered
between the Renaissance and the Classic Age. This barrier in the manner
of thinking exists between the pre- and post- Carthesian paradigm ot
science. The matter at stake is the moment ot the transition from
prescier.tific to scientific thinking, and in particular a change in the
structure of the sign. Already earlier, Lévi-Strauss described mechanisms
ot thinking within the former order, while Foucault showed thatalthough an
absolute chasm divides the two orders, they incessantly intermingle.
Stefania

Peter

To Conserve Symbols
The article deals with the possibility of depicting the .difficult" reality of
the Holocaust and death camps, The discussed example is the campmuseum in Auschwitz-Oświęcim. The author describes the exhibition and
turns to the testimony of poetry. She concentrates on the controversial
display of the hair ot the victims, which produces shocked responses and
critical remarks. By following an anthropological trail, she indicates the
symbolic meaning of hair conceived as the metonymy of man and
accentuates the fact that no document speaks for itself, pointing to the
laconic nature of the information and interpretation stratum of the
exposition.

Janusz

active art which in European (and Russia) aesthetic thought has a long
tradition. The .total" ambitions ol Stalinist culture prove to be one of the
responses to the postulate of a .synthesis" (in life, art and religion),
present in art programmes from the beginning of the twentieth century.

Barański

Sznajderman

„There where God has not Completed His Work". A Sketch about
the King, the Jester and the New Demiurge
The essay begins with a reference to the theory proposed by Leszek
Kołakowski who declared that the entire history of human thought
contains a constant antagonism between the absolutist and anti-ab­
solutist stand. The former i s represen te d by the priest, and the I alter — by
the jester. Both history and philosophy, however, have uninterruptedly
proved this theory wrong, and continue to do so. The jester, as shown by
the history ol culture, literature and the cinema, frequently dons the
costume of the dictator and m adman. Much too often, his illusory freedom
and heretical nature, tree from all ideology, become close to some sort of
a new orthodoxy, worse than its predecessor, or even to insanity. There
comes into being the figure of a demented and evil jester who wishes to
create the world anew and to impose his own rules. The „fool on the
throne" is no longer the opponent of absolutism and the spokesman of
a critical, skeptical, and all-questioning truth. He is deadly serious; the
truth which he enforces possesses the rank ot a dogma and calls for an
act of faith. Despite the entire mythologisation of the jester, both in
philosophical metaphor and in common thought, evermore frequently this
harbinger of the new expresses defeat.
Wiesław Szpilka

To Climb Mt. Giewont
A mountain expedition entails entering the region of the sacrum. Once
this was the case with treasure hunters and now is true for mountain
climbers. Guidebooks addressed to them are written in a hermetic
language, inaccessible to the profane, In his analysis ol the phenomenon
of mountain climbing, the author indicates its sacral and spiritual
elements. He dem onstrates th e Si g nifi cance of this „game" and, tu rn in g to
the film Schret aus Stein by Werner Herzog, writes: „Herzog forces his
heroes to pay a high price for plucking fruit off the tree of knowledge. He
condemns, however, only the one who wished to change the mountains
into a playing field and to reach the peak in front of a huge audience*.

The Historical-ideological Epos. Newspaper History in the Service
of the Martial Law Period
History is always rewritten — no one harbours any illusions, especially
in the wake of communism, that this view is incorrect. Similarly to all
totalitarian systems, communism compelled also this part of the social
universe to serve ideology, History written anew by a scholar differs,
however, from its counterpart devised by a politician and propagandist.
Maciej Krupa
The article under examination illustrates the fact that even a researcher
Stairway to HeavBn
can become a propagandist, and that the borderline between the
The author discusses the experiences of mountain climbers during
interpretation of history and its propaganda remains extremely fluid,
expeditions to the over 8000 meter Himalayan peaks ("Out of Body
especially when social life as a whole is based on ideology. In such cases,
Experience"). The feeling of alienness, conversations with the "Other"
the authorities apply history as their own means of legitimation.
(who does not exist in "reality"), lucidity, emancipation from the body, and
In reflections pursued by the humanities an awareness of the existence
the feeling of freedom are compared with experiences characteristic for
of the legitimising function of history is by no means new. The author
initiation. The analogies are striking.
indicates something more, namely, the essential aspect of the nature of
this mechanism. The interpretation of history and the process of its
„preparation" demonstrate features ot classical mythcreation and magical
Ludwik Stomma
thinking, accompanied by the whole indispensable rhetorical-logical
Nature: Culture
instrumentarium. We deal, therefore, with a metaphorical-metonimical
Upon the basis of numerous examples the author, once an ardent
transformation of suitable contents and meanings, serving an appropriate
structuralist, shows that the classification of a given product within the
valorisation of events, people or ideas; we also have examples of
universal opposition between nature and culture, which Lévi-Strauss
a synchronic levelling of the historical perspective or its prolongation,
endowed with an organic and objective meaning, is always based on our
depending on current requirements, as well as a su/
contagious
previous definition of such a product, and acts within a certain ideology
transference or sympathetic presupposition s wh ich equal the best accom­
accepted by us; thus it remains a lautology and is devoid of objective
plish ments of the traditional magic of the word. Briefly, history appears to
meaning. In conclusion, the author wrote: „I cannot negate three things
be a plastic mass moulded by the propagandist. All these processes take
concerning Lévi-Strauss: that he was my teacher, that he shook the
place together with an inseparable axiological fou ndation and accordi ng to
foundations of ethnology, and that he remains a republican of the purest
the laws of the cosmology of participation.
Jacobin tradition".

generis

Wojciech

Tomasik

Totalitarian or Total? (Stalinist Culture in the Light of Contemporary
Studies)
The intention of this survey is to provide information about the prime
domains of interest, research methods, and interpretation styles occurring
in contemporary (Western) studies concerning socialist realism. Another
purpose i s to sh ow th at today soci al ist realism is percei ved differently th an
during the .Cold War: it is seen increasingly frequently as a phenomenon
stemming from Russian cultural tradition, connected with twentiethcentury currents in art. Attention is drawn to the fact that Stalinist art
(socialist realism) aimed at obliterating the boundary between artistic
activity and practical activity. Furthermore, Stalinism turned to the idea of

Grażyna

Kubica-Heller

An Interview with Helen Wayne-Maiinowska, daughter of Broni­
sław Malinowski, and Michael Young, his Biographer
Bronisław Malinowski, the world renowned anthropologist, remains
rather little known in Poland; this is true especially tor his biography and
private life, Even his compl ete works have n ot been pu blished in hi s nati ve
land. In order to fill this gap, we present an article by Malinowski's
youngest daughter about the impact and significance of various women
upon his life and works, fragments of the correspondence between him
and his wife, and two interviews conducted by Grażyna Kubicka-Heller
with the daughter and biographer of the famous anthropologist. The
daughter talks about Malinowski as father and the reasons for her

227

�decision to study his life. M. Young describes the beginnings of his interest
in Malinowski as well as plans for a biography and a book dealing with
photographs by the eminent scholar.
Zbigniew

Benedyktowicz

„We were like two people swept toghether out of a shipwreck,

weren't we." The touch ol history. Letters and archives of
Malinowski.
This is an impression on The Story of a Marriage by Helen Wayne, and
also information abouta project of preparing polish edition of Malinowski's
Diaries and Letters of Malinowski and Elsie Masson. Autor suggests that
as it was in the case of A Diary in the Strict Sense of the Term, which were
poto on the shelf close to the Heart of Darkness by Conrad (cf. James
Clifford), may be as well The Story of the Marriage should be put close to
literature, memoires, not only to the history of Anthropology (for instance
close to the Letters by F. Kalka to Milena etc). What are a distinctions
between a history, literature, biography, diaries, letters and Anthropology?
- This is a problem the author deal with, remembering his meeting with
Helena Wayne and discussing the project of the polish edition of
Malinowskians archive.
Jacek

Olędzki

What? What for? Why? I Hear. The Terminological Experiences of
an Ethnologist in Murzynowo
For almost twenty years, the author has been conducting research in
Murzynowo near Plock, where he founded and directed a local museum.

This time, he devotes attention to terminological issues. Intrigued by the
differences between the expressions „why" and „what for", he noticed
that the residents of Murzynowo use the second one although the
first expression became universal in our daily life. The second expres­
sion appears to be semantically superior since it draws attention
not to the, as a rule, obvious relation of cause and effect but to the
purposefulness of an undertaking. The author also analyses other
noteworthy examples.

Aleksander

Jackowski

On Art, Known under Different Names
The author, one ol the most renowned experts on amateur art in
Poland, shares his reflections — the outcome of many years devoted to
this form of art. Today, the phenomenon in question is re-evaluated due
to the changed attitude to otherness, connected with postmodernism.
The author also speaks about his .maturing" to this variety ol art, and
indicates differences between amateur art and Art Brut, the specificity of
relations between professionals and amateurs in East Europe, as well
as between folk and naif art. The latter occupied a domain whose
extremities are marked by folk art, and thus a communiuty, on the one
hand, and individual creation, a cry of despair, and expression, on the
other hand. The essence of Art Brut is an incessant return to the
beginning.

Jost Amman. Z serii siedmiu planet. (Kunstbüchlin)

228

�WARUNKI PRENUMERATY
1. Wpłaty na prenumeratę prowadzoną przez „Ruch" przyjmowane są na okresy kwartalne.
Cena prenumeraty wynosi 4 zł za numer. Prenumerata ze zleceniem dostawy za granicę jest o 100%
droższa.
Wpłaty na prenumeratę przyjmują:
- na teren kraju - jednostki kolportażowe „Ruch"; istnieje również możliwość prenumeraty „pod
opaską", Wpłaty od osób i instytucji z miejscowości, w których nie ma jednostek
kolportażu „Ruch" należy wnosić do Ruch SA Oddz. W-wa, ul. Towarowa 28,
konto jak niżej;
- na zagranicę - Zakład Kolportażu Prasy i Wydawnictw 00-958 Warszawa, konto PBK,
XIII Oddział W-wa 370044-1195-139-11.
Dostawa zamówionej prasy następuje:
- przez jednostki kolportażowe „Ruch" - w sposób uzgodniony z zamawiającym,
- przez urzędy pocztowe - pocztą zwykłą na wskazany adres, w ramach opłaconej prenumeraty
z. wyjątkiem zlecenia dostawy na zagranicę pocztą lotniczą do odbiorcy zagranicznego, której koszt
w pełni pokrywa prenumerator.
Terminy przyjmowania prenumeraty na kraj i zagranicę - do 20 XI na I kwartał roku następnego,
do 20 II - na II kwartał, do 20 V na III kwartał, do 20 VIII na IV kwartał.
2. Prenumeratę „Kontekstów" prowadzi także Firma AMOS, Warszawa, ul. Zuga 12, 01-806 Warszawa
(tel. 34 65 21). Wpłaty na okresy półroczne (dwa zeszyty lub jeden podwójny) i roczne przyjmowane są
na konto:
AMOS, VIII Oddział PKO Warszawa Nr 1586-77578-136.
3. Cena prenumeraty rocznej przez „Ruch" lub AMOS wynosi 16 zl. Prenumerata za półrocze: 8 zł;
numer pojedynczy 4 zł.
4. Zeszyły bieżące oraz niektóre dawne można kupować w Instytucie Sztuki PAN, Warszawa ul. Długa 28
(hall) lub tamże w Dziale Wydawnictw, tel. 31-32-71 w. 258. Sprzedaż także na rachunek, za
zaliczeniem pocztowym lub za gotówkę.
5. Prenumerata zapewnia otrzymanie pisma w cenie wyżej podanej, niezależnie od tego, o ile droższy
będzie w sprzedaży numer.
W y d a w n i c t w o Instytutu S z t u k i Polskiej A k a d e m i i N a u k publikuje k s i ą ż k i i czasopisma z z a k r e s u
sztuki, teatru, filmu, m u z y k i , folkloru

Stałą sprzedaż, książek i czasopism Wydawnictwa IS PAN, prowadzą następujące księgarnie:
Warszawa
Główna Księgarnia Naukowa im. Bolesława Prusa,
Krakowskie Przedmieście 7
Księgarnia ORPAN, Pałac Kultury i Nauki
Księgarnia Fundacji Pomocy Bibliotekom Polskim,
Marszałkowska 74
Księgarnia Ossolineum, Jaworzyńska 4
Księgarnia Uniwersytecka „Liber", ,
Krakowskie Przedmieście 24
Księgarnia w Centrum Sztuki Współczesnej, Pałac
Książąt Ujazdowskich
Księgarnia „ G r y f . Foksal 10
Księgarnia „Reprint", Krakowskie Przedmieście 71
Księgarnia „Odeon", Hoża 19 oraz pl. Unii Lubelskiej
Księgarnia Zamku Warszawskiego, Świętojańska 2

- „Harcfilm" Księgarnia Festiwalowa, al. Krasińskiego 34
(kino „Kijów")
- „Harcfilm". ul. Piłsudskiego 38
- Księgarnia Akademicka, ul. Anny 6
Księgarnia „Suszczyńska", pl. Wszystkich Świętych 7
- Księgarnia Naukowa .JHlefent", ul. Podwale 6
Lublin
- Księgarnia ORPAN, Pl. Mani Curie-Skłodowskiej 5

Łódź
- Księgarnia Ossolineum. Piotrkowska 181
Poznali
- Księgarnia Uniwersytecka, Zwierzyniecka 7

Wrocław

Białystok

- Księgarnia Ossolineum, Rynek 6

Księgarnia „Akcent". Kościuszki 4
Gdańsk
Księgarnia Ossolineum, Łagiewniki 56
Kraków
Antykwariat „Bibliofil", Szpitalna 19
„Harcłilm", Księgarnia Filmoznawcza. al. Krasińskiego 7

Ciągła sprzedkz hurtowa publikacji Wydawnictwa IS PAN prowadzi
Skład Księgarski „EWA"
ul. Rodziewiczówny 4, 45-951 Opole
tel. 374-28

Numer liczy 28,5 ark. druk.
Fotoskład: „Iskra"
ul. Krasińskiego 28a; tel. 39-90-83
Druk: mgr inż. Piotr Włodarski,
ul. Ksawerów 21; tel. 43-14-71 w. 240
Nakład 1200 egzemplarzy

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8581" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8560">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b803bb6358a22e7b09f94e0b59f3436c.pdf</src>
        <authentication>f38ee8b82af5c81a6f717a9de501e059</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102523">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3705</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102524">
                <text>1997</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102525">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3482</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102526">
                <text>Noty o autorach / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102527">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2, s.225</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102529">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102531">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102533">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102536">
                <text>Noty o autorach
Franklin R. Ankersmlt - profesor teorii historii
i historii intelektualnej na Uniwersytecie Groningen.
Napisał m.in.: Narrative Logic. A semantic Analysis
of the Historian Language, Hague/Boston/London
1983. Jest współtwórcą narratywistycznej teorii
historii (obok Haydena White, Arthura C. Danto).
Janusz Barański -etnograf, filozof, absolwent UJ;
doktorat w Instytucie Etnologii UJ na temat propa­
gandy politycznej schyłkowego PRL-u.
Zbigniew Benedyktowicz - antropolog kultury,
redaktor „Kontekstów". Kierownik Pracowni Ant­
ropologii Kultury, Filmu i Sztuki Audiowizualnej.
Autor prac o wyobraźni symbolicznej i antropologii
współczesnej, m.in. książki (z Danutą Benedyk­
towicz) Dom w tradycji ludowej.
Marcin Brocki - etnolog, doktorant śląskoznawczego studium doktoranckiego na Uniwersytecie
Wrocławskim, stypendysta fundacji na rzecz nauki
polskiej. Zajmuje się antropologią ciała i metodolo­
gicznymi problemami etnologii.
Dariusz Czaja-etnolog (studia UJ). Napisał pracę
doktorską o symbolu w filmie. Adiunkt w Instytucie
Etnologii UJ, pracuje także w Instytucie Sztuki PAN,
w redakcji „Kontekstów". Wydał książkę Mitologie
popularne.
Włodzimierz Filipek - wykładowca historii kultury
i komunikacji masowej w ASP w Poznaniu oraz
autor filmów dokumentalnych z zakresu historii
najnowszej* dziejów kultury.
Clifford Geertz - Profesor antropologii w Institute
for Advanced Study, Princeton (New Jersey). Je­
den z najwybitniejszych antropologów swojej gene­
racji w Ameryce. Autor m.in. takich znaczących
książek jak The Interpretation of Culture, Local
Knowledge i Works and Lives. The Anthropologist
as Author.
Carlo Ginzburg - profesor historii nowożytnej
Uniwesytetu Bolońskiego. Jego prace na temat
wierzeń ludowych i heterodoksji religijnej w XVI
i XVII w. cieszą się dużym uznaniem we Włoszech
i i poza ich granicami.
Aron Guriewicz - jeden z najwybitniejszych histo­
ryków rosyjskich. Autor m.in. takich książek jak
Kategorie kultury średniowiecznej i Problemy śred­
niowiecznej kultury ludowej.
Kirsten Hastrup - Dunka, światowej sławy ant­
ropolog, profesor w Instytucie Antropologii w Uni­
wersytecie w Kopenhadze. Autorka licznych ar­
tykułów i książek. Ostatnio m.in. współwydawca
(wraz z P. Hervikiem) książki Social Experience
and Anthropological Knowledge (1994). Jej postać
stata się podstawą sztuki Talabot wystawionej
przez Odin Teater.
Aleksander Jackowski - antropolog kultury (stu­
dia: socjologia UW), autor wielu tekstów o współ­
czesnej kulturze artystycznej, zwłaszcza ludowej.
Krytyk sztuki. Organizator kilkudziesięciu wystaw
sztuki ludowej i naiwnej w kraju i za granicą.
Ostatnio wydał Sztukę zwaną naiwną i Na skróty.
Redaktor „Kontekstów".
Wiesław Juszczak - profesor w Instytucie Sztuki
PAN i UW, historyk sztuki, filozof, autor wielu
książek i artykułów. Ostatnio wydał Fragmenty.
Szkice z teorii i filozofii sztuki.
St. Zbigniew Kamieński - studia ASP w Krakowie
i Warszawie, dyplom w Pracowni Litografii, Wydz.

Grafiki. Profesor w Katedrze Wychowania Plas­
tycznego, Wydziału Nauczycielskiego Politechniki
Radomskiej, uczy także w liceum plastycznym.
Uprawia rysunek, malarstwo, zajmuje się także
plakatem. Współorganizator wystaw rysunku
współczesnego. 26 wystaw indywidualnych. Udział
w wielu ogólnopolskich i międzynarodowych wy­
stawach grafiki i rysunku i wystawach sztuki pol­
skiej za granicą.
Witosław Klembowskl - student etnologii w Uni­
wersytecie Warszawskim.
Maciej Krupa - antropolog kultury (studia UJ),
redaktor polskiej sekcji radia BBC w Londynie.
Jerzy Kutkowskl - ukończył Studium Reklamy
w Warszawie. Malował w konwencji sztuki naiwnej
(udział w licznych wystawach). Obecnie rysuje
miasta (udział w ponad 70 wystawach w kraju i za
granicą, 16 wystaw indywidualnych, prace w licz­
nych muzeach). Pracuje jako nauczyciel fotografii.
Należy do Związku Polskich Artystów Plastyków.
Mieszka w Radomiu.
Jacques Le Goff - jeden z najwybitniejszych
współczesnych historyków francuskich. Pośród je­
go prac znajdują się tak fundamentalne dzieła jak
Kultura średniowiecznej Europy, Sakiewka i życie,
Gospodarka i religia w Średniowieczu, Człowiek
Średniowiecza (red.).
Jurij MIchajłowiczŁotman- nieżyjący już wybitny
literaturoznawca i semiotyk rosyjski. Inicjator słyn­
nej Letniej Szkoły w Kaariku i redaktor światowej
sławy serii „Trudy po znakowym sistemam" (ze­
szyty naukowe Uniwersytetu Tartuskiego). Autor
tekstów i książek z różnych dziedzin kultury, m.in.
Semiotyka filmu, Struktura tekstu artystycznego,
Aleksander Puszkin.
Marcin Michalski - student etnologii w Uniwer­
sytecie Jagiellońskim.
Stefan Morawski - emerytowany profesor w In­
stytucie Sztuki PAN, filozof, estetyk, krytyk sztuki.
Redaktor naczelny „Polish Art Studies". Autor
wielu prac z teorii sztuki i filozofii.
WaldemarOkoń (ur. 1953)-historyk sztuki, poeta,
eseista, pracownik Instytutu Historii Sztuki Uniwer­
sytetu Wrocławskiego. Wydał książki: Sztuka i nar­
racja. O narracji wizualnej w malarstwie polskim
drugiej polowy XIX wieku (Wrocław 1988), Alegorie
narodowe. Studia z dziejów sztuki polskiej XIX
weku (Wrocław 1992), Sztuki siostrzane. Malarst­
wo i literatura w Polsce w drugiej połowie XIX wieku
(Wrocław 1992), Wtajemniczenia. Studia z dziejów
sztuki XIX I XX wieku (Wrocław 1996) oraz tom
Wiersze północne (Wrocław 1991) i scenariusz
widowiska teatralnego AntoniS., czyli Wieża Babel
(Wrocław 1995).
Jacek Olędzki - etnolog, pracuje na Wydziale
Geografii i Studiów Regionalnych Uniwersytetu
Warszawskiego. Autor tekstów do naszego pisma
od 1959r. Od kilkunastu lat łączy szczegółową
i systematyczną pracę badawczą w Murzynowie
koło Płocka z szerszą refleksją obejmującą inne
części Polski oraz znane mu z autopsji miejsca
w Europie, Azji i Afryce.
Adam Paluch - profesor etnologii, pracuje w In­
stytucie Socjologii Uniwersytetu Wrocławskiego.
Zajmuje się medycyną niekonwencjonalną i ant­
ropologią ciała.
Marcin Pastwa - student historii sztuki na Katolic­
kim Uniwersytecie Lubelskim.
Stefania Peter - etnolog, absolwentka Instytutu
Etnologii Uniwersytetu w Hamburgu, obecnie dok­
torantka Uniwersytetu Viadrina (Frankfurt n/Odrą)

Czesław Robotycki -dr. hab., pracuje w Instytucie
Etnologii UJ. Autor licznych artykułów i książek
m.in. Etnografia wobec kultury współczesnej. Za­
jmuje się antropologią kultury współczesnej.
Sławomir Sikora - etnolog (studia UW), sekretarz
redakcji „Konteksty". Zajmuje się antropologią fil­
mu i fotografii.
Maria Skiba - studentka V roku etnologii Uniwer­
sytetu Jagiellońskiego. Jest też śpiewaczką spec­
jalizującą się w wykonywaniu muzyki dawnej.
Ludwik Stomma - profesor, etnolog, wykładowca
w Ecole Pratique des Hautes Etudes (Sorbona).
Autor m.in. takich książek jak Antropologia wsi
polskiej XIX w. oraz Wzloty i upadki królów Francji.
Wiesław Szpilka - etnolog (studia UJ), studia
doktoranckie Instytut Sztuki PAN, pisze pracę dok­
torską poświęconą etnologicznej interpretacji kul­
tury masowej. Mieszka w Kościelisku.
Monika Sznajderman - etnolog (studia UW), stu­
dia doktoranckie Instytutu Sztuki PAN; pisze pracę
doktorską poświęconą postaci błazna w kulturze.
Autorka książki Zaraza. Mitologia dżumy, cholery
i Aids.
Janusz Tazbir - profesor historii; od wielu lat
zajmuje się badaniem dziejów kultury polskiej
XVI—XVIII stulecia, jak również historię reformacji
i kontrreformacji. Opublikował kilkaset artykułów
i ponad 20 książek dotyczących tej tematyki, m.in.
Rzeczpospolita i świat, Kultura Szlachecka w Po­
lsce. Rozkwit. Upadek. Relikty, Państwo bez sto­
sów, Reformacja w Polsce. Redaktor naczelny
„Odrodzenia i Reformacji w Polsce" (1965-).
Wojciech Tomasik, dr hab., profesor WSP w Byd­
goszczy, historyk literatury. Opublikował książki:
Polska powieść tendencyjna 1949-1955. Problemy
perswazji literackiej, Ossolineum, Wrocław 1988;
Słowo o socrealizmie. Szkice, Wyd. WSP, Byd­
goszcz 1991 (wznowienie -1993); Od Bally'ego do
Banfield (i dalej). Sześć rozpra wo„ mowie pozornie
zależnej", Wyd. WSP, Bydgoszcz 1992. W latach
1995-1996 stypendysta Fundacji Sorosa (RSS
HESP).
Helen Wayne (Malinowska) - najmłodsza córka
Bronisława Malinowskiego z pierwszego małżeńst­
wa. Uczęszczała do szkoły w Angliii, studiowała
historię w USA. Po powrocie do Anglii pracowała
w Foreign Office Information Department a następ­
nie kolejno w BBC Television, była reporterką
pisma „Life". Wydała korespondencję Bronisława
Malinowskiego z żoną, Elsie Masson Malinowską,
The Story of Life.
Terence Wright - profesor antropologii kultury,
fotograf, wykładowca o mediach sztuki i antropolo­
gii wizualnej na wydziale humanistycznym w Uni­
wersytecie w Luton. Członek Oksfordzkiego Towa­
rzystwa Fotografików.
Wojciech Wrzosek - filozof nauki. Zajmuje się
filozofią humanistyki i współczesną historiografią.
Jest autorem m.in. monografii Historia - Kultura
- Metafora. Powstanie nieklasycznej historiografii.
(Leopoldinum 1995) (wyd. ang. History - Culture
-Metaphor. Facets of non-classical historiography.
Poznań 1997) oraz licznych artykułów publikowa­
nych w kraju i za granicą. Uczestniczył w wielu
konferencjach naukowych, prowadził badania i wykładałmiędzy innymi w Paryżu, Madrycie, Florencji,
Turynie, Moskwie. Jest redaktorem naczelnym
"Studiów Metodologicznych" i członkiem Komitetu
Redakcyjnego międzynarodowego rocznika „Odysseus".

225

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8552" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8531">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/562b64a6fd97f8e039dbcae672bf7301.pdf</src>
        <authentication>06ac2691db098cdf5c4c2c1c4ef7ffa7</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102116">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3692</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102117">
                <text>1997</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102118">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3469</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102119">
                <text>Natura: kultura / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102120">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2, s.141-142</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102121">
                <text>Stomma, Ludwik</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102122">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102123">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102124">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102126">
                <text>Natura: kultura
Ludwik Stomma
Pod latarnią najciemniej. Przez dziesięć lat byłem zafas­
cynowany strukturalizmem, przez następnych dziesięć roz­
liczałem się ze strukturalizmem i w najskomplikowańszych
analizach szukałem błędu. Aż nagle błąd sam podszedł,
uchylił kapelusza i powiedział grzecznie: - Mam nadzieję, że
już nie przeszkadzam, ale czekałem na pana od lat; tutaj pod
latarnią właśnie...
Stało się to podczas czytania Stu dwudziestu dni Sodomy,
czyli szkoły libertynizmu markiza Donatien Alphonse François
de Sadc'a. Lektura to dosyć monotonna: bohaterowie wciąż
kopulują na najbardziej nieprawdopodobne sposoby, torturują
partnerów, wdychają ich wyziewy i zjadają ekskrementa.
Pośród setek sposobów obcowania nie ma tylko jednego:
stosunku kobiety i mężczyzny, w którym (figura obojętna)
zespolenie ich organów płciowych mogłoby prowadzić do
najbanalniejszego w świecie zapłodnienia. Jest to kwestia
zasadnicza. Libcrtynizm jest otóż, w rozumieniu jego wyzna­
wców, sublimacją seksu, relacji międzyludzkich i rozkoszy.
Niezbędnym zaś warunkiem sublimacji jest zastąpienie nor­
malności przez konstrukcję intelektualną, instynktownego
przez wymyślone, natury przez kulturę.
Jean Jacques Rousseau miał może inne odpowiedzi od
markiza de Sade'aczy Mirabeau. U podstaw jego rozumowa­
nia stała jednak ta sama opozycja: natura - kultura. To nie
ważne, że chodząc po parku w Ermenonville, który był dla
filozofa uosobieniem natury, śmiech nas bierze na widok
romantycznych mostków, kaskad i starannie przystrzyżonych
platanów. To tutaj, a nie w brzydkim buszu żyły szczęśliwe
podług myśliciela dzieci natury. Ale - powtórzmy - to nie
ważne. Zasadniczy jest sam podział: natura na lewo, kultura na
prawo. Claude Lévi-Strauss jest, jak pamiętamy, wielbicielem
Jean Jacquesa Rousseau i w kolejnych publikacjach kreował
go na patrona francuskiej i omalże światowej etnologii.
Przerwijmy na chwilę. Las posadzony w rządki, równe
linijki sosenka za sosenką. Jest to kultura, czy natura?
Kompozycyjnie, ogrodniczo albo leśniczo kultura na pewno.
Ale skądinąd drzewo jest samo w sobie uosobieniem natury,
A potem las zaczyna zarastać. Krzewy, jeżyny, maliny... już
nawet wejść się nie da. Tymczasem jedne sosny uschły, inne
rozsiały dookoła botaniczne potomstwo. Nic nie zostało
z pierwotnej geometrii. Więc już natura zwyciężyła kulturę?
A jeśli tak, to w którym momencie. Czy wtedy, kiedy uschło
pierwsze drzewko, czy kiedy drugie, lub trzecie. A co mają na
to do powiedzenia sikorki bogatki, które znalazły dziuplę
w pniu najzupełniej kulturowo posadzonego drzewa?
A wstyd nagości na przykład. Owszem nasi przodkowie
skakali ongiś po gałęziach niczym się nie krępując, a jeszcze
wcześniej byli pratchawcami lub pantofelkami. Czy oznacza
to, że naturyzm - tak jak się z nazwy reklamuje - jest
rzeczywiście powrotem do natury, czy wręcz odwrotnie,
kontestacją spetryfikowanych norm społecznych i obalaniem
instynktowanych ograniczeń,
Jacek Olędzki opisuje kurpiowskich chłopców, dla których

ten pejzaż jest piękny, który płaski. Góry, nawet na najbar­
dziej malowniczych pocztówkach, zdają się im obrzydliwe.
To kultura - bo im na równinie orać łatwiej, czy natura
właśnie - gatunek nizinny, wtopił się w swój ekosystem
i tylko w nim może egzystować? Są w końcu zwierzęta
nizinne i tylko w górach mogące żyć. Kto widział kozice na
Helu? Więc jak to w końcu jest?
Tak oto dochodzimy do węzłowego problemu befsztyka
tatarskiego. Jest to kawał surowego ale (uwaga!) mielonego
lub subtelnie pokrojonego na wąskie paseczki wołowego
mięsa wzbogaconego surowym żółtkiem i ewentualnie in­
nymi dodatkami po części surowymi, ale nie koniecznie
- żeby wspomnieć tylko solony lub kiszony ogórek lub
wędzoną rybkę... Jak zaszeregować tatara w strukturach
kulinarnych z Le cru et le cuit Lévi-Straussa? - W pierwszej
chwili odczuwamy pokusę odpowiedzi, iż zaszeregować się
go po prostu nic da. Ale nie jest to prawda. W rzeczywistości
da się go zaszeregować dowolnie - albo w szeregu natury, bo
surowy; albo kultury, bo mielony, a co więcej stosowany jako
przystawka lub dodatek do przetworzonego trunku. Miejsce
w strukturze zależy więc od uprzedniego zdefiniowania
tatara. Wniosek z jego w tejże strukturze miejsca będzie więc
nieuchronnie tautologią.
Dotyczy to oczywiście nie tylko tatara. Kiedy na przykład
uznaje Lévi-Strauss jaguara za „wywąchiwacza ptaków"
i z tego tytułu umieszcza go w karkołomnej interpretacji mitu
przekładającego się na zapis reguł stosunków pokrewieństwa,
może mieć rację. Ale właśnie tylko może. Jaguar może być
bowiem i jest postrzegany w tychże mitach na szereg innych
sposobów. Założenie staje się wyjaśnieniem, czyli wracamy
do tatara. To już nudne.
Fascynująca jest jednak w tym wszystkim niezachwiana
wiara Lévi-Straussa w organizującą nasz świat wyobrażeń
potęgę opozycji kultura-natura. Kiedy Zbigniew Benedyktowicz oparł swoje prace na opozycji: swój-obcy, ukazywał,
że nasz (swój) porządek jest w oczach naszych (swojaków)
naturalny i jedynie prawidłowy. Powtórzę: w naszych oczach.
Otóż nic z tego u Lévi-Straussa. Lévi-Strauss wierzy w or­
ganiczne i obiektywne rozgraniczanie między naturą i kulturą.
Jest w tym nieodrodnym synem swoich: ziemi i czasów,
Deklaracja praw człowieka i obywatela z 26.08.1789,
najpiękniejsze dziedzictwo Rewolucji Francuskiej, prokla­
muje: „Reprezentanci ludu francuskiego uznają (...) natural­
ne, niezbywalne i święte prawo człowieka..." I dalej: „Ludzie
rodzą się i pozostają wolni i równi..." Tak Żyrondyści, jak
i Danton, Marat, Robespierre odwołują się co chwilę do
pojęcia dobrej natury, naturalnego porządku wolności i rów­
ności spaczonego przez tyranię. Kpi z nich niemiłosiernie J.
M. Bocheński: „Ludzie są oczywiście nierówni: jedni są
młodzi, inni starzy, jedni silni, inni słabi, mądrzy i głupi,
szlachetni, zbrodniczy i tak dalej. Mało jest więc zabobonów
tak idiotycznych jak wiara, że ludzie są równi..." I rzeczywiś­
cie - mitu równości, podobnie zresztą jak i wolności ludzkiej

141

�r
nie da się utrzymać bez podbudowania mitem innym: natury
ludzkiej, prawa naturalnego...
Stąd wchodzą: natura i nadająca jej tożsamość opozycja
natura-kultura do republikańskiego katechizmu. Będą też
odmieniane przez wszelkie możliwe przypadki. Osobiście
lubię najbardziej ten cytat z mowy Clemenceau: „Alzacja
i Lotaryngia są z natury francuskie; tylko zdcgenerowana
cywilizacja germańska może podtrzymywać tezy przeciwne,
sztucznie ukute przez płatnych szarlatanów i skorumpowa­
nych historyków." I drugi jeszcze, z. przemówienia parlamen­
tarnego Jean Malin: „Domy tolerancji (burdele - przyp. L.S.)
wynikają z konieczności zaspokojenia naturalnych potrzeb
ludzkich, żądanie ich zamknięcia to abstrakcyjne wymysły
pseudomoralistów i eunuchów." Raz po tej stronie, raz po
tamtej (jak libertyni i Jean Jacques Rousseau) ale sama
opozycja jest niepodważalna.
Czy rację ma francuski parlamentarzysta uważający, że
zaspokojenie byle z kim potrzeby seksualnej jest rzeczą
naturalną, zaś ograniczanie warunków owegoż zaspokojenia
poprzez normy moralno-rodzinnc, wydzielenie miejsca lub
czasu - dyktatem kultury? Instynktownie chcielibyśmy się
z nim zgodzić. Tymczasem zoologowie wykazują, że szereg
gatunków ssaków, a przede wszystkim ptaków zachowuje
w stadle daleko idącą, jeśli wręcz nie absolutną wierność...
Kościół katolicki uważa z kolei, że naturalne jest poszanowa­
nie dla własnego płodu. Tymczasem w świecie zwierzęcym
zabijanie lub opuszczanie nadwyżek potomstwa jest na po­
rządku dziennym... Tyle tylko, że argumenty biologów, czy
zoologów i tak żadnej ze stron nie interesują. Dla Kościoła
objawienie jest naturą samą, dla Lévi-Straussa wszelki feno­
men odczuwany religijnie stanowi w sposób oczywisty dzie­
dzictwo kultury... W obu przypadkach pojęcie „natura" nie
opiera się na żadnej spójnej koncepcji naukowej, a jest tylko
konstrukcją intelektualną, która ma być stroną w opozycji.
Lévi-Strauss pisze także (Rasa i kultura), że primo: nie ma
ras; secundo: wszystkie kultury są równe - nie ma wyższych
i niższych; tertio: samo już postrzeganie różnic jest rasizmem.
Są to trzy założenia w sposób oczywisty niezgodne z naszym

142

doświadczeniem i z badaniami naukowymi antropologów (w
przypadku pierwszym), historyków i socjologów (w przypad­
ku drugim), wreszcie ze zdrowym rozsądkiem (w przypadku
trzecim). Pozostają natomiast w zgodzie z polityczno-filozo­
ficzną doktryną republikańską. W ramach jej porządku to, że
zauważanie inności ras byłoby powszechnym omamem jako
że rasy nie istnieją, nie stanowi contradictio in adiecto. Rasa
funkcjonuje tu bowiem jako narzucony przez kulturę fał­
szywy dyktat, który musimy pokonać, aby dojść do natural­
nego stanu rzeczy samego w sobie. Innymi słowy jest świat
areną zmagania się wymyślonych ideologii, a wymyślić
można wszystko - przecież: nie tytko równość i braterstwo,
ale także wolność; spośród których słuszną jest jedynie ta
nasza...
Tutaj dochodzimy wreszcie do fundamentalnej różnicy
między strukturaIizmem i funkcjonalizmem. Bronisław Mali­
nowski uważa, iż człowiek w potrzebie przypomina sobie co
tam ostatnio czytał w technicznych książkach na dany
konkretny temat, patrzy jakie ma narzędzie i ilu specjalistów
pod ręką, zakłada przedsiębiorstwo i (jeśli na giełdzie nie ma
krachu, czyli jeśli nie zajdą okoliczności szczególne) za­
spokaja potrzebę. Nic to innego, niż ideologia liberalizmu
w najczystszej jej postaci z Adama Smitha rodem. LéviStrauss uważa, że jest to wizja prostacka. Toż stosunki
społeczne nie są wolnym rynkiem. Miotają nimi religie,
ideologie, wszelkie intelektualne konstrukcje. Praktyka życia
ludzkiego przenosi nad mamonę inne wartości. Jakie? Najróż­
niejsze. Ale zgodne z naturą są tylko: wolność - równość
- braterstwo. I lak wróciliśmy do punktu wyjścia.
Nie jestem już być może strukturalistą. Nieco śmieszy mnie
przekładanie naszych paryskich sporów na miły Bororo. Ale
trzech rzeczy nie mogę Lévi-Straussowi odmówić: że był
moim mistrzem, że wstrząsnął podstawami etnologii i, że jest
z najczystszej jakobińskiej tradycji republikaninem.
A skądinąd bardzo mnie zadziwia, że ci, co piszą o sfał­
szowanej przez marksizm wizji nauki, nic widzą fałszu l i ­
beralnego, republikańskiego etc. To nie jest postmodernizm.
To tylko dyscyplina w powijakach. Jedna z wielu w tej sytuacji.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8536" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8515">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/9e7fd6b6e3b1b0293863dcc15046e113.pdf</src>
        <authentication>957e277d5ca1b5b6769d2fcd2950d937</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101944">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4077</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101945">
                <text>1956</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101947">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3807</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101948">
                <text>Spis treści / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1956 t.10 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101949">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1956 t.10 z.2; s.65</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101950">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101951">
                <text>Państwowy Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101952">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101953">
                <text>POLSKA

SZTUKA

LUDOWA

NR 2

ROK 1956

T R E Ś Ć :

R o z p r a w y
Str.
Tadeusz Seweryn

Polskie w y c i n a n k i papierowe
M a t e r i a ł y

Tanina B i e n i a r z ó w n a

Zofia B a r b a r a
Roman

Maria

Głowa

Reinfuss

Przeździecka

i

XVII

i XVIII

wieku

67

s p r a w o z d a n i a

E l e m e n t y l u d o w e w u r z ą d z e n i u izby u b o ż s z e g o
czaństwa

krakowskiego

Materiały

do m a p y

w

XVII

wieku

miesz­
.

ośrodków garncarskich w

.

106

Polsce

115

Szkolenie, kadr naukowych i organizacja b a d a ń z z a ­
kresu sztuki ludowej w R u m u n i i

120

Sztuka ludowe w

muzeach

Bukaresztu

.

.

.

.

124

.

.

.

.

132

R e c e n z j e
Rss.
Maria

J a n Manugiewicz.
Znamierowska-

Prufferowa

Wspomnienie

o rzeźbiarzu

stroje

ludowe

kujawskim Feliksie Błasz-

czyku

P A Ń S T W O W Y

I

Polskie

135

I N S T Y T U T

S Z T U K I

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8525" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8504">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/c5ba633d25dc8fdbae22965ae5d1f3f4.pdf</src>
        <authentication>be8663953e113ae35c6f4cfe0a113b88</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101822">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4811</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="101823">
                <text>ros.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101825">
                <text>1965</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101827">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4466</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101829">
                <text>Summary of articles/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1965 t.19 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101831">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1965 t.19 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101832">
                <text>Resume</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101834">
                <text>ang.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101836">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101838">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101843">
                <text>P

O

L

I

S

QUARTERLY PUBLISHED

H

F

O

BY THE ART INSTITUTE

No. 2

YEAR BOOK

L

K

OF THE POLISH
XIX

A
ACADEMY

R

T

O F SCIENCES
1963

SUMMARY OF ARTICLES
A n n a K u t r z e b a - P o j n a r o w a - J A N STANISŁAW
BYSTRON AS A HISTORIAN A N D THEORETICIAN OF
FOLK
CULTURE
T h e a r t i c l e contains a r e v i e w o f t h e a c t i v i t y of t h e
l a t e J . S. Bystroń ( b o r n 20.Л.1892, d i e d 18.XI.1964) t h e
o u s t a n d i n g sociologist a n d e t h n o g r a p h e r w h o d i e d last
y e a r . H i s w o r k w a s a c o n t i n u a t i o n i n P o l a n d o f ideas
t h a t a r c a n e a r a p p r o a c h t o t h e F r e n c h school of
E D u r k h e i m a n d M . Mausse, u n d e r w h o m h e studied.
Bystroń' s a c i t i v i t y w a s c o n f i n e d t o t h e y e a r s b e t w e e n
the t w o w o r l d w a r s , b u t n o w interest is again being
shown i n his works, w h i c h w h e n they w e r e w r i t t e n ,
o f t e n o n t h e basis o f i n c o m p l e t e m a t e r i a l s , w e r e a n
attempt at a systematic presentation of f o l k culture, a n
a t t e m p t a t a synthetic approach to t h e subject.
T h e a u t h o r e s s discusses i n d e t a i l t h e w o r k s b y Bystroń
»n folklore, graphic folk a r t , t h e theory of f o l k culture
a n d t h e ethnic division of Poland.
A n n a K u n c z y ń s k a - I r a c k a - FOLK PAINTERS
FROM GIDEL
T h i s a r t i c l e is a m o n o g r a p h i c essay on h e h i s t o r y o f
a c e n t r e o f f o l k p a i n t i n g , u n k n o w n so f a r , i n a f a m o u s
place of pilgrimages.
G i d e l , a v i l l a g e n e a r Częstochowa, o n o n e o f t h e
m a i n p i l g r i m r o u t e s , w a s f a m e d as a m i r a c l e v i l l a g e
as f r o m t h e 17th c e n t u r y .
T h e p r o x i m i t y of t h e biggest place of p i l g r i m a g e s
i n P o l a n d , a n d at t h e same t i m e t h e biggest
centre
of f o l k painting,, w a s t h e reason f o r t h e q u i c k develop­
m e n t o f G i d e l b o t h as a p l a c e o f p i l g r i m a g e s a n d as
a centre of religious paintings destined f o r t h e p i l g r i m s .
T h e f i g u r e o f t h e M a d o n n a a n d C h i l d , w h i c h , as l e g e n d
has i t , w a s t u r n e d u p b y t h e p l o u g h o f a p o o r p e a s a n t
Czeczek i n h i s f i e l d , is t h e o b j e c t o f c u l t i n G i d e l .
B u t t h e d e v e l o p m e n t o f G i d e l as a p l a c e o f p i l g r i ­
mages o n l y b e g a n i n t h e 17th c e n t u r y , a f t e r t h e D o m i n i ­
can F a t h e r s h a d b e e n b r o u g h t t h e r e i n 1615. T h e D o m i n i ­
can F a t h e r s b u i l t a c h u r c h i n t h e v i l l a g e
(1632-1644)
and a monastery too, a n d published t w o books on t h e
h i s t o r y of G i d e l a n d t h e m i r a c l e s of t h e M a d o n n a
(1636—1642) A t the same t i m e t h e m o n a s t e r y d i s t r i b u t e d
graphic pictures of the M a d o n n a Tnd the first votive
K r e s f o r h e r w o r s h i p - a m o n u m e n t a l cycle о m r t u r r a
u l u s t r a t m g t h e h i s t o r y o f th™ c u T o f t h e G i d e ^ I v H d o n n a
w a s a f s o n a n t e d D u r i n f i t h e 18th c e n t u r y G i d e b e c a m e
Tven m o r e ^ o o n u l a i and t h e m o n a s t e r y ' c o n t i n u e d Tts

a c t i v e ot Z t i n ;

t h r m S u

rf

the

to become general i n f o l k a r t . I t . s h o w s t h e m n a c u l o u s
f i n d i n g o f t h e M a d o n n a c o m b i n e d w i t h a scene o i h e !
adoration b y the Dominican patrons.
The Gidel Monastery itself was never a b i g artistic
c e n t r e , I n t h e a r c h i v e s o f t h e M o n a s t e r y , o n l y the n a m e s
of t h e D o m i n i c a n F a t h e r s w h o were p a i n t e r s h a v e b e e n
recorded. T h e role o f t h e Monastery w a s r a t h e r confined
to d i s t r i b u t i n g p i c t u r e s of t h e M a d o n n a o r p o i n t i n g
p i c t u r e s f r o m r e a d y m a d e p l a t e s t h a t were o r d e r e d f r o m
other monasteries or f r o m l a y artists.
The f o l k painters w o r k i n g i n Gidel came there f r o m
n e a r b y Częstochowa. T h e r e are r e c o r d s o f t h i s , b e g i n n i n g
f r o m t h e t u r n o f t h e 1 8 t h a n d 1 9 t h c o n t u r i e s . B u t i t is
p r o b a b l e t h a t t h e same a p p l i e s t o t h e 1 8 t h c e n t u r y , t o o .
We k n o w t h e names o f three Gidel P a i n t e r s J a n
S ł o w i k o w s k i a n d F r a n c i s z e k K o ś m i d r o w i c z a n d h i s son
Józef. T h e f i r s t t w o w e r e m a s t e r s o f t h e p a i n t e r s ' " g u i l d
i n Częstochowa a n d c a m e t o G i d e l s t r a i g h t f r o m t h e r e
Józef K o ś m i d r o w i c z t h e l a s t o f t h e G i d e l p a i n t e r s l e f t
t h e v i l l a g e as a m i d d l e - a g e d m a n a n d w a n d e r e d r o u n d
t h e s u r r o u n d i n g v i l l a g e s l o o k i n g f o r Deoolc t o b u v h i s
Pictures, f o r a t t h e e n d o f the19?h century^ f o l k p a i n t i n g s
were being more and[more'generally^ousted b y o ^ ^ i n t ^

T h e authoress analyses t h e relics of f o l k p a i n t i n g
associated w i t h G i d e l i n t h r e e g r o u p s :
1. 95 v o t i v e p i c t u r e s f r o m t h e c h a p e l i n G i d e l . T h e s e
pictures, p a i n t e d o n boards, w e r e done a t t h e same t i m e ,
most p r o b a b l y a t t h e b e g i n n i n g o f t h e 1 9 t h c e n t u r y .
They w e r e perhaps t h e pictures of J a n Słowikowski
( a b o u t 1774-1841). T h e i c o n o g r a p h i c c o m p o s i t i o n o f these
pictures, generally typical of European votive paintings
as f r o m t h e 1 6 t h c e n t u r y , as w e l l as t h e a r c h a i c costumes
of t h e Dersons i n t h e p i c t u r e s i n d i c a ' e t h a t t h e a r t i s t
Allowed m u c n older patterns' probably modelling his
olctuTes o n o l d d a m a g e d v o t i v e p a f n t i n g s t h a t i t h a d
been d e c k e d t o ™ r t ^ Z r I L ^ s №
the u c t u r e s
are a v e r y near approach t ^ f o l k p a i n t i n g
2. P i c t u r e s o f t h e G i d e ) M a d o n n a f o u n d o u t s i d e G i d e l
i n l o c a l i t i e s a l m o s t a l l o v e r P o l a n d i n t h e areas c o v e r e d
b y p i l g r i m a g e s t o Częstochowa a n d G i d e l . A s r e g a r d s
iconographic features a n d composition they are very
s i m i l a r t o each o t h e r , t h e i r f o r m a l f e a t u r e s a l l o w i n g
of t h e i r i n c l u s i o n i n t h e g r o u p o f p a i n t i n g s p r o d u c e d b y
Częstochowa a r t i s t s i n v i e w o f t h e f a c t t h a t t h e r e i s
a l a c k o f d a t a c o n c e r n i n g t h e i r o r i g i n w e c a n n o t state
w h e t h e r - t h e y w e r e p a i n t e d i n G i d e l o r Częstochowa
as t h e f o r m a l f e a t u r e s " o f t h e p a m t i n g s Ьу a r t i s t s f r o m
t h e s e twei centres a r e very
ImuŁ
3. P i c t u r e s p r e s e r v e d i n G i d e l a n d t h e s u r r o u n d i n g
villages. Some o f t h e m are said b y t h e local i n h a b i t a n t s
t o be t h e w o r k o f Józef K o ś m i d r o w i c z (1827-1917) a n d
s o m e o f t h e r e m a i n i n g ones c a n b e a t t r i b u t e d t o F r a n ­
c i s z e k K o ś m i d r o w i c z (1799 — a b o u t 1850). T h e s e p i c t u r e s
are o f t h e M a d o n n a C h r i s t a n d t h e m o s t p o p u l a r s a i n t s ,
a n d as r e g a r d s b o t h i c o n o g r a p h i c a n d f o r m a l f e a t u r e s
a r e a k i n t o t h e Częstochowa p a i n t i n g s .
B u t i t is possible t o d i s t i n g u i s h t h e creative i n d i ­
v i d u a l i t y o f t h e d i f f e r e n t p a i n t e r s . T h e w o r k o f Józef
Kośmidrowicz, w h o i m i t a t e d t h e G i d e l f o l k painter:;, w a s
u n f o r t u n a t e l y t h e least i n t e r e s t i n g f r o m t h e a r t i s t i c p o i n t
of view. B u t t h e analysis of t h e f o l k paintings f r o m
G i d e l , w h i c h w a s o n l y o n e o f t h e " c h i p s o f f t h e Często­
c h o w a b l o c k ' gives a D r e l i m i n a r v idea o f t h e differences
n t h e f o l k p a i n t i n g s o f t h a t g r o u p b o t h as r e g a r d s t h e i r
f o r m a l a n d 1 о т п ™ р Ы с features:
1

M a r i a P r z e ż d z i e c k a - „PISANKI" I N T H E BIA­
ŁYSTOK REGION
The w a x technique of m a k i n g „pisanki" (painted
Easter eggs), p r a c t i c e d i n P o l a n d s i n c e t h e 1 0 t h c e n t u r y
(excavations i n Opole a n d W r o c l a w ^ h a s been preserved
i n p a r t i c u l a r a m o n g t h e people of t h e Białystok V o i v o d s h i p , w h o a r e g r e a t l y d i f f e r e n t i a t e d as r e g a r d s n a t i o n a l i t y ,
r e l i g i o n a n d social m i l i e u . W i t h t h e l o c a l Byelorussians
i n p a r t i c u l a r , t h e n u m e r o u s „pisanki" m a d e b y t h e m
a r e associated w i t h p a s t o r a l a n d a g r i c u l t u r a l r i t e s ( g o i n g
to t h e rye-field), household magic ( t h r o w i n g „pisanki"
o v e r t h e house o r k e e p i n g t h e m i n t h e h o m e ) , a n d w i t h
the c u l t of t h e dead ( p l a c i n g „pisanki" o n graves). T h e
p r o h i b i t i o n o f b r e a k i n g eggs o n E a s t e r S u n d a y i s t h e
c o n t i n u a t i o n o f t h e b e l i e f i n t h e m a g i c r o l e o f t h e egg
as a n " o v u m r u p t u m " . T h e c u s t o m o f k n o c k i n g eggs
t o g e t h e r , w h i c h i s s t i l l p r a c t i c e d t o d a y is r e g a r d e d as
a g a m e n o w , a s i s t h e c u s t o m o f r o l l i n g Easter eggs.
T h e c u s t o m o f p r e s e n t i n g E a s t e r eggs ( p i s a n k i ) t o r e l a t i o n s
a n d friends a n d groups going f r o m door t o door w i t h
E a s t e r g r e e t i n g s , t h e l a t t e r c u s t o m b e i n g k n o w n &amp;s „ p o
w o l o c z e b n y m " i n t h e southern p a r t of t h e voivodship a n d
as .,po A l l e l u j i " i n t h e n o r t h e r n p a r t , h a s s u r v i v e d a n d
is even g e t t i n g m o r e w i d e s p r e a d .
T h e „ p i s a n k i " a r e m a d e m o s t l y b y w o m e n . T h e y use
t h e w a x t e c h n i q u e , p u t t i n g t h e w a x o n t h e egg i n a r a t h e r
primitive w a y w i t h a matchstick or t w i g (in the central
part of t h e voivodship, w h i c h has n o t a n y p a r t i c u l a r
traditions i n m a k i n g „pisanki"), o r using a p i n a n d
s o m e t i m e s a n a i l ( i n t h e n o r t h e r n p a r t , m o r e o i less
along t h e banks of t h e R i v e r Biebrza) o r u s i n g a s m a l l
f u n n e l k n o w n as „ s t u c h a w k a " ( t h e d i s t r i c t s o f B i e l s k

12Э

�P o d l a s k i a n d S i e m i a t y c z e ) . T h e s c r a p i n g t e c h n i q u e is
o n l y f o u n d extensively i n the locality of Łomża a n d
t h a t of maceration occurs sporadically.

-

because of a n u m b e r of s m a l l l o c a l i n d i v i d u a l i t i e s i n t h e
a r c h i t e c t u r a l d e s i g n of t h e b u i l d i n g s , w h i c h w e r e d u e
to t h e fact t h a t the village w a s a place of c h u r c h
festivals.
The authors make a detailed analysis of the construc­
t i o n a l e l e m e n t s of t h e cottages, t h e e v o l u t i o n of t h e i r
i n t e r i o r l a y o u t a n d t h e shape of t h e b u i l d i n g s .
T h e l i v i n g quarters of the h i s t o r i c a l cottages i n K a l ­
w a r i a P a c l a w s k a a r e of t h e c o n s t r u c t i o n k n o w n i n P o l a n d
as „ p r z y s ł u p o w a " , t h a t is, w i t h e x t e r n a l w o o d e n p i l l a r s
s u p p o r t i n g t h e róof ( f i g . 8 - 1 3 ) . T h i s t y p e o f b u i l d i n g is
f o u n d b o t h i n Rzeszów V o i v o d s h i p a n d i n other regions,
b u t t h e r e a r e n o l a r g e c o n c e n t r a t i o n s o f t h i s k i n d oi
b u i l d i n g . The outhouse p a r t of the b u i l d i n g , u n d e r the
s a m e r o o f as t h e l i v i n g q u a r t e r s , is of t h e c o n s t r u c t i o n
k n o w n i n P o l a n d as „ s ł u p o w a " , t h a t is, a s k e l e t o n f r a m e
of wooden pillars to w h i c h the w a l l beams or boards are
attached f r o m the inside.
U p t i l l t h e S e c o n d W o r l d W a r , t h e l a y o u t of t h e
i n t e r i o r of t h e cottages w a s a l w a y s t h e s a m e , t h a t i s , t h e
r o o m s o p e n i n g o u t f r o m one c o r r i d o r r u n n i n g t h e w h o l e
l e n g t h o f t h e b u i l d i n g . O n one s i d e t h e r e w e r e t h e
l i v i n g rooms, a n d o n the other, the outhouses (fig. 8-10),
the l a t t e r r a r e l y h a d c o m m u n i c a t i n g doors a n d were
usually entered f r o m outside.
T h e r e l a t i v e l y l a r g e n u m b e r of these r o o m s a n d t h e i r
l a r g e size d i d n o t c o r r e s p o n d t o t h e s i z e of t h e f a r m
or household, b u t was due to t h e fact t h a t they w e r e
u s e d as l o d g i n g s f o r p i l g r i m s T h e l a c k of c o m m u n i c a t i n g
doors i n t h e i n t e r i o r w a s to p r e v e n t stealing.

T h e v i l l a g e of K a l w a r i a P a c l a w s k a i n t h e d i s t r i c t
o f P r z e m y s ł i s a m o n g t h e m o s t f a m o u s p l a c e s of p i l g r i ­
m a g e s in P o l a n d . I t b e c a m e p a r t i c u l a r l y p o p u l a r i n t h e
s e c o n d h a l f of t h e 1 9 t h c e n t u r y .

A l l along the m a i n street a n d r o u n d the m a r k e t
s q u a r e , t h e cottages h a d a r c a d e s a t t h e f r o n t ( f i g . 1 4 - 1 7 ) ,
b u t t h e y w e r e n o t b u i l t o n t o t h e cottages i n t h e side
streets. D u r i n g t h e c h u r c h f e s t i v a l s t h e p e d l a r s p u t u p
t h e i r s t a l l s u n d e r t h e s e arcades.

T h e considerable increase i n the n u m b e r of p i l g r i ­
mages at t h a t t i m e b r o u g h t p r o s p e r i t y b o t h to the
K a l w a r i a c h u r c h a n d to the speedily developing village.

J a n u s z O p t o ł o w i c z - JAKUB
POTTER FROM BIAŁA PODLASKA

T h e b u i l d i n g s p u t u p i n t h e y e a r s 1860-1880 to t h i s
v e r y day account f o r a considerable percentage of a l l the
b u i l d i n g s i n t h e v i l l a g e . T h e r e is also a l a r g e g r o u p
o f houses b u i l t i n t h e f i r s t q u a r t e r o f t h e 2 0 t h c e n t u r y ,
w h i c h f o l l o w the 19th century i n t e r i o r l a y o u t a n d shape
of b u i l d i n g . T h i s s e t t l e m e n t of r e l i c s of f o l k s t y l e b u i l d i n g
m a r k e d f o r t h e i r e x c e p t i o n a l c o h e s i o n is, in t h e o p i n i o n
o f t h e a u t h o r s of a r t i c l e , v e r y i n t e r e s t i n g , a b o v e a l l ,

T h e a r t i c l e c o n t a i n s r e m i n i s c e n c e s of t h e l a t e J a k u b
C z e c z e l e w s k i , a p o t t e r , w h o d i e d o n A u g u s t 2 n d , 1963
( b o r n 1907). H e l e a r n t t h e t r a d e of p o t t e r f r o m h i s l a t h e r ,
a n d i n his w o r k c o n t i n u e d the t r a d i t i o n s of t h e local f o l k
p o t t e r y , b o t h as r e g a r d s f o r m a n d o r n a m e n t a t i o n .
I n the post-war years he p a r t i c i p a t e d i n n u m e r o u s
competitions a n d e x h i b i t i o n s of f o l k a r t , w i n n i n g m a n y
prizes.

T h e „pisanki" m a d e by a p p l y i n g w a x w i t h a p i n
have s t a r - l i k e motifs of r e g u l a r or a s y m m e t r i c a l
and
f l o w i n g a r r a n g e m e n t of l i n e s , w h i c h h a v e b e e n g r e a t l y
e n r i c h e d i n recent years, {plate I).
The w a x „pisanki" usually have a w h i t e p a t t e r n on
a b l a c k b a c k g r o u n d . T h e y are r a r e l y f o u n d i n other
c o l o u r s o r i n m a n y c o l o u r s ( p e r h a p s t h e i n f l u e n c e of t h e
n e i g h b o u r i n g L i t h u a n i a n v i l l a g e s ) . A s r e g a r d s t h e „pisan­
k i " made w i t h the
s t u c h a w k a " , t h e oldest a n d most
g e n e r a l t y p e o f d e c o r a t i o n is t h e t r a d i t i o n a l a r r a n g e m e n t
o f c e n t r a l m o t i f s (Dlate' 41 p l a c e d a t t h e c r o s s i n g D o i n t
o f t w o l i n e s r u n n i n g f r o m t o p t o b o t t o m of t h e egg a n d
one l i n e r u n n i n g r o u n d i t t r a n s v e r s e l y - like t h e s p e c i ­
mens f o u n d i n the 11th century excavations i n Opole a n d
also in? s ^ h n e n s w i d e l y
tounT^
Poland
The
newest and Z s " i n t e r e s L
nisanki"
regards o r n a !
т т Г а п а colour a r e t h o s f m a d e d u r i n g t h e Ы " t e n
v e a r s от so i n t h P l o r a l i t v of M t S s i a
Natural
d y e a r e used t o c o l o u r t h e I T e s (for i n s t a n c e
onion
s k i n s a ? d r r harkł Г п Г &gt; 1 !
X t
d « t r
д
3
T h p o r n T m L ^ t t n on rhP c r a n e d a n d m ™
ed
a s

W

пЛГ,™^™? n™t»lf™ ^ tome " w "
t h e formTot a ^ s L d e d d r a w i n g
Jadwiga
and
A n a t o l i usz
Czerepinscy
COTTAGES I N K A L W A R I A PACŁAWSKA

CZECZELEWSKI,

�П О Л Ь С К О Е
КВАРТАЛЬНЫЙ
№

ЖУРНАЛ

Н А Р О Д Н О Е

ИЗДАВАЕМЫЙ

ИНСТИТУТОМ

И С К У С С Т В О

ИСКУССТВА

ПОЛЬСКОЙ АКАДЕМИИ

НАУК

ГОД И З Д А Н И Я X I X

2

1965

РЕЗЮМЕ
Анна К у т ш е б а - П о й н а р о в а
— ЯН СТАНИС­
Л А В В ЫС Т Р О Н Ь
— ИСТОРИК И ТЕОРЕТИК НА­
РОДНОЙ К У Л Ь Т У Р Ы
В с т а т ь е о б с у ж д а е т с я научная д е я т е л ь н о с т ь н е д а в ­
н о скончавшегося известного с о ц и о л о г а и этнографа
Я . С. Б ы с т р о н я (20.Х.1892 — 18.XI.1964). Б ы с т р о н ь б ы л
п о с л е д о в а т е л е м идей, б л и з к и х ф р а н ц у з с к о й
школе
Е. Д ю р к х е й м а и М . Мосса, у ч е н и к о м к о т о р о г о он б ы л .
Деятельность Быстроня проходила в межвоенный
период, н о сейчас его т р у д ы вновь в ы з ы в а ю т б о л ь ш о й
интерес.
Х о т я в с в о и х и с с л е д о в а н и я х Б ы с т р о н ь н е всегда
р а с п о л а г а л п о л н ы м и м а т е р и а л а м и , т о все ж е его т р у д ы
я в л я ю т с я п о п ы т к о й систематизирования я в л е н и й н а ­
р о д н о й к у л ь т у р ы , п о п ы т к о й создания н а у ч н о г о с и н ­
теза.
А в т о р н а с т о я щ е й статьи б о л е е подробно р а с с м а т р и ­
вает т е т р у д ы Б ы с т р о н я , к о т о р ы е п о с в я щ е н ы ф о л ь ­
к л о р у , н а р о д н о й г р а ф и к е , теории народной к у л ь т у р ы
и этническому делению П о л ь ш и .
Анна К у н ч и н ь с к а - И р а ц к а
МАСТЕРА НАРОДНОЙ ЖИВОПИСИ

-

ГИДЛЕВСКИЕ

Статья
является монографическим
очерком
по
истории н е и с с л е д о в а н н о г о д о с и х п о р центра н а р о д ­
ной ж и в о п и с и , к о т о р ы й н а х о д и т с я в известной п а л о м ­
н и ч е с к о й местности.
Г и д л е , деревня, р а с п о л о ж е н н а я б л и з
Ченстоховы,
при одном из г л а в н ы х п а л о м н и ч е с к и х трактоя, у ж е
в X V I I в е к е п р о с л ы л а к а к ч у д о д е й с т в е н н а я местность.
Близкость известнейшего в П о л ь ш е паломничес­
к о г о центра и в то ж е в р е м я к р у п н е й ш е г о центра н а ­
родной ж и в о п и с и и м е л а р е ш а ю щ е е з н а ч е н и е д л я б ы с ­
трого роста Г и д л с й , к о т о р ы е в свою о ч е р е д ь с т а л и
местом п а л о м н и ч е с т в а и ц е н т р о м р е л и г и о з н о й ж и в о ­
писи, п р е д н а з н а ч е н н о й д л я странников.
П р е д м е т о м к у л ь т а в Г и д л я х я в л я е т с я статуэтка
Мадонны с младенцем, которую по преданию выкопал
в п о л е б е д н ы й к р е с т ь я н и н Чечко
(1516 г.).
Г и д л е с т а л и п р и о б р е т а т ь известность к а к место п о ломничества л и ш ь в X V I I в. в связи с призв анием
в 1915 г. д о м и н и к а н ц е в . В т е ч е н и е н е с к о л ь к и х д е с я т ­
ков л е т д о м и н и к а н ц ы п о с т р о и л и к о с т е л
(1632—1644)
и м о н а с т ы р ь , а т а к ж е и з д а л и д в е книги, о п и с ы в а ю щ и е
историю Г и д л е й и чудеса, т з о р и м ы е Б о г о м а т е р ь ю
(1636—1642). В то время м о н а с т ы р ь р а с п р о с т р а н я л у ж е
г р а ф и ч е с к и е о б р а з к и Богоматери, п о я в и л и с ь т а к ж е
первые образки — дарственные приношения Мадон­
н е — и б ы л создан м о н у м е н т а л ь н ы й ц и к л картин,
и л л ю с т р и р у ю щ и х историю к у л ь т а Г и д е л ь с к о й Б о г о ­
матери.
В X V I I I веке популярность Гидлей неуклонно росла
и монастырь ш и р о к о с л а в и л ч у д о т в о р н у ю Б о г о м а т е р ь ,
распространяя и з д а н н ы е о ней книги, в п е р в у ю ж е
очередь г р а ф и ч е с к и е образки. И м е н н о в то в р е м я б ы л
окончательно установлен иконографический тип изо­
бражения
М а д о н н ы , п р и н я т ы й затем
в народном
искусстве: это сцена, п о в е с т в у ю щ а я о ч у д е с н о й н а ­
х о д к е статуэтки Богоматери, сцена, и з о б р а ж а ю щ а я п о ­
к л о н е н и е доминиканцев.
Г и д е л ь с к и й м о н а с т ы р ь никогда н е п р и н а д л е ж а л
к б о л е е к р у п н ы м х у д о ж е с т в е н н ы м центрам. В а р х и ­
в а х м о н а с т ы р я с о х р а н и л и с ь л и ш ь е д и н и ч н ы е имена
х у д о ж н и к о в и з ч и с л а г и д е л ь с к и х доминиканцев. Р о л ь
м о н а с т ы р я с в о д и л а с ь скорее к распространению и з о ­
бражений Богоматери либо к печатанию
образков
с г о т о в ы х п л а с т и н о к . Э т и пластинка з а к а з ы в а л и с ь
в д р у г и х м о н а с т ы р я х л и б о у светских х у д о ж н и к о в
Народные живописцы, работавшие в Гидлях, пере­
б р а л и с ь туда из соседней Ченстоховы.
Об этом говорят
с о х р а н и в ш и е с я д о к у м е н т ы конца
XVIII
и
начала
X I X вв. О д н а к о в п о л н е в о з м о ж н о , ч т о а н а л о г и ч н о е
я в л е н и е н а б л ю д а л о с ь у ж е в X V I I I в.

И з в е с т н ы имена т р е х г и д е л ь с к и х ж и в о п и с ц е в ; Я н а
С л о в и к о в с к о г о , Ф р а н ц и ш к а К о с ь м и д р о в и ч а и его сына
Ю з е ф а . Два п е р в ы х родом из Ченстоховы
б ы л и мас­
терами ч е н с т о х о в с к о г о ц е х а ж и в о п и с ц е в . Ю з е ф К о с ь мидрович, п о с л е д н и й из г и д е л ь с к и х ж и в о п и с ц е в , п о ­
к и н у л в среднем в о з р а с т е с в о й п о с е л о к и странствуя
п о окрестным деревням, и с к а л в о з м о ж н о с т и п р о д а в а т ь
свои картины, т а к - к а к к к о н ц у X I X в. п р о и з в е д е н и я
народной ж и в о п и с и
все б о л е е вытеснялись
олео­
графией.
А в т о р с т а т ь и д е л и т г и д е л ь с к и е п а м я т н и к и народной
ж и в о п и с и на три г р у п п ы .
1) 95 образков — д а р с т в е н н ы х ( в о т и в н ы х ) п р и н о ­
шении — предположительно из Гидельской ча­
совни. Э т и л у о о ч н ы е и з о б р а ж е н и я в о з н и к л и о д ­
новременно, в н а ч а л е X I X в. В о з м о ж н о , ч т о а в т о ­
ром и х б ы л Я н С л о в и к о в с к и (ок.
1774--1641).
Иконографическая композиция этих иконок при­
н а д л е ж и т , н а ч и н а я с X V I века, к о б щ е м у т и п у
европейской ж и в о п и с и , д а р с т в е н н ы х п р и н о ш е н и й .
Архаизация одежды представленных лиц также
свидетельствует о том, ч т о живописец, п о л ь з о ­
в а л с я с т а р и н н ы м и образцами. В о з м о ж н о это
б ы л и с т е р т ы е иконки, к о т о р ы е р е ш е н о з а м е н и т ь
новыми. П о своему х а р а к т е р у э т и и к о н к и о ч е н ь
б л и з к и народной живописи.
2) И з о б р а ж е н и я Г и д е л ь с к о й Богоматери, н а й д е н н ы е
за п р е д е л а м и Г и д л е й и р а с с е я н н ы е ч у т ь л и н е
на территории всей П о л ь ш и п о местам с л е д о ­
в а н и я п а л о м н и к о в в Ченстохову
и Г и д л е . Что
касается и к о н о г р а ф и и и к о м п о з и ц и и , то они
очень с х о ж и и п о своим ф о р м а л ь н ы м ч е р т а м
могут б ы т ь п р и ч и с л е н ы к ч е н с т о х о в е к о й ж и в о ­
писи. В с е ж е ввиду отсутствия д а н н ы х о и х
происхождении, н е л ь з я установить создавались
л и они в Г и д л я х и л и ж е в Ченстохове,
так-как
ф о р м а л ь н а я связь м е ж д у этими д в у м я центрами
очень близка.
3) К а р т и н ы , с о х р а н и в ш и е с я на т е р р и т о р и и Г и д л е й
и о к р е с т н ы х д е р е в е н ь , Часть
и з н и х п о местной
традиции связана с и м е н е м Ю з е ф а К о с ь м и д р о ­
вича (1827—1917), н е к о т о р ы е м о ж н о приписать
Ф р а н ц и ш к у К о с ь м и д р о в и ч у (1799— ок. 1650). Э т и
и з о б р а ж е н и я Богоматери, Х р и с т а и н а и б о л е е п о ­
п у л я р н ы х святых, как ф о р м а л ь н о , т а к и по и к о ­
нографическому типу верны традициям ченсто­
ховекой живописи. Т е м не менее можно отличить
творческое л и ц о о т д е л ь н ы х х у д о ж н и к о в - ж и в о ­
писцев. К с о ж а л е н и ю в х у д о ж е с т в е н н о м с м ы с л е
творчество Ю з е ф а К о с ь м и д р о в и ч а п р е д с т а в л я е т
собой м а л о интересное я в л е н и е . А н а л и з
на­
родной живописи
Г и д л е й , которая б ы л а л и ш ь
одним из „ о с к о л к о в " ч е н с т о х о в с к о г о центра н а ­
родного творчества, дает, по м н е н и ю
автора
статьи, в о з м о ж н о с т ь о р и е н т и р о в о ч н о р а з о б р а т ь с я
в о х в а т е н а р о д н о г о творчества этого х у д о ж е с т ­
венного к р у г а к а к в ф о р м а л ь н о м , т а к и и к о н о ­
графическом отношении.

Мария
САНКИ

П ш е з ь д з е ц к а

—

БЕЛОСТКСКИЕ

ПИ­

Т е х н и к а в о с к о в ы х писанок, известная в П о л ь ш е
у ж е в X веке (археологические находки в Ополе
и В р о ц л а в е ) , особенно с о х р а н и л а с ь в Б е л о с т о к с к о м
воеводстве, н а с е л е н и е к о т о р о г о д о в о л ь н о р а з н о о б р а з н о
к а к в н а ц и о н а л ь н о м , так и с о ц и а л ь н о м о т н о ш е н и я х ,
а т а к ж е р о з н и т с я вероисповеданием,
Особенно среди м е с т н ы х б е л о р у с о в и с п о л н е н и е п и ­
санок тесно связано с п а с т у ш е с к и м и и с е л ь к о х о з я й ственпыми обрядами ( х о ж д е н и е „ в р о ж ь " ) , д о м а ш н е й
магией (перебрасывание ч е р е з постройки, х р а н е н и е
в д о м е ) , а т а к ж е с к у л ь т о м у м е р ш и х ( в о з л о ж е н и е на
м о г и л ы ) . О м а г и ч е с к о й р о л и яйца к а к „ o v u m r u p t u m "

131

�с в и д е т е л ь с т в у е т Запрещение разбивать яйца в первый
день Пасхи. Сохранился также
обычай у д а р я т ь с я
яйцами, к о т о р ы й т е п е р ь п р е в р а т и л с я скорее Б и г р у ;
точно т а к ж е к а к катание яиц. К р о м е того повсюду
сохранился
обычай дарить писанки
родственникам
и з н а к о м ы м , а т а к ж е обычай х о д и т ь группами с п о з ­
д р а в л е н и я м и . В ю ж н о й части воеводства этот обычай
н а з ы в а е т с я „по в о л о ч е б н ы м " , а в северной
—
„по
Аллилуя".
П и с а н к и г л а в н ы м образом д е л а ю т ж е н щ и н ы . О н и
применяют в о с к о в у ю т е х н и к у , примитивным образом
н а к л а д ы в а я воск с п о м о щ ь ю п а л о ч к и и л и спички
(в ц е н т р а л ь н о й части воеводства, где традиция писа­
нок очень с л а б о развита), и л и с п о м о щ ь ю б у л а в к и
иногда гвоздя (на севере, п р и б л и з и т е л ь н о до реки
Б е б ж а ) л и б о с п о м о щ ь ю н е б о л ь ш о й воронки, так наз.
„ с т у х а в к и " ( п о в я т ы В е л ь с к П о д л я с к и и Семятичи),
Т е х н и к а р ы т ь я ч а щ е всего встречается в окрестностях
Л о м ж и , а гравировка применяется л и ш ь в ' е д и н и ч н ы х
случаях.
Писанки, п о к р ы в а е м ы е воском с п о м о щ ь ю б у л а в к и ,
у к р а ш а ю т с я з в е з д н ы м и р е г у л я р н ы м и и л и ассиметрич е с к и м и мотивами, к о т о р ы е в п о с л е д н е е время стали
з н а ч и т е л ь н о р а з н о о б р а з н е е (табл. I ) . Эти писанки, как
п р а в и л о , имеют б е л ы й у з о р на черном фоне. О т н о с и ­
т е л ь н о р е д к о встречаются писанки д р у г о г о цвета л и б о
м н о г о ц в е т н ы е ( в о з м о ж н о здесь с к а з ы в а е т с я
влияние
соседних л и т о в с к и х д е р е в е н ь ) . Среди писанок,
вы­
п о л н я е м ы х п ш помоггги с т у х а в к и " стаоейшим м п а и ft fi ТТРГ

1

ПИ П т О Г Т П и И Й П Н Ь Ш

Tłl/Г ГГПМ

ЯК П ЯГ-ТГЯ

Т П Я ЛИТ [ Ш 1 Н -

ное р асп ол о ж е ни е цент р а л ь н ы х мотавга &gt; (табл
и

одного

поперек

Такие

писанки б ы л и

IV)

иа

найдены

п р и р а с к о п к е F О п о л е ( X I В } И ВО МНОГИХ М&amp;СТЯ.Х 3 1
пределами Польши.
Н о в е й ш и м и самым интересным орнаментом и р а с ­
цветкой о т л и ч а ю т с я писанки, в ы п о л н я е м ы е у ж е с в ы ш е
д е с я т и л е т в окрестностях Семятич (рис. 12). Д л я рас­
цветки у п о т р е б л я ю т с я естественные
красители
(на­
пример л у к о в и ч н а я ш е л у х а , о л ь х о в а я кора) и синтети­
ч е с к и е к р а с к и (краски д л я ш е р с т и и х о л с т а ) . О р н а ­
мент г р а в и р о в а н н ы х и т р а в л е н н ы х писанок н а п о м и ает орнамент в о с к о в ы х
и л и ж е пытается н а т у р а л и ­
стически в ы т е н я т ь отображение.
Я д в и г а и А н а т о л и й Черепиньские
- КОМПЛЕКС ИЗБ В К А Л Ь В А Р И И
ПАЦЛАВСКОЙ
Д е р е в н я К а л ь в а р и я П а ц л а в с к а (ловят П ш э м ы с л ь )
п р и н а д л е ж и т к известнейшим местам паломничества
в П о л ь ш е . О с о б у ю п о п у л я р н о с т ь деревня эта приобрела
во второй п о л о в и н е X I X века.
З н а ч и т е л ь н о у с и л и в ш и е с я тогда паломничества спо-

собствовали росту зажиточности как к а л ь в а р и й с к о г о
костела, так и деревни, которая быстро з а с т р а и в а л а с ь .
Дома, в о з в е д е н н ы е в 1В60—1880 гг., по сей день
составляют з н а ч и т е л ь н у ю часть всей д е р е в е н с к о й з а ­
стройки. З н а ч и т е л ь н у ю г р у п п у составляют дома, п о ­
строенные в первой четверти X X в., к о т о р ы е с о х р а ­
нили общую конструкцию и внутреннюю планировку
построек X I X в.
Этот и с к л ю ч и т е л ь н о гармонический к о м п л е к с п а ­
мятников народного зодчества, — п о м н е н и ю авторов
статьи, — особенно интересен с в о е о б р а з н ы м и а р х и ­
т е к т у р н ы м и деталями, в ы з в а н н ы м и п а л о м н и ч е с к и м х а ­
рактером К а л ь в а р и и П а ц л а в с к о й .
А в т о р ы подробно а н а л и з и р у ю т э л е м е н т ы к о н с т р у к ­
ции изб, э в о л ю ц и ю и х в н у т р е н н е г о
расположения
и в н е ш н е г о типа.
С т а р и н н ы е постройки К а л ь в а р и и П а ц л а в с к о й имеют
в ж и л о й части так наз. п р и с т о л б о в у ю к о н с т р у к ц и ю
(рис. 8—13).' Этот тип строительства встречается как
в Ж е ш о в с к о м воеводстве, так и в д р у г и х р а й о н а х , где
имеется б о л ь ш о е
количество
подобных
построек.
В х о з я й с т в е н н о й части, которая н а х о д и т с я под одной
к р ы ш е й с ж и л о й , — п р и м е н я л а с ь столбовая к о н с т р у к ­
ция.
Д о второй мировой в о й н ы в н у т р е н н я я п л а н и р о в к а
и з б ы б ы л а всегда одинаковой
— однотрактной: п о
одну сторону с е н е й н а х о д и л и с ь ж и л ы е п о м е щ е н и я ,
по д р у г у ю — х о з я й с т в е н н ы е (рис. 8—10). Эти п о с л е д н и е
р е д к о и м е л и внутреннее с о о б щ е н и е и в х о д к ним б ы л
о б ы ч н о извне.
О т н о с и т е л ь н о б о л ь ш о е к о л и ч е с т в о т а к и х построек,
д о в о л ь н о о б ш и р н ы х и п р о с т о р н ы х независимо от н у ж д
д а н н о г о хозяйства, о б ъ я с н я е т с я тем, ч т о они с л у ж и л и
н о ч л е г о м д л я п а л о м н и к о в . Отсутствие
внутреннего
сообщения имело ц е л ь ю предотвращение краж.
В д о л ь главной у л и ц ы и вокруг центральной п л о ­
щади, и г р а в ш е й р о л ь р ы н к а с т р о и л и с ь дома с н а в е ­
сами (рис. 1 4 — 1 7 ) ; на б о к о в ы х у л и ц а х т а к и х домов н е
ставили. В о время п р е с т о л ь н ы х праздников под н а ­
весами р а с п о л а г а л и с ь т о р г о в ц ы со своими товарами.

Яиущ
Оптолович
— ЯКУБ
ГОНЧАР ИЗ ВЯЛОЙ
ПОДЛЯСКОЙ

ЧЕЧЕЛЕВСКИ

Статья п о с в я щ е н а памяти гончара
Чечелевского,
р о ж д е н н о г о в 1907 г. и скончавшегося
2 сентября
1963 г.
Гончарному
р е м е с л у Чечелевски
обучался
у с в о е г о отца. В своих работах он с л е д о в а л традициям
местного народного гончарства, п р и д е р ж и в а я с ь т е х ж е
ф о р м и у к р а ш е н и й при в ы д е л ы в а н и и посуды.
В п о с л е в о е н н ы е г о д ы Чечелевски
принимал участие
в ряде конкурсов и в ы с т а в о к народного
искусства
и б ы л неоднократно награжден.

�CZASOPISMA

INSTYTUTU SZTUKI

wydawane
P.P.

PAN

przez

WYDAWNICTWA ARTYSTYCZNE

I

FILMOWE

BIULETYN
H I S T O R I I S Z T U K I , k w a r t a l n i k , p o n a d 100 s t r . d u ż e g o
f o r m a t u , o k o ł o 100 i l u s t r a c j i . C e n a 24 z l , p r e n u m e r a t a półroczna 48 zł,
r o c z n a — 96 zł.
POLSKA SZTUKA LUDOWA,
k w a r t a l n i k , 64 s t r . d u ż e g o f o r m a t u ,
b o g a t y m a t e r i a ł i l u s t r a c y j n y . C e n a 18 zł, p r e n u m e r a t a półroczna 36 zł,
r o c z n a — 72 zł.
P A M I Ę T N I K T E A T R A L N Y , k w a r t a l n i k , p o n a d 170 s t r . d r u k u ,
100 i l u s t r a c j i . C e n a 18 zł, p r e n u m e r a t a półroczna 36 zł, r o c z n a —

około
72 zł.

K W A R T A L N I K F I L M O W Y , o k o ł o 100 s t r . d r u k u , kilkanaście i l u s t r a c j i .
C e n a 10 zł, p r e n u m e r a t a półroczna 20 zł, r o c z n a — 40 zł.
M U Z Y K A , k w a r t a l n i k , o k o ł o 130 s t r . d r u k u , l i c z n e p r z y k ł a d y
C e n a 18 zł, p r e n u m e r a t a półroczna 36 zł, r o c z n a — 72 zł.
Wszystkie
meracie.

czasopisma

nabywać

WARUNKI
„POLSKIEJ

można

regularnie

jedynie

w

nutowe.

prenu­

PRENUMERATY
SZTUKI

LUDOWEJ"

P r e n u m e r a t ę n a k r a j p r z y j m u j ą urzędy p o c z t o w e , l i s t o n o s z e o r a z O d ­
działy i D e l e g a t u r y „ R u c h " .
M o ż n a r ó w n i e ż d o k o n y w a ć w p ł a t n a k o n t o P K O N r 1-6-100020 ~ C e n t r a l a Kolportażu P r a s y i W y d a w n i c t w „Ruch" Warszawa, u l . W r o ­
n i a 23.
P r e n u m e r a t y p r z y j m o w a n e są d o 15 d n i a miesiąca
poprzedzającego
okres prenumeraty.
C e n a p r e n u m e r a t y : półrocznie zł 36, r o c z n i e zł 72.
P r e n u m e r a t ę n a zagranicę, która j e s t o 40% droższa —
Biuro
Kolportażu
Wydawnictw
Zagranicznych
„Ruch"
u l . W r o n i a 23, t e l . 20-46-88, k o n t o P K O N r 1-6-100024.

przyjmuje
Warszawa,

SPRZEDAŻ
E g z e m p l a r z e n u m e r ó w z d e z a k t u a l i z o w a n y c h można n a b y w a ć w P u n k ­
cie W y s y ł k o w y m P r a s y A r c h i w a l n e j „ R u c h " , W a r s z a w a , u l . S r e b r n a 12,
k o n t o P K O N r 114-6-700041 V I I O/M W a r s z a w a .
A k t u a l n e n u m e r y czasopism I n s t y t u t u S z t u k i P A N posiada
R o z p o w s z e c h n i a n i a W y d a w n i c t w N a u k o w y c h P A N w Pałacu
i N a u k i w Warszawie.

Ośrodek
Kultury

Stołeczno Z a k ł a d y G r a f i c z n e . Z. 1. W - w a , Podchorążych 39. Z a m . 2ея'65. P a p .
iius-tr, k l . I I I , 120 g Л1 - k a r t o n b i a t y k l . l i r . 220 g. B I . NakJacJ 1270 cgz.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8521" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8500">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/80519969a6dcec37a16d3ffb4b23c3a6.pdf</src>
        <authentication>c38550f28a8cb4d9c6167f123ae35d19</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101782">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4810</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101783">
                <text>1965</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101784">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4465</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101785">
                <text>Kronika/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1965 t.19 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101786">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1965 t.19 z.2; s.128</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101787">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101789">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101791">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101795">
                <text>R

к

О

N

К

I

A

za okres I - I I I 1965
Działalność

muzeów

J e d n y m z ważniejszych
przeja­
w ó w r o z w i j a j ą c e g o się s t a l e m c h u
regionalnego jest tworzenie n o w y c h
m u z e ó w . Są o n e o r g a n i z o w a n e przez
m i e j s c o w y c h działaczy p r z e d e w s z y s t ­
k i m w miastach powiatowych, a tak­
że w niektórych w s i a c h .
W Z ł o t o w i e ( w o j , koszalińskiej
o t w a r t o o s t a t n i o stałą
ekspozycję
muzealną p t . „Jesteśmy t u o d w i e ­
k ó w " . Obrazuje o n a dzieje
ziemi
z ł o t o w s k i e j i j e j w a l k o polskość.
W y s t a w a m a także dział e t n o g r a ­
f i c z n y . P o k a z a n o t a m m . i n . narzę­
d z i a p r a c y na r o l i , wyposażenie izby
c h a t y w i e j s k i e j , e k s p o n a t y ?. za­
kresu
tkactwa i haftu ludowego.
Największym
z t w o r z ą c y c h się
muzeów będzie w i e l o d z i a l o w e M u ¬
z e u m w Chełmie L u b e l s k i m . J e d e n
z d z i a ł ó w poświęcony j e s t k u l t u r z e
ludowej i etnografii.

*
W e w s i Z a w i d z u , w p o w . Sierpc
powstało
muzeum
współczesnej
rzeźby l u d o w e j . E k s p o n a t y z e b r a l i
rzeźbiarze l u d o w i działający w o k o ­
licach Sierpca, a przede w s z y s t k i m
Wincenty
Krajewski
z
Zawidza
i Mieczysław R u s z k o w s k i z Sierpca.

*
W e w s i P l u k o w o Duże, p o w . W ą ­
brzeźno, w z a b y t k o w e j c h a c i e p o d ­
c i e n i o w e j - będącej j e d n y m z n a j ­
starszych w w o j . b y d g o s k i m zabyt­
ków b u d o w n i c t w a wiejskiego - po­
w s t a j e m u z e u m z i e m i dobrzyńskiej.
Z b i o r y j e g o z a w i e r a ć będą z a b y t k i
s z t u k i l u d o w e j oraz k u l t u r y m a ­
terialnej.
W Narewce, p o w . Hajnówka. Koło
Przyjaciół
Związku
Radzieckiego
p r z y szkole p o d s t a w o w e j organizuje
regionalne
Muzeum Kultury
Ma­
terialnej i Sztuki Ludowej
Biało­
r u s k i e j . ' z g r o m a d z o n o już w i e l e e k s ­
ponatów z dziedziny k u l t u r y m a ­
terialnej,
j a k : stępy,
kołowrotki,
krosna/żarna, s o c h y o r a z h a f t o w a n e
ręczniki i k o s z u l e , c h o d n i k i i t k a ­
n i n y d o p r z y k r y w a n i a łóżek. M u ­
z e u m służyć m a n i e t y l k o ludności
m i e j s c o w e j , a l e także t u r y s t o m o d ­
wiedzającym miejscowe
schronisko
w drodze do Białowieży.
Wystawy

i

konkursy

Wystawa pt. „Kwiaty dla War­
s z a w y " o t w a r t a była o d 25 s t y c z n i a
do p o ł o w y l u t e g o w s a l a c h w y s t a ­
wowych
Towarzystwa
Przyjaciół
S z t u k Pięknych w W a r s z a w i e . O r g a ­
nizatorami
wystawy
były
CPLiA
oraz TPSP. B y i a to pierwsza w y ­
stawa
l u d o w y c h kwiatów
sztucz­
nych, opracowana na podstawie pe­
netracji terenowych
przeprowadzo­
n y c h przez C P L i A . Pokazano ekspo­
naty
współczesne, pochodzące
ze
w s z y s t k i c h n i e m a l regionów.
Komisarzem wystawy i autorem
s c e n a r i u s z a była J a n i n a O r y n z v n a ,
scenografię o p r a c o w a ł Czesław W i e l horski. Wydano
katalog-składanke,
zawierający 5 b a r w n y c h f o t o g r a f i i
b u k i e t ó w o r a z krótki t e k s t w p r o w a ­
dzający.

128

Recenzję z w y s t a w y
następnym n u m e r z e .

w

zamieścimy

W y s t a w a pt. „Twórczość l u d o w a
w województwie k a t o w i c k i m " czyn­
n a była w s a l a c h M u z e u m G ó r n o ­
śląskiego w B y t o m i u w o k r e s i e o d
lutego do k w i e t n i a . O r g a n i z a t o r a m i
wystawy b y l i : Wydz. K u l t . W R N
w K a t o w i c a c h oraz M u z e u m Górno­
śląskie. P o k a z a n o o k . 140 e k s p o n a ­
t ó w reprezentujących
współcześnie
ż y w e d z i e d z i n y l u d o w e j twórczości
p l a s t y c z n e j : t k a c t w o , strój, k o r o n k i ,
srebrnictwo
(Cieszyńskie:
kowal­
stwo artystyczne, garncarstwo, sny­
cerkę W d r z e w i e plastykę o b r z ę d o ­
wą (kraszanki m a s k i i g w i a z d y ko­
lędnicze), z a b a w k i o r a z rzeźbę i m a ­
larstwo.
K a t a l o g w y s t a w y o p r a c o w a n y zo­
stał b a r d z o
starannie przez m g r
Barbarę B a z i e l i c h . Z a w i e r a o n a r t y ­
kuły i n f o r m a c y j n e
dotyczące
po­
szczególnych d z i e d z i n twórczości l u ­
d o w e j , listę z n a n y c h i a k t y w n y c h
współczesnych
twórców
ludowych
(informującą o r o d z a j u twórczości
uprawianej
przez
nich
oraz i c h
uczestnictwie w wystawach i k o n ­
kursach)
oraz
spis
eksponatów
„Twórczość L u d o w a w W o i e w ó d l twie K a t o w i c k i m " , katalog wystawy
na X X - l e c i e P R L , l u t y kwiecień
1965, B y t o m , s. 52, i l u s t r . 29.
*
Wystawa
wycinanki
łowickiej
c z y n n a była w l u t y m i m a r c u w s a ­
lach M u z e u m Etnograficznego w To­
r u n i u . O r g a n i z a t o r a m i w y s t a w y bvło
M u z e u m Etnograficzne w T o r u n i u
i M u z e u m w Łowiczu
z któreso
z b i o r ó w pochodziło 1 2 0 ' e k s p o n a t ó w
pokazanych na w y s t a w i o W zwiaz
l°
™ a w ą Torfiamźowano
СУИ
£ zytów
p o l w i e c o ^
kulturze l u d o w e T S
go P ? e m s 7 v z n
! t
S
b
u

0

z

a

w y

c

równik M u z
SwfctkowS

w
t

Ł

l
°

l
W

1

i
C

Z

U

'

Z

^
m

g

L
r

H

u
-

W m a r c u rozstrzygnięty
został
konkurs
pt. „Gwiazdy
kolędnicze
i t u r o n i e " , ogłoszony p r z e z M u z e u m
i m , W ł . O r k a n a w R a b c e . N a Kon¬
k u r s w p ł y n ę ł o 37 p r a c z R a b k i
M s z a n y D o l n e j , Słonego, P o n i c S k o ­
mielnej
Białej
Poręby•
Welkiei
i Skawy. Pierwsze nagrody otrzy
m a l i : za g w i a z d y 1 J R a b c i a k i T
Stożek z P o r ę b y W i e l k i e !
Tózrfa
Hanzel
i W ł a d y s ł a w a Budzeń
£
Skomielnej В a i d
J Gacek z R h
ki-Słonego za t u r o n i a - F
иД^
ze S k o m i e l n e j .
°
a

W y s t a w a p t . „Śląska s z t u k a l u d o ­
wa
t pamiątkarstwo
regionalne"
c z y n n a była w m a r c u w e W r o c ł a ­
w i u w salach w y s t a w o w y c h C P L i A ,
która w y s t a x y e z o r g a n i z o w a ł a . Z g r o ­
m a d z o n o o k o ł o 400 eksponatów r e ­
prezentujących
twórczość
ludową
Śląska Górnego, O p o l s k i e g o i D o l ­
nego. P o k a z a n o m . i n . i n s t r u m e n t y
muzyczne i przedmioty drewniane,
z d o b i o n e snycerką z Cieszyńskiego;
opolskie kraszonki i plecionki (ko­
sze), raciborską ceramikę. Część e k s ­
ponatów p r z e z n a c z o n a była d o s p r z e ­
daży n a m i e j s c u .

Wystawa
współczesnej
kaszub­
s k i e j s z t u k i l u d o w e j c z y n n a była
w m a r c u w salach D o m u K u l t u r y
Dziecka i Młodzieży w K a r t u z a c h .
Organizatorami wystawy byli CPLiA,
W D K oraz Z M W . Zgromadzono ponad
200 eksponatów. C e r a m i k ę r e p r e z e n ­
towały naczynia
wykonane
przez
Józefa K a ź m l e r c z a k a z K a r t u z i j e ­
go 1 3 - I e t n i e g o s y n a Józefa o r a z R y ­
szarda Necla z C h m i e l n a ; h a f t
p r a c e zespołów h a f c i a r e k z K a r t u z :
M
Dąbrowskiej
H.
Sofisz,
A.
Ostrowskiej i Z
Niklas. Plecionki
pokazała H e l e n a K u n t z W d z y d z ;
rzeźbę Leon Mayer z Lapalic
Leon
Haski z Wejherowa
Leon
Golla z Władysławowa, A p o l i n a r y •
Pastwa
z Wąglokowic
i
Izajasz
Rzepa z Redy,
Podobna
wystawa
czynna
była
w ostatniej dekadzie
marca i w
pierwszych dniach k w i e t n i a w Wej­
herowie. W salach P o w i a t o w e g o D o ­
m u K u l t u r y zaprezentowano
prace
twórców l u d o w y c h p o w i a t u wejherowskiego. Otwarcie w y s t a w y
po­
łączone było ze s p o t k a n i e m z t w ó r ­
cami ludowymi.
W
marcu P D K w
Wejherowie
zorganizował wystawę prac twórców
ludowych
pow.
wejherowskiego.
O t w a r c i e połączono ze s p o t k a n i e m
y. t w ó r c a m i .
Różne
Problem
pamiątkarstwa
regio­
nalnego, dotychczas nie rozwiązany
p o m i m o l i c z n y c h konkursów, p o z o ­
s t a j e n a d a l w ośrodku z a i n t e r e s o ­
w a n i a władz k u l t u r a l n y c h . W stycz­
n i u sprawą tą zajęła się K o m i s j a
Kulturalno-Turystyczna
pod
prze­
wodnictwem wiceministra Kultury
i S z t u k i Z y g m u n t a G a r s t e c k i e g o . 13
stycznia K o m i t e t Drobnej Wytwór­
czości podjął u c h w a ł ę w
sprawie
koordynacji
produkcji
pamiątkar­
skiej.
Rolę
wiodącą
powierzono
C P L i A . Będzie o n a d o k o n y w a ł a o c e ­
n y całości p r o d u k c j i pamiątkarskiej
p o d w z g l ę d e m jakości w z o r n i c t w a
i c e n . P r z e d m i o t y , które zostaną o d ­
r z u c o n e w czasie s e l e k c j i p r z e p r o ­
w a d z o n e j przez art-plastyków i etno­
g r a f ó w , będą w y ł ą c z o n e ze s p r z e ­
daży. C P L i A z a j m i e
się r ó w n i e ż
organizacją w y t w ó r c z o ś c i pamiątek,
zarówno w y k o n y w a n y c h przez cha­
ł u p n i k ó w w poszczególnych
regio­
nach, j a k w y t w a r z a n y c h przemysło­
wo, n i e k o n i e c z n i e n a "terenie r e g i o n u
d l a którego będą o n e p r z e z n a c z o n e .
C P L i A z o r g a n i z o w a ł a z począt­
k i e m b r . k o n k u r s pamiątkarstwa r e ­
gionalnego Opolszczyzny. Wzięło w
n i m udział 80 a r t y s t ó w - p l a s t y k ó w
i twórców l u d o w y c h . W l u t y m o d ­
była się w O p o l u w y s t a w a p o k o n ­
kursowa w Woj. Domu Kultury.
Około
100 t w ó r c ó w
ludowych
z S a d c c z v z n y w z i ę ł o udział w n a ­
radzie zwołanej w N o w y m
Sączu
z inicjatywy
PRN
przy
udziale
CPLiA. Omawiano sprawy organi­
z a c j i i z b y t u i c h przyszłej w y t w ó r ­
czości
pamiątkarskie!.
Mają
oni
sprzedawać s w e w y r o b y Z r z e s z e n i u
Chałupników
CPLiA.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8508" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8486">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3a8965c85289989d895584a8dec1c186.pdf</src>
        <authentication>dca76a07ddb0c6b96591575d9ca4fee3</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101634">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3054</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101636">
                <text>2001</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101638">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2858</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101640">
                <text>"Carmina Burana" - Scenariusz / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101642">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4, s.322-324</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101644">
                <text>Staniewski, Włodzimierz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101646">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101648">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101650">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101651">
                <text>Włodzimierz Staniewski • SCENARIUSZ „CARMINA B U R A N A "

WŁODZIMIERZ

chciała nienawidzić i nie mogła, dręczona w sercu czuj
łością dotkliwiej piekącą niż nienawiść. Odtrącali
wszelkie jadło, wszelki napój, wszelką myśl i wszelkie
pokrzepienie, jak się szukają niby ślepi posuwający się
po omacku k u sobie, nieszczęśliwi, kiedy usychali roz­
dzieleni, bardziej nieszczęśliwi jeszcze, kiedy będąc przy
sobie drżeli przed grozą pierwszego spotkania. DWA
D N I , D W A D N I . T R Z E C I E G O D N I A ujrzała go nad­
chodzącego i rzekła pokornie:"
Izolda Młodsza: „Wejdźcie Panie."
T r i s t a n : „Czemu nazywasz mnie Panem?"
Izolda Młodsza: „Ty wiesz o tym, że jesteś myiTi P3'
nem i że T W O J A M O C , T W O J A M O C włada nade I
mną i że jestem Twoją niewolnicą. A c h , czemuż nie
rozjątrzyłam niegdyś ran, niestety nie wiedziałam wów-i
czas tego co wiem dzisiaj "
T r i s t a n : Co wiesz dzisiaj? Co Ciebie dręczy?"
Izolda Młodsza: „Ach wszystko to, co wiem, dręczy
mnie I ciało mnie i dusza moia "
Tristan i I z o l d a Młodsza- Pnłożvła r e k e n a ramii
niu, wargi zadrżały, zapytał"

STANIEWSKI

„Carmina Burana"
Scenariusz
1. W P R O W A D Z E N I E
[przejazd balii]
[imiona]
Ja, Merlin
Król Marek
Tristan
Izolda Starsza
Izolda Młodsza
Viviana, żona Merlina
[wprowadzenie konia]

i T f l ; ,
°
1
T '
. „
JLzolda Młodsza: „Iz Cię, rz Cię miłuję.
I n s t a n i I z o l d a Młodsza: „Wówczas położył ustana
jej ustach, ale gdy po raz pierwszy kosztowali miłościj
Tamta wydała krzyk."
Izolda Starsza: (krzycząc spada z szafy)
T r i s t a n i Izolda Młodsza: „Kochankowie obłapili się.
W i c h pięknych ciałach drgało pragnienie i życieJ
C

„Wielce Szanowni Panowie i Panie,
czy wola Wasza usłyszeć opowieść o miłości i śmierci,
o tym, jak za dawnych czasów ludzie w wielkiej żałobie
miłowali się, a potem zasię pomarli."
- Pomarli [chór]
) [wniesienie pochodni i zapalanie świec]

T

C I

ZY

T r i s t a n : „NIECH T E D Y PRZYJDZIE ŚMIERĆ."

[wirowanie dwóch Izold, zrzucenie szat, przejście z T r i ­
stanem na koło Fortuny]

3. F O R T U N A I M P E R A T R I X M U N D I
Pieśń: O fortuna... (C. B. 17)

2. S E N O RÓŻY. NAPÓJ MIŁOSNY
( T R I S T A N I IZOLDA)

4. W Y Z N A N I E (Izolda Starsza)
Pieśń:

Pieśń: Aveformosissima...

(Carmina Burana 77)

Tristan i Izolda Młodsza: „Słońce piekło, czułam
pragnienie i zażądałam pić."
Izolda Starsza: „Znalazłam wino."
Tristan i Izolda Młodsza: „Nie, to nie było wino. T o
była rozkosz straszliwa i męka bez końca i śmierć. Spo­
glądali na się w milczeniu jakby oszołomieni i zachwy­
c e n i razem. Zdawało się, że żywy krzew o ostrych cier­
niach, o pachnących kwiatach zapuszcza korzenie
W krew Jego serca i silnymi więzami wiąże do pięknego
ciała Jego ciało i wszystką myśl i wszystkie pragnienia."
Tristan: „Ty, który pokochałeś mnie, T y czemóż od
pierwszego dnia nie wygnałeś precz zbłąkanego przyby­
łego, aby Cię zdradzić. Jest Twoją żoną, a ja? Jest T w o ­
ją żoną i nie może mnie kochać."
Tristan i Izolda Młodsza: „Kochała go, kochała,

Izolda Starsza: „Zaiste piękny jesteś Miły mój, o jak-1
że uroczy. Łoże nasze z zieleni, belkami domu naszego!
są cedry, a cyprysy ścianami.
(...)
Na łożu mym nocą szukałam Ukochanego.
Szukałam go, lecz nie znalazłam.
Wstanę, po mieście chodzić będę,
wśród ulic i placów.
(...)
Ogrodem zamkniętym jestem, ogrodem zamkniętym,
źródłem zapieczętowanym.
(...)
Pójdź Miły mój, powędrujmy w pola,
nocujmy po wioskach.
O świcie pospieszmy do winnic,
zobaczyć, czy kwitnie winorośl.

322

�Włodzimierz Staniewski • SCENARIUSZ „CARMINA BURANA"

I Czy pączki otwarły się,
czy w kwieciu są już granaty.
Tam Ci dam miłość moją.
| Mandragory sieją woń.
Nad drzwiami naszymi wszelki owoc wyborny,
świeży i zeszłoroczny, dla Ciebie mój Miły chowałam."
(Pian nad pieśniami)
5. WYZNANIE (Izolda Młodsza)
Pieśń: (t w. norweska)
Z

'„Śniadajestem, lecz piękna,
córki jerozolimskie.
jak namioty Kedaru, jak zasłony Szalma.
I Nie patrzcie na mnie żem śniada, że mnie spaliło
słońce.
| Synowie mej matki rozgniewali się na mnie,
postawili mnie na straży winnic,
a ja swej własnej winnicy nie ustrzegłam
•
(••)
Połóż mnie jak pieczęć na swym sercu,
jak pieczęć na swym ramieniu.
Bo jak śmierć wielka jest miłość.
Zarjejto żar ognia, płomień Pański.
[Wody wielkie nie ugaszą jej,
Nie zatopią jej rzeki.
JEŚLIBY K T O O D D A Ł Z A M I Ł O Ś Ć
CAŁE B O G A C T W O S W E G O D O M U ,
j POGARDZĄ N I M T Y L K O .
1

1

SCHWYTAJCIE N A M LISY, MAŁE LISY."
nad pieśniami)
L . CELUM N O N A N I M U M M U T A T
(pieśń C. B . 15)

N i z ojca, n i z matki zostałem stworzony; co do
stworzenia, to byłem
stworzony z dziewięciu żywiołów, z owocu owoców,
z owocu Boga na początku,
z prymulek i kwiatów pagórków, z rozkwitu lasów
i drzew, z istoty ziemi.
Ja zostałem ulepiony z kwitnących pokrzyw, z wody
dziesiątej fali.
Mnie stworzył wielki mag z zaczarowanej laski,
z pięciu pięćdziesiątków nauczycieli
i czarnoksiężników,
jak Matematyka ja byłem stworzony...
Czarodziej czarodziejów stworzył mnie przed
światem...
Ja przebywałem świty, ja spałem w purpurze. Ja byłem
na wieży bojowej.
Ja byłem w okryciu między królami... Ja byłem
zaczarowanym wężem na wzgórzu.
Ja byłem żmiją w jeziorze... Ja uczynię pole krwi, a na
n i m stu wojowników.
Długie i białe są moje palce, od dawna nie byłem
pasterzem; ja żyłem jak wojownik,
zanim stałem się człowiekiem liter. Ja wędtowałem, ja
krążyłem.
Ja spałem na stu wyspach, ja byłem w stu twietdzach.
Ja byłem błękitnym łososiem. Ja byłem psem, byłem
jeleniem, rogaczem na wzgórzu.
Ja byłem pniem, łopatą, siekierą w ręce...
Ja znam nazwy gwiazd z północy na południe
Ja byłem w twierdzy...
JabyłemwTetragramaton...
(wg walijskiej Pieśni Amergina; w innej wersji: Pieśni

tłumaczenie: Nie ducha, a jedynie miejsce zmienia
człowiek stały...
Zaniechaj rzeczy ze złego życzenia zrodzonej.
Ptzewróci się ten, co źle stopę postawił,
Runie dom na kmchej opoce stawion...

Taliesina)

6a. KRZYK M E R L I N A
Ja byłem w wielu kształtach, zanim mnie
uwolniono:
Ja byłem smukłym, zaczarowanym mieczem...
Ja byłem kroplą deszczu w powietrzu. Ja byłem
promieniem gwiazdy;
.
Ja byłem słowem w litetach, byłem księgą u jej
początku;
Ja byłem latarnią światła przez jeden rok i pół;
Ja byłem mostem, który sięga przez sześćdziesiąt ujść;
Ja byłem ścieżką, byłem orłem, byłem koralem
w morzu.

Tristan:
„Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
A (twojej) miłości bym nie miał,
Stałbym się jak miedź brzęcząca..."
Marek:

7. S E N O R Ó Ż Y (Król M a r e k i Tristan)
(wg Si Unguis angelicis loąuar et humanis - C. B. 77,
i Hymnu o miłości - I K o r )

„Gdy byłem dzieckiem (jak ty),
mówiłem jak dziecko,
czułem jak dziecko,
myślałem jak dziecko.
Kiedy zaś stałem się mężem,
zgubiłem to, co dziecięce."
Pieśń: Ayos (C. B. 5 l a i Ps. 103)
323

�Włodzimierz Starúewski • SCENARIUSZ „CARMINA BURANA"

7A. M E R L I N :
Teraz widzicie jakby w zwierciadle, niejasno;
A wtedy zobaczycie twarzą w twarz.
Teraz poznajecie po części,
A wtedy poznacie tak, jak zostaliście poznani.
Tak więc trwają wiata, nadzieja, miłość,
te trzy:

et ab Evangelio iam sutgunt lévite,
sectam nostram subeunt, que salus est vite.
M e r l i n : As, król, dama, walet.
Pieśń: Parum...

a z nich największa jest miłość.

15. P R Z Y S Z A L O N Y M B R O D Z I E (Król Marek,
Izolda Starsza, Tristan)
Pieśń: Circa mea pectora - zaśpiew

8. O F O R T U N A . . . ( C . B . 17)
Semper crescis
aut decrescis;
vita detestabilis...

Król M a r e k : Mea pectora.
T r i s t a n : Mea pectora.
Pieśń: Ego sum abbas Cucaniensis...

(C. B. 222)

8A. PIEŚŃ I Z O L D Y S T A R S Z E J
9. L A S M O R E Ń S K I (Tristan, Izolda Starsza,
Król Marek)

16. C Z Y Ż N I E T U J E S T Ó W Z A C Z A R O W A N Y
SAD...?

M e r l i n , Izolda: „Zaczarowany, czarnoksięską mocą]
dwa razy do roku ginie i znika oczom. Teraz tak zgij
nął. CZYŻ N I E T U , CZYŻ N I E T U , CZYŻ NIE TU!
jest... ów zaczarowany sad, mur z powietrza, kwitnące
drzewa, ziemia pachnąca. Bohatyr żyje w n i m nie stal
11. P I E K Ł O M U Z Y K A N T Ó W , K R Z Y K
rzejąc się i żadna wroga siła nie może skruszyć muid
M E R L I N A (w ciemności)
z powietrza. N i e ! M u r z powietrza już rozpękł się otol
W Í | L K 1 Z* DOTÍtiTfX CSt COTljldCTC ITÍ (XOTTllTXOTViTYi LJOTfílTíO.
i nie jest ci to sad zaczarowany, ale jednego dnia, mil
(C. B. 27)
ła... Trzeba uciekać, trzeba uciekać i nigdy nie wró-l
12. F L O R E T S I L V A N O B I L I S (Izolda Starsza,
cić. Śmierć moja bliska, z dala od Ciebie umrę...
10. C R U C I O - K R U C J A T A
Pieśń: He dies, the friend of sinners dies...

Tristan) ( C . B . 149)
13. P O J E D N A N I E
Pieśń gruzińska

Mi.

ły, zamknij ramiona i obłap mnie ciasno, tak iżby ser-I
rozpękły się, dusze uleciały. Zabierz mnieł
w kraj szczęśliwy, w kraj skąd n i k t nie wtaca, gdz
naiwvbornieisi śpiewacy śpiewają pieśń bez końca
'

Chorał: Veni, veni venias,
ne me mori facias
hyrca hyrce
nazaza trillirivos!
(C. B. 174)
14. O R D O V A G O R U M - C Z C I G O D N Y
Z A K O N WŁÓCZĘGÓW, TRĘDOWATYCH
I U C Z O N Y C H W PIŚMIE
Pieśń: Daj nam ją...
Pieśń:
Cum „In orbem Universum" decantetur ite
sacerdotes ambulant, currunt cenobite

'

I

f

r

F

J1

F

L

Zabierz mnie. Tak, zabiorę cię w szczęśliwy kraj żyj
wveh Czas zbliża sie Czvż nie wvoilismv iuż całei ne-B'
d z y i całei radości . Czas zbliża
Skoro siędopinin
wiotkim
ieili cierawolam
trJridńesr? Mih
zawdT
mnie ty uiiL
Trleha
uciekać
„Dzkje Tristana i Izoldy"
Pieśń: Ecce torpet probitas, virtus sepelitur... (C. H|
219)
17. S Z A L E Ń S T W O T R I S T A N A
Motyw OddaM się tańcząc
18. C Z A R N Y Ż A G I E L
Pieśń: (eksomologeishe to kyrio)

324

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8504" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8483">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/f3e9159e39906ae230cf7f8cb4066c2c.pdf</src>
        <authentication>68d96a385fc43dfaef80b109e3919657</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101599">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3046</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101600">
                <text>2001</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101602">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2850</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101603">
                <text>Postscriptum o ofierze krwawej u Greków / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101604">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4, s.242-243</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101605">
                <text>Lengauer, Włodzimierz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101606">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101607">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101608">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101609">
                <text>Włodzimierz Lengauer • POSTSCRIPTUM O OFIERZE KRWAWE] U GREKÓW

Historia ta miała i inny wariant, ale istotne są dwa

WŁODZIMIERZ

jej elementy: poczucie winy sprawcy oraz przekonanie,

LENGAUER

że zwierzę samo sobie jest winne, zostało ukarane lub
zabite w gniewie. Podobne wątki występują i w innych

Postscriptum o ofierze
krwawej u Greków

przytaczanych przez Porfiriusza opowieściach.
U Hezjoda opowieść o pierwszej ofierze różni się od
tych mitów przede wszystkim tym, że obrzęd ofiarny
ustanawia Prometeusz, a więc postać należąca do świa­
ta nieśmiertelnych, do kategorii bogów (chociaż nie

(w odpowiedzi
Jackowi Dobrowolskiemu)

olimpijskich). Ofiara krwawa ma więc początki boskie,
także dlatego, że słynny podstęp Prometeusza dokonał
się przecież za wiedzą Dzeusa, który na dodatek znal

[Rozmowa o „Gardzienicach"

wszelkie jego przyszłe konsekwencje, a należało do
nich wysyłanie ludziom Pandory. A l e różnica jest jesz­

i Metamorfozach]

cze głębsza, bo według opowieści Porfiriusza ludzie
w czasach przed ofiarą krwawą znali k u l t bogów i skła­
dali i m ofiary, tyle że wyłącznie z płodów rolnych. We­

Mi

dług Hezjoda k u l t u bogów najwyraźniej wcześniej nie
było. Poeta nie mówi tego wprawdzie explicite, ale prze­

it o genezie ofiary krwawej w jego klasycz­
nej, nieomal „ortodoksyjnej" wersji, czyli ta­

ki, jaki opowiada Hezjod w Theogonii, ma
jedną
cechę
jedna cecr wspólną z ujęciem Porfiriusza, czy jeszcze
wcześniej niektórych pitagorejczyków lub może orfi­
ków (świadectwem tych wczesnych koncepcji są od­
powiednie fragmenty Kathdrmoi
Empedoklesa).
W obu wypadkach pojawia się zgodne przekonanie, że
były niegdyś czasy, gdy bogom nie składano takich
ofiar. Porfiriusz zresztą też przecież przytacza wcze­
śniejsze opowieści, posługując się między i n n y m i ob­
szernymi fragmentami niezachowanego do naszych
czasów traktatu Teofrasta Peri eusebeias. M i t y , które
zna i opowiada Porfiriusz mówią o pierwszym wypadku
zabicia zwierzęcia w ofierze, a najbardziej charaktery­
styczna jest t u zaczerpnięta z Teofrasta opowieść sta­
nowiąca aition obrzędu ateńskiego spełnianego
w dzień święta Dzeusa (Diholieia) Według tego m i t u
zabity wówczas wół był sam sobie winien ponieważ
ziadł' i zdentał wyłożone na ołtarzu płody rolne jakie
wtedy składano bogom w ofierze Nieiaki Sońatros
zresztą nie-Ateńczyk, oburzony tym postępkiem po­
rwał siekierę i zabił zwierzę. Rzecz znamienna, wołu
poch
Sopatros opuścił A t e n y . A l e kraj na­
wiedziła klęska posuchy i głodu, a wyrocznia delficka
poleciła szukać sprawcy mordu. Sprowadzono więc
Sooatrosa ale z jakichś powodów nie wykryto że to
on zabił zwierzę. T e n zaś, by uwolnić się od poczucia
winv i ci ażaceina id n i m k latw Y zażad; ń by u, czyniono
go obywatelem i by odtąd zabii ano zwierze w ofierze
w imieniu całei wsnólnoty Tak sie i stało a dziwny
obrzęd ofiarny z którego archaicznych i niezrozumia
łvch cech nodkniwa iuż Arysrnfanes^ nrzy świecie Di
IrJil
łączył sie odrad z nosznkiwaniem snrawcy mnr
A , i Z J r ^ t Z T n n Z „znaniem noża nfiarne.ó
za Z e c , ^ s ^ l ^ e m t e l !
,7nn,&gt;n^
7

n

za winnego i SKazaniem tego przeamiotu na utopienie
11 l\J

LUI.

cież pisze o krisis ,czyli rozdzieleniu ludzi i bogów na §ó"
rze Mekone. Do tego mtorrieritu ludzie i bogowie żyli ra­
zem. Ofiara krwawa rozpoczyna nowy etap w stósunkach bogów z ludźmi albo raczej nowa epokę w dzie
Jach ludzi.
Historie znane Porfiriuszowi, zwłaszcza opowieść
o Sopatrosie, są znakomitym potwierdzeniem teorii
ofiary krwawej sformułowanej niegdyś przez Karla
M e u l i i rozwiniętej przez Waltera Burkerta. Mówiąc
najogólniej, chodzi w niej o to, że zabicie żywego zwie­
rzęcia wywoływało u człowieka poczucie winy wobec sil
rządzących przyrodą i wobec tego wymagało zawsze
spełnienia szczególnego obrzędu. Początek takiej ob­
rzędowości widzą obaj uczeni u łowców paleolitycz­
nych, a jej pozostałości dostrzegają w zwyczajach
współczesnych myśliwych i w folklorze europejskim
(obyczaje towarzyszące do niedawna ubojowi zwierząt
na wsi). Jednak m i t Hezjoda nie wskazuje ani na po­
czucie winy (zwalnia przecież ludzi od odpowiedzialno­
ści za pierwszy wypadek zabicia zwierzęcia), ani na ma°ię myśliwych (pozostawianie czaszki lub szkieletu
zwierzęcia, szczególne traktowanie niektórych jego
części)
Druga teoria wyjaśniająca genezę ofiary krwawej
u Greków jest autorstwa Jean-Pierre Vernanta. Jej
podstawą jest właśnie m i t hezjodejski. U Hezjoda zwra­
ca uwagę sam podział ofiary. Bogowie otrzymują kości
pokryte tłuszczem, a właściwie dym z palonych na oł­
tarzu części. Mięso przypada ludziom, bo tylko oni po­
trzebują jedzenia. M i t tłumaczy w ten sposób zwyczaj
ludzki zjadania mięsa.
Obie te teorie łączy wskazanie na głębokie i podob­
ne znaczenie religijne mitów o pierwszej ofierze. Przy­
patrzmy się wpierw drugiej z nich. Ważne jest nie tyl­
ko to, że ludzie jedzą mięso. Istotne znaczenie ma fakt,

AV morzu -

242

�Włodzimierz lengauer • POSTSCRIPTUM O OFIERZE KRWAWE] U GREKÓW

ze l u d z i o m p r z y p a d a j ą w u d z i a l e p o d l e g a j ą c e

rozpadowi

c z ę ś c i ż y w e j n i e g d y ś i s t o t y , p o d c z a s gdy b o g o w i e
m u j ą dym,

który rozpływa

stanowiąc jego s k ł a d n i k .
człowieczeństwa:

się

Mit

w wiecznym

wający

istocie

przemijające istoty

się t y m , co p o d l e g a ś m i e r c i i r o z p a d o w i , do
ale

nych b o g ó w n a l e ż y u l o t n y ,

powietrzu,

zawiera prawdę o

śmiertelne,

otrzy­

do

żywią

nieśmiertel­

n i c h idący i rozpły­

się w b o s k i m eterze dym, w swej postaci przypo¬
psyche l u d z k ą . Nadto sens k r y j e się j e s z c z e

minający

i w t y m , że o f i e r z e t o w a r z y s z y ć ma
ofiarne

zjadano

na

miejscu,

w okresie a r c h a i c z n y m

uczta (zwykle

mięso

od

reguły

odejścia

tej

i k l a s y c z n y m są r z a d k i e i zawsze
aition). Jeść u ś m i e r c o n ą

tłumaczone jakimś o d r ę b n y m

żywą i s t o t ę w o l n o w i ę c l u d z i o m t y l k o w tej

niezwykłej,

świętej sytuacji Z Icolei uczta to forrna

społecznego

wsDÓtżvcia

ludzi

opieką' b o g ó w .
wiec

sie

znaiduiacego

Złożenie

religijnością

i

w

ten

sposób

pod

ofiary k r w a w e j przesycone

głęboka

świadomością

iest

kondvcii

ludzkiej o r a z z a s a d s t o s u n k ó w m i ę d z y l u d ź m i i b o g a m i ,
a także m i ę d z y ż y j ą c y m i

krwawa

w' s p o ł e c z n o ś c i

rii l u d z i

iednnrześnie zasada

Ofiara

ludźmi

iest w i e c p o s t r z e g a n a i a k o p o d s t a w a

cvwiliza
w

Urzvrn,,iara ład

W

cie p o d z i e l o n y m m i ę d z y l u d z i i b o g ó w

Teoria Meuli-Burkert (tak z w y k ł ją n a z y w a ć sam
Walter Butkert we w s z y s t k i c h s w o i c h p r a c a c h ) nie j e s t
s p r z e c z n a z i n t e r p r e t a c j ą Vernanta, l e c z p r z e c i w n i e ,
k o m p l e m e n t a r n a . Także i t u c h o d z i p r z e c i e ż o to, że
paleolityczny ł o w c a p r z e ż y w a ł ś m i e r ć z w i e r z ę c i a ,
uśmiercał

z konieczności,

Uznawał za

się

żywić

jego

które

p r z e k o n a n i e , że u p o l o w a n e
własnością, m u s i a ł

też

mieć

więc głębokie,

z w i e r z ę nie

nie u s t a n o w i o n e g o p t z e z nie

tak

uttzyma-

porządku.

zrozumieniem

oba te w y j a ś n i e n i a u c z o n y c h n o w o ż y t n y c h .

wieści

pełną

że c z y n i

sposób o

w świecie

Myślę, że s t a r o ż y t n y Grek ze

spraw¬

religijne

jest jego

świadomość,

za z g o d ą sił w y ż s z y c h , d b a j ą c w t e n

plicite

na ofia­

u w a ż a ł za c z y n n i k

w p r z y r o d z i e . Miał

które

mięsem.

konieczne odłożenie jakichś części

rę s i ł o m czy b ó s t w o m ,
czy o b f i t o ś c i

by

przyjąłby

Są

one

im­

we w s p o m n i a n y c h w y ż e j m i t a c h . Opo­
Porfiriusza i m i t Hezjoda w t y m p u n k c i e z n ó w
zawarte

się z b i e g a j ą :

ofiara

krwawa

jest

podstawą

cywilizacji

i życia społecznego ludzi. Kiedyś mogło być inaczej, ale
były to zupełnie inne czasy, ludzie byli inni i żyli w i n ­
ny sposób (z mitu Hezjoda jasno przecież wynika, że
nie było wówczas kobiet!). Cywilizacja polis oparta jest
na obrzędzie krwawej ofiary.
Ale trzeba dodać jeszcze jeden aspekt krwawej ofia­
ry dostrzegalny nie tak w micie, jak w samym już obrzę­
dzie. Otóż składane w ofierze zwierzęta są poświęcone
bóstwom od momentu wybrania ich przez ofiarników.
Prowadzi się je w uroczystej procesji przybrane i wy­
czyszczone, skomplikowane zabiegi mają na celu otrzy­
manie od nich znaku zgody na śmierć. D o prowadzo­
nych zwierząt stosuje się termin ta hiera oznaczający
także obrzędy. Zwierzęta przeznaczone na ofiarę
są
święte, należą do bogów. Sam akt ofiarny jest jedynym
dostępnym ludziom środkiem komunikacji ze światem
bogów. Bez zabijanych zwierząt komunikacja ta byłaby
niemożliwa. W obliczu bóstw ludzie potrzebują pośred­
nictwa zwierząt, ale to właśnie ludzie czynią z nich hieLudzie włączają zwierzęta w świat, w którym śmier­
telni spotykają się z bogami.
W a l t e t Burkert, tropiąc obrzędy leżące u podstaw
tragedii, wskazywał na znaczenie ofiary z kozła. W zu­
pełnej zgodzie ze świadectwami starożytnych wysuwał
hipotezę, że przedstawienie tragiczne wyrosło z zacho­
wania kręgu ofiarników zgromadzonych przy okazji te­
go obrzędu dionizyjskiego. Byłaby to więc gdzieś w za­
mierzchłych początkach istotnie „pieśń nad kozłem",
jak wyjaśnia wytaz tragodia jedna z gloss antycznych.
A l e tematem tej pieśni nie stało się zabicie kozła, nie
śpiewano też raczej o losach Dionizosa. Z jakichś po­
wodów pieśń taka stała się, by znów odwołać się do i n ­
nej glossy, mimesis losów i czynów herosów. Zawsze
jednak były to losy tragiczne, bohater ponosił klęskę,
nierzadko spotykała go śmierć. O d śmierci kozła po
śmierć człowieka - czyż nie jest to metafora wspólne­
go losu wszystkich istot śmiertelnych tak ludzi, jak
i zwierząt? T r u d n o o dobitniejsze wskazanie na współ
note ziemskiego świata skazanego zawsze na śmierć
i wspólnie zabiegaiacego o uwagę zimnych dalekich
i często wrogich bóstw
'

243

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8500" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8479">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/dc2fb4ddd97f1a72f0ef50507df1798d.pdf</src>
        <authentication>d0d4f01d38bad58ae51a409c0e2a756e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101552">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3167</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101554">
                <text>1988</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101556">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2966</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101558">
                <text>Sacrum, mit, książka / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101560">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.3, s.185</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101562">
                <text>Ciarka, Ryszard</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101564">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101566">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101568">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101570">
                <text>Ryszard Ciarka

SACRUM, MIT, KSIĄŻKA

O c z y w i ś c i e , że l o s k s i ą ż e k z a w s z e z a l e ż y o d p o j e t n o ś e i
n i k a . Pro
żytni.

captu

I

lectoris

chyba

hahent

należałoby

sua jata

—

librlli

rozumieć

tę

czytel­

mawiali staro­

ma,ks} mę

jako

przy­

Z n i e p o k o j o m p a t r z y ł e m , ilekroć książka powracała d o m n i e ,
na

coraz

brudniojszo marginesy

—

widomy

ślad

podkreślania

p e w n y c h j e j fragmentów. Jednocześnie zaskoczeniem

było także

p o m n i e n i e . B o k s i ą ż k i p o p r o s t u są. I s t n i e j ą o b o k n a s , o f e r u j ą c

i t o , że ilość p o s p i e s z n i e s t a r t y c h p o d k r e ś l e ń m a l a ł a w r a z z k o l e j ­

z a w s z e swą g o t o w o ś ć o t w a r c i a . M o g ą czekać służalczo n a b i u r k u

nym

lub

zapominano

s.

na

Bo

i

wciśnięto

pomiędzy

znienawidzono,

deski

zakazane

i

regałów.

Bywają

uwielbiono,

palone

stosach

numerem

158. A l e

strony,

moją

by

książkę

oto po p e w n y m

definitywnie
czekał

zaniknąć

los jeszcze

w

i m i ę d z y w i e r s z a m i nieścierane już z n a k i z a p y t a n i a ,

kiedy wywyższamy

kółka,

L o s książek zależy o d c z y t e l n i k a , ale los t o n i e t y l k o kruchość
ich

grzbietów

wartych
jest

i cienizna

t a m myśli,

jakby

k a r t e k , t e n los d o t y c z y

zdarzeń

przedłużeniem

i

historii.

czyjejś

Bo

w

obecności,

również

istocie

za­

książka

nagromadzonym

c i e r p i e n i o m , w y s i ł k i e m i n t e l e k t u a l n y m , zabawą, radością; właśnie
dla n a s i los t e j obecności zależy t y l k o o d naszej w o l i .

podkreślenia,

Najbardziej
wzdłuż

całej

flamastrem

jednak
strony

niepokoiły

linie

l u b niebieskim tuszem

ktoś

pionową

kreską

chwilę historyczną"

podkreślił

ktoś długopisem,

sposoby
Mircea

zaczytywanycb,
Eliade,

Sacrum

identycznych
—

Mit

—

tysięcy

na

różno

książek:
Wyboru

Historia.

dokonał

i wstępem opatrzył M a r c i n Czerwiński. Przełożyła A n n a
kiewicz.

W y d . I I , Warszawa

1974, nakład

Tatar­

6 5 0 0 + 2 9 0 egz.

Tę

historyczna,

to

to ktoś inny

kosmicznej

będzie

ludzka

n i e z w y k ł y . C h o ć b y d l a t e g o , że p o p r z e d n i n a k ł a d ( 1 9 7 0 , w y d . I ,

z axis

n a k ł a d 4 0 0 0 + 2 9 0 egz.)

ta",

tane

egzemplarze

w

był coraz

trudniej

bibliotekach

jakby

dostępny, a
same

z m i a n y i odświeżenia ( p o r . n p B i b l i o t e k a P u b l i c z n a w
ul. Koszykowa;
Nie

przypuszczałem

właśnie
tylko

s y g n a t u r a z.

t a książka

cennych

rozumienia
z czytaniem

tek

wyczy­

domagały

się

Warszawie,

182816).
wyświadczy

nieocenioną

rozumienia nie

my-śli a u t o r a , a l e

i n n y c h , a zarazem
i percepcją

przysługę,

także

coś

więcej, bo

i pewnego zjawiska

mi

szansę

związanego

treści.

N i e n a p i s a n o c h y b a t a k i e j r o z p r a w y , w której a u t o r pokusiłby

—

siedziba

—

inaczej

mówiąc

Podkreślone,

w e t n o g r a f i c z n y c h p r a c a c h , szkicach, artykułach czy n a w e t

marginesie

jest

—

—

że

wyłącznie

przez

istnienie ludzkie

—

— jest możliwe

aby się upewnić
—

flamastrem
(63).

n a szczycie góry

„ P o s t a w i e n i e k r z y ż a —-

linia

(58). „ T a k

na

więc
—

marginesie

w rzoczyw stości"
;

wszelka

wiąże

się

(75).

i wykreślone

fragmenty

z

mojej

k s i ą ż k i . Z a s t a n a w i a m się t y l k o j a k i l o s j e s p o t k a ł . C z y s t a ł y się
początkiem

czy zgrabnie

często niepokoił m n i e

pomyślaną puentą?

s t a r a n n i o zakreślony c y t a t ,

Jakże

oddzielający

j e d n a k ż e w s z y s t k o t o , co p o w y ż e j i p o n i ż e j u p r a w n i a ć m o g ł o d o
t a k i e g o t w i e r d z e n i a : „ N a obraz i podobieństwo wszechświata
klamry

niebieskim

—

długopisem

który

zaczyna

się o d

—

środka

i r o z p o ś c i e r a się w c z t o r y z a s a d n i c z e s t r o n y , w i o s k a

rozbudowuje

się p o c z ą w s z y o d s k r z y ż o w a n i a d r ó g " ( 6 8 ) . A l e —

tego

nawias

już n i e o b e j m u j e — n a w y s p i e B a l i l u b n a G w i n e i . . . J a k ż e r ó w n i e
często, już

toria

„Otóż

narodzeniom"

ale z a r a z o m

książki, p r z e d z i e l o n y

His­

na

uwarunkowana

zapewne

niebieska

się o p r ó b ę z e s t a w i e n i a , r z e c z o w o i k o n k r e t n i e w y k a z u j ą c , j a k i e
—

niekiedy
czerwonym

u ś w i ę c a ł o o k o l i c ę , b y ł o w j a k i m ś sensie r ó w n o ­

z d a n i a i i l e r a z y by\y c y t o w a n e z k s i ą ż k i Sacrum

— Mit

biegnące

g d y ż człowiek r e l i g i j n y chce ż y ć w „ ś r o d k u świa­

mundi,

inspiracją,

n a t o m i a s t j e d n e g o , że

grudnia

długopisu. „ P r a w d ą

(37).

czerwonym

znaczne z „ p o n o w n y m

żo l o s t e j k s i ą ż k i

się 13

zrobione

kółkiem,

z n a j d u j e się G o l g o t a "

znón: flamaster

wiadome . było,

rodzi

j e d y n i e d z i ę k i o w e j stałej ł ą c z n o ś c i z n i e b e m " ( 5 9 ) . „ D l a chrześci­
janina —

cych bazgrolacli na ostatniej kartce, po starych brzegach.
o d początku

i

znaczy

m o j ą r o z p o z n a m o d r a z u , p o o d k l o j a j ą c e j się o k ł a d c e , p o dziosię-

Już

Na

człowiek jost zawsze „ w s y t u a c j i " , s y t u a c j a t a j e d n a k n i e zawsze
aktualną

kilku

notatki.

(86) zakreślił ktoś

mnio

podkreślenia

dynczym

spośród

i

s. 3 1 , р о г . o p r z e s t r z e n i w t e j k s i ą ż c e s. 4 9 , 5 2 i n a s t .

jest

jednej

kreski

o ł ó w k i e m , d o p i s u j ą c : p o r . L . S t o m m a Słońce

b y ć m i n i e z w y k l e b l i s k i . O książce b a r d z o k o n k r e t n e j b o o p o j e ­
egzemplarzu;

pionowe

p r z y k ł a d z n a n y a k a p i t o czasie i p r z e s t r z e n i

zaznaczył

Otóż chciałbym opowiedzieć o książce, której los zaczął nagle

tajemnicze

T

strzałki,

surowy.

c z a s i o z a c z ę ł y p o j a w i a ć się n a m a r g i n e s a c h

i c z c z o n e . N i o s k a r ż ą się k i e d y n i k t i c h n i e c z y t a , a n i n i e p y s z n i ą
jo p o n a d inno.

okolicy

bardziej

w

t e k s t a c h , c y t a t , m o ż e właśnie p o r w a n y
bywa

z

mojej

myślnikami, pomiędzy które w p i s u ­

j e m y j a k b y d l a podkreślenia, c z y u p e w n i e n i a się — pisze

przecież

poważniejszych przedsięwzięciach. A w t e d y m o j a książka stałaby

Ełiade

się l e d w i e ,

A l e z a p o m i n a m y , a l b o i n i o c h c e m y p a m i ę t a ć , że n i e są t o d e f i ­

j a k sądzę, t a k i e j p r a c y

Pozyskiwanie

Eliadego

przemyśleń,

posiłkowanie

czymś

czy

złym

jako
się

wycinkiem.

sprzymierzeńca

cytatem

niegodziwym.

Jest

nie

sprawą

do

jest,

własnych

rzecz

oczywiście

i b a r d z i e j s k o m p l i k o w a n ą niż b a d a n y t u p r z y p a d e k

jasna,
szerszą

zaczytywania

nicje

—,

-

czytamy

a raczej

u Eliadego

z mozołem,

potykamy

uporczywie

„ n a r z u c a się c h y b a p e w i e n

sens

powstającą

t a m w ciągu długich l a t , j a k b y zapisaną nową

opo­

wieść.
rzecz

jasna

książka

t a cieszyła,

się

nienaganną

linią g r z b i o t u i bielą k a r t e k . S a m zresztą p r z y c z y n i ł e m
jej

uszkodzeń,

płaszczoną,
W

Eliade

obszernego

—

się...",

materiału

chyba

co

akapit

okaleczeniem;

za­

przypuścić...",

wniosek...".

Z n i e p o k o j e m patrzę n a moją książkę, k i e d y do m n i e
z nowym

—

j a k ż e często n a ­

się n i e m a l

„można,

...

n a pocieszonio

czytam

jej

wraca

Stanisława

Vinconza,:

Niedługo
wielu

„wydaje

powtarzające

książką, j o s t m i najbliższy.

s t a r a m się z r o z u m i e ć

na podstawie

podaje

m i m o n i e s k r ę p o w a n e j f o r m y j a k ą j o s t esej —
strzeżenia...

Bowiem

— jak

p o r ó w n a w c z e g o , k o n k r e t y z o w a n e spostrzeżenia. I t a k przecież

j e d n e j k o n k r e t n e j książki. A l e t e n p r z y p a d e k , z w i ą z a n y z m o j ą
losu, j a k i m i objawiła s w o i m s t a n o m o b e c n y m , b y m mógł odczytać

—,

jaki

grzbietem

jednak

inny

książką, z a w a r t y m i
czytywanie.

po

p r o s t u czytając

do góry
sposób

się

l u b odkładając

i porzuconą

na kilka

można, o k a z y w a ć

do
roz­

tygodni.

zainteresowanie

w n i e j m y ś l a m i niż p r z e z d o k ł a d n e j e j z a ­

A l e p r z y c z y n i l i się d o t a k i e g o

i i n n i , o c h o c z o o d d a j ą c się l e k t u r z e esejów

T

stanu rzeczy

także

na temat sakralizacji

„Jeżeli

drzewa

są, h a r f a m i

dla, g r y

wające

prądy.

powietrznego,

Jeśli
czy

drzewo

jest

przystanią

dla odpoczynku

czy

dla istot z

snu, czy

dla

niechaj
morza
miłości

może być przystanią, na której z m o r z a pozaziemskiego c h w i l o w o
osiadają ż y w o t y n a d z i e m s k i e . J a k d r z e w o j e s t p o m o s t e m

między

ziemią i p o w i e t r z e m , t a k n i e c h a j i książka będzie zatoką d l a i s t o t
u s k r z y d l o n y c h , l o t n y c h , ze ś w i a t ó w

z d a n i e m a u t o r a książki —

ich głosy, poczujecie

w nas samych.

to

i d l a w i c i a g n i a z d , czy d l a myśliwskich s t a n o w i s k — t o i książka

czasu i p r z e s t r z e n i , świata a r c h a i c z n y c h m i t ó w i s y m b o l i , któro —
tkwią m o c n o

wiatrowoj,

i k s i ą ż k a s t a n i e się n a m harfą, na, k t ó r e j grają z d a l e k a p r z e p ł y ­

odległych. T a m

usłyszycie

promienie ich oczu".

185

�II.

1. Ś w i ę t e s o s n y k o l o

Nowosilik

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8496" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8475">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/af105749887f97cc092b6ccd5e434fd2.pdf</src>
        <authentication>afca63eed17070d1fb210e19f9587547</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101513">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2317</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101514">
                <text>1991</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101515">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2149</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101516">
                <text>Jezus chodzący po Jeziorze Genezaret / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101517">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.2, s.9-17</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101518">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101519">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101520">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101521">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101522">
                <text>Jacek Olędzki

J E Z U S CHODZĄCY PO J E Z I O R Z E G E N E Z A R E T
(Zagadnienie czasu mitycznego i historycznego w kulturze chłopskiej)
Na jedynym zachowanym w Polsce egzemplarzu pierwszego
tłumaczenia z greki na polski Ewangelii św. Mateusza przez
Stanisława Murzynowskiego, karty z opisem cudownego zdarze­
nia — chodzenia Pana Jezusa po morzu — nie są ani pokreślone,
ani nie mają na marginesach żadnych uwag. Nieco dalej, na
kartach następnych roi się od uwag, pisanych po łacinie lub po
polsku, chyba czerwonym atramentem, dziś mającym barwę
sępi. W uwagach tych uderza przemożna powinność dania
świadectwa, że się analizowany przedmiot zna wyśmienicie. Jeśli
jedak krytykującym zadrżała ręka przy wypisywaniu swych uwag
w części poświęconej zdarzeniu nad Jeziorem Genezaret, mógł
— chociażby z tytułu miłości bliźniego swego — pozostawić
gdzieś znak podziwu, czy chociażby uznania. Nic takiego nie
uczynił. Przyjmijmy zatem, że nasz surowy krytyk, czytając kartę
LXVIII (recto i verso) oraz recto karty LXIX tylko spokorniał,
zamilkł. Czy dlatego, że tłumaczenie na polski tego fragmentu
pisma świętego jest arcydobre? Zapewne. Ale wówczas rodzi się
pytanie dla nas zasadnicze, dlaczego Murzynowski tak je wyróż­
nił. Co skłoniło młodego tłumacza do przejęcia się opisem
uciszenia wiatrów, burzy itd.? Może wchodziła w grę zaduma nad
samym cudem stąpania po powierzchni wód morza.
Zauważmy, że wśród cudów Jezusowych ten właśnie należy
do zupełnie wyjątkowych, jakby przedłużających ze Starego
Testamentu akty ujarzmiania żywiołów przez samego Boga
i wreszcie Mojżesza. Wszelkie inne cuda Jezusowe (za życia)
mają aspekt przeważnie uzdrowicielski, lub szerszy, wspomaga­
jący człowieka, charytatywny. Dopiero po śmierci i złożeniu do
grobu —wniebowstąpienie — zamyka cykl tych działań miłosier­
nych. Natomiast cudowne przemieszczania się w przestrzeni
ponad ziemią (z reguły mające charakter pokonywania raczej
odległości w poziomie, chociaż również w pionie, czy tylko
w pionie, casus Ы. Ładysława z Gielniowa)' odnajdujemy w do­
konaniach Buddy, Mahometa, średniowiecznych świętych
chrześcijańskich, doświadczających łaski lewitacji, a także w czy­
nach bohaterów mitów i legend o czarnoksiężnikach, czarow­
nicach i duchach. Natomiast chodzenie po wodzie, wydawałoby
się w stosunku do szybowania, jednakowo niezwykłe, w ogóle
nie należy do przesięwzięć podejmowanych przez wspomniane
istoty. Czy to dlatego, że jest to działanie w kategoriach ich
kratofanii „niemożliwe", bo tak łatwo sprawdzalne itd.?
Moje dotychczasowe spekulacje nie pozwalają jednak zro­
zumieć do końca stanu ducha tłumacza, jego wewnętrznych
motywacji, prowadzących do wyróżnienia ustępu o... małowierności, tak, „ludziach małej wiary".
Odsuńmy na chwilę na bok rozważania o spektakularnej
stronie zdarzenia nad Jeziorem Genezaret. Może właśnie ten
aspekt uniwersalny etycznie, o szerszym znaczeniu niż uzdrowie­
nia, pomnażanie jadła, aspekt zdecydowanie duchowy, odnoszą­
cy się do takich wartości ogólnoludzkich, jak ufność, zaufanie,
moc wewnętrznych przekonań, wiara i ostatecznie przyjaźń,
inspirował Murzynowskiego do starannego i w efekcie literacko
zachwycającego spolszczenia oryginału.
Pozostaje jeszcze jeden czynnik — nie wykluczone, że decydu­
jący — który spowodował nadanie opisowi w wersji polskiej
spotkania Jezusa z apostołami-rybakami szczególnych walorów
translatorskich. Wydaje się, że tym czynnikiem była, doświad­
czona na własnej skórze znajomość zagrożeń z jakimi spotykają
się prawdziwi rybacy, narażeni na plagę wiatru, który swą siłę
nagłą wzmaga nad wszelkimi większymi akwenami, wreszcie
spiętrza fale niespodziewanie. Ale to nie wszystko. Murzynowo
przytulone do prawego brzegu Wisły należało do wsi zawsze
bardziej rybackich niż rolniczych (ogrodniczo-sadowniczych).
1

2

3

względnie zajmujących się hodowlą.* Kto choć raz przespał
wietrzną noc na prawym (właśnie prawym, a nie lewym) brzegu
Wisły, w tym jej odcinku, gdzie płynie prawie w poprzek
najczęstszych i najdokuczliwszych w Polsce wiatrów południowo-zachodnich, będzie miał w miarę pełne odczucie interesują­
cych nas osobliwości środowiskowych. Niezłą ich charakterys­
tykę odnajdujemy w samej nazwie Murzynowo oraz w nazwach
wiatru, kujawa (synonim, wiatr z Węgier, rzadziej węgierka)
i części kraju, Kujawy: „Kujawy, nazwa dzielnicy wielkopolskiej
(...), jak Bielawy; 'wydma piaszczysta', od kui, 'wichru', cerk.
kujati, 'mruczeć'; jest i chujawa, chaja, o 'zawierusze' (...)"*.
Murzynowski spędzający dzieciństwo między Murzynowem
(dom babci i dziadka) a Suszycami (dom rodziców), w wieku
dojrzałym, szukający zapewne w tych miejscowościach na­
tchnienia i nastroju skupienia dla swej pracy, odwiedzający
kościół flisacki w Rokiciu, znał na pamięć realia tego co dziś
nazywamy frontem burzowym, układającym się nader często jak
bieg ze wschodu na północny-zachód Wisły. W Murzynowie,
położonym tuż tuż przy rzece, zjawisko nagłego zachmurzenia,
połączone z silnym i niespodziewanym wiatrem, mogło nie raz
porwać młodemu uczonemu kartki ze stołu, aby równie nagle
przeistoczyć się w upragnioną ciszę. Położenie dworku Murzynowskich na wysokim, nadwiślańskim tarasie, pozwalało postrze­
gać świat rozległy, hen po horyzont. Po każdej burzy z tego
wyjątkowego obserwatorium miało się wgląd w niezwykły cud
natury, przetarcie się nieba, zmieniającą się na oczach barwę toni
rzeki — rozpogodzenie. W tamtych, odległych latach, widok
raźno uwijających się na brzegu rybaków (jeszcze przed chwilą
walczących z żywiołem), szczęśliwych z udanego połowu i wy­
jścia cało z opresji, należał do stałego repertuaru, rozgrywającego
się tu od wieków spektaklu. Zapewne pobyt Murzynowskiego
w Wirtemberdze i we Włoszech, dalsze studia i praca w Królewcu
(mieście przedzielonym Pregołą), nieopodal prawdziwego mo­
rza, pogłębiły jego wrażenia wyniesione z rodzinnych stron.
Wracajmy do naszego, przerwanego wątku, gorliwej pracy
krytycznej Jana Małeckiego (Jana z Sącza, Sandeckiego). Tak
nazywał się właśnie ktoś, kto zapamiętale kreślił i przekreślał
stronice pierwszego, polskiego przekładu Ewangelii św. Mateu­
sza* Z powodu tych przekreśleń i uwag poczynionych na
marginesach, jedyny, ocalały egzemplarz Ewangelii, zaliczany
jest w dziale starodruków BUW do bezcennych cymeliów,
unikatów po dwakroć. Można bez żadnej przesady powiedzieć,
że Małecki na pierwszej karcie przekładu i kilku innych, po prostu
się pastwił. Kreślił je bowiem w kratę, liniami ukośnymi, na
przemian, z prawa na lewo i z lewa na prawo (5, 6 kresek).
W dalszych częściach przekładu, Małecki zrezygnował z tych
osobliwych przekreśleń (w paru miejscach jeszcze do nich
powracał), natomiast rozbudował spisywanie uwag krytycznych
na niezadrukowanych częściach karty. Nie było to działanie
łatwe, albowiem dbały o prawidłowy przekład Stanisław Murzy­
nowski, włączył do swego dzieła oprócz Ortografii Polskiej,
uszczegółowienia jej zasad, drukowane w wybranych miejscach
na marginesach (zarówno lewym, jak i prawym) każdej stronicy
Ewangelii.
Postępowanie Małeckiego można w jakiejś mierze rozumieć.
Przekład jaki oceniał posiadał cechy, które zaskakiwały — co
stwierdzają znawcy przedmiotu (Rosponda, Krzyżanowski, Pepłowski) — n o w o c z e s n o ś c i ą , kształtowaną przez opozycje:
rodzimość — obcość oraz literackość — potoczność.* Małecki
sam zabiegał u księcia Alberta o uzyskanie zezwolenia na
drukowanie własnego tłumaczenia Nowego Testamentu. Suro­
wo krytykując dzieło Murzynowskiego spowodował też wstrzy7

�I
manie na krótko wydawania przekładu, firmowanego przez Jana
Seklucjana. Ponadto Murzynowski wplątany zostaje w spory
teologiczne prowadzone w Królewcu z niezwykłym zacietrzewie­
niem przez zwolenników Fryderyka Staphylusa z jednej strony
i z drugiej, zwolenników Andrzeja Osiandra (spór dotyczył
między innymi nauki o usprawiedliwieniu). „Morlin, przeciwnik
Osiandra, zaczął z kolei zwalczać przedsięwzięcie Seklucjana
i Murzynowskiego. Posunął się tak daleko, że wykluczył nawet
Murzynowskiego od komunii. Prace wydawnicze w drukarni
Aleksandra Augezdeckiego prowadzone były wówczas w tajem­
nicy. I ostatecznie w 1553 roku ukazuje się Testament Nowy
Zupełny' . Murzynowski mógł mieć poczucie całkowitego zwy­
cięstwa nad swym bezlitosnym oponentem — dodajmy — star­
szym aż o 36 lat, doświadczonym pisarzem, tłumaczem, wydawcą
i na koniec, pastorem. Czym sukces ten był ponadto? Otóż po
1553 roku nie ma już żadnego śladu — wcześniej niezwykle
żywej — działalności Stanisława Murzynowskiego... Ks. I. War­
miński na początku tego stulecia w swej nieprawdopodobnie
dociekliwej rekonstrukcji zdarzeń przed stuleciami w Królewcu,
uznał 1553 rok datą śmierci, mającego zaledwie 27 lat, autora
pierwszej Ortografii Polskiej i pierwszego przekładu Nowego
Testamentu.
W przeciwieństwie do swych ziomków — którym poświęciłem
pracę Murzynowo, znaki istnienia i tożsamości — żył krótko,
umarł gwałtownie..." Skromne Muzeum — Pracownia —jakim
opiekuję się w Murzynowie — poświęcone jest pamięci Stanis­
ława Murzynowskiego.
10

11

11

Jednym z najważniejszych eksponatów, stanowiących pod­
stawę ekspozycji murzynowskiego Muzeum, jest znacznych

rozmiarów obraz przedstawiający Jezusa w scenie udzielania
ratunku świętemu Piotrowi na Jeziorze Genezaret. A więc obraz
dotyczący tego miejsca w Ewangelii św. Mateusza w przekładzie
Murzynowskiego, które nie zostało opatrzone żadnymi uwagami
krytycznymi przez pastora Małeckiego. Obraz z Muzeum w Mu­
rzynowie to unikatowy zabytek w kulturze chłopskiej nie tylko
Polski, lecz — można mniemać — również katolickich Niemiec,
Włoch, Francji czy Hiszpanii. Pierwsze wrażenie przy oglądzie
malowidła rodzi skojarzenia z malarstwem kościelnym XVIII w.,
a może nawet wcześniejszym. Zbliżywszy się do obrazu, nie
trudno od razu spostrzec, że jest namalowany na dykcie. Powstał
w 1946 roku. Oto jego historia: W czasie wojny dwie rodziny
z Murzynowa (Szymczakowie i Świdniakowie) często gościły,
spokrewnionego z nimi przez małżeństwo, „króla szyprów"
z Płocka, Stanisława Małkowskiego. Kiedy Niemcy spalili mu
barkę, zbierał siły, aby przetrwać, nie w Płocku, lecz w Murzyno­
wie. Koniec jednak wojny witał w Gdańsku. Mimo bowiem
szykan ze strony okupanta, nie przestał być wodniakiem. Po
wojnie, razem z synem Zbigniewem, również zawołanym wod­
niakiem, i jak ojciec mającym żonę z Murzynowa (z rodu
Karasiewiczów) często z naszą wsią łączyli swoje losy, a poprzez
tę wieś z nieopodal położonym Rokiciem, parafią z romańskim
kościołem, posiadającym przez swe bliskie, bezpośrednie (nie
przedzielone zabudową wioskową) sąsiedztwo z Wisłą, miano
kościoła flisackiego, czy wodniackiego. Związek kościoła rokickiego z życiem wodniaków uznać niewątpliwie należy za pra­
stary. W czasie wojny kościół Niemcy zamknęli i zabronili
jakichkolwiek przy nim praktyk religijnych. Natomiast wielolet­
niego proboszcza ks. Władysława Bromirskiego zabito w osła­
wionym w tych stronach obozie w Działdowie.
Małkowscy, ojciec i syn, Stanisław i Zbigniew, z wielkim
14

19

II. 1. Fragment obrazu Jezus chodzący po Jeziorze Genezaret, 1946 r. Muzeum w Murzynowie

fS ł l

10

�II. 2. Paul Bril, Jezus chodzący po Jeziorze Genezaret, pocz. XVII w. Kolekcja Porczyńskich

zaangażowaniem włączyli się w odbudowę podniszczonego
w czasie wojny kościoła. Między innymi zbierali surowiec (mo­
siądz i srebro) na dwa dzwony, które miały otrzymać w zamian za
ów akt darowizny imiona dwóch ofiarodawców. * Proboszczem
był wówczas ks. Wacław Gałęza. W niedalekim Brudzeniu
(siedziba urzędu gminnego) analogiczną opiekę nad tamtejszym
kościołem sprawował brat ks. Wacława, ks. Jan Gałęza. Stałym
łącznikiem między braćmi księżmi pozostawał ich ojciec, malarz.
Zaraz po wojnie poświęcił się on przyozdabianiu zniszczonych
kościołów. W kościołach brudzeńskim i duninowskim, dzieło
malarza Gałęzy istnieje do dzisiaj, w rokickim — w czasie
przywracania mu pierwotnego, zabytkowego wyglądu — zostało
usunięte." Malarz Gałęza, ojciec dwóch księży, stał się też
autorem interesującego nas obrazu, przechowywanego obecnie
w Muzeum w Murzynowie. Do powstania obrazu, według
żyjącego do dziś w Płocku Zbigniewa Małkowskiego, syna „króla
szyprów", Stanisława, doszło w sposób następujący: Stanisław
Małkowski zaangażował się nie tylko w gromadzenie surowca do
odlania dzwonów, ale również w namalowanie obrazu bliskiego
sercom wodniaków i rybaków do ołtarza, wystawianego trady­
cyjnie przez murzynowiaków w Rokiciu na Boże Ciało. W przeci­
wieństwie do pozostałych parafian (z wiosek Myśliborzyce,
Więsławice, Rębielin, Uniejewo i samo Rokicie), zadawalających
się jedynie przystrajaniem na Boże Ciało przydrożnego krzyża czy
kapliczki (figury), stale znajdującej się we wsi, murzynowiacy
montowali — należy użyć tego terminu — ołtarz: podobnego mu
nie sposób odnaleźć, korzystając na przykład z wiadomości
czerpanych z literatury przedmiotu, archiwum fotograficznego IS
PAN, przekazów ustnych itd. Otóż ołtarz ten ustawiano na dwóch
rybackich łodziach, specjalnie dowożonych z Murzynowa w po­
bliże kościoła, aby umieścić je przy brzegu (w zależności od roku)
wcześniej — Wisły, później — na jednym z trzech, znajdujących
się tam do niedawna stawków (kanaików). Sam ołtarz, stół
przykryty obrusem, przybrany czterema świecznikami i kwiatami
w wazonach, ustawiano na desce łączącej łodzie. Do boków
1

stołu przytwierdzano sieci rybackie, które rozpościerano, jak przy
łowieniu ryb, ukośnie, na lewo i prawo. W sieci wkładano deski
do krajania, mające zazwyczaj w tych stronach kształt ryby
pokaźnej, szerokiej, niczym karp lub leszcz. Dodatkowo jeszcze
majono te sieci — zatykając od góry — gałązki zerwane z poblis­
kich krzewów czy drzew. Ponad ołtarzem wyprowadzano, zawią­
zane na masztach łodzi, dwa żagle, dokładnie rozpostarte na
rozprzach. W poprzek zaś żagli umieszczano chorągwie (obecnie
dwie białoczerwone). Wreszcie po środku, ponad stołem, zawie­
szano obraz.
W 1946 roku Stanisław Małkowski sporządził do fundowane­
go przez siebie obrazu podkład z dykty, obramionej profilowaną
listwą. Podkład miał kształt wysłużonego w pionie prostokątu
u góry zwieńczonego półkolem o podstawie równej połowie
szerokości całości powierzchni. Tylko sam kształt tego podkładu
(owo półkole u góry) sugeruje związek naszego obrazu z daw­
nym malarstwem religijnym. Jak wiadomo, powierzchnia półkola
służyła często przedstawianiu sfery niebiańskiej, a pozostała,
ziemskiej. W półkolistej części murzynowskiego obrazu namalo­
wany został początek świetlistej smugi —stopniowo rozszerzają­
cej się — skierowanej na głowę Jezusa.
&gt;
Gałęza zgodził się namalować Jezusa chodzącego po morzu
za... remont posiadanego kajaka. Małkowski kajak wyremon­
tował. I już w 1947 roku murzynowiacy mogli wystawić na Boże
Ciało nowy obraz imponujących rozmiarów. Wystawiano go
również (ale tylko zawieszając na północnej ścianie kościoła
w Rokiciu) w czasie trzech odpustów: w dniach świętych Piotra
i Pawła (patronów kościoła), św. Małgorzaty (patronki parafii)
oraz Przemienienia Pańskiego. Obraz spełniał swe zadania przez
ponad 30 lat. Pod koniec lat siedemdziesiątych — za czasów
nieocenionych zasług dla rokickiego kościoła proboszcza ks.
Jana Degowskiego — uznano, że obraz powinien zostać za­
stąpiony przez inny, całkiem nowy. Po latach, na moją uwagę, że
obraz Gałęzy nie był jeszcze stary i zniszczony, jedna z od-

�powiedzi brzmiała: „To tak się mówi, ale on stał na chórze
w kościele, a tam, i mysz go nagryzła, i się kurzył..."
Kiedy pojawił się nowy obraz, o czym za chwilę, dzieło Gałęzy
powędrowało z chóru do przykościelnej, dawnej cmentarnianej
kaplicy, w której przechowywano różne rupiecie. I pewnie,
przywalony starymi, połamanymi ławkami sczezłby całkiem,
gdyby nie drzemiące — chociaż nikłe — pasje muzealnicze
piszącego te słowa.
Zamówienie wykonania kolejnego obrazu trafiło do nieżyjące­
go od 1987 roku Alojzego Piekarskiego, emerytowanego hutnika
szkła, zawołanego wędkarza, osoby o niezwykle bujnym życiory­
sie (wychowywał się na Mołdawance w Odessie) i żywiołowym
temperamencie. Nikt z mieszkańców wsi, ani też sam proboszcz,
nie brali przez chwilę pod uwagę faktu, że Piekarski był — jak
stwierdzał z rozmysłem, bezdyskusyjnie — wyłącznie pejzażystą.
Stanowczo też się wypierał, jakoby rozpoczynał od malowania
makatek, między innymi z Aniołem Stróżem, prowadzącym dwoje
dzieci ptzez kładkę nad rwącym potokiem. Kiedy otrzymał zamó­
wienie na obraz do ołtarza, należał już do grupy jeleniogórskich
amatorów, malarzy naiwnych. Do Murzynowa trafiał na wakacje,
i nad Wisłą, a potem Jeziorem Włocławskim, zdobywał na­
tchnienie do realizowania się według ustalonych , powtarzają­
cych się schematów malarza „pięknych widoków". Unikał jak
ognia portretowania, scen rodzajowych, szczególnie religijnych.
Może dlatego, że nie zapomniał swoich pierwszych kroków
zarobkowych w sztuce malowania, kiedy poświęcać się musiał
przedstawianiu owego Anioła Stróża i słodkiej pary dzieci. Dał się
jednak nakłonić do przyjęcia zamówienia-zlecenia za osławione
pół litra, jak mawiał, za bańkę. Ogląd dzieła Gałęzy w Rokiciu,
którego wcześniej nie próbował wcale poznać (nie chodził do
kościoła), przekonał go, że „apostołów wyglądających jak małpy,
należy przedstawić kształtniejszymi" (słowa wdowy po malarzu).
Co też uczynił, szybko, sprawnie, nim trafiły doń obiecywane
przez kościelnego, ś.p. Franciszka Torbickiego, jajka, niezbędne
do zagruntowania już nie dykty, lecz płyty pilśniowej twardej.
Obraz Piekarskiego, w żywych kolorach, z wyrazistą figuracją,
starannym ukazaniem twarzy nawet drugoplanowych postaci,
przyjęty został z wielkim uznaniem i do dzisiaj raz do roku pełni
swoje kuItowo-obrzędowe zadanie. Ołtarza już nie ustawia się na
łodziach przy jakimś stawku, lecz przy pobliskim w stosunku do
kościoła, solidnym słupie cementowym, podtrzymującym prze­
wody elektryczne. Spoza tego słupa (w kształcie odwróconego
V) rozpościera się widok na rozległą toń Jeziora Włocławskiego
— martwy zalew — dawną Wisłę. Ale nadal murzynowiacy, mimo
że przestali być wodnikami i rybkami (między innymi z powodu
przekształcenia rzeki w jezioro) przystrajają ołtarz na Boże Ciało
dwoma żaglami, a także sieciami, w których znajdują się sym­
boliczne przedstawienia ryb.
18

Jezus chodzący po Jeziorze Genezaret jest tematem w ikono­
grafii religijnej Polski nader rzadkim. Obrazy z Murzynowa I i II
(Gałęzy i Piekarskiego) stanowią — jak mi się wydaje — tego
tematu najbardziej kwintensencjonalne ujęcie, przy tym — co nie
jest bez znaczenia — ukazane w formacie znacznym ( 160x240
cm i 140^210 cm), ułatwiającym percepcję osobie nawet mało
zaznajomionej z opisywanymi przez trzy Ewangelie cudami
Jezusowymi. Korzystając z Archiwum IS PAN, stanowiącego
między innymi zbiór dosyć uszczegółowionych danych, po­
chodzących z systematycznej inwentaryzacji obiektów opraco­
wanych w „Katalogach Zabytków Sztuki w Polsce", odnalazłem
zaledwie dwa obrazy, w których występują aspekty zdarzenia
o jakim mówimy: w bydgoskiem w Koronowie (kościół pocysterski) aspekt samego uciszenia burzy i wiatrów i w Krośnie
w kościele parafialnym na obrazie z XVII w., zatytułowanym
Cudowne rozmnożenie ryb, aspekt małowierności św. Piotra,
tonącego w odmętach przed Jezusem, stojącym na brzegu (nie
na wodzie). Za plecami św. Piotra ukazana została łódź pod
zrefowanym żaglem, miotana falami, z sześcioma postaciami
49

12

w środku. Scena ta zajmuje tylko górną część, dokładnie do
połowy powierzchni 100*200 cm płótna, wydłużonego w pio­
nie. Natomiast w dolnej partii obrazu, na pierwszym planie,
siedzący Jezus w otoczeniu ośmiu postaci błogosławi gestem
pankratora małą rybę, leżącą na stole. To są oficjalne świadectwa,
udokumentowane w druku. Można mniemać, że jest ich w kraju
więcej — nie na tyle jednak, aby należało zmienić wypowiedziany
wcześniej sąd o sporadyczności występowania interesującego
nas tematu (słabego spopularyzowania go przez malarstwo).
Na koniec tych rozważań o naszej zasobności w sakralia
związane tematycznie z cudem Jezusowym nad Jeziorem Gene­
zaret pragnę powiedzieć, że w znanych mi krajowych ekspozyc­
jach (Muzea Narodowe w Warszawie, Krakowie, Poznaniu,
Diecezjalne w Płocku i Tarnowie), w ekspozycjach malarstwa
zachodnioeuropejskiego, bo i w nim należy poszukiwać obecno­
ści analizowanego tu wątku, nie spotkałem się z dziełem, które
bezpośrednio czy tylko pośrednio zaspokoiły oczekiwania bada­
cza. Dlatego z prawdziwą radością oglądałem w kolekcji Janiny
i Karola-Zbigniewa Porczyńskich dwa obrazy: malowany w po­
ziomie, pochodzący z galerii pałacowej, Holendra Paula Brila,
Rzym 1626 (73,5 x 101 cm); oraz malowany w pionie, półkoliście
zakończony, pochodzący z wystroju kościelnego, Włocha, Giovanniniego Battisty Pittoniego Młodszego, Wenecja 1767
(74,2x99,6 cm). Oba powstały u schyłku życia artystów. Tytuło­
wane są: Jezus chodzący po Jeziorze Genezaret. Pierwszy
ukazuje zdarzenie w rozległym pejzażu, rozluźniając dziejącą się
akcję, natomiast drugi przybliża ją i dramatyzuje. Pittoni zrezyg­
nował z realiów pejzażowych, a także takich detalii jak klepki
w łodzi, maszt, zrefowany żagiel itd. Łódź w jego obrazie
wypełnia dziesięć postaci — nie zastygłych w akcie podziwu,
zdumienia — lecz miotanych namiętnościami walki z żywiołem
i jakby mimochodem postrzegających św. Piotra wyciągającego
ramiona do Jezusa, który mówi „czemu zwątpiłeś małej wiary".
We wcześniejszym obrazie Brila, św. Piotr ukazany jest w znacz­
nym oddaleniu od Jezusa w pozycji unoszenia się nad wodą (jest
to moment, kiedy „Piotr wyszedł z łodzi" — na zawołanie Jezusa
— 'Przyjdź!' — „i kroczył po wodzie"). W obrazie włoskim,
późniejszym, św. Piotr ukazany jest blisko Jezusa, który „podaje
mu rękę" w dalszym momencie zdarzenia, kiedy „na widok
silnego wiatu uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: 'Panie ratuj
mnie'!" Zwracam uwagę na te szczegóły albowiem obraz
krośnieński ma swe powinowactwo z wzorcem występującym
w dziele Brila (nawet łodzie z podwiniętymi żaglami i charak­
terystycznymi masztami są bardzo podobne; ponadto w jednym
i drugim obrazie Jezus ma rozchylone ramiona w geście przywo­
ływania—witania). Natomiast obydwa obrazy murzynowskie, to
wyeksponowanie — jak w dziele Pittoniego — ostatniej fazy
zdarzenia, najbardziej dramatycznej, w której Jezus zbliża się do
św. Piotra. U Pittoniego prawą ręką podtrzymuje dłoń św. Piotra.
W obrazie Gałęzy św. Piotr chwyta się rękami Jezusa, a on
obejmuje go prawym ramieniem. Piekarski wymyślił całkiem
własne rozwiązanie. Jezus i św. Piotr trzymają się oburącz,
dwiema dłońmi, mocno zaciśniętymi i wyciągniętymi przed
siebie. W obrazach Brila, Pittoniego oraz krośnieńskim Jezus stoi
na powierzchni wody (w dwóch pierwszych) i brzegu (w
ostatnim), boso lub w sandałach (u Pittoniego). Na obrazie
Gałęzy widzimy Jezusa boso stąpającego po powierzchni wody,
a na obrazie Piekarskiego, śmiało kroczącego na boska, również
nie zanurzając w wodzie nóg. Zachowanie Jezusa kontrastuje
z zanurzonym po kolana w wodzie św. Piotrem.
Alojzy Piekarski, który umarł mając 74 lata, pragnął żyć jak
najdłużej, aby dożyć —jak zwykł mawiać — tej chwili, kiedy ten
świat „będzie się rozpierniczał". Mimo więc swoistego kata­
strofizmu, a nieraz wręcz nihilizmu, przedłużył w Murzynowie
pamięć o wydarzeniu wzniosłym, optymistycznym, mającym nie
tylko wymiar konfesyjny, lecz również uniwersalny, dotyczący
ufności, wiary, trwałości i nienaruszalności wewnętrznych sta­
nów ducha, przyjętych zobowiązań, żywionych przekonań.
Obrazy Brila i Pittoniego są dziełami mistrzów, przy których
obrazy: krośnieński, koronowski i obydwa murzynowskie — ja20

�II. 3. Górna część obrazu Cudowny polów ryb, pot. XVII w. Krosno, kościół parafialny

wią się jako poczynania skromne, sprymitywizowane. Ksawery
Piwocki przypadki im podobne charakteryzował jako nierozłącznez nurtem rodzimym w rozwoju sztuki w Polsce. Nurt ten w swej
malarskiej, szczególnie religijnej, postaci wyróżnia się często
ekspresją dosyć sugestywną, lecz naiwną, nieraz intensywnym
klimatem, tchnącym wzruszającym prowincjonalizmem. Ale po­
nad tymi formalnymi cechami badacz dostrzega rzecz najistot­
niejszą, żywotność potrzeb powołujących, a nawet wymuszają­
cych w naszych czasach u artystów, bynajmniej nie spowitych
mistycyzmem katolickim, służenie mu z całym dobrodziejstwem
swego artystycznego inwentarza. Malarstwo kościelne — współ­
czesnych, głośnych malarzy — Przemysława Brykalskiego i J e ­
rzego Nowosielskiego oraz twórczość Stanisława Fijałkowskiego
— wydaje się — w pełni potwierdza tę sugestię.

Po tych przydługich i nu rżących szczegółami opisach, możemy
obecnie przejść do postawienia pytania o znaczeniu zasad­
niczym, ważnym dla rozumienia istotnych dla etnologii kategorii:
czasu, przemijania, pamięci, trwania, z jednej strony, i z drugiej,
rozumienia (wykorzystywania w pracach etnologicznych) faktu
historycznego, procesu przemian i ostatecznie świadomości
historycznej a świadomości mitycznej.
Pytanie tak by brzmiało:
Czy wyjątkowy (niepowtarzalny) charakter praktyki kultowoobrzędowej na Boże Ciało w Rokiciu, zgotowywanej przez
murzynowiaków co roku, praktyki, w której ważnym elementem
jest możliwość przemyśleń, tudzież doświadczenia krzepiących
emocji przed obrazem ukazującym Jezusa chodzącego po Jezio­

rze Genezaret, to zjawisko całkiem późnej proweniencji (związa­
ne z najnowszą historią), mające incydentalny charakter, jak ów
akt wykonania bezpośrednio po wojnie przez malarza Gałęzę
imponującego malowidła?
Czy też nie! Czy przypadkiem, a raczej dosyć niezwykłą,
chociaż naturalną koleją rzeczy, nie nastąpiło w 2 połowie XVI
wieku, względnie później, po śmierci Stanisława Murzynows­
kiego, autora pierwszego w kraju przekładu na język polski Pisma
świętego, sprowokowanie swego otoczenia przez bolejącą rodzi­
nę, może nawet rozpaczającą, ale też w najlepszym tego słowa
znaczeniu, dumną z dokonań swego reprezentanta. Czy nie było
to nakłonienie przez osoby z murzynowskiego dworu swych
poddanych, lecz też współparafian, do innego rodzaju kultu
Jezusowego, aniżeli ten, którego pospolicie doświadczamy do
dziś zarówno na wsi, jak i w mieście? Nakłonienie do aktu
pogłębionych rozmyślań, poważnego zastanawiania się, wręcz
kontemplacji i medytacji?
Styl, sposób potraktowania tematu w obrazie wykonanym
w 1946 roku przez Gałęzę, wskazuje że artysta mógł korzystać
z wzoru (innego obrazu) z XIX czy XVIII w., znajdującego się
w inwentarzu rokickiego kościoła, nawet z obrazu, z którego
korzystali kiedyś murzynowiacy przy wystawianiu swego orygi­
nalnego ołtarza na Boże Ciało. Swoista nonszalancja tej społe­
czności w podmienianiu obrazu obrazem, jeśli pierwszy uznany
został za nie spełniający już dostatecznie dekoracyjnej i reprezen­
tacyjnej roli, czyli podmienianie obrazu cenniejszego nie tak
cennym, lecz schlebiającym wyobrażeniom i gustom, nakazuje
dopuścić, że praktyka do jakiej się odwoływano między 1946
rokiem a końcem lat siedemdziesiątych należała do zwyczaju, że
posiadała tradycję. W przeszłości okresy między jedną a drugą
21

13

�II. 4. Giovannini Battista Pitoni Młodszy, Jezus chodzący po jeziorze Genezaret, ok. 1767 r.
Kolekcja Porczyńskich

podmianą mogły być znacznie dłuższe, wszelako nawiązywały do
konkretnego, inicjacyjnego faktu historycznego w odległej prze­
szłości; faktu, który można nazwać, sprowokowaniem, nakłonie­
niem, zadysponowaniem. U samych zaś podstaw historycznego
zdarzenia mogła zaistnieć —jak to bywało w zwyczaj u — wotyw­
na fundacja obrazu dokonana na samym początku przez Murzynowskich.
Przedstawiłem — jak mi się wydaje — dosyć przekonywujący
wywód, wsparty o analizę konkretnych faktów historycznych,
próbą wyjaśnienia genezy i rozwoju osobliwego zwyczaju religij­
nego, korzystającego z doniosłej formuły ikonicznej, zawartej
w obrazie Jezusa chodzącego po morzu. Nie znalazłem jednak
potwierdzenia u moich licznych rozmówców faktu istnienia przed
1946 rokiem adoracji w ołtarzu ustawianym przez murzynowiaków na Boże Ciało obrazu, który przypominałby dzieło malarza
Gałęzy. Wypowiedzi jakie otrzymywałem były mniej więcej takie:
22

— Wystawialiśmy obraz j a k i k o l w i e k (moje podkreślenie
J O ) , jaki kto dał.
— A jakie dawali?
— Nie pamiętam.
To stwierdzenie „nie pamiętam" (chociaż dotyczy czasu nie­
zbyt odległego, okresu międzywojennego) powtarzane uparcie
i z silnym przekonaniem, nigdy nie stwarzało w rozmowie — przy
próbie rekonstruowania zwyczaju — rozstrzygnięć alternatyw­
nych, czyli dopuszczających wcześniejszą niż 1946 rok obecność
w analizowanym kulcie nie jakiejś formuły ikonicznej ogólnej,
lecz ścisłej, z konkretnym cudem Jezusowym związanej, a nawią­
14

zującej do etosu Kiełbików i Uklejek — mian (przezwisk-przydomków) posiadanych przez murzynowiaków z tytułu ich dawnych
zajęć rybackich i wodniackich. I tu wstępujemy w nurt interp­
retacji niezależnej zupełnie od historii, w nurt kształtowania się
świadomości mitycznej; rodzenia się mitu na naszych oczach,
lekcważącego (nie dopuszczającego do obecności w świadomo­
ści) nawet faktów łatwo sprawdzalnych z teraźniejszościl Proces
ten (mitotwórczy) u niektórych reprezentantów badanej grupy
Kiełbików i Uklejek, wykluczy nawet istnienie w kulcie na Boże
Ciało jakiegoś ważnego obrazu przed tym, który namalował
Alojzy Piekarski pod koniec lat siedemdziesiątych! Mniemanie
o swym wybraństwie (nie znajduję lepszego słowa na określenie
wysokiego stopnia świadomości o posiadaniu przez daną społe­
czność cech wyróżniających się w stosunku do cech swoich
sąsiadów), wzmacniają opinie mieszkańców Duninowa, Siecienia, Uniejewa oraz Rokicia. Oto wypowiedź Stanisława Gerwatowskiego z Uniejewa, ur. w 1910 г., brata zmarłego przed laty,
cieszącego się wielkim uznaniem księdza, proboszcza w Gos­
tyninie:
„Murzynowiacy są inteligentni, dobrzy i uczciwi. Mieli zawsze
synów dobrych, grzecznych i inteligentnych... Może tylko Fabi­
szewski (Konstanty, osoba o niepospolitych talentach, pomys­
łach i wyobraźni, wodniak zawołany o niebywale pogodnym
usposobieniu — przyp. JO) miał takie swoje kawałki, lubił
pomarudzić, pokiepkować (niezłośliwie pożartować — przyp.
JO)".
Opinia ta i liczne jej podobne, koresponduje z wyjaśnianiem

�sobie — w kategoriach mitu — fenomenu murzynowskiego
ołtarza na Boże Ciało. Opinie te dopełnia i zarazem wyostrza
w istotnym kierunku sąd jednego z murzynowiaków — co jest
ważne — z pokolenia młodych. Mówi Mirosław Szatkowski:
— Murzynowiacy (w przeciwieństwie do współparafian,
uniejewiaków, myśliborzaków, więsławiaków, rębieliniaków, nie
mówiąc już o Dworusach-Orzykach, siecieniakach — przyp. JO)
UMIEJĄ SIĘ ZORGANIZOWAĆ.
A zatem posłuchajmy co — umiejący się zorganizować, in­
teligentni, dobrzy i uczciwi — mówią o swoim obrazie. Zdzisław
Caban, ur. w 1948 г., cieśla, stolarz, rolnik. Z tytułu stanu wciąż
wolnego, bezpośredniego usposobienia, świadczenia usług (na
samą wieś i okolicę), szczery gaduła, uznany być może za
pośrednika, czy łącznika wśród swych ziomków w tworzeniu
przez nich mitu. Ponadto, właśnie Zdzisław Caban, który dziedzi­
czył po ojcu umiejętności rzemieślnicze i warsztat stolarski,
sporządził podkład i ramę II obrazu, namalowanego przez Piekar­
skiego. Półkole na górze ramy przekształcił w łatwiejszy do
wykonania... trójkąt. Muzeum w Murzynowie odwiedzał setki
razy. Wielokrotnie przyjmowany był w nim przy stole, za którym
w odległości ok. 1,5 m wisi na ścianie obraz I, namalowany przez
Gałęzę:
— J a w Muzeum obrazu z Panem Jezusem nie widziałem
(stanowczo, bezdyskusyjnie).
— Wisi za stołem, przy którym nie raz siedziałeś.
— Możliwie, że tam wisi, ale nie widziałem. Ostatnie zdanie
wypowiedział nasz rozmówca z pokornym — dosyć mu charak­
terystycznym zawstydzeniem.
Matka Zdzisława, Klementyna, ur. w 1926 г.:
— Co jest na obrazie?
— Apostołowie.
— A pan Jezus?
— Pan Jezus jest z nimi.
— Gdzie?
— W łódce (niepewnie).
— I co oni tam robią?
— Jak to? Przecież łowią ryby.
Przyznasz szanowny Czytelniku, że to dosyć zaskakujące
wypowiedzi. Nie ulega kwestii, że słabo przylegają do wywołane­
go na wstępie opisu unikatowej i zarazem doniosłej postaci
adorowanego przez murzynowiaków na Boże Ciało ołtarza. Czy
wypowiedzi te mogą być uściśleniem pierwszej cechy, jaką
społeczność Murzynowa posiada w opinii sąsiadów? A może,
przytoczone wypowiedzi uznać należałoby za odosobnione?
Jan Wudarczyk, ur. w 1922 г., wieloletni robotnik stoczni
płockiej, rolnik, gospodarz najwyższego stopnia zapobiegliwości
i dbałości. Jedyny już we wsi, celebrujący systematycznie od­
ławianie, zbieranie i suszenie spławów na opał:
— Na tym obrazie, co go Piekarski namalował, to jest Pan
Jezus w łodzi.
— Co tam robi?
— Stoi i łapie ryby sieciąl
Krystyna Wudarczyk, ur. w 1926 г., żona Jana, matka trzech
wspaniałych córek i jednego syna. Kobieta wielkiej zacności
i dobroci, niebywale pracowita:
— Przed wojną to murzynowiacy ten obraz nad samą Wisłą na
dwóch łodziach wystawiali. Do obrazu samego się nie pod­
chodziło, bo był na wodzie.
— Na obrazie był przedstawiony Pan Jezus?
— Tak. Pan Jezus stał w łodzi i zarzucali te sieci.
— Z kim?
— Z apostołami. Bo to jest obraz rybacki, a Pan Jezus
i wszyscy apostołowie byli rybakami.
Państwo Wudarczykowie są najbliższymi (przez drogę) sąsia­
dami Muzeum. Pani Krystyna w 1989 r. dwukrotnie odwiedziła
Muzeum po odświeżeniu wnętrza i zmianie ekspozycji na zatytu­
łowaną: Muzeum Jednego Obrazu. Mogła więc przyjrzeć się
z bliska i dokładnie, co on przedstawia.
Franciszek Ziemiński, ur. w 1922 г., wieloletni sołtys, niezbyt
dbały gospodarz, również sąsiad Muzeum. Zawołany i jedyny
zarazem wędkarz we wsi. Odkąd trudno cokolwiek złowić na
wędkę, przerzucił się na łowienie ryb siecią. Z tego powodu,
codziennie od 3 lat, przychodzi w bezpośrednie sąsiedztwo

Muzeum, przy którym cumuje swą łódź. Przyznał z nieskrywaną
szczerością, że wzniosłego szyldu, przybitego do szczytowej
ściany (którą musi omijać) budynku muzealnego, nie czytał:
— Na obrazie jest św. Piotr na morzu.
— Co — panie sołtysie — robi?
— Siedzi w łódce, może ma sieci... Nie pamiętam.
— Z kim jest św. Piotr?
— Sam jest w łódce.
Jadwiga Ziemińska, ur. w 1930 г., żona sołtysa, prawdziwej
zacności kobieta, matka dwóch dzielnych córek i syna, lidera
zespołu muzycznego. Sama niegdyś często grająca na skrzyp­
cach. Wielkiej pogody ducha. Jedyna oratorka w majowych
śpiewach przed zrekonstruowaną przy Muzeum kapliczką:
— Na obrazie Piekarski namalował św. Piotra.
— Kogo jeszcze?
— Jeszcze może jakiegoś apostoła. Ale św. Piotra na pewno.
— I co on robi?
— Łowi ryby.
Szwagierka pani Jadwigi, Eugenia Karasiewicz, starsza o dwa
lata, mieszkająca na drugim końcu wsi, ma odmienną wizję
obrazu:
— Na obrazie jest łódka na morzu. W łódce siedzi Pan Jezus.
— Jest sam?
— Siedzi z kimś jeszcze, może ze św. Piotrem.
— Czy coś robią?
— Nie, nici
Siąsiadka Karasiewiczów, Józefa Torbicka, ur. w 1920 г.,
wdowa po kościelnym ś.p. Franciszku (Biskupie):
— Piekarski od męża nie chciał niczego. Bo to do kościoła
obraz.
— Co jest przedstawione na tym obrazie?
— Pan Jezus i św. Piotr. Siedzą sobie w łodzi.
— I co czynią?
— No, jak to co? Ryby przecież łapią.
Zatem często nie ma zgodności między bratem i siostrą, to
znów mężem i żoną, sąsiadami, kto jest w łodzi i co w niej robi.
Przeważa jednak zdecydowanie pogląd, że łowią ryby, św. Piotr,
apostołowie, nie wyłączając samego Jezusa. Czynią to siedząc,
w pozycji wygodnej, chciałoby się rzec, relaksowej („siedzą
sobie"). Ale interesująca nas redukacja zawiłości tematycznych
występujących w obrazie, może zostać rozszerzona na apos­
tołów, a nawet na św. Piotra. I wówczas relacjonująca treść
obrazu osoba, mówi tylko o jednej postaci.
Felicja Szymczakowa, najstarsza murzynowianka, ur. w 1908 r.
Od 1928 г., kiedy przybyła z Siecienia i wyszła za mąż za Józefa,
należy do stałych opiekunek ołtarza. Osoba niezwykłej żywotno­
ści i jasności umysłu, jak też pogody ducha. Nie dostrzega ona
różnicy — mimo osobistego zaangażowania przy ustawianiu
murzynowskiego ołtarza na Boże Ciało — między nim, a przy­
strajanymi figurami przydrożnymi przez rokiciaków i uniejewia­
ków. Dobiero przy pomocy uczestniczęcego w rozmowie wnuka
Mirosława Szatkowskiego (krzyczącego w jakimś momencie na
babcię, „czy babcia nie rozumie"?) udaje się jej uzmysłowić
różnicę między gorliwością jednych i drugich parafian:
— Na tym obrazie św. Piotr idzie po wodzie (pierwsza taka
wypowiedź!), a Pan Jezus — mnie się zdaje — stoi w łodzi...
— Czy to przypomina pani jakąś scenę z Pisma świętego?
— Nie, aleja codziennie czytam święte Pismo. Muszę codzien­
nie, nawet dwa razy dziennie chociażby kawałek przeczytać.
— No, no, no. (Wyrażam jak potrafię swój szczery podziw).
— Pan mi nie wierzy? (I na dowód przynosi Nowy Testament
wydany w Płocku w latach sześćdziesiątych. Stwierdza, że ma
nawet dwa Pisma święte).
Posłuchajmy obecnie rozmowy, w której po raz pierwszy
pojawi się stwierdzenie, że „Pan Jezus chodzi po wodzie". Zofia
Gurdzińska, ur. w 1918 г., wielkiej kultury osobistej, o bogatym
życiu wewnętrznym objętym pogłębioną refleksją. Matka dwóch
liczących się we wsi gospodarzy. Wdowa po Henryku, gos­
podarzu i szkutniku, osobie o najwyższym w grupie stopniu
świadomości jej dziejów. Oraz wnuczka Martyna, ur. w 1980 г.,
dziewczynka o dużej łatwości nawiązywania kontaktów. Roz­
mowa odbyła się w środku dnia w lecie po oderwaniu obydwu
osób od oglądania w telewizji Wichrów czasu:
15

�— W tym roku nie byłam na Boże Ciało w Rokiciu i obrazu nie
oglądałem.
— To zapraszam do Muzeum.
— To pan go ma?
— Tak, ten co się zniszczył.
(...) Długie, wymowne milczenie bez wyrażenia chęci od­
wiedzenia Muzeum. Po czym mówi o samym obrazie.
— J a nie wiem co on przedstawia. Chyba apostołów. Chyba
płyną w łodzi. Nie przyglądam się temu (dosyć butnie).
— Czy z apostołami jest Pan Jezus?
— Chyba tak.
— A św. Piotr?
— Na pewno! Chyba są w łodzi.
— Wcale nie! (włącza się Martyna). Pan Jezus chodzi po
wodzie.
— Dlaczego, co to oznacza?
— A bo ja wiem (z właściwą sobie pewnością siebie).
Córka Konstantego Fabiszewskiego, owego lubiącego pomarudzić, klepkującego murzynowiaka, ur. w 1921 г., Halina Ru­
dzińska, matka dwóch synów (jeden jest wziętym gospodarzem)
i córki, inżyniera budownictwa, należy do dwóch osób, które w
całej społeczności murzynowskiej, mają prawie zgodną z rzeczy­
wistą wizję obrazu Jezusa chodzącego po morzu. Wyjaśnia tę
pełniejszą swą wiedzę o obrazie zasługami ojca, wodniaka. Miał on
w zwyczaju zabierać ją ze sobą na barkę — kiedy była dzieckiem
— płynąc do Warszawy. Prowadził ją tam do kin i teatru:
Tam (na obrazie) jest cud ukazany. Pan Jezus uciszył burzę na
morzu.
— Na obrazie namalowany jest tylko Pan Jezus?
— Nie. Także apostołowie, ale nie pamiętam ilu. Św. Piotr jest
na pewno, bo on się bał i dlatego Pan Jezus uciszył burzę.
— Jak to wygląda?
— Pan Jezus jest w wodzie, ucisza burzę i uspakaja Św. Piotra.
— Jak?
— Jak? Nie pamiętam... Może go do siebie przygarnia... Nie
pamiętam.
— A apostołowie?
— Oni są w łódce.
— Łowią ryby?
— Nie, bo była przecież burza.
Nasza wyjątkowa rozmówczyni ma Pismo święte i —jak mówi
— czasami je czyta. Drugą osobą wyróżniającą się w przed­
stawianiu treści obrazu jest Janina Świdniakowa, ur. w 1920 r.
Wdowa po sławnym studniarzu (budował pierwsze we wsi
studnie). Niezwykle skromna, żyjąca samotnie. U Świdniaków
zatrzymywał się —jak pamiętamy — Stanisław Małkowski, „król
szyprów". I może ten fakt miał swoje znaczenie w uzyskaniu przez
panią Świdniakowa pełniejszej wiedzy o obrazie. Mówi bez
specjalnych indagnacji, z jakimi mógł Czytelnik zetknąć się
wcześniej, mówi naturalnie, pełnymi zdaniami, przekazując taką
informację:
Obraz dawny i Piekarskiego ukazują uciszenie burzy przez Pana
Jezusa. Pan Jezus stoi na wodzie. Są też na obrazie namalowani
rybacy, apostołowie, św. Piotr, jak w Ewangelii, której nie
pamiętam. Ale wiem, że św. Piotr wołał do Pana Jezusa — ratuj I
Wszechogarniający racjonalizm przekonań. Wbrew pozorom,
świadomość dwóch ostatnich rozmówczyń jest również przypo­
rządkowana dosyć surowemu myśleniu racjonalnemu, racjonali­
zmowi wyznawanemu i głoszonemu przez inne we wsi osoby,
ogół murzynowiaków. Myślenie abstrakcyjne — przy którym
mógłby być postrzegany element moralizatorski i ostatecznie
mistyczny — zawarty w Chodzeniu Jezusa po morzu — nie
występuje w żadnym z uzyskanych sądów. Cudowność chodze­
nia po powierzchni wody przez Jezusa dostrzeżona zostaje
wyłącznie przez dzieci. Nikt z rozmówców nie wspomina — co
jest niezwykle charakterystyczne — o słowach Jezusa o małowierności. Jeśli przywołane zostaje słowo z Ewangelii, to tylko owo
„ratuj", łatwo urealniające się we własnych doświadczeniach.
Słuchając wypowiedzi mówiących, co obraz murzynowski
przedstawia, obcujemy z wizjami rozchwianymi, a przy ustalaniu
realiów sprzecznymi ze sobą. Sądzę jednak, że wykształca się mit
o dosyć jednoznacznym sensie. Kodyfikują go wrażenia i ostate­
cznie zdecydowanie autorytarne poglądy dwóch osób (jednej po
siedemdziesiątce, drugiej po czterdziestce), będących ukrytymi
autorytetami we wsi. Obydwie są wykpiwane, a nie otaczane
16

— jakby można oczekiwać — stosownym szacunkiem. Stąd
— wydaje się — ich sądy mają mocniejsze podstawy zyskania
popularności i ostatecznie uznania.
Adam Małkowski, ur. w 1916 r. (przydomki Adalcio i Gramo­
fon), zatwardziały wyznawca gospodarzenia wedle przez siebie
sprawdzonych zasad (z reguły bardzo tradycyjnych). Niezwykle
surowych wymagań wobec siebie i innych. Regularnie prak­
tykujący, gorliwy katolik:
TO J E S T OBRAZ WYŁĄCZNIE RYBACKI I NA NIM NIE MA
ŻADNEGO ŚWIĘTEGO!
I oto ostatni z naszych rozmówców-opiniotwórców, a można
by również ten tytuł uzupełnić o słowo — m i t o t w ó r c a .
Bohdan Wojciech Iwański, ur. 1942 r. (W lokalnej balladzie: „syn
Roztropnego, uczył g... rosyjskiego"). Aktywny działacz PRON.
Redaktor naczelny powstałego w ramach reformy prasy „Nowe­
go Tygodnika Płockiego". Autor scenariuszy filmowych, w tym
znakomitego filmu krótkiego o wyobrażeniach dzieci na temat
życia pozaziemskiego (prod. 1990 r.) Jedyny we wsi z zarostem
(broda do pasa). Miłośnik roślin:
— Kiedyś widziałem ten obraz, dawno temu. To nie był obraz
Piekarskiego.
— No i co pan może powiedzieć o przekazie ideowym zawar­
tym w tym obrazie? — W łodzi jest Pan Jezus z apostołami.
— Dużo ich jest?
— Trzech, albo czterech.
— Dobrze, ale jaki kryje się w tym sens?
— APOTEOZA PRACYI BO TO J E S T OBRAZ RYBACKI.

Widzimy to, co chcemy zobaczyć, a nie to, co istnieje rzeczywi­
ście. Kiedy to piszę — chcąc nie chcąc — przyjmuję emitowany
przez któreś z mediów w pokoju przekaz o fresku z Faras,
przedstawiającym krzyż. Uczony z Muzeum Narodowego ujmu­
jącym głosem objaśnia ów krzyż. Widzi drzewo życia w wątlutkich gałązkach u podstawy; nieokreślone zwierzątka а p о к а I i p t y c z n e w lwim, orlim, bawolim i anielskim — wydawałoby się
powszechnie wiadomym — symbolizmie czterech ewangelistów;
a w sznurach dzwoneczków, zwisających z ramion krzyża,
element adoracyjny. Gdyby komentator był etnografem, użyłby
jeszcze — w przypadku tych dzwoneczków — terminu apotropeiczne. Badając symbole i mity sami je tworzymy. I ja
— niezbyt ufny wobec świata — korzystający nieraz z pocieszeń
murzynowiaka, Tomasza Cabana, „bądź ufny", „ufaj" — po­
strzegam jednak w malarskim ujęciu zdarzenia nad Jeziorem
Genezaret apoteozę — mającą sens uniwersalistyczny — bynaj­
mniej nie pracy, rybackiej zapobiegliwości, lecz czegoś zupełnie
innego, UFNOŚCI, WIARY. I gdyby nie potwierdzające me
postrzeganie sądy dwóch, trzech osób oraz wizje kilkorga dzieci,
miałbym podstawy mniemać, że tkwię w urojeniu. Tymczasem
mogę sądzić z całym przekonaniem, że jedno urojenie spowija
mit, tworzący się na mych oczach wokół badanego obrazu.
Uczestniczą w nim osoby bez wykształcenia i z wykształceniem,
katolicy, jedni gorliwsi inni obojętniejsi. Każdy na swój sposób
przyczynia się do powstawania kunsztownej struktury współ­
cześnie (racjonalnie) rozumianego cudu.
Posłuchajmy na koniec, jak brzmi w przekładzie Stanisława
Murzynowskiego fragment dotyczący cudu na Jeziorze Geneza­
ret z 14 rozdziału Ewangelii św. Mateusza: Oto po nakarmieniu
pięciu tysięcy „mężów okrom niewiast i dzieci" pięcioma chleba­
mi i dwoma rybami:
„A Jesus natychmiast przymusił ucznie swoie aby wsiedli
włódź iiachali przed niem na drugą stronę asz by on odprawił
rzesze. A gdy odprawił rzesze wszedł na górę osobno modlić się.
A gdy wieczór przyszedł był tam sam jeden, a łódź jusz na śrzód
morza była, (dręczona od wałów). Gdzie rei tesz wały bardzo
cięszko czynili. Bo był wiatr przeciwny. A Jesus czwartyi straży
nocnei szedł do nich (chodząc) idąc po morzu (i) któregoto
uirzawszy uczniowie, a on pomorzu idzie wstrwożyli się, rzeknąc
iże (mara abo widziało) obłuda iest i od boiaźni krzyknęli. A Jesus
hnetże przemówił do nich rzeknąc, bądźcie dobrei nadzieie ia żęm
iest nie lekaicie się. A Piotr odpowiadaiąc mu, iest powiedział.
Panie, ieśli żeś ty iest, kaszmi przyść do siebie po wodach. Gdzie
tesz on rzekł, chodź. A Piotr wy stąpiwszy złodzi, szedł po wodach

�chcąc przyść do Jesusa. A gdy baczył gwałtowny wiatr zlękł się
i począwszy się pogrążać krzyknął rzeknąc. Panie zachowai mie.
A Jesus natychmiast ściągnąwszy rękę zachfycił go i rzekł mu
małoufny czemuś (się zmyślą wodził) wątpił. A gdy oni wstąpili
włódź, ucichnął wiatr. Ci zaś którzy włodzi byli, przystąpiwszy,
dali mu chfałę rzeknąc, prawdziwieśsyn boży iest. I przewióswszy

sie przyszli do ziemie Genezareth. Gdzie tesz poznawszy go
mężowie mieśca onego, rozesłali po onemu wszystkiem okolicznem kraiu, i (przynieśli abo przyprowadzili) offiarowali mu
wszystki którzy się źle mieli, i prosili go żeby się aby tilko dotknęli
podołku odzienia iego. A którzy się kolwiek dotknęli a są
uzdrowieni" .
23

PRZYPISY
1

Evangelia Święta Pana lesusa Christusa Vedle Matthaeusza
Svietego z Greckiego ięzyka na Polski przełożona. W Królewcu
Pruskim 1551. Biblioteka Uniwersytetu Warszawskiego, Dział
Starodruków, Pałac Potockich, sygn. p. 22, mikrofilmy 6009
i 1098. Por. Stanisław Rospond, Kultura językowa w Polsce XVI
w. I. Polemika poprawnościowa J . Małeckiego z J . Seklucjanem,
„Język Polski", R. XXI1,1937, s. 45—52.11, tamże, R. XXIV, 1939,
ss. 115—121; tenże. Kultura językowa na Pomorzu Mazowieckim
wXV/w., „Komunikaty Instytutu Mazurskiego w Olsztynie", R. II,
1948, NR 3 (21); tenże, Studia. Rękopiśmienne poprawki J.
Małeckiego na egzemplarzach Katechizmu J. Seklucjana oraz na
przekładzie S. Murzynowskiego Ewangelii św. (...) wedle Mateu­
sza św. (w:) Wypowiedzi o języku i stylu w okresie staropolskim
(do polowy XVIII w.), t. 2: Słownik, oprać. J . Puzynina, pod red.
M. R. Mayenowej, Wrocław 1963; Krystyna Podlaszewska, hasło
Małecki (w:), Słownik pracowników książki polskiej, PWN,
Warszawa—Łódź 1972, ss. 556—557
Jan Murzynowski, ojciec Stanisława, posiadał dwie niewiel­
kie wioski: Suszyce (sześciu chłopów, trzy zagrody i karczma),
dziś północna część Włocławka, przylegająca do Wisły (ulica
Suszycka), oraz Ruzowska (v. Rusowska, v. Rudzowska, v.
Różowska), dzisiaj zwanego Rudusk, nad rzeką i jeziorem Ruziec,
par. ruska (wieś Ruże). Z tytułu tych własności zarówno ojciec,
jak i syn korzystali z nazwisk: Suszycki, Ruzowski. Ale o trwałych
więzach z Murzynowem może świadczyć to, że pozostali ostate­
cznie przy nazwisku rodowym, Murzynowski, lub — kiedy
korzystali z nazwiska Suszycki —zaznaczali, że pochodzą z Murzynowa (Stanisław Murzynowski, pisząc list z Rusowska
w 1549 r. do księcia Albrechta w Królewcu, podpisał się
„Stanisław Suszycki z Murzynowa, szlachcic polski" i wycisnął
pieczęć z herbem Ogończyk, mającą inicjały S. M.! (Por. Stanis­
ław Murzynowski, Historyja żałosna a straszliwa o Franciszku
Spierze oraz Ortografija Polska, opracowali Janusz Małłek i Fran­
ciszek Pepłowski, Pojezierze Olsztyn 1974 (wyd. drugie 1986), s.
XVIII, XX i 101; Antoni Biliński, Szlachta ziemi dobrzyńskiej za
ostatnich Jagiellonów. Studium historyczno-heraldyczne. War­
szawa 1932, s. 115—116 i 178; Adolf Pawiński, Polska XVI
wieku pod względem geograficzno-statystycznym, t. I, War­
szawa 1883, s. 285 (Źród/a dziejowe, 1.12—13); Zenon Guidon,
Jan Powierski, Podziały administracyjne Kujaw i Ziemi dobrzyńs­
kiej w X///-X/V wieku, Warszawa—Poznań 1974, ryc. 2; Z.
Guidon, Mapy ziemi dobrzyńskiej w drugiej polowie XVI wieku. I.
Podziały administracyjne, II. Rozmieszczenie własności ziems­
kiej, Toruń 1967, s. 66
W każdej z trzech rodzinnych miejscowości, Stanisław Murzy­
nowski miał okazję poznać społeczność rybacką. W Murzynowie
i Suszycach mógł też obserwować żywioł wiatru i burzy na dużej
wodzie. Śledząc zaś wątki twórczości Murzynowskiego (najsil­
niej ujawnione w Historji żałosnej a straszliwej) odnosimy
wrażenie, że autor należał do głęboko refleksyjnych, wrażliwych
osobowości, dla których pojęcie zaufania (rozumianego naj­
szerzej) oraz roli Opatrzności w życiu osoby, stanowiło jedno
z najistotniejszych zagadnień etyczno-religijnych. Cud na Jezio­
rze Genezaret dotyczy tych właśnie zagadnień.
Cud na Jeziorze Genezaret poprzedza: Uciszenie burzy, który
wykorzystuje Jezus do wypowiedzenia słów: „Czemu bojaźliwi
jesteście, małej wiary?" (Mat. 8,23—27 oraz Mk 4,35—41 i Łk 8,
22—25).
Por. Blaise Cendrars, Gwiezdna wieża Eiffla (Nowy patron
lotnictwa), PIW, Warszawa 1971
Sytuację tę (społeczno gospodarczą wsi) uściślają miana,
Kiełbiki i Uklejki, nadawane murzynowiakom przez sąsiadów.
Aleksander Bruckner, Słownik etymologiczny języka pol­
skiego. Wiedza Powszechna, Warszawa 1970, s. 280
K. Podlaszewska, op. cit., s. 556—557
S. Rospond, Kultura języka..., a także inne prace tego
uczonego wymienione w przypisie 1. Reprodukcja pierwszej
strony Evangelii... w przekładzie Stanisława Murzynowskiego
często jest wykorzystywana w specjalistycznych opracowaniach
bibliotekoznawczych. Por. Słownik pracowników książki pol­
skiej, op. cit.; Drukarze dawnej Polski od XV do XVIII wieku,
opracowały Alodia Kawecka-Gryczowa oraz Krystyna Korotojowa, tom 4, Pomorze, Wrocław—Warszawa—Kraków, Ossoli­
neum 1962
J . Małłek i F. Pepłowski, op. cit., s. XXXII i następne,
dotyczące fonetyki, słowotwórstwa, fleksji, składni, słownictwa
3

3

4

6

6

7
8

9

i frazeologii (s. XLIX) oraz samego tłumaczenia — warsztatu
językowego, z jakiego korzystał Murzynowski.
Tamże, s. XXVI i XXVIII—XXXI
Tamże, s. XXIV.
Posiadamy w Polsce tylko 4 egzemplarze Nowego Tes­
tamentu Zupełnego, dwa w Warszawie (w tym jeden niekomplet­
ny). Biblioteka Narodowa, Plac Krasińskich, sygn. XVI Qu 6471
i XVI Qu 218 (bez pierwszych kart), mikrofilm 4067. Pozostałe
dwa znajdują się w Krakowie w Bibliotekach Uniwersytetu
Jagiellońskiego i Czartoryskich.
Dzieło wyprzedzające dokonania Jakuba Wujka o 40 lat!
pozostawało do 1906 roku uznawane za pracę Jana Seklucjana,
protestanta, groźnego inowiercę itd. Stanowiło zaś rezultat
zdumiewającej do dziś aktywności twórczej młodego Stanisława
Murzynowskiego. Wiedzę tę zawdzięczymy nieprawdopodobnej
dociekliwości, ks. I Warmińskiego, autora księgi: Andrzej Samuel
i Jan Seklucjan, Poznań 1906
Robert Musil, Trzy kobiety. Przełożyła Walentyna Kwaśniakowa, Czytelnik 1963, s. 58, 92
Żadne ze znanych mi opracowań europejskiej sztuki ludowej
(religijnej) nie ujawnia podobnego kultu. Prace najbardziej
kompetentnych w tej dziedzinie autorów, Richarda Andree oraz
Rudolfa Krissa, Huberta Krissa-Heinricha (Retenbecka), nie
dostarczają danych, pozwalających na weryfikację przedstawio­
nego poglądu.
Por. Halina Horodyska-Sadowska, „Kobyli"Kościół w Roki­
ciu. Wędrówki dialektologiczne po Mazowszu, „Notatki Płockie",
1968, nr 5, s. 18—19; Artur K. F. Wołosz, Romański kościół p. w.
św. Małgorzaty w Rokiciu, „Notatki Płockie", 1989, nr 1, s. 17—24
Mimo ofiarowania przez Stanisława i Zbigniewa Małkows­
kich ponad 70 kg złomu, mosiądzu i srebra, dzwony otrzymały
imiona nie ofiarodawców, lecz patronów kościoła w Rokiciu,
świętych Piotra i Pawła, oraz (dzwon drugi) Wacława (imię
proboszcza, Gałęzy).
Usunięto również elementy barokowego i późniejszego
wystroju kościoła, ambonę, liczne feretrony oraz dwa boczne
ołtarze z XIX-wiecznymi obrazami na płótnie św. Małgorzaty
(obraz w ołtarzu północnym) i Przemienienia Pańskiego (obraz
w ołtarzu południowym). Pozostał — jako zasłona — w ołtarzu
głównym (wschodnim) obraz, przedstawiający Matkę Boską
z Dzieciątkiem, trzymającym różaniec. Eksponowany jest od ok.
10 lat — w jedynym ołtarzu, głównym — obraz-kopia. Matki
Boskiej Częstochowskiej!
Wypowiedź Józefy Torbickiej, wdowy po kościelnym, ś.p.
Kazimierzu.
Por. „Katalog Zabytków Sztuki w Polsce", t. XIII, z. 7, Pow.
krośnieński, Krosno, Dukla i okolice, opracowanie Ewa Snieżyńska-Stolotowa i Franciszek Stolot, Warszawa 1977, s. 76, il. 231;
tamże, t. XI, z. 3. Dawne województwo bydgoskie, Bydgoszcz
i okolice, opracowali Tadeusz Chrzanowski i Marian Kornecki,
Warszawa 1977, s. 52, il. 127
Mat 14, 30—31 według Pisma Świętego Starego i Nowego
Testamentu, Pallottinum Poznań—Warszawa 1980
Przypuszczenie to wspierają, znajdujące się na strychu
plebanii w Rokiciu liczne obrazy, które usunięto wkrótce po
wojnie z wystroju kościoła. Najbliższe stylistycznie obrazowi
Gałęzy jest Przemienienie Pańskie, obraz pochodzący z dawnego,
południowego ołtarza rokickiego kościoła.
Ostatnią osobą, pamiętającą istnienie w Murzynowie dwor­
ku Murzynowskich (skromnego, dwuizbowego z sienią, par­
terowego, budynku drewnianego) i tym samym, prastarego rodu
szlachty polskiej, był niedawno zmarły Henryk Gurdziński (ur.
1905 г.). Swą wiedzę o lokalizacji dworku, a nawet głębokiej,
cembrowanej studni, a także owczarni dworskiej (dziś Mazowie­
ckie Obserwatorium Geograficzne WGiSR UW oraz piekarnia
Zenona Żuka) zawdzięczał babce, chłopce pańszczyźnianej.
Według danych, pochodzących z Akt Osobowych, Archiwum
Rokickiego (obecnie Diecezjalnego w Płocku) — Księga urodzin,
zaślubin i zgonów, 1758—1783, Murzynowscy opuścili wieś,
kiedy przeszła ona na własność dworu w Siecieniu. Od tego
momentu postępował nieubłaganie proces zapominania we wsi
o dworze, o swych „panach", potomkach rycerzy, Piotrze i Pawle,
Ogonach.
Evangelia..., capitulum XIII, karta LXVIII, verso i LXIX recto.
W nawiasach umieściłem uściślenia, znajdujące się na mar­
ginesach tych kart.
10
11

13

13

14

15

16

17

18

19

2 0

31

2 2

3 3

Fot.: Autor - il. 1, Witalis Wolny - il. 2-4

17
1

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8494" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8473">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3c0a014f305b39b7d6a214114fc308fa.pdf</src>
        <authentication>65ba1b43f07183802650a2dc2c5ebfeb</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101489">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2316</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101490">
                <text>1991</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101491">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2148</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101492">
                <text>Paleolityczny Epos / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101493">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.2, s.3-8</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101494">
                <text>Juszczak, Wiesław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101495">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101497">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101499">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101505">
                <text>Wiesław Juszczak

PALEOLITYCZNY EPOS
Badacze poezji Homera oraz ci, którzy studiują archaiczną
sztukę grecką i myśl o sztuce tej epoki, poświęcają zawsze wiele
uwagi wspaniałemu opisowi tarczy Achillesa, zajmującemu zna­
czną część osiemnastej pieśni Iliady. Blask tej ekfrazy zdaje się
jednak oślepiać, bo z reguły uniemożliwia dostrzeżenie tego, co
bezpośrednio po niej następuje, a co ma również związek ze
sztuką, tyle że z jej postacią najpierwotniejszą, którą wyodrębnić
tu trzeba z całości, jaką tworzy w zespoleniu z religijno-magicznym rytuałem. To, o czym chcemy mówić teraz, jest w naszym
przekonaniu opisem artystycznego gestu. Gestu niełatwego jed­
nak do rozpoznania w swej „artystyczności", bo najwcześniej­
szego może.
Na początku pieśni dziewiętnastej opowiada Homer o po­
wrocie Tetydy z Olimpu. Bogini schodzi do obozu Achajów,
niosąc synowi wykutą przez Hefajstosa zbroję i tarczę. W obozie
panuje żałoba i przygotowania do pogrzebu Patrokla. Achilles
skarży się matce, że nad trupem gromadzą się chmary much.
Rzekła mu na to bogini, o srebrnych stopach Tetyda:
„Synku, niech więcej twe serce już o to się nie kłopocze.
Będę starała się sama natrętne roje odegnać
Much, co żerują na ciałach zabitych w służbie Aresa.
Chociażby leżał tu bowiem, aż rok dobiegnie do końca,
Z ciałem nietkniętym zostanie lub będzie jeszcze piękniejszy.

[.-]"
Tak powiedziała i syna zuchwałą mocą natchnęła,
A Patroklowi ambrozję i nektar ciemnoczerwony
Wlała do nozdrzy, by jego ciało nietknięte zachować.

1

Ambrozja i nektar to, od Homera poczynając, stale w mitycz­
nych opowieściach występujący pokarm bogów. Ich pokarmem
są również spalane i niespalane (czyli bezkrwawe) ofiary, jakie
składają im ludzie. Ale ambrozja i nektar nie znajdują się w ludz­
kim zasięgu. Nie są pochodzenia ziemskiego i nie są śmiertelnym
dostępne; bo właśnie zapewniają nieśmiertelność. Z nazwy
ambrosia (u Homera, w dialekcie jońskim, ambrosie) znaczenie
takie daje się wprost odczytać. Słowo to odsyła nas bowiem do
rzeczownika brotós, który oznacza człowieka ze względu na jego
śmiertelność. Brotós znaczy „śmiertelny" c z y l i „człowiek",
i może mieć to samo znaczenie, co nekrós („martwy", „zmarły"),
a stąd — poprzez nie napotykany w znanym słownictwie lecz
rekonstruowany wyraz "mrotós — ustala się związek etymologi­
czny tego słowa z sanskryckim wyrazem mrtas („zmarły", „mart­
wy"). Przez dodanie zaś „a" privativum uzyskujemy przymiotnik
śbrotos, który — jak athanatos — znaczy „nieśmiertelny", a dalej
„święty", „uroczysty", „boski". Obok śbrotos występuje, choć
rzadziej, to samo znaczący przymiotnik ambrotos, stanowiący
jakby formę starszą w tym sensie, że bliższą wspomnianemu
etymologicznemu źródłu.
Jednym ze znaczeń słowa ambrosia jest „nieśmiertelność". Ale
najczęściej oznacza ono „eliksir życia", „napój nieśmiertelności"
lub „pożywienie nieśmiertelności", ponieważ ambrozja i nektar
często odnoszą się zmiennie do płynności i stałości swej konsys­
tencji: raz jedno jest napojem, a drugie pokarmem, raz odwrotnie.
Jeżeli ambrozja jest traktowana jako płyn, silniej zachowywany
jest jej etymologiczny rodowód, bo właśnie napój mający zapew­
nić nieśmiertelność oznacza w starszych od Homera tekstach
wedyjskich tak samo zbudowane (i to samo znaczące) słowo
a-mrta. Jest tam ono jednym z określeń somy, napoju używanego
w rytuałach indoirańskich, mającego darzyć nieśmiertelnością
zarówno bogów, jak ludzi. Soma, będąc zarazem nazwą jakiejś
trudnej już dziś do zidentyfikowania, ale — jak się przypuszcza

— zapewne halucynogennej azjatyckiej górskiej rośliny, oraz
napoju z niej wytwarzanego, którego wypicie było ośrodkowym
momentem wedyjskiego rytuału, opisanego szczegółowo w Rygwedzie (datowanej na rok ok. 1200 przed Chr.) — jest też
imieniem bóstwa personifikującego tę roślinę. „Jako bóstwo,
Soma jest mądrym wieszczem, poetą, który pobudza myśl i in­
spiruje hymny."
Tak zatem, rozszyfrowując znaczenie słowa ambrosia, do­
chodzimy do punktu, w którym potwierdzona zostaje znana
z okresu archaicznego myśl grecka łącząca wieszczenie, sztukę
i mądrość — myśl zaznaczająca swój ślad w określaniu sztuki
słowem sophia.*
Zwróćmy jeszcze uwagę na sposób użycia i dookreślenia, we
fragmencie przytoczonym, drugiej nazwy „pokarmu bogów",
mianowicie nektaru. Połączenie ambrozji i nektaru ze słowem
stśdzó: „wlewać", „wkrapiać" (stśkse kata rhivdv—„wkropiła",
„wlała do nozdrzy"), wskazuje, że oba rzeczowniki oznaczają tu
płyn. Z późniejszych etapów rozwoju znaczeń tych wyrazów nie
wydaje się to dziwne, skoro oba będą kiedyś używane jako mniej
lub bardziej metaforyczne nazwanie wina. Jednakże we wczes­
nym słownictwie epickim, właśnie u Homera i w tzw. homeryckich hymnach, obowiązywało wspomniane rozróżnianie konsys­
tencji tych dwu substancji. Oczywiście „wlewanie" może być
wyjaśnione i tym, że Tetyda rozpuściła to, co stałe, w tym, co
płynne. I wyobraźmy sobie, że tak było.
Natura nektaru mniej jest nam znana, niż „historycznie" — jak
próbowaliśmy wykazać — brana natura ambrozji. Homer parok­
rotnie (пр., prócz miejsca cytowanego, w Odysei, V: 93) określa
nektar jako erythrós, „czerwony". Erythrós to również częsty
u Homera epitet miedzi i brązu. Mamy zatem w omawianym
miejscu taki w sumie obraz: bogini wlewa do nozdrzy Patroklosa
(gęsty?) czerwony płyn, który ma zachować zwłoki przed roz­
kładem, nadać im pozór niezniszczalności, ma wywołać wrażenie
„nieśmiertelności" jego ciała.
Jak zgodnie utrzymują archeologowie, od najdawnieszych
czasów czerwień była w świadomości ludzkiej skojarzona
z krwią, jako „płynem życiodajnym", a stąd — co udokumen­
towane jest licznymi odkryciami z okresu paleolitu — w prak­
tykach pogrzebowych tamtej epoki, i dalej, aż po czasy historycz­
ne, często posługiwano się czerwonym barwnikiem, głównie
czerwoną ochrą, w celu zaznaczenia trwałości życia zmarłego,
pozorowania jego cielesnego trwania itd. Andre Leroi-Gourhan,
w Religiach prehistorycznych, pisze: „musimy uznać, że czer­
wona ochra odgrywała, gdy chodzi o ilość jej zużycia, bardzo
ważną rolę w życiu ludzi młodszego paleolitu. Posiadamy tylko
fragmentaryczne informacje co do znaczenia, jakie jej nadawano.
[...] Ochra, którą posypywano ciała, w grobach, miała niewątp­
liwie jakieś znaczenie; ponieważ w grobie 'Negroidów' w Grimaldi tylko osobnik męski jest zabarwiony, może to oznaczać
zarówno chęć wyróżnienia płci, jak każdą inną przyczynę; znane
nam są również groby żeńskie, w których znajdują się ślady ochry.
Kiedy zabarwiona jest tylko czaszka, prowadzi to do banalnego
stwierdzenia, że głowę posypywano ochrą, która znajdowała się
pod ręką, ale można również założyć, że zabarwienie czaszki
ochrą miało specjalne znaczenie. Jedyny bardzo ciekawy przypa­
dek to grób Le Cavillon w Grimaldi, a mianowicie, osiemnastocentymetrowej długości zapełniony ochrą rowek, biegnący od
nosa i ust na zewnątrz. Utożsamienie na tej podstawie ochry
z tchnieniem życia lub z mową narzuca się tu samo przez się;
hipoteza ta wydaje się uzasadniona, bowiem wiele zwierząt
w sztuce magdaleńskiej ma linie biegnące od pyska, które
uchodzą za wyobrażenie tchnienia życia. Ochra — główny
2

3

�symbol paleolityczny, ze względu na swój kolor, musiała być
utożsamiana z krwią i życiem.""
Trudno nie połączyć w wyobraźni tej wypowiedzi wybitnego
archeologa z omawianym tu miejscem z Iliady. Tym bardziej, że
w obu wypadkach mamy do czynienia z elemantarnym gestem
„sztuki" (jeśli tak to już nazwyć można), i to sztuki sepulkralnej.
Jak mówiliśmy, nie sposób rozdzielić tu jeszcze tego, co rytualne,
co magiczne, co artystyczne.
Trzeba wyobrazić sobie również, że człowiek, który „maluje
oddech", zatrzymując
zarazem
i pozorując życie, może
również malować własne ciało, przyzywając w ten sposób (za
własnym pośrednictwem) obecność niematerialnych istot, na
przykład. Że więc sztuka swymi początkami tkwi właśnie w pa­
miętaniu i ponownym uobecnianiu czegoś przez pozór. Przez
pozór,
a nie przez n a ś l a d o w a n i e , jak to utrzymują
najbardziej rozpowszechnione „mimetyczne" teorie sztuki. „Od­
dech" namalowany czerwoną ochrą nie naśladuje „fizyczności"
rzeczywistego oddechu, lecz sugeruje niejako treść życiodajnej
siły krwi, uwidacznia w
obrazie
strumień wdychanego
i wydychanego powietrza, dając złożony, a pozorny właśnie
„wizerunek" życia — obraz czegoś, co w swej faktycznej obecno­
ści nigdy nie jest tak, w taki właśnie sposób obecne, jak sposób
wyobrażenia owego czegoś. Mówimy o tym tutaj na marginesie
tylko, aby zaznaczyć problem znacznie rozleglejszy i złożony
— problem niezmiernie ważny dla rozumienia sztuki.
Przytoczony przykład i analogie, ku którym nas cofa w czasie,
pozwalają na wypowiedzenie następującej hipotezy: wbrew
rozpowszechnionemu wśród badaczy Homera twierdzeniu, że
budowane przez niego obrazy i opowiadane zdarzenia odnoszą
się do dwu sfer temporalnych, z których jedna (będąca współ­
czesną poecie) datowana być winna na IX/VIII wiek przed Ch.;
druga zaś, mieszcząca w sobie główny plan samej akcji poema­
tów, sytuowana ma być w późnym okresie brązu, a dokładniej
(jak wskazywałyby pewne, przez archeologów ustalone daty)
około wieku XIII lub wcześniej jeszcze — obok więc takiego
rozwarstwienia, należałoby wyodrębnić tutaj warstwę trzecią,
obejmującą (mówiąc najogólniej) plan życia i działania bogów,
plan wskazujący na jakiś „czas pierwszy", który zawierałby
pamięć o najodleglejszych początkach wszelkich ludzkich dzia­
łań, plan zatem, którego „realiów" upatrywać by się, na przykład,
dało w okresie paleolitu. Ani dla współczesnych Homera — moż­
na to zatem tak sobie wyobrazić — ani dla obu stron walczących
pod Troją gest Tetydy nad ciałem Patroklosa nie jest już zro­
zumiały w swym faktycznym tzn. pierwotnym znaczeniu. Ale gest
ten, przeniesiony tu właśnie w sferę boskich czynności i nadludz­
kiej wiedzy, przywodzi na pamięć coś, co — jak wiemy dzisiaj
— było znane pokoleniom o dziesiątki tysiącleci dawniejszym od
trojańskich bohaterów: było znane jako konkretna praktyka
pogrzebowa, w której mityczne myślenie prowadziło do takiego
właśnie religijno-artystycznego gestu.
Wypowiedzenie tej hipotezy nie ma tutaj prowadzić do jej
sprawdzania na tekstach Homera. Chcielibyśmy jedynie zasuge­
rować w ten sposób to, że w okresie archaicznym pamięć
0 znacznie wcześniejszych epokach trwa i trwać może pod
rozmaitymi „przeobrażeniami". I że musimy być tego świadomi,
jeśli chcemy uchwycić zasadnicze rysy czasu zwanego tu ar­
chaicznym (który rozpościera się już na historyczne epoki). Epoka
archaiczna, mówiąc inaczej, ukazuje nam myślenie mityczne
w postaci już zdeformowanej. Ślady tego, co wciąż ją jeszcze
określa w zasadniczych zarysach, są jeszcze w niej czytelne, ale
pełniejsza rekonstrukcja owej, już tu zatartej, podstawy nie jest
możliwa z samych tu tylko obecnych danych. Powinniśmy zatem
szukać jeszcze dalej czy głębiej. Jak już wiemy z jednego tylko
przykładu, archeologia prehistoryczna dostarcza w tym właśnie
względzie ważnych dowodów. Podobnie rzecz się ma z etno­
grafią i etnologią. W przeprowadzeniu między nimi paraleli tkwi
często wielkie niebezpieczeństwo. Ale może to zagrożenie
zmniejsza się nieco, gdy poziom uogólnień jest wyższy, gdy
staramy się uciec przed zbytnią dosłownością w kojarzeniu stąd
1 stamtąd branych przykładów.
4

Ujmijmy całą sprawę prościej. Bliższa analiza myślenia mitycz­
nego wydaje się konieczna przy omawianiu archaicznej myśli
greckiej, w której myślenie tamto dobiega kresu. Aby więc znaleźć
odpowiedni materiał, możemy albo cofać się w czasie, albo
wychodzić z otaczającego nas świata „naukowej cywilizacji"-ku
temu, co jeszcze dzisiaj zachowało się jako enklawa nie naruszo­
na naukowo-cywilizacyjnym myśleniem. Wydaje się, że — mię­
dzy innymi — filozofia egzystencji, w której doszło do głosu to,
czym człowiek współczesny może i chce się jeszcze bronić przed
cywilizacją techniczną i naukowym „poglądem na świat", że
więc ten nurt myślenia przyczynił się do wzrostu zainteresowania
„rezerwatami pierwotności", jakie przetrwały jeszcze w naszym
świecie. Mówimy o tym, bo taki w przybliżeniu filozoficzny
rodowód przypisać wypada najnowszej książce o duchowym
życiu i sztuce tubylców australijskich, wydanym w 1989 roku
Mysteries of the Dreaming Jamesa Cowana.
Cowan, australijski powieściopisarz i poeta, który spędził wiele
czasu wśród plemion najmniej (choć i to jest obecnie tylko bardzo
względne) zaatakowanych przez europejską cywilizację, to zna­
czy żyjących w Australii Północnej, jest wielkim znawcą tego
przedmiotu i jest poza tym człowiekiem zaangażowanym w „eko­
logiczną" ochronę ludzi i obszarów, nieustannie od dwustu lat
niszczonych przez „nowych władców" tego kontynentu. Ktoś
zarzucić może autorowi zbytnią idealizację kreślonego przezeń
obrazu, uleganie rousseańskiemu mitowi „szczęśliwego dziku­
sa", i może utopijne wołanie o powrót do reprezentowanego
przez tubylców stanu świadomości i życia. Ale zobaczenie jego
wywodów w związku z — na przykład — postulatami, jakie
niedawno jeszcze, w ostatnich swych pracach formułował Hei­
degger, wskazuje na wspólną i wzajemnie wolną od zależności
myśl o powrocie do tego, co pradawne, do wspólnych źródeł,
zapomnianych i zagrożonych przez idole współczesnego świata.
Książka Cowana wprowadza nas w świat myślenia i wierzeń
ludzi, którzy (co trzeba przyjąć bez większych zastrzeżeń) re­
prezentują wciąż żywą epokę, porównywalną tylko z epoką
paleolitu. Do momentu, w którym rozpoczęła się gwałtowna
penetracja obszarów Australii, plemiona australijskie żyły w zu­
pełnej separacji przez, jak się zakłada, około trzydziestu do
czterdziestu tysiącleci: tak bowiem datuje się geologiczną kata­
strofę powodującą odcięcie tego kontynentu od Azji. Gdybyśmy
byli pozbawieni kontaktu z tymi ludźmi, sama ich sztuka — w ta­
kim przypadku ograniczona do malowideł skalnych — dowodzi­
łaby ich powinowactwa z plemionami, które w starszej epoce
kamienia zamieszkiwały centralną Azję, południową Europę czy
północną Afrykę. W przypadku jednak tybulców australijskich
mamy to, czego skutkiem i niejako przedłużeniem jest owo
malarstwo, a mianowicie żywy do dzisiaj mit, trwający w tekstach
epickich, w rytualnej pieśni. Wszystko to tworzy całość — żeby
użyć określenia z zasobu naszych już pojęć — całość systemu
religijnego, który organizuje naturalną przestrzeń pejzażu w skali
totalnej, w skali całego olbrzymiego kontynentu, oraz przenika
wszystkie działania ludzkie. Można powiedzieć, choć to brzmi
ryzykownie w zestawieniu z tradycyjnymi ustaleniami etnologii,
że w świecie obejmowanym tego rodzaju myśleniem mitycznym
nie ma zasadniczego przedziału między przestrzenią świętą
i świecką, między sacrum a profaum.
Australijscy tubylcy są społecznością nomadów sprzed paster­
skiej epoki. Nie mają domów ani nawet namiotów, są niemal
kompletnie pozbawieni rzeczy, poza prymitywną, łatwo zużywa­
jącą się i łatwo na nowo produkowaną myśliwską bronią.
Obserwowane jakby z oddalenia, ich życie i zachowanie najbar­
dziej przypomina zachowanie wędrownych ptaków. Cykle zmian
klimatycznych mają tu odpowiednik w również cyklicznie po­
wtarzających się wędrówkach, których z pozoru jedynym celem
jest poszukiwanie pożywienia i ucieczka przed zimnem i suszą.
Krajobraz stanowiący tło i miejsce owych wędrówek jest, z punk­
tu widzenia ludzi żyjących osiadłym życiem, kompletnie pusty
i wrogi, „nieoswojony" i tym samym nie przystosowany do
„normalnego" funkcjonowania człowieka. W tym też sensie taki
„świat" jest pozbawiony „ludzkiego" sensu. Zapewne wszyscy
6

�tak myślimy, próbując sobie wyobrazić życie ludzi, którzy pozos­
dzięki temu właśnie jest i czuje się stopiony z resztą, niczym nie
tawi I i ma lowidła w Altamirze Iub w Lascaux — wyobrażając sobie odgraniczony od krajobrazu. Więź łącząca wszystkie te rzeczy
zarazem, że owe groty stanowiły ich schronienia. Otóż przykład
stanowi temat i treść nieledwie nieobjętego (dziś już w części
Australijczyków niezbicie dowodzi, że istnieje (i z pewnością
zniszczonego) mitycznego cyklu, jakby jednego monstrualnego
istniał pierwotnie wszędzie) taki sposób ludzkiego bycia, które
eposu, który opowiada o tym, w jaki sposób to, co jest, dokonało
się, powstało, rozpoczęło w „zdarzeniu pierwszym", albo w kie­
— w znaczeniu jakie temu słowu nadajemy — nie polegał na
dyś już zamkniętym, lecz wciąż w szczególny sposób i w pew­
„zamieszkiwaniu", tak jak nie przez nasz tryb „zamieszkania"
nych okolicznościach ponawiającym się cyklu „Snienia" (przez
australijski tubylec wchodzi w najgłębszy i trwały kontakt z oto­
angielskie Dreaming oddawać się zwykło słowo tjukunba, ozna­
czeniem i z ziemią. Jeżeli człowiek buduje sobie dom, bierze
czające w języku Australijczyków ów cykl zdarzeń w „czasie
w posiadanie ten przynajmniej wycinek gruntu, na którym dom
przed czasem").
staje. I ten nawet, dla nas najelementarniejszy, rodzaj przywłasz­
czenia i posiadania jest poza sferą i potrzeby i wyobraźni tubylca,
Dla naszej mentalności, dla naszego poczucia czasu, w którym
a zapewne był tak samo nieobecny w poczuciu i świadomości
wciąż nowe wydarzenia następują po sobie z błyskawiczną
człowieka sprzed, jak to nazywamy „rewolucji neolitycznej",
szybkością, dla naszego wydania się zmienności, bez której
rozpowszechniającej życie osiadłe. Plemiona Australii żyją bo­
ogarnia nas nuda, dla tego wszystkiego, co sprawia, że stulecia
wiem i poruszają się na olbrzymiach obszarach właśnie jak we
i dziesięciolecia czasem rozciągają się w trudne do ogarnięcia
własnym domu. A to — mówi Cowan — co dla pierwszych
pamięcią „rozdziały historii" — dla całego właśnie niepowroteuropejskich osiedleńców było krajobrazem „pierwotnym", jak­
nego linearyzmu historii jako zmiany i jako podążania do przodu,
by sprzed stworzenia człowieka, co było nieobjętą pustką, dla
nieledwie niewyobrażalne jest to, że obraz świata i związany z nim
tubylców stanowiło złożoną i wspaniałą budowlę duchową,
obyczaj tubylców Australii w istocie trwał nienaruszony, nie­
którą my porównać moglibyśmy tylko do gigantycznej katedry
zmienny przez tysiąclecia. Tak samo jak „niezabudowana" prze­
pod gołym niebem. Nie żyli więc oni w miejscu opuszczonym
strzeń pejzażu jawi się nam jako wroga pustka, tak i powtarzający
i samotnym, lecz w otoczeniu zapewniającym dostateczny dla
się cyklicznie w małym, najczęściej po prostu rocznym odcinku,
życia dobrobyt, i zapewniającym szczęście, pod warunkiem, że
stale powracający do punktu wyjścia rytm, któremu poddane jest
ziemia będzie respektowana jako ten obraz, którym jest. Pod­
życie Australijczyka, jawi się nam jako beznadziejna monotonia.
stawowa różnica, której ogarnięcie może nam otworzyć coś z tej
Ale rytm ten cały składa się z gęstej sieci punktów, z których każdy
świadomości, różnica między myśleniem o - i stosunkiem do
wypełniony jest sensem i każdy właśnie zawiera pełne napięcia
pejzażu i ziemi tamtym i naszym — to to, że w swym najgłębszym
i nadziei przejście, jak gdyby otwieranie się ku następnemu.
religijnym zarówno, jak praktycznym poczuciu, tubylec należy do
W istocie możemy sobie to wyobrazić, mając w zasięgu własnego
swej ziemi, a nie ziemia do niego. Powiedzieliśmy: „religijnym"
doświadczenia takie zjawisko, jak cykl wydarzeń roku liturgicz­
i „praktycznym". Ale to również wymaga korekty. Bowiem w tak
nego. W chrześcijaństwie przecież cykl ten powtarzany jest już
pierwotnej świadomości mitycznej nie da się przeprowadzić tego
przez blisko dwa tysiące lat, a jego zasadnicze ogniwa nie ulegają
rozróżnienia. Raczej powiedzieć trzeba, jeśli przy nowych kate­
zmianom. Oczywiście nasza potrzeba ciągłego przeobrażania
goriach pozostaniemy, że wszystko, co stanowi życiową, najtego co nas otacza, oraz tego w jaki sposób działamy, i tutaj
codzienniejszą praktykę, ma swój religijny, mityczny, albo „meta­
zostawia ślady. Lecz właśnie tutaj także często wraca potrzeba
fizyczny" nawet aspekt, uzasadnienie, rygor i sens. Wszystko jest
kontaktu z pierwotną (historyczną przynajmniej w jednym ze
objęte i regulowane naturalnym prawem, którego człowiek nie
swych aspektów) „podstawą" tego, co ów cykliczny rytm
narusza, gdy chce być w zgodzie z ziemią, totalnie pojętą jako
wydarzeń zapoczątkowało, co go wyznacza. Jednakże rok litur­
obszar udzielony jego bezgranicznemu zamieszkiwaniu — żeby
giczny dla ludzi świeckich istnieje właściwie i naprawdę tylko
to tak określić — i życiu.
w swych kilku punktach najważniejszych, zawsze w całości
pozostawiając w tle codziennych zajęć, praktycznych działań,
Ten szczególny rodzaj identyfikacji człowieka z ziemią i krajob­
które nie mają w zasadzie z tamtym przebiegiem żadnych
razem, oraz wynikające stąd formuły opartej na rytuale kosmo­
momentów wspólnych. Człowiek cywilizowany, lub lepiej: czło­
logii, spowodowały — jak zauważa Cowan — że przez wiele
wiek cywilizacji, albo po prostu człowiek Zachodu, jest może
dziesiątków lat etnologowie zachodni pomawiali tubylców
w stanie ogarnąć głębiej faktyczne doświadczenie owej liturgicz­
0 panteizm, totemizm czy animizm, za którymi to nazwaniami
nej cykliczności, jeśli spróbuje zrozumieć zasadę i tryb życia
kryły się pewne systemy wierzeń wyprowadzane z tzw. obser­
najsurowszych monastycznych reguł, najbardziej —jak to mówi­
wacji empirycznych. Dla owych obserwatorów czymś przekra­
my — odciętych od świata zakonów kontemplacyjnych, na
czającym ich możliwości myślenia było to, że mogą istnieć inne
przykład. Tam właśnie czas wydaje się „zatrzymany", a zarazem
sposoby kontaktowania się z elementem boskim niż takie, jakie
jest wypełniony tak, że „normalne" (to znaczy na świecki sposób
zapewnia uznane prawo kanoniczne lub, może lepiej, naukowy
pojęte) funkcjonowanie, i to co nazywamy pracą, zdaje się prawie
materializm. W ten sposób przygotowano grunt pod obnażenie
niemożliwe. Każda doba jest jakby mikrokosmosem, zawierają­
1 w konsekwencji zniszczenie krajobrazu duchowego Australii
cym w sobie pamięć o „wielkim czasie" wydarzeń świętych.
bardziej skuteczne, niżby tego dokonał wybuch jakiejś superSzeregi dni układają się we wstępujące lub zstępujące ciągi
- bomby — pisze Cowan.
napięć między głównymi „wydarzeniami" roku, który cały jest
Wszelkie przekłady, którymi się jednak musimy w tym wypadku
zdominowany przez oczekiwanie i spełnienie. Mimo zasadniczej
posługiwać, są zwodnicze, ale właśnie musimy za Cowanem
historyczności religii chrześcijańskiej, której czas jest linearny
powtórzyć, że ziemia dla Australijczyków jest równocześnie
i „otwarty", żyje ona na co dzień (jak wszystkiereligie) w czasie
pewnym obrazem, jest manifestacją świętego słowa, będąc
„kolistym", wyznaczonym przez zasadniczo zamkniętą serię roz­
zarazem palimpsestem i wyraźnie czytelną księgą. Pusta dla
pamiętywanych zdarzeń.
Europejczyków przestrzeń kontynentu była dla tubylców czymś
tajemniczym, to prawda, ale w zasadniczych swoich zarysach
Religijne życie Australijczyków jest wprost wyznaczane i „rytdokładnie znanym, była, jako pewien obraz i „tekst", ucieleś­
mizowane" przez cykliczne zmiany przyrody. Natura jednak sama
nieniem świętej topografii. Jak z tego wynika, temenos, święty
nie jest tu myślana panteistycznie. Jest tylko śladem zdarzeń
okrąg, nie musi być koniecznie reprezentowany przez architek­
„początkowych", które ją właśnie uformowały: zarazem w całej
toniczną strukturę, zgodnie z europocentrycznym (i antropocentróżnorodności jej przejawów, i w niezmienności rytmu tych
rycznym, dodajmy) wyobrażeniem o miejscu świętym. Cały
przemian. To wszystko składa się na całość nienaruszalnego
krajobraz, cały i totalnie, jest dla tubylców jednym takim „miejs­
prawa, które powstało w czasach Snienia. Myślenie mityczne
cem", w którym wszystko, co ono obejmuje, naznaczone jest
— tu już dosłownie przybierające postać „myślenia mitu" — jest
numinotycznym żywiołem: ziemia sama, kształty skał, rzek i jezior, u podstaw organizowane przez to, co stało się, przez to, jak
drzewa, rośliny, owady i zwierzęta, a wreszcie sam człowiek, który stawało się to, co się stało w Snieniu. Gdyby nie ów cykl
7

�wydarzeń, należących do „wielkiego czasu", kontynent cały
byłby faktycznie wrogą i martwą pustką, a nawet czymś nieporó­
wnanie bardziej nieprzyjaznym człowiekowi niż to, czym była
i bywa jeszcze Australia dla przybyszów z Europy — byłby
mianowicie chaosem. Australijski mit o stworzeniu nie sięga tak
daleko, jak opowieść z Księgi Rodzaju. Cykl Śnienia rozpoczyna
się na ziemi, która już jest, która była już w momencie pojawienia
się głównych postaci kosmogonicznego dramatu, zwanych „bo­
haterami niebiańskimi" (lub „niebieskimi": Sky Heroes). Po­
znanie świata w jego całości, i w najważniejszych składających
się na tę całość ogniwach, jest równoznaczne z poznaniem
wydarzeń, które się dokonały w okresie Snienia. Opowieść
mityczna zapewnia to poznanie, wyjaśnia przyczyny rzeczy
i zjawisk, tłumaczy ich najgłębszy sens, ukazuje niewidzialne siły
ucieleśniające się w widzialnych kształtach otaczającej człowieka
przyrody, oraz to wszystko, co rządzi samym rytmem ludzkiego
życia.
Autor innej, również niedawno, bo w roku 1987 opublikowa­
nej książki, która jest rodzajem powieści i reportażu zarazem,
angielski podróżnik i pisarz, Bruce Chatwin, próbuje ukazać ten
związek mitu z krajobrazem, ową — w terminologii Cowana —
„topografią sakralną", tak tłumacząc tytuł swej książki — Songlines (dosłownie „pieśniolinie", albo „linie" lub „szlaki" pieśni):
„Linie pieśni stanowią labirynt niewidzialnych dróg, które się
rozciągają przez wszystkie zakątki Australii. Kreacyjne mity tubyl­
ców opowiadają o legendarnych totemicznych przodkach — po
części ludziach, po części zwierzętach — którzy sami stworzyli
siebie i następnie wyprawili się w bezkresne podróże poprzez
kontynent, wyśpiewując imiona wszystkiego, co napotykali po
drodze, i w ten sposób śpiewem przywodząc świat do istnienia.
Faktycznie, nie ma prawie skały, przełęczy lub zatoki, ani eukalip­
tusowego drzewa, które by nie było zdarzeniem w tej czy innej
pieśni. Innymi słowy, cała Australia może być czytana jak
muzyczna partytura. Przodkowie, idąc przez ten kraj, rozciągali za
sobą jak gdyby 'smugę zapachu', na którą składają się słowa

8

i muzyczne tony. Każde nowonarodzone dziecko dziedziczy
pewien wycinek pieśni. Jego strofy są jego nieprzenośną prywat­
ną własnością i określają jego terytorium. Sam ten człowiek jest
uprawniony do 'pożyczania' pewnej części z zasobu własnej
pieśni, i w ten sposób uzyskuje prawo do przejścia przez obszary
swych sąsiadów—tak, że w razie jakiejś katastrofy, może zawsze
oczekiwać pomocy i gościnności, jeżeli trzyma się wyznaczonego
przez pieśni szlaku. W końcu zeszłego stulecia pewien angielski
etnolog, W. E. Roth, pierwszy wskazał na to, że tzw. wędrowanie
czy włóczęga tubylców jest w rzeczywistości częścią gigantycz­
nego systemu dyplomatycznego i wymiennego, który utrzymy­
wał we wzajemnych pokojowych kontaktach najbardziej odległe
od siebie plemiona. Od tego czasu okazało się, że szlaki wymiany
były także pieśnią, i że pieśń stanowiła podstawowy środek
wymiany. Szlak pieśni zmienia język przechodząc od jednego
ludu do innego, lecz melodia pozostaje niezmieniona na ogrom­
nych odległościach tak, że co najmniej w teorii człowiek może
niejako śpiewać swą podróż przez krajobraz nawet nie przemie­
rzając go."
Chatwin pisze w swej książce, że aby wyobrazić sobie dokład­
niej czym jest taka jedna, ale w całości zobaczona „linia pieśni",
opisująca jeden szlak długości ponad tysiąca mil, należałoby
sobie wyobrazić jakąś Odyseję, która by wymieniała każdy
najdrobniejszy szczegół drogi przemierzanej przez bohatera pod­
czas dziesięcioletniej wędrówki.
Określenie eposu, pochodzące od Miltona, który powiedział, że
jest to the story of all things, „opowieść o rzeczach wszystkich",
tutaj — w kulturze tubylców Australii, czyli u samych swych
początków — sprawdza się w swej dosłowności. Australijski
epos, wzięty jako trudna do wyobrażenia całość, zawiera niejako
encyklopedyczną wiedzę o całym kontynencie, i zawiera w doda­
tku sumę doświadczeń z życiem na tych obszarach związanych.
Wszystko to (jako że mamy tutaj oczywiście do czynienia
z kulturą przedpiśmienną) jest przechowywane od tysiącleci
w nieustannie żywym „magazynie pamięci". To, co jest zapamię-

II. 1. Malowidło naskalne. Spotkanie Człowieka Błyskawicy, jego żony (górna postać) i złośliwego ducha Namanjolk. Nourlangie Rock, Australia

�tane, jest naprawdę jedyną, w ścisłym sensie słowa, własnością
tych ludzi. Ten, który ma więcej od innych, jest zarazem wyróż­
niony w społecznej hierarchii, a ta staje się przez to właśnie
duchową hierarchią wtajemniczenia i mądrości. I tak, jak nie ma
w tym żadnego przedziału między wiedzą a wiarą, tak też i nie
sposób oddzielić tu sztuki od rytuału. Przez to również sztuka jest
niejako ucieleśnieniem i zarazem uzmysłowieniem wiedzy.
W tym miejscu pojawia sią problem, który od ponad dwu
stuleci był podnoszony jako jeden z głównych problemów badań
nad Homerem, a mianowicie sprawa techniki zapamiętywania
wielkich epickich tekstów i sprawa pojemności pamięci u ludzi
nie posługujących sią pismem. Na początku tego wieku ważnych
argumentów w tej kwestii dostarczyły badania nad ludową
poezją z obszaru Bałkanów, gdzie zachowała się tradycja recyta­
cji (czy melodeklamacji) bardzo obszernych tekstów, przekazy­
wanych z pokolenia na pokolenie przez bardów, którzy nigdy nie
korzystali z pomocy pisma. Dostrzeżenie tego zjawiska przema­
wiało za tym, że Homer mógł być autorem poematów o takich
rozmiarach, jak Iliada czy Odyseja. Że możliwe jest pamięciowe,
i tylko pamięciowe, opanowanie podobnych, lub większych
nawet całości. Był to argument przeciwko sformułowanej jeszcze
w osiemnastym wieku tezie, wedle której oba poematy miały
stanowić „dzieło zbiorowe" kilku lub nawet wielu rapsodów
okresu archaicznego.
Nie żywiąc żadnych wątpliwości co do tego, że przynajmniej
każdy z dwu eposów przypisywanych Homerowi jest całością
skomponowaną, albo „zredagowaną", na podstawie przekazów
znacznie wcześniejszych, przez jednego autora (na co wskazuje
jednorodność stylistyczna i leksykalna każdego z tych eposów,
a nawet ich obu wziętych razem) — nie żywiąc więc takich
wątpliwości, stwierdzić jednak możemy, że to, co mam ukazuje
epika australijska, każe jeszcze inaczej spojrzeć na „homerycką
kwestię". Nietrudno sobie bowiem wyobrazić, że Iliada i Odyseja
są, istotnie, opracowanymi przez genialnego poetę, dwoma
zaledwie fragmentami olbrzymiej całości, która w okresie paleo­
litu stanowiła jedną z songlines tych plemion, które wędrowały
po obszarach od Mezopotamii po wybrzeże Morza Śródziem­
nego. Całości pierwotnie tej samej, której innym „odpryskiem"
byłby epos babiloński, jeszcze innym mity hetyckie, egipskie itd.
Spójrzmy pod takim właśnie kątem na całość australijskiego
eposu. Jest on całością właśnie przez to, że jest „opisem"
jednego kontynentu, jednego obszaru zamieszkałego (to znaczy
przemierzanego) przez różne plemiona. Krzyżowanie się szlaków
ich wędrówek powoduje, że splatają się ze sobą w jedną całość
wątki różnych opowieści, stanowiących własność różnych ple­
mion. Każdy przedstawiciel każdej z tych grup jest właścicielem
lub współwłaścicielem fragmentu eposu w tym sensie, że pamięta
ów fragment. W jaki sposób go zapamiętuje? Oczywiście uczy się
od dzieciństwa tego, co do niego należy. Ale poznaje także i to, co
należy do jego najbliższych, potem to, co jest własnością
sąsiadów itd. Samo uczenie się mniej jednak wydaje się ważne
o owym złożonym procesie przekazywania mitu, bo ważniejsze
jest nieustanne powtarzanie mniejszych i coraz to większych
części tekstu. Ważna w owym powtarzaniu jest wierność. Po
pierwsze tekst jest święty, należy do tradycji świętej, i jest nie
rezultatem swobodnej — jak powiedzieliśmy — fantazji twórcy,
lecz rezultatem objawienia. Zawarta w nim treść jest kluczem do
życia w świecie, jest przewodnikiem, który umożliwia właściwe
sprawowanie wszystkich czynności, od skomplikowanego rytua­
łu po polowanie i inne, nawet najprostsze codzienne zabiegi, jak
rozpalanie ognia czy zachowanie się podczas deszczu i burzy.
Pieśń jest wiernym, jak już mówiliśmy, przewodnikiem w topo­
graficznym sensie. I na tym poziomie, rzec można, właściwie jest
zapisana: tu już pamięć służy do odpowiedniego odczytania jej.
Takim utrwalonym raz na zawsze„zapisem" pieśni jest — a raczej
był, trzeba już powiedzieć — sam krajobraz, bliskie i bardzo
dalekie otoczenie, sama i cała ziemia. Co najmniej raz do roku,
który się dzieli na krótsze odcinki „meteorologicznych pór" albo,
jak mówimy, sezonów (niektóre z australijskich plemion wyróż­
niają ich aż sześć, inne tylko dwa, inne cztery) — co najmniej więc

II. 2. Malowidło naskalne. Ryba i Postacie Duchów, Nourlangie Rock,
Australia

raz do roku cały „tekst", którego „zapisem" jest ziemia przez dane
plemię zamieszkiwana, zostaje „odczytany" w całości podczas
wędrówki, która z zewnątrz przypomina najbardziej, jak wspomi­
naliśmy, wędrówkę ptaków — wędrówkę z miejsc zimnych ku
ciepłym, z terenów, gdzie nie ma już pożywienia, ku tym, gdzie się
zjawia właśnie w obfitości, z obszarów, gdzie następuje pora
suszy, ku obszarom żyźniejszym, i z powrotem ku poprzednim
z nastaniem pory deszczowej. Tak, wyłącznie praktycznie po­
strzegana z zewnątrz, wędrówka ta jest w swej głębokiej treści
porównywalna jedynie z pielgrzymowaniem do miejsc świętych.
Inaczej mówiąc, jest „podróżą Snienia", „podróżą w Snienie",
czyli wspominaniem i rytualnym reaktywowaniem zdarzeń pier­
wszych, ustanawiających święty ład przyrody.
Ponieważ w Śnieniu wszystko zyskało swój kształt i otrzymało
nazwanie, nie ma takiej rzeczy na ziemi, która by nie miała swego
początku lub pierwowzoru w cyklu Snienia i w opowieści o nim.
Wbrew opiniom, wypowiadanym przez pierwszych badaczy tych
plemion, z których jedna — mniej więcej sprzed stu lat — głosiła,
że tubylcy stanowią wyjątkową grupę etniczną przez to, że
pozbawieni są jakiegokolwiek zmysłu religijnego, późniejsze
obserwacje prowadzą do przekonania, że trudno wyobrazić sobie
społeczeństwo bardziej zdominowane przez religijne wierzenia.
To samo dotyczy kwestii „prymitywności" owych wierzeń.
Obejmują one swym zakresem ogromne dziedziny spraw i myśli.
Opowieści mityczne tego olbrzymiego cyklu wyraźnie przekra­
czają poziom reprezentowany, na przykład, przez ludową baśń,
do którego to poziomu również bywały sprowadzane przez
interpretatorów. Raczej powiedzieć by należało, że zawiera się
w nich, oczywiście w rozmaicie rozwiniętych postaciach, nieled­
wie wszystko, co istotne w wielkich religijnych systemach
późniejszego czasu. Wszystko, łącznie z monoteizmem, o którym
z australijskich mitów można by wnioskować ex si/entio: pierw­
sza bowiem przyczyna samego Snienia jest ukryta tam jakby za
niewy powiada Iną już, nieprzekraczalną nawet w rytuale linią
7

�tajemnicy. To zaś, co powiedzieliśmy przed chwilą o zależności
wszystkich widzialnych rzeczy od metafizycznego obszaru i akcji
Snienia—łatwo skojarzyć z tak nawet wyrafinowanym religijnym
„obrazem", jak obraz platońskich idei.
Aby dokładniej zrozumieć, na czym polega podróż Snienia,
można — dla przykładu — w możliwie najkrótszy sposób
opowiedzieć jeden z mitów. Wśród plemion północnej Australii
znana jest historia pewnego bohatera, który został podstępnie
zamordowany przez swego syna, będącego uosobieniem zła.
Umierając dokonał szeregu cudów, które miały w przyszłości
zapewnić ludziom to, co niezbędne do życia: w męce konania
wędrował z miejsca na miejsce, wyznaczając drogę, dziś uznawa­
ną za świętą, na której jego krew znaczyła ślady dzisiaj rozpoz­
nawane w nie wysychających źródłach i zbiornikach wody.
W wodach tych zarazem umieścił on dusze wszystkich tych,
którzy mieli się odtąd narodzić. Każdorazowe więc przebycie
takiej drogi, połączone ze szczegółowym opisem agonii Angamunggiego (tak brzmi imię bohatera), jest rozpamiętywaniem
chwili, w której ludzie uczestniczący w tym rytuale otrzymali to,
co jeden z etnografów nazwał „metafizycznym darem", to jest
możliwość przekraczania własnej kondycji, własnych ograniczeń.
Dar ten jest właśnie „tematem" wewnętrznej „podróży Snienia",
którą przejść trzeba w okresie inicjacji. Podróż dokonywana jest
w celu doświadczenia epifanii: zmysłowego (i oczywiście du­
chowego zarazem) kontaktu z wydarzeniem świętym.
Cowan zwraca szczególną uwagę na dwa aspekty podróży
Snienia — zewnętrzny i wewnętrzny, o którym wspomnieliśmy
przed chwilą. Aspekt zewnętrzny, mówiąc najkrócej, to aspekt
społeczny albo zbiorowy takiej wędrówki, która w tym przypadku
jest wędrówką dosłownie. Przemierzanie określonego terenu
łączy się tutaj ze skomplikowanym obrzędem, odprawianym
w miejscach uznawanych za szczególnie święte (określanych
jako miejsca „wielkie" albo „gorące"), które stanowią zarazem
węzłowe momenty dramatu, jakiego śladem jest cały szlak
podróży. Te topograficzne „punkty orientacyjne", czyli „miejsca
gorące", które Australijczycy śledzą i czczą, odbywając podróż
Snienia, stanowią miejsca szczególnego skupienia boskiej siły,
która emanując stamtąd zapewnia uczestnikom pielgrzymki rege­
nerację własnych sił duchowych i fizycznych. W wędrówce takiej
ożywiony, uaktualniony zostaje w „zwykłym" czasie, ciąg wyda­
rzeń, które się dokonały „poza czasem" lub „przed czasem", czyli
w stwórczym wydarzeniu Snienia. Innymi słowy — mówi Cowan
— stwórcze wydarzenia dokonują się stale, gdy tubylcy par­
tycypują w nich poprzez religijny obrządek. Ale podróż Snienia,
w swej wewnętrznej, ezoterycznej już, a nie egzoterycznej formie,
dokonywana jest także w indywidualnym wymiarze. Wówczas
też może, ale nie zawsze już musi to być wędrówka w sensie
literalnym. Może to być natomiast podróż duchowa, podróż
10

11

samej duszy. Ten przypadek jest częsty przy ceremoniach inic­
jacyjnych. Wówczas „gorące miejsca" mogą być inscenizowane
i sugerowane dla lub przez samych wtajemniczonych, przy czym
sama zasada, „metafizyczna struktura pejzażu", okazuje się
równie ważna, albo ważniejsza nawet od jej — żeby tak powie­
dzieć — faktycznego topograficznego rozwinięcia w pełnej
fizycznej skali. Dzięki temu wtajemniczany, czy to będąc sam czy
w grupie, przekonuje się, że może odtworzyć warunki umoż­
liwiające mu „wejście w Śnienie" — to znaczy może sam przez
się, wewnętrznie doświadczyć stanu epifanii, który zawsze jest
głównym celem wszalkiego kontaktu ze Snieniem." W przypad­
ku więc takiej „podróży duchowej" okazuje się — co świadczy
0 wysokim poziomie świadomości religijnej — że nie samo
(fizycznie dane) miejsce święte, jest tym ku czemu się zdąża
1 w co się wkracza, lecz stan umysłu, stan świadomości, stan
duszy, która w ten sposób wraca do swych źródeł.
Na zakończenie powiedzieć trzeba o tym, jaką funkcję pełni
w tym wszystkim malarstwo. Można twierdzić, że i ono odgrywa
jakąś mnemotechniczną rolę. Spotyka się je zawsze i tylko
w „miejscach gorących", w zwornikowych niejako punktach
„świętej drogi". Oczywiście owe malowidła i ryty skalne zjawić
się mogą tylko tam, gdzie istnieje odpowiednie dla nich podłoże:
tutaj sama przyroda dyktuje warunki. Sądząc z pracy Cowana,
malarstwo to nie jest zbadane dostatecznie co do swojej ikono­
graficznej zawartości. Mówi on, że prócz tematów religijnych
zjawiają się tutaj sceny „świeckie": polowania, wizerunki zwie­
rząt, ludzie przy codziennych zajęciach. Nie można jednak (należy
wnosić z tego, co już zostało powiedziane) z całą pewnością
twierdzić, że to, co wydaje się być „codzienną rzeczą" lub
wizerunkiem żółwia lub węża, nie odnosi się również do cyklu
Snienia, w którym Niebiescy Bohaterowie zajmują się też „zwyk­
łymi" zatrudnieniami, i którzy to Niebiescy Bohaterowie mają
bardzo często postać zwierzęcą, lub są po prostu Pierwszymi
Zwierzętami, jak choćby Tęczowy Wąż, jedna z najważniejszych
postaci australijskiego mitycznego Panteonu, będący wężem
i zarazem „uosobieniem" zjawiska tęczy.
W każdym razie malarstwo to jest odzwierciedleniem wierzeń,
jest przesycone mitycznym sensem, i pełni funkcję najbliższą tej,
jaką pełni epicka pieśń. I tak jak pieśń jest nieustannie odnawiana
przez powtarzanie, przez swoje życie i obecność w obrzędzie, tak
i owo malarstwo przez tysiąclecia było i jeszcze, w niektórych
połaciach kontynentu, jest „konserwowane" —jak powiedzieli­
byśmy — odświeżane regularnie przez specjalnie do tego celu
powołanych członków plemion i klanów. W tym więc także
swoim wydaniu — jak w dziedzinie pieśni — sztuka trwa
niezmiennie w tej postaci, jaką uzyskała w niepamiętnej przeszło­
ści, może nawet w czasie Pierwszych Przodków, w samym
bezczasie Snienia.

PRZY PISY
1

XIX: 29—33, 37—39. Wg wydania: Homer, Iliada. Przełożyła
Kazimiera Jeżewska. Wstępem i przypisami opatrzył Jerzy Łanowski, Wrocław 1986, s. 451
J . L. Brockington, Święta nić hinduizmu. Hinduizm w jego
ciągłości i różnorodności. Przełożył Józef Marzęcki, Warszawa
1990, s. 22—24
Tamże, s. 23
Por. mój artykuł o znaczeniu tego terminu u Pindara: Sophia.
„Znak" nr 405—406 (luty—marzec 1989), s. 130—141
* A. Leroi-Gourhan, Religie prehistoryczne. Tłumaczyła Irena
Dewitz, Warszawa 1966, s. 58—59
2

3

4

8

• James Cowan, Mysteries of the Dreaming. The Spiritual Life
of Australian Aborigines, Bridport (Dorset) 1989 („Prism
Press").
Tamże, s. 25
• Dodajmy na marginesie, że w języku tubylców melodia bywa
nazywana dwoma słowami, które znaczą również „zapach"
i „smak". Por. Cowan, op. cit., s. 99
• Michael Ignatieff, An Interview with Bruce Chatwin, „Granta" no 21, Spring 1987, s. 30—31
Por. Cowan, op. cit., s. 58—59
Tamże, s. 57
Tamże, s. 59
7

10

11

13

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8493" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8471">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3e28a0575415f5227890fe1b89c0a220.pdf</src>
        <authentication>c921428c1e471515b31f62823c25e861</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101471">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2315</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101473">
                <text>1991</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101475">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2147</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101477">
                <text>Spis treści / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101479">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.2, s.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101481">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101483">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101485">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101487">
                <text>POLSKA

AKADEMIA

NAUK

*

INSTYTUT

SZTUKI

•

ROK

XLV

«

1991

t

NR

2

(213)

POLSKA SZTUKA LUDOWA

K O N T E K S T Y
ANTROPOLOGIA

i

KULTURY

ETNOGRAFIA

SZTUKA

�CONTENTS

Wiesław Juszczak
Jacek Olędzki
Zdzisław Skrok
Beata Szydło
Maria Giedz
Jerzy Chumiński
Aleksander Jackowski
Olga Danglova
Czesław Robotycki
Alina Cała
Stefania KrzysztofowiczKozakowska
Aleksander Jackowski

Palaeolithical Epos
Jesus walks on the water of Gennesaret Lake
. . .
The Symbolic Padlocks. A Contribution to the Burial Habits
of Polish Jews
"... you have got this power from my Son and from Me"
- about the Miraculous Event in Oława
Grabarka - the Holy Mountain
Catastrophe: Behaviours and the Memory of the Event
Creativity of the Advanced Old Age
Creativity and Folk Painting
"Venus" from Bielsko-Biała. An Analysis Example of the
Visual Environment
Letter to the Editor
J . Lipman, T. Armstrong, American Folk Painters of Three
Centuries
Jan Świderski (15.12.1931-24.03.1991)

Summary of Articles

3
9
18
21
25
36
38
49
55
60
61
63
63

REDAKCJA: Zbigniew Benedyktowicz (z-ca redaktora naczelnego), Aleksander Jackowski
(redaktor naczelny), Ewa Korulska, Anna Kunczyńska-1racka, Sławomir Sikora (sekretarz
redakcji), Ludwik Stomma oraz Zofia Bisiak i | Jan Świderski |
TŁUMACZENIA: Andrzej Guc
REDAKTOR TECHNICZNY: Krzysztof Nalewajko
STALE WSPÓŁPRACUJĄ: Jerzy Bartmiński,
Ewa Fryś-Pietraszkowa,
Antoni Kroh,
Jacek Olędzki,
Czesław Robotycki,
Roch Sulima

Numer w y d a n y przy w s p ó ł u d z i a l e

Fundacji Artystycznej

Adres redakcji: Instytut Sztuki PAN, ul. Długa 28, 00-950 Warszawa, skr. poczt. 994,
tel. 31-32-71/4 wewn. 227

ZMW

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8490" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8470">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/cf7934ea009822cebf4e2fe8c5288d4d.pdf</src>
        <authentication>8ab6c7114246ce88085195888885fe15</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101444">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2823</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101445">
                <text>2000</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101446">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2630</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101448">
                <text>On Ethnographic Self-Fashioning: Conrad and Malinowski=O etnograficznej autokreacji: Conrad i Malinowski / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2000 t.54 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101450">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2000 t.54 z.1-4, s.80-105</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101452">
                <text>Clifford, James</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101454">
                <text>pol., ang.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101456">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101458">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101466">
                <text>James Clifford • ON ETHNOGRAPHIC SELF-FASHIONING

JAMES

development, a process that, although threatened by
various disruptions, was assumed to be the basic,
progressive movement of humanity. By the turn of the
century, however, evolutionist confidence began to
falter, and a new ethnographic conception of culture
became possible. The word began to be used in the
plural, suggesting a world of separate, distinctive, and
equally meaningful ways of life. The ideal of an
autonomous, cultivated subject could appear as a local
project, not a telos for all humankind.

C L I F F O R D

On Ethnographic
Self-Fashioning:
Conrad and
Malinowski*

1

The underlying causes of these ideological
developments are beyond my scope here. 1 want only
to call attention to the development in the early
twentieth century of a new "ethnographic subjectivity."
Modern anthropology - a Science of Man linked closely
... the age in which we are camped, like bewildered
to cultural description - presupposed the ironic stance
travellers in a garish, unrestful hotel.
of participant observation. By professionalizing
Joseph C o n r a d , Victory
fieldwork anthropology transformed a widespread
predicament into a scientific method. Ethnographic
My whole ethics is based on the fundamental instinct of
knowledge could not be the property of any one
unified personality.
Bronisław Malinowski, Trobriand Field Diary discourse or discipline: the condition of offcenteredness in a world of distinct meaning systems,
a state of being in culture while looking at culture,
permeates twentieth-century art and writing. Nietzsche
o say that the individual is culturally constituted
had clearly announced the new stance in his famous
has become a truism. We are accustomed to
fragment "On Truth and Lie in an Extra-Moral Sense,"
hearing that the person in Bali or among the
asking: "What, then is truth? A mobile army of
Hopi or in medieval society is different - with different
metaphors,
metonyms, and anthropomorphisms - in
experiences of time, space, kinship, bodily identity short,
a
sum
of human relations, which have been
from the individual in bourgeois Europe or in modern
enhanced,
transposed,
and embellished poetically and
America. We assume, almost without question that
rhetorically, and which after long use seem firm,
a self belongs to a specific cultural world much as it
canonical, and obligatory to a people" (Kaufman
speaks a native language: one self, one culture, one
1954:46). Nietzsche, perhaps more than Tylor, was the
language. I do not wish to dispute the considerable
main inventor of the relativist idea of culture: this
truth contained in even so bald a formula; the idea that
chapter could well have been called " O n Truth and Lie
individuality is articulated within worlds of signification
in a Cultural Sense."
that are collective and limited is not in question.
I want, however, to historicize the statement that the
I have instead taken my title from Stephen
self is culturally constituted by examining a moment
Greenblatt's Renaissance Self-Fashioning (1980),
around 1900 when this idea began to make the sense it
a work that traces an emerging, bourgeois, mobile,
does today.
cosmopolitan sense of the self. The ethnographic
2

T

subjectivity I am concerned with may be seen as its late
variant. The sixteenth-century figures of More, Spenser,
Marlowe, Tyndale, Wyatt, and Shakespeare exemplify
for Greenblatt "an increased self-consciousness about
the fashioning of human identity as a manipulable,
artful process" (p. 2). I cannot do justice to the
book's subtle and persuasive individual analyses, but
I want to note Greenblatt's own ethnographic
standpoint, the complex attitude he maintains toward
fashioned selves, including his own. He recognizes the
extent to which recent questions about freedom,
identity, and language have shaped the version he
constructs of sixteenth-century culture. He imports
a modern critical approach to his material. Yet he writes

In the mid-nineteenth century to say that the
individual was bound up in culture meant something
quite different from what it does now. "Culture"
referred to a single evolutionary process. The European
bourgeois ideal of autonomous individuality was widely
believed to be the natural outcome of a long

* Reprinted and translated from " O n Ethnographic SelfFashioning: C o n r a d and Malinowski" by James Clifford, in

Reconstructing Individualism, ed. Thomas C . Heller, Morton
Sosna, and D a v i d Wellberg with permission of the Publisher,
Stanfotd University Press. Copyright 1986 by the Board of
Trustees of the Leland Stanford Junior University. A l l rights
reserved

80

�)ames Clifford • O ETNOGRAFICZNEJ AUTOKREACJ!

