<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<itemContainer xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/browse?collection=3&amp;output=omeka-xml&amp;page=12" accessDate="2026-09-28T17:42:54+00:00">
  <miscellaneousContainer>
    <pagination>
      <pageNumber>12</pageNumber>
      <perPage>50</perPage>
      <totalResults>1084</totalResults>
    </pagination>
  </miscellaneousContainer>
  <item itemId="9627" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9605">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a075bfcd64bd6de925d79438917e2cd6.pdf</src>
        <authentication>6a9c3d6a574fd72b4076fd2d7ff64691</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114600">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3541</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114601">
                <text>1987</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114602">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3318</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114603">
                <text>O losach archaizmów w folklorze / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1987 t.41 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114604">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1987 t.41 z.1-4, s.139-141</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114605">
                <text>Adamowski, Jan</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114606">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114607">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114608">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114609">
                <text>I

Jan Adamowski

O LOSACH A R C H A I Z M Ó W W FOLKLORZE
Pytanie o „losy a r c h a i z m ó w "

1

jost w p e w n y m sensie nielo-

Daj n a m kielich w i n a ,

giezne. E l e m e n t archaiczny j ę z y k a to p r z e c i e ż t a k i , k t ó r y w y ­

Kielich jak

chodzi z u ż y c i a i to najczęściej bezpowrotnie. P r z y k ł a d o m

K i e l i c h j a k karawan.

twierdzającym
wyraz łożnica

po­

„ n o r m a l n y stan rzeczy i w j ę z y k u f o l k l o r u jost
2

w znaczeniu „ k o m o r a , s y p i a l n i a " , k t ó r y w naszych

3

m a t o r i a l a c h m a t y l k o d w a potwierdzenia i oba p o c h o d z ą z n a j ­

z Radomskiego — karawon

113)

także

O. K o l b o r g

w piośni

z i n n ą j e d n a k e k s p l i k a c j ą znaczenia

— jako „długi w ó z " :
2. W s z y s t k o ć to moje

B i e d n a m o j a p a ma

Co w kara wonie

młoda.

bystra w o d a . (ZP, s.

t y ł k o m sobie z a p o m n i a ł a

100);

w i a n k a na stolo. ( K o l . 2 0 / R a d . I , s.

1. Oj zapalajcie jare świco,
idzie M a r y s i a do
A idzio ona

( F K . H e j ! , s.

Dosyć podobny wyraz o d n o t o w a ł

dawniejszych z a p i s ó w :
Za łożnice

karawan,

b) księżyc

łożnice.

nie-idący,

'syn

W i t a m cię księżycu,

swego wianeczka ż a ł u j ą c y .

niebieski dziedzicu,

tobie z ł o t a korona, a n a m w niebio fortona. (Chmiel., s. 113)

2. Oj zapalajeio jare świce
id'.io Marysia i z łożnice

185);

księcia':

P o w y ż s z y tokst jest co p r a w d a przez a u t o r k ę z b i o r u
( K o l / 3 3 , C h e l m / I , s.

8

kwalifiko­

w a n y j a k o magiczna p i e ś ń do k s i ę ż y c a (ciała niobieskiogo), ale

340).
„księżna,

wydaje się, że jest to jogo w t ó r n a funkcja. C a ł y k o n t e k s t z o s t a ł

p a n i " u t r w a l o n a z o s t a ł a t y l k o przez Z . D o l ę g ę - C h o d a k o w s k i e g o :

przeeioż n a k i o r o w a n y bezosobowo, a z w r o t „ n i o b i o s k i dziedzicu"

Analogicznych p r z y k ł a d ó w jest w i ę c e j . Księżnica

—

Piszczą wróble, piszczą wrony,

w y r a ź n i e wskazuje adresata, znanego m . i n . z popularnoj k o l ę d y

że pan m i o d y d o s t a ł ż o n y .

o incipicie: Ody śliczna

A żona, gdyby

jost

książnica,

z galonom na niej s p ó d n i c a . ( D . , s.
a ciemnica

k t ó r e j druga z w r o t k a

Wszystko stworzenie ś p i e w a j P a n u swemu,

134),

— „więzienie, lochy" — ma t a k ż e wyłącznie doku­

m e n t a c j ę d z i e w i ę t n a s t o w i e c z n ą (O. K o l b e r g , J .

panna syna kołysała,

mstępująca:
p o m ó ż r a d o ś c i wielkiej sercu m o m u :
li l i l i l i łaj, wielki Królewiczu,

Lompa):

l i l i l i l i l a j , niebieski dziodzicu.

31. J u ż c i Kasiuleczkę

I n n ą k o n s e k w o n e j ą a r c ł i a i z o w a n i a się części l e k s y k i f o l k l o r u

we w ą d u ł w s t a w i l i
a Jasioczka z d r a j c ę

jost jej molizacja. W y r a z y

sto k o ń

w sonsie odbiorczym czy nawot e t y m o l o g i c z n y m , u t r w a l i ł y się

32. J u ż c i

doścignęły.

lorze, szczególnie na wschodzie P o l s k i , w y r a z o m
O j , Łado,

a Jasioczka z d r a j c ę

oj

t y Jasieniu Jagodo

w r z u c i l i . ( K o ł / I , s. 62)
ciemnice,

k u n i c e ń k a kupcie,

Miły, m o c n y B o ż e , od ciomnoj

ciemnice.

siudołeńko zróbcie,
O j , Łado,

odewrzala, na b r a t a z a w o ł a ł a , (PŚ1., s. 188).

oj Łado]

(Chm, n r

29),

P r z y k ł a d y tego t y p u świadczą, o g ł ę b o k i m zanurzoniu f o l k l o r u

N i o gniowaj się k a l i n o w y m o ś c i e , łado,

w historię narodu.

B o to j a d ą przoz ciebie g o ś c i e , łado,

to s p o s t r z e ż e n i e ,

łado,
łado.

boz-

Przez ciebie goście i pyszno wesołe łado,

łado,

powie-

Pyszny starosta, pyszna s t a r o ś c i n ę , łado,

łado.

J e d n a k ż e nio wszystkie a r c h a i z m y w folklorze z a n i k a j ą
p o w r o t n i e . M o ż u a nawet, u o g ó l n i a j ą c

łado:

Łado,

10. R z u c i ł a ( j ) i klucze od ciemnej
11. Gdy ciemnicę

zarówno

w refrenach w f u n k c j i n i o l i z m ó w . T a k jest z d o c h o w a n y m w folk­

Kasiuleczkę

wszyscy zachowali
w ciemnicę,

dzisiaj z u p e ł n i e niejasne

dzioć, że przede w s z y s t k i m nie z a n i k a j ą . Część z nich pozostaje

k t ó r y o d c z a s ó w D ł u g o f z a najczęściej i d e n t y f i k u j e

(FO, s.

13);

się z p o s t a c i ą

j a k o rodzaj „ s k a m i e l i n " p r z e w a ż n i e w j e d n y m lub d w u u t w o r a c h

b ó s t w a s ł o w i a ń s k i e g o o imieniu L a d a ' , podobnie j a k i n n y inelizm

o z u p e ł n i e zapomnianej, czy niejasnej semantyce, a nawet w t y c h

folklorowy

samych k o n s t r u k c j a c h

lelum,

4

p r z y k ł a d e m jest w y r a z
O d terenia do

językowych.

Bardzo w y m o w n y m

togo

Matka

lelum,

terenia

lelum,
potoczną

Czy go wiezienia. ( H o l . , s. 46),
B o ż e g o — do ś l u b u p a n i e ń s k i e g o .

125a)

Od terema do terema — t r z a n a m się do d o m u z b i e r a ć ,
przoz lasy, przez bory, przez g ł ę b o k i e Jeziory.

(Kol/XVI,
nr

131).

k t ó r y w naszych m a t e r i a ł a c h d o k u m e n t o w a n y c h dawniej i w s p ó ł ­
c z e ś n i e — (ogółom 8 p o t w i e r d z e ń ) zawsze w y s t ę p u j e w

stałej

k o n s t r u k c j i — „ o d terema do t o r o m a " , a jego znaczenie b y w a
lub „ p a ł a c ? , d o m ,

6

bozdrożo" .

Oto inno p r z y k ł a d y t a k i c l i „ z a p o m n i a n y c h " w y r a z ó w
m i e l i n " : a) karawan
Pieczywa n a m

7

— „ w ó z do w o ż e n i a w i n a ? " :
nio dasz

B o ś z s o b ą nie z a b r a ł .

zestawieniu

ładom,
ladom ( K o l / X V l , n r

nazwę

cala

grupa

273).

jest łałom,

riośni

o d czego w z i ę ł a

obrzędowych,

tak

zwano

1. Cienki lenek, cienki blisko k o n o p i e ł k i ,

(Kol/XVI,
nr

5

w

„lolomy":

do terenia — do ś l u b u jedziemy,

odczytywano jako „ z a r o ś l a "

najczęściej

wiauocek w i t o ,

P o d l a s k ą o d m i a n ą s ł o w a łado

Najświętsza,

O d terema,

występujący

a w K r a k o w i e c h u s t e c z k ę syto,

Jezus,

do K o ś c i o ł a

lelum' ,

Oj we L w ó w i? n a m

terem'

M y do ś l u b u dziś jedzioma,
W i e to P a n

0

—

ładom:

„ska­

oj, nam

lalom,

blisko k o n o p i e ł k i .

2. Joszezo c i e ń s z a c ó r a u o j c z o ń k a ,
ej, n a m łałom...
Melizmom,

( A O , s.

szczogólnie dla

161).
k o l ę d gospodarskich jost

także

z n a n y powszechnie z b a l l a d , archaizm dunaj 'rzeka, wielka w o d a ,
1 1

woda s t o j ą c a ' :
N a dunaj,
I

N a s t u ś , rano po w o d ę , na

to ze d w o m a wiaderojkoma, rui

na dunaj,

dunaj]

dunaj,

N a s t u ś , rano po w o d ę , na dunaj.

(JA,

W Ł u k o w e j , w okolicaeli B i ł g o r a j a c y k l k o l ę d

Łukowa).

składających

się z około p i ę c i u p i e ś n i , ś p i e w a n y c h do dzisiaj nosi n a z w ę „du¬
najów"

a

obrzęd kolędowania,

głównie pannom —

„dunajo-

waniem".

139

�Refren

dunajowy możo odnaloźć w wielu innych

kolędach

a t a k ż e podlaskiej p i e ś n i wiosennej „ k o n o p i e l c e " :
masz konopie lkę, masz.

w dole stoisz?

Czy sio l a t o w y j suszy boisz? ( W i o l k o p . , s.

2. Jeszczo ciońsza niż s t a w i o ń k a ,
ej, na dunaju... ( A O , s.

w dolo stoisz,

Czemu, kalino

Czy sie la to w y j suszy boisz,

1. Cienka lenka, k o n o p i e l k a ,
ej, na dunaju,

Czomu, kalino,

207).

Czemu t i , A ń d z i u , w lesie stojisz?

159).

(...)

Do kategorii niejasnych a r c h a i z m ó w , a w folklorze zachowa­
n y c h w f u n k c j i w y l ą c z n i o mclicznej,

n a l e ż y też w y r a z

leluja,

o k t ó r y m Ż. f a u l i p i s a ł , ż o : „ W y k r z y k n i k ten sluszuio do odlogloj
s t a r o ż y t n o ś c i odniość m o ż n a . J u ż K r o m e r str. 56 i

Stryjkowski

czi so 'i rannej rosi bojosz ? ( K a m . , s. 86),
gdzio dochodzi do rozbicia typowogo dla t r a d y i yjnego f o l k l o r u ,
symbolicznego przedstawienia dziewczyny.
Bezpośrednia

intorpretacja s y m b o l u w p i e ś n i a c h

ludowych

36 m ó w i j a k o b y Polacy podpiwszy sobie

jost zjawiskiem d o s y ć r z a d k i m ale nie w y j ą t k o w y m . F . B y c z e k

ś p i e w a j ą c „ L o l i u n P o l o l u m " p o w t a r z a l i . [...] L o l i Polel b ó s t w a

w swoim opisie wesela z okolic K r a ś n i k a z a m i e ś c i ł i n n y p r z y k ł a d :

w swoj h i s t o r y i str.

miłości i ś l u b ó w m a ł ż e ń s k i c h

w Polszczo i na

m i a ł y p o d ł u g k r o n i k ś w i ą t y n i ę na

czczono,

Łysoj — Górzo w Sando-

N a ś r ó d d w o r u j a w o r stoi — hej
N a jaworzo z ł o t a r z ę s a — hej

pani,

Starsy d r u ż b a nioboracok goni,
Czy pozwoli pannę

Leluja!

Archaiczne elemonty

języka

( Ź P , s. 5).

jożołi p o z o s t a j ą

w

to najczęściej p o d l e g a j ą t a k ż e w e w n ę t r z n y m

U c i e k ł a m i przepióreczka

(regułar-

a j a za nio nieboracok boso,

do

rodzimego zasobu leksykalnego. J e d n y m z r o d z a j ó w ' t a k i c h z m i a n
k t ó r o polerują, na upodobnioniu pod w z g l ę d e m fo

T

bliskiego d ź w i ę k o w o

1 3

Oto p r z y k ł a d y

cy pozwoli przepióreczkę

spytać,
c h w y t a ć . ( K o l . 6, K r a k . I T , s.

70)

oraz tekstowe w y t ł u m a c z o n i o symbolicznego znaczenia p r z e p i ó r k i
S w o i s t y m rodzajom r o z w o j u semantycznego znacznej g r u p y

takich

a r c h a i z m ó w f o l k l o r o w y o h jest zjawisko u o g ó l n i a n i a z n a c z e ń w y ­
razów.

1 6

Uogólnieniu

sprzyjają

różno

mechanizmy

I t a k , archaiczna leksyka t y p u gaj, dąbrowa,

ii podobny *

o g ó l n o g o przez i d e n t y f i k a c j ę

rybioy

językowo.

bór n a b i o r ą znaczonia

z c e n t r u m pola

semantycznogo,

z a t r a c a j ą c cochy dyforoncjahio i p o r y f e r y c z r o :

sive^e z - l o ż y h '
l-.nadcbnóm

trzeba b y się p a n i m a t k i

do

wychodzącego z użycia

w y m i a n • nadobny
Iivbacv

w proso,

z zabawy o b r z ę d o w e j .

mnioj
zn&amp;nogo

bardziej ''!i,"iio' o

93).

solnej:

tokstach

n v m b ą d ź n i e r e g u l a r n y m ) z m i a n o m jako rodzaj asymilacji

netycznym 'wyrazu

spytać

miodu s c h w y t a ć ? (Rycz., s.

Jest t u t a j w y r a ź n a analogia do powszochnio znanej p i e ś n i wo-

Leluja'.

I p r z y ł o c i e l i rajskio p t a s z ę t a — hej Leluja'.

sa r^onaojo

Uciokla n u m nasa młodo

Trzoba n u m sio p a n i m a t k i

1 2

mirskiin."

folkloru

Rusi

Kaśiulko

z w(. d y "wydobyli

bór
(lviij

111* OoO I i s

dąbrowa

gaj

185)

ob k *
Rybacy

sk"oczyli,

sicióm z a ł o ż y l i ,
u

I:p odobnóm

las

Kasinie:/

na ł ' ó n d w y d o b y l i .

J a k o ogzomplifikocja

p"odobny

wołani© się do znanego p o o t y z m u bór, k t ó r e g o e t y m o l o g i a w i ą ż o

Kasiuli

"organy g r a j ó r n , ( K u j . n r 639 A , s.

185);

się z lasom sosnowym czy szerzej i g l a s t y m .

T a k ż o i n n y , bardzo c z ę s t o w folklorze u ż y w a n y archaizm w fun­
k c j i p o o t y z m u — talar,

m o ż o z m i e n i ć się na zasadzie asouacji

4

w

talerz.'

Z m i a n y fonetyczne, j a k i m p o d l e g a j ą w tokstach
r a k t e r . Z n a n y z „Bogurodzicy"
w s ł o w o f o r m i e Gosponic

ludowych

'Pan

w y r a z gospodzin,
R ó g , Pan

tutaj

użyty

Jezus':

W p i e ś n i a c h nie­

j e d n o k r o t n i e bór m a t a k ż e cochy lasu ł i ś c i a s t o g o :
T a m pod lasom p o d

Gdzio jedziesz Gosponie

borem

boru,

n a r ą b i o m a t o p o l u , K o I M a z . I I I , nr 245, s.

209).

Najczęściej jednak kontekst całego tekstu, w k t ó r y m ton wyraz
a

nawet kensytuaoja

nio

pozwalają

na

ż o d n o u k o n k r o t n i o n i o jego znaczonia. T a k jest np. w p i o ś n i a c h
weselnych:

?

Z a k u k a ł a kukawoczka w ś r ó d

D o ciobio, m i ł y panio. ( K o t . Z n , s.

199)

F o r m ę t ę n a l e ż y u z n a ć za p o c h o d n ą od gospodna ( w e d ł u g S. Ur¬
5

przez

gosponie.

—

O d p o w i e d n i k ż e ń s k i — gospodzina

boru,

siadajcie rod-.ico do s t o ł u ,

b a ń c z y k a ) p ó ź n i e j s z e g o w a r i a n t u gospodzin' ,

gospodnic-*

gospoda

'pani'

raz m a f o r m ę gospodze: _
ach ! nasza

Pojodzioina do

jest p r z y w o ł y w a n y ,

Jozus na osioloczku

Po • l i p o w y m mosteczku.

B r o ń nas,

17

od­

poci t y m p i ę k n y m j a w o r e m . ( K W - , s. 65),

archaizmy, m o g ą m i e ć bardziej i n d y w i d u a l n y , nieregularny cha­

J o c h a ł Pan

p o w y ż s z e g o twierdzenia p o s ł u ż y n a m

niech w a i n kukawoczka nio głosi,
nioch Marysia swoich r o d z i c ó w przeprosi.
O j , do ś l u b u , m ł o d a paro, do ś l u b u
do takiogo niziutkiego u k ł o n u .

gospodze,

U p a d a j M a r y s i u , po raz drugi, trzeci,

W tej ż a ł o s n e j bardzo t r w o d z e (P,Ś1., s.
co jest zgodne z d a w n ą

formą

dopełniacza,

155),
a

nioch cię b ł o g o s ł a w i ą malonkio dzioci.
innym

razom

gospoda:

P o b ł o g o s ł a w ojcze, p r a w ą r ą c z k ą na
bo j u ż o s t a t n i raz

krzyż,

na j e j wianek patrzysz. ( K u r . , s.

170)

Graj pasterzu graj, B ó g ci pomagaj,

Bór zatom, ż y j e w p i e ś n i a c h swoim o d r ę b n y m , t e k s t o w y m ż y c i e m ,

Powiedz, k t ó r a t u

r ó ż n y m o d czysto j ę z y k o w o g o

gospoda,

Slodkiogo grona jagoda
Syna p o w i ł a . ( J A , D u b i e n k a 1978),
lub

gosponią:

Talar,

dukat, czerwony,

dolar

s t o p n i u , sens

j e d ź m y ż ż y w o po

bogactwa, w i o l k o p a ń s k o ś e i i t p .

nią,
( K o l / X V I , Lub I , nr

za­

o b s e r w o w a ć na p r z y k ł a d z i e folkłorowogo p o l a nazw p i e n i ę d z y .

S p i e s z m y ż swacia, b r a c i a !
po d o b r ą gosponią.

(komunikatywnego).

Analogiczno zjawisko u o g ó l n i a n i a semantycznego m o ż n a

40).

reahiogo

zatracają, w r ó ż n y m oczywiścio

odniesienia, a s t a j ą

się o k w i w a l e n t e m

I n n y charakter u o g ó l n i a n i a semantycznego o d c z y t a ć

można

W o s t a t n i m p r z y k ł a d z i e na z r ó ż n i c o w a n i e postaci w y r a z u w y ­

w grupie o p i t o t ó w f o l k l o r o w y c h ,

r a ź n y wpływ wywarł również r y m .

realizowanej przoz nio w folklorze f u n k c j i , z r c j o s t r u j ą c o - o p i s n j ą -

Za specyficzny p r z y p a d e k asymilacji, t y m razom w zakresie
semantyki należy

uznać

symboli. P o r ó w n a j m y

140

tekstową

przykłady:

interpretacje

archaicznych

co jest z w i ą z a n o zo

zmianą

coj na o c e n i a j ą c ą . U t r w a l a n i o t y c h ocon p r o w a d z i do p o w s t a n i a

�grupy

waloryzantów,

których

podstawowym tekstowym

zna­

powstania

opozycji

leksykalne-semantycznych

typu:

forma

czeniem jost o g ó l n a ocena p o z y t y w n o ś c i . S t ą d m o ż l i w e s ą t a k i e

neutralna i nacechowana stylowo.

k o n t e k s t y j a k drobne

„ b e z p o ś r e d n i o z a a n g a ż o w a n e w tworzonio o d r ę b n o g o s t y l u j ę -

listy:

E l o m e n t y nacechowano
18

Pod ziolonym d ę b e m stoi k o ń k o w a n y ,

zykowogo poezji w o d r ó ż n i e n i u od n i o p o o z j i . "

K t ó ż na n i m w y w i j o , Jasiunio k o c h a n y .

archaizmy są przekształcane i utrwalane jako wyróżniki języka

N a d o b n o K a s i o u k . d z i e c i ą t k o k o l j s o . (Chmiel, s.

i o t w a r t a . D o w y m i e n i o n y c h w c z e ś n i e j u p o e t y z o w a n y c h archa­

39)

i z m ó w t y p u : gaj,

raj:
do

raju

malowanego:
H e j , s.

ludowego.

wymiana opitotów:

malowany

odpowiodniość
w konstrukcji
Joszczo

opitotów
ludowoj

innvm

folkloru

stół

i t d . Owa

może

//

jost

somantyeznego

a r c h a i z m ó w w folklorze jest d o s y ć powszochne t r a k t o w a n i o , taić
w sonsio n a d a w c z y m j a k
dunaj,

wisla,

podlanie,

i o d b i o r c z y m , nazw n p o l l a t y w n y c h :

ukraina,

bukowina,

podole

jako

nazw

w ł a s n y c h i to z a r ó w n o przez dawniej-zych zapisywaczy f o l k l o r u
jak

i wspólczosnycb,

nawet w y w o d z ą c y c h

się ze

środowiska

wiejskiego, gdzie n p . dunaj j a k o nazwa pospolita b y l historycznie
znany. Oto k i l k a p r z y k ł a d ó w :
Koniczku

siwy

P o k a ż m i dziwy
P r z o p l y ń bez

Dunaj

Nio zmaczaj g r z y w y .

(Pvog., s.

222);

W y d a l a m n i o m a m a za b o r y , za lasy,
Za b y s t r y Dunaj.
/ : N a Podolu

bialyj

( D w , s.

122),

kamień:/,

/ : P o d o l a n k a siedzi na n i m . : / ( K o w . , s.

120);

W i o n k a ci nio w r ó c ę , a n i Jezu Chryste,
bo j u ż t w ó j wianeczek, rzucony na

Wisie.

[...]
J u z e m za m ą ż p o s z ł a , wszystkiegom p o z b y ł a ,
j u z e m s w ó j wianoczok, o j , na dunaj
Z Ukrainy

r z u c i ł a . ( K o w . , s.

82).

rycerz z b r o j n y ,
Rycerz z b r o j n y ,

J u ż nie w r ó c i n i g d y z w o j n y ,
N i g d y z w o j n y . (Glog., s.
P o g n a ł a w o ł k i na

184),

Bukowinę

W z i ę ł a zo s o b ą s k r z y p k i jedyne, (FO, s.

9

współtworzą

swoisty

styl

tokstu

malowana

najwidoczniejsza

przoksztalcouia

poetyckiej'

błonie i t d . W y r ó ż n i a j ą

funkcjonalna

paraleli.

rodzajom

można
'czysty',

się ono d u ż ą f r o k w o n c j ą u ż y c i a . J a k o rodzaj somantyczno-loksyformuły

wrota, krasa,

nadobny

rusy, bystry,

rzeczowniki: kometa, podwoje,

t y c h p r o c e s ó w m o ż l i w a jest i w p r a k t y e o c z ę s t o realizowana,
drobny groch // drobna dziewczyna

podole,

159),

kalnoj

funkcjonalna

dunaj,

(FK,

k t ó r y c h nie n a l e ż y t r a k t o w a ć j a k o nielogiczności. W konsekwencji

panna,

bór, dąbrowa,

d o d a ć i kolojne: — e p i t e t y : wrony, krasny,

Siadaj razem z n a m i w e s o ł o na konia siwego,
Piej, zajodziosz, t y , zajedziesz

tle

f o l k l o r u , folklorowo p o e t y z m y . I c h lista jost stosunkowo d ł u g a

W y w i j o , w y w i j o , drobne listy pisze,
czy malowany

I na t y m

są

17).

O s t a t n i a grupa o m a w i a n y c h p r z y k ł a d ó w p r z o k s z t a l c o ń
szczogólnio istotna dla t o k s t ó w f o l k l o r u . Prowadzi b o w i o m

jost
do

Rozwiązania
A O — A . Oloszczuk, Pieśni
ludowe Podlasia,
W r o c ł a w 1965
Chm — J . Chmara (red.) Lubelska
pieśń ludowa, L u b l i n 19,19
Chmiel — A . C h m i e l i ń s k a , Księżaty,
K r a k ó w 1925
D — Z . D o ł ę g a - C h o d a k o w s k i , Śpiewy
słowiańskie
pod
Mrserhą
wiejską zebrane, Warszawa 1973
D w — S. D w o r a k o w s k i , Zwyczaje rodzinne w powiecie
wysoko-mazowieckim,
Warszawa 1935
FIC. H e j — F . K o t u l a , Hej, leluja, czyli o wygasających
starodaw­
nych pieśniach
kolędniczych
w Rzeszowskiem,
Warszawa 1970
F O — F . Olosicjuk, Obrzędy weselne w Lubelskiem.
Materiały
etnograficzne do badań nad obrzędowością weselną. W r o c ł a w 1071
Glog. — Z . Gloger, Pieśni ludu, K r a k ó w 1892
H o l — P. Holyszowa, Nasze wesele, W s t ę p i opracowanie M . Le­
s i ó w , L u b l i n 1966
J A - - M a t e r i a ł y w ł a s n o autora
K a m — L . K a m i o ń s k i , Pieśni
ludu pomorskiego,
T o r u ń 1936
K o l — O. K o l b e r g , Dzieła wszystkie, W r o c ł a w — P o z n a ń od 1974 r.
K o t . Z n — F K o t u l a , Znaki przeszłości,
Wstęp Cz. H e r n a s , W a r ­
szawa 1976
K o w — M . K o w a l c z u k , Współczesny
repertuar folklorystyczny
wsi
Rachanie
kolo Tomaszowa
Lubelskiego,
L u b l i n 1978. Praca
magisterska w y k o n a n a p o d k i e r u n k i e m J . Bart m i ń s k i e g o .
K u j — B . K r z y ż a n i a k , A . P a w l a k , J . L i s a k o w s k i , Kujawy,
cz. I ,
K r a k ó w 1974
K u r — A . K u r , Wesele przypisowskie
[ w : ] Lubartów
i Ziemia
Lubartowska,
L u b l i n 1964
K W s — Albośmy
to jacy tacy..., Z e b r a ł i o p r a c o w a ł P. P ł a t o k ,
K r a k ó w 1976
r ś l — Pieśni ludu Śląskiego
ze zbiorów rękopiśmiennych
Józefa
Lompy, W y d a l B . Z a k r z e w s k i , W r o c ł a w 1970
R o g — J . Roger, Pieśni ludu polskiego w Górnym Śląsku,
Opole
1976. W y d a n i e f o t o t y p i c z n o .
R y c z — F . R y c z c k , Droga przez wieś, K r a k ó w 1972
W i e l k — Wielkopolskie
śpiewki ludowe, O p r a c o w a ł a J . Sobieska,
K r a k ó w 1957
Ż P — Z . P a u l i , Pieśni ludu polskiego w Galicji, W r o c ł a w . . . 1973,
W y d a n i e f o t o t y p . p i o r w o d r u k u z 1838 r o k u .

P R Z Y P I S Y
1

P r o b l e m a t y k a definiowania a r c h a i z m ó w f o l k l o r o w y c h oraz
ich p r z e g l ą d i k l a s y f i k a c j a z o s t a ł y przedstawiono w a r t y k u l o
Archaizmy leksykalne w polskim folklorze wierszowanym (w d r u k u ,
UMCS).
S.B. L i n d o , Słownik
języka polskiego, t . I I , L w ó w 1855 —
p o d h a s ł e m komora.
P o d s t a w ę m a t e r i a ł o w ą a r t y k u ł u stanowi z b i ó r około 50 t y ­
t u ł ó w d r u k ó w z w a r t y c h d o k u m o n t u j ą c y c h f o l k l o r z całogo te­
r y t o r i u m Polski. Część z n i c h z o s t a ł a w y k a z a n a w d o ł ą c z o n e j
liście r o z w i ą z a ń s k r ó t ó w c y t o w a n y c h ź r ó d e ł .
T e r m i n za J . B a r t m i ń s k i m , 6języku
folkloru, W r o c ł a w 1973,
s. 257
Ł . G o ł ę b i o w s k i , Lud polski, jego zwyczaje, zabobony, W a r ­
szawa 1830, s. 46
I . G ó r a k - B a r t m i ń s k a , Słownictwo
lubelskiej
pieśni
ludowej
na tle słownictwa
gwarowego, L u b l i n 1965, s. 19; J . B a r t m h i s k i ,
op. c i t . , s. 228—230
F . K o t u l a Hej, leluja, Warszawa 1970, s. 032 (przypis 65).
Kantyczki
karmelilańskie,
r ę k o p i s z X V I I I w i e k u przygo­
t o w a ł a do w y d a n i a B . K r z y ż a n i a k , K r a k ó w 1980, s. 87
Szorzoj na t o n t e m a t zob. H . Ł o w n i a ń s k i , Religia
Słowian
i jej upadek (w. V I — X I I ) , Warszawa 1970, s. 213—217
por. H . Ł o w n i a ń s k i , op. c i t . , s. 216, 231
O e t y m o l o g i i i znaczeniu dunaj u zob. T . L e h r - S p ł a w i ń s k i ,
Kilka
uwag o słowiańskiej
nazwie Dunaju
(w.)
Sprawozdania
z Prac Naukowych
Wydziału
Nauk Społecznych,
Warszawa 1959,
2

3

J

5

6

7

8

9

1 0

1 1

z. 3—4, s. 74—77; J . R o z w a d o w s k i , Studia nad nazwami
wód
słowiańskich,
K r a k ó w 1948, s. 2 4 7 — 2 5 1 ; M . J u r k o w s k i , Rzeka,
potok, i ich synonimy w języku ukraińskim,
„Słavia Oriontalis"
1963, n r 3, s. 462; W . Gieorgijew, Dunaj, Dunaw, Dunave
(w:)
Studia
Lingüistica
iu
honorem
Thaduaci,
Lchr-Splawiński,
W a r s z a w a 1963, s. 87—90
Z . P a u l i , Pieśni
ludu polskiego w Galicji, W r o c ł a w 1973,
s. 3 i 4; w y d . f o t o t y p . z 1838 r o k u .
Por. d e f i n i c j ę asonacji u M . Kruszewskiego, Wybór
pism,
W i o e ł a w 1967, s. 8
F o r m ę t a k i o j w y m i a n y p o d a ł J . Treder w swoim referacie
w y g ł o s z o n y m na konferencji frazeologicznej w L u b l i n i e w 1978
roku.
S. U r b a ń c z y k , Prace z dziejów języka polskiego,
Wrocław
1979, s. 133
Szerzej n a ten t e m a t zob. J . A d a m o w s k i , O
uogólnianiu
znaczeń
wyrazów
w pieśni
ludowej
(w:) Literatura
popularna,
folklor, język, pod rod. W . Nawrockiego i M . W a l i ń s k i o g o , K a ­
towice 1981, t . I I . s. 205 i n .
1C. M o s z y ń s k i , Uwagi do zeszytu „Słownika
etymologicznego
języka
polskiego"
Fr. Sławskiego,
„ J ę z y k Polski'', 1953 n r 5,
s. 355
J . B a r t m h i s k i . O języku...,
op. c i t , , s. 223
Por. J . M i o j l a c h , Jazvk
trubadurów.
Moskwa 1975. s. 89
i n . ; oraz J . A d a m o w s k i , Archaizmy
leksykalne pieśni
ludowych
a problematyka
formuły,
„ L i t e r a t u r a L u d o w a " , 1977 n r 4—5
1 2

1 3

1 4

1 5

1 0

1 7

1 8

1 9

141

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9623" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9601">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/c1ad141155792fc35652597201a9447b.pdf</src>
        <authentication>f4aa1c11d198d3a461b4e4803842a2c2</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114559">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3533</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114560">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114561">
                <text>1980</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114562">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3310</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114563">
                <text>Haft ludowy na częściach stroju ludowego / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1980 t.34 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114564">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1980 t.34 z.2, s.99-108</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114565">
                <text>Bazielich, Barbara</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114566">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114567">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114568">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114569">
                <text>Barbara Bazielich

HAFT L U D O W Y NA CZĘŚCIACH STROJU REGIONALNEGO
( U W A G I PO KONKURSIE W

Wbrew
my,

gólnych
nia

cyjnych
strój

wcale

zasięgi

niełatwo

stroju

naszego

bowiem

modeli,

do

z

kraju.

opisu

(czy

typowych
jego

resowanie

wśród

ubioru,

określić

Istniejące
do

części

opracowa­

odtwarzania

najbardziej
regionu.

Im

się d o w y g l ą d u

tym

mniejsze

for­

poszcze­

i ustalenia na tej

d l a danego

część) zbliża

miejskiego

jest

noszonego na

reguły

i reprezentacyjnych,

wersji

wego,

i

obszarach

zmierzają

starszych
wie

pozorom,

przemiany

naj­

dekora­
podsta­
bardziej

standardo­

budzi

zainte­

etnografów.

W krótkim a r t y k u l e t r u d n o szerzej przytoczyć d o w o ­
d o w y materiał. Z a i n t e r e s o w a n y c z y t e l n i k z n a j d z i e go w
s t o s u n k o w o rozległej l i t e r a t u r z e p r z e d m i o t u , której w y ­
k a z podają m i ę d z y i n n y m i z e s z y t y Atlasu
Polskich
Stro­
jów Ludowych,
artykuł K r y s t y n y
Hermanowicz-NowaK
w p i e r w s z y m t o m i e Etnografii
Polskiej
( w y d . Ossolineum
1976), a r t y k u ł y d o t y c z ą c e strojów l u d o w y c h o p u b l i k o ­
w a n e w „Polskiej
Sztuce
Ludowej"
l u b w i n n y c h cza­
sopismach.
W

P u b l i k o w a n a i p r e z e n t o w a n a n a różnych w y s t a w a c h
m a p a P o l s k i z p o s t a c i a m i w s t r o j a c h l u d o w y c h według
k o l o r o w y c h t a b l i c w o p r a c o w a n i u M a n u g i e w i e z a , c/.y
r e p r o d u k o w a n a w z e s z y t a c h Atlasu
Polskich
Strojów
Lu­
dowych
* p r z e d s t a w i a p r z y k ł a d y i zasięgi strojów, któ­
r y c h wyobrażenia ukształtowano w o p a r c i u o d z i e w i ę t ­
nastowieczne
m a t e r i a ł y . P o s t a c i e t e wypełniają
mniej
w i ę c e j całą p o w i e r z c h n i ę m a p y i n i e w i e l e j e s t n a n i e j
t z w . białych p l a m . W i a d o m o j e d n a k , że n i e w s z y s t k i e
e l e m e n t y d a w n e g o s t r o j u występują w t e r e n i e jeszcze
d z i s i a j , a niektóre, j a k n p . c z e p i n o w e c h u s t y n a g ł o w n e ,
o o h t u s y , nałęcze, czepce — można j u ż t y l k o zobaczyć
w muzeach. W i e l e z n i c h , j a k n p . koszule, b l u z k i , spód­
n i c e , s t a n i k i , uległo d a l e k o idącej m o d y f i k a c j i ; w y k o ­
n y w a n e są o n e z i n n e g o materiału o r a z i n a c z e j z d o b i o ­
n e . R ó w n o c z e ś n i e s p o p u l a r y z o w a ł y się n o w s z e f o r m y
s t r o j u , zwłaszcza wszelkiego r o d z a j u t y b e t o w e
chustki
i spódnice, czy męskie n a k r y c i a g ł o w y . Z m i a n o m t y m
towarzyszyło zaniechanie l u b r o z b u d o w a n i e czy p r z e ­
kształcenie
niektórych
detali
dekoracyjnych,
przede
w s z y s t k i m h a f t ó w i wyszyć. O i l e w i ę c s t r o j e l u d o w e
t u i ó w d z i e z a c h o w a ł y się w t e r e n i e i są noszone, j a k
w Ł o w i c k i e m , Opoczyńskiem, n a K u r p i a c h , w C i e s z y ń s k i e m , n a P o d h a l u , w B e s k i d z i e Śląskim, n a Śląsku •—mają o n e s w e współczesne, n o w e o b l i c z e .
ł

W d o b i e o b e c n e j m o d a n a h a f t y r e g i o n a l n e , zdobią­
ce d a m s k i e b l u z i k i i miejską k o n f e k c j ę o r a z galanterię
o t w a r ł a drogę d o s p o p u l a r y z o w a n i a m n i e j l u b b a r d z i e j
znanych i c h f o r m , czerpanych zarówno z tradycyjnego
w z o r n i c t w a , j a k też z n o w s z y c h p r z y k ł a d ó w w y s t ę p u j ą ­
c y c h w e współczesnych s t r o j a c h r e g i o n a l n y c h . Tote&gt;
wiejskie
h a f c i a r k i i o s o b y p a r a j ą c e się t z w . r ę k o d z i e ­
łem, zaczęły p o s z u k i w a ć i o d t w a r z a ć r e g i o n a l n e h a f t y ,
robiąc z n i c h przeróżne k o m b i n a c j e t e c h n i c z n e , o r n a mentacyjne, kompozycyjne
i kolorystyczne.
Spotykamy
się z w s z e l k i e g o r o d z a j u k o p i a m i , a d a p t a c j a m i , p r z e n i e ­
s i e n i a m i , i n s p i r a c j a m i . Okazało się p r z y t y m , że h a f t y
p e w n y c h r e g i o n ó w , j a k n a p r z y k ł a d k a s z u b s k i e , cieszą
się niezasłużenie d u ż y m p o w o d z e n i e m , podczas g d y r z e ­
s z o w s k i e , sądeckie, biłgorajskie czy i n n e , n i e m a l z u p e ł ­
n i e n i e są w y k o r z y s t y w a n e . H a f t y p r z e n o s z o n e n a i n n e
f o r m y u ż y t k o w e są p r z y t y m r o z m i e s z c z a n e i n a c z e j niż
na koszulach, c h u s t a c h , s t a n i k a c h , k a f t a n a c h , spodniach,
s u k n i a c h , spódnicach. T u t a j b o w i e m w y s t ę p o w a ł y n a j ­
częściej w z d ł u ż s z w ó w , rozcięć i b r z e g ó w (stąd p r z e w a ż ­
n i e p a s o w y i c h u k ł a d ) , a l b o n a narożnikach c h u s t . O b e c ­
n i e zaś r o z m i e s z c z e n i e i c h dyktują w z g l ę d y e s t e t y c z n e
i ogólna k o m p o z y c j a h a f t o w a n e g o p r z e d m i o t u .

TORUNIU)

t y m miejscu

chodzi m i t y l k o o zwrócenie

uwagi

na t r z y istotne f a k t y :
1. D o o b e c n y c h czasów z a c h o w a ł y się ( p r z e w a ż n i e
w z b i o r a c h m u z e a l n y c h ) t y l k o niektóre
dawne
części strojów r e g i o n a l n y c h ;
2. Współczesne s t r o j e r e g i o n a l n e różnią s i ę o d d a w ­
n i e j s z y c h — dziewiętnastowiecznych i wcześniej­
szych;
3. Z a r ó w n o s t r o j e l u d o w e , j a k i c h części i e l e m e n ­
t y z d o b n i c z e służą współcześnie j a k o w z o r y p r z y
sporządzaniu k o s t i u m u r e g i o n a l n e g o
l u b -szyciu
modnej k o n f e k c j i oraz przy w y k o n y w a n i u i n n y c h
p r z e d m i o t ó w c o d z i e n n e g o użytku.
Świadome tego stanu rzeczy M u z e u m
Etnograficzne
w T o r u n i u z i n i c j a t y w y swego d y r e k t o r a m g r A l e k s a n ­
d r a Bła-chowskiego ogłosiło n a początku 1977 r o k u „ O g ó l ­
n o p o l s k i k o n k u r s o t w a r t y n a h a f t y l u d o w e " . Chodziło
w n i m — między i n n y m i — o z o r i e n t o w a n i e się w s t a ­
nie zachowania t r a d y c j i autentycznego ludowego h a f t u ,
jego t e c h n i k i i f o r m stosowanych w t r a d y c y j n y c h stro­
j a c h l u d o w y c h , n o s z o n y c h w k o n k r e t n e j w s i n a co dzień
l u b z o k a z j i ś w i ą t . W związku z t y m k o n k u r s d o t y c z y ł
w y ł ą c z n i e h a f t ó w w y k o n a n y c h n a -częściach strojów.
3

Z m e t o d o l o g i c z n e g o p u n k t u w i d z e n i a założenia t e
budzić mogą k r y t y c z n e u w a g i . S t w i e r d z e n i e b o w i e m , i i
„ w r a z z z a n i k i e m strojów t r a d y c y j n y c h h a f c i a r s t w o c h y ­
l i się k u u p a d k o w i " , o r a z a p e l o w a n i e d o chętnych, „ k t ó ­
r z y mogą p o d j ą ć się w y k o n a n i a w z o r ó w h a f t ó w z p a ­
mięci, z d a w n y c h strojów, z a c h o w a n y c h w e w ł a s n e j w s i
l u b skopiowania muzealnych zabytków" sugeruje, j a k o ­
b y z d o b n i c t w o t e g o t y p u b y ł o już t y l k o sprawą p r z e s z ­
łości i współcześnie n i e nosiło się strojów r e g i o n a l n y c h
z d o b i o n y c h h a f t a m i . Równocześnie t a k i e sformułowanie
założeń k o n k u r s u z a p r z e c z a z a s a d n i c z e j j e g o i d e i : pog­
naniu stanu zachowania
t r a d y c j i i j e j współczesnych
przekształceń.
P r z y zachęcaniu b o w i e m d o o d t w a r z a n i a d a w n y c h
wzorów charakterystycznych dla danego regionu o t r z y ­
m a się i n n e w y n i k i k o n k u r s u , niż p r z y b a d a n i u o b e c ­
n e j s y t u a c j i . O r g a n i z a t o r z y z d a w a l i sobie -sprawę z p o ­
t r z e b y podjęcia t e g o w a ż n e g o t e m a t u , lecz — j a k sądzę
— n i e w ł a ś c i w i e g o s p r e c y z o w a l i . T o z k o l e i stało się
przyczyną n i e d o s y t u , j a k i m o ż n a b y ł o odczuć p r z y p r z e ­
glądzie w y n i k ó w t e j interesującej i w i e l k i e j i m p r e z y .
Ogłaszając k o n k u r s , k t ó r e g o r e z u l t a t e m m i a ł a być
o r i e n t a c j a w o b e c n y m stanie rzeczy w s k a l i k r a j u oraz
z g r o m a d z e n i e p r z e d m i o t ó w z określonej d z i e d z i n y k u l t u ­
r y l u d o w e j , należało z a a p e l o w a ć o d o s t a r c z e n i e :

99

I

�Strój

i odzież w

składników

ogóle, j a k o j e d e n

kultury

ludowej,

z

złączony

(podstawowych
jest

integralnie

z r w y s z y c i a m i i h a f t a m i . Rozpatrując w i ę c h a f t j a k o w y ­
twór

kultury

ludowej,

przedmiotu,

z

słuszne

którym

związany,

a

odsunięcie

kształceń

w

postaci

(serwet,

na

od

odniesienie

zarania

bok

wszelkich

współczesnych

środowiskiem

są o c z y w i ś c i e
należało

je

uwzględniać

j a k i miał m i e j s c e
Ogłaszając

ważne,

w

ale

W takim

się

wiernych

bowiem
do

tradycjom

drugi

ży i w o g ó l e strój r e g i o n a l n y j e s t jeszcze n o s z o n y

i ży­

część

(co dopuszczały
jeszcze

dawnych

haftowanych

części

2 — h a f t o w a n y c h części s t r o j u n o s z o n y c h współcześnie,
3 — odtworzonych
części
stroju
zdobionych
haftem,
z p o d a n i e m ich przeznaczenia,
kownika.

t z n . o d b i o r c y i użyt­

wykorzystu­
wład­

stroju

mogła

zostać

n i e związanego

może

warunki

wskazywać

na

wyhaftowana

z tradycyjną

rą wiejską określonego r e g i o n u , n a w e t

stroju,

meto­

i zdolności

odzie­

przez k o g o k o l w i e k ,

1 — posiadanych

błąd

hafciarskie

strojów

two­

regionu*'.

n e g o środowiska i ż e w t y m środowisku t e części
Dowolna

części

w

swego

tkwi

umiejętności

zdobienia

artyśr;,

s w e umiejętności

ludowych

wy.

je

się,

l i c z y l i również na

h a f t o w a n i a n i e świadczą o t y m , że o b e c n i e
je

mi

konkursu,

się n i e z n a n i jeszcze

j e d n a k (sformułowaniu

dologiczny,

adaptacji

Toruniu.

a z n a n e już n a r c i a r k i w y k a ż ą
wzorów

n a z b y t po/a

programie

k o n k u r s organizatorzy

to, ż e p r z y o k a z j i „ u j a w n i ą
rzeniu

prze­

użytkowych

nie wydaje

przy

do
był

jego

form

wiejskim. Zagadnienia

również

go

dziejów

obrusów, bluzek), w y k o n y w a n y c h

własnym
aby

było

niemal

kultu­

p r z e z grupę osób

konkursu) i t y m samym

stan zachowania

nie

tradycji w

kon­

kretnej w s i i okolicy.
Podnosząc

w

założeń ach

konkursu

;

j ą c y c h t w ó r c ó w l u d o w y c h haftujących
szywać, o r g a n i z a t o r z y

zmierzali

do

sprawę

działa­

i umiejących

uzyskania

w i s k , a p r z y t e j sposobności t a k ż e p r z y k ł a d ó w
i

haftów.

Konkurs

wzornictwa,

miał

kolorystyki

też
i

oraz

naz­

strojów

zaprezentować

techniki

wy­

ich

bogactwo

zróżnicowania

r e g i o n a l n e . Z p o z o r u t e ż c e l t e n osiągnięto.
Przyjrzyjmy

się

do f a k t y c z n e g o
s t y k i haftów

jednak, j a k te

rezultaty

s t a n u r z e c z y n a t l e ogólnej

spotykanych w

Polsce. N a

mają

K a s z u b a c h

są t o t z w . z ł o t e czepce h a f t o w a n e m e t a l o w y m i —
n y m i l u b złotymi —

nićmi, ściegiem .pełnym z

dem, o przewadze k w i e t n y c h motywów,
pana

i owocu
białe

czepce
i

hafty

z

motywami,

Pałukach

drobnyoh

—

podobnie
po

i

większe

czepcach

n a c h występują

również

l u b ażurowe,

w

tuli­

Szamotu­

przede

wszyst­

gipiury)

jak

na

zdobiącs

K u j a w a c h
poczynając

rozetowo^koliste,

gwiaździste, p ę t l i c o w e ,
Na

dem

wici.

mają

(snutki

roślinno^kwiatowymi,

elementów

n uszko w e ,
stych

i Kalisza

aia t i u l u

srebr­
podkła­

zwłaszcza

granatu. " W i e l k o p o l s k a ,

ły, okolice L e s z n a
kim

się

charaktery­

soczewko wate

wymienionych

cd

wiai

wyżej

.fali­
rejo­

h a f t y białe — p e ł n e z podkła­

wypełnione

miast zdobiły j e d n o b a r w n e

tiulem;

fartuchy

h a f t y płaskie, białe,

nato­

rzadziej

czarne.
K u r p i e

Puszczy

Białej

charakteryzują

t y n a k o s z u l a c h , o m o t y w a c h k o l i s t y c h , półkolistych
z w i n i ę t y c h n a kształt rogów, w y k o n y w a n e
sowym

i

łańcuszkiem,

przede

ściegiem atła­

wszystkim

nićmi, a .ponadto h a f t y białe, występujące
okazach
mniej
lonej,

koszul

oraz

dekoracyjne

na

tiulowych

są k o l o r o w e

O motywach

kwiatowych,

czerwonymi
na

starszych

czepcach.

hafty

haf­
oraz

O

wiele

Puszczy

Zie­

wykonane

drobnymi

ściegami z g r u p y p r z e d — i za igłą.
Haft z W i l a n o w a
kowe,

bogate

koło W a r s z a w y

wypełnienie

margerytki, przy
Łowickie

powierzchni

użyciu

czarnych

nici.

hafty

starszego

typu

—

to

100

wykonane

ściegiem

łańcuszkowym

oraz

typa

reprezentowało

t z w . p o l s k i e szycie o n i e w i e l k i m zróżnicowaniu
[1. 1. C z e p e k k u j a w s k i g i p i u r o w y , w y k . M a r i a S z e w ­
c z y k , W ł o c ł a w e k . I I . 2. C z e p e k , w y k . J a n i n a F o ł t y n ,
Szamotuły, w o j . poznańskie. I I . 3. C z e p e k k a s z u b s k i ,
w y k . K r y s t y n a Jenerał ska, T u c h o l a.

łańcusz­

kwiatami

kolorów,

innymi

ściega­

m i z g r u p y za — i p r z e d igłą. P r z e w a ż a ł y w n i c h d r o b ­
ne m o t y w y

słońc, z w i n i ę t y c h

rożków

w układach

paso-

�w y c h . H a f t y n o w s z e zapełniają duże p o w i e r z c h n i e z a ­
równo na k o s z u l a c h j a k n a s t a n i k a c h i w y k o n a n e są
d r o b n y m k r z y ż y k i e m p o z i o m y m l u b atłaskiern, nićmi w
różnych k o l o r a c h
i d r o b n y m i k o r a l i k a m i . Dominują
w n i c h m o t y w y c i e n i o w a n y c h róż i liści o r a z p ą k ó w .
N i e r z a d k o n a s z e r o k i c h r ę k a w a c h k o s z u l występują o n e
o b o k h a f t ó w płaskich, w y k o n a n y c h b i a ł y m atłaskiern
i ściegiem a n g i e l s k i m , p r z e c h o d z ą c y m w r i c h e l i e u .
W R a w s k i e m i O p o c z y ń s k i e m oraz P i o t r k o w s k i e m w y s z y c i a ściegiem k r z y ż y k o w y m , p r o s t y m
lub dowolnym, o motywach geometrycznych
(rombów,
kostek, wiatraczków, trójkątów) oraz l i n e a r n y c h (pros­
t y c h l u b f a l i s t y c h ) zdobią k o s z u l e męskie i k o b i e c e . W
S i e r a d z k i e m
n a t o m i a s t płaskie — a t ł a s o w e h a f t y
w r ó ż n o b a r w n e k w i a t y , w ś r ó d których dominują róże,
s p o t y k a się n a f a r t u c h a c h z d z i e r g a n y m o b r z e ż e m .
Śląskie h a f t y są z n a c z n i e zróżnicowane.
Dolno­
ś l ą s k i e n a płóciennych białych c h u s t a c h n a r a m i e n n y c h , 'nagłownych i n a f a r t u c h a c h są białe — łańcusz­
kowe,
płaskie, d z i e r g a n e ,
dziurkowane —
nierzadko
z p o d k ł a d e m t i u l o w y m l u b pajączkami p o d k w i e t n y m i ,
pętlicowymi
i dziurkowanymi motywami
roślinnymi.
R ó w n i e ż białe są h a f t y p s z c z y ń s k i e i c i e s z y ń ­
s k i e , p ł a s k i e i d z i u r k o w a n e z pajączkami, zdobiące
głównie koszule kobiece zwane k a b o t k a m i . N a
Gór­
n y m Ś l ą s k u łącznie z O p o l s z c z y z n ą
przeważa­
ją n a ogół j e d n o b a r w n e h a f t y płaskie i a t ł a s k o w e : n a
kabotkach — o motywach kolistych, owocu granatu
i k w i a t u t u l i p a n a w brązowym, żółtym, c z e r w o n y m l u b
białym k o l o r z e (Opolskie), a w r e j o n i e B y t o m i a t y l k o
białe; n a płóciennych l u b j e d w a b n y c h f a r t u c h a c h —
0 m o t y w a c h w i n n y c h g r o n , m a r g e r y t e k i róż, białe a l b o
kolorowe. H a f t k o l o r o w y występował n a stanikach, zwa­
n y c h o p l e c k a m i ( O p o l s k i e , Pszczyńskie) i n a ż y w o t k a c h
(Cieszyńskie). M i a ł o n m o t y w y k w i a t o w e , w y k o n a n e w e ł ­
n i a n y m i l u b j e d w a b n y m i nićmi. D o p i e r w s z e j
wojny
ś w i a t o w e j ż y w o t k i h a f t o w a n o złotymi i s r e b r n y m i n i ć ­
m i , p o t e m także c e k i n a m i i k o r a l i k a m i . Osobną grupę
stanowią w y s z y c i a j e d n o k o l o r o w ą nicią n a k a b o t k a c h
1 k o s z u l a c h w B e s k i d z i e Ś l ą s k i m , w y k o n a n e ście­
g i e m w a r k o c z y k o w y m , l u b n a c h u s t a c h — ściegiem k r z y ­
ż y k o w y m d w u s t r o n n y m , o wklęsłych m o t y w a c h geome­
trycznych.
Ż y w i e c k i e słynie z t i u l o w y c h c h u s t , k r e z , f a r ­
tuchów, o c h t u s i czepców o b i a ł y m p r z e w l e k a n y m i ce­
r o w a n y m hafcie. Sposobem w y k o n a n i a oraz w z o r n i c t w e m
nawiązują d o h a f t ó w k u j a w s k i c h . Swoistą specyfiką w y ­
różniają się t a k ż e w r e j o n i e południowo-zachodniej P o l ­
ski hafty w i l a m o w i c k i e o j e d n o b a r w n y c h , m e a n d r y c z n y c h m o t y w a c h , p o k r y w a j ą c e z a w i ą z k i d o czepców
i k o s z u l e . W y s t ę p u j e w n i c h ścieg płaski, w a ł e c z k o w y
oraz łańcuszkowy.
W
K r a k o w s k i e m ,
obok
kolorowych
atłaskow y c h haftów o m o t y w a c h roślinnych, zapełniających
n i e m a l całe płaszczyzny staników, z n a n e są także białe
płaskie i d z i u r k o w a n e , z r ó ż n i c o w a n e b o g a c t w e m
orna­
mentów.
Regiony b i ł g o r a j s k i
i l a s o w i a c k i
cechują
łańcuszkowe
wolutowe
i płaskie
hafty
jednobarwne
( c z e r w o n e l u b czarne). W r e j o n i e w i d e ł W i s ł y i S a n u
występują też j e d n o b a r w n e w y s z y c i a płaskie l u b k r z y ­
ż y k o w e , które szczególnie rozbudowaną f o r m ę p r z y b r a ­
ły na L u b e l s z c z y z n i e . Zróżnicowane pod w z g l ę ­
d e m t e c h n i k i , m o t y w ó w i j e d n o l i t e j k o l o r y s t y k i były
hafty r z e s z o w s k i e .
Zdobiły one p r z y r a m k i , kołnie­
rze, p r z o d y i m a n k i e t y k o s z u l , chusty, z a w i c i a i i n n e
detale s t r o j u c h a r a k t e r y s t y c z n e d l a danej okolicy.
Górale
podhalańscy,
sądeccy,
lima­
nowscy, łąccy, szczawniccy,
spiscy i oraw­
s c y mają n a częściach s t r o j u męskiego, sporządzonych

I I . 4. F r a g m e n t
wiązadła
wyk. Marianna Kowalska,

do czepca k u r p i o w s k i e g o ,
L u t o b r o k , w o j . ostrołęckie.