T

ruizmem stało się stwierdzenie, że jednostka jest
kulturowo uwarunkowana. Jesteśmy przyzwycza­
jeni do opinii, że mieszkaniec Bali, członek ple­
mienia Hopi lub społeczeństwa średniowiecznego jest
odmienny - ma inne doświadczenie czasu i przestrzeni,
inne rozumienie pokrewieństwa i cielesnej tożsamości od jednostki żyjącej w mieszczańskiej Europie lub we
współczesnej Ameryce. Zakładamy, prawie bez zastrzeżeń,
że jednostka należy do określonego kulturowego świata,
podobnie jak to, że mówi rodzimym językiem: jedno „ja",
jedna kultura, jeden język. Nie chcę rozważać godnej
uwagi prawdy, zawartej w nawet tak jałowej formule;
idea, że indywidualność wyraża się wewnątrz światów
znaczenia, które są kolektywne i ograniczone, nie jest tu
naszym problemem. Chcę jednak uhistorycznić stwier­
dzenie, że „ja" jest ukształtowane kulturowo, badając ów
moment około roku 1900, kiedy idea ta zaczęła być rozu­
miana tak jak dzisiaj.

JAMES

C L I F F O R D

O etnograficznej
autokreacji:
Conrad
i Malinowski*
... ta epoka, w której koczujemy jak oszołomieni
podróżni w krzykliwym, niewygodnym hotelu.
Joseph C o n r a d , Zwycięstwo

Stwierdzenie, że jednostka jest kulturowo ograniczo­
na, w połowie dziewiętnastego stulecia znaczyło coś zu­
pełnie innego, niż znaczy dziś. „Kultura" odnosiła się do
pojedynczego procesu ewolucyjnego. Ideał autonomicz­
nej indywidualności europejskiego mieszczaństwa był jak powszechnie wierzono - naturalnym wynikiem dłu­
giego rozwoju, procesem, który chociaż zagrożony przez
rozmaite rozdarcia, był - jak zakładano - podstawowym,
postępowym ruchem ludzkości. Jednakże na przełomie
wieków ta ewolucjonistyczna wiara zaczęła się chwiać,
a nowa etnograficzna koncepcja kultury stała się możli­
wa. Słowa „kultura" zaczęto używać w liczbie mnogiej, su­
gerującej światy oddzielnych, wyróżniających się i równie
pełnych znaczenia sposobów życia. Ideał autonomicznej,
wykształconej jednostki mógł pojawić się jako lokalny po­
mysł, a nie jako telos dla całego rodzaju ludzkiego.

Cala moja etyka jest oparta na podstawowym
instynkcie spójnej osobowości.
Bronisław Malinowski, Trobriand Field Diary

torycznie upiększone i które na skutek długiego użytko­
wania wydają się ludowi niezmienne, kanoniczne i obo­
wiązujące". ' Nietzsche, być może bardziej niż Taylor, był
głównym odkrywcą relatywistycznej koncepcji kultury:
rozdział ten mógł być równie dobrze zatytułowany
„ O prawdzie i kłamstwie w sensie kulturowym".
Zamiast tego zaczerpnąłem swój tytuł z książki Ste­
phena Greenblatta Renaissance Self-Fashioning* pracy,
która kreśli wyłaniające się mieszczańskie, zmienne, ko­
smopolityczne znaczenie własnego „ja". Etnograficzna su­
biektywność, którą się zajmuję, może być traktowana ja­
ko jego późny wariant. Szesnastowieczne postacie - Mo­
re, Spenser, Marlowe, Tyndale, Wyatt i Szekspir - stano­
wią dla Greenblatta przykłady „wzrastającej świadomości
tego, że kształtowanie ludzkiej tożsamości jest dającym
się manipulować, przemyślanym procesem". Nie mogę tu
oddać sprawiedliwości subtelności tej książki i przekonu­
jącym poszczególnym analizom, ale chciałbym odnoto­
wać etnograficzny punkt widzenia Greenblatta, całościo­
we podejście, które zachowuje on wobec wykreowanych
jednostek, włączając w to również samego siebie. Świado­
my jest on stopnia, w jakim nowe pytania o wolność, toż­
samość i język ukształtowały konstruowaną przez niego
wersję szesnastowiecznej kultury. Greenblatt wprowadza

1

Właściwe powody owego ideologicznego rozwoju wy­
kraczają w tym miejscu poza zasięg moich zaintereso­
wań. Chcę tylko zwrócić uwagę na rozwój nowej „etno­
graficznej subiektywności" na początku dwudziestego stu­
lecia. Współczesna antropologia - nauka o człowieku
związana blisko z opisem kulturowym - zakłada z góry iro­
niczną postawę obserwacji uczestniczącej. Poprzez profe­
sjonalizację badań terenowych antropologia przekształci­
ła swe szeroko rozpowszechnione kłopotliwe położenie
w metodę naukową. Wiedza etnograficzna nie może być
własnością jakiegoś pojedynczego dyskursu czy dyscypli­
ny: kondycja bycia poza centrum, w świecie odmiennych
systemów znaczeniowych, stan bycia w kulturze podczas
patrzenia na kulturę przenika dwudziestowieczne pisar­
stwo i sztukę. Nietzsche wyraźnie zapowiedział tę nową
postawę w słynnym tekście zatytułowanym O prawdzie
i kłamstwie w pozamoralnym sensie, pytając: „Czym więc
jest prawda? Ruchliwą armią metafor, metonimii, antropomorfizmów - krótko mówiąc sumą ludzkich stosunków,
które zostały spotęgowane, przekształcone, poetycko i re2

5

* Polska wersja niniejszego artykułu ukazała się pierwotnie
w „Kontekstach" 3-4, 1992, a w wersji książkowej w James Clif­
ford,

Kłopoty z kulturą. Dwudziestowieczna etnografia, litenura

i sztuka, Wydawnictwo K R , Warszawa 2000. Wydawnictwu K R
dziękujemy za zgodę na przedruk polskiej wersji tekstu.

81

�James Clifford • ON E T H N O G R A P H I C SELF-FASHIONING

concern with evolutionary "history" and "progress").
I think we are seeing signs that the privilege given to
natural languages and, as it were, natural cultures, is
dissolving. These objects and epistemological grounds
are now appearing as constructs, achieved fictions,
containing and domesticating heteroglossia. In a world
with too many voices speaking all at once, a world
where syncretism and parodie invention are becoming
the rule, not the exception, an urban, multinational
world of institutional transience - where American
clothes made i n Korea are worn by young people in
Russia, where everyone's "roots" are in some degree cut
- i n such a world it becomes increasingly difficult to
attach human identity and meaning to a coherent
"culture" or "language."

too as someone caught up with and loyal to a tradition.
He expresses i n a moving epilogue his stubborn
commitment to the possibility of shaping one's own
identity, even if this means only to "selfhood conceived
as a fiction" (p. 257). He is led to what Conrad
approvingly called a "deliberate belief."
Greenblatt is a participant-analyst, constructing and
engaging a cultural formation that is both distanced i n
the sixteenth century and dialectically continuous with
the present. His "late," reflexive version of Renaissance
self-fashioning relies on a sharply articulated
ethnographic viewpoint. The fashioned, fictional self is
always located with reference to its culture and coded
modes of expression, its language. Greenblatt's study
concludes that Renaissance self-fashioning was anything
but the unconstrained emergence of a new individualist
autonomy. The subjectivity he finds is "not an epiphany
of identity freely chosen but a cultural artifact" (p. 256),
for the self maneuvers within constraints and
possibilities given by an institutionalized set of
collective practices and codes. Greenblatt invokes
symbolic-interpretive anthropology, particularly the
work of Geertz (also Boon, Douglas, Duvignaud,
Rabinów, and Turner); and he knows, moreover, that
cultural symbols and performances take shape i n
situations of power and dominance. One hears echoes
of Foucault i n Greenblatt's warning: "The power to
impose a shape upon oneself is an aspect of the more
general power to control identity - that of others at
least as much as one's own" (p. 1 ). It follows that
ethnographic discourse, including Greenblatt's literary
variant, works i n this double manner. Though it
portrays other selves as culturally constituted, it also
fashions an identity authorized to represent, to
interpret, even to believe - but always with some irony
- the truths of discrepant worlds.

I evoke this syncretic, "postcultural" situation only
to gesture toward the standpoint (though it cannot be
so easily spatialized), the condition of uncertainty from
which I am writing. But my concern is not with the
possible dissolution of a subjectivity anchored in culture
and language. Rather, I want to explore two powerful
articulations of this subjectivity i n the works of Conrad
and Malinowski, two displaced persons both of whom
struggled in the early twentieth century with
cosmopolitanism and composed their own versions of
" O n Truth and Lie i n a Cultural Sense." Conrad may
have seen more deeply into the matter, for he built into
his work a vision of the constructed nature of culture
and language, a serious fictionality he deliberately,
almost absurdly, embraced. But a comparable grappling
with culture and language may be seen i n
Malinowski's work, particularly in the difficult
experience and literary representation of his famous
Trobriand fieldwork. (This fieldwork has served as
a kind of founding charter for the twentieth-century
discipline of anthropology.) Conrad accomplished the
almost impossible feat of becoming a great writer (his
model was Flaubert) in English, a third language he
began to acquire at twenty years of age. It is not
surprising to find throughout his work a sense of the
simultaneous artifice and necessity of cultural, linguistic
conventions. His life of writing, of constantly becoming
an English writer, offers a paradigm for ethnographic
subjectivity; it enacts a structure of feeling continuously
involved in translation among languages, a
consciousness deeply aware of the arbitrariness of
conventions, a new secular relativism.

Ethnographic subjectivity is composed of participant
observation in a world of "cultural artifacts" linked (and
this is the originality of Nietzsche's formulation) to
a new conception of language - or better, languages seen as discrete systems of signs. Along with Nietzsche,
the thinkers who stake out my area of exploration are
Boas, Durkheim, and Malinowski (inventors and
popularizers of the ethnographic culture idea), and
Saussure. They inaugurate an interconnected set of
assumptions that are now i n the last quarter of the
twentieth century just becoming visible. A n intellectual
historian of the year 2010, if such a person is
imaginable, may even look back on the first two-thirds
of our century and observe that this was a time when
western intellectuals were preoccupied with grounds of
meaning and identity they called "culture" and
"language" (much the way we now look at the
nineteenth century and perceive there a problematic

Malinowski remarked, "[W. H . R.] Rivers is the
Rider Haggard of Anthropology: I shall be the Conrad!"
(to B. Z. Seligman, quoted in Firth 1957:6). He
probably had i n mind the difference between Rivers'
multicultural survey methodology (collecting traits and
genealogies) and his own intensive study of a single
group. For Malinowski the name Conrad was a symbol

82

�James Clifford • O ETNOGRAFICZNEJ AUTOKREACJI

do swojego materiału współczesne, krytyczne podejście.
Ale pisze on jednocześnie jak ktoś uwiedziony tradycją
i lojalny wobec niej. W poruszającym epilogu autor upar­
cie dopuszcza możliwość kształtowania czyjejś tożsamości,
nawet jeśli oznacza to tylko „osobowość rozumianą jako
fikcję". Prowadzi to Greenblatta do tego, co Conrad
aprobująco nazwał „przemyślaną wiarą".
6

Greenblatt jest uczestnikiem-analitykiem, konstruują­
cym i zaangażowanym w kulturową formację, która jest
odległa od szesnastego stulecia, jak i dialektycznie bliska
teraźniejszości. Jego „późna", refleksyjna wersja autokreacji Renesansu opiera się na zdecydowanie artykułowanym
etnograficznym punkcie widzenia. Ukształtowane, fikcyj­
ne „ja" jest zawsze umieszczone w kontekście, odniesione
do swojej kultury, zakodowanych sposobów ekspresji, do
swojego języka. Studium Greenblatta kończy się wnio­
skiem, że autokreowanie się Renesansu bynajmniej nie
jest swobodnym powstawaniem nowej jednostkowej au­
tonomii. Subiektywność, którą odkrywa, nie jest „epifa­
nią wybranej dowolnie tożsamości, lecz wytworem kultu­
rowym" , ponieważ jednostka manewruje w obrębie ogra­
niczeń i możliwości danych przez zinstytucjonalizowany
zestaw zbiorowych praktyk i kodów. Greenblatt odwołuje
się do antropologii symboliczno-interpretującej, szczegól­
nie do prac Geertza (ale również do takich autorów, jak
Boon, Douglas, Duvignaud, Rabinov i Turner); a ponad­
to wie on, że kulturowe symbole i przedstawienia nabie­
rają kształtu w sytuacjach związanych z władzą i domina­
cją. W ostrzeżeniu Greenblatta słychać echo Foucaulta:
„Władza nadawania komuś kształtu jest przejawem bar­
dziej ogólnej władzy kontrolowania tożsamości - tożsa­
mości innych co najmniej w tym samym stopniu, co swo­
jej własnej". Wynika z tego, że etnograficzny dyskurs,
włączając jego literacką odmianę Greenblatta, funkcjo­
nuje w taki podwójny sposób. Chociaż przedstawia on in­
ne „ja" jako ukonstytuowane kulturowo, to również mo­
deluje tożsamość upoważnioną do reprezentowania i tłu­
maczenia prawd sprzecznych światów, a nawet zawierze­
nia im - jakkolwiek wiara ta zawsze zabarwiona jest iro­
nią.
7

8

Etnograficzna subiektywność składa się z obserwacji
uczestniczącej w świecie „kulturowych artefaktów", zwią­
zanej (na tym polega oryginalność sformułowania Nietz­
schego) z nową koncepcją języka - albo lepiej języków widzianych jako odrębne systemy znaków. Oprócz Nietz­
schego myślicielami, którzy wytyczają sferę moich badań,
są Boas, Durkheim i Malinowski (twórcy i popularyzato­
rzy etnograficznego pojęcia kultury) oraz Saussure.
Wprowadzili oni i zespolili zestaw założeń, które dziś,
w ostatniej ćwierci dwudziestego wieku, stają się właśnie
oczywiste. Historyk formacji intelektualnej roku 2010, je­
żeli można wyobrazić sobie taką postać, mógłby nawet
spojrzeć wstecz na początkowe dwie trzecie naszego stu­
lecia i spostrzec, że był to czas, kiedy zachodni intelektu­

8)

aliści byli zaabsorbowani podstawami znaczenia i tożsa­
mości tego, co nazywali „kulturą" i „językiem" (nieledwie
w taki sam sposób, w jaki patrzymy teraz na dziewiętnaste
stulecie i postrzegamy w nim problematykę dotyczącą
ewolucjonistycznej „historii" i „postępu"). Sądzę, że do­
strzegamy oznaki tego, iż przywilej dany językom natural­
nym, i niejako naturalnym kulturom, zanika. Te
przedmioty i epistemologiczne podstawy ukazują się teraz
jako konstrukcje, dokonane fikcje, które zawierają
i oswajają różnorodność języków (heteroglosię). W świe­
cie, w którym zbyt wiele głosów mówi jednocześnie,
w którym synkretyzm i parodystyczna inwencja stają się
regułą, a nie wyjątkiem, w zurbanizowanym wielonarodo­
wym świecie instytucjonalnej tymczasowości - gdzie ame­
rykańskie ubrania produkowane w Korei noszone są przez
młodych ludzi w Rosji, gdzie „korzenie" każdego są
w pewnym stopniu podcięte - w takim świecie coraz tru­
dniejszą rzeczą staje się połączenie ludzkiej tożsamości
i znaczenia ze spójną „kulturą" czy „językiem".
Przywołałem tę synkretyczną „postkulturową" sytua­
cję tylko po to, by wskazać punkt widzenia (chociaż nie
może on być tak łatwo osadzony w przestrzeni), stan nie­
pewności, w którym się znajduję, pisząc te słowa. Ale mój
niepokój nie jest związany z możliwym rozpadem subiek­
tywności zakotwiczonej w kulturze i języku. Chciałbym
raczej zbadać dwie potężne artykulacje tej subiektywności
w dziełach Conrada i Malinowskiego, obydwu wyrwa­
nych ze swego środowiska, z których każdy zmagał się na
początku dwudziestego wieku z kosmopolityzmem i stwo­
rzył swoją własną wersję O prawdzie i kłamstwie w sensie
kulturowym. Conrad mógł głębiej wejrzeć w istotę rzeczy,
gdyż zbudował w swoim dziele wizję skonstruowanej isto­
ty kultury i języka, poważną fikcję literacką, którą ujął
w sposób przemyślany, niemal absurdalnie. Ale porówny­
walne borykanie się z kulturą i językiem można zobaczyć
w pracach Malinowskiego, szczególnie w trudnym do­
świadczeniu i literackim przedstawieniu jego słynnych ba­
dań terenowych na Trobriandach. (Badania te posłużyły
za rodzaj aktu założycielskiego dla dwudziestowiecznej
dyscypliny - antropologii). Conrad osiągnął rzecz niemal
niemożliwą, stał się wielkim pisarzem języka angielskiego
(jego wzorem był Flaubert), swojego trzeciego języka,
który zaczął przyswajać sobie w wieku lat dwudziestu. Nie
dziwi, że w jego książkach odnajdujemy poczucie równo­
czesnej biegłości w sztuce słowa, jak i konieczność kultu­
rowych, językowych konwencji. Dzieje jego pisarstwa,
wytrwałego stawania się pisarzem angielskim, oferują pa­
radygmat dla etnograficznej subiektywności, odtwarzają
i ustanawiają strukturę poczucia nieustannego uwikłania
w tłumaczenie pomiędzy językami, świadomość głęboko
zdającą sobie sprawę z arbitralności konwencji, nowy
świecki relatywizm.
Malinowski powiedział kiedyś „[W.H.R.] Rivers jest
Riderem Haggardem Antropologii: ja będę Conradem!".
9

�James Clifford • O N E T H N O G R A P H I C SELF-FASHIONING

of depth, complexity, and subtlety. (He invokes him in
this sense in the field diary.) But Malinowski was not
the Conrad of anthropology. His most direct literary
model was certainly James Frazer; and in much of his
own writing he was reminiscent of Zola - a naturalist
presenting facts plus heightened "atmosphere," his
scientific-cultural descriptions yielding morally charged
humanist allegories. Anthropology is still waiting for its
Conrad.

seemed to leave little room for the stable,
comprehending posture of relativist ethnography.
Moreover, in its rawness and vulnerability, its
unquestionable sincerity and inconclusiveness, the
Diary seemed to deliver an unvarnished reality. But it is
only one important version of a complex,
intersubjective situation (which also produced
Argonauts and other ethnographic and popular
accounts). The Diary is an inventive, polyphonic text.
It is a crucial document for the history of anthropology,
not because it reveals the reality of ethnographic
experience but because it forces us to grapple with the
complexities of such encounters and to treat all textual
accounts based on fieldwork as partial constructions.

My comparison of Malinowski and Conrad focuses
on their difficult accession to innovative professional
expression. Heart of Darkness (1899) is Conrad's most
profound meditation on the difficult process of giving
himself to England and English. It was written in 189899, just as he decisively adopted the landlocked life of
writing; and it looked back to the beginning of the
process, his last, most audacious voyage out to his
"farthest point of navigation." O n the journey up the
Congo a decade earlier, Konrad Korzeniowski had
carried with him the initial chapters of his first novel,
Almayer's Folly, written in an awkward but powerful
English. My reading of Heart of Darkness embraces
a complex decade of choice, the 1890s, beginning with
the African voyage and ending with its narration. The
choice involved career, language, and cultural
attachment. Malinowski's parallel experience is marked
off by two works, which may be treated as a single
expanded text: A Diary in the Strict Sense of the Term
(1967), his intimate Trobriand journal of 1914-18, and
the classic ethnography that emerged from the
fieldwork, Argonauts of the Western Pacific (1922).
5

4

• • •
Malinowski and Conrad knew each other, and there
is evidence from Malinowski's comments on the older,
already well known writer that he sensed a deep affinity
in their predicaments. W i t h reason: both were Poles
condemned by historical contingency to a cosmopolitan
European identity; both pursued ambitious writing
careers in England. Drawing on Zdzisław Najder's
excellent studies of Conrad, one can speculate that the
two exiles shared a peculiarly Polish cultural distance,
having been born into a nation that had since the
eighteenth century existed only as a fiction - but an
intensely believed, serious fiction - of collective
identity. Moreover, Poland's peculiar social structure,
with its broadly based small nobility, made aristocratic
values unusually evident at all levels of society.
Poland's cultivated exiles were not likely to be charmed
by Europe's reigning bourgeois values; they would keep
a certain remove. This viewpoint outside bourgeois
society (but maintained with a degree of artifice rather like Balzac's standpoint in the France of the
1830s) is perhaps a peculiarly advantageous
"ethnographic" position. Be that as it may, there is no
doubt about Malinowski's strong affinity for Conrad.
(Just before the war he presented the older man with
a copy of his first book, The Family among the Australian
Aborigines, with a Polish inscription; what Conrad made
of Arunta notions of paternity remains, perhaps
fortunately, unknown.) Although their acquaintance
was brief, Malinowski often represented his life in
Conradian terms, and in his diary he seemed at times to
be rewriting themes from Heart of Darkness.

A word of methodological caution is needed at the
outset. To treat the Diary and Argonauts together need
not imply that the former is a true revelation of
Malinowski's fieldwork. (This is how the Diary was
widely understood on its publication in 1967.) The
Trobriand field experience is not exhausted by
Argonauts or the Diary or by their combination. The
two texts are partial refractions, specific experiments
with writing. Recorded largely in Polish and clearly not
intended for publication, the Diary caused a minor
scandal in the public image of anthropology - although
fieldworkers recognized much that was familiar. One of
the discipline's founders was seen to have felt
considerable anger toward his native informants. A field
experience that had set the standard for scientific
cultural description was fraught with ambivalence. The
authoritative anthropologist in his intimate journal
appeared a self-absorbed hypochondriac, frequently
depressed, prey to constant fantasies about European
and Trobriand women, trapped in an endless struggle to
maintain his morale, to pull himself together. He was
mercurial, trying out different voices, personae. The
anguish, confusion, elation, and anger of the Diary

Nearly every commentator on the Diary has
plausibly compared it with Conrad's African tale (see
for example Stocking 1974). Both Heart of Darkness and
the Diary appear to portray the crisis of an identity a struggle at the limits of Western civilization against
the threat of moral dissolution. Indeed this struggle, and

84

�James Clifford • O ETNOGRAFICZNEJ A U T O K R E A C J I

Prawdopodobnie miał on świadomość różnic pomiędzy
wielokulturową opisową metodologią Pviversa (gromadzą­
cą cechy i genealogie) i swoimi własnymi intensywnymi
studiami pojedynczej grupy. Dla Malinowskiego nazwisko
Conrada było symbolem głębi, złożoności i subtelności.
(Odwoływał się do niego w tym sensie w swoim dzienni­
ku badań terenowych). Ale Malinowski nie był Conra­
dem antropologii. Jego najbardziej bezpośrednim mode­
lem literackim był z pewnością James Frazer; a w wielu
własnych książkach przypominał Zolę - naturalistycznie
przedstawiając fakty i dodając do nich podniosłą atmosfe­
rę, jego naukowo-kulturowe opisy niosą moralnie zabar­
wione, humanistyczne alegorie. Antropologia wciąż cze­
ka na swojego Conrada.
Moje porównanie Malinowskiego i Conrada skupia się
na ich trudnym dojściu do pełnej odkryć profesjonalnej
ekspresji. Jądro ciemności (1899) jest najbardziej głęboką
medytacją Conrada na temat trudnego procesu wiązania
się z Anglią i angielszczyzną. Książka ta została napisa­
na w latach 1898-99, zaraz po tym jak zdecydował się on
wieść życie pisarza; i spoglądała wstecz na początki tego
procesu, na ostatnią, najbardziej zuchwałą podróż Conra­
da do „najdalszego punktu żeglugi". W podróży w górę
rzeki Kongo dziesięć lat wcześniej Konrad Korzeniowski
wiózł ze sobą początkowe rozdziały swojej pierwszej po­
wieści Szaleństwo Almayera, napisane w niezdarnej, choć
bardzo sugestywnej angielszczyźnie. Moja lektura Jądra
ciemności ogarnia złożoną dekadę wyboru lat dziewięć­
dziesiątych dziewiętnastego stulecia, która rozpoczyna się
podróżą afrykańską, a kończy jej opisem. Wybór ten po­
wodował uwikłanie się w karierę, język i kulturowe związ­
ki. Paralelne doświadczenie Malinowskiego jest zaznaczo­
ne przez dwa dzieła, które można traktować jako poje­
dynczy, rozszerzający się tekst: A Diary in the Strict Sense
of the Term (1967) (Dziennik we właściwym sensie tego
słowa), osobisty dziennik z Trobriandów z lat 1914-18,
i przez klasyczne dzieło etnograficzne, powstałe na pod­
stawie badań terenowych, Argonautów zachodniego Pacyfi­
ku (1922).
10

Na początek potrzebne jest słowo metodologicznej
przestrogi. Łączne potraktowanie Dziennika i Argonautów
nie musi zakładać, że ten pierwszy jest prawdziwym obja­
wieniem badań terenowych Malinowskiego. (Tak właśnie
szeroko rozumiano Dziennik po jego publikacji w roku
1967). Doświadczenia z badań terenowych na Trobriandach nie zostają wyczerpane ani przez Argonautów, ani
przez Dziennik, ani przez ich połączenie. Te dwa teksty są
częściowymi refrakcjami, specyficznymi eksperymentami
pisarskimi. Dziennik, pisany w przeważającej części po
polsku i w oczywisty sposób nie przeznaczony do publika­
cji wywołał niejaki skandal w publicznym obrazie antro­
pologii - chociaż badacze terenowi rozpoznali wiele do­
brze sobie znanych rzeczy. Oto jeden z założycieli dyscy­
pliny został pokazany w sytuacjach, gdy odczuwał praw­

85

dziwy gniew wobec swoich tubylczych informatorów. Do­
świadczenie badań terenowych, które ustaliło standard
dla naukowego opisu kulturowego, miało dość ambiwa­
lentny charakter. Obdarzony autorytetem antropolog
w swoim poufnym dzienniku występuje jako zaabsorbo­
wany samym sobą hipochondryk, osoba często przygnę­
biona, ofiara uporczywych fantazji na temat europejskich
i trobriandzkich kobiet, schwytana w pułapkę niekończą­
cych się zmagań o równowagę duchową i konsolidację
psychiczną. Był postacią merkuryczną, żywą jak rtęć,
próbującą przemawiać różnymi głosami. Udręka, niepew­
ność, podniecenie i gniew Dziennika wydają się zostawiać
niewiele miejsca dla stabilnej rozumiejącej postawy, czy
wręcz pozy relatywistycznej etnografii. Ponadto w swojej
surowości i słabych punktach, bezspornej szczerości i bezkonkluzyjności Dziennik wydaje się dostarczać nam nagą
rzeczywistość. Ale jest to tylko jedna, choć ważna wersja
złożonej, intersubiektywnej sytuacji (która zrodziła rów­
nież Argonautóu' i inne etnograficzne i popularne opisy).
Dziennik jest pomysłowym, polifonicznym tekstem. Dla
historii antropologii jest on tekstem przełomowym nie
dlatego, że objawia rzeczywistość etnograficznego do­
świadczenia, ale ponieważ zmusza nas do borykania się ze
złożonością takich spotkań, potyczek oraz do traktowania
wszystkich tekstowych sprawozdań, opartych na bada­
niach terenowych, jako stronniczych interpretacji."

Malinowski i Conrad znali się osobiście. Z uwag spo­
rządzonych przez Malinowskiego na temat starszego, do­
brze już znanego pisarza wynika jasno, że miał on poczu­
cie głębokiego wzajemnego powinowactwa w ich trud­
nym położeniu. Nie bez powodu - obaj byli Polakami ska­
zanymi przez historyczny przypadek na kosmopolityczną
europejską tożsamość; obaj dążyli do ambitnej kariery pi­
sarskiej w Anglii. Odwołując się do znakomitych studiów
Zdzisława Najdera o Conradzie, można sądzić, że udzia­
łem tych dwóch uchodźców był osobliwy polski kulturo­
wy dystans, gdyż wywodzą się oni z narodu, który od
osiemnastego stulecia istniał jedynie jako fikcja zbiorowej
tożsamości - lecz fikcja, w którą żarliwie wierzono. Po­
nadto szczególna struktura społeczna Polski - znajdująca
szerokie oparcie w drobnej szlachcie - uczyniła arystokra­
tyczne wartości niezwykle oczywistymi dla wszystkich
warstw społecznych. Było to mało prawdopodobne, by
wykształconych polskich uchodźców mogły urzec panują­
ce w Europie wartości mieszczańskie: umieli oni zacho­
wać dystans. Ten punkt widzenia spoza społeczeństwa
mieszczańskiego (choć utrzymywany do pewnego stopnia
sztucznie - podobnie jak punkt widzenia Balzaka we
Francji lat trzydziestych dziewiętnastego wieku) jest być
może szczególnie korzystną „etnograficzną" pozycją. Jak­
kolwiek by było, nie ma wątpliwości co do silnej sympatii

�James Clifford • O N E T H N O G R A P H I C SELF-FASHIONING

Heart of Darkness offers, then, a paradigm of
ethnographic subjectivity. In what follows I will be
exploring specific echoes and analogies linking
Conrad's situation of cultural liminality in the Congo
with Malinowski's in the Trobriands. The
correspondence is not exact, however. Perhaps the most
important textual difference is that Conrad takes an
ironic position with respect to representational truth,
a stance only implicit in Malinowski's writing. The
author of Argonauts devotes himself to constructing
realistic cultural fictions, whereas Conrad, though
similarly committed, represents the activity as
a contextually limited practice of storytelling.

the need for personal restraint, is a commonplace of
colonial literature. Thus the parallel is not particularly
revealing, beyond showing life (the Diary) imitating
"literature" (Heart of Darkness). I n addition to
Kurtz's moral disintegration, however, Conrad
introduces a more profound, subversive theme: the
famous "lie"- actually a series of lies that in Heart of
Darkness both undermine and somehow empower the
complex truth of Marlow's narration. The most
prominent of these lies is, of course, Marlow's refusal to
tell Kurtz's Intended his last words, "The Horror,"
substituting instead words she can accept. This lie is
then juxtaposed with the truth - also highly
circumstantial - told to a restricted group of
Englishmen on the deck of the cruising yawl Nellie.
Malinowski's unsettled Diary does seem to enact the
theme of disintegration. But what of the lie? The alltoo-believable account? Malinowski's saving fiction,
I will argue, is the classic ethnography Argonauts of the
Western Pacific.

6

In comparing the experiences of Malinowski and
Conrad, one is struck by their linguistic
overdetermination. I n each case three languages are at
work, producing constant translation and interference.
Conrad's predicament is extremely complex. Just before
leaving for Africa he had unaccountably begun writing
what would become Almayer's Folly. After composing
the opening chapters, he ran into obstacles. Around
this time he came to know a cousin by marriage,
Marguerite Poradowska, with whom he became in some
significant way amorously involved. She was married
and a well-known French author; it was largely
a literary entanglement. Conrad wrote her rather
passionate and self-revelatory letters - in French.
Poradowska, who lived in Brussels, was instrumental in
arranging her kinsman's Congo employment. T i e n , in
the months just before he left for Africa, Conrad
returned to Poland for the first time since he had run
away to sea fifteen years before. This renewed his
Polish, which had remained good, and revived its
association with childhood places and ambivalent
feelings. From Poland (actually the Russian Ukraine) he
rushed almost directly to take up his post in the Congo.
There he spoke French, his most fluent acquired
tongue, but kept a diary in English and may have
worked on the chapters of Almayer. (He claims as much
in his "Biographical Note" of 1900.) In Africa Conrad
established a friendship with the Irishman Roger
Casement and generally maintained a pose of an
English nautical gentleman. His intense letters to
Poradowska continued, as always, in French. His
mother tongue had just been revived. The Congo
experience was a time of maximal linguistic complexity.
In what language was Conrad consistently thinking? It
is not surprising that words and things often seem
disjointed in Heart of Darkness as Marlow searches in
the dark for meaning and interlocution.

Heart of Darkness is notoriously interpretable; but
one of its ines capable themes is the problem of truthspeaking, the interplay of truth and lie in
Marlow's discourse. The lie to Kurtz's Intended has
been exhaustively debated. Very schematically, my own
position is that the lie is a saving lie. In sparing the
Intended Kurtz's last words, Marlow recognizes and
constitutes different domains of truth - male and
female as well as the truths of the metropole and the
frontier. These truths reflect elementary structures in
the constitution of ordered meanings - knowledge
divided by gender and by cultural center and periphery.
The lie to the Intended is juxtaposed with a different
truth (and it too is limited, contextual, and
problematic) told on the deck of the Nellie to
Englishmen identified only as social types - the Lawyer,
the Accountant, the Director of Companies. If Marlow
succeeds in communicating, it is within this limited
domain. As readers, however, we identify with the
unidentified person who watches Marlow's dark truths
and white lies enacted on the stage of the yawl's deck.
This second narrator's story is not itself undermined or
limited. It represents, I propose, the ethnographic
standpoint, a subjective position and a historical site of
narrative authority that truthfully juxtaposes different
truths. While Marlow initially "abhors a lie," he learns
to lie - that is, to communicate within the collective,
partial fictions of cultural life. He tells limited stories.
The second narrator salvages, compares, and
(ironically) believes these staged truths. This is the
achieved perspective of the serious interpreter of
cultures, of local, partial knowledge. The voice of
Conrad's "outermost" narrator is a stabilizing voice
whose words are not meant to be mistrusted.

As for Malinowski, in the field he kept his private
diary in Polish and corresponded in that language with
his mother, who was behind enemy lines in Austria. He
wrote in English on anthropological topics to his

5

86

�James Clifford

• O ETNOGRAFICZNEJ AUTOKREACJI

sne kłamstwa Marlowa, odegrane na scenie pokładu jol­
ki. Ta opowieść drugiego narratora nie zostaje podważo­
na ani ograniczona. Reprezentuje ona - moim zdaniem etnograficzny punkt widzenia, subiektywną pozycję i hi­
storyczne miejsce osoby narratora, która zestawia trudne
prawdy. Chociaż Marlow początkowo „brzydzi się kłam­
stwem", to jednak uczy się kłamać - są to częściowe fik­
cje życia kulturowego, konieczne by porozumiewać się
wewnątrz społeczności. Opowiada on gotowe historie.
Drugi narrator ratuje, ocala, porównuje, (z ironią) wierzy
w te odegrane prawdy. Jest to osiągnięcie perspektywy po­
ważnego interpretatora kultur, lokalnej, cząstkowej wie­
dzy. Głos „najbardziej zewnętrznego" narratora u Conra­
da jest głosem stabilizującym, którego słowa nie są po to,
by im nie dowierzać.

Malinowskiego dla Conrada. (Tuż przed wojną podarował
temu starszemu panu egzemplarz swojej pierwszej książki
The Family among the Australian Aborigines z polską dedy­
kacją; co Conrad pojął z koncepcji ojcostwa plemienia
Arunta, pozostaje - być może na szczęście - nieznane).
Chociaż ich znajomość była krótka, Malinowski często
przedstawiał swoje życie w kategoriach conradowskich
i w swoim dzienniku, jak się wydaje, czasami powtarza
i przerabia tematy z jądra ciemności.
Niemal każdy komentarz Dziennika pozornie słusznie
porównywał go z afrykańską opowieścią Conrada. Za­
równo Jądro ciemności, jak i Dziennik wydają się portreto­
wać kryzys tożsamości - walkę na granicach cywilizacji
zachodniej przeciwko groźbie moralnego rozkładu. Oczy­
wiście walka ta i potrzeba osobistego umiaru jest banałem
literatury kolonialnej. Wobec tego porównanie takie nie
jest szczególnie odkrywcze poza tym, że pokazuje życie
(Dziennik) naśladujące „literaturę" (Jądro ciemności). Jako
dodatek do moralnego rozkładu Kurtza Conrad wprowa­
dza bardziej głęboki, wywrotowy temat: słynne „kłam­
stwo" - faktycznie szereg kłamstw, które w Jądrze ciemno­
ści zarówno podkopują, jak i w pewien sposób czynią moż­
liwą złożoną prawdę narracji Marlowa. Najbardziej spek­
takularnym z tych kłamstw jest oczywiście to, gdy Marlow
odmawia powtórzenia narzeczonej Kurtza jego ostatnich
słów - „Zgroza! Zgroza!" - i zastępuje je słowami, które
mogła przyjąć. Kłamstwo to jest później zestawiane
z prawdą - również wielce uwarunkowaną okolicznościa­
mi - opowiedzianą grupie Anglików na pokładzie krążą­
cej po morzu jolki „Nellie". „Rozstrojony" Dziennik Mali­
nowskiego wydaje się przedstawiać temat rozpadu. Ale co
z kłamstwem? Z wszystkimi nader wiarygodnymi opisami?
Ocalającą fikcją Malinowskiego - czego dowiodę - jest
klasyczna etnografia Argonautów Zachodniego Pacyfiku.
12

15

Jadro ciemności oferuje zatem paradygmat etnograficz­
nej subiektywności. W dalszym ciągu nietrudno będzie
zauważyć szczególne echa i analogie, łączące sytuację kul­
turowej graniczności Conrada w Kongu z sytuacją Mali­
nowskiego na Trobriandach. Jednakże zgodność ta nie
jest dokładna. Być może najważniejsza różnica tekstowa
polega na tym, że Conrad przyjmuje postawę ironiczną,
z szacunkiem dla przedstawionej prawdy, postawę zawar­
tą tylko pośrednio w pismach Malinowskiego. Autor Ar­
gonautów poświęca się konstruowaniu realistycznej, kul­
turowej fikcji, podczas gdy Conrad, chociaż podobnie za­
angażowany, przedstawia działanie jako kontekstualnie
ograniczoną praktykę opowiadania historii.
14

Jądro ciemności dopuszcza wiele interpretacji, ale jed­
nym z tematów, którego nie sposób uniknąć, jest problem
prawdomówności, wzajemna gra prawdy i kłamstwa
w opowieści Marlowa. Kłamstwo wobec narzeczonej
Kurtza rozważano już wyczerpująco. Mówiąc bardziej
schematycznie, kłamstwo to jest moim zdaniem kłam­
stwem ocalającym. Oszczędzając narzeczonej Kurtza jego
ostatnich słów, Marlow uznaje i wyznacza różne domeny
prawdy - męską i kobiecą, jak również prawdę metropo­
lii i pogranicza. Prawdy te odbijają podstawowe struktury
w tworzeniu uporządkowanych znaczeń - wiedzy podzie­
lonej przez płeć oraz przez kulturowe centrum i peryferie.
Kłamstwo wobec narzeczonej jest zestawione z inną
prawdą (która także jest ograniczona, zależna od konte­
kstu i problematyczna), opowiedzianą na pokładzie „Nel­
lie" Anglikom, określonym jedynie jako typy społeczne Prawnik, Buchalter, Dyrektor. Jeżeli Marlowowi udało się
z nimi porozumieć, to tylko w ramach tej ograniczonej
domeny. Jako czytelnicy utożsamiamy się jednakże z nie­
zidentyfikowaną osobą, która śledzi ciemne prawdy i ja­

87

W porównywaniu doświadczeń Malinowskiego i Con­
rada uderzają nas ich wielorakie determinanty językowe.
W obu przypadkach są w użyciu trzy języki, powodując
ciągłe tłumaczenie i interferencje. Trudna sytuacja Con­
rada jest nadzwyczaj złożona. Tuż przed wyjazdem do
Afryki z niezrozumiałych powodów zaczął pisać to, co sta­
ło się później powieścią Szaleństwo Almayera. Po napisa­
niu początkowych rozdziałów natknął się na przeszkody.
Mniej więcej w tym czasie poznał swoją powinowatą Mar­
guerite Poradowską, z którą związał się uczuciowo. Była
kobietą zamężną, dobrze znaną francuską pisarką; było to
uwikłanie w znacznej mierze literackie. Conrad pisał do
niej bardzo uczuciowe i otwarte listy po francusku. Pora­
dowską, która mieszkała w Brukseli, pomogła mu w zna­
lezieniu zatrudnienia w Kongu. Następnie, kilka miesięcy
przed wyjazdem do Afryki, Conrad przyjechał do Polski
po raz pierwszy od czasu, gdy piętnaście lat wcześniej
uciekł na morze. Wizyta ta odświeżyła jego polszczyznę,
która pozostawała niezła, ożywiła związki z miejscami
dzieciństwa i obudziła ambiwalentne uczucia. Z polski
pospieszył niemal wprost na posadę w Kongu. Tam mówił
po francusku, w obcym języku, w którym osiągnął naj­
większą biegłość, ale dziennik prowadził po angielsku
i w tym języku mógł pracować nad rozdziałami Almayera.
(Potwierdza to w nocie biograficznej z roku 1900).
W Afryce Conrad nawiązał przyjaźń z Irlandczykiem Ro-

�James Clifford • ON ETHNCKJRAriUC SELF-FASHIONINO

uncontrolled. The jungle is cacophonous, filled with too
many voices - therefore mute, incoherent. Malinowski
was not, of course, isolated in the Trobriands, either
from natives or from local whites. But the Diary is an
unstable confusion of other voices and worlds: mother,
lovers, fiancee, best friend, Trobrianders, local
missionaries, traders, as well as the escapist universes,
the novels he can never resist. Most fieldworkers will
recognize this multivocal predicament. But Malinowski
experiences (or at least his Diary portrays) something
like a real spiritual and emotional crisis: each of the
voices represents a temptation; he is pulled too many
ways. Thus, like Marlow in Heart of Darkness,
Malinowski clings to his work routines, his exercises,
and his diary - where confusedly, barely, he brings his
divergent worlds and desires together.

professor, C. G. Seligman, in London. To his fiancee, "E.
R. M . " (Elsie R. Masson), in Australia he wrote
frequently, also in English. There were, however, at least
two other women, old flames, on his mind, at least one
of them associated with Poland. His most intimate
Polish friend, Stanisław Witkiewicz ("Staś" in the
Diary), soon to become a major avant-garde artist and
writer, also haunted his consciousness. The two had
traveled together to the Pacific and had fallen out just
before Malinowski's Trobriand sojourns. He yearned to
set things right, but his friend was now in Russia. These
powerful English and Polish associations were
interrupted by a third linguistically coded world, the
Trobriand universe, in which he had to live and work
productively. Malinowski's daily transactions with
Trobrianders were conducted in Kiriwinian, and in time
his field-notes were recorded largely in the vernacular.

A passage from the Diary will illustrate his
predicament:

7

We can suggest a tentative structure for the three
active languages of Conrad's and Malinowski's exotic
experiences. Between Polish, the mother tongue, and
English, the language of future career and marriage,
a third intervenes, associated with eroticism and
violence. Conrad's French is linked with Poradowska,
a problematic love object (she was both too
intimidating and too intimate); French is also linked
with Conrad's reckless youth in Marseilles and with the
Imperial Congo, which Conrad abhorred for its violence
and rapacity. Malinowski's interfering language was
Kiriwinian, associated with a certain exuberance and
ludic excess (which Malinowski enjoyed and portrayed
sympathetically in his accounts of Kula rituals and
sexual customs) and also with the erotic temptations of
Trobriand women. The Diary struggles repeatedly with
this Kiriwinian realm of desire.

"7.18.18... On the theory of religion. My ethical
position in relation to Mother, Staś, E. R. M . Twinges of
conscience result from lack of integrated feelings and
truth in relation to individuals. My whole ethics is
based on the fundamental instinct of unified
personality. From this follows the need to be the same
in different situations (truth in relation to oneself) and
the need, indispensability, of sincerity: the whole value
of friendship is based on the possibility of expressing
oneself, of being oneself with complete frankness.
Alternative between a lie and spoiling a relationship.
(My attitude to Mother, Staś, and all my friends was
strained.) Love does not flow from ethics, but ethics
from love. There is'no way of deducing Christian ethics
from my theory. But that ethics has never expressed the
actual truth - love your neighbor - to the degree
actually possible. The real problem is: why must you
always behave as if God were watching you?" (pp. 296297)

So it is possible to distinguish in each case a mother
tongue, a language of excess, and a language of restraint
(of marriage and authorship). This is surely too neat.
The languages would have interpenetrated and
interfered in highly contingent ways; but enough has
been said, perhaps, to make the main point. Both
Conrad in the Congo and Malinowski in the Trobriands
were enmeshed in complex, contradictory subjective
situations articulated at the levels of language, desire,
and cultural affiliation.

The passage is confused; but we can extract perhaps
the central issue on which it turns: the impossibility of
being sincere and thus of having an ethical center.
Malinowski feels the requirement of personal
coherence. A punitive God is watching his every
(inconsistent) move. He is thus not free to adopt
different personae in different situations. He suffers
from the fact that this rule of sincerity, an ethics of
unified personality, means that he will have to be
unpleasantly truthful to various friends and lovers. A n d
this will mean - has already meant - losing friends:
"Alternative between a lie and spoiling a relationship."

• ••
In both Heart of Darkness and the Diary we see the
crisis of a self at some "furthest point of navigation."
Both works render an experience of loneliness, but one
that is filled with other people and with other accents
and that does not permit a feeling of centeredness,
coherent dialogue, or authentic communion. In
Conrad's Congo his fellow whites are duplicitous and

There is no way out. There must be a way out. Too
much truth-telling undermines the compromises of
collective life. Malinowski's solution consists of
constructing two related fictions - of a self and of
a culture. Although my task here is neither

88

�James Clifford • O ETNOGRAFICZNEJ AUTOKREACJI

kać się wzajemnie i kolidować na wysoce przypadkowe
sposoby, ale powiedziano już chyba wystarczająco dużo,
by sformułować konkluzję. Zarówno Conrad w Kongu,
jak i Malinowski na Trobriandach byli wplątani w sieć
złożonych, subiektywnie przeciwstawnych sytuacji, do­
chodzących do głosu na poziomie języka, pożądania i kul­
turowych afiliacji.

gerem Casementem i całkowicie przejął pozę angielskie­
go gentlemana związanego z morzem. Wciąż pisał gorące
listy do Poradowskiej, jak zwykle po francusku. Jego język
ojczysty uległ właśnie odświeżeniu. Doświadczenie Konga
było czasem największej językowej złożoności. W jakim
języku Conrad stale myślał? Nie ma niczego dziwnego
w tym, że słowa i rzeczy w Jądrze ciemności często sprawia­
ją wrażenie, iż nie łączą się ze sobą - jakby Marlow szukał
w ciemności znaczeń i dialogu.
Malinowski zaś prowadził w terenie swój dziennik po
polsku i w tym języku korespondował z matką, która prze­
bywała za linią frontu w Austrii. Na tematy antropolo­
giczne pisał po angielsku do Londynu, do swojego profe­
sora C G . Seligmana. W tym języku pisywał również czę­
sto do swojej narzeczonej „E.R.M." (Elsie R. Masson) do
Australii. Ale pojawiały się w jego myślach również co
najmniej dwie inne kobiety, dawne kochanki; przynaj­
mniej jedna z nich miała coś wspólnego z Polską. Jego
świadomość nawiedzał także najserdeczniejszy polski
przyjaciel Stanisław Ignacy Witkiewicz („Staś" w Dzienni­
ku), który wkrótce stał się głównym polskim awangardo­
wym artystą i pisarzem. Podróżowali oni razem po Pacyfi­
ku i pokłócili się tuż przed przybyciem Malinowskiego na
Trobriandy. Malinowski pragnął odzyskać tę przyjaźń, ale
jego przyjaciel był już w tym czasie w Rosji. Te silne an­
gielskie i polskie związki zakłócał trzeci językowo zakodo­
wany świat - wszechświat Trobriandów - w którym Mali­
nowski musiał żyć i wydajnie pracować. Codzienne kon­
takty Malinowskiego z Trobriandczykami odbywały się
w tamtejszym języku kiriwińskim i w tym czasie większość
notatek sporządził on w rym właśnie języku. '

Zarówno w Jądrze ciemności, jak i w Dzienniku widzimy
kryzys „ja" w samym „najdalszym punkcie żeglugi". Obie
te książki wyrażają doświadczenie samotności, ale samot­
ności wypełnionej innymi ludźmi, innymi akcentami,
która nie pozwala na poczucie „bycia w środku", spójny
dialog lub autentyczną wspólnotę. W Kongu Conrada je­
go biali towarzysze są dwulicowi i nieopanowani. Dżungla
jest kakofoniczna, przepełniona zbyt wieloma głosami przeto głucha, niema i chaotyczna. Malinowski nie byl
oczywiście na Trobriandach odizolowany ani od tubyl­
ców, ani od przebywających tam białych. Lecz Dziennik
przedstawia niestabilne zmieszanie innych głosów i świa­
tów: matki, kochanek, narzeczonej, najlepszego przyja­
ciela, Trobriandczyków, miejscowych misjonarzy, kupców,
jak również głosów z eskapistycznych światów - powieści,
którym nigdy nie potrafi się oprzeć. Większość badaczy
terenowych rozpozna ten wielogłosowy dylemat. Lecz
Malinowski doświadczał (a w każdym razie przedstawia to
jego Dziennik) czegoś na kształt rzeczywistego duchowego i
i emocjonalnego kryzysu - każdy z głosów reprezentuje
pokusę; autor jest szarpany w wielu kierunkach. Tak jak
Marlow w Jądrze ciemności, Malinowski lgnie do rutyny
swojej pracy, rutyny procedur swoich badań i swojego
dziennika - w którym wśród rozterek z trudem łączy w ca­
łość swoje rozbieżne światy i pragnienia.

1

Możemy sugerować wzajemne relacje tych trzech języ­
ków używanych przez Conrada i Malinowskiego w trakcie
ich egzotycznych doświadczeń. Pomiędzy język polski (oj­
czysty) i angielski (język późniejszej kariery i małżeństwa)
wchodzi język trzeci, związany z erotyzmem i przemocą.
Francuszczyzna Conrada łączy się z Poradowska, proble­
matycznym przedmiotem miłości (była ona zarówno zbyt
onieśmielająca, jak i zbyt intymna); język francuski wiąże
się także z lekkomyślną młodością Conrada w Marsylii
i z imperialnym Kongiem, do którego Conrad czul odrazę
z powodu brutalizmu i drapieżności. Dla Malinowskiego
językiem wprowadzającym zamęt byl kiriwiński, związany
ze szczególną bujnością i ludycznym brakiem umiaru
(który podobał się Malinowskiemu i został przez niego
z sympatią ukazany w opisach rytuałów kula i zwyczajów
seksualnych), jak również z erotycznymi pokusami ze
strony trobriandzkich kobiet. Dziennik zmaga się nieu­
stannie z tą sferą pożądania wytworzoną przez lokalny ję­
zyk.

Następujący ustęp z Dziennika ilustruje ten dylemat:
7.18.18... O teorii religii. Moje etyczne stanowisko
w stosunku do Matki, Stasia, E.R.M. Ukłucia świadomo­
ści wynikające z braku zintegrowanych uczuć i prawdy
w stosunku do innych osób. Cała moja etyka jest oparta
na podstawowym instynkcie spójnej osobowości. Wypły­
wa z tego potrzeba bycia takim samym w różnych sytua­
cjach (prawda w stosunku do siebie samego) i potrzeba,
niezbędność szczerości: cała wartość przyjaźni opiera się
na możliwości wyrażania siebie, bycia sobą z całkowitą
otwartością. Alternatywa pomiędzy kłamstwem i popsu­
ciem wzajemnych relacji. (Moja postawa wobec Matki,
Stasia i wszystkich moich przyjaciół była napięta). Nie
miłość wypływa z etyki, lecz etyka z miłości. Nie ma spo­
sobu, by wydedukować z mojej teorii etykę chrześcijań­
ską. Ale ta etyka nigdy nie wyraziła rzeczywistej prawdy kochaj bliźniego swego - w stopniu faktycznie możliwym.
Rzeczywisty problem to: dlaczego musisz zawsze zachowy­
wać się tak, jak gdyby Bóg cię obserwował? (s. 296-297).

A więc możliwe jest wyróżnienie w każdym z przypad­
ków języka ojczystego języka przekroczenia i języka po­
wściągliwości (małżeństwa i zawodu pisarskiego). Jest to
z pewnością formuła nazbyt zręczna. Języki mogły przeni­

89

�James Clifford • ON E T H N O G R A P H I C SELF-FASHIONING

psychological nor biographical, let me simply suggest
that the personal style - extravagant, operatic - that
both charmed and irritated Malinowski's
contemporaries was a response to this dilemma. He
indulged in "Slavic" extremism; his revelations about
himself and his work were exaggerated and ambiguously
parodie. He would strike poses (he claimed to have
single-handedly invented "The Functional Method"),
challenging the literal-minded to see that these personal
truths were in some degree fictions. His character was
staged but also truthful, a pose but nonetheless
authentic. One of the ways Malinowski pulled himself
together was by writing ethnography. Here the
fashioned wholes of a self and of a culture seem to be
mutually reinforcing allegories of identity. A n essay by
Harry Payne, "Malinowski's Style" (1981 ), suggestively
traces the complex combination of authority and
fictionality that the narrative form of Argonauts enacts:
" W i t h i n the immense latitude of [its] structure
Malinowski can determine shifts in focus, tone, and
objects; the cyclical thread will always provide a place
of return. Functional therapy acts only heuristically.
Since everything adheres to everything, one can wander
without ever getting fully disconnected" (p. 438). The
literary problem of authorial point of view, the Jamesian
requirement that every novel reflect a "controlling
intelligence," was a painful personal problem for the
Trobriand diarist. The ample, multiperspectival,
meandering structure of Argonauts resolves this crisis of
sincerity. I n effect, as the scientific, persuasive author of
this fiction, Malinowski can be like Flaubert's God,
omnipresent i n the text, arranging enthusiastic
descriptions, scientific explanations, enactments of
events from different standpoints, personal confessions,
and so forth.

in Malinowski's intimate Polish text. Speaking of his
Trobriand informants who will not cooperate with his
research, he damns them in Kurtz's terms: "At moments
I was furious at them, particularly because after I gave
them their portions of tobacco they all went away. O n
the whole my feelings toward the natives are decidedly
tending to 'Exterminate the brutes'" (p. 69).
Malinowski flirted with various colonial white roles Kurtz-like excess included. Here the ironic invocation
provides him with a fictional grasp of the stresses of
fieldwork and the violence of his feelings. In the Diary,
like Marlow in his ambivalent doubling with Kurtz,
Malinowski often faces the inseparability of discourse
and power. He must struggle for control in the
ethnographic encounter.
Another nonironic echo of Heart of Darkness is
heard in Malinowski's grief-stricken response to the
news of his mother's death, which shatters the
Diary's last pages: "The terrible mystery that surrounds
the death of someone dear, close to you. The unspoken
last word-something that was to cast light is buried, the
rest of life lies half hidden in darkness" (p. 293).
Malinowski feels he has been denied Marlow's rescued
talisman, an ambiguously illuminating, potent last word
breathed in the moment of death.

8

Beyond the more-or-less direct citations in the Diary
one notes also more general thematic and structural
parallels with Heart of Darkness. Both books are records
of white men at the frontier, at points of danger and
disintegration. In both sexuality is at issue: both portray
an other that is conventionally feminized, at once
a danger and a temptation. Feminine figures in the two
texts fall into either spiritual (soft) or sensual (hard)
categories. There is a common thematization of the pull
of desire or excess barely checked by some crucial
restraint. For Malinowski the restraint is embodied by
his fiancee, linked in his mind to an English academic
career, to an elevated love, and to marriage. "Thought
of E. R. M . . . . " is the Diary's censor for lascivious
thoughts about women, native or white: " I must not
betray E. R. M . mentally, i.e., recall my previous
relations with women, or think about future ones...
Preserve the essential inner personality through all
difficulties and vicissitudes: I must never sacrifice moral
principles or essential work to 'posing' to convivial
Stimmung, etc. My main task must be work. Ergo:
work!" (p. 268).

Cultural descriptions in Malinowski's style of
functionalism strove for a kind of unified personality,
but a convincing totalization always escaped them.
Malinowski never did pull together Trobriand culture;
he produced no synthetic portrait, only densely
contextualized monographs on important institutions.
Moreover, his obsessive inclusion of data,
"imponderabilia," and vernacular texts may be seen as
a desire to unmake as well as to make a whole; such
additive, metonymic empiricism undermines the
construction of functional, synecdochic representations.
Malinowski's ethnographies - unlike RadcliffeBrown's spare, analytic, functional portraits - were
multifarious, loose, but rhetorically successful narrative
forms (Payne 1981 :420-421 ). Fictional expressions of
a culture and of a subjectivity, they provided a way out
of the bind of sincerity and wholeness, the Conradian
problematic of the lie at issue in the Diary.

Like Conrad's protagonist, the ethnographer
struggles constantly to maintain an essential inner selfreliance - his "own true stuff," as Marlow puts it. The
pull of dangerous others, the disintegrating frontier, is
resisted by methodical, disciplined work. For Marlow
obsessive attentions to his steamboat and its navigation
provide the "surface wisdom" needed to hold his

There are more specific echoes of Heart of Darkness

90

�James CUfford • O ETNOGRAFICZNE] AUTOKREACJI

znania i tak dalej.
Opisy kulturowe w stylu funkcjonalizmu Malinowskie­
go starają się mieć ujednolicony charakter, lecz przekonu­
jące uogólnienie zawsze im umyka. Malinowski nigdy nie
zebrał w całość trobriandzkiej kultury, stworzył on nie ty­
le syntetyczny portret, ile jedynie gęsto skontekstualizowane monografie ważnych instytucji. Ponadto jego obse­
syjne włączanie do tekstu „imponderabiliów" i tekstów
w języku tubylczym można odczytać jako pragnienie za­
równo niszczenia, jak i scalania; taki addytywny, metonimiczny empiryzm podważa konstrukcję funkcjonalnych,
synekdochicznych wyobrażeń. Opisy etnograficzne Mali­
nowskiego - inaczej niż oszczędne, analityczne, funkcjo­
nalne przedstawienia Radcliffe-Browna - stanowią róż­
norodne, swobodne, lecz retorycznie udane formy narra­
cyjne. Fikcyjne ekspresje kultury i tego, co subiektywne,
dostarczyły sposobu wyjścia ze skrępowania szczerością
i całościowością, z conradowskiej problematyki kłam­
stwa, będącej także zagadnieniem Dziennika.

Powyższy fragment wywołuje zakłopotanie, ale być
może uda nam się wydobyć z niego główną kwestię: nie­
możność bycia szczerym i niemożność posiadania tym sa­
mym etycznego centrum. Malinowski odczuwa wymóg
spójności swojej osobowości. Karzący Bóg obserwuje każ­
dy jego (niekonsekwentny) ruch. Nie jest on zatem wol­
ny, by przyjmować różne postawy w odmiennych sytua­
cjach. Cierpi z powodu faktu, że zasada szczerości, etyka
spójnej osobowości oznacza, iż będzie musiał być w nie­
przyjemny sposób prawdomówny wobec różnych przyja­
ciół i ukochanych osób. A to by znaczyło - już znaczy utratę przyjaciół: „Alternatywa pomiędzy kłamstwem
i popsuciem wzajemnych relacji".
Nie ma wyjścia. Musi być wyjście. Zbyt wielka doza
prawdomówności podkopuje kompromisy życia zbiorowe­
go. Rozwiązanie Malinowskiego składa się z budowania
dwóch spokrewnionych fikcji - swojego „ja" i kultury.
Chociaż moim zadaniem nie jest analiza psychologiczna
ani biograficzna, pozwolę sobie po prostu zasugerować, że
odpowiedzią na ten dylemat był jego osobisty styl - eks­
trawagancki, operowy - który zarówno oczarowywał, jak
irytował współczesnych Malinowskiemu. Dawał on upust
swojej „słowiańskiej" skrajności; jego rewelacje na temat
samego siebie i swojej pracy były wyolbrzymione i zagad­
kowo parodystyczne. Przybierał nagle jakąś pozę (twier­
dził, że posiada osobiście wynalezioną „metodę funkcjo­
nalną"), prowokując dosłownie myślących do zwrócenia
uwagi na fakt, że te osobiste prawdy były w pewnym stop­
niu fikcją. Charakter miał teatralny, lecz również praw­
dziwy, była to poza, lecz mimo to autentyczna. Jednym ze
sposobów, w jaki Malinowski starał się zapanować nad so­
bą, było uprawianie etnografii. Tutaj ukształtowane cało­
ści „ja" i kultury wydawały się wzajemnie wzmacniać ale­
gorie tożsamości. Esej Harry'ego Payne'a Malinouiski's Style sugestywnie śledzi złożone połączenie powagi
autorytetu i fikcyjności, które ustanawia narracyjna for­
ma Argonautów.

18

Istnieją bardziej specyficzne echa Jądra
ciemności
w osobistym, polskim tekście Malinowskiego. Mówiąc
0 swoich trobriandzkich informatorach, którzy nie chcą
współpracować przy badaniach, przeklina ich słowami
Kurtza: „Chwilami byłem na nich wściekły, szczególnie
dlatego, że po tym, jak rozdałem im porcje tytoniu, wszy­
scy odchodzili. Wszystkie moje uczucia wobec krajowców
stanowczo skłaniają się do poglądu 'wytępić te bestie'" (s.
69). Malinowski flittował z rozmaitymi kolonialnymi ro­
lami białych - włączając w to podobny jak w przypadku
Kurtza eksces. W tym miejscu ta ironiczna inwokacja da­
je mu urojone poczucie zapanowania nad stresami badań
terenowych i nad gwałtownością swoich uczuć. Podobnie
jak Marlow w swojej ambiwalentnej dwulicowości wobec
Kurtza, w Dzienniku Malinowski często stawia czoło nie
dającym się rozdzielić porządkom dyskursu i władzy. M u ­
si walczyć o panowanie nad sobą w etnograficznych spo­
tkaniach i potyczkach.

16

Wewnątrz ogromnego zakresu [jej] struktury Mali­
nowski może określić zmiany w nastawieniu ostrości, to­
nację i przedmioty, cykliczny wątek zawsze zapewnia
miejsce, do którego można powrócić. Funkcjonalistyczna
terapia działa jedynie heurystycznie. Odkąd wszystko
wiąże się ze wszystkim, można wędrować nie popadając
w chaos (s. 438).
17

Literacki problem autorskiego punktu widzenia, wy­
móg Jamesa, by każda powieść była odbiciem „kontrolu­
jącej inteligencji", był bolesnym, osobistym problemem
autora dziennika trobriandzkiego. Rozległa, wieloperspektywiczna, meandryczna struktura Argonautów roz­
wiązuje ten kryzys szczerości. W rezultacie jako naukowy,
wiarygodny autor tej fikcji Malinowski może być jak Bóg
Flauberta wszechobecny w tekście, aranżując entuzja­
styczne opisy i naukowe wyjaśnienia, opisując grę zdarzeń
z różnych punktów widzenia, zamieszczając osobiste wy­

91

Inne, nieironiczne echo Jądra ciemności daje się słyszeć
w reakcji głęboko zmartwionego Malinowskiego na wia­
domość o śmierci matki, reakcji, która wyziera z ostatnich
stronic Dziennika: „Straszna tajemnica, która otacza
śmierć kogoś drogiego, bliskiego. Niewypowiedziane
ostatnie słowo - coś, co istniało po to, by rzucać światło,
jest pogrzebane, reszta życia spoczywa wpółukryta
w ciemności" (s. 293). Malinowski czuje, że pozbawiono
go talizmanu Marlowa i dwuznacznie pełnego iluminacji
1 mocy ostatniego słowa wyszeptanego w momencie
śmierci.
Poza mniej lub bardziej bezpośrednimi cytatami
w Dzienniku można zauważyć również bardziej ogólne
i strukturalne paralele z Jądrem ciemności. Obie te książki
są zapisami białych mężczyzn znajdujących się na granicy,
w miejscu zagrożenia i rozpadu. W obydwu pojawia się
problem płciowości: obydwie przedstawiają innego jako

�James Clifford • ON E T H N O G R A P H I C SELF-FASHIONING

personality in place. As invoked in the Diary,
Malinowski's scientific labors serve a similar purpose.
Restrained, ethical personality is relentlessly achieved
through work. This structure of feeling can be located
with some precision in the historical predicament of late
Victorian high colonial society, and it is closely related
to the emergence of ethnographic culture.

special poignancy to the sentence that ends the
published Diary: "Truly I lack real character."

• ••
Malinowski did, however, rescue a self from the
disintegration and depression. That self was to be tied,
like Conrad's, to the process of writing. In this context
it is worth exploring another region of similarity
between the Diary and Heart of Darkness: The role of
incongruous written texts. The fragmented subjectivity
manifested in both works is that of a writer, and the pull
of different desires and languages is manifested in
a number of discrepant inscriptions. The most famous
example in Heart of Darkness is Kurtz's strident essay on
the suppression of savage customs, abruptly canceled by
his own scrawled comment, "Exterminate all the
brutes." But another equally significant text loose in
Conrad's jungle is a strange book Marlow discovers on
one of only two perilous departures from the deck of his
steamboat (on the other he wrestles Kurtz back from
the wilderness). In a shack by the riverbank he falls into
an almost mystical reverie:

Victorian social critics discerned a pervasive crisis
for which Mathew Arnold's title Culture and Anarchy
provided the basic diagnosis: against the fragmentation
of modern life stood the order and wholeness of culture.
Raymond Williams (1966) has offered a subtle account
of these humanist responses to the unprecedented
technological and ideological transformations at work in
the mid-nineteenth century. George Eliot's strange
affirmation is characteristic: of the three words "God,"
"Immortality," and "Duty," she pronounced, "with
terrible earnestness, how inconceivable was the first,
how unbelievable was the second, and yet how
peremptory and absolute the third!" (quoted in
Houghton 1957:43). Duty had become a deliberate
belief, a willed fidelity to aspects of convention and to
work (Carlyle's solution). Ian Watt has persuasively tied
Conrad to this response (1979:148-151). Marlow, in the
middle of Africa, clings for dear life to his steamboat, to
the routine duties of its maintenance and navigation.
And the structure persists in Malinowski's Diary, with
its constant self-exhortations to avoid loose distractions
and get down to work. In the culture and anarchy
problematic (which persists in plural, anthropological
culture concepts that privilege order and system over
disorder and conflict), personal and collective essences
must continuously be maintained. The ethnographic
standpoint that concerns us here stands half-outside
these processes, observing their local, arbitrary, but
indispensable workings.

"There remained a rude table - a plank on two
posts; a heap of rubbish reposed in a dark corner, and by
the door I picked up a book. It had lost its covers, and
the pages had been thumbed into a state of extremely
dirty softness; but the back had been lovingly stitched
afresh with white cotton thread, which looked clean
yet. It was an extraordinary find. Its title was, A n
Jnguiry Into Some Points of Seamanship, by a man Towser,
Towson - some such name - Master in His
Majesty's Navy. The matter looked dreary reading
enough, with illustrative diagrams and repulsive tables
of figures, and the copy was sixty years old. I handled
this amazing antiquity with the greatest possible
tenderness, lest it should dissolve in my hands. Within,
Towson or Towser was inquiring earnestly into the
breaking strain of ships' chains and tackle, and other
such matters. Not a very enthralling book; but at the
first glance you could see there a singleness of
intention, an honest concern for the humble pages,
thought out so many years ago, luminous with another
than a professional light. The simple old sailor, with his
talk of chains and purchases, made me forget the jungle
and the pilgrims in a delicious sensation of having come
upon something unmistakably real. Such a book being
there was wonderful enough; but still more astounding
were the notes pencilled in the margin, and plainly
referring to the text. I couldn't believe my eyes! They
were in cipher! Yes, it looked like cipher. Fancy a man
lugging with him a book of that description into this
nowhere and studying it - in cipher at that! It was an
extravagant mystery", (pp. 38-39)

Culture, a collective fiction, is the ground for
individual identity and freedom. The self,
Marlow's "own true stuff," is a product of work, an
ideological construction that is nonetheless essential,
the foundation of ethics. But once culture becomes
visible as an object and ground, a system of meaning
among others, the ethnographic self can no longer take
root in unmediated identity. Edward Said has said of
Conrad that his principal struggle, reflected in his
writing, was "the achievement of character" (1966: 13).
Indeed he reconstructed himself quite carefully in the
persona of an "English" author, the character who
speaks in the "Author's Note" he would later add to
each of his works. This construction of a self was both
artificial and deadly serious. (We can see the process
parodied by the accountant in Heart of Darkness, who
seems literally to be held together by his ridiculously
formal but somehow admirable get-up.) A l l of this gives

9

92

�James Clifford • O ETNOGRAFICZNEJ AUTOKREACJI

tropologicznych pojęciach kultury obstaje przy przewadze
porządku i systemu nad nieładem i konfliktem) osobowa
i zbiorowa istota rzeczy musi być wciąż podtrzymywana.
Etnograficzny punkt widzenia, którym się tu zajmujemy,
znajduje się połowicznie poza tymi procesami, zachowu­
jąc ich lokalne, dowolne, lecz nieodzowne wytwory.
Kultura, fikcyjne wyobrażenie zbiorowe, jest podstawą
indywidualnej tożsamości i wolności. Jaźń, „własne praw­
dziwe ja" Marlowa, jest produktem pracy, ideologiczną
konstrukcją, która jest mimo to konieczna, jest podwali­
ną etyki. Ale od kiedy zaczęto postrzegać kulturę jako
przedmiot i podstawę, jako jeden z systemów znaczeń, et­
nograficzne „ja" nie może już dłużej zapuszczać korzeni
w bezpośredniej tożsamości. Edward Said powiedział
0 Conradzie, że jego głównym wysiłkiem, odzwierciedlo­
nym w pisarstwie, było „nabranie charakteru". Rzeczy­
wiście, zrekonstruował on samego siebie dość starannie
w postaci „angielskiego" pisarza, postaci mówiącej w sło­
wie „od autora", które mógł później dodawać do każdego
ze swoich utworów. Ta konstrukcja własnego „ja" była za­
równo sztuczna, jak i śmiertelnie poważna. (Można zoba­
czyć ten proces sparodiowany w Jądrze ciemności przez Bu­
chaltera, który wydaje się dosłownie „utrzymywać się
w sobie" dzięki swojemu śmiesznie formalnemu, lecz
w pewien sposób godnemu podziwu, ubiorowi). A wszyst­
ko to nadaje szczególnej pikanterii zdaniu, które kończy
opublikowany Dziennik: „Naprawdę brak mi prawdziwego
charakteru".

konwencjonalnie sfeminizowanego, jednocześnie niebez­
piecznego i kuszącego. Postacie kobiece w obu tekstach są
ujęte albo w duchowe (miękkie), albo w zmysłowe (twar­
de) kategorie. Istnieje wspólna tematyzacja ciągu pożąda­
nia lub braku umiaru zaledwie kontrolowanego przez
pewne decydujące ograniczenia. Dla Malinowskiego
ograniczenie to ucieleśnia się w postaci jego natzeczonej,
która wiąże się w jego myślach z angielską karierą akade­
micką, wzniosłą miłością i z małżeństwem. „Myśl
o E.R.M..." jest w Dzienniku cenzorem dla lubieżnych my­
śli o kobietach, miejscowych bądź białych:
Nie wolno mi zdradzać E.R.M. w myśli, to jest przywo­
ływać swoich wcześniejszych stosunków z kobietami albo
myśleć o przyszłych... Zachować zasadniczą osobowość
poprzez wszystkie trudności i zmienne koleje. Nie wolno
mi nigdy poświęcać zasad moralnych ani koniecznej pra­
cy, by pozować na wesoły Stimmung itd. Moim głównym
zadaniem musi być praca. Ergo: pracować! (s. 268).

22

Jak protagonista Conrada etnograf usiłuje zachować
podstawową duchową niezależność - „własne prawdziwe
ja", jak ujmuje to Marlow. Przyciąganie niebezpiecznych
obcych, dezintegrująca granica jest odpierana dzięki me­
todycznej, zdyscyplinowanej pracy. Dla Marlowa natręt­
ne zajmowanie się parowcem i żeglugą daje mu „powierz­
chowną mądrość" konieczną do zachowania osobowości.
Odwołując się do Dziennika można powiedzieć, że nauko­
wa praca Malinowskiego służyła podobnemu celowi. Po­
wściągliwą, etyczną osobowość można osiągnąć jedynie
poprzez pracę. Ta struktura uczucia może być umiejsco­
wiona z pewną precyzją w historycznej kategorii późnowiktoriańskich kolonialnych wyższych sfer i odnosi się
ściśle do kształtowania się kultury etnograficznej.

• • •

Wiktoriańscy krytycy społeczni dostrzegali głęboki
kryzys, którego podstawową diagnozę dała książka Mathew Arnolda Culture and Anarchy: naprzeciw fragmentacji współczesnego życia stał porządek i całościowość
kultury. Raymond Williams przedstawił subtelny opis
humanistycznych reakcji na bezprzykładną technologicz­
ną i ideologiczną transformację, jakiej uległa praca w po­
łowie dziewiętnastego stulecia. Charakterystyczne jest
niezwykłe stwierdzenie George Eliot: z trzech słów „Bóg",
„Nieśmiertelność" i „Obowiązek", które wypowiada „ze
straszną powagą, jakże niepojęte jest pierwsze, jakże nie­
wiarygodne drugie i jeszcze jakże ostateczne i absolutne
trzecie!". Obowiązek stał się przemyślanym wierzeniem,
upragnioną wiernością przejawom konwencji i pracy (roz­
wiązanie Carlyle'a). Ian Watt przekonująco powiązał
Conrada z taką właśnie odpowiedzią. Marlow w środku
Afryki, dla ratowania drogiego życia, uczepił się swojego
parowca, rutynowych obowiązków związanych z jego ob­
sługą i żeglowaniem. Ta struktura trwa w Dzienniku Mali­
nowskiego, z jego stałym napominaniem siebie, by unikać
rozwiązłych dystrakcji i zabierać się do pracy. W proble­
matyce kultury i anarchii (która w pluralistycznych, an­
14

20

21

93

Jednakże Malinowski uratował własne „ja" przed dez­
integracją i depresją. Owo „ja" miało się wiązać, tak jak
u Conrada, z procesem pisania. W tym kontekście warto
zbadać inną sferę podobieństwa pomiędzy Dziennikiem
1 Jądrem ciemności: rolę nie przystających do siebie te­
kstów. Pokawałkowana subiektywność wyrażona w oby­
dwu książkach jest subiektywnością pisarza, a siła ciąże­
nia różnych pragnień i języków manifestuje się w szeregu
pełnych sprzeczności zapisów. Najsłynniejszym w Jądrze
ciemności przykładem jest nastrojony na zbyt wysoką nutę
teferat Kurtza na temat tępienia dzikich obyczajów, rap­
townie przekreślony jego własną nagryzmoloną uwagą
„wytępić wszystkie bestie". Ale innym, równie znaczącym
tekstem, porzuconym w dżungli Conrada, jest dziwna
książka, którą odkrywa Marlow podczas jednego z dwóch
tylko niebezpiecznych momentów opuszczenia pokładu
swego parowca (podczas drugiego mocuje się z Kurtzem,
by wrócił on z dziczy). W szopie na brzegu rzeki Marlow
popada w nieomal mistyczną zadumę:
„Pozostał prymitywny stół - deska na dwóch pnia­
kach; kupa śmieci leżała w ciemnym kącie, a koło drzwi
podniosłem z ziemi książkę. Nie miała okładki, kartki jej
od częstego użytku stały się niezmiernie brudne i miękkie;

�^.

Н 1

л и - O N E T H N O G R A P H I C SELF-FASHIONING

The passage has religious overtones - a miraculous
relic, an abrupt movement in imagery from dirt and
decay to transcendence and light and thence into
mystery, the naive witnessing of a moment of faith. We
must be careful not to interpret the Inquiry's appeal to
Marlow simply as nostalgia for the sea, though that is
part of its charm. The Russian "harlequin" who turns
out to be the book's owner seems to read the treatise
primarily in this way; for he takes careful notes,
presumably on the book's content, as if he were
studying seamanship. For Marlow, however, the
inspiration of the book proceeds in some way directly
out of the writing itself, which, transcending the chains
and ships and tackle, is "luminous with another than
a professional light." Marlow heeds not the content but
the language. He is interested in the old
sailor's painstaking craft; his way of making the book
and his "talk" seem concrete - even to the abstract
numerical tables.

absence of context - and once more a reader to the
rescue. Rescue is one of Conrad's key images for his
work; the act of writing always reaches toward rescue in
an imagined act of reading. Significantly the text that
means most in Heart of Darkness is the one with the
least teference to the situation at hand.
Malinowski's fieldwork experience is filled with
discrepant inscriptions: his detailed field notes, written
in English and Kiriwinian; vernacular texts, often
recorded on the back of letters from abroad; his Polish
(actually heteroglot) diary; the multilingual
correspondence; and finally a corpus worth lingering on
for a moment, the novels he cannot resist. These last
contain whole narrated worlds that seem at times more
real (in any case more desirable) than the day-to-day
business of research, with its many incomplete,
contradictory notes, impressions, data that must be
made to cohere. Malinowski catches himself "escaping
from" Trobriand actuality "to the company of
Thackeray's London snobs, following them eagerly
around the streets of the big city." (The escapist reading
of ethnographers in the field may require an essay of its
own.)

What charms Marlow is not primarily the possibility
of sincere authorship. The old salt, "Towser or Towson
- some such name - Master in His Majesty's Navy", is
personally elusive; it is not his being that counts but his
language. The man seems to dissolve into vague
typicality; what matters is his plain English.
Significantly, though, the text fails to unite its two
equally devout readers; for when they finally meet, the
Russian is overjoyed to greet a fellow seaman, wheteas
Marlow is disappointed not to find an Englishman.
Readership is in question. The same physical book
provokes different, equally reverent reactions. I cannot
explore here the biographical significance of the
disjuncture: Conrad had just shed his official Russian
citizenship for British nationality, and arguably the
harlequin is connected with the young wanderer,
Korzeniowski, who was becoming Conrad. It is enough
to notice the radical relativity: the distance between
two readings. The "cipher" makes the point graphically,
and if the marginalia turn out later to be in a European
language, that in no way diminishes the graphic image
of a separateness. (It is reminiscent of the sense of
unease one experiences on finding strange markings in
a book and then recognizing having made them oneself

Malinowski's novels suggest a revealing though
imperfect parallel with Towser's Inquiry - another
wonderfully compelling fiction in the midst of confusing
experience. Towser's book shows the possibility of
personally and authentically speaking the truth; and it
points toward writing (a miraculous presence in
absence) as salvation. But Towser is also a temptation,
like Malinowski's novels, drawing Marlow away from his
work, his steamboat, into a kind of vertiginous reverie.
Such readings are desired communions, places where
a coherent subjectivity can be recovered in fictional
identification with a whole voice or world. Towser and
the novels do suggest a viable path beyond
fragmentation, not for the charmed reader but for the
hard-working, constructive writer. For Malinowski
rescue lies in creating realist cultural fictions, of which
Argonauts is his first fully realized success. In both
novels and ethnographies the self as author stages the
diverse discourses and scenes of a believable world.

•••

- another person - in a previous reading.)
What persists is the text itself - barely. Worn by
thumbing and cut loose from its covers - which may
symbolize the context of its original publication - the
written text must resist decay as it travels through space
and time. After sixty years - a human lifetime - the
moment of disintegration has come. The
author's creation faces oblivion, but a reader stitches
the pages lovingly back together. Then the book is
abandoned to its death somewhere on a strange
continent, its nautical content run aground in the

The loose texts in Heart of Darkness and the Diary
are scraps of worlds; like field notes they are
incongruent. They must be made into a probable
portrait. To unify a messy scene of writing it is necessary
to select, combine, rewrite (and thus efface) these texts.
The resulting true fictions for Malinowski are Argonauts
and the whole series of Trobriand ethnographies, for
Conrad Almayer's Folly and the long process of learning
to write English books, culminating in his first

94

�James Clifford • O ETNOGRAFICZNE] AUTOKREACJI

ale grzbiet zeszyto troskliwie na nowo białą bawełną,
która wyglądała jeszcze czysto. Znalezienie tej książki by­
ło czymś nadzwyczajnym. Tytuł jej brzmiał: Badania doty­
czące pewnych zagadnień marynarskich przez jakiegoś Towsera, Towsona czy coś w tym rodzaju, kapitana marynarki
jego królewskiej mości. Wyglądało to na dość nudną lek­
turę, ilustrowaną wykresami i odstręczającymi tablicami
- a ów egzemplarz pochodził sprzed sześćdziesięciu lat.
Oglądałem zdumiewający antyk z jak największą delikat­
nością, aby mi się nie rozleciał w rękach. Towson czy
Towser rozpisywał się z powagą o nadmiernym przeciąże­
niu okrętowych łańcuchów i takielunku tudzież innych
tym podobnych materiałach. Niezbyt porywająca książka;
ale na pierwszy rzut oka dostrzegało się w niej szczery za­
miar, uczciwą troskę o właściwe ujęcie tematu - i to spra­
wiało, że nie tylko światło wiedzy biło ze skromnych kar­
tek, które powstały przed tylu laty. Dzięki prostemu sta­
remu marynarzowi i jego opowiadaniu o łańcuchach
i dźwigach zapomniałem o dżungli i pielgrzymkach w roz­
kosznym poczuciu, że zetknąłem się z czymś bezsprzecznie
realnym. Już znalezienie tam takiej książki było zadziwia­
jące, ale bardziej jeszcze zdumiały mnie notatki skreślone
ołówkiem na marginesach, odnoszące się wyraźnie do te­
kstu. Nie chciałem wierzyć własnym oczom! Były pisane
szyfrem! Tak, to wyglądało na szyfr. Wyobraźcie sobie
człowieka, który taszczy za sobą w bezludzie książkę tego
rodzaju i studiuje ją - i robi notatki - szyfrem w dodatku!
Była to cudaczna tajemnica (s. 58-59).
23

Powyższy fragment ma religijne akcenty - cudowne
szczątki, raptowny ruch gry wyobraźni - od brudu i upad­
ku po transcendencję i światło, a stąd w tajemnicę, naiw­
ne świadectwo chwili prawdy. Musimy być ostrożni, by
nie interpretować zainteresowania Marlowa Badaniami
jako zwykłej nostalgii za morzem, chociaż tu leży część ich
czaru. Rosyjski „arlekin", który okazuje się właścicielem
książki, wydaje się czytać ją przede wszystkim w ten spo­
sób, gdyż prowadzi dokładne notatki, przypuszczalnie do­
tyczące treści książki, tak jak gdyby studiował sztukę że­
glarską. Jednakże dla Marlowa inspiracja wypływająca
z tej książki podąża w pewien sposób dokładnie poza to,
co w niej zapisane, wykraczając poza łańcuchy, statki i takielunek, „rozświetla ją innym niż zawodowe światłem".
Marlow zwraca uwagę nie na treść, lecz na język. Intere­
suje go staranne rzemiosło starego żeglarza; sposób, w ja­
ki sprawia on, że książka i jego „wywód" wydają się kon­
kretne - aż po abstrakcyjne tablice pełne liczb.
To, co urzeka Marlowa, nie wiąże się przede wszystkim
z możliwością ustalenia autorstwa. Stary wilk morski
„Towser czy Towson, czy coś w tym rodzaju, kapitan ma­
rynarki jego królewskiej mości" jest osobiście nieuchwyt­
ny, to nie jego istnienie ma tutaj znaczenie, lecz język.
Człowiek ten wydaje się rozpływać w bliżej nieokreślonej
typowości; znaczenie ma jego prosta angielszczyzna. Zna­
czące jest zatem, że tekstowi nie udaje się zjednoczyć tych

95

dwóch swoich równie zagorzałych czytelników, a kiedy
w końcu się spotkają, Rosjanin nie posiada się z radości,
mogąc powitać kolegę marynarza, podczas gdy Marlow jest
rozczarowany, że nie znalazł w nim Anglika. Problemem
jest tu lektura i wspólnota lektury. Ten egzemplarz książki
wywołuje różne, choć równie pełne szacunku reakcje. Nie
mogę zbadać w tym miejscu biograficznego znaczenia tej
rozbieżności: Conrad pozbył się właśnie oficjalnej rosyjskiej
przynależności państwowej, przyjmując obywatelstwo bry­
tyjskie, a arlekin w sposób uzasadniony łączy się z młodym
wędrowcem Korzeniowskim, który stał się Conradem. Wy­
starczy to, by zauważyć radykalny relatywizm: dystans po­
między dwoma sposobami czytania. „Szyfr" udowadnia to
graficznie, a jeśli uwagi na marginesie okazują się później
napisane w języku europejskim, to w żaden sposób nie po­
mniejsza to graficznego obrazu odrębności. (Przypomina to
uczucie niepokoju, jakiego doświadcza się, znajdując dziw­
ne znaki w książce, które później rozpoznaje się jako swoje
własne, uczynione - w innym stanie osobowości - podczas
wcześniejszej lektury).
Tym, co istnieje dalej, jest jedynie książka sama w so­
bie. Zaczytany i pozbawiony okładek - czegoś, co może
symbolizować kontekst jej oryginalnej publikacji - tekst
pisany musi być odporny na zniszczenie, kiedy podróżuje
przez przestrzeń i czas. Po sześćdziesięciu latach - czyli cza­
sie równym długości życia ludzkiego - przychodzi chwila
dezintegracji. Dziełu autora grozi pójście w niepamięć,
lecz czytelnik z troską zszywa stronice w jedną całość. Na­
stępnie książka idzie na zatracenie gdzieś na obcym konty­
nencie, jej żeglarska treść osiada na mieliźnie z braku kon­
tekstu - i raz jeszcze czytelnik przychodzi jej na ratunek.
Ratunek jest jednym z kluczowych obrazów w dziele Con­
rada; akt pisania zawsze poszukuje ocalenia w wyobrażo­
nym akcie czytania. Znamienne, że tekst, który w Jądrze
ciemności znaczy najwięcej, jest jednocześnie tekstem naj­
mniej odnoszącym się do kontekstu całości.
Doświadczenie badań terenowych Malinowskiego jest
wypełnione pełnymi sprzeczności zapiskami: szczegółowy­
mi notatkami terenowymi z badań pisanymi po angielsku
i w języku kiriwińskim; tekstami w języku tubylczym, za­
pisywanymi często na odwrocie listów z zagranicy; polski­
mi (faktycznie wielojęzycznymi) zapiskami w dzienniku;
korespondencją prowadzoną w wielu językach; i wreszcie
zbiorem tekstów, nad którym warto zatrzymać się przez
chwilę - a mianowicie nad powieściami, którym nie po­
trafił się oprzeć. Te ostatnie zawierają całość opisanych
światów, które wydają się czasami bardziej realne (w każ­
dym razie bardziej pożądane) niż codzienna praca badaw­
cza, z towarzyszącymi jej wieloma niepełnymi, sprzeczny­
mi notatkami, wrażeniami, danymi, które trzeba uczynić
spójnymi. Malinowski łapie się na „ucieczce o d " trobriandzkiej rzeczywistości „do towarzystwa londyńskich
snobów Thackeraya i chęci podążania za nimi ochoczo
ulicami wielkiego miasta". (Eskapistyczne lektury etno-

�Jama. Clifford • ON ETHNOGRAPHIC SELF-FASHIONING

B'

£
L
2

L
Ci

P

с
e
^

ь

Bronisław Malinowski, fot. Stanisław I. Witkiewicz ca 1911

96

П

7 P

?Ki

-

u ,

w,

�James Clifford • O ETNOGRAFICZNEJ AUTOKREACJI

grafów przebywających w terenie wymagają odrębnego
eseju).
Powieści, które pochłaniają Malinowskiego, sugerują
odsłaniające się, chociaż niedoskonałe pokrewieństwo
z Badaniami Towsera - z inną, cudownie nieodpartą fik­
cją, która pojawia się w samym centrum pełnego konfuzji
doświadczenia. Książka Towsera pokazuje możliwość
mówienia prawdy osobiście i autentycznie i wskazuje na
pisarstwo (cudowna obecność w nieobecności) jako na
ratunek. Ale Towser jest również pokusą, jak powieści
w przypadku Malinowskiego: odciąga Marlowa od pracy
i wprowadza w rodzaj marzenia przyprawiającego o za­
wrót głowy. Takie lektury są upragnionymi sferami łącz­
ności duchowej, miejscami, gdzie spójna subiektywność
może zostać odzyskana w fikcyjnej powieściowej identyfi­
kacji z pełnym głosem albo światem. Towser i owe powie­
ści wskazują wybawienie od fragmentaryczności, przezna­
czone nie tyle dla oczarowanego nimi czytelnika, ile dla
ciężko pracującego, twórczego pisarza. Dla Malinowskie­
go ratunek leży w tworzeniu realistycznych kulturowych
fikcji, z których Argonauci stali się pierwszym urzeczywist­
nionym sukcesem. Zarówno w powieściach, jak i w pra­
cach etnograficznych „ja" jako autor przedstawia różno­
rakie dyskursy i sceny z wiarygodnego świata.

ły ambiwalentne i niezdyscyplinowane. Skonfundowana
subiektywność, którą opisują, jest zdecydowanie różna od
tej zainscenizowanej i powtórnie opisanej w Argonautach.
Kiedy Dziennik został po raz pierwszy opublikowany w ro­
ku 1967, rozbieżność ta szokowała, ponieważ obdarzony
autorytetem obserwator uczestniczący, jak i postawa życz­
liwego rozumienia innego, jest tam po prostu nieuchwyt­
na. Na odwrót, to co widoczne, to wyraźna ambiwalencja
w stosunku do Trobriandczyków, empatia pomieszana
z pożądaniem i awersją, nie występująca nigdzie w Argo­
nautach, gdzie panują zrozumienie, skrupulatność i wiel­
koduszność.
Istnieje pokusa, by zaproponować twierdzenie, że et­
nograficzny sposób rozumienia (spójna postawa współodczuwania i hermeneutycznego zaangażowania) ukazuje
się bardziej jako kreacja etnograficznego pisarstwa niż
konsekwentna jakość etnograficznego
doświadczenia.
W każdym razie to, co Malinowski osiągnął w pisarstwie,
było jednocześnie (1) fikcyjną inwencją na temat Tro­
briandczyków, wynikłą z masy notatek z badań w terenie,
dokumentów, wspomnień i tak dalej, oraz (2) konstruo­
waniem nowej publicznej postaci, antropologa jako bada­
cza terenowego, persony, której status mógł być dalej
szczegółowo opracowywany przez Margaret Mead i i n ­
nych. Warto zauważyć, że osoba antropologa jako obser­
watora uczestniczącego nie była profesjonalnym wizerun­
kiem, na temat którego Malinowski fantazjował w Dzien­
niku (wizerunkiem, który pociągałby za sobą rycerstwo,
„Towarzystwa Królewskie", „Nowe Humanizmy" i tym
podobne). Był on raczej artefaktem wersji, którą retro­
spektywnie zbudował w Argonautach. Łącząc antropolo­
gię z badaniami terenowymi, Malinowskiemu udało się
stworzyć najlepszą opowieść, optymalnie sprostać wymo­
gom okoliczności.
Uwagi te prowadzą nas do problemu obecnego w roz­
ważaniach nad etnograficznymi pracami Malinowskiego,
a w rzeczywistości niemalże całej twórczości etnograficz­
nej. Dzięki wzrastającej ilości konfesyjnych i analitycz­
nych opisów, wiemy coraz więcej o doświadczeniach
i ograniczeniach związanych z badaniami terenowymi.
Ale faktyczny proces pisania prac etnograficznych pozo­
staje niejasny i niezanalizowany. Wiemy co nieco o bada­
niach Malinowskiego na Trobriandach w 1914 i 1918 ro­
ku, ale nie wiemy faktycznie nic o tym, co robił na Wy­
spach Kanaryjskich w latach 1920 i 1921. (Pisał wówczas
Argonautów zachodniego Pacyfiku).
Dziennik pozostawia nas w zawieszeniu. Istnieje nagła
luka w pisaniu, która, jak dowiadujemy się ze skąpych
ujawnień, kiedy tekst zmaga się z podejmowaniem wątku
na nowo, sygnalizuje przybycie wiadomości o śmierci
matki. Pojawia się rozpaczliwy ostatni werset: „Naprawdę
brak mi prawdziwego charakteru". Milczenie. Trzy lata
później Malinowski pojawia się ponownie jako autor A r gonautów, będących aktem kreującym nowy typ antropo-

• ••
Porzucone, nie powiązane z całością teksty w Jądrze
ciemności i Dzienniku są strzępami światów, tak jak nie po­
wiązane są notatki z badań terenowych. Trzeba z nich
zbudować prawdopodobny opis. Aby zunifikować tę nie­
chlujną scenę pisarską, konieczne jest wybranie, połącze­
nie, przerobienie (i w ten sposób usunięcie w cień) owych
tekstów. Dla Malinowskiego prawdziwą fikcją, rezultatem
takich zabiegów, są Argonauci i cała seria etnograficznych
prac z Trobriandów, a dla Conrada Szaleństwo Almayera
i długi proces nauki pisania książek po angielsku, której
kulminacją było jego pierwsze arcydzieło Jądro ciemności.
Oczywiście są to różne doświadczenia pisarskie; prace et­
nograficzne są równocześnie podobne i niepodobne do
powieści. Ale w pewien znaczący ogólny sposób te dwa
doświadczenia ustanawiają proces fikcyjnej autokreacji
w odnośnych systemach kultury i języka, które nazywam
etnograficznymi. Jądro ciemności odtwarza i w sposób iro­
niczny zwraca uwagę na ten proces. Argonauci są książką
mniej refleksyjną, ale zarówno tworzą kulturową fikcję,
jak i ogłaszają pojawienie się obdarzonej autorytetem po­
staci: Bronisława Malinowskiego - antropologa w nowym
stylu. Postać ta, wyposażona w coś, co Malinowski nazwał
„magią etnografii", nowy rodzaj intuicji i doświadczenia,
nie powstała, prawdę mówiąc, w czasie badań w terenie.
Nie przedstawia ona doświadczenia badawczego, lecz je
racjonalizuje. Dziennik pokazuje to wyraźnie, ponieważ
badania terenowe, jak i większość podobnych badań, by­

97

�James Clifford • ON E T H N O G R A P H I C SELF-FASHIONING

masterpiece, Heart of Darkness. Obviously these are
different writing experiences: ethnographies are both
like and unlike novels. But i n an important general way
the two experiences enact the process of fictional selffashioning i n relative systems of culture and language
that I call ethnographic. Heart of Darkness enacts and
ironically calls attention to the process. Argonauts is less
reflexive, but it produce a cultural fiction and announce
the emergence of an authoritative persona: Bronisław
Malinowski new style anthropologist. This persona,
endowed with what Malinowski called "the
ethnographer's magic," a new kind of insight and
experience, was not, properly speaking, constructed i n
the field. The persona does not represent but
rationalizes a research experience. The Diary shows this
clearly, for the fieldwork, like most similar research, was
ambivalent and unruly. The confused subjectivity it
records is sharply different from that staged and
recounted i n Argonauts. When the Diary was first
published in 1967, the discrepancy was shocking, for
the authoritative participant-observer, a locus of
sympathetic understanding of the other, is simply not
visible in the Diary. Conversely, what is visible,
a pronounced ambivalence toward the Trobrianders,
empathy mixed with desire and aversion, is nowhere i n
Argonauts, where comprehension, scrupulousness, and
generosity reign.

about Malinowski's Trobriand research of 1914 and
1918 but virtually nothing of what he was doing in the
Canary Islands during 1920 and 1921. (He was writing
Argonauts of the Western Pacific.)
The Diary leaves us hanging. There is a sudden gap
in the writing that, as we learn from small revelations
when the text struggles to resume, signals the arrival of
word that his mother has died. Then the desperate
envoi : "Truly I lack real character." Silence. Three
years later Malinowski reappeare as the author of
Argonauts, the character of the new fieldworkeranthropologist. What has intervened? Like Conrad in
the period between the rout of his African adventure
and the success of Heart of Darkness he has accepted
three major commitments: (1) to writing, (2) to
marriage, and (3) to a limited audience, language, and
culture.
The Canary Islands are an intriguing scene for
Malinowski's writing cure. He goes there for his health,
but the choice is overdetermined. One is tempted to see
this place as a liminal site at the outer edge of Europe,
propitious for a displaced Pole writing Pacific
ethnography. More important, however, is the fact that
he had earlier vacationed i n the Canaries with his
mother. Now he is there again with his new wife,
completing his first major work. He is fully i n the realm
of substitution, of a series of compromises and
replacements. For Malinowski, as for Conrad, three
such substitutions are crucial: (1) family, with mother
replaced by wife; (2) language, with the mother tongue
abandoned for English; and (3) writing, with
inscriptions and texts substituted for immediate oral
experience. The arbitrary code of one language, English,
is finally given precedence. The mother tongue recedes,
and (here the personal and the political coincide)
English dominates - represents and interprets Kiriwinian. Cultural attachment is enacted as marriage.
The yearning for sincere interlocutory speech gives way
to a play on written substitutes.

One is tempted to propose that ethnographic
comprehension (a coherent position of sympathy and
hermeneutic engagement) is better seen as a creation of
ethnographic uniting than a consistent quality of
ethnographic experience. In any event what Malinowski
achieved in writing was simultaneously (1) the fictional
invention of the Trobrianders from a mass of field notes,
documents, memories, and so forth, and (2) the
construction of a new public figure, the anthropologist
as fieldworker, a persona that would be further
elaborated by Margaret Mead and others. It is worth
noting that the persona of the participant-observer
anthropologist was not the professional image about
which Malinowski fantasized in the Diary (which
involved knighthoods, "Royal Societies," "New
Humanisms," and the like). Rather, it was an artifact of
the version he constructed retrospectively i n Argonauts.
In fusing anthropology with field-work Malinowski
made the most, the best story, of what circumstance
had obliged him to attempt.

Some of these transitions and replacements were
surely at stake i n the successful writing on the Canary
Islands. Malinowski's Diary ends with the death of
a mother; Argonauts is a rescue, the inscription of
a culture.
10

• ••

Such considerations lead us to a problem in
discussing Malinowski's - and indeed nearly all ethnographic production. Thanks to a growing number
of confessional and analytic accounts, we know more
and more about fieldwork experiences and their
constraints. But the actual writing of ethnographies
remains obscure and unanalyzed. We know something

A few final reflections on the current status of the
ethnographic author: When Malinowski's Diary was
first published, it seemed scandalous. The quintessential
anthropologist of Argonauts did not, i n fact, always
maintain an understanding, benevolent attitude toward
his informants; his state of mind i n the field was
anything but coolly objective; the story of ethnographic

98

�James Clifford

• O ETNOGRAFICZNE] AUTOKREACJI

loga-badacza terenowego. Co zaszło w tym czasie? Podob­
nie jak Conrad w okresie pomiędzy bezładnym odwrotem
ze swojej afrykańskiej przygody a sukcesem Jądra ciemno­
ści, Malinowski zaakceptował trzy główne zobowiązania:
(1) wobec pisarstwa, (2) wobec małżeństwa i (3) wobec
określonej publiczności, a także określonego języka i kul­
tury.
Wyspy Kanaryjskie są intrygującą scenerią dla pisar­
skiej kuracji Malinowskiego. Udał się tam dla zdrowia,
ale wybór ten był przesądzony z góry. Kusi, by spojrzeć na
to miejsce jako graniczny punkt najdalszego krańca Euro­
py, odpowiedni dla wyrwanego ze swego środowiska Pola­
ka, który pisze o etnografii wysp Pacyfiku. Jednakże waż­
niejszy jest fakt, że już wcześniej spędził on na Wyspach
Kanaryjskich wakacje z matką. Teraz jest tu znowu, ze
swoją żoną, kończąc swoje pierwsze ważne dzieło. Przeby­
wa w sferze całkowicie zastępczej, składającej się z serii
kompromisów i substytutów. Dla Malinowskiego, tak jak
dla Conrada, trzy z tych substytutów są najistotniejsze:
(1) rodzina, w której żona zastępuje matkę; (2) język,
gdzie język macierzysty zostaje porzucony na rzecz angiel­
skiego; i (3) pisarstwo, gdzie zapisy i teksty zastępują bez­
pośrednie doświadczenie rozmowy. Ostatecznie pierw­
szeństwo uzyskał arbitralny kod jednego języka: angiel­
skiego. Język macierzysty ustępuje, a (w tym punkcie
sprawy osobiste i polityczne zbiegają się) angielski domi­
nuje: w nim znajduje swą reprezentację i tłumaczenie k i riwiński. Kulturowa przynależność jest ustanowiona przez
małżeństwo. Tęsknota za szczerą wymianą myśli ustępuje
przed grą pisanych namiastek. W niektórych z tych zmian
i substytutów z pewnością szło o powodzenie w pisaniu na
Wyspach Kanaryjskich. Dziennik Malinowskiego kończy
się wraz ze śmiercią jego matki; Argonauci są ratunkiem,
zapisem kultury.

Przywołajmy los impulsywnych bazgrołów Kurtza w Ją­
drze ciemności, „Wytępić wszystkie te bestie". Matlow
odrywa ów przeklęty, prawdziwy suplement, oddając do
belgijskiej prasy rozprawę Kurtza na temat dzikich oby­
czajów. Jest to wymowny gest i podsuwa on kłopotliwe
pytanie dotyczące Malinowskiego i antropologii: Co jest
zawsze odrywane, niejako po to, by budować publiczny,
wiarygodny dyskurs? Dziennik został wyłączony z Argo­
nautów, а raczej niejako „powtórnie napisany", w proce­
sie nadawania całości kulturze (trobriandzkiej) i własne­
mu „ja" (uczonemu etnografowi). W ten właśnie sposób
antropologia oparta na badaniach terenowych konstytu­
uje swój autorytet, konstruuje i rekonstruuje spójnych
kulturowo innych i interpretujące „ja". Jeżeli ta etnogra­
ficzna autokreacja zakłada z góry kłamstwa pominięcia
i kłamstwa retoryki, czyni ona również możliwym mówie­
nie mocnych prawd. Ale podobnie do opowieści Marlowa
na pokładzie „Nellie", prawdy kulturowych opisów są peł­
ne znaczenia dla określonych społeczności, w których do­
konuje się interpretacja w określonych historycznych wa­
runkach. W ten sposób „odrywanie", przypomina Nietz­
sche, jest zarówno aktem cenzury, jak i aktem znaczącego
tworzenia, zniesieniem niespójności i przeciwstawności.
Najlepsze etnograficzne fikcje są - jak u Malinowskiego zawile prawdziwe; lecz zawarte w nich fakty, jak wszystkie
fakty w naukach o człowieku, są poklasyfikowane, skontekstualizowane, włączone w narrację i wyostrzone.
W ostatnich latach pojawiły się nowe formy etnogra­
ficznego realizmu, bardziej dialogiczne i nie definitywne
w swoim narracyjnym stylu. „Ja" i ten inny, kultura i jej
interpretatorzy występują jako byty mniej godne zaufania.
Spośród tych, którzy zrewidowali autorytet i retorykę et­
nografii wychodząc od jej wnętrza, chciałbym wspomnieć
tylko trzech (których Clifford Geertz wyróżnił za kryty­
cyzm w serii prowokacyjnych wykładów na temat upra­
• • •
wiania etnografii): Paula Rabinova, Kevina Dwyera i Vincenta Crapanzano. (Z powodu grzechu samochwalstwa
Jeszcze kilka końcowych uwag o współczesnym statu­
Geertz nazwał ich „dziećmi Malinowskiego"). Mogą oni
sie autora prac etnograficznych: kiedy po raz pierwszy
reprezentować wielu innych aktualnie zajmujących się
opublikowano Dziennik Malinowskiego, wydawał się on złożoną dziedziną tekstowych eksperymentów na pogra­
skandaliczny. Wzorowy antropolog z Argonautów, fak­
niczu akademickiej etnografii. Powiedziałem, że antro­
tycznie nie zawsze zachowywał pełne zrozumienie i życzli­
pologia wciąż czeka na swojego Conrada. Współcześnie
we podejście wobec swoich informatorów; stan jego umy­
eksperymentatorzy na wiele sposobów spełniają tę rolę.
słu w czasie badań w terenie z pewnością nie był ani Balansują twórczo, tak jak robił to Conrad - i jak, w spo­
chłodny, ani obiektywny; opowieść o etnograficznych ba­
sób bardziej ambiwalentny, balansuje sam Geertz - po­
daniach, włączona w skończoną monografię, była stylizo­
między realizmem i modernizmem. Eksperymentatorzy
wana i wybiórcza. Fakty te, raz włączone w publiczne
odsłaniają w swoich pracach ostre odczucie wykreowane­
świadectwa antropologii, wstrząsnęły fikcją kulturowego
go, przypadkowego stanu wszelkich kulturowych opisów
relatywizmu jako stabilnej subiektywności, zakwestiono­
(i wszelkich autorów opisów kulturowych).
wały punkt widzenia „ja", które rozumie i przedstawia
Owi obdarzeni autorefleksją pisarze zajmują ironiczną
kulturowo innego. Po pojawieniu się Dzienników między­
postawę w ramach ogólnego projektu etnograficznej su­
kulturowe zrozumienie okazało się retorycznym konstrukbiektywności i kulturowego opisu. Stoją oni, jak i my
tem, którego wyważony racjonalny status podminowują
wszyscy, na niepewnym historycznym gruncie, w miejscu,
ambiwalencja i przemoc.
z którego możemy rozpocząć analizę ideologicznej matry24

25

26

99

�James Clifford • ON ETHNOGRAPHIC SELF-FASHIONING

research included i n the finished monograph was
stylized and selective. These facts, once entered into
the public record of anthropological science, shook the
fiction of cultural relativism as a stable subjectivity,
a standpoint for a self that understands and represents
a cultural other. In the wake of the Diary cross-cultural
comprehension appeared a rhetorical construct, its
balanced comprehension traversed by ambivalence and
power.
We recall the fate of Kurtz's violent scrawl i n Heart
of Darkness, "Exterminate all the brutes." Marlow tears
off the damning, truthful supplement when he gives
Kurtz's disquisition on savage customs to the Belgian
press. It is a telling gesture, and it suggests a troubling
question about Malinowski and anthropology: What is
always torn off, as it were, to construct a public,
believable discourse? I n Argonauts the Diary was
excluded, written over, i n the process of giving
wholeness to a culture (Trobriand) and a self (the
scientific ethnographer). Thus the discipline of
fieldwork-based anthropology, in constituting its
authority, constructs and reconstructs coherent cultural
others and interpreting selves. If this ethnographic selffashioning presupposes lies of omission and of rhetoric,
it also makes possible the telling of powerful truths. But
like Marlow's account aboard Nellie, the truths of
cultural descriptions are meaningful to specific
interpretive communities i n limiting historical
circumstances. Thus the "tearing off," Nietzsche
reminds us, is simultaneously an act of censorship and
of meaning creation, a suppression of incoherence and
contradiction. The best ethnographic fictions are, like
Malinowski's, intricately truthful; but their facts, like all
facts in the human sciences, are classified, contextualiz­
ed, narrated, and intensified.
In recent years new forms of ethnographic realism
have emerged, more dialogical and open-ended in
narrative style. Self and other, culture and its
interpreters, appear less confident entities. Among
those who have revised ethnographic authority and
rhetoric from within the discipline I shall mention just
three (whom Clifford Geertz has marked off for critique
in a series of provocative lectures on the writing of
ethnography): Paul Rabinów, Kevin Dwyer, and Vincent
Crapanzano." (For their sins of self-display Geertz calls
them "Malinowski's Children.") These three can stand
for many others currently engaged in a complex field of
textual experiments at the limits of academic
ethnography. 1 have said that anthropology still awaits
its Conrad. In various ways the recent experimentalists
are filling that role. They teeter productively, as Conrad
did - and as, more ambivalently, Geertz himself
balances - between realism and modernism. The
experimentalists reveal i n their writings an acute sense
12

of the fashioned, contingent status of all cultural
descriptions (and of all cultural describers).
These self-reflexive writers occupy ironic positions
within the general project of ethnographic subjectivity
and cultural description. They stand, as we all do, on an
uncertain historical ground, a place from which we can
begin to analyze the ideological matrix that produced
ethnography, the plural definition of culture, and a self
positioned to mediate between discrepant worlds of
meaning. (To say that this historical ground is, for
example, postcolonial or postmodern is not to say much
- except to name what one hopes no longer to have to
be.) I n fact most of the self-conscious hermeneutic
ethnographers writing today get about as far as Conrad
did i n Heart of Darkness, at least i n their presentations
of narrative authority. They now gesture toward the
problematic other narrator on the deck of the Nellie as
they say, with Marlow: "Of course in this you fellows see
more than I did then. You see me, whom you know."
Notes
1

O n the development of the concept of culture see Williams
1966, Stocking 1968, and Chapter 10 Ц. Clifford,

Predicament of Culture]. T h e

novelty and fragility

of

the

Western notion of the individual was noted in Mauss

1938,

perhaps the first ethnographic overview of the subject.
2

A full analysis of changes i n the "culture" response would
presuppose those forces taken by Raymond Williams
(1966) as determinants: industrialism, social conflict, the
rise of mass culture. To these would be added the needs of
high colonial societies to understand the increasingly
accessible diversities of the planet as a dispersed totality.
The

mapping of the world's human arrangements as

distinct cultures asserts that things hold together separately.
'

T h e interpretation I suggest owes a good deal to previous
explicators of C o n r a d , most notably Edward Said and Ian
Watt. I n its biographical dimensions it draws on the
standard works: Baines 1960; Watt 1979; K a r l 1979; and
Najder 1983. My focus o n Heart of Darkness as an allegory
of writing and of grappling with language and culture in
their emergent twentieth-century definitions is, I believe,
a new one, but it draws on many points well established in
C o n r a d studies. I have not cited specific sources for
biographical facts, since those I build with are not, to my
knowledge, disputed in the literature.

4

I juxtapose Argonauts and the Diary to highlight a critical
discrepancy between the two best-known accounts of
Malinowski's research process. A t times I oversimplify the
course

of

Malinowski's research and writing; the Diary

actually covers work done i n both the Trobriands and
M a i l u . By concentrating o n two texts I ignore other
complicating ones, most notably certain unpublished and
currently unavailable diaries, along with Malinowski's
"Natives of M a i l u " (1915) and "Baloma: T h e Spirits of the
D e a d in the Trobriand Islands" (1916). I n these last two
works he c a n be seen working out the personal and

�James Clifford • O ETNOGRAFICZNEJ AUTOKREACJI
су, k t ó r a w y t w o r z y ł a e t n o g r a f i ę , m n o g o ś ć d e f i n i c j i k u l t u ­

do Jądra

ry i „ j a " u s y t u o w a n e t a k , by m e d i o w a ć p o m i ę d z y sprzecz­

z językiem i kulturą, tak jak wyłaniają się one w dwudziesto­

n y m i ś w i a t a m i z n a c z e n i a . ( S t w i e r d z e n i e , że t e n h i s t o r y c z ­

wiecznych definicjach, jest - jak sadzę - podejściem nowym,
w studiach conradowskich kwestii. N i e cytuję poszczegól­

z wyjątkiem faktu nazwania

n y c h źródeł faktów biograficznych, oprócz tych, które nie by­

c z e g o ś , c o , m o ż n a m i e ć n a d z i e j ę , n i e m u s i już dłużej ist­

ły -

n i e ć ) . F a k t y c z n i e , w i ę k s z o ś ć p i s z ą c y c h dzisiaj s a m o ś w i a d o m y c h e t n o g r a f ó w o n a s t a w i e n i u h e r m e n e u t y c z n y m się­

według

mojej

wiedzy -

rozważane

w

literaturze

przedmiotu.
"

ga p r z y n a j m n i e j t a k d a l e k o , j a k czynił to C o n r a d w J ą d r z e

ciemności,

jako alegorii pisarstwa oraz borykanie się

ale czerpie ono w wielu punktach z dobrze ustalonych już

n y g r u n t jest, n a p r z y k ł a d , p o s t k o l o n i a l n y czy p o s t m o d e r ­
nistyczny, n i e m ó w i w i e l e -

ciemności

Zestawiam Argonautów

i Dziennik, by naświetlić krytyczną

sprzeczność pomiędzy dwoma najbardziej znanymi zapisami

przynajmniej w przedstawianiu znaczenia nar­

metody badawczej Malinowskiego. C z a s e m przesadnie upra­

drugiego

szczam przebieg badań i pisarstwa Malinowskiego; Dziennik

n a r r a t o r a n a p o k ł a d z i e „ N e l l i e " , j a k gdyby m ó w i l i r a z e m

rzeczywiście opisuje pracę wykonaną na Trobriandach i M a ­

z M a r l o w e m : „Wy, koledzy, m o ż e c i e z tego o c z y w i ś c i e w i ę ­

ilu. Koncentrując się na tych dwóch tekstach, pomijam inne

racyjnego.

W s k a z u j ą o n i teraz n a z a g a d n i e n i e

cej z r o z u m i e ć niż j a p o d ó w c z a s . W y
którego znacie".

rozumiecie

zapisy, które wprowadziłyby komplikacje, w szczególności

mnie,

pewne nie publikowane i aktualnie niedostępne dzienniki,

2 7

łącznie z Natives
Przełożył

Trobriand

Maciej Krupa

of Mailu

Islands

(1915) i Baloma:

(1916)

The Spirits of the

Malinowskiego,

w tych

dwóch

ostatnich pracach można dostrzec, jak wypracowuje on oso­
bisty i naukowy etnograficzny styl, który osiąga swój pełny

Przypisy
1

wyraz w Argonautach.

N a temat rozwoju pojęcia kultury patrz R . Williams,
1780-1959, N e w York 1966;

and Society,

G . Stocking,

the Uses of Invention, w: Race,

nold, Tylor and

Culture

Ar­

lanezyjskiej kultury i historii, każde z tych podejść pociągnę­

and

łoby za sobą wybć&gt;r innego zbioru dokumentów. Ponadto za­

N e w York 1968, s. 60-96. N a nowość i kruchość

trzymując się na roku 1922 pomijam fakt, ze Malinowski cią­

zachodniego pojęcia jednostki zwrócił uwagę M . Mauss, So­

gle przerabiał dialog z Trobriandami. Jego ostatnia wielka

Evolution,

cjologia i antropologia,
Warszawa 1973.

monografia Ogrody koralowe

przel. M . Król, K . Pomian i J. Szacki,

stawę, jaką zajmował w

Pełna analiza zmian w „kulturze" powinna z góry zakładać

1 2

wyd. cyt.) za determinanty:

3

1

in „Heart of
R. D a r ­

' Podobny do mojej rodzaj lektury, lecz z innym ogólnym roz­

by dodać do nich potrzebę rozumienia przez wysokie warstwy

łożeniem

społeczeństw kolonialnych coraz bardziej dostępnej różno­

rad's Darkness,

akcentów,

prezentuje

w: Poets of Reality,

J.

Hillis

Miller

Cambridge, Mass.

(Con­
1965,

rodności naszej planety jako rozproszonej całości. Przedsta­

rozdz. I ) . Znajdujemy tam mocne argumenty za tym, by spoj­

wianie na mapie ludzkiego porządkowania świata jako odręb­

rzeć na Jądro

n y c h kultur potwierdza, że trzymają się one razem - będąc

rowego kłamstwa", ale jako na coś, co podkopuje wszelką

odrębnymi.

prawdę, jako na bardziej tragiczny, ciemny, czy wreszcie nihi-

F. Nietzsche, Pisma

pozostałe

przel. B. Baran,

1862-1875,

S. Greenblatt, Renaissance
kespeare, Chicago

ciemności

nie jako na pozytywny wybór „kultu­

listyczny tekst. Niewątpliwie zarówno w formie, jak i w treści
opowieść ta zmaga się z nihilizmem. M i m o to dramatyzuje

Kraków 1993, s. 189
4

and Antipathy

w: Readings in the History of Anthropology,

nell (ed.), N e w York 1974, s. 85-98

uprzemysłowienia,

konfliktu społecznego, narodzin kultury masowej. Należało­

Argonautach.

Patrz пр.: G . Stocking, Empathy
Darkness",

istnienie sił uznanych przez Raymonda Williamsa (Culture
and Society..,

i ich magia w ważny sposób eks­

perymentalnie i samokrytycznie kwestionuje retoryczną po­

Było to być może pierwsze etnograficzne

ujęcie tego tematu.
2

Sporządzając biograficzny zapis, cało­

ściowy portret pracy terenowej Malinowskiego albo opis me-

Culture

Self-Fashioning:

From More to Sha­

ona udaną konstrukcję fikcji, przypadkową, podważaną, lecz
ostatecznie przemożną opowieść, pełną znaczenia ekonomię

1980

prawd i kłamstw. Świadectwo biograficzne wzmacnia moją

5

Tamże, s. 2

6

Tamże, s. 257

sugestię, że Jądro

7

Tamże, s. 256

wyraźnego sukcesu w mówieniu prawdy. Jak już wcześniej za­

8

Tamże, s. 1

9

D o B. Z. Seligmana, cyt. Z a : R. Firth, M a n and Culture:
Evaluation

1 0

ciemności

jest historią ograniczonego, lecz

znaczyłem, historia ta została napisana zaraz po tym, gdy
of

the

Work

of

Bronisław

Malinowski,

An

London

C o n r a d ostatecznie zdecydował oddać się całkowicie pisaniu
w języku angielskim. Jesienią 1898 roku opuścił Essex i ujście

1957, s. 6

Tamizy (miejsce pomiędzy lądem a morzem) dla Kentu, by

Interpretacja, którą tutaj proponuję, sporo zawdzięcza wcze­

mieszkać blisko innych pisarzy, takich jak H . G . Wells, Ste­

śniejszym interpretatorom Conrada;

phen C r a n e , Ford Maddox Ford, Henry James. Przeprowadz­

najbardziej

godnymi

uwagi spośród nich są Edward Said i Ian Watt. W warstwie

ka ta, która nastąpiła zaraz po ostatnim

biograficznej czerpie ona z klasycznych prac takich autorów,

poszukiwaniu posady morskiej, rozpoczęła najbardziej pro­

jak: J. Baines, Joseph Conrad:

duktywne lata pracy literackiej C o n r a d a . Złamana została

A Critical

Biography,

1960; I. Watt, Conrad w wieku dziewiętnastym,

N e w York

przel. M . Bo-

ciemności

wyłoniło się w nie­

Con­

typowym dla niego pośpiechu. Z punktu widzenia tej decyzji

Con-

opowieść sięga dekadę wstecz, do początków zwrotu Korze­

t. 1-2, Warszawa 1980. Moje podejście

niowskiego w stronę pisarstwa, kiedy to w Kongu jego bagaż

duszyńska-Borowikowa, Gdańsk 1984;

E Karl, Joseph

rad. The Three Lives, N e w York 1979 i Z. Najder, Zycie
rada-Korzeniowskiego,

poważna pisarska blokada; Jądro

udokumentowanym

101

�]ames Clifford • ON ETHNOGRAPHIC SELF-FASHIONING
scientific ethnographic style that achieves full expression in

cultural function like the othets on the deck. T h i s

Argonauts. A

listener's invisibility guarantees a certain ironic authority,

biographical account, or a thorough portrayal

of Malinowski's fieldwork, or a depiction of Melanesian

the possibility of seeing and not being seen, of speaking

culture and history each would select a different corpus.

without conttadiction about relative ttuths, or deciding

Moreover, by stopping at 1922 I neglect

their undecidability.

Malinowski's ongoing rewriting of the dialogue with the

T h e "Polish" diary is extraordinarily heteroglot. Mario Bick

7

Trobriands. I n important ways his last major monograph,
Coral

Gardens and Their Magic

(1967:299), whose task was to compile a glossary and

(1935), experimentally and

generally to "sort out the linguistic melange," specifies that

self-critically questions the rhetorical stance constructed in

Malinowski wrote " i n Polish with frequent use of English,

Argonauts.

words and phrases in G e r m a n , French, Greek, Spanish, and

For a reading close to my own but with a different overall

Latin, and of course terms from the native languages"

emphasis see J. Hillis Miller 1965. Here we find strong

(there were four: Motu, Mailu, Kitiwinian, and Pidgin).

arguments for seeing Heart of Darkness not as a positive

T h e r e is an interesting slip between this passage and its

8

choice for the "lie of culture" but as something that

footnote: functionalist "therapy" becomes functionalist

undermines all truth, a more tragic, dark, ultimately

"theory".

nihilistic text. Undoubtedly in both form and content the

Page references here and elsewhere are from the 1971

9

tale grapples with nihilism. Nonetheless, it does dramatize

Norton edition.

the successful construction of a fiction, a contingent,

1 0

It would be interesting to analyze systematically how, out of

undermined, but finally potent story, a meaningful

the heteroglot encounters of fieldwork, ethnographers

economy of truths and lies. Biographical evidence

construct texts whose prevailing language comes to

reinforces my suggestion that Heart of Darkness is a story of

override, represent, or translate other languages. Here Talal

qualified but distinct success in truth-telling. I have alteady

Asad's conception of a persistent, structured inequality of

noted that the tale was written just when C o n r a d finally

languages gives political and historical content to the

decided to stake everything on his career of writing in

apparently neutral process of cultural translation (Asad

English. I n the autumn of 1898 he left Essex and the
T h a m e s estuary (the place between land and sea) for K e n t

1986).
11

to reside near other writers-H. G . Wells, Stephen C r a n e ,

Geertz's lectures (1983), "Works and Lives: T h e
Anthropologist as Author," were not yet published as of

Ford Maddox Ford, Henry James. T h e move, immediately

this writing. I n the section of the oral presentation I am

followed by his last recorded search for a maritime post,

discussing he refers primarily to Rabinów 1977;

inaugurated his most productive years of literary work.

Crapanzano 1980; and Dwyet 1982. [Actually the lectures

A serious writing block was broken; Heart of Darkness

by C . Geertz have already appeared as

emerged in an uncharacteristic rush. From this standpoint
of decision the tale reaches back a decade to the beginning

Works and Lives: The

Anthropologist as Author, Stanford Univ. Press, I9b8].
12

T h e discursive field cannot, of course, be limited to the

of Korzeniowski's turn to writing, when, in the Congo, his

discipline of anthropology or its frontiers; nor is it

luggage contained the first chapters of Almayer's Folly. I n

adequately captured in terms like reflexive or dialogical.

the reading I am sketching out Heart of Darkness is

For provisional surveys see Marcus and C u s h m a n 1982;

centrally about writing, about telling the truth in its most

Clifford 1986a; and Chaptet 1 [in

Predicament of

Culture].

alienated, nondialogical form. C o n r a d does succeed in
becoming an English writer, a limited truth-teller. It is not

Bibliography

surprising, then, that in the blurred cacophony of the
jungle Marlow yearns for English words. Kurtz was partly
educated in Britain, and his mother, we recall, was half-

Asad, Talal
1986

" T h e C o n c e p t of Cultural Translation in British Social

English. From the beginning Marlow searches for

Anthropology", In: Wńtins Culture: The Poetics and

Kurtz's intimate and elemental voice; and in the end "this

Politics of Enthnography, ed. James Clifford &amp;George

initiated wraith from the back of Nowhere honoured me

Marcus, p. 141-164, Berkeley: University of California

with its amazing confidence before it vanished altogether.

Press

T h i s was because it could speak English to me" (p. 50).
I cannot here discuss the many complexities in the staging

Baines, Jocelyn
1960

and valuing of different languages in Heart of Darkness.

N e w York:

McGraw-Hill

In Reading for the Plot (1984:259-260) Peter Brooks nicely
observes that Heart of Darkness presents its truth as

Joseph Conrad: A Critical Biography,
H i c k , Mario

1967

" A n Index of Native Terms", I n : Bronisław

Diary in the Strict Sense of the Term,

a "narrative transaction" rather than a "summing up" (as in

Malinowski, A

Kurtz's last words). Meaning in the narrative is not

299-315, N e w York: Harcourt, Brace, and World

a revealed kernel; it exists outside, dialogically, in specific
transmissions; it is "located in the interstices of story and

Brooks, Petet

1984

Reading for the Plot: Design and Intention in Narrative,

frame, born of the relationship between tellers and

New

listeners." In sttessing the tale's "interminable analysis"

Clifford, James

Brooks minimizes the first narrator's stabilizing function as

p.

1979

a special listener (reader), not named or given a limited

" N a m i n g Names",
153

102

York: K n o p f

Canto: Review of the Arts

3 (1): 142-

�James Clifford • O ETNOGRAFICZNEJ AUTOKREACJI

Szaleństwa Almayera. W próbie
Jądro ciemności do­

tecznie lekceważy, reprezentuje lub tłumaczy inne języki. T u ­

odczytania, jaką próbuję tu naszkicować,

taj koncepcja uporczywej, strukturalnej

tyczy głównie pisarstwa, mówienia prawdy w jej najbardziej

języków Talala Asada nadaje polityczną i historyczną treść

odstręczającej, niedialogicznej formie. Conradowi udało się

neutralnym procesom kulturowego przekładu (T. A s a d , The

zawierał pierwsze rozdziały

of Cultural Translation in British Social Anthropology,

zostać angielskim pisarzem, ograniczonym głosicielem praw­

Concept

dy. N i e ma zatem niczego dziwnego w tym, ze pośród kako­

w: Writing Culture, J. Clifford, G . Marcus (eds.), Berkeley

fonii dżungli Marlow tęskni za angielskimi słowami. Kurtz

1986, ss. 141-164).

częściowo kształcił się w Anglii, a jego matka - przypomnij­

Wykłady Geertza (1983), works and Lives: The Anthropologist

my - była n a wpół Angielką. O d samego początku Marlow

as Author, nie zostały jeszcze opublikowane

szuka osobistego i zasadniczego głosu Kurtza; w końcu „ten

w której pisze te słowa. W e fragmencie dotyczącym ustnej

wtajemniczony duch, który przyszedł z głębi nicości, zaszczy­

prezentacji zajmuję się tym, co Geertz odniósł przede wszyst­

do chwili,

Reflections on Fiel­
Tuhami:

cił mnie zdumiewającą ufnością przed swym ostatecznym

kim

zniknięciem. A to z tego powodu, że mógł mówić ze m n ą po

dwork in Marocco,

angielsku" (s. 76). N i e mogę tutaj rozważyć złożonych kwe­

Portrait of a Maroccan, Chicago 1980 i К. Dwyer, Maroccan

stii prezentowania

Dialogues,

i oceniania różnych języków w Jądrze

ciemności.
1 4

nieprzvstawalnosci

W książce

tive

Berkeley 1977;

Baltimore 1982.

V. Crapanzano,

(Wspomniana wyżej książka G e ­

ertza ukazała się drukiem w roku 1988 w Stanford, Kalifor­

Reading for the Plot: Design and Intention in Narra­

(New York 1984, s. 259 n.) Peter Brooks subtelnie zau­

waża, ze

do następujących prac: R Rabinov,

Jądro ciemności

prezentuje swoje prawdy raczej jako

nia, a jej polskie wydanie opublikowano w roku 2000 w W y ­
dawnictwie K R w Warszawie, pod tytułem

Dzieło i życie -

przyp. t ł u m . ) .

„narracyjne sprawozdanie" niż „rekapitulację" (jak w ostat­

Ta dyskursywna dziedzina nie może oczywiście być ogranicza­

n i c h słowach Kurtza). Znaczenie w opowiadaniu nie jest od­

na do antropologii lub jej pograniczy, nie jest ona też ade­

refleksyjna

słaniającym się jądrem, lecz istnieje poza tym opowiadaniem,

kwatnie uchwycona w takich kategoriach, jak

dialogicznie, w poszczególnych przekazach; jest ono „umiej­

dialogiczna.

scowione w szczelinach pomiędzy opowieścią a jej ramą, ro­

tematyki patrz: G . Marcus, D . C u s h m a n , Ethnography as

lub

D l a zapoznania się ze wstępnym przeglądem tej

dzi się ze stosunku pomiędzy opowiadającymi a słuchacza­

Texts, „Annual Review of Anthropology" 11, 1982,

mi".

J. Clifford, Partial Truths, w: Writing Culture..., wyd. cyt., s. 1-

Podkreślając „nieskończoną analizę" tej powieści, Bro­

oks minimalizuje stabilizującą funkcję pierwszego narratora

26

jako szczególnego słuchacza (czytelnika), nie nazwanego ani

Conrad, Jądro..., wyd. cyt., s. 42

25-69);

nie ograniczonego kulturową funkcją jak pozostałe osoby na
pokładzie. T a nieuchwytność słuchacza gwarantuje szczegól­
ną ironiczną władzę, możliwość patrzenia i bycia niewidocz­
nym,

Bibliography

mówienia o względnych prawdach bez napotykania

sprzeciwu i bez decydowania o ich nierozstrzygalności.
1 5

Asad, Talal

„Polski" dziennik jest niezwykle wielojęzyczny. Mario Bick

Index of Native Terms, w: В. Malinowski, A
Strict Sense of the Term, N e w York 1967, s. 299),
(An

1986

The Concept

thropology,

Diary in tfie
którego za­

of Cultural Translation in British Social An­
Writins Culture: The Poetics and Politics of

(w:)

Enthnography, wyd. James Clifford i George Marcus, s.

miarem było zestawienie słownika i ogólne „posortowanie tej

141-164, Berkeley: University of California Press

lingwistycznej mieszaniny", precyzuje, że Malinowski pisał

Baines, Jocelyn

„po polsku, często używając angielskiego, słów i zdań po nie­

1960

miecku, francusku, grecku, hiszpańsku i po łacinie oraz oczy­

Malinowski's

H i c k , Mario
1967

1 6

H . Payne,

17

Występuje tutaj interesujący przeskok pomiędzy cytowanym

Style, ..Proceedings of the A m e r i c a n

York: Harcourt, Brace, and World

a przypisem do niego: funkcjonalistyczna „tera­

Brooks, Peter
1984

pia" staje się funkcjonalistyczna „teorią".
Payne,

1 9

Williams, Culture

2 0

Cyt.

Reading

for the Plot: Design and Intention in Narrative,

N e w York: Knopf

Malinowski's Style, m. cyt., s. 420 n.
and Society..., wyd. cyt.
za: W. Houghton, The Victorian Frame of Mind,

1 8

Index of Native Terms, (w:) Bronisław Malinowski,
Diary in the Strict Sense of the Term, s. 299-315, N e w

An
A

Philosophical Society" 125, 1981, s. 416-440
fragmentem

N e w York: M c ­

Graw-Hill

wiście terminów pochodzących z języków tubylczych" (były
to cztery języki: motu, mailu, kiriwiński i pidgin).

Joseph Conrad: A Critical Biography,

Clifford, James

1979

Naming Names, „Canto: Review of the A r t s " 3 (1): 142-

1980

Fieldwork, Reciprocity, and the Making of Ethnographic Te­

New

H a v e n 1957, s. 43

153

2 1

Watt, Conrad..., wyd. cyt., s. 173-176

2 2

E . Said, Joseph Conrad and the Fiction of Autobiography, C a m ­ 1982a Person and Myth: Maurice Leenhardt in the Melanesian

xts, „Man" 15: 518-532.

bridge, Mass., 1966, s. 16
2

' J. C o n r a d ,

Jądro ciemności,

World, Berkeley: University of California Press
przeł. A . Zagórska,

Warszawa

1991 (przyp. t ł u m . ) .
2 4

Byłoby rzeczą interesującą systematycznie

1982b Review ofNisa, by Marjorie Shostak, „London T i m e s L i ­
terary Supplement" Sept. 17: 994-995

przeanalizować,

1986a Partial Truths (w:) Writing Culture, wyd. James Clifford

jak z wielojęzycznych spotkań w badaniach terenowych et­

i George Marcus, s. 1-26, Berkeley: University of C a l i ­

nografowie budują teksty, w których dominujący język osta­

fornia Press

103

�James Clifford • ON ETHNOGRAPHIC SELF-FASHIONING
1980

1915

"Fieldwork, Reciprocity, and the Making of
Ethnographic Texts", M a n 15: 518-532.

1982a

Society of Southern Australia", 39: 49-706

Person and Myth: Mauńce Leenhardt in the Melanesian

1916

Literary Supplement

London Times
1935

&amp; George Marcus, p. 1-26, Berkeley: University of
California Press

1967

1986c " T h e Tropological Realism of M i c h e l Leiris",
1938

Press

Sociologie et anthropologie

1950.
Miller, J. Hillis

Heart of Darkness, N e w York: Norton C r i t i c a l Editions,

1965

Victory, London: Methuen

Najder, Zdzisław

1964

Tuhami: Portrait of a Moroccan, Chicago: University of

Moroccan Dialogues,

Conrad's Polish Background: Letters to and from Polish
Friends, Oxford: Oxford University Press

1983

Joseph Conrad: A Chronicle,

N e w Brunswick, N.J.:

Rutgers University Press Payne, Harry
Baltimore: Johns Hopkins

1981

"Malinowski's Style", Proceedings of the
Philosophical Society, 125: 416-440

1977

Re/lections on Fieldwork in Morocco, Berkeley:

University Press
Firth, Raymond

American

Rabinów, Paul

Man and Culture: An Evaluation of the Work of
Bronisław Malinowski London: Routledge and Kegan

University of California Press

Paul

Said, Edward

1966

Geertz, Clifford

Works and Lives: The Anthropologist as Author, Lectures

Stockin George

Stanford, California: Stanford University Press. 1988

1968

"Arnold, Tylor and the Uses of Invention", I n :

Culture and Evolution,

Greenblatt, Stephen

Renaissance Self-Fashioning: From More to Shakespeare,
Chicago: Univetsity of Chicago Press

Race,

p. 69-90, N e w York: T h e Free

Press
1974

"Empathy and Antipathy in 'Heart of Darkness'", I n :

Readings in the History of Anthropology, ed. Regna

Houghton, Waltei

Victorian Frame of Mind, N e w

H a v e n : Yale

Darnell, p. 85-98 N e w York: Harper and Row,

Univetsity Press

Watt I a n

Karl, Frederick

1979

Joseph Conrad: The Three Lives, New

York: Farrar,

Conrad in the Nineteenth Century,

Berkeley: University

of California Press

Straus, and Giroux

Williams Raymond

Kaufman, Walter (ed.)

The Portable Nietzsche,

Joseph Conrad and the Fiction of Autobiography,
Cambridge, Mass.: Harvard University Press

delivered at Stanford University, M a r c h 1983,

The

"Conrad's Darkness", I n : Poets of Reality, chapter. 1,
Cambridge, Mass.: Harvard University Press

Dwyer, K e v i n

1954

" U n e categorie de 1 esprit humain: L a notion de
p. 333-362, Paris: Presses Universitaires de la France,

Chicago Press

1979

Ethnographies as Texts, "Annual Review of

Writing Culture: The Poetics and Politics of
Ethnography, Berkeley: University of California

Crapanzano, Vincent

1957

N e w York:

personne, celle de 'moi'", I n :

1971

1980

the Strict Sense of the Term,

Clifford James and George Marcus (ed.)

C o n r a d , Joseph

1983

A Diary in

Mauss, Marcel

Clifford, p. 4-20

1957

Bloomington:

Anthropology" 11: 25-69

Introduction to "Sulfur" 15 (special issue), ed. James

1982

Gardens and Their Magic,

Marcus, George, i D i c k C u s h m a n

1982

University of California Press

1980

Cora!

Harcourt, Brace, and World

James Clifford &amp; George Marcus, p. 98-121, Berkeley:

1911

Argonauts of the Western Pacific, London: Routledge
Univetsityof of Indiana Press.

1986b " O n Ethnographic Allegory", I n : Writing Culture, ed.

1899

Islands, (w:)

History Press

1922

Sept. 17: 994-995

1986a "Partial Truths", I n : Writing Culture, ed. James Clifford

1986

Baloma: Spirits of the Dead in the Trobriand

Magic, Science and Religion, Garden City, N Y : Natural

World, Berkeley: University of California Press
1982b "Review of Nisa, by Marjorie Shostak",

The Natives of Mailu, "Transactions of the Royal

1966
New York: Vintage

Culture and Society, 1780—1950, N e w York: Harper
and Row

Malinowski, Bronisław

104

�James Clifford • O ETNOC IRAFICZNEJ AUTOKREACJI
1986b O n Ethnugraphic

(w:) Writing Culture, wyd. Ja­

Allegory

1922

Realism of Michel

Leiris,

Introduction

1935

Writing

Culture:

The

Poetics

and

Politics

of

1967 A Diary in the Strict Sense of the Term, N e w York:

Ethnogra-

Harcourt, Brace, and World, (brak polskiego wydania -

N e w York: Norton Critical Editions,

1982

Mauss, Marcel
1938

Portrait

Chicago: University of

of a Moroccan,

Dialogues,

Baltimore: Johns Hopkins Univer­

M a n and Culture: A n Evaluation

of the Work of

Broriislaw

1983

L o n d o n : Routledge and Kegan Paul

Works and Lives:

1981
The Anthropologist

Lectures

as Author,

California: Stanford University Press. 1988
Dzieło i życie. Antropolog

1977

jako autor, Wydawnictwo K R ,

Polish

Background:

Letters

to and

from

Polish

Oxford: Oxford University Press

Joseph Conrad:

A Chronicle,

N e w Brunswick, N.J.: Rut­

Malinowski's

Style, „Proceedings of the A m e r i c a n Philo­

Reflections

on Fieldwork

in Morocco,

Berkeley: University

of California Press
Said, Edward

Greenblatt, Stephen

1966

Renaissance Self-Fashioning:

From

More

to

Joseph Conrad and the Fiction of Autobiography,
Stockin George

Houghton, Walter

1968

sity Press

Arnold,

Tylor and the Uses of Invention, (w:) Race,

re and Evolution,

Frame of Mind, N e w H a v e n : Yale U n i v e r ­
1974

Karl, Frederick
Three

Lives,

New

York:

Farrar,

Empathy and Antipathy in „Heart

1915

The Natives

1979

N e w York: Vintage

(w:) Rea­

wyd. Regna Darnell,

in the Nineteenth

Century,

Berkeley: University

Williams Raymond

.Transactions of the Royal Society

of Southern Australia", 39: 49-706
Spirits of the Dead in the Trobriand

Magic, Science and Religion,

Conrad

of California Press

Malinowski, Bronisław
of Mailu,

of Darkness",

Watt Ian

Kaufman, Walter (wyd.)
The Portable Nietzsche,

of Anthropology,

s. 85-98 N e w York: Harper and Row,

Straus, and Giroux
1954

Cultu­

s. 69-90, N e w York: T h e Free Press

dings in the History
The

Cambrid­

ge, Mass.: Harvard University Press

Shakespeare,

Chicago: University of Chicago Press

Conrad:

Conrad's

Rabinów, Paul

[wyd. pol.

Warszawa 2000]

Baloma:

rozdz. 1, C a m ­

sophical Society", 125: 416-440

delivered at Stanford University, M a r c h 1983, Stanford,

1916

(w:) Poets of Reality,

Darkness,

gers University Press Payne, Harry

Geertz, Clifford

Joseph

Conrad's

Friends,

Firth, Raymond

1979

(Wyda­
1973)

Najder, Zdzisław
1964

The Victorian

Warszawa

i antropologia,

bridge, Mass.: Harvard University Press

sity Press

1957

personne,

s. 333-362,

Miller, J. Hillis
1965

Dwyer, K e v i n

Malinowski

La notion de

et anthropologie

Paris: Presses Universitaires de la France, 1950.
nie polskie: Socjologia

Chicago Press
Moroccan

Une cat'egorie de I esprit humain:
celle de 'moi', (w:) Sociologie

1957)

Tuhami:

Ethnographies as Texts, „ A n n u a l Review of Anthropolo­
gy" 11: 25-69

Warszawa 1991, Wydawnictwo S E N -

Victory, London: Methuen. (wyd. pol. Zwycięstwo, War­
szawa

koralowe

tom 4 - przyp. tłum.)

przyp. t ł u m . ) . Marcus, George, i D i c k C u s h m a n

Heart of Darkness,
ciemności

War­
tom 3

Bloomington: Universi-

i ich magia, Warszawa 1986, Dzieła,

Crapanzano, V i n c e n t

1980

and Their Magic,

Clifford James i George Marcus (wyd.)

przyp. tłum.)

1983

Coral Gardens

tyof Indiana Press. (Wydanie polskie: Ogrody

1971 (w tłumaczeniu użyto przekładu A n i e l i Zagórskiej,

1957

Pacyfiku,

Leirisa), wyd. James Clifford, s. 4-20

Jądro

1982

zachodniego

- przyp. tłum.)

do

C o n r a d , Joseph

1980

Routledge.

szawa 1967; wydanie II - Warszawa 1981, Dzieła,

phy.Berkeley: University of California Press

1911

London:

Pacific,

versity of California Press
„Sulfur" 15 (numer specjalny poświęcony przekładom

1899

of the Western

(Wydanie polskie: Argonauci

1986c The Tropological

1986

Argonauts

mes Clifford i George Marcus, s. 98-121, Berkeley: U n i ­

1966

Culture
Row

Islands,

(w:)

G a r d e n City, N.Y.: Natural

History Press

105

and Society, 1780—1950, N e w York: Harper and

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8489" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8467">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/90254e1aead97ab48679a4fb6a6ce57c.pdf</src>
        <authentication>4e68018afd083cca01054a104c88cbe6</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101421">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2310</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101423">
                <text>1991</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101425">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2143</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101427">
                <text>Prywatny leksykon współczesnej polszczyzny / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101429">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.1, s.47-53</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101431">
                <text>Magierowa, Barbara; Kroh, Antoni</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101433">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101435">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101437">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101442">
                <text>Barbara Magierowa, Antoni Kroh

PRYWATNY LEKSYKON WSPÓŁCZESNEJ POLSZCZYZNY
(wstęp oraz próbka haseł)
Leksykon zawiera około trzydziestu tysięcy haseł: słów, zwro­
tów, wyrażeń, frazesów, przysłów, sloganów, zbitek pojęcio­
wych, dowcipów słownych, napisów na murach itd., wystąpujących we współczesnej polszczyźnie krajowej. Jesteśmy zdania,
że w mowie potocznej najpełniej odzwierciedlają się losy narodu
i stan jego kultury. Spodziewamy się więc, że nasza książka, której
celem jest zdokumentowanie współczesnego języka potocznego,
może być źródłem wielu informacji, niemożliwych do zdobycia
w inny sposób.
Przyjęliśmy następujący zakres pracy:
Zamieszczamy jedynie hasła nie uwzględnione w Słowniku
Języka Polskiego pod red. Witolda Doroszewskiego (PWN,
Warszawa 1958-1969), ani też w Słowniku Języka Polskiego
pod red. Mieczysława Szymczaka (wyd. V, PWN, Warszawa
1989). Jeżeli słowo, uwzględnione przez któryś z wyżej wymie­
nionych słowników, używane jest również w innym, nie od­
notowanym znaczeniu (ARABESKA, GABLOTA, NASIADÓWKA) lub w innym odcieniu znaczeniowym (RECENZOWAĆ,
ROZLICZAĆ), stanowi ono przedmiot naszego zainteresowania.
Notujemy słowa i zwroty, które pojawiały się w języku polskim
od 1944/45 r. do chwili obecnej. Interesują nas słowa i wyrażenia
albo zupełnie nowe, to znaczy powstałe po 1945 roku (NA
TOPIE, ROZKUŁACZAĆ, TRAJLUŚ), lub stare w nowym zna­
czeniu (HAMULCOWY, POLONISTKA, ZACHÓD, ZRZUTY).
Uwzględniamy jedynie polszczyznę krajową, tj. używaną na
terenie Polski w obecnych jej granicach. Nie jesteśmy w stanie
zająć się współczesną mową Polaków, mieszkających stale poza
Rzecząpospolitą. Cytaty z publikacji emigracyjnych wykorzys­
tujemy, gdy słowo lub wyrażenie pochodzi z kraju, lub wówczas,
gdy narodziło się ono poza Polską, ale przedostało się do kraju
i tutaj się upowszechniło. Naszym zasadniczym kryterium jest
funkcjonowanie słowa lub wyrażenia w polszczyźnie krajowej.
Dlatego uwzględniamy gwarę Polaków, przebywających czaso­
w o poza Polską, między innymi na budowach eksportowych,
ponieważ przywożą oni stamtąd nie tylko ŻONY Z RU ROCIĄGU,
ale i nowe słowa, na przykład PASIOŁEK, które potem wchodzą
w powszechny obieg.
Nasz leksykon nie uwzględnia współczesnej terminologii za­
wodowej, natomiast uwzględnia gwary środowiskowe, także
środowisk zawodowych. Dla przykładu: pomijamy nowoczesne
słownictwo medyczne, lecz interesuje nas gwara pracowników
służby zdrowia (CHORY SOCJALNY, ERKA, ZIMNA CHIRUR­
GIA).
Nie zbieramy słów gwarowych, wywodzących się z dawnej
kultury ludowej, interesujemy się natomiast dawnymi słowami
gwarowymi, używanymi w nowym znaczeniu (CHATA, KIEC­
KA), czy słowami nieznanymi tradycyjnej kulturze chłopskiej,
a używanymi we współczesnej kulturze neoludowej (CEPELIA­
DA, FRASOBLIWIEC, JUHASALIA).
Podajemy słowa i wyrażenia obcojęzyczne, funkcjonujące
w mowie polskiej na zasadzie cytatów (ALUZJU PONIAŁ,
KINDERMACHER, MNE TO NEWADI JA M A M RAKOWINU,
MY NIE DANSJORY).
Odrzucamy autocenzurę obyczajową, polityczną, religijną, na­
rodową czy jakąkolwiek inną. Wszelkie zjawiska językowe, od­
zwierciedlające powojenne życie Polaków w kraju, interesują nas
w równym stopniu. Ztaką samą uwagą słuchamy NOWOMOWY,
jak kazań kościelnych czy BLUZGÓW chuliganów; tak samo
obchodzą nas urzędowe enuncjacje, biuletyny partyjne najroz­
maitszych orientacji, teksty z festiwalu rocka, kłótnie prostytutek
czy raporty policyjne względnie okazy żargonu administracyj­

nego lub naukowego. Nasz leksykon to nie podręcznik wykwint­
nej polszczyzny. Nie jest to również deklaracja polityczna ani
światopoglądowa. Nie mamy zamiaru czegokolwiek ganić lub
chwalić. Interesuje nas wyłącznie fakt, że dane słowo czy
wyrażenie narodziło się i było w użyciu w takim to a takim
kontekście społecznym, terytorialnym, czasowym.
Jak już wspomnieliśmy, uważamy naszą mowę potoczną za
wrażliwy barometr, rejestrujący wszystko, co społeczeństwo
przeżywa. Byłoby absurdem zakrywanie barometru, ponieważ
rejestruje on nie taką pogodę, jakiej byśmy pragnęli.
Nasz leksykon to nie słownik ortograficzny ani słownik po­
prawnej polszczyzny, lecz jedynie stwierdzenie stanu faktycz­
nego. Czasem dostosowujemy ortografię do nowego znaczenia
wyrazu; zwłaszcza wówczas, gdy zapisujemy słowo, funkcjonu­
jące dotychczas jedynie w polszczyźnie mówionej. Przykładem
DĘTYSTA-muzyk, grający na instrumencie dętym, albo C H A M BURG - potoczna nazwa nowej dzielnicy w Krośnie, zasiedlonej
na ogół przez ludność pochodzenia chłopskiego oraz przez
dawnych mieszkańców przedmieść, którym zburzono domy dla
pozyskania terenów budowlanych.
Ograniczenia, od których rzecz jasna nie jesteśmy wolni, są
przede wszystkim natury technicznej i psychologicznej.
Najpierw o ograniczeniach psychologicznych. Polszczyzna
współczesna jest dla nas nie tylko przedmiotem fascynacji, ale
- przede wszystkim - naszym powietrzem, chlebem powszednim,
formą istnienia. Tkwi w nas, myślimy i wypowiadamy się za jej
pośrednictwem. Pracując nad leksykonem, usiłujemy patrzeć na
nią „ o d zewnątrz", jako na znak czasu, dokument historyczny
i obyczajowy - ale przecież równocześnie używamy jej w życiu
codziennym, podlegamy jej uwarunkowaniom, wywiera ona
wpływ na naszą mentalność, bo i my jesteśmy dziećmi tej samej
epoki. Wydobycie się z własnej skóry, z własnej codzienności,
dopatrzenie się egzotyki w najzwyczajniejszych zjawiskach z naj­
bliższego otoczenia nie zawsze jest sprawą łatwą.
Ograniczenia techniczne polegają głównie na tym, że nie
możemy być jednocześnie we wszystkich środowiskach, we
wszystkich miejscowościach, nie jesteśmy w stanie usłyszeć
i przeczytać wszystkiego, co mogłoby stanowić dla nas źródło
informacji. Nasz leksykon ma duże luki. Nigdy nie zostanie
napisany do końca. Wiemy o tym i dlatego komponujemy go tak,
by można go było poszerzać, także wówczas, gdy my już
będziemy WĄCHAĆ KWIATKI OD SPODU (jeśli okażemy się
godni, to może nawet w ALEI PODZASŁUŻONYCH).
Współczesny język polski, nasza mowa potoczna, to dla nas
przede wszystkim kronikarz: niestrudzony, czujny, świetnie poin­
formowany, wszechobecny, wrażliwy i fantastycznie inteligentny
albo też fantastycznie głupi. Rejestruje każde, nawet najbardziej
ulotne zjawisko, każdy nastrój, każde wydarzenie; zauważa
wszystko, co się w Polsce dzieje i wydaje natychmiastowy osąd.
Albowiem współczesna polszczyzna potoczna jest nieprzerwa­
nym indywidualnym i zbiorowym aktem twórczym, dziełem nas
wszystkich razem i każdego z osobna. Język, z samej swojej
natury, obecny jest we wszystkich grupach społecznych i wieko­
wych, we wszystkich środowiskach, we wszystkich zakątkach
kraju. Każdy człowiek ma swój, właściwy tylko sobie, sposób
wyrażania się, każda grupa realizuje swoją świadomość grupową
poprzez język, który dzięki temu wykazuje nieprzebraną mnogość
odmian, cech swoistych, charakterystycznych dla pewnej osoby
czy grupy, a niespotykanych gdzie indziej. Lecz jednocześnie
język nieustannie przenika od człowieka do człowieka, od środo­
wiska do środowiska, wiecznie aktualizowany, wspaniale podat47

�ny na wpływy, wciąż gotów do natychmiastowego odrzucenia
formy przeżytej lub dostosowania jej do nowych potrzeb. W mo­
wie potocznej, jak w każdym żywym organizmie, trwa nieustanna
wymiana komórek - jedne się rodzą, inne obumierają; organizm,
aby istnieć, musi wciąż się przeistaczać. Język potoczny podlega
nieprzerwanej weryfikacji i wciąż rodzi się na nowo wszędzie tam,
gdzie znajdują się przynajmniej dwie osoby, a nawet jedna, gdy
myśli na głos albo pisze.
Mowa potoczna to nasza zbiorowa autobiografia. Najpełniej­
sza, najuczciwsza, niedosiężna dla jakiejkolwiek cenzury.
W polskiej tradycji literackiej przez całe stulecia, niemal aż do
naszych czasów, język pisany znacznie różnił się od mówionego;
całe obszary tego ostatniego „nie nadawały się do druku", więc
ginęły dla następnych pokoleń, skoro tylko środowisko, które je
stworzyło, rozpadło się lub uległo przeobrażeniom. Nie od­
tworzymy dzisiaj gwary środowiskowej bojowców PPS sprzed
pierwszej wojny, gazeciarzy warszawskich albo legionistów
I Brygady. Pozostały tylko okruchy, zanotowane dość przypad­
kowo, np. słowo CEKAMENDA na с. k. Komendę Legionów,
z którą Piłsudski często miewał na pieńku, lub KASZTELAN czyli
tajniak z austriackiego Kundschaftstelle. Ale nawet gdy wej­
dziemy w czasy bliższe, starszemu pokoleniu znane z autopsji,
stwierdzimy, że wiele zjawisk językowych ginie bezpowrotnie,
jeśli nie zdokumentuje się ich w odpowiednim momencie.
Akowcy, wspominając stare dzieje, częstokroć używają określeń,
których w czasie wojny jeszcze nie było. Dawni zetempowcy nie
potrafiliby już dzisiaj przemawiać absolutnie zetempowskim
językiem. Co tam zresztą daleko sięgać; niektóre wyrażenia
z czasów narodzin „Solidarności" bywają dzisiaj niezrozumiałe.
Rzeka mowy potocznej płynie z szaleńczą prędkością.
Udało nam się ocalić od zapomnienia jedynie cząstkę współ­
czesnej nam mowy potocznej. Dlatego nasz leksykon nazwaliśmy
prywatnym.
Notując niemal bez zastrzeżeń wszelkie nowości frazeologicz­
ne polszczyzny mówionej, jesteśmy ostrożni w cytowaniu tzw.
literatury pięknej, gdzie nierzadko mamy do czynienia ze styliza­
cją, autokreacją piszącego, zwrotami pseudopotocznymi czy
pseudośrodowiskowymi. Być może tu czy tam daliśmy się
nabrać, cytując w dobrej wierze słowo wymyślone dla wprowa­
dzenia sztucznej egzotyki - lecz przecież niepodobna wszystkich
informacji sprawdzać u źródła, niepodobna również zastosować
ścisłych kryteriów podziału na „sztuczny" język jednej książki
i „naturalny" język potoczny; choćby dlatego, że niejeden zwrot
lub dowcip językowy, wymyślony przez literata, staje się włas­
nością ogółu i wzbogaca mowę potoczną. Dlatego nie znamy
lepszej metody, niż poleganie na własnej intuicji. Notujemy to, co
w naszym przekonaniu warto zanotować; wydaje nam się, że
formuła „prywatnego" leksykonu pozwala nam na to. Cytujemy
obficie autorów, wprowadzających mowę potoczną do języka
literackiego (Tyrmand, Konwicki, Nowakowski, Terakowska,
Siejak, Redliński i inni), zaś staramy się nie korzystać z książek,
epatujących wulgaryzmami i zwrotami z mowy potocznej, a mimo
to napisanych językiem sztucznym, jakim w Polsce nikt nie mówi
(Smektała, Łoziński, Nienacki i wielu innych).

Leksykon to w zamierzeniu autorów przede wszystkim książka
„do czytania". Mamy nadzieję, że będzie on po prostu ciekawą
lekturą, którą można otworzyć na chybił trafił i kartkować przez
kilka minut albo całymi godzinami.
Hasła układamy alfabetycznie, bo wydaje nam się, że w ten
sposób tekst będzie przejrzystszy niż przy zasotosowaniu układu
chronologicznego bądź rzeczowego. Również z tego powodu, że
wobec dziewiczej wstydliwości (politycznej i obyczajowej) do­
tychczasowych słowników języka polskiego dziełko nasze stanie
się zapewne, Z BRAKU LAKU, narzędziem pracy tłumaczy,
redaktorów, socjologów, slawistów, historyków kultury, a także
emigrantów, interesujących się Polską i czytujących krajowe
publikacje.
48

Aby ułatwić czytelnikom korzystanie z leksykonu, przygotowu­
jemy szczegółowy indeks, umożliwiający szybkie odnalezienie
potrzebnego hasła. Dla przykładu: MAŁY, ALE GUSTOWNY oraz
PERIOD CARYCY KATARZYNY-dwa ludowe określenia Pałacu
Kultury i Nauki im. Józefa Stalina w Warszawie - umieszczamy
odpowiednio pod , , M " i pod „ P " , więc daleko od siebie; lecz
zajrzawszy do indeksu pod „Pałac Kultury i Nauki" znajdziemy
odsyłacze do powyższych dwóch, a także kilkunastu innych
określeń owej budowli. W indeksie spotykają się hasła pokrewne,
chociaż o różnym znaczeniu, np. ANDERS NA BIAłYM KONIU
i KON ANDERSA. Szukajmy ich tam pod „Anders" i pod „ k o ń " .
(„Anders na białym koniu" to pojęcie z pierwszych lat powojen­
nych, szyderstwo oficjalnej propagandy z nadziei tej części
społeczeństwa, która wierzyła, że Polska wkrótce odzyska nie­
podległość i z Londynu powróci rząd; zaś „koń Andersa" to
tortura ubecka, stołek postawiony nogami do góry, na którym
sadzano przesłuchiwanego, aż noga od stołka wbijała się w od­
bytnicę). Kto nie pożałuje trudu i śledząc „Andersa na białym
koniu" sprawdzi w indeksie również słowo „biały", zostanie
wynagrodzony fragmentem przemówienia Wojciecha Jaruzel­
skiego z jesieni 1985 roku, gdzie tenże koń występuje w wersji
unowocześnionej: „Można było niedawno zobaczyć garstkę
polskojęzycznych najemników, zapowiadających powrót do kra­
ju na .białym pershingu'."
Nie chcemy obciążać haseł dokładnymi objaśnieniami grama­
tycznymi, komentarzami, kwalifikatorami itd., niezbędnymi w in­
nych słownikach. Stosowanie niektórych kwalifikatorów, na
przykład „ w u l g . " , wydaje nam się niecelowe; słowo „kurwa", nie
przestając być wulgarnym, jest obecnie jednym z najczęściej
używanych słów w polszczyźnie mówionej. O powszechności
występowania tego słowa świadczy choćby fakt, że ludzie,
którym mimo wszystko trudno przechodzi ono przez gardło,
zastępują je eufemizmami: PRZECINEK, PRZERYWNIK lub tp.
DEWIZÓWKI z wyższych sfer unikają słowa „kurwa", bo przecież
nie mogą wyrażać się jak dzieci szkolne.
Przy każdym haśle informujemy, gdzie, kiedy i w jaki sposób
udało się nam je pozyskać. Być może wystąpiło ono także gdzie
indziej i kiedy indziej, ale my o tym nie wiemy; nie jesteśmy
w stanie przeprowadzać szczegółowych badań nad zasięgiem
czasowym i teryterialnym każdego z haseł. Trudno także kierować
się w tej sprawie intuicją: ten sam zwrot potoczny, który
warszawiak uzna za typowo warszawski, poznaniak może uznać
za typowo poznański.
Oto próbka haseł. Mając na uwadze krąg tematyczny „Polskiej
Sztuki Ludowej", wybieraliśmy hasła, dotyczące szeroko pojętej
kultury współczesnej, w tym nowych zjawisk w plastyce chłops­
kiej. Dodaliśmy także dla okrasy nieco erotyki i polityki, gdyż
wydaje nam się, że sprawy te interesują wszystkich, a więc
również czytelników PSL.
Pomijamy wykaz skrótów, indeks, listę wykorzystanych pub­
likacji.
A D I E U , B . B . ! - Plakaty tej treści, m a l o w a n e ręcznie przez studentów
Uniwersytetu Wrocławskiego, były reakcją na wiadomość, że uniwersytet
przestał nosić imię Bolesława Bieruta. W r o c ł a w V 8 9
B A B A Z C I E L Ę C I N Ą - (...) cielęta (...) trafiają niemal wyłącznie d o
t o b o ł k ó w „ b a b z cielęciną". P e w i e n n a u k o w i e c zaręczył mi, nie zdradzając
wszakże metody obliczeń, że los taki spotyka 6 3 proc. bitych cielaków.
Sądząc po ich całkowitej nieobecności w sklepach oraz wszechobecności w
handlu nielegalnym, wskaźnik ten w y g l ą d a wiarygodnie. „Polityka" XII 8 5
(...) kartki, brak mięsa, ciągłe niekorzystne relacje c e n (...) Wyjście z tej
sytuacji znajduje tylko baba z cielęciną, która była i jest chętnie widziana
w mieście. Ścigana przez patrole milicji, przez O R M O , Inspekcję R o b o t ­
niczo-Chłopską, brygady antyspekulacyjne - w y m y k a się z sieci monopolu
h a n d l o w e g o , dostarcza cielęcinę dzieciom, chorym i komu trzeba. O c z y w i ­
ście, w e d l e cen u m o w n y c h . „Polityka" II 86
( „ B a b a z cielęciną" występuje także w felietonach M. Zientarowej
w „Przekroju", 1 9 6 0 . Starsze pokolenie ówczesnych „ b a b z cielęciną"
uczyło się s w e g o fachu jeszcze podczas w o j n y - wtedy w W a r s z a w i e
n a z y w a n o je szmuklerkami. Nasz znajomy, oficer A K i p o w s t a n i e c , na
wieść o odsłonięciu kolejnego pomnika w o j e n n y c h bohaterów oznajmił,
że w W a r s z a w i e powinien przede wszystkim stanąć Pomnik Szmuklerza,
gdyż to g ł ó w n i e dzięki szmuklerzom setki tysięcy mieszkańców miast,
zwłaszcza dzieci, przeżyły w o j n ę )
(także: baba, baba mięsna, baba z mięsem, pani z mięsem)

�B A B K A K L O Z E T O W A - kobieta, zwt. starsza, utrzymująca porządek
1 pobierająca opłaty w szalecie. U ż y w a n e p o w s z e c h n i e w całej Polsce c o
najmniej od lat czterdziestych.
B a b k a klozetowa, babka klozetowa, każdy patrzy na mnie, jakbym nie
była człowiekiem, cały dzień siedzieć w piwnicy, smrody w ą c h a ć z kibla, c o
za ż y c i e . . . - D a j spokój, Stefa, przecież nie masz na czole w y p i s a n e , że jesteś
babka klozetowa, jeść tu dostajesz, dorabiasz sobie do emerytury, źle ci nie
jest. Nie musisz siedzieć cały dzień pod kiblem, możesz u mnie w szatni.
- Czyś ty zgłupiała? J a k tylko odejdę s p o d kibla, to od razu z a c z y n a mnie
cholera ciskać, że tam srają za darmo. Dialog szatniarki z babką klozetową,
zasł. w restauracji, Kraków V 7 2
Babka klozetowa, rezydująca w S u k i e n n i c a c h , stosowała następującą
hierarchię: gdy dostawała 5 0 gr, milczała. 1 zł - odpowiadała „dziękuję".
2 zł - „ B ó g zapłać". Powyżej tej kwoty „Panie Boże stokrotnie zapłać"
Zasł. Kraków, lato 5 8
[także: babcia klozetowa, hajzelmama, pisuardessa, siostra miłosierdzia
(gdy ratowała pijaków) ]
B A C A P A Ń S T W O W Y - C o u w a s n o w e g o ? - E, nic, ubili bacę. - C o ?
- Ее, nie całkiem go ubili, żyje, w szpitalu. - Ale przecie szkoda człowieka!
- Ее, nie szkoda, on był baca p a ń s t w o w y . Zasł. dialog turysty z góralem na
Turbaczu, lato 7 5
(na Hali Długiej pod T u r b a c z e m było w ó w c z a s tzw. w z o r o w e gospodar­
s t w o halne, prowadzone przez Zakład Zootechniki z Raby Wyżnej)
B A C I A R - ostatni wieczorny pociąg C h a b ó w k a - N o w y Sącz. Zasł.
wielokrotnie, lata sześćdziesiąte, siedemdziesiąte
B A C I O K I - buty g u m o w e , s z n u r o w a n e , przypominające kształtem
trzewiki. Podhale, 5 0 - 5 5
(językowa pozostałość po czeskiej firmie o b u w n i c z e j „ B a f a " , która
przed w o j n ą zarzucała s w y m i towarami m. in. Polskę)
B A Ł A M UTKI - piersi kobiece. C o się pani tak walisz w te bałamutki!
Zasł. W a r s z a w a , 4 8
B A R D O T K I - pewien rodzaj biustonosza bez ramiączek, nadający
sylwetce wdzięki Brygidy. S ł o w o z ostatniej c h w i l i ! ( P o z n a ń ) M S P N C ,
„Przekrój" XI 5 7
B A Z A R O W A D A M A - kobieta krzykliwie elegancka i ordynarna. Zasł.
W a r s z a w a 5 6 , zlk
B A Z O W A P O D S T A W A P R A W N A - (...) oto już w o l n o w y w o z i ć za
granicę (...) książeczki c z e k o w e do rachunku oszczędnościowo-rozliczeniowego. Wszakże pod warunkiem, że dokumenty te należy o b o w i ą z k o w o
przywieźć z powrotem (...) i nie można też realizować z nich w y p ł a t za
granicą. S z k o d a , że ten humorysta, który p o w o ł u j e się na zarządzenie
ministra finansów jako na „ b a z o w ą podstawę p r a w n ą " , nie pokazuje
palcem owej lekkomyślnej zagranicy, która gotowa byłaby taki czek
z rachunku oszczędnościowo-rozliczeniowego honorwać. „Polityka" I I 8 7
B E H A P E - a n t y k o n c e p c j a . Zasł. wielokrotnie, W a r s z a w a , Łódź, Kraków,
W r o c ł a w , lata sześćdziesiąte, siedemdziesiąte
( B H P - Bezpieczeństwo i Higiena P r a c y )
B E Z D E W I Z O W Y T R A N S F E R M A Ł Ż E Ń S K I - małżeństwo polskiego
trenera z obywatelką Z S R R , wybitną siatkarką, która zasiliła polską
reprezentację. Zasł. w radiu, III 86
B E Z R A D N O Ś Ć N A B Y T A Młodzież wyuczyła się (...) kilku zachowań
i reakcji. J e d n ą z nich jest tzw. bezradność nabyta. Pojawia się ona
w postaci przekonania o małym lub żadnym w p ł y w i e młodej generacji na
bieg w a ż n y c h dla niej procesów społecznych i politycznych, w silnym
i dalekim od młodzieży ulokowaniu źródeł kontroli tych procesów,
w p o c z u c i u bezsilności i zagrożenia w e własnym kraju. Ż W I 8 9
B E Z W Ł A D Z I E - sytuacja polityczna po ustąpieniu w grudniu 1 9 7 0 r.
Władysława Gomułki. Zasł. W a r s z a w a , zlk
B I E R U T Ó W K A - Napis na asfalcie jest w y k o n a n y starannie: „ B i e r u t ó w ka 1 kilometr". Tak m i e j s c o w i rolnicy nazwali zespół pałacowy Z a m o y s k i c h
w Kozłówce. Przechrzczenie nastąpiło w r a z z pojawieniem się w przypałac o w y m parku pomnika Bolesława Bieruta. D o t y c h c z a s ten „działacz ruchu
robotniczego" przypominał o s w o i m istnieniu siedmiometrową bryłą
pomnika mieszkańcom Lublina. J e d n a k pod koniec lipca jego los został
przesądzony. T R „ S " , X 8 9
BIKINI - 3 0 c z e r w c a 1 9 4 6 roku na Bikini - jednej z w y s e p e k w grupie
w y s p Marshalla na Pacyfiku - przeprowadzono po w o j n i e pierwsze
doświadczenie z bronią a t o m o w ą . Bikini było w ó w c z a s na ustach w s z y s t ­
kich. Kilka dni później pojawiły się w handlu kostiumy kąpielowe noszące
tę nazwę. Były tak skąpe, że mieściły się w tekturowej kostce o boku
7 centymetrów i d a w a ł y się z p o w o d z e n i e m przeciągnąć przez obrączkę
ślubną. D P VII 8 6
B I L A R D K I E S Z O N K O W Y - trzymanie rąk w kieszeniach, zwł. przez
dorastających chłopców, jako forma samogwałtu. Łapy z kieszeni, z n o w u
grasz w bilarda k i e s z o n k o w e g o ? Zasł. W a r s z a w a - P r a g a , 6 5
B I N I A - k o b i e t a , k o c h a n k a . Także: biniawka, biniocha, brzana, draniara,
karyga, lojda, mana, m a n u s k a , marycha, mętlica (złodz.) P S G Z W , XII 8 8
B I U R W A - 1 . Komplet na b i u r k o - k a ł a m a r z , przycisk, suszka, podkładka
do pisania. Zasł. W a r s z a w a 4 9
2. Ordynarna i głupia urzędniczka. Zasl. wielokrotnie w różnych częś­
c i a c h Polski, od 4 9
3. Urzędniczka dorabiająca jako prostytutka, tzw. cichodajka, zwł.
w biurach mających stały kontakt z c u d z o z i e m c a m i . Zasł. W a r s z a w a 7 2
„ B i u r w a " (...) o z n a c z a kobietę zatrudnioną w biurze (nie mylić z p r a c u ­
jącą urzędniczką) niesymaptyczną, w i e c z n i e obrażoną, źle traktującą
interesantów, niekompetentną, opryskliwą, przekupną, z a w s z e pijącą
herbatę. „Polityka" V 8 7

B I U S C I K - w y m i ę krowy. Zasł. w sklepie mięsnym. W a r s z a w a 5 0
B I Ż U T E R I A - N i e c h pokaże s w o j ą biżuterię-rzekła dobrodusznie siostra
Brat i zerwała z pacjenta kołdrę. Zanim zdążył przykryć się dłońmi, zaświecił
bezwstydnie wygolonymi genitaliami. K o n w i c k i , Rzeka
B L A D E B A R A C H Ł O - Konduktorka, d z i e w c z y n a jak szóstka, pojąć nie
może, jak taki wspaniały mężczyzna dostrzega w ogóle takie blade
barachło jak Marta, skoro tyle jest m e d a l o w y c h kobiet w pobliżu. Tyrmand,
Zly
B L A D Y M I K O - przezwisko Stanisława Mikołajczyka, u ż y w a n e przez
oficjalną propagandę zwł. po jego potajemnym wyjeździe z Polski 21
X 1947
(Blady Niko - popularny szlagier przedwojenny)
B L A T N I A C Z K A - R u d y cieszył się jak dziecko ze s w o j e j blatniaczki,
moja, gada, mądralinka, ma takie papiery, wytrzasnęła skądś, że niby ma
chorobę świętego Wita, i forsę zbiera, c h i c h o c z e , całe kieszenie forsy.
N o w a k o w s k i , Silna
B L I Ź N I A C Z K I - piersi kobiece. Zasł. wielokrotnie Kraków, N o w y Sącz,
lata siedemdziesiąte, osiemdziesiąte.
( c z a p e c z k a na bliźniaki - biustonosz)
B L O N D Y N K A - 1. W e s z g ł o w o w a . Zasł. wielokrotnie. W a r s z a w a , lata
czterdzieste, pięćdziesiąte
2. Świnia. A w i ę c Smółka w y p r o w a d z i blondynę z c h l e w i k a na podwórze,
przytrzyma. G K I 8 5
H o d o w l a świń to niedobry interes. My mamy tylko d w i e blondynki, dla
siebie, na talerz. Kartek przecież nie dostajemy. G W y b VII 8 9
3. Palka milicyjna. T y m razem studentów zepchnięto w kierunku ulic
Siennej i Mikołajskiej. Agresja jednej i drugiej strony p o t ę g o w a ł a się.
W ruch poszły pałki, z w a n e laskami, lolami lub pieszczochami. Te mniejsze,
w ciemniejszym kolorze, n a z y w a n e są „brunetkami". Długie, które były
tego dnia w użytku - „ b l o n d y n k a m i " . PrzTyg V 8 9 (o Krakowie)
(...) Poruszyły się tam i z powrotem kolumny Z O M O w pełnym
rynsztunku - kaski, tarcze, maski p r z e c i w g a z o w e i długie pałki - „ b l o n ­
dynki". T P I 8 9 (o Stoczni Gdańskiej)
B Ł Ę K I T N Y D O D A T E K - Dziś w akcji „Posesja" milicjant b y w a „błękit­
nym dodatkiem" do cywilnej komisji lustrującej miasta, osiedla i w i o s k i .
„Polityka" VI 8 7
B Ł O N K A D Z I E W I C Z A - na o p a k o w a n i u np. k a w y - cienka blaszka lub
folia, zabezpieczająca zawartość słoika, puszki lub tp., łatwa d o usunięcia.
Zasł. Kraków, XII 8 3
B Ł Y S K O T K A - elegancka i p o w a b n a kobieta. P S G Z W XII 8 8
B O C Z N A U L I C A - Fannie Hurst (...) w 1931 c h y b a roku ogłosiła
drukiem powieść pod tytułem Boczna ulica, która dała jej rozgłos i pienią­
dze i wsławiła jej imię i nazwisko również w Polsce, gdzie podobnie jak na
całym niemal świecie książkę tę czytały załzawionymi oczami rzesze
młodych i starych kobiet. Była to opowieść o smutnej miłości młodej
kobiety do żonatego mężczyzny, który w p r a w d z i także ją kochał, ale ze
w z g l ę d u na karierę (...) musiał ukrywać s w o j e uczucia grając jednocześnie
w o b e c świata rolę szczęśliwego męża i bodajże ojca. (...) wyrażenie
„boczna u l i c a " stało się synonimem takiej właśnie miłości (...) M i c h a ł o w s ­
ka, Przez kuchnię
P o południu k a w a u Galińskiego, na rogu Alej i Mokotowskiej, z p e w n ą
panią. To „boczna ulica" jednego z m o i c h przyjaciół, człowieka p o w a ż ­
nego i w latach. Tyrmand, Dziennik
B O J K A - 1 . Marynarz zagraniczny, u ż y w a n e na wybrzeżu. „Przekrój" VI
57
2. Klient prostytutki. D z i e w c z y n y biznesu przy p o m o c y z n a j o m y c h
wnoszą do taryf urżniętych b o j k ó w i wiozą do d o m ó w . (Reportaż
z W a r s z a w y ) S M XII 7 6
G d y bojki niedyskretnie mnie pytają o n a z w i s k o , o d p o w i a d a m : „ N i c e y oungandbeautyfullgirl". (Zwierzenia prostytutki w a r s z a w s k i e j ) Kąkolew­
ski, Dziennik U
B O L E K - J E B A K A - T o jest bardzo niesłuszna opinia, dlatego ja robię c o
mogę, żeby rehabilitować komunistów. W s t y d mi za nich i dlatego staram
się u d o w a d n i a ć , że oni w s z y s c y mieli jednak kochanki. Na przykład Bierut
zapracował n a w e t na przydomek Bolek-jebaka. O n nie przepuścił żadnej
kobiecie. M iał kilka żon i różne dzieci rozsiane po kraju. W ł . Sokorski, G K VI
89
B O S K A J U L I A - (...) w e z w a n y zostałem z Łodzi do centrali „Polpressu"
w W a r s z a w i e , mieszczącej się w odrapanej szrapnelami kamienicy na
Pradze, przez redaktora naczelnego - Julię M i n c (...) „boska J u l i a " - tak
nazywaliśmy ją w „Polpressie". „Polityka" I 8 7
B O S O N O G A R U S A Ł K A - Rząd i jego agendy, a w jednej z nich
„bosonoga rusałka" (autor określenia J a c e k F e d o r o w i c z ) , minister infor­
macji Małgorzata Niezabitowska. G K IV 9 0
B O Z I A - ironicznie o T a d e u s z u M a z o w i e c k i m . C o taki bozia może
zadziałać? Zasł. od starego rolnika. N o w y Sącz V 90
BÓLE O D R O D Z E N I O W E - W y c h o d z e n i e na powierzchnię, organizo­
w a n i e się od n o w a lub - jak to kto inny n a z y w a - „bóle o d r o d z e n i o w e "
„Solidarności" w małym ośrodku (Jasło liczy ok. 3 5 tys. mieszkańców)
bywają z różnych p o w o d ó w szczególnie dolegliwe. T y g . M a ł o p . XI 8 9
B R A T E R K I - d z i e w c z y n y przyjaźniące się ( w zakładzie w y c h o w a w ­
c z y m ) . Kiedyś d z i e w c z y n y ciachały sobie ręce, mieszały krew i były
braterkami. „Filipinka" IV 8 4
B U F O R Y - biust. Także: baniaki, bliźniaczki, bułki, brust, cytryny,
granatniki, kajzerki, teleskopy, zderzaki. P S G W Z XII 8 8
B U L B E S - p o t a ń c ó w k a w ścisłym gronie. M o ż e być z kocunkiem
i kopcunkiem lub bez. Także: balet, parowa. W a r s z a w a - P r a g a . „Przekrój"
VI 5 7 •

49

�B U Z I A D U P C I A - w y k w i n t n y i elegancki sposób z a c h o w a n i a się,
wysławiania, ubierania. Zaprosił ją do kawiarni i gadają buzia dupcia. Zasł.
W a r s z a w a 6 7 . Aleś się odstawiła! Wyglądasz buzia dupcia. Zasl. Kraków 6 7
B Y C D O B R Y W T E K L O C K I - być szczególnie sprawny, zwł. seksualnie.
D z i e w c z y n y leciały na niego, bo był dobry w te klocki. „ V e t o " VIII 8 8
B Y K O W E - r o z p o w s z e c h n i o n a wśród mas pracujących n a z w a podatku
kawalerskiego. Natomiast popularna n a z w a dodatku rodzinnego brzmi
„ c y c k o w e " . „Przekrój" X 57
B Ż D I U N G W A - d z i e w c z y n a głupia lub marudna, ( u c z n . ) W a r s z a w a 7 4 ,
Urban, Zanim
C E P E L I A D A - impreza folklorystyczna zorganizowana przez Cepelię,
zwł. w latach siedemdziesiątych pod Pałacem Kultury w Warszawie.
W latach osiemdziesiątych s ł o w o pogardliwe, oznaczające kiczowatą
imprezę, fałszywy patos, tanie efekciarstwo.
(...) reportaż filmowy pokazuje sprawiedliwie zarówno prawdę jak
i hucpę, mistyfikację, o cepeliadzie nie wspominając. (O w i z y c i e polskiej
delegacji w Narviku) „Polityka" VI 9 0
Być może dziennikarze zagraniczni byli oczarowani polskim folklorem.
J a żyję tu, wśród krajowej Cepeliady, (o wystąpieniach L e c h a Wałęsy) G W
VI 90
C H E V R O L E T A R I A T - „proletariat" jeżdżący służbowymi chevroletami.
( W a r s z a w a ) „Przekrój" IX 57
C H Ł O P A K M O Ż E N I E M I E C RĘKI, B Y L E N I E BYŁ K A L E K Ą - z a s ł . od
rozmawiających w tramwaju nastolatek. W a r s z a w a 6 5
C H Ł O P J A K D Ą B , J A J K A J A K Ż O Ł Ę D Z I E - z lekceważeniem o męż­
czyźnie wielkiej postury, ale małej aktywności seksualnej. Zasł. N o w y Sącz,
V 72
C H Ł O P T O N I E K R O W I O G O N , ŻEBY C A Ł E ŻYCIE NA J E D N E J D U P I E
LEŻAŁ - z uznaniem o mężczyźnie, który porzucił żonę i przeprowadził się
do innej kobiety. Zasł. r o z m o w a przekupek na bazarze, W a r s z a w a - O c h o t a ,
lato 6 2
C H O D Z I Ć - Moja córka (lat 1 7 ) przyswoiła sobie a r c y - c u d n y zwrot: „ o n
z nią c h o d z i " , „oni ze sobą c h o d z ą " itp. Wydaje mi się, że jest to jedno
z najpaskudniejszych wyrażeń, odziedziczonych po drobnomieszczańst­
wie. „Przekrój" X 5 5
C H O D Z I Ć N A B O J K Ó W - Nie miałem jeszcze osiemnastu lat, jak
zacząłem chodzić „na b o j k ó w " - m ó w i Roberto, dwudziestoparoletni
chłopak o urodzie t y p o w e g o południowca. (...) Zacząłem chodzić „na
b o j k ó w " , bo słyszałem, że można na nich nieźle zarobić... Początki były
trudne. Zaczynałem jako „cichodajka". KurPol I 8 7
C H O D Z I Ć W Z A M I A R A C H - C o kupić na imieniny koleżance, z którą
chodzę w z a m i a r a c h ? „Przekrój" XII 5 5
C H O M Ą T - pogardliwie o człowieku ze w s i , najczęściej w formie: ty
chomącie, te chomąty. Zasł. W a r s z a w a , Kraków, lata sześćdziesiąte-siedemdziesiąte
C H O M Ą T O - biustonosz. Zasł. W a r s z a w a , V 6 3
C H O R A N A C Z E R W O N K Ę - o gazecie np. z 1 maja lub 2 2 lipca, na którą
zużyto wiele czerwonej farby. Zasł. w drukarni. W a r s z a w a 6 2
C H R Y S T U S F R A S O B L I W Y - typ ikonograficzny, występujący m a s o w o
w polskiej rzeźbie ludowej: Chrystus siedzący, najczęściej półnagi, zgar­
biony, z g ł o w ą wspartą na dłoni, o dramatycznym wyrazie twarzy. J e s z c z e
przed II w o j n ą ś w i a t o w ą określenie C h . f. wyparło inne regionalne n a z w y
(np. Święta Turbacyja) i weszło w p o w s z e c h n e użycie. Po wojnie, zwł.
w latach siedemdziesiątych, motyw C h . f. powielany w tysiącach e g z e m p ­
larzy o b. nierównej wartości artystycznej, wszedł do kultury m a s o w e j , c o
natychmiast znalazło s w o j e odzwierciedlenie w m o w i e potocznej. P o j a w i ­
ły się określenia ironiczno-protekcjonalne: Frasobliwiec, Frasobliwy, Frasulek, Frasuś. W miarę, jak C h . f. przestawał spełniać funkcje religijne,
a stawał się s w e g o rodzaju godłem kultury neoludowej, zaczęto pomijać
s ł o w o „Chrystus" lub stosować infantylne zdrobnienie „Chrystusik", które
jakby brało w cudzysłów religijne pochodzenie m o t y w u . Chrystus frasob­
liwy, Chrystusek lub Chrystusik w polszczyźnie lat siedemdziesiątych
i osiemdziesiątych jest także ironicznym określeniem mężczyzny ok.
trzydziestoletniego, z brodą, o a s c e t y c z n y m wyglądzie.
W pierwszej p o ł o w i e lat pięćdziesiątych wyrzeźbiono w Polsce setki
popiersi, g ł ó w i posągów ówczesnych w o d z ó w . Wśród nich m.in. „ S i e ­
dzący S t a l i n " , n a z y w a n y później „Stalinem frasobliwym" Aliny S z a p o c z nikow (...) G a z W y b VII 9 0
C H U J I W A N A G R O Ź N E G O - Pałac Kultury i Nauki w W a r s z a w i e . Zasł.
W a r s z a w a 5 5 i wielokrotnie w latach następnych.
C H U J K A C Z A P A - ironiczne przekręcenie nazwisk Hupka, Czaja
(czołowi rewizjoniści z a c h o d n i o n i e m i e c c y ) , wyrażające pogardliwy sto­
sunek do nadużywania niemieckiego straszaka przez oficjalną propagandę.
Zasł. W a r s z a w a XI 8 4
C H U J Ó W K A - czarna, s z t y w n a w a l i z e c z k a - n e s e s e r , modna w latach
osiemdziesiątych ( p o n i e w a ż jest atrybutem chuja, tj. mężczyzny, którym
się pogardza). Zasł. W a r s z a w a IX 8 8
C H W I L Ó W K A - J a k się Panu gra scenę miłosną z aktorką, której Pan nie
lubi? - Oj, wtedy muszę włożyć w grę wszystkie moje umiejętności
aktorskie - jest bardzo trudno. Natomiast z aktorką lubianą jest ł a t w o i...
przyjemnie, ale istnieje niebezpieczeństwo przeniesienia tej s c e n y poza
teatr, a na ogół takie związki są krótkotrwałe: to „ c h w i l ó w k i " . „ V e t o " , 111 8 6
C I E K A W S K A T U F T A - niecodzienna, atrakcyjna d z i e w c z y n a . Wars z a w a - P r a g a , „Przekrój" VI 5 7
C I E M N I A K I - S p r a w a dostała się w ręce ciemniaków, wyposażonych
w absolutną, monopolityczną w ł a d z ę . ( W ł . Gomułka cytuje St. Kisielews­
kiego, przemówienie w Sali Kongresowej P K i N , 19 III 6 8 ) . T L 21 III 6 8

50

C I E M N I C - Ciemni n a z w i s k o , znaczy się leci na pojedynczy numer.
M o ż e mężatka? Tyrmand, Z/y
CIĘŻKO P R Z Y S T O J N Y - ironicznie o chłopcu, który stara się olśnić
d z i e w c z y n y swoją urodą, elegancją. Zasł. wielokrotnie W a r s z a w a , Łódź,
Kraków, od 5 5 r.
C I O C I A P R Z Y J E C H A Ł A - Dziś nie, dziś ciocia przyjechała. ( D z i e w ­
czyna informuje przez telefon s w e g o chłopca, że ma menstruację) Zasł.
Warszawa V 70
C l O T KA R E W O L U C J I - Ciotka rewol ucj i była kiedyś działaczką z przed w o j e n n y m stażem, pomagała więźniom w ramach organizacji M O P R ,
sama wiele wycierpiała, w o j n ę spędziła na ogół na emigracji, znajdując się
i działając czasami w cieniu L a m p e g o , Minca, Berlinga czy Sokorskiego,
a po w o j n i e - gdzieś do p o l o w y lat sześćdziesiątych - sama niejednokrot­
nie zajmowała jakieś s t a n o w i s k o , od departamentu w y d a w n i c t w po
znacznie gorsze departamenty. Były nawet takie, które oba te zaintereso­
w a n i a łączyły, np. Luna Bristigerowa po odejściu z M B P próbowała s w y c h
sił w literaturze pięknej. Były to niewiasty o męskich zainteresowaniach,
pasjonowały się polityką, czasami ze z g u b n y m dla niej i dla nich skutkiem
i śledziły uważnie ruchy kadrowe. Passent, „Polityka" XI 8 5
W latach pięćdziesiątych Polską rządziły ciotki rewolucji. Proszę mnie
nie poprawiać. J a w i e m , że w szkołach uczą, iż władzę s p r a w o w a l i wtedy
Bierut, Cyrankiewicz albo Różański. Ale naprawdę wszyscyśmy podlegali
bezapelacyjnie ciotkom rewolucji. Były to panie w średnim w i e k u , ale
jeszcze nie stare, choć zdarzały się wśród nich i staruchy pamiętające
jeszcze Lenina, na ogół niezbyt urodziwe, choć bywały i niebrzydkie,
a nawet z pewnymi skromnymi pretensjami męsko-damskimi. Były z a ­
zwyczaj czarniawe, przy kości, krótko ostrzyżone, energiczne, z d e c y d o w a ­
ne w o d r u c h a c h , rozkochane w marksiźmie-leniniźmie i fanatycznie
o d d a n e w ł a d z y ludowej. W większości pochodziły z plutokratycznych
d o m ó w żydowskich i miały już za sobą pewien staż w przedwojennej partii
komunistycznej. Każdy z nas musiał się zetknąć s w e g o czasu z taką
działaczką. Siedziały one w gabinetach Komitetu Centralnego, w zakąt­
kach Ministerstwa Bezpieczeństwa, w salkach kolaudacyjnych kinemato­
grafii. A także w skromnych pokoikach w y d a w n i c z y c h c z y redakcyjnych.
Konwicki, Nowy
Świat
Zwinogrodzka powtarza w i ę c cykl polityczny o w y c h zetempówek, które
- gdy dorosły - zostawały ciotkami rewolucji, a gdy przerosły, stały się
ciotkami kontrrewolucji. „Polityka" IX 86
C I O T K A S O L I D A R N O Ś C I O W A - Z n a j o m a , która pracuje w radiu m ó w i :
„Czuję się teraz o wiele gorzej niż w roku 8 2 . T k w i m y w tych s a m y c h
klatkach c o kiedyś, tylko teraz w p u s z c z o n o tam stado rozhisteryzowanych
solidarnościowych ciotek". Nie inaczej m ó w i ą inni pracujący od d a w n a
lub od wczoraj w radiu i telewizji. Charłamp, „Kultura" IV 9 0
C I P A K R U C Z K O W E J - ludowa n a z w a Pomnika C z y n u R e w o l u c y j n e g o
na Rondzie P K W N w R z e s z o w i e (proj. Marian K o n i e c z n y ) . Zasł. wielokrot­
nie od p o ł o w y lat siedemdziesiątych, Rzeszów
( W ł a d y s ł a w Kruczek w latach siedemdziesiątych był I sekretarzem KW
P Z P R w R z e s z o w i e , jego żona Zofia przewodniczyła W o j e w ó d z k i e j
Komisji Kontroli Partyjnej P Z P R w R z e s z o w i e )
C I U L W E S E L N Y - chłopak, który nieproszony przychodzi na w e s e l e .
Zasł. J o r d a n ó w , I 8 5
(odpowiednik żeński: dziennikarka)
C Y R K S T A L I N A - 1. O d czasu stworzenia tak z w a n e g o R u c h u Pokoju
jeździ po świecie przedsiębiorstwo w i d o w i s k o w e , z w a n e potocznie w W a ­
rszawie Cyrkiem Stalina. Obsługuje kongresy, zjazdy, festiwale młodzieży,
nawet imprezy artystyczne. Kilkudziesięciu internacjonałów występuje
w zmiennych rolach, zależnie od potrzeb. Przedstawiciele Hondurasu,
Portugalii i J e m e n u zdają się w s z y s c y pochodzić ze Z ł o c z o w a i jest w tym
jakaś logika: absolwent komunizmu z ulicy S m o c z e j czy Gęsiej lepiej
załatwi c o trzeba, niż autentyczny peon czy muzułmanin: inna inteligencja,
inne przystosowanie, zrozumiała psychika, w y p r ó b o w a n a fachowość.
Tyrmand, Dziennik
2. W rzeźbie Aliny S z a p o c z n i k o w zadumany Stalin, a w o k ó ł niego tłumy
postaci, który ktoś nazwał „cyrkiem Stalina". Z w o ż o n o do Kozłówki te
„dzieła" przez lata. T y g R o l „ S " X 8 9
C Z A R N A K O M U N A - kler. Zasł. N o w y Sącz V 86
C Z Y S T A K A R T A P O S T R O N I E S U K C E S Ó W - eleganckie sformułowa­
nie s p r a w o z d a w c y sportowego w o b e c z a w o d n i k a radzieckiego, który był
nieudolny, tv II 8 8
D A C Z A W G Ó R A L S K I M S T Y L U - D a c z a w góralskim stylu to szczyt
dobrego smaku, w i ę c dacze takie stoją nawet daleko od gór, na przykład na
Mazurach, a cieśle z Harkabuza, C i c h e g o c z y O c h o t n i c y jadą gromadnie
stawiać je bogatym ceprom. T e r a k o w s k a , Próba
D A C Z O W N I K - W „salonie" w s i jest krzyż z pięknie rzeźbionym
świątkiem (są tu d a c z e kilku artystów), a na środku, pod daszkiem
- pompa. Na ławeczce okalającej daszek z a w s z e ktoś siedzi: starszyzna
grzejąca kości, kawalerka i d a c z o w n i c y stale zajęci udoskonalaniem s w y c h
posiadłości. G a z W y b VI 9 0
D E G O L Ó W K A - c z a p k a męska na wzór kepi, modna po w i z y c i e gen. de
Gaulle'a w Polsce w 1 9 6 7 r. Twórcą tej mody był czapnik krakowski
Stanisław Krajewski
D E M O K R A T K A - limuzyna, przydzielona do użytku służbowego kiero­
w n i k o w i urzędu w z g l . instytucji p a ń s t w o w e j , słowo popularne bezpośred­
nio po wojnie, dziś już rzadko używane. „Przekrój" VI 57
D O C H A M I A C - J e d n a na mnie wrzeszczała, a druga stała z boku
i dochamiała. ( U c z e ń o reprymendzie, jaką dostał od d w ó c h nauczycielek.)
Zasł. w autobusie, W a r s z a w a III 8 8

�D O L A R Y - Rysunki dzieci - pacjentów Instytutu Pediatrii Akademii
Medycznej w Krakowie (szpital w Prokocimiu). „ D o l a r a m i " o b d a r o w y w a ­
ni są goście kliniki, oficjalne delegacje itp. T P XII 8 7
D O M P R Z E D P O G R Z E B O W Y - d o m księży emerytów. Zasl. od księdza,
Kraków II 8 9
D O M Ś W I A D O M E G O M A C I E R Z Y Ń S T W A - żeński d o m akademicki
przy ul. Kickiego w W a r s z a w i e . Zasł. od taksówkarza, jesień 61
D O P I N G C I Ą Ż O W Y - W ostatnim czasie pojawiło się pojęcie „ d o p i n g u
c i ą ż o w e g o " rozumiane jako „zapładnianie" zawodniczki w określonym
terminie przed z a w o d a m i , aby podczas startu wykorzystać jej naturalne,
wyższe predyspozycje fizyczno-biologiczne, a po z a w o d a c h bez skrupu­
łów przerwać rozwój płodu. „ D o p i n g c i ą ż o w y " znajduje z a s t o s o w a n i e
również w naszym kraju. G K I 8 9
D O S T A Ć J O B L A - o władzy, po otrzymaniu Nagrody Nobla przez L e c h a
Wałęsę 10 XII 8 4
D U P Y S P A L O N E - popularne określenie kabaretu Miry Zimińskiej
i L u d w i k a Sempolińskiego „ D u b y s m a l o n e " , W a r s z a w a 4 8
D Y K T A T U R A C I E M N I A K Ó W - S k a n d a l i c z n a dyktatura ciemniaków
w polskim życiu kulturalnym (Wł. Gomułka cytuje St. Kisielewskiego,
przemówienie w Sali Kongresowej P K i N , 19 III 6 8 ) T L 21 III 6 8
C z y myślisz, że dyktatura ciemniaków słończyła się? - pyta mnie jeden
z uczestników Pomarańczowej Alternatywy. Zaskakuje to historyczne
określenie ( 1 9 6 8 ) , przywołane przez dwudziestolatka, ale nie zaskakuje
reakcja na c i e m n i a c t w o złośliwym śmiechem i kpiną. KultNiez III 8 8
D Z I A D E K M I K O Ł A J - forma pośrednia między „ Ś w i ę t y M i k o ł a j "
a „Dziadek M r ó z " . P K F XII 4 8
D Z I A D E K M R Ó Z - R a n o w łazience d w i e interesujące wiadomości od
golących się. J e d n a o w o j e w ó d z k i m okólniku regulującym urzędowo
o b c h ó d tzw. choinki noworocznej dla dzieci i zgodnie z tymże, Dziadek
Mróz, czyli św. Mikołaj, który wstąpił do partii, powinien po rozdaniu
prezentów o p o w i a d a ć dziatwie bajeczki o przyjaźni polsko-radzieckiej.
Tyrmand, Dziennik
D Z I E L N I C A W I L L O W A - Na każdym grobie n a z w i s k o i imię jak
w i z y t ó w k a na drzwiach mieszkania. T e same n a z w i s k a noszą mieszkańcy
w pobliskim T u c h o w i e i okolicy. N o w ą część cmentarza nazywają dziel­
nicą w i l l o w ą ; istotnie przypomina miniaturową osadę tych, którzy wcześ­
niej mieszkali niedaleko stąd, gdzie w i d a ć wieże i d a c h y d o m ó w . G К XI 8 5
E D E N - Na Boże Narodzenie rodzina postawiła na balkonie migocącą
żarówkami choinkę. (...) Wieś powiedziała: Eden robią sobie z d o m u , żeby
się świeceniem wyróżnić. „Polityka" IV 8 7
(po serialu tv Powrót do Edenu)
E U F O R I A P E S Y M I Z M U - Pomimo sytuacji jaka jest nie powinniśmy
popadać w euforię pesymizmu. (Z w y p o w i e d z i działacza l u d o w e g o ) PR 8 9
F L I Z Y „ R Ó Ż O W A C H M U R K A " S P R Z E D A M - ogłoszenie G K V 8 5
F O T O T A P E T A - Artysta malarz maluje widoki a la „Fototapeta".
Ogłoszenie G K VII 8 5
G A D Z I E E C H O - „Gazeta K r a k o w s k a " , „Dziennik Polski" i „Echo
K r a k o w a " połączone w jedną gazetę po ogłoszeniu stanu w o j e n n e g o . Zasł.
Kraków I 8 2
H E R B A T A G Ó R A L S K A - Dla tzw. niepoznaki trzej p a n o w i e dostarczoną
w ó d k ę spożywali zmieszaną z herbatą. Lecz ich widok niezbicie świadczył,
że była to herbata z w a n a potocznie góralską - w z m o c n i o n a ! D P IX 86
I K O N O S T A S - Ordery. W upalne południe na ulicy spotykam mężczyzn
zakutych w czarne p o d n i s z c z o n e garnitury z „ikonostasem". (...) Bohater­
s t w o sprzed czterdziestu lat procentuje w kolejkach. P W A „ S " XI 8 8
I N T E L I G E N C J Ę D Z I E L I M Y NA K A T O L I C K Ą I W R O D Z O N Ą - zasł.
Krosno V 8 9
J E C H A Ć D O W A R S Z A W Y P R Z E Z Ł Ą C K O - jechać załatwić jakąś
sprawę w e władzach centralnych, biorąc jako ł a p ó w k ę śliwowicę łącką.
Zasł. wielokrotnie N o w y Sącz, lata sześćdziesiąte, siedemdziesiąte
J E Z I O R A N Y - w a r s z a w i a c y pochodzący ze w s i .
(...) W a r s z a w i a c y n a p ł y w o w i , c i , o których kołtuneria stołeczna m ó w i
„Jeziorany". Ż W XII 7 3
(aluzja do powieści radiowej „ W J e z i o r a n a c h " )
J U H A S A L I A - (...) warto wspomnieć o (...) góralskich juvenaliach
z w a n y c h „juhasaliami". D P IV 8 8
K L A W O S I K - W Zakopanem przed wielu laty p o s t a n o w i o n o w y b u d o ­
w a ć szalet miejski. Sporo wesołości w y w o ł a ł konkurs na jego nazwę.
Zwyciężyła n a z w a „Klawosik", nawiązująca d o tatrzańskiej siklawy. J e d ­
nak szaletu miejskiego nie z b u d o w a n o , gdyż rzecz cała rozbiła się o wyraz
architektoniczny tego przybytku. D P I 8 6
K L E R Y C K I Z E S P Ó Ł M U Z Y C Z N Y „ G I T A R Y N I E P O K A L A N E J " - Fot.
w gablocie kościelnej, Kielce, lato 8 4
K N A J P A - Ale Krawczyk drażnił, to prawda. Jakoś tak prowincjonalnie
prezentował się w czarnym s m o k i n g u , w śnieżnobiałej koszuli i podgiętymi
rogami kołnierzyka i o b o w i ą z k o w e j czarnej muszce. Ten styl ma s w o j e
króciutkie określenie: „knajpa." „Reporter" I 8 9
K O L C Z Y K O W A Ć - W e wrześniu 1 9 8 3 zostały zniesione kategorie
artystyczne, żeby nie „kolczykować" w y k o n a w c ó w . „Polityka" VI 8 5
K O N F E R A N S J E R Z Y - z a w o d o w i m ó w c y , którzy obiecują załodze złote
góry, lecz nie chcą dopuścić do żadnych zmian. Oczywiście nie myślą także
realizować obietnic. Określenie t y p o w o żerańskie. D z i e w a n o w s k i , „ Ś w i a t "
X 56
K O N S E R W A T O R I U M - T o w y j a z d o w a rzeczywistość: nie chcesz cierpieć
głodu a uszczknąć coś z diety, bierz jedzenie ze s o b ą - c h l e b , masło, żółty ser,
podsuszoną kiełbasę, zupy w proszku, przede wszystkim konserwy ( w
żargonie muzyków konserwatorium - walizka pełna konserw). D P I 8 9

K O Ś C I E C W Y S T Ą P I E Ń - T o w a r z y s z e , jest próba, by te tezy, które my
w a m prześlemy, traktować jako kościec wystąpień i uzupełniać s w o i m i
lokalnymi o c e n a m i , b o w i e m my w a m możemy dać tylko ogólnokrajowy
przekrój sprawy. I prośba taka byście nie z a w s z e byli w wystąpieniach
w pełni w zgodzie z A d a m e m M i c k i e w i c z e m , używali s ł o w n i c t w a konkret­
nego, jasno określającego i d o s a d n e g o w stosunku do tych elementów. (Z
telekonferencji КС P Z P R 26 VI 7 6 po o d w o ł a n i u decyzji o p o d w y ż c e c e n )
„Polityka" V 9 0
K R O C Z E M D O S O C J A L I Z M U - pseudohasło Ligi Kobiet. Zasł. War­
szawa 54
K U C Z K A - W czasie swej kontrolowanej współpracy z władzą miewał
Stępniak tzw. momenty. Przychodzi np. rano d o biura, a tu już goździki,
oficjele łap go pod pachy i pod pomnik, bo jakaś rocznica. - Ten pomnik
- w y j a ś n i a - s p e c j a l n i e z b u d o w a n o przy kościele, tak, by młodzież, którą się
tu spędza, musiała stać tyłem do g ł ó w n e g o ołtarza; zresztą to pomnik nad
niczym, nikt tu nie leży; ludzie nazywają go „kuczka" (bo napis się zaczyna
od słów „ku c z c i . . . " ) . T y g S o l IX 8 9
K U L T U R O W Y - U nas po w o j n i e w p r o w a d z o n o u c z o n k o w a t y termin
„kulturowy": „kulturalny" to ktoś, kto o d z n a c z a się kulturą, natomiast
„ k u l t u r o w e " to coś, c o się do kultury odnosi. Ale przecież w takim razie
należałoby i kulturalnego attache przemianować na „ k u l t u r o w e g o " . S a n dauer, „Polityka" VII 8 8
K U R W Y D L A L U D U - T y s i ą c e plakatów s y g n o w a n e było przez M i ę d z y miastówkę Anarchistyczną, tę sarną organizację, która przed kilku t y g o d ­
niami zaatakowała g m a c h byłego КС P Z P R , siedzibę „Solidarności",
w końcu zaś wdarła się do e k s k l u z y w n e g o hotelu „Viktoria" z okrzykiem
„K... dla ludu", w y w o ł u j ą c popłoch wśród zebranych tam „panienek". G K
II 9 0
L A W S T O R A N T - Karane jest jednak sutenerstwo, czyli czerpanie zysku
z nierządu przez mężczyzn z w a n y c h ostatnio lawstorantami. „Polityka" III
87
(film Love story, amerykański melodramat o treści zbliżonej do naszej
Trędowatej, wyświetlany był w Polsce w połowie lat siedemdziesiątych,
bijąc wszelkie rekordy popularności)
LECIEĆ K O N T U R E M - Brygada doszła do niesamowitej w p r a w y .
W y m a l o w a n i e hasła naprzeciwko komitetu partii lub olbrzymich karykatur,
czy haseł w rodzaju „telewizja kłamie" z a j m o w a ł o im dosłownie minuty
c z a s u . Błażek, jako szef i złota rączka, leciał konturem, reszta młodzieży, dla
której praca z nim była przygodą, wypełniała w s k a z a n e przez niego pola
farbą. Mur, Dziennik
LINIA D O B R O B Y T U S T R Z E L A W GÓRĘ informacji z obrad Sejmu

E x p W i e c z , VII 5 0 , tytuł

L I N I O W C Y - Za elitę wśród m u z y k ó w r o z r y w k o w y c h uznawani są
„liniowcy". O p a n o w a l i najbardziej e k s k l u z y w n e statki świata (...) pływają­
c e po gorących morzach (...) od Śródziemnego po Karaibskie. „Polityka"
XI 8 5
L I T E R A C C Y S I E R Ż A N C I - L i t e r a c c y s i e r ż a n c i , jak Putrament i Kierczyńska, nakazują pisać o wiośnie i miłości. U r z ę d o w e zaprawianie się
i urzędowa miłość są współczynnikami dialektycznie wzrastającego d o b ­
robytu, przynajmniej w statystykach g o s p o d a r c z y c h . Tyrmand, Dziennik
L I T E R A C K I O D P U S T - kiermasz książek. Zasł. W a r s z a w a V 6 2
L I T E R A T M A R Y J N Y - W odróżnieniu od s w y c h k o l e g ó w J a r e c k i e g o
i T y m a , którzy antykomunizmu nie pokrapiali święconą w o d ą Ernest Bryll,
na poprzednim etapie u k o c h a n y poeta w ł a d z , wystąpił jako literat katolicki
i maryjny. Stan w o j e n n y określił on jako współczesne ukrzyżowanie
Chrystusa. Urban, D P I 86
L O D Y P A S I A K - Mnie osobiście bardzo żenuje, kiedy słyszę, że
w K a t o w i c a c h sprzedaje się ulicznie „Lody Pasiak" lub że w p e w n y m
dansingu występuje pieśniarka, którą reklamuje się jako „uroczą Oświecimiankę, Lolę X . " Waldorff, „Przekrój" V 4 7
L U D O Ź E R K A - Ale nie jedynie salmonella gastronomiczna korzysta
z urlopowego s e z o n u . J e s t jej odmiana estradowa: lato to c z a s koncertów,
recitali, szemranych imprez, i m p r o w i z o w a n y c h składanek i t u r n u s o w y c h
popisów. Byle „ludożerka" była na w i d o w n i (tak pieszczotliwie n a z y w a się
publiczność) lub nawet nie przyszła, lecz obrotny organizator wcisnął jej
bilety. „Polityka" VIII 8 7
Ł A P A N K O W A I M P R E Z A - Słuchajcie, tam siedzi tłum mężczyzn w ko­
żuchach! Prawie w s z y s c y śpią! (...) Wyjaśniło się, że to łapankowa impreza
dla n o c n y c h stróżów. W celu z a p e w n i e n i a stuprocentowej frekwencji
polecono im zjawić się prosto po pracy. Grodzieńska,
Wspomnienia
Ł A T W I E J D U C H A Ś W I Ę T E G O Z A O G O N E K Z Ł A P A Ć - o nieobecnym
dyrektorze. W a r s z a w a 6 5 , zlk
Ł O W I C K I P A S I A K K U L T U R Y - Nie m ó w i ę w tej chwili o tym, jak ten
interwencjonizm powinien wyglądać, czy powinien to być ó w „łowicki
pasiak kultury", wymyślony ongiś przez jednego z niemądrych sekretarzy,
złożony z lokalnych chórów, orkiestr strażackich i świetlic (...) „Polityka"
IX 8 9
Ł U P U C U P U D I S C O - R o z p o c z y n a się bal, który potrwa gdzieś do
9 rano. Oczywiście, jak na prawdziwy bal przystało, muzyka grana jest na
ż y w o , nie jakieś tam łupucupudisco... D P II 86
M A D O N N A R W P G - p r z e z w i s k o Maryli R o d o w i c z . Zasł. W a r s z a w a V 8 8
M A L B O R K - d z i w a c z n y n o w y dom o możliwie największej ilości
krzywizn, gzymsów, fantazyjnych a niefunkcjonalnych ozdób. „ N a tej ulicy
są s a m e malborki". Zasł. Suwałki lato 8 9
M I E Ć P O D S O B Ą - Podejmował nas wiceprezydent Stanisław Bielecki,
dziennikarz z z a w o d u , mający pod sobą sprawy kultury i oświaty. G K I 8 6

51

�M I E S Z K A N I E W S T Y L U G Ó R A L S K I M - Mieszkanie własnościowe
( P r o k o c i m ) urządzone w stylu góralskim - sprzedam. D P III 8 6
M N I E J N I Ż Z E R O - Nawet c h y b a sam autor słów piosenki Mniej niż
zero, Andrzej Mogielnicki, nie przypuszczał, że stanie się on wręcz
przysłowiowym określeniem chały czy miernoty. KurPol V 8 7
M O M E N T Y - s c e n y erotyczne w filmach.
Film bardzo c i e k a w y , rzecz jasna dla w i d z a , który szuka w kinie nie tylko
„mordobicia", „ m o m e n t ó w " , dreszczyku emocji, taniej rozrywki, ale
również odrobiny refleksji. D P I 8 6
(także: gołe baby)
M O T Y L - U w a g ę zwracało siedem starszych wieśniaczek, ubranych
w stroje l u d o w e . Trzymały one na patykach tzw. motyle (czyli m ó w i ą c po
dzisiejszemu - transparenty) z napisami „Solidarność" (...) T y g S VI 8 9
N A K A P U Ś C I E D R O B N E LIŚCIE / N I E D A J D U P Y K O M U N I Ś C I E / B O
J A K M I N C SIĘ O T Y M D O W I / T O C l D U P Ę U P A Ń S T W O W I / - zasł.
W a r s z a w a - P r a g a , 4 9 . Trawestacja znanej piosenki ludowej „ N a kapuście
drobne liście, nie daj buzi organiście, organista porachuje, ile razy
pocałuje", śpiewana w c z a s a c h „ b i t w y o handel".
N A K A R P I A - Wydarzenia szły zgodnie ze scenariuszem. Pociąg się
wtoczył. Przywódcy powitali się pocałunkami „na karpia" i uściskiem „na
misia". KurPol IX 8 7
(opis wizyty Waltera Ulbrichta w W a r s z a w i e , IX 6 3 )
N A L E Ż Y K O N S U M O W A Ć D O B R A K U L T U R Y - z w y p o w i e d z i działacza
partyjnego średniego szczebla, PR VII 8 4
N A M A Ł P Ę - Należy ze szczególną ostrożnością odnosić się do p o c h w a ł
w y p o w i a d a n y c h przez osobników, którzy obsługiwani są przez ekspedien­
t ó w , rzemieślników, urzędników itp. na tzw. małpę; to z n a c z y tych, których
twarze znane są z telewizji, filmu i działalności publicznej, ponieważ
zachodzi o b a w a , iż ich traktowanie jest w y j ą t k o w e , podyktowane roz­
głosem, popularnością itd. KiŻ VII 8 8
N A P S Z C Z E L E N I E W O J E W Ó D Z T W A - liczba pszczelich pni w w o j e ­
w ó d z t w i e . Napszczelenie w o j e w ó d z t w a wykazuje tendencję wzrostową.
G K XI 8 4
N A S I L A J Ą SIĘ O B J A W Y Z R O Z U M I E N I A - PR VIII 8 4
N I E D O P C H N I Ę T A - d z i e w c z y n a postrzelona, która głupio się z a c h o w u ­
je, dziwnie reaguje z p o w o d u kompleksów seksualnych. Zasł. W a r s z a w a VI
85
N I K I F O R - prymityw, ciemniak, człowiek podejmujący działalność
publiczną bez f a c h o w e g o przygotowania. Zasł. wielokrotnie w różnych
częściach Polski od 60 r.
Nikifor ekonomii - o Wł. Gomułce, po jego enuncjacji, że eksport
powinien być opłacalny. Zasł. Z a k o p a n e 6 9
Nikifor p o l i t y c z n y - o L.Wałęsie. Za pierwszym razem oburzyłam się, gdy
ktoś młody powiedział: gawędzi Nikifor polityczny. Za drugim razem i ja
odniosłam takie wrażenie. G a z W y b VI 9 0
Nikifor polityki - Nawet jeśli za radą Marcina Króla z e c h c e m y oddać
politykę w ręce f a c h o w c ó w , sami musimy stać-się przedtem ekspertami,
aby odróżnić f a c h o w c ó w od pieniaczy, aferzystów i n a w i e d z o n y c h
nikiforów polityki. Tyg „ S " VII 8 9
Nikifor zarządzania - Kim ma być dyrektor A n n o Domino 8 7 ? (...)
Profesjonalistą c z y Nikiforem zarządzania? KurPol IV 8 7
Nikiforyzm techniczny - O s s o l i n e u m w y d a ł o w c h u d y m nakładzie
znakomitą pracę Bożenny Józefowicz Inżynierowie
- twórcza
kadra
gospodarki
narodowej.
Praca stanowi szczęśliwe połączenie chłodnej
analizy naukowej z publicystycznym nerwem (takie są np. sformułowania
o „nikiforyzmie t e c h n i c z n y m " ) . „Polityka" X 8 7
N O W O S R E B R Z A N K A - c i u p a g a , spinka nowosrebrzanka (dawniej:
a l p a g o w a ) ; słowo l a n s o w a n e przez Cepelię. J e j p r a c o w n i c y uznali, że
„ a l p a g a " brzmi zbyt o b c o jak na sztukę ludową. Zasł. Z a k o p a n e VI 8 5
O B S Z C Z Y M U R S T W O - J u r y kierowane przez J a n a Poprawę w s w o i m
k o ń c o w y m w e r d y k c i e podkreśliło też, że s t a n o w c z o potępia w p r o w a d z a ­
nie „ e l e m e n t ó w o b s z c z y m u r s t w a do szeroko pojętej kultury studenckiej"
(...) G K VII 86
O G R Y Z K I - Najwięcej jest w D e s a c h obrazów. Niestety, są to g ł ó w n i e
tzw. ogryzki. Przeważają nie podpisane obrazy z okresu międzywojennego
(...) KurPol XII 8 8
O N D U L O W A Ć - Wczoraj wysłałem d o Krakowa fragment moich
z i m o w y c h notatek. Żadnych zmian, skreśleń czy poprawek. Byłoby to
próbą o n d u l o w a n i a tekstu, który powstawał w szczególnych okolicznoś­
c i a c h i w szczególnym napięciu d u c h o w y m . Szczypiorski, Z notatnika
O R G A Z M N A S Ł O D K O - m i n a piosenkarki p o d c z a s śpiewania piosenki
miłosnej, styl śpiewania piosenki miłosnej. Zasł. od pracownika tv,
Warszawa 69
O R K I E S T R A Z C H M I E L N E J - Wczoraj na p o d w ó r k u była orkiestra. T a
z Chmielnej - powiedziała Lidka. - Z R u t k o w s k i e g o - poprawił ją Rysiek.
- Ulica może sobie być R u t k o w s k i e g o , ale orkiestra jest z Chmielnej!
„Świerszczyk" I 8 6
P A Ń S T W O W I Ś W I Ę C I - pojęcie ze sztuki neoludowej. Wybitne po­
stacie, np. Świerczewski, C u r i e - S k ł o d o w s k a , Kopernik, Kostka Napierski
jako temat obrazków i rzeźb. Zasł. Sądecczyzna 7 5
(także: Ś W I Ę C I O G Ó L N I - j a k o przeciwstawienie świętych kościelnych)
PEŁEN F R E N E T - frenetyczne brawa na koncercie muzyki młodzieżo­
w e j . PR 8 4
P E Ł E N S P O N T A N - s p o n t a n i c z n a o w a c j a na koncercie muzyki młodzie­
ż o w e j . PR 8 4
P I E Ś Ń O Z I E M I N A S Z E J - g ł ó w n e w y d a n i e dziennika tv. Określenie
Mariana Brandysa, 76

52

PI K A S Y - popularne określenie w s z e l k i c h dzieł n o w o c z e s n e g o malarst­
w a , rzeźby, a także z d o b n i c t w a o formach dla laika niezbyt zrozumiałych.
„Przekrój" VI 57
Znamy w s z y s c y te d w o r c o w e poczekalnie, knajpy na prowincji, szyldy
M H D - ozdobione kolorowymi trójkątami. Bez wątpienia - jest to standard,
bez wątpienia - chodzi tu o przejaw kultury m a s o w e j . Należy jednak zdać
sobie sprawę z tego, że „pikas" na szyldzie sklepu nr 15 w W o ł o m i n i e nie
został zamierzony jako produkt „Kultury B " - mass culture, a przeciwnie
- j e s t on swoistą odpowiedzią na manifestacje a w a n g a r d o w e g o malarst­
w a . Osęka, Poddanie
P I O S E N K I D U S Z P A S T E R S K I E - M i n ę ł o już parę miesięcy od momentu,
gdy skrytykowałem na tym miejscu tandetne teksty i melodie wielu tzw.
„piosenek duszpasterskich", a do tej pory docierają do mnie e c h a tego
narzekania. S k w a r n i c k i , T P I 8 6
P Ł A S K O R Z E Ź B A - pijany do nieprzytomności i leżący na ulicy. „Prze­
krój" II 5 8
P R O G R A M Y N A S Y C I M Y CAŁKOWICIE ROZRYWKĄ - z wypowiedzi
szefa rtv. PR VIII 8 3
R O K U W A Ż N E G O O G L Ą D U - Kierownik Wydziału Kultury КС infor­
muje w tym momencie, że ten rok będzie traktowany jako R O K U W A Ż ­
N E G O O G L Ą D U f u n k c j o n o w a n i a instytucji artystycznych w Polsce! D P
X85
R O Z P Y L A C Z K U L T U R Y - Pani Helena, kapitalna leśniczyna spod
Wałcza, gdzie polując mieszkałem na początku lat pięćdziesiątych, z a g a d ­
nięta raz o to, c z y m się zajmowała przed zamążpójściem, odrzekła
zamaszyście, stawiając patelnię z jelenią wątrobą - byłam rozpylaczem
kultury w powiecie! - inaczej m ó w i ą c , z torbą publikacji na ramie roweru
pedałowała przez wioski i gromady, r o z d a w a n y m drukiem i ż y w y m słowem
uświadamiała zebranych c o do znaczenia Dni Oświaty i Kultury, Oszczęd­
ności, akcji s i e w n e j , kongresu pokoju. Dnia Nauczyciela, Górnika, Kobiety,
Dziecka, Święta 1 Maja, 2 2 lipca, 7 listopada i w s z y s t k i c h innych dni
kalendarzowych. Newerly, Zostało
R Z Ą D Ó W K A - Kamerzysta, zapytany przeze mnie, jak będzie ujmował
obu gości, powiedział: „ T y p o w a rządowa - każdy siedzi w fotelu i m ó w i
s w o j e " . „Polityka" XII 8 8
(o spotkaniu M i o d o w i c z - W a ł ę s a w tv)
R Ż N Ą Ć P R Y M I T Y W A - S ł u c h a j pani! O n w c a l e nie ze w s i , przyjechał tu
parę lat temu i w P O M robił. J e s t po szkołach, t e c h n i k - m e c h a n i k . Potem
rzucił pracę i wziął się za rzeźbę, bo to lepiej popłaca. W lecie nie strzyże się,
nie goli, koszulę nosi wypuszczoną na portki, bo g o te głupie miastowe
biorą za p r a w d z i w e g o ludowego. Rżnie w i ę c prymitywa tylko po to, żeby
podnieść cenę. G К VIII 8 6
S E A N S E Z A R E Z E R W O W A N E - Dzisiaj film dokumentalny z sierpnia
ubiegłego roku „Robotnicy 8 0 " , idzie w kilku kinach pod tytułem „Seanse
z a r e z e r w o w a n e " . K o n w i c k i , Wschody
(także: wszystkie seanse zarezerwowane; zwrot występujący w reper­
tuarze kin w a r s z a w s k i c h , np. w Ź W , gdy decydentom chodziło o to, by film
wyświetlano przy pustej w i d o w n i )
S Ł U S Z N Y - Nie wdając się (...) w ocenę, czy surrealizm jest kierunkiem
„słusznym" - c h c e m y pokazać Czytelnikom, że prąd ten jest obecnie dość
modny. „Przekrój" VI 4 8
S M O R G O Ń C Z Y K - P o l a k - a b s o l w e n t wyższych studiów w Z S R R . Zasł.
wielokrotnie w różnych częściach Polski od 61 r.
(Akademia smorgońska - żartobliwa n a z w a g ł ó w n e g o ośrodka tresury
niedźwiedzi w S m o r g o n i a c h w oszmiańskim powiecie, z którymi o b ­
c h o d z o n o domy po całej Rzplitej i p o k a z y w a n o sztuki przy dźwiękach
głośnej muzyki - Kopaliński, S M T K )
S O C J A L I S T Y C Z N Y Z G R Y Z - J a mam jeszcze taki socjalistyczny zgryz,
że jak coś złapię, to trzymam. D P V 9 0
S O C S A K R A L I Z M - (...) obecnie obserwuję zjawisko bardzo bliskie
socrealizmowi, a m i a n o w i c i e socsakralizm, tzn. modę na k o m p o n o w a n i e
wpadających w ucho melodyjek, które mają być muzyką religijną. P e n ­
derecki, „Polityka" XI 8 7
S T O P I E Ń U R U C H O M I E N I A C Z Ł O N K Ó W P A R T I I - Z wszystkich infor­
macji w y n i k a , że stopień uruchomienia członków partii bezpośredniego
udziału w akcji wyborczej w y n o s i od 2 0 d o 3 5 % , przy tym ze słów
sekretarzy nie bardzo było w i d a ć , jak ta dalsza mobilizacja ma się rozwijać.
(List J . Bermana d o B. Bieruta 7 X 5 2 ) „Polityka" VI 9 0
S T R O J E Z B L I Ż O N E D O W I E C Z O R O W Y C H - Tabliczka w szatni
kawiarni „Casanovą" w Świdnicy: „ W g o d z i n a c h p o p o ł u d n i o w y c h obo­
wiązują stroje zbliżone do w i e c z o r o w y c h " . „Przekrój" V 6 0
S T Y L I S T A W N I O S K Ó W O D Z N A C Z E N I O W Y C H - Pan J a n e k w wielkiej
firmie zajmuje się sprawami socjalnymi. Ponadto jest uznanym stylistą
w n i o s k ó w o d z n a c z e n i o w y c h , c e n i o n y m przez dyrektora i fabrycznego
sekretarza. G K III 8 6
S Z E R Z E N I E K U L T U R Y W Ś R Ó D M A S P R A C U J Ą C Y C H - Szerzenie
kultury wśród mas pracujących o d b y w a ł o się między innymi w ten sposób,
że z w a b i a n o podstępem robotników na salę, zamykano ich z zewnątrz na
klucz i zostawiano oko w oko z nie mniej od nich przerażonym autorem.
Grodzieńska,
Wspomnienia
S Z T A N D A R O W A I M P R E Z A - Z e s t a w imprez kulturalnych firmowanych
przez nowosądecką organizację Z S M P jest bogaty. „Zima s p i s k a " , „ W i o s ­
na o r a w s k a " , „Kumoterska w i o s n a " czy sztandarowa impreza związku:
Konfrontacje R u c h u Artystycznego Młodzieży (...) to tylko kilka przy­
kładów przedsięwzięć mieszczących się w w o j e w ó d z k i m kalendarzu
kultury, a będących przykładem animatorskiej działalności organizacji w tej
dziedzinie życia społecznego. G K X 8 5

�Komisja Narciarska Z G P T T K sprawuje także nadzór nad 7 5 0 km tras
narciarskich (...). Sztandarową imprezą jest rozegrany już 3 0 razy Tatrzań­
ski Rajd Narciarski (...) G K X 8 5
S Z Y N K A K O M U N I J N A - zast. Krosno V 89. ( W okresie I komunii św.
pojawiły się w sklepach mięsnych na Podkarpaciu 3 - 4 kilowe szynki bez
kartek)
T A N I E C T E M A T Y C Z N Y - Również w dziedzinie tańca dokonano
p e w n e g o przełomu, w p r o w a d z a j ą c po raz pierwszy d o świetlic tzw. taniec
tematyczny wyrażający w formach t a n e c z n y c h określone idee. Przy­
kładowy taniec tematyczny pt. „Narada produkcyjna", przygotowany
metodycznie przez C R Z Z , pobudził szereg twórczych pomysłów. Między
innymi c i e k a w y m przykładem tego n o w e g o rodzaju tańca jest o p r a c o w a n a
przez zespół w Zakładach im. Strzelczyka w Łodzi kompozycja taneczna
„Spółdzielnia Produkcyjna - N a p r z ó d " i kompozycja wrocławskiego
P a f a w a g u „Walczymy o p o k ó j " . ( R o k 1 9 5 3 - Tak miało być z a w s z e )
„Polityka" VI 8 8
T O P I E N I E M A R Z A N N Y - Widziałem topienie marzanny... Ale przecież
koło W o ł o m i n a nie ma ani jeziora, ani rzeki... Gdzie było to topienie?
- T o p i l i ś m y marzannę w gliniance... Nie bardzo dała się utopić. Padał śnieg
z d e s z c z e m . Ale tradycji musiało się stać zadość. U nas dyrekcja przywiązu­
je dużą w a g ę do tradycji. „Polityka" I 86
T Y G R Y S Y B U C H E N W A L D U - Ostatnio wróciła z emigracji grupa
czternastu m u z y k ó w , którzy byli więźniami obozu koncentracyjnego
w B u c h e n w a l d , a potem założyli zespół jazzowy, nazwali się „Tygrysy
B u c h e n w a l d u " i objechali szereg miast na Zachodzie. Waldorff, „Przekrój"
V47
V I T O V I A D A - T r w a „Góralska Vitoviada". Dla tych, którzy nie domyślają
się c o to za impreza kilka wyjaśnię: jest to zainaugurowany w roku
ubiegłym z okazji 4 0 0 - l e c i a W i t o w a i C h o c h o ł o w a cykl imprez o b ­
c h o d z o n y c h - j a k zapewniają organizatorzy - „ N a l u d o w o i sportowo - bez
reglamentacji i b e z a l k o h o l o w o " . D P IV 8 8
W C Z A S O W I C Z - G o s p o d y n i , u której teraz mieszkam ( w i o s k a między

N o w y m Sączem a Krynicą) ma plany: sprzeda ziemię w c z a s o w i c z o w i .
- J a k i e m u w c z a s o w i c z o w i ? - pytam. - A tu, o - pokazuje gospodyni
- buduje się jeden z gieesu, tam jeden z urzędu, tam jeden z komendy.
Okazuje się, że „ w c z a s o w i c z " to z n a c z y urzędnik z w o j e w ó d z t w a . Wierzbi­
cki, T P VII 8 7
W I E Ś Z A N I K O W A - Hamulka była wsią „ z a n i k o w ą " czyli skazaną na
zagładę. Przez dwadzieścia lat nie było tu w e s e l ; młodzi wyjeżdżali. G K IX
87
W P I E R W S Z E J KOLEJNOŚCI M Ł Ó C I M Y ROLNIKÓW DUŻYCH - wy­
p o w i e d ź prezesa kółka rolniczego. PR VIII 8 3
Z A Ł O G A - Publiczność składa się tu głównie z tak z w a n y c h „ z a ł ó g " lub
„ k o n t y n g e n t ó w " czyli z w o l e n n i k ó w grających „ k a p e l " czyli zespołów.
A często psujące się .'.wiosła" czyli gitary lub „piecyki" - w z m a c n i a c z e
- opóźniają zwykle s a m koncert lub p o w o d u j ą długotrwałe przerwy między
„ n u m e r a m i " czyli utworami. P S L 88
Z A R O B I Ć K O M U N I Ą - C o zarobiłeś komunią? - R o w e r i piłkę. - A ja z e ­
garek i magnetofon. Zasł. dialog c h ł o p c ó w wiejskich, Sądecczyzna, VI 8 5
Z E T E M P Ó W K A - w ó d k a czysta z czerwoną etykietą. „Przekrój" II 58
Z G R Z Y T Y - Niestety, w sztucznej inseminacji na terenie naszej gminy
występują zgrzyty. PR III 8 5
Z N Ę T - S z c z y t e m z n ę t ó w artystycznych było „połączenie p a w i l o n ó w
m o t y w e m l u d o w y m " . Kobyliński, Noniusz
Z O M O J O W A - wieś N a w o j o w a k. N o w e g o Sącza, gdzie k w a t e r o w a ł o
Z O M O . Zasł. N o w y Sącz, lata osiemdziesiąte
Z O M O K U C A A M Y B U C A - N a p i s farbą na szosie, M y s t k ó w k. N o w e g o
Sącza, IV 8 3
Z O M O L A N D - D o m Chłopa przy pl. P o w s t a ń c ó w w W a r s z a w i e , gdy
k w a t e r o w a ł o w nim Z O M O . Zasł. W a r s z a w a III 8 2
Z O M O N U M E N T - W y d a r z e n i e m kulturalnym tygodnia było odsłonięcie
pomnika „Poległym w służbie i obronie Polski L u d o w e j " , z w a n e g o także
„Ubeliskiem", „ Z O M O n u m e n t e m " , „ U t r w a l a c z e m " albo „ P o m n i k i e m
Nieznanych S p r a w c ó w " . P W A V 8 5

Z ostatniej chwili: próbka języka kampanii prezydenckiej

M A T K A B O S K A W K L A P I E W A Ł Ę S Y - Dzięki „ M ł o d e j P o l s c e " d o w i e ­
dzieliśmy się, skąd się wzięła Matka B o s k a w klapie L e c h a Wałęsy. „Ten
najbardzie znany ze znaczków w klapie wpięli mu nieznani ludzie w czasie
strajku sierpniowego w 1 9 8 0 roku w stoczni gdańskiej. Był poświęcony
przez prymasa Wyszyńskiego i przywieziony przez delegację, która wróciła
z J a s n e j Góry. Wałęsa nie pamięta dokładnie momentu przypięcia znaczka,
po prostu zobaczył, że ma go w klapie." Polityka IX 9 0
J e s z c z e inną imprezą towarzyszącą (...) była w y s t a w a plakatu o L e c h u
Wałęsie (...); od Matki Boskiej Jasnogórskiej z podobizną Wałęsy w „kla­
pie" po zbliżenie wąsatej twarzy nie mieszczące się w ramach; od błazna po
m ó w c ę z z a k r w a w i o n y m gardłem; od promiennego uśmiechu, przywodzą­
c e g o na myśl wizerunki p r z y w ó d c ó w azjatyckich, po grymas debila. T y g G d
IX 9 0
Jeżeli Wałęsa odebrał „Gazecie" znaczek „ S " , to ktoś powinien mu
odebrać znaczek Matki Boskiej, gdyż jego p o s t a w a nie ma nic w s p ó l n e g o
z nauką Chrystusową i z miłością bliźniego. Matka boska by się ucieszyła...
G a z W y b IX 9 0
Wałęsa, o d w a l się! Matka B o s k a . Napis na murze, N o w y Sącz, XI 9 0
O b a w i a m się, że prezydent z M a t k ą Boską w klapie doprowadzi d o
jeszcze większych podziałów w narodzie niż generał w stanie w o j e n n y m .
G a z W y b XII 9 0
P R E Z Y D E N T Z S I E K I E R Ą - Na dziś, gdy zmieniamy system, potrzeba
prezydenta z siekierą, z d e c y d o w a n y , ostry, nie certoli się, nie przeszkadza
demokracji, ale natychmiast blokuje luki. L. Wałęsa, G a z W y b VI 9 0
Z siekierą w XXI wiek. Napis na murze, Kraków, XI 9 0
W sondażu po pierwszej turze kampanii wyborczej, w której siekiera
waliła w grubą kreskę, a s p o d niej uciekały c z e r w o n e mrówki, na pytanie:
c z y m przede wszystkim powinien się zająć prezydent, tylko 6 proc.
badanych wymieniło rozliczenie nomenklatury. G a z W y b I 91
W I E T R Z E N I E W A R S Z A W Y - N i e przypadkiem c h y b a najbardziej c h w y t ­
liwym sloganem w k o ń c o w e j części kampanii obozu Wałęsy było hasło

„wietrzenia W a r s z a w y " . W z b u d z a ł o entuzjazm nieporównanie większy niż
wszystkie te w y p o w i e d z i przewodniczącego, w których mówił on o konie­
czności kontynuowania reform r y n k o w y c h , d o k o n y w a n i a wspólnych
w y s i ł k ó w dla dobra kraju etc. G a z W y b XII 9 0
Zgodnie z lansowaną teorią „wietrzenia" urzędów i stanowisk, porządki
rozpoczął gdański Napoleon od własnego p o d w ó r k a , w y w a l a j ą c z pracy
najwierniejszego ze w s p ó ł p r a c o w n i k ó w - Krzysztofa Puszą. Następnie,
równie pobożnie, zwolnił bez dania racji obie sekretarki (...) T y g G d XII 9 0
S p o r a część aktywistów z jego obozu zażąda „wielkiego wietrzenia"
- W a r s z a w y , Krakowa, Kłodawy i Pcimia. Frustraci, nawiedzeńcy, a w a n ­
turnicy i neoaparatczycy będą się domagać, by U m i ł o w a n y Wentylator
Narodu zrobił im miejsce w g m i n n y c h , w o j e w ó d z k i c h i centralnych
urzędach p a ń s t w o w y c h , przy czym z a p e w n e apetyty z a i n t e r e s o w a n y c h
będą odwrotnie proporcjonalne do kwalifikacji (ta reguła s p r a w d z a się
w każdym państwie i w każdym ustroju). G a z W y b XII 9 0
Nieśmiało i uniżenie zgłaszam prośbę, żeby gdańską policją przewietrzyć
ulicę Podleśną. Złodzieje obrobili mi samochód. W a r s z a w s k a policja nie
daje rady upilnować. G a z W y b I 91
W Ś C I E K L I C A NA P R E Z Y D E N T A - Transparent takiej treści zawisł n a d . '
g ł ó w n y m deptakiem O p o l a , w miejscu, gdzie z a z w y c z a j anonsuje się
premiery i festiwale teatralne. Zawisł na tyle w y s o k o , że nie udało się go
ł a t w o zerwać. W dniu premiery tytułowy bohater z operetkową p o m p ą
zajechał przed teatr wspaniałą limuzyną wśród braw i błysków reflektorów.
Polityka XII 9 0
(Wścieklica - z e sztuki St. I. Witkiewicza „Jan Maciej Karol Wścieklica")
M A Ł Y B E L W E D E R - Z tzw. M a ł e g o Belwederu w S o p o c i e prezydent
Wałęsa wygłosił do narodu orędzie noworoczne. PR I 91
W A Ł Ę S A - C O T E R A Z ? - Dołączam się d o kogoś, kto napisał na plakacie
w y b o r c z y m Wałęsy jedno małe słówko: „ c o " . W niedzielę na Marszałkow­
skiej wisiały plakaty: „Wałęsa - teraz". W poniedziałek napis głosił:
„Wałęsa - C o teraz?" G a z W y b XII 9 0
1.02.1991

53

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8487" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8466">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1486a2d670178b29352a78d580c5be8f.pdf</src>
        <authentication>40d981761dc6487eb84743e3890dcfae</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101398">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2309</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101400">
                <text>1991</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101402">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2142</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101404">
                <text>Gesty nadziei / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101406">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.1, s.35-46</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101408">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101410">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101412">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101414">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101417">
                <text>II. 1 P r z e p o j o n e pełnią zaufania dziękczynienie k i e r o w a n e do b o g a przez M a s a j a w c z a s i e w y ł a d o w a ń a t m o s f e r y c z n y c h , które w A f r y c e r ó w n i k o w e j nie grożą porażeniem gromem

Jacek Olędzki

GESTY NADZIEI
Gest Kozakiewicza, zacieranie rąk, „ f i g a "
Określenie użyte w tytule pojawiło się w mowie potocznej
latem 1980 roku. Nastąpiło to wnet po sukcesie polskiego
tyczkarza na Olimpiadzie w Moskwie. Bez precedensu na tej rangi
zawodach gest sportowca uzyskał w kraju powszechną aprobatę
i niebawem, w ponurych latach stanu wojennego, stanowił jeden
z elementów ludowo-plebejskiej terapii narodowej, niczym po­
rzekadło „wrona orła nie pokona". Eufemizm - „pokaż gest
Kozakiewicza" (w zamian „wała" lub „takiego") - służył po­
prawie samopoczucia, sprzyjał zachowaniu godności, a ostatecz­
nie - ośmielam się to powiedzieć - pomagał ochraniać tożsamość
zbiorową. Na gest Kozakiewicza, skądinąd nieprzyzwoity i jak
najbardziej wulgarny, nie krępowały się w tych czasach powoły­
wać albo do tego gestu odwoływać osoby wybredne, wrażliwe
i delikatne (chociażby niektóre pracowniczki IS PAN).
Upłynęło 10 lat i proszę sobie wyobrazić, studenci etnologii
UW, to znów synowie i córki bojowników czasu minionego,
słysząc nasze określenie, wydawałoby się funkcjonujące w mo­
wie niczym termin ścisły, nie wiedzą o co chodzi i z rozbrajającą
szczerością zapytują: „jaki gest", „ o czym się mówi". Zatem
należy powrócić na chwilę do owego, historycznego (sic!) dnia,
kiedy nasz tyczkarz ustanowił nie tylko rekord świata ale również
przedstawił „świadectwo ideowo-moralnej postawy" w olimpij­
skich zmaganiach. Jak wiadomo, uznane one zostały na świecie
za niegodne miana olimpijskich, albowiem ZSRR „udzielił pomo­
cy" Afganistanowi... USA Olimpiadę w Moskwie zbojkotowały.
PRL bojkotu oczywiście nie podzielała i poprzez wszelkie moż­
liwe środki przekazu sławiono u nas zbrojną interwencję (nazy­
waną „braterską pomocą") w „zacofanym kraju", który stał się

„areną walki zbrodniczych sił imperialistycznych" z „postępowy­
mi dokonaniami afgańskiej rewolucji socjalistycznej."
Płyciznę argumentacji i zarazem jej zwodniczość najpełniej
mógł ocenić tylko etnolog, który - jako jedynie kompetentny
badacz kultur plemiennych - doskonale orientował się z jednej
strony w rzeczywistym obrazie tkwiących w nich archaizmów,
a z drugiej w bezmiarze szkód czynionych w strukturach tych
kultur przez aroganckich wyznawców wszelkiego postępu. Ale
nie trzeba było nawet wiedzy etnologicznej, aby przy odrobinie
uczciwości i współczucia rozumieć sens i konsekwencje zbrojnej
interwencji w kraju, którego naród zechciał się zbuntować
i walczyć o swą wolność. Musiałem te komunały napisać,
albowiem pozwalają zrozumieć dzisiaj to, co dzięki zachowaniu
Władysława Kozakiewicza w Moskwie, zrodziło się nagle i nie­
spodziewanie w naszej współczesnej kulturze. Ujawnię też od
razu swoje stanowisko - zaznaczam - w kwestii zasadniczej.
Uważam, że gest Kozakiewicza miał pewien wpływ na determina­
cję i najważniejsze, o d w a g ę gdańskich stoczniowców w 1980
roku! Zdarzenia rozdziela trochę więcej niż dwa tygodnie, akurat
w sam raz tyle, aby najżarliwsi kibice sportowi jakimi są robotnicy,
docenili podwójny, niesłychany wyczyn swego bohatera-idola
(Kozakiewicz należał wówczas do zawodników pochodzących
z Wybrzeża, z Gdyni).
1

Wracajmy jednak do miejsca skąd wyszliśmy, do stadionów
Olimpiady w Moskwie. Oto na jednym z nich 30 lipca 1980 roku
po południu, przy osiemdziesięciotysięcznej widowni odbywały
się jedne z najbardziej spektakularnych w zawodach lekkoat­
letycznych zmagania; skoki o tyczce (należy dodać, fajberglas35

�II. 2 - 4 . Trzy spośród s i e d m i u g e s t ó w pięciokrotnie w ciągu dnia o d m a w i a n e j modlitwy przez p o b o ż n e g o m u z u ł m a n i n a z Dakaru

sowej! - a wiadomo co to znaczy). To nie rzut dyskiem lub
oszczepem (co tak doskonale wymyślili i umieli czynić staroży­
tni), to również nie rzut młotem lub kulą, ale sobą... Nie w dal czy
wzwyż, lecz w górę. Wreszcie, to nie przeskakiwanie mokradła
albo płotu (skoki o tyczce wywodzą się z ludowych sposobów
komunikacyjnych i dopiero w 2 poł. XIX w. zostały zauważone
i uznane za dyscyplinę sportową), ale „stawienie czoła" doboro­
wej widowni radzieckiej (50 tys. gwiżdżących przeraźliwie osób)
dopingujących rodaka Wołkowa. Nasza telewizja z prawdziwym
namaszczeniem celebrowała każde sprawozdanie z Moskwy.
Dzięki temu - o paradoksie okrutny, lecz jakże sprawiedliwy
- mogliśmy zobaczyć w tejże serwilistycznej do cna instytucji
przekaz autentyczny (transmisja na żywo, bezpośrednia!),
a w nim tak nas interesujący gest Kozakiewicza. W tych stra­
sznych latach hołubienia u nas najordynarniejszych rozrywek
zwanych oficjalnie „widowiskami sportowymi", ja unikający TV
jak ognia, kupiłem jakiś telewizor za cenę symboliczną i z wyłą­
czonym całkiem dźwiękiem oglądałem transmisję z wielkiego
Kraju Rad. I oto nagle zobaczyłem coś doprawdy niebywałego.
Jakiś (mnie oczywiście nie znany) zawodnik (tyczkarz) po
wspaniałym przejściu (przefrunięciu) ponad poprzeczką i wylą­
dowaniu zgrabnie na macie, zamiast skakać z radości z uniesiony­
mi w górę ramionami, pokazuje ostentacyjnie wszem i wobec
„gdzie się zgina ręka". Czynił to z głową uniesioną, triumfalnie.
Kiedy dowiedziałem się, o co chodzi, włączając dźwięk w odbior­
niku, długo nie opuszczała mnie zuchwała radość. Jak wielka
radość i nadzieja pojawiła się wówczas u nieprzypadkowych
widzów, autentycznych kibiców i, najważniejsze, mieszkańców
Trójmiasta. Pierwszy złoty medal, no i ten niewiarygodny w swej
odwadze gest.
36

2

31 lipiec 1980 rok:
„NIEBOTYCZNY REKORD ŚWIATA
5,78! NA KOZAKA NIE MA SIŁY
Moskwa, 30.7 (tel. wł.). Wszystko zbladło, wszystko zeszło
tego środowego popołudnia na dalszy plan - liczył się tylko skok
o tyczce, liczył się przede wszystkim Władysław Kozakiewicz (...)
pierwszy człowiek, który przeszedł niebotyczną wysokość
5,78!!!" Dzięki Kozakiewiczowi Polska awansowała z 22 miejsca
na 16, po Szwajcarii, Brazylii, Finlandii, Danii, Australii, Kubie,
Szwecji, Francji, W. Brytanii, Węgrach, Włochach, NRD i ZSRR
(62 złote medale, a Polska pierwszy)."
Na zakończenie igrzysk durnowaty emblemat Miszki, ułożony
z pionierów, stosownie przebranych i poruszających się, „ronił
łzy" na trybunach olimpijskiego stadionu w Moskwie. Z ckliwością donosił o tym „Przegląd Sportowy" i wszelkie inne gazety.
0 łzach w Afganistanie i geście Kozakiewicza, oczywiście mil­
czano. Tymczasem stało się coś doprawdy niezwykłego. Prosta­
cki gest nieuległości, funkcjonujący głównie w porachunkach
szumowin, awansujący najwyżej do przekazu między kimś,
a nieakceptowanymi osobami, jakąś grupą ludzi, w wydaniu
zwycięskiego zawodnika i to na międzynarodowej imprezie,
uzyskał sens nowy, symboliczny WZGARDY, przeciwstawienia
się totalitarnej tromtadracji (bombastic display of patriotism),
totalitarnemu fałszowi, KŁAMSTWU tout court. Ponieważ po­
przedzony został fascynującym wyczynem (w najbardziej nie­
sprzyjających warunkach, nachalne dopingowanie Wołkowa
przez radziecką publiczność), podziw dla samego mistrzostwa
1 determinacji musiał rzutować na ekstrawagancję zawodnika.
Zachwyt oswajał ekstrawagancję, pozwalał ją akceptować.
W mgnieniu oka wywoływał konstatację, że Kozakiewicz ma

�absolutne prawo powiedzenia co myśli, i że jego gest okazuje się
sposobem jedynym, niezastąpionym pod względem ekspresji.
W kontekście stereotypowych, nazwijmy je pokornych, uzna­
nych, sportowych gestów głoszących zwycięstwo (jak chociażby
wzniesione do góry ramiona), wszelako zabarwionych często
obłudą, to znów rodzących najgorsze skojarzenia, ów niepokorny
gest Kozakiewicza, w innych sytuacjach wulgarny i nieprzy­
zwoity, okazał się szlachetnym, uzasadnionym etycznie! Stąd
- niewątpliwie - zrodziła się natychmiastowa reakcja społecz­
nego uznania. Nadania mu nowego znaczenia, szerszego niż miał
on dotąd.
Minęło 10 lat i „niebotyczny rekord świata" stał się wzruszają­
cym wspomnieniem (w redakcji „Przeglądu Sportowego" do­
wiedziałem się, że „Rusek, Bubka, skacze dziś powyżej 6 m").
Dowiedziałem się również w tym miejscu, skądinąd miarodajnym,
że nasz bohater przestał już być naszym („teraz Niemcem jest.
Sprzedać się i to do Niemców, to nie być człowiekiem.").
Wracajmy jednak do rzeczy. Trzeba było czekać również blisko 10
lat, aby w polskiej prasie mógł ukazać się wywiad z Kozakiewi­
czem i abyśmy się mogli dowiedzieć od samego zawodnika, jak to
było naprawdę owego środowego popołudnia na olimpijskim
stadionie w Moskwie. I tu rozpoczyna się najważniejsza część
mego elaboratu, mówiąca już nie tylko o paradoksach zdarzeń
historycznych, lecz o figlach, a może nawet szyderstwie historii:
z Władysławem Kozakiewiczem w Wedemarku pod Hanowerem,
rozmawia Grzegorz Wasylkowski:
„- (...). Dlaczego Pan wyjechał z Polski? W powszechnej
świadomości funkcjonował pogląd, że kto jak kto ale Władysław
Kozakiewicz naprawdę nie ma powodów, by opuszczać ten kraj.
Piękny dom w Gdyni, pokaźne konto, zachodnie
samochody,
prestiż społeczny, sława, mit olimpijskiego zwycięstwa i ten
niezapomniany 'gest
Kozakiewicza'
(podkr. JO), który

wtedy, 9 lat temu, był dła nas wszystkich jakąś
zbiorową
terapią
(podkr. JO) w czasach zniewolenia. Może nie! Zacznij­
my od tego gestu. Co się stało wtedy, na stadionie olimpijskim
w Moskwie ?
- To był istny obłęd. Sam nie pamiętam, kiedy to zrobiłem.
Dopiero po konkursie powiedziano mi, że pokazałem widowni
zaciśniętą pięść po skokach na wysokość 5.70 i 5.75, dwukrotnie.
Moja niechęć do tłumu rosła z próby na próbę. Za każdym razem
kiedy tylko pojawiłem się na rozbiegu słyszałem gwizd 50 tysięcy
ludzi. Na trybunach zasiadło wówczas 80 tysięcy, może więc pan
sobie wyobrazić, co znaczy gdy 50 tysięcy ludzi gwiżdże. A potem
był bieg, wybicie, narastający jazgot. Oni mieli swojego Wołkowa
i chcieli mnie zagwizdać na śmierć. A ja byłem coraz bardziej
rozjuszony. Nienawidziłem tego tłumu. Naprawdę, sam nie wiem
kiedy pokazałem im zaciśniętą pięść. Kiedy następnego dnia
fotoreporter francuski wręczył mi zdjęcia, gdy dwa dni później na
pierwszej kolumnie „L'Equipe" ujrzałem całostronicowy foto­
gram swojej sylwetki w grymasie rewanżu - odtworzyłem sobie
wszystko.
- Ale przeszło panu na sucho...
- Na sucho? Niech pan nie żartuje, już kilka dni po powrocie
do kraju Marian Renke dostał telex z Moskwy, od Aristowa, by
pozbawić mnie złotego medalu olimpijskiego, i odebrać rekord
świata, a wie pan za co?
- Za brak powściągliwości w wyrażaniu uczuć?
- Nie, za obrazę narodu radzieckiego, dokładnie tak brzmiał ten
telegram.
- I co na to Renke?
- A co on biedny mógł więcej zrobić niż powiedzieć, że mnie
tego dnia bolała ręka i po skoku kurczyłem ją z bólu. Wszystko to
śmieszne i smutne."
Rzeczywiście, w historii gestu Kozakiewicza jest coś smutnego
3

37

�i śmiesznego, chociaż również wzniosłego, mimo że owej wznio­
słości - j a k się okazuje - sam bohater nawet przez chwilę sobie nie
zamierzył, że nie był też jej świadomy. Wyjazd z kraju Kozakiewi­
cza, to już akt świadomej r e z y g n a c j i . Skłania to do zadumy,
widzenia osoby sportowca, jego decyzji w kategoriach myślenia,
bliższego uniwersalizmowi filozofii Dalekiego Wschodu, aniżeli
rodzimemu mędrkowaniu w stylu przedstawionych już ocen,
jakie usłyszałem w gmachu prasy przy Alejach Jerozolimskich.
„Nie należy mylić taoistycznego odosobnienia z buddyjską
rezygnacją. Buddysta wycofuje się z żalu nad cierpieniami, które
niesie życie, i czyni to z ciężkim sercem. Taoista oddala się
z pogardy dla wszystkiego, lecz jest to pogarda bez goryczy,
odejście w nastroju pogodnym. Pierwszy jest uosobieniem Po­
wagi, przytłoczony, śmiertelnie poważny, pełen patosu i tragicz­
nych przeczuć. Drugi jest Usamowolnieniem dokonanym przez
wirujący taniec i aromatyczne wino. Taoistyczne wróżki są
bowiem nieśmiertelnymi o zwinnych stopkach, co na wzór
ptaków stąpają po falującej powierzchni płynących chmur, co się
śmieją radośnie przy każdym skoku, z rękawami rozdętymi
wiatrem, beztroskie, nonszalanckie i całkowicie n i e ś w i a d o ­
me (podkr. JO) roju ludzkiego, który uwija się mozolnie pod
nimi."'
ZACIERANIE RĄK
Poznaliśmy na przykładzie jednego gestu przemianę jego
znaczenia w ciągu zaledwie dnia i dokonaną przez pojedynczą,
konkretną osobę. Wydaje się, że w dziejach niezwerbalizowanego systemu informowania się ludzi nie jest to - przy całej swej
wyjątkowości - fakt odosobniony. Wystarczy przypomnieć pod­
niosły moment wzniesienia dwóch rozchylonych palców przez
Winstona S. Churchilla w dramatycznych dniach obrony Anglii.
Jak wiadomo, gest ten połączony został przez wielkiego męża
stanu z przyrzeczeniem zwycięstwa i do dzisiaj jest na całym
świecie jego znakiem. Należy jednak przyjąć, że gesty z reguły
powstają anonimowo, że wiele z nich należy do prastarych, być
38

może nawet przedwerbalnych sposobów informowania się. Sta­
nowią komponent zawsze tej samej, powszechnej u ludzi motory czności, zarazem niezwykle ściśle określonej od czasów narodzin
(nie mając ogonów nie możemy nimi merdać czy je podwijać).
Należą do repertuaru reakcji naturalnych (chociaż nie zawsze),
wprost organicznych (jak szerokie otwieranie ust, kiedy z za­
chwytu coś zapiera dech; „rozdziawił gębę, jak wół na malowane
wrota", jak wysuwanie języka przy mdłościach i wymiotach).
Zatem gesty są raczej rezultatem zbiorowych a nie indywidual­
nych dokonań. No i niestety, dokonania te rozpływają się
w nieznanych nam - pod względem miejsca i czasu - odmętach
procesów dziejowych. Zająć więc nas może jedynie to, co jest
możliwe do opisania i nazwania, osobliwa uroda i ekspresja
gestu, jako znaku, jego kontekst, wreszcie jego jedyność, feno­
menologiczna niepowtarzalność.
Gest, który nas dłużej zainteresował, w Iraku (szczególnie'
w Bagdadzie) nazywa się kitab (list, pismo, książka) i oczywiście
należy do jak najbardziej przyzwoitych. Dziś często z niego
korzystają petenci w urzędach, aby zasygnalizować właściwemu
urzędnikowi, kiedy jest ich wielu w sali, że ma się już gotową
(poświadczoną odpowiednimi papierzyskami) sprawę do załat­
wienia. Iracki gest kitab ma się wywodzić z czasów, kiedy do
urzędnika przynoszono pismo lub pisma w postaci zwojów
przewieszanych na przedramieniu. Rytmiczne poruszanie ręką ze
zwojami stanowiło i stanowi niezły sposób wyprowadzenia
urzędnika z jego, zawodowego letargu.
5

W Nigrze lud Bororo i w północnej Nigerii lud Nupe przy
pozdrowieniach korzystają z pięści (pierwsi wysoko ją wznosząc,
drudzy opuszczając, nieraz obydwu rąk). Afrykańskie pięści nie
symbolizują bynajmniej gniewu lub woli walki. Mają związek
z uległością, z pokorą, niczym mea culpa i uderzanie się pięścią
we własną pierś. Początkiem gestu nigryckiego i nigeryjskiego
było wbijanie przed pozdrawianym włóczni (na znak uległości,
dobrych zamiarów, pokoju) trzymanej w mocno zaciśniętej
garści. Nupijczycy wzmacniają wymowę swych gestów uznania
i szacunku (w zwykłych, na co dzień czynionych pozdrowie6

�II. 5. G e s t y m o d l i t e w n e m n i c h ó w b u d d y j s k i c h ( ł a m ó w ) z klasztoru G a n d a n w Mongolii: 1 a - l Ь - przywołanie boga; 2 - p o w i t a n i e w o d ą ( o b m y c i e n ó g ) ; 3 - p o w i t a n i e k w i a t a m i
lotosu; 4 - o w i a n i e w o n i ą kadzidła; 5 - p o w i t a n i e światłem; 6 - n a m a s z c z e n i e w o n n y m i ojekami; 7 - u g o s z c z e n i e ; 8 a - 8 b - obdarzenie muzyką.

niach) wobec drugiej osoby, łącząc nieraz pozdrowienie z przy­
klękiem (obowiązkowo w stosunku do starszych, którzy parok­
rotnie odwiedzili Mekkę) i głębokim pochyleniem się. Najbardziej
jednak zdumiewa fason tych ich gestów, by nie powiedzieć
mądrość i powaga, kiedy czynione są nie face to face, lecz po
minięciu pozdrawianego, za jego plecami.
U Wolof w Senegalu, ale zapewne również u innych ludów
Zachodniego Wybrzeża Afryki, czcigodny nasz gest zafrasowania
i zadumy (podparcie twarzy dłonią) traktowany jest niczym
garbienie się dzieci przy stole albo dłubanie przez nie paluchem
w nosie. Nasz gest u tych afrykańskich dzieci jest surowo karany,
a to dlatego, aby w życiu dorosłym nie ulegały presji zmartwienia,
aby nie truchlały przed niepowodzeniami, aby zawsze były
pogodne, wesołe i nigdy - broń Boże - nie przypominały
Tubabów, ludzi z czerwonymi uszami, czyli nas, białych. Dodam,
że tak wychowane dzieci, wiedzą jak dokuczyć nam najbardziej;
przedrzeźniają nasze zafrasowanie głupawym wykrzywieniem
ust, wytrzeszczem oczu ku niebu i cierpiętniczym dociśnięciem
dłoni do brody lub policzka.
7

8

W Chinach gest wysuwania (pokazywania) języka (na przy­
kład przez dzieci w szkole) nie dotyczy kogoś, lecz raczej siebie...,
albowiem sygnalizuje zawstydzenie (na przykład z powodu
udzielenia błędnej odpowiedzi na pytanie nauczyciela).
Zatrzymajmy się na chwilę przy tym mnożeniu przykładów,
bowiem nasz rejestr wieloznaczności, a właściwie sprzecznych
znaczeń tych samych gestów, można by prowadzić w nieskoń­
czoność. Natomiast istotnym jest uzyskanie w miarę pełnego
w danej kulturze czy środowisku zestawu funkcjonujących
gestów, uporządkowanych według uzasadnionego kryterium.
Wydaje się, że jednym z ważniejszych, może być opozycja między
afirmacją i negacją, a pośrednio życzliwością i niechęcią, co
w ostatecznym rozrachunku sprowadza się do ustalenia sposo­
bów wyrażania i chronienia swej tożsamości. Stosowanie tego
9

kryterium odnaleźć można w znaczących analizach gestu. Przy
okazji należy przypomnieć, że gest stanowi - jak wiadomo
- cząstkę (ważną, jeśli nie najważniejszą) tego, co blisko sześć­
dziesiąt lat temu Marcel Mauss nazwał sposobami posługiwania
się ciałem. W etnologii polskiej jest to dziedzina wciąż pomijana
w badaniach. Niechaj zatem mój tekst będzie jakąś zachętą do
poczynań, które zapewniam, dostarczają wiele radości i satysfak­
cji. Niekiedy jednak skłaniają do, niestety, gorzkiej zadumy.
Ustalenia z Murzynowa i okolic, aż po rodzinne strony Lecha
Wałęsy (dawna Ziemia Dobrzyńska) pozwalają stwierdzić, że
badana społeczność korzysta zaledwie z kilku lub kilkunastu (w
zależności od wzorca osobowego badanej osoby) gestów, połą­
czonych z powiedzeniami, mającymi sens afirmatywny (demons­
trującymi życzliwość czy przyjaźń). Gesty te czynione są z reguły
zdawkowo, tylko w szczególnych sytuacjach - na przykład po
pijanemu - wylewnie. Natomiast ta sama społeczność korzysta
z około trzydziestu gestów, połączonych z powiedzeniami, a nie­
które z grubymi przekleństwami lub pojedynczymi, ordynarnymi
wyrazami (demonstrującymi nieżyczliwość, zdecydowaną nie­
chęć, wrogość, aż po nienawiść). D w u - a nieraz trzykrotną
przewagę gestów rodzaju drugiego nad pierwszymi należałoby
jeszcze powiększyć, albowiem pierwsze są czynione z rzadka
(zdawkowo, automatycznie), gdy drugie znacznie częściej i, co
jest istotne, poświęcając im uwagę, nie szczędząc uczuć i emocji.
Nowy gest afirmatywny, mający sens życzliwości, przyjaźni itd.,
czyniony po mszy w kościele jest również zdawkowo.
Pierwszy rodzaj gestów ma tendencję zanikania (jak gest
odkrywania głowy i wypowiadanie „szczęść Boże"), kiedy dru­
gie wciąż zaskakują swą żywotnością. Przejawia się to między
innymi w tym, że przybywa sporo nowych słów, a nawet
kunsztownych zwrotów („nie twoja brocha, odp... się", „pole­
czyć musisz sobie sufit, ty ch...", „k... mać, ty mnie żelowałeś'"
- przy ramionach wyrzuconych w stronę nieba, itd.).
10

11

12

39

�Opracowanie dla poszczególnych kultur podobnych metryk
gestycznych, stanowiłoby - jak sądzę - pożyteczną i chyba
sensowną diagnozę, wzbogacającą naszą samowiedzę. Stąd
bezwzględna konieczność przeprowadzania działań komparatystycznych. Spróbujmy zatem nasze polskie dane odnieść do
danych pochodzących z miejsca, szczególnego w dziejach ges­
tów indoeuropejskich. Tym miejscem są oczywiście Indie. Jak
wiadomo, to właśnie w Indiach powstało zjawisko tak wyjątkowe
i niezwykłe zarazem, jak modlitwa gestyczna, dynamicznie i eks­
presyjnie odmawiane (a właściwie pokazywane, czynione) dłoń­
mi przez buddyjskich mnichów powitalno-adoracyjne litanie oraz
bezsłowna, gestyczno-mimiczno-taneczna gra aktorów, swobo­
dnie radzących sobie z najzawilszymi kwestiami (chociażby
rozstrzygającymi problem walki dobra ze złem w nieprawdopo­
dobnie powikłanych dramaturgicznie, zdarzeniach mitycz­
nych). W Keralii, aktorzy przedstawień kathakali, inspirowanych
Ramajaną, Mahabharatą i Bhagawatgitą, korzystają z 240-270
gestów. Ta znaczna wszelako liczba nie jest bynajmniej pełna.
Podlega ona bowiem przemnożeniu przez 24 odrębne kombina­
cje, które czynią ją odpowiednikiem całkiem obszernego zasobu
słów i zwrotów językowych. Dodajmy, że artykułowane są one
z niezwykłym wdziękiem, kunsztownością. Pozwala na to tylko
taka elastyczność dłoni, w której palce jednakowo swobodnie
wyginają się, tak do środka, jak i na zewnątrz. Ludy, które
legitymują się takimi zdolnościami, mające zdumiewająco wyrafi­
nowane formy gestu artystycznego (nigdy „teatralnego", chociaż
stanowiącego język przekazu dramaturgicznego w teatrze) i reli­
gijnego, mogą - jak się wydaje - z całą, uzasadnioną nonszalan­
cją, korzystać z powściągliwości w gestach na co dzień. Byłby to
umiar w nadmiarze, jeden z zasadniczych rysów charakteryzują­
cych kultury Dalekiego Wschodu (a nie nadmiar w umiarze,
o którym się myśli w przypadku kultury europejskiej) ? Chyba tak.
13

II. 6. Pasterz z p l e m i e n i a G u d ż a ( I n d i e ) w ę d r u j ą c y d o m i e j s c ś w i ę t y c h . Przekłuty spinką
język jest g w a r a n c j ą dopełnienia pokuty milczenia

Do tego przekonania skłonić się możemy korzystając z bezcen­
nych danych zawartych w twórczości translatorskiej Juljusza
Parnowskiego, pierwszego u nas i dotąd niezastąpionego znaw­
cy języka hindi."
Bohaterowie tłumaczonych przez Parnowskiego powieści,
nowel i opowiadań - zawsze Indusi - wywodzący się ze średnich
warstw społeczności miejskich a także z środowiska wiejskiego
(chłopi):
NIE WYGRAŻAJĄ PIĘŚCIĄ
NIE GROŻĄ PALCEM
NIE POKAZUJĄ, ŻE RĘKA ZGINA SIĘ W ŁOKCIU
NIE WALĄ PIĘŚCIĄ W STÓŁ
NIE WZNOSZĄ RAMION DO NIEBA (błagając o pomstę)
NIE TUPIĄ
NIE PLUJĄ PO TRZYKROĆ NA ZIEMIĘ
NIE STUKAJĄ SIĘ PALCEM W CZOŁO
NIE ROZKŁADAJĄ RĄK (w geście „obiektywnej" bezradno­
ści, jak nasi urzędnicy, względnie działacze)
NIE DEMONSTRUJĄ ZAFRASOWANIA W NAJBANAL­
NIEJSZY SPOSÓB (podpieranie twarzy dłonią)
ponadto:
NIE KŁUJĄ PALCAMI W OCZY
i nie rozdziawiają ust w zachwycie, nie śmieją się półgębkiem
oraz nie marszczą czoła (na znak powagi, dając świadectwo
zaprzątnięcia, myślenia).
Natomiast:
Z A C I E R A J Ą R Ę C E (hath masalna) ZNAK ZMARTWIE­
NIA, ZATROSKANIA, ZAFRASOWANIA!!!
SKŁADAJĄ DŁONIE (hath jorna) gest jednakowo kierowany
do bogów i ludzi godnych szacunku
ZADZIERAJĄ GŁOWĘ (sir asman par hai), dosłownie, głowa
jest na niebo, wewnętrzna akceptacja
ZE ZDUMIENIA MILKNĄ (muh sukhna), dosłownie, usta
wyschnąć
WZDYCHAJĄ (sans lena), dosłownie, oddech brać, tylko
w sytuacjach trudnych, nigdy w rzewnych
ponadto:
WZNOSZĄ PALEC WSKAZUJĄCY DO GÓRY, wskazując
winowajcę
POKAZUJĄ KCIUK, „figę", (thenga)
WKŁADAJĄ PALCE DO UST (mężczyźni ze zdumienia - wsty­
du)
WKŁADAJĄ RĄBEK SARI DO UST (kobiety ze zdumienia
- wstydu)
BIJĄ SIĘ KUŁAKAMI PO CIELE (przy nieakceptowaniu sie­
bie)
WYRYWAJĄ WŁOSY Z GŁOWY (tylko w przypadku roz­
paczy)
PŁACZĄ (tylko z żalu, lecz nie z radości).
Przy tych naprawdę stosunkowo nielicznych gestach o charak­
terze negującym (przy tym jest charakterystyczne, pozostających
w równowadze między nie akceptowaniem siebie i kogoś) Indusi
całkiem miernie przeklinają, podobnie jak inne ludy azjatyckie
(Mongołowie na przykład w ogóle nie wykorzystują możliwości
nazywania kogoś świnią, krową, kobyłą, osłem itd.). Znają jakiś
odpowiednik naszego sk..., lecz jego obecność w potocznym
języku w niczym się nie ma do naszych k..., jako spójników
i apostrof językowych. Okrzyki w stylu o Jezusie, Maryjo i Józefie
święty, tudzież olaboga, o Boże mój, oraz krucafuks i pierunie,
pieruna (co według Wł. Antoniewicza jest pozostałością kultu
Peruna) mogą jedynie znajdywać jakiś niedoskonały odpowied­
nik w chłopskich Ram, Ram. Nasze ojej, oj, ojoj czy ach, znajduje
w Indiach swój odpowiednik ware (skierowanym do mężczyzny)
i ari (adresowanym do kobiety). Szczególną powściągliwością
- tak jak u wielu rozumnych narodów - nie jest objęte bekanie
(dakarna), a nawet puszczanie bąków (padną). Bohaterom
utworów literackich wypada to naturalnie czynić, tak jak wy­
trzeszczać oczy w gniewie (ale nie z podziwu, jak to bywa
u nuworyszów, arywistów i neofitów), tudzież splunąć komuś
w twarz jeśli na to solennie zasłużył.

40

�II. 7. G e s t y k i e r o w c ó w : a - „ m i a ł e m j e d n e g o o j c a " ( M a r o k o ) ; b - „ z l u z o w a n i a d ł o ń " ( H o n o l u l u , H a w a j e )

Zatrzymajmy się jeszcze na chwilę przy unikaniu grożenia czy
wymachiwania pięścią, a także przy szczególnym dla naszych
rozważań geście zacierania rąk. Napisałem unikaniu, bowiem
znane jest hinduskie przysłowie: po któtnipięścią się nie macha!
Może to świadczyć, że gest wygrażania pięścią jest Indusom
doskonale znany. Natomiast nie korzystanie z niego wskazuje na
dojrzałość i rozumność w obowiązującym obyczaju, etykiecie
towarzyskiej (nie podleganie rozdwojeniu i hipokryzji w tym
stopniu, jak nam, Europejczykom, często się zdarza). Samo zaś
przysłowie (odpowiednik naszej przestrogi i niehonorowości
powracania poniewczasie do czyichś przewinień, „zła to zupa po
kisielu"), świadczy o rozumieniu, w najlepszym tego słowa
znaczeniu, godności.
Wreszcie spójrzmy na nasz gest zacierania rąk. Wiadomo, że
jest to czynność motoryczna, naturalna wśród ssaków dwunoż­
nych, związana ze sposobieniem się, z czynieniem czegoś. Zatem,
jeśli tą czynnością o znamionach mobilizacyjnych wyraża się
zafrasowanie, czy po prostu smutek, żal, to możemy mówić
o rozmyślnym (skutecznym) sposobie nie poddawania się złym
nastrojom, podobnie jak to czynią w najlepszej wierze Murzyni,
tropiąc i karając u dzieci gest zafrasowania. Ktoś może tu dostrzec
elementy magii, działań apotropeicznych. Mnie wystarcza wyłą­
cznie analiza, odwołująca się do wiedzy o ludzkich skłonnoś­
ciach, w pełni racjonalne wyjaśnienie roli (niekorzystnej) wma­
wiania sobie zmartwień, nieszczęść itp., oraz (korzystnego dla
ogólnego samopoczucia) wmawiania sobie bez ironii „JEST
DOBRZE".
Hinduskie tak (ha), wypowiadane w sposób zbliżony do hąąą
(długie nosówkowe a), trudno byłoby uznać za akceptację
skwapliwą czy nawet jednoznaczną. Towarzyszy ha skłon głowy
na lewo ku ramieniu. Ktoś z bardzo spostrzegawczych i dociek­
liwych Polaków, kto mówił mi o swych wrażeniach z Indii,
charakteryzował owo hinduskie tak (zaobserwowane na przykład
na bazarach wśród handlarzy) jako zbliżone do „bo ja wiem",
„może"? Dla Europejczyka przywykłego do szybkich, skutecz­
nych działań w stylu rachuciachu, zachowanie Hindusów wypo­
wiadających po swojemu (z namysłem) tak, może oczywiście
denerwować. Wszelako, rzetelniejsza jest akceptacja wyrażona
z namysłem, aniżeli skwapliwa, pochopna. Mój nieoceniony
przewodnik po Indiach - Juliusz Parnowski - zwraca uwagę, że
jego literaccy bohaterowie nigdy nie zwielokratniają h i , na modłę
przypominającą nasze taktaktak. A zatem, nie mieliby ci roztropni
ludzie swych potakiewiczów, obrzydliwych nadgorliwców?

Przeczenie wyraża słowo na. Kilku moich rozmówców nie
mogło sobie w żaden sposób przypomnieć gestu towarzyszącego
temu na. I chyba świadczy to o czymś dobitnie. Mianowicie o nie
rzucaniu się przybyszowi w oczy (trwaniu w ukryciu) gestycznej
negacji.
Nie muszę mówić o dobroczynnym znaczeniu
- w kształtowaniu spolegliwych więzi międzyludzkich - unikania
zaprzeczeń, nie demostrowania ich wyraźnie gestem głowy
a nieraz również ręki.
Stwierdzane tutaj walory i niezwykłości niezwerbalizowanego
systemu informacji w kulturze indyjskiej, rodzą pytanie o charak­
terze zasadniczym, jakie czynniki odegrały rolę w tym procesie
differentia specifica. Otóż, wskazuje się na znaczenie kastowego
porządku społecznego, obowiązującego w Indiach, który ma
stanowić gwarancję uznawanych norm etycznych, zasad współ­
życia itd. Mówi się też o znaczeniu oddziaływania sacrum na co
dzień (na profanum), funkcjonowaniu w codziennym życiu
prawd religijnych wywodzących się z hinduizmu, buddyzmu,
także z islamu; w ogóle z filozofii indyjskiej. Wydaje się, że to
oddziaływanie następowało na różnych poziomach, przy wyko­
rzystaniu form skuteczniejszych (dojrzalszych), niż znane nam
ztradycji chrześcijańskiej. Oto Manu Swajambhuwa, MANUSMRYTI (Traktat o Zacności, czyli rodzaj szczególowego poradnika
dotyczącego zasad życia godziwego, a wykorzystywany chyba
już od początku naszej ery) oraz Watsjajana MaWanqa, KAMASUTRA (Traktat o Miłowaniu). W Polsce możemy z tymi bezcen­
nymi prawdami zapoznawać się dopiero od 1985 r . l
Posłuchajmy jednej z porad-zaleceń, jakże aktualnych w kraju,
gdzie zdarza się nawet wykształconym ludziom, że telefonując do
kogoś - nim się sami przedstawią - zapytują (twardo i nieustęp­
liwie) o nazwisko rozmówcy:
15

18

Lepszy bramin, który jeno
Zna Gajatri i panuje
Nad zmysłami, od takiego.
Co trojaką poznał Wedę,
Lecz nad sobą nie panuje,
Gotów wszystko zjeść czy sprzedać.
Niech na łożu lub siedzisku
Zwykle przez się zajmowanym
Nie spoczywa w towarzystwie
Tego, który go przewyższa.
A gdy spoczął, niechaj wprzódy
Podniósłszy się cześć mu odda.
41

�II. 8. P r z e k a z y w a n i e s o b i e złych w i a d o m o ś c i przed kościołem w Jedlińsku koło R a d o m i a

FIGA

Kiedy starszy doń się zbliża,
U młodego siły życia
W górę uciec wnet próbują.
Przez powstanie, czci oddanie
On je w sobie zatrzymuje.

19

20

Kto oddaje cześć i zawsze
Starszym usłużyć się stara,
Ten pomnaża w sobie czwórkę:
Wiek i wiedzę, sławę, siłę.
Bramin, który cześć oddaje
Temu, kto przewyższa jego,
Niech onego pozdrowiwszy,
'Oto tak mnie zowią'Tymi słowy się przedstawi.

21

Kiedy ten, kto się przedstawi.
Widzi, że ktoś nie rozumie
Słów takiego powitania.
Niech mu mądry: 'Jam jest ..." powie.
Białogłowa wszelkim także
Niech podobnie się przedstawia."
W czas witania po imieniu
Swoim, niechaj 'bho' - zawoła.
Bo w myśl tego, co chcą wieszcze,
'Bho' jest kształtem wszystkich imion.
Bramin, gdy mu cześć oddają,
Odrzec winien: 'Żyjcie długo,
O łaskawi', i ostatnią
Samogłoskę w ich imieniu
Winien długo akcentować.
18

42

„Figę komu pokazać, co znaczy wydrwić, ośmieszyć." Gest
ten znany jest u nas od początku XVII w. . Odnajdujemy go we
wszystkich chyba krajach Europy, znany jest, jak już wiemy,
w Azji, a także w Afryce. Poprzez kraje i kontynenty, ten
wyjątkowo sympatyczny sposób korzystania z zaciśniętej dłoni,
z której wysuwa się przez szparę między palcami czubek kciuka,
mimo lokalnych, odmiennych znaczeń, posiada zawsze sens
podobny, służy samoobronie (poprawia samopoczucie), zabez­
piecza tożsamość osobie. Gest ten, niczym ze srebra wykuta
rączka Fatimy (kraje Mahrebu) albo dłoń ze sterczącym kciukiem
i małym palcem (Hawaje, il. 7b), dziś produkowany masowo
z czarnego plastiku jako breloczek, jest amuletem szoferów,
wszelkich kierowców samochodów, gwarantującym jazdę spo­
kojną bez złorzeczeń i przekleństw. Natomiast sportowcy, obok
szoferów, najważniejsi ludzie naszych czasów - chociaż mogliby
- raczej z niego nie korzystają. Korzystają zaś z wielu innych
gestów ochronnych, mobilizujących oraz DZIĘKCZYNNYCH.
Właśnie, d z i ę k c z y n n y c h i t r i u m f a l n y c h . „Oblicze nieba
umiecie rozpoznawać, a znamion czasu nie potraficie?" (Mat.,
16, 3-4). Signum temporis.
Ponieważ rozpoczęliśmy nasze rozważania od gestu spor­
towego, wypada na „gestach sportowych" skończyć. Nieza­
stąpioną okazję do poznania istniejących dziś na świecie różnic
(etosowych, kulturowych, etcetera) dostarczają międzynarodo­
we mistrzostwa, szczególnie takie, jak Mondiale'90 w piłce
nożnej. Śledziłem więc z uwagą (przy skasowanym dźwięku
telewizora) zachowania szczęśliwych strzelców bramek, albo­
wiem zwykli oni po takim strzale demonstrować swoje zdolności
w kreowaniu figur, szczególnie dziś nośnego języka na świecie
- gestów piłkarskich, futbolowych. Przypatrzmy się temu:

�18 czerwiec

trybunach i wyraźnie komuś konkretnemu przesyła dłonią całusa.
Mówi tym gestem wyraźnie TO DZIĘKI TOBIE.
D, PR

Argentyna - Rumunia ( 1 : 1 )
Argentyńczyk po celnym strzale rzuca się na kolana i wznosi do
nieba twarz oraz ramiona. Dłonie ma złożone płasko, modlitew­
nie. PR (pokora-radość)
Rumun po golu wyrównującym z twarzą wyrażającą złość (a
nawet gniew wściekły) grozi wskazującym palcem, gwałtownie
wyciągniętej ręki w stronę bramki (bramkarza?) przeciwnika. GN
(gniew, niepokorność)
Obaj zawodnicy zwrócili się wyraźnie do swych gestycznych
adresatów. Pierwszy, jakby mówił DZIĘKI Cl DOBRY I LITOŚ­
CIWY BOŻE, natomiast drugi JESZCZE Cl POKAŻĘ!, albo
CZEKAJ DRANIU. I w ogóle masz mieć wobec mnie respekt.
To dla naszych celów najważniejszy mecz, klucz do poznania
namiętności (emocji) oswojonych. Występujących w habitusie
zdobytych doświadczeń w swoich środowiskach kulturowych.
Abraham Maslow doświadczenia takie (zdobyty gol) nazwałby
zapewne szczytowymi (Being) i niewątpliwie włączyłby je do
kardynalnych kategorii ISTNIENIA.

Tego samego dnia
Kostaryka-Szwecja ( 2 : 1 )
Kostarykańczyk po celnym strzale pada na kolana, twarz
i rozchylone ramiona wznosi do nieba. Odczytuję to, jako DZIĘKI
Cl BOŻE, ZWYCIĘSTWO! Nie cieszy się jednak nim, nawet przez
chwilę, bo padają nań miłośnie współbracia, gniotąc się wzajem­
nie przy ziemi.
D, PR
Co było dalej nie wiem. Przyszły dwie dziewuszki w roli
inkasenta spisywać stan licznika elektryczności zużytej.

23 czerwiec

22

Kamerun-Kolumbia ( 2 : 1 )

POKORA - RADOŚĆ
GNIEW - NIEPOKORA

W meczu tym nastąpiło zdarzenie, które przyćmiło wszelkie
inne (nawet wyeliminowanie przez Kamerun ZSRR). Oto Kameruńczyk Roger (Artur) Milla (Miller), lat38, nazywany Matuzalemem wśród napastników piłkarskich, po celnym strzale, wznosi
charakterystycznie nad sobą ramiona (porównaj il. 1), nie wznosi
jednak głowy do nieba (patrzy przed siebie z szerokim uśmie­
chem), następnie pędzi do słupka na kornerze, zatrzymuje się
przed nim i mając już opuszczone dłonie do podbrzusza, rusza
gwałtownie biodrami po trzykroć, jakby kończył siusianie...
Czytaj, szanowny czytelniku, ten gest tak jak odczytuje się
zachowania nosorożców, piesków i innych jeszcze rozumnych
stworzeń, zaznaczających swoje terytorium w najprostszy spo­
sób. OD TEJ CHWILI BOISKO JEST MOJE! Powiedział Milla
tym gestem.

W meczu Argentyna-Rumunia spotkały się w najczystszej
postaci te dwie zasadnicze postawy (manifestowane po skutecz­
nym strzale). Pierwszą możemy łączyć z DZIĘKCZYNIENIEM,
drugą z TRIUMFOWANIEM. W innych meczach (szczególnie
drużyn zachodnioeuropejskich) takiej, wyrazistej opozycji nie
dostrzeżemy. Zaobserwujemy jednak radość gniewną (dwie
pięści wzniesione do góry) R G , pokorę niepokorną (na kolanach,
lecz z pięściami, a nie z dłońmi złożonymi lub splecionymi) PN,
tudzież fascynujące kombinacje, jak w przypadku Kameruńczyka
Rogera Milla. Ponadto, niedziękczynienie, triumf (zadufanie)
może być całkiem sympatyczne (w wydaniu zadufka) i zdecydo­
wanie antypatyczne (w wydaniu zadufańca). Zatem spotkamy się
z Ufkami i Ańcami, z U i A, jako wyrazicielami nie D (dzięk­
czynienia) tylko T (triumfowania).

D oraz TU

Brazylia-Szkocja (1 : 0)

Gol drugiego Kameruńczyka wieńczy również gest dziękczy­
nienia.
D, PR

Nastrój karnawałowy, dzięki tańczącym, śpiewającym i grają­
cym kibicom brazylijskim.
Brazylijczyk po celnym strzale zwraca się do rodaków na

Kolumbijczyk po celnym strzale pada na kolana i wznosi do
nieba twarz i splecione dłonie.
D, PR

20 czerwiec

i

»

1

H

- -

II. 9. M i c h a i ł G o r b a c z o w z Anatolijem Ł u k j a n o w e m

43

�Tego samego dnia
Czechosłowacja-Kostaryka ( 4 : 1 )
Pierwszy Czech, po celnym strzale, pada na kolana i wznosi
pięść do góry.
TU

i objąć go nogami w pasie. ZWYCIĘSTWO! I M A M CIĘ OD
TERAZ.
TU
Tegoż dnia
Irlandia-Rumunia (karne 5 : 4)

Drugi Czech, po celnym strzale, biega jak oszalały po stadionie
wznosząc do góry palec wskazujący.
TA

Strzelił Rumun, trafił i nic po tym nie uczynił.
0
Strzelił Irlandczyk, trafił i wzniósł ramiona do góry.

24 czerwiec
RFN-Holandia ( 2 : 1 )
W drugiej części meczu Niemiec strzela pierwszego gola. Po
strzale podskakuje radośnie i podrzuca rytmicznie do góry ramio­
na. Postępuje tak, jak zwykły cieszyć się dzieci pogodne.
R

Pod koniec, również Irlandczycy przestali po celnym strzale
cokolwiek czynić. SMĘTNI CA.
0
26 czerwca

25 czerwiec

Anglia-Holandia (1 : 0)
Włochy-Urugwaj (2 : 0)

W drugiej części spotkania Salvatore Schillaci wreszcie strzelił
celnego gola. Nie zdołał po tym czegokolwiek uczynić, bowiem
zwalili się na niego szczęśliwi koledzy, tworząc „kupę".
0
Aldo Serena strzela drugiego gola. Po strzale biega z rozpostar­
tymi ramionami, aby niespodziewanie wskoczyć na przyjaciela

Nudy na pudy. W drugiej dogrywce Platt strzela gola, a następ­
nie pędzi - niczym na kraniec świata - uśmiechnięty od ucha do
ucha z ramionami wzniesionymi wysoko do góry. Na drodze staje
mu przyjaciel więc skacze na niego aby objąć go nogami w pasie.
Do tej radującej się pary dobiegają pozostali Anglicy, aby Platta
objąć serdecznie, lub tylko czubkami palców dotknąć go ponad
głowami kolegów. CHWAŁA, UDAŁO SIĘ!
TU

I

II, 1 0 . Obraz Erica S c o t a , Moc

44

fallicznego

szturchnięcia,

1 9 7 6 r.

�Tegoż dnia

Wkrótce po tym Włoch celnie strzela karnego. Biegnie, aby
przytulić się najpierw do jednego, a po chwili do drugiego kolegi.
chyba D i PR

Jugosławia-Hiszpania (1 : 2)
Po długiej grze, ciągnącej się jak flaki w oleju, przy nie
wykorzystywaniu „pełnej przestrzeni murawy" z powodu 40°
ciepła, Jugosłowianin Dragan celnie strzela i postrzale biegnie do
współtowarzyszy (oni biegną do niego), ginie w ich ramionach.
TU
W drugiej części meczu Hiszpan strzela wyrównującego gola.
Chwytają go koledzy i podrzucają do góry.
Pod koniec meczu Utragenio zdobywa dla swej drużyny
drugiego gola. Po strzale fika koziołka, ląduje na kolanach, sunie
na nich ok. 3 metrów, dzierżąc nad sobą dwie zaciśnięte pięści.
NIE MA NA NAS MOCNYCH!
PN i TU
4 lipiec
Anglia-Niemcy ( 1 : 1 )
Rezultat ze strzałów karnych po bezbramkowych dogrywkach.
Wiele niecelnych strzałów. Wreszcie (i u jednych i u drugich)
unoszenie ramion do góry, bratanie się z kolegami, ponadto
cierpiętnicze podawanie ręki kapitanowi drużyny.
j . j
7 lipiec
Anglia-Włochy (1 : 2)
Mecz o trzecie miejsce. W drugiej części Włoch strzela gola za
plecami legendarnego bramkarza Anglii (41 lat). Dzielny Włoch
niczego postrzale nie zdołał uczynić. Obłapiony został z czułością
przez kolegów.
q
Platt z trudniejszej o wiele pozycji i z większym swym udziałem
wyrównuje rezultat. Następnie z iście agnielską flegmą, jakby
z ulgą, spokojnie unosi prosto do góry ramiona (nie rozchyla ich
w kształcie V!)
_..

8 lipiec (niedziela)
RFN-Argentyna (1 : 0)
Do meczu tego Argentyńczycy „trafili drzwiami od zakrystii"
- powiedział sam Zbigniew Boniek (przegrali bowiem z Kameruńczykami). Na trybunach, samych Niemców 30 tysięcy.
Pierre Littbarski po nieudanym strzale otwiera szeroko usta,
wznosi wzrok do nieba i rozkłada ręce. Niektórzy, podobnie się
zachowują po sfaulowaniu przeciwnika. Maradona po niecelnym
strzale ukazuje rząd górnych zębów. W drugiej części meczu,
Thomas Berthold po chybieniu pada na wznak, robi „orła",
a następnie wstaje i chwyta się oburącz za głowę. Rudi Voeller
również po niecelnym strzale pada na wznak, ale przedtem sunie
kilka metrów na siedzeniu. Andreas Brehme kiedy nie trafia,
przesuwa dłońmi po twarzy jakby ocierał łzy... Oto pełny rejestr
gestów rozpaczy. Wreszcie Brehme strzela celnie karnego. I zaraz
zostaje zagnieciony przez kolegów. Niczego nie zdołał pokazać.
0
I tak wraz z zwycięstwem drużyny niemieckiej wysunął się na
czoło banalny, kolektywny gest T. Sczezł całkowicie indywidual­
ny gest D. Nowoczesna, w wydaniu zachodnioeuropejskim
drużyna futbolowa, nie pozwala swemu zawodnikowi cieszyć się
osobno. Ale mimo tych tendencji uniformizacyjnych, albo dzięki
nim, zachowania takie jak Kameruńczyka Milla lub Hiszpana
Utragenio uznane zostają za czarujące i wzruszające.
Białoczerwoni do mistrzostw we Włoszech się nie zakwalifiko­
wali. Wcześniej w spotkaniach z Kostarykańczykami i Szwedami,
można powiedzieć, pokazano naszym „figę". Nie mogli więc nasi
niczego pokazać na Mondiale'90. Pozostaje zatem rzewnie
wspominać gest pewnego zawodnika warszawskiej Legii
który potrafił na oczach wygwizdujących go kibiców ściągnąć
spodenki i pokazać d...
23

PRZYPISY
1

Władysław Kozakiewicz należał do Klubu Sportowego „Bał­
tyk" w Gdyni. Od 1971 roku reprezentant kadry narodowej!
Urodził się 8 grudnia 1953 roku w Sołecznikach pod Wilnem.
Wychowując się w rodzinie repatriantów zachował do końca
swego pobytu w Polsce skłonność do „śledzikowania" (charak­
terystyczne zaciąganie w mowie kresowiaków). Rodzina Koza­
kiewiczów należała w Gdyni do najbiedniejszych z biednych,
ojciec dozorca w porcie, matka sprzątaczka. Władysław ma
starszego o 5 lat brata oraz młodszą od siebie siostrę. W1975 roku
zdobył w Nicei rekord Europy w skoku o tyczce. Absolwent AWF.
Żywiołowy, otwarty, skory do uciech i zabawy, lecz podporząd­
kowujący się surowej dyscyplinie, narzucanej mu przez trenera.
187 cm wzrostu i 82 kg wagi w czasie Olimpiady w Moskwie.
Dane te zawdzięczam panom: trenerowi Ryszardowi Tomaszew­
skiemu, fotoreporterowi Leszkowi Fidusiewiczowi („Razem")
oraz redaktorowi „Przeglądu Sportowego" Maciejowi Petruczenko.
Strona tytułowa „Przeglądu Sportowego", nr 148 (7706)
z 31 lipca 1980 roku.
„Sportowiec", nr 1 (2022) z 5 stycznia 1990 roku. Z wywia­
du Grzegorza Wasylkowskiego dowiadujemy się ponadto, że
Władysław Kozakiewicz wykonał w życiu ok. 25 tysięcy skoków,
połamał 26 tyczek, pozostawił w kraju (bez możliwości zabrania
ze sobą za granicę) 150 pucharów i 30 kg. medali! „ W latach
siedemdziesiątych bez wątpienia należałem do elity kraju. Ale
polityką nigdy nie interesowałem się. Byłem sportowcem, miałem
skakać, moje życie ograniczało się do treningu, startu, spania..."
Jednakże, chcąc, nie chcąc wciągnięty został w sprawy polityki.
KW PZPR roztoczył nad mistrzem opiekę. Najpierw zniszczono
mu spychaczem samochód, potem (ok. 30 razy), sekretarz KW
prosił poszkodowanego na „rozmowy" ... Na zdjęciach Leszka
2

3

Fidusiewicza, Kozakiewicz pokazując pięść na stadionie w Mosk­
wie, ma twarz UŚMIECHNIĘTĄ, RADOSNĄ! Jednak po latach,
jakby swojego sukcesu nie chciał w ogóle pamiętać." - Proszę
powiedzieć - mówi Wasylkowski - o najprzyjemniejszym mome­
ncie w karierze-Może zdziwię pana, a l e n i e M o s k w a (podkr.
JO). Przed rokiem, w Barcelonie, skacząc miernie (a było to
9 grudnia, dzień po moich urodzinach), usłyszałem raptem
z głośników swoje nazwisko a potem 15 tysięcy ludzi wstało
i śpiewało Happy Birthday. Dopiero ktoś mi wytłumaczył, że
śpiewają dla mnie. Był wspaniały tort, feta, gratulacje, uściski. Nic
nie zwojowałem, skakałem miernie, a jednak nie przeszkodziło to
organizatorom zaskoczyć mnie."
Lin Tung-Chi, Umysłowość chińska:Jej taoistyczne podłoże.
(w.) Taoizm, „Biblioteka Pisma Literacko-Artystycznego",
przekł. Roman Czarny, Kraków 1988, s. 12
Wiadomości zawdzięczam dr Andrzejowi Goryńskiemu, wy­
kładowcy na Uniwersytecie w Bagdadzie na początku lat osiem­
dziesiątych.
Na podstawie własnych badań w 1973 roku.
Jak wyżej.
Na podstawie własnych badań w latach 1976/77
• Wiadomość zawdzięczam pani Hu Pej Fang.
Por. Rene Descartes, Człowiek. Opis ciała ludzkiego, przekł.
Andrzej Bednarczyk, PWN Warszawa 1989; Marcel Mauss,
Socjologia i antropologia (rozdz. Sposoby posługiwania się
ciałem, tłum. Marcin Król), s. 533-562, PWN, Warszawa 1973.
Ale przede wszystkim, współczesnego autorytetu w znajomości
gestów Desmonda Morrisa, Manwatching. A Field Guide to
Human Behaviour, London 1977. Autor podaje obszerną biblio­
grafię usystematyzowaną, a w niej: R. Jakobson, Motor signs for
'Yes' and 'No', „Language Social", t. I, 1972, s. 91-96; W.
4

5

6
7

8

10

45
r

�Tomkins, Indian Sign Language, New York, 1969; I.E. Cody,
Indian Talk, London, 1972; T. Brun, The International Dictionary
of Sign Language, London, 1969;D. Moris, Gesture Maps,
London, 1978; M. Critchley, Silent Language, London, 1975;
R.L.. Birdwhistell, Kinesics and Context. Essays on body motion
communication, Philadelphia, 1970; M. Argyle, Bodily Com­
munication, London, 1975; M.R. Key, Para/anguage and Kine­
sics. Nonverbal communication, (65 ss. bibliografii), J . Metuchen, 1975; J . Ruesch i W. Kees, Nonverbal
Communication,
Berkeley, Los Angeles, 1969; R.L. Saitz i E.C. Cervenka, Handbo­
ok of Gestures, Colobia and The Unitet States, 1972; L. Meri, The
Gesture Language of the Hindu Dance. Blom, New York, 1964
Na początku lat siedemdziesiątych rozpoczął u nas badania
nad gestem T.M. Ciołek. Ostatecznie w 1977 roku obronił na
AN U w Canberze pracę doktorską: Configuration and Context
- A study of spatial patterns in social encounters.
Wspomnieć też należy, że od kilkunastu lat, tak jak w całej
Polsce, w rokickim kościele (do parafii w Rokiciu należy Murzynowo) wymieniany jest pod koniec mszy świętej gest przymierza
(zwany też gestem pokoju). Wierni demonstrują ten gest (podo­
bnie jak w kościołach warszawskich) bez większego przekona­
nia, często się zdarza, że czynią go niechętnie... Ten sam gest
obserwowałem i doświadczałem na sobie w kościołach Senegalu
(podawanie ręki obcym i obowiązkowo szczery, przyjazny
uśmiech; obejmowanie się przez bliskich czy tylko znajomych).
Podobne, szalenie spontanicznie czynione gesty przyjaźni prak­
tykowane były w autokefalicznym kościele etiopskim na długo
przed oficjalnym uchwaleniem gestu przymierza przez sobór
papieski. Całowanie w obydwie ręce starszych mężczyzn należy
w Etiopii do zwyczaju przestrzeganego nawet poza kościołem.
Znaczenia i mocy oddziaływania gestu kościelnego na życie
codzienne trudno byłoby nie doceniać, jeśli się zważy, że
ceremoniał japoński picia herbaty (staranność wycierania mise­
czki, klękanie przed nią oraz zaklinanie naczynia przed i po samym
piciu) łączony jest z ... obecnością w XVI—XVII w. w Nagasaki,
portugalskich misji jezuickich. Misterium dokonywane przez
kapłana z kielichem na ołtarzu miało zainspirować Japończyków
do niezwykłego zupełnie celebrowania powszedniej czynności
gaszenia pragnienia.
Por. L. Meri, The Gesture Language of the Hidu Dance.
Blom, New York; Henry W. Wells, The Classical Drama of the
Orient. London 1965
Por. Premczand, Pańska studnia, z języka hindi tłumaczyli
Juliusz Parnowski oraz Krzysztof Byrski, Alicja Karlikowska,
Andrzej Ługowski, Tatiana Rutkowska, Czytelnik, Warszawa
1971; Sandały, współczesne opowiadania hindi, tłum. z języka
hindi Juliusz Parnowski, Czytelnik, Warszawa 1976; W Merigandżu w zwykłej wiosce, tłum. z języka hindi Juliusz Parnowski,
Czytelnik, Warszawa 1983; ponadto około dwudziestu tłuma­
czeń opowiadań drukowanych w czasopismach naukowych
i społeczno-kulturalnych.
11

12

13

14

15

Mateusz Wierciński, uczestnik dwóch wypraw etnologicznych do Indii, tak charakteryzuje interesujące nas gesty: stosun­
kowo szybki ruch głową w stronę lewego ramienia, a po tym,
ramienia prawego (memu rozmówcy kojarzy się to z ruchem
„wańki wstańki"), wyraża TAK. Natomiast kiwanie głową w dół
i w górę, waraża NIE. Maria Krzysztof Byrski akceptuje charak­
terystykę gestu TAK, natomiast gest NIE uznaje za identyczny
z naszym, z tym, że często towarzyszy mu ruch ręką (wy­
kluczający) od siebie w stronę rozmówcy, lub dłonią (wahad­
łowo) z lewa na prawo i na lewo.
Manu Swajambhuwa, Manusmryti, czyli traktat o Zacności
Watsjajana Mallanaga, Kamasutra, czyli traktat o Miłowaniu,
przełożył z oryginału sanskryckiego, wstępem, przedmową, przy­
pisami i słowniczkiem opatrzył Maria Krzysztof Byrski, PIW,
Warszawa, 1985
W Murzynowie często się zdarza, dziś w 1990 roku, że gość
wita się tylko z mężczyznami!
Manusmryti, op. cit. s. 60-61
Nowa Księga Przysłów i wyrażeń przysłowiowych
Polskich,
w oparciu o dzieło Samuela Ada/berga opracował zespół pod
kierunkiem Juliana Krzyżanowskiego, PIW, Warszawa 1969, t. I,
s. 563-564
Tamże.
W krajach Afryki równikowej, głównie w południowej części
Nigerii i Kamerunu, rozzłoszczeni (w naszym rozumieniu tego
słowa) kierowcy nie wrzeszczą i nie przeklinają innych użytkow­
ników drogi. Jeśli już doszło do czegoś, co wymaga „zdrowej,
męskiej reakcji", pokazują z pogodną twarzą (sic!) wyciągniętą
przez okienko dłoń z rozczapierzonymi palcami. Ma to oznaczać,
że przeciwnik miał... pięciu ojców! W czasie blisko dwuletniego
pobytu w Dakarze, często jeżdżąc motocyklem po mieście, byłem
świadkiem tylko jednej kłótni kierowców z użyciem stosownych
wyrazów. Kłóciło się w niedzielę na opustoszałej całkowicie ulicy,
przy skrzyżowaniu, dwóch ... Francuzów.
Abraham H. Maslow, W stronę psychologii istnienia, przeło­
żyła Irena Wyrzykowska, Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa
1986
Do niedawna jeszcze dosyć popularny na wsi polskiej gest
unoszenia przez kobiety spódnicy, połączony z okrzykiem „poca­
łuj mnie w d...", bohaterom opowiadań, tłumaczonych przez
Parnowskiego z języka hindi, nie jest znany! Również M.K. Byrski
nie znajduje przekonywujących dowodów, aby Indusi odwoły­
wali się do gestu czy zwrotu językowego, związanego z cało­
waniem D... Warto natomiast zwrócić uwagę, że plebejski (ludo­
wy?) gest „pocałuj... MNIE lub SIĘ" itd., funkcjonuje do dziś
- chociaż tylko w postaci zwrotu językowego, powiedzenia, np.
szeptanego do ucha - wśród wysoko utytułowanych pań na UW.
Stąd
nasze rozdarcie - mówi znany pisarz - Nigdy nie wiemy,
kiedy przyjdzie nam ją w rękę, a kiedy w d... całować."
16

17

18

19

2 0

21

2 2

2 3

Fot.: il. 1 - 4 , 6 - 8 oraz rys. - il. 5 - J a c e k Olędzki

46

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8485" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8464">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d7e0fd702accadd8855bbdc1346305f7.pdf</src>
        <authentication>7726d2593f7a9dc4b2b3db5801dd755c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101378">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2308</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101380">
                <text>1991</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101382">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2141</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101383">
                <text>Marginalia / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101384">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.1, s.33-34</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101386">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101387">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101388">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101389">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101390">
                <text>Aleksander J a c k o w s k i

MARGINALIA

Widmo krąży po Warszawie. Widmo Pałacu. Tak mógłby się
zacząć Manifest Surrealistyczny w kraju, który wydał Mrożka,
Piotra Skrzyneckiego i Staną Tymińskiego. Pałac gloryfikowany
w pięćdziesiątych latach przez propagandę i wyklinany przez
mieszkańców stolicy wrósł już tak silnie w naszą świadomość, że
gdy ostatnio pojawiła się koncepcja jego przebudowy, wywołała
liczne protesty. Pałac został bowiem „oswojony" i nawet trudno
dziś wyobrazić sobie bez niego centrum Warszawy. Oswojony
został też „największy plac Europy". Miał służyć gigantycznym,
czołobitnym pochodom i defiladom, stał się niechlujnym tar­
gowiskiem, upstrzony setkami budek i kramów z tandetą. W is­
tocie tylko dwa razy zapełnił się tłumem warszawiaków - kiedy
pojawił się na nim w październiku 1956 r. zwolniony z więzienia
Gomułka oraz w czasie mszy sprawowanej przez Papieża, pod­
czas Jego drugiej pielgrzymki do Kraju. Raz jeszcze odegrał plac
znaczącą rolę, znów - o ironio losu! - podobnie jak w poprze­
dnich przypadkach wbrew ideologicznym intencjom jego twór­
ców. Było to w grudniu 1981 r. Zapowiedziano wielką manifesta­
cję ludności Warszawy. Można sobie wyobrazić, jak zaniepokoiło
to władzę. Jeśli zdecydowana była bronić swego istnienia
i „socjalistycznego oblicza" Kraju musiała to uczynić przed tą
manifestacją, i to raczej w dzień świąteczny, gdy robotników nie
będzie w zakładach pracy. Widmo Placu Defilad wypełnionego
po brzegi ludnością stolicy wyznaczyło datę proklamowania
stanu wojennego - niedzielę 13 grudnia.
Ale nie tylko „Plac" zaprzeczył ideom, które miał reprezen­
tować. W Teatrze Dramatycznym (a więc w Pałacu) odbywał się
właśnie, zorganizowany przez „Solidarność" Kongres Kultury.
W niecałe dziesięć lat później można było raz jeszcze stwierdzić,
jak ograniczona jest moc propagandy, jak szybko rewolucja
zmiata narzucone sobie symbole. Obalono pomniki, zmieniono

nazwy ulic, gorliwie przywracając dawne nazwy. Można było
nawet odnieść wrażenie, że symbole są ważniejsze od spraw
materialnych. Wzniecały bowiem emocje, negatywne bądź pozy­
tywne, aktywizując energię społeczną. Czasem, tworząc sferę
zastępczą takiej aktywizacji.
Pałac Kultury i Nauki miał być w swoim założeniu symbolem.
Po to go wymyślono i zbudowano. Symbolem - mówiąc najproś­
ciej - zniewolenia. Symbolem podległości. Ale już nie takiej, jaka
patronowała budowie soboru na Placu Saskim. Wówczas „Prywiślański Kraj" miał zostać na wieki częścią wielkiego imperium
Romanowych. Tym razem wariant miał być inny - kraje podbite
nie powinny były wiedzieć i pamiętać o tym, że są podbite. Miały,
jak planety krążyć wokół swego słońca, poruszając się po ściśle
wyznaczonych orbitach, zachowując pozory samodzielności. Na
jak długo? - tego nikt nie wiedział. Pamiętam rozmowy z Jaku­
bem Bermanem i Zygmuntem Modzelewskim. Napiszę o nich
kiedyś indziej. Tu tylko t y l e - i c h niepokój, jak długo Stalin będzie
chciał rozgrywać wariant satelicki, czy biorąc pod uwagę sytuację
międzynarodową będzie mu się opłacała ta ograniczona samo­
dzielność Polski i innych państw bloku wschodniego.
Było rzeczą oczywistą, że czym większy stopień podległości,
tym silniej należało podkreślać szacunek dla wartości narodo­
wych, dla tradycji. Fałszując je oczywiście, zmieniając, tworząc
nowych bohaterów a przemilczając niewygodnych. Nigdy w na­
szych dziejach słowo nie znaczyło tak wiele, nigdy nie przywiązy­
wano takiej wagi do literatury, publicystyki, dziennikarstwa,
radia, teatru, i - oczywiście - filmu. Wierzono w kreacyjną moc
słowa, w to, że przez nie, przez natarczywość powtarzanych
sloganów i sądów, uda się zmienić świadomość społeczeństwa.
Pałac musiał więc stać się symbolem miłości. Wdzięczności.
Był wszakże darem, a dar prowokuje wdzięczność. Pałac miał być

33

�symbolem dozgonnej przyjaźni i wdzięczności dla potężnego
„brata". Miał imponować wielkością, rozmachem, solidnością
wykonania. Powinien był też zaspakajać ambicje obdarowanego,
wyrażając bliskie mu treści emocjonalne. Przynajmniej w założe­
niu. Pałac musiał być „polski", a więc inny niż podobne budynki
wystawione w Moskwie. Miał być socjalistyczny
w treści,
a narodowy w formie. Miał być darem, którego nie sposób było
nie zauważyć i zapomnieć, kto go ufundował. Stalin rozważał trzy
koncepcje DARU. Oczywiście spektakularnego, takiego, który by
na wieki sławił jego imię i świadczył o dobroci i potędze Związku
Republik Radzieckich. Zaproponował więc budowę linii metra,
dzielnicy mieszkaniowej lub Pałacu Kultury. Nasi architekci
radzili wybrać metro, rozsądna wydawała się idea budowy
dzielnicy mieszkaniowej, ale Bierut wybrał - Pałac. Był to wybór
logiczny. Metrem będą jeździli i zapomną, komu je zawdzięczają,
zwłaszcza gdy będzie to tylko jedna linia. Dzielnica też stanie się
szybko jedną z wielu. Nic nadzwyczajnego. A Pałac ... ten będzie
symbolem. Zwłaszcza, gdy stanie w środku miasta, tak że nie
sposób go będzie nie zauważyć.
Do Warszawy przybył twórca moskiewskich monumentów
architekt - Lew Rudniew. Nie tylko, by zlokalizować budynek
i ustalić tryb jego budowy, ale też po to, by poznać nasze zabytki
architektoniczne i uczynić Pałac „narodowym" w formie.
Pracowałem już wtedy w Państwowym Instytucie Sztuki.
Moim szefem był prof. Juliusz Starzyński. Wzywał mnie często do
siebie, więc nie zdziwiłem się, gdy poprosił mnie do gabinetu
i przedstawił - właśnie Rudniewowi. Koledzy mieli zawieźć
dostojnego gościa do Krakowa, Baranowa, Kazimierza i chyba
- do Zamościa, tego już dokładnie nie pamiętam. Mnie poprosił
Starzyński o zaopiekowanie się Rudniewem w Warszawie. Ja?
zdziwiłem się. Stu innych kolegów lepiej znało zabytki miasta, nie
mówiąc już o środowisku architektów, konserwatorów zabyt­
ków. To coś dla Panal zaśmiał się. Nie rozumiałem. Gaspadin
Rudniew chce, aby Pałac był w swej formie syntezą polskości.
Interesuje go sztuka ludowa, motywy ornamentalne, typowe
detale architektoniczne. Starzyński wiedział jak obcy mi był ten
sposób myśleńia - przenoszenie ornamentów i motywów dekoracyjnych z jednej techniki do innej, bez organicznego związku
z konstrukcją. Gdy w niedzielę zameldowałem się w hotelu,
Rudniew pokazał mi poczynione dotychczas szkice. Był, zdaje się
w Zakopanem, w każdym razie zapamiętałem pazdury - drew­
niane sterczyny na góralskiej chałupie. Może dlatego tak dobrze
je pamiętam, że po roku - dwóch odnalazłem je uformowane
w kamieniu na dachu ...Sali Kongresowej. W Krakowskim M u ­
zeum Etnograficznym zachwyciły Rudniewa makaty z Zalipia,
zanotował też wzory hafciarskie. Innych szkicowników nie oglą­
dałem, miał ich kilka. Pojechaliśmy do Wilanowa, potem zwie­
dzaliśmy Warszawę. Zaprowadziłem też mego gościa do Muzeum
Narodowego. Kiedy wychodziliśmy, rozejrzał się po Alejach
i zapytał: A to? Wskazał palcem na budyneczki flankujące Most
Poniatowskiego. I tu zaczyna się moja wina. Może mała, ale wina.
Zamiast odwrócić uwagę Gościa i wrócić z nim do hotelu
- poszliśmy na most. Wyjął natychmiast szkicownik. Był zadowo­
lony. Rysował attyki zdobiące pawilony. Rysował starannie,
z szacunkiem. Te attyki nie trudno dostrzec w zwieńczeniu
bocznych skrzydeł Pałacu.
Czy tylko attyki? Przyjrzyjmy się uważnie. Czy sprawdził się
zamysł Rudniewa dania w dekoracji budynku kwintesencji cech
„polskich"? Mało kto dostrzeże, że szczytowa partia Pałacu
nawiązuje do ... Bramy Floriańskiej w Krakowie. Wręcz klasyczny
przykład na to, że operowanie motywami bez zrozumienia ich
miejsca i roli w całości nie rozwiązuje problemu inspiracji.
Ale na tym nie koniec. Pałac miał być „polski" w swej formie,
a wiadomo, że najłatwiej osiągnąć ten efekt sięgając do ornamen­
tyki ludowej. Sprzyjała temu praktyka stosowana w republikach
radzieckich, sprzyjała i dwuznaczność rosyjskiego pojęcia „narodnosti", łączącego dwa, wyraźnie u nas różne znaczenia: tego, co
narodowe, i tego co ludowe. Pojawiły się więc na stropach sal
i korytarzy, wiodących do Sali Kongresowej, zalipiańskie malo­
wanki. Ściślej mówiąc, wykonane na wzórzalipiańskich. Elemen­
tów ludowych miało być nawet we wnętrzach więcej. Sam
widziałem kartony z projektem kasetonów, w które wpisano
wycinanki rawsko-opoczyńskie. Oczywiście zaprojektowane
i wykonane przez profesjonalistów. Podkreślam to dlatego, że
w atmosferze wyrażanych wówczas haseł malarki z Zalipia,
z Curyłową na czele, poczuły się tym dotknięte. Co więcej,
zaproponowały w liście do Ministerstwa Kultury i Sztuki,; by im
właśnie powierzono dekorację wnętrza Pałacu. Trzeba tu przypo­
mnieć, że prasa w początkach lat pięćdziesiątych wychwalała
ponad wszelką miarę artystów z ludu, amatorów, zwłaszcza
górników. Pisano o nich w superlatywach, trudno się więc

34

dziwić, że brali to na serio. Minister Motyka pokazał mi kiedyś list,
w którym znany wówczas górnik-malarz, Paweł Wróbel, wyrażał
swe zdziwienie, że nie im, amatorom, powierzono dekorację
Pałacu. Zgłaszał też swoją gotowość objęcia funkcji ... rektora
Akademii Sztuk Pięknych. W ludowym Państwie - wierzył - lud
powinien zająć najwyższe stanowiska. Zapewne mógł swe prze­
konanie podbudować nie jednym przykładem z życia. Kursowało
przecież powiedzenie „Nie matura, lecz chęć szczera zrobi z ciebie
oficera".
Otwarcie Pałacu było bardzo uroczyste. Zachwycano się szyb­
kością wind, solidnym wykonaniem. Rzeczywiście stolarka była
znakomita. Ale gdy wprowadzono do wnętrz instytucje, okazało
się że wiele z nich wolałoby pomieszczenie w miejscu mniej
reprezentacyjnym. Powodów po temu było wiele. Dojście do
Pałacu przez plac, po którym hulał wiatr, plac niebezpieczny po
zapadnięciu zmroku (prasa alarmowała o licznych wypadkach
okradzenia i pobicia młodzieży, uczęszczającej na zajęcia w Pała­
cu Młodzieży). Urzędnicy narzekali na to, że w dużych pokojach
jasno jest tylko w pobliżu okien. Rzeczywiście, Pałac jest wyjąt­
kowo nieekonomiczny. To, co mieści na wyższych piętrach
można by ulokować w jednym-dwóch kilkupiętrowych budyn­
kach. Nigdzie nie widziałem równie zakłóconej proporcji między
przestrzenią użytkową a nieużytkową (windy, korytarze).
Starzy profesorowie źle znosili zmianę ciśnienia w szybkich
windach, a właśnie Akademię Nauk umieszczono na wysokich
piętrach. Kiedy prezesem PANu został prof. Tadeusz Kotarbiński,
zainstalowano powolną windę towarową, którą jeździli nestorzy
naszej nauki. Kłopoty miały teatry, umieszczone w skrzydłach
budynku. Musiano przebudowywać zaplecza, architekci nie
pomyśleli o tym, że np. aby ze stolarni wynieść zbudowane
segmenty dekoracji nie wystarczą normalne drzwi. Kłopot był
także z salami wystawowymi. W największej zasłaniały znaczną
część ścian potężne kolumny. Sale były tak efektowne w swym
wystroju, że w istocie mało się nadawały na wystawy. A jednak
trzeba było w nich wystawiać. Pamiętam kłopoty, które mieliśmy,
urządzając w salach IV piętra wystawę sztuki ludowej z okazji
10-lecia PRL. Ekspozycję przygotował prof. Oskar Hansen,
architekt wybitny, światowej sławy. Aby obniżyć wizualnie pułap
i stworzyć kameralne przestrzenie dla niewielkich przecież przed­
miotów, zaproponował podwieszenie między kolumnami, na
nylonowych nitkach, pająków ze słomy i bibułek. Gdy zaczęliśmy
je umieszczać przybiegł zaalarmowany dyrektor Pałacu p. Barszcz
krzycząc - co wy robicie? Chcecie, aby się kolumny zawaliły?
Zatkało mnie. Dotąd myślałem, że kolumny podpierają strop, tu
okazało się, że poza jedną, wszystkie pełniły wyłącznie dekoracyj­
ną rolę. Puste w środku, tylko w jednym punkcie były przymoco­
wane do sufitu. Ich marmurowość i siła były pozorne. Nie marmur
był to bowiem, alestiuk. Zaproponowałem więc min. Motyce, bo
i komuż innemu mogłem, by uwolnić sale od uciążliwego balastu.
Oczywiście - powiedział, trzeba wyrzucić te kolumny, zajmę się
tym. Okazało się jednak, że sprawa była nie do załatwienia. Nie
zgodził się Minister Finansów. Pałac jako dar został wyceniony na
jakąś okrutną ilość milionów, a usuwając kolumny, warte w ó w ­
czas pół miliona każda, uszczuplilibyśmy majątek Państwa!
Wtedy Motyka wpadł na pomysł, aby kolumny ustawić gdzieś
indziej, na przykład przy domu „pod sedesami" na Marszałkows­
kiej. Dwóch robotników wzięło z magazynu Pałacu zapasową
kolumnę i nie męcząc się nadmiernie, zaniosło pod te „sedesy".
Okazało się jednak, że kolumny i sedesy nie pasują do siebie
w żaden sposób. Chodzono więc z tą kolumną po mieście, ale
nigdzie nie pasowała. Trzeba więc było zrezygnować z myśli o ich
usunięciu z sali wystawowej.
Ale nie kolumny spędzały sen z oczu użytkowników Pałacu.
Szybko okazało się, że dar jest niezwykle kosztowny. Było to
prawie tak, jakby ktoś nam ofiarował hipopotama, a względy
natury wyższej uniemożliwiały pozbycia się daru. Deficyt, który
przynosił Pałac przeraził władze. Wprowadzono „zapis" w cen­
zurze, tak, że nie wolno było o tym deficycie pisać. Zresztą
zlikwidowano go jednym pociągnięciem pióra. Prosto i skutecz­
nie. Pałac miał się samofinansować, utrzymywać z czynszów,
każda więc instytucja tam umieszczona musiała płacić bajońskie
sumy za zajmowany metraż. Nie muszę dodawać, że była to
operacja pozorna, po prostu o tyle wzrosła dotacja budżetowa dla
tych instytucji przeznaczona na pokrycie czynszu. W ten sposób
Pałac przestał przynosić deficyt i można było bez przeszkód
rozkoszować się jego widokiem.
Tak było. Jak jest dzisiaj - nie umiem powiedzieć. Odwołuję się
przecież do wspomnień, a nie piszę o perypetiach dnia dzisiej­
szego. I to już wszystko w charakterze suplementu do pięknego
tekstu Zbyszka Benedyktowicza.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8483" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8462">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/04bdaeff1b006cc264712d99307c9253.pdf</src>
        <authentication>85386f23720199f0620ff837be39599b</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101348">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2307</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101350">
                <text>1991</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101352">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2140</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101354">
                <text>Widmo środka świata. Przyczynek do antropologii współczesności / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101356">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.1, s.16-32</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101357">
                <text>Benedyktowicz, Zbigniew</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101358">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101360">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101361">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101362">
                <text>Zbigniew Benedyktowicz

W I D M O Ś R O D K A ŚWIATA.
PRZYCZYNEK DO A N T R O P O L O G I I WSPÓŁCZESNOŚCI

„ Z rogu Racławickiej i M i ł o b ę d z k i e j
( m i e s z k a m w pobliżu)
c o dzień jeśli mi sił starcza
o g l ą d a m Pałac Kultury...

4

i socjologów kultury , czy niezwykły sukces książki-bestsellera
(na amerykańskim, kanadyjskim i anglojęzycznym obszarze),
autorstwa Witolda Rybczyńskiego - Home. A Short History of an
/ctea .Ten kanadyjski architekt polskiego pochodzenia w swym
studium na temat Domu, w swej krótkiej historii idei domu,
szczególną uwagę poświęca takim pojęciom jak „intymności",
„prywatności", „domowości", śledząc historyczne ich kształ­
towanie się aż po dzień dzisiejszy. Rybczyński, wychodząc od
obrazów domu pojawiających się we współczesnym filmie,
lansowanych przez współczesną modę, reklamę, fotografię
w magazynach poświęconych projektowaniu architektury
wnętrz, odnotowując obecne w poszczególnych fazach mody
ostatnich lat, zjawisko specyficznej nostalgii, tęsknoty za prze­
szłością i towarzyszące temu zjawisko wykreowanej na użytek
współczesności, wynajdowanej (wymyślonej) „tradycji", scho­
dzi coraz bardziej w głąb historii. Jest to w gruncie rzeczy książka
nie tyle z zakresu historii architektury - co sugerować mógłby
tytuł, jak i osoba autora - ile z zakresu historii kultury, pisana
z szerokim antropologicznym oddechem. Przemiany i kształ­
towania się owych pojęć „domowości", „intymności", „prywat­
ności" omawiane są tu w odniesieniu do języka, kultury, mental­
ności i do przemian w nich zachodzących w poszczególnych
epokach, czasach i miejscach. Książce tej patronuje zasada
przywołana na wstępie przez autora, zawierająca się w sentencji
Milana Kundery, iż zadaniem pisarza i pisania nie jest ogłaszanie
prawdy, lecz jej odkrywanie. O sile tej książki stanowi również
fakt, iż zgromadzone w niej refleksje i przemyślenia inspirowane
były własnym doświadczeniem autora, że ściśle splatały się
z niezwykłą przygodą budowania i kształtowania własnego
domu. Pomimo jednak tego szerokiego, antropologicznego
spojrzenia, pomimo częstego odwoływania się do przykładów
zaczerpniętych z rozmaitych, odległych, częstokroć egzotycz­
nych sytuacji kulturowych, książka Rybczyńskiego, skoncent­
rowana głównie na kulturze amerykańskiej, anglosaskiej, charak­
teryzuje się wyraźnie okcydentalistycznym nastawieniem. Doty­
czy w przeważającej mierze doświadczeń zapisanych czy to
w historii kultury Zachodniej Europy, czy to należących do jej
współczesności. Jest krótką historią idei domu pisaną z zachod­
niego punktu widzenia.
5

Architektura j e g o nie jest w a ż n a
W a ż n a jest architektura mojej w y o b r a ź n i
Architektura mojej krwi i serca
życia i śmierci
słońca i m g ł y . " (...)
( E u g e n i u s z Żytomirski, Pałac Kultury,
Stolicy", Stolica, 15.V.1963).

w : „Liryczne okienko

„ W perspektywie c h w i l i w i d a ć raczej
miniony dzień niż m i n i o n e tysiąclecia."
( S t a n i s ł a w C i c h o w i c z , Skąd ten kanon?,

P S L nr 1, 1 9 9 0 )

O Pałacu Kultury i Nauki im. Józefa Stalina w Warszawie
napisano wiele. Setki reportaży, artykułów. Poświęcano mu
wiersze, śpiewano o nim pieśni, stał się tematem poezji i prozy.
Jego obraz wszedł na trwałe do literatury współczesnej, in­
trygował i inspirował ludzi filmu. Pojawiał się w subkulturze
młodzieżowej, w ulotnych drukach zespołów rockowych - fanzinach, w tekstach Rastafiaranów, widzieć możemy go także, jako
motyw graffiti na murach warszawskich domów. Pisali o nim
dziennikarze, publicyści, ludzie nauki, architekci, historycy, his­
torycy architektury, historycy sztuki, pisarze.
1

2

3

O Pałacu Kultury pisali: Hanna Krall, Stefan Kisielewski,
Leopold Tyrmand, Jerzy Kosiński, i najprzedniejszy jego bard
- Tadeusz Konwicki.
Sumienniejsza kwerenda (może nie bez poczucia zaskoczenia)
musi nas prowadzić do stwierdzenia, że Pałac Kultury należy do,
może niespójnej i rozproszonej, czasami może zakrytej, czy
(wstydliwie?) skrywanej, wyobraźni zbiorowej ostatnich dziesię­
cioleci, i że jest tej wyobraźni ważną częścią. O Pałacu Kultury nie
pisali natomiast etnografowie. Powodów dla podjęcia tego
tematu i motywów, które mną kierowały jest więcej, poprzestanę
na wymienieniu kilku najistotniejszych.
Zacznę od najmniej ważnego. Artykuł ten miał się ukazać
w monograficznym numerze „Polskiej Sztuki Ludowej" poświę­
conym symbolizmowi centrum. W nawiązaniu do tej, opisanej
przez Eliadego kategorii, numer ten miał objąć rozważania
dotyczące symboliki domu, domu jako przestrzeni mitycznej,
mitologii miejsca, w charakterystycznej dla symboliki centrum
sekwencji: dom - wioska - miasto; rozważania dotyczące małej
(lokalnej) ojczyzny, mitologii miasta. Szkic o Pałacu Kultury miał
znaleźć się obok artykułu przywołującego obrazy ojczyzny poja­
wiające się we wspomnieniach Wieniawy-Długoszowskiego,
w wierszach poetów emigracyjnych, obrazów „małej ojczyzny"
zapisanych w poezji ludowej; obok obrazów-planów Surowiaka;
obok rozważań na temat świata ogródków działkowych, miał
sąsiadować wreszcie z esejem Ludwika Stommy, tropiącym
znaczenia Łuku Tryumfalnego i Wieży Eiffla - miejsc mitycznych
Paryża. Na zasadzie kontrapunktu miał znaleźć się obok tych
różnorodnych rozważań na temat symbolicznej i mitycznej struk­
tury domu, jako jeszcze jeden jej współczesny przejaw, jeszcze
jeden wariant i swoista ekstensja symboliki centrum. Temu
pomysłowi towarzyszyło dające się zaobserwować ożywienie
zainteresowań kategorią domu na gruncie humanistycznej reflek­
sji nad kulturą, czego wyrazem mogły być równolegle prowadzo­
ne i u nas badania nad pojęciem domu przez socjologów

16

6

Mógłby zatem ów planowany monograficzny „ d o m o w y " nu­
mer „Polskiej Sztuki Ludowej" wraz z głosem o Pałacu Kultury
być przyczynkiem z tej części świata, z jej nieco innym skom­
plikowaniem, z tej części „innej Europy", przyczynkiem do tak
żywo pojawiającego się i dyskutowanego dziś tematu domu we
współczesnej humanistyce, tematu budzącego zainteresowanie
najrozmaitszych środowisk. Ów pierwotny zamysł został jednak
po części udaremniony. Numer rozsypał się na kilka zeszytów. Ale
problem pozostał.
Od wielu lat na gruncie etnografii, antropologii kultury pisze się
o „zanikaniu tradycyjnego przedmiotu" tych dziedzin. Najdobit­
niej wspomina o tym ostatnio Clifford Geertz w eseju Być tam,
pisać tu: „Świat, który w większości badają antropolodzy,
niegdyś nazywany pierwotnym, plemiennym, tradycyjnym lub
ludowym, a obecnie wyłaniającym się, modernizującym, pery­
feryjnym lub jeszcze zakrytym, ogromnie się zmienił, podobnie
zresztą jak i świat zakładów naukowych, z którego pochodzą ci
badacze." W podobnym kierunku biegną myśli Jamesa Cliffor­
da, który w swych rozważaniach koncentruje się na problematyczności opisu kultury, problematyczności ukazanej na tle związ7

�ków etnografii ze sztuką i literaturą XX wieku (The Predicament of
culture. Twentieth-Century Ethnography, Literature and Art)."
Obserwując zmiany, jakim podlegała i podlega etnografia, Clif­
ford podkreśla najbardziej tę jaka dokonała się w doświadczeniu
podróży i zamieszkiwania. Zmianę i przesunięcia sensu i znaczeń
takich pojęć jak „centrum" („Metropolia") i „Peryferie". Jeśli
zadaniem etnografii jest poszukiwanie sposobu rozumienia i do­
chodzenia do odmiennego świata, który od XVI wieku został
kartograficznie zunifikowany, a jedną z zasadniczych jej funkcji
jest „orientacja" (termin pozostały po czasach, gdy Europa
podróżowała i odkrywała się w stosunku do fantastycznie zunifi­
kowanego „Wschodu") - to o XX-wiecznej etnografii, reflek­
tującej „nową przestrzenną praktykę", nowe formy zamiesz­
kiwania i krążenia, można by powiedzieć, że towarzyszy jej
swoiste doświadczenie „dezorientacji". Gdy spojrzymy na nasz
wiek przez pryzmat drastycznej ekspansji ruchliwości - wliczając
w to turystykę, migrację zarobkową, imigrację, rzesze poliglotycznych uciekinierów, emigrantów i azylantów, gdy weźmiemy pod
uwagę miejskie rozproszenie i mieszanie się obcych populacji
w miastach sześciu kontynentów, sam fakt wreszcie, że „zamiesz­
kiwanie" odbywa się przy pomocy masowego transportu, samo­
chodów, samolotów - wszystko to sprawia, że we współczesnym
świecie oba doświadczenia i „zamieszkiwania", i „podróżowa­
nia" coraz trudniej dają się odróżnić. Wydaje się, że nie ma tak
odległego miejsca na planecie, na którym obecność nowoczes­
nych produktów, środków masowego przekazu i ich władzy nie
mogłaby być odczuwana. Stara topografia jest wyczerpana
- konkluduje Clifford. Nikt już więcej (a tym bardziej zda się
etnograf) nie opuszcza domu w ufności znalezienia czegoś
radykalnie odmiennego, nowego, innego. Poczucie swojskości
odnaleźć można na krańcach świata. Jednocześnie różnice,
odmienność kulturowa, inność, obcość stają się częścią najbliż­
szego otoczenia. Oczekiwanie autentyczności w kulturze i sztuce
poddane jest w wątpliwość. Stara topografia jest wyczerpana
- pisze James Clifford. Po co jechać na Trobriandy™ - wtórują
mu jakby socjolożki znad Wisły - gdy zamknięty świat izolacji
świadomościowej znaleźć możemy we współczesnej wiosce
położonej 200 km od Warszawy. W tym kontekście Pałac Kultury
i Nauki jawić się może jako niezwykle pociągający, intrygujący
dla etnografa obiekt. Jako przykład takiej swoistej (zadomowio­
nej?) egzotyki, pozostającej w zasięgu ręki, stawia mu swe
pytania. Kusi, wzywa wręcz do podjęcia próby opisu i ryzyka
interpretacji. I aż dziwnym może się wydawać, że tak wrażliwi na
dziwność otaczającego świata i zjawisk kultury, i akcentujący
znaczenie dziwienia się w doświadczeniu poznawczym wpisa­
nym w antropologię, etnografowie nie poświęcili mu dotąd
należytej uwagi, że nie powstało ani jedno jego studium, że po
prostu o nim nie pisali. A tymczasem Pałac Kultury umożliwia
wykroczyć poza tę niejasno rysującą się we współczesnym
świecie tradycyjną sytuację i kondycję etnografa („Być tam, pisać
t u " ) , pozwala „Być tu i pisać t u " , a więc tym samym realizować
istotę zadania jakie niesie antropologia dzisiaj, tak jak ujmuje ją
Geertz. Starając się więc umieścić ten przyczynek w jej nurcie,
mówiąc o antropologii współczesności, jej rozumienie przyjmuję
za amerykańskim antropologiem, który tak o niej pisał: „Takie
ryzyko warto podjąć, gdyż prowadzi do gruntownej rewizji
naszego rozumienia tego, co otwiera (nieco) świadomość jednej
grupy ludzi na sposób życia innej, a przez to także ich własnego.
Zadanie (w którym nie można uczynić nic więcej niż całkiem nie
zawieść) polega na tym, by opisać teraźniejszość, za pomocą
słów ująć ' j a k i e t o j e s t ' to specyficzne ' c o ś ' w nurcie życia
świata: t u , jak brzmi słynne powiedzenie Pascala, zamiast t a m ,
teraz raczej niż p o t e m . Czymkolwiek więc byłaby etnografia
- poszukiwaniem przeżyć u Malinowskiego, manią porządku
u Levi-Straussa, kulturową ironią u Benedict czy kulturowym
zapewnieniem u Evans-Pritcharda - jest ona przede wszystkim
oddaniem tego, co aktualne, wyrażeniem żywotności".
Byłbym nie całkiem w zgodzie z prawdą, gdybym upierał się, że
o Pałacu Kultury nie pisali etnografowie. Oto pojawia się on
w formie polemicznej w Przyczynku do powinności przemyśleń
9

11

perypatetycznych"
Jacka Olędzkiego. Przypomnijmy istotę
sporu. Rzecz dotyczyła gry w klasy, a ściślej nieśmiałej, opat­
rzonej znakami zapytania interpretacji tej gry, odnoszącej ją do
archaicznego wierzeniowo-rytualnego wątku „wędrówki w za­
światy", jaką zamieścił w swej książce (Podróże do piekieł. Rzecz
o szamańskich misteriach, Warszawa 1979) Jerzy Sławomir
Wasilewski. „Aby nie być gołosłownym - pisze Wasilewski
- przytoczmy ryzykowny, lecz kuszący ze względu na symbolikę
wędrówki w zaświaty przykład: gra w klasy. Czy skakanie
pomiędzy 'piekłem' a 'niebem' nie jest pogłosem jakiejś ob­
rzędowej podróży w te regiony? Zważmy, że skakanie na jednej
nodze (podobnie jak kulawość) kojarzone jest powszechnie
zdiabelskością, ze sferami podziemi. Czy zresztą kreślona tu kredą
schematyczna figura 'luda' nie przypomina choćby uchwytu
szamańskiego bębna, o kształcie człowieka z monstrualną głową,
albo malowanego na jego powierzchni antropomorficznego
drzewa kosmiczne?"
Odrzucając tę interpretację Olędzki pisze: „ W ten sposób
możemy wszystko wyjaśnić i objaśniać, nie wykluczając sensu
chociażby pierwszych drapacza chmur i tych ostatnich, najnow­
szych, wysmukłych, ponad czterystumetrowych. Wszak są to po
prostu, nieantropomorficzne drzewa kosmiczne, 'osie łączące
górę i dół' (czy również drzewa życia, jak obsesyjnie tym
terminem posługuje się wielu badaczy?). N i e w i e m c z y
Pałac K u l t u r y i N a u k i należy z a l i c z y ć do d r z e w
k o s m i c z n y c h (podkreślenie moje - Z.В.), na pewno jednak
pierwszy, najwyższy dom w Polsce (obecnie hotel 'Warszawa').
Nie bez powodu - zauważmy - nazywał się 'Prudential'."
Ironizując i pokpiwając Olędzki namawia nas do Rozsądku
(wszak nie bez powodu pierwszy warszawski wieżowiec należą­
cy do Towarzystwa Asekuracyjnego nazywał się „Roztropny").
Odrzucając tę mającą w tle archaiczne wierzeniowo-rytualne
zaplecze interpretację, Olędzki proponuje własną zdroworozsąd­
kową wykładnię gry w klasy, Stosując perypatetyczną analizę
uszczegółowioną stara się (mimo stwierdzonych dotkliwych
braków w dokumentacji - znów etnografowie nie zadbali)
osadzić grę w klasy w historii, wiążąc ją z rozwijającą się na
świecie od drugiej połowy XIX w. ideą powszechnej edukacji,
wprowadzeniem płyt chodnikowych, środowiskiem miejskim,
ściśle z pewnym staroświeckim modelem edukacji podstawowej.
Gra w klasy zawierać ma „ideę trudu, czy wprost mozołu
przechodzenia z klasy do klasy, od najtrudniejszej, czy najgorzej
wspominanej, pierwszej - PIEKŁA, po ostatnią - NIEBA". Nie
wchodząc już więcej w szczegóły tej unilinearnej, historycznej
interpretacji i nie spierając się o nie, bo nie miejsce tu na to,
powróćmy do Pałacu Kultury. Nie wiem czy poniższy szkic będzie
w stanie pomóc Jackowi Olędzkiemu i innym czytelnikom
w rozwiązaniu wątpliwości (gdyby mieli podobne), w pozbyciu
się niepewności i znalezieniu odpowiedzi na pytanie „czy Pałac
Kultury należy zaliczyć do drzew kosmicznych". (Myślę, że raczej
nie pomoże, nie takie są tej pracy intencje, i nie jest to chyba
możliwe, niepewność i wątpliwości, jak pokaże zebrany materiał,
należą do urody Pałacu, stanowią jedną z jego cech konstytutyw­
nych). Jednakże, gdy o Pałac chodzi wbrew sugestiom Olędz­
kiego proponuję obrać ową odrzuconą przez niego nierozsądną
drogę interpretacji. Podeprę się tu cytowanym już Geertzem:
„Zalecany krytycyzm - to musisz zrobić, tego ci nie wolno - jest
tak samo absurdalny w antropologii, jak i w innych, nie opartych
na dogmatach przedsięwzięciach intelektualnych". Z dwu za­
tem sposobów interpretacji - nazwijmy je tu umownie ~ „daleko­
wzrocznej", mającej za horyzont archaiczno-wierzeniowo-rytuaIne zaplecze (Wasilewski) i „krótkowzrocznej" - historyczno-genetycznej, perypatetycznie pochylonej nad szczegółem
dnia codziennego najbliższej współczesności (Olędzki) ... już
chciałem napisać: wybieram ten pierwszy, bliższy mi jest ten
pierwszy. Ale czy rzeczywiście jest tu konieczny wybór? W przy­
padku Pałacu Kultury jesteśmy w tym szczęśliwym (?!) położe­
niu, że nie musimy dociekać, czy dominiemywać jego historycz­
nej genezy (Józef Wissarionowicz), dysponujemy bogatą i ob­
szerną dokumentacją od pojawienia się pomysłu, by wybudować
13

14

17

�go w Warszawie, poprzez położenie pierwszych funadmentów,
poszczególne jego fazy wzrostu i rozwoju aż po chwilę obecną.
W przypadku Pałacu Kultury oba spojrzenia mogą istnieć obok
siebie jednocześnie, jedno nie wyklucza drugiego (tzn. w naszym
umownym podziale: drugie pierwszego). Pałac Kultury ofiaro­
wuje nam tę cudowną możliwość bycia dalekowidzem i krótko­
widzem zarazem. Jakże to niedoskonały podział zresztą, ukazuje
nam także wywołany tu przypadek gry w klasy. Oto pod koniec
swego artykułu Olędzki, z pieczołowitością i pietyzmem rekon­
struując po drodze scenariusz „obrzędu-teatru" towarzyszącego
grze w klasy, powraca do „pochopnie krytykowanej" tezy Wasi­
lewskiego o istnieniu archaicznego zaplecza za tą dziecięcą grą.
Także i tu jedna interpretacja nie musi wykluczać wcale drugiej.
Powiem więcej, zarówno ta z końca artykułu Olędzkiego, jak
i dana przezeń na początku „szkolna" wykładnia gry w klasy nie
podważają tropu podjętego przez Wasilewskiego. Zarówno „peł­
ne trudu i mozołu przechodzenie z klasy do klasy", jak i „nastrój
potęgowania poczucia trudności i demonizowania zadania"
obecne w tej grze pozostają w aurze rytuału inicjacji, do którego
to tła i jego archaicznego zaplecza nawiązywał Wasilewski.
Dopowiedzmy rzecz do końca: różnica pomiędzy tymi obu
podejściami polega na tym, że interpretacja Wasilewskiego jest
interpretacją „rozumiejącą" i nie miała w moim odczuciu ambicji
„wyjaśniania" w takim znaczeniu, jak „objaśniania i wyjaśnianie"
rozumie Olędzki, i którego historyczno-genetyczną interpretację
można by nazwać właśnie „wyjaśniającą".
Muszę przy tym wyznać, że to, co urzekało mnie i pociągało
zawsze w etnologii i w etnografii, to nie tylko umiłowanie
konkretu (w tak mistrzowski sposób prezentowane w tekstach
Jacka Olędzkiego), ale i to, że odległe nieraz zjawiska kulturowe
rozpatrywane są nie w izolacji, że dla pełniejszego ich rozumienia
(bez zacierania różnic i ich swoistych konturów) bywają ze­
stawiane w bardziej uniwersalnej skali, na której sąsiadować
mogą obok siebie - (tak, jak w Wasilewskiego) objęte jednym
spojrzeniem archaiczne szamańskie obrzędowe scenariusze „ w ę ­
drówki w zaświaty", rytuał inicjacyjny, współczesna gra w klasy,
w piekło-niebo.
Jak malarstwo naskalne w Lascaux rozpatrywać możemy
w jego paleolitycznym horyzoncie czasowym i kulturowym,
i oddzielnie widzieć dzieło współczesnego artysty powstałe na
wyschniętym jeziorze Big Salt Lake w Utah - t a k również możliwe
jest ich wspólne zobaczenie. Pisał o tym ostatnio na tych łamach
Stanisław Cichowicz i myśl tę można również odnieść do innych
zjawisk kultury, tak do kreślonych na chodniku kredą dziecięcych
rysunków do gry w klasy, jak i do zajmującego nas tu przypadku
Pałacu Kultury: „ M a sztuka swój przestwór, który ustanawia gest
artysty z siebie i dla siebie, ma swoją czasowość, którą rządzi
tajemnica istnienia ludzkości. W nim i w niej trzeba zestawiać
dokumenty artystyczne, jakie pozostawiły na ścianach europejs­
kich pieczar kultura paleolityczna i na wyschniętym dnie jeziora
amerykańskiego współczesna kultura; jest na tej podwójnej skali,
zwłaszcza na czasowej, sąsiedztwo to dla człowieka niepojęte.
Znajomość dziejów z autopsji jest żywa, to pewna, lecz przed
retrospekcją historyczną wznosi barierę pamięci; w perspektywie
chwili widać raczej minfony dzień niż minione tysiąclecia."
Zdaję więc sobie sprawę, że istnieje wiele możliwości różno­
rakich interpretacji Pałacu Kultury-architektoniczna, historyczna
(historiozoficzna), ideologiczno-polityczna, interpretacja odno­
sząca Pałac do świata zjawisk i języka propagandy i wiele, wiele
innych. Tym jednak, co interesuje mnie tutaj najbardziej to Pałac
Kultury jako rzeczywistość niezwykła, niecodzienna, rzeczywis­
tość „mocna", „istniejąca par excellence" - czyli, używając tu
określeń M. Eliadego-jako: rzeczywistość sakralna, jako element
współczesnego - jeśli kto woli - świeckiego sacrum. W obliczu
Pałacu Kultury stajemy wobec podobnego pytania jakie Claude- Henri Rocquet stawiał Eliademu o mauzoleum Lenina - czy jest
ono obiektem sakralnym? Jak dalece profanum może stać się
sacrum? Chodzi więc tu i o rozpoznanie ekspresji i struktur
sacrum w świecie, który sam przedstawia siebie i stanowczo, jako
profanum. Pałac Kultury interesuje mnie zatem jako element
15

16

17

18

wyobraźni symbolicznej, jako struktura długiego trwania. Dlate­
go chcę spojrzeć właśnie na Pałac Kultury w odniesieniu do
kompleksu i cyklu symbolicznego „centrum", do symboliki
środka świata , z należącymi doń takimi obrazami jak: „święta
góra", „góra kosmiczna", oś świata-Axis Mundi i paralelnych do
nich obrazów „Kolumny Universalis", „kolumny świata pod­
trzymującej prawie wszystko co jest", kolumny niebios, słupa,
drabiny, „schodów sięgających do nieba", drzewa, „drzewa
świata", „drzewa życia". Tych charakterystycznych dla archaicz­
nych koncepcji i systemów religijnych obrazów chcę szukać we
współczesnych świadectwach o Pałacu Kultury, pozwalających
widzieć wspólnotę (i różnicę) w doświadczeniu przestrzeni
i miejsca przez człowieka współczesnego i człowieka społe­
czeństw pierwotnych, prawspółczesnych. Doświadczenia, o któ­
rym tak pisał Eliade: „Człowiek społeczeństw prawspółczesnych
stara się żyć jak najbliżej środka świata. Wie, że jego kraj znajduje
się faktycznie pośrodku ziemi, że jego miasto stanowi pępek
świata, a nade wszystko świątynia, bądź pałac są prawdziwymi
środkami świata."
Interesować mnie tu będzie także Pałac Kultury jako rzeczywis­
tość pełna znaczeń, gromadząca w sobie różnorodne, często
sprzeczne emocje. Krótko mówiąc: współczesny mit Pałacu
Kultury i Pałac jako mit. Jako symbol. Symbol skupiający w sobie
zarówno treści nawiązujące do archaicznej symboliki świata, jak
i podkreślające - tu uprzedzam nieco analizę - jego widmowy,
nierzeczywisty charakter. Mówiąc tu o Pałacu Kultury jako
symbolu i o symbolu, o jego polifoniczności, i polisemantycznoś c i nawiązuję bezpośrednio do tego rozumienia i pojmowania
symbolu, o jakim mówi Jurij Łotman , podkreślając jego „niejas­
ny", „aluzyjny" charakter, gdzie: „ T r e ś ć j e d y n i e m i g o c e
poprzezwyrażenie, a wyrażeniejedyniealuzyjnie
w s k a z u j e na t r e ś ć " . Na przykładzie Pałacu Kultury dają się
bowiem prześledzić wszystkie istotne cechy symbolu jako kon­
densatora pamięci kulturowej, o których pisał Łotman:
1. „ W symbolu zawsze jest coś archaicznego. Każda kultura
potrzebuje warstwy tekstów, realizujących funkcje archaiki."
2. „Symbole zachowały zdolność do przechowywania w zwi­
niętej postaci wyjątkowo obszernych i ważnych tekstów."
3. „Symbol nigdy nie należy do jakiegoś jednego synchronicz­
nego przekroju kultury - zawsze przeszywa on ten przekrój
pionowo, przybywając z przeszłości i odchodząc w przyszłość.
Pamięć symbolu jest zawsze starsza, niż pamięć jego niesymbolicznego tekstowego otoczenia."
4. „Będąc ważnym mechanizmem pamięci kultury, symbole
przenoszą teksty, schematy fabularne i inne twory semiotyczne
z jednej warstwy kultury do innej."
5. Symbol występuje „jako coś niejednolitego w stosunku do
otaczającej go przestrzeni tekstowej, jako posłaniec innych epok
kulturowych (= innych kultur), jako przypomnienie o prastarych
(= 'wiecznych') podstawach kultury. Z drugiej strony, symbol
aktywnie koreluje z kontekstem kulturowym, transformuje się
pod jego wpływem i sam go transformuje."
6. I co najistotniejsze w przypadku naszego „tekstu wyraże­
nia", jakim jest Pałac Kultury: „najbardziej aktywne historyczne
symbole cechuje pewna nieokreśloność w relacji pomiędzy
tekstem-wyrazeniem a tekstem-treścią. Ostatni zaws*e należy do
bardziej wielowymiarowej przestrzeni znaczeniowej. Dlatego
wyrażenie nie w pełni pokrywa treść, lecz jedynie jak gdyby czyni
aluzję do niej. W danym wypadku jest obojętne, czym to jest
wywołane: tym, że wyrażenie jest jedynie krótkim mnemonicznym znakiem rozmytego tekstu-treści, czy tym, że pierwszy
przynależy do świeckiej, otwartej i ukazywanej sfery kultury, zaś
drugi do sakralnej, ezoterycznej, tajemnej (...)"
Źródła, na których opieram swoją analizę, wymagają również
słowa komentarza. Są one różne co do jakości i pochodzenia.
Korzystałem tu z notatek prasowych zamieszczanych w „Trybu­
nie Ludu", „Expressie Wieczornym", „Życiu Warszawy", „Stoli­
cy", rzadziej sięgając do innych dzienników i tygodników pozawarszawskich, korzystałem także z Kroniki Pałacu i materiałów ją
uzupełniających , okolicznościowej poezji, dzieł literackich,
18

19

20

21

22

�dzienników i wspomnień. To co uderza w relacjach prasowych na
pierwszy rzut oka, to uroczysta, „podniosła", świąteczna stylis­
tyka, a także to, że informacje przekazywane są w pewnych
schematach i szablonach języka propagandy, powielanych i po­
wtarzanych za prasą centralną, co sprawia, że pierwsze teksty
0 Pałacu Kultury tworzą swoisty zespół tekstów kanonicznych.
Już więc na poziomie języka w jakim się pisze o Pałacu
1 tworzeniu jego tradycji obserwować możemy swoistego rodzaju
sakralizację. Już na poziomie źródeł także, centralny problem
etnograficznego opisu, stojący dziś zdaniem Geertza przed ant­
ropologią i wymagający od niej rozstrzygnięcia: - „Nie całkiem
wiadomo, w jakiej proporcji w barwnych opisach realnych ludzi,
żyjących w realnych czasach, w realnych miejscach stapiać
należy fakty i fikcje" - znalazł się tu już poza naszym zasięgiem
i został z góry, bez naszego większego udziału rozstrzygnięty. '
Można przy tym odnotować i uprzedzić czytelnika, że w nie­
których cytowanych tekstach podniosłemu nastrojowi towarzy­
szy swoistego rodzaju infantylizacja, będąca częstokroć wyni­
kiem pedagogicznych funkcji tekstu, gdy przeznaczony on jest
dla najmłodszych (dzieci, młodzieży), owo zmieszanie nastroju
podniosłego z infantylnym nieobce jest jednak i tekstom oficjal­
nym, kierowanym do dorosłych. Należy ono do charakterystycz­
nych cech stylistycznych kanonu i aury tamtych lat. W swojej
analizie staram się, o ile to możliwe, utrzymać sekwencję chrono­
logiczną, pozwalającą lepiej obserwować nawarstwianie się
znaczeń, wątków i motywów symbolicznych. Nie mogę nato­
miast zapewnić czytelnika, że potrafię zachować należyty dystans
badawczy i oddalić własne emocje. Pałac Kultury umożliwia nie
tylko zstępowanie w głąb archaicznego zaplecza symbolicznego
i kulturowej pamięci. Dla mieszkańca związanego z tym miastem
od urodzenia - jakim jestem, i noszącego Pałac w swoich oczach
od dziecka, jest to też podróż do tej części własnej, osobniczej
przeszłości, której nie obejmuję ani żywą pamięcią, ani jej
świadomością. Oddajmy zatem głos świadkom tego minionego
dziś już świata.
2 3

2

K w i a t kamienny
We wspomniany nastrój n i e z w y k ł o ś c i Pałacu, podkreś­
lany przez wszystkie teksty, niech wprowadzi nas relacja repor­
tera. Zarysowują się w niej także i inne wątki rozwijane w pozos­
tałych świadectwach - element mocy (stal), splendoru, blasku,
wysokości, Pałacu jako stałego punktu orientacji:
„Autor niniejszej książeczki jest reporterem, takim zatem człowie­
kiem, który co dojrzy to zanotuje, a co zanotuje to przekaże
i opowie innym. Innym czyli Wam. A wy jesteście wycieczką,
wycieczką tak przedziwną, że nie ruszając się ze swych domów,
nie opuszczając Stalinogrodu, Gdańska, Szczecina czy Łodzi,
miasteczek czy wsi, zwiedzicie w Warszawie Pałac Kultury i Nauki
im. Józefa Stalina. Reporter widział Pałac od lat trzech, od dni
jego narodzin, kiedy to w dół pod fundamenty spłynął pierwszy
strumień betonu (...)
Był 21 lipca wigilia naszego święta narodowego, na pomoście
stanęli członkowie rządu PRL. Nadeszła uroczysta chwila: Pre­
mier Józef Cyrankiewicz przechylił się przez barierkę i rzucił
złotówkę, a robotnicy zerwawszy czapki z głów i wysoko je
podrzucając wołali: 'Na szczastie! Na szczęście!' (...) Tak rósł
stalowy kolos. Właśnie stalowy. Bo choć dziś w Pałacu po­
dziwiamy lśniące parkiety, wspaniałe marmury, kunsztowne
obicia nie należy zapominać, że Pałac Kultury to przede wszyst­
kim stal. Każde z 32 pięter to stal. Kopuła Sali Kongresowej to stal.
Trzon niebotycznej iglicy - to stal. (...)
Ludzie w tym dniu przystawali na ulicach i wysoko zadzierali
głowy: zdążą czy nie zdążą? Kula iglicy dziś tak jasno lśni.Złociś­
cie świeci w słońcu pokryta zasłoną 1400 kolorowymi złocistej
barwy szkiełkami.
I odtąd w którejkolwiek stanęlibyśmy dzielnicy Warszawy - na
Woli, Bielanach, Mokotowie zewsząd ujrzymy płonącą iglicę
Pałacu."
(Jerzy Janicki, O Pałacu Kultury i Nauki im. Józefa Stalina,
Warszawa 1955 TWP).
Na niezwykłość Pałacu i niecodzienność tego daru, jakim był
Pałac dla Warszawy zwraca naszą uwagę inny tekst. Niezwykłość
Pałacu polega na tym, i dałaby się streścić w formule: „że zanim

powstał już był"; że „jeszcze go nie było a już był". Pojawia się tu
również motyw oniryczny:
„Przerzucamy stronice gazet: luty, marzec, kwiecień, o jest!
Wszędzie na pierwszych stronach wielkie nagłówki: 'Wielki dar
Związku Radzieckiego dla Warszawy', 'Najwspanialszy gmach
Warszawy Pałac Kultury i Nauki'. Tak to było przecież 5.IV.1952.
A więc rok t e m u n i k o m u z nas nie ś n i ł o się o Pałacu
Przyjaźni. Raczej niejednemu, który czytał gazety 6.IV. w y d a ­
w a ć się m o g ł o , że ś n i . Bo też historia nie przyzwyczaiła nas do
takich podarunków. A już Warszawy szczególnie. Łupił nasze
miasto kto żyw w Europie i Szwed, i Sas, Siedmiogrodzki
Rakoczy i Petersburska Katarzyna, austriacki 'najeźdźca' i napoleński 'sojusznik'. Łupiły ją całe pokolenia pruskich żołdaków od
Fryderyka po Hitlera. Nie przyzwyczaiła nas historia do takich
podarunków jak Pałac przyjaźni. Rok temu jeszcze się nam
w Warszawie o nim nie śniło. A dzisiaj? Dzisiaj jest to chyba
j e d y n y w W a r s z a w i e g m a c h , k t ó r e g o jeszcze nie m a .
a k t ó r y dobrze znamy, k o c h a m y , p o d z i w i a m y . * Jeżeli Plac
Konstytucji dokonał tej sztuki, że zrósł się z Warszawą natych­
miast po zbudowaniu, to Pałac Kultury i Nauki pod tym względem
pobił M D M - stał się nierozerwalną częścią Warszawy jeszcze
przed swym wzniesieniem. Czyż nie jest nam znajoma i bliska
sylweta Warszawy, z której nad zarysami Nowego Światu i Krako­
wskim Przedmieściem, nad Kolumną Zygmunta i kopułą Pałacu
Staszica i nad masywem domu partii i kanciastym pudłem
'Prudentialu' wystrzela wieżyca największego Pałacu już dziś tak
bardzo warszawskiego. "(Karol Małcużyński, Nasza Stolica,
„Trybuna Ludu" 17.1.1953)
O niezwykłości tego przedsięwzięcia jakim była budowa Pała­
cu mówi Aleksander Zacharowicz Antonów - budowniczy Pała­
cu Przyjaźni:
„Gdy przeczytałem umowę naszych rządów o darze dla Polski
Ludowej, ogarnęło mnie uczucie dumy, za kraj mój, za rząd, za
Stalina. Jeszcze czegoś takiego nikt, nigdy i nigdzie nie budował,
i aby mury były z przyjaźni. To wielki zaszczyt uczestniczyć w tym
pięknym dziele." (tamże)
W wierszu o tym jak rósł Pałac Kultury dostrzec możemy
również epifanię techniki. Pojawia się tu również klasyczny obraz
kratofanii („Mocny jak skała"). Pałac łączy bowiem w sobie
przeciwieństwa, stanowi bowiem szczególnego rodzaju „coincidentia opositorum" uchwyconą w oksymoronicznej formule
(„kwiat kamienny"):
Jadą do Polski
deski i szyny,
wapno i cement,
szkło i maszyny.
Auta i dźwigi,
brązy, marmury
by stanął piękny
Pałac Kultury
Już długi pociąg
do Polski jedzie,
wielkie koparki
na samym przedzie.
Jadą radzieccy
dzielni kopacze,
jadą szoferzy,
jadą spawacze.
Już przyjechało
stu inżynierów,
majstrów, murarzy,
cieśli, monterów.
Już się w Warszawie
praca zaczęła.
Już się zabrali
śmiało do dzieła.
By wywieźć ziemię
nie trzeba taczek:
wszystko ułatwi
praca kopaczek.
A te kopaczki
to istne smoki:
biorą od razu
rozmach szeroki. (...)

Przy takiej pracy
małe kłopoty:
już ukończono
ziemne roboty!
Już fundamenty
całkiem gotowe,
już rozpoczęto
wielką budowę!
Już rosną w górę
potężne mury:
dźwiga się z posad
Pałac Kultury!
Dźwiga się śmiało
i szybko wzrasta
jak k w i a t k a m i e n n y
na klombie miasta!
Coraz to wyżej
i wyżej rośnie.
Oczom przyjemnie!
Sercu radośnie!
Spójrz, już niedługo
dogoni chmury
wielopiętrowy
Pałac Kultury!
Piękny jak uśmiech!
M o c n y j a k skała!
Wielki jak wieża!
Wieczny jak chwała!
Wspaniały pomnik
radzieckiej sławy:
symbol przyjaźni
w sercu Warszawy!

(R. Pisarski, Rośnie w Warszawie Pałac Kultry)
Obok obrazów podkreślających moc, trwałość, wieczno-trwałość obrazów i symboli znanych w historii idei religijnych od
czasów cywilizacji megalitycznych, które rozwijały złożoną symTo i następne podkreślenia moje - Z.B.
19

�I
bolikę lityczną i religijną waloryzację skał i kamieni: ,,Skała,
kamienna płyta, granitowy blok okazują się nieskończenie trwałe,
stałe, odporne na zniszczenia, ostatecznie i s t n i e j ą w sposób
niezależny od stawania się w czasie." (por. M. Eliade, Historia
wierzeń i idei religijnych, Warszawa 1 988,1.1, rozdz. V, s. 82 i п.),
obok obrazów wieży („Wielki jak wieża"), pośród obrazów
wznoszenia się, wzrastania, wstępowania w niebo - gdzie
widzimy znów znaczącą coincidentia opositorum, jednoczenie
przeciwieństw: statyki, trwałości z dynamicznym stawaniem, się,
ruchem („dogoni chmury"), przezwyciężeniem ciężaru, moty­
wem lotu („Będzie sięgał wysoko do góry Tam gdzie ptaki, obłoki
i chmury") - a więc pośród obrazów z pola symbolicznego axis
mundi , pojawia się w opisach Pałacu również znamienny dla
symbolizmu centrum obraz G ó r y . Nie jest to oczywiście czysty
obraz „Góry kosmicznej" łączącej niebo i ziemię (chociaż znaj­
duje się w centrum: „ W sercu Polski widoczny z daleka").
Pojawiający się obraz góry jest tu skontaminowany z innym
archaicznym wątkiem należącym do folkloru ludowego i wyobra­
źni ludowej, wpleciony w baśniową konwencję i stylistykę,
w której powraca sygnalizowany już oniryczny nastrój:
25

Góra szczytem strzelała w obłoki
Stał na górze tej zamek wysoki
Była w zamku dziewczyna zamknięta...
Baśń tę każdy na pewno pamięta.
To co bajarz ludowy napisał
To co lud w wyobraźni kołysał
Wkrótce wszyscy ujrzymy na jawie!
Pałac z baśni powstaje w Warszawie.
Będzie sięgał wysoko do góry
Tam gdzie ptaki, obłoki i chmury
Tak jak w baśni nasz Pałac Kultury.
0 czym niegdyś nasz lud tylko marzył
Tym go naród przyjaciel obdarzył.
Jest już wolna więziona dziewczyna
1 minionych złych lat nie wspomina.
Cała mieni się w czerwonych wstążkach;
Ta dziewczyna to po prostu - książka
Z niej wypływa i mądrość i wiedza
Która pochód kultury poprzedza.
Będzie piął się wysoko do góry
Tam gdzie ptaki, obłoki i chmury
Dar przyjaźni nasz Pałac Kultury.
W sercu Polski widoczny z daleka
Będzie trwał jak wiara w człowieka,
Będzie trwał jak miłość dla dziecka.
Będzie trwał jak przyjaźń radziecka.
(Jan Brzechwa, Pałac Kultury)
Ów baśniowy wątek, wraz z motywami wstępowania w niebo,
wzrastania, wysokości („zaledwie dostrzegalny naszym ludzkim
okiem"), rozwijany jest i w innych tekstach:
Już wyjrzały spod ziemi pierwsze fundamenty.
Strzeliły w górę przęsła stalowych rusztowań,
Coraz wyżej się wspina Pałacu osnowa,
Piękniejszego, niż pałac królewny zaklętej.
Tam w górze, gdzie ten obłok, błyśnie szczyt iglicy,
Zaledwie dostrzegalny naszym ludzkim okiem.
I rozjarzy się Pałac tysiącami okien
I nigdy nie gasnącym będzie płonął zniczem.
Jako symbol przyjaźni szczerej i głębokiej.
Najwspanialszy ornament wspaniałej Stolicy.
(Adam Nowak, Pałac Kultury i Nauki)
Motyw mocy, blasku, epifania światła i świetlistości, wzrastania
w górę należy tu do najczęstszych:
(...) Jadą ze Związku pociągi z głazem.
Lokomotywa jak serce pała.
Z walki o wolność, podjętej razem,
Z dziejów przyjaźni wyrasta pałac!
20

Patrz, jak koronką wysokość zdobi
I jak smukleje, jak pnie się w górę!
Żeby od dołu zwycięstwo robót
Sprzęgło murarza z natchnionym piórem!
Żeby świadectwem był pałac w walce
0 szczęście ludu, o trud i pokój.
Żeby na książki kładli tu palce
Synowie fabryk i dzieci chłopów.
(Grzegorz Timofiejew, Na budowę Pałacu Kultury i Nauki w War­
szawie)
W dialogu chmury z chmurką dochodzi do głosu kosmiczna
symbolika Pałacu, obraz kolumny niebios (wieża oparta o gwiaz­
dy):
(...) Odpowiada chmura mama:
A ja się nie śmieję,
Bo słyszałam przecie sama
- Boria, „żmi bystrieje".
A jak „żmi bystrieje" Boria
To ładna historia.
Znam ich, każdy uśmiechnięty
Lecz zawzięty każdy.
Wzniosą wieże, postumenty
1 oprą o gwiazdy.
Tak mówiła chmura-mama,
cała zapłakana:
- Uciekajmy córko-chmurko
nie chcę być drapana.
Odpłynęły więc niemrawo
Daleko za Wisłę
Nad Warszawą, nad Warszawą
Niebo jasne, czyste.
(Józef Prutkowski, Mówi chmura córce

chmurce...)

Kosmiczną symbolikę spotykamy również w wierszu o błysz­
czącej z daleka „kryształowej kuli" wieńczącej iglicę Pałacu, nad
którą pochylają się i Słońce i Księżyc, gdzie dochodzi do głosu
i możliwa jest komunikacja, nawiązanie kontaktu pomiędzy
niebem a ziemią. Obraz rozwijany w magicznym (kula magiczna,
wróżka, wróżbita), mantycznym, baśniowym nastroju.
Na iglicy Pałacu, gdzie tylko wiatr hula,
w słońcu wysoko błyszczy kryształowa kula.
I dzień - niby wróżbita - ręce do niej tuli,
wypowiada zaklęcia i czyta coś w kuli.
Powiedz, promieniu słońca, powiedz ze swej łaski,
co tam widzisz w magicznej tej kuli warszawskiej?
Widzę Pałac gotowy, M D M - jak rośnie,
każda się w niej budowa przegląda radośnie!
Widzę ludzi, pojazdy, ogrody, ulice,
Wisłę, mosty, bulwary - calutką stolicę!
I widzę, jaka będzie ta przyszła, jutrzejsza:
coraz większa, ludniejsza i jeszcze piękniejsza!
Na iglicy Pałacu, gdzie tylko wiatr hula,
w księżycu jasno błyszczy kryształowa kula.
I noc - najlepsza wróżka - wznosi nad nią dłonie,
gwiaździste rzuca czary i wzrokiem w niej tonie.
Powiedz, światło księżyca śliczne, romantyczne,
co tam widzisz w warszawskiej tej kuli magicznej?
Widzę, jak ona górą lśni, iskrzy się w gwiazdach
i w dole jak odbija gwiazdozbiory miasta.
Czuję oddech Warszawy pogrążonej we śnie
i słyszę, jak do pracy spieszy rano wcześnie.
W niej piękno w krąg zamieszka, radość się rozgości i będzie jej wciąż z wiekiem przybywać młodości!
Na iglicy Pałacu, gdzie tylko wiatr hula,
wróży szczęście Warszawie kryształowa kula.
Wszystkie blaski stolicy niechaj w niej migocą!
Wierzymy tym wróżbitom: naszym dniom i nocom.
(Witold Degler, Kryształowa kula Pałacu Kultury)
W poetyckich obrazach i przeżyciach Pałacu Kultury zbiegają
się motywy tak charakterystyczne dla symboliki centrum (stały,
mocny, trwały punkt orientacji umożliwiający przejście pomiędzy
różnymi poziomami rzeczywistości kosmosu: niebem - ziemią
- podziemiami; (elementy te i płaszczyzny siedzieć będziemy
jeszcze w dalszej części analizy), jak i symboliki d o m u , z jego
wartością środka umożliwiającego przejście pomiędzy różnymi
wymiarami czasowymi (cofanie się i zstępowanie w przeszłość;
wychodzenie i wstępowanie w przyszłość). „Dom dostarcza

�obrazu przeszłości. Co więcej w sensie idealnym dom leży
pośrodku ludzkiego życia, a środek (jak widzieliśmy) oznacza
punkt wyjścia i początek" (por. Yi-Fu Tuan, Przestrzeń i miejsce,
Warszawa 1987, s. 164). Odnajdujemy również w obrazach
Pałacu Kultury związane z mitycznym wartościowaniem prze­
strzeni i miejsca - częściowo już pojawiające się w dotych­
czasowych tekstach - symbole „wnętrza kraju", „źródła", „środ­
ka", „serca"-symbole mistyki poznania, które wszystkie pokazu­
ją ideę czasu przeszłego (por. Yi-Fu Tuan, tamże, s. 161).
W przypadku Pałacu Kultury, jeśli jednak nie mówić o swoistej
inwersji znaczeń (poza ideowym założeniem projektu architek­
tonicznego) to z pewnością mamy do czynienia ze znacznie
silniejszym akcentowaniem przyszłości, a wspomniane obrazy
i symbole (domu, środka, serca) związane są z ideą czasu
przyszłego, nowego, innego, wychylone są i zorientowane prze­
de wszystkim ku przyszłości. Nawet w wierszu Stanisława
Ryszarda Dobrowolskiego, który uruchamia romantyczny Mic­
kiewiczowski topos „rzeki domowej", wpisując w ten sposób
Pałac w tradycję i zwracając się ku przeszłości, jawi się on jako
coś nowego wraz ze swą kosmiczną „naturalno-religijną" sym­
boliką (Dom - jak Kościelec ogromny).
Wisło, rzeko domowa, czyś ty kiedy widziała
takie tu domy?
Żeby wieża nad miastem do księżyca sięgała
Żeby dom był jak Kościelec ogromny.
(Stanisław Ryszard Dobrowolski, ..Express Wieczorny", 22.VII.
1954)
Owo wychylenie w przyszłość, wraz z Pałacem jako punktem
orientacyjnym - znów z epifanią światła - znajdujemy w wierszu
podporucznika Mieczysława Michalaka:
Z dróg warszawskich ta jedna najbardziej jest znana,
która wiedzie do miejsca, gdzie Pałac wyrasta,
gdzie jak jasna pochodnia płonie biała ściana
i oczami żarówek świeci duma miasta.
Dłonie dźwigów nam kreślą powitania miłe
i mowę zrozumiałą niosą w ludzkie serca
dźwig żelazny, lecz żywy, przemawia swą siłą,
jak człowiek do przyszłości wyciągając ręce.
Patrząc na ludzi, na mury - dar uczuć braterskich
na płycie marmurowej czuję najwyraźniej
ciepłą dłoń robotnika - to dotyk Przyjaźni Więc przesyłam ci, Moskwo, mój salut żołnierski.
(Z wycieczką na budowie Pałacu Kultury i Nauki)
Pałac Kultury jawi się również jako źródło prawdy (Pałac praw­
dy), ze swą mocą ożywczą i odmładzającą.
Przypędzono stalowe żyrafy,
rozciągnięto stalowe ramiona,
rosną w górę konstrukcje stalowe,
rosną piętra w stalowych dłoniach.
Metrów dwieście!
Metrów dwieście!
Rośnie pałac,
w górę pnie się!
Ponad miastem
metrów dwieście!
To przyjaźń wyciąga ramiona,
to przyjaźń wieńczy śródmieście!
Wyżej, wyżej! Jak radość! Jak ptak!
Rosną piętra, jak przyjaźń urosła!
Rośnie pałac, jak przyjaźń wzrastała robotnicza, żołnierska, najprostsza!
Tu robotnik i chłop się spotkają,
Tutaj prawda jak żyto jest prosta.
Tu swą młodość wciąż młodą i piękno
przekazuje Warszawie - Moskwa.
(Stanisław Czachorowski, Pałac prawdy)
W wierszu węgierskiego poety, Ferenca Pakozdy'ego, Pałac
Kultury jest nie tylko ożywczym źródłem, obok sygnalizowanych
już symboli i motywów, jawi się jako niemal miejsce święte,
cudowne („Oto nowy cud życia"). Epifania blasku, świetlistości,
światła, mistyka światła osiąga tu swą kulminację. Wiersz jest
świadectwem przeżycia mistycznego doznawanego w kręgu
Pałacu, gdzie następuje ekstatyczna przemiana (podmiotu lirycz­
nego) autora w światło („Dziś duszę moją kąpię w blasku" (...)
„I sam się w blask iskrzący zmieniam").

Pałac Kultury i Nauki,
Już jadąc patrzyłem na niego.
Oto pnie się nad Warszawą stalą.
Zapowiedź! Symbol! Szturmuje niebo.
Jeszcze w koło gruzy i zwaliska,
Jeszcze stopą o przeszłość potrącasz,
A już nad wszystkim przyjaźń goreje
Dumnie potężniejąca.
Patrzę w dzieje rosnącej budowli,
Pielgrzymuję codziennie w jej stronę.
Nieustannie dudni tu pracą:
Serce miasta roztętnione.
Na podwyższeniu - mnóstwo widzów.
W oczach dostrzegam żar i zadumę.
Padają słowa w zamyśleniu:
To stalinowski, drogi podarunek!
Tak mnie raduje ten piękny pałac,
Jak gdyby dla mnie go budowali.
Pokój stąd bije, serca zapala:
Proletariacki internacjonalizm.
Tutaj wyczuwasz w każdym odruchu
Radziecką rękę, myśl i tempo;
Tu się roztacza wizja świata:
Komunistycznej epoki piękno.
Słynne budowle komunizmu...
Pojęcie o nich zawdzięczam książkom;
Dziś duszę moją kąpią w blasku
I w teraźniejszość blask przyszłości sączą.
A gdy wieczorem nad konstrukcjami
Niebo od iskier się rozpłomienia.
Pieśń wzbiera we mnie i upojenie.
I sam się w blask iskrzący zmieniam.
Pałac Kultury i Nauki...
Witam go roniąc łzy radosne.
Szczęśliwy jestem. Oto nowy cud życia:
Klucz do przyszłości. Czuję, że rosnę.
(Ferenc Pakozdy, Pałac Kultury i Nauki, przełożył z węgierskiego
Tadeusz Fangrat)
W wierszu Pakozdy'ego w najbardziej dobitny sposób dochodzi
też do głosu agresywny obraz Pałacu, Pałac jako wyzwanie
rzucone niebu, w którym to obrazie rozpoznać możemy mityczny
motyw w i e ż y B a b e l ( - „ S y m b o l szturmuje niebo").
Obraz ten nawiązuje do zinterpretowanej przez marksistowsko-komunistyczną ideologię, biblijnej opowieści o wieży Babel.
Motyw ten jako przykład transformacji symbolu rozpatruje Łotman, pokazując przy jego pomocy istotę symbolu jako obszer­
nego tekstu „ w zwiniętej postaci" przenoszącego pamięć kultury.
- „Już w formule Marksa - która była (...) niezmiernie popularna
- 'proletariusze szturmują niebo' - zawierało się odwołanie do
mitu o wieży Babel poddanego podwójnej inwersji: po pierwsze
zmieniały się miejscami oceny nieba i atakującej go ziemi i, po
drugie, mit o rozdzieleniu narodów był zastępowany wyob­
rażeniem o ich połączeniu czyli międzynarodówce." (por. J.
Łotman, Symbol'w systemie kultury', op.cit.,s. 154). Warto w tym
miejscu wspomnieć o innej interpretacji opowieści o wieży Babel,
widzącej w „karze" pomieszania języków - błogosławieństwo,
broniące przed pokusą totalitaryzmu (jeden język, „będziemy jak
bogowie"): uniemożliwienie zbudowania wieży i pomieszanie
języków widziane tu jest jako zachowanie różnorodności, od­
mienności pluralizmu tożsamości, a w tym wolności ofiarowanej
człowiekowi.
Tym co nieodmiennie podkreślane jest we wszystkich tekstach
i świadectwach przeżyć związanych z Pałacem, to jego w y s o ­
k o ś ć , podniebność, strzelistość. Niezwykłość i moc Pałacu
streszcza się w jego wysokości i ogromie. Wysokość Pałacu
fascynuje, przyciąga, magnetyzuje. Tak jest od samego początku,
od chwili ogłoszenia wiadomości o darze:
„Na największym placu stolicy przy ulicy Marszałkowskiej wznie­
siony zostanie gigantyczny obiekt budowlany wysokości 28-30
pięter (...) polska myśl twórcza będzie stąd promieniować na cały
21

�kraj." Reakcja ludzi na tę wiadomość przywodzić może na myśl
skojarzenia z masowymi przeżyciami o charakterze mirakularnym.
„Całą Warszawę natychmiast obiegła wieść o wspaniałym przyja­
cielskim darze, jaki otrzymała stolica Polski Ludowej od Związku
Radzieckiego, którym będzie najwyższy w Polsce gmach - Pałac
Kultury i Nauki. Mieszkańcy Stolicy ciągnęli na wyznaczone pod
budowę tereny, między Marszałkowską a Al. Jerozolimskimi,
Sosnową i Świętokrzyską, omawiali na żywo przypuszczalny
wygląd kolosa, jego przeznaczenie..." (...)
„Radosna wiadomość elektryzuje dziś wyobraźnię wszystkich
mieszkańców Stolicy i całej Polski - mówi pisarz Leon Kruczkow­
ski. - Ten szlachetny dar narodu dla narodu będzie nie tylko
trwałym pomnikiem naszej wieczystej przyjaźni. Już sam proces
jego budowy będzie na nas wspaniale promieniował dzień po
dniu mocniej niż jakiekolwiek słowo (...)" (,, Express Wieczorny",
7.IV.1952)
Tak też jest i po zakończeniu robót, gdy „Życie Warszawy" od
stycznia 1955 r. publikuje głosy w dyskusji nad projektem
zabudowania Placu Stalina:
„Trzeba tu postawić gmachy, które jako piękna oprawa stanowić
mają jednolitą całość z p o d n i e b n y m p a ł a c e m . "
„Gmach biały i smukły stoi w całej swej okazałości. Strzelista jego
sylweta, tak nierozłącznie i już na zawsze złączona z obrazem
Warszawy widoczna z odległości dziesiątek kilometrów, góruje
nad miastem, ściągając codzień spojrzenia tysięcy i tysięcy
mieszkańców Warszawy." („Express Wieczorny", 21.1.1954)
„Z tarasu na wysokości 132 m Ogród Saski wygląda jak listek
sałaty - donosi reporter „Expressu" (Jerzy Ciszewski,
28/29.VII.1954, nr 205). Ileż to razy przechodząc ulicami War­
szawy, zwracacie swój wzrok ku niebotycznej sylwetce PKiN.
Hen wysoko błyszczy w słońcu iglica ... bieleją już też olbrzymie
kamienne kolumny wejściowych portali. Piękny jest nasz Pałac
- mówią wtedy z dumą mieszkańca stolicy. Przystają wtedy na
chwilę w codziennej wędrówce, aby nacieszyć tym widokiem
oczy. Jak drogocenna perła w oprawie, tak błyszczy biały pałac
w obramowaniu zielonych rozległych trawników."
Szczególne znaczenie owego wertykalnego wymiaru Pałacu,
otwierającego wzrok ku górze podkreślał jeszcze na etapie
dyskusji nad projektem architekt Rożniew.
„Na wielką bryłę należy spoglądać z punktu widzenia wzrostu
człowieka i wzniesionej głowy. Ludzie gdy idą do pracy są
pochyleni, gdy zaś wolni idą z głową wzniesioną ku górze. Taki
gmach pracuje w życiu - trzeba powiązać bazę z człowiekiem."
(Jak powstał projekt Pałacu Kultury, opr. M. Kledź, „Stolica", nr
23, 9.06.1985)
Fascynacja wysokością udzieliła się także polskim architektom
podczas prób określenia proporcji Pałacu w stosunku do sylwetki
miasta:
„Architektom przyszli z pomocą lotnicy. Aby wyznaczyć w prze­
strzeni najwyższe punkty przyszłego pałacu, polecono lotnikowi
wznieść się nad Warszawą i zrobić szereg okrążeń na wysokości
160 i 220 metrów. Architekci polscy i radzieccy, rozstawieni
w różnych punktach miasta oraz na praskim brzegu Wisły,
obserwowali samolot i w ten sposób ustalili wysokość gmachu
z uwzględnieniem ogólnej sylwetki zabudowy stolicy. Następnie
stojąc na dachach domów sąsiadujących z miejscem przyszłej
budowy dokonali potrzebnych pomiarów i wreszcie doszli do
zgodnego wniosku, że najodpowiedniejszy będzie gmach o wy­
sokości około 220 metrów."
(J. Dąbrowski, Podniebny pomnik przyjaźni, Warszawa 1953, s.
7-8)
Wspomina architekt J. Sigalin:
„Architekci radzieccy, zwłaszcza Rudniew: 'Starczy; tak będzie
dobrze dla sylwety Warszawy: 100-120 metrów. Nas jednak (...)
warszawiaków ogarnął niepojęty amok wysokości, po każdym
nawrocie samolotu dyspozycja: 'Wyżej'! (wieże boczne 60 m jak
Hotel Warszawa, może mniej lub więcej świadomie chodziło
o stworzenie znacznie większej skali nowej Warszawy niż ta którą
wyznaczały przed wojną Prudential czy Cedergren."
(J. Sigalin, Warszawa 1944-1980. Z archiwum architekta, War­
szawa 1 986, t. 2, s. 429)
O sakralnej (quasi-sakralnej?) rzeczywistości Pałacu świad­
czyć może nie tylko irracjonalny, a często mistyczny charakter
przeżyć związanych z Pałacem, ale również język architektury,
którym do nas przemawia. Wojciech Włodarczyk, autor interesu­
jącego studium o socrealizmie (w którym niestety Pałac Kultury
został potraktowany dość fragmentarycznie i marginalnie - omó­
wiony tylko portal wejścia głównego, autor skupił swą uwagę na
kandelabrach Placu Konstytucji), wiele miejsca poświąca mis­
tycznemu wymiarowi tej architektury (por. W. Włodarczyk,
Socrealizm. Sztuka Polska w latach 1950-54, Libella, Paryż
22

1986, zwłaszcza zaś rozdz. 3-Mistycyzm architektury, s. 39-53).
Zauważając, iż obok terminologii militarnej architektoniczne
słownictwo stanowi główny materiał przemówień, Włodarczyk
zwraca uwagę, że powinności ideowe jakie nakładano na ar­
chitekturę i architektura socrealistyczna sama tworzyły rodzaj
mistycznej komunikacji pomiędzy widzami a nią samą. Architek­
tura ta miała być pretekstem dla widzów, dzięki któremu mieli
odczuć wielkość epoki. Tezy Włodarczyka o mistycznym do­
świadczeniu jakie niosła ze sobą architektura socrealizmu, prze­
mawiająca językiem tak charakterystycznym dla tego rodzaju
doświadczenia - wyrażającym się w „coincidentia opositorum"
- w jednoczeniu i łączeniu przeciwieństw, znajdują swe szczegól­
ne potwierdzenie na przykładzie Pałacu Kultury. Można powie­
dzieć, że Pałac Kultury jest jedną wielką „coincidentia oposito­
rum". W różnych wymiarach i na różnych poziomach jednoczy
w sobie przeciwieństwa i sprzeczności. Jest połączeniem sztuki
i tradycji wysokiej z niską ludową, mocy z lekkością, ciężaru
z ulotnością, dźwięku i ciszy, połączeniem starego z nowym,
lokalnego ze światowym, obcości ze swojskością. Czegóż to nie
widziano w Pałacu Kultury. I śpiew Ewy Bandrowskiej-Turskiej,
i Nike z paryskiego Luwru, porównywano go oczywiście do
wieży Eiffla, nazywając go „warszawską wieżą Eiffla". Pałac - co
zobaczymy dalej - łączy w sobie często sprzeczne nastroje
fascynacji i grozy, dla jednych jest przykładem ładu i harmonii, dla
innych chaosu; jest już to zapowiedzią wolności:
W mieście sercu najbliższym
wolny człowiek godny,
ujrzę wież wysmukłość.
Latarnię, która świeci
Redutę, której tylko
pięknem i nauką.
(T. Kubiak, Na budowę Pałacu Ku/tury i Nauki) już to przykładem
bezczelnego zniewolenia.
Wszystkie te n i e j e d n o z n a c z n e nastroje i znaczenia jakie
gromadzi w sobie Pałac pokazują najlepiej jakże w i e l o z n a c z ­
n y m jest on symbolem. I jak w różnych wymiarach i na różnych
poziomach - (czy to w pozytywnej, czy w negatywnej części
pałacowego mitu) - realizuje podstawową funkcję symbolu, jaką
jest próba „wyrażenia niewyrażalnego".
Niech świadectwem tego mistycznego doświadczenia jakie
niesie Pałac, tego jednoczenia przeciwieństw, będzie tu garść
wybranych wypowiedzi:
Akademik Rudniew:,,(...) projekt ten musi mieć na celu stworze­
nie jednolitego obrazu piękna, który by się łączył w jedną całość
architektoniczną ze starą Warszawą (...) Gmach ten w swej
szczytowej części jakby rozpływa się w powietrzu, tak jak śpiew
Ewy Bandrowskiej-Turskiej z ciszy przechodzi do najwyższych,
krystalicznych dźwięków, tak i tutaj, my też w budowie tego
gmachu musimy dążyć do wytworzenia lekkości formy, wspania­
łości form budowanego gmachu, przy przejściu z monumental­
nych części dolnych..." (J. Sigalin, Warszawa ...op. c i t , t.2, s.
435)
„Pałac Kultury i Nauki, jako dzieło radzieckiej szkoły architek­
tonicznej, jest wyjątkowo utiafiony w swym usytuowaniu, wy­
miarach rozczłonkowaniu bryły. (...) Gmach ten odczuwa się jako
zgrabny, radosny i swojski budynek nieomal juz istniejący w War­
szawie." (J. Minorski, O projekcie szkicowym Pałacu Kultury
i Nauki, „Architektura" 1952 nr 7-8)
Na spotkaniu architektów Helena Syrkusowa zabierając głos
w dyskusji mówiła:
„Pałac Kultury i Nauki stał się częścią Warszawy. Obawiano się,
że on może być w Warszawie obcy. Stał się kamertonem nowej
Warszawy." (J. Sigalin, Warszawa..., op. cit., t. 3, s. 83).
O syntezie tradycji wysokiej i niskiej (ludowej) pisano:
„Ale Pałac Kultury i Nauki ma być nie tylko wielki. Ma być piękny.
Jako centralny budynek Warszawy, socjalistycznej stolicy Polski,
musi mieć charakterystyczne cechy polskiej architektury, powi­
nien posiadać elementy zaczerpnięte ze skarbnicy polskiej kultury
architektonicznej. Udali się więc radzieccy projektanci Pałacu
w podróż po Polsce. Odwiedzili wiele miast, w których przetrwały
najwspanialsze pomniki polskiego budownictwa. Oglądali zaby­
tki Krakowa i gmachy Zamościa, budowane w przepięknym stylu
Odrodzenia. W szkicownikach ich utrwaliły się kolejno fragmenty
pereł budownictwa z Kazimierza, Chełmna, Kielc i Torunia.
Dostrzegli i zanotowali wszystkie odrębności naszego budow­
nictwa, wszystkie najpiękniejsze fragmenty budynków, pozos­
tałych z epoki największego rozkwitu tej sztuki w naszym kraju.
Wreszcie odjechali. I znowu w pracowniach Moskwy zawrzała
gorączkowa praca. Wykonano projekt gmachu. O tej pracy, której
wynikiem były narodziny projektu Pałacu, tak mówi Lew Rud­
niew, członek rzeczywisty Akademii Architektury ZSRR.
26

�'Długo badaliśmy cechy szczególne narodowej architektury pol­
skiej, zanim zatrzymaliśmy się na danym wariancie projektu
i definitywnie ustaliliśmy architekturę gmachu. Sięgnęliśmy do
polskiej sztuki l u d o w e j , jeździliśmy po polskich miastach,
obserwowaliśmy dźwigającą się z ruin Warszawę, naradzaliśmy
się z polskimi architektami.
Znaleźliśmy wspólny język z polską architekturą - i to zadecydo­
wało o powodzeniu naszego projektu. Styl Pałacu zsynchronizo­
wany jest z najpiękniejszymi budowlami architektury polskiej,
a jednocześnie jest nowy. Trzeba podkreślić, że architektura
polska w podstawie swej - jeśli wyeliminować z niej obce
naleciałości - związana jest z ludem, z życiem. Jest ona lekka
i jasna, nie przytłacza człowieka, lecz podnosi go'. (...)
Podobne założenia, jakie przyświecały budowniczym wysoko­
ściowców moskiewskich, leżą u podstaw koncepcji warszaws­
kiego Pałacu Kultury. I do niego - jak widzieliśmy - doskonale
dadzą się zastosować słowa uchwały dotyczącej wysokościow­
ców moskiewskich, które mają być 'oryginalne w swej architektoniczno-artystycznej kompozycji i związane z historyczną ar­
chitekturą miasta'. Tak samo jak tamte, warszawski Pałac Kultury
nie powinien być i nie będzie 'powtórzeniem znanych zagranicą
wzorów wielopiętrowych budynków'." (J. Dąbrowski, Pałac
Kultury i Nauki, Mała Bibl. TWP, Warszawa 1953, s. 7-8 i 25-26)
„ C a ł y t e n o l b r z y m i g m a c h z b u d o w a n y będzie w d u c h u
p o l s k i c h a r c y d z i e ł a r c h i t e k t u r y . (...) w Pałacu Kultury i Nauki
widzmy charakterystyczny dla polskich wzorów architektonicz­
nych dynamizm: z masywu głównego budynku śmiało wystrzela
znacznie węższa wieża. A r c h i t e k t o n i c z n e r o z w i ą z a n i e czę­
ści niższych Pałacu p r z y p o m i n a nieco k r a k o w s k i e S u ­
k i e n n i c e , sala k o n g r e s o w a zaś, o w a p ó ł r o t u n d a , z a w i e r a
e l e m e n t y b a r b a k a n u , t a k c h a r a k t e r y s t y c z n e g o dla p o l ­
skiego b u d o w n i c t w a .
Wybitne wartości artystyczne gmachu podkreślali zgodnie polscy
architekci, kiedy wezwano ich do oceny projektu. Stwierdzili oni,
że gmach jest zharmonizowany z całością zabudowy Warszawy
i doskonale skomponowany w jej panoramie." (J. Dąbrowski,
Podniebny..., op. cit., s. 9-10)
Pisano również o tym, że Pałac Kultury jest „połączeniem
krakowskiego renesansu i warszawskiego klasycyzmu".
„Inż. arch. Skibniewski stwierdził, że w stylizacji gmachu archite­
kci radzieccy sięgnęli do wzorów najpięknieszych dzieł krakows­
kiego renesansu. Również architektura warszawska - spokojny
klasycyzm - znalazła swe odbicie w gmachu. Prof. Biegański
zwrócił uwagę na pewne cechy architektonicznego podobieńst­
wa Pałacu do polskiego budownictwa historycznego. (...)
Inz. arch. Stępiński omawiając h a r m o n i j n e połączenie ele­
mentów architektonicznych k r a k o w s k i e g o renesansu i w a r ­
s z a w s k i e g o k l a s y c y z m u s t w i e r d z i ł , że w ł a ś n i e t o p o ł ą ­
czenie nadaje P a ł a c o w i cechy s p o k o j u . (...)
Akademik Rudniew omawiając wytyczne pracy architektów
radzieckich przy planowaniu gmachu podkreślił, że 'dążyli oni do
stworzenia atmosfery ciepła, miłości i poszanowania człowieka,
aby każdy, zarówno dziecko, jak i dorosły, chciał tu przyjść
i wypocząć'." (J. Dąbrowski, Podniebny... op. cit., s. 10-12)

W i d m o w y środek świata
Ostatnie przytoczone teksty ukazujące Pałac Kultu ryjako jedność
przeciwieństw zarysowują kolejny wątek naszych rozważań.
Prowadzą nas nieuchronnie do kwestii symbolizmu centrum. Do
pytań o to w jakim stopniu jest on punktem s t a ł y m , trwałym,
umożliwiającym orientację w świecie. W jakim stopniu gromadzi
w sobie echa i jest pogłosem tradycyjnych, archaicznych koncep­
cji „środka świata" opisanych przez Eliadego (por. M. Eliade,
Sacrum, mit, historia, Warszawa 1978, rozdz. II: Elementy rzeczy­
wistości mitycznej). Na ile jest on nie tylko owym stałym
„absolutnym" punktem oparcia umożliwiającym orientację, ale
i środkiem, który ustanawia „nasz świat", „Kosmos" z jego ładem
przeciwstawionym „chaosowi", owym „środkiem świata" - jak
każda świątynia i pałac - streszczającym w sobie świat, będącym
obrazem świata. Wiążą się z tym bezpośrednio pytania i o to w jaki
sposób Pałac Kultury zachowuje i przenosi w sobie strukturę
i charakter miejsca świętego.
W odpowiedzi na te pytania, dające się sprowadzić do jednego:
jak zapisany jest symbolizm centrum w Pałacu Kultury?, musimy
zachować jednak podwójną ostrożność.
Po pierwsze, musimy pamiętać o „ramie" Pałacu, o tym
specyficznym mieście w jakim został usytuowany. Marta Zielińs­
ka w Studium o Placu Defilad napisała:

„W północnym i południowym krańcu placu, tak mniej więcej na
wysokości Poznańskiej, leżą wmurowane w chodnik dwie tablice
pamiątkowe. Istniała jeszcze i trzecia, ale już jej nie znalazłam,
zniknęła za płotem wykopków. Podobnych tablic nie ma chyba
żadne miasto. Nie upamiętniają one ani ludzi, ani zdarzeń, lecz
zaznaczają zwyczajne skrzyżowania. Na jednej napis z brązu głosi
'Tu było skrzyżowanie ulic Chmielnej i Wielkiej'. Było. Teraz są
duchy skrzyżowań. Symboliczne nagrobki - tak tutaj popularne.
(...) Nie wiem kto wpadł na tę myśl, ale wiem, że poprzez nią
właśnie przemówił duch Warszawy, miasta, które pozbawione
wystarczająco solidnej i niezmiennej podstawy materialnej-szu­
ka schronienia w bytach idealnych, czyli w słowych, w lite­
rach."
Na inny sposób mówi o tym bohater filmu Tadeusza Konwickiego
- Jak daleko stąd, jak blisko, wyruszający w przeszłość, czy
w przyszłość (ma wyraźne trudności z określeniem kierunku)
spod Głównego wejścia Pałacu Kultury - na przekór, pod prąd
jakiejś zapóźnionej wycieczki wbiegającej do środka Pałacu,
wyruszający w swoją podróż w kierunku domu. Bohater filmu,
w którym niemałą rolę odgrywa Pałac ukazując się raz i po raz
i będąc tez sceną wadarzeń dziejących się podczas tej wędrówki
-„Strzelista sylweta Pałacu Kultury przesłania zachodzące słoń­
ce". A nad nią w i d z i m y - w pamiętnej scenie rozpoczynającej film
- postać Żyda, chasyda (Wiecznego Tułacza?) lecącego pośród
chmur - obraz potępionej duszy strącanej w otchłań piekła, czy
unoszonej w niebo, nad Pałacem, i skrzyżowaniem Alei Jerozoli­
mskich i Marszałkowskiej. Bohater tego filmu zwraca się do
widma (ducha) swego przyjaciela samobójcy: „Widzisz Maks, to
jest całe nasze miasto. Wielokrotnie okupowane przez obcych,
torturowane, równane z ziemią. Nasze miasto. Czasem w środku
Europy, kiedy indziej wschodnio-europejskie." Musimy zatem
pamiętać o tym specyficznym, niejasnym, widmowym, niepew­
nym charakterze i statusie tego miasta, i o tej specyficznej
ruchomości „środka" i „serca" Polski.
27

28

29

30

Po drugie, musimy pamiętać o owej zasadzie towarzyszącej
symbolom, że - tak samo jak w dotychczas poruszonych moty­
wach i wątkach symbolicznych związanych z Pałacem-tak i tutaj
gdy mówimy o Pałacu i symbolizmie środka „treść jedynie
migoce przez wyrażenie, zaś wyrażenie jedynie aluzyjnie wskazu­
je na treść".
Tę zjawiskowość i iluzoryczność Pałacu, jego widmowość
podkreśla wiele tekstów:
„Było to o wiośnie, bodaj czy nie w maju, wczesnym rankiem
o wschodzie - pisał Gustaw Morcinek. - Wychyliłem się z pocią­
gu dojeżdżającego do Warszawy i oto ujrzałem strzelisty, biały
zarys Pałacu Kultury we wschodzącym słońcu. Niebo było
ogr.omnie błękitne i głębokie, i w owym głębokim błękicie nurzała
się biała sylweta Pałacu Kultury. Była podobna do zjawy, a przede
wszystkim zdała mi się podobna do Nike z paryskiego Luwru.
Czarowała mnie swym porzedziwnie smukłym i strzelistym,
ulatującym pod niebo, kształtem i podobnie jak tamta Nike,
prawiła mi o zwycięstwie i wierze w człowieka." („Trybuna
Robotnicza", 12.IV.1972)
Na tę zjawiskowość i odmaterializowanie socrealistycznej
architektury zwraca również uwagę Włodarczyk, gdzie skłonność
do nakładania na architekturę powinności i obowiązków ideo­
wych „występowała równolegle z tendencją do 'dematerializo­
wania' budynku, budowania go na sposób malarski, ukrywania
jego geometrii i tektoniki pod płaszczem rozbudowanych or­
namentów." (por. W. Włodarczyk, Socrealizm, op. cit., s. 41)
Gdy mowa o idei środka świata, to nie sposób nie przywołać
w tym miejscu wiersza Tadeusza Kubiaka, gdzie obok motywów
domowych (gniazdo, jaskółka u belki) spotykamy się wręcz ze
swoistą inwersją tej idei. O ile bowiem w tradycyjnych wersjach
„środek" jest punktem orientacji, wyznacza cztery kierunki świa­
ta, o tyle tu w Pałacu, w jego pięknie „znika różność stron
świata". Jego szczyt natomiast kieruje nasz wzrok - (zgodnie
z pierwotnym znaczeniem słowa) -jedynie na Wschód: ujrzeć zeń
można Don, Wołgę i zarys Uralu:
Tylko miłość przedmiotów tak codziennie prostych
jak dłuto, albo młotek do kamienia, albo
kielnia i wiara w dzieła, co z rąk ludzkich wzrosły mogą przykuć do siebie w godzinę upalną
nawet - nawet w ulewie szumiącej wśród liści
23

�nie dadzą zejść z rusztowań skrywających mury.
A wiersz ten mi się sprawdzał, gdy niedawno szliśmy,
przyjacielu, przez piętra Pałacu Kultury.
Ja nieraz już widziałem trud i mozół wielki,
powszednią pracowitość jaskółki, gdy w dziobie
przenosi g r u d ę ziemi na gniazdo u b e l k i ,
lub jak skrzydła jaskółcze - ważące się obie
dłonie ludzkie nad dziełem, miłowaniem - którym
wypełnia się swe serce.
Przyjacielu wspomnij 0 tym mówiłem z tobą - gdy Pałac Kultury
stanął nam przed oczami, jak gniazdo. Jak p o m n i k .
Wiem ile trzeba serca, by w mieście o nazwie
tak różnej od imienia rodzinnego miasta
budować jak dla siebie. Gdy noc gasi gwiazdę
1 dzień zapala słońce - w ognia sztucznych gwiazdach
zanurzać się jak nurek w skafandrze z palnikiem
w stalowy pion konstrukcji, to piąć się do góry
ścianą stromą jak przepaść.
Przyjacielu, zniknie
różność s t r o n ś w i a t a w pięknie Pałacu K u l t u r y .
Nie obca mi tęsknota do tej chwili pięknej,
gdy dłonie się opiera na dziele skończonym.
Ci z piętra najwyższego, przykładając rękę
do czoła - może ujrzą burzany nad Donem
i zieleń brzóz nad Wołgą i zarys Uralu,
gdy ja będę wstępował w warszawskie marmury.
Przyjacielu, tak każdy dzień nas łączy z dalą,
a z sobą - każda cegła Pałacu Kultury.
(Tadeusz Kubiak, Rozmowa na budowie Pałacu Kultury w War­
szawie wiosną 1953 roku, z cyklu: Miłość prawdziwa).
Pałac Kultury jest także nietypowym środkiem ze względu na
to, iż leży... na uboczu. Tę ekscentryczność Pałacu podkreślano
wielokrotnie:
„ W Warszawie wszystkie wielkie ulice prowadzą do nieba. Żadna
nie kończy się jakimś architektonicznym akcentem - poza nie­
szczęsnymi kandelabrami na Placu Konstytucji. Postawienie
Pałacu Kultury i Nauki ekscentryczne wobec skrzyżowania naj­
większych arteryj miejskich jest jeszcze jednym dowodem, że
architekci nie boją się przeciągów, że lubują się w bezgranicznych
perspektywach ulic. (...) Nie zamyka on żadnej z wielkich arterii
stołecznych. Jego sylwetkę widzimy wyraźnie z okolic Służewca
czy Starej Miłosnej, ale na skrzyżowaniu Nowego Światu z Aleja­
mi czy Marszałkowskiej ze Wspólną znika on przesłonięty byle
jakimi czynszowymi kamienicami." (Jerzy Putrament, O 'elewactwie' i innych sprawach warszawskich,
„Życie Warszawa"
15.1.1955)
Ów dziwny środek, bardziej dostrzegalny na peryferiach i krawę­
dziach miasta - czemu dawała wyraz poetycka intuicja Adama
Nowaka - „najwspanialszy ornament wspaniałej stolicy" - za­
przątał uwagę i napawał niepokojem poważnych architektów,
którzy W dyskusjach nad rozwiązaniem Placu Stalina (Defilad)
centrum i ściany wschodniej podnosili tę niekonsekwencję
Pałacu, „który ma już swoje miesjce w sylwecie Warszawy (...)
ale to centralne położenie Pałacu Kultury jest jednocześnie mało
dostępne." (por. J. Sigalin, Warszawa op. cit., t. 3, s. 77).
Powoływano się przy tym na wzorcowe przykłady najwspanial­
szych rozwiązań jak Plac Zgody w Paryżu, gdzie arterie wiążą ten
centralny plac z całym miastem, przywoływano rue Rapalle, aleję
Madellaine i to wszystko, co sprawia, „że człowiek, jeżeli jest
w Paryżu, to nie może nie przechodzić przez plac Zgody i nie może
nie widzieć tego obelisku, który został przywieziony przez Napo­
leona I z Luksoru"; podczas gdy „my obserwujemy Pałac Kultury,
ale widzimy go rzadko i jego sytuacja właśnie w centrum
Warszawy, jest to pewnego rodzaju paradoks." (J. Sigalin, op.
cit., tamże). By temu zaradzić przywoływano inne paryskie
wzorce, kojarzono Pałac Kultury z wieżą Eiffla: „Staraliśmy się
w pracowni z kolegami wrysować sylwetę Pałacu Kultury w syl­
wetę wieży Eiffla, bo jest pewne pokrewieństwo między tymi
pomnikami." (tamże). Proponowano również sięgnięcie do
„dziedzictwa pozostawionego przez La Notre'a, do esplanady
wspaniałego rozwiązania parku wersalskiego przy Pałacu", (tam­
że, s. 85).
Jak widać więc w Pałacu Kultury łączą się i przeciwieństwa
i rozmaite wątki, składające się na jego „niejasność" i ambiwalencję. Łączy on w sobie zarówno wątki: południa i północy
(krakowski renesans i warszawski klasycyzm), wschodu i za­
chodu (burzany nad Donem i zarys Uralu; Wieża Eiffla i ogrody
24

Wersalu), odbijając w sobie ową zasadę miasta: „czasem w środ­
ku Europy, kiedy indziej wschodnioeuropejskie". Jawi się już to
jako niezintegrowana z nim cząstka, już to przez syntezę cech
architektury narodowej, a według wszelkich reguł Barthes'owskiej zasady rządzącej mitem, jego „naturalnym centrum" („Bada­
nie narodowych cech architektury polskiej... pozwoliło wreszcie
stworzyć projekt, który będzie czymś zupełnie nowym dla miasta,
złączy się z nim organicznie, tworząc naturalne centrum Stolicy."
-por. J. Dąbrowski, Paląc..., op. cit., s. 9). W paradoksalny sposób
Pałac Kultury łączy w sobie także i ład „Kosmosu" z „Chaosem".
Te dwa konkurujące ze sobą doświadczenia: Chaosu i Ładu,
domowego „Kosmosu" odnajdujemy w cytowanym już studium
Marty Zielińskiej. Najpierw gdy pisze:
„Dziś plac coraz bardziej podupada. Chaos tego miejsca zdumie­
wający, jak na centrum europejskiej przecież stolicy - jaskrawo
przeczy nazwie niegdyś mu nadanej. Nieliczni niknący w rozległej
przestrzeni przechodnie, przemykają tamtędy po jakichś niewido­
cznych szlakach, zastępujących ulice; równie bezładnie krążą
samochody, a także parkują wielkie kontenery i autobusy. Ód
strony Alei widać płoty i wykopki, od Świętokrzyskiej resztki
kiermaszowych budek z paroma przygodnymi handlarzami,
a wszystko obrośnięte po brzegach niestarymi jeszcze a już
niszczejącymi drzewami. Ostatnio pojawił się tu - chyba dla
dopełnienia rozgardiaszu - zapeklowany wieloryb."
Tekst chyba powstał parę lat temu, dziś chaos postąpił jeszcze
dalej, do rozgardiaszu jeszcze chyba większego przyczynia się
międzynarodowy, „wolnorynkowy" bazar, jeden z pierwszych
„sex-shopów"; żeby było zachodnio zlokalizowany dla równo­
wagi - w budce typu campingowo-mazowiecko-podhalańskiego, a także nagłaśniany cierpiętniczymi porykiwaniami zwie­
rząt pozostawionych bez wody na noc w stojących na parkingu
kontenerach - o czym donosiła ostatnio prasa i radio.
Opisując Placu Defilad Zielińska, zauważa jak:
„dziwnie i symbolicznie nawet odzwierciedla on los Warszawy,
całe jej pokrętne dzieje ostatnich stukilkudziesięciu lat. Niedługa
Historia (...) zatoczyła koło: był kiedyś polem chaotycznie zabu­
dowanym drewnianymi przeważnie domkami i obsadzony drze­
wami, teraz zaś - wbrew wszelkim planom architektów - znów
zbliża się do tej postaci.
Owszem stoi, także Pałac, ale trzeba podnieść wzrok, by go
dojrzeć, bo normalnie z perspektywy przechodnia widać tylko
w oddali poszczególne jego skrzydła oderwane od siebie, nie
układające się w sensowną całość. Jest za duży do ogarnięcia,
więc rozpadł się na kawałki: osobno góra, osobno dół, a dół
jeszcze na oddzielne części. Ten kto znajdzie się pod samym
Pałacem, ogląda głównie pustą przestrzeń z trzech stron świata."
Obok tego kubistycznego doświadczenia Pałacu, wzmagającego
związane z nim poczucie chaosu, znajdujemy nieco dalej zupełnie
innego rodzaju wyznanie. Autorka, będąca rówieśniczką Pałacu,
tak pisze:
„ W Pałacu doceniałam jego wysokość, zawartość mnie nie
interesowała. Kiedy wracałam do Warszawy z wakacji, zawsze
czekałam na chwilę, w której ukaże się nagle z dala maciupeńki
Pałac Kultury. O 'Pałac' - wołało sią i miało się miłe poczucie
pewności, że dom już bisko. Czyli był to jakby efekt morskiej
latarni. Nie mogę powiedzieć,żebym nieczuła wówczassympatii,
zwłaszcza do Pałacu oglądanego z odległości, na przykład
z brzegu Wisły w Świdrze. Dopóki znajdowałam się w jego
zasięgu, wiedziałam, że się nie zgubię, że w razie czego trafię
- i nawet próbowałam pokonywać tę drogę w dziecinnych
wyobrażeniach." (s. 124)
Odnotowawszy te wszystkie paradoksy i swoistego rodzaju
rozdwojenie w postrzeganiu Pałacu, cofnijmy się "jeszcze do
pierwotnego założenia ideowego, leżącego u jego podstaw
i poświęćmy chwilę uwagi zapisanemu w nim symbolizmowi
centrum. Warto przy tym wspomnieć o istotnym novum jakie
stanowił Pałac w planie miasta. Sytuując się na dawnym uboczu,
w miejscu dawnego chaosu. Pałac wraz z ciągiem Marszałkows­
kiej od M D M - u , planowanym centrum (dziś ścianą wschodnią)
- Placem Stalina (Defilad) utworzył równoległy, a zarazem
konkurencyjny ciąg wobec Traktu Starej Warszawy, Traktu Króle­
wskiego biegnącego od Starego Miasta, Zamku Królewskiego,
przez Krakowskie, Nowy Świat, Al. Ujazdowskie, „przez" Ła­
zienki, Belweder-aż po Wilanów-ciągu naznaczonego historią,
bogactwem symboliki związanej z historią miasta i kraju. War­
szawa jest właśnie takim specyficznym miastem, którego „cent-

�rum" najbardziej nasycone historyczną symboliką rozciągnięte
jest równolegle do Wisty właśnie na Trakcie Królewskim, na osi
północ-południe. Usytuowanie Pałacu Kultury nie tylko tworzyło
konkurencyjne nowe, równoległe centrum biegnące po tej samej
osi, ale akcentowało tak mało, poza osią Saską, Stanisławowską,
Ujazdowską, znaczący kierunek Wschód-Zachód.
Ileż to razy architekci i obserwatorzy narzekali, że miasto
„ucieka od Wisły", że nie schodzi ku rzece i nie wiąże się mocniej
z jego prawobrzeżną częścią, jakby nie widząc w tym pewnej
logiki, w takim właśnie zaakcentowaniu osi pd-pn, będącej
odbiciem biegu Wisły, łączącej Kraków, Warszawę i Gdańsk, bo
jak powiada Piotr Skrzynecki za Wiesławem Dymnym „z trzech
stron mamy przyjaciół, ale tylko z jednej strony morze"; to przecież
tu na Wiśle Talko-Hryncewicz, w oparciu o badania i pomiary
antropologiczne ustalał etnograficzną granicę pomiędzy Azją
a Europą, Wschodem i Zachodem.
Usytuowanie Pałacu Kultury w zachodniej części miasta, nie
tylko akcentowało ów kierunek, do którego miasto odwracało się
plecami, realizowało również regułę orientacji świątynnej, sakral­
nej. Swymi bocznymi - mniej znaczącymi ścianami Pałac roz­
ciągał się pomiędzy Południem a Północą, zaś swoją częścią
„ołtarzową", obrzędową - jeśli tak można nazwać Trybunę,
z której odbierać miano pochody i manifestacje, pomnikami przed
frontonem i portalem Głównego Wejścia, skierowany był na
Wschód. (To tu, na ścianie wschodniej umieścić Ftłtano przenie­
siony „ratusz" i urzędy administracji, troszcząc się w dyskusjach
nad rozwiązaniem nowego centrum, w jaki sposób najbardziej
wyeksponować Pałac - czy stawiać łuki, kolumnady, czy zo­
stawić szerszy prześwit).
Dla zobrazowania tej nowej waloryzacji w mitycznej geografii
miasta, niech posłuży plan pozwalający lepiej prześledzić jego
symboliczno-centryczną treść:
Ы
4. Wojiij, cjTojbe
Z.. Trybu xix

S', TA ouŁik.'

ć

W 1 9 5 3 r. nadano Pałacowi Kultury i Nauki imię Józefa Stalina
( „ A kiedy w dalekiej Moskwie na Kremlu przestało bić wielkie
serce przyjaciela ludu polskiego, wodza mas pracujących całego
świata, tow. Stalina, Rząd Polski Ludowej powziął uchwałę..."
- J. Dąbrowski, Podniebny..., op. cit.). Postanowiono również
wznieść przed wejściem głównym pomnik (o konkursie na
pomnik por. wspomnienie Henryka Urbanowicza: „najbardziej
ekscentryczny był pomnik Stalina, dłuta Xawerego Dunikows­
kiego - Mistrz proponował pomnik z granitu, z wielkich bloków
.niała się składać cała postać, łącznie z głową. Bezpośrednia
ingerencja artysty została ograniczona do minimum. Wielkie
"•budowane z bloków nogi-buty deptały ziemię, postać która

przedstawiana jest w wydechu, tym razem nabrała pełną pierś
powietrza, wydęła lekko policzki i obojętna, groźna - pluła, pluła
na cały świat" - „Stolica", 14.11.1988; por. Grażyna Stankiewicz,
Jak powstał PKiN, „Res Publica", 1990 nr 3)
Do realizacji tego projektu nie doszło, jednakże o wadze tego
przedsięwzięcia może świadczyć dyskusja rzeźbiarzy i architek­
tów, rozważająca, czy pozostałe postaci, rzeźby z frontonu
powinny siedzieć, czy stać. „ M o g ę sobie wyobrazić postać
Mickiewicza, żeby siedział. Ale żeby Kościuszko siedział?"
- w ś r ó d postaci mieli być ludzie nauki, sztuki, bojownicy o wol­
ność, bohaterowie. Postaci tego panteonu to: Chopin, Curie-Skłodowska, Kopernik, Mickiewicz, Lelewel, Matejko, „pary":
Bogusławski - Staszic, Kołłątaj - Śniadecki, postaci: Kościuszko
- Świerczewski lub Marchlewski-Waryński, Frycz-Modrzewski,
Wit Stwosz, Jan z Kolna - w przypadku trzech ostatnich
wnoszono wątpliwości - „brak jest fotografii" (por. Większego
wyboru pozycji nie ma - stenogram z dyskusji opr. Jacek Królak,
„Res Publica", 1990 n r 3 , s. 34—40). Z tych projektów pozostały
jedynie zrealizowane dwie rzeźby (siedzące) u głównego wejścia
po obu bokach: Adama Mickiewicza (dłuta Ludwiki Nitschowej)
i Kopernika (dłuta Stanisława Horno-Popławskiego). Obok więc
syntezy i kwintesencji arcydzieł architektury polskiej („Pokazaliś­
my im wszystkie zabytki Warszawy, Krakowa, Torunia, Kaźmierza
n. Wisłą, Puław, Płocka, Czerwińska, Nieborowa, Kielc - foto­
grafowali, fotografowali... Poznali Tatry, Żelazową Wolę, Nie­
szawę (...) Daliśmy im albumy Krasiczyna, Baranowa, San­
domierza, Gdańska. Podziwiali obrazy Canaletta" - por. J.
Sigalin, op. cit., t. 2, s. 430), do elementów symbolizmu centrum
i obrazu świata zawartego w założeniach ideowych Pałacu i placu
należą:
1. Wspomniani siedzący Kopernik, Mickiewicz, dookoła zaś
murów Pałacu „dwadzieścia osiem rzeźb. Stoją w półkolistych
niszach pałacowych ścian, przedstawiając postaci z całego globu
ziemskiego" (por. Jerzy Janicki, op. cit., s. 28).
2. Trybuna rządowa z orłem (godłem PRL); pierwotnie zamierza­
no umieścić orła nad trybuną obok m.in. wpółleżących postaci
uosabiających Wisłę i Odrę (por. Grażyna Stankiewicz, Jak
powstał Pałac Kultury, maszynopis, s. 71).
3. Granitowy obelisk (na rogu Al. Jerozolimskich i Marszałkows­
kiej, obecnie od czasu przebudowy przejścia podziemnego,
budowy metra zdemontowany) wskazujący kierunki i odległości
do wszystkich stolic europejskich i ważniejszych miast polskich
- „użyteczność dla kierowców pojazdów znikoma ale jaka
symbolika! Rzecz przecież w odległościach do Warszawy, do jej
centrum, do centralnego placu. A z niego - okno na świat!" (por.
Sigalin, op. cit., t. 3, s. 147), ów słynny słupśmiechu wspomniany
przez L. Stommę we fragmencie dotyczącym mitycznego wymia­
ru geografii (w: Z zapisków etnologa. List Ludwika Stommy
wysłany z Paryża do Redakcji, a opatrzony tytułem: Słoń a sprawa
etnologii, „Polska Sztuka Ludowa", 1982, nr 1-4).
„Budowa tego drogowskazu nawiązuje historycznie do pol­
skiego znakownictwa drogowego - istniejącego do dzisiejszego
dnia drogowskazu granitowego w Koninie z 11 51 r.odmierzającego dokładną odległość między Koninem a Kruszwicą." („Życie
Warszawy" 18.VII.1955)
4. „Dwie kolorowe ściany wodne oddzielą Plac Defilad od Alei
Jerozolimskich i Świętorzyskiej. Na 9 metrów wysokie strumienie
wodne wyrzucać będą fontanny symbolizujące Wisłę i Odrę."
(..Express Wieczorny", 20/21 VII.1955)
(A więc Wisła i Odra zostały umieszczone na osi Wschód
- Zachód, sic! - Z.B.)
5. „Zegar słoneczny bez wskazówek na którym promień słonecz­
ny wymierzać będzie ziemski czas człowieka" (Jerzy Janicki, op.
cit.). A właściwie dwa, jeden lemniskatowy w rejonie Pawilonów
Dworca Śródmieście, drugi analematyczny w parku przy Święto­
krzyskiej. A właściwie... pełne wyjaśnienie daje Mistrz. Doc.
Przypkowski w związku ze zniszczeniami spowodowanymi przez
wandali:
„ W 1954 r. obliczałem, a w rok później wykreśliłem 3 zegarów
słonecznych przy Pałacu Kultury. Jeden duży, analematyczny,
25

�gdzie człowiek sam jest wskazówką (by jej już nie skradli) oraz
7 lemniskatowych, które od świtu dozmierzchu miały wskazywać
godzinę. Jest to jeden z nielicznych na świecie zegarów słonecz­
nych wskazujących czas użytkowy. Niestety, wykonano tarcze na
wątłym trzpieniu. W rezultacie uzupełniano je już kilkakrotnie
i w sumie przez tych 15 lat zegar może 'chodził' pół roku. Służę
dokumentacją w czynie społecznym" (..Express Wieczorny",
30/31 .V.1970)
6. Ogród 3,6 ha.
Drzewa i krzewy sprowadzono z całej Polski.
„Piękne dęby ofiarował Szczecin, klony - Śrem, świerki, rodo­
dendrony z Wrocławia, lipy - woj. lubelskie, cała Polska złożyła
się na urządzenie Parku Pałacowego." (Jerzy Janicki, op. cit.)
Sprowadzono z całej Polski: 20.000 sztuk drzew wedle specjalnie
dobranych gatunków: lipy, graby, buki czerwonolistne, platany,
jarzębiny, topole, jabłonie, brzozy, świerki, jodły, dęby błotne
i piramidalne, wiśnie japońskie, cisy, ok. 10.000 sztuk krzewów
i bylin w 60 gatunkach, w tym rododendrony i azalie (por. J.
Sigalin, op. cit., t. 2, s. 146)
7. „Sala Kongresowa - W tej sali odbywać się będą przyszłe
kongresy pokoju, będą padały słowa o pokoju we wszystkich
językach świata (skierowane w zachodnim kierunku - Z.В.).
Pałac ma stać się ogniskiem nauki i kultury, miejscem z którego
promieniować będzie to wszystko, co w naszym narodzie mądre
i piękne." (Jerzy Janicki, op. cit.)
8. Jeden z największych placów w Europie, „na którym będą
mogły odbywać się 700-tysięczne manifestacje" (..Express Wie­
czorny", 18.1.1954); dwa obeliski pionowe (patrz wyjaśnienie
dalej)
9. Tablice z mosiężnymi literami: „Tu stała wieża zegarowa
Dworca Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej", „ulica Pańska", „ulica
Złota", „ulica Wielka", „ulica Śliska", „ulica Chmielna".
Ze względu na symbolikę centrum (obok aluzyjnie pojawiają­
cych się tu tradycyjnych elementów: skały, góry, wieży, wody,
drzewa-ogrodu, kolumny - charakterystycznych dla struktury
miejsca świętego) nie mniej ważne są tu obliczenia statystyków
tworzących swoistą tradycję środkowości Pałacu, gdzie punktem
odniesienia są z jednej strony Władywostok, z drugiej zaś Madryt:
„Ułożone jedna obok drugiej cegły użyte do budowy PKiN
zajęłyby przestrzeń od Warszawy do Władywostoku." („Express
Wieczorny", 5.IV.1955)
„Przewody elektryczne, wodociągowe, klimatyzacyjne-rozciągnięte długość ich 2500 tys. m = 2 tys. 500 km czyli mniej więcej
tyle ile wynosi odległość od Warszawy do Madrytu." (..Express
Wieczorny", 27.IV.1955)
„Gdybyśmy ze wszystkich pomieszczeń zdjęli podłogi i ułożyli na
płaskim terenie, powstałby kwadratowy plac o bokach po 400
m = 160 tys. m , na takim placu w Warszawie, którego nie ma,
zmieściłyby się cztery Parki Ujazdowskie, mogłyby się tam
odbywać olbrzymie manifestacje z udziałem kilkuset tysięcy
ludzi" (..Express Wieczorny", 27.IV.1955)
„Gdyby się urodziło dziecko i nie opuszczając pałacu spało co
noc (w innym pokoju) opuściłoby pałac w wieku 22 lat" (tamże).
„Trzeba sześć dni aby obejść cały pałac zatrzymując się tylko
1 minutę w każdym pomieszczeniu" („Express Wieczorny",
5.IV.1955).
Pierwsza manifestacja Majowa przed Pałacem odbyła się
1 maja 1 955 r. Obok rysunków i zdjęć Pałacu ukazał się wówczas
okolicznościowy wiersz na 1 maja, dobrze oddający nastrój
i leżący w klimacie Centralnego Placu:
2

Północ, Południe
Zachód i W s c h ó d
Biegun i równik
Sioło i gród
Maleńka chata i drapacz chmur
Francuski port i chiński mur
Robotnik chłop nasz druh i brat
I cały glob
I cały świat
Świętują święto majowe
W Hiszpanii wyjdą na harce
prowokatorzy ze szpiclami
Wypełni się karcer
Politycznymi więźniami
Ale c z e r w o n y skrawek z w i s a
Nawet z najgrubszych krat

26

Na świeżym grobie Belojanisa
Ktoś złożył c z e r w o n y kwiat
O j c o w i e , matki
S y n o w i e , córki
żołnierze sześciolatki
W czwórki
A l b o lepiej w dziesiątki!
Szerzej, szerzej, szerzej
Łódzkie prządki
Gdańscy dokerzy
A jeszcze lepiej setkami
Więcej, więcej. Więcej!
Chłopi z robotnikami
po sto tysięcy!
W ten dzień czerwienią flag,
socjalistycznych unerwień

Braterski znak podaje świat:
Pokój-Zwycięstwo-Czerwień
Okręt, samolot, samochód
Z nami! Z nami!
Żołnierze pokoju - w pochód
Milionami!
Skończymy z wszelką kanalią,
Hydrom się łby oberwie.
Azją, Europą, Ameryką
(Prutkowski,

Niesiemy czerwień Czerwień czerwoni - czarni murzyni
czerwoni - żółci chińczycy
czerwoni - brązowi hindusi
Sztandar wznoszą Rosjanie
Czerwień w każdej krainie
Czerwień upiększa ulice
Czerwień zwyciężyć musi czarną reakcją złamie!

1 Maja,

..Express Wieczorny", 1.V.1955)

W związku z pojawieniem się Pałacu Kultury i postępem robót
zbliżających się do końca, gazety ogłaszały, że „Za 10 lat
Warszawa będzie najpiękniejszym miastem na świecie." („Express Wieczorny", 21/22.VII.1954).
A Gustaw Morcinek w liście ze Śląska już w 1955 г., zobaczywszy
Warszawę w kinie, M D M , Marszałkowską, Starówkę, pisał: „...a
gdy zobaczyłem Pałac Kultury, to pomyślałem - Farona Kandego!
Terozki już Warszawa jest najpiękniejszym miastem na świecie"
(„Życie Warszawy", 15.1.1955).
Uroczyste otwarcie Pałacu miało miejsce 22 lipca 1955 r.
w związku z obchodami święta państwowego PRL.
„Trzy lata temu staliśmy z radzieckimi przyjaciółmi budowniczymi
(...) na tym oto placu (...) wspólnie z radzieckimi towarzyszami
rzucaliśmy jeszcze do rozmiękłej masy betonowej kopiejki i gro­
szaki - budowlanym zwyczajem na szczęście ludzkiej pracy." (Z
przemówienia premiera Cyrankiewicza, Kronika Pałacu, 1955).
W sierpniu 1 955 roku miał miejsce w Warszawie V-ty Światowy
Festiwal Młodzieży, w specyficzny sposób wnosząc swój wkład
w żywe doświadczenie symboliki centrum związanej z Pałacem,
pod którym odbywały się liczne imprezy, festyny i końcowa
defilada-manifestacja. Ówczesna prasa obok informacji, iż w Fes­
tiwalu wzięli udział przedstawiciele prawie wszystkich narodów
świata, donosiła również o symbolicznych akcentach, jak m i n .
0 umieszczeniu obok zegara „na środku dużego koła o średnicy
5,4 m róży wiatrów usytuowanej w / g kierunków świata" („Express Wieczorny", 11 .VI1.1955), na maszcie zaś na rogu Al.
Jerozolimskich i Marszałkowskiej, w pobliżu granitowego słupa
kierunkowskazu zawieszono proporczyki wszystkich narodów
(..Express Wieczorny", 31 .VI1/1 VIII.1955). Pałac Kultury stał się
istotnym emblematem tego festiwalu, widzieć to możemy na
okolicznościowym plakacie przedstawiającym kulę ziemską, a na
niej, na mapie Europy, w jej środku, wyrastający „przestrzennie"
Pałac Kultury, nad globem unosi się biały gołąbek pokoju, pod
kulą umieszczono napisy „Pax, Pokój, Frieden", pod napisami zaś
trzy głowy: białoskóra o rysach „europejskich", żółta skośnooka,
1 czarna (por. „Express Wieczorny", 31 .VII/1 .VIII.1955).
Pałac Kultury jawi się jako miejsce szczególne, niezwykłe,
wzbudza podziw i fascynację. W jego opisach i świadectwach
0 nim wyraźnie zaznacza się element mirum (cudowności).
Uroczysty nastrój wzniosłości tkwił już w założeniach ideowych
tej budowli, kreując ją na swoistego rodzaju miejsce święte:
„Zbliżanie się gwarnej masy obywateli mających wejść do
gmachu Pałacu Kultury i Nauki wymaga demokratycznej otwar­
tości form, jego partii wejściowych, czemu zadośćuczynić mogą
portyki i portale, w swej artystycznej wymowie wprowadzające
wchodzących w podniosły nastrój przeczuwania tych ważnych
1 treściowych przeżyć, które oczekują ich wewnątrz." (Jan
Minorski, op. cit.).
Odwiedzający Pałac są pod jego wielkim wrażeniem, stają wobec
Niego pełni podziwu i fascynacji:
„ W naszej wędrówce nie sposób wszędzie zajrzeć. Już i tak kręci
sią nam w głowie od nadmiaru wrażeń. Oglądaliśmy ogromne
sale Muzeum Techniki, gdzie można już suknami polerować
piękną posadzkę. Wędrowaliśmy po schodach z dębowego
drzewa, dotykaliśmy przepięknie profilowanych klamek odlewa­
nych z brązu, bezszelestnie zamykaliśmy za sobą dziesiątki
wspaniałych drzwi. Mijaliśmy brygady sztukatorów, stolarzy,
instalatorów. Zda się, że ci ludzie pieszczą każdy fragment."
(Jerzy
Ciszewski,
Z
tarasu
Express
Wieczorny",
28/29.VII.1954)
„Nad klimatem czuwa niewidzialny dozorca chroniący wnętrza
przed napływem chłodnego powietrza. Przez specjalne filtry
rozpływa się po całym gmachu rześkie górskie powietrze, bez
pyłu i kurzu." (..Express Wieczorny", 1.1.1954)

�Przeżycia fascynacji nie zacierają się z upływem czasu, a wręcz
się potęgują. O bezradnym podziwie, jaki wywołuje w nim Pałac,
pisze Kazimierz Koźniewski, nazywając Pałac symbolem naszych
czasów:
„Kiedy byłem przed półtorarokiem w środku nie tak wielkie
wrażenie przestrzeni. Teraz ogrom użytkowy przytłacza: Stoję
wobec tej masy 'pokojowej' pełen bezradnego podziwu. Mam
wrażenie, że nikt więcej niż raz w swym życiu, nie obejdzie całego
Pałacu." (Symbol naszego czasu, „Zycie Warszawy", 2.V.1955)
Pałac przy tym jest: „symbolem nowych stosunków między
wolnymi narodami." (tamże).
Ów symboliczny i sakralny charakter leżący w intencjach
twórców Pałacu i pałacowych dekoracji wyrażony zostaje często
zupełnie wprost:
„(Dyr. Motyka): Powiedziałem inżynierowi Sigalinowi, że moje
zastrzeżenia odnoszą się do formy alegorii, że bardziej od­
powiadałyby tu symbole. Czy mają one być przedstawione przy
pomocy aniołów, muz to wszystko jedno. Dla mnie to są rzeźby.
Przyjaźń Polsko- Radziecką możemy przedstawić w formie anioła,
który temu błogosławi itd. itd.
(...) Trzeba pomyśleć nad tym, czy rzeczywiście pewnych zjawisk
abstrakcyjnych nie można wyrazić inaczej, jak tylko według
konwenansu, baroku, czy renesansu. Wszystkich uderzyło, że te
rzeźby są starowieczne, a Pałac jest na wskroś nowoczesny.
(Kol. Wiśniewski): Rzeźby muszą być uświęcone, to muszą być
postacie nadzwyczajne. Pałac Kultury to nie jest zwyczajny dom
mieszkalny, a tu się chce postawić zwyczajnych ludzi. To muszą
być postacie metaforycznie uświęcone.
(Dyr. Motyka): Zrobiliście rzeźbę 'Granica Pokoju'. Dziewczyna
w zwyczajnej sukni, a nikt z nas nie uważa, że to jest tylko
robotnica. To jest symbol. Jest syntezą klasy przekonań pewnych
ludzi. To musi być synteza naszych czasów, a równocześnie
uświęcona. Inaczej musielibyśmy wyciągnąć wniosek, że nie
jesteśmy zdolni do stworzenia nowej formy, dla uświęcenia
nowych czasów." (Większego wyboru pozycji nie ma, „Res
Publica", 1990 nr 3).
Również w przeżyciach związanych z Pałacem, jego wnętrzem
i symboliką dochodzi do głosu jego sakralny wymiar. Tradycja
pałacowa zna liczne przypadki zachowywania się odwiedzają­
cych jak w kościele, reakcji adoracyjnych, jak ta o której pisała
Hanna Krall:
„ ( m ó w i kierownik służby porządkowych p. Kleina): A do osób
klękających, jak w kościele, przed płaskorzeźbą, która sym­
bolizuje pokój i dobrobyt, wzywa się lekarza, moim zdaniem
zupełnie niesłusznie zresztą. Jest to rzeźba ogromna, pełna
z ł o c e ń , z k o b i e t ą s y m b o l i z u j ą c ą ojczyzną, g o ł ę b i e m ( p o ­
kój), snopem (urodzaj), dzieckiem (macierzyństwo), fan­
f a r a m i ( z w y c i ę s t w o ) i wieloma innymi symbolami jeszcze, i na
dobrą sprawę, jak mówi pałacowy architekt, mgr inż. Adam­
kiewicz, nikt dobrze nie wie, co właściwie przedstawia, bo
budowniczowie nie zostawili w tej sprawie żadnych instrukcji.
A kiedy poza nią, w głębi, otwierają się drzwi i widać rzęsiście
oświetloną salę to robi się tak podniośle i tak wspaniale, że każdy
ma ochotę przyklęknąć, po co więc lekarz zaraz." („Polityka",
19.VII.1975)
Iglica Pałacu ściąga nie tylko wzrok mieszkańców, przyciąga
i fascynuje, naładowana jest swoistą magnetyczną mocą. Świa­
dectwem tego magnetyzmu i sakralnego wymiaru Pałacu, jego
szczególnej m o c y może być... teczka „korespondencji nietypo­
w e j " znajdująca się u prowadzącej kronikę Pałacu p. Hanny
Szczubełek. W teczce tej znajdują się listy napływające do Pałacu
w najrozmaitszych sprawach. Pałac jest upersonifikowany, pisze
się doń „Kochany Pałacu", zwraca się z najrozmaitszymi pro­
śbami. Wiara w tę moc rozstrzygającą, mogącą zaradzić po­
trzebom miesza się tu ze swoistym symbolizmem centrum - w Pa­
łacu umieszczany jest rząd, mieszkają I sekretarze (chyba na
skutek skojarzeń z Salą Kongresową). Zbiegają sią tu sprawy
lokalne i światowe tak jak w tej korespondencji stanowiącej
swoisty corpus wotywny. W listach tych pełno oczywiście
patologii (także w tym głębszym znaczeniu słowa: cierpienia)
i szaleństwa tak często sytuującego się w pobliżu sacrum. Pałac,
zda się, jak każde sacrum przyciąga i szaleństwo. Korespondencja
ta pochodzi z różnych lat; na uwagę zasługuje tu fakt, iż ostatni list
pochodzi z 1989 r. Tam gdzie było to możliwe daty podaję
w nawiasie.
1. Najlepszym przykładem sakralności może być przekonanie, że
w Pałacu Kultury mieszka Św. Mikołaj; pisze Ania z Sokółki: „Św.

Mikołaju wiem, że mieszkasz w Warszawie w Pałacu Kultury na
ostatnim piętrze. Odwiedź mnie na świata Bożego Narodzenia
i przynieś mi materac do pływania na wodzie."
2. Do Pałacu zwracano się o pomoc w rozstrzygnięciu sporu
0 miedzę: „Kochany Pałacu, pomóż sąsiad zajął mi miedzę".
3. Z omnipotencją Pałacu Kultury łączy się i przekonanie, że
znajduje się w nim jakieś specjalne archiwum, tezaurus infor­
macji, wskazuje na to choćby adres jednego z l i s t ó w - „ W a r o w ­
ne A r c h i w u m w Pałacu K u l t u r y " - którego autor, posiadacz
starego typu radia marki „Sonatina" poszukuje niedostępnego
drucika do żaróweczki.
4. Przekonanie o demonicznej mocy Pałacu odbija list adreso­
wany: „ P a ń s t w o w y Pałac K u l t u r y Do działu z a t r u d n i e ń
1 w y n i s z c z e ń " „proszę wyniszczyć jedną (...) z trojgiem dzieci,
a nazywają się (...) Są to ludzie niepotrzebne skarani na zagłady,
Zagłódź ich w tej ostatniej chwili jak najprędzej."
5. Wśród tych listów są i oferty. Oto jeden z piszących z Piły
proponuje. (1980 r.) - „ D o Dyrektora Pałacu Kultury Ja wyżej
wymieniony komunikuję, iż mam do sprzedania rzeczy w wyso­
kiej wartości na ok. pół min. złotych. Jak rzeczy p a ł a c o w e ,
kościelne lub m u z e a l n e . " (list zawiera prośbę o transport, bo
do osobowego samochodu się nie zmieszczą).
6. Do Pałacu Kultury zwraca się artysta pragnący założyć jedyne
w Polsce Muzeum Sztuki Zapałczanej, „legitymujący się licznymi
nagrodami i osiągnięciami, w tym oczywiście międzynarodowy­
mi. Chciałby usilnie ustanowić rekord świata w konstrukcjach
pionowych...", proponuje wykonanie modelu PKiN.
7. Zgłasza się do pracy Wanda TL:
„ 1 . goniec osobisty Sekretarza Generalnego. 2. pracownik ryczał­
towy. 3. Cheff of Security Service of Poland. 4. współpracownik
TVP (goniec samodzielny) oferuję prace: ochrona elektroniczna
placówek dyplomatycznych akredytowanych w Polsce i ich
rezydencji, ochrona elektroniczna gości zagranicznych w randze
głów państwa, ochrona kongresów i spotkań międzynarodowych
na tak zwanych antypodach."
8. Z prośbą o adres do ONZ zwraca się autor listu z Ząbkowic
Śląskich w związku z brakiem odpowiedzi na poprzedni list (w tej
samej sprawie), „który dostał się w ręce jakiegoś psychicznie
chorego referenta. Nie dziwi mnie, że Wy takich psychicznie
chorych referentów utrzymujecie. Cała wasza socjalistyczna
młodzież jest chora psychicznie."
9. Jeden z listów adresowany jest:
„ I sekretarz Towarzysz Edward Gierek - Sala Kongresowa"
(zawiera zaproszenie na tegoroczne targi poznańskie 1978 г.).
10. Na uzdrawiającą moc Pałacu bądź jego szczególne właś­
ciwości klimatyczne wskazuje (1982 r.) Prośba o tymczasowe
zakwaterowanie. Jadący do Szczyrku do FWP zapytuje czy
mógłby ze wzlędów zdrowotnych dostać zakwaterowanie na
parę lat. „Byłem w Pałacu Stalina chyba z dziesięć razy ostatnio,
ale nie mogłem się dowiedzieć, ponieważ wszyscy stali po
żywność w kolejce, a 'Trojka' była nieczynna, a wszyscy poruszali
się głodno, tzn. źle i pili cherbatę gotowaną o tropik ciepłocie - nie
do przyjęcia. Zmuszony więc byłem z poczty Pałacu wysłać list do
swego syna 'co to w ogóle w Pałacu się dzieje'."
11. Pałac jawi się także jako centrum władzy, mówi o tym list
adresowany: „ P r e z y d e n t I d e o w y W K P B - P R L w Polskiej
R z e c z y p o s p o l i t e j " (1989 г.). „ W przededniu trzeciej pięciola­
tki z centralnym PRON na delegacji zleconej przez Rząd, między
innymi jako oficjalne służby ekonomiczne i w trakcie wykorzys­
tywania zawodowych fakultetów habilitacyjnych zawiadamiam
kraj, Polskiej Apteki, że należy uruchomić geografię przemysłu
obuwniczego, pończoszniczego, bieliźniarskiego nie tylko dla
k o b i e t - z pończochami i pasami z włókna elastycznego - jakem
powodowała produkcję i handel z pomocą WPHW nie tylko nici
z lnu! - oprócz rzepaku i konopii na tkaniny z łyka. Zarządzam
przetarg na produkcję i wymianę towarową między województ­
wami wg starych map na krainy polskie."
12. W listach tych dochodzi również do głosu wymiar i nastrój
eschatologiczny:
„ D o U p r z e j m e g o Rządu Pałacu K u l t u r y "
„Ja Leon Syn Stwórcy Pierszego
Piszę do Was do Rządu Prawdziwego
Wielki mąciciel całą kulę ziemską przewróci
bo już nastały czasy w pełni, Żebyście mnie część moich
należności przysłali przez listonosza (...)".
13. Znajdujemy tu też pełną troski skargę adresowaną do ,,CRZZ
Sala K o n g r e s o w a " (1974 r.) - „że młodzież chodzi bez palt",
postulującą „stworzenie 5% Funduszu bezrobocia dla obywateli
od 16 do 70 lat. Odmowna odpowiedź spowoduje wojnę lub
bomby półatomowe spadną na Warszawę, przeciwko czemu - jak
podpisane - protestują 'Mieszkańcy Warszawy'".
14. W teczce znajdujemy również i prośby i listy bezinteresowne;
w sprawie badań naukowych zwraca się profesor emerytowany
z Gdańska, prowadzący badania naukowe na pograniczu fizyki
i elektrodynamiki, „zwłaszcza nad piorunem i elektrodynamiką
elektronu": „Chciałbym rozpocząć rejestrację piorunów na Pała­
cu Kultury i Nauki. Proszę więc o zezwolenie zainstalowania na
31

27

�iglicy Pałacu ostrza odizolowanego, od którego będzie odchodzić
kabel koncentryczny do aparatu pomiarowego na najwyższym
piętrze Pałacu. Przy tym obserwatorium byłoby potrzebne miesz­
kanie ze względu na prace nocne i dwa etaty."
Autorka listu adresowanego: „ P a ł a c K u l t u r y Indyjski G r o ­
b o w i e c u zbiegu ulic Zielna, W i e l k a , Z ł o t a , C h m i e l ą ,
Śliska, A l e j i J e r o z o l i m s k i c h " (1976 r.) przesyła „wiersz na
melodię murzyńską, piosenkę zadedykowaną na miesiąc War­
szawy":
„Od samej Warszawy do samej Szprotawy
Jedno serce bije o naszej Warszawie
Warszawa jest piękna ze swoim widokiem!
Gdyż Wisła przepływa malowniczym krokiem.
I Pałac Kultury Trzydziestopiętrowy
My się radujemy jest naszym symbolem".
W liście z 1971 r. znajdujemy również wiersz o Leninie dla
Pałacu Kultury z uporczywie powtarzającym się refrenem:
„Chociaż jestem Polką
A właśnie dla tego
czczę i miłuję Lenina Wielkiego".
Przytoczone teksty i świadectwa składają się w przeważającej
mierze na pozytywny mit Pałacu Kultury. W cieniu pozostawiliś­
my dotąd antytetyczne nastroje i przeżycia związane z Pałacem,
które tworzą jego swoisty antymit. Nie jest jednak tak, by dającym
się wywieść z dotychczasowych tekstów elementom i treściom
pozytywnego mitu, na zasadzie prostej gry opozycji binarnych
odpowiadały po stronie negatywnej same antytezy. Gdybyśmy
więc ułożyli listę wartości kojarzonych z Pałacem i zawartych po
stronie pozytywnego mitu, takich jak: moc, potęga, siła, trwałość,
jasność, blask, światło, prawda, swojskość, harmonia, życiodajność, przyjaźń, miłość, młodość, wolność, życie itp., nie dałoby
się z niej wydedukować i ułożyć na zasadzie odwrotności
odpowiedniej antylisty, składającej się z odpowiednich antytez.
Tak samo bowiem i po stronie antymitu Pałacu, gdzie dominują­
cym przeżyciem jest przeżycie grozy, znajdziemy swego rodzaju
fascynację. Dopiero po uwzględnieniu obu części tradycji widać,
jak Pałac głęboko łączy w sobie owe dwa nierozdzielne i charak­
terystyczne dla struktury pierwotnego przeżycia sacrum, przeciw­
stawne sobie uczucia grozy i fascynacji. Jak głęboką stanowi on,
jeszcze jedną, jedność przeciwieństw: „coincidentia tremendum
et fascinosum".
Wspomniane wyżej „jasne" wartości Pałacu ściśle złączone są
z ideologiczno-propagandową, oficjalną jego wymową, i na tym
poziomie dopiero obserwować możemy grę owych prostych
odwróceń i antytez. Piękno Pałacu, jego wysokość są tu przeciw­
stawione brzydocie „starej czynszówki" bądź ohydzie kapitalis­
tycznych wieżowców i drapaczy chmur. Z braku miejsca, tego
ideologicznego wątku nie będę rozwijał poprzestając tylko na
paru zaledwie syntetycznych przykładach. W tej propagandowo-ideologicznej wykładni budowa Pałacu wyznacza i ustanawia
nowy czas, nową epokę, przeciwstawioną starej. Jak pisał
w swoim wierszu Leszek Mech - „Kiedyś dzieje łączyły narodo­
wy, / Dat wachlarzem na łunach rozpiętym, / Albo w sercach
pokoju spragnionych budził miłość anemiczny święty. / Dziś nie
dzieje, nie skrzydlaci święci (...) Dziś lud ludowi / Dumnie wznosi
(...) wywalczonej przyjaźni budowę./"
Ten sam motyw nowych czasów i nowych jakości jakie niósł ze
sobą Pałac znajdujemy w wierszu Adama Ważyka:
Nie nasze były mury
naszej architektury
krwią zlepione pałace,
te ubogiego prace,
gotyk naszego trudu,
renesans dzieło ludu,
panom stawiany barok,
pokraczny dom czynszowy,
kupieckiej demokracji
i obliczany na rok
dom - widmo spekulacji,
i styl wasz nieczłowieczy.

z niezdarzonej przygody,
bez serca i urody.
A inaczej ze zwalisk
rośnie, by wróść w socjalizm,
dla świetlic i bibliotek nasz staromiejski gotyk,
nasz renesans i barok,
nasz monument surowy,
nasz fronton koronkowy,
jak spod igły hafciarek,
inaczej nad nim błyska
dachówka sercu bliska...

Przeciwstawiano budowę i rośniecie nowego socjalistycznego
Pałacu nie tylko zniszczeniom wojny, ale i upadkowi do jakiego
prowadził kapitalizm. Trzeba pamiętać, podkreślał Edmund Goldzamt, że:
28

„Budowa PKiN rozpoczęła się w czasie, gdy narody Europy
Zachodniej doświadczyły na sobie wszystkich 'dobrodziejstw'
tzw. pomocy amerykańskiej, gdy po pięciu latach realizacji planu
Marshalla, znają już wyniki tej pomocy: likwidację całych gałęzi
przemysłu, dalszy i gwałtowny wzrost bezrobocia, pauperyzację
mas, stagnację i marazm w budownictwie, likwidację niezależno­
ści gospodarczej i politycznej ich krajów." (por. E. Goldzamt,
Wieżowce Radzieckie, Warszawa 1 953)
Socjalistyczny, związany z „pokojowym budownictwem", po­
kojem, wolnością, życiem Pałac przeciwstawiony był kapitaliz­
mowi, imperializmowi, faszyzmowi, wojnie, zniszczeniom i śmie­
rci. Niech więc na koniec tego punktu wolno mi będzie przyto­
czyć jeszcze jeden wiersz Tadeusza Kubiaka, w którym znaj­
dujemy nie tylko ów wątek, ale chyba najtrafniejszą charakterys­
tykę Pałacu, wzbogacającą tak ubogie hierofanie roślinne i alu­
zyjne nawiązania do symbolicznego motywu drzewa życia w tra­
dycji związanej z Pałacem.
To socjalizm buduje
wbrew śmierci i zbrodni.
To naród narodowi,
człowiek człowiekowi
daje to, co sam zdobył
w noc październikową.
Ogrodnik pracowity tak wręcza synowi
wyhodowany po miczurinowsku owoc.

Po stronie antymitu. Narośl..., i zgodziłbym
się zapomnieć S u w o r o w a
Przechodząc do świadectw i dokumentów składających się na
negatywny mit Pałacu, nie sposób nie przywołać zapisków
z dziennika Leopolda Tyrmanda. Ten pierwszy antagonista i zde­
cydowany opozycjonista, outsider tak wrażliwy i czuły na rytm
życia społecznego Warszawy 1 lutego 1954 r. notuje:
„Mróz bezlitosny i ludzie wędrują po Warszawie pocieszni
i okutani, nawet najforemniejsza kobieta jest jak tobół. Mar­
tyrologia oczekiwania na środki komunikacji: podejrzewam, że
zbrojne wystąpienie przeciw reżymowi, o ile kiedykolwiek na­
stąpi, zacznie się na tramwajowych przystankach w taką pogodę.
(...) Prasa ocieka łojem służalstwa pisząc o wspaniałym 'darze
Związku Radzieckiego dla Warszawy', nikomu niepotrzebnym
drapaczu chmur. Gdyby chcieli naprawdę coś darować, przysłali­
by kilkaset wagonów tramwajowych. Lecz ich celem jest za­
znaczać się, nie obdarzać, w tym celu drapacz chmur jest jak ulał."
Dziennik 1954, Warszawa 1989, s. 167)
W chłodnej, architektonicznej interpretacji Tyrmanda jeszcze raz
uwypuklają się nastroje grozy i fascynacji jakie łączy Pałac:
„Jedni widzą w nim ruską pięść, inni jąkają się z zachwytu"; autor
notuje także ludową próbę oswojenia (ośmieszenia) tego budzą­
cego grozę daru:
„13 lutego
Kolejny pokaz projektów na rozwiązanie urbanistyczne i architek­
toniczne placu Stalina, centrum przyszłej stolicy. Pośrodku wie­
żowiec, Pałac Kultury i Nauki - tak się wabi - dar Rosji dla
Warszawy. Jedni w i d z ą w n i m ruską pięść, inni jąkają się
z z a c h w y t u . Lud ochrzcił go 'Pekinem' - poza anagramem jest
w tym podtekst: tak nazywano z uszczypliwym lekceważeniem
wielką czynszówkę w przedwojennej Warszawie, na rogu Złotej
i Żelaznej, siedlisko pokątnych domów rozpusty. Jak można się
domyślać, od chwili, gdy ogłoszono jego budowę, należałem do
najzaciętszych wrogów. Jako niedoszły fachowiec plwałem
umiejętnie na gabaryt, anty warszawską skalę, pompierstwo stylu.
Ale... (...) Dość z tym, że sowiecki drapacz chmur, wyciągnięty
w stalowej konstrukcji, był jeszcze całkiem-całkiem, kawał bryły,
gdyby go tak zostawiono i pokryto szkłem, mielibyśmy pociechę
i zgodziłbym się zapomnieć Suworowa. Gdy później otrzymał
okładzinę prefabrykowaną, w kolorze beżowego piasku, nie
byłem zachwycony, ale całość elewacji, barwa i faktura, wy­
glądały dobrze, można było na nią przystać. Potem zaczęto
doklejać: pseudo renesansowy hełm wieżowy, naszpikowany
iglicą, ciastkowe attyki i zwieńczenia, motywy z Kazimierza nad
Wisłą, portale, nasady. Groza s o c r e a l i z m u z m a t e r i a l i z o w a ł a
się w s a m y m ś r o d k u miasta jak kwitnąca narośl na nosie
pijaka. A teraz wokół ruskiego architektonicznego rozpasania
projektuje się polski jarmark socrealistycznej wyobraźni." (tamże,
s. 210)
Nawet więc u tak chłodnego obserwatora i zdecydowanego
krytyka, jakim jest autor Dziennika i Złego, dochodzą do głosu
ambiwalentne, konkurujące ze sobą odczucia, wątpliwości, jakie
niesie ze sobą Pałac. Mimo zdecydowanego sądu:

�„ A gdzie narodowość tej architektury, dlaczego ma być ona
właśnie polska, skoro jej elementy są równie na miejscu w Kadyksie co Helsinkach." (tamże, s. 215)
- Mimo przekonania o szaleństwie pomysłu:
„Myśl przewodnia socrealizmu w architekturze - że to, co się dziś
buduje, ma dla dobra człowieka wyglądać tak jak to, co budowało
się wczoraj, przedwczoraj i cztery wieki temu - nosi w sobie coś
z niczym nie maskowanego obłędu." (tamże, s. 211)
- nieobce są Tyrmandowi wahania czy Pałac nie wrośnie w tra­
dycję miasta:
„Miasto to kumulacja. To, co się w nim prawidłowo starzeje,
starzeje się ładnie. Brzydkie budynki po wiekach służby stają się
nieodzownie piękne, zagęszcza się coś wokół, co zwykliśmy
nazywać atmosferą, klimatem, nastrojem, stylem; gromadzą one
warstwy zdarzeń i przeżyć, indywidualnych i zbiorowych, które
z czasem mieszają wystrój i detal fasady z treściami istnienia
w jedyne i niepowtarzalne pomniki i symbole. (...) Zaś stworzenie
nowego, które ma wyglądać jak stare, skazane jest z góry na
parodię i kicz (...) Być może, że za sto lat komunistyczna
gigantomania, 'bliski każdemu człowiekowi' - jak oni to mówią
- patos, blichtr fałszywego zdobnictwa, pstrokacizna wystroju,
a zatem nowobogackość i trywialna rozrzutność spatynują się
z czasem jak pseudogotyckie drapacze chmur z fin de siecle'owego Manhattanu. Na to będzie trzeba długo czekać, a po­
nadto wynik jest niepewny." (tamże, s. 212)
Tym notatkom w Dzienniku, towarzyszy obraz Pałacu zawarty
w Złym, gdzie Tyrmand, na przekór „ n o w e m u " centrum - „Dla­
czego cokół i ciężkość mają stać się emblematem i nastrojem
Warszawy?" (Dziennik, s. 215) - podejmuje próbę remityzacji tej
przestrzeni miasta, w której z chaosu zgliszcz i pobojowiska placu
budowy nowego wieżowca powstaje największy plac w Europie.
Nowy Pałac ożywia i pobudza żywą pamięć minionego miasta.
Remityzacji tej poświęca uwagę cytowane już studium Marty
Zielińskiej, dlatego poprzestańmy jedynie na odnotowaniu tej
domowej, ewokującej przeszłość funkcji nowego, nie domowego
Pałacu i jeszcze jedną jego ironiczną nazwę jaką umieścić można
w onomastyce Pałacu, obok już znanego nam „kamertonu"
-„paluszek". „Chodzić nie można po tym mieście. Kamieniołomy
robiąze Stolicy. (...) Ale pole! Nie mówiąc już o tym paluszku (...)
- potrzebne komu takie duże domy?" (L. Tyrmand, Zty, Warszawa
1965, s. 165; por. M. Zielińska, op. cit.)

Igrzysko Szatana
Pałac Kultury pojawia się nieraz w powieściach Kisielewskiego
(Przygoda w Warszawie, Podróż w czasie - gdzie w wydaniu
Iskier z 1989 r. widzimy go nawet na okładce, z czerwoną flagą
przymalowaną doń jak do masztu), ale najpełniejszą jego interp­
retację znajdujemy w Cieniach w pieczarze. Pałac i rozciągający
się wokół „olbrzymi, dziwaczny Plac Defilad", będący tu miejs­
cem spotkań pary kochanków, głównego bohatera Romana,
pamiętającego miasto i świat sprzed zagłady, i Bluzeczki - należą­
cej już do nowej epoki, miejscem, gdzie („i to akurat, u stóp
olbrzymiego trzydziestopiętrowego gmachu") „miłość przeszła
w nienawiść", porównany jest do drzewa: „każda strona tego
placu jest inna, bo pochodząca z innej warszawskiej epoki;
Roman czytał w tej różnorodności historię, jak dzieje drzewa
odczytuje się z przekroju jego narastających słojów, dla Bluzeczki
lektura taka zgoła była niedostępna." (s. 123). Lecz obok tej
mikrokosmicznej skali. Pałacu wpisanego w historię miłości,
obok lokalnej historii miasta, Pałac i Plac odbijają w sobie
jednocześnie i makrohistorię tego „skrawka ziemi niczyjej, gdzie
granice, jeśli w ogóle jakieś były, to przesuwały się w tę lub
w tamtą stronę, rozciągały się i kurczyły jakby je zrobiono z gumy.
'Ani tu Zachód ani Wschód'." (s. 134). Kisielewski jak nikt inny
podejmuje historiozoficzną interpretację Pałacu. Dla budujących
i kształtujących charakter tego miejsca nastrojów nieokreśloności
i chaotyczności poszukuje swoistej logiki Chaosu:
„ I tutaj właśnie ów pałac, mieszanina stylów, monstrum naiwnej
monumentalności i niesmacznego w swej pozbawionej instynktu
przesadzie zdobnictwa, zupełnie się dobrze sam bronił, ba! urastał
do znaczenia i rangi symbolu. Wszak jeśli od 1939 roku dzieje się
w tym mieście nie wiedzieć co, jeśli wyznaczyły sobie tu
spotkanie wszystkie szaleństwa a także zwykłe bziki Wschodu
i Zachodu, jeśli życie stało się ponad wszelką miarę dziwaczne
i zamierza w tej dziwaczności trwać, coraz mocniej się w niej pod

każdym względem gruntując, to czemuż na wyburzonym we
wszystkie strony kilometrowym przestrzennym placu nie ma
pośrodku panoszyć się właśnie NIE WIEDZIEĆ CO, symbol
dziwactwa tak osobliwie zaczepionego o różne światy psychicz­
ne i chronologiczne, że nie sposób wyłożyć tego w słowach
krótkich ani długich." (s. 181)
Dla Romana jeszcze w większym stopniu niżdla bohaterów Z/ego
Plac wokół Pałacu ewokuje pamięć miasta które uległo zagładzie,
pobudza i prowadzi do coraz głębszych introspekcji:
„Miejsce to, które znał co bądź od lat pięćdziesięciu, też odezwało
się doń nagle dlatego, bo stało się azylem jego ukradkowych
spacerów z Bluzeczką. (...) nie sposób dociec, kiedy to mówiła
dawność, kiedy współczesność, i w ogóle która dawność, bo
dawności było tu wiele, właśnie nawarstwionych i zgromadzo­
nych, poziomo i pionowo, wklęsło i wypukłe, w głąb i wzwyż,
w czasie i w przestrzeni, gdyż Plac Defilad to zarazem rupieciarnia
i synteza, nowe i stare, mieszanka przeszłości różnych rodzajów
i dziwacznych propozycji teraźniejszości. Plątanina śladów i szyf­
rów a także podniebnej pustki po wyburzonych dzielnicach.
Osobliwe to miejsce, ów największy plac w Europie, przy tym
wcale nie docenione!" (s. 177)
„Każda strona placu była inna, a inność ta narastała przez
dziesięciolecia, zawierała w sobie dziwaczną i jedyną w swoim
rodzaju historię miasta." (s. 208)
W historiozoficznej perspektywie Kisiela Warszawa to miasto
szczególne, niedoceniony środek świata, prawdziwe centrum. To
w tej nieznanej (prowincjonalnej) Warszawie
„Zawsze szybciej rozumiano okrutne i szalone dylematy świata
niż rozumiał je sam świat, tu zawczasu rozszyfrowano Stalina,
Hitlera i innych wielkich a okrutnych magików historii (...) świat
zachodni nigdy nie pojął, że to w tym miejscu właśnie w War­
szawie, wszystko się z góry wie, toteż nigdy z tej wiedzy w porę
nie skorzystał. A i teraz odbywała się tutaj historyczna komedia
totalizmu, świat zaś brał ją na serio, myśląc, że to jakaś ludowa
rewolucja. (...)." Dzięki omyłkom „własnym czy cudzym, świato­
wym, zdarzały się tu rzeczy jakich nie było nigdzie i nigdy.
Warszawa wszakże samotnie a wbrew logice opierała się nieraz
nawałom Wschodu i Zachodu (przedmurze obrotowe!) (...)
strajkiem bezludnego milczenia powitała defiladę zwycięskich
wojsk Hitlera, tutaj wymordowano najwięszą w historii ilość
Żydów, tu bowiem stworzyli Niemcy straszliwie stłoczone, 600-tysięczne getto, tu jesienią 1944 walczono samotnie na dwa
fronty: politycznie z Rosją, pierś w pierś zaś z przygłupimi,
bijącymi się o swą pełniejszą klęskę Szkopami, tutaj po upadku
Powstania, zdarzył się jedyny na świecie wypadek, że wszyscy
mieszkańcy wypędzeni, wyszli poza rogatki a miasto pozostało
samo sobie i swoim pożarom." (s. 209)
„Cały nasz plac, jezdnie, chodniki - pisał Józef Sigalin - wszystko
to jest zbudowane na 'płycie nagrobnej' ułożonej na fundamen­
tach dawnych piwnic, dawnych domów, zamieszkałych przez
tysiące ludzi. To jest ta prawda, o której zapomnieć nam - star­
szym - nie sposób." (J. Sigalin, op. cit., s. 146)
Ale świadomość tej prawdy nieobca jest i młodszym pokoleniom.
Oto w ulotce-fanzinie współczesnej grupy rockowej z 1981 roku,
ulotce opatrzonej graficznym motywem Pałacu, pisanej po an­
gielsku czytamy:
„Wszyscy oni mieszkają w Warszawie, mieście lunatycznego
surrealizmu, imperialnej wschodniej architektury, w umarłym
mieście, w mieście - cmentarzu, w mieście zbudowanym na
nowo, ale które nigdy nie powróciło do życia."
Dla bohatera Cieni w pieczarze Pałac i ów dziwny Plac „ta
czarnoksięska retorta", w której „szaleńczą sztuką historii zmie­
szano przeszłość, teraźniejszość i dawność" ożywiał pamięć
i sprawiał, że „na tym dziwnym placu to co stare odzyskiwało
młodość, za to nowe obnażało swą beznadziejną, nie twórczą
starość". Pałac, który przegnał na drugą stronę Marszałkowskiej
świat marzeń, i Plac, który wywiał zeń na zawsze świat starych
kin, „Apollo" i „Stylowy", prawdziwych iluzjonów, z ich azylem
międzynarodowych snów, sąsiadują tu właśnie w pamięci i wnęt­
rzu bohatera z obrazami Mae West, Joan Harlow, Franchot Tone,
czy Gary Coopera, którzy „przebywali i grali dla wszystkich
dostępni do oglądania za jedne pięćdziesiąt czy osiemdziesiąt
groszy, jako dowód, że w ich świecie marzenia nie są ani
kontrolowane ani reglamentowane". Pałac sąsiaduje i miesza się
z obrazami niepozornych żydowskich sklepów, choć brudnych to
bogatych w towar, z obrazem Soboru prawosławnego na Placu
Saskim i zapamiętaną z dzieciństwa sceną jego burzenia - („gdy
rozbierano, roztapiano ową lodową górę (...) grupa kilkudziesię­
ciu ludzi targała linę (...) zarzuconą na jedną z kopuł (...) Biedna

29

�cebula-tak słabo tkwiła w swoim siedzisku-czego nie można by
rzec o dzisiejszej, marksistowskiej cerkwi Warszawy: ta jest
nienaruszalna, nierozbieralna, stać będzie po wiek wieków i góro­
wać nad miastem" (- ów Pałac i Plac sąsiadują z bryłą kościoła
Wszystkich Świętych na Grzybowie, kościoła który w czasie
wojny znalazł się w zamkniętym murami getcie, z obrazami
otchłannych bram i piwnicznych sklepów, gdzie „na podwórkach
i drewnianych schodach, czai się, drzemie echo dawnych głosów,
oddech pomordowanych, zapomnianych Żydów." Ów dziwny
Plac staje się teraz dla bohatera „Krainą Błądzącej Miłości" („tak
jak Hiszpania, która w imaginacji Don Kichota jawiła się jako
kraina błędnych czy błądzących rycerzy") a z czasem, przyjmując
nazwę od tytułu starego przedwojennego filmu. Karuzelą Udrę­
czeń.
Nie ma drugiej takiej książki - chyba poza Małą Apokalipsą
- w której nagromadzonoby tyle epitetów, inwektyw i szyder­
czych mocnych słów pod adresem Pałacu. W Cieniach w piecza­
rze Pałac Kultury jawi się jako „cukierniczo-biały, poszczerbiony
stalaktytami ornamentów (...) wyrosły sztucznie, znikąd, poza
życiem, poza ewolucją, rozwojem, normalnością", takież są dwa
nic nie znaczące bezsensowne „pretensjonalne obeliski", które
„sterczą" przed Pałacem „na cześć niewiadomego zwycięstwa",
„całość ogromnie droga a mało użyteczna", „nowoczesność
mniemana, czyli cud zbędny", „każda kolumna odznaczała się
iście słoniową grubością", „po prostu 'ruska Grecja'", „straszny
sen cukiernika, jak powszechnie kpiono w Warszawie", „świecą­
ca petersburska czyli leningradzka iglica" „Całość biała jak
masło", „istne szaleństwo w dodatku bezpłatne dla wszystkich",
„fontanny - przypominające feudalną igraszkę imitowaną przez
północnych carów", „socjalistyczne opium dla ludu", „marksis­
towski kościół (cerkiew) Warszawy", „gigantyczna brzydota",
„ N o w y Sobór", „Bezduszny moloch pożerający miasto, zasłania­
jący sobą pół nieba", „trzystumetrowy ratusz, jaskrawo po­
zbawiony stylu", „symbol wielkiej awantury", „rozmyślnie obo­
jętny, który przez wieki będzie krzyczeć z tego największego placu
w Europie swym prostackim pomieszaniem, swą olbrzymią beztreściowością", „otoczony niszami z rzeźbami przedstawiającymi
bohaterów pracy - (rzeczywiście trzeba być bohaterem, żeby tu
pracować, mawiał pewien reakcjonista)", „rodyjski kolos na­
szych czasów", „czarodziejska budowla wzniesiona przez ma­
gów ze Wschodu, pomiędzy której szklanymi, więc na pozór
niewidocznymi ścianami Polacy starzy i nowi obijać się będą po
wiek wieków". W tych wykrzyknikach, mocnych słowach tak, jak
w przekleństwach, czyż nie odbija się niejasno pole sacrum,
a zarazem próba profanizacji, desakralizacji dla oswojenia przera­
żającego niewysłowionego elementu tremendum, próba prze­
ciwstawiająca się (ale i w ten sposób ujawnionej) jego demoni­
cznej mocy. Na drugim biegunie to oswajanie spotykało się
z ośmieszaniem, z kwitnącą spontanicznie tradycją bardziej czy
mniej szyderczych kawałów o Pałacu Kultury: „Mały ale gustow­
ny"; - „Dawny dworzec kolei Warszawsko-Wiedeńskiej w stanie
erekcji" (por. Z. Raszewski, Wstęp do teorii kawału, „Pol. Szt.
Lud." nr 2/1990); „architektura mało-polska", „Gdzie jest naj­
piękniejsze miejsce w Warszawie? - Na 30 piętrze Pałacu Kultury
- Dlaczego? - Bo nie widać z niego Pałacu Kultury". Śpiewano
też na melodię hymnu narodowego „Co nam obca przemoc dała,
nocą rozbierzemy".
Charakterystyczne przy tym, że u tak krytycznie nastawionego
autora znajdujemy i przeciwne świadectwa pozytywnych prze­
żyć, ba, nawet swoistego piękna, osłaniającego ambiwalencję
Pałacu i nagromadzonych w nim nastrojów; świadectwa oswaja­
nia Pałacu, jego wrastania w miasto: „nikogo już nie razi,
wycieczki go lubią, panorama z najwyższego piętra jest przepięk­
na, parterowe sale przestrzenne i reprezentacyjnie wygodne (...)
o ile na wyższych piętrach wszystko było źle pomyślane i byle
jakie, to parterowe sale odznaczały się reprezentatywnym maje­
statem i znakomitą akustyką", okazuje się zresztą, że „ogromna
naiwność samego pomysłu odbiera mu na pozór wszelką demoniczność, pozwala się z nim spoufalić na co dzień". To w końcu tu
bohaterowie znajdują swój azyl, Pałac otaczają „zielone idyllicz­
30

ne aleje (...) czemuż by więc Roman nie miał pijać piwa w kiosku
na ulubionej, przewianej wiatrem i wygrzanej słońcem Zachod­
niej Stronie" - „co jest częścią pejzażu - nie może być brzydkie,
musi odnaleźć swe utajone piękno", - „Takim oto zabiegiem
psychicznym łączącym rozsądek z wyobraźnią usuwał sobie
Roman z Placu Defilad ów nieszczęsny pałac, z którego schodów,
balustrad, wykuszów i kolumnowych pawilonów przyjemnie
zresztą acz bezinteresownie korzystał." Znajdujemy więc u Kisie­
lewskiego potwierdzenie znanego nam już zjawiska, charakterys­
tycznej dla wielu Warszawiaków praktyki „mrużenia oczu",
niezauważenia Pałacu - „Jakżesz inaczej było z bliska - plac bez
pałacu pozostawał oto osobliwie piękny (...) plac realny ale
i zmieniony przez pracę wyobraźni". To samo zjawisko niezauwa­
żenia Pałacu odnotowuje skrupulatnie, cytowana tu wielokrotnie
Marta Zielińska, która naliczyła tylko sześć razy odnotowany
Pałac u pisarza tak mocno związanego z Warszawą, u Mirona
Białoszewskiego
„(...) we wszystkich pisanych prozą książkach Białoszewskiego
Pałac wraz z placem pojawiają się sześciokrotnie. W tym trzy razy
mimochodem: przy okazji zaćmienia słońca, przy wsiadaniu do
autobusu z placu i przy opisie nieba, które akurat w stronie Pałacu
przybrało interesujący kolor. Trzy razy natomiast są to wzmianki
ale znaczące. W zasadzie wszystko w nich jest, cała kwintesencja
Pałacu. Po raz pierwszy trafiamy nań przy opisie soboty na
Marszałkowskiej '(...) pan Bóg odpoczywa na niebie, Matka
Boska suszy pieluchy na Pałacu Kultury...'."-„Niby nic a ile treści
- komentuje Zielińska - Zwykłe białe chmurki w pobliżu iglicy
a kojarzą się na domowo, wprawdzie dom przyduży, pasuje dla
Matki Boskiej." ( M . Zielińska op. cit., s. 126)
(Dwa pozostałe znaczące obrazy to Pałac we śnie - „Tadzio tam
lata wokół iglicy z Anią i jeszcze kimś", oraz w zmiance o pożarach
w Warszawie - „Cedet, most. Co następne? „Pałac Kultury"!)
Oto więc jeszcze raz Pałac rozpatrywany na tle symbolizmu
środka jawi się w sposób szczególny, mocny, trwały, zaznaczają­
cy się - trudno go nie widzieć, ale i niezauważany, ów dziwny
środek wokół którego tworzy się nie Ład i Kosmos, ale Chaos, czy
mówiąc ściślej Ład i Kosmos, który jest Chaosem:
„bo stanowił przecież organiczny składnik miasta, owej War­
szawy tranzytowej dla wojsk czerwonych między Moskwą a Ber­
linem. Żyje się tu na wulkanie, w przejściu, w przededniu, nie
można istnieć poza historią, Plac Defilad był tego Dowodem,
zawiły bezstylowy, przemieszany wygwizdów, otwarty na cztery
strony świata, nie osłonięty od huku pociągów i ciężarówek, od
owego ruchu groźnie chaotycznego, na pozór miejskiego, lecz
mającego w sobie coś przyrodniczego, żywiołowego (...)
A może zaakcentowana tak dobitnie obcość placu jest rezultatem
chaotycznego zlepienia tutaj przez kogoś (czy raczej przez
nikogo, przez zbieg przypadków 'losowych', jak mówiono w pra­
cowniczej Warszawie), owocem bezstylowego, sklejenia tu na
chybił, trafił różnych elementów przeszłości i teraźniejszości,
stającego się dziwacznie monumentalnym punktem odniesienia
dla zbiorowych przeczuć, hipotez i lęków na temat przyszłości? "
(S. Kisielewski, Cienie w pieczarze, s. 221, 223)

Axis Mundi, Dolina Jozefata, Golgota
„Tak jak nie ma Wyspiańskiego bez Wawelu, tak nie ma Konwic­
kiego bez Pałacu Kultury - pisała Marta Fik [por. J. Lerska ( M .
Fik), Bardzo mala apokalipsa, „Kultura niezależna", kwiecień
1 990, nr 60, s. 53]. „Jest także pisarz, którego Pałac hipnotyzuje
niczym bazyliszek" - to też o Tadeuszu Konwickim (por. M.
Zielińska op. cit, s. 126). Pałac Kultury pojawia się w ostatnim
filmie Konwickiego - w Lawie, która jest przeniesieniem Mic­
kiewiczowskich Dziadów na ekran. Pałac widać z celi Konrada,
pojawia się także za plecami Anioła (Grażyna Szapołowska),
który idzie pośród tłumu przechodniów głównym pasażem koło
domów towarowych Centrum, po „drugiej" stronie Marszałkow­
skiej.
Zdaję sobie sprawę, że wobec istnienia rozmaitych perspektyw
interpretacyjnych zarysowanych przez licznych badaczy pisarst­
wa Konwickiego - takich choćby jak Maria Janion, Jan Walc,
Tadeusz Lubelski, Marta Zielińska, Anna Sobolewska-mówienie
0 Pałacu Kultury, tak samo jak o każdym innym wątku tej
twórczości, bez możliwości bardziej wnikliwego uwzględniania
jego wewnątrztekstowych odniesień i jego miejsca w całokształ­
cie tej twórczości musi siłą rzeczy prowadzić do niepełnego
obrazu. Ale nawet w tym niepełnym obrazie i ograniczonym
ujęciu do interesującej nas tu problematyki symbolizmu centrum.
Pałac nadal mieni się wielością znaczeń. Pośród ich zmienności
1 ewolucji, jaką możemy śledzić od Wniebowstąpienia począw­
szy, poprzez Jak daleko stąd, jak blisko. Małą Apokalipsę aż po

�Rzekę podziemną, podziemne ptaki, w sposób najbardziej wyraź­
ny i ewidentny dochodzą do głosu u Konwickiego właśnie
klasyczne struktury tejże symboliki środka. Wielokrotnie podkreś­
lano oniryczny czy wręcz magiczny wymiar i nastrój pisarstwa
Konwickiego i jego jednoczesne zanurzenie w konkrecie współ­
czesnej codzienności, jego wrażliwość na ów konkret i słuch
absolutny wyczuwający puls i rytm dnia powszedniego. Twór­
czość autora Sennika współczesnego, która łączy w sobie i splata
dwa nurty i dwa wymiary pisania: absolutny realizm z oniryzmem
i magicznością, sprawia, że możemy widzieć w niej wręcz
przykład i odbicie owej Łotmanowskiej zasady rządzącej niekiedy
napięciem pomiędzy planem wyrażenia a planem treści w sym­
bolu, owej sytuacji gdy „pierwszy przynależy do świeckiej,
otwartej i ukazywanej sfery kultury, zaś drugi do sakralnej,
ezoterycznej tajemnej" (por. J. Łotman, Symbol... op. cit., s. 1 52).
Świecka, profaniczna, powszednia codzienność realistycznie
odmalowanej współczesności podszyta u Konwickiego w prze­
dziwny sposób sacrum, nic nie traci ze swego sakralnego
i kosmicznego wymiaru. Nie inaczej jest w przypadku Pałacu
Kultury. Wspomniana dwoistość tak wielokrotnie odnotowywa­
na przez interpretatorów i egzegetów Konwickiego stanowi
wciąż o trudnościach z „klasyfikacją" tej twórczości. Pisarz
ubolewał częstokroć nad redukowaniem jej do czysto politycz­
nego wymiaru: „Nie można patrzeć na literaturę wyłącznie przez
pryzmat chwili politycznej. Uważam, że w moich książkach
można odnaleźć bardziej trwałe, uniwersalniejsze warstwy",
(por. M. Fik, op. cit., s. 53; por. także, Stanisław Nowicki, Pól
wieku czyśćca. Rozmowy z Tadeuszem Konwickim, Londyn
1986). Z drugiej zaś strony dystansował się zdecydowanie wobec
prób zamknięcia jego twórczości w formule „magicznego realiz­
m u " - [„To mi pachnie Marquezem i Południową Ameryką, której
nie rozumiem, której nie trawię i która jest mi obca. Jestem
,katolickim protestantem' i wszystko jest dla mnie prawdziwe
i namacalne." - por. S. Nowicki, op. cit., s. 101].
Dlatego śledząc obecność struktur symboliki centrum powin­
niśmy pamiętać wciąż o tym wymykającym się klasyfikacjom
charakterze tej literatury, o janusowym niemal obliczu. A jedno­
cześnie pamiętać i o tym oryginalnym świadectwie czasu, świa­
dectwie współczesności jaką zawiera twórczość Konwickiego
- (myślę tu o wspomnianych utworach od Wniebowstąpienia po
Rzekę podziemną) - którą by można nazwać, analogicznie do
swoistości, przed chwilą odrzuconego, „magicznego realizmu",
jakimś specyficznym realizmem - H i p e r P R L r e a l i z m e m , a ściś­
lej, nie tylko dla łatwiejszej wymowy, ale i dla uchwycenia sensu
opisywanej rzeczywistości PRL - H i p e r P R L s u r r e a l i z m e m .
We wszystkich tych utworach Pałac pojawia się w otoczce
święta, w czasie niezwykłym, w czasie szczególnego napięcia,
czasie o eschatologicznym wymiarze i nastroju, który dla wszyst­
kich bohaterów jest jednocześnie czasem - obrzędem przejścia.
We Wniebowstąpieniujesttozdesakralizowaneświęto
(oficjalne
Dożynki) i czas niepokoju wywołanego nowym kryzysem świa­
towym - „ w sklepach towaru zabrakło już po południu", wojsko
postawione jest w stan gotowości bojowej - „coś wisi w powiet­
rzu", „może już baleron z atomem spuścili"; przez miasto przeta­
czają się korowody przebranych w ludowe stroje „fałszywych
chłopów" - „Wielka grupa Krakowiaków i Kaszubów ciągnęła
główną aleją, w chrapliwych glissandach harmonii. Wielu z nich
miało utyte, blade twarze miejskich gryzipiórków. Dziwiło mnie
trochę, że nie wstydzą się tej maskarady." (T. Konwicki, Wniebo­
wstąpienie, Warszawa 1967, s. 13, dalej podaję strony wg. tego
wydania). Główny bohater budzący się pod mostem z krwawiącą
dziurą w głowie, znajduje się w stanie amnezji, utracił pamięć,
nawet nie pamięta swego imienia, później nazwany zostanie
przez swych przygodnie poznanych przyjaciół Charonem, pierw­
sze co widzi to „ d w u Kurpiów albo Rybaków" plujących w dół
ponad zardzewiałą balustradą. Pałac Kultury jest punktem orien­
tacyjnym, miejscem, przy którym bohater umawia się z nie­
znajomą dziewczyną, przebraną za Łowiczankę - Opoczniankę?,
miejscem wokół którego toczy się cała akcja, niemal głównym
bohaterem tej opowieści. We Wniebowstąpieniu - (co literalnie
oddaje tytuł niemieckiego przekładu - „Auf der Spitze des
Kulturpalastes") Pałac Kultury jest punktem centralnym, osią
świata, środkiem świata umożliwiającym łączność i przejście
pomiędzy trzema poziomami rzeczywistości: podziemia - ziemia
- niebo; „Nad nimi wisiała konstelacja krwawych świateł z wieży
pałacu. Jeszcze wyżej były już tylko gwiazdy, otchłań zimnych
ogni, blask nieznanego, wiecznego obozowiska." (s. 54). Góru­
jąca nad miastem „piramida", czy widoczna z daleka - niczym
kosmiczne drzewo-„czerwona choinka Pałacu Kultury" jest osią
wokół której krążą duchy i zmarli. Skarżył się pisarz, że oprócz
tkanki politycznej „jakoś nikt nie zauważył, że akcja tego utworu
dzieje się pośród nieboszczyków" (por. S. Nowicki, op. cit., s.
101). Tu przy tej osi, w tym środku świata znajduje się przejście
i wejście w głąb podziemnego interna. Tu rozpoczyna się podróż
do piekieł, owych niejasnych co do statusu ontologicznego,
bohaterów (widm, duchów, zmarłych, wampirów, jak ów główny
bohater spośród wielu swych życiorysów potencjalny pisarz?

żywiący się krwią cudzego życia, wysysający z rzeczywistości co
się tylko da): „Za nami rósł potworny dygot ścian i wyglądało to
jak trzęsienie ziemi. Pan Lilek szarpnął coś, co odezwało się
niczym żeliwna pokrywa grobowca. Ruszyliśmy w duszną ciem­
ność..." (s. 40). Wejście do tych labiryntowych podziemi Pałacu
jest podobne do niszy grobowej w klasztornych podziemiach.
Podróży w zaświaty, w krainę śmierci, zstępowaniu do podziemi,
i wstępowaniu w niebo po tej osi wertykalnej Pałacu Kultury
towarzyszy wędrówka jaką bohaterowie odbywają w płaszczyź­
nie horyzontalnej miasta po wspomnianej osi wschód-zachód,
zstąpienie w inferno warszawskich knajp, podróż za Wisłę
wyznaczona trasą: Most Poniatowskiego - cmentarz św. Win­
centego na Bródnie - Most dwupoziomowy - z powrotem przez
Krakowskie Przedmieście do Pałacu Kultury, towarzyszą temu
czuwanie przy trumnie zmarłego, pobyt w melinie, noc w komisa­
riacie. Z rozbudowywanym przez Konwickiego we Wniebo­
wstąpieniu wątkiem labiryntowym ściśle spleciony jest wątek
zaduszny, sepulkralny. Schodzący w podziemia Pałacu, brnący
w ciemnościach bohater szuka punktu oparcia, wyciąga rąkę
chcąc dotknąć ściany: „Szkoda fatygi. - powiedział - Idziemy
w takiej wielkiej rurze. - Co to za rura? - Bóg raczy wiedzieć.
Nawet ci, co budowali, nie mieli pojęcia. Wiesz, Misiu, jak to jest.
Jedni wykopali rów, drudzy przywieźli budulec, inni wybetono­
wali i przykryli ziemią, a projektant gdzieś zniknął, przepadł jak
kamień w wodzie, czyli jak indywidualna jednostka w masie
zbiorowości. Tylko sam nieboszczyk pewnie coś wiedział i koja­
rzył. - Jaki nieboszczyk? W tej ogromnej ciszy odezwało się coś
daleko jak stłumione wichurą dzwony. - No, Józef Wissarionowicz. Z jego czasów to przejście. Wszyscy już zapomnieli, bo na
planach miejskich nie ma tego szczegółu." (s. 40). Konwicki
wpisuje we Wniebowstąpieniu (rozbudowywany potem w Malej
Apokalipsie i Rzece podziemnej) żywy w folklorze i tradycji
powojennej Warszawy wątek o podziemnych korytarzach i połą­
czeniach pomiędzy gmachem Komitetu Centralnego a Pałacem
Kultury, systemie schronów atomowych. (Jak dalece osadzony
w rzeczywistości to wątek a nie jedynie temat folklorystycznej
tradycji legend i opowieści należących do tła symbolizmu środka
świata, pokazały dramatyczne wydarzenia rumuńskie związane
z rewolucją 89 roku odsłaniające istnienie w śródmieściu Bukare­
sztu całego systemu podziemnego miasta. Także i u nas o ist­
nieniu podziemnych pomieszczeń pod Trybuną Rządową na
Placu Defilad zaczęto pisać dopiero w 89 roku, proponując
założenie tam kawiarni, do tego czasu temat ten był objęty ścisłą
tajemnicą i zapisem cenzury. „Przerwę Panu, bo chciałbym
powiedzieć - wyznawał pisarz - że moją tragedią jest fakt, że
jestem po prostu realistą. Po ukazaniu się Malej Apokalipsy przez
osiem miesięcy poprawiano przejście z „ M e l o d i i " (przedtem
„Paradis") do КС. Wszystko było rozkopane. Kiedy zaś wy­
drukowano Wniebowstąpienie, zadzwonił do mnie jakiś człowiek
- podejrzewam, że z władz bezpieczeństwa, i podszywając się
pod polonistę chciał się dowiedzieć, czy posiadam plan podziemi
Pałacu Kultury. A zatem w moim emocjonaliźmie jest jakieś
racjonalne jądro. (...) W tym, co piszę jest coś realnego i praw­
dziwego. Opisuję Warszawę taką jaka jest w rzeczywistości. Jest
to miasto ulic donikąd, miasto-kaleka, pełne nor, przejść i melin,
w których siedzą pijacy i narkomani. Pod moim domem znajduje
się piętnaście pięter atomowego schronu. A Pan powiada, że to
abstrakcyjna wizja labiryntu." por. S. Nowicki, op. cit., s. 142).
Brnący w ciemności pałacowych podziemi bohaterowie dociera­
ją do pomieszczeń ni to sanktuarium, ni to rupieciarni od­
chodzącej w niepamięć epoki i czasu opisywanego w dzien­
nikach Tyrmanda: „Znaleźliśmy się w pomieszczeniu wysokim
niczym kościół i pozbawionym okien. Stały tu stare drabiny,
wiadry, połamane transparenty, jakieś płótna rozpięte na blejtramach odwróconych do ścian. Lilek otworzył białe drzwi i zoba­
czyłem ogromny, wspaniały ustęp. (...) Ustęp, pełen wymyślnych
kolumn i prawie barokowych sztukaterii, był zapuszczony. Na
misie umywalki zobaczyłem grubą warstwę czarnego kurzu." (s.
41). W końcowej sekwencji Wniebowstąpienia, bohater po
wszystkich przejściach i przygodach, po pracy w chłodni, przypo­
minającej kostnicę, gdzie dźwigał ogromne połcie mięsa; po
wizycie w kościele z paczką otrzymanych za pracę bydlęcych
serc; po niemal rytualnej oczyszczającej kąpieli w fontannie obok
Pałacu, tuż przed świtem, wjeżdża na ostatnie piętro, gdzie
zgromadziły się już wszystkie duchy, widma i zmarli spotkani tej
nocy. Pałac znów odsłania swój ukryty, niejasny, sakralny chara­
kter i nastrój: „Misiu odchodzisz przez czyściec. Jutro zobaczysz
Boga... Nie wiem dlaczego poszedłem do hallu, gdzie stały
ogromne postaci z kamienia (...) Trzy jasne kabiny wind szyb­
kobieżnych zapraszały jak katedralne konfesjonały." (s. 233,
235). Rozciągająca się przestrzeń wokół tej osi kosmicznej
Pałacu, wokół tego niejasnego środka świata, postarzałego
i zniszczonego upływem czasu obelisku - „na którym czerniły się
mosiężne nazwy odległych stolic. Wielu liter brakowało. Tylko
liczby kilometrów dzielących nas od tych miast, zostały nie
naruszone. Zbieracze uszanowali spiżowe cyfry." - jest miejscem
rozrachunku i Sądu Ostatecznego. - „Plac przypominał dolinę

31

�Jozefata. Dziwne światło bardzo gęste i bursztynowego koloru,
oblewało cokół pałacu."
Zarysowana we Wniebowstąpieniu struktura Pałacu jako środ­
ka świata, rozwijana jest w kolejnych powieściach i zbliżeniach
Konwickiego. Pałac zmienia się, jego obraz jest dynamiczny, ale
zasadniczy trzon tej struktury pozostaje niezmienny. Zadziwiająca
budowla, ileż budząca skojarzeń, Charon, duchy poszukujące
przejścia na tamtą stronę: „Musimy wrócić. - Dokąd wrócić. - Jak
to: dokąd wrócić. Wrócić tam czy tam?" Marta Zielińska od­
czytuje ją w tradycji romantycznej: „Krąży wokół niej duch przed
odlotem w nieznane, to jest stacja pomiędzy tym i tamtym
światem, jakby karykatura kaplicy, gdzie Guślarz odprawiał swoje
rytuały. I chciałyby się te duchy stamtąd wyrwać i nie mogą. Pałac
występuje tu w roli zupełnie nieprzewidzianej przez jego budow­
niczych: skrzyżowanie potwora ludojada z nawiedzonym gotyc­
kim zamczyskiem."
Odczytywany w świetle rytuału inicjacyjnego przez Annę
Sobolewską Pałac - owa „groteskowa oś świata" jawi się jako
miejsce wtajemniczenia w śmierć i cierpienie, miejsce niepełnej
inicjacji, gdzie „transcendencja jest tandetna, dziurawa jak cała
rzeczywistość PRL-u. Ta rzeczywistość nie daje się zbawić
w żaden sposób" (W. Sobolewska, Współczesna powieść inic­
jacyjna: Tadeusz Konwicki, Hugh Walpole, Tarjei Vesas, „Twór­
czość" 1991 w druku). Ale nawet w tym odczytaniu i w tej
rzeczywistości jak pisze Anna Sobolewska „Obrazy z kręgu
profanum w tajemniczy sposób ocierają się o sacrum, zdradzają
ukrytą moc oczyszczającą." W Malej Apokalipsie sypiący się
Pałac mało powiedzieć zdesakralzowany, lżony na każdej niemal
stronie: „pomnik pychy, statua niewolności, kamienny tort prze­
strogi, budząca niegdyś strach, nienawiść i magiczną zgrozę, ów
kosmiczny barak, postawiony na sztorc, zżarty przez grzyb i pleśń

stary szalet zapomniany na środkowo-europejskim rozdrożu,
straszny kurhan, uroczysko," staje sią ołtarzem ofiarnym, miejs­
cem samospalenia: „Przede mną szli tą samą ścieżką na stos
buddyjscy mnisi, pewien Czech, jacyś Litwini. Przede mną szli tą
rozżarzoną stecką ludzie różnych ras, religii." - Staje się Golgotą:
- „ M a m ochotę, straszną chętkę, żeby skusić los. Aż mi jakieś
ciarki idą po plecach. I potem zaraz się spotkamy, dobrze? Będę
czekał na pana jakieś pięćdziesiąt kilometrów dokładnie ponad
szpicem Pałacu Kultury, tam, gdzie kończy się definitywnie nasza
atmosfera, nasza miła ziemskość. Ale pan tego nie zrobi, bo dwa
tysiące lat temu pewien Aramejczyk powiedział do swoich
okrutnych współczesnych: .Miast zabijać na ofiarę jagnię, sąsiada
albo swojego brata, złóż ofiarę z samego siebie'. We mnie jest
siedem atomów Antychrysta ale w panu co najmniej siedem­
dziesiąt siedem." - Wyjął z mojej ręki cegłę, zważył ją na dłoni.
- Zabiorę sobie na pamiątkę (...) Może pan głodny, mam dwie
kostki cukru. - Co ty bredzisz? - Powinienem otrzeć chustą pana
twarz. Ale nie mam chusty. - To była ostatnia stacja naszej męki?
-Tak, przed nami ołtarz ofiarny- Pokazał ręką bielejący w zadym­
ce wysoki do nieba ikonostas Pałacu."
W Rzece podziemnej obraz Pałacu-Golgoty pojawia się na
krótko przed samobójstwem jakie „przy pomocy naturalnej
śmierci" popełni Siódmy:
„Wielki Plac otworzył się przed nim. W środku stał ten sławny
Pałac, pamiątka po Józefie Wissarionowiczu. Stał prawie do
połowy zanurzony w chmurach, a właściwie w jednej wielkiej
chmurze... Siódmy poczuł nagle bezsensowną ulgę. Ta ogromna
ilość powietrza, wolnej przestrzeni, szarego nieba, które przed
wieczorem pęknie nad horyzontem, pokazując czerwoną łunę
i czarne strzępiaste obłoki zatrzymane w dzikim pędzie, jakie stały
wtedy nad horyzontem, gdy krzyżowano Chrystusa.

PRZYPISY
1

Ze w z g l ę d u na brak miejsca nie zamieszczam pełnej bibliografii, którą
udało mi się ustalić podczas kwerend, umieszczam informacje biblio­
graficzne w y k o r z y s t a n y c h źródeł w tekście. W tym miejscu chciałbym
bardzo serdecznie podziękować p. Hannie Szczubełek, która udostępniła
mi materiały znajdujące się w Dyrekcji Administracyjnej Pałacu i umoż­
liwiła kilkudniową pracę w jej biurze. Korzystając z Kroniki prowadzonej
przez Panią Hannę Szczubełek mogłem dotrzeć podczas dalszych kwerend
do mniej z n a n y c h źródeł, (por. przypis. 2 2 )
W y m i e n i ć tu trzeba przede wszystkim film Tadeusza K o n w i c k i e g o
- Jak daleko stąd, jak blisko. Pałac pojawia się też w Lawie; niemałą rolę
odgrywa w Wielkiej majówce, reż. Krzysztofa Rogulskiego (por. Bożena
S y c ó w n a , Raj odnaleziony,
(w:) Film i kontekst, W a r s z a w a 1 9 8 8 s .
5 5 - 8 3 ) ; por. także film Labirynt reż. Andrzej S . Kałuszko ( „ F i l m o w y S e r w i s
P r a s o w y " 1-31 X I I . 1 9 8 8 ) ; w filmie Piotra Łazarkiewicza Soc powstałym
na marginesie w y s t a w y sztuki socrealistycznej, znajduje się s c e n a z z a ­
s t o s o w a n i e m efektów specjalnych przedstawiająca w y s a d z a n i e Pałacu
Kultury w powietrze - „Wielka radość dla o c z u " - jak pisał Tadeusz S z y m a
(por. „Tygodnik P o w s z e c h n y " nr 2 2 , 2 8 . 0 5 . 8 9 г.).
Por. np. m a l o w a n e spray'em przy użyciu szablonu graffiti przed­
stawiające nogę obutą w duży „ p u n k o w s k i " but, kopiącą Pałac Kultury,
które dostrzegłem na murach kina „ I l u z j o n " w październiku 1 9 9 0 г., i jako
emblemat oraz motyw graficzny na fanzinie zespołu „Brygada Kryzys"
Nr 0, W a r s z a w a , sierpień 1981 - tę ostatnią informację zawdzięczam panu
Ryszardowi Ciarce.
Por. Dom we współczesnej Polsce. Szkice, pod red. Andrzeja Sicińskiego i Piotra Łukasiewicza, (w druku) - jest to o w o c długoletniego
programu badań i konwersatorium, p r o w a d z o n y c h przez wyż. w y m .
w Instytucie Filozofii i Socjologii P A N , praca zawiera m.in. Andrzej
Siciński, O idei domu i jego roli w Polsce; A n n a Zadrożyńska, Ludzie
i przestrzeń domowa. Przyczynek do antropologiischronienia;
J a n Prokop,
Dom polski; Piotr Łukasiewicz, Dom jako społeczne minimum.
Spojrzenie
na okres okupacji niemieckiej
w Polsce;
Michał Boni, Funkcje
życia
domowo-rodzinnego
w doktrynie komunistów
polskich
(1945-1950);
Danuta M a r k o w s k a , Dom - twierdza tożsamości; por. także materiały
z I międzynarodowej Konferencji „ H o m e : Its Contemporary Material,
Social and Value A s p e c t s " , Z a b o r ó w , Poland 1 1 - 1 3 , October 1 9 9 0
zorganizowanej przez A. Sicińskiego i P. Łukasiewicza, znajdujące się
w Zakładzie Badań nad Stylami Życia IFiS P A N .
2

3

4

s

Witold Rybczyński, Home. A Short History of an Idea, Viking Penguin
Inc., N e w York 1 9 8 6 .
Początkowo Rybczyński zamierzał w y b u d o w a ć jedynie hangar na
łódź, potem, żeby móc na tym miejscu pracy zanocować, trzeba było zrobić
jakieś legowisko, postawić łóżko, potem zaaranżować kuchnię, pomiesz­
czenie do pracy itd. w ten sposób zamiast hangaru w y b u d o w a ł dom, ten
proces s t o p n i o w e g o przyrastania i w z n o s z e n i a domu stał się źródłem
medytacji, refleksji a potem podjętych studiów nad ideą d o m u .
6

7

Clifford Geertz, Być tam, pisać tu, „Ameryka ", Zima 1 9 8 9 , s. 6 0
" J a m e s Clifford, The Predicament of Culture. Twentieh-Century
Eth­
nography, Literature and Art. Harvard University Press, Cambridge, Mass.
and L o n d o n 1 9 8 8
Tamże, s . 9, 1 3 - 1 4
J a d w i g a Siemaszko, Barbara Fatyga, Po co jechać na
Trobriandy,
„Pol. Szt. L u d . " 1 9 8 9 nr 3, s s . 1 7 7 - 1 8 1
Clifford Geertz, op. cit. s. 6 2
J a c e k Olędzki, „Skuś baba na dziada". Przyczynek do
powinności
przemyśleń perypatetycznych.
„ P o l . Szt. L u d . " 1 9 8 7 nr 1-4, s s . 1 4 2 - 1 4 9
9

1 0

1 1

1 2

32

1 3

Tamże s. 1 4 2
Clifford Geertz, op. cit. s . 6 3
O tym w y w o d z ą c y m się od Dilthay'a rozróżnieniu pomiędzy rozumie­
niem a wyjaśnianiem por. J a m e s Clifford, op. cit. s . 2 2 , s . 36 i п., gdzie autor
przyjmując ogólne s t a n o w i s k o , że etnografia jest sztuką interpretacji,
„procesem interpretacji a nie wyjaśnieniem", przedstawia toczącą się w e
współczesnej antropologii dyskusję nad tym zagadnieniem; por. także
o tym rozróżnieniu w : Gerardus van der L e e u w , Sacred and
profane
Beauty. The Holy in Art., L o n d o n 1 9 6 3 s s . 5 - 6 ; tegoż.
Fenomenologia
religii. W a r s z a w a 1 9 7 8 , s s . 7 1 7 - 7 1 9 ; por. także uwagi J . Łotmana
o symbolizującej i desymbolizującej lekturze tekstów: „pierwsza pozwala
czytać jako symbole teksty bądź odłamki tekstów, które w s w o i m natural­
nym kontekście nie były obliczone na tego rodzaju odbiór. Druga prze­
kształca symbole w zwykłe komunikaty." J . Ł o t m a n , Symbol w systemie
kultury, „ P o l . Szt. L u d . " 1 9 8 8 nr 3, s . 1 5 2
Stanisław C i c h o w i c z , Skąd ten kanon?, „ P o l . Szt. L u d . " 1 9 9 0 nr 1,
s. 50
Por. M. Eliade, Doświadczenie
Labiryntu, „ P o l . Szt. L u d . " 1 9 8 8 nr 3
Por. M. Eliade, Sacrum, mit, historia, W a r s z a w a 1 9 7 0 ; tegoż Traktat
o historii religii. W a r s z a w a 1 9 6 6 , s s . 3 6 1 - 3 7 9
M. Eliade, Sacrum... op. cit. s . 7 8
O polisemantyczności i wielowymiarowości symbolu por. „ P o l . Szt.
L u d . " 1 9 8 8 nr 3, tamże bogata literatura.
J . Ł o t m a n , Symbol w systemie kultury, „ P o l . Szt. L u d . " 1 9 8 8 nr 3 s s .
151-1 54
Obok kwerendy prasowej, korzystałem z Kroniki Pałacu opracowanej
przez Panią Hannę Szczubełek i stanowiących aneks d o Kroniki, zbioru
korespondencji nietypowej i zbioru wierszy, nie w e wszystkich przypad­
kach udało się ustalić lokalizację w y d a n i a poszczególnych u t w o r ó w . T a m
gdzie brak ściślejszego oprać, bibliograficznego oznacza to, że pochodzą
właśnie z tych zbiorów.
Clifford Geertz, op. cit. s . 6 2
Sytuację jeszcze bardziej komplikuje ostatnia filozoficzna w y p o w i e d ź
byłego premiera P R L , na bankiecie w hotelu „Hollyday I n n " z okazji
promocji książki byłego I sekretarza P Z P R Edwarda Gierka. Cytuję za
przekazem TV: „Czasem rzeczywistość staje się fikcją, a fikcja rzeczywis­
tością".
O polu symboliki axis mundi por. M. Eliade, Brancusiimitologia,
„Pol.
Szt. L u d . " 1 9 8 8 nr 3, s s . 1 8 1 - 2
W porównaniu tym odzwierciedlać się może europejskość i większa
wrażliwość R u d n i e w a odbiegająca od pozostałych członków radzieckiego
zespołu: „... ci ludzie pierwszy raz byli na Zachodzie! J e d y n i e stary
R u d n i e w był już w młodości w W a r s z a w i e , w 1 9 1 3 roku. Wspominał to."
(por. J . Sigalin, W a r s z a w a . . . op. cit. t. 2 s . 4 2 8 ) .
Marta Zielińska, Największy
Plac w Europie. „Kronika W a r s z a w y " ,
nr 4 / 1 9 8 9
O znaczeniu tego obrazu w twórczości filmowej T. Konwickiego,
szczegółowszą analizę filmu, na tle motywu domu w filmie polskim
przedstawiam na innym miejscu (por. Z. Benedyktowicz, Przestrzenie
Pamięci w. Film i kontekst. W a r s z a w a 1 9 8 8 s s . 1 5 1 - 2 0 3 )
Por. scenariusz Jak daleko stąd jak blisko w : T. Konwicki, Ostatni
dzień lata. Scenariusze
filmowe. W a r s z a w a 1 9 7 3 : „ N i e w i e m dlaczego
zapamiętałem po raz pierwszy w życiu, takie właśnie zapamiętanie czło­
wieka u n o s z o n e g o d o piekła. Ale teraz myślę, że mógł on przecież powoli
w s t ę p o w a ć w niebo".
T. K o n w i c k i , Ostatni... op. cit., s. 2 5 0
Podczas kwerendy nie natrafiłem na ten zapis, podaję w i ę c go za:
Mariusz Szczygieł, Kochany Pałacu, „ N a Przełaj", 1 0 . 0 9 . 1 9 8 9
1 4

1 5

, б

1 7

1 8

1 9

2 0

2 1

2 2

2 3

2 4

2 5

2 6

2 7

2 6

2 9

3 0

3 1

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8471" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8450">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/8cd6c64541b9a426fe96f867e70a903a.pdf</src>
        <authentication>421b2948247de3025a6ebe1e2df03ba9</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101198">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4083</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101199">
                <text>1956</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101200">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3813</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101201">
                <text>Recenzje / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1956 t.10 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101202">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1956 t.10 z.2; s.132-134</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101204">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101205">
                <text>Państwowy Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101206">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101207">
                <text>JAN MANUGIEWICZ. POLSKIE STROJE LUDOWE
(wydanie skrócone)
Wyd. z inicjatywy Centralnego Domu Twórczości Ludowej
40 stron i 31 tablic barwnych
Wiele jeszcze czasu u p ł y n i e , z a ­
nim na p ó ł k a c h księgarskich u k a ż e
s i ę ostatni z e s z y t w y d a w a n e g o p r z e z
Polskie Towarzystwo Ludoznawcze
Atlasu Polskich Strojów Ludowych.
Tymczasem
popularnego
wydaw­
nictwa albumowego d a j ą c e g o prze, g l ą d p o l s k i c h s t r o j ó w l u d o w y c h do­
m a g a j ą s i ę dla u ż y t k u p r a k t y c z n e ­
go l i c z n e z e s p o ł y p i e ś n i i t a ń c a , t e a ­
try a m a t o r s k i e ,
świetlice, ośrodki
polskie n a e m i g r a c j i . O d p o w i e d z i ą
na pilne z a m ó w i e n i a s p o ł e c z n e jest
o m a w i a n e tu! w y d a w n i c t w o p r z y ­
gotowane p o d w z g l ę d e m n a u k o w y m
przez J . M a n u g i e w i c z a , a z a w i e r a ­
j ą c e , p r ó c z k r ó t k i e g o w s t ę p u i ob­
j a ś n i e ń , 31 b a r w n y c h tablic w y k o ­
nanych przez znanych p l a s t y k ó w :
Jerzego K a r o l a k a , M a r i ę O r ł o w s k ą
i Aleksandra Haupta.
B r a k podobnego w y d a w n i c t w a n a
gruncie p o l s k i m oraz streszczenia
objaśnień w 5 j ę z y k a c h (rosyjskim,
francuskim,
angielskim,
niemiec­
kim i hiszpańskim) gwarantują pięk­
nie p r e z e n t u j ą c e m u s i ę a l b u m o w i
szerokie rozpowszechnienie
zarów­
no w k r a j u , j a k i n a r y n k a c h z a ­
g r a n i c z n y c h , co o c z y w i ś c i e
posta­
w i ł o w y d a w c ę wobec specjalnie w y ­
sokich w y m a g a ń , jeśli chodzi o n a u ­
kowy i artystyczny poziom w y d a w ­
nictwa. P o n i e w a ż zaś a ł b u m m a b y ć
w przyszłości p o w t ó r z o n y w szer­
szym
opracowaniu, n a recenzenta
spada o b o w i ą z e k t y m sumienniejszego o m ó w i e n i a e w e n t u a l n y c h b r a ­
ków, których wówczas łatwiej bę­
dzie u n i k n ą ć w w y d a w n i c t w i e n a ­
stępnym.
Na początek z w r ó ć m y u w a g ę na
p l a n s z e b a r w n e . U s t e r k i (na o g ó ł
z r e s z t ą niezbyt wielkie) d a d z ą s i ę
tu p o d z i e l i ć n a d w i e g r u p y : j e d n a —
to n i e d o c i ą g n i ę c i a lub b ł ę d y n a t u r y
rzeczowej, druga dotyczy raczej i n ­
terpretacji artystycznej.
Z a c z n i j m y od p i e r w s z e j . W w y ­
dawnictwie
popularnym
przezna­
czonym dla szerokich mas zestawy
kostiumowe powinny b y ć podawa­
ne w formie n a j b a r d z i e j typowej
i dlatego b y ł o b y m o ż e lepiej, g d y ­
by g ó r a l p o d h a l a ń s k i na planszy
n r 1 u b r a n y b y ł w c u c h ę b i a ł ą a nie
brązową.
Ubiór
góralki
(plansza
nr 2) j e s t s t o s u n k o w o j e s z c z e gor­
szy, c h u s t k a n a g ł o w ę n i e j e s t z b y t
t y p o w a (kolor i b r a k d ł u g i c h f r ę d z ­
li), gorset z f a l b a n k ą w p a s i e z a ­
miast kaletek. W s t ą ż k a przy gorse­
cie p o w i n n a b y ć r a c z e j
czerwona.
G o r s e t w ten s p o s ó b z d o b i o n y j a k
na rycinie jest stosunkowo starszy
niż przedstawiona tam kwiecista ty­
b e t o w a s p ó d n i c a , co p o w o d u j e , ż e
zestaw ubioru nie reprezentuje c a ­
łości jednolitej pod w z g l ę d e m c h r o ­
nologicznym.
W s t r o j u Ś l ą z a k a ((plansza n r 3)
bruclik z r ę k a w a m i powinien b y ć
podbity nie g r a n a t o w y m , a l e c z e r ­

132

1

w o n y m s u k n e m ; c h u s t a pod s z y j ą
n i e g ł a d k a n i e b i e s k a , ale k r a c i a s t a
z
akcentami
koloru
czerwonego
i zielonego; spodnie z a m s z o w e t z w .
„lelenioki"
powinny być
całkiem
o b c i s ł e , a n i e w y r z u c o n e na k r a w ę d ź
cholewy. „ G a l a n d a " (wianek) na g ł o ­
wie S l ą z a c z k i powinna b y ć bardziej
nastroszona i przetkana szklanymi
błyszczącymi kulkami.
W m ę s k i m stroju
krakowskim
( p l a n s z a n r 5)
wszelkie
elementy
barwy czerwonej wykonane s ą w
t y m s a m y m odcieniu, podczas gdy
zgodnie z r z e c z y w i s t o ś c i ą
powinny
być w dwu kolorach: c i e p ł y m czer­
w o n y m (podbicie s u k m a n y i k a f t a ­
n a oraz r o g a t y w k a ) i c z e r w o n o a m a rantowym (frędzle przy sukmanie
i kaftanie).
Na planszy nr 7 p r z e d s t a w i a j ą c e j
K r a k o w i a k a w k w i e c i ś c i e haftowa­
n y m k a f t a n i e z e s t a w u b i o r u jest w a ­
dliwy. K a p e l u s z „celender", spod­
nie w B i a ł o c z e r w o n e p a s e c z k i i p a s
z brzękadłami wzięte są z najbliż­
szych
wsi
podkrakowskich,
zaś
w s p o m n i a n y w y ż e j k a f t a n z okolic...
Brzeska.
Kobiecy ubiór k r a k o w s k i (plan­
sza n r 8) r ó w n i e ż nie n a l e ż y do n a j ­
bardziej udanych. Strój niby m a
b y ć spod K r a k o w a ( s ą d z ą c po g o r ­
secie), ale t a m nie nosili k o s z u l z
krezą, tylko z n i s k i m s t o j ą c y m k o ł ­
n i e r z y k i e m lub z l e k k i m p r o s t o k ą t ­
n y m dekoltem w y k o ń c z o n y m
ząb­
k a m i ; tybety n a s p ó d n i c e n i e b y ł y
w
kolorze
poziomkowym j a k na
p l a n s z y , ale w b a r w a c h
zdecydo­
w a n y c h (zielony soczysty, n i e b i e s k i ,
czarny, biały).
N a nogi
wkładały
K r a k o w i a n k i przede w s z y s t k i m buty
z cholewami,
karbowane,
czasem
zdobione h a f t e m i b a r w n y m i s a f i a ­
n a m i . N i e t y p o w y j e s t r ó w n i e ż gor­
set, k t ó r y p r z y z d o b i e n i a c h s z a m e ­
rowanych srebrem i złotych chwa­
stach nie powinien m i e ć kaletek, ale
lekko p o s z e r z a j ą c e s i ę poniżej sta­
nu g ł a d k i e z a k o ń c z e n i e , z t y ł u t y l ­
ko p r z e c h o d z ą c e w f a ł d o w a n ą k r ó ­
ciutką falbankę.

W
o p o c z y ń s k i m stroju m ę s k i m
(plansza
nr
16)
z a w i ą z a n i e pasa
p r z e d s t a w i o n e jest
w
s p o s ó b nie
tylko
niezgodny z r z e c z y w i s t o ś c i ą
e t n o g r a f i c z n ą , ale w o g ó l e — n i e ­
wykonalny.
W kobiecym stroju o p o c z y ń s k i m
nieporozumienie jest
natury bar­
dziej z a s a d n i c z e j . D l a kogo m a s ł u ­
żyć album? Dla z e s p o ł ó w amator­
skich, świetlic, szkoły. Czy w takim
r a z i e n a l e ż y p u b l i k o w a ć w n i m ze­
stawy stroju o elementach nieprzy­
datnych
dla
celów
scenicznych,
a p r z y t y m n i e w c h o d z ą c y c h j u ż do
w s p ó ł c z e ś n i e noszonego ż y w e g o u b i o r u ludowego? W y d a j e s i ę , ż e nie,
a w ł a ś n i e tak s t a ł o się w przedsta­
w i o n y m n a p l a n s z y n r 17 k o b i e c y m
s t r o j u O p o c z n i a n k i odzianej w zielo­
ną,
podszytą
białym
barankiem
s z u b k ę . P o z o s t a ł e elementy stroju
r a ż ą nieco s w o i m b a r d z o p r z y p a d ­
k o w y m i n i e w s p ó ł c z e s n y m chrono­
logicznie zestawem m a t e r i a ł ó w . Z
O p o c z y ń s k i e g o , gdzie s t r ó j l u d o w y
j e s t jeszcze ż y w y i g d z i e s ą szerokie
m o ż l i w o ś c i wyboru-, m o ż n a b y ł o do­
brać coś
bardziej
współczesnego,
czasowo w y r ó w n a n e g o i e s t e t y c z ­
nego z a r a z e m .
W m ę s k i m stroju sieradzkim po­
kazano zbyt k r ó t k ą s u k m a n ę , w k u ­
j a w s k i m nieco za k r ó t k i e w y d a j ą
się r ę k a w k i kaftanka, zaś narzuco­
na na ramiona „ k i e r e j a " jest w swo­
ich istotnych elementach (kaptur)
n i e w i d o c z n a , czy w i ę c n i e b y ł o b y
lepiej z j e j p o d a n i a w o g ó l e z r e z y g ­
n o w a ć ? W stroju kobiecym (plan­
sza n r 31) b r a k h a f t u na zapasce.
N a p l a n s z y n r 24 p r z e d s t a w i a j ą ­
cej Ł o w i c z a n i n a z u p e ł n i e f a n t a s t y c z ­
ny jest s p o s ó b z a w i ą z a n i a tkanego
pasa, zaś w m ę s k i m ubiorze k u r ­
p i o w s k i m ( p l a n s z a n r 28) — n i e ­
zgodny z r z e c z y w i s t o ś c i ą k s z t a ł t k a ­
p e l u s z a oraz s p o s ó b w y k o n a n i a p o ­
trzeb p r z y
sukmanie, w
których
brak zapięcia.

W ubiorze K u r p i a n k i (plansza nr
29) w z o r z y s t y m a t e r i a ł , z k t ó r e g o
u s z y t y j e s t gorset, p o w i n i e n b y ć r a ­
W s t r o j u L a c h a s ą d e c k i e g o ( p l a n ­ czej z a s t ą p i o n y c z ę ś c i e j u ż y w a n y m
sza n r 9) n i e s ł u s z n i e r ę k a w y ( m ę ­ m a t e r i a ł e m g ł a d k i m ( z w y k l e c z a r ­
skiej!) koszuli w y k o ń c z o n e s ą f a ł ­ nym), a i s p o s ó b r o z w i ą z a n i a z a p i ę ­
dowaną
krezką,
pod s z y j ą b r a k cia i d e k o r a c j i n a p r z o d z i e
bywa
waehlarzowatego,
c z e r w o n e g o „ c i o ­ z w y k l e nieco i n n y n i ż p r z e d s t a w i o ­
s k a " , f r y z u r a z a ś o d ł u g i c h w ł o s a c h ny n a i l u s t r a c j i .
rozczesanych w rozdział n a boku jest
Oprócz
wymienionych
wyżej
tradycjom c h ł o p ó w s ą d e c k i c h z u ­ p r z e w a ż n i e d o s y ć drobnych niedo­
p e ł n i e obca.
ciągnięć dotyczących części składo­
N a p l a n s z y n r 15 p r z e d s t a w i a j ą ­ w y c h s t r o j u i l u s t r o w a n y c h w a l b u ­
cej k o b i e c y s t r ó j ś w i ę t o k r z y s k i b a r ­ mie, n a l e ż a ł o b y w s p o m n i e ć jeszcze
dziej m o ż e w ł a ś c i w e b y ł o b y w p r o ­ o i n n y c h u s t e r k a c h b a r d z i e j o g ó l ­
w a d z e n i e z a p a s e k o p r z e w a d z e b a r ­ nej n a t u r y . P o j ę c i e
etnograficznej
w y czerwonej, zdecydowanie
n a t o ­ w i e r n o ś c i s t r o j u nie o g r a n i c z a s i ę
m i a s t z ł e s ą b u t y . K o b i e t y w K i e - t y l k o do m n i e j l u b w i ę c e j ś c i s ł e g o
l e c c z y ź n i e n o s i ł y w y s o k i e do p o ł o ­ p r z e n i e s i e n i a n a p a p i e r p o s z c z e g ó l ­
w y ł y d e k t r z e w i k i s z n u r o w a n e , nie n y c h jego e l e m e n t ó w , ale o b e j m u j e
zaś m ę s k i e s i ę g a j ą c e zaledwie p a r ę r ó w n i e ż wierne przedstawienie spo­
sobu i c h n o s z e n i a , k t ó r y s t w a r z a
c e n t y m e t r ó w p o w y ż e j kostki.

�charakterystyczną sylwetką mającą
t a k i e s a m e c e c h y o d r ę b n o ś c i regio­
nalnej, j a k w y s t r ó j s u k m a n y czy
barwy paska. W omawianym albu­
m i e w k i l k u w y p a d k a c h za d a l e ­
ko - p o s u n i ę t a z o s t a ł a s w o b o d a w y ­
konawców,
którzy
chcąc pokazać
zbyt wiele tak operowali okryciem
wierzchnim, ż e w rezultacie stwo­
rzyli
sylwetki
n a j z u p e ł n i e j obce
tradycji
miejscowej.
Klasycznym
tego p r z y k ł a d e m j e s t p o s t a ć K u j a ­
w i a k a ( p l a n s z a n r 20) w r o m a n t y c z ­
nie u d r a p o w a n e j k i e r e z j i czy Ł o w i c z a n i n a (jplansza n r 24) w s u k m a n i e
zarzuconej na ramiona, mimo że w
Ł o w i c k i e m sukmany wkłada się za­
wsze n a r ę k a w y . W m n i e j s z y m stop­
n i u u w i d o c z n i a j ą to p l a n s z e p r z e d ­
s t a w i a j ą c e s t r o j e kobiece, ale i tu
sztucznością s w o j ą razi s p o s ó b z a ­
rzucenia r a ń t u c h a w stroju b i ł g o ­
r a j s k i m { p l a n s z a n r 13) czy ż y w i e c ­
k i m ( p l a n s z a n r 31), gdzie h a f t o w a ­
ny t i u l r a ń t u c h a — nb. r o b i ą c y w r a ­
ż e n i e n i e b i e s k i e g o a nie b i a ł e g o —
tak ł ą c z y
się z
tiulem ( r ó w n i e ż
haftowanej)
z a p a s k i , iż w k o ń c u
powstaje sylwetka damy w k r y n o ­
linie I p o ł o w y X V I I w .
Sporo trudności nasuwa plasty­
k o w i u p o z o w a n i e k i l k u n a s t u postaci
w sposób, który
nie
wywołałby
w r a ż e n i a szablonu i nudy. N i c w i ę c
dziwnego, ż e tu l u b ó w d z i e w k ł a d a
on w r ę c e t w o r z o n y c h p r z e z siebie
postaci j a k i e ś r e k w i z y t y s t w a r z a j ą ­
ce pozory a k c j i . D r o g a ta j e s t o c z y ­
w i ś c i e s ł u s z n a , ale nie m o ż e dopro­
w a d z i ć do k o l i z j i z p r o s t ą l o g i k ą .
P r z y k ł a d e m tego j e s t p o s t a ć K u r p i a n k i ( p l a n s z a n r 30) t r z y m a j ą c e j
w jednej r ę c e n o ż y c e , w drugiej z a ś
w y c i n a n k ę , która zapewne musi b y ć
z blachy, skoro t r z y m a n a za jeden
k o n i e c nie ł a m i e s i ę a n i n i e z w i j a ,
a którą Kurpianka ogląda uważnie...
od t y ł u , aby p r a w a s t r o n a z w r ó c o ­
n a b y ł a do w i d z a .
Forma
artystyczna plansz
nie
została potraktowana przez trzech
a u t o r ó w w sposób jednakowy. Brak
ujednolicenia widoczny jest z a r ó w ­
no w o g ó l n y m sposobie u j m o w a ­
nia sylwetki
(masywne
postacie
o dużych głowach u Karolaka, smu­
kłe i jakby w y d ł u ż o n e u Haupta),
jak i w przedstawieniu faktury m a ­
teriału, ś w i a t ł o c i e n i a , a przede w s z y ­
stkim twarzy, k t ó r e — zwłaszcza
j e ś l i chodzi o k a r n a c j ę — d a j ą c i e ­
k a w ą g a l e r i ę p o c z ą w s z y od ż ó ł t o skórych Azjatów i czerwonobrązow y c h I n d i a n a ż do
buraczkowych
twarzy rzekomych E u r o p e j c z y k ó w .
W albumie p r z e d s t a w i a j ą c y m ludo­
we u b i o r y t r a k t o w a n i e t w a r z y j e s t
o c z y w i ś c i e s p r a w ą czysto
konwen­
c j o n a l n ą ale n i e c h ż e t a k o n w e n c j a
będzie w obrębie całego wydawnic­
twa jedna
i
uwzględniająca wy­
m a g a n i a estetyczne.
Poruszona tu
nawiasowo
kwestia
traktowania
twarzy jest s p r a w ą trudną, nie u d a ­
ło s i ę jej r ó w n i e ż r o z w i ą z a ć pozy­
tywnie n a planszach
publikowa­
n y c h w r a m a c h wydawanego przez
P T L Atlasu Polskich Strojów L u ­
dowych.

i k r ó t k i c h o b j a ś n i e ń do p o s z c z e g ó l ­
nych ilustracji. O b j a ś n i e n i o m tym
n a l e ż a ł o b y p o ś w i ę c i ć nieco u w a g i .
R e d a k c j a i c h j e s t nie z a w s z e k o n ­
s e k w e n t n a , r a z b o w i e m a u t o r pisze
0 konkretnym stroju przedstawio­
n y m n a p l a n s z y , k i e d y indziej z a ś
stara s i ę o g ó l n i e o m ó w i ć cechy c h a ­
rakterystyczne całej grupy strojów,
z k t ó r y c h jeden tylko z o s t a ł w a l b u ­
mie u w z g l ę d n i o n y . P r z y d u ż e j k o m ­
presji
tekstu
p o w o d u j e to p e w n e
nieścisłości, a c z y t e l n i k ó w niezorien­
t o w a n y c h w z a g a d n i e n i u m o ż e po
prostu w p r o w a d z i ć w b ł ą d . I tak
np. w k o m e n t a r z u o d n o s z ą c y m s i ę
do p l a n s z y n r 1 p r z e d s t a w i a j ą c e j
g ó r a l a z powiatu nowotarskiego czy­
t a m y o m e t a l o w y c h s p i n k a c h bez
bliższego wyjaśnienia, że występują
one w y ł ą c z n i e n a P o d h a l u i S p i s z u .
P a r z e n i c a potraktowana jest jako
jedna z cech ubioru g ó r a l s k i e g o , m i ­
mo ż e n i e z n a j ą j e j g ó r a l e ś l ą s c y .
Górale p o d h a l a ń s c y nie noszą z n ó w
k a m i z e l e k , podobnie j a k g o r c z a ń s c y
1 s ą d e c c y . B r ą z o w a g u n i a j e s t istot­
n i e p o w s z e c h n i e przez g ó r a l i n o s z o ­
na, ale d l a P o d h a l a n , k t ó r y c h m a
w y o b r a ż a ć plansza, charakterystycz­
n a jest w ł a ś n i e c u c h a b i a ł a . K i e r p c e
nie s ą n a g ó r a l s z c z y ź n i e s t r o j e m p o ­
wszechnym, g d y ż na Spiszu i O r a ­
w i e do s t r o j u ś w i ą t e c z n e g o w k ł a d a
się buty z cholewami o c h a r a k t e r y ­
stycznym kroju w ę g i e r s k i m . Podob­
ne z a s t r z e ż e n i a b u d z i opis s t r o j u
kobiecego, gdzie g o r s e t y czy „ k o ­
szule haftowane z k r e z ą " nie s ą b y ­
n a j m n i e j p o w s z e c h n e , g d y ż np. w
s t r o j u g ó r a l e k ś l ą s k i c h gorset n i e
w y s t ę p o w a ł a koszula przy szyi z a ­
kończona była niskim stojącym „lemieczkiem".
W s z y s t k i c h tych
za­
strzeżeń d niejasności
dałoby się
u n i k n ą ć , g d y b y autor w opisie s t r o ­
j u g ó r a l s k i e g o o g r a n i c z y ł s i ę do tego,
k t ó r y z o s t a ł umieszczony n a planszy.
0 s ł u s z n o ś c i tej u w a g i p r z e k o n u j e
zwięzły i przejrzyście sformułowa­
ny opis s t r o j u ś l ą s k i e g o ( p l a n s z a n r
3 i 4), -w z w i ą z k u z k t ó r y m m o ż n a
by a u t o r o w i p o s t a w i ć j e d y n i e d r o b ­
n y z a r z u t , iż p i s z ą c o ubiorze k o ­
b i e c y m n i e w s p o m n i a ł o tzw. „ w a tówce", grubej k o ł d r o w a t e j s p ó d n i ­
cy, p r z y p o m o c y k t ó r e j n a d a j ą sobie
Slązaczki charakterystyczną „dzwonowatą" sylwetkę.

T u i ó w d z i e w k r a d ł y s i ę do p o ­
szczególnych opisów pewne p o m y ł ­
ki, które przy sposobności n a l e ż a ł o ­
by m o ż e n a t y m m i e j s c u s p r o s t o w a ć .
1 tak np. p r z e d s t a w i o n a n a p l a n s z y
nr 3 biała sukmana z czerwonymi
c h w a s t a m i nie m o ż e b y ć o k r e ś l o n a
jako
„kościuszkowska",
gdyż
ta
ostatnia, o ile w i e r z y ć w a u t e n t y c z ­
n o ś ć okazu z M u z e u m Narodowe­
go w K r a k o w i e , p o s i a d a ł a d e k o r a ­
c j ę w postaci s z a m e r u n k u z c z a r n e ­
go s z n u r k a . S u k m a n y
granatowe
w y s t ę p o w a ł y nie
na
p o ł u d n i e od
Krakowa, tylko na zachód i północ.
C z y t a j ą c opis k a f t a n a k r a k o w s k i e g o
( p l a n s z a n r 7) d o w i a d u j e m y s i ę , ż e
„na n a r o ż n i k a c h p o ł y '(występuje —
Rss) haft
z
ulubionym motywem
w a z o n u kwietnego, a p o w y ż e j pasa
guziczki
i
frędzle".
Autor
nie
w s p o m n i a ł o tym, ż e owa kwietna
P r ó c z p l a n s z z a w i e r a a l b u m tekst,
ozdoba j e s t w k r a k o w s k i m k a f t a n i e
który składa się z ogólnego w s t ę p u

zjawiskiem zupełnie
wyjątkowym,
zlokalizowanym
na
niewielkiej
przestrzeni w p ó ł n o c n e j części po­
w i a t u brzeskiego.
Trudno również
byłoby zgodzić się, że w k r a k o w ­
skim stroju kobiecym „nie wytwo­
r z y ł y s i ę tak w y r a ź n i e w y o d r ę b n i o ­
ne geograficznie t y p y o d z i e ż y , j a k
w stroju m ę s k i m " . Wystarczy po­
r ó w n a ć u b i o r y z okolic
Krakowa,
D ą b r o w y T a r n o w s k i e j czy B r z e s k a ,
aby r ó ż n i c e te u j a w n i ł y s i ę z c a ł ą
w y r a z i s t o ś c i ą . Nie wiadomo d o k ł a d ­
nie, co a u t o r r o z u m i e p r z e z u ż y t y
w opisie s t r o j u r z e s z o w s k i e g o ( p l a n ­
sza n r 10) t e r m i n „ s u k m a n a s z e r o ­
ko s f a ł d o w a n a " , niemniej jednak n a ­
leży podkreślić, że m ę s k a sukmana
r z e s z o w s k a pod w z g l ę d e m k r o j u r e ­
p r e z e n t u j e typ m a ł o p o l s k i , ten s a m ,
do k t ó r e g o
należą
np.
sukmany
k r a k o w s k i e czy lasowiaokie. R o g a ­
t y w k a w p o t o c z n y m tego s ł o w a z n a ­
czeniu w t r a d y c y j n y m stroju rze­
szowskim nie w y s t ę p u j e
zupełnie,
natomiast s w o i s t ą o d m i a n ą czapki
rogatej j e s t w ł a ś n i e o w a w s p o m n i a ­
na przez autora „ w y s o k a cylindrycz­
n a c z a p k a z otokiem b a r a n k o w y m " .
F a k t , ż e n a terenie b l i s k i m S a n d o ­
mierzowi z a c h o w a ł a się w i a d o m o ś ć
o w y s t ę p o w a n i u p a s i a k a o bogatej
kolorystyce, n i c z y m nie w i ą ż e s i ę
z k o b i e c y m i u b i o r a m i okolic R z e ­
s z o w a (plansza n r 11);
autor n i ć
w z i ą ł pod u w a g ę ani znacznej od­
l e g ł o ś c i tych t e r e n ó w , ani faktu, ż e
n i e s ą s i a d u j ą one ze s o b ą b e z p o ­
ś r e d n i o , lecz r o z d z i e l o n e s ą r o z l e ­
g ł y m obszarem z a m i e s z k a ł y m przez
L a s o w i a k ó w , gdzie ż a d n y c h ś l a d ó w
p a s i a k a dotychczas n i e znaleziono.
N i e j a s n e jest, d l a c z e g o c h a r a k t e ­
rystyczne dla m ę s k i c h bluzek k u ­
jawskich krótkie rękawy
(plansza
n r 20) m a j ą b y ć „ w y n i k i e m prostego
i c h k r o j u " , p r z e c i e ż j e s t to k r ó j i d e n ­
t y c z n y do { n o s z o n y c h t e ż n a K u j a ­
wach) bluzek o długich r ę k a w a c h .
W opisie
s u k m a n y nie w s p o m i n a
autor o c h a r a k t e r y s t y c z n y m d l a niej
z w i s a j ą c y m z tyłu kapturze.
„ P a s i a k " , o k t ó r y m m ó w i autor
w opisie kobiecego s t r o j u s z a m o t u l ­
skiego, n i e j e s t „ t y p e m
odzieży",
lecz j e d n ą z f o r m
dekoracyjnego
rozwiązania
tkaniny.
Jeśli
autor
przez „pasiak" rozumie z a p a s k ę n a r a m i e n n ą , to i n f o r m a c j a z a w a r t a w
opisie do p l a n s z y n r 23 n i e j e s t ś c i ­
sła g d y ż podobny u b i ó r w y s t ę p o ­
w a ł r ó w n i e ż w strojach kobiecych
z okolic Z i e l o n e j G ó r y , a w i ę c dalej
na z a c h ó d n i ż o m a w i a n a p r a c a po­
daje. J e ś l i z a ś m a n a m y ś l i t k a m n ę
p a s i a s t ą , w i a d o m o ś ć ta r ó w n i e ż n i e ­
z u p e ł n i e odpowiada prawdzie, gdyz
o tkaninach takich mamy informa­
c j e z okolic
Zielonej
Góry,
zas
Muzeum
w
Koszalinie na Pomo­
r z u Z a c h o d n i m posiada p r ó b k i m i e j ­
scowych w e ł n i a k ó w pasiastych.
Niejednokrotnie w opisach po­
s z c z e g ó l n y c h s t r o j ó w p o ś w i ę c a autor
zbyt w i e l e
m i e j s c a n a estetyczne
wartościowanie
o m a w i a n y c h przez
siebie u b i o r ó w p o m i j a j ą c n a t o m i a s t
istotne e l e m e n t y .
W z w i ą z k u z o p i s e m kobiecego
stroju
żywieckiego
czytamy,
że
„ k o m p o z y c j e c z e p c ó w n a l e ż ą do n a j ­
lepszych r o z w i ą z a ń
kostiumologicz-

133

r

�nych, godnych c z a s ó w , kiedy strój
dworski byl dziełem
najwyższego
n a k ł a d u k o s z t ó w i staranności", ani
s ł o w e m n a t o m i a s t n i e jest w s p o m ­
n i a n e , ż e bogate te czepce zdobione
s ą w y p u k ł y m z ł o t y m haftem.

pie) z l o k a l i z o w a n e w t e k ś c i e d z i ę k i
nazwom
większych
miejscowości
w y s t ę p u j ą c y c h n a t y m terenie, gdzie
i n d z i e j n a z w y geograficzne
(Góry
Świętokrzyskie), w innych zaś miej­
scach m ó w i się o stroju z „okolic"
tego c z y innego m i a s t a . N i e o b e s z ł o
Teksty o b c o j ę z y c z n e są doprowa­
s i ę t u i bez b ł ę d n e g o z l o k a l i z o w s n i a
d z o n y m do m i n i m u m s t r e s z c z e n i e m s t r o j ó w , np. ł o w i c k i e g o c z y s z a m o ­
opisów
wyżej
omawianych,
p r z y tulskiego, k t ó r e w e d ł u g b r z m i e n i a
c z y m nie zawsze w y d o b y w a j ą z nich t ł u m a c z e n i a niemieckiego i h i s z p a ń ­
n a j i s t o t n i e j s z e elementy.
N i e k i e d y skiego z o s t a ł y u m i e s z c z o n e w s a ­
np. t e k s t opisu w y p e ł n i a o b j a ś n i e ­ m y m Ł o w i c z u i S i e r a d z u , tak s a m o
nie j a k i e g o ś
terminu
g w a r o w e g o , j a k np. ( s ł u s z n i e ) s t r ó j ż y w i e c k i w
jak „kierezja" czy komentarz n a ­ Ż y w c u .
t u r y h i s t o r y c z n e j , podczas gdy w y ­
Wydaje się, że w wydawnictwach
c h o d z ą c z czysto p r a k t y c z n e g o p r z e ­
popularnych przeznaczonych n a u ż y ­
z n a c z e n i a a l b u m u n a l e ż a ł o b y s i ę tu
tek c u d z o z i e m c ó w n a l e ż y r a c z e j l o ­
raczej s p o d z i e w a ć informacji o r o ­
kalizować
poszczególne
zjawiska
dzaju materiału, z k t ó r e g o dany strój
wyłącznie według większych miej­
został wykonany.
scowości, z tym jednak, że r ó w n o ­
D o s y ć niekonsekwentna, a często cześnie powinna b y ć dołączona map­
i n i e ś c i s ł a j e s t geograficzna l o k a l i ­ k a . W y o b r a ź m y sobie n p . m i e s z k a ń ­
zacja
p o s z c z e g ó l n y c h s t r o j ó w . R a z ca A r g e n t y n y , k t ó r y s t a r a s i ę zlo­
podane s ą w n a g ł ó w k u n a z w y k r a i n k a l i z o w a ć K u r p i e ( „ d e l a s cercanlias
e t n o g r a f i c z n y c h (np. K u j a w y , K u r ­ de P u ł t u s k " ) u ż y w a j ą c do tego celu

134

najdokładniejszej
z
posiadanych
p r z e z s i e b i e map... E u r o p y .
K o ń c z ą c t ę p r z y d ł u g ą nieco l i ­
stę uwag dotyczących w przeważnej
części zagadnień
drobnych, m a m
n a u w a d z e n i e tyle a l b u m w tej
c h w i l i o m a w i a n y , g d y ż ten r o z s z e d ł
s i ę j u ż s z e r o k o i ostatnie j e g o e g ­
zemplarze znikają z półek k s i ę g a r ­
s k i c h , ale r a c z e j
p r z y s z ł e szersze
opracowanie, k t ó r e g o ukazanie s i ę
z o s t a ł o obecnie
zapowiedziane.
B y ć m o ż e u w a g i te u ł a t w i ą a u ­
torowi i w y d a w n i c t w u u n i k n ą ć w
przyszłości pewnych potknięć, któ­
re w p i e r w s z e j r e d a k c j i p r a c y , p o ­
s i a d a j ą c e j w zasadzie charakter pio­
nierski,
są
zupełnie
zrozumiałe,
zwłaszcza, że w chwili jej pisania
autor w w i e l u w y p a d k a c h n i e r o z ­
porządzał
jeszcze t y m i opracowa­
n i a m i m o n o g r a f i c z n y m i , k t ó r e obec­
nie z o s t a ł y opublikowane w r a m a c h
wydawanego
przez
P T L Atlasu
Polskich Strojów Ludowych.
Rss.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8469" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8448">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/441744b23ba23ae4dedb5ec059228d48.pdf</src>
        <authentication>93cd89c8b180c37383a1b95990208581</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101177">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4081</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101178">
                <text>1956</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101180">
                <text>Rumunia - sztuka ludowa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101181">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3811</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101182">
                <text>Szkolenie kadr naukowych i organizacja badań z zakresu sztuki ludowej w Rumunii// Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1956 t.10 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101183">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1956 t.10 z.2; s.120-123</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101184">
                <text>Reinfuss, Roman</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101185">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101186">
                <text>Państwowy Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101187">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101188">
                <text>Ш
O
О

OJQODKI CZYUNC
0SI100KI
OMMOKI
H

ZAUADIC
2NANC

006LUIJ

przełomie X I X i X X wieku.
jewska: „Ceramika...")