101

I

�Ii.

5. R ó g

chusty

żywieckiej,

wyk. Maria

głównie z sukna, j a k gunie, cuchy, p o r t k i ,
kamizele
— h a f t y nicią wełnianą, z r ó ż n i c o w a n e o r n a m e n t a c y j n i e
i k o l o r y s t y c z n i e ; natomiast t e c h n i k a i c h w y k o n a n i a jest
na ogół t a k a sama. W y s t ę p u j e t u t a j p o w s z e o h n i e ście^
łańcuszkowy, k r o k i e w k o w y o r a z ściegi t y p u za — i p r z e d
igłą, j a k : piłeczka, stębnórwka, g w i a z d k i , p a z u r k i i t p .
N i e r z a d k o występują t a k ż e n a s z y c i a ze sznurków i p a s ­
m a n t e r i i , zwłaszcza n a s e r d a k a c h c z y s t a n i k a c h , a t a k ­
że a p l i k a c j e z s u k n a , n p . n a g u n i a c h i kożuchach { r ó w ­
nież a p l i k a c j e ze skóry). Szczególnie b o g a t e są h a f t y n a
g u n i a c h i s t a n i k a c h , k o l o r o w e , atłasowe, o c i e n i o w a n y c h
płaszczyznach k w i a t o w y c h m o t y w ó w ; współczesne s t a ­
n i k i h a f t o w a n e są k o l o r o w y m i k o r a l i k a m i . N a t o m i a s t
h a f t y białe, niegdyś s t o s u n k o w o s k r o m n e , o b e c n i e w y ­
k o n u j e się m a s z y n o w o . Zdobią o n e k o b i e c e k o s z u l e i o d ­
znaczają się d z i u r k o w a n y m i , d u ż y m i , g e o m e t r y c z n o - r o ś linnymi motywami.
E k s p o n a t y nadesłane n a k o n k u r s t y l k o w części
o b r a z o w a ł y d a w n i e j s z e i współczesne h a f t y w s p o m n i a ­
n y c h wyżej regionów. N i e widać było na i c h przykła­
d z i e p r z e m i a n ,które zaszły w t e c h n i c e , k o m p o z y c j i , o r ­
n a m e n t y c e i k o l o r y s t y c e h a f t u , n p . opoczyńskiego, r a w ­
s k i e g o , podhalańskiego, s p i s k i e g o , k u r p i o w s k i e g o (z P u s z ­
czy B i a ł e j ) i i n n y c h regionów, g d z i e strój l u d o w y n o ­
szony j e s t p o dziś dzień. W y j ą t k i e m był t y l k o r e g i o n
łowicki, z k t ó r e g o o t r z y m a n o z a r ó w n o p r z y k ł a d y h a f t u
starszego ( t z w . p o l s k i e szycie), j a k też późniejszego, z l a t
po I w o j n i e światowej ( d r o b n y krzyżykowy, w i e l o k o l o ­

102

Byrcz,

Sopotnia

Mała,

woj.

bielskie

r o w y atłaskiem i k o r a l i k a m i ) o r a z m o d n e g o w s p ó ł c z e ś ­
n i e — b i a ł e g o , płaskiego, d z i u r k o w a n e g o
i richelieu,
który s t o s o w a n y
jest
obok
wymienionych
uprzednio
form.
M i m o w y s i ł k u organizatorów, n i e udało się pozyskać
e k s p o n a t ó w z w i e l u r e g i o n ó w , o k t ó r y c h w i a d o m o , że
m i a ł y tradycję h a f t u . W niepełny sposób r e p r e z e n t o w a ­
n y był n p . h a f t k r a k o w s k i i cieszyński, o p o l s k i , o p o ­
czyński, sądecki, r z e s z o w s k i , z a b r a k ł o p r z y k ł a d ó w h a f t u
kszczonowskiego,
lubelskiego,
podlaskiego,
kieleckiego,
s a n d o m i e r s k i e g o . W n i o s e k stąd, że a l b o w t y c h o k o l i ­
cach t r a d y c j e ludowego
h a f t u już z a m a r ł y , a l b o n i e
dotarła t a m o d p o w i e d n i a
informacja o konkursie. W
konsekwencji
brak odpowiedzi
na pytanie —
gdzie
i w j a k i m s t o p n i u j e s t jeszcze ż y w a t r a d y c j a h a f c i a r ­
s k a , k t o do d z i s i a j h a f t t e n u p r a w i a , co h a f t u j e i n a
c z y j e p o t r z e b y . T o t e ż t r u d n o rozstrzygnąć, c o j e s t n a d a l
ż y w ą twórczością, a c o t y l k o o d t w a r z a n i e m
wzorów.
S a m a b o w i e m umiejętność i znajomość h a f t u , o i l e n i e
spełnia o n s w e j
pierwotnej
f u n k c j i , n i e świadczy o
k o n t y n u a c j i t r a d y c j i . W i d a ć t o chociażby n a p r z y k ł a ­
d z i e k o l o r o w e g o h a f t u , k t ó r y w i s t o c i e r z e c z y został w y ­
m y ś l o n y i w p r o w a d z o n y z początku o k r e s u m i ę d z y w o ­
jennego na Kaszubach przez G u l g o w s k i c h , a nigdy n i e
funkcjonował w t e j f o r m i e w m i e j s c o w y m s t r o j u . B y ł
o n ś w i a d o m ą transpozycją m o t y w ó w złotego h a f t u z koś­
c i e l n y c h a n t e p e d i ó w i mieszczańskich c z e p c ó w . T y m ­
c z a s e m współcześnie p o t o c z n i e uważa się, że r e p r e z e n 4

�t u j e o n najpełniej
ludową sztukę K a s z u b . Z p o w y ż ­
s z y c h w z g l ę d ó w n i e m ó g ł być n a k o n k u r s i e b r a n y p o d
u w a g ę , p o n i e w a ż n i e w i ą z a ł się a n i ze s t r o j e m , a n i
z bezpośrednią tradycją
wiejską. O r g a n i z a t o r z y zachę­
c i l i n a t o m i a s t grupę h a f e i a r e k z K a s z u b do o d t w o r z e ­
nia zabytkowego h a f t u
złotą czy srebrną nicią. J u r y ,
doceniając wysiłek i k u n s z t w y k o n a w c z y ń ,
wyróżniło
14 osób, a G e n o w e f i e P a ł u b i c k i e j z B y t o w a przyznało
drugą nagrodę.
5

P o d o b n i e j a k n a P o m o r z u Gdańskim r ó w n i e ż w Ż y w i e c k i e m , K r a k o w s k i e m , n a D o l n y m Śląsku, w R a c i b o r s k i e m czy Cieszy ńskiem h a f t y z ł o t e zanikły p r z e d
końcem X I X w . *. W y s t ę p o w a ł y o n e p r z e w a ż n i e n a c z e p ­
c a c h , j e d y n i e w Cieszyńskiem z d o b i ł y r ó w n i e ż a k s a m i t ­
ne s t a n i k i s u k i e n (tzw. żywotki), a ostatnie i c h okazy
noszono d o p i e r w s z e j w o j n y ś w i a t o w e j . N a s t ę p n i e h a f t
n a ż y w o t k a c h uległ m o d y f i k a c j i . Zaczęto go w y k o n y ­
wać k o l o r o w y m i k o r a l i k a m i , n i ć m i j e d w a b n y m i , p l u ­
s z o w y m i , l a c e t e m , c e k i n a m i , szklaną sieczką, p r z e z c o
z czasem nabrał z u p e ł n i e n o w e g o c h a r a k t e r u . Jest o n
jeszcze d z i s i a j s t o s o w a n y w r e g i o n i e i s t a n o w i p o d s t a ­
w o w y e l e m e n t dekoracji żywotków. D a l e k i e r e m i n i s c e n ­
cje z ł o t e g o h a f t u n a ż y w o t k a c h ( h a f t j e d w a b n ą nicią
żółtawo-złocistą i srebrzysto-białą) p r z e d s t a w i ł a n a k o n ­
k u r s i e E w a Chałupska, o t r z y m u j ą c z a w y s o k i p o z i o m
t e c h n i k i i (kompozycji (zgodnej z t r a d y c y j n y m układem)
drugą nagrodę. I n n a a u t o r k a dostarczyła ż y w o t e k p r e ­
zentujący współczesną f o r m ę , n i e w y r ó ż n i a j ą c y się j e d ­
n a k starannością w y k o n a n i a . T a k w i ę c w C i e s z y ń s k i e j
na p r z e s t r z e n i kilkudziesięciu l a t n a s t ę p o w a ł y
zmianv
7

li.

6.

Fragment

fartucha

kujawskiego,

w tego r o d z a j u z d o b n i c t w i e , stosownie do a k t u a l n y c h
możliwości s u r o w c o w y c h , j a k i upodobań
zamawiają­
cych. Obecnie
n i e w i e l e osób s p r a w i a n o w y
żywotek
i h a f c i a r k i pracują g ł ó w n i e n a z a m ó w i e n i e C e p e l i i , z d o ­
biąc a k s a m i t n e p a s y i t o r e b k i w i e c z o r o w e . W i n n y c h r e ­
g i o n a c h złoty h a f t z a n i k ł zupełnie, a społeczność w i e j ­
s k a n i e w y t w o r z y ł a żadnej p o d o b n e j f o r m y .
W o k r e s i e , g d y zanikał h a f t złoty, c o r a z w i ę k s z ą
popularność zyskiwał w P o l s c e , z a r ó w n o n a w s i , j a k
i w m i a s t a c h h a f t k o l o r o w y m i n i ć m i . Stał się
o n b a r d z o p o p u l a r n y w niektórych r e g i o n a c h k r a j u i dziś,
p r z y w s z e l k i c h adaptacjach t r a d y c y j n y c h wzorów jest
o n szczególnie f a w o r y z o w a n y .
Najstarsze
formy
kolo­
rowego h a f t u , przede w s z y s t k i m jednobarwnego
(czar­
nego, c z e r w o n e g o , w i ś n i o w e g o , r z a d z i e j żółtego l u b b r ą ­
z o w e g o ) w y s t ę p o w a ł y na płóciennych częściach s t r o j u
( k o s z u l a c h , c h u s t k a c h n a g ł o w ę , z a w i c i a c h , nałęozach,
zapaskach). W y k o n y w a n o j e różnymi t e c h n i k a m i , z k t ó ­
r y c h d o n a j b a r d z i e j a r c h a i c z n y c h należały: k r z y ż y k o w e ,
łańcuszkowe i płaskie ( n i e r z a d k o l i c z o n e ) .
J e d n o b a r w n e h a f t y krzyżykowe występowały
w B e s k i d z i e Śląskim, n a S p i s z u , u L a s o w i a k ó w i częś­
c i o w o w K i e l e c k i e m , w Biłgorajskiem, K r z c z o m o w s k i e m ,
L u b e l s k i e m , R a w s k i e m , a w późniejszym okresie i w i n ­
nych regionach, np. Łowickiem (potwierdza to technika
w y k o n a n i a , j a k też c h a r a k t e r m o t y w ó w o r a z m i e j s c o ­
w a t r a d y c j a u s t n a ) . Z w y m i e n i o n y c h wyżej regionów
nadesłano n a k o n k u r s j e d y n i e n i e l i c z n e p r z y k ł a d y —
haftowane koszule z J a w o r z y n k i i Istebnej w Beskidzie
Śląskim ( A n n a R u c k a — d r u g a n a g r o d a i J a d w i g a S i ­

w y k . Zofia

8

Szmajda,

Gajówka,

woj.

włocławskie.

103

�II.

7. P r z ó d

s e r d a k a a k s a m i t n e g o , h a f t k o r a l i k a m i , w y k . A n n a T r z e b u n i a , Z a k o p a n e . I I . 8. Dół
p o r t e k góralskich, w y k . K a r o l G a b r y ś , K r o ś c i e n k o n / D u n a j c e m , w o j . nowosądeckie.

k o r a — w y r ó ż n i e n i e ) . Prezentują o n e r o z b u d o w a n e w s p ó ł ­
czesne f o r m y g e o m e t r y c z n y c h m o t y w ó w roślinnych z z a ­
chowaniem
tradycyjnej
kompozycji
i
rozmieszczenia.
W a r t o j e d n a k pamiętać, że d a w n i e j s z e
warkoczykowe
h a f t y górali w B e s k i d z i e Śląskim były, p o d o b n i e j a k
n a S p i s z u , w y k o n a n e d r o b n y m i ściegami, p r z e z co t w o ­
r z y ł y wąskie p a s o w e układy o r n a m e n t a l n e n a męskich
k o s z u l a c h i k a b o t k a c h , o r a z układy trójkątne n a c h u s t ­
k a c h . E l e m e n t y zdobnicze, wyłącznie geometryczne, b y ­
ły n a ogół mało c z y t e l n e . D o i c h w y k o n a n i a u ż y w a n o
lnianych nici, b a r w i o n y c h woskiem, p i w e m l u b szafra­
nem .

ich

D o n a j s t a r s z y c h f o r m zaliczyć należy także j e d n o ­
b a r w n e h a f t y r z e s z o w s k i e , złożone z m o t y w ó w m e a n d r y c z n y e h , a w y k o n a n e a t ł a s k i e m . Można j e b y ł o s p o t ­
kać w t e r e n i e jeszcze w p i e r w s z y c h l a t a c h p o o s t a t n i e j
w o j n i e , n i e s t e t y t a pracochłonna t e c h n i k a zamarła już
p r a w i e c a ł k o w i c i e . N a OpoLszczyźnie h a f t y atłaskiem
o charakterystycznych kolistych motywach
roślinnych
r ó w n i e ż zanikły, a nadesłany n a k o n k u r s p r z e z W a l e s ką B-auoh c z e p e k d l a k u c h a r k i był już t y l k o nieudaną
rekonstrukcją w z o r ó w z końca X I X w .

nadesłane j e d n a k

B

10

11

Znacznie
lepiej
przedstawiały się o d t w o r z o n e
na
częściach d a w n e g o s t r o j u l a ń c u s z k o w o - w o l u t o w e h a f t y
l a s o w i a c k i e i biłgorajskie, nadesłane n a k o n k u r s p r z e z
l a u r e a t k i d r u g i c h nagród: Marię Kozłową i Katarzynę
Pańczyk z B a r a n o w a i Julię M a ł e k z C i o s n y o r a z ł a ń ­
c u s z k o w e i płaskie h a f t y w i l a m o w i c k i e s p o d O ś w i ę c i ­
m i a , łączone n a z a w i ą z k a c h do c z e p c ó w ze złotą l u b
srebrną nicią. P r z e d s t a w i ł a j e n a k o n k u r s i e I r e n a B e n e k
z C z e c h o w i c ( d r u g a n a g r o d a ) i Elżbieta C z y l o k z Z a b r z e g a { t r z e c i a n a g r o d a ) . W a r t o p r z y t y m podkreślić, iv
w W i l a m o w i c a c h t r a d y c y j n y strój l u d o w y m a jeszcze
ż y w e t r a d y c j e , n i e w y c h o d z ą c e j e d n a k poza obręb t e j
miejscowości.
D a w n e t r a d y c j e mają j e d n o b a r w n e , płaskie i ł a ń ­
c u s z k o w e h a f t y k u r p i o w s k i e P u s z c z y Białej
o koli­
s t y c h i r o ż k o w y c h m o t y w a c h ( t z w . k o ł o i z i e l e ) , gęsto
zapełniające p o w i e r z c h n i ę . N a k o n k u r s nadesłano k i l K a
1 2

104

współczesnych

nogawki

przykładów, które otrzymały

wyróż­

n i e n i a , a koszula H a n n y Kaczyńskiej z Wielątek — t-zecią

nagrodę.
Do grupy

nie

starych, jednobarwnych

zaliczyć

trzeba

piotrkowskie
pują

i

obok

jednak
tego

rawskie,

haftów

pierwotny,

nadesłała

jąc

bardzo

których

geometryczny
Dawne

przykłady

z

względem

Kurpiów

W

Czesławy

niektórych

również

h a f t y

wickiem,

gdzie t z w . polskie

odzieży

czyły

na k o n k u r s Jadwiga

(uzyskując

wyróżnienie)

{trzecia

światowej

obserwuje

W

form

t a k jest

szycie

Jadwiga

się n a w r ó t

z

dostar­

Klewkowa

Łukawska

po d r u g i e j

do

Ło­

na częś­

t a k haftowaną

okresie

zdo­

należą

np. w

występuje

Tarmanowska

oraz

nagroda)..

współ­

Kadzidła).

z

starszych

z płótna. K o s z u l ę

Zielonej;

s t r o j u , j a k też i

k i l k u barwne,

ciach

wicza

do

haf­

dekoracyjnym,

przykładem

Konopki

regionach

uzysku­

Puszczy

n a k o n k u r s były

(koszula

Przykład

Jasienia,

jednobarwnych

czesnego przekształcenia z a r ó w n o
bnictwa

wystę­

1 3

z

płót­

zachowujących

charakter .

tradycje
pod

na

opoczyńskie,

pozostałości

Bernacik

skromnych

przedstawiają

haftów

krzyżykowe:

wielokolorowych,

Helena

wyróżnienie.

tów,

także

z

Ło­

wojnie

rozszerzonej

gamy

k o l o r y s t y c z n e j haftów. O b o k k o l o r ó w t r a d y c y j n y c h : c z a r ­
nego, c z e r w o n e g o i białego p o j a w i ł y
ty, zielony,
doczny

jest

l i l i o w y , pomarańczowy.
również

w

się: n i e b i e s k i , żół­
Podobny

krzyżykowych

proces w i ­

h a f t a c h n a płót­

n i e : opoczyńskich, p i o t r k o w s k i c h i r a w s k i c h . W i e l e p r z y ­
kładów
15 osób

nadesłano

na

otrzymało

konkurs.

Spośród

wyróżnienia,

ska i M a r i a Rzepa z B i e l o w i e
Wzbogacanie kolorystyczne

a

wykonawczyń

Franciszka

Dąbrow­

uzyskały t r z e c i e

nagrody.

i ornamentacyjne

n a płótnie d a t u j e się m n i e j w i ę c e j od l a t s p r z e d
szej

wojny

światowej,

nych regionach.
i

coraz

haftów

z

małymi

wahnięciami

Zjawisko

t o idzie

w

większym

rozpowszechnieniem

białych o r a z

cesji

na m o t y w y

były

sobie

parze

ogólnej

mody

w

roślinne. Popularność

zwłaszcza

symbole

kwiatu

z

się

haftów
pierw­
w

róż­

rozwojem
roślinnych

sztuce o k r e s u se­
w

haftach

róży

o

zdo­

bardziej

�l u b m n i e j n a t u r a l i s t y c z n y c h kształtach, k w i a t u r u m i a n ka,
niezapominajki,
fiołka,
goździka,
winnych
gron
i różnych f o r m liści, bez których żaden o r n a m e n t r o ś ­
l i n n y n i e m ó g ł b y się obejść. P r o c e s o w i t e m u t o w a r z y ­
szyło w t y m czasie również w p r o w a d z e n i e n o w y c h r o z ­
w i ą z a ń t e c h n i c z n y c h , czego doskonałym p r z y k ł a d e m są
w s p o m n i a n e już h a f t y ł o w i c k i e . Taką wielością f o r m ,
t e c h n i k i i k o l o r y s t y k i , jaką przedstawiły t a m t e j s z e h a f c i a r k i , n i e mógł się pochwalić n a k o n k u r s i e żaden i n n y
r e g i o n . W ś r ó d l i c z n y c h eksponatów znalazły się w i ę c
i t a k i e , w których i m p o n o w a ł u m i a r i porządek, c h a ­
r a k t e r y s t y c z n e d l a h a f t ó w z początku w i e k u , j a k toż
i p r z e s a d n i e już d e k o r o w a n e w i e l o b a r w n e , płaskie i cie­
n i o w a n e h a f t y n a w e ł n i a n y c h , a k s a m i t n y c h , bądź a d a ­
m a s z k o w y c h s t a n i k a c h , r ę k a w k a c h , w e ł n i a n y c h pończo­
c h a c h . Ostatnią fazę — h a f t d r o b n y m i k o r a l i k a m i — p a c i o r k a m i reprezentowały e k s p o n a t y
Jadwigi
Tarmanowskiej.
K o r a l i k i na wzór m o d y
lansowanej
przez żurnale z o s t a t n i e j ć w i e r c i ubiegłego w i e k u w p r o ­
w a d z o n o t u już w l a t a c h p i e r w s z e j
wojny
światowej,
p o d o b n i e j a k w h a f t a c h n a ż y w o t k a c h cieszyńskich o r a z
stanikach (zwanych potocznie gorsetami) z k r a k o w s k i e ­
go, czy P o d h a l a ( M a r i a Jamróz z L i p n i k — w y r ó ż n i e ­
nie i A n n a T r z e b u n i a z Zakopanego — trzecia n a g r o ­
da).
S k o r o m o w a o g o r s e t a c h z w i e l o b a r w n y m i płaskimi
h a f t a m i , t o t r z e b a zaznaczyć, że t r a d y c j e i c h obejmują
zwłaszcza r e g i o n y Małopolski, poczynając o d z a c h o d ­
n i c h j e j krańców ( o k o l i c S t r z e m i e s z y c i C h r z a n o w a ) ,
g d z i e s z y t o j e do końca X I X w . z białego płótna, aż
po w s c h o d n i e t e r e n y Z i e m i R z e s z o w s k i e j . N a k o n k u r ­
sie za bogato h a f t o w a n y a k s a m i t n y s t a n i k w y r ó ż n i e n i e
1 4

15

II.

9. F r a g m e n t

haftu

na

mankiecie

koszuli,

otrzymała K a t a r z y n a P a l u c h z T y l m a n o w e j
w Sądec­
k i e m . N a t o m i a s t odtworzoną f o r m ę t z w . o p l e c k a , n i e b ę ­
dącą j e d n a k kontynuacją t r a d y c j i , nadesłano z O p o l a .
S t a r s z e s t a n i k i n a P o d h a l u z d o b i o n e były, t a k j a k
s u k i e n n e p o r t k i , n a s z y c i a m i ze sznurków p a s m a n t e r y j ­
n y c h , czego przykłady z p ę t l i c o w y m i o r n a m e n t a m i , u z u ­
pełnionymi c e k i n a m i , nadesłały: w s p o m n i a n a w y ż e j A n ­
n a T r z e b u n i a i M a r i a L i z o ń ze S z c z a w n i c y . P o d o b n e w
c h a r a k t e r z e są w i e l o b a r w n e ,
o motywach
roślinnych
(zwłaszcza r ó ż y ) h a f t y n a z a p a s k a c h i c h u s t a c h n a g ł o w ­
n y c h , w y k o n a n e ściegiem płaskim i c i e n i o w a n y m
oraz
i n n y m i : za — i p r z e d igłą, występujące współcześnie
w niektórych r e g i o n a c h , zwłaszcza z a c h o d n i c h i p o ł u d ­
niowych,
jak
Wielkopolska,
Opolszczyzna,
Sądeckie
(wspomniana K a t a r z y n a Paluch), Sieradzkie (wyróżnie­
n i a : M a r i a P a w l a k z S i e r a d z a i Stanisław P a w l a k z M o ­
nie).
Ostatnią grupę k o l o r o w y c h haftów stanowią h a f t y
n a s u k n i e , g ł ó w n i e n a góralskich c u c h a c h , s u k m a n a c h ,
p o r t k a c h , k a m i z e l a c h , których t r a d y c j a z d o b i e n i a z n a n a
była już w X I X w . W n o w s z y c h c z a s a c h , zwłaszcza po
d r u g i e j w o j n i e ś w i a t o w e j , d e k o r a c j a i c h uległa r o z b u ­
dowie, urozmaiceniu kolorystycznemu, a nawet
tech­
n i c z n e m u . Szczególnie b o g a t o z d o b i o n e f o r m y
spotyka
się n a P o d h a l u , czego p r z y k ł a d e m b y ł y n a k o n k u r s i e
c u c h a i p o r t k i w y k o n a n e przez Stanisława Budzyńskie­
go z B u k o w i n y Tatrzańskiej ( o t r z y m a ł za n i e pierwszą
nagrodę). P i e r w s z ą nagrodę za h a f t n a k a f t a n i e i c i o s ­
k u ) otrzymała t a k ż e L u d w i k a Głuc z P o d e g r o d z i a . Poza
t y m przyznano dwie drugie nagrody Zofii
Szczepaniak
ze S z c z a w n i c y (za 2 zapiąstk:, 2 k a m i z e l k i i g o r s e t ) i A n ­
d r z e j o w i C z e r n i k o w i z B u k o w i n y Tatrzańskiej (za c u -

w y k . Helena

Biernacik,

Jasień,

woj.

piotrkowskie

105

�II.

10. H a f t p r z y k i e s z e n i g u n m a n y , w y k . F r a n c i s z e k J a n s , Z a b r z e ż k/Łącka, w o j . nowosądeckie.
I I . 1 1 . Górna część p o r t e k , w y k . J a n P a n i a ł , Jabłonica, woj. krośnieńslkie.

chę), o r a z pięć t r z e c i c h n a g r ó d : A n n i e A d a m c z y k
(za
k a m i z e l k ę ) , F r a n c i s z k o w i J a n c (za g u r m a n ę ) , M a r i i J a n s
(za s p o d n i e ) — w s z y s t k i m z Z a b r z e ż a w Sądeckiem, o r a z
F r a n c i s z k o w i C z e r n i k o w i z G ł o d o w s k i e g o W i e r c h u (za
s p o d n i e ) i Bożenie K o w a l c z y k z D z i a n i s z a (za s p o d n i e ) .
W y r ó ż n i e n i e w t e j g r u p i e o t r z y m a ł o 5 osób. W s p o m n i a ­
n e w y r o b y , z g o d n i e ze współczesną modą, odznaczają
się wyrazistością i czytelnością m o t y w ó w i ż y w ą k o l o ­
rystyką. W ś r ó d h a f t o w a n y c h k a m i z e l e k precyzją w y k o ­
nania i b o g a c t w e m o r n a m e n t y k i zwracały uwagę prace
Z o f i i S z c z e p a n i a k o r a z J a n i n y F a r o n z Zabrzeża ( w y ­
różnienie), n a t o m i a s t i n n e e g z e m p l a r z e n i e z a p r e z e n t o ­
w a ł y się n a j l e p i e j ze w z g l ę d u n a n i e s t a r a n n i e w y k o n a ­
n y h a f t o r a z złą jakość s u k n a , z k t ó r e g o u s z y t o częś­
ci s t r o j u . Ś w i a d c z y t o , ż e w y k o n a n o j e s p e c j a l n i e n a
k o n k u r s l u b d l a zespołu f o l k l o r y s t y c z n e g o . G ó r a l e b o ­
w i e m , którzy w c i ą ż z a m a w i a j ą i noszą c y f r o w a n e p o r t ­
ki, nigdy by takich nie kupili.
N a P o d h a l u , w Cieszyńskiem, Fszczyńskiem, K r a ­
k o w s k i e m , Rzeszowskiem, w Łowickiem, na K u j a w a c h ,
w W i e l k o p o l s c e , n a Śląsku D o l n y m , a częściowo i G ó r ­
n y m rozpowszechnione
b y ł y różnego r o d z a j u
hafty
b i a ł e — o d płaskich, atłaskowych, w y p u k ł y c h , w a ­
ł e c z k o w y c h , d o d z i u r k o w a n y c h z obrzuitką i z a d z i e r g i w a n i e m p r z e c h o d z ą c y m w s n u t k i , pajączki, g i p i u r y i r i c h e l i e u . Najstarszą i c h f o r m ą b y ł y h a f t y n a s a m o d z i a ­
ł o w y m p ł ó t n i e l n i a n y m w y k o n a n e d r o b n y m i ściegami
l u b h a f t e m płaskim l i c z o n y m , z d o b i ą c e k o s z u l e u ż y w a n e
d o ślubu — zwłaszcza n a K u r p i a c h , G ó r n y m Śląsku,
w Opoczyńskiem, n a P o d h a l u w
Rzeszowskiem. T u
i ó w d z i e p r z e t r w a ł y o n e jeszcze d o l a t d w u d z i e s t y c h
bieżącego w i e k u . B a r d z o ładną koszulę t e g o t y p u z a ­
prezentowała n a k o n k u r s i e W i k t o r i a Puławska z M y s t k o w a S t a r e g o n a K u r p i a c h , o t r z y m u j ą c z a nią pierwszą
nagrodę.
B i a ł e , płaskie h a f t y o b o g a t y c h
w y c h i roślinnych n a k o s z u l a c h i

106

motywach
chustkach

kwiato­
nagłow-

n y c h występowały przede w s z y s t k i m w s t r o j u k r a k o w ­
s k i m , g d z i e h a f t o w a n o t a k samo r ó w n i e ż f a r t u c h y .
P o d k o n i e c X I X w . p o d o b n e h a f t y płaskie o m o ­
t y w a c h roślinnych zaczęły się p o j a w i a ć n a f a r t u c h a c h
również w i n n y c h regionach zachodniej i południowej
P o l s k i . Stały się o n e p o p u l a r n e p r z e d p i e r w s z ą wojną
światową, czego echa p r z e t r w a ł y do dziś m i ę d z y i n n y ­
m i n a K u j a w a c h , Pałukach, G ó r n y m Śląsku i w W i e l ­
k o p o l s c e . T a k i e p r z y k ł a d y zaprezentowała
Klementyna
W i t u c k a z S z u b i n a n a P a ł u k a c h ( t r z e c i a n a g r o d a ) , oraz
Z o f i a S z m a j d a z G a j ó w k i n a K u j a w a c h , która o t r z y m a ­
ła z a d w a czepce i f a r t u c h drugą nagrodę. H a f t y n a
fartuchach bywały niejednokrotnie rozbudowane i w i e ­
le m n i e j i s z y c h i większych e l e m e n t ó w t w o r z y ł o ciągły
l u b p r z e r y w a n y , s z e r o k i pas p o n a d i c h dolną krawędzią.
Wykorzystanie
ściegów p o z w a l a j ą c y c h n a s w o b o d ­
n e p r o w a d z e n i e igły p o płótnie d a w a ł o h a f c i a r k o m z n a ­
c z n e m o ż l i w o ś c i d o b o r u i k o m p o z y c j i m o t y w ó w , często
o giętkich, o p ł y w o w y c h , w i j ą c y c h się l i n i a c h , t a k c h a ­
r a k t e r y s t y c z n y c h d l a o r n a m e n t ó w roślinnych. W i d a ć to
n a p r z y k ł a d z i e k o p i i s t a r e g o czepca k u j a w s k i e g o , którą
wykonała wyróżniona R e g i n a M a j c h r z a k z Włocławka.
I n w e n c j a h a f c i a r e k w i d o c z n a j e s t szczególnie w
haf­
tach ażurowych: d z i u r k o w a n y c h , s n u t k o w y c h , r i c h e l i e u ,
m e r e ż k o w y c h , których p o j e d y n c z e o k a z y nadesłało w i e ­
le k o b i e t , p r e z e n t u j ą c p r z y k ł a d y z P o d h a l a , K r a k o w s k i e ­
go, Pszczyńskiego, Cieszyńskiego, Ł o w i c k i e g o , K u j a w .
Zapożyczenie
haftu
angielskiego
od
zawodowych
h a f c i a r e k j a k o j e d n e j z f o r m z d o b i e n i a płóciennych częś­
ci l u d o w e g o s t r o j u o d b y w a ł o się p o c z ą t k o w o nieśmiało,
w połączeniu z p r o s t y m i t e c h n i k a m i , j a k ścieg o k r ę t k o wy
i płaski, s t o p n i o w o
jednak zaadaptowano
ściegi
trudniejsze: zadziergiwane,
pajączfcowe i s n u t k i , które
ostatecznie
zdecydowały o charakterze
haftu
niektó­
rych
regionów.
Wprowadzono
też h a f t y
maszynowe
(Podhale) o szeroko r o z b u d o w a n y c h m o t y w a c h . Z a p r e ­
zentację t a k z d o b i o n e j
współczesnej b l u z k i , stanowią-

�cej część o b e c n e g o s t r o j u g ó r a l s k i e g o Stanisława C u ­
k i e r z Z a k o p a n e g o otrzymała drugą nagrodę, a L u d ­
w i k Żegliń — wyróżnienie.
P o d o b n i e przedstawiała się s p r a w a z b i a ł y m i h a f ­
t a m i n a t i u l u w s t r o j u dzierżackim, s z a m o t u l s k i m i l u ­
buskim
(międzyrzecko-babimojskirn)gdzie
zdobione
n i m i czepce, j a k n a K u j a w a c h i P a ł u k a o h , p r z e t r w a ł y
w s t r o j u r e g i o n a l n y m d o o s t a t n i c h czasów, chociaż u l e g ­
ły z n a c z n e j
m o d y f i k a c j i . Wyszły natomiast z codzien­
n e g o użycia w i e l k o p o l s k i e
hafty snutkowe ,
aczkol­
w i e k istnieją jeszcze k o b i e t y umiejące j e w y k o n y w a ć .
W g r u p i e t i u l o w y c h h a f t ó w w i e l k o p o l s k i c h , pałuckich
i k u j a w s k i c h d r u g i e n a g r o d y za w y s o k i p o z i o m t e c h ­
niczny
i kompozycję m o t y w ó w otrzymały: J a n i n a Foł­
t y n , K u n e g u n d a K r z y ż a n i a k , Józefa M o l e k , Elżbieta K e l ­
l e r i Z o f i a S z m a j d a , n a g r o d y t r z e c i e : P e l a g i a Glapińska,
H e l e n a G r y g i e l , Pelagia Pietrzak, A n i e l a Wełnińska, K l e ­
mentyna W i t u c k a , Irena Najdek, M a r i a Szewczyk; przy­
z n a n o też 14 w y r ó ż n i e ń . W i c h h a f t a c h dominują b u ­
dowane z d r o b n y c h elementów m o t y w y k o l i s t e w i e l o p l a t o w y e h k w i a t ó w , rozczłonkowanych l u b p i e r z a s t y c h
liści, w y k o n a n e r ó ż n y m i t e c h n i k a m i , łącznie z o b r z u c a ­
n i e m d z i u r e k ściegiem o k r ę t k o w y m . N a t o m i a s t
cerowa­
n i e n a t i u l u występuje g ł ó w n i e n a c z e p c a c h k u r p i o w ­
s k i c h . P o j a w i a j ą się w n i c h n i e r z a d k o m o t y w y g e o m e ­
t r y c z n e , w odróżnieniu od roślinnych, które dominują
w t i u l o w y c h h a f t a c h ż y w i e c k i c h , złożonych z
elemen­
t ó w sprawiających w r a ż e n i e l e k k i c h i z w i e w n y c h n a d u ­
żych p o w i e r z c h n i a c h c h u s t , o c h t u s , zapasek i k r e z . Ż y ­
wieckim haftom przyznano
3 nagrody trzecie
(Marii
B y r c z , M a r i i Dędys i H e l e n i e P i n d e l z S o p o t n i M a ł e j )
oraz 7 wyróżnień.
l s

1 9

J a k w y n i k a z t e g o przeglądu, k o n k u r s p o t w i e r d z i ł
duże z r ó ż n i c o w a n i e f o r m i t e c h n i k h a f c i a r s k i c h w s k a l i
k r a j u , chociaż n i e dał pełnego o b r a z u . N i e w s z y s t k i e
b o w i e m w a r i a n t y zostały nadesłane; t y m n i e m n i e j p o ­
z i o m z e b r a n y c h p r a c b y ł w y s o k i . J u r y spośród 493 n a ­
desłanych eksponatów odrzuciło 100, z p o w o d u n i e d o ­
t r z y m a n i a w y m o g ó w r e g u l a m i n o w y c h , j a k też n i s k i e g o
poziomu technicznego
i artystycznego. Wśród z a k w a l i ­
fikowanych
okazów znalazły się ( w y m i e n i a m
kolejno
w e d ł u g i l o ś c i ) : k o s z u l e i b l u z k i , czepce, f a r t u c h y , c h u s t ­
k i , g o r s e t y , h a l k i , k r y z y i kołnierze, s p o d n i e , k a f t a n y
i k a m i z e l e , g u n i e , spódnice i i n n e . N a j w i ę c e j p r z y k ł a ­
d ó w p o c h o d z i ł o z K u j a w , bo aż 35 s z t u k s t r o j u , p o d w a ­
dzieścia parę z W i e l k o p o l s k i , Pałuk, Opoczyńskiego, P o d ­
hala, n a j m n i e j z Sieradzkiego, K r a k o w s k i e g o , bo t y l k o
p o j e d y n c z e okazy. S p o r o p r z y t y m b y ł o o d t w o r z o n y c h
części strojów, n i e używanych już n a w s i , lecz n o s z o ­
n y c h p r z e z zespoły r e g i o n a l n e i e s t r a d o w e , p r z e z co
uległy n a w e t s z t u c z n i e w p r o w a d z o n e j m o d y f i k a c j i bądź
zafałszowaniu ( n p . w p r z y p a d k u o p o l s k i e g o c z e p k a d l a
k u c h a r k i i oplecka).
U c z e s t n i c y k o n k u r s u p o c h o d z i l i z różnych s t r o n k r a ­
j u . Istniała j e d n a k duża d y s p r o p o r c j a w l i c z b i e r e p r e ­
zentantów poszczególnych r e g i o n ó w . T a k n p . K u j a w y
r e p r e z e n t o w a ł o aż 21 osób, K a s z u b y i Opoczyńskie —
po 15 osób, Pałuki — 11 osób, W i e l k o p o l s k ę , K u r p i e
P u s z c z y B i a ł e j , Ż y w i e c k i e — o d 8 do 10 osób, Ł o w i c k i e
— 5 osób, a K r a k o w s k i e , Biłgorajskie, Sądeckie i o k o l i ­
ce W a r s z a w y , Spisz, W i l a m o w i c e , S i e r a d z k i e t y l k o p o ­
j e d y n c z e osoby. O g ó ł e m w z i ę ł o udział w k o n k u r s i e 216
Juczestników, w t y m 10 mężczyzn. Osób u r o d z o n y c h p o
d r u g i e j w o j n i e b y ł o 24, n a t o m i a s t z końca ubiegłego

w i e k u — 2 k o b i e t y ; p r z e w a ż a ł a z a t e m średnia g e n e r a ­
cja i l u d z i e u r o d z e n i p r z e d pierwszą w o j n ą ś w i a t o w ą .
To rozeznanie
w w i e k u uczestników rzucić może
nieco światła n a stopień p r z y w i ą z a n i a do t r a d y c j i , k o ­
r z y s t a n i a z p r z e k a z ó w s t a r s z y c h . Decydującą rolę w
kształtowaniu a u t e n t y c z n y c h haftów i strojów r e g i o n a l ­
n y c h o d g r y w a p r z e z n a c z e n i e i c h n a użytek w ł a s n y l u b
środowiska. K i e r u n e k z m i a n j e s t b o w i e m w ó w c z a s i n ­
n y aniżeli w t e d y , g d y sporządza się j e d l a o d b i o r c y
m i e j s k i e g o , gdyż uzależniony j e s t o d f u n k c j i u ż y t k o w e j
d a n e j części u b i o r u , która w t r a d y c y j n e j k u l t u r z e l u d o ­
w e j była n a ogół i s t o t n i e j s z a o d d e k o r a c y j n e j .
Tymcza­
s e m n a współcześnie z m o d e r n i z o w a n y c h częściach s t r o ­
j u ludowego, zarówno rozmieszczenie, j a k i kształtowa­
n i e h a f t u w y n i k a j ą c e niegdyś p r z e d e w s z y s t k i m z j e g o
f u n k c j i zanikło p r a w i e zupełnie n a r z e c z s t r o n y d e k o ­
r a c y j n e j i e s t e t y c z n e j ; zatraciła się też f u n k c j a s p o ­
łeczna i s y m b o l i c z n a h a f t u . W y s t ę p u j ą c e w n i m m o ­
t y w y i k o l o r y s t y k a są już t y l k o p o w i e l a n y m
elemen­
tem zdobniczym, dobieranym zgodnie z i n d y w i d u a l n y ­
m i u p o d o b a n i a m i w y k o n a w c y . Tego t y p u przykłady w i ­
d o c z n e były m i ę d z y i n n y m i n a o p l e c k u i c z e p e c z k u o p o l ­
s k i m , n a k o s z u l i męskiej z o k o l i c J u r k o w a (nowosądec­
k i e ) , noszonej r z e k o m o w X I X w . , n a k o s z u l i k r a k o w ­
s k i e j w y k o n a n e j p r z e z autorkę z Pszczyńskiego, n a c h u s t ­
ce z P e ł t ( K u r p i e P u s z c z y B i a ł e j ) , n a k o ł n i e r z y k u i k o ­
szuli z Szadka z o k o l i c y Łomży i Kadzidła (na K u r ­
piach) i w i e l u eksponatach odrzuconych przez j u r y .
K o n k u r s n i e poszerzył w i s t o t n y sposób naszej w i e ­
d z y o przeszłości. N i e w i e l e b o w i e m p r z e d s t a w i o n o n a
n i m eksponatów, które można zaliczyć do a u t e n t y c z n e g o
p r z e k a z u f o r m d a w n i e j s z y c h . S z k o d a więc, że p o d e j m u ­
jąc
t a k o g r o m n y wysiłek o r g a n i z a c y j n y n i e r o z s z e r z o ­
n o p r o g r a m u k o n k u r s u n a t y l e , b y pozyskać istniejące
jeszcze o r y g i n a ł y d a w n e g o h a f t u p r z e t r w a ł e w t e r e n i e .
Z a k i l k a l a t m o ż e i c h j u ż n i e być...
W nadesłanym m a t e r i a l e d o m i n o w a ł y h a f t y i częś­
ci s t r o j u , które są jeszcze u ż y w a n e n a w s i i k t ó r e w y ­
k o n u j e się w o b e c n y c h czasach. Szczególnie b o g a t o p o d
t y m w z g l ę d e m w y p a d ł o Opoczyńskie prezentując duży
z e s t a w k o s z u l , p o d o b n i e j a k K u r p i e Puszczy B i a ł e j ;
Ł o w i c k i e dostarczając różne części s t r o j u , d a l e j C i e s z y ń ­
s k i e ze s w y m i ż y w o t k a m i i B e s k i d Śląski z k o s z u l a m i
i kabotkami, Sieradzkie z zapaskami, Szczawnickie
—
z p o r t k a m i i k a m i z e l a m i , G ó r n y Śląsk — z z a p a s k a m i .
Interesujące b y ł y r ó w n i e ż h a f t o w a n e części s t r o j u , w y ­
k o n y w a n e d l a z e s p o ł ó w f o l k l o r y s t y c z n y c h i różnego r o ­
d z a j u wystąpień r e g i o n a l n y c h ( n p . h a f t y ż y w i e c k i e , są­
d e c k i e , niektóre podhalańskie, s p i s k i e , o r a w s k i e , l i m a ­
n o w s k i e , łąckie).
Ostatnią g r u p ę wśród nadesłanych e g z e m p l a r z y z a j ­
mują t e , które w y k o n u j e się d l a szerszego o d b i o r c y , n i e ­
k o n i e c z n i e z w i ą z a n e g o z określonym r e g i o n e m , t r a k t u ­
jącego h a f t y j a k o r o d z a j pamiątki l u b ładny p r z e d m i o t
c o d z i e n n e g o użytku. M a m t u t a j n a myśli p r z e d e w s z y s t ­
k i m k u j a w s k i e f a r t u c h y , złotem h a f t o w a n e czepce k a ­
s z u b s k i e , kołnierze i k r e z y k u j a w s k i e c z y k a l i s k i e i t p .
K o n k u r s , z g o d n i e z p r z y j ę t y m i założeniami, p o z ­
w o l i ł w y p o w i e d z i e ć się współczesnym h a f c i a r k o m . P r z y ­
niósł też k o p i e z a b y t k o w y c h okazów. W y k a z a ł
zatem,
że umiejętności h a f t o w a n i a n i e zaginęły w t e r e n i e . N a
i l e j e d n a k prezentują o n e s t a n z a c h o w a n i a t r a d y c y j n e ­
go h a f t u n a częściach s t r o j u noszonego w Polsce i w j a ­
k i m s t o p n i u jest on w y k o r z y s t y w a n y ,
pytania te po­
zostały bez o d p o w i e d z i .

107

�II.

12. K o s z u l a

m a s k a , d r e l i c h , w y k . A n n a R u a k a , J a w o r z y n k a , w o j . b i e l s k i e . I I . 13. K o s z u l a b o b i e c a , l e n , n o s z o n a
w l a t a c h 1860—1919, w y k . M a r i a K o z ł o w a , B a r a n ó w , w o j . s a n d o m i e r s k i e .

P R Z Y P I S Y

J a n M a n u g i e w i c z , Polskie
stroje
ludowe,
[album]
Ł ó d ź 1954.
Atlas
Polskich
Strojów
Ludowych
— poszczegól­
n e z e s z y t y z a w i e r a j ą k o l o r o w e t a b l i c e prezentujące s t r o ­
je opisywanej grupy
etnograficznej.
H a f t ludowy
(Katalog wystawy), M u z e u m Etno­
g r a f i c z n e w T o r u n i u , T o r u ń 1979, s. 6.
M a r i a Przeździecka, Zagadnienie
genezy
haftów
kaszubskich,
„Polska S z t u k a L u d o w a " , R. 12, 1958 n r
3. s. 131—150.
Eugeniusz
Frankowski,
Złotogłowie
kaszubskie,
„ P o l s k a S z t u k a L u d o w a " , R. 8, 1954 n r 3, s. 148—161.
Barbara
Bazielich,
Złote
hafty
w
tradycyjnej
odzieży na Śląsku, B y t o m 1973.
t e j ż e , Z badań terenowych
nad cieszyńskim
haf­
tem
ludowym,
K a t o w i c e 1958; tejże, Z badań
tereno­
wych
nad haftem
ludowym
w powiecie
bielskim,
Ka­
t o w i c e 1962.
J a d w i g a Ś w i ą t k o w s k a , Strój
łowicki,
[ w . ] Atłas
Polskich
Strojów
Ludowych,
Mazowsze
i
Sieradzkie,
z 2, L u b l i n 1953; A n i e l a Chmielińska, Księżacy i ich
strój, W a r s z a w a 1930.
Barbara
Bazielich,
Ludowe
wyszycia
techniko,
krzyżykową
na Śląsku, B y t o m 1966, s. 141—142.
Franciszek
K o t u l a , S t r ó j rzeszowski,
[ w . ] Atłas
Polskich
Strojów
Ludowych;
Małopolska,
z. 3, L u b l i n
1951; tenże, S t r ó j łańcucki,
tamże, z. 4, L u b l i n 1955.
N a k o n k u r s ogłoszony w 1974 r. p r z e z M u z e u m
O k r ę g o w e w R z e s z o w i e n i e nadesłano a n i j e d n e g o i n ­
1

2

3

4

5

6

7

8

9

1 0

1 1

Fot. B.

teresującego p r z y k ł a d u współcześnie w y k o n a n e g o h a f t u
z t e g o r e g i o n u ; p o r . Haft
ludowy
i koronka
w
woje­
wództwie
rzeszowskim,
( k o m e n t a r z w y s t a w y oprać. A n ­
n a T a r g o ń s k a ) , R z e s z ó w 1975.
W s p o m i n a o n i c h O. K o l b e r g , Mazowsze.
Obraz
etnograficzny,
t . 1—4, K r a k ó w 1885—1888; K . W ó j c i c k i ,
Kurpie
— Gocie,
Zarysy
domowe,
W a r s z a w a 1842; M .
Ż y w i r s k a , Hafty
Kurpiowskie
Puszczy
Białej,
„Polska
S z t u k a L u d o w a " , R. 2, 1948 n r 2, s. 25—34; tejże, Strój
Kurpiowski
Puszczy
Białej
( w : ) Atlas
Polskich
Strojóu:
Ludowych,
Mazowsze
i Sieradzkie
z. 1, L u b l i n 1952.
J a n P i o t r D e k o w s k i i , Strój piotrkowski,
(w:) Atłas
Polskich
Strojów
Ludowych,
Mazowsze
i
Sieradzkie,
z. 3, L u b l i n 1954; J a n i n a K r a j e w s k a , Strój
opoczyński,
tamże, z. 4, L u b l i n 1956.
B a r b a r a B a z i e l i c h , Ludowe
stroje
siewiersko-b%dzińskie, ( k a t a l o g w y s t a w y „ S t r ó j z a g ł ę b i o w s k i " ) Będzin
1971.
Franciszek
K o t u l a , Strój
rzeszowski,
op. c i t .
A n n a K o w a l s k a - L e w i c k a , Haft
biały na
Podhalu,
„Polska S z t u k a L u d o w a " , R. 1 1 , 1957 n r 4, s. 229—24S.
A d a m G l a p a , Strój dzierżacki,
( w : ) Atłas
Polskich
Strojów
Ludowych,
W i e l k o p o l s k a , z. 2, L u b l i n 1953; t e n ­
że, Strój
międzyrzecko-babimoski,
tamże, z. 4, L u b l i n
1956.
H a l i n a M i k u ł o w s k a , Strój
kujawski,
tamże, z. 3,
L u b l i n 1953.
A d a m G l a p a , S t r ó j szamotulski,
tamże, z. 1, L u b ­
l i n 1952.
1 2

1 3

1 4

1 5

1 6

1 7

t a

19

Olechnicki

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9622" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9600">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a8d5050c73d8192766f421c0bbce13e4.pdf</src>
        <authentication>cf81a1efcf2d5e83635b5c6fd2da3b25</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114550">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3538</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114551">
                <text>1980</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114552">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3315</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114553">
                <text>Kronika I-III 1980 / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1980 t.34 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114554">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1980 t.34 z.2, s.126</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114555">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114556">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114557">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114558">
                <text>K

R

O

N
I-III

Konkursy i wystawy
15II — w Muzeum im. Wi.
O r k a n a w Rabce o t w a r t o wystawę
m a l a r s t w a n a szkle J o l a n t y Pęksowej.

*
1 9 I I — w Domu Sztuki L u ­
dowej
n a R y n k u St. M i a s t a
w
Warszawie
wystawa
—
sprzedaż
haftu
snutkowego,
pn.
„Smutki
golińskie",
zorganizowana
przez
Cepelię
i
Spółdz.
Zrzeszenie
w
Poznaniu.

*
24II -- Dom Kultury w Ko­
zienicach.
Otwarto
III
zbiorową
w y s t a w ę rzeźby l u d o w e j
zorgani­
zowaną p r z e z K l u b T w ó r c ó w L u ­
d o w y c h , D K , Urząd M i a s t a i g m i ­
ny w Kozienicach, W D K .
5 I I — w Starej
Kordegardzie
w w a r s z a w s k i c h Łazienkach
wys­
t a w a m a l a r s t w a n a szkle
Krzysz­
tofa O k o n i a , zorganizowana
przez
M u z e u m i m . Chałubińskiego w Z a ­
kopanem i TPSP.