21

H

OKOCSir

iKOOfl

SVSMTUtV

(Kra­

Sobienczyce,
pow.
Wejherowo.
O ś r o d e k nieczynny. I s t n i a ł jeszcze

ISJO

-

«ISTO«VCJH««

02(IA«0«»

Iti

r

»
00

«ЛЕЫ1

'VIII

«t»

г

(ТОАЕИ

« M « » l t . CYrSA
«КИО021

na
przełomie
XIX i XX
(Krajewska: „Ceramika...")

«ZYMS*4
«АКИМ!

wieku.

Wejherowo,
pow. w m i e j s c u .
środek nieczynny. {Arch. P I S )

O-

Wieżyca,
pow. K a r t u z y . O ś r o d e k
n i e c z y n n y . P r z e d r o k i e m 1914 m i a ł o
tu p r a c o w a ć o ś m i u garncarzy. ( K r a ­
jewska: „Ceramika...")

SZKOLENIE KADR NAUKOWYCH I ORGANIZACJA BADAŃ
Z ZAKRESU. SZTUKI LUDOWEJ W RUMUNII*)
ROMAN

Zagadnienie sztuki ludowej by­
w a u nas c z ę s t o i c h ę t n i e d y s k u t o ­
w a n e . C o to j e s t s z t u k a l u d o w a ?
C z y j e s t to w ł a s n y oddolny n u r t a r ­
t y s t y c z n y s z e r o k i c h mas, czy w y n a ­
turzona
i
zbarbaryzowana sztuka
w a r s t w elitarnych? Czy sztuka l u ­
dowa jest p r z e ż y t k i e m , k t ó r y p o w i n ­
n i ś m y z szacunkiem złożyć w
ga­
blocie m u z e a l n e j , czy „ w i e c z n i e ż y ­
w y m ź r ó d ł e m inspiracji",
„uniwer­
salnym
panaceum" na wszystkie
niedomogi naszego ż y c i a a r t y s t y c z ­
nego i k u l t u r a l n e g o ? C z y w r e s z c i e
n a u k a o sztuce l u d o w e j j e s t o d d z i e l ­
n ą d y s c y p l i n ą , a j e ś l i nie, gdzie n a ­
leży ją przyłączyć
do
etnografii
czy do h i s t o r i i s z t u k i ? . . .
P o d c z a s gdy d y s k u s j e n a p o w y ż ­
sze i do n i c h podobne t e m a t y t o c z ą
s i ę zapalając serca i u m y s ł y , ż y c i e
p o s u w a s i ę s w o i m torem.
Artyści
l u d o w i t w o r z ą r z e c z y dobre i z ł e .
„ C e p e l i a " s p r z e d a j e te w y r o b y l u b
g r o m a d z i j e w m a g a z y n a c h bez n a ­

120

dziei z n a l e z i e n i a odbiorcy. I n s t y t u t
Wzornictwa P r z e m y s ł o w e g o organi­
zuje z t w ó r c ó w ludowych kolekty­
wy projektujące wzory ludowe dla
przemysłu, Centralny Dom
Twór­
czości
p r z y s t ę p u j e do
organizacji
ż y c i a artystycznego szerokich mas.
A w s z y s t k o to o d b y w a s i ę w a t m o ­
sferze j a k i e j ś n i e p e w n o ś c i , n i e ś w i a ­
domego s k u t k ó w e k s p e r y m e n t o w a ­
n i a , w atmosferze
nie
rokującej
t r w a ł y c h rezultatów, gdyż przy n a j ­
słuszniejszych
nawet
założeniach
stoi n a p r z e s z k o d z i e b r a k n a l e ż y c i e
przygotowanych ludzi, k t ó r z y z n a j ą c
zagadnienie ludowej plastyki mogli­
b y z a ł o ż e n i a te n a l e ż y c i e r e a l i z o w a ć .
B r a k l u d z i , k t ó r z y z d a w a l i b y pobie
jasno
sprawę, w jakim kierunku
i w jakiej mierze n a l e ż y o d d z i a ł y ­
w a ć na ż y w ą jeszcze t w ó r c z o ś ć l u o d w ą , jakie s ą jej m o ż l i w o ś c i i gra­
nice w dziedzinie czerpania z dorob­
ku
tradycyjnej
sztuki
ludowej
i w ł ą c z a n i a jej w nurt w s p ó ł c z e s ­
nej k u l t u r y o g ó l n o n a r o d o w e j .

REINFUSS

Obok tych b r a k ó w u j a w n i a j ą c y c h
s i ę w p r a k t y c e ż y c i a codziennego —
w y m i e n i ć m o ż n a r ó w n i e d ł u g ą lita­
nię b r a k ó w odczuwanych w dzie­
d z i n i e p r a c y n a u k o w e j . W ostatecz­
nym podsumowaniu sprowadzają się
one j e d n a k do tego samego: n i e m a
l u d z i n a l e ż y c i e p r z y g o t o w a n y c h do
podjęcia prac badawczych w zakre­
sie l u d o w e j p l a s t y k i .
W z w i ą z k u ze w s k a z a n y m i po­
w y ż e j n i e d o c i ą g n i ę c i a m i w dziedzi­
nie przygotowania k a d r p r a c o w n i ­
czych obserwuje s i ę k o l o s a l n ą roz­
b i e ż n o ś ć m i ę d z y t y m , co s i ę m ó w i ,
p i s z e i p r o j e k t u j e , a t y m , co w p r a k ­
tyce m o ż e z o s t a ć s e n s o w n i e z r e a l i ­
zowane.

* A r t y k u ł t e n z o s t a ł n a p i s a n y po
b y t n o ś c i w R u m u n i i , w k o ń c u 1955
roku,
grupy
pracowników
nauki
Zakładu Badania Plastyki Ludowej
i Folkloru P I S .

�I l e ż to r a z y s ł y s z y s i ę o k o n i e c z ­ j a k i e g o ś p r z e ł o m o w e g o , p i o n i e r s k i e ­
ności
współpracy
w y k s z t a ł c o n e g o go p o c i ą g n i ę c i a , t y l k o o z w y k ł e n a ­
p l a s t y k a z l u d o w y m a r t y s t ą , o m o ż ­ p r a w i e n i e oczywistego b ł ę d u i u s t a ­
l i w o ś c i t w ó r c z e g o w y k o r z y s t y w a n i a wienie zagadnienia sztuki ludowej
dorobku tradycyjnej
sztuki
ludo­ w ramach s t u d i ó w uniwersyteckich
w e j p r z e z z a w o d o w y c h p l a s t y k ó w . w s p o s ó b podobny, j a k to w i d z i m y
Z a p o m i n a s i ę j e d n a k o t y m , ż e tak w i n n y c h k r a j a c h , gdzie p r o b l e m a ­
zwany w y k s z t a ł c o n y plastyk z r e ­ tyka z w i ą z a n a z t w ó r c z o ś c i ą ludo­
g u ł y n i e m a p o j ę c i a o s z t u c e l u d o ­ w ą k s z t a ł t u j e s i ę m n i e j w i ę c e j tak
w e j , g d y ż w y k ł a d tego p r z e d m i o t u samo ] a k u nas.
z o s t a ł przed k i l k u laty u s u n i ę t y z
Najlepszy
przykład znajdziemy
p r o g r a m ó w w y ż s z y c h uczelni p l a ­
w R u m u n i i , k r a j u o bogatej i ż y ­
stycznych w Polsce.
wej twórczości ludowej, która sta­
Ż ą d a s i ę od r ó ż n y c h i n s t y t u c j i n o w i t a m p o w a ż n y
problem z a ­
d z i a ł a j ą c y c h w dziedzinie ludowej r ó w n o w zakresie polityki kultural­
p l a s t y k i (np. C P L i A i in.), aby z a ­ nej, j a k i ż y c i a gospodarczego. P o ­
trudniały w charakterze
n a d z o r u dobnie j a k i u n a s , r ó ż n e n i e d o m a ­
f a c h o w e g o — e t n o g r a f ó w . I n s t y t u c j e g a n i a , j a k i e w tej d z i e d z i n i e d a d z ą
te j e d n a k b r o n i ą s i ę p r z e c i w t e m u s i ę w c h w i l i obecnej z a u w a ż y ć , w y ­
z c a ł y c h sił, g d y ż — j a k w y k a z a ł a n i k a j ą tam
z braku
dostatecznie
p r a k t y k a — etnograf, k t ó r y w r a ­ p r z y g o t o w a n y c h p r a c o w n i k ó w , k t ó ­
m a c h s t u d i u m h i s t o r i i k u l t u r y m a ­ r z y p o s i a d a j ą c o d p o w i e d n i zapas f a ­
t e r i a l n e j w y s ł u c h a p r z e z j e d e n se­ c h o w y c h
wiadomości,
potrafiliby
m e s t r w y k ł a d u s z t u k i l u d o w e j , i to z a r ó w n o p o k i e r o w a ć w s p o s ó b w ł a ­
n a w e t bez k o l o k w i u m u m o ż l i w i a j ą ­ ś c i w y p r o d u k c j ą l u d o w y c h w y r o b ó w
cego s p r a w d z e n i e jego w i a d o m o ś c i , a r t y s t y c z n y c h , j a k i p o s t a w i ć n a l e ­
nie m a dostatecznega z a p a s u w i e ­ ż y c i e p r o b l e m w y k o r z y s t a n i a t r a ­
dzy z z a k r e s u s z t u k i l u d o w e j . N i e m a d y c y j n e j l u d o w e j p l a s t y k i w d e k o ­
on o c z y w i ś c i e r ó w n i e ż przygotowa­ r a c j i w y r o b ó w p r z e m y s ł o w y c h ,
w
n i a do p r a c y
n a u k o w o - b a d a w c z e j a r t y s t y c z n y m r u c h u a m a t o r s k i m czy
w tej d z i e d z i n i e . K t ó ż j ą z r e s z t ą p o ­ w p r a c a c h z a w o d o w y c h
plastyków
siada?
Historycy sztuki? Przecież uprawiających sztukę zdobniczą.
w programie ich s t u d i ó w uniwersy­
Widoczne zapotrzebowanie na f a ­
teckich zagadnienie ludowej t w ó r ­
c z o ś c i artystycznej nie jest w o g ó l e c h o w c ó w , k t ó r z y z a j ę l i b y s i ę p r a c ą
w
dziedzinie
uwzględnione.
Gdzież
więc mają naukowo-badawczą
w y r a s t a ć kadry p r z y s z ł y c h badaczy sztuki ludowej, b ą d ź o r g a n i z a c j ą l u ­
s z t u k i ludowej- i d z i a ł a c z y p r a c u j ą ­ dowej t w ó r c z o ś c i a r t y s t y c z n e j , z n a ­
c y c h w d z i e d z i n i e o r g a n i z a c j i l u d o ­ l a z ł o w R u m u n i i dobitny w y r a z w
programie s t u d i ó w
na
wyższych
wego p r z e m y s ł u artystycznego?
uczelniach plastycznych. Zapoznanie
Wskutek osobliwości
w
k o n ­ się z n i m i b ę d z i e dla nas n i e w ą t p l i ­
s t r u k c j i p r o g r a m ó w n a u c z a n i a n a w i e k o r z y s t n e , z w ł a s z c z a ż e po do­
naszych w y ż s z y c h uczelniach p e w ­ ś w i a d c z e n i a c h k i l k u ostatnich l a t
na dziedzina wiedzy — potrzebna wchodzimy znowu w stadium dys­
programo­
zarówno
w
p r a c y n a u k o w e j , j a k k u s j i n a temat r e f o r m
i w racjonalnej organizacji w s p ó ł ­ wych.
czesnego ż y c i a k u l t u r a l n e g o c z y gos­
W R u m u n i i studia z zakresu sztu­
podarczego — z n a l a z ł a s i ę p o z a n a ­ k i l u d o w e j z w i ą z a n e s ą z I n s t y t u ­
w i a s e m s t u d i ó w . M i j a j ą l a t a , co r o ­ tem S z t u k
Plastycznych.
J e s t to
k u n o w e grupy m ł o d z i e ż y
opusz­ uczelnia typu -wyższego, odpowiada­
c z a j ą n a s z e w y ż s z e uczelnie, c o r a z j ą c a n a s z e j
Akademii Sztuk P l a ­
t r u d n i e j j e s t z n a l e ź ć p r a c ę ze s t u ­ s t y c z n y c h , ale o b e j m u j ą c a s z e r s z y od
d i a m i s t a r a n n i e w y m i j a j ą c y m i a k ­ niej z a k r e s
działania,
g d y ż poza
tualne potrzeby ż y c i a , a o w ł a ś c i ­ p r z y s z ł y m i artystami p l a s t y k a m i —
w y m ustawieniu
sprawy studiów kształcą się tam również przyszli
w c i ą ż j e s z c z e n i e m y ś l i s i ę u n a s teoretycy i h i s t o r y c y s z t u k i . P o m i ­
w s p o s ó b dostatecznie r e a l n y .
jając
w y n i k a j ą c e z tego
korzyści
n a u k o w e ( k t ó r e p o l e g a j ą na t y m , ż e
G d y n a I I O g ó l n o p o l s k i e j K o n ­ m ł o d z i e ż s t u d i u j ą c a z a g a d n i e n i a teo­
ferencji Naukowej w Sprawie B a ­
retyczne ma m o ż n o ś ć b e z p o ś r e d n i e g o
dań nad Sztuką, która odbyła się
zapoznawania się z tajnikami w a r ­
w W a r s z a w i e w r. 1956, w s k a z y w a ­
sztatu i technik artystycznych, z a ś
no n a k o n i e c z n o ś ć p o c z y n i e n i a o d ­
młodzi plastycy m o g ą brać udział
n o ś n y c h p o p r a w e k , z n a l a z ł o to w y ­
w życiu naukowym organizowanym
raz w u c h w a l e
sformułowanej
w
przez k o l e g ó w h i s t o r y k ó w sztuki),
tonie d o s y ć m i n o r o w y m :
wydaje mi się, że
łączenie w r a ­
„ K o n f e r e n c j a u w a ż a za
p o ż ą ­ m a c h j e d n e j u c z e l n i obu r o d z a j ó w
d a n e
wprowadzenie o b o w i ą z k o ­ studiowania sztuki powinno
dawać
w y c h w y k ł a d ó w i e g z a m i n ó w z z a ­ p o z y t y w n e r e z u l t a t y i z tego p o w o ­
k r e s u s z t u k i l u d o w e j i f o l k l o r u w du, ż e b l i s k i e s t o s u n k i k o l e ż e ń s k i e
szkolnictwie
u n i w e r s y t e c k i m (tzn. m i ę d z y obu g r u p a m i m ł o d z i e ż y z a ­
sztuki ludowj i folkloru — n a etno­ p o b i e g a j ą w y t w o r z e n i u s i ę atmosfe­
grafii, s z t u k i l u d o w e j — n a h i s t o r i i r y w z a j e m n e g o n i e z r o z u m i e n i a c z y
sztuki, folkloru muzycznego — n a nawet w r o g o ś c i i l e k c e w a ż e n i a , jakie
m u z y k o l o g i i ) i w w y ż s z y c h u c z e l ­ tak c z ę s t o o b s e r w u j e s i ę c h o ć b y u
niach artystycznych
( p l a s t y c z n y c h nas m i ę d z y t v m i , k t ó r z y s z t u k ę t w o ­
i muzycznych)".
rzą, a tymi, k t ó r z y ją naukowo ba­
Z u p e ł n i e , j a k gdyby uczestnikom dają.

m u z e o l o g i c z n y c h , z a ś od r. 1954 —
w z w i ą z k u z potrzebami życia —
program w y k ł a d ó w z zakresu sztu­
ki ludowej został wydatnie rozsze­
r z o n y i d o s t o s o w a n y do n o w e j o r g a ­
nizacji s t u d i ó w n a uczelni. Obecnie
w obrębie studiów
artystycznych,
które w Instytucie dzielą s i ę na 5
w y d z i a ł ó w (malarstwo, rzeźba, sztu­
k a d e k o r a c y j n a , scenografia i g r a ­
fika),
w y k ł a d y ze s z t u k i l u d o w e j
znalazły się w programie w y d z i a ł u
s z t u k i d e k o r a c y j n e j . W y n i k a to ze
słusznego założenia, że w ł a ś n i e ab­
s o l w e n c i tego w y d z i a ł u b ę d ą m i e l i
najwięcej
sposobności korzystania
w swej artystycznej p r a c y z dorob­
k u tradycyjnej ludowej
twórczości
plastycznej, że spośród nich b ę d ą
się r e k r u t o w a ł y kadry p r a c o w n i k ó w
wykonujących
n a d z ó r artystyczny
nad p r o d u k c j ą s p ó ł d z i e l n i
ludowe­
go p r z e m y s ł u a r t y s t y c z n e g o , n a d ż y ­
c i e m p l a s t y c z n y m w ś w i e t l i c a c h , do­
m a c h k u l t u r y itp.
W y k ł a d y z dziedziny sztuki l u ­
dowej w w y m i a r z e d w ó c h
godzin
tygodniowo o d b y w a j ą s i ę w c i ą g u
d w ó c h lat — na p i e r w s z y m i d r u g i m
r o k u s t u d i ó w . P r ó c z w y k ł a d ó w imają
t e ż s t u d e n c i z a j ę c i a p r a k t y c z n e oraz
obowiązkowe
zwiedzanie
muzeów.
I l o ś ć godzin n i e j e s t tu ś c i ś l e o k r e ś ­
lona, u s t a l a j ą w y k ł a d o w c a w e d ł u g
potrzeby i w ł a s n e g o u z n a n i a .
Program w y k ł a d ó w
z
zakresu
s z t u k i l u d o w e j t a k jest s k o n s t r u o ­
wany, ż e b y studiujący plastyk m ó g ł
zorientować się w ogólnym mecha­
nizmie rozwoju zjawisk z zakresu
k u l t u r y l u d o w e j i p r z y s w o i ć sobie
p e w n ą s u m ę wiadomości ściśle prak­
tycznych, potrzebnych mu w przy­
szłej pracy zawodowej.
Na pierwszym roku studiów wy­
k ł a d a n e są w i ę c zagadnienia w s t ę p ­
ne z teorii sztuki ludowej oraz pro­
b l e m y o g ó l n e j etnografii. C h o d z i bo­
w i e m o to, a b y s z t u k a l u d o w a nie
z o s t a ł a w y o b c o w a n a ze s w e g o n a t u ­
ralnego tła, k t ó r y m jest c a ł o k s z t a ł t
kultury ludowej.
Jako przyszłym
pracownikom na niwie organizacji
przemysłu
ludowego
w y k ł a d a się
studentom pierwszego r o k u w y d z i a ­
ł u s z t u k i d e k o r a c y j n e j n i e t y l k o ge­
n e z ę i p r z e m i a n y s z t u k i l u d o w e j , ale
i jej znaczenie w ś r o d o w i s k u w i e j ­
skim, zagadnienie procesu t w ó r c z e ­
go u l u d o w y c h a r t y s t ó w , r o l ę i c h w
s p o ł e c z e ń s t w i e w i e j s k i m i stosunek
z b i o r o w o ś c i do j e d n o s t e k t w ó r c z y c h .
S ą to w s z y s t k o z a g a d n i e n i a , k t ó r e —
umiejętnie
przygotowane
i
poda­
ne — m o g ą b a r d z o p o w a ż n i e p r z y ­
c z y n i ć s i ę do w y k s z t a ł c e n i a p r z y ­
s z ł e g o organizatora ż y c i a artystycz­
nego w ś r o d o w i s k u w i e j s k i m .
W dalszym ciągu wykładu oma­
w i a s i ę zagadnienie s t y l u w ludo­
wej twórczości artystycznej, problem
regionalnego
z r ó ż n i c o w a n i a sztuki
ludowej i historię sztuki ludowej
ujętą działami, która ma dać studen­
towi o g ó l n y obraz dorobku a r t y ­
stycznego l u d u r u m u ń s k i e g o

W a ż n i e j s z e zagadnienia porusza­
konferencji b r a k ł o odwagi n a po­
S z t u k a l u d o w a od d a w n a w c h o ­ ne w czasie w y k ł a d ó w o m a w i a n e s ą
s t a w i e n i e tego s ł u s z n e g o p o s t u l a t u d z i ł a w p r o g r a m s t u d i ó w w I n s t y ­ r ó w n i e ż w c z a s i e ć w i c z e ń , n a k t ó r e
w sposób
bardziej
s t a n o w c z y . A tucie S z t u k P l a s t y c z n y c h . P i e r w o t ­ s t u d e n c i p r z y g o t o w u j ą p i s e m n e r e ­
p r z e c i e ż nie chodzi tu o d o k o n a n i e n i e w y k ł a d a n o j ą w r a m a c h s t u d i ó w f e r a t y .

121

�G d y celem w y k ł a d ó w na pierw­
s z y m r o k u s t u d i ó w b y ł o danie s t u ­
dentowi pewnej
sumy
wiadomości
o g ó l n y c h , n a d r u g i m r o k u m a on
już pogłębić wiadomości w obrębie
swej ścisłej specjalności. Na w y d z i a ­
le s z t u k i d e k o r a c y j n e j
w
chwili
obecnej i s t n i e j e m o ż l i w o ś ć s p e c j a l i ­
zowania s i ę w kierunku tkactwa
a r t y s t y c z n e g o lub c e r a m i k i . Do t y c h
d w ó c h k i e r u n k ó w s t u d i ó w dostoso­
w a n y jest dalszy program
wykła­
d ó w z zakresu sztuki ludowej, który
w dziale c e r a m i c z n y m o b e j m u j e z a ­
gadnienia c e r a m i k i ludowej
ujętej
najpierw w sposób ogólny, a następ­
nie p r z e w i d u j e s z c z e g ó ł o w ą a n a l i z ę
produkcji ludowej
ceramiki arty­
stycznej
w
poszczególnych
regio­
n a c h , o ś r o d k a c h czy n a w e t w a ż n i e j ­
szych pracowniach.
W podobny s p o s ó b s k o n s t r u o w a ­
ny jest w y k ł a d s z c z e g ó ł o w y z z a ­
k r e s u ludowego t k a c t w a d l a s t u d e n ­
t ó w d z i a ł u tekstylnego.
W c i ą g u drugiego s e m e s t r u d r u ­
giego r o k u po w y c z e r p a n i u z a g a d ­
nień specjalnych z zakresu ceramiki
czy t k a c t w a , w y k ł a d o w c a p o w r a c a
do
zagadnień
ogólnych,
mówiąc
0 sposobach w y k o r z y s t y w a n i a danej
d z i e d z i n y t w ó r c z o ś c i l u d o w e j (a w i ę c
c e r a m i k i lub t k a c t w a ) w s p ó ł d z i e l ­
niach artystycznych, w
przemyśle
1 we w ł a s n e j p r a c y artystycznej.
W ten s p o s ó b w c i ą g u
dwóch
p i e r w s z y c h lat s t u d i ó w
zapoznaje
się m ł o d y plastyk z c a ł o k s z t a ł t e m
z a g a d n i e ń z w i ą z a n y c h ze s z t u k ą l u ­
d o w ą , ze s z c z e g ó l n y m u w z g l ę d n i e ­
n i e m tej d z i e d z i n y , k t ó r a w i ą ż e s i ę
z jego s p e c j a l n o ś c i ą . P r ó c z
wiedzy
czysto f a k t o g r a f i c z n e j i w i a d o m o ś c i
historycznych, program u w z g l ę d n i a
w sposób m o ż l i w i e sumienny przy­
gotowanie
studenta
do
pracy
w
s p ó ł d z i e l n i , ś w i e t l i c y itp., gdzie dio
zagadnień
sztuki
ludowej
będzie
m u s i a ł z n a l e ź ć w ł a ś c i w y stosunek.
M o ż n a p r z y p u s z c z a ć , ż e w ten s p o ­
sób
wykształcony
plastyk
będzie
umiał pokierować artystą
ludowym
czy c a ł y m
kolektywem
ludowych
t w ó r c ó w , unikając wielu podstawo­
wych błędów, które popełniłby pla­
s t y k nie z o r i e n t o w a n y w z a g a d n i e ­
niach sztuki ludowej.

wprowadzenie specjalizacji z zakre­
s u sztuki ludowej n a studium histo­
r i i s z t u k i . W czasie p i ę c i u l a t s t u ­
dent nie t y l k o m a t a m m o ż n o ś ć z a ­
poznania s i ę z o g ó l n ą p r o b l e m a t y k ą
etnograficzną
i nabycia
dokładnej
z n a j o m o ś c i o g ó l n e j teorii i h i s t o r i i
s z t u k i . S ł u c h a on b o w i e m w y k ł a d ó w
z dziedziny estetyki
marksistow­
skiej, powszechnej
historii sztuki,
historii, s z t u k i r u m u ń s k i e j , h i s t o r i i
s z t u k i d e k o r a c y j n e j itp., co w s u ­
mie d a j e
mu
o w ą niezbędną dla
badacza sztuki ludowej w i e d z ę o g ó l ­
ną, której brak zupełnie
polskim
N a t r z e c i m r o k u nie m a s z t u k i l u ­
s t u d e n t o m trzeciego r o k u s t u d i u m
d o w e j , s p o t y k a j ą s i ę z n i ą dopiero
historii kultury materialnej.
studenci c z w a r t e g o r o k u , k t ó r y j e s t
pierwszym
rokiem
specjalizacji.
P o d c z a s gdy w z a k r e s i e s z t u k i
W t e d y to p r z y s z l i b a d a c z e s z t u k i l u ­ l u d o w e j p r o g r a m s t u d i ó w j e s t b a r ­
dowej z a z n a j a m i a j ą
s i ę ze s z t u k ą dzo r o z b u d o w a n y i p o z w a l a n a s p e ­
p o s z c z e g ó l n y c h r e g i o n ó w , p r z y c z y m c j a l i z a c j ę w tej dziedzinie, s t u d i a
k a ż d y region o m a w i a n y j e s t z p u n k ­ etnograficzne t r a k t o w a n e s ą w R u ­
tu w i d z e n i a
gospodarczego,
histo­ m u n i i raczej t r o c h ę
marginesowo.
rycznego
i kulturowego.
Jest
to D o r. 1950 etnografia w y k ł a d a n a b y ­
w i ę c r a c z e j w y k ł a d etnografii
r e ­ ła n a r u m u ń s k i c h
uniwersytetach
g i o n a l n e j , ze s z c z e g ó l n y m u w z g l ę d ­ j a k o p r z e d m i o t w c h o d z ą c y w s k ł a d
n i e n i e m l u d o w e j p l a s t y k i . W c h w i l i s t u d i ó w geograficznych.
M i ę d z y r.
obecnej, ze w z g l ę d u n a b r a k i p e r s o ­ 1948 a 1950 w y k ł a d y etnografii — ze
nelu w y k ł a d a j ą c e g o , program p r z e ­ w z g l ę d u na przesilenie, j a k i e n a u k a
w i d u j e tu w y k ł a d w r o z m i a r a c h po ta p r z e c h o d z i ł a w z a k r e s i e i d e o l o ­
d w i e godziny t y g o d n i o w o p r z e z d w a g i c z n y m i m e t o d o l o g i c z n y m — z o s t a ­
semestry. W p r z y s z ł o ś c i j e d n a k i l o ś ć ł y z a w i e s z o n e i d o p i e r o w r. 1954 z a ­
godzin w y k a ł d ó w ze s z t u k i l u d o w e j c z ę t o z p o w r o t e m w y k ł a d a ć e t n o g r a ­
m a z o s t a ć na p i e r w s z y m r o k u s p e ­ f i ę n a u n i w e r s y t e c i e
bukareszteń­
c j a l i z a c j i podniesiona do d z i e s i ę c i u s k i m , ale t y m r a z e m j a k o p r z e d m i o t
tygodniowo.
w c h o d z ą c y w z a k r e s s t u d i ó w histo­
D l a r o k u p i ą t e g o p r o g r a m p r z e ­ r y c z n y c h . P r o g r a m , oparty n a w z o ­
w i d u j e na razie d o k o ń c z e n i e części r a c h radzieckich, jest na razie r e a ­
wykładów
z etnografii
regionalnej lizowany n a p i e r w s z y m r o k u stu­
z r o k u poprzedniego, a
n a s t ę p n i e d i ó w h i s t o r y c z n y c h . O b e j m u j e on,
szereg z a g a d n i e ń a k t u a l n y c h u m o ­ p r ó c z z a g a d n i e ń o g ó l n y c h i w p r o w a ­
żliwiających przyszłemu
historyko­ dzających, przegląd ludowych k u l ­
w i s z t u k i l u d o w e j p r a c ę w d z i e d z i ­ tur ś w i a t a . W d a l s z y m toku s t u d i ó w
uwzględ­
nie o r g a n i z a c j i w s p ó ł c z e s n e g o ż y c i a h i s t o r y c z n y c h etnografia
ostatnich
kulturalnego i artystycznego. Nale­ niona b ę d z i e na trzech
ż ą tu п р . : z a g a d n i e n i e
Centralnego latach p o ś w i ę c o n y c h specjalizacji, i
D o m u T w ó r c z o ś c i A m a t o r s k i e j i m o ­ to w y ł ą c z n i e w dziedzinie h i s t o r i i
ż l i w o ś c i organizowania przez tę i n ­ s t a r o ż y t n e j . W e d ł u g planu n a trze­
stytucję
ludowej
twórczości
p l a ­ cim i c z w a r t y m roku w y k ł a d a n a m a
stycznej;
zagadnienie
s p ó ł d z i e l n i b y ć etnografia r u m u ń s k a i r a d z i e c ­
t w ó r c z y c h w y k o n u j ą c y c h p r z e d m i o ­ k a , a n a p i ą t y m h i s t o r i a etnografii
ty szituki l u d o w e j ; p r o b l e m stoso­ j a k o n a u k i .
W ramach w y k ł a d ó w obowiązu­
j ą c y c h w s z y s t k i c h s t u d e n t ó w teorii
i historii sztuki, t r w a j ą c y c h
przez
d w a l a t a po d w i e godziny t y g o d n i o ­
wo, s t u d e n t z a p o z n a j e s i ę w c i ą g u
pierwszego roku z teorią sztuki w
u k ł a d z i e p o d o b n y m do tego, k t ó r y
omówiliśmy w związku z wydzia­
ł e m s z t u k i d e k o r a c y j n e j , ale odpo­
wiednio
rozszerzonym.
W
drugim
zaś r o k u s ł u c h a historii sztuki ludo­
wej w układzie rzeczowym, w y k ł a ­
danej j e d n a k w p o w i ą z a n i u z c a ł o ­
k s z t a ł t e m kultury ludowej.

w a n i a sztuki ludowej w dekoracji
wyrobów
przemysłowych;
rozwój
sztuki ludowej w w a r u n k a c h wsi
skolekty wizowanej.
Osobne
zagad­
nienie stanowi s p r a w a w y k o r z y s t y ­
w a n i a tradycyjnej' sztuki
ludowej
R ó w n o l e g l e z k s z t a ł c e n i e m a r t y ­ jako ź r ó d ł a inspiracji dla sztuki w y ­
s t ó w p l a s t y k ó w o d b y w a j ą się w I n ­ kształconej, zwłaszcza dekoracyjnej,
stytucie S z t u k P l a s t y c z n y c h s t u d i a a w k o ń c u — z a g a d n i e n i e r o z w o j u
z zakresu teorii i historii
sztuki i organizacji ludowej t w ó r c z o ś c i a r ­
przeznaczone dla p r z y s z ł y c h bada­ tystycznej
w
krajach
demokracji
czy, p r a c o w n i k ó w m u z e a l n y c h , k r y ­ l u d o w e j .
Studium
kończy
seria
t y k ó w , r e c e n z e n t ó w itp. W p r o g r a ­ e g z a m i n ó w
oraz p r a c a d y p l o m o w a
mie tych s t u d i ó w t r w a j ą c y c h lat 5 z zakresu sztuki ludowej.
nie
tylko n a l e ż y c i e
uwzględniono
Jak widzimy z powyższego zary­
p r o b l e m s z t u k i l u d o w e j , ale n a w e t
program
studiów
nastawiony
m o ż l i w o ś ć s p e c j a l i z o w a n i a s i ę w tej su,
dziedzinie n a r ó w n i ze s p e c j a l i z a c j ą j e s t n a p r o d u k c j ę k a d r n a u k o w y c h
w zakresie sztuki ś r e d n i o w i e c z n e j , silnie z w i ą z a n y c h z w a r u n k a m i ż y ­
n o w o ż y t n e j czy i n n e j . S z t u k a l u d o ­ c i a w s p ó ł c z e s n e g o . Z z a t r u d n i e n i e m
w a w programie s t u d i ó w w dziedzi­ tych ludzi nigdy nie b ę d z i e k ł o p o t u .
nie teorii i h i s t o r i i s z t u k i p o j a w i a C z ę ś ć i c h b o w i e m p o c h ł o n ą p l a c ó w ­
naukowo-badawcze,
większość
s i ę d w a razy. C y k l pierwszy obej­ ki
m u j e d w a p i e r w s z e l a t a s t u d i ó w i z a ś z n a j d z i e pole do owocnego d z i a ­
w
organizacji
spółdzielczej
obowiązuje
wszystkich
studentów łania
bez w z g l ę d u n a i c h p r z y s z ł ą s p e c j a ­ i i n s t y t u c j a c h k u l t u r a l n y c h , k t ó r e
l i z a c j ę ; c y k l u drugiego s ł u c h a j ą n a j u ż d z i ś c z e k a j ą n a n i c h z o t w a r t y ­
c z w a r t y m i p i ą t y m r o k u w y ł ą c z n i e mi r ę k o m a .
cl studenci, k t ó r z y zagadnienie
wybrali jako s w ą specjalizację.

122

R e a l n i e b i o r ą c , obecnie e t n o g r a ­
fia w y k ł a d a n a jest w y ł ą c z n i e w r a ­
m a c h pierwszego r o k u s t u d i ó w h i ­
storycznych,
przy
czym
program
p r z e w i d u j e n a s e m e s t r 36 godzin
w y k ł a d ó w i 20 godzin k o n s u l t a c j i .
S t u d e n c i po w y s ł u c h a n i u w y k ł a d ó w
z etnografii o b o w i ą z a n i s ą
odbyć
p r a k t y k ę w zakresie b a d a ń tereno­
wych.
Zarówno
Instytut
Sztuk
Pla­
s t y c z n y c h , gdzie k s z t a ł c ą s i ę b a d a ­
cze s z t u k i l u d o w e j , j a k i k a t e d r a
etnografii p r z y w y d z i a l e h i s t o r y c z ­
n y m uniwersytetu ograniczają s w ą
d z i a ł a l n o ś ć w y ł ą c z n i e do p r a c c z y ­
sto
dydaktycznych. Własnej
akcji
naukowo-badawczej
nie
prowadzą.
O d tego b o w i e m s ą o d p o w i e d n i e
placówki
Rumuńskiej
Akademii
Nauk.

W dziedzinie s z t u k i l u d o w e j p r a ­
ce
badawcze
organizuje
Instytut
Sztuki przy Akademii Nauk, który
dizeli s i ę na 5 s e k c j i : s z t u k i ś r e d ­
niowiecznej,
nowożytnej
i
współ­
to
Niewątpliwie
korzystną
s t r o n ą czesnej, teatru, m u z y k i oraz s z t u k i
r u m u ń s k i e g o programu s t u d i ó w jest ludowej. S e k c j a sztuki ludowej or-

�ganizuje badania terenowe p o s ł u g u ­
j ą c s i ę p r a c o w n i k a m i w ł a s n y m i (7
osób), siłami n a u k o w y m i zatrudnio­
nymi w muzeach
etnograficznych
i
sztuki ludowej
oraz
młodzieżą
uniwersytecką
odbywającą
w
tej
formie
oobwiązkową
p r a k t y k ę (za
k t ó r ą studenci o t r z y m u j ą w y ł ą c z n i e
diety i z w r o t
kosztów
podróży).
G r u p y terenowe są zazwyczaj nie­
wielkie
(2—8
osób),
dokumentacji
fotograficznej
dokonują poszczegól­
ni badacze, do w i ę k s z y c h grup do­
dawany bywa rysownik.
M a t e r i a ł notatkowy i i l u s t r a c y j ­
ny zebrany przez badacza trakto­
w a n y jest j a k o jego osobista w ł a s ­
n o ś ć , k t ó r e j nie p r z e k a z u j e on
do
archiwum Instytutu. Swoje
zobo­
w i ą z a n i a wobec Instytutu w y p e ł n i a
pracownik składając gotową pracę,
która z a w i e r a ć ma p e ł n e
wyniki
przeprowadzonych
badań
i
jest
przedmiotem licznych d y s k u s j i i po­
p r a w e k , z a n i m zostanie
zaakcepto­
w a n a d o d r u k u . W ten s p o s ó b w
a r c h i w u m I n s t y t u t u pozostaje p r a c a ,
ale w z a s a d z i e bez j a k i e j k o l w i e k do­
kumentacji, k t ó r ą zatrzymuje u sie­
bie autor.
Tematyka
badań sekcji sztuki
ludowej koncentruje s i ę g ł ó w n i e na
zagadnieniach
architektury, stroju
i c e r a m i k i l u d o w e j . W tej c h w i l i
o k o ł o 40 p r a c , g ł ó w n i e z t y c h d z i e ­
dzin, oczekuje na m o ż l i w o ś ć d r u k u .
Prace publikowane są w w y c h o d z ą ­
c y m od 1954 r. k w a r t a l n i k u I n s t y t u ­
tu pt. „ S t u d i i si c e r c e t a r i de istoria
artei" („Studia 1 badania z historii
sztuki"), w k t ó r y m p r o w a d z o n e s ą
stałe działy,
odpowiadające pięciu
w y ż e j wymienionym sekcjom. B r a k
specjalnego czasopisma p o ś w i ę c o n e ­
go sztuce l u d o w e j p o w o d u j e z n a c z ­
ne t r u d n o ś c i w p u b l i k a c j i p r a c z te­
go z a k r e s u . N i e r o z ł a d o w u j e
ich
r ó w n i e ż czasopismo „ A r t a Plastica"
w y d a w a n e przez R u m u ń s k i Z w i ą ­
zek P l a s t y k ó w , gdzie od c z a s u do
czasu z n a l e ź ć
można
artykuł
po­
ś w i ę c o n y problemom
sztuki ludo­
wej.
Muzea — z a r ó w n o
centralne,
j a k prowincjonalne — nie posiada­
ją ż a d n y c h w ł a s n y c h
wydawnictw
o charakterze naukowym. Z książek
p o ś w i ę c o n y c h sztuce l u d o w e j — w
okresie powojennego d z i e s i ę c i o l e c i a
w y s z ł a tylko jedna. Jest n i ą d r u k o ­

w a n e w r. 1955, p i ę k n i e i l u s t r o w a n e
popularno-naukowe
opracowanie
s z t u k i l u d o w e j ( „ D i e V o l k s k u n s t in
R u m a n i e n " ) w y d a n e przez R u m u ń ­
ski Instytut W s p ó ł p r a c y K u l t u r a l ­
nej z Z a g r a n i c ą w j ę z y k a c h r o s y j ­
skim, niemieckim, francuskim i a n ­
gielskim.

naukowej w bibliotekach. P r a c o w ­
nik naukowy p i s z ą c y s w ą p r a c ę w
godzinach
urzędowych
zachowuje
w s z e l k i e p r a w a do h o n o r a r i u m a u ­
torskiego. G d y w c z a s i e d e b a t y b u ­
d ż e t o w e j ktoś zwrócił u w a g ę , że w
ten s p o s ó b p r a c o w n i k z a ten
sam
czas o t r z y m u j e d w a w y n a g r o d z e n i a ,
w z i ę l i p r a c o w n i k ó w n a u k i w obro­
nę... skarbowcy i prawnicy, t ł u m a ­
c z ą c , ż e p r a c y n a u k o w e j nie m i e r z y
się ilością przesiedzianych
godzin,
ż e p r a c a n a u k o w a z a w i e r a w sobie
specjalny w k ł a d twórczy, k t ó r y r ó ż ­
n i j ą od k a ż d e j i n n e j p r a c y u r z ę d n i ­
czej, i z a ten w ł a ś n i e w k ł a d n a l e ż y
się pracownikowi dodatkowa z a p ł a ­
ta. W o b e c t a k i e j s y t u a c j i p r a c o w n i k
n a u k o w y w R u m u n i i pisze s w e p r a ­
ce w r a m a c h z a j ę ć s ł u ż b o w y c h , nie
r e z y g n u j ą c , j a k s i ę to u nas z w y k l e
z d a r z a , z w o l n y c h godzin
wypo­
czynku.

Podobnie przedstawia się w c h w i ­
li obecnej z a g a d n i e n i e p r a c y n a u k o ­
w e j n a polu b a d a ń e t n o g r a f i c z n y c h .
T u również cała działalność naukowo-organizacyjna koncentruje się w
sekcji
etnograficznej
Akademii
N a u k , k t ó r a o r g a n i z u j e b a d a n i a te­
renowe o p i e r a j ą c s i ę na etnografach
zatrudnionych w muzealnictwie
—
z a r ó w n o w stolicy, j a k ii n a p r o w i n ­
c j i — oraz n a m ł o d z i e ż y u n i w e r s y ­
teckiej o b o w i ą z a n e j
do
odbywania
praktyk w zakresie b a d a ń etnogra­
f i c z n y c h . P r a c e te t r a k t o w a n e s ą w
sposób kompleksowy. W s k ł a d wie­
loosobowych ekip w c h o d z ą specjali­
Ścisły podział kompetencji w z a ­
ś c i z r ó ż n y c h d z i e d z i n , m. in. a n t r o ­ k r e s i e
dzialalnościi
dydaktycznej
pologowie, archeologowie, h i s t o r y c y , i b a d a w c z e j , p r o s t a i m a ł o s k o m p l i ­
l i n g w i ś c i . B a d a n i a prowadzone
są kowana organizacja p o s z c z e g ó l n y c h
w terenie m a ł y m i g r u p a m i , m a t e r i a ł n a u k o w y c h
placówek
pozwoliłyby
z a ś po p r z e p i s a n i u n a czysto j e s t w R u m u n i i z a r ó w n o na p r e c y z y j n e
gromadzony w a r c h i w u m s e k c j i et­
planowanie
prac badawczych, j a k
n o g r a f i c z n e j , s k ą d w y p o ż y c z a s i ę go
i n a dostatecznie s p r ę ż y s t ą r e a l i z a ­
do w y k o r z y s t a n i a .
cję tych p l a n ó w . Na
przeszkodzie
stoi j e d n a k w tej c h w i l i z n a c z n y
W c h w i l i obecnej p r o b l e m a t y k a n i e d o b ó r k a d r , k t ó r y p o w o d u j e , ż e
b a d a w c z a s e k c j i etnograficznej k o n ­ w r ó ż n y c h p l a c ó w k a c h n a u k o w y c h
centruje s i ę na zagadnieniu zagro­ spotykamy c z ę s t o tych s a m y c h ludzi,
dy
jako
jednostki
gospodarczej co o c z y w i ś c i e — n a w e t p r z y n a j b a r ­
i kulturalnej, zagadnieniu
p a s t e r - dziej o f i a r n y m w y s i ł k u z i c h s t r o ­
twa,
zwłaszcza
w y s o k o g ó r s k i e g o , ny — nie m o ż e p r z y c z y n i a ć s i ę do
oraz z a g a d n i e n i a c h
etnograficznych. p e ł n e g o
wykorzystania
możliwości
P r a c e , j a k i e n a p ł y w a j ą w z w i ą z k u w i ą ż ą c y c h s i ę z tzw. „ e t a t e m n a u k o z
przeprowadzanymi
b a d a n i a m i , k o w y m " . N i e ulega w ą t p l i w o ś c i , ż e
mają najczęściej
c h a r a k t e r r e g i o ­ za l a t p a r ę , gdy z a c z n ą n a p ł y w a ć
nalnych
opracowań
monograficz­ nowi
pracownicy,
zwłaszcza
wy­
n y c h . N i e d a w n o , g d y ż dopiero od r. k s z t a ł c e n i w e d ł u g p r o g r a m u o b o w i ą ­
1954, p o d j ę t a p r a c a n i e d a ł a j e s z c z e z u j ą c e g o w I n s t y t u c i e S z t u k P l a ­
d o t y c h c z a s w y n i k ó w w postaci d r u ­ s t y c z n y c h — r o z m a c h , z j a k i m d z i ś
kowanych publikacji.
r o z w i j a j ą s i ę w R u m u n i i badania w
sztuki
ludowej,
znajdzie
O g ó l n e w a r u n k i , jakie instytucje zakresie
n a u k o w e w R u m u n i i s t w a r z a j ą d l a dostatecznie m o c n ą p o d s t a w ę , k t ó r a
s w y c h p r a c o w n i k ó w , s ą dobre, a p r z y c z y n i s i ę do p r z e ł a m a n i a p e w ­
dziś
m o ż e n a w e t bardzo dobre. L u d z i z a ­ nego i m p a s u , w y s t ę p u j ą c e g o
trudnionych na p o s z c z e g ó l n y c h p l a ­ w R u m u n i i na odcinku publikacji.
c ó w k a c h jest na ogół w i ę c e j
niż A w ó w c z a s praca naukowa w inte­
u nas, co d a j e m o ż n o ś ć
w i ę k s z e j r e s u j ą c y m nas z a k r e s i e potoczy s i ę
specjalizacji, s ą oni lepiej n i ż u nas w p e ł n y m tempie n a p r z ó d , p r z y n o ­
w y n a g r a d z a n i i m a j ą tak p r z e w i ­ s z ą c w r e z u l t a c i e s y n t e t y c z n e o p r a ­
dziany czas pracy, ż e pozwala on cowanie jednej z n a j c i e k a w s z y c h na
na
prowadzenie
osobistej
p r a c y terenie E u r o p y k u l t u r l u d o w y c h .
(

1

123

I

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8467" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8446">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/f4e51eb35a1a4f58482cd5e32548ee8d.pdf</src>
        <authentication>41b06d434a19c0482474184355c9f700</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101155">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4084</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101156">
                <text>1956</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101157">
                <text>twórcy ludowi</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="101158">
                <text>Błaszczyk, Feliks - rzeźbiarz ludowy</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101159">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3814</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101160">
                <text>Wspomnienie o rzeźbiarzu kujawskm Feliksie Błaszczyku / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1956 t.10 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101161">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1956 t.10 z.2; s.135-136</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101162">
                <text>Znamierowska-Prüfferowa, Maria</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101163">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101164">
                <text>Państwowy Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101165">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101167">
                <text>Chrystus
Frasobliwy.
Rzeźba
wana. Wyk. Feliks Błaszczyk
rodowe w Poznaniu,
nr inw.

w drzewie
polichromo­
w 1947 r. Muzeum
Na­
E 89. Fot. Jan
Swiderski.

WSPOMNIENIE O RZEŹBIARZU KUJAWSKIM
FELIKSIE BŁASZCZYKU
D n i a 26 g r u d n a 1955 r. po d ł u g i e j s p o ł e c z n e m u o z m i e n i o n y m c h a r a k ­ ne z a w o d y — b u d o w a ł c h a t y , w y ­
chorobie z m a r ł w N i e s z a w i e 86-let- terze, b o w i e m r z e ź b y jego z a k u p y ­ r a b i a ł s p r z ę t y d r e w n i a n e , b y ł p i ­
ni r z e ź b i a r z l u d o w y F e l i k s B ł a s z ­ w a ł y m u z e a , w y s t a w y , a ostatnio w o w a r e m , lecz n a j b a r d z i e j k o c h a ł
s w ą p r a c ę r z e ź b i a r s k ą . Jego
tzw.
czyk, szeroko znany n a K u j a w a c h t a k ż e C P L i A .
jako t w ó r c a rzeźb w wielu kaplicz­
Rzeźbiarz
.ten
był
typowym „osóbki" — rzeźby kultowe — w
kach p r z y d r o ż n y c h , m. in. s ł y n n e j przedstawicielem
minionej
epoki, swej s u r o w e j formie p e ł n e są p r o ­
M a t k i B o s k i e j S k ę p s k i e j *.
B ł a s z ­ t k w i ł on w z n a c z n y m s t o p n i u w stoty i e k s p r e s j i . T r u d n o m u b y ł o
c z y k n a l e ż a ł do a r t y s t ó w l u d o w y c h , k r ę g u
przeszłości
i w
ludowym
którzy w powojennych latach dużo światopoglądzie magicznym. W cią­
* Zofo. a r t y k u ł w P o l s k i e j S z t u c e
tworzyli
dzięki
z a p o t r z e b o w a n i u gu d ł u g i e g o ż y c i a w y k o n y w a ł r ó ż ­ L u d o w e j , 1949, n r 11—12.

136

1

�przejść na inną t e m a t y k ę : t w o r z y ł
t r a d y c y j n e „ ś w i ą t k i ludowe", w i e l e
postaci
Matki Boskiej,
Chrystusa,
ś w . Antoniego, Św. J ó z e f a — r z e ź ­
ba ś w i e c k a b y ł a m u w y r a ź n i e obca.
Feliks Błaszczyk był człowiekiem
o rzadkich wartościach moralnych.
G ł ę b o k o w i e r z ą c y — m i a ł poczucie
sprawiedliwości i wielką życzliwość
d l a l u d z i , k t ó r ą o c e n i a ł a nie t y l k o
jego l i c z n a r o d z i n a , lecz w s z y s c y

136

\

przyjaciele i cała Nieszawa, w k t ó ­
r e j b y ł b a r d z o z n a n y . C e c h o w a ł a go
o g r o m n a prostota, r z a d k a pogoda
d u c h a i p o c z u c i e h u m o r u , co
mu
też z j e d n y w a ł o ż y c z l i w y c h .
Wielką radością i dumą napeł­
n i a ł a go ś w i a d o m o ś ć , iż j e s t w P o l ­
sce c e n i o n y i w y r ó ż n i a n y .
Odczuł
to s z c z e g ó l n i e n a Z j e ź d z i e
Twór­
ców
Ludowych
woj.
bydgoskiego
d n i a 12 g r u d n i a 1954 r. w
Byd­

goszczy, gdy z e t k n ą ł s i ę z l i c z n y m i
a r t y s t a m i l u d o w y m i i ze s z c z e r ą
s y m p a t i ą z ich strony.
Cieszył
się powszechnym
sza­
cunkiem. N a pogrzebie z p r a w d z i ­
w y m ż a l e m ż e g n a l i go d e l e g a c i M u ­
zeum i t o r u ń s k i e g o Oddziału P o l ­
skiego T o w a r z y s t w a L u d o z n a w c z e ­
go.
Maria

Znamierowska-Priifferowa

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8455" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8434">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/da3c0cd5fff150af57321108bfe7452b.pdf</src>
        <authentication>74d22eb3326e302473f36d714fce6a17</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101011">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3771</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101013">
                <text>1961</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101015">
                <text>pożywienie</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101017">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3540</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101019">
                <text>Doroczne pieczywo obrzędowe północno-wschodniej Polski/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1961 t.15 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101021">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1961 t.15 z.1, s. 3-23</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101023">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101024">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101025">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101026">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101028">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101029">
                <text>Jacek

Olędzki

DOROCZNE PIECZYWO O B R Z Ę D O W E
P Ó Ł N O C N O - W S C H O D N I E J POLSKI
W obrzędowości świąt kościelnych związek l i t u r g i i
i zwyczajów wywodzących się z p i e r w o t n y c h wierzeń
ludowych jest najczęściej bardzo ścisły. Zwyczaje
ludowe, pozbawione na przestrzeni wieków swych
oryginalnych treści, w uroczystościach kościelnych
pełnią rolę jednej z licznych f o r m — swoiście w p r a w ­
dzie pojętego — k u l t u świętych, czy też, rzadziej —
samej istoty Boga. Zdarza się jednak, że związek
między t y m i d w i e m a różnymi pod względem pocho­
dzenia w a r s t w a m i obrzędowymi jest p r a w i e l u b z u ­
pełnie luźny. O t a k i m właśnie związku imożna mówić
w wypadku pieczenia tradycyjnych, ludowych ciast
obrzędowych n a święta kościelne, szczególnie zaś
ciast o formie figuralnej łub symfooliczno-wyobrażeniowej, które jeszcze do niedawna służyły zabiegom
magicznym, n i e mieszczącym się w kręgu spraw
bliskich kościołowi.
Na terenie północno-wschodniej Polski ślady tego
rodzaju pieczywa zachowały się w obrzędowości
świąt: Nowego Roku, Trzech Króli i Zwiastowania
N.M.P. W niektórych częściach południowo-wschod­
niego Podlasia na dzień 25 marca (Zwiastowanie
N.M.P., prawosł. Błachowieszczynie) pieczono t z w .
„busłowe łapy" (nazwa białoruska) łub „bocianie
łapy". Na W a r m i i , Mazurach oraz n a terenie k u r p i o w ­
skiej Puszczy Zielonej n a N o w y R o k l u b (rzadziej)
na Trzech Króli wypiekano t z w . „nowolatka" l u b
„nowe l a t k a " (por. mapkę).
Obrzędowe pieczywo noworoczne i na Trzech
Króli oraz w y p i e k i n a Zwiastowanie N.M.P. — sta­
nowią główny przedmiot niniejszego
opracowania.
Obejmuje ono również pokrewne f o r m y tradycyjnych
ciast, które występowały l u b jeszcze występują n a
omawianym terenie.
0 pieczywie obrzędowym z terenów północnowschodniej Polski (Augustowskie, Podlasie, Warmia,
Mazury oraz Kurpiowszczyzna) znajdują się w l i t e ­
raturze przedmiotu nieliczne ogólne w z m i a n k i . O d ­
noszą się one najczęściej d o obrzędowych chlebów
weselnych. Jeżeli chodzi o omawiane rodzaje pieczy-

I I . 1. Pieczywo „nowe latko",
wyobra­
żenie krowy,
ciasto żytnie
pytlowe,
wys. 8 cm. Wyk. w 1957 r. M. Baldyga, ur. 1885 r., w. Wach, pow. Ostro­
łęka.

wa, t o piśmienne informacje istnieją wyłącznie n a
temat noworocznych wypieków z Mazur i Kurpiów.
Natrafia się n a n i e głównie w pracach Kolberga,
Hoflera, Toeppena, Schnippela, Chętnika i Stelma­
chowskiej . W t e j sytuacji podstawą materiałową
opracowania stały się w y n i k i badań terenowych .
l

2

PIECZYWO N A N O W Y R O K I TRZECH KRÓLI,
TEMATYKA I SYMBOLIKA
POSZCZEGÓLNYCH
F I G U R O R A Z I C H F U N K C J A OBRZĘDOWA
Tematyka wypieków w poszczególnych rejonach
badanego obszaru była mniej l u b bardziej złożona,
nie zawsze jednoznaczna. Ulegała ona p e w n y m zmia­
nom w miarę zaniku samego* zwyczaju
pieczenia
ciast. To wszystko bardzo u t r u d n i a podanie wyczer­
pujących i n f o r m a c j i o zakresie tematycznym i zna­
czeniowym f o r m tego pieczywa. Można powiedzieć
bez żadnych zastrzeżeń, że w każdym w y p a d k u p o ­
szczególne w y p i e k i przedstawiały l u b symbolizowały
to, co istniało realnie w życiu Wsi i miało kiedyś j a k
najbardziej określone, najczęściej materialne zna­
czenie.

Por. O. Kolberg, Lud, Mazowsze,
I V , 1880, szawa 1913, s. 136; tenże, Pożywienie Kurpiów, War­
s. 242; M . Höfler, Neujahrsgebäcke, Zeitschrift für
szawa 1936, s. 56; B. Stelmachowska, Rok obrzędowy
österreichische Volkskunde, I X , 1903, s. 185—205;
na Pomorzu, Toruń 1933, s. 74, 208.
M. Toeppen, Aberglauben
aus Masuren,
Gdańsk
Badania terenowe objęły ogółem 70 w s i n a
1867, s. 68—71; E. Schnippe!, Ausgewählte
Kapitel
terenie Kurpiowszczyzny, Mazur, W a r m i i i Podlasia.
zur Volkskunde
von Ost- u. Westpreussen,
Beiträge
Prowadziłem j e w latach 1955—1957, w ramach stałej
zu einer vergleichenden Volkskunde, Gdańsk 1921,
pracy w Zakładzie Etnografii I H K M P A N w War­
s. 28—83; A . Chętnik, Puszcza Kurpiowska, W a r szawie.
1

2

�„Nowe l a t k a " — tak kurpiowskie, mazurskie, j a k
i warmińskie — przedstawiały zwierzęta hodowane
w gospodarstwie. Najczęściej były to wyobrażenia
krów, wołów, byków i cieląt ( i l . 1, 2, 5), koni, źrebiąt
(il. 3, 4, 6, 7, 9, 13), rzadziej baranów, owiec i jag­
niąt ( i l . 10, 11, 12). Dosyć często występowały f i g u r y
ptaków ( i l . 14, 17, 19, 22), j a k o ogólne wyobrażenie
drobiu, gęsi, kaczek i k u r . Zupełnie wyjątkowo i t y l ­
ko na terenie Mazur zdarzało się przedstawienie świni
(il. 15. 16). Wreszcie na Kurpiowszczyźnie popularna
była figura przedstawiająca psa — stróża trzody,
pomocnika pasterza (il. 11).
3

Zarówno n a terenie kurpiowskiej Puszczy Zielo­
nej, j a k i poza jej obrębem wypiekano przedstawie­
nia najbardziej znanych, bliskich zwierząt leśnych,
Na podstawie wiadomości uzyskanych od infor­
matorów oraz własnej obserwacji udaje się ustalić
następujące proporcje ilości poszczególnych figur
wypiekanych n a święta przez jedną rodzinę: figur
wyobrażających bydło — od 5 do 10, konie — od
3 do 6, drób — o d 1 do 5.
3

4

które nie wyginęły i nie należały do szkodników.
Były to jelenie ( i l . 25, 26), sarny i kozły ( i l . 27, 30),
zające ( i l . 28) i wiewiórki ( i l . 2 9 ) . N a Mazurach
sporadycznie zdarzało się wyobrażenie węża oraz
r y b y ( i l . 8).
Wszystkie rodzaje f i g u r nazywano „nowymi l a t ­
k a m i " . Na K u r p i a c h używano niekiedy nazwy „stwo­
rzenia" l u b „stworzonka". Miały one również nazwy
własne. Były więc „byśki", „cielocki", „kunie", „kun i k i " , „barony", „owce", „jegnioki", „kokosze", „guns k i " , „lelenie", „jelunki", „jeglacki", „kozy" i „zajunce". W k i l k u miejscach n a Kurpiowszczyźnie nazwy
najbardziej popularnych t a m „byśków" i „kóz" uży­
wano jako określenia ogólne d l a wszystkich w y ­
pieków .
4

5

Na występowanie figury wyobrażającej
wie­
wiórkę natrafiłem t y l k o w 4 wsiach: w Przystani
i Wachu, pow. Ostrołęka, oraz w Idzbarku, pow.
Ostróda, i Rudka, pow. Szczytno.
Dotyczy w s i Tatary, Golanka, Kadzidło, St.
Myszyniec, Charciabałda, Biełusny Lasek i Zdunek,
pow. Ostrołęka.
4

5

�Pieczywo „nowe latko": II. 2. Wyobra­
żenie krowy,
ciasto
żytnie
razowe,
wys. 7,5 cm. Wyk. w 1957 r. W. Deptu­
ła, ur. 1922 r., w. Dęby, paw. Ostro­
łęka. II. 3. Wyobrażenie konia,
ciasto
żytnie pytlowe, wys. 7,5 cm. Wyk. w
1955 r. Wł. Kolimas,
ur. ok. 1890 r.,
w. Wach, pow. Ostrołęka. II. 4. Wyobra­
żenie konia, ciasto żytnie pytlowe, wys.
9 cm. Wyk. w 1953 r. W. Olender, ur.
1898 r., w. Charciabałda, pow. Ostrołęka,
11. 5. Wyobrażenie cielaka, ciasto pszen­
ne, wys. 4,5 cm. Wyk. w 1956 r. A. Czastrzau, ur. 1872 r., w. Idzbark,
pow.
Ostróda. II. 6. Wyobrażenie źrebięcia,
ciasto pszenne, wys. 4,5 cm. Wyk. w
1956 r. A. Francek,
ur. 1875 r., w.
Idzbark. II. 7. Wyobrażenie konia, cia­
sto pszenne, wys. 6 cm. Wyk. w 1957 r.
M. Laszig, ur. 1874 r., w. Probark, pow.
Mrągowo.

Nazwa „nowe l a t k o " bezpośrednio dotyczyła j e d ­
nak tylko jednego określonego t y p u pieczywa. Był
to albo krążek, n a którym znajdowały się przedsta­
wienia drobiu, gęsi, kaczek, k u r ( i i . 19) , albo też
kilka, a czasami nawet kilkanaście wyobrażeń roz­
maitych zwierząt (np. krów, k o n i , baranów, jeleni,
zajęcy, k u r , gąsek i psów), niekiedy razem z postacią
pasterza, umieszczonych n a okręgu i w środku t a ­
kiego samego j a k poprzednio krążka (11, 20—23) .

Wydaje się, że występujący w obydwu odmianach
tej figury krążek nie stanowił jedynie elementu kon­
strukcyjnego — w celu połączenia obok siebie roz­
maitych figurek, lecz również miał znaczenie jako
dawny symbol kręgu magicznego. Według wierzeń
ludowych, krąg magiczny zabezpiecza przed wszelkim
złem to, co zostanie wprowadzone w jego obręb .
W obrębie krążka „nowego l a t k a " znajdowały się
prawdopodobnie symbole życia i płodności — p t a k i

Występowanie tej odmiany „nowego l a t k a " za­
notowałem w e wsiach: Charciabałda, Wach, Szwędrowy Most, Tatary, pow. Ostrołęka, Łączki, Serafin,
pow. Kolno oraz n a Mazurach w Probarku, pow.
Mrągowo. Por. Wł. Kolago, Konkurs
na wnętrze
chaty kurpiowskiej,
„Polska Sztuka Ludowa", 1949,
nr 5, s. 158 (ryc. 3).
Odmiana powszechnie znana na K u r p i a c h . Na
Mazurach stwierdzono j e j występowanie w e wsiach:

Pogubię. Wiartel, Szczechy Wielkie, pow. Pisz, Piasutno, Budka, pow. Szczytno, i w Probarku, pow.
Mrągowo. Znana również we wsi Kaimbonro, pow.
Olsztyn, na W a r m i i .
Por. K. Moszyński, Kultura
ludowa Słowian,
cz. I I , z. 1, ,Kraków 1934.
Por. S. Poniatowski, Etnografia Polski, „Wiedza
o Polsce", t. I I I , s. 292—294; K. Moszyński, op. cit.
s. 543, 547—548, 556—557, 561, 570—574.

6

7

8

7

8

9

8

9

�lub na pewno bardziej konkretne i aktualne symbole
płodności drobiu, zwierząt domowych, względnie n a ­
wet leśnych.
Tematy poszczególnych f o r m „nowego l a t k a " łą­
czą to pieczywo z hodowlą, w p e w n y m stopniu rów-

nież z łowiectwem, względnie t y l k o zainteresowaniem
niektórymi zwierzętami leśnymi, oraz na Mazurach —
z rybołówstwem. Nie spotyka się natomiast tematów
związanych z i n n y m i , równie ważnymi dziedzinami
gospodarki, j a k rolnictwo czy pszczelarstwo . W y -

W obecnym stanie badań n a d noworocznym
pieczywem obrzędowym trudno jest wytłumaczyć
przyczyny, d l a których poszczególne jego f o r m y t a k

ściśle, a niekiedy wyłącznie wiążą się ze sprawami
hodowli. Być może miało n a to wpływ przypadające
na okres zimy wzmożenie zainteresowania t y m i spra-

10

•

S

I0

�Pieczywo
„nowe latko":
U. 8. Wyobrażenie węża — dł.
4 cm i ryby — dł. 7 cm. ciasto pszenne. Wyk. w 1956 r.
A. Czastrzau,
ur. 1872 r., w. Idzbark,
pow. Ostróda.
II. 9. Wyobrażenie jeźdźca na koniu, ciasto żytnie razowe,
wys. 11 cm. Wyk. w 1956 r. przez zięcia M. Deptuły z Dę­
bów, pow. Ostrołęka. II. 10. Wyobrażenie barana,
ciasto
pszenno-żytnie pytlowe, wys. 5 cm. Wyk. w 1957 r. M. Bałdyga, ur. ok. 1885 r., w. Wach, pow. Ostrołęka. II. 11. Ciasto
pszenno-żytnie pytlowe: 1 — wyobrażenie psa, wys. 4,5 cm.
Wyk. w 1957 r. W. Jermacz, ur. ok. 1925 r., w. Kozioł, pow.
Kolno. 2 —' wyobrażenie barana. Wyk. w 1958 r. M. Ko­
nopka, w. Tatary, pow. Ostrołęka. II. 12. Wyobrażenie ba­
rana, ciasto pszenno-żytnie pytlowe,
wys. 6 cm. Wyk.
w 1956 r. R. Forbiś. ur. 1886 r., w. Oborczyska.
pow.
Przasnysz.

II. 13. Wyobrażenie jeźdźca na
koniu:
1 (z prawej) — pieczywo
„kozy prostyńskie".
ciasto pszenne.
Wyk. w 1958 r.,
Fr. Brzezińska, ur. 1894 r., Ostrów Ma­
zowiecka. 2 (z lewej) — pieczywo „nowe
latko", ciasto żytnie razowe, wys. 10 cm.
Wyk. M. Deptuła, w. Dęby. pow. Ostro­
łęka.

stępujące sporadycznie n a terenie Mazur wyobrażenie
jabłoni, tzw. „jabłonka" ( i l . 18), stanowi jedyny przy­
kład powiązania pieczywa nie z życiem zwierząt,
lecz z wegetacją, i t o raczej t y l k o drzew owocowych .
Odrębną grupę stanowią tematy łączące się z ży­
ciem rodzinnym. Należą do nich występujące poza
granicami kurpiowskiej Puszczy Zielonej
wypiekiwyobrażenia: postaci mężczyzny — nazwa gwarowa
„kawaler", kobiety — n.g. „panna", dziecka w be­
ciku — n.g. „dzieciok", „lalka", pierścionków ślub­
nych —• n.g. „pierścionek", wszystkie symbolizujące
ożenek, następnie wyobrażenia monet, j a k o symbole

powodzenia w życiu, wreszcie przedstawienia trupiej
głowy, krzyża, drabiny — oznaczające śmierć (il.
31) .
W wierzeniach ludowych zarówno Nowy Rok j a k
i dzień Trzech K r ó l i
uznane były za święta w i e l ­
kiej wagi. Rozpoczynały one n o w y okres wysiłków
człowieka w walce z trudnościami bytu. W tych
dniach wzmagały się pragnienia uczynienia jutra
lżejszym, bardziej pomyślnym. Na obrzędowość świąt
otwierających r o k składała się w i e l k a liczba zabie­
gów magicznych, których głównym celem było od­
działywanie na konkretne dziedziny życia, aby uczynić

wami w związku z przerwą w pracach rolnych.
Obrzędowość Nowego Roku i Trzech Króli, jako
świąt zimowych, siłą rzeczy dotyczyła spraw hodo­
wlanych, które w t y m czasie były szczególnie
aktualne.
Na pieczywo o nazwie „jabłonka", wyobrażają­
ce desygnat tej nazwy, n i e udało m i się natrafić
w czasie badań terenowych. Jednak o jego występo­
waniu wspominają: M . Hofler, op. cit., s. 190; B. Stel­
machowska, op. cit., s. 71.

Informatorzy: F. Pacia, w . Piasutno, pow.
Szczytno, E. Senff, w . Jankowice, pow. Ostróda,
M. Sobierajska, w . B a r t n i k i , pow. Przasnysz i i n .

n

11

12

13

12

Niegdyś również w samym Kościele święto
Trzech Króli miało bez porównania większe znacze­
nie aniżeli dzisiaj. Por. Encyklopedia
Kościelna, pg
Teologicznej Encyklopedii Wetzera i Weltego, War­
szawa 1907, t. X X X I X , s. 239—241.
13

�ie bardziej pomyślnym,
ono będzie.

względnie

wróżenie,

jakie

Odtworzenie dzisiaj roli pieczywa w obrzędowości
noworocznej jest bardzo trudne. Zebrane informacje
z terenu pozwalają co najwyżej mówić o funkcji
ciasta w okresie, w którym zwyczaj pieczenia gO' sta­
nowił jeszcze zjawisko żywe. W takiej postaci na
W a r m i i i Mazurach zwyczaj t e n występował w d r u ­
giej połowie X I X w., na terenie kurpiowskiej Puszczy
Zielonej jeszcze w końcu X I X w .

II. 14. Pieczywo

„nowe latko":

1 (z lewej)

—

wyobra-

w 1956 r. xxx, ur. ok. 1925 r., w. Probark, pow. Mrą­
gowo. 2 (z prawej) — wyobrażenie kury, ciasto pszen­
ne. Wyk. w 1955 r. F. Pacia, ur. 1872 r., w. Piastuno,
pow. Szczytno.

1 4

Lepienie i pieczenie ciast odbywało się uroczyście
w wieczór w i g i l i j n y przed N o w y m Rokiem lufo świę­
tem Trzech
Króli.
Czynnościom tym towarzyszył
nastrój powagi. Do ławy l u b stołu z przygotowanym
ciastem zasiadała nieraz cała rodzina. Główna rola
w lepieniu przypadała mężczyznom . Wszystko to
świadczy niewątpliwie o przywiązywaniu dużego zna­
czenia do tych praktyk.
ls

W omawianym okresie lepiono w y p i e k i z dość
znacznej ilości ciasta . Można przypuszczać, że ogól­
16

na liczba wypieków i idh form nie była bez znacze­
nia, jeżeli chodzi o magiczną skuteczność tych p r a k ­
tyk. W w y p a d k u właściwego „nowego l a t k a " , nie
ulega żadnej wątpliwości, iż fodzaj i ilość umieszczo­
nych na krążku wyobrażeń miały decydować w n a d ­
chodzącym roku o rozmiarach przychówku koni,
bydła, drobiu. „[...] co ukscyli to postazili na t y m
kołósku, i l e n a t y m kołósku, t o taki bandzie psychówek w n o w y m r o k u . "
„[...] ciasto t a k wydłobili,
gniazdko j a k b y kukułków, w środku ustazili kokosz
i dookoła kuń, krowa, cielok, łowca, jegnioki, świnia,
prosięta, j a k i psychówek chcieli mieć."

Część spośród wypieków, względnie tylko właściwe
„nowe latko", starannie przechowywano n a cały n a d ­
chodzący rok. Na Mazurach chowano je n a piecu l u b
w szafce . Na K u r p i a c h „nowe l a t k a " wieszano
w izbie u pułapu. „Na obazanek kacecka, k u r k a psylepsiona i na śnurku uziesona nad stołem."
„Robili
kołecko, a n a n i m ptoski. Na t s y n i t k i wiesali u p u ­
łapu i palicem l u b chlubką [gałązką] rusył, zeby
się krązało."
„[...] n a szczecinki sie nakładało, to
sie bujały j e k grochy, to i byśki i n o w e l a t k i . "

Po upieczeniu figur dzieci otrzymywały je do za­
bawy i zjedzenia. „W w i g i l i j o Nowego Roku to dzieci
baziły sie n i m i , j e k sie pozafoazili to pogryźli, dziecko
sie długo nie nabazi." „Dzieci wiązali kunie n a n i t k i ,
bawili się, a potem pożarli [...]" . Nie jest w y k l u ­
czone, że obdarowywaniu dzieci t y m i w y p i e k a m i
przyświecały również jakieś magiczne cele. „Wszyst­
kiego stworzeństwa nagnietli i każde z dzieci musiało
to spróbować, połamali i każdemu w gembe, żeby
każdy musiał zjeść." Być może chodziło t u o zabez­
pieczenie pieczywa przed zbezczeszczeniem.

Najbliższe otoczenie miejsca, w którym wieszano
„nowe latko", należało w izbie do uprzywilejowanych.
Tutaj nie rozkładano się z żadną pracą. Był to ozdo­
biony w y c i n a n k a m i kąt w izbie między o k n a m i ,
w którym stał stół z pasyjką wśród bukietów pa­
pierowych kwiatów. Nad stołem zwisał z pułapu
ozdobny „kieree" — nanizane n a rozpięte n i t k i słom­
k i i grochy. W jego sąsiedztwie zatykano za belki
u powały lufo wieszano n a ścianach palmę w i e l k a ­
nocną, „marcinkę" — rózgę poświęconą, którą pa­
sterz przypędzał ostatni raz w r o k u bydło z pastwiska,

Informatorzy: A. Krupa, w . Wiartel, L. Faleński, w . Pogubię Średnie, pow. Pisz, W. Grądzki,
w. Rudka, K. Olas, w. Piasutno, pow. Szczytno,
M. Laszig, w . Probark, pow. Mrągowo, P. Rudzieński
i K. Tofel (ur. 1863), w . Kamfoorno, pow. Olsztyn,
M. Strzemienna, w. Wykrot, St. Pokornicki, w . Przeczniak, Gwiazda, w . Wolkowe, I . Deptuła, w . Dęby,
pow. Ostrołęka, A. Wolićki, w . Łączki, pow. Kolno.
Na podstawie wiadomości zebranych na K u r piowszczyźnie. Sądząc z faktu, że lepienie figurek
„nowego l a t k a " znają starcy z terenów Mazur, można
przypuszczać, że zwyczaj ten był powszechny na
całym terenie występowania obrzędowego pieczywa
noworocznego.
Trudno dokładnie ustalić, j a k i e ilości mąki
zużywano na w y p i e k i . Samych zaś wypieków spo­
rządzano zazwyczaj kilkadziesiąt (ok. 20—30 sztuk).
Było i c h t a k dużo, że zapełniały powierzchnię stołu,

a zebrane razem wypełniały „trafne sito" (duże
sito) —• określenie T. K u t y ze w s i Parciaki, pow.
Przasnysz.
M . Strzemienna (ur. 1867), w . W y k r o t , pow.
Ostrołęka.
M . Laszig (ur. 1873), w. Probark, pow. Mrągowo.
F. Redyk (ur. 1885), w . Szczećhy Wielkie, pow.
Pisz, i A. Kłos (ur. 1876), w . Przystań, pow. Maków
Mazowiecki.
A. Czastrzau (ur. 1870), w . Idzbark, pow.
Ostróda.
Na podstawie wiadomości ze w s i Rudka, pow.
Szczytno, i Rostki, pow. Pisz. Por. B. Stelmachow­
ska, op. c i t , s. 71.
I . Deptuła, w . Dęby, pow. Ostrołęka.
A. Kłos, w . Przystań, pow. Maków Mazowiecki.
M . Strzemienna, w . W y k r o t , pow. Ostrołęka.

17

18

19

20

14

15

16

8

21

22

23

24

17

18
19

20

21

22
23

24

�je bardziej
ono będzie.

pomyślnym,

względnie

wróżenie,

jakie

Odtworzenie dzisiaj r o l i pieczywa w obrzędowości
noworocznej jest bardzo trudne. Zebrane informacje
z terenu pozwalają co najwyżej mówić o funkcji
ciasta w okresie, w którym zwyczaj pieczenia gO' sta­
nowił jeszcze zjawisko żywe. W takiej postaci na
Warmii i Mazurach zwyczaj t e n występował w d r u ­
giej połowie X I X w., na terenie kurpiowskiej Puszczy
Zielonej jeszcze w końcu X I X w .

11. 14. Pieczywo „nowe latko": 1 (z lewej) — wyobra­
żenie kaczki, ciasto pszenne, wys. 4,5 cm. Wyk.
w 1956 r. xxx, ur. ok. 1925 r., w. Probark, pow. Mrą­
gowo. 2 (z prawej) — wyobrażenie kury, ciasto pszen­
ne. Wyk. w 1955 r. F. Pacia, ur. 1872 r., w. Piastuno,
pow. Szczytno.

1 4

Lepienie i pieczenie ciast odbywało się uroczyście
w wieczór w i g i l i j n y przed N o w y m Rokiem l u b świę­
tem Trzech Króli. Czynnościom t y m towarzyszył
nastrój powagi. Do ławy l u b stołu z przygotowanym
ciastem zasiadała nieraz cała rodzina. Główna rola
w lepieniu przypadała mężczyznom . Wszystko to
świadczy niewątpliwie o przywiązywaniu dużego zna­
czenia do tych praktyk.
l5

W omawianym okresie lepiono w y p i e k i z dość
znacznej ilości ciasta . Można przypuszczać, że ogól­
na liczba wypieków i i c h f o r m nie była bez znacze­
nia jeżeli chodzi o magiczną skuteczność tych p r a k ­
tyk. W wypadku właściwego „nowego l a t k a " , nie
ulega żadnej wątpliwości, iż rodzaj i ilość umieszczo­
nych na krążku wyobrażeń miały decydować w n a d ­
chodzącym roku o rozmiarach przychówku koni,
bydła, drobiu. „[...] co ukscyli to postazili na t y m
kołósku, ile na t y m kołósku, to t a k i bandzie psychówek w n o w y m r o k u . "
„[...] ciasto t a k wydłobili,
gniazdko jakby kukułków, w środku ustazili kokosz
i dookoła kuń, krowa, cielok, łowca, jegnioki, świnia,
prosięta, j a k i psychówek chcieli mieć."
16

17

18

Część spośród wypieków, względnie tylko właściwe
„nowe latko", starannie przechowywano n a cały nad­
chodzący rok. Na Mazurach chowano je n a piecu l u b
w szafce . Na K u r p i a c h „nowe l a t k a " wieszano
w izbie u pułapu. „Na obazanek kacecka, k u r k a psylepsiona i na śnurku uziesona nad stołem."
„Robili
kołecko, a na n i m ptoski. Na tsy n i t k i wiesali u p u ­
łapu i palicem l u b chlubką [gałązką] rusył, zeby
się krązało."
„[...] na szczecinki sie nakładało, to
sie bujały j e k grochy, to i byśki i n o w e l a t k i . "
21

22

23

24

Po upieczeniu figur dzieci otrzymywały je do za­
bawy i zjedzenia. „W w i g i l i j o Nowego Roku to dzieci
baziły sie n i m i , j e k sie pozabazili to pogryźli, dziecko
sie długo nie nabazi." „Dzieci wiązali kunie n a n i t k i ,
bawili się, a potem pożarli [...]" . Nie jest w y k l u ­
czone, że obdarowywaniu dzieci t y m i w y p i e k a m i
przyświecały również jakieś magiczne cele. „Wszyst­
kiego stworzeństwa nagnietli i każde z dzieci musiało
to spróbować, połamali i każdemu w gembe, żeby
każdy musiał zjeść." Być może chodziło t u o zabez­
pieczenie pieczywa przed zbezczeszczeniem.

Najbliższe otoczenie miejsca, w którym wieszano
„nowe l a t k o " , należało w izbie do uprzywilejowanych.
Tutaj nie rozkładano się z żadną pracą. Był to ozdo­
biony w y c i n a n k a m i kąt w izbie między o k n a m i ,
w którym stał stół z pasyjką wśród bukietów pa­
pierowych kwiatów. Nad stołem zwisał z pułapu
ozdobny „kierec" — nanizane n a rozpięte n i t k i słom­
k i i grochy. W jego sąsiedztwie zatykano za belki
u powały l u b wieszano n a ścianach palmę w i e l k a ­
nocną, „marcinkę" — rózgę poświęconą, którą pa­
sterz przypędzał ostatni raz w r o k u bydło z pastwiska,

Informatorzy: A. K r u p a , w . Wiartel, L. Faleński, w. Pogubię Średnie, pow. Pisz, W. Grądzki,
w. Rudka, K. Olas, w. Piasutno, pow. Szczytno,
M. Laszig, w . Probark, pow. Mrągowo, P. Rudzieński
i K. Tofel (ur. 1863), w . K a m b o m o , pow. Olsztyn,
M. Strzemienna, w. Wykrot, St. Pokornicki, w . Przeczniak, Gwiazda, w . Wolkowe, I . Deptuła, w . Dęby,
pow. Ostrołęka, A. W o l i c k i , w . Łączki, pow. Kolno.
Na podstawie wiadomości zebranych na K u r piowszczyźnie. Sądząc z faktu, że lepienie figurek
„nowego l a t k a " znają starcy z terenów Mazur, można
przypuszczać, że zwyczaj ten był powszechny na
całym terenie występowania obrzędowego pieczywa
noworocznego.
Trudno dokładnie ustalić, j a k i e ilości mąki
zużywano na w y p i e k i . Samych zaś wypieków spo­
rządzano zazwyczaj kilkadziesiąt (ok. 20—30 sztuk).
Było i c h tak dużo, że zapełniały powierzchnię stołu,

a zebrane razem wypełniały „trafne sito" (duże
sito) — określenie T. K u t y ze w s i Parciaki, pow.
Przasnysz.
M . Strzemienna (ur. 1867), w . W y k r o t , pow.
Ostrołęka.
M . Laszig (ur. 1873), w. Probark, pow. Mrągowo.
F. Redyk (ur. 1885), w . Szczechy Wielkie, pow.
Pisz, i A. Kłos (ur. 1876), w . Przystań, pow. Maków
Mazowiecki.
A. Czastrzau (ur. 1870), w . Idzbark, pow.
Ostróda.
Na podstawie wiadomości ze w s i Rudka, pow.
Szczytno, i Rostki, pow. Pisz. Por. B. Stelmachow­
ska, op. cit., s. 71.
I . Deptuła, w . Dęby, pow. Ostrołęka.
A. Kłos, w . Przystań, pow. Maków Mazowiecki.
M . Strzemienna, w . W y k r o t , pow. Ostrołęka.

19

20

14

15

16

8

17

18

19

20

21

22

23

24

�11. 15. Pieczywo noworoczne z okolic Niedzicy, wyobrażenie świni (wg: M. Hófler, op. cit,
tabl. VIII,
35).
II. 16. Pieczywo „nowe latko", wyobrażenie świni, ciasto pszenne, wys. 4,5 cm. Wyk. w 1957 r. M. Laszig. ur.
1874 r„ w. Probark, pow. Mrągowo.

oraz „zianusek" przeciw p i o r u n o m . Umieszczanie
obrzędowego pieczywa
wśród tych poświęcanych
przedmiotów — świadczy o dużym jego znaczeniu.
Sam fakt istnienia w domu „nowego l a t k a " miał
dodatnio wpływać na rezultaty w hodowli zwierząt
na przestrzeni całego roku. Niezależnie jednak od te­
go przekonania często uciekano się bezpośrednio do
pomocy pieczywa. Rozmoczone w wodzie podawano
krowom, które miały się cielić, k o t n y m owcom, czy
też kurom w okresie niesienia j a j . „Jek się k r o w a
cieliła, albo kokos niosła, to rozmocyli i d a l i zeby
iatowała." „Robzili k r o w y , j e l o n k i , jeglacki i dawa­
li krowom, coby miały dobre cielocki." „Moja m a t ­
ka piekła z ciasta k r o w y , kokoski, dali kokoszom,
wmoczyli do picia k r o w o m . Krzyżaki r o b i l i z ciasta
i owcom dali pożreć [,..]" .

dziej pierwotną warstwę funkcji zwyczaju pieczenia
„nowych latek", jaką udaje się odtworzyć na pod­
stawie istniejących danych .
Funkcja ta jest u c h w y t n a na całym obszarze w y ­
stępowania obrzędowego pieczywa noworocznego. Na
północo-zachód o d terenów kurpiowskiej Puszczy
Zielonej ulega ona poszerzeniu o ważną rolę wróżb
noworocznych, na podstawie wypieków o tematyce
związanej z życiem rodzinnym. „Robzili z ciasta s i g i e l k i , psieniądze, śimerć, psierścienie- i pod garnki
kładli, to dziewcoki i chłopoki wróżyli sobzie. Potem
pojedli j e i pokój." „Na Nowy Rok nowelatka piekli,
to koza, to baranek leżał, to i lalek narobzili. To
w w i l i je robzili, a j e k był ten dzień, to nakładli na
stół, u k r y l i płachtą. Dziewcyny i chłopoki wyprosili
i potym zgadywali to był t a k i śniech i zart [...]"**.

Magiczne
praktyki,
zabezpieczające
zwierzęta przed niepłodnością, stanowią

hodowane
tę najbar-

Na W a r m i i i Mazurach już w osiemdziesiątych l a ­
tach X I X w., a na terenie kurpiowskiej Puszczy Zie-

Na podstawie obserwacji przeprowadzonej w e
wsiach: Wach, Charciabałda, Wolkowe, Cięck, Szafrariki, Dylewo, Tatary, Kadzidło, pow. Ostrołęka,
Serafin, Łyse, Turośl, Zalas, Łączki, pow. Kolno.
M . Laszig (ur. 1873), w . Probark, pow. Pisz.
L. Piechotka (ur. 1870), w . Machory, pow. Mrą­
gowo, zam. w. Rozogi, pow. Szczytno.
E. Senff (ur. 1881), w . Jankowice, pow. Ostróda.
Na terenie Kurpiowszczyzny nie udało m i się n a ­
trafić na tak wyraźne określenia magicznego prze­
znaczenia wypieków „nowych latek". Oto niektóre
z zanotowanych n a K u r p i a c h wypowiedzi, dotyczące
tej kwestii: „Moczono ten w y p i e k i dawano bydłu,
żeby Pan Jezus dał i m [bydłu] zdrozie [zdrowie]".
(M. Deptuła, w . Dęby, pow. Ostrołęka). „Jek tsy lata
wyzisi [będzie wisiało u pułapu w izbie] to lekar-

stwo. A l e do cego nie ziem". (Gwiazda, ur. 1870,
w. Wolkowe, pow. Ostrołęka).
Fakt, że wśród wypieków „nowych latek" spo­
tyka się wyobrażenia pewnych zwierząt dzikich (np.
węża, jelenia, zająca), które w wierzeniach ludowych
występują j a k o istoty o mocach nadprzyrodzonych
względnie symbole spraw na tory bardziej ogólnej,
nie związanych z hodowlą — pozwala domyślać się,
że niegdyś pieczywo to pełniło inną funkcję; nie jest
wykluczone, że wiązało się z pewnego rodzaju k u l ­
tem tych zwierząt.
Sigielki — figielki, w t y m w y p a d k u figurki
o „zabawnym" wyglądzie, śmieszne, niepoważne.
W. Grądzki, w . Rudka, pow. Szczytno.
M . Sobierajska, w . B a r t n i k i , pow. Przasnysz.

25

26

27

2S

25

26

27

28

29

r

30

31

29

30

31

32

.9

�lonej w początkach X X w . nie przypisywano pieczy­
w u właściwości magicznych. Jeśli zdarzało się, że
wypiekano „nowe l a t k a " , to wyłącznie d l a tradycji,
najwyżej z myślą o dzieciach, d l a których zabawa
figurkami i i c h jedzenie stanowiło wielką, świątecz­
ną atrakcję . W tej postaci zwyczaj przetrwał spo­
radycznie na W a r m i i i Mazurach do końca X I X w.,
a na Kurpiowszczyźnie nawet do I I w o j n y świa­
towej .
33

34

Po wojnie w k i l k u wsiach kurpiowskich zaczęto
wypiekać „nowe l a t k a " na konkursy i wystawy sztuki
ludowej. Dzisiaj d l a potrzeb C P L i A wyrobem tych
wypieków zajmuje się rodzina Konopków z T a t a r .
35

nia. W niektórych miejscach, głównie zaś we wschod­
nich rejonach Kurpiowszczyzny, kiedy zanikło już
pieczenie „ nowych latek", nazwę i c h przejęły „fa­
fernuchy" . „Na N o w y Rok to ciastecka do pocęstow a n i a robio, ale nie t a m jakieś konie gnioto. Brełka
ciasta jest rozkulana n a t a k i wołecek i wtencas ten
wołecek był cienty nozyckami [nożycami do strzy­
żenia owiec] i wychodziły krzyżowe, kwadracikowe,
w rodzie kostki c u k r u nowólatka, albo fafernuchy —
niały one d w a imiona. To było na przyjęcie."
3S

39

„ K O Z Y PROSTYŃSKIE" — ODPUSTOWE
PIECZYWO Z TERENÓW P O D L A S I A , A N A L O G I E
Z „NOWYMI L A T K A M I " W ZAKRESIE T E M A T Y K I
FORM

Warto wspomnieć, że na o m a w i a n y m terenie nie­
zależnie od „nowych l a t e k " pieczono na Nowy Rok
tzw. „fafernuchy" — niewielkie, o kształcie romboidal­
n y m w y p i e k i z ciasta doprawionego niekiedy miodem,
t a r t y m pasternakiem l u b marchwią oraz pieprzem
(il. 33). „Fafernuchy", chociaż w mniejszym stopniu
niż „nowe l a t k a " , służyły początkowo również pew­
n y m magicznym c e l o m . Proces zaniku magicznych
funkcji tych dwóch rodzajów pieczywa przebiegał
równolegle. W w i e l u jednak wsiach pieczenie „fafernuchów" utrzymało się dłużej, aniżeli „nowych
l a t e k " . „Fafernuchy". dzięki wyszukanemu smako­
w i oraz prostemu sposobowi w y r o b u , przetrwały jako
jedna z tradycyjnych atrakcji świątecznego pożywie-

Wydaje się, że tradycyjnie związane z Podlasiem,
sprzedawane na odpustach i j a r m a r k a c h tzw. „kozy
prostyńskie"
stanowią na t y m terenie
pieczywo
analogiczne do „nowych latek". Tematyka tego pie­
czywa pod wpływem czynników w y b i t n i e komercjal­
nych uległa wyraźnej standaryzacji. Nie dostrzega
się wśród „kóz prostyńskich" takiej n p . rozmaitości
tematów, j a k a występuje w „nowych l a t k a c h " . Po­
dobnie jednak j a k noworoczne ciasto obrzędowe
z Mazur czy Kurpiowszczyzny, w y p i e k i podlaskie to
przedstawienia zwierząt, koni, baranów, psów, kóz,
jeleni (il. 34—39).

Wskazuje n a to cały szereg wypowiedzi i n f o r ­
matorów zarówno z terenów Kurpiowszczyzny j a k
i Mazur. W j e d n y m t y l k o w y p a d k u spotkałem się
z wyraźnie p o g a r d l i w y m (jeśli t a k można powiedzieć)
stosunkiem do atrakcyjności tego zwyczaju. „Nose
grudki [dziadkowie] to se madrowali [gnietli] nowelatka. A m y to na N o w y . Rok ciasta napsiekli fein,
wódki sie napsili, kiełbasy nawazyli, bo t y m i wypsiek a m i t o b y sie nie najad." (F. Kozicki, ur. 1885,
w. Kipary, pow. Szczytno).
Dotyczy w s i : Charciabałda, Zdunek, Biełusny
Lasek, Brzozowy Kąt, Wach, Piasutno, Siarczą Łąka,
Szafarnia, Tatary, pow. Ostrołęka.
Por. Wł. Kolago, op. c i t , s. 156—159; K. Piet­
kiewicz, Sztuka ludowa na Mazowszu, 1958, s. 58.
Uważano np„ że groch dobrze obrodzi jeśli się
napiecze „fafernuchów" (wg M . Golanek, u r . 1890,
w. Borkowo, pow. Kolno). Na Nowy Rok w kościele
rzucano z chóru „fafernuchami", żeby się szczęściło

(wg F. Komosy, ur. 1870, Baranowo, pow. Maków
Mazowiecki).
Na podstawie wiadomości zebranych w e wsiach:
J u r k i , Dobrylas, Gawrychy, Zbójna, Dębniki, pow.
Łomża, Cieciory, Turośl, Kozioł, pow. Kolno.
Jw.
T. Nasiadka (ur. 1876), w . Dębniki, pow.
Łomża.
Nazwa „kozy prostyńskie" pojawiła się w cią­
gu ostatnich kilkunastu l a t w literaturze przedmiotu.
Sami twórcy oraz kupujący te w y p i e k i używają
nazwy „kozy". Nazwą „koza", „kozy" — oznacza się
często w gwarze rozmaite przedmioty, niekoniecznie
przypominające l u b mające jakiś związek z właści­
w y m desygnatem tej nazwy. Używane są te nazwy
najczęściej w sensie pejoratywnym. Poza t y m nazwa
„koza", „kozy" — to w miejscowej gwarze sarna,
sarny.

36

37

33

34

35

36

10

40

37

38

39

40

�11. 17. Pieczywo
„nowe latko",
wyobrażenie
kury
w gnieździe wysiadującej kurczęta, ciasto
pszenne,
wys. 3 cm. Wyk. w 1956 r. A. Francek, ur. 1875 r.,
w. Idzbark, pow. Ostróda. II. 18. Pieczywo
noworocz­
ne „jabłonka", z okolic Nidzicy (wg: M. Hofler,
op.
cit, tabl. VI, 1). II. 19. „Nowe latko", na kręgu wy­
obrażenia drobiu,
ciasto
pszenno-żytnie
pytlowe,
średn. 8 cm. Wyk. w 1955 r. W. Olender, ur. 1898 r.,
w. Charciabałda, pow. Ostrołęka. II. 20. „Nowe lat­
ko", figura pasterza otoczona wyobrażeniami
drobiu,
ciasto żytnie, wys. 7,5 cm. Wyk. w 1958 r. M. Ko­
nopka, w. Tatary, pow. Ostrołęka. II. 21. „Nowe lat­
ko", na kręgu wyobrażenia (od lewej ku
prawej):
krowy, zająca, pasterza, konia i barana, w środku
kura z jajem na grzbiecie,
ciasto pszenno-żytnie py­
tlowe, średn. 9,5 cm. Wyk. w 1957 r. M. Bałdyga, ur.
1885 r., w. Wach, pow. Ostrołęka.

„Kozy prostyńskie" od kilkudziesięciu lat w y r a ­
biane są wyłącznie w Ostrowi M a z o w i e c k i e j . Dla
wielu rodzin, rekrutujących się z
najbiedniejszej
warstwy mieszkańców miasta, wyrób „kóz" jest jed­
nym z sezonowych zajęć z a r o b k o w y c h . Jeszcze na
początku X X w . „kozy" piekła na sprzedaż ludność
zamieszkująca wsie n a d Bugiem (por. mapkę). Pie­
czywo to pochodzeniem s w y m ściśle związane jest
więc ze środowiskiem w i e j s k i m i najprawdopodobniej
w t y m środowisku spełniało w jakimś czasie rolę
ciasta obrzędowego, służącego magicznym p r a k t y k o m
hodowlanym. W czasie badań terenowych nie udało
się jednak natrafić na występowanie tradycji używa­
nia omawianego pieczywa do tych celów.
41

42

Centrum sprzedaży „kóz" stała się Prostynia, wieś
parafialna, położona nie opodal Ostrowi Mazowiec­
kiej, słynąca n a okolicę z niezwykle l u d n y c h od­
pustów w d n i u św. Trójcy .
43

41 Powstanie i rozwój produkcji pieczywa „kozy
prostyńskie" przypada w t y m mieście na pierwsze
lata po I wojnie światowej. Na podstawie wiadomości
od informatorów zam. w Ostrowi
Mazowieckiej:
Fr. Brzezińskiej, ur. 1894, E. Zalewskiej, ur. 1893,
Z. Skrzecz, ur. 1898, M . Lipskiej, ur. 1899, St. I w a ­
nowskiej, ur. 1896 i informatorów z Prostyni: St.
Książka, ur. 1877, F. Sobótko, ur. 1898, M . Wysogrodzkiej, ur. 1882.
W Ostrowi Mazowieckiej wyrobem „kóz" zaj­
mują się prawie wszystkie rodziny zamieszkałe w n a j ­
biedniejszej dzielnicy miasta, w pobliżu ulic Małkińskiej i Kacpurslkiej. Ostrów Mazowiecka jest miastem
0 dużych tradycjach handlarsko-janmarcznych. Od­
bywało się t u 6 jarmarków rocznie. Por. Słownik
Geograficzny Królestwa Polskiego,
1886, s. 696.
Prostyń należy do miejscowości słynących c u ­
dami. Pierwsze cudowne uzdrowienia datują się
w miejscowym kościele już o d 1511 r. Por. B. T u r ­
ski, Pamiątka z Prostyni,
Siedlce 1932, s. 16—42;
Słownik Geograficzny
Królestwa
Polskiego,
1888,
s. 63.
W samej Prostyni nie pieczono „kóz". Ludność
w tej wsi zajmowała się i zajmuje r o l n i c t w e m oraz
hodowlą. „W Prostyni to same gospodarze, to i m sie
nie opłaci robić." (Z. Skrzecz, Ostrów Maz.). Wielu
mieszkańców Prostyni nawet nie orientuje się j a k
wyrabiane są „kozy". „Mozę oni jakieś masynki majo
1 nimi robio te kozy ..." (Cz. Rostek, ur. 1918, Pro­
stynia).

2

o

42

43

21

�Pieczywo „nowe latko". II. 22. Na kręgu wyobrażenia:
krowy, konia, źrebaka i krowy, w środku kura na
gnieździe z kurczętami, ciasto żytnie pytlowe, średn.
13 cm. Wyk. w 1956 r. M. Deptuła, ur. 1887 r., w. Dę­
by, pow. Ostrołęka. II. 23. Figura pasterza
otoczona
wyobrażeniami drobiu
(kogutów, kur, gęsi), ciasto
żytnie pytlowe, wys. 7 cm. Wyk. w 1958 r. M. Ko­
nopka, w. Tatary, pow. Ostrołęka. II. 24. Wyobraże­
nie jelenia (wg: K. Moszyński, „Kultura ludowa Sło­
wian", cz. 2, z. 2, Kraków 1939, s. 837). Ił. 25. Wy­
obrażenie jelenia, ciasto pszenno-żytnie pytlowe, wys.
7,5 cm. Wyk. w 1955 r. F. Scibek, ur. 1876 r., w. Zdu­
nek, pow. Ostrołęka. U. 26. Wyobrażenie
jelenia,
ciasto
pszenno-żytnie pytlowe,
wys. 8 cm. Wyk.
w 1958 r. M. Konopka,
w. Tatary.

�Sprzedaż „kóz" w t r a d y c j i odpustów n a św. Trój­
cę w Prostyni zajmuje ważne miejsce. Wokół zwy­
czaju zrodziła się nawet legenda. Jest ona żywa do
dzisiaj wśród zjeżdżających n a odpusty handlarzy
i samych mieszkańców w s i . „Pod Ostrołęką, Łomżą
to się sprzeda pięćdziesiąt, sto, a w Prostyni t o od­
pust z samych kozów, bo t o dlatego, że św. Trójca
na k o z i e
do Prostyni p r z y j e c h a l i . "
„[...] że to
Matka Boska-Swięta Trójca na kozie się objawiła
i to jest pamiątka obchodzona co r o k u . "
„Ktoś
przyjechał n a kozie, p r a w d a to Trójca psez B u g
psyjechała i o d tego te kozy pozbadli."
„Powiadają,
ze kiedyś jakiś jeleń płynął Bugiem i wyratował
Świętą Trójcę, która wpadła do wody."
„To kiedyś
Święta Trójca psejezdzała n a oślicy t a k i e j , woda
była olbrzymia w Prostyni i o n i śli i woda się rozstępowała i j a k psechodzili to nazat nachodziła, to
był cud, to ludzie sie wzięli n a tę pamiątkę robić
kozy w podobiźnie tej oślicy."
44

45

4 6

47

48

4 9

50

Nie ulega wątpliwości, że pierwotnie legenda do­
tyczyła wyłącznie powstania w Prostyni kościoła .
Z czasem uzupełniono ją osobnym wątkiem o pie­
czywie. Do połączenia faktów nie mających ze sobą
bezpośredniego związku doszło prawdopodobnie d l a ­
tego, że zachodziła zbieżność między m o t y w e m o je­
leniu występującym w historii uratowania znajdują­
cej się w miejscowym kościele, słynącej cudami
figury — a przedstawieniami tego zwierzęcia wśród
form sprzedawanych wypieków n a odbywającym się
co roku odpuście w Prostyni.
11

„Koza", w t y m w y p a d k u sarna — jedna z tych,
które wyratowały rzeźbę św. Trójcy porwaną przez
prąd Bugu; por. dalsze wypowiedzi.
A n n a Dębek, u r . 1901, Ostrów Mazowiecka.
St. Iwanowska, ur. 1896, Ostrów Mazowiecka.
Z. Skrzecz, ur. 1898, Ostrów Mazowiecka.
ChłodoWski, u r . 1879, Prostyń, pow. Ostrów Maz.
W ludowej interpretacji p r a w d Kościoła można
spotkać się z określeniem trudnej do zrozumienia
istoty Trójcy Świętej j a k o Świętej Rodziny. W re­
zultacie często Świętą Rodzinę, względnie Chrystusa,
Matkę Boską i Boga Ojca, nazywa się Trójcą Świętą.
Na Kurpiowszczyźnie (we wsiach Łyse, L i p n i k i , Zalas, pow. Ostrołęka.) występujące t a m kapliczki
z rzeźbami
przedstawiającymi
wniebowstąpienie
Matki Boskiej nazywane są Świętymi Trójcami.
F. Brzeziński, u r . 1894, Ostrów Mazowiecka.
Legendy podobne do przedstawionych wyżej
spotyka się dosyć często na terenie Polski. Tłumaczą
one zawsze powstanie w d a n y m miejscu kościoła.
Trudno wyjaśnić, dlaczego na Mazurach i K u r ­
piowszczyźnie utrzymywała się t a k długo magia
hodowlana, jako obrzędowa funkcja omawianego pie­
czywa, a jednocześnie n a terenie Podlasia nastąpił
tak wcześnie jej zanik. Mogło na t o wpłynąć szereg
czynników, np. szczególnie duże znaczenie hodowli
bydła na K u r p i a c h i Mazurach, utrzymywanie się
na Kurpiowszczyźnie —• społecznie i gospodarczo
izolowanej — bardzo w i e l u tradycyjnych wierzeń,
zwyczajów itp„ a znów n a Podlasiu słabe przywiąza­
nie osadników dawnej szlachty zaściankowej d o
wszelkich t r a d y c j i k u l t u r y ludowej.
Na podstawie wiadomości uzyskanych od Daniłko Mazaruka (ur. ok. 1880), w . Plutycze, Pawła
Szewczuka (ur. 1879), w . Husaki, Tatiany Dąbrow­
skiej (ur. 1892), w . Chraboły, pow. Bielsk Podlaski.
44

Do powstania takiej właśnie w e r s j i legendy mogło
dojść jednak przede wszystkim dlatego, że sprzedaż
„kóz" na odpustach w Prostyni miała już swoją od­
ległą tradycję. Proces zaniku magicznych
funkcji
zwyczaju pieczenia figur, zwanych „kozami", musiał
zatem nastąpić n a Podlasiu znacznie wcześniej niż
zarzucenie pieczenia „nowych l a t e k " jako ciasta
obrzędowego na Kurpiowszczyźnie czy M a z u r a c h .
52

P I E C Z Y W O N A Z W I A S T O W A N I E N.M.P. —
„BUSŁOWE Ł A P Y " , T E M A T Y K A I F U N K C J A
OBRZĘDOWA W Y P I E K Ó W
Występowanie zwyczaju pieczenia „busłowych łap"
udało się zanotować w k i l k u wsiach powiatu Bielsk
Podlaski (por. mapkę). We wsiach tych wypiekano
„busłowe łapy" do końca X I X w., niekiedy, t y l k o
sporadycznie, jeszcze do I w o j n y światowej . Pamięć
o t y m zwyczaju jest już dzisiaj nikła i zebranie w y ­
czerpujących danych napotyka znaczne trudności.
Pogarsza sytuację brak j a k i c h k o l w i e k wzmianek
o „'busłowych łapach" w literaturze przedmiotu.
53

Podstawową i zarazem właściwą formą pieczywa
było wyobrażenie
pięciopalczastej
łapy
bociana,
o rozstawionych pazurach ( i l . 42). Zdarzały się poza

II. 27. Pieczywo „nowe latko", wyobraże­
nie sarny, ciasto żytnie razowe, wys.
8 cm. Wyk. w 1953 r. Wl. Kolimas, w.
Wach, pow. Ostrołęka.

45

46

47

48

49

50
51

52

i

53

13

�II. 28. Pieczywo
dyga, w. Wach,

„nowe latko", wyobrażenie zająca, ciasto
pow. Ostrołęka.

pszenno-żytnie

pytlowe,

wys. 5,5 cm. Wyk. M . Bał-

t y m formy wyobrażające narzędzia rolnicze, stosun­
kowo najczęściej brony (11. 43—44) i znacznie rzadziej
sierpy oraz pługi l u b sochy . Jak wyglądały te
ostatnie w y p i e k i , nie udało się ustalić.
Ciasto przygotowywano
w wilię
Zwiastowania
N.M.P. Lepieniem i pieczeniem zajmowały się wyłącz­
nie kobiety. W y p i e k i dawano do zjedzenia dzieciom.
Było jednak w zwyczaju, że przedtem właściwe „busłowe łapy" pokazywano bocianowi, który zdążył
przylecieć na Zwiastowanie. Dzieci wynosiły pieczy­
wo na podwórze i tutaj oczekiwały pojawienia się
bociana. Kiedy n a d obejściem ukazał się ptak, wzno­
siły one w jego k i e r u n k u w y p i e k i , wołając „busoł,
busoł, busoł..." Zdarzało się, że dorośli nieoficjalnie
asystowali przy czynności powitania przez dzieci bo­
ciana. „Jak u j r z y bociana i pokacza się po ziemi,
to nie będzie siereśnia [kręgosłup] przy sierpie bo-

leć."
„Jak siedzi, a bocian leci, to trzeba wstać
i podlecieć, to n i e będzie ciężki."
Zwiastowanie w ludowych wierzeniach n a Podlasiu
(szczególnie wśród ludności prawosławnej pochodze­
nia białoruskiego) uznawane było n i e t y l e jako
uroczystość święcenia, zgodnie z tradycją ewangelicz­
ną, nawiedzenia M a r i i Panny przez Ducha Świętego,
ile jako dzień przylotu bocianów — zapowiedź na­
dejścia w i o s n y . Było to ważne święto doroczne,
rozpoczynające okres wegetacji roślin, a pośrednio
prac w polu — trwających o d wiosny aż do jesieni.
Zwyczaj pieczenia „busłowych łap" stanowił jakby
akt powitania przylotu bocianów, a t y m samym na­
dejścia wiosny. „[...] wyglądają bociana i bociana
łapy pieką, i brony i sierpy, że to czas w p o l e . "
,.[...] to na przylot bociana, mata busłowe łape [matka
mówi do dzieci], bo dzisiaj przyleci busoł."
„Na

Występowanie wypieków wyobrażających sochy
lub pługi udało się spotkać w e wsiach Plutycze,
A n d r y j a n k i i Bujnowo, pow. Bielsk Podlaski, sier­
py —• w e wsiach A n d r y j a n k i i Husaki, pow. Bielsk
Podlaski.
Na podstawie wiadomości ze w s i Plutycze,
K n o r y d y i A n d r y j a n k i , pow. Bielsk Podlaski.
Daniłko Mazaruk (ur. ok. 1880), w. Plutycze,
pow. Bielsk Podlaski.
Iwanowicz (ur. ok. 1900), w. Plebanowo, pow.
Sokółka.

Por. S. Matusiak, Święty przeklęty
(Bocian),
„Lud" X I V , s. 170—178; W. Drozdowska, Obrzędy
i zwyczaje
związane z gospodarką w Jasieniu,
„Pra­
ce i Materiały Muzeum A r c h . i Etnogr. w Łodzi",
Seria Etnograficzna, n r 1, s. 107.

54

55

54

55

56

57

14

56

57

5S

59

60

58

I n f . x x x (ur. ok. 1900), w . A n d r y j a n k i , pow.
Bielsk Podlaski.
59

Daniłko Mazaruk
pow. Bielsk Podlaski,
60

(ur. ok. 1880), w .

Plutycze,

�Zwiastowanie piekli bronę, i sierp, i bociana łapę, bo
to bocian przyniósł wszystkiego."
Bocian w wierze­
niach ludowych uchodził za opiekuna gospodarstwa.
Przypisywano m u nadprzyrodzone moce. Chronił on
zabudowania przed piorunami, ostrzegał przed poża­
rem, zapowiadał nieurodzaj r o k u i t p .
Bardzo mo­
żliwe, że pieczenie „busłowych łap" stanowiło w j a ­
kiejś mierze a k t symbolicznej ofiary dziękczynnej
czy pókłonnej, mającej n a celu zjednanie sobie tego
p t a k a . Wypiekanie
ciast wyobrażających
brony
mogło być skonkretyzowaniem tej ofiary, wskazaniem,
że n a przylot bociana zostało przygotowane gniazdo .
„Brony p i e k l i m dlatego, że zakładają [te narzędzia]
na gniazdo."
Powszechny jest zwyczaj zakładania
bocianom gniazd n a dachu któregoś z budynków l u b
na drzewie, w pobliżu obejścia. Używa się przy t y m
starych kół o d wozów, a także b r o n .
61

6 2

63

64

65

Występują
łap" — obok

w
zwyczaju
pieczenia
wspomnianych treści —

„busłowych
inne, które

Paweł Szewczuk (ur. 1879), w . Husaki, pow.
Bielsk Podlaski.
Por.: „U kogo bocian zrobi gniazdo to się
poszczęści. Połóż bronę to c i się poszczęści. J a k zruca
bociana [jak stary bocian zrzuca z gniazda młode],
to głodny rok, j a k jajko, to urodzaj." (G. Busko,
w. Putkowice Nadolne, pow. Siemiatycze).
„Latoś
bocian śniegu psyniósł n a ogonie." [tzn. sprawił, że
mimo wiosny śnieg nie stopniał]. (M. Czarnomys, u r .
1870, w . Plebanowo, pow. Sokółka). „Nie można go
zaczepiać, j a k on się zagnieździ, t o już i piorun n i e
uderzy... Jak pisklęta wyrzuca, to ktoś naklonuł
[rzucił urok]... Jak w y r z u c i j a j k o alfoo bociana (mło­
dego), to na głód, a j a k się przebiera
[opuszcza
gniazdo], t o pożar." (St. Iwanowicz, u r . ok. 1900,
w. Plebanowo, pow. Sokółka). Tego rodzaju poglądy
na bociana spotyka się n a terenie całej bodaj Polski.
Por. S. Matusiak, op. cit., s. 171—174.

sprowadzają się do spraw związanych wyłącznie
z rolnictwem. Wskazywałoby n a t o istnienie obok
właściwych „busłowych łap" — wypieków przedsta­
wiających narzędzia.
Przy obecnym stanie zachowania omawianego zwy­
czaju trudno ustalić, j a k i e było znaczenie tych w y ­
pieków. Można się jedynie domyślać, iż symbolizo­
wały one ważniejsze prace rolne (orkę, bronowanie,
żęcie zbóż). Magiczne powiązanie tych symboli z po­
siadającą nadprzyrodzone
moce postacią
bociana
mogło mieć na celu zabezpieczenie, już z nadejściem
wiosny, pól przed suszą (utrudniającą orkę i brono­
wanie), względnie przed n a d m i e r n y m i opadami i gra­
dobiciem (uniemożliwiającymi przeprowadzenie żniw,
niszczących p l o n y ) .
66

W zwyczaju pieczenia „busłowych łap" dostrzega
się reminiscencje k u l t u nadprzyrodzonych mocy bo­
ciana oraz magię, która m a skierować tę moc na za­
bezpieczenie pomyślności w gospodarce rolnej. Wydaje

61

62

Por. S. Matusiak, op. cit., s. 171—174.
Por. przyp. 62.
I n f . x x x ur. ok. 1900, w . A n d r y j a n k i , pow.
Bielsk Podlaski.
Bardzo możliwe jednak, że w y p i e k i wyobra­
żające sierp, bronę, pług — były symbolami narzędzi
posiadających własne (niezależnie o d bociana) właści­
wości apotropeiczne. Wszystkie te narzędzia są że­
lazne, przy t y m ostre, a więc mają cechy w i e l u
apotropeionów. Zresztą istnieją konkretne w y p a d k i
wykorzystywania tych narzędzi do celów magicznego
zabezpieczania człowieka przed wszelkim złem. We
wsi Plebanowo, pow. Sokółka, w końcu X I X w . zda­
rzało się, że w czasie wesela młodożeńców sadzano
na bronie (podobnie j a k pannę młodą powszechnie
sadzało się w dzieży chlebowej) i obwożono po obej­
ściu zagrody. To znów, „aby c h m u r y odwrócić, prze­
wraca się bronę" (zębami w k i e r u n k u chmur). Por.
B. Gustowicz, O ludzie podduklańskim, „Lud", V I ,
1900, s. 65. Podobnie zabezpieczano przed burzą stogi
siana, kładąc n a nich brony do góry zębami. Por.
mat. fotograficzne M . Misińskiej, PAE, 1954, w . Pnie­
wo, pow. K u t n o . Gwódź bronny uznany był za szcze­
gólnie skuteczne narzędzie przeciwko upiorom. „Jak
ugadzo [zgadną], który będzie wypiór i po śmierci
wbijo m u w piersi góźdź bronny i pochowajo twarzo
do spodu, to nie będzie chodzić." (Krasnostawskie) —
St. Poniatowski, Etnografia
Polski, „Wiedza o Pol­
sce", t. I I I , s. 267; por. też.: K. Moszyński,
Kultura
ludowa Słowian, cz. I I , z. 2, s. 309—310.
63

64

Pieczywo „nowe latko": II. 29. Wyobrażenie wiewiór­
ki, ciasto pszenne, dł. 7,5 cm. Wyk. w 1956 r.
A. Francek,
ur. 2875 r., w. Idzbark, pow. Ostróda.
II. 30. Wyobrażenie sarny, ciasto pszenne, wys. 6,5 cm.
Wyk. w 1956 r. Fr. Lenkiewicz,
ur. 1871 r., w.
Szwendrowy
Most, pow. Ostrołęka.

2

•Kai'

•Pr

MII IH l i

'

C f i l

tri

tilM W.

•l^^MBlMb

65

69

15

�się, iż są to dwie w a r s t w y wierzeniowe tego zwy­
czaju, przy czym druga przedstawia wartości wtórne,
w swej genezie późniejsze .
W czasach, które obejmuje pamięć najstarszych
ludzi, zwyczaj pieczenia „busłowych łap" nie pełnił
już tych funkcji. Wydaje się, iż jego rola ograniczała
się głównie do uświetnienia długo oczekiwanej, u r o ­
czystej c h w i l i nadejścia wiosny. Z dawnych treści
zwyczaju pozostało przywiązanie do tradycyjnych
f o r m wypieków oraz zdarzające się sporadycznie w y ­
padki, że dzieci wychodziły przed d o m i oczekiwały
na ukazanie się bociana.
W dwóch wsiach, które kultywowały zwyczaj pie­
czenia „busłowych łap", jeszcze na początku X X w .
przygotowywano na Zwiastowanie N.M.P. w y p i e k i
wyobrażające ptaki ( i l . 41). Nazywano j e „skowron­
k a m i " . Lepiono i pieczono „skowronki" łącznie z „busłowymi łapami". Nie zachowała się jednak znajomość
ani symbolicznego znaczenia wyobrażeń, a n i też pa­
mięć o i c h r o l i obrzędowej w t y m z w y c z a j u .
W okolicach Sokółki przetrwał do dzisiaj zwyczaj
pieczenia na Zwiastowanie placków zwanych „sucha­
r a m i " l u b „bondami" . „Suchary", t a k j a k „busłowe
łapy" czy „skowronki", piecze się z ciasta nie przy­
prawionego, ale obdziela się n i m i całą rodzinę. Bardzo
możliwe, że jest to jakaś pozostałość po d a w n y m
zwyczaju pieczywa obrzędowego.
Zwrócenie większej uwagi na treści magiczne
zawarte w zwyczajach pieczenia ciast obrzędowych —
stwarza podstawę do przeprowadzenia analizy formy
plastycznej
poszczególnych
wypieków
i
pozwala
ostatecznie podjąć próbę interpretacji jej ogólnych
właściwości. Formę t y c h rzeźb w cieście należy bo­
w i e m rozpatrywać w kategoriach i m właściwych
funkcji — przede wszystkim jako przedmiotów w i e rzeniowo-magicznych,
następnie
jako
pożywienia,
a na ostatnim miejscu — j a k o wytworów, które mają
zaspokajać pewne potrzeby rozrywkowe czy nawet
estetyczne.
m

6S

69

SPOSÓB W Y R O B U

POSZCZEGÓLNYCH
PIECZYWA

FORM

„Nowe l a t k a " i „busłowe łapy" pieczono z razo­
wej l u b p y t l o w e j mąki żytniej. Zdarzało się spora­
dycznie, iż zamożniejsi gospodarze używali pytlowej
mąki pszennej z dodatkiem żytniej. Natomiast „kozy"
pieczono i piecze się wyłącznie z mąki pszennej.
Mąkę rozczyniano wodą w niecce. Ciasto czasami
solono, niekiedy również kwaszono, względnie dodaWskazywałby n a to fakt, że nazwa tego pie­
czywa — „busłowe łapy" (bocianie łapy) — odnosi się
bezpośrednio do najbardziej popularnej f o r m y samych
wyobrażeń pięoiopalczastych kończyn bociana.
W ludowych wierzeniach skowronek uchodzi
za opiekuna pól. Najprawdopodobniej więc zwyczaj
pieczenia wyobrażeń tego ptaka na Zwiastowanie
N. M . P. był j e d n y m z t a k w i e l u magicznych zabie­
gów o charakterze wegetacyjnym, dokonywanych
w okresie wiosennym.
N a podstawie badań terenowych we wsiach:
Zadworzany, Wierzćhlesie, Ozierany Wlkp., Pleba­
nowo, pow. Sokółka.
67

08

69

�35

II. 31. Pieczywo
noworoczne,
sym­
bole wróżebne (wg: M. Hófler, op.
cit, tabl. VIII, 34). II. 32. Pieczywo
„nowe latko", symboliczne
wyobra­
żenie panny, ciasto pszenne, wys.
7 cm. Wyk. w 1955 r. F. Redyk, ur.
ok. 1880 r., w. Szczechy
Wielkie,
pow. Pisz. II. 33. Pieczywo
„fafernuchy". Wyk. w 1956 r. Marianna
Ko­
walczyk, ur. 1876 r., w. Gaczyska,
pow. Przasnysz. Pieczywo „kozy prostyńskie": II. 34. Wyobrażenie koni,
wys. 4 cm. Wyk. Eleonora
Micha­
lak, ur. 1875 r., w. Bużyska, pow.
Łosice. II. 35. Wyobrażenia saren,
ciasto pszenne,
wys. 6 cm. Wyk.
w 1959 r. Z. Sienkiewicz, ur. 1915 r.,
Ostrów Mazowiecka.
11. 36. Wyobra­
żenie jeźdźca na koniu, ciasto pszen­
ne, wys. 5 cm. Wyk. w 1959 r.
M. Dąbek, Ostrów
Mazowiecka.

�Pieczywo „kozy prostyńskie". II. 37. Wyobrażenie je­
lenia, ciasto pszenne, wys. 4,5 cm. Wyk. w 1959 r.
M. Dąbek, Ostrów Mazowiecka. II. 38. Wyobrażenie psa
(cecha odróżniająca — zakręcony ogon), ciasto pszen­
ne, wys. 5 cm. Wyk. w 1958 r. F. Brzezińska, Ostrów
Mazowiecka.
II. 39. Wyobrażenia jeleni, ciasto pszen­
ne, wys. 6—6,5 cm: 1 (z lewej) — wyk. w 1958 r.
M. Brzezińska, 2 (z prawej) — wyk. Z.
Sienkiewicz,
Ostrów Mazowiecka.
II. 40. Przygotowanie
ciasta do
lepienia figur „kóz": A. wałek ciasta; B. wałek po­
cięty na cząstki; C. jedna z cząstek wałka, nacięcia
ułatwiające formowanie
poszczególnych partii
figury:
a. głowy — „pyscka" lub „dziobka", b. rogów —
„rósków", c. nóg przednich — „nosków", d. nóg tyl­
nych — „tylnich nosek", e. ogona — „ogunka".

wano do niego trochę drożdży. Nie doprawiano go
lub t y l k o trochę przyprawiano, aby w czasie piecze­
nia zapobiec zniekształceniu odpowiednio uformowa­
nych figur. Ciasto wygniatano zawsze długo i staran­
nie, starano się, żeby było j a k najbardziej spoiste
i twarde. „[...] na śtybno zagnieść w kopańce, to
każdy utworzy [...]" . „Cysta woda i zdziebłecko
drożdży to sie zagniecie, to as ręce bolą." „To cięsko
gnieść, robienie to n i c n i e skodzi, ale gniecenie to
męka." Twarde ciasto nadawało się do modelowania
najlepiej, ale nawet najtwardziej zagniecione stano­
wiło tworzywo wiotkie. Ciasto żytnie, a szczególnie
razowe, w porównaniu do pytlowego pszennego po­
siada strukturę bardziej gruboziarnistą i kleistą.
Stanowi tworzywo łatwe do formowania zwartych
brył. Ciasto zaś pszenne, pytlowe, jest konsystencji
ciągliwej. Można z niego tworzyć formy delikatne,
precyzyjne w rysunku. Faktura ciasta pszennego jest
gładka, żytniego (szczególnie zaś razowego) — chropo­
wata.
70

71

72

Wszystkie omawiane rodzaje pieczywa modelowa­
no ręcznie, korzystając niekiedy z pomocy noża, gdy
trzeba było rozdzielić bryłę ciasta lub zaznaczyć
szczegóły (grzywy u koni, rogi u jeleni, ogony, pazury
w bocianich łapach).
W wypadku „nowych l a t e k " i „busłowych łap"
lepienie każdej z f o r m było zupełnie osobną czyn­
nością, do pewnego stopnia odrębnym aktem rzeź­
bienia. W y r w a n y z bryły kawałek ciasta formowano
w rękach w odpowiednią figurę. Niekiedy przypadko­
wy kształt kawałka ciasta narzucał wybór określone­
go tematu w y p i e k u . Na Kurpiowszczyźnie zdarzało
się, że formowanie figur zwierząt takich, j a k konie,
krowy, owce, jelenie, poprzedzało wytwarzanie w dło­
niach wałka o rozszerzonych
nieco końcach, co
n

M . Strzemienna, w. Wykrot, pow. Ostrołęka.
Z. Skrzecz, Ostrów Mazowiecka.
Fr. Brzezińska, Ostrów Mazowiecka.
Na podstawie przeprowadzonej obserwacji pod­
czas lepienia „nowych l a t e k " przez M . Konopkę
z Tatar, Wł. Klimas z Wachu, W. Olendra z Charciej
Bałdy, pow. Ostrołęka, i K. Wolnickiej z Łączek,
pow. Kolno.
70
71

72
73

18

�II. 41. „Skowronek", ciasto pszenne, dl. 8,5 cm. Wyk. w 1958 r. M . Szewczuk,
w. Husaki, pow. Bielsk Podlaski. II. 42. „Busłowe łapy": 1 — ciasto żytnie, szer.
8 cm. Wyk. w 1957 r. Danilko Mazaruk, ur. 1878 r., w. Plutycze, pow. Bielsk
Pod­
laski; 2 — ciasto pszenne, dl. 20 cm. Wyk. w 1957 r. M . Szewczuk, ur. ok. 1885 r.,
w. Husaki.
ułatwiało rozdzielenie masy ciasta przy lepieniu
wyobrażeń nóg i szyi.
Inaczej lepiono „kozy". We wsiach nad Bugiem
toczono z ciasta cienki, długi wałek (o średnicy ok.
2—3 cm i długości 40—60 cm) i skubiąc z niego po
kawałku modelowano samą figurkę. „Wałeczek się
ukuła, po kawałku się szczypie i robi kozę."
Dzisiaj
lepienie „kóz" w Ostrowi Mazowieckiej jest jeszcze
bardziej usprawnione. Gotowy wałek ciasta tnie się
w specjalny sposób nożem, na kawałki d l . ok.
4—5 cm. Niektórzy końce tych kawałków jeszcze
nacinają, zaznaczając w ten sposób cząstki, z których
zostaną wymodelowane
nogi, ogon,
szyja,
rogi
(il. 40). „Wałecek sie zrobi i sie poznie na kawałki,
potem sie rożki pseznie, dziubek u c h y l i . "
„Inni t o
nazynają, ale to so większe, tamte to na ukos zno
i nacinajo kuńce, tamci to z dziesięć tysięcy tych
kozów robią."
74

7 5

76

Wspólną cechą sposobów lepienia „nowych latek",
„busłowych łap" i „kóz" było rozpoczynanie formo­
wania każdej f i g u r y o d ukształtowania jej bryły. De­
tale zaś opracowywano n a końcu. Formując figurę
zwierzęcia, w jednej ręce trzymano przygotowany
kawałek ciasta, drugą zaś wygniatano zarys nóg i szyi
(głowy). W
dalszym
ciągu
opuszkami
palców
(obydwóch rąk) modelowano korpus i nadawano osta­
teczny kształt nogom i szyi. Już n a końcu formowano
lub tylko zaznaczano (najczęściej szpicem noża) takie
szczegóły, j a k rogi, uszy, pysk, grzywę u koni czy
wymiona u krów oraz ogony. Wreszcie wygładzano
powierzchnię ciasta. „Znie się n a cąstki, w y r o b i się
nogi, drugi to o d głowy (szyi) zacyna, ugniata się j a k
należy i potem się jesce k u l g a . " W figurkach zwierząt
„nowych l a t e k " niekiedy zaznaczano jeszcze oczy
i pysk ziarnkami p i e p r z u
7 7

„Nowe l a t k a " i „busłowe łapy" po ulepieniu
wkładano do pieca chlebowego, czasem jednocześnie
74

Podl.

Eleonora Michalak, w . Burzyska, pow. Bielsk

M . Brzezińska, Ostrów Mazowiecka.
M . Lipska, Ostrów Mazowiecka.
Dotyczy w s i : Tatary, Wach, Charciabałda, pow.
Ostrołęka, Łączki, Serafin, Dęby, pow. Kolno, i Przy­
stań, pow. Maków Mazowiecki.
Z. Sienkiewicz, Ostrów Mazowiecka.

z chlebem, albo ustawiano na rozgrzanej blasze
kuchennej. „Kozy" pieczono t y l k o w piecu chlebo­
w y m , uprzednio jednak warzono j e w wodzie: do
garnka z wrzątkiem wrzucano f i g u r k i garścią, a kie­
d y wypłynęły na wierzch, w y j m o w a n o je łyżką.
W Ostrowi Mazowieckiej „kozom" po obgotowaniu
poprawia się jeszcze zniekształconą we wrzątku
formę.
„Nowe l a t k a " i „busłowe łapy" rozstawiano luźno
w w o l n y c h miejscach w piecu, między bochenkami
chleba, a na blasze — pomiędzy garnkami. Pod „bu­
słowe łapy" podkładano wysuszone liście kapusty.
Natomiast „kozy" ustawiano rzędami, gęsto jedne
obok drugich, w e wsiach nad Bugiem na drewnianej
łopacie, w Ostrowi Mazowieckiej na płytkich brytfan­
nach. F i g u r k i n a łopacie l u b blachach wkładano do
pustego pieca, umyślnie rozpalonego na tę okazję.
„Nowe l a t k a " i „busłowe łapy" pieczono bardzo
niedbale, nieuważnie. Często f i g u r k i pękały w piecu,
albo też zdjęte z kuchennej blachy pozostawały su­
rowe w środku. Pieczenia „kóz" dokonywano z w i e l ­
ką uwagą, wykorzystując pełną znajomość procesów
zachodzących w piecu. „Tseba mocno napalić, żeby
je o d razu duch wzioł, to nie popękają."
„Do pieca
nie może powietse dochodzić, blacho sie z a t k o . "
„W ziemie jest lepiej piec, bo nie rosną i t a k nie
pękają."
78

79

80

„Nowych l a t e k " i „busłowych łap" po upieczeniu
nie poddawano już żadnym zabiegom. Natomiast
„kozy" po upieczeniu malowano. Zwyczaj ten powstał
w Ostrowi Mazowieckiej przed I I wojną światową .
We wsiach n a d Bugiem „kóz" nigdy nie m a l o w a n o .
Powstanie, a nawet znaczny rozkwit tego zwy­
czaju przypadł n a okres, kiedy wiele tradycyjnych
dziedzin sztuki ludowej już zamierało. Dokonał się
w ścisłym powiązaniu z jedną z najbardziej archaicz­
nych dziedzin tej twórczości. Z tych wszystkich po81

82

79

80

75

81

76
77

78

St. Iwanowska, Ostrów Mazowiecka.
J . Mierzejewska, Ostrów Mazowiecka.
Potwierdzają to wszyscy informatorzy.

Fakt ten jest jeszcze j e d n y m dowodem, że
dzisiejsze odpustowo-jarmarczne „kozy prostyńskie"
to dawne pieczywo obrzędowe, związane z magicz­
nymi praktykami wiejskimi.
82

2.9

�Pieczywo
„busłowe
łapy",
wyobrażenia
bron: II. 43 — ciasto żytnie, średn. 8 cm.
Wyk. Daniłko Mazaruk, w. Plutycze,
pow.
Bielsk
Podlaski.
U. 44 — ciasto
pszenne,
dł. 16 cm. Wyk. w 1958 r. M.
Szewczuk,
w. Husaki, pow. Bielsk
Podlaski.

wodów zjawisko, j a k i m jest malowanie
pieczywa
prostyńskiego, zasługuje na szczególną uwagę. Zrozu­
mienie okoliczności i przyczyn, które zadecydowały
o jego powstaniu, wymaga jednak osobnego opraco­
wania, znacznie wykraczającego poza ramy niniejsze­
go szkicu.
Przystępując do określenia właściwości formy pla­
stycznej w zestawie przedstawionych wypieków, nie
można zapominać o różnicach w sposobie i c h lepie­
nia i pieczenia . Należy również mieć na uwadze
83

Poszczególne figury „kóz", niezależnie od tego
kto był i c h twórcą, pełne są ruchu, wyrazu. Naj­
częściej jest to w y n i k i e m procesu powstawania zu­
pełnie przypadkowych efektów w czasie pieczenia
uprzednio
obgotowanego
ciasta
pszennego.
„On
śmesny [chodzi o figurkę baranka], to w piecu tak
się zrobi." (Z. Skrzecz, Ostrów Maz.). Jeśli się weźmie
pod uwagę pośpiech, z j a k i m lepione są „kozy"
(zdarza się, że jeden twórca lepi n a odpust do
2 000 „kóz"), wówczas trudno dopuścić możliwość
bardziej dokładnego — według jakichś własnych za­
mierzeń — formowania bryły ciasta. Zresztą na pod­
stawie licznych obserwacji pracy twórców tych w y ­
pieków można stwierdzić, że jeśli na początku (bez­
pośrednio po ulepieniu) są one sztywne, nieznacznie
różniące się między sobą, t o po upieczeniu stają się
żywsze i pełne wyrazu.
83

�fakt, że poszczególne figury nie zawsze powstawały
w tym samym czasie, miejscu,
okolicznościach
i wreszcie, że ich przeznaczenie było niejednokrotnie
odmienne. M i m o tych niebłahych różnic, stosunek
zachodzący między rzeczywistością rzeźbiarską po­
szczególnych wypieków a rzeczywistością
realnie
istniejącą jest, jeśli nie identyczny, to przynajmniej
bardzo podobny.
Co prawda próba określenia tematu dowolnie w y ­
branej figury, bez uciekania się do informacji twórcy,
nie zawsze wypada pomyślnie. Nie znaczy to jednak,
że są to rzeźby abstrakcyjne, względnie reprezentu­
jące bardzo symboliczne l u b subiektywne widzenie
rzeczywistości. Wszystkie one wyobrażają konkretne
obiekty, jeśli nie postacie zwierząt, to przedmioty,
narzędzia i t p . Właściwości tych realnie istniejących
obiektów inspirowały określone rozwiązania f o r m a l ­
ne, nawet wówczas kiedy w y p i e k i zatraciły z t y m i
obiektami swój bezpośredni, magiczny związek. Jeśli
zatem występują niekiedy znaczne nawet trudności
w ustaleniu co wyobrażają f i g u r y wypieków, jest to
już wyłącznie sprawa różnic między współczesnym •—
naszym „widzeniem" rzeczywistości, a t y m , które
w zmaterializowanej postaci przetrwało w formie
plastycznej omawianych ciast.
Powtarzająca się w przeważającej większości figur
niedoskonałość w przedstawianiu jednoznacznych brył,
kształtów itp., operowanie, niezależnie o d charakteru
obiektu, t y m i samymi u m o w n y m i formami — stano­
wi główny przejaw takiego tradycyjnego
sposobu
widzenia rzeczywistości. Zarówno w w y p a d k u „no-

II. 45. Pieczywo
„busłowe
łapy", wyobrażenie
brony,
ciasto żytnie, średn. 8 cm.
Wyk. Danilko Mazaruk, w.
Plutycze. pow. Bielsk
Pod­
laski.
wych latek" j a k i „kóz" — większość figur zwierząt,
niezależnie od rodzaju, ma pękate korpusy, krótkie,
^rube nogi. szyje wznoszące się pionowo, głowy
w kształcie małych stożków, takie same krótkie
ogony.
Umowność tę obserwujemy również w formie wy­
pieków ..busłowych łap". Placki pokryte licznymi
stożkami czy k r a t k i z przeplecionych wałeczków nie
kojarzą się n a m z obrazem bron laskowych, beleczkowatych, tych narzędzi do bronowania, które używa­
no na Podlasiu.
Niewątpliwie właściwości wiotkiego, trudnego do
modelowania tworzywa, j a k i m jest ciasto, narzucały
w pewnej mierze te wszystkie rozwiązania formalne.
Bardzo trudno jest np. formować z ciasta figury
zwierząt, które by miały wysmukłe nogi, szyje w y ­
ciągnięte ukośnie do przodu, a nie wzniesione pio­
nowo ponad korpus, a na szyjach odpowiedniej w i e l -

MAPKA. Doroczne pieczywo obrzędowe na terenie północno-wschodniej
Polski, na podstawie
badań terenowych z okresu 1955—2957 i pracy B. Stelmachowskiej
„Rok Obrzędowy na Pomorzu", Toruń 1933 r.
nek; 29. 16, VIII. Wykrot; 29, 16, IX, Brodowe Łąki;
Objaśnienie symboli:
29, 16, X, Charciabałda; 29, 16, XI, Wach; 29, 16,
występowanie tradycji
pieczenia na Nowy Rok
XVI, Siarczą Łąka; 29, 17, VII, Oborczyska;
29. 17,
lub Trzech Króli „nowego
latka",
VIII, Dylewo; 29, 17, XII, Wyszel; 29, 19, IX, Przerawystępowanie
tradycji
pieczenia
na
Nowy
Rok
€
dowo; 29, 20, VI, Plusy; 30, 15, VII, Wiartel; 30, 15,
lub Trzech Króli
„fafernuchów",
XI, Zimna; 30, 15, XIII, Dudy Puszczańskie; 30, 15,
ośrodki wyrobu
„kóz
prostyńskich",
•
XV, Leman; 30, 15, XVI, Łączki; 30, 16, IV, Turośl;
Prostynia,
30, 16, V, Dęby; 30, 16, VI, Łyse; 30, 16, XI,
Pupki;
V
występowanie tradycji pieczenia na Zwiastowa­
30, 16, XIV, Popiołki; 30, 17, I, Tatary; 30, 17, III,
nie N.M.P. (25.111.) „busłowych łap",
Laski; 30, 17, XIII, Przystań; 30, 20, VI, Brańszczyk;
jif
występowanie tradycji
pieczenia
na
Zwiasto31, 14, V, Szczechy Wielkie;
31, 15, XIII, Kozioł; 31,
wanie N.M.P. placków zwanych
„sucharami"
16, IV, Zaskrodzie;
31, 16, VII, Borkowo;
31, 17,
lub „bandami",
I, Dębniki; 31, 17, I, Parzychy;
31, 17, II, Jurki; 31.
r\
brak występowania tradycji
wymienionych
ro18, V, Choromany;
31, 19, VI—VII,
Ostrów
Mazo­
wiecka; 31, 20, VIII, Prostyń; 33, 15, VII,
Ciemnoszydzajów
pieczywa.
je; 33, 16, X, Mocarze; 33, 17, XV, Zambrzyce
Stare;
Miejscowości (pierwsze
liczby
oznaczają slup,
dru­
33, 21, III, Burzyska;
33, 21, XI, Skrzeszew; 34, 13, IV,
gie — pas, liczby rzymskie — pole): 21, 13, I, LignoNowinka;
34, 13, XVI, Białobrzegi; 35, 18, XV, Plu­
wy; 21, 14, V, Pieniążkowo; 22, 15, VII,
Zawadzka
tycze; 35, 19, III, Husaki; 35, 19, XV, Knorydy; 35,
Wola; 23, 15, V, Szwarcenowo;
23, 15, XII,
Radom20, V, Andryjanki;
36, 15, XV, Zadworzany;
37, 16,
no; 24, 15, II, Rozental; 24, 15, XV, Zwiniarz;
24, 16,
XV, Plebanowo;
37, 17, IV, Ozierany; 32, 21, VI, Ka­
VII, Kiełpiny; 25, 14, X, Idzbark;
25, 16, II,
Jankorolewo; 34, 19, XVI, Kiersnowo;
35, 19, IX,
Bujnowo;
wice; 25, 17, V, Iłowo; 26, 18, IX, Zurominek;
26, 19,
36, 18, IX, Ryboły; 36, 19, I, Knorozy.
X, Dziektarzewo;
27, 14, V, Kamborno;
27, 18, XII,
Golany; 27, 19, XIV, Obryte;
28, 13, X, w pobliżu
Uwaga:
Dane dotyczące pierwszych
ośmiu
pozycji
Biskupca; 28, 15, VII, Rudka; 28, 16, IV, Kipary; 28,
oraz jedenastej
pochodzą z pracy B.
Stelmachow­
17, I, Krzynowłoga Wlk.; 28, 17, VIII,
Parciaki; 28,
skiej. W niniejszym artykule nie są szerzej
omawiane.
17, XI, Jednorożec; 28, 18, II, Bartniki;
29, 13, XI,
Mapka sporządzona na wycinku mapy podkładowej
Probark; 29, 15, I, Piasutno; 29, 15, XV, Dąbrowy; 29,
projektowanej
przez prof. J. Gajka do „Polskiego
16, IV, Wolkowe; 29, 16, V, Czarnia; 29, 16, VII, Zdu­
Atlasu
Etnograficznego".

L

21

�kości głowy i t p .
W każdym z tych wypadków
groziło bowiem, że figura ulegnie zdeformowaniu
(nogi się wykrzywią, szyja przechyli na bok), zanim
jej kształt zostanie u t r w a l o n y w czasie pieczenia.
Pod t y m względem ciasto z razowej mąki żytniej
znacznie lepiej aniżeli ciasto pszenne nadaje się do
modelowania. Między innym? dlatego też najbardziej
ja-skrawe przykłady tego, że forma w y n i k a z ogól­
nych właściwości tworzywa, obserwujemy w f i g u r ­
kach „kóz", które modelowano z bardziej jeszcze
wiotkiego niż żytnie — ciasta pszennego.
8 4

W masie rozpatrywanych wypieków znajdują się
egzemplarze, których forma plastyczna jest jednak
nieco inna. Figurki zwierząt M . Konopki z Tatar
na Kurpiowszczyźnie (il. 11, 26) mają smukłe, cien­
kie nogi, szyje k o n i są wyciągnięte pałąkowato do
przodu, głowy — t o już nie m a l u t k i e stożki, przy­
pominające dziobki ptaków. Przedstawienia
koni
oraz krów ( i l . 2), wykonane przez W. Deptułę z Dę­
bów, mają duże, tępo zakończone głowy, szerokie
szyje, odpowiednio długie ogony . Również w formie
wypieków „kóz" Z. Sienkiewicz z Ostrowi Mazowiec­
kiej (il. 35, 39) dostrzega się odejście w p e w n y m
stopniu od tradycyjnej konwencji przedstawiania
zwierząt. Np. f i g u r k i jeleni, wykonane przez tę twór­
czynię, zadziwiają wysmukłością bryły i precyzyj­
n y m modelowaniem detali, mimo że w figurkach j e j
trwają jeszcze pewne konwencjonalne rozwiązania
formalne. Do jakiego stopnia można mówić, że są to
osiągnięcia odbiegające od powszechnie występujących
zasad modelowania, a — co najważniejsze — w pełni
zamierzone, niech świadczy wypowiedź Z. Sienkie­
wicz: „koza musi być smagła, musi być prosta, t o
ważniejsze niż malowanie, a tak robio, że n a brzuchu
chodzi..." . Można przytoczyć więcej tego rodzaju
wypowiedzi. I c h autorami zawsze są ci, którzy lepią
figurki „do cegoś podobne", „proste", „zgrabniusie".
„Moje so zgrabniuśkie, majo ruski i łepki i syjke j e k
sie należy."
„Robio takie, postawi t a k t o ogon,
a tak t o głowa, takie p o t w o r k i . " „Potem zacelim
konkurować, to zacelim j e formować, zeby do cegoś
były podobne."
85

86

87

8 8

w jakimś stopniu głównym etapom zmian funkcji
wypieków.
Najprawdopodobniej d l a w i e l u ludzi, którzy w y ­
rabiali „nowe l a t k a " względnie „kozy", umowność
w przedstawianiu figur zwierząt nie występowała
w sprzeczności z i c h własnym wyobrażeniem o ży­
wych zwierzętach. Nie jest wykluczone, że właśnie
takie pękate, o grubych, krótkich nogach przedstawie­
nia zwierząt stanowiły f o r m y zamierzone. Przypomi­
nały one dobrze odżywione, tłuste k r o w y czy konie,
a takie przecież miały być zwierzęta w w y n i k u ma­
gicznych zabiegów z pieczeniem ciasta. Poza t y m tego
rodzaju f o r m y najlepiej służyły do zabawy dzieciom
i wreszcie — były odpowiednie do jedzenia. Przy
t a k i m stanowisku nie było rzeczą najistotniejszą, aby
głowy, ogony i inne detale miały odpowiednie pro­
porcje względnie kształt.
Rozwój w k i e r u n k u bardziej rozbudowanego spo­
sobu plastycznego wyrażania podejmowanych przez
twórców tradycyjnych tematów należy wiązać przede
wszystkim, j a k się wydaje, z f a k t e m całkowitego za­
n i k u pierwotnych, magicznych treści i f u n k c j i pie­
czywa. W związku z t y m pewna rezerwa w stosunku
nie t y l k o już do treści magicznych t y c h wypieków,
ale również do całokształtu przez tradycję przekaza­
nych zasad lepienia, pieczenia i użytkowania f i g u r —
pozwoliła twórcom znaleźć nowe rozwiązania f o r m a l ­
ne. Popularność nieznanych dawniej wzorów ikono­
graficznych (spotykanych w pismach ilustrowanych,
plakatach
itp.) niewątpliwie
sprzyjała
zerwaniu
z tradycyjną konwencją plastyczną.
Nasuwa się na koniec pytanie, w j a k i m ewentual­
nie związku pozostawało omawiane pieczywo ze spo­
t y k a n y m i w innych rejonach k r a j u f o r m a m i wypie­
ków obrzędowych. W literaturze przedmiotu istnieją
na ten temat t y l k o skąpe dane i przyczynkowy i c h
charakter pozwala zaledwie częściowo odpowiedzieć
na to istotne pytanie. Poza t y m odpowiedź może do­
tyczyć wyłącznie pieczywa noworocznego, albowiem
o „busłowych łapach", względnie pokrewnych i m for­
mach, brak jest w literaturze j a k i c h k o l w i e k danych.

Istnieją zatem konkretne w y p a d k i radzenia sobie
z t r u d n y m tworzywem, uzyskiwania efektów f o r m a l ­
nych nie wynikających bezpośrednio z charakteru
jego struktury. Można w związku z t y m mówić o w y ­
stępowaniu dwóch różniących się w jakiejś mierze
sposobów przedstawiania f i g u r zwierząt. Wydaje się,
że odpowiadają one mniej l u b bardziej rozwiniętemu
widzeniu realnej rzeczywistości. Odpowiadają one

Według B. Stelmachowskiej, w obrzędowości n o ­
worocznej na K u j a w a c h występował zwyczaj wróże­
nia z figur wypieków wyobrażających zwierzęta oraz
ludzi. Tak j a k na Mazurach i K u r p i a c h , pieczywo to
nosiło nazwę „nowe l a t k o " . K u j a w s k i e „nowe lat­
k a " stanowiły niewątpliwie odpowiednik omawianych
już,
tak
popularnych
na
Mazurach
symboli
wróżebnych.
W niektórych partiach Małopolski występuje jesz­
cze do dzisiaj zwyczaj obdarowywania n a Nowy Rok

Por.: „Krowa po prawdzie ma duzą jadackę, ale
się jej taką małą ukscypie, bo t o ciasto. Jek grubo
[odpowiedniej wielkości] zrobzić, to pąka, tseba r o bzić delikatnie." (Marianna Konopka, ur. 1879, w . Ta­
tary, pow. Ostrołęka).
W. Deptuła jest młodym mężczyzną. K i l k a k r o t ­
nie opuszczał wieś (służba w wojsku, praca n a Zie­
miach
Odzyskanych).
Lepienie
„nowych
latek",
według zasad dających zupełnie nowe rozwiązania
formalne, jest d l a niego rzeczą równie spontaniczną,

naturalną, j a k d l a jego matki-staruszki pozostawanie
w świecie tradycyjnych konwencji plastycznych.
Bardzo w i e l u twórców w ocenie wyglądu „kóz"
wyżej stawia i c h stronę rzeźbiarską niż malarską
(czy raczej zdobniczą).
A. Dębek, Ostrów Mazowiecka.
St. Iwanowska, Ostrów Mazowiecka.
Z. Sienkiewicz, Ostrów Mazowiecka.
Por. B. Stelmachowska, op. cit., s. 208.

89

81

85

22

9 0

88

87

88

89

90

�kolędników specjalnymi bułeczkami, tzw. „szczodrakami" . Istnieją dane, które wskazują, że „szczodrak i " były niekiedy wyobrażeniami zwierząt . Być m o ­
że więc, iż pieczywo to — podobnie j a k kurpiowskie
czy mazurskie „nowe l a t k a " — wiązało się z magicz­
nymi praktykami dotyczącymi hodowli.
Podane przykłady wystarczają, aby przypuszczać,
że „nowe l a t k a " z terenów północno-wschodniej Pol­
ski oraz podlaskie „kozy" stanowią jeden z w i e l u
reliktów pieczywa związanego z magią hodowlaną,
które występowało niegdyś n a rozległych połaciach
Polski.
Bliskie, a nawet
bardzo
bliskie analogie
do
omawianego pieczywa daje się również odnaleźć
w rozmaitych
formach
wypieków
spotykanych
w obrzędowości (jeśli nie Nowego Roku, t o świąt
o podobnym w ludowych wierzeniach
znaczeniu ),
występujących na terenie Łużyc , Czechosłowacji ,
Jugosławii , Bułgarii , a nawet w bardziej jeszcze

odległej G r u z j i . Jeśli chodzi o obszary Niemiec " ,
względnie A u s t r i i °, to w ogromnej ilości występu­
jących t a m rozmaitych rodzajów pieczywa obrzędo­
wego — nie znajdujemy bardziej widocznych podo­
bieństw do interesujących nas form i tematów.
Wydaje się jednak, że m i m o mniej l u b bardziej
wyraźnego
podobieństwa
noworocznego
pieczywa
z Mazur, W a r m i i i Kurpiów do szeregu f o r m wypie­
ków obrzędowych występujących w kulturze ludowej
Europy, stanowi ono w dużej mierze zjawisko orygi­
nalne, a nawet do pewnego stopnia jedyne w swoim
rodzaju. Nigdzie bowiem poza Mazurami, Warmią,
a szczególnie K u r p i a m i
nie udało się stwierdzić,
aby w formach jednego rodzaju pieczywa obrzędo­
wego przetrwał t a k bogaty zestaw tematów, t a k ściśle
powiązanych ze światem chłopskiej gospodarki, a przy
t y m oparty na niezwykle realistycznej, m i m o swej
prostoty, formule plastycznego obrazowania rzeczy­
wistości,
i

Por. „Prace i Materiały Etnograficzne", t. X ,
z. 1, Wrocław—Kraków 1952—53, s. 153—155; B. G u stowicz, op. cit., s. 72.
Por. M . Kietlicz, Szczodraki
w
Krotoszynie,
„Lud", t. I I I , 1897, s. 160.
Często te same treści zawierały ludowe obrzę­
dy, przypadające n a Wielkanoc l u b Boże Narodze­
nie, święta rozpoczynające nowy okres w roku prac
gospodarstwa wiejskiego, czy nawet obrzędy w dniu
św. Mikołaja, św. M a r c i n a i św. Walentego — tych
wszystkich świętych, którzy uchodzą za opiekunów
zwierząt.
Por. A. Fischer, Etnografia
Słowiańska, Łuży­
czanie, Lwów—Warszawa 1932, s. 93: „[...] na Nowy
Rok piecze się nowe letka z mąki pszenicznej i róż­
norodne drobne pieczyWka w kształcie zwierząt do­
mowych d l a bydła, a inne znów d l a dzieci i mło­
dzieży."
Por. Fr. Lego, Svatebni peciva z jiznich
Cech,
„Cesky L i d " , V I I , 1898, s. 129—132; tenże,
Jindrichohradecke pecivo Mikuldsske,
„Cesky L i d " , X , 1901,
s. 128—130; Jos. Petrak, Lidove pecivo v
Podkrkonosi,
„Cesky L i d " , X , 1901, s. 288—291; A. M . Rycbmanova — Kolacova
Slavnost
na Slovacku,
„Cesky L i d " ,
XII, Lidovd jidla na Podripsku,
„Cesky L i d " , X I V ,
1905, s. 145.
Według prof. M . Gavazziego n a terenie Chor­
wacji występował zwyczaj wypiekania n a dzień św.
Walentego wyobrażeń w y m i o n krów i klaczy, które

dawano t y m zwierzętom do pożarcia w celu polepsze­
nia hodowli.
R. Angiełowa, Bułgarskie pieczywo
obrzędowe
(rękopis w tece redakcyjnej „Polskiej Sztuki Ludo­
w e j " , s. 2—3); W. Stoilkow, Iz narodnaga kułtura na
s. Businci, Trnsko, § 18, Prazdniczni
Obiczaj,
Izwiestija n a Narodnija, Etnografski Muzej. Sofija, X I I ,
1936, s. 143—144.
Por. A. S. Chachanowa, Prazdnowanie
Nowogo
Goda u Gruzin,
„Etnograficzeskoje obozrenie", I I I ,
Moskwa 1889, s. 33, 38—39.
M . Höfler, op. cit., s. 185—205; tenże, St. Nikolausgebäcken, „Zeitschrift für Volkskunde", 1902,
s. 80, 198; tenże, Gebiłdbrote bei der
Geburts-Wo­
chenbettund Tauffeier,
„Zeitschrift für österreichi­
sche Volkskunde", X V , 1909, s. 81—111; O. A. Erich,
Gesichtspunkte
für ein Bildgeschichte
der figüralichen
Gebäckes, „Oberdeutsche Zeitschrift für Volkskunde,
V I , s. 153; K. Speiss, Grundlininen
einer
Formenund Gestaltenkunde
der Gebildbrote,
„Jahrbuch für
historische Volkskunde", I I I / I V , B e r l i n 1934, s. 391;
E. Hoffman Krayer, A. Bächtold-Stäubli, Handwör­
terbuch des Deutschen Aberglaubens,
Berlin—Leipzig,
t. I I I , 1931, s. 321, 373, t. V, 1932/3, s. 645.
E.
Burgstaller,
Brauchturamsgebäcke
und
Weinachtsspeisen,
L i n z 1957, s. 66—67; tenże, Festtagsbegäcke, österreichischer Volkskunde Atlas, Komentar, L i n z 1959, s. 16—17.
Por. materiał w pracach cyt. w przypisach 95,
98—100.

91

92

93

94

96

95

97

91

92

93

91

95

96

Fot:

9 8

9

10

1 0 1

97

98

99

100

101

J. Olędzki, J. Swiderski

— U. 23.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8452" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8431">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b74cb1ea24724c81f4fafe1f2efa94ef.pdf</src>
        <authentication>ae48b58c09d39cc82b6e20885167d5ae</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100984">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3772</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100985">
                <text>1961</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100986">
                <text>garncarstwo</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100987">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3541</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100989">
                <text>Ostatni garncarz Bardiowa/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1961 t.15 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100991">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1961 t.15 z.1, s. 24-26</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100993">
                <text>Czajkowski, Jerzy</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100995">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100997">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100999">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101001">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101004">
                <text>11. 1. Jan Franković:
„Niedźwiedź", wys. 13 cm.

Jerzy

OSTATNI

GARNCARZ

Czajkowski

BARDIOWA

Na d a w n y m szlaku polsko-węgierskim, n a terenie
płn.-wsch. Słowacji, leży niewielkie zabytkowe m i a ­
steczko — Bardiów (Bardejov), które odegrało ważną
rolę w rozwoju k u l t u r y ludowej Słowacji, a także
sąsiednich terenów Polski. Na targach bardiowskich
stykali się ze sobą przedstawiciele różnych grup
regionalnych z obu stron Karpat.

naczyń, pochodzi spod Bardiowa. Jest to glina średniotłusta, n i e wymagająca schudzania. Wykopywano ją
zawsze w jesieni, przez zimę mrożono n a polu, a na
wiosnę zwożono do domu, gdzie p o rozmarznięciu
deptano nogami przerabiając w ten sposób na ciasto
garncarskie; następnie oczyszczano z k a m i e n i , lale­
czek marglowych i t p .

W Bardiowie było ongiś przeszło 50 różnych ce­
chów, a między n i m i również cech garncarski, po
którym została tylko pamiątka w nazwie u l i c y :
Hrnćarska (obecna u l . Preszowska) i ostatni pracu­
jący garncarz — Jan Franković. Nazwanie jednej
z ulic, znajdującej się poza m u r a m i starego miasta,
Garncarską n i e jest dziełem przypadku. Właśnie t u
mieli swe pracownie i siedziby d a w n i garncarze,
którym ze względów przeciwpożarowych n i e pozwa­
lano osiedlać się w obrębie murów.

M o t y w y zdobnicze wypracowywał każdy garncarz
dla siebie s a m — l u b czerpał z tradycji rodzinnej.
Czasami jednak — według słów garncarza — pod­
patrywano n a targach zdobienia stosowane przez i n ­
nych garncarzy, przenosząc je następnie w nieco
zmienionej formie n a własne wyroby.
Garncarze bardiowsey zbywali swe produkty na
miejscu l u b , częściej, rozwozili daleko po Słowacji
i Polsce. Przed wybuchem I w o j n y światowej odwie­
dzali o n i targi w Koszycach, Preszowie, Sabinowie,
K u r i m i e , Zborowie, Świdniku i Stropkowie — a więc
obejmowali s w y m zasięgiem całą wschodnią Sło­
wację. N a terenie Polski zaś sprzedawali wyroby
w K r y n i c y (gdzie z kolei zaopatrywali się w sól,
używaną m . i n . przy p r o d u k c j i naczyń), w Muszynie,
Tyliczu, Z d y n i , Żmigrodzie i prawdopdobnie w Uściu
G o r l i c k i m ; była t o więc ekspansja n a teren i m naj­
bliższy, czyli południową część województwa rzeszow­
skiego i częściowo krakowskiego.

Z rozmowy przeprowadzonej z Janem Frarikovićem dowiadujemy się, że był on ostatnim „cechmajstrem", a cech garncarski istniał w Bardiowie do
roku 1928. Bardiów był bardzo żywym ośrodkiein
garncarskim, czego dowodzi długa lista garncarzy
pracujących w ostatnim półwieczu, których doskonale
zapamiętał Jan Franković. B y l i t o : Georgius H a r nyak (t 1914), Matias Franković (f 1917), Alojz Fran­
towie (t 1917), Jan Mochnacky ( t 1918), Jan Kohel
(t 1923), K a r o l Tarćaba (f 1932), A n d r e j Tarćaba
( t 1932) i Jan Franković-ojciec ( t 1943).
Garncarze c i w y r a b i a l i różnego rodzaju garnki,
dzbany, czary, talerze, miski, tace, świeczniki, f o r m y
do pieczenia oraz malowane i glazurowane zabawki
(koniki, postacie ludzkie, „niedźwiedzie", talerzyki,
dzbanuszki). Georgius Harnyalk oraz Matias i Jan
Franković w y r a b i a l i również zdobione kafle, a dziad
obecnego garncarza, Matias Franković, przed I wojną
światową wykonywał m . i n . siwaki.
Żelazista glina, której używano dawniej i której
używa do dziś Jan Franković do w y r o b u swych
24

Wytyczenie po I w o j n i e granicy polsko-czechosło­
wackiej zamyka przed garncarzami bardiowskimi pol­
ski rynek zbytu, co przyczynia się m. i n . do&gt; obni­
żenia p r o d u k c j i i coraz szybszego zaniku w i e l u pra­
cowni. W okresie międzywojennym garncarze Bardio­
w a trzymają się starych miejsc targowych n a Sło­
wacji, a prócz tego wzmaga się domokrążny handel
po wsiach mający n a celu przynajmniej częściowe
wynagrodzenie u t r a t y r y n k u polskiego. Po I wojnie
spada jednak cena produktów glinianych. Przedtem,
zarówno na Słowacji j a k i w Polsce, sprzedawano
garnki, dzbanki i t p . za pieniądze l u b zboże, co nawet

�Jan Franković: II. 2, 3, 4. Garnuszki, wys. 12,3 cm, 12,5 cm,
12,5 cm. II. 5. Skarbonka, wys. 7,5 cm.

znalazło swój oddźwięk w nazwaniach niektórych
typów naczyń (np. „grajcarnik"). Przy w y m i a n i e na­
turalnej m i e r n i k i e m była objętość
sprzedawanego
naczynia, którym odmierzano zboże. E k w i w a l e n t b y l
różny i zależny o d rodzaju zboża. I tak, za 1 garnek
otrzymywano — 3 garnki owsa l u b 2 g a r n k i żyta
czy też jęczmienia, ewentualnie 1 garnek pszenicy.
Przejdźmy teraz do osoby Jana Frankovića, ostat­
niego majstra garncarskiego w Bardiowie. Liczy on
sobie 56 lat i gdy kiedyś przestanie produkować, wów­
czas garncarstwo bardiowskie zginie bezapelacyjnie.
Tym większą będzie t o szkodą, że trzyma się on t r a ­
dycyjnych f o r m i technik zdobniczych. Franković
pracuje na własny rachunek, ale całą produkcję sprze­
daje przez U L U V , gdyż, j a k wszyscy i n n i , jest jego

członkiem. M i m o tego jest on jednym z niewielu
garncarzy w Czechach i na Słowacji, którzy uchronili
— przynajmniej n a razie — swoją produkcję przed
narzucaniem gotowych wzorów ze strony U L U V - u .
Szeroki
jest asortyment wyrobów
Frankovića.
Wśród garnków do najpospolitszych należą: źidlovy—
/t 1, halva — /2 1, triżidkwy — ok. 1 1, strednićek —
2 1, spodnik — 2,5 1, n a d r u h u — 3 1, grajcarnik —
4 1. Z wyjątkiem „żidlovego" i „halvy" (używanej na
masło), pozostałe służą przeważnie na mleko. Dziś
Franković rzadko już w y r a b i a duże n i e zdobione
naczynia zwane „turak", o pojemności 15—20 1, które
spełniały po części rolę naczyń zasobowych. Oprócz
wyżej wymienionych robi jeszcze wazy dwuuszne
z n a k r y w k a m i , podobne w kształcie do fabrycznych,
1

1

25

�misy, doniczki różnych rozmiarów i — jako zabaw­
ki — malutkie dzbanuszki i talerzyki. Te ostatnie
służą również do dekoracji ścian. W t y m celu mają
przy dnie wyrobione m a l u t k i e uszko do przewlecze­
nia sznurka. Ponadto dziś jeszcze produkuje Franković dużo „niedźwiedzi" (11. 1). Są to dwudzielne
naczynia (wys. od k i l k u do kilkudziesięciu cm), przed­
stawiające siedzącą postać z kędzierzawą głową, która

26

stanowi przykrywkę małego naczyńka, mogącego słu­
żyć np. na pieprz czy sól l u b wyłącznie jako deko­
racja. Poza „turakiem", wszystkie naczynia są na
ogół malowane i glazurowane. Do malowania Franković używa najczęściej polew w kolorach: brązo­
w y m , zielonym, białym i niebieskim, stosując prze­
ważnie k i l k a kolorów n a j e d n y m egzemplarzu. Bardzo
częstym elementem zdobniczym jest u Frankovića

�9

10

„kropka" — odmiennego k o l o r u niż tło. Występuje
targach polskich, gdzie stykali się z naszymi garn­
carzami, a z drugiej, że garncarze np. kołaczyccy jeź­
ona w układzie szeregowym
( i i , 2, 5), rzędowym
(ii. 3, 8) l u b ułożona w kółko tworzy k w i a t e k (ił. 2, dzili ze s w y m towarem aż n a „Węgry", możliwe są
wzajemne infiltracje. Nawiązuje do tego wspomniana
4, 7, 9). Często rozrasta się do dużych białych względ­
informacja Frankovića o podpatrywaniu zdobień.
nie oliwkowych placków (ił. 7, 8) wielkości pięciogroszowej monety, co przypomina ozdoby naczyń
D w i e w o j n y światowe spowodowały, że dziś mało
z Lążka czy Kołaczyc. Poza częstymi „jodełkami"
znajdziemy starej słowackiej ceramiki na Rzeszowszczyźnie, a proweniencje j e j t r u d n o ustalić, gdyż
(il. 3, 4, 5, 7) można spotkać n a jego wyrobach
w pamięci ludzkiej zacierają się już wydarzenia
również inne m o t y w y roślinne (il. 6), a n a dnach mis
sprzed pół w i e k u . Dlatego też informacje zaczerp­
i talerzyków występuje z reguły wróblowaty ptaszek
nięte w pracowni ostatniego garncarza bardiowskiego,
(il. 6, 7).
wraz z wykazem targowisk w Polsce, na których garn­
Celem tego krótkiego artykułu jest zwrócenie u w a ­
carze bardiowscy sprzedawali swe wyroby, stanowi
gi badających ceramikę w płd.-wsch. Polsce n a moż­
ciekawy przyczynek do stosunków kulturalnych mię­
liwości pokrewieństwa pewnych f o r m naczyń i ozdób
dzy Polakami i Łemkami z jednej, a Słowakami
po obu stronach Karpat. Biorąc p o d uwagę fakt,
i
Łemakami z drugiej strony.
że z jednej strony garncarze bardiowscy b y w a l i n a
Fot.

Paul Henri

Michał

Maśliński.

Stahl

S Ł O Ń C E ,
K S I Ę Ż Y C
W LUDOWYM ZDOBNICTWIE
Niebo stanowiło w zamierzchłych czasach ludzkości
przedmiot szczególnego zainteresowania. Zachodzące
na nim zjawiska wiązały się bezpośrednio z życiem
człowieka. Słońce i księżyc, źródła światła Czy ciepła
przejawiające się w regularnych r y t m a c h czasu, dzia­
łały silnie na wyobraźnię. Deszcze i burze z grzmo­
tami, piorunami i wichurą bywały powodem niepo­

I
G W I A Z D Y
R U M U Ń S K I M XIX W.

koju, czasem — nadziei. Dla zjawisk tych znajdowano
naiwne, uproszczone wytłumaczenia. Znamy je dziś
pod postacią baśni, ale w istocie rzeczy są to r e m i ­
niscencje pseudowiedzy
z dawnych czasów. Roz­
powszechnione' było wówczas upodobnianie gwiazd
i planet d o istot żyjących. Wierzenia takie odzwier­
ciedlał również f o l k l o r rumuński, łącząc pozostałości
27

�pła. Pojawia się i znika w regularnych odstępach
czasu, dąży zawsze tą samą drogą; dzięki n i e m u doj­
rzewają plony. Ze słońcem więc związane były liczne
obrzędy rolnicze, a jego k u l t należał do największych
w historii ludzkości, występując zarówno w społeczeń­
stwach pierwotnych j a k i bardziej zaawansowanych
kulturowo. W R u m u n i i k u l t ten sięga czasów pre­
historycznych, a z okresu tworzenia się l u d u rumuń­
skiego znane n a m są pozostałe w różnych miejsco­
wościach liczne reliefy mityczne świadczące o ist­
nieniu zorganizowanego k u l t u . Jeszcze w X I X w i e k u
mówiono o „świętym słońcu", występującym w baś­
niach, zwyczajach i to n a m tłumaczy, że było ono
także j e d n y m z elementów w zdobnictwie ludowym.
Jakie jest oblicze słońca? Przypuszczano, że ma
ono t w a r z i postać ludzką, a mieszka gdzieś na końcu
świata, w w i e l k i m pałacu n a niebie. A b y jego cha­
rakter antropomorficzny był jeszcze wyraźniejszy,
przypisywano m u matkę, siostrę (księżyc), uczucia
ludzkie (miłość, zazdrość, pragnienia, chęć zemsty).
Gdy budzi się rano, sięga po promienie, które Wkłada
na głowę, i wchodzi na niebo. B y się n i e zmęczyć —
jedzie rydwanem, ciągnionym przez cztery białe konie.
W południe — zatrzymuje się na k i l k a c h w i l , by
spożyć maleńką kromkę chleba, błogosławi i wypija
szklankę w i n a . A więc i ludzie p o w i n n i wtedy przer­
wać swoją pracę, b y się posilić. Potem idzie ono
ułożyć się do snu w s w o i m pałacu, gdzie obmywa
swą t w a r z zmroczoną w i d o k i e m zła, dostrzeżonego
w ciągu d n i a wśród ludzi na ziemi. Świadczy o t y m
jego oblicze zamglone w c h w i l i zachodu.
2

II. 1. Relief mityczny
znaleziony
U góry — słońce i księżyc.

w

Siedmiogrodzie.

kultów pogańskich, które t u niegdyś panowały, z ele­
mentami chrześcijańskimi. Nie tworzą one zespołu
jednorodnego, ponieważ z dawnych wierzeń zacho­
wały się tylko luźne u r y w k i znane poszczególnym
ludziom t y l k o w poszczególnych fragmentach. Folk­
loryści zarejestrowali i o p u b l i k o w a l i sporą i c h ilość.
Inaczej przedstawia się sytuacja w zakresie plastycz­
nych wyobrażeń gwiazd. Stwierdzono, że występowały
one w rumuńskim zdobnictwie ludowym, ale nie zo­
stało jeszcze należycie zbadane i wyjaśnione •— gdzie,
W jakich dziedzinach sztuki ludowej i w j a k i c h for­
mach oraz j a k często się je spotyka i j a k a jest ich
geneza. Dokładna
analiza
zdobnictwa
ludowego,
uwzględniająca przy t y m jego związek z l u d o w y m i
koncepcjami kosmogonicznymi, stanowi dziś d l a nas
cenny materiał dokumentujący wiedzę o przeszłości.
Twarde w a r u n k i prymitywnego życia przyczyniły
się do utrzymania wśród chłopów rumuńskich w i e l u
elementów archaicznych, które rzucają światło na
odległą przeszłość. Dopiero w X X w., zwłaszcza
w ostatnich latach, dzięki l i k w i d a c j i analfabetyzmu,
dzięki radiofonizacji i elektryfikacji rozpowszechnia
się n a w s i szeroko naukowa wiedza o świecie.

a) Najprostszym przedstawieniem słońca w rumuń­
skiej sztuce ludowej jest koło. Znajduje się j e na dnie
talerzy ceramicznych, w motywach snycerskich, na
wrotach, kufrach, przedmiotach użytkowych, na pom­
nikach w o t y w n y c h . Na ścianach dawnych domów
Wołoszczyzny, Oltenii — występuje na reliefach w
glinie. Prostota m o t y w u tłumaczy jego szerokie sto­
sowanie nawet wtedy, gdy bezpośrednim źródłem
nie był mityczny k u l t słońca.

Słońce uważane było za pierwsze wśród ciał nie­
bieskich. „Słońce jest największe. Ono jest naszym
ojcem" . Słońce jest głównym źródłem światła i cie-

b) Do koła dodawane są elementy amtropomorficzne. Rysuje się więc oczy, usta, nos, czasem b r w i . Na
dawnym
pomniku wotywnym
na
Wołoszczyźnie
(wzniesionym w I poł. X I X w.) twarz słońca, rzeź­
biona W c e n t r u m pomnika, posiada nawet dwoje uszu.
Przedstawienia antropomorficzne są realizowane nie­
raz n a t y n k u ścian domów n a Wołoszczyźnie i Olte­
n i i , n a wrotach, n a przedmiotach użytkowych. Naj­
częściej spotyka się j e n a pomnikach wotywnych
umieszczonych wzdłuż dróg l u b na cmentarzach; czę­
sto pod względem powszechności konkurują z krzyżem.
Siedmiogrodzkie ikony n a szkle przedstawiają także
miasto słońca, zwłaszcza w obrazach świętej pary
cesarskiej —&gt; Konstantyna i Heleny, podtrzymujących
krzyż, oraz w obrazach przedstawiających Sąd Osta­
teczny, Adama i Ewę. W ksylografii siedmiogrodzkiej

łon I . Ionica, Dragus, U n sat d i n Tara O l t u l u i
(Faragas). Manifestari spirituale, Reprezentarea cerul u i . Bucuresfi 1944, s. 16.

Najlepszy opis gwiazd jest opublikowany przez
Tudor Pamfile: Cerul si podoabele lui, dupa credintełe poporului
romin, Bucuresti 1915.

Zagadnienie wydaje n a m się t y m bardziej intere­
sujące, że pewne analogie znajdą się także w ludowej
sztuce polskiej.
Słońce

1

1

28

2

�0 tematyce religijnej znany jest również ten motyw.
Przedstawienie antropomorficzne słońca przetrwało
zatem prawdopodobnie od czasów, gdy gwiazdy w y ­
obrażano sobie j a k o istoty ludzkie.
c) Wewnątrz koła środek zaznacza się p u n k t e m
lub drugim kołem. Dokoła wyrastają proste promie­
nie. Ich liczba jest zmienna; czasem są t y l k o cztery
promienie, stanowiące krzyż wpisany w koło — mo­
tyw związany z d a w n y m symbolem męczeństwa. N a j ­
częściej spotyka się koła o sześciu promieniach, które
wykonuje się łatwo, odległość między promieniami
jest taka sama j a k długość promienia. Rozpowszech­
niony jest także m o t y w koła o ośmiu promieniach.
Niejednokrotnie pojawia się k i l k a kół koncentrycz­
nych. Te formy słońca występują najczęściej w r u ­
muńskiej sztuce ludowej, zwłaszcza w snycerce. Znaj­
duje się je również n a słupach, na d r z w i a c h domów
1 na wrotach. Na drzwiach wejściowych dawnych
kościołów d r e w n i a n y c h motyw pojawia się jedno-

razowo l u b wielokrotnie, tworząc razem z motywem
sznura dekorację bardzo rozpowszechnioną. Równie
ważne jest jego miejsce w e wnętrzu domów, gdzie —
występując z krzyżem, z krótkimi napisami, z rzęda­
mi powtarzanych motywów ułożonych w l i n i i pro­
stej — zajmuje środek sufitu. Krótko mówiąc — jest
to dekoracja bardzo rozpowszechniona i — w prze­
szłości — związana z różnymi p r a k t y k a m i magicz­
nymi .
Na drobnych ozdobach metalowych stroju górali ,
podobnie j a k na przedmiotach użytkowych w drze­
wie, słońce występuje często. Na widłach siedmio­
grodzkich występuje nawet w rytmie motywów po­
wtarzających się pięcio- czy ośmiokrotnie.
Na meblach, zwłaszcza na skrzyniach, stołach i pół­
kach — słońce zajmuje miejsce centralne. I znowu
p o m n i k i wotywne wyróżniają się częstym stosowa­
niem tego m o t y w u ; nieraz dziesiątki symboli słonecz­
nych zdobią jeden pomnik. Sam p o m n i k otrzymuje

Piękne okazy z U k r a i n y zakarpackiej są repro­
dukowane w : P. I . Makusenko i Z. I . Petrova (Narodnaia Arhitektura
Zakarpatia,
K i e v 1956, i l . 39, 40,
45, 46 itd.); Irena Czarnecka (Polska Sztuka
Ludo­
wa, Warszawa 1957).
Adam Fischer (Les elements des croyances
dans
l'ornamentation populaire
polonaise, Paris 1928) syg­
nalizuje je w Polsce (s. 109); St. Barabasz
(Sztuka
Ludowa na Podhalu, Lwów—'Warszawa 1928) repro­
dukuje dużą i c h ilość; E. Z. Blomqvist
(Krestianskie
postroiki russkih, ukraintev i belorusov, Moscva 1956)

notuje j e zwłaszcza na Ukrainie. A l e ta sama deko­
racja charakteryzuje również architekturę ludów
wschodniej Europy. Jest ona znana również wśród
Saksończyków siedmiogrodzkich; jeszcze w 1718 roku
pewna stara kobieta została skazana za odprawianie
czarodziejskich p r a k t y k przed omawianą dekoracją.
I c h formy są podobne do f o r m występujących
w Karpatach zachodnich (vide: Włodzimierz Anto­
niewicz, Les agrafes portees
par les
montagnards
des Carpathes Occidentales,
Paris 1928).

3

3

4

4

5

5

�czasem formę słońca, zwłaszcza n a południu k r a j u ,
podobnie j a k p o m n i k i drewniane w Bułgarii czy
Jugosławii.
d) We wnętrzu koła promienie są zagięte — m o t y w
sugerujący ruch słońca. Czasami koło wcale nie w y ­
stępuje, a t y l k o promienie wychodzą z p u n k t u cen­
tralnego. Ilość promieni jest różna: w, rumuńskiej
sztuce ludowej najczęściej spotyka się dużą ich ilość.
Na wrotach, n a wejściach do domów i kościołów, n a
filarach, na przedmiotach użytkowych — f o r m y o d u ­
żej ilości p r o m i e n i są bardzo powszechne. M o t y w
w tej postaci n i e występuje t a k często — ze względu
na techniczne trudności wykonania — j a k forma
o promieniach prostych, natomiast jest bardzo roz­
powszechniony
w
pisankach wielkanocnych, gdzie
technika ułatwia r y s u n e k . Spotyka się go także
w ikonach.
6

7

e) Drugą formą ściśle związaną ze słońcem, choć
nie tak często spotykaną, jest k w i a t słonecznika. Mó­
wią, że kiedyś pewna młoda dziewczyna zakochała
się w słońcu. Dzięki okolicznościom, których szcze­
góły zmieniają się w różnych opowiadaniach, prze­
mieniła się ona w roślinę. A l e kochając nadal słoń­
ce, spoglądała nań przez d n i całe. K w i a t słonecznika,
okrągły, obramowany małymi żółtymi płatkami, przy­
pomina zresztą słońce. Wieśniacy przedstawiają go
na tkaninach i ¡ná naczyniach ceramicznych. Czasem
wprowadzają elementy antropomorficzne i w t e d y
trudno go odróżnić od słońca.
f) Także koń związany jest ze słońcem. Według
opowiadań — leci on zaprzężony do słonecznego r y d ­

II. 4. Symbol
słońca rzeźbiony
czerpaka (region
Hunedoara).

n!a

uchwycie

wanu. Z tej starożytnej w i a r y , podtrzymywanej do
X I X w . w folklorze bałkańskim i rumuńskim, naro­
dziły się piękne legendy. Cudowny koń unosi swego
pana-bohatera w niebiosa, w odległe światy; prze­
mawia doznaje ludzkich uczuć, ostrzega swego pana
przed niebezpieczeństwem . Są to zawsze konie białe,
które wiozą św. Eliasza w r y d w a n i e ponad chmura­
m i . Koń jest więc przedstawiany w w i e l u dziedzi­
nach sztuki, ale jest t o m o t y w bardziej skompliko­
wany, związany z szeregiem innych problemów.
a

Księżyc
Słońce było postacią męską
—
„święty-słońce".
Księżyc, przeciwnie, jest kobietą — „świętą^księżyc".
W opowiadaniach występuje on rzadziej niż słońce
i zawsze w związku ze słońcem. Natomiast obecność
księżyca wiąże się z działaniami o charakterze ma­
gicznym. O d niepamiętnych czasów łączono jego dzia­
łanie z różnymi c y k l a m i życia roślinnego l u b zwierzę­
cego. Przypisywano m u bezpośredni wpływ n a uro­
dzaj czy na rozwój. A l e moc jego czasem słabnie —
wtedy, gdy fantastyczne zwierzęta, zwane „vircolaći",
rzucają się nań, by wyssać jego krew. Wygląd tych
fantastycznych zwierząt jest niejasny; wyobraża się
je jako w i e l k i e dżdżownice, które mogą być czasem
mylone z fruwającymi smokami. „Viroolaći" nie ata­
kują księżyca podczas pełni, t y l k o w innych jego
fazach, zwłaszcza wtedy, g d y zmniejsza się on pod­
czas zaćmień. Związek księżyca z urodzajem narzucał
pewne p r a w a praktycznemu życiu w s i ; nie należało
Por. Romulus Vulcanescu, Functiunea
magica
a troitei, opublikowane w „Cercetari Polclorice; Bucuresti 1947.
Por. A r t u r Gorovei, Ouale de Pasti, Bucuresti,
1937. Często m o t y w y są identyczne do tych, które
opublikowała M a r i a Przeździecka w a r t y k u l e Pisanki
w
Radomskiem
(„Polska Sztuka Ludowa", 1956,
n r 4—5), zwłaszcza Tablica I , n r 1—fi; Tablica III,
n r 7, 8, 21, 22, i t p .
Por. Jean Muslea, Le cheval merveilleux
dans
l'épopée populaire,
Paris 1924.
6

7

l i . 5. Symbol słońca na wrotach
starego
kościoła drewnianego
(region
Cluj).

30

8

�ani przystępować do prac siewnych, ani kastrować
świń inaczej j a k przy pełni księżyca. Drzewo po­
trzebne do budowy musiało być także brane w czasie
pełni, jeśli się miało uniknąć robaków drzewnych.
Księżyc wyobrażany jest zawsze jako „nów". Reszta
tarczy księżycowej, także uwzględniana, pozostaje
w cieniu. Wizerunek księżyca, w przeciwieństwie do
słońca, występuje na ikonach siedmiogrodzkich m a ­
lowanych na szkle. Podobne w i z e r u n k i imożna za­
uważyć w malarstwie ściennym w kościołach. Rzadko
pojawia się księżyc na w i e l k i c h naczyniach ceramicz­
nych. Jeszcze rzadziej przedstawiane są „vircolaći",
ponieważ artystom nie jest znany i c h dokładny w y ­
gląd, mylony często ze smokiem, a także dlatego,
że nie odgrywają one żadnej istotnej r o l i w magii.
Gwiazdy

a) Gwiazda betlejemska towarzysząca narodzinom
Jezusa Chrystusa jest j e d n y m z najważniejszych ele­
mentów związanych z ehrystianizmem. Chodzili z nią
niegdyś kolędnicy w czasie Bożego
Narodzenia .
Okrągła część środkowa gwiazdy, ze sceną Narodzin
Jezusa, otoczona jest promieniami z drzewa i papieru.
Wstążki z kolorowego papieru łączą szczyty promieni.
Mała zapalona świeczka oświetla scenę środkową.
Dzwoneczek zawieszony n a gwieździe towarzyszy swy­
mi dźwiękami śpiewom dzieci.
Chodzi t u więc
o gwiazdę rozpowszechnioną w europejskiej sztuce
ludowej i znaną w formach prawie identycznych
także w Polsce.
9

Gwiazda jest często stosowana jako symbol umiesz­
czany na różnych przedmiotach. Rysowana przez garn­
carza na ceramicznych talerzach (zwłaszcza na Woloszczyźnie i w Oltenii), stanowi ona często m o t y w
dominujący. Garncarze z Oltenii umieszczają gwiazdę
na części centralnej talerzy, p r z y czym jej forma
bywa bardzo rozmaita . Wykonana w kolorze, ukształ­
towana z kropek, l i n i i prostych, l i n i i krzywych, f a l i ­
stych, podwojonych niekiedy k r o p k a m i — gwiazda
10

Podobna jest reprodukowana przez Irenę Czar­
necką (op. cit., i l . 194).
Por. Paul Petrescu i Paul Stahl, Cerámica din
Hurez, Bucuresti 1956.
Por. Corina Niculesou, Decorul minastirii
Neamt
in legatura cu cerámica monumentala
din
Moldova
in secolul al XV lea, Studii si Cercetari de Istoria
Artei", n r 1—2, Bucuresti 1955.
10

11

u

Czasem technika samego konturu w „sgraffito", ma­

Gdy zapada noc, gwiazdy ukazują się w nieskoń­
czonej ilości. Są one zorganizowane w różne znane
ludziom układy, z których każdy ma swoją nazwę
i swoją legendę. Wyobraźnia l u d o w a rozwinęła się
bujnie w tej dziedzinie i stworzyła pełne u r o k u opo­
wieści. Gwiazdy często wiązano z ludźmi; tak po­
wszechna dawniej wiara, że każdy człowiek ma
swoją własną gwiazdę — panowała także u R u m u ­
nów. Gdy gwiazda t a spadała, człowiek, z którym
była związana — umierał. W zodiakach i kalenda­
rzach niegdyś drukowanych przypisywano gwiazdom
wielkie znaczenie. Spotyka się je więc często w iko­
nografii ludowej, ale i c h oblicze jest rozmaite.

9

p o k r y w a czasem nawet całą powierzchnię naczynia.
Niejednokrotnie różne m o t y w y geometryczne zesta­
wiane są w taki sposób, że sugerują obraz gwiazdy.
Często w Oltenii występuje m o t y w przypominający
gwiazdę noszoną przez kolędników, można t u dostrzec
tak samo część centralną, promienie, wstążki papie­
rowe.
Badania archeologiczne
wykazują istnienie
gwiazdy w średniowiecznej ceramice miejskiej na
Mołdawii i Wołoszczyźnie. W dekoracyjnych tarczach
na dawnych pomnikach religijnych gwiazda wyko­
rzystywana jest najczęściej w ornamencie . „Aster" —
roślina, której nazwa i kształt przypominają gwiaz­
dę — występował także w średniowiecznej ceramice
rumuńskiej, pochodzenie jego jest związane z cera­
miką bizantyjską; m o t y w t e n po dziś dzień utrzy­
muje się na północy Siedmiogrodu.

jąca to samo pochodzenie
l i . 6. Krzyż wotywny
ca (region

bizantyjskie, daje
zdobiony

Hunedoara).

motywami

się za­
słoń­

�księżyc i

Venus.

uważyć na naczyniach X I X w . . Gwiazda może być
także wykonana w reliefowych aplikacjach n a d u ­
żych naczyniach z Wołoszczyzny i O l t e n i i . Na suficie
dawnych kościołów drewnianych północnego Siedmio­
grodu element dekoracyjny stanowią gwiazdy o for­
mach podobnych d o tych, które stosowano w cera­
mice (miejscowej. Wizerunki ich, podobnie j a k wize­
r u n k i aniołów, występują w niebiańskiej hierarchii.
1 2

W ikonach przedstawiających Narodziny gwiazda
zajmuje zawsze miejsce poczesne. Na ikonach sied­
miogrodzkich, malowanych na szkle, gwiazda przy­
biera charakter antropomorficzny; dotyczy t o przede
wszystkim oka. Gwiazda f i g u r u j e także n a w i e l k a ­
nocnych pisankach. Natomiast w snycerce stosowana
jest nieporównanie rzadziej niż słońce. I przeciwnie —
na tkaninie we wszystkich regionach R u m u n i i sto­
suje się ją często, zwłaszcza n a koszulach, a także
na ubiorach ze skór baranich .
13

Wspomnijmy także o łączeniu gwiazdy z postacią
M a t k i Boskiej (chodzi o gwiazdę poranną, Venus).
Na ikonach siedmiogrodzkich M a t k a Boska ma gwiaz­
dę na szacie l u b na czole; to ostatnie przedstawienie
jest związane z kościelnym malarstwem ściennym.
b) W czasie lata n a niebie można zauważyć lśniący
szlak, zwany przez wieśniaków „mleczną drogą". Rów­
nież i z t y m zjawiskiem wiążą się liczne podania.
Wszystkie one są zgodne w stwierdzeniu, że jest to
droga, która prowadzi do raju. Tędy — Św. Eliasz
przejeżdża na swym rydwanie; to zawsze tutaj —
pasterz przechyli swoje w i a d r a z mlekiem (dla poPor. Paul Stahl i Paul Petrescu, Ceramica
smaltuita romineasca din Transilvania
Studii si Cercetari
de Istoria A r t e i " , n r 1—2, Bucurestl 1956.
12

32

SÊmÊÊÊÊum

wodów różnie wyjaśnianych w różnych legendach);
jest to na koniec droga, którą dusze zmarłych podą­
żają do nieba. W g t r a d y c j i ludowej droga mleczna
była przewodnikiem d l a zbiegów z n i e w o l i tureckiej,
powracających d o R u m u n i i .
Droga mleczna często jest przedstawiana na p i ­
sankach w i e l k a n o c n y c h z w y k l e w t a k i sposób, że
przypomina labirynt, a białe k r o p k i symbolizujące
gwiazdy wypełniają wnętrze m o t y w u . Częste wystę­
powanie i c h na pisankach w y w o d z i się prawdopo­
dobnie z odległego w czasie k u l t u przodków. Ten
sam m o t y w można odnaleźć n a l u d o w y c h wyrobach
garncarskich, zwłaszcza n a w y k o n y w a n y c h z okazji
„mosi"
(święto przodków)
naczyniach, w których
składa się ofiarę d l a zmarłych, zapewne w t y m celu,
aby się dostać do nieba i n i e zabłądzić w drodze.
14

c) Ostatnia f o r m a m o t y w u — t o k i l k a gwiazd w y ­
obrażających niebo, zwłaszcza n a ikonach przedsta­
wiających św. Eliasza, Zaśnięcie Panny M a r i i , czasem
Marię opłakującą, Jezusa ukrzyżowanego i t p . Na pom­
nikach w o t y w n y c h , które ciągną się wzdłuż dróg lub
wypełniają cmentarze Oltenii, występują także gwiaz­
dy mające podobny sens symboliczny (niebo).
*

Zwięzłe t u z konieczności omówienie występujących
w sztuce ludowej motywów gwiazd — nie wyczer­
puje oczywiście tematu, t a k jeśli chodzi o obiekty,
na których m o t y w y te spotykamy, j a k i samą deko­
rację, pozwala jednak wyprowadzić k i l k a wniosków.
Najciekawsze
przykłady reprodukuje D i m i t r i e
Comsa, Din ornamentica
romina, Sifoiu 1904.
Po raz pierwszy odnotowuje ją Tudor Pamfile
(op. cit.).
13

14

�U. 9. Ceramika zdobiona motywem gwiazdy (region
Pitesti).
II. 10. Ceramika
sprzedawana z okazji święta przodków.
Dzban środkowy zdobiony motywem
„mlecznej drogi"
(re­
gion Pitesti).
Pierwszy, który się narzuca — to szerokie zastosowa­
nie omawianych motywów. Stwierdziliśmy, że wystę­
pują one prawie w e wszystkich dziedzinach rumuń­
skiej szituki ludowej. I c h rola jest więc znaczna,
zwłaszcza — m o t y w u słońca (spotykanego
przede
wszystkim w snycerce) i ,gwiazd ( w ceramice, pisan­
kach i tkaninie).
Drugi wniosek dotyczy problemu pochodzenia ele­
mentów zdobniczych w dawnej sztuce ludowej. Moż­
na stwierdzić, że wykorzystywane dziś jedynie d l a
ich walorów dekoracyjnych były niegdyś związane
z koncepcjami kosmogonicznymi. Wyobrażenia słoń­
ca, księżyca, gwiazd utożsamiano zapewne z fanta­
stycznymi postaciami z f o l k l o r u {co zaznaczyliśmy
w punktach zasadniczych). Ten ścisły związek między
koncepcją kosmogoniezną i sztuką (zjawisko notowane
często także w sztuce i n n y c h krajów) jest n o r m a l n y ;
w każdym okresie historycznym istniała pewna k o n ­
cepcja kosmogoniezną i sztuka odpowiadająca rozwo­
jowi sił produkcyjnych i ustrojowi społecznemu. Otóż
aż do X I X w . miasteczka rumuńskie czasem zacho­
wywały jeszcze ślady organizacji pierwotnej. A l e
przemiany ekonomiczno-społeczne doprowadziły do
szybkiego przeobrażenia umysłowości ludzi, ślady
przeszłości zanikają i ludzie coraz m n i e j pamiętają,
dlaczego stosują pewien m o t y w . To zjawisko po­
twierdza się wielokrotnie, jest ono charakterystyczne
na ogól d l a całej sztuki ludowej narodów europej­
skich.
Ograniczeni tematem niniejszego artykułu inie mog­
liśmy zaznaczyć podobieństw między sztuką ludową
a dawną sztuką kultową. Zabobony przeszłości ogar­
niały nie t y l k o część społeczeństwa, ale wszystkie
klasy. Wiara w gwiazdy, datująca się od czasów sta­
rożytnych, odgrywała poważną rolę w kosmogonieznej
myśli wieków m i n i o n y c h ; znały ją największe religie.
Wiara w gwiazdy i w ich wpływ na życie ludzkie
istniała u wieśniaków, ale także i u mnichów, kup­
ców, u szlachty, j a k o t y m świadczą liczne zachowane
ślady przeszłości. K r o n i k i zwykle wzmiankują poja­

wianie się różnych gwiazd jako znaków poprzedza­
jących pewne wydarzenia na ziemi. Powszechnie uży­
wane zodiaki, później utrzymały się wśród ludu. Jesz­
cze kilkadziesiąt l a t temu wróżbici w o z i l i swoje
zodiaki po j a r m a r k a c h wiejskich. Drukowane kalen­
darze notowały zawsze położenie gwiazd i wskazy­
wały i c h wpływ n a życie ludzi. Na zdobiących je
obrazkach często figurowało słońce z przeciwstawnym
m u księżycem i gwiazdy; niejednokrotnie posiadały
one elementy antropomorficzne.
Gwiazdy występowały w malarstwie ściennym w i e l ­
kich kościołów, budowanych z kamienia przez boja­
rów l u b wojewodów rumuńskich; odnaleźć t u można
prawie wszystkie f o r m y opisane w sztuce ludowej.
Plafon środkowy kościoła przedstawiał niebo usiane
gwiazdami; stosowane były one także w ikonach.
Wiemy też z najdawniejszych informacji, że słońce
figurowało jako m o t y w podstawowy w rzeźbionych
dekoracjach mebli. Wolno więc powiedzieć, że słońce
było motywem dominującym n i e tylko w sztuce l u ­
dowej, ale w ogóle w rumuńskim rzeźbiarstwie w
drzewie.
Na dawnych monetach, podobnie j a k ma pieczęciach
Wołoszczyzny i Mołdawii, gwiazdy występowały jako
znaki heraldyczne. Wśród najbardziej interesujących
dzieł sztuki rumuńskiej, przedstawiających
sceny
podobne do tych, które malowano na ikonach l u b
na malowidłach ściennych — również tkaniny zdo­
biono w gwiazdy oraz słońca i księżyce, j a k zwykle
sobie przeciwstawne. M o w a t u o tkaninach, które
w X I V i X V w . zdobiły wnętrza pałacowe w Moł­
d a w i i . Kamienne krzyże strzegące dróg i upamiętnia­
jące jakąś zmarłą osobę, wydarzenie lufo oznaczające
drogę redyku, mają t a k j a k i krzyże n a cmentarzach
podobne f o r m y zdobnicze — zarówno na obiektach
stawianych przez l u d j a k i przez szlachtę. I znowu
gwiazdy zajmują poczesne miejsce. B y nie przeciągać
w y w o d u — kończymy przypominając jeszcze fakt
o dużym znaczeniu, który przyczynił się do pod­
trzymania omawianych motywów w Rumunii. Chodzi
mianowicie o powtarzanie się omówionych moty-

33

�II. 11. Pisanki
z motywami
i „mlecznej
drogi".

wów w sztuce wszystkich narodów europejskich.
Ograniczając 'się do narodów sąsiadujących z R u ­
munią l u b współmieszkających n a t y m samym tery­
torium zaznaczamy w t y m zakresie podobieństwa,
np. między sztuką rumuńską a sztuką Słowian czy
ludów germańskich. Odnajduje się t a m większość
form notowanych u Rumunów.
Także i t y m razem — n i e wierzymy w proste n a ­
śladownictwo sztuki jednego narodu przez drugi.
Przypominamy, że omawiane motywy są w rzeczy­

Zofia

Barbara

LUDOWE

słońca

wistości elementami pewnej ideologii, podobne kon­
cepcje kosmogoniczne
tłumaczą podobne
elementy
zdobnicze. Mogą też one odpowiadać określonemu mo­
mentowi rozwoju społeczeństwa i sposobowi pro­
dukcji. G d y w sposobie p r o d u k c j i zajdą zmiany —
wcześniej czy później ulega przeobrażeniu sama treść
motywów i ogólny wygląd sztuki l u d o w e j ; to n a m tłu­
maczy, dlaczego sztuka l u d o w a różnych narodów
europejskich r o z w i j a się często w analogicznych kie­
runkach.

Głowa

ZDOBNICTWO

ŻELAZA

W PO W.

OPOCZNO

Na terenie powiatu Opoczno zdobnictwo w me­
talu n i e jest t a k bogate j a k np. w tkactwie czy hafciarstwie. Spotykamy j e t y l k o na okuciach d r z w i
i wozów, a wyjątkowo na zakończeniach krzyżów
i przydrożnych kapliczek .
Jedną z najprymitywniejszych f o r m ozdobnych okuć
do d r z w i jest skobel ( i l . 1), zapewne dawniej bardziej
rozpowszechniony, obecnie
już zanikający, skoro
udało się go znaleźć t y l k o raz — w miejscowości
Brudzewice u Piotra Piątkowskiego. Na frontowej
ścianie sztabki skobla w y k u t y jest wzór w postaci
dwu l i n i i równoległych i przeprowadzonej
między
n i m i l i n i i łamanej. Skobel został wykonany przez
miejscowego kowala Stanisława Pasieczyńskiego.

Przy drzwiach starszych chałup spotyka się jeszcze
dosyć często p r y m i t y w n e z a m k i żelazne. Zamek taki
składa się z wykładki z uchwyitem, przybitej po ze­
wnętrznej stronie d r z w i , i mechanizmu dźwigniowego,
znajdującego się od strony sieni. Wykładka dzieli
się n a d w i e tarcze, większą — górną, i mniejszą —
dolną, połączone przy pomocy zgiętej dwukrotnie
pod kątem prostym okrągławej
sztabki żelaznej.
W tarczy górnej znajduje się otwór, przez który prze­
chodzi krótka dźwignia. Przez j e j naciśnięcie podnosi
się przymocowane p o drugiej stronie d r z w i żelazne
ramię, pełniące rolę zapory. Wykładka widoczna po
zewnętrznej stronie d r z w i b y w a przeważnie wyko-

Powyższe opracowanie dokonane zostało n a pod­
stawie materiałów znajdujących się w a r c h i w u m

Sekcji Badania Plastyki L/udowej
PAN, zebranych w 1949 r.

1

1

34

I n s t y t u t u Sztuki

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8399" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8378">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/4be4d58c6218fd210c22a280b312d978.pdf</src>
        <authentication>37d77a97199c49dec295f9f7cdb78285</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100360">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2628</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100361">
                <text>1997</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100362">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2443</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100364">
                <text>Sztuka i perswazja tak zwanych billboardów / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100365">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.3-4, s.132-133</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100366">
                <text>Robotycki, Czesław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100367">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100368">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100369">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100370">
                <text>Sztuka i perswazja
tak zwanych billboardów
Czesław Robotycki
Kultura masowa jest naszą codziennością. Nie ma już
miejsc, w których można by się przed nią schronić na dłużej.
Dociera wszędzie. Nie istnieje przy tym gdzieś poza nami, jest
jak powietrze, którym wszyscy oddychamy. Jej cechy fas­
cynują jednych, odpychają innych. Z tego powodu piszący
0 niej wymieniają bez żadnego porządku - ale także i bez
oceny - to, co tworzy estetykę kultury popularnej: wizualność,
mozaikowość, nieustanny cytat, przekraczanie granic obycza­
jowych. Równocześnie kultura ta pełna jest banału powtórzeń,
stereotypów i ciągłej perswazji. Znawcy powiadają, że to
trend postmodernistyczny (trwający już blisko 30 lat) do­
prowadził w kulturze współczesnej do zatarcia poziomów
1 granic sztuk, rozmył wręcz różnice między życiem i sztuką
(Featherstone 1997; 302-303). W procesie estetyzacji życia
codziennego, jaka dokonywała się w tymże czasie, sztuką
zostawała rzecz dowolna. W reklamie pojawiły się strategie
znane z ruchu dada i surrealizmu. Życie codzienne przenik­
nęły ogromne ilości znaków i symboli, a sposoby ich użycia
i świat ich referencji to realność nierzeczywista - symulowana
(Featherstone 1997: 304-307, Baudrillard 1997: 181).
Megaplakat, jak nazywa się po polsku billboard, jest
formułą perswazyjną, która szybko wrosła w nasze polskie,
codzienne, współczesne życie. Warto jej się przyjrzeć, by
uświadomić sobie rozmaitość odniesień tej formuły do plas­
tyki, pragmatyki komunikacyjnej i funkcji społecznej. Można
przy tym abstrahować od treści - dowolnych przecież - jakie
przekazuje megaplakat. Przy takich rozważaniach obojętny
jest komercyjny lub niekomercyjny charakter użycia formy,
ciekawa natomiast jest sama forma, którą wyróżnia spośród
innych rozmiar: „mega".
Pierwszym naocznym doświadczeniem, jakie wywołuje
megaplakat, jest to, że już swoim rozmiarem „organizuje" on
kontekst, w jaki został „włożony". Jeżeli jest to krajobraz,
przestrzeń przyrodnicza, to odnosimy dojmujące wrażenie
dominacji formy spoza przyrody nad nią samą. Takie motywy
kierowały zapewne kiedyś pomysłami przedstawicieli кло"
arfw, gdy jak Christo i inni zasłaniali czerwoną kurtyną dolinę
w Ameryce Północnej lub opakowywalil wybrzeże Australii.
Bo przecież krajobraz postrzegamy inaczej, wędrując zmie­
niamy punkty widzenia. To samo oglądamy z różnych stron,
krajobraz jest opowieścią, a nie zdarzeniem szokującym
i jednorazowym.
Wydaje się, że interior miejski jest odpowiednim środowis­
kiem dla megaplakatu. Galimatias stylistyczny miasta, prze­
strzenie i płaszczyzny niczyje (place, „ślepe" ściany budyn­
ków, prześwity w blokowo-osiedlowej zabudowie) łatwo
podlegają organizacji wizualnej, jaką kreuje się przez użycie
megaform (Featherstone 1977: 303). Miejskie bytowanie
wyrobiło już w nas sposób widzenia zurbanizowanego otocze­
nia, akceptowania go i dostrajania naszych możliwości per­
cepcji do odczytywania pojedynczych obrazów, komunika­
tów nieciągłych, raczej schematów, struktur niż narracji.
Nasze spostrzeżenia są nieuporządkowane, a nowoczesny

732

charakter miasta ukształtował nas jako oglądaczy-spacerowiczów.
Na takie aspekty miasta zwracał już uwagę Charles Baude­
laire i Walter Benjamin pisząc o paryskich pasażach, wy­
stawach i centrach handlowych (Benjamin 1975: 171-180).
Tenże autor przewidział z ogromną intuicją, że przestrzeń
miejska zostanie zagarnięta przez plakat reklamowy, sztuczną
rzeczywistość zagęszczonej ilości towarów i przedmiotów
modnych - dzisiaj tą zaczarowaną imaginacyjną realność
chętnie nazywamy „Disneylandem" (Baudrillard 1977:
187-189).
Powyższe prowadzi do kolejnej kwestii, jaką można zwią­
zać z megaplakatem. Pytanie o to, czy spełnia on choćby
w części warunki wypowiedzi estetycznej, nabiera zasadności
w kontekście tendencji sztuki współczesnej.
Niewątpliwie megaplakat tworzy się jako autonomiczne
dzieło sztuki o zamierzonej treści (apelu) dostosowanej do
formy. Nadto w sztuce plakatu pojawiły się różnorodne
strategie perswazji i budowy wypowiedzi znane z innych
obszarów twórczości.
Przede wszystkim megaplakaty powstają jako wynik mani­
pulacji istniejącymi już dziełami. Cytaty, zawłaszczenia bywa­
ją tak wykorzystywane, by pierwotne sensy i referencje dzieł
zostały unieważnione na rzecz nowych znaczeń odwołujących
się do codziennych doświadczeń odbiorcy. To znamy z praktyk
współczesnego malarstwa (Dziamski 1997: 125).
Równie popularnym zabiegiem w realizacji megaplakatów
jest świadome zacieranie granic między słowem a obrazem.
Słowa, czasem całe frazy, traktowane są jak obrazy, a obrazy
pełnią funkcję zaszyfrowanych tekstów.
Inne ciekawe kwestie związane z megaplakatem można
dostrzec z punktu widzenia semiotyki. W jaki sposób istnieją
tak hybrydyczne formy jak megaplakaty w procesie komuni­
kowania. Wiadoma jest przecież różnica między znaczeniem
a informacją.
Znaczenie tym bardziej jest oczywiste, im bardziej prze­
strzega się w komunikacie reguł prawdopodobieństwa, zna­
nych zasad i odniesień do uznawanych wartości. Informacja
natomiast w komunikacie rośnie wraz z wieloznacznością,
strukturami otwartymi i nieuporządkowaniem. Celem aktu
komunikacji może być znaczenie - gdy chodzi, na przykład,
o cel praktyczny, skutek. W innych przypadkach celem może
być wartość informacyjna i bogactwo asocjacji, jak to ma
miejsce choćby w przekazie artystycznym (Eco 1994: 175).
Czy więc forma megaplakatu jako medium tak samo skutecz­
nie spełnia swoją rolę w obydwu przypadkach procesu
perswazyjnego?
Ile to już lat temu Marshall McLuhan stwierdził, że środek
przekazu też jest przekazem. Ta znana formuła autora
GWa&amp;ryt; Gwfenperga została skomentowana przez Umberto
Eco, który podkreślał, że przekaz jest jeszcze pustą formą,
której adresat może nadać rozmaite znaczenia, a zależeć to
będzie od kodu, jakiego użyje. Medium przekazuje czy

�wyraża? Czy medium jest przekazem? Te odradzające się co
pewien czas pytania można stawiać także wokół kwestii
megaplakatu (Eco 1996: 165).
Powiada się czasem, że środek przekazu jest ideologią.
Mówi się dalej, że na przykład telewizja jest: „...formą
komunikacji wyrażającą ideologie społeczeństwa przemys­
łowego..." Eco komentuje to stwierdzenie istotnym przekona­
niem, że nikt nie reguluje sposobu, w jaki adresat posługuje się
przekazem (Eco 1996: 164). To samo można odnieść do
megaplakatu. Treść przekazywaną przez megaplakat adresat
odczyta zgodnie ze swoją sytuacją antropologiczną okreś­
lającą jego kompetencję kulturową.
Autorzy, pomysłodawcy, projektanci megaplakatów dzia­
łają z przekonaniem, że mogą wpływać na sposoby od­
czytywania komunikatów. W samej istocie tego nośnika
informacji są zawarte, choć ukryte, tendencje kultury maso­
wej końca X X wieku: kicz, hiperrealizm, szok, nieustanny
spektakl i apel kierowany do każdego, tym samym do nikogo.
Reklama jest pasożytem żerującym na „muzeum wyobraźni"
- naszej zbiorowej pamięci, w której została utrwalona mapa
europejskiej sztuki. W megaplakatowej reklamie dochodzi do
fabularyzacji rzeczywistości. Oto bowiem cytaty z realności,
które często pojawiają się w reklamach, nie będące przecież
opowieściami, są wplątane w schematy narracyjne od baj­
kowych po przysłowia i żarty słowne. Powstają tym samym
narracje slowno-obrazowe, przenoszące apel w świat nie­
rzeczywisty - wyobrażeniowy.
Typowy billboard-megaplakat ma wymiary 238x504 cm.
Taka płaszczyzna „włożona" w dowolną przestrzeń wyraźnie
w niej dominuje. W tej wizualnej dominacji istnieje rodzaj
przemocy, zmuszający „przechodnia" do uznawania reklamo­
wanego sposobu widzenia świata. To już wiemy, kultura
masowa jest swoiście totalitarna, nie z założenia, ale ze
świadomej i nieświadomej praktyki.
Ten, kto wykorzystuje megaplakat do zabiegów perswazyj­
nych, może zastosować jedną z dwóch strategii, które Mieczy­
sław Porębski tak objaśnia:

„...każdy komunikat - niezależnie od medium i jego struk­
tury morfologicznej - ma warstwę referencyjną, czyli
określone motywy przedmiotowe i ich historyczne lub
mityczne zaplecze. Z drugiej strony każdy komunikat jest
w pewien sposób przekazywany - według uznanych formuł
i konfiguracji. Wybór formuły to właśnie strategia komuni­
kacyjna. Może to być formuła 'maksymalnej pewności', czyli
zastosowania powszechnie znanego 'decorum', lub też może
to być 'strategia maksymalnego ryzyka', czyli działanie na
zasadzie zaskoczenia, łamania reguł." (Porębski 1986: 76)
Można przypuszczać, że megaplakat jako forma powstawał
przy użyciu strategii ryzyka, obecnie stosuje się w nim obydwie
strategie wskazane przez Porębskiego. Megaplakaty pojawiają
się w każdym miejscu. Jako forma odwołują się do ciągle
zmieniających się przestrzeni i figur kultury współczesnej.
W przedstawionym wyżej wyborze problemów, jakie nasu­
wają się na myśl, gdy mówi się o zjawisku megaplakatu,
pominąłem kwestie treści, bowiem te mogą być dla nośnika
dowolne. To, co je ogranicza, to są normy moralne, obyczajo­
we i prawne. Dla mnie intrygujące pozostaje samo zadawanie
pytań. Nasza współczesna kultura falująca niezliczoną ilością
powierzchownych objawów wydających się dziełem kapryś­
nego przypadku, iluzji lub widowiska dostarczać będzie ciągle
problemów do namysłu.
Mieczysław Porębski napisał kiedyś:
„...Aspekt antropologiczny, fenomenologiczny, egzysten­
cjalny faktu pojawienia się i zadomowienia obrazów
w świecie człowieka możemy uznać w zasadzie za rozpo­
znany. Co natomiast do postawienia i przeprowadzenia
dojrzało i co w tej chwili staje się najbardziej aktualne
i pilne, to zwrócić się ku samej esencji określonego w jego
ludzkich relacjach fenomenu, ujawnić istotę jego struktury,
rozszyfrować formułę..." (Porębski 1986: 84-85).
I oto megaplakaty, grafika komputerowa, „CD-romy",
rzeczywistość wirtualna, cala postmodernistyczna kultura
również tego się domaga.

LITERATURA
Baudhllard, Jean
1997 f r g c « / o jymwkWw, (w:) Л м т к м к г п к т (antologia przekładów
red. R. Nycz), wyd. Baran i Gliszczyński. Kraków, s. 175-189
Benjamin, Walter
1975 TWrca
wyrworco (tl. H. Orłowski, J. Sikorski), Wyd.
Poznańskie, Poznań
Dziamski, Grzegorz
1993 Лбйдб/Мос/а д/egorii. Дел/длнложйЬ mofyw... (w:) Drobne ryjy
w ciqgk/ 6z&amp;»(rq/M... ОббслаА? WWfera Дел/о/млд w Wfwrze
iwpdkzaMg/, (praca zbiorowa, red. A. Zeidler-Janiszewska), Inst.
Kultury, Warszawa, s. 121-129

Eco, Umberto
1994 Dzrgfo ofwürfe, Czytelnik, Warszawa
1996 Semio/ogiü życiu codziowfgo, Czytelnik, Warszawa
Featherstone, Mike
1997 foffmodgfTÜzm i «fgfyzac/a życia codziennego (w:) fojfmodfrnizm (antologia przekładów, red. R. Nycz), Wyd. Baran i Suszczyński, Kraków
Porębski, Mieczysław
1986 &amp;fwbz i in/огтдс/'д, W L , Kraków

733

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8397" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8376">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ca88207decd45e52bc2e3fe9b96e3d04.pdf</src>
        <authentication>9b0ec3fa37d9ca7603e8f5d297b23a9a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100331">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2625</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100332">
                <text>1997</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100333">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2440</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100334">
                <text>Ciało i wyobraźnia - scenariusze programu telewizyjnego / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100335">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.3-4, s.108-123</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100336">
                <text>Michera, Wojciech</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100337">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100338">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100339">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="100340">
                <text>Ciało i wyobraźnia
- scenariusze programu telewizyjnego
Wojciech Michera
WSTĘP
W jakim języku najlepiej mówić o ciele człowieka?
Medycyny? Fizjologii? Seksuologii? Czy też etyki lub teolo­
gii, odwołując się przy tym do słownika zasad moralnych?
A może raczej estetyki, wspomaganej fachową terminologią
wizażystów i projektantów mody? Wydaje się, że w tym
zgiełku rozmaitych narzeczy nie jest możliwe jakiekolwiek
porozumienie. A jednak istnieje płaszczyzna, pozwalająca nie
tyle uzgodnić poglądy, ile na wszystkie te dziedziny spojrzeć
w jednej perspektywie. Jest nią wyobraźnia - przedmiot
zainteresowania antropologii kultury.
Wyobraźnia, jako narzędzie poznania, tradycyjnie nie
miała dobrej opinii. Uważano, że - w przeciwieństwie do
obserwacji i eksperymentu albo racjonalnie przeprowadzone­
go procesu wnioskowania - sprowadza myśl człowieka na
manowce subiektywizmu i nie daje nigdy pewności poznaw­
czej; że jest źródłem złudzeń. Niemniej to właśnie dzięki niej,
za jej pomocą, człowiek stworzył kulturę - środowisko,
w którym żyje, ważniejsze nawet i bliższe mu od naturalnego.
Wyobraźnia posługuje się modelami, podobnymi nieco do
tych, które tworzą fizycy lub kosmologowie, starający się
opisać zasady istnienia świata. Każdy model jest z konieczno­
ści uproszczeniem wobec samej rzeczywistości, ale właśnie
prostota czyni z niego użyteczne narzędzie. Zdarza się nawet,
że teoretyczna konstrukcja istotnie rozmija się ze stanem
faktycznym, jest jednak przydatna w pewnych określonych
sytuacjach.
Antropologia kultury nie zastanawia się zatem, czy modele
rzeczywistości, konstruowane przez wyobraźnię, są „praw­
dziwe". Tak jak nie jest dla niej ważne, czy znane z baśni
krasnoludki istnieją „naprawdę". Owo „naprawdę" jest praw­
dziwą zmorą, upiorem wszelkich dociekań związanych z ludz­
ką kulturą (a także - prób ich popularyzacji). O jaką prawdę
bowiem chodzi? W sensie przyrodniczym, empirycznym
- krasnoludków raczej nie ma. Istnieją jednak jako wyob­
rażenie - fakt baśniowy i literacki. Badanie tego faktu jest nie
mniej naukowe niż obserwacja laboratoryjnej muszki owoco­
wej.
Nasza wyobraźnia tworzy więc praktyczne, egzystencjalnie
użyteczne „modele rzeczywistości", dzięki którym świat
wydaje się bardziej zrozumiały, nabiera ludzkiego sensu. Są
narzędziem codziennej, nieustannej interpretacji wszystkiego,
co nas otacza i co się wokół nas dzieje. W tym „modelowaniu"
przejawiają się indywidualne skłonności, stylistyczne upodo­
bania każdego z nas, ale także - to, co w kulturze ludzkiej
wspólne. Dlatego właśnie w y o b r a ż e n i a mogą stanowić
budulec dzieł sztuki - literackich, malarskich, filmowych. Te
z kolei - potraktować można jako ich swoiście dokumentalny
zapis.

Zwróćmy uwagę, że wyobraźnia, także ta artystyczna, jeśli
ją rozumieć jako „modelowanie rzeczywistości", musi być
zjawiskiem dynamicznym. Odwołuje się do trwałych wzor­
ców i zasad, ale na ich podstawie (jak gramatyka w każdym
języku) pozwala kreować i rozumieć ciągle nowe wypowiedzi
- wyobrażenia. Podobnie też jak gramatyka, funkcjonuje
najczęściej poza świadomością użytkownika. Dlatego w pro­
gramie OWo i wyobraźnia dość często pojawiają się takie
określenia, jak „wyobraźnia kulturowa" albo „gramatyka
wyobraźni".
Dynamiczny sposób funkcjonowania wyobraźni (jako „fab­
ryki" raczej niż „magazynu") sprawia, że jej twory - wyob­
rażenia, symbole - źle znoszą zamknięcie w słownikowych
hasłach. Zdarza się często, że ten sam obraz w różnych
kontekstach nabiera zupełnie odmiennego znaczenia. Z dru­
giej zaś strony obrazy historycznie i treściowo bardzo od
siebie odległe w wypowiedziach symbolicznych pełnić mogą
zbliżoną albo nawet identyczną funkcję. Ten pozorny niepo­
rządek można zrozumieć tylko poznając zasady ich tworzenia,
niejako „proces produkcyjny". Słowniki symboli zatem,
bardzo zawsze popularne i niewątpliwie przydatne, mogą
łatwo zmylić niewprawnego czytelnika i należy korzystać
z nich z dużą ostrożnością.
Słaba znajomość „języka wyobraźni", jego „gramatyki",
bywa też przyczyną, że zbyt pochopnie oceniamy rozmaite
zjawiska kulturowe, szafując takimi epitetami jak „przesąd",
„zabobon". Mówiąc tak o jakimś zjawisku, lekceważąco (na
przykład o krasnoludkach albo odczynieniu uroku za pomocą
plucia przez ramię), dobrowolnie rezygnujemy z próby jego
zrozumienia. Rzecz bowiem nie w tym, by uwierzyć w jego
empiryczne istnienie lub praktyczną skuteczność, ale by
potraktować jako ślad, który - poddany detektywistycznej
procedurze - ujawni ukryty sens.

*

* *

Jeśli powstałaby praca poświęcona epitetom i obelgom,
jakimi ludzie zwykli obdarzać swoich bliźnich, i gdyby
opisano w niej środowisko naukowców, to zapewne na
czołowym miejscu listy znalazłoby się lekceważące okreś­
lenie: popularyzator. Na uniwersytecie w każdym razie radzę
używać go z dużą ostrożnością, jeśli nie chcemy się nikomu
narazić. „Zdolny popularyzator" - taka etykieta bowiem
brzmi dla niektórych jak degradacja i wyłączenie z eks­
kluzywnego „Klubu Bezinteresownych Poszukiwaczy Praw­
dy". Tak jak paranie się handlem groziło w dawnej Polsce
pozbawieniem godności szlacheckiej. Albo - sięgając dalej
w przeszłość - nauczanie za pieniądze było wystarczającym
powodem, by usunąć kogoś z szacownego zgromadzenia
pitagorejskiego w Grecji (wiemy, że kara taka spotkała
wielkiego matematyka Hippokratesa z Chios). Niezwykle

�adekwatnie brzmi zatem w naszych polskich uszach francus­
kie słowo określające popularyzację: WganWion. Bo prze­
cież CWi рго/длшп Wgwj ef arceo - zgodnie z wielokrotnie
cytowanymi słowami Horacego.
Przekonanie, że prawdziwa nauka ma coś z wtajemnicze­
nia, poczucie arystokratycznej godności i towarzyszące mu
w pewnej mierze lekceważenie dla praktycznej przydatności
wykonywanej pracy to cnota w nauce potrzebna i godna
pochwały. Bez niej nie miałyby szansy jakiekolwiek badania
podstawowe. Jak to jednak z cnotą bywa - nie zawsze jest ona
skutkiem piękna naszej duszy; winę ponosi niekiedy szpetota
ciała. Tak więc jak nie każde cnotliwe życie jest powodem do
chwały, tak też nie każda naukowa praca musi zaraz uszlache­
tniać. Zdarza się niekiedy, że jedynym jej owocem jest
potwór, który ojcowie pustyni z powagą i lękiem nazywali
atedia, a co na polski przetłumaczyć można jako - NUDA.
Nudy nie należy mylić z brakiem zrozumiałości, jaki może
stwarzać trudny wykład - dobrze wiemy, że niejedno z fas­
cynujących arcydzieł filozoficznych i naukowych broni do­
stępu do siebie niczym sejf zamykany skomplikowanym
kodem. Brak zrozumiałości nie jest jednak gwarancją, że
w sejfie zamknięty został skarb.
A popularyzacja? Nie określa jej bynajmniej praktyczna
przydatność. Nie należy jej bowiem utożsamiać ze społeczną
misją upowszechniania wiedzy, zaszczytną i pożyteczną,
traktującą jednak naukę w sposób instrumentalny - jako
narzędzie w procesie edukacji społeczeństwa, sposób na
zdobycie kwalifikacji zawodowych, albo też źródło sądów
i opinii pewnych i niepodważalnych, zawsze słusznych
i moralnie poprawnych. Popularyzacja nauki nie ma z tym nic
wspólnego. Nie jest też jedyną i wystarczającą, ani nawet

najważniejszą właściwością utworu o charakterze populary­
zacyjnym sama przystępność. W sposób absolutnie konieczny
musi jej towarzyszyć walka ze wspomnianym potworem nudy
(co przecież nie jest głównym celem w wypadku upowszech­
niania wiedzy).
Ten kategoryczny imperatyw każdego popularyzatora
oznacza w istocie zawieszenie pomiędzy dwiema sferami:
nauki i sztuki. Popularyzacja korzysta oczywiście z efektów
badań naukowych (jest w dużym stopniu wobec nich wtór­
na) oraz z podstaw właściwej nauce metodologii. Nie jest
jednak wyłącznie wymyślaniem dekoracji, „artystycznym"
pakowaniem trudno zrozumiałych treści. Ze sztuki bierze
bowiem także styl aktywnego penetrowania rzeczywistości,
jej interpretacji, gdzie metafora i sama forma stają się
narzędziem poznania. A także uwzględnianie kontekstu, jaki
tworzy odbiorca - czytelnik, słuchacz, widz - kontekstu
prowokującego niejako sytuację dialogu. Spotkanie z part­
nerem myślenia, nawet biernym partnerem, założenie jego
obecności, konieczność liczenia się z nim, jest okolicznością
twórczą.
Tak rozumiana popularyzacja nie stanowi zaprzeczenia lub
degradacji pracy naukowej, nie ma też charakteru działalności
pomocniczej (nawet jeśli dla niektórych naukowców jest
działalnością uboczną). Zachęta do odważniejszego korzys­
tania z wrażliwości znanej przede wszystkim ze świata sztuki
może stać się nawet czynnikiem pobudzającym twórczość
czysto naukową. Niewątpliwie zaś jest obiektywną wartością
każdej pracy dydaktycznej, także na poziomie uniwersytec­
kim. Dlaczego więc w wyznaniu: „jestem popularyzatorem",
obok pokory nie może zabrzmieć właściwie odmierzona
duma?

CIAŁO I WYOBRAŹNIA - scenariusze
Odcinek: BYĆ KOBIETĄ
Gaoinef przyrodniczy w dawnym, JHX-w. #у/и; na fcianac/i ryciny, faoiice, na р Ш а с л ekrponary i rozmaife preparafy,
roiiinne i zwierzęce (z rycn osfamic/i szczegóWe Dogafo reprezentowane jerpenfi/олмел). Dwze, przgJzWong otna, przez W r e
widać би/nq rof/iMnofc w ogrodzie, co fworzy we wngfrzw najfro} oranżerii.
Przy Jfoie fiedzi J&amp;zry gadacz, w oWaracA, z orodq, w jwrdwcie, z Wo_Z&amp;a_ w re&amp;w. Zajfanawia aig nad" fa/emnicĄ TVafwry i rym
jfworzeniem, W r e może jfanowic do nie/ № c z - wezem. GWno przyłącza zawarfq w tfiqz'ce jego zooiogiczno. de/inic/g.
STARY BADACZ

Napis

Węże: gady z rzędu łuskoskórych, o ciele silnie wydłużonym, pozbawione nóg, poruszające się ruchem
wijącym. Najczęściej jadowite, a jeśli nie, to dusiciele.

BYĆ KOBIETĄ

Przyrodnik od%Wd Jbia^g i ¿ierze na rece ogromnego weza.
STARY BADACZ

Ależ to bestia! Jak to możliwe, że właśnie wężowi udało się skusić Ewę? Musiała mieć bardzo dziwny gust.

Ж gaoinecie po/awia fig narrafor. Ta&amp;ze frzyma w re&amp;w sporego gada. Po cnwi/i oa%Wa do ferrariwm.
NARRATOR

Rzeczywiście, mało które ze stworzeń budzi tak powszechną niechęć i lęk. Ale możemy przypuszczać - na
podstawie biblijnej Księgi Rodzaju - że w chwili kuszenia wąż wyglądał inaczej: znana nam dzisiaj jego
postać (dość mało powabna) to skutek przekleństwa, jakie później dopiero rzucił na niego Bóg.

Лага fabiiea zoo/ogiczna - maiowidio przedf&amp;zwia/ace dwa fpiecione weze.

709

�GŁOS

Z NIEBA

NARRATOR

„Ponieważ to uczyniłeś, bądź przeklęty wśród wszystkich
zwierząt domowych i polnych; na brzuchu będziesz się czołgał
i proch będziesz jadł po wszystkie dni twego istnienia."
Dopiero teraz będzie się czołgał. Jak zatem wyglądał wcześniej?

Spqyrzem'e do pracowni z zewnąfrz, przez otno. Widać mfodą dziewczynę w fzare/,
dfwgie/ fwkni, robiącą porządki. Bierze ze Jfofw jabfto i wycnodzi do ogrodu pefnego
Ьи/пе/ rof/innofci. W kadrze po/awia fig narrafor.
NARRATOR

Wydarzenia, których scenerię tworzył ogród rajski, były wielkim
wyzwaniem dla artystów. Nie jest przecież łatwo pokazać naraz tak
złożoną sytuację moralną i egzystencjalną: niewinność łączy się tu
z rozkoszą cielesną, czystość z grzechem.
Ciekawe, że podobna dwuznaczność (przez niezwykły przypadek)
wiąże się z samym jabłkiem: otóż po łacinie jego nazwa - maiwm (z
gr. meion), brzmi tak samo jak przymiotnik „zły".

Dziewczyna z _/a№iem podcnodzi do drzewa, z Wręgo zwwa ogromny wąz.
Widot fen przemienia fig w obraz maiarjkiprzedffawia/ący Adama i Ewg oraz wefa
z iwdzką fwarzą, ^fo/'ącego na czferecn nogacn (r/wgo van der Goej, GrzecA pierworod­
ny).
NARRATOR (OFF)

A zatem: kobieta - jabłko - i wąż.
Oto wersja zaproponowana przez Hugona van der Goes z Gandawy
(w X V w.). Jak widać, bestia nie czołga się jeszcze na brzuchu;
przez co niewiele zresztą zyskuje na urodzie (te płetwiaste,
nietoperzowate odnóża to cecha typowa, tradycyjnie przypisywana
istotom demonicznym).

Aonogrq/ía.- MicW Aniof, Wygnanie z ra/'w, MajWino da Panicaie, Grzecb
pierworodny, Bracia z Łimbowrg, Pa/ ziemni.
N A R R A T O R (OFF)

Ale w dawnej sztuce spotkać można pomysł jeszcze ciekawszy,
a nawet szokujący. Bardziej znana jego wersja to fresk Michała
Anioła Wygnanie z ra/w. Ale podobne rozwiązanie stosowali już
wcześniej inni twórcy: Massotino da Panicale w 1424 г., czy też
- również na pocz. XV w. - słynni francuscy miniaturzyści, bracia
z Limbourg. Proszę zobaczyć, kogo tu przypomina kusiciel! Wąż
ma wyraźnie kobiece rysy; i to niedwuznacznie przypominające
Ewę! Jest to niezwykłe oskarżenie. Kobieta nie ma tu szansy na
jakiekolwiek usprawiedliwienie - że była na przykład niecnie
oszukaną ofiarą przebiegłego kusiciela, uwodziciela (jak później
wiele innych naiwnych dziewcząt). Kusicielką - źródłem wszel­
kiego zła - jest tu ona sama!

Komnafa o dziwne/' arcnifekfwrze, przypomina/aca średniowieczny WafZfor.- ka­
mienne, grube jciany, mafe otno, fkiepione drzwi. Wrzyjf&amp;o jednak iekko odreainione.
Przy Jfoie, pekym jwiec, biedzi narrafor. Sfwdiw/e wieiką kjiegg Bib/ii.
NARRATOR

Така interpretacja tekstu biblijnego jest niewątpliwie sporym
nadużyciem: opowieść o Grzechu Pierworodnym z pewnością nie
uzasadnia tak radykalnego antyfeminizmu. Choć - trzeba przyznać
- w tym fragmencie Biblia prezentuje raczej męski punkt widzenia.
Podobnie zresztą jak opowiedziany przez Hezjoda, nawet jeszcze
radykalniejszy grecki mit o pierwszej kobiecie - o Pandorze.

Л/drrafor wffa/e od ffofw, bierze do rgki pocnodnig i wycbodzi z komnary.
GŁOS

Z NIEBA

„Jest to prezent od wszystkich bogów, pułapka, od której nie ma
ucieczki, przeznaczona dla mężczyzn...
Z niej pochodzi ta rasa, przeklęte plemię kobiet, ta straszliwa
plaga zesłana na śmiertelnych mężczyzn."

�№%ггд(ог, z pocAWm'q w геЫ, idąc cie/wzym, tamiennym tory!arzem, docAodzi ¿o ^rzypiącyc/z ¿rzwi i zm'ta za nimi.
NARRATOR

Te dwie historie w bardzo wielu szczegółach są do siebie podobne. W obu kobieta zostaje zesłana ludziom
przez bogów (to znaczy - zesłana mężczyznom, bo niewiast jeszcze przecież nie było). O ile jednak Ewa
miała być pociechą dla osamotnionego mężczyzny (a nieszczęście sprowadziła dopiero później), to Pandora
od początku pomyślana była jako kara dla ludzi i zemsta bogów za oszustwo Prometeusza.
Ogromna, kamienna faia, a w nie/ jcnody, biafe i rozwiefione. №z icn wżycie z^awutowa dziewczyna, również
w przejwiefione/ iprzefwifz«/a_ce/ bieii (/eff Го fa jama dziewczyna, Wrą apofWifmy yuz w gabinecie przyrodni/zz). Z ozdobne/
ftrzyntipefne/yabfeÁ: wy/ты/е jedno, Po cnwiiipowoinym rwcnem wywraca cafąjArzynte, a czerwone yab&amp;a focza, fie ze jcnodów.
NARRATOR (OFF)

Wspólną cechą obu tych postaci jest też kobieca ciekawość: Ewa zerwała zakazany owoc, Pandora zaś
(mimo przestróg Prometeusza) otworzyła puszkę (a dokładniej rzecz biorąc: beczkę), którą podstępni
bogowie dołączyli do swego prezentu (jak wiadomo pojemnik ten zawierał wszelkie możliwe nieszczęścia).
Jedno zjaWek Zoczy fie do nóg narrafora...
Podobieństwo tych dwóch mitologicznych postaci jest tak duże, że chętnie je utożsamiano. Na przykład
w roku 1549 francuski malarz Jean Cousin namalował alegorię kobiecości zatytułowaną Ewa, pierwsza
Pandora.
Aonogra/ia; Уеап Oowjin, Ewa, pierwsza Pandora.

NARRATOR

NARRATOR (OFF)

Tym, co łączyło te dwie kobiety, był też niefortunny wpływ na mężów. Dlaczego jednak tak łatwo ulegali
oni swoim żonom? Prawdopodobnie dlatego, że były piękne i ponętne. Hefajstos ukształtował Pandorę
wzorując się na nieśmiertelnych boginiach. A Zeus miał wtedy rzec:

GŁOS Z N I E B A

„Uczynię ludziom dar ze zła, w którym wszyscy jednak znajdą upodobanie..."

/ikonografia; maiarjfwo anryczne.
NARRATOR (OFF)

Sprawa ta wymaga krótkiego komentarza.
Zarówno w świecie antycznym, jak i w chrześcijaństwie zawsze miał wielu zwolenników pogląd, że piękno
jest nierozdzielnie powiązane z dobrem. Założenie to było podstawą greckiej pedagogii, pragnącej tak
kształtować ducha i ciało młodego człowieka, by stał się каАод к т crym)og, piękny i dobry.
Wnefrze cerkwi, w &amp;fóre/ frwą/ą prace ma/ars&amp;ie.' jciany potrywane ją/redami - i/eonami. Wgąszczw rwjzfowoń widać
o r o d a f g g o mnicna-arryffg.

NARRATOR (OFF)

W chrześcijaństwie sformułowano nawet teologię piękna, traktowanego jako odblask boskości. Św.
Dionizy, grecki mnich żyjący w VI w., pięknem nazywa samego Boga, on bowiem, Bóg, jak mówi Dionizy,
każdej istocie nadaje jej właściwe piękno. W liturgii i sztuce sakralnej, za pomocą widzialnego piękna,
starano się wyrazić chwałę nieba. W prawosławiu otaczano głębokim kultem święte ikony, których twórcy
starali się nie tyle namalować piękny obraz, ile objawić boskie piękno wcielone w postać człowieka.

¡ygfgbi certwi widać ogromny trzyz zawierzony na iinacA, ya&amp;by na cnwiig przed wciągnięciem &amp;ы górze. № pierwszym pianie
Kamera и/awnia obecnofc narrafora. Po cnwiii w fie wtazw/^ fig mnicn-maiarz czyfa_/ący ibigge BiWii. Zb/izenie yego fwarzy.
NARRATOR

A jednak... jak widać - równolegle funkcjonowało też przekonanie, że nie tylko dobro, ale i zło wcale nie
musi być brzydkie i pozbawione uroku. Dlatego bardzo ceniono przestrogę biblijnego proroka Syracha

MNICH

„Odwróć oko od pięknej kobiety a nie przyglądaj się obcej piękności: przez piękność kobiety wielu zeszło
na złe drogi, przez nią bowiem miłość namiętna rozpala się jak ogień."

/tonogro/ża; fa/emnicze pojfacie tobiece z różnyc/z epok oraz prorok /zą/ajz.
NARRATOR (OFF)

Pierwowzorem kobiet fatalnych, obezwładniających mężczyzn pięknem ciała i nieprzeniknionym mrokiem
duszy, była oczywiście Lilit: najstarsza znana z imienia upiorzyca, straszliwa лы&amp;ЫЬа, opisywana
w starożytnych tekstach semickich. W Epojie o Gi/gomejzw, sprzed 4 tys. lat, na glinianej tabliczce
napisano:

GŁOS Z N I E B A

„W pośrodku drzewa gniazdo umościła upiorzyca Lilit wabiąca mężów."

NARRATOR (OFF)

Półtora tysiąca łat później biblijny prorok Izajasz tak opisuje świat po ostatecznej zagładzie, dotknięty karą
boską.

Mnicñ, z brodą i z dfwgimi wWami, rym razem y'a&amp;o toznodzie/a.
MNICH

Zdziczałe koty spotkają hieny,
A kosmate istoty będą się wzajemnie nawoływać.
Będzie tam przebywać Lilit,
by znaleźć w nim wypoczynek.
Tam zgromadzą się węże...
Zgromadzą się tam sępy.

�Оетла, jreaniowieczna /со/ммдГд. Мак оАло z оаги/лулн izyoami. W /'ego роб/izw pw/ptf, а ла nim Wega. A/arrafor obrywa
j/e oa" /e/cfwry przecAoazi w аггеле trafy ooWziefa/ące/ /лле pom/ejzczenie. WWacf zna/¿/w/qcq fig fam poífac totiecq.
NARRATOR

W średniowieczu kabaliści żydowscy utrzymywali, że Lilit była pierwszą żoną Adama, starszą od Ewy. Co
więcej: miała powstać nie tak jak Ewa, z żebra mężczyzny - Bóg stworzył ją ponoć wprost z ziemi, jak
Adama. Stąd jej pycha i niechęć do podporządkowania się mężowi (spór między nimi dotyczył m.in. pozycji
w czasie aktu miłosnego: Lilit i tutaj pragnęła dominować nad mężem); którego w końcu porzuciła,
wybierając demoniczną wolność.
Przetrwało w niej jedno uczucie: zazdrość.

Pasfac zza trafy fo We/'ме wc/eWie fe/ jame/ c/qg/e az/ewczyiy. Teraz гат/ем/к j/e w wptorzyce. Уеу cíafo А:ылр;еАлел1
t' zmyí/owq ла^одоа, a/e zarazem przeraża gwa/fotwKMcVq мге/гою i poffepw/qcym częściowo rozWać/em cia/a.
N A R R A T O R (OFF)

Mściła się na kobietach, dzieciach, mężczyznach. Sferą działania Lilit był przede wszystkim sen. Napadała
na śpiących, zsyłając nieprzyzwoite sny i płodząc z nimi następne pokolenia demonów. Albo też kusiła ich,
przybierając niezwykle powabne kształty. Prawdziwą swą postać ujawniała później, po osiągnięciu swego
celu. Ranek po nocy spędzonej z Lilit - kiedy kochanka okazywała się truchłem - musiał być przykry; o ile
w ogóle nadchodził.
Kto zresztą wie, który z jej kształtów jest prawdziwy?

/toMOgro/ia.' wia/arjtie tvyobraz'ema АоЫесусл denKwidw pofworów - L/Щ A/e&amp;afe, Gorgony тлусл.
NARRATOR (OFF)

Postać Lilit przetrwała w kulturze europejskiej (w legendach, w literaturze, w tradycji ezoterycznej) przez
wszystkie epoki, od starożytności do czasów nowożytnych.
Trudno zliczyć wszystki kobiece demony i potwory, jakie stworzyła ludzka wyobraźnia. Sięgając tylko do
tradycji antycznej: Hekate, o trzech tułowiach i trzech głowach, opiekunka czarownic; jej córka Empuza,
przerażająca, żywiąca się ludzkim mięsem, ale niekiedy przybierająca postać pięknej kobiety po to, żeby
zwabić swe ofiary - mężczyzn; Gorgony (już mniej pociągające), z czuprynami w postaci kłębiących się
węży; podobne do nich Erynie, boginie pomsty. I wiele innych.
Czy zatem pierwiastek kobiecy wyobraża wyłącznie ciemną stronę rzeczywistości, siły destrukcyjne?
Mówiąc metaforycznie: czy kobieta zawsze musi być przyjaciółką węża? Oczywiście - nie!

A/arrafor ла f/e pWtorzeźoy przedrfawm/'acey Demefer.
NARRATOR

Wiemy przecież, jak silnie jest zakorzeniony w naszej wyobraźni obraz kobiety-matki, nosicielki sił
życiowych. Dawne ludy rolnicze utożsamiały uprawianą przez siebie ziemię z kobiecym łonem, a samą
uprawę (orkę) z aktem płciowym. Czciły też boginie płodności, będące źródłem wszelkich sił życiowych
i wegetacji roślin. Takie, jak np. grecka Demeter, rzymska Ceres, za których atrubut uchodził kłos zboża.
A i my przecież nie przez przypadek naturę nazywamy matką, a nie ojcem.

Та/егмл/сгу, czarny &amp;oryfarz, рггуролн'ла/Асу garazW /д/ctego^ «nota. Zyego g/e/w лааслоаг! naga dziewczyna.
NARRATOR (OFF)

7/2

Kobiecość - nieprzenikniony żywioł, który nasza wyobraźnia przedstawia chętnie w obrazach takich jak
noc, ciemna grota, niezbadana otchłań wody... Imię Lilit tradycyjnie łączono ze słowem /а/i/, w językach
semickich oznaczającym noc.
Ale noc to przecież także wyobrażenie początku. Grecy uznali noc (№f^) za boginię, i to najstarszą ze
wszystkich. Widzieli w niej uosobienie kobiecości zrodzonej - wraz ze światem - z mroków

�przedwiecznego chaosu. Z chaosem też spokrewnione były wszystkie owe mitologiczne potwory, którym
przypisywano płeć kobiecą. Chaos jest jak kobieta - groźny, ale płodny.
Ponownie wngfrze cer&amp;wi; na rwjzfowaniw fezy oapoczyvva/qcy ma/arz. Za nim wiaqcprawie мбомсгомд &amp;оме МаШ ВоШе/
N A R R A T O R (OFF)

Wiele cech starożytnych bogiń płodności odziedziczyła, szczególnie w ludowej wersji chrześcijaństwa,
Matka Boska, w teologii określanajako druga Ewa, nazywana też źródłem albo naczyniem życia i mądrości.

Gabinef а/спелн'Ы, pe/ел кб/дмус/г naczyń i rozmaifycn przyrządów. 1Ус/го&amp;; ao niego narrafor.
NARRATOR

Symbolikę tę przejęli alchemicy, usiłujący okiełznać w swym laboratorium siły życiowe - te siły, które (jak
wierzono) dokonały kreacji świata. Otóż naczynia alchemiczne, retorty, alembiki, kuliste w kształcie,
zawsze było utożsamiane z jednej strony - z wszechświatem, z drugiej - z kobiecym łonem.

Ponownie kontnakz ze дслодолн. A/ie ma ywz Ponabry, a/e na ^cnoć/ac/t ciqg/e Zez'a_ /аб/Ы. A/arrafor.
NARRATOR

Ciekawe zresztą, skąd wziął się pomysł opisanej przez Hezjoda słynnej puszki Pandory, która zawiera
w sobie wszystkie nieszczęścia, a na dodatek jeszcze - nadzieję. Czy nie mamy tu przypadkiem do czynienia
z transformacją (pesymistyczną i antyfeministyczną) starszej koncepcji, w której chodziłoby raczej
0 zasobnik wszelkich właściwości, zarówno dobrych, jak i złych. Niejako wyniesione do wymiaru
kosmicznego kobiece łono, w którym dojrzewa i z którego następnie wylania się świat.
Ostatecznie imię Pandora oznacza: (n%%v-S(opa) wszech-darząca. Tak jak imię Ewa: dająca życie.

/Á%)nogrqf7a." Weae/e Ре/еола i Tefyoy;
Poryta (Дыбелд, Corne/ú Come/üz; Яелг/лА: ae C/erc, Малые/ А/Шаы^, Яепа"г;А:
van Ba/ел лг., Яал^ von Доспел). Ьыса^ Сгамас/г ff., Жемм^ z ЛГыр;а'улет ^rać/nącym mióa".
N A R R A T O R (OFF)
Ową dwuznaczność kobiecości w ciekawy sposób pokazuje też postać - wydawałoby się - jednoznacznie
zła. Grecka Eris (epiQ - Niezgoda, skrzydlata córka Nocy, nieodłączna towarzyszka boga wojny. Jako
przyczyna zła miała niewątpliwie coś z demonicznych kusicielek. Szczególnie że i ona posłużyła się
jabłkiem - stało się ono narzędziem słynnej prowokacji na weselu Peleasa i Tetydy. Gdy zjawiły się na nim
olimpijskie boginie, Atena, Hera i Afrodyta, Eris rzuciła je (jabłko Niezgody!): dla najpiękniejszej - jak
powiedziała. Konkurs piękności zwyciężyła Afrodyta, ale w konsekwencji - wybuchła wojna trojańska.
/Аюлодга/ю.' &amp;i/&amp;a werayi лселу wo/Аз Owóc/i др/ес;'олусл ze jo6o_ голнолалн zapa^ni/:ow - m.in. nWowiaYo efrwitie, У;'//аг(/
ae Яоллесоып" X / / / w., F. von De/regger /870, Zapady w 7yro/w.
N A R R A T O R (OFF)

Zarazem jednak Grecy uważali (pisze o tym Hezjod w Prococ/i i ал/асл), że istnieje inna Eris, będąca silą
twórczą (wbrew powiedzeniu: zgoda buduje, niezgoda rujnuje). I to dzięki niej możliwe są takie uczucia, jak
ambicja, duma z wykonanego przez siebie dzieła. Bez niej, bez tak rozumianej Eris - gdyby nie istniał
w świecie kontrast i antagonizm - niewiele by się w ogóle działo. Zwalcza ona obojętność, prowokuje, za­
chęca do pracy, walki, dyskusji (dlatego „erystyką" nazwano sztukę prowadzenia sporów, jakże czasem
twórczych).

WieZ&amp;a ла/а z Á:oiümnami. A^arraforf fot przy fzWwgac/i, ла &amp;fóryc/i wm obraz У. Miró, Macierzy/krwo. Po c/iwi/i zfWizenie
jzczegófów обгагы.
NARRATOR

I ona więc ma w sobie siłę - swoiście macierzyńską, trudną i daleką od jakiegokolwiek sentymentalizmu.
Taką, jaką przedstawił Joan Miró na obrazie z 1924 roku, zatytułowanym właśnie Macierzynjfwo.
Zauważmy: jest tutaj pierś kobieca, jest też łono, mające jednak szokujący kształt ostro tnącego wahadła.

/konogro/ia.- Wome i fciecie Av. /ала C/irzcicie/a.
N A R R A T O R (OFF)

O ty m, jak trudno o jednoznaczny wize­
runek kobiecości, niech świadczą dwie
biblijne historie o dwóch kobietach,
z powodu których mężczyźni tracili
głowy. I to najzupełniej dosłownie.
Pierwszą jest oczywiście Salome, która
tańcem tak zauroczyła króla Heroda, że
ten zgodził się spełnić jej życzenie:
kazał ściąć głowę św. Janowi Chrzcicie­
lowi.
Postępek Salome ma oczywiście wyob­
rażać grzeszne pożądanie, mściwość
1 przebiegłość, jaką niektórzy chętnie
przypisują wężom i kobietom.

/A%mogrq/ta; /wdyfa i Яо/о/ёглел, We/'ме epizody zda­
rzenia.

773

�N A R R A T O R (OFF)

Postępek bohaterki drugiej historii jest pod wieloma względami podobny - jest w nim i podstęp, i erotyzm,
a jednak spotkał się z zupełnie inną oceną.
Działo się to (jak czytamy w bilijnej księdze Judyty) za panowania babilońskiego króla Nabuchodonozora.
Jego wojska, pod dowództwem Holofemesa, oblegały miasto judejskle Betulię. Przewaga napastników
była tak duża, że Izraelici stracili wiarę w sens dalszej walki.
Wtedy jednak do działania przystąpiła Judyta, bogata, pobożna i niezwykle piękna młoda wdowa. W stroju
podkreślającym jej urodę udała się do obozu wroga. Spotkała się z Holofemesem i skusiła go. Skusiła
obietnicą, że wskaże mu nieznaną drogę do miasta i w ten sposób wydaje w jego ręce. Ale skusiła go także
swoją urodą.

Bogafe WMgfrze мдлно(ы wodza wo/j&amp; 6aW;Wj&amp;:c/z. f/oio/emej, jpoczywa/qcy na ioz'w, da/e ро/есегн'е jiuzącemw.
N A R R A T O R (OFF)

Aż wreszcie, czwartego dnia, Holofemes rzekł do swego sługi:

HOLOFERNES

Idźże i nakłoń tę hebrajską niewiastę, żeby do nas przybyła i z nami jadła i piła. Zaprawdę byłoby to hańbą
dla nas, gdybyśmy taką kobietę puścili nie obcując z nią. Jeśli jej bowiem nie zwabimy do siebie, będzie
z nas sobie drwiła.

/wdyfa (Wre/' ryjy fwarzy przypomma/'q wjzyjfkie poprzednio widziane juz kobiery) zjawia fig przy iozu Яо/о/ёгп&amp;га. Ten
figga rgkq do jej ramienia, zrwwa z niego fzafg. Dakzy widok kryje jpujzczona zajfona.
N A R R A T O R (OFF)

Judyta przyjęła zaproszenie na ucztę, po której słudzy zamknęli namiot od zewnątrz. Holofemes jednak
upił się winem i zasnął.

/wdyfa wnoji nad gfowg, w оби rgkac/i, miecz. Biajk ognia pada na jej (warz. Odwraca fig кы iezącemw na ioz'u mgżczyźnie
i bierze zamac/i.
N A R R A T O R (OFF)

Wówczas Judyta wzięła wiszący na słupie miecz Holofemesa i uderzywszy nim dwukrotnie z całej siły
w kark mężczyzny - odcięła mu głowę.

/konogro/ia.- dakze epizody nijfoni /wdyry i Яо/ofemefa.
N A R R A T O R (OFF)

Podała ją swej niewolnicy, po czym nie niepokojona przez nikogo opuściła obóz i powróciła do swoich.
Rano Izraelici zaatakowali obóz Babilończyków. A ci dopiero wtedy odkryli śmierć swego wodza.
Wpadli w panikę i w popłochu uciekli.

/konogrq/га. kroi Lwdwik ХУ/ na giiorynie, ^w. Verzy i jmok; Dawid z fbem Goiiafa.
N A R R A T O R (OFF)

Ścięcie głowy to coś więcej niż zwykłe zabójstwo, pozbycie się przeciwnika. To także znak pokonania
i opanowania reprezentowanych przez niego sił, mocy, lokalizowanych właśnie w tej części ciała.
Dlatego w baśniach rycerz walczący ze smokiem zagrażającym miastu musi bestii odciąć łeb.
Judyta przejęła tu rolę rycerza, mężczyzny: jest zdecydowana, odważna, ale nie straciła swej kobiecości:
posiadła sztukę przymilania się, a niebłahą rolę w jej intrydze odegrał erotyzm i piękno jej ciała.
A Holofemes? Jest tu właśnie takim smokiem, wcieleniem szatana, władcą ciemności. Całą więc historię
Judyty można rozumieć jako wielką metaforę walki dobra ze złem. Zauważmy jednak, że nastąpiło tu
swoiste odwrócenie ról: wcieleniem zła jest mężczyzna, jego pogromczynią zaś - kobieta.

/konogra/га; Caravaggio, Madonna z maiym Cnryjfiwem, depczącym gfowg wgza
N A R R A T O R (OFF)

Nic dziwnego, że wiele cech Judyty teologia chrześcijańska przypisała później Matce Boskiej. Jest to
również postać kobiety walczącej z szatanem. Określano ją także jako następczynię Ewy, która tym
razem wężowi nie uległa.

Ponownie gabinef przyrodnika z poczajku programu, a w nim narrafor. Ádmera jpogfodd przez okno, a na koniec powoii
oddaia fig w mroczny ogród
NARRATOR

Kim zatem jest kobieta? Czy dokładniej: jaki obraz kobiecości ukształtował się w naszej wspólnej,
kulturowej wyobraźni? Matka czy kurtyzana? Subtelna muza, zsyłająca poecie natchnienie, źródło
duchowych uniesień, czy drapieżna i zmysłowa syrena?
Skłonni jesteśmy radykalnie przeciwstawiać te dwa wizerunki. Ale przecież w namiętnym i zmysłowym
śpiewie syren, zniewalającym mężczyzn, musiał zawierać się jakiś artyzm. Z drugiej zaś strony
szlachetne natchnienie sprowadzane na artystę przez jego muzy nie mogło być pozbawione mocy
i namiętności. Granica między zmysłowością a uduchowieniem niewątpliwie istnieje, ale nie zawsze jest
wyraźna i ostra. Tak jak nie jest łatwo odróżnić natchnienie od pokusy.
koniec odcinka

774

�Odcinek: BYĆ MĘŻCZYZNĄ
Dwza o&amp;Ziofeta. VKfród regofów z A^iążtami szpera narrafor.
Co to znaczy: być mężczyzną? Jest to pytanie, na które nie można dać jednoznacznej odpowiedzi. Ma ono

NARRATOR

raczej coś z prowokacji. Szczególnie w ostatnich czasach, gdy to raczej kobiety poszukują swej płciowej
tożsamości, organizując się w ruchy feministyczne. Pytanie to należy jednak stawiać, bo kolejne próby
odpowiedzi tworzą obraz coraz ciekawszy, wielobarwny. Obraz, w którym być może odnajdziemy samych
siebie.
Napis

BYĆ MĘŻCZYZNĄ

&amp;z/a гусеЫи,- ¿oro/e, na
NARRATOR

neroy. Л/drrafor.

Wydaje się, że cechą - i cnotą! - określającą prawdziwego mężczyznę, powinno być męstwo. Już starożytni
Grecy określali męstwo słowem ovSpeia, które pochodzi od a r ¡ E p , mężczyzna. Męstwo - męskość: to prawie
to samo.
Czy jest to jednak cecha odróżniająca mężczyznę od kobiety?

Pojfac rycerza - ogromna, pofęzna, przejwier/ола promtcntam; f/ońca - W r y powo/i zaWada koic/ne części zbroi, po czym
do^fo/Mym gejfem wnoji nao" g/owe miecz.
N A R R A T O R (OFF)

Wydaje się, że byłoby to zbyt duże uproszczenie, a nawet męska uzurpacja. Według jednej z definicji
słownikowych męstwo jest to hart duszy, ważniejszy od hartu ciała. Hart duszy! A czy kobiety są go
pozbawione? Dlaczego zatem - zamiast „męstwo" - nie mówimy: „żeństwo"?

Ponownie narrafor w 6i6/iofece.
Wobec tych wątpliwości odwołajmy się na początek do starej i konkretnej mądrości. Mówi ona, że
prawdziwym mężczyzną jest ten, kto zbuduje dom, spłodzi syna, oraz- na samym początku - posadzi drzewo.

NARRATOR

Pofezne drzewa - w obrażać/; гид/агШсА i w nafwrze.
N A R R A T O R (OFF)

Drzewa w szczególny sposób poruszają naszą wyobraźnię. Potężne, stare - emanują dziwną świętością.
Budzą szacunek. Wyrastają z głębokiego wnętrza ziemi, a konarami wznoszą się - do nieba.
Stąd w wielu mitach i podaniach pojawia się myśl, że drzewo jest o s i ą ś w i a t a , na której wspierają się
niebiosa. Tędy można wspiąć się do nieba, albo zstąpić do świata podziemnego.
Na tym właśnie polega świętość drzew, tak często im przypisywana. Stanowią symboliczny środek świata,
wyznaczają miejsce, w którym ów świat powstał. Albo przynajmniej - miasto, kraj albo naród. Tu zapisana
jest pamięć początku.

Nocny p/ener, magicznie owief/one drzewa. Miedzy nimi wbify w ziemię ki/, W r y w pewne; cAwi/i, nag/e, w cwdowny
spojób, pokrywa fie /ijćmi.
N A R R A T O R (OFF)

W wielu opowieściach, z różnych części świata, spotkać można powtarzający się motyw bohatera, który sadzi
drzewo w niezwykły sposób. Wtyka mianowicie w ziemię suchą gałąź (albo np. podróżną laskę). Na drugi
dzień ten kawałek martwego drzewa pokrywa się zielonymi liśćmi.

Z&amp;onogrq/ia; Лоты/иг i Pemm, Aron, fw. РаГгу/с, krzyż jako drzewo życia („Żywy krzyż").
N A R R A T O R (OFF)

Tak zrobił Romulus (wielki dereń wyrósł w Rzymie z ciśniętego przezeń oszczepu); ale także biblijny Aaron,
i patron Irlandii święty Patryk. A przecież także krzyż Chrystusa (w topografii chrześcijańskiej wyznaczający
środek świata) tradycja przedstawiała w postaci żywego drzewa, pokrytego zielonymi gałązkami.
W tradycji biblijnej jest to swoista miniatura rajskiego drzewa życia. Moc, która ożywia martwy kawałek
drewna, jest tą samą siłą, która dała życie pierwszemu drzewu, zasadzonemu w środku raju i która stworzyła
świat.

A/oc. Orwarfe otno wie/Ше/ cnary, przez tfóre widdc dziwnie ofwief/оле drzewa. W otnie ffoi narrafor.
NARRATOR

Przekonanie o świętości drzew - o mistycznej łączności z całym kosmosem - potwierdzała obserwacja, że
każdej wiosny, od wieków, drzewa pokrywają się liśćmi, odmierzając w ten sposób bezwzględny rytm
Natury.

/konograjia; średniowieczne miniafwry poWu/ącc prace w po/u (m. in. ko/e/ne mieniące z/resku w ¿ a Torre de//'Agwi/a we

W/ojzecn; Pja/ferz Kro/owe/ MariiХ/У i in.).
N A R R A T O R (OFF)

Tradycyjna wyobraźnia postrzegała świat natury w kategoriach erotycznych. Ziemia rodzi plony tak jak
kobieta rodzi dziecko. Musi jednak zostać zapłodniona. Dlatego orka i siew były męską sprawą: traktowano je
symbolicznie jako akt seksualny, a narzędzie zagłębiające się w ziemię utożsamiano z męskim członkiem.

775

�/Аллодгд/гд; Aín¿i»tie i'Wfrage o (стдгусе erofyczng/. üngom.
NARRATOR (OFF) W hinduizmie na przykład to samo słowo (&amp;ы#д/д) oznacza zarówno męski członek, jak i narzędzie do
kopania w ziemi. Ale jest ono spokrewnione etymologicznie także ze słowem (mgam. A fwigom to element
architektoniczny każdej hinduskiej świątyni - słup, który symbolizuje łączność ziemi z niebem: oś
kosmiczna. Element ten jest umieszczony w podstawie, zwanej joni, czyli kobiece łono.
Nie jest to pomysł wyjątkowy, egzotyczny, związany wyłącznie z kuturą Indii. W tym punkcie wyobraźnia
religijna Hindusów spotyka się z europejską.
/&amp;OMogra/%z; Porfref M. Мш'егд i' ryciny aZcnemiczne.
GŁOS

Cała materia, jak kobieta, sama z siebie jest zimna i niezdolna do wydawania potomstwa - jeśli ciepłem
i ruchem nie pobudzi jej i nie zapłodni męski czynnik.

NARRATOR (OFF) Tak pisał w 1616 r. w dziele De Cirrido gwadWo Рпул'со słynny alchemik Michael Maier.
A oto rycina z XIV-w. rękopisu alchemicznego, przedstawiająca pierwszego mężczyznę, praojca Adama
- dość zaskakująco utożsamionego z rajskim drzewem.
Piener. MWe drzewko.
NARRATOR

Kim jest więc człowiek, który sadzi drzewo?
Czyniąc to mężczyzna wyznacza symbolicznie święte centrum swojego świata, zakorzenia ten świat
i zapewnia mu kontakt z siłami Natury.
A dom? - drugie zadanie stojące przed mężczyzną?

P/ener. rVd po/anie lezą wie/kie pnie Ус/^гусл drzew. Wśród nieb wwi/'д fig дгырд mgzczyzn w różnym wiekw, wykonwjącycn
roznwiife proce ciesieiskie. № jednym z pni przyfiddf młody wigfhićik i zabiera fig do inićidanM, kfóre przyniosia mw jego гопд.
NARRATOR (OFF) Budowa domu zawsze miała w sobie coś z religijnego obrzędu. Wybór miejsca, czas, kiedy należało wycinać
w lesie budulec i kiedy można było rozpocząć prace - to wszystko łączyło się ze zwyczajami i przekonaniami,
których nie da się wytłumaczyć tylko praktycznymi potrzebami.
/копо^гд/гд. mifimfura średniowieczna рокдгы/дсд ргдсе ciesieiskie.
P/ener. Widok z iofw р(дкд; czworokątny zaryj przyizkgo domw. W jego środku wyroffa miode drzewko, pod nim zaś ieży
z rgkami pod giową mfody wieśniak.
NARRATOR (OFF) Niezwykle często powtarza się myśl, że cieśla budujący dom w istocie w małej skali powtarza to, co niegdyś,
„na początku", uczynił sam Stwórca: wznosi fundamenty, tak jak Bóg stworzył podwaliny świata; zakreśla
przestrzeń przyszłego domu, tak jak Bóg wyznaczył granice oddzielające świat człowieka od niebezpiecz­
nych zaświatów.
Piener. Miode drzewko, wokói kfórego powjfafa Гутсгдлет drewniana коп#гикс/д - przestrzenny modei wznoszonego
domu. Po wngfrzw przecnadza fig лдггдГог.
NARRATOR

Cztery ściany to zatem cztery strony świata; tak jak dach to nieboskłon. Dom wyobraża ów osobisty świat
mężczyzny, którego centrum miało wyznaczać drzewo. Dlatego - zgodnie ze zwyczajem słowiańskim - od
posadzenia drzewa zaczynano budowę (wyznaczało ono najważniejsze, centralne miejsce w przyszłym
domu). I na tym w zasadzie budowę kończono: do dzisiaj przetrwał przecież zwyczaj wieńczenia tzw. wiechą
szczytu nowo zbudowanego budynku.