*
II/III — Grodzisk Mazowiecki
Wystawa
48 f o t o g r a m ó w
Stefana
Deptuszewskiego
—
przedstawiają­
cych
architekturę
wiejską,
wnę­
t r z a , r ę k o d z i e l n i k ó w i strój oraz
w y t w o r ó w s z t u k i l u d o w e j ze z b i o ­
rów autora.

*
29 I I I — w Ł y s e m n a K u r p ­
iach doroczny
k o n k u r s p a l m , na
którym oceniono
131 p a l m . P r z y ­
z n a n o 27 nagród. N a g r . I : W i e s ł a ­
w a Bogdańska (Ostrołęka), S t a n i s ­
ława B a k u ł o w a (Strzałki), Czesła­
wa
Konopka
(Kadzidło), Władys­
ława
Śmigiel,
Elżbieta
Bakuła
i Bolesława Bałdyga (Serafin), Z o ­
fia S a m u l (Dęby); Nagr. I I : I r e n a
Taraszewska
(Łyse), M a r i a Bałdy­
ga ( S e r a f i n ) ,
Weronika
Krawczyk
(Łyse),
Antonina
Pliszka
(Dęby),
A n i n a M ą k a ( S e r a f i n ) . P r z y z n a n o 15
nagród I I I . Za w y r o b y p l e c i o n k a r s k i e z k o r z e n i , ze słomy,
trawy
i w i k l i n y nagrody otrzymali:
I — Stanisław M a ł k o w s k i ( N o w o ­
g r ó d ) i S t e f a n Bacławski
(Łyse);
I I — M a r i a M u r z y n (Zalesie), K o n ­
stanty Bednarczyk (Wejdą), Stanis­
ław Ciok (Brzozówka);
I I I — Władysław Plona
(Grale),
Czesław Ż u b r o w s k i (Długi K ą t ) .
*
30 I I I — M u z e u m i m . W ł . O r ­
k a n a w Rabce. K o n k u r s na p a l m y
w i e l k a n o c n e . W z i ę ł o w n i m udział
o k . 300 osób, p r z y z n a n o 135 nagród.

126

I

I

K

A

1980

Nagrody
I otrzymali: Darek Tabaszewski, Paweł Sroka,
Jadwiga
K w a ś n i e w s k a , Jacek Papież, K a z i ­
mierz
Worwa,
Artur
Kopytek,
Krzysztof
Drożdż ( R a b k a ) ,
Marek
Czyszczoń, K a z i m i e r z Ś w i d e r ( R a ­
ba Wyżna).

I I I — w Opolu Wydz. K u l t u r y
i S z t u k i Urzędu W o j . z o r g a n i z o w a ł
k o n k u r s k r o s z o n k a r s k i . W ś r ó d 117
osób s p o r a g r u p a młodzieży. P r z y ­
znano
54 n a g r o d y ,
I
otrzymali:
Tadeusz Gala ( K o r f a n t o w o ) , M a r i a
Rudzik
(Osowiec), A n n a
Bronder
(Raszkowa),
Edeltranda
Kronpop
(Kamień
SI.), K a t a r z y n a
Chodo­
rowska
(Tułowice), Wiesław
Żytkiewicz (Tułowice).

I I I — Pałac K u l t u r y i N a u k i
w
Warszawie.
Pierwsza
wystawa
z cyklu przeznaczonego dla mło­
dzieży, prezentującego sztukę róż­
n y c h regionów. N a w y s t a w i e i n a u ­
guracyjnej p n . „Ojczyzna" pokaza­
n o rzeźby, t k a n i n y , h a f t y , m a l a r s ­
t w o n a szkle, ceramikę, w g . p o ­
działu t e m a t y c z n e g o : p o s t a c i e słyn­
n y c h Polaków, życie i praca r o l ­
n i k ó w , p l a s t y k a obrzędowa.
Wys­
tawę z o r g a n i z o w a ł o S t o w .
Twór­
ców L u d o w y c h .
Festiwale i imprezy folklorystyczne
25—271 — „Żywieckie
Gody",
przegląd
Zespołów
Kolędniczych
i
obrzędowych
Podbeskidzia
w
Ż y w c u , Jeleśni, P r z y b o r o w i e i S o p o t n i M a ł e j . O d b y ł y się k o n k u r s y
zespołów i p o w i n s z o w a l i n o w o r o c z ­
n y c h , kolędowanie
po
zagrodach,
k u l i g i i t p . W Żywieckim D K „Pa­
p i e r n i k " o t w a r t o wystawę
„Zwy­
czaje i obrzędy z i m o w e w s i bes­
k i d z k i e j w sztuce l u d o w e j " .

30 I I I — K i e r m a s z p l a s t y k i o b ­
rzędowej z o r g a n i z o w a n y p r z e z Z i e ­
lonogórski P a r k
Etnograficzny
w
Ochli.

I I I — w N ą d n i k . Zbąszynia
siódma
doroczna
„Biesiada
Koźl a r s k a " z udziałom k a p e l i s o l i s ­
tów. P o r a z p i e r w s z y
zorganizo­
w a n o k o n k u r s pięciu m ł o d y c h k o ź l a r z y : czterej spośród n i c h t o ucz­
n i o w i e Tomasza K o t k o w i a k a z B a ­
b i m o s t u . N a g r o d ę — kozioł w y k .
p r z e z F l o r i a n a M o d r z y k a z Nądni
— otrzymał 19-letni Jerzy S k r z y p ­
czak.

Wystawy

amatorów

I
Wojewódzkie
Przeglądy
Plastyki
Amatorskiej
odbyły
się
w: Warszawie,
Radomiu,
Zielonej
Górze.
111 — Wrocław, M u z e u m E t ­
n o g r a f i c z n e . O t w a r t o stałą galerię
śląskiej s z t u k i
nieprofesjonalnej.
1(51 — K r a k ó w , M u z e u m E t ­
nograficzne.
Otwarcie
wystawy
„Artyści n i e p r o f e s j o n a l n i w 35-leciu PRL".
I I — K a t o w i c e , X I t u r n i e j poe­
t y c k i i p l a s t y c z n y o „ Z ł o t ą lampkę
górniczą". W k o n k u r s i e m a l a r s k i m
nagrody otrzymali: I — Zbigniew
K u l a s (Strzegom); I I — A d a m J e n ­
ner (Wałbrzych); I I I —
Leopold
Wróbel (Katowice).
Inne
28 I I I
—
Rzeszów,
Muzeum
Okręgowe. O t w a r t o wystawę „Do­
robek
naukowy
doc.
Franciszka
K o t u l i " , zorganizowaną w
80-lecie
urodzin tego wybitnego
etnografa,
autora
licznych
prac
z
zakresu
m i n . f o l k l o r u i sztuki l u d o w e j , za­
łożyciela i w i e l o l e t n i e g o
dyrekto­
ra Muzeum w
Rzeszowie.
*
I I I — w D o n a i ( F r a n c j a ) odbył
się
9
salon
artystów-amatorów,
górników polskiego
pochodzenia.
Sztuka ludowa

i n n y c h narodów

4 1 — Warszawa, M u z e u m E t ­
nograficzne.
Wystawa
„Przyszłość
i teraźniejszość n a r o d ó w A z j i Ś r o d ­
k o w e j i K a z a c h s t a n u " ze z b i o r ó w
Muzeum w Leningradzie.
15 I — W a r s z a w a , M u z e u m E t ­
nograficzne.
Wystawa
„mola"
—
tkaniny Indian Cuma z
Panamy,
ze z b i o r ó w p r y w a t n y c h w S z w e c j i .

*
22 11—15 I I I — W a r s z a w a , M u ­
zeum Etnograficzne. Wystawa „Ar­
chitektura Wiejska Francji", przy­
gotowana
przez Bibliothèque P u blique d'Information, Towarzystwo
„Maison
Paysannes
de
France"
oraz L a M a i s o n de M a r i e - C I a i r e .
W y s t a w ę udostępnił w y d z i a ł
Kul­
turalny
i
Naukowy
Ambasady
Francuskiej
w
Warszawie.
70
barwnych
fotogramów.
Wystawa
bardzo
piękna, doskonałe
zdjęcia
opatrzone
inteligentnie
zrobiony­
m i , zwięzłymi podpisami.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9619" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9597">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/7525f41fa3fe7b80985bbd07ebb6aae6.pdf</src>
        <authentication>0641bc65411961e581a68b1040883ba2</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114521">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3539</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114522">
                <text>1980</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114523">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3316</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114524">
                <text>Summary of articles / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1980 t.34 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114525">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1980 t.34 z.2, s.127-128</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114526">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114527">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114528">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114529">
                <text>S

U

M

M

A

R

I

E

S

S U M M A R Y OF
A l e k s a n d r a
J a c h e r-T y s z k o w a
—
ICONO­
G R A P H Y OF T H E R E P R E S E N T A T I O N OF T H E VIR­
G I N OF C A N D L E M A S I N G R A P H I C A R T A N D
FOLK
PAINTING
T h e Feast of t h e V i r g i n o f C a n d l e m a s
(February,
2th) g e n e t i c a l l y c o n n e c t e d w i t h p u r y f i n g e n g r a v i n g s m
Greek a n d R o m a n t r a d i t i o n on w h i c h t h e C h r i s t i a n
feast o f t h e M e e t i n g w i t h S i m e o n ( G r e e k „ H y p a p a n t e " ) ,
c a l l e d p u r i f i c a t i o n or t h e P r e s e n t a t i o n was
imposed.
T h e i c o n o g r a p h y of t h e s u b j e c t w a s c h a n g i n g , f r o m
t h e r e p r e s e n t a t i o n o f t h e V i r g i n w i t h C h i l d i n U;.e
g r o u p of p e o p l e a c c o m p a n y i n g S i m e o n i n t h e T e m p l e ,
t h r o u g h exposing the f i g u r e of S i m e o n to separation
of t h e V i r g i n as t h e Q u e e n o f H e a v e n . I n t h e 19th
c e n t u r y p o p u l a r r e p r e s e n t a t i o n s t h e f i g u r e of S i m e o n
d i s a p p e a r e d c o m p l e t e l y ; r e m i n d o n l y t h e a t t r i b u t e s of
t h e P r e s e n t a t i o n — p i g e o n s i n a b a s k e t a n d a censer
( r e d u c e d m o t i f of t h e T e m p l e ) .
The folk variations resulted f r o m the t r a n f o r m a t i o n s of g u i l d p a i n t i n g s . A n u m b e r o f p a i n t i n g s f r o m
t h e 2 n d h a l f of t h e 19th c e n t u r y h a v e b e e n f o u n d i t !
t h e v i l l a g e s i n t h e C r a c o w area. T h e y a r e n o t s i g n e d .
I t is o n l y t h e c e n t r a l l y p l a c e d , h i e r a t i c i m a g e of t h e
V i r g i n w i t h C h i l d in swaddling-bands and a b u r n i n g
candle t h a t remained f r o m the iconographie p r o g r a m m e
of t h e M e e t i n g w i t h S i m e o n . T h e c a n d l e c a l l e d C a n d ­
l e m a s is a d o r n e d b y a b o u q u e t o f f l o w e r s . T h e h e a d
o f t h e V i r g i n is e n c i r c l e d b y t h e c r o w n of s t a r s o r
flowers.
T h e r e m a i n i n g a t t r i b u t e o f c a n d l e is c o n n e c t e d w i t h
its r o l e i n rites and magic. I n Poland, the candlemas
w a s u s e d i n r i t u a l p u r i f i c a t i o n of w o m e n a f t e r d e l i ­
v e r y a n d i t w a s l i t a t t h e b e d of t h e d y i n g i n o r d e r
to secure God's W i l l . M o r e o v e r , i t was b e l i e v e d t h a :
the candlemas protects against wolves and lighting?.
I t was u s e d also t o , , c h a r m a w a y " a n i l l n e s s , t o c u r e
c a t t l e a n d p e o p l e of t h r o a t a c h e . I t s usage w a s e x t e n ­
ded to w e a t h e r and h a r v e s t d i v i n a t i o n ; after a l l , the
feast o f t h e V i r g i n o f C a n d l e m a s w a s i t s e l f o f a d i v i n a t i n g character.
W h i l e t r a c i n g t h e e v o l u t i o n of t h e s u b j e c t i n g u i l d
p a i n t i n g a n d i t s f o l k v a r i a t i o n s t h e a u t h o r m a k e s use
of i l l u s t r a t i v e m a t e r i a l analysing p a r t i c u l a r represen­
tations.
K r z y s z t o f
K u b i a k
CHRIST'S G R A V E

—

GUARD

HELD

AT

T h e c u s t o m of c o n s t r u c t i n g C h r i s t ' s G r a v e durinç
E a s t e r is v e r y p o p u l a r i n P o l a n d . I n n u m e r o u s v i l l a ­
ges, f r o m G o o d F r i d a y t i l l t h e R e s u r r e c t i o n s e r v i c e , g u ­
ards, called sometimes the „Turks", are h e l d at Christ's
g r a v e . T h e g u a r d s , u s u a l l y o r g a n i s e d as m i l i t a r y u n i t s
commanded
m o s t f r e q u e n t l y a n o n c o m i s s i e n t of t h e
reserve, wear d i f f e r e n t u n i f o r m s a n d c a r r y d i f f e r e n t
arms.
T h e descriptions of t h e g u a r d s ' costumes a n d t h e i r
d r i l l w e r e p u b l i s h e d i n t h e „ W i s ł a " a t t h e e n d of t h e
19th c e n t u r y .
T h e o r i g i n of t h i s c u s t o m r e m a i n s u n k n o w n , a l ­
t h o u g h i t s r o o t s c a n be s o u g h t i n t h e E a s t e r m i r a c l e
plays, i n the r i t u a l s of t h e D i v i n e G r a v e O r d e r , or
i n t h e legends connected w i t h t h e T a r t a r i n v a s i o n ( i n
m a n y a v i l l a g e t h e g u a r d s ' c o s t u m e s r e m i n d of o r i e n ­
t a l dress). I t m a y be a case o f a s y m b o l i c t r a n s f e r of
t h e t i m e a n d space of t h e R e s u r r e c t i o n i n t o t h e t i m e
a n d space i n w h i c h t h e m i r a c l e p l a y w i t h t h e p a r t i ­
c i p a t i o n of t h e g u a r d s is t a k i n g p l a c e .
A c t u a l l y t h e u n i t s m o s t f r e q u e n t l y dress u p i n t h e
f i r e b r i g a d e u n i f o r m s or t h e y w e a r costumes r e m i n ­
d i n g o f t h e u n i f o r m s f r o m t h e t i m e s o f t h e Kościuszko
Insurrection, the Warsaw Duchy, the November
Upri­
s i n g o r t h e R e v o l u t i o n of 1848. T h e d r i l l d e p e n d s on
t h e l o c a l t r a d i t i o n a n d so does t h e n u m b e r o f t h e
g u a r d s w h i c h v a r i e s f r o m 12 to 60 people.
Colourful descriptions, both the contemporary and
h i s t o r i c a l ones, c o m e m a i n l y f r o m t h e R z e s z ó w d i s t r i c t .
I t is also k n o w n t h a t t h e y o c c u r r e d i n t h e d i s t r i c t s o f
Łódź a n d Cracow, i n M a z o v i a a n d Samogitia.

©

P

E

3

K

D

M

E

ARTICLES
B a r b a r a B a z i e 1i c h — FOLK EMBROIDERY
ON
PARTS
OF
REGIONAL
COSTUMES
(SOME
RE­
MARKS
AFTER
THE
COMPETITION
IN
TORUN);
A l e k s a n d e r B ł a c h o w s k i — R E M A R K S ON THE
REVIEW OF THE COMPETITION
OF F O L K
EMBRO­
IDERY
I 1977 t h e E t n o g r a p h i c M u s e u m i n T o r u ń o r g a n i ­
sed t h e a l l - P o l i s h o p e n c o m p e t i t i o n o f f o l k
embro­
i d e r y , t h e a i m of w h i c h w a s , a m o n g o t h e r s , t o l e a r n
a b o u t t h e l e v e l o f p r e s e r v a t i o n of t h e t r a d i t i o n of t h e
a u t h e n t i c f o l k e m b r o i d e r y . I n t h a t respect, t h e c o m p e ­
t i t i o n concerned o n l y t h e e m b r o i d e r y o n t h e parts of
costumes, whereas a l l t h e a d a p a t a t i o n s m a d e on the
basis o f t h e r e g i o n a l e m b r o i d e r y f a s h i o n o n t h e d e ­
m a n d of t h e t o w n p o p u l a t i o n w e r e n o t t a k e n i n t o
consideration.
T h e d i s c u s s i o n of t h e c o m p e t i t i o n r e s u l t s b y B . B a ­
zie] i c h is p r e c e d e d b y a b r i e f c h a r a c t e r i s t i c s o f t h e
embroidery, both occurring and declined, typical for
v a r i o u s r e g i o n s o f P o l a n d ( K a s z u b y , K u r p i e , Puszcza
Biała, W i l a n ó w n e a r W a r s a w , t h e d i s t r i c t s of: Ł o w i c z ,
Rawa,
Opoczno,
Piotrków, Żywiec, Cracow,
Biłgoraj,
Lasowiec, L i m a n o w a , Łąck, Szczawnica, a n d i n Silesia,
P o d h a l e , Spisz, O r a w a ) . T h e e x h i b i t s o n l y p a r t i a l l y r e ­
presented the old and contemporary e m b r o i d e r y of p a r ­
t i c u l a r regions. M o s t of the w o r k s came f r o m K u j a w y ,
whereas the fewest were f r o m t h e Sieradz and C r a ­
cow districts. T h e e m b r o i d e r y f r o m the Łowicz area
w a s p a r t i c u l a r l y s u m p t i o u s i n r e g a r d to t h e f o r m , t e c h ­
n i q u e a n d colours.
Though the competition proved that the embro­
i d e r y s k i l l has not c o m p l e t e l y disappeared i n P o l a n d
i t d i d n o t g i v e a c o m p l e t e o r i e n t a t i o n i n t h e l e v e l of
p r e s e r v a t i o n of t h e t r a d i t i o n a l e m b r o i d e r y o n p a r t s of
t h e f o l k costumes. I t w a s A. Błachowski, t h e d i r e c t o r
of t h e E t h n o g r a p h i c M u s e u m i n Toruń a n d i n i t i a t o r
of t h e c o m p e t i t i o n , w h o o p p o s e d t h i s p o i n t of
view.
A c c o r d i n g to h i m the competition enabled the estima­
t i o n of t h e p r e s e n t l e v e l of t h e f o l k e m b r o i d e r y . I t
also o f f e r e d a n o p p o r t u n i t y t o p r e s e n t t h e s k i l l a n d a b i ­
l i t y of c r e a t r e s , n o t y e t i n c l u d e d i n t h e o f f i c i a l l i s t s ,
i t r e v e a l e d t h e e x i s t e n c e of t h e g e n e r a l l y u n k n o w n , b u t
still v e r y a c t i v e centres of t h e t r a d i t i o n a l e m b r o i d e r y ,
s u c h as Sławsko W i e l k i e i n K u j a w y . F u r t h e r m o r e , i t
r a i s e d i n t e r e s t of m a n y c r a f t s m e n i n t h e a l m o s t d e c l i ­
ned e m b r o i d e r y , a c h i e v i n g t h u s a n i m p o r t a n t d i d a c t i c
aim.
A . B ł a c h o w s k i p o s t u l a t e s p o p u l a r i z a t i o n of e m b r o ­
i d e r y i n r e g i o n a l costumes by o r g a n i s i n g c o m p e t i t i o n s
a n d also b y t e a c h i n g t h e p r i n c i p l e s o f c o m p o s i t i o n , as
w e l l as t h e d e s i g n of t h e o r n a m e n t s a n d a e s t h e t i c c r i ­
t e r i a i n s t e a d of d u p l i c a t i n g t h e s c h e m a t i c p a t t e r n s . H e
also advises to d e f i n e t h e f o r m a l l i m i t s p r e v e n t i n g t h e
authentic e m b r o i d e r y f r o m its optional m o d i f i c a t i o n ,
v u l g a r i z a t i o n a n d d e f o r m a t i o n for t h e a t r i c a l purposes.
I. Ł o p u s z a ń s k a — ROŻA CIOŁCZYK,
SCULPTRESS FROM B Y C Z Y N A

UNKNOWN

Róża Ciołczyk f r o m B y c z y n i a ( K a t o w i c e d i s t r i c t ) is
t h e o n l y w o m a n k n o w n to have occupied herself w i t h
s c u l p t u r i n g . She w a s b o r n i n 1847. S h e e a r n e d h e r l i ­
v i n g b y s e w i n g , e m b r o i d i n g corsets a n d s c u l p t u r i n g :
she h a d no h e r o w n h o u s e h o l d .
She s c u l p t u r e d f i g u r e s o f s a i n t s i n l i m e w o o d a n d
t h e y r a n g e d f r o m t i n y t o s e v e r a l m e t r e ones.
She
used s m a l l k n i e v e s a n d i t w a s her u n c l e , a w h e e l w r i g h t ,
w h o h e w e d b i g g e r b l o c k s f o r her. She based her w o r k s
o n t h e i l l u s t r a t i o n s f r o m t h e p r a y e r b o o k s . She s o l d
h e r s c u l p t u r e s t o B y c z y n a p e o p l e ; some of t h e f i g u r e s
w e r e also p l a c e d i n n u m e r o u s c h u r c h e s a n d w a y s i d e
c h a p e l s i n t h e area.
O n l y f o u r f r o m a m o n g t h e supposed s e v e r a l
do­
zens o f h e r s c u l p t u r e s h a v e been p r e s e r v e d . T h e y . a r e
three big p o l y c h r o m e chapel figures representing in
a realistic m a n n e r Christ, saint John Nepomucen and
the V i r g i n of Rosary.

127

I

�P E 3 I O M E
A j i e K c a H f l p a
flxep-TbiniKOBa
—
HKOHOrpA&lt;Z&gt;MK M 3 0 E P A J K E H K H rPOMHMHHOH B O r O M A T E P U
B
H A P O ^ H O H r P A 4 &gt; M K E H XíMBOnMCM
TIpa3flHHK

rpOMHMHHOÍÍ

BoroMaTepM,

OTMeHaeMbljá

2 (peBpaíia, reHeTHHecKM C B H 3 a H c p w T y a J i O M OHwmeHMH
B
rpeneoKMx
H PMTCKMX
TpaflHqHHx,
MecTO
KOTOporo
3aHHji xpncTMaHCKMH npa3flHMK B c T p e n M M u c y c a X p n C T a
c C J Í M B O H O M ( r p . „ H y p a p a n t e " Ha3biBaeMbiíi
OiK^MMeM
HJIH BcTpeHeií
B CBHTbiHe. MKOHOrpadpMH
TeMbí
nocTeneHHO M3MeHanacb OT n p e a c T a B j i e H H a E o s c H e i t
Marepu
c MJia^eHqeM B r p y n n e Jinq, conpoBOJKflaiOLqMx CiJMeOHa
B CBHTbiHe 3 0 BbiflBMjKeHHH
Ha nepBbiíi n j i a H
dpwrypbi
C w M e o H a MJIH sce B b i f l e J i e H M a CBHTOÍÍ M a p M M , KaK I I , a p w q b i
HeSecHoü.
¡B n o n y j i H p H b i x jraoGpaJKeHMHx
fleBaTHaflqaToro
cpMrypa
CuMeoHa
oTcyTCTByeT, o c T a j i H C b
TOjibKo

TBetLHbie

aTpn6yTbi —

('COKpameHHblíí

MOTWB

rojiy6,n

B Kop3MHKe

n

BeKa
xcep-

Kaflmio

CBflTblHM).

HapoflHbie
B a p M a H T b i BO3H.MKJIH n y T e M
npeTBopeHua
q e x o B b i x o 6 p a 3 0 B . Pa,n o 6 p a 3 0 B BTopoií nojiOBUHbi
XIX
BeKa 6 b i j i o6HapyaceH B n o f l K p a K O B C K H X
flepeBHax.
06pa3a
He noflnKcaHbi.
M 3 HKOHOrpacpKHecKOü
nporpaMMbí
B c T p e i M XpiíCTa c CUMBOHOM ocTajiacb j u n a noiuerueHHafl B u e H T p e
n e p a T H H e c K a a r p n r y p a BoxneH
MaTepM
c
3anejieHaTbiM
MJiaaenqeM
B OAHOÍÍ p y x e
M ropameft
OBeíoíi
B
flpyroíí.
3 T a Ha3biBaeMaa
rpoMHHqeü
CBena
y K p a m e H a S y K e T O M qBeTOB. H a rojiOBe E o r o i n a T e p n BeHeq
T

M3 S B e 3 3 J I M 6 0 q B e T O B . CoxpaHHBLUKÍÍCH a T p w 6 y T C B C H H
0BH3aH,
BepOHTHO,
C pOJIbK), K O T O P y W
OHa
MCnOJIHWeT
B o6p«flHocTH M MarMM. B n o j i b L u e r p o M H H U b i
ynoxpeSj i a J i n c b A J I H p M T y a j i b H - o r o OHMmeHWH H c e n r u H H n o c j i e p o flOB, H X 3 a j K n r a n w y jioJKa y M H p a r a i q e r o A J I H C H U C K a H K a
eiuy
noMiMOBaHHfl;
BepujiM,
HTO C B e i n oSeperaiOT
OT
M O J I H U Ü VL B O J I K O B . C B e H K CJTyJKHJIH JlJIfl „ 3 a r o B a p n B a H i n a "
5ojie3HeH, j i e i e H M f l
HMiíbi

ra^ajiii

o

cKOTa, 6O.JIK r o p j i a . C

norofle

M ypoacae.

3 A H H K rpOMHUHHOíí B o r O M a T e p u
K BOpOHtBbl.

noMonrbio

BurponeM

caía

HOCHJI x a p a K T e p

rpoiunpa-

raflaHKü

M o c j i e f l y a siBOJiioqHio onMCbíBaeMOH TeMaTMKM B q e X O B O M x H s o n n c H YÍ e e H a p o f l H b i x
B e p c H a x , aBTOp n o j i b 3yeTCH
MJiJiíocTpaTitBHbiMM
MaTepjianaMH,
aHa;rai3npyeT
OTflejibHbie
npeflcraBneHMa.
K m M íij T o cp K y 6 a K

—

CTPAJKA Y

TPOBA

XPMCTA

CnACMTEJIH
B
riojibixie
oneHb
nonynapeH
oSbinafí
coopyxaTb
B nacxajibHbiM
nepwofl
r p o 6 X p n c T a . B o M H O m x MecTH O C T a x Ha npoTHjKeHHin BepBnoíí n e f l e j u í s n j i O T b flo n a c xaJibHOfi 3 a y i p e H H y rpofia CTOHT C T p a K M ,
Ha3biBaeMbie
MHOÍÍ p a 3 „ T y p K a M M " . C T p a s c y o p r a H H 3 y M T
o6biHHO
no
o6pa3u.y B o e H H O r o
OTpflfla, B 0 3 r n a B n a e M o r o l a m e
ecero
cepjKaiiTOM H 3 3 a n a c a . C x p a s c a o ^ e T a H B O o p y j K C H a n o
pa3H0\ry. O f l e j K a y M MyuviTpy cTpascefí onwcbíBajia B K O H ue
npOLujioro
BeKa „ B M c J i a " . O r a y ^ a
nponcxoflMT
3TOT
o B b i H a ü H e M 3 B e c T n o . I l p e f l n o j i a r a j i o c b , H T O OH S e p e T CBOe
H a n a a o B apeBHinx B e j n i K o n o c T H b i x M H C T e p u a x , B o 6 b i HMHX
Op^eHa
xpaHMTejieií r p o 6 a
Pocnosa
Bora,
JIM6O
B j i e r e H f l a x , CBH3aHHbix c HamecTBiiflMM TaTap (BO M H o r H x
M e c T H O C T s x o f l e j K ^ a c r p a s c e ü OTjiüHaeTca o p w e H T a ^ b H b i M
x a p a K T e p o M ) . BOSMOHCHO, HTO a r o c B H 3 a n o c n e p e M e n i e raHeia s p e i n e u M M M e c T a B o c K p e c e H M a X p n c r O B a B O B p e MeHa H TeppHTopwM,
r«e nponcxoaaT
MUCTepun c y n a CTMein CTpasceíi y r p o 6 a .
B
Hble

H a n j M flHM C T p a s c M l a m e B c e r o o ^ e T b i K a K n o s c a p J I H 6 0 B M y H f l M p b l BpOMOH K o C T K J L U K O B C K O r O B O C C T a -

HHH, B a p u i a B C K O r o K H a s c e c T B a , HoflSpbCKOro
BOccTaHMH
MJIM a t e B e c H b i HapoflOB. M y m r p a
saBMCMT O T MecTHOfí
TpainMi^MM, HMCJio c T p a x e ü TaKHíe (OT 12 flo 60 HeJiOBeK).
KpacoHHbie

onMcaHwa

SToro

o6biHMa,

paBHO

flaoHue,

KaK
ti coBpeMeHHbie n p o M c x o a a T r j i a B H b i M oCpasoia n 3
XíeiUOBlUMIibl. M 3 B e C T H 0 , HTO C T p a H C H C y m e C T B O B a j I K T 3 K S í e B JIOfl3MHCKOM, M a S O B e i J K O M , yKMyfl'CKOM H K p a K O B CKOM p a i í O H a x .

128

B a p 6 a p a
B a 3 e JI M x
—
HAPO/tHblE
BblUJllBKM
PErMOHAJIBHOrO
HAPHflA
(3AMEHAHMH
nOCJIE
KOHKYPCA B TOPyHE); A j i e s c a H í P
E i a x o B -

C K H — B C B H 3 H C PEIIEH3I4EÍ1 O
H A P O i l H b l X BBIUIMBOK
TopyHbCKMpí

3THOrpaopH !eCKMÍí
T

B 1977 T. BCenOJIbCKMÍi O T B p b l T b l M

Myseíi

KOHKyPCE

opraH:M30Baji

KOHKypC HapOflHHX B b l -

I I I M B O K , I i e n b K ) K O T O p o r o 6 b M O , B HaCTHOCTM, yCTaiHOBHTb
B KaKOíi C T e n e H M c o x p a H M ^ u c b TpaflMiíHM noflji&lt;WHHbix H a P O f l H b l X BblUJWBOK. B CBH3M C 3TMM K O H K y p C OXBaTbIBají
TOJIbKO B b l D J K B K M H a O T f l e j I b H b l X H a C T H X HapíJ^a, H e K a c a a c b K a K M x 6 b i TO H H 6 b i ^ o aflanTarj¡Mü,
BbinojiHaeMbix
AJiH r o p o f l a , r ^ e C T a j i a p a c n p o c T p a H a T b c a MORa H a p e r n o HaiIbHyK) BblUIMBKy.
OScyjKflenne
pesyjibTaTOB
KOHKypca
B.
Ba3eJinx
npeABapaeT
KpaTKOü xapaKTepucTMKOíí B b i n i M B O K , K O T O Pbie e u i e c y i q e c T B y i o T JIUSO y s t e M c i e 3 a K ) T , BbiniMBOK,
r u n n H H b i x AJia pa3jiHHHbix p e r n o H O B n o ^ b i i i M ( K a m y 6 b i ,
K y p n e n y r u M Bajioíí, B m i H H y B 6JIH3 Bapinaabí, JIOBWIIKuPí, P a B C K n Ü ,

OnOHMHbCKMM

M nHOTpKOBCKHÍá

perwoHbi,

CM^e3Ma,
XMBeqKMM,
KpaKOBCKMÜ, BMJiropafícKMM, J l a coBHqKnñ p e r n o H b i , I I O A r a n b e , CoHAeuKHií, JlMMaHOBCHnfi,
JIOHqKMM, III.aBHMi(Knií p e r w O H b i , C n M í n , O p a B a ) . 3 K c n o HaTbi
KOHKypca
jinnib
HacTKHHO
OTo6paHcajiM
cTapbie
M COBpeMeHHbie B b l L U K B K I t OTflenbHblX perHOHOB CTpaHM.
CaMoe
Sonbmoe
K O JI i n e C T B O
BbiniMBOK
nocTyníuio
M3
K y a B , M e H b m e s c e r o — va C e p a f l 3 C K o r o H K p a K O B C K o r o
pernoHOB. O c o 6 b i M 5 o r a T C T B 0 M dx&gt;pM, T C X H H K H M RojropnCTMKM OTJIMHajIMCb JIOIBHUJKHe B b i m M B K M . X O T H K O l H K y p C
noKa3aji,
HTO MCKyocrBO
BbiuiMBaHHH
coxpaHMjiocb,
TO
B c e J K C , n o MHeHMio a B T o p a , H a 3 T O M ocHOBaHMM
Hejib3H
n o j i H O C T b i o cyAMTbi, B KaKofí c r e n e H H T p a A M U K O H H a a B b i iiiMBKa
c o x p a H K J i a c b Ha OTAejibHBix
nacrrax
HapoflHoro
KOCTIOMa.
pyHbCKoro

C

3TMM

MHeHMeM nOJieMM3üpyeT

STHOrpacpiiHecKoro

My3ea

AMpeKTOp

TO-

M MHMqnaTop K O H -

K y p c a A. B j i a x o B C K H .
K O H K y p C n p e A O C T a B K J I B 0 3 M 0 J K H O C T b yCTaH0'BJÍTÍ3 K a KOBO a K T y a n b H O e c o c T O a n n e HapoflHbix BbimMBOK.
KpoMe
T o r o 6jiaroziapia
KO«Kypcy
M O S H I O 6biJio O T M C T O T Í . c n o co6bi
M MacrepcTBo
Hen3BecTHbtx
paHee
BbiuinBajtbm n q , a TSKJKO o S H a p y s c w T b cyrqecTBywmMe M AeñcTByt o m n e Hbme qenTpbi TpaAMIIWOHHbix B b i m M B O K , K a K H a n p M M e p C i i a B C K O B e n b K e B K y a B a x . K p o M e TOPO K O H K y p c
Bbi3Ban
HHTepec MnorHX
xyflOjKHMKOB
K
MCHe3HyBmnM
BMflaM BbIHJMBOK H TaKMM 0 6 p a 3 O M Cbirpaíl BaSÍHyK) JXVlflaKTHHecKyio
poab.
A. B J i a x o B C K M C T M M y j i n p y e T n o n y j i H p n 3 a q M K )
BbiniMB O K p e r M O H a J i b i i b i x n a p a A O B n y T e i w opraHH3ariiíM K O H K y p COB, a T a K j K e n y r e M o 6 y H e n K a n p a e n j i a M
K0M.no3niíHM,
opHaiueHTa,
scTeTMHecKnx xpnTepueB
BMCCTO
cxeMaTwn e c K o r o K o n w p o B a H K a c y m e c T B y i o n i M X o 6 p a 3 q o s . no
MHeHMK) B J i a x o B C K O r o c n e j i y e T c o s s a T b d p o p M a n b H b i e g a p t e pbi,
oxpaHaMinMe
noflMirao
HapoflHbie
BbiniMBKn OT
npon3BOJibHOíí MOflMfpn:KaqHM,
ByjibrapM3aqMM
M ^erpopM a q w H « n a n,eJieíí c q e H b i .

M. J I o n y m a H b C K a —
P Y X A IIMOJIHMK — H E M 3 B E C T H A H B A H T E J I b H H U A K 3 BbIHMHbl
PyjKa
IÍMOJIHUK
ra
EbiHMHbi
(KaTOBKUKoe
BoeBOflCTBO), eflnHCTBeHHaa
M3BecTHaa
HaM B npornjiOM
JKenmraia,
3aHMMaBinaaca
CKyjibnTypofi.
OHa
poflKJiacb
B
1847 r . H a x c r a n b 3apa6aTbiBaJia p y n i H b i M u i H T b e M n B b i uiMBaHMeM K o p c a j K e í i , a T a x a c e c K y j i b n T y p o ü . C o G c T B e H n o r o xo3HMCTBa y Hee n e 6 b u i o . P y » c a I I M O J I H M K
flejiaJia
H3 j i n n O B O r o « e p e B a d p n r y p b i C B H T b i x , H a n H H a a c M H H w a T K / p H b l X # 0 K p y n H b l X — BblCOTOÍÍ B «eCKOJIbKO M C T p O B .
TJ^Jia p e 3 b 6 b i O H a n o j i b 3 0 B a j i a c b M a j i e H b K M M H HOHCMKaMM,
a
6ojibmne
B p e B H a ofírecbíBaJí e e A H A H —
KOJICCHKK.
O e p a s q a M M cnyxxmí
xyfloscHMiíe MJiJiwcTpaqHM B M O jiuTBeHHMKax.
CBOM
CKynbnTypbi
O H a n p o j i a B a J i a HCMT e j i a M poflHOíí A e p e e H H ;
cTaBMJiM T a K J K e IB O K p e c T H b i x
KOcTejiax M nacoBHax.
M

X

M 3 HecKOJibKHx
flecHTKOB
npefljiaraeMbix
CKyjibnTyp
P y a í H I J , K O J I H H K c o x p a H M j i n c b fi,o H a r r i H X
flHeíí
neTbipe.
M3
HMX T p n KpynHbie
nojinxpOMHbie
peajiMcmHecKMe
(burypbi XpiiCTa n H H a HenoMyqena M o^Ha MajieHbCKaa
c p M r y p a B o r O M a T e p u c HeTKaMW.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9618" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9596">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/51821579dda402adb3b0cdba5244852d.pdf</src>
        <authentication>907037b0802532e08ded4d406ca2f345</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114512">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3020</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114513">
                <text>2001</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114514">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2824</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114515">
                <text>Spis treści / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114516">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4, s.1-3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114517">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114518">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114519">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114520">
                <text>Polska Sztuka Ludowa

KONTEKSTY
ANTROPOLOGIA KULTURY • ETNOGRAFIA • SZTUKA
2001 rok L V nr 1-4 (252-255). Indeks 369403. ISSN 1230-6142. Cena 48 zt

I N S T Y T U T S Z T U K I POLSKIEJ A K A D E M I I N A U K

Spis treści
ZBRiNIEW BENEDYKTOWICZ

Antropologia kultury między nauką a sztuką

4

„Tajemnicę czynić bliską". Z Włodzimierzem Staniewskim

6

rozmawia Zbigniew Benedyktowicz
WŁODZIMIERZ STANIEWSKI

Po drugiej w nocy. Notatki

12

WŁODZIMIERZ STANIEWSKI

Zapiski do zajęć ze studentami w Katedrze Kultury

34

Polskiej U W
MARIUSZ GOŁAJ
TOMASZ RODOWICZ
KRYSTYNA BARTOL
JERZY DAN1ELEWICZ
WŁODZIMIERZ LENCAUER

„Metamorfozy" - zapiski aktora

39

Onou Orchesis - Taniec Osia. O pracy nad „Metamorfozami"

45

Paideia poetów

50

Biesiadne inicjacje - rozważania o greckim sympozjonie

56

Dionizos kourotrophos. Kult Dionizosa i inicjacje młodzieży

63

męskiej w Grecji starożytnej
LECH TRZCIONKOWSKI

Misteria Demeter na terenie Attyki. Obrzędy Lykomidów

84

we Phlyi pomiędzy inicjacją a misterium
GIOVANNI CERR1

Archaiczne poematy greckie o naturze a rytuały misteryjne

94

(Ksenofanes, Parmenides, Empedokles) (przel. Jerzy
Danielewicz)
WARREN D. ANDERSON

Etyczne i duchowe aspekty muzyki starożytnej Grecji (przel.

104

Maciej Bańkowski)
Widowiska polskie a religia Dionizosa

107

KRZYSZTOF RUTKOWSKI

Poezja i obrzęd. Słowo i tradycja według Mickiewicza

120

ZBIGNIEW TARANIENKO

„Złoty Osioł" „Gardzienic" - odsłanianie twarzy Grecji

128

Z, pomiędzy i ku. „Misteria, Inicjacje" Kraków 2000

132

Festiwal „Misteria, Inicjacje". Dyskusja panelowa

142

Etyka w klasycznych Atenach i tradycyjna etyka afrykańska:

160

LESZEK KOLANKIEWICZ

DARIUSZ KOSIŃSKI
KRYSTYNA BARTOL, JERZY DANIELEWICZ,
JACEK DOBROWOLSKI, IRENEUSZ GUSZPIT,
WIESŁAW JUSZCZAK, TOMASZ KUBIKOWSKI,
WŁODZIMIERZ LENCAUER, CZESŁAW ROBOTYCKI,
RICHARD SCHECHNER, WŁODZIMIERZ STANIEWSKI,
ZBIGNIEW TARANIENKO, LECH TRZCIONKOWSKI
MICHAEL LAMBERT

hermeneutyka wstydu i winy (przel. Ewa Klekot)
JADWIGA M . RODOWICZ
PIOTR MACHUL

Pieśń jako zawiązek działania aktorskiego
„Zawierzenie i powrót do początku". Z Maciejem Rychłym

168
180

0 pracy nad muzyką do spektakli „Carmina Burana"
1 „Metamorfozy" rozmawia Piotr Machul
JAN STESZEWSKI
JAKOB ULLMAN
ZOFIA KAŁKUS

Muzyka greckiego antyku, „Gardzienice" i Maciej Rychły
List do Tomasza Rodowicza (przel. Dariusz Czaja)
Człowiek splątany

1

190
192
193

�KRYSTYNA BARTOL, ANNA WYKA,
ZBIGNIEW BENEDYKTOW1CZ, JERZY DANIELEWICZ,

„Taniec z tradycją jak z wazą Francois". Dyskusja panelowa

194

o „Gardzienicach" i „Metamorfozach"

JACEK DOBROWOLSKI, IRENEUSZ GUSZPIT,
DARIUSZ KOSIŃSKI, TOMASZ KUB1KOWSKI,
WŁODZIMIERZ LENGAUER, CZESŁAW ROBOTYCK1,
TOMASZ RODOWICZ, MACIEJ RYCHŁY,
WŁODZIMIERZ STANIEWSKI,
ZBIGNIEW TARANIENKO, LECH TRZCIONKOWSKI
MAGDALENA BARTNIK, AGATA ZYGLEWSKA,
PAWEŁ PASSINI
AGATA ZYGLEWSKA

Komentarz do niektórych wypowiedzi po „Misteriach,

240

Inicjacjach"
WŁODZIMIERZ LENGAUER

Postscriptum o ofierze krwawej u Greków (w odpowiedzi

242

Jackowi Dobrowolskiemu)
HOWARD BRENTON
ZBIGNIEW TARANIENKO
ALISON HODGE

Dajcie Osiołkowi Róże (przel. Anna Wyka)

244

Dwadzieścia lat „Gardzienic"

258

Włodzimierz Staniewski: „Gardzienice" i aktor naturalizowany

269

(przeł. Anna Wyka)
LUCJAN ŚWIETLICKI
CAROL MARTIN

Gawędy gardzienickie

280

Inny rodzaj metamorfozy (przeł. Maciej Bańkowski, przekł.

288

przejrzał Jacek Dobrowolski)
JACEK DOBROWOLSKI
ARKADIUSZ CHOLEWA
WŁODZIMIERZ STANIEWSKI
JACEK DZIEKAN

Metamorfozy i nieporozumienia

292

Historie gardzienickie

295

„Carmina Burana" - Scenariusz

322

Ezoteryczna prywatność. O sposobach budowania postaci

325

w „Carmina Burana" OPT „Gardzienice"
WŁODZIMIERZ STANIEWSKI

Noty reżyserskie. „Żywota protopopa Awwakuma", „Carmina

328

Burana", „Metamorfozy"
MONIKA KUBAT

Wokół „Żywota protopopa Awwakuma". Z Jerzym

331

Nowosielskim rozmawia Monika Kubat.
MONIKA KUBAT
MIRA ŻELECHOWER-ALEKSIUN
AGATA ZYGLEWSKA
• • •

Przestrzeń sakralna a przestrzeń teatralna

346

Kosmos - Gardzienice

352

Akademia Praktyk Teatralnych

354

Informacja o wykładach. Akademia Praktyk Teatralnych

356

1997/2001
MARIA FOGLER

Ośrodek Praktyk Teatralnych „Gardzienice" jako przykład

362

działalności hermeneutycznej w teatrze
PIOTR MACHUL

Mały słownik terminów Ośrodka Praktyk Teatralnych

366

„Gardzienice". Wybrane hasła
PAWEŁ PASSINI
TOMEK KUBICKI

Fragment raportów

380

Abecadło gardzienickie

382

Raporry - Wiersze

384

VIL1AM DOĆOLOMANSKY

Bóg mieszka w Polsce

386

V1L1AM DOĆOLOMANSKY

Wypowiedź o „Gardzienicach"

392

Oswajanie aktora

397

TOMEK KUBICKI, JOANNA WICHOWSKA

PRZEMYSŁAW SIERACZYŃSKI

Zapiski z gardzienickiej chaty

401

TOMASZ RODOWICZ

O dwuznaczności związku sztuki z sacrum. W notatkach

407

WOJCIECH MICHERA

Tradycja i współczesność. Aktor

MARIUSZ GOŁAJ

robotnika sztuki
ALBERT HUNT
PETER HULTON

413

„Gardzienice" - celebracja zdziwienia (przeł. Sławomir Sikora)

418

„Gardzienice". Rozmowa z Włodzimierzem Staniewskim (przeł.

422

Sławomir Sikora)
2

�I

PAWEŁ CiOŹUŃSKl, GRZEGORZ ZIÓŁKOWSKI,
JANUSZ

Fragmenty not i recenzji o książce Z. Taranienki „Gardzienice"

435

Jak pisałem „Gardzienice"...

439

R. KOWALCZYK, KRZYSZTOF MIKLASZEWSKI
ZBIGNIEW OSIŃSKI

ZBIGNIEW TARANIENKO
•••

Wybrana bibliografia tekstów o działalności „Gardzienic"

448

•••

[Informacje o wyjazdach zagranicznych - „Metamorfozy"]

449

Wino z potłuczonej wazy

450

Muzyka greckich cieni

452

„Metamorfozy albo Złoty Osioł". Synopsis

455

BŁAŻEJ MATUSIAK OP
DARIUSZ CZAJA
WŁODZIMIERZ STANIEWSKI
LIDIA KUCHTÓWNA
JERZY S. WASILEWSKI
ALEKSANDER JACKOWSKI
KRYSTYNA DUNIEC
MARIA PRUSSAK
ADAM NAWIERSKI

Karola Frycza misja dyplomatyczna na Dalekim Wschodzie

458

Opisywanie Chin. Etnolog w podróży

472

Moja mapa kraju i okolic

482

Pokolenie, którego nie ma. Młody teatr lat dziewięćdziesiątych

493

„Wesele". Między Fredrą i Słowackim.