Wngfrze wiejskiej слдгу. Wigjnmk z zoną wiaszą/ą nad drzwiami zkioną gAŻązkg, a TKUfgpnie obejmw/ą sig i cafw/ą.
NARRATOR (OFF) Dom chętnie też przy rozmaitych okazjach i świętach „majono" - ozdabiano zielonymi gałązkami, żeby
przypominał drzewo, a przez to - otrzymał nowe siły, doznał niejako odnowienia.
Ponownie drewniana коюггыкс/д wznoszonego доты iпдггдЮг.
NARRATOR

Kim jest więc ten, kto buduje dom?
A syn? Czy spłodzenie syna także ma coś wspólnego z kreacją świata?

Ме/дкд спдГа. ATobiefa w pofogw. ДдЬкд bierze zawinigfe w pieiwszki dziecko i kiadzie na podWze, skąd podnosi je miody
ojciec.
NARRATOR (OFF) Otóż istniał niegdyś zwyczaj, w różnych częściach świata, że noworodka, zaraz po umyciu i zawinięciu
w pieluszkę, kładziono na ziemi (po łacinie obyczaj ten zwano nwmi posifio), i w ten sposób włączano go
w świat człowieka i jego losy. Świat, który z ziemi przecież wyrasta, jak drzewo.
I z ziemi dopiero, niczym z łona Matki, ojciec podnosił dziecko (de ferra foiiere), uznając w ten sposób za
swoje. I ofiarowując światu. Jako owoc swoich płodnych sił.
A zatem, kim jest ten, kto potrafi spłodzić syna?
Pkner дпгусгпу; biaie дкдгу, resztki świązyni, ko/wmny. Widok na morze.

7/6

�NARRATOR

Połączenie tych trzech symboli - drzewa,
domu i dziecka (syna) - tworzy wypowiedź
rzeczywiście bardzo logiczną - w ramach
gramatyki naszej wyobraźni. Modelowym
zaś przykładem mężczyzny, który wpisuje się
w tę symboliczną konstrukcję może być
postać opisana prawie 3 tysiące lat temu
przez Homera - Odyseusz. Oto jak on zbudo­
wał swe domostwo:

Pod wie/tim drzewem wznar; sig dziwna Aonjfrw&amp;c/a przypo­
minająca ogromne foze. Spoczywa fam dwo/e m/odyc/i Aoc/ian&amp;ów.
ODYSEUSZ (OFF) „Pośrodku zagrody stało długolistne drzewo
oliwne, mocne, wysokie i grube jak słup.
Wokół niego zbudowałem naszą sypialnię ze
ściśle przylegających kamieni i starannie
okryłem dachem, a drzwi wpoiłem szczelne
i mocne. Wtedy ściąłem włosy długolistnej
oliwki, a pień spiżem obciosałem do samego
korzenia, troskliwie i umiejętnie, równo pod
sznur. Z niego zrobiłem podstawę łoża, wier­
cąc świdrem dziury wszędzie, gdzie trzeba.
Idąc od tej podstawy zbudowałem całe łoże
i upiększyłem je złotem, srebrem, kością
słoniową."
/tonogrą/ia.- onryczne i nowoźyme iiWrac/e do Mady
i Odysei.
NARRATOR (OFF) Proszę przypomnieć sobie, w jakich okolicz­
nościach Odyseusz opowiada tę historię. Otóż
zgodnie z tekstem Homera wraca on do domu
po długiej, pełnej przygód podróży, po 20
latach nieobecności. I teraz musi udowodnić
swoją tożsamość; udowodnić wiernie czekają­
cej na niego Penelopie, że to on rzeczywiście
jest jej mężem. Robi to ujawniając tajemnicę
znaną tylko małżonkom. Tajemnicę budowy
domu,
Dom, którego sercem jest sypialnia i przy­
twierdzone do drzewa łoże małżeńskie. Jak
można się domyślać - to tam, na tym prze­
dziwnym łożu (niczym drzewie życia) po­
częty został syn Odysa - Telemach, duma
swego ojca. Jest to więc w pewien sposób
także dowód jego męskości.
P/ener. Dwie drewniane konsfrwkcje o zarysie domu. jedna
sfara, zniszczona, drwga nowo wzniesiona. Miedzy nimi narrafor.
NARRATOR

Kim jest mężczyzna, który sadzi drzewo,
buduje dom i płodzi syna? Jest to niewątp­
liwie definicja człowieka osiadłego, który
wzoruje się na Stwórcy: pragnie wydrzeć dla
siebie fragment przestrzeni i uczynić z niego
swój świat. Świat, w którym zakorzeni się
i wyrośnie jak drzewo - uczestnicząc w od­
wiecznym rytmie pór roku, nocy i dni, życia
i śmierci.
Ale czy to wszystko? Czy w tej definicji
rzeczywiście wypełnia się całe męskie powo­
łanie?

�P/ener grecki. Л/ad brzegiem sfoi mfoda Реме/opa z azicckiem na rgkw. A/adc/iodzi Odyfeftfz, kfóry zegna fig z rodzmq
i wsiada na czcka/'qcq ;'wż /ód¿
NARRATOR

Przecież Odyseusz - postać, w której chętnie odnajdujemy swoje własne rysy; którego historia często służy
poetom jako obraz losów ludzkich w ogóle - Odyseusz zasłynął nie jako dbały i wytrwały gospodarz
stworzonego przez siebie domu-świata, ale jako ten, który w pewnej chwili świat ten porzucił. Stał się
podróżnikiem i tułaczem! Dlaczego?

P/ener wie/jki. ŻVoc. №zrrafor wycbodzi z оуичег/опе;' cnafy w mrok.
NARRATOR

Jeżeli zbudowany przez nas dom jest symbolicznym obrazem świata (tego świata!), to czym będzie (również
symbolicznie pojmowana) podróż? Czy - w ramach tej samej logiki - nie musi mieć czegoś z wyprawy
w zaświaty, a zatem: z doświadczenia śmierci?
A symboliczna śmierć jest nieodłączną częścią każdego wtajemniczenia.

№z wysokie/', bia/е/ ska/e, niczym pojqg, sfoi wypafrw/aca meza Рсмс/ора.
Łódz OayfCMfza na pe/nym morzw.
N A R R A T O R (OFF)

Mówimy: „podróże kształcą" - ale w szczególny sposób. Podróż to bardzo „męskie doświadczenie" (nawet
dla kobiety). Prawdziwa podróż - daleka, w obce i niebezpieczne kraje - pojmowana była zawsze jako
inicjacja, wtajemniczenie w „prawdziwe życie". Jej celem jest dojrzałość, która powinna owocować po
powrocie do domu, do swoich.

Ponownie narrafor w р/емеггс antycznym.
NARRATOR

Taki powrót to swoiste zwycięstwo nad Otchłanią, pokonanie śmierci, ponowne narodziny.
Ale jak uczy jednak wiele opowieści - mitycznych, literackich, filmowych - za zwycięstwo to bohater płaci
często wysoką cenę: powraca z nie zagojoną raną ciągłego odtąd niepokoju, nadwrażliwością słuchu - nie
potrafi uciszyć głosów przyzywających go na powrót w mroki nocy - przerażających, ale i fascynujących.

Лагу Ooyrewfz fezqcy па dry/w/ące/, па wpo? zniszczone/' Wzi.
N A R R A T O R (OFF)

Jak Odyseusz, który 10 lat wracał do domu, po to tylko, by znów go porzucić i zginąć gdzieś daleko, na
morzu...

OfcMań piekie/na; wngfrze ciemne/' jaskini. /Varrafor z pocnodnią w гекы.
NARRATOR

G Ł O S ODYSA
Z ZAŚWIATÓW

NARRATOR

W 2 tysiące lat po Homerze, w średniowieczu, ok. roku 1300, usiłował wytłumaczyć postępowanie Odyseusza
Dante Alighieri. W jego Boskie/ /fomedit Odys, teraz przebywający w piekle, tak wspomina swe życie:
Nie mógł powstrzymać syn mój ulubiony

N¡ cześć starego ojca, ni miłości
Powinność, niegdyś szczęście lubej żony,
Nie mogły zdusić we mnie ciekawości
Zajrzenia w świata roboty misterne,
Poznania błędów ludzkich i dzielności.
Zapewne podobna ciekawość świata kazała porzucić dom innemu podróżnikowi: synowi marnotrawnemu.

/konogrq/5a. А.Шгег, Powróf syna marnotrawnego.
N A R R A T O R (OFF)

Ewangelia św. Łukasza przedstawia go już w chwili powrotu do domu. I na tej właśnie sytuacji najczęściej
skupiają się teologowie, malarze i poeci. Rozważają oni skruchę i żal powracającego, miłosierdzie ojca.

P/ener. B/ofnijfa ścieżka wśród pó/. /ozie nia_ m/ody cz/owiek w /acnmanacn.
N A R R A T O R (OFF)

Co jednak było wcześniej; i później? Interesuje mnie, czego nauczył się w czasie swojej podróży; czy był to
tylko szacunek dla spokoju i stabilności domowego życia? I co czuł, gdy w jakiś czas po powrocie żywa
radość z serdecznego powitania stała się już wspomnieniem?

/konogrq/га/ Pembrandf, Powróf дума marnotrawnego.
NARRATOR

Powrót syna marnotrawnego to temat bardzo wielu obrazów malarskich. Wśród nich szczególne miejsce
zajmuje dzieło Rembrandta - ostatnie, jakie ten niezwykły twórca namalował w swoim życiu. Było to więc
jego swoiste pożegnanie, przed ostatecznym odejściem - z tego świata.
Widzimy na nim młodzieńca, obdartego i naznaczonego trudami drogi, klęczącego przed ojcem, który
- wyraźnie wzruszony - przytula dziecko do piersi.

Л/arrafor w bib/iofece, przy reprodwkc/i obrazw ^embrandfa.
NARRATOR

Opowiada ten obraz przede wszystkim o uczuciu, które jest bezinteresowne. Ale jest w nim jeszcze coś (coś,
co nie daje mi spokoju): oto młody podróżnik ma na nogach buty - znoszone saboty, które nie obejmują pięt.
Nic dziwnego, że w pozycji, jaką przyjął (pokornie), lewy trzewik zsunął mu się z nogi.

�Piener; mWy wędrowiec.
/koMogro/ia; szczegófy облик Pembrandra.
NARRATOR (OFF) Niby nic; może znak szacunku (bose stopy). Ciekawe jednak, że brak jednego buta na nodze (tak jak kulawość
albo np. kopyto zamiast stopy) to motyw znany z opowieści mitycznych: cecha określająca pewne postacie,
które przybywają z odległych krain, z zaświatów - znak, że z owymi zaświatami nie utraciły zupełnie
kontaktu, że jedną nogą pozostają ciągle TAM.
Czyżby Rembrandt sugerował, że powrót marnotrawnego syna nie jest ostateczny? Że przypomni sobie on
jeszcze - tak jak każdy podróżnik, jak każdy prawdziwy mężczyzna - o owej nieznanej i tak kuszącej dali?
А/д/rafor w saii rycerskie/.
NARRATOR

Co znaczy więc: być mężczyzną? Niezłomnym rycerzem, poetą, mędrcem, mieć niezmierzone bogactwa?
Rzecz polega chyba na czymś innym. O ile kobiecość wydaje się czymś naturalnym („intuicyjnym"), o tyle
męskość (w naszej wyobraźni) nie jest dana raz na zawsze. Jest czymś, czego mężczyźni muszą dopiero
poszukiwać, zdobywać, tworzyć, a potem nieustannie potwierdzać.

BiWiofebz. Mzrrafor od&amp;Wa Węge, kfórq wy/qf z pófki na poczqfkw prograww.
NARRATOR

I prawdopodobnie nie zmieni się to do nigdy. Mimo że nasze czasy nie sprzyjają takim męskim próbom
- żyjemy w świecie coraz bardziej zuniformizowanym, a kobiety coraz częściej przejmują w nim męskie role.
Jest to w dziejach naszej cywilizacji zupełnie nowa sytuacja. Jakoś trzeba sobie z nią poradzić. Choć
- w dawnych ludowych przepowiedniach - tak właśnie wyobrażano sobie koniec świata.

koniec odcinka

Odcinek: SZTUCZNA TWARZ
ZWiżenie (warzy narrafora, oswieriane/' zmienia/ącym się, różnobarwnym świaffem.
NARRATOR

Tożsamość człowieka zapisana jest przede wszystkim w jego twarzy. Mówimy, żc dostrzegliśmy „znajomą
twarz", nasz własna widnieje na zdjęciu w dowodzie osobistym; bandyci tymczasem przeciwnie - w czasie
napadu twarz zakrywają, żeby nikt ich nie rozpoznał. Nic dziwnego, że ta część naszego ciała zyskała
znaczenie metaforyczne. Mówi się, że ktoś „stracił twarz", albo przeciwnie: że jakiś obłudnik jest
„dwulicowy". Twarz trzeba mieć jedną, i to swoją własną.

Twarz dziewczyny robiące/' maki/aż, zwieiokrofniona wzwierciadfacn o rozmaife/ wieikosci i Wfaicie. Eterycznym pwnkfem
odniesienia rej sceny może być" maiarsrwo szkory Fonfainebfeaw.
N A R R A T O R (OFF)

Napis

Mimo to, od najdawniejszych czasów, od wielu tysięcy lat, człowiek usiłuje przekształcić swoje przyrodzone
oblicze w sztuczny sposób, za pomocą masek lub kosmetyków. Dlaczego to robi? Dotykamy tu jednej
z tajemnic ludzkiej wyobraźni.

SZTUCZNA TWARZ

/wź pod napisem (yfwfu odcinka srycnac szum morza. Z ciemności wy&amp;znia sie sfara (warz wiosiarza, oswiedona w fearrainy
sposób, zniszczona i pomarszczona. Towarzyszy mu równie sfara kobieta. Ж zmienionym oświedeniw yednak twarze fe wyda/a. jie
m/ode, pefne biasku i powabu.
N A R R A T O R (OFF)

Ponad 2,5 tysiąca lat temu, w VII w. przed Chr., żył (ponoć) na greckiej wyspie Lesbos stary przewoźnik
o imieniu Faon - stary i brzydki. Otóż zdarzyło się pewnego razu, że przewiózł za darmo na drugi brzeg ubogą
staruszkę. Nie wiedział, że pod tą niepozorną postacią kryje się sama Afrodyta.

/konogrq/ш. greckie maiarsrwo wazowe (np. Meidias); sceny z miru o Faonie.
N A R R A T O R (OFF)

W nagrodę otrzymał od bogini cudowny balsam. Nacierał nim codziennie swoje ciało i wkrótce stał się
najpiękniejszym mężczyzną na wyspie. Tak pięknym, że zakochała się w nim największa grecka poetka
- Safona z Lesbos. Dodajmy - zakochała się tragicznie: odrzucona przez Faona rzuciła się ze skały do morza.

Ponownie twarz narratora w zmieniq/qcym sie oświeceniu, sprawia/acym wrażenie, yakby on także pfynqr Wziq.
NARRATOR

Opowieść o Faonie ilustruje marzenia wielu z nas (niezbyt urodziwych mężczyzn, a także kobiet). Pokazuje
też zniewalającą siłę urody. Przypomina również tradycyjne przekonanie, że piękno jest rzeczą boską,
pochodzi od bogów. Nie przez przypadek używamy przecież zwrotu: zrobić się na bóstwo!

779

�AoMogra/za." гслемлипуе rycwyarcAiretfowczMe ipío/iybwdbWi, M/awma/ące ic/z yymefng i /мгтош)'ларгорогд'омато^с.
NARRATOR (OFF) Od starożytności dominował pogląd, że piękno to przede wszystkim harmonia kształtów; że zawiera się
w doskonałej proporcji elementów współtworzących całość.
Arcmfatfwra renesansowa, znietszfakona w oabiciw krzywyc/z /z/szer.
NARRATOR (OFF) Jak opowiadają mity, piękno powstało wraz ze światem, wtedy gdy (na początku!) bogowie uporządkowali
pierwotny chaos, ustalając kierunki świata, pory roku, następstwo nocy i dni, a także prawa obowiązujące
mieszkańców ziemi. Nastał w ten sposób ład, który Grecy nazywali KOSMOSEM.
W podobnym odbzcm krzywego zwi'grcWb pokazuje sze narrafor.
NARRATOR

I to on, boski kosmos, jest pięknem, który ludzie powinni odtwarzać ustalając swoje prawa, budując domy,
tworząc dzieła sztuki.

Znzzenza sze nzozyw muzyczny. W odbzcŻM wżdoc feraz arrysfg w sfrojw renesansowym. Po cnwiVi widzimy go, juz bez
zniekształcenia, oporffgo o ba/uszradg baikonu renesansowego paiacu. Wraz z nim konfempzz{/'emy pzgkną przyrodg z spokojnie
focza.ce szg w odda/z codzienne życie włoskiego miasfaХУ/ w. Arfysfa nie o fym jednak myśii. Za nim czeka juz m W a dziewczyna
- modeika, kfórej posąg właśnie wykonzf/e. Szerszy pion pokazuje wsfgpnie ukształtowaną bryłg g/iny z rzeźbiarskie narzędzia.
Twórca przysfgpzf/e do pracy. Po niebie bardzo szybko płyną c/zmury.
NARRATOR (OFF) Odbiciem owej boskiej, kosmicznej harmonii miała być także uroda ludzkiego ciała, uważanego za swoisty
mikrokosmos, miniaturę wszechświata.
Rzeźbiarze (od Praksytelesa albo Lizypa w Grecji po twórców renesansu) szukali więc ideału, do którego
zbliżał kanon doskonałych proporcji. Zawarte w tych wymarzonych proporcjach piękno niekiedy utożsamiali
wręcz z tajemnicą życia (podobną do tej, której innymi metodami poszukiwali alchemicy i kabaliści). Oto na
przykład, co mówił w XVI w. Giulio Gamillo z Bolonii.
GŁOS

Czytałem, zdaje się u Merkurego Trismegistosa, iż w Egipcie byli tak wspaniali wykonawcy posągów, że gdy
nadali któremuś z nich doskonałe proporcje, okazywało się, że ożywia go duch anielski: albowiem taka
doskonałość nie może być pozbawiona duszy.

Oto ukończone dzieło arfyszy.- ieżąca na łożu rzeźba dziewczyny. Nadc/zodzi jej fwórca - poc/zyia sig nad nią, dofyka reki,
brzuc/za, piersi, całzy'e. Wfedy rzeźba ożywa; drgają paice, zanoszą szg powieki. Wyciąga rekg.
NARRATOR (OFF) Najbardziej znana jest historia Pygmaliona, z greckiej mitologii. Żyjący na Cyprze artysta wyrzeźbił w kości
słoniowej posąg tak wspaniały, że sam się w nim zakochał (posąg Afrodyty). Bogini i tym razem doceniła
dzieło człowieka i w zimny posąg tchnęła życie.
/konogro/za; mozaika rzymska - kobiefy w sfroju bikini uprawiające gimnastyka z ćwiczenia kuifuryszyczne.
NARRATOR (OFF) Zwykli śmiertelnicy, którym w cudowny sposób nie pomogła Afrodyta, rzeźbę swoich mięśni muszą
poprawiać w sali gimnastycznej i na siłowni. Albo...
Dziewczyna przed fwsfrem - ciąg daiszy foazefy...
NARRATOR (OFF) Albo usuwać mankamenty urody za pomocą kosmetyków (mniej lub bardziej cudownych - jeśli wierzyć
dzisiejszym reklamom). Nie przez przypadek nazwa „kosmetyki" spokrewniona jest ze słowem „kosmos".
Ta sama dziewczyna, aie feraz zz^ełnie naga. Sigga po jiakonik wypełniony o/iwą, i namaszcza szyje, ramiona, piersi.
7Va koniec, na pierwszym pianie po/awid sig reka, kfóra zapaia płomyk iampki oiiwnej. W fej samej cnwiii daje sig słyszeć
mgskie głosy śpiewające sakrainą pieśń, zapowiadające nasfepną sceng.
NARRATOR (OFF) Najpopularniejszym w starożytności specyfikiem służącym do codziennej pielęgnacji ciała była oliwa
wyciskana z oliwek. Ciało namaszczano oliwą dla zdrowia i urody (na przykład po kąpieli). Bo piękne ciało
jest nie tylko proporcjonalnie zbudowane, ale także gładkie i błyszczące.
Przenosimy sig na dziedziniec jakiejś świątyni. Ognik iampki zamienia sig w płomień świecy, frzymanej przez jednego
z uczestników obrzędu. Podwójny szereg posfaci ubranyc/z w biaie, ceremoniaine szafy. Wśród nic/z dziewczyna sprzed iusfra.
NARRATOR (OFF) Zarazem jednak namaszczanie olejami było także symbolem wykorzystywanym w obrzędach religijnych,
aktem wyróżnienia i uświęcenia- miejsc (np. kamieni, ołtarzy) oraz ludzi: kapłanów, proroków, królów, czyli
- bożych pomazańców.
Tak było zarówno w tradycji antycznej, jak i biblijnej. Po grecku słowo
oznacza olejek.
Namaszczony nim człowiek to
Pomazaniec; po hebrajsku - Mesjasz.

хрютод,

%ршца

Z rozświefionej, podziemnej krypty wynurza sig, idąc po sc/zodac/z, mnic/z w kapfwrze. Docnodzi do krzyża, co dopiero feraz
potwierdza przypuszczenie, że mamy do czynienia z obrzędem c/zrześczjarźskim.
KAZNODZIEJA

720

Piękno nadprzyrodzone udziela każdej konkretnej rzeczy jej właściwego piękna, jest też przyczyną proporcji
i blasku, jako że na kształt światła oświetlając wszystkie rzeczy i zalewając je swymi promieniami daje im
udział w tworzeniu piękna.

�Mzrmfor idzie км ысяу/олуш drzwiom ozdobne; bromy. Bi/e przez nie biosA, w tfórym no koniec narrator znika, ^łycnać
cbóry anie/skie.
NARRATOR
Wizja ta prowadzi nas do drugiej z klasycznych koncepcji piękna: jako blasku, ciari&amp;zj. Harmonia bowiem
i doskonałe proporcje - wprawdzie stworzone zostały przez bogów - są jednak porządkiem tego świata; są
czymś skończonym i zamkniętym. Pochodzą od bogów, ale sami bogowie - porządek ten przekraczają.
/konogro/ia; świefiiści aniołowie; Zwiastowanie/ Przemienienie Pańskie (ikony prawosławne, Beiiini, Pa/deł). Zbłiżenie
szczegółów." jaśniejący Chrystus, porażeni jego biaskiem apostołowie.
NARRATOR (OFF)

Ich piękno, piękno istot niebiańskich, kojarzono więc z mocą; której wyobrażeniem stało się światło - blask (w
sztuce oddawany często jako kolor złota). Blask widzialny, porażający zmysły, ale nieuchwytny.
Wizja boskiego blasku - piękna i potęgi zarazem - pojawia się w wielu tradycjach. W chrześcijaństwie
przykładem może być Przemienienie na górze Tabor. Wówczas Chrystus, w białych, lśniących szatach,
ukazał swe prawdziwe, boskie oblicze. Widok ten powalił apostołów.
Maiarska bie/ szaty Chrystusa ze sceny Przemienia przechodzi w ośiepiającą jasność inscenizacji. Z jasności tej wyłania sig
narrator. Po chwiii obraz znów znika w ognistym biasku.
NARRATOR

Mitologia grecka opowiada, że ziemska kobieta Semele (matka Dionizosa) spłonęła żywcem, gdy Zeus
ukazał się jej w całym swym świetlistym majestacie. Tak komentuje to zdarzenie Owidiusz:

GŁOS

Śmiertelne ciało nie zniosło niebiańskiego ognia.

Narrator schodzi po schodach staroświeckiej kiafki schodowej i otwiera drzwi jakiegoś pokoju.
NARRATOR

Piękno, które jest nie tylko ładem, ale też mocą, bywa zatem niebezpieczne. Niekiedy zresztą trudno
odróżnić piękno niebiańskie od demonicznego - jedno i drugie przecież pochodzi nie-z-tego-świata.

.Sypiainia.- łóżko, kominek, foaieta z łwsfrem. Na łóżku łeży kobieta w szła/roku. Przygłądd się frzymanemw w rgku
jZokonikowi, jakby się nad nim zastanawiając. W wjeciw z projiłw wydaje sig, ze ogień
w kominku wydobywa sig z jZakonu, niczym z ałchemicznego naczynia.
W pewnej cbwiłi kobieta wstaje, podchodzi do łusfra. Widać twarz pemą
zmarszczek. Naciera jedną strong twarzy, która sta/e sig gładka i pigkna. Małgorzata
(bo to ona przecież) zrz«ca szła/rok i zaczyna nacierać całe ciało.
NARRATOR (OFF)

Faon otrzymał swoją maść od bogini z Olimpu. Tymczasem
w powieści Michaiła Bułhakowa Mistrz i Małgorzata, bardzo
podobny krem tytułowej Małgorzacie ofiarował szatan
- Azazello.
Dzięki diabelskiemu kosmetykowi Małgorzata odmłodniała
i stała się olśniewająco piękna. Ale oto co napisała mężowi
w pozostawionym liście.

Zbiiźenie zapisanej kartki z (ekstern; „Zapomni/ o mnie. Opuszczam cig na
zawsze. Me szukaj mnie, zostałam wiedźmą. Żegnaj. Małgorzata". Okazuje sig, że
kartkg tg trzyma w rgku narrator. Czyta idąc korytarzem, wreszcie odkłada i otwiera
koiejne drzwi.
NARRATOR

Być może dlatego sprawa „malowania się" przez młode
dziewczyny od niepamiętnych czasów była źródłem konflik­
tów pokoleniowych?

Narrator wychodzi na wysoki taras. W tie widać łamane płaszczyzny stromych
dachów, w doie zaś wficg z iatarniami, gdzie przechadza sig dziewczyna w jaskrawym
stroju.
NARRATOR

Ostry makijaż uchodził bowiem za demonstrację braku
przyzwoitości, znak wyróżniający kobiety swobodnych oby­
czajów. Ich piękno było demoniczne; strażnicy moralności
utrzymywali, że złudne i fałszywe.
Prawdziwy wygląd wszetecznicy (wygląd jej duszy) przy­
wracano więc niekiedy za pomocą kosmetyku jawnie piekiel­
nego: smoły i pierza.

Oziewkg uiiczną widzimy teraz Z biiska. /est wieczór, mijają ją przechodnie.
Wreszcie nadchodzi jakiś podpity mgżczyzna, w długim, czarnym płaszczu (niezwykłe
podobny do znanego już nam renesanowego arrysty-rzeźbiarza, choć od famfycb
czasów mingło ponad trzysta łat - jest koniec X7X wj. Dziewczyna szybko wiec
poprawia makijaż i po chwiii razem już odchodzą w mrok.

727

�NARRATOR (OFF)

Makijaż może więc nas odróżniać od demonów, mieszkańców piekielnego chaosu - jeśli samo piękno
potraktujemy jako mistyczne odwzorowanie boskiej harmonii świata, odblask kosmosu.
Jeżeli jednak piękno będzie przejawem nieziemskiej mocy, to i zabiegi kosmetyczne staną się sposobem
na przekroczenie granicy tego świata. Sposobem stosowanym wbrew naszej woli (kiedy ktoś chce nas
odesłać do diabla), ale czasem - całkowicie dobrowolnie.

Лолодго/гд. dawne, X/X-w/eczne Worowe ryciny przed^fawia/дсе pwnaiowane indiańskie fwarze. Obrazy te przem'ka/'&lt;%
w wizerunki współczesnych żołnierzy, a następnie kibiców sportowych w „barwacb wo/ennycb".
NARRATOR (OFF)

Wystarczy przypomnieć sobie nakładanie barw wojennych przez wojowników indiańskich (zwyczaj
stosowany także przez wiele innych społeczeństw plemiennych). Nie były one zwykłym wojskowym
kamuflażem; przypominały raczej balsam Azazella - za ich sprawą wojownicy doznawali magicznej
przemiany: stawali się demonami, dzięki czemu mogli posiąść straszliwą, nieludzką moc. Była ona
potrzebna dlatego, że i przeciwnik wojenny zawsze i niezmienie traktowany był jako wysłannik piekieł.

Pomieszczenie przypominające X/X-w. gabinet iekarski. Przez okrągłe, małe okno bi/e ośłepiający biask. Na stołe łeżą zwłoki
mężczyzny o ostrych rysach twarzy i wydatnym nosie. Pochyła sig nad nimi błada postać w surducie, z gładko uczesanymi włosami.
Nakłada na twarz zmarłego jakąś miksfurg, którą przygotowała mu /ego asystentka, młoda dziewczyna, tym razem w białym
/artwcbw.
NARRATOR (OFF)

Ową moc próbowano niekiedy pochwycić. Właściwym do tego momentem była prawdziwa śmierć
obdarzonego tą mocą, wybitnego człowieka - gdy wydaje on ostatnie tchnienie.
Wówczas na twarz zmarłego nakłada się glinę i tworzy w ten sposób maskę pośmiertną. Zwyczaj jej
zdejmowania znany jest w wielu częściach świata, w Afryce, a także w Europie. Jest to swoista pułapka na
duszę, uwolnioną w chwili śmierci. Unieruchomiona - nie może się błąkać po świecie i szkodzić żywym.
Ale przede wszystkim - w takiej postaci można z zawartej w niej mocy skorzystać,
/konogrą/ia; zamaskowane postacie - od szamana z jaskini pałeołitycznej po karnawałową maskg błazna.

NARRATOR (OFF)

Każda maska ma coś z maski pośmiertej. Podobnie jak magiczny makijaż, ale jeszcze wyraźniej - przez
to, że można ją zdejmować, zakładać, przekazywać - tworzy w naszej wyobraźni byt swoiście
samodzielny, niezależny od człowieka.
Gdy człowiek pierwotny zakładał maskę, nie tylko przebierał się, ale w sensie religijnym s t a w a ł
postacią boga, przodka, zwierzęcia albo demona, zdobywał jego nadzwyczajną moc i mógł wkroczyć
w niedostępny zwykłemu człowiekowi świat.

Pozbudowana scena karnawału. Wica miasta renesansowego, pełna rozbawionego tłumu. Korowody szałeńczo bawiących
sig, zamaskowanych postaci w strojach renesanowych - zbiegają ze schodów, tańczą, siedzą przy stołach jedząc i pijąc. Na koniec
zastygają wokół stołu, tworząc coś w rodzaju żywego obrazu.
NARRATOR (OFF)

Ale w tradycyjnych społeczeństwach maska nigdy nie była używana na co dzień, poza czasem
świątecznym, obrzędowym. Istniała bowiem groźba, że nie będzie można się od niej uwolnić (motyw,
który w rozmaitych transformacjach do dziś powraca w literaturze i w filmie). Że zakłóci zwykły
porządek ludzkiego świata. Dlatego po obrzędzie maski często niszczono albo bardzo dokładnie
ukrywano.
Święto to swoisty czas i swoista przestrzeń, wyrwane niejako z codzienności, gdy nie obowiązują
codzienne, ludzkie prawa i normy, gdy ten świat otwiera się na tamten.
Z tak rozumianego święta wywodzi się też teatr, cyrk albo szalony karnawał - gdzie wszystko jest
możliwe, a nic nie jest pewne. Są to sytuacje, w których człowiek w sztuczny sposób kreuje nową
rzeczywistość. Nic dziwnego, że także tam - jako niezwykle ważny rekwizyt - pojawia się „sztuczna
twarz" - maska.

Wieczorne przedstawienie ułicznego teatrzyku w sfyiu de/i'arfe. Дсепа otoczona przez tłum gapiów,
/konogrą/ta.' przykłady maiarskich przedstawień masek i zamaskowanych postaci.
NARRATOR (OFF)

Stosunek do maski zawsze był bardzo ambiwalentny. Z jednej strony wyobrażała ona nową, doskonalszą
tożsamość człowieka. Przez to, że jest trwała, że nie ulega zmianom (jak żywa twarz) - dawała nadzieję na
przekroczenie ludzkiej kondycji, uwolnienie się od dramatu przemijania. Była - utrwaloną ekstazą.
Z drugiej strony - jako zasłona skrywająca tajemnicę, a może ciemne moce, kryjące się w człowieku
- budziła lęk. W średniowieczu Kościół katolicki widział w niej narzędzie niebezpiecznych praktyk
magicznych, w wyniku których człowiek przemieniał się w demona. Za jej używanie groziła nawet
ekskomunika.
A dzisiaj?

Narrator dochodzi do komnaty pełnej masek i łuster. W głgbi widać dziewczyng siedzącą przed iustrem.
NARRATOR

722

Dzisiaj chętnie pouczamy innych, żeby wreszcie zdjęli wszystkie maski i pokazali swoją prawdziwą
twarz. Maska stała się przede wszystkim metaforą fałszu, dwulicowości, obłudy, nieszczerości,

�konformizmu-wymagających zdemaskowania i odważnego ukazania prawdziwej twarzy. Ten postulat
autentyczności (wyrażony najsilniej chyba przez romantyków: bądź sobą, nie obawiaj się wyrażać swoich
uczuć) stał się niewątpliwie motorem wielu bardzo pozytywnych przemian, jakie dokonały się
w świadomości Europejczyków w ciągu ostatnich 200 lat.
Twarz dziewczyny widoczna w zWiz'emw. f owo/i zdejmii/e z twarzy f/asfycznq maskę, Wre/ Łrzfafr przypomina maskę
z lealrw greckiego.
N A R R A T O R (OFF)

A jednak w dawnych kulturach maska również pomagała człowiekowi zbudować tożsamość. Nie­
przypadkowo starożytni Grecy określali ją słowem persona, które oznacza także osobę.
Jeśli więc założenie maski (metaforycznej maski), potraktujemy jako nasze zobowiązanie i deklarację
o nas samych - czy nie będzie to przejawem odwagi? Także to, a nie tylko zdzieranie masek.

Ogromna komnata pefna rozmaitycn masek Narrator siedzący przed Wirem.
NARRATOR

Warto więc pamiętać, że maska może być instrumentem nie tylko obłudnie fałszującym nasze oblicze, ale
także - pomagającym, czy wręcz umożliwiającym jego wyrażenie. Forma (a nie tylko ekspresja) - jest
warunkiem komunikacji między ludźmi.
Być może sztuka - każda sztuka, także sztuka życia, sztuka bycia sobą - polega nie tyle na odrzuceniu
wszelkich masek, ile na umiejętności wyboru tej odpowiedniej.
koniec odcinka

CIAŁO I WYOBRAŹNIA - program TY Wojciecha Michery:
Scenariusz, prowadzenie, oprawa muzyczna - Wojciech Michera
Reżyseria - Filip Kovcin
Zdjęcia - Artur Radźko
Scenografia - Bogdan Sólle
Kierownictwo produkcji - Jolanta Filipowicz
Produkcja - Spectrum /iim dla Redakcji Edukacyjnej TYP
Realizacja i emisja: 1996-1997
Cykl został także wydany przez MEN na kasetach YHS
Cykl składa się z 12 odcinków: Czfowiek i wszecnświat;
Kwadratura kofa; Cnoroba; Kqpiei; Nagość; f iciowość; Być kobietą,Być mężczyzną,- sztuczne ciato; &amp;rwczna twarz; Taniec; I/czta
Współautorką scenariusza odcinka Nagość jest Monika Sznajderman.

723

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8367" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8346">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/fdd21fc87e9497a81a6659d3b3d260b7.pdf</src>
        <authentication>f885c19c421701b1bf32f1637035dac2</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99982">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3392</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99983">
                <text>1982</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99984">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3179</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99986">
                <text>Pejzaż z pamięci (referat z sesji) / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99987">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4, s.75-78</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99988">
                <text>Czyżewski, Adam</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99989">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99990">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99991">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99992">
                <text>Adam Czyżewski

PEJZAŻ Z PAMIĘCI CZYLI W SPRAWIE N I E D O K O Ń C Z O N E G O PRZYPISU
, , I t e m słyszeliście, że Jeruzalom loży w ś r o d k u ś w i a t a .
K i e d y więc j a d ą s t a m t ą d n a w s c h ó d tyle dni ile po­
trzeba, aby s t ą d dotrzeć do Jeruzalem osiągają g r a ­
nice tamtego ś w i a t a . . . "
(sir J o h n Mandeville)
1

P r z y z n a j ę , że niejasna p r z e w r o t n o ś ć k r y j ą c a się za tym
t y t u ł e m jest trochę n i e z r ę c z n y m zaproszeniem do lektury, jeśli
jodnak, drogi czytelniku, zaufasz autorowi i dasz w i a r ę , że nie
tylko s k ł o n n o ś ć do krygowania się przed T o b ą p o d y k t o w a ł a m u
te s ł o w a , to u kresu w ę d r ó w k i , do której Cię teraz namawiam,
odnajdziesz b y ć m o ż e w y t ł u m a c z e n i e .
Locz zanim skierujemy się na w ł a ś c i w y trop, p o z w ó l , żo
w y j a ś n i ę jedno s ł o w o , które w dalszoj części tego szkicu powróci
wielokrotnie w r ó ż n y c h kontekstach. Droga (bo o niej tu mowa)
symbolizuje p o s z u k u j ą c e d ą ż e n i e Podobne temu zdanie usłysza­
ł e m k i e d y ś n a w y k ł a d z i e prof. W ł a d y s ł a w a S t r ó ż e w s k i e g o , po­
ś w i ę c o n y m filozofii Parmenidesa. U ś w i a d o m i ł e m sobie wtedy, że
wszechobecna w dziejach m y ś l i metafora drogi oznacza coś
w i ę c e j n i ż tylko p u s t ą figurę retoryczną z d o l n ą p r z e m y c i ć k a ż d ą
treść. I jeśli przedmiot tego szkicu zmusza mnie wręcz, bym
m ó w i ł o „ d r o d z e " , to to nie znaczy wcale, że „ w ę d r ó w k a " jako
swego rodzaju p o s t ę p o w a n i e badawcze, które t u p r o p o n u j ę ,
wprost w y n i k a z przedmiotu. Przeciwnie, w i ą ż ą c się z nim,
jednocześnie zachowuje a u t o n o m i ę i pozostaje m e t a f o r ą . N a l e ż y
u t r z y m y w a ć w ł a ś c i w ą m i ę d z y nimi r ó w n o w a g ę ; tzn. nie trak­
t o w a ć metafory n a prawach niewygodnego ś w i a d k a naszej
b e z r a d n o ś c i interpretacyjnej, lecz u ś w i a d o m i ć sobie, że dopiero
metafora u m o ż l i w i a interpretację. P o r u s z a j ą c się w obszarze
metafory, w c z y t u j ą c się w n i ą r ó w n o c z e ś n i e w j a k i m ś stopniu
w s p ó ł t w o r z y m y jej sens. Podobnie jest z m e t a f o r ą drogi. Jakie­
kolwiek poszukiwania intelektualne zawsze c z e r p a ł y rozmach
z przestrzeni, p o n i e w a ż w niej dynamizuje się j ę z y k . Nie m o ż n a
sobie nawet w y o b r a z i ć takiego d ą ż e n i a do „ ł a d u " , k t ó r e m u
z a b r a k ł o b y perspoktywy drogi —• „ d r o g a odkrywa, otwiera".
Często jednak przechodzimy mimo niej, nie zdając sobie sprawy
z jej istnienia. To prawda, że droga „ o d k r y w a " , ałe dopiero pod
warunkiem, że się ją z a u w a ż y . I tu tkwi źródło niepokoju, nie
tylko filozoficznego, bowiem k a ż d a sztuka interpretacji wymaga
takiego zadziwienia, refleksji, a więc zatrzymania się nad c z y m ś .

marytaninie ( V wiek): „ W skutek sprzeniewierzenia się A d a m a ,
l u d z k o ś ć straciła prawo bytu w raju, miejscu wysoko p o ł o ż o n y m ,
spokojnym, wolnym od cierpień i cudownym, które słusznie
nazwano tutaj Jeruzalem, g d y ż nazwa t a oznacza „ p o k ó j B o ż y " .
I zstępuje ona do J e r y c h a , krainy pustej i z a p a d ł e j , w której
u p a ł jest d u s z ą c y . Jerycho, to g o r ą c z k o w e ż y c i e ś w i a t a , ż y c i e
o d r y w a j ą c e od Boga i p o c i ą g a j ą c e w dół. Ogień najbardziej
bezwstydnych p r z y j e m n o ś c i powoduje w nim d u s z n o ś ć i wyczer­
panie."
3

T a pesymistyczna wizja d o c z e s n o ś c i zyskuje sobie aspokt

2

W r a c a j ą c do etnologii, najlepiej p r z y b l i ż y nam to zjawisko
Złota Gałąź Frazera. Otwiera ją, pozornie nieistotny, antyczny
r y t i na dalszych kartach d z i e ł a b ł y s k a w i c z n i e przeradza się
w i s t n ą l a w i n ę c y t a t ó w , o d n i e s i e ń , p r z y p o m n i e ń . E t a p po etapie
ś c i e ż k a interpretacji wprowadza c z y t a j ą c e g o w rozległy ś w i a t
z n a c z e ń . R o z w i j a j ą c y się w ą t e k nie powoduje r o z ł a d o w a n i a
n a p i ę c i a lecz p o t ę g u j e je. Nic więc dziwnego, że „ m i m o wszystko"
Złota
Gałąź z a c h o w a ł a do dzisiaj s w o j ą p i e r w o t n ą ś w i e ż o ś ć
i nadal inspiruje. Pobudza z w ł a s z c z a tych, k t ó r z y p o s z u k u j ą
odpowiedzi nie tyle na pytanie — „ c z y m jest etnografia?",
ile — „ j a k ą w a r t o ś ć m o ż e m i e ć dla etnografa jej uprawianie?".
Mam n a d z i e j ę , że w ten s p o s ó b u s p r a w i e d l i w i ł e m tok wywo­
du, k t ó r y z a p r e z e n t u j ę p o n i ż e j .
D ° w y j a ś n i e n i a pozostało nam jeszcze drugie znaczenio
„ d r o g i " . Odnajdujemy je r ó w n i e c z ę s t o w filozofii greckiej, j a k
i w m y ś l i chrześcijańskiej, mimo iż nie odnosi się już do „drogi
prawdy". B e z w z g l ę d u n a to jak p o j m o w a ć „ z b a w i e n i e " , „ d r o ­
ga" w wizji chrześcijańskiej t a k ż e stanowi jego o d w r o t n o ś ć ,
a więc „ u p a d e k " . D l a p r z y k ł a d u o d w o ł a m się do fragmentu
homilii Sewera z Antioohii z a t y t u ł o w a n e j O Miłosiernym
Sa-

pozytywny dopiero w o g ó l n y m planie zbawienia. Tymczasem
jednak p i ę t n o grzechu A d a m a sprowadza jego potomnych w chao­
tyczny dół, gdzie „ g o r ą c " i „ d u s z n o ś ć " przepełniają ich ż y c i e
cierpieniem.
N a podobne skojarzenie „ d r o g i upadku" z pierwiastkiem
„ d u s z n o ś c i " i „ g o r ą c z k o w o ś c i " zwrócił u w a g ę W ł a d y m i r Topo­
rów w ciekawej analizie Zbrodni i kary Fiodora Dostojewskiego.
Poprzez ustalenie etymologii n i e k t ó r y c h s ł ó w , szczególnie prze­
s y c a j ą c y c h j ę z y k powieści, T o p o r ó w doszedł do wniosku, że Zbrod­
nia i kara rozwija archetypiczne przedstawienia chaosu i kos­
mosu, t k w i ą c e korzeniami w opozycji wedyjskich s ł ó w „ a m h a s "
i „ u r u loka". Pierwszo oznacza „resztki chaotycznej w ą s k o ś c i ,
ślepego z a u ł k a , braku dóbr z a r ó w n o w strukturze makrokosmosu,
jak i duszy c z ł o w i e k a " , drugie natomiast — „szeroki ś w i a t " . *
T a k zrekonstruowana opozycja jest dla Zbrodni i kary o s i ą
jej dynamiki. Uczestniczy w w ę d r ó w c e Raskolnikowa po Peters­
burgu i wyznacza kierunek jego ewolucji etycznej. Zapewnia
osobowości t ę pełnię c z ł o w i e c z e ń s t w a , której nie m o ż n a o s i ą g n ą ć
inaczej, j a k poprzez p e ł n ą jej u t r a t ę . Tyle Dostojewski.
Chociaż nie określiłem jeszcze wszystkich a s p e k t ó w „ d r o g i " ,
k t ó r ą przyjdzie nam p r z e m i e r z y ć , n a d e s z ł a już pora, aby wyzna­
c z y ć jej p o c z ą t e k .
W dalszej części wspomnianej analizy T o p o r ó w dorzuca do
opisu „ ś r o d k a " jeszcze jedno spostrzeżenie. Otóż nie d o s y ć , że
owo „ c e n t r u m c i e m n o ś c i " jest duszne, w ą s k i e , to jeszcze na
dodatek — żółte. Czy jest się czemu d z i w i ć ? Czy przejawiająca
się m e l a n c h o l i ą „ n a t u r a l n a reakcja" na widok p o ż ó ł k ł y c h tapet,
kryje jeszcze coś poza s o b ą ? O c z y w i ś c i e m o ż n a u z a s a d n i ć to
c i ą g i e m skojarzeń t y p u : żółte — pożółkłe — u w i ą d — destrukcja
— śmierć i pewnie stąd w ł a ś n i e p r z y g n ę b i e n i e . Ale po cóż s t a w i a ć
pytania, skoro o d p o w i e d ź jest już gotowa, tzn. „ u z a s a d n i o n a " .
M u s i a ł e m je odrzucić, tak j a k to zrobił T o p o r ó w , gdy p o p r z e s t a ł
jedynie n a stwierdzeniu z w i ą z k u m i ę d z y „ c h a o t y c z n y m ś r o d k i e m "
a s z c z e g ó l n ą k o l o r y s t y k ą . W przypisie do tej uwagi czytamy:
„ n a p r z y k ł a d : ż ó ł t y kolor tapet, ż ó ł t e meble, ż ó ł t e ramki u sta­
ruchy, żółte meble u Porfirego, ż ó ł t a woda w kantorze; blada
zżółkła cera Raskolnikowa i K a t a r z y n y Iwanowny".*
W y d a ć b y się m o g ł o , że ten „ n i e d o k o ń c z o n y przypis"
Toporowa prowadzi nas w ś l e p ą uliczkę. P r z y z n a m , że i j a tak
m y ś l a ł e m aż do chwili, kiedy w moje ręce trafił inny tekst —•
d z i e w i ę t n a s t o w i e c z n y p a m i ę t n i k niemieckiego p o d r ó ż n i k a P a u l a
Harro H a r r i n g a . Jogo charakterystyczny rys ponownie o d s y ł a
nas do symboliki koloru ż ó ł t e g o . S z c z e g ó ł ten, j a k obraz utajony
6

75

I

�w kliszy fotograficznej, pewnie u m k n ą ł b y m i , gdyby nie w c z e ś ­

naszego wozu. T o b y ł o wszystko — poza t y m s t ę s k n i o n y wzrok

niejsza lektura a r t y k u ł u Toporowa.

d o s ł o w n i e na niczym nie m ó g ł się oprzeć.

Zatem nie pozostaje nic innego j a k , k o r z y s t a j ą c z usług

Gnębiło mnie pragnienie, poleciłom więc pocztylionowi, by

nowego przewodnika, ruszyć w dalszą podróż. Zawiedzie nas

zatrzymał

ona do K r ó l e s t w a Kongresowego, w k t ó r y m ten romantyczny

prawdziwie świeżej wody. Milcząc z b o c z y ł nieco w lewo, w po­

peregrynator z a w i t a ł w roku 1828. Pobudki, jakimi się kierował,

bliże jednej ze strzech, g ł ę b o k o osuniętej nad r o z p a d a j ą c ą się

w y p ł y w a ł y z klimatu epoki. Nie dziwimy się przeto, że p e ł e n

lepianką.

wziuszającej

naiwności

„postanowił

podjąć

zaszczyt

służby

w wojsku polskim", które j a k głosiła prasa niemiecka g o t o w a ł o

w ó z przed szynkiem dla pokrzepienia się

łykiem

To b y ł a pierwsza, tzn. p i e r w s z o r z ę d n a gospoda.
Wysiadłem,

zapytałem,

co m o g ę

d o s t a ć , bo przecież

—

się w ł a ś n i e do walki z T u r k a m i . I chociaż na miejscu pogłoski

stosownie do przywileju o b e r ż y s t y — nio m o g ł e m

o k a z a ł y się f a ł s z y w e , fatum, które zaciążyło nad losem Harringa

tylko na szklance wody. Kobieta — któroj opisowi sprzeciwiają

poprzestać

b y ł o n i e u b ł a g a n e . Trafił więc do armii, a ściślej m ó w i ą c zwerbo­

się prawa estetyki — z d a w a ł a się b y ć g ł u c h o n i e m a i wreszcie

wano go tam pod przymusem i , co jeszcze bardziej rozmijało

o d p o w i e d z i a ł a , że nie posiada nic innego poza w ó d k ą .

się z jego planami, b y ł a to armia nie polska a rosyjska. Odsłużył

W ó d k ę , a — na wszelki wypadek — t a k ż e t r o c h ę wina m i a ł e m

w niej dwa lata, p o d e j m u j ą c w m i ę d z y c z a s i e szereg prób wy­

z sobą, ale m ó j język p r a g n ą ł świeżego p ł y n u , p o p r o s i ł e m przeto,

dostania się z Polski. Wszystkie s p a l i ł y na panewce.

Został

zadowolony, o szklankę czystej wody.

po nich ślad w p a m i ę t n i k u , gdzie czytamy: „ P o l s k a

wydała

D o b r ą r a d ą nie n a l e ż y g a r d z i ć : kobieta z a p r o w a d z i ł a mnie,

m i s i ę (...) p e ł n ą słoniny p u ł a p k ą na myszy (świń t a m dosłownie

brodząc przez b ł o t o i g n ó j , na oddalone o kilka k r o k ó w po­

i w p r z e n o ś n i nie brak), do której bardzo ł a t w o m o ż n a się wśliz­

dwórze i w s k a z a ł a mi s t u d n i ę — o k r o p n ą j a m ę , o t o c z o n ą poręczą

n ą ć , ale c a ł y problem pologa na t y m , by się s t a m t ą d w y d o s t a ć .

z trzech desek, o b l a n ą brunatnym sosem. Z głębi studni d o b y w a ł

P r z y w y j ś c i u w s z ę d z i e m o ż n a uderzyć nosem o druty, na k t ó r y c h

się fetor

niejeden u t k n ą ł . "

7

Dopiero

po

ciężkiej

kontuzji, jako

nieprzydatny dla celów wojskowych, u z y s k a ł Harring

obiekt

żółtej

posoki,

ściekającej po s p l e ś n i a ł y c h grzybach,

p o k r y w a j ą c y c h glininą c e m b r o w i n ę .

zezwole­

— Czy to wasza studnia, dobra kobieto ? —• z a p y t a ł e m na

nie na w y j a z d . Po powrocie do Niemiec, w 1831 г., w y d a ł ksią­

p o ł y z u ś m i e c h e m , na p o ł y wzruszony t ą l u d z k ą n ę d z ą , która tu

żeczkę z a t y t u ł o w a n ą

n a z y w a ł a się ż y c i e m .

rosyjskim.

Wspomnienia

o Polsce

pod

panowaniem

Zawiera ona wnikliwy, do dziś b u d z ą c y zgrozę, opis

stosunków

między

władzą

a

społeczeństwem

Kongresówki.

— T a k , to jest, j a k pan widzi, studnia, ale wiadro znajduje
się w głębi, a drąg jest z ł a m a n y .

P o w r ó c ę do niego p ó ź n i e j , a tymczasem p o s ł u c h a j m y j a k H a r ­

Z p e ł n y m rezygnacji spojrzeniem, które p a d ł o na g r o m a d k ę

ring wspomina przekraczanie granicy tej „ k r a i n y bez powrotu".

całkowicie nagich dzieci, t a r z a j ą c y c h się w piachu, w s i a d ł e m

„ N i e m i e c k i czytelniku! Gdyby kaprys losu m i a ł cię k i e d y ś

do pojazdu. Podczas ślimaczej jazdy m i a ł e m d o s y ć czasu na

s p r o w a d z i ć do Polski i k i e r o w a ł b y ś się przypadkiem przez Wro­

ponowne p r z y g l ą d a n i e się okolicy. Bardzo m u s i a ł e m się zasta­

cław do K a l i s z a , przypatrz się d o k ł a d n i e dumnym d ę b o m w oko­

n o w i ć , czy w jakimkolwiek k r a j u poza P o l s k ą w i d z i a ł e m podobny

licy Milicza, uciesz się urokiem ich zieleni, lub jeśli to b ę d z i e

obraz. J a k daleko wzrok sięgał —- nic tylko p r z e s t r z e ń , w której

zima, s k r z ą c y m szronem, otwórz swe serce na ten widok, p o ż e ­

z ł a t w o ś c i ą m o ż n a by w k r ó t c e s t w o r z y ć ś w i a t .

gnaj się z Niemcami — ale n a s t ę p n i e zamknij swe serce, a t a k ż e

Z rozpaczy p o c i ą g n ą ł e m

z flaszki p o t ę ż n y

łyk, nabiłem

s w ó j kufer, jeśli dotychczas go nie z a b e z p i e c z y ł e ś , i bacz na k a ż d e

fajkę i d u m a ł e m nad s z c z ę ś c i e m n a r o d ó w , nad dolą l u d z k ą i nad

s ł o w o , j a k i na s w o j ą s a k i e w k ę , bo jedziesz do Polski.

s ł o w a m i francuskiego gwardzisty, k t ó r y k i e d y ś , w tej okolicy,

Zmiana krajobrazu niemieckiego

na polski dokonuje eię

stopniowo, jeżeli w ogóle krajobrazem m o ż n a n a z w a ć to, co
nas otacza na t y m skrawku ziemi, k t ó r y stanowi z a c z ą t e k właści­
wej Polski.

wśród

przekleństw

wykrzyknął:

, , I to

nazywają

Polacy oj­

c z y z n ą ?"
Z a p a d ł w i e c z ó r , przeszła noc. K i e d y z n a d c h o d z ą c y m po­
rankiem z b u d z i ł e m się z mojej ostatniej drzemki, b y ł o mi ciężko

Polski ? — cóż m ó w i ę ! Nie m a przecież P o l s k i ! S ą jeszcze

na sercu. W y d a w a ł o mi s i ę , j a k gdybym d o t a r ł na koniec ś w i a t a ,

j a k dotychczas, R o s j a , Prusy i Austria, nie ma jednak Polski.

w miejscu, gdzie winien b y ć już zabity deskami. Z i m n y poranek

Ale jedziemy, j a k szybko to m o ż l i w e , przez t ę część p a ń s t w a

wiosenny ś w i t a ł na horyzoncie, ale t u nie z n a l a z ł wiosny. Cztery

pruskiego,

która

poprzez

monotonię

szarzyzny

doprowadzi

pory roku z d a w a ł y się t u b y ć w z a c i e k ł y m sporze nad s p r a w ą
śmierci natury. Nawet jej elementy z d a w a ł y się istnieć jedynie

nas nad granicę rosyjską.
Droga z W r o c ł a w i a do K a l i s z a jest j e d n ą z najgorszych,
j a k ą kiedykolwiek przejeżdżałem — powiadam: p r z e j e ż d ż a ł e m ;
prowadzi na d u ż y m odcinku przez bagna, które — jak k a ż d e
bagno — m o g ł o b y dopiero s t a ć się drogą.

w stanie s z c z ą t k o w y m . Powietrze, ziemia, bagniska i tylko tjde
ognia, by s ł u ż y ł o na zapalenie fajki.
Wreszcie, na lewo od drogi, u k a z a ł się wysoki budynek
kamienny — pruski u r z ą d graniczny czy j a k się tam

zwał.

P o j a z d y b y ł y dostosowano do drogi, tzn. wybitnie się po-

Pocztylion doręczył s w ó j papierek i szlaban p o d n i ó s ł się w górę.

p o g o r s z y ł y od chwili, kiedy m i n ą ł e m p i e r w s z ą stację, z a Wro­

S k r z y p i ą c z a m k n ą ł się za nami, ten odgłos p r z e s z y ł mi serce.

c ł a w i e m , dumnym miastem prowincjonalnym, b ę d ą c y m jeszcze

T a k więc z n a l a z ł e m się formalnie r o z ł ą c z o n y •— odzielony

w z a s i ę g u dobrodziejstw kultury... u n o s i ł e m się w tej na p o ł y

od k r a j u d ę b ó w , k t ó r e w r z e c z y w i s t o ś c i o p u ś c i ł e m j u ż około

p ł y n n e j bryi, na przestrzeni trzeciej stacji...
Czy

zdołasz

sobio w y i m a g i n o w a ć ,

dwudziestu godzin temu. Czułem ucisk serca. Z n a j d o w a ł e m się

drogi czytelniku, j a k

właściwie

w kraju bezpańskim,

bo

dopiero

po przejechaniu

d w ó c h , a m o ż e półtorej wiorsty od miejsoa, gdzie w i d n i a ł ostatni

m ó g ł ś w i a t w y g l ą d a ć jeszcze przed jego stworzeniem ?
odbywałem

orzeł z czarnych i b i a ł y c h desek, u k a z a ł się d w u g ł o w y przy

podróż przez P o l s k ę pod zaborem pruskim. W ś r ó d t y s i ą c a obra­

czerwonobiałej rogatce. Co za kontrast m i ę d z y granicami p r u s k ą

Doskonale

mogę

sobie to

wyobrazić,

odkąd

z ó w , utrwalonych w mojej p a m i ę c i , n a j w y r a ź n i e j w y ł a n i a się

i r o s y j s k ą ! P r z y pierwszej ani szyldwacha, ani żołnierza, ani

przede m n ą obraz, k t ó r y m o ż n a by wiernie o d t w o r z y ć za p o m o c ą

jeźdźca granicznego; tu rogatka, K o z a c y , inspektorzy, strzelcy

piasku, bagna, gliny, s ł o m y i wielu steit gnoju. Przede wszyst­

graniczni, herby, b r o ń . "

8

k i m jednak w mojej w y o b r a ź n i unosi się obraz pewnej wsi —

Od czasów, kiedy sir J o h n Mandeville p i s a ł swój przewodnik

nazwa ta dla tej najnędzniejszej z osad jest bezsprzecznie obraź-

po Ziemi Ś w i ę t e j , dzieli nas wiele stuleci. Z m i e n i ł y się u k ł a d y

liwa, niomniej z o w i ą ją wsią.

polityczne,

Niebo i chaos — oto główne t ł o tego obrazu. Ziemia nie

inaczej przebiegają

szlaki komunikacyjne i nikt

nie traktuje d o s ł o w n i e zwrotu „ n a k r a ń c a c h ziemi". Wystarczy

b y ł a jeszcze, zdajo się, stworzona, t u i ó w d z i e w i d n i a ł y rozpada­

jednak p r z y w o ł a ć taki c h o ć b y opis Harringa, by

jące się strzechy, p o p ę k a n e mury gliniane i c u c h n ą c e

sobie, ż e do dzisiaj ż y j e m y w świecie o ś r e d n i o w i e c z n y c h zarysach.

gnoju na piasku bezdennym,

76

przesypującym

s i ę przez

kupy
koła

uświadomić

T a sama intuioja geograficzna, istniejąca w m y ś l e n i u

stereo-

�typowym, wytycza granicę m i ę d z y zachodem a wschodem,
p o d n o s z ą c j ą do rangi „ k o ń c a ś w i a t a " . Poza e k u m e n ą nie m a
cywilizacji, kultury, dobrych o b y c z a j ó w , poczty z a c h o w u j ą c e j
t a j e m n i c ę korespondencji itd. J e ż e l i trafi się w y j ą t e k , to t y m
gorzej dla niego, p o n i e w a ż to, co „ u nas" jest normalne, t r w a ł e
i dobre, „ t a m " istnieje na zasadzie diabelskiej p r z e w r o t n o ś c i ,
m a s k u j ą c dewiacje, niestałość i o g ó l n y chaos. W s p a n i a ł y m
p r z y k ł a d e m takiej inwersji jest reakcja Harringa n a niespodzie­
wanie dobry stan dróg W Polsce. Twierdzi, że chociaż „wjeż­
d ż a j ą c e m u do Polski wydaje się ten kraj wzorem kultury, zwłasz­
cza gdy wzrok jogo przesuwa się po ś w i e t n e j szosie biegnącej
p r o s t o j a k strzelił", to „ n i e d a l e k o z a s z e d ł b y filozof, gdyby
w e d ł u g stanu tej drogi w n i o s k o w a ł o stanie kraju... D o s z e d ł b y
wtedy do wniosku, że bardzo jest kiepsko z p r a c o w i t o ś c i ą na
Ś l ą s k u , natomiast bardzo wysoko s t o j ą w Polsce p r z e m y s ł
i sztuka. Tymczasem w s z y s t k o j e s t w ł a ś n i e n a o d ­
w r ó t " . (podkr. A . C . ) Ostatnie zdanie dostarcza nam gotowej
formy stereotypowego widzenia zagranicy. Zgodnie z t ą z a s a d ą
„ p r o s t a droga" odniesiona do negatywnej całości jest p r z e d ł u ­
ż e n i e m i ekwiwalentem „ b e z d r o ż y " .
9

W ramach t y c h uniwersalnych s c h e m a t ó w m i e ś c i się t a k ż e
wizja „ d r o g i upadku", której wiele miejsca p o ś w i ę c i ł e m na
p o c z ą t k u szkicu. W e d ł u g Harringa naród polski j a k owa l u d z k o ś ć
z s t ę p u j ą c a do dusznego J e r y h a , oddala się od w s p a n i a ł e j s p u ś ­
cizny swoich p r z o d k ó w . Z a jakie grzechy Polacy cierpią, tego
Harring nie precyzuje, ale i nie czyni i m ż a d n y c h obietnic, że
kiedykolwiek osiągną „ n i e b i e s k i e Jeruzalem". Widocznie prze­
sunięcie granicy tamtego ś w i a t a już na zawsze w y r w a ł o P o l s k ę
z „ z a s i ę g u dobrodziejstw kultury". Historia p o k a z a ł a czy s t a ł o
się tak r z e c z y w i ś c i e , reszta jest już tylko milczeniem. Mimo,
że „ d r o g a u p a d k u " tworzy wraz z p o z o s t a ł y m i stereotypami
jeden syndrom, w y r ó ż n i a s i ę zdecydowanie swoim chrześcijań­
skim rodowodem i zasługuje n a potraktowanie jako przedmiot
odrębnych badań.
T a sama p o d r ó ż Harringa u k a ż e się w nieco odmiennym
ś w i e t l e , gdy z a u w a ż y m y , że jej przebieg jest wiernym odwzoro­
waniem mitycznej p o d r ó ż y w z a ś w i a t y . M a m n a m y ś l i typowe
dla niej o d k s z t a ł c e n i e czasu i przestrzeni, szczególnie narzucające
się w zdaniu k o ń c z ą c y m cytowany fragment p a m i ę t n i k a . J a k
sobie przypominamy Harring zatrzymuje się przed r o s y j s k ą
strażnicą i ze zdumieniem stwierdza, że od czasu kiedy opuścił
„ k r a i n ę d ę b ó w " m i n ę ł o przeszło d w a d z i e ś c i a godzin. „Czas
przejścia" jest plaski, a przestrzeń — amorficzna. D w a d z i e ś c i a
godzin stanowi w przeszłości l u k ę , k t ó r e j Harringowi nie udaje
się tak ł a t w o zapołnić.
T e n p o b i e ż n y p r z e g l ą d r ó ż n y c h a s p e k t ó w drogi w z a ś w i a t y
jest zarazem wykazem r ó ż n y c h m o ż l i w o ś c i interpretacyjnych.
I stale p a m i ę t a j ą c o nich s p r ó b u j ę p r z y j ą ć nieco odmienny
k ą t widzenia.
Otóż wydaje m i się zasadnym potraktowanie tej relacji jako
swego rodzaju ś w i a d e c t w a p r z e ż y c i a estetycznego. Jego przed­
miotem intencjonalnym b y ł b y t u krajobraz w y w o ł a n y z pa­
m i ę c i , a w i ę c już pewien obraz, w c i e l a j ą c y ustalony p o r z ą d o k
w a r t o ś c i . I chociaż trudno m ó w i ć o p o r z ą d k u w a r t o ś c i w przy­
padku obrazu, z k t ó r e g o wyziera powszechny chaos, postaram
się w y k a z a ć w jaki s p o s ó b antyostetyka m o ż e b y ć produktem
określonej estetyki i z w i ą z a n e g o z n i ą p o r z ą d k u w a r t o ś c i .
P r z e j d ź m y teraz do tekstu i wynotujmy z niego te fragmen­
ty, które o d p o w i a d a j ą interesującej nas kolorystyce. J u ż pobież­
n a analiza w y k a ż e , że najczęściej pojawia się piasek, strzechy,
gliniano m u r y , kupy gnoju, bagna i w jednej sytuacji (w fabule
p a m i ę t n i k a znajduje ona p o z y c j ę w y r a ź n i e k u l m i n a c y j n ą ) —
ż ó ł t a posoka. Z w y j ą t k i e m ostatniego, wszystkie poprzednie
elementy krajobrazu d o p u s z c z a j ą bardzo rozległą t o n a c j ę ,
jednak zawsze b ę d ą to pochodne koloru ż ó ł t e g o . Ogólnie rzecz
biorąc, po dołączeniu „ b r u n a t n e g o sosu", kolorystyka taka oddaje
„ m o n o t o n n ą s z a r z y z n ę " . D l a przeciętnego Europejczyka nie
stanowi ona zaskoczenia, z w ł a s z c z a po u w z g l ę d n i e n i u całego
kontekstu, ale w ł a ś n i e ten kontekst p o m i n ą ł e m celowo, po to

aby go odnaleźć w innych tekstach i dopiero później powrócić
do w s p o m n i e ń Harringa. Inaczej m ó w i ą c , da się z a a r a n ż o w a ć
s y t u a c j ę , w której w y p o w i e d ź będzie się t ł u m a c z y ć przez wy­
powiedź.
Wspomnienia Harringa są typowym wytworem romantyzmu
i nie sprzeczając się już o zasięg tego pojęcia, prowadzi nas ono do
k i l k u , różnej rangi postaci epoki: Goethego, Delacroix, Rungego czy nieco wcześniejszego Price'a. Wszyscy oni zajmowali się
rolą, znaczeniem koloru w p r z e ż y c i a c h estetycznych, niekiedy
czyniąc to z prawdziwie naukowym zacięciem, j a k w p r z y p a d k u
Goethego czy Rungego.
Goethe w Nauce o barwach pisze o barwie ż ó ł t e j : „ J e ż e l i
barwa t a w swej c z y s t o ś c i i jasnej postaci działa przyjemnie
i r a d o ś n i e , w p e ł n y m nasyceniu m a coś z pogody i s z l a c h e t n o ś c i ,
to gdy zostanie zabrudzona lub w pewnym stopniu p r z e c i ą g n i ę t a
na stronę m i n u s o w ą , okazuje się na to niezmiernie w r a ż l i w a
i działa bardzo nieprzyjemnie. I tak kolor siarki, p o s i a d a j ą c y
lekki odcień zieloni sprawia nieprzyjemne wrażenie.
Takie w ł a ś n i e wrażenie powstaje, jeśli kolorem ż ó ł t y m za­
barwimy powierzchnie nieczyste i nieszlachetne, np. z w y k ł e
sukno, filo itp. na k t ó r y c h nie ukazuje się on z c a ł ą s w ą siłą.
Przez nieznaczne i niedostrzegalne przesunięcie odczuwamy
teraz to, co robi w s p a n i a ł e wrażenie ogni i z ł o t a , jako plugawe:
barwa c h w a ł y i rozkoszy zostaje zamieniona w barwę h a ń b y ,
w s t r ę t u i niesmaku. S t ą d t e ż prawdopodobnie w z i ę ł y się żółte
kapelusze b a n k r u t ó w , żółte pierścienie na p ł a s z c z a c h Ż y d ó w .
T a k ż e tak zwany kolor rogaczy nie jest niczym i n n y m j a k brud­
n y m kolorem ż ó ł t y m . "
1 0

Od siebie dorzucę tylko ż ó ł t e ł a t k i dla Ż y d ó w za c z a s ó w
I I I Rzeszy, ż ó ł t e kwiaty oznaczające zazdrość, żółte worki pokut u j ą o y c h przed Ś w i ę t ą I n k w i z y c j ą , czy żółte habity t y c h , k t ó r y c h
oddawano w ł a d z y ś w i e c k i e j n a stracenie. Odwróoenie dokonane
przez Goethego polega n a t y m , ż e kolor siarki sprawia nieprzy­
jemne wrażenie, nie tylko ze w z g l ę d u n a lekki o d c i e ń zieleni,
ile z powodu nieprzyjemnego zapachu kojarzącego się z p i e k ł e m ,
a oo do Ż y d ó w to znany jest antysemityzm Goethego.
P o s z u k u j ą c p o r z ą d k u aksjomatycznego dla antyestetyki
obrazu Harringa, docieramy do jeszcze jednego aspektu nobili­
tacji koloru w X I X w. Jest to jego aspekt kosmiczny. R o m a n ­
t y z m u p r a w i a ł m i s t y k ę barw, czerpiąc obficie ze średniowiecznej
alchemii k t ó r ą Schelling n a z w a ł „ s z t u k ą destylowania substancji
boskiej z substancji ziemskiej". Znana b y ł a t e ż k s i ą ż k a J a k o b a
Boehme z 1620 roku, gdzie p o s z o z e g ó l n y m barwom o d p o w i a d a j ą
określone Osoby T r ó j c y Ś w i ę t e j .
P r z y t o c z ę cytaty z d w ó c h g ł ó w n y c h d z i e ł teorii koloru, t y m
ciekawszych, że p o w s t a ł y c h w t y m s a m y m czasie i do pewnego
stopnia niezależnie od siebie. Pierwszy pochodzi z d z i e ł a Philippa
Otto Rungego Farbenkugel: „ K o l o r jest o s t a t n i ą s z t u k ą , która
zawsze pozostanie t a j e m n i c ą . Zawiera s y m b o l i k ę T r ó j c y : ś w i a t ł o ,
czyli biel i c i e m n o ś ć , czyli czerń, które nie są kolorami. Ś w i a t ł o ś ć
jest dobrem, c i e m n o ś ć — z ł e m . . . Nie m o ż e m y p o j ą ć ś w i a t ł a i nie
m o ż e m y p o j ą ć ciemności. Dlatego ludziom dane z o s t a ł o obja­
wienie i barwy p r z y s z ł y n a ś w i a t , a oto: błękit, c z e r w i e ń i żółcień.
B ł ę k i t jest Ojcem, c z e r w i e ń jest w i ę z i ą m i ę d z y niebem a z i e m i ą .
G d y obie z n i k n ą , ukazuje się w nocy o g i e ń , k t ó r y jest ż ó ł t y ;
jest to zesłanie Parakleta, dlatego księżyc jest ż ó ł t y . "
1 1

Drugi cytat pochodzi od Goethego: „ J e ż e l i zdamy sobie
s p r a w ę z k r a ń c o w y c h opozycji barwy ż ó ł t e j i niebieskiej i jeśli
dostatecznie długo p r z y g l ą d a ć się b ę d z i e m y ich intensyfikacji k u
czerwieni, co sprawia, iż p r z e c i w i e ń s t w a z a c z y n a j ą się s k ł a n i a ć
k u sobie i łączą się w c z y m ś trzecim, w ó w c z a s n a pewno powsta­
nie pewne, s z c z e g ó l n e , tajemnicze w y o b r a ż e n i e , że t y m oddzielo­
n y m od siebie, przeciwstawnym sobie dwom istnieniom m o ż n a
by p r z y p i s a ć znaczenie w sferze ducha. W i d z ą c j a k k u d o ł o w i
w y t w a r z a j ą one z i e l e ń , a k u górze c z e r w i e ń , z trudom powstrzy­
mamy s i ę od p o m y ś l e n i a tam o ziemskich, a tu o niebieskich
bytaoh, które E l o h i m s t w o r z y ł y . "
1 2

Ż e b y określić p o z y c j ę ozerwieni w koncepcjach, trzeba naj­
pierw p r z y p o m n i e ć

zasadę trójkąta

barw podstawowych,

na

77

I

�której obie się wspierają. Oto g ó r n y w i e r z c h o ł e k trójkąta zajmuje

serce na ten widok, p o ż e g n a j się z Niemcami, ale n a s t ę p n i e zam­

c z e r w i e ń , a u jego podstawy s y t u u j ą się kolory niebieski i ż ó ł t y .

knij swe serce"; „ b y ł o mi ciężko n a sercu"; „ t e n odgłos p r z e s z y ł

Te dwa ostatnie, j a k pisze Goethe, mimo że opozycyjne, znajdu­

mi serce"; „ c z u ł e m ucisk serca".

ją jedność w czerwieni, natomiast w dole, mieszając się w akcie

G d y uważniej p r z y j r z y m y się inwokacji, to z a u w a ż y m y , że

kreacji, emanacji, t w o r z ą zieleń, kolor bliski materii, symbol

jeden szozegół zdecydowanie w y r ó ż n i a ją z całego p a m i ę t n i k a .

ziemi. Nie trudno teraz dopatrzeć się w czerwieni trzeciej, bra­

Przeczytajmy jeszcze raz „ p r z y p a t r z

kującej Osoby Trójcy — D u c h a Ś w i ę t e g o , k t ó r y będąc z a s a d ą

d ę b o m w okolicy Milicza, uciesz oko urokiem ich zieleni, lub

T r ó j c y jest zarazem, j a k czytamy u Bungego

„więzią między

jeśli b ę d z i e to zima, s k r z ą c y m szronem..." i r z e c z y w i ś c i e , poza

niebem a ziemią". N a tej w i ę z i wspiera się c a ł y porządek kos­

t y m jednym, s z c z e g ó l n y m przypadkiem, w c a ł y m tekście ani

miczny, krótko m ó w i ą c kosmos.

się dokładnie

dumnym

razu nie pada słowo „ z i e l e ń " , z a s t ę p u j e ją za to monotonio, barw,

Sakralny charakter t r ó j k ą t a uwypukla ambiwalenoję

two­

p o c h o d z ą c y c h od „żółci". Ż e b y wyjaśnić na czym polega

r z ą c y c h go barw podstawowych. Np. c z e r w i e ń , która jest gwa­

wymiana, musimy ponownie o d w o ł a ć się do kosmicznego

rantem harmonii kolorystycznej, posiada również c i e m n ą i groźną

k ą t a barw.

s t r o n ę : „ P u r p u r o w e s z k ł o ukazuje dobrze o ś w i e t l o n y krajobraz
w ś w i e t l e p r z e r a ż a j ą c y m . W barwy tej tonacji spowite m u s i a ł y
by b y ć niebo i ziemia w D n i u S ą d u

Ostatecznego".

13

Kolor

ta

trój­

zielony symbolizuje w nim ziemię. Opisana przez

Goethego coincidentia oppositorum d w ó c h barw —. żółtej i nie­
bieskiej — z a k ł a d a trzeci czynnik — czerwień. J e j brak lub

B ł ę k i t wg Goethego jest jeszcze bardziej u w i k ł a n y w sprzecz­

o b e c n o ś ć kieruje rocznym cyklem wegetacji. W niej spełnia się

n o ś c i : ,,(...) o błękicie m o ż n a p o w i e d z i e ć , iż posiada właściwości

odwieczny dramat przyrody. Wiosna przynosi zieleń, jesień —•

c z e g o ś ciemnego. B a r w a ta na oko oddziałuje szczególnie, czego

s k r z ą c y się szron. Tymczasem kraina, do której dotarł Harring,

nie da się n i e m a l ż e bliżej określić. Jako barwa jest energią,

nie zna n a s t ę p s t w a pór roku — „ Z i m o w y poranek ś w i t a ł na ho­

j e d n a k o w o ż n a l e ż y do strony negatywnej i w swej najczystszej

ryzoncie, ale t u nie znalazł wiosny. Cztery pory roku w y d a w a ł y

postaci jest niejako nicością, k t ó r a pobudza. Spoglądając

na

się t u b y ć w z a c i e k ł y m sporze nad s p r a w ą śmierci natury. Nawet

nią dostrzegamy sprzeczność m i ę d z y p o d n i e t ą a spokojem (...)

jej elementy z d a w a ł y się istnieć jedynie w stanie s z c z ą t k o w y m " .

T a k j a k chętnie gonimy za u m y k a j ą c y m

przed nami m i ł y m

R o z p a d a j ą się wszystkie w i ę z i łączące do tej pory niebo i z i e m i ę .

przedmiotem, tak s p o g l ą d a m y c h ę t n i e na błękit nie dlatego, że

Chaos p o c h ł a n i a resztki zieleni i w postaci zdegradowanej żółci

nam się narzuca, lecz dlatego, że nas za s o b ą p o c i ą g a . "

1 4

unosi je na swojej powierzchni. „ N i e b o i chaos — to g ł ó w n e

J e d y n y m kolorem pozbawionym tej ambiw.ilencji (pomijając

tło tego obrazu. Ziemia nie b y ł a jeszcze, zdaje się, stworzona..."

d w o i s t o ś ć żółtej barwy, o czym p i s a ł e m wcześniej) jest z i e l e ń :

czas nieba i chaosu jest czasem kosmicznej katastrofy, k t ó r ą

„ O k o nasze znajduje w niej realne zaspokojenie. Jeżeli obie

dopełnia rozpad trójkąta barw. I chociaż ó w D z i e ń S ą d u Osta­

podstawowe

tecznego powinien o b j a w i ć się grozą płonącej purpury, w obrazie

barwy mieszając się p o z o s t a n ą w idealnej r ó w n o ­

wadze, tak że jedna nie dominuje nad drugą, to oko i dusza spo­

Harringa nie znajdujemy czerwieni, ognia, w s z ę d z i e „ p o w i e t r z e ,

c z y w a j ą n a p o w s t a ł e j barwie jako na c z y m ś prostym. Człowiek

ziemia, bagniska i tylko tyle ognia, by służyło na zapalenie

nie chce p ó j ś ć dalej i nie m o ż e . Dlatego też na t a p e t ę w pokoju,

fajki".

w k t ó r y m się stale przebywa, wybiera się najczęściej kolor zie­
lony."

13

Zdziwimy się bardzo, gdy ta sama żółć w koncepcji Rungego
o k a ż e się Parakletem — pocieszycielem. Jestem g ł ę b o k o przeko­

Skoro j e s t e ś m y teraz bogatsi o symboliczny kontekst, oto­

nany, że jedno nie przeczy drugiemu, a p o w y ż s z a interpretacja

czenie, z którego p r z e m a w i a j ą do nas „ b a r w y ziemi", s p r ó b u j m y

poddaje się tej ambiwalencji. N a l e ż y bowiem do natury zjawisk

z o r g a n i z o w a ć w o k ó ł nich poszczególne elementy obrazu H a r r i n -

symbolicznych to, że są ono wieloznaczne. W i e l o z n a c z n o ś ć nie

ga. Inwokacja do „ n i e m i e c k i e g o czytelnika", otwierająca pa­

oznacza sprzeczności. Istotna różnica m i ę d z y pozytywnym a ne­

m i ę t n i k , wprowadza nas w k o s m o l o g i ę c h a r a k t e r y s t y c z n ą dla

gatywnym odniesieniem barwy ż ó ł t e j , m o ż e tracić na swej istot­

czasu przejścia. P o d r ó ż n i k powinien p o ż e g n a ć się z Niemcami

ności podobnie, jak pozorne wykluczanie się „ d r o g i p r a w d y "

i p r z y g o t o w a ć swe serce na spotkanie z c z y m ś „ i n n y m " , bowiem

i „drogi upadku" w chrześcijańskim planie zbawienia. Widocznie

„ d u m n e d ę b y w okolicy Milicza" są już ostatnim znamieniem

nie wystarczy o d w o ł a ć się do archetypu tak, jak to zrobił Topo­

swojskiego

rów. Niech to ostatnie

krajobrazu i solidnej, trwałej

„niemieckości". Z a

zdanie b ę d z i e konkluzją tego szkicu,

nimi rozpościera się p l ą t a n i n a b e z d r o ż y , b ł o t n i s t e koleiny pro­

a p o n i e w a ż droga, k t ó r ą p r z e b y l i ś m y , nie jest ś l e p ą

w a d z ą c e do nikąd. Nie m o ż n a m ó w i ć o drodze, p o n i e w a ż ta „jak

z a c h ę c a m do g ł ę b s z e g o wczytania się w Zbrodnię

k a ż d e bagno -—• m o g ł a b y dopiero s t a ć się d r o g ą . " I nie tylko

kolorystykę,

za k t ó r ą

kryje

się n i e m a ł e

uliczką,

i karę,

bogactwo

jej

znaczeń.

wzrok, k t ó r y „ d o s ł o w n i e na niczym nie m ó g ł się oprzeć", ale

A m o ż e r o z w i ą z a n i e przyniesie fragment tajemniczej księgi,

i s ł o w a nie p r z y l e g a j ą do swoich d e s y g n a t ó w . „ D r o g a " właściwie

którą niodawno odnaleziono w j a k i m ś starym dworku n a kresach

nie jest drogą, „pierwszorzędna gospoda"

p ó ł n o c n o - w s c h o d n i c h ? Przeczytajmy go na z a k o ń c z e n i e :

k a ż e się d o m y ś l a ć

n ę d z n e j lepianki, a „ c z y s t a woda" okazuje się żółtą posoką.

„ A czy Sędzia, rzekł Major, Żółtą K s i ę g ę c z y t a ł ?

Ó w stan zawieszenia, w k t ó r y m „ o b r a z " jest co prawda „ u t r w a ­

Co to za Żółta K s i ę g a ? P a n Sędzia z a p y t a ł .

lony w p a m i ę c i " , lecz zarazem „ w y ł a n i a s i ę " „unosi s i ę " , kiorujo

K s i ę g a , rzekł Major, lepsza niż wasze statuty

t a k ż e p r z e m i a n ą emocji. G w a ł t o w n e skoki w rytmie uczuć to­

A w niej pisze co s ł o w o : stryczek, Sybir, k n u t y :

w a r z y s z ą pokonywaniu kolejnych barier. Chciałoby się p o w i e d z i e ć ,

K s i ę g a ustaw wojennych, teraz w Litwie całej

że ta magia Alkmeny wciela się w i s t o t n ą m a g i ę serca — „ o t w ó r z

O g ł o s z o n y c h , już pod stół wasze t r y b u n a ł y " .

PR
1

2

J o h n Mandeville
Stróżowski W ł a d y s ł a w , Istnienie

K r a k ó w 1981

Harring, op. cit., s. 333
t a m ż e , s. 326—329
t a m ż e , g. 333
J a n W . Goethe, Nmtka o barwach (w:) Wybór pism este­
tycznych, Warszawa 1981, ss. 296—297
Maria R z e p i ń s k a , Historia, kołom w dziejach
małarstwa
europejskiego,
t. 2, K r a k ó w 1979, s. 90
Goethe, op. cit., s. 324
t a m ż e , s. 303
t a m ż e , s, 299
t a m ż e , s. 304
A d a m Mickiewicz, Pan Tadeusz, w. 165—170
8

9

s. 5
3

Sewer z Antiochii Miłosierny
Samarytanin
(w:) Henri de
L u b a c , Katolicyzm,
K r a k ó w 1961 s. 183
W ł a d y m i r N . T o p o r ó w , Poetyka Dostojcwskiego a archaiczne
schematy myśłenia
mitologicznego, ,,Literatura na świecie", 1981,
nr 118, s 305—331
t a m ż e , s. 318
P a u l Harro Harring, Wspomnienia
z Połski
Kongresowej
(w:) Cudzoziemcy o Polsce. Bełacje i opinie, K r a k ó w 1971, s.
325—354
4

5

6

78

Y P I S Y
7

i wartość,

1 6

1 0

1 1

1 2

1 3

1 4

1 5

1 6

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8365" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8344">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d303094be7e54a8159ac2ac10ad61ab1.pdf</src>
        <authentication>22a2993dcea81628db8bcf2afbe7387c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99962">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3391</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99963">
                <text>1982</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99965">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3178</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99966">
                <text>Studencka sesja naukowa p.t. "Moja etnografia" / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99967">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4, s.74</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99968">
                <text>Benedyktowicz, Zbigniew</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99969">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99970">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99971">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99972">
                <text>STUDENCKA SESJA NAUKOWA „MOJA ETNOGRAFIA"

W dniach od 7 do 9 m a j a

1982 z inicjatywy s t u d e n t ó w

K a t e d r y Etnografii S ł o w i a n Uniwersytetu J a g i e l l o ń s k i e g o zor­

którą

uprawiam.

Autor p o r u s z y ł t u c z ę s t o p o w r a c a j ą c ą k w e s t i ę

wyboru s p o m i ę d z y r ó ż n y c h tradycji i modeli uprawiania nauki

ganizowana z o s t a ł a sesja naukowa pod h a s ł e m „ M o j a etnografia".

(strukturalnej,

Spotkanie to m i a ł o miejsce w Skawicy k. Suchej i uczestniczyli

ich wartość i p r z y d a t n o ś ć w badaniach etnograficznych, o p t u j ą c

w nim obok s t u d e n t ó w z K r a k o w a i W a r s z a w y t a k ż e pracownicy

za t r a d y c j ą s e m i o t y c z n ą .

naukowi obu o ś r o d k ó w —• mgr Zbigniew F i j a k ( U J ) , dr Czesław
Robotyoki ( U J ) , dr J e r z y S ł a w o m i r Wasilewski ( U W ) , dyskusjom
w o k ó ł w y g ł o s z o n y c h referatów p r z e w o d n i c z y ł c z ł o n e k naszej re­
dakcji mgr Zbigniew Benedyktowicz ( I S P A N ) .
g ł o s y p a d a j ą c e podczas spotkania m o ż n a przyjąć jako k o n t y n u a c j ę
czy t e ż przyczynek do odpowiedzi na pytania zawarte w ankiecie
„ P o l s k i e j Sztuki L u d o w e j " : Etnografia
logia kultury

—. Łudoznawstwo

Otwierający
zatytułowany

—. Etnologia —• Antropo­

— czym są? dokąd

zmierzają?

( P S L N r 2/81). Wypowiedzi s f o r m u ł o w a n e t y m razem przez stu­
d e n t ó w o d z n a c z a j ą się wielką p a s j ą , żarliwością, osobistym tonem;
w z b u d z i ł y zaciekłe, wielogodzinne dyskusje, ujawniające c z ę s t o ­
kroć różne wizje nauki p i e l ę g n o w a n e j , uprawianej, czy t e ż o k t ó ­
rej s i ę „ m y ś l i i m a r z y " poza sformalizowanymi

programami

realizowanymi i znaczonymi kolejnymi „ z a l i c z e n i a m i " i wpisami

fenomenologicznej)

rozważając

sesję referat W i k t o r a Stoczkowskiego

Prawda

naukowa

o ludzkie wartości

(UW)

wychodząc

od blake'owskiej wizji upadku c z ł o w i e k a p r z e d s t a w i a j ą c e j od­
dzielenie

Aczkolwiek nie b y ł o to z a ł o ż o n e w programie sympozjum —

semiotycznej,

się od

pierwotnej,

harmonijnej jedności

(Tharmas — ciało, Urthona — wyobraźnia

człowieka

p o ł ą c z o n a z pod­

ś w i a d o m o ś c i ą , L u v a h — u o z u c i o w o ś ć , z w i ą z a n a z sercem, Urizen
—rozum m i e s z k a j ą c y w g ł o w i e ) Urizena —- rozumu i zyskiwania
p r z e z e ń panowania nad p o z o s t a ł y m i ^częściami, panowania od­
znaczającego
dotykał

się bezcielesnością, brakiem u c z u ć

i wyobraźni,

m.in. takich kwestii j a k : prawda naukowa, prawda

jako cel nauki i jako w a r t o ś ć ż y c i a , zagadnienie

„dysonansu

poznawczego" w y n i k a j ą c e g o z konfliktu tyoh dwu wartości na
p r z y k ł a d z i e n i e k t ó r y c h tez wypracowanych przez w s p ó ł c z e s n ą
n a u k ę (teoria altruizmu W . Hamiltona), jawnej i ukrytej obec­
ności w a r t o ś c i w m y ś l e n i u naukowym.

w indeksach podczas s t u d i ó w .
T e n ż a r l i w y , polemiczny, k r y t y c z n y i osobisty ton wypo­

S ł a w o m i r Sikora ( U W ) w referacie Miłość

a poznanie przy­

wiedzi spowodowany b y ł nie tylko „ p r a w e m m ł o d o ś c i " , ś w i a d o ­

p o m n i a ł g ł ó w n e tradycje filozoficzne

rozważające z w i ą z k i po­

mie otwartym h a s ł e m tego spotkania d o p u s z o z a j ą c y m tego ro­

m i ę d z y miłością a poznaniem w tradycji kultury europejskiej

dzaju osobiste refleksje nad u p r a w i a n ą n a u k ą , ale t a k ż e i chwilą,

(filozofia p l a t o ń s k a , chrześcijańska, w s p ó ł c z e s n a filozofia z k r ę g u

w której doszło do tego spotkania. Znamienne jest to, że w i ę k ­

fenomenologii i egzystencjalizmu —- Max Scheler i Gabriel Marcel).

s z o ś ć wypowiedzi, t e m a t ó w referatów, k t ó r y c h nikomu nie „ o d ­

W i e s ł a w Szpilka ( U J ) w referacie Postawa etnografa repre­

radzano", ani nie narzucano (poza o g ó l n y m jedynie s f o r m u ł o w a ­

z e n t o w a ł w i z j ę swojej etnografii, w której rozważając

niem h a s ł a tej sesji „ M o j a etnografia") g r a w i t o w a ł o w kierunku

elementy struktury poznania w triadzie: spotkanie-dialog-rozu­

m y ś l e n i a skierowanego k u w a r t o ś c i o m , reflektującego s e n s o w n o ś ć ,

mienie n a w i ą z a ł do d o ś w i a d c z e ń i inspiracji p ł y n ą c y c h z refleksji

w a r t o ś ć i m o ż l i w o ś c i poznawcze takiego a nie innego sposobu

wypracowanych

uprawiania nauki.

fenomenologicznej".

D o m i n o w a ł a w i ę c w t y c h w y s t ą p i e n i a c h tendencja
ficzna

i

etyozna

rozważająca

wartość

naukowego

frontacji z r z e c z y w i s t o ś c i ą i w a r t o ś c i a m i ludzkiego ż y c i a . J a k ­
kolwiek nie o c e n i a l i b y ś m y pojawienia s i ę takiej tendencji i nie
zastanawiali „ c o to m a w s p ó l n e g o z e t n o l o g i ą czy e t n o g r a f i ą " ,
po prostu o d n o t o w a ć

kręgu

,.krakowskiej

szkoły

rekonstrukcji

ludowej

nych

elementów

zwrócił u w a g ę n a s z c z e g ó l n ą rolę dynamicz­
symboliki

kosmologicznej

w

tradycyjnych

w y o b r a ż e n i a c h ludowych.
Monika Sznajdermann i M a ł g o r z a t a Majewska ( U W ) przed­
s t a w i ł y w s t ę p n e r o z w a ż a n i a nad z w i ą z k a m i symboliki religijnej

d o m o ś c i , u j a w n i a j ą c y się w m y ś l e n i u o naszej dyscyplinie p o ś r ó d

z narodowym mitem polskim d o k o n u j ą c p r z e g l ą d u rozmaitych

naszych

„głodu

stanowisk w kwestii tych z w i ą z k ó w — Czarnowski, Brzozowski,
Miłosz, Gombrowicz — r o z w a ż a n i a b ę d ą c e w s t ę p e m do zamie­

filozoficznego

i

kolegów.

myślenia

jakie t o w a r z y s z y ł o

Być może

skierowanego

próbom

ten stan

M i r o s ł a w Mąka ( U J ) w referacie Próba
kosmogonii Słowian

świa­

najmłodszych

i zarejestrować

i teraz" w

filozo­

poznania

z a ł o ż o n e g o w r ó ż n y c h modelach i tradycjach naukowych w kon­

należy

,,tu

kolejne

zjawisko

w

stronę

wartości",

sformułowania

swego

stanowiska

w kwestiach poruszanych przez n a s z ą a n k i e t ę , jest symptomem
ś w i a d o m o ś c i i p r z e ż y w a n i a k r y z y s u uprawianej dyscypliny (co
rzadko m i a ł o miejsce w odpowiedziach

n a d e s ł a n y c h na n a s z ą

a n k i e t ę ) . K r y z y s u widzianego n a znacznie szerszym tle: zmu­
s z a j ą c y m do zastanowienia się czy nie m a m y czasem do czy­
nienia z kryzysem, zaniedbaniami i z a g r o ż e n i a m i tego, co n a j ­
ogólniej i „ n i e n a u k o w o " określa s i ę mianem humanistyki i „ m y ś ­
lenia humanistycznego".
wypowiedzi
o

i

Nie trzeba chyba d o d a w a ć , ż e wiele

wygłoszonych

kryzysie i z a g r o ż e n i a c h ,

referatów

świadczyło

nie

lecz przede

wszystkim

stanowiło

wyraz afirmacji dla takiego szerokiego, humanistycznego

tyle
spoj­

rzenia.

Poniżej

publikujemy

W sprawie niedokończonego

referat

Adama Czyżewskiego

przypisu

w k t ó r y m s p l o t ł y się w j a k i ś

(UJ)

s p o s ó b zasygnalizowane t u w ą t k i przewijające s i ę podczas tego
spotkania: w ą t e k filozoficzny, z a s t a n a w i a j ą c y się nad wyborem
drogi poznawania, j a k i stricte

„materiałowo-etnograficzny".

Wreszcie i dlatego że wydaje się on b y ć reprezentatywny dla
podsumowania sesji, które tak w y r a z i ł autor referatu rozpoczy­
n a j ą c e g o spotkanie: „ R e f e r a t m ó j na t y m się k o ń c z y ł , ale teraz
gdy g ° s p i s u j ę , po w y s ł u c h a n i u wszystkich w y s t ą p i e ń na sesji,
c h c i a ł b y m d o d a ć jeszcze jeden cytat, w ł a ś c i w i e jego parafrazę,
dobrze o d d a j ą c ą , j a k s ą d z ę , p o w ó d dla którego c h c i a ł e m zasta­
n o w i ć s i ę n a d s p r a w ą n a u k i i w a r t o ś c i . P ó ź n i e j o k a z a ł o s i ę , że

Warto również z a z n a c z y ć , że obok wspomnianej „ t e n d e n c j i
filozoficznej" m i e l i ś m y do czynienia z referatami, które z p u n k t u
widzenia

tradycyjnie

pojmowanej

ortodoksji

zagadnienia

metodologiczne czy stricte

w t y m miejscu z b i e g ł y się intencje co najmniej k i l k u jeszcze
osób, które zabierały głos.

etnograficznej

m o ż n a by n a z w a ć referatami bardziej akademickimi, podejmu­
jącymi

rzonych b a d a ń n a d s y m b o l i k ą G r o b ó w Wielkanocnych.

etnograficzne.

Do t y c h należała m.in. z a m y k a j ą c a sesję w y p o w i e d ź Zbigniewa

Parafrazując
jest nie samo

Senekę,

który

napisał:

„Albowiem

ż y c i e , leoz piękno ż y c i e " , m o ż n a

dobrem

powiedzieć:

„ a l b o w i e m dobrem jest nie sama nauka, lecz p i ę k n a nauka".

F i j a k a ( U J ) , n a w i ą z u j ą c a w swym tytulo do ankiety przeprowa­
dzonej w ś r ó d filozofów przez m i e s i ę c z n i k „ Z n a k " —

74

Etnografia,

Zbigniew

Benedyktowicz

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8361" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8339">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e93cb6c35e0ede842a1d631a1bdf95d0.pdf</src>
        <authentication>52f120a019a0590578648022cc363638</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99911">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3383</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99913">
                <text>1982</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99915">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3170</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99917">
                <text>Nikifor (1895-1968) / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99919">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4, s.23-26</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99921">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99923">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99925">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99926">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99927">
                <text>Aleksander Jackowski

NIKIFOR
(1895-1968)
W y c h o w a ł się na pograniczu d w ó c h k u l t u r , d w ó c h w y z n a ń , byl

for b y ł a n a l f a b e t ą , b o l a ł z tego p o w o d u a p o n i e w a ż b y ł raczej

b o w i e m Ł e m k i e m . W y o b r a ż e n i a o B o g u , N i e b i e , Piekle k s z t a ł ­

s k ą p y ( n i g d y nie d a w a ł ,,na t a c ę " ) z a s k o c z y ł o m n i e g d y o f i a r o w a ł

t o w a ł z a p o z n a j ą c się z n a u k a m i a przede w s z y s t k i m m a l o w i d ł a m i

s p o r ą s u m ę c h ł o p c o m , k t ó r z y z b i e r a l i d a t k i na b u r s ę . N i e c h c i a ł ,

w cerkiewkach i k o ś c i o ł a c h , c h o d z i ł b o w i e m z a r ó w n o do j e d n y c h

b y wiedziano, że nie c z y t a i nie pisze, o p a t r y w a ł w i ę c o b r a z k i

jak i drugich.

n a p i s a m i , o d w z o r o w u j ą c , p r z e w a ż n i e z b ł ę d a m i , widziane g d z i e ś

Ojca nie z n a ł , m a t k a z a r a b i a ł a p r a n i e m . M i a ł jej f o t o g r a f i ę ,

szyldy czy drogowskazy. Czasem tekst k o m e n t o w a ł t e r ś ć obrazka,

p o k a z y w a ł z w i d o c z n y m wzruszeniem. Z m a r ł a , g d y b y l jeszcze

c z ę s t o b y ł t o j e d n a k t y l k o z b i ó r p r z y p a d k o w y c h w y r a z ó w . A b y nie

c h ł o p c e m , z o s t a ł w i ę c sam, nie z n a j ą c n a w e t swego nazwiska.

w y r ó ż n i a ć się w czasie n a b o ż e ń - i t w a s p o r z ą d z i ł sobie m o d l i t e w n i k

W i e d z i a ł t y l k o , że się n a z y w a N i k i f o r . W i e d z i a ł t e ż , o d m ł o d y c h

w czarnej oprawie. W y g l ą d a ł j a k p m w d z i w y , t y l e że w ś r o d k u

l a t , że m a b y ć malarzem. J u ż wczesne akwarele ś w i a d c z ą o w i e l ­

znajdowały

kiej

w g ó r n e j części s t r o n i c y sceny b i b l i j n e , w dolnej z a ś ich w s p ó ł ­

wrażliwości

i umiejętności

obserwacji, nie r z a d k o

pod­

szytej d o w c i p o m . Prace swe s z a n o w a ł , n a w e t te wczesne z okresu

się

wyłącznie

rysunki Nikifora,

przedstawiające

czesne, ziemskie o d p o w i e d n i k i .

g d y m i a ł 10—-12 l a t , p i e c z o ł o w i c i e p r z e c h o w y w a ł w d u ż e j s k r z y n i ,

Gotowe o b r a z k i „ o p r a w i a ł " , p r z y k l e j a j ą c po bokach r a m k ę

k t ó r ą m i a ł w s w y m k r y n i c k i m m i e s z k a n i u . Całe ż y c i e m a l o w a ł

z p a s k ó w p a p i e r u , t a k d o b r a n ą w kolorze, że p o t ę g o w a ł a w y r a z

a w ę d r u j ą c c z ę s t o po wsiach i k r y n i c k i c h domach s p r z e d a w a ł je

całości. Potem

bądź ofiarowywał

p i e c z ę ć —• N i k i f o r - M a t e j k o

w z a m i a n za jedzenie czy nocleg. G d y nie

przyklejał

z n a j d o w a ł n a b y w c ó w — p r o s i ł o j a ł m u ż n ę . P o n i e w a ż na skutek

Nazwisko powszechnie

w a d y w y m o w y ( p r z y r o ś n i ę t y j ę z y k ) b e ł k o t a ł , n a ogół nie r o z u ­

swej

m i a n o go, co p o g ł ę b i a ł o izolację p s y c h i c z n ą malarza.

na

odwrocie p ę t e l k ę

i

przystawiał

( m i a ł i c h k i l k a i bardzo je l u b i ł ) .

znanego malarza p r z y b r a ł j a k o o z n a k ę

profesji.

Pisano

Ś w i a t go c i e k a w i ł , w ę d r o w a ł w i ę c po wsiach, j e ź d z i ł k o l e j ą

nawet o n i m , ż e jest g ł u c h o n i e m y . N o s i ł w i ę c w swej kasetce

( o c z y w i ś c i e bez b i l e t u ) do T a r n o w a , K r a k o w a , Nowego S ą c z a ,

z obrazkami i farbami „list ż e b r a c z y " , k t ó r y malując umieszczał

W a r s z a w y . W l a t a c h p i ę ć d z i e s i ą t y c h p o j e c h a ł nawet na t z w .

na w i d o c z n y m miejscu. T a k i c h l i s t ó w z a c h o w a ł o się k i l k a , na

w ó w c z a s Ziemie Odzyskane. S z k i c o w a ł o ł ó w k i e m w n o t a t n i k u

k a ż d y m , o b o k p r o ś b y , pisanej przez z n a j o m y c h , w i d n i o j o m a l e ń k i

widziane budowle, k o ś c i o ł y , secesyjne ratusz^ i dworce. Powsta­

obrazek p r z e d s t a w i a j ą c y N i k i f o r a , k o ś c i ó ł b ą d ź c e r k i e w k ę . N i k i ­

w a ł y p ó ź n i e j z n a k o m i t e k r a j o b r a z y z o k i e n wagonu (nie z n a m

23

�i n n y c h , gdzie t a k b y się c u l o przesuwanie

pejzażu).

Nikifor

na k o ł n i e r z u k o s z u l i . B y ł przekonany, że m i l a r z e z n a j d u j ą się

z b i e r a ł t e ż stare pisma i w z o r n i k i secesyjnej a r c h i t e k t u r y , po­

w h i e r a r c h i i ś w i a t a przed i n n y m i l u d ź m i , i m b o w i e m d a ł P a n

s ł u g i w a ł się n i m i , ale w s w y c h wizjach a r c h i t e k t o n i c z n y c h pusz­

dar tworzenia.

czał wodze f a n t a z j i . B u d o w a ł g i g a n t y c z n y b u d y n e k na k s z t a ł t

W i e r z y ł , że s p r a w i e d l i w o ś ć z a p a n u j © dopiero na

tamtym

a r k i —- ,,To A m e r y k a , t ł u m a c z y ł . R o b i ą p i e n i ą d z e . W k a ż d y m

świocie. Złi z o s t a n ą u k a r a n i , d o b r z y w y w y ż s z e n i . W t e d y o n , po­

d o m u robie, p i e n i ą d z e , D o l a r y ! "

n i ż a n y na z i e m i zostanie m ę d r c e m , c z y t a j ą c y m

Wiadomo,

ż^ N i k i f o r

byl znakomitym kolorystą.

święte księgi,

Umiał

malarzem z p r a w d z i w y m i s z t a l u g a m i , s k r z y p k i e m , b i s k u p e m —

j e d n a k t a k ż e ciekawie r y s o w a ć . Ś w i a d c z ą o t y m szkice oerkiewek,

w y m i e r z a j ą c y m u s t ó p o ł t a r z a k a r ę t y m , k t ó r z y go s k r z y w d z i l i .

w i r t u o z e r i a w p o s ł u g i w a n i u się e f e k t a m i p e r s p e k t y w y . „ P o t r e t y "
chwytały

charakterystyczną

cechę

konkretnej

osoby.

M a l a r s t w o b y ł o d l a N i k i f o r a nie t y l k o f o r m ą p r o j e k c j i m a r z e ń

Kiedyś

i o c z e k i w a ń , ale sposobem i n t e r p r e t a c j i widzianej r z e c z y w i s t o ś c i .

poprosiłem Nikifora o kilkanaście ołówkowych szkiców różnych

M a l u j ą c d o m , w k t ó r y m mieszkam, d o d a ł jedno p i ę t r o , d o s a d z i ł

o s ó b (na wieczkach p u d e ł e k od p a p i e r o s ó w ) i z a n o t o w a ł e m n a

drzdfc^a na u l i c y , a r y s u j ą c na moje p r o ś b y P a ł a c K u l t u r y i N a u k i

odwrocie kogo m v j ą p r z e d s t a w i a ć . Po k i l k u l a t a c h p o k a z a ł e m je

w b u d o w a ł go w o t a c z a j ą c e ,

m a l a r z o w i . M o m e n t a l n i e p o z n a ł , k t ó r y rysunek kogo przedstawia.

d o s k o n a ł e poczucie h u m o r u , widoczne w i m a g i n o w a n y c h p o m ­

D o n i e k t ó r y c h t e m a t ó w p o w r a c a ł w r ó ż n y c h okresach swego
ż y c i a . N a l e ż a ł clo n i c h w ą t e k Nikifora
(z n i e o d ł ą c z n ą k a s e t ą ) , Nikifora

wędrującego

po drogach

witanego, Uczt malarzy. T e n te­

nikach

jak

i architekturach

spiętrzone k u górze domy. Miał
zwieńczonych

dowcipną

figurą.

W obrazach jego czas u l e g a ł s p ł a s z c z e n i u . E l e m e n t y przesz­
łości i t e r a ź n i e j s z o ś c i n a k ł a d a ł y się na siebie. N a d Ucieczką

do

m a t i n t e r p r e t o w a ł s z c z e g ó l n i e starannie. Po ś m i e r c i — t ł u m a c z y ł

Egiptu l e c i a ł aeroplan, t a k i sam, j a k i m ó g ł z a p a m i ę t a ć z m ł o d o ś c i ,

— wszyscy m i l a r z e z o s t a n ą zaproszeni do P a ń s k i e g o s t p ł u , i t a k

święci w niebie n o s i l i z i m ą n a u s z n i k i , a poruszali się d o r o ż k ą

oto s i e d z ą obok siobie (jak za c z a s ó w m ł o d o ś c i N i k i f o r a ) w czar­

„ n a b a l o n a c h " , j a k co lepsi k r y n i c c y g o ś c i e . Niebo w istocie nio

n y c h pelerynach, kapeluszach z r o n d e m i fontaziach z a w i ą z a n y c h

r ó ż n i ł o się od z i o m i . B y ł o t y l k o lepsze.

24

�N i k i f o r p r a c o w a ł od ś w i t u do nocy, o b s e r w o w a ł e m go w K r y ­

no ? K t o do czasu m o d y na N i k i f o r a , cenił „ P a m i ą t k i z K r y n i c y "

n i c y i g d y m i e s z k a ł u m n i e w Warszawie. W ż y c i u nie w i d z i a ł e m

m i ł o w a n e ś l i n ą i f a r b k e m i , zawsze na m u r k u p r z e d D o m e m

t a k pracowitego c z ł o w i e k a . Z a c z y n a ł m a l o w a ć

Zdrojowym ?

o awioio,

koło

5—6, a n i na c h w i l ę nie o d r y w a j ą c s i ę od r o b o t y . K i e d y nadcho­

N i k i f o r a „ o d k r y ł " o k . 1935 r . u k r a i ń s k i m a l a r z

Seweryn

dził zmierzch o d k ł a d a ł f a r b y , z a b i e r a ł się do rysowania o b r a z k ó w ,

T u r y n . Pierwszy p i s a ł o n i m J e r z y W o l f f , ale t w ó r c z o ś ć k r y n i c k i e ­

k t ó r e w n a s t ę p n y c h d n i a c h m i ł o w a ł . P ó ź n y m wieczorom, g d y

go m i s t r z a s p o p u l a r y z o w a l i dopiero po wojnie A n d r z e j i E w a

oczy m u j u ż ł z a w i ł y i b y l w y r a ź n i e z m ę c z o n y d o b i e r a ł i p r z y k l e j a ł

B a n a c h o w i e . Z a j ę l i się w a r u n k a m i ż y c i a i z d r o w i e m m a l a r z a ,

r a m k i do obrazków-, w y k o n y w a ł p ę t e l k i do zawieszania. Obser­

zorganizowali m u pierwsze, w a ż n e w y s t a w y w k r a j u i za g r a n i c ą ,

w u j ą c go s ą d z ę , że w s w y m ż y c i u n a m i ł o w a ł k i l k a d z i e s i ą t t y s i ę c y

w y d a l i o n i m dwie książki.

o b r a z k ó w na

kartkach

zo szkolnych z e s z y t ó w , wieczkach od

W o s t a t n i c h l a t a c h ż y c i a N i k i f o r m i a ł przydzielonego opie­

p u d e ł e k z papierosami, a nawet na zlepionych s k r a w k a c h p a p i e r u .

k u n a , mieszkanie z rzeczami o k t ó r y c h p r z e d t e m m a r z y ł ( k i l k a

N i g d y się nie p o w t a r z a ł , n a t o m i a s t c z ę s t o m i l o w a ! serio o b r a z k ó w

odbiorników radiowych, kilkanaście zegarków), samochód k t ó r y m

na t e n sam t e m a t , p r z e d s t a w i a j ą c jo w kolejnej fa-'.io r u c h u , j a k

go w o ż o n o . W ł a d z e d a ł y m u d o w ó d osobisty i oficjalne nazwisko

k l a t k i rysunkowego f i l m u .

— K r y n i c k i . B y ł j u ż j e d n a k bardzo c h o r y i z m ę c z o n y ż y c i e m ,

Prace p ó ź n i e j s z o w y k a z u j ą

rozwój

w p o r ó w n a n i u z w c z e ś n i e j s z y m i , p o g ł ę b i a się n a s t r ó j , doskonali

s m u t n y . M ę c z y l i go ludzie, p r z y c h o d z ą c y p o p a t r z e ć j a k pracuje,

kompozycja,

m ę c z y ł o m i ł o w a n i e . P r a c o w a ł j a k b y z o b o w i ą z k u , gorzej, z coraz

umiejętność

perspektywicznego

widzenia

archi­

t e k t u r y , ś w i a d o m e operowanie ś w i a t ł o c i e n i e m , a przede wszyst­
kim

w r a ż l i w o ś ć k o l o r y s t y c z n a . Najlepsze

obrazy,

te

większym trudem.

właśnie,

Prace N i k i f o r a pokazano na wszystkich w a ż n i e j s z y c h w y s t a ­

k t ó r e p r z e s ą d z a j ą o randze a r t y s t y c z n e j N i k i f o r a , t w o r z y ł w la­

w a c h s z t u k i n a i w n e j (w B a z y l e i , M o n a c h i u m , Z u r y c h u , Zagrze­

tach trzydziestych. Z a c h o w a ł o się ich jednak

biu, Bratysławie itd.) Miał kilkanaście wystaw indywidualnyoh

niewiele,

któż

b o w i e m , poza k i l k o m a m a l a r z a m i , d o c e n i a ł przed w o j n ą i c h p i ę k ­

w

Polsce,

Argentynie, B e l g i i , Berlinie

Zachodnim,

Brazylii

25

�F r a n c j i , H o l a n d i i , J a p o n i i , J u g o s ł a w i i , Republice Federalnej
Niemiec, Stanaoh Zjednoczonych, S z w a j c a r i i , Wielkiej B r y t a n i i .
O Nikiforze napisano p a r ę setek a r t y k u ł ó w , n a k r ę c o n o 3 filmy
dokumentalne.
Bibliografię oraz wykaz wystaw podaje w swej najnowszej
k s i ą ż c e Andrzej B a n a c h . Nikifor,

26

Warszawa 1983.

Obrazy Nikifora z n a j d u j ą s i ę w Polsce w n a s t ę p u j ą c y c h
muzeach: Muzeum O k r ę g o w e , N o w y S ą c z ( n a j w i ę k s z a kolekcja),
Muzeum Narodowe w Warszawie, Muzeum Narodowe w Pozna­
n i u , Muzeum Etnograficzne w K r a k o w i e , P a ń s t w o w e Muzeum
Etnograficzne

w Warszawie, Muzeum O k r ę g o w e w R a d o m i u ,

Muzeum O k r ę g o w e w T o r u n i u .

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8359" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8338">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ce92b879fbb7bc623eb88f43fa041809.pdf</src>
        <authentication>e114c99dcf3996d0aba2dbfb84af63c1</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99895">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4720</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99897">
                <text>1964</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99899">
                <text>spis treści</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99901">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4381</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99902">
                <text>Spis treści/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1964 t.18 z.3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99903">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1964 t.18 z.3; pierwsze strony</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99904">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99905">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99906">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99908">
                <text>1

INSTYTUT

SZTUKI

POLSKIEJ

AKADEMII

NAUK

ROK

XVIII

1964

polska sztuka ludowa

NR 3

�TRESC

Adam

Anna

Jacek

Chętnik

Kutrzeba-Pojnarowa

Olędzki

Twórczość ludowa Kurpiów w dziedzinie
sztuki

107

Ludowa sztuka kurpiowska a zagadnienie
odrębności i żywotności historycznego re­
gionu kultury

127

Rzeźba w drewnie z północnej
szczyzny

135

Kurpiow­

Halina

Olędzka

Z badań nad wycinanką kurpiowską .

Adam

Chętnik

Mój życiorys

KRONIKA

.

159
179
181

SUMMARY

OF ARTICLES

I33

PE3IOME

180

Na okładce: Kogut, wycinanka, wym. 34,5 X 43 cm. Wyk.
Marian­
na Deptuła, Surowe, pow. Ostrołęka.
Wł. Muz. Kult. i Szt. Lud.,
Warszawa. Na stronie tytułowej:
Sw. W awrzyniec, rzeźba w drew­
nie, wys. 93 cm, dawniej znajdowała
się na górze Św.
Wawrzyńca,
obecnie Muz.
Łomża.

K O M I T E T R E D A K C Y J N Y — mgr Aleksander Jackowski, dr Kazimierz Pietkiewicz,
prof. dr Ksawery Piwocki, prof. dr Roman Reinfuss, prof. dr Tadeusz Seweryn.
ZESPÓŁ R E D A K C Y J N Y — redaktor naczelny: mgr Aleksander Jackowski, zas­
tępca redaktora naczelnego: prof. dr Roman Reinfuss, sekretarz redakcji i redaktor
działu: mgr Jadwiga Jarnuszkiewicz, współpracownicy: mgr Anna Kunczyńska,
mgr Wacław Sułkowski, redaktor techniczny: Maria Klukowska, układ graficzny:
Jadwiga Jarnuszkiewicz. Tłum.: Doris Ronowicz (ang.), Natalia Stasińska (ros.).
Red.: Instytut Sztuki P A N , Warszawa, ul. Długa 26. Wyd. i administr.: P.P
Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, Warszawa, ul. Krak. Przedmieście 21/23.

056

�KWARTALNIK I N S T Y T U T U SZTUKI P O L S K I E J AKADEMII NAUK ROK XVIII 1964 NR 3

polska sztuka ludowa

J*)

�Zeszyt poświęcony sztuce ludowej Kurpiów dedykujemy z a s ł u ­
żonemu działaczowi-regionaliście doc. dr Adamowi Chętnikowi.
Nazwisko Jego od przeszło pół wieku wiąże się z historią badań
etnograficznych nad regionem kurpiowskim a w obszernej biblio­
grafii prac Adaima Chętnika znajdujemy pozycje ważkie, a niekiedy
pionierskie, o wartości nieprzemijającej, jak choćby
Pożywienie
Kurpiów
czy prace o jantarze (bursztynie) na Kurpiach.
Jest również Adam Chętnik ofiarnym działaczem społecznym,
wieloletnim bojownikiem o polskość Mazur w latach plebiscytu
i późniejszych. Reprezentował też jako poseł ziemię kurpiowską
przez lat kilka w Sejmie Rzeczypospolitej. Przyczynił się swoją
pracą w y c h o w a w c z ą , popularyzatorską i dziennikarską — do pod­
niesienia kultury i oświaty wsi kurpiowskich. Jako etnograf i m i ­
łośnik sztuki kurpiowskiej budził swymi artykułami i książkami
zainteresowanie regionem, zwracając nań u w a g ę z a r ó w n o naukow­
ców, jak i społeczeństwa. W latach 1926—1927 zaczął tworzyć, c z ę ­
ściowo własnym sumptem, Muzeum Kurpiowskie w Nowogrodzie,
zniszczone w czasie ostatniej wojny, a obecnie pod kierunkiem
państwa Chętników odbudowywane jako skansen. W latach przed­
wojennych i już obecnie w Polsce Ludowej organizuje też doc.
Chętnik muzeum regionalne w Łomży. Dziś zasłużony ten regiona­
lista ma już niemal 80 lat, ale mimo wieku dostojnego Jubilata
wciąż działa, pisze, bierze udział w badaniach terenowych, służy
swemu Muzeum radą i wiedzą.
Trud badań terenowych, pomnażania i interpretowania faktów
spoczywa obecnie na barka-ch średniego i w coraz w i ę k s z e j mie­
rze — młodego pokolenia. Pracują oni w oparciu o instytucje, za­
kłady naukowe. Ich wiedza, przygotowanie fachowe i sposoby
badawcze są dziś na pewno inne niż było to możliwe przed kilku­
dziesięciu laty, gdy trzeba było samemu zdobywać niemal wszyst­
ko — wiedzę, środki na prowadzenie badań i na publikacje. Był
to okres romantyczny, czasem wręcz heroiczny, i pracując dziś
w innych warunkach, możemy tym bardziej podziwiać wielki i pio­
nierski trud takich właśnie ludzi jak Adam Chętnik. Oni tworzyli
podwaliny dnia dzisiejszego.
Redakcja
106

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8357" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8335">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1b6d61c2b0113b3d10746932c1986ea9.pdf</src>
        <authentication>6cf02476eea7753c70530a25843894c4</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99875">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4718</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99877">
                <text>1964</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99879">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4380</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99881">
                <text>Summary of articles/ ummary oPolska Sztuka Ludowa - Konteksty 1964 t.18 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99882">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1964 t.18 z.2; s.101-103</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99883">
                <text>ang.</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="99884">
                <text>ros.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99885">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99886">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99887">
                <text>P

O

L

I

S

H

F

Franciszek Pabich — „THE MADONNA I N P O M E ­
RANIAN WATER THREAD PAPER"
The author publishes some particularly valuable
and
so far unknown material concerning water
thread paper in Pomerania. These materials are the
result of ten years of toilsome work, studying both
old notarial acts, mortgages, church and municipal
records and municipal archives not studied from this
point of view so far. The author's research also
included the study of old price lists, calendars and
chronicles, private etters and agreements and old
prints and documents in the Voivodship State Archi­
ves. This research has today enabled the author not
only to publish an extremely rich, unknown and
interesting set of copies of the water thread papers,
themselves, but also a lot of information of particular
importance, for it has made it possible to establish
the existence of 96 paper mills in Pomerania, among
them, the oldest one in Gdańsk, dating back to 1420,
and to identify the names of 200 paper makers, which
in turn showed a large number of Poles among the
founders and owners of the Pomeranian paper mills,
and also the fact that the apprentices executing
these water threads were largely recruited from the
Polish element. And this enables the author to clas­
sify their work as Polish folk art. Water thread
paper first made its appearance in Pomerania in the
middle of the 15th century, and the earliest examples
date back to 1454. Among the subjects specific to
this area, the dominating one is the Madonna and
Child. The set of illustrations accompanying the
article show the rich variety of presentations of the
subject, from very subtle ones to fundamentally
different compositional types.
The set of copies is furnished with an information
table giving their origin, the place where they are
kept, their dimensions and a list of various kinds
of water thread papers, according to the paper mills.
Jerzy Czajkowski — W E A V E R S C O T T A G E S I N T H E
L O C A L I T Y OF KROSNO
Research carried out on the folk architecture of
Pogórze (Rzeszów region) has shown that in a few
villages in the locality of Krosno there is a definite
inter-dependence
betwen the craft of
weaving
practiced there and the interior layout of the
weavers'cottages.
The examples that have been
preserved, some of them dating back 100 and in some
cases 200 years, justify the statement that a well
developed layout plan is typical in the weavers'
cottages. The author distinguishes three versions
of the layout plan: 1) cottage with corridor in centre
and rooms on both sides, 2) with lobby running
halfway along one side with rooms opening out of
it, residential plan, 3) with the same layout, work­
shop plan.
The author discusses various versions of interior
layout within the framework of these plans, depict­
ing them with the plates that have been included
(the Palish abbreviations should be understood as
follows: Wr — workshop, I — room, K o — chamber,
S — lobby, St — stable, B — quadrangle, I zim —
cool room).
The simplest is the cottage built according to the
layout of the lobby running halfway along one side
with the rooms opening out of it, workshop plan.
(Plate 1/3), an older type dating back to 1809 is
shown in Plate 1/2, and one of 1860 in Plate 1/5,
and another version of it is shown in Plate I I / 5 .
102

O

L

K

A

R

T

The cottage built acording to the first layout where
the corridor is in the centre and the rooms on both
sides, comes in two versions: the first, very common
in the locality under review, (Plate 1/4, 6, 7, 8, 11/1, 3)
and the other, showing a cottage dating back to 1840
(Plate II/4), which is not met with so often in the
villages in question. The weavers'icottages were built
of fir wood, with a hipped thatched roof.
A characteristic feature of these cottages is that
the ceiling is much higher in the living rooms than
in the workshops. This is connected with the fact
that the cottages were without chimneys and also
with so-called „Polenie" for drying wood and as
shelf running round the walls just below the ceiling
(fig. 2). The Korczyńska weavers'cottages differ from
those in the neighbouring villages by the number of
windows, which can be explained by the need for
proper lighting in the room used as the weavers'
workshop. This also arises from the fact that the
layout locates the front of the cottage facing south.
In the cottages discussed here, the second room is
called the „workshop" despite the fact that it is
a very long time since the workshop was located
in the home. The term „workshop" is applied very
widely, even i n villages where weaving was not done.
The appearance of a weaving centre in the villages
under review and, in consequence, the building of
weavers'cottages, is in the author's opinion connect­
ed with the arrival of a group of German settlers
there in the 16th century. These settlers had a good
knowledge of the craft of weaving. But they soon
became polonized and did not introduce any foreign
elements into the building of weavers'cottages. For
the original type of cottage most certainly only had
one living room and the expansion of the interior
was linked with the process of development.
Buildings similar to those already described are
also to be found in the region inhabited by the Ł e m ­
kowie and occur sporadically in the Sanok and Brzo­
zów districts.
Anna Damrosz — A R T I S T I C F O L K
PORZĄDZIE ( P U S Z C Z A BIAŁA)

WEAVING IN

This article is based on research carried out in
the locality of Puszcza Biała (White Forest) in the
Kurpie Region and embraces materials collected dur­
ing the last 70 years.
The basic part of the material was collected in
the village of Porządzie, which is one of the most
important weaving centres of the Biała Puszcza area.
The inadequate income
brought in by the small
farms and the existing possibilities of cultivating
flax were essential factors influencing the develop­
ment of weaving. Several techniques are found in
the fabrics made in Porządzie, each of which contri­
butes its own specific artistic effects: 1 linen weave,
done on two-heddle looms, used above all for linen
and dress fabrics, and also in making two-warp
carpets; 2) the cotton rep weave, where the warp
is almost invisible, used for making rugs, skirts,
frocks and Sunday aprons; 3) twill weave, made on
four-heddle looms, where the weft is almost invi­
sible; this weave is used in making dress fabrics
and linen for towels and sheets; 4) a very complex
technique used in making rugs, done on four or
six-heddle looms.
In the Puszcza Biała area, there are several
characteristic types of fabrics which are outstanding
for their specific arrangement of colours and orna­
mentation. They are, above all, bedspreads, striped

�Kurpie rugs, the so-called „buronki", mats, and car­
pets. A s regards clothing fabrics, the only ones that
are made here today are aprons worn on weekdays.
Each of the kinds of fabrics has its awn exclusive
pattern. The fabrics belonging to one type only differ
in the colour composition and not the pattern. I n all
the fabrics made i n this locality, the following com­
binations of colours are dominant: green and red
and green and pinlk. A s a rule ,the patterns are sym­
metric, with a strictly defined rhythm. I n the ones
known as „buronki", the background is a red and
green or green and pink check pattern and the bor­
der is of multi-coloured stripes, the centre of the
fabric is filled with so-called „kwiaty z pazurkiem"
(flowers with a claw) on a pink, red or green back­
ground and they are edged with a border of geo­
metrical pattern. I n the mats, the background is i n
one colour and the ornamental motif in another.
In dress fabrics, known as Jkieoki" {fig. 2, 5), the
pattern is made up of broad green stripes, between
Which there are narrower stripes i n three colours
and some wider ones i n red. I n the aprons worn on
weekdays, the fabric is usually of a dark colour with
narrow stripes of a light colour. I n the oldest Kurpie
rugs, the whole surface of the fabric is covered
with stripes of the same width. There are two
basic ornamental motifs in the fabrics produced
in the locality under review: the older type (check
pattern as in the „buronki") and the plant motif
(„kwiaty z pazurkiem" on the carpets). The authoress
stresses
the importance of the material used in
attaining colour effects and discusses the magic rites
once practiced in cultivating flax and weaving the
fabrics. The tests applied by the authoress during
her research in the locality under review (showing

n O J l b C K O E

naSwx — „MAftOHHA B nOMOPCKOÏÏ
&lt;ï&gt;MJIMrPAHH"

A B T O P n y S j i M K y e T HCKJiioHHTejibHO u e H H b i e u H e MCCJieflOBaHHŁie pp CMX n o p M a T e p w a n b i , K a c a r o i u w e c H
BOflHHblX 3 H 3 K 0 B H a H O M O p b e . M a T e p w a j I b l 3TM H B J I H lOTca p e 3 y j i b T a T O M 10 JieT KponowniBoro H3yneHna
C T a p w x HOTapwajifeHMX, MnoTeHHbix M ropoflCKMx K O C T e f l b H b r X aKTOB, K 3 K M H e M C C J i e f l O B a H H M X
C 3T0IÏ
T O H K K 3peHMH CeJIbCKHX a p X H B O B H a TeppMTOpMM I I o MopbH. K p o M e T o r o
aBTop
HccjieflOBaji
CTapwHHbie
iieHHMKM,
KajieHflapM,
XPOHMKM,
nacTHbie
nwcbMa
M
floroBopbi,
a TaKsce
CTaponenaTHbie
MaTepwajibi
ii flOKyMeHTbi, xpaHHurwecH B B o e B O f l C K O M Tocyflap-

CTBeHHOM ApxuBe.
ocHose
npoBefleHHbrx MccneflOBaHHM aBTop
C T a T b H onyójiHKOBajT MCKjiioHKTejibHO G o r a T o e u MHTepecHoe c o ó p a H M e Hen3BecTHbix # o eux n o p p n c y i r -

Ha

KOB

rpHJiKrpaHOB,

a

TaKjKe

M3 K O T o p b i x

Józef Przyborowski — W A W R Z Y N I E C M A K U C H ,
CARVER OF HOLY FIGURES FROM MIKLUSZOW I C E (KROSNO D I S T R I C T )
Makuch is rather a folk carver of the past cen­
tury, for he died in 1914, at the age of 70. I n folk
carving, his work is a unique phenomenon for, as
a carpenter, he attained a perfection of carving tech­
nique which enabled him to achieve a precision in
his carving that is seldom met with in autogenous
art.

H A P O f l H O E

*paHUMiueK

HHCpopMaiTHH,

coloured patterns of fabrics modified invarious ways
for evaluation) have proved that the most general
criteria in evaluating them were economic and tech­
nical. This was particularly apparent in the evalua­
tion of colour and ornamentation effects. I f artistic
criteria were applied at all they were more an ex­
pression of the local tradition than of individual
tastes. Traditional and regional habits as regards
composition and choice of colours were found to be
very strongly rooted. But i n 9pite of the pressure of
tradition, there are signs of a gradual change in the
development of weaving in the Kurpie region, and
these changes can be seen both in the ornamental
motifs used and i n the ohoice of colours, and also
in the kind of fabrics produced. The ohanges that can
be observed i n the patterns are largely due to the
changes taking place in the techniques used. The
traditional folk weaves of the Biała Puszcza area
are gradually disappearing and giving way to factory
produced fabrics. On the other hand, a new craft
is developing, namely, the production of knitwear,
which does not lend itself to the adaptation of the
traditional patterns.

p a s oneHb

cjie^yeT,

BascHbix

HTO n a r t o M o p b e

cymecTBOBaJio 96 oyinaJKHbix npeflnpiiHTMM, npnieM
cTapeiîniee H 3 HHX B T a a H b C K e paóoTajio c 1420 r.
K p o M e r o r o aBTop ycTaHOBMji dpaMHJiMM 200 6yiwa5KHMKOB; STO B CBOKJ o M e p e f l b flano B03MOJKHOCTb ycTaHOBMTb, HTO c p e f l M o c H O B a T e J i e i i M B j i a f l e J i b i r e B n o M o p c K M X o y M a j K H b i x n p e f l n p n a T M H ÔBIJIO 3 H a H M T e j i b Hoe HHCJio n o j i a K O B , HTO M H o r w e n o f l M a c T e p b H , B b i n o j i H a B U i n e soflaHbie 3Haitn, TaKHte èbiJiH n o j i a K a M H M
STO jxaer a B T o p b i o c H O B a H n e p a c c M a T p M B a T b T B o p n e c T Bo,
K a K n o j i b C K o e H a p o ^ H o e MCKyccTBO.
&lt;t&gt;HJiMrpaHbi n o a B J i a i O T c a H a n o M o p b e B c e p e f l H H e
XV
B . C a M b i e paHHMe H 3 H H X n p o n c x o , z i a T c 1454 r .
B T e M a T m c e 3Toro p a ń o H a npeo6jiaflaioT x a p a K T e p H b i e

M3o6pameHHa

H C K Y C C T B O
Ma«OHHbi

c

flHTaTew.

npmiosceHHaa

3THX
H3o6pajKeHHM
CBMfleTejibCTByeT o MHororpaHHOcra T B o p H e c K n x p e u i e H M ń , H a H H H a a c o n e H b TOHKMX, e j i e y j i O B H M b i x fleT a j i e i i BnjioTb flo coBepuieHHO npoTMBonoJiojKHbix
K O M n O 3 i m , H 0 H H b I X TMnOB.
K pHcyHKaM npwJioaieHa Taójiniia, n o a c H a i o m a a MX
nponcxojKfleHne, MecTo xpaHeHMH u pa3Mepbi, a TBKJKe
nepeneHb
cpMJinrpaHOB
OTflejibHŁix
6yMajKHbix
npeflnpMaTMM.
K

HacToameił

EJKH

CTaTbe

HaMKOBCKM —

Taójrarra

TKAHKAH XATA B OKPECT-

HOCTHX KPOCHA
MceneflOBaroia
Hapo^HOM
apxMTeKTypbi
JJoryHta
( J K e m o B u i n H a ) n o K a 3 a j i n , HTO B H e c K O J i b K n x
flepeBHax
oKpecTHOCTeił
KpocHa
OTHCTJIMBO
BbiCTynaeT
B3anMOCBa3b MejKfly pacnpocTpaHeHHbiM T a M TKau,KHM
peMeCJIOM H B H y T p e H H e i i n j i a H M p O B K M T K a i T K M X
xaT.
C o x p a H H B u i n e c a o6pa3rrbi, 3 a n a c T y i o CTOjieTHeii,
a nopoii u C B w m e flByxcoTjieTHeii flaBHocTH, y K a 3 b i B a i O T H a TO, HTO fljia TKar^KOM M 3 6 b i x a p a K T e p e H p a 3 BepHyTbrił nJiaH nocTpoiłKM. ABTOP
Bbmejiaer Tpw

TMna nocTpoeK:
1) X a T a n o flByxTpaKTHOMy n j i a n y ;
2) x a T a no nojiTopaTpaKTHOMy jKMjioiwy njiaHy;
3)

xaTa
no
njiaHy.

nojiTopaTpaKTHOMy

xo3aMCTBeHHOMy

B paMKax 3TMX nnaHOB aBTop p a c c i n a T p M B a e T

pa3-

jiMHHbre B a p n a H T b i B H y T p e H H e r o p a c n o j i o J K e H w a x a T ,
O T o S p a j K a a MX H a n p n j i o &gt; K e H H b i x T a 6 j i n i i a x . ( 0 6 o 3 H a -

HeHua: W r — w a r s z t a t ( M a c T e p c K a a ) , I — i z b a (Msóa).

Ko

— komora

(KJieTb), S

— sień

(ceHM), St

—

stajnia

103

�N

W
f-l
f-l

r—(

eu

o

w
&lt;
N
U

N
a

o.
0&gt;

î
a
•V

•s
o

s

fes
N
U

e
¡/i

O~

Oí N
0)
•N CO

•O
ns
t-t

«g

¿ N

It
ro g

¡I
3
. c

N

'E 5

5

«
Mo

a

Wg
•M

M - .
S o «
O œ

I

gis
« S S

&lt;2 ra
N

.3

'N

¿ra
re

c

ni 2
£ ~
.M n!
C
_ o&gt;
&lt; U
S

3

e -s
&lt;

M~
£&gt; .

I

H.„ra
N ¡-J (M

ra
&lt; &gt;&gt;
£ es
I

S a s

3-1

•S s
= 2

T3 N

is
-o
"ra «

-

u cu

—J Ut

Z

Ig
J "•a

« 53
HU

É! ^

21

CJ

G N

os
&lt;?¿¡

to

O,

0 o
•M o

£

de
M g

o
3
C
CCS

&gt;&gt;
T3
N

1

Cecu I
a

N as

52
CO
N

O.

ra
- ra
¿SO

to 3
I S

N «

M2
^2
&lt;! co

So

&lt;

S&gt; eu
MO

-o
tu

£1

a
o

£

S

fi £
&lt; O
w p

W
PS

o

T3

O
C
o

o

..
g
ar

3
S

IM ^
O .

§ 3
co ^

M

ra

^, ^
rt

^ to

M=
Cu-g
G

-

3
2 CS

F

° •&gt;
A! S
G

+^ CO
as

ß

N

cu
.^PS.
to - •S 3

t3 cO

X &amp; .S -

«3

S to
M
a* &lt;u
—».—i
to tu

•a

o

CL,

O
T3

^
N

tC
S

a &lt;u

3

!&gt;&gt; 3
to' a
tu
CO CO M
3 &gt;j a i "

1

'S

Ai

S 2 •Kl Tí
G Ł)
r-) S S . 2
ó U
¡*U ¿i
s' o Cs0 C
(H

PU t l

N 3

^ J= =&gt;
* 3 Jl,

_

CU

OC h
„ u"
"
tu&gt; 5PO
to ¡-¡

-Q »2

t

ty : ,
O as3 S
•~ m1
tco
sí&gt;to
M

^ ¿

S

3
« -s o

.

ço "o as
SÍ M "S
O 3

cu S 3

&lt;

•N

a
tí

es
a.

N

¡73

a

¿ 2
3 co
CU G
tu
-o OT
as

CJ

•a 3
o ÍS

O M

a.

CO 3
to «
'w to
o CU

g

ü

c

5

as O 3
3 S ces
^ s »
^¡ o '
&lt;PS-

N

po.
es cu fj

2 ^

Ł-* S3 i2
c -2 «
§
^

a to
cc^í í&gt;i«i

s

&gt;-2;

2

_ eu

^
CU &lt;

co to
G £
as

as
cd

3

as NJ
G «&gt;
•M t! •
- --M

Oi

•ri % «

&gt;&gt; ^ as

p 03 t-i

£.^&gt;

»H i

1

as ri
N Urf
C
ouCs-,
U rf
&gt; &gt;&gt;°
3!* S
E'
. O CO C£&gt;
2

a£CU
p&gt; o
M G

M &lt;U o

N

.

+

ri &lt;M

IT«

ft

+

o ;

J4
ra
N

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8353" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8332">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/5fbdf7874e8ba4ad3dd8c28b8d4efd03.pdf</src>
        <authentication>dc5f3ceec56fdca441e960cd50cfd1cf</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99835">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4723</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99836">
                <text>1964</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99837">
                <text>rzeźba ludowa</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="99838">
                <text>Kurpie - sztuka ludowa</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="99839">
                <text>rzeźba drewniana</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99840">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4384</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99841">
                <text>Rzeźba w drewnie z północnej Kurpiowszczyzny/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1964 t.18 z.3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99842">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1964 t.18 z.3; s.135-158</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99843">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99844">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99845">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99846">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99850">
                <text>Jacek

Olędzki

R Z E Ź B A
W
D R E W N I E
Z PÓŁNOCNEJ KURPIOWSZCZYZNY
„Figur na Kurpiach jest tyle, ile skrzyżowań dróg
wiejskich i gościńców. S ą wsie, które posiadają po
5 lub 8 figur i krzyży" — pisał Adam Chętnik
w 1914 r .
1

Od tego czasu ilość tych o b i e k t ó w uległa znaczne­
mu uszczupleniu w w y n i k u zabierania figur do ko­
lekcji prywatnych, a t a k ż e z powodu usuwania sta­
rych rzeźb przez ludność m i e j s c o w ą .
Do niedawna
jeszcze należało do zwyczaju palenie starych figur
przed kościołem w czasie Wielkanocy oraz wyrzucanie
ich na cmentarz kościelny albo do ogrodu plebanii.
Mimo tych strat, dziś jeszcze we wsiach Kurpiow­
skiej Puszczy Zielonej natrafia s i ę bez w i ę k s z e g o t r u ­
du na zabytki rzeźby drewnianej, świadczące ż e była
to dziedzina sztuki zajmująca bardzo istotną pozycję
w dorobku artystycznym tego terenu. Nie obrazują
tego jednak ani eksponaty rozproszone po różnych
muzeach w k r a j u , ani luźne wzmianki o rzeźbie,
jakie m o ż n a spotkać w dawniejszym czasopiśmiennic­
twie krajoznawczym, czy opracowaniach popularno­
naukowych kultury ludowej Kurpiowszczyzny.
W
nowszej literaturze przedmiotu wiadomości nie w y ­
kraczają poza analizę pojedynczych obiektów, prze­
w a ż n i e zresztą dość przypadkowych. Brakuje o m ó ­
wienia twórczości współczesnych rzeźbiarzy kurpiow­
skich.

I

2

3

4

W tej sytuacji w y p a d ł o oprzeć się w przedstawio­
nej t u pracy na badaniach terenowych, które prowa­
dziłem w ramach stałej pracy w Zakładzie Etnogra­
fii I H K M P A N w Warszawie, w latach 1958—1963.
Zwiadem rozpoznawczym objęte zostały wszystkie
większe wsie Kurpiowszczyzny, a wywiadami te­
renowymi — informatorzy, głównie ze środkowej czę­
ści Kurpiowszczyzny — obszaru działania zawodowych
rzeźbiarzy ludowych.
Materiał, jaki rozpatrzę, stanowią dzieła p o w s t a ł e
na przestrzeni około stu ostatnich lat. Trudno jest
powiedzieć w jakim stopniu rozwój rzeźby w drewnie
na tym terenie wyprzedza dolną granicę ( p o ł o w ę
X I X w.) rozpatrywanego okresu. Dopiero w przeka-

} &lt;

II. 1. Krzyż

sosnowy, 1. pol. XIX w. Laski, pow. Kolno.

zach z początku X V I I I w. w y s t ę p u j ą wzmianki o krzy­
żach przydrożnych — „bożych m ę k a c h " . Źródła te
nie podają jednak w y g l ą d u krzyży. B y ć może, iż po­
dobne one b y ł y do o b i e k t ó w z pierwszej p o ł o w y
X I X w., jakie zachowały się w niektórych wsiach
Kurpiowszczyzny, hp. w Lipnikach,
Gadomskich
i Laskaoh (il. 1). O istnieniu w dawnej zagaj nicy
kapliczek przydrożnych nie mamy żadnych danych.
Występujące powszechnie do dziś na terenie K u r ­
piowszczyzny archaiczne formy kapliczek s ł u p o w y c h
i zrębowych pochodzą z okresu od 2. poł. X I X do
początku X X w. (il. 3). Istnieją jednocześnie powody,
aby przypuszczać, iż kapliczki takie nie b y ł y wzno­
szone powszechnie w okresie w c z e ś n i e j s z y m .
5

8

Rzeźby w drewnie postaci ś w i ę t y c h i boskich na­
zywane są powszechnie na terenie Kurpiowszczyzny
„figurami". Dopiero w ostatnich czasach zaczęto n a ­
zywać je również „osobami", „osóbkami" lub „wierz-

Mapa
miejsc
występowania
figur zawodowych
rzeźbiarzy:
A.
Kaczyńskiego
(trójkąty),
Ł. Raczkowskiego
(prostoką­
ty) i J. Sęka
(kółka).
135

�bami" (od czasownika wierzbie — rzeźbić). Najstarsi
z moich informatorów, urodzeni w latach 70-ych,
80-ych ub. wieku nie u ż y w a l i tych ostatnich nazw.
Znamienne jest przy tym, ż e nazwą figura określa
się też całą budowlę kapliczki, krzyże przydrożne
drewniane i późniejsze krzyże żelazne. Występowanie
tej nazwy przy desygnatach mających osobne nazwa­
nia można tłumaczyć jako świadectwo wyprzedzania
w jakimś momencie budownictwa wszelkich krzyży,
czy też kapliczek, przez figuralną rzeźbę w drewnie.
Nie jest wykluczone, że pierwsi osadnicy głównej fali
kolonizacyjnej Puszczy (z 2. poł. X V I I w.) posiadali
rzeźbione w drewnie figury ś w i ę t e ustawiane w do­
mu, a rzadkie b y ł y wypadki wznoszenia przez nich
przydrożnych krzyży i kapliczek. Przy istnieniu m a ­
łych skupisk wiejskich i luźnej więzi społecznej wśród
osiedleńców potrzeba wznoszenia takich budowli nie
występuje silnie.
Należy również w s p o m n i e ć o tradycji stawiania
na omawianym terenie figur kultowych nie chronio­
nych w n ę k ą słupa, specjalnie montowanym dachem
czy też budowlą kapliczki. Jeszcze przy k o ń c u X I X
i na początku X X w. częste b y ł y wypadki stawiania
przy drodze na słupie lub słupku nie osłanianych
niczym Chrystusów Frasobliwych, św. J a n ó w Nepo­
m u c e n ó w lub ś w . Florianów (il. 2). U ż y w a n i e nazwy
„figura" w odniesieniu do tak stawianych rzeźb było
w pełni uzasadnione. I dlatego też trzeba dopuścić
możliwość rozwoju niekapliczkowyeh rzeźb kultowych
już w okresie masowej kolonizacji Puszczy Kurpiow­
skiej, tj. od p o ł o w y X V I I do X V I I I w.
Przechodząc do analizowanego w pracy okresu,
zastajemy na interesującym nas obszarze wielorakie
formy ekspozycji rzeźby sakralnej, a przede wszyst­
kim silne nasycenie jej obiektami zarówno miejsc
kultu masowego (kościół, cmentarz, drogi), jak i miejsc
kultu o w ę ż s z y m zasięgu (dom, zagroda). W odniesie­
niu do tego czasu m o ż e m y również m ó w i ć o istnieniu,
chociaż w nikłych tylko przejawach, rzeźby w drew­
nie nie służącej celom kultowym, o tzw. rzeźbie ś w i e c ­
7

kiej. Mam tu na myśli przede wszystkim niektóre
drewniane zabawki oraz pewne elementy przystroju
b u d y n k ó w mieszkalnych, mebli
i wreszcie lasek
(il. 4, 5).
Biorąc pod uwagę, że kultura materialna Kurpiów
kształtowała s i ę na bazie obfitych zasobów drewna
jakie d a w a ł a Puszcza, biorąc też pod u w a g ę szczegól­
ne znaczenie jakie przywiązywano do w y r o b ó w w
drewnie na omawianym terenie, oraz szeroko rozpo­
wszechnione tam umiejętności obróbki drewna —
wydaje się celowe p o s z u k i w a ć autorów rzeźb pośród,
rzeszy miejscowego chłopstwa. Jednocześnie wiadomo,
że o zajmowaniu się rzeźbą nie decydują tylko odpo­
wiednie umiejętności techniczne. Dlatego też jednym
z g ł ó w n y c h zamierzeń tej pracy będzie próba ustalenia
jakie znaczenie m i a ł y owe umiejętności w rzeźbiar­
skim procesie twórczym u artysty ludowego, jakie
było ich miejsce i rola na tle innych czynników po­
wodujących rozwój omawianej dziedziny sztuki.
Szczególnie istotne dla tych badań było wydoby­
cie z zapomnienia nazwisk słynniejszych rzeźbiarzy
oraz odtworzenie ich życiorysów. Udało się uzyskać
wiadomości o d w ó c h wielkich indywidualnościach: A n ­
drzeju Kaczyńskim i Łukasizu Raczkowskim — których
twórczość przypada na 2. poł. X I X i początek X X w.
A n d r z e j K a c z y ń s k i urodził się w dwudzie­
stych latach X I X w. we wsi Jeglijowiec w pow.
Ostrołęka. Data jego urodzin nie jest znana. Wiado­
mo, że zmarł w 1902 r. mając około 80 lat. Pochodził
z rodziny luźniaków, a b y ć m o ż e nawet w y r o b n i k ó w —
najuboższej warstwy miejscowej ludności. Podobno
dzięki krewnym, czy też znajomym z Warszawy udało
się mu zdobyć w stolicy umiejętności mistrza budowy
organów. Po zdobyciu zawodu osiedlił się w pobliżu
Kadzidła we wsi Krobia. Dlaczego nie wrócił do wsi
rodzinnej trudno jest powiedzieć. Możliwe, iż zade­
cydowały o tym jakieś ważne w jego życiu wyda­
rzenia.
W Krobi pobudował Kaczyński duży czteroizbowy
dom, którego urządzenie i wystrój zwracały powszech8

11. 2. Figura św. Jana, 2. poł. XIX w. Kierzek, pow. Ostrołęka. II. 3. Typy kapliczek
kurpiowskich z 2. poł. XIX w,: a — Wach, pow. Ostrołęka,
b — Turośl, pow. Kolno,
c —• Gołanka, pow. Ostrołęka,
d — koniec XIX w. Wykrot, pow. Ostrołęka,
e —
pocz. XX w. Płoszyce, pow. Ostrołęka,
f — 1875 r. Dudy Puszczańskie,
pow. Kolno,
g — koniec XIX w. Wolkowe, pow. Ostrołęka,
h — pocz. XX w. Brzozowy Kąt,
pow. Ostrołęka,
i — 1906 r. Krysia/ci, pow. Ostrołęka,
j — pocz. XX w.
Dąbrowy,
pow.
Ostrołęka.

�ną uwagę. Z drobnych szczegółów, jakie Utrwaliły się
w pamięci informatorów, można sądzić, iż wśród ó w ­
czesnych mieszkań, urządzanych schematycznie, z d ą ­
żeniem do najpraktyczniejszego ich wykorzystania
dom Kaczyńskiego wyróżniał się pomysłowością urzą­
dzenia wnętrza i znajdujących s i ę w nim s p r z ę t ó w .
Kaczyński zadomowił się w Krobi na trwałe. Żenił
się dwukrotnie. Pierwsza jego żona umarła w m ł o d y m
wieku. Druga — córka gajowego z Manistych, u k o ń ­
czyła szkołę gminną, co na owe czasy u dziewcząt
kurpiowskich należało do rzadkości. Kaczyńscy mieli
3 córki i jednego syna. Po śmierci ojca wszystkie
dzieci w y e m i g r o w a ł y do Ameryki.
W zajęciach Kaczyńskiego należy w y m i e n i ć na
pierwszym miejscu prace z zakresu zawodu organmajstra. Wiadomo, że budował on organy w kościo­
łach w Kadzidle i Zalesiu. P r z y j m o w a ł również za­
mówienia z odległych miejscowości. U siebie, w Krobi
sporządził komplet piszczałek, miech i inne urządze­
nia organów do kościoła w Dubotyni. Kaczyński trud­
nił się (podobno sporządzaniem m i e c h ó w nie tylko do
organów, ale również m i e c h ó w kowalskich oraz spe­
cjalnych m i e s z k ó w do harmonii pedałowych. N i e w ą t ­
pliwie wszystkie te prace stanowiły ipodstawę jego
utrzymania. Można jednak sądzić, że drugim źródłem
jego dochodu była rzeźba, ponieważ znane są nam
nazwiska fundatorów figur wykonanych przez K a ­
czyńskiego w wielu wsiach, czasem nawet odległych
od Krobi, co świadczy, że b y ł y to rzeźby wykonane
na zamówienie.
9

Rolnictwem Kaczyński nie zajmował się — nie
miał ziemi — a tylko niewielki plac przy domu —
wykorzystywany na dobrze zadbany sad i pasiekę.
W wypowiedziach o Kaczyńskim wszyscy informa­
torzy 'podkreślają jego wielką indywidualność, zwra­
cając u w a g ę w pierwszym rzędzie na jego zdolności
rzemieślniczo-twórcze, wysoko ceniąc jego przedsię­
biorczość i p o m y s ł o w o ś ć , a także dowcip i pogodne
usposobienie. Informatorzy, pamiętający jeszcze K a ­
czyńskiego, w s p o m i n a j ą go jako starca z siwą brodą,
10

11

noszącego się po miejsku i utrzymującego krzepką
postać mimo sędziwego w i e k u . Przyglądając się fi­
gurom św. Jana, ś w . Floriana, Chrystusa i Boga Ojca
(il. 6—10) o twardo zarysowanych kwadratowych twa­
rzach, jednakowo ściętych i sfalowanych brodach
przychodzi na myśl, że autor nadawał im cechy w ł a s ­
nego wizerunku. Trudno zidentyfikować dzieła K a ­
czyńskiego w ś r ó d zachowanych zabytków rzeźby K u r ­
piowszczyzny. Przy 15 obiektach autorstwo K a c z y ń ­
skiego nie ulega w ą t p l i w o ś c i , w pewnych wypad­
kach poświadczone jest przez informatorów („Sw.
Trójca" w Krobi i Golance oraz „Sw. J a n " w Dudach
Puszczańskich). Do tego zespołu rzeźb należą prace
0 powtarzających s i ę tematach (np. „Trójca Święta")
1 jednolite pod w z g l ę d e m formalnym.
Tylko część tych rzeźb jest datowana. N a j w c z e ś ­
niejsza data odnosi się do 1870 r. (Św. Trójca" w K r o ­
bi), a najpóźniejsza do 1885 („Sw. Jan" w Dudach
Puszczańskich). Można w i ę c przypuszczać, iż naj­
intensywniejszy okres działalności rzeźbiarskiej K a ­
czyńskiego przypadł na siedemdziesiąte — osiemdzie­
siąte lata X I X w. W tym czasie Kaczyński miał już
za sobą okres zdobywania zawodu organmajstra, cięż­
kich przeżyć rodzinnych (m. in. śmierć pierwszej ż o ­
ny), trudy znalezienia domu i założenia rodziny. Nie
można natomiast ustalić, kiedy Kaczyński zaczął rzeź­
bić. Najwcześniejsze z jego datowanych dzieł posiada
cechy świadczące, że musiały istnieć już przedtem
pewne warsztatowe próby. U d a ł o się odnaleźć rzeźbę
ś w . Jana noszącą cechy jego prac (w sposobie przed­
stawiania twarzy), a jednocześnie przez liczne uprosz­
czenia zdradzającą mniejsze umiejętności techniczne
autora (il. 11). Być m o ż e więc, iż to właśnie jest jedna
z najwcześniejszych prac K a c z y ń s k i e g o .
12

13

11

Brak jest natomiast wśród rozpoznanych obiektów
takiej rzeźby datowanej na początek X X w., która by
mogła przypominać znane prace rzeźbiarza. Nie jest
w i ę c wykluczone, że Kaczyński na długo przed ś m i e r ­
cią przestał rzeźbić, utrzymując się w y ł ą c z n i e z robót
organmajstra.

�II. 4. „Troc" — zabawka, wys. 70 cm. Wyk. 1960 r.
Józef Staśkiewicz.
Strzałki,
pow. Ostrołęka.
Wł. Muz.
Kult. i Szt. Lud., Warszawa. II. 5. „Konie" — zabawki
z korzenia sosny: a — wyk. ok. 1950 r. Józef
Kowal­
czyk, Golanka, pow. Ostrołęka,
b — wyk. ok. 1920 r.
Piasecznia, pow. Ostrołęka,
c — wyk. ok. 1940 r. Todzia, pow.
Ostrołęka.

i nigdzie nie miał własnego domu, nie m ó w i ą c o zie­
mi. Odnajdujemy ślady jego dłuższej bytności w K a ­
dzidle, Myszyńcu, Jazgarce oraz w Łysych. We wsiach
tych przebywał jednak nie dłużej niż rok do 3 lat
i to raczej pod koniec życia. Jeśli przyjąć, że po­
chodził z Nowogrodu,
w ó w c z a s należałoby szukać
miejsc jego wcześniejszego pobytu we wsiach w po­
bliżu tego miasteczka. T e częste zmiany miejsc za­
mieszkania Raczkowskiego w y n i k a ł y ze stałych poszu­
k i w a ń odbiorcy dla jego rzeźbiarskich prac. W poszu­
kiwaniach tych w ę d r o w a ł od wsi do wsi. Często też
korzystał z mieszkania i pomocy zleceniodawcy. B y ć
może w ę d r o w a ł on po domach z gotowymi rzeźbami
względnie sprzedawał je na odpustach.
W czasie pobytu w Jazgarce znalazł Raczkowski
towarzyszkę życia w kobiecie podobnie jak on samot­
nej i prawdopodobnie także bez majątku. Z ' żoną
przywędrował z Jazgarki do Łysych. Już wcześniej
nie cieszył się dobrym zdrowiem. Przebywając w Ł y ­
sych stale chorował. Mimo to nie przerywał swej
pracy rzeźbiarskiej. Pomagała mu żona zdobywając
zapłatę od zamawiających. Raczkowski umarł w Ł y ­
sych około 1920 r. Jak twierdzą informatorzy, miej­
scowy proboszcz odmówił udziału w jego pogrzebie
i podobno w y d a ł nawet zakaz pochowania go na
cmentarzu. Pochowano jednak zmarłego rzeźbiarza na
cmentarzu w Łysych lecz w nocy, w tajemnicy przed
księdzem. Raczkowski, jak twierdzą informatorzy, nie
chodził do kościoła. Poza tym nie dawał do p o ś w i ę ­
cenia wyrzeźbionych figur. Zjawisko niereligijności
świątkarzy ludowych często notowane jest przez ba­
daczy. Być może, iż również Raczkowski b y ł jednyj*f&lt;X
z tych niewiernych sług kościoła.
^
Z opowieści informatorów o Raczkowskim rysuje
się postać samotnika, słabego fizycznie, o usposobieniu
zamkniętym, a przy tym, n i e w ą t p l i w i e , człowieka o bo­
gatym życiu w e w n ę t r z n y m .
Wśród zinwentaryzowanych w czasie badań rzeźb
około 18 obiektów jest niewątpliwie dziełem Racz­
kowskiego.
Potwierdzają to w pierwszym rzędzie
sami informatorzy, pamiętający w ę d r o w n e g o rzeźbia­
rza. Mimo braku dat na tych rzeźbach, można dzięki
pamięci informatorów
ustalić w przybliżeniu czas,
w którym zostały one wykonane. Według tych danych
najstarsze rzeźby pochodzą z dziewięćdziesiątych lat
X I X w., najmłodsze zaś z 2 dziesiątków początku
X X w. (ii. 12, 16).
W wyniku przeprowadzonych poszukiwań w okoli­
cach Nowogrodu, skąd pochodził Raczkowski, udało
się odnaleźć dwie figury mające cechy znanych rzeźb
tego autora
(il. 13, 14). Stan zachowania tych figur
pozwala przypuszczać, że powstały przed końcem
X I X w. Być m o ż e w i ę c s ą one dziełem Raczkowskie­
go, wykonanym w początkach jego kariery rzeźbiar16

5

1 7

O drugim z kolei s ł a w n y m rzeźbiarzu kurpiowskim
Łukaszu
R a c z k o w s k i m , chociaż
młodszym
i dłużej żyjącym niż Kaczyński, zachowało się nie­
wiele wiadomości.
Raczkowski pochodził z „ludzi
przychodnych" rodem spod lub z samego Nowogrodu
nad Narwią. Do jego dalekich krewnych należą ż y ­
jący dziś w Kadzidle Raczkowscy. Pamiętają oni jesz­
cze swego dziadka — garbarza, który przybył do K a ­
dzidła z Nowogrodu. Jakie więzy pokrewieństwa ł ą ­
czyły go z Raczkowskim — rzeźbiarzem nie wiado­
mo.
1 5

Według informatorów, Raczkowski zmieniał wielo­
krotnie miejsce zamieszkania. Prawdopodobnie nigdy
138

1 8

�skiej, w tym czasie kiedy w ę d r o w a ł on z Nowogrodu
do wsi położonych w środkowej części Kurpiowszczyz­
ny (por. mapka).
Kaczyński i Raczkowski nie byli jedynymi rzeź­
biarzami jacy działali na terenie Kurpiowszczyzny
w 2. poł. X I X w. Jako następnego pod w z g l ę d e m po­
pularności
wymieniają
informatorzy
Czerwiń­
s k i e g o . Żył on w drugiej poł. X I X i na począt­
ku X X w. Pochodził z rodziny żydowskiej, za­
mieszkałej w k t ó r y m ś z pobliskich miasteczek. Przez
jakiś czas mieszkał w Dylewie, po czym przeniósł się
do Kadzidła. Wiadomo, ż e Czerwiński praktykował
u w ę d r o w n e g o cieśli i stolarza pochodzenia mazur­
skiego. Zajmował się t e ż przede wszystkim ciesiel­
stwem i stolarstwem. Ale również, jak twierdzą i n ­
formatorzy, rzeźbił figury ś w i ę t y c h do kościoła w K a ­
dzidle oraz dla gospodarzy. Umarł w czasie I wojny
ś w i a t o w e j w Kadzidle. Żył samotnie. K r e w n i jego są
nieznani.

chłopi. Jeszcze do niedawna wielu gospodarzy podej­
m o w a ł o się prac snycerskich czy wyrobu zabawek.
Na uwagę zasługiwałyby wspomniane już konie na
biegunach wykonywane z korzeni sosny oraz rucho­
me figury „trący" (il. 4, 5). Prace snycerskie repre­
zentowałoby tu popularne zdobnictwo mebli . oraz
przedmiotów gospodarstwa domowego. Z tego rodzaju
pracami nie wiązano korzyści materialnych. Wykony­
wano je dla siebie lub dla najbliższych. Można przy­
puszczać, iż w niektórych częściach Kurpiowszczyzny,
dokąd nie docierały w dostatecznym stopniu wyroby
rzeźbiarzy zawodowych, owi uzdolnieni snycerze i
autorzy zabawek podejmowali się również rzeźbienia
figur kultowych. Warto przytoczyć opinię starszego
informatora o umiejętnościach rzeźbiarskich, jakie
zdarzały się ponoć dawniej u ludzi w jego wsi i w
bliskim sąsiedztwie: „tu rzeźbić umiał lada kto, kto
ksyne miał w głowie. Specjalistów takich to tu nie
było."

W czasie b a d a ń udało się odszukać 2 figury, które
informatorzy określają jako dzieła Czerwińskiego.
Należy wreszcie w s p o m n i e ć o W i n c e n t y m
E j m i e ur. w 1874 r. i zmarłym po I wojnie ś w i a ­
towej. Ojcem E j m y b y ł stolarz, Mazur spod Chorzel.
Ejma, podobnie jak Raczkowski i Czerwiński, należał
do tych bezdomnych rzemieślników-artystów, którzy
w poszukiwaniu pracy stale wędrowali, zmieniając
miejsce pobytu. Razem z żyjącym dziś rzeźbiarzem
B o l e s ł a w e m Polakiem, E j m a zajmował się budowa­
niem d o m ó w i niektórymi pracami stolarskimi. Jak
m ó w i o nim Polak był on: „... trochę cudok w życiu.
Nic nie chciał, ani rodziny zakładać, ani broń Boże
trzymać majątku. Ale wreszcie się pobrał z w d o w ą
z gospodarką, lecz wszystko posprzedawał, krowy na
powrozach do Kadzidła pozaprowadzał. Umiał dobrze
czytać i pisać... Kiedy zachorował wzięli go do śpitala to uciek. Przyszedł do mnie, żeby mu dać jeść.
Miał raka na szyi. Prosił o naczynie, które można
cisnąć.
Gdzieś potem zniknął. Osiadł pod Kolnem
i tam umarł. Robił wolno, niewprawnie. Na korunach robił ptaszki, esa floresa. Jak osiadł pod K o l ­
nem, to chwycił się tego rzeźbienia, ale nie miało
to zbytu i zbankrutował."

Od I wojny ś w i a t o w e j aż do dzisiaj spotykamy na
obszarze Kurpiowszczyzny rzeźbiarzy, którzy s w ą pra­
cę rzeźbiarską rozpoczynali od przypadkowych dłubań
na pastwisku i długo nie traktowali swej pracy za­
wodowo jako źródła utrzymania. Należy w y m i e n i ć tu
w pierwszej kolejności J a n a S ę k a z Płoszyć, na­
stępnie K o n s t a n t e g o
Chrostka
z Jazgarki,
F r a n c i s z k a G o l a n a z Golanki oraz B o l e s ł a ­
w a P o l a k a z Lipnik. Wszyscy ci czterej rzeźbiarze
zamieszkują wsie centralnej partii Kurpiowszczyzny
(mapka) i jako członkowie Spółdzielni C P L i A „Kurpianka" w Kadzidle mogą uchodzić za najściślej
związanych z omawianym terenem. Należałoby r ó w ­
nież wymienić niedawno zmarłego rzeźbiarza K o n ­
stantego Chojnowskiego
z Jankowa* M ł o dzianowa oraz mało znanych: B a r s z c z a
z Lasek
i B l o c h a z Gadomskich. Każdy z nich w y m a g a ł b y
osobnego opracowania. Na tym miejscu ograniczę się
do charakterystyki tylko wybranych postaci: Jana
Sęka, Franciszka Golana, Bolesława Polaka i K o n ­
stantego Chrostka.

19

2 0

83

2 4

Poza tymi czterema rzeźbiarzami o znanych na­
zwiskach działali na terenie Kurpiowszczyzny w 2. poł.
X I X w. jeszcze inni. W okolicach Myszyńca odnajdu­
jemy prace gajowego z C h a r c i e j b a ł d y
(il. 17, 18).
Koło Baranowa i Jednorożca (w zachodniej części
Kurpiowskiej Puszczy Zielonej) spotykamy liczne fi­
gury Matki Boskiej Skępskiej o takim samym stylu,
wskazujące, iż ich autorem był ten sam r z e ź b i a r z .
Bardzo podobne w sposobie budowania bryły i kształ­
towania twarzy i postaci są figury Matki Boskiej
z Chrystusem z Dłużewa (il. 19), Chrystusa Frasobli­
wego z kościoła w pobliskiej Dąbrówce, jak też
Chrystusa ukrzyżowanego z Kadzidła w domu szewca
Aleksandra Trzcińskiego. Wszystkie te figury są nie­
wątpliwie dziełem jednego rzeźbiarza. Należy wreszcie
wspomnieć o dębowych, dużych figurach ś w . ś w .
Janów we wsiach nad S z k w ą i Rozoga (il. 21, 22).

Jan
S ę k urodził się w Płoszycach w 1876 r.
Jego dziadek należał do zamożnych gospodarzy (po­
siadał 2 włóki ziemi). Ojciec Jana Sęka odziedziczył
całą włókę. Nagła jego śmierć nie pozwoliła jednak,
aby Jan S ę k miał lekkie dzieciństwo. Gospodarstwo
po zmarłym objął stryj i wypędził w d o w ę z gospo­
darki. Jan Sęk z matką i rodzeństwem poszli na służ­
bę do obcych ludzi. Sęk pasł gospodarzom krowy.
Wtedy właśnie zaczął po raz pierwszy rzeźbić. W tym
też czasie w pobliskiej Dąbrówce urządzano w n ę t r z e
w przeniesionym na miejsce kaplicy starym drewnia­
nym kościele z Kadzidła. Prace stolarskie prowadził
tam Sosnowski wraz z dwoma synami. Jan Sęk, w ó w ­
czas już kilkunastoletni chłopiec, znalazł przy maj­
strach zatrudnienie i zarazem możliwość zdobycia
praktyki stolarsko-rzeźbiarskiej.
S a m m ó w i o tej
praktyce: „Znałem deski i odrabiałem figury z pierwsego wióra. Wszystek mu towar p r z y g o t o w y w a ł e m .
Tylko do tocenia wożono kolumny do tokarni w
Ostrołęce, gdzie był kierat."

Obok tych rzeźbiarzy, traktujących swą pracę za­
wodowo, działali niezawodowi rzeźbiarze — miejscowi

Mając 17 lat rozpoczął Jan Sęk starania o zdobycie
utraconej ojcowizny. Dopiero jednak wczesny ożenek

21

22

139

�w 19 roku życia w p ł y n ą ł ostatecznie na odzyskanie
ziemi. Od tego momentu, tj. od 1895 r. aż do śmierci
żony w czasie I I wojny ś w i a t o w e j , a w i ę c w ciągu
50 lat Jan S ę k zajmował s i ę pracą na roli i przy gos­
podarstwie, nie podejmując żadnych robót rzeźbiar­
skich. Uciążliwa praca oraz liczne obowiązki rodzinne
wpoiły niechęć do lenistwa, umiłowanie czynnego ż y ­
cia. Mawiał: „Ja bez roboty nie m o g ę żyć i mnie
tak prędzej dzień schodzi."
Podczas I wojny ś w i a t o w e j służył jako artylerzysta w wojsku carskim. W okresie m i ę d z y w o j e n n y m
miał okazję b y ć bodaj dwukrotnie w Warszawie.
Z podróży pozostały mu wspomnienia oglądanych
kościołów oraz kina. Pobyt w wojsku, a b y ć może
także podróże do Warszawy, gdzie musiał radzić so­
bie w nieznanych sytuacjach, utwierdziły go w po­
czuciu własnej zaradności czy nawet wartości: „ja
kiedyś byłem cwany, ale dzisiaj nie ma i p o ł o w y
tego", albo inna w y p o w i e d ź : „ja wszystko odrobię,
jak tylko zechce."
Przed samą w o j n ą zetknął się Jan Sęk z książką.
Nie umiejąc ani pisać, ani czytać, przychodził na
głośne czytanie książek do miejscowej biblioteki. Na
spotkaniach czytano o tunelu kolei średnicowej w
Warszawie, a także o „królu Kościuszce, Batorym Ste­
fanie, prorokach i człowieku co kontrował z Panem
Bogiem." Wrażenia z tych spotkań nie pozostały bez
w p ł y w u na jego późniejszą twórczość.
Wydarzenia z czasu I I wojny ś w i a t o w e j i okresu,

7

który bezpośrednio po niej nastąpił, zadecydowały
o powrocie Jana Sęka do porzuconego w młodości
rzeźbienia, mimo podeszłego już bardzo wieku. Jan
Sęk w y c h o w a ł 4 s y n ó w i jedną córkę. Dzieci jego, już
w czasie wojny, były dorosłe. Wszyscy oni oczekiwali
założenia w ł a s n y c h rodzin. Dramat walki o prawo do
ziemi powtórzył się w rodzinie. Nie miejsce tu, aby
wnikać w wydarzenia jakie rozegrały się między
dziećmi i ojcem. Wystarczy powiedzieć, że Jan Sęk
przestał wtedy zajmować się gospodarstwem i stracił
słuch. Wraz z niewidomym synem Marianem opusz­
czają dom.
Zajmując się sprzedażą słoniny, mięsa,
a także w s t ą ż e k i guzików przemierzają wsie K u r ­
piowszczyzny. Do domu sprowadza Sęka śmierć żony.
Wkrótce potem Marian Sęk zostaje zabity w czasie
jednej z wędrówek. Nie wraca również z wojny drugi
syn. Jan Sęk dzieli po wojnie pracę na gospodarstwie
z jednym spośród dwóch pozostałych synów. (Drugi —
osiedlił s i ę na ziemiach odzyskanych). Opuszczony
przez wszystkich, w zaniedbanym domu zaczął znowu
Sęk rzeźbić. Gospodarstwo przejął na siebie syn T a ­
deusz. Ożenił się i p o b u d o w a ł nowy dom. Jan Sęk
tłumacząc się przystąpieniem
do skrytego zakonu
ojców misjonarzy zajął izdebkę w chlewie i tu miesz­
kał z dala od bliskich. Rezygnując z pomocy finanso­
wej rodziny, starał się znaleźć źródło zarobku w pra­
cy rzeźbiarskiej i malarskiej. Po zniszczeniach z cza­
sów wojny otwierały się w tym zakresie duże możli­
wości. W czasie zimy, nie wychodząc prawie na świat,
zamknięty w swej izdebce, nie dojadając, Jan Sęk
rzeźbił. Z nastaniem wiosny wyrzeźbione „śtucki",

�Rzeźby
Andrzeja
Kaczyńskiego.
(fragm.). ŁyseTjfów.
Kolno. II. T.
liczki przydrożnej.
Wykrot, pow.
. Święta
Trójca, lipa, ok. 1870 r.,

II. 6. Sw.
Florian
Sw. Florian z kap­
Ostrołęka.
11. 8, 9.
wys. 75 cm.
Łyse.

narzędzia i farby zabierał ze sobą i wyruszał w w ę ­
drówkę po okolicznych wsiach, czasem na parę mie­
sięcy. Chodząc od domu do domu oferował gotowe fi­
gury lub usługi konserwatorskie. „Oj co j a s i ę po
świecie nachodził, miałem tyle roboty, ze nieraz ty­
dzień spałem w jednym miejscu. W Wyku siedziałem
z tydzień, to do jednego domu znosili mi stare obrazy
l zierzby. Reperowałem, temu rękę, temu n o g ę .
W Szafami i Obierwi to najwięcej figurów nazostawiałem. Byłem i w Świdwiborku. Poszedłem szukać
Chrystusa Frasobliwego, bo tu był taki pan z War­
szawy, to mi powiedział, ze tam znajdę takiego j a ­
kiego w całej Polsce nie ma, ale nie z n a l a z ł e m . "
W swych w ę d r ó w k a c h szukał jednak Sęk nie tylko
figur wskazanych mu przez miejskich miłośników
sztuki. Świadczy o tym jego dobra znajomość zacho­
wanych w okolicy dawnych obiektów rzeźbiarskich.
Z tych wszystkich w ę d r ó w e k wracał zawsze bogatszy
we wrażenia i nowe pomysły. B y ł y to w pewnej
mierze podróże artystyczne. Mówi np. „jak posedłem
to sobie zobacyłem i odrysowałem." Nie stronił r ó w ­
nież od k o n t a k t ó w z innymi rzeźbiarzami. „U Golana
pare dni byłem." W czasie tego pobytu prowadził
z Golanem dyskusję, jak i co należy rzeźbić. Oto re­
lacja Franciszka Golana: „Sęk kiedyś tu ze mnie
żartował, oj ty tu paskudzis, dłubies, zamiast raz,
raz i zrobić. Bo ja w o l ę posiedzieć dzień, dwa i odro­
bić dokładnie."
8 5

tradycji dawnych umiejętności ludowych. Dzięki opie­
ce ze strony Wydziału Sztuki Ludowej Minister­
stwa Kultury i Sztuki mógł brać udział w różnych
konkursach, kilkakrotnie zdobywając nagrody. Obec­
nie jest Sęk członkiem Spółdzielni C P L i A „Kurpianka" w Kadzidle. W ostatnich latach zapadając ciężko
na zdrowiu rzadko z a j m o w a ł się rzeźbieniem. Coraz
mniej, jak m ó w i , jest u niego siły. Nieprzyzwyczajony
do bezczynności, jeśli nie rzeźbi, w ó w c z a s plecie ko­
sze. Ale może nie tylko dlatego, że mu brak siły do
rzeźby, lecz i dlatego, że figury jego nie u wszystkich
cieszą się równą p o p u l a r n o ś c i ą .
w

26

Dzięki swej robocie Jan Sęk zyskał wkrótce roz­
głos nie tylko wśród ludności miejscowej, lecz r ó w ­
nież u czynników zainteresowanych w reaktywowaniu

Posiadamy dostatecznie dużo danych o rzeźbach,
aby było m o ż n a scharakteryzować ogólnie ich tema­
tykę i cechy formalne. Początkowo, tj. bezpośrednio
po wojnie, rzeźbił Sęk prawie w y ł ą c z n i e „Pasyje". N a ­
stępnie wzbogacił s w ą robotę o dwa dodatkowe te­
maty: św. Jana, którego nazywa niekiedy Niepomucenem lub Niepomukiem , oraz Matki Boskiej Niepo­
kalanego Poczęcia (por. il. 25). Te trzy tradycyjne te­
maty od kilkunastu lat bez w i ę k s z y c h zmian domi­
nują w twórczości Jana S ę k a . Natomiast twórczość
ta w formie ulegała w y r a ź n y m przeobrażeniom. Ostat­
nie prace różnią się od pierwszych rzeźb zarówno
sposobem budowania bryły, jak odmiennością pro­
porcji, a nawet ornamentyką. Tylko drobne szczegóły,
takie np. jak sposób przedstawiania źrenic w oczach
lub mięśni na rękach u Chrystusa ukrzyżowanego po­
zostały bez zmian (il. 24). Dla odbiorców miejscowych
Jan Sęk rzeźby swoje maluje, dla C P L i A pozostawia
je, jak m ó w i : „czyste" albo „gołe".
28

2 9

141

�10

Franciszek
Golan
urodził się w 1898 r.
w Golance w pow. Ostrołęka, gdzie mieszka do dzi­
siaj. Pochodzi z rodziny małorolnych.
Brał udział
w wojnach w 1920 i 1939 roku, przebywał też w tym
czasie w różnych krajach: „dzie ja nie obsed, to ze
mnie wrona kości nie zniesie." Pobyt w odległych
krajach
rozwinął w nim zainteresowania światem,
chłonność wiadomości o wszelkich wydarzeniach,
szczególnie politycznych. Z wielką np. uwagą słucha
zawsze wiadomości radiowych. Radio jest dla niego
symbolem dnia dzisiejszego, który ocenia jako lepszy
niż czas miniony: „starodawny naród nic dobrego nie
uzył" (w ten sposób kwituje korzyści jakie mu daje
wysłuchanie informacji radiowych). Ciężkie warunki
życia nie pozwoliły mu nauczyć się czytania. Powo­
duje to u niego gorycz, a jednocześnie pobudza am­
bicję wykazania swych umiejętności, czy nawet w a r ­
tości w innych dziedzinach, m. in. w rzeźbieniu.
Rzeźbiarstwem
142

zajął

się

właściwie

dopiero

po

I I wojnie ś w i a t o w e j . Przedtem zdarzało się, że w
młodości pasąc krowy strugał ptaki. Na krótko przed
w o j n ą wyrabiał na zarobek krzesła. Bywało, że zgod­
nie z z a m ó w i e n i e m
w y r z y n a ł dekoracyjne oparcia
i nogi u mebli. Po wojnie wizyta Adama Chętnika
w p ł y n ę ł a decydująco na kierunek jego późniejszej
pracy. P o s t a n o w i ł „rzeźbić krzesła". Początkowo po­
k r y w a ł zapiecki i siedzenia zdobinami o motywach
roślinnych, z czasem wprowadził przedstawienia ludzi
i zwierząt. Obecnie rzeźbi na krzesłach sceny z życia
wsi kurpiowskiej i historii narodu. Wszystkie wyobra­
żenia stara s i ę przy tym jak najbarwniej p o m a l o w a ć .
Do rzeźbienia osobnych figur (il. 26, 27) skłoniła go
przede wszystkim chęć znalezienia odbiorcy dla swo­
ich prac. Dzięki opiece, głównie ze strony Wydziału
Sztuki Ludowej M K i S , mógł stać się rzeźbiarzem,
a obecnie — jednym z najpoważniejszych d o s t a w c ó w
rzeźb do Spółdzielni C P L i A „Kurpianka" w K a ­
dzidle.
3 0

�II. 10. „Pasyja",wys.90
cm.
Wyk. ok. 1880 r. Andrzej
Kaczyński. Wł. Józefa Racz­
kowskiego, Kadzidło.
Il.~H7
Sw. Jan, wys. ok. 1 m.
Wach,
pow.
Ostrołęka
(obiekt skradziony). II. 12,
12a. Sw. Jan, wierzba, kloc
niełupany,
wys.
150 cm.
Jazgarka,
pow.
Ostrołęka.
Wyk. pocz. XX w.
Łukasz
Raczkowski.
12a
Mówiąc o pobudkach, które skłoniły go do rzeź­
biarstwa, podkreśla konieczność szukania zarobku
i nieoszczędzania się: „somsiad dziesięć lat ode mnie
młodsy i wiecnie odpocywa, żeby nie synowie to by
umarł." Jednocześnie duże znaczenie w tym wyborze
drogi życiowej miała dla niego ambicja: „u mnie to
0 charakter cłowieka chodzi, cy ja cłowiek bez skół
potrafię to zrobić" (np. wyrzeźbić frapującą go scenę
z życia otoczenia).
B o l e s ł a w P o l a k urodził się w 1904 r. w Podgórnem koło Turośli w pow. kolneńskim. Ojciec jego
był gajowym. W Lipnikach, gdzie ma obecnie dom
1 gospodarstwo, mieszka od ósmego roku życia. Miał
dziewięcioro rodzeństwa. Po śmierci matki i powtór­
nym małżeństwie ojca oddany został na służbę do
krewnych w Nasiadkach. Miał w ó w c z a s 21 lat. Pasł
tam krow^_ i w ó w c z a s to zaczął rzeźbić. Ukończył
tylko 1 odział szkoły podstawowej. W późniejszych
latach praktykował u wspomnianego już stolarza-

12

rzeżbiarza Wincentego Ejmy. Razem z nim wykony­
w a ł w różnych miejscach Kurpiowszczyzny prace cie­
sielskie i stolarskie. Z czasem usamodzielnił się i za­
łożył w ł a s n y warsztat stolarski. Wykonując już przed
wojną oprawy feretronów dla kościołów, rozwijał
umiejętności rzeźbiarskie. W wolnych chwilach rzeź­
bił cygarniczki, popielniczki, próbował również rzeź­
bić figury świętych. Pod koniec okresu m i ę d z y w o ­
jennego ożenił się. Dziś ma troje dorosłych dzieci
(2 córki: pielęgniarkę i nauczycielkę oraz syna —
inżyniera).
Rzeźbieniem, podobnie jak Franciszek Golan, zajął
się na stałe dopiero po I I wojnie ś w i a t o w e j , w wyniku
zamówień. Dziś należy do Spółdzielni C P L i A „Kur­
pianka" w Kadzidle i w tych ramach trudni się rzeź­
biarstwem. Syn jego maluje (uczęszczał w czasie stu­
diów do ogniska plastycznego). Od syna nauczył się
szkicowania i umiejętność tę wykorzystuje w swej
obecnej pracy (il. 30, 31a, b). Chociaż nie ukończył
143

�II. 13. Chrystus

Frasobliwy,

lipa, klocek niełupany,

szkoły, interesował się bardzo książkami. Nauczył się
sam dobrze czytać, zna też wiele programowych po­
zycji rodzimej beletrystyki. Interesują go ż y w o prob­
lemy społeczno-kulturalne. W jego postawie ś w i a t o ­
poglądowej można dostrzec podobieństwo do innowierstwa dawnego rzeźbiarza tych stron, Łukasza
Raczkowskiego.
Wszystko to miało poważny w p ł y w na pracę rzeź­
biarską Bolesława Polaka. Wprawdzie pozostaje on
w kręgu tradycyjnej tematyki „Pasyj" i Św. Janów,
niemniej jego robota zawiera znacznie więcej zna­
mion sztuki profesjonalnej — uczonej aniżeli twór­
czości ludowej.
Konstanty
Chrostek
jest najmłodszym
spośród omawianych rzeźbiarzy. Urodził się w Jazgarce w 1910 roku. Pochodzi z rodziny rzemieślniczej.
Dziadek jego był cieślą i stolarzem, ojciec — kowa­
lem. Ukończył 4 odziały szkoły podstawowej. Spośród
licznego rodzeństwa wyróżniał się skupieniem, powol­
nością i rozwagą w działaniu, stronieniem od swawoli
i zabaw. Jak nam o sobie m ó w i : wolał iść na ze­
branie Związku Młodzieży Ludowej lub czytać, ani­
żeli jak inni, iść na zabawę. W ten sposób poznał
książki Prusa i Sienkiewicza, a w rezultacie doszedł
do sporej wiedzy o świecie i wykształcił w sobie dużą
31

144

wys. 45 cm. Durlasy,

pow.

Ostrołęka.

wrażliwość na jego uroki.
Jego sposób myślenia
znacznie odbiega od tradycyjnych pojęć środowiska.
Jak wielu o m ó w i o n y c h już rzeźbiarzy, s w ą t w ó r ­
czość rzeźbiarską rozpoczynał przy pasieniu krów.
Początkowo rzeźbił tylko cygarniczki i oprawki do
krzesiwek. Pierwszą rzeźbę Chrystusa Frasobliwego
w y k o n a ł pod w p ł y w e m bezpośredniej namowy ba­
wiącego na praktyce geodezyjnej w jego wsi studenta
Politechniki Warszawskiej Romualda Kozła. Od tego
czasu zaczął wiele rzeźbić. Na organizowanym przed
ostatnią w o j n ą w Myszyńcu kiermaszu sztuki ludo­
wej był jedynym autorem, który w y s t a w i ł prace rzeź­
biarskie. Zdobyte uznanie pobudziło go do dalszej
pracy. Odbiorcami jego figur były przeważnie muzea,
księża, a na ostatnim miejscu różni przypadkowi l u ­
dzie miejscowi.
Obok umiejętności rzeźbiarskich zdobył Konstanty
Chrostek umiejętności ślusarskie i mechaniczne. Dzi­
siaj uchodzi za znanego w okolicy naprawiacza wszel­
kich mechanizmów, a także instrumentów muzycz­
nych, jakie można spotkać na wsi. Posiada on rzadką
umiejętność sporządzania s m y k ó w do skrzypiec.
Bezpośrednio po wojnie ożenił się i przeniósł do
Lipnik. Żona jego zajmuje się tkactwem i, tak jak
on, jest członkiem Spółdzielni „Kurpianka". W pierw­
szych latach po wojnie Chrostek rzeźbił stosunkowo

�15

IZ. 15. Sposoby
modelowania
Andrzeja Kaczyńskiego
i Łjiz
kasza Raczkowskiego:
a — św.
Jan z" W uchu, prawdopodobnie
A Katyńskiego,
b — Bóg
Ojciec — w rzeźbach
Trójcy
Świętej
— A.
Kaczyńskiego,
c — Chr^stut
frasobliwy
z
Durlas — prawdopodobnie _Ł.
RaczkcamkJ£3P,
d — Chrystus
Biczowany z Kadzidła
— Ł,
Raczkowskiego.
II. 16. Sw.
"Roch (fragm.), lipa, wys. 1 m.
Wyk. ok. 1920 r. Ł. Raczkowski. Łyse, pow. Kolno.
~~
II. 14. Matka Boska Bolesna z Jezusem,

lipa, wys. 80 cm. Dobry Las, pow.

Kolno.

dużo. Obecnie obowiązki wychowania pięciorga dzieci
oraz trudne warunki mieszkaniowe nie pozwalają mu
znaleźć, jak m ó w i , spokoju do roboty, którą najbar­
dziej miłuje, a która wymaga dużo czasu i namysłu.
Figury Chrystusa Frasobliwego, zaczętej przed paru
laty (il. 32), nie kończy. Utrzymuje się obecnie prawie
wyłącznie z prac naprawczych, stolansko-ślusarskich.
Dla wszystkich z o m ó w i o n y c h współczesnych rzeź­
biarzy kurpiowskich, podobnie jak dla ich poprzed­
ników: Kaczyńskiego, Raczkowskiego, Czerwińskiego
czy Ejmy, twórczość rzeźbiarska m i a ł a w mniejszym
lub w i ę k s z y m stopniu znaczenie zajęcia uprawianego
zawodowo, tzn. będącego podstawowym źódłem utrzy­
mania. Oczywiście nie z tym nastawieniem rozpoczy­
nali swą twórczość. Rzeźbienie stawało się zajęciem
zarobkowym stopniowo, w miarę zdobywania do­
świadczeń i znajomości rzemiosła. Można też powie­
dzieć, iż o odchodzeniu stopniowym czy przerywaniu
uprawianej twórczości także decydowały w z g l ę d y za­
robkowe.
3 2

Przystępując obecnie do o m ó w i e n i a narzędzi i spo­
sobów pracy stosowanych przez miejscowych rzeźbia­
rzy dawniej i dzisiaj należy stale mieć na uwadze
zachodzące w tej dziedzinie zmiany, zależne od okresu
twórczości, a także od różnic indywidualnych a zmie­
rzające do zapewnienia m o ż l i w i e największej ekono145

�II. 17. Chrystus Zafrasowany, lipa, wys. 70 cm, 2. pol. XIX w. Brzozowy Kąt, pow. Ostrołęka.
Cichej. II. 18. „Pasyja". Wys. 110 cm. Koniec XIX w. Charciabałda,
pow.
Ostrołęka.
mii pracy. Proces ten u rzeźbiarzy traktujących s w ą
twórczość jako źródło zarobku zachodził w sposób
szczególnie widoczny.
Na Kurpiowszczyźnie przy jej zadrzewieniu w i ę k ­
szym niż w innych rejonach, a przy tym dostatecz­
nie zróżnicowanym, nie istniał problem trudności s u ­
rowcowych. Dlatego też nie znajdujemy tutaj figur
rzeźbionych w drewnie o rzadkich słojach czy w su­
rowcu trudnym do obróbki (sosna, świerk, jesion).
Spotykamy natomiast rzeźby z najrozmaitszych drzew
0 ścisłych
słojach
(głównie lipa, rzadziej brzoza
1 wierzba oraz olszyna). We wczesnych latach oma­
wianego okresu u ż y t k o w a n o także dąb, rzeźbiąc w nim
dużych rozmiarów figury stawiane na otwartym po­
wietrzu (il. 21, 22). Stosowanie tego surowca, jak wia­
domo bardzo odpornego na działanie czasu, miało
zapewnić długowieczność figurze. Dla tych samych
powodów
stosowano lipę, która jest łatwiejsza do
obróbki niż inne twarde drewna, ale, jak m ó w i ą rzeź­
biarze, przez długie lata „nie ciepie się jej robak".
33

Siedząc rodzaje stosowanego drewna przez daw­
nych rzeźbiarzy, np. Kaczyńskiego i Raczkowskiego,
dostrzegamy, jak na przestrzeni długich lat swej
twórczości zmieniali oni rodzaje surowca. Pierwsze
prace wykonywali w drewnie twardym lub bardzo
twardym (nie wyłączając dębu), natomiast w później­
szych latach przechodzili na materiał łatwiejszy do
obróbki. Oczywiście wchodziły tu w grę czynniki
o których w s p o m n i a ł e m na wstępie. Ale miała chyba
także znaczenie zdolność rzeźbiarza do obróbki twar­
146

Wł.

Antoniny

dego surowca. Raczkowski np. pod koniec życia kie­
dy był już bardzo słabego zdrowia, rzeźbił często
w miękkiej wierzbie i to nawet duże figury, które
miały stać na powietrzu nie chronione dachem kap­
liczki (il. 12). W pracy współczesnych rzeźbiarzy trud­
no jest m ó w i ć o podobnych zmianach, ponieważ t w ó r ­
czość ich rozkłada się na mniejsze wycinki czasu,
poza tym nie mają oni już okazji a nawet potrzeby
korzystania z najtwardszego drewna — dębu.
Proceder suszenia drewna stosowany przez żyją­
cych dzisiaj mistrzów jest tak rozbudowany, że z pew­
nością musiały go kształtować doświadczenia długiej
tradycji.
Nasuwa się jednak pytanie czy owe złożone zabie­
gi przygotowania tworzywa były dokonywane każdo­
razowo przez wszystkich dawnych rzeźbiarzy. Można
bowiem przypuszczać, że niektórzy z nich, ci przynaj­
mniej którzy wędrowali, musieli w wielu wypadkach
posługiwać się materiałem w tym stanie, w jakim
b y w a ł im dostarczany na miejscu przez zleceniodaw­
cę, a w i ę c wykonywali czasem swe rzeźby w drewnie
niedostatecznie wysuszonym. B y ć może, że w y j ą t k o w y
stopień zniszczenia niektórych z dawnych rzeźb t ł u ­
maczy się właśnie nieodpowiednim przygotowaniem
surowca, niedostatecznym uodpornieniem go na dzia­
łanie deszczu i słońca. Nasuwa to uwagę, że na pod­
stawie stanu zachowania trudno jest oceniać wiek
rzeźby.
31

Zabezpieczenie rzeźby przed pękaniem brane jest
pod u w a g ę również i w przygotowaniach samego

�klocka do rzeźbienia. Licząc się z właściwością rozsychania się drewna promieniście od rdzenia do
warstw zewnętrznych, niektórzy ze współczesnych
rzeźbiarzy chętniej rzeźbią nie w pełnym klocku z
rdzeniem w środku, lecz w takim, który uzyskano
z rozłupania pnia względnie konaru czy gałęzi na po­
ł o w ę lub ćwiartkę. Oczywiście owo łupanie m o ż l i w e
jest w ó w c z a s kiedy rzeźbiarz dysponuje drewnem
odpowiedniej grubości.
Z przeglądu rzeźb dawnych rzeźbiarzy wynika, iż
podobnie jak dzisiejsi rzeźbili oni zarówno w kloc­
kach pełnych, jak i stanowiących cząstkę rozłupane­
go pnia. Należy t a k ż e stwierdzić, że Kaczyński często
korzystał z grubej deski. Natomiast z rzeźbiarzy dziś
żyjących tylko Golan z w y k ł rzeźbić chętnie z deski
i na desce.
Nie ulega wątpliwości, że charakter klocka narzu­
ca rzeźbiarzowi określony sposób obróbki drewna.
Często w czasie rzeźbienia kształt klocka, struktura
słoi wyznacza kierunek cięć i prowadzi do formy
zgodnej z jego b u d o w ą (il. 25, 33, 34). Jednocześnie,
w miarę doskonalenia się w swym rzemiośle, rzeź­
biarz w coraz mniejszym stopniu poddaje się owemu
działaniu właściwości tworzywa. Z czasem przy opa­
nowaniu materiału łamie jego pierwotną strukturę
uzyskując dzieło zasadniczo nieraz odbiegające od
kształtu użytego klocka (il. 31b). K u temu może zmie­
rzać także stosowanie miększego surowca oraz nie
pełnych, lecz rozłupanych klocków.
Fakt, iż większość spośród omawianych rzeźbia­
rzy w y w o d z i ł a się spośród cieśli i stolarzy nie po­

II. 19. Matka Boska Bolesna, wys.

zostawał bez w p ł y w u na rodzaj stosowanych przez
nich narzędzi. I tak wydaje się, że już dawniejsi
rzeźbiarze używali obok narzędzi powszechnie stoso­
wanych na wsi do obróbki drewna (siekiery, Cieślicy,
skoblicy i noża) również ośnika, struga, a także sze­
rokich dłut oraz świdra. Przypuszczenie to potwier­
dza przegląd samych rzeźb. Odnajdujemy w nich śla­
dy użycia nie tylko dłuta ciesielskiego czy świdra,
lecz zupełnie specjalnych narzędzi, takich np. jak
struga do fazowania czy cyrkla .
\ .
Wszystko to Wskazuje, iż niektórzy rzeźbiarze już
w najwcześniejszych latach omawianego okresu po­
sługiwali się bogatym i rozmaitym zestawem narzędzi.
Korzystali także zapewne ze specjalnych dłut rzeź­
biarskich o odpowiednio profilowanych i ściętych
ostrzach, na co wskazują zarówno ślady cięć na rzeź­
bach, jak też narzędzia u ż y w a n e przez współczesnych
już rzeźbiarzy. I tak np. Chrostek, dopóki nie zdobył
dłut fabrycznych, posługiwał się wykonanym przez
kowala oryginalnym kompletem narzędzi do rzeźbie­
nia (il. 29). Ich forma wskazuje, że były powtórzeniem
wcześniej już znanych wzorów.
35

Dzisiejsi rzeźbiarze kurpiowscy mają do dyspo­
zycji komplety fabrycznych dłutek do rzeźbienia. Ale
należy stwierdzić, że nie wszyscy chętnie nimi się
posługują. Golan jeszcze do niedawna całą podstawo­
w ą robotę w y k o n y w a ł scyzorykiem. Podobnie w pra­
cy Sęka nóż odgrywa podstawową rolę. Natomiast
Chrostek tylko przy ostatecznym w y k a ń c z a n i u twarzy
figury korzysta z noża, który służy m u w tych celach
już przeszło 20 lat. Zupełnie w y j ą t k o w y zestaw na-

85 cm. 2. pol. XIX

w. Dłużewo,

pow. Kolno (por. s. 119).

�4$

K \

20

rzędzi posiada Sęk. Ważne wśród nich miejsce zaj­
muje specjalny, zakrzywiony nóż, przypominający
narzędzie u ż y w a n e przy wyrobie łyżek czy przy czysz­
czeniu kopyt koniom przez kowali. Posługuje się r ó w ­
nież wespół z ręczną piłką nożem, będącym k a w a ł ­
kiem taśmy z resora, skośnie na końcu zaostrzonej .
38

Określając sam proces rzeźbienia wypada powie­
dzieć, iż jest to proces stanowiący w y p a d k o w ą nie
tylko rodzaju użytego klocka (jego kształtu i gatun­
ku drewna) oraz zestawu narzędzi, lecz również o k r e ś ­
lonych umiejętności twórcy, w ł a ś c i w e g o jemu sposo­
bu planowania i realizowania kolejnych zabiegów
technicznych. Przebiegu tego procesu u dawnych
rzeźbiarzy kurpiowskich nie m o ż e m y niestety odtwo­
rzyć. Nie znajdziemy także dla niego analogii w
twórczości współczesnych rzeźbiarzy. Żaden bowiem
z dawnych rzeźbiarzy kurpiowskich nie pozostawił
ucznia ani nie miał innych okazji przekazania swych
doświadczeń i wiedzy. Współcześni zaś rzeźbiarze, po­
za jedynym Polakiem, dochodzili do swej sztuki pra­
wie wyłącznie drogą własnych dociekań.
Stąd też musimy ograniczyć się do rozpatrzenia
przebiegu pracy rzeźbiarskiej wyłącznie u t w ó r c ó w
współczesnych. Ale i w tym wypadku zależnie od
rzeźbiarza, a także okresu jego twórczości, inny b ę ­
dzie zarówno przebieg w s t ę p n e j obróbki klocka, jak
i w ł a ś c i w e g o modelowania figury. Stosunkowo naj­
mniej złożony w tym zakresie jest warsztat Sęka.
Rzeźbi on najczęściej w pełnym niełupanym klocku
z gałęzi lipowej. Średnica podstawy wyrzeźbionej
przezeń figury zachowuje zazwyczaj wymiary klocka.
Masa całej zaś rzeźby nieznacznie tylko mniejsza jest
od bryły tworzywa. Znaczy to, że z całości klocka
przy obróbce usunięta zostaje tylko niewielka część
zbędnego materiału.
Po odcięciu klocka od odpowiednio wysuszonej
gałęzi Sęk przystępuje od razu do w ł a ś c i w e g o mode­
lowania. Nie stara się nigdy ani ociosać z grubsza,
ani ostrugać powierzchni drewna. Jego naturalną
gładkość, jaką ono ma pod korą długo zachowuje na
tych częściach klocka, których nie dotknął ostrzem
148

za pierwszym razem. Pracę rozpoczyna zawsze od
g ł o w y figury. Jest przy tym tak zaabsorbowany, że
zaczynając rzeźbić g ł o w ę nie liczy się czy mu wy­
starczy materiału na całą postać. Zdarzyło mu się
w y b r a ć miejsce na g ł o w ę tak daleko od krańca kloc­
ka, że gdy z tej strony odciął k a w a ł drewna piłą,
z drugiej strony nie starczyło miejsca na nogi, które
z konieczności musiał w y k o n a ć w zbyt m a ł y c h pro­
porcjach. Kształt głowy, podobnie -jak innych trud­
nych f r a g m e n t ó w (np. dłoni) najpierw szkicuje o ł ó w ­
kiem (il. 33). Następnie w o k ó ł narysowanego owalu
twarzy wybiera drewno cienkimi warstwami przy
pomocy owego noża przypominającego narzędzie do
dłubania łyżek. Gdy g ł o w a jest już wyodrębniona od
całości, kształtuje ją różnymi narzędziami (piłką i no­
żem z resora oraz dwoma z w y k ł y m i nożami, szerszym
i węższym). Na pierwszym etapie swej pracy nie rzeź­
bi jeszcze szczegółów takich jak oczy, usta, uszy. Po
uformowaniu bryły g ł o w y przechodzi do rzeźbienia
korpusu, nadając przy tym od razu w ł a ś c i w y gest
(np. u ś w . Jana Nepomucena układ rąk przystosowa­
ny do dzierżenia krzyża i lilii), na końcu rzeźbi sto­
py, ale także nie uwzględniając jeszcze detalu. Do­
piero gdy bryła całej postaci jest ukształtowana, przy­
stępuje Sęk do rzeźbienia szczegółów, zachowując
przy tym tę samą co uprzednio kolejność: od g ł o w y
do stóp. Posługuje się wtedy silnie zaostrzonym no­
żem, który ostrzy na osełce marmurkowej, a na ko­
niec gładzi na równych płaszczyznach rzeźbionej fi­
gury (np. na plecach, które zachowują naturalną po­
wierzchnię klocka). Po w y k o ń c z e n i u detali stara się
zgodnie z panującą obecnie modą zatrzeć ślady cięć,
by upodobnić powierzchnię swego dzieła do cieszących
się najwyższym uznaniem figur gipsowych. P o s ł u g u ­
je się przy tym kawałkami szlkła i papierem ścier­
nym. Na tym też etapie pracy następuje zdobienie
figury. Sęk jest jedynym spośród żyjących obecnie
rzeźbiarzy, który chętnie korzysta z tradycyjnego ł ą ­
czenia w sztuce ludowej tendencji realistycznej z ten­
dencją dekoracyjną. Niektóre partie ubioru rzeźbio­
nych figur, a nawet podstawkę, pokrywa często pro-

�stym ornamentem geometrycznym, przeważnie linią
łamaną, krzyżykami oraz jodełką. Czasem w jego
pracy dochodzi jeszcze jeden etap przeznaczony na
osobne wykonanie pewnych części, jak np. atrybutów
przynależnych świętej postaci, które po ukończeniu
zostają zmontowane z figurą .
Sęk rzeźbi swoje osóbki w stosunkowo krótkim
czasie. T a k np. praca nad figurą ś w . Jana Nepomu­
cena, w y s o k o ś c i około 30 cm, zajęła mu 6—7 dni.
Szybkość jego pracy wynika jednak nie tyle z m i ­
strzostwa, ile z pasji z jaką swe dzieło tworzy, a tak­
że z organizacji całej roboty w oparciu o niezmiennie
powtarzane zabiegi w e d ł u g przyjętego w jakimś mo­
mencie schematu. Sęk przystępując do rzeźbienia fi­
gury przerywa przy niej pracę w ł a ś c i w i e tylko na
czas spania i jedzenia. Po tych przerwach nie rozwa­
ża długo co i jak ma robić. Natomiast każde jego cię­
cie jest niezwykle powolne, czasami nawet robi w r a ­
żenie działania niezdarnego, przy którym rzeźbiarz
zdaje się odczuwać duży opór tworzywa. A l e za tą
pozorną niezdarnością kryje się poszukiwanie w ł a ś c i ­
wych kierunków cięć, zgodnie z biegiem słoi, kształ­
tem klocka. Dlatego też w czasie pracy S ę k zmienia
stale jego położenie, przytrzymując klocek między
kolanami, obraca nim i dobiera odpowiednie na­
rzędzie.
37

W podobny sposób jak Sęk pracował Golan, dopóki
nie zaczął korzystać z miary i dłuta. Aby ustrzec się
II. 20, 21. Sw. Jan (jragm.), dąb, wys. 145 cm. 2. pol
XIX w. Golanka, pow. Ostrołęka.
11. 22. Sw. Jan,
brzoza, wys. 110 cm. 2. poi. XIX w. Szafranki, pow.
Ostrołęka.

przed pomyleniem proporcji, przemierzył sobie kie­
dyś z jakiegoś obrazu czy fotografii wymiary postaci
ludzkiej i obecnie odpowiednio do wielkości w y b r a ­
nego klocka sporządza na nim każdorazowo „miarę",
tj. zaznacza przy pomocy miarki
centymetrowej
i ołówka odpowiednio przeliczone długości głowy,
korpusu, r ą k i nóg.
Posługiwanie s i ę dłutami pozwoliło m u uzyskać
nawet w figurach stojących prześwity w bryle oraz
osiągnąć drobniejszy modelunek nie tylko detali, lecz
całych partii rzeźby. Twórczość jego zaczęła s i ę od
zdobienia krzeseł: najpierw płaskim ornamentem a
następnie — w y p u k ł y m i rzeźbami figuralnymi. Dla­
tego w porównaniu z S ę k i e m ma Golan za sobą
znacznie większą s k a l ę doświadczeń w cięciu drewna,
łatwiej też znacznie przychodzi m u przezwyciężenie
struktury klocka.
Oto jak rzeźbiarz opisuje przebieg swojej roboty:
„Wyściepie sobie z pnia ćwiartkę, bo od muchy lubi
się ściepać [od rdzenia — J . O.]. W ćwiartce to juz
jest śtybne, ale i z okrągłego nieraz robię. Z okrągłe­
go robię jak nie mam ćwiartki. Potem rozmiar się
bierze. Na centymetry obmierzam wysokość, g ł o w ę
robię podług ramion — to juz z wejrzenia — zeby nie
za duza i nie za mała, ale ręce to musowo rozmierzyć. J a tylko spojrzę na obrazek i podług ramion
głowę mam, potem podług korpusa nogi. Nad tym
więcej się głową pracuje niż rękami, rozmiary trzeba
w g ł o w i e mieć. I trzeba m i e ć o ł ó w e k i cyntymetr.
A potem juz tylko nożykiem — jak juz się robi to bez
n a m y s ł u się znie i znie — wszystko nożykiem. D ł u t e c ko biorę, dzie noza nie m o g ę włożyć."
Chrostek, od początku swej kariery rzeźbiarskiej
posługuje się dłutami i w związku z tym duże zna­
czenie dla jego pracy ma przygotowanie klocka, do­
stosowanie go do pracy tymi narzędziami. Nigdy nie
rzeźbi w klocku obłym, lecz zestruguje go, doprowa­
dzając do formy graniastosłupa, najczęściej czterobocznego. U ż y w a do tego celu struga stolarskiego.
Płaskie powierzchnie, jak twierdzi, ułatwiają mu pro­
wadzenie w drewnie dłuta i noża. W przeciwieństwie
do Sęka rzeźbi nie kolejno poszczególne partie, ale
równocześnie całość figury. Dzięki temu pracując nie
traci poczucia proporcji, co z kolei pozwala mu w ł a ­
ściwie gospodarować masą tworzywa i panować przez
cały czas nad całością opracowywanej figury. Pierw­
sze warstwy drewna zbiera grubym dłutem oraz no­
żem. Większe k a w a ł k i podcina piłą. Bryłę klocka sta­
ra się Chrostek rozłożyć na drobniejsze formy kubiczne i geometryzując w ten sposób Wizerunek postaci
stwarza sobie dogodne pozycje do prowadzenia w
drewnie noża lub dłuta. Zabieg ten, podobnie jak
wstępna obróbka klocka obłego w formę graniasto­
słupa, oszczędza konieczności częstego manewrowania
klockiem przy pracy, a jednocześnie
wyrównane
płaszczyzny pozwalają na swobodne powtarzanie ko­
lejnych cięć.
W dalszej kolejności Chrostek w y d ł u b u j e przy po­
mocy wąskiego dłuta wszelkie konieczne prześwity.
Na koniec zaś bardzo ostrym nożem (o którym już
była mowa) modeluje twarz oraz takie detale, jak np.
palce rąk i stóp. Panuje nad rzemiosłem dostatecz­
nie, by kształtować określony wyraz twarzy czy po-

�staci, by zróżnicować jej w y g l ą d w zależności od płci
i wielku. Kończąc s w ą prace. Chrostek nigdy nie za­
ciera śladów pozostawionych w drewnie przez na­
rzędzie .
Zasadniczą odrębność pracy rzeźbiarskiej można
zauważyć u Polaka.
Omówieni dotąd rzeźbiarze różnili się między so­
bą sposobem modelowania, jednak w komponowaniu
postaci wszyscy przestrzegali zasady układu piono­
wego. Taki bowiem układ był wyznaczony przez
kształt klocka i artysta, nawet rzeźbiąc pochyloną
postać Chrystusa Frasobliwego, usiłował m o ż l i w i e
„prostować" jego plecy, by nie odbiegać zanadto od
pionowej ściany klocka. U Polaka tylko w n a j w c z e ś ­
niejszych pracach można zauważyć tę zasadę. Obec­
nie wykonanie każdej rzeźby poprzedza on studium
rysunkowym własnej postaci oglądanej w lustrze.
Przybierając pozycje figur, które zamierza rzeźbić,
stara się podpatrzyć i narysować odpowiednie układy
ciała. Gotowe szkice, sporządzone przeważnie na
twardym kartonie, wycina tuż przy konturze, uzys­
kując w ten sposób rodzaj szablonów. W trakcie rzeź­
bienia spogląda od czasu do czasu na odpowiedni
szablon. Przy tej metodzie jego rzeźbienie niewiele
zachowało cech dawnej roboty. Posługując się zawsze
dłutkami, rzeźbiąc od razu całość figury a nie ko­
lejne fragmenty, pozwala sobie na swobodne jej
układy, nie przyporządkowane pionowi bryły klocka
(il. 31).
3a

W zestawie tematów występujących w rzeźbie
Kurpiowszczyzny należy wyodrębnić 2 podstawowe
typy: tzn. sakralny i świecki. Obydwa występują od
najwcześniejszych lat omawianego okresu. T y m nie­
mniej od połowy X I X do początków X X w. tematyka
świecka była tu reprezentowana słabo i w wytwo­
rach niezupełnie odpowiadających temu, co rozumie­
my przez rzeźbę, bo tylko w niektórych zabawkach
(konie na biegunach, ptaki i in.) oraz w przystrojach
sprzętów, głównie w specjalnie modelowanych zakoń­
czeniach lasek pasterskich. Występują tu w y o b r a ż e ­
nia zwierząt, jak koń, jeleń. Występuje także figura
ludzka, np. w zabawce zwanej „troc" (tracz). Wszyst­

kie te prace były dziełem raczej niezawodowych
twórców, zajmujących się podobną robotą tylko do­
rywczo i ubocznie. Tak np. wszystkie „konie" (na
biegunach) i „troce", jakie miałem możność oglądać
w czasie badań, b y ł y dziełem o j c ó w lub krewnych
dzieci, dla których zostały zabawki te przeznaczone.
Po I wojnie ś w i a t o w e j tematy świeckie przenika­
ją do twórczości rzeźbiarzy zawodowych i to nie pod
postacią tradycyjnych zabawek czy przedmiotów
użytkowych (jak laski), lecz w obiektach o charakte­
rze p a m i ą t k a r s k i m . Większe jednak znaczenie zdo­
bywa sobie tematyka świecka dopiero w ostatnich
czasach. Przed kilkunastu laty w twórczości nie­
których rzeźbiarzy, pod w p ł y w e m w y r a ź n y c h za­
m ó w i e ń z zewnątrz, pojawiły się prace przedstawia­
jące życie wsi oraz sceny nawiązujące do przeszłości
narodowej. Największe w tym zakresie osiągnięcia ma
Golan. Początkowo rzeźbił on na krzesłach ż y w o
trwające w jego pamięci sceny wojskowe (np. ułanów
na paradzie), następnie popularne wesela kurpiow­
skie, a wreszcie w ostatnich latach podejmuje tematy
zaczerpnięte z życia codziennego wsi, o co dopomina­
no się u niego w kierownictwie Spółdzielni. P o j a w i ł y
się w jego rzeźbach motywy gęsi na pastwisku, ko­
biety z gęsiorem, postaci młócących zboże itp.
3S

Sęk wracając wspomnieniami do wydarzeń histo­
rycznych, zasłyszanych na owych głośnych czytaniach
książek, wyrzeźbił „króla Kościuszkę i Batorego".
Właściwą tematyką rzeźby tradycyjnej były oczy­
w i ś c i e postaci osób ś w i ę t y c h i boskich, one też do
dziś stanowią źródło najsilniejszych natchnień rzeź­
biarzy. Jednak stosunek do tej tematyki na przestrze­
ni rozpatrywanego okresu 'podlegał w y r a ź n y m prze­
mianom. Można dostrzec stopniowe zmniejszanie się
popularności jednych tematów, przy jednoczesnym
wzroście znaczenia innych. Tak nip. słabło zaintereso­
wanie t w ó r c ó w dla postaci Matki Boskiej z Dzieciąt­
kiem, Piety, św. Rocha oraz św. Floriana. Z przeka­
zów badaczy Kurpiowszczyzny 2. poł. X I X w. wyni­
ka, że np. figury ś w . Floriana należały w ó w c z a s do
w y j ą t k o w o popularnych °. Ze stanu ilościowego za­
chowanych zabytków figury św. Rocha można wnosić,
4

23

II. 23. Jan Sęk z Pło­
szyć, pow.
Ostrołęka.
Ił. 24. „Pasyje" z 1945,
1948, 1961 r. Wyk. Jan
Sęk. Ił. 25. Sw. TarT
Nepomucen, lipa, klo­
cek nielupany,
wys.
40 cm. Wyk. 1962 r.

�24
że święty ten cieszył się niegdyś u rzeźbiarzy r ó w ­
nież dużą popularnością. Z czasem obydwie te po­
staci ustąpiły całkowicie z panteonu osób ś w i ę t y c h
i boskich zaprzątających u w a g ę twórców. O spadku
popularności w i z e r u n k ó w Matki Boskiej z Dzieciąt­
kiem i Piety świadczyłby fakt, że nie udało się zna­
leźć tych przedstawień w rzeźbach późniejszych niż
z końca X I X w. U żadnego spośród dzisiejszych rzeź­
biarzy nie dostrzegamy zainteresowań dla tych dwu

tematów, które kiedyś były niewątpliwie natchnie­
niem do najwyższych osiągnięć twórczych (il. 14, 19).
Nawet w twórczości Raczkowskiego, którą cechuje
w y j ą t k o w a wprost rozmaitość tematyki, brak jest w
późniejszym okresie przedstawień Matki
Boskiej
z Chrystusem. Te same uwagi dotyczą, chociaż w
mniejszym stopniu, również tematu Chrystusa Frasob­
liwego. Nie zmniejszała się natomiast w ciągu całego
analizowanego okresu popularność w i z e r u n k ó w C h r y ­
stusa Ukrzyżowanego oraz św. Jana Nepomucena. Do
dziś należą one do t e m a t ó w najczęściej podejmowa­
nych tak przez starszych, jak i młodszych rzeźbiarzy.
41

Sęk, Golan i Polak rzeźbią chętnie tylko Matkę
Boską Niepokalanego Poczęcia. Pod tą postacią Mat­
ka Boska w dawnej rzeźbie kurpiowskiej nie w y s t ę ­
powała. Pojawiła się tu ona dopiero na początku
X I X w., niewątpliwie pod w p ł y w e m działania w z o r ó w
fabrycznych figur gipsowych. Najstarszym przykła­
dem tego wizerunku, jaki udało się odnaleźć, jest
rzeźba Raczkowskiego z początku X X w.
Ustępowanie pewnych t e m a t ó w i pojawianie się
nowych było zjawiskiem o b e j m u j ą c y m
twórczość
ogółu rzeźbiarzy. Znamy jednak w y j ą t k o w e przypad­
ki pojawiania się i zanikania tematu w twórczości
jednego tylko rzeźbiarza. Przykładem może być tu
przedstawienie Wniebowstąpienia Matki Boskiej, wy­
stępujące pod mianem Trójcy Ś w i ę t e j . W czasie ba­
dań terenowych zinwentaryzowano kilkanaście takich
figur, niewiele różniących się między sobą. Są to wy151

�26

pukle rzeźby na grubej lipowej desce przedstawiają­
ce trzy postacie w obłokach (Bóg Ojciec, Chrystus, w
środku Matka Boska), z unoszącą się nad nimi gołę­
bicą. Wszystkie wykonane są tą samą techniką, przy
użyciu dłut, o czyim świadczą nie zatarte ślady ostrza
tych narzędzi. Wszystkie te obiekty
reprezentują
identyczny model ikonograficzny (il. 8, 9) i co naj­
ważniejsze — zbieżne walory formalne, wskazujące
na pochodzenie z jednego warsztatu. Szczegółowe do­
ciekania pozwoliły ustalić, iż autorem tych prac był
Andrzej Kaczyński. W Krobi, gdzie jak wiadomo
rzeźbiarz mieszkał, znajduje się jedna z tych figur
a na słupie podtrzymującym kapliczkę widnieje na­
pis: „Święta Tróica Jediny Boże zmiłuj się nad Nami
1870". Nasuwa się tu oczywiście pytanie, dlaczego
scenę Wniebowstąpienia Matki Boskiej autor nazwał
Trójcą Świętą. Pewne światło rzucają na to wypo­
wiedzi informatorów, z których żaden nie nazwał
tych figur Wniebowstąpieniem, tylko każdy Trójcą
Świętą. Przy dalszych indagacjach okazało się, że
wielu spośród starszych informatorów rozumie przez
Trójcę Świętą zespół osób Świętej Rodziny. Nie trze­
ba podkreślać, jaką ten fakt posiada w y m o w ę . P y ­
tanie tylko czy Kaczyński, wykonując swe rzeźby pod
tym nazwaniem, nie miał niezbożnego zamysłu pod­
trzymania błędnych wyobrażeń, aby zyskać odbiorców
dla swego dzieła. Jego wielka indywidualność, a przy
tym wiedza w innych dziedzinach może skłaniać do
przypuszczenia, iż rzeźbiarz czynił to z pełną świa­
domością.
Oprócz Kaczyńskiego żaden z późniejszych rzeźbia­
rzy nie starał się przedstawiać sceny Wniebowstą­
pienia ani też w ł a ś c i w e j Trójcy Ś w i ę t e j . Nie ulega
kwestii, że nie każdy potrafi się podjąć tak złożonej
kompozycji wielofiguralnej. N i e w ą t p l i w i e jednak tak­
że i czas odegrał tu rolę. Wśród przyczyn ustępo­
wania pewnych tematów z rzeźby ludowej nie bez
znaczenia były zmiany zachodzące w światopoglądzie
152

27

zarówno twórców, jak i odbiorców ich dzieł. Posta­
cie św. Floriana, św. Rocha m o g ł y poruszać twórczą
wyobraźnię tylko wówczas, kiedy przywiązywano
większe znaczenie do patronatu tych świętych, chro­
niących z boskiej poręki od zarazy, pomoru bydła
i pożogi. Jeśli nie stracił swej popularności ś w . Jan
Nepomucen, to m o ż e dlatego, że klęski w y m i ę k a n i a
p l o n ó w są nadal częste na Kurpiach i sama ich
aktualność podtrzymuje przywiązanie do postaci ś w .
Jana, chociaż dziś już bardzo rzadko szuka się u nie­
go konkretnej pomocy.
B ł ę d e m byłoby, oczywiście, poprzestać tylko- na
tych tłumaczeniach. Wystarczy przypomnieć, że de­
waluacja znaczenia ludowej twórczości artystycznej
we w ł a s n y m środowisku ma swe źródło nie tylko w
zamieraniu ideowego sensu, ale także w rosnącym
zobojętnieniu, a nawet uprzedzeniu, wobec wszyst­
kiego co nosi znamiona minionego czasu i jego stylu.
Rozpatrując wartości formalne rzeźby w drew­
nie z Kurpiowszczyzny należy przypomnieć o wspomi­
nanym na początku niniejszej pracy: a) w y s t ę p o w a ­
niu na tym terenie dzieł wykonanych głównie przez
zawodowych rzeźbiarzy ludowych, b) o dużym zróżni­
cowaniu ich indywidualności, c) a także o różnicach
zachodzących w stosowanych technikach i sposobach
rzeźbiarskich zależnie od czasu oraz od warsztatu
określonego twórcy.
Przyjmując, że wszystko io są czynniki oddziału­
jące na właściwości formalne rzeźby, nie można jej
tu traktować jako zjawiska jednolitego. N i e w ą t p l i w i e
muszą istnieć różnice między warsztatem rzeźbiarza
zawodowego, który uprawia swe rzemiosło stale,
dochodząc dzięki temu do sprawności kształtowania,
ale także i do pewnego .manieryzmu — a warsztatem
rzeźbiarza niezawodowego, podejmującego swą t w ó r ­
czość dorywczo, a w i ę c bez tych konsekwencji do j a ­
kich prowadzi ciągłość pracy i rutyna. Te różnice
warsztatowe pociągają za sobą różnice formalne. W

�II. 26. Franciszek Golan z Golanki. II.
27. Kapliczka ze św. Antonim, lipa, wys.
34 cm. Wyk. 1958 r. Franciszek
Golan.
II. 28. Konstanty
Chrostek
z Lipnik.
II. 29. Narzędzia
kowalskie
używane
przez K. Chrostka do
rzeźbienia.

twórczości rzeźbiarza zawodowego forma bardziej
rozbudowana bliższa jest poprawnemu czy też wier­
nemu odtworzeniu rzeczywistości, w ó w c z a s gdy prace
niezawodowego rzeźbiarza odznaczają się formą bar­
dziej uproszczoną, a w i ę c przejrzystą, bardziej su­
g e s t y w n ą (czy jak kto woli ekspresyjną), bardziej też
przyporządkowaną materii i kształtowi klocka. Oczy­
wiście twórcom tej kategorii nie zawsze udawało się
osiągnąć w swej pracy poprawną kopię rzeczywistoś­
ci, złożonej i mającej ustalone prawidłowości u k ł a ­
dów wizualnych, jednak te w ł a ś n i e dzieła najsilniej
poruszają naszą wyobraźnię.
Przykładów takiej rzeźby znajdujemy na terenie
Kurpiowszczyzny stosunkowo niewiele. Należy do nich
chyba figura św. Jana Nepomucena (il. 2), rzeźba
która pod w z g l ę d e m formalnym nie znajduje analogii
wśród innych obiektów i której „niepoprawności" po­
zwalają przypuszczać, że nie w y s z ł a z warsztatu rzeź­
biarza zawodowego. Podobne cechy formalne w y s t ę ­
pują w początkowych pracach rzeźbiarzy zawodo­
wych. Wprawdzie znamy pierwsze prace niektórych
tylko spośród tych rzeźbiarzy, są to jednak przykłady
wystarczające do stwierdzenia, ż e każdy rzeźbiarz
ludowy inaczej kształtował swe figury w okresie
pierwszych prób, niż po uzyskaniu pełnej sprawności
w swym rzemiośle. Rzeźby Jana Sęka z lat 1945—1962
są widomym tego dowodem. Gdyby nie informacja
samego twórcy, nigdy nie skojarzyłyby się badaczowi
z tym samym warsztatem owe wczesne Chrystusy
ukrzyżowane, ze sztywno trzymanymi dużymi g ł o w a ­
mi i późniejsze — bliższe powszechnej konwencji
z głowami w ł a ś c i w e j wielkości wciśniętymi między
ramiona (il. 24).
Osobne zagadnienie przedstawia twórczość dojrza­
łych już rzeźbiarzy zawodowych. Jeśli nie odnajdu­
jemy w niej tych najjasikrawszych cech „surowego
prymitywu", „naiwnego widzenia świata", to m o ż e ­
my natrafić na inne właściwości niekształconej sztu­

ki. Fascynują tutaj najbardziej cechy indywidual­
ności samego twórcy, przejawiającej się w silniej­
szym o wiele stopniu, niż w dziełach rzeźbiarzy nie­
zawodowych. Swoisty temperament twórcy, jego po­
m y s ł o w o ś ć znajdują wyraz nie tylko w zakresie te­
matyki prac (czego przykładem była wspomniana
historia ze Ś w . Trójcą Kaczyńskiego), ale przede
wszystkim w samym sposobie kształtowania, budowa­
nia bryły itp. Przykładem tej pomysłowości (zresztą
nie bez udziału praktycznych m o t y w ó w ) u t w ó r c ó w
utrzymujących się ze swych dzieł są sposoby rozwią­
zywania pracochłonnych detali, jak np. guziki w su­
tannie św. Jana, znaczone jakiegoś rodzaju sztancą
lub wbitymi obok siebie kołeczkami (il. 22), czy też
sposób wykonania k o s m y k ó w futrzanej pelerynki, no­
szonej przez tego ś w i ę t e g o — za pomocą rzędów r ó w ­
nomiernie pozostawionych na powierzchni drewna na­
cięć dłutem (il. 20).
Wydaje się, że prace tych zawodowych rzeźbiarzy
przejmują inne jeszcze cechy formalne — mniej
uchwytne, poprzez które w jakiś sposób udziela się
indywidualność autorów. Takie np. odnosi się w r a ­
żenie kontemplując surowość i pryncypialność spoj­
rzeń postaci w rzeźbach Kaczyńskiego czy swego ro­
dzaju łagodność i dostojeństwo figur Raczkowskiego.
Podobne uwagi nasuwają się w wypadku prac w s p ó ł ­
czesnych rzeźbiarzy. C i , którzy są gospodarzami, ojca­
mi rodzin i nie mogą stale uprawiać swego rzemiosła,
uciekają do niego myślami, m ó w i ą c słowami Chrostka
jako do najmilszego. Jeśli zaś rzeźbią, na pewno w
swej robocie pozostawiają wiele z siebie. Sęk, które­
mu świadomość późnego już wieku nakazuje s i ę spie­
szyć, wszystkim swym „osóbkom" zaciska usta, odma­
wiając choćby cienia uśmiechu.
Pozostaje jeszcze zastanowić się nad czynnikami,
które w p ł y n ę ł y na wielkie zaangażowanie rzeźbiarzy
w prowadzoną pracę. Zacznijmy od bliskiego nam za­
gadnienia jakim jest wrażliwość estetyczna. Wywiady
153

�43

przeprowadzone z rzeźbiarzami zgodnie z kwestio­
nariuszem dostarczyły materiału potwierdzającego te­
zą, iż wrażliwość estetyczna ludowych t w ó r c ó w często
nie pozostaje w związku bezpośrednio proporcjonal­
nym do osiągnięć twórczych, jest to związek raczej
odwrotnie proporcjonalny. Wystarczy, jeśli powiemy,
że poglądy estetyczne najpłodniejszych rzeźbiarzy,
Golana i Sęka, są niezwykle prymitywne, że tylko
bardzo w ą s k i e m u kręgowi wartości przypisują pięk­
no. Z kolei zaś prawie nie rzeźbiący dziś Chrostek
widzi świat w wielkiej jego złożoności i w urokach
zupełnie niedostępnych dwum poprzednim twórcom
Dlatego też należy chyba akcentować inne siły, które
w y d ź w i g n ę ł y owe jednostki z ich środowiska, awan­
sując je dziś do miana twórców ludowych. Jestem
gotów uznać jako pierwszoplanowe działanie sił społeczno-ekonomicznych, o w ą większą na tych terenach
niż gdziekolwiek indziej powszechną potrzebę poszu­
kiwania środków do życia poza podstawowymi zaję­
ciami wiejskimi jakimi są rolnictwo, hodowla lub pa­
sterstwo. W życiorysie każdego prawie z przedstawia­
nych rzeźbiarzy odnajdujemy momenty wskazujące,
iż doświadczyli oni trudnych losów ludzi, którzy albo
odsunięci zostali od użytkowania ziemi, albo nigdy nie
mieli jej w dostatecznej mierze. I stąd u nich ko­
nieczność znalezienia środków do życia w zajęciach
pozarolniczych.

rza" czy „dobrego gospodarza" . Jeszcze w nie tak
odległej przeszłości częste były na wsi kurpiowskiej
wypadki pogardliwego traktowania ludzi utrzymują­
cych się z rozmaitych zajęć ubocznych. Na tym tle
konflikty jednostki z otoczeniem pobudzały niewątpli­
wie natury ambitniejsze do wysiłków, chociażby w
kierunku doskonalenia swych umiejętności, a w w a ­
runkach szczególnego zapotrzebowania na strojną ro­
botę na wsi kurpiowskiej — do wzbogacenia jej o w a ­
lory artystyczne. W tych okolicznościach prace sto­
larskie bliższe często były popisom dekoratorskim,
aniżeli solidnemu rzemiosłu. W warunkach daleko
sięgającej samowystarczalności miejscowych gospo­
darstw, niejednokrotnie rzemieślnicy musieli wiele
w k ł a d a ć w y s i ł k u , aby znaleźć n a b y w c ę swojej ro­
boty. Sądzę, że podejmowanie się rzeźbiarstwa przez
stolarzy stanowiło wynik oddziaływania tych wszyst­
kich czynników, natomiast nikłe miała znaczenie owa,
często podkreślana przez badaczy twórczości ludowej,
wrażliwość twórców na piękno.

Wszyscy prawie rzeźbiarze kurpiowscy zarówno
dawniejsi, jak współcześni, mają w historii zdoby­
wania umiejętności artystycznych moment zetknięcia
się lub uprawiania zawodu stolarza. Nie muszę pod­
kreślać, że zawód ten wymaga od adepta zdolności,
jeśli tak można powiedzieć manualnych czy też tech­
nicznych. Sądzę, że w rekrutacji do zawodu stolarza
zdolności te obok wspomnianych czynników społeczno-ekonomicznych odgrywały g ł ó w n ą rolę. Osobne za­
gadnienie stanowi przechodzenie owych stolarzy do
zawodowego rzeźbienia względnie — łączenia tych
zajęć.

PRZYPISY

Wiadomo, że większość'*zawodów pozarolniczych,
w tym również takich jak stolarstwo, nie zyskuje
w opinii społeczności wiejskiej podobnego znaczenia
jakie przynosi tytuł gospodarza, „walnego gospoda­

Oczywiście zdarzało się, że w grę wchodziły do­
datkowe jeszcze czynniki, choćby takie jak osobiste
przeżycia jednostki, wszelkie dramaty familijne.
Rzeźbienie pochłaniające myśli koiło nieraz najcięż­
sze p r z e ż y c i a . Potwierdzałyby to historie ż y w o t a
Sęka i niektórych dawnych rzeźbiarzy kurpiowskich.
44

1

Adam Chętnik, Z Puszczy Zielonej, „Ziemia",
t. 5, 1914, s. 153.
N a j w i ę c e j rzeźb z terenu Kurpiowszczyzny po­
siada Muzeum Kultury i Sztuki Ludowej w Warsza­
wie, a następnie Muzeum w Łomży i Nowogrodzie
oraz Muzeum Etnograficzne w Krakowie.
Por. A. Chętnik, op. cit., s. 152—153; tenże,
Kurpie, Polska, ziemia i człowiek,
Biblioteka
Geogra­
ficzna „Orbis", seria I I I , t. 4, Kraków 1924, s. 69—71;
W. Grochowski, Kurpie,
„Tygodnik Ilustrowany",
t. 6, 1870, S. I I , s. 42; K . B. S K . , Szopka w
Myszyńcu,
„Wisła", t. 9, 1895, s. 112—113.
Por. K . Iwanicki, Figura Chrystusa
Frasobli­
wego, Warszawa 1933; J . Grabowski, Wystawa kra­
kowska rzeźby, malarstwa i grafiki ludowej, „Polska
Sztuka Ludowa", 1948, Nr 6—8; R. Reinfuss, J . S w i ­
derski, Sztuka ludowa w Polsce, Kraków 1960, s. 126—
146 i in.
1

3

4

30

31

�5

„[...] Tenże obwiniany y Insze Exessa popełnił
iako to kradziestwa zastempy drog pustoszenie puszcz
Starostwa Łomzienskiego a n a y w i ę c e y ydąc z karczmy
mimo Bozą Mękę. Mówił kiedyś ty Bog cego tu siedzis gadayze. Cosz Mówisz. O czym Wszystkich
Ukrzywdzonych ustne poprosicie Uczynione opiewa­
ją [...], Księgi Bartne Nowogrodzkie z 1703, s. 154,
Woj. Arch. Państw, w Poznaniu, sygn. m śkr. A - I I I ,
R 2 (A. B . I I I ) .
' Por. uwagi na temat krzyży żelaznych w pracy
mojej Artystyczna
twórczość
kowalska od
końca
XIX w. do I wojny światowej
na terenie
Kurpiow­
skiej Puszczy Zielonej,
„Polska Sztuka Ludowa",
1961, Nr 4.
Na podstawie wiadomości uzyskanych od infor­
m a t o r ó w : Rozalii Chrostek, ur. 1883 r., zam. Wyszel,
pow. Ostrołęka, S t a n i s ł a w a Gwiazdy, ur. 1871 r., zam.
Wolkowe, pow. Ostrołęka, Piotra Jermacza, ur. 1874 r.,
zam. Kozioł, pow. Kolno, Józefa Mroza, ur. 1867 r.,
zam. Golanka, pow. Ostrołęka, Józefa Sendrowskiego, ur. 1910 r., Dobry Las, pow. Kolno, Aleksandra
Trzcińskiego, ur. 1888 r., zam. Kadzidło, pow. Ostro­
łęka.
Przypuszczenie to sugeruje podawany przez
wszystkich informatorów fakt zmiany nazwiska i imie­
nia przez rzeźbiarza po osiedleniu się w Krobi.
Według informatorów Andrzej Kaczyński nazywał się
wcześniej Dawid Niedźwieoki.
Według opowieści osób pamiętających K a c z y ń ­
skiego miał on w domu zamontowane w 3 rogach
izby ule na pszczoły z wlotami od strony dworu. Ule
te były oszklone, aby goście podziwiali pracę pszczół.
Miał on też w domu zrobiony przez siebie specjalny
krzyż — „taki krzyż co jak przyszła godzina to w y ­
dzwaniał." (Wypowiedź Aleksandra
Jąkiewickiego
z Kadzidła).
„On rozumiał wsio, on wiedział tyle co ksiądz,
on bez m a ł a taką śkołę m i a ł jak ksiądz. On się ni­
kogo nie bojał — gadał nieraz do nas, jak zechce to
przyprowadzę satana do izby i jek zechce to go
wygnam... On na każdej rzecy m ó g ł zagrać, i na
skrzypcach i na harmonii, i na klornecie. Oj, to był
majster. W Zalesie [sąsiednia w i e ś kościelna — J . O.]
nie chcieli mu dać kolendy [za reperację organów —
J . O.], to popsuł, to potem do niego przychodzili,
prosili zeby odreperował, to tylko się dotknął i zaceły grać... Zawdy jak posedł za swoją robotą, to
przyniósł pełne kiesionki pieniędzy."
Wypowiedź
Piotra Orła z Krobi. „Oj to był p r z e m y s ł o w y cłowiek,
oj to był wierzbiarz zawołany, wsystko potrafił od­
robić jak zechciał." Wypowiedź Franciszka Giersa
z Golanki.
„Chodziłem na katechizm do kościła w K a ­
dzidle, a on reperował organy [było to w 1900 r.].
7

8

8

1 0

11

Jak w y k o ń c y ł organy to wlozł na dach i wzioł dwa
parasole, otworzył, popatrzta dzieci jak j a będę frugał i skiknął, i nic mu nie było." Wypowiedź Alek­
sandra Trzcińskiego z Kadzidła.
Wiadomości o A. Kaczyńskim uzyskałem od
następujących informatorów: Stanisława Berga, ur.
1890 r., zam. Jeglijowiec, pow. Ostrołęka, Adama P a bicha, ur. 1908 r., zam. Krobia, pow. Ostrołęka, Piotra
Orła, ur. 1890 r., zam. Krobia, Franciszka Giersa, ur.
1897 r., zam. Golanka, pow. Ostrołęka, Aleksandra
Jąkiewickiego, ur. 1875 r., zam. Kadzidło, pow. Ostro­
łęka, Piotra Trzcińskiego, ur. 1881 r. i Aleksandra
Trzcińskiego, ur. 1888 r., zam. Kadzidło.
Por. rzeźby: św. Jana w Siarezej Łące, pow.
Ostrołęka, Dudach Puszczańskich, pow. Kolno, św.
Floriana w Łysych, pow. Kolno i Wykrocie, pow.
Ostrołęka, Chrystusa Ukrzyżowanego u Józefa Racz­
kowskiego w Kadzidle, pow. Ostrołęka, Sw. Trójcy
w Krobi, Golance, Tartaku, Zalesiu, Dawi (obecnie
w Muzeum w Łomży), Tyczku, Wolkowych (na dro­
dze do Dąbrów) w pow. Ostrołęka i Lipnikach, Ł y ­
sych w pow. Kolno, oraz anioły na oprawie feretro­
nu Matki Boskiej w kościele w Myszyńcu.
Przed paru laty rzeźbę t ę skradziono. Wywie­
ziono ją z Wachu samochodem.
Wiadomości o życiu Łukasza Raczkowskiego
uzyskałem od następujących informatorów: Alek­
sandra Trzcińskiego {patrz przypis 9), Bolesława Po­
laka, ur. 1904 r., zam. Lipniki, pow. Kolno, Stefana
Lendy, ur. 1905 r., zam. Jazgarka, pow. Ostrołęka,
Stanisława Górskiego, ur. 1902 r., Kadzidło, Marianny
Raczkowskiej, ur. 1908 r., Kadzidło, Eleonory Dusak,
ur. ok. 1905 r., Kadzidło, S t a n i s ł a w a Poręby, ur. 1897 r.,
Kadzidło oraz Ireny Dziesińskiej, ur. 1907 r., Myszy­
niec, pow. Ostrołęka.
„Był on słabowitego zdrowia — m ó w i o rzeź­
biarzu daleki jego krewny Józef Raczkowski — chuderlawy bardzo, niezbyt duży, ściągły na twarzy. Roz­
w i n i ę t y mocno nie był. Cłowiek rozwinięty ma swój
ruch i głos mocny, a on tego nie miał. Tylko mlecne
rzecy jadł."
Por. rzeźby: Chrystusa biczowanego — „stoją­
cego" w Jazgarce, pow. Ostrołęka (u Stanisława Gąs­
ki), w Płoszycach, pow. Ostrołęka, w Kadzidle (na
plebanii) oraz w Lipnikach, pow. Kolno (u sołtysa),
Chrystusa Frasobliwego w Kadzidle (u Eleonory D u ­
sak), w Lipnikach (na plebanii), por. też figura
z Swidwitaorka w pracy K . Iwanickiego, op. cit,
fig. 48, Chrystusa ukrzyżowanego w Kadzidle, Golan­
ce i Todzi w pow. Ostrołęka, Chrystusa upadającego
w Klimku, pow. Ostrołęka, św. Jana w Kadzidle, Go­
lance, Jazgarce i Brzozowym Kącie w pow. Ostrołęka,
św. Józefa (feretron w kościele w Kadzidle), św. Ro­
cha w Łysych i Wolkowych w pow. Ostrołęka, Matki
Boskiej w Kadzidle (u J . Raczkowskiego) i w Czarni,
pow. Ostrołęka.
Wsie Dobry Las i Durlasy leżą na drodze z No­
wogrodu do Kadzidła, a w i ę c w miejscu, które powin­
no być znane Raczkowskiemu. Należy tu też powie­
dzieć, że twarze rzeźb Chrystusa Frasobliwego z Durlas i Chrystusa w Piecie z Dobrego L a s u zbudowane
zostały na tej samej zasadzie co twarze innych rzeźb
Raczkowskiego, przedstawiających Chrystusa. Zasadą
tą jest w y r a ź n y podział owalu twarzy na 5 pól, wy­
znaczonych liniami: nosa, załamań na kościach policz­
kowych i w ą s ó w — co w całości rysuje się wyraźnie
jako pięcioramienna gwiazda (il. 13—15).
Wiadomości o Czerwińskim uzyskałem od in­
formatorów: Katarzyny Poliwacki, ur. 1883 r., zam.
Golanka, Stanisława Puławskiego, ur. 1898 r., zam.
1 2

13

14

15

1 6

1 7

18

19

II. 30. Boleslaw_Bnlak z Lipnik. U. 31. Zmiany w -for­
mie rzeźb B. Polaka: a — Chrystus Frasobliwy
z
1920 r., lipa, klocek niełupany.
Rzeźba nie poprzedzo­
na szkicem, b — szkic postaci Chrystusa
Frasobliwego
do rzeźb obecnie
wykonywanych.
155

�32

33

Szafarnia, pow. Ostrołęka i cytowanego już Piotra
Trzcińskiego.
Ozdobne zwieńczenia okien.
Rzeźbiarza tego wspominają do dziś w okolicz­
nych wsiach: Swidwiborku, Biełusnym Lasku i Brzo­
zowym Kącie, lecz niestety nazwisko jego nie jest
znane.
Rzeźba M. Boskiej Skępskiej z Baranowa
i Błędowa (obydwie w zbiorach Muzeum Kultury
i Sztuki Ludowej w Warszawie) oraz w kapliczkach
w Czarnotrzewiu i Krukowie w pow. Przasnysz.
Por. H . Olędzka, Geneza i rozwój
zdobnictwa
w drewnie na terenie Kurpiowskiej
Puszczy
Zielo­
nej, rkps pracy magisterskiej, s. 23.
Rzeźbić to znaczy zajmować się zdobnictwem
w drewnie. Wypowiedź Stanisława Gwiazdy z Wolkowych.
W zbiorach Muz. Kult. i Szt. L u d . w Warsza­
wie znajdują się 3 rzeźby Chrystusa ukrzyżowanego
(nr inw. 24669—22671), dane mi przez J . Sęka. Otrzy­
mał je kiedyś do „naprawy", ale uznał rzeźby te za
„nic już nie warte" i nie starał się ich naprawić
(il. 34).
Wiadomości do życiorysu J . Sęka otrzymałem
od samego rzeźbiarza oraz od jego rodziny: Stanisła­
wa Sęka, ur. 1906 r., Władysławy S ę k o w e j , ur. 1900 r.,
Henryki Niezgody, ur. 1938 r. i sąsiadów: Feliksa
Puławskiego, ur. 1919 r., Józefa Kołodziejczyka, ur.
1920 r., Marii Olbryś-Sucheckiej, ur. ok. 1900 r.
„Swęci z duzimi mordami", „smutne Pany J e zusy" albo „chłopki", takich oto określeń używali s ą ­
siedzi J . Sęka w rozmowach o jego rzeźbach. Warto
również podać opinie o robocie J . Sęka jego kolegów
rzeźbiarzy: „On nie umiał podciągnąć twarzy, żeby
ona była żywsza, to ona smutno wygląda. Co z n ó w na
ukazanie umęczenia, to pogląd udany podany, bo to
cłowiek umęczony śmiertelnie. Ręce za grube, to
i atleci takich nie mają. Nie znam tego nazwy [cho­
dzi o perisonium — J . O.], taka przewiązka jak mógł
2 0
2 1

2 2

2 3

2 1

2 5

2 8

2 7

256

tak ją przewiązał, nie widać gdzie zakład, a gdzie
przekład, tu widoczności tego nie ma. Troszkę po­
dobizny jest w bziuchu, tu dał trochę podobizny c ł o wieczej". ( K . Chrostek o rzeźbie Chrystusa ukrzyżo­
wanego, i l . 24, figura pierwsza z prawej strony). „Za
tęgo zerżnięta głowa, powinna b y ć okrągła. C y z to
mozebno, zeby klinem schodziła. Ocy za duze jakby
z nieboscyka twarz zdjęta. Syja załachmatna [zbyt
szeroka — J . O.], to u męzcyzny, a nie u niewiasty
taka jest. Nosek jakzes taki może b y ć prosty, powin­
no być wcięcie jak u grzecnego cłowieka. To so w ł o ­
sy? Włos to musi być włos, a tu jeden włos pięć m i ­
limetrów. A ten k o ń — co to koń ma ocy z przodu?
Niech pan pójdzie do stajni, jak nie wierzy i zobacy,
ze koń ma z boku ocy, a on jak rybie scupakowi po­
sądzał, z przodu, jak latarnie." (il. 35). Wypowiedź
Franciszka Golana. W urabianiu opinii o robocie
J . Sęka dużą rolę odegrali księża. Podobno jeden
z miejscowych księży chodząc po kolendzie, kiedy
przynoszono mu do poświęcenia figury Sęka, tak oto
z w y k ł m a w i a ć : „Odnieście to m u albo w kuchnię
włóżta."
2 8

„Ten jest innym Janem, on jest księzem bo ma
komezkę, albo może pisarcykiem bo psiórko trzyma
[chodzi o lilię, którą S ę k zamienił w swych rzeźbach
na ptasie pióro do pisania — psiórko — J . O.]. Niepomucen go się nazywa, to nie ten co Pana Jezusa
chrzcił, co ma w śródleciu śwęto, jego śwęto po Bo­
żym Narodzeniu. Wypytam — kończy w y p o w i e d ź
J . Sęk — księża się jesce, to mi powie wsystko od
cego on jest."
2 9

Zupełnie sporadycznie podejmował się J . S ę k
rzeźbienia innych figur i tak np. ok. 1948 r. wyrzeźbił
konia do laski wartownika nocnego (il. 35), ok. 1956 r.
symbole Męki Pańskiej dla biskupa z Poznania, który
bawił z wizytą w kościele w Dąbrówce, ok. 1960 r.
„Pana Jezusa w m ł o d y m wieku" do kapliczki w P ł o szycach czy, jak ostatnio, ptaszki dla Spółdzielni
C P L i A „Kurpianka" w Kadzidle.