498

Węgajty - między teatrem a rytuałem? Uwagi na marginesie

504

spektaklu „Ludus Paschalis".
ALEKSANDER JACKOWSKI

„Słońce od strachu nagiego zemdleje". Apokalipsa według

506

Chełmowskiego
ALEKSANDRA MELBECHOWSKA-LUTY

Sąd Ostateczny artystów polskich

ALEKSANDRA MELBECHOWSKA-LUTY

Apologia zdegradowanej kontemplacji. O dwóch

5 12
' 526

Melancholiach Cypriana Norwida
ANDRZEJ PIEŃKOS
JACEK JAN PAWLIK SVD

Wulkaniczne spektakle natury w sztuce nowoczesnej

5 36

Lalka w obrzędach pogrzebowych

544

Autorzy numeru

554

Anna Micińska - pożegnanie

560

Stanisław Cichowicz - pożegnanie

561

Summaryof Articles

562

Publikowane dotychczas w „Kontekstach" („Polskiej Sztuce

569

Ludowej") teksty dotyczące teatru i antropologii teatru

Program Sympozjum Misteria, inicjacje

1999

14 października I N I C J A C J E
I MISTERIA W LITERATURZE
Prof. Jerzy D a n i e l e w i c z (Uniwersytet i m .
A d a m a Mickiewicza, Poznań) Biesiadne ini­
cjacje - rozważania o greckim sympozjonie
Prof. G i o v a n n i C e r r i ( I n s t i t u t o Universi­
tario Oriéntale, Neapol) Poemi grea arcaia
sulla natura e rituali misteria
Prof. K r y s t y n a B a r t o l (Uniwersytet i m .
Adama Mickiewicza, Poznań) Paideia po­
etów (na materiale epiki i liryki
stamgreckie¡)
D r R o l f G e i g e r (Eberhard-Karls-Universitát Tvbinaa) The Mvstenes of Platonie
Dialogues

Prof. A n n i e Bélis (L'Ecole Pratique des
Hautes Études, Paryż) Professional Trairúng
of Comfwsers, Notators and Per/ormers m
Ancient Music

rala, l n d i e l Initiation into and Learning of
Sama Chanting of Namboodiris in Kerala
D r Leszek K o l a n k i e w i c z (Uniwersytet
Warszawski) Widowiska polskie a religia Dio­
nizosa

15 października R E L I G I A
MISTERIÓW

D r Zbigniew T a r a n i e n k o Zloty osioł Gar­
dzienic - odsłanianie twarzy Grecji
D r hab. K r z y s z t o f R u t k o w s k i Co to jest
słowoJ O przekazywaniu tradycji z rąk do rąk
według
Mickiewicza

15 października W Y C H O W A W C Z E
ASPEKTY DRAMATU, MUZYKI
1 TAŃCA
Prof. W a r r e n D . A n d e r s o n (State Universiry of Massachusetts, Amherst) Ethical and
Spiriiual Dirnemums ofAncient Greek Musie
D r A n n a L a z o u ( ü r e e k Dances - Dora
Stratou Theatre, A t e n y ) The Functions of
Ancient Greek Dance in a Philosphical Per­
spectiva

D r L e c h T r r c i o n k o w s k i (Katolicki U n i
wersytet Lubelski) Misteria i kulty mistyczne
Demeter

Ksiądz C a r l o s M a n u e l de C é s p e d e s
G a r c i a M e n o c a l (Kuba) Desafio del sincre­
tismo y de los cultos afrocubanos al pensarmenyoyala
vida católica en Cuba
Prof. W ł o d z i m i e r z L e n g a u e r (Uniwersy­
tet Warszawski) Dionizos „kourotrophos" !
lnicjacje młodzieży męskiej w Grecji starożytnej a kult Dionizosa

16 października O B R Z Ę D Y
Prof. M i c h a e l L a m b e r t (University o f
N a t a l , Pietermaritzburg) Classical Greek
and African Ethics: The Hermeneutics
of
Shame and Guilt
K u n j u V a s u d e v a n N a m b o o d i r i p a d (Ke-

Dziękujemy organizatorom i przyszłym
wydawcom materiałów z sesji z Biura Kraków 2000 za zgodę na publikację tekstów
prof. prof. Krystyny Bartol, Jerzego Danielewicza, Włodzimierza Lengauera, Lecha
T r z c i o n k o w s k i e g o , G i o v a n n i Cerri'ego,
W a r r e n a D . Andersona, Leszka Kolankiewicza, Krzysztofa Rutkowskiego, Michaela
Lamberta i Zbigniewa T a r a n i e n k i , zwłas­
zcza zaś dziękujemy Panu d o k t o r o w i D a r i u ­
szowi Kosińskiemu, który współpracował
z nami przy powstawaniu tego n u m e r u .
Program sesji i festiwalu Misteria, I n i ­
cjacje 2000 zamieściliśmy na stronie 359.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9617" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9595">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/2b48463a81f0bec3e6f303abfa9f3705.pdf</src>
        <authentication>3be72d017068cbb88f396be1f826e6fb</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114502">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3021</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114503">
                <text>2001</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114504">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2825</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114505">
                <text>Antropologia kultury między nauką a sztuką / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114506">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4, s.4-5</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114507">
                <text>Benedyktowicz, Zbigniew</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114508">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114509">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114510">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114511">
                <text>Zbigniew Benedyktowi:? • ANTROPOLOGIA K U L T U R Y MIĘDZY NAUKĄ A SZTUKĄ

ZBIGNIEW

BENEDYKTOWICZ

Antropologia kultury
między nauką
a sztuką

Oi

d wielu już lat i numerów tropimy ten wątek.
Ostatni rocznik, który by! jednocześnie kata­
logiem do wystawy Malinowski - Witkacy, opo­
wiadający
wiadaiacv o Podróży od Zakopanego, Krakowa... do świa­
ta i o źródłach antropologicznej przygody X X wieku, jakim
była wspólna podróż naukowca-antropologa i artysty do
Australii u początków - jakże trudno przyzwyczaić się
do tego słowa: nie naszego już, ale z e s z ł e g o wieku,
nosił podtytuł Fotografia: między nauką a sztuką. Ale
także i poprzednie numery poświęcone podróżom, miej­
scom mitycznym, przedmiotom, Jackowi Malczewskie­
mu, teatrowi Tadeusza Kantora, antropologii wizualnej
(por. „Konteksty" 3-4/1997; 3-4/1998; 1-2/1999) pod­
nosiły i rozwijały ten motyw, i śmiało również mogłyby
nosić ten situ podtytuł: „antropologia kultury, etnografia
miedzy nauką i sztuką " Czyż można by sobie wyobrazić
lepszy temat na kontynuowanie i rozwijanie tego wątku
aniżeli wieloraka działalność Ośrodka Praktyk Teatral­
nych i Teatru „Gardzienice".
Podróż do kultury ludowej, (gardzienickie Wyprawy
i Zgromadzenia), podróż do źródeł, podróż do starożyt­
nej Grecji, podróż w sferę mitu. M i t - obrzęd - rytuał,
misteria, inicjacje, odczytywanie, odtwarzanie d z i ś
mitu, tradycja i współczesność to nie tylko słowa i pyta­
nia kluczowe dla działalności „Gatdzienic", to także
główne pytania i zworniki tego całego numeru „Kon­
tekstów". A przynajmniej splot tematów inspitujących
i intrygujących dla antropologa. Można by więc powie­
dzieć, że numer o „Gardzienicach" to kolejna cegiełka
w budowaniu konstrukcji, we wznoszeniu budowli,
w której mogłaby znaleźć swe miejsce i zamieszkać „an­
tropologia pomiędzy nauka i sztuką". „No lak - powie
ktoś - ładna mi cegiełka. Toż to kolejna niesamowita
cegła!". A szanowni koledzy w redakcji patrząc na gru­
bość grzbietu kolejnego rocznika już przyjaźnie radzą
„koledze redaktorowi" zastanowić się czy nie powinni­
śmy przejść w przyszłości na drukowanie (znów sądząc
po grzbietach, a nie treści)... książek telefonicznych.
Tak, przyznaję, to niepokojące i dla mnie, paradok­
salne, i jakby na ironię losu dziejące się doświadczenie,
że oto wobec wezwań z przywołanych na wstępie po­
przednich numerów, wezwań czerpiących z wzorów po­

ezji o to, by w szczególny sposób „widzieć więcej", z ma­
rzeń o „projekcie poetyckiej antropologii", jakby wbrew
tym wezwaniom i na przekór wzorom poezji, jeśli rozu­
mieć ją - jak to podkreślał Zbigniew Bieńkowski - jako
synonim precyzji, ścisłości mowy zwięzłej, „powstaje ta­
k a cegła", chociaż, od razu chciałoby się dodać: „po­
śród (nie) jednej (nie przespanej) nocy..." T y m bardziej,
jakże niepokojąco i paradoksalnie, i znów jakby na prze­
kór i na ironię losu musi wyglądać taki ogromny numer
o „Gardzienicach", zważywszy na zasłyszaną niegdyś re­
gułę, przywołaną przez Włodzimierza Staniewskiego tak, było to chyba, jak pamiętam, po spektaklu Awwakuma w Pałacu Prymasowskim w Warszawie - że:
„prawdziwy dramat sceniczny nie powinien trwać dłużej
niż 20-25 minut!". A tu jakaż więc rozpiętość proporcji!
Ale czy można pLsać inaczej o „Gardzienicach". Prze­
cież to jedno z najważniejszych zjawisk na świecie w te­
atrze współczesnym. A nazwisko Włodzimierza Staniew­
skiego należy obok Petera Brooka, Jerzego Grotowskiego,
Tadeusza Kantota, Eugenio Barby do listy najwybitniej­
szych twórców teatru XX wieku. Czy warto o „Gardzie­
nicach" pisać inaczej? Czy jednak nie oddajemy i m
niedźwiedziej przysługi? Czy nie przykładamy się tym sąż­
nistym numerem do swoistego mitu „Gardzienic"?
W wielu opiniach artyści tego zespołu, we wszystkim co
robią unoszą się w c i ą ż kilka c e n t y m e t r ó w (dla i n n y c h :
metrów) nad ziemią. Stworzyli własny słownik, w którym
wiele słów jak choćby te Wyprawy i Zgromadzenia Z i i c z y
nają się z dużych liter. Poważni, owładnięci swoją misją.
Niekiedy (dla jednych) za mało powściągliwi w tym, co
o sobie mówią i piszą, egzaltowani, żeby nie powiedzieć
napuszeni. Z jednej strony jakiś dziwny Zakon Sztuki, po­
święcający dla niej całe życie. Z drugiej zaś strony (dla in­
nych) nienaturalnie tkwiący w tej wsi, a na jesieni i na
wiosnę w błocie polskiej, podlubelskiej prowincji po pas
— po co oni bratają się z tym ludem kiedy przecie'to już
wiadomo, że nie ma żadnego ludu i kultury ludowej że
kultura ludowa się skończyła" - jak oni mogą t ' i m, po¬
śród nie zaws e przyjaznego środowiska
-

T

t

mać?" Czv nie dokładamy sie do tveh obiegowych i s f
reótvDOwvch sadów') Gtrd-ienicach" C ^ możni nisać
o G a r d ' i e n i c i h " inaczej iak ni • rvlko wsoimiac stes i
p i a c h hołdowniczó?AIbo kni'irsko i -e sr 'nrv~v7m sn '
Czy można, pisać o „Gardzienicach" krócej Czy warto
pisać O „Gardzienicach" inaczej?
Dotykamy t u drugiego antropologicznego zagadnie­
nia obecnego w przywołanych już i poprzednich nume­
rach „Kontekstów", od lat trapiącego etnografów i an­
tropologów. Nasze kłopoty ze wspomnianą paradoksal­
ną i ironiczną sytuacją w jakiej znaleźliśmy się na szla­
ku: „antropologia między nauką i sztuką", jak i powyż­
sze nie zawsze poważne pytania i wątpliwości wiążą się
z generalnym problemem stojącym w samym centrum
antropologii od lat. A mianowicie z problemem
7

�THgniew BenedykxiM'icz • ANTROPOLOGIA KULTURY MIEDZY NAUKA A SZTUKĄ

o p i s u. T o jeszcze jeden temat przewodni łączący tek­

k i , oni artyści w stronę nauki. Powstały w ten sposób

sty tego numeru. Staraliśmy się zgromadzić i pomieścić

dwa osobliwe, kolejne roczniki, zamiast „cegły" wolał­

różnego rodzaju zapisy. Uczynić opis maksymalnie wie­

bym powiedzieć: dwa milowe kamienie na wspólnym

logłosowy, polifoniczny, opis gęsty (słynne antropolo­

szlaku. Bo czyż nie jest to tęsknotą wspólną współcze­

giczne rozróżnienie „thick" and „thin" description) po­

snej nauki, humanistyki i sztuki przekraczać te sztywne

łączyć, stronami i tonami cienkimi. Czytelnik znajdzie

podziały na naukę i sztukę, odkrywać w naukowcy coś

więc t u obok notatek, zapisków, rozmów, wywiadów,

z artysty, w artyście coś z naukowca.

listów, dyskusji panelowych, noty reżyserskie i zapisy

Trzecim tematem obok „bycia pomiędzy nauką

aktorów o realizowanych spektaklach, listy, „notatki

i sztuką", „kłopotów z opisem" jest sam powracający t u

z życia", swoiste „teatropisanie". Bo jakże inaczej na­

uporczywie temat „podróży". Wiąże się on niejako

zwać ten gatunek twórczości, którą uprawiają „Gar­

z kwestią natury technicznej. W tym samym czasie, gdy

dzienice".' Jak nie użyć strawestowanej formuły przy­

przygotowywane były oba projekty w 1999 roku redak­

woływanego w tym numerze Edwarda Stachury?

cja przymierzała się do numeru na „koniec świata"

Obok więc zapisów poczynionych „od wewnątrz",

i przełomu

stuleci. W Warszawie odbywał się cykl wy­

sporządzonych przez artystów i uczestników, zapisów

staw „Sąd Ostateczny". Temat eschatologiczny, przej­

często subiektywnych, ciążących jakby w stronę bieguna

ś c i a w nowy wiek i nowe tysiąclecie stał się niezwykle

poezji i sztuki umieściliśmy t u teksty pisane „z zewnątrz"

żywy i aktualny. T o także kontekst powstawania tych

- opinie, analizy, dyskusje, teksty wychylone w stronę

dwu projektów: naszej podróży do Australii śladami

nauki lub stricte naukowe. Dlatego też i pytania o to czy

naszych bohaterów należących do tego szczególnego po­

można pisać o „Gardzienicach" inaczej, czy można pisać

kolenia, które doświadczyło dwu wojen i rewolucji (tak

krócej, nazwałem niepoważnymi, bo odpowiedź jest pro­

naprawdę b y ł a to przecież t e ż i podróż do początków

sta. Jeszcze bardziej paradoksalna i ironiczna wobec an­

naszego krwawego wieku -

tropologicznych rozstrząsań - „jak pisać„(słynne antro­

„Gardzienic": jeszcze głębszej (do początków naszej

pologiczne rozważania: „jak opisywać, pisać kulturę"). -

ery: I I w. po Chrystusie) i wcześniej ukształtowanej -

Ta rzecz chociaż po części zaplanowana, po prostu zło­

Metamorfozy były przecież już uformowane - podróży

żyła się sama. „Gardzienice" napisały się same. Numer

do „niemej" Grecji, by z okruchów wyczarować muzy­

0 Gardzienicach" powstał dzięki samym Gardzienicza-

kę, która ocala i pociesza. („Czyż jest na darmo legen­

1914-1918!), i podróży

da, że w trenach po Linosie/ pierwsza nieśmiała

nom i ich przyjaciołom. O t o bowiem w tym samym nie­

ka przemogła drętwą martwotę [...] ta, która dziś nas

mal czasie, gdy my wyruszaliśmy w naszą „podróż pomię­

porywa, pociesza, wspomaga." - Rainer Maria Rilke,

dzy nauką i sztuką", podróż do źródeł antroptAogkznej

/ Elegia Duincjska, w przekl. M . Jastruna). Nie miejsce

przygody u początków naszego zeszłego wieku, podążając

tu by dalej snuć symetrie i asymetrie

tropami Malinowskiego i Witkacego do Australii, aby

podobieństwa

i różnice w o b u podróżach na koniec i początek nowe­

odtworzyć ją w postaci wystawy i w „Kontekstach",

go wieku i tysiąclecia. Problemem natury technicznej

w tym samym dokładnie czasie na jesieni 1999 roku

było to 'e można by oddzielić monograficzny numer

„Gardzienice" zorganizowały w Krakowie swoją pierwszą

o

sesję naukową z cyklu Misteria, Inicjacje rozpoczynającą

Gudzienicach" Misteriach i Inicjacjach od pozosta

łych tekstów Postanowiliśmy inaczej Wybrać choćby

dwuletni program zakończony Festiwalem i drugim sym­

te t e k s t y które Drzez swć&gt;i charakter t e T t r a l n v

pozjum pod tym samym tytułem. Cały program „Gar­
dzienic" (podobnie jak i nasz) rozgrywał się w ramach

eic-nv ów m o t w n o d r ó ż l (Etwlo?

Festiwalu Kraków 2000. Z tej to właśnie pierwszej sesji

wam

Chin

w bodim

KaroŁ Frycza misia na

etnolo

abto

DdekiWs-hód)

z 1999 roku pochodzą zamieszczone tu teksty history­

a t a k ż e i moment przejścia (Sąd Ostateczny

ków kultury starożytnej, filologów klasycznych, specjali­

polskich; Pokolenie, którego me ma. Młody teatr lat dzie­

stów od starożytnej Grecji. Ich autorom składamy ser­

więćdziesiątych;

deczne podziękowania tu i w stosownym miejscu obok

„Wesele". Miedz^ Fredrą i Słowackim)

Kraków

między

teatrem a

rytuałem;

w jakiś sposób łą­

czą się i głębiej'korespondują z doświadczeniami i po­

programu tej sesji. Dziękujemy również organizatorom
1 przyszłym wydawcom z Biura

Węgajty

artystów

2000 - przygoto­

wywana bowiem jest książkowa edycja materiałów z obu

szukiwaniami „myślących artystów" z Gardzienic, i zda­
ją zarazem relację z owego czasu przejścia u końca i po­
czątku nowego wieku A . D 1999, 2000, 2001. Pozosta­

sesji - za zgodę na publikację, zwłaszcza zaś dziękujemy

je nam jedynie na koniec przeprosić, prosić raz jeszcze

Panu doktorowi Dariuszowi Kosińskiemu, który współ­

o cierpliwość i wyrozumiałość oraz zapewnić Autorów

pracował z nami w tym względzie i będzie czuwał nad

tekstów oczekujących na publikację już od dłuższego

dalszymi losami zapowiadanej pełnej edycji.

czasu a zepchniętych przez oba potężne roczniki, że

Paradoksalne więc w tym spotkaniu z „Gardzienica-

w n a s t ę p n y m roku powrócimy do pojedynczych kwar-

m i " i obu „podróżach między nauką a sztuką" jest to, że

talnikowych wymiarów.

my nominalni naukowcy zwróciliśmy się w stronę sztu­

5

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9616" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9594">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/c7b893765e78e37f6967c35afac686c4.pdf</src>
        <authentication>ff094da0aaad21f54506d377b24cc02b</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114492">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3022</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114493">
                <text>2001</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114494">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2826</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114495">
                <text>"Tajemnicę czynić bliską..."/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114496">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4, s.6-11</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114497">
                <text>Benedyktowicz, Zbigniew</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114498">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114499">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114500">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114501">
                <text>..TAJEMNICĘ CZYNIĆ BUSKĄ..." ROZMOWA Z WŁODZIMIERZEM STANIEWSKIM

ZBIGNIEW

Włodzimierz S t a n i e w s k i : Nie... Kosmos to jest
przerzucanie mostu między przyszłymi a przeszłymi la­
ty, jak to jest pięknie u Mickiewicza powiedziane
„Pieśń ujdzie cało..."

BENEDYKTOWICZ

„Tajemnicę czynić
bliską..."*

Z b i g n i e w B e n e d y k t o w i c z : A co będzie dalej? Jaki
następny most po Metamorfozach! Następny przystanek?

Rozmowa z Włodzimierzem
Staniewskim

Włodzimierz S t a n i e w s k i : Ja mówię o Eurypidesie.
Chciałbym zająć się postacią Eurypidesa. Tak, jak
mnie fascynowała postać Apulejusza, tak teraz trzeba
tę całą sprawę grecką doprowadzić do końca, przeorać
tożsamość tym pytaniem z wykrzyknikiem o spuść iźnie,
o naszym europejskim, a więc śródziemnomorskim
dziedzictwie.

Z b i g n i e w B e n e d y k t o w i e * : Cieszę się, ze udało się
złożyć tak obszerny numer o „Gardzienicach", „raport
0 „Gardzienicach" roku 2000", szczególnie o Pana

Z b i g n i e w B e n e d y k t o w i c z : A Eurypides, co kon­
kretnie?

1 Pańskiego zespołu ostatnich działaniach - Metamor¬
Włodzimierz S t a n i e w s k i : Przede wszystkim Eury­
pides jako osoba. O n powinien być główną postacią
utworu..., następnego eseju teatralnego.

fozy, Festiwal Misteria, Inicjacje.
Nie wszystko udało się nam zgromadzić w tym nu­
merze tak, jak początkowo zamierzaliśmy. A l e tym bar­
dziej u końca tej drogi pragnąłbym Panu zadać parę py­
tań, bez których cała ta praca i całe to wydawnictwo
(bieżący, poczwórny numer „Kontekstów") mogłoby
się narazić na zarzuty, z jakimi spotykają się niekiedy
i inne próby opisania zjawiska jakim są „Gardzienice"
i Pańska droga twórcza. A mianowicie chciałbym
uchylić zarzut, że oto powstaje kolejne dzieło apologetyczne, entuzjastycznie nastawione, unikające kwestii
trudnych, akcentów krytycznych. Dla mnie akurat en­
tuzjazm wobec rzeczy wielkich i znaczących nie jest
czymś, czego trzeba by unikać bądź się wstydzić. N i e
poczytuję go za wadę. Ale wobec tworzącej się już nie­
mal legendy na temat „Gardzienic" i pewnych obsza­
rów pozostających w cieniu milczenia chciałbym także
i o nie zapytać w dalszej części naszej rozmowy.

Z b i g n i e w B e n e d y k t o w i c z : Dlaczego?...
Włodzimierz Staniewski: Bo on jest kwintesencją
tego, co w starożytności mogło być próbą łączenia tak
zwanej kultury wysokiej z kulturą niską. Człowiek nie­
zwykły. Nie tylko z powodu miejsca w historii, ale z po­
wodu - jakby to powiedzieć - dziwactwa. Jest autorem
największej ilości dramatów, jakie zostały nam po staro­
żytności, ale to odludek, chodzący swoimi wilczymi tro­
pami, stroniący od towarzystwa, z dala od establishmen­
tu, szukający schronienia w miejscu odosobnienia na
Salaminie. T o miejsce odosobnienia było pieczarą. Sie­
dział tam, zwrócony w stronę morza i medytował. W tej
pieczarze zgromadził wielką bibliotekę, zdaje się, że była
to pierwsza tego typu prywatna biblioteka w czasach sta­
rożytnych. Byl człowiekiem, który wałęsał się po wsiach,
pił - dzisiaj powiedzielibyśmy - z chłopstwem, słuchał
podań i legend. Nie zabiegał o względy w Atenach, dla­
tego tak długo musiał czekać, a właściwie nie doczekał
się w tychże Atenach na swoje pięć minut, na swój czas.

Najpierw jednak zacznijmy od końca: Go dalej przed
Panem i „Gardzienicami"? Jakie projekty w najbliższej
(i dalszej) przyszłości? - Co po Metamorfozach?...
Włodzimierz S t a n i e w s k i : ... „zostanie złom żela­

Pozostały po Eurypidesie ślady autorstwa muzyki
w Orestesie i Ifigemi w Aulidzie. Musiał mieć bardzo do­
bre otrzaskanie w muzyce. Ojciec dobrze go wykształ­
cił, choć współcześni śmiali się z jego pochodzenia, mó­
wili, że ojciec to sklepikarz, a matka straganiarka. By!
posłany do szkoły atletycznej. Startował zdaje się jako
bokser w zawodach, gdzie odnosił sukcesy. Usuwał się
z towarzystwa, nie był karierowiczem, to jest ważne, to
jest intrygujące w postaci.

zny... i głuchy, drwiący śmiech..."
Z b i g n i e w B e n e d y k t o w i c z : Ostatnio prezentowa­
ny Kosmos „Gardzienic" jest jakby budowaniem ciągło­
ści pomiędzy - nie wiem czy aż Gusłami, - ale na pew­
no pomiędzy Carmina Burana, Auwakumem, Metamor¬
fozami. Kosmos... to jest taka jakby repetycja... Nie
wiem, bo nie widziałem tego...

Zajmował się tym, co jest jedną z największych ta­
jemnic; istotą kobiecości. Zajmował się tajemnicą, na

* Tytuł pochodzi od redakcji. Jest to cytat z innej wypowiedzi
W . Staniewskiego Ipor. strona 2 1 8 ] .

6

�„TAJEMNICE CZYNIĆ BUSKĄ..." ROZMOWA Z WŁODZIMIERZEM STANIEWSKIM

dzi z nią związanych. O n m i się jawi jak smok, który
pożera naturę. A sposób, w jaki przetwarzał kulturę n i ­
ską przysparzał mu wielu przeciwników. T o przecież o n
pierwszy wprowadził do dramatu postaci z ludu. Prze­
ciwstawił mądrość ludową mądrości agory, mądrości
establishmentu. Pierwszy wprowadził postaci charakte­
rystyczne, nie hieratyczne. Głęboko penetrował to, co
jest charakterem, typem człowieka. Trzeba zwrócić
uwagę, że to są chyba pierwsze postaci w dramacie an­
tycznym, które mają charakter ambiwalentny, są głę­
boko rozdarte. Klitajmestra, która jest złą, winną
wszelkim nieszczęściom, przewrotną, zdradliwą kobie­
tą, wypowiada w Elektra zdanie, którym zyskuje pełną
sympatię. Niech sięgnę po książkę,

temat której żartobliwie za Freudem powtarzam- „Zba­
dałem osiem tysięcy przypadków kobiet i nic z tego nie
rozumiem." Tajemnicą, którą językiem swojej epoki,
wpisał w postać: Klitajmestry, Elektry, Ifigenii, Medei.
Tych historii powinno się uczyć od najmniejszego, opo­
wiadając je, jako bajki i baśnie chłopcom i dziewczyn­
kom. Po to, żeby mogli coś o sobie wzajemnie wiedzieć.
Intryguje jego fascynacja tajemnicą pierwiastka żeń­
skiego i tym, że nie tylko ma on moc sprawczą, ale jest
przyczyną szczęścia i nieszczęścia. Z natury swojej, nie
z uczynków. Szalenie to ważne ponieważ świat dzisiaj
staje się światem żeńskim.
Z b i g n i e w B e n e d y k t o w i c z : Chciałbym Cię zapy­
tać: co jest ważniejsze dla Ciebie czy postać twórcy - to
tak, jak w Awwakumk ten heretyk, konserwatysta,
spalony na stosie, jego wielka namiętność, obrona swo­
jej wiary itd. - Później Apulejusz, teraz Eurypides - co
jest ważniejsze czy ta wspólność duchowa z autorami
po których sięgasz, czy temat? Teraz mówisz przy Eury­
pidesie o pierwiastku żeńskości. Co jest ważniejsze, czy
postać autora czy tematy, które podnoszą. Co Cię bar­
dziej motywuje do zajęcia się nimi?

„Lecz choć mnie wtedy ta krzywda spotkała
Ja się nie wściekłam, męża nie zabiłam
Lecz wrócił z dziewką szaloną, menadą
Łoże z nią dzielił i we dwie «małżonki»
Byłyśmy razem w t y m samym pałacu", i t d .
Ona tłumaczy się ze swojego czynu, ze swej postawy
życiowej, tak, że zyskuje sympatię. Agamemnon kala
i rujnuje wszelkie rodzinne świętości. Orestes szamoce
się, robi wrażenie nadwrażliwca, dla którego liczy się
prawda, sprawiedliwość, czystość uczuć, ale zabija mat­
kę z zimną krwią po wysłuchaniu w ukryciu jej spowie­
dzi, która wzruszyłaby kamień.

Włodzimierz Staniewski: Jedno z drugim pozostaje
w ścisłym związku. Doświadczenie osobiste pozostaje
w związku z wypowiedzią publiczną. Z Eurypidesem jest
to o tyle ciekawe, że do niego przylgnął przydomek dramaturg-filozof albo filozof sceny. „Filozof mógł być epi­
tetem, niekoniecznie pozytywnym. Jedyny dramaturg-filozof. Widzimy go jak chodzi po rogatkach A t e n . Cho­
dzi sam. Inaczej niż Sokrates (który darzył go atencją),
Platon, Alkibiades; całe to niebieskie, gwarne towarzy­
stwo. Nie bierze udziału w dysputach, które toczą się na
każdym placu, w każdym miejscu publicznym. Przysłu­
chuje się. T o jest też czas, gdy pojawiają się stoicy. T o
jest rewolucja w myśleniu. Rewolta, ponieważ dochodzi
do przewartościowania pojęć etycznych postaw obywa¬
telskich, praw społecznych, postaw osobistych. O n przysiuchujt* się temu i to wszystko jakoś zasysa. T o wszyst­
ko ma wpływ na jego wypowiedź artystyczną, w której
odbija się filozofowanie tamtego okresu. W jego drama­
tach co krok natrafiamy na sentencje, które brzmią jak
mądrości ludowe, wypowiedziane gdzieś
ulicy.
Eurypides łączył środki wyrazu muzycznego — był muzy­
kiem - z układaniem ruchu i z wypowiedzią słowną
K r lv
model budował osobno
składał
razem I ieżeli mówimy o choret o tvm co mnie tak bar
d^o interesuje DO d v t ™ b i e 'to trzeba sie zwrócić do
Eurypidesa i trzeba tam szukać, w jego twórczości, zależ
nośći między muzyką ruchem i słowem.

Eurypides bardzo przybliża sytuacje mityczne i czyni
je sytuacjami, na które trzeba spojrzeć z perspektywy:
człowiek - człowiek, z perspektywy bardzo osobistej.
Eurypides miał niezwykły dar, przez to, że egzystował
w różnych sferach, miał niezwykły dar patrzenia na
istotę ludzką z wielu stron. Orestes więc, jest postacią
bardzo ambiwalentną.
N i k t nie jest jednoznaczny, cała ta rozmowa o l u ­
dziach, która dzisiaj odbywamy... pokazuje nam, jak
bardzo skomplikowane i trudne w osądzie, jest życie
ludzkie, istota ludzka, natuta ludzka.
Eurypides przybliża nam postać ludzką bo poznał ży­
cie tak zwanych dołów, gdzie sprawy, które są sprawa­
mi wiecznymi, stykają się z tym, co jest przyziemne
i tutejsze.
Z b i g n i e w B e n e d y k t o w i c z : Nadal me jestem pe­
wien czy to wyczulenie na „doły", to śledzenie wątku
ludowego, niskiego, pierwotnego decyduje o tym czy
bardziej Cię pociąga autor czy temat. Czy to nie jest ta­
kie programowe założenie, teza przyświecająca Twojej
i „Gardzienic" twórczości. Bo kiedy mówisz o drama­
cie, Eurypidesie, wielostronności spojrzenia, wciąż
przebija jakby ta teza, że prawda leży po stronie kultu­
ry niskiej, ludowej, pierwotnej. T a m się przełamuje,
tam jest ten dostęp prawdziwy do tajemnicy namiętno­
ści, zbrodni, miłości, śmierci. Prawda nie leży po tej
oświeconej stronie, ale w tym bardzo pierwotnym śro-

Fascynuje mnie jego operowanie między kulturą es­
tablishmentu, kulturą wysoką, a tak zwaną kulturą n i ­
ską. Oczywiście bliska mu była przyroda, jak i życie l u ­
7

�TAJEMNICĘ CZYNIĆ BUSKĄ..." ROZMOWA Z WŁODZIMIERZEM STANIEWSKIM

dowisku. Czy ta teza, ten wątek nie jest niejako waż­
niejszy aniżeli sam temat: namiętność, zbrodnia, m i ­
łość, śmierć? - Zapytam inaczej, czy ta podróż do Gre­
cji, „do źródeł" nie prowadziła Cię nigdy no, może ktoś powiedziałby - do wtórnych ujęć. Do tego drugie­
go bieguna, mam tu na myśli Rilkego Sonety do Orfe­
usza. Czy nie kusiło Cię, żeby sięgnąć do niego, do te­
go słowa, z wysokiej kultury, które pojawiło się u po­
czątków X X wieku, do poezji, z tego drugiego, bardzo
wyrafinowanego, bieguna?

ga: Teatr S T U Jasińskiego
własnego teatru...
Włodzimierz Staniewski:

Grotowski - Założenie

jest już wpół do

czwartej rano...
Zbigniew Benedyktowicz: ... nic nie pomoże...
W ł o d z i m i e r z S t a n i e w s k i : (po dłuższej chwili
milczenia i krzątaniu się.)... Niebagatelna sprawa.
Osobiste doświadczenie. Pierwsze było bardzo mocną
przygodą społeczną. Pamiętam jak wyjechaliśmy ze
Spadaniem zrobionym przez Krzysztofa Jasińskiego
i Edwarda Chudzińskiego do którejś ze stoczni
w 1971 zaraz po wyborze Gierka. Graliśmy w grudniu
1970 Spadanie w Łodzi. Decyzja jury pod przewodnic­
twem Puzyny o przyznaniu pierwszej nagrody została
podjęta, bo tego dnia o 20. Gierek wygłosił słynne te­
lewizyjne przemówienie. Jury nie miało wyboru
(śmiech). Spadanie na podstawie Różewicza. Miało to
silną nośność społeczną, nie mówiąc o tym, że była to
duża lekcja życia. Bo środowisko artystycznej alterna­
tywy po trosze było też politycznym podziemiem, śro­
dowisko kultury studenckiej mimo wszystkich konce­
sji, które robiło - dawało ostrogi postaw obywatel­
skich N o więc graliśmy w tej stoczni i pamiętam jak
w takim barze przystoczniowym," rano następnego
dnia, jadłem z kimś z zespołu śniadanie. Któryś z ro­
botników, którzy tam pracowali i wpadali na kawę
z mlekiem, podszedł i niezwykle poruszająco podzię­
kował za spektakl. Jak wyjeżdżaliśmy wcześniej do Ło­
dzi to ja się przebijałem na pociąg przez łapankę m i
licyjną. Krakowski rynek otoczony był z czterech
stron trafiłem w środek w ten kocioł Była łapanka
ganianie po bramach, gwizdy wrzaski .gestapo"
,A potem zaułltcirni Jo pociągu. Nie wiadomo było czy
oociae w oeóle wviedzie
Atmosfera na tvm festiwa
lu w Łodzi nie do ooisania

Włodzimierz Staniewski: Ale Eurypides to jest
bardzo wysoki i wyrafinowany biegun. Fascynujące jest
jego doświadczenie biograficzne. Musiały tam być
jakieś powinowactwa z Ikarią Tespisa, który stworzył
podwaliny teatru starożytnego. T o oczywiście trzeba by
jeszcze przebadać.
Jego doświadczenie biograficzne jest fascynujące,
tak samo, jak doświadczenie biograficzne Dantego,
który nie trzyma się dworu, nie wisi u płaszcza wielkich
- tak, jak doświadczenie Villona - że daje się uplatać
w życie, w życie z tego, co boli.
Oczywiście, jest coś takiego jak fascynacja postacią.
Człowiek szuka jakichś wzorów, odniesień, analogii do
swoich własnych wyborów, do swojej postawy. Sięgać
trzeba na wysoką półkę.
Rilke, tak, Rilke w swoich wierszach, które dla mnie
ważną rolę inicjacyjną odegrały:
Wracam ze swych
podniebnych dróg, gdziem zgubił się wśród lotu...".
Piękny wiersz. Mógłby być takim moim zawołaniem.
Przyłóżmy teraz to wyznanie do faktu, że Rilke wto­
czył się po rosyjskich wsiach, wiejskich chatach. Ten
subtelny Rilke.
A l e tu chodzi też o postać, która odgrywa jakąś rolę
społeczną, która wywołuje jakiś ferment społeczny,
której sprawy społeczne są nieobce. Przy pomocy i n ­
strumentów sztuki, talentów, którymi Bóg obdarzył,
próbuje powiedzieć coś, wzruszyć coś w strukturach
i układach społecznych. Awwakum był taką postacią,
Taliesin był taką postacią, był - trzeba to przypomnieć

A to drugie doświadczenie zupełnie odmienne; hermetyzm; izolacja, laboratoryjność, w przekonaniu, że
się chwyta pana Boga za nogi...

- natchnieniem w pracy nad Carmma Burana, taki cel­
tycki Orfeusz.

Zostały ręce wyciągnięte do góry, a Bóg... Przywo­
łam tutaj Dormana, założyciela Teatru Dzieci Zagłę­
bia. Gościłem go w Gardzienicach. Opowiadał jak po­
jechali do Francji do Nancy, gdzie odnieśli sukces,
a potem pojechali do Paryża. Jego ludzie-on też górali
miał w swoim zespole-chcieli iść do katedry Notre Da­
mę. Jeden z nich stanął w tej katedrze, podniósł ręce
do góry i woła: „Panie Janie! T o się łunosi i łunosi!" T a m w Brzezince zostały „ręce do góry".

Oczywiście Orfeusz też był taką postacią.
Interesuje mnie nie tylko autor utworu artystyczne­
go, ale interesuje mnie człowiek, który ma - to strasz¬
nie brzmi dzisiaj - wrażliwość i potrzebę działalności
społecznej. Ktoś, kto jest uwikłany w życie i dokonuje
wyboru w tym życiu. Ktoś, kto nie jest azylantem życiu
i dokonuje tych wyborów na dobre i na zle. Tak, jak
rozmawialiśmy: po co na tej przegranej już od lat redu­
cie tu trwać...

Zbigniew Benedyktowicz: Jesteś tak postrzegany
w plotkarskim świecie, że unikasz, czy nie chcesz mó­
wić o Grotowskim. Dlaczego milczysz o Grotowskim?

Zbigniew Benedyktowicz: N o dobrze, dobrze...
Teraz nie przepuszczę...- Twoje uwikłnia. Twoja dro­
8

�„TAJEMNIC :E CZYNIĆ BLISKA-" ROZMOWA Z WŁODZIMIERZEM STANIEWSKIM

Włodzimierz Staniewski: N o cóż ja mogę mieć do
powiedzenia. Ja mogę mówić tylko o doświadczeniu
osobistym, które legendzie nie posłuży. Jak to się nie
daje przyłożyć do legendy, to o czym ja mogę mówić?...
Niech mówią ci, co pretendują do masy spadkowej po
Grotowskim. Ja uciekałem stamtąd gdzie pieprz rośnie
i gdzie diabeł mówi dobranoc. Położyłem całe swoje ży­
cie osobiste na szali. Mówiłem jasno i otwarcie, że to
jest w kontrze do niego. O n szanował tę kontrę, cho­
ciaż przez pierwsze lata był w popłochu. Nasyłał m i róż­
nych takich, grał na uczuciach i ambicjach członków
mojego otoczenia. Ja byłem fair wobec niego. Czy on
był wobec mnie?

o którym mówisz jest ważny element niepewności... czy
w środowisku Mistrza była pewność Mistrza?

Były to bardzo ekscytujące cztery lata, chociaż
z końcówką pytań, niepewności, rozgoryczeń.

Włodzimierz Staniewski: Wiele zawdzięczam...
na przykład pierwszą podróż do Ameryki. - T o dużo,
Ameryka jest mitem. Wtedy szczególnie była mitem.
Trochę ciekawych znajomości, które zresztą urywały
się po kolei, jak się okazało, że „Gardzienice" nie będą
epifrazą Grotowskiego.

Włodzimierz Staniewski: N o nie, brzmi to, jak
„szukanie haka" na Grotowskiego. A mnie to zupełnie
nie interesuje. Mnie w tej chwili interesuje ja i moi ko­
ledzy - Rodowicz, Gołaj i młodsi, i to traumatyczne do­
znanie przez jakie przechodzimy, które jest wiekiem
męskim, wiekiem klęski.
Zbigniew Benedyktowicz: Co zawdzięczasz Jerze­
mu Grotowskiemu?

Nie można mówić, że szuka się nieznanego, podczas
kiedy to nieznane wybiera z twego życia radość, ener­
gię, poświęcenie i to nieznane trwoni twoje życie...
Dlaczego ja miałbym mówić o Grotowskim?

Zbigniew Benedyktowicz: Wśród obserwatorów
zauważone zostało Wasze spotkanie w latach dziewięć­
dziesiątych. Mówi się, że doszło wtedy do pojednania.
0 czym Panowie wtedy rozmawiali?

Zbigniew Benedyktowicz: Jakie były elementy tej
kontry, tego sprzeciwu?
Włodzimierz Staniewsld: N o to wiadomo, tam
była sytuacja zamknięta, laboratoryjna, a tutaj jest sy­
tuacja otwarta, społeczna - ten rys społecznikowski.
T a m - rodzaj hermetyzmu i takiego „docisku", jak
w Kole Sprawy Bożej u Towiańskiego „Brat A d a m do­
cisnął brata. Juliusza...". A tutaj sytuacja wyjścia w l u ­
dzi, w przyrodę, w drogę, nie w sensie metafory, ale
w sensie dosłownym.

Włodzimierz Staniewski: Obserwatorów? Byłem
obserwowany?... Zupełnie mnie to czyni bezradnym.
Była więc to już pewnie sytuacja legendy, która - jak to
bywa w takich wypadkach - ociera się o mistyfikację.
Uczestniczenie w mistyfikacji jest sprawą niewdzięcz­
ną, jeżeli człowiek staje się ofiarą mistyfikacji. Legenda
1 środowisko legendy to jest wariatkowo. Weźmy na
przykład legendy PRL-u.
Eurypides mnie interesuje, bo on pokazywał, jakie
to jest wariatkowo i próbował przybliżyć wariatkowo
mitu i legendy, przełożyć to na język życia takim, ja­
kim ono jest.
Występujesz w roli bardzo niewdzięcznej, ponieważ
występujesz w roli prokuratora diabła, nie adwokata.
Jak kiedyś zwrócił m i uwagę pewien uczony: nie jest
prawdą, że był advocatus diaboli i procurator dei. O d ­
wrotnie. Występujesz w roli procurator diaboli, bo co­
kolwiek bym nie powiedział, to będzie działało na mo­
ją niekorzyść.

Tutaj też doświadczenie egzystencjalne, kiedy czło­
wiek musi znaleźć się w różnych środowiskach, nieko­
niecznie mu bliskich.
Szukanie swojego wśród obcych.
Szukanie swojej tożsamości poprzez innych ludzi.
Częstokroć skrajnie i krańcowo odległych od tego jak
ja i koledzy byliśmy uformowani. Stąd się wzięły Wy¬
prawy a w nich sytuacje, które przybierały nieraz formę
horroru, kiedy chciano nas riezat'. Innymi znów razy
doświadczaliśmy niezwykłej życzliwości i aprobaty, jak­
byśmy byli jakimś zastępem proroków, niosącym rado­
sną wieść.
Inne klimaty, inne zapachy...
Rozumiem, że mówimy o działalności kulturotwór­
czej i o ideach, nie o teatrze. W teatrze ja zacytowałem
parę jego „chwytów" w Auiwakumie. Demonstracyjnie,
jako dowód szacunku, ale to było już po Rabelais'ie
i Gusłach, które były z zupełnie innej planety. O n na­
tomiast próbował naśladować moje poszukiwania ze
śpiewem i Wyprawy. Nie poszedł jednak za daleko i nie
pokazywał Apocalypsis... na wsiach.
Zbigniew B e n e d y k t o w i c z :

W

Co mam powiedzieć?... że wypiliśmy butelkę ko­
niaku?
Zbigniew Benedyktowicz: Wypiliście butelkę ko­
niaku i o czym mówiliście?
Włodzimierz Staniewski: O Boże... o duszy i d u ­
chu. Jaka jest różnica między duszą a duchem. Nie mó­
wiliśmy o podziale terytoriów. Najpierw zjedliśmy
obiad w „Monopolu" o porze raczej późnej. W e dwój-

tym „wyjściu",
9

�kę siedzieliśmy w zupełnie opustoszałej restauracji; był
tam bardzo zabawny kelner, z którym nawiązałem żywą
rozmowę. Nagle powiedziałem m u : „Wie Pan, Pan
przypomina m i postać z Worcella z Zaklętych rewirów.
Na to kelner cały pokraśniał i mówi: „A wie Pan, że ja
bardzo dobrze znałem się z Panem Worcellem. O n t u ­
taj przychodził często i pisał t u Zaklęte rewiry. A ten
kelner tam był wiecznym kelnerem od 30 lat, no i w Je­
rzym wezbrała straszna zazdrość. O n zawsze pytał „jak
ty to trafiasz?". A to jest po prostu intuicja...
(śmiech)... to się nazywa intuicja, wyczucie, podejście
do człowieka. Grota to ruszyło, bo kelner go tam
z wielką atencją obsługiwał i to był „jego kelner", a t u ­
taj nagle stal się „moim kelnerem". I to przypomina m i
sytuację z Nowego Jorku. Przychodzi Grot na „Mara­
t o n " do katedry St John the Divine i po przedstawie­
niu idziemy do takiej knajpy włoskiej na ro^u. bodaj
Cathedral Street i Broadway'u. D o odwiedzanej
mnie kafejki węgierskiej vis à vis katedry nie chciał iść
pod pretekstem że będą nam przeszkadzać Myślę somusi
być bardzo znany skoro w nierwszei len
szei knainie mora eo ludzie nachodzić Jesteśmy iuż DO
s ł o w i e z o b s W a i n a d e od sąsiedniego stolika Dodno
sza sie trzy czVczterv niewiasty nrzvnadaia do mnie
obrałowi.ia - widziały właśnie n a d s t a w i e n i e T o był
M a r a t o n " (AwwakL

- CuL

-

i L

/'smiecnj.
- M tTę raczę] poaowie Vao' ^Kantora mz ao u r o towsKiego aie to jest niestety szczera prawda, to tycn
„z^aklętycn rewiracn poszliśmy do niego do pokoju
z butelką koniaku, o n m o w i l , ze juz wiele nie może, ale
towarzyszył dzielnie. Obgadywaliśmy interes.
1

m

O

W

1

y

C

Z b i g n i e w B e n e d y k t o w i c z : Czy więc, w tym i tych
późniejszych spotkaniach z lat 90. były jakieś elementy
powrotu syna marnotrawnego?
W ł o d z i m i e r z S t a n i e w s k i : (śmiech) N o tak, frocw
rator diaboli... pogratulować. Nie widywaliśmy się. Roz­
mawialiśmy przez telefon. Wiesz, jest też inna formuła:
„Ojciec marnotrawny".
• .
Z b i g n i e w B e n e d y k t o w i c z : Czy wtedy było łatwiej,
czy teraz łatwiej, bo mówisz coraz częściej o trudach
obecnego czasu, który zaczął się teraz w demokracji, po
przemianach?
W ł o d z i m i e r z S t a n i e w s k i : Łatwiej jest być party­
zantem. Znacznie łatwiej jest pisać notatki z podzie­
mia, niż być strażnikiem wartości. Być strażnikiem nor­
matywów, które się samemu ukuło, jest potwornie
trudno. W a r u n k i się zmieniły. Zrobił się potworny kociokwik tej rzeczywistości, rozpraszający i rozbijający
stan skupienia. Przedtem człowiek był jak laser, jak do­
brze zogniskowana soczewka. Dawniej nie miałem żad­
nych wątpliwości, co do dokonywanych wyborów.

Inlrl*
i ł m ao
T t tej n
W
' ranie
P
Y '
przemawiałem
puoiicznoscL..
zacnwycają
6

wił: «Wie Pan, jak patrzę na Pana, to mam na myśli
jedno słowo: osioł-".
Z perspektywy egzegetów tej, było nie było, nietu­
zinkowej postaci, mam pewnie wiele do powiedzenia.
Ja tak nie uważam. Ja mogę powiedzieć za Stachurą:
„Ty i ja teatry to są dwa...*

f

Jestem pełnym życia, młodym
człowiekiem
(śmiech), który nie chce dać się przywalić tą całą ponowoczesnością, w której mamy socrealizm a rebour;
ekscytację tłumami, rynsztokowy epikureizm (słynne
„świetnie się bawię"), politykierstwo przeżerające śro­
dowiska kultury, ignorancja w stosunku do historii
a przez to owrzodzenie wstydliwych kart historii bli­
skiej.
:•-•&gt;••

Z b i g n i e w B e n e d y k t o w i c z : Co to był za interes?
Jaka sprawa?
Włodzimierz S t a n i e w s k i : Powiedzmy, że coś mu
załatwiałem.

Z b i g n i e w B e n e d y k t o w i c z : Z „Gardzienic" wyszły
i wypromieniowaly takie grupy jak „Węgajty" Wacława
i Erdmute Sobaszków, Wolfganga Niklausa i Małgorza­
ty Dżygadlo, „Muzyka Kresów" Jana Bernarda, „Pogra­
nicze" Krzysztofa Czyżewskiego i Małgorzaty Sporek,
„Studium Teatralne" Piotra Borowskiego, „Tanto"
z Wiednia z JanemTabaką i Susanne Pillhofer, „Tragon" A n n y Zubrzyckiej i Grzegorza Brala, „Stella Pola¬
ris" Pera Borga z Norwegii i inne. W parę lat po twoich
„Gardzienicach" młodzi artyści zaczęli osiedlać się na
wsiach i brać nazwy od tych wsi. Czy, i c h odejście było
dla Ciebie dotkliwym doświadczeniem?

Z b i g n i e w B e n e d y k t o w i c z : Zaprosiłeś, zapraszałeś
go tutaj do Gardzienic?
Włodzimierz S t a n i e w s k i : Tak, on t u wpadł przed
laty, na początku działalności, ze swojej inicjatywy. Ja
się nawet opierałem, ale na jego upór nie było moc­
nych. Siedzieliśmy tam w czworakach, gdzie mieliśmy
swoje kwatery. Niedługo potem wyrzucono nas stam­
tąd na zbity pysk w stanie wojennym. Najpierw oku­
powaliśmy dwa tygodnie. Potem na chwilę rozjechali­
śmy się do rodzin. Jak wróciliśmy, nasze rzeczy wynie­
sione były na zewnątrz. „Oni cię tutaj kochają" - mó­
wił o ludziach z mojego otoczenia - „A ja, jak zaczyn
nalem, to do mnie aktor (nie powiem nazwiska) mó­

Włodzimierz S t a n i e w s k i : Z perspektywy czasu pa­
trzę na to z wielką satysfakcją. Mówię ludziom, na któ-

10

�„TAJEMNICĘ CZYNIĆ BLISKĄ..." ROZMOWA Z WŁODZIMIERZEM STANIEWSKIM

rych się decyduję - a proces przyjmowania, to są długie
podejścia, zanim zdecyduję się zaprosić do współpracy
- mówię buńczucznie: „Wiesz - jedno masz pewne, że
jak przejdziesz przez to doświadczenie, to masz zagwa­
rantowane powodzenie w życiu. T o nieważne, czy na to
powodzenie sam sobie zapracujesz, czy los będzie nad
Tobą czuwał, ale tak jakoś wspaniale się stało, że wszy­
scy, którzy stąd wyszli są w życiu niezwykle dzielni".
Niezwykle dzielni.

EDWARD

STACHURA

Życie to nie teatr*

Nie mnie się wdawać w to, na ile i c h predyspozy­
cje osobiste są podstawą do t a k i c h osiągnięć, a na ile
doświadczenie, przez które t u przeszli. Może tak jest,
że trochę to i trochę to. A l e faktem jest, że wszyscy
oni robią rzeczy, co do których można mieć duże po­
czucie satysfakcji i taki rodzaj pewności, że się nie
poroniło. Że t u się nic nie poroni. Jak już się zaciąży­
ło, to wtedy jest pełny, wspaniały noworodek, który
pięknie rośnie. O !

Życie to nie teatr, mówisz ciągle, opowiadasz;
Maski coraz inne, coraz mylne się nakłada;
Wszystko to zabawa, wszystko to jest jedna gra
Przy otwartych i zamkniętych drzwiach.
T o jest gra!
Życie to nie teatr, ja ci na to odpowiadam;
Życie to nie tylko kolorowa maskarada;
Życie jest straszniejsze i piękniejsze jeszcze jest;
Wszystko przy n i m blednie, blednie nawet sama
'
śmierć!
T y i ja - teatry to są dwa.
T y i ja!

Ale oczywiście ja rozstania przeżywam bardzo cięż­
ko, potwornie ciężko. Właściwie z długo noszoną traumą. Aczkolwiek przyczyniam się do rozstań. Kiedy sta­
je się jasne, że doświadczenie wyczerpane i dalsza
współpraca będzie grzęźnięciem. Czy nie możemy po­
rozmawiać o czymś wdzięczniejszym?...

T y - ty prawdziwej nie uronisz łzy.
T y najwyżej w górę wznosisz brwi.
Nawet kiedy źle ci jest, to nie jest źle
Bo ty grasz!

(trzaski wyłączającego się magnetofonu)
Taśma się skończyła.
Gardzienice, lipiec 2001

Ja - duszę na ramieniu wiecznie mam.
Cały jestem zbudowany z ran.
Lecz kaleka nie ja jestem, tylko ty!

Dzisiaj bankiet u artystów, ty się tam wybierasz;
Gości będzie dużo, niedostępna tyraliera;
Flirt i alkohole, może tańce będą też,
Drzwi otwarte zamkną potem się.
N o i cześć!
Wpadnę tam na chwile zanim spuchnie atmosfera;
Wódki dwie wypiję, potem cicho się pozbieram;
Wyjdę na ulice, przy fontannie zmoczę łeb;
Wyjdę na przestworza, przecudowny stworzę wiersz.
T y i ja - teatry to są dwa.
T y i ja!
T y - ty prawdziwej nie uronisz łzy.
T y najwyżej w górę wznosisz brwi.
I nie zaraźliwy wcale jest twój śmiech.
Bo ty grasz!

Gardzienice, Włodzimierz Staniewski, Zbigniew Benedyktowicz,
Ireneusz Guszpit (odwrócony plecami). Fot. Przemek Sieraczyński

* Podajemy pełną wersję wiersza Edwarda Stachury przytoczo­

Ja - duszę na ramieniu wiecznie mam.
Cały jestem zbudowany z ran.
Lecz, gdy śmieje się, to w krąg się śmieje świat!

nego przez Włodzimierza Staniewskiego w rozmowie za: Edward
Stachura, Wiersze, poematy, piosenki, przekłady,

Czytelnik, Warsza­

wa 1987

11

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9615" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9593">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e89f93d0f834755f7e48bd564162a49a.pdf</src>
        <authentication>7e86851e30f85e422b9c2da69cd58631</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114482">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3024</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114483">
                <text>2001</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114484">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2828</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114485">
                <text>Zapiski do zajęć ze studentami w Katedrze Kultury Polskiej na Uniwersytecie Warszawskim / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114486">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4, s.34-38</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114487">
                <text>Staniewski, Włodzimierz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114488">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114489">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114490">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114491">
                <text>Włodzimierz Staniewski » ZAPISKI DO ZAJĘĆ ZE STUDENTAMI W KATEDRZE KULTURY POLSKIE] NA UNIWERSYTECIE WARSZAWSKI

WŁODZIMIERZ

STANIEWSKI

Zapiski do zajęć
ze studentami
w Katedrze Kultury
Polskiej
na Uniwersytecie
Warszawskim
W ramach przygotowań
do spektaklu „Metamorfozy".

29.02.96
Ż Y W O T APULEJUSZA

biografia,
kariera i pozycja,
dzieło
postać kultowa (cezar A l b i n , Septimiusz Sewer znali
dzieło)
„My rodzina platońska żyjemy w tym, co jest uroczyste,
wesołe, świąteczne, wyższe, niebieskie".
P O T O M N I A APULEJUSZ

Św. Augustyn De Civitate Dei (przeciwstawiał się kon­
cepcji duchów pośrednich)

Żywot Apulejusza
I I gi e k po Chrystusie, ur. prawdopodobnie 124 lub
127.
Metamorfozy to obfity i autentyczny materiał życia
i obyczajów jednego z najbardziej fascynujących okre­
sów w historii cywilizacji i kultury. Upadek Imperium
trzymającego w szachu połowę ówczesnego świata.
W 1

Koncepcja i konstrukcja Pawła z Tarsu staje się nie­
podważalną wartością w walce o nowe prądy duchowe,
aczkolwiek wydaje się jeszcze wtedy, że w sferze ducho­
wości i religii świat przyjmuje synkretyzm.
Nowe prądy kulturowe rodzą się i płyną z prowincji,
a nie z centrum (np. z A f r y k i Północnej).

Dostrzegam t u wiele paralel z przewartościowaniami
i przekształceniami dokonującymi się dziś po upadku
„imperium zła". Klimat „konwulsyjny".
Nieco później Św. Augustyn, orędownik zwycięskiego
już definitywnie chrześcijanizmu polemizuje w swoich
pismach (De Civitate Dei) z extra pogańskim było nie
było Apulejuszem.
I chyba nie jedynie dlatego, że jest jego pobratymcem
z afrykańskiej Madaury (urodził się w Thagasta).
Augustyn ma Apulejusza za Platończyka i przydomek
Platonicus m u nadaje.
Apulejusz pobierał nauki w Madaurze, Kartaginie,
Atenach, Rzymie.
Był klerkiem, podróżnikiem i poszukiwaczem przygód,
mistagogiem.
Studiował dokładnie ówczesną gramatykę, retorykę,
poetykę, geometrię, muzykę i przede wszystkim - do­
głębnie - filozofię.
Żył z zawodu prawnika (adwokata) i retora.
Znał języki.
Ćwiczył duszę. Miał Predystynację. Był inicjowany
i wtajemniczony w misteria. Głównie w misteria Irydy
i Ozyrysa.
Opis mistetiów z księgi X I Metamorfoz jest jedynym tak
dokładnym, jaki się zachował.
Opis ten, fascynujący, przypomina dramaturgię inicja­
cji szamańskiej.
a. do wtajemniczenia potrzebne zezwolenie i wyraźne
wezwanie bogów objawiające się w snach, widze­
niach,
b. uczynienie czegokolwiek przeciw woli sił wyższych
grozi nieszczęściem lub śmiercią,
c. potrzebny jest kapłan prowadzący kandydata (oj­
ciec duchowny),
d. praktykowano posty, oczyszczenia, milczenie służą¬
ce skupieniu duszy,
e. zejście do podziemi, symbolizujące wyrzeczenie się
poprzedniego życia. Połączone z okropnymi prakty­
kami miały rzeczywiście wypędzić ducha poprzed­
niego życia Kandydat rzeczywiście
„zbliżał się do granicy śmierci"
„w środku nocy widział błyszczące słońce",
f. przyodzianie w szaty nowych zaślubin,
g. uroczyste ukazanie się ludziom,
h. uczta.
Dostąpił wyższych stopni święceń i jako dekurion
w kolegium Prostoforów chodził z ogoloną głową i no­
sił w czasie obrzędów przedmioty kultu.
W Rzymie, w czasie pobytu tam Apulejusza, najbar-

�I

Whdzimien Sttminuski • ZAPISKI DO ZAJĘĆ ZE STUDENTAMI W KATEDRZE KULTURY POLSKIEJ NA UNIWERSYTECIE WARSZAWSKI

W o l a : „My rodzina platońska, żyjemy w tern co jest
uroczyste, wesołe, świąteczne, wyższe, niebiańskie!"

dziej wpływowym mówcą i uczonym był Fronto, wy­
chowawca cezara Marka Aureliusza.

(może być odą

Gardzenie)

Jakbyśmy słyszeli hymn Promienistych.
Jego Bóg to platoński Basileus - przyczyna wszechświa­
ta; - ojciec dusz,- źródło bez rodzenia; - niewielu my­
ślicielom dostępny.
Apulejusz pisze erotyki. Dosadne.
Czyż nie jest nasz autor skrojony na postać kultową?

W Egipcie działa słynny astronom Ptolemeusz, do któ­
rego Apulejusz wyruszył w podróż, ale do celu nie do­
tarł.
Zatrzymała go choroba w mieście Oea (dzisiejsza L i ­
bia).
T a m oskarżony o magię (w okolicznościach tragiko­
micznych), którą zresztą namiętnie się zajmował - wy­
głosił przed sądem konsula kilka swoich mów obron­
nych, które przetrwały do dzisiaj pod nazwą Apologui.

Jest też postacią teatralną.
Wygłasza swoje wspaniałe, płatne mowy (zawód retora),
przed doborową publicznością w teatrze w Kartaginie.
W końcu zaś otrzymuje godność sacerdos provinciae
(w greckim: archijerej) Afryki, który to urząd nakłada
na niego obowiązki organizowania (urządzania) i aran­
żowania zgromadzeń Świątecznych i igrzysk.
Wspomina o t y m Augustyn. Był więc tez kimś w rodza­
ju producenta i reżysera.

Magia. Cień wszelkich nauk i sztuk. W i e c z n a po­
kusa niespokojnych umysłów.
W owych czasach, jak i po wielokroć w dziejach póź­
niejszych - siostra nauki.
Dość powiedzieć, że jednym z donosów zaniesionych
przed sąd przez oskarżycieli było, iż Apulejusz rzadkie
okazy ryb każe sobie przynosić, po czym je rozkraja,
rozdziela i aptekarsko opisuje,
(cytat str. 64-65 Apofcgia)

Stawia się jego posąg w jednym z ważniejszych punk­
tów Kartaginy, za sprawą kolegi Emiliana Hrebona,
konsula, wcześniej w Oea.

Jako się rzekło, wierzy i uprawia magię, wierzy w zaklę­
cia - incantamenta - a te były naonczas zakazane.
Apulejusz wierzy, że dusza ludzka zwłaszcza młodzieńcza
i niewinna, może być za pomocą zaklęć uśpiona i dopro­
wadzona do zapomnienia tego, co ją otacza, a straciwszy
pamięć ciała, może całkowicie powrócić do swej pierw­
szej natury, która jest nieśmiertelną i boską. Wtedy, ja­
koby we śnie, może przepowiadać rzeczy boskie.
Nit; bez powodu jungiści zajęli się tak gorąco analizą
głębi Złotego Osła, a szczególnie opowieści o Psyche
i Amorze.

Po 45-tym roku życia (ok. 170 n.e.) przestaje być ak­
tywnym publicznie. Pisze i . . . chyba kształci uczniów.
Rozprawy o Bogu Sokratesa, o nauce Platona, o Świecie.
W końcu - Metamorfozy, którym Augustyn nadal pod­
tytuł Złoty Osioł
Augustyn (354-430 n.e.)
Charakteryzuje je (w warstwie językowej) - niezwykle
kwiecisty, swobodny, wirtuozeryjny styl.
Przekład Jędrkiewicza-słaby.
Inni autorzy Metamorfoz:
Lucius z Patras
Lukian z Samosat (120 n.e.)

Dionizos na ośle w asyście Sylenów, fragment wazy François

35

�Włodzimierz Sumiewski • ZAPISKI DO ZAJĘĆ ZE STUDENTAMI W KATEDRZE KULTURY POLSKIEJ NA UNIWERSYTECIE WARSZAWSKI

- od Apulejusza - metamorfoza to układ efektownych
przypadków, ułożonych w szereg odłączony od szero­
kiego procesu kosmogonicznego (sytuacje kryzyso­
we, graniczne układane wg dowolnego porządku).
Złamanie linearności.
- Chrześcijaństwo wykorzystało tę metodę do pomy­
słu konwersji (nawrócenia).
Schemat wina - kara - odkupienie - szczęśliwość.
Wykorzystano też dla idei cudu (gwałtowna prze­
miana).
SYMBOLIKA OSŁA: APRECJACYJNA - DEPRECJACYJNA

-

u Hebrajczyków: (por. cytaty z Biblii), symbol wła­
dzy królów i sędziów, ulubiony wierzchowiec pro­
roków.
- W Ewangeliach: osioł z wołem u żłobu, wjazd na
oślęciu do Jerozolimy.
- Wcześni chrześcijanie to asinatii (czciciele osła).
Sgrafitto na Palatynie (I poł I I I w.) - Ukrzyżowany
z głową osła.
Amulety Ukrzyżowanego z oślą głową (z Montagnana,
Włochy).
- Średniowiecze.
Św. Franciszek nazywa swoje ciało „bratem osłem".
Festum asinorum (święto osła), z okrzykiem „hinham"
(zamiast amen). Msze objęte oficjalną liturgią katolic­
ką na pamiątkę ucieczki z Egiptu, osła betlejemskiego,
oślicy Balaama, wjazdu do Jerozolimy.

Tańczący osioł

Pod koniec drugiego stulecia Metamorfozy Apulejusza
są utworem modnym, powszechnie czytanym, świadczy
o t y m list cezara Septimiusza Sewera z 197 r., w którym
z niechęcią nazywa utwór pogardliwie „milecko- punicką historią o babskich czarach". Współcezar A l b i n
wyraża się zaś o n i m pozytywnie.

Starożytność
- Przy misteriach Eleuzyjskich powstało przysłowie:
„osioł nosi świętość" por. Złoty Osioł nosił wizeru­
nek bogini syryjskiej. Też w Mykenach Agamemnona - por. tłumaczenie z Onos lyras.

Niektórzy nazywają go wędrownym mówcą, takim ja­
k i m był Lukian.
Apulejusz kształcił się w muzyce. Grał na lirze i śpiewał.
Był niezwykle przystojny, w sądzie robiono mu z tego
zarzut. Odpierając go porównywał się do legendarnej
urody Pitagorasa.
Nosił długie włosy.

Zbty
-

- Bóg Osioł Apollo - Apollo - Onos, lub z gr. Apollo
Kdlaios (KiII=Osioł) - Apollo Zwycięzca tak przed­
stawiony.
- Legenda o Midasie, królu frygijskim, jego oślich
uszach, inna wersja: Midas był Sylenem (czlowiek-osioł), miał z natury ośle uszy; był uważany za wy­
nalazcę jednego z rodzajów fletu; wprowadził la­
ment żałosny grany na aulosie; pierwszy pozyskał
ołów; posiadał niezwykłą siłę; w jego osobie wiąże
się muzykę z pracą w metalu. Ujął się za Marsjaszem
(nauczyciel gry na aulosie) w jego konkurowaniu
muzycznym z Apollem, którego Apollo obdarł ze
skóry.

Osioł

tzw. opowieść milezyjska (od Arystotelesa z Miletu.)
najwyrazistszy obraz epoki,
ks. X I - jedyny dokument misteriów Eleuzyjskich,
poprzednicy „Mileziaków".

- W Egipcie kult Apisa, osioł znienawidzony. Persowie
po zdobyciu Egiptu tępili kult cielca a popierali kult
osła. Persowie pozwolili odbudować świątynię w Je­
rozolimie (536-515 p.n.e.) bo kult Jahwe kojarzyli
z kultem osła - walczącym z kultem Apisa ( V I w.
p.n.e. O d Cyrusa,; 525 p.n.e. - Kambizes podbija
Egipt, potem jest Dariusz I i Kserkes 1)

B A C H T I N A APULEJUSZ

-

fenomen metamorfozy - należy do światowej skarb­
nicy folkloru,
- w metamorfozie - idea rozwoju skokowego, złama­
nie linearności,
- do Apulejusza; przemiany - to wielkie bloki kosmogoniczne (Owidiusz),

36

�I
Wkxkimierz Sunfcudd • ZAPISKI 1X5 ZAJĘĆ ZE STUDENTAMI W KATEDRZE KULTURY POLSKIEJ NA UNIWERSYTECIE WARSZAWSKI

Dla struktury przedstawienia ma to fundamentalne
znaczenie.
Budowałem tak zarówno Awwakuma jak i Carmina Bu¬
rana.
Przed Owidiuszem rozumienie metamorfozy (przemia­
ny) miało charakter kosmogoniczny. Zmiany następo­
wały po sobie cyklicznie. Dojrzewały.
O d Apulejusza metamorfoza jest formą cudu.
Jakby się wybierało poszczególne efektowne przy­
padki i układało w szereg pozbawiony jedności lub ra­
czej - budujący nowy model, w którym wszystko wiąże
się ze wszystkim, ale na poziomie... (rozwój skokowy,
pędowy).

ONOKOITES (KAPŁAN OSŁA) I LE DOCTEUR
ONOCEPHALE

K u l t osła (tajny) przejęty przez chrześcijan.
Tertulian (r. 196 n.e.) nawrócony, „głowę osła traktu­
je jako naszego Boga"
Obrazy człowieka w todze, z papirusem w dłoni, z gło­
wą osła i stopami, z podpisem „Deus christianorum
Otiokoite"
Monety za cesarza Honoriusza (393-423 n.e.); z wize­
runkiem karmiącej oślicy z podpisem Jezus Chrystus Syn Boży (IHS XPS Dei Filius)

Czas, na któtego konstrukcję składały się wielkie bloki
kosmogonicznego porządku z mnóstwem stałych uza­
leżnień - rozpadł się.
Teraz można go było składać na nowo, z mnóstwa fe­
nomenów, w dużej mierze podług własnej wyobraźni.

Terrakota, znaleziona w Neapolu, przedstawia osłogłowego Chrystusa jako nauczyciela (w todze i z papirusem).
Inskrypcja z Pompejów mówiąca „nauczało tutaj oślę"
kojarzona jest z symbolicznym Chrystusem. Stąd willa
została nazwana „Casa d i Christiani" (miejsce spotkań
chrześcijan).

Potrzeba pokazania gwałtownej przemiany każe przed­
stawiać życie człowieka, czy opowieść o losach jako zło­
żoną z kryzysowych momentów.
Ja bym powiedział: z sytuacji granicznych, z torsji i re­
torsji.

Bachtin widzi w Złotym Ośle wzór powieści, z której
czerpano do układania żywotów świętych.
Życie w grzechu, pełne pokus, a potem kryzys i odro­
dzenie.
Idea przemiany wywodzi się z filozofii greckiej - jak
również - z obrzędów kultowych, np. misteria eleuzyjskie oraz we wczesnym chrześcijaństwie.
W I i I I wieku n.e. magiczne zabiegi metamorfoz nale­
żały do repertuaru szarlatanów.

Takie ujęcie kondycji ludzkiej, losu człowieka dopro­
wadzono dziś do patologii.
O atrakcyjności i wartości kondycji ludzkiej decydują
dziś konwulsywne zmiany wizerunku. Życie, z którego
konstruuje się legendę musi się obowiązkowo dzielić na
kilka - przeciwstawnych sobie - żyć.
Myślę, i i takie konfabulacje są funkcją gwałtownych
przemian historycznych i politycznych.
Konstrukcję taką wprowadziło na szeroką skalę chrze­
ścijaństwo, stosując kategorię nawrócenia (konwersji).
Dla literatury i dla t e a t r u - jest to wartość bezcenna.
Złamanie porządku linearnego oraz zasady trzech jed­
ności.

W obrazach metamorfozy mamy do czynienia z ideą
rozwoju. A l e nie liniowego a skokowego (pędowy).

Mamy w Zforym Ośle motyw drogi, zarówno w znacze­
niu dosłownym jak i w metaforycznym odbiciu życia.
Przestrzeń geograficzna staje się odbiciem losów bo­
hatera.
Mamy tu zastosowany schemat wina - kara - odkupie­
nie - szczęśliwość.
Bachtin twierdzi, że dla wszystkich motywów fabular-

Osiol tańczący przy harfie

Vi

�Włodzimierz Siuniewsla * ZAPISKI DO ZAJĘĆ Zt STUDENTAMI W KATEDRZE KULTURY POLSKIEJ NA UNIWERSYTECIE WARSZAWSKI

Jak skonstruować

nych Złotego Osia można znaleźć odpowiedniki mitolo­
giczne.
Ja wierzę, że sztuka teatru to połączenie sytuacji mito­
logicznej z gestami prozaicznej powszedniości.

Metamorfozy

M e t a m o r f o z a należy obok motywu t o ż s a m o ś c i do
światowej skarbnicy folkloru społeczeństw przedklasowych - Bachtin.

A U G U S T Y N (354-430, UR. W T H A G A S T A , A F R Y K A P D N )

I d e a m e t a m o r f o z y - z filozofii greckiej oraz z an­
tycznych misteriów (gł. eleuzyjskie),
tu: prymitywne magiczne formy z I i I I w. n.e.,
por. wpływ misteriów eleuzyjskich na tradycję grecką.
W mitologicznym obrazie metamorfozy zawarta jest
idea rozwoju s k o k o w e g o (z p ę t l a m i ) . Określa to
porządek czasowy.

D E C I V I T A T E D E I KS. V I I I , IX

Polemiki z filozofami w imię teocentryzmu. Daje w ten
sposób przegląd historii filozofii greckiej.
Polemizuje głównie z dwoma nurtami:
O d Pitagorasa - italski,
O d Talesa z Miletu - joński,
Mówi o tych, których filozofia traktowała o sprawach
bożych. Dochodzi do Sokratesa (kwestie moralności,
obyczajów) i Platona (odróżnianie prawdy od fałszu).
Według Platona mędrcem ten, kto poznaje, naśladuje
i miłuje Boga.

Cykliczny porządek (np. szereg geneologiczny; pory ro­
ku) - odrzucony.
Charakterystyczne jest przemienne występowanie róż­
nych, niepodobnych do siebie form (obrazów).

Augustyn sugeruje, ze Platon musiał znać pisma proro­
ków żydowskich (z rozmów!).
Porównuje zbieżności Księgi Rodzaju z Timaiosem.

Zjawiska nabierają charakteru cudu.
Nie ma procesu historycznego czy psychologicznego.
Wybierane są e f e k t o w n e p r z y p a d k i , które układane
są w szereg pozbawiony (z pozoru) organicznej jedności.
Każda z metamorfoz stanowi zamkniętą poetycką całość.

Sprośne widowiska i poetyckie kłamstwa to domena
demonów.
Znajduje to Augustyn u Apulejusza i polemizuje z jego
ujęciem doktryny Platońskiej.
Apulejusz urasta u Augustyna na głównego neoplatończyka (popularność?!)
Komentuje utwory Apulejusza, np. O bogu Sokratesa,
krytykując opiekuńczy charakter dajmoniona i jego po­
średnictwo z bogami.

U Apulejusza metamorfoza ma charaktet magiczny.
Los człowieka zawierany jest w pokazaniu p r z e ł o m o ­
wych momentów.
G ł ó w n e , p r z e ł o m o w e , kryzysowe momenty - uka­
zują jak człowiek staje się kimś innym.
L i c z ą s i ę k r y z y s y i nowe n a r o d z i n y .
Tak były budowane żywoty świętych - kryzys - oczysz­
czenie - odrodzenie.

Apulejuszowej koncepcji dobrych demonów stoją­
cych pomiędzy ludźmi a bogami przeciwstawia A u g u ­
styn Chrystusa jako jedynego pośrednika, tylko o n
może zapewnić zespolenie z nieśmiertelnością i szczę­
śliwością.

Wyjątkowe, n i e z w y k l e k r ó t k i e m o m e n t y życia.
Podkreślają one charakter i obraz człowieka.
Czas spektaklu jest czasem przygodowym. Jak w powie­
ści typu Zloty Osioł.
Jest to czas wyjątkowych, niezwykłych zdarzeń, który­
mi rządzi przypadek. Przypadkowa może być równoczesność różnych incydentów.
W tej przypadkowości jest jednak pewna logika.
Jest to logika, która prowadzić ma nie do zwykłego p o ­
t w i e r d z e n i a t o ż s a m o ś c i , a do nieuchronnego po­
wstania n o w e g o o b r a z u c z ł o w i e k a .
Nazywam to fenomenem lawiny. Uruchomienie jej
prowadzi nieuchronnie do przemian.
Inicjuje ją niestosowna ciekawość, zmysłowość, poku­
sa, czyli to co należy do sfery prowokacyjnych stron na­
tury ludzkiej.

Mówi Augustyn, iż wśród pism Apulejusza znalazł
przekład Asklepiosa - jedynego znanego mu dzieła her­
metycznego.
Zbija przy okazji tezy przypisywane Hermesowi T r i smegistosowi (pierwszy mędrzec starożytności Babilonia-Egipt, gnoza pogańska, Corpus Hermeúkum
I I - I I I w.)
Jednakże wypowiedzi Hermesa o jednym i prawdziwym
Bogu uważa Św. Augustyn za słuszne.
Status religii oficjalnej w państwie rzymskim uzyskuje
chrześcijaństwo w 380 r. (cesarz Teodozjusz) za życia
Augustyna. Wcześniej Konstantyn W i e l k i ogłasza to­
lerancję religijną.

Takie cechy musi mieć reżyser i aktor.

38

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9614" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9592">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e7b1f26bbf8343b3eae63424b15908ca.pdf</src>
        <authentication>0d59d6efa31a0fb6f711a099f11a2fa5</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114472">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3025</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114473">
                <text>2001</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114474">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2829</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114475">
                <text>"Metamorfozy"- zapiski aktora / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114476">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4, s.39-44</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114477">
                <text>Gołaj, Mariusz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114478">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114479">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114480">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114481">
                <text>Mmr,M»ii. •

..Ml- I W • &gt;RFOZV

Z

ZAPISKI A M O R A

MARIUSZ

gromadzenie w Wierchowinie. Reszeto. Koro­
wód par, muzyka od początku od ucha, przytu­
py i zawirowania. Kolorowe stroje, czerwień,
zieleń, wstążki, skórzane pasy i kierpce, kołomyjka,
horyłka, horyłoczka. Muzyka bez ustanku, jeden mo­
tyw pogania drugi, ścigają się instrumenty, cymbały,
skrzypce; bęben dudni, talerz dzwoni, jak nie ma wy­
giętego w pałeczkę drucika to śrubokrętem, „odna da­
ma u pered", „hołubka". Pot na czołach, kurz, ktoś
wodą kropi podłogę, coraz mocniejszy puls bębna,
w trzewia, skrzypce szaleją, cymbalista spocony tonie
i wypływa, uwijając pałeczkami, już instrumenty same
grają, a muzycy, skupieni, pozwalają smyczkom fru­
wać; już ich wielkie, robotne dłonie nie ich, bo nigdy
nie były aż tak prędkie.

GOŁAJ

„Metamorfozy"
- zapiski aktora

Pauza, za oknem cień, uderzenie razem - zakrzyk
„hej" - i przyspieszenie, na ostro, teraz się zaczęło,
wir, w i r , „każdy swoju zahulał", a teraz „po kolejce",
popisy - dojście pary na środek, mężczyzna w przysia­
dach, kobieta go podttzymuje, z czupryny się kurzy,
szybkość niebywała, śmigają stopy, przytupy, w synko¬
pach, z fantazją, kobieta podtrzymuje, wyprostowana,
skromna, a on fruwa przy niej, za nią, pod nią, aż
w końcu kręci ją w jedną stronę, ze słońcem, potem
w drugą, pod słońce, i schodzą, za oknem dwa cienie,
oddają miejsce innej parze, co już wychodzi „po kolej­
ce", w swych podskokach i przysiadach. A potem zno­
w u wspólnie, bieg, pęd, kurz, „dama z prawa", „dama
z liwa" - błysk, flesz, fotografia, Hucuł i Hucułka,
Wierchowina, 1994 rok, ten sam kontut, układ rąk,
zbliżenie ciał, wzajemność, dynamika, wzór ten sam,
co „Satyr i Menada", V w p.n.e., sztuka etruska, nie­
bywałe połączenie elegancji i erotyzmu. Muzeum Bry¬
tyjskie, L o n d y n . . . . C I E N I E Z A P O M N I A N Y C H
PRZODKÓW.

Rączka pokrywy brązowej urny z kapui, wykonana w
początkach V w . p.n.e. w kształcie pary: menady i satyra,
odznacza się typowowo etruską mieszaniną wytwornego
zbytku, elegancji i erotyzmu

Tańczę i śpiewam w natchnieniu nie siebie, a pra­
stare wzory, a choćby ich cienie.
W ciągłym obcowaniu z demonem zaniechania.
Bo w cieniach żyją ich źródła, jak w posągach hero­
si, bogowie - dlatego je kiedyś czczono i, jak Pigmalion,
w miłosnym uniesieniu przywoływano do życia.
Kogo gram w tej sztuce? ~ cienie. Cienie tych, co zo­
stawili ślady i cienie śladów - wzorów.
Stawiam kroczki pasji i upadków, w świetle sceny
nagle.
Nic nigdy niegotowe, nic nigdy nieprawdziwe, nic
nigdy nietrwałe - wszystko mary, cienie, odbicia na
ścianie platońskiej pieczary, bohaterowie o tysiącu
twarzy, ulotność i znikanie.
Dwaj podstarzali filozofowie w togach, na skrawku
kolumny. Anachroniczni, śmieszni.

Fotografia z wyprawy „ G a r d z e n i e " na Huculszczyznę. 1994 rok.

39

�MOTIŁK Gola/ • „ M E T A M O R F O Z Y " - Z A P I S K I

Splątani w uścisku - głoszący o miłości i natchnieniu.
Akcesoria, wizerunki, problematyka - antyczna, na­
cechowana Erosem. „Kto by bez natchnienia (...) dobi­
jał się do bram pieśniarstwa w przekonaniu mianowi­
cie, że do tego, aby być pieśniatzem, wystarcza rzemio­
sło, przekona się, że sam o n jest pozbawiony iskry bożej
i że pieśniarstwo człowieka trzeźwego nie dorównuje
pieśniarstwu człowieka natchnionego". (Platon, Fajdros 245 A )

Wzory
W nieplatońskich Gardzienicach, „Gardzienice" są,
a przynajmniej bywają, platońskie.
T u , w pieczarze teatru, szukamy trwałych wartości szukamy prawidłowości, miary, szukamy idei, wzorów.
Dwie i pół dekady, konsekwentnie. Studiujemy te­
maty, alegorie, dzieła; ze śladów przeszłości, z pozosta­
łych skrawków papirusów i kamieni, z tradycji - ob­
cych i swojskich, z kultur - „wysokich" i „niskich",
układamy labirynt - przyrodę spektaklu. Potem przez nasz wysiłek, nasze tchnienia i oddechy, przez
nasz umiar i skromność, naszą radość, jakże rzadką,
nasze spory, potyczki i chyba nawet rany, naszą kar­
ność i odmienność, i niepokorę, i uległość, i przez to,
że jesteśmy ciągle, a może nawet być już nie potrafimy
inaczej... - drobnymi kroczkami, wydreptujemy TE­
A T R . Teatr rzemiosła i natchnienia, teatr rzeczywisty
i nierealny, wzniosłe szaleństwo, z niebytu wprowadza­
ne w byt.
„Jeżeli wykonawca wpatrzony jest w to, co niezmien­
ne, i tym posługuje się wzorem, gdy usiłuje urzeczywist­
nić jego postać i moc, wówczas wynikiem jest rzecz
skończona i piękna..." (Platon, Timaios 19A).

AKTORA

pracować razem i być, niektórym blisko dwadzieścia
pięć lat - to jak przeznaczenie. A l e on nie śni przy biur­
ku własnych wizji, marzeń i koszmarów, któte potem
przekłada na teatr; o n siebie konfrontuje z nami, z na­
szą odmiennością i nieprzekładalnością - materią
(ludzką i aktorską) naszych marzeń i koszmarów, i na­
szych głosów, i ciał; wyćwiczonych, lecz nie idealnych.
Bo między snem a rzeczywistością „kładzie się cień".
Zawsze.
A on chce, zawsze, byśmy byli rzeczywistością jak
sen, byśmy na Spełni („scena" wg J. Osterwy) byli jak
herosi: prawdziwi, wspaniali i tragiczni. Więc konfron­
tuje nas jeszcze z tym, co ponad nami, z wiecznością,
starożytnością, z Apulejuszem t y m razem, z dziełem
wiekowym, z wzorem dla pokoleń. A potem z pieśnią
tej epoki i ikoną... podejmujemy studia, on i my, i Ma­
c i e j Rychły, studia ponad miarę naszych umiejętności
i doświadczeń, żmudne, ponad miarę naszych ambicji
i snów. Żeby wyjść z pieczary, żeby się przemienić.
Tak powstaje spektakl. Nie jesteśmy pierwszymi,
którzy starożytności szukali, szukały ich pokolenia.
Staniewski jest jednak ostrożny, swoim badaniom
i praktykom przyporządkowuje subiektywnie nacecho­
waną nazwę „esej".
Zacznijmy więc od szukania wzorów tak subtelnych,
że nie istnieją materialnie, jako obrazy w kamieniu,
w marmurze, na ścianach waz i świątyń. Zacznijmy od
prostoty, od pierwszych tknień i tchnień. Zacznijmy od
chorei, od zgodności ruchu ciała i ruchu głosu, jako od­
bicia ruchów duszy.
7

Dla Platona sztuką było wszystko, co człowiek wyrwarza celowo i umiejętnie; włączał do niej technikę,
natomiast poezji do niej nie włączał. Poezja bowiem
była nie umiejętnością, lecz owocem natchnienia. Była
wprawdzie poezja „techniczna", pochodząca z umiejęt­
ności pisarskich, ale większą, wspanialszą, stanowiła
poezja „maniczna" - powstała z boskiego szału, opęta­
nia przez Muzy. Ona reprezentowała najwyższe czyn­
ności człowieka, ta pierwsza - tylko sztukę. Poeci-pieśniarze byli wieszczami; artyści (malarze, rzeźbiarze, bu­
downiczowie, tkacze) - rzemieślnikami jedynie.

Zacznijmy od antycznych obrazów wyświetlanych na
ścianie pieczary - obrazów herosów, namiętności, ale­
gorii (Satyr i Menada, Afrodyta u&gt; kąpieli, Wenus z Kapui, Stary Centaur i Miody Amor - V , I V , I I wiek
p.n.e.).
Zacznijmy od budowania „gardzienickiej" Sparty,
oddziału dobrze wyszkolonej falangi w boju. Wznoszą­
cej pean, w boju o mimesis. Aktorzy szukają odwzoro­
wania na scenie. Stawiają stopy z dokładnością centy­
metra, rzeźbią skręty ciała, pochylenia głowy. Reżim
treningu i sprawność - obraz jak w lustrze; wypisz, wy­
maluj, jak ten wyświetlony na ścianie pieczary, nie­
zmienny, antyczny.

K i m my jesteśmy i k i m chcielibyśmy być?
„Człowiek dotknięty szaleństwem, jeśli piękność
ziemską zobaczy, przypomina sobie piękność prawdzi­
wą i oto skrzydła mu odrastają, on je rozpinać usiłuje
i chciałby wzlecieć, a nie może; tedy, jak ptak, w górę
tylko patrzy, a że nie dba o to, co na dole, przeto go lu­
dzie biorą za wariata. Ze wszystkich szaleństw takie
obłąkanie najlepsze". (Platon, Fajdros 249D)

„Czy ty myślisz, że byłby mniej dobrym malarzem
ktoś, kto by wyrysował wzór, jakim by powinien być
człowiek najpiękniejszy, i należycie by wszystkie rysy
w rysunku oddał, ale nie potrafiłby dowieść, że może
istnieć taki człowiek?" (Platon, Państwo 598 A ) .

Ileż to takich lotów za nami, ile prób, ile upadków.
Ile pracy by, przez chwilę, „jak ptak, w górę tylko pa­
trzeć". Przywołać wzór, na mgnienie choćby, na krót­
kie „tak" Staniewskiego, na to poczucie wspólnego,
wzniosłego, jakby „Coś" przemawiało przez nas.

Staniewski szuka „piękna wiecznego" i życia, które
jest „coś warte". O n i my - konstelacja, której przyszło

40

�(
Mariny Golaj

* „METAMORFOZY" - ZAPISKI AKTORA

cisza,
głos dzwonka uwalniający strzałę do lotu,
my - członkowie platońskiej rodziny.

„I nagle mu się cud odsłania; piękno samo w sobie,
ono samo w swojej istocie (...) O n ogląda piękno
wieczne, które nie powstaje i nie ginie, i nie rozwija się,
ani nie więdnie, ani nie jest z jednej strony piękne,
a z drugiej szpetne, ani raz tylko takie, a drugi raz od­
mienne (...) N a tym szczeblu dopiero życie jest coś war­
te, jeśli w ogóle warte; wtedy gdy człowiek piękno sa­
mo w sobie ogląda". (Platon, Uczta 210 E - 21 I D )

Wątki

Zapis fragmentu monobgu
wewnętrznego aktora, w oczekiwaniu
na wejście na scenę

Metamorfozy, jak każdy nowy spektakl Gardzienic, wy­
magały nowego warsztatu, nowego tteningu ciała i gło­
su, nowej muzyki, nowej konstelacji ludzkiej, nowej
przestrzeni intelektualnej, nowej terminologii - nowej
Inspiracji.
„Inspiracja" - to starożytne, dla wielu anachronicz­
ne pojęcie zakłada nie tylko dyscyplinę i pracę; bywa,
że czeka się długo, czasem bardzo długo, długo się tro­
pi w najwyższym napięciu, przeklina i zaklina, by wresz­
cie spojrzeć w oczy bestii, by sięgnąć Dobra i Piękna
lub by usłyszeć wielki śmiech „manowców".

Zostać, odnaleźć się, jakby się sobą nie było, nie ucie­
kać w nie być, nie zostawać w być, zmienić się, mienić,
przemienić. Uspokoić drżenie lewej powieki i mrowie­
nie w palcach. Rozgrzać ciało, rozetrzeć dłonie i barki,
potem twarz, zmierzwić włosy, naciągnąć kolana i usta

- tytuł, okres powstania, gatunek literacki, skala...
A potem mieli się aktorzy przemieniać, ulegać meta­
morfozie, raptownie zanurzać się w rzeczywistość sce­
niczną w „akcie przeobrażenia" [gr. metamorphosis

Wzory migocą, majaczą i , już ulotne, nie do odtwo­
rzenia, już tylko w pamięci, w oczekiwaniu i cierpieniu
- znikają. Bo to jest cierpienie obcować z niemocą do­
tarcia do wzoru. A potem z niemocą jego przywołania,
przywołania jego „postaci i mocy".

Zapowiedzi pieśni i scen miały być realizowane przez
aktorów w sposób informacyjny, z dystansem niejako

- przeobrażenie; przekształcenie; przejście od jednego
stadium do drugiego].

- język, wargi, policzki. Ta_ka ta ka ta ka tą ka, tą ka
ta ka ta ka ta ka... Bieg, ruch, radość, skok, taka taka
taka taka... a te okruchy gry cisnąć przed siebie potem.

T o nagłe przejście miało wyzwalać silniejszy rozwój,
inną jakość istnienia.
„Do granicy śmierci doszedłem i progów Prozerpiny
dotknąłem, a wróciłem przez bezdnie wszystkich żywio­
łów; głębokiej nocy widziałem słońce, świecącym bla­
skiem jaśniejące, patrzyłem w oczy potęgom piekiel­
nym i niebieskim potęgom, i do stóp ich czołem ude­
rzyłem. Usłyszałeś tedy ale chocieś usłyszał, trzeba że­
byś nie rozumiał."

Błyszczące krople na skórze
gdzie były oczy perły
już...". A oj, oj moj, a oj, a ta taj, a ta taj... to za ciężko
skoczyć na nowo; spadać i wznosić się, być jakby się so­
bą nie było... - obrócić głowę powoli, ten lewy mięsień,
przy uchu... boli. Być najlepiej - z innymi wzajem. Za­
nurzyć się we wzajemność, jakby się sobą nie było. Za­
nurzyć się w siebie wzajem, w głos i szept drugiego,
i ruch, w zimowe noce prób, których poza nami n i k t
nigdy nie widział, te heroiczne i nieheroiczne, z jakich
jesteśmy, w naszą odmienność, w naszą choreje. T u m
ti kat kat ta tum tiki tam, tum t i kat kał, ta tum. tiki
tam... Zapomnieć gry, techniki, chwyty. Być pustym
napięciem, być tylko czujnością, być G O T O W Y M do
dźwignięcia się z bezrutyny. T o ' w y trenowane - niech
się śpiewa, tańczy, niech się walczy samo. Widz - do­
glądać go czy zapomnieć dzisiaj o nim? A może być jak
miłujący wobec umiłowanego. Dbać o niego, zabiegać,
podejmować gorliwy wysiłek, o jego obecność, podczas
swojego agonu. Nie zapomnieć skrętów ciała w prze­
strzeni, ostatnich ustaleń - krok do przodu i trzy w pra­
wo, eksklamacja, w światło, w muzykę, w pieśń, we
wzajemność. Nie zapomnieć się w galopie, nie poga­
niać koni w stadzie, nie pozwolić zatratować, zasypać,
zniszczyć - święte zapatrzenie pauzy,

Wypowiadam te słowa (z X I , misteryjnej księgi A p u lejusza) w spektaklu nad drżącą z wyczerpania Histe­
ryczną Psyche , której życie uległo złamaniu. „The long
line of my life [...] - you are broken". Jeszcze przed
chwilą śpiewała i tańczyła w precyzyjnym opętaniu,
jeszcze chór poganiał ją do skoków, teraz przycupnęła
jak drżąca mewa rzucona na piasek, na środku sceny,
śledzona przez fale oczu widzów.
1

Wypowiadam te słowa nad zagonionym w tańcu wo­
kół własnego ogona Oslem-Lucjuszem , padającym
z wyczerpania na ofiarny stół. Jeszcze przed chwilą ha­
sał, wyśpiewywał, suwał kopytkiem, wywijał ogonem;
teraz, przywrócony do ludzkiej postaci, zahukany, staje
przed ciżbą i mówi: „Nie chcę".
:

Wypowiadam te słowa nad sobą i szepczę do ucha
widza - „Eu o Bacchai, pieśń ku czci Dionizosa".
Rozpoczyna się obrzęd. Rozpoczyna się obłęd. Roz­
poczyna się wir tańczących menad. O d rytmu odde­
chu, od rytmu wystukanego ziarenkami wysuszonych
pestek. Już nie kobiety', już wirujące cienie w przyga-

szum szepczącego oceanu widzów za drzwiami
jest wdechem i wydechem, tylko
rozpoznać zapach wchodzących i pachnieć jak oni,
pustka,

41

�Momot O0L11 • „METAMORFOZY" - ZAPISKI AKTORA

szonych reflektorach nocy. Rozrzucone włosy, odsło­
nięte spod rozwianych szat uda, pulsujące brzuchy, fa­
lujące piersi, roziskrzone oczy, tyrsy rąk. Burdon roju
dzikich pszczół uwolnionych z pieczary. Satyrowie po­
ganiający menady śmiechem i świstem fletni Pana.
Łucznik w podskokach usttzeliwujący dziewice. O b ­
jęcia i rozdarcia, puszek kobiecego przedramienia i pa­
zury rozrywające ofiarne zwierzątka mężczyzn. M o d l i ­
twa do jądra kobiecości, wielonogiego, wielorękiego,
wiecznego płodzenia, do wód - mleka, potu, krwi
i spermy - do umierania i odradzania wiecznego, do
cudu istnienia.
4

W sumie 26 zaśpiewów chwalących Dionizosa i 32
podwójne obroty wirujących menad - od krańca do
krańca sali, od stołu, na którym głowę składa Rodo­
wicz, do centrum, z tym obłędnym skokiem przeformowania linii tańca w labirynt k u światłu. D o centrum,
W którym siedzę i płaczę. N a oczach widzów. Bo to te­
atr przecież.
Zgodziliśmy się ze Staniewskim, że ten płacz to dla
mnie scena kluczowa w spektaklu. Sugestie Włodka
były delikatne jak rzadko.
Mówiliśmy o modlitwie, o eksklamacji, o misteriach
Izydy i obtzędach inicjacji - „O Ty, święta i wieczna ro­
dzaju człowieczego opiekunko, Ty co swą szczodrą
opieką śmiertelnych zawsze otaczasz i słodkie matki
współczucie masz dla niedoli nieszczęśliwych.(...) Za
przyziemny jest duch mój, bym Cię wychwalić zdolił, za
nędzna ma ojcowizna, bym Cię uczcić mógł ofiarami,
jakie C i należne (...)".

Metamorfozy - garść slow
Temat „przemiany" wzięty jest od Apulejusza. Lucjusz
pod wpływem magii, zostaje zamieniony w osia i , jako
zwierzę, doświadcza życia dotkliwiej niż w życiu ludz­
kim. Wobec osła odsłaniają się sceny, jakie wobec
człowieka pozostałyby ukryte - ludzie bowiem ukrywa­
ją przed innymi ludźmi (a nawet przed samymi sobą)
to, co ujawnione wobec nieświadomego zwierzęcia dra­
stycznie ich obnaża. Ośli los każe Lucjuszowi uczestni­
czyć w wydarzeniach rażących, być ich świadkiem, bo­
haterem i ofiarą; by w kcńcu ponownie stać się czło­
wiekiem. „Ośle" doświadczenia wynoszą Lucjusza po­
nad innych. Goli głowę, ptzywdziewa kapłańskie szaty,
uzyskuje powodzenie. Za skrzętnie uciułane grosiki do­
stępuje kolejnych, intratnych wtajemniczeń.
W Mitologii Greków i Rzymian Zygmunta Kubiaka
czytam: „Gdyby zapytać Greka z epoki archaicznej al­
bo klasycznej o nasze miejsce między bogami a bytami
niższymi, pewnie by powiedział: - M y patrzymy na bo­
gów, jak może psy na nas. - Czy bogowie są dla nas do­
brzy? - A my czy jesteśmy dobrzy dla psów? [czytam
„osłów"].
Osioł, przemieniony na końcu spektaklu ponownie
w człowieka, mówi: „Nie chcę".
Nie wie, czy „ludzkie" znaczy lepsze, niż „zwierzęce".
Rodowicz - aktor, przegoniony ze sceny przez ciżbę,
mówi: „Nie chcę". Nie wie, czy „rzeczywiste" znaczy
lepsze, niż „teatralne".
Bo teatr bywa pełniejszy niż życie, pełniej mówi
o sprawach wiecznych, zrywa zasłony, obnaża, wtajem­
nicza.

Mówiliśmy o teatralnych maskach na starożytnych
wizerunkach, wyrażających śmiech i płacz, i o zrezy­
gnowaniu z przełykania śliny w czasie monologu, bo
burzy to obraz na scenie i czyni go niewiarygodnym.

Stoję przykuty do pala, w cierniowym wianku. Świa­
tło w twarz i kropelki potu spływające w kącikach ust,
tylko one są ważne i opanowanie oddechu, łomotu ser­
ca, by przed końcem muzycznej frazy nie ruszyć się, nie
mrugnąć powieką.

Mówiliśmy wreszcie o fenomenie płaczu, nie
0 technikach jego wzbudzania, ale o ryku pięćdziesię­
cioletniego mężczyzny, o zanoszeniu się w łkaniach
ojca nad otwartą trumną córeczki - Heli, przy której
czuwał on, Włodek, bo Hela była jego miłością, kiedy
miał 13 lat.

Po drugiej stronie sceny Tomasz, w wianku z wino­
rośli, w wystudiowanych skrętach ciała, w gestach
z antycznych wizerunków. Z końcem każdej frazy mu­
zycznej zmienia kolejno figury: Dionizos-dzieciątko,
Dionizos-żeglarz, Dionizos-pijany, Dionizos-tańczący.

0 tej tragedii i rozpaczy ojców po utracie dziecka...

Za stołem wieczernika chór śpiewa przy formindze.
U stóp kobiety z orszaków nieodłączne towarzyszki
drogi - tańcząca, dzika bachantka przy Tomaszu i „sio­
stra w welonie" u moich stóp, zawodząca u krzyża,
wzbudzona, łkająca pieśń w muzycznym uniesieniu .
Fraza pieśni wydłuża się do pęknięcia, przemiana, mój
bezgłośny śmiech i przez dwie zwrotki - tańczący na
krzyżu Chrystus („jakież to kontrowersyjne"). Pauza.

„Wszytki płacze, wszytki łzy Heraklitowe
1 lamenty, i łzy Simonidowe,
Wszytki troski na świecie, wszytki wzdychania
I żale, i frasunki, i rąk łamania,
Wszytki a wszytki (...)".

s

6

Kiedy na scenie więdnie kwiat młodości, trzeba za­
cząć rzeźbić swoją twarz. Coraz trudniej się robi w tym
fachu, coraz trudniej się „sobą" gra. Wychodzi egocen­
tryzm, oschłość rzemiosła, zadufanie. Widać nawyki
1 niemoc uwolnienia się od utrwalonych kalek, szcze­
gólnie tych nieuświadomionych.

Biesiadnicy za stołem zmienili się w ciżbę, grożą, j u ­
dzą do występku.
Ciężko, jak żołdak przechodzę z palem, unoszę go,
jak w „sztukach walki", zamieniam krzyż we włócznię,
42

�Marius« GoŁi) • „METAMORFOZY" - ZAPISKI AKTORA

więciokilogramowym palem. Drewniany, długi i ciężki
pal zmienia moje ciało, czyni mnie innym. Uczę się tym
palem obracać, stawiam z nim kroczki, wykonuję pod­
skoki, uczymy się obracać razem. Czasem moje ciało
jest przedłużeniem pala, bo to on wprawia mnie w za­
wirowanie, unosi mnie, przyciska do ziemi. Pal i moje
ciało... - uczymy się tańczyć razem. Jesteśmy tańczeni
pieśnią, ale i naszym tańcem pieśń śpiewamy.

przyczajam się, czekam; pauza, pauza, Tomasz wskazu­
je pod żebrem miejsce uderzenia, cisza pęka, tupot
stóp, uderzenie, wibrujący krzyk osła: „i-cha", śpiew
chóru, dysonans - nowy Bóg zabija starego Boga, spy­
cha go na ofiarny stół.
Pisze Staniewski: „... dzieło to (Metamorfozy albo
Zloty Osioł) było wielką zagadką i niewyczerpanym
źródłem inspiracji. Dziś jest zdumiewająco aktualne
w widzeniu świata, w ocenie marności i przemienności
ludzkiego losu, a przede wszystkim - w apoteozie m i ­
steriów, ukazujących drogę do transcendencji, do d u ­
chowości. Księgę napisał Apulejusz z Madaury w cza­
sach wielkiego przełomu, kiedy dawni bogowie - Dio­
nizos i Apollo - zabierali się do odejścia, a na scenę
wkraczał nowy Bóg Chrystus" (Cytat z opracowania
dołączonego do płyty - „Gardzienice. Metamorfozy.
Musik of Ancient Greece".)

Jak pędzel i ręka, kreślimy w przestrzeni obrazy.
W ułamkach sekundy, w zatrzymaniach, mamy się
w obrazy zamieniać. W obrazy Dionizosa i Chrystusa,
których dziesiątki wizerunków przejrzeliśmy i wypróbo­
waliśmy w trakcie pracy. Ikonografia jest bogata,
wszystko to jednak wyobrażenia, falsyfikaty, cienie
prawdziwego Oblicza. Nie naśladujemy tamtych obra­
zów, nie jesteśmy wiernymi kopiami - jesteśmy skazani
na siebie, na odnajdywanie w sobie dawnych bohate­
rów, na odgrywanie roli, wyrażanie charakteru i uczuć,
na gesty i ruchy będące nierzeczywistą rzeczywistością.
Nie jestem Dionizosem ani Chrystusem - bynajmniej,
ale swoimi rękami wygładzony pal chcę zmienić w ry­
tualny fallus, w drzewo wiadomości, w krzyż. Dokonu­
ję żarliwej przemiany choć tylko wykonuję czynności
jak kapłan, wyrażam więcej niż jestem, może mnie tu
nawet całkowicie niewiele.

Na próbach Włodek kilka razy wspomniał o osobi­
stej, nieodpartej potrzebie postawienia patu pytań,
ważnych, najważniejszych, przed kresem, w agonie
- o to co ponad nami...
A nam, niektórym z nas, przyszło zapytać: „Kim jest
mój Bóg?" - czy ze sceny tylko?

Wątek dionizyjsko - chrystianiczny

Pod pretekstem teatralnego szalbierstwa staram się
sięgać wieczności.
Po przedstawieniu, następnego dnia, Joanna przygo­
towała posiłek, Nastka pisała wypracowanie do szko­
ły: „Życie - strzała wypuszczona z luku". Czytałem frag­
menty Nietzschego: „Dyonizos przeciw -Ukrzyżowane­
m u " : oto macie przeciwieństwo. (...) Problemat polega
na znaczeniu cierpienia: czy znaczenie chrześcijańskie
czy tragiczne... W pierwszym wypadku ma być drogą do
świątobliwości; w drugim i s t n i e n i e uchodzi za
d o ś ć ś w i ę t e , żeby usprawiedliwić nawet niezmier­
ną ilość cierpienia. Człowiek tragiczny przytakuje na­
wet najtwardszemu życiu: dość jest do tego silny, cał­
kowity, przebóstwiający; chrześcijanin neguje nawet
najszczęśliwszy los na ziemi: dość jest słaby, ubogi, wy­
dziedziczony, żeby w każdej formie życia cierpieć jesz­
cze... Bóg na krzyżu jest przekleństwem rzuconym na.
życie, wskazówką, iż należy się zeń wyzwolić; pokrajany
na części Dyonizos jest o b i e t n i c ą życia; wiecznie
będzie rodzić się ns. tu owo i powracać z rozbicia".
(Nietzsche, Wola Mocy)

Jestem aktorem, który czytając o Dionizosie i Chrystu­
sie przygotowuje się do roli.
Aktorem, który chce wiedzieć, jak ten temat był ba­
dany, interpretowany, uprawiany przez innych.

7

Czy taka wiedza jest na scenie koniecznie potrzebna?
W „Gardzienicach" - wydaje się - tak. Chociaż na
scenie, w gruncie rzeczy, i tak wszystko jest stającą się
w oka mgnieniu, nieodwracalną tajemnicą.
Jestem tancerzem powołującym obrazy; swym cia­
łem i jego przedłużeniem - prawie trzymetrowym, dzie-

Interpretacja Nietzschego nie jest wyczerpująca,
aczkolwiek dramatyczna i teatralna. Jest zdominowana
obsesją, tragedią człowieka, który, w ostatnich listach
podpisywał się Jego imionami. Imionami Dionizosa
i Ukrzyżowanego.
Świeciło słońce, czas mierzony kolejnymi filiżanka­
m i kawy i mięty mijał na rozmowie. Pachniała trawa,
uwijały się pszczoły.

Mariusz Golaj i Satyr, Rzym M u z e u m na K a p i t o l u .
Fot. Joanna Holcgreber

43

�M o t e t Osty • „METAMORFOZY" - ZAPISKI AKTORA

M a r e k

Rozmyślania Marka Aureliusza, więc w nocy udałem się
na Kapitol. Wszedłem po schodach, wysoko, mijając
po drodze rzeźby umięśnionych olbrzymów o wielkich
głowach i karłowatych, atletycznych tułowiach. Z do­
łu, z dalekiej perspektywy, wyglądały one jednak pro­
porcjonalnie. O czymś takim pisał Platon, krytykując
sztukę iluzji.

Aureliusz

Zawsze fascynowała mnie naturalna przemienność te­
go samego widoku z kuchni mojego domu; łąka - jesie­
nią, zimą, wiosną i latem, rzeka, pagórki i fragment
drogi do Piask.
Jest w tej zmienności harmonia natury, stałość i pro­
stota.
Rano piję kawę, czytam Rozmyślania, patrzę w mgłę
i czuję się zakorzeniony.
Kamienna ruina przy drodze jeszcze stoi - kiedyś by­
ła t u klubokawiarnia, potem sąsiad właściciel zamienił
ją na stajnię; nauczył konia wchodzić po schodach do
środka i tak żyli - sąsiad w drewnianej chałupinie i koń
w kamiennym domu. Koń zdechł, sąsiad umarł, chałupina zamieniła się w letniskową daczę, a kamienny
dom w kolejną gardzienicką ruinę.

Sporo napisano o t y m posągu, szczególnie Josif
Brodski: W hołdzie Markowi Aureliuszowi. Stanąłem
przed n i m . Z lewej strony, od frontu, wyglądał najle­
piej. Patrzyłem w górę - poprzez końskie kopyto, na je­
go twarz. Nad głową przelatywał ptak.

Droga niemal taka sama jak przed dziesięciu laty,
z wybojami - o świcie przekuśtyka o dwóch laskach są­
siad, potem przebiegnie dziewczynka z tornistrem, prze­
jedzie w tumanie kurzu samochód, przedrepcze pies.
Chłopiec rzuci kamieniem w ptaka i urośnie, bo wyro­
sną mu kopytka. Niektórzy przyjeżdżający na spektakle
goście widzą t u tylko magię - idącego wśród pagórków
Tobiasza, i Anioła, z Malczewskiego obrazków.
Gardzienice to kawał zagospodarowanej ziemi, to
kapitał jakim trzeba zarządzać.
T o podniesione przez nas z ruin domy, posadzone na
ugorach ogrody, teatr, spektakle, instytucja, to ludzie,
biuro, archiwum, Akademia Praktyk Teatralnych, licz­
ne projekty czekające na realizację.

Skąd to drżenie przy czytaniu Marka Aureliusza nie, ja go jedynie przecież doświadczam.
„Byłeś człowiecze, obywatelem tego oto wielkiego
państwa. Cóż ci na t y m zależy, czy lat pięć, czy sto? Co
jest według praw, to jest dla wszystkich równe. Cóż
więc w tym strasznego, jeżeli cię usuwa z granic pań­
stwa nie tyran, nie sędzia niesprawiedliwy, ale natuta,
która cię w nie wprowadziła? T a k jak aktora usuwa ze
sceny pretor, który go przyjął. - A l e m nie odegrał pię­
ciu aktów, tylko trzy! - Dobrze. A l e w życiu trzy akty
tworzą sztukę całą. Bo kiedy się ma skończyć, wyznacza
ów, kto przedtem zespół ułożył, a teraz rozpuszcza. T y
zaś ani w jednym, ani w drugim udziału nie brałeś.
Odejdź więc łagodnie. Łagodny bowiem jest i ten, k t o
cię zwalnia".
Jest wiele odejść przed t y m ostatecznym. Ludzie,
przedsięwzięcia, epoki, konstelacje.
Spektakle przemijają, może one najdotkliwiej, bo
sztuka winna trwać, bardziej jak spiż. Tyle mocy na nic?
A jeśli aktorzy restaurują ruiny, cytują Ciebie Marku, stawiają domy i sadzą ogrody na porosłym bu­
rakami wysypisku Lubelszczyzny, bronią wartości res-publiki marzeń..., czy o n i tylko „zbytnio się unosili"?
Czy to tylko „dym, popiół, baśń albo nawet już i baśnią
nie jest"?

Staniewski mówi często, że jego największym spek­
taklem jest odbudowana od fundamentów oficyna siedziba teatru. Szczególnie wypełniona młodzieżą,
podczas sesji Akademii, latem lub słonecznym, jesien­
nym zmierzchem wygląda ona imponująco. T y m skar­
bem państwa trzeba zarządzać.
Staniewski, Tomek i ja, i parę osób grających spek­
takle, i trzy osoby w biurze, odkąd biuro istnieje, dzień
w dzień, od dwudziestu paru lat.
Jak zachować duszę filozofa artysty, gdy obowiązki
urzędnicze odciągają, zagarniają czas, energię, życie.
Kolejne wojny, bitwy, potyczki, intrygi, bieda, coraz to
nowe roszczenia barbarzyńców. Jak utrzymać najwyższe
wartości, cnoty władcy i „boski szał" twórcy?