�II. 32. Chrystus Frasobliwy, lipa, klocek łupany,
wys.
29 cm. Wyk. K. Chrostek (rzeźba nie ukończona). 11.33.
Szkic twarzy* Sw. JanaTWyk.^JjiiLJiek+Il. 34. Chrystus
Ukrzyżowany,
brzoza, wys. 27 cm. Płoszyce,
pow.
Ostrołęka.
II. 35. Zakończenie
laski wartownika noc­
nego, sosna, wys. 58 cm. Wyk. 1948 r. Jan Sęk.
J . O.], bo jest ściślejszy, ściślejszy ma słój." Wypo­
w i e d ź K . Chrostka.
„Najważniejsze jest wysuszenie. W drobniejszej
robocie to dwa lata wystarczą, a w grubszej, to i pięć
trzeba. Zwykle najlepiej suszyć na powietrzu na dworzu, żeby i deszcz, i słońce, bo jak w plewach czy
słomie to słój bardziej się drze. Twardsze jest od ro­
baka jak tak fermentuje na dworzu. Ale trochę musi
być przykryte, a korę lekko ponacinane, żeby miało
wydech, żeby nie zaczerniał środek." Wypowiedź
K . Chrostka.
Por. sposób wmontowania krzyża oraz wyzna­
czenia ł u k ó w fałd na pelerynie w rzeźbie św. Jana
z Todzi, Szafami i Kadzidła (il. 20, 22).
Por. dokumentacja w zapisie filmowym: Jan
Sęk z Płoszyć, w Archiwum Filmowym Zakładu
Etnografii I H K M P A N w Warszawie, pozycja FL/26.
" Jak w y ż e j . Warto również przytoczyć tu w y ­
powiedź samego rzeźbiarza: „Robię zawdy gębę n a j ­
pierw, w y k a ń c a m potem ręce, a dalej korneżkę
i trzewiki."
Oto jak K . Chrostek opisuje s w ą pracę: „ N a j samprzód patrzy się czy jest pasowna [część z rozłu­
panego pnia — J . O.], potem ociosuje się siekierą
i uformuje się od podstawy od razu strugiem. Mam
wtedy tył prosty i boki a z przodu tylko podstawkę.
Zdzieram potem z grubsza dłutem półokrągłym, a da­
lej w y r ó w n u j ę nożem, a dzie nie m o g ę w l e ź ć z no­
żem to biorę w ę ż s z e dłutko, a na koniec to już tylko
w y k a ń c a m nożykiem."
Np. K . Chrostek rzeźbił w okresie m i ę d z y w o ­
jennym na jedne z uroczyście obchodzonych dożynek
„postać związkowca z ręką pozdrawiającą", a na inną
podobną uroczystość „Kurpiaka starego".
Por. W. Grochowski, op. cit., s. 42.
Por. też przedstawiony wizerunek rzeźby M.
Boskiej z Dzieciątkiem w pracach: J . Grabowski, op.
cit., s. 24, T. Seweryn, Sztuka ludowa w Polsce, K r a ­
ków 1948, fig. 5.
Oto wybrane wypowiedzi o pięknie w przyro­
dzie F . Golana — rzeźbiarza niezwykle aktywnego w
swym zawodzie i K . Chrostka, rzeźbiarza o nikłej
aktywności. Gólan: „Równina najładniej mi się spo­
doba, a wzgórza to niebezpieczno, czy Pekaesem, czy
furmanką to po równinie lepiej i dla rolnictwa przydatniejsa. Na ziemiach odzyskanych na górach różne
rośliny, nawet psenica rośnie, ale mi się tam nie
3 4

3 5

3 6

3 8

34

3 8

3 0

Oto rzeźby F r . Golana wykonane w ciągu paru
m i e s i ę c y na przełomie 1961 i 1962 r.: 3 figury M. B o ­
skiej, 3 figury św. Jana, 5 figur Chrystusa Frasobli­
wego, 5 figur Chrystusa ukrzyżowanego, 8 figur pta­
ków (bociana, sowy, jastrzębia, gołębia, skowronka,
pliszki, wróbla i dzięcioła) oraz 2 figury „Strażaków
rzymskich", 2 figury „Kosinderów", 1 figurę „Panny
w cółku", 3 płaskorzeźby „Dyngus — wodo się leją",
„Jedna gosposia pasie gęsiora", „Męka Pana Jezusa".
„Miał pięciu braci wszystkie bystrzejse, a on
spokojny, zawstydzony, jakby się stale wstydził. Jek
juz posedł na zabawę, to posedł, popatrzył, posłuchał,
ale nie zatańcył wcale. On wsystko odrobi. I zegar
naprawi i każdą słabsą cęść do masyny odrobi, na co
spojrzy odrobi."
Wypowiedź Antoniny Kuliś, ur.
1911 r., zam. Jazgarka, pow. Ostrołęka. „On taki
robak sobie. Nikomu krzywdy nie zrobi, każdemu
usanowanie odda. Z tego rzeźbienia to tyle miał co
dla siebie, bo temu papierośnickę zrobił, temu f u jareckę dał." W y p o w i e d ź Stefanii Popielarczyk, ur.
1910, zam. Jazgarka.
32 Prawdopodobnie przez I w o j n ą ś w i a t o w ą nazy­
wano tych rzeźbiarzy „bogorobami". Z nazwą tą nie
spotkałem się wprawdzie w czasie badań terenowych,
ale wspomina ją A. Chętnik, który miał jeszcze
okazję poznania dawnej sytuacji rzeźbiarstwa kur­
piowskiego. Por. Kurpie, Polska, ziemia i
człowiek,
op. cit., s. 70. Dzisiaj u ż y w a n a jest powszechnie nazwa
„wierzbiorz" lub „wierzbiarz", którą też tytułuje się
wszystkich obecnie rzeźbiarzy. Tak więc istnienie
zawodu rzeźbiarza w społeczności wsi kurpiowskiej
miało i ma świadectwo w opiniach — w sferze f a k t ó w
językowych. Por. definicja zawodu w pracy J . Szcze­
pańskiego, Zagadnienia wykształcenia
ogólnego i za­
wodowego w szkolnictwie wyższym,
„Studia Socjolo­
giczne", 1963, Nr 3, s. 40—41.
„Lipa ona nie tylko jest mięka, ale ma tę z a ­
letę, że do trzydziestu lat nie ciepie się jej robak.
Najlepszy jest lipy odziomek [część od ziemi —
3 1

3 3

4 0

4 1

4 2

�widzi. W ogóle mi się spodoba dzie pole obrodzone,
to mnie tam jest ślicńie, ale i nad w o d ą nie powiem,
tez ładnie, ale juz nie talk jak w polu. Dzie nie upo­
rządkowane w polu, dzie uorane niedobrze, to^ tam
patrzeć nie mogę. Łąkę pokosi, ze euby tylko pościna,
to na to mi się tez nie chce patrzeć. J a to juz chce
kategoryenie, zeby mnie było ekstra".
Chrostek: „Więcej równiejsze tereny mi się podo­
bają, bo te pofalowane, to już nie tak. Takie równe
obszary to mają w mym oku wygląd najładniejszy.
Bo ja się do tego zżyłem, przylgnełem do tego. N a j ­
więcej też mam zamiłowania popatrzyć na ładny
ogród, gdzie wszystko pod kant. I las, tak sosnowy
jak liściasty jest dla mnie zachwytny, ale w lecie kie­
dy rozwinięty, bo w zimie, to dziko wygląda. A na
łany zbóż to już nie tak łubie patrzyć".
Golan: „Najładniejsy kaśtan, co te jepka ma, to­
pola i jesion tez ładne. Lipa to piękna, na niej to się
na ziemiach odzyskanych ukazała Matka Boska
i liście jak się rozwinie to ma na wyględzie. Brzoza
nie jest dobra dla rolnika, ją wsadzić we wogrodzie,
to wsystek siok spod owocowych wyciągnie, wsystkie
sioki wyciągnie. Jedna brzoza ze wszystkich [drzew —
J . O.], to nie mogę na nią patrzeć. Nawet akacja choć
ma kolce, to na nią patrzę i nic nie mówię, to drzewo
na trzonek do siekiery to niespożyte."
Chrostek: „Te drzewa mi się podobają z których
mi się da coś zrobić: grabina, dzika grusza, lipa.
Drzewo co zgodnie ze s w ą naturą rozwinięte, to
piękne, to i sosna mi się podobuje jak nie uschnięta,
a takie karły, załamańce to nie."
Golan: „Dla mnie tylko podchodzi ś w i a t ranem.
Wtedy mi s i ę wsystko podoba. A wiecorem to mi s i ę
wsystko w głowie przedstawia i nie m o g ę spać, a r a ­
no bym spał i spał." Rzeźbiarz przyznaje uroki tylko
porze wiosennej i latu, natomiast zimie i wszelkim
jej przejawom odmawia tych wartości.
Chrostek: „Wiosna to jest dla mnie pierwszym r a ­
jem i w śródlecie też jest ładnie, bo jesień, to już
jesień, to już smutno, to już najgorzej, bo jak już
zima, przykryte wszystko, to też ładnie. Zimową po­
rą, kiedy na drzewa opadną, to cudne takie urocze
chwile. U ł a p y w a ć to się zbieram, zeby aparat sobie
kupić. Szron na szybach to jest dla mnie zaehwytne.
Najmilsze, najwdzięczniejsze poranki. A w śródlecie
i wieczorówki. Wtedy ładne zapachy z pól i lasów
ciągną."
Golan: „Siaranki, chibitne [zwinne — J . O.], cerwoniutkie łubie na nie popatrzeć. Wiewiórecki tez
ładne stworzenia, przychodzą mi w o d ę do studni pić.
Zajuncek tez ładny. Jednego ja go za usy pod spód
ręką do piersi przystaził i niósł do domu, to ocknął
sie dopiero jakem drzwi otworzył. L i s to gadzina,
zęby scezy. To juz pieska natura, ogon po samej zie­
mi. Tutaj są takie gadziny tchórze, a to skodne, a to
margota, corny jek diabeł, cłowiek to az zadrży jek
go zobacy, całą farbę z kury wyciągnie. Jez to tez
margota, ale on to duzo pomoco jest, duzo robactw
wynisca, ale to margota. Sedem raz boso to na niego
wlozem. bo to nie ucieka, sie nie rusa ta gadzina tylko
się skuli."
Chrostek: „Jez, to ładny robak i ze swej budowy
i pozytecny. Z w y g l ę d u , to najpiękniejse sarenki i za­
jąc możliwy. Nawet lis to z twarzy jest cudnie zbu­
dowany, taki bystry. Tchórz z w y g l ą d u główki też
ładny."
Golan: „Jek krowa jek poziomka wypasiona, spod
ma dobry, to mleko ma, to piękna. A jek daje jek
w ó ł to nie ma na co popatrzeć. Koń. Jeżeli noga do­
bra, nie koślawa, idzie jedna za drugą, nie umarany,
wypasiony to lala. A jek głowę nosi nisko to szka­
radztwo. Głowa wysoko to do lotu i pociągu dobry.
Maść krowy najładniejsa — holenderka, bo to jest

Fot. i rys. — autor. Fot. il. 7 — Marian Pokropek.

dobytek spasły. A konie, to kaśtan, wildno żółty,
a biały to się wciunz nuza [brudzi — J . O.]."
Chrostek: „Krowa może m i e ć dla mnie maść taką
i taką. Aby tylko twarz miała ładną i rożki ułożone
i może mlika nie tak dawać tobym kupił. Jedna taka
spodobała mi się na rynku, to bym ją kupił, choćby
mleka mało dawała, ale pieniędzy nie miałem. Piękny
koń w y g l ą d a smagły, co do wierzchu, bo te o w a ł y , co
do robót, to mi się nie podobają, one i smutniejsze,
a tamte żywsze, weselsze. Maść to bez różnicy, ale
kasztan najładniejszy, ale i biały dla mnie piękny,
tylko musi b y ć utrzymany. Może i dla mnie nie byłby
piękny, ale na niego teraz stale zwracam uwagę, bo
z o g o n ó w ich biorę włosie na struny do skrzypiec. To
już teraz stale takich, z długimi ogonami w y p a t r u j ę
i one mi się bardzo podobają."
4 3

Por. K . Zawistowicz-Adamska, Zawody poza­
rolnicze w wiejskiej
kulturze
tradycyjnej,
„Studia
Socjologiczne", 1963, Nr 3, s. 99—114;
Materiały
z konferencji poświęconej
socjologii zawodu, zorganiwanej przez Zakład Socjologii Pracy Instytutu
Filo­
zofii i Socjologii PAN, Warszawa 1963 (w druku).
„Zimowo poro to juz najlepiej wierzbić, w
cieple siedzę i wierzbie. W lecie to juz ide na po­
wietrze i do domu mnie nie ciągnie, bo to jek we
więzieniu cłowiek musi przy tej robocie siedzieć i ro­
bić... Juz mi się ta robota nie sykuje jek ja usionde
w lecie na trzi ćtery godziny [bowiem zdarza się, ż e
w tym czasie ma zajęcia w gospodarstwie — J . O.].
Dlatego w lecie nie chce tak robić, zawdy na zime
się najwięcej sykuję. U mnie panie tego nie ma zeby
przerwać, chyba ze deso i śpik mnie bierze, a co tak
co nie ma descu, to ja nie m o g ę bez roboty. Casem
spać się chce to zapale, wygwizdani, w y ś p i e w a m
i raźniej idzie. W casie roboty przeważnie m y ś l ę , jak
to najlepiej odrobić, zeby nie popsuć. To jek usionde
to tylko o tym myślę, cyntymetry rozkładam, zeby
pokraki jakiej nie wystroić, dzie ręka, dzie korpus
uważam. To juz robota jek aptykarz, o tym mus
myśleć, trzeba delikatnie jek aptykarz — lejek w ł o ż y
i liekarstwo rozliwa. A jak juz muse to pójdę na
stronę. Ale nie powiem mogę wierzbić i rozmawiać
i śpiewać. A jek końce, to m y ś l ę inny gatunek [inną
rzeźbę — J . O.] odrobić, a jak mi się spodoba, to ta­
ka samą drugą odrabiam. J a mam zawdy chęć do
wierzbienia, ja na to mam zawdy chęć cego jesce nie
robiłem, cy to ja dam rade. J a mam takie do tego
zamiłowanie. Jesce zamiarów mam duzo. Pijaka m y ś l ę
odrobić. On flachę trzyma, a zona z miotłą. I drwala
z siekierą i Matkę Boska z Panem Jezusem. O j , oj, oj,
co ja mam w głowie." Wypowiedź F . Golana.
J . Sek pracuje w w i ę k s z y m chyba jeszcze skupie­
niu, aniżeli F . Golan, praca pochłania jego myśli.
Niekiedy w czasie roboty wraca wspomnieniami do
w ę d r ó w e k z rzeźbami na sprzedaż. Ale, jak zrozumia­
łem z jego wypowiedzi, wspomnienia te noszą charak­
ter przede wszystkim kotttentowania się możliwością
„obchodzenia świata", „widzenia różnych stron" i jed­
nocześnie pewnej dumy z pełnionej misji.
A oto jak K . Chrostek określa siebie w czasie
rzeźbienia i warunki konieczne do tej pracy: „ N a j ­
lepsza robota z rana. A najwięcej pracuję w zimie,
bo wtedy mam spokój, a czy zimno, czy upał to dla
mnie bez różnicy. Dzień przy dniu nie można ustać
orzy tafciei oracy. Takie napadają, takie chwile i...
I w ł a s n a cheć najdzie i znów stawać do roboty. Naj­
ważniejsze do tego spokój, żeby się człowiek od­
dzielnie znalazł, zamknięte drzwi b y ł y i nikt nie prze­
szkadzał, bo tak dziecko krzyknie, beknie i ręka
chybi. P r z e w a ż n i e m v ś l nastswiona jest w tą p ac,
a przeważnie przy wykończeniach przy twarzy. A nie­
raz nachodzą przypomnienia — co dobre, co złe. To
je?t ulubiona zawodowa moja robota."
4 4

r

Projekt

i wykonanie

mapki — Antonina

Hasowa.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8351" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8330">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/01ceee5328cc54c8907a0e0a2c3be621.pdf</src>
        <authentication>5347cbce34db1313de0c90d437659fd1</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99814">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2945</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99815">
                <text>1992</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99816">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2749</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99817">
                <text>Koncepcje etnograficznego zróżnicowania kultury ludowej dzisiaj / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99818">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.2, s.49-57</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99819">
                <text>Węglarz, Stanisław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99820">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99821">
                <text>Państwowy Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99822">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99823">
                <text>Stanisław Węglarz

KONCEPCJE ETNOGRAFICZNEGO Z R Ó Ż N I C O W A N I A
KULTURY L U D O W E J DZISIAJ
W s t ę p
Zagadnienie z r ó ż n i c o w a n i a e t n o g r a f i c z n e g o „ z r o d z i ł o się ze
zdobytego z p o t o c z n e j o b s e r w a c j i przekonania o niejednolitości
zjawisk k u l t u r o w y c h , jakie w y s t ę p u j ą w t y m s a m y m czasie
w różnych p u n k t a c h przestrzeni w t y m s a m y m s p o ł e c z e ń s t w i e . "
Podjęcie p r o b l e m a t y k i etnograficznej regionalizacji oznacza:
1

— po pierwsze, uznanie terytorialnej integracji o k r e ś l o n y c h
zjawisk s p o ł e c z n o - k u l t u r o w y c h w postaci przestrzeni g e o g r a f i ­
cznej ( „ r e g i o n u e t n o g r a f i c z n e g o " , „ w s p ó l n o t y l o k a l n e j " itd.)
i/lub przestrzeni społecznej ( „ r o d u " , „ g r u p y e t n o g r a f i c z n e j " itp.)
oraz
— po drugie, dostrzeżenie i z a a k c e n t o w a n i e specyfiki danej
grupy czy regionu e t n o g r a f i c z n e g o , w ł a ś c i w y c h im c e c h , które
wyróżniają je o d i n n y c h g r u p czy też r e g i o n ó w . Tak pojęta
problematyka r e g i o n a l n e g o z r ó ż n i c o w a n i a k u l t u r y l u d u jest za­
warta (implicite lub explicite) niemal w całej literaturze składają­
cej się na korpus prac d o t y c z ą c y c h e t n o g r a f i i Polski.
Zainteresowanie r e g i o n a l n y m z r ó ż n i c o w a n i e m k u l t u r y l u d o ­
wej ujawnia się w polskiej literaturze etnograficznej przede
wszystkim w trzech g r u p a c h prac:
1. w programach b a d a w c z y c h ( a n k i e t a c h , i n s t r u k c j a c h , a p e ­
lach, kwestionariuszach i t p . ) ;
2. w opisach k r a j o z n a w c z o - l u d o z n a w c z y c h , o p r a c o w a n i a c h
etnograficznych w rodzaju m o n o g r a f i i r e g i o n a l n y c h i w e t n o ­
graficznych m o n o g r a f i a c h sensu stricto;
3. wreszcie w s y n t e t y z u j ą c y c h ustaleniach d o t y c z ą c y c h et­
nograficznej regionalizacji.
Kwestię kształtowania się p r o b l e m a t y k i etnograficznej r e g i o ­
nalizacji w polskiej myśli etnograficznej w ujęciu d i a c h r o n i c z n y m
potraktowałem szeroko gdzie i n d z i e j , tutaj natomiast w s p o m n ę
jedynie, iż ś w i a d o m o ś ć r ó ż n o r o d n o ś c i „ o b y c z a j ó w p o s p ó l s t w a "
i wynikający z niej postulat s z c z e g ó ł o w e g o o p i s y w a n i a różnic
występuje w p r o g r a m a c h b a d a w c z y c h p u b l i k o w a n y c h już na
początku XIX stulecia, jak r ó w n i e ż w p i e r w s z y c h pracach o c h a r a ­
kterze r e g i o n a l n y c h m o n o g r a f i i e t n o g r a f i c z n y c h . W 1 9 3 0 r.
ukazały się zaś pierwsze prace mające a m b i c j e s y n t e t y z u j ą c e g o
ujęcia kultury l u d u w jej r e g i o n a l n y m z r ó ż n i c o w a n i u : w o p a r c i u
o opis r ó ż n o r o d n o ś c i „ z w y c z a j ó w , guseł i p r z e s ą d ó w g m i n u "
w Ludzie Polski Łukasza G o ł ę b i o w s k i e g o oraz na p o d s t a w i e
kryterium a n t r o p o f izycznego w artykule S t a n i s ł a w a R z e w u s k i e g o
Zastosowanie fizjologii do historii.* Lata 30., 4 0 . i 5 0 . u b i e g ł e g o
wieku przyniosły — o b o k z b i o r ó w pieśni, p o d a ń , p r z y s ł ó w
— t a k ż e sporo relacji z w ę d r ó w e k „ s w o j a k ó w p o s w o j s z c z y ź n i e " ,
w których e k s p o n o w a n o rozmaitość w a r u n k ó w geograficzno-przyrodniczych i zależną o d n i c h r ó ż n o r o d n o ś ć k u l t u r y l u d u
przejawiającą się w w y g l ą d z i e f i z y c z n y m , c e c h a c h c h a r a k t e r o l o ­
gicznych oraz „ w i z u a l n y c h " e l e m e n t a c h k u l t u r y (strojach, b u d o ­
w n i c t w i e , n i e k t ó r y c h o b r z ę d a c h i z w y c z a j a c h , zajęciach l u d n o ś c i
itp.)...*
2

3

Ostateczne o d k r y c i e r e g i o n a l n e g o z r ó ż n i c o w a n i a ś w i a t a
c h ł o p ó w d o k o n a ł o się w trzecim ć w i e r ć w i e c z u XIX stulecia.
Wtedy t o — g ł ó w n i e za s p r a w ą W i n c e n t e g o Pola i Oskara Kolbera
— uznano, że k u l t u r ę l u d u należy p o z n a w a ć w jej r e g i o n a l n y c h
postaciach. Głoszona przez Pola — n a w i ą z u j ą c e g o m.in. d o
p o g l ą d ó w Aleksandra H u m b o l d t a i Karola Rittera — t e z a o bez­
pośredniej zależności p i e r w o t n y c h f o r m organizacji społecznej
( „ r o d ó w " ) i kultury ludu od czynników geograficzno-przyrodniczych, jak r ó w n i e ż d o k o n a n y przez n i e g o podział l u d n o ś c i
góralskiej" czy podział obszaru d a w n e j Rzeczypospolitej w opar­
ciu o „ r ó ż n i c e m i e j s c o w e o d n o ś n i e d o m o w y " , w y w a r ł y w p ł y w
na późniejsze k o n c e p c j e etnograficznej regionalizacji.
7

Z kolei Kolberg, w p i e r w s z y m — r o m a n t y c z n y m — okresie
zainteresowań f o l k l o r y s t y c z n y c h zamierzał d o k o n a ć systematyki
p o l s k i c h pieśni l u d o w y c h , poprzez zestawienie i p o r ó w n y w a n i e
w a r i a n t ó w m e l o d y c z n y c h t y c h s a m y c h u t w o r ó w z różnych okolic
kraju, by tą d r o g ą dojść d o u c h w y c e n i a r e g i o n a l n y c h w ł a ś c i w o ś c i
m u z y c z n e g o f o l k l o r u Polski. Ta k o n c e p c j a Kolberga była k o n ­
t y n u a c j ą myśli Karola Kurpińskiego, który w s w y m artykule
o p u b l i k o w a n y m w 1 8 2 0 r. dał w y r a z przekonaniu, że muzyka
l u d o w a jest z r ó ż n i c o w a n a r e g i o n a l n i e . D o d a j m y , iż w s p ó ł c z e ś ­
nie tę linię regionalizacji k u l t u r y l u d o w e j w oparciu o kryterium
e t n o m u z y c z n e k o n t y n u u j ą w s w y c h pracach tacy badacze jak
J a n Stęszewski i B o g u s ł a w L i n e t t e .
8

9

Na przełomie lat 5 0 . i 6 0 . u b i e g ł e g o w i e k u zrodził się
u Kolberga projekt w s z e c h s t r o n n e j d o k u m e n t a c j i kultury l u d o w e j
ziem d a w n e j Rzeczypospolitej w formie panoramicznej serii
m o n o g r a f i i r e g i o n a l n y c h . O d t ą d j e g o celem stało się dążenie d o
w y r ó ż n i e n i a „ s z c z e g ó ł ó w p r o w i n c j o n a l n y c h " , które systematy­
cznie opisane złożyć się miały na e t n o g r a f i c z n y obraz kraju.
R e j e s t r o w a n ą przez siebie (i p o z y s k a n y c h dla t e g o celu w s p ó ł ­
p r a c o w n i k ó w ) r ó ż n o r o d n o ś ć k u l t u r y l u d u u j m o w a ł Kolberg w ra­
m a c h p e w n y c h j e d n o s t e k t e r y t o r i a l n y c h , które nazywał „ p r o w i n ­
c j a m i " lub „ o d d z i e l n y m i cząstkami w sobie z a m k n i ę t y m i " (choć
d o o w e g o „ z a m k n i ę c i a " nie przykładał zbyt w i e l k i e g o znacze­
n i a ) . T y m s p o s o b e m doszedł o n d o u c h w y c e n i a regionu e t n o ­
g r a f i c z n e g o j a k o rzeczywistej j e d n o s t k i badań n a u k o w y c h .
W s w o i c h dziełach w y p r a c o w a ł Kolberg p o n a d t o klasyczny
m o d e l etnograficznej m o n o g r a f i i regionalnej.
10

Przykład Kolberga oraz liczne o d e z w y n a w o ł u j ą c e d o zbiera­
nia „rzeczy l u d o w y c h " w p ł y n ę ł y na p o w s t a n i e w okresie przeło­
m u XIX i X X w i e k u dużej liczby prac o charakterze m o n o g r a f i i
e t n o g r a f i c z n y c h . Analiza t y c h prac — p o w s t a ł y c h w k l u c z o w y m
dla u k s z t a ł t o w a n i a się w i z j i etnograficznej regionalizacji okresie
—

p o z w a l a na s f o r m u ł o w a n i e m.in. następujących w n i o s k ó w :

— materiały e t n o g r a f iczne d o t y c z y ł y j e d n e j , d w ó c h , kilku lub
większej ilości w s i ( o b e j m u j ą c e j „ z i e m i e " , p o w i a t y , r e g i o n y ) ,
bądź też p o ś w i ę c o n e b y ł y s u b g r u p o m lub g r u p o m etnograficz­
n y m . Trzeba podkreślić, że w y b ó r zasięgu terytorialnego m o n o ­
grafii był często dość p r z y p a d k o w y i zależał o d w i e l u okoliczności
( n p . zainteresowań lub m o ż l i w o ś c i b a d a c z y ) . A u t o r z y często
o p i s y w a l i wsie, z k t ó r y m i byli związani czy t o pracą z a w o d o w ą
(nauczyciele, księża, u r z ę d n i c y ) , czy też w z g l ę d a m i r o d z i n n y m i ;
— k o n c e n t r o w a n o się g ł ó w n i e na t y c h elementach badanej
kultury, które b y ł y specyficzne, w y r ó ż n i a ł y ją o d i n n y c h ;
— t y p o w a zawartość merytoryczna przedstawiała się n a ­
s t ę p u j ą c o : z reguły r o z p o c z y n a n o o d o p i s u b a d a n e g o t e r y t o r i u m ,
następnie w kilku s ł o w a c h lub zdaniach o p i s y w a n o w y g l ą d
fizyczny l u d n o ś c i , dalej w p o d o b n y s p o s ó b c h a r a k t e r y z o w a n o
w ł a ś c i w o ś c i psychiczne c h ł o p ó w , z kolei w kilku czy kilkunastu
zdaniach p o d a w a n o opisy u b i o r ó w , p o d o b n i e o g ó l n i k o w o c h a ­
r a k t e r y z o w a n o b u d o w n i c t w o i w n ę t r z e chat, nieco rzadziej
w s p o m i n a n o o p o ż y w i e n i u l u d u i w ł a ś c i w o ś c i a c h lokalnej g w a r y
— te e l e m e n t y o p i s u w y s t ę p o w a ł y w większości prac; w m n i e j ­
szej ich części c h a r a k t e r y z o w a n o gospodarkę, zajęcia rolnicze
i pozarolnicze l u d n o ś c i , p o d a w a n o niekiedy i inne jeszcze infor­
macje. Takie dane składały się na k a n o n s w o i s t e g o w p r o w a d z e ­
nia. Powyższe w ł a ś c i w o ś c i s t a n o w i ł y w zasadzie opis „charak­
teru z e w n ę t r z n e g o " badanej l u d n o ś c i i z a j m o w a ł y najczęściej nie
w i ę c e j niż kilka p i e r w s z y c h stronic p r a w i e w s z y s t k i c h przeanali­
z o w a n y c h prac. N i e p r o p o r c j o n a l n i e d u ż o w i ę c e j miejsca p o ­
święcano obyczajom, zwyczajom, obrzędom, wierzeniom, wie­
dzy, p i e ś n i o m , p o d a n i o m itd. — a w i ę c t e m u , c o w ó w c z e s n y m

49

�pojęciu składało się na opis „ c h a r a k t e r u z e w n ę t r z n e g o " (a raczej
jego manifestacji).
11

Na przełomie XIX i XX stulecia oprócz p r o w a d z e n i a k o n k r e t ­
n y c h badań i p u b l i k o w a n i a ich e f e k t ó w d o k u m e n t u j ą c y c h prze­
strzenne z r ó ż n i c o w a n i e k u l t u r y l u d o w e j poprzez u k a z y w a n i e jej
regionalnej (lokalnej) specyfiki, p r o w a d z o n o r ó w n i e ż o g ó l n e
rozważania nad ustaleniem podziału e t n o g r a f i c z n e g o Polski,
zgłaszając m.in. propozycje sporządzenia m a p e t n o g r a f i c z n y c h
(atlasu). W s p r a w a c h t y c h w y p o w i a d a l i się tacy badacze jak np.
Izydor Kopernicki, A d a m Zakrzewski, J a n Karłowicz, S e w r y n
Udziela, R o m a n Z a w i l i ń s k i i in. J e d n a k ż e poza sferę p r z y c z y n k ó w
i p o s t u l a t ó w w tej materii w y s z l i w zasadzie t y l k o Zakrzewski,
— który w 1 8 8 8 r. z a p r o p o n o w a ł klasyfikację regionalną, — i Kar­
ł o w i c z , który podjął próbę s y n t e t y c z n e g o o p r a c o w a n i a e t n o ­
graficznego zarysu ziem p o l s k i c h ( 1 9 0 4 r . ) .
12

Także w d w u d z i e s t o l e c i u m i ę d z y w o j e n n y m p r o w a d z o n o s t u ­
dia nad delimitacją t e r y t o r i ó w g r u p e t n o g r a f i c z n y c h ( m . i n . prace
Seweryna Udzieli, J a n a F a ł k o w s k i e g o , R o m a n a Reinfussa, Kazi­
mierza D o b r o w o l s k i e g o , Józefa Gajka, Kazimierza M o s z y ń s k i e ­
go),
jak r ó w n i e ż o p r a c o w y w a n o etnograficzne m o n o g r a f i e .
Część t y c h m o n o g r a f i i p o w i e l a ł a w zasadzie w y p r a c o w a n y
wcześniej, a p r z e d s t a w i o n y w y ż e j schemat; część natomiast
— zwłaszcza te o p r a c o w y w a n e przez e t n o g r a f ó w z t z w . szkoły
l w o w s k i e j A d a m a Fischera — opierała się na schemacie dzielą­
c y m całość kultury l u d o w e j na trzy działy: kulturę materialną
( t e c h n i c z n ą ) , kulturę społeczną, kulturę d u c h o w ą ( u m y s ł o w ą ) .
Treść p o s z c z e g ó l n y c h d z i a ł ó w była ustalona i zamknięta w szab­
lon następujący: w s t ę p (zawierający o g ó l n a charakterystykę w s i
lub r e g i o n u ) ; opis k u l t u r y materialnej ( ł o w i e c t w o , r y b o ł ó w s t w o ,
h o d o w l a , u p r a w a roli, p o ż y w i e n i e , o b r ó b k a s u r o w c ó w , odzież,
b u d o w n i c t w o , kształt w s i , sprzęty, transport, k o m u n i k a c j a ) ;
kultura społeczna (zwyczaje i obrzędy związane z narodzinami
dziecka, w e s e l e m , p o g r z e b e m , dalej t o w a r z y s k i e , społeczne,
doroczne, p r a w n e ) ; kultura d u c h o w a (wierzenia, l e c z n i c t w o ,
w i e d z a l u d o w a , literatura, sztuka, j ę z y k ) .
13

Okres m i ę d z y w o j e n n y zaznaczył się przede w s z y s t k i m j e d n a k
syntetyzującymi ujęciami d o r o b k u p o p r z e d n i k ó w w dziedzinie
badań nad p r o b l e m a t y k ą r e g i o n a l n e g o z r ó ż n i c o w a n i a k u l t u r y
l u d o w e j , w dziełach t a k i c h a u t o r ó w jak m.in. J a n S. B y s t r o ń ,
A d a m Fischer, Stanisław P o n i a t o w s k i . Należy w s p o m n i e ć także
o n o w a t o r s k i m podejściu d o zagadnienia g r u p y etnograficznej
( „ e t n i c z n e j " ) w pracach Józefa O b r ę b s k i e g o . "
14

W p o w o j e n n e j etnografii polskiej j e d n ą z w a ż n y c h dziedzin
badań były nadal studia m o n o g r a f i c z n e p o j e d y n c z y c h w s i , re­
p r e z e n t a t y w n y c h dla jakiegoś r e g i o n u lub zagadnienia, jak r ó w ­
nież m o n o g r a f i e o zasięgu t e r y t o r i a l n y m r e g i o n u (przeważnie
prace z b i o r o w e ) . Zasadniczej zmianie uległ natomiast cel o p r a c o ­
w y w a n i a o w y c h m o n o g r a f i i : miejsce realizowania K o ł ł ą t a j o w s kiego i K o l b e r g o w s k i e g o przesłania, w myśl k t ó r e g o s z c z e g ó ł o w e
opisy m o n o g r a f i c z n e p o j e d y n c z y c h m i e j s c o w o ś c i i w i ę k s z y c h
j e d n o s t e k t e r y t o r i a l n y c h składać się miały w sumie na obraz
e t n o g r a f i c z n e g o z r ó ż n i c o w a n i a kraju, zajęły badania nad p r o c e ­
sem przemian t z w . tradycyjnej k u l t u r y l u d o w e j . „ P r z e m i a n ę "
e t n o g r a f o w i e uznali za p o d s t a w o w ą w y k ł a d n i ę interpretacji zja­
w i s k k u l t u r o w y c h , a m o n o g r a f i e przestały służyć za ilustrację
zróżnicowania kultury ludowej rozpatrywanego w synchronii,
stały się zaś p o d s t a w ą d o analizy z r ó ż n i c o w a n i a u j m o w a n e g o
diachronicznie. Nie oznacza t o wszakże, żeby p o II w o j n i e
ś w i a t o w e j zupełnie zaprzestano z a j m o w a ć się u nas p r o b l e m a t y ­
ką etnograficznej regionalizacji u p r a w i a n ą w s t a n d a r d o w y s p o ­
sób,
niemniej j e d n a k badania te s t a n o w i ł y raczej margines
zainteresowań p o l s k i c h e t n o g r a f ó w . J e d n y m z n i e w i e l u u c z o ­
n y c h k o n t y n u u j ą c y c h prace nad delimitacją g r u p e t n o g r a f i c z n y c h
był Roman R e i n f u s s . W p o w o j e n n e j etnografii p o d e j m o w a n o
także p r ó b y oznaczenia „ t r a d y c y j n y c h " r e g i o n ó w e t n o g r a f i c z ­
n y c h na p o d s t a w i e u t r z y m y w a n i a się n i e k t ó r y c h r e l i k t ó w k u l t u r o ­
w y c h ( n p . z a c h o w a n y c h e l e m e n t ó w s t r o j ó w l u d o w y c h ) lub też
f u n k c j o n u j ą c y c h e t n o n i m ó w ( m . i n . Ryszard Kukier).
16

50

Istotną rolę w pracach n a d e t n o g r a f i c z n y m z r ó ż n i c o w a n i e m
Polski o d g r y w a ł y p o w o j n i e systematyczne badania i n w e n t a r y z a ­
cyjne t y p u a t l a s o w e g o . Pracami nad „ P o l s k i m atlasem e t n o ­
g r a f i c z n y m " k i e r o w a ł Gajek realizując t y m s a m y m postulaty
Bystronia i k o n t y n u u j ą c dzieło M o s z y ń s k i e g o , z k t ó r e g o inic­
j a t y w y w y d a n o w okresie m i ę d z y w o j e n n y m trzy zeszyty „ A t l a s u
k u l t u r y l u d o w e j w P o l s c e " . Okres p o w o j e n n y przyniósł p o n a d t o
p r ó b y k r y t y c z n e g o spojrzenia na p r o b l e m a t y k ę etnograficznej
regionalizacji w jej t r a d y c y j n y m r o z u m i e n i u , w szczególności
w p u b l i k a c j a c h A n n y K u t r z e b a - P o j n a r o w e j , J ó z e f a Burszty i in.
Konkluzję ich r o z w a ż a ń s t a n o w i ł postulat k o n i e c z n o ś c i podjęcia
na n o w o przemyślenia z a g a d n i e ń z w i ą z a n y c h z r e g i o n a l n y m
z r ó ż n i c o w a n i e m k u l t u r y l u d o w e j . N a w e t tak pobieżne zaryso­
w a n i e p r o b l e m a t y k i związanej z przestrzennym z r ó ż n i c o w a n i e m
k u l t u r y l u d o w e j pokazuje jak w i e l k ą rolę w całej historii polskiej
myśli etnograficznej o d g r y w a ł a k w e s t i a etnograficznej regionali­
zacji.
17

1 8

T r a d y c y j n e

r o z u m i e n i e

e t n o g r a f i c z n e j

regionalizacji

Za p u n k t w y j ś c i a d o p o d s u m o w a n i a d o t y c h c z a s o w y c h usta­
leń na t e m a t p r o b l e m a t y k i r e g i o n a l n e g o z r ó ż n i c o w a n i a kultury
l u d o w e j w polskiej myśli etnograficznej i p o c z y n i e n i a p e w n y c h
k o n k l u z j i , przyjmę t e o r e t y c z n e konstatacje J e r z e g o Damrosza
zamieszczone w artykule Symbolika
regionu jako
wyznacznik
odrębności.™
Z d a n i e m Damrosza „ k a ż d a p r ó b a analizy p r o b l e m a t y k i regio­
nalizacji kraju w i n n a w z i ą ć p o d u w a g ę historyczne podziały,
p o c z ą w s z y o d m o m e n t u , kiedy w o b r ę b i e m a k r o z e s p o ł u plemien­
n e g o P o l a k ó w zaczęły w y o d r ę b n i a ć się g ł ó w n e p l e m i o n a . "
I rzeczywiście „ p u n k t e m z e r o w y m " r o z w a ż a ń n a d etnograficz­
n y m u g r u p o w a n i e m l u d n o ś c i polskiej jest z w y k l e czas bezpo­
średnio poprzedzający „erę h i s t o r y c z n ą " , czyli m o m e n t rozpoczę­
cia procesu k s z t a ł t o w a n i a się p a ń s t w o w o ś c i polskiej, tj. koniec
X w i e k u . Niemal w s z y s c y badacze z a j m u j ą c y się zagadnieniem
etnograficznej regionalizacji, dla w ł a ś c i w e g o przedstawienia zró­
ż n i c o w a n i a „ e t n i c z n o - r e g i o n a l n e g o " uznają za konieczne sięg­
nięcie d o t z w . okresu p l e m i e n n e g o . Istniejące w ó w c z a s „ p l e m i o ­
na",
„ g r u p y p l e m i e n n e " , „ o d m i a n y p l e m i e n n e " , „ g ł ó w n e poko­
l e n i a " itp. t r a k t o w a n e są j a k o ź r ó d ł o i f u n d a m e n t zróżnicowania
e t n o g r a f i c z n e g o . Z a m i e s z k i w a n e przez znane h i s t o r y k o m plemio­
na polskie p r o w i n c j e g e o g r a f i c z n o - h i s t o r y c z n e , z w a n e krainami
naczelnymi ( s z c z e p o w y m i ) , s t a n o w i ą terytorialną podstawę
etnograficznej r e g i o n a l i z a c j i .
20

2 1

22

Etnograficzny obszar Polski — będący najczęściej przed­
m i o t e m d o k o n y w a n i a p o d z i a ł ó w r e g i o n a l n y c h — utożsamiany
jest z t e r y t o r i u m „ e t n i c z n i e p o l s k i m " , o b e j m u j ą c y m w przyb­
liżeniu obszar z n a j d u j ą c y się między Odrą a B u g i e m oraz Kar­
patami a B a ł t y k i e m . Uzasadnia się t o d a n y m i historycznymi,
g ł ó w n i e zasięgiem granic Polski za p i e r w s z y c h Piastów (schyłek
X s t u l e c i a ) , a także d o w o d a m i a r c h e o l o g i c z n y m i , antropologicz­
n y m i , j ę z y k o z n a w c z y m i i in., przytaczanymi m.in. przez przed­
stawicieli „ s z k o ł y a u t o c h t o n i c z n e j " g ł o s z ą c y c h , że ojczyzna Pras ł o w i a n leżała w d o l i n a c h O d r y i W i s ł y , zaś p l e m i o n a polskie
z X w i e k u w y w o d z ą się w prostej linii o d prasłowiańskich
p r z o d k ó w , poprzez lud k u l t u r y łużyckiej z e p o k i brązu i plemiona
W e n e d ó w z c z a s ó w rzymskich. Te idee „ r o d o w o d o w o ś c i " i „środ k o w o ś c i " Polski i P o l a k ó w w y z n a w a l i r ó w n i e ż etnografowie,
w z m a c n i a j ą c je d o d a t k o w y m i a r g u m e n t a m i .
Z y g m u n t Gloger pisał: „ S z e r o k a r ó w n i n a , w p o ś r o d k u starej
S ł o w i a ń s z c z y z n y , j a k b y w jej sercu p o ł o ż o n a , nachylona od
Karpat i gór o l b r z y m i c h ku morzu B a ł t y c k i e m u , przecięta Odrą,
W i s ł ą i ich d o p ł y w a m i , była o d w i e c z n ą ojczyzną p l e m i o n lechick i c h , t.j. n a r o d u m ó w i ą c e g o językiem p o l s k i m . " Jeszcze bar­
dziej d o b i t n i e ujął t o Karłowicz: „ P l e m i ę polskie zajmowało
w y j ą t k o w e w ś r ó d p o b r a t y m c ó w położenie: siedząc o d wieków
w sercu S ł o w i a ń s z c z y z n y (...) zajęło p r a w i e cały ten obszar, na
k t ó r y m siedzieli p i e r w o t n i e w s z y s c y S ł o w i a n i e " . Ta środkowość
plemienia naszego wyraziła się m.in. w j ę z y k u p o l s k i m , w którym
2 3

�„przechowała się nieznana i n n y m j ę z y k o m s ł o w i a ń s k i m roz­
maitość brzmień i o d m i a n , skupiająca w sobie p o n i e k ą d w s z y s t ­
kie znamiona o d r ę b n o ś c i i n n y c h n a r z e c z y . " P o n a d t o — t w i e r ­
dził dalej Karłowicz — „ n a r ó d nasz osiadając na ziemiach, które
po dziś dzień zajmuje, przyniósł z s o b ą nie t y l k o m o w ę , ale
i pewien zasób pojęć i w i a d o m o ś c i , które n a z w a ć m o ż n a w i e d z ą
ludową (...)." Te „ p o j ę c i a p i e r w o t n e o d b i ł y się w z w y c z a j a c h
i obrzędach prastarych; część i c h , p o m i m o w p r o w a d z e n i a chrześ­
cijaństwa, d o t ą d się u nas s p o t y k a ; s t a n o w i ą o n e w a ż n y i c i e k a w y
dział rzeczy l u d o w y c h , j a k o dziś jeszcze żyjące ś w i a d e c t w o pojęć
i żywota niezmiernie d a w n y c h p r z o d k ó w n a s z y c h . " Z d a n i e m
Karłowicza t u t a j w ł a ś n i e jest w i e l k i e zadanie dla l u d o z n a w s t w a
p o r ó w n a w c z e g o , które p o z w a l a ustalić „ c o który naród ma
własnego, a c o z a p o ż y c z o n e g o o d s ą s i a d ó w l u b z ksiąg starożyt­
nych. To zaś, c o jest czystą w ł a s n o ś c i ą p e w n e g o n a r o d u , c o m u
jest znane o d n a j d a w n i e j s z y c h c z a s ó w i nie p o w t a r z a się u i n n y c h
ludów, to w ł a ś n i e s t a n o w i znamię j e g o o d r ę b n o ś c i i n a z y w a się
cechą n a r o d o w ą , s w o j s k ą , c h a r a k t e r y s t y c z n ą . "

P o d o b n i e jak ze z m i e n n o ś c i ą t e r y t o r i u m — t w i e r d z i Davies
— m a m y r ó w n i e ż d o czynienia ze stałą mieszanką etniczną
l u d n o ś c i . Teza, iż Polacy uparcie trzymali się s w y c h ziem, podczas
g d y inne l u d y ciągle w ę d r o w a ł y na z a c h ó d , na w s c h ó d lub na
p o ł u d n i e , nie jest m o ż l i w a d o utrzymania. „ W w y n i k u tak licznych
w ę d r ó w e k l u d ó w n i e u c h r o n n i e nastąpiło o g r o m n e przemiesza­
nie l u d n o ś c i p o d w z g l ę d e m e t n i c z n y m . W związku z t y m jest
rzeczą a b s o l u t n i e n i e m o ż l i w ą w y o d r ę b n i e n i e c z e g o k o l w i e k , c o
p r z y p o m i n a ł o b y e t n i c z n y rdzeń; nie m o ż n a też, p o przeszło
tysiącu lat rozróżnić e l e m e n t ó w ras s ł o w i a ń s k i c h i niesłowiańs­
kich."
W istocie zresztą „ w przeszłości — zwłaszcza zaś
w okresie połączonej Rzeczypospolitej Polski i L i t w y w latach
1 5 6 9 — 1 7 9 5 — w z g l ę d y etniczne nie o d g r y w a ł y większej roli.
Z j e d n o c z o n a Rzeczpospolita była p a ń s t w e m w i e l o n a r o d o w o ś ­
c i o w y m , a j e g o o b y w a t e l e czerpali poczucie swej w s p ó l n e j
tożsamości nie tyle z k r w i płynącej w ich żyłach czy z ojczystego
języka, c o ze w s p ó l n e g o w s z y s t k i m posłuszeństwa w o b e c w ł a d ­
cy i p r a w a . "

Poszukiwanie t e g o , c o za B y s t r o n i e m m o ż n a określić „ z e ­
społem kultury p o l s k i e j " , b y ł o p r z e d m i o t e m d o c i e k a ń p o l s k i c h
etnografów o d Kolberga p o r e p r e z e n t a n t ó w t z w . szkoły his­
torycznej. Skutki t y c h p o s z u k i w a ń b y ł y j e d n a k d o ś ć mizerne.
Bystroń zaś stwierdził w p r o s t , że zadanie znalezienia zespołu
cech k u l t u r o w y c h charakterystycznych dla „ g r u p y etnograficznej
polskiej" i w y z n a c z e n i e w t e n s p o s ó b „ p o l s k i e g o t e r y t o r i u m
etnograficznego", c h o ć na pozór nietrudne, „nastręcza j e d n a k
przeszkody, w o b e c k t ó r y c h w dzisiejszym stanie nauki jesteśmy
bezsilni. Kultura l u d o w a jest tak z ł o ż o n a , tyle w y k a z u j e n a w a r s t ­
wień i w p ł y w ó w p o s t r o n n y c h , że t r u d n o znaleźć jest c e c h y , które
by były w s p ó l n e c a ł e m u t e r y t o r i u m j ę z y k o w o czy n a r o d o w o
polskiemu, były zaś zupełnie o b c e sąsiednim t e r y t o r i o m . "
Do
podobnych w n i o s k ó w o d n o ś n i e g e n e t y c z n y c h p o s z u k i w a ń
„macierzy", „ e t n i c z n e g o r d z e n i a " i k u l t u r y specyficznie polskiej
doszedł historyk N o r m a n Davies. Davies — będąc n e u t r a l n y m
badaczem i przy t y m d o c i e k l i w y m s c e p t y k i e m — miał o d w a g ę
zakwestionować ś w i ę t ą w i a r ę P o l a k ó w w „ r o d z i m o ś ć " naszej
ziemi, ludności i k u l t u r y , a także w s k a z a ć na z m i t y z o w a n y oraz
zideologizowany o w e j w i a r y charakter. Sądzę, iż w a r t o p r z y t o ­
czyć poczynione przez n i e g o w t y m w z g l ę d z i e konkluzje, b o w i e m
są one pouczające r ó w n i e ż dla e t n o g r a f ó w .

Stałym p r z e m i a n o m p o d l e g a ł y także zjawiska k u l t u r o w e . „ W
s p o ł e c z e ń s t w i e , które b y ł o jeszcze c a ł k o w i c i e niepiśmienne, nie
da się s p o ś r ó d n i e z r ó ż n i c o w a n e j masy S ł o w i a n Z a c h o d n i c h
w y r ó ż n i ć k u l t u r y specyficznie polskiej czy też 'lechickiej'. Ci,
którzy sobie w y o b r a ż a j ą , że Polacy, czy też kultura polska, są
w j a k i m ś sensie ' r o d z i m e ' dla ziem p o l s k i c h , mylą się tak samo, jak
ci, którzy sądzą, że Europa jest p i e r w o t n ą ojczyzną Europej­
c z y k ó w . Szukają r o z k w i t ł y c h w s p ó ł c z e s n y c h k w i a t ó w w p o ­
z b a w i o n y c h etykietek paczuszkach w y m i e s z a n y c h ze s o b ą prehi­
storycznych n a s i o n . " *
Reasumując: z p o w y ż s z y c h w y w o d ó w Daviesa jasno w y n i k a ,
iż nie istnieje nic t a k i e g o jak p i e r w o t n a i stała, „ r o d z i m a "baza
terytorialna w znaczeniu p o l i t y c z n y m czy n a r o d o w y m , e t n i c z n y m
czy k u l t u r o w y m ( e t n o g r a f i c z n y m ) . Dodać należy, że nie istnieją
r ó w n i e ż żadne j e d n o z n a c z n e d o w o d y , które p o t w i e r d z a ł y b y
istnienie odrębnej i określonej polskiej w s p ó l n o t y j ę z y k o w e j
przed XII w i e k i e m (najwcześniejszy ślad języka polskiego znaj­
duje się w bulli gnieźnieńskiej z 1 1 3 6 r.)
Dla nas płynie stąd
prosty w n i o s e k , że „ p o d s t a w o w e założenie" e t n o g r a f i c z n y c h
regionalizacji kraju — głoszące, iż historyczne podziały plemienne
z X stulecia, o b e j m u j ą c e p e w n e granice terytorialne, w i n n y
s t a n o w i ć „czasoprzestrzenne r a m y " dla określenia u g r u p o w a n i a
e t n o g r a f i c z n e g o l u d n o ś c i polskiej w XIX czy XX w i e k u — jest
faktycznie p o z b a w i o n e p o d s t a w .

24

2 5

2 6

27

2 8

Davies pisał: „ N i e ł a t w o jest dać prosty opis t e r y t o r i u m Polski
Piastów. W p e w n y c h kręgach przyjęła się praktyka p u b l i k o w a n i a
mapy 'Polski w r. 1 0 0 0 ' z ukazaniem z a r ó w n o w y r a ź n i e za­
znaczonych granic, jak i ich uderzającego p o d o b i e ń s t w a d o
obszaru Polskiej Rzeczypospolitej L u d o w e j p o r. 1 9 4 5 . M a p a ta
jest jednak nieco myląca. (...) T e r y t o r i u m P i a s t ó w nie p o k r y w a ł o
się z granicami z lat o d ok. 9 9 0 d o 1 0 0 2 i z r. 1 9 4 5 w ż a d n y m
innym okresie — ani przedtem, ani p o t e m . G d y b y autorzy m a p
wzięli za p u n k t odniesienia nie w y j ą t k o w y rocznik 1 0 0 0 , lecz rok
900, 1 1 0 0 , 1 2 0 0 l u b 1 3 0 0 czy też jeszcze ważniejszy rok 9 9 1 ,
w którym t o roku p o raz pierwszy, w ' D a g o m e iudex', o p i s a n o
granice ' p a ń s t w a g n i e ź n i e ń s k i e g o ' , d o s t r z e g l i b y p e w n e istotne
różnice. Granice p o l s k i e g o t e r y t o r i u m bez przerwy się zmieniały.
Do r. 1 3 2 0 obszar t e n nie t w o r z y ł żadnej organicznej całości (...)
ustalonych granic b y ł o n i e w i e l e , p o d o b n i e jak nie b y ł o p a ń s t w a
we w s p ó ł c z e s n y m t e g o s ł o w a znaczeniu: w ł a d z c e n t r a l n y c h ,
sprawujących rządy nad w s z y s t k i m i częściami o k r e ś l o n e g o tery­
torium. W g r u n c i e rzeczy zatem, w sensie w s p ó ł c z e s n y m , nie b y ł o
żadnej 'Polski'. T e r y t o r i u m miało o w i e l e mniejsze znaczenie niż
zamieszkujący je l u d z i e . " „ M i m o żarliwej w i a r y s a m y c h Pola­
ków w 'macierz', nie da się z d e f i n i o w a ć żadnej określonej bazy
terytorialnej, która byłaby polska stale, w y ł ą c z n i e i niezmiennie.
(...) W różnych okresach d z i e j ó w Europy W s c h o d n i e j p a ń s t w o
polskie b y w a ł o wszędzie i n i g d z i e . " „ O b r a z Polski musi w i ę c
być t r u d n y d o n a m a l o w a n i a . G d y b y d o ń w ł ą c z y ć t y l k o te
dzielnice, które b y ł y ze s o b ą stale p o w i ą z a n e , t w o r z ą c w s p ó l n y
byt polityczny, d o n a m a l o w a n i a nie p o z o s t a ł o b y nic. G d y b y
natomiast w ł ą c z y ć w s z y s t k i e obszary, k t ó r y m w t y m czy i n n y m
okresie d z i e j ó w b y ł o dane cieszyć się z w i ą z k a m i z Polską, obraz
musiałby objąć p o ł o w ę k o n t y n e n t u . " „ M i m o o p o r ó w p r o p a g a ­
ndy, d a w n e j i o b e c n e j , które zaciemniają obraz, ś l a d ó w ' n a r o d o ­
w o ś c i ' i 'tożsamości n a r o d o w e j ' nie da się odnaleźć w z i e m i . "
2 9

3 0

3 1

3 2

3 3

3 4

3

3 6

Damrosz w c y t o w a n y m artykule stwierdził m.in., że istnieją
d w i e płaszczyzny analizy zjawisk s p o ł e c z n o - k u l t u r o w y c h trak­
t o w a n y c h j a k o kryteria w y o d r ę b n i a n i a r e g i o n ó w , a także związa­
ne z t y m d w i e k o n c e p c j e r e g i o n u :
— „ o b i e k t y w i s t y c z n a " , gdzie dla w y z n a c z e n i a regionu badacz
w y k o r z y s t u j e o b i e k t y w n e w y r ó ż n i k i , czyli opiera się „ n a o d r ę b ­
ności p o s z c z e g ó l n y c h o b i e k t ó w k u l t u r o w y c h " ;
— „ i n t e r s u b i e k t y w i s t y c z n a " , gdzie p o d s t a w ą dla wyznaczenia
r e g i o n u jest i n t e r s u b i e k t y w n y w y r ó ż n i k w postaci „ p o c z u c i a
odrębności w świadomości g r u p o w e j " ;
— istnieje p o n a d t o jeszcze trzecia zasadnicza koncepcja regio­
n a l i z a c j i — n a z w ę ją „ i n t e g r a l i s t y c z n ą " — polegająca na połącze­
niu ( w r ó ż n y c h zresztą p r o p o r c j a c h ) s t a n o w i s k a „ o b i e k t y w i s tycznego" z „intersubiektywistycznym".
D o t a k i c h trzech g r u p z a k w a l i f i k o w a ć m o ż n a wszystkie w y ­
stępujące w polskiej etnografii p r ó b y w y z n a c z a n i a terytorialnego
z r ó ż n i c o w a n i a „ t r a d y c y j n e j k u l t u r y l u d o w e j " , w f o r m i e ustalania
„tradycyjnych" regionów kulturowych lub grup etnograficznych,
j a k o pola czy p r z e d m i o t u e t n o g r a f i c z n y c h b a d a ń . Uściślę w t y m
miejscu — korzystając z w y s t ę p u j ą c e j w literaturze etnograficznej
k o n w e n c j i t e r m i n o l o g i c z n e j , która n o t a b e n e bardzo rzadko była
k o n s e k w e n t n i e s t o s o w a n a — że w w y n i k u przyjęcia „ o b i e k t y w i s t y c z n e j " k o n c e p c j i oraz z a s t o s o w a n i a j a k o k r y t e r i ó w p o ­
działu o b i e k t y w n y c h w y r ó ż n i k ó w , m ó w i się niekiedy o w y o d r ę b ­
nianiu r e g i o n ó w sensu stricto. W praktyce etnograficznej d o
takiej regionalizacji k u l t u r y l u d o w e j p r o w a d z i ć miały badania
a t l a s o w e i w y k o r z y s t a n i e m e t o d y kartograficznej. Z kolei stojąc
na g r u n c i e koncepcji „ i n t e r s u b i e k t y w i s t y c z n e j " i stosując kryte­
rium e t n o s o c j o l o g i c z n e , d o k o n u j e się podziału na „ g r u p y t e r y t o ­
rialne". Natomiast z a s t o s o w a n i e koncpecji „ i n t e g r a l i s t y c z n e j " .

51

�zakładającej łączne u w z g l ę d n i a n i e o d r ę b n o ś c i o b i e k t ó w k u l t u r o ­
w y c h oraz g r u p o w e g o samookreślenia, p r o w a d z i d o w y d z i e l e n i a
„ g r u p k u l t u r o w y c h " , a w i ę c g r u p stricte „ e t n o g r a f i c z n y c h . "
Proponuję przyjrzeć się nieco bliżej o w y m trzem k o n c e p c j o m oraz
k o n s e k w e n c j o m ich z a s t o s o w a n i a dla s t w o r z e n i a obrazu t e r y t o ­
rialnego z r ó ż n i c o w a n i a k u l t u r y l u d o w e j .
„ W przypadku o b i e k t y w i s t y c z n e j k o n c e p c j i r e g i o n u — t w i e r ­
dzi Damrosz — przyjąć m o ż n a j e d e n w y z n a c z n i k o d r ę b n o ś c i ( n p .
strój l u d o w y ) lub w i ę c e j niż j e d e n (czyli s y n d r o m c e c h o d r ę b n o ­
ści)."
Z d a n i e m tegoż autora „najlepszy podział opiera się
zazwyczaj na j e d n y m w y z n a c z n i k u " . J a zaś t w i e r d z ę , iż n a w e t
przyjęcie t y l k o j e d n e g o w y r ó ż n i k a o b i e k t y w n e g o — j u ż w s a m y m
założeniu arbitralne — w b r e w p o z o r o m w c a l e nie p r o w a d z i ł o d o
uzyskania j e d n o z n a c z n y c h p o d z i a ł ó w na r e g i o n y etnograficzne.
Celem uzasadnienia powyższej tezy posłużę się w s p o m n i a ­
n y m przez Damrosza przykładem stroju l u d o w e g o , który jest
0 tyle dobrze d o b r a n y , że w ł a ś n i e strój l u d o w y u z n a w a n y jest
p o w s z e c h n i e za kryterium par excellence etnograficzne. Na
początek przytoczę zdanie Pola: „ J a k wszystkie c e c h y r o d o w e ,
tak zmienia się i strój rodu w d r o b n y c h rzeczach o d w s i d o w s i
prawie, ale są c e c h y w s p ó l n e c a ł y m o k o l i c o m p o ł ą c z o n y m
w ę z ł e m jednej r o d o w o ś c i i te są i s t o t n e . "
Problem polega na
t y m , które c e c h y u b i o r ó w l u d o w y c h p o t r a k t o w a ć należy j a k o
istotne i czy w o g ó l e dadzą się w y r ó ż n i ć takie charakterystyczne
elementy stroju, na p o d s t a w i e w y s t ę p o w a n i a ( l u b braku) k t ó r y c h
można by d o k o n a ć regionalizacji s t r o j ó w l u d o w y c h . Przypomnę,
że Pol d o i s t o t n y c h cech zaliczył przede w s z y s t k i m krój stroju
3 7

3 8

3 9

1 u l u b i o n ą przez dany ród b a r w ę , gdyż j e g o zdaniem były t o c e c h y
najbardziej n i e z m i e n n e . J e d n a k ż e sam Pol regionalizacji stro­
j ó w l u d o w y c h nie przeprowadził, a p o n a d t o skądinąd w i e m y , iż
z a r ó w n o kroje jak i zestawy kolorystyczne ulegały c i ą g ł y m
przemianom.
Pierwszą c a ł o ś c i o w ą i w miarę k o n s e k w e n t n ą próbę charak­
terystyki oraz podziału u b i o r ó w l u d o w y c h przedstawił B r o n i s ł a w
M a l e w s k i . Biorąc p o d u w a g ę ś w i ą t e c z n y strój męski — a l b o w i e m
„ c o d z i e n n y jest mniej w i ę c e j wszędzie j e d n a k o w y " , natomiast
„stroje kobiece nie dadzą się tak ł a t w o , jak męskie p o d z i e l i ć "
— wyodrębnił Malewski d w a typy: wielkopolsko-mazowiecki
oraz małopolski i o g ó l n i k o w o je scharakteryzował. Podział ten
p o w t ó r z y ł następnie m.in. Fischer . Z a p r o p o n o w a n a przez M a l e ­
w s k i e g o t y p o l o g i a nie jest ściśle rzecz biorąc regionalizacją
s t r o j ó w l u d o w y c h , gdyż nie daje pełnego obrazu regionalizacji
kraju lecz p o z w a l a t y l k o na p r z e p r o w a d z e n i e p e w n y c h (dość
abstrakcyjnych) lokalizacji n i e k t ó r y c h e l e m e n t ó w l u d o w e g o o d ­
ś w i ę t n e g o ubioru męskiego ( n p . rodzaju s u k m a n y , nakrycia
g ł o w y , s p o s o b u noszenia k o ż u c h a ) .
40

4 1

4 2

43

P o d o b n i e rzecz się ma z d o k o n a n ą przez M o s z y ń s k i e g o
regionalizacją p o l s k i c h s t r o j ó w l u d o w y c h w o p a r c i u o materiał,
z j a k i e g o zostały w y k o n a n e . Na tej p o d s t a w i e uzyskać m o ż e m y
trzy zasadnicze g r u p y , oparte o trzy t y p y materiałów: „ 1 ) s t r o j e
oparte
na b i a ł y m
płótnie
s a m o d z i a ł o w y m
i owczej w e ł n i e w k o l o r a c h naturalnych,często
w postaci sukna oraz 2 ) s t r o j e , w k t ó r y c h (zwłaszcza
kobiecych) d o m i n u j e w e ł n i a n a t k a n i n a
pasiast a"
i grupa 3) „ u b i o r ó w o p r z e w a d z e
materiałów
p o c h o d z e n i a f a b r y c z n e g o " . W g r u p i e trzeciej m o ­
żemy jeszcze w y r ó ż n i ć d w i e o d m i a n y . „ D o pierwszej o d m i a n y
należeć będą te wszystkie stroje, które oparte nieraz w całości na
materiałach p o c h o d z e n i a f a b r y c z n e g o nie zatraciły o d r ę b n o ś c i
regionalnej. (...) D o drugiej o d m i a n y zaliczyć należy te stroje
l u d o w e , które oparte na materiałach p o c h o d z e n i a p r z e m y s ł o w e ­
g o uległy w p ł y w o m ó w c z e s n e j m o d y miejskiej, przejmując nie
t y l k o materiał, ale i k r ó j . " Podział s t r o j ó w l u d o w y c h ze w z g l ę d u
na rodzaj t k a n i n y użytej d o ich w y k o n a n i a , jest klasyfikacją bodaj
najbardziej abstrakcyjną. J e d n a k ż e n a w e t na tej p o d s t a w i e d o k o ­
nanie regionalizacji nie jest s p r a w ą prostą, b o w i e m w p r z y p a d k u
d w ó c h pierwszych g r u p nie jesteśmy w stanie d o k ł a d n i e określić
granic ich w y s t ę p o w a n i a , zaś g r u p a trzecia „ w ł a ś c i w i e nie
posiada określonego zasięgu terytorialnego ( w y s t ę p u j e w y s p o ­
w o ) , gdyż n a w a r s t w i ł a się na p o p r z e d n i e . . . "
44

4 6

4 7

48

Oczywiste jest t o , że jeżeli za p o d s t a w ę podziału przyjmie się
takie c e c h y stroju l u d o w e g o , jak krój, barwę, rodzaj z d o b i e ń .

52

zestawy p o s z c z e g ó l n y c h e l e m e n t ó w n o s z o n y c h łącznie itd. itp.,
t o s p r a w a e w e n t u a l n e j regionalizacji s k o m p l i k u j e się jeszcze
bardziej. Przy t y m zasada będzie taka, że im większą ilość
e l e m e n t ó w składających się na całość stroju l u d o w e g o będzie się
brać p o d u w a g ę , t y m mniejsze okażą się w y d z i e l a n e tą m e t o d ą
regiony, dla k t ó r y c h określenia b ę d z i e m y szukać w s k a z ó w e k
w s t r o j u . " D o d a m , że t o , c o s t w i e r d z i l i ś m y o d n o ś n i e regionali­
zacji k u l t u r y l u d o w e j w o p a r c i u o j e d e n w y z n a c z n i k o d r ę b n o ś c i
biorąc za przykład strój l u d o w y , m o ż n a r ó w n i e ż w y k a z a ć — m u tatis m u t a n d i s — na przykładzie i n n y c h w y r ó ż n i k ó w o b i e k t y w ­
n y c h (jak język, c e c h y a n t r o p o l o g i c z n e , b u d o w n i c t w o i t d . ) .
4 9

Damrosz z a u w a ż y ł trafnie, iż badacze z a j m u j ą c y s t a n o w i s k o
„ o b i e k t y w i s t y c z n e " zakładają z w y k l e istnienie w i ę c e j niż j e d n e g o
w y z n a c z n i k a , c o stwarza p o w a ż n e t r u d n o ś c i klasyfikacyjne,
k t ó r y c h nie s p o s ó b u n i k n ą ć .
Krótko m ó w i ą c t r u d n o ś c i te
polegają na t y m , że n a w e t rozpatrując zagadnienie zróżnicowania
k u l t u r o w e g o w przekroju s y n c h r o n i c z n y m , w zależności od
przyjętych w charakterze k r y t e r i ó w o d m i e n n y c h e l e m e n t ó w kul­
tury m o ż n a otrzymać r ó ż n o r o d n e zasięgi, zaś łącząc te o b i e k t y w ­
ne w y z n a c z n i k i w r ó w n i e o b i e k t y w n e konstelacje uzyskać można
d o w o l n ą ilość r e g i o n ó w . Paradoksalnie okazuje się więc, że
przyjmując „ o b i e k t y w i s t y c z n ą k o n c e p c j ę r e g i o n u " , d o c h o d z i m y
d o iście „ r o z p a s a n e g o " s u b i e k t y w i z m u w j e g o wyznaczaniu.
J e d n y m ze źródeł t e g o paradoksu jest a s y s t e m o w e p o j m o w a n i e
kultury.
50

G d y b y badacze zajmujący się p r o b l e m a t y k ą regionalnego
z r ó ż n i c o w a n i a k u l t u r y l u d o w e j zechcieli zagadnienie t o analizo­
w a ć w przekroju d i a c h r o n i c z n y m , natrafiliby na d o d a t k o w y
k ł o p o t , b o w i e m — jak t o wyraził Bystroń — „ c e c h y kulturalne
ł a t w o ulegają przekształceniu lub z a n i k o w i , z drugiej zaś strony są
czemś p r z e n o ś n e m , c o ł a t w o się r o z p o w s z e c h n i a . " W efekcie
daje t o „ b e z m i a r k u l t u r mniejszych i w i ę k s z y c h , zachodzących
w z a j e m n i e na siebie i krzyżujących się, ciągle r u c h l i w y c h i zmien­
nych..."
E t n o g r a f o w i e przedstawiali j e d n a k ż e zróżnicowanie
regionalne k u l t u r y l u d o w e j statycznie, bez u w z g l ę d n i a n i a ciąg­
ł y c h przemian z a s i ę g ó w w y s t ę p o w a n i a p o s z c z e g ó l n y c h elemen­
t ó w kultury. O d d y n a m i c z n e g o t r a k t o w a n i a zagadnienia zróż­
n i c o w a n i a r e g i o n a l n e g o niejako z w a l n i a ł y badaczy założenia
ideologii ludoznawczej.
51

5 2

T w i e r d z o n o zatem — o d w o ł u j ą c się d o a t r y b u t u niezmienno­
ści lub z a c h o w a w c z o ś c i — że c e c h u j e kulturę l u d o w ą „ p o w o l ­
niejszy r y t m przemian i d ł u g o t r w a ł e z a c h o w y w a n i e śladów
dawnych powiązań i kontaktów k u l t u r o w y c h "
M i a ł o to p o w o ­
d o w a ć d ł u g i e t r w a n i e w kulturze l u d o w e j przynajmniej nie­
k t ó r y c h jej e l e m e n t ó w , i w k o n s e k w e n c j i d ł u g o t r w a ł e utrzymy­
w a n i e się r e g i o n a l n y c h z r ó ż n i c o w a ń . D l a t e g o też najczęściej
w y k r e ś l a n o r e g i o n y e t n o g r a f i c z n e na p o d s t a w i e u z n a w a n y c h za
najbardziej z a c h o w a w c z e , r e l i k t o w y c h e l e m e n t ó w kultury (ar­
c h a i z m ó w , p r z e ż y t k ó w ) . J e d n y m z dość ekstremalnych przy­
k ł a d ó w t a k i e g o p o s t ę p o w a n i a jest artykuł J a n a Czekanowskiego
Zróżnicowanie
etnograficzne
Polski w świetle przeszłości.** Ana­
lizując w y s t ę p o w a n i e i zasięgi r ó ż n y c h w y t w o r ó w kultury mate­
rialnej, C z e k a n o w s k i przyjął milczące założenie, iż uwzględniane
przezeń w y t w o r y t r w a j ą w d a w n y c h g r a n i c a c h o d trzech tysięcy
lat. „ C o p r a w d a — j a k z a u w a ż y ł M o s z y ń s k i — o t w a r c i e Czekano­
w s k i t e g o założenia nie w y p o w i a d a . M u s i m y je jednak przyjąć
n i e o d z o w n i e , o ile z e c h c e m y przyznać j e g o referatowi w ogóle
jakikolwiek s e n s . "
D o k ł a d n i e t e n sam m e c h a n i z m myślenia
5 5

0 kulturze l u d o w e j i jej r e g i o n a l n y m z r ó ż n i c o w a n i u , ujawnia się
także w ó w c z a s g d y badacze zajmujący się tą problematyką
u ż y w a j ą określenia „ t r a d y c y j n y r e g i o n " i j e g o p o c h o d n y c h jak
np. „ t r a d y c y j n y s t r ó j " , „ t r a d y c y j n y z w y c z a j " , t r a d y c y j n y obrzęd",
„ t r a d y c y j n y t a n i e c " , „ t r a d y c y j n e b u d o w n i c t w o " itd. Zakładają
o n i b o w i e m , że d a n y strój, z w y c z a j itp. są charakterystyczne dla
d a n e g o r e g i o n u „ o d z a w s z e " , a sam region etnograficzny jest
w istocie p o n a d c z a s o w y .
Kończąc t e n f r a g m e n t rozważań p r z y p o m n ę , że Kazimierz
D o b r o w o l s k i s t w i e r d z i ł niegdyś, iż dla r o z w a ż a ń etnograficznych
z n a m i e n n e jest m.in. s y s t e m a t y z o w a n i e f a k t ó w pochodzących
z r ó ż n y c h c z a s ó w w p e w i e n s y n c h r o n i c z n y , ahistoryczny obraz,
1 określił t o z j a w i s k o m i a n e m praesens ethnographicum.*
Dodam
o d siebie, że ó w „ e t n o g r a f i c z n y czas teraźniejszy" jest w zasadzie
6

�tożsamy z t y m , c o się n a z y w a „ b e z c z a s o w ą teraźniejszością
mityczną" lub „ w i e c z n y m teraz m i t u " . Takie p o j m o w a n i e czasu,
zawarte implicite w i d e o l o g i i l u d o z n a w c z e j , stwarzało m o ż l i w o ś ć
abstrahowania o d h i s t o r y c z n e g o patrzenia na f o l k l o r y s t y c z n ą
rzeczywistość s p o ł e c z n o - k u l t u r o w ą , a w szczególności p o m i j a ­
nia analizy d i a c h r o n i c z n e j w obrazie r e g i o n a l n e g o z r ó ż n i c o w a n i a
kultury l u d o w e j oraz s w o i s t e g o „przerzucania m o s t ó w poprzez
w i e k i " . W y r a z e m t e g o jest p r z y j m o w a n y milcząco p o g l ą d o o d ­
wiecznym istnieniu w y r a ź n y c h o d r ę b n o ś c i k u l t u r o w y c h między
terytoriami zamieszkałymi przez różne społeczności i u t r z y m y w a ­
niu się — z n i e w i e l k i m i n a j w y ż e j z m i a n a m i — o w y c h różnic
w określonych g r a n i c a c h , przynajmniej d o czasu t z w . rozpadu
chłopskiej k u l t u r y t r a d y c y j n e j . Przy c z y m istoty s p r a w y nie
zmienia t o , że „ o d w i e c z n e i s t n i e n i e " nie o d n o s i ł o się d o „ c z a s ó w
Seta", lecz miało mniej w i ę c e j o k r e ś l o n ą lokalizację historyczną.
Przejdę teraz d o rozpatrzenia zasad regionalizacji e t n o g r a f i c z ­
nej, z p u n k t u w i d z e n i a k o n c e p c j i „ i n t e g r a l i s t y c z n e j " . Ta k o n c e p ­
cja podziału k u l t u r y l u d o w e j na g r u p y e t n o g r a f i c z n e — za­
kładająca łączne u w z g l ę d n i a n i e o b i e k t y w n y c h różnic k u l t u r o ­
wych l u b / i b i o l o g i c z n y c h p o m i ę d z y g r u p ą „ X " i g r u p ą „ Y " oraz
intersubiektywnego p o c z u c i a o d r ę b n o ś c i w ś w i a d o m o ś c i g r u p o ­
wej o b y d w u g r u p — miałaby m.in. zapobiegać d o w o l n o ś c i
w przyjmowaniu o b i e k t y w n y c h wyznaczników i wydzielaniu
regionów, cechującej k o n c e p c j ę „ o b i e k t y w i s t y c z n ą " . Koncepcja
„integralistyczna" zakłada m i a n o w i c i e , że o t y m , które s p o ś r ó d
odrębnych o b i e k t ó w k u l t u r o w y c h są m i a r o d a j n e dla jakiegoś
rozgraniczenia, d e c y d u j e fakt f i g u r o w a n i a ich w ś w i a d o m o ś c i
grupowej w roli c e c h o d r ó ż n i a j ą c y c h dane g r u p y o d siebie.
M o d e l o w y w p r o s t przykład z a s t o s o w a n i a k o n c e p c j i „ i n t e g ­
ralistycznej" w praktyce b a d a w c z e j , przedstawił R o m a n Reinfuss
w artykule na t e m a t pogranicza k r a k o w s k o - g ó r a l s k i e g o . W e d ł u g
tego uczonego „ ś w i a d o m o ś ć w ł a s n e j o d r ę b n o ś c i etnograficznej
powstaje najczęściej na tle różnic g w a r o w y c h , różnic w ubiorze,
sposobie z d o b y w a n i a ś r o d k ó w utrzymania ( n p . r o l n i c t w o i pas­
terstwo) lub wreszcie w o d m i e n n y m s p o s o b i e b u d o w a n i a osie­
dli. Inne zjawiska k u l t u r o w e , j a k o trudniejsze d o z a o b s e r w o w a ­
nia, rzadko s t a n o w i ą przyczynę u ś w i a d o m i e n i a sobie o d r ę b n o ś c i
własnej g r u p y w s t o s u n k u d o s ą s i a d ó w . Z t y c h w ł a ś n i e w z g l ę ­
d ó w podczas w y z n a c z a n i a z a s i ę g ó w t e r y t o r i a l n y c h p o s z c z e g ó l ­
nych grup e t n o g r a f i c z n y c h kładzie się g ł ó w n y nacisk na w y ­
c h w y t y w a n i e w ł a ś c i w o ś c i g w a r o w y c h , c e c h stroju, b u d o w n i c t ­
wa i trybu życia, charakterystycznych dla badanej l u d n o ś c i ,
i następnie o b s e r w u j e się, jak o d r ę b n o ś c i te w p ł y w a j ą na kształ­
towanie się p o c z u c i a przynależności g r u p o w e j . "
Generalna
zasada jest przy t y m taka, że „ i s t n i e n i e z e w n ę t r z n i e dostrzegal­
nych różnic k u l t u r o w y c h z reguły p o w o d u j e u l u d u w y t w o r z e n i e
się na tej p o d s t a w i e p o c z u c i a o d r ę b n o ś c i g r u p o w e j . Z c h w i l ą g d y
zatrą się różnice o b i e k t y w n e , zaczyna zanikać i poczucie w z a j e m ­
nej obcości między c z ł o n k a m i d w u r ó ż n y c h g r u p . U ł a t w i a t o
odstąpienie o d zasady w y ł ą c z n o ś c i g r u p o w e j i d o p r o w a d z a
z biegiem czasu d o zatarcia się n a w e t tradycji j a k i e g o k o l w i e k
podziału na g r u p y e t n i c z n e . "
5 7

5 8

Z p o w y ż s z e g o w y n i k a , że w e d ł u g k o n c e p c j i „ i n t e g r a l i s t y c z ­
n e j " — w w a r i a n c i e p r e z e n t o w a n y m przez Reinfussa — istnieje:
— p o pierwsze, ścisła zależność między ( n i e k t ó r y m i p r z y n a j m ­
niej) o b i e k t y w n y m i w y z n a c z n i k a m i o d r ę b n o ś c i i g r u p o w ą ś w i a ­
domością o w y c h różnic k u l t u r o w y c h , oraz
— p o drugie, zależność ta jest j e d n o s t r o n n a , gdyż „ r z e c z o w e
podstawy zróżnicowania" determinują świadomość odrębności.
O d n o ś n i e pierwszej przesłanki: Reinfuss stwierdził, iż materia­
ły na temat s t o s u n k ó w m i ę d z y g r u p o w y c h k t ó r y m i d y s p o n o w a ł ,
potwierdzają „ d o s t a t e c z n i e z g o d n o ś ć granic w y z n a c z o n y c h
przez lud z u s t a l o n y m i na drodze o b i e k t y w n e j analizy w y b r a n y c h
e l e m e n t ó w k u l t u r y l u d o w e j . " Otóż nie w i e m y niestety d o k ł a d ­
nie jakimi materiałami d o t y c z ą c y m i p o c z u c i a o d r ę b n o ś c i k u l t u r o ­
w y c h c y t o w a n y autor f a k t y c z n i e d y s p o n o w a ł —
określenie
poczucia o d r ę b n o ś c i w ś w i a d o m o ś c i g r u p o w e j w y m a g a bez
w ą t p i e n i a d ł u g i c h i p o g ł ę b i o n y c h badań t e r e n o w y c h , i d l a t e g o
p o w o ł y w a n i e się na p r z y t o c z o n e przez L u d w i k a M ł y n k a zdanie
j e d n e g o r e s p o n d e n t a ( J a n a M y j a k a — poetę l u d o w e g o z L i c h w i n a ) j a k o w y r o c z n i na t e m a t g r a n i c y między „ G o r o l a m i " a „ L a ­
c h a m i " , w y d a j e się a b s o l u t n i e niewystarczające — lecz m o i m
5 9

zdaniem w y c i ą g a n i e s f o r m u ł o w a n e g o w y ż e j w n i o s k u z d a n y c h
z a w a r t y c h w artykule jest n i e u p r a w n i o n e . D o w o d z i t e g o c h o ­
ciażby zamieszczona t a m mapa pt. Granice Góralszczyzny
pol­
skiej i zagadnienie
poczucia przynależności
grupowej
ludności
pogranicznej,
na której zaznaczono m.in.: „ w s i , których miesz­
kańcy uważają się za G ó r a l i " ; „ w s i e , k t ó r y c h m i e s z k a ń c ó w inni
u w a ż a j ą za G ó r a l i " ; „ w s i e , k t ó r y c h mieszkańcy uważają się za
L a c h ó w " ; „ w s i e , k t ó r y c h m i e s z k a ń c ó w inni uważają za La­
chów."
Otóż teza Reinfussa o absolutnej z g o d n o ś c i okreś­
lonych obiektywnych wyznaczników odrębności z poczuciem
owej odrębności byłaby prawdziwa w t e d y i tylko wtedy, gdyby
w e w s z y s t k i c h w s i a c h o „ c e c h a c h k u l t u r y w ł a ś c i w e j l a c h o m " , ich
mieszkańcy uważali się za „ l a c h ó w " i za t a k o w y c h byli uważani
z a r ó w n o przez i n n y c h „ l a c h ó w " , jak i przez „ g ó r a l i " , a także oni
sami uważali m i e s z k a ń c ó w w s i „ l a c h o w s k i c h " za „ l a c h ó w " oraz
m i e s z k a ń c ó w w s i o „ c e c h a c h k u l t u r y g ó r a l s k i e j " za „ g ó r a l i " (i
vice versa). Z a r ó w n o z mapy, jak i z treści artykułu w y n i k a jednak,
iż są np. takie w s i e , k t ó r y c h mieszkańcy uważają się za „ l a c h ó w " ,
zaś l u d n o ś ć sąsiednia określa ich „ g ó r a l a m i . " M o i m zdaniem
p o d w a ż a t o rzeczoną tezę — c b d d . Dlatego też bliższy p r a w d y
jest p o g l ą d , że „ m i ę d z y zakresem ś w i a d o m o ś c i g r u p o w e j a za­
kresem nie oznaczonej bliżej ilości p o s z c z e g ó l n y c h w y t w o r ó w
k u l t u r o w y c h zachodzi s t o s u n e k d w ó c h kół t y l k o c z ę ś c i o w o
pokrywających s i ę . "
6 0

6 1

6 2

U s t o s u n k u j ę się teraz d o t w i e r d z e n i a o istnieniu w p ł y w u
o b i e k t y w n y c h o d r ę b n o ś c i k u l t u r o w y c h l u b / i b i o l o g i c z n y c h na
g r u p o w ą ś w i a d o m o ś ć o d r ę b n o ś c i . Pogląd ten jest etnograficzną
m u t a c j ą socjologicznej „ h i p o t e z y o d m i e n n o ś c i j a k o p o d s t a w y
o b c o ś c i " , d l a t e g o też o d w o ł a m się d o t e g o , c o na ten temat
napisał Florian Z n a n i e c k i . „ O t ó ż przyjąwszy hipotetycznie, że
' o b c y ' w o d n i e s i e n i u d o d a n y c h ludzi t o są ci, którzy się o d nich
różnią b i o l o g i c z n i e lub kulturalnie albo też i biologicznie i k u l ­
turalnie, m u s i m y dalej przyjąć (...), że istnieje s t o p n i o w a n i e
o b c o ś c i uzależnione o d s t o p n i o w a n i a r ó ż n i c " . Przy czym różnica
i o b c o ś ć muszą p o z o s t a w a ć „ w s t o s u n k u prostym d o siebie
a w stosunku o d w r o t n y m do podobieństwa i swojskości".
Okazuje się jednak, iż „ r ó ż n i c e i p o d o b i e ń s t w a między d a n y m i
z b i o r o w o ś c i a m i lub o s o b o w o ś c i a m i ludzkiemi w niektórych
w y p a d k a c h przynajmniej nie dają się zrozumieć, ani n a w e t
w y z n a c z y ć na m o c y s a m e g o t y l k o o b j e k t y w n e g o ich p o r ó w n a n i a
w taki s p o s ó b , aby na ich p o d s t a w i e m o ż n a było j e d n ą z t y c h
z b i o r o w o ś c i ująć j a k o w t a k i m lub i n n y m s t o p n i u o b c ą w o d ­
niesieniu d o d r u g i e j ; w p r o w a d z e n i e zaś pierwiastka s u b i e k t y w ­
nego zmusza d o stwierdzenia licznych w a h a ń i n i e w y t ł u m a c z o ­
nych w y j ą t k ó w . "
Konstatacja ta z a c h o w u j e w a ż n o ś ć również
na g r u n c i e e t n o g r a f i c z n y m .
6 3

Nie ma w a l o r u u n i w e r s a l n o ś c i także teza Reinfussa o j e d n o ­
stronnej i j e d n o k i e r u n k o w e j relacji zależności ś w i a d o m o ś c i o d ­
rębności g r u p o w e j o d istnienia o b i e k t y w n y c h w y z n a c z n i k ó w
o d r ę b n o ś c i , z której w y n i k a ł w n i o s e k , że „ n i w e l a c j a kultury
l u d o w e j u ł a t w i a zacieranie a n t a g o n i z m ó w w y n i k a j ą c y c h z przy­
należności d o różnych g r u p e t n i c z n y c h " . Często b o w i e m
„ o d m i e n n o ś ć kulturalna b y w a umyślnie p o t ę g o w a n a dla odróż­
nienia się o d ' o b c y c h ' " . W t y m przypadku „ o d m i e n n o ś ć " nie
jest w i ę c przyczyną, lecz s k u t k i e m poczucia o b c o ś c i .
6 4

6 5

D o d a m , iż w koncepcji „ i n t e g r a l i s t y c z n e j " w y s t ę p u j ą inne
jeszcze sprzeczności. Na w i z e r u n e k g r u p y „ X " ( „ o b c e j " ) f u n k c ­
j o n u j ą c y w ś w i a d o m o ś c i g r u p y „ Y " ( „ s w o j e j " ) — jak wykazały
m.in. badania Józefa Obrębskiego, a także dane zawarte w c y t o ­
w a n y m artykule Reinfussa — składają się faktycznie nie tylko
w y m i e n i o n e o d r ę b n e c e c h y k u l t u r o w e (tj. g w a r a , strój, tryb życia,
o d m i e n n e b u d o w n i c t w o ) , ale r ó w n i e ż takie elementy jak np.
c e c h y w y g l ą d u fizycznego, c e c h y psychiczne oraz inne różnice
k u l t u r o w e . Z n a j d o w a ł o t o w y r a z w różnych o p o w i a d a n i a c h ,
p o w i e d z o n k a c h , porzekadłach, piosenkach i t p . Nie w i a d o m o
zatem dlaczego w ł a ś c i w i e należy ograniczać się t y l k o d o czterech
w s p o m n i a n y c h w y r ó ż n i k ó w o d r ę b n o ś c i , zaś pozostałe t r a k t o w a ć
66

— jak t o uczynił Reinfuss — j a k o „czerpane z f a n t a z j i " oraz
„ o d z n a c z a j ą c e się d u ż y m s u b i e k t y w i z m e m " i odrzucać? Czyż nie
b y ł o b y bardziej zasadne uznanie w s z y s t k i c h cech k u l t u r o w y c h
— f i g u r u j ą c y c h w w i z e r u n k u g r u p y „ o b c e j " oraz p o d n o s z o n y c h
w ś w i a d o m o ś c i społecznej g r u p y „ Y " d o g o d n o ś c i zasady
różnicującej — za r ó w n o p r a w n e w y z n a c z n i k i odrębności i łączne

53

�przyjęcie ich bądź —

p o pierwsze — za zespół c e c h o b i e k t y w n i e

w y r a ź n e rozróżnienie, na które d o t ą d zbyt małą z w r a c a n o u w a g ę .

charakteryzujących g r u p ę będącą p r z e d m i o t e m d a n e g o w i z e r u n ­

C z y m i n n y m jest w s w e j istocie:

ku i jej kulturę, bądź też —

—

po w t ó r e —

za zespół

cech

po pierwsze, określenie n a d a w a n e sobie przez daną społecz­

i n t e r s u b i e k t y w n y c h ze w s z y s t k i m i t e g o k o n s e k w e n c j a m i . W pier­

ność lokalną, inaczej m ó w i ą c samookreślenie g r u p o w e ;

w s z y m przypadku jednak k o n c e p c j a „ i n t e g r a l i s t y c z n a " będzie

—

tożsama z k o n c e p c j ą „ o b i e k t y w i s t y c z n ą " z t y m , że s u b i e k t y w i z m

inne społeczności, tj. bliższych i dalszych s ą s i a d ó w , a w i ę c g r u p y

p o drugie, określenie n a d a w a n e l u d n o ś c i z danej o k o l i c y przez

badaczy zostanie zastąpiony r z e k o m y m o b i e k t y w i z m e m przed­

„obce";

stawień i s f o r m u ł o w a ń z a w a r t y c h w w i z e r u n k u g r u p y „ o b c e j "

—

(co być może b y ł o b y słuszne, ale t y l k o w ó w c z a s jeżeli uzna się za

graficznej w charakterze n a z w y danej g r u p y e t n o g r a f i c z n e j .

p o trzecie wreszcie, określenie przyjęte w literaturze e t n o ­

p r a w d z i w ą l e n i n o w s k ą „ t e o r i ę o d b i c i a " ) . W d r u g i m natomiast

Przyjmuję dla uproszczenia — stosując k o n w e n c j ę t e r m i n o l o ­

przypadku koncepcja „ i n t e g r a l i s t y c z n a " jest tożsama z k o n c e p c j ą

g i c z n ą — iż w p i e r w s z y m p r z y p a d k u b ę d z i e m y m ó w i ć o „ e n d o e t -

„ i n t e r s u b i e k t y w i s t y c z n ą " , d o analizy której o b e c n i e przechodzę.
Etnograficzna regionalizacja zakładająca k o n c e p c j ę

„inter­

nikonie" („endoetnonimie"), w drugim o „egzoetnikonie" („egz o e t n o n i m i e " ) , zaś w trzecim o „ e t n i k o n i e " ( „ e t n o n i m i e " ) .
J a k się rzekło, e t n o g r a f o w i e dość rzadko zaznaczali różnicę

s u b i e k t y w i s t y c z n ą " , tj. w y k o r z y s t u j ą c a kryterium e t n o s o c j o l o g i czne, w b r e w

p o z o r o m jest najtrudniejsza

do

jednoznacznej

między egzo- i e n d o e t n o n i m a m i , j e d n a k ż e kilkadziesiąt przy­

interpretacji. Większość badaczy z a j m u j ą c y c h s t a n o w i s k o „ i n t e r -

k ł a d ó w p r z y t o c z o n y c h przez Udzielę w artykule

s u b i e k t y w i s t y c z n e " utożsamia —

ne--etnograficzny

zakładając implicite —

wyrażając t o explicite lub też

kryterium e t n o s o c j o l o g i c z n e z „ p o c z u ­

ciem odrębności t k w i ą c y m w ś w i a d o m o ś c i

mieszkańców" .
6 7

Najbardziej ś w i a d o m y w y r a z p o s t a w a taka uzyskała w d o c i e k a ­

opis

wsi polskich

w Galicji

Topograficz­

wskazuje jedno­

znacznie, że niemal w s z y s t k i e e n d o e t n o n i m y są n a z w a m i p o ­
c h o d z ą c y m i o d n a z w w s i , które dana l u d n o ś ć zamieszkuje.
konkluzję p o t w i e r d z a j ą r ó w n i e ż inne ź r ó d ł a .

70

Tę

71

niach Obrębskiego. Przedmiotem p r o w a d z o n y c h badań dla o k r e ­

Jeżeli c h o d z i o e g z o e t n o n i m y , t o d o m i n u j ą w n i c h określenia

ślenia istniejących z r ó ż n i c o w a ń e t n o g r a f i c z n y c h p o w i n n a być

o charakterze p r z e z w i s k o w y m . Karłowicz zebrał kilkadziesiąt tego

— z d a n i e m O b r ę b s k i e g o — s p o ł e c z n a sfera z r ó ż n i c o w a ń w y r a ż a ­

t y p u określeń z a w a r t y c h w literaturze e t n o g r a f i c z n e j

jąca się w p o s t a w a c h oraz w y o b r a ż e n i a c h c z ł o n k ó w i a d h e r e n ­

jąc, że „ n a z w y m i e s z k a ń c ó w w i e l u w s i i o k o l i c zawdzięczają

72

zauważa­

t ó w b a d a n y c h społeczności, a l b o w i e m g r u p a etnograficzna ( w

początek s w ó j ironicznej, szyderczej lub p o g a r d l i w e j żyłce sąsia­

stylistyce Obrębskiego „ e t n i c z n a " ) t o nic i n n e g o jak „ r z e c z y w i s t a

d ó w . . . " . Bystroń przytoczył n a t o m i a s t kilkaset t a k i c h określeń

czy potencjalna sfera a d e k w a t n o ś c i społecznej i k u l t u r a l n e j " , tzn.

dzieląc je na „ n a z w y i p r z e z w i s k a " , które w s k a z u j ą na: topografię,

sfera z a c h o w a ń , w a r t o ś c i itd., z k t ó r y m i dana j e d n o s t k a się

w ł a ś c i w o ś c i j ę z y k o w e , ubiór, c e c h y fizyczne lub moralne, stan

identyfikuje uważając je za s w o j e .

g o s p o d a r c z y i społeczny, u l u b i o n e p o t r a w y i in. Stwierdził o n , że

68

7 3

Obrębski

poza g r u p ą n a z w i przezwisk t o p o g r a f i c z n y c h , w s z y s t k i e rodzaje

ustalił, że „ p o c z u c i e o d r ę b n o ś c i d o m i n u j e t u zawsze nad ś w i a d o ­

określeń g r u p o w y c h „ m a j ą b e z w z g l ę d n ą p r z e w a g ę przezwisk,

Badając p o d t y m kątem ś w i a d o m o ś ć społeczną

mością w s p ó l n o t y " , w k o n s e k w e n c j i c z e g o w i z e r u n e k
„ o b c e j " jest bardzo wyrazisty, m o c n o z a r y s o w a n y ,

grupy

natomiast

n a d a w a n y c h przez s ą s i a d ó w o d p e w n y c h w ł a ś c i w o ś c i , które im
się w y d a j ą z t e g o czy i n n e g o p o w o d u ś m i e s z n e " .
74

w i z e r u n e k g r u p y własnej jest mglisty, słabo z a r y s o w a n y . W e d ł u g

P o d s u m o w u j ą c w s t ę p n i e d o t y c h c z a s o w e rozważania o e n -

Obrębskiego „ w i z e r u n e k w ł a s n y g r u p y jest w t ó r n y i zależny; jest

d o e t n o n i m a c h c h c ę podkreślić, iż w literaturze etnograficznej

o n p o prostu n e g a t y w e m t y c h w s z y s t k i c h o b r a z ó w , w k t ó r y c h

w y s t ę p u j e w y r a ź n a d y s p r o p o r c j a p o d w z g l ę d e m i l o ś c i o w y m na

u j m u j e o n a rzeczywistość o b c y c h g r u p e t n i c z n y c h . "

Wizerunek

korzyść e g z o e t n o n i m ó w . M o ż n a t o t r a k t o w a ć j a k o potwierdzenie

własnej g r u p y w ś w i a d o m o ś c i tejże g r u p y , p o w s t a j e zatem na

tezy O b r ę b s k i e g o o d o m i n a c j i „ p o c z u c i a o d r ę b n o ś c i " nad „ ś w i a ­

zasadzie antytezy c e c h s t a n o w i ą c y c h o o d r ę b n o ś c i g r u p y „ o b ­

domością wspólnoty".

c e j " . W y n i k a z t e g o , iż wyrażenie „ g r u p a w ł a s n a " oznacza tyle

r ó w n i e ż , że e g z o e t n o n i m y —

6 9

Z tego, co wyżej

napisałem

wynika

w p r z e c i w i e ń s t w i e d o endoet-

i t y l k o tyle, że jest g r u p a „ n o n o b c a " i nic poza t y m p o z y t y w n e g o

nonimów —

ze ś w i a d o m o ś c i g r u p o w e j na t e n t e m a t w y d o b y ć nie m o ż n a . Jej

p e j o r a t y w n ą k o n o t a c j ę . W literaturze etnograficznej znaleźć moż­

istnienie jest w y ł ą c z n i e „ n e g a t y w n e " .

na w i e l e p r z y k ł a d ó w na p o t w i e r d z e n i e t e g o .

Grupa „ s w o j a " o k a z u j e się w i ę c być bardzo s w o i s t y m b y t e m ,
który w g r u n c i e rzeczy jest raczej „ n i e b y t e m " : nie t y l k o nie jest
bowiem —

jak c h c e t e g o O b r ę b s k i —

mają charakter p r z e z w i s k o w y , zawierają wyraźnie

tworem

Z a t e m konotacja

czy w y s t ę p u j e o n o w roli e n d o - czy też e g z o e t n o n i m u .

t w o r e m k o n k r e t n y m , ale

nie jest n a w e t — w b r e w z a p e w n i e n i o m O b r ę b s k i e g o —

78

d a n e g o określenia zmienia się zasadniczo w zależności o d tego,
76

S p o ś r ó d i n n y c h w ł a ś c i w o ś c i o m a w i a n y c h określeń należy
koniecznie z w r ó c i ć u w a g ę na ich z m i e n n o ś ć w czasie, a przede

w y o b r a ż e n i o w y m . „ G r u p a e t n i c z n a " O b r ę b s k i e g o jest t o zaiste

w s z y s t k i m na s w o i s t e z r e l a t y w i z o w a n i e

przestrzenne ,

d z i w n a g r u p a s p o ł e c z n a , która m a p o c z u c i e o d r ę b n o ś c i , lecz nie

d o w o d z i , że r ó w n i e ż d e n o t a c j a t y c h określeń jest bardzo w z g l ę d ­

ma p o c z u c i a w ł a s n e j j e d n o ś c i i t o ż s a m o ś c i . P o g l ą d y O b r ę b s ­

na.

77

które

k i e g o — tak c h ę t n i e a c z k o l w i e k d o ś ć b e z k r y t y c z n i e p o w t a r z a n e

Nie w d a j ą c się w dalsze rozstrząsanie tej p r o b l e m a t y k i s k o n -

przez n i e k t ó r y c h dzisiejszych e t n o g r a f ó w — o k r e ś l i ł b y m „ n e g a ­

k l u d u j ę , że p o d m i o t o w a analiza f u n k c j o n u j ą c y c h w ś w i a d o m o ś c i

t y w n ą t e o r i ą g r u p e t n o g r a f i c z n y c h " . D o d a m , iż daleki j e s t e m o d

społecznej e t n o n i m ó w d o w o d z i , iż z a s t o s o w a n i e kryterium et-

zaprzeczania p r a w d z i w o ś c i ustaleń d o k o n a n y c h przez O b r ę b s ­

n o s o c j o l o g i c z n e g o nie może d o p r o w a d z i ć d o uzyskania realnego

kiego —

podziału

zostały o n e zresztą w i e l o k r o t n i e p o t w i e r d z o n e

na

i n n y m materiale — w i ę c e j , u t r z y m u j ę iż p o c z y n i o n e przez n i e g o

na p o j m o w a n e substancjalnie

grupy

etnograficzne.

P o t w i e r d z a t o r ó w n i e ż fakt, że jak u s t a l o n o w i e r z e n i o w e , pare-

o b s e r w a c j e są bardzo t r a f n e i rzucają n o w e ś w i a t ł o na p r o ­

m i o l o g i c z n e oraz f a b u l a r n e dane składające się na wizerunek

b l e m a t y k ę e t n o g r a f i c z n e j regionalizacji. Sądzę j e d n a k , że sam

g r u p y „ o b c e j " , j a k o efekt m e c h a n i z m u mityzacji „ n i e mają się

O b r ę b s k i , jak i j e g o z w o l e n n i c y , nie w y c i ą g n ę l i stąd ostatecz­

nijak d o rzeczywistości, ani nie są przez nią w e r y f i k o w a n e " .

nych w n i o s k ó w .

7 8

W z w i ą z k u z t y m , iż będące w y r a z e m p o c z u c i a

odrębności,

U p r o s z c z o n y m , lecz w praktyce p o w s z e c h n i e s t o s o w a n y m d o

t k w i ą c e w ś w i a d o m o ś c i społecznej w y o b r a ż e n i a o „ o b c y c h "

tworzenia obrazów etnograficznego zróżnicowania ludu i jego

przynależą d o p o r z ą d k u m i t y c z n e g o , ich kształt zależy nie tyle od

kultury w a r i a n t e m koncepcji „ i n t e r s u b i e k t y w i s t y c z n e j " , jest w y ­

realnych w ł a ś c i w o ś c i p r z e d m i o t u , ile o d s t r u k t u r systemu mitycz­

korzystywanie dla c e l ó w etnograficznej regionalizacji f u n k c j o n u ­

nego p o d m i o t u poznania. D l a t e g o też trzeba z g o d z i ć się z t y m , że

jących w ś w i a d o m o ś c i społecznej n a z w (przezwisk) określają­

zespół i n t e r s u b i e k t y w n y c h p o s t a w i w y o b r a ż e ń k o n s t y t u u j ą c y c h

cych p e w n e g r u p y l u d n o ś c i , czyli t z w . e t n o n i m ó w l u b e t n i k o -

w i z e r u n e k g r u p y „ o b c e j " , charakteryzuje j e d y n i e ś w i a d o m o ś ć

n ó w . O m a w i a j ą c tę kwestię, c h c ę przede w s z y s t k i m w p r o w a d z i ć

zbiorową grupy

54

będącej

podmiotem

(„nosicielem")

danego

�wizerunku. Inaczej: p o n i e w a ż „ w y o b r a ż e n i a g r u p y A o g r u p i e
B przynależą d o dyskursu m i t y c z n e g o i j a k o takie nie muszą mieć
żadnego odniesienia d o r z e c z y w i s t y c h w ł a ś c i w o ś c i , c e c h czy
postaw g r u p y B (...); c o zaś z p o w y ż s z e g o w y n i k a —

nie m o g ą

być w ż a d n y m w y p a d k u ź r ó d ł e m d o p o z n a n i a g r u p y B ani też
realnych relacji s p o ł e c z n y c h między g r u p a m i A i B. Są natomiast
te w y o b r a ż e n i a n i e z w y k l e c e n n y m materiałem d o analizy ś w i a d o ­
mości z b i o r o w e j g r u p y A . "

7 9

Nie muszę d o d a w a ć , iż taki w n i o s e k

ma niezwykle d o n i o s ł e k o n s e k w e n c j e dla zagadnienia

etno­

graficznej regionalizacji.
J a k o j e d e n z p i e r w s z y c h , d o s f o r m u ł o w a n e j w y ż e j konkluzji
doszedł B y s t r o ń . Interesująca jest przy t y m e w o l u c j a j e g o p o ­
glądów w t y m zakresie. W 1 9 2 5 r. pisał o n , że p o d m i o t o w o
pojmowane e t n o n i m y są p o m o c n e w w y d z i e l a n i u g r u p e t n o ­
graficznych i bardzo często „ z samejże n a z w y w z g l ę d n i e prze­
zwiska w n i o s k o w a ć m o ż e m y o jednej z c e c h danej g r u p y , która
była tak w y r a ź n a , że dała początek t e r m i n o w i " . W 1 9 2 7 r. o b o k
m

twierdzenia, iż n a z w y i przezwiska służyć m o g ą d o

badania

polskiego t e r y t o r i u m e t n o g r a f i c z n e g o oraz charakterystyki p e w ­
nych grup, d o d a w a ł że przydatne m o g ą być o n e r ó w n i e ż d o
charakterystyki myślenia l u d u .

8 1

W Megalomanii

narodowej

na­

tomiast Bystroń u t r z y m y w a ł już t y l k o , że zbiór u ż y w a n y c h przez
lud określeń na „ o b c y c h " , „ m o ż e być w i ę c e j c i e k a w y m p r z y c z y n ­
kiem d o naszego t e m a t u , d o p s y c h o l o g i i niechęci czy n i e n a w i ś c i
p l e m i e n n e j " . Niestety sam nie w y c i ą g n ą ł z t e g o w n i o s k u i nie
82

wycofał się z k r e o w a n e g o przez siebie obrazu

„ugrupowania

etnicznego l u d u p o l s k i e g o " ; o b r a z u , który będąc —

podobnie

zresztą jak p r ó b y p o d z i a ł u kraju na terytoria e t n o g r a f i c z n e d o k o ­
nane przez Fischera, P o n i a t o w s k i e g o i in. —

„niekonsekwentnym

połączeniem r o z m a i t y c h s t a n o w i s k b a d a w c z y c h i n i e p e ł n y c h
w y n i k ó w o b s e r w a c j i t e r e n o w y c h " , w s z e d ł j e d n a k na t r w a ł e d o
ro

świadomości e t n o g r a f ó w . A przecież o d z a w a r t e g o w
lomanii narodowejtwierdzenia

Mega­

o roli e t n o n i m ó w oraz w y r a ż o n e ­

go tam p o g l ą d u , iż g ł o s z o n a przez Karłowicza teoria „ ś r o d k o w o ści" polszczyzny p r z y p o m i n a w istocie charakterystyczne

dla

myślenia m i t y c z n e g o przekonanie o „ ś r o d k o w o ś c i " w ł a s n e j g r u ­
py, był już t y l k o krok d o s t w i e r d z e n i a u n i w e r s a l n o ś c i działania
mechanizmów m i t y z a c j i .

84

M e c h a n i z m y mityzacji „ o b c e g o " w e d ł u g p o g l ą d ó w Bystronia
—

zreferowanych przez L u d w i k a S t o m m ę —

wyglądają na­

stępująco: „ S k o n k r e t y z o w a n e p o c z ą t k o w o s y m p t o m y o b c o ś c i
podlegać zaczynają s z y b k i m p r o c e s o m idealizacji w trzech w y ­
miarach. Pierwszy z n i c h , który m o g l i b y ś m y określić j a k o w y o b ­
rażeniowy, t o p o s t ę p u j ą c a deformacja (i z reguły deprecjacja)
obrazu o b c e g o . (...) D r u g i t o rozciąganie sądu i n d y w i d u a l n e g o
na całą g r u p ę (...). S t e r e o t y p przestaje r ó ż n i c o w a ć . (...) Trzecim
wreszcie w y m i a r e m jest idealizacja h i s t o r y c z n a . . . "

85

Stawiając

kropkę nad „ i " w t y c h w y w o d a c h p o w i e m , że a n a l o g i c z n y m
mechanizmom

mityzacji

p o d l e g a myśl e t n o g r a f i c z n a

kreując

obrazy świata c h ł o p ó w , z j e g o podziałami na g r u p y czy regiony.
Sądzę,

iż p r o b l e m a t y k a

etnograficznej

regionalizacji

jest

szczególnym p r z y p a d k i e m o g ó l n i e j s z e g o zagadnienia, które g e ­
neralnie s f o r m u ł o w a ć m o ż n a w postaci t w i e r d z e n i a , że istotę
zainteresowań l u d o z n a w c z y c h oraz etnografii j a k o d y s c y p l i n y
badawczej s t a n o w i idea „ o b c o ś c i " c h ł o p ó w i ich kultury. Nie
zamierzam teraz o c z y w i ś c i e d o w o d z i ć słuszności tej tezy, ani też
w o g ó l e z b y t n i o r o z w i j a ć t e g o zagadnienia. Z w r ó c ę

uwagę

jedynie na kilka s p r a w z t y m z w i ą z a n y c h .
Czyż o t y m , że w w y o b r a ż e n i a c h l u d o z n a w c ó w i e t n o g r a f ó w
chłopi i ich ś w i a t j a w i ą się j a k o abstrakcyjnie „ o b c y " nie ś w i a d c z y
już c h o ć b y sam p r z e d m i o t z a i n t e r e s o w a ń b a d a w c z y c h ? W e t n o ­
graficznym d o r o b k u — z t a k i m t r u d e m i z a a n g a ż o w a n i e m g r o m a ­
d z o n y m przez kilkanaście p o k o l e ń badaczy — s k ł a d a j ą c y m się na
obraz l u d u i j e g o k u l t u r y , z n a j d u j e m y d o k ł a d n i e te same elementy,
które k o n s t y t u u j ą w i z e r u n e k g r u p „ o b c y c h " a w y n i k a j ą z p o ­
czucia o d r ę b n o ś c i . Czy w samej —
—

postawie w o b e c

a p o l o g e t y c z n e j najczęściej

k u l t u r y l u d o w e j , nie przejawia się

owa

„ w y o b r a ż e n i o w a idealizacja" p r o w a d z ą c a d o postępującej d e f o ­
rmacji oraz gloryfikacji z reguły ( c o nie zmienia istoty rzeczy,
b o w i e m taka apoteoza jest „ s y s t e m o w ą i n w e r s j ą " deprecjacji)
obrazu „ o b c e g o " ?
W p o g l ą d a c h e t n o g r a f ó w d o t y c z ą c y c h zagadnień regional­
nego z r ó ż n i c o w a n i a k u l t u r y l u d o w e j znajduje się o g r o m n a ilość
p r z y k ł a d ó w p o t w i e r d z a j ą c y c h działanie r ó w n i e ż d r u g i e g o m e ­
c h a n i z m u procesu mityzacji „ o b c e g o " , a m i a n o w i c i e s ą d ó w
u o g ó l n i a j ą c y c h . J u ż sama k o n c e p c j a stroju „ r e g i o n a l n e g o "
b u d o w n i c t w a „ r e g i o n a l n e g o " , m u z y k i czy tańca „ r e g i o n a l n e g o "
i w o g ó l e k u l t u r y „ r e g i o n a l n e j " o t y m świadczy. P o n a d t o już
w samej idei n a z w g r u p e t n o g r a f i c z n y c h zawarta jest zasada
generalizacji. Chcę przy okazji z w r ó c i ć u w a g ę , że f u n k c j o n u j ą c e
w literaturze etnograficznej e t n o n i m y t o p r a w i e w y ł ą c z n i e e g z o e t n o n i m y lub też n a z w y ukute przez s a m y c h e t n o g r a f ó w .
Bardzo nieliczne przypadki ś w i a d c z ą o p o k r y w a n i u się e t n o n i ­
m ó w z e n d o e t n o n i m a m i , należałoby jeszcze pomniejszyć o efekt
działania „ s a m o p o c z u c i a w m ó w i o n e g o " , o k t ó r y m pisał F a l k o w ­
s k i . S p o ś r ó d p o z o s t a ł y c h e t n o n i m ó w m o ż n a w zasadzie — dla
uproszczenia — p o m i n ą ć n a z w y u k u t e przez e t n o g r a f ó w , gdyż
jest ich s t o s u n k o w o n i e w i e l e
i nie wszystkie przyjęły się
w literaturze p r z e d m i o t u , a poza t y m spełniają o n e d o k ł a d n i e rolę
e g z o e t n o n i m ó w i ich efekt u o g ó l n i a j ą c y jest e w i d e n t n y . Przejdę
zatem d o e t n o n i m ó w b ę d ą c y c h e g z o e t n o n i m a m i . Otóż stając się
e t n o n i m a m i e g z o e t n o n i m y nie straciły nic ze s w y c h p i e r w o t n y c h
w ł a ś c i w o ś c i , t y l k o teraz zostały z r e l a t y w i z o w a n e d o p o g l ą d ó w
p o s z c z e g ó l n y c h a u t o r ó w d o k o n u j ą c y c h podziału i o p i s ó w g r u p
e t n o g r a f i c z n y c h . Wystarczy c h o ć b y p o r ó w n a ć rozmaitość w y ­
dzielanych przez r ó ż n y c h badaczy g r u p w ś r ó d np. ludności
góralskiej.
86

87

W charakterze c i e k a w o s t k i p o d a m , iż zdaniem Udzieli d o k o ­
nany przez Pola podział r o d ó w zamieszkujących p ó ł n o c n e stoki
Karpat „ o p i e r a ł się t y l k o na s a m y c h n a z w a c h , bądź t o n a d a ­
w a n y c h m i e s z k a ń c o m jednej w s i przez sąsiadów, bądź też
określających miejsce, z k t ó r e g o p o c h o d z ą . " Ten sam Udziela
przez s w ó j podział górali p o l s k i c h — na „ g ó r a l i b e s k i d o w y c h " ,
„ K l i s z c z a k ó w " , „ P o d h a l a n " i „ L a c h ó w " — przyczynił się m.in.
nie t y l k o d o u t r w a l e n i a w literaturze etnograficznej e t n o n i m u
„ K l i s z c z a k i " , lecz uczynił z „ K l i s z c z a k ó w " j e d n ą z zasadniczych
g r u p góralskich (podczas g d y u Pola był t o mały ród zamiesz­
kujący pomniejszą k o t l i n ę rzeki R a b y ) . Otóż Reinfuss podaje, że
podczas badań t e r e n o w y c h nad p o g r a n i c z e m k r a k o w s k o - g ó r a l s k i m , na z a d a w a n e r e s p o n d e n t o m pytanie w s p r a w i e t z w . Klisz­
c z a k ó w „ n i e padła ani j e d n a p o z y t y w n a o d p o w i e d ź . Nikt tej
n a z w y nie z n a ł . " Przykład ten dobrze pokazuje jak e t n o n i m y
g r u p e t n o g r a f i c z n y c h mają się d o rzeczywistości.
8 8

89

9 0

Pozostał jeszcze trzeci z B y s t r o n i o w y c h m e c h a n i z m ó w m i t y ­
zacji „ o b c e g o " — idealizacja historyczna. Ten w y m i a r mityzacji
jest w dziedzinie p r o b l e m a t y k i etnograficznej regionalizacji naj­
bardziej w i d o c z n y i nie w y m a g a c h y b a specjalnych uzasadnień.
Zresztą zagadnienie t o poruszałem już w t y m artykule.
W y k a z a ł e m zatem — c h c ę wierzyć, że w zadawalającym
s t o p n i u — iż w y o b r a ż e n i a l u d o z n a w c ó w i e t n o g r a f ó w na temat
l u d u i j e g o k u l t u r y w o g ó l n o ś c i , zaś na temat regionalnego
z r ó ż n i c o w a n i a ś w i a t a c h ł o p ó w w szczególności, podlegają t y m
s a m y m u n i w e r s a l n y m m e c h a n i z m o m mityzacji, które zawsze
kształtują w i z e r u n e k g r u p „ o b c y c h " . W y n i k a stąd m.in. i t o , że
prace traktujące o ludzie i j e g o kulturze w aspekcie zróżnicowania
r e g i o n a l n e g o , wyrażają przede w s z y s t k i m p o g l ą d y badaczy
0 o w y m z r ó ż n i c o w a n i u , w mniejszym zaś s t o p n i u dotyczą
rzeczywistego z r ó ż n i c o w a n i a e t n o g r a f i c z n e g o przedmiotu b a ­
dań.
Z a k o ń c z e n i e
Podejmując p r o b l e m a t y k ę etnograficznej regionalizacji czoło­
w i reprezentanci polskiej myśli etnograficznej —

o d Kolberga

1 Pola poczynając, poprzez Zakrzewskiego, Karłowicza i in., a na

55

�Bystroniu, Fischerze oraz w s p ó ł c z e s n y c h e p i g o n a c h t e g o zasad­
niczego nurtu kończąc — u j m o w a l i ś w i a t c h ł o p ó w j a k o u n i w e r sum, w którym:
— p o pierwsze, istnieją w y r a ź n i e w y o d r ę b n i a j ą c e się o b i e k t y
w postaci r e g i o n ó w l u b / i g r u p e t n o g r a f i c z n y c h ( r o d ó w i t p . ) .
T r a k t o w a n o je j a k o „ f a k t , na który wszędzie n a t r a f i a m y " ( P o l ) .
Byty te posiadały c e c h y inherentne, a w i ę c t k w i ą c e w samej ich
istocie, za które u z n a w a n o bardzo różne elementy: o d w a r u n k ó w
fizjograficznych i cech a n t r o p o l o g i c z n y c h l u d n o ś c i , poprzez dane
historyczne ( w y n i k a j ą c e z p o d z i a ł ó w p l e m i e n n y c h , na które
później nakładały się podziały polityczne, administracyjne itd.),
j ę z y k o w e , charakterystyczne zjawiska k u l t u r o w e sensu stricto
(stroje, b u d o w n i c t w o , obrzędy i t p . ) , p o poczucie o d r ę b n o ś c i
i funkcjonujące etnonimy. Takim cechom inherentnym nad­
a w a n o różne znaczenie p r i o r y t e t o w e , w zależności o d przyjętej
koncepcji regionu l u b / i g r u p y etnograficznej, przy d o k o n y w a n i u
p o d z i a ł ó w . W y b ó r o k r e ś l o n y c h k r y t e r i ó w podziału ( t r a k t o w a ­
nych j a k o tożsame z cechami i n h e r e n t n y m i o b i e k t ó w ) , s t a n o w i ł
p o d s t a w ę d o kategoryzacji: wszystkie o b i e k t y mające jakąś cechę
lub zbiór cech w s p ó l n y c h zaliczano d o tej samej kategorii ze
w z g l ę d u na te cechy. W efekcie o t r z y m y w a n o j e d n a k bardzo
różnorodne podziały etnograficzne. Przyczynę t e g o stanu rzeczy
u p a t r y w a n o bądź w c z y n n i k a c h natury s u b i e k t y w n e j (brak o d ­
p o w i e d n i e j ilości i jakości m a t e r i a ł ó w e t n o g r a f i c z n y c h , m y l e n i e
cech p r z y p a d k o w y c h z i n h e r e n t n y m i oraz z w i ą z a n y z t y m d o b ó r
n i e w ł a ś c i w y c h k r y t e r i ó w podziału i t d . ) , bądź też w c z y n n i k a c h
o b i e k t y w n y c h (jak proces zmian k u l t u r o w y c h o d b y w a j ą c y c h się
g ł ó w n i e p o d w p ł y w e m c z y n n i k ó w z e w n ę t r z n y c h — np. miasta
czy „ c y w i l i z a c j i " — oraz nasilania się k o n t a k t ó w m i ę d z y g r u p o w y c h , c o n i e u c h r o n n i e p r o w a d z i ć miało d o niwelacji różnic
i unifikacji), a najczęściej w o b u t y c h g r u p a c h c z y n n i k ó w
jednocześnie.
— p o drugie, o b i e k t y w n i e istniejące g r u p y l u b / i r e g i o n y e t n o ­
graficzne, mające ustalone c e c h y inherentne oraz należące d o
różnych kategorii, w c h o d z ą stale w określone związki między
sobą. Te relacje są także o b i e k t y w n e , a polegają na m i g r a c j a c h ,
dyfuzjach, n a w a r s t w i e n i a c h itp. Celem badania w z a j e m n y c h
w p ł y w ó w p o s z c z e g ó l n y c h o b i e k t ó w na siebie, miało być d o ­
p r o w a d z e n i e za p o m o c ą analiz p o r ó w n a w c z y c h , d o odkrycia
przede w s z y s t k i m „ p i e r w o t n y c h w ł a ś c i c i w o ś c i " czy „ c e c h pier­
w i a s t k o w y c h " — utożsamianych z cechami inherentnymi — i o d ­
różnienie ich o d naleciałości „ o b c y c h " czy z e w n ę t r z n y c h zapoży­
czeń. Kontakty k u l t u r o w e między p o s z c z e g ó l n y m i s p o ł e c z n o ­
ściami, c h o ć o b i e k t y w n e istniejące, b y ł y t r a k t o w a n e przez e t n o ­
g r a f ó w j a k o zło konieczne, b o w i e m z d e c y d o w a n i e u t r u d n i a ł y
d o k o n a n i e precyzyjnej d e l i m i t a c j i .
91

Reasumując: streszczony w y ż e j s p o s ó b podejścia d o p r o ­
blematyki przestrzennego z r ó ż n i c o w a n i a k u l t u r y l u d u , który n a PRZ
A. K u t r z e b a - P o j n a r o w a , Zagadnienie
regionu w
etnografii
polskiej a współczesne etnograficzne
prace terenowe na obszarze
północno-wschodniego
Mazowsza,
[ w : ] Kurpie. Puszcza Zielo­
na, p o d red. A. K u t r z e b a - P o j n a r o w e j , W r o c ł a w 1 9 6 2 , s. 2 5 i n.
1

Zob.: S. Węglarz, Regionalne
zróżnicowanie
kultury
ludo­
wej. Polska myśl etnograficzna
a rzeczywistość
spoleczno-kulturowa ( r o z p r a w a d o k t o r s k a , mszp w dyspozycji I n s t y t u t u Et­
nologii U A M ) , s. 2 1 — 7 3
2

Chodzi m.in. o s ł y n n y list Kołłątaja d o J a n a M a j a , ankiety,
instrukcje, apele i zadania k o n k u r s o w e w y d a n e przez U n i w e r s y t e t
W i l e ń s k i , T o w a r z y s t w o Warszawskie Przyjaciół Nauk, Tadeusza
Czackiego, W a w r z y ń c a S u r o w i e c k i e g o , W i n c e n t e g o Krasińskie­
g o i in., a także prace B a n d t k i e g o , G r a b o w s k i e g o , M ą c z y ń s k i e g o
oraz L u b i c z - C z e r w i ń s k i e g o .
3

Ł. G o ł ę b i o w s k i , Lud Polski. Jego zwyczaje,
zabobony.
Warszawa 1 8 3 0 ; S. R z e w u s k i , Zastosowanie
fizjologii do historyi,
„ P a m i ę t n i k Fizycznych, M a t e m a t y c z n y c h i S t a t y s t y c z n y c h U m i e ­
jętności z Z a s t o s o w a n i e m d o P r z e m y s ł u " , z. 4 , W a r s z a w a 1 8 3 0 , s.
334—345, 367—382
4

56

z w i e m y t r a d y c y j n y m , jest s z c z e g ó l n y m p r z y p a d k i e m s t a n o w i s k a
o b i e k t y w i s t y c z n e g o , zaś będąca j e g o e f e k t e m regionalizacja
etnograficzna — klasycznej teorii kategoryzacji. O b i e k t y w i s t y c z ny p u n k t w i d z e n i a oraz zasady klasycznego d e f i n i o w a n i a k a t e g o ­
rii z d e t e r m i n o w a ł y z a r ó w n o s p o s ó b o p i s u s p o ł e c z n o - k u l t u r o w e j
rzeczywistości będącej p r z e d m i o t e m etnograficznej eksploracji,
jak i jej interpretację. Znalazło t o s w ó j w y r a z m.in. w przed­
s t a w i a n i u ś w i a t a c h ł o p ó w poprzez m o n o g r a f i c z n e obrazy p o j e ­
d y n c z y c h w s i , z e s p o ł ó w w s i itd., aż d o m o n o g r a f i i g r u p l u b / i
r e g i o n ó w , na bazie k t ó r y c h b u d o w a n o syntezę etnograficzną
całego kraju, np. w f o r m i e w i z j i u g r u p o w a n i a e t n o g r a f i c z n e g o
l u d n o ś c i . Obraz c a ł o ś c i o w y ś w i a t a c h ł o p ó w w całej j e g o r ó ż n o ­
r o d n o ś c i miał zatem być s u m ą ( z b i o r e m ) o w y c h „ m o n o g r a f i c z ­
n y c h o b r a z k ó w " , o d p o w i a d a j ą c y c h p o d z i a ł o w i na kategorie,
subkategorie, s u b s u b k a t e g o r i e itd. Takie u j m o w a n i e rzeczywis­
tości s p o ł e c z n o - k u l t u r o w e j miało przede w s z y s t k i m w i e r n i e ją
o d z w i e r c i e d l a ć . Inaczej: opis k u l t u r y l u d u za p o m o c ą przed­
s t a w i a n i a jej j a k o p o d z i e l o n e j na g r u p y ( s u b g r u p y ) czy regiony
( s u b r e g i o n y ) e t n o g r a f i c z n e — w p r z e k o n a n i u e t n o g r a f ó w — pa­
s o w a ł d o ś w i a t a c h ł o p ó w t a k i e g o , j a k i m o n w s w e j istocie był.
T w i e r d z ę , iż takie substancjalne (esencjalne) p o j m o w a n i e
p r z e d m i o t u b a d a ń , które narzuca A r y s t o t e l e s o w y obraz świata
i klasyczna teoria kategoryzacji, nie o d d a j e inherentnej struktury
s p o ł e c z n o - k u l t u r o w e j rzeczywistości, nie s t a n o w i jej a d e k w a t ­
nego o p i s u , lecz rzeczywistość tę w o k r e ś l o n y m sensie defor­
muje. Odkładając — ze w z g l ę d u na o g r a n i c z o n e ramy tego
a r t y k u ł u — p r z e d s t a w i e n i e a l t e r n a t y w n e g o s p o s o b u podejścia do
p r o b l e m a t y k i z r ó ż n i c o w a n i a e t n o g r a f i c z n e g o p r z e d m i o t u badań
na inną okazję p o w i e m j e d y n i e , że w y k r e o w a n y przez e t n o g r a f ó w
obraz p o d z i a ł ó w ś w i a t a c h ł o p ó w na g r u p y ( r e g i o n y ) z literatury
n a u k o w e j i p o p u l a r n o n a u k o w e j trafiał „ p o d s t r z e c h y " , w dużym
s t o p n i u kształtując ś w i a d o m o ś ć społeczną. W szczególności
m o n o g r a f i e e t n o g r a f i c z n e , o b e j m u j ą c s w y m zasięgiem określony
obszar przyczyniały się d o w y o d r ę b n i a n i a d a n e g o terytorium
g e o g r a f i c z n e g o l u b / i s p o ł e c z n e g o tak w nauce, jak i w społecznej
ś w i a d o m o ś c i . Szczególnie duże znaczenie w t y m procesie miało
s w o i s t e p o ś r e d n i c t w o — w o w y m r o z p r o p a g o w y w a n i u etno­
g r a f i c z n e g o w i z e r u n k u regionalizacji — i d e o l o g i i r u c h u ludo­
w e g o i r u c h u r e g i o n a l n e g o , które n o t a b e n e były w w i e l u punk­
t a c h zbieżne z p o g l ą d a m i ś r o d o w i s k a n a u k o w e g o e t n o g r a f ó w . Tą
d r o g ą m.in. i d e o l o g i a l u d o z n a w c z a o d d z i a ł y w a ł a silnie na stosu­
nek d o w ł a s n e j tradycji s p o ł e c z n o ś c i c h ł o p s k i c h , kształtując np.
pojęcie „ m a ł e j o j c z y z n y r e g i o n a l n e j " . O b e c n i e zaś tradycyjna
k o n c e p c j a etnograficznej regionalizacji ś w i a t a c h ł o p ó w — nieja­
k o rykoszetem o d b i t a — w r a c a j a k o p r z e d m i o t zainteresowań
e t n o g r a f ó w w postaci zjawiska f o l k l o r y z m u . Szczególnie tzw.
w y s t a w i e n n i c t w o f o l k l o r u t r a k t o w a n e b y w a często „ s e r i o jako
k o n t y n u o w a n i e tradycji l u d o w e j bądź przejaw ż y w o t n o ś c i tej
tradycji"' .
2

PISY
Z o b . m.in.: Romantyczne
wędrówki
po Galicji. Wybrał,
o p r a c o w a ł i p r z e d m o w ą poprzedził A . Zieliński, W r o c ł a w 1987
5

W . Pol, Rzut oka na północne
krainy, K r a k ó w 1 8 5 1
6

stoki

Karpat

i przyległe

im

W . Pol, Rzecz o dijalektach
mowy polskiej, [ w : ] Dzieła
Wincentego Pola wierszem i prozą, 1.10, seria 2: Dzieła prozą, t. 5,
Pisma pomniejsze,
L w ó w 1 8 7 8 , s. 8 2 — 1 3 6
7

K. Kurpiński, O pieśniach w ogólności, „ T y g o d n i k Muzycz­
n y " 1 8 2 0 , nr 8, s. 2 9 — 3 0 ; nr 9, s. 3 3 — 3 4
8

J . Stęszewski, Uwagi o etnomuzycznej
regionalizacji
Polski,
[ w : ] Dyskurs o tradycji, W r o c ł a w 1 9 7 4 , s. 3 2 3 — 3 4 8 ; B. Linette,
Obrzędowe pieśni weselne w Rzeszowskiem:
typologia
wątków
muzycznych
jako kryterium
wyznaczania
regionu
etnograficz­
nego, Rzeszów 1 9 8 1
9

1 0

Por.: D W O K , t. 2, s. 6 i n.

W n i o s k i te o p a r ł e m na analizie p o n a d pięćdziesięciu prac
0 charakterze e t n o g r a f i c z n y c h m o n o g r a f i i , o p u b l i k o w a n y c h na
przełomie X I X i X X w . g ł ó w n i e w „ Z W A K " , „ M A A E " , „Wiśle"
1 „Ludzie".
1 1

�A. Zakrzewski, Nasz obszar etnograficzny,
„ W i s ł a " , t. 2,
1 8 8 8 ; J . Karłowicz, Rys ludoznawczy,
[ w : ] Opis ziem zamiesz­
kanych przez Polaków..., t. 1 , W a r s z a w a 1 9 0 4 , s. 4 9 7 — 5 1 6
1 2

Por.: J . F a l k o w s k i , O wewnętrznym
układzie
graficznych, „ L u d " , t. 3 5 , 1 9 3 8 , s. 1 6 2 — 1 6 8
1 3

prac

etno­

Zob.: J.S. B y s t r o ń , Powstanie
nazw i przezwisk
polskich
grup etnograficznych,
[ w : ] Studia społeczne
i
gospodarcze.
Księga Jubileuszowa
dla uczczenia 40-letniej
pracy
naukowej
Ludwika Krzywickiego,
W a r s z a w a 1 9 2 5 , s. 5 3 — 6 2 ; tenże, Ugru­
powanie etniczne ludu polskiego, K r a k ó w 1 9 2 5 ; tenże. Wstęp do
ludoznawstwa
polskiego,
L w ó w 1926 (2 w y d . Warszawa-Poznań 1 9 3 9 ) ; tenże Nazwy i przezwiska polskich grup
plemien­
nych i lokalnych,
„ P M A A E " , t. 4, 1 9 2 7 , s. 9 5 — 1 5 1 ; tenże,
Megalomanja
narodowa. W a r s z a w a 1 9 3 5 ; A. Fischer, Lud polski.
Podręcznik
etnografii
Polski, L w ó w 1 9 2 6 ; tenże,
Etnografia
słowiańska, z. 3, Polacy, L w ó w - W a r s z a w a 1 9 3 4 ; S. P o n i a t o w s k i ,
Etnografia Polski, [ w : ] Wiedza o Polsce, t. 3, W a r s z a w a b r w
(1932)
1 4

J . Obrębski, Problem grup etnicznych
w etnologii
i jego
socjologiczne
ujęcie, „ P r z e g l ą d S o c j o l o g i c z n y " , t. 4, 1 9 3 6 , s.
1 7 7 — 1 9 6 ; tenże. Dzisiejsi ludzie Polesia, „ P r z e g l ą d S o c j o l o g i c z ­
ny", t. 4 , 1 9 3 6 , s. 4 1 4 — 4 4 6 ; tenże. Problem etniczny
Polesia,
„ S p r a w y N a r o d o w o ś c i o w e " , t. 1 0 , 1 9 3 6 , s. 3 — 3 5

4 8

Tamże, s. 3 9 9 , 4 0 2

5 0

J . Damrosz, Symbolika

5 1

J.S. B y s t r o ń , Wstęp..., op.cit., s. 1 0

Z o b . m.in.: R. Reinfuss, Pogranicze
w świetle
dawnych
i najnowszych
badań
„ L u d " , t. 3 6 , 1 9 4 6 , s. 2 2 2 — 2 5 5

krakowsko-góralskie
etnograficznych,

K. M o s z y ń s k i , Atlas
Kraków 1 9 3 4 — 1 9 3 6
17

kultury

ludowej

w Polsce,

z.

1—3,

Zob. m.in.: A. K u t r z e b a - P o j n a r o w a , Kultura ludowa i jej
badacze. Mit i rzeczywistość.
W a r s z a w a 1 9 7 7 ; J . Burszta, Region
i regionalne monografie
etnograficzne.
Problemy i metody
badań,
„ L u d " , t. 5 1 , 1 9 6 8 , cz. 2, s. 5 9 9 — 6 1 1
1 8

Zob.: J . Damrosz, Symbolika
regionu jako
wyznacznik
odrębności,
[ w : ] D. S i m o n i d e s ( r e d . ) , Symbolika
regionów.
Studia etnologiczno-folk/orystyczne,
O p o l e 1 9 8 8 , s. 9 — 2 8

Tamże.

5 3

A. K u t r z e b a - P o j n a r o w a , Kultura

Damrosz, Symbolika...,

o p . c i t , s. 1 9

Por.: N a t a n s o n - L e s k i , Zarys
najstarszej, W r o c ł a w 1 9 5 3 , s. 6
2 1

granic

i podziałów

Polski

historyczna

2 4

J . Karłowicz, Rys ludoznawczy,

2 5

Tamże, s. 4 8

2 6

Tamże, s. 4 9

ziem

dawnej

K. M o s z y ń s k i , Niektóre przyczyny
zróżnicowania
kultury
ludowej w Polsce, „ L u d S ł o w i a ń s k i " , t. 4 , z. 1 , 1 9 3 7 , s. 7 3 B i n.
5 5

Zob.: K. D o b r o w o l s k i , Drogi rozwoju
„ E t n o g r a f i a P o l s k a " , t. 1 , 1 9 5 8 , s. 7 5
5 6

5 7

228

Tamże, s. 5 0 i n.
J.S. Bystroń, Wstęp..., op.cit., w y d . 1 , s. 1 0

N. Davies, Boże igrzysko. Historia
s. 103 i n.
2 9

3 1

Tamże, s. 6 4

3 2

Tamże, s. 6 2 i n.

3 3

Tamże, s. 8 0

3 4

Tamże, s. 6 2

3 8

Tamże, s. 8 0 i n.

3 6

Tamże, s. 1 0 5

Polski, 1 . 1 , K r a k ó w 1 9 8 9 ,

Zob. np.: R. Reinfuss, Pogranicze
op. cit.,
3 7

3 8

5 8

Tamże, s. 251

5 9

Tamże, s. 2 4 6

6 0

Tamże, s. 2 4 9

6 1

Tamże, s. 2 4 7

6 2

J . Damrosz, Symbolika

6 4

248
6 5

6 7

J . Damrosz, Symbolika

6 8

J . Obrębski, Problem

6 9

Tamże, s. 1 8 7

Zob.: K. M o s z y ń s k i , Geograficzne
ludowej
w Polsce, „Kalendarz llustr.
1 9 3 8 , s. 6 8 — 7 7

krakowsko-góralskie...,

ubiorów

ludowych,

op.cit., s. 1 7 2

regionu...,

op.cit., s.

op.cit., s. 12

grup..., op.cit., s. 1 8 5

Zob.: S. Udziela, Topograficzno-etnograficzny
polskich w Galicji, „ M A A E , t. 6, 1 9 0 3 , s. 1 — 1 2 3

opis

wsi

Z o b . m.in.: A. R u m l ó w n a , Z mili kwadratowej
obszaru nad
rzeczką Kosówką w pow. białostockim.
Garść notat
krajoznaw­
czych, „ W i s ł a " , t. 1 6 , 1 9 0 2 , s. 5 7 i n.
Zob.: J . Karłowicz, Imiona
niektórych
plemion
i ziem
dawnej Polski, „ P a m i ę t n i k Fizyjograficzny", t. 2, Warszawa 1 8 8 2 ,
s. 4 9 7 — 5 1 6
7 2

7 3

Zob.: „ W i s ł a " , t. 8, 1 8 9 4 , s. 1 9 9

7 4

J.S. B y s t r o ń , Megalomanja...,

op.cit., s. 91

Z o b . m.in.: W . Pol, Rzut oka..., op.cit., s. 1 2 3 , 130; J.S.
B y s t r o ń , Megalomanja...,
op.cit., s. 1 5 6 , 1 6 6 i n, et passim; T.
Ż u l i ń s k i , Kilka słów do etnografii
Tucholców...,
„ Z W A K " , t. 1,
1 8 7 7 , s. 1 1 0 ; M . W a w r z e n i e c k i , Współczesne zewnętrzne
strony
życia ludu, K r a k ó w 1 9 1 1 , s. 11

kultury

7 9

Tamże, s. 1 4

8 0

J.S. B y s t r o ń , Powstanie

8 1

J.S. B y s t r o ń , Nazwy

wsi

polskiej

nazw i przezwisk...,

i przezwiska...,

XIX

w..

op.cit., s. 56

op.cit., s. 9 5

8 2

J.S. B y s t r o ń , Megalomanja...,

8 3

A. K u t r z e b a - P o j n a r o w a , Kultura

op.cit., s. 8 9

8 4

Por.: J.S. Bystroń, Megalomanja...,

op.cit., s. 2 3

8 5

L. S t o m m a , Antropologia

op.cit., s. 6 i n.

8 6

Zob.: J . Falkowski, Etnografia

ludowa...,

kultury...,

op.cit., s. 7 9

górali..., op.cit., s. 9

D o g r u p y tej należą m.in. „ P o ł o n i ń c y " Kopernickiego,
„ N a d r a b i a n i e " Ś w i ę t k a , a także p r a w d o p o d o b n i e „ C z u c h o ń c e "
i „ K u r t a k i " Pola oraz „ G ó r a l e B e s k i d o w i " r o m a n t y c z n y c h p o ­
d r ó ż n i k ó w p o Galicji.
8 7

zróżnicowanie
odzieży
Kuriera C o d z i e n n e g o " ,

K. H e r m a n o w i c z - N o w a k , Odzież, [ w : ] Etnografia
Polski.
Przemiany
kultury
ludowej,
t. 1 , M . Biernacka i in. (red.),
W r o c ł a w 1 9 7 6 , s. 4 0 0
Tamże, s. 4 0 2

op.cit., s.

krakowsko-góralskie...,

7 8

4 3

4 7

nad antagonizmem...,

R. Reinfuss, Pogranicze
2 4 7 i n.
6 6

L. S t o m m a , Antropologia
W a r s z a w a 1 9 8 6 , s. 7

Zob.: A . Fischer, Właściwości
etnograficzne
ludności pol­
skiej, „Kalendarz llustr. Kuriera C o d z i e n n e g o " , 1 9 3 4 , s. 9 4 — 1 0 0

Tamże, s. 4 0 1

F. Z n a n i e c k i , Studia

krakowsko-góralskie...,

7 7

Tamże, s. 3 0 6

4 6

R. Reinfuss, Pogranicze

Z o b . m.in.: W Pol, Prace z etnografii..., op.cit., s. 8 7 i n.;
M.Cz. C h o l e w a , Stroje ludowe Ziemi Sądeckie/..., „ L u d " , t. 3 6 ,
1 9 4 6 , s. 2 6 2 i n.; J . F a l k o w s k i , Etnografia
górali
środkowych
i wschodnich
Karpat Polskich, Warszawa 1 9 3 8 , s. 5 i n.

Tamże

B. M a l e w s k i , Próba charakterystyki
„ W i s ł a " , t. 1 8 , 1 9 0 4 , s. 3 0 2
4 1

4 5

op.cit., s. 12

F. Z n a n i e c k i , Studia nad antagonizmem
do obcych, „Prze­
g l ą d S o c j o l o g i c z n y " , t. 1 , k w i e c i e ń 1 9 3 0 — marzec 1 9 3 1 , s. 1 6 9

7 6

J . Damrosz, S y m b o l i k a regionu..., op.cit., s. 11

4 4

regionu...,

op.cit., s.

Z o b . m.in.: W . Pol, Rzut oka..., op.cit., s. 1 3 2 ; J.S. Bystroń,
Megalomanja...,
op.cit., s. 1 5 6 i n.; L. Czarkowski, Wzajemny
stosunek stanów na Podlasiu, „ M A A E " , t. 1 , 1 8 9 6 , s. 15

W . Pol, Prace z etnografii
północnych
stoków Karpat, J .
Babicz ( w y d . ) , „ A r c h i w u m E t n o g r a f i c z n e " nr 2 9 , W r o c ł a w 1 9 6 6 ,
s. 1 9 3

4 2

krakowsko-góralskie...,

polskiej...,

6 3

3 9

4 0

R. Reinfuss, Pogranicze

etnografii

7 5

2 8

Tamże, s. 5 3

Polski,

op.cit., s. 4 0

2 7

3 0

op.cit., s. 2 7 5

7 1

Zob. m.in. cyt. prace Z a k r z e w s k i e g o , Karłowicza, Bystronia,
Fischera, P o n i a t o w s k i e g o
Z. Gloger, Geografia
Kraków 1 9 0 0 , s. 9

ludowa...,

Zob.: J . C z e k a n o w s k i , Zróżnicowanie
etnograficzne
Polski
w świetle przeszłości,
„ S p r a w o z d a n i e P A U " , t. 4 0 , 1 9 3 5 , s.
64—67

7 0

2 2

2 3

op.cit., s. 12

5 4

19

2 0

regionu...,

5 2

1 8

1 6

Tamże, s. 4 0 0 , 4 0 2

4 9

8 8

rodów

S. Udziela, Etnograficzne
ugrupowanie
i
rozgraniczenie
Górali polskich, „ P r z e g l ą d G e o g r a f i c z n y " , 1 . 1 , 1 9 1 8 , s. 83

8 9

Por.: W . Pol, Rzut oka..., op.cit., s. 1 2 3

9 0

R. Reinfuss, Pogranicze

255

krakowsko-góralskie...,

Z o b . np.: S. Udziela, Etnograficzne
ugrupowanie...,
s. 8 0 i n.; J.S. Bystroń, Wstęp..., op.cit., s. 111
9 1

9 2

R. Sulima, Literatura

op.cit., s.
op.cit.,

a dialog kultur. Warszawa 1 9 8 2 , s. 56
57

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8349" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8328">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/0dc28ee5b04d794298c4560fbe993827.pdf</src>
        <authentication>412ad05ca991d65a1f37dc547a987100</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99793">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3570</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99794">
                <text>1993</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99795">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3347</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99796">
                <text>Spis treści / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99798">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.3-4, s.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99799">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99800">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99801">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99802">
                <text>PO

L S K A

KWARTALNIK

S Z T U K A

INSTYTUTU

SZTUKI

PAN

L U D O W A
R O K XVII

1963 NR 3-4

TRESC

Roman Reinfuss

Sztuka ludowa w woj. rzeszowskim i jej
badania

113

Roman Reinfuss

Rzeźba figuralna Łemków (Ze studiów
nad ludową rzeźbą kamienną na Łemkowszczyźnie, cz. I I )

122

Franciszek Kotula

„Dywany" — współczesne malarstwo l u ­
dowe wsi rzeszowskich

135

Stefania Krzysztofowicz
Ewa Snieżyńska

Mieszczańscy malarze

157

Teresa Szetela

Malowane kafle z Leżajska

Jadwiga Teodorowicz-Czerepińska

Grupa kapliczek z kolumnami w powie­
cie jasielskim

183

Ewa Fryś-Pietraszkowa

Wystawa ceramiki i muzeum regionalne
w Łańcucie

193

Publiczna
szawy

202

Franciszek Kotula

leżajscy X I X w.
.

kronika historyczna

.

z

.

.

165

Rak­

KRONIKA

203

SUMMARY

OF

ARTICLES

PE3K3ME

207
208

Na okładce: 1. Chrystus Frasobliwy, rzeźba w drewnie, polichr.,
wys. 52 cm, Pantalowice, pow. Przeworsk. Fot. Jan
Świderski.
2. Kronika, deska lipowa, wyra. 35 X 205 cm, z kapliczki w Rak­
szawie, pow. Łańcut. Obecnie wl. Muzeum w Rzeszowie, nr inw.
E 7 109. Fot. wyk. A. Hadala.

KOMITET REDAKCYJNY — mgr Aleksander Jackowski, dr Kazimierz Pietkiewicz,
prof. dr Ksawery Piwocki, prof. dr Roman Reinfuss, prof. dr Tadeusz Seweryn.
ZESPÓL REDAKCYJNY — redaktor naczelny: mgr Aleksander Jackowski, zas­
tępca redaktora naczelnego: prof. dr Roman Reinfuss, sekretarz redakcji i redaktor
działu: mgr Jadwiga Jarnuszkiewicz, współpracownicy: mgr Anna Kunczyńska,
mgr Wacław Sułkowski, redaktor techniczny: Maria Klukowska, układ graficzny:
Jadwiga Jarnuszkiewicz. Tłum.: Doris Ronowicz (ang.), Natalia Stasińska (ros.).
Red.: Instytut Sztuki PAN, Warszawa, ul. Długa 26. Wyd. i administr.: P.P.
Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, Warszawa, ul. Krak. Przedmieście 21/23.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8347" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8326">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d8ff1d90ca5fba9279925dc64898f6cc.pdf</src>
        <authentication>a20295bbcf6f50f9fefd87bc188db218</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99775">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3567</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99776">
                <text>1989</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99777">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3344</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99778">
                <text>Summary of articles / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1989 t.43 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99779">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1989 t.43 z.1-2, s.140-143</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99780">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99781">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99782">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99783">
                <text>S

U

M

M

A

R

I

E

P

E

3

KO

M

E

SUMMARIES
The present double issue of the series of monographs on national
minorities in Poland is dedicated to Jewish culture. Before World
War I I the Jews with their 3 million inhabitants constituted about
10% of the Polish society. I t is from Poland that come almost half of
the Jewish families now living mainly in the USA and Israel. It is also
in Poland that 5 to 6 million Jews from Poland, Greece, Germany,
Holland and other countries were murdered in the holocaust. We
now observe in our country a great interest in Jewish culture, also
among ethnographers. Although educated in Hebrew and Jidish,
they find it extremely difficult to restore the image of the past due to
atrocious devastation of the sources and remains of material and
spiritual culture. Our quarterly would like to contribute to the effort
of all those institutions and individuals who try to preserve and
evoke the memories of the culture that for centuries coexisted with
Polish culture in villages, towns, and cities.

We publish excisions f r o m . A b r a h a m J o s h u a H e s c h e l ' s
book T H E E A R T H IS T H E LORD'S. T H E I N N E R W O R L D OF
T H E JEW I N EAST EUROPE in order to present Jewish culture,
faith, philosophy, and system of values to all those our readers who
are less familiar with the problem. Similar was the reason for
publishing M a c i e j K r u p a ' s review of the album on the rites and
customs of the Jews presently living in Hungary. In 0 1 g a G o 1 d b e r g - M u l k i e w i c z ' s review of the book on the world Jewish
cuttings written by Giza Frankel from Haifa, we include characteris­
tic forms of cuttings connected with various feasts and customs.
Olga Goldberg-Mulkiewicz dedicates an obituary to Giza Frankel,
an ethnographer working and living in Israel after World War I I ,
who contributed to the studies on the culture of Polish Jews. G.
Frankel's article on Jewish cuttings in Poland was published in our
quarterly in 1965 (no 3).

K o n s t a n t y Ge b er t in the article... SO T H A T T H E P L O U G H
DOESN'T BREAK. R O M A R K S O N JEWISH D E M O N O L O G Y
presents in a concise way Jewish demonology starting from the
classical works: the Old Testament, Talmud, cabalistic writings, to
conclude in the definite practical demonology.

Z b i g n i e w T a r g i e l s k i — D A N C E A N D M U S I C AS T H E
EXPRESSION OF CHASSIDISM
Targielski reconstructs the spiritual climate that coincided with
the appearance of chassidism in Poland, a new religious-mystic
movement. I t attiributed great significance to prayer considering it
one of the essential spiritual acts and the only way to God. Extasis
that can be attained through prayer leads to mystic unity with God.
The adoration of God was revealed in such elementary forms as
singing and dancing, hence their importance for the movement. The
borderline between sacral and lay music disappeared, for holiness
reaches to the every day's life reality. The words are of secondary
importance, occasionally meaningless. I t is melody that gains the
priority, since together with dance it leads to mystic extasy.
J a c e k O l ę d z k i — KVITLEHS F R O M LEŻAJSK. T H E
QUESTION OF SUPPLICATION A N D T H A N K S G I V I N G
I N CHASSIDIC A N D C A T H O L I C VOTIVE CULTS
Olędzki, an author dealing with votive cults in Poland, analyzes
similarities and differences between the votives offered by the Poles
and Jews; he bases himself on kvitlehs (requests found in ohel — the
tomb of the zaddick-wonderworker, Noam Elimelech (1717
— 1787) in Leżajsk. Leżajsk was pilgirmed by both Poles and Jews,
the first coming to the miracullous picture of Our Lady of Leżajsk,
140

the latter coming to the tomb of the zaddick one of the creators of the
chassidism. Olędzki analyzes form and contents of about 70 kvitlehs,
mainly in Jidish, and coming from the hasidim from Poland and
abroad (Western Europe, the USA, Israel). They used to visit
Elimelech's ohel since 1960 's till the begining of 1970's. The author
gives various ethic and research reasons that justify his breaking the
privacy of the kvitlehs. He also stresses poetical and literary qualities
of the chassidic confessions (expression)..The discussed lettters are
characterized by the requesting attitude of the faithful (request), and
never by the propiatory (begging) one. Bearing in mind the lack of
thanksgiving and oaths, we observe that the character of the cult is
precisely defined by this requesting attitude. Uniform to a far greater
extent than in Catholic sanctuaries the attitude of the faithful is
characterized by sincere, straight-forward act of trustfulness and
faith, all imbued with crude obligation to be — exist in good health,
material prosperity, surrounded by the off-springs, and with full
readiness to know and follow the principles of the tora. The contents
of the letters is not dominated by the thanksgiving concretism
(dominant in Catholic votives) and cannot be connected with the
stereotype of self-interest as distinct from „selfless" thanksgiving
attitude of the Catholics. As seen in the result of previous research
(Andree 1900 van Gennerj 1910 Kriss 1930 Olędzki I960) in some
rural and urban communities in Europe also partially among the
nobility the utilitarian" sincere and'straight-forward attitude
devoid Of any thanksgiving hypocrisy was in the period between the
17th and 20th century unique and exceptional. Therefore, the
greatest values of the coextistence between the Poles and Jews and
not revealing uny deep antagonisms were to be found first of all in
the country or in some towns of Eastern territories such as Lvov
Przemvsl Leżaisk where no excessive thankseivine tonalitv was
developed, but rather the begging one, like among the hasidim.
Olędzki decides that the comparison can be transfered to a vaster
background of evaluation systems and social values developed in
Europe as the result of the professed religious dogmas. And in that
case one should speak on the one hand of votive cults in Roman
Catholicism and similar practices (eg. chassidic kvitlehs), and on the
other of a total negation of such attitudes among the followers of the
Protestant, Orthodox, and Greek-Catholic churches. And it is in this
general outlook permiting people address God with their requests
and thanksgiving (through pictures and in writing) that the author
discerns the cause for religious animosities. They are deeper in
Protestant religions.

M o n i k a K r a j e w s k a in her two articles JEWISH CEMETARIES I N POLAND: TOMBS A N D EPITAPHS and SYMBO­
LISM OF RELIEFS I N JEWISH CEMETERIES I N POLAND
discusses the problem of Jewish cemeteries. They were largely
destroyed during the war. Hardly cared for after World War I I they
underwent further decay. The pre-war research concerned only
cemeteries in bigger cities. The today's attempt to restore their
complete image is but saving the remnants. In the years 1974—86 the
author investigated 102 cemeteries. Although the articles concern
Polish territories for comparative reasons some information about
foreign examples are also presented. She distinguishes three types of
the tomb: mozeva, sarcophagus-like, ohel; however she herself sees
this distinction as an imperfect approximation. Both the inscriptions
and reliefs in Jewish cemeteries are closely connected with the
religious culture of the Jews, although some Christian influences can
also be traced. When analyzing the inscriptions, Krajewska points
out to their artistic form, ie. graphic character of letters, which
permits to weave Hebrew letters in the motifs of reliefs. She also
emphasises analogies between epitaphs and reliefs (a list of recurring
relief motifs and inscrpitions is included). Easily observed is the

�stereotype character of the epitaphs. The author discusses in detail
the contents and cliches in the inscriptions. She stresses the use of
siginificant words to cipher, for example, the date of death; this is
possible in view of the numerical qualities of Hebrew letters, which
often obscures the inscription.
The second article concentrates on the motifs of tomb reliefs.
This art was greatly limitied by the prohibition of presenting human
figures, which was not always strictly observed. When discussing
particular motifs the author concentrates mainly on the symbolic
meaning connected with the dead, his origin, religious function, and
individual features. Krajewska presents common motifs, their
possible sources, and suggests their interpretation. She stresses the
difficulty with interpreting many motifs, eg. some animals may be
connected with the first name or less often the surname of the dead,
they may symbolize the date "of death (zodiak animals), and have
other symbolic meaning connected with the defunct, they may also
be mere copies, since we observe here frequent stereotypes, similarly
.to epitaphs.
The articles are completed by S t a n i s l a w K r a j e w s k i ' s
translation of some Hebrew epitaphs from Jewish cemeteries in
Poland including the oldest one (1203) found in Wroclaw.

A n d r z e j T r z c i ń s k i — TOMB-STONEPOLICHROMIESON
JEWISH CEMETERIES I N SOUTH-EASTERN POLAND
The author discusses tomb-stone polichromies on Jewish cemete­
ries on the example of 18 burial grounds he has examined. In spite of
the fact that the tomb-stones are often not wen preserved, Trzciński
was able to generalize some correlations in the colouring of
particular elements of the tomb structure, that is the shape of letters,
background, and ornamental motifs in low relief. Not only does he
present the general technological rules of making polichromies but
also tries to justify the application of particular colours on the basis
of the colour symbolism in Jewish religion.

M a r i a a n d K a z i m i e r z P i e c h o t k o w i e — POLICHRO­
MIES OF POLISH WOODEN SYNAGOGUES
The custom to paint synagogue interior was characteristic
exclusively of Poland. If occurring elsewhere (eg. South Germany) it
testifies to the migration of the Polish Jews. Decorative art
developed in Polish synagogues due to an exceptional position of the
Jews in Poland and the authority of rabbies in the 16th and 17th
centuries. Whereas in Western Europe, the Haskala, together with
its protestant associations, contributed greatly to rationalizing the
cult. The authors discuss the design of the synagogue interiors and
decorations of particular synagogues pointing out to their motifs,
sources, and symbolic meanings. They also analyze the impact
Jewish painting was prone to (eg. paintings in Polish wooden
churches, illusionism, etc.). They signal that the discussed objects are
just remnants of the phenomenon the extent of which is difficult to
judge on the grounds of very scarce records.

Andrzej Trzciński
„YOU SHALL D W E L L I N BOOTHS
FOR SEVEN DAYS..." (LEV. 23. 42)
In Tyczyn (Rzeszów voivedship) in the attick of one of the houses
at the market square (built in 1912) a room designed as a sukka (hut,
tent) has been found, the room having been used on the Feast of
Sukkot (Feast of Tabernacles). The room had a mobile roof and
wooden floor. Water painting have been preserved on two walls. A l l
the scenes, ie. floral motifs, a crown, lion, people, are considered by
Trzciński, somewhat hypothetical^, to derive from the Biblical
tradition. The author regards the Tyczyn discovery as the most
valuable among the rare examples of this kind in Poland.

L u d w i k S t o m m a — THE I M A G E OF T H E JEW I N T H E
STRUCTURE OF POLISH PEASANT M Y T H S
The author proves that the image of the Jew in Polish folk culture

is mostly based on myths, only slightly determined by class or
economic factors. This is proven by the stuctural affinity between
tales of Christ's death and the so-called „ritual murders" as well as
the tales repeating the scheme and referring to the matters complete­
ly foreign to the Polish countryside (participation of the Jews in the
plot against the passengers of the Titanic). This is also confirmed by
the identical distribution of Jewish motifs in Poland, repeated even
by young, post-war generation which had no contacts with the Jews,

W ł a d y s ł a w T . B a r t o s z e w s k i — RELATIONS BETWEEN
T H E PEASANTS A N D T H E JEWS
In the interwar periods Poland closely followed the USA in the
number of Jewish population. More than half of the Polish Jews
lived in villages or small towns. Thus it is only natural that the
relations between the peasants and the Jews were close and a figure
of the Jew was often present in folklore (Herods, weddings).
Bartoszewski argues that the image of the Jew in folklore was
ambiguous and two types can be distinguished: that of „ o u r " Jew
and „Jew-stranger" (the one with whom there are no relations and
who usually comes from a distant big town). „Jew-stranger" is ...
a figure estimated negatively, whereas „our Jew" is usually to be
found on the border-line between familiarity and strangeness, and is
fully accepted by the rural community.
It is also noteworthy that the author profits from the materials
that so far have not been used by ethnographers, ie. yizkher bikher
(Books of Memory) written by the Jews who have survived the
holocaust.

The following articles deal with every-days relations between the •
Poles and the Jews. T o m a s z G a j d a , a peasant from Dębska
Wola (the voivedship of Kielce) wrote: T H E JEWS I N M Y A N D
N E I G H B O U R I N G VILLAGES I N T H E YEARS 1918 — 1945.
A D I A R Y . D o r o t a P a c e w i c z a n d K r z y s z t o f S a b a k talked
to one of the most outsdanding contemporary sculptors, Adam
Zegadło from the village of Krzyżka (WITH A D A M Z E G A D Ł O
A N D HIS WIFE O N T H E JEWS).

Alicja

M a l e t a — T H E JEWS F R O M CZUDEC I N T H E
M E M O R Y OF OTHER I N H A B I T A N T S

The article results from the research carried out in Czudec in
1986, where in the interwar period the Jews constituted half of the
population. The author presents people's opinions on the local Jews,
comparisons between Jewish and Polish craftmanship and trade, as
well as what is remembered about the Jews, ie. the prohibitions and
rules connected with various spheres of their life, rites, and feasts.
The article concludes with the information about the holocaust of
the Jews.

O l g a G o l d b e r g - M u l k i e w i c z — T H E M U T U A L PENE­
T R A T I O N OF F O L K ELEMENTS BETWEEN POLISH A N D
JEWISH C O M M U N I T I E S
According to the author, the works dealing with the Po­
lish-Jewish relationship, though limited mainly to the relation: one's
own — alien and economic contacts, overestimate the isolation of
both societies. These relatonships must have been significant and
concerned numerous spheres of life. For instance, Jewish craftsmen
used to make small crosses, sold however by non-Jewish traders.
When building a house, some rites are known to have been observed.
Were they observed when a Christian house was built by Jewish
craftsmen? — asks the author. Although drawing particular motifs
from the whole of the ornament is somewhat risky, Olga Gold­
berg-Mulkiewicz describes some motifs applied in cuttings and
carpentry where mutual derivations of motifs are unquestionable.
This leads her to conclude that the contacts between the two
communities were multifarious.

141

�Lwa

F r y s - P i e t r a s z k o w a — PARTICIPATION OF JE­
WISH CRAFTSMEN I N R U R A L C U L T U R E

The materials concerning the participation of Jewish craftsmen
in rural culture come from the Archives of the Docummentation of
Folk Art (Cracow division of the Institute of Art of the Polish
Academy of Sciences). The research carried out in the years
1952—86 in Eastern part of Poland concentrated on the craftmanship which provided for the needs of the countryside. The majority of
the materials prove the significant role of the Jewish craftmanship in
the supplies for the rural market.

• M a r i a F i d e r k i e w i c z — I M A G E OF T H E JEWS I N FOLK­
LORE OF T H E Ż Y W I E C BESKID M O U N T A I N S
Fiderkiewicz deals with the figure of the Jew and his image in
folklore reflected in ritual groups of the „Beggars" and „Noblemen"
from the Żywiec Beskid Mountains. She traces the changes in the
figure of the Jew, his appearance, language, and the change of the
stereotype of the Jew over the period when the every-day's contacts
between the Poles and Jews had ceased. The research carried out in
1985 enabled the author to reconstruct the rite going back to 1920's.

M a c i e j K r u p a — F I D D L E R O N T H E ROOF, T H A T IS T H E
UNIVERSAL JEW
The present research concerned the image of the Jew among
primary school-children. It consisted in two elements: artistic
representations and the poll carried out among children requested to
describe and present sources of information about the Jews. The

given images point out to scarcity of information, mostly stereotypi­
cal, about the Jews, influenced by the film Fiddler on the Roof shown
recenty in Polish tv.

Bogdana

P i l i c h o w s k a — CRACOW C H U R C H FAIR
TOYS PRESENTING T H E JEWS

Wooden figures of the Jews were sold at three Cracow church
fairs: at Emaus on Eastern Monday, at Rękawka on the first Tues­
day after Easter, and at Skałka on May 8th (feast day of St.
Stanislaus). The best known is the Emaus fair. It has been held in the
very same place for at least 400 years, ie. at the foot of St. Salvator's
church and the Norbertine nunnery. Ethnographers maintain that
ever since the second half of the 19th century it has been the greatest
toy market in Poland. We do not know when the first figures of the
Jews appeared at the fair. The oldest information dates back to 1874.
The figures were produced mainly by the masons from Zwierzyniec
and Podgórze. Placed often on wooden stands they presented adult
mails in different poses (eg. with Hebrew text in hand) and were
denominated accordingly as praying, singing, reading Jews; they
also used to hold a musical instrument (harph, double-bass,
dulcimer), or to have a bird sitting on the hand or pertch, as well as
a dog, also fixed to the stand. There were figures without any
ornaments. They were all dressed in a traditional Jewish costume,
painted or made of cloth decorated with real fur which was also used
to make a hat. When touched, the figures swayed thanks to wire
springs in their legs. Popular were also figures of Jews on moving
swings. After World War I I they disappeared from the fairs for many
years, and reappeared at Emaus in 1977.

PE3KDME
Ha iwKJia MOHorpaipmecKHx C 6 O P H H K O B , nocBameHHbix TeMaTHKe HaUHOHajlbHblX MeHbUIbHHCTB, JKHByiUHX Ha TeppHTOpHH
nOJIbUJH, HblHeiUHHH, ABOHHOH HOMep MM nOCBailiaeM CBpeHCKOH
Kyjnvrype. /J,o B O H H M eBpeu cocraBJiajiH O K O J I O 10% nojibCKoro
o6mecTBa (3 MHjijiHOHa). H3 nojibiim npoHCxoaHT nonra H O J I O B H Ha eBpeiiCKHx ceMeft, acHByuiHX B Hacroamee BpeMa — npeacae
Bcero B CoeflHHeHHbix UlTaTax H H3paHJie. Ha nojibCKnx 3eMJiax
6biJio yHHHToaceHO 5—6 M H J U I H O H O B eBpeeB H3 nojibimt, rpemra,
FepMaHHH, TojuiannHH H apyrux paH. B HacToamee BpeMa
B nojibiue B03poc HHTepec K eBpeHCKOH KyjibType, a H T O ana Hac
BaxHO — TaKHce cpe«H STHorpadpoB. Hx ycmma Bocco3«aTb
KapTHHe npouijioro, K O T O P W M conyTCTByeT H3yieHHe jxpeBHeeBpeHCKoro H3biica H HflHui, BecbMa 3aTpyflHaeT HeBepoaTHoe onycTOineHHe HCTOHHHKOB, CJieflOB MaTepHajlbHOH H ayxoBHoft KyjibTypu.
PeaaKUHs acenaeT 3 T H M HovtepoM BKjnoiHTbca B icpyr ynpeacfleHKH
H jiHii, xoTopue nbiTaioTca coxpaHHTb H Bocco3aaTb naMATb
o KyjibType, KOTopaa B TeneHHe C O T C H jieT cocyuiecTBOBajia c nojibCKoii KyjibTypoił B aepeBHax, ropoaax H MecreiKax.
nepenenaTMBaa (ppameHTbi K H H ™ A. X e p m e j i a 3 E M J I ^ - B o a c t J i . flyxoBHbiïî M H P E B P E E B B O C T O H H O H E B P O n t l , M M HMeeM B Busy HHTaTejieB, He opHeHTHpyiomHxca B npo6jieMax eBpeficKOH KyjibTypu, xapaKTepe Bepu, &lt;pHJioco(pHH H U C H H O C T H O H CHcreMe. noflo6Hyio uejib npecneayeT ny6jiHKauHa peueH3HH M a n e a K p y n u , nocBameHHaa HjijnocrpHpoBaHHOH K H H re-ajib6oMy o oôpaaax H oôwHaax eBpeeB, acHByumx B Hacroamee
BpeMa B BeHrpHH. ny6jiHKyeM TaK*e peiteH3HK&gt; O j i b r H T o j i b a 6 e p r - M y j i b K e B H H Ha TeMy K H H ™ O eBpeficKHx Bwpe3Kax,
HanHcaHHyio rH3ofl tDpamcejib H 3 XaH(bbi, HjijnocTpHpya Ham
TeKCT B3aTblMH H3 KHHTH xapaKTepHblMH (DOpMaMH Bbipe30K,
CB»3aHHbIX C npa3AHHKaMH H OÔpaiiaMH. ABTOpy 3TOH KHHrH,
3THorpa&lt;py, caeJiaBinen MHoroe ana H3yieHHa TaKsce KyjibTypu
nojibCKHx eBpeeB, nocjie B O H H U nocejiHBuieiica H pa6oTaBiueH
B H3paHJie, nocBameHbi nocMepTHbie BocnoMHHaHHa
O J I I T H
r o j i b f l ô e p r - M y j i b K e B H H . Tma «DpaHKejib onyôjiHKOBajia,
B nacTHocTH, B HaiueH acypHajie CTaTbio o eBpeâcKHX Bbipe3Kax Ha
TeppHTOpHH nOJIbUJH.
CT

142

KoHCTaHTbi T e 6 e p T B CTaTbe ...JIHIIIb Bbl n J I Y r HE
CJIOMAJICfl... 3 A M E M A H M O EBPEHCKOH flEMOHOJ I O r H H aaeT eë KpaTKHH onepK, HaHHHaa c KjiaccHiecKHx H C T O H H H K O B , TaxHX KaK BeTXHH 3aBeT, TajiMyfl, KaóajiHCTHiecKHe K H H ™ ,
KOHHaa Ha HCTopireecKH noareepayteHHOH npaKTHMecKoS aeMOHOnorHH.
36H r H eB

TaprejibCKHH — TAHEII H MY3MKA KAK
BMPA5KEHHE X A C H f l C K O H M b l C J I H

A B T O P peKOHcrrpyHpyeT flyxoBHbffl K J I K M B T , conyTCTByioutHH
HapOatfleHK) Ha nOJIbCKOH TeppHTOpHH HOBOrO pejIHTH03HO-MHCTHnecKoro TeMeHHa-xacHflH3Ma. Ero C T O P O H H H K H ciHTanH, H T O O J I H H M H3 caMbix BaacHbix flyxoBHbix aKTOB aBJiaeTca MOJiHTBa KaK
eitHHCTBeHHbiH nyTb K Bory. PejiHrHoaHbift 3Kcra3 6 M J I ana H H X
B03MO*HOCTbio coHHeHHH c BoroM, a noKJioHeHHe einy Monro
npoaBjiaTbca B TaK sjieMeHTapHbix dpopMax KaK neHHe H TaHeii
— OTcroaa H X TaKoe 3HaneHHe ana npHBcpxceHUCB xacnaH3Ma.

fluesOjieHfl3KHH-KBHTJIEXH
H3 JIE^CAHCKA. nPOEJIEMA n P O C b B b l H E J I A r O f l A P H O C T H B X A C H f l C K H X
H KATOJIH^IECKHX BOTHBHblX KYJIbTAX
A B T O P , saHHMaioumHca flojirne roaw H3yneHHeM B O T H B H M X
KyjibTOB B nojibiue, aHajiH3HpyeT cxo/tCTBa H pa3JiHHHa MOKfly
B O T H B H W M H npeaMeTaMH, îKepTBOBaBiuHMHca nojibCKHM H eBpeficK H M HacejieHHeM, npHHHMaa B O BHHMaHHe K B H T J I C X H (npocbôbi),
HafifleHHbie B rpoÓHHHe uaaHKa-nyitOTBopua HoaMa 3jiHMejiexa
(1717—1787) B JleacaftcKe. Jle^aftcK 6 W J I M C C T O M nanoMHHHecTBa
nojiaKOB H eBpeeB. U,ejibio nepBbix 6 U J I HyaoTBopHbifi o6pa3
Jle^aiicKOH BoroMaTepn, BTopux-MorHJia uaaHKa, oauoro H3
ocHOBaTejień xacaaH3Ma. ITpeaMeTOM aHajiH3a aBTopa aBJiaeTca
4&gt;opMa H coaepacaHHe O K O J I O 70 K B H T J I C X O B , HanncaHHbix rjiaBHWM
o6pa30M Ha a3WKe Hanm, npoHaanexcaBinnx npHBepxceHiiaM xacna«3Ma H 3 nojibum H H 3 3arpaHHUbi (3anaauaa EBpona, CIIIA,
H3panjib), KOTopwe HaBemajiH Moniny 3jiHMejiexa HaiHHaa c cepe-

�flHHM u i e c T n a e c s T u x

rojroB ao ceMHjjecaTbix

TO/JOB

H a u i e r o CTOJie-

pnpeTauHH MHornx

MOTHBOB;

T a K HanpHMep, HexoTOpbie

HCHBOT-

THH. A B T O p npHBOflHT npHHHHM STHHeCKOii H HCCJieflOBaTejIbCKOH

Hbie M o r y T HMeTb CB»3b c HMeHeM H J I H (baMHJiHefi

HaTypw, KOTopbie o n p a B f l b m a i o T B ero C O 6 C T B C H H O H C O B C C T H
Heo6xoflHMOCTb HapymeHHH rpaHHiibi H H T H M H O C T H , rpaHHUbi J I H H Horo, 3aneHaTjieHHoro B KBHTJiexax, nonaBuinx B e r o pyKH. nojiHepKHBaeT TaKxe nosTHnecKO-jiHTepaTypHyio ueHHocTb xacH^cKHx

( p e ^ K o ) , M o r y T CHM6ojiH3HpoBaTb

npH3HaHHH ( B CMbicjie: BMCKasbiBaHfi). 0 6 p a m a e T BHHMaHHe, H T O

j i b H a a CTepeoTHnH3au,Ha

Bee paccviaTpHBaeMbie H M K B H T J I C X H o6eflHH«eT rbaKT, H T O O H H
co^epacaT npocb6w Bepyioimrx, x o HHKorjia MOJib6w — n p n

n H J i o * e H e M K CTaTbe a s j i a s e T c a cjj,ejia HbiH C a H H C J i a O M

OTCyTCTBHH 6jiarOflapCTBHH H npHCHS 3TOT (paKT Heo6biHaiiHo
TOHHO

onpejiejiaeT xapaKTep HHTepecyiomero Hac K y j i b T a . OflHHa-

KOBasi ( H TeM caMMM oTjiHHHaa O T KaTOjmHecKHx) no3HUH5i B e p y i o -

mnx xapaKTepH3yeTCH
BepHa

H Bepbi.

HCKPCHHHM,

JlHiueHHoe

HenocpeflCTBeHHbiM aKTOM

6jiaroflapcTBeHHoft

HOe C yMepUIHM HJIH * e 6bITb 06bIKH0BeHHbIM CBHfleTejIbCTBOM
K o n n p o B a H H a ( a K , KaK B c j i y n a e snHTadpnii, H a 6 j n o f l a e c a s n a n H T e T

P

KOHKpeTnsaiiHH

KOpblCTOJTK)-

KaK n o K a 3 a j i H 6ojiee paHHHe HCCJieijoBaHHa
(AH/rpee 1900, BaH TeHenn 1910, Kpncc 1930, O J K : H ; J , 3 K H H 1960)
B HeKOTOpblX KpeCTbflHCKHX, KaK H TOpOflCKHX 06lIieCTBaX E B p O I I b l ,
no3HUHH KaTOJiHKOB.

a nacTHHHo H B ujjiHxeTCKOM o 6 u i e c T B e HCKpeHHaa H H e n o c p e a c T BeHHati no3HUHs, He 3aByajiHpoBaHHan C B o e r o p o j i a 6 j i a r o j r a p c T B

nepnoji

XVII—XX

T

MOTHBOB).

H

H

K p a e B C K H M n e p e s o a H36paHHbix

T

B

apeBHeeBpeftcKHX

Ha eBpeficKHx jiaji6Huiax
o6 apy»ceHHOH B O BpoujiaBe

BCTpeHaromnxca
crapeHuieH,

B

K

snHTatpHH,

nojibine, B T O M n n c j i e
OTHOcameftca K 1203

H

H

rojiy.

A H f l x e S T u i i i H H b C K H H — n O J I H X P O M H A ^ POCTTHCb
H A ^ r P O E H H HA EBPI-HCKHX KJIAABHUIAX rC-rO-BOCTOHHOH HOJIblllH
ABTOP

6H9 B OTJIHHHe OT „6eCKOpbICTHOH" H03HUHH 6jiarOJJ.apCTBeHHOH

BeHHbiM jiHueMepneM, npHHajiJieacajia

nary c M e p r a (acHBOTHbie — 3Ha3ojj,HaKa), MoryT HMeTb HHoe CHM6onHHecKoe 3HaneHHe, CBa3aH-

ao-

(flOMHHHpyromeft B B O T H B H M X npeflMeTax KaTOJiHKOB) coflepacaHHe
KBHTJieXOB He MOJKeT CBS3bIBaTbCa CO CTepeOTHnOM

KH

yMepuiero

BCKOB

K ejiHHCTBeHHbiM! I I o 3 T O M y B e p o a r a o HaH6ojiee r j i y 6 o K H e ueHHOC-

saHHMaexca

nojwxpoMHoft

Haflrpo6Htt a 6a3e 18 o6c,ieflOBaHHbix
H

pocnHCbio

HM

eBpeflcKHX

Kjiafl6Hin. X o T a c o c r o a -

HHe 3 T H X H a j i r p o 6 H H npcwMymecTBeHHO n j i o x o e , O H H j i a w T B O 3 M O acHOCTb

BOCco3/iaTb

xapaKTep

OKpacKH

OTaejibHbix

3Jie-

uipH(pTa, (poHa, a Taxxe jieKopaTHBHbix M O T H B O B 6apeJiberboB. A B T O P aHajiH3HpyeT TexHOJiorHHecKHe n p H H U H n u
MCHTOB:

pocnHceH

a TaK^ce i i e j i a e T n o n b i T K y

T O B B eBpeHCKOH
HHHX

KpacoK.

Ha O C H O B C C H M B O J I H K H rj.Be-

BblJICHHTb Hcnojib30BaHHe Tex, a He

,

u

-

ik.

TH B OTHOUieHHHX ineacfly n o j i a K a M H H eBpeaMH, jiHuieHHbie o c T p w x
aHTaroHH3MOB, Bbipa6aTbiBajiHCb H M C H H O B a e p e B H a x H B H C K O T O PWX

TOpOJiaX BOCTOHHMX paHOHOB n O J l b U I H , TaKHX KaK

JIbBOB,

nuieMbicjib, JIoKaiicK, roe He 6buio HpesMepHoii 6 j i a r o a a p c T B e H
apTHKyjiauHH, a TOJibKO T O T BHJJ, npocb6, KOTopbiH 6bui
xapaKTepeH j j j i a xacH/ipB.

Mapna

E B P E H C K H E KJIAflEHIHA B nOJIblUE
H H X H A / J T P O E H b l E H A f l l l H C H , a TaKace CHMBOJIHKA
EAPEJIbE&lt;t&gt;OB H A E B P E H C K H X KJIAflEHIIIAX B nOJIbUIE
AByx CTaTbax

— nOJIHXPOMHblEPOCflEPEB^HHblX C H H A r o r

KasHMe* IlexoTKa

nHCH

HOH

B

H

PocnncH C H H a r o r S T O HBJieHHe, xapaKTepHoe TOJibKO a n a
TeppHTopHH. Te, KOTopwe M O K H O BCTpeTHTb, HanpH-

noubCKHx

Mep, B KHKHOH T e p M a H H H , BBJiaiOTCa CJieflaMH MHTpaUHH nOJIbCKHX

Ha pa3BHTHe fleKopa C H H a r o r HMena HecoMHeHHO o c o BJiHaHHe CHTyauna eBpeeB B nojibiue H aBTopHTeT p a B B H H O B B X V I H X V I I BeKax, Korija B 3anaflHOH E p o n e „Haskala"
c ee npoTecraHTCKHMH CB83aMH 3HanHTejibHO B03AeflcTBOBajia
Ha pauHOHajiH3au,Hio KyjibTa. A B T O P M n n u r y T o njiaHHpoBKe
HHTepbepoB C H H a r o r , o fleKope OTaeJibHbix eBpeflcKHX xpaMOB,
eBpeeB.

6oe

B

MoHHKa

K p a e B C K a 3aHHMaeTca T e M a T H K o S eBpeflcKHX KJiaa-

B O Bpevm B O H H U 3HaHHTenbHaa n a c r b S T H X Kjiajj,6Hiij. 6bijia
yHHHT05KeHa. nocjie B O H H M — npaKTHHecKH 3a6pomeHHbie — n o j i BeprajiHCb jiajibHeHmeMy n p o u e c c y pa3pynieHHa.floBoeHHueH C cjiejioBaHHH 3 a T p o H y j i H TOJibKO n p o 6 j i e M y Kjia/i6Hm B 6ojibuiHX

6HHI.

r o p o / i a x . HbiHeuiHHe n o n b i T K H H X 6ojiee noJiHoft

flOKyMeHTainiH

Bcero jiHuib cnaceHHe ocTaTKOB. B 1974—1986 r o j j a x aBTop
o6cjieaoBajia 102 K j i a j i S H u i a . X o T a c r a T b a nocBameHa KJiajtfHUJ,aM, HaXOJIHIJJ,HMCH Ha TeppHTopHH nojibuiH, aBTOp HaCTO n p o B o J T H T B KanecTBe cpaBHHTenbHoro MaTepnana H j r p y r n e o6beKTbi.
OHa B b w e j i a e T T H rjiaBHbix THna Harpo6HH: MaueBa, Harpo6He
T H n a c a p K O f b a r a , oxejib. A B T O P o r o B a p H B a e T c a n p n S T O M , H T O
3TO

P

f a K a a CHCTeMaTH3arj,Ha a a j i e K a O T coBepuieHCTBa, H He BKJHonaeT

cnopaiiHHecKH BCTpenaioiHHxca H H M X T H H O B . K a K HajrnHCH, Tax
H 6apejibe(pbi Ha eBpeflcKHX Kjiaji6Hmax, HMeioT TecHyio CB»3h
c pejiHrH03Hoft K y j i b T y p o i i eBpeeB, H T O He 03HanaeT oTcyTCTBHa
CpeflH BCTpenaKDIUHXCH MOTHBOB B03JJ,eftCTBHH XpHCTHaHCKOH K y j l b T y p u . P a c c M a T p H B a a HaanHCH, a B T o p o 6 p a m a e T BHHMaHHe Ha H X
xy/ioscecTBeHHyK)

CTopoHy

(rparbHHHOCTb 6 y K B ) , K O T o p a a

n p e j i c T a B j i a a BCTpenaeMbie T a M M O T H B M , H X H C T O H H H K H H C H M B O -

jiHHecKHe
Ha

3HaneHHa.

ABTOPW

pa3Hoo6pa3Hwe BjinaHHa,

HHe C H H a r o r — p o c n n c e f i

o6pamaiOT BHHMaHHe TaK*e
no^Beprajiocb y K p a u i e -

KOTOPMM

noubCKHx jiepeBaHHbix

KOCTCJIOB, H -

onHcaHHbie H M H
o6beKTw S T O B c e r o jiHiiib c j i e j i aBjieHHa, o MacuiTa6e K O T o p o r o
Hejib3a roBopHTb ceftnac n o npHHHHe oneHb C K P O M H O H c o x p a H H B i u efica flOKyMeHTauHH.
JIJIIO3H0HH3Ma H T.fl.

ABTOPM

n o a H e p K H B a i o T , HTO

T m u H H b C K H H — „B KYIIJAX X M B H T E C E M b
A H E H " (TPETbil K H H r A M O H C E E B A , 23, 42)

A H A W H

B TbiHHHe (^CemoBCKoe B O C B O A C T B O ) B O « H O M H3 J I O M O B H a
pbiHOHHofi
nepaaKe

njiornajiH,

noMemeHHe,

nocTpoeHHOM

B

1912 rosy,

3anpoeKTHpoBaHHoe

OTKPUTO

KaK c y K K a

Ha

(majiam,

iiaeT

MaTep, Kyma), c j i y * H B U i e e B O BpeMa npa3flHHKa Kymefi. O H O
6buio CHa6»ceHO no;iBH&gt;KHOH KpbimeH, noji 6WJI aepeBaHHWH. Ha
6apejibe(pOB. 06pamaeT BHHMaHHe TaK*e Ha &lt;paKT CHJibHoii CBa3H flByx CTeHax coxpaHHJiacb p o c n n c b BbinoJweHHaa BojiaHbiMH K p a c MeiKjxy snHTacpHHMH H 6apejiberbaMH (npHBeaeHM npHMepbi n a c T w x
KaMH. Bee CTeHbi — pacTHTejibHbie M O T H B M , KopoHa, j i e B , J I I O A H
6apejibe&lt;bHbix MOTHBOB C nOMeHjeHHblMH Ha H H X HaflnHCaMH).
— aBTop HHTepnpeTHpyeT, HHoraa rnnoTeTHnecKH, KaK HMeionine
J l e r K O 3aMeTHTb M O J K H O CTepeoTHnH3auHK) snHTarpHH. A B T O P
CBOH HCTOHHHK B 6H6jieHCKOH TpaflHUHH. A B T O p CHHTaeT, HTO CpeflH
nojrpo6HO p a c b M a T p H B a e T CTpyKTypbi, cojiepxcaHHe H xapaKTeppeflKHx B nojibine TaKoro pojia naMSTHHKOB HaxoaKa B TbiHHHe
Hbie o 6 o p o T b i , BCTpeHaioiuHeca B Ha^nHcax.
npHHafljie&gt;KHT K caMbiM ueHHbiM.
Bo B T o p o S CTaTbe aBTop KOHiieHTpnpyeT CBoe BHHMaHHe Ha
aHajiHse M O T H B O B Haarpo6Hbix 6apejiberboB. H a S T O HCKyccTBo
J I i o f l B H K C r o M M a , — OBPA3 EBPEH B C T P Y K T y P E nO3HaHHTejibHoe BjinaHHe OKa3ajr 3anpeT H3o6pa»ceHHa nejioBenecKHX
J l b C K H X KPECTbJIHCKMX MHO&gt;OB
(pHryp, x o T a MHOroHHCJieHHbie n p H M e p w n o K a 3 b m a i o T n o n u T K y
O 6 O H T H S T O T 3 a n p e T . P a c c M a T p H B a a OTAeJibHbie M O T H B H a B T o p
A B T O P jiOKa3MBaeT, H T O o6pa3 eBpea B nojibCKofi
apoacocpeaoToneBaeTca Ha H X C H M 6 O J I H H C C K O M 3HaneHHH, HMetonjHM
Hofi KyjibType H O C H T npeiKfle B c e r o M H d w n e c K y i o n o a o n j i e K y H B
OTHomeHHe K y M e p m e M y , e r o npoHcxoacjreHHK), pejiHrH03Hoft
HesHaHHTejibHoft CTeneHH — ecjin Boo6me — o6ycjioBjieH Kjiac(byHKHMH. HHjjHBHflyajibHMM HepTaM. 0 6 p a m a e T BHHMaHHe H a
C O B M M H HUH 3KOHOMHHCCKHMH OCJIOHCHeHHaMH. 0 6 3TOM CBftaenoBceMecTHOCTb M O T H B O B , Ha H X B03MoacHbie H C T O H H H K H , a e j i a e T
TejibCTByeT, B H 3 C T H O C T H , cTpyKTypHoe P O A C T B O onoBecTeii o
n o n u T K y H X HHTepnpeTaHHH. noanepKHBaeT Ha T p y f l H o c ™ B H H T C CMepTH X p H C T a H O TaK Ha3bIBaeMbIX „ p H T y a j I b H H X y6HHCTB03M03KHOCTb H3CTO B n ^ e T a T b JipeBHeeBpeftCKHe 6yKBbI B MOTHBbI

H

143

�Bax , a TaKHce noBecTBOBaHHH, n o B T o p a i o u m x 3Ty cxevty, K a -

noaJie&gt;KaT COMHCHHK) — a B T o p

caromHxca T e M , c o B e p m e H o nyacflux n o j i b C K o i i aepeBHe ( y n a c T H e

Me&gt;KAy

eBpeeB B 3aroBope n p o T H B n a c c a s c H p o B

„ T H T a H H K a " H T. j r . ) .

noanepKHBaeT,

HTO KOHTaKTw

o6iuecTBaMH eBpeeB H nojiaicoB HMejiH \iecTo B pa3Hbix
n j i o c K O C T a x H o6jiacTax.
.. ...
....
1

a B J i a e T c a TaMKe o f l H o p o m i o c T b — He3aBncH-

noflTBepacfleHHeM

MO OT KOJIHHGCTBa eBpeHCKOH H a p O f l H O C T H

eBpeftCKHX MOTHBOB

Ha TeppHTÓpHH r i o J I b U l H , 5KHByHHX H CpeiJH npeflCTaBHTejieH MOJiofloro noKOjieHHa, K O T o p u e npaxTHHecKH He HinejiH KOHTaKTa
C CBpCHMH.

nofl6opica M a T e p n a j i O B y ^ A C T H E E B P E H C K H X P E M E C JIEHHMKOB B K y j l b T Y P E flEPEBHM npoHcxoflHT KX A p x H B a
L(eHTpa AOKyMeHTauHH H a p o f l H o r o

.

HCKyccTBa n p n HHCTHTyTe

HCKyccTBa riojibCKoft AflafleMHH

BjiajiHCjiaB

T. E a p T o m e B C K H H — KPECTKHHCKO—EBP E H C K H E OTHOIIIEHHJI

HayK B K p a K O B e . MccjieflOBaHHa,
K O T o p w e BejiHCb B 1952—1986 r o a a x (B BOCTOHHOÍÍ nacra riojibmn), KacajiHCb Booóme peMecjia ana noTpeÓHOCTeñ aepeBHH
—

B
B

nepHOfl

M e * B o e H H o r o jTBajjuaTHjieTHa cKonjieHHe

eBpeeB

riojibuie 3aHHMajio B T o p o e MCCTO n o c j i e CIIIA. Bojree n o n o B H H w
riojibiuy, HCHJIO B jjepeBHax H MecreHicax.

eBpeeB, H a c e n a s i u H x
M

n c o T O M y HeT HHnero

CTpaHHoro

3HaHHTejibHaa

yKa3bmaeT

-eBpeficKHe KOHTaKTw 6MJIH npoHHbiMH,

a o 6 p a 3 eBpea Macro

eBpea „ c B o e r o " H eBpea „ H y » c o r o " ( e B p e a , c KOTOPOM He no&amp;oepacHBajiH OTHomeHHH, acHBymero B flaneKOM 6 o j i b m o M r o p o w e ) . „Hy5KOH" eBpefi 6bIJI JIHUOM, K KOTOpOMy OTHOCHJIHCb COBepUieHHO
OTpHuaTenbHO, 3aTO „CBOH" 6biji neM-TO npoMesKyTOHHHM xceacjry
6JIH3KHM H He c o B c e M 6JIH3KHM, a BO BCSKOM cjiyHae

npH3HaBae-

MbiM aepeBeHCKHM o S m e c T B O M .
C T a T b a 3acny»CHBaeT BHHMaHHa e m e H n o T O M y , HTO ee a B T o p
H c n o j i b 3 y e T no CHX n o p n o n ™ He npHHHMaBHiHeca 3THorpa&lt;paMH
HCTOHHHKH — H a n H c a H H u e o c T a B u i H M H c a n p H )KH3HH n o c j i e BOHHbl

(Yizker b i k h e r ) .

;

r a S ^ b i , KpecTbaHHHa H3 ijepeBHH .ZJoMÓcica

B o j i a ( K e n e u K o e BOCBO^CTBO), a Taxace 6ece^a c OAHHM H3 H a n 6 o coBpeMeHHbix H a p c o H b i x a c y j i b n T o p o B AflAMOM 3ErAflJIOH HŚ JiepeBHH K m r o K K a ( K e j i e i n c o e BOCBOJICTBO),

jiee B b i a a w i U H x c a

KOTopyro n p o B e j i H c HHM

flopoTa

ITaueBHH H KUIHUITO$

C a 6 a K K a c a i o T c a ejKejjHeBHbix KOHTaKTOB B aepeBeHCKHx n e i r r p a x
M e x m y n o J i a x a M H H eBpeaMH.

flepeBaHHbie

H r p y m K H - i p H r y p K H eBpeeB n p o a a B a j i H C b BO BpeMa

T p e x KpaKOBCKHx xpaMOBbix npa3flHHKOB: Ha 3 M a y c e B

T

ITacxajib-

Hbiñ noHeaejibHHK, Ha PeHKaBKe B nepBwx BTOPHHK n o c j i e r i a c x H
H Ha

Cicajiice 8 M a a , B ae»b CB. CTaHHCJiaBa. HaHÓojiee H3BecTHHM
B c e r o onHCWBaeMMM 6buio npa3flHecTBo Ha 3 M a y c e ,

H name

KOTopoe npoHCxoflHT y noflHO&gt;KHa KOCTejia CB. C T a H H C j r a B a H MOH a c T b i p a HopSepTaHOK y » c e n o xpañHeñ Mepe neTbipe c T o n e T H a .

CornacHO oómeMy MHCHHIO 3THorpa(poB 3TO 6wjia — n o K p a ñ H e ñ
Mepe c o B T o p o ü nojioBHHbi X I X BeKa — c a M a a 6ojibmaa B riojibme
a p M a p n a H r p y u í e K . M u He 3HaeM, K o r « a BnepBbie T a M noaBenjiHCb

Bbiuie (pnrypKH eBpeeB. CTapeftmaa

ynoMakyTbie

6 b i J i H npHKpenjieHbi

HHipopMaiiHa

H 3 r O T O B J i a j I H HX TJiaBHblM o 6 p a 3 0 M

KaMeHmHKH H3 3Be5KHHua H

IIoflryjKa. Harne B c e r o STH (pnrypKH

K AepeBaHHbiM

n o a c r a B K a M . K a K npaBHJio

H3o6pa»cajiH B3pocjiwx MyacHHH c pa3HbiMH a K c e c c y a p a M H — c TCICc r a M H Ha

flpeBHeeBpeiícKOM

s n u i c e B p y x a x (B H H T e p a T y p e HX

Ha3WBaioT no-pa3HOMy: MOnaujHMHCa, n o i o m H M H HJIH HHTarouniMH eBpeaMH), C My3bIKajIbHbIMH HHCTpyMeHTaMH, C nTHIieÜ, CHfl»u i e ñ H a jiaflOHH HJIH H a cynice, c c o 6 a K o ñ , n p H K p e n j i e H H o i í Taicxe
K

M a j i e a — My/JEIJKHE EBPEH B IIAMflTH
C B O H X COaCHTEJIEH

AjiHuna

c eBpeñcKHM

EoraaHa nHJiaxoBCKaa
K P A K O B C K H E MrPYIIIKM,
H30BPA»CAK)IHHE E B P E E B

OTHOCHTCH K 1874 TOfly.

To Ma m a

CBa3aHHbix

pameK.

A B T O P o ó p a m a e T BHHMaHHe, HTO o 6 p a 3 e B p e a B (pojibKjiope He
6biji oflH03HaHHHM, HTO MOHCHO pa3JiHHHTb £ B a BHfla 3Toro o 6 p a 3 a :

CTaTba

MaTepnajioB,

Ha e r o c y m e c T B e H H y í o

B TOM, HTO KpecTbaHCKO-

M03KHO 6bIJIO BCTpeTHTb B (pOJIbKJIOpe (MpOJJbl, CBajJbÓbl).

eBpeaMH „ K H H r n n a M a T H "

nacTb

ponb B C H a 6 * e HHH « e p e B H H . MaTepaan n o a r o T O B j i e H b i E B O Í Í &lt; P p b m b - r i e T peMecJiOM,

noflCTaBKe.

Bce 6HJIH

o^eTbi

B TpaaHHHOHHbiñ

eBpeñcKHH

KOCTWM, UBeT o 6 o 3 H a H a j i c a KpacKOH HJIH M a T e p H e i í ; H3 H a c T o a u j e r o M e x a H3roTOBji5uiacb oT/jejiica H rojiOBHbie
MO»HO ó w j i o npHBOflHTb B flBHaceHHe

y6opbi. O n r y p K H
6jiaroaapa MeTajuiHHecKHM

npyjKHHKaM, H3 KOTopbix 6buiH cflenaHM HX H o r a . rionyjiapHOCTbK»
C T a T b a 6a3npyeTca Ha HCCjieAOBaHHax, n p o B e a e H H b i x B 1986
r o / r y B MecTeHKe

Myaeu,, rue B n e p n o f l

MeacBoeHHoro

flBajruaTHjie-

T H a OKOJIO n o j i o B H H H HacHHTbiBaBmero n o j i T o p w T w c a n H

Hacejie-

nojib30BajiHCb

Taxace

(pnrypKH eBpeeB Ha noflBHJKHbix Kanejiax.

ElOCJie BTOpOH MHpOBOH BOHHbl HCHe3JlH C 3THX apMapOK. C 1977
ro,na n o a B J i a i o T c a Ha 3 M a y c e CHOBa.

HHa c o c T a B J i a j i H eBpeH.
B CBoefl CTaTbe a B T o p u H T H p y e T Bbiciea3biBaHHa MCCTHMX xcHTejieft
Ha

TeMy

HyaeincHx eBpeeB, cpaBHHBaeT

eBpeftcKoe H nojibCKoe

M a p n a O H j r e p K e B H H — nPEflCTABJIEHHÍI O EBPE&gt;IX
B «DOJIbKJTOPE aCHBEIJKOrO BECKHflA

p e M e c j i o H T o p r o B j i K ) , a TaK*ce n n u i e T o 3 a n p e T a x H 3anoBeflax,
06»3bIBaBUJHX eBpeeB, CBH3aHHbIX C pa3HbIMH CIpepaMH HX 5KH3HH,

A B T O P p a c M a T p H B a e T o 6 p a 3 e B p e a B HapoflHbix

H3o6pa)KeHHax

OÓpajiaMH H npa3/I,HHKaMH. B KOHUC CTaTbH a B T O p npHBOJJHT

H n p e a c T a B j i e H H a x Ha e r o TeMy, (pyHKiiHOHHpyíomeH B o6paflOBbix

aaHHbie o yHHHToaceHHH eBpeeB BO B p e M a BOHHU.

r p y n n a x „fleflOB" H ,„ÍJ,BopaH" B ^KHBCUKOM BecRH^e. OHa n p o c j i e acHBaeT H3MeHeHHa B TpaKTOBKe o 6 p a 3 a eBpea, e r o POJIH (BHemHOCTb, a3biK) — H3MeHeHHa, CBa3aHHbie c nepeMeHoii C T e p e o T H n a

Ojibra r o j i b f l 6 e p r - M y j i b K e B H H — nPOHHKHOBEHHE
3 J I E M E H T O B HAPOflHOrO TBOPMECTBA M E X f l y n O J l b C K H M H H E B P E H C K H M H OEID,ECTBAMH
HeMHoroHHCJieHHbie p a 6 o T b i , 3 a T p a r H B a i o m H e

npo6jieMy n o -

jibCKO-eBpeHCKHX OTHomeHHH (OHH o r p a H H H H B a i o T c a npeJKfle Bcero
K o p p e n a u H e f i „CBOH-Hy*OH", a Taicace KOHTaKTaMH SKOHOMHHCCKOr o TOJiKa), n o MHCHHK) a B T o p a cjiHmKOM npeyBejiHHHBaioT
i u « o 3THX o 6 m e c T B . C B a 3 H Me&gt;Kfly O6OHMH r p y n n a M H

eBpea B TO B p e M a , Koraa eaceflHeBHbie nojibCKO-eBpeíícKHe KOHTaKTW Hcne3JiH.

B npouecce HccjieflOBaHHñ, npoBeaeHHbix B 1985 roay,
o6paa flBaauaTbix TOAOB H a r n -

a B T o p y y a a j i o c b peKOHCTpyHpoBaTb
e r o CTOJieTHa.

Maueń

Kpyna,

- C K P H n A H HA KPŁIIUE HJIH y H B E P CAJIbHblH EBPEM
'

H30JiafloujKHw

IIpoH3BefleHHoe

30HflHpoBaHHe CTaBHJio

nepea co6oií uejib

6bIJIH ÓbITb 3HaHHTejIbHblMH, npHHeM B p a 3 H H X o 6 j i a C T a X XCH3HH

c o T a B H T b npeflCTaBjieHHe

— e B p e ń c K H e peMecneHHHKH j j e j i a j i H aaxce KpecTHKH, n p o f l a B a B m -

UIKOJI.

Heca B TO BpeMa HeeBpeficKHMH T o p r o B i i a M H . K a K H3BecTHO, BO

( n p o c b 6 a H a p n c o B a T b ) , a Taicace aHKeTa ( n p o c b 6 a o n n c a T b eBpea

B p e M a CTpoHTejibCTBa AOMa co6jiK)flanocb M H o r o o 6 p a f l O B —

H npHBeCTH HCTOHHHKH HHCDOpMaUHH O HeM).

co6nK)flajiHCb JIH OHH, K o r f l a eBpeficKHe peMecjieHHHKH BO3BOAHJIH

MaTepnají

flOM ana xpHCTHaHHHa? — 3aaaeT B o n p o c a B T o p . OHa onHCbiBaeT

(npHneM

B 6ojibuiHHCTBe

jeqjógyw

flOBOJibHO 3HaHHTejibHoe

pan opHaMeHTajibHbix
CTOJiapHbix

MOTHBOB,

H njioTHHHbHx

BCTpenawmHxca

H3flejiHax,

rne

B Bbipe3Kax

BbiJiH

o

o6pa3e eBpea y
flBa

Hcnojib30BaHW

cBHfleTejibCTByeT

o

MeTOfla:

fleTeií

HanajibHwx

H3o6pa3HTejibHUH

H3o6pa3HTeJIbHblft

HHe3HaHHTejibHoñ

HHfpopMauHH

cBoeM c T e p e o T H n H o ñ ) o eBpeBax, Ha
BjinaHHe o K a 3 a j i

noKa3aHHbii&lt;

3aHMCTBOBaHHa He • ' s . ^ n o j i b í t ó M TejieBHfleHHH KHHOipHJibM „ C K p n n a H Ha K p w m e " .

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8345" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8324">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ddeffd3e8054700f4926e577bd92acf5.pdf</src>
        <authentication>7e8b3d221199be139fc48fe0016a5d18</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99755">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3565</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99756">
                <text>1989</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99757">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3342</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99758">
                <text>Recenzje / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1989 t.43 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99759">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1989 t.43 z.1-2, s.134-138</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99761">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99762">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99763">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99764">
                <text>R

E

C

E

N

Z

J

E

Maciej Krupa

CZAS BUDOWANIA

Ostatnie lata przyniosły w Polsce szereg publikacji dotyczących
kultury żydowskiej. Fakt ten jest z pewnością rodzajem rekompen­
saty za wieloletnie milczenie na ten temat, a także efektem swoistej
mody, której przyczyn nie będę tutaj dociekać. Piękny album
Moniki Krajewskiej Czas kamieni jest znakomitą ilustracją tego co
pozostało — wspomnień o wspaniałej przeszłości, cmentarzy, gro­
bów...
W Księdze Wyjścia czytamy: „W tym dniu będziesz opowiadał
synowi swemu: Dzieje się tak ze względu na to, co uczynił Pan dla
mnie w czasie wyjścia z Egiptu" (Wj 13,8). Z tych słów wywodzi się
obowiązek głoszenia Hagady paschalnej, historii narodu żydowskie­
go przekazywanej z pokolenia na pokolenie przez długie wieki.
Z powyższego wersetu biblijnego zaczerpnięto również tytuł albumu
wydanego na Węgrzech w 1984 roku. ...będziesz opowiadał synowi
swemu
przekażesz mu dziedzictwo przodków, wiarę ojców,
Pismo, skarby kultury i tradycji. Nad Dunajem to polecenie ma
jeszcze swój sens, gdyż trwa tam życie społeczności żydowskiej,
kontynuowany jest przekaz pokoleniowy. Węgry są bowiem jednym
z niewielu krajów naszej części Europy, w którym przetrwała do dziś
znaczna mniejszość żydowska i jedynym, w którym kultura i religia
żydowska trwa w pełnej ciągłości i rozkwicie.
Książkę otwiera krótki historyczny wstęp Żydzi na Węgrzech,
omawiający ich dzieje począwszy od pierwszych żydowskich osadni­
ków w Panonii za czasów rzymskich. Podczas I I Wojny Światowej
zginęło 565 tysięcy węgierskich Żydów. W 1948 roku zawarto
porozumienie pamiędzy rządem republiki a kongregacją żydowską,
ustalające prawną sytuację Żydów na Węgrzech. Obecnie w stolicy
i wszystkich województwach istnieją gminy żydowskie, w Budapesz­
1

cie działa jedyne w Europie Wschodniej Narodowe Seminarium
kształcące rabinów (również dla potrzeb wspólnot żydowskich
w krajach ościennych). Szkoła ta posiada bogatą bibliotekę i archi,
wa, wydaje swój rocznik, zbiór dokumentów Monumenta Hungariae Judaica oraz historyczne monografie poszczególnych węgiers­
kich gmin żydowskich. W budynku seminarium mieści się również
żydowskie gimnazjum. Muzeum kultury żydowskiej założone w
1909 roku posiada jedną z najbogatszych kolekcji judaiców w Euro­
pie.
I . „Jest czas rodzenia i czas umierania" (Koh 3,2). Pierwsza
część albumu Od kołyski do grobu prezentuje cztery główne wydarze­
nia żydowskiego życia: narodziny i rytuał obrzezania, Bar Miewa
- dzień konfirmacji, wejścia do społeczności dorosłych mężczyzn;
obrzęd zaślubin i pogrzeb. Fotografie przedstawiają wszystkie
charakterystyczne momenty tych obrzędów — obrzezanie, nadawa­
nie imienia, pierwsze czytanie Tory, panną młodą pod ślubnym
baldachimem, ucztę weselną, kolejne sceny z pogrzebu. Zdjęcia są
uzupełnione krótkim tekstem charakteryzującym przebieg poszcze­
gólnych uroczystości, ich pochodzenie, zakorzenienie w Prawie
i tradycji.
I I . „Te są święta Pańskie, które będziecie zwać świętymi" (Kpł
23,2). Część druga — Święta, równie szczegółowo przedstawia
przebieg kolejnych dni świątecznych począwszy od szabatu — przy­
gotowań do niego, modłów w synagodze, obrzędów domowych.
Zdjęcie człowieka dmącego w szofar otwiera cykl świąt dorocznych
- Rosz ha-Szana (Nowy Rok), Jom Kippur (Sądny Dzień), Sukkot
(Święto Namiotów), Symchat Tora (Radość Tory), Chanuka (Świę­
to Świateł), Zajn Adar (rocznica narodzin i śmierci Mojżesza),

�Purim, Pesach, Lag ba-Omer, Szawuot (Święto Tygodni), Tisza
be-Aw (rocznica zburzenia Świątyni). Na zdjęciach utrwalono
szereg charakterytycznych obrzędów, przedmiotów i scen — przy­
kładowo: kobiety modlące się w „babińcu", świecę hawdalową.
modlitwy w synagodze, kuczkę na miejskim podwórku, papierowe
chorągiewki przygotowane na Święto Radości Tory, procesję ze
zwojami Pisma, menory chanukowe, malowniczą postać rabina
ortodoksyjnej gminy. Szczególnie obszernie — co zrozumiałe
- przedstawiono święto Paschy — ucztę sederową, proces przygo­
towywania i wypieku macy, przebieg sederu w synagodze, dziecko
zadające pytania będące wstępem do Hagady. Krótkie teksty
komentują wszystkie święta pokazując ich biblijny, historyczny
rodowód i streszczając przebieg ceremonii.
I I I . „A lud mój uczyć będą, co za różnica jest między rzeczą
świętą a pospolitą" (Ez 44,23). W części trzeciej — Dni powszednie,
przewijają się dwa wątki będące esencją żydowskiej codzienności
- modlitwa i nauka. Możemy zobaczyć akcesoria modlitewne
- tałes, tefilin, oraz sposób ich noszenia. Pokazano także wnętrze
bożnicy, zwoje Tory i modlitewne gesty. Zwrócono również uwagę
na znaczenie pielgrzymki do grobów wielkich rabbich. Dalej może­
my zobaczyć szereg instytucji związanych z wymogiem koszerności:
rzeźnika rytualnego — szojcheta, sam proces uboju rytualnego,
wnętrze koszernej masarni, kuchni, piwnicy z winem. Na Węgrzech
istnieją wszystkie szczeble żydowskiej edukacji, stąd szereg obrazów
i scen z życia szkolnego — chłopcy uczący się Tory, mała dziewczyn­
ka zasłaniająca oczy, ucząca się błogosławienia świec szabasowych,
lekcje i czas wolny spędzany w żydowskim gimnazjum, studenci
zgłębiający treści Talmudu i ordynacja nowego rabina.
Trudno opowiedzieć słowami treść albumu stąd powyższe,
skrótowe wyliczenia. A wszystko po to, by ukazać bogactwo pełni
życia — bo takie wrażenie przynosi omawiana książka. Ukazuje
świat zupełnie dla nas egzotyczny, a znajdujący się tak blisko. I co
najważniejsze — żywy. Warto wspomnieć jeszcze o kilku zaletach tej
publikacji. Przede wszystkim znakomite zdjęcia, które będąc w pełni
fotografiami artystycznymi nie tylko dokumentują, ale poprzez
określony punkt widzenia, kadrowanie, światło i wspaniałe kolory,
kreują przedstawiany świat. Poza tym krótki, treściwy komentarz,
nie obciążający nieprzygotowanego czytelnika nadmiarem informa­
cji, lecz wystarczająco tłumaczący znaczenie prezentowanych scen
i obrazów. Wspaniała szata edytorska, tak ważna w tego typu
publikacjach — przejrzysty układ, znakomita jakość zdjęć, papieru,

II. 1. Modlitwa przy zwojach Świętych Ksiąg; ił. 2. Kropla wina
na wargi dziecka przy nadaniu imienia; i l . 3. Wyrób macy na
święta Pesach

oprawy. Uzupełnieniem książki jest słowniczek niektórych obcych
wyrażeń oraz krótka ale reprezentatywna bibliografia, podająca
zarówno tytuły węgierskie jak i niektóre ważne prace obcojęzyczne.
W sumie jest to bardzo udana pozycja wydawnicza, godna
szerszej prezentacji a może i przedruku. Plastyczny wizerunek żywej
wspólnoty żydowskiej, książka jakiej w Polsce nie da się już napisać.
Bowiem nam pozostał tylko „czas kamieni".

... and you shall tell your son ... Jewish Customs and Ceremonies in
Hungary, Tamas Fener — zdjęcia, Sandor Scheiber — tekst.
Budapest, Corvina Kiadó, 1984, s. 155 (książkę wydano również
w węgierskiej i niemieckiej wersji językowej).

3

�Olga Goldberg-Mulkiewicz:

GIZA FRANKEL — MIGZEROT NIJAR,

OMANUT JEHUDIT AMAMIT, GIVATAIIM 1983, WYD. MASADA

Ukoronowaniem wieloletnich zainteresować badawczych Gizy
Franklowej (Frenklowej, Franklowej) jest jej ostatnia książka
Wycinanki w papierze, żydowska sztuka ludowa. Tematowi temu
poświęciła ona całe życie — pierwszą bowiem publikacją, rozpoczy­
nającej pracę naukową w Katedrze Etnologii Uniwersytetu im. Jana
Kazimierza we Lwowie asystentki, był artykuł Wycinanka żydowska
w Polsce omawiana zaś książka ukazała się na rok przed śmiercią
autorki. Opracowując ten temat dokonała Giza Franklowa pionier­
skiej pracy. Dotąd bowiem wycinanka żydowska znana była jedynie
z nielicznych wzmianek, względnie krótkich opracowań, nie ujmują­
cych całości problematyki. Franklowa systematycznie badała wyci­
nankę różnych grup żydowskiej diaspory i stała się w tej dziedzinie
nie kwestionowanym autorytetem.
Omawiana książka jest podsumowaniem dorobku naukowego
autorki. Zawiera krótki tekst wprowadzający oraz część zasadniczą,
na którą składa się siedemdziesiąt siedem plansz, w tym pięćdziesiąt
barwnych; ponadto w książce znajdujemy wybór bibliografii doty­
czącej opracowań z zakresu historii wycinanki na świecie oraz
wycinanki żydowskiej.
W części wstępnej porusza autorka takie problemy jak — zagad­
nienie źródeł sztuki wycinania w papierze oraz historię wycinanki
żydowskiej w Europie; następnie pisze o występujących najczęściej
motywach, tłumacząc pokrótce symboliczne znaczenie tych, które
występują najliczniej i uważane są za wiodące w sztuce żydowskiej
(np. lew) oraz tych, które występują bardzo często w wycinance, jak
na przykład orzeł — zwłaszcza dwugłowy.
1

2

Autorka wymienia rodzaje żydowskich wycinanek, funkcje jakie
spełniały w życiu tradycyjnych społeczności, opisuje technikę wyci­
nania stosowaną przez żydowskich wycinankarzy. Nieco miejsca
poświęca opisowi wycinanki spotykanej u Żydów zamieszkujących
kraje północnej Afryki oraz Bliskiego Wschodu. Na zakończenie tej
części porusza autorka problem współczesnej wycinanki żydowskiej,
rozwijającej się obecnie w Izraelu, oraz wśród społeczności żydows­
kiej zamieszkującej Stany Zjednoczone. Tematyce tej poświęcono
w książce jedynie kilkanaście wierszy — sygnalizując problem.
W całości zarówno tekst wstępu jak i plansze dotyczą żydowskiej
wycinanki tradycyjnej, której szczytowa faza rozwoju przypadała na
drugą połowę X I X wieku oraz przełom stuleci.
Zasadniczy trzon publikacji stanowią ilustracje poszczególnych
wycinanek oraz krótkie ich opisy. Zebrane wycinanki pochodzą
z wielu, rozsianych po całym świecie kolekcji muzealnych oraz
prywatnych. Ponadto publikuje Franklowa zdjęcia wycinanek,
które kiedyś były w jej posiadaniu i uległy zniszczeniu podczas
ostatniej wojny światowej. Wybierając poszczególne przykłady
autorka postarała się, aby wybór w książce odzwierciedlał niemalże
wszystkie typy wycinanki oraz reprezentował wszystkie grupy
żydowskiej diaspory w których — według rezultatów dotychczaso­
wych badań — wycinanka występowała.
Najbogaciej reprezentowane są mizrachy oraz sziwiti (24 plansze
kolorowe, 7 dwubarwnych). Wśród nich na szczególną uwagę
zasługują publikowane po raz pierwszy, przed paroma zaledwie laty
odkryte, dwa egzemplarze wycinanki Żydów tureckich, które zarów-

II. 1. Menora. Maroko, X I X / X X w., 40 x 60 cm
136

�no w zastosowaniu motywu menory, jak i bogatego ornamentu
roślinnego nawiązują do wycinanki północno-afrykańskiej. Tezę tę
umacnia użycie „złotego" papieru jako tła, spotykane również tylko
w północnej Afryce. Na związki pomiędzy wycinanką żydowską
a miejscową w Europie, wskazuje egzemplarz wycinanki pochodzą­
cej z Wiednia, (str. 40), w której przy tradycyjnej kompozycji
spotykamy zastosowanie techniki wycinania (szczególnie jasno
widoczne na ramce okalającej wzór) znanej z produkowanych
w klasztorach południowo-niemieckich i austriackich obrazków
dewocyjnych, zwanych Spitzenbilder.
Następny rodzaj, to szewuoslech i rojzelech (cztery plansze
kolorowe i 15 ilustracji dwubarwnych), w której to grupie, znanej
wyłącznie z terenów Europy wschodniej, na uwagę zasługują rzadkie
dla wycinanki żydowskiej kompozycje tematyczne oraz wycinanki
koliste. Obydwa te rodzaje bliskie są wycinance polskiej a odbiegają
od tradycyjnej żydowskiej.
Wyodrębniona grupa wycinanek północno-afrykańskich to tak
zwane menory, jako że centralnym motywem każdej z nich jest
świecznik siedmioramienny, w którego ramiona wpisane są najczęś­
ciej teksty z biblii, psalmy lub inne sentencje filozoficzne, zależnie od
przeznaczenia wycinanki. Niektóre z nich pełniły funkcję przede
wszystkim zdobniczą, inne służyły jako amulety, o czym świadczą
umieszczone na nich teksty. Stosowanie wycinanki jako amuletu,
znane były również i Żydom ze wschodniej Europy, a w omawianej
książce reprezentują ten typ cztery plansze kolorowe i trzy dwubarwne. Wycinanki te, tak zwane kimpetbriefTech wieszano w poko­
j u położnicy.
Pojedynczymi egzemplarzami ilustrowane są takie rodzaje wyci­
nanek jak wieszane w szałasie budowanym na święto Sukkot,
wykonywane dla przystroju ścian synagogi w miesiącu Adar czy
tablice do liczenia okresu omer (czas przypadający pomiędzy
świętami Pesach a Szawuot, obwarowany pewnymi nakazami
religijnymi i normami zachowań) (il. 4).
Odrębną grupę stanowią takie wycinanki jak obrazek przedsta­
wiający „ N o w ą " synagogę Żydów aszkenazyjskich zbudowaną
w X V I I I wieku w Amsterdamie (z tego też okresu pochodzi

wykonana w pergaminie wycinanka), czy też ozdobiony bogatym
ornamentem wierszowany tekst, mówiący o przemijaniu dóbr
doczesnych. Typem wycinanki nie uwzględnianej w dotychczaso­
wych badaniach przez autorów jest luach zikkaron. Jest to zapewne
nowszy typ o tradycyjnej kompozycji i tradycyjnych motywach
zdobniczych, który wszedł do tradycji żydowskiej dopiero na
przełomie stuleci. Funkcją tych wycinanek jest upamiętnienie zmar­
łych w rodzinie i przypomnienie dat ich zgonów, a więc dni,
w których należy odmówić przepisaną nakazami religii modlitwę.
Autorka podaje dwa przykłady takich wycinanek. Jedną ze Stanów
Zjednoczonych (1900 r.), drugą pochodzącą prawdopodobnie z Pol­
ski (il. 5). Są to pierwowzory rozpowszechniającego się współcześnie
typu wycinanki o nowej funkcji.
Nawiązując do problematyki związanej z historią rozwoju
wycinanki oraz pierwowzorami tejże autorka zamieszcza trzy plan­
sze przedstawiające pochodzące z Włoch i zdobione wycinanką
X V I I I - i XIX-wieczne żydowskie kontrakty małżeńskie tak zwane
ketuby oraz dwa zwoje zdobione wycinanką Megillot Ester.
Należy żałować, że zbiór ilustracji nie obejmuje zdobionych
wycinanką chorągiewek na święto Simchat Tora, gdyż wówczas
kompedium przykładów żydowskiej tradycyjnej wycinanki byłoby
pełne.
Każda plansza zaopatrzona jest na przeciwnej stronie w objaśnia­
jący tekst. Uwzględnia on przede wszystkim miejsce i datę wykona­
nia wycinanki, jej rozmiary i kolekcję, w której znajduje się obecnie,
względnie — w nielicznych tylko przypadkach — tytuł pracy,
w której były publikowana (odnosi się to jedynie do wycinanek
zaczerpniętych z publikacji Reginy Lilientalowej — jest to bowiem
jedyne źródło dla tego typu wycinanki, wszystkie oryginały zaginęły
w pożodze wojennej). Następnie autorka określa funkcję wycinan­
ki, opisuje pokrótce jej kompozycję, czasem tłumaczy symbolikę
poszczególnych motywów. Ustosunkowując się do tekstów tak
licznie występujących w wycinankach stara się przede wszystkim
określić ich proweniencję, rozwiązać skróty, odczytać daty, odszu­
kać nazwiska twórców. Opisy te nie zawsze są konsekwentne,
autorka dodaje przy niektórych egzemplarzach uwagi, które wydają
3

137

*

�się jej konieczne. Dotyczą one często specyfiki danej wycinanki,
odmienności jej wzoru, powszechności występujących na niej moty­
wów czy też umieszczonego tekstu.
Na marginesie tych objaśnień do poszczególnych plansz nasuwa­
ją się pewne uwagi krytyczne. Przede wszystkim nazwy poszczegól­
nych miejscowości, z których pochodzą wycinanki, podawane są
niekonsekwentnie — raz wedle ich brzemienia w jidysz, raz po
polsku, czasem zaś alfabetem hebrajskim, co utrudnia ustalenie
proweniencji poszczególnych egzemplarzy. Autorka operuje też
pojęciem Galicja, który to termin pokutuje do dziś w naukowej
literaturze hebrajskiej, aczkolwiek jest anachronizmem. Ponadto te
wycinanki, które pochodzą z poszczególnych kolekcji muzealnych,
a jest takich bardzo wiele, nie mają zaznaczonego numeru inwenta­
rza, co nie ułatwia ich odszukania przez ewentualnych kolejnych
badaczy. Zamieszczony na końcu książki spis rzeczy zawiera jedynie
dane skrótowe odnośnie poszczególnych plansz.
O pięknie i bogactwie motywów żydowskiej wycinanki ma
mówić ona sama, i rzeczywiście cel ten udało się wydawnictwu
osiągnąć — pokazanie tak wielkiej liczby wycinanek w kolorze
umożliwia czytelnikowi poznanie prawdziwego efektu artystyczne­
go jaki wycinanka wywoływała. Dobry poziom graficzny książki
umożliwia zorientowanie się, która wycinanka malowana jest
akwarelą, gdzie mamy do czynienia z podłożonym tłem z glansowanego kolorowego papieru, względnie arkusza tzw. „złotka".
Szata graficzna książki, zaprojektowana przez Arie Ben-Dawida
przyczyniła się do jej przejrzystości, a zastosowane przerywniki
w tekście — wzięte z wycinanek, których dany tekst dotyczy
— uświadamiają czytelnikowi różnorodność i piękno poszczegól­
nych motywów. Reasumując, należy stwierdzić, że otrzymaliśmy
książkę, która przedstawia nam całokształt problematyki badawczej
związanej z wycinanką żydowską i która daje bogaty przegląd
przykładów świadczących o jej specyfice.
3
PRZYPISY
1

Giza Franklowa, Wycinanka żydowska w Polsce, „Lud", seria
I I , t. V I I I , 1929, s. 40—57
Na uwagę załugują przede wszystkim następujące prace: R.
Lilientalowa, Twięta żydowskie w przeszłości i teraźniejszości, „Roz­
prawy Wydziału Filologicznego A U " , t. X L V , 1914; M . Goldstein,
1

K . Dresdner, Kultura i sztuka ludu żydowskiego na ziemiach polskich,
Lwów 1935; B. W. Segel, Reiselech und Fahnen der galizischen Juden,
„Globus", t. 61, 1932, nr 15
O. Goldberg-Mulkiewicz, Współczesne przemiany tradycyjnej
wycinanki żydowskiej, „Polska Sztuka Ludowa, R. 41, 1987 nr 1-^t
3

II 3 Wycinanka na święta Sukkot symbolizuje odwiedziny patriarchów w Kuczkach, X V I I I w., 32 x 21,2 cm; il. 4. Wycinanka — tablica
służąca do liczenia okresu Omeru, 1866, 59 x 52 cm; il. 5. Tablica pamięci, na rocznicę śmierci ojca i matki. USA, 1917, 39 x 34 cm

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8342" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8321">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d0a2d517e73a592b9cdf2d6b5a4edf97.pdf</src>
        <authentication>4de48dee9c2ef4bc32e62183ee599718</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99725">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3566</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99727">
                <text>1989</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99729">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3343</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99731">
                <text>Wspomnienie pośmiertne: Giza Frenkel (Frankel) - 16.09.1895 Wieliczka - 17.05.1984 Haifa / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1989 t.43 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99733">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1989 t.43 z.1-2, s.139</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99735">
                <text>Goldberg-Mulkiewicz, Olga</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99737">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99739">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99741">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99743">
                <text>Olga Goldberg-Mulkiewicz

DR GIZA FRENKEL (FRANKEL) 16.9.1895 WIELICZKA — 17.5.1984 HAIFA

\
!
I
I
j
\
]
j
j
!
'

i
•
!
i
\
!
j

i
!
!
\
i

j
j
I
|
j

Nazwisko Gizy Frenklowej związane jest nierozerwalnie z prob­
lematyką badań nad tradycyjną kulturą Żydów polskich. Była ona
niewątpliwie jednym z pionierów i zarazem powszechnie uznanych
autorytetów w tej dziedzinie.
Sylwetka naukowa badaczki ukształtowała się podczas studiów
we Wiedniu a następnie pracy w Instytucie Etnografii Uniwersytetu
im. Jana Kaziemierza we Lwowie. We Wiedniu w owym czasie
wiodącym kierunkiem badawczym był dyfuzjonizm, którego podstawowe założenia przejęła Giza Frenklowa. Założeniom tym
pozostała wierna we Lwowie, gdzie pracowała do wybuchu drugiej
wojny światowej w Instytucie Etnografii kierowanym przez profesora Adama Fischera, którego autorytet naukowy uznawała przez całe
swoje życie. Ośrodek naukowy we Lwowie był w tymże czasie
zdecydowanie pod wpływem szkoły kulturowo-historycznej, która
przedmiotem analizy etnograficznej, czyni przede wszystkim przed¬
miot — jako wytwór określonej kultury, posiadający swoje własne
miejsce w określonym zespole kulturowym, swoją funkcję i ideolo­
gię. Ponadto w ośrodku lwowskim (jednym z nielicznych zajmujących się tą problematyką) prowadzono badania kultury mniejszości
narodowych osiedlonych w Polsce.
W ramach tych zainteresowań opracowano we Lwowie szereg
monografii, dotyczących poszczególnych zagadnień zarówno kultury ludu polskiego, jak i innych, sąsiednich grup, co umożliwić miało
stworzenie pewnej usystematyzowanej encyklopedycznej całości
dotyczącej rozwoju kultury danego obszaru.
W pracach badawczych powstających w ośrodku lwowskim
Giza Frenkel stawiała sobie za cel przede wszystkim poznanie
konkretnych wytworów, charakterystycznych dla tradycyjnej kultu­
ry Żydów polskich. Opracowując szczegółowo poszczególne tematy
z zakresu rzemiosła artystycznego, sztuki ludowej czy kultury
materialnej, chciała stworzyć podstawy do opracowania monografi­
cznego całości tej problematyki. Monografia taka, wraz z rezultatami badań Reginy Lilienthal, która jak wiadomo zajmowała się
przede wszystkim tradycyjnymi obrzędami, wierzeniami i foklorem
słownym, mogłaby dać w rezultacie syntezę tradycyjnej kultury
polskich Żydów.
Swe prace badawcze rozpoczęła Giza Frenkel od badań nad
wycinanką w papierze i temat ten stał się centralnym w jej
zainteresowaniach, przewija się przez całą jej twórczość, stanowi
początek i zakończenie jej kariery naukowej. Rozpoczęła ją bowiem
pracą o wycinance w papierze Żydów polskich, a zakończyła książką
podsumowującą wyniki wieloletnich badań nad ludową wycinanką
żydowską w świecie. Już pierwsze wyniki jej badań, ogłoszone we
Lwowie wzbudziły zainteresowanie zarówno wśród żydowskich, jak
i polskich badaczy sztuki ludowej. Potrafiła bowiem zgromadzić
bogaty, w przeważającej części nieznany dotychczas materiał, po­
chodzący zarówno z własnych badań terenowych, jak i z rozrzuco­
nych kolekcji muzealnych. Dokładny opis i drobiazgowa analiza
wzorów wycinanek umożliwiła jej danie odpowiedzi na szereg pytań
odnoszących się przede wszystkim do genezy żydowskiej wycinanki
ludowej, jej funkcji w tradycyjnej żydowskiej obrzędowości oraz jej
powiązań z wycinanką polską. Dalsze prace, prowadzone już
w Izraelu, dokąd przybyła w 1950 r., rzucają nowe światło na genezę
wycinanki żydowskiej i jej funkcję w obrzędowości poszczególnych
grup. Rozpoczętą we Lwowie karierę naukową przerwała druga
wojna światowa. Spędza ją Giza Frenklowa na tułaczce w głębi
Związku Radzieckiego, skąd wraca zaraz po zakończeniu działań
wojennych i osiedla się w Warszawie. Podejmuje tam pracę w Żydowskim Instytucie Historycznym jako kustosz tworzącego się tam
muzeum i przystępuje do prac nad ratowaniem tego, co pozostało po
pożodze wojennej. Celem akcji inwentaryzacyjnej i ratowniczej jest
zorganizowanie muzeum kultury żydowskiej przy tymże Instytucie
w Warszawie. Rozumiejąc w pełni wagę tej akcji poświęca jej moc

zapału. Współpracuje z Polskim Towarzystwem Ludoznawczym
oraz Katedrą Etnografii przy Uniwersytecie im. Marii Curie Skłodo­
wskiej w Lublinie, jest jednym z konsultantów komisji przy Central­
nym Komitecie Żydów Polskich, przygotowującej kwestionariusz,
mający być podstawą dla zakrojonych na szeroką skalę badań na
temat zachowania tradycyjnego sposobu życia społeczności żydows­
kiej w okresie drugiej wojny światowej. Rezultatem tych zaintereso­
wań jest artykuł dotyczący wybranych rzemiosł artystycznych
uprawianych przez rzemieślników żydowskich do okresu ostatniej
wojny światowej. W artykule tym Autorka opiera się wyłącznie na
literaturze. Zbierając rozproszone przede wszystkim w polskiej
i żydowskiej literaturze etnograficznej nieliczne wiadomości na
interesujący ją temat, daje czytelnikom bogate, starannie opracowa­
ne studium.
Kontynuacją tej metody jest praca Gizy Frenkowej nad strojem
Żydówki polskiej. Nieliczne materiały, które można było znaleźć
w literaturze fachowej dotyczącej tego zagadnienia poszerza zarów­
no o materiały muzealne, opis poszczególnych eksponatów znajdu­
jących się w kolekcjach muzeów, jak i o bardzo ważne dla tegoż
zagadnienia źródła ikonograficzne. Zgromadzone równie starannie
materiały dotyczące męskiego stroju żydowskiego na terenie Polski
pozostały niestety w teczkach, których już nie zdążyła opiacować.
Osiedliwszy się w Haifie, związała się z tamtejszym muzeum
etnograficznym, gdzie stworzyła centrum zainteresowań wyciananką
zarówno tradycyjną jak i współczesną. Otaczała opieką gromadzą­
cych się wokół muzeum twórców, zachęcając ich do kontynuowania
twórczości, przede wszystkim przez organizowanie wystaw indywidu­
alnych poszczególnych wycinankarzy. Wystawy te przyczyniły się do
zapoznania szerokich warstw społeczeństwa z pięknem i bogactwem
wycinanki jak też i szeroko rozpropagowały tę dziedzinę twórczości
artystycznej i przyczyniły się do wzrostu liczby jej kontynuatorów.
Była konsultantem wielu wystaw wycinanki organizowanych również
i przez inne ośrodki etnograficzne w Izraelu, jak też autorem licznych
tekstów wprowadzających w katalogach poszczególnych wystaw.
Charakteryzując metodę badawczą Gizy Frenkowej należy
podkreślić, że pozostała ona wierna swym początkowym założe­
niom. Prace jej charakteryzuje przede wszystkim szacunek dla
źródła. Przedmiot, który stanowi podstawę jej zainteresowań podle­
ga dokładnemu opisowi, analizie formy i motywów zdobniczych.
Równie starannie analizuje zawsze źródła historyczne jak też
i materiały ikonograficzne. Badając tradycyjną kulturę żydowską
starała się Giza Frenkowa znaleźć jej ewentualne powiązania
z otaczającą ją kulturą polską i wzajemne wpływy jednej na drugą.
Obok pracy badawczej uznawała zawsze ważność pracy popula­
ryzatorskiej. Już w zaraniu kariery naukowej publikowała artykuły
o charakterze popularno-naukowym w ukazujących się w Polsce
żydowskich czasopismach „Chwila" i „Opinia". Działalność tę
kontynuowała również w Izraelu współpracując zarówno z prasą
miejscową jak też i żydowską, wychodzącą w Ameryce.
Dowodem uznania dla jej osiągnięć było zorganizowanie w 1976
r. dla uczczenia 50-lecia jej działalności naukowej przez Ha-museon
1-etnografia w'1-folklor w Haifie wystawy p.t. Migzeret nijar awar
w-howe. Ilustrowała ona znakomicie stosunek Gizy Frenklowej do
tematu zajmującego zawsze pierwsze miejsce w jej zainteresowa­
niach. Dla uczczenia 80-lecia jej urodzin Oddział Etnografii Mu­
zeum Izraela w Jerozolimie zorganizował niezwykle interesującą
wystawę p.t. „Strój kobiety żydowskiej w Polsce". W 1980 roku
Muzeum Ha-Aretz w Tel Avivie oraz Ginza hug 1'omanut jehudit
amamit przyznało jej nagrodę im. D. Dawidowicza nadawaną za
prace nad etnografią Żydów Europy Wschodniej.
Do niemalże ostatniego dnia życia była Giza Frenklowa czynna
naukowo, pełna młodzieńczego entuzjazmu i zapału do pracy i taka
pozostanie w naszej pamięci.
139

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8339" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8318">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e2adf5370567bdc4cf7552b24335ee42.pdf</src>
        <authentication>7aef6c688b419d35e57405a4d8deb616</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99691">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2390</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99693">
                <text>1992</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99695">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2218</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99697">
                <text>Fotografia - pamięć - wyobraźnia / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99698">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.3-4, s.108-111</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99699">
                <text>Sikora, Sławomir</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99700">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99702">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99703">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99704">
                <text>Fotografia - pamięć - wyobraźnia
Sławomir Sikora
Jedyny problem to jak zmienić portret z powrotem w osobę...
Musimy się kłopotać znaczeniem, a nie wyglądem.
Michael Lesy
Nigdy nie widzimy dwóch ludzi,
lub jednego człowieka,
dwa razy tak samo.
To, czemu nie nadaliśmy nazwy
lub czego nie ubraliśmy w symbol,
umyka naszej uwadze.
W. H. Auden

Związek fotografii z pamięcią wydaje się oczywisty i jedno­
znaczny. W życiu codziennym nie nasuwa on ż a d n y c h w ą t p ­
liwości: m ó w i m y o p a m i ą t k o w y c h zdjęciach, dawaniu zdjęć na
p a m i ą t k ę (na p a m i ą t k ę swoją p o d o b i z n ę ofiaruję...) i t d . Ten
związek pamięci i fotografii p o d k r e ś l a n y był j u ż od samego
p o c z ą t k u istnienia fotografii. W latach pięćdziesiątych ze­
szłego wieku Oliver W . Holmes nazwał fotografię lustrem
z pamięcią. T a k ą też n a z w ę nadano fotografii w j ę z y k u
łacińskim - speculum memor, co dosłownie znaczy właśnie
lustro pamięci - ale tę o s t a t n i ą n a z w ę ukuto dopiero w połowie
dwudziestego w i e k u .
2

W t y m p o r ó w n a n i u do zwierciadła doszła do głosu jedna
z najważniejszych cech fotografii, lub też - precyzyjniej - jedna
z istotniejszych cech przypisywanych fotografii, a mianowicie
jej wierność rzeczywistości. Fotografia traktowana jest j a k o
zapis, ś l a d , czy nawet substytut rzeczywistości. Deiktyczny
język fotografii powoduje, że traktowana jest ona jako
rzeczywistość bliższa, łatwiej dotykalna, p o d r ę c z n a .
„ C o z a s t ę p o w a ł o fotografię przed wynalezieniem aparatu?
Oczekuje się, że o d p o w i e d ź będzie brzmiała: rytownictwo,
rysunek, malarstwo. Bardziej odkrywcza o d p o w i e d ź m o g ł a b y
brzmieć: p a m i ę ć " - pisze John Berger . M o ż n a by zatem
t r a k t o w a ć fotografię j a k o zewnętrzną pamięć. Jeśli tak, to
byłaby ona o b c i ą ż o n a t y m samym dylematem, j a k i Platon
przypisał pismu. Tamuz, o d p o w i a d a j ą c Teutowi zachwalają­
cemu pismo j a k o lekarstwo na p a m i ę ć i m ą d r o ś ć , m ó w i : „ T e n
wynalazek niepamięć w duszach ludzkich posieje, bo człowiek,
k t ó r y się tego wyuczy, przestanie ćwiczyć pamięć, zaufa pismu
i będzie sobie p r z y p o m i n a ł wszystko z zewnątrz, ze z n a k ó w
obcych jego istocie, a nie z własnego w n ę t r z a z samego siebie.
Więc to nie jest lekarstwo na pamięć, tylko środek na
przypominanie sobie. Uczniom swoim dasz tylko p o z ó r
m ą d r o ś c i , a nie m ą d r o ś ć p r a w d z i w ą . P o s i ą d ą bowiem wielkie
oczytanie bez nauki i będzie się i m z d a w a ł o , że wiele umieją,
a po większej części nie b ę d ą umieli nic i tylko o b c o w a ć z nimi
będzie t r u d n o . " * Chyba w podobnym kierunku m u s i a ł a
p o d ą ż a ć myśl Franza K a f k i , kiedy w rozmowach z Gustavem
Janouchem powiedział, że fotografujemy, aby z a p o m n i e ć .
3

s

Takie zastrzeżenie wobec związku pamięci z fotografią
wyda się t y m bardziej słuszne, jeśli uwzględnimy, że fotografia,
odmiennie niż pamięć, nie przechowuje znaczenia. Kiedy
w Nokturnie indyjskim, filmie Alaina Corneau, reporterka
pokazuje Rossigniolowi fotografię uchwyconego od pasa
M u r z y n a z podniesionymi r ę k a m i , wydaje się, że triumfuje on
po zwycięskim biegu; w rzeczywistości stoi przed plutonem
egzekucyjnym, a za chwilę mają paść śmiertelne strzały. Rację
ma więc John Berger, kiedy powiada, że tylko fotografia
rodzinna m o ż e nieść dla nas jasne znaczenie, fotografia
prasowa (publiczna) pozbawiona kontekstu ł a t w o m o ż e nas
mylić co do swego znaczenia i p r z e s ł a n i a .
6

Jurij Ł o t m a n w artykule Sztuka kanoniczna jako paradoks

108

1

1

informacyjny wskazał na dwa typy k o m u n i k a t ó w , k t ó r e
umownie m o ż n a by n a z w a ć „ n o t a t k ą " i „chusteczką z supeł­
k i e m " z a w i ą z a n y m , aby o czymś p a m i ę t a ć . K o m u n i k a t pierw­
szy niesie w sobie treść, k t ó r a w zasadzie jest czytelna dla
k a ż d e g o , kto potrafi czytać, komunikat drugi spełnia jedynie
funkcję m n e m o t e c h n i c z n ą , jest tylko przypomnieniem, że
o czymś mamy p a m i ę t a ć , wydobycie k o m u n i k a t u z tekstu bez
jego wcześniejszej znajomości jest niemożliwe. Odbiegając od
znaczenia jakie n a d a w a ł temu podziałowi Ł o t m a n , m o ż n a
powiedzieć, że fotografia paradoksalnie, wbrew mniemaniu
0 oczywistości przekazywanego przez nią k o m u n i k a t u , przy­
najmniej czasami byłaby bliższa właśnie temu drugiemu
systemowi komunikacji. Z a k ł a d a ł a b y wiedzę, z n a j o m o ś ć k o n ­
tekstu, by m o ż n a j ą było właściwie zrozumieć. Wiąże się to
z faktem, że fotografia nie ma własnego języka, nie ma
ustalonych cech dystynktywnych, k t ó r e m o ż n a by t r a k t o w a ć
jako znaki i k t ó r e umożliwiałyby jej czytanie.
Uwagi te potraktujmy j a k o wstęp do pewnej przygody
z pamięcią, j a k ą opisał w swojej książce La chambre claire
Roland Barthes. Z a n i m jednak przejdę do sedna sprawy
muszę p o k r ó t c e p r z y p o m n i e ć p o g l ą d y Barthesa na fotografię.
C a ł a wspomniana książka Barthesa p o d p o r z ą d k o w a n a jest
poszukiwaniu istoty fotografii, tych cech tego nowego me­
dium, k t ó r e czynią j ą swoistym, odmiennym od poprzednich,
typem obrazowania. „ T o , co Fotografia reprodukuje w nie­
s k o ń c z o n o ś ć , m i a ł o miejsce tylko jeden raz: powtarza ona
mechanicznie c o ś , co nigdy j u ż nie będzie m o g ł o p o w t ó r z y ć się
egzystencjalnie. W Fotografii zdarzenie nie wykracza nigdy
poza siebie, k u czemuś innemu: j a k a ś całość, sprowadza się
zawsze do przedmiotu, k t ó r y widzę. Jest ona a b s o l u t n ą
J e d n o s t k o w o ś c i ą , wszechwładną P r z y p a d k o w o ś c i ą , głuchą
1 b e z m y ś l n ą . " [§ 2 ] T o właśnie p r z y p a d k o w o ś ć fotografii
powoduje, że trudno m ó w i ć o fotografii j a k o takiej (ogólnie),
zawsze bowiem nasuwają się określone zdjęcia. W pierwszym
spojrzeniu w fotografii zawsze widzimy określony wycinek
rzeczywistości, sama fotografia pozostaje jakby niewidoczna,
widzimy człowieka, zwierzę, przedmiot, krajobraz. T o dopiero
akt refleksji pozwala nam na nią p a t r z e ć j a k o na zdjęcie,
medium, dostrzec nie odniesienie rzeczywiste (referencję), lecz
to, co semiotyka nazywa znaczącym. Fotografia z w i ą z a n a jest
ze swoim odniesieniem rzeczywistym tak silnie, że p r ó b a ich
rozdzielenia nieuchronnie powoduje „zniszczenie" fotografii.
Fotografia nie da się w ż a d e n s p o s ó b przekształcić, np.
filozoficznie,
jest „całkowicie o b c i ą ż o n a p r z y p a d k o w o ś c i ą ,
dla której jest n i e w a ż k ą i przezroczystą k o p e r t ą " . [§ 2]
W obliczu fotografii Barthes staje rozdarty między dwoma
głosami: pierwszy narzucający się głos nauki m ó w i - „ W r a c a j
do Fotografii. T o , co t u widzisz i co powoduje twoje cierpienie,
należy do kategorii 'fotografii amatorskich', k t ó r y m i zajmuje
się zespół socjologów; to tylko ślad integrującego c e r e m o n i a ł u
społecznego, k t ó r y ma ponownie w y p r o w a d z i ć R o d z i n ę na
8

9

�spokojne w o d y . " D r u g i , donośniejszy głos wewnętrzny nalega:
p o m i ń socjologiczny komentarz. Barthes postanawia iść za
t y m drugim głosem. Wobec pewnych fotografii chciałby być
nieoswojony, bez kultury. [§ 2] T o pragnienie jest oczywiście
w pewien s p o s ó b złudne. Wobec fotografii m o ż n a p r ó b o w a ć
być jedynie dzikim naszej kultury, wiadomo bowiem, że ludzie
innych k u l t u r m a j ą często t r u d n o ś c i w odczytaniu rzeczywisto­
ści w fotografiach.
Barthes z a u w a ż a , że wszystkie podziały, jakie stosuje się
wobec fotografii, są wobec niej zewnętrzne, są poza jej istotą.
Z tego właśnie p o w o d u postanawia o b r a ć inną, bardziej
osobistą d r o g ę . Z a u w a ż a , że pewne fotografie nic m u nie
m ó w i ą , inne zaś wywołują w n i m r a d o ś ć , jedne milczą, inne
wydarzają się, są p r z y g o d ą . Barthes używa t u w formie
zwrotnej czasownika, k t ó r y w j ę z y k u francuskim strony
zwrotnej nie ma („telle photo m 'advient"; advenir = w y d a r z a ć
się, s t a w a ć się) [§ 7]: czyli pewne fotografie j e m u się „ w y d a r z a ­
j ą " . Postanawia p o s z u k i w a ć istoty fotografii w ł a s n ą d r o g ą ,
d r o g ą , k t ó r a prowadzi poprzez badanie zdjęć, k t ó r e c o ś m u
m ó w i ą , k t ó r e lubi. P o s t ę p o w a n i e t ą d r o g ą wiedzie go do
rozróżnienia d w ó c h możliwych s p o s o b ó w opisu, czy też
zainteresowania fotografią. Pierwszy z nich nazywa studium,
drugie - punctum. Pierwszy wiąże się z k u l t u r o w ą , niejako
o b i e k t y w n ą l e k t u r ą zdjęcia. Bazuje ona na w i e d z у osoby,
k t ó r a je o g l ą d a . Barthes pisze: „ R o z p o z n a ć studium to nie­
chybnie s p o t k a ć się z intencjami fotografa, współbrzmieć
z n i m i , a p r o b o w a ć je lub też o d r z u c a ć , ale zawsze je r o z u m i e ć ,
d y s k u t o w a ć je w swym wnętrzu, p o n i e w a ż kultura (do której
studium przynależy) jest u m o w ą z a w a r t ą między t w ó r c a m i
i konsumentami." [§11] Punctum to słowo, k t ó r e etymologicz­
nie związane jest z r a n ą , bolesnym miejscem; pewne fotografie
są rozdzierające, przeszywają. Wiele fotografii - jak powiada
Barthes - w ogóle nie ma punctum. Punctum jest spoza
jakiegokolwiek kodu, trudno je zlokalizować, czasem dopiero
po długim czasie, po poszukiwaniach i błądzeniach, po
odłożeniu fotografii lub zamknięciu oczu udaje się ustalić co
n a p r a w d ę było powodem niepokoju i b ó l u w danym zdjęciu
- „ t o nie j a je [tj. punctum] wyszukuję, (...) lecz ten element
wyrasta ze sceny, wystrzela z niej j a k strzała i przebija mnie" [§
10]. Ż e b y zatem uchwycić punctum, trzeba niejednokrotnie
pozwolić dojrzewać obrazowi bez patrzenia n a ń . Punctum
często odnosi się do osobistych przeżyć, w s p o m n i e ń , jest spoza
kultury. Jak pisze Barthes - trudno znaleźć jakikolwiek
związek między studium a punctum. T o właśnie ten drugi
aspekt fotografii go pociąga. Jako spectator Barthes interesuje
się fotografią j a k o „ r a n ą " , a nie problemem. M o ż n a t u chyba
widzieć pewne p o k r e w i e ń s t w o do Marcelowskiego rozróż­
nienia na tajemnicę i problem.
10

W swoich dawniejszych poszukiwaniach dotyczących litera­
tury Barthes wyróżnił literaturę n a d a j ą c a się do czytania i tę
n a d a j ą c ą się do pisania. Prawdziwie g o d n ą uznania byłaby
tylko ta druga. Odczucia jakie p ł y n ą z obcowania z nimi
Barthes n a z w a ł odpowiednio przyjemnością i r o z k o s z ą (plaisir
i jouissance). C h o ć trudno byłoby p o r ó w n y w a ć b e z p o ś r e d n i o
jouissance z punctum, istnieje pewne p o d o b i e ń s t w o ze względu
na intensywność uczuć, j a k i się z n i m i w i ą ż ą .
P r z y p a d k o w o ś ć fotografii o d r ó ż n i a j ą od sztuki. Sztuka
zmierza do uchwycenia istoty zjawiska. Potrafi syntetyzować
cechy przedstawianego zjawiska. Fotografia zaś daje zawsze
określony, jednostkowy w y g l ą d . Jest skrajnie metonimiczna
i asymboliczna.
Dalsze poszukiwania Barthesa w i o d ą go do odkrycia istoty
fotografii - jest nią zwykłe, banalne to było. „ O b r a z , powiada
fenomenologia, jest niebytem obiektu. O t ó ż Fotografia, j a k
twierdzę, to nie tylko nieobecność obiektu, ale także, w t y m
samym momencie i na r ó w n i fakt, że ten obiekt rzeczywiście
istniał i że był tam, gdzie go widzę. T u właśnie t k w i szaleństwo,
p o n i e w a ż aż do tego dnia ż a d n a reprezentacja nie m o g ł a
zapewnić mnie co do przeszłości jakiejś rzeczy, chyba że tylko
p o ś r e d n i o : jeśli chodzi o Fotografię, moja pewność jest
natychmiastowa: n i k t na świecie nie m o ż e mnie p r z e k o n a ć , że
się mylę. Fotografia staje się zatem dziwnym medium, n o w ą
formą halucynacji: fałszywą na płaszczyźnie percepcji, praw­
1 1

12

dziwą na płaszczyźnie czasu: halucynacją u m i a r k o w a n ą , m o ż ­
na by powiedzieć - s k r o m n ą , podzieloną halucynacją (z jednej
strony 'tego t u nie ma', jednak z drugiej - 'ale to na n a p r a w d ę
było': szalony obraz, o k t ó r y o t a r ł a się rzeczywistość). [§ 47]
Oczywiście ta p e w n o ś ć , co do istnienia rzeczy, nie idzie w parze
z pewnością, co do ich znaczenia.
Jednym ze znaczących elemetów La chambre claire jest
poszukiwanie w fotografiach egzystencji niedawno zmarłej
matki. P o c z ą t k i są trudne. Barthes cytuje Prousta, k t ó r y
powiada, że przed fotografiami trudniej jest p r z y w o ł a ć wspo­
mnienie jakiejś osoby niż przez zwykłe myślenie o niej. [§ 25]
Cel j a k i sobie stawia Barthes jest umiarkowany: śladem Paula
Valery'ego pragnie tylko napisać dla siebie skromne ze­
stawienie o niej. W poszczególnych fotografiach udaje m u się
r o z p o z n a ć tylko pewne jej cechy - w j a k i s p o s ó b chodziła, j a k a
była zdrowa i jasna, lecz nie udaje m u się odnaleźć jej twarzy. [§
25] Ł a t w o przychodzi m u odróżnienie jej od tysięcy innych
kobiet, ł a t w o r o z p o z n a j e j ą przez różnicę (semiotycznie),
nie m o ż e zaś o d n a l e ź ć jej istotnościowo (fenomenologicz­
nie). [§ 27] „ D o b r z e wiedziałem, że za s p r a w ą owej nieuchron­
ności losu, k t ó r a jest j e d n ą z najokrutniejszych cech żałoby,
nigdy j u ż nie p r z y p o m n ę sobie jej rysów (nie p r z y w o ł a m ich
w sobie w całości, razem), c h o ć b y m przejrzał wszystkie jej
wizerunki." [§ 25] Pewna fotografia, na której matka przytula
go do siebie, pozwala m u nawet o b u d z i ć w sobie m i ę k k o ś ć jej
zmiętej krepdeszyny i zapach ryżowego pudru - ale są to
wszystko jedynie fragmenty. [§ 26]
I w k o ń c u , gdy przegląda jej fotografie i p o d ą ż a wraz z n i m i
wstecz w czasie, udaje m u się j ą odnaleźć: „ F o t o g r a f i a była
bardzo stara. Jej rogi były p o s t r z ę p i o n e od wklejenia do
albumu, sepiowy k o l o r wyblakły, i l e d w i e widoczny
obrazek u k a z y w a ł dwoje dzieci stojących razem w k o ń c u
m a ł e g o drewnianego mostka w Z i m o w y m Ogrodzie o szkla­
nym suficie. M o j a matka m i a ł a wówczas pięć lat (1898), jej
brat siedem. O n oparty był o p o r ę c z mostka, wzdłuż której
trzymał wyciągniętą rękę; ona, niższa niż on, stała nieco z tyłu,
p a t r z ą c w aparat; czuło się, że fotograf powiedział: Zbliż się
trochę, żeby cię było widać; w jednej dłoni ściskała palec
drugiej ręki, częstym u dzieci niezręcznym gestem. (...) Obser­
w o w a ł e m tę m a ł ą dziewczynkę, odnajdując wreszcie m a t k ę .
J a s n o ś ć jej twarzy, dziecinne ułożenia r ą k , miejsce, k t ó r e
posłusznie zajęła, nie wysuwając się na pokaz ani się nie kryjąc,
i w k o ń c u jej ekspresja, k t ó r a o d r ó ż n i a ł a j ą , j a k D o b r o od Z ł a ,
od histerycznej dziewczynki, sztucznie uśmiechniętej lali, k t ó r a
gra dorosłą; wszystko to tworzyło p o s t a ć w najwyższym
stopniu niewinną (...), wszystko to przekształciło fotograficz­
n ą pozę w niemożliwy do utrzymania paradoks, k t ó r y jednak
ona u t r z y m a ł a przez całe swoje życie: potwierdzenie ł a g o d n o ­
ści. W t y m obrazie dziewczynki zobaczyłem d o b r o ć , k t ó r a
stworzyła jej istnienie od razu i na zawsze, bez dziedziczenia jej
po kimkolwiek; j a k m o g ł a ta d o b r o ć wywodzić się od niedo­
skonałych r o d z i c ó w , k t ó r z y tak źle j ą kochali. [...]
Fotografie, k t ó r e fenomenologia n a z w a ł a b y 'zwykłymi'
przedmiotami, były tylko obrazami analogicznymi, przywoły­
wały jedynie jej t o ż s a m o ś ć nie zaś jej p r a w d ę ; ale Fotografia
z Ogrodu Zimowego była rzeczywiście i s t o t n o ś c i o w ą ,
ziściła ona dla mnie, utopijnie, niemożliwą naukę jedynej
istoty." [§ 28, spacja moja - SS]
Barthes powiada, że o d n a l a z ł tę fotografię cofając się
w czasie i że p o s u w a ł się podobnie j a k starożytni Grecy, k t ó r z y
w ten s p o s ó b - cofając się - wkraczali w śmierć: zacząć od
ostatniej - wykonanej niedługo przed śmiercią - fotografii
matki, by skończyć na pierwszej. Takie p o s t ę p o w a n i e Bart­
hesa, j a k również przywołanie kontekstu myśli greckiej,
pozwala chyba na ukazanie z w i ą z k ó w jego p o s z u k i w a ń z grec­
k i m i w y o b r a ż e n i a m i na temat pamięci. Jak pisze Eliade,
w Grecji istniały dwa typy rozumienia pamięci. Pierwszy z nich
wiązał się z poszukiwaniem wiedzy o p o c z ą t k a c h , źródłach:
„ M u z y śpiewają zaczynając od p o c z ą t k u - ix drkhes - pierw­
szego pojawienia się świata, pochodzenia b o g ó w , narodzin
ludzkości. Przeszłość objawiona w ten s p o s ó b była czymś
zdecydownie więcej, niż poprzedzeniem teraźniejszości; była
jej ź r ó d ł e m . W r a c a j ą c do niej, wspomnienie nie poszukuje

109

�czasowej ramy, by umieścić w niej wydarzenia, lecz głębi bytu,
chce o d k r y ć początek, p i e r w o t n ą rzeczywistość, z której
wywodzi się kosmos i k t ó r a czyni możliwym zrozumienie
stawania się j a k o całości." Poeci o p ę t a n i przez M u z y mogli
czerpać b e z p o ś r e d n i o z Mnemosyne, czyli b e z p o ś r e d n i o ze
źródeł p o c z ą t k ó w wiedzy. N a s t ę p n i e mitologia Pamięci i Za­
pomnienia została wzbogacona o w ą t e k eschatologiczny i ule­
gła zmianie: w a ż n a o k a z a ł a się wiedza o poprzednich wciele­
niach. „ C i , (...) którzy są zdolni p a m i ę t a ć swoje poprzednie
życia, są przede wszystkim zainteresowani w odkryciu własnej
'historii', rozdzielonej pomiędzy niezliczone wcielenia. Starają
się oni zjednoczyć te oddzielne fragmenty, by uczynić z nich
pojedynczy wzór, w celu odkrycia kierunku i znaczenia
swojego przeznaczenia. P o n i e w a ż zjednoczenie, poprzez ana­
mnesis, tych całkowicie nie związanych fragmentów historii
implikowało również 'spotkanie p o c z ą t k u i k o ń c a ' ; innymi
słowy,
koniecznym jest
odkrycie, w j a k i
sposób
p i e r w s z a ziemska egzystencja u r u c h o m i ł a proces w ę d r ó w k i
dusz." Jak powiada Elżbieta Wolicka, według Platona teoria
anamnezy nie jest jedynie ,,'tezauryzacją p a m i ą t e k w schowku
pamięci, gromadzeniem i encyklopedycznym sumowaniem
wiedzy, lecz zdolnością' w i d z e n i a i s t o t n o ś ć i ' . "
Oczywiście, przywołanie greckich w y o b r a ż e ń na temat
pamięci nie ma t u na celu bezpośredniego ich p o r ó w n a n i a
z doświadczeniem Barthesa, chcę jedynie w s k a z a ć na pewne
p o d o b i e ń s t w a strukturalne między tymi dwoma d o ś w i a d ­
czeniami. Myślę zresztą, że uwaga Barthesa na temat podobie­
ń s t w a jego p o s t ę p o w a n i a z greckim sposobem wkraczania
w zaświaty, poczyniona było z całą świadomością szerszego
kontekstu, j a k i ta myśl ze sobą niesie. W jego p o s t ę p o w a n i u
m o ż n a dostrzec znaczące p o d o b i e ń s t w o szczególnie do drugie­
go sposobu wykorzystania pamięci: cofanie się w czasie,
cofanie się poprzez medium kolejnych, u ł o ż o n y c h w odwrot­
nym do chronologicznego p o r z ą d k u fotografii, m o ż n a u z n a ć
za p r ó b ę poznania w o d w r ó c o n y m p o r z ą d k u kolejnych „wcie­
l e ń " matki, by „zjednoczyć te oddzielne fragmenty, by uczynić
z nich pojedynczy w z ó r " .
C a ł a książka Barthesa j a w i się j a k o kolejne stadia przygoto­
wania do tego odkrycia i jednocześnie do pokonania fatalności
fotografii - jej nieodwracalności ukrytej w prostej, banalnej
formule: to było.
Paul Ricoeur, pisząc o dyskursie, zwraca uwagę na wy­
stępującą w n i m dialektykę zdarzenia i znaczenia. O ile
wszelki dyskurs realizuje się j a k o zdarzenie, o tyle jest on
rozumiany j a k o znaczenie. T y m , co chcemy zrozumieć, jest
znaczenie, zdarzenie przemija, znaczenie pozostaje trwałe.
W piśmie dochodzi do oddalenia zdarzenia i znaczenia (w
mowie to oddalenie jest ledwie zarysowane) :,,tym, co pismo
rzeczywiście utrwala, nie jest zdarzenie mowy, lecz to, co
powiedziane w mowie, t j . intencjonalne uzewnętrznienie kon­
stytutywne dla pary 'zdarzenie-znaczenie'. T y m , co stanowi
przedmiot zapisu, jest więc noemat aktu mówienia, znaczenie
zdarzenia mowy, nie zaś zdarzenie j a k o zdarzenie."
Fotografia zachowuje się odmiennie od pisma. O ile pismo
przechowuje znaczenie, o tyle fotografia przechowuje zdarze­
nie, znaczenie pozostawiając co najmniej niepewnym. Zna­
mienna dla fotografii p r z y p a d k o w o ś ć zatrzymanej, zaaresz­
towanej chwili, pozostawia zawsze - jeśli sami nie znamy
kontekstu powstania zdjęcia - niepewność co do znaczenia.
Prześledźmy raz jeszcze drogę Barthesa. Całe jego po­
stępowanie ma na celu przekroczenie fatum fotografii, jej
„ p o r u s z e n i e " . Barthes twierdzi, że interesują go tylko pewne
fotografie, te k t ó r e się wydarzają, k t ó r e są p r z y g o d ą . Podobnie
jest z elementem punctum. O ile studium jest statyczne, o tyle
punctum „ p o r u s z a , dzieje s i ę " , jest jakby wchodzenim „ w
g ł ą b " fotografii, czy też raczej - jak powiada Barthes - „ t e n
element wyrasta ze sceny, wystrzela z niej jak strzała i przebija
mnie". [§ 10] Wszystko to wiedzie w kierunku uwzględnienia
elementu czasowego w fotografii, do jej „ p o r u s z e n i a " . Foto­
grafia j a k o konkret zniewala, paraliżuje myśl i wyobraźnię.
Jacob Bronowski napisał, że „nie m o ż e m y sformułować
żadnej teorii (...) bez uformowania w naszym umyśle jakiegoś
wzorca r u c h u , jakiegoś zaszeregowania i przeszeregowania
1 3

1 4

1 5

16

17

18

1 9

110

20

danych, k t ó r e w y w o d z ą się z naszego d o ś w i a d c z e n i a . " O tej
ostatniej-pierwszej fotografii Barthes pisze „ w tym momencie
wszystko zachwiało się i odnalazłem j ą taką, jaką była. [Chodzi
oczywiście o m a t k ę - SS.]
Tego r u c h u F o t o g r a f i i
( p o r z ą d k u fotografii)
doświadczyłem w rzeczywistości." [§ 29, spacja moja - SS]
Widzimy jasno, że Barthes, m ó w i ą c o tej jednej Fotografii, ma
również na myśli wszystkie inne, te, k t ó r e d o p r o w a d z i ł y go do
tej jedynej: ostatniej, lecz pierwszej. W t y m ruchu Fotografii
d o k o n u j e s i ę p r ze к r o c z e n i e j e j a c z a s o w o ś с i .
Paul Ricoeur pisze, że „ w k r a c z a m y do symboliki wtedy, gdy
mamy za sobą śmierć, a przed sobą d z i e c i ń s t w o " . Dzieje się
więc tak wtedy, kiedy potrafimy o d w r ó c i ć bieg czasu, kiedy
potrafimy z a n e g o w a ć jego nieodwracalność. Barthesowi udaje
się przekroczyć fatalność zastygłych fotografii, p a m i ę ć foto­
graficzną, zewnętrzną p a m i ę ć faktów, k t ó r ą Marcel Proust
nazwał pamięcią u p a d ł ą . T o ożywienie pamięci dokonuje się
dzięki sу n t e t у z u j ą ce j w ł a ś c i w o ś c i w y o b r a ź n i .
,,(...) w y o b r a ź n i a jest formą pamięci (...) Obraz powstaje dzięki
umiejętności kojarzenia, a skojarzenia przygotowuje i pod­
suwa pamięć... W t y m znaczeniu z a r ó w n o pamięć, j a k i wyob­
raźnia są formą negacji czasu" — pisze N a b o k o v . N a związek
pamięci z w y o b r a ź n i ą j u ż od dawna w s k a z y w a ł o wielu auto­
rów. Przypomnijmy zdanie Gastona Bachelarda „Przeszłość
przypomniana nie jest tylko przeszłością postrzeżenia... W y o ­
b r a ź n i a zabarwia od p o c z ą t k u obrazy, k t ó r e pragnie raz
jeszcze z o b a c z y ć . " Na tej drodze „ B a c h e l a r d odnajduje
b a u d e l a i r o w s k ą koncepcję pamięci zasadzającą się na 'żywot­
ności' w y o b r a ź n i " - pisze Gilbert D u r a n d .
Zaprezentowany „ p r z y p a d e k " jest trudny do jednoznacz­
nego zaklasyfikowania. Fotografia j a k o zastygły fakt jest
silnie ahermeneutyczna: „Bez względu na to jak długo przypa­
t r y w a ł b y m się [fotografii], nie nauczy mnie ona niczego. T o
właśnie na t y m zatrzymaniu interpretacji opiera się pewność
Fotografii: wyczerpuję swoje możliwości stwierdziwszy: to
było". [§ 44] Barthes p o r ó w n u j e j ą do haiku, podobnie jak ono
fotografia uniemożliwia marzenie, nie daje nam „znaczeń
otwartych", metaforycznych. Barthesowi udaje się p o k o n a ć ,
„ r o z m r o z i ć " te „ z a m r o ż o n e chwile" fotografii. Miejscem,
w k t ó r y m dochodzi do przekroczenia zastygłości fotografii jest
trudny do zdefiniowania element punctum. N a zakończenie
swoich d o c i e k a ń Barthes odkrywa, że we wszystkich foto­
grafiach istnieje jeszcze jeden rodzaj punctum - jest n i m właśnie
to było - czas, który wiąże fotografie ze śmiercią. P o w r ó ć m y
jednak do wcześniej opisanego pierwszego rodzaju punctum.
Zdaję sobie sprawę, że będę t u częściowo (niebezpiecznie - ?)
przekraczał myśl Barthesa.
Barthes omawia element punctum między innymi na pod­
stawie zdjęcia Jamesa Van der Zee (1926) przedstawiającego
rodzinę M u r z y n ó w w odświętnych strojach. P o c z ą t k o w o
wydaje m u się, że to, co go porusza w t y m zdjęciu, to przede
wszystkim zapięte na paski buty stojącej kobiety: „ T o szczegó­
lne punctum wzbudza we mnie wielką sympatię, prawie rodzaj
czułości. Ponieważ punctum nie oddaje pierwszeństwa moral­
ności ani dobremu smakowi: punctum m o ż e być źle wy­
chowane." [§ 19] A l e trzy paragrafy dalej Barthes pisze: „ N i c
dziwnego zatem, że czasem, pomimo swej wyrazistości, punc­
tum m o ż e się objawić dopiero po fakcie, kiedy nie mam j u ż
fotografii przed oczami i kiedy myślę o niej na nowo. M o g ę
lepiej z n a ć fotografię, k t ó r ą p a m i ę t a m , niż fotografię, na k t ó r ą
właśnie patrzę, jak gdyby bezpośrednie widzenie mylnie
kierowało językiem, angażując go w wysiłek opisu, który
zawsze chybia celu - gubi punctum. Odczytując fotografię Van
der Zee, sądziłem, że u d a ł o m i się wychwycić to, co mnie
poruszyło: zapięte na paski buty czarnej kobiety w odświęt­
nym stroju; ale ta fotografia pracowała we mnie i zrozumiałem
później, że prawdziwym punctum był naszyjnik, który nosiła
- ponieważ (z pewnością) był to taki sam naszyjnik (cienkie
pasemka plecionego złota), j a k i widziałem zawsze na szyi
u k o g o ś z rodziny (...) Z r o z u m i a ł e m wówczas, że pomimo całej
swej bezpośredniości i natarczywości punctum m o ż e się p o d d a ć
2 1

2 2

2 3

2 4

25

�pewnemu utajeniu (ale nigdy ż a d n e m u badaniu)." [§ 22]
Punctum to element zdjęcia, w k t ó r y m m o ż e dojść do głosu
pewnego typu relacja dialogiczna między fotografią a ogląda­
jącym: punctum „ t o to, co dodaję do fotografii, ale co tym
niemniej już tam jest". [§ 23] T o miejsce, k t ó r e m o ż e p o b u d z i ć
myśl, p a m i ę ć marzenie, to miejsce, w k t ó r y m daje się p o k o n a ć
„ j a ł o w o ś ć " i a h e r m e n e u t y c z n o ś ć zdjęcia, w k t ó r y m - m o ż n a
by rzec - dochodzi do głosu „ p r y w a t n a symbolika" oglądają­
cego.
Z a u w a ż y ć trzeba, że w elemencie punctum zawieszona
zostaje bezpośrednia referencja zdjęcia, to co Barthes uznał za
niepodważalny aspekt każdej fotografii. W tym rozdwojeniu
referencji (analogiczny naszyjnik z plecionych pasemek złota
na szyi M u r z y n k i i k o g o ś z rodziny) m o ż n a dostrzec pewne
p o d o b i e ń s t w o do właściwej poezji rozszczepionej referencji.
Paul Ricoeur, zastanawiając się nad związkiem procesu meta­
forycznego z poznaniem, w y o b r a ż a n i e m i odczuwaniem, pisze:
„język poetycki m ó w i w nie mniejszym stopniu o rzeczywisto­
ści niż każde inne użycie języka, lecz odnosi się do niej za
p o m o c ą skomplikowanej strategii, której zasadniczym skład­
nikiem jest zawieszenie i niejako usunięcie zwykłej referencji,
właściwej językowi dyskursywnemu. Owo zawieszenie jest
jednak tylko warunkiem referencji drugiego stopnia, referencji
pośredniej, zbudowanej na gruzach referencji bezpośred­
n i e j . " W takim zawieszeniu referencji Ricoeur dostrzega
znaczącą rolę w y o b r a ź n i : „jedną z funkcji w y o b r a ź n i jest
nadanie konkretnego wymiaru zawieszeniu b ą d ź epoche właś­
ciwemu referencji rozszczepionej. W y o b r a ź n i a nie tylko
s c h e m a t y z u j e upodobnienie predykatywne między
terminami przez swój syntetyczny wgląd w p o d o b i e ń s t w o i nie
tylko o b r a z u j e sens dzięki ukazywaniu o b r a z ó w
2 6

zrodzonych przez proces poznawczy i przezeń kontrolowa­
nych. Przede wszystkim przyczynia się w s p o s ó b konkretny do
epoche zwykłej referencji i p r o j e k c j i nowych możliwości
ponownego opisywania ś w i a t a . "
Oczywiście, to zawieszenie bezpośredniej referencji w zdję­
ciu jest bardzo trudne, dlatego właśnie fotografia czasem
odsłania się dopiero wtedy, gdy nie mamy jej już przed oczami.
Barthes cytuje jedynie przykłady, w k t ó r y c h punctum oddziaływuje na p o k ł a d y „osobistej historii". Jeśli jednak uzna­
my za możliwe zaistnienie takiego osobistego symbolizmu
m o ż n a s p r ó b o w a ć zrobić jeden krok dalej i u z n a ć , że j a k i ś
element zdjęcia m o ż e poruszyć nie tylko ściśle prywatne,
jednostkowe, historyczno-osobiste p o k ł a d y w jednostce, ale
także głębsze p o k ł a d y symboliczne, że jednym słowem m o ż e ­
my wkroczyć na obszar symbolu. Zdaję sobie sprawę, że w ten
s p o s ó b zaprzepaszczona zostaje istota fotografii - to było - ale
jestem także ś w i a d o m , że drzwiami tymi przeszedł również
sam Barthes, kiedy odnalazł na fotografii m a t k ę . Tak bowiem
w przypadku Barthesa, jak i Prousta, nie idzie o odnalezienie
przeszłej chwili w jej zastygłości, lecz o metaforyczne połącze­
nie przeszłości z teraźniejszością. Idzie, m o ż n a by rzec, korzys­
tając z terminologii Sorena Kierkegaarda, o przeciwstawiające
się wspomnieniu, a bliskie rytuałowi p o w t ó r z e n i e :
„ N a p r a w d ę żyje ten tylko, kto w y b r a ł P o w t ó r z e n i e . Nie
biegnie on za motylami, jakby był m a ł y m chłopcem, ani nie
wspina się na palce, ł a k o m y wspaniałości tego świata - bo już
je zna. Nie tka, jak stara p r z ą d k a , tkaniny na krosnach
w s p o m n i e ń , lecz robi swoje, rad z możliwości P o w t ó r z e n i a .
(...) Dialektyka P o w t ó r z e n i a jest łatwa, bo to, co powtarza się
- j u ż było (w przeciwnym razie P o w t ó r z e n i e nie jest możliwe)
i właśnie owo ' b y ł o ' czyni P o w t ó r z e n i e nowością. (...) egzys­
tencja, k t ó r a była, teraz się staje."
2 7

2 8

PRZYPISY
1

Fragment wiersza Nie jestem aparatem fotograficznym, przel. J .
Rostworowski, (w:) W . H . Auden, Poezje, W L K r a k ó w 1988.
W motcie zamieniłem kolejność zwrotek.

przeł. W. Witwicki, P W N Warszawa 1958, s.

' E . Wolicka, Pamięć i czas, „ Z n a k " 10—11 ( 4 2 5 - 4 2 6 ) , 1990, s.
121. Spacja moja — SS.

3

J . Berger, Uses of Photography, (w:) tegoż, About
Pantheon Books, New Y o r k 1980, s. 50
128

1 4

5

1 6

5

R . Barthes, La chambre
Gallimard, Le Seuil, 1980, 22
6

1 3

Looking,

J . A. Keim, La photographie et 1'homme. Sociologie et psycho­
logie de la photographie, Casterman 1971, s. 19

Platon, Fajdros,

„słabo intencjonalnego" zjawiskiem

J . P. Vernant, Aspects mylhiques de la memoire en Grece,
„Journal de Psychologie", 1959; cyt. za Eliade, Mythologies of
Memory and Forgetting, ,,History of Religion", Vol. 2, 1965, s. 333
M . Eliade, op. cit., s. 335. Spacja moja — SS.

2

4

próbą uczynienia zjawiska
„silnie intencjonalnym".

claire.

Note sur

la

photographie,

J.Berger, op. cit.. s. 56

7

J . M . Ł o t m a n , Sztuka kanoniczna jako paradoks
komentarz i tłum. St. Zapaśnik, „Literatura" nr 45,

M . Eliade, op. cit., s. 335
P. Ricoeur, Język jako dyskurs, przeł. K . Rosner, (w:) tegoż,
Język, tekst, interpretacja, P I W Warszawa 1989, s. 79
1 7

1 8

informacyjny.
1975

8

Fragmenty książki Barthesa pojawiły się w: ..Fotografia" nr
1(21), 1981 (§§ 36 i 48; tłum. U . Czartoryska), „Obscura" nr 5, 1982
(§§ 19, 33,34,48; tłum. S. Magala), „ K i n o " n r 3 , 1992(11 13,37, 38,
39, 41, tłum. E . Modzelewska-Sikora), Maski, t. I , Wydawnictwo
Morskie Gdańsk 1986 (§ 15, tłum. J . Trznadel).
4

Wszelkie cytaty jeśli tego nie zaznaczę inaczej p o c h o d z ą z wy­
mienionej książki Barthesa. W nawiasach kwadratowych po cytacie
zaznaczam miejsce (paragraf), z którego pochodzi cytat.
Z a c h o w u j ę u ż y w a n e przez Barthesa duże litery. W słowie „ F o t o ­
grafia" Barthes stosuje je w ó w c z a s , kiedy m ó w i o fotografii
w „ o g ó l e " , o istocie fotografii, a nie o jakiejkolwiek fotografii
empirycznej.

P. Ricoeur, Mowa i pismo, przeł. K . Rosner, (w:) Język...,
cit., s. 97

op.

1 9

T a m ż e , s. 99
J . Bronowski, The Visionary Eye. Esseys in the Arts, Literature
and Science, The M I T Press Cambridge, Massachusetts and L o n ­
don, England 1979, s. 28. Spacja moja — SS.
Nieco podobnie dzieje się w Powiększeniu Antonioniego. Kiedy
fotograf poszukuje z n a c z e n i a zdjęć wykonanych w parku „krąży
p o m i ę d z y zdjęciami". Przechodzi od zdjęcia do zdjęcia, od całej
sceny do jej detalu. T o dopiero w tym r u c h u fotografii objawia się
prawdziwe znaczenie sfotografowanej sceny. Kiedy po kradzieży
zdjęć w pracowni pozostaje jedna odbitka, jest ona „ n i e m a i mart­
wa". Fotograf przygląda jej się d ł u g o , lecz nic z niej nie wynika. Por.
S. Sikora, Fotograficzna przygoda Antonioniego:
,,Powiększenie"
(maszynopis, 1990).
2 0

2 1

2 2

1 0

Powszechnie znany jest przykład - podawany przez Melville'a
Herskovitsa — Buszmenki, która nie była w stanie r o z p o z n a ć na
fotografii swojego syna [Allan Sekuła, On The Invention of Photog­
raphic Meaning, „ A r t f o r u m " Jan. 1975].
1 1

1 2

R. Barthes, Le plesir du texte, Editions du Seuil

1982

Z a u w a ż y ć trzeba, że fotografia często dąży do przezwyciężenia
przypadkowości. W modelowej postaci m o ż n a to z a o b s e r w o w a ć
w ukutym przez Henri Cartier-Bressona terminie moment dćcisif.
O t ó ż m o ż n a chyba uznać, że dążenie fotografa do uchwycenia istoty
zjawiska (Stiglitz miał p o n o ć przez trzy godziny czekać w czasie
burzy śnieżnej, by we w ł a ś c i w y m momencie w y k o n a ć zdjęcie) przez
wybranie najwłaściwszej chwili jest przy okazji niejako próbą
przezwyciężenia istoty fotografii, którą jest przecież, przypadko­
w o ś ć . M o ż n a sądzić, że filozofia „decydującego momentu" jest

P. Ricoeur, Konflikt hermeneutyk: Epistemologia interpretacji,
przeł. J . Skoczylas, (w:) tegoż, Egzystencja i hermeneutyka. Roz­
prawy o metodzie, Inst. Wyd. P A X Warszawa 1985, s. 146
Cyt. za W. Karpiński, Portret z wyobraźni,
(w:) W Central
Parku, Res Publica Warszawa 1989, s. 83
Cyt. za G . Durand, Wyobraźnia symboliczna, przeł. C . R o w i ń ­
ski, P W N Warszawa 1986,"przyp. 45 do s. 92
Tamże.
P. Ricoeur, Proces metaforyczny jako poznanie,
wyobrażenie
i odczuwanie, tłumaczyła G . Cendrowska, „Pamiętnik Literacki"
1984, z. 2, s. 280
T a m ż e , s. 281
S. Kierkegaard, Powtórzenie.
Próba psychologii eksperymental­
nej przez Constantina Constantiusa, przeł. B. Świderski, „ R e s
Publica" nr 6. 1990
2 3

2 4

2 5

2 6

2 7

2 8

111

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8336" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8315">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d6a64d71a7382cae648542fd2f90d4d7.pdf</src>
        <authentication>e21b846b8937d5911418ce139f04af35</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99665">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2936</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99666">
                <text>1992</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99668">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2740</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99670">
                <text>Summary of articles / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99672">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.1, s.64-65</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99674">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99676">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99678">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99682">
                <text>SUMMARY
J o a n n a T o k a r s k a - B a k i r , GADAMER'S HERMENEUTICS IN ETH­
NOGRAPHIC RESEARCH INTO ESTRANGEMENT
This text offers an outline of the basic questions of hermeneutics
discussed from the point of view of the interests of ethnography and the
anthropology of culture. Gadamer's hermeneutics is sometimes known as
philosophical anthropology (Gadamer frequently stressed his connection
with the philosophy of Scheler, Gehlen and Plessner). It concentrates itself
on the same phenomena as those considered by the ^anthropology of
culture, although their comprehension differs slightly. Both domains
examine two variants of estrangement: of the Other and that which
emerges from alienation, the estrangement of man in relation to himself (in
cultural anthropology this indicates the examination of the unconscious­
ness of culture). It is possible that by making use of hermeneutic
experiences, the anthropology of culture would be capable of making its
philosophical maturity sufficiently profound for it to become a reflection
concerning not only culture, but also man.
Gadamer's hermeneutics can boast of considerable accomplishments in
recapturing for contemporaneity those realms of tradition whose impor­
tance has been blurred (..restoration for conversation"). The formulae of
understanding, dialogue, historicity, language and chances for an ac­
quaintanceship with estrangement, which it construed, have made its
position in modern humanities solid. Present-day hermeneutics often
reaches for the hermeneutic critique of culture. Inasmuch as its statements
reveal a certain intellectual anarchism and relativism, hermeneutics cons­
titutes a philosophically more mature current, and provides greater
practical possibilities (it decidedly supports practical reason as opposed to
theoretical one). Gadamerian opinions about estrangement and the
cognition of the Other, frequently close to Buber's philosophy of dialogue,
become particularly topical in a period of growing rampant nationalisms
and xenophobia.
J a n u s z B a r a ń s k i , ON THE HEURISTIC PRESENTATION OF TWO
ETHNOLOGICAL THEORIES. THE DECONSTRUCTION OF THE „CASE
OF THE ELEPHANT"
Two theories in Polish ethnology: phenomenology and structuralis
became mature already at the turn of the 1970s. Their representatives:
Zbigniew Benedyktowicz (phenomenology) and Ludwik Stomma (struc­
turalism) have made precise the basic methodological theses and defined
the concepts of both theories. The author of the article has decided to
follow the theoretical foundations of the two methodologies, with the
hope that the disclosure of those foundations will facilitate discussions
conducted between representatives of the trends. Phenomenology as­
sumes a theory-cognitive objectivism. The Intellect, due to its inten­
tionally, is the reason why the subject makes contact with the object itself,
its essence. The a priori nature of phenomenology is well aware of the
actual state of things. The representative of structuralism maintains that it is
only feasible to determine the sense with which reality is endowed by
group consciousness, and that we can become acquainted only with the
sphere of phenomena constituted by our own intellectual structures,
categories and concepts. The world itself remains uncognizable. We are
dealing, therefore, with a theory-cognitive subjectivism. The disclosure of
methodological premises indicates the impossibility of combining both
theories, a feat which was attempted upon several occasions.

OF

ARTICLES

author emphasis that artificial barrier is often accepted even by folk artists
themselves who could lead so called double life.
C z e s ł a w R o b o t y c k i , FOOD FOR THOUGHT OFFERED BY THE
SHRINE IN DŁUGIE MŁAKI NEAR MT.TURBACZ
The title alludes to P.Ricoeur's essay concerning the food for thought
offere by symbols. By exploiting those reflections and the ascertainments
made by Z. Benedyktowicz, pertaining to the possibility of employing
research into symbols for ethnological investigations, the author presents,
upon the example of a mountainside shrine, the falseness of the division,
frequently deduced by science, which assumes that symbolic thoughts are
the exclusive domain of civilized man. The author also indicates the
multiplicity of the possible interpretations of the roadside shrine. The
..canonical" meanings which lay at the base of the reaction to the shrine
(which was raised in 1979 on the plan of the Virtuti Militari Cross — the
highest Polish military medal and was offered to Pope John Paul II as a sign
of gratitude for his first pilgrimage to Poland), commemmorating the 900th
anniversary of the martyrdom of St. Stanislaus, the bishop of Cracow, with
eagles symbolizing special moments in the history of Poland), are
combined with legendary texts and interpretations proposed by passing
tourists. All those elements, together with the interpretation added by the
author, point to the poly-semantic nature of the described phenomenon.
A n d r z e j E m e r y k M a ń k o w s k i , THE LEGEND OF SALAPATEK
— „THE EAGLE"
Jan Salapatek, a soldier of the Peasant Batallions during World War II,
went into hiding after the war and fought in the Maków Beskidzki region
against the emerging communist authorities. Despite the fact that he was
undoubtedly an historical figure, his legend reveals striking structural
similarities with old tales about the robbers in this region (predominantly in
the sixteenth and eighteenth century). It is even possible to detect identical
motifs — Salapatek is chivalrous, noble and just (the important motif of his
help rendered to the poor): he is also handsome, wise and scheming, and
remains under the protection of the Holy Virgin. The complete image is
composed of clothes (which are frequently changed) as well as heroic
martyrdom (the many versions of Salapatek's death usually mention
treason or deceit).

P i o t r K o w a l s k i , THE FOLKLORISM OF SCIENCES DEALING WITH
FOLK CULTURE
The problem of research into folk culture and ethnography consists of
the fact that although both sciences do not have at their disposal a modern
and precisely distinguished object of cognition, and continue to willingly
exploit old instruments, they harbour variegated social ambitions and
obligations. The multiplicity of social roles — that of a scholar, an activist,
a museum worker, a popularizer — leads to a situation when it becomes
increasingly difficult to determine the duties which should be ascribed to
the currently fulfilled role. An emotional attitude to the object of examina­
tion, important in the humanities, ultimately results in the creation in
contemporary conditions of a folklore fashioned after the skansen- Kolberg
model. Ethnography, fascinated with folk culture, does not want to come
to terms with the fact that when it seeks relics of the past and writes about
traditional culture, it remains, above all, an historical science. Present-day
cognitive interests require other instruments, a newlydefined object and
different criteria of ..folklore". In this tangle of role, presentism — the
transition of old times into contemporaneity — will always lead to
hypostasizing images, and in social praxis — to folklorism.

M i c h a ł G ł o w i ń s k i , THE FIRST MONTHS
This essay was written in April 1982 as a form of „samizdat" and
constitutet an outline of propaganda from the period of martial law,
announced in Poland on 13 December 1981. The author notes that after
the introduction of its pressure: it became involved, above all, in justifying
the necessity of martial law. It forced through the concept of a lesser evil
and indicated the need for halting a catastrophe: the possibility of outside
intervention (the threat of Soviet intervention was never formulated
explicite) and the destability of the state and economy. These elements
were accompanied by emphasis placed on positive achievements: the
return to law and order. The author calls the propagated optimistic vision of
the future, which promised rapid improvement of living conditions, „a
Stalinist idyll". General Jaruzelski was made into a hero who took upon his
shoulders the burden of responsibility for the fate of the country.
Journalism of the period was to a considerable extent based on commen­
taries to his oft cited words. Three basic slogans were offered: peace, state
and work. The first was opposed to destability and the threat to everyday
life which was the outcome of the previous period, full of strikes and
uncertainty. No mention was made of the fact that this „peace" was
accomplished by means of tanks and prisons. The state became a basic
value, and journalists attained the heights of etatolatry (in place of
patriolatry); the Party, it was officially confessed, had lost social trust and
Jaruzelski was presented always as a soldier and not as the head of the
Party. The next slogan propounded work, which, together with peace,
served stability and thus constituted a step towards the abolishing of
martial law. The author draws attention to the fact that these foundations
were closer to the rhetorics applied by the Vichy government than, as was
frequently claimed, to German propaganda in Poland during World War II.
The fact that this propaganda differed depending on various social groups
was supposed to divide society. A typical feature were attempts to place
the responsibility for martial law upon outsiders and the presence, albeit
limited, of anti-Semitic motifs. The leaders of Solidarity who were charged
with striving toward the destability of the country, were shown as persons
carrying out outside orders. The activity of Western radio broadcasting was
described as a source of instructions and not of information.