Przypisy
1

M a r i a n a Sadowska

;

Tomasz Rodowicz

5

Joanna Holcgreber, Elżbieta Rojek, K a t r i n Forsmo, Britta Forslund (w innej wersji spektaklu Joanna Holcgreber, D o r o t a
Porowska, Joanna W i c h o w s k a , Mariana Sadowska)

ł

M a r t i n Essen-Moller (w innej wersji spektaklu Grzegorz Podbiegłowski)

Po występach w Modenie, wiosną 2000 roku spędzi­
liśmy dwa d n i w Rzymie. Woziłem ze sobą w plecaku

44

5

Elżbieta Rojek (w innej wersji spektaklu D o r o t a Porowska)

6

M a r i a n a Sadowska

7

Anastazja Gołaj (córka)

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9612" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9590">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a7b0942f7c17388e75e4f58fd0830a28.pdf</src>
        <authentication>d4f40d12f0706a4e523ac94c37c4967f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114442">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6261</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114443">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114444">
                <text>2006</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114445">
                <text>podróże - aspekt antropologiczny</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="114446">
                <text>Arktyka - relacje z podróży</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="114447">
                <text>święto</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="114448">
                <text>szamanizm</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114449">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5838</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114450">
                <text>Etnolog w podróży (6) : smutek Arktyki w masce święta, w szamańskim kostiumie / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2006, t.60, z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114451">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty, t.60, z. 2, s. 5-14</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114452">
                <text>Wasilewski, Jerzy S.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114453">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114454">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114455">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114456">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114457">
                <text>005-14 Wasilewski.ps - 8/30/2006 3:13 PM&#13;
&#13;
1.&#13;
&#13;
ETNO LO G W PODRÓŻY (6)&#13;
&#13;
N&#13;
&#13;
a eweńskie sanie trzeba wskakiwać szybko,&#13;
najczęściej w biegu, zwłaszcza jeśli jedzie się&#13;
w zbiorowym zaprzęgu, w którym powiąza­&#13;
nych jest jeden za drugim kilka pojazdów i tyleż ciąg­&#13;
nących je par reniferów. Te ruszają z kopyta&#13;
i w mgnieniu oka można znaleźć się pod ich nogami,&#13;
a potem pod płozami sań. Wprawdzie reny to zwierzę­&#13;
ta skoczne i w biegu zadziwiająco lekkie, ale też impul­&#13;
sywne, trudno poddające się kierowaniu. Nierzadko&#13;
jadący musi najpierw przebiec obok nich kilkaset me­&#13;
trów, by wdrożyły się do truchtu w określonym kierun­&#13;
ku, podczas gdy one uparcie zawracają, chcąc wrócić&#13;
do stada, z którego zostały odłowione. Sztukę szcze­&#13;
gólnie narowistą trzeba tego oduczać, waląc ją z całej&#13;
siły kułakiem w pokrytą długim włosem klatkę piersio­&#13;
wą. Najbardziej oporne są osobniki mieszanego, dziko-domowego pochodzenia. Jesienią, w czasie rui, zdarza&#13;
się, że do samic z wypasanego stada podchodzi dziki&#13;
samiec z tajgi. Z zostawionego przezeń potomka poży­&#13;
tek będzie niewielki: nie chce chodzić w zaprzęgu,&#13;
ucieka na swobodę. Zresztą takie powroty do natury&#13;
zdarzają się też osobnikom niby to oswojonym. Stado&#13;
jest w ciągłej fluktuacji, bo renifery to w gruncie rze­&#13;
czy zwierzęta nie do końca udomowione. Przez noc&#13;
pasą się w tajdze, w ciągu dnia są dwu- lub trzykrotnie&#13;
przyganiane na krótko w pobliże obozowiska, by unik­&#13;
nąć zupełnego ich rozproszenia i pogubienia. Ich zwią­&#13;
zek z człowiekiem jest ostatnio jeszcze słabszy, niż był&#13;
dotąd. Otóż prawie wcale się ich nie doi, choćby z bra­&#13;
ku kobiet w pasterskiej brygadzie, złożonej z samych&#13;
tylko młodych mężczyzn, podczas gdy kobiety, dzieci&#13;
i starsi żyją w osadzie odległej o kilkadziesiąt lub kilka­&#13;
set kilometrów od stada i jego koczowisk. Nic zatem&#13;
dziwnego, że warstwa udomowienia, cywilizacji jest&#13;
dziś na renach szczególnie cienka. Pytanie, czy to sa­&#13;
mo w jakiejś mierze nie odnosi się również do ludzi.&#13;
Kontakt eweńskich pasterzy z kulturą jest ponie­&#13;
kąd okresowy. To, co odbywa się w tajdze, przy sta­&#13;
dzie, można nazwać gołą egzystencją. Przebiega ona&#13;
w grupie kilku mężczyzn, kiedyś stanowiących bryga­&#13;
dę. Dziś w miejsce tej starej, po komunistycznemu bo­&#13;
jowej nazwy weszła zresztą nowa, przyjęta w „Unitar­&#13;
nym Przedsiębiorstwie Państwowym” (tak prze­&#13;
chrzczono większość dawnych sowchozów): podsta­&#13;
wowa grupa wraz ze zwierzętami nazywa się jeszcze do­&#13;
sadniej - stado.&#13;
Stado siódme, w którym jesteśmy, to niespełna&#13;
trzysta reniferów, brygadier - czterdziestolatek Stiepan - i trzej młodzi, dwudziestoparoletni: Kola, Anton&#13;
i Timur. Czasem któryś pójdzie w tajgę na polowanie&#13;
na dzikiego rena - mięsa starczy na tydzień, nie trzeba&#13;
będzie zabijać sztuki ze stada. Mieszkają w brezento­&#13;
wej pałatce, która wyparła już wszędzie dawny, kryty&#13;
skórą namiot - czum. W niej śpią, gotują i jedzą, wy-&#13;
&#13;
J E R Z Y S. W A S I L E W S K I&#13;
&#13;
Smutek Arktyki&#13;
w masce święta,&#13;
w szamańskim&#13;
kostiumie&#13;
konują drobne prace gospodarcze i naprawcze, słucha­&#13;
ją radia, grają w karty - tej listy aktywności nie da się&#13;
zanadto przedłużyć. Czasem któryś zagada coś do po­&#13;
zostałych w zborsuczonym rosyjskim (Kola nie mówi&#13;
po eweńsku, bo ma ojca „Gruzina” - w ten delikatny&#13;
sposób daje się do zrozumienia, że spłodził go jakiś nie­&#13;
zupełnie zidentyfikowany przyjezdny). Wieczorami&#13;
można się wzajemnie postraszyć opowieściami o niedź­&#13;
wiedziu, który potrafi dokonywać przerażających ata­&#13;
ków nawet na ludzi przy domowym ogniu.&#13;
W niektórych takich obozowiskach jest jeszcze&#13;
etatowa czumrabotnica —gospodyni-kucharka, jedyna&#13;
kobieta w tym towarzystwie. Wszystkie inne, młode&#13;
i stare, żyją w osadzie. Są przy dzieciach, niektóre&#13;
pracują w administracji albo w szkole, inne prowadzą&#13;
jakiś sklepik, łapią się dodatkowych prac, na przy­&#13;
kład uszyją komuś unty, zimowe buty ze skóry zdjętej&#13;
z goleni łosia lub renifera, części najbardziej odpornej&#13;
na wilgoć.&#13;
Takie buty nie są tanie: latem trzeba za nie dać&#13;
dziewięć tysięcy rubli, czyli ok. tysiąca złotych, a kto&#13;
się spóźni z zamówieniem, ten zimą zapłaci i dwana­&#13;
ście tysięcy, przyciśnięty koniecznością. Od stycznia&#13;
do początków marca mrozy będą dochodzić do minus&#13;
sześćdziesięciu stopni i tylko w miejscowym obuwiu da&#13;
się wytrzymać. Mogą to być też filcowe walonki albo&#13;
prawdziwie myśliwskie torbaza, nader wygodne, bo&#13;
luźne i miękkie, nie tylko miękkością wyprawionej na&#13;
zamsz skóry, ale i zostawionym na niej futrem, stano­&#13;
wiącym wnętrze buta. O ich wartości przekonuję się&#13;
w trakcie jazdy w prawie czterdziestostopniowym mro­&#13;
zie połowy marca. W moim markowym obuwiu alpini­&#13;
stycznym, mimo dwóch par grubych skarpet (a może&#13;
właśnie z ich winy - krew w tak ściśniętej stopie ma&#13;
utrudnione krążenie) wytrzymuję tylko cztery godziny,&#13;
po czym muszę ratować się przed odmrożeniem, zmie­&#13;
niając je na unty.&#13;
Sanie Ewenów są niższe niż ich pobratymców&#13;
Ewenków, więc siedzi się blisko ziemi, z lewą nogą wy­&#13;
ciągniętą przed siebie, podczas gdy prawa, opuszczona&#13;
z niedbałym szykiem, spoczywa na płozie, by w razie&#13;
&#13;
5&#13;
&#13;
�005-14 Wasilewski.ps - 8/30/2006 3:13 PM&#13;
&#13;
Jerzy S. Wasilewski • ETNOLOG W PODROŻY (6). SMUTEK ARKTYKI&#13;
&#13;
2.&#13;
&#13;
potrzeby stabilizować pojazd albo hamować. Trzeba&#13;
tylko uważać, by nie trafiła między kamienie czy gałę­&#13;
zie. Saniom nic się nie stanie - mają niezbędną gięt­&#13;
kość, którą zapewniają im rzemienie, łączące ze sobą&#13;
również elastyczne brzozowe pręty oraz deski wymosz­&#13;
czonego skórami siedzenia.&#13;
Reny, nie zwalniając tempa, przeskakują ponad&#13;
zawałami - wywróconymi w czasie wiosennych powo­&#13;
dzi drzewami, które wmarzły w lód i teraz tarasują&#13;
drogę. Naszym traktem jest bowiem rzeka zamarznię­&#13;
ta do dna, co umożliwia komunikację. To paradoks&#13;
Syberii: siarczyste mrozy i śniegi, gdzie indziej będące&#13;
przeszkodą w transporcie, tu umożliwiają łączność.&#13;
Ogromne obszary są podmokłe i błotniste, bo leżą na&#13;
wiecznej zmarzlinie, a te na niżu mają do tego nie­&#13;
wielki stopień nachylenia. Dlatego latem są z reguły&#13;
nieprzejezdne - nawet wierzchowy renifer pod prymi­&#13;
tywnym, niepewnym siodłem nie gwarantuje długo­&#13;
dystansowego transportu: zbyt często zdarzają się&#13;
upadki z jego grzbietu w błoto. Jako że pomniejsze&#13;
rzeczki są zbyt płytkie dla łodzi, trzeba czekać, aż za­&#13;
marzną, tworząc zimniki, którymi będzie mógł ruszyć&#13;
cięższy transport. Wielkie, takie jak Lena, stają się na&#13;
czas od listopada do maja szlakami i mostami dla naj­&#13;
cięższych maszyn oraz lotniskami dla samolotów. 20,&#13;
30, 40 ton - kolejne komunikaty określają dopusz­&#13;
czalne obciążenie lodowej pokrywy, jesienią w po­&#13;
rządku rosnącym, na wiosnę w malejącym. Ale dwa&#13;
okresy pośrednie, ledostaw i ledochod, kiedy to lód jest&#13;
jeszcze zbyt słaby lub już niepewny, a kry wykluczają&#13;
użycie łodzi i promów, oznaczają zupełne przecięcie&#13;
komunikacyjnych arterii na wiele tygodni.&#13;
Do siódmego stada jechaliśmy najpierw po lodowej&#13;
tafli Tompo (dopływu Ałdanu, który z kolei wpada do&#13;
Leny), w górę rzeki, by wkrótce skręcić w jej dopływ&#13;
Sach, a potem jeszcze w głąb potoku Chułania. Rzeki&#13;
te wiją się wśród szczytów Gór Wierchojańskich, któ­&#13;
re teraz, w marcu, wyglądają jak osypane cukrem,&#13;
z powtykanymi w środkowych partiach zapałkami&#13;
drzew, przechodzącymi u podnóży w gęstszą, burą&#13;
szczecinę tajgi. Jej prawie wyłącznie modrzewiowy&#13;
drzewostan jest o tej porze roku praktycznie bezbarw­&#13;
ny, koloru nie dodają też nadbrzeżne smugi topoli&#13;
i wierzby koreańskiej, na której łuszczą się krótkie, wy­&#13;
schłe na wiór paski kory.&#13;
Punktem wyjścia była osada Topolinoje, położo­&#13;
na w połowie odległości między Leną a Kołymą, dwa&#13;
dni drogi od Jakucka - siedemset kilometrów, z cze­&#13;
go większość po dobrze przeprowadzonym, gładkim&#13;
w zimie jak stół magadańskim trakcie. Budowali go&#13;
w latach czterdziestych więźniowie GUŁagu, wyście­&#13;
łając nie tylko modrzewiem, ale i swymi martwymi&#13;
ciałami; resztki otoczonych drutem kolczastym bara­&#13;
ków bez skrępowania znaczą tę drogę do dziś. Łagro­&#13;
wy rodowód to grzech pierworodny większości tutej­&#13;
szych osad.&#13;
&#13;
„Smutek Arktyki”, to oczywiście formuła zapoży­&#13;
czona, i to podwójnie: tytuł klasycznej pozycji strukturalizmu sprzed półwiecza w ten właśnie sposób prze­&#13;
tworzył przed laty profesor Dynowski, zbierający się&#13;
stale i bezskutecznie do spisania wspomnień ze swych&#13;
młodzieńczych podróży po Syberii, Dalekim Wscho­&#13;
dzie i Północy. Bo syberyjska Północ już w tamtych&#13;
czasach, przed stu laty, robiła na przybyszu przygnębia­&#13;
jące wrażenie. Beznadzieja egzystencji w żałosnych,&#13;
oddalonych od świata osadach, pijaństwo mężczyzn&#13;
i apatia kobiet, na próżno wypatrujących kandydata&#13;
na męża - niechby i przelotnego - wśród rzadkich&#13;
przybyszów, kupców czy marynarzy, uzupełniających&#13;
ograniczoną lokalną pulę kandydatów, co dałoby&#13;
szansę wyjścia poza chów wsobny (i może jakieś bły­&#13;
skotki, podarki, jeśli na rzecz patrzeć nie w katego­&#13;
riach interesów gatunkowych, genetycznych, lecz&#13;
osobniczych, ekonomicznych).&#13;
Dzisiaj role się poniekąd odwróciły: to mężczyźni&#13;
na próżno wypatrują kobiet - kandydatek na żony.&#13;
Nastąpiło bolesne rozszczepienie resztek rdzennej kul­&#13;
tury i lokalnych społeczności na część produkcyjną,&#13;
pasterską, męską, koczującą w tajdze i pozaprodukcyj­&#13;
ną, kobiecą, osiadłą. „A która chciałaby tu przyjść&#13;
i żyć w pałatce?” - odpowiada retorycznym pytaniem&#13;
Anton, kiedy pytam go o perspektywy żeniaczki. No&#13;
tak, one mieszkają w osadzie niewielkiej wprawdzie,&#13;
ale noszącej w oficjalnej nomenklaturze miano „typu&#13;
miejskiego”, z takimi jego wykładnikami jak kilka blo­&#13;
ków mieszkalnych, drewnianych, ale piętrowych, nie&#13;
dość że z bieżącą wodą (leci wszędzie z kranów przez&#13;
całą dobę, bo inaczej zamarzłaby w rurach), to jeszcze&#13;
z toaletami w mieszkaniu, co przy tych mrozach ma&#13;
niemałe znaczenie.&#13;
Usadowione w otwartym miejscu, nad rzeką, na&#13;
tle gór, Topolinoje nie razi brzydotą, co może zdziwić,&#13;
jeśli widziało się takie połagrowe miasteczka jak&#13;
Chandyga czy Batagaj. Tam odnosiłem wrażenie, że&#13;
budujący je i żyjący w nich skazańcy nienawidzili tych&#13;
miejsc i mszcząc się na nich za swoją tragedię dokła­&#13;
dali starań, by wyglądały jak najgorzej: zeszpecone&#13;
koszmarną infrastrukturą rozpadających się rur i ko­&#13;
minów, zabłocone i niemożliwie zaśmiecone wszelki­&#13;
mi odpadkami, po sowiecku byle jakie i zdewastowa­&#13;
ne. To zresztą jeszcze przedradziecka specyfika. W a­&#13;
cław Sieroszewski, zesłany do Wierchojańska w la­&#13;
tach 80. XIX wieku, opisuje w czarnych barwach tę&#13;
osadę w autobiograficznej powieści Ucieczka, tyle że&#13;
ukrywa ją przez uprzejmość pod nazwą Dżurdżuj.&#13;
Można by pomyśleć, że to jakaś fikcja, groteskowa&#13;
przesada. Ale kiedy w powieści pada nazwa Morze&#13;
Gnoju, jaką zesłańcy obdarzyli wielki staw zajmujący&#13;
do dziś centrum osady, to wiem - po ubiegłorocznym&#13;
tam pobycie - że czytelnik dostaje najszczerszą praw-&#13;
&#13;
6&#13;
&#13;
�005-14 Wasilewski.ps - 8/30/2006 3:13 PM&#13;
&#13;
Jerzy S. Wasilewski • ETNOLOG W PODROŻY (6). SMUTEK ARKTYKI&#13;
&#13;
dę geograficzną bez żadnego zmyślenia. Okropieństwo, doprowadzające do skrajnej rozpaczy. To tu już&#13;
na trzeci dzień po przyjeździe popełnił samobójstwo&#13;
młodziutki student z Petersburga skazany za udział&#13;
w zamachu na cara. Zostawił list do matki i powiesił&#13;
się na Baranuckiej Górze, po drugiej stronie rzeki Jany, co do dziś wspominają mieszkańcy, jakby nieświa­&#13;
domi tego, że jest to najgorsze w historii świadectwo&#13;
wystawione ich małej ojczyźnie.&#13;
Topolinoje dopiero niedawno wkroczyło w fazę za­&#13;
uważalnego kryzysu. Przedtem, za rządów lokalnego&#13;
satrapy, stanowiło siedzibę pokazowego sowchozu,&#13;
skupiającego eweńskich pasterzy renów. Staraniem&#13;
owego wpływowego dyrektora zbudowano tu nawet&#13;
kombinat hodowli świń (dziś oczywiście w ruinie), do&#13;
którego pasza - produkowana gdzieś w Europie - była&#13;
dostarczana helikopterami... Taniej byłoby pewnie&#13;
dowozić gotowe obiady z najlepszych kalifornijskich&#13;
restauracji, ale przecież nie rachunek ekonomiczny&#13;
wtedy decydował. Pasterze mieli za wszelką cenę pro­&#13;
dukować mięso, którego brakowało dla robotników&#13;
w zakładach wydobywających cynę, złoto, diamenty...&#13;
Stada reniferów osiągały wielkość nieznaną w prze­&#13;
szłości i ten nienaturalny stan jest dziś wspominany ja­&#13;
ko „tradycyjny obraz gospodarowania” !&#13;
Obecnie, gdy gigantomania minęła, bo nie ma&#13;
środków na jej finansowanie, ci którzy pracowali w jej&#13;
chorobliwym ideologicznym czadzie, stracili sens ży­&#13;
cia. Pasterze są w stanie zupełnej frustracji: na ich pro­&#13;
dukt nie ma prawdziwego rynkowego zapotrzebowa­&#13;
nia, skoro amerykańskie kurczaki („nóżki Busha”)&#13;
kosztują połowę tego, ile musi kosztować mięso rena,&#13;
by jego producent mógł przeżyć. Ta rąbanka nie ma&#13;
zresztą dobrej marki u jakuckich gospodyń. A komu&#13;
potrzebne są dziś skóry czy rogi? Nawet panty - młode,&#13;
ukrwione poroże, przedtem sprzedawane do Chin i na&#13;
Zachód z przeznaczeniem farmaceutycznym - nie&#13;
znajdują już odbiorcy.&#13;
Gdzie widzieć pocieszenie i sens życia? Czym re­&#13;
kompensować sobie wyrzeczenia i trud bytowania&#13;
w skrajnie trudnych warunkach tajgi? Jak zachować&#13;
zdrowie psychiczne, żyjąc miesiącami bez kobiet,&#13;
w oddaleniu od rodzin - bo helikopter nie przywiezie&#13;
już w tajgę dzieci po szkole, jak to bywało w dobrych&#13;
czasach. Co może robić chłopak w osadzie pełnej bez­&#13;
robotnych rówieśników, poza szabaszką —jakąś doryw­&#13;
czą pracą czy usługą dla sąsiada? Jak bronić młodych&#13;
przed alkoholizmem, który doprowadza do tylu no­&#13;
żowniczych bójek kończących się śmiercią? Jak odwo­&#13;
dzić od samobójstw młodych ludzi, którzy widzieli w telewizji, w wojsku - zgoła inny świat, i wiedzą, że&#13;
nigdy się w nim nie znajdą? Triste Arctique, zaiste.&#13;
Czy zatem na naszych oczach odchodzi w niebyt&#13;
trwająca od tysięcy lat aktywna symbioza człowieka&#13;
i renifera? Może tak, skoro nie uwzględniają jej żela­&#13;
zne reguły światowej ekonomii, nie ma dla niej miej­&#13;
&#13;
sca w systemie skutecznych subsydiów, nie będzie&#13;
kontynuacji wiedzy i doświadczenia pasterskiego przy&#13;
sztucznym, brygadowym systemie pracy, gdzie rozbity&#13;
zostaje przekaz rodzinny i kontakt pokoleń.&#13;
No i ta plaga samobójstw. Wiadomo, to problem&#13;
całej Arktyki, nie tylko poradzieckiej. Uczestnicząc&#13;
w debatach zachodnich antropologów tego obszaru&#13;
w ramach projektu Boreas spotykałem się z wyspekulowaną hipotezą, że jednym z czynników ułatwiają­&#13;
cych decyzję o samobójstwie jest tradycyjna wiara&#13;
w reinkarnację; takie opinie bulwersowały mnie, po­&#13;
nieważ wiem, że było ono zawsze traktowane ze zgro­&#13;
zą, kończyło się nietypowym, hańbiącym pochów­&#13;
kiem, samobójca miał przeradzać się w upiora itp.&#13;
Tak - myślę teraz - ja to wiem, ale czy wiedzą dzisiej­&#13;
si młodzi kandydaci na samobójców? Czy mają jakąś&#13;
znajomość tych spośród dawnych treści wierzenio­&#13;
wych (opowieści, obrzędów), które odwodziłyby ich&#13;
od strasznego zamiaru? Przecież w głowach zostały&#13;
tylko marne ich resztki, może więc mgliste wspomnie­&#13;
nie wiary w reinkarnację rzeczywiście pozwala im wi­&#13;
dzieć w samobójstwie nie tylko doraźną ulgę, ale tak­&#13;
że jakąś nadzieję?&#13;
&#13;
3.&#13;
Zadaniem święta jest dostarczanie sensu. Wbrew&#13;
realiom, wbrew temu, co widać gołym okiem, ma ono&#13;
przekonać, że hodowla reniferów ma przyszłość, że&#13;
władze wysoko cenią trud pasterzy, że kultura ludowa&#13;
Ewenów ma się dobrze. Kwietniowy Dzień Pasterza&#13;
Rena jest typowym świętem biurokracji, bez uzasad­&#13;
nienia w tradycji, ale przecież ma tę tradycję okresowo&#13;
ożywiać. Gospodynie wyciągają więc pochowane stro­&#13;
je, które imitują dawne. To nic, że większość z nich cienkie skórzane kurtki, zdobione haftem - nie nada­&#13;
je się na zimę. Nakłada się je dwa razy do roku, na­&#13;
stępnym razem w czerwcu, w czasie święta narodowe­&#13;
go, a ściślej republikańskiego, wywodzącego się z jakuckiej tradycji Ysyachu. Renifery też dostaną ozdob­&#13;
ne, poobszywane koralikami popręgi, czasem z ra­&#13;
dzieckimi jeszcze symbolami.&#13;
Przemówienia, odznaczenia, gratulacje. Zawraca­&#13;
nie kijem rzeki Tompo: rocznicowe wspominanie dy­&#13;
rektora - bohatera pracy socjalistycznej, nostalgia za&#13;
okresem świetności, gołosłowne napominanie, żeby&#13;
utrzymywać ducha tamtej epoki. Wreszcie akcja prze­&#13;
nosi się z salonów władzy lokalnej na gładką po­&#13;
wierzchnię zamarzniętej rzeki za osadą, gdzie obok ofi­&#13;
cjalnej areny każda brygada - teraz już wzmocniona&#13;
o kobiety z osady - postawiła swoją pałatkę, w niej&#13;
przyjmuje odwiedzających i częstuje ich wszystkim, co&#13;
ma najsmaczniejszego. Wczoraj, dziś i jutro występują&#13;
w domu kultury amatorskie zespoły pieśni i tańca,&#13;
miejscowe i przywiezione z innych ułusów. Pokazują&#13;
etniczność odświętną, kostiumową, choreograficzną.&#13;
&#13;
7&#13;
&#13;
�005-14 Wasilewski.ps - 8/30/2006 3:13 PM&#13;
&#13;
Jerzy S. Wasilewski • ETNOLOG W PODROŻY (6). SMUTEK ARKTYKI&#13;
&#13;
Fot. 1 Wyścigi,&#13;
Fot. Lech Mróz&#13;
&#13;
Fot. 2 Radzieckie symbole,&#13;
Fot. Lech Mróz&#13;
&#13;
Fot. 3 Na saniach,&#13;
Fot. Lech Mróz&#13;
&#13;
8&#13;
&#13;
�005-14 Wasilewski.ps - 8/30/2006 3:13 PM&#13;
&#13;
Jerzy S. Wasilewski • ETNOLOG W PODROŻY (6). SMUTEK ARKTYKI&#13;
&#13;
Ostatni prawdziwy szaman eweński, Stiepan Spiridonowicz Kriwoszapkin nie zostawił następcy, ale&#13;
przecież natura nie zniesie próżni; Ewenowie z Jakucka przyznali to miejsce pobratymcowi, Ewenkowi&#13;
z Nieriungri, Siemionowi Stiepanowiczowi Wasiliewowi znanemu pod imieniem Sawieja. To pewnie rzeczy­&#13;
wiście ostatni prawdziwy szaman ewenkijski, przynaj­&#13;
mniej w Jakucji (pamiętajmy, że lud ten, choć o li­&#13;
czebności nieprzekraczającej kilkunastu tysięcy, żyje&#13;
na całym ogromnym obszarze od Jeniseju po Ocean&#13;
Spokojny). Zarówno jego asystentka, w średnim wie­&#13;
ku kobieta o wymownym imieniu Oktiabrina, jak&#13;
i uczeń Soduot to Jakuci. Ponoć on sam pytał duchy,&#13;
czy są jeszcze w Jakucji szamani, a one odpowiedziały&#13;
mu, że jest jedyny. Stosownie do tego utrzymuje się za­&#13;
potrzebowanie na jego praktyki wróżebne i lecznicze.&#13;
Sawiej mieszka na prowincji, ale klientela jest przecież&#13;
głównie w stolicy, więc i on, jak Mahomet do góry,&#13;
musi czasem przyjechać do Jakucka.&#13;
Mamy szczęście. Nasz eweński przyjaciel, etnograf&#13;
z Jakucka Anatolij Aleksiejew współpracuje z nim od&#13;
dziesięciu lat, pełniąc funkcję organizatora jego wizyt&#13;
w mieście. Tak się szczęśliwie składa, że właśnie będzie&#13;
się odbywać leczenie. Anatolij ma też nadzieję, że&#13;
w trakcie seansu pojawią się tajemnicze ognie, jakie&#13;
od kilku lat ujawniają się na fotografiach, które Sawiej&#13;
pozwala mu robić w czasie seansu.&#13;
Jest późny wieczór, ale jeszcze nie ciemno, bo&#13;
w marcu zmrok zapadnie dopiero po dziewiątej. Stary,&#13;
parterowy dom przy ulicy Ojuńskiego, jednej z głów­&#13;
nych ulic Jakucka. Pokrzywiony jak wszystkie tu bu­&#13;
dynki drewniane od ruchów płytkiej warstwy ziemi na&#13;
wiecznej zmarzlinie. Wygódki i szopy na podwórku,&#13;
ciasne dwupokojowe mieszkania w budynku. W cho­&#13;
dzimy przez kuchnię do pokoju stołowego. N a stole&#13;
czeka obfity poczęstunek z przywiezionych ze wsi,&#13;
z tajgi surowców: wędzone mięso rena, kiełbasy, kon­&#13;
fitury. Są i ryby w kilku postaciach, głównie nelma&#13;
z Kołymy czy Indygirki (pobliska Lena w dobrą rybę&#13;
nie obfituje, skażona pewnie nieczystością z kursują­&#13;
cych po niej statków). Jemy zarówno soloną w dzwon­&#13;
kach, mniej smaczną, jak i największy przysmak Sybe­&#13;
rii, stroganinę —kawałki surowej, zamrożonej na kość&#13;
ryby, strugane wzdłuż grzbietu w jego najlepszej części.&#13;
Szaman musi się najeść, bo czeka go daleka droga,&#13;
a my jemy razem z nim, i w odróżnieniu od niego tak­&#13;
że pijemy - na etykietce ma to napis Zołoto Jakutii. Jest&#13;
nas razem 17 osób (ktoś zwraca uwagę, że to dobrze liczba nieparzysta), prawie same kobiety, z których po­&#13;
łowę stanowią Jakutki, a drugą Rosjanki. Wszystkie&#13;
miastowe, a jedna, ta najważniejsza, przyjechała nawet&#13;
z Moskwy. Jest artystką estrady, ma stosowną tuszę&#13;
i puszystą fryzurę blond. Skarży się na ciężkie nogi, to&#13;
dla niej zorganizowany jest seans, z którego dobro­&#13;
dziejstw także i my będziemy mogli skorzystać. Sawiej&#13;
wychodzi do pokoju obok, gdzie po kolei wchodzimy&#13;
&#13;
Oczywiście, występy swojaków, zwłaszcza małych dzie­&#13;
ci, cieszą widzów i nie mam poczucia zupełnego braku&#13;
autentyczności. A jednak przypomina mi się masowa&#13;
sztuka ludowa, taka jaką widziałem w Jakucku&#13;
w warsztatach jubilerów, którzy na nowoczesnych ma­&#13;
szynach tłuką „ludową” srebrną biżuterię, mówiąc na&#13;
tę produkcję lekceważąco: nacjonałka.&#13;
Siebia pokazat’ i liudej posmotret’ —ta ogólnorosyjska&#13;
dewiza przyświeca i temu świętu. Każdy nakłada na&#13;
siebie najlepszą, odświętną maskę, usiłując pokazać się&#13;
od najlepszej strony. Urzędowy optymizm władzy po­&#13;
zwala zapomnieć o marnych perspektywach. Bardzo&#13;
tego potrzebują zwłaszcza ci w brygadach, więc pozjeż­&#13;
dżali tu po miesiącach izolacji. Dla tych, co koczują&#13;
400-500 kilometrów dalej, nieobecność mogła trwać&#13;
nawet pięć lat. Święto daje nadzieję na poznanie&#13;
dziewczyny, na ożenek - tak przynajmniej chcieliby to&#13;
widzieć starsi, którzy przy każdej okazji robią do tego&#13;
aluzje; pasterska młodzież sceptycznie ocenia widocz­&#13;
nie swe szanse, skoro oddaje się piciu w zamkniętym,&#13;
męskim towarzystwie.&#13;
Nie wszyscy zresztą odważą się na konfrontację&#13;
oczekiwań z rzeczywistością. Nasz Kola z siódmego&#13;
stada dobrowolnie został sam w pustym obozowisku.&#13;
Wie, że świętowanie oznaczałoby bezustanne picie,&#13;
przy czym każda kolejna butelka wódki będzie sprze­&#13;
dawana coraz drożej. Narobiłby długów, których nie&#13;
ma jak spłacić z mizernej pensji; a zresztą, od począt­&#13;
ku roku jeszcze jej nie wypłacano.&#13;
Jego koledzy ekscytują się udziałem w wyścigach re­&#13;
niferowych zaprzęgów. Tu naprawdę mogą i siebie po­&#13;
kazać, i na innych popatrzeć. Wskakiwanie na grzbiet&#13;
rena wierzchowego, w mgnieniu oka, z wykorzystaniem&#13;
pasterskiego kija jako podpórki, to prawdziwie cyrkowa&#13;
sztuczka. Zawody obejmują kilka biegów na różnych&#13;
dystansach i w różnych grupach wieku, widać więc, ja­&#13;
ką rolę gra eksperiencja: starzy prowadzą sanie dokład­&#13;
nie po szlaku, młodym reny uciekają na boki tak samo&#13;
jak w tajdze. Najwięcej emocji budzi ostatni bieg, któ­&#13;
rego uczestnicy sami fundują nagrodę: zwycięzca zabie­&#13;
ra renifery pokonanych. Tylko siedmiu pasterzy decy­&#13;
duje się na takie ryzyko, ale po aplauzie publiczności&#13;
widać, że Ewenowie lubią hazard i doceniają śmiałków.&#13;
&#13;
4.&#13;
Rozszczepienie pasterskiej kultury przebiega nie&#13;
tylko po liniach codzienność - święto albo brygada osada. Pewne treści przeniosły się jeszcze dalej, wywędrowały bowiem do miasta. Do nich należy szama­&#13;
nizm, którego próżno by szukać w tajdze. Pasterze pa­&#13;
miętają, który z ich przodków był szamanem, prze­&#13;
strzegają też przed żartowaniem lub niedowiarstwem&#13;
w tej kwestii, przytaczając z respektem przykłady nad­&#13;
zwyczajnej a groźnej mocy jakiegoś dawnego szamana,&#13;
ale nie stykają się z takimi praktykami osobiście.&#13;
&#13;
9&#13;
&#13;
�005-14 Wasilewski.ps - 8/30/2006 3:13 PM&#13;
&#13;
Jerzy S. Wasilewski • ETNOLOG W PODROŻY (6). SMUTEK ARKTYKI&#13;
&#13;
Fot. 4 Topolinoje osada,&#13;
Fot. Lech Mróz&#13;
&#13;
Fot. 5 Łagier,&#13;
Fot. Lech Mróz&#13;
&#13;
Fot. 6 Galop,&#13;
Fot. Lech Mróz&#13;
&#13;
10&#13;
&#13;
�005-14 Wasilewski.ps&#13;
&#13;
8/30/2006 3:13 PM&#13;
&#13;
Jerzy S. Wasilewski • ETNOLOG W PODRÓŻY (6). SMUTEK ARKTYKI&#13;
&#13;
Fot. 7 Ofiara ogniowi&#13;
na początek święta,&#13;
Fot. Lech Mróz&#13;
&#13;
Fot. 8 Ubój rena,&#13;
Fot. Lech Mróz&#13;
&#13;
Fot. 9 Obozowisko, reny,&#13;
Fot. Lech Mróz&#13;
&#13;
11&#13;
&#13;
�005-14 Wasilewski.ps&#13;
&#13;
8/30/2006 3:13 PM&#13;
&#13;
Jerzy S. Wasilewski • ETNOLOG W PODRÓŻY (6). SMUTEK ARKTYKI&#13;
&#13;
Fot. 10 Występy artystyczne,&#13;
Fot. Lech Mróz&#13;
&#13;
Fot. 11 Łagier,&#13;
Fot. Lech Mróz&#13;
&#13;
Fot. 12 Szaman, Fot. Lech Mróz&#13;
&#13;
12&#13;
&#13;
�005-14 Wasilewski.ps - 8/30/2006 3:13 PM&#13;
&#13;
Jerzy S. Wasilewski • ETNOLOG W PODROŻY (6). SMUTEK ARKTYKI&#13;
&#13;
i przedstawiamy mu swe prośby; ja proszę o zdrowie&#13;
dla mojej dwuletniej córki; szaman nie mówi po rosyj­&#13;
sku, więc jego pomocnica tłumaczy mu, że proszę&#13;
o ochronę dziecka przed czarami i urocznym okiem.&#13;
Nareszcie zrobiło się ciemno, można zaczynać.&#13;
Wynosimy do kuchni stół z jedzeniem, rozsiadamy się&#13;
na podłodze i na krzesłach z rękami położonymi luźno&#13;
na kolanach, trzymając je otwartymi dłońmi do góry.&#13;
Szaman i jego pomocnica nakładają skórzane stroje,&#13;
oba są obficie haftowane kolorową nicią, płaszcz Sawieja jest poobwieszany żelaznymi przywieszkami.&#13;
Ona zapala w żelaznej miseczce ogień, a on to ziewa,&#13;
to czka, i jeszcze łapczywie wypala papierosa.&#13;
Sawiej bierze do rąk bęben, który suszył się dotąd&#13;
ponad płytkami kuchenki elektrycznej i zaczyna ryt­&#13;
miczne uderzenia w tempie ok. 120 na minutę. Nie&#13;
przerwie ani nie zmieni tempa przez następną godzinę.&#13;
Najpierw siedzi, po kwadransie pomocnica pomoże&#13;
mu się podnieść, a on zaczyna niemrawy taniec z czę­&#13;
stymi skłonami ciała do ziemi i rzadszymi półobrotami,&#13;
czemu towarzyszy cichy, przerywany śpiew, a raczej zu­&#13;
pełnie nieczytelne zawodzenie.&#13;
Zaczyna się faza wróżb: szaman rzuca pałkę od bęb­&#13;
na kolejno ku każdemu z nas, a na podstawie tego, czy&#13;
upadła ona właściwą stroną do góry, pomocnica orze­&#13;
ka, czy wróżba jest dobra czy zła. Może niewłaściwie to&#13;
odczytuję, ale chyba pałka musi upaść przed każdym&#13;
trzy razy z rzędu w pozycji „dobrze”, a to niełatwo uzy­&#13;
skać, dlatego rzutów jest co najmniej kilkadziesiąt.&#13;
Teraz czas wziąć się do leczenia głównej chorej.&#13;
Kładzie ona ręce na bębnie, a szaman i pomocnica&#13;
białą szmatką zbierają z jej ciała choroby. Już po chwi­&#13;
li mają ich materializację - pokazują brud na szmatce.&#13;
Potem choroba z ciała zostanie wydobyta za pomocą&#13;
bębna przeciąganego ponad ciałem - znów nazbiera&#13;
się w nim całkiem sporo jakiegoś śmiecia, które zosta­&#13;
nie demonstracyjnie wysypane na szmatkę.&#13;
Minęła już godzina od początku seansu. Sawiej&#13;
zdejmuje kolejno strój, nakrycie głowy i bęben, odda­&#13;
je je chorej, która na kilka minut podejmuje szamanienie. Jeszcze kilka kobiet przejmuje rekwizyty, ich&#13;
taniec jest momentami żywszy, a uderzenia w bęben&#13;
energiczniejsze aniżeli u samego Sawieja. On zaś,&#13;
zmęczony, siedzi w kącie, odpoczywając ze szmatą na&#13;
głowie, która zakrywa mu oczy. Wreszcie wychodzi&#13;
do pokoju obok, a razem z nim chora - pewnie opo­&#13;
wie mu, tak jak to potem zadeklaruje nam, że od ra­&#13;
zu poczuła się lepiej, a szaman da jej jeszcze ostatnie&#13;
wskazówki.&#13;
Znów zasiadamy do poczęstunku w kuchni; kobie­&#13;
ty, zwłaszcza Rosjanki, są podekscytowane i rozrado­&#13;
wane, Jakutki przeżywają to spokojniej. Wychodząc,&#13;
żegnają się wylewnie, mówiąc nam, że choć zdawało­&#13;
by się, iż spotkaliśmy się tu przypadkiem, to przecież&#13;
w życiu nie ma przypadków, a wszystkim pokierował&#13;
Gospod.&#13;
&#13;
5.&#13;
Ale na najwyższe piętro wtajemniczenia wprowa­&#13;
dza nas Anatolij. Otóż stanowczo zapewnia, że cały&#13;
czas widział wspaniałe ognie. Jedna czy dwie osoby&#13;
nieśmiało to potwierdzają; przypuszczam, że nazajutrz&#13;
będą o tych ogniach z przekonaniem opowiadać...&#13;
Gdybyś chciał, łaskawy Czytelniku, wiedzieć, jak&#13;
one wyglądały, nie pytaj o to sceptycznego zachodnie­&#13;
go obserwatora. Sam spójrz na zdjęcia Anatolija, któ­&#13;
re ukazują dziwne złociste czy pomarańczowe smugi.&#13;
Czasem wychodzą one szerokim płomieniem z sza­&#13;
mańskiego bębna albo też z naczynia z rozpalonym na&#13;
wstępie oczyszczającym ogniem, czasem przebiegają&#13;
przez kadr wąskimi, zapętlonymi sznurami. Niekiedy&#13;
towarzyszą im mroczne plamy, w których Anatolij do­&#13;
patruje się to głowy niedźwiedzia, to ptaka, to ludzkiej&#13;
dłoni. Wyjaśnia, że efekt pojawił się dopiero po latach&#13;
jego współpracy z Sawiejem, pewnie też w związku&#13;
z tym, że i sam szaman zdobył już wtedy większą moc&#13;
- mógł docierać do dwunastego, a nie tylko do dzie­&#13;
wiątego nieba.&#13;
Szamańskie duchy-pomocnicy? Trajektorie sił sa­&#13;
mego szamana, jego mocy duchowej? Resztki tej ener­&#13;
gii, które zostały w przestrzeni po jakichś niegdyś żyją­&#13;
cych ludziach, przywołanych w seansie? Obraz eweńskiej „gospodyni ogniska domowego”, Tow muhonni?&#13;
Anatolij przyjmuje wszystkie te wyjaśnienia jednocze­&#13;
śnie, a do tego zarzuca nas terminami i pojęciami, któ­&#13;
re same w sobie mają wszystko wyjaśnić: a to ciała&#13;
astralnego, a to efektu Kirliana, falowo-korpuskularnej natury światła, strumieni elektronów, równań Maxwella i Heisenberga, jakiejś przestrzeni Kozyriewa&#13;
i równie dla mnie tajemniczej energii czasu. „Prawda&#13;
jest wielowariantowa, a rzeczywistość objawia się&#13;
w mirażach” - powtarza za którymś z rosyjskich ni to&#13;
mistyków, ni to profesorów, których dzieła zapełniają&#13;
dziś rosyjski rynek masowych czasopism i książek, do­&#13;
cierając - jak to parę razy stwierdzałem w rozmowach&#13;
w syberyjskiej głuszy - do bardzo szerokich kręgów od­&#13;
biorców, głodnych, jak się okazuje, tych iście pankosmicznych wyjaśnień.&#13;
„Wielowariantowość prawdy” to sformułowanie,&#13;
które bardzo odpowiada tricksterskiej naturze Anatolija. Ten Ewen z krwi i kości, niemłody, a późno przeflancowany z tajgi na uniwersytet, o bogatym życiorysie, łą­&#13;
czy w sobie zarówno dalekosiężne ambicje poznawcze,&#13;
jak i fantastyczne poczucie humoru, dzięki któremu mi­&#13;
strzowsko posługuje się tzw. mową nienormatywną (a&#13;
jak wiadomo, język rosyjski daje tu utalentowanemu&#13;
rozmówcy niemałe możliwości). To poczucie humoru&#13;
każe mu też mówić o sobie samym, stosując cytat&#13;
z Puszkina: „ja, Tunguz dziki”. Ma on też niewątpliwie&#13;
ów spryt tubylca, co to chętnie wykołuje obcego (Jaku­&#13;
ta, Rosjanina, Europejczyka), by wykazać mu - przy&#13;
wszystkich swoich kompleksach i aspiracjach - wyż-&#13;
&#13;
13&#13;
&#13;
�005-14 Wasilewski.ps - 8/30/2006 3:13 PM&#13;
&#13;
Jerzy S. Wasilewski • ETNOLOG W PODRÓŻY (6). SMUTEK ARKTYKI&#13;
&#13;
Fot. 13 Szaman i tricster, Fot. Lech Mróz&#13;
&#13;
Fot. 14 Portret, Fot. Lech Mróz&#13;
&#13;
szość własnej kultury. Czy nie postąpiłby on zatem tak&#13;
samo jak szaman, który pokazuje ukryty wcześniej&#13;
śmieć jako materializację wyciągniętej właśnie choroby,&#13;
a jednocześnie wierzy w prawdziwość swych działań?&#13;
Oglądam negatywy zdjęć i widzę te same co na od­&#13;
bitkach smugi. Nie jestem specjalistą od fotograficz­&#13;
nych trików, nie potrafię tych efektów przekonująco&#13;
objaśnić i zdyskwalifikować. Pytani o to praktycy nie&#13;
umieli mi dotąd pomóc - stale czekam na bardziej&#13;
kompetentne opinie. Wykluczmy, czytelniku, takie&#13;
czynniki jak zleżała błona albo defekt przesłony czy&#13;
lampy: na jednej i tej samej kliszy ognie pojawiają się&#13;
tylko na zdjęciach szamana i jego akcesoriów, z lampą&#13;
i bez, także bez związku z ewentualnym źródłem świa­&#13;
tła w kadrze. Skądinąd, dokumentacja opisanego wy­&#13;
żej seansu z naszym udziałem, robiona przez mego eks­&#13;
pedycyjnego kolegę, nie ujawnia ogni, a przecież na&#13;
fotografiach Anatolija są one widoczne nawet wtedy,&#13;
gdy to my, widzowie, zaczynamy szamański taniec.&#13;
&#13;
Może zatem same negatywy zostały już poddane&#13;
montażowi i skopiowane? Ale byłby to trochę zbytecz­&#13;
ny, nadmierny trud. Skądinąd, identyczny efekt widnie­&#13;
je na zdjęciu szamanów nepalskich, opublikowanym z wcale nie sceptycznym komentarzem - przez Piersa&#13;
Vitebsky’ego w jego popularnej książce Szaman (trzeba&#13;
też pamiętać, że Anatolij towarzyszył przez lata Piersowi w jego wyprawach do Ewenów).1 Słyszałem też o po­&#13;
dobnym przypadku od godnego zaufania kolegi robiące­&#13;
go zdjęcia tybetańskich ceremonii mistycznych cam. Na&#13;
dodatek, kiedy w Jakucji pokazywano mi pamiątkowe&#13;
zdjęcia z obchodów początków lata, organizowanych&#13;
przez newage’owe grupki nawiedzonych, a na tych zwy­&#13;
kłych polaroidowych fotkach widać było niekiedy jakieś&#13;
małe, złociste plamki, to uczestnicy interpretowali to ja­&#13;
ko zapis manifestującej się wtedy mocy.&#13;
Co ma zatem zrobić z ognistymi zdjęciami mój ra­&#13;
cjonalny umysł? Pewnie muszę sobie powiedzieć, że&#13;
płomienne emanacje to coś, co funkcjonuje dużo po­&#13;
wyżej moich potrzeb psychicznych czy duchowych, że&#13;
mogę je zostawić w tamtej wysokiej sferze nieba, gdzie&#13;
docierają tylko najwięksi szamani, a razem z nimi tak­&#13;
że najlepsi tricksterzy.&#13;
&#13;
Przypisy&#13;
1&#13;
&#13;
Fot. 15 Szaman i duchy, Fot. Anatolij Aleksiejew&#13;
&#13;
P. Vitebsky, Reindeer People. Living with animals and spirits in Si­&#13;
beria, London 2005; tenże, Szaman, Warszawa 1996&#13;
&#13;
Fot. 16 Szaman i duchy, Fot. Anatolij Aleksiejew&#13;
&#13;
14&#13;
&#13;
�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9611" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9589">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/c485d2077bf1def5e6e22f4ae44a3e28.pdf</src>
        <authentication>d321302c57b1e61d2a3a681db7239b7d</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114431">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3451</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114432">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114433">
                <text>1981</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114434">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3235</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114435">
                <text>Kurpie Zielone - osrodek masowej produkcji elementów wystroju współczesnych wiejskich wnętrz mieszkalnych / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1981 t.35 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114436">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1981 t.35 z.3-4, s.191-198</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114437">
                <text>Fryś-Pietraszkowa, Ewa; Kural, Bożena</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114438">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114439">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114440">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114441">
                <text>Ewa Fryś—Pietraszkowa
Bożena Kural

KURPIE Z I E L O N E -

OŚRODEK MASOWEJ

PRODUKCJI

WSPÓŁCZESNYCH WIEJSKICH WNĘTRZ

O d d ł u ż s z e g o czasu obserwujemy na w s i z a n i k a n i e regional­

ELEMENTÓW

WYSTROJU

MIESZKALNYCH

nocy p r z y k o p c ą c e j l a m p i e naftowej (...) w ł a ś n i e dzieci s ą w y r y ­

nego czy lokalnego c h a r a k t e r u w y p o s a ż e n i a p o m i e s z c z e ń miesz­

wane n i o t y l k o s z k o ł o , ale i w y r y w a n e z k r ę g u normalnego, na­

k a l n y c h w p o s z c z e g ó l n y c h regionach k r a j u . Ł ą c z y s i ę to ściśle

l e ż n e g o d z i o c k u ż y c i a . Zrezygnowano s ą te n i e s z c z ę ś l i w e dzieci

z procesem u n i f i k a c j i

i p r z e ś w i a d c z o n e , żo t a k j u ż b y ć m u s i . . . "

wiejskich

w n ę t r z . P r o b l e m y te

zresztą

3

W y r ó b f i r a n e k jest

Sporą rolę odegrały

n i e z b y t s k o m p l i k o w a n y , p o t r z e b a do tego t y l k o d u ż e j d r e w n i a n e j

w t y m procesio masowo rozprzestrzeniane w o s t a t n i c h d z i e s i ę ­

r a m y z r ó w n o n a b i t y m i g w o ź d z i k a m i , na k t ó r e n a p i n a s i ę o s n o w ę

n i e j e d n o k r o t n i e podnoszono w l i t e r a t u r z e .

1

cioleciach na obszarze c a ł e g o k r a j u malowane m a k a t k i , f i r a n k i

tworząc t y m

i m a t y s ł o m i a n e . Jeden z n a j w i ę k s z y c h o ś r o d k ó w i c l i

n a s t ę p n i e p r z e w i ą z a ć w ę z e ł k i e m . N i e r o b i l i tego m n i e j

r o z w i n ą ł s i ę na

produkcji

m i e s z k a ń c ó w Puszczy Zielonej d ł u g ą t r a d y c j ę
koniecznością,

ponieważ

i do

warunki

niedawna

fizjograficzne

w o g ó l e , a z w ł a s z c z a n i s k a j a k o ś ć gleb, p r z y w z r a s t a j ą c y m zalud­
n i e n i u u n i e m o ż l i w i a ł y u t r z y m a n i e s i ę t y l k o z g o s p o d a r k i rolno-hodowlanej.

uczciwi

w y k o n a w c y , przez co f i r a n k a t a k a po p i e r w s z y m p r a n i u b y ł a

Kurpiach.

Uprawianie różnego rodzaju zajęć pozarolniczych ma w ś r ó d
pozostawało

skośną kratę. Każde skrzyżowanie nitek należy

do

wyrzucenia.

Na

nakrochmalonej

siatce

dużymi

ściegami

w y s z y w a n o proste k w i a t o w e w z o r y . F i r a n k i r o b i o n o p o c z ą t k o w o
z nici lnianych, później bawełnianych. W y t w ó r c a , k t ó r y

miał

d w i e r a m y , m ó g ł w c i ą g u jednogo d n i a z r o b i ć d w i e f i r a n k i (sta­
n o w i ą c e k o m p l e t do jednego o k n a ) . M o ż l i w o ś ć n a b y c i a f i r a n e k
w sklepach u s p o ł e c z n i o n y c h s p o w o d o w a ł a spadek p o p y t u , z a c z ę ­

2

ł o w i ę c z a n i k a ć i c h w y t w a r z a n i e . P o d koniec l a t 70-tych z n ó w
N a gruncie prowadzonej t u od d a w n a p r o d u k c j i p ł ó t n a

na

z a c z ę t o s i ę t y m z a j m o w a ć , ale na bardzo m a ł ą s k a l ę , n p . we w s i

s p r z e d a ż r o z w i n ą ł s i ę w czasie o k u p a c j i w y r ó b w e ł n i a n y c h

sa­

Wolkowe r o b i f i r a n k i jedna rodzina.

modziałów

—

ubraniowych

i prawdopodobnio

już

wówczas

f i r a n e k s i a t k o w y c h , a w k r ó t c e po ostatniej w o j n i e — m a l o w a n i e
makatek.

W e wsiach k u r p i o w s k i c h r ó w n o l e g l e z f i r a n k a m i

wyrabiano

m a k a t k i . M a l o w a n o je z reguły^ na s z a r y m , s z t y w n y m p ł ó t n i o
k r a w i e c k i m s z e r o k o ś c i ok. 70 c m . C i ę t o je n a k a w a ł k i d ł u g o ś c i

W y k o n y w a n o sporadycznie jeszcze teraz siatkowe

firanki

160—200 c m . P r z y p o m o c y t e k t u r o w y c h s z a b l o n ó w

zwanych

największy popyt miały w łatach pięćdziesiątych. Wyrobem ich

czasem „ m o d y " ( i l . 4) r y s o w a n o o ł ó w k i e m elementy f i g u r a l n e ,

w t y m czasio t r u d n i ł o s i ę d u ż o o s ó b , nieraz c a ł o r o d z i n y . C z ę s t o

po c z y m n a k ł a d a n o p o s z c z e g ó l n e k o l o r y . K w i a t y , r o ś l i n y , d r z e w a

b y ł y p r z y p a d k i z a t r u d n i a n i a p r z y w y r o b i e firanek m a ł y c h dzieci,

malowano odręcznie farbami ś c i e n n y m i r o z r o b i o n y m i w

co w z b u d z a ł o n i e p o k ó j i z n a l a z ł o nawet o d d ź w i ę k w

stolarskim. D l a nadania t y m farbom intensywnego koloru

,,Przy

mechanicznej,

przewlekania

ogłupiającej

bawełnianej

nitki

od

i

do

kleju
do­

pracy

dawano b a r w n i k ó w do t k a n i n , t z w . „ s u k i e n n y c h " , d o ś ć d r o g i c h ,

gwoździka

stosowanych w i ę c t y l k o j a k o domieszka, aby nie p o d n o s i ć kosz­

obezwładniającej
gwoździka

prasie:

ślęczą dzieci j u ż od p i ą t e g o r o k u ż y c i a . Ś l ę c z ą od r a n a do p ó ź n e j

I L 1. M a k a t k a Jelenie,

tów własnych produkcji.

Niektóre wykonawczynie uzupełniały

Zahiczno k . Nowego T a r g u

191

�I I . 2, 3. Eugenia W e l k p r z y pracy. D ą b r o w a к . M y s z y ń c a

m a l a t u r ę srebrną farbą — tak wykończone makatki uzyskiwały

chem p o ś r o d k u ,

nieco w y ż s z ą c e n ę . Okresowo c a ł y dom w y t w ó r c y m a k a t e k za­

sukniach w y s t ę p o w a ł y m a ł e , fruwające

m i e n i a ł się w p r a c o w n i ę . Eugenia Welk np. m a l o w a ł a w kuchni

biodrowych. Na

na d w ó c h d ł u g i c h

p r z y k ł a d y swobodnego zestawiania r ó ż n y c h p o s t a c i , n p . t a n c e r k a

stołach

( i l . 2,3).

Zwykle

przygotowywała

w k t ó r e j zamiast d w ó c h

aniołów w

długich

a n i o ł k i w przepaskach

kurpiowskich makatkach można też

spotkać

c a ł ą s e r i ę jednego w z o r u . Po n a r y s o w a n i u z p o m o c ą szablonu

w y s t ę p u j e w t o w a r z y s t w i e d w ó c h p a w i ( i l . 10), d w a

g ł ó w n y c h p o s t a c i n a k ł a d a ł a kolejno p o s z c z e g ó l n e k o l o r y w c a ł e j

K a p t u r k i " p o d z i w i a j ą p ł y w a j ą c e ł a b ę d z i e ( i l . 12), na i n n e j w i l k

p a r t i i m a k a t e k . N i e d o k o ń c z o n e i gotowe m a k a t k i

p r z y s ł u c h u j e s i ę m e l o d i i w y g r y w a n e j przez g ó r a l a s i e d z ą c e g o p o d

rozkładano

do suszenia n a s t o ł a c h , ł ó ż k a c h i p o d ł o d z e we w s z y s t k i c h izbach.
D o t e m a t ó w n a j c z ę ś c i e j p o w t a r z a n y c h na m a k a t k a c h

na­

p a l m ą ( i l . 15). Same k w i a t y bardzo r z a d k o s t a n o w i ł y
malowano

K a p t u r e k z w i l k i e m oraz a n i o ł y ; rzadziej malowano n p . sceny

s t u j ą c w ten s p o s ó b r e s z t k i k t ó r o

z

płótna.

Malaturę

komponowano

na

ogół

symetrycznie,

główny

t e m a t d u ż y c h m a k a t e k , n a t o m i a s t b u k i e t y lub kosze z k w i a t a m i

l e ż a ł y p a w i e , jelenie, ł a b ę d z i e , „ l a l k i " c z y l i baletnice. Czerwony
góralami.

„Czerwone

na

małych,

kwadratowych

makatkach,

p o z o s t a w a ł y po

wykorzy­
podzieleniu

w o d b i c i u l u s t r z a n y m umieszczano d w i e postacie g ł ó w n e , a nas­

M a k a t k i b y ł y bardzo t a n i e , ż e b y w i ę c na i c h p r o d u k c j i

t ę p n i e elementy u z u p e ł n i a j ą c e . I t a k n p . w c z ę s t o w y s t ę p u j ą c e j

r o b i ć , trzeba b y ł o m a l o w a ć m o ż l i w i e s z y b k o , s t a r a j ą c s i ę jedno­

kompozycji z „ l a l k a m i " względnie z „ b a l e t n i c a m i "

(il. 8—II),

s ą t o d w i e schematyczne f i g u r k i kobiece we w d z i ę c z n y c h , w za­
m i e r z e n i u a u t o r a , pozach tanecznych, z w y k ł o w k r ó t k i c h
nolinkach, t r z y m a j ą c e parasolki. Szczegóły stroju

kry-

podkreślone

s ą p r o s t y m i ś r o d k a m i , ale w t a k i s p o s ó b , ż e s p r a w i a j ą

wrażenie

za­

4

c z e ś n i e aby
Najwięcej

wyglądały

efektownie i p o d o b a ł y

starania p r z y k ł a d a n o

tralnych, wydobywając

do

się

odbiorcom.

opracowania p o s t a c i cen­

zarysy t w a r z y , s z c z e g ó ł y s t r o j u , n a t o ­

m i a s t m o t y w y u z u p e ł n i a j ą c e malowano s z e r o k i m i p o c i ą g n i ę c i a m i
pędzla,

a

wiele malarek

całe

fragmenty,

zwłaszcza

drzewa,

w y s t a w n o ś c i i b o g a c t w a . T ł o dla tancerek s t a n o w i ą b ą d ź same

z a z n a c z a ł o przez o d b i j a n i e p l a m p r a w i e s u c h y m p ę d z l e m . C z ę s t o

k w i a t y , b ą d ź t e ż fantazyjne drzewa p r z y b i e r a j ą c e czasem p o s t a ć

stosowano jasne b l i k i . E l e m o n t y umieszczone w t l e nie

p a l m l u b b r z ó z . T a k samo k o m p o n o w a n o są sceny z p a w i a m i ,

w zasadzie o k r e ś l o n e g o p e j z a ż u , a t y l k o m a j ą na celu w y p e ł n i e n i e

ł a b ę d z i a m i i j e l e n i a m i , p r z y c z y m p t a k i zawsze s ą z w r ó ć me do

i wzbogaconie drzew. N i e m n i e j j e d n a k w y s t ę p u j ą t u f r a g m e n t y

siebie g ł o w a m i , podczas g d y

także

z a g a j n i k ó w l u b l a s ó w , czasem s ł o ń c e , j e z i o r k o l u b p o t o k . N i e ­

o d w r ó c o n e . N a osi k o m p o z y c j i z a n i o ł a m i umieszczano k i e l i c h

k i e d y p o t r a k t o w a n e b y w a j ą s z c z e g ó l n i e ciekawie, j a k n p . s t r u m y k

l u b serce, elementy z w i ą z a n e z s y m b o l i k ą c h r z e ś c i j a ń s k ą . T y l k o

na

ten

m a k a t c e , znalezionej w B y d g o s k i e m ( i l . 14).

rodzaj

makatek

jelenie czasem w y s t ę p u j ą

tworzą

opatrywano

czasem

napisami-cytatami

z m o d l i t w cło a n i o ł a s t r ó ż a ( i l . 6). W s z t a f a ż u z k w i a t ó w i drzew
w y s t ę p o w a ł a r ó w n i e ż dziewczyna z w i l k i e m

( i l . 5). M i m o ,

niepodpisanej,

zapewne

jednak

na

Kurpiach

wykonanej

Obecnie, k i e d y p r o d u k c j a m a k a t e k j u ż od k i l k u l a t z o s t a ł a

że

zarzucona, n i e s p o s ó b u s t a l i ć k t o i gdzie na K u r p i a c h w y r ó b ten

n a z y w a n o t ę s c e n ę „ C z e r w o n y m K a p t u r k i e m " nie zawsze m o g ł a

zapoczątkował, jak również w j a k i sposób został wprowadzony

ona b y ć z u p e ł n i e jasna dla o d b i o r c y zo w z g l ę d u n a b r a k t y p o ­

i następnie zunifikowany

wych

Wiele w y s t ę p u j ą c y c h

atrybutów.

Niektóre

malarki

miewały

szerszy

zestaw

wzorów.

Np.

zestaw

tematyczny

tych

makatek.

t u t a j t e m a t ó w z n a n y c h jest z ma.katek

produkowanych w innych ośrodkach, należą

do

nich

jelenie,

Dąbrowie

p a w i e , sceny z a n i o ł a m i . B y ć m o ż e na t a m t y c h wzorach o p i e r a ł y

k. Myszyńca — oprócz wszystkich wymienionych wyżej t e m a t ó w

s i ę k u r p i o w s k i e m a l a r k i , j e d n a k z n a l a z ł y ono w ł a s n e r o z w i ą z a n i e

jodna z najbardziej c e n i o n y c h — Eugenia. W e l k

w

m a l o w a ł a jeszcze „ r o d z i n k ę " — e z y l i s t a d k o jeleni z d z i e w c z y n ą

t e m a t ó w . P i e r w o w z ó r dla tancerek s t a n o w i ć m o g ł y np. gipsowe

t r z y m a j ą c ą jednego z n i c h za s z y j ę , „ g ó r a l i " c z y l i górale, z w i l ­

f i g u r k i sprzedawane n a odpustach, z i n n y c h b o w i e m

k i e m i jeleniem a t a k ż e „ m a ł e a n i o ł k i " t j . k o m p o z y c j ę z k i e l i ­

m a k a t e k tego t e m a t u n i e z n a m y .

192

terenów

�M i m o tego, że w okresie p r o s p e r i t y n a K u r p i a c h m a k a t k i
w y k o n y w a ł y d z i e s i ą t k i k o b i e t o r ó ż n y c h z d o l n o ś c i a c h , m a j ą one
w s p ó l n e cechy, p o z w a l a j ą c e

na ich rozróżnienie. Składają się

na t o z a r ó w n o elementy t e c h n i k i i k o l o r y s t y k i , j a k i cechy s t y l o ­
we. N a w s p ó l n y s t y l k u r p i o w s k i c h m a k a t e k m i a ł o w p ł y w sku­
pienie d u ż e j ilości w y t w ó r c z y ń na stosunkowo n i e w i e l k i m obsza­
rze. C i ą g ł o k o n t a k t y m u s i a ł y

powodować

bezwiedne

czenia, a m i a ł y miejsce i ś w i a d o m e , c h o ć b y poprzez

zapoży­
wzajemne

przekazywanie sobie s z a b l o n ó w do p r z e r y s o w a n i a .
Z niojasnych w s k a z a ń , k t ó r y c h nie u d a ł o się z w e r y f i k o w a ć ,
w y n i k a , ż e na K u r p i a c h p r a w d o p o d o b n i e n a j w c z e ś n i e j r o z p o c z ę t o
w y r ó b makatek w okolicach Ł o m ż y . Natomiast we wsi D ą b r o w y
k . M y s z y ń c a , gdzie r o z w i n ą ł s i ę jeden z p r ę ż n i e j s z y c h o ś r o d k ó w
p r o d u k c j i m a k a t e k , przypuszczalnie j a k o j e d n a z p i e r w s z y c h
z a c z ę ł a je m a l o w a ć n i e j a k a M u r a c h o w a , nieco p ó ź n i e j z a ś Ste­
fania

Białkowa.

Wyrób

makatek

szybko się

rozpowszechnił

i w e d ł u g o p i n i i samych m a l a r e k w y k o n y w a n o je „ w k a ż d y m
d o m u " , c h o c i a ż pierwsze m a l a r k i p i l n i e s t r z e g ł y t a j e m n i c t e c h n i ­
ki. Wśród

wytwórczyń

w tej w s i szczególnie w y r ó ż n i a ł y się

siostry J ę d r z e j c z y k , a wśród nich wspomniana j u ż Eugenia Welk
u r . w 1939 r. W y r o b y i c h u w a ż a n o za ł a d n i e j s z e i staranniej
wykonane od innych. D r u g i m ośrodkiem produkcji makatek b y ł
Stary Myszyniec, w k t ó r y m czołową rolę o d g r y w a ł a W ł a d y s ł a w a
B r o d z i k . M a k a t k i w y t w a r z a n o t a k ż e , c h o ć w mniojszej i l o ś c i ,
T

we w s i W olkowe. Znane s ą m a k a t k i Genowefy Z a t r y b i W i e s ł a w y
W y r ą b e k zamieszkałych w Ostrołęce.
Obok n a j p o p u l a r n i e j s z y c h m a l o w a n y c h na s z t y w n y m p ł ó t ­
nie,

malowano r ó w n i e ż

m a k a t k i na podszewkowym czarnym

a t ł a s i e . P r z e w a ż a ł a w n i c h t e m a t y k a r e l i g i j n a . Jeden z w y k o ­
n a w c ó w , Franciszek P ł o c h a r c z y k ze Starego M y s z y ń c a m a l o w a ł
o k . 1965 r . d w a t e m a t y : C h r y s t u s a z A p o s t o ł a m i w ł o d z i i ś w .
R o d z i n ę z Józefem cieślą, inspirując się obrazami, k t ó r e m i a ł
u siebie w d o m u .
We

wnętrzach

„bardziej

eleganckich" z n a j d o w a ł y

zasto­

sowanie „ d y w a n y " m a l o w a n e n a f l a n e l i , d u ż e , na c a ł ą ś c i a n ę .
Umieszczano je z r e g u ł y n a d t a p c z a n a m i , w e r s a l k a m i , a w c z e ś n i e j
nad zsuniętymi

m a ł ż e ń s k i m i ł ó ż k a m i ( i l . 16). R ó w n i e ż

d y w a n y r o b i o n o w e wsiach k u r p i o w s k i c h . W y k o n u j ą c a
1962 r . A b r a m o w i c z o w a z M y s z y ń c a c h c ą c u z y s k a ć

i

te

jo od

szablony

z a k u p i ł a jeden t a k i d y w a n n a t a r g u , p o c z y m na jego podstawie
w y c i ę ł a sobie pierwszy k o m p l e t s z a b l o n ó w s k ł a d a j ą c y s i ę z sied­
m i u c z ę ś c i , po jednej n a k a ż d y p o t r z e b n y k o l o r . W e d ł u g j e j
informacji

wcześniej

dywany

takie

wyrabiano

w okolicach

Ł o m ż y , m . i n . we w s i Ł y s e .
M a l o w a n e m a k a t k i j a k o element u p i ę k s z a j ą c y w n ę t r z e zna­
lazły

powszechną

aprobatę

wśród

mieszkańców

w s i , ale

t y l k o . ' Z j a w i s k o n i e ogranicza s i ę z r e s z t ą do naszego

nie

kraju,

m a k a t k i w y s t ę p o w a ł y bowiem wcześniej w Z w i ą z k u Radzieckim,

6

stąd znajdowały się np. w dobytku repatriantów „zza Buga"
osiedlanych na Z i e m i a c h O d z y s k a n y c h ,
Węgrzech.

8

7

n o t o w a n o j e t e ż na

W Polsce, w l a t a c h 60-ych n i e b y ł o c h y b a z a k ą t k a

k r a j u , gdzie n i e z n a l a z ł o b y s i ę tego w y t w o r u .
M i m o , że n a K u r p i a c h , p o d o b n i e j a k w c a ł e j Polsce m a k a t k i
c i e s z y ł y s i ę u z n a n i e m , n i e zawsze m o ż n a j e b y ł o z n a l e ź ć w do­
m a c h w y k o n a w c z y ń . M a l a r k i p y t a n e o s w ó j stosunek do m a k a t e k
w o g ó l e , czy do p o s z c z e g ó l n y c h w z o r ó w n i e k r y ł y swego h a n d l o ­
wego n a s t a w i e n i a . Stwierdzenie „ d l a m n i e o b o j ę t n o , b y l e l u d z i e
c h c i e l i b r a ć " n i e b y ł o odosobnione i w y r a ź n i e o k r e ś l a ł o charakter
tej

t w ó r c z o ś c i , czy raczej, w t y m ś w i e t l e , j u ż w y t w ó r c z o ś c i .
Z p o c z ą t k i e m l a t 7 0 - t y c h z a ł a m a ł a s i ę masowa p r o d u k c j a

makatok. W y twórczynie podają różne przyczyny, wśród których
n a j c z ę ś c i e j w y m i e n i a j ą podniesienie ceny sztywnego p ł ó t n a , nic
j e d n a k n i e m ó w i ą o s p a d k u zainteresowania, m i j a n i u m o d y i t p .
Z o f i a L i s ze w s i D ą b r o w y p o w i e d z i a ł a n a w e t : „ M o d a n a m a k a t k i
m o g ł a b y b y ć i d z i ś , ale j a k s z t y w n i k p o d r o ż a ł przestano m a l o ­
w a ć " . Cena sztywnego p ł ó t n a r z e c z y w i ś c i e w z r o s ł a w t y m czasie
kilkakrotnie, przekraczając w końcu cenę ustaloną dla gotowych
T

m a k a t e k , w i ę o i c h p r o d u k c j a i s t o t n i e p r z e s t a ł a s i ę o p ł a c a ć . W y-

II.

4.

Szablony uzyskane od G. L i s z D ą b r ó w k . M y s z y ń c a
— l a l k a , Czerwony K a p t u r e k , w i l k

193

�Na K u r p i a c h w y r ó b mat słomianych rozwinął się szczególnie
we w s i a c h : Jazgarka, W y k r o t , K r y s i a k i . M a t y te charakteryzuje
b o g a t y w y p a l a n y o r n a m e n t . U z y s k u j e s i ę go w t e n s p o s ó b , ż e na
elektryczne ż e l a z k o do prasowania n a k ł a d a s i ę s p e c j a l n ą
l o w ą s t o p k ę , n a k t ó r e j w y r y t y jest o r n a m e n t .

meta­

W y p a l a n i e jest

o p e r a c j ą t r u d n ą i w y m a g a pewnej z r ę c z n o ś c i , p o n i e w a ż

należy

u w a ż a ć , aby n i e p r z e p a l i ć s ł o m y i n i c i . W w y r o b i e m e t a l o w y c h
stopek w y s p e c j a l i z o w a ł o s i ę k i l k u m ę ż c z y z n n p . J ó z e f M r ó w k a
z Krysiaków,

Zawrotny z

Wykrotu.

Ten ostatni początkowo ż m u d n i e w y k u w a ł ornament

Chrostek

z Lipek,

Jan

dłutkiem

w p ł y t c e aluminiowej później zaś n a u c z y ł się t e c h n i k i odlewania
w piasku formierskim,

za co z a p ł a c i ł d o ś ć z n a c z n ą s u m ę p i e ­

n i ę d z y . O d t ą d w y t w a r z a n i e p ł y t e k s t a ł o s i ę jego d o d a t k o w y m
zajęciem; zasypał n i m i — jak twierdzi — okolicę w promieniu
k i l k u n a s t u k i l o m e t r ó w . W y r a b i a on d w a rodzaje p ł y t e k , w ą s k i e
do w y p a l a n i a l i s t e w e k oraz szerokie do w y p a l a n i a s ł o m y . W z ó r
na

listewkach, czyli „ l a z g a c h "

w y p a l a s i ę przed

zrobieniem

m a t y , z a ś na s ł o m i e j u ż po jej u t k a n i u . Mocno rozgrzano p ł y t k i
p r z y k ł a d a s i ę do lazg n a d ł u ż e j , dlatego z u ż y w a j ą s i ę po

2—3

latach, n a t o m i a s t p ł y t k i szerokie s ą z d a n i e m i n f o r m a t o r a „ w i e c z ­
n e " . N a w i ę k s z y c h p ł y t k a c h umieszczany b y w a na o g ó ł m o t y w
roślinny, przeważnie gałązka z kwiatkiem
dziej zdarza s i ę t u t a j o r n a m e n t

lub ptaszkiem.

geometryczny

Rza­

komponowany

p o t e m w szlaku r a m u j ą c y m m a k a t k ę , z w a n y m „ k o r o n a " ( i l . 23).
N a w ą s k i c h p ł y t k a c h w y s t ę p u j ą zgeometryzowane w z o r y r o ś l i n ­
ne ł u b czysto geometryczne ( i l . 20). U s t a l e n i e a u t o r s t w a poszcze­
g ó l n y c h m o t y w ó w m o ż l i w e jest t y l k o w n i e l i c z n y c h p r z y p a d ­
kach, wykonawcy p ł y t e k

kopiują

bowiem wzory będące

już

w obiegu, albo t e ż o p i e r a j ą s i ę n a n i c h . W s p o m n i a n y J a n Za­
w r o t n y albo samodzielnie szkicuje a n a s t ę p n i e r z e ź b i w drzewie
m o d e l do o d l e w a n i a , albo t e ż j a k o m o d e l t r a k t u j e p ł y t k ę , w y ­
k o n a n ą przez k o g o ś innego, d o s t a r c z o n ą n a w z ó r przez k l i e n t a .
II.

5. M a k a t k i

na

Bazarze R ó ż y c k i e g o ,

Warszawa

1964

r.
H a n d e l o m a w i a n y m i t o w a r a m i s t a n o w i na r ó w n i z r ę k o ­
d z i e l n i c t w e m ź r ó d ł o d o d a t k o w y c h z y s k ó w . Czasami s a m i w y ­
t w ó r c y z a j m o w a l i s i ę j e d n o c z e ś n i e z b y t e m s w o i c h ł u b swoich
i c u d z y c h w y r o b ó w , na ogół j e d n a k w h a n d l u s p e c j a l i z u j ą s i ę
l u d z i e spoza tego grona. D o m i n u j ą c ą f o r m ą s p r z e d a ż y jest h a n d e l

traktować

d o m o k r ą ż n y , p r z y c z y m z w y k l e h a n d l a r k i t r z y m a ł y s i ę ustalo­

j a k o jedynego p o w o d u z a n i k u m a k a t e k . G d y b y b o w i e m n a d a l

n y c h tras, gdzie k o r z y s t a ł y z t y c h samych p u n k t ó w n o c l e g o w y c h

c i e s z y ł y s i ę one szerokim uznaniem o d b i o r c ó w , n a w o t znaczne

i o d b i e r a ł y w y s ł a n e w c z e ś n i e j na poste restante p a c z k i z t o w a r e m .

podniesienie ceny n i e p o w i n n o b y ł o o d b i ć s i ę na popycie. U w a ż a ­

Listonosz ze Starego M y s z y ń c a (sam m a l o w a ł n i e g d y ś m a k a t k i )

daje s i ę j e d n a k , ż e w z r o s t u cen surowca n i e m o ż n a

m y , ż e w t y m czasie z a c z ę ł a j u ż p r z e m i j a ć m o d a na m a k a t k i ,

w s p o m i n a , że w d n i targowe poczta w M y s z y ń c u

a jednym z ich s u b s t y t u t ó w stały się słomiane maty.

po 400 t a k i c h paczek. K u r p i o w s c y handlarze s w ą d z i a ł a l n o ś c i ą

Wylansowała

je Cepelia w l a t a c h

50-tych jako

element

w y s t r o j u w n ę t r z a i z r o b i ł y one z a w r o t n ą k a r i e r ę w mieszkaniach
m i e j s k i c h , gdzie w p e w n y m okresie s t a n o w i ł y nawet

wykładnik

n o w o c z e s n o ś c i i dobrego s m a k u w ł a ś c i c i e l i . Stosuje s i ę je z r e s z t ą
d o ś ć powszechnie do teraz. M n i e j w i ę c e j w 20 l a t s ł o m i a n e m a t y
zaczęły p r z y j m o w a ć się w nowocześniejszych wnętrzach wiejskich,
ale w f o r m i e wzbogaconej

listewkami, wypalaniem, a

często

i b a r w ą . Dekoracja z m i e n i ł a charakter m a t y , k t ó r a w s w y m za­
łożeniu m i a ł a działać głównie swą p r o s t o t ą . Wydaje się jednak,
że w ł a ś n i e na skutek tego wzbogacania s t a l ą s i ę b l i ż s z a g u s t o m
wiejskich

odbiorców. Maty

s ą obecnie na w s i modne,

ludzie,

k t ó r z y p r a g n ą m i e ć „ n o w o c z e ś n i e " u r z ą d z o n e mieszkanie

wie­

przyjmowała

o b e j m o w a l i c a ł y k r a j , p r z y t y m , j a k m ó w i o n o , specjalizowali s i ę
w trasach. T a k n p . jedna z naszych r o z m ó w c z y ń c h ę t n i e w r a c a ł a
w swoje s t r o n y rodzinne „ z a W a r s z a w ę " ( c z y l i w okolice R y k ,
D ę b l i n a , P u ł a w , K u r o w a ) inne j e ź d z i ł y „ n a z a c h ó d " ( w okolice
Nowej S o l i , K o ż u c h o w a , Ż a r ó w , Ż a g a n i a , za G ł o g ó w i Leszno).
W y j e ż d ż a ł y z d o m u na k i l k a l u b k i l k a n a ś c i e d n i , a ż do wyczer­
p a n i a zapasu t o w a r u . D o j e ż d ż a ł y k o l e j ą , potem s z ł y pieszo po
wsiach, n i e o m i j a j ą c t a r g ó w . H a n d l o w a n o b ą d ź j e d n y m
rodzajem

wyrobów

asortyment

(np. same m a k a t k i ) , b ą d ź

o tłoczone

obrazki, słomiane

tylko

t e ż poszerzano

maty,

c h o d n i k i zc

szmat i t p .
N i e wszystkie t e m a t y

m i a ł y jednakowe

powodzenie.

Za­

s z a j ą je n a d w e r s a l k a m i , s t o s u j ą j e r ó w n i e ż m ł o d z i p r z y u r z ą ­

l e ż a ł o to od w i e k u , p ł c i , u p o d o b a ń n a b y w c ó w , a t a k ż e od w a l o r ó w

d z a n i u s w y c h p o k o i i k ą c i k ó w ( i l . 17, 18).

estetycznych m a k a t k i . „ S t a r s z e k o b i e t y a n i o ł y b r a ł y , a m ł o d e

M a k a t k i : i l . 6. Anioły, w y k . G . Z a t r y b , O s t r o ł ę k a ; i l . 7, 8 w y k . D . Ś n i a d a ł a , O s t r o ł ę k a ; i l . 9, 10. W y k . E u g e n i a W e l k , D ą b r o w y ; i l . 1 1 .
Lalki z K o m a ń c z y k . Sanoka; i l . 12. M a k a t k a prawdopodobnie k u r p i o w s k a ; i l . 13. M a k a t k a z D ą b r o w y k . S i e m i a t y c z ; i l . 14. M a k a t k a
z M i e r u c i n a k . S ę p ó l n a K r a j . ; i l . 15. M a k a t k a z Ż e l i s ł a w i c z e k k . W ł o s z c z o w e j

194

�195

�196

I

�. 19. S p r z e d a ż m a t i c h o d n i k ó w w M y s z y ń c u ; i l . 20. Stoisko z m a t a m i i m a k a t k a m i
k u r p i o w s k i m i , t a r g w W y s z k o w i e , 1974 r .

�k a p t u r k i , g ó r a l e , baletnice t e ż c h ę t n i e . . . jelenie m a ł o , bo d u ż e
brzuchy m i a ł y "
tencjalnych

( i l . 1).

klientów

i

Rutyna

pozwalała

zaoferowanie

na

ocenianie po­

właściwego

tematu.

W

z w i ą z k u z p o p y t e m na p o s z c z e g ó l n e sceny handlarze o d p o w i e d n i o
k s z t a ł t o w a l i swoje z a m ó w i o n i a u wytwórców^.
W l a t a c h o s t a t n i c h w n i e k t ó r y c h k u r p i o w s k i c h wsiach w i d a ć
w y r a ź n y upadek z a r ó w n o w y t w ó r c z o ś c i j a k i h a n d l u . W p ł y w na
to m a j ą , prócz przedstawionych
wanie i wprowadzanie

już przyczyn, takżo

propago­

n o w y c h f o r m gospodarowania,

głównie

k o n t r a k t o w a n e u p r a w y l n u i t y t o n i u oraz specjalistyczna h o d o w l a
b y d ł a , p r z y n o s z ą c e s p o r y zysk i z a j m u j ą c e wielo czasu. Coraz
toż m n i e j jest m ł o d y c h l u d z i , k t ó r z y b y s i ę z a j ę l i

rękodziełom

czy h a n d l e m . W o l ą s z u k a ć p r a c y poza w s i ą

P R Z Y P I S Y
M a t e r i a ł y nie p o w o ł a n e w przypisach p o c h o d z ą z a r c h i w u m
P r a c o w n i D o k u m e n t a c j i Polskiej S z t u k i L u d o w e j I S P A N
i zebrane z o s t a ł y w czasie b a d a ń penetraeyjnych w r . 1969
i 1981.
Por. J a d w i g a H i l c z e r - P i ł i c h , Współczesne
upodobania
estetyczne ludności
na podstawie
domów Kadzidła,
„ P o l . Szt.
L u d . " , R . 23, 1969 nr 3/4, s. 149—178
A n n a M i l e w s k a - M l y n i k , Świadomość
grupy społecznej a upo­
dobania estetyczne (na przykładzie
analizy
wnętrz domów
wsi
Rościszewo),
„ P o l . Szt. L u d . " , R . 28, 1974 nr 1, s. 47—56
B o ż e n a K u r a l , Współczesne
tendencje
rozwojowe
wnętrza
domu chłopskiego
na Polskim Spiszu,
„ P o l . Szt. L u d . " , R . 30,
1976 n r 1, s. 19—29
Jacek O l ę d z k i , Kxdtura artystyczna ludności
kurpiowskiej,
W r o c ł a w 1971, s. 35—37
W ł o d z i m i e r z Olszewski, Dzieci za firankami,
„Chłopska
Droga", 24.XI.1957
W 1969 r. za m a k a t k ę d ł u g o ś c i 170 c m w y k o n a w c z y n i
o t r z y m a ł a 30 zł.
Współczesne
malarstwo ludowe, L u b l i n 1969, s. 15
Aleksander J a c k o w s k i : „ B a r d z o w i e l e prac i d e n t y c z n y c h
n i e m a l z t y m i (w'ystawa m a k a t e k — p . E F P , B K ) , k t ó r e t u
w i d z i m y s p o t y k a s i ę we w n ę t r z a c h m i e j s k i c h i w m a ł y c h mias­
teczkach".
1

O r n a m e n t y na stopkach do w y p a l a n i a s ł o m y , w y k . przez W . Za­
wrotnego z W y k r o t u k . M y s z y ń c a ; ił. 2 1 . Słoneczniki;
i l . 22.
Różyczka;
i l . 23. Korona,
ornament na stopce do w y p a l a n i a
s ł o m y , w y k . J . Chrostek z K r y s i a k ó w

2

T

3

4

5

6

Franciszek K o t u l a , ,,Dywany"
— współczesne
malarstwo
ludowe wsi rzeszowskich,
„ P o l . Szt. L u d . " , R . 17, 1963 n r 3/4,
s. 136, p r z y p . 6
J ó z e f B u r s z t a , Z b i g n i e w Jasiewicz, Zderzenie kultur na
ziemiach zachodnich
i północnych
w świetłe materiałów
ze wsi
koszalińskich,
„ P o l . Szt. L u d . " ' , R . 16, 1962 n r 4, s. 216, i l . 28
Współczesne
malarstwo ludowe, L u b l i n 1969, s. 18
7

8

Fot. St. Deptuszewaki, il. 2, 9, 10; J . Świderski, П. 1, 3—8, 11—23

198

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9592" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9570">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/957f3a54dcd54706168328411bacbc4a.pdf</src>
        <authentication>3c9da80f799653407cb9245a553ee6a1</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114174">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3124</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114175">
                <text>1989</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114176">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2925</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114177">
                <text>Mieczysław Piwko o sztuce / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1989 t.43 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114178">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1989 t.43 z.4, s.230-231</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114179">
                <text>Wieczorkiewicz, Anna; Zatorska, Joanna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114180">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114181">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114182">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114183">
                <text>Anna Wieczorkiewicz, J o a n n a Zatorska

M I E C Z Y S Ł A W PIWKO O SZTUCE

Rodzina Rzeźbiarza doskonale wie, o co może chodzić zwiedzają­
cym. Nikt nie pyta, kto to jest etnograf ani o czym chce rozmawiać.
— Ojciec jest zajęty, ale zaraz przyjdzie. — Rzeczywiście, za
kwadrans przychodzi, już umyty, przebrany i gotowy do udzielenia
wszelkich informacji.
„Od młodych lat mnie to ciągło. Był w drugiej wsi taki jeden
— dawniej to nie mówili „twórca ludowy" — to był „ten, co świątki
robi", mówili też — „niewyraźny". Jan Witek się on nazywał. Dobry
rzeźbiarz był. On robił więcej takie gotyckie — to znaczy wysokie,
szczupłe, w pewnym ruchu (pokazuje rękami — chodzi mu o charak­
terystyczną postawę). Gdyby on miał możność kształcenia się, ty by
niewiele uchodził od największych. Pięknie robił. Dorabiał tym.
Obrazów mało robił. Więcej kapliczki i figury do domu.
Jak pierwszy raz to może w drugiej, trzeciej klasie byłem, jak
rzeźbiłem narciarza. To taka zabawka była. Pani w szkole mnie
pochwaliła. Bo to było na robotach ręcznych — taki był kiedyś
przedmiot w szkole. Potem to też rzeźbiłem. Ale to trzeba zacząć od
tradycji kultury polskiej. Bo kiedyś święto Bożego Narodzenia, to
było najradośniejsze — zwłaszcza dla dzieci. Trzeba o tym pamiętać.
Ludzie są nieuczciwi względem własnej kultury.
Wtedy Święty Mikołaj był — dziś to się mówi dziadek Mróz. To
kiedyś było uroczyste święto. Gwiazdy się robiło i chodziło się po
kolędzie i winszowało się. Szopki robili — to takie pragnienie, żeby
coś ładniejszego zrobić — to na święta. Na dole tej szopki był teatr.
Wszystko tam odgrywali. To ruszało się. Reżyser ruszał tym.
I dialogi były: Żyd, Cygan, Diabeł, Śmierć — wszystko było w tym.
Najpierw to te figurki drewniane miały i były ubrane szmatkami. Ale
10 się brudziło, niszczyło. To potem zaczęli całe z drewna robić.
To odkurzyć łatwo. U mnie też wszędzie czysto — Krzyż panie widzą

230

wisi — też nie zakurzony.
Ja takie szopki z chłopakami robiłem.
We wojnę nie robiłem dużo — kilka szopek, jak miałem czas. Po
wojnie to już człowiek dorosły, żonaty, to już się nie chciało. Ale
jednak to mnie ciągnęło i fascynowało.
Jak widzą kawałek klocka, to już widzę co z tego będzie. Potem się
odbiera, odbiera, aż zostanie, co trzeba. Wiem zawsze, co mi z tego
klocka wyjdzie — to jest podatność — jak w życiu, że widać, na co
człowiek się nada.
Drewno się kupuje. Lipa najlepsza albo osika. Teraz wykupuje
drewno fabryka i nam jest trudno. Od chłopów się kupuje — trzeba
im za to płacić. Inaczej sprzedają do fabryki.
Lubią kolory żywe. Znają mnie wszędzie z mojej kolorystyki.
Ludziom też się podoba, ale się podoba, ale wiele się nie zastana­
wiam nad tymi kolorami, podświadomie je wybieram.
Jak mnie najdzie to robię. Czasem trzy, cztery dni nic nie robię.
Czasem tak nie idzie. Za dzień jedno zrobię, ale od rana do wieczora.
„Ojciec Święty", na przykład, nie wyszedł mi tak, jak bym chciał.
Wyszły mi same oczy. Włosy mają kolor za jasny. Brązowy byłby
lepszy — prawdziwy. (Na uwagę, że Ojciec Św. jest siwy). Tak, to
właśnie powinien być siwy. Ale nawet jak się nie uda, to nigdy nie
zniszczyłem swojej rzeźby.
Ja tego Chrystusika zrobiłem na krzyżu, to mi jeden pan mówi:
„Dlaczego on taki grubiutki?" A przecież nikt nie pamięta jaki był.
Każdy robi, jak sobie wyobraża. Można przypuszczać, że Chrystus
był jak Araby, bo to był Arab — chudy. Ale każdy rzeźbi według
wyobraźni. Tego świętego Floriana zrobiłem na wzór figury koło
kościoła. Kiedyś wierzyli, że chroni od ognia. Teraz też wierzą.
Florian to mój patron — bo ja byłem strażakiem. Dziś też 4 maja

�świętuję — na Św. Floriana — a nie tam żadne Dni Ochrony
Przeciwpożarowej.
Konkursy. Przeważnie to są dowolne tematy. Bym nie rzeźbił, żeby
temat był bez sensu. Albo czasem są bardzo krótkie terminy. To
wybieram poważniejsze konkursy jak prawdziwi artyści biorą
udział. Różne tematy rzeźbiłem. Tylko Lenina odmówiłem robić
— bo mówię, że mogłaby mi się chałupa pokrzywić (śmieje się).
Do Cepelii tylko trochę robiłem — kilka zamówień. To jest niższa
kategoria, rzemiosło, to nie jest sztuka, chociaż niektóre rzeczy mi się
podobają.
Moje figurki to od Japonii do Ameryki kupują. Szwecja, Norwegia,
Anglia — wszędzie.
Ja to robię najpierw siekierą, potem dłutem i nożem. Wygładzam nie
za mocno, ale lubię, żeby było milsze w dotyku.
Na twarz u każdego najwięcej się patrzy. Ale twarz mi nigdy nie
wychodzi taka sama.Tylko styl jednaki. To jest mój wytwór
wyobraźni. Tak każdy robi jak sobie wyobraża.
Człowiek musi się starać jak najbardziej, żeby piękne rzeczy robić,
pięknie rzeźbić.
Piękno się nie zmienia. Może być świadomie zniekształcone. Dziś
świadomie kulturę zniekształcają.
Strasznie lubię malarstwo. Malowałem, ale nie widziało mi to się. Na
desce malowałem plakatówką, lakierem potem pociągałem. Tylko
sakralne malowałem! Cywil-banda to co to za malowanie. To się do
niczego nie nadaje. No, malarstwo naturalne też lubię. Pejzaż to mi
się strasznie podoba. Ale na to talentu trzeba. Ja też narobiłbym tego
w pierony, ale mi sumienie nie pozwala. Dawniej, jak się niszczyło, to
palili obraz, żeby się nie poniewierał. Dlatego dużo ich było trzeba.
Teraz to robi się takie nowoczesne — trzy razy na krzyż, takie
dżezkoteki.
Tc uczone rzeczy, malarze, artyści sztalugowi, to wszystko udawane,
że to niby odbija jakieś kataklizmy. To jak ten chłop jeden, co mówił
wierszyk prozą - to co to za wierszyk? A niektóre wiersze to piękne
są — że aż pachnie z tego wiersza.
Hasior na ten przykład — dobry rzeźbiarz, ja nie powiem, ale wyczuł
głupotę w kulturze. Wyczuł konikunturę i teraz jedzie na całego. To
się nie nadaje na nic, ale to mu robi sławę. Tacy ludzie to nie służą
sztuce tylko mamonie.
Ja uważam prymitywizm, ale u człowieka, który był kompletnie
prymitywny. Oleksy na przykład. On nie rozumiał otaczającego
świata. On w to co robił, to cały intelekt włożył, jaki posiadał. Ale jak
kto ma więcej rozumu to powinien robić, żeby to zrozumiałe było.
Teraz to tych cudotwórców prymitywizmu namnożyło się. Taka
panienka tu kiedyś przyjechała. Ona mi mówi: „Czy to nie mógłby
pan tak robić, żeby tu trzaska wisiała, tu nie dorobione?" — żeby to
takie było, ona chciała. A ja chcę doskonalsze robić.
Oglądanie świata, to bardzo dużo daje. Witek Jan, to w Austrii był za
robotą, to się napatrzył w świecie. To działa. Ja też pojechałem do
Krakowa na wycieczkę, to się napatrzyłem. W Kościele Mariackim
rzeźby Wita Stwosza widziałem — to fundament, strażnica narodu
polskiego.
Zrobić komuś rzeźbę, sprzedać — nigdy bym nie odmówił. Ja
każdego człowieka lubię, jaki by nie był. Tylko hochsztaplera to ja
nie lubię. Chętnie bym wszystkie rzeźby w domu trzymał, ale to się
nie trzyma — od razu wezmą.
(Czy do jego świątków można się modlić?). Można się modlić, ale jak
są poświęcone. Ludzie się modlą, ale to musi być poświęcone. Każda
rzecz musi być atestowana! (śmieje się). Nie poświęcone są bezwarto­
ściowe pod względem świętości."
Pan Piwko mówi o sobie „artysta", „twórca ludowy". Bardzo
chętnie pokazuje swoje rzeźby. Szczyci się też swoim „archiwum"
~- dużymi notatkami, gdzie wkleja fotografie, listy świadczące
o kontaktach ze zbieraczami i etnografami, notatki z prasy itp.
Twierdzi, że może się to przydać komuś, kto będzie kiedyś pisał
„jakąś pracę doktorską". Bardzo chętnie pokazuje tę kronikę.
Żegnając nas w drzwiach powtarza: „Napiszcie — Paszyn 148, ale
wystarczy bez numeru, tylko: Piwko, Paszyn. 1 tak każdy mnie tu
zna, napiszcie!"
PASZYN, maj 1986 r.
Fot.: Jan Świderski

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9591" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9569">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/19bc85c8e39d706e99570452022119c4.pdf</src>
        <authentication>50d20df8f19bdd4ee2c9f57c8d08f966</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114165">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3129</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114166">
                <text>1988</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114167">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2929</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114168">
                <text>Spis treści / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114169">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.1-2, s.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114170">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114171">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114172">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114173">
                <text>POLSKA

AKADEMIA

NAUK

•

INSTYTUT

SZTUKI

•

ROK

XLII

•

1988

•

Nr

1-2

polska sztuka ludowa

W R O C Ł A W - W A R S Z A W A - K R A K Ó W - G D A Ń S K - Ł Ó D Ź
Z A K Ł A D N A R O D O W Y I M I E N I A O S S O L I Ń S K I C H , W Y D A W N I C T W O P O L S K I E J A K A D E M I I NAUK

�CONTENTS
A k o s Engelmayer

P l a y pipes, p l a y blisses i n H u n g a r i a n manner

R o m a n Reinfuss

Podhale phenomonon

.

.

.

.

3
9

Krzysztof Renik

Rite

Joanna Hubner-

Feast.

a n d theatre

-Wojciechowska

centuries

Leander Petzoldt

F o l k feasts i n Germany, A n a t t e m p t of t y p o l o g y

Illusion

17

a n d R e a l i t y i n State Ceremonies of the 17
23
. . .

31

Wanda Drabik

F o l k festivals i n B u l g a r i a

45

Szymon B o j k o

H a l l o w e e n a n d other populistic customs

51

Hanna Baltyn

1st M a y as a Spectacle

55

M a r i a Fiderkiewicz

R i t u a l groups i n t h e Żywiec region

61
0У

Seweryn A . W i s l o o k i

Folk

Danuta Kalinowska-

C a r n i v a l Dances o f W o m e n

A r t i n the Żywiec region

-Klosiewicz

o f A l l Souls'Day i n C a r n i v a l Rites

71

B a r b a r a Ogrodowska

Wafers a n d wafer's decorations i n Polish t r a d i t i o n . . .

81

„for a h i g h f l a x ' . Elements

A n n a Kunczyńska-Iracka
Ewa Korulska
Zbigniew B e n e d y k t o w i c z

93
The L a n t e n M y s t e r y a t Górka K l a s z t o r n a

102

O n holidays a n d h o l i d a y celebraiting. I n t e r v i e w w i t h P i o t r
Skrzynecki

107

Z . B . a n d C.R.

Some remarks a b o u t tho i n t e r v i e w

113

Agnieszka Osiecka

Piotr

115

L u d w i k Stomma

„Piwnica p o d B a r a n a m i "

116

R y s z a r d Ciarka

Punk-Rock

117

L u d w i k Stomma

The F r e n c h K i n g ' s G a l l a x y :
Henry

I's

Russian Alliance

127

Charles I X ' o r the I n j u s t i c e o f H i s t o r y
Piety
Stanisław Błaszczyk

Hans

Joachim

gegnungen
Teresa Smolińska
*

Karol

40 years

*
SUMMARY
РЕЗЮМЕ

Schauss:

mit polnischen

Piegza,

kowski's

.

.

E s kommt alles aus mir selbsi.

.

130

Be132

V olkskunstlern

Cieszyńskie skrzynie

malowane

.

.

.

.

133

o f Polska Sztuka L u d o w a a n d Alelcsandor Jae35 years o f e d i t o r i a l w o r k — B r i e f r e p o r t .

A u t h o r s i n the issues f r o m 1947—1987
OF ARTICLES

128

o f K i n g R o b e r t I I o r the Dialectics .

.

135
138
139
14.1

R E D A K C J A : Z b i g n i e w B e n e d y k t o w i c z (z-ca r e d . ) , A l e k s a n d e r J a c k o w s k i
(red.),
E w a K o r u l s k a , A n n a Kunczyńska-Iracka,
Sławomir S i k o r a (sekretarz
redakcji)
R A D A R E D A K C Y J N A : J e r z y Bartmiński, T a d e u s z C h r z a n o w s k i , M a r c i n C z e r w i ń ­
s k i , E w a F r y ś - P i e t r a s z k o w a , J a n K r z y s z t o f M a k u l s k i , J a c e k Olędzki, M i e c z y s ł a w
Porębski, R o m a n Reinfuss, Czesław R o b o t y c k i , Z o f i a Sokolewicz,
Roch Sulima
W S P Ó Ł P R A C O W N I C Y R E D A K C J I : Z o f i a B i s i a k , J a n Świderski
R E D A K T O R T E C H N I C Z N Y : G r a ż y n a Miętus
T Ł U M A C Z E : P i o t r P a s z k i e w i c z ( a n g . ) , L i j a S k a l s k a - M i e c i k (ros.)
A d r e s R e d a k c j i : I n s t y t u t S z t u k i P A N , u l . Długa 28, 00-950 W a r s z a w a , s k r . p o c z t .
994, t e l . 31-32-71/4, w e w n . 227, 229

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9590" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9568">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/66e5f3d084abd5d48917a9d39f95783c.pdf</src>
        <authentication>68092cfff7a88c6f8311b09f98975f7c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114156">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3127</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114157">
                <text>1989</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114158">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2928</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114159">
                <text>Summary of articles / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1989 t.43 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114160">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1989 t.43 z.4, s.29-240</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114161">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114162">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114163">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114164">
                <text>S U M M A R I E S

•

Р Е З Ю М Е

SUMMARY OF ARTICLES
W i k t o r S t o c z k o w s k i — PREHISTORY I N SCHOOL
TEXT-BOOKS, T H A T IS T H E CONTEMPORARY M Y T H OF
THE BEGINNINGS

of Christ in selected ethnographic writings. Generally, all such
images are similar.

In spite of the fact that various visions of the past are presented in
school text-books of history, the image of the palaeolith is always the
same. The purpose of the present article is to analyse it on the
grounds of Soviet and French school text-books. The considerations
touch upon the following problems: 1) Structure of the vision of the
palaeolith (fundamental images of „alien primitive nature" and
„weakness of cultureless man"); 2) Function of the story about the
palaeolith (explain the genesis of culture); 3) History of the
academic vision and its origin (speculations of the Enlightenment
philosophers); 4) Description of the philosopher's method and the
method-implied vision of man (deductive reasoning based on the
behaviourist, materialistic, utilitarian, and individualistic tenets);
5) Origin of the images of „alien nature" and „man's weakness"
(reversal of the attributes of human existence in the Golden Age);
6) Presence of the philosophic myth of the beginnings in contempo­
rary culture and its impact on the archeological reasoning (on the
example of New Archaeology); 7) Counter-culture trends and
contemporary transformations of the myth of the beginnings
(primitive society of prosperity from the works of M . Sachlins).

J e r z y C h u m i ń s k i — SOME REMARKS O N T H E O R N A M E ­
N T A T I O N OF CONTEMPORARY T O M B CROSSES.