M a c i e j R y c h ł y , ANONYMOUS GENIUS OF THE PEOPLE WILL DIE
TODAY AT THE SUNSET
The author writes about a fiction created and concerned with folk
activity. Folk creator is a figure often incapacitated — speaking meta­
phorically — put to death during life. It occurs that buying the équipement
of the workshop for museums does not give the chance for the artist to
continue his or her activity. A strange label — folk artist — is also an
occasion to resign, sometimes, to lose his true name. In that way the myth
of anonymity, of decline and of folk relicts go further and further. The

Iza D y l e w s k a , E w a D y m k o w s k a , A DICTIONARY OF CONTEM­
PORARY ARMY SLANG
The long years spent in Army service (until recently, basic service was for
two years), isolation as well as norms and duties which differed from
everyday life favoured the emergence of a distinct and hermetic language,
incomprehensible to others. The material for this dictionary which contains
expressions and phrases, was collected in 1990 during the course of
conversations held with soldiers of three units.

64

�WARUNKI

PRENUMERATY

1. W p ł a t y na prenumeraturę p r o w a d z o n ą przez „ R u c h " p r z y j m o w a n e są na okresy k w a r t a l n e
2. Cena prenumeraty k r a j o w e j na II k w a r t a ł 1 9 9 2 r. w y n o s i 8 0 0 0 zł; p o d w ó j n y numer (III i IV k w a r t a ł ) — 1 6 0 0 0 zl.
Prenumerata ze zleceniem d o s t a w y za granicę jest o 1 0 0 % wyższa o d k r a j o w e j .
3. W p ł a t y na prenumeratę przyjmują:
— na teren kraju —

j e d n o s t k i k o l p o r t a ż o w e „ R u c h " i urzędy p o c z t o w e w ł a ś c i w e dla miejsca zamieszkania lub

— na zagranicę —

Zakład Kolportażu Prasy i W y d a w n i c t w 0 0 - 9 5 8 W a r s z a w a , k o n t o PBK, X I I I Oddział W - w a

siedziby prenumeratora
370044-1195-139-11
4. D o s t a w a z a m ó w i o n e j prasy następuje:
— przez j e d n o s t k i k o l p o r t a ż o w e „ R u c h " — w s p o s ó b u z g o d n i o n y z z a m a w i a j ą c y m ,
— przez urzędy p o c z t o w e — pocztą z w y k ł ą na w s k a z a n y adres, w ramach o p ł a c o n e j prenumeraty z w y j ą t k i e m zlecenia
d o s t a w y na zagranicę pocztą lotniczą d o o d b i o r c y zagranicznego, której koszt w pełni p o k r y w a prenumerator.
5. T e r m i n y p r z y j m o w a n i a p r e n u m e r a t y na kraj i zagranicę — d o 2 0 XI na I k w a r t a ł roku następnego, d o 2 0 II — na II
kwartał, d o 2 0 V na III kwartał, d o 2 0 V I I I na IV kwartał.

Prenumeratę,,Polskiej Sztuki L u d o w e j " p r o w a d z i także firma A M O S , W a r s z a w a , u l . Szenwalda 1 . W p ł a t y na okresy
p ó ł r o c z n e ( 2 n u m e r y ) , roczne p r z y j m o w a n e są n o n - s t o p , a d o k o n a n e na miesiąc przed ukazaniem się k o l e j n e g o numeru
g w a r a n t u j ą j e g o o t r z y m a n i e z d o s t a w ą d o d o m u , miejsca pracy.
O b e c n a cena półrocznej p r e n u m e r a t y k r a j o w e j w y n o s i 16 0 0 0 zł. Prenumerata zagraniczna jest o 1 0 0 % droższa.
W p ł a t należy d o k o n y w a ć na k o n t o : A M O S , V I I I Oddział W a r s z a w a , nr 1 5 8 6 - 7 7 5 7 8 - 1 3 6 .

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8334" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8313">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ad93596d7cbb9525b9ff1ff23f07382e.pdf</src>
        <authentication>185a8e57fba5b5651a48b8f38240d957</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99643">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2939</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99644">
                <text>1992</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99645">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2743</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99646">
                <text>Henri Corbin: "Czas Eranosa" / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99647">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.2, s.7-10</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99649">
                <text>Tokarska-Bakir, Joanna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99651">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99653">
                <text>Państwowy Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99655">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99660">
                <text>Joanna Tokarska-Bakir

HENRI C O R B I N : „ C Z A S E R A N O S A "
Podstawą t y c h rozważań będzie artykuł Henri C o r b i n a The
Time of Eranos z roku 1 9 5 6 , p o ś w i ę c o n y o s o b l i w e m u cyklicz­
nemu zjawisku, które każdego lata, poczynając o d roku 1 9 3 3 ,
gromadziło w o k ó ł d ę b o w e g o s t o ł u w d o m u Olgi F r o b e - K a p t e y n
koło Ascony przeszło setkę w y b i t n y c h ludzi. Dość w y m i e n i ć ich
nazwiska: Gerardus van der L e e u w , Carl G u s t a w J u n g , M i r c e a
Eliade, Max K n o l l , Louis M a s s i g n o n , Erich N e u m a n n , H e l m u t
Plessner, A d o l f P o r t m a n n , Henri-Charles Puech, Gilles Quispel,
Helmut W i l h e l m , H e i n r i c h Zimmer, M a r t i n Buber, J e a n Przyluski,
i last but not least, Henri C o r b i n . Cel niniejszego komentarza t o
uważna lektura eseju, w k t ó r y m ostatni z w y m i e n i o n y c h rozważa
fenomen Eranosa, a także ukazanie z w i ą z k u myśli C o r b i n a
z losami współczesnej h e r m e n e u t y k i . Kojarzy się ją z w y k l e
z nazwiskami jej n i e m i e c k i c h p i o n i e r ó w (Schleiermachera, Diltheya, Heideggera, Gadamera i i n n y c h ) i z b i e g i e m czasu coraz
bardziej ujednoznacznia. Na n i e b e z p i e c z e ń s t w o takiej j e d n o ­
znaczności wskazuje w ł a ś n i e Henri C o r b i n . J e g o z d a n i e m her­
meneutyka jest przedsięwzięciem w y m i e r z o n y m p r z e c i w k o a n o ­
nimowości i d o g m a t y z m o w i M e t o d y , j a k k o l w i e k by ją r o z u m i e ć .
Tej Hermeneutyki nie s p o s ó b n a u c z y ć , g d y ż uwierzytelnia ją
dopiero osoba autora — s a m o u k a , o s o b i s t y w y m i a r j e g o życia.
Hermeneutyka c o r b i n o w s k a , dzieląc w i e l e z p o p r z e d n i m i , idzie
więc w e w ł a s n y m , o r y g i n a l n y m k i e r u n k u . Jej p e r s p e k t y w ę można
określić jako „ o r i e n t a l n ą " , w s z c z e g ó l n y m znaczeniu z o r i e n ­
t o w a n i a w e w n ę t r z n e g o ( k t ó r e g o najlepszym przykładem jest
p r e z e n t o w a n y dalej tekst C o r b i n a o phosie, c z ł o w i e k u ś w i e t l i s ­
t y m ) , a zatem j a k o g n o s t y c z n ą , c o s y t u u j e ją w o p o z y c j i d o ujęć
innych badaczy.
1

2

3

4

A r t y k u ł Corbina zaczyna się jak przyczynek d o historii alter­
natywnej: być może kiedyś jakiś badacz w e ź m i e na warsztat t o
o s o b l i w e d w u d z i e s t o w i e c z n e z j a w i s k o , j a k i m był Eranos. Badacz
ó w , postępując w e d ł u g reguł krytyki historycznej, będzie ustalał
szkoły i prądy i d e o w e , śledził ich przyczyny i w y j a ś n i a ł w z a j e m n e
w p ł y w y , w ę d r ó w k i w ą t k ó w itd. „ A l e zachodzi o b a w a , że jeśli
poprzestanie na z a s t o s o w a n i u m e t o d y n a u k o w e j , w y p o s a ż o n e j
w e wszystkie zalety z w y j ą t k i e m tej najważniejszej, która polega
na u s t a l e n i u p r z e d m i o t u p r z e z r o z p o z n a n i e s p o ­
s o b u , w j a k i m e t o d a ta u d o s t ę p n i a s o b i e
swój
p r z e d m i o t (recognizing
the way it gives its object to itself),
w ó w c z a s nasz przyszły historyk c a ł k o w i c i e przeoczy f e n o m e n
Eranosa. Przekonany, że w y j a ś n i ł g o g ł ę b o k ą i p o m y s ł o w ą
dialektyką przyczyn, nie będzie przeczuwał, iż p r a w d z i w y m
problemem nie b y ł o o d k r y c i e , c o n a m w y j a ś n i a Eranosa, ale c o
Eranos w y j a ś n i a , m o c ą t e g o , c o sam oznacza. A oznacza na
przykład ideę autentycznej w s p ó l n o t y , zespalającej m ó w c ó w
i słuchaczy, w s p ó l n o t y na tyle o s o b l i w e j , że p o z b a w i o n e j w s z e l ­
kich cech, które m o g ł y b y zainteresować statystykę i s o c j o l o g i ę . '
Ustalenie p r z e d m i o t u badania przez rozpoznanie s p o s o b u ,
w jaki nasza m e t o d a s w ó j przedmiot sobie uprzystępnia: tak
pytając szturmuje się t o , c o Heidegger nazwał Urfaktum — p o d ­
s t a w o w y m f a k t e m m e t a f i z y c z n y m , przedzrozumieniem, z k t ó r e g o
wyrasta wszelka w i e d z a i sens. W i d a ć , że C o r b i n rozpoczyna s w ą
krytykę historii o d sedna: m e t o d a , która nie jest zarazem w ł a s n ą
krytyką, nie zasługuje na m i a n o n a u k o w e j , spada d o rzędu
przedteoretycznej. A l e C o r b i n o w i c h o d z i o coś w i ę c e j niż t y l k o
o krytycyzm, który wszak p o s t u l o w a ł i Popper. C h o d z i o z w i ą z a ­
nie myśli i b y t u . Klasyczny podział filozofii na trzy działy:
ontologię, e p i s t e m o l o g i ę i etykę, ulega t u ś c i ą g n i ę c i u w j e d n o :
ontologię sensu. J u ż nie c h o d z i o t o , czy coś jest czy nie, ale o t o ,
co to znaczy „ j e s t " . D o p i e r o w ó w c z a s m o ż n a myśleć o k o l e j n y c h
o d p o w i e d z i a c h . Pęka a l t e r n a t y w a : sens czy brak sensu, pytanie
zaczyna dotyczyć t e g o , c o c h c e m y p o w i e d z i e ć m ó w i ą c „ s e n s " .
Te kwestie, dobrze znane z w y p o w i e d z i t r z e ź w y c h i n a t c h n i o n y c h
f i l o z o f ó w w s p ó ł c z e s n y c h , C o r b i n przenosi w obszar mistyki
persko—arabskiej. S t a w k ą w grze jest d o s t ę p d o o b c o ś c i p o ­

d w ó j n e j , b o w y z n a c z o n e j dystansem k u l t u r o w y m i dystansem
w y m u s z o n y m przez sacrum. W y s i ł e k zrozumienia takiej obcości
będzie daremny, d o p ó k i nie wesprze się na w z m o ż o n e j s a m o ­
ś w i a d o m o ś c i i na p r z e d z r o z u m i e n i u . T e o r i ę p o j a w i a n i a się sensu
C o r b i n zapożycza z mistyki islamskiej. Relacja badania zakrzywia
się w ó w c z a s w s p o s ó b charakterystyczny dla hermeneutyki:
w y z b y w s z y się urojeń badania o b i e k t y w n e g o i p r z e d m i o t o w e g o ,
p o d m i o t u d o s t ę p n i a sobie s w ó j przedmiot, zapożyczając odeń
narzędzia s a m o p o z n a n i a ( t u : teorię zjawiania się sensu i i n n e ) .
D l a t e g o zamiast pytać, czym w y j a ś n i ć Eranosa, pytamy, c o może
n a m w y j a ś n i ć Eranos, m o c ą t e g o , c o implikuje.
6

*
M u s i m y sobie n a j p i e r w u p r z y t o m n i ć p o w o d y odrzucenia per­
s p e k t y w y historycznej (tj. p e r s p e k t y w y h i s t o r y z m u ) , tak, aby nie
stała się o n a naszą vis a tergo, która p o c h o d z i z przeoczenia
i n i e r o z w a g i . A d a m Schaff w y m i e n i a następujące założenia
historyzmu:
1) przekonanie o c a ł k o w i t y m o d e r w a n i u i niezależności p o ­
znającego p o d m i o t u ( h i s t o r y k a ) i p o z n a w a n e g o przedmiotu
(dziejów),
2) m e c h a n i s t y c z n y m o d e l poznania,
3) p o g l ą d , że historyk (jako p o d m i o t poznający) może się
z d o b y ć z a r ó w n o na bezstronność w p o t o c z n y m sensie t e g o
s ł o w a , jak i w sensie s z c z e g ó l n y m , tj. odrzucić wszelkie społeczne
u w a r u n k o w a n i a s w o j e g o p o g l ą d u na dzieje.
7

W tej charakterystyce m o ż n a dostrzec w i e l e w s p ó l n e g o z, kryty­
k o w a n y m przez Gadamera, p o z y t y w i s t y c z n y m m o d e l e m przyro­
d o z n a w s t w a . Historyczny postulat dotarcia d o t e g o , j a k b y ł o
n a p r a w d ę , ł u d z ą c o p r z y p o m i n a p r z y r o d o z n a w c z ą nadzieję
poznania „ r z e c z y w i s t o ś c i o b i e k t y w n e j " , a zatem świata, który
czeka, by się u j a w n i ć , g d y badanie d o b i e g n i e końca. Obie
dziedziny (tj. historia i p r z y r o d o z n a w s t w o ) z reguły nie problematyzują poznania s w e g o p r z e d m i o t u . Jest o n biernym,
n i e r u c h o m y m f a k t e m . J e g o skrytość zmniejsza się w miarę
ulepszania narzędzi, w które w y p o s a ż a m y inteligentny, ekspan­
s y w n y p o d m i o t . Doskonalenie m e t o d obserwacji ( w przyrodoz­
n a w s t w i e , czemu w przypadku historyka o d p o w i a d a doskonale­
nie t z w . aparatu k r y t y c z n e g o ) a u t o m a t y c z n i e przybliża d o przed­
m i o t u , który z d y s c y p l i n o w a n y już czeka na horyzoncie. Poznanie
jest w i ę c f a k t e m z porządku natury: w i e d z a o przedmiocie
p o c h o d z i z j e g o o d b i c i a w ś w i a d o m o ś c i , t y l k o przejściowa
n i e d o s k o n a ł o ś ć percepcji (aparaty!) oddziela nas o d o b i e k t y w n e j
w s z e c h w i e d z y . G d y b y j e d n a k oczyścić ś w i a d o m o ś ć ze wszyst­
kich uprzedzeń i przesądów, cóż za t r u d n o ś ć byłaby w o d z w i e r ­
ciedleniu? Okazało się, że jest w t y m j e d n a k trudność. Poznanie
przez m e c h a n i c z n e o d b i c i e nie sięgało p o prostu p e w n y c h
w a r s t w ś w i a t a , i t o w c a l e nie t y c h najbardziej m r o c z n y c h .
Pierwsze s y m p t o m y klęski M e t o d y dostrzeżono bardzo wcześnie,
jednakże w n i o s k i zostały starannie w y s e l e k c j o n o w a n e . Postulaty
H i p o l i t a Taine'a straciły p o p u l a r n o ś ć , g d y t y l k o okazało się, że
w y k l u c z e n i e zdań w a r t o ś c i u j ą c y c h p r o w a d z i d o likwidacji pola
b a d a ń . A l e historyzm z a b a r w i o n y a m b i c j a m i science nadal trzy­
mał się m o c n o , m i m o d w ó c h w o j e n , surrealizmu, Heideggera
i w i e l u i n n y c h . D o p i e r o H a n s - G e o r g Gadamer o d w a ż y ł się
nazwać te ambicje — m a n o w c a m i , a ściślej: a p o r i a m i h i s ­
t o r y z m u . D o p i e r o Gadamer wskazał, że p o s t u l o w a n a przez
scjentyzm dezynfekcja ś w i a d o m o ś c i faktycznie oznacza jej w y j a ­
ł o w i e n i e i kres : „ Ś w i a d o m o ś ć historyczna niszczy samą siebie,
jeżeli c h c ą c zrozumieć, odrzuca t o , c o j e d y n i e u m o ż l i w i a zro­
z u m i e n i e " . P r a w d z i w y przedmiot historyczny nie jest de facto
ż a d n y m p r z e d m i o t e m , lecz j e d n o ś c i ą t e g o , c o m i m o iż w przed­
m i o c i e obce, jest w ł a s n e . „ H i s t o r y c z n y o b i e k t y w i z m p o d o b n y
jest d o statystyki, która w ł a ś n i e d l a t e g o jest ś w i e t n y m narzędziem
8

9

10

11

7

�p r o p a g a n d y , że przemawia językiem f a k t ó w , stwarzając fałszywe
wrażenie o b i e k t y w n o ś c i , które zależy w istocie o d zasadności
pytań w p u n k c i e w y j ś c i a . "
Z w a ż y w s z y , że cała w i e d z a z w a n a n a u k o w ą z b u d o w a n a jest na
d o g m a c i e f a k t u , przedsięwzięcie H e i d e g g e r o w s k o - G a d a m e r o w skie można uznać za najbardziej t w ó r c z ą destrukcję, z jaką
w y s t ą p i ł a w s p ó ł c z e s n a filozofia. J u ż M a x Scheler d o w o d z i ł , że
tzw. czyste spostrzeżenie jest „raczej k o ń c o w y m w y n i k i e m potęż­
nego aktu otrzeźwienia, ostatecznej redukcji nadmiaru fantazji,
która kieruje naszym w i d z e n i e m " . P o d o b n i e f u n d a m e n t a l n e j
krytyce p o d d a n o pojęcie czystej w y p o w i e d z i . Ostatecznie kate­
goria faktu została w ó w c z a s z d e m a s k o w a n a j a k o o n t o l o g i c z n y
przesąd, zaś s u b i e k t y w n ą ś w i a d o m o ś ć , „ k t ó r a t w i e r d z i , że coś
jest napisane czarno na b i a ł y m " , o k r e ś l o n o j a k o „ n a i w n ą " .
Gadamer pisał: „ Ś w i a d o m o ś ć historyczna musi u p r z y t o m n i ć
sobie , że w d o m n i e m a n y m n a k i e r o w a n i u na przedmiot lub
tradycję, [...] kiedy z p e w n e g o dystansu historycznego, charak­
terystycznego dla całości naszej sytuacji historycznej, usiłujemy
zrozumieć p e w n e zjawisko historyczne, zawsze p o d l e g a m y
w p ł y w o m tej oddziałującej historii. Określa o n a z g ó r y przedmiot
i aspekt badania i natychmiast z a p o m i n a m y całę p r a w d ę o w e g o
zjawiska, jeżeli bierzemy t o , c o się n a m bezpośrednio j a w i , za całą
prawdę."
1 2

1 3

1 4

1 5

*
Wiele z t e g o , o czym m ó w i l i ś m y p o w y ż e j , C o r b i n wyraża
następująco „ d l a c z e g o usiłując w y j a ś n i ć Eranosa przez o k o l i c z ­
ności, prądy i w p ł y w y d a n e g o okresu h i p o t e t y c z n y przyszły
historyk zagubiły j e g o istotę i znaczenie, j e g o ' z a l ą ż k o w y s e n s ?
C h o ć b y dlatego, że pierwszym i o s t a t n i m w y j a ś n i e n i e m r ó ż n y c h
g n o s t y c k i c h rodzin, które o m a w i a niniejsza książka, są ci sami
gnostycy. [...] Pierwszym i o s t a t n i m f a k t e m , zdarzeniem począt­
k o w y m i k o ń c o w y m , są w ł a ś n i e te o s o b y , bez k t ó r y c h n i g d y nie
zdarzyłoby się nic, c o n a z y w a m y zdarzeniami. D l a t e g o też z m u ­
szeni jesteśmy o d w r ó c i ć p e r s p e k t y w ę p o t o c z n e j o p t y k i , zastępu­
jąc pseudodialektykę f a k t ó w , wszędzie i przez w s z y s t k i c h dziś
u w a ż a n y c h za ź r ó d ł o o b i e k t y w n o ś c i , h e r m e n e u t y k ą ludzkiej
osoby. T y l k o dzięki uznaniu t y c h f a k t ó w za konieczne ( n i e u n i k ­
n i o n e ) może b y ł o przypisać im p e w n ą a u t o n o m i c z n ą p r z y c z y n o w o ś ć , która je w y j a ś n i a . A l e w y j a ś n i e n i e nie musi oznaczać
rozumienia. ' R o z u m i e ć ' t o raczej 'zakładać' ('mieścić w sobie',
'oznaczać')."
16

Z d a n i e m Corbina nie ma wyjaśnienia p o d s t a w o w e g o f a k t u ,
k t ó r y m jest t o , c o j e d n o s t k o w e i i n d y w i d u a l n e , w y j a ś n i e n i a , które
można by w y p r o w a d z i ć z i n n y c h f a k t ó w : Individuum
est ineffabile. Nie fakty t ł u m a c z ą osobę, ale o s o b a — fakty. W tej zmianie
kierunku przekładu o d b i j a się cały s c e p t y c y z m w o b e c instancji
orzekającej, której u p a t r y w a n o w pojęciu f a k t u . A b y głos osoby,
p o której s p o d z i e w a m y się tłumaczenia o w y c h f a k t ó w , zabrzmiał
d o n o ś n i e , trzeba zapytać, c o o s o b a ta oznacza, c o sobą implikuje,
c o nie zaszłoby, g d y b y nie zaczęła być. M u s i m y zatem zrozumieć
osobę. C o r b i n o w s k i e rozumienie zakłada t u p e w i e n rodzaj f e n o ­
menologicznej ź r ó d ł o w o ś c i , której się teraz przyjrzymy.
Opiera się o n a na założeniu, że nasza w i e d z a przerasta naszą
samowiedzę, że j e d y n y o w o c n y s p o s ó b poznania t o pytanie
o znaczenie rzeczy, o „ s p o s ó b , w jaki o b e c n o ś ć rzeczy deter­
minuje p e w n ą konstelację zjawisk, które b y ł y b y całkiem inne,
g d y b y nie b y ł o tej p i e r w o t n e j o b e c n o ś c i . " „ S a m o ś w i a d o m o ś ć
jako o b c y " — w t y m zdaniu streszcza się cały p r o g r a m b a d a ń .
Poznanie d o t y c z y w y ł ą c z n i e p r z e d m i o t ó w i n t e n c j o n a l n y c h , d o
których nie stosują się p o w s z e c h n e zasady analityki u p r z e d m i o t o w i a j ą c e j . Przedmioty te nie są f e n o m e n a m i n a t u r a l n y m i , ale
konstruktami k u l t u r o w y m i . Interpretacja jest w p i s a n a w ich
o n t o l o g i ę , w ł a ś n i e d l a t e g o m ó w i się o o n t o l o g i i sensu. D l a t e g o
też jest zasadniczym n i e p o r o z u m i e n i e m zarzucanie b a d a n i u ,
które ma d o p i e r o ustalić s w ó j przedmiot, nieprecyzyjności w s t ę p ­
n y c h określeń tegoż p r z e d m i o t u . Dając się zaskoczyć rzeczywis­
tości nic nie tracimy, przeciwnie zyskujemy szansę, by „ o p a d ł a
nas cała o s o b l i w o ś ć b y t u " . M y ś l e n i e n i e u p r z e d m i o t o w i a j ą c e
ryzykuje każdą interpretację, byleby t y l k o i n i c j o w a ł a sens. Interp­
17

8

retacja, a raczej sam akt zrozumienia jest j a k b y w e k s l e m , k t ó r e g o
pokrycie s p r a w d z a m y w c h w i l ę później, badając, c o w ł a ś c i w i e
zrozumieliśmy. W c i ą g n i ę c i w r o z u m i e n i e " w c i ą ż s p ó ź n i a m y się
na nadejście p r a w d y " ( G a d a m e r ) i d o p i e r o d z i w i ą c się r o z u m i a ­
n e m u m a m y szansę na przelotny z nią k o n t a k t .
D l a t e g o zamiast szukać z e w n ę t r z n y c h w y j a ś n i e ń zjawisk reli­
g i j n y c h ( w y j a ś n i e n i e o s o b y przez f a k t y ) C o r b i n p r o p o n u j e u r u ­
c h o m i ć w n i c h m e c h a n i z m s a m o w y j a ś n i a n i a ( w y j a ś n i a n i a fak­
t ó w przez o s o b y ) , pytając: „ J a k i e m u a k t o w i p r z y t o m n o ś c i o d ­
p o w i a d a bycie u c z n i e m C h i d r a ? " , a l b o „ i l e k r o ć m ó w i m y o w y ­
jściu z gdzie, z kategorii ubi, c o przez t o c h c e m y p o w i e d z i e ć ? "
W rzeczywistości jest t o paradoksalne u r u c h o m i e n i e p r z e d m i o t u
w p o d m i o c i e , b o sens p o j a w i a się w przestrzeni u k o n s t y t u o w a n e j
przez o b y d w a , rozwijając się dzięki r u c h o w i refleksji nad s o b ą .
Apokatastaza p o d m i o t u i p r z e d m i o t u p r z y w r a c a fakty — o s o ­
b o m , ludzi — zdarzeniom. Kiedy C o r b i n m ó w i , że t o o s o b y
w y j a ś n i a j ą fakty, nie oznacza t o p o w r o t u filozofii p o d m i o t u
z a n t a g o n i z o w a n e g o ze ś w i a t e m z e w n ę t r z n y m . C h o d z i m u raczej
0 sakralną kategorię o s o b y , rozumianej j a k o p o d w ó j n o ś ć złożoną
z j a , o s o b o w o ś c i e m p i r y c z n e j , z e w n ę t r z n o ś c i , egzoterycznego
sensus litteralis naszej o s o b y , i nie-ja, naszej o s o b o w o ś c i n i e e m pirycznej. A n i o ł a , t r a n s c e n d e n t a l n e g o p r o j e k t u , jej ezoterycznego
sensus spiritualis, sensu, k t ó r e g o d o p i e r o p o s z u k u j e m y . Celem
C o r b i n o w s k i e g o przedsięwzięcia jest taka interpretacja s y m b o l i ,
która p r z y w r a c a p r a w d ę nie t y l k o i m , ale i n a m s a m y m , b o t o
m y ś m y s p o w s z e d n i e l i , nie s y m b o l e . Tę g ł ę b o k ą naukę można
odczytać z mekkańskiej w i z j i I b n ' A r a b i e g o . G d y rozpaczając nad
n i e o b e c n o ś c i ą B o g a okrążał o n Czarny Kamień, ukazała m u się
kobieta ( n a z y w a sieją Sofią) i zapytała: „ K t o umarł. B ó g czy t y ? " .
A d o r a c j a s y m b o l u , który, c h r o n i o n y przed f a ł s z y w ą interpretacją,
z d e w a l u o w a ł się t y m c z a s e m w f o r m a l n y znak, jest w s w e j istocie
t y m s a m y m b a ł w o c h w a l s t w e m , k t ó r e g o za w s z e l k ą cenę c h c i a n o
uniknąć. C o r b i n pisze: „ T a k jak A n i o ł musiał u s u n ą ć k a m i e ń , tak
1 m y m u s i m y znaleźć w sobie o d w a g ę , by zajrzeć w g ł ą b g r o b u ,
aby się przekonać, że jest o n n a p r a w d ę pusty, i że Chrystusa
m u s i m y [...] szukać gdzie indziej. N a j w i ę k s z y m nieszczęściem,
jakie może się przydarzyć, jest g r ó b z a p i e c z ę t o w a n y i strzeżony
t y l k o d l a t e g o , że są w n i m z w ł o k i . "
1 6

W trzydzieści lat później myśli C o r b i n a o d ż y ł y w s ł o w a c h
V i n c e n t a D e s c o m b e s a . J u ż Gadamer p r o t e s t o w a ł p r z e c i w l i m i ­
tującej f u n k c j i mens auctoris, p r z e c i w o g r a n i c z a n i u interpretacji
zjawiska rzekomego „ s e n s u p i e r w o t n e g o " , d o t e g o „ c o autor
chciał p o w i e d z i e ć " , zaś w p r z y p a d k u s y m b o l u d o j e g o „ p r a w ­
d z i w e g o z n a c z e n i a " . D e s c o m b e s (za H e i d e g g e r e m p o „ z w r o ­
c i e " ) radykalizuje t o s t a n o w i s k o . T w i e r d z i , że f e n o m e n o l o g musi
być w y p o s a ż o n y w p e w n ą szczególną p o d e j r z l i w o ś ć w o b e c
narzucającego się sensu, k t ó r e g o r o z u m i e n i e jest f u n k c j ą bier­
n e g o w s p ó ł u c z e s t n i c t w a w jakiejś wizji ś w i a t a . M u s i o n p o d e ­
jrzewać, że ó w sens „ s t a n o w i raczej przeszkodę w rozumieniu
sensu a u t e n t y c z n e g o , d o k t ó r e g o zdoła dotrzeć d o p i e r o w t e d y ,
kiedy odkryje, k i m jest o n s a m , k t ó r e m u ó w znak został prze­
znaczony. Znak w p r o w a d z a w błąd t e g o , k o g o ma oświecić,
kiedy o d b i o r c a b o s k i e g o o b j a w i e n i a sam jest zabłąkany, z a g u b i o ­
ny, w e w n ę t r z n i e p o d z i e l o n y . " Ze s ł ó w Descombesa w y ł a n i a się
projekt n o w e j lektury starych t e k s t ó w , t y c h , o k t ó r y c h m ó w i się, iż
nie w y t r z y m a ł y p r ó b y czasu. O w ą t r u d n o ś ć z w a l c z a m y fortelem:
w y c h o d z ą c o d t e k s t u , który m ó w i n a m o t y m , j a c y dziś jesteśmy,
my, którzy t e g o tekstu nie r o z u m i e m y , p o w i n n i ś m y dojść do
siebie „ t a k i c h , d o k t ó r y c h p r z e m a w i a o n p e ł n y m g ł o s e m " . I dalej:
„ M a m y pełne p r a w o o d r z u c i ć wszelkie s p o s o b y rozumienia
tekstu, które nie w y d o b y w a j ą z n i e g o sensu w a ż n e g o dla nas,
pokazując j e d y n i e sens, jaki m ó g ł o n mieć dla naszych p r z o d k ó w ,
p i e r w s z y c h s ł u c h a c z y . " W ujęciu C o r b i n a na t y m polega p r a w o ­
m o c n a „ p o d m i o t o w a rekonstrukcja k u l t u r y " . H e m e n e u t y k a taka
z e ś r o d k o w a n a jest w o k ó ł p o j e d y n c z e j , i n d y w i d u a l n e j ludzkiej
egzystencji. M i e r z o n a a u t e n t y c z n o ś c i ą jej życia, jej w o l n o ś c i ą
— w y m i e r z o n a zaś w terror Się (das Mań), przejawiający się
w sile o p i n i i panującej w d a n y m czasie, p o w o ł u j ą c e j d o życia
różne o b i e k t y w i z m y , k t ó r y c h m o c w y c z e r p u j e się wraz z upad­
k i e m i d e o l o g i i . O b i e k t y w i z m y n o w e j i d e o l o g i i będą równie
e l o k w e n t n e i rozstrzygające jak d a w n e , skuteczne w l i k w i d o w a 19

20

21

�niu w ą t p l i w o ś c i , m a s k o w a n i u , bezradności, niewiedzy. Racje
tych wszystkich p s e u d o i n s t a n c j i C o r b i n o d t r ą c a , c h c ą c fakty
tłumaczyć przez osoby.
Ten moment w y d a j e się na tyle w a ż n y w dziejach h e r m e n e u t y ­
ki, że usprawiedliwia a n a c h r o n i z m , k t ó r e g o się z a p e w n e d o p u ś ­
cimy zestawiając C o r b i n a z K.R. P o p p e r e m i J e a n - F r a n c o i s
Lyotardem. W s p ó ł c z e s n y p o s t m o d e r n i z m , r e p r e z e n t o w a n y przez
ostatniego z w y m i e n i o n y c h , u f u n d o w a n y jest na założeniu n i e o czywistości, w i e l o z n a c z n o ś c i , n i e u f n o ś c i d o w s z e l k i c h przeja­
w ó w społecznej przemocy, w postaci „ i n s t y t u c j i " , „ r e g u ł i n o r m " ,
„języka p o t o c z n e g o " , „ z w y c z a j o w e g o r o z u m i e n i a " , „ c o d z i e n ­
nego użycia" itd. Nic d z i w n e g o zatem, że z w r a c a się p r z e c i w k o
popperowskiemu r a c j o n a l i z m o w i ( k r y t y c z n e m u w bardzo w ą s ­
kim sensie pojęcia k r y t y c z n o ś c i " ) , który z w i e l k i m o p t y m i z m e m
odnosi się d o poznania nie t y l k o w ł a s n e j kultury, ale też tradycji
obcych, o d l e g ł y c h w czasie i przestrzeni. Ten o p t y m i z m nie
znalazł jednak p o t w i e r d z e n i a w p r a k t y c z n y m p o z n a n i u o b c o ś c i .
Przeciwnie, zamiast przyrostu o w e j w i e d z y m o ż n a b y ł o obser­
w o w a ć jej u b y w a n i e . W k r ó t c e d o s z ł o d o rebelii k w e s t i o n u j ą c e j
podstawę b e z p r o b l e m a t y c z n e g o p o p p e r o w s k i e g o podejścia. J ó ­
zef Życiński ujął t o następująco: „ w s p ó ł c z e ś n i e w filozofii nauki
akcentowana jest coraz bardziej teza, iż b o g a c t w a i s t o t n y c h
doświadczeń, składających się na ludzką egzystencję nie m o ż n a
wyrazić w sposób a d e k w a t n y przy p o m o c y racjonalnego d y s k u r ­
su podlegającego j e d n e m u z e s p o ł o w i reguł m e t o d o l o g i c z ­
nych."
22

G ł ó w n y m celem ataku „ r e b e l i a n t ó w " stała się j e d n o z n a c z n o ś ć ,
ta sama, która w h i s t o r y c z n y m stroju L u t r o w s k i e j
Schriftprinzip
ogłosiła z w y c i ę s t w o zasady interpretacji gramatycznej nad ale­
g o r y c z n ą ^ sama, która P o p p e r o w i kazała uznać za z w y c z a j n y
mit „ n i e m o ż n o ś ć zrozumienia, dzielącą różne tradycje, k u l t u r y
i okresy h i s t o r y c z n e " . O w o n a i w n e przywiązanie d o j e d n o ­
znaczności Gadamer d e m a s k o w a ł j a k o w c i ą ż o d n a w i a j ą c e się
dziedzictwo myśli n o m i n a l i s t y c z n e j : t y l k o sztucznie u s t a n o w i o n e
znaki m o g ą być w p r o w a d z o n e i p o r z ą d k o w a n e w s p o s ó b w y ­
kluczający d w u z n a c z n o ś ć . Dla n e o p o z y t y w i s t ó w , ich s y m p a t y ­
k ó w i k o n t y n u a t o r ó w s ł o w o b y ł o c a ł k o w i c i e n e u t r a l n y m , prze­
zroczystym ś r o d o w i s k i e m życia i n f o r m a c j i . Praca nad s ł o w e m
służyła w y ł ą c z n i e eliminacji s z u m ó w . I w ł a ś n i e o w e szumy
zainteresowały h e r m e n e u t ó w ! S ł o w u w y j a ł o w i o n e m u , w y n i s z ­
czonemu d o s ł o w n o ś c i ą , p r z e c i w s t a w i l i o n i język n a s y c o n y , w i e ­
loznaczny, język b u d z ą c y w s ł o w a c h ich ż y w y e w o k u j ą c y sens,
język dla którego ideałem była m o w a greckiej f i l o z o f i i , gdzie
s ł o w o i pojęcie z n a j d o w a ł o się w stanie bezpośredniej k o m u n i k a ­
c j i . Należało w r ó c i ć d o p r o b l e m u metafory. Czy n a d w y ż k a
znaczenia jest z w y k ł y m s z u m e m , r e d u n d a n c j ą , c z y n n i k i e m ze­
w n ę t r z n y m , „ z a l e d w i e " e m o t y w n y m , czy może s k ł a d n i k i e m s e n ­
su, istotnym c z y n n i k i e m p o z n a w c z y m ? M e t a f o r a przestała być
ozdobą dyskursu, p o d n i e s i o n o ją d o rangi m e t o d y . „ Z u c h w a l s t ­
w o s e m a n t y c z n e " , „ z a m i e r z o n y błąd k a t e g o r i a l n y " u j a w n i a j ą c y
p o k r e w i e ń s t w o t a m , gdzie p o t o c z n e r o z u m i e n i e nie dostrzega
żadnego z w i ą z k u , przenosi wszak na n o w y plan myśli. Zaczęto
dostrzegać bliskość języka n a u k o w e g o i p o e t y c k i e g o , osiągają­
cych rzeczywistość „ n a drodze okrężnej, przez z a n e g o w a n i e
potocznego s p o s o b u w i d z e n i a ś w i a t a i języka, który t e n ś w i a t
o p i s u j e . " „ M e t a f o r a potrzebuje napięcia w w y r a ż e n i u j ę z y k o ­
w y m , by utrzymać pełne napięcia pojęcie r z e c z y w i s t o ś c i " — pisał
Ricoeur w rozważaniach nad t e r a p e u t y c z n ą f u n k c j ą n o w e j e p i ­
s t e m o l o g i i . Lyotard p o s u n ą ł tę afirmację w i e l o z n a c z n o ś c i jesz­
cze dalej: „ n a w e t w obrębie o g r a n i c z o n e j w s p ó l n o t y j ę z y k o w e j
i kulturowej w y p o w i e d z e n i e d o w o l n e g o zdania może już stać się
okazją d o s p o r u , t o znaczy nierozstrzygalnej różnicy s t a n o w i s k ,
które p r z e d y s k u t o w a ć i u r e g u l o w a ć da się t y l k o p o d w a r u n k i e m
uprzedniego w y m y ś l e n i a jakiegoś w s p ó l n e g o , nie istniejącego
dotychczas języka. M ó w i ć należy już nie tyle o n i e w s p ó ł m i e r n o ści zdań (czy ściślej rzecz biorąc zdarzeń j ę z y k o w y c h — /es
occurences)
w obrębie t e g o s a m e g o j ę z y k a . " Czy o g ł o s z o n y
przez p o s t m o d e r n i z m u p a d e k m e t a o p i s ó w każe z a p o m n i e ć o p o znawniu o b c y c h kultur, p o c h y l a j ą c nas w y ł ą c z n i e nad tradycją
własną? Na t o pytanie o d p o w i e d z i e ć m o ż n a i n n y m : czy o b c a jest
naprawdę t y l k o o b c a kultura? W b r e w t e m u , c o przypisują m u
2 3

24

25

26

27

28

29

rozczarowani krytycy, przesłanie p o s t m o d e r n i z m u w c a l e nie musi
być c y n i c z n e . N i e s p o d z i e w a n i e k o n t y n u u j ą c przedsięwzięcie
p i o n i e r ó w hermeneutyki z r ó w n u j e o n w p r a w a c h i o b o w i ą z k a c h
poznanie o b c o ś c i w ł a s n e j i cudzej. Z p e w n o ś c i ą oznacza t o impas
dla w i e l u f i l o z o f i c z n y c h o p c j i . Są j e d n a k i takie, które potraktują
ó w w n i o s e k j a k o s p ó ź n i o n y akt s p r a w i e d l i w o ś c i , niewiele jednak
zmieniający. Tak p o w r a c a m y d o hermeneutyki Corbina, która
u z b r o i w s z y się w s c e p t y c y z m w o b e c s w e g o rozumienia s w o j s k o ści ( o b c o ś ć t e g o c o w ł a s n e ) , w dalekich orientalnych o b c o ś c i a c h
m o g ł a się czuć jak w d o m u ( s w o j s k o ś ć t e g o , c o o b c e ) .
30

Corbinowska hermeneutyka indywidualności przeciwstawia­
jąc się historycznej dialektyce zwalcza alienację osoby. Poza
j e d n o s t k ą , poza tą j e d y n ą realnością, są już t y l k o s p o s o b y bycia,
będące z a l e d w i e a t r y b u t a m i o w e j rzeczywistości f u n d a m e n t a l ­
nej. „Zdarzenia są a t r y b u t a m i działających p o d m i o t ó w . " Tak jak
c z a s o w n i k i są t w o r z o n e przez w y k o n a w c ó w czynności, tak
i zdarzenia nabierają egzystencji dzięki rzeczywistości, która je
sobie uprzytamnia. D o p i e r o działające i n d y w i d u a l n e p o d m i o t y
o d m i e n i a j ą c je w e „ w ł a s n y m czasie", który jest zawsze czasem
teraźniejszym, p r z y p o r z ą d k o w u j ą o w y m zdarzeniom określony
czas, g r a m a t y c z n y i historyczny. O d e r w a n e o d rzeczywistego
p o d m i o t u , który je sobie u ś w i a d a m i a , fakty i zdarzenia stają się
czymś j a k b y nierealnym. „Przypisać całą realność f a k t o m , m ó w i ć
3 1

0 p r a w a c h , lekcjach, m ó w i ć o materialności f a k t ó w , [...] dać się
złapać w potrzask nierzyczywistości, którą sami z b u d o w a l i ś m y ,
a która z kolei obciąża nas w postaci historii jako jedynej
n a u k o w e j ' o b i e k t y w n o ś c i ' " — o t o o d w r ó c e n i e , które w y o b ­
cowało podmiot, pozbawiając go odpowiedzialności i woli,
umiejętności uczenia się z d o ś w i a d c z e ń . W jednostce, która
dryfuje w ciemnej bezczasowej przestrzeni, przeszłość i przy­
szłość nie s p o t y k a j ą się już, ale o d e r w a n e o d rzeczywistego
p o d m i o t u mijają się o b o j ę t n i e i przemijają.
C o r b i n p r o p o n u j e zmianę p e r s p e k t y w y : „przyszłość i prze­
szłość same są a t r y b u t a m i w y r a ż o n y m i przez c z a s o w n i k i . Z a ­
kładają o n e p o d m i o t , który je o d m i e n i a , p o d m i o t dla którego
1 przez który j e d y n y istniejący czas (...) t o czas teraźniejszy,
teraźniejszy w każdej sytuacji. Tak w i ę c w y m i a r y przeszłości są
w każdej sytuacji mierzone i u w a r u n k o w a n e zdolnościami p o d ­
m i o t u , który je postrzega, j e g o c h w i l ą . M a j ą w y m i a r tej osoby,
p o n i e w a ż zależą o d niej, o d zasięgu jej inteligencji, szerokości
serca, o b e j m u j ą całe jej życie, totius vitae cursum, zawierając
wszystkie jej ś w i a t y , rozciągając się d o najdalszych kresów jej
o b e c n o ś c i . " T y l k o takie „ m i e r z e n i e " może się p r z e c i w s t a w i ć
j a ł o w e j dialektyce rzeczy b e z p o w r o t n i e m i n i o n y c h . P r a w d z i w e g o
przekroczenia przeszłości, p o k o n a n i a czasy d o k o n u j e się dzięki
przeniesieniu jej w teraźniejszość w postaci z n a k u . „Przeszłość
i przyszłość stają się [...] znakami, p o n i e w a ż znak postrzegany jest
d o k ł a d n i e w teraźniejszości. Przeszłość musi zostać przeniesiona
d o teraźniejszości, aby m o g ł a się o b j a w i ć j a k o 'dająca z n a k ' . "
32

33

Wszystkie te myśli w p r o w a d z a j ą nas w atmosferę spotkań
Eranosa. Jeśli Eranos nie w y c z e r p u j e się w w y j a ś n i a n i u g o przez
j e g o czas, przy p o m o c y i n n y c h z n a k ó w , t o d l a t e g o , że sam o n jest
znakiem, i t y l k o w ó w c z a s m a m y szansę g o zrozumieć, g d y
t r a k t u j e m y g o j a k o znak: „ j a k o p o d s t a w o w ą o b e c n o ś ć , która
ciągle i w c i ą ż o d n o w a u o b e c n i a , przywraca teraźniejszość."
Cała praca Eranosa p o l e g a na łączeniu przeszłości i przyszłości
g ł ę b o k ą f o r m u ł ą teraźniejszości w y p e ł n i o n e j o s o b i s t y m znacze­
niem. W t y m s a m y m sensie Eranos jest s w o i m w ł a s n y m czasem,
ale w sensie nieco i n n y m jest też nie na czasie. Teoria, na której
p o d s t a w i e m o ż n a m u uczynić t e n ostatni zarzut, wyjaśnia byt
przez u s y t u o w a n i e g o w a b s t r a k c y j n y m czasie, który jest czasem
w s z y s t k i c h , a zatem czasem niczyim. P r z y c z y n o w o ś ć , k o n s t r u o ­
w a n a w oparciu o f a k t y o d e r w a n e o d o s ó b , nie może, zdaniem
Corbina, d o p r o w a d z i ć d o historiozofii, d o filozofii historii, co
najwyżej d o m i z o - s o f i i . W historii w y p a c z o n e j p o z y t y w i s t y c z n ą
o b i e k t y w i z a c j ą rzeczywisty czas redukuje się d o czasu abstrak­
c y j n e g o , i l o ś c i o w e g o , o o b i e k t y w n o ś c i z w y k ł e g o ziemskiego
kalendarza ś w i e c k i e g o , „ z k t ó r e g o zniknęły znaki m o g ą c e każdej
34

9

�teraźniejszej c h w i l i nadać sakralną j a k o ś ć " . Z d a n i e m C o r b i n a
abdykacja p o d m i o t u , w y g n a n e g o w o b c o ś ć historii niczyjej,
przebiegała w d w ó c h fazach. Pierwszym k r o k i e m była rezygnacja
z s e m i o t y c z n e g o statusu historycznych f a k t ó w (zdarzenie j a k o
znak) i przeniesienie ich na plan d a n y c h . Fatalnym w s p ó ł u d z i a ­
łem w tej laicyzacji historii obciążona była w s p ó ł c z e s n a t e o l o g i a ,
która następnie stała się jej ofiarą. Drugi krok d o t y c z y ł interp­
retacji sensu zdarzeń: „ a b y g o u j a w n i ć nie potrzeba już B o g a
zrodzonego w ciele. Podręcznik filozofii głosi, że nie jest O n m u
znany, i odrzuca g o , j a k o że filozofia stała się po t y m w s z y s t k i m
już t y l k o ś w i e c k ą t e o l o g i ą społecznej i n k a r n a c j i . " I w a n Karamaz o w w i d z ą c y sam siebie w szkle o k u l a r ó w — o t o s y m b o l
bezradności, jaką w n o s i w w i a n i e a g n o s t y c z n a s a m o w i e d z a ,
karykatura naszego w ł a s n e g o O b r a z u .
35

36

Sprzeciw w o b e c tej parodii w i e d z y nie nadejdzie, zdaniem
Corbina, ze strony, w której p r z e b y w a j ą ludzie uznani dziś za
ś w i a t ł y c h , b o ci, k o n t y n u u j ą c p e w n ą „ l o k a l n ą t r a d y c j ę " ( p a r a d o kasalnie z w a n ą " o ś w i e c e n i o w ą " ) , „ o ś w i e c a j ą r o z u m z a p o m i n a ­
jąc o w e w n ę t r z n y c h źródłach j e g o ś w i a t ł a " . „ G ł o ś n e nie p o ­
c h o d z i t u z i n n y c h i m p e r a t y w ó w . S w ą energię czerpie o n o
z błysku światła, k t ó r e g o p i o n łączy niebo z ziemią , nie zaś
z jakiejś poziomej linii siły, w y c z e r p u j ą c e j się n i e s k o ń c z o n o ś c i ,
z której nie p o w s t a j e żadne znaczenie. [...] Ale nasi f i l o z o f o w i e są
zbyt p o w a ż n i , aby w z i ą ć serio takie d z i w a c t w o , które u c h o d z i c o
najwyżej g n o s t y k o m i l u d z i o m W s c h o d u . " W ten s p o s ó b C o r b i n
p o w r a c a d o istoty swej h e r m e n e u t y k i : rozumienie może się
rozgrywać t y l k o w obrębie k o s m o l o g i i i a n t r o p o l o g i i triadycznej,
gdzie p o m i ę d z y r o z u m i e j ą c y m i t y m , c o rozumie, zaistnieje ż y w e
p o ś r e d n i c t w o , sympatia. Tę sferę pośrednią i zarazem p o ś r e d ­
niczącą zamieszkuje i jednocześnie s y m b o l i z u j e A n i o ł . J e g o
3 7

bezcielesność odsyła d o niesubstancjalności znaczenia, które
żyje d o p ó t y , d o p ó k i jest niestałe, w i e l o z n a c z n e , nie w y c z e r p u j e
się, a w z b o g a c a dzięki p o j e d y n c z y m aktualizacjom. Nie będąc
nigdzie, o w a sfera pośrednia jest s a m y m gdzieś
wszystkich
rzeczy.
M ó w i ą c o „ r y z y k u a n a l o g i i " w y r a ż a m y o b a w ę przed tą w ł a ś n i e
pośrednią przestrzenią, którą u w a ż a m y za nicość, a którą z w y k l i ś ­
m y z a b u d o w y w a ć bezpiecznymi s y l o g i z m a m i . Ś w i a t A n i o ł ó w
w w y m i a r z e k o s m o l o g i c z n y m , zaś a a n t r o p o l o g i c z n y m — dusza,
obie te pośrednie sfery służyły o ż y w i e n i u , aktualizacji o w e j
przestrzeni. G d y C o r b i n m ó w i o błysku ś w i a t ł a łączącym ziemię
i niebo, ma na myśli p o ś r e d n i c t w o o b y w a j ą c e się bez „ f i z y c z n e g o
kontaktu", „ w s p ó l n o t y historycznej", „materialnych związków",
„ o b i e k t y w n y c h ś w i a d e c t w " i „ p r z y c z y n o w e j d e t e r m i n a c j i " . Sferę
pośrednią trzeba mieć w sobie, trzeba być w ł a s n y m A n i o ł e m .
Dziedziczenie sensu następuje b o w i e m t y l k o w linii w e r t y k a l n e j :
nie m o ż n a g o przekazać, trzeba g o w sobie w z b u d z i ć , za­
k t u a l i z o w a ć . Ż y j e m y w ś w i e c i e , który zmarniał tak, że n a w e t nie
w i e , iż brak A n i o ł a jest w ł a ś n i e brakiem. Europejczycy, szermierze
p o s t ę p u m i e r z o n e g o o w ą n i e o b e c n o ś c i ą , są w i e l k i m i d ł u ż n i k a m i
w y l u d n i o n y c h ś w i a t ó w , z a r ó w n o t y c h z i e m s k i c h , jak i t r a n s c e n ­
dentalnych.
38

Podpisując s w ó j artykuł trzema datami ( w e d ł u g kalendarza
chrześcijańskiego, islamskiego i staroperskiego) C o r b i n sugeruje
m o ż l i w o ś ć ekspiacji. Z e s t a w i e n i e t y c h trzech czasoprzestrzeni
d o m a g a się b o w i e m h e r m e n e u t y k i , która p o z w o l i ł a b y je ze sobą
z h a r m o n i z o w a ć . Interpretując je z g o d n i e z ich sensem, miałaby
o n a tak je połączyć, „ b y raz c z w o r a k i e , a i n n y m razem s i e d m i o rakie znaczenia pism znalazły się w h a r m o n i i . "
A b y tego
d o k o n a ć , trzeba przestać uciekać w abstrakcyjny czas a n o n i m o ­
w y c h z b i o r o w o ś c i , lecz o d k r y ć czas k o n k r e t n y : czas Osób.
39

PRZYPISY

Henri C o r b i n 1 9 0 3 — 1 9 7 8 . O d 1 9 5 4 w y k ł a d o w c a religio­
z n a w s t w a islamskiego w Ecole des Hautes-Etudes, S o r b o n n e .
Działalność z a w o d o w ą związał z d w o m a miastami: Paryżem
i Teheranem. Pierwszy t ł u m a c z Heideggera na język francuski
(Qu'est-ce
que la métaphysique,
1 9 3 8 ) . Uczestnik s e m i n a r i ó w
f i l o z o f i c z n y c h Etienne Gilsona. W latach 1 9 3 9 - 4 5 w e Francuskim
Instytucie A r c h e o l o g i i w Istambule, badania bibliotek m e c z e t o ­
w y c h . 1 9 4 6 — 1 9 5 4 dyrektor w y d z i a ł u s t u d i ó w irańskich I n ­
stytutu F r a n c u s k o - l r a ń s k i e g o w T e h e r a n i e . Założyciel i w y d a w c a
Biblioteki
Irańskiej, serii w y d a w n i c z e j , w której u k a z y w a ł y się
teksty ź r ó d ł o w e t e g o kręgu k u l t u r o w e g o . W i e l o l e t n i uczestnik
s e m i n a r i ó w Eranosa. A u t o r m.in. Oeuvres philosophiques
et
mystiques de Sohrawardi, I s t a m b u l - P a r i s - t e h e r a n 1 9 4 6 — 1 9 5 2 ;
Les motifs zoroastriens
dans la philosophie
de
Sohrawardi,
Teheran 1 9 4 6 ; L'Imagination
créatrice dans le soufisme
d'Ibn
'Arabi, Paris 1 9 5 8 ; Terre céleste et corps de resurrection,
Paris
1 9 6 0 ; L'Homme de lumière dans le soufisme iranien, Paris 1 9 7 1 ;
En Islam iranien. Aspects spirituels
et philosophique,
4 tomy,
Paris 1 9 7 1 — 1 9 7 3 itd.
1

Man and Time. Papers from the Eranos Yearbooks, oprać.
J . Campbell, Pricenton 1 9 8 1 ( p i e r w o d r u k 1 9 5 7 ) , dalej M A N .
Pisał o t y m Gadamer w Prawdzie i metodzie; H.G. Gadamer,
Wahrheit und Méthode. Grundzùge einer P h i l o s o p h i s c h e n Hermeneutik, T u b i n g e n 1 9 7 2 ( p i e r w o d r u k 1 9 6 0 ) s. 2 2 9
* P. Ricoeur, Egzystencja i hermeneutyka.
Rozprawy o metodzie, oprać. S. C i c h o w i c z , W a r s z a w a 1 9 8 5 , s. 1 2 1 : " s t a w i a m
sacrum na miejscu w i e d z y a b s o l u t n e j , nie jest t u o n o j e d n a k jej
s u b s t y t u t e m , j e g o znaczenie pozostaje e s c h a t o l o g i c z n e i n i g d y
nie może się przekształcić w p o z n a n i e i g n o z ę . "
M A N , s.XIII, podkreślenie J T B .
H e i d e g e r o w s k i e rozumienie (Verstehen) t o w a r u n e k w s t ę p ­
ny refleksji, a nie sama refleksja.
A.Schaff, Historia i prawda, W a r s z a w a 1 9 7 0 , s.102, por. też
o n i e u ś w i a d o m i o n y c h założeniach f i l o z o f i c z n y c h różnych historiozofii, s. 5 9 — 9 7
Wahrheit und Méthode, op. cit., passim.
Bronk zauważa, że filozoficzna h e r m e n e u t y k a Gadamera jest
j a k b y s p ó ź n i o n ą reakcją na Carnapa próbę l i k w i d a c j i metafizyki,
na którą Heidegger w s w o i m czasie zupełnie nie zareagował.
A. Bronk, Rozumienie,
dzieje, język. Filozoficzna
hermeneutyka
H.G. Gadamera, L u b l i n 1 9 8 8 , s. 8 3
H.G. Gadamer, Wahrheit und Méthode, o p . cit., s. 3 7 4
Tamże, s. 2 8 2
2

3

5

6

7

8
9

1 0
1 1

10

Tamże, s. 2 8 5
M . Scheler, Die Wissensforme und die Gesselschaft, za: H.G.
Gadamer, Rozum, słowo, dzieje. Szkice wybrane,
oprać. K.
M i c h a l s k i , przekład M . Ł u k a s i e w i c z W a r s z a w a 1 9 7 9 , s. 7 0
H.G. Gadamer, FilozoficznepodstawyXX
wieku, ( w : ) tegoż,
Rozum, słowo, dzieje, o p . cit., s. 7 0
H.G. Gadamer, Wahrheit und Méthode, o p . cit., s. 2 8 4
M A N , s.XIV
M A N , s.XV
Creative Imagination
in the Sufism of Ibń Arabi, przeł
z franc. Ralph M a n n h e i m , L o n d o n 1 9 7 0 , s. 97
Umykanie sensu, t ł u m . M . K o w a l s k a , „ L i t e r a t u r a na Ś w i e ­
c i e " , 8 — 9 , 1 9 8 8 , s. 3 2 7 — 9
Tamże.
Tamże, s. 3 3 0 — 1
J . Ż y c i ń s k i , Posłowie d o : I.G. Barbour, Mity, modele, para­
dygmaty, K r a k ó w 1 9 8 3 , s. 2 5 8
P. S z o n d i , Wprowadzenie
do hermeneutyki
literackiej, prze­
kład M . Ł u k a s i e w i c z , w e : Współczesna
myśl
literaturoznawcza
w Republice
Federalnej
Niemiec. Antologia,
red. H. O r ł o w s k i ,
W a r s z a w a 1 9 8 6 , s. 31
Za: J . Bouveresse, Racjonalność
i cynizm,
przekład
M . K o w a l s k a , " L i t e r a t u r a na Ś w i e c i e " , 8 — 9 , 1 9 8 8 , s. 3 6 6
H.G. Gadamer, Filozof Iczne podstawy XX wieku, ( w : ) tegoż.
Rozum, słowo, dzieje, op. cit., s. 7 5
Tamże, s. 7 7
P. Ricoeur, Metafora i symbol, przekład K. Rosner, " L i t e r a t u ­
ra na Ś w i e c i e " , 8 — 9 , 1 9 8 8 , s. 2 5 2
Tamże, s. 2 5 3
P o g l ą d y J.F. Lyotarda zawarte w j e g o książce Le Différend
(Paris 1 9 8 3 ) c y t u j ę w o m ó w i e n i u J . Bouveresse,
Racjonalność
i cynizm, o p . cit., s. 3 6 6
Por. u J . Bouveresse, Racjonalność
i cynizm, o p . cit.
M A N , s. X V I
M A N , s. XVI
M A N , s. X V I
M A N , s. XVII
M A N , s. X V I I I
Tamże.
Tamże.
H. Corbi n, Face de Dieu, face de l'homme. Herméneutique
et
soufisme, Paris 1 9 8 3 , s. 13
M A N , s. XIX
1 2
1 3

1 4

1 5

1 6

1 7
18

19

2 0
2 1

2 2

2 3

2 4

2 5

2 6

2 7

2 8
2 9

3 0
3 1

3 2
3 3

3 4
3 5

3 6

3 7

3 8

3 9

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8328" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8307">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a580decf34b6b0741306ae1c23f07282.pdf</src>
        <authentication>7c1cd86585bc153c20c6269560168227</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99558">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2386</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99559">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99560">
                <text>1992</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99561">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2214</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99562">
                <text>O grzechu łakomstwa i konflikcie kulturowym. Z powodu "Uczty Babette" / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99563">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.3-4, s.85-86</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99564">
                <text>Leśniakowska, Marta</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99565">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99566">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99567">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99569">
                <text>O grzechu łakomstwa i konflikcie
kulturowym. Z powodu „Uczty Babette"
Marta Leśniakowska

1. Wydanie w I w.n.e. dzieła Apiciusa „ D e re c o q u i n a r i a "
bodaj p o raz pierwszy w e r b a l i z o w a ł o p o g l ą d , iż s p o s ó b
o d ż y w i a n i a jest w y s u b l i m o w a n ą
„sztuką
kulinarną"
— u m i e j ę t n o ś c i ą , k t ó r a p r z y n a l e ż y do obszaru sztuki
(arsjtechne), a więc umiejętności w y k o n y w a n i a czegoś wed­
ług reguł. Bliska arystotelesowskiej „ w i e d z y p r o d u k t y w n e j " ,
ars victuaria — w XII-wiecznej klasyfikacji Radulfa da
C a m p o L u n g o zw. P ł o m i e n n y m i H u g o n a o d św. W i k t o r a
— b y ł a j e d n ą z siedmiu sztuk mechanicznych. I c h o ć później
w y ł ą c z o n a z o s t a ł a z tych klasyfikacji, k t ó r e zmierzały k u
s f o r m u ł o w a n i u definicji sztuki j a k o wyłącznie z d o l n o ś c i
wytwarzania p i ę k n a (siedem sztuk p i ę k n y c h w g Batteux
z p o ł . X V I I I w . ) , t o dzięki estetyce idealistycznej „ s z t u k a
k u l i n a r n a " m o g ł a znaleźć miejsce albo w ś r ó d umiejętności
p o j m o w a n y c h nadal zgodnie z a n t y c z n ą , nieco t y l k o zredefin i o w a n ą d y s t y n k c j ą (sztuka j a k o wiedza fachowa, j a k kra­
wiectwo, medycyna, handel i o b r o n n o ś ć ) , lub — j a k to
u j m o w a ł w nieco zawiły s p o s ó b Libelt — w ś r ó d tzw. sztuk
s p o ł e c z n y c h , k s z t a ł t u j ą c y c h p l a t o ń s k i e ideały prawdy, pięk­
na i d o b r a w życiu oraz u p i ę k s z a j ą c y c h to życie. W tego
rodzaju maksymalistycznych spekulacjach konstytuowano
całą sferę k u l t u r y materialnej, o d k t ó r e j ż ą d a n o , by potrzeby
czysto praktyczne z a s p o k a j a ł a na r ó w n i z potrzebami „ w y ­
ższego r z ę d u " ; by u ż y t e c z n e b y ł o zarazem przyjemne, j a k
chciał Arystoteles. T o z a ś przesuwa całe zagadnienie w r ó w ­
n y m stopniu k u estetyce psychologicznej (zwłaszcza w jej
hedonistycznej wersji k a r t e z j a ń s k i e j , zdynamizowanej przez
z g r u n t u antyintelektualne, dwudziestowieczne spekulacje
snute w o k ó ł teorii upojenia), j a k k u historii k u l t u r y i antopologii kulturowej. Sztuka k u l i n a r n a — z c a ł y m towarzy­
s z ą c y m jej r y t u a ł e m p r z e p i s ó w , k s i ą ż e k kucharskich, hierar­
c h i ą p o m i e s z c z e ń , mebli, n a c z y ń , n a k r y ć s t o ł o w y c h , służby
itd.) — jest j e d n y m z kluczowych m o m e n t ó w o b y c z a j o w o ś c i
(stylu życia), osadzonym w s p o ł e c z n y c h hierarchiach. Dzisiaj
m o ż n a na to p o p a t r z e ć w jeszcze inny, n o w y s p o s ó b , b u r z ą c y
dawne, segmentycyjne ustalenia, k t ó r e oddzielały t o , co
wrodzone o d tego, co nabyte w trybie k u l t u r o w y m : dziś
w i a d o m o , że o b y c z a j o w o ś ć — d o ś w i a d c z e n i e społeczne
— konwencje k u l t u r o w e ( ś r o d o w i s k o w e ) , poprzez s w ą trwa­
łość/zakorzenienie kształtują naszą osobowość i wchodzą
w zapis genetyczny. N a w y k i k u l t u r o w e s ą „ d r u g ą n a t u r ą " ,
d a j ą c ą o sobie z n a ć w najróżniejszych sytuacjach.

k t ó r y staje się w r ó w n y m stopniu popisem jej kulinarnego
mistrzostwa j a k o k u c h a r k i głośnej restauracji paryskiej, j a k
m a n i f e s t a c j ą wysublimowanej i zawsze nieco libertyńskiej
k u l t u r y francuskiego s t o ł u .
T a fabularnie prosta historyjka, skonstruowana w nie­
spiesznym rytmie kolejnych sekwencji p r z y g o t o w a ń d o owe­
go przyjęcia — k t ó r e stopniem swej szczegółowości w pew­
n y m momencie w r ę c z b a l a n s u j ą na granicy telewizyjnego
kursu gotowania — m o ż e b y ć analizowana j a k o p o d r ę c z ­
nikowe wręcz ćwiczenie z a n t r o p o l o g i i kulturowej. M a m y
oto t y p o w ą sytuację zderzenia d w ó c h r ó ż n y c h stylów życia
— odmiennych z e s p o ł ó w codziennych/rutynowych zacho­
w a ń w o b r ę b i e k u l t u r y europejskiej, w k t ó r e j stół ( k u l t u r a
stołu) jest, j a k twierdzi N o r b e r t Elias, w o g ó l e p o d s t a w o w y m
elementem cywilizacji Z a c h o d u i ś w i a d e c t w e m o k r e ś l o n y c h
o b s z a r ó w kompetencji k u l t u r o w y c h (stylu ż y c i a / s p o s o b u
b y c i a ) . T o oczywiste, iż „ z a c h o w a n i e się przy stole" (by
s p a r a f r a z o w a ć t y t u ł podstawowego dla n o w o ż y t n e j cywiliza­
cji zachodniej p o d r ę c z n i k a autorstwa Erazma z Rotter­
damu) jest zarazem wyrazem o k r e ś l o n e j tezy egzystencjalnej,
a w konsekwencji — j a k o kategoria behawioralna — elemen­
tem społecznej stratyfikacji i czynnikiem k s z t a ł t u j ą c y m za­
chowanie dystynktywne. Pozwala t o s y t u o w a ć o p i s a n ą
w Uczcie Babette h i s t o r i ę w p o l e t k u znanej
socjo-etnologicznej tezy orbis interior — orbis exterior, oraz j a k o
ilustrację zderzenia kulturowego, inicjowanego przez poja­
wienie się „ o b c e g o " . W t y m w y p a d k u chodzi o zderzenie
d w ó c h antytetycznych k u l t u r europejskich: z a m k n i ę t e j , su­
rowej k u l t u r y mieszczańskiej z o t w a r t ą , w y r a f i n o w a n ą ,
kosmopolityczną kulturą „ d w o r s k ą " — tą, którą stworzyła
i „ u c y w i l i z o w a ł a " n o w o ż y t n a Francja i k t ó r e j s z c z e g ó l n y m
symbolem s t a ł a się francuska kuchnia. T o z a s ł u g ą francus­
k i c h kucharzy ( M . A . Careme), arystokracji i m ę ż ó w stanu
(np. k a r d y n a ł ó w Richelieu i M a z a r i n czy markiza L o u i s de
Bechameil) b y ł o doprowadzenie nowoczesnej sztuki k u l i n a r ­
nej, j a k ą w X V I w. stworzyli u siebie W ł o s i , d o nieznanego
d o t ą d wyrafinowania i urozmaicenia, rozpropagowanego
n a s t ę p n i e przez dzieła w rodzaju słynnej Physiologie du gout
A . Brillat-Savarina z 1825 r.
2

1

2. Uczta Babette: do małej osady d u ń s k i e j przybywa
uciekinierka z o g a r n i ę t e j rewolucyjnym terrorem Francji.
Życzliwe, ale p e ł n e dystansu D u n k i , k t ó r e udzieliły Francuz­
ce schronienia, p o w i e r z a j ą jej prowadzenie d o m u , w p r o w a ­
d z a j ą c w tajniki miejscowej sztuki kulinarnej — w proste, czy
nawet p r y m i t y w n e w swej oszczędności przepisy oparte na
k i l k u podstawowych s k ł a d n i k a c h (słynny przepis na polew­
k ę z ż y t n i e g o chleba, notabene stosowany d o dziś w tradycyj­
nej k u c h n i skandynawskiej). Babette, osoba nieco tajem­
nicza, o niejasnej przeszłości, aklimatyzuje się w n o w y m
ś r o d o w i s k u , ale kiedy nieoczekiwanie otrzymuje znaczny
spadek, wydaje go w całości na realizację osobliwego kap­
rysu — wystawnego przyjęcia dla d u ń s k i c h gospodarzy.

85

�W tej perspektywie, pokazana w Uczcie Babette historia
nabiera w r ę c z cech „ w y z n a n i a w i a r y " . O d w o ł u j e się bowiem
— j a k w o l n o sądzić — do istoty kantowskiej polemiki
pomiędzy klasą średnią (mieszczaństwem) a dworską klasą
wyższą. A w konsekwencji — do sporu m i ę d z y dwiema
postawami m o r a l n y m i : p r o t e s t a n c k ą (w jej skrajnym wyda­
n i u p i e t y s t ó w ) i k a t o l i c k ą , wraz z o d p o w i a d a j ą c y m i m
d w o j a k i m rozumieniem pojęcia cywilizacji: albo j a k o oby­
czajowości z a m k n i ę t e j , w e w n ę t r z n e j (protestantyzm), albo
z e w n ę t r z n e j (katolicyzm).

chodzenia do akceptacji przydatny m o ż e b y ć , znany z teorii
t e k s t ó w mechanizm wzajemnego o d d z i a ł y w a n i a kultur: wia­
d o m o , iż owo o d d z i a ł y w a n i e sprowokowane jest bardziej
przez r ó ż n i c e , niż p o d o b i e ń s t w a , i to z d w ó c h p o w o d ó w : albo
dlatego, że „ o b c a " idea wpisuje się w znajome w y o b r a ż e n i a
i w a r t o ś c i ( „ p o s z u k i w a n i e swojego"), l u b odwrotnie, dlate­
go, że jest nieznana, a więc b u d z ą c a zaciekawienie ( „ p o ­
szukiwanie obcego"). T o „ o b c y " wprowadza w w e w n ę t r z n e
struktury k u l t u r o w e t o , co przychodzi „ z z e w n ą t r z " i w y w o ­
łuje impuls zmiany kulturowej.

Wszystko to k a ż e też spojrzeć na Ucztę Babette j a k na
moralitet, k t ó r y eksploatuje i m m a n e n t n ą cechę k u l t u r y stołu
— tę mianowicie, iż owa k u l t u r a , j a k o kwintesencja o k r e ś ­
lonej filozofii życia, determinowana jest przez właściwe sobie
p r z e s ł a n k i etyczne. Zgodnie z ż e l a z n y m i r e g u ł a m i filozoficzno-dydaktycznej p r z y p o w i e ś c i , toczy się w a l k a o dusze
ludzkie, z a ś bohaterowie postawieni zostają wobec koniecz­
ności d o k o n a n i a w y b o r u p o m i ę d z y p o d s t a w o w y m i katego­
r i a m i i p o j ę c i a m i , k t ó r e zresztą zdają się alegorycznie
u o s a b i a ć : m i ę d z y C n o t ą i Grzechem (tu: Ł a k o m s t w a ) , P y c h ą
i W i a r ą , P r a w d ą i K ł a m s t w e m . Sytuacja w y b o r u balansuje t u
na k r a w ę d z i k o n f l i k t u k u l t u r o w e g o / ś w i a t o p o g l ą d o w e g o
w c a ł y m jego wymiarze. Decyzja wzięcia l u b nie u d z i a ł u
w uczcie jest r ó w n o z n a c z n a z opowiedzeniem się za j e d n ą
z d w ó c h opcji, w a r t o ś c i o w a n y c h jednak z p u n k t u widzenia
protestantyzmu: za t r a d y c j ą (stabilnością, t r w a ł o ś c i ą , praw­
d ą ) , b ą d ź za z m i a n ą (rewolucją, ruchem, a więc też k ł a m s t ­
wem i pozorem).

Przebieg uczty Babette, o narastającej dramaturgii stop­
niowego p r z e ł a m y w a n i a dystansu i k o n w e n a n s ó w , staje się
nieomal o b r z ę d e m wzajemnego obdarowywania się, niczym
w potlaczu; k l u c z o w y m momentem a k t y w i z u j ą c y m „ k u
integracji" dwie antytetyczne k u l t u r y europejskie. Z pierw­
szym k ę s e m wykwintnej francuskiej z a k ą s k i dochodzi do
integracji odmiennych tradycji i gest ten ma tutaj w y m i a r
w r ę c z ekumeniczny, j a k ż e odległy od destrukcyjnej, lewac­
kiej wizji s a m o u n i c e s t w i a j ą c e g o się s p o ł e c z e ń s t w a konsump­
cyjnego, j a k ą pokazano w g ł o ś n y m swego czasu Wielkim
żarciu. M o ż e jest to też gest polityczny, jeśli spojrzeć na ten
p r o b l e m z perspektywy wciąż utopijnej wizji zjednoczonej
Europy (i szerzej świata, w jakiejś kolejnej, raz p o raz
uaktywnianej u ł u d z i e „ i n t e r n a c j o n a l i z m u " ) . W a r t o t u więc
p r z y p o m n i e ć k o ń c o w e sceny Uczty: po w s p a n i a ł y m przyję­
ciu wszystko wraca do dawnego. P o z i o m porozumienia
i akceptacji nie p r z e k r o c z y ł tutaj granic, j a k i e wyznacza np.
obiad w egzotycznej restauracji — miły, o d ś w i ę t n y epizod
w rutynie życia codziennego lub w turystycznym programie.
N o w e doznania i d o ś w i a d c z e n i a t y m silniej w y z n a c z y ł y
ustalone t r a d y c j ą i p r z e s ą d e m strefy „ s w o j s k o ś c i " („ojczyz­
ny mniejszej"), by c h r o n i ć je przed k o l e j n ą u t o p i ą .

A l e m i m o z a r y s o w u j ą c e g o się n i e b e z p i e c z e ń s t w a zachwia­
nia r ó w n o w a g i , sam fakt zajęcia miejsca przy stole decyduje
ostatecznie o porzuceniu k o n f l i k t u — na rzecz uczestnictwa
i otwarcia na „ o b c e g o " . W wyjaśnieniu tego procesu doPRZ
1

Problemy te przedstawia wnikliwie Elżbieta G i e y s z t o r - M i ł o b ę d z k a , Na­
tura, nauka, sztuka — nowy paradygmat, [w:] Sztuka a natura. Materiały
X X X V I I I Sesji Naukowej Stowarzyszenia H i s t o r y k ó w Sztuki przeprowadzo-

86

PISY
nej 23—25 listopada 1989 roku w K a t o w i c a c h , Katowice 1991, s. 15—29,
z w ł a s z c z a s. 17
2

Norbert Elias, Przemiany obyczajów

w cywilizacji Zachodu, Warszawa 1980

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8326" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8305">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/253e9dc303009c4bb83cdf2752d85369.pdf</src>
        <authentication>d22afc1355bf11fa33c49ff0a5f8ae5c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99532">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6346</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99534">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99536">
                <text>2007</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99537">
                <text>Jackowski, Aleksander ( 1921- )</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99538">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5921</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99540">
                <text>Na skróty / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99541">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.1 ; s.148-159</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99542">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99543">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99544">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99545">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99546">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99547">
                <text>21_Jackowski.ps - 4/25/2007 2:15 PM

ALEKSANDER JACKOWSKI

Oto starymi uczyniłeś dni moje. Przemijają,
A jak się to dzieje, nie wiem...
(Św. Augustyn, Wyznania)

est rok 2007. Lata minęły, zmienił się kraj, ustrój,
moje życie. Zmienił jego rytm. Dawniej wydarzenia
następowały szybko po sobie, ciągle przeżywałem
coś innego, a teraz linia życia stała się ciągła, leni­
wa. Pewnie i ja jestem inny, no - trochę inny. Najważ­
niejsze - starszy. Od pasa w górę jeszcze wszystko jest
dobrze, ale nogi nie chcą funkcjonować, lekarz każe
jeździć na rowerku, mam teraz w domu taki, ale czy to
pomoże? Jestem sam. Guteńka zmarła dziewięć lat te­
mu i wciąż trudno mi się z tym pogodzić. Ostatnie la­
ta z nią były piękne, ważne. Stałem się jej potrzebny,
przestała chodzić, trzeba było ją umieścić w Domu
Opieki w Łomiankach. Odwiedzałem ją niemal co­
dziennie, to ją radowało, do innych pensjonariuszy
przyjeżdżano rzadko, a ja byłem zawsze do jej dyspozy­
cji. Kiedy tylko sobie czegoś życzyła, mogła mieć pew­
ność, że jej to następnego dnia przywiozę. Jadąc do
niej, cieszyłem się, że się zobaczymy. Byłem potrzebny
i spłacałem swą winę lat „osobnych”, kiedy to ja mia­
łem swoje zainteresowania, swoich przyjaciół, a ona
w „Mazowszu” swoich. Sam ją na to „Mazowsze” na­
mówiłem, wiedząc, że pomoże Tadeuszowi Sygietyńskiemu. Ale ja, choć zaangażowany w tworzenie Ze­
społu, byłem w istocie w Państwowym Instytucie
Sztuki. Tam znalazłem interesującą mnie pracę, przy­
jaciół, kolegów, historyków sztuki, krytyków, ona jed­
nak tkwiła bez reszty w „Mazowszu”.
O świcie wyjeżdżała do Karolina, wracała z Mirą Zimińską około północy. Do Zespołu przyszła dyrektoro­
wać promienna, młodziutka. Mira miała już wtedy ży­
cie za sobą, tysiące zmarszczek, ale gdy Guteńka się
zestarzała i zniszczona pracą odeszła, Mira była niemal
taka sama jak na początku. Fenomen. Bezlitosna dla
tych, których uznała za wrogów. Ja starałem się jej
i Tadeuszowi pomagać, ale dla Gusti „Mazowsze” to
było całe życie. Zapewne i kompensacja niedostatków
naszego związku. Nie ciekawiły jej problemy, którymi
żyło moje środowisko, źle się w nim czuła, mnie nato­
miast nie interesowały jej kłopoty. Żyliśmy obok siebie,
choć razem. Ale wiedziałem, że jest mi bezgranicznie
oddana, i za to byłem jej nieustannie wdzięczny. Mia­
łem oczywiście w życiu różne fascynacje, ale zawsze ze
świadomością, że ona jest najważniejsza, jedyna. Łączy­
ła nas też miłość do dziecka. Ja miałem Oleńkę wciąż
koło siebie. To było moje szczęście. Do dzisiaj. Jestem
od niej uzależniony, jest bowiem najpiękniejszą, naj­
bardziej atrakcyjną kobietą. Dla Guteńki była wszyst­
kim, sensem istnienia, radością. Podróżując po świecie
z „Mazowszem” wierzyła, że zapewni jej lepszą przy­
szłość. Ciągle o niej myślała, w czasie długich półrocz­
nych podróży; dla niej kupowała sukienki, lalki, pre­
zenty, rekompensując tym swą tęsknotę. Żyła z myślą

N a skróty. Posłowie*

J

0 niej, dla niej. Ale z daleka, ja natomiast byłem zawsze
z małą. Do chwili gdy stała się duża i pewnego dnia
oświadczyła z powagą: tato zakochałam się. On ci się
będzie podobał, jest taki dobry, niezaradny...
O Boże! zmartwiłem się, przecież wolałbym, by to
był ktoś, kto zapewni jej przyszłość. A czy historyk, ar­
chiwista, nawet rokujący wielkie nadzieje takim bę­
dzie? Okazało się, że tak, i nie tylko w kraju, ale i za
granicą. Zostałem sam. Ola, Marynia i Ania, urodzo­
na tuż przed odejściem Gusti, mieszkały kilka lat
w Budapeszcie, a obecnie są w Wiedniu. Leszek kieru­
je jakimś wydziałem i departamentem ONZ-owskiej
instytucji. Cudownie, ale czemu tak daleko? Marynia
zajmuje się filmem, jest w Londynie, na 3. roku stu­
diów w Westminster University. Jest mądra, śliczna,
1nie dziwię się Sławomirowi Idziakowi, że przyjął ją ja­
ko asystentkę przy kręceniu filmu o Harrym Potterze.
Ale ja jestem sam, to straszne, wszystko więc robię,
by się samotności nie poddać. Kiedy mogę, telefonuję
do Wiednia, jeżdżę, albo tu ich witam, kiedy Ola
z Anią przyjeżdżają, by uczestniczyć w jakiejś mojej
imprezie, wystawie czy promocji książki. Ciągle jednak
coś tracę, Ania tak szybko staje się panienką...
Od roku mieszkam w małym, ślicznym mieszkaniu,
wreszcie ciepłym, z kaloryferami, z cząstką książek, pa­
pierów, pamiątek. Przyjaciele dziwią się, że nie żałuję
tego, co zostawiłem. Z czterech pokoi są tylko dwa, do
tego rzeczy po kradzieży... Właśnie, po śmierci Guteńki pojechałem do Wiednia, a w tym czasie moje miesz­
kanie, a także Leszka i Oli, okradziono. To dziwne
wrażenie. Upokorzenie. Stos rzeczy, papierów, książek
rzuconych na podłogę, oblanych jakąś cieczą, by zmy­
lić węch psa. Zabrano najcenniejsze książki Leszka,
heraldyczne z XVII, a chyba i XVI wieku. Pokazywał
je chętnie gościom zebranym na posiedzeniu towarzy­
stwa heraldycznego, no i włamywacz wiedział co,
z której półki i szafy zabrać. Skradł także pamiątki po
Bolesławie Prusie, rzeźby mojego stryja Stanisława, za­
dziwiający obraz Raj Adama Herszafta, przyjaciela Oj­

148

* Posłowie przygotowane do drugiego wydania książki Aleksandra
Jackowskiego N a skróty

�21_Jackowski.ps - 4/25/2007 2:15 PM

Aleksander Jackowski • NA SKRÓTY. POSŁOWIE

ca, jedno z najważniejszych dzieł sztuki żydowskiej.
Złodziej czytał moją książkę Sztuka zwana naiwną, za­
brał więc wszystkie obrazy i rzeźby reprodukowane
w książce, niestety z adnotacją, że to z moich zbiorów.
Skradł obrazy - podpisane przez darczyńców: Kobzdeja, Tadzia Brzozowskiego, Tadeusza Kantora. N a
szczęście ich nie podpisał! Jestem nerwusem, cholerykiem, ale w tej sytuacji udawałem nawet przed sobą,
że mnie to wcale nie załamuje.
Nawet spałem na tych zgliszczach, a w dzień pisa­
łem, jak zawsze. Ale to był spokój pozorny, w istocie
cios, który załamuje. Nie miałem siły, ochoty, by oba
mieszkania uporządkować, uciekłem w codzienną pra­
cę, na szczęście pokój, ten Guteńki, uporządkował
mój młody przyjaciel Alik Korulski. A ja, jak gdyby
nic, nawet nie przestałem się kłaniać moim sąsiadom,
którzy wszystko słyszeli, ale i policji, i mnie nie zawia­
domili. Sąsiadka, staruszka, bała się zatelefonować do
policji, ona jedna miała telefon i się bała. No, można
ją zrozumieć, ale sąsiadów z dołu? Tchórz, żyjący mi­
tem powstania warszawskiego, kłamiący nawet przed
sobą. Bał się. Panicznie...
Policja zajęła się szukaniem włamywaczy, „mój” in­
spektor był bardzo miły, zadzwonił kiedyś do mnie panie Aleksandrze! radosna nowina. No jaka? Coś się
znalazło? - Ach nie, nie, ale sam minister Borusewicz
dzwonił, pytając o sprawę. - I co, ucieszyłem się, to
pomoże? - Ale skąd! zasmucił się policjant. Przecież
wie pan, komputer mamy zepsuty, kserograf na trze­
cim piętrze, samochód - sam pan wie, jaki jest... No
i wkrótce zamknęli śledztwo.
Wkrótce przeprowadziłem się, właścicielka zwięk­
szyła komorne, a mieszkanie zimne - kaflowy piec w po­
koju, a hol, łazienka, kuchnia nieogrzewane. Szczęśli­
wie Oleńka zauważyła w Internecie anons - mieszkanie
2-pokojowe, w tej samej dzielnicy, ten sam przystanek,
sklep, na 3. piętrze, w domu 6-piętrowym. To dom,
w którym mieszkają moi rodzice - ucieszył się Leszek.
Zadzwonili, ojciec Leszka umówił mnie z panem, który
wyremontował lokal dla swej ciotki, która jednak wola­
ła zostać w Australii. Piękne! Zachwyciłem się, kiedy
zobaczyłem czyste, ładnie wymalowane mieszkanie. No
to właściciel podniósł cenę, o kilka tysięcy. Po co to po­
wiedziałeś, zrugała mnie Oleńka. Bo było piękne!
Przyjaciel pomógł, mam oszkloną bibliotekę. Ola
pracowała w dzień i w nocy, by przenieść z całego do­
bytku to, co ważne, co jest mi potrzebne. Ale wtedy
uświadomiłem sobie, że w istocie nic, niewiele mi trze­
ba. Papiery? Ponieważ mogą się przydać do pracy - ale
jakiej? Listy? Kto je przeczyta, znajdzie na to czas...
Guteńka miała cały dom, rzeczy przez lata gromadzo­
ne, nieodzowne, no iw ciągu jednego dnia znalazła się
w Domu Opieki. Szuflada w szafie, stolik przy łóżku
i fotografie Oleńki, Maryni, Ani. Tylko to było ważne.
Zostało z całego życia. Znam to. N a Syberii też miałem
tylko fotografie rodziców, jedną książkę - Ewangelię.

Leżę teraz na tapczanie, patrzę, tak tu pięknie. A co
mi do życia naprawdę potrzebne? Niewiele, w istocie
tylko pamięć. To, co ją uruchamia, listy, zdjęcia, kilka
książek. A więc powrót do przeszłości, do tego, co by­
ło, co zrobiłem dobrze, źle, przeoczyłem, zaniechałem.
O Boże! Mogłem być inny, stworzyć sobie inne życie.
Czy lepsze? Nie, chyba nie...
Walczę z tą swoją pamięcią, walczę o prawdę, ale
ona dawkuje mi ją jak lekarz - terapeuta. Chroni od
wspomnień złych, przykrych. Żadnych wyrzutów su­
mienia... Zmuszam się (!) by wydobywać z pamięci
sceny, gdy byłem niedobry dla Gusti, zostawiłem pła­
czącą Jovankę w Belgradzie, nie uratowałem Niemki,
jeszcze dziewczynki, przed bestialstwem sowieckich
żołnierzy, przejechałem psa, który wypadł na szosę.
A jak ocenić życie? Zobaczyć je z perspektywy cza­
su. Przecież przez lata zajmowałem się tym, czego nie
znałem. Najpierw robiłem, później uczyłem się. Taki
świat na opak. Role w życiu, jak w teatrze. Nie swoje.
N a Syberii, w wojsku, po wojnie. Dopiero w redakcji
byłem na swoim miejscu, przynajmniej tak sądzę.
Teraz, gdy to piszę, panuje moda na lustrację. Ale
jaką? Tylko z zewnątrz. To komuna d rebours. Nikt nie
może być spokojny, nikt nie wie, co się znajduje w ak­
tach, które gromadziła Służba Bezpieczeństwa. Prze­
cież te akta to kloaka, donosy, prawdziwe, ale i wymy­
ślone, w istocie nie do sprawdzenia. Wymagające
interpretacji. Choćby taka sytuacja: Ludwig Zimmerer
(o którym napiszę za chwilę), przyjmował do pracy
sprzątaczki, kucharki, kierowców. Każdy był wzywany
do Urzędu Bezpieczeństwa, musiał podpisać zobowią­
zanie, że będzie donosił. I co? Natychmiast mówili
o tym Zimmererowi, a on pocieszał, zapewniając, że bę­
dzie im pisał, kto był na koktajlu. A dzisiaj są to „tajni
współpracownicy”, „osobowe źródła informacji”.
Prawdziwa lustracja jest w nas. Teraz we mnie, gdy
przypominam sobie dawne lata. Więc zastanawiam się
- kim jestem? Osobowe źródło informacji? zły? dobry?
Do wczoraj żadnych skrupułów nie miałem, nie dono­
siłem, nie wyrządziłem nikomu krzywdy, ale okazuje
się, że źle walczyłem, nie w tym wojsku, w którym po­
winienem, nie na tym froncie, na jakim należało. N a­
wet nie w tej sprawie, co trzeba. Myślałem, że walczę
z Niemcami, o Polskę, a okazuje się, że chciałem zsowietyzować kraj. Order mam też podejrzany, od ko­
munistów. Może mi go odbiorą? Może odbiorą i tego
pułkownika, którym mnie przed kilkoma laty miano­
wano. Nawet bym się nie zdziwił, bo ta nominacja wy­
dała mi się humorystyczna. Sam pomysł mnożenia sta­
da kapitanów, majorów, pułkowników w stanie
przedzawałowym. Wręczenie wyglądało zabawnie. Do
budynku komendy uzupełnień zaproszono co naj­
mniej setkę osób. Starcy, kulawi, ledwie włóczący no­
gami w asyście małżonek, odświętnie ubrani - ci spod
Monte Cassino i ci spod Lenino - jeszcze przed lustra­
cją, wszyscy razem. Usiedliśmy w świetlicy, miejscowi

149

�21_Jackowski.ps - 4/25/2007 2:15 PM

Aleksander Jackowski • N A SKRÓTY. POSŁOWIE

pułkownicy przebiegali co jakiś czas korytarzem,
wreszcie jeden z nich powiedział: przyjeżdża ekipa
kontrolna, proszę wyjść, świetlica jest potrzebna. Po­
wędrowaliśmy na schody, po jakimś czasie poprosiła
mnie siwa urzędniczka. Sprawdziła nazwisko, wpisała
do książeczki oficerskiej nominację, no, tak zostałem
pułkownikiem.
Pisanie wspomnień to też forma autolustracji, za­
stanowienie się, w co i dlaczego wierzyłem, w co się an­
gażowałem. Niestety, złudzeń nie cofnę, życia nie zmie­
nię, mogę je tylko opisać, bo nawet nie wytłumaczyć.
Czy jestem jednak dziś mądrzejszy, bardziej rozważny?
Pewnie tak, ponieważ mam mniej sił i ochoty na ryzy­
ko. Nie wiem jednak, czy doświadczenie życia otwiera
na nie oczy, czy też ogranicza zdolności poznawcze.
Mam przyjaciół. To bardzo ważne, dawnych i no­
wych. Ale przyjaciół się nie wybiera. Ich się dostaje.
Jak dar. Stajemy się sobie potrzebni, gotowi jesteśmy
na wyrzeczenia, coś się kształtuje - więź? uczucie? od­
powiedzialność? Jakiś podtekst seksualny?
Jadwigę Jarnuszkiewiczową poznałem w pociągu,
wracaliśmy z sesji naukowej, a z Krakowa jechało się
wówczas wiele godzin, wystarczająco, by się zaprzyjaź­
nić. Od tego czasu jej dom stał mi się szczególnie bliski,
tam spotykałem ciekawych ludzi, tam zaprzyjaźniłem
z fascynującym artystą, rzeźbiarzem, grafikiem, medalierem - jej mężem, Jerzym. Ciął znakomite ekslibrisy, wy­
rażające istotę modela, znak człowieka. Taka psycholo­
gia ilustrowana, ale jak! Rzeźby Jerzego mnie poruszały,
najciekawsze były Aliny Szapocznikow, ale on mnie pa­
rę razy zapraszał i prosił o wyrażenie swej opinii. Mnie?
To znaczy nikogo, przecież dopiero przy nim, przy Ja­
dwidze kształciłem swą wrażliwość. Zachwycał mnie
prymityw, rzeźby ludowe, eskimoskie, Cyklady, ale Jerzy
pytał, pokazując realistyczną kompozycję lepioną w gli­
nie, co o niej sądzę. A może tę rękę lepiej będzie pod­
nieść? Nie wiedziałem, ale by uczestniczyć w rozmowie,
powiedziałem - może. A on już oderwał ją i inaczej
ustawił. Zaklepał. Lepiej? Speszony coś bąknąłem, pło­
nąc ze wstydu. Cóż ja mu mogłem doradzić? Ale przy
nim, przy Jadwidze uczyłem się, rozszerzałem wyobraź­
nię, coraz lepiej poznając rzeźbę ludową. Zwłaszcza du­
żo mi dała współpraca z nią przy albumie Sztuka ludu
polskiego (1967). Jadwiga, by mi pomóc, została sekreta­
rzem redakcji „Polskiej Sztuki Ludowej”. Wykorzysty­
wałem to bezwstydnie, odciągając ją od zajmowania się
rzeźbą a przecież była najlepszym znawcą i jej teksty
przekonywały precyzją sądu, sformułowań. Ale ile za to
płaciła! Pisanie to było pasmo udręki, walka o doskona­
łość, precyzję sformułowań, okupione dziesiątkami pa­
pierosów, środków podniecających, nasennych. Obła­
skawiła doktora, dyktując mu, co powinien zapisać
(podobnie robiła to Guteńka). Skończyło się tragicznie,
marskość wątroby i śmierć. A dawała z siebie masę,
zwłaszcza studentom rzeźby i w galerii Repassage. Jej za­
wdzięczam piękno albumu. Komponowała ilustracje,

które jej dawałem. Trzy lata pracowaliśmy, dążąc do te­
go, by najlepiej pokazać obiekt. Zwłaszcza rzeźbę. Bywa­
ło, że ją fotografowaliśmy tak długo, aż osiągaliśmy po­
żądany efekt. Te czarno-białe zdjęcia są piękne,
ciekawsze niż barwne, w późniejszych moich książkach.
Niemal wszystkie są dziełem Jana Swiderskiego, foto­
grafa w Instytucie Sztuki.
Dzięki radom Jadwigi mądrze fotografował rzeźby.
Wiele razy prosiliśmy go o ponowne zdjęcie, inne usta­
wienie. Były rzeźby niepokorne, które nie chciały być
sfotografowane. Zbuntowane. Do Frasobliwego
w Rabce jeździło kilku fotografów, Janek trzy razy.
Kiedy wrócił, powiedział z zadowoleniem: „no teraz,
szefie, złego słowa nie powiesz” . Nie musiałem... Kie­
dy wyjmował film otworzył kasetę tak, że go prześwie­
tlił. W albumie znalazły się więc zdjęcia tej rzeźby zro­
bione przez Andrzeja Wróblewskiego. (Też się z nią
męczył).
Janek był zawodowym fotografem, ale o etnografii
wiedział więcej niż studenci, czytał, brał udział w eks­
pedycjach, dokumentujących sztukę ludową, a także
pomagał mnie. Powiedzieć o nim, że był „oddany” pro­
fesorowi Reinfussowi i mnie, to mało. On żył naszymi
sprawami, lojalny, pomocny. Wykonał ponad 100 tys.
zdjęć, nieraz w karkołomnych pozycjach, oczywiście
płacąc za to złamaniami. Niestety, Instytut nie miał
dźwigu, nawet drabiny. Między nami toczyła się gra, za­
wsze ta sama. Ja prosiłem - zrób to czy tamto. N a kie­
dy? N a jutro. Nie mogę, mam masę pracy, weź innego
fotografa. Udawałem zmartwienie. Mówiłem, no tak,
ale nikt mi tych rzeźb nie zrobi tak jak ty. Wzruszał ra­
mionami, że nic nie poradzi. Dobrze, godziłem się, to
kogo wziąć? Kaźmierskiego? Każdy dobrze ci zrobi...
No to go zaraz poproszę... Wtedy przerywał mi - po­
czekaj... zastanowię się. Wiedziałem, że sprawa jest za­
łatwiona, po kilkunastu minutach przychodził - no, to
ja to zrobię... Dziwiłem się, dziękowałem. I ta scena po­
wtarzała się raz za razem. Przez kilkanaście lat...
Jemu dawała satysfakcję, wiedział, że jest potrzeb­
ny, niezastąpiony. Przynajmniej dla mnie, dla nas
w redakcji. I był! On pierwszy czytał wydrukowany
numer, ja drżałem, on marszczył brew i szturchał pal­
cem tekst - błąd! Jak mogłeś. Kiedy umarł - czegoś
w redakcji zabrakło. Właściwie nie bardzo mi się już
chciało myśleć o piśmie...
Redakcja i Instytut pozwalały na zajmowanie się
różnymi aspektami twórczości nieprofesjonalnej, ludo­
wej, naiwnej, psychopatologicznej, surowej - art brut.
Patrzyłem jak socjolog kultury, trochę jak psycholog,
etnolog, a nawet filozof. Ale naprawdę przejmowała
mnie sztuka dawna, ta, od której życie mnie odsunęło.
Ona mnie formowała. Ona, dzięki której, podobnie jak
muzyce Mozarta i Bacha, przeżyłem Syberię. Pamięć,
reprodukcje, obcowanie z tą sztuką w muzeach stały się
dla mnie zarówno lekcją wrażliwości, jak i siłą napędo­
wą. Każdy może mieć w sztuce swój wybór, to tak jak

150

�21_Jackowski.ps - 4/25/2007 2:15 PM

Aleksander Jackowski • NA SKRÓTY. POSŁOWIE

z urodą, jedno dzieło nie musi być od innego lepsze czy
gorsze. Ważne, że jest „moje”, jak Velasquez, Goya, El
Greco z Prado, Rembrandt z Ermitażu. Ile wzruszeń...
Ostatnio, w Wiedniu w Kunsthistorischemuseum
Oleńka woziła mnie inwalidzkim wózkiem! Wzrusze­
nie, drżenie serca. Jadę, wiem, że teraz, tam na lewo
będzie mój ukochany Vermeer. Siedzę, wpatruję się,
żyję tym obrazem. Tam jego autoportret, a w St. Pe­
tersburgu, w Ermitażu, wzrusza mnie Rembrandt Po­
wrót syna marnotrawnego. Jak to jest malowane! Jak
przedstawione! Są obrazy i rzeźby mistrzowskie, ale
ważne znaleźć coś, co nas z nimi połączy, taki nadda­
tek, duszę przedmiotu. Ale ta dusza bywa także w foto­
grafii. Nie zapomnę nigdy Chopina ze znanego dagerotypu - umęczonego, bolesnego, nie zapomnę
przerażającej kopalni złota - wielkiego mistrza fotogra­
fii Salgado. Obraz piekła ludzkiego!
Niestety, los inaczej pokierował mym życiem, że tyl­
ko tęsknota została za historią sztuki, teatrem, reżyse­
rią. Zostało zainteresowanie sztuką ludową i współcze­
sną. Ludową - ze 300 artykułów, ze współczesną
kilkanaście tekstów o rzeźbie, Józefie Czapskim, Marku
Żuławskim, o Jerzym Jarnuszkiewiczu. Sztuka ludowa
ciekawiła mnie jako fenomen socjologiczny, choć znaj­
dowałem w niej także rzeczy piękne, wzruszające, dają­
ce satysfakcję estetyczną. Myślę tu choćby o pięknie
form garnków, niezmiennej od wieków, o dawnych ha­
ftach walutowych, czy z Podegrodzia, strojach kobiet
z Biłgoraja, architekturze, a więc o sztuce związanej
z tradycją, doświadczeniem pokoleń. Z ludowej rzeźby
bliska jest mi dawna, kapliczkowa. Często niepokorna,
niezdarna, więcej mówiąca o twórcy niż o regionie. Ta
rzeźba, której profesor Frankowski nie chciał uznać za
ludową sztukę. Więcej w niej bowiem indywidualnej
inwencji, buntu niż tradycji. Ludowym artystom po­
święciłem wiele lat pracy. Jeździłem do nich, pomaga­
łem, kiedy mogłem. Szanowałem ich, i kiedy mogłem,
starałem się dać temu wyraz.
Kiedyś zadzwoniono do mnie z komisariatu policji,
zatrzymali człowieka z workiem drewnianych ptasz­
ków, powołuje się na mnie, twierdząc, iż jest artystą
ludowym. Potwierdzałem. Wtedy go wypuszczali. Dy­
plomy twórców ja podpisywałem, to też na mnie się
powoływali. Kiedyś przyszedł do Instytutu stary już
człowiek, speszony, widać było, że źle się czuł w tym
pałacowym wnętrzu. Pytam go, o co chodzi, w czym
mógłbym mu pomóc. A on, że musi ze mną w cztery
oczy porozmawiać. Siadamy w gabinecie, on nic nie
mówi i wkłada mi w stos pism na biurku kopertę. Co
pan! A on, że dwa razy mu pomogłem. To moja pra­
ca, tłumaczę, on się robi czerwony, coś majstruje
w kieszeni... wkłada drugą kopertę. Grubszą... Więc ja
mu znowu tłumaczę, żadnych „podziękowań”, to mo­
ja praca, on - że zaprasza na koniak, itd. W końcu pła­
cze, więcej już nie ma. Ściskam go, jest mi strasznie
przykro... na to on, z płaczem, siedemdziesiąt lat żyje

i zawsze musi miastowemu coś dać. Jezu! w jakim kra­
ju żyjemy... To bardziej bolesne niż afera Rywina.
Wielu tak zwanych twórców ludowych poznałem
dzięki Ludwigowi Zimmererowi. To była niezwykła po­
stać w naszej kulturze. Bardzo ważna. Dziwny Niemiec,
ciepły, serdeczny, uśmiechnięty, mówiący cicho, nie
jak to jego rodacy mieli w zwyczaju, hałaśliwie, bezczel­
nie. Wszyscy mieliśmy w tamtym czasie, po wojnie,
niechęć do Niemców. On go przełamywał.
W czasie wojny był sanitariuszem, potem wydawał
pismo pacyfistyczne, o religijnym podtekście, anarchi­
styczne. Pisał sam artykuły, składał, drukował i sprzeda­
wał na ulicach. Wstydził się swej niemieckości, miał po­
czucie winy i dlatego chciał przyjechać do Polski, która
tyle wycierpiała. Boże! Czemu ja się urodziłem Niem­
cem, bił głową o ścianę. W 1956 r. wypuszczono z wię­
zienia Gomułkę. Wiec przed Pałacem Kultury zgroma­
dził setki tysięcy ludzi. Wierzyli, że uchroni kraj przed
komunizmem. Zimmerer też uwierzył. Przyjechał na­
tychmiast, nie znając języka, jako korespondent „Die
Welt” i trzynastu rozgłośni radiowych. Zostawił nie­
miecką żonę i syna, wkrótce w Krakowie poznał, poko­
chał, poślubił Joannę Olczak. Wprowadziła go w krąg
krakowskiej cyganerii, Piwnicę pod Baranami, której by­
ła jedną z inicjatorek. Lepiej nie mógł trafić. Język po­
znawał szybko, zręcznie się nim posługując, często
z dowcipem. Twierdził, iż jeszcze wtedy miał jasną wizję
Polski. Ale tracił ją szybko, zdany na prasowe konferen­
cje w Interpressie i MSZ. Jaki był naprawdę ten kraj? Jak
przeżył okupację? Przypadek sprawił, że zobaczył w Ce­
pelii rzeźbę Pożegnanie z żoną przed pójściem do gazu. Po­
jechał do autora, Wacława Czerwińskiego. Odtąd wie­
dział, że od ludzi, rzeźbiarzy, artystów ludowych więcej
się dowie o Polsce niż na konferencjach. Zaczął do nich
jeździć. Wtedy go poznałem. Słuchał z niezwykłą uwagą,
zapatrzony w rozmówcę. Czułeś, że jesteś dla niego naj­
ważniejszy. To był dar wielkiego reportera, powiedziałeś
mu wszystko, więcej, niżbyś chciał. Rozwinęła się wów­
czas moda na rzeźby ludowe, kupowali zwłaszcza Niem­
cy, jako pamiątki. Ale jego interesowali ludzie, artyści.
Jeździł do nich po kraju, a wkrótce oni przyjeżdżali do
niego. Kolekcja powstawała szybko, płacił dobrze, wszak
otrzymywał pensję w dolarach, a te wymieniał na czar­
nym rynku. Początkowo ja jemu pomagałem, ale wkrót­
ce on mnie informował o ciekawych artystach. Kolekcja
po kilku latach liczyła 13 tys., zajęła cały dom, trzynaście
pokoi i garaż. Obrazy wisiały na suficie, na podłodze, pod
folią, na skrzydłach drzwi, w ubikacji. Umieszczał je
z fantazją Marcin Brykczyński, późniejszy autor książek
dla dzieci. W kolekcji pracowali etnograf, dwóch asy­
stentów... Dzięki niesamowitemu zbiorowi dom Zimmerera stał się znany. N a piątkowe koktajle zapraszał prze­
różnych ludzi, od wicepremiera poczynając, filmowców,
artystów, po nieznanego nikomu pana znakomicie opo­
wiadającego o bitwie pod Saragossą, właściciela stoiska
na bazarze Różyckiego.

151

�21_Jackowski.ps - 4/25/2007 2:15 PM

Aleksander Jackowski • N A SKRÓTY. POSŁOWIE

O Polsce wiedział oczywiście więcej niż inni dzien­
nikarze, angażował się w dyskusje polityczne, walkę
0 uznanie granicy na Odrze i Nysie. Pisał koresponden­
cje dla rozgłośni radiowych, zawsze krótkie, kilkuminu­
towe. Celne, czasem trafiające w sedno problemu dow­
cipem. Pamiętam jedną, w czasie napięć między
Państwem a Kościołem, prymasem Wyszyńskim a Go­
mułką. Dwa wściekłe psy biegną po obu stronach siat­
ki, gotowe się rozszarpać. Nagle widzą w siatce dziurę,
chwila namysłu i znów wściekle ujadając biegną z po­
wrotem. Kolekcja stawała się pomnikiem do chwały.
Gdyby nie ona, Ludwig nie poznałby elity kulturalnej
kraju, nie stałby się postacią legendarną. Ale kolekcja
stawała się też kotwicą. Jak wyjechać do innego kraju?
Przecież kolekcja należy (to zawsze podkreślał) do Pola­
ków. Otrzymywał ciekawe propozycje - Meksyk, Para­
gwaj. Nic z tego, kolekcja wiązała go z Polską. Nastąpi­
ły lata trudne. Niepokoje, stresy, spowodowane
zarówno tym, co się działo w Polsce (stan wojenny), jak
1 w życiu osobistym. Joanna odeszła, nie wytrzymała
stresów, które przeżywał, zawiedziony tym, co widział
dokoła. Karina, którą poślubił, była ładna, efektowna,
ale po kilku latach stało się dla niego oczywiste, że nic
ich dobrego nie łączy. Postanowił przenieść kolekcję,
ofiarować - ale nikt w Warszawie nie chciał jej przyjąć.
Wyprowadził się z domu i zamieszkał pod Warszawą.
Tęsknił do Joanny, widywał się z nią coraz częściej. Per­
traktował z Muzeum Etnograficznym w Krakowie, któ­
re zapewniło, że da mu kamienicę na ul. Kanonicznej,
będzie rozwijało kolekcję, a on zostanie jej kustoszem.
Ale te projekty przerwała moja wizyta w Krakowie. Pro­
fesor Włodzimierz Hodys, spotkany na Rynku, powie­
dział, że byli u niego smutni panowie, pytali o Zimmerera, powiedzieli, że chce za ileś tam dziesiątków tysięcy
dolarów sprzedać swe zbiory... Zapytany przeze mnie
dyrektor Muzeum Edward Waligóra zmieszał się, przy­
znał, że kazano mu kolekcję przyjąć, a Niemca wyrzu­
cą... W czasie stanu wojennego Kasię, córkę Ludwiga,
aresztowano. N a domiar złego miał przyjechać wydaw­
ca, któremu Zimmerer obiecał książkę o Polsce. Oczy­
wiście jej nie miał, ciągle pisał kilkuminutowe teksty
i większa forma sprawiała mu ogromne trudności.
W nocy nastąpił udar. Leżał bez pomocy wiele go­
dzin, mieszkał bowiem z dala od żony, pod Warszawą,
u dr. Stankiewicza. Zabrano go do Niemiec, a gdy
wrócił po wielu miesiącach - to już odmieniony. Siwy
patriarcha o płomiennych oczach, skazany na pomoc
rehabilitantów. Zabrała go do siebie, tak jak chciał,
Joanna. Miał w sobie powagę śmierci, wyzbyty z wszel­
kiej próżności, wdzięku, kokieterii. Mądry. Przestała
go interesować kolekcja, bliscy mu z niej byli tylko Ro­
man Śledź i Józef Lurka. Poprosił Karinę o kilka ich
rzeźb. Odmówiła! Nieprawdopodobne! Stał mi się
wtedy jeszcze bliższy. Przyjechałem do niego, wychudł,
nogę miał bezwładną, z trudem mówił jeden, dwa wy­
razy. Pokazywał ikony w rozłożonych księgach, rysu­

nek postaci, różnice. Były tam też anioły średniowiecz­
ne i z kręgu kultury buddyjskiej. Zestawiał ilustracje ze
sobą, wierząc, że zrozumiem, o co mu chodzi. Unosił
palec do góry - widzisz? Byłem wstrząśnięty. Ktoś po­
wiedział - jego należałoby ubezwłasnowolnić... Jego?
Który już był w wyższym kręgu wtajemniczenia.
Umarł. Pogrzeb miał się odbyć w Krakowie. W ko­
ściele zebrał się tłum ludzi, przyjaciele, znajomi, my
z Warszawy i oto dowiedzieliśmy się, że Karina przysła­
ła w nocy samochód po ciało z nakazem prokurator­
skim wydania go prawowitej żonie. Kazała zedrzeć
ubranie (bo od Joanny) i założyć na trupa nowe, od
niej. Krakowski grób został pusty. Po kilku dniach po­
chowano Ludwiga w Warszawie. Zaczęły się targi
0 dom, o kolekcję. Dziś dostępu do niej nie ma. N a­
wet nie wiem gdzie i... co z niej zostało.
Kolekcja początkowo była tylko zbiorem rzeźb zwa­
nych ludowymi, później wzbogaciła się o obrazy naiw­
ne. Rosła nieprawdopodobnie szybko, przybywały rze­
czy świetne, muzealnej wartości, ale i takie, które
świadczyły nie o sztuce, lecz o człowieku. Nieudolne,
chociaż przejmujące, kicze ludowe, jarmarczne, obra­
zy perwersyjne, także obrzydliwe. Nigdy bym tego ob­
razu nie chciał mieć w domu, śmiał się Ludwig, ale
w kolekcji jest potrzebny. Kryteria estetyczne przesta­
ły obowiązywać, kolekcja stała się muzeum człowieka,
świadectwem tego, czym bywa twórczość dla człowie­
ka. Podkreślam - twórczość, więc swoisty znak tożsa­
mości, świadectwo przeżywanych koszmarów, wyzwa­
lania się ze strachu, przezwyciężanie kalectwa.
W „normalnym” muzeum słaby artystycznie obraz nie­
widomej kobiety nie miałby racji istnienia, ale tu sta­
wał się niezwykle ważny. Wiedzieliśmy o tym obaj,
dlatego w rozmowach często pojawiało się pytanie co dalej. Te tysiące obrazów i rzeźb stało się ważnym
dokumentem człowieczeństwa, tego, kim człowiek jest
1jak twórczość go zmienia, kształtuje. Jak oswaja z bó­
lem, cierpieniem; jak uwalnia z lęku, jak uspokaja,
czyni los znośnym. Każdy może stać się artystą, prze­
kroczyć próg swych możliwości. Bywa, że malując,
rzeźbiąc, czyni to podświadomie, angażując siły, o ist­
nieniu których nie wiemy, nie myślimy. Wspaniałe
w twórczości bywa przekraczanie możliwości, przez
trud, wysiłek, pracę. Zaufanie intuicji.
W twórczości amatorów widzę dwa kryteria, jedno
estetyczne - wzór, do którego się dąży, i drugie psy­
chologiczne - przekraczanie progu swych dotychcza­
sowych osiągnięć, możliwości. Dlatego buntuję się
przeciw tylko „artystycznym” ocenom dzieł, przeciw
konkursom i nagrodom dla amatorów.
Ludwig więcej wiedział o ludziach niż ja, lepiej
umiał ich słuchać. Poświęcał wiele czasu na rozmowy,
pamięć miał znakomitą, więc oczywiste było, że ja na­
piszę książkę o sztuce, a on o ludziach. Kiedy jednak
odszedł, musiałem także tę jego część wziąć na siebie.
I tak powstała książka Sztuka zwana naiwną (1995),

152

�21_Jackowski.ps - 4/25/2007 2:15 PM

Aleksander Jackowski • NA SKRÓTY. POSŁOWIE

naprawdę ważna, coś dająca czytelnikowi. Powstała
z setek moich zapisków, rozmów, wspomnień. Nieste­
ty, drukowano ją w Hongkongu, tam zostały klisze,
a wydawnictwo upadło. O niektórych twórcach,
a także problemach sztuki piszę w obecnie wydawanej
książce Talent, pasja, intuicja. Ale nie jest to już opo­
wieść o ludzkich losach, jak w Sztuce..., o tajemnicy
życia, klęskach i wyzwoleniu, o sztuce, która przekra­
cza bariery niemożności, kalectwa. Piszę w niej o po­
trzebie sztuki, o tym, co może dać „zwykłemu” czło­
wiekowi, zwłaszcza temu wciąż sprawnemu, którego
los skazuje na emeryturę, a więc na samotność. Sa­
motność, do której nie jest przygotowany. Kiedy zosta­
je pustka. Coś więcej niż tylko brak środków do życia.
Zostaje pytanie - co robić? Jak zagospodarować czas,
energię. Odwołam się do bliskich mi przykładów. Mój
ojciec zmarł pół roku po zwolnieniu go z pracy. Miał
jeszcze wiele sił. A wuj? Władysław Kapon, dobry,
szlachetny i fajtłapowaty. Był potomkiem Garybaldczyków, którzy znaleźli w Polsce nową ojczyznę. Jedy­
ny, który w 40. rocznicę małżeństwa mych rodziców
ofiarował mojej mamie podarek. Z ciotką Emilią łatweg życia nie miał. Miał pasję, która jej nie cieszyła prenumerował gazety, do których dodawano zbroszurowane powieści, ale... nie czytał ani ich, ani gazet, ale
je miał. Zwały numerów, zakurzonych, podpierały
ściany. Kiedy we wrześniu bomba zniszczyła mieszka­
nie, pieczołowicie przenosił je do drugiej ciotki - Ma­
rysieńki - na ul. Śniadeckich. Po wojnie pracował ja­
ko księgowy, ale kiedy się zestarzał, podziękowano mu.
Nie umiał sobie poradzić z nową sytuacją, gazety mu
zabrano, nowych nie mógł zbierać. Najpierw chodził
do swojej firmy, ale przeszkadzał w pracy, więc brał
z domu stołek i siadał na nim pod oknem swego biura,
na chodniku. Zmarł po pół roku.
To ważne mieć cel, coś, o czym się myśli. Cokol­
wiek, malowanie, rzeźbienie, hodowanie gołębi, kwia­
tów, uprawianie działki, zbieranie kart pocztowych,
znaczków. Taki cel życia wtedy, gdy przychodzi stres
odejścia z pracy. Z racji swych zainteresowań stykałem
się często z amatorami, widziałem, ile im może dać sa­
tysfakcji to, co robią. Jaka to radość ulepić dzbanuszek
i dać sąsiadowi, namalować obrazek „jak żywy”. Cza­
sem obraz bądź rzeźba dają poczucie spełnienia. Myślę,
tu przede wszystkim o nieprawdopodobnych osiągnię­
ciach ludzi niepełnosprawnych, obrazach malowanych
pędzelkiem w ustach czy palcach stopy, rzeźbach le­
pionych przez ludzi niewidzących i niesłyszących. Każ­
dy zdaje się przekraczać próg swoich możliwości.
I wtedy jest wielki.
Jak trudno oceniać prace osób, których nie znamy,
a więc nie wiemy, z jakim wysiłkiem są stworzone, jak
wątpliwe wydają się w tej sytuacji nagrody, kryteria tyl­
ko estetyczne. Jak mogą być bolesne dla pominiętych...
Przed laty odrzuciłem z konkursu niewielką rzeźbkę
w drewnie przedstawiającą gen. Świerczewskiego. Było

to precyzyjnie rzeźbione, lakierowane, brzydkie. Zade­
cydowaliśmy - żadna sztuka! Rzemiosło. A po kilku la­
tach spotkałem za Gibami głuchoniemego we wsi nad­
granicznej, w zupełnej głuszy. Miał niezwykłe ręce,
rzeźbił ptaki, zwłaszcza wróble, stawiał je na podwórzu
i śmiał się, szczęśliwy, kiedy się na nie kot rzucał. To
był jego triumf. Domyśliłem się, że to on był autorem
odrzuconej przeze mnie z konkursu pracy. Zrobiło mi
się wstyd. Wspomnę też pierwszą moją przygodę z wy­
stawy amatorów, kiedy to z pogardą oceniłem obraz
namalowany przez kalekę. Jak to ważne - wiedzieć, kto
i dlaczego maluje i dopiero wtedy oceniać obrazy nie­
widomej pani Budzyn-Nowakowej, czy oceniać malar­
ski dorobek Alfreda Długosza, który umierając, ucało­
wał mnie i powiedział: „Panie, ja miałem szczęśliwe
życie. Byłem artystą!”. Miał wtedy 97 lat.
Ważna była lekcja Długosza, uświadomiła, jak wie­
le czynników składa się na emocjonalny odbiór sztuki.
Nauczyłem się cenić, podziwiać dzieła stworzone jak­
by na przekór dyspozycjom. Ale gdy patrzę na dzieła
sztuki, w muzeach, galeriach poruszają mnie doznania
estetyczne, interesują swą materią obrazy, a nie to, ko­
go przedstawiają, kim jest pan po lewej czy prawej
stronie, z jakiego rodu pochodzi księżniczka. Nie lubi­
łem komentarzy w muzeach, przeszkadzały mi, tworzy­
łem na własny użytek hierarchię wartości, swoje mu­
zeum wyobraźni. Ale zajmując się twórczością
nieprofesjonalną, natrafiłem na zjawisko fascynujące sztukę surową, nieokrzesaną, spontaniczną. Art Brut.
N a sztukę, którą poznałem w paryskiej kolekcji Jeana
Dubuffeta. Działającej swą formą, a przy tym związaną
z osobowością twórcy. Miałem szczęście, poznałem
w resorcie kultury Zofię Bisiak, która zajmowała się
animacją sztuki, ruchem amatorskim. Do dziś jest dla
mnie kimś bliskim, przyjacielem, kimś, kto czuje i my­
śli podobnie. Współpracuję z nią od lat. Zosia ma wiel­
ką wadę, nie oszczędza się, spala w pracy, robi to, co zdawałoby się - skazane jest na przegraną. Wymyśliła,
stworzyła Łucznicę, ośrodek niezwykły, w którym set­
ki ludzi poznało warsztat ceramiczny, witraż, wikliniarstwo, zabawkę. Ale to, co było tak ważne, zostało
przed paru laty zniszczone. Bezmyślnie? Nie, to by by­
ło za proste. Celowo, w imię nowoczesności, ale tak
naprawdę z zawiści. Z tej okropnej polskiej choroby.
Sam nie zrobię, więc zniszczę, co jest, co było. Tak
więc nowa pani dyrektor w resorcie kultury wyrzuciła
wszystkich pracowników Centrum Animacji Kultury,
w Węgorzewie pozbyto się dyrektor Barbary Chludzińskiej, która stworzyła regionalne muzeum o międzyna­
rodowej renomie, w Myślenicach - Jana Koczwary.
Ludzi, którym powinno się pomnik postawić. Wyrzu­
cono Trelińskiego, twórcę wielkich przedstawień, któ­
ry podobnie jak przed laty Bohdan Wodiczko nadał
operze warszawskiej światową rangę. Niech działa
wszędzie, byle nie tu. Wodiczkę zresztą też wyrzucono,
miernoty nie tolerują talentów. A dzieje się to w kra­

153

�21_Jackowski.ps - 4/25/2007 2:15 PM

Aleksander Jackowski • N A SKRÓTY. POSŁOWIE

ju, w którym od lat niszczona jest inteligencja (Katyń,
okupacja niemiecka, Powstanie, sowietyzacja).
Ale wróćmy do współpracy z Zosią. Pomagałem jej
w organizacji Triennale Plastyki Nieprofesjonalnej, gi­
gantycznej imprezie, możliwej dzięki zaangażowaniu
wielu wspaniałych ludzi, instruktorów plastycznych.
Obejrzeliśmy przy każdej edycji Triennale ok. 20-25 ty­
sięcy prac. To był prawdziwy, solidny przegląd, a fina­
łowe wystawy mogły zadziwić najbardziej kompetent­
nych znawców sztuki. Dyrektorka galerii „Awangarda”
we Wrocławiu przypłaciła to dymisją. Środowisko pro­
fesjonalistów poczuło się zagrożone! Ale artyści przy­
chodzili w nocy oglądać podświetloną od środka wysta­
wę, ponieważ w dzień się krępowali. Taki to nasz świat.
Triennale było wydarzeniem. Zwracało uwagę na
ludzi, dawało im szansę, satysfakcję. Po nim zrobiłem
jeszcze kilka wystaw, ważona była jeszcze jedna w Rou­
en, we Francji. Organizatorzy zwrócili się do mnie pro­
sząc o przywiezienie ekspozycji twórców nieprofesjo­
nalnych. Miasto co rok przygotowuje wystawy, pokazy,
imprezy teatralne, na które przyjeżdża z Francji (ale też
i innych krajów) kilka tysięcy niepełnosprawnych. Uję­
ło mnie to, że jest to naprawdę impreza społeczna, or­
ganizowana przez miejscową inteligencję. Ordynator
szpitala był na przykład kierowcą ciężarówki, którą
przysłali po eksponaty, a kiedy w ciągu jednej nocy
montowałem wystawę, pomagali mi, przygotowując ra­
my do obrazów czy ustawiając rzeźby - lekarze, adwo­
kaci. Polska była honorowym gościem festiwalu, a więc
nasza wystawa odbyła się w najważniejszej sali, z której
okien widziałem słynną katedrę, tak często malowaną
przez Claude’a Moneta. Wszyscy w Polsce, gdy mówi­
łem o wystawie, wypożyczali chętnie najlepsze dzieła.
Leszek Macak, świetny człowiek, kolekcjoner i propa­
gator sztuki naiwnej, sam przywiózł eksponaty z Krako­
wa. Przyjechał dosłownie przywalony eksponatami,
które upchnął w samochodzie. A przecież taka jazda to
spory koszt... W niby-socjalistycznym kraju inicjatywa
obywatelska wydała mi się czymś pięknym, wyjątko­
wym. Rozumiało to wielu ludzi, tylko dyrektor war­
szawskiego muzeum etnograficznego p. Suliga zapytał a co ja będę z tego miał, wprowadzając w konsternację
organizatorów. Jednak go zaprosili. Zaimponowali mi,
miasto (prześliczne) żyło imprezami. Wózki z niepełno­
sprawnymi jeździły po chodnikach, ludzie się serdecz­
nie opiekowali gośćmi. Z szacunkiem, ciepłem.
Zosia miała ciekawe pomysły: zafundowała grupie
instruktorów plastycznych tygodniowe zajęcia z psy­
choterapeutami, a więc poszerzenie wiedzy nie tylko
o świecie, ale i sobie samych. Prowadzili je Wojciech
Eichelberger i Jacek Santorski, sami ucząc się wiele
w kontakcie z ludźmi szczególnie uwrażliwionymi na
sztukę. Ja też brałem udział w zajęciach i chyba nigdy
nie dowiedziałem się tylu rzeczy o sobie jak wówczas.
Przeżywałem w tym czasie gorzko starzenie się: nicze­
go nie zrobiłem, jestem na aucie, nikt mnie nie kocha,

siły już nie te itp. Od razu znalazłem w zespole prze­
ciwwagę - nauczyciel tańca z Akademii Teatralnej.
Pyszałkowaty, zarozumiały. Nie znosił mnie, więc
sprowokował do tego, że boksowaliśmy się, stojąc na
jednej nodze na belce podniesionej nad podłogę. No
i trzy razy go z tej belki zwaliłem, przy ogólnej radości.
Wszyscy mi kibicowali. Zresztą nie tylko wtedy okazy­
wali mi swą sympatię. Zbliżyliśmy się na zajęciach do
siebie, nawet po latach spotkana na lotnisku koleżan­
ka podbiegła, ucałowaliśmy się serdecznie, jakby złą­
czeni długą przyjaźnią.
W programie zajęć ważna była dla mnie, ale też dla
dziewczyny po ciężkich zabiegach leczniczych, walka.
Leżeliśmy na podłodze, sześć osób miało cię przytrzy­
mywać (ale nie za przeguby), a ty miałeś się oswobo­
dzić. Każdy, komu się wyrwałeś, odpadał. Kobieta,
która nie wiedziała, co jej jest, co grozi, bo nie umia­
no tego ustalić, walczyła nadzwyczajnie, na końcu
z asystentką, wysportowaną, silną. Po półgodzinie
Eichelberger przerwał walkę, uznał remis. Dla niej to
było zwycięstwo. Nigdy by nie przypuszczała, że ma ta­
ką siłę, taką moc. Ja też bym nie sądził, że się wyrwę,
pięć dziewczyn szybko zwaliłem, została asystentka,
dżudoczka. Nie wiem jak, raczej siłą woli niż mięśni
wstałem razem z nią, wczepioną we mnie, i rzuciłem ją
na podłogę. To była dla mnie lekcja tego, co można,
kiedy się myśli, że już nic nie można.
Ciekawe było krążenie po sali - idziesz, jak chcesz,
na gwizdek masz zatrzymać się w ułamku sekundy, za­
mrzeć w geście. A wtedy ciebie oceniano z zewnątrz
i sam analizowałeś swój wygląd, pozę, gest. Jak to, dzi­
wiłem się, to ja mam zawsze nerwowo zaciśnięte palce,
jeśli nie rąk, to nóg? Artyści studiują pozę modela, wy­
bierają u osoby portretowanej taką, a nie inną, by był
„sobą”, a tu się okazuje, że każdy gest jest twój, każdy
ciebie charakteryzuje! To ćwiczenie też mnie czegoś
nauczyło. Patrzenia. Widzenia. Zresztą inne też temu
służyły, pomagały zobaczyć czy usłyszeć to, czego się za­
zwyczaj nie widzi i nie słyszy. Leżysz w trawie, oczy za­
mknięte, cisza. Powoli zaczynasz w niej słyszeć szelest
trwa, szurania, ruchy, ujawnia się cały utajony świat łą­
ki. Z dala dochodzą dźwięki jadącego wozu, szczekanie
psów. Z każdą minutą słyszysz więcej, dalej...
Różne ćwiczenia były ważne, także krążenie po sali
z zamkniętymi oczami, kiedy chcesz zetknąć się z kimś,
kto cię zafrapował, kogo polubiłeś. Maria... pomyśla­
łem, i już po chwili czułem jej ręce, ciepło ciała. Maria,
cudowna, mądra, dobra. To też dar, który dostałem.
Teraz ma męża, nazywa się Grażyńska, ma z nim dwie
urocze córki.
Z Zosią zrobiliśmy ważną, piękną wystawę w Rado­
miu Talent, pasja, intuicja. Prace z niej znalazły się we
wspomnianej już przeze mnie książce Sztuka zwana na­
iwną. Po 20 latach muzeum w Radomiu wraz z war­
szawskim Muzeum Etnograficznym urządziło powtór­
kę wystawy z dodatkiem prac artystów odkrytych

154

�21_Jackowski.ps - 4/25/2007 2:15 PM

Aleksander Jackowski • NA SKRÓTY. POSŁOWIE

później. Słowem jednak nie wspomniano kto, kiedy
„odkrywał” tę sztukę. N a szczęście powiedział o tym,
już po oficjalnym otwarciu, dyrektor radomskiego mu­
zeum Janusz Pulnar. Ważna postać w naszej kulturze,
człowiek, dzięki któremu w Radomiu pokazano kilka
fantastycznych wystaw ze zbiorów lwowskich.
W Instytucie Sztuki czuję się coraz bardziej obco.
Emeryt. Portier, kiedy przyszedłem, zapytał: a pan do
kogo? Do siebie, mruknąłem, ale to już nie było moje
miejsce. Coraz to nowi byli pracownicy, jeden nie znał
drugiego. Dawniej ideę Akademii Sztuk, związku dys­
cyplin, realizował w praktyce bufet. Tam, przy kawie
rozmawialiśmy ze sobą, ci od dawnej sztuki i ci z te­
atru, muzyki. Wiedziałem więc, co i gdzie robią. Ale
dyrekcja bufet zlikwidowała i w ten sposób idea A ka­
demii Sztuk - zakończyła swój żywot. Wspólny jest
tylko budynek. Po kilku latach dyrekcja postanowiła,
że wyrzuci archiwa z poddasza, no i dyrektor zlecił to
wicedyrektorowi, ten kierownikowi administracyjne­
mu, ten podwładnemu. Co tam papierki! - pomyślał,
wszystko co było w szafach, na stołach, wrzucono na
śmieciarkę, wywieziono na zwałkę. Przepadło całe ar­
chiwum Janusza Boguckiego, dokumentacja ważnego
epizodu powojennej kultury poszła do śmietnika.
Biedna Nina Smolarz, partnerka Janusza, przez
wiele dni grzęzła w śmieciach papierni w Jeziornie, wy­
patrując skrzyń, które nieopatrznie powierzyła Insty­
tutowi. Mnie ta akcja „uwolniła” od zbieranego przez
miesiące stosu dokumentów, wypisów, kserokopii,
przygotowywanych do książki Epizod zakopiański
w sztuce polskiej końca XIX i początku XX wieku. Cie­
szyłem się, że jak będę miał czas, napiszę o tym epizo­
dzie, sięgając do związanych z nim mitów. Właśnie
one mnie frapowały, to jak tworzono obraz górala greckiego herosa, i jak idealizacja góralszczyzny wiodła
do sytuacji znanych z podboju Indian przez Ameryka­
nów. Pióropusze i wódka. Ale już nie napiszę, wszyst­
ko zniszczono! Dobrze, że chociaż prof. Jacek Woźnia­
kowski, choć w części, to uczynił. A dlaczego ja przez
lata tego nie zrobiłem? Najłatwiej powiedzieć, nie czu­
łem się na siłach, inne sprawy wydawały się pilniejsze.
To prawda, ale zaważyła też na tym decyzja prof. Sta­
rzyńskiego, który podobny temat (tyle, że ograniczony
do architektury) dał Andrzejowi Olszewskiemu. No
i on to napisał, zresztą świetnie. Powtarzać? Straciłam
ochotę, a kiedy już ją odzyskałem materiału nie było...
Skandal? Pewnie...
Sporo czasu zajmowała mi redakcja. Przygotowywa­
łem numery przy dużej pomocy Zbyszka Benedyktowicza i ze świadomością tego, że powinienem mu pismo
przekazać. Wiedząc, że będzie inne. To było dotąd na­
prawdę moje pismo, takie, z którego mogłem być zado­
wolony, ale teraz kiedy po 48 latach mojego redagowa­
nia, Zbyszek je przejmuje, stało się wyrazem jego
ekspresji, jego upodobań. Ja chciałem mieć pismo żywe,
nieco publicystyczne, sygnalizujące nowe zjawiska, na­

tomiast Zbyszek tworzy pismo naukowe, w którym każ­
dy numer ma wyraźną tematykę. Są to w istocie książ­
ki, precyzyjnie zbudowane. Mądre, ciekawe. Jeśli łatwo
się rozstałem z redagowaniem to dzięki postawie Zbysz­
ka, redaktora i przyjaciela, człowieka wielkiej prawości,
lojalnego i serdecznego.
Przemiany w kraju następowały szybko, ale sam po
sobie widziałem, jak trudno jest wyzwolić się z pęt my­
ślenia, ukształtowanego przez propagandę. Byłem
pewny, że się jej nie dałem, tymczasem już rozmowy
z Janką Ludawską w Sztokholmie pokazały, że jednak
oddziałały na moje oceny. Bliskie mi się stało środowi­
sko KOR-u. Dzięki Ewie Korulskiej, mojej najserdecz­
niejszej współpracowniczce, poznałem Anielę Steinsbergową, osobę absolutnie niezwykłą, adwokatkę,
ledwie już chodzącą, która jeździła do Radomia na
procesy robotników. Starałem się pomóc Stefanowi
Starczewskiemu, którego znałem z resortu kultury.
Powierzył mi jakieś zadanie, sprawy edukacji plastycz­
nej, później, gdy powstał rząd Tadeusza Mazowieckie­
go, a on został wiceministrem kultury funkcję dorad­
cy. Stefan jest mi bardzo bliski i drogi, nie zmienia się,
uczciwy, mądry, bezkompromisowy. Ale to, co w nim
cenię, nie ułatwia życia. Zwłaszcza politycznego. Ideal­
ny minister edukacji, kultury..., ale tego koledzy z Unii
Wolności nie zauważyli.
W ministerstwie rządziła piękna i dumna caryca
Izabella Cywińska. Waliły się dawne struktury, łatwiej
było niszczyć, niż budować. Cywińska lansowała kon­
cepcję pomagania tym, którzy coś robili, a odebraniu
środków instytucjom zajmującym się kulturą z urzędu.
Reforma uderzyła w placówki kulturalne, nawet te,
które prowadziły także sensowne działania. Kultura
wymaga wsparcia, a tego zabrakło. Nie umiałem bro­
nić sieci doradztwa i animacji. Zniknęły domy kultury
w pasie polsko-niemieckim, pozbawione zostały
wsparcia placówki wiejskie, rozproszono znakomite
zespoły ludzi, fachowców. Kiedy Cywińska przestała
być ministrem stworzyła Fundację Kultury. Środki po­
chodziły z budżetu państwa. Fundacja miała szansę
działania dzięki pomocy kompetentnych ludzi. Z rado­
ścią przyjąłem propozycję współpracy. Fundacja ogło­
siła ogólnopolski konkurs na „Małe Ojczyzny”. Powo­
łano mnie do grona jurorów i odtąd przez jedenaście
lat (do 2005 r.) jeździliśmy po Polsce, oceniając nade­
słane projekty. Nazwę, „Małe Ojczyzny”, wylansowała
Cywińska, nie przypuszczając nawet jaką karierę zrobi
to pojęcie. Była wspaniała, z pomysłami, ideami. Ale
zrobiła błąd, sprawy finansowe powierzyła, zdawałoby
się najbardziej kompetentnym osobom. Ale okazało
się, że inwestycje są chybione, kapitał zakładowy top­
nieje. Katastrofa. Byłem członkiem Rady Fundacji
i wielbiąc Cywińską głosowałem wraz z kolegami prze­
ciw niej. Prezes ponosi bowiem konsekwencje podej­
mowanych decyzji. Jednak po jej odejściu nie była to
już ta sama Fundacja. Wycofałem się więc z niej. Ste­

155

�21_Jackowski.ps - 4/25/2007 2:15 PM

Aleksander Jackowski • N A SKRÓTY. POSŁOWIE

fan Starczewski wprawdzie pozostał, ale prowadzone
przez niego projekty coraz bardziej ograniczono. Ostał
się jednak konkurs „Małych Ojczyzn”. Dla mnie zna­
komita szansa zobaczenia kraju. Co dwa lata jeździli­
śmy do różnych miejsc. Lubiłem te podróże, godziny
spędzone z ciekawymi, wybitnymi ludźmi. Każdy pre­
zentował inne stanowisko, jedni zwracali uwagę na
projekty ważne dla środowiska, inni na oryginalne,
śmiałe koncepcje. Wojciech Nocuń zachwycał mnie
sprawnością działania, Andrzej Kaleta konsekwencją
w ocenach. Artur Kostarczyk - wiedzą o „wszystkim”,
wyobraźnią, Michał Bogusławski, autor dokumentacji
filmowej konkursu i wielu filmów. Rzetelne były oce­
ny socjologa Barbary Weber. Ale szczególnie bliski
i drogi stał się dla mnie Ireneusz Szymczak, wysoki,
schorowany, chudy mężczyzna o promiennej twarzy
i oczach dziecka. Od razu się czuło, że to człowiek do­
bry, serdeczny, gotów pomagać innym. W kręgu jego
oddziaływania uformował się Marek Kotański.
Konkurs pozwolił mi poznać ciekawe miejsca, zna­
komitych ludzi. Polskę, do której wciąż przyjeżdżają
młodzi z całego świata. Miejsca, w których coś się dzie­
je, powstają cudowne rzeczy. Zaprzeczenie obrazu,
w którym nudzi nas telewizja. Już tworzą inne, normal­
ne. Nie te z telewizyjnych dzienników, napięte nienawi­
ścią, patologiczną złością. Dwie Polski, dwa światy. Mo­
je szczęście, że dzięki konkursowi mogłem zobaczyć to,
co jest w naszym kraju piękne. Dziwnych i cudownych
ludzi - jak pani Zofia Langowska z Rzepczyna, która sa­
ma (mówi, że z pomocą Matki Boskiej) odbudowała pa­
łac, stworzyła w nim szkołę artystyczną dla młodzieży;
jak fizyk (z wykształcenia) Tomasz Pietrusiewicz, który
z zespołem teatru N N zajął się w Lublinie pamięcią
umarłego miasta żydowskiego. Odbudował Bramę
Grodzką, a w niej urządził nowoczesne muzeum z ma­
kietą żydowskiej dzielnicy (40 proc. miasta), z tysiącem
fotografii, z nagraniami wspomnień ludzi, którzy ocale­
li. A Krzysztof Czyżewski, fantasta, który - jak go znam
- rzeczywiście wskrzesi w Krasnymstawie nad granicą li­
tewską dwór Miłosza. Czyżewski jest ważną postacią
Pogranicza, znany w Europie, zwłaszcza tej środkowej
i wschodniej. Dwór na Wysokiej - piękne miejsce, nie­
opodal Rabki. XVI-XVII-wieczny budynek odbudowali
państwo Pilchowie. On jest lutnistą, muzykiem. Stwo­
rzył ośrodek kultury dworskiej, muzyka renesansu, po­
wołał zespół lutnistów, chorału gregoriańskiego. W cu­
downym krajobrazie, z widokiem na Tatry powstało
miejsce niezwykłe, do którego przyjeżdżają zespoły z za­
granicy, muzykolodzy, młodzież. Ale wieś ma swoją kul­
turę, w strażackiej remizie. Dwa są tylko w Polsce miej­
sca styku kultury wysokiej i niskiej - dzieci, które Pilch
uczy muzyki, kościół, w którym czasem śpiewa młodzież
uczona w sztuce chorału. Kiedyś na Wysokiej (w latach
rabacji) chłopi rżnęli pana, teraz jest tylko dystans kul­
turowy, dwór ma swoją kulturę, a wieś swoją, popular­
ną, serialową.

Ale w Nadrzeczu k. Biłgoraja aktor Stefan Szmidt
stworzył ośrodek łączący w mądry sposób kulturę wy­
soką z niską. N a przedstawienia teatralne przychodzi
ludność z okolicznych wsi, w pawilonie wystawowym
można zobaczyć obrazy „czytelne” a zarazem piękne.
Występują wielcy aktorzy, z Norwidem - Teresa Budzisz-Krzyżanowska (wielki sukces), entuzjastycznie
przyjęty Wiesław Ochman. Szmidt, gdy przyjechał, za­
czął od zbudowania przy wlocie do wsi dużej, pięknej
kapliczki. Stał się swoim. Wieś czuje się związana z je­
go działalnością i tylko tam można to zauważyć tak
wyraziście. Dla mnie Nadrzecze to także najpiękniej­
sze, jakie znam, stroje ludowe - biłgorajskie.
„Małe Ojczyzny” to zastrzyk optymizmu, kontakt
ze wspaniałymi ludźmi, zobaczenie Polski od podszew­
ki. Wszędzie chciałem być dłużej, żegnałem się jak
z przyjaciółmi i kiedy mogę, wracam do nich. Oni
zmieniają kraj, tworzą enklawy, gdzie dzieje się wiele
dobrego. Ratują małe, wiejskie szkoły, tworzą lokalne
elity. Te elity przechowują tradycje, krzewią dobro, są
solą naszej ziemi. W nich widzę szansę rozwoju kultu­
ralnego kraju.
O Ojczyznach napisałem książkę, o programach,
które mi się wydały najciekawsze, ale też o nieuda­
nych, niespełnionych. Książka Miejsca i ludzie ukazała
się dzięki pomocy Macieja Formanowicza, z którym
wiele razy rozmawialiśmy o potrzebie prywatnego me­
cenatu. Nie tylko sponsoringu, czyli umowy „coś za
coś”, ale świadomego wspierania ważnych przedsię­
wzięć, tak jak to czyni choćby pan Janusz Palikot, or­
ganizator Roku Gombrowiczowskiego, opiekujący się
fundacją Kresy 2000. Promocję książki zorganizowali­
śmy więc w Klubie Biznesu. „Bogaczy” było sporo. Pa­
likot, Formanowicz mówili mądrze, wskazywali na
możliwości mecenatu. Ale odzewu nie było. To jeszcze
nie Stany Zjednoczone, gdzie wielkie szpitale, muzea,
opery istnieją dzięki mecenasowi. Formanowicz należy
do wyjątków, chciałbym więc powiedzieć, jak go po­
znałem, jak stał się moim przyjacielem. On i jego żona
Anna.
Miałem właśnie promocję książki Polska sztuka lu­
dowa. Do Pałacu Ujazdowskiego przyszło wiele osób,
ponad 300, zabrakło krzeseł. Z Wiednia przyjechała
Oleńka z Anią, która biegała dokoła sali, nie bardzo
wiedząc, co się dzieje. Popatrz, powiedziała Ola, jak
lubią twojego dziadka. Mała zastanowiła się - a co ty
robisz? Piszę książki. Drukujesz? Nie... Piszesz na kom­
puterze? Nie... Wymyślasz? Nie... Straciła zaintereso­
wanie, więc dodałem, że piszę to, czego uczę studen­
tów. Och! - ucieszyła się, to jesteś nauczycielem!
Odzyskałem odrobinę szacunku. Zabraliśmy do domu
część kwiatów, resztę przywieziono nazajutrz. Zaraz
potem znów zadźwięczał dzwonek. Zapomnieli czegoś,
pomyślałem, ale za drzwiami stała dama. Nie dziew­
czyna, nie kobieta - dama. Z pudłem w ręku. Dama
uśmiechnęła się jak gwiazda filmowa, tyle że natural­

156

�21_Jackowski.ps - 4/25/2007 2:15 PM

Aleksander Jackowski • NA SKRÓTY. POSŁOWIE

nie. Byłem speszony. Postawiła pudło na stole, otwo­
rzyła - trzy rzeźby Śledzia! Jedynego żyjącego rzeźbia­
rza, którego lubię. Niech Pan jedną wybierze, powie­
działa, to zamiast kwiatów... O rzeźbach Śledzia
marzyłem, spoglądałem na nie, brałem do rąk, każda
była piękna... Dama opowiadała, że mają z mężem
fundację. Chcieliby wybudować koło skansenu, który
już postawili, dom spokojnej starości dla twórców lu­
dowych. Liczy, że im pomogę. Szlachetna istota, jak
z pozytywistycznej powieści... A ja patrzę na rzeźby
Śledzia - która najładniejsza? Wszystkie piękne. Tłu­
maczę, że na wsi, gdzie rodziny są trójpokoleniowe, lu­
dowi artyści przeważnie nie są sami, i szczęścia im nie
dadzą nawet komfortowe warunki z dala od ich środo­
wiska, krajobrazu. Skończyła się rozmowa. Dama wi­
dząc moją rozterkę, roześmiała się i zostawiła mi dwie
rzeźby. Tak się zaczęła przyjaźń, potem poznałem mę­
ża, dużego, zwalistego, pełnego uroku mężczyznę przedsiębiorcę.
Pomyślałem - fabrykant, czyli wyzyskiwacz. Czło­
wiek był ciekawy, wrażliwy, na moje naiwne i głupawe
pytania rozsądnie odpowiadał, wyjaśniając różnicę
między kimś, kto zdobywa miliony, korzystając z infor­
macji na styku biznesu i polityki, a przedsiębiorcą, któ­
ry tworzy, zdany tylko na siebie i ponoszący ryzyko
swych decyzji.
Pan Maciej Formanowicz, technolog drewna w fa­
bryce mebli, gdy fabryka zaczęła upadać, wykupił ją...
no i teraz ma fabryki w Polsce, na Ukrainie, w Rosji.
W domu, co mnie do końca zjednało, Formanowiczowie mają z ludowych rzeźb tylko Śledzia, obok obrazy
Boznańskiej, Ruszczyca, Fałata, Tetmajera, Beksiń­
skiego. Wybrane z kulturą, smakiem. No i piękny
ogród. A w miejscu rodzinnym Pani Domu, w Budlewie nieopodal Brańska, obok parterowej rezydencji
zbudowali prywatny skansen. Wzruszająca była jego
inauguracja, pamiętam ją - wicher rwał płachty wiel­
kiego namiotu, zapachy z grilla wirowały w powietrzu,
balowały przynajmniej trzy setki gości z Warszawy,
Ostrowi, Białegostoku, wielu w ludowych kostiumach
(wypożyczonych z teatrów), bądź w ich fragmentach,
kotylionach z kolorowymi wstążkami. Tylko miejsco­
wi gospodarze mieli na sobie czarne garnitury. Wzru­
szyło mnie, gdy ksiądz poświęcił stodołę, w której pa­
ni A nna zorganizowała wystawę lnu. Wstęgę
przecinała starowinka w chuście na głowie, matka Pa­
ni Domu, a obok stał ojciec gospodarza, Wielkopo­
lanin. Taki to był wyraz szacunku dla rodziców, dla
rodzinnych korzeni. Trafili mi się na stare lata przyja­
ciele. Rodzina, oni, córki, Magda i szczególnie mi bli­
ska Marysia, jeszcze dziewczynka, jak Marynia. Pani
Anna jest lekarzem. To taki anioł opiekuńczy. Mają
z mężem fundację, zajmują się w Ostrowi Mazowiec­
kiej młodzieżą, powołali grupę kilkudziesięciu stypen­
dystów, wspomaganych finansowo, uczestniczących
w spotkaniach z wybitnymi ludźmi, zwłaszcza z księż­

mi. Nigdy w życiu nie słyszałem tak mądrych homilii
jak księdza Romana Tkacza, tak pięknie powiedzia­
nych. Przed dwoma laty stypendyści w ramach progra­
mu Śladami Leonarda pojechali do Włoch. Papieżowi
zawieźli album z osobistymi zwierzeniami - jak się każ­
dy z nich podnosił z upadku. Teraz przygotowują się
do pielgrzymki w Santiago de Compostella. Sto sie­
demdziesiąt kilometrów samotnej wędrówki w cudow­
nym pejzażu, który, tak jak widoki z gór, wprowadza
w stan medytacyjny. Modlitwa, pejzaż, muzyka - two­
rzą to doświadczenie metafizyczne, które tak silnie od­
czuwamy w gotyckich katedrach.
Formanowicz jest mądry i szlachetny. N a jego przy­
kładzie widzę, jak ważne jest silne zaplecze wiary. Jak
chroni osobowość człowieka, trzyma ją w ryzach, ratu­
je przed upadkami.
Wiara... Dzieci wierzą ufnie, dorośli tę ufność za­
tracili. Mamy wątpliwości, to naturalne, zdumiewa
mnie, kiedy ktoś mówi, że ich nie ma. Zapytany mó­
wię, że nie wierzę, ale w trudnych życiowych chwilach,
zwłaszcza lęku o najbliższych, chciałbym, żeby ten Bóg
był. Ktoś, coś, nierozpoznawalne, w innym wymiarze.
Ksiądz Janusz Pasierb, którego bardzo lubiłem, żarto­
wał, że mam wrażliwość religijną. Naprawdę, nie wie­
rzysz? - dziwił się. Naprawdę. Ale chciałbym, by Pan
Bóg (jeśli jest) wierzył we mnie. To go trochę uspoko­
iło. Miał oczywiście rację, jestem przecież zakorzenio­
ny w duchowości chrześcijańskiej, zachowuję się jak
człowiek, któremu niedana jest łaska wiary. Zresztą,
tak jak wielu ludzi w relacjach z Niepojętym nie chcę
pośrednictwa księży, obrzędów. Ale gdyby mnie zno­
wu mieli wysłać na Syberię, i to z jedną książką, pew­
nie wziąłbym Ewangelię. Ważne są dla mnie stany
skupienia, modlitewne, w mroku kościoła, w górach,
wieczornych pejzażach, przy muzyce Bacha, Haydna,
Mozarta. Jeśli jest Bóg, to w fugach Bacha... także
w muzyce, w Mozarcie.
Zakorzeniony jestem w naszym języku, kulturze,
krajobrazie. Gdybym żył w Azji, Meksyku czy Indii,
nawet moja niewiara byłaby inna.
Moja mama była ateistką, ale przy trumnie mego
ojca prosiła, bym jej pomógł odmówić Ojcze Nasz. Bo­
ga wzywamy bowiem zwłaszcza w obliczu śmierci.
W naszej religii ważne jest przeświadczenie o opie­
kuńczości. Taka jest Matka Boska, takie modlitwy.
Bóg, nawet jeśli jest to tylko konstrukcja człowieka,
daje wiarę w życie pozagrobowe. Godzi z losem. Poma­
ga żyć.
Ja, nie wierząc, ulegam jednak utajonej wierze, nie­
raz toczę dialog z Bogiem. Podejrzewam, że mi pomaga.
Jak bowiem objaśnić odnalezienie w czasie wojny Gusti? Telepatia... fale? Być może, ale dziwne to było
i piękne. A strach, który miałem, widząc trzy katastro­
fy samolotów. Można zapewne znaleźć przesłanki tych
katastrof, ale po trzeciej bałem się patrzeć na samolot,
aby nie spadł.

157

�21_Jackowski.ps - 4/25/2007 2:15 PM

Aleksander Jackowski • N A SKRÓTY. POSŁOWIE

Pierwszy zestrzeliła artyleria we wrześniu 39 roku,
drugi rozbił się w czasie wojny, trzeci w Karolinie. Latał
nad drzewami, w niedzielne popołudnie. Pilot chciał za­
imponować swej dziewczynie w „Mazowszu”. Hałaso­
wał. Coś pomyślałem źle. No i spadł. Czułem też swoją
winę kilka lat temu. Wracałem z Budapesztu. Do tecz­
ki włożyłem butelkę wody. Obok leżały dokumenty. No
i woda zmoczyła dowód osobisty, paszport. Katastrofa.
N a granicy miałem kłopoty. Przepuścili, ale trzeba było
wyrobić nowy dokument. Urzędniczka zażądała wpisu
z parafii, a tam okazało się, że był błąd. Kościelny wpi­
sał Bronisław zamiast Bolesław, a ja zawsze używałem
właśnie tego imienia. W domu mówiono - Bolek, jako
że ojciec też był Aleksandrem i nazywano go Olek. We
wszystkich dokumentach szkolnych, wojskowych, cy­
wilnych, stempel w książkach był Aleksander Bolesław,
ale urzędniczki to nie przekonało. Odesłała mnie do pa­
ni dyrektor w urzędzie miasta. Kilka razy z nią rozma­
wiałem, tłumaczyłem, że to błąd kościelnego, ale była
nieugięta. Mówiłem, że te imiona to wola Bolesława
Prusa... Wzruszyła ramionami. Wreszcie zgodziła się,
bym miał tylko jedno, pierwsze imię. Musiał to zatwier­
dzić prezydent Warszawy. Wściekły, umęczony, wes­
tchnąłem: Boże, że też na takie... nie ma kary. Po tygo­
dniu wróciłem po nowy dokument. Wchodzę do
gabinetu, a ona skulona, postarzała, biedna, do rany
przyłóż. Co się stało? Spojrzała na mnie ze smutkiem,
kiedy wróciła po naszej rozmowie do domu, okazało się,
że telewizor wybuchł, cały pokój zniszczony, osmalony
dymem. Zrobiło mi się jej żal. Boże - pomyślałem, chy­
ba tym razem przesadziłeś...
Sumuję teraz moje życie. Wspominam ludzi, ilu ich
przewinęło się w tym czasie, ile zdarzeń. Jak silne są
wczesne doznania. Wielkie, dramatyczne - zamordo­
wano prezydenta Narutowicza. To był dla dziecka
wstrząs. Jeśli dziś nienawidzę Giertycha, endecji - to
zapewne nie tylko w wyniku przemyśleń. Kiedyś sie­
działem w kawiarni Ujazdowska, kręcono film o Naru­
towiczu, Śmierć Prezydenta. Usłyszałem werble, aleja­
mi posuwał się kondukt. Wybiegłem, wsunąłem się
w tłum statystów, wzruszony, ze łzami w oczach, tak
jakby to była trumna z moim ojcem. Przeżycia z dzie­
ciństwa wróciły. Są we mnie ciągle i pewnie w moich
wyborach.
A więc niechęć do prawicy, w efekcie wstąpienia do
partii, PPR-u. A widok zrzucanej ze schodów skrwawio­
nej asystentki profesora Czarnowskiego, czy nie zaważył
na tym, że zdawałem maturę na ławkach „żydowskich”?
Bicie Żydów... Tłum studentów w „bratniackich” czap­
kach walący kijami w szyby żydowskich sklepów, przej­
mujące aj-waj! Płacz kobiet - czy to nie miało wpływu
na wybory emocjonalne, nawet na to, że wyprowadzi­
łem się z domu, by zamieszkać na Śliskiej, w dzielnicy
żydowskiej. Utożsamianie się z bitymi, krzywdzonymi,
„innymi” zaważyło na poglądach, wyborach, także inte­
lektualnych.

Dochodzenie do „prawdy” , rewizje wyjściowych,
emocjonalnych postaw to już etapy późniejszych do­
świadczeń życiowych wyborów. Także w ocenie naj­
bliższych, najdroższych mi ludzi, matki, ojca. Mama...
Od początku czułem jej ból, krzywdę. Była inna, Fran­
cuzka początkowo w ogóle niemówiąca po polsku, wy­
chowana w kulcie Oświecenia. Encyklopedystów,
w środowisku naukowym - jakże innym od tradycyj­
nej, szlacheckiej rodziny mego ojca. Do tego tracąca
wzrok, bezradna, nieszczęsna, zdana tylko na czułą
troskę ojca. Obca w rodzinie... obca. A więc i ta rodzi­
na była dla mnie obca. I ojciec mniej od niej kocha­
ny... To mnie teraz najmocniej boli, gdy myślę o cza­
sie minionym, nie dałem mu bowiem tego uczucia, tej
miłości, na jaką czekał. Był cudowny, naprawdę wspa­
niały, ale ja tego nie umiałem dostrzec; widząc krzyw­
dę matki, jej poświęcałem całą uwagę. Lekceważyłem
jego dobroć, śmiałem się z tego, że jest tak przez
wszystkich lubiany, że każdy, kto go spotyka, rozkłada
ręce, uśmiecha się - kochany Oleś! Kpiłem - głupia
dobroć! Do wszystkich. A teraz mi gorzko, tak bym
chciał mu dać to, czego nie dałem. Odkryłem go za
późno...
Bożenka Dudko, moja droga przyjaciółka, przywio­
zła mi z Ermitażu pocztówkę - Rembrandta Powrót sy­
na marnotrawnego. Postawiłem ją na biurku, obok
zdjęcia Oleńki, patrzę na tego Rembrandta i jest dla
mnie coraz bardziej ważny. Konieczny. Zawsze sądzi­
łem, że jest to obraz niezwykły, najważniejszy, jak
w muzyce IX Symfonia Beethovena, ale teraz patrzę
na niego jak na mój los. To ja wracam, syn marno­
trawny, ale już moich pleców nie obejmą dłonie ojca.
Stu rzeczy nie załatwiłem w życiu jak należy, ale ta cią­
ży mi szczególnie. Nie dałem ojcu miłości, na jaką za­
sługiwał, na którą czekał... Jemu, do którego - jak to
teraz widzę - staję się podobny... Jak to powiedział
ksiądz Twardowski? „Spieszmy się kochać ludzi, tak
szybko odchodzą...” A ja nie zdążyłem... już nie po­
wiem ojcu, jak mi się stał bliski. „Poczciwa dobroć” jakże głupi byłem, jak naiwny. A teraz już za późno...
Gorzko myśleć. Oceniać, co źle, nie tak. Pisanie
jest autoterapią. Spowiedzią niewierzącego. Spowie­
dzią, w której jestem słuchany, i to z uwagą. I pouczo­
ny - nie zawracaj głowy, twoje bóle, kłopoty, wspo­
mnienia nie mogą przesłonić prawdy najważniejszej jesteś w istocie człowiekiem szczęśliwym. Mogą mi za­
zdrościć. Przeżyć Syberię, wojnę, front - robić tylko to,
co sprawia przyjemność, z ludźmi, których lubię, ce­
nię, którzy wciąż są obok mnie. Szczęście... To pogod­
ny smuteczek. Szczęście to coś innego niż chwilowy
wybuch radości, w nim jest jakaś rozwaga, poczucie
czasu. A radość to chwila. Cudowna, ogarniająca zmy­
sły. Moje szczęście to brak nieszczęść. Wszyscy bliscy
zdrowi, Leszek ma dobrą pracę, Ola czuwa nad do­
mem, Marynia zajęta filmem, Ania - rośnie, dorośle­
je, wciąż pełna uroku. Ja jeżdżę, jak do pracy, do mo­

158

�21_Jackowski.ps - 4/25/2007 2:15 PM

Aleksander Jackowski • NA SKRÓTY. POSŁOWIE

jej kawiarenki Astra w Domu Polonii na Krakowskim
Przedmieściu. Piszę „mojej”, ponieważ jest to w istocie
też mój dom, miejsce moich spotkań z ludźmi. Wiele
lat pracuję, piszę, redaguję w kawiarniach. Ile już ich
było? Ali Baba, U Literatów, Na Rozdrożu, Ujazdow­
ska, Bombonierka, Czarownica, teraz Astra.
Najładniejsza, najsympatyczniejsza. Są w niej ślicz­
ne dziewczyny i co najważniejsze Grażyna, którą jakby
na przekór jej delikatności nazwano Śmiałek. Rezer­
wuje mi stolik, muszę więc być punktualny. A na sto­
liku, gdy się pojawiam, leży już gazeta, a po chwili ca­
fé latte. Tak się dzień zaczyna. Przeglądam pocztę,
czytam - i piszę. Jest mi dobrze, to także małe szczę­
ście. N a 87. urodziny.
Źle się czuję. Tyle podłości, tyle obrzydliwych lu­
dzi. Już same twarze mówią o nich. Conrad miał rację
- po pięćdziesiątce odpowiadamy za swoją twarz. Ale
dlaczego „ludzie” tego nie widzą? Dlaczego wstrętnych
wybierają w czasie wyborów? Żartowałem kiedyś, że
należałoby zacząć wybory od selekcji fotografii kandy­
datów. Mądrzy, doświadczeni psychologowie od razu

by mogli ocenić - ten tak, drugi nie - zboczeniec, trze­
ci - nie, ile w nim zawiści itd. A tych, którzy by się
ostali, poprosiłbym do psychiatry. Znów część by od­
padła. A na pozostałych - proszę - głosujcie! Może by­
łoby lepiej... Czy na pewno?
Pierwszy sejm, który wirtualnie chciałem wysadzić
w powietrze, działał na początku lat 50. Wielu posłów
znałem. Sukinsyn, bydlę, zbrodniarz, łotr. No dobrze,
myślałem, wysadzamy gmach w powietrze. Ale na
miejsce ministra przyjdzie wiceminister, dyrektor, nie
mniejszy skurwysyn... Zmartwiło mnie to. A jak jest
dzisiaj? Czy drań nie wybiera drania na zastępcę?
Właśnie są wybory, do samorządów? Po raz pierwszy
w życiu nie głosowałem. Nie mogłem wyjść z domu, no­
gi bolą, starość to i bezradność. Martwi, że jestem tylko
obserwatorem. Widzę, jak kraj staje się ciemnogrodem.
Wraca pamięć lat przedwojennych, ONR-u, kultu siły.
Nie chcę takiego kraju, nie chcę. Gdybym był młody,
pewnie wyjechałbym z niego. Tyle tu zła. A patriotyzm?
Taki, że zło więcej boli w sobie, że to, co się dzieje, za­
wstydza mnie. A jestem bezradny. Co robić?

Aleksander Jackowski, W kawiarni „Astra”, Warszawa 2007. Fot. Tomasz Szerszeń

159

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8319" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8298">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/0f38c44d9d2a3e803ec5fc4c27f7eb13.pdf</src>
        <authentication>21a4683d19746349d77f6d1952ca5403</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99429">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6350</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99430">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99431">
                <text>2007</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99432">
                <text>Muraszkowcy</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99434">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5925</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99436">
                <text>Stara historia Nowej Jerozolimy / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99438">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.1 ; s.171-182</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99440">
                <text>Chmielewska, Justyna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99442">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99444">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99446">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99448">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99456">
                <text>25_CHMIELEWSKA.ps - 4/25/2007 2:16 PM

JUSTYNA CHMIELEWSKA

W

szystko zaczęło się na długo przed wojną,
w czasach gdy ziemie zachodniej Białorusi
i Ukrainy znajdowały się pod polskim pa­
nowaniem, w początkach lat 30. Choć Bóg jest jeden
- wiar wiele, jak mawiają. Byli więc w okolicy Koso­
wa1 prawosławni, katolicy, żydzi, baptyści... Dzwony
cerkwi konkurowały z kościelnymi, idąc do synagogi,
mijało się chatę, w której swe modlitwy odmawiali zie­
lonoświątkowcy. Skąd się wzięli syjoniści? Mało kto
potrafi dziś na to pytanie odpowiedzieć.
Ludzie pamiętają - któregoś dnia Iwan Muraszko,
po kolejnej przedłużającej się nieobecności, wrócił do
rodzinnej wsi Razmierki i zaczął wołać ludzi na modli­
twę. Przyszli baptyści, którzy już wcześniej chodzili na
organizowane przez Iwana nabożeństwa zielonoświąt­
kowców. Wokół chaty zebrali się krewni i ciekawscy
sąsiedzi. Iwan krzyknął do matki, by nagotowała zupy
dla wszystkich, żeby każdy mógł się posilić przy wspól­
nym stole.
Ludzie już się przyzwyczaili - Muraszko, odkąd pa­
rę lat wcześniej wrócił z pierwszej wyprawy do Amery­
ki, całą duszą oddał się dziełu nawracania ludzkich
myśli ku sprawom Bożym. Chodził po okolicy, nama­
wiał do przyjęcia zielonoświątkowej wiary, nauczał.
Początkowo odnoszono się do niego niechętnie, stop­
niowo jednak kolejni ulegali namowom i przystępowa­
li do nowej wspólnoty wiernych. Iwan szybko awanso­
wał na prezbitera zielonoświątkowców, stał się wśród
nich znaczącą postacią. Potrafił przemawiać, przycią­
gać wątpiących - ludzie słuchali go chętnie, wielu po­
szło za nim. W odległych o pięć kilometrów Stajkach
przeznaczono nawet jeden z domów specjalnie na mo­
dlitwy. N a nabożeństwach spotykało się rodzinę Iwa­
na, sąsiadów i grono jego najbliższych pomocników,
którzy wraz z nim nakłaniali ludzi do przyjęcia wiary
zza oceanu. Ten wychowany w prawosławnej chłop­
skiej rodzinie kaznodzieja, którego los - jak wielu mu
podobnych - rzucił po pierwszej wojnie do Ameryki,
miał dar przekonywania ludzi do słuszności głoszonych
słów. Wielu przypisuje mu zapoczątkowanie ruchu zie­
lonoświątkowego w okolicach Kosowa. Jednak dziś
piatidziesiatniki odżegnują się od tych powiązań - prze­
konamy się niebawem dlaczego.
Tym razem, jakoś około 1933 roku, czuło się, że
coś się zmieniło - Iwan, zachęcając do udziału w na­
bożeństwie, mówił rzeczy nowe, niezwykłe. Jego słowa
różniły się od dawnych kazań, gdy przekonywał do
przystąpienia do zielonoświątkowców. Opowiadał te­
raz o Królestwie Bożym, które ma się stać udziałem
tych, którzy pójdą za nim, tu - na ziemi. Siebie same­
go nazywał prorokiem Ilią, który przyszedł, żeby przy­
gotować maluczkich na planowane przez Boga zmia­
ny. Grzmiał, potępiając upadek obyczajów krewnych
i sąsiadów.
Był odmieniony - długa, gęsta broda nadała jego
twarzy wyraz groźny i poważny, podkreślając jeszcze

Stara historia Nowej
Jerozolimy
Rzecz o Świętych Chrześcijanach
Syjonistach - Muraszkowcach
mocniej czarne, magnetyczne oczy. Ludzie mówią, że
potrafił zahipnotyzować - kto dłużej w nie spoglądał,
ulegał woli dziwnego, strasznego Iwana.
I tak chodził po wsiach - zachęcał i kusił, ganił
i krzyczał. W Stajkach baptystów - swych dawnych
podopiecznych, którzy teraz nie chcieli zgodzić się na
głoszone przez niego nowości - tłukł Biblią po głowie.
A nowe przykazania, które kazał ludziom wypełniać,
nie należały do lekkich.
Aby osiągnąć zbawienie, należało przestać jeść
wieprzowinę, świętować w sobotę i niedzielę, wieść ży­
cie skromne i bogobojne, we wszystkim kierować się
Pismem Świętym. Chłopi mieli zapuścić brody, kobie­
ty na znak pokory powinny okrywać głowę chustką,
na spódnicę zaś zakładać fartuch. Wszyscy mieli ocze­
kiwać rychłego nadejścia Królestwa Bożego; dnia,
w którym ziści się Nowa Jerozolima.
Opowieści Iwana ciekawiły słuchaczy; nie na tyle
jednak, by skłonić do przejścia na nową wiarę. Bo jak
tu nie jeść słoniny, która od pokoleń była w domu jed­
nym z najważniejszych produktów? Jak poświęcić aż
dwa dni w tygodniu na modlitwę, gdy trzeba wykarmić
dzieci i zająć się gospodarstwem? Dlaczego wierzyć śle­
po temu, który jeszcze parę miesięcy wcześniej zachę­
cał do przystąpienia do zielonoświątkowców, teraz zaś
potępia ich wyznanie?
Iwan nie ustawał w swych wysiłkach. Choć rzadko
zjawiał się w okolicy, ilekroć przyjeżdżał, spotykał się
z ludźmi, modlił się z nimi, głosił kazania, nakłaniał do
przyjęcia nowej wiary, mówiąc o Syjonie, który stanie
się udziałem tych, którzy go posłuchają. Różne rzeczy
ludzie opowiadają o tych muraszkowych nabożeń­
stwach - a to, że po zakończeniu modlitwy ludzie zrzu­
cali ubrania i robili to, czego nawet mąż wstydziłby się
wobec żony; a to, że w nabożnej ekstazie wybiegali na
pole i wymachując rękami, próbowali lecieć na niebio­
sa. Gadają, że w Stajkach pewnego dnia wierni wdra­
pali się na dach chaty, by stamtąd wznieść się do Bo­
ga. Rezultat był podobno mizerny - pierwszy śmiałek
złamał nogę, spadając ze strzechy, inni zaś rozeszli się
do domów. Ludzie z uśmiechem wspominają, że ich
modlitwy przypominały bardziej gdakanie indyka niż

171

�25_CHMIELEWSKA.ps

4/25/2007 2:16 PM

Justyna Chmielewska • STARA HISTORIA NOWEJ JEROZOLIMY

Iwan Muraszko, przez syjonistów zwany prorokiem Ilią
i Ojcem Syjonu, lata 30.

nabożną prośbę - niezrozumiałe słowa i dziwne gesty
dalekie były od skupienia i powagi towarzyszących ko­
ścielnej mszy czy służbie w cerkwi.
Cokolwiek by o zwolennikach proroka Iwana po
wsiach mówiono, jedno nie ulega wątpliwości: byli
niezwykli. Dostojni brodacze unikali towarzystwa mirskich ludziej - światowych ludzi, jak nazywali wszyst­
kich spoza własnego kręgu - prawosławnych sąsiadów,
Zydów handlujących w swych sklepikach, gromadzą­
cych się w kościele katolików. Potępiali ich rozwią­
złość, odejście od zasad wyznaczonych w Piśmie Świę­
tym; to, że poszli „na łatwiznę” w sprawach wiary,
zapomnieli najważniejsze wskazówki płynące z Pisma,
dali się zwieść popom i księżom.
Sami poplecznicy Iwana Muraszki prowadzili ży­
wot srogi, surowy. Pościli często, już w piątek po za­
chodzie słońca zamykali się w chatach, by modlić się
przez całą sobotę. Zyskali tym sobie wśród ludzi prze­
zwisko - subotniki. Niekiedy nazywano ich po prostu
brodaczami. Oni sami zaś woleli mówić o sobie syjoni­
sty. Byli bowiem przekonani, że wiara pomoże im zbu­
dować na przedwojennej białoruskiej ziemi Nowy Sy­
jon - na podobieństwo biblijnej, pierwotnej wspólnoty
wiernych. N a urzeczywistnienie tej wizji nie musieli
długo czekać. Nie uprzedzajmy jednak zdarzeń i po­
wróćmy do historii proroka z Razmierek.
W okolicach Kosowa Iwan zgromadził niebawem
grupę kilkunastu, może dwudziestu paru wiernych, go­
towych przestrzegać głoszonych przez niego zasad, go­
towych rzucić wszystko na jedno jego skinienie. Wielu
spośród nich wcześniej już zetknęło się z Muraszką, gdy
prowadził nabożeństwa zielonoświątkowców; inni
przechodzili na nową wiarę bezpośrednio z prawosła­
wia. Kaznodzieja nie ustawał w wysiłkach, by przeko­
nać jak najwięcej wątpiących - chodził po wsiach i sam
nawracał lub posyłał z podobną misją swych pomocni­
ków. Zwracał się przede wszystkim do najbiedniejszych
- w większości Poleszuków. Obiecywał im życie bliskie
Bogu, we wspólnocie, w której wszyscy będą równi.

I tak przyjeżdżał do rodzinnych Razmierek, by ry­
chło znów ruszyć w drogę. Ojciec złościł się, że Iwan
włóczy się po całym świecie, zamiast - jak inni bracia
- uprawiać ziemię, założyć rodzinę, żyć jak inni. Gdzie
bywał? Mówią, że jeździł do Ameryki, inni - że na
Wołyń. Podobno właśnie tam, na ziemiach dzisiejszej
zachodniej Ukrainy, wszystko się zaczęło. Cofnijmy się
zatem o parę miesięcy.
Podczas zjazdu prezbiterów ruchu zielonoświątko­
wego, gdzieś około 1933 roku, Iwan spotkał kobietę,
która od tego czasu towarzyszyła mu aż do śmierci Olgę Kirylczuk-Korniejczuk. Urodziła się na Ukrainie,
w chłopskiej rodzinie, była od niego sporo starsza.
Miała szóstkę dzieci i męża, który nie stronił od kie­
liszka. Choć stała wysoko w hierarchii piatidziesiatników, od pewnego czasu głosiła zasady sprzeczne z ogól­
nie przyjętymi. Mówiła, że przemawia przez nią Duch
Święty, lecz nikt nie chciał jej słuchać.
T a samozwańcza prorokini od dziecka była blisko
Bożych spraw. Powiadają, że już jako dziewczynka czę­
sto na piechotę chodziła się modlić w Ławrze Poczajowskiej. Prawosławie nie spełniło jej oczekiwań - przystą­
piła więc do zielonoświątkowców, wśród których
osiągnęła rangę prezbitera. Prowadziła nabożeństwa,
nakłaniała ludzi do konwersji, stała się autorytetem
w kwestiach religijnych. Jednak swe powołanie proroc­
kie odkryła już jako dorosła kobieta, żona i matka.
Wierni tłumaczą, że pewnego dnia Bóg przemówił
do niej, objawiając, że niebawem zabierze ją do Siebie.
Olga padła na kolana i zaczęła się modlić, w pełni pod­
dając się Bożej Woli. Wówczas w domu, w którym prze­
bywała z mężem, dziećmi i pomocnicą, wybuchł pożar błyskawicznie zajął się kryty strzechą dach, płonąć za­
częły ściany. Pijany mąż salwował się ucieczką, Olga
jednak nakazała dzieciom i towarzyszce trwać przy so­
bie, na kolanach, w modlitwie. Cała wieś zbiegła się, by
gasić ogień, ale ich wysiłki były daremne - zdawało się,
że z chaty nikt już nie ujdzie z życiem. Stało się jednak
inaczej - Bóg, widząc u Olgi gotowość do pełnego po­
święcenia, wyjawił jej Swe plany - miała pójść w świat,
głosić Nowy Syjon, budować nową wiarę, utorować
drogę mającemu zstąpić na ziemię Chrystusowi...
Pożar, jak powiadają muraszkowcy, w cudowny
sposób sam ucichł, prorokini zaś bezpiecznie wypro­
wadziła dzieci ze zgliszcz. Ku zdumieniu zgromadzo­
nych wokół chaty sąsiadów od ocalonych nie czuć by­
ło nawet zapachu dymu. Po tym zdarzeniu Olga
ruszyła w świat głosić Słowo Boże, nazywając siebie
odtąd Ofiarą Chrystusową - bowiem tak jak Zbawiciel
gotowa była do największego poświęcenia.
Niebawem - podczas owego wołyńskiego zjazdu,
w 1933 roku - objawione jej zostało, że Pan Bóg przy­
szykował dla niej lepszy los niż ten dotychczas będący
jej udziałem. Miała rzucić dawne życie, zostawić męża
pijaka i rozpocząć nowy etap u boku mężczyzny - pro­
roka, który pomoże jej zrealizować Boży plan.

172

�25_CHMIELEWSKA.ps - 4/25/2007 2:16 PM

Justyna Chmielewska • STARA HISTORIA NOWEJ JEROZOLIMY

Wybrańcem tym okazał się aktywnie działający
wśród zielonoświątkowców kaznodzieja, postać rów­
nież nienależąca do przeciętnych - nasz prorok.
W okresie zjazdu Iwan Muraszko był niemy; wierni
powiadają, że to Bóg odebrał mu mowę. Jedni twier­
dzą, że nie wypowiedział ani słowa przez pięć lat
i osiem miesięcy poprzedzających spotkanie z Olgą, in­
ni przeczą tej wersji. Jak wspominają niektórzy, Pan
Bóg pozwalał mimo wszystko swemu słudze odprawiać
zielonoświątkowe nabożeństwa - na czas kazania
i modlitwy Iwan odzyskiwał głos, by zaraz po tym po­
nownie zaniemówić. Jakikolwiek charakter by miała
niemota Muraszki - kary czy postu, próby czy świado­
mego wysiłku - w jednym świadkowie są zgodni: pod­
czas wołyńskiego zjazdu zielonoświątkowców Iwan był
niemy, z otoczeniem zaś porozumiewał się, zapisując
swe słowa na noszonej na piersiach tabliczce.
Olga nie wahała się długo - kazała przyprowadzić
do siebie niemego Iwana Muraszkę i w zwięzłych sło­
wach wyłożyła mu swoje zamiary: miał zostać jej mę­
żem i jako prorok Ilia wraz z nią szerzyć po świecie no­
wą wiarę; wiarę prawdziwą, bo płynącą wprost od
Ducha Świętego poprzez usta prorokini.
Do przekonania Iwana posłużyły mocne środki by dowieść prawdziwości swego proroctwa, Muraszce
na trzy dni odebrane zostały pozostałe zmysły - leżał
na ziemi skulony, pozbawiony wzroku, słuchu i mowy;
jak niemowlę, powiadają syjoniści. Od tego czasu zwać
się począł prorokiem Ilią.

I tak dwójka heretyków, wykluczona z zielono­
świątkowej wspólnoty, rozpoczęła swe dzieło. Para ka­
znodziejów, w której on pełnił funkcję organizatora
i mentora, ona zaś uduchowionej pośredniczki między
Niebem a Ziemią, Bogiem i ludźmi. On mienił się od­
tąd Ojcem i prorokiem Eliaszem (ros. Ilia), ona Matką
Syjonu i Ofiarą Chrystusową. Dzieło ich miało być do­
niosłe: szerzenie nowej wiary, doskonalszej od wszyst­
kich poprzednich; wiary, na łono której Chrystus po­
wróci w swym ponownym przyjściu na Ziemię; wiary,
której wyznawcy na Ziemi urzeczywistnią ideę Króle­
stwa Bożego i własnymi rękami zbudują Nową Jerozo­
limę.
Prorocy zaczęli swą tułaczkę. Po pierwszych, sa­
motnych wizytach w rodzinnej wsi, kiedy to - można
by rzec - przygotowywał grunt dla nowej wiary, Muraszko przywiózł niebawem Olgę do Razmierek. Jakież
musiało być zdziwienie ludzi - Iwanowi, dotąd cenio­
nemu kaznodziei zielonoświątkowców, towarzyszyła
o wiele starsza kobieta twierdząca, że przemawia przez
nią Duch Święty, negująca dawne nauki Muraszki;
matka, która porzuciła własne dzieci, by wieść wę­
drowne życie z obcym mężczyzną...
Nowe nauki Iwana nie spotkały się z życzliwym
przyjęciem - wielu wspomina, że zwyczajnie wymagał
zbyt dużo. Zakaz jedzenia wieprzowiny i golenia brody,
rytualny ubój bydła, surowe zasady dotyczące sobotnie­
go kultu, obowiązek skromnego, pełnego wyrzeczeń ży­
cia... Dodajmy do tego ostre potępienie Cerkwi Prawo-

Nowa Jerozolima 2005. Wołyń, okolice Dubrowicy.

173

�25_CHMIELEWSKA.ps - 4/25/2007 2:16 PM

Justyna Chmielewska • STARA HISTORIA NOWEJ JEROZOLIMY

Olga Kirylczuk-Korniejczuk, Matka Syjonu (na piersi rana
pozostała po obrzędzie zdjęcia pieczęci), lata 30.

sławnej, mającej najsilniejszy wpływ na religijność oto­
czenia. Muraszko kazał odrzucić jako bałwochwalczy
kult ikon, uderzając tym samym w najważniejsze miej­
sce w chacie - święty kąt, gdzie wyobrażenia Chrystu­
sa i świętych od dziada pradziada ozdabiane były pięk­
nie haftowanymi Tucznikami.
Mówił, że dusza po śmierci nie idzie - jak po­
wszechnie wierzono - do Raju czy Piekła, ale przecho­
dzi w inne ciało. W zależności od bilansu uczynków dusza dobrego człowieka wcieli się w jeszcze zacniejsze­
go, grzesznik zaś może spodziewać się, że karą za jego
grzechy będzie odrodzenie w postaci kaleki, złoczyńcy
czy zwierzęcia. Muraszko obarczał tym samym wierne­
go odpowiedzialnością za czyny - twierdził, że każdy
sam pracuje na swój przyszły los, a zatem dla własnego
dobra powinien jak najskrupulatniej wypełniać to, co
Pan objawił w Piśmie i przez usta Olgi. Ludzie nie
chcieli słuchać - jakże mogli uwierzyć, że ich własna
dusza może trafić w przyszłości do ciała psa czy krowy?
Lecz i to nie koniec niespodzianek, jakie czekały
otoczenie proroka. Po pierwszych, skromnych nabożeń­
stwach, gdy Iwan zgromadził już wokół siebie grupę za­
ufanych wiernych - syjonistów, przyszła kolej na rozbu­
dowę rytuału. Dotychczas składały się nań wspólne
modlitwy, zbliżone do spotkań zielonoświątkowców pod przewodnictwem kaznodziei wspólnie czytano Pi­
smo, modlono się, śpiewano pieśni. Modlitwy te bywa­
ły tak żarliwe, że niemal ekstatyczne - sąsiedzi podśmie­
wali się między sobą z dziwacznego zachowania
muraszkowców, ale nie reagowali negatywnie. Opowia­
dają, że syjoniści, modląc się, podrygiwali rytmicznie,
wykonywali coś na kształt tańca, wypowiadając niezro­
zumiałe słowa. Mówią, że jeden z apostołów Syjonu,
gdy myślami zwracał się ku Bogu, zapominał o całym
świecie, chodził w kółko i gwizdał, dostarczając rozryw­
ki całej wsi. Powróćmy jednak do historii proroków.

Olga pewnego dnia doznała objawienia, w którym
Duch Święty nakazywał Bożym wysłannikom przepro­
wadzić obrzęd zdjęcia pieczęci. Muraszkowcy wierzyli,
że krew prorokini - jak przed wiekami krew Chrystu­
sa - ma moc odkupicielską. Ludzie w okolicy do dziś
wspominają, jak to nazywają, rezanie baby - dni owych
uroczystych, niezwykłych nabożeństw syjonistów.
Iwan posyłał wówczas po fotografa, zapraszał księdza
i batiuszkę pobliskiej cerkwi - by na własne oczy prze­
konali się o wyjątkowym posłannictwie Olgi; by nikt
już nie wątpił, że ma do czynienia z prorokinią i wiarą
prawdziwą.
Wierni gromadzili się w te uroczyste dni w jednej
chacie i modlili długo, zanim dokonało się najważniej­
sze - Matka Syjonu zdejmowała koszulę i wskazywała
Iwanowi miejsca, z których ma zostać pobrana święta
krew. Prorok przystępował do dzieła z obcęgami i brzy­
twą - naciągał skórę i robił na piersi towarzyszki serię
nacięć. Bywało, że ran było sześć, bywało, że dwana­
ście - obrzędem kierowała Olga, znając scenariusz
z objawień woli Ducha Świętego. Wierni, skupieni na
modlitwie, w napiętym milczeniu obserwowali, jak
Muraszko przecina skórę chudej, starszej kobiety, któ­
rą oni sami nazywali Matką. Widzieli spokój Olgi,
brak jakiejkolwiek reakcji na ból, gotowość poświęce­
nia własnego ciała dla ratowania dusz grzeszników.
Pomocnicy zbierali płynącą z ran krew do talerzy,
by następnie przelać ją do zawczasu przygotowanych
butelek. Krew ta, zmieszana prawdopodobnie z wi­
nem, używana była potem do święcenia rzek, jezior,
studni, źródeł. Wielu wspomina także, że służyła pod­
czas muraszkowskich komunii, kończących ważniejsze
nabożeństwa i wraz z chlebem podawana była wier­
nym, przypominając spotkanie Mistrza i uczniów
w wieczerniku. A wszystko to na oczach świata - są­
siadów, fotografa, ciekawskich.
Co na to świat? Mirskije ludzie nie znaleźli w ser­
cach zrozumienia dla muraszkowskich misteriów. Iwa­
na do dziś wielu postrzega jako oprawcę, znęcającego
się nad Bogu ducha winną kobietą. Olgę mają tyle za
oszustkę, ile za szaloną. Dziwią się niektórzy, że wy­
trzymywała ból bez najmniejszego grymasu, nie skarży­
ła się, sama wskazywała, w których miejscach ciąć.
Wielu widzi w prorokach dobrych aktorów, sugerując,
że rany i krew nie były prawdziwe, że kaznodzieje uży­
wali magicznych sztuczek, obserwatorzy zaś dawali się
im zwodzić. Niektórzy tłumaczą, że Muraszko hipno­
tyzował zgromadzonych w izbie wiernych tak, iż zda­
wało im się, że widzą rzeczy, które nie miały w rzeczy­
wistości miejsca. Inni burzą się, nazywając Iwana
dręczycielem, Olgę zaś przedstawiając jako słabą,
w pełni mu podporządkowaną ofiarę.
Zgoła inne jednak historie usłyszymy od syjoni­
stów, którzy w obrzędach zdjęcia pieczęci widzieli je­
den z najdonioślejszych przejawów proroczego daru
Olgi. W niej samej niektórzy upatrują wcielenia

174

�25_CHMIELEWSKA.ps - 4/25/2007 2:16 PM

Justyna Chmielewska • STARA HISTORIA NOWEJ JEROZOLIMY

Chrystusa, który w swym powtórnym przyjściu na Zie­
mię miał ponownie odkupić grzechy ludzi. Daty oraz
sposób przeprowadzenia obrzędu prorocy poznawali
dzięki objawieniom; wówczas też odkrywany był cel
poszczególnych nabożeństw - poświęcenie wody, ja­
dła, czy wreszcie najważniejszy - odkupienie grzechu
Adamowego.
Matka Syjonu doznawała objawień często - świad­
kowie relacjonują, że zapadała wówczas w rodzaj
transu, wypowiadając zmienionym głosem słowa pro­
roctwa. Dotyczyły one interpretacji Pisma Świętego,
zawierały nowe modlitwy, niekiedy służyły rozwiąza­
niu bieżących problemów nękających wspólnotę. Lu­
dzie powiadają, że prosta Ukrainka nagle zaczynała
wówczas przemawiać językiem uczonym, niezwykłym,
pomocnicy zaś skrupulatnie zapisywali święte dla nich
słowa.
Dar ten przejawiał się podobno także podczas
wspólnych modlitw, kiedy to wierni zaczynali mówić
w językach, których nie mogli znać - niektóre ze spi­
sanych podczas takich ekstatycznych nabożeństw tek­
stów do dziś pozostają niezrozumiałe. Tę nadzwyczaj­
ną umiejętność muraszkowcy przypisują łasce Ducha
Świętego, który udzielał wiernym daru języków - tak
jak Apostołom podczas Pięćdziesiątnicy. Podobnie
wyglądają do dziś nabożeństwa niektórych odłamów
ruchu zielonoświątkowego.
Wróćmy jednak do spraw bardziej przyziemnych.
W obrzędach zdjęcia pieczęci uczestniczyli syjoniści
i opłacony przez nich fotograf, ale zdarzali się i goście
mniej serdecznie witani. N a jedno z takich nabo­

żeństw przyjechali polscy policjanci, chcąc aresztować
proroka Iwana za krzywdy wyrządzane Oldze. Akcja
nie doszła podobno do skutku - niektórzy twierdzą, że
przedstawiciele władzy jakby skamienieli, nie mogąc
przestąpić progu izby, w której odbywała się uroczy­
stość. Dostrzegają w tym Boską ingerencję i ochronę,
mającą dowodzić autentyczności proroczego daru.
Jednak ci bardziej krytyczni wspominają, że gdy poli­
cjanci podeszli do leżącej i broczącej krwią Olgi i po­
grozili jej karabinem, kobieta czym prędzej poderwała
się i uciekła z chaty, funkcjonariusze zaś odjechali,
prześmiawszy proroków. Obserwatorzy niezwiązani
z muraszkowcami widzą w tym dowód nieprawdziwo­
ści obrzędu, Iwana i Olgę nazywając fałszywymi proro­
kami, czy też - mocniej - oszustami.
Trzeba przyznać, że sąsiedzi nie żywili do syjoni­
stów najcieplejszych uczuć. Jeszcze dziś wspominają
jak - będąc dziećmi - chodzili podglądać przez okna
muraszkowskie misteria, jak rzucali w nich kamienia­
mi, jak uciekali potem przed razami rozsierdzonego
Iwana. Opowiadają z rozbawieniem, że gdy tylko uda­
wało im się dorwać któreś z muraszkowskich dziecia­
ków, smarowali im twarze słoniną, tak surowo zakaza­
ną wiernym jako nieczysta.
Te animozje doprowadziły z czasem do izolacji
„brodaczy”. Zamknęli się we własnym kręgu, zerwali
niemal zupełnie kontakty z otoczeniem, które ich od­
rzuciło; ale i zostało przez nich odrzucone - jako ob­
szar działania Szatana, świat zepsucia i upadku. Jeden
z pomocników proroka Ilii przestał posyłać swe dzieci
do szkoły, trzymając trzech synów pod kluczem... Inna

Syjoniści z okolic Kosowa (Białoruś zachodnia), lata 30.

175

�25_CHMIELEWSKA.ps

4/25/2007 2:16 PM

Justyna Chmielewska • STARA HISTORIA NOWEJ JEROZOLIMY

Syjoniści w Nowej Jerozolimie, z lewej Iwan Muraszko.

Eljasz ze św. Sjonistami, orka 1936 r.

Widok obozu św. Sjonistów - Iwan Muraszko z pierwszymi osadnikami
w Nowej Jerozolimie. Wołyń, lata 30.

176

�25_CHMIELEWSKA.ps - 4/25/2007 2:16 PM

Justyna Chmielewska • STARA HISTORIA NOWEJ JEROZOLIMY

Zdięcie pieczęci św. Prorok Eljasza, lata 30.

Olga po obrzędzie zdjęcia pieczęci.

Obrzęd zdjęcia pieczęci.

Obrzęd zdjęcia pieczęci.

177

�25_CHMIELEWSKA.ps - 4/25/2007 2:16 PM

Justyna Chmielewska • STARA HISTORIA NOWEJ JEROZOLIMY

wierna nie pozwalała córce chodzić na wiejskie zaba­
wy i spotykać się z rówieśnikami, co doprowadziło do
buntu młodej dziewczyny i ucieczki w małżeństwo
z mirskim chłopakiem... W sobotę muraszkowcy ryglo­
wali drzwi, nie wpuszczając nikogo do chaty, by móc
spokojnie oddać się modlitwie. Prawosławni w więk­
szości sąsiedzi burzyli się, widząc, jak brodaci syjoniści
na pokaz rąbią w niedzielę drwa i na oczach wszyst­
kich wykonują najcięższe prace, bezczeszcząc Dzień
Pański... Obserwowali z przestrachem krwawe obrzę­
dy, które przecież odbywały się tuż za płotem... Jak
można sobie wyobrazić, nie sprzyjało to utrzymaniu
przyjacielskich stosunków z otoczeniem.
Historie te przez lata krążyły z ust do ust, mieszały
się z opowieściami o innych barwnych postaciach
z okolicy, osiągając niekiedy zaskakujące formy. Dziś
ciężko jest ocenić, ile z nich ma cokolwiek wspólnego
z prawdą. Pamięć zawodzi, sceny zmieniają aktorów
w zależności od opowiadającego, wątki splatają się,
niektóre gubią zupełnie.
Muraszkowcy funkcjonowali na marginesie spo­
łecznego i religijnego życia okolic przedwojennego
Kosowa. Wierzyli inaczej, jedli inaczej, ubierali się
inaczej niż wszyscy. Ich dzieci nosiły dziwne, niespoty­
kane imiona - Safir, Jakim, Jeroma... Obracali się we
własnym kręgu, nie szukali kontaktu z prawosławnym
otoczeniem - jeśli zwracali się do mirskich ludziej, to po
to, by nakłonić ich do wstąpienia w swe szeregi.
Również prorocy, postaci wyraziste i niezwykłe, od­
biegali od przyjętych na białoruskich ziemiach wzor­
ców kobiety i mężczyzny, czy może - kapłana i kapłan­

ki. Odrzucili życie „wśród swoich”, wybierając tułacz­
kę. On nigdy nie założył rodziny, ona swoją porzuciła.
Żyli razem, ale bez ślubu - młody jeszcze i silny Iwan
i o wiele od niego starsza, drobniutka Olga. Ona po­
dobno potrafiła przepowiedzieć przygodnie spotkanej
osobie, co spotka ją w przyszłości. On dał się poznać
raczej jako organizator życia wspólnoty wiernych i ja­
ko krytyk ówczesnej obyczajowości - nie bał się otwar­
cie występować przeciwko Cerkwi i Kościołowi, potę­
piać moralność swych bliskich. Byli charyzmatyczni,
potrafili poruszać ludzi, przekonać do porzucenia całe­
go dotychczasowego życia.
Relacje z otoczeniem były napięte, prorocy zaś
wciąż myśleli o realizacji misji powierzonej Oldze pod­
czas pierwszych objawień. Do dzieła przystąpili w roku
1936, wzywając wiernych do przybycia na Wołyń,
gdzie wspólnie budować mieli Królestwo Boże. Tam
to, nieopodal miasta Sarny, Iwan za zebrane od wier­
nych pieniądze kupił paręnaście hektarów ziemi z do­
mem i trzema stajniami. Miejsce to na ponad trzy lata
stało się scenerią zdarzeń niezwykłych.
Prorocy przystąpili bowiem wówczas do wprowa­
dzania w życie największego i - z punktu widzenia muraszkowskiej teologii - najdonioślejszego przedsięwzię­
cia: budowy ziemskiej Nowej Jerozolimy. Miała to być
wspólnota na wzór biblijnej - zgromadzenie wiernych,
w którym wszyscy będą równi i w tej równości będą
wieść życie bliskie Bogu, w dystansie do spraw ziem­
skich, przygotowując się na przyjęcie Chrystusa. Wier­
ni mówią wręcz o Królestwie Bożym na Ziemi, wspo­
minając wołyński Nowyj Jerusalim.

Prorocy i wierni na wzgórzu ofiarnym w Nowej Jerozolimie. Wołyń, 1937-38.

178

�25_CHMIELEWSKA.ps - 4/25/2007 2:16 PM

Justyna Chmielewska • STARA HISTORIA NOWEJ JEROZOLIMY

Wierni w Nowej Jerozolimie, 1938 r.

Syjoniści ściągali tu z całych dawnych Kresów zewsząd, gdzie prorok Ilia i Matka Syjonu zasiali ziar­
no nowej wiary. Chłopi sprzedawali cały dobytek, by
uzyskane w ten sposób środki oddać do dyspozycji
Muraszki. Zony porzucały mężów, by iść za swym ka­
znodzieją i budować Królestwo Boże. W niedługim
czasie w Zareczycy pod Sarnami zgromadziło się po­
nad 700 osób. Przeważnie byli to najbiedniejsi - Poleszucy, białoruscy i ukraińscy chłopi. Muraszko ape­
lował do maluczkich, ci bowiem mieli być Bogu
najbliżsi. Oni też mieli najmniej do stracenia - żyło
się wówczas biednie, niejeden głodował. Prorok Ilia
proponował zaś nowe życie, świat bez podziałów na
bogatych i biednych. Wszyscy bowiem mieli być rów­
nymi przed obliczem Ojca. Sprzedawali wszystko, co
mieli, zostawiając przy sobie jedynie krowy i konie,
które mogły przydać się w Nowym Syjonie; ruszali
w drogę, na Wołyń, za prorokami, w oczekiwaniu
lepszego losu.
Ci, którzy żyli w Nowej Jerozolimie, wspominają
dziś ten okres ze wzruszeniem, rysując obraz życia
trudnego, srogiego i surowego, ale pięknego. Całkowi­
te skupienie na sprawach Bożych nadawało nawet
najcięższej pracy sens i głębszy wymiar. Choć nie było
łatwo, wierni nie doznali zawodu: budowali swą nową
rzeczywistość w pocie czoła, lecz z przekonaniem, że
uczestniczą w dziele wielkim.
Niebawem wśród ludzi najbliższych Matce i Ojcu
Syjonu ukształtowała się hierarchia na wzór biblijnej prorocy wyznaczyli 12 apostołów pomagających im
ogarnąć 700-osobową wspólnotę. Ponad nimi stał Mi­

chaił Dikon, który był głównym pomocnikiem Iwana
i Olgi. On sam określał się niekiedy również mianem
Archanioła Michała - mówił, że gdy nadejdzie oczeki­
wany Dzień Sądu, zadmie w trąby, by obwieścić to ca­
łemu światu. Powołano także rzeźników zajmujących
się rytualnym ubojem bydła - by spożywane przez
wiernych mięso było czyste. Wymagało to specjalnych
modlitw, znanych tylko nielicznym. Reszta wiernych
zajmowała się przeważnie pracą na roli, wielu też wy­
syłanych było z misją nawracania chłopów z okolicz­
nych wsi.
A roboty nie brakowało - żeby uprawiać ziemię,
należało najpierw wykarczować las, zaorać nieużytki,
znaleźć pastwiska dla przygnanego z własnych gospo­
darstw bydła. Ale wszyscy pracowali razem, razem
opadali z sił, razem jedli i razem się modlili. Dzieci ba­
wiły się w dużych grupach, pod opieką wyznaczonych
do tego celu kobiet. Szczególnie podkreślanym wyra­
zem owej równości była wspólnota stołu - wszyscy jed­
nocześnie zasiadali w wykopanych naprzeciw siebie
długich rowach, pomiędzy którymi, bezpośrednio na
ziemi, stawiane były skromne potrawy. Prorocy często,
dla odkupienia grzechów lub w ramach kary, nakazy­
wali wiernym posty - zwykle żywieniowe, niekiedy
i nieme.
Mieszkali w ciężkich warunkach - każda rodzina
dostawała małą klitkę w jednej ze stajni, płócienną za­
słoną oddzieloną od reszty. Ludzie opowiadają, że po­
mieszczenia te znajdowały się na trzech poziomach, że
wewnątrz panował niezwykły, ciężki do zniesienia
ścisk. Nawet entuzjaści wspominają, że z zatłoczonych

179

�25_CHMIELEWSKA.ps - 4/25/2007 2:16 PM

Justyna Chmielewska • STARA HISTORIA NOWEJ JEROZOLIMY

Pogrzeb syjonisty, lata 50.

budynków bił silny odór. Po pewnym czasie Nową Je­
rozolimę ogarnęła epidemia ospy - umierały przede
wszystkim dzieci. Wielu wiernych opuściło wtedy
wspólnotę, pojawiły się ostre głosy krytyczne.
Rzeczywistość musiała chyba odbiegać nieco od
wzruszających opisów syjonistów, skoro prorocy miesz­
kali w osobnym, wygodnym domu, przed którym dzień
i noc czuwały straże. Wierni wspominają bowiem, że
Szatan, chcąc pomieszać szyki Bożym wysłannikom,
wszedł w ciała złych ludzi i parokrotnie próbował ode­
brać Oldze i Iwanowi życie. Również z władzą - a W o­
łyń znajdował się wówczas w granicach Polski - sto­
sunki nie układały się najlepiej. Ludzie opowiadają, że
policja wielokrotnie odwiedzała Nową Jerozolimę, zwy­
kle kontentując się stwierdzeniem fatalnych warun­
ków sanitarnych i nie podejmując poważniejszych kro­
ków. Jednak w 1939 roku zapadła ostateczna decyzja
o rozprawieniu się z muraszkowcami - wspólnota zo­
stała rozwiązana, wierni zaś rozpędzeni do domów.
Wielu jako powód wskazuje podejrzenie o sympatie
komunistyczne - grupa, której naczelnik głosi zasadę
równości, oparta na wspólnocie ziemi i majątku, nie
budziła u polskich urzędników pozytywnych uczuć,
zważywszy na sytuację międzynarodową i grożące ze
wschodu widmo ZSRR. Inni motywują likwidację
wspólnoty obawą o dalsze rozprzestrzenianie się epide­
mii ospy (rzeczywiście, wierni powracający z Nowej Je­
rozolimy przywieźli tę chorobę także w okolice Koso­
wa). Dodajmy jedynie, że już we wcześniejszych latach
Iwan Muraszko wielokrotnie był przez policję zatrzy­
mywany i przesłuchiwany.
1939 rok stanowi dla syjonistów datę graniczną po rozpadzie Nowej Jerozolimy do dziś nie udało się im
osiągnąć podobnej wspólnoty - dalsze lata naznaczo­
ne są piętnem tułaczki i prześladowań ze strony komu­
nistycznej władzy. Wierni - wśród których wielu spę­
dziło w wołyńskim Królestwie Bożym kilka lat musieli uciekać. Dokąd, skoro przed wyjazdem sprze­
dali wszystko, co posiadali?
Wielu wróciło w rodzinne strony, starało się ułożyć

życie na nowo pośród wojennej zawieruchy. Część po­
została na Wołyniu, osiadając w pobliskich wioskach
- w ten sposób powstały mniejsze muraszkowskie en­
klawy w okolicach wołyńskiego miasta Sarny. Byli też
i tacy, którzy - rozczarowani niechlubnym upadkiem
Nowego Syjonu - odstąpili od wiary proroków, usiłu­
jąc wrócić do dawnego życia, z powrotem wtopić się
w prawosławne otoczenie.
Duża część wiernych, pod przewodnictwem aposto­
łów i pomocników Iwana, rozpoczęła wędrówkę - po
terenach obecnej Białorusi, Ukrainy, Rosji, a wreszcie
- odległej Azji Centralnej. Niektórzy mieszkają tam do
dziś - na dalekiej, kazachskiej ziemi funkcjonują obec­
nie dwie małe wspólnoty - pod Kustanajem i Dżambulem. Ci, których los rzucił do Uzbekistanu, podjęli
w latach 70. próbę powrotu w rodzinne strony, osiada­
jąc ostatecznie w oddalonym o 50 kilometrów od Ode­
ssy miasteczku Kominternowo. Dziś mieszka tam 350
syjonistów, tworząc zwartą, sprawnie funkcjonującą,
rozwijającą się wspólnotę. Nieliczne grupy wiernych
przez długi czas mieszkały w Mołdawii - obecnie więk­
szość z nich dołączyła do odeskiego odłamu ruchu,
skupionego wokół żyjących do dziś wnuczek prorokini
Olgi - Liuby i Marii.
Lata powojenne były dla syjonistów szczególnie
ciężką próbą - zaczęły się aresztowania trwające aż do
śmierci Stalina w 1953 roku. W ich wyniku większość
z tych, którzy wrócili do podkosowskich wsi, trafiła do
więzień. Michaił Dikon, pomocnik proroka Ilii, dostał
15 lat wyroku. Kostia Szupienik i jego żona Sara, daw­
na pomocnica Olgi, która wraz z prorokinią była
w płonącej chacie podczas pierwszego objawienia, za
kratkami spędzili po 10 lat. Muraszkowcy na długi
czas zniknęli z mapy okolicy. Ci, którzy wrócili i pozo­
stali przy syjońskiej wierze, porównywali sami siebie do
cierpiącego męki i upokorzenia Chrystusa, wskazując
na religijny, głęboki sens próby, której zostali poddani.
Po powrocie z więzienia ich wiara stała się niemal
fanatyczna, jak podkreślają prawosławni sąsiedzi - Kostia, Dikon, Ustina i inni żyli jak asceci, wciąż po-

Wnuczki Olgi - Liuba i Marusia z wiernymi, lata 50.

180

�25_CHMIELEWSKA.ps - 4/25/2007 2:16 PM

Justyna Chmielewska • STARA HISTORIA NOWEJ JEROZOLIMY

Liuba i Marusia, Kominternowo 2005.

szcząc, spędzając czas na modlitwie i czytaniu Pisma.
Zerwali kontakty z otoczeniem, w sobotę ryglowali
drzwi chaty, by świętować w skupienu. Czekali Dnia
Sądu, który, jak się spodziewali, miał nadejść nieba­
wem. Wniosek ten wyciągali ze znaków, odczytywa­
nych z codziennych zdarzeń, uważnej lektury Biblii
i reinterpretacji Pisma. Odmawiali sobie wszelkich
udogodnień w codziennym życiu; Dikon, który zmarł
w 1989 roku, do dnia śmierci nie używał elektryczno­
ści ani gazu, otaczając się jedynie niezbędnymi sprzę­
tami. Otoczenie zdążyło już przywyknąć do muraszkowskich dziwactw - niektórzy dziś mówią wręcz, że
z perspektywy czasu podziwiają hart ducha i surowość
życia następców proroka Ilii i Matki Syjonu.
Co stało się z prorokami? W chwili rozpędzenia
przez polską policję wołyńskiej Nowej Jerozolimy orze­
kli, że ich rola w Bożym planie na tym się kończy - że
dopełnili tego, co było im przeznaczone, budując wspól­
notę wiernych i wskazując im drogę postępowania.
Iwan musiał ponadto uciekać przed policją, która tym
razem miała już wobec niego całkiem poważne zarzuty.
Ilia i Olga spakowali więc pośpiesznie teksty obja­
wień i parę niezbędnych w podróży przedmiotów, po­
żegnali wiernych i ruszyli w drogę. Dokąd pojechali?
Którędy? Dlaczego tak daleko? N a te, i wiele innych
pytań, nie znalazłam zadowalającej odpowiedzi.
Grunt, że gdy nastała wojna, Ojciec i Matka Syjonu
byli za oceanem, tysiące kilometrów od swych wier­
nych i Nowej Jerozolimy - w argentyńskim Buenos
Aires. Ludzie mówią, że przyjęli ich tam dawni znajo­
mi, być może jeszcze z czasów zielonoświątkowych.
Złośliwcy nie omieszkają dodać, że podróż za Wielką
Wodę pochłonęła wszystkie wspólne środki, oddawa­

ne w ciągu ostatnich trzech lat przez przybywających
do Nowego Syjonu wiernych; Muraszkę wielu nazywa
złodziejem.
Początkowo prorocy wymieniali listy z najbliższymi
współpracownikami - pisali, że żyje im się ciężko
i biednie, pytali o sytuację tych, którzy zostali w oj­
czyźnie. Pozostawali jednak bierni - stracili kontrolę
nad wspólnotą, wycofali się z roli przywódców. Funk­
cję tę na miejscu przejęło kilku dawnych pomocników
i apostołów - ci najbardziej charyzmatyczni, najmoc­
niej przywiązani do głoszonych przez proroków idei.
W Argentynie Olga przestała doznawać objawień,
skończyła się też działalność misjonarska - syjoniści
nie wiedzą nic na temat tamtejszych konwertytów.
Wydaje się, że prorocy - być może złamani faktem
upadku wymarzonej, upragnionej, z takim trudem bu­
dowanej Nowej Jerozolimy - skupili się na codzien­
nym, doczesnym, nastręczającym wiele trudności ży­
ciu w nieznanym kraju. Z listów wynika, że nie wiodło
im się najlepiej, kontakt z ojczyzną stopniowo się roz­
luźniał. Wierni wspominają, że w listach z ostatnich
lat przeważa wątek szaleństwa Iwana - z bólem opo­
wiadają, że ich Ojciec, ich prorok Ilia i przywódca pod
koniec życia stracił poczucie rzeczywistości, bawiąc się
w piasku i śpiewając piosenki z dzieciństwa...
Iwan Muraszko i Olga Kirylczuk-Korniejczuk zmar­
li w 1959 roku - niemal jednocześnie, pomimo znacz­
nej różnicy wieku. Pochowali ich miejscowi. Nikt
z wiernych nie uczestniczył w pogrzebie; prorocy doko­
nali życia w osamotnieniu, być może w nędzy. Syjoni­
ści tłumaczą, że w 1939 roku zakończyła się ich misja wykonali bowiem to, co przeznaczył im Bóg, nadając
rzeczywistą postać temu, co idealne.
Nowa Jerozolima jawi się podczas rozmów z wier­
nymi jako miejsce uświęcone, niezwykłe, przesiąknię­
te ideą dążenia do Boga. Być może w pamięci to, co
złe, ulega zatarciu - jednak dla syjonistów te parę hek­
tarów słabej ziemi z domkiem i trzema stajniami stało
się na trzy lata przestrzenią świętą i jako takie są wciąż
przywoływane.
Święta przestrzeń, święty czas, święci ludzie - tak
widzą Nową Jerozolimę muraszkowcy. Sukces proro­
ków, według ich teologii, nie był jednak pełen - nie
udało im się powstrzymać zła, nadciągających szatań­
skich mocy, uosobionych w syjońskich tekstach a to
przez Piłsudskiego, a to armie okupantów. Wierni
przyznają, że prorocy, pomimo obrzędów i misteriów,
mających na celu powstrzymanie rozprzestrzeniania
się zła, nie zdołali ochronić bożego ludu przed okru­
cieństwami kolejnych lat - wojny i komunizmu.
Wskazują jednocześnie religijny wymiar cierpienia do­
świadczanego przez kontynuatorów dzieł proroków interpretują je jako próbę, której syjoniści zostali pod­
dani przez Boga, zanim przyjdzie im znaleźć się w Jero­
zolimie Niebieskiej, przeprowadzając analogię z po­
kornie znoszącym męki Chrystusem.

181

�25_CHMIELEWSKA.ps - 4/25/2007 2:16 PM

Justyna Chmielewska • STARA HISTORIA NOWEJ JEROZOLIMY

Gdy słuchałam historii proroków i wiernych, zdu­
mienie mieszało się z fascynacją, niekiedy ciężko było
powstrzymać uśmiech. Sami syjoniści tworzą hagiograficzną, odrealnioną, świętą opowieść o swym Ojcu
i Matce Syjonu - cudotwórcach, uzdrowicielach, bo­
haterach, mistrzach; opowiadają o wspaniałym - choć
niełatwym - życiu w wołyńskiej Nowej Jerozolimie,
gdzie to, co duchowe, przeważało nad tym, co docze­
sne; gdzie codzienne życie zyskiwało głęboki sens.
Mirskije ludzie nie boją się otwarcie krytykować,
a niekiedy i wyśmiewać muraszkowców - ich komicz­
ne modlitwy, dziwne obyczaje, niezrozumiałe obrzędy
stały się tematem plotek i żartów. Wielu potępia dzia­
łania Iwana i Olgi - opisują je raz w kategoriach od­
stąpienia od prawdziwej, prawosławnej wiary, raz
w kontekście życia zwykłego człowieka - jako złodziei,
oszustów, szarlatanów.
Nie ma jednej historii muraszkowców - wersji ist­
nieje tak wiele, że niekiedy wydają się wręcz nie do po­
godzenia. Komu zaufać, by maksymalnie zbliżyć się do
prawdy? Sąsiadom Iwana, którzy znali go w dzieciń­
stwie, obserwowali na przestrzeni dziesiątków lat; czy
może wiernym, spośród których wielu nigdy się z pro­
rokami nie zetknęło, a przekazywane im przez star­
szych opowieści są przy każdym powtórzeniu „wybiela­
ne”, cechuje je jednak głęboka wiara w Palec Boży
powodujący tymi niezwykłymi ludźmi? Opowieść
0 białoruskich prorokach i ich Królestwie Bożym na­
brała cech legendy, w której fantazja miesza się z rze­
czywistością, Pan Bóg kieruje ręką proroka-szaleńca,
a Józef Piłsudski staje się wysłannikiem Szatana.
Nie ma jednej historii muraszkowców - bo i dziś
nie tworzą oni jednolitej grupy. Osobne, rozbudowane
1 równie ciekawe opowieści można by snuć o każdej
spośród żyjących w diasporze wspólnot - syjonistach
odeskich, którzy we wnuczkach prorokini Olgi widzą
dziedziczki szczególnej, danej od Ducha Świętego mo­
cy; wiernych z Kazachstanu - tych skupionych wokół
Mirolieta Tajnarana, którzy wierzą, że Chrystus, W ło­
dzimierz Lenin i Tadeusz Kościuszko to wcielenia jed­
nej i tej samej duszy, i tych spod Dżambula, gdzie ko­
biety i mężczyźni mieszkają w osobnych osadach,
prowadząc życie na wzór zakonnego.
Historia syjonistów, tak bogata i wielowątkowa,
nie stanowi zamkniętego rozdziału. Grupa zmienia
swój charakter, w jednych ośrodkach rozwija się, w in­
nych zamiera. Dziś w okolicach pierwotnego centrum
ruchu - w podkosowskich wsiach na zachodniej Bia­
łorusi - pozostał tylko jeden wierny, który zresztą nie
pamięta proroków, a opowieści z ich życia zna jedynie
z przekazu tych, którzy uczestniczyli w tworzeniu
pierwszej wspólnoty. Większość towarzyszy Muraszki
z czasów przedwojennych umarła w latach 80., ich

dzieci zaś odstąpiły od wiary ojców, wtapiając się
w prawosławne otoczenie.
Obecnie najprężniej rozwija się grupa skupiona
w Kominternowie pod Odessą (Ukraina) - liczy po­
nad 350 osób i z każdym rokiem rośnie w siłę. Przewo­
dzą jej Liuba i Maria - dziś już ponad 60-letnie wnucz­
ki Olgi Kirylczuk-Korniejczuk. Swiatyje chrestijanie
syjonisty, jak sami się określają, tworzą zamknięty krąg,
nie przyjmując w swe szeregi mirskich ludziej. Wierni
w większości trudnią się ciesielstwem, pracując w du­
żych grupach, zwykle rodzinami. Taki wybór profesji
niektórzy próbują motywować podążaniem śladami
Świętej Rodziny - nawiązują w swych opowieściach do
Józefa - prostego biblijnego cieśli. Olbrzymią wagę
przykładają do życia rodzinnego - ponieważ śluby za­
wierane są w bardzo młodym wieku, rodzice i dziadko­
wie pomagają wychowywać powiększającą się gromad­
kę dzieci, wielopokoleniowe rodziny mieszkają razem,
w jednym domu. Mężczyźni wyjeżdżają zazwyczaj na
cały tydzień na budowę, kobiety zaś zostają na gospo­
darstwie, troszcząc się o codzienne sprawy.
Religijna działalność odeskich syjonistów bardziej
przypomina dziś zgromadzenia zielonoświątkowców
niż mistycyzm Iwana i Olgi, choć wierni w modlitwach
wciąż odwołują się do tekstów objawień. Prowadzą ży­
cie proste, lecz dostatnie, w codziennych zmaganiach
kierując się Pismem i wskazówkami proroków.
*

*

*

Iwan Muraszko i Olga Kirylczuk-Korniejczuk byli
w ciągu ostatnich 70 lat wyklinani i ubóstwiani, prześmiewani i podziwiani. Są to postaci niezwykłe; takie,
których ramy przedwojennej białoruskiej czy ukraiń­
skiej wsi pomieścić wręcz nie mogły. Ich działania pro­
wokowały do skrajnych sądów, stąd tak czarno-biała
jest historia kresowej utopii. Jednak, mimo że pełna
niejasności i sprzeczności, legenda proroków żyje
wciąż w umysłach ludzi, prowokuje do dyskusji, wywo­
łuje żywe komentarze. Kolejna efemeryda na religijnej
mapie okolicy czy prawdziwa droga do zbawienia?
Niech oceni to sam czytelnik...

Przypis

182

1

Kosowo, w przedwojennym nazewnictwie polskim Kosów Pole­
ski - miasto na zachodniej Białorusi, w ohłasti brzeskiej. Tam po
raz pierwszy natknęłam się na muraszkowców, stamtąd też po­
chodził prorok Iwan Muraszko. Moje badania, prowadzone w la­
tach 2002-06, objęły obszar wspomnianych wyżej okolic Kosowa
na Białorusi (wsie Razmierki, Stajki, Starożowszczyna) oraz wsie
otaczające miasto Sarny na zachodniej Ukrainie (okolice Nowej
Jerozolimy - Bereżnica, Berestie). Wiedzę o współczesnym funk­
cjonowaniu grupy czerpię z wywiadów prowadzonych wśród sy­
jonistów w Kominternowie (50 km od Odessy).

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8317" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8296">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/f705926a20c9e1eed761eba0a92f6a98.pdf</src>
        <authentication>2cf16907a4108b9b84ed70ef15aab731</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99403">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6352</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99404">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99405">
                <text>2007</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99406">
                <text>summary</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99407">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5927</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99408">
                <text>Noty o autorach , summary, contens / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99409">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.1 ; s.188-196</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99410">
                <text>PSL Konteksty - redakcja</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99411">
                <text>pol, ang</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99412">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99413">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99414">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99417">
                <text>noty o autorach.ps - 4/25/2007 2:17 PM

Noty o autorach

Teresa Ryf Esbert - studentka historii sztuki na Uni­
wersytecie w Bernie w Szwajcarii.

Aleksander Jackowski - antropolog kultury i krytyk
sztuki, autor wielu tekstów o współczesnej kulturze ar­
tystycznej, zwłaszcza ludowej. Organizator kilkudzie­
sięciu wystaw sztuki ludowej i naiwnej w kraju i zagra­
nicą. Ostatnio wydał Sztukę zwaną naiwną, N a skróty,
Obrazy ludowe. Redaktor „Kontekstów”.

Jerzy Jarnuszkiewicz (1919-2005) - studiował w Szko­

Wojciech Bałus - prof. dr hab., historyk sztuki, dy­
rektor Instytutu Historii Sztuki Uniwersytetu Jagiel­
lońskiego. Zajmuje się teorią i historią sztuki XIX i XX
wieku (architektura, malarstwo, sztuka ogrodowa,
sztuka sakralna).
Redaktor rocznika „Modus. Prace z Historii Sztuki”
i serii „Ars Vetus et Nova”. Członek rady redakcyjnej
czasopisma ”Centropa. A Journal of Central Europe­
an Architecture and Related Arts” (Nowy Jork). A u­
tor książek: Mundus melancholicus. Melancholiczny
świat w zwierciadle sztuki (1996), Malarstwo sakralne
(2001), Figury losu (2002), Krakau zwischen Traditio­
nen und Wegen in die Moderne. Zur Geschichte der A r­
chitektur und der öffentlichen Grünanlagen im 19. Jahr­
hundert (2003), Sztuka sakralna Krakowa w wieku XIX.
Część pierwsza (współautor, 2003).

Zbigniew Benedyktowicz - antropolog kultury, re­
daktor naczelny miesięcznika „Konteksty. Polska Sztu­
ka Ludowa”. Członek redakcji „Kwartalnika Filmowe­
go”. Kierownik Pracowni Antropologii Kultury, Filmu
i Sztuki Audiowizualnej Polskiej Akademii Nauk. A u­
tor prac z zakresu wyobraźni symbolicznej i antropolo­
gii współczesnej. Współautor książki Dom w tradycji lu­
dowej (1993). Autor pracy Portrety obcych (2000).
Krzysztof Bielawski - adiunkt w Zakładzie Filologii
Greckiej Instytutu Filologii Klasycznej UJ, w badaniach
skoncentrowany na leksykografii greckiej i dramacie
greckim okresu klasycznego. Tłumacz, wydawca, założy­
ciel i redaktor naczelny Wydawnictwa Homini, redaktor
serii monografii naukowych, obejmującej m.in. Starożyt­
ne kulty misteryjne Waltera Burkerta, Grecy i irracjonalność Erica R. Doddsa, Homoseksualizm grecki Kennetha
Dovera i Tragedia grecka w działaniu Olivera Taplina.

Justyna Chmielewska - studentka Instytutu Etnolo­
gii i Antropologii Kulturowej UW oraz Instutu Orientalistycznego UW. Od 2002 roku prowadzi badania
wśród Świętych Chrześcijan Syjonistów Muraszkowców na zachodniej Białorusi oraz zachodniej i połu­
dniowej Ukrainie.

le Sztuk Zdobniczych i Przemysłu Artystycznego w Kra­
kowie, następnie w Warszawskiej Szkole Sztuk Zdobni­
czych i Malarstwa, początkowo w pracowni Tadeusza
Breyera. Po wojnie kontynuował studia w ASP w War­
szawie, gdzie po uzyskaniu dyplomu w pracowni Fran­
ciszka Strynkiewicza. W 1950 r. prowadził Pracownię
Kompozycji Brył i Płaszczyzn przy Wydziale Rzeźby. Od
1952 r. kierował samodzielną Pracownią Rzeźby z pra­
wem dyplomowania. W roku 1957 został docentem,
a w 1968 otrzymał tytuł profesora zwyczajnego. Począ­
tek samodzielnej twórczości artysty przypada na czas
okupacji i obejmuje małe formy, figurki, portrety w gip­
sie, studia natury. Realistyczne przedstawienia zastępuje
z czasem inna skala obrazowania i ekspresji, dążność do
monumentalizmu, heroiczności gestu. Z drugiej strony
artysta rozwija bardziej prywatny, dekoracyjny styl wi­
doczny głównie w exlibrisach. W końcu lat 50. przecho­
dzi do zagadnień przestrzeni i otoczenia, widocznych
w nowatorskich projektach pomnikowych. W początku
lat 60. znikają z rzeźb Jarnuszkiewicza motywy figuralne
i ekspresyjne interpretacje form na rzecz poznawania
nowych możliwości pracy w metalu. Powstają geome­
tryczne konstrukcje z blachy i prętów, poetycko-ekspresyjne, pełne metaforycznych odniesień. Tworzy również
konstrukcje skupione na mnożeniu przestrzeni, rytmizacji i dynamizacji kompozycji. W końcu lat 60. Jarnusz­
kiewicz powraca do przedstawień figuralnych, sięga po
tematy o metafizycznym i duchowym sensie. Tworzy po­
mniki, jest też wybitnym medalierem, autorem monet
obiegowych oraz rysownikiem i grafikiem. Artysta
uczestniczył w kilkudziesięciu pokazach zbiorowych
w kraju i za granicą, miał również wystawy indywidual­
ne; m. in.: 1964 - Ravne; 1966, 1970, 1990 - Warsza­
wa; 1972 - Montreal; oraz z okazji 75. Rocznicy Urodzin
w CRP w 1994 roku. Przykładowe realizacje: 1950 grupy rzeźbiarskie na Cmentarzu-Mauzoleum Żołnierzy
Radzieckich w Warszawie, 1952 - płaskorzeźby Hutnik
i Nauczycielka na MDM w Warszawie, 1960 - Pomnik
Adama Asnyka w Kaliszu, 1963 - ołtarz i krucyfiks
w kościele w Quebec, Kanada, 1964 - kompozycja rzeź­
biarska w Ravne, Jugosławia, 1967 - Międzynarodowy
Pomnik Pamięci Ofiar Faszyzmu w Oświęcimiu-Brzezince, 1968-71 - krucyfiks w kaplicy KUL-u w Lublinie,
1973-78 - cykl Kagańce, 1983 - Pomnik Papieża Jana
Pawła II i Prymasa Wyszyńskiego na dziedzińcu

188

�noty o autorach.ps - 4/25/2007 2:17 PM

NOTY O AUTORACH

KUL-u w Lublinie, 1983 - Pomnik Małego Powstańca
w Warszawie, 1983 - cykl Stacje Męki Pańskiej.

Tadeusz Kantor (1915-90) - reżyser, twórca happenin­
gów, malarz, scenograf, pisarz, teoretyk sztuki, aktor we
własnych przedstawieniach, wykładowca krakowskiej
ASP. Czerpał inspiracje z konstruktywizmu i dadaizmu,
malarstwa informel i surrealizmu. Kształcił się w Akade­
mii Sztuk Pięknych w Krakowie pod okiem wybitnego
scenografa międzywojnia Karola Frycza. W roku 1955
grupa plastyków, krytyków i teoretyków sztuki pod jego
kierownictwem założyła teatr CRICOT 2. Pierwszą pre­
mierą CRICOT 2 była Mątwa wg Witkiewicza (1956),
W drugim przedstawieniu Cyrk, odnaleźć można było
kolejny rozpoznawalny element ówczesnych widowisk
Kantora - ambalaż. Ambalaż miał pozbawiać aktorów
i przedmioty właściwego im kształtu, czynić z nich niezróżnicowaną materię. Kolejnym krokiem od ambalażu
było przejście do „teatru informel” (1960-62) - teatru au­
tomatycznego, poddającego się przypadkowi, ruchowi
materii. Aktorzy w przedstawieniu „teatru informel” W małym Dworku wg Witkiewicza (1961) - byli trakto­
wani na równi z przedmiotami, zostali całkowicie pozba­
wieni indywidualności. Ideę „teatru informel” zastąpiła
koncepcja „teatru zerowego” (1962-64), pozbawionego
akcji dziania się. Jej najpełniejszym wyrazem był spektakl
Wariat i Zakonnica także wg Witkiewicza, wystawiony
przez Kantora w 1963 roku. Następnie ewolucja prakty­
ki i estetyki akcji scenicznych doprowadziła Kantora do
granicy teatru pojmowanego tradycyjnie. W roku 1965
powstają pierwsze polskie happeningi - Cricotage i Linia
Podziału. Dwa lata później słynne: List oraz Panoramiczny
Happening Morski. Rozczarowanie happeningiem przy­
wiodło Kantora na powrót do teatru. W 1972 roku po­
wstają Nadobnisie i Koczkodany wg Witkiewicza, w któ­
rych elementy happeningu zostały wchłonięte przez
widowisko. Trzy lata później spektaklem Umarła Klasa
rozwinął Kantor kolejny nurt w swym teatrze opatrzony
przez autora mianem „teatru śmierci”. Właśnie do tego
nurtu przypisywane są najwybitniejsze i najbardziej znane
spektakle artysty: Wielopole, Wielopole (1980), Niech sczezną artyści (1985), Nigdy już tu nie powrócę (1988) oraz
wystawione pośmiertnie Dziś są moje urodziny (1991),
których motywem głównym jest śmierć, przemijanie i pa­
mięć oraz utrwalona w niej historia. W widowiskach „te­
atru śmierci” uwypukla się obecna w całej twórczości
Kantora koncepcja „Realności Najniższej Rangi”.

Agnieszka Karpowicz - asystentka w Instytucie Kul­
tury Polskiej na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu
Warszawskiego. Zajmuje się awangardową i neoawangardową kulturą artystyczną XX wieku oraz antropo­
logią słowa. Prezentowany tekst jest fragmentem roz­
prawy doktorskiej Kolaż. Awangardowy gest kreacji.
Themerson. Buczkowski. Białoszewski. Książka ukaże
się w 2007 roku.

Ważniejsze publikacje: Słowo kolażu („Przegląd Huma­
nistyczny” 2005, nr 1), Ready-made. Przedmiot w pro­
zach Mirona Białoszewskiego, („Pamiętnik Literacki”
2006, z. 1).

Jacek Leociak - adiunkt w Instytucie Badań Literac­
kich PAN, kierownik Zakładu Badań Nad Literaturą
Holocaustu IBL PAN. Opublikował: Tekst wobec Za­
głady. O relacjach z getta warszawskiego (1997, przekład
angielski 2004) oraz (wspólnie z Barbarą Engelking)
Getto warszawskie, Przewodnik po nieistniejącym mieście
(2001, przekład angielski ukaże się w 2006 w Yale
University Press). Artykuły, szkice, recenzje publiko­
wał w „Pamiętniku Literackim”, „Tekstach Drugich”,
„Tygodniku Powszechnym”, „Nowych Książkach”,
„Res Publice” i „Res Publice Nowej”, „Midraszu”,
„Gazecie Wyborczej” , „Rzeczpospolitej” oraz w książ­
kach zbiorowych. Zajmuje się literaturą dokumentu
osobistego i formami zapisu doświadczeń granicznych
(w tym doświadczenia Zagłady).

Aleksandra Melbechowska-Luty - historyk sztuki,
studia na UW, doktorat z nauk humanistycznych (UW
1966). Specjalizacja: historyk sztuki polskiej XIX/XX w.
Adiunkt w Instytucie Sztuki PAN (gdzie pracowała
w latach 1955-85), Pracownia Słownika Artystów Pol­
skich. Autorka 8 książek, m.in. Teofil Kwiatkowski (mo­
nografia), Ossolineum, Wrocław 1966; Widmo. Zycie
i twórczość Ludwika De Laveaux, Wrocław 1988; Posągi
i ludzie. Antologia tekstów o rzeźbie polskiej XIX w., IS
PAN, Warszawa 1993 (wspólnie z Piotrem Szubertem);
Mali mistrzowie polskiego pejzażu XIX w., Neriton, War­
szawa 1997; Nokturny. Widoki nocy w malarstwie pol­
skim, Arkady, Warszawa 1999 Sztukmistrz. Twórczość
artystyczna i myśli o sztuce Cypriana Norwida, 2001;
Posągi i ludzie. Rzeźba polska dwudziestolecia między­
wojennego 1918-1939, 2005.

Marek Nowakowski - pisarz, debiutował w 1957 r. opo­
wiadaniem Kwadratowy na łamach „Nowej Kultury”,
które opisywało świat marginesu społecznego. W kolej­
nych tomach (powieść Trampolina, 1964; zbiory opowia­
dań Silna Gorączka, 1963; Zapis, 1965; Gonitwa, 1967;
Mizerykordia, 1971; Układ Zamknięty, 1972; Śmierć żół­
wia, 1973) pisarz poszerzał krąg peryferyjności. Następnie
wydał Wesele raz jeszcze (1974), Robaki (1968); Książę no­
cy (1972); Chłopiec z gołębiem na głowie (1979), Raport
o stanie wojennym (1982-1984), Notatki z codzienności
(1983), Dwa dni z aniołem (1984), Wilki podchodzą ze
wszystkich stron (1985), Grisz, Ja tiebia skażu (1986). Ra­
port o stanie wojennym zapewnił mu europejski rozgłos.
Rozważania autotematyczne pojawiły się w tomach Por­
tret artysty z czasów dojrzałości, (1987), Karnawał i post
(1989) oraz w opowiadaniu Bożydar z tomu Grecki bożek
(1993). Po 1989 roku wydał m.in. Homo Polonicus
(1992), Grecki bożek (1993 Strzały w motelu George

189

�noty o autorach.ps - 4/25/2007 2:17 PM

SUMMARIES

(1997), a także zbiory opowiadań, będących rodzajem
nostalgicznego powrotu do Warszawy tuż-powojennej
i jej barwnego półświatka (Powidoki, 1995, 1997).

Dorota Piekarczyk - językoznawca, adiunkt w Zakła­
dzie Językoznawstwa Ogólnego UM CS w Lublinie.
Autorka prac z zakresu językowego obrazu świata,
m.in. książki Kwiaty we współczesnym językowym obra­
zie świata (Lublin 2006).

Joanna Pietruszka - absolwentka Instytutu Etnologii
i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Warszaw­
skiego. Interesuje się życiem codziennym w krajach
postsocjalistycznych.

Czesław Robotycki - etnograf, antropolog kultury,
prof. dr hab., dyrektor Instytutu Etnologii i Antropolo­
gii Kulturowej UJ. Autor książek: Tradycja i obyczaj
w środowisku wiejskim, Environment and Pollution (ra­
zem z M. Ekstromer), Etnografia wobec kultury współ­
czesnej, Nie wszystko jest oczywiste oraz 140 artykułów.
Redaktor wydawnictw UJ: „Prace Etnograficzne”, serii
„Anthropos”, Przewodniczący Rady programowej serii
„Cultura”. Zajmuje się analizą różnych form polskiej
kultury współczesnej i Europy środkowej (świadomość
narodowa i etniczna, twórczość amatorska i inne formy
ekspresji kulturowej, etos, obyczajowość itp.).

(1930—39), Polacy na Biennale Sztuki w Wenecji 1895—99
oraz Poza kanonem. Sztuka polskich artystek 1880—39. Pu­
blikowała m.in. w „Biuletynie Historii Sztuki”, „Twór­
czości”, „Kresach”, „Znaku”, „Architekturze”.
Paweł Stangret - absolwent filologii polskiej Uniwer­
sytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.
Doktorant Instytutu Badań Literackich PAN. Publi­
kował m.in. w „Didaskaliach”, „Tekstach Drugich”,
„Teatrze”, „Dialogu”. Zajmuje się twórczością literac­
ką Tadeusza Kantora, interesuje go także pogranicze
sztuk plastycznych i literatury. W IBL PAN przygoto­
wuje rozprawę doktorską na temat Lekcji mediolańskich
Tadeusza Kantora pod kierunkiem prof. Marii Prussak. Obecnie na UKSW prowadzi konwersatorium Co
to jest teatr? Jest stypendystą Polskiej Akademii Nauk.

Bernd Stieghorst - kolekcjoner, pracował jako kura­
tor w muzeum rzeźby w Zurichu. Żyje i pracuje w Zurichu i Monachium.

Joanna Szadura - językoznawca, adiunkt w Zakładzie
Tekstologii i Gramatyki WspółczesnegoJęzyka Polskie­
go IFP UM CS w Lublinie. Swoje zainteresowania do­
tyczące problemów językowego obrazu świata i stereo­
typów językowych rozwija, uczestnicząc w pracach nad
wydawanym w Lublinie Słownikiem stereotypów i symbo­
li ludowych. Członek Komisji Etnolingwistycznej Komi­
tetu Językoznawstwa Polskiej Akademii Nauk.

Artur Rumpel - absolwent Śląskiej Akademii Me­
dycznej (farmacja) i Uniwersytetu Śląskiego (etnolo­
gia). Bada religijność ludową i symboliczne aspekty
folkloru. Publikował w „Gadkach z Chatki”, „Panacei”
i „Uniwersytecie Kulturalnym”. Mieszka w Rybniku.

Wiesław Szpilka - etnolog (studia UJ), studia dokto­

Joanna Sosnowska - dr hab. historyk sztuki, docent

Bartłomiej Walczak - socjolog, antropolog kultury

w Instytucie Sztuki PAN w Warszawie. Ukończyła stu­
dia na Uniwersytecie Warszawskim, doktoryzowała się
w Instytucie Sztuki PAN, tam też uzyskała habilitację
w 2004 roku. Wykłada na Akademii Sztuk Pięknych
w Warszawie. Zajmuje się polską sztuką XIX i XX wieku.
Wydała Materiały do dziejów Instytutu Propagandy Sztuki

w Wyższej Szkole Pedagogiki Resocjalizacyjnej Peda­
gogium w Warszawie. Zainteresowania badawcze: epi­
stemologia i metodologia nauk społecznych, metodo­
logia badań on-line, teoria i historia antropologii
amerykańskiej, analiza i filozofia tekstu, narratologia
i teorie dyskursu, yanomamologia.

Summaries

eidetic (phenomenological) ethnography, outlined in
his previous texts. The experiences registered by Stoller are analysed with the assistance of the conception
of triple mimesis (Paul Ricoeur) and instruments ap­
plied for text analysis. Regardless of the dramaturgy of
the experience itself, the case of Paul Stoller is an
excellent contribution to reflections on the boundary
of cognition in anthropology, and the translatability of
perspectives between distinct varieties of Lebenswalt.
The dramatic history of the author of Money Has No
Smell demonstrates that an attempt at a total opening
up towards local cognitive categories, the detextualisation of culture, and the assumption of ”the skin” of the

Bartłomiej Walczak Paul Stollers Project of Eidetic
Ethnography
A presentation of the controversial In Sorcery’s Shadow
by Paul Stoller and Cheryl Olkes - a record of Stoller’s experiences with the Songhay in Niger. The au­
thor of this review formulated the thesis that Stoller’s mimetic involvement in sorcery and the resultant
strong emotive (and psychosomatic) reaction are the
consequence of an attempt at realising a programme of

ranckie Instytut Sztuki PAN, pisze pracę doktorską
poświęconą etnologicznej interpretacji kultury maso­
wej. Mieszka w Kościelisku.

190

�noty o autorach.ps - 4/25/2007 2:17 PM

SUMMARIES

Other may end in a significant deprecation of research
objectives and a mimetic merge of two identities.
The text is partly based on chapter V of the Ph. D.
dissertation Podmiot a przedmiot poznania nauk społecz­
nych na przykładzie antropologii kulturowej. Analiza wy­
branych struktur narracyjnych w pisarstwie antropolo­
gicznym (The Subject and the Object of Cognition in
the Social Sciences upon the Example of Cultural
Anthropology. An Analysis of Selected Narration
Structures in Anthropological Writings), presented in
2006 in the Institute of Applied Social Sciences at
Warsaw University.

Agnieszka Karpowicz The Collage Experiment. The
Leopold Buczkowski Archive
The "ephemera of memory” comprise a category con­
stitutive for the works of Leopold Buczkowski. Punctualistic, aleatoric non-fiction constructions create
museum space in which the author tries to revive
"Rusin words-sounds”, i. e. the living, dialogical and
multicultural vernacular of pre-war Podolia. His sto­
ries, however, progress more in time than in space by
creating simultaneously overlapping strata of myriad
versions of events, myths, and imagery, enrooted in
collective imagination. The homophonic quality of
the ephemera corresponds to the fleeting nature of
human memory.
With attempts at capturing living speech and music
as his point of departure, Buczkowski arrived at decontextualised records or even written down conver­
sation when, for instance, he creates narration com­
posed of quotations from Polish-French phrase-books.
Only decontextualisation, characteristic for the writ­
ten word, is regarded by the author as a tool suitable
for building a memory museum; he thus endeavours
to create an archive of forms no longer existent after
the Second World War, in this way salvaging a dying
world and chronotypes doomed to oblivion.
By setting up an archive of past forms of culture and
art Buczkowski also conducts an in-depth analysis of
modern culture based on the bourgeois ethos and wri­
tings which he holds responsible for the catastrophe
of the Second World War.
In the ”museum of memory” writing has assumed the
shape of archaeology, i. e. the extraction of the relics
and forms of a vanishing world from oblivion. This is the
reason why narration brings to mind a collection. It re­
mains specific because its medium is the printed word.
Just as in collections of objects, it constitutes an attempt
at reaching, via material (here: the letter, the visible sign
of writing), that which is invisible and impalpable forms of a world which perished in World War II.
The instruments applied by the author are close to the
techniques of twentieth-century art which also frequ­
ently turns into archaeology by gathering actual objects

and the debris of contemporary civilisation. Prose by
Buczkowski resembles a visual art collage, an assembla­
ge executed with the help of the recycling technique.

Jacek Leociak Contemporary Antigone
One the determinant of humanity mentioned by
Giambatisto Vico is burial of the dead. The author of
this study does not deliberate on burial conceived as
attempts at taming dread of the deceased or an act
stemming from fear of the impurity of the corpse. He
is interested in testimonies describing situations in
which the human corpse is defiled and the burial ritu­
al - violated, as well as in attempts at restoring the
thus undermined order of things. Subsequently, he
ponders on the nature of interment in extreme situ­
ations (such as the world wars or the Holocaust) and
the cultural meanings borne by the act of defiling the
corpse and desacralising the burial ground. The artic­
le starts with recalling classical tradition (Homer, So­
phocles, Virgil, and the Bible) and goes on to study re­
cords from the Warsaw ghetto (primarily those by
Rachela Auerbach). In doing so the author focuses on
burial comprehended as the obligation of the living
towards those who were not allowed to survive. In
this context, efforts to fulfil the burial ritual should be
understood as a final protection of the foundations of
humanity at the time of Shoah.

Paweł Stangret A Concise History of the Avantgarde in
Tadeusz Kantor’s Lekcje mediolańskie
The article considers the presence of the avantgarde
in the oeuvre of Tadeusz Kantor, and tries to capture
the artist’s conceptions relating to contemporary art.
The helpfulness of Lekcje mediolańskie (The Milan
Lessons) lies in the fact that this publication is situ­
ated on a margin of Kantor’s theoretical reflections
and artistic undertakings. The text shows how abs­
traction, Constructivism and Surrealism affected the
work of the author of Umarła klasa (Dead Class).
Lekcje mediolańskie also indicates the reasons why
Kantor referred to precisely those three trends, sum­
ming up their role and significance in twentieth-cen­
tury art. Kantor returned to the bases of modern art
in order to define his whole oeuvre and contempora­
neity as such vis a vis the listed currents.

Aleksandra Melbechowska-Luty, Elegy and Drama.

191

The Niches, Passages and Thresholds of Jacek Sempoliński.
In March 2006 the Studio Gallery in Warsaw held an
exhibition of paintings and drawings by Jack Sempo­
liński, testifying to the considerable extent in which
his oeuvre is connected with the ingenium of Kazi­
mierz on the Vistula, an exceptionally picturesque

�noty o autorach.ps - 4/25/2007 2:17 PM

SUMMARIES

small town whose symbolic, myth and legend have
successively grown in the course of past centuries.
Sempoliński used to come here already as a child, and
from 1979 he spends his summer vacations in an old
thatched-roof cottage in nearby Męćmierz. The show
featured numerous "Kazimierz” works (executed in
mixed techniques) in which objects and motifs chan­
ge into sui generis phenomena of spiritual art, functio­
ning on a lower level and living a life of their own.
The works in question include a Baroque statue of St.
John from the parish church, transposed by the artist,
The Crucified from the church of St. Anne, dramatic
Heads of the dying Christ, simple crosses without the
figure of Jesus, executed in pencil, water paint or pa­
stel, the local quarry with outlines of blocks of stone,
the shadow of a cross or a skull, as well as views of the
castle in Janowiec, a metaphor of the author’s recol­
lections and youthful experiences.

Aleksander Jackowski Jerzy Jarnuszkiewicz
In this fragment of a book currently in print, Aleksan­
der Jackowski reminisces about the outstanding sculp­
tor Jerzy Jarnuszkiewicz, recalling the post-war years,
the 1950s and the 1960s in the artist’s oeuvre. This pe­
riod certainly differed from the contemporary condi­
tions of Polish art ”His era required memory and forced
the artist to tackle the setting of lies and the gag of cen­
sorship. Today, young artists are free of such determi­
nants and feel no need to commemorate anything. The
world of their imagination is open. They astonish and
even shock, without having to paying any price for do­
ing so (...) Could a portrait of an artist, even such an
acclaimed one, be of any interest at a time when all the
components of art are changing, and when it has beco­
me outright embarrassing to speak about the categories
of beauty and consider what which is ethical (...)?”
The proposed text is also an attempt at personal me­
ditation on memory: ”We live in such rapid times that
unrecorded memory vanishes instantly. Art? Everyday
there appear more painters and sculptors than in the
whole history of mankind. The rushing tide of facts is
simply enormous. Which young intelligent person to­
day knows anything about Tadeusz Sieklucki, Tade­
usz Brzozowski, Józef Gielniak or Jerzy Panek? About
the great artists?
What are you working on at the moment? - I was
asked by a female journalist from an important daily.
- I’m writing about Jarnuszkiewicz... - And who’s he?
Well, I am writing so that she would know”.

Aleksandra Melbechowska-Luty Tribal Rhapsody.
Private Notes on the Art of Magdalena Abakanowicz
The numerous sculptures by Magdalena Abakanowicz
(and her examples of related arts) include unusual vi­

sual concepts, meanings and contents relating to
man’s individual and group experiences. Abakano­
wicz is interested in all that is alive: man, animal and
plant, their diverse” bodies”, which she shapes or
commemorates in anthropomorphic or biomorphic
forms by using natural material, e. g. wool, canvas, ju­
te, hide, horsehair, and wood but also stone and me­
tal. The characteristic features of her works include
monumentalism and a masterly treatment of ”mobile”
textures which link the structures of the surface with
the very core of a given composition. Abakanowicz is
the author of highly unconventional fabrics known as
Abakany; these by no means decorative or utilitarian
objects comprise large-scale soft sculptures organising
space. She finds the thread which ties together the
structure of living organisms to be fascinating mate­
rial. The human figures which are, as a rule, incom­
plete, maimed, naked, headless, armless, and sexually
undefined (derived from the myth of Androgyne), are
accompanied by Sitting Figures, Backs, Heads, Faces,
Self-portraits and the figures and heads of animals.
Hundreds of figures - swathed in sacking or cast in
bronze - are arranged in rows and crowds against the
backdrop of a panorama of large towns, in parks and
gardens or on the banks of rivers and lakes. These
“collective” compositions carry universal symbolic
messages and speak about ”primary things” extracted
from the depths of time; simultaneously, they are
transposed into contemporary life and evoke a meta­
phorical image of the endless ”migration of the pe­
oples”. Abakanowicz constantly resorts to the oldest
motifs, such as the form of the circle. She executes ro­
und spoke constructions and rolled bearings, and in
Israel arranges large circles composed of limestone in
the Negev Desert. She also embarks upon the cathar­
sis motif and depicts perennial War Games involving
wounded human bodies and war machinery - guns
and missiles, resembling toppled trees. Her Sarcophagi
bring to mind coffins and the covers of nuclear reac­
tors. Untamed imagination directs her towards archi­
tectural-town planning sculpture designed on an im­
mense scale. Abakanowicz is the author of visions of
plant-entwined houses-gardens intended for Paris and
the 640-metres high Hand Monument, probably the
loftiest statue in the world, stretched towards the sky
and commemorating the victims of Hiroshima. Her
entire oeuvre refers to the existential and spiritual
condition of homo universalis and all cultures, at the
same time becoming part of the ”correspondence of
the arts” since the compositions resound with the
echoes of musical rhythm or correspond to the visions
of poets (T. S. Eliot) and architects (Hand Monument
evokes the conception launched by Le Corbusier who
half a century earlier executed a sculpture of The
Open Hand raised towards the heavens in the Indian
town of Chandigarh).

192

�noty o autorach.ps - 4/25/2007 2:17 PM

SUMMARIES

Joanna Sosnowska An Old Female Artist Paints

Wojciech Bałus Dan Brown, his Macho and the Qu­
estion of Truth

Only recently has old age become the object of reflec­
tions pursued in assorted domains of science. Indubita­
bly, the reason for this phenomenon lies in constantly
expanding longevity. We still do not have at our dispo­
sal criteria for determining the precise onset of old age,
and prevailing opinions remain at odds. As a rule, it is
accepted that old age is tantamount to maturity when
spiritual issues predominate over material ones, parti­
cularly corporeal. Marcel Proust was an exponent of
a contrary view claiming that the commencement of
old age is marked by a changed attitude towards the
surrounding world, when bodily relations, to use the
expression coined by the writer, become more impor­
tant than spiritual ones. This is the moment when con­
tact with the object, the landscape and another person
assumes a new significance, and becomes a nourish­
ment of sorts, indispensable for life and creativity.
Późna twórczość wielkich artystów (The Late Works of
Great Artists), a book by Mieczysław Wallis published
more than thirty years ago and devoted predominan­
tly to aged artists - albeit not exclusively, since the
very term ’’late works” does not have to denote creati­
vity dating from an artist’s old age, makes no mention
of female artists as if the very problem did not pertain
to them. From a statistical viewpoint, for centuries
women tended to die earlier than men, but this was
not the essential reason for the omission. The expla­
nation should be sought in the category of womanho­
od obligatory in our culture. Only a woman capable of
fulfilling maternal functions was regarded as notewor­
thy. An old woman who had already completed all
her duties towards the family and society, became
a matron and was accepted only in this guise. Appa­
rently, the combined status of a matron and an artist
was excluded. Those two social constructions could
not be mixed, and female artists were refused the ri­
ght to have a family; for all practical purposes old fe­
male artists did not exist. Nevertheless, there always
remained the sort of a woman who violated the impo­
sed rules of conduct, and frequently she was an artist.
Already in her youth Olga Boznańska rejected the de­
mands of the patriarchal world and did not accept the
functions deemed fitting for a woman by totally devo­
ting herself to art. By refuting all subjugation to co­
nventions, in time she drew attention to something
which usually remains invisible, i. e. otherness atta­
ined by age itself. As an older woman she fascinated
the visitors who appeared in her rather unkempt stu­
dio. Physical relations, understood as contact with ob­
jects and people, remained extremely important due
to the very fact that she was a painter, and with age
they grew even more intense. She needed them in the
same manner as the one described by Proust, succum­
bing to the tide of life delineated by old age.

In his critical comments about Dan Brown’s bestsel­
lers, W. Bałus, an historian of art, omits their widely
commented factographic preposterousness and focu­
ses on the measures applied by the novelist in order to
construct the leading protagonist as well as the lat­
ter’s conceptions about culture. Robert Langdon, the
hero of Brown’s books, appears to be a scientific ma­
cho and an advocate of scientism, whose knowledge
possesses all the traits of total unambiguity akin to ni­
neteenth-century visions of culture. Brown is descri­
bed as yet another "master of suspicions”, and his bo­
ok is regarded as a successive example of postmodern
para-religious nonsense.

Artur Rumpel Pious Inscriptions in the Tworki Deanery
Folk songs are suffused with symbolic, in the past uni­
versally understood and today largely forgotten. A l­
most every song had not a single meaning but at least
two or even more. A t present it has become impossi­
ble to discover all of them although in certain cases
such an objective may be attained. The presented
song Miała Kasia Jasia (Kate and her Johnny) descri­
bes the tragic death of a young man on the battlefield
and the complicated love for a poor boy, disclosed by
a sequence of legible symbols which create a logical
whole.

Czesław Robotycki Against Kopaliński and towards
Bartmiński. On a Polish Dictionary of Folk Stereotypes
and Symbols
The title of the article suggests a cautious use of dic­
tionaries of catalogue-arranged symbols in all inter­
pretations of culture (in Poland the author of the
most popular dictionary of this sort is W. Kopaliński).
C. Robotycki claims that the anthropologist will find
ethno-linguistic dictionaries of greater use. Dictiona­
ries of symbols list meanings without indicating their
pragmatic context, while the latter variety locates
symbolic meanings within the context of the vocabu­
lary, grammar and pragmatic rules. Such a dictionary
has been written by Jerzy Bartmiński (together with
a team of collaborators). The range of this publication
encompasses folk symbols and linguistic stereotypes,
making it possible to reconstruct the linguistic image
of the world of culture. The author discusses the pre­
mises of the presented dictionary and the manner of
their realisation; he also emphasises the importance of
links between ethno-linguistic and anthropological
reflections, indicating the long tradition of ethno-linguistics derived from the philosophy of the language,
anthropology and linguistic studies.

193

�noty o autorach.ps - 4/25/2007 2:17 PM

SUMMARIES

Aleksander Jackowski “N a Skróty”. Postscript

towards the maintenance of a continuum and resistan­
ce against the gradual loss of impact on one’s fate.

A postscript to the autobiographical N a Skróty
(Shortcuts) by the long-term editor-in-chief of ’’Pol­
ska Sztuka Ludowa” and a steady collaborator of the
quarterly ’ Konteksty” ; the book was published seve­
ral years ago.

Joanna Pietruszka On Those who Stayed Behind. A Stu­
dy on Old Age and the Looming Extinction of the Ukrainian
Countryside
A presentation of old age along the borderline betwe­
en contemporary society and a Ukrainian traditional
rural community facing extinction. The portrayed gro­
up of people share their place of residence, age, and
experiences of historical events as well as the progres­
sing disappearance of village life. Upon the basis of
a local comprehension of the conception of age - wi­
thin the context of performed social roles and health,
the author interprets the organisation of life and the
changes transpiring within the community. Observa­
tions of daily life, communication and memory of the
deceased serve as a foundation for describing strivings

Justyna Chmielewska An Old Story of New Jerusalem
An attempted reconstruction of the history of the Murashkovtsy Christian Holy Zionists - a religious communi­
ty established in the 1930s in present-day Western Bela­
rus and Ukraine. The chief protagonists are the prophets
Ivan Murashko and Olga Kirylchuk-Korneychuk who,
according to the Zionists, embodied the Second Coming
of Christ. By basing herself on on-the-spot interviews the
author tried to bring the reader closer to hagiographic
narrations about the miracles and sanctity of the Father
and Mother of Zion, as the founders of the movement
were known, and the history of New Jerusalem - a holy
city built in 1936-39 in Volhynia as a realisation of the
idea of the Kingdom of God on Earth.
We learn about prophets, apostles, holy blood and New
Zion as well as about rejection and strong social stigma­
tisation. The post-war history of the group is branded
with persecution, arrests and imposed wanderings from
Volhynia across the Caucasus to Central Asia and fi­
nally to the environs of Odessa where more than 350
members of the congregation continue to reside.
From the very onset the Zionists, engaged in imple­
menting their utopia, remained on the margin of so­
cial and religious life. Ridiculed by some and openly
branded by others, they sought refuge in isolation, fled
the outside world, and closed themselves in enclaves
governed by rules formulated by the prophets. The
presented text is an attempt at bringing the reader
close to the alternative created by the Murashko ad­
herents in their New Jerusalem.

Wiesław Szpilka No So Long Ago
In 1981 ”Polska Sztuka Ludowa” published a survey on
Ethnography - ethnology - anthropology of culture. What
are they? What is their objective? The survey was a sui generis generation manifesto issued by researchers connec­
ted with the editorial board of ”Polska Sztuka Ludowa”
(today: ’’Konteksty”), who at the time perceived ethno­
graphy as a ’ science without boundaries” and one which
”opts for freedom”. This methodological breakthrough
(which coincided with the proclamation of martial law)
became the reason why, according to the author of the
article, Polish ethnography lost its innocence.
The presented text, written in the form of a recollec­
tion, challenges oblivion. Józef Czapski wrote that
”personal reminiscences rebel against the reduction of
our past, which has been already pigeonholed by hi­
storians and devoured by statistics and figures in the
order of millions to become abstract and almost me­
aningless for the next generation”.
Fot. Marta Leśniakowska

194

�noty o autorach.ps - 4/25/2007 2:17 PM

Polska Sztuka Ludowa

KONTEKSTY
f

CULTURAL ANTHROPOLOGY f ETHNOGRAPHY f ART
2007 rok LXI nr 1 (276). Indeks 369403. ISSN 1230-6142. Cena 15 zł
INSTITUTE OF ART POLISH ACADEMY OF SCIENCES, SOCIETY LIBER PRO ARTE

Contents 1 2007

B artłomiej W alczak Paul Stoller’s Project of Eidetic Ethnography
A gnieszka K arpowicz The Collage Experiment. The Leopold Buczkowski
Archive
J acek L eociak Contemporary Antigone
Paweł S tangret A Concise History of the Avantgarde in Tadeusz
Kantor’s “Lekcje mediolańskie”
A leksandra M elbechow ska -Luty Elegy and Drama. The Niches, Passages and Thresholds
of Jacek Sempoliński
A leksander J ackow ski Jerzy Jarnuszkiewicz
W ojciech B ałus Gothic with no roots
A leksandra M elbechow ska -Luty Tribal Rhapsody. Private Notes on the Art of Magdalena
Abakanowicz
B ernd S tighorst The Crowd and the Individual
T eresa R yf E sbert Magdalena Abakanowicz
J o a n n a S o sn o w ska An Old Female Artist Paints
W ojciech B ałus Dan Brown, his Macho and the Question of Truth
A rtur R umpel Pious Inscriptions in the Tworki Deanery
C zesław R obotycki Against Kopaliński and towards Bartmiński. On a Polish
Dictionary of Folk Stereotypes and Symbols

195

�noty o autorach.ps - 4/25/2007 2:17 PM

CONTENTS

J ERZY B artmiŃSKI Polish Dictionary Folk Stereotypes and Symbols
A leksander J ackow ski “N a Skróty”. Postscript
J o a n n a Pietruszka On Those who Stayed Behind. A Study on Old Age and
the Looming Extinction of the Ukrainian
J ustyna C hmielewska An Old Story of New Jerusalem
W iesław S zpilka No So Long Ago
K RZYSZTOF B ielawski A Pterodactyl in a Compote. The answer to Maciej Rychły

196

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8315" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8294">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/2357c94ade4539a6d06ce11885166f96.pdf</src>
        <authentication>d9ed920760402dd848814a42483e473f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99380">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2943</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99381">
                <text>1992</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99382">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2747</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99383">
                <text>Interpretacja postaci Judasza / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99384">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.2, s.39-42</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99385">
                <text>Gieryszewska, Krystyna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99386">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99387">
                <text>Państwowy Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99388">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99399">
                <text>Krystyna Gieryszewska

INTERPRETACJA POSTACI J U D A S Z A *
W okresie w i e l k a n o c n y m

istniała w

Polsce

południowo-

ma o n pełnić. O losach o b u a p o s t o ł ó w z a d e c y d o w a ł y w e d ł u g

-wschodniej tradycja wieszania k u k ł y J u d a s z a ; tradycja ta w Pru­

r e s p o n d e n t ó w cechy, które ich różnią: pycha i pokora. Ale —

chniku i o k o l i c z n y c h w s i a c h przetrwała d o dziś. Łączy o n a znaki

głosi j e d n a ze skrajnych o p i n i i —

śmierci i destrukcji ze znakami p ł o d n o ś c i .

Judasz byłby pierwszym ś w i ę t y m " (29).

jak

„ g d y b y nie s a m o b ó j s t w o , t o

Tekst biblijny m ó w i o postaci J u d a s z a bardzo skąpo. Nie

J e d n y m z s y m b o l i łączących o p o w i e ś c i o Piotrze i J u d a s z u jest

dowiadujemy się najważniejszego: d l a c z e g o w ł a ś n i e o n spełnił

k o g u t . „ J u d a s z w y d a w s z y Pana Jezusa poszedł d o d o m u . Ż o n a

rolę zdrajcy . W i a d o m o o n i m t y l k o , że p o d k r a d a ł z trzosu, nad

dała j e m u jeść, kurę zarąbała, p i e t u c h a . O n je, a o n a poczęła na

którym miał pieczę. Ś w . J a n n a z y w a g o w p r o s t złodziejem.

niego narzekać: Dlaczego t y j e g o w y d a ł e ś , t o taki człowiek, ludzi

W czasie Ostatniej Wieczerzy diabeł nakłania g o d o

zdrady

z g r o b u p o d e j m o w a ł , taki był d o b r y . A J u d a s z m ó w i jej tak: tak o n

i Judasz w y c h o d z i w c i e m n o ś ć , by sprzedać Jezusa za 3 0

p o w i e d z i a ł , że z m a r t w y c h w s t a n i e ; tak z m a r t w y c h w s t a n i e jak ten

srebrników. Po skazaniu Chrystusa rzuca srebrniki d o ś w i ą t y n i ,

k o g u t z miski z m a r t w y c h w s t a n i e i zaśpiewa. I w ten raz k o g u t

ale pieniądze s p l a m i o n e k r w i ą nie m o g ą p o w r ó c i ć d o skarbca.

skoczył i zaśpiewał. A o n w t e d y c h o d u i p o w i e s i ł s i ę " ( 1 ) .

Faryzeusze k u p u j ą za nie Pole Garncarza, które przeznaczono na
cmentarz dla c u d z o z i e m c ó w . J u d a s z o d c h o d z i
Odmienną wersję w y d a r z e ń przedstawiają Dzieje

i wiesza się.
Apostolskie.

Judasz sam k u p u j e ziemię za srebrniki, p o t e m zaś „ s p a d ł s z y
głową w dół, pękł na pół i w y p ł y n ę ł y w s z y s t k i e j e g o w n ę t r z n o ­

W tej o p o w i e ś c i z Wileńszczyzny, która ma s w ó j o d p o w i e d n i k
w Ewangelii

Nikodema,

k o g u t jest nie t y l k o s y m b o l e m niewiary

i zdrady (jak w o p o w i e ś c i o ś w . Piotrze), ale r ó w n i e ż Z m a r t w y c h ­
wstania.
W kulturze tradycyjnej przeznaczono dla o b u a p o s t o ł ó w g r a n i ­

ści". Mieszkańcy J e r o z o l i m y n a z w a l i tę ziemię H a c e l d a m a c h . t z n .

ce nieba i piekła. J a k w i a d o m o , ś w . Piotr jest

Pole Krwi (Pismo

i w p u s z c z a dusze przez bramę raju, zaś J u d a s z przebywa za

Święte

Dz. 1 , 1 8 — 2 0 ) .

Klucznikiem

R o z m ó w c y z Wileńszczyzny i Polski p o ł u d n i o w o - w s c h o d n i e j

d r z w i a m i piekła. „ W piekle J u d a s z za d r z w i a m i w i s i i w o r e k przy

często p o r ó w n y w a l i J u d a s z a ze Św. Piotrem j a k o d w ó c h zdraj­

nim leży"; „ J u d a s z za d r z w i a m i będzie czekał sądu ostatecz­

ców oraz postacie d w u z n a c z n e . Judasz, chociaż uległ pokusie

n e g o " ; „ G d y Pan Jezus zstąpił d o piekieł, Judasz skrył się za

diabła, „ t o b y ł o dane przez B o g a , tak miało b y ć " ( 1 8 ) * * . Tę

d r z w i a m i , a Lucyfer za s ł u p

doniosłą rolę w dziele z b a w i e n i a t r u d n o j e d n a k p o g o d z i ć ze złem,

19 — 2 0 ) . T o samo miejsce przypisuje się J u d a s z o w i

jakiego J u d a s z się d o p u ś c i ł ; sprzeczność ta w y m a g a rozwiązania.

w s p ó ł c z e ś n i e , chociaż niektórzy r o z m ó w c y

Zarazem często w y t y k a n e Św. P i o t r o w i t c h ó r z o s t w o i słabość

Jezus w y p r o w a d z i ł J u d a s z a z piekła wraz z i n n y m i duszami ( 4 ) .

charakteru są uznane za n i e w s p ó ł m i e r n e w o b e c roli o p o k i , jaką

M o t y w przebaczania J u d a s z o w i wiąże się — j a k się zdaje — ze

kamienny"

( K o l b e r g , 1 9 6 2 , s.
także

uważają, że Pan

II. 1, 2, 3. W ł ó c z e n i e , bicie i wieszanie Judasza. Pruchnik 1 9 8 0 r. Fot. Krzysztof C h o j n a c k i
Praca powstała w Katedrze Etnologii i Antropologii Kulturowej UW pod kierunkiem dr Magdaleny Zowczak.
" Cyfry w nawiasie wskazują informatora. Dane o informatorach na s. 48.

39

�zmieniającymi się n o r m a m i i w a r t o ś c i a m i w e współczesnej w i e j s ­

Niekiedy ł ą c z o n o z J u d a s z e m Kaina; z j e g o r o d u miał się

kiej kulturze. D a w n ą interpretacja czyniła o b u grzesznych a p o s ­

w y w o d z i ć zdrajca, z nim też w s p ó l n i e p r z e b y w a ł za piekielnymi

t o ł ó w postaciami d w u z n a c z n y m i , stojącymi na granicach o d ­

d r z w i a m i . Okazją d o kojarzenia o b u postaci s t a n o w i ć

miennie w a l o r y z o w a n y c h sfer z a ś w i a t ó w : piekła i nieba. Na

m o t y w przeklętej, zbrukanej k r w i ą ziemi. „ K a i n zabił A b l a na

Wileńszczyźnie z a n o t o w a ł a m o p o w i e ś ć , w której m o c szatana

s w o j e j ziemi. Kain był r o l n i k i e m , a A b e l pasterzem. Z zazdrości g o

nad złem została silnie podkreślona. Tak r e s p o n d e n t k a przekazała

zabił na rolniczej, na k a i n o w e j roli. I m ó w i ą , że t o jest k a i n o w a

r o z m o w ę Pana Jezusa z J u d a s z e m : „ J a k Pan Jezus zstąpił d o

rola, bo t a m k r e w A b l a jest z b r o c z o n a " ( 2 9 ) .

może

piekieł i w y p r o w a d z i ł dusze s p r a w i e d l i w y c h , t o J u d a s z był przy

Charakterystycznym dla k u l t u r y tradycyjnej s p o s o b e m obrazo­

Lucyferze, a Jezus spytał: «Co t y t u robisz? A m n i e t u dobrze. T o

w a n i a p o s ł u g u j e się r o z m ó w c z y n i z W ę g i e r k i : „ K u p i l i pole na

w t e d y Lucyfer c h w y c i ł g o za szczękę i teraz Judasza boli» ( 4 2 ) .

cmentarz, ale ktoś nie wiedział, jakie t o pieniądze, t o g o p o t e m

W relacjach Jezus — J udasz — diabeł, na zdrajcę spada zło, które

strasznie dręczyły. I pomyślały, że jak przetopią te pieniądze na

kierowało się przeciw C h r y s t u s o w i : „ S z a t a n , który chciał s m y k -

d z w o n , t o u s p o k o i t o . A l e m ó w i ą , że jak przetopiły, t o ten d z w o n

nąć duszę Jezusa, złapał J u d a s z a " ( 2 9 ) .

w t y c h miejscach, gdzie miał srebrniki, t o pękał. I p o d o b n o

Fatalizm przeznaczenia Judasza ujmuje najkrócej w y p o w i e d ź :

w r z u c i ł y ten d z w o n d o o c e a n u " ( 3 0 ) .

„ J u d a s z t o był 1 3 - t y apostoł w p r o s t tak p o w i e d z i e ć . Było 1 2 - t u

S a m o b ó j s t w o J u d a s z a jest j e d n y m ze s p o s o b ó w w y t ł u m a c z e ­

a p o s t o ł ó w z Panem J e z u s e m , a o n był 1 3 - t y " ( 5 1 ; por.: Bednarek,

nia ciągłego drżenia osiki. Po t y m jak zdrajca z a w i s n ą ł na niej,

1 9 8 8 , s. 3 ) . W P r u c h n i k u , Osielcu i M a k o w i e

osika już w i e c z n i e drży ze s t r a c h u .

Podhalańskim

z a n o t o w a n o także kościelny z w y c z a j , który o d p o w i a d a t e m u

Przytoczone przeze mnie w ą t k i w i e r z e n i o w e w większej swej

p o g l ą d o w i : „ W W i e l k ą Środę b y ł o n a b o ż e ń s t w o . Stawiali taki

części mają o d p o w i e d n i k i w wersjach z a n o t o w a n y c h w XIX w i e k u ,

trójkątny świecznik z 1 3 - t o m a ś w i e c a m i , b o b y ł o 1 2 - t u apos­

lub też posługują się k o d e m w ł a ś c i w y m dla języka kultury tradycyj­

t o ł ó w i Pan J e z u s " ( 4 ) . „ K o ś c i e l n y gasił 1 3 - t ą ś w i e c ę i szedł z nią

nej. Bardziej współczesny charakter ma utożsamienie Judasza

za w i e l k i ołtarz. T a m czekali c h ł o p c y z J u d a s z e m "

(Wyrobek,

z w i z e r u n k i e m człowieka n e r w o w e g o . Tak opisuje zdrajcę młoda

1 9 1 3 , s. 1 9 0 ) . Potem n a s t ę p o w a ł o w ł ó c z e n i e J u d a s z a p o w s i .

r o z m ó w c z y n i z Chłopic: „Straszny był, w ł o s y miał takie roztech-

W y d a j e się, że i tutaj fatalna 1 3 - t k a została przypisana zdrajcy.

rane, duże. Takiego szoku dostawał. Pan Jezus powiedział, przy

Nie t y l k o Judasz, ale także j e g o ziemia jest, z g o d n i e z w y o b ­

wieczerzy, że jeden z w a s mnie w y d a . On t o sobie d o g ł o w y nabrał,

rażeniami r o z m ó w c ó w , przeklęta. Pole, na k t ó r y m się p o w i e s i ł ,

że g o sprzeda, n e r w y nie wytrzymały..." ( 1 0 ) .

b y ł o p o t e m j a ł o w e , nic nie chciało się na n i m rodzić, ziemia ta,

Z g o d n o ś ć interpretacji obrazu Judasza w w ą t k a c h wierzenio­

którą k u p i o n o za s p l a m i o n e k r w i ą pieniądze, była jak m a r t w a ( 1 2 ,

w y c h i obrzędzie w y s t ę p u j e w pełni t y l k o w przypadku przed­

50).

stawiania Judasza j a k o samobójcy. Zdrajca zapoczątkował przez

Przyczynkiem d o interpretacji

i n n e g o już zagadnienia

jest

s w ą śmierć pokolenie s a m o b ó j c ó w , g d y ż „ l u d z i e p o t e m naślado­

o p o w i e ś ć o zakupie za 3 0 s r e b r n i k ó w księżej roli, czyli plebanki.

w a l i Judasza i wieszali się, i na nich m ó w i się «Judasz»" ( 3 9 , 5 1 ) .

„ W J e r o z o l i m i e o n i kupili tej ziemi i przy tej ś w i ą t y n i była. I t o
teraz zawsze jest przy księżach, ta ziemia g a r n c a r z a " ( 3 ) .

Śmierć samobójcza jest u z n a w a n a w kulturze tradycyjnej za
najgorszą. Tak zmarłe o s o b y c h o w a n o w pobliżu cmentarza lub
w r o w a c h , które otaczały miejsce p o c h ó w k u ( 1 5 , 3 9 ) . Teren ten
o b c h o d z o n o ze strachem o b a w i a j ą c się dusz p o t ę p i e ń c ó w , „ b o kto
popełnił s a m o b ó j s t w o miał d o czynienia z d i a b ł e m " . Przedmioty
związane z wisielcami posiadają szczególną moc: „jak ktoś miał
sznurek z wiślaka (t.j. w i s i e l c a ) , t o m ó w i l i , że m u się dobrze
p o w o d z i . J a k ktoś miał interes (t.j. p r o w a d z i ł sklep), t o m ó w i l i , że
ma sznurek z wiślaka, b o t a m ludzie idą i t a m diabeł p o m a g a " ( 1 5 ) .
Te informacje w y m a g a j ą u p o r z ą d k o w a n i a . W kulturze t r a d y c y j ­
nej

istnieje

przekonanie, że złe m o c e stają się

szczególnie

niebezpieczne w czasie przesilenia z i m o w o - w i o s e n n e g o , a zatem
w o k o l i c a c h W i e l k i e g o T y g o d n i a . Obrzęd wieszania i w ł ó c z e n i a
J u d a s z a r o z p o c z y n a się n o c ą z W i e l k i e g o C z w a r t k u na Piątek
i t r w a d o p o p o ł u d n i a w i e l k o p i ą t k o w e g o . M.in. w G n i e w c z y n i e
Łańcuckiej

nadawano

kukle w y r a ź n e c e c h y w i s i e l c a :

„pysk

n a m a l o w a l i , jęzor taki w y w a l o n y , c z e r w o n y z r o b i l i " ( 3 9 ) . Na
koniec kukłę p a l o n o i t o p i o n o , by zniszczyć zło, k t ó r e g o była
wyobrażeniem —

p o d o b n i e c z y n i o n o na i n n y c h terenach z M a ­

rzanną. Z w y c z a j ten interpretuje się z w y k l e j a k o w y g n a n i e śmierci
i zła poza o b r ę b ś w i a t a , który jest znany, s w ó j , który ma stanowić
całość u p o r z ą d k o w a n ą i bezpieczną (Zadrożyńska, 1 9 8 5 , s. 95).
Dalej rozciąga się nieznany obszar c h a o s u , z n i e g o przychodzi
śmierć

i do

niego p o w i n n a

powrócić. Jednocześnie,

dzięki

w y g n a n i u śmierci, zostaje p o b u d z o n a w e g e t a c j a , życie.
Symbole płodności

i śmierci n a d a w a n e kukle Judasza są

w różny s p o s ó b w y r a ż o n e . W Ujeznej „ t o się r o b i ł o w Wielki
Czwartek, w n o c y wieszali d z i e w c z y n o m . T o były takie dziew­
czyny, które się źle s p r a w o w a ł y z c h ł o p a k a m i , nie chciały hulać na
z a b a w i e z n i m i . J a k robili taką kukłę, ciuraka t a k i e g o m u ze słomy
zrobili i tak się prześmiewali. A dziewczęta uciekały, b o przytulił ją
d o Judasza i musiała g o c a ł o w a ć , c m o k a ć "

(5). W

innych

m i e j s c o w o ś c i a c h n a d a w a n o kukle J u d a s z a cechy, które według

40

�Michaiła B a c h t i n a , w y s t ę p u j ą w z w i ą z k u z groteską i k a r n a w a ­
łem. Zaznaczenie w rozpadającej się, słomianej czy zrobionej ze
starych szmat kukle w s z e l k i c h w y p u k ł o ś c i

i otworów

łączy

w sobie s y m b o l i k ę życia i śmierci; d o p r o w a d z a się d o m o n s t r u a l ­
nych rozmiarów samą w i e l k o ś ć kukły: ma o n a czasami 3 metry
wysokości. W s p o s ó b w y r a z i s t y zaznacza się: fallus, c z e r w o n y
jęzor, przyszywa się k u p i o n e u rzeźnika, w i e l k i e „ k r ó w s k i e o c z y " ,
najczęściej jednak u w y d a t n i a się nos.
Bachtin analizując system z n a k ó w ś w i a t a
wskazuje, że góra t o n i e b o , a d ó ł —

karnawałowego

ziemia, o d p o w i e d n i o :

sprowadzenie na d ó ł t o degradacja, uśmiercenie i j e d n o c z e ś n i e
zapłodnienie. W

inscenizacji

obrzędu

starano się, by

kukła

Judasza spadła z jak najwyższej w y s o k o ś c i . A b y t o uzyskać,
wieszano ją nie t y l k o na s ł u p a c h , d r u t a c h t e l e f o n i c z n y c h , d a ­
chach i k o m i n a c h , ale także na specjalnie na tę okazję s k o n ­
struowanym d r z e w c u . „ W W i e l k i C z w a r t e k szło się d o składu
budowlanego

i t a m się w y b i e r a ł o drąga d ł u g i e g o

na

10—

— 1 5 metrów. Takie d w a drągi się ze s o b ą łączyło. Kamienie
w rynku ( w i a d o m o ś ć p o c h o d z i z Kańczugi — K.G.) się r o z s u w a ł o
i kopało dziurę. J u d a s z w i s i a ł ( w n o c y —

K.G.), ale d o p i e r o p o

mszy go z d e j m o w a n o . T o b y ł o o k r o p n i e w y s o k o , rżnęli t e n słup,
a Judasz leciał h e t " ( 1 5 ) . D o wieszania w y k o r z y s t y w a n o także
drzewa; mogła t o być z a r ó w n o t o p o l a , czy w s p o m n i a n a już
wcześniej osika, jak i w i e r z b a lub trześnia.
Potem n a s t ę p o w a ł o bicie, szarpanie i w ł ó c z e n i e kukły, by na
koniec ostatecznie ją u n i c e s t w i ć przez w y s y p a n i e z niej słomy,
podpalenie i utopienie w p o b l i s k i m s t a w i e . T o r o z c z ł o n k o w a n i e
kukły być może z a c h o w u j e dalekie p o k r e w i e ń s t w o z w y o b ­
rażeniem śmierci Judasza b i b l i j n e g o . R e s p o n d e n c i w s k a z u j ą na
podobieństwo w ł ó c z e n i a J u d a s z a z w o d z e n i e m Jezusa o d A n ­
nasza do Kajfasza.
Wśród przywar, które p r z y p i s y w a n o J u d a s z o w i jest także
pijaństwo. „Taką brodę, k r a w a t k ę , s p o d n i e m u zrobili... Śmiali się,

II. 4 . Palenie Judasza. P r u c h n i k 1 9 8 0 . Fot. Edward K o p r o w s k i
że tyle pieniędzy wziął. Coś zrobił! Przepiłeś! I jeszcze m u flaszkę
wieszali" (5).
Najpopularniejszy t y p W y p o w i e d z i na temat Judasza prezen­
t u j e następujący cytat z S i e n i o w a : „ J u d a s z t o był Ż y d , inni
a p o s t o ł o w i e też byli Ż y d z i , ale już nie tacy. T o był taki t y p o w y
Żyd" (9).
Jest t o poparte w y o b r a ż e n i a m i p o c h o d z ą c y m i także ze źródeł
i k o n o g r a f i c z n y c h . Przy opisie w y g l ą d u Judasza często p o w o ł y ­
w a n o się na obraz Ostatniej

Wieczerzy,

na k t ó r y m Judasz jest

rudy albo czarny. O b u s t r o n n y w p ł y w w i z e r u n k ó w Judasza i Żyda
znajduje także inne p o t w i e r d z e n i e : „ J u d a s z był

skarbnikiem

i nosił pieniądze. M i a ł p e w n i e tą ż y d o w s k ą żyłkę, że pieniążki,
p i e n i ą ż k i " ( 2 3 ) . A tak w y g l ą d a opis Żyda w „ H e r o d a c h " : „ d a l i
Ż y d o w i czarny płaszcz, zrobili brodę, taki garb z siana, w o r e k . Bo
o n tak zawsze d o w o r k a coś ukradł i hulał. B o o n tak zawsze hulał
z Dziadami, Śmiercią i D i a b ł e m " ( 5 ) .
Charakterystyka J u d a s z a j a k o „ t y p o w e g o Ż y d a " w obrzędzie
W i e l k i e g o Piątku n a s t ę p o w a ł a dzięki kilku e l e m e n t o m . Kukłę
ubierano w skradzione o d Ż y d ó w rzeczy: j u p ę ż y d o w s k ą , czyli
czarny płaszcz, sztramę

(czapkę), doczepiano

pejsy,

brodę,

u w y d a t n i a n o nos. Na n o g i zakładano jej białe p o ń c z o c h y , „żeby
był jak r a b i n " , d o rąk p r z y m o c o w y w a n o macę lub sakiewkę
z o d ł a m k a m i szkła. Miejsce zawieszenia z n a j d o w a ł o się w pobliżu
d o m ó w ż y d o w s k i c h , a trasa w ł ó c z e n i a przebiegała p o d oknami
Ż y d ó w . W ł ó c z e n i u t o w a r z y s z y ł y w y z w i s k a , m.in. „ t y ż y d o w s k i
w u j k u " . Przed każdym d o m e m ż y d o w s k i m z a t r z y m y w a n o się
3 i b i t o Judasza ( „ d o s t a w a ł tyle pał za ile s r e b r n i k ó w sprzedał

41

�II. 5. J u d a s z p o w i e s z o n y . Fot. A d a m Bujak
BIBLIOGRAFIA

J e z u s a " , czasami i n s c e n i z o w a n o rodzaj s ą d u ) . Podczas w ł ó c z e ­
nia o b r z u c a n o d o m y ż y d o w s k i e b ł o t e m i w s a d z a n o tył k u k ł y
w o k n a . W s z y s t k o t o się działo w ś r ó d k r z y k ó w , hałasu w a r k o t e k
i klapaczy.
Imię Judasza nie jest p r z y p o r z ą d k o w a n e t y l k o z d r a j c o m , a m o ­

Bednarek B o g u s ł a w
1 9 8 8 Okruchy judaszologii.
Jakub de
Voragine-Borges-Kardyna/ Etchegraray, „ L i t e r a t u r a L u d o w a " R. X X X I I , Nr 3

że żeby o d w r ó c i ć , t o pojęcie zdrajcy zostało w kulturze t r a d y c y j ­

Kolberg Oskar

nej rozszerzone, w tej klasie o s ó b mieszczą się: Żydzi (czy raczej

1925

ci, k t ó r y c h za Ż y d ó w się u w a ż a ) , w a r i a c i , stare panny. Pojęcie

Land Eugeniusz

zdrady jest utożsamiane z brakiem — czy też niepełną przynależ­

1925

nością d o g r u p y s w o i c h ; o d n o s i się d o o s ó b , które łamią reguły
i nie przestrzegają o b o w i ą z u j ą c y c h w e w s p ó l n o c i e w a r t o ś c i .
Sankcją jest ośmieszenie.
K a r n a w a ł o w y charakter obrzędu łączy w

sobie

symbolikę

p ł o d n o ś c i i śmierci, t ł u m a c z y t o o b e c n o ś ć — tak o d m i e n n e g o o d
b i b l i j n e g o w z o r u — seksualnego aspektu postaci J u d a s z a w k u l ­
turze wiejskiej.

II. 1 — 4

42

Pismo

Krakowskie,

[ w : ] Dzieła

wszystkie,

t. 7, cz. 3

Obrzędy judaszowe
w Polsce, „Teatr L u d o w y " nr 4,
s. 5 2 — 5 6
Święte
Starego
Testamentu.
Biblia
Tysiąclecia,
1980,
w y d . III, P o z n a ń — W a r s z a w a

W y r o b e k Piotr
1913
Wielkotygodniowe
obrzędy ludowe
„ Z i e m i a " , R. IV, Nr 1 2 , s. 1 9 0
Zadrożyńska A n n a
1 9 8 5 Powtarzać
czas początku,

spod

Babiej

Góry,

cz. I, W a r s z a w a .

p o c h o d z ą z a r c h i w u m P a ń s t w o w e g o M u z e u m E t n o g r a f i c z n e g o w W a r s z a w i e , il. 5 z a r c h i w u m W y d a w n i c t w a „Sport
i Turystyka"

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8313" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8292">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/6c4f59286abec83131926bb059a5e6de.pdf</src>
        <authentication>aa8dec8cb0869cc0c61d195138ea5734</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99353">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2942</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99354">
                <text>1992</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99355">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2746</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99356">
                <text>Dlaczego Cygan kradnie? Przyczyny zróżnicowania ludzi według biblii ludowej / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99357">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.2, s.33-38</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99358">
                <text>Zowczak, Magdalena</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99360">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99362">
                <text>Państwowy Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99364">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99370">
                <text>Magdalena Zowczak

DLACZEGO CYGAN KRADNIE?
PRZYCZYNY ZRÓŻNICOWANIA LUDZI WEDŁUG BIBLII LUDOWEJ
Legendy, które t w o r z ą l u d o w y o d p o w i e d n i k Biblii, o p o w i a d a j ą
o p e w n y c h t y p o w y c h sytuacjach, w i ą z a n y c h z w y k l e w y m i e n n i e

jednego
w

z potomków

konsekwencji

zakłócenie

formuje

pojęcie grzechu, p o z o s t a w i a j ą c e g o

protoplasty.

Owo

wieczne

Owa

p i ę t n o na s p r a w c y i j e g o p o t o m k a c h . Z a n i m przejdziemy o d t y c h

wymienność, c h o c i a ż zrazu s p r a w i a w r a ż e n i e c h a o s u , często

o g ó l n y c h konstatacji d o bardziej precyzyjnego opisu m o m e n t u

z różnymi postaciami i zdarzeniami o b u

Testamentów.

jednak nie jest p r z y p a d k o w a , lecz w y n i k a z n i e ś w i a d o m e j t y p o l o ­

z r ó ż n i c o w a n i a , s p r ó b u j m y scharakteryzować p e w n e

gii; kojarzy b o w i e m

t y p o w e dla t e k s t ó w biblii l u d o w e j , z a r ó w n o w s p ó ł c z e s n y c h jak

postacie ze w z g l ę d u

na

podobieństwo

zjawisko

strukturalne zdarzeń, w k t ó r y c h o d g r y w a j ą o n e a n a l o g i c z n e role.

z c z a s ó w Kolberga. Jest n i m w y m i e n n o ś ć postaci A d a m a i N o e g o

M ó w i ą c o biblii l u d o w e j

jej

j a k o p i e r w s z y c h ludzi, w y m i e n n o ś ć p r z y p i s y w a n y c h im c z y n n o ­

Św.; p r ó b y u p o r z ą d k o w a n i a jej w ą t k ó w

ści a także p o d o b i e ń s t w o z a c h o w a n i a ich ż o n , g r z e c h ó w ich i ich

bezpośrednio z Pismem

nie m o ż n a zatem p o r ó w n y w a ć

nie m i a ł y b y w i ę k s z e g o

dzieci, wreszcie niemal w s z y s t k i e g o , c o z nimi związane. K o n -

sensu niż sztucznie s k o m p l e t o w a n a a n t o l o g i a . Nie znaczy t o , by

taminacje w ą t k ó w d o t y c z ą c y c h t y c h d w ó c h b o h a t e r ó w nie są

nie istniało p o k r e w i e ń s t w o między znaczną częścią t y c h legend

p r z y p a d k o w e . Przytoczmy kilka p r z y k ł a d ó w .

w e d ł u g Starego

i Nowego

Testamentu

a kanonem chrześcijańskim; a j e d n a k w przekazach l u d o w y c h

Kolberg n o t u j e , iż „staruszek j e d e n w M o d l n i c y " o p o w i a d a ł

obowiązuje s w o i s t y porządek, ś w i a d e c t w o o d m i e n n e g o s p o s o ­

0 N o e m , „ c o w harce p o p o t o p i e p ł y w a ł , i w s z y ć k i e zwierzęta miał

bu w a r t o ś c i o w a n i a .

ze s o b ą p a r a m i " , że „ k i e d y je w y p u s c a ł z harki na Ś w i a t , d a w a ł

P o d o b i e ń s t w o między tekstem l u d o w y m i b i b l i j n y m opiera się

każdej parze chrzest i n a z w i s k o , — z e az d o t e g o casu takie imię

często t y l k o na a n a l o g i i , tak, że n a s u w a j ą się w ą t p l i w o ś c i , czy

nosi w s y ć k o i p t a c t w o i gadzina r ó ż n a " ( K o l b e r g , 1 9 6 2 , s.105).

chodzi o zapożyczenie, czy też —

podobieństwo

L u d o w a postać apokryficznej legendy o N o e m s t a n o w i trans­

o p i s y w a n y c h zdarzeń. Tak się dzieje c h o ć b y w przypadku Pios­

formację biblijnej wersji grzechu p i e r w o r o d n e g o . Ś w i a d c z y o t y m

neczki o matce

tekst zapisany przez E. Klicha w p o w . l i m a n o w s k i m , w y d r u k o w a ­

dzieciobójczyni,

o wtórne

pamiętanej d o dziś w

Polsce

p o ł u d n i o w o - w s c h o d n i e j , którą J a n S. Bystroń uznał za o d ­
p o w i e d n i k f r a g m e n t u Ewangelii

św. Jana

ny w 1 9 1 0 r.

(IV, 6 — 2 6 ) o roz­

N o e c h o d z i ł kilka lat d o jakiejś pracy z siekierą, a żona nie

mowie Chrystusa z Samarytanką przy s t u d n i ( B y s t r o ń , 1 9 2 5 ,

wiedziała, d o k ą d c h o d z i . Diabeł ją kusił, żeby się dowiedziała.

s.105). O p i n i ę tę p o w t a r z a C. Hernas ( 1 9 6 5 , s. 2 3 4 ) . Tymczasem

Ukręcił z nosa w ó d k i i p o w i e d z i a ł j e g o żonie, żeby m u się dała

rozmowa Pana Jezusa z „ d z i e w k ą ze d w o r a " s t a n o w i w tekstach

napić, t o jej się przyzna. Tak się stało i d r u g i e g o d n i a , kiedy Noe

l u d o w y c h w p r o w a d z e n i e d o obrazu p o k u t y piekielnej kobiety,

przyszedł d o r o b o t y , już m u tak nie szło, jak przedtem, już grzech

która p o z b a w i ł a życia s w e nieślubne dzieci ( p e w n e w a r i a n t y

w i e l k i g o obciążył. Przedtem, jak d r z e w o za krótkie, pociągnął

modlitewek zebranych przez F. Kotulę w p r o w a d z a j ą skruchę

siekierą, w y d ł u ż y ł o się, teraz musiał nastawiać i s z t u k o w a ć , a jak

dzieciobójczyni

b y ł o dłuższe, urzynać ( K l i c h , 1 9 1 0 , s . 2 6 ) .

i akt łaski w o b e c

niej, g d y ostatni,

pozostały przy życiu syn zostaje księdzem). Natomiast

jedyny
Biblia

O b e c n e są t u wszystkie elementy w y s t ę p u j ą c e również w przy­

nieślubnym.

p a d k u grzechu p i e r w o r o d n e g o : zakusy diabła i c i e k a w o ś ć kobie­

A n a l o g i a polega na podkreśleniu w i e d z y Chrystusa o przestępst­

ty, która podaje m ę ż o w i zatruty napój, d o p r o w a d z a j ą N o e g o d o

mówi

o pięciu

mężach Samarytanki

i szóstym

w a c h kobiety, która, ś w i a d o m a swej zmazy, o b a w i a się p o d a ć M u

pierwszego grzechu, j a k i m jest upicie się i w y j a w i e n i e tajemnicy.

w o d ę . O d m i a n ą l u d o w e g o tekstu jest ballada

Według

porwana

Dzieciobójczyni

do pieklą, gdzie bohaterka r o z m a w i a nie z Chrystusem,

średniowiecznej

legendy

anioł,

przekazując

posłanie o d B o g a , nakazał m u b o w i e m działać w

Noemu,

tajemnicy.

lecz z d i a b ł e m , który ją p o r y w a i o d d a j e na męki ( J a w o r s k a , 1 9 9 0 ,

Diabeł zaś, przyszedłszy w ludzkiej postaci d o żony

s . 2 6 8 — 2 7 1 ) . W zbiorze F. Kotuli Znaki przeszłości

p o b u d z i ł jej zazdrość o p o w i a d a j ą c o sekretnych schadzkach jej

p o j a w i a się

kontaminacja o b u t e k s t ó w : p a n n a najpierw r o z m a w i a z Chrys­
tusem, p o t e m —

z d i a b ł e m ( 1 9 7 6 , s.156 — 1 5 7 , 1 6 8 —

efekt zaś pozostaje ten sam; z g o d n i e z l u d o w y m
sprawiedliwości jest n i m m a l o w n i c z y

opis mąk

169),

poczuciem
piekielnych.

Noego,

małżonka ( R ś a u , 1 9 5 7 , I I , s . 1 0 6 ) .
Inaczej nieco interpretuje tę historię X V I - w i e c z n y
prawa

czartowskiego

przeciw

narodowi

ludzkiemu,

Postępek

gdzie znaj­

d u j e m y pierwszą ( w e d ł u g J . Krzyżanowskiego) jej wersję polską.

W tych tekstach przesłanie grzesznicy d o m a t k i , by lepiej w y ­

„Przemienił się czart w o s o b ę m ł o d z i e ń c a g ł a d k i e g o , szedł d o

chowała pozostałe córki, p r z y p o m i n a k o ń c o w y morał niektórych

ż o n y N o e g o , pytając jej, aby m u p o w i e d z i a ł a , c o Noe ma czynić

wersji pieśni o Łazarzu i b o g a c z u , który także pragnie ostrzec

z t y m b u d o w a n i e m ; rzekła, iż jej nie c h c e powiedzieć. Nauczył ją

grzeszników z czeluści piekła.

w t e d y czart gorzałki naczynić ze zboża, a u p o i ć N o e g o , który, g d y
J a n o w e j a jej l u d o w y m i

się upił, p o w i e d z i a ł żonie, iż Pan B ó g ma zatopić wszytek świat

„ p r z e r ó b k a m i " są większe niż p o d o b i e ń s t w a , chociaż o c z y w i ś c i e

o k r o m nas, c o będzie w okręcie. Czart szedł, p o w i e d z i a ł t o w a r z y ­

trudno w y k l u c z y ć między nimi jakiś związek. T o stwierdzenie

szom w s z y s t k o , c o się miało dziać. P i l n o w a l i t e g o , j a k o b y mogli

odnosi się d o l i c z n y c h legend określanych p o t o c z n i e m i a n e m

ostatek ludzi w y g ł a d z i ć ze ś w i a t a przez rozmaite fortele, ale Noe

Różnice między f r a g m e n t e m Ewangelii

apokryfów; w ł a ś c i w s z e j e d n a k w y d a j e się uznanie ich przynależ­

miał d o b r ą straż o d Boga u s t a w i o n ą , iż m u nie m o g l i nic uczynić,

ności d o oryginalnej biblii l u d o w e j . Składają się na nią r ó w n i e ż te

tylko

przekazy, które w s p o s ó b o c z y w i s t y p o w i e l a j ą t e m a t y biblijne,

s. 6 0 — 6 1 ) .

zmieniając j e d n a k z d e c y d o w a n i e ich sens.
Stereotyp o b c e g o znajduje bardzo m o c n e oparcie w

zwierząt

wiele

wygładzili

(...)"

(Postępek...,

1892,

Wszystkie wersje zdarzenia łączą d w a najpopularniejsze aspek­
biblii

t y postaci N o e g o (nie na d a r m o był z a r ó w n o patronem cieśli

ludowej, czy też raczej jest z nią p o w i ą z a n y w i e l o r a k i m i zależnoś­

1 b u d o w n i c z y c h łodzi, jak też bednarzy i p i j a k ó w ) , a d w a odrębne

ciami. W p r a w d z i e samo pojęcie grzechu nie d o t y c z y w zasadzie

e p i z o d y biblijne zlewają się, t w o r z ą c n o w ą historię grzechu. Na

obcego, p o n i e w a ż f u n k c j o n u j e o n poza u z n a n y m porządkiem

u w a g ę zasługuje n a t y c h m i a s t o w y zanik c u d o w n y c h zdolności

wartości, w ś w i e c i e „ n a o p a k " ; o b c y nie z j a w i ł się j e d n a k z pustki,

N o e g o w l u d o w y m tekście; jest t o bezpośrednia kara za popeł­

mit w y w o d z i g o z sytuacji p i e r w o t n e g o z r ó ż n i c o w a n i a ludzkości,

n i o n e w y k r o c z e n i e . Noe musi o d t ą d ciężko p r a c o w a ć , p o d o b n i e

która nastąpiła w w y n i k u zakłócenia p o c z ą t k o w e j harmonii przez

jak A d a m i Ewa p o w y g n a n i u . Umiejętnością skracania

lub

33

�w y d ł u ż a n i a desek odznaczać się też miało Dziecię Jezusa, które
dzięki temu n a p r a w i a ł o fuszerki ś w . Józefa. Ten sam m o t y w , t y l k o
o d w r ó c o n y , ł ą c z o n o też z d r z e w e m Krzyża Św.; kiedy S a l o m o n
chciał je użyć d o b u d o w y ś w i ą t y n i , raz b y ł o za krótkie, t o z n ó w
zbyt d ł u g i e , tak, że musiało pozostać n i e w y k o r z y s t a n e ( W r o c ł a w ­
ski 1 9 8 5 , s.66 — 6 7 ; E. K., 1 8 9 5 , s.173 — 1 7 4 ) .
Tekst l u d o w y reprezentuje najbardziej k o m p l e t n ą t r a n s f o r m a ­
cję grzechu p i e r w o r o d n e g o , mniej może j e d n a k w j e g o biblijnej,
c o raczej — z n ó w — w l u d o w e j postaci, czyli i n t e r p r e t o w a n e g o
jako pierwszy akt seksualny. J e g o o d p o w i e d n i k i e m jest w przy­
p a d k u N o e g o o p i l s t w o , które p r o w a d z i d o w y j a w i e n i a tajemnicy.
Następnym przyczynkiem d o identyfikacji A d a m a i N o e g o jest
p o w s z e c h n e utożsamienie ich s y n ó w , Kaina i C h a m a . Wiązało się
t o być może z p e w n y m p o d o b i e ń s t w e m f o n e t y c z n y m l u d o w e j
postaci ich i m i o n : pierwszy z n i c h w y s t ę p u j e j a k o Hain ( K o l b e r g ,
1 9 6 2 , s.8) bądź C h a i m ( D o w o j n a S y l w e s t r o w i c z , s.2). Obaj są
protoplastami gorszej części ludzkości, blisko związanej ze złym
d u c h e m , czy też, p o prostu, o b c y c h , z g o d n i e zresztą ze starotest a m e n t o w y m zamysłem. „ N i e śmiej się z ojca, b o zostaniesz
M u r z y n k ą ! " — o s t r z e g a n o m n i e w dzieciństwie. Traktując o w ą
M u r z y n k ę — c z y też raczej M u r z y n a — w s p o s ó b metaforyczny,
m o ż e m y p o d s t a w i a ć na j e g o miejsce w rodzinie A d a m a - N o e g o
przedstawiciela d o w o l n e j ludzkiej społeczności, skoro t y l k o ze­
c h c e m y uzasadnić jej ujemne w a r t o ś c i o w a n i e , c o d o n a ś m i e w a ­
nia się zaś z rodziciela, t o nie u s t ę p o w a ł o b y o n o j a k o przestępst­
w o ś m i e c h o w i w kościele, tradycyjnie u z n a w a n e m u za grzech
(por. Świętek, 1 8 9 3 , s.461 — 4 6 2 ) ; T. M a n n podkreśla d e m o n i ­
czny charakter t a k i e g o ś m i e c h u pisząc, iż C h a m urodził się
śmiejąc się d o r o z p u k u , c o n i e w ą t p l i w i e b y ł o s p r a w k ą szatana.
P r z y s ł o w i o w y śmiech Chama był jednak d l a t e g o szczególnie
grzeszny, p o n i e w a ż został w y w o ł a n y w i d o k i e m nagości N o e g o .
W t y m fragmencie interpretacje biblijna i l u d o w a są c a ł k o w i c i e ze
sobą

zgodne.

Oto

współczesna

wersja

przestępstwa

Cha­

m a — Kaina:
„ I c h ojciec w ó d k ę pił bardzo, o n i szli, Kain szedł w p r z ó d , a A b e l
z t y ł u . Kain zobaczył ojca pijanego na drodze i plunął na ojca. A b e l
nadszedł, p a t r z y — o j c i e c r o z p y l o n y taki, rozkudłany, t o ubrał g o ,
majtki j e g o w z i ą ł . ( W e d ł u g ś r e d n i o w i e c z n y c h m a t e r i a ł ó w w w y ­
niku e p i z o d u z w i n e m Noe miał zamienić suknię na s p o d n i e ;
Rśau, 1 9 5 7 , II s . 1 1 4 — M . Z . ) . T o Kain został L i t w i n e m , a A b e l ,
j e g o serce szlachetne, został Polakiem (...). Kain miał serce takie
zakajane, nieżyczliwe dla c z ł o w i e k a , w i e k i nie daruje, a A b e l nie,
był dobry. Kainska k r e w t o chamska krew, litewska, a polska
—

łagodna krew" ( 1 0 ) * .
Z g o d n i e z c y t o w a n ą już wersją Kolberga, Kain j a k o zabójca

A b l a musiał p r a c o w a ć na j e g o dzieci, „ k t ó r e m u t o p o t o m s t w u
B ó g p o z w o l i ł żyć na świecie, żeby nic nie robili a dobrze się m i e l i "
( 1 9 6 2 , s. 8 ) , był w i ę c —

p o d o b n i e jak C h a m —

u w a ż a n y za

protoplastę p o d d a n y c h c h ł o p ó w . C h a m zaś, p o d o b n i e jak herod

Kain był synem E w y i szatana, m o ż n a t u przytoczyć oryginalną
interpretację litewską zapisaną przez M . D o w o j n ę S y l w e s t r o w i cza, w y k o r z y s t u j ą c ą p o p u l a r n e w ą t k i b a j k o w e d o o p r a c o w a n i a
tematu cyrografu Adama.
„ A g d y o n ( A d a m — M.Z.) począł orać w p i e r w s z y m d n i u
przyszedł d o n i e g o diabeł, i rzekł m u : Na c o ty m o j ą ziemię
porzesz, ja s t w o r z y ł e m ją? J a zaraz zabiję ciebie i t w o j e w o ł y , lecz
jeżeli t y tak zrobisz jak ja chcę: t o c o się dziś urodzi t o moje; a c o
j u t r o t o t w o j e . W t e d y A d a m zląkł się i nie w i e d z i a ł c o ma
o d p o w i e d z i e ć g d y ż o b a w i a ł się a b y g o nie zabito. I przyrzekł m u
A d a m , że c o dziś t o t w o j e , a c o j u t r o t o moje. I z d r o w y m został
A d a m , nic m u złego nie zrobił diabeł. A g d y A d a m przyszedł
o r a w s z y d o d o m u znalazł u r o d z o n e g o C h a i m a , i zląkł się. Że
nierozważnie zrobił, że d i a b ł u przyrzekł s w o j e g o syna p i e r w o r o d ­
nego. S ł o w a o j c o w s k i e u m ó w i o n e z d i a b ł e m w y p e ł n i ł y się c h o ć
nie p r ę d k o , g d y C h a i m zabił s w o j e g o brata, pozostając prze­
klętym ( D o w o j n a S y l w e s t r o w i c z , s. 2 ) .
W d a w n e j sztuce chrześcijańskiej Kain p r z e d s t a w i a n y w szpi­
czastej czapce, jaką nosić musieli mieszkańcy getta, s y m b o l i z u j e
Ż y d ó w , podczas g d y A b e l s t a n o w i prefigurację szlachcica, lecz
także Chrystusa (Reau, I I , s. 9 6 ) . Kain jest także —
jako
u o s o b i e n i e zdrady — t r a d y c y j n i e k o j a r z o n y z J u d a s z e m ( o b u
o b d a r z a n o o g n i ś c i e r u d y m i w ł o s a m i ) , c o w interpretacji l u d o w e j
znajduje w y r a z w umieszczeniu ich o b o k siebie za d r z w i a m i
piekła, a n a w e t w uznaniu ich p o k r e w i e ń s t w a .
„ J u d a s z jest z Kaina p o t o m e k . Pan Jezus by m u przebaczył, ale
J u d a s z z w ą t p i ł o miłosierdziu b o ż y m . Piotr zaparł się trzykrotnie
przed taką z w y k ł ą służącą i został papieżem. Z a d a m pani zagadkę.
Ilu ludzi Pan Jezus z b a w i ł , jak zstąpił d o piekieł?(...) W s z y s t k i c h
ludzi oprócz d w ó c h : J u d a s z a i Kaina, b o się s c h o w a l i przed
Panem J e z u s e m za d r z w i a m i . Pan Jezus chciał z b a w i ć w s z y s t ­
k i c h , ale za d r z w i już nie z a g l ą d a ł " ( 3 ) .
Historii z a b ó j s t w a A b l a l u d o w e interpretacje d o d a j ą charak­
terystyczny szczegół, a m i a n o w i c i e p r ó b ę ukrycia j e g o ciała.
„ P o n i e w a ż ziemia (chociaż t o już nie b y ł o w Raju) b y w a ł a
w t e d y biała jak kreda, miejscami przeźroczysta g d y b y kryształ,
w i ę c Hain się t u r b o w a ł ; b o gdzie t y l k o s c h o w a ł zabitego brata,
w s z ę d y o n w y g l ą d a ł z ziemi. Zaczął w i ę c przeklinać, p o m s t o w a ć
ziemi, i z t y c h p r z e k l e ń s t w Haina ziemia poczerniała, że aż p o dziś
dzień pozostała w kolorze b r u d n y m , rozlaną k r e w zsiadłą przypo­
m i n a j ą c y m " ( K o l b e r g , 1 9 6 2 , s. 8 ) .
„ G d y Pan B ó g s t w o r z y ł ziemię, była o n a zupełnie przeźroczystą
i ś w i e c i ł a jak brylant, tyle jest w niej d r o g i c h kamieni, złota
i srebra. Później d o p i e r o stała się czarną i nieprzeźroczystą, jak
teraz, a t o d l a t e g o , b o ją przeklął Kain. G d y Kain zabił A b l a , chciał
g o ukryć w ziemi, lecz nie m ó g ł t e g o dokazać, chociaż g ł ę b o k ą
jamę w y k o p a ł , b o wszędzie i zawsze b y ł o w i d a ć ciało zabitego
brata. Rozzłoszczony Kain z a w o ł a ł tedy: Przeklęta ziemio, czemu
nie jesteś czarną? I ziemia stała się o d t e g o czarną, b o jest
przeklętą" ( S i e w i ń s k i , 1 9 0 3 , s. 6 8 ) .

o n ( C h a m — M.Z.) został c h a m e m . Został w l i c z o n y przez B o g a ,

Scena w której Kain usiłuje ukryć s w o j ą z b r o d n i ę , p o j a w i a się,
c h o ć sporadycznie, w sztuce ś r e d n i o w i e c z n e j (Reau, II, s.97).
N a s u w a się t u skojarzenie o w e j biało-przezroczystej, świetlistej
ziemi z przezroczystością bądź ś w i e t l i s t o ś c i ą p i e r w s z y c h ludzi,
którzy wszak z niej p o w s t a l i , c h o ć ten ostatni m o t y w na S ł o w i a ń szczyźnie należy d o rzadkości ( T o m i c k i , 1 9 8 0 , s . 7 2 — 7 3 ) . Na
u w a g ę zasługuje fakt, że w o b u s y t u a c j a c h utrata przezroczysto­
ści s p o w o d o w a n a jest grzechem ( w p r z y p a d k u p i e r w s z y c h ludzi

oznaczony c h a m e m . (...) (Żyd — M.Z.) nie m ó w i ł , że t o c o na

—

czy judasz, t o tradycyjne pojęcia, które o d e r w a ł y się o d b i b l i j n y c h
postaci i żyją s w y m w ł a s n y m życiem.
„ O chamie j e d n y m m o g ę o p o w i e d z i e ć a n e g d o t ę , t o m n i e Ż y d
w y t ł u m a c z y ł . Że nie ten c h a m , c o na w i o s c e żyje, a t e n , c o
kajstrował s w e g o ojca. Ojciec pijany leżał, a o n takie ś w i ń s t w o
zrobił. T o Ż y d mi p o w i e d z i a ł , t o o n już w i ę c e j wiedział. T o znaczy,

w i o s c e , jak t o często (...) tak b y w a , że t o c h a m z w i o s k i . A t o Boże
b r o ń , m ó w i , t o nie, t e n c h a m , c o takie sztuki w y r a b i a — t a k i p o d ł y ,
komuś szkodzi" (2).
Przyczyny

pierwszego z a b ó j s t w a

t ł u m a c z y się,

wykazując

związki zabójcy ze złym d u c h e m . O b o k wersji apokryficznej,
( r o z p o w s z e c h n i o n e j przez Ż y d ó w , ale nieobcej także tradycji
chrześcijańskiej, por. Klinger, 1 9 8 1 , s.31 — 3 2 ) , z g o d n i e z którą

* Cyfry w nawiasach w s k a z u j ą informatora. Lista i n f o r m a t o r ó w
na s. 4 8

34

grzechem p i e r w o r o d n y m ) .
W materiałach w s p ó ł c z e s n y c h p a n u j e o d m i e n n a , bardziej s w o ­
jska wizja pejzażu, w k t ó r y m r o z g r y w a się dramat, interpretowany
często j a k o w y n i k rywalizacji d w ó c h r o l n i k ó w , bądź Kaina
— pasterza, i A b l a — rolnika: z a b ó j s t w o d o k o n a n e zostaje na
p o l u , w życie, d l a t e g o w s c h o d z ą c e żyto jest c z e r w o n e . Pokutę
o d b y w a zabójca u k r y t y za d r z w i a m i piekła, bądź też, w e d ł u g
znacznie popularniejszej w e r s j i , p r z e c i w n i e — ze z w ł o k a m i Abla
na księżycu, w y s t a w i o n y n a w i d o k p u b l i c z n y : stamtąd
musi oglądać wszystkie niecne u c z y n k i d o k o n y w a n e nocą przez
s w y c h p o t o m k ó w ( o b o k w s p ó ł c z e s n y c h m a t e r i a ł ó w polskich
por. W r o c ł a w s k i , 1 9 8 5 , s. 5 3 — 51 — w a r i a n t m a c e d o ń s k i ) .

�S c e n y z Księgi Rodzaju, d r z e w o r y t z Płazowa, 13,5 x 3 9 , 7 c m . Pierwsza poł. XIX w . Ze
z b i o r ó w M u z e u m Etnograficznego w Krakowie
związku

o d b y w a się o n a w u k r y c i u , p o d nieckami, zaś efekt jest taki

z A d a m e m bądź N o e m , wyjaśniają z r ó ż n i c o w a n i e kobiet; t y l k o

sam, jak w w y n i k u grzechu różnicującego: p o w s t a j ą gorsze

niektóre mają b o w i e m p r a w d z i w i e ludzką naturę, inne zaś p o ­

kobiety.

D w a w ą t k i , które także w y s t ę p u j ą w y m i e n n i e w

A b y zakończyć s p r a w ę w z a j e m n e g o przenikania się historii

chodzą o d zwierząt p r z e m i e n i o n y c h w kobiety, aby każdy z sy­

A d a m a i N o e g o poprzez liczne kontaminacje, przytoczmy opinię

nów protoplasty m ó g ł się ożenić.
A d a m i Ewa mieli jedenastu s y n ó w i j e d n ą córkę. „ N o i jakoż

biblisty, który charakteryzując pozabiblijne źródła o p o w i a d a n i a

żenitsia? J e d e n ożenisia (...) a te jeszcze dziesięć, t y c h braci,

o p o t o p i e zwraca u w a g ę , iż „ w p e w n e j liczbie z n a n y c h relacji (...)

gdzie oni ożeniosia? N o i później ta córka s c h o w a l i i o n i takie losy

katastrofa łączy się bezpośrednio i organicznie albo przynajmniej

ciągnęli. I zrobili dla t y c h miejsca jedenaście, c h t o jakie w y c i ą g ­

p o ś r e d n i o z f a k t e m s t w o r z e n i a . Ż y w i o ł p o t o p u zlewa się niekiedy

nie. Kto w y c i ą g n ą ł s p r a w i e d l i w a , siostra, ta i żona d o b r a . (...) A t o

z p r a ż y w i o ł e m w o d n y m , p o j a w i a j ą c y się pierwszy

była i gadzina, i ś w i n i a , i małpa, i rozmaite byli. I kto jaka necka

—

o d w r ó c i , t a k o o n (dostanie —

M.Z.). A później o n i t o ostali

panienkami (...). I b y w a takie, o, tera (...) o n i nie p i l n u j ą się ni
męża, ni co, rozmaicie idą. J a nie w i e m , jak t o p o w i e d z i e ć , że
czego o n a nie może żyć z mężem? 0 , t a k i c h d u ż o jest, (...),

człowiek

z u r a t o w a n y m z p o t o p u protoplastą ludzkości p o p o t o p o w e j "

( S t a c h o w i a k , 1 9 8 5 , s. 1 5 ) . O p i n i a ta o d n o s i się również d o
t e k s t ó w biblii l u d o w e j .
Ujawniony

acz t r u d n y d o s p r e c y z o w a n i a związek

między

w ą t k a m i z r ó ż n i c o w a n i a ludzkości i m o t y w e m ukrycia, w y s t ę p u j e

gadzina taka, o. N o ot i b y w a , że o n a jest gadzina na całe

w znanej historii o pramatce Ewie, która zaprezentowała B o g u

życie" ( 4 ) .

t y l k o część s w y c h licznych dzieci, resztę pozostawiając w ukry­

W e d ł u g innej o p o w i e ś c i pierwsi rodzice mieli w i ę c e j córek niż

c i u , przez c o p o z b a w i ł a je b ł o g o s ł a w i e ń s t w a Pańskiego. Skazała

synów. N a d l i c z b o w a córka, skazana na s a m o t n o ś ć , jest narzę­

je t y m s a m y m na służbę dla w y r ó ż n i o n e j części r o d z e ń s t w a . Ten

dziem szatana, poprzedniczką zawitek

w ą t e k , p o p u l a r n y w X V I - w i e c z n e j literaturze europejskiej (Wasy-

czy też przeskoczek,

tem i naszej „ m a t k i d z i e c i o b ó j c z y n i " . W n i e k t ó r y c h

a za­

wersjach

lewski, 1 9 1 0 , s.109 — 1 1 0 ; Fischer, 1 9 1 0 , s. 3 5 8 ) , f u n k c j o n u j e

miejsc

d o dziś. Opiera się o n na schemacie, b ę d ą c y m w ł a ś c i w i e w a r i a n ­

p o c h ó w k ó w , czy też raczej ukrycia z w ł o k k o l e j n y c h dzieci, która

t e m przypadku Kaina, a p o w i e l a n y m w wielkiej ilości l u d o w y c h

opowiadających

o

niej t e k s t ó w

zwraca

uwagę

lista

wyraźnie pogłębia w i n ę matki. ,,(...)jedno leży p o d ł a w ą , /przyroś­

legend e t i o l o g i c z n y c h . W interpretacji chrześcijańskiej wiąże się

nięte m u r a w ą . / D r u g i e leży p o d p r o g i e m , /przytrzaśnięte bar­

o n z grzesznym p o w ą t p i e w a n i e m w boską w s z e c h w i e d z ę oraz

łogiem./ Trzecie leży p o d ł ó ż k i e m , /przykryłaś je fartuszkiem./

wystawianiem

czwarte leży w oborze /i w y r z e k a : m ó j Boże!/ Piąteś ś w i ń m i

z a m o r d o w a n e g o brata, czy —

skarmiła,/ szóste w piecu spaliła, " itp. ( J a w o r s k a , 1 9 9 0 , s. 2 7 0 ) .

dzieci n i e u d a n y c h ) . Z t y m s a m y m s c h e m a t e m m a m y d o czynienia

B o g a „ n a p r ó b ę " , czy t o przez ukrycie ciała
nadmiernej ilości dzieci (bądź też

u k r y w a n i u grzechu.

w popularnych opowieściach o „żydowskiej ciotce", dziew­

G o d n y u w a g i w y d a j e się j e d n a k fakt, iż z reguły samo u k r y w a n i e

czynie zamienionej w k u k u ł k ę za t o , że z ukrycia u d a w a ł a ptaka

Nie ma o c z y w i ś c i e nic o s o b l i w e g o w

siebie czy czegoś t o w a r z y s z y w y d a r z e n i u z a p o c z ą t k o w u j ą c e m u

(np. Świętek, 1 8 9 3 , s. 5 8 0 ) , o młynarzu, w p o d o b n y c h okolicz­

zróżnicowanie ludzkości w z a j m u j ą c y m nas t u rodzaju o p o w i a ­

nościach z a m i e n i o n y m w niedźwiedzia ( S i e w i ń s k i , 1 9 0 3 , s. 6 9 ) .

dań e t i o l o g i c z n y c h .

popełniane

W ą t e k „ ż y d o w s k i e j c i o t k i " , będący o d w r ó c e n i e m historii o s y n o ­

w nich p r z e s t ę p s t w o grzechem r ó ż n i c u j ą c y m , p o n i e w a ż p r o w a ­

w y c h protoplasty, za k t ó r e g o o d p o w i e d n i k można uznać f r a g ­

Nazwijmy

zatem

umownie

dzi on d o m e t a m o r f o z y , p o w s t a n i a n o w e g o , z w y k l e gorszego czy

m e n t staroserbskiego a p o k r y f i c z n e g o w a r i a n t u Ewangelii

upośledzonego g a t u n k u istot. W p r z y p a d k u s y n o w y c h — z w i e ­

ciństwa

rząt metamorfozie nie t o w a r z y s z y w o g ó l e grzech, natomiast

m ó w c y często wiążą z męką Chrystusa, traktując g o jako jeden

Tomasza{Apokryfy,

Dzie­

1 9 8 6 , I, c z . 1 , s. 2 7 5 — 2 7 8 ) roz­

35

�pierwszego k o w a l a w Genesis.

z jej e p i z o d ó w .

Stąd już ł a t w o w y w i e ś ć C y g a ­

„ Ż y d z i nie jedzą sadła, b o jak złapali Jezusa Chrystusa, t o

n ó w , z a r ó w n o ze w z g l ę d u na p o p u l a r n o ś ć w ś r ó d n i c h t e g o

m ó w i ą : Ty m ó w i s z , żeś król, t y w s z y s t k o wiesz, znajesz, t o

rzemiosła, jak i na k o c z o w n i c z y t r y b życia. B y w a l i oni także

p o w i e d z , c o trzeba zrobić. Wzięli ż y d ó w k ę p o ł o ż y l i , obłożyli

u z n a w a n i za p o t o m k ó w

korytem ( w w i e l u wersjach p o j a w i a się niecka, k o p a ń k a —

M o t y w tułaczki u m o ż l i w i a w myśleniu m i t y c z n y m społeczności

M.Z.),

Chama

( M r ó z , 1 9 8 7 , s.194 — 1 9 6 ) .

przywiedli Jezusa Chrystusa. Ty król, p o w i e d z , c o t a m jest p o d

rolniczej połączenie Ż y d ó w i C y g a n ó w s y m b o l i c z n y m z w i ą z k i e m .

korytem. Jezus Chrystus m ó w i : To ś w i n i a leży i d w a n a ś c i e

T y c h o s t a t n i c h uznaje się zatem za p o t o m k ó w p r z e ś l a d o w c ó w

prosiąt, a o n i : che, che, my ci pokażemy, jaki ty B o h , o d k r y w a j ą ,

ż y d o w s k i c h z Exodus

a t a m ś w i n i a i d w a n a ś c i e prosiąt" ( 5 ) .

—

„faraonów".

„ M o j ż e s z ich ( I z r a e l i t ó w —

Ta sama historia została n a w e t uznana za wydarzenie, które

M.Z.) w y p r o w a d z i ł przez Morze

C z e r w o n e , w t e d y laską m a c h n ą ł i b y ł o s u c h e przejście. A faraony

z a p o c z ą t k o w a ł o zwyczaje p r i m a - a p r i l i s o w e : „ t o na pamiątkę, że

o b m y ś l i l i jak t o będzie, że będą p r a c o w a ć i chcieli ich zawrócić.

Żydzi oszukiwali Pana Jezusa t e g o d n i a , t o b y ł o w i e l k i m grze­

Te faraony, którzy przelecieli, t o teraz się tułają. T o z t y c h

c h e m (...)" ( 6 ) .

f a r a o n ó w są C y g a n i e , z t y c h , którzy zdążyli przejść" ( 1 0 ) .

O b o k schematu zatajenia, czy też p r ó b y oszukania B o g a , nie

„ C y g a n i e p o c h o d z ą z f a r a o n ó w , t a m gdzie Żydzi mieszkali. J a k

mniejszą popularnością cieszy się j e g o o d w r o t n o ś ć , czyli bez­

Mojżesz zrobił c u d , w o d a się rozstąpiła, Żydzi przeszli, a f a r a o n ó w

w s t y d n a c i e k a w o ś ć , p r o w a d z ą c a d o u j a w n i e n i a tajemnicy, o b ­

zatopiło. J e d n a C y g a n k a c h w y c i ł a się k o n i o w i o g o n a i w y s z ł a na

łożonej b o s k i m zakazem. M o t y w Pandory p o j a w i a się szczegól­

ląd. Z tej jednej C y g a n k i p o w s t a l i Cyganie. (...) D a w n i e j m ó w i l i

nie wyraźnie u P o l a k ó w na L i t w i e . T a m w ł a ś n i e c h ł o p a , przemie­

starzy ludzie, że nie C y g a n k a idzie, t y l k o f a r a o n k a " ( 1 1 ) .

n i o n e g o w bociana za c i e k a w o ś ć i przekroczenia zakazu, za­

„ C y g a n i e tułają się, b o j e d n a C y g a n k a u r a t o w a ł a się w czasie

stępuje „kiepska b a b a " , a czasami n a w e t w p r o s t Ewa, która

ucieczki przez M o r z e C z e r w o n e . C h w y c i ł a się k o ń s k i e g o o g o n a

p o w t ó r n i e popełnia grzech.

i diabeł ją s k u r w i ł " ( 1 2 ) .

„ P a n B ó g zebrał wszystkie p a s k u d z t w a : komary, żmiji, hady,
złożył d o w o r k a i kazał zanieść d o jeziora, usiąść na ł ó d k a i t o

„ M ó w i l i , że Cyganie z Egiptu. Zaś coś ich Pan B ó g pokarał, bo

utopić wszystko. A Ewa niosła t e n w o r e k i bardzo ją c i e k a w i , c o

oni się mścili bardzo na Ż y d a c h . I oni robili Ż y d a m i jak k u ń m i . No

t a m siedzi. N o i myśli: rozwiążę, zobaczę, może c o d o b r e g o , t o

i że ich Pan B ó g rozproszył p o ś w i e c i e , że nie będą mieli własnej

sobie zabiorę. A t a m żmieji, hady, robaki w y s k o c z y l i . Ona zbierała

ojczyzny. Tu był taki stary C y g a n przed w o j n ą , t o jak Żyda

t o wszystko, ale nie wyzbierała. Tą kobietę Pan B ó g o b r ó c i ł

zobaczył, t o tak w o ł a ł za n i m : Jeszcze m a m y w a m i robić pięć d n i !

b o c i a n e m . Bocian t o jest kobieta: biała bluzka, czarna s p ó d n i c z ­

—

ka. Ona zbiera te p a s k u d z t w a " ( 7 ) .

że jeszcze nie o d s ł u ż y l i " ( 1 3 ) .
Los Ż y d ó w i C y g a n ó w ustala się j e d n a k ostatecznie w e d ł u g ról

„ ( . . . ) m ó w i się tak, że kobieta jest taka c i e k a w a jak b o c i a n . Tak
bociana się pokazuje i m ó w i się: t o t w o j a siostra tak ł o w i " ( 8 ) .
Ewa, pierwsza „ c i e k a w a b a b a " , o b j a w i a jednak s w o j ą naturę

p r z y p i s y w a n y c h im w w y d a r z e n i a c h pasyjnych. Tułaczka ma być
karą za przelanie k r w i

Chrystusa. Rola C y g a n a jest

jednak

i n t e r p r e t o w a n a w s p o s ó b bardzo d w u z n a c z n y . Z n a n a historia
kradzieży g w o ź d z i a czy też ć w i e k a p r z y g o t o w a n e g o d o przybicia

jeszcze przed grzechem p i e r w o r o d n y m , z n a n y m z Genesis.
„ E w a i A d a m byli w raju u Boga. I B ó g zrobił ciasto na chleb

Pana Jezusa d o

krzyża t ł u m a c z y

powszechnie

„smykawkę"

i zostawił. I zakrył t o , zawiązał, t y l k o nie patrzajcie, nie w o l n o .

Cygana d o kradzieży, za którą nie jest przez B o g a karany. Na czym

Ewa m ó w i : popatrzmy, A d a m : nie w o l n o . A d a m zasnął, Ewa

j e d n a k p o l e g a zasługa C y g a n a , precyzują materiały z

zobaczyła, że A d a m już śpi, zajrzała i ciasto w y c i e k ł o z beczki.

i z Ł e m k o w s z c z y z n y . Otóż nie c h o d z i o t o (czy też nie t y l k o o t o ) ,

Potem B ó g m ó w i : źle zrobiliście, i w y g n a ł ich na ulicę, p o d j a b ł o ń ,

że chciał o n zapobiec

t y l k o , żeby nie rwali j a b ł e k " ( 5 ) .

—

Ta sama c i e k a w o ś ć p o w o d u j e ż o n ą N o e g o w opisanej już

ukrzyżowaniu

Chrystusa, że

Litwy

„Żydów

h e r o d ó w o k r a d ł " czy że dzięki j e g o kradzieży Chrystus miał

mniej (?!) ran; j e g o uczynek z a p o b i e g ł „ r o z k r z y ż o w a n i u n ó g " .

Lota

A r g u m e n t a c j a ta jest o tyle „ l e p s z a " niż poprzednie (z Polski

„ N o e kazał, żeby żona nie oglądała się, b o się stanie nie

t e g o w ą t k u ; inne tłumaczenia stają się przy niej bardzo o g ó l n e .

transformacji grzechu p i e r w o r o d n e g o , a także —

żoną

p o ł u d n i o w o - w s c h o d n i e j ) , p o n i e w a ż jest specyficzna t y l k o dla

( u t o ż s a m i a n e g o czasami z N o e m ) .
sobie

„ K i e d y Jezus Chrystus umierał, t o przynieśli cztery g w o ź d z i e ,

p o p r a w i ć i o d w r ó c i ł a się i w słup soli zamieniła się r a p t e m " ( 9 ) .

żeby w s z y s t k o o s o b n o przybić. C y g a n gdzieś był, krążył i jego

Kolejnym przypadkiem s c h e m a t u , w e d ł u g k t ó r e g o grzeszna

z d z i w i ł o , że jak t o mężczyzna będzie tak, że będzie rozłożony

wiadomo

co, ale o n a

nachyliła się, żeby pończoszki

c i e k a w o ś ć zostaje ukarana poprzez w i e c z n e n a p i ę t n o w a n i e , bądź

i w s z y s t k o będzie w i d a ć . Przybijają, patrzą, że g w ó ź d ź zabrany,

niekorzystną metamorfozę grzesznika, jest też ukraińska legenda

złożyli n o g i i przybili. I z t e g o czasu w o l n o C y g a n o m kraść" (5).

o przyczynie kobiecej miesiączki, z a n o t o w a n a

przez J . T a l -

„ I m Pan B ó g p o w i e d z i a ł tak: To teraz w i e l e będziecie żyć na
świecie, t o kraść w a m m o ż n a . (...) Dla n i c h nie ma g r z e c h u " ( 1 4 ) .

ko-Hryncewicza.
„(...) d o czasu narodzenia Chrystusa kobiety miesiączki nie

U c z y n e k b ł o g o s ł a w i o n e g o złodzieja, k t ó r e m u w o l n o cyganić

m i e w a ł y , t y l k o p o p o r o d o w e oczyszczenie. Z m i a n a j e d n a k n a ­

i kraść bezkarnie, b y w a j e d n a k na t y c h s a m y c h terenach ( L i t w a ,

stąpiła o d czasu, g d y N. Panna p o w i ł a Chrystusa i rozkazała

Ł e m k o w s z c z y z n a ) i n t e r p r e t o w a n y zgoła o d w r o t n i e . Pan Jezus

służącej s w ą koszulę k r w i ą z b r o c z o n ą w r z u c i ć d o rzeki z t y m

w s k u t e k kradzieży cierpiał p o d w ó j n i e : „ B o nie kradnij, nie trzeba,

zastrzeżeniem, aby jej nie rozwijała i nie oglądała. Służąca nie

tak robić nie w o l n o . Pan Jezus w Ewangelii

usłuchawszy t e g o , stała się przyczyną, że Najś. Panna w g n i e w i e

u k r z y ż o w a n y , będzie z a m o r d o w a n y i nie w o l n o b y ł o komuś

rozkazała, aby o d t ą d cały ród niewieści c o miesiąc

w t r ą c a ć się, że ukradli t a m g w o ź d z i e , a p o t e m przytępionymi

odbywał

oczyszczenie, a o d t e g o zdarzenia i samo oczyszczenie miesięczne
otrzymało

nazwę

«soroczka»

(koszula)"

(Talko-Hryncewicz,

1 8 9 3 , s. 3 7 ) .
Odnotowawszy

g w o ź d z i a m i Pana Jezusa p r z y b i w a l i " ( 1 5 ) .
Niekiedy n e g a t y w n a interpretacja u c z y n k u Cygana wiąże się
z s a m y m f a k t e m j e g o udziału w u k r z y ż o w a n i u ; w y s t ę p u j e on

postacie

p i e r w s z y c h , różniących

ludzkość

g r z e c h ó w , p o w r ó ć m y d o K a i n o w e g o p o t o m s t w a . Kain, przed­
s t a w i a n y j a k o protoplasta Ż y d ó w , był p r z o d k i e m T u b a l k a i n a ,

36

m ó w i ł , że będzie

w ó w c z a s przede w s z y s t k i m w f u n k c j i k o w a l a —

dostarczyciela

g w o ź d z i , później d o p i e r o j a k o złodziej.
„Cygany

(...)

będą r o z w l e c z e n y p o c a ł y m świecie, bo też

�pomagały Pana Jezusa męczyć. T o o n y

nie mają

swojego

p r z y p o m i n a grecki inicjał imienia Chrystusa. W e d ł u g L. Reau taki
s p o s ó b u k r z y ż o w a n i a został w y o b r a ż o n y , aby odróżnić Andrzeja,

państwa, nie mają w s z y s t k o , b o tak r o b i ł y " ( 1 6 ) .
Czasami taka o c e n a roli Cygana w z b o g a c o n a b y w a d o d a t ­

z g o d n i e z tradycją pierwszego apostoła p o w o ł a n e g o przez Chry­

kowym m o t y w e m u k r y c i a g w o ź d z i a p o d j ę z y k i e m ; czyni t o nie

stusa, o d j e g o brata Piotra z a w i e s z o n e g o na krzyżu g ł o w ą w dół

sam producent, lecz j e g o żona. Karą za t o jest „ n i e c z y s t a " m o w a .

( 1 9 5 3 , III, s. 7 6 — 8 0 ) .

Taką wizję własnej przeszłości roztacza n a w e t sam C y g a n ( 1 7 ) .

Należy c h y b a przypuszczać, że m o t y w „ u k r z y ż o w a n i a inaczej"

„Żołnierze Piłata prosili C y g a n a - k o w a l a , by zrobił cztery g w o ź ­

p o w s t a ł w w y n i k u skojarzenia w i z e r u n k ó w Chrystusa i ś w i ę t e g o

dzie do krzyża. C z w a r t y m mieli g ł o w ę Chrystusa przebić. Ż o n a

Andrzeja na p o g r a n i c z u k a t o l i c k o - p r a w o s ł a w n y m , p o d w p ł y ­

Cygana s c h o w a ł a g w ó ź d ź p o d język. Kiedy żołnierze przyszli d o

w e m silnego o d d z i a ł y w a n i a k u l t u patrona kościoła w s c h o d ­

kowala, j e g o

nie

było w

domu, więc

o n a musiała z

nimi

rozmawiać —

przebiła se język, d l a t e g o ich język jest t r u d n y ,

niego, apostoła Andrzeja z w a n e g o Pierwozwannym
lopedia,

1 9 7 3 , I, s. 5 3 3 — 5 3 4 ; Mify,

(por. Encyk­

1 9 8 0 , I, s. 8 0 — 8 1 ) .

M o ż l i w o ś ć tę p o t w i e r d z a fakt, iż niektórzy Ł e m k o w i e , pytani

czerkodoczą (...)" ( 1 8 ) .
Wersja zdarzenia, w e d ł u g której C y g a n k a zostaje przeklęta (a

o s y m b o l i k ę krzyża, t ł u m a c z ą ukośną d o l n ą poprzeczkę związ­

zatem dopuściła się g r z e c h u ) , jest kolejną transformacją s c h e m a ­

kiem z krzyżem ś w i ę t e g o Andrzeja ( 1 9 ) . Samo jednak s y m b o l i c z ­

tu, na k t ó r y m opiera się w ą t e k u k r y t y c h dzieci E w y i „ ż y d o w s k i e j

ne znaczenie r o z p a t r y w a n e g o t u m o t y w u nie staje się dzięki t y m

ciotki"; nie c h o d z i t u już b o w i e m o p o m o c o p r a w c o m , lecz

w s z y s t k i m s z c z e g ó ł o m d u ż o jaśniejsze. W r ó ć m y zatem d o pytania

poniekąd przeciwnie: o przeszkadzanie w

zbawienia.

0 p r a w d z i w ą zasługę Cygana, n a g r o d z o n ą przez Boga. Było nią

Zgodnie z taką interpretacją kradzież i o s z u s t w o , objęte w poprze­

u n i e m o ż l i w i e n i e u k r z y ż o w a n i a Chrystusa w pozycji szczególnie

dziele

dnich w y p o w i e d z i a c h i m m u n i t e t e m , zmieniają się w nieczyste

hańbiącej. Z p e w n ą ostrożnością m o ż n a t u p o w o ł a ć się na

piętno Kaina.

f r a g m e n t prozy pisarza, który p o c h o d z i z Wileńszczyzny i jest z nią
właściwych

g ł ę b o k o związany, a zatem w sferze s y m b o l i c z n e g o o b r a z o w a n i a

apokryfów. L. Reau utrzymuje, iż p o w s t a ł a o n a w s k u t e k p o p u l a r ­

może być bliski interesującej nas interpretacji legendy. Tadeusz

Nie znalazłam o d p o w i e d n i k a tej historii w ś r ó d

ności Ś w i ę t y c h G w o ź d z i , które miały zostać o d n a l e z i o n e wraz

Konwicki

z drzewem Krzyża Ś w . przez c e s a r z o w ą Helenę. W e d ł u g ś r e d n i o ­

polskiego,

wiecznej legendy k o w a l o d m ó w i ł zrobienia g w o ź d z i d o ukrzyżo­

ucieczce j e g o z t r u d e m s k l e c o n e g o o d d z i a ł u , kiedy chory i opusz­

wania Chrystusa, w y m a w i a j ą c się nagłą o p u c h l i z n ą ręki. J e g o

c z o n y zostaje w y d a n y Kozakom przez c h ł o p ó w ; ci w r z u c a j ą g o na

żona, porażona d z i w n ą n i e n a w i ś c i ą , sama w y k u ł a je na m ę ż o w s ­

w y ś c i e l o n ą n a w o z e m furę i „ z g o s p o d a r s k ą d r o b i a z g o w o ś c i ą "

kim k o w a d l e .

p r z y w i ą z u j ą d o kłonic j e g o „rozkraczone haniebnie nogi jak

( W teatralnych adaptacjach

Pasji

wykuwa

z p o m o c n i k i e m , ś p i e w a j ą c ) . Temat t e n p o j a w i ł się w

je

sztuce

ukazuje m ł o d e g o p o w s t a ń c a , bohatera

Kompleksu

w sytuacji ostatecznego upokorzenia i hańby

po

u patroszonego k a b a n a " . „ W W i l n i e budiet sud i wieszatielnica,

w XIII w . K o w a l o w a żona w y o b r a ż o n a jest z w y k l e w trakcie

rozumisz p a n ? " —

kucia, z g w o ź d z i a m i w

mękę Z y g m u n t M i n e y k o w i d z i omszały przydrożny krzyż i prze­

ręce ( R ś a u , 1 9 5 7 , I I , s . 4 7 2 — 4 7 3 ) .

Współczesne w y p o w i e d z i , przypisując

tę

historię

Cyganom,

pyta stary podoficer. J a d ą c zatem na p e w n ą

c h o d z ą c ą o b o k n i e g o jakąś nieszczęśliwą postać, p r z y p o m i n a j ą ­

prezentują w y n i k skojarzeń szeregu w y m i e n i o n y c h w y ż e j p o -

cą m u j e d n e g o z j e g o ż o ł n i e r z y - z d r a j c ó w , Chaima, Polaka w y ­

staci-typów: Kain — T u b a l k a i n —

znania mojżeszowego...

kowal —

C y g a n , p o n a d t o zaś

( K o n w i c k i , 1 9 8 9 , s. 6 7 — 6 9 ) .

Jest

dodają trzy m o t y w y : zamierzone „ r o z k r z y ż o w a n i e " n ó g Chrys­

zatem i „ d r z e w o h a ń b y " , szubienica niczym krzyż, są o p r a w c y ,

tusa, kradzież i s c h o w a n i e g w o ź d z i a p o d językiem.

zadający c h ł o p c u ciosy nahajką czy kolbą, s p o k o j n i c h ł o p i , którzy

W e w c z e s n y m ś r e d n i o w i e c z u w i z e r u n k i przedstawiają Ukrzy­

w imię porządku w y d a j ą g o na śmierć, a n a w e t C h a i m —

Judasz,

ż o w a n e g o przybitego czterema g w o ź d z i a m i , o d XIII w . — t r z e m a .

tragiczny zdrajca. Ten obraz, w y p e ł n i o n y znakami sacrum,

T w ó r c y kontrreformacji nie podjęli w tej s p r a w i e o b o w i ą z u j ą c y c h

fituje zarazem w realia chłopskie. Być może nie p o m y l i m y się w i ę c

ob­

ustaleń, toteż niekiedy artyści p o w r a c a j ą d o p i e r w o t n e j

ilości

bardzo, łącząc g o ze s p r a w ą Cygana. Przeciwstawne jej interp­

prawosławnych

retacje, n o t o w a n e w y m i e n n i e na t y c h samych terenach, upat­

stopy Chrystusa przybite są r ó w n o l e g l e , zatem g w o ź d z i e muszą

rujące w j e g o u c z y n k u t o zasługę, t o w i n ę , pozwalają uważać jej

(Reau, 1 9 5 7 , II, s . 4 8 0 ) . W p r z e d s t a w i e n i a c h

być cztery. Trzeba t u j e d n a k p o w i e d z i e ć , że legenda o skradzio­

bohatera za idealnego pośrednika między różnymi sferami rzeczy­

nym g w o ź d z i u f u n k c j o n u j e bez różnicy u k a t o l i k ó w jak i u g r e k o -

w i s t o ś c i mitycznej.

katolickich lub p r a w o s ł a w n y c h Ł e m k ó w , przy czym w ł a ś n i e na

J a k stwierdził c y t o w a n y już C y g a n z Ł e m k o w s z c z y z n y , oprócz

terenach Ł e m k o w s z c z y z n y m o t y w ukrycia g w o ź d z i a p o j a w i ł się

j e g o w s p ó ł b r a c i przeszkadzały C h r y s t u s o w i w czasie męki ptaki

ze szczególną wyrazistością.

( 1 7 ) . Nie w y j a ś n i ł w p r a w d z i e tej u w a g i , lecz w i a d o m o , że istnieją

Zaskakujący pomysł, iż n o g i Chrystusa miały być „ r o z k r z y ż o wane" tak jak i ręce, znajduje p o w s z e c h n e p o t w i e r d z e n i e w m a ­

liczne p o w i a s t k i

etiologiczne o z a c h o w a n i u

ptaków

wobec

U k r z y ż o w a n e g o ; uzasadniają one, dlaczego w o l n o tępić w r ó b l e

teriałach z Wileńszczyzny. S p o r a d y c z n i e p o j a w i ł się r ó w n i e ż

1 ich pisklęta oraz niszczyć

u Ł e m k ó w , c h o ć uległ już t a m zatarciu, na c o w s k a z u j e c y t o w a n a

zabronione w

ich gniazda, czemu zaś jest t o

wyżej w y p o w i e d ź , w e d ł u g której c z w a r t y g w ó ź d ź służyć miał d o

jednej z t y c h legend w r ó b l e przyniosły g w o ź d z i e d o u k r z y ż o w a ­

przypadku s k o w r o n k ó w

lub jaskółek.

Według

przebicia g ł o w y Chrystusa. O s o b l i w o ś ć ta p r z y w o d z i na myśl

nia Z b a w i c i e l a ( G u s t a w i c z , 1 9 8 1 , s. 1 7 8 ) ; p o d o b n i e jak Cygan,

krzyż ś w . Andrzeja, r ó w n i e ż zresztą należący d o dziedziny a p o ­

k r z y w o n o s chciał p o w y c i ą g a ć g w o ź d z i e i u w o l n i ć z krzyża Pana

kryfów. Tak z w a n y crux

decussis

Jezusa o d męki, lecz przy tej daremnej pracy w y k r z y w i ł sobie

— d z i e s i ę ć ) , w p r o w a d z o n y w sztuce w X w i e k u , stał się szczegól­

d z i ó b i t o m u zostało na pamiątkę (tamże, s.14). I n n y tekst m ó w i ,

decussata

( o d łacińskiego

nie p o p u l a r n y w malarstwie X V I I - w i e c z n y m . (Najstarsze przed­

iż jaskółki o t o c z y ł y zmarłego „płacząc i w o ł a j ą c z rozpaczą:

stawienia t e g o ś w i ę t e g o ukazują g o na krzyżu rzymskim; Farmer,

«umarł, umarł», a w r ó b l e na przekór: «żyw, ż y w , ż y w » " . Za t o

1987, s.18 — 1 9 ) . W e d ł u g a p o k r y f i c z n y c h Dziejów

świętego

diabły w o k r e ś l o n y m d n i u łapią je garściami i w s y p u j ą d o piekła,

Andrzeja, apostoł głosił kazania, p o ś w i ę c o n e c a ł k o w i t e j w s t r z e ­

zaś jaskółki są u l u b i e ń c a m i nieba i ziemi ( S t e l m a c h o w s k a , 1 9 3 3 ,

mięźliwości cielesnej, c o ściągnęło nań n i e n a w i ś ć

s . 1 9 0 ) . W g r u n c i e rzeczy interpretacje ptasich o k r z y k ó w m o g ł y

mężczyzn

(Langkammer, 1 9 8 9 , s . 5 2 ) . Egeasz, w ł a d c a Partos (Azja M n i e j ­

być o d w r o t n e ; nie zdarza się t o jednak ze w z g l ę d u na ustalone

sza), kazał przywiązać apostoła d o krzyża w kształcie X, który

w a r t o ś c i o w a n i e w y m i e n i o n y c h g a t u n k ó w . Najwyraźniej z C y g a -

37

�nem rzecz się ma inaczej: b y w a o n raz w r ó b l e m , raz jaskółką.
Związek historii o o b c y c h z ukryciem, zatajeniem oraz j e g o
przeciwieństwem:

odkryciem

przez

„podglądacza"

tego,

co

retacją

wydarzenia

zapoczątkowującego

zróżnicowanie

jako

grzechu, biblia l u d o w a u k r y w a bardziej archaiczne zależności.
M o ż n a t u t y l k o o g ó l n i e s k o n s t a t o w a ć , iż w y n i k i e m zaprezen­

z w o l i boskiej miało pozostać n i e w i a d o m e , ma z a p e w n e charakter

towanej w

strukturalny. Te d w i e sytuacje, czy raczej j e d n a ze s w ą o d w r o t ­

jednej z p o c z ą t k o w o r ó w n y c h sobie istot w zwierzę, ptaka, bądź

r ó ż n o r o d n y c h w a r i a n t a c h sytuacji jest

przemiana

nością, posłużyły t u j a k o schemat, u m o ż l i w i a j ą c y u p o r z ą d k o w a ­

—

nie przekazów o z r ó ż n i c o w a n i u ludzi. Pod chrześcijańską interp­

d e m o n i c z n e j , inaczej m ó w i ą c —

c z ł o w i e k a gorszej kategorii, o naturze na poły zwierzęcej lub
w obcego.

L I T E R A T U RA
Apokryfy
1 9 8 6 Apokryfy Nowego
Testamentu. Pod red. M . S t a r o w i e y s ­
kiego, t . 1 , L u b l i n .
Bystroń J.S.
1 9 2 5 Polska pieśń ludowa. Wybór, Kraków.
Dowojna Sylwestrowicz M.
Podania zebrane w okolicach
Rossień. 1 8 8 3 . N i e p u b ­
l i k o w a n y rękopis z tek J . Karłowicza ze z b i o r ó w W i l e ń s ­
kiego A r c h i w u m Historycznego, nr 1 1 3 5
E. K.
1895

Gwiazdy

i grzyby

w wierzeniach

ludu, „ L u d " , t. 1

Encyklopedia

katolicka,

Lublin.

The Oxford

Dictionnary

of Saints, O x f o r d .

Fischer A.
1910

Wątek nierównych

dzieci Ewy, „ L u d " , t. XVI

Gustawicz B.
1 8 8 1 Podania, przesądy, gadki i nazwy ludowe
w
dziedzinie
przyrody, „ Z b i ó r W i a d o m o ś c i d o A n t r o p o l o g i i K r a j o w e j " ,
t. 5
Hernas C.
1965
W kalinowym
lesie. Antologia
polskiej pieśni ludowej ze
zbiorków polskich XVIII wieku, W a r s z a w a , t. 2
J a w o r s k a E.
1 9 9 0 Katalog polskiej ballady ludowej, W r o c ł a w .
Klich E.
1 9 1 0 Materiały etnograficzne
zpd.-zach. częścipow.
limanow­
skiego, „ M a t e r i a ł y A r c h e o l o g i c z n e , A n t r o p o l o g i c z n e i Et­
n o g r a f i c z n e " , t. XI
Klinger M .
1981

1980
1987

Farmer D. H.
1987

polski,

Warszawa.

Kotula F.
1 9 7 6 Znaki przeszłości, W a r s z a w a .
L a n g k a m m e r H.
1 9 8 9 Apokryfy
N o w e g o Testamentu, Katowice.
Mify
Mify

narodov

mira, M o s k v a .

M r ó z L.

Encyklopedia
1973

K o n w i c k i T.
1 9 8 9 Kompleks

Tajemnica

Kaina, W a r s z a w a .

Kolberg O.
1 9 6 2 Krakowskie,

cz. 3, ( w : ) Dzieła

wszystkie,

t. 7, W r o c ł a w .

Z rodu Kaina, „ E t n o g r a f i a P o l s k a " , t. X X X I , z. 2.

Postępek
1 8 9 2 Postępek prawa czartowskiego
przeciw narodowi
ludz­
kiemu, 1 5 7 0 . W y d . A. Benis, K r a k ó w .
Réau L.
1 9 5 7 Iconographie
de l'art chrétien, t. 2, 3, Paris.
S i e w i ń s k i A.
1 9 0 3 Bajki, legendy i opowiadania
ludowe zebrane w pow.
sokalskim, „ L u d " , t. IX
S t a c h o w i a k L.
1 9 8 8 Potop biblijny, L u b l i n .
S t e l m a c h o w s k a B.
1933

Rok obrzędowy

na Pomorzu,

Toruń.

Swiętek J .
1 8 9 3 Lud nadrabski, Kraków.
Talko-Hryncewicz J.
1 8 9 3 Zarys lecznictwa
ludowego
na Rusi Południowej,
Kra­
ków.
T o m i c k i R.
1 9 8 0 Ludowe mity o stworzeniu
człowieka,
„Etnografia Pol­
s k a " , t. XXIV
W a s y l e w s k i S.
1 9 1 0 Lament chłopski na pany, „ L u d " , t. XVI
W r o c ł a w s k i K.
1 9 8 5 O Bogu, jego sługach i diabelskich
sztuczkach.
Setnik
legend Południowej
Słowiańszczyzny,
Warszawa.

W y k a z m a t e r i a ł ó w t e r e n o w y c h c y t o w a n y c h w artykule
( A r c h i w u m Katedry Etnologii U W ) .
1. K. ur. 1 9 0 4 , Pogiry, rej. w i l e ń s k i , L i t w a . Not. K. Gieryszewska, 1 9 9 0

1 1 . M . ur. 1 9 1 1 , Ł e m k o , Ś w i ą t k o w a W i e l k a , w o j . krośnieńskie.
Not. M . Z o w c z a k , 1 9 9 1

2. M. ur. 1 9 1 3 , Rajstele, rej. w i l e ń s k i , L i t w a . Zapis magnet.
K. Kocjan, 1 9 9 0

12. M . ur. 1 9 1 1 , Mszana, w o j . krośnieńskie. Not. J . Domańska,
1991

3. K. ur. 1 9 1 3 , Pruchnik, w o j . przemyskie. Not. M . Z o w c z a k ,
1989

13. M . ur. 1 9 1 5 , Ł e m k o , Ś w i ą t k o w a W i e l k a , w o j . krośnieńskie.
Not. M . Z o w c z a k , 1 9 9 1

4. M . ur. 1 9 2 1 , Ryliszki, rej. orański, L i t w a . Zapis magnet.
J . D o m a ń s k a , 1991
5. K. ur. 1 9 2 0 , L i t w i n k a , Pogiry, rej. w i l e ń s k i , L i t w a . Not.
K. Gieryszewska i K. Kocjan, 1 9 9 0
6. M . ur. 1 9 2 9 , Pogiry, rej. w i l e ń s k i , L i t w a . Not. K. Gieryszew­
ska, 1 9 9 0
7. K. ur. 1 9 0 5 ,
M. Zowczak, 1991

Gowkieliszki,

rej. w i l e ń s k i ,

Litwa.

Not.

8. M . ur. 1 9 2 9 , Pogiry, rej. w i l e ń s k i , L i t w a . Not. K. Gieryszew­
ska, 1 9 9 0
9. K. ?, W o j d a t y , rej. w i l e ń s k i , L i t w a . Zapis magnet. M . M a r ­
cinkowska, J . Lewicka, 1990
10. K. ur. ok. 1 9 4 0 , Krawczuny, rej. w i l e ń s k i , L i t w a . Not.
K. Gieryszewska, 1 9 9 0

38

14. K. ur. 1 9 0 8 , Stare T r o k i , rej. w i l e ń s k i , L i t w a . Not. K. Kocjan,
1991
1 5. K. ur. 1 9 1 4 , M e j s z a g o ł a , rej. w i l e ń s k i , L i t w a . Not. K. Kocjan
i A. M a ń k o w s k i , 1 9 9 1
16. K. ur. 1 9 1 3 , Ł e m k i n i , Krempna, w o j . krośnieńskie. Zapis
magnet. A. K o w a l c z y k , M . Olszewski, 1 9 9 1
17. M . ur. 1 9 0 9 , C y g a n , Ś w i ą t k o w a M a ł a , w o j . krośnieńskie.
Not. M . Kucharska, P. K o w a l s k i , 1 9 9 1
18. Brak d a n y c h , K e m p n a , w o j . krośnieńskie. Z bad. L. Mroza,
1978
19. M . ur. 1 9 1 0 . Ł e m k o , Bartne, w o j . n o w o s ą d e c k i e . Not.
M. Zowczak, 1991

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8268" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8248">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/177d8d8f0c4a3c1373362ec72f8a1aff.pdf</src>
        <authentication>8b01632adba7e925db73c2394d6f0e18</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98813">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4926</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98815">
                <text>1966</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98817">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4565</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98819">
                <text>Od redakcji/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1966 t.20 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98820">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1966 t.20 z.3-4; s.139-140</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98821">
                <text>a. j.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98823">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98824">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98826">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98834">
                <text>П. 1. Kazimiera

O D

Sygułowa:

Dama

г pawiem,

ol. na płycie

pilśniowej,

47,5 X 73 cm, 1963 r. Wielkanoc,

pow.

Miechów.

R E D A K C J I

Jesteśmy ciągle ś w i a d k a m i zachodzących
procesów
r e w a l o r y z a c j i poszczególnych dzieł s z t u k i , a n a w e t całych
okresów h i s t o r y c z n y c h . J e s t t o z j a w i s k o n a t u r a l n e , t y l e
że w n a s z y c h c z a s a c h t e m p o p r z e m i a n u l e g ł o z n a c z n e m u
przyśpieszeniu. P a t r z y m y n a przeszłość i z j a w i s k a n a s
otaczające p r z e z p r y z m a t doświadczeń współczesnej n a m
sztuka. D o s t r z e g a m y o o w e sterany r z e c z y pozomnie już
z n a n y c h . P r z y w r a c a m y d o łask i odtrącamy. R e h a b i l i t u ­
jemy coraz t o n o w e dziedziny s z t u k i l u d o w e j , poddaje­
m y się d w u z n a c z n y m u r o k o m s z t u k i p e r y f e r i i . O t o s t a r e
s z y l d y , - r y s u n k i n a s z y b a c h r e m o n t o w a n y c h sklepów, e k r a ­
ny u l i c z n y c h fotografów, bajecznie k o l o r o w e k w i a t y z p a ­
p i e r u i strużyn, n i e p o r a d n e i w z r u s z a j ą c e m a l u n k i „ n a i w ­
nych", f i g u r k i gipsowe i makatki,, baranki, c u k r y i pier­
n i k i . Oszałamia n a s k o l o r o w y z g i e ł k j a r m a r k ó w , o d ­
pustów i b a z a r ó w . J e d n i m ó w i ą „ k i c z " , d r u d z y „ w s p ó ł ­
czesna s z t u k a l u d o w a " . J e d n i chcą w a l c z y ć z j e l e n i e m ,
i n n i wykupują „kicze" n a łowickich o d p u s t a c h i j a r m a r ­
k a c h . „ K i c z e " . C z y n a p r a w d ę w s z y s t k o co t a m z n a j d u j e ­
m y j e s t k i c z e m ? Z a w c z e ś n i e n a spokojną, w y w a ż o n ą
ocenę, b r a k n a m jeszcze p o t r z e b n e g o d y s t a n s u . A l e m o ż ­
na i c h y b a t r z e b a p o p r o s t u p r z y j r z e ć się t y m p e r y f e r i o m
s z t u k i , r z e c z o m i d z i e d z i n o m , o których n i e z a w s z e j e s z ­
cze w i a d o m o j a k m ó w i ć .
N a p e w n o w y k r a c z a m y t u p o z a krąg z j a w i s k c z y s t e j
s z t u k i l u d o w e j , n i e c h w i ę c n a s t o tłumaczy, ż e w e w s p ó ł ­
czesnej k u l t u r z e s z t u k a l u d o w a też n i e w y s t ę p u j e w s w e j
czystej p o s t a c i .
W p i ś m i e n a s z y m p o ś w i ę c i l i ś m y już n i e r a z m i e j s c e
n o w y m z j a w i s k o m z a c h o d z ą c y m w twórczości l u d o w e j
i próbowaliśmy omawiać dziedziny d a w n i e j p o m i j a n e
(np. e k r a n y f o t o g r a f ó w , k w i a t y l u d o w e ) . Z e s z y t p o d w ó j ­
n y , k t ó r y o d d a j e m y d o irąk C z y t e l n i k ó w , m a c h a r a k t e r
wstępnego r o z e z n a n i a w z a g a d n i e n i a c h p e r y f e r i i s z t u k i
popularnej,
sztuki
zaspokajającej
potrzeby
różnych
w a r s t w społecznych. Cechą charakterystyczną
kultury
a r t y s t y c z n e j t y c h w a r s t w j e s t t o , że odchodząc o d d a w ­

n y c h w z o r ó w i t r a d y c j i l u d o w y c h , n i e zatraciły jeszcze
c a ł k o w i t e g o z n i m i k o n t a k t u , a grawitując w k i e r u n k u
m o d e l u s z t u k i „oficjalnej", przejmują z niego t y l k o p e w ­
nie konwienicje,, p r z e w a ż n i e z u ż y t e już s t e r e o t y p y .
W ę d r u j ą c p o j a r m a r k a c h , b a z a r a c h , o d p u s t a c h , oglą­
dając w s p ó ł c z e s n e w n ę t r z a w i e j s k i e , n a p o t y k a m y p r z e d ­
m i o t y , k t ó r e p r z e w a ż n i e określa się m i a n e m „kiczu".
Chcąc podjąć z a g a d n i e n i e współczesnej twórczości p e r y ­
f e r i i i — t r z e b a w i ę c ustosunkować się d o t e g o pojęcia.
Stąd powstała m y ś l z o r g a n i z o w a n i a seminarium,poświęconego p r o b l e m a t y c e k i c z u . S e m i n a r i u m t a k i e , z a i n i c j o ­
w a n e p r z e z Zespół B a d a n i a S z t u k i N i e p r o f e s j o n a l n e j P A N
i r e d a k c j ę „ P o l s k i e j S z t u k i L u d o w e j " odbyło się 1 3 . X I .
1965 r . R e f e r a t w p r o w a d z a j ą c y w y g ł o s i ł s o c j o l o g P a w e ł
B e y l i ą , p o c z y m nastąpiła d y s k u s j a , w której udział
wzięli: socjolog, etnograf, m u z y k o l o g , h i s t o r y c y sztuki,
h i s t o r y c y l i t e r a t u r y , działacz k u l t u r y .
T ł e m d o o b r a d była w y s t a w k a s z t u k i l u d o w o - j a r m a r c z n e j o r a z k i c z u . Zorganizowaliśmy ją p r z y p o m o c y r e d a k ­
c j i „ G r o m a d a " . F o t o g r a f i e części eksponatów
zamiesz­
czamy w numerze.
O c z y w i ś c i e p r o b l e m a t y k a s z t u k i l u d o w e j czy „ j a r ­
m a r c z n e j " stanowiła t y l k o f r a g m e n t r e f e r a t u i d y s k u s j i ,
n i e m n i e j z d e c y d o w a l i ś m y się w y d r u k o w a ć (po n i e w i e l ­
k i c h retuszach przez autorów) wszystkie w y p o w i e d z i . Po­
n a d t o w ł ą c z y l i ś m y z ł o ż o n y n a piśmie głos d r J a n u s z a
Sławińskiego o r a z opracowaną po zapoznaniu się. z c a ­
łością d y s k u s j i w y p o w i e d ź p r o f , d r K s a w e r e g o P i w o c k i e g o , który n i e m ó g ł w z i ą ć bezpośredniego udziału w se­
minarium.
W d r u g i e j części n u m e r u z a m i e s z c z a m y materiały z z a ­
k r e s u s z t u k i p e r y f e r y j n e j oraz l u d o w e j . W p a r u w y p a d ­
k a c h są t o w i s t o c i e t y l k o s y g n a ł y p e w n y c h tematów,
w y d a w a ł o n a m się j e d n a k , że n a w e t w t e j f o r m i e uzupeł­
niają o n e całokształt z a r y s o w a n e j t e m a t y k i .
a - /'•

139

�2

II. 2. Aleksander
Cabanel:
Narodziny
Venus,
druk
kolorowy
sprzedawany
na bazarach
we
jącego śpiącą damę otoczoną
aniołkami,
16,5 X
kupiony
na targu
ok. 1962 г., 80 X 180 cm,

ок. 1863 r. Paryż — Luwr.
II. 3.
Włoszech
(repr.
obrazu
A. Collino
22,5 cm, 1964 г.). II. 4. Obraz
olejny
jedna
z licznych
wersji
tego tematu

Współczesny
przedstawia­
na
płótnie
w
Polsce.

3

140
i

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8265" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8245">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/f76ecfaad30e009bce41ee63e3c73254.pdf</src>
        <authentication>6fa76d58b6503d4f692ec5a456432b76</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98777">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3150</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98779">
                <text>1988</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98781">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2950</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98783">
                <text>Recenzje / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98785">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.1-2, s.132-138</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98786">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98787">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98789">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98793">
                <text>R

E

C

E

N

Z

J

K

E

S

I

Ą

Ż

E

K

HANS JOACHIM SCHAUSS: ES KOMMT ALLES At)S M I R SELBST.
BEGEGNTJNGEN M I T POLNISCHEN VOLKSKUNSTLERN
Książka Schaussa wprowadzająca c z y t e l n i k a w świat polskich

istnienie różnych jej postaci, n a w e t w obrębie jednej w s i . Dlatego

artystów l u d o w y c h zasługuje na szczególną uwagę. Opracowana

też nie usiłował porządkować obrazu t e j s z t u k i a n i p r z e d m i o t o w o ,

na podstawie materiałów zebranych przoz a u t o r a drogą bezpo­

a n i regionalnie, a jej autorów w swojej książce nio uszeregował

średnich kontaktów z twórcami odznacza się o r y g i n a l n y m sposo­

a n i alfabetycznie, a n i według u p r a w i a n y c h dziedzin, bo chciał

b e m i c h przedstawienia. J a k zapowiada j e j tytuł — a u t o r nio

ukazać i odtworzyć całe t o s p e k t r u m t a k , j a k j e m u się objawiło

zamiorza dokonywać w niej jakiejś formalnej analizy dzieł n a ­

u poszczególnych twórców.

szych artystów l u d o w y c h , lecz usiłuje dać obraz i c h osobowości,

Sposób pokazania każdego z n i c h jost p r o s t y , a w swej prosto­

wgląd w i c h duchowe jestestwo, pokazać icli a r t j ' s t y c z n y rodowód

cie n i e z w y k l e

oraz ujawnić te wszystkio okoliczności, które złożyły się n a treść

p o r t r e t twórcy o uderzającym ładunku psychologicznym, związa­

i kształt i c h dzioł.

n y m z treścią dwudzielnego

n a t u r a l n y . Jest więc n a wstępie

fotograficzny

t e k s t u , składającego się z ogólnej

Z ludową polską sztuką zetknął się a u t o r p o raz pierwszy, j a k

c h a r a k t e r y s t y k i prozentowanogo a r t y s t y , napisanej przez Schaus­

w s p o m i n a , g d y przed l a t y j a k o g r a f i k , z a t r u d n i o n y w lipskiej

sa i w y p o w i e d z i samego twórcy. W każdorazowej toj dwudzielnej

f i r m i e wydawniczej, udał się do K r a k o w a i t u u polskiego kolegi

części tekstowej najpierw sam a u t o r opowiada, w j a k i c h okolicz­

zobaczył rzeźbę wykonaną przoz jakiegoś górala. Patrzył n a nią

nościach poznał twórcę, j a k uzyskał wiadomości o jego życiu

zaskoczony i z d u m i o n y . N a z a j u t r z zawiózł go ów kolega do Z a l i ­

i potrzebne dane biograficzne, dalej opisuje mieszkanio, jego oto­

p i a . T o co t a m ujrzał, było d l a niego objawieniem nieznanych m u

czenie, środowisko społeczne, w którym żyje, jego zainteresowania

dotąd obszarów piękna. F e n o m e n

sztuki ludowej,

pulsującej

i u p o d o b a n i a , wreszcie co i j a k i z j a k i m a r t y s t y c z n y m rezultatem

życiem w całej swej krasie, wywołał poruszające go do głębi

wykonuje. W

wrażenie. Odtąd opanowała go nioodparta żądza poznania twór­

Schauss nagraną n a taśmie wypowiedź samego twórcy, uzyskaną

równoległej szpalcie

z t y m tekstem

umieszcza

ców tego zaczarowanego świata i ukazania i c h s w o i m n i e m i e c k i m

w t r a k c i e swobodnej pogawędki, prowadzonej n i e k i e d y w f a m i ­

r o d a k o m . T a k zrodziła, się idea Schaussa, a k t u a l n i o docenta t y p o -

l i a r n y m zgoła n a s t r o j u , nie p o z b a w i o n y m nawet czasom żartobli­

g r a f i i Wyższej Szkoły A r t y s t y c z n e j w B e r l i n i e , w y d a n i a książki-

w y c h akcentów, zwłaszcza g d y gościnny gospodarz nie szczędził

- a l b u m u naszym twórcom poświęconej.

poczęstunku. W o w y c h interesujących wypowiedziach

Zapragną! też, j a k wyznajo,

zobrać p r o doino sua choćby

skromną, w porównaniu z Z i m m o r o r o m , kolekcję o w y c h

zadzi­

wiających prac p o l s k i c h artystów. Zaczął o d tego, że w Warsza­

autorzy

mówią wiele o sobie, o s w y c h przeżyciach, o t y m j a k powstawały
pokazywane Schaussowi praco, często też o wysiłkach zmierzają­
cych do wcielania w pożądane kształty k r e a t y w n y c h pomysłów,

wie okazyjnie nabył kolorową ludową rzeźbę. Choć zachwycał

0 towarzyszących t y m p r a c o m n a s t r o j a c h , o

się j o j w a l o r a m i , j o j ekspresją, odczuwał — j a k p o w i a d a —•

1 sukcesach, zwłaszcza t y c h u k o r o n o w a n y c h bardzo c e n i o n y m i

pewien niedosyt, bo nie wiedział, k t o jost j o j a u t o r o m . Zabrakło

n a g r o d a m i i wyróżnieniami, nobilitującymi i c h w r o d z i n n y m

m u tego, co pogłębia stosunek do dzioła s z t u k i , k o n t a k t u bez­

i m i e j s c o w y m środowisku i zachęcającymi do dalszej działalności

pośredniego z twórcą, którego każdo dzieło m a przecież swoją

twórczej.

osobliwą, niepowtarzalną,

historię. Odtąd więc Scbauss

rozczarowaniach

wyko­

Z r z a d k a t y l k o taką autocharakterystykę ludowego a r t y s t y

rzystywał każdorazowo p o b y t w Polsce n a zbieraniu wiadomości

zastępuje w p u b l i k a c j i Scłiaussa wypowiedź kogoś z r o d z i n y l u b

0 twórcach i nawiązywaniu z n i m i k o n t a k t u . Musiał oczywiścio

kręgu z n a j o m y c h

pokonywać barierę językową, którą odczuwał p r z y k r o o d pierw­

twórców głuchych i n i e m y c l i , czy glucliawego

szego w y w i a d u z J e r z y m W i t k i e m w 1969 r o k u . Opanował j o d n a k

albo

z czasem język p o l s k i n a t y l e , że mógł swobodniej z u p a t r z o n y m i

etnografa,

twórcami gawędzić, wracając do niektórych po k i l k a razy. Так

całostronicowe fotografie dzieł o m a w i a n y c h autorów, w y k o n a n e

zaprzyjaźnił się z n i m i i , niemal u nicłi zadomowiony, gromadził

przez

w l a t a c h 1979—1983 materiały do swoj p u b l i k a c j i . Przedstawił

z doskonałością godną p o d z i w u .

w niej 17 rzeźbiarzy — Jana Gacka, J a n a Madeja, E d w a r d a K o ­
łacza, Stanisława Hołdę, Wacława Suskę, Stanisława D o n k i e w i eza, Antoniego

B a r a n a , Wojeiecha

Oleksego, Stanisława Mar­

cisza, Władysława Cliajca, Wacława Czerwińskiego, Stanisława
Majewskiego,

Bronisława Chojętę z żoną Adelą, Józefa Lurkę,

Józefa Cliajca, Szczepana Muchę i A d a m a Zegadłę, dalej 3 osoby
uprawiające malarstwo — Władysławę Włodarzewska, Władysła­
wę Iwańską i Bazylego A l b i c z u k a , wreszcie 3 garncarzy parają­
cych się rzeźbą ceramiczną — Stanisława Soredyńskiogo, Jana
Reczkowskiego i Jerzego W i t k a oraz związanego z n i m i rodzajem
używanego t w o r z y w a — Stanisława Zagajewskiego.

krótka

dotycząca

Schaussa

Soredyńskiogo,

c h a r a k t e r y s t y k a pióra

chorego

Witka.

z zawodowym

Teksty

mistrzostwom,

miarodajnego
te

przoplatają

reprodukowane

Twórcy, których przedstawił sam Schauss w s w y m dziele, t o
tylko

wybór

z

wielu polskich

artystów

nieprofesjonalnych.

Możnaby zatem powątpiewać, czy ukazał wystarczająco pełny
obraz różnorakich w treści i formie osiągnięć naszych twórców,
czy t o n obraz daje o n i c h zamiorzone ogólne pojęcie. Może są
w t y m wyborze uwzględnione t y l k o szczytowe osiągnięcia, p o ­
k a z a n i najlepsi twórcy, c i już powszechnie
z wystaw

podziwiani, znani

i p u b l i k a c j i . Porównanie tego w y b o r u z ogłoszoną

w „Polskiej Sztuce L u d o w e j " w 1970 r o k u listą czołowych p o l ­
skich

twórców

ludowych,

wytypowanych

przez

uczestników

próbnej a n k i e t y , w y k a z u j e , że z niej pojawiły się u Schaussa t y l k o

J a k z zostawienia widać, interosują naszego a u t o r a niemalże
wyłącznie twórcy rzeźby, w p o w n y m

wyjątkowo

— j a k w p r z y p a d k u Hołdy i Oleksego —

s t o p n i u toż malowideł.

nazwiska Chajcy, Zogadły, L u r k i , M u c h y , Kołacza i Hołdy. I n ­
n y c h uwzględnił a u t o r w swej książco według własnego u z n a n i a ,

kowalstwo,

na ogół jednak też już m n i e j czy więcej z n a n y c h . Dokonując w y ­

słomkarstwo i t d . , tłumaczy Schauss t y m , że kształty t y c h w y ­

b o r u n a własną rękę Schauss nie zamiorza! w eale, j a k już powio-

robów i ich f o r m y zdobnicze wiążą się z t r a d y c j a m i t e r y t o r i a l n y m i

dziano, do jakiegoś systematycznego

1 poszczogólni twórcy w małym t y l k o s t o p n i u wpływają n a i c h

cjonowanych n a zasadzki s u r o w y c h kryteriów wartościujących,

Zrezygnowanie

z i n n y c h dziodzin,

jak tkactwo,

T

zestawu autorów wyselek­

zróżnicowanie. A j e m u chodzi właśnie o t o , b y pokazać zachwy­

c z y l i ukazania wylącznio szczytowych

cającą wiolorakość zjawisk a r t y s t y c z n y c h polskiej s z t u k i nie­

a n i toż do napisania „podręoznikowoj" p u b l i k a c j i o naszej ludowoj

osiągnięć a r t y s t y c z n y c h ,

profesjonalnej, jej mieniące się nieskończoną wiolością o d m i a n bo­

sztuce rzeźbiarskiej i m a l a r s k i e j . Chodziło m u n a t o m i a s t o bez­

gactwo i oryginalność, j e j kalejdoskopowo pojawianio się i współ­

pośredni wgląd w t o fascynujące go zjawisko, w ową twórczość

132

�inną, u każdego twórcy swoistą, ową nie-

samochwalno, o ilo chodzi o koncepcje i realizacjo a r t y s t y c z n e ,

przobraną mnogość k o n c e p c j i nasyconych głębokimi treściami,

przoz Schaussa p r z y j m o w a n o bez zastrzeżeń — stąd tjduł książki

różnorodną, zawsze

wyrażonymi w f o r m a c h przejmująco eksprosywnych, językiem

— podajo o n bez retuszu, z całą i c h świeżością i bezpośrednością.

p l a s t y c z n y m s u r o w y m , alo szczerym. Sądzimy, że col t e n osiągnął

Odtworzone

s w o i m i o twórcach i i c h pracach w y p o w i e d z i a m i oraz w y p o w i e ­

doskonały przez L . M o h l l i o r n a i E . Warzechę językiem p o t o c z n y m

ono zostały w tłumaczeniu n i e m i o c k i m w sposób

d z i a m i samych twórców o t y m , co czują, co myślą i co z o w y c h

z zachowaniem icłi swobody, b a r w y i n a s t r o j u . Uznać więc należy

myśli i r o f l o k s j i chcieli w swych dziełach wyrazić. I c h w y p o w i e d z i

publikację Schaussa za jedną z cenniejszych p o z y c j i zagranicznych

uzyskał a u t o r dzięki oddanemu zainteresowaniu się i c h życiem,

ukazującą polską sztukę nioprofosjonalną w sposób w n i k l i w y ,

szczeremu

orj-ginalnie, zgrabnie — i z snreern.

p o d z i w i a n i u i c h prac, dzioleniu się z n i m i

swymi

myślami, współbrzmieniu z n i m i w a r t y s t y c z n y m przeżywaniu
ich p l a s t y c z n y c h k r e a c j i . Wypowiedzi swoich rozmówców, często

STANISŁAW BŁASZCZYK

K A R O L P I E G Z A , CIESZYŃSKIE
C E S K Y T E S I . N 1983,

SKRZYNIE
61 S., I L U S T R .

MALOWANE

Przyszedł k u n i m i t y :

„Serce kazało m u ocalać od zapomnienia r e l i k t y dawnoj a r c h ,

,,Co t u p a n i c z y n i ? "

tektury góralskiej, strojo ludowe, pieśni, obrzędy i zwyczaje

Wiła w i a n o k

garncarstwo, sztukę ludową, i wlaściwio wszystko, co p o w o l i

lewandowy

zaczyna topnieć w pamięci ludzkiej i życiu c o d z i e n n y m . Dlatego

na, zielonej s k r z y n i .

zbierał, notował, sporządzał dokumentację, fotografował i m a ­

(Cieszyńskie)
Pasje badawcze ludoznawców p o l s k i c h z zaolziańskiego Śląska

lował, a takżo opisywał" . Efektem takiego, właśnie

sposobu

1

Cieszyńskiego o d d a w n a budzą szczery p o d z i w i zainteresowanie

traktowania różnorodnych przejawów k u l t u r y ludowej jost rów-

wśród naszych folklorystów i etnografów. Specjalistyczne

nioż

praco

naukowe podejmowano przez członków Sekcji F o l k l o r y s t y c z n e j

ostatnia

monografia

śląskiego

ludoznawcy

poświęcona

trólilom cieszyńskim.

Zarządu Głównego Polskiego Związku Kulturalno-Oświatowego

T e m a t podjęty przez Piegzę b y l już w i o l o k r o t n i o o m a w i a n y

w Czeskim Cieszynie weszły na stale do rejestru p o d s t a w o w y c h

przez etnografów. Obok klasycznej dziś m o n o g r a f i i R . Rcinfussa ,

opracowali, poświęconych zarówno m a t e r i a l n e j , j a k i duchowej

w a r t o wspomnieć o pracach, w których autorzy charakteryzują

2

k u l t u r z e l u d u śląskiego. Myślę t u przede w s z y s t k i m o t a k i c h po­

ludowe skrzynie malowane pochodzące z jednego t y l k o r e g i o n u .

zycjach

Spośród t y c h szczegółowych opracowań trzoba wymienić książkę

z w a r t y c h , j a k 2-tomowa monografia k u l t u r y

ludowej

Śląska Cieszyńskiego p o d redakcją K . D . K a d l u b e a zatytułowana

T . Seweryna

p o e t y c k o Płyniesz Olzo (1970—72), monografia K . D . K a d l u b c a ,

wszystkim liczne prace, traktując o o skrzyniach z t e r o n u c-vjska:

poświęcona utalentowanemu narratorowi z Zaolzia, p t . Gawę­

M . Gładysza , L . M a l i c k i e g o ,

cieszyński Józef Jeżowicz (1973), antologia podań i bajek

dziarz

4

folklorystycznych,

opracowane

przez

Karola

w postaci aż trzech książek: Sękaci ludzie (1960, 1979),

Piegzę

Opowiada­

nia beskidzkie

(1971) i Tam pod Kozubkową. Jablo&gt;ikowskie

wieści ludowe

(1975).

Na

opo­

5

L. Dubiela

6

czy A . B k . i o w -

skieg г .
7

l u d o w y c h J . Ondrusza p n . Godki Śląskie (1973, 1974) czy zbiory
tekstów

o s k r z y n i a c h w i a n n y c h z K r a k o w s k i e g o , a przode

3

Wśród p r z y t o c z o n y c h opracowań książka P i e g . y

wyróżnia

się szczegółowością opisu oraz bogactwem materiału i l u s t r a c y j ­
nego z t e r e n u Śląska Cieszyńskiego. M o n o g r a f i a składa się z k i l k u
zasadniczych rozdziałów, w których a u t o r kolejno omawia t r a ­
dycje s k r z y n i j a k o sprzętu odzieżowego, kształt i konstrukcję

oddziełno uznanie zasługują

prace

publikowano

przez

trólrel, i c h zewnętrzną

dekorację oraz

inne sprzęty

domowe,

członków Sekcji w dwóch seriach w y d a w n i c z y c h , t z n . artykuły

t a k i o , j a k : szafy n a odzież (malowane w podobno

ludoznawcze ukazujące się od 1968 r. w zoszytach

zaś czoło i c h dzielono n a cztery pola zdobnicze), malowano półki

Ludoznawczego"

„Biuletynu
opracowania

(tzw. ohnaryje), szafki na książki (tzw. szafki rogowo), k o m o d y

w c y k l u „Zeszytów Ludoznawczych''. W serii „Zeszytów L u d o ­

czy wioszcie k u f r y , które przetrwały dłużej niż malowane s k r z y ­

z n a w c z y c h " ukazało się dotychczas wielo wartościowych prac.

nie.

Szczególną

oraz od 1970 r . monograficzne

ornamenty,

uwagę

zwracają

opracowana

przez

a n t o l o g i a tekstów f o l k l o r y s t y c z n y c h p n . Proza
(1974) oraz monograficzne

karwińskich

J . Ondrusza

ludowa

górników

praco człowioka o nie­

spożytej energii i szerokich zainteresowaniach ludoznawczych,
społecznika, i nauczyciola, malarza, f o t o g r a f i k a i pisarza l u d o ­
wego w jednej osobio, j a k i m jost K a r o l Piegza. Trzeba t u zatom
wymienić

jego

wcześniejsze

monografio,

poświęcone

k u l t u r z e m a t e r i a l n e j ; stanowią je dwa zoszyty
cieszyńska (1971) oraz Nakrycia

pt.

śląskiej
Ceramika

głowy kobiet cieszyńskich (1979),

j a k i najnowszy, 11 już w dziejach Sekcji folklorystycznej „ Z e ­
szyt

Ludoznawczy",

skrzynie

również jego a u t o r s t w a p t . Cieszyńskie

malowane.

Wydana

osta-tnio praca o skrzyniach w i a n n y c h , zwanych

W i a d o m o , że do najstarszych skrzyń zaliczamy t z w . kadłu­
bowe, wykonywano techniką dłubaną. Podobnie n a Śląsku Cie­
szyńskim robiono k o r y t a i t z w . t r o k i , wędzoki oraz różne naczynia
pasterskie

(np. łyżki drewniane, chochlo, czerpaki e t c ) . Ocl

X V I I w . na t y m terenie znano były skrzynio sąsickowe, zwane
t u sztrycha,mi bądź sąsieczkami. Podobno do nich były skrzynie
szalaśniczo, t z w . wołoskie* (waiaskio), z ktcnych j e d n a z najstar­
szych zachowała się do dziś w M u z e u m M i e j s k i m w

Cieszynie.

Okres największej popularności skrzyń m a l o w a n y c h n a Śląsku
Cieszyńskim, któro wyparły n a początku X V I I I w . p r y m i t y w n e
wołoskie, stosunkowo ła,two można ustalić, ponieważ na t y m tere­
nie w odróżnieniu o d innych, rogiuimw Polski, n a s k r z y n i umiesz­
czano napisy bądź dokładną datę jej p o w s t a n i a . J a k piszo Piegza,

inaczej szatnimi s k r z y n i a m i , a na Śląsku Cieczyńskim tróhlaini.

przeważająca ilość oznaczeń rozpoczyna

tróglami bądź trówlami weselnymi, j a k i wcześniejsze książki,

stulecie). Do w y r o b u tróhel cieszyńskich używano drzewa świer­

się cyfrą

18— ( X I X

sędziwego dzisiaj K a r o l a Piegzy (ur. się w 1899 r.) uwidaczniają

kowego lub sosnowego, j e d y n i e zamożniejsi gospodarze

wielką znajomość śląskiej k u l t u r y ludowej ich a u t o r a . A w a r i o

w i a l i tróhlę z drzewa jesionowego.

przypomnieć, że penetrację terenową rozpoczął o n już w okresie

w y c h ua temat wyruia,rów (róh'1. i - i i p,.elsta.woa, t z w , „ n ó ż e k " ,

zama­

A u t o r obok uwag szczegóło­

iniędzyn-ojermym. co pozr, obło m u zarejestrować wiole zabytków,

ich wnętrza, okuć i zawiń ców m e t a l o w y c h wiolo miejsce, poświęca

za.równo duchowej, j a k i m a t e r i a l n e j , k u l t u r y l u d u . .lak słusznie

i c h zewnętrznej dekoracji. Owo dekorowaliie rozpoczynano (po

zauważa K . D . Kadłubiec, pisząc o niespożytych pasjach Piegzy,

n a s m a r o w a n i u p o k o s t o m , gipsom bądź „spodnią barwą") o d za-

133

�m a l o w a n i a tła. N a Śląsku Cieszyńskim przeważnie były t o b a r w y

j o d n a k , że drobiazgowo p o t r a k t o w a n y przez Piegzę temat, za­

ciemnoniebieskie zielone l u b brązowe. Ilość zaś z n a n y c h n a t y m

wężony do jednego regionu, bez r e f l e k s j i porównawczych z i n ­

teronio wzorów zdobniczych na ścianach tróheł sięga około 1

n y m i częściami Śląska i p r z y g r a n i c z n y m i r e j o n a m i Słowacji nie

tysiąca. M o t y w c'ekoracyjny w p r o w a d z o n y n a ścianie czołowej

p o z w o l i szerszemu

w formie o r n a m o n t u roślinnego ujęty b y l przeważnie w dwóch

w różnicach i podobioństwach, które składają się n a oryginalność

polach zdobniczych, t z w . „okiynkaeh" l u b „tabulkach". I n n y m

cieszyńskiej s k r z y n i , odróżniającą ją o d górnośląskiej czy opol­

kręgowi odbiorców książki zorientować się

t y p e m , rzadziej s p o t y k a n y m w Cieszyńskim, były skrzynie jedno-

skiej. Z drugiej j e d n a k s t r o n y widać, żo a u t o r konsekwentnie

polowo, n a których m o t y w k w i a t o w y rozwijał się o d środka

roalizował p o s t a w i o n y sobio ceł, a t o : k o m p l e k s o w y opis tróhly

przedniej

cieszyńskiej. Stąd b r a k k o m p a r a t y s t y c z n y c h uwag, które być m o ­

ściany k u joj brzegom.

W

świetlo

zgromadzonych

przez a u t o r a materiałów n a s k r z y n i a c h cieszyńskich

nieomal

że przeszkadzałyby w syntetycznej charakterystyce i opóźniałyby

powszechnie stosowanym o r n a m e n t e m zdobniczym były b u k i e t y

z w a r t y t o k n a r r a c j i . N i e da się jednakże ukryć, żo Piegza jest

k w i a t o w o i wiązanki złożone bądź to z kwiatów dużych, k o l i s t y c h

nieprzeciętnym znawcą przodstawionogo

(przypominających kształtem różo i p i w o n i e ) , z kwiatów t u l i ­

dosyt, spowodowany przekonaniom piszącej to słowa, że a u t o r a

p a n o w y c h i n a r c y z o w y c h , bądź też z kwiatków drobniejszych,

stać było na k o m p a r a t y s t y c z n e ujęcie

gwiaździstych i p r o m i e n i s t y c h (np. n a g i e t k i , zlocionio, s t o k r o t k i ) .

zwięzłych p u n k t a c h .

B u k i e t y te przoważnio wychodzą z ozdobnych wazonów, dzba­
nuszków, koszyków, bądź związano są wstążką zawiązaną w t z w .
kokardkę. W
zarazem

konsekwencji a u t o r w sposób drobiazgowy,

i przejrzysty,

omawia

różne m o t y w y

ale

dekoracyjne,

charakterystyczno d l a prezentowanego regionu.

W a r t o uzupełnić, że najbardziej

p r o b l e m u , stąd i nie­

tematu,

choćby w k i l k u

cenne materiały do swej

m o n o g r a f i i a u t o r zobrał w łatach 1910—1960. Sporą i c h część
uzyskał dzięki uczniom p o l s k i c h szkół zaolziańskich, którzy p o ­
m a g a l i m u w w y s z u k i w a n i u i k o p i o w a n i u motywów zo skrzyń.
I m też Piegza składa oddzielne podziękowanie w książce. Szkoda

K a r o l Piegza w t r a k c i e p r a c y teronowoj zaintoresował się rów­

j e d n a k , że wymieniając miojscowości, z których pochodzą m a ­

nież wytwórcami tróheł cieszyńskich i w a r s z t a t a m i rzemieślni­

teriały, nie pokusił się o opracowanie

c z y m i , w k t o n ' o h w y r a b i a n o sprzęt domoww.

ilustrującej penetrację terenową.

Spośród w i e l u

nazwisk informatorów zbieracz wyróżnia dwóch s t o l a r z y : Józefa
Krężeloka z B u k o w c a i Pawia Kufę z Nawsia kolo Jabłonkowa.
Zaś wodług wspomnieli K u f y jako u t a l e n t o w a n y m i s t r z , który nie
używał szablonu p r z y wyrobie m a l o w a n y c h tróheł j a w i się jego
majster — J a n Hoezko z B y s t r z y c y n a d Olzą.

m a p k i , bezpośrednio

Praca Piegzy o tróhlaoh cieszyńskich napisana została z wiel­
k i m znawstwom przedstawianego

zagadnienia. Zawiera ona —

można rzec —• k o m p l e k s o w y opis malowanoj s k r z y n i cieszyńskiej.
Dobrze się więc stało, że Polskie T o w a r z y s t w o Kulturalno-Oświatowe w Czeskim Cieszynie zdecydowało się n a o p u b l i k o w a n i e t e j

A u t o r usiłuje w przedstawionej m o n o g r a f i i pogodzić aspiracje

książki o dużych wartościach poznawczych, w której a u t o r zawarł

n a u k o w o z p o p u l a r y z a t o r s k i m i . Trzoba przyznać, że te d w a cele

w y n i k i badań t e r e n o w y c h , g r o m a d z o n y c h przez swe całe praco­

znakomicie się w książco przoplatają i uzupołniają. O b a w i a m się

w i t e życie.

P R Z Y P I S Y
D . K a d l u b i e c , Karol Piegza, jego pasje i laboratorium
folk­
lorystyczne.
|w:] K . Piegza, Tam pod Kozubową. Jabłonkowskie
opowieści ludowe, Ostrava. 1975, s. 103
R. Roinfuss, Ijudowe skrzynie malowane, Warszawa 1954
T . Seweryn, Krakowskie
skrzynie malowane, Kraków 1928
M . Gladv.-.z. Góralskie zdobnictwo drzewne na- Śląsku, Kraków
1935
L . M a l i c k i , Kultura
materialna
górali śląskich. K a t o w i c e
1936
L . D u b i e l , Wnętrze domów chłopskich w Beskidzie
Śląskim
1

2

3

4

5

6

w latach 1860—1950, „Prace i Materiały E t n o g r a f i c z n e " , Wrocław
1957, t . 10, s. 7 — 7 2 ; tenże, Zdobnictwo skrzyń na Śląsku Cieszyń­
skim i Górnym, „Polska Sztuka L u d o w a " , R. 10, 1956, z. 4 — 5 ,
s. 2 6 6 — 2 7 8 ; tenże, Ludowe
skrzynie
malowane
na, Górnym
Śląsku, „Prace i Materiały E t n o g r a f i c z n e " , Wrocław 1963, t . 23,
s. 171—243
A . Błachowski, Z badań nad sztuką ludową
Opolszczyzny,
„Polska Sztuka L u d o w a " , R . 14, 1960, s. 2 3 — 3 5
7

TERESA SMOLIŃSKA

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8252" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8233">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/5cb7bf1d90d3f39b75bcc311dbeb8127.pdf</src>
        <authentication>6732496b6af4b5edcb2f2a799594401e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98632">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3029</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98634">
                <text>2001</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98637">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2833</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98639">
                <text>Dionizos kourotrophos / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98641">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4, s.63-83</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98642">
                <text>Lengauer, Włodzimierz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98643">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98645">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98646">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98664">
                <text>Włodzimierz lengauer • DIONIZOS KOUROTROPHOS

W

V I I księdze swojej Wędrówki po Helladzie
opisując achajskie Patraj (18,5-21,1) wspo­
mina Pauzaniasz (19,1-9) dawne sanktu­
arium Artemidy z przydomkiem Triklaria i związaną
z tym miejscem opowieść mityczną, która stała się uza­
sadnieniem sprawowanego jeszcze w jego czasach ob­
rzędu. Ten typowy aition mógł, rzecz jasna, powstać d u ­
żo później niż opisany przez Pauzaniasza obrzęd. Ze
względu na postać Eurypylosa, jakoby jednego z boha­
terów wojny trojańskiej, można m i t z Patraj wiązać
z okresem albo rozwoju epiki archaicznej, albo nieco
późniejszych badań i poszukiwań autorów lokalnych
kronik czy genealogii. O samym, obrzędzie, naturalnie,
niewiele da się powiedzieć, gdy idzie o datowanie jego
wprowadzenia. Są wprawdzie pewne ważne ślady: daw­
ne sanktuarium Artemis Triklaria zostało bowiem włą­
czone w kult Artemis Laphria (jej świątynia i dziwny
obrzęd ofiarny bogini są także opisane u Pauzaniasza)
Zapewne w jej przypadku m.am.y do czynienia z bardzo
dawnym kultem wvwodzacvm się z Etolii a może tak
naorawde wiążącym sie z orzedheUeńskim leszcze k u l
tern Wielkiej Bogini zwanej Laphria na obszarach pół'
środkowei
O rii
imie
ereck i p i etymologii) 7
na
nk czy p
narrnnke
rr erb Triklaria
ŁŁrrni
ier
opieKunKę
a t r o n a trzecn
Kia
oi aa wskazuie
lęc iakirhś
jaKicns
1

okręgów urn jednostek poaziaiu administracyjnego
ludności, cyc może jest to kuit z czasów Kształtowania
się ratraj jako polis, L tego samego okresu mogmy pocnodzic obrzęd przedstawiony przez auzaniasza, co
jednak nie przesądza wcale kwestii jego genezy, lecz co
najwyżej mowi o jego włączeniu do obrzędowości zor¬
ganizowanej polis.
Niewątpliwie i opowieść Pauzaniasza zawieta wątki
czy tylko tropy znacznie wcześniejsze. Periegeta za­
czerpnął ją zapewne z jakiegoś źródła pisanego, które
z kolei samo musiało już być obciążone całą tradycją l i ­
teracką od eposu po mitografów epoki hellenistycznej.
Stąd występujący w niej Eurypylos, heros pochowany
następnie w świętym okręgu Artemidy, został uznany
za bohatera wojny trojańskiej. Postać o t y m imieniu
rzeczywiście występuje u Homera.
Jak wiadomo, pochodzenie różnych herosów grec­
kich to nieprosta sprawa. Z pewnością jest przynaj­
mniej w części prawdziwy pogląd dawniejszych uczo­
nych (wśród których na pierwszym miejscu przypo­
mnieć należy Farnella ), że niektórzy z nich to dawne
bóstwa przedgreckie, przyjęte w nieco zmienionej po­
staci i obudowane często nowymi mitami przez grec­
kich przybyszów. Nieomal klasycznym takim przypad­
kiem jest najpewniej Hiakinthos.
Jest więc wysoce prawdopodobne, że i w wypadku
Eurypylosa mamy do czynienia z podobną metamorfo­
zą. Za Nilssonem wolno w każdym razie przyjąć, że je­
go greckie imię (szerokobramny) świadczy o jego praw2

63

WŁODZIMIERZ

LENGAUER

Dionizos
kourotrophos
Kult Dionizosa i inicjacje
młodzieży męskiej w Grecji
starożytnej

dziwej postaci - dawnego bóstwa podziemnego . Moż­
liwe więc, że historia opowiedziana przez Pauzaniasza
jest mitem greckim ukształtowanym w związku z posta­
ciami (które uległy hellenizacji) z dawniejszej epoki.
Podobnie przecież zdarzyło się właśnie z opowieścią
o Apollonie i Hiacyncie. Dotyczyła więc ona pierwot­
nie trojga bóstw - bo obok Eurypylosa i Artemidy po­
jawia się tak w micie, jak i obtzędzie jeszcze Dionizos.
Jej korzenie sięgają zaś najpewniej I I tysiąclecia. Ale
przejdźmy do opowieści Pauzaniasza.
3

Periegeta opowiada zdarzenie z odległej przeszłości,
kiedy to w sanktuarium Artemidy pełniła służbę ka­
płanki dziewica przed zamążpójściem. Była nią kiedyś
niejaka Komajto („o długich włosach"), w której zako­
chał się młodzieniec imieniem Melanippos („czarny
koń"). Ojciec Komajto nie zgodził się na małżeństwo,
młodzi nie mogli się nawet widywać. Ostatecznie więc
spełnili miłość w sanktuarium Artemidy.
Natychmiast zagniewana bogini zesłała różne klęski
- głód i choroby (loimos), a zapytana o przyczyny (jak
zwykle w takich historiach) wyrocznia delficka wyjawi­
ła przyczynę gniewu Artemidy i poleciła złożyć w ofie­
rze oboje młodych oraz czynić tak na przyszłość, co ro­
k u ofiarowując parę najpiękniejszą z miejscowej mło­
dzieży.
Zatrzymajmy się, n i m opowiemy dalszą część historii
(kończy się ona, oczywiście, dobrze), nad pewnymi
istotnymi cechami tej opowieści.
Motyw dziewczynki lub dziewczynek na służbie
u bogini albo postać dziewiczej kapłanki jest dobrze
znanym elementem wielu opowieści mitycznych nader
często z kręgu mitologii Artemidy, choć nie tylko. Po­
dobną rolę, tak w micie, jak i w obrzędowości, odgry­
wać może także Atena (jak w najbardziej znanym przy­
padku, poświadczonym dobrze dla czasów historycz­
nych, wysyłania z Lokrydy dwóch dziewczynek na służ­
bę Atenie w greckim już Ilion, jakoby na pamiątkę bez­
bożnego czynu Ajasa). W obu tych przypadkach mamy

�Wladnmkn Lengnuer • DIONIZOS K O U R O T R O r H O S

do czynienia z dziewiczymi boginiami, ale wskazać też
można na związek młodych panien przed zamążpójściem z Herą.
Stosunkowo obfity materiał tak ze sfery mitu, jak
i obrzędu zbadał dokładnie całkiem niedawno w zna­
komitej i pięknej książce Deatfi and the Maiden Ken
Dowden , którego rozumowania nie warto tu w całości
przytaczać. Nie ulega wątpliwości inicjacyjny charak­
ter tych opowieści i wiązanych z nimi obrzędów. Mło­
da dziewczyna w okresie dojrzewania płciowego (często
nawet przed pierwszym miesiączkowaniem) poświęco­
na jest Artemidzie, znajduje się pod jej opieką, musi
z niej wyjść, wyzwalając się spod jej wpływów, mitycz­
na śmierć symbolizuje przemianę jej statusu, osiągnąw­
szy dojrzałość płciową (czyli - dojrzałość do małżeń­
stwa) staje się kimś innym. Jak ptzy każdym rite de pas¬
sage i obrzęd, i opowieść mówią o niebezpieczeństwie
związanym z tym przejściem.
4

Ale warto może wydobyć dwa jeszcze aspekty takie­
go wiązanego z Artemidą mitu inicjacyjnego. Pierwszy
z nich dotyczy natury bogini. Otóż nie jest ona opie­
kunką tylko dziewczynek. Nosi określenie kourotrophos
- czyli w ogóle wychowawczyni młodych i nawet to
ona właśnie miała jakobv „wynaleźć" opiekę nad dzieć­
mi (ten tonpaidion therapeian - Diodor V 73,5). Pauzaniasz zna w Koronę (w Messenii) świątynię Artemidy
Paidotrophos (IV 34,6), epigraficznie jest dobrze po­
świadczona w Knidos Artemis Hiakinthotrophos. Wy­
chowuje więc ona także chłopców czy wręcz ich żywi.
Wystarczy przytoczyć znany przykład Hippolita (zresz­
tą herosa czczonego w Trojdzenie) by wskazać, że po­
dobnie jak i w przypadku dziewcząt, zajmuje się A r t e ­
mida chłopcami dziewiczymi, przed osiągnięciem doj­
rzałości płciowej, na pewno przed ożenkiem.

Stało się tak, rzecz jasna, w Patraj, gdzie znana była też
przepowiednia, że ofiary ludzkie ku czci Artemidy będą
trwać do czasu, gdy „pewien król przybędzie z obcych
stron, przywiezie z sobą obcego boga i położy koniec
ofiarom na cześć T r i k l a r i i " (Pauz. V I I 19,6).
Dionizos w Patraj otrzymał przydomek Ajsymnetes
(nieptzetlumaczalny właściwie termin oznaczający
„rozjemcę" w wewnętrznych sporach politycznych,
ale wobec tego władcę, kogoś, kogo poleceń i n n i słu­
chają), a na jego cześć i zarazem na wspomnienie
dawnego obrzędu ofiar z ludzi składanych Artemidzie
ustanowiono obrzęd dość szczegółowo opisany przez
Pauzaniasza. Zanim go przedstawimy, zwtoćmy uwagę
na inne ślady łączące Dionizosa z Artemidą Kourotrophos.
Chyba najlepiej dziś znanym i najdokładniej przeba­
danym kultem Artemidy w Grecji jest kult brauroński.
Wspomniany wyżej przypadek obrzędów inicjacyjnych
dziewcząt (nawet: dziewczynek, chodzi bowiem o dzie­
ci w wieku między 6 - 1 0 lat) też właśnie najlepiej zna­
my z Brauron, a obrzęd arkteia (odgrywanie niedźwiad­
ków) stał się przedmiotem dogłębnych analiz tak we
wspomnianej już książce Dowdena, jak u Pierre Brule
i w pracach Christiane Sourvinou-Inwood. Przypo­
mnijmy, że zapewne doroczny obrzęd w Brauron speł¬
niany byt przez maté dziewczynki, które zapewne wcze**
śniej pełniły służbę w świątyni Artemidy, a potem jako
niedźwiadki wykonywały nie do końca dla nas jasny
ryt. Jego częścią był bieg, może nago, chociaż c\ rajeni
były one niedźwiadkami, nosząc szafranową szatę (mo­
że w którymś momencie obrzędu następowało zrzucę*
nie szary), lest ciągle przedmiotem dyskusji skąd wła¬
ściwie btaly się braurońskie niedźwiadki i ile ich speł­
niało obrzęd. Informację z księgi Suda, że obrzęd speł­
niały wszystkie dziewczęta ateńskie (i tylko po odegra­
niu niedźwiadka w Brauron mogła dziewczyna wyjść
zamaż) odrzucaia dziś raczei zgodnie niemal WSZYSCY
komentator-Y Wvdaie sie że doroczny obrzęd orarbie
rai nostać szczetóm.e uroczystego święta co cztery lata
chociaż jest możliwe, ze arkiem w Brauron spełniano
w ogóle tylko w cyklu pentetrycznym
5

t

Drugi jednak'aspekt inicjacyjnego mitu Artemidy
jest batdziej jeszcze złożony i w gruncie rzeczy dość nie­
jasny. Otóż pojawia się przy takiej wyraźnie kourotrophos Artemidzie także Dionizos. Wypada wrócić w t y m
miejscu do przerwanej opowieści Pauzaniasza.
Otóż Eurypylos (w micie znanym Pauzaniaszowi uczestnik wojny trojańskiej) przy podziale łupów otrzy­
mał skrzynię zawierającą wykonany przez Hefajstosa
posąg (należałoby może powiedzieć ostrożniej: wyobra­
żenie, agalma) Dionizosa. Dostał się on do T r o i jako
dar Dzeusa dla Dardanosa. Miał on jakoby zostać
w T r o i umyślnie porzucony przez Kassandrę, by spro­
wadzał nieszczęście na Greków. Eurypylos zajrzawszy
do wnętrza skrzyni, dostał się pod władanie marna, co
w wypadku Dionizosa nie może dziwić. Bohater miewał
jednak okresy przytomności umysłu i w Delfach radził
się co do przyczyn swojej choroby. Otrzymał tam wróż­
bę, że szał jego minie, gdy spotkawszy ludzi składają­
cych ofiarę nie według helleńskiego obyczaju, zatrzyma
się tam, pozostawi fatalny ładunek i sam się osiedli.

Nas interesować będzie w tej chwili jedynie ślad dionizyjski w Brauron oraz związek tego typu mitów i ob­
rzędów z sytuacją w Patraj, gdzie, jak powiada Pauzaniasz, ustanowiono święto (zapewne doroczne) na
cześć Dionizosa, wspominając zarazem dawne ofiary
z ludzi składane Artemidzie.
Opowieść o Komajto (to, że jest ona „długowłosa"
wskazuje na jej status przedmałżeński) należy do klasy
mitów Death and the Maiden, podobnie jak m i t brau­
roński, jak opowieści o innym obrzędzie arkteia w M u nichii czy wreszcie mit Ifigenii. W Brauron pozornie
nie występuje ofiara czy śmierć dziewczynki, ale przyn a j m m n i e j od Fanodemosa (attydograf z I I połowy

64

�!
l,,mb™&gt;. • METAMORFOZY

Metamorfozy,

plakat do spektaklu. Proj. A n t o n i Rodowicz

65

�GcirJaeniLï • M f l AMORFOZY

�I
Üurdíimicí •

Meummfm

METAMORFOZY

F « * Zbigniew Bielawka

67

�I WEWRÎEÏ • METAMORFOZY

�I

I

G,.«lrifiiiLV • Mi;TAM0RF07Y

Metamorfozy,

„Chrystus Frasobliwy". Fot. archiwum OVT

69

�Gtmkienke * METAMORFOZY

�71

�t'l

�Gontóenk* • METAMORFOZY

�Ganfefenia • METAMORFOZY

Hefajstos, Dionizos, Satyrowie i Menady, hydria na wodę, 530/520 r. p.n.e., Londyn
Książę M e n a d i Satyrów w ekstazie, 450 r. p.n.e., British Museum, Londyn
Satyr i Menada, m a k r o n , wnętrze kielicha, 500 r. p.n.e., Florencja

74
i

�!

\Jmk}BÙa * METAMORFOZY

Meumuirfozy.

Fot. Zbigniew Bielawka

75

�Gaidturnkt • MKTAMORl'OZY

�W ' i « W - r ; laęma * DIONIZOS KOUROTROPHOS

I V w. p.n.e.) występował w starożytności pogląd, że
właśnie tam miała miejsce ofiara Ifigenii. Z kolei
w Brauron arkteia jest uważana za odpłatę za gniew A r ­
temidy wywołany zabiciem niedźwiedzia (bogini także
tu zesłała bimos). Niedźwiedź to oczywiście zwierzę A r ­
temidy i na dodatek symbolizujące dziką kobiecość
(trzeba tu pamiętać, że w grece arktos jest gramatycznie
rodzaju żeńskiego), właśnie dlatego dziewczynki przed
osiągnięciem wieku małżeńskiego (i stanu kwalifikują­
cego do małżeństwa, bo ptzed pierwszym miesiączko­
waniem) same stają się niedźwiadkami w Brauron. Ale
w aiticm braurońskim jest także ślad jeśli nie śmierci, to
zagrożenia dziewczynki. Zabito oswojonego niedźwie­
dzia żyjącego w sanktuarium Artemidy, bo ten bawiąc
się z dziewczynką, poranił ją. Motyw śmierci, bardzo
już przypominający ofiarę Ifigenii, występuje w aition
z Municbii. T a m po prostu młodzieńcy (neoi) zabijają
niedźwiedzia (niedźwiedzicę?) Artemidy i jako zadość­
uczynienie trzeba w ofierze złożyć dziewczynkę (korę).
Niejaki Embaros podejmuje się ofiarować własną cór­
kę, ale w rzeczywistości chowa ją w adyton świątyni i na
ołtarzu składa kozę w szatach dziewczęcych. Wspomi­
nana wyżej wersja mitu Ifigenii lokalizująca jej ofiarę
w Brauron podawała z kolei, że ostatecznie na jej miej¬
sce bogini podstawiła właśnie niedźwiedzia w Aulis zaś
(klasyczna najbardziej rozpowszechniona wersja mitu
Ifiuenii) ooowiadano że zamieniła ia na łanie (ielenia
- elabhos)W micie nie widać iak dotąd zanow edzia
nera tronu dinniruiskiem chociaż namietać tT7p-ha ie
jeleń jest tak zwierzęciem Artemidy, jak i Dionizosa.
Tego ostatniego może nawet w większym stopniu bo
zdaje się, że przynajmniej według późnych wersji povrkich bóg mógł sam przybierać taką postać, a z k i l ku te7wpr^wdzie pÓźnych wzmmnel"wynlka7że r
B

•

ipjonkn

iw d 7 i k i m

namiarke

«7alf&gt; h a r l i a n f p k

mva?ann ?a

Dianu

W
™ T n l r T r
wspominane

ra^I i"n^r iy rj n ne nuty
'w mtemiay
A t
id
tu A
aotąu
łączy z opowieścią z i atraj tyiko postać *°nia,to czy
motyw az.ewczynk. złożonejw onerze. w ratra, jeanak
szczególne znaczenie ma takt, ze kres onarom wadzie
uionizos na którego czesc w trakcie znanego rauzanmszowi święta miejscowi chłopcy idą ku rzece Mejlicho. w wieńcach z kłosów na głowach, a następnie, po
kąpiel, w rzece w wieńcach z bluszczu udają się do
świątyni Uionizosa Ajsymnetesa. Z.now nie wiemy, kim
są uczestnicy obrzędu, to znaczy, czy biorą w mm udział
wszyscy chłopcy w określonym wieku, czy tez jakieś
wybrane grupy, formułowanie Pauzaniasza hoposoi ton
epicnorum pauies Usynowie miejscowych ) dopuszcza
obie interpretacje, w każdym razie inicjacyjny charak­
ter obrzędu doskonale przedstawiony niedawno w pra­
cach dwóch znakomitych uczonych nie ulega wątpli­
wości. Artemis kourotrophos znalazła w Patraj męski
odpowiednik w postaci Dionizosa.

77

Otóż istnieją podejrzenia, ze i w Brauron jakąś rolę
odgrywał Dionizos, a i chłopcy mogli tam, może przy
innej okazji, występować w roli inicjowanych. N a to
ostatnie przypuszczenie pozwala fakt, że w sanktu­
arium braurońskim znaleziono obok tetakotowych fi­
gurek wyobrażających dziewczęta (wota lub zwykłe pa­
miątki dziewczynek spełniających obrzęd arkteia) także
statuetki chłopców. Nie ma jednak żadnych tekstów,
które pozwoliłyby ten fakt wyjaśnić .
7

Niezależnie od tego zwraca uwagę także i to, że na
naczyniach (fcraferisM z Brauron i Amarynthos (inne,
podobnego typu sanktuarium Artemidy na Eubei) za­
chowanych, niestety, tylko we fragmentach, widać po­
stać Dionizosa . Pasjonujący, sprośny i zagadkowy
tekst literacki mówi jednak więcej o jego bliskich
związkach z Artemidą Braurońską.
8

Mowa tu o słynnym i kłopotliwym chyba już dla ko­
mentatorów starożytnych miejscu z Pokoju Arystofanesa (w. 874-876).
Bohater komedii, Trygaios (Winobraniec w przekła­
dzie Srebrnego) wydobył z ukrycia Boginię Pokoju
(Eirene) i dwie jej towarzyszki. Są to Opora (zbiory)
i Theoria (Srebrny tłumaczy „Igra"). T a ostatnia to
personifikacja święta czy raczej może świąteczności,
sam termin theoria oznacza bowiem uroczyste posel­
stwo religijne udające się na wielkie święto, także w i ­
dowisko o charakterze świątecznym i religijnym.
U Arystofanesa Theoria rozumiana jest bardzo kon­
kretnie, Trygaios tłumaczy, ze jest to theoria, któtą
Ateńczycy, podpiwszy sobie, prowadzili do Brauron. Je­
go niewolnik czyni nieprzyzwoitą, sprośną aluzję mó­
wiąc (w przekładzie Srebrnego) „jaką to ma rozkoszną
zadkopięciolatkę". Aluzja odnosi się więc do jakiegoś
pentetrycznego święta obchodzonego w Brauron,
w trakcie którego Ateńczycy piją i zachowują się nader
swobodnie.
Scholiasta starożytny wyjaśnia, że chodzi t u o D i o n i zja odbywane w Brauron, w których uczestniczyły licz­
ne pomai oddające się pijanym Ateńczykom. Niemal
takie samo wyjaśnienie znajdziemy w księdze Suda
z przytoczeniem inkryminowanego miejsca z Arystofa­
nesa. Jest to jedyna informacja (źródło scholiasty i au­
tora glossy w księdze Suda jest bez wątpienia jedno i to
samo, być może nawet ten ostatni opierał się wyłącznie
na tekście Arystofanesa i znanym mu komentarzu)
o pentetrycznych Dionizjach w Brauron.
Z pewnością w Brauron, jak i w innych miejscowo­
ściach na terenie A t t y k i , obchodzono tzw. Wiejskie
Dionizja, doroczne święto pory winobrania, trudno jed­
nak uwierzyć, by na takie święto wiejskie wysyłano ofi­
cjalną ateńską theoria w cyklu pentetrycznym. Tymcza­
sem mamy inną informację o uroczystościach w Brau­
ron, którą da się łatwo powiązać ze wzmianką Arystofa­
nesa. Otóż Arystoteles (czy może raczej autor Atnena-

�WhkmktzLaigauer * DIONIZO? KOUROTROPHOS

Pauzaniasza, zgódźmy się jednak z licznymi komenta­
torami tego zdania, że Pauzaniasz musiał w Sparcie,
dokładniej - w Amyklai, widzieć posąg skrzydlatego
Dionizosa. Wprawdzie dość trudno jest znaleźć w iko­
nografii takie przedstawienie tego bóstwa. W L I M C
znajdziemy właściwie tylko jeden taki zabytek, relief
na bazie niewielkiej figurki z kości słoniowej". Mogą
jednak wchodzić w grę jeszcze przynajmniej trzy inne
przedstawienia .

ion politeia) wymienia (AP 54,7) uroczystości, za któ­
rych organizację odpowiadają ateńscy keropobi („ofiarnicy" lub „organizatorzy rzeczy świętych"). Wśród nich
pojawiają się właśnie pentetryczne Brauronia, bez wąt­
pienia święto Artemidy z obrzędem arkteia. Z n i m więc
należy łączyć wspomnianą u Arystofanesa theoria, ale
jednocześnie nie ulega wątpliwości jej dionizyjski cha­
rakter: rozwiązłość i pijaństwo". T o właśnie uznać nale­
ży za ślad powiązań Artemidy braurońskiej z Dionizo­
sem, tak wyraźnie połączonym z boginią w święcie w Patraj. W Brauron, a także i w innych miejscach, gdzie
znajdujemy takie obrzędy inicjacyjne dziewczynek pod
opieką Artemidy (Munichia, Aulis, może Pagasaj
w Tessalii) uczestniczyli w święcie także ojcowie dziew­
czynek, a po obrzędzie arkteia następowała zapewne
świąteczna, rytualna uczta . Dionizos jest więc t u na
swoim miejscii wydaje się jednak, że rzecz nie tylko
w tym, że pojawia się on przy tej okazji jako opiekun
świątecznej theoria i może też obrzędowego pijaństwa.
Jest on w Brauron towarzyszem Artemidy, ponieważ
także może tu być uznany za bóstwo kourotrophos.

14

10

f

Postać skrzydlatego męskiego bóstwa, czasem w to­
warzystwie postaci żeńskiej występuje często na płyt­
kach wotywnych z sanktuarium A r t e m i s O r t h i a
w Sparcie. Zwykle widzi się tu jakiegoś paredros A r t e ­
midy - Pani Zwierząt - i interpretuje się przedstawie­
nie jako wyobrażenie Apollona, brata Artemidy. Otóż
wypada się przychylić do wyrażanego niegdyś poglądu,
że tym paredros jest jednak Dionizos, którego wiele łą¬
czy z Artemidą spartańską . Jej ksoanon miał być
giem wyktadzionym przez Orestesa z Taurydy (Pauz.
I I I 16,7), a więc jest to posąg - i może kult - bóstwa
przybyłego z zewnątrz, jak Dionizos Ajsymnetes w Patraj. N a dodatek ten ksoanon miał równie fatalne dzia­
łanie, jak agalma Dionizosa ukryte w skrzyni, która
przypadła w udziale Eurypylosowi. Wszyscy, którzy go
widzieli, wpadali natychmiast w obłęd, przy składaniu
ofiar wszczynano kłótnie, a nawet bójki kończące się
morderstwem", co trwało tak długo, aż otrzymano wy­
rocznię że ołtarz bogini ma spłynąć ludzką krwią
W związku z tym wprowadzono ofiarę z ludzi, zamie­
nioną przez Likurga na obrzędową chłostę młodzień­
ców, których krew zmywała ołtarz. (Pauz. I I I 16, 9-10).
Obrzęd chłosty spartańskich chłopców ma pewno nie­
co inną genezę i wiąże się raczej z dawną walką na bi­
cze prowadzoną przez dwie konkurujące z sobą grupy
młodzieży, ale i w takim wypadku idzie z całą pewno­
ścią o obtzęd inicjacyjny, któtemu patronowała bogini
Orthia utożsamiona następnie z Artemidą . Jej mę­
skim towarzyszem był zaś Dionizos, na którego cześć
przeprowadzano także chłostę - tyle, że kobiet - w A l e i
w Arkadii w czasie święta Skiereja (Pauz. V I I I 23,1).
15

Związek obu bóstw jest zjawiskiem dobrze znanym,
a najlepiej widocznym w licznych pokrewieństwach
chorei dionizyjskiej i chorei Artemidy. W obu wypad­
kach obrzędowe tańce mają niemal ten sam, orgiastyczny w naszym rozumieniu czy ekstatyczny charak­
ter, bywają rozwiązłe, odbywają się na ogół w przebra­
niu, tancerze czasem występują w maskach lub z taki­
m i akcesoriami, które sugerują przebranie zwierzęce.
W zachowanym u Plutarcha (de superst. 10,1; 170A)
fragmencie (778 Page) Timotheos nazwał Artemidę
menadą (rnamada) i zaliczył ją wyraźnie do towarzyszek
Dionizosa (t/ryiada). W micie jej związek z Dionizosem
najlepiej widoczny jest w niezbyt dokładnie przekaza­
nym aiticm wyjaśniającym tańce kariatyd. Idzie tu o co­
roczne obrzędowe święto z tańcami dziewcząt lacedemońskich w Karyai (na pograniczu Arkadii i Lakonii)
k u czci Artemidy Karyatis. Karya miała zaś być uko­
chaną Dionizosa przemienioną w drzewo orzechowe.
Artemida Karyatis to Artemida czczona w postaci
drzewa orzechowego" (przypomnieć tu warto o Dioni­
zosie drzewnym" - Dendrites). Kariatydy w kulcie A r ­
temis musiały być jakoś wiązane z Dionizosem skoro
Pratinas z Fliuntu napisał dramat (najpewniej trage­
dię) Karyatides e Dysmainai^. T e n ostatni termin ozna­
cza zaś, zgodnie z wyjaśnieniem Hesychiosa, spartań­
skie Bakehai, tancetki w kulcie dionizyjskim.
Dość zagadkową postacią jest Dionizos skrzydlaty,
0 którym tak pisze Pauzaniasz; „Spośród bogów czczą
mieszkańcy Amyklai Apollona, tzw. Amyklajos, oraz
Dionizosa, jak najsłuszniej, wedłe mego zdania, darząc
go przydomkiem Psilaks, t j . skrzydlaty. Dorowie nazwą
psi/on oznaczają skrzydła, ludzi zaś wino unosi do góry
1 uskrzydla ich myśl" ( I I I 19,6). Zostawmy wyjaśnienie

78

16

Można zatem uznać Dionizosa za boga, który opie­
kuje się dojrzewającą młodzieżą i towarzyszy A r t e m i ­
dzie kourotrophos. Oboje zasadniczo interesują się mło­
dymi obojga płci, ale Artemida głównie, co zrozumiałe,
zajmuje się dziewczętami, Dionizos -chłopcami. Nada­
je się on do tej roli z wielu względów.
Przede wszystkim pizypomnijmy jego epitet drniorphos - „dwupostaciowy" czy „dwuksztaltny". Na pierw­
szym miejscu idzie bez wątpienia o to, że jest on bogiem
tak młodzieńczym, niemal dziecięcym, jak i dojrzałym.
Taką dwoistość poświadcza dobrze ikonografia najwcześniejsze przedstawienia Dionizosa na wazach
czarnofigurowych z okresu archaicznego ukazują po­
stać brodatego, a więc dojrzałego, męskiego boga. Mło-

�W1n&lt;tem*r! LniRdwr • DIONIZOS KOUROTROPHOS

Dionizos z brodą,

rzeźba, Rzym, Muzea Watykańskie

Głowa Dionizosa młodzieńca, Rzym, Muzeum Kapitolińskie

dzieńczy Dionizos w przedstawieniach ikonograficz­

go, ergo - „wypędzić, wyłączyć, wykluczyć". Likurg to

nych pojawia się znacznie później, dopiero w I I polowie
V wieku p.n.e.

więc ktoś, kto albo sam udaje wilka, spełnia może ob­
rzęd, w którym odgrywa rolę tego zwierzęcia, albo też

Ale przecież, właśnie wtedy gdy na wazach malarze

ktoś, kto ptzegania wilki, wypędza je i prześladuje.

ukazują Dionizosa w pełni „dorosłego", teksty literac­
kie mówią coś innego. Może trzeba wprawdzie wyłą­
czyć świadectwo Hymnu Homerowego do Dionizosa, bo
nie sposób określić dokładnie dary powstania tego
tekstu i niektórzy uczeni przesuwają ją, bez podstaw,
naszym zdaniem, nawet n a okres hellenistyczny. A l e
pozostaje wtedy bezsporne poświadczenie literackie
z wczesnego okresu archaicznego - słynne miejsce z V I
pieśni Iliady. Bóg jest tam nieomal dziecięcy, skoro to­
warzyszą mu jego piastunki (tithenai). U Homera prze­
śladowcą Dionizosa jest tracki król, Likurg (Lykourgos), o którym może późniejsze niż Homer opowieści
mityczne mówiły, że ukarany za swoją zuchwałość w o ­
bec boga wpadł w szal i zabił własnego syna, były żresz-

Wbrew pozorom nie ma tu sprzeczności, Apollo Lykeios jest bóstwem wilczym i zarazem bogiem chroniącym
przed w i l k a m i .
17

Ludzie-wilki to rozpoznawalny na pierwszy rzut oka
motyw mitów inicjacyjnych. Imię o takim wilczym cha­
rakterze noszą różne postacie z mitologii Greków,
a trzeba do tej sfery zaliczyć także spartańskiego Likurga, który, jak pamiętamy, według tradycji znanej Pauzaniaszowi ustanowił chłostę chłopców na ołtarzu Orthia.
Pierwsza w tradycji literackiej opowieść o Dionizosie
zawiera więc wyraźnie ślad związanego z tym bóstwem
mitu inicjacyjnego. Młodzieńczy bóg przechodzi sam
takie koleje losu, jak inicjowana młodzież - wyłącze­
nie, zastraszenie, prześladowanie. Jeszcze jeden motyw
opowieści Homera pozwala na takie przypuszczenie.

Dionizos jest bowiem nie tylko słaby, bezradny,
przestraszony i bezbronny. Znajduje się on także pod
niez w w a n i a i c v ze swem nańsrwa Penrhei.
wpływem szału (mania). T e n zresztą element historii
Imię L-iKurf,
I ik, rl ma
L d\ść
n r e i rzystą
r v t etvm
ttfe Pr orchn c Dionizosa pojawia się i w późniejszych opowieściach
im
aosc prze
ecyrnc,1logię,
- szał miała zesłać na niego jego stała prześladowczyn i K a Lrgaazortiai „ronie, wyKonywac, spemiac a i D o eir*n i H e r a
l z a r m n v T z T r f a ś ć ofiara Malino"-

n o l S e Tak

sam Dionizos iako dziecko i ak nie uznaiacv Z i rów
a

K

7

7

18

79

�Wbi&amp;nim Lagmer * DIONIZOS KOUROTROPHOS

Hera jest boginią zsyłającą szał, a najlepiej znany mit
z takim motywem to opowieść o córkach Projtosa w ta­
kiej wersji, w jakiej opowiada ją Bakchylides. Otóż
miały się one chełpić niezmierzonym bogactwem swe­
go ojca, które przewyższało jakoby wspaniałością przy­
bytek Hery. Zagniewana bogini ukarała je szaleń­
stwem, od którego uwolniły je dopiero przebłagalne
ofiary Projtosa, złożone wcale nie Hetze, lecz A r t e m i ­
dzie w Lusos w Arkadii. Inicjacyjny charakter mitu jest
tu dobrze widoczny, szał Projtyd to ich przedmałżeńska
dzikość (małżeństwo zawsze uważali Grecy, wcale nie
tylko w micie, za oswojenie, udomowienie i ucywilizo­
wanie dzikiej i niebezpiecznej istoty, takiej jaką jest nie
włączona do oikos męża kobieta), ofiary dla Artemidy
są niezbędne, bo w ten sposób kończą one okres jej
władzy, dojrzałość kobieca wymaga zgody tak z Arte­
midą, jak i z Herą . Ale historia Projtyd jest bardziej
jeszcze wieloznaczna przez obecność w niej także Dio­
nizosa. O t o według Hezjoda szaleństwo zesłał na nie
ten właśnie bóg za to, że go nie rozpoznały i nie chcia­
ły uznać .

pod jego władzą znajdują się dziewczęta. Być może
prawdziwe jest przypuszczenie, że mamy tu do czynie­
nia ze wspomnieniem dawnego obrzędu prowadzącego
do grupowego zawierania małżeństw przez uznaną ry­
tualnie za dojrzałą młodzież .
23

19

20

Być może w historii Projtyd jest Dionizos późnym
wtrętem, m i t mógł ulec zmianom ze względu na histo­
rię Minyad - córek Minyasa z beockiego Orchomenos . A l e podobnych historii i wiązanych z nimi obrzę­
dów było więcej, do tej grupy należy znany z Argos
(gdzie również lokalizowano historię Projtyd, chociaż
były one, jak u Bakchylidesa, córkami króla Tirynsu)
obrzęd Agrania, znany także, pod nieco inną, choć po­
dobną nazwą, w Beocji, w Cheronei, Orchomenos
(Plutarch) i Tebach (Hesychios). W obrzędzie, o któ­
rym pisze Plutarch (Q. Gr. 299e-f), w trakcie corocz­
nego święta Agrionia kapłan z mieczem w ręku goni
uciekające kobiety wywodzące się z rodu Minyad.
W Argos, na pamiątkę Projtyd spełniano podobny ob­
rzęd, choć dawniejszy mit mówił zapewne w ogóle
o szaleństwie miejscowych kobiet, zesłanym na nie
przez Dionizosa. Wyzwolił je od szału Melampous, mi¬
tyczny wieszczek, który, według Herodota (II 49)
wprowadził u Greków kult Dionizosa. Miał on zebrać
młodzież i w jakimś korowodzie tanecznym {met'alalagmou kai tinos entheou choreias) zapędzić je (albo tylko
Projtydy) do Sikyon gdzie w końu szał kobiet ustał
(Apoll Bibi I I 2 2)
21

22

Beockie Agrionia, podobnie jak i argiwskie Agrania
to święta dionizyjskie, których Otton sprowadza się do
opowieści o szaleńczym tańcu młodych panien i chorei
dionizyjskiej młodzieńców. Nietrudno tu dostrzec sce­
nariusz inicjacyjny. Szaleństwo łączy się ze stanem dzi­
kiej młodości, która zostaje, w obrzędzie inicjacyjnym
oswojona i włączona w porządek społeczności. Szcze­
gólne znaczenie zyskuje tu dionizyjska choreia, w micie
argiwskim prowadzona przez Melampousa. Dionizos
prowadzi więc młodzież męską, ale w równym stopniu

Argiwski Melampous z choreja młodzieńców stawia
przed nami kolejny problem, niezmiernie trudny, tak
skomplikowany, że aż - w świetle naszych skąpych źró­
deł - niestety właściwie nie do rozstrzygnięcia. Idzie tu
mianowicie o genezę chórów tragicznych. Nie miejsce
tu, by wchodzić szczegółowo w całość zagadnienia, trze­
ba jednak przypomnieć kłopotliwe miejsce Herodota
(V 67), który mówi o chórach tragicznych w kulcie
Adrastosa w Sikyonie na długo przed powstaniem lite­
rackiej tragedii w Atenach. Tyran Kleisthenes, według
Herodota jakoby z powodu swej niechęci do argiwskiego, czyli doryckiego herosa, miał praktycznie znieść je­
go kult. Chóry „zwrócił Dionizosowi, a resztę ofiar
przydzielił Melanippowi". Kult tego ostatniego sprowa­
dził Kleisthenes z Teb. Z pewnością mamy w przekazie
Herodota do czynienia z nieco pogmatwaną i skażoną
informacją o zasadniczych reformach religijnych Kleisthenesa, który także zmienił nazwy fyl w tym miejscu
jest jednak dla nas najważniejsze zawarte u Herodota
implicite stwierdzenie, że dionizyjskie chóry tragiczne są
elementem bardzo dawnego kultu, przynajmniej w Si­
kyonie. Niestety, nic bliższego nie da się powiedzieć ani
o przedkleisthenesowym kulcie dionizyjskim (podkre­
ślić wypada że Kleisthenes zwrócił chóry Dionizoso­
wi) ani o charakterze kultu Adrastosa ani wres cie
o reformie m a n a . Nie wchodząc w snrawe obrzędowej
enezv traeedii oowiedmw właśnie wlko tvle ze chór
traeiczny iest zjawiskiem w L e ś n i e i s J n n.ż wvśrawiana
w Atenach na Wielkich Dionizjach tragedia
t

-

B

Nawet w Atenach V - I V wieku związek wielkiego
święta dionizyjskiego z młodzieżą był dla wszystkich
oczywisty. Przed świętem efebowie (tu w znaczeniu
czysto technicznym - tzn. młodzi mężczyźni w wieku
18-20 lat odbywający państwową służbę efebii ustano­
wioną zapewne w I połowie I V wieku, a w postaci zna­
nej z „Ustroju politycznego A t e n " Arystotelesa po
Cheronei) przenosili posąg Dionizosa z miasta do gaju
Akademosa, poczem w uroczystej procesji wprowadza­
li go znów do A t e n , do przybytku boga na stoku A k r o ­
polu.
Dionizos czczony na Wielkich Dionizjach pochodzi
z Eleuthetai, miejscowości na pograniczu Beocji, skąd
ten kult sprowadzono do A t e n . T a m z kolei czczony
był jako Melanaigis („czarnokozi") i wiązała się z nim
historia córek Eleuthera, zawierająca ten sam schemat
co opowieść o Projrydach i Minyadach.
Odgrywa on też dziwną rolę w słynnym micie poda­
wanym jako aition ateńskiego Święta Apaturia. Otóż
w czasie jakiejś wojny między Beotami a Ateńczykami

80

i

�W-xfcmwr; USnpW * DIONIZOS K O U R O T R O P H O S

doszło do pojedynku Beoty Ksanthosa („płowy", „ja­
snowłosy") z Ateńczykiem Melanthosem („czarny").
Melanthos wygrał dzięki podstępowi, krzyknął bowiem
do przeciwnika, że ktoś za n i m stoi, i korzystając z za­
skoczenia Ksanthosa, który się naturalnie odwrócił, za­
bił go znienacka. Zdaniem niektórych mitografów za
Ksanthosem ukazał się właśnie Dionizos Melanaigis.
M i t o pojedynku dwóch wojowników odnosi się znów
do sfery inicjacyjnej, co znakomicie wykazał w klasycz­
nym już studium V i d a l - N a q u e t . W tym przypadku
Dionizos sprzyja po prostu młodzieży ateńskiej (Melan­
thos, zaznaczmy, jest przede wszystkim dlatego arche­
typowym efebem, że walczy nie jak hoplita i odnosi
zwycięstwo podstępem, co przystoi tylko młodym, a nie
dojrzałym wojownikom).
24

W czasie W i e l k i c h Dionizjów młodzież czciła boga
przede wszystkim w pierwszym dniu, gdy chóry śpiewa­
ły dytyramby. Z każdej ateńskiej fyli występował chór
liczący pięćdziesięciu chłopców (oraz chór męski, rów­
nież liczący tyluż chórzystów) . Związek dytyrambów
z choreja młodych jest więc oczywisty, powstaje pyta­
nie, czy nie zachodzi on także w wypadku chóru tra­
gicznego. Wedle pewnej tradycji antycznej, przekaza­
nej u Polluksa i powszechnie uznanej przez wszystkie
autorytety nowożytne za najzwyczajniej błędną , chór
tragiczny pierwotnie także liczył pięćdziesięciu człon­
ków. Nic nie wiemy o liczbie młodych, których prowa¬
dził z sobą Melampous, ale różne dane z bogatego ma­
teriału porównawczego wskazują, że tyle właśnie liczy­
ły różne zorganizowane grupy młodzieży prowadzące
odrębny od dorosłej społeczności tryb życia i przygoto­
wujące się do obrzędu inicjującego w życie doro­
słych Wśród publiczności teatralnej w Atenach efebowie stanowili wydzieloną grupę na widowni, zasia­
dając razem z członkami Rady którzy niejako symbo
lizowali w pełni już dorosłą, dojrzałą grupę obywateli
Aten

Dionizos i Satyr. A m f o r a (520 r. p.n.e.), T a r e n t

25

26

(oinochoe, dzban do wina z A t e n , ok. 470 p.n.e.), ale
wyraźnie widać, ze maskę ttzyina młodziutki chłopiec,
przedstawiony nago, uważany przez nowożytnych ko­
mentatorów, bez żadnych wyraźnych podstaw, za nie­
wolnika czy towarzysza aktora pomagającego mu przed
lub po występie' . Nieco późniejsza, z około połowy
V wieku, jest inna waza ateńska ipelike), na której wy­
obrażeni są dwaj młodzieńcy przygotowujący się do wy­
stępu (lub tylko ćwiczący) w roli chórzystów . Być mo­
że związek chórów tragicznych z inicjacją młodych nie
jest tak oczywisty i prosty, jak chciał John Winkler, za¬
pewne też raczej zanikał w miarę stopniowego rozwoju
i zmian teattu, który miał coraz mniej wspólnego z ar­
chaiczną obrzędowością, ale są podstawy, by twierdzić,
że patronujący W i e l k i m Dionizjom bóg występował
także jako kourotrophos, a przedstawienia teattalne od­
grywały, przynajmniej w swych początkach, jakąś rolę
w procesie wychowania młodzieży i wprowadzania jej
w życie dorosłe.
0

31

27

Mamy jedno tylko przedstawienie ikonograficzne
całego zespołu - 3 aktorów, 11 chórzystów, fletnista,
autor. Jest to tak zwana waza Pronomosa (od imienia
fletnisty, podpisanego przy jego wyobrażeniu), krater
wolutowy, datowany na przełom V i I V wieku, wyrób
attycki, dziś znajdujący się w muzeum w Neapolu *.
Zwraca uwagę, że trzej aktorzy wyobrażeni są z brodą,
co w ikonografii oznacza przedstawienie dorosłego
mężczyzny, wszyscy chórzyści są zaś bez zarostu. T o
świadectwo stało się podstawą tezy Johna Winklera
o pochodzeniu tragedii z obrzędów inicjacyjnych, a do­
kładniej - o związku chorei tragicznej z wojskowym
przygotowaniem młodych osiągających właśnie hebe ".
Dwa inne zabytki ikonografii potwierdzają pośrednio
słuszność takiego poglądu — idzie tu mianowicie o naj­
wcześniejsze przedstawienie postaci z maską aktora lub
chórzysty. Niestety, jest to tylko fragment naczynia
2

2

81

Wróćmy t u do epitetu Dionizosa - dłmorphoy Była
już mowa, że dwupostaciowość tego boga polega na
tym, że bywa on młodzieńczy i dojrzały zarazem. W i a ­
domo jednak dobrze, że jest Dionizos bardziej jeszcze
zmienny i wieloznaczny, wspominaliśmy, że może przy­
bierać postać zwierzęcą, o czym widzom ateńskiego te­
atru przypomniał Eurypides N i e tylko w micie bywał
on koźlęciem, do tej jego postaci nawiązywano w ja­
kichś misteryjnych obrzędach orfickich, czczono go też
pod postacią byka, jako byka wzywały go do świętego
ptzybytku kobiety w Elidzie w jednym z może najstar­
szych zachowanych hymnów religijnych . Obrzęd,
w trakcie którego zjawiał się o n w byczej postaci, spra¬
wowany był ciągle jeszcze w czasach Plutarcha i Pauzaniasza. O jego przedstawieniach w byczej postaci pisze
32

�WMtiMm Ungaun

• DIONIZOS KOUROTROPHOS

tkaniu z Prosymnosem zaprzecza tym cechom, ukazu­
jąc całkowicie niemęskie zachowanie boga. Dionizos
i w t y m zakresie łączy w sobie przeciwne, wyłączające
się, jak mogłoby się zdawać, cechy.
Nieokreśloność płci zyskiwanej dopiero w momen­
cie przekraczania progu dojrzałości jest dobrze znaną
cechą mitów i obrzędów inicjacyjnych wielu kultur.
U Greków łączy się ten motyw z całą koncepcją eroty­
ki widoczną w micie, obrzędach i kulturze obiegowej.
Istotą miłości pederastycznej jest negacja męskości ko­
chanego chłopca, jest on tylko obiektem namiętności,
a sam jej nie okazuje i ma nie doświadczać. Mężczyzną
w takim układzie jest wyłącznie kochanek, chłopiec
świadczy mu tylko rfiaris, tak jakby sam nie miał jesz­
cze określonej seksualności. Właśnie tak zachowuje się
Dionizos wobec Prosymnosa, a tę jego niemęskość
podkreśla jeszcze fakt, że bóg imituje po śmierci zako­
chanego w n i m Prosymnosa stosunek analny, czyniący
go nieomal kobietą.
Homoseksualizm inicjacyjny jest zjawiskiem obec­
nym w kulturze greckiej, dobrze poświadczonym
w micie i obrzędzie . Wiąże się o n zawsze z momen­
tem osiągania przez chłopca dojrzałości, która z kolei
polega właśnie na tym, że chłopiec zaczyna odgrywać
rolę mężczyzny. Opisany przez Pauzaniasza obrzęd
w Patraj wyraźnie czyni aluzje do tego właśnie progu
w życiu młodych ludzi, być może taką przede wszyst­
kim funkcję mają wieńce z kłosów zbóż niesione przez
chłopców zmierzających w celu kąpieli do rzeki. Dość
prawdopodobne wydaje się wyrażone ostatnio przy­
puszczenie, niepoparte wprawdzie żadnymi dowoda­
mi, że tajemniczym wizerunkiem boga schowanym
w skrzyni Eurypylosa byl symbolizujący męskiego Dio­
nizosa fallus .
54

Dionizos i Bachamka grająca na tamburynie

Athenajos (XI 76). Jest on, mówiąc słowami późnoantycznego hymnu, myriomorpkos - „o tysiącach postaci"
czy „o wielu kształtach" (AP I X 524,13).
Niewątpliwie ta zmienność Dionizosa wyraża jego
naturę jako bóstwa stanów przejściowych, bóstwa po­
średniczącego między wrogimi sobie światami. Jest
ludzki i zwierzęcy, olimpijski i chroniczny, dziki i cywi­
lizowany. Jest także dwiiplciowy".
Tę jego ostatnią cechę najlepiej może wyraził O w i ­
diusz, nazywając go wprawdzie puer aetemus, ale doda­
jąc: tibi, cum sine cornibus adstas, virgineum caput est.
(Met. I V 18-20). Jest więc on puer, ale można go pomy­
lić z mrgo. M i t tłumaczy tę dziewczęcą postać boga mó­
wiąc o tym, jak został on dzieckiem oddany na wycho­
wanie Ino i Atamasowi w przebraniu dziewczynki. Cho­
dziło o to, by ukryć go przed Herą. (Apoll. Bibl. III 4,3).
Nie są to wymysły późnych mitografów, w najdawniej­
szych przedstawieniach ikonograficznych Dionizosa
zwraca uwagę jego długa, kobieca szata, być może bassara, którą nosiły trackie i nie tylko trackie bachantki.
Co więcej, w słynnej, opisanej przez Semosa z Delos ce­
remonii wnoszenia fallusa do teatru ityphcdbi noszą ko­
biece szaty. Bóg wyraźnie, chciałoby się powiedzieć jednoznacznie, falliczny, reprezentujący męską jurność,
jest zarazem zniewieściały, właśnie przynajmniej tak,
jak dziwny cudzoziemiec u Eurypidesa (r/ielyrnorphos).

55

Dionizos jest więc męski i niemęski zarazem, mło­
dzieńczy i niedojrzały oraz dorosły i jurny, jest mężczy­
zną, ale ma cechy dziewczyny, występuje w kobiecej
szacie , chociaż broda podkreśla jego męskość, a fallus
jest atrybutem niemal stale obecnym w jego kulcie. Te
wszystkie cechy dlatego łączą się w jednej postaci bo­
ga, że jest on także bóstwem inicjacyjnym, bóstwem
czuwającym nad momentem osiągnięcia dojrzałości
przez chłopców. Podobnie jak Artemida, z którą jest
tak bardzo związany, również Dionizos jest kaurotrophos i jest to może jedna z najstarszych cech i funkcji
tego boga.
36

Przypisy
1

Por. C l . A n t o n e t t i , Les Etoliens.

Images et religion. Paris 1990,

s. 253-262
Por. L. R. Farnell, Greek Hero Cults and Ideas of

:

Immortality.

O x f o r d 1921.

W sferze seksualnej Dionizos zachowuje się bardzo
dziwnie. Jest on przecież choiropsahs i oipholios, a jed­
nocześnie znany i wysoce nieprzyzwoity m i t o jego spo­

1

Por. M . P. Nilsson, Griechische
mit Ausschluss

*

Feste von Religiiiser

Bedeutung

der attischen. Leipzig 1906, s. 295

K D o w d e n , Death and the Maiden.

Girls' Initiation Rites in Gre-

82
i

�Whdzmuen Lengauer • DIONIZOS KOURÜTRÜPHOS
L o n d o n and N e w York 1989, szczególnie s. 128¬

ek Mythobgy.

1 6

132. Por. też J. N . Bremmer, The rok ofthe tempie in Greek ini¬
tiatory ritual. [ W : ] Actes d u V I I ' congres de la F. I . E. C. t. 1,
1 7

main en Grèce ancienne. Kemos Suppl. 3, Athènes, Liège 1994,
1 9

La religion des fÛles à Athènes

à Brauron.

Repentirs, avancées,

à l'épo&lt;"

mises au point. Dialogues d'histo*

nos Suppl. 3, Athènes, Liège 1994, s. 192-193
Por. K . D o w d e n , Death and the Maiden,

2 2

Por. W . Burkert, Homo Necans.

Construction

Aisymnetes

Tnklaria

[ W : ] Before Sexuality.

at Palras.

of Erotic Expérience

in the Anctent Greefc

Greek Sacrificial

The

of

Ancient

Ritual and Myth. Berkeley, Los Angeles, L o n -

d o n 1983, s. 168-179
2 1

K . D o w d e n , Death and the Maiden,

Edited by D . M . . H a l p e r i n , J. J. W i n k l e r , F. I. Z e i t l i n , Prince­

2 4

P. V i d a l - N a q u e t , Le chasseur noir. Formes de pensée et formes de

Kult der Artemis Triklaria

und Initiation. Der

und des Dionysos Aisymnetes

Walter

Burken.

Herausgegeben

«

Por. E. Zwolski, Choreia. Muza i bôstwo w religii greckie). War¬
szawa 1978, s. 105

v o n F. Graf. Stuttgart u n d

2 6

Leipzig 1998, s. 143-167

Por. A . Pickard-Cambridge, The Dramatic Festivals

of

Athens.

O x f o r d 1953, s. 241

Por. P. Brûlé, De Brauron aux Pyrénées et retour: dans les pattes

2 7

Por. J. Bremmer, The Suodales of Pophos Valesios. Zeitschrift fur

2 8

A . Pickard-Cambridge, op. cit., s. 179, i l . 28

2 0

J. J. W i n k l e r , The Ephefces' Song: Tragodia and Polis. [ W : ] N o -

de l'ours. „Dialogues d'histoire ancienne", 16,2, 1990 s. 24
Por. P. Brûlé, Artemis Amarysia.

s. 86

société dans le monde grec. Paris 1983, s. 151-175

in Patrm.

|W:] Ansichten griechischer Rituale. Geourtstags-Symposium für

Des ports préférés

Papirologie u n d Epigraphik, 47, 1982, s. 133-147

d'Anémts:

l'Euripe. Kernos, 6, 1993, s. 62
'

s. 79-82

The Anthropology

World.

t o n 1990, s. 115-134; G . Baudy, Ackerhau

*

Por. P. Bonnechère, Le sacrifice humain en Grèce ancienne. Ker-

ne, 16,2, 1990, s. 5-60
The Rites of Artemis

Artemis,

T h e Journal of Hellenic Studies,

2 1

and Dionysos

;

Por. R. Seaford, The Eleventh Ode of Bacchylides. Hera,

re les images, les textes, I animalité. Dialogues d'histoire ancien­
J. Redfield, From Sex to Politics:

ou la folie divine. Ker-

108, 1988, s. 118-136

Représen-

tations in Attic Iconography. A t h e n s 1988; taże, Lire l'arkteia - li­

I

Por. P. W a t h e l e t , Dionysos chez Homère

and the Absence of Dionysos.

ire ancienne, 16,2,1990, s. 61-90; C h . S o u r v i n o u - I n w o o d , Studie* i n Girls' Transitions. Aspects ofthe Arkteia and Age

Por. A . M o r e a u , Initiation en Grèce antique. Dialogues d ' H i s t o -

nos, 4, l 9 9 1 , s . 6 1 - 8 2

Paris 1978; tenże, Retour

que classique. Mythes, cultes et société.

Spartia-

ire A n c i e n n e , 18,1, 1992,s. 197-199

s. 150-163
P. Brûlé, La filie d'Athènes.

et la flagellation des éphibes

s. 11-22

1

Budapest 1983, s. 121-124 oraz P. Bonnechère, Le sacrifice hu-

s

Pot. P. Bonnechère, Onhia

tes. Un souvenir chimérique de sacrifice humain. Kernos, 6, 1993,

Por. P. J. Rhodes, A Comrnentary on the Ari stolelian

Athenäum

Pohlem O x f o r d 1981, s. 607-608 oraz P. Brûlé, La filie

thing to Do with Dionysos.' A t h e n i a n Drama i n Its Social C o n -

d'Athè-

text. E d . by J. W i n k l e r , F. I . Z e i t l i n , Princeton 1990, s. 20-62

nes, s. 310-312

»

1 0

Por. P. Brûlé, Retour à Brauron,

s. 71

I I

Por. M . P. Nilsson, Griechische Feste, s. 196

i :

Por. A . Lesky, Die tragische Dichtung der Hellenen. Göttingen

A . Pickard-Cambridge, op. cit., s. 178 i i l . 25

"

ramie, s. 182 i i l . 39

12

Por. C h . B r o w n , Dionysus and the Women of Elis. „Greek Rom a n and Byzantine Studies", 23, 1982, s. 305-314

1972, s. 63

"

Por. W . Lengauer, D ^ y s o s dimorphes. „Kwartalnik Historii

"

Lexicon Iconographicum Myt/ioiogioe Ciassicoe. T o m I I I , Zürich

Por. B. Sergent, L'homosexualité

dans la mythologie grecque. Pa-

M

tamże, T o m V I I I , 1997, sub Despotes T h e r o n N r 2, 12 i 19.

ris 1984; tenze. L'homosexualité

initiatique dans l'Europe

a

Por. C h . Picard, Dionysos Psilox. [ W : | M o n g e s offerts à M.

ne. Paris 1986.

K u l t u r y M a t e r i a l n e j " , 46, 1998, s. 87-92

und München 1986, sub Dionysos, N o 152

Octave

Navarre

par

ses élèves

3 4

et ses amis. Toulouse

s. 317-339; H . Jucker, Das Bildnis im Blatterfeeich.
und Bedeutung

einer römischen

Porträlsform.

s. 167-168; E . - L I . Marangou, Lakonische

Lausanne

Elfenbein-

1935,

H

Gescliichte
und

, 6

ancien-

G . Baudy, op. cit., s. 160-162
Por. J. Bremmer, Dionysos Travesti.

[ W : | L ' i n i t i a t i o n . Actes d u

1961,

Colloque international de M o n t p e l l i e r 11-14 avril 1991. T o -

Bein-

me I : Les rites d'adolescence et les mystères. Ed. par A . M o r e a u ,

schnitzereien. T u b i n g e n 1969, s. 30

Montpellier 1992, s. 180-198

83

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8249" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8229">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/afdfe954a2f5e16e88ebd180c05c1671.pdf</src>
        <authentication>58a233de68821afc79760d9be171f7f1</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98598">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3028</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98601">
                <text>2001</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98604">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2832</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98606">
                <text>Biesiadne inicjacje / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98609">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4, s.56-62</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98611">
                <text>Danielewicz, Jerzy</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98613">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98615">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98616">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98618">
                <text>Jerzy Danielewicz • BIESIADNE INICJACJE

JERZY

litarnej, która opierała się na „biesiadach zasłużo­
nych", urządzanych przez kastę naczelników plemion
(basilees). Zmodyfikowaną kontynuacją tego systemu
w epoce hoplitów były syssitia i sympozja klasy hopli­
tów. Dwie te instytucje powstały ze wspólnego źródła,
lecz w wyniku różnej drogi rozwojowej. W większości
państw-miast (poleis) stworzono organizację militarną,
opartą na fylach (phylai) i fratriach (phratriai). Arysto­
kratyczne sympozjon nie stanowiło tam już centrum
życia politycznego, lecz lokowało się obok nowych i n ­
stytucji polityczno-militarnych, a jego funkcją w coraz
większym stopniu stawało się dostarczenie rozrywki.
Niemniej trzeba powiedzieć, że pozostało jedną z do­
minujących form współbiesiadowania. Inaczej wyglą­
dała sytuacja w Sparcie, gdzie obowiązujące wszyst­
kich pełnoprawnych obywateli składkowe syssitia słu­
żyły stworzeniu struktury zmilitaryzowanego społe­
czeństwa .

DANIELEWICZ

Biesiadne inicjacje
Rozważania o greckim sympozjonic

S

tówo „sympozjum", inaczej „sympozjon", które
przejęliśmy - w pierwszym wypadku poprzez łaci­
nę - z greckiego sympósion, budzi w naszych cza­
sach prawie jednoznaczne skojarzenia z konferencją
lub dyskusją naukową. N a takie rozumienie sympozjonu wpłynął niewątpliwie fakt, że w ten sposób właśnie
zatytułował jeden ze swoich najsłynniejszych dialogów
Platon, a za n i m i n n i autorzy (np. Ksenofont, Plutarch,
Lukian); wspólną cechą owych literackich „sympozjonów" było imitowanie prowadzonej przy uczcie rozmo­
wy na tematy filozoficzne, moralne, literackie, a także
praktyczne lub zabawowe . W naszych rozważaniach
gatunek zwany sympozjonem nie stanowi głównego te­
matu, pozostanie jednak jednym z ważnych źródeł po­
mocnych w badaniu sympozjonu jako instytucji cha­
rakterystycznej dla życia społecznego i kultury greckiej
począwszy od okresu archaicznego

3

4

Zwyczaj wspólnego biesiadowania charakteryzuje
oczywiście wiele kultur, ale u Greków posiadał swoją
specyfikę. Wspomniany wyżej Murray podkreśla trzy
jego cechy do tego stopnia charakterystyczne, że mogą
służyć jako wyznaczniki zasięgu k u l t u t y greckiej
w Śródziemnomorzu i Europie Północnej.
5

Po pierwsze, wspólne posiłki były zajęciem zasadni­
czo zarezerwowanym dla mężczyzn. Sympozja odbywa­
ły się w andrón, „męskiej sali", a kobietom nie pozwa­
lano w nich uczestniczyć, przynajmniej na równych
z mężczyznami prawach.

1

W sensie ściśle etymologicznym sympósion („wspól­
ne picie") określa tę część uczty, która następowała po
posiłku. Znaczenie etymologiczne nazwy jest t u jednak
o wiele węższe niż realne, gdyż sympozjon bynajmniej
nie ograniczało się do prostej konsumpcji wina. Jego
różnorodne funkcje, a t y m bardziej odniesienia symbo­
liczne, nie dają się ująć w krótkiej definicji. W niniej­
szym wykładzie pragnę poświęcić szczególną uwagę
tym aspektom, które czyniły z sympozjonu oryginalne
zjawisko religijne, społeczne i kulturowe.

Po drugie, w Grecji bardzo wcześnie podzielono
ucztę na dwie części: poświęconą jedzeniu (deipnon)
i poświęconą piciu {sympósion), przy czym znacznej rytualizacji uległa nie tyle ta pierwsza część, ile druga.
Po trzecie, już w wieku V I I I p.n.e. ustalił się w Gre­
cji zwyczaj, przejęty chyba z Bliskiego Wschodu, spo­
czywania na sofach zamiast siedzenia w czasie uczty.
Wymienione wyżej cechy specyficzne greckiego
sympozjonu nie dają oczywiście pełnego jego obrazu;
trzeba je skomentować i uzupełnić szeregiem dalszych
obserwacji.
; =;

Fakt, że biesiadowano w męskim gronie, uświadamia
nam wyraźnie podrzędny status społeczny kobiet. Do­
puszczano je do uczt jedynie w instrumentalnej roli wy­
konawczyń muzyki, kochanek lub posługaczek. Wspól­
nota sympozjonu, podkteślana przedrostkiem „we­
spół", sym- ( = syn-), była wspólnotą mężczyzn i tylko
z t y m zastrzeżeniem można mówić o przestrzeganiu za­
sady równości praw podczas uczt.

Sympozjon trzeba rozpatrywać na szerszym tle zwy­
czaju „współbiesiadowania". Jak zauważa Oswyn M u r ray , w społeczeństwie archaicznej Grecji, nie posiada­
jącym formalnej kasty kapłańskiej ani scentralizowanej
struktury władzy, wspólne spożywanie posiłków pod­
kreślało równość praw i służyło ugruntowywaniu po­
dzielanych przez społeczność wartości. W epoce późnoarchaicznej uczony angielski wyodrębnia cztery pod­
stawowe typy współbiesiadowania: święto religijne,
wspólny posiłek żołnierski, posiłek publiczny fundowa­
ny przez polis jako wyraz wyróżnienia oraz mające spra­
wić przyjemność sympósion.
2

Bogaty rytuał sympozjonu miał swoje odniesienia re­
ligijne . A k t e m wyraźnie sakralnym było ofiarowanie
bogom cząstki przeznaczonego do konsumpcji wina
przez ulanie paru jego kropel z pucharu (sponde, liba­
cja). Jak stary to był zwyczaj, świadczy formuła epicka
z Iliady 9,177, powtórzona kilkakrotnie w Odysei: autar
6

Znana nam z literatury tradycja wspólnych uczt się­
ga swymi korzeniami opisanej w epice organizacji m i ­

56

�Jerzy Danielewicz • BIESIADNE INICJACJE

Na ucztach, przy wspólnym posiłku
Wśród biesiadników wszcząć pean wypada.

epei speisan t' epion th' hoson ethele thymos („Gdy na
cześć bogów uleli, co dusza zapragnie, wypili" - przel.
K. Jeżewska). Z czasem ustalił się zwyczaj, że winem za­
czerpniętym z pierwszego mieszalnika składano libację
Zeusowi i bogom olimpijskim, z drugiego - herosom,
z trzeciego - Zeusowi Zbawcy lub temuż Zeusowi
z ptzydomkiem Teleios, „doprowadzający do szczęśliwe­
go końca" lub alternatywnie - z pierwszego mieszalni­
ka Dobremu Demonowi (agathoü daimonos) a z trzecie¬
go — Hermesowi .

(Przeł. J. Danielewicz)
Wzmianki o wspomnianych wyżej czynnościach rytual­
nych są w piśmiennictwie greckim liczne; przypomnij­
my t u jednak tylko zdanie z Platońskiej Uczty :
12

A gdy Sokrates ułożył się na sofie i, podobnie jak inni,
spożył posiłek, spełniliśmy libację, zaśpiewaliśmy pieśń na
cześć boga i wykonaliśmy pozostałe czynności rytualne,
a następnie zabraliśmy się do picia.

7

Peter v o n der Mühll wyraża pogląd, że libacja wo­
tywna była początkowo obrządkiem mającym przeła­
mać tabu związane z winem, gdyż picie oznacza pene­
trację, wniknięcie w to, co demoniczne. Aspekt dani­
ny ofiarnej jest czymś wtórnym, pierwotnym elemen­
tem pozostaje element magiczny.
8

Znaczenie sakralne - nie tylko higieniczne - ma tak­
że mycie rąk przed ucztą. Zasadę tę zna już Homer.
W V I księdze Iliady opisuje znamienne zachowanie
Hektora, który wiedząc, że ma wpierw spełnić płynną
ofiarę na cześć Zeusa i „innych nieśmiertelnych", nie
chce przyjąć wina od matki, gdyż czuje się zabrudzony.
Wypowiada wtedy słowa (ww. 266-268): .

Sympozjon w odczuciu uczestników było obrzędem
kolektywnym, łączącym ich z bogiem; wieńcząc mie­
szalniki (kratery) i dzbany dokonywali o n i symbolicz­
nego aktu jego uwieńczenia. W i n a nie traktowano bo­
wiem po prostu jako daru boga, lecz często identyfiko­
wano je z n i m samym, stąd popularnym określeniem
boskiego napoju były użyte metonimicznie imiona:
Bakchos, Bromios, Dionizos. Wieszczek Tejresjas
w Bakchantkach Eurypidesa (ww. 284-285)' wypowia­
da znamienne słowa, iż w płynnej ofierze z wina skła­
dany jest sam Dionizos:

Boję się wino ulewać Zeusowi ciemne, nie myjąc
Przedtem rąk, jestem zbrukany posoką i kurzem bojowym.
Jakżebym mógł do Kronidy czamochmurego wznieść modły!
(Przeł. Kazimiera Jeżewska)
Problem czystości fizycznej przed przystąpieniem do
kontaktów z bóstwem analizuje Włodzimierz Lengauer , dochodząc do wniosku, że zabrudzony czło­
wiek nie może przystąpić do modlitwy lub ofiary, po­
nieważ brud jest śladem jego czynności ze sfery pro/anum, od którego sacrum musi być wyraźnie oddzielone.

Jego to, boga, ofiarują bogom,
Tak że mu ludzie zawdzięczają dobra.
(Przeł. Jerzy Łanowski)

13

Także zdobienie głowy wieńcem podczas sympozjo­
nu jest elementem związanym z obrzędowością, nawią­
zującym do rytów inicjacyjnych, czyli praktyk, których
celem jest przyjęcie do nowej społeczności . N a tej za­
sadzie nakładano wieńce wtajemniczonym w misteria
i np. pannie młodej czy zmarłemu.

Rówieśnik Eurypidesa, łon z Chios, w jednym z zacho­
wanych fragmentów (744 PMG) przechodzi niepo­
strzeżenie od pochwały Dionizosa do pochwały wina:

14

[Sławię] dziecię nieujarzmione
Byczogłowe, młode - i niemłode,
Najsłodszego miłostek
Hałaśliwych sługę,
Wino - władcę świata,
Co ludziom dodaje otuchy.

Niemal religijną atmosferę sympozjonu dobrze odda­
je elegia Ksenofanesa (1 W . - 1 G.-P.), opisująca etap
wstępny uczty. Zacytujmy z niej kilkanaście pietwszych
wersów w przekładzie Włodzimierza Appela:

(Przeł. Jerzy Danielewicz)
Teraz bowiem podłoga jest czysta, czyste są ręce
wszystkich, a także kielichy; jeden nakłada nam wieńce,
inny w czaszy roznosi dokoła wonny olejek,
krater mieszalny czeka pełen i radość sposobi,

Kolejnym wybitnie sakralnym aktem było wspólne
odśpiewywanie peanu biesiadnego przez wszystkich
uczestników. Zdaniem badacza gatunku peanicznego
lana Rutherforda funkcję peanu wykonywanego pod­
czas sympozjonu można określić jako apotropaiczną,
czyli nastawioną na odwrócenie nieszczęścia czy szko­
dy, a zarazem celebracyjną . Bardzo wczesnym po­
świadczeniem omawianego t u zwyczaju jest fragment
98 PMGF poety spartańskiego z drugiej połowy V I I
wieku
Alkmana :

5

wino jest już gotowe i zda się zapewniać, że nigdy
w dzbanach go wdzięcznych nie zbraknie kwieciem
woniejącego,
Pośród nas i kadzidła unosi się zapach odświętny,
stoi też woda źródlana świeża, czysta i chłodna,
obok są chleby rumiane, a stół wspaniały, od sutych

10

10 gnąc się ciężarów, dźwiga sera i miodu dostatek,

11

57

�Jerzy Danielewicz • BIESIADNE INICJACJE

ołtarz w środku komnaty skrywają kwietne girlandy,
gwar biesiady i pieśni w krąg wypełniają domostwo.
Trzeba atoli, by najpierw rozsądni ludzie sławili
boga w swych hymnach podaniem zbożnym i słowy

Ważną rolę w wypełnieniu celów sympozjonu odgry­
wał wybierany każdorazowo przez biesiadników „mistrz
ceremonii", zwany bardzo różnie, nie tylko sympostarches lub symposiarchos , ale również np. basileus
lub drchon . Wszystkie wymienione nazwy podkreślają
jego władzę i , rzeczywiście, władzę taką posiadał. Mógł
m.in. zaproponować program poetycko-muzyczny łub
temat dyskusji. Był też odpowiedzialny za nastrój przy­
jęcia. W t y m celu ustalał, ile mieszalników rozcieńczo¬
nego wina zostanie wypitych, oraz jaka będzie proporcja
wody i w i n a . Ideałem było utrzymywanie się w stanie
pośrednim między niepożądaną trzeźwością (nephein)
a kompletnym upojeniem (methyesthai) . Pewien pro­
cent upojenia był potrzebny po to, aby nie zachowywać
się sztywno, mieć odwagę prezentowania się przed i n ­
nymi oraz uwolnić się od zmartwień . Temu ostatnie­
mu celowi patronował Dionizos z przydomkiem Lyaios,
Uwalniający od trosk". W charakterze antidotum na
troski można bvło zastosować silniejsza mieszankę wo
dv i wina i szvbciei wvchvlac kielichv W e fragmencie
346 (L -P = V o m t Alkaiosa nodmiot lirvcznv wvstenuie w roli sympozjarchy i daje takie oto zalecenia:
19

czystymi;
15 kiedy spełnią libację i modły zaniosą, by mogli,
kroczyć drogą słuszności - tę wszak wybierać należy
zamiast pychy - do woli niech piją, byleby sługa
wieść ich do domu nie musiał, chyba że ktoś już sędziwy.
W przytoczonej t u części elegii Ksenofanes koncen­
truje się na przygotowaniach do uczty, rytuale sympozjonu (obmywanie rąk, nakładanie wieńców, libacja,
modlitwa, hymn do boga) i wskazówkach dotyczących
picia; elegia ma zatem, by użyć modnego ostatnio ter­
minu, charakter „metasympozjalny" . Zwraca uwagę
nacisk, jaki poeta kładzie na aspekt motalny: ustalone
przez niego normy biesiadnych zachowań, oparte na
przestrzeganiu zasady zbożności i sprawiedliwości,
obowiązywać mają również w innych dziedzinach ży­
cia. Uczta jest sui generis mikrokosmosem, rządzonym
podobnymi prawami co makrokosmos otaczającego
świata .
15

20

21

12

23

2Ą

25

16

Elementem podkreślającym niemal sakralny charak­
ter uczty jest u Ksenofanesa m.in. pokryty kwiatami oł­
tarz pośrodku sali. Zwolennik dosłownej interpretacji
Hans Herter uważa, że jest to ołtarzyk przenośny, jaki
znajdował się w każdym domu, specjalnie na ten czas
tam ustawiony . Ponieważ jednak zestawienie ołtarza
z kraterem zdarza się na malowidłach wazowych nie­
zwykle rzadko i w innych kontekstach, Francois Lissarague sugeruje, że Ksenofanes przedstawia tu idealizo¬
wany obraz sympozjonu, nadając konkretom znaczenie
przenośne dla wyeksponowania związku libacji z modli­
twą. Odejście od dosłowności opisu wydaje się potwier­
dzać epitet mieszalnika - w oryginale mówi się o nim, że
jest pełen nie tyle wina, co pożądanego nastroju (mestos
euphrosynes, „pełen radości") - niemniej sprawa, ołtarza
jest trudna do definitywnego rozstrzygnięcia.
17

18

Wspomniana przez Ksenofanesa euphrosyne, radość,
dobre samopoczucie każdego uczestnika, to istotny wa­
runek udanego sympozjonu, jego arete, jak wyraził się
autor anonimowej elegii z I V wieku p.n.e. (27 W . = 12
G.-P.). Nie należy tego pojęcia utożsamiać jedynie
z przyjemnością ucztowania. Elitarni sympozjaści nie
oczekiwali wyłącznie konsumpcji czy rozrywki, lecz
także zaspokojenia wyższych potrzeb duchowych. Plu¬
tarch w Uczcie siedmiu mędrców (2, 147e) ujmuje to
następująco: „Człowiek rozumny nie przychodzi na
biesiadę, jakby był tylko garnkiem do napchania, ale
po to także, żeby użyć i poważnej rozmowy, i żartów,
i posłuchać czegoś, i samem. u. opowiedzieć w towarzy­
stwie coś stosownego w danych okolicznościach - jeśli
zebranie ma stanowić dla obecnych przyjemność".

58

Pijmy! Dlaczego na lampy czekamy wieczorne?
Dnia odrobina została do zmroku.
Sięgnij po kubki - te większe, misternej roboty!
Po to dał przecież Semeli i Zeusa syn ludziom
Wino, by mogli o troskach zapomnieć.
Zmieszaj więc jedną część wody, dwie wina - i nalej!
Aż do krawędzi lej śmiało! Niech jeden za drugim
Krążą kielichy
(Przeł. Jerzy Danielewicz)
Nie poddane kontroli pijaństwo odrzucano jako nie­
godne Greka i typowe dla barbarzyńców. Anakreont
w jednym ze swych utworów o tematyce sympotycznej
(356 P M G = 33 Gentili) rozwija problem pożądanej
równowagi między pragnieniem wyzwolenia się z więzów
racjonalności a obowiązkiem przestrzegania decorum.
W drugiej części utworu ostrzega przed czymś, co można
by było nazwać antysympozjonem. Wezwanie do zaprze­
stania pijatyki na modłę Scytów sąsiaduje z zachętą do
kulturalnego sposobu biesiadowania, model barbarzyń­
ski przeciwstawiony jest modelowi greckiemu:
Dalej, pora już porzucić
Zwyczaj uczt na modłę Scytów
Wśród okrzyków, dzikiej wrzawy:
Gdy sączymy wino z wolna
Piękny hymn niech ktoś zanuci!
(Przeł. Jerzy Danielewicz)
Naturę tego przeciwstawienia ustalił precyzyjnie
Giovanni C e r r i , zauważając, że polega ono na różnym
26

�Jerzy Danielewkz * BIESIADNE INICJACJE

zjon związane było od początku z arystokracją i w znacz­
nym stopniu pozostawało jej domeną nawet w Atenach
V wieku, gdy budowano już jadalnie publiczne i stwa­
rzano okazje do zbiorowego świętowania .

podejściu do picia. Scytom mianowicie obca była eks­
cytacja bakchiczna jako przeżycie religijne, które
u Greków znajdowało swoje naturalne ujście w ryt­
micznej dyscyplinie muzycznej i pięknej pieśni; w re­
zultacie zamiast uporządkowanej chorei panowała
u nich barbarzyńska żywiołowość, wyrażająca się nie­
kontrolowanymi krzykami.

32

Powiązanie sympozjonu z elitą społeczną owocowa­
ło ustaleniem pewnych standardów zachowania. Mó­
wiliśmy już o ogólnej kulturze picia i funkcji sympozjarchy w regulowaniu „temperatury" sympozjonu. Pora
wspomnieć o jego inspirującej roli w procesie tworze­
nia i przekazywania poezji. Już u Homera, jak wykazazał K. Bielohlawek , picie wina było tylko tłem dla
ważniejszej przyjemności (określanej czasownikiem
terpesthai), jaką stanowiło wysłuchiwanie pieśni aojdów - obok wzajemnego zabawiania się opowieściami
(mythoi, epea, lógoi) . W „epoce l i r y k i " właśnie syn i pozjon stwarzało tło i okazję do wykonania dawnej i no­
wej poezji , przyczyniając się do jej transmisji, prze¬
chowania dla następnych pokoleń.

Sympozjon odbywało się w sali mieszczącej za­
mknięte grono sympozjastów. Francois Lissarague
nazwał je obrazowo, od zajmującego centralne miejsce
mieszalnika, „przestrzenią krateru". Przestrzeń ta była
troskliwie zagospodarowana. Sympozjaści spoczywali
na sofach (pojedynczo lub po dwóch na jednej), opie­
rając lewą rękę o podgłówek. K o n t a k t wzrokowy i gło­
sowy między każdym z n i c h zapewniało odpowiednie
ustawienie sof i ograniczenie ich liczby. Jak wynika
z badań archeologicznych, standardem było 7 lub
9 sof, umieszczonych wokół sali pod ścianami . Obok
każdej sofy ustawiano osobny stolik, na którym kła­
dziono zakąski. Obraz sali biesiadnej z siedmioma so­
fami i tylomaż stolikami zarejestrował A l k m a n we
fragmencie 19 PMGF.
27

33

34

35

28

N a uwagę zasługuje osobiste zaangażowanie sympo­
zjastów w kształtowanie programu spotkania. Joachim
Latacz nazwał sympozjon rodzajem „intymnego te­
atru kameralnego", w którym role aktora i widza/słu­
chacza mogły ulec odwróceniu. I choć z oczywistych
względów nieczęsto mogli się na przeciętnym sympozjonie pojawić uznani i powszechnie podziwiani poeci,
ich poezja znajdowała tam trwałe miejsce dzięki po­
nownemu jej wykorzystywaniu w nadającym się do te­
go kontekście (tzw. przez Włochów riuso). Sięganie po
dobre wzory poetyckie wystawia wysokie świadectwo
gustom greckich sympozjastów. W a r t o sobie uświado­
mić, że jedną z rozrywek intelektualnych wprowadza­
nych podczas sympozjonu było wzywanie współtowa¬
rzysza biesiady do zacytowania z pamięci fragmentu
wiersza „zadanego" poety. W komedii Arystofanesa
Daitales (fr. 235 K . - A . ) jeden z uczestników dialogu
prosi drugiego: „Zaśpiewaj m i jakąś piosenkę biesiadną
z Alkajosa albo Anakreonta" Dzięki takim sympozjal
ćwiczeniom literackim" możliwe bvło ' n o w a
nie nokaźneeo reoertuaru ooetyckieeo Świadczy o tvm
znów Arvsmfanes który w komedii Pokoi fww
774-779J zakłada ńa nrzykład że widzowie teatralni
a Z i n i r i mkaźna ich cześć roznoznaia wnlecio'
36

Dobór uczestników nie był przypadkowy, choć ist­
niała kategoria gości przybywających bez zaproszenia
(dkletoi) lub przyprowadzanych przez osobę zaproszo­
n ą ; tych ostatnich zwano dowcipnie „cieniami"
(skiai) . Zależnie od okoliczności sympozjon gromadzi­
ło rodzinę lub grono przyjaciół. Kryterium stanowił zbli­
żony styl życia, zbieżność poglądów i celów politycz­
nych, wyrównany poziom k u l t u r y . Formalne sympo29

i0

31

n
r e W rei komedii
ny t e K s t t e j o ea
go poety^tesicnorosa

rvwek L e m a t dawno marłe'
rywe poe a t u aa
o
a e¬
¿LV r i i u r ; , a w nycerzacn
7

Pindara (fr 89a Maełder)
' '
Do rutynowego programu należało przejęcie - wraz
z wręczoną gałązką mirtu - roli kolejnego wykonawcy
i odśpiewanie jakiegoś utworu z klasycznego repertu­
aru pieśni biesiadnych, takich jak np. Theognidea czy
skolia attyckie. Teksty dobierano pod różnym kątem.
Obok utworów typowo okazjonalnych, nawiązujących
do programu sympozjonu, wykorzystywano całą gamę
innych. Cel był różny: rozrywka, ganienie przeciwniP 1 C S m

M u z y k grecki grający na lirze

59

?

�K n i r j i u ftmoi • PAIDEIA POETÓW
lerzy poafci&lt;M*3 • BIESIADNE INICJACJE

ków (które zresztą mogło samo w sobie być również
źródłem rozrywki), pochwała przyjaciół, bezpośrednie
lub zawoalowane propagowanie wzorów zachowań,
przypominanie ważnych wydarzeń z przeszłości.
W epoce ograniczonego przekazu pisemnego oralnie
prezentowana poezja pełniła ważną funkcję społeczną
i kulturową. Grecy docenili rolę pamięci w sztuce sło­
wa, czyniąc Muzy córkami Zeusa i Mnemosyne - to
znaczy Pamięci. Wolfgang Rosier pisząc o sympozjalnej
mnemnsyne, wyraził się , że oznaczała ona przede
wszystkim kolektywną pamięć gtupową. Podkreśliłbym
cel normatywny, dydaktyczny, widoczny w rewokacji
przeszłości. Nieprzypadkowo poetą ttadycyjnie recyto­
wanym podczas uczt w spartańskich obozach był Tyrtajos \ który nie tylko tworzył płomienne wezwania do
boju, ale także przypominał Spartanom - „potomkom
Heraklesa" - o ich pochodzeniu i pradawnym ustroju;
nie przypadek też sprawił, iż w demokratycznych A t e ­
nach znaczną popularnością cieszyły się skolia wysła­
wiające tyranobójców Wróćmy w rym miejscu jeszcze
do Ksenofanesa, który w zakończeniu zacytowanej już
mnie częściowo elegii stwierdza wprost, że nie
wszystkie tradycyjne tematy nadają się do przedstawie­
nia podczas sympozjonu. Potrzebne są „szlachetne
wieści" i dlatego należy chwalić tych poetów, którzy je
przedstawiają, pamięci powinna towarzyszyć „dążność
do doskonałości". W słowach Ksenofanesa, jak wyka­
zał Giovanni C e r r i , widoczny jest zalążek kontroli
społecznej nad produkcja poetycka rozwinięty później
przez Platona w Państwie w postulat cenzury państwowei W a r t o dodać że to co postulował ooeta filozof
realizowano od dawna podczas svmpoziów kieruiac sie
intuicvinie interesem społecznym elementy norma
tvwnei parenezy daia sie w lirvce oreckiei zauważyć od
iei noczatków i to nawet w tak e L t v c z n v m gatunku
jakim był j a m b * .

wykraczająca poza erotykę; jej adresatami są młodzień­
cy z tej samej klasy społecznej. W elegiach biesiadnych
Teognisa w kontekście rozmaitego typu refleksji i po­
rad aż kilkadziesiąt razy pada imię młodzieńca Kyrnosa. Zacytujmy dla ilustracji jeden urywek, ujawniający
bardzo charakterystyczny dla tego poety, arystokra­
tyczny punkt widzenia (ww. 69-72):
Nigdy z ufnością, Kymie, nie szukaj u człeka podłego
Rady, kiedy zamierzasz czynu ważnego dokonać.
Ale do szlachetnego człowieka się zwróć, choćby nawet
Trud to był wielki i drogi musiałbyś, Kyrnie, nadłożyć.
(Przeł. Włodzimierz Appel)

57

Wiersze, w których - tak jak tutaj - występował
imiennie wskazany adresat, nie miały w intencji po­
etów charakteru jednorazowego, okolicznościowego;
tworzono je z myślą o wielu dalszych, późniejszych wy­
konaniach podczas sympozjów. Teognis przepowie­
dział swojemu ulubieńcowi Kyrnosowi sławę w sło­
wach:

3

Nie zabraknie cię nigdy na wszelkich biesiadach i ucztach
Twoje zaś imię nie będzie z ust rozlicznych schodziło:
Ciebie uroczy młodzieńcy przy wtórze fletów rozgłośnych
Będą z wdziękiem opiewać w pieśniach dźwięcznych
i pięknych.
(ww. 239 nn. - Przeł. Włodzimierz Appel)

59

Życie potwierdziło tę przepowiednię: o nieustającej
popularności zbiom Theogmdea świadczy wymownie
fakt, że przetrwał on w odpisach aż do czasów nowożyt­
nych.
Chatakterystyczna dla biesiadnej poezji erotycznej
była apostrofa ogólna „o chłopcze" , odzwierciedlają­
ca kierunek działania, specyficzny układ między doro­
słym, zaangażowanym uczuciowo mężczyzną (erastes)
a stanowiącym obiekt jego pożądania młodzieńcem
(erómenos). Po przykład sięgnijmy do drugiej księgi
Tfieognidea (ww. 1235-1238):
42

Ciekawą sprawą jest wiek adresatów przybierającej
różne formy sympozjalnej paidei. W sytuacji gdy świa­
dectwa archeologiczne i literackie wyraźnie potwier­
dzają obecność na ucztach chłopców i młodzieńców,
można sobie zadać uzasadnione pytanie, czy owa paideia
dotyczyła tylko dorosłych mężczyzn, czy może także
owych młodych ludzi. W i a d o m o , ze w kreteńskich
aiidreia siedząca na ziemi u stóp ojców młodzież przy­
słuchiwała się dyskusjom starszych, kończących się kie­
rowanymi do mej wskazówkami. Podobnie w Sparcie:
napełniający dorosłym biesiadnikom kielichy chłopcy
mieli obowiązek przysłuchiwać się dysputom politycz­
nym i opowiadaniom o heroicznych dokonaniach oby­
wateli, mogli też zadawać pytania, na które dorośli m u ­
sieli odpowiedzieć.

Chłopcze, który uczuciem mym władasz, posłuchaj,
Bo co powiem, nie będzie niemiłe ni wstrętne.
Nie bój się słów mych przyjąć: nie musisz niczego
Robić, na co byś nie miał w swym sercu ochoty.

41

(Przeł. Jerzy Danielewicz)
Zacytowane wyżej próbki poezji przypominają
o dwóch istotnych dla zrozumienia biesiadnych inicja­
cji faktach: 1. T y m , który wprowadza chłopca w świat
pożądanych norm i wartości jest mężczyzna, 2. Zwią­
zek między owym mężczyzną a chłopcem oparty jest
na zasadzie ukierunkowanego w jedną stronę uczucia.
Znamienne wydają się greckie terminy określające

Szczególnie charakterystyczna dla arystokratów
epoki archaicznej jest poezja sympotyczna tworzona
pod wpływem uczucia erotycznego, lecz tematycznie

60

�Jerjy Qwhfawte • BIESIADNE INICJACJE

obu partnerów: erastés t o ktoś, kto kocha, éramenos ktoś, k t o jest kochany (w języku greckim jest to imie­
słów bierny). Claude Caíame w swej książce o Erosie
w starożytnej G r e c j i ' uznaje relację tego typu, wystę­
pującą zarówno w układach homoseksualnych, jak
i heteroseksualnych, za „asymetryczną" i określa ją
mianem philia, przeciwstawiając jej model miłości
oparty na wzajemnym uczuciu - philótes^. Ponieważ
jednak zarówno do phiUa, jak i do philótes prowadzi
Eros, pełni on ważną rolę przy wprowadzaniu młodych
ludzi obojga płci w dorosłe życie, stwarzając więzy za­
ufania niezbędne w dwóch podstawowych instytu­
cjach: państwie (polis) i domu (oikos). Miejscem ero­
tycznej inicjacji w ramach zinstytucjonalizowanej ho¬
mofilii (Caíame woli ten termin o d pederastii) było
m.in. sympósion.
4

Związkiem między sympozjonem a pederastią zajął
się niedawno Jan Bremmer , który skłonny jest rozpa­
trywać to zjawisko na tle inicjacyjnym. N a Krecie
i w Sparcie pederastía wiązała się z rytuałem przyjęcia
w poczet pełnoletnich obywateli. W pierwszym z wy­
mienionych miejsc tzw. philétor, czyli „kochanek",
porywał swojego wybrańca, przedstawiał go w swoim
klubie (andreion), a następnie zabierał wraz z jego przy­
jaciółmi na wieś, gdzie spędzali czas na polowaniach
i ucztach. Po powrocie młodzieniec był utoczyście
przyjmowany do grona dorosłych; podczas ceremonii
otrzymywał zbroję od swojego kochanka. Identyczny
prezent dostawali w darze od dorosłych mężczyzn-kochanków w momencie przejścia do kategorii pełnolet­
nich obywateli młodzieńcy tebańscy. W Atenach o ro*
snącej skali zjawiska pederastii świadczą pojawiające
się od drugiej ćwierci V I wieku p n e sceny przedsta­
wiane na malowidłach wazowych. Bremmer zwraca
także uwagę na niezwykłą popularność posągów mło­
dzieńców kouroi, w epoce archaicznej; naliczono ich
ponad 60.000' Dodajmy, że także liryka grecka tego
okresu przepełniona jest zachwytami nad pięknem
chłonieceeo i młodzieńczeeo ciała Cvtowanv badac^
holenderski widzi w tvm obiaw zmianv stvlu zvcia arv"
stokracii w en .ce hop itów a mianowicie przeniesienia
iei zainteresowań aeonistvcznvch z nola walk. na bo
ska" sportowe gdzie występowali piękni nadzy zawód
nicv W rodñwisku arvs
mamv wówcza- d .
45

46

gii pojawiają się w kontekście erotycznym terminy lo­
kujące miłosny związek dwóch mężczyzn w szerszym
niż prywatny kontekście, takie jak np. pistós phAos
(wierny przyjaciel) i hetahos (towarzysz), Słowami tego
rodzaju można było równie dobrze określić sprzymie­
rzeńców politycznych i członków złączonych więzami
przyjaźni ugrupowań o wspólnej orientacji ideologicz¬
n e j " . Elegie mówiące o męskiej philia, a zwłaszcza pew­
ne powtarzające się w nich tematy, jak wierność, zdra­
da, zaufanie, wytrwanie w przeciwnościach, dają się
w tej sytuacji interpretować nie tylko w relacji: kocha­
jący - ukochany, ale także w relacji: obywatel - obywa­
tel, współtowarzysz z tej samej frakcji. Można zatem
powiedzieć, że wprowadzając młodego partnera w re­
guły philia jego opiekun arystokrata zapoznawał go
z obowiązującym w tej warstwie społecznej kodeksem
postępowania.
W tytule mojego wystąpienia zamieściłem określe­
nie „inicjacje", które być może niektórym z Państwa
wydało się ryzykowne. M a m nadzieję, że powyższe,
z konieczności wyselekcjonowane uwagi i obserwacje
dostarczyły nieco argumentów uzasadniających tezę
o inicjacyjnej roli greckiego sympozjonu. Nie ulega bo­
wiem wątpliwości, że sympósion jako instytucja łącząca
w sobie elementy świeckie i religijne, prywatne i pu­
bliczne, rozrywkowe i kształcące stanowiło jedną z waż­
nych stref wtajemniczenia w rozległe obszary greckiej
kultury i obyczajowości.
Poznań, wrzesień-paŹdziernik 1999 r.
Przypisy
'
1

O . M u r r a y , Sympotic History, w : O . M u r r a y (red.), Sympotica:
A Symposium on the Symposion, O x f o r d 1990, s. 5

1

Dosi. „wspólnoty uczt". Najbardziej znane są syssitia kreteńskie
(w ramach hetairiai)

i spartańskie (w ramach grup

tómoio,);

dawnymi nazwami były andrem i phiditia; por. PIu. Lyc. 12,1. D o
kilkunastoosobowej wspólnoty mogli być przyjęci pełnoletni

47

czvnienmze
innei rvwalizacii
czynienia
ze swoistvm
swoistym rodzaiem
roazajem innej
rywalizacji owzgięayatraKcyjnycnmioaaenccw.

Zob. T . Kostkiewiczowa, Sympozjon, w : Slouruk terminów lite¬
rackich p o d . red. J. Sławińskiego, W r o c l a w 1976, s. 436

młodzieńcy wyłącznie w drodze glosowania. N a kreteńskich
andreta spożywano posiłki na siedząco, na spartańskich phiditia
- na leżąco, lecz bez k o m f o r t u (niewyścielane drewniane sofy
bez podgłówków). W Sparcie rozróżniano dwa etapy uczty:
spożywanie zasadniczego posiłku (aSdon)
przy winie (epaiklon);

nych państwach diady deipnon i
4

i l e k k i c h deserów

były t o odpowiedniki zwyczajowej w i n ­
sympósion.

Linie rozwojową sympozjonu referuję za: O . M u r r a y , War and
the Symposium, w: W . J. Slater (red.), Dinmg m a Classical

stymulowane fizycznym pożądaniem Kontakty mia­
ły w urecji, co należy z naciskiem podkreślić, wymiar
dodatkowy, mianowicie wycnowawczy. Dtarsi partne­
rzy angażowali się w mora me i obywatelskie ukształto­
wanie młodych ludzi. Aspekt ten opracował, szczegó­
łowo na materiale zaczerpniętym z I neogrudea Uaniel
b. Levine , John M . Lewis i Walter Uonlan . Bada¬
cze ci wykazali, ze we wspomnianym wyżej zbiorze ele­

61

Con­

text, A n n A r b o r 1991, s. 94
I

O . M u r r a y , Symposion and Mannerbund, w: P. O l i v a , A . Frolikovä (red.), Concilium

Eirene,

XVI/1, Praha 1982, 47-52;

tenże, Sympotic History, w : Sympotica...,
II

s. 6

Zob. P. Schmitt-Pantel s. v. Gastmahl, w : Der neue Pauly. En­
zyklopädie

der Antike,

hrsg. v o n H . Cancik u n d H. Schneider,

B d . 4, S t u t t g a r t - W e i m a r 1998, k o l . 802
7

Por. K . Kircher, Die sakrale Bedeutung des Weines rm Altertum,
Gießen 1910, s. 16-21; W . Burkert, Greek

1985, s. 70 n .

Religion,

Oxford

�Jerzy Danieleuiicz * BIESIADNE INICJACJE

8

P. V o n der M u h l l , H simposio greco, w : Poesia e simposio nella

3 4

Bari 1983, s. 11
9

3 5

Przykład podany przez Lissarague' a, The Aesthetics...,

Jak wykazał E. L . Bowie, dotyczy to nawet elegii ekshorta-

I . Rutherford, Paeanic Ambiguity.

A Study of the

1986, s. 13-35; Miles ludens? The Problem of Martial

Representation

tion in Early Greek Elegy, w : Sympotica...,

Quaderni Urbinati d i Cultura

Classica n . s. 44, 1993, s. 81
Fr. 9 8 P M G F .

grecka

1 2

176a: Por. też X e n . Symp. 2 , 1 ; Cyrop. 4,1,6; A n a b . 6,1,4-5.

s. 124n.

1 3

W . Lengauer, Religijność starożytnych

Warszawa 1994,

3 6

z perspektywy

1 4

Zob. V o n der M u h l l , loc. cit.

zur Literatur

1 5

Por. L . E. Rossi, ho spettacolo, w : I Greci. Storia Cultura Arte So-

Ungern-Sternberg,

cięta a cura d i S. Settis, G i u l i o Einaudi editore [b.m.w.] 1997,

s. 372

1 7

3 7

und Römer,

A . Schmitt,

Mnemosyne in the

Por. A t h . 14, 630c (za Filochorosem).
Zob. G . Cerri, Piatone

4 0

Princeton

and

4 1

1987,

Por. K . Bartol, Paränetische

Elemente in den lamben von ArchÜo-

Por. Ephoros F H G 70 F 149, Pyrgion F H G 467 F 1, Dosiadas
5; 5,5, Plut. Lyc. 12 (Sparta).

Supp. Epigr. 7, 151, 168

4 2

Umieszczana na samym początku u t w o r u i stąd przez M . Vette

2 0

Por. np. X. A n . 6,1,30, Plu. Quaest. conv. 620b.

(Theognis.

2 1

Plu. Quaest. conv. 622a.

,,1'apostrofe efebica iniziale".

2 2

PI. Lg. 640d, Symp. 213e.

2 3

Z reguły woda przeważała w mieszance, A n a k r e o n t n p . zaleca

4 3

D . Page, Sappho and Alcaeus,
dotyczące

ars

4 4

omawia pod

tym

E. Pellizer, Outlines of a Morphology of Sympatic
w: Sympotica...,

Por. rozważania Platona w Prawach

2 6

Zob. G . Cerri, Ebrezza

Entertainment,

ed Herodoto),

Według Calame'a kontrast miedzy t y m i właśnie d w o m a typami
łosnych w Grecji; dla K . J. Dovera (Greek Homosexuality,

Lon­

d o n 1978), M . Foucalta (Histoire

1984)

w:

4 5

4 6

F. Lissarague, The Aesthetics...,

2 8

Zob. B. Bergquist, Sympatic Space, w : Sympotica...,

J. Bremmer, Adolescents, Symposion,

s. 19 n n .
s. 39-65 oraz

4 7

tamże, s. 122-131

Greków,

Zob. K . Bartol, Młodzi

Por. przypadek Aristodemosa w Uczcie Platona.

gy (edd.), Theognis ofMegara.

3 1

M . V e t t a , I I simposio: la monodia e ii giambo, w : Lo spazio lettera-

- L o n d o n 1985, s. 176-196

4 8

rio delia Grecia antka, V o l . I 1, Roma 1992, s. 177 n .

Dichtem.

Won Homer

4 9

Democracy and the
5 0

Meander 51,

and the Polis, w : T . J. Figueira, G. NaPoetry and the Polis, Baltimore¬

J. M . Lewis, Eros and the Polis in Theognis Book 11, w : Theognis
s. 197-222

W . D o n l a n , Pistos Phäos

Hetairos,

w : Theognis of Megara...,

s. 223-244

griecHschen
und

D . B. Levine, Symposium

ofMegara...,

s. 149 n .

bis zur Theognissammlung

poetów,

1996, s. 341-351

Plu. Quaest. conv. 707a.

K . Bielohlawek, Gastmahls- und Symposionlehren bei

t. I , Warszawa 1988, s. 142 n.

bogowie starych

2 9

3 3

and Pederasty, w : Sympoti­

Por. Strabon 10,4,21; komentarz w : B. Bravo, E. Wipszycka,
Historia starożytnych

3 0

Drinking Group, w : Sympotica...,

Paris

ca..., s. 135-148, zwł. 142-143

1991, s. 121-131
2 7

Zob. O . Murray, The Affair of the Mysteries:

de la sexualité,

i pasywnych.

I , Palermo

Studi di filologia classica in onore di Giusto Monaco

J. Boardman, Symposion Furniture,

antique, Paris 1996 (przekład

i i n n y c h kluczowe jest przeciwstawienie partnerów aktywnych

666a-d.

dionisiaca ed ubriachezza scitica nel pen-

siew greco tra VI e V secolo a. C. (Anacreonte

dans la Grèce

miłości, niezależnie o d płci partnerów, oddaje istotę relacji m i ­

kątem

s. 178 n .

2 5

C. Caíame, LEros

Roma 1980, s. 40) nazwana

liber secundus,

simboli, pratiche, luoghi, Roma-Bari 1992).

O x f o r d 1955, s. 308

bibendi

Elegiarum

przejrzanego drugiego wydania wersji włoskiej: i Greci e 1'Eros:

stosunek 2:1 lub 5:3. Problem proporcji wody i wina omawia

3 2

n u o v a edizione aggiornata

sociólogo,

F H G 458 F 2 (Kreta) i Kritias B 33 D . - K . , X e n . Resp. Lac. 3,

s. 26-28

Normy

Sympotica...,

chos, Symbolae Philologorum Posnaniensium 8, 1991, s. 29-38.

s. 205 n . ;

of the Greek Banquet. Images of Wine

t r a n s l . by A . Szegedy-Maszak,

w:

1994,

e ampliara, Lecce 1996, s. 55-66

H . Herter, Das Symposion des Xenophanes, W i e n e r Studien 59,

tenże, The Aesthetics

2 4

Symposion,

3 9

w : Sympotika...,

grie­

Schriften

hrsg. v o n F. Graf, J. v o n

3 8

the Krater,

Kleine

Stuttgart-Leipzig

K. Bartol, Warszawa-Poznań 1999, s. 407

Ritual,
1 9

der Griechen

mentarz p o d red. ] . Danielewicza, t. I : Jamb i elegia, oprać.

F. Lissarague, Around

1998,

s. 230-237

Interpretacja K . Bartol, zob. Liryka grecka. Wybór tekstów i ko­

1956,33-48
1 8

W . Rosier,

53,

des Symposions für die entstehende

w : Erschließung der Antike.

chische Literatur,

s. 766

Meander

wykonawczej,

J. Latacz, Die Funktion

s. 120 n .

1 6

Exhorta­

s. 211-229. Zakres

sympotycznych t e m a t ó w elegijnych o m a w i a K . B a r t o l , Elegia

. . . . . .

1 1

Greków,

Sympo­

J o u r n a l o f H e l l e n i c Studies 106,

sium and the Public Festival,

of the paian in Greek Literature,

before Plato, Rhetorica X I 4,

c y j n o - m i l i t a r n e j , zob. tego autora Early Greek Elegy.

s. 26. (zob

przyp. 18).
1 0

Por. E. L . Bowie, Greek Table-Talk
1993,355-371.

Grecia antka. Guida histonca e critica a cura di M. Vetta, Roma¬

Kritias,

5 1

W i e n e r Studien 58, 1940, 11-30 (szczególnie: s. 13).

Problem t e n omawia syntetycznie K . Bartol, Mhdzi bogowie..., s.
349 n . ; korzystam t u z niektórych poczynionych przez nią uwag.

62

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8245" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8225">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b227c852b4741f356f5e53bc2f7de146.pdf</src>
        <authentication>f045fee2c5376a04ade57fc8c4a6fe5d</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98558">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3027</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98560">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98562">
                <text>2001</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98564">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2831</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98567">
                <text>Paideia poetów / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98570">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4, s.50-55</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98573">
                <text>Bartol, Krystyna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98575">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98577">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98579">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98585">
                <text>Krnsljno Barwi * PA1DEIA POETÓW

KRYSTYNA

konany o wszechobecności bogów w otaczającym go
świecie, w naturalny sposób łączył ze sferą nadprzyro­
dzonych doświadczeń. Wiara w boską proweniencję
sztuki poetyckiej kazała mu dostrzegać w osobach po­
etów wychowanków niebiańskich opiekunów, uczniów
olimpijskich nauczycieli, którzy ziemskich wybrańców
czynią swoimi pośrednikami w przekazywaniu śmiertel­
nikom boskiej wiedzy i mądrości.

BARTOL

Paideia poetów

• * •

Teorie dotyczące boskiej inspiracji w poezji, będące
próbą określenia wzajemnych relacji pierwiastka bo­
skiego i ludzkiego, zaczęły się pojawiać w Grecji sto­
sunkowo późno, w epoce klasycznej wraz z działalno­
ścią Gorgiasza, Platona, Arystotelesa. Nie ma w tym
nic dziwnego. Grecka teoria w każdej dziedzinie była
bowiem wtórna w stosunku do praktyki. Grecy, jak
niegdyś trafnie powiedziano, znali odpowiedzi, zanim
nauczyli się stawiać pytania. Tak było również w od­
niesieniu do sztuki, która bujnie rozwijająca się w cza¬
sach archaicznych, swojej teorii doczekała się dopiero
w uczonych pismach intelektualistów epoki klasycznej.
Nie oznacza to jednak, że nic nie wiemy o tym, co naj­
dawniejsi Hellenowie sądzili na temat zawodu poety
i jego pozycji w ówczesnym świecie. Pochodząca z tych
czasów poezja, dochowana do dnia dzisiejszego w sta­
nie szczątkowym, przesiąknięta jest duchem
w którym wszystko, co wartościowe i cenne uważane
było za dar boski udzielany temu, kto nań zasłużył.
Umiejętność
poetyckiego
tworzenia uchodziła
w oczach ówczesnych ludzi epoki archaicznej za dowód
boskiego wyróżnienia. Co więcej widziano w niej
przejaw wyjątkowego związku człowieka i bóstwa (nie
be powodu Homer obdarza śpiewaków epitetem
boscy") Moment stawania sie ooeta rozumiano Hko
akt niemalże religijny chwile odkrycia w sobie boslie
BO nowołann wyobrażano sobie iako dostaoienie wta
iemniczenia w arkana wiedzv odsłanianej tylko
nvm otrzymanie znaku nem enia ooetyckiei służby bv'
lo dla Greków jak przejście p r z e H o ^ k inicjacji!
który zmienia dotychczasową egzystencję człowieka.
Znane nam dzięki różnym antycznym autorom sceny
poetyckiej inwestytury (tzw. Dkhterweihe)
wykazują
wszelkie znamiona misteryjno-inicjacyjnego rytu, który
w różnych swych odmianach na obszarze greckich
wpływów kulturowych wykazywał pewne cechy wspól­
ne wyznaczające zewnętrzne sposoby wyrażania religij­
nego przeżycia tworzących grupę jednostek.

Pytanie, jak to się dzieje, że jeden potrafi tworzyć
poruszające umysły i serca strofy zachwycające swym
pięknem, inny natomiast, nawet jeśliby bardzo chciał,
nie jest w stanie wykrzesać z siebie poetyckiego płomie­
nia, nurtowało Greków od zarania dziejów. Zjawisko
artystycznego tworzenia, zagadkowe, tajemnicze, ra­
cjonalnie niewytłumaczalne, ten religijny naród, prze­

W scenach poetyckiej inicjacji punktem wyjścia jest
zawsze spotkanie człowieka i bóstwa. Bezpośredni kon­
takt z bóstwem staje się dla człowieka momentem
zwrotnym w jego życiu, chwilą odkrycia w sobie twór­
czego impulsu. Hezjod relacjonuje w Teogonii (ww. 23¬
34) swoje spotkanie z Muzami u stóp Helikonu, w wy­
niku którego poeta porzuca zawód pasterza i rozpoczy­
na swą poetycką działalność. A u t o r tzw. inskrypcji

W

zasadzie nieprzetłumaczalny grecki termin
paideia, czy to w swym szerokim znaczeniu,
które moglibyśmy w przybliżeniu oddać
polskim wyrażeniem „kultura ogólna" , czy to w wą­
skim, pojmowanym jako nauczanie, wychowanie, za­
wsze bezpośrednio dotyczy indywidualnego człowieka.
Koncepcja helleńskiej paidei sytuuje wszelako jednost­
kę w świecie innych osób. 1 właśnie społeczna kontekstualizacja paideutycznych działań wyznacza istotę d u ­
chowego rozwoju każdej osoby: odnalezienie indywidu­
alnej tożsamości możliwe jest jedynie poprzez określe­
nie własnego miejsca w zbiorowości.

1

1

2

Ograniczenie na użytek niniejszego referatu zakresu
semantycznego wieloznacznego terminu paideia do
ściśle edukacyjnego, oznaczającego po prostu kształ­
cenie, wychowanie, kształtowanie, jest zawężeniem
celowym. Pozwoli ono jasno przedstawić zagadnienia
związane z pojmowaniem roli, jaką Grecy przypisywali
poetom - ludziom wyjątkowej, w ich opinii, profesji,
żyjących wśród, a jednak w pewien sposób obok nich.
Zawarte w tytule sformułowanie „paideia poetów" od­
zwierciedla typową dla Greka dwutorowość ujmowa­
nia zagadnienia, w którym osoba twórcy-artysty jest
z jednej strony obiektem kształcenia, z drugiej - pod­
miotem sprawczym procesu wychowania Dwoistość
ta jest z kolei naturalnym korelatem typowej dla
mieszkańca starożytnej Hellady dychotomii spojrzenia
na problematykę artystycznej twórczości. Przejawiała
się ona mianowicie w (1) podejmowaniu prób wyja­
śnienia samej natury zawodu poety i jego specyfiki wo­
bec innych przejawów ludzkiej działalności oraz w (2)
określaniu zadań artysty względem obcujących z ,ego
s z t u K ą oan.orcow. i*mijmy
się po K O i e i K a z u y m z wymienionycn tu aspeictow

50

4

7

5

�Krystyna Bunni • P A I P E I A POETÓW

Mnesiepesa opowiada o spotkaniu młodego Archilocha, przyszłego mistrza poezji jambicznej, z Muzami.
Jest ono zapowiedzią, że przeznaczeniem Archilocha
nie jest zajmowanie się hodowlą lub kupiectwem
(a w takich zawodach zdaje się go widzieć ojciec, któ­
ry wysyła go z krową na targ), lecz uprawianie poezji.
Podobne historie przekazują nam antyczni autorzy
i o innych artystach. Diogenes Laertios (1,109) powta­
rza historię Epimenidesa ( V I W I w. p.n.e.), który
w drodze na tatg zasnął na chwilę w grocie. Jego inicja­
cyjny, jak się okazało, sen trwał wiele lat, a Aletheid
i Dike, Prawda i Sprawiedliwość, które w n i m zobaczył,
kazały mu zająć się twórczością artystyczną. Pauzaniasz
(21,1) mówi z kolei o młodym Ajschylosie, który
w winnicy we śnie dostąpił spotkania z Dionizosem
i otrzymał od niego rozkaz pisania tragedii. Żywot Ezopa (V. Ae. G 6-7 p. 37-38 Perry) przedstawia podobną
opowieść w odniesieniu do tego bajkopisarza. W więk­
szości scen poetyckiej Dichterweihe pojawia się motyw
snu. Jest on niezwykle istotny w zrozumieniu symboli­
ki tych scen. Sen a więc s vve^jo rodzaju oderwanie się
od rzeczywistości stan hipnotycznej nieświadomości
pojawia sie w literaturze greckiej jako kontekst opisów
er fanii* będących przecież próba uiecia w słowa reli
giinei etebi zespolenia sie z bóstwem.' Usytuowanie ooi
svwanvch scen powołania na noete we śnie świadczy'
że nie są one jedynie fantastycznymi opowieściami!
bajkami snutymi dla oczarowania odbiorcy, w które on
może uwierzyć łub nie, lecz symboliczną projekcją m i ­
stycznych przeżyć wewnętrznych. W podobnych kate­
goriach należy odczytywać i inny element powtarzają­
cy się w scenach poetyckiej inwestytury, mianowicie
pozyskanie przez człowieka widocznego znaku arty­
stycznej misji. Archiloch otrzymuje lirę, Hezjod - ga­
łązkę mirtu, Pindar (ap. Paus. 9,23) znajduje na swoich
wargach plaster miodu. Wszystkie te atrybuty symboli­
zować mają poetyckie powołanie. Są widzialnym zna­
kiem niewidzialnego, inkarnacją duchowej przemiany,
ucieleśnieniem metafizycznych doświadczeń.
6

7

Autorzy antyczni moment przyjęcia przez poetów
boskiego wezwania przedstawiają często jako skoszto­
wanie napoju, którego patronem jest bóg. Epigramatycy opisują poetycką inicjację Hezjoda, wyobrażając so­
bie, że w chwili spożycia wody z poświęconego Muzom
i Pegazowi źródła Hypokrene spłynęło na niego poetyc­
kie natchnienie." Woda, żywioł łączony przez Greków
z nimfami - boginkami źródełek, które spokrewnione
były z M u z a m i , staje się więc symbolem obecności bo­
skiego pierwiastka w człowieku, zaczynem, z którego
odtąd kiełkować będzie ziarno poetyckiego kunsztu.
Także wino, napój w sposób szczególny związany z Dio­
nizosem, utożsamiany niekiedy z n i m samym, urasta
w jednym z utworów Archilocha (120 W . ) do rangi
symbolu poetyckiej inspiracji. Poeta z Paros deklaruje:
10

Umiem władcy Dionizosa
piękne pieśni - dytyramby
Intonować, kiedy wino
niczym piorun mnie porazi."
Za pomocą eleganckiej metafory wyraża się tu poeta
na temat stanu, w jakim się znajduje, tworząc swoje
ekstatyczne pieśni. Boską moc, jaką czuje w sobie,
i poddanie się sile wyższej, eksponuje czasownikiem
synkeraunoo (porazić piorunem), który przydaje wyjąt­
kowej ekspresji tej wizji natchnienia niespodziewanie
ogarniającego twórcę. W jej stworzeniu pewną rolę
odegrać mogły wyobrażenia pioruna Zeusa, którym bóg
niespodzianie i skutecznie poraża, kogo zechce. Spo­
żywanie wina i wody jako symbol inspiracji poetyckiej
staje się w epoce hellenistycznej motywem bardzo po­
pularnym. " Aleksandryjczycy uczynili go wręcz lite­
rackim toposem, przeciwstawiając żywiołową twór­
czość jednych poetów podniosłej i spokojnej poezji i n ­
nych twórców.
12

Religijno-misteryjne odniesienia motywu Dichter­
weihe musiały bardzo sugestywnie oddziaływać na wy­
obraźnię Greków, skoro nawet zwolennicy teorii racjo­
nalistycznych, sceptycznie patrzących na boską genezę
sztuki, przejmują jego najważniejsze cechy. Tworzą
w ten sposób rodzaj konwencjonalnego wysławiania się
na temat własnego kunsztu poetyckiego. Klasycznym
przykładem jest tu prolog z Aitiów Kallimacha, w któ­
rym spotkanie poety z Apollonem, dyktującym mu pra­
widła sztuki doskonałej, jest pozbawionym ładunku
emocjonalenego, erudycyjnym nawiązaniem do trady­
cyjnych wzorów literackich. Potrzebą podkreślenia m i ­
stycznego charakteru inicjacji poetyckiej tłumaczyć
chyba należy fakt, że twórcy traktujący swą artystyczną
profesję w kategoriach kultywowania tradycji ptzekazanej i m przez poprzedników, a więc uznający umiejęt­
ność tworzenia za naśladowanie sposobu komponowa­
nia słynnych przodków raczej aniżeli za dar boski, mozetknięcia się z twórczością ziemskiego mistrza
z dawnych epok przedstawiają w sposób przywodzący
na myśl sceny typowych Dichteru/ei/ie. Jako przykład
niech posłuży tu pierwszy anakreontyk, w którym po¬
e ca opisuje spotkanie we śnie z Anakreontem piewcą
wina miłości i poezji Sławny pieśniarz powołuje go na
przekazując mu oachnacy winem wieniec —
symbol biesiadnej mu-y - upoważnia BO do tworzenia
utworów utrzymanych w nastroiu zbliżonym do ieeo
własnych nieśni
Podobnie rzymski enik Enniusz oni
suje w A n L e s swe spotkanie we śnie z Homerem jako
moment otrzymania poetyckiego natchnienia.
Omawiane t u wyobrażenia Dichterweihe nie są by­
najmniej greckim ewenementem na tle innych kultur.
Jak wykazano , podobne opowieści odnaleźć można
w społecznościach australijskich i północnoamerykań16

51

�Knsona Bartni • PA IDEI A POETÓW

skich. Nawet w pismach Wielebnego Bedy (Hut Eccl.
I V 24) pobtzmiewa echo tych pogańskich legend.
Wszystko przemawia więc za tym, by poetycką paideię
pojmowaną jako wtajemniczenie śmiertelników w ar­
kana boskiej wiedzy traktować jako archetypiczny ele­
ment, w którym przejawia się religijność człowieka
znajdująca wyraz w każdym jego działaniu.
Osobnym zagadnieniem jest zakres wiedzy, która
w wyniku kontaktu z bóstwem staje się udziałem poety.
Sami Grecy wiedzę tę określali słowem sophia, mądrość
(zob. np. Sol. 13,52 W . ; Xenoph. 2 W . ) . W pierwszym
rzędzie rozumieli je jako znajomość spraw, które miały
się stać tematem utworu poetyckiego. Sophia nie ogra­
niczała sie jednak do umiejętności relacjonowania fak­
tów i przekazywania informacji. Była również umiejęt­
nością oceny tych faktów i ptzedstawiania ich rzeszom
odbiorców z uwzględnieniem moralnego przesłania, ja­
kie niosły. Ponadto sophui miała także wymiar estetyczno-kontemplacyjny: dzięki niej poeta wiedział, jak po­
ruszyć duszę odbiorcy, jak zachwycić go pięknym ukła­
dem słów i dźwięków .1 choć w czasach archaicznych
wszechobecne bóstwo uznawane było za niekwestiono­
17

wane źródło wiedzy prawdziwej, nie negowano możli­
wości inicjatywy samego poety w niektórych sprawach.
Przeciwnie, zakładano pewien stopień samodzielności
poety, rzec by można dawano mu w pewnym zakresie
wolną rękę. Femios z Odysei reprezentuje z pewnością
stanowisko samego Homera, gdy mówi o sobie, że po­
siada dar śpiewu od Muz, ale jest zarazem samoukiem
(22,347-348).
Wypowiedź ta pozornie tylko jest sprzeczna. W rze­
czywistości doskonale oddaje dwoistą naturę aktu
twórczego, w którym element irracjonalny splata się
z czysto techniczną umiejętnością komponowania
u t w o r u . " Wypowiedź Femiosa oznacza, że w pojęciu
Greka najbardziej zamierzchłych czasów znajomość te­
matu pieśni posiada poeta od bogów, ale to, jak śpiewa,
jest wypadkową jego własnego doświadczenia i biegło­
ści. Wolność poety polega więc nie na doborze tematu,
lecz na wyborze sposobu przekazywania go innym l u ­
dziom. Przekonuje konkluzja Verdeniusa , który
stwierdza, że w epoce Homera boska inspiracja i ludz­
ka inwencja traktowane były nie jako elementy wyklu­
czające się nawzajem, lecz jako dwa uzupełniające się
1

Dionizos pijany prowadzony pr:ez Ariadnę. Kyliks attycki (pocz. I V w . p.n.e.) L o n d y n , Bńtish M u s e u m

52

19

�KryscyM Bano! • PAIDEIA POETÓW

aspekty jednego procesu. Pamiętać jednak należy, że
boski impuls byl zawsze na pierwszym miejscu, on za­
początkowywał twórczą działalność, był natchnieniem
i uwalniał w człowieku ambicje technicznego doskona­
lenia swojej sztuki. T ę możliwość wyboru własnej dro­
gi dumnie deklarowali wielcy lirycy, np. Pindar, gdy
nazywa siebie pomocnikiem Muzy (Ol. 10,95). Swą bli­
skość z Muzą wyraził ten poeta w słowach (Ol. 3,4) Muza stoi obok mnie-twórcy. Współpracę z Muzą ujmu­
je zaś w ten sposób (fr. 168 M.):-ty
daj wyrocznię, a ja
wyjaśnię. W tej ostatniej wypowiedzi zawarta jest kwin­
tesencja poglądów Pindara na naturę twórczości po­
etyckiej: prawdziwa mądrość należy do bóstwa, poeta
jest jej tłumaczem, pośrednikiem przekazującym ją i n ­
nym. Świadomość własnego udziału w procesie twór­
czym nie przeszkadza jednak Pindarowi traktować bo­
skiej inspiracji jako warunku koniecznego do twotzenia. Mówi przecież (Pae. 7b, 18-20), iż ślepe są serca lu­
dzi, którry bez mieszkanek Helikonu /(...)/ szukają ścieżek
mądrości.

nakże wielkiego duchem, sprawującego niekwestiono­
wany rząd dusz, które bez pośtednictwa poety-wieszcza
nie mogłyby dostąpić nawet w minimalnym zakresie
boskiej mądrości.
•

•

•

Poeci, nauczeni mądrości, sami pragnęli uczyć. W t a ­
jemniczanie w arkana boskiej mądrości uznawali za
swój główny obowiązek. Przekazywanie jej innym l u ­
dziom nadawało sens ich działaniu, nabyta przez nich
sophia miała jakąkolwiek wartość dopiero wtedy, gdy
ptzynosiła ogólnospołeczny pożytek, to znaczy, gdy
znalazła oddźwięk w działaniach poszczególnych jed­
nostek tworzących mikro- i makrokosmosy związków
społecznych i więzi międzyludzkich. Powszechna uży­
teczność jako podstawowe kryterium oceny działalno­
ści poetyckiej w świecie archaicznym znajduje wyraz
w słowach Ksenofanesa (2,12-22 W . ) , który - przeciw­
stawiając się istniejącym w jego otoczeniu hierarchii
wartości - stwierdza:

Archaiczni Grecy często łączyli poetów z profetami
i kapłanami. Jedni i drudzy wykonywali swoją profesję
z woli bogów. Ich wiedza i umiejętności wypływały
z boskiego natchnienia. Związek poezji i magii ujawniał
się z kolei w przekazywanych z pokolenia na pokolenie
opowieściach o półmitycznych Śpiewakach, Orfeuszu,
Amfionie, Tamyrysie, którzy pięknem swojego śpiewu
oswajali dzikie bestie, zniewalali mocarzy i odwracali
naturalny porządek rzeczy. T o magiczne oczarowanie
będące skutkiem sztuki poetycko-muzycznej niezwykle
sugestywnie przedstawił Pindar (Pyth. 1):

.... bo lepszy od siły
mężów lubo też koni kunszt jest mojej poezji.
Zbyt nierozważny to zwyczaj, nie godzi się przecież
zupełnie
wyżej cenić cielesną siłę nad mądrość prawdziwą.
Choćby bowiem się znalazł ktoś biegły w walce na pięści
lub w pentadonu zmaganiach, albo zapaśnik wyborny /.../
praworządności bynajmniej w państwie ojczystym nie
wzmocni:
to dla państwa niewielkim staje się źródłem radości,
jeśli nad Pizu brzegami zwycięży ktoś walcząc w zawodach
jako że spichrze państwowe tym się zapełnić nie dadzą. '

20

Złota formingo, wspólna własności
Apolla i Muz fiołkowtosych.
Ciebie słucha krok ruszającego wesoło pochodu,
Twoim znakom poddają się śpiewacy
Gdy zaczniesz drgać i wstępu dawać tony
chórom przewodnie.
Ty błyskawicy grot gasisz wieczyście ognistej
A na berle Zeusa
zasypia skrzydła szybkolotne
Z obu stron w dół opuszczając orzeł,
król ptaków. Bo ty mu głowę krzywodziobą
okrywasz ciemną mgłą, powiek zasłoną słodką.
On zaś falistym we śnie chwieje grzbietem
Muzyki twojej więzion taktami.
I nawet Ares gwałtowny ostrza pocisków okrutnych
odrzuca i serce uroczystym raduje orszakiem.
I bogów serca mile muskają twe dźwięki
sztuką Apollona i Muz w fałdzistych szatach.

2

Tak więc nauki zawarte w wierszach poetów mogą
przyczynić się do szczęśliwej egzystencji całej społecz­
ności. Kwintesencją tego poglądu jest słynne zdanie
z Zab Arystofanesa (1009-10): czynimy lepszymi obywa­
teli. Nie mniej ważne od ogólnospołecznych wartości,
jakie niosło z sobą nauczanie poetów, były korzyści od­
noszone przez człowieka w wymiarze jednostkowym.
Gorzkie słowa Semonidesa (1,22-24 W . ) :
Gdybym znalazł posłuch,
Nikt z nas nie pragnąłby klęsk i w cierpienia
Przykre wpatrzony nie dręczyłby serca
24

można sparafrazować: „gdybyście słuchali poety, byli­
byście szczęśliwi". O n uświadomiłby bowiem ludziom
złudność ich nadziei, próżność podejmowanych wbrew
woli boskiej działań i daremność pragnień. O n i zaś, wy­
zbywszy się mrzonek i niespełnialnych ambicji, wiedli­
by spokojne życie w zgodzie z bogami i samymi sobą.

21

Z powyższych rozważań wyłania się więc portret artysty
natchnionego. Dodajmy tu - często materialnie ubo­
giego i uzależnionego od możnych tego świata , jed­
22

53

�Krystyna Bartol • PAIDEIA POETÓW

W Odysei Alkinoos przyrównuje Odysa do dobrego

Rolę nauczyciela-przewodnika, jaką pełnić mieli wo­
bec każdego człowieka poeci, dobitnie zdefiniował

śpiewaka (11, 367-368), podkreślając piękną formę

Arystofanes, który w Żabach każe Ajschylosowi wypo­
wiedzieć znamienne słowa (1054-56): dzieci mają na-

i sensowność jego słów. Słowo poetyckie ma więc nie­
jako podwójny wymiar. Z jednej strony uwodzi i ocza-

uczyciekt, który ich poucza, ludzie w sile wieku -

rowuje słuchaczy swoim pięknem, z drugiej - przekazu­
je prawdę, którą Muzy sankcjonują swoim autoryte­

poetów.

Paideię poetów należy więc rozumieć jako nauczanie

tem. Piękna wypowiedź musi więc być wypowiedzią

poprzez poezję. Dla nas, ludzi końca drugiego tysiącle­
cia, poezja dydaktyczna budzi, delikatnie rzecz ujmu­
jąc, negatywne konotacje. W opinii współczesnego
czytelnika poezja dydaktyczna zajmuje niewielkie i nie­
zbyt ważne miejsce w lirycznym rodzaju literackim. Jest

mądrą, a mądra wypowiedź jest wiarygodna i przynosi
słuchaczom wiele pożytku. I chociaż już Hezjod stwier¬
dzeniem, że Muzy umiejcj. mówić rzeczy nieprawdziwe
podobne do prawdy (Th. 27-28), sankcjonuje obec­
28

ność fikcji w dziele literackim, pojmuje ją jednak w ka­

ona, jak stwierdza H a r r i o t t , w najlepszym wypadku
nudna, w najgorszym pretensjonalna. Kojarzy się nam
25

tegoriach prawdopodobieństwa : opowiedziana histo­
ria może być zmyślona, ale by opowiedzenie jej spełni­
29

raczej z bezbarwnymi wersami, w których natrętnie po­
wracają nakazy albo zakazy moralne lub przekazywana

ło swój cel, musi posiadać znamiona prawdopodobień­
stwa (choć nie zdarzyła się ona naprawdę, to jednak

jest sucha wiedza o pewnych faktach - tyle że ubrana
w metrum i rytm. Pamiętać jednak należy, że w Grecji
archaicznej poezja była naturalnym, „normalnym"

mogłaby się zdarzyć)

środkiem wyrażania ważnych i wartych zapamiętania
treści. Nie była
dla przedstawiania i n ­

oszustem, gdyż twoje słowa mają wdzięk". Deklaracja
taka, którą Homer każe wygłosić jednemu ze swoich
bohaterów, pozwala nam lepiej zrozumieć oczekiwa­

dywidualnych przeżyć i emocji. Znamienne jest, że
wcześni filozofowie przedstawiali swoje teorie kosmolo­
giczne nosłueuiac sie właśnie mowa wiązana Poeta ar
chaiczny swa role nauczyciela ooimował w zunełnie i n '
ny snosób niż mv iestes'my skłonni dziś określać role

nia, jakie mieli odbiorcy poezji względem artystów,
których szanowali i podziwiali. Szukali o n i mianowicie
w i c h dziełach prawdy i wzorów do naśladowania, mo­
ralnego wsparcia i rozwiązania różnorakich dylema­
tów. Takie zapotrzebowanie ze strony odbiorców na­

noety dydaktyka W o nozycia wynikała z sytuacii ko

rzucało twórcom przyjęcie roli nauczyciela, a wyjście
naprzeciw postulatom odbiorców gwaranowało i m po­
wodzenie i sławę.

L n i k a r y i n e i iaka wytwarzała sie nomiedzy noeta nre
7

e n r iaryrn

s nie

nie

W Odysei Alkinoos mówi do Odyseusza: „nie jesteś

r ory a n i e dysnonuiarym

s i a n y m i T e k s t a m i odbiorcą jego dzieł.

Mielibyśmy jednak fałszywe wyobrażenie o modelu
poetyckiej komunikacji, gdybyśmy poszukiwanie wiedzy
przez archaicznych odbiorców dzieł literackich sprowa­
dzili do intelektualnej percepcji utworów, nastawionej
na czetpanie z poematów wiadomości, które mogą się

Dydaktyzm poezji, naturalna pochodna autorytetu
twótcy, wynikającego z wiary w jego boskie natchnie­
nie, zajmował ważne miejsce w epoce archaicznej.
Edukacyjny aspekt twórczości poetyckiej znajduje od­
zwierciedlenie już w eposach Homera. Przypomnijmy
tu słowa Syren (Od. 12,186nn.): Nikt bowiem tu nie
przepłynie na czarnym okręcie, póki z naszych ust nie po­
słyszy słodkiej pieśni. A kto się nią nacieszy, odjeżdża mą­
drzejszy. Obietnica Syren to wyrażona w zawoalowany sposób myśl poety, że on sam czyni swoich słucha­
czy mądrzejszymi. Jego poezja dostatcza przyjemności,
lecz daje także wskazówki. Znamienny jest t u związek
wartości estetycznych utworu i jego treści. Artyzm wy­
powiedzi zwiększał perswazyjną siłę utworu, to oczywi­
ste. Plutarch na przykład, nazywając ekshortacyjną
elegię Solona zatytułowaną Salamina wdzięcznie ułożo­
ną podkreśla że właśnie jej walory artystyczne zadecy­
dowały o wypełnieniu przez Solona zamierzonego celu,
mianowicie wzbudzenia w Ateńczykach bojowego d u ­
cha Autorytatywna natura poezji objawiała się rów­
nież w ODinii Greków w tvm że noezia genetycznie ła
czvła w sobie wartości estetyczne i etyczne Przesłaniu
moralnemu zawartemu w utworze towarzyszyć musiało
formalne niekno
Oznarza to że archaiczni
stawiali znak równości między prawdą a pięknem.

okazać użyteczne w powszednim życiu każdego człowie­
ka. Rację ma Verdenius , który twierdzi, że słuchacze
eposów Homera bardziej zainteresowani byli samą opo­
wieścią o gniewie Achillesa, jego zranionej dumie i mo­
ralnej przemianie, kolejnymi wędrówkami Odyseusza
przeżywającego fascynujące przygody, aniżeli byli nasta­
wieni na zdobywanie takich czy innych pragmatycz­
nych i n f o r m a c j i . Wiedza przekazywana i m przez
wieszczów przyswaj ana była przez nich niejako sponte
sua. Estetyczna kontemplacja dzieł literackich, zwłasz­
cza zaś zachwyt, jaki rodził sie w sercu odbiorcy dla
kunsztownie ułożonej opowieści aojda sprzyjał powsta­
waniu emocjonalnych reakcji na treści w niej przekazy­
wane Te z kolei przechodziły z biegiem czasu w obiekoslad i ocenę n a d s t a w i a n y c h w utworach DO
staw zachowań i stanów Racie ma W r
nazwalać
autora Iliady i Odysei wychowawca nodobnie iak nie
można odmówić słuszności stanowisku Havelocka ,
30

26

31

3

2

33

2 7

traktują jednakże edukacyjny aspekt oddziaływania po-

54

�Krystyna Bartol * PAIDEIA POETÓW

ezji na odbiorcę jako cel realizowany poniekąd w ode­
rwaniu od innych zadań, jakie stawiali sobie archaiczni
twórcy względem swoich słuchaczy. Wydaje się tymczasem, że paideię greckich poetów można właściwie zrozumieć jedynie w ścisłym powiązaniu z pozostałymi zadamami sztuki poetyckiej. Dydaktyczne aspiracje poetów
realizują się poprzez skłonienie odbiorcy do kontempla¬
cji treści przekazywanej w utworach literackich. Impul­
sem zaś do głębszego zastanowienia się nad zawartymi
w utworach wartościami pragmatycznymi (użytecznymi
w życiu) jest odczuwanie przyjemności płynącej z obco­
wania z pięknym słowem. Rozdzielenie obu aspektów,
estetycznego i dydaktycznego, jest tworem hellenistycznych teoretyków, którzy nie potrafili zaakceptować
pierwotnego, genetycznego połączenia przyjemności
i użyteczności. A związek ten był wszechobecny w świadomości archaicznego Greka, zarówno poety-nauczyciela jak i tłumu jego uczniów-słuchaczy.

;
:
J
I
(

&gt;
I

ge (Mass.)-London 1999, 16-25. Podzielone są zdania badaczy
co do tego, czy sam A r c h i l o c h wspominał w swoich utworach
to misteryjne przeżycie. M . Lefkowitz, The Lives of Greek Poets,
L o n d o n 1981, 27 uważa, iż autor inskrypcji Mnesiepesa za­
czerpnął opowieść o A r c h i l o c h o w e j Dichterweihe z poezji tego
jambografa. J. Fairweather, Traditional

''•
'

&gt;
!
I

and

czy literatury.
7

W przypadku Teogonii Hezjoda badacze nie są zgodni, czy opi­
sane przez poetę z A s k r y spotkanie z M u z a m i traktuje poeta
w kategoriach snu, czy jako rzeczywiste przeżycie. N a ten temat
- zob. Kambylis, op. cit., 55-59 i M . L . West, Hesiod. Theogony, O x f o r d 1988, 158-159

8

Por. Pfister, RE, Suppl. I V , szp. 277-279, s. v. Epiphanie.

9

A . P. 9,64;

1 0

N a ten temat - zob. Kambylis, op. cit., 38-46

1 1

11,24

Przekład J. Danielewicza, Liryka starożytnej

Grecji,

Warszawa-

-Poznań 1996, 161
1 2

Por, I I . 15,117.

n

Szczegółowo omówił go N . B. C r o w t h e r , Water and Wine as

1 4

Analizę tego u t w o r u przeprowadziłam w artykule T O N A N A -

Symbols of Inspiration,

Na zakończenie powróćmy raz jeszcze do wspomnia­
nych na początku mojego wystąpienia dwóch komplementarnych względem siebie wymiarów socjologiczne­
go fenomenu, jakim była grecka paideia - jednostkowe¬
go i ogólnospołecznego. Jako kwintesencję poglądów
dotyczących miejsca artystycznej działalności człowieka
w systemie ogólnej kultury zacytujmy w przekładzie dwa
dystychy ze zbioru Theognidea (ww. 769-772):

!

Inference

minar 4, 1983, 333, 336 uważa ją za wymysł późniejszych bada¬

34

;
'

Narrative,

Truth in Lives of Greek Poets, w : Papers of the Liverpool Latin Se­

„Mnemosyne" 32, 1979, 1-11.

K R E O N T A M I M O U . Einige Bemerkungen

zum Carmen

Ana-

creonteum [ w : ] „Antike u n d A b e n d l a n d " 39, 1993, 64-72.
1 5

1 6

N a ten temat - zob. Kambylis, op. cit., 191-204
Zob. Z. Ritoók, Dichterweihen,
breceniensis" 6, 1970,

1 7

„Acta Classica Universjtatis De-

17-25

M . G r i f f i t h , Contest and Contradiction

in Early Greek Poetry, w :

Cabinet of the Muses. Essays on Classical and Comparative

Lite­

rature in Honor of Thomas G. Rosenmeyer, eds. M . G r i f f i t h , D .
J. Mastronarde, A t l a n t a 1990, 188-189 nazywa te trzy katego­
rie mądrości „factual, moral, and aesthetic".

\
I

Nie wolno słudze Muz, co boskim jest wieszczem,
Strzec zazdrośnie zdobytej wszelakiej mądrości.
Trzeba, by chciał się nią dzielić z innymi.
Bo, gdy on sam jeden ją zna, jakiż pożytek z niej płynie ?

!

1 8

1 9

W . J. Verdenius, The

Principles

of Greek

Literary

Criticism,

„Mnemosyne" 36, 1983, 39
2 0

Wierzenia dotyczące działalności artystycznej mitycznych po­
etów omówił J. Platthy, The Mythical Poets of Greece, Washing­
ton D. C ,

Znaczenie tego t e r m i n u szczegółowo omawiają H . Koller, E N -

1

of Poetry, N o r t h

Carolina 1988, 13

Przypisy

!

Por. Lanata, op. cit, 14 oraz G . W a l s h , The Varieties of Enchant­
ment. Early Views of the Nature and Function

1985.

j

K U K L I O S P A I D E I A , G i o t t a 34, 1955, 174-189 i H . J. M e t t e ,

2 1

Przekład M . Brożka, Pindar. Ody zwycięskie,

!

E N K U K L I O S P A I D E I A , Gymnasium 67, 1960, 300-307 ( =

2 2

N a ten temat - zob. uwagi B. K . Gold, Literary Patronage in Gre­

•

Kleine Schriften, hrgs. A . M e t t e , B. Seidensticker, F r a n k f u r t

ece and Rome, Chapel H i l l - L o n d o n 1987, 16-17, która stwier­

•

am M a i n 1988, 120-127).

dza: „the bard occupied a rather unique position even from the

'j

Jak trafnie ujął W . Lengauer, O poezji u starożytnych.

1

\

ginesie antologii Jerzego Danielewicza,

Na

start. H e was supported by the court and therefore was depen­

mar-

dent o n m e n of position and power (...). A n d yet his skill was

„Literatura na świecie",

great enough so that he commanded respect and honour (...).

8-9,1996,411
,'

'

i

Teorie te zwięźle omówił D . A . Russell, Cńticism

in

H e was b o t h despised by men for his dependent social and eco­

Antiquity,

nomic position and honored by t h e m for his artistry".

London 1981, 69-83. Liczne uwagi na ten temat zawarte zosta2 5

Przekład W . A p p e l a , w : Danielewicz, op. cit., 474-475

cal Criticism, ed. G . A . Kenney, Cambridge 1989, passim.

2 4

Przekład J. Danielewicza, op. cit., 411

Antyczne testimonia na t e n temat zebrała i omówiła G . Lana¬

2 5

H a r r i o t t , op. cit., 106

2 6

Przekład J. Parandowskiego, w : Homer. Odyseja,

ly w The Cambridge History of Literary
'

4

!

ta, Poetka preplatonica,

\

etry and Criticism

Critiasm,

V o l . 1 : Classi¬

Firenze 1963. Zob. też R. H a r r i o t t , Po-

Związek prawdy i piękna omawia Verdenius, op. cit., 25-32.

2 8

N a temat interpretacji słów Hezjoda - zob. Walsh, op. cit., 22¬

Kal-

2 9

West, op. cit., 163 określa ten rodzaj wypowiedzi poetyckiej ja­

Odnaleziona na Paros w k u l t o w y m okręgu poświęconym A r -

5 0

Verdenius, op. cit., 34

chilochowi inskrypcja pochodzi z I I I w . p.n.e. Po raz pierwszy

"

została opublikowana przez N . M . Kondoleona,

5 2

des Dichterberufs

im frühen

Griechentum

bis zur

Zeit Pindars, Göttingen 1963

36

Szczegółową analizę tych scen przedstawił A . Kambylis, Die
Dichterweihe und ihre Symbolik. Untersuchungen

zu Hesiod,

ko „the sort of fiction that can be believed i n " .

Imachos, Properz u n d Ennius, Heidelberg 1965
6

Warszawa

1972, 191

before Plato, L o n d o n 1969 oraz H . Maehler,
2 7

Die Auffassung
5

Krakow 1987, 142.

Archaiologike

Badacz ten, ibidem, mówi o „an educational by-purpose".
W . Jaeger, Paideia, v o l . 1, Berlin-Leipzig 1934, 63

Ephemeris 1952, 32-95. Pełny tekst inskrypcji wraz z przekła­

"

E. Havelock, Preface to Plato, O x f o r d 1963.

dem angielskim znaleźć też można w D . E. Gerber, Greek lam­

3 4

Związek f u n k c j i estetycznych i pragmatycznych omawia Rus­
sell, op. cit., 92

bic Poetry Prom the Seventh to the Fifth Centuries BC, C a m b r i d ­

55

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
</itemContainer>