Ewa K o r u l s k a , L u d w i k S t o m m a — T H E BEGINNINGS
OF T H E POLISH STATE
A VERSION FOR C H I L D R E N
The legend of Piast and Popiel tells about the beginnings of the
Polish state. The authors analyse two versions of the myth — its first
recording in Chronicle of Gallus Anonymous (12 cent.) and Kornel
Makuszyiiski's contemporary version (1939) for children, frequently
republished in the 1980 s. Considerable changes in the construction
of the story can be found in Makuszyiiski's work. Not only does his
story present the legality of the Piasts' power sanctioned by God's
will — miracle (Gallus Anonymous) but, grounded on the opposi­
tion between Piast and Popiel, it also speaks about the autochthony
and age-long past of the Polish nation (Piast — good, native, our,
Polish; Popiel —- alien, wicked).
ARE THERE A N Y „ B L A N K S " I N ETHNOGRAPHY?
Two opinions concerning „blanks" in ethnography (Ludwik
Stomma) and folk art (Antoni Kroh) are published. In spite of
certain divergencies in presenting the subjects the authors are
astonishingly unanimous in many points. Admittedly, no problems
in both disciplines have been forbidden to be examined (this does not
mean difficulties in publishing the research materials). Therefore,
the authors pay their attention to the problems that have not been
discussed, that for some reasons have been difficult or a taboo, e.g.
moral life:shame, rape, honour (Stomma), complex questions of
state patronage over folk art, of art of the national minorities, and of
the pre-war territories of Poland (Kroh). The conclusion is reached
that it is self-reflective problems that are most difficult to examine.
(Kroh: Ethnography of the Ethnographers' Milieu). Stomma exem­
plifies some reasons of such an attitude, e.g. parochialism and
conservatism of Polish ethnography. Symptomatically, the authors
state that a true „blank" in ethnography/folk art is but a mirror.
A l e k s a n d e r J a c k o w s k i — FOLKLORE: INSPIRATION
AND MANIPULATION
The article illustrates two approaches to folklore. The first one is
based on Dmitri Shostakovich's reminiscence of Dżambul Dżabajew, an imaginary folk poet, whereas the second approach shows
balcharian folk potters creating clay animal figures. Both examples
concern the same area (Dagestan, Soviet Union) and the same period
(1940s — 1950s).
B o ż e n a T a r a n o w i c z — THE STEREOTYPE OF JESUS
CHRIST I N F O L K POLISH
The folk stereotype of Jesus Christ (according to Lippmann,
understood as an „image in the head") is analysed on the basis of
various folk texts. In various genres (songs, magic formulas, etc.) the
image of Christ turns out to be similar, though certain differentiating
genre features an also be discerned. The resulting image was also
related to the official teaching of the Church as well as to the image

According to the author, certain chronological layers connected
with the fashion for a given type of the tomb-stone are easily
observed on cemeteries; e.g. wrought, cast-iron, and welded crosses.
Two aspects of the decoration of the cross: traditional and contem­
porary can be discerned. By traditional ornamentation J. Chumiński
means the reference both to the timber itself — wooden cross (e.g.
visible grain surface) and the tree (bark's facture, cut branches, or
even the cross as a sprout of the felled tree). In contemporary
ornamentation geometric motifs are applied. When analyzing the
latter, the author points out to some of its symbolic aspects (e.g.
a circle with rays — the Sun).
OLD POLISH COUNTRYSIDE I N THE PHOTOGRAPHS OF
ARNER LOUISE BOYD
Remarks on the collection of photographies chosen from 2000
pictures made in Poland in 1934 by the american traveller and arctic
explorer — Arner Louise Boyd.
Hanna
Pawlak
(1955—1957)

—

GREAT P O L A N D

FOLK

BAND

Folk culture constituted an essential element of the People's
Poland's cultural policy of the 1950's. With great financial support
of the state folklore was popularized and numerous groups created.
One of the artistic ideas of the period was to form in Poznań (1955)
a representative Folk Band of Great Poland. It grouped about sixty
musicians — pipers, fiddlers, clarinettists, and back pipers. Since it
was impossible to harmonize all the instruments, two separate
groups were formed: pipers (21 pipers and 17 fiddlers) an backpipers
(16 backpipers, 8 fiddlers, 4 clarinettists). Such a big number of
musicians caused great difficulties connected with costumes and
repertoir. After 1957 the activity of the Band was limited, mainly for
financial reasons.
Creation of such a big group activated folk musicians, inspired
them to create new instruments, though also had some disatvantages
— it nivelated regional differences in the sound of instruments and
repertoir; it deformed the traditional sound of the two-man pipers'
band or three-man backpipers' band
A n n a W i e c z o r k i e w i c z , J o a n n a Z a t o r s k a — MIECZYS­
ŁAW PIWKO O N A R T
The article contains Mieczysław Piwko's own words. M . Piwko
was a sculptor from a known sculpture centre in Paszyn. The artist's
reflexions concern his own work, as well as his remarks on art, not
only folk (Wit Stwosz, Hasior).
S ł a w o m i r a B y d a ł e k — CRIB FIGURES OF M A R C E L I
POTAS, SCULPTOR F R O M T H E ZIELONA G Ó R A REGION
The author presents a peasant sculptor of some interesting crib
figures. For many years Marceli Potas (born in 1913, Rzeszów
voivodship) sculpted figures for his own crib which he, together with
some other carol singers, carried around the village at Christmas.
His figures continue the tradition of crib puppets.
R o m u a l d a H a n k o w s k a — SAN D SPRINKLED DESIGNS
IN KUJAWY
The custom of sprinkling the mud floor with sand is quite ancient
and was very popular in the countryside in the 18th century. It
survived in Kujawy till the 1950's. A t present such designs are
sprinkled only on shows and competitions with the participation of
thirty women.
The contemporary designs, deprived of their proper function
(decoration of the room and courtyard) have transformed into loose,
elaborated ,,carpets", composed freely (without natural divisions of
space, such as path, tree, fence, room furniture). The new competi­
tion discipline is but a mere reference to the old custom of not only
aesthetical, but also utilitary function.
239

�РЕЗЮМЕ
В и к т о р С т о ч к о в с к и й — ДОИСТОРИЧЕСКИЙ
П Е Р И О Д В Ш К О Л Ь Н Ы Х У Ч Е Б Н И К А Х И Л И СОВРЕМЕН­
НЫЙ МИФ ИЗНАЧАЛ
Школьные учебники истории нредлагают разные видения
прошлого, но несмотря на это картина палеолита там всегда
одинаковая. В настоящей статье автор производит "анализ
трактовки этой эпохи на нримере учебников СССР и Франции.
Рассматриваются следующие нроблемы: 1. Структура видения
палеолита (фундаментальные образы „враждебной первобыт­
ной природы" и „слабости человека, лишенного культуры"); 2.
Функция рассказов о палеолите (выяснение генезиса Культу­
ры); 3. История картины палеолита вучебниках иее происхож­
дение (рассуждения философов эпохи Просвещения); 4. Описа­
ние методов философов и внушаемое ими видение человека (на
примере основ бихевиоризма, материализма, утилитаризма
и индивидуализма); 5. Происхождение картин „враждебной
природы" и „слабости человека" (противопоставление атрибу­
там человеческого бытия в З о л о т о м веке); 6. Присутстивие
философского мифа изначал в современной культуре и его
влияние на мышление археологов (напримере новой Археоло­
гии); 7. Миф контркультуры и современные трансформации
мифа изначал (первобытное общество благосостояния в трудах
М. Салинса).
Э в а К о р у л ь с к а я , Л ю д в и к С т о м м а — НАЧАЛА
П О Л Ь С К О Г О ГОСУДАРСТВА — ВАРИАНТ Д Л Я ДЕТЕЙ
Легенда о Пясте и Попеле повествует о началах польского
государства. Авторы анализируют две версии этого мифа: его
первое описание в Хронике Галла Анонима ( X I I в.), а также
современный вариант для детей, написанный Корнелем Макушиньским в 1939 годы и возобновляемый в очень больших
тиражах в восьмидесятых годах. Макушиньский вводит значи­
тельные изменения в конструкцию рассказа. В его версии
говрится не только о легальности власти династии Пястов,
утвержденной Божьей милостью — чудом (Галл Аноним), но
также — но нринципу противопоставления между Пястом
и Попелем — о автохтонности и вечности польского народа
(Пяст —добрый, здешний, наш, поляк, Попель —элой, чужой).
СУЩЕСТВУЮТ Л И „ Б Е Л Ы Е П Я Т Н А " В Э Т Н О Г Р А Ф И И ?
Мы публикуем два высказывания на вопрос редакции,
касающийся „белых пятен" в этнографии (Людвик Стомма)
и внародном искусстве (Антони Крох). Несмотря на некоторые
разногласия в трактовке этих тем авторы обнаруживают удивимельную общносмь. Оба считают, что в этих областях не
было проблем, решение которых было бы запрещено или
связано с натиском среды (разумеется, этоне исключает труд­
ностей с публикацией материалов, но это уже иной вопрос).
Таким образом оба автора обращают внимание на проблемы
не затрагивавшиеся, на проблемы трудные, на запреты, напри­
мер, речь идет о моральной жизни и ее сторонах — стыде,
изнасиловании, чести (Стомма), а также сложной проблеме
патроната государства над народным искусством, о отноше­
нии к искусству национальных меньшинств и вообще к нацио­
нальным меньшинствам, о бывших польских территориях
и т.д. (Крох). Оба преследуют цель показать, что наиболее
трудными темами являются те, которые имеют связь с саморе­
флексией (Крох „Этнография этнографической среды"). Стом­
ма приводит несколько причин такой ситуации, в частности,
отсталость польской этнографии, ее некоторую косность. Ха­
рактерно, что оба текста заканчиваются суждением, что насто­
ящим „белым пятном" для этнографии (народного искусства)
является зеркало.
А л е к с а н д р Я ц к о в с к и й — ФОЛЬКЛОРИЗМ:
ИНСПИРАЦИЯ, МАНИПУЛЯЦИЯ
Это — иллюстрация к двум крайне разным подходам
к фольклоризму: первый нример базируется на воспоминаниях
Дмитрия Шостаковича о никогда не существовавшем народ­
ном поэте Джамбуле Джабаевом, второй — на творчестве
балхарских народных художников, изготовляющих глиняные
фигурки животных. Оба примеры относятся к одной и тойже
территории (Дагестан, СССР) и к тому же самому времени
— сороковые и пятидесятые года нашего столетия.
Б о ж е н а Т а р а н о в и ч , СТЕРЕОТИП ИИСУСА ХРИСТА
В ПОЛЬСКОМ НАРОДНОМ ЯЗЫКЕ
Автор рассматривает стереотип Иисуса Христа (в понятии
Липпманна как „образ вуме") на основе разных фольклористи­
ческих текстов. Ванализе, произведенном по-разному в разных
видах (песни, магические заклятия и т.д.), образ Христа пред­

стает подобным образом, хотя и снекоторыми отличительны­
ми чертами. Этот образ автор сопоставляет с официальным
учением католического костела, а также с образом Христа
в избранной этнографической литературе — в общих чертах
здесь нет существенных различий.
Е ж и Х у м и н ь с к и й , З А М Е Ч А Н И Я НА Т Е М У О Р Н А М Е Н ­
Т А Ц И И С О В Р Е М Е Н Н Ы Х Н А Г Р О Б Н Ы Х КРЕСТОВ.
Автор замечает, чтона кладбищах можно различить разно­
го типа надгробия, отвечающие вхронологическом отношении
той или иной моде. Одну уз групп составляют кованые,
чугунные и сварные кресты. В орнаментике крестов можно
отметить два аспекта: традиционный и современный. Под
первым автор подразумевает подражание деревянным крестам
(фактура коры, срубленные ветви и т.д.), второй отличается
использованием геометрической орнаментики. Анализируя ее,
автор обращает внимание на некоторые символические аспек­
ты (как например, круч с лучами — солице).
СТАРАЯ Д Е Р Е В Н И Я В Ф О Т О Г Р А Ф И И
Фотографии, выбранные среди двух тысяч снимков, сделан­
ных в 1934 году в Польше американской нутешественницой,
исследовательницей Арктики Арн-Луизой Бойд.
Х а н н а П а в л я к — ВЕЛ И К О П О ЛЬ С К И Е Н А Р О Д Н Ы Е КА­
П Е Л Л Ы (1955—1957)
Народная культура была существенным элементом полити­
ки Народной Польши в области культуры в период пятидеся­
тых годов. Спомощью значительной материальной поддержки
Государства популяризировался фольклор, создавались мно­
гочисленные ансамбли. Одной из инициатив того времени было
возникновение в 1955 году в Познани „репрезентативной"
Великопольской народной капеллы. Она состояла из около
шестидесяти музыкантов — волынщиков, скрипачей и кларне­
тистов. А поскольку совместная игра этих инструментов не
входила в счет, были выделены две отдельные капеллы. В 1957
году деятельность Капеллы стала менее активной
в связи
с финансовыми затруднениями.
Создание такого большого оркестра способствовало активиза­
ции народных музыкантов, изготовлению ряда новых инстру­
ментов, но одновременно оно имело также свои отрицательные
стороны — приводило к нивелированию регионального свое­
образия в отношении настройки инструментов и репертуара,
деформировало традиционное звучание капели, состоявших
ранее из двух — трех музыкантов.
М. П и в к о — Б И О Ы Р А Ф И Я
Анна Вечоркевич, Иоанна
СЛАВ П И В К О О ИСКУССТВЕ

З а т о р с к а я — МЕЧИ­

В статье цитируются высказывания Мечислава Пивко, ску­
льптора, работающего в известном скульптурном центре в Пашине. Рефлексии художника касаются его собственного творче­
ства; онпредставляет также свои взгляды на тему искусства, не
только пародного (Вит Ствош, Хасёр).
С л а в о м и р а Б ы далек
В Е Р Т Е П Н Ы Е Ф И Г У Р К И ЗЕЛ ЕН О Г У Р С К О Г О С К У Л Ь П Т О Р А М А Р Ц Е Л Я ПОТАСА
В статье представлена личность крестьянского скульптора,
автора интересных вертепных фигурок. Многие годы Марцели
Потас (род. в 1913 г. в Жешовском воеводстве) выполнял
фигурки для собственного вертепа, с которым во время Рождес­
тва ходил по деревне в группе колядовщиков. Фигурки эти
являются продолжением традиционных подвижных вертепных
кукол.
Р о м у а л ь д а Х а н к о в с к а — П Е С О Ч Н Ы Е УЗОРЫ НА КУЯВАХ
Посыпывание глиняного пола песком —это старый обычай
X V I I I века, который повсеместно принялся в деревне. На
Куявах песочные узоры сохранились до 50-ых годов нашего
века. Внастоящее время песок сыплют, создазая узоры лишь во
время показов и конкурсов, (в которых принимают участие
около 30 женщин).
Поскольку выполняемые в настоящее время узоры потер­
яли свойственую имфункцию (украшение избы, двора) и прев­
ратились в свободно создавамые „ковры", исчезло естествен­
ное деление пространства, обозначаемое тропинкой, деревом,
забором, утварью в избе. Возникла новая отрасль конкурсного
творчества, связанная лишь сдавным обычаем, исполнявшим
эстетическую и в тоже время утилитарную функцию.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9586" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9564">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/94dcdd1b42557e2df4ce086c482fe60b.pdf</src>
        <authentication>95b4bfb85729eff289f4d647b139a44c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114119">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3674</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114120">
                <text>1997</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114121">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3451</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114122">
                <text>Czy historia się powtarza / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114123">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2, s.37-43</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114124">
                <text>Czaja, Dariusz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114125">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114126">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114127">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114128">
                <text>Czy historia się powtarza?
Dariusz Czaja

- Nie, nie powtarza się, Jakże mogłoby powtórzyć się w tej
samej formie, w tym samym zewnętrznym bądź znaczenio­
wym kształcie jakiekolwiek zdarzenie z przeszłości - zdarze­
nie, które z natury rzeczy jest jedyne, wyjątkowe, niepo­
wtarzalne. Jak można, nie popełniając gwałtu na zdrowym
rozsądku, poważnie utrzymywać, że coś, co raz w historii
zaistniało, co nosi niezmywalny stempel swojego czasu
mogłoby jeszcze raz do życia powrócić. Jak można, nic
narażając się na śmieszność, uważać, żc na linii czasu istnieją
punkty tak osobliwe, że to w nich właśnie jego bieg zostanie
nagle powstrzymany i doświadczymy na sobie nieoczekiwa­
nej powtórki z przeszłości. Owszem, bywa, że pewne wyda­
rzenia dziejowe, zwłaszcza krwawe jatki, zdają się na pierw­
szy rzut oka podobne, ale jest to podobieństwo złudne, bowiem
jak trafnie zauważył Josif Brodski, analogie nie unieważniają
faktu nadrzędnego: w każdym przypadku to kto inny zostaje
zamordowany.' Od momentu gdy pierwsze ziarenko piasku
znalazło się na dnie klepsydry bogini Klio, odtąd strzałka
czasu ruszyła do przodu wprowadzając w naszą świadomość
przeświadczenie nieuchronności przemijania i jednorazowości dziejowych zdarzeń. Wspierani tedy autorytetem zdrowe­
go rozsądku jak i heraklitejskiego aforyzmu, iż „słońce nowe
każdego dnia", utrzymywać możemy z sensem, że historia
w żaden sposób nie powtarza się.
- Tak, powtarza się. Czas, jak lubimy mówić, a raczej jak
mówią za nas zleksykalizowane metafory: „biegnie", „pły­
nie", „ucieka", i - jak zazwyczaj dodajemy - jest to proces
„nieubłagany". Wciąż jednak znajdują się myśliciele, którzy
na przekór potocznemu mniemaniu dowodzą, że historia
mimo swej znikliwej natury powtarza się, że pod zmiennymi
historycznymi przebraniami odnaleźć można niezmienny pa­
radygmat. Może nic we wszystkich dziedzinach życia (po­
chodnia czy łuczywo to nie to samo, co żarówka), jednak da się
odnaleźć pewne stale regularności w rozwoju cywilizacji czy
historii politycznej, wskazać na zaskakujące powtórzenia
w historii myśli czy historii zachowań. Różnice między
epokami historycznymi, r/co/ jasna, istnieją i zaprzeczyć im
nie sposób, tyle że należą one do sfery powierzchniowych
akcydensów, pod którymi ukrywają się rozmaicie definiowane
niezmienniki. Być może nie jest tak, by historia, na podobień­
stwo kserokopiarki, dokładnie i całkowicie wiernie powielała
formy minione ( na co, w odniesieniu do zdarzeń politycznych,
zwrócił uwagę, skądinąd dość dwuznacznie, Karol Marks
podkreślając najpierw tragiczną, później forsowną stronę tego
rodzaju powtórek ), ale nic nie stoi na przeszkodzie, by
dostrzec we wciąż zmieniającej się materii historycznej
wariantowe realizacje ponadhistorycznego wzoru. Trzeba
jedynie wyjść poza oczywistości zdrowego rozsądku, który
komentując się tym, co zmienne zapoznaje możliwość histo­
rycznego powtórzenia i szerzej: perspektywę trwania. Wspie­
rani tedy autorytetem filozofów (od pitagorejczyków i Platona
po Nietzschego) jak i , niespodziewanie, refrenem Eklezjasty ,
2

3

iż „nic nowego pod słońcem", utrzymywać możemy, nie bez
pewnych racji, że historia jednak się powtarza.
Te konkurujące ze sobą historiozoficzne koncepcje „dwóch
słońc" opisywane bywały najczęściej przy pomocy form
geometrycznych: metafory linii i koła, dając w efekcie
różnorodne postacie, odpowiednio, linearnej i cyklicznej
interpretacji dziejów. Prowokacyjna teza Borgcsa (nota bene:
autora Doktryny czasu cyklicznego), że historia świata to być
może ledwie parę elementarnych metafor i wariacji na ich
temat, znajduje w tym kontekście swoje potwierdzenie.
Dostarczaniem argumentów na rzecz prawomocności oby­
dwu stanowisk zajmowali się jak dotąd głównie filozofowie,
teologowie i filozofowie historii. Spróbujmy się zastanowić
czy również etnolog, korzystając ze specyfiki swojej dyscyp­
liny i właściwego jej instrumentarium pojęciowego, nic
mógłhy dorzucić swojego komentarza do toczącej się od
wieków debaty.
1.
Zanim podejmiemy tytułową kwestię, zapytajmy na razie:
co się powtarza, o ile się powtarza, co powtórzyć się może. Na
początek dwie krótkie opowieści, dwie zajmujące historie
opowiedziane przez autorów, w twórczości których zaryso­
wany dylemat wraca w różnych konfiguracjach fabularnych
i modulacjach znaczeniowych.
Niepokojące opowiadanie Jose Luisa Borgesa Temat zdraj­
cy i bohatera (ledwie cztery strony druku), rozpoczyna motto
z Yeatsa, które „ustawia" niejako od razu sprawę, wskazuje
bowiem na zaplecze filozoficzne historii opowiadanej w tekś­
cie.
„I tak Platoński Rok
Powraca w stary krąg
Wirując w nowym - słusznym czy też nic;
Ludzie są tancerzami i stosują krok
Do dźwięku, jaki daje barbarzyński gong."'

1

Pitagorejsko-stoicka koncepcja Wielkiego Roku przejęta
i zreformowana w kilku punktach przez Platona przedstawia,
w uproszczeniu, dzieje jako cykl kosmiczny zakończony
każdorazowo katastrofą. Na kole czasu koniec tożsamy jest
z początkiem, toteż moment destrukcji jest tu zarazem
momentem odrodzenia i powtórzenia się cyklu. Borgcs
przypomina tę koncepcję nie bez powodu. Owładnięty obse­
sją „wiecznego powrotu" aplikuje ją w swoim opowiadaniu
po swojemu, już bez. astralno-kosmologicznych konotacji.
Opowiadanie jest rodzajem testu na istnienie czasu kolistego,
ściślej: jest hipotezą sprawdzającą taką możliwość. Jego
konstrukcja jest niezwykle przemyślna. Narrator wyobraża
sobie tytułowy temat, o którym być może kiedyś napisze. Na
razie ma tylko jego niejasny zamysł, pewne miejsca tej historii
pozostają niedopowiedziane. Akcja ma przebiegać „w jakimś
uciśnionym, lecz nieposkromionym kraju: w Polsce, Irlandii,
5

37

�Republice Weneckiej, w którymś z państw bałkańskich czy
Ameryki Południowej..." Taki jest niezdecydowany począ­
tek, ale już po chwili pojawia się konkret: „Powiedzmy (dla
wygody narracji), Irlandia. Powiedzmy, rok 1824". Powiedz­
my, że te lokalizacje mają jakiekolwiek dla Borgesa (i dla nas)
znaczenie; powiedzmy, że dostrzegamy w tym coś więcej niż
tylko chwyt narracyjny. Chodzi przecież nie o wierność
(domniemanym) faktom, a o przetestowanie pewnej hipotezy.
Narratorem tej opowieści w opowieści jest Ryan. Jest on
prawnukiem zamordowanego skrytobójczo irlandzkiego bo­
hatera, przywódcy spiskowców, Fergusa Kilpatricka. Sporzą­
dzając biografię krewnego, dostrzega w okolicznościach jego
śmierci (zginął on niespodziewanie w przeddzień przygoto­
wywanego przez siebie powstania narodowego) cały szereg
zagadkowych faktów. Intrygujące, że przypominają one, aż
nadto wymownie, pewne znaczące wydarzenia z przeszłości.
„Wiadomo na przykład, że konstable, którzy oglądali zwłoki
bohatera, znaleźli przy nim zapieczętowany list, ostrzegający
Kilkpatricka przed niebezpieczeństwem, jakie miało mu
grozić owego wieczoru w teatrze; również Juliusz Cezar,
kiedy udawał się do miejsca, gdzie oczekiwały go sztylety
przyjaciół, otrzymał list, którego nie zdołał przeczytać,
a w którym odkrywano przed nim zdradę oraz imiona
zdrajców. Żona Cezara, Calpumia, ujrzała we śnie, jak
burzono wieżę, którą Senat przyznał jej mężowi; fałszywe
i anonimowe głosy w przeddzień śmierci Kilkpatricka zapo­
wiedziały całemu krajowi pożar okrągłej wieży w Kilgarvan,
co mogło wydawać się przepowiednią, jako że urodził się on
w Kilgarvan".
6

7

8

Ryan ma naturę detektywa, jest bardzo bystry i dociekliwy,
tryska niezwyczajną erudycją a jego myśli o cyklicznych
nawrotach historii z bliżej nieznanych przyczyn przypominają
poglądy pewnego argentyńskiego pisarza: „Te paralelizmy
(oraz inne) pomiędzy historią Cezara i jednego z irlandzkich
spiskowców doprowadzają Ryana do przyjęcia jakiejś tajem­
niczej formy czasu, jakiegoś rysunku, którego linie powtarzają
się. Myśli o historii dziesięcioepokowej, jaką stworzył Condorect; o morfologiach, jakie proponowali Hegel, Spengler
i Vico; o ludziach u Hezjoda, którzy degenerują się od złota do
żelaza. Myśli o wędrówce dusz, doktrynie, która napełnia
przerażeniem literaturę celtycką, a którą sam Cezar przypisy­
wał druidom z Brytanii; myśli, że Fergus Kilpatrick, zanim
został Fergusem Kilpatrickiem, był Juliuszem Cezarem.
Z tych kolistych labiryntów wybawia go interesujące od­
krycie, które następnie wtrąca go w inne labirynty, jeszcze
bardziej różnorodne i powikłane: pewne słowa, które jakiś
żebrak zamienił z Fergusem Kilpatrickiem w dniu śmierci tego
ostatniego, zostały zapowiedziane przez Szekspira w tragedii
Makbet. Że historia naśladuje historię, było już dostatecznie
zdumiewające; żeby historia naśladowała literaturę, było
niepojęte...".'' Ale to nie koniec kryminalnej opowieści,
poszukiwania Ryana doprowadzają wreszcie do rozwiązania
ponurej zagadki: Kilpatrick nie był bohaterem, ale zdrajcą
wykrytym na szczęście zawczasu przez sprzysiężonych. Wy­
rok śmierci został wydany, pozostawał tylko kłopot jak
zręcznie, nie narażając losów powstania, pozbyć się „bohate­
ra". James Nolan, najstarszy przyjaciel Kilpatricka i , co nie
bez znaczenia, tłumacz dramatów Szekspira na gaelicki,
wywiązał się ze swego zadania znakomicie. Ponieważ na
obmyślenie szczegółów działającej na wyobraźnię mas eg­

38

zekucji pozostawało niewiele czasu, Nolan skorzystał ze
sprawdzonych wzorów: dramaturgii Szekspira. Powtórzył
więc pewne sceny z Makbeta i Juliusza Cezara. Kilpatrick
przyjechał do Dublina i płomiennymi mowami zagrzewał
naród do czynu. „Tak rozwijał się w czasie obszerny dramat,
aż w końcu, 6 sierpnia 1824 r., w loży o ponurych zasłonach,
która zapowiadała już lożę Lincolna, upragniona kula przebiła
pierś zdrajcy i bohatera, który zaledwie zdążył wypowiedzieć,
między dwoma krwotokami, kilka przewidzianych słów"."
Historia, w opowiadaniu Borgesa, pojmowana jest jako
zbiór znaczących precedensów. Coś ważnego przydarza się
w historii jakby wyłącznie po to, by antycypować przyszłe
wydarzenia. Wszystko, co ma się dopiero wydarzyć już się,
w pewnym sensie, wydarzyło. Historia kopiuje samą siebie.
W śmierci Juliusza Cezara tkwi już w utajeniu śmierć
Kilpatricka, w śmierci Kilpatricka dostrzec można niejasne
kontury śmierci Lincolna. Borges czyta historię w sposób
przypominający patrystyczną lekturę Biblii: tak jak typo­
logiczna lektura Ojców Kościoła ujawniała antycypujący sens
wydarzeń starotestamentowych wobec tego, co zawiera No­
wy Testament, tak dla niego przeszłość wyposażona jest
w znaki, które prefigurują kształt przyszłości. „Nic dwa razy
się nie zdarza". Czy na pewno?
1

Ponieważ opowiadanie Borgesa ktoś mógłby uznać jedynie
za efektowną zabawę literacką, za finezyjnie wykonaną
intelektualną prowokację, sięgnijmy po jeszcze jedną, „powa­
żną" tym razem opowieść. Niepokojące opowiadanie Gus­
tawa Herlinga-Grudzińskiego Pierścień (ledwie sześć i pół
strony) nie rozpoczyna żadne motto, brak więc, inaczej niż
u Borgesa, bezpośrednich wskazówek mogących świadczyć
o tym, iż autorowi bliska jest, w jakiejkolwiek wersji, myśl
o powtórzeniu jako właściwości historii. Szukajmy gdzie
indziej. W opowiadaniu Pieta deli' hola znajdujemy zna­
mienny zapis: „Zawodne są analogie ludzkich losów. A prze­
cież nie podobna oprzeć się wrażeniu, że Sebastiano wszedł
zrządzeniem nieznanej siły w koleinę przed wieloma setkami
lat wyżłobioną dziejami nieszczęsnego twórcy Certosy (...)
Czy życie powtarza jak pozbawiona pomysłowości hafciarka
zbliżone do siebie ciągle wzory, jest rzeczą rozslrząsaną od
niepamiętnych czasów przez filozofów i po dziś dzień nie
rozstrzygniętą. Czy niezbadane wyroki Boskie pisane są przez
kalkę w tysiącach egzemplarzy i zmieniane tylko w drobnych
wariantach, czy przeciwnie - każdy z nas odbija się w ogrom­
nym Oku Opatrzności i z nieomylnej Ręki Sędziego otrzymu­
je inny i na własną wyłącznie miarę skrojony los, jest sprawą
zaprzątających wiernych i teologów". Same wątpliwości,
żadnych odpowiedzi, Herling sygnalizuje problem, ale nic
opowiada się jednoznacznie za żadną z ewentualności.
11

W Pierścieniu spotykamy, nieco podobnie do tekstu
Borgesa, konstrukcję opowieści w opowieści. Narrator, jak
w kilku innych opowiadaniach Herlinga niedwuznacznie
stylizowany na samego autora, zasłyszał w wyzwolonym już
przez aliantów Neapolu historię z pierścieniem, która miała
wydarzyć się w mieście niedługo przed wyzwoleniem. Jej
autentyczność była dość wątpliwa. Po czterdziestu lalach, tej
samej opowieści, z niewielkimi zmianami, wysłuchał z ust
znajomego neapolitańskiego introligatora. Potwierdzało to jej
żywotność, w niczym jednak nie przydawało jej prawdziwo­
ści. Za jej fikcyjnością przemawiać miały by też wyjątkowe
zbieżności z nowelą Bocaccia Andreuccio z Perugii. Narrator

�nie odmawia sobie przyjemności jej streszczenia. Jest lo prosta
historia z morałem. Handlarz końmi, Andreuccio, okradziony
jeszcze przed spodziewaną transakcją, próbuje powetować
sobie straty kradnąc wraz z parą złodziei drogocenny pierścień
z sarkofagu ncapolitańskiego arcybiskupa. „Odsunąwszy cięż­
ką pokrywą, bojaźliwi złodzieje zmuszają Andreuccia by to on
wlazł do sarkofagu. Pomny na własną niedolę obrabowanego
z tak dużej sumy pieniędzy, Andreuccio postanawia najpierw
0 sobie pomyśleć. Ściąga z trupiego palca drogocenny
pierścień i na swój palec go nakłada; po czym, z sarkofagu nie
wychodząc, oznajmia wspólnikom że pierścienia nie znalazł
1 podaje im tylko pastorał, infułę i szaty biskupa". Dzięki
sprytowi oszukuje wspólników i wraca do domu z pierś­
cieniem, którego wartość jest o wiele większa niż stracona
suma.
Pokrewieństwo noweli z opowieścią zasłyszaną przez nar­
ratora jest uderzające. Zmieniły się, oczywiście, okoliczności
zewnętrzne i drugorzędne detale, ale jej fabularna osnowa
pozostała bez zmian. W sierpniu roku 1943, podczas nalotu
aliantów jedna z bomb spadła na dziedziniec kościoła San
Egidio, w którego krypcie pochowano na początku ubiegłego
stulecia arcybiskupa Neapolu. W nocy, poprzez wyrwę na
dziedzińcu kościoła, do podziemi dostał się wieloletni opiekun
świątyni, kościelny Malleo. Posłuchajmy „rekonstrukcji" wy­
darzeń: „Jak zaczadzony zabrał się do podnoszenia pokrywy
sarkofagu. Miał zamiar odsunąć ją jedynie u wezgłowia, ale
zbyt gwałtownie widać pchnięta ześliznęła się i krawędzią
ugodziła go w nogę. Poczuł straszny ból. Starał się nie zwracać
nań uwagi, rozgorączkowany podważył żelaznym klinem
wieko trumny. Niewiele pozostało ze zwłok arcybiskupa:
czaszka, kawałki szkieletu pomieszane ze zgniłymi, zetlałymi
strzępami szmat, poczerniały pastorał. Pozostało na szczęście
nietknięte przez, czas to, czego szukał: pierścień na kostce
palca prawej dłoni. Ogromny, splatana złota obrączka z bry­
lantowym, połyskującym krzyżykiem na ciemnej, grubej,
owalnej płytce. (...) Wystarczyło mu jeszcze sił, żeby z pierś­
cieniem na palcu wyczołgać się z krypty, chociaż krew ciekła
obficie z jego zranionej nogi."
12

1:5

Następnego dnia znaleziono nieprzytomnego kościelnego
z pierścieniem na palcu. Dziwnym jednak trafem pierścień
znikł, choć wielu było takich, którzy go widzieli. „Liczniejsi
wciąż się stawali ci, 'co widzieli tych, którzy widzieli'.
I piękniejszy wciąż, drogocenni ej szy stawał się sam Pierścień,
jakkolwiek wieści o nim towarzyszyła również niekiedy
pogłoska, że byl cudowną imitacją, którą ozdobiono palec
arcybiskupa zaraz po jego śmierci, oryginał złożywszy w skar­
bcu katedralnym. Komu jednak chciałoby się w to wierzyć?"
14

Wydarzenia (realne czy też „tylko" wyobrażone), które
miały miejsce owej sierpniowej nocy roku 1943 w Neapolu,
przeglądają się, przy wszystkich różnicach, jak w lustrze
w noweli Bocaccia. Narrator niczego nie sugeruje wprost, nie
eksponuje genetycznej zależności obydwu historii, choć bie­
rze pod uwagę możliwość, że historia Andrcuccia mogła stać
się punktem wyjścia wojennej fantazji. Zbieżności są jednak
zastanawiające. Idąc tropem Borgesowskich antecedensowych historii, uzupełnijmy opowiadanie Herlinga, jeszcze
jedną opowieścią z platońskiego Państwa, jakby skądś znajo­
mą. Jej bohaterem jest niejaki Gyges. „On był pasterzem
i służył u ówczesnego króla Lidii. Kiedy spadł wielki deszcz
i przyszło trzęsienie ziemi, pękła ziemia w pewnym miejscu

i utworzyła się rozpadlina w tej okolicy, gdzie on pasał owce.
On to zobaczył, zdziwi! się, zszedł w jej głąb i ujrzał dziwne
rzeczy, o których bajki opowiadają, a między innymi i konia
z brązu, pustego wewnątrz, który miał drzwiczki. Gyges
nachylił się przez nic do środka i zobaczył wewnątrz trupa,
który się wydawał nadludzkiego wzrostu. Nic miał na sobie
nic, tylko złoty pierścień na ręku. On ściągnął mu ten
pierścień i wylazł stamtąd na górę".
Pierścień Andrcuccia miał wymierną w pieniądzach war­
tość, pierścień Mattea, zdaje się, że był tym bardziej im
bardziej go nie było, pierścień Gygcsa miał magiczną moc:
czynił właściciela niewidzialnym. Trzy różne pierścienic, trzy
odmienne, ale jakoś podobne opowieści. W opowiadaniu
Herlinga, opowieść z czasów wojny, nieważne czy dotyczyła
prawdziwych lub zmyślonych wydarzeń, naśladuje (bezwied­
nie?) opowieść z przeszłości, która, dodajmy, naśladuje
(bezwiednie?) opowieść z jeszcze odleglejszej przeszłości.
„Że historia naśladuje historię, było już dostatecznie zdumie­
wające; żeby naśladowała literaturę, było niepojęte..." Brak
u Borgesa jeszcze jednego członu tej nieskomplikowanej
permutacji. Trzecia możliwość jest oczywista: literatura,
która naśladuje literaturę. Opowieść, która naśladuje opo­
wieść. Historia, która naśladuje historię,
15

2.
„Opowiem ci swoją historię...", „Oto historia mojego
życia...", „To historia nie do uwierzenia..." Słowo „historia",
tak w znaczeniu użytym na końcu poprzedniego akapitu, jak
i w znaczeniu jakie nadaje mu język potoczny, jest synoni­
mem opowieści, opowiadania, narracji. W tej semantyce
zawiera się ciekawa, choć przecież nie nowa, intuicja: życie
jest opowieścią. Może to być szekspirowska „a tale toki by an
idiot, fuli of sound and fury", albo jej hollywoodzkie
przeciwieństwo: story z happy endem jako obowiązkową
figurą finałową. W obydwu przypadkach, w ciemnej czy
wjasncj tonacji, życie przypomina opowieść. Przypomina, ale
jednak nie jest opowieścią. Tej ekwiwalencji nie można
pojmować naiwnie i nazbyt dosłownie. Ponownym przemyś­
leniem podobieństw i różnic łączących obydwie kategorie
zajmuje się w odkrywczym studium Paul Ricocur."' Punktem
wyjścia, wymagającym znaczących korektur, jest dla niego
uwaga jednego z komentatorów, która ustanawia radykalny
rozziew między opowieścią i życiem: „historie są opowiada­
ne, a nie przeżywane, życie zaś jest przeżywane, a nic
opowiadane". Z niezwykle gęstego tekstu, w którym,
posiłkując się koncepcją mimesis Arystotelesa, uwagami św.
Augustyna o doświadczaniu czasu, strukturalistycznymi ana­
lizami opowiadania, rozważa Ricoeur drobiazgowo i wnik­
liwie problemy takie jak: proces zawiązywania fabuły, właś­
ciwe jej schematyzacje, relacje do czasu, rola czytelnika
w konstruowaniu fabuły, wynotujmy to, co dla nas najistot­
niejsze, a więc przede wszystkim pokrewieństwa i związki
łączące wspomniane kategorie, które pozostają jakoby w sta­
nie nieuleczalnego konfliktu.
17

W jaki więc sposób dojść może, już na poziomie wyższym
niż potoczne rozumienie, do pojednania życia i opowieści?
Opowieść prowadzi nas z powrotem do życia z tej choćby
racji, że proces jej komponowania nic jest dopełniony
w tekście, ale dopełnia się dopiero po stronic czytelnika. Sens

39

�opowieści pojawia się na przecięciu świata tekstu i świata
czytelnika. Tekst nigdy nie jest zamkniętym Universum.
W trakcie lektury horyzont znaczeń \istanawiany i oferowany
przez tekst nieustannie splata się z horyzontem doświadczenia
czytelnika.
„Czytanie jest samo w sobie pewnym sposobem życia
w świecie fikcji otwartym przez dzieło. Wolno nam zatem
powiedzieć, że historie są powtórnie opowiadane, ale też
przeżywane
na m o d ł ę ż y w e j
wyobraź­
ni.'" Wbrew strukturalistycznej dogmatyce, tekst nie jest
wyłącznie szklaną kulą znaków, bez referencji do tego, co
znajduje się poza nim. Zycie i opowieść łączą jednak jakieś
nici porozumienia.
Jeśli samo pojęcie życia poddać redefinicji, to i w tym
przypadku dostrzec można ograniczoność stwierdzenia, że
„życie jest przeżywane", tylko przeżywane. Życie, oprócz
tego, że przeżywane, jest też opowiadane. Dokąd nie zostanie
opowiedziane, dotąd pozostaje jedynie faktem z dziedziny
biologii. Życie najwyraźniej chce być opowiedziane, domaga
się interpretacji, dopiero wówczas zdarzenia, uporządkowane
w pewien schemat, w pewną strukturę stają się zrozumiale, ich
sens zaczyna się objawiać. Podobnie ujmował to Mircea
Eliade, dostrzegając specyfikę ludzkiego bytowania w tworze­
niu i słuchaniu opowieści: „Myślę, że zainteresowanie narra­
cją, opowieścią, jest elementem naszej ludzkiej kondycji,
naszego bycia w świecie. Chcemy wiedzieć, co się działo, co
robili ludzie i do czego są zdolni: ryzyko, przygody, wszel­
kiego rodzaju próby. Nasze istnienie nie jest istnieniem
nieruchomych kamieni, kwiatów czy owadów, których życie
toczy się ściśle wyznaczonym torem. Nasze istnienie jest
przygodą. Człowiek nigdy nie przestanie słuchać opowie­
ści". '''

chodzi do ujawnienia głębszego ich sensu. Tym samym
opowieść staje się instrumentem samorozumienia. Zycie na
nowo opowiedziane konstytuuje naszą tożsamość jako toż­
samość narracyjną.
3.

Związek życia i opowieści objawia się leż i z tej racji, że
działania ludzkie mogą znajdować się w polu symbolicznych
odniesień. Ta właśnie cecha decyduje o tym, które z działań
poddaje się twórczemu przekształceniu. „Jeśli rzeczywiście
działanie może zostać opowiedziane, to dlatego, że od razu
bywa wyrażone w znakach, regułach i normach. Jest zatem
zawsze zapośredniczone przez symbole. Ten rys działania
został wydobyty na światło dzienne przez antropologię kul­
turową." Nie jest więc tak, że to my wprojektowujemy
w działanie sensy i znaczenia. Przeciwnie: ono samo objawia
się nam jako swego rodzaju tekst wyrażony przy pomocy
własnego kodu i języka. Tekst, który chce być odczytany.

Powróćmy do naszych dwóch opowiadań. Teraz już łatwiej
odpowiedzieć na postawione wcześniej pytanie: co się po­
wtarza, o ile się powtarza? Powtarzają się historie, powtarzają
się opowieści, rozumiane w znaczeniu wyłożonym powyżej.
Nie są to byle jakie, nic nie znaczące opowieści. Przeciwnie:
mówią o ważnych wydarzeniach z przeszłości, takich które
mają rangę wyjaśniającego i tłumaczącego (ale nie w nauko­
wym sensie) precedensu i które zgęszczają w sobie pewien
egzystencjalny sens. Wydarzenia te tworzą swego rodzaju
paradygmat, wzorzec, model, który zostaje następnie w przy­
szłości powtarzany. Tego typu opowieści posiadają, jak łatwo
zauważyć, konstytutywne cechy przypisywane w studiach
religioznawczych i antropologicznych narracjom mitycznym.
Odłóżmy na chwilę na bok klasyczną literaturę przedmiotu
i oddajmy głos subtelnemu znawcy mitu, symbolu i poezji,
włoskiemu pisarzowi i eseiście, Cesare Pavese, eksponujące­
mu w swych uwagach le cechy opowieści mitycznej, które
- co dla nas istotne - odnoszą się w równym stopniu do
archaicznych jak i współczesnych postaci mitu: „Trzeba
upierać się mocno przy tym olśnieniu jedynością, spoza
którego prześwituje mit. Tkwi tu bez wątpienia rdzeń religij­
ny. Życie zapełnia się i wzbogaca wydarzeniami, których nie
mogą zastąpić żadne inne, a które właśnie dzięki temu, że
nastąpiły raz i obowiązują na zawsze, wyrastają ponad prawa
świata ziemskiego, mają znaczenie wzorca przewyższającego
rzeczywistość, warte są tyle, co ich treść, znacząca i istotna,
a wszystkie wydarzenia codzienne na tyle tylko nabierają
sensu i wartości, na ile są powtórzeniem lub odbiciem tamtych
wydarzeń. Mit jest zawsze symboliczny, dlatego nigdy nic ma
znaczenia jednego, alegorycznego, ale żyje życiem zamknię­
tym, a ono zależnie od miejsca i od nastroju, jakie znajduje,
może wyrwać się z zamknięcia i zakwitać najróżniej i najob­
ficiej. M i l jcsl wydarzeniem jedynym, absolutnym , jest
zgęszczeniem siły życiowej, należącej do sfer innych niż sfera
naszego życia codziennego, a jako taki wnosi powiew cudu
w to wszystko, co na niego naprowadza i co jest do niego
podobne."

Innym jeszcze elementem zbliżającym do siebie opowieść
i życie jest to, co nazywa Ricoeur prenarracyjną jakością
ludzkiego doświadczenia. Nie chodzi tu o to, że różnego
rodzaju działania czytane są poprzez opowieści, które już
znamy, a więc, że każde ludzkie doświadczenie zapośred­
niczone jest przez istniejące systemy symboliczne. Chodzi
raczej o to, co zawiera się w przywołanych wcześniej zwrotach
potocznych intuicyjnie zrównujących zdarzenia życiowe
z narracją. Wnikając w sferę doświadczenia codziennego
nietrudno zauważyć, że pewne serie epizodów z naszego życia
postrzegamy jako historie potencjalne, jako historie jeszcze
nie opowiedziane. Samo więc życie ludzkie, utkane ze
znaczących epizodów, ma naturę opowieści, jest wirtualną
historią czekającą na opowiedzenie. To w opowieści i dzięki
opowieści, poprzez wprowadzenie w chaotyczny, bezkształt­
ny, przypadkowy bieg zdarzeń logiki, ładu i struktury do­

Doprecyzujmy poprzednie ustalenie: tym więc, co się
ustawicznie powtarza, co powtarzać się może jest szczególny
typ opowieści - mit wraz z jego symboliczną zawartością. Nie
jest to teza przesadnie odkrywcza gdy mamy na myśli kultury
archaiczne, tradycyjne, ludowe; w odniesieniu do współczes­
ności budzi nieufność a przynajmniej zdziwienie. Dość
powszechne jest bowiem wciąż mniemanie, że kultura współ­
czesna pozbawiona jest „prawdziwego" mitycznego zaplecza,
pozbawiona jest mitów. Powiada się, że mit „już" był, J u ż "
zdarzył się, jest sposobem postrzegania i interpretacji rzeczy­
wistości właściwym minionym formacjom kulturowym (wy­
raźny pogłos ewolucjonistyczno-stadialnego myślenia o his­
torii), obecnie zaś mamy do czynienia co najwyżej z mitami
zdegradowanymi, „wytartymi", zdegenerowanymi, z. karyka­
turami wielkich opowieści mitycznych. Mit najwyraźniej
wszedł w konflikt z myśleniem dyskursywnym. Wielokrotnie

11

1

20

40

-

21

�formułowano i na różne sposoby uzasadniano oświcceniowopozytywistycznc z ducha programy dcmitologizacji dotych­
czasowego dziedzictwa religijno-milycznego. Dogmatycz­
nie i wąsko pojęty racjonalizm próbował uporać się z mitem.
„Mit nie teoretyzuje i (...) stanowi wyzwanie wszelkim
kategoriom racjonalnego myślenia. Jego 'logika' w żaden
sposób nie przystaje do naszych wyobrażeń o naukowej
prawdzie. Ale to racjonalna filozofia nigdy nic chciała uznać
podobnego rozdwojenia i zawsze głosiła, że utwory mitycz.nopoetyckie muszą mieć jakiś rozumowy sens. M i l ukrywa go za
wszelkiego rodzaju fantastycznymi obrazami i symbolami,
natomiast zadaniem filozofa jest zrywanie owych masek.
Właśnie wtedy słowo de-mityfikacja utożsamiono z demistyfikacją."" Mimo zmasowanego ataku różnych nauko­
wych szkół i teorii wyjaśniania, mit dość skutecznie opiera się
próbom racjonalizacji. Żadne, jak dotąd, próby pozbycia się
mitu z myślenia współczesnego nic powiodły się, można by
nawet za Odo Marquardem paradoksalnie stwierdzić, że sama
historia procesu demitologizacji jest mitem, co w pewnym
sensie dowodzi względnej nieśmiertelności mitu.
22

24

Zbytnie przywiązanie do dogmatów współczesności, zawę­
żenie perspektywy jedynie do krótkiego wycinka czasowego,
w którym żyjemy wywołuje amnezję. Zapominamy, czytając,
opowiadając i słuchając dzisiaj rozmaitych historii „że są to
fragmenty dawnych i wiecznych historyj, że budujemy, jak
barbarzyńcy, nasze domy z ułamków rzeźb i posągów bogów.
Najtrzeźwiejsze nasze pojęcia i określenia są dalekimi po­
chodnymi mitów i dawnych historyj. Nie ma ani okruszyny
wśród naszych idei, która by nie pochodziła z mitologii - nie
była przeobrażoną, okaleczoną, przeistoczoną mitologią. Naj­
pierwotniejszą funkcją ducha jest bajanie, tworzenie 'historyj'.
Siłą motoryczną wiedzy ludzkiej jest przeświadczenie, że
znajdzie ona na końcu swych badań ostateczny sens świata.
Szuka go ona na szczycie swych sztucznych spiętrzeń i rusz­
towań. Ale elementy, których używa do budowy, już były raz
użyte, już pochodzą z zapomnianych i rozbitych 'historyj'.""
I kiedy w dalszej części cytowanego tekstu powiada Schulz, że
duch ludzki nie ustaje w „glosowaniu życia przy pomocy
mitów", w nie kończącym się dziele nadawania sensu przeży­
wanej rzeczywistości, to nie sposób nie dostrzec w tych
słowach wyprzedzających znacznie swój czas, zbieżności
i podobieństw z niektórymi, opublikowanymi blisko 60 lat
później, uwagami Ricoeura na temat sensotwórczej roli
narracji.
4.
Historia się nie powtarza. Powtarzają się historie. Mityczne
historie. Oczywiście, nigdy nie dokładnie, z zachowaniem
tego samego sztafażu, tych samych perypetii, tych samych
imion własnych. Najczęściej w przebraniu i w przetworzeniu.
Zastanawiające jednak, że nawet najdalej idące przekształ­
cenia i zmiany nie zacierają śladu pierwowzoru. W tym sensie
mit byłby dialektyczną syntezą zmienności i trwania. Nie
z umiłowania paradoksu, ale z pragnienia, by odpowiednie
rzeczy dać słowo, trzeba by zatem powiedzieć tak: mit
powtarzając się nie powtarza się i nie powtarzając się powtarza
się. Dopiero ta formuła odstania w pełni ów dziwny i niejedno­
znaczny status mitu w historii. W prologu błyskotliwego
studium o metamorfozach Fausta pisał Jan Patoćka: „Mity nie
umierają, jak sądzą przekonani racjonaliści i całe ich plemię.

lecz jedynie ulegają przemianom. Istnieje bowiem nie tylko
przypadkowa zawartość świata i mówiąca o niej nauka, lecz
także coś, co można by nazwać sercem świata, co jest ponad
przypadkiem i koniecznością w potocznym tych słów znacze­
niu i o czym możemy nie tylko filozoficznie wiedzieć, lecz do
czego ustosunkowujemy sic catą naszą istotą; o tym sobie też
opowiadamy, wprowadzamy do naszego języka jak do jakie­
goś innego, szerszego świata, który sam jest elementem
jednego wielkiego świala, i lo właśnie jest mit we właściwym
tego słowa znaczeniu. Toteż mity nie zostają zastąpione przez
filozofię i naukę, lecz sami filozofowie i uczeni bardzo często
dalej je rozwijają."
26

Ta cenna wypowiedź filozofa kieruje uwagę na sprawę dla
mitu podstawową, na wartość, której nie sposób przecenić:
mil wyprzedza rozum dyskursywny, wychodzi z przestrzeni,
która poprzedza logos. Stąd też mil, jak sygnalizowaliśmy już
wcześniej, jest „przed" i „ponad" nauką jakkolwiek obrazoburczo by to brzmiało dla entuzjastów wiedzy dostarczanej
przy pomocy naukowej Metody. Mit bowiem nie chce
wiedzieć, on już wie! Kłopot w interpretacji mitów polega
właśnie na owej niewspółmierności między mądrością mitu
i niewiedzą rozumu, na co wskazywał Gadamer: „Jak tłuma­
czy się mity, gdy chce się je tłumaczyć naukowo? Jaki to
oczywisty i owocny przesąd trzeba przy tym uznać? Sens
mitów, sens baśni jest sensem najgłębszym. Jaką miarą
oceniać ich tłumaczenie? Czy w rzeczywistości nie czujemy,
że nie ma metody tłumaczenia mitów i baśni? I czy nie
oznacza lo ostatecznie i w istocie, że nie możemy objaśniać
mitów, bowiem to raczej mity nas objaśniają?"
27

Jest coś jeszcze ważniejszego w wypowiedzi czeskiego
filozofa niż ów wątek nienaukowości czy wręcz antynaukowości mitu. Konstatując, że mit wychodzi poza przypadkową
zawartość świata, żc wykracza poza przypadek i konieczność
w zwykłym tych słów rozumieniu i celuje od razu wprost
w „serce świata", daje jednoznacznie i wyraźnie do zro­
zumienia, żc opowieść mityczna nie jest jedynie formą
narracyjną zamykającą się w słowach i regułach, które ją
tworzą, ale przeciwnie: że jak najmocniej związanajestonazc
światem, że otwiera się na świat, że jakoś „dotyka" rzeczywis­
tości. Podkreślałem tę cechę gdy mowa była o opowieści
w ogóle, a teraz podkreślam ją mocno raz jeszcze mówiąc
o opowieści mitycznej, po to by uniezależnić się od tych
stanowisk, które akcentują, by nie powiedzieć demonizują,
samoistną, niereferencjalną jakość wszelkich narracji („nie
ma nic poza tekstem"). W formule „powtarzają się historie"
można by bowiem doszukać się refleksu tego rodzaju po­
glądów, a jest to jak najdalsze od zawartych w niej intencji.
Formuła ta wyraża nade wszystko przekonanie, że w wa­
riantowych realizacjach mitycznych opowieści dochodzi do
„przebicia" w zmiennej materii dziejów. Słowem, że oprócz
dostrzegalnej „gołym okiem" przcmijalności i zmienności
wszelkich form, istnieje w świecie coś trwałego, coś, co tej
zmienności się wymyka i co jej radykalnie zaprzecza.
Rozumiem, że w dobie rozplenienia się w myśli współczesnej
różnego typu historyzmów ' , w sytuacji gdy przekonanie
o historyczności jako niezbywalnej własności ludzkiego
istnienia stało się niemal obiegowym poglądem, wspomniana
formuła musi brzmieć wyjątkowo niestrawnie, by nie rzec
absurdalnie. Problem w tym, że tego rodzaju poglądy nie są na
mocy definicji samooczywiste, co najwyżej do niej preten2 1

41

�dują. Niezwykle celnie zwraca na to uwagę Hans Jonas,
w krótkiej acz instruktywnej rozprawce pod znamiennym
tytułem: Zmiana i trwanie. 0 podstawach rozumienia prze­
szłości?^ Jonas poddaje pod dyskusję dwa klasyczne stanowis­
ka odnoszące się do rozumienia tego, co minione. Pierwsze
wspiera się na przekonaniu o istnieniu stałej, ponadhistoryczncj natury ludzkiej, co sprawia, że rozumienie przeszłości jest
możliwe, bowiem „podobne" poznaje tu „podobne". Pogląd
przeciwny opiera się na założeniu o nieustannej zmienności
człowieka w dziejach, w związku z czym poznanie przeszłości
nie jest w ogóle możliwe, ponieważ „inne" usiłuje poznać
„inne" a jest to zajęcie poznawczo jałowe. W drodze złożonej
i bardzo wyważonej argumentacji Jonas opowiada się za
pierwszym poglądem. W konkluzji wbija gwóźdź do trumny
radykalnego historyzmu: „Nasze przekonanie o istotnej historyczności człowieka 'w ogóle' samo jest produktem historycz­
nym. To sprawia, że się ono nie samo przez się uzasadnia, lecz
samo przez się ogranicza. Z chwilą, gdy zabieramy się do
niszczenia wszelkiej ziemskiej pozostałości tego, co niehistoryczne, jego nosicieli wpędzając w historię, nie bez korzyści
będzie przypomnieć sobie, że historia nie jest ostatnim słowem
ludzkości. Nur wer sich wandelt, bleibt mit mir verwandt.
(Tylko kto się zmienia, pozostaje spokrewniony ze mną) to
wyznanie faustowskic, nie teza ontologiczna. To my mamy
w obiegu przesąd, że bezruch to cofanie się, że trwanie to
upadek." I nieco dalej: „Może nasza nienasycona żądza
historii jest tylko wyrafinowaną grą. Może nieprawdą jest,
jakobyśmy dla zrozumienia samych siebie musieli znać całą
naszą prehistorię, a do tego jeszcze historię całej reszty
ludzkości. A jeśli to jest prawdą, to może nie jest prawdą, że
musimy w tym sensie rozumieć siebie, żeby być prawdziwymi
ludźmi. Dla tego celu ważniejsza może okaże się wiedza

w ciągu wieków. Nie musi jednak wynikać z tego, że
historyczność ludzkiej egzystencji zmusza nas do przyjęcia
relatywizmu, tak jak temporalizacja prawdy nie wyklucza jej
bezwzględnej wartości.' Tak więc zmienność nie usuwa
całkowicie trwałości. I choć podkreśla autorka, że dowód na
istnienie tego, że coś jest wieczne, jest na płaszczyźnie
dyskursy wnej niemożliwy (uprawomocniony może być jedy­
nie aktem wiary), to przynajmniej w mocy pozostaje teza
negatywna: że nie wszystko jest absolutnie zmienne. Może
więc rację miał Michaił Bachtin, notując na krótko przed
śmiercią, choć jest to twierdzenie z gatunku „słabych", iż „Nie
istnieje nic, co byłoby absolutnie martwe: każdy sens przeżyje
święto swojego odrodzenia."

0 wiecznym niż rozumienie doczesnego, może istotniejsze
okaże się widzenie siebie w świetle tej pierwszej niż objaś­
nianie siebie przez to drugie."Do podobnych wniosków dochodzi Barbara Skarga
w swych rozważaniach nad historią intelektualną, historią idei
1 poglądów filozoficznych. Polemizując z. koncepcją nieciąg­
łości Foucaulta, z tezą, że historia myśli to jedynie historia
nieustannych zerwań i pęknięć, zapytuje retorycznie czy ów
konsekwentny historyzm sam siebie nie unieważnia. Czy,
przykładowo, przyjęcie tylko i wyłącznie perspektywy heraklitejskiej płynności nie sprawia, że zajmowanie się dziejami
K i n . które ustawicznie zmieniają się i / których mc mc
wynika, staje się zajęciem jałowym, czy rozumienie prze­
szłych myśli jest w ogóle możliwe skoro skutecznie oddziela
nas od nich nieprzenikalna jakoby ściana epistemy? Analizu­
jąc z punktu widzenia historyka myśli filozoficznej kwestię
zmienności i trwania, pytając o możliwość istnienia inwariantów w historii konkluduje ostrożnie: „trudno jest przypuścić,
aby dzieje kultury intelektualnej mogły się wyłamać spod
panowania czasu. Są one jak dzieje ludzkie i świata historycznością samą. To zaś znaczy, że nie ma w nich nic, co by było
w wieczności, a w każdym razie nic o tym stwierdzić nie
jesteśmy w stanie. Ale to nie znaczy, że nie ma względnej
stałości, wszakże to człowiek powraca do tego, co wydawało
mu się istotne, ważne, to on stale nachyla się nad przeszłością
i przez ten akt coś zachowuje się i powtarza, choć w nieco innej
formie." ' Jasną jest rzeczą, że czas nie zna tożsamości, żadne
pojęcia i twierdzenia filozoficzne nie pozostają takie same

We frapującej, ponad wszelką wątpliwość, frazie kelnera
- gdy chodzi o pytania pierwsze, spontaniczne, „naiwne",
figury każdego z nas - jak i w wersach poety dochodzi do
głosu (jako tęsknota?, pragnienie?, konsolacja?) antyheraklitejska z gruntu myśl o pokonaniu czasu, o odnalezieniu
w nim momentu nierelatywnego, o wejście w wymiar trwania.
Czy w zarysowanej wcześniej hipotezie sugerującej moż­
liwość znaczących powtórzeń historii w historii, mamy do
czynienia jedynie z działaniem terapeutycznym czy też
zawiera się w niej trafne odsłonięcie i rozpoznanie pewnej
niezbywalnej jakości naszej egzystencji? Trudno zapewne
o odpowiedź, która mogłaby zadowolić wszystkich. Ta może
być jedynie funkcją przyjętych uprzednio przesądzeń filozofi­
cznej natury. A jak wiadomo zgoda powszechna w tych
kwestiach należy już raczej do pobożnych życzeń niż ziszczalnych marzeń.

10

3

42

2

33

5.
W malarskich zapiskach Jana Cybisa pojawia się nie­
spodziewanie porywająca myślowo i filozoficznie głęboka
anegdota: „Z wieży kościoła Mariackiego słychać było hejnał.
Kelner od Noworolskiegopod Sukiennicami, Miecio, spojrzał
w okno i powiedział: Gdyby tak zatrzymać czas?
'Bycza historia' zawołał Józef Jarema. Wkrótce Miecio
grał w teatrze Cricot, wygłaszając w jednej ze sztuk Jaremy
swoje frapujące zdanie."
W wierszu Rainera Marii Rilkego, przecież nie kelnera,
znajdujemy, poetycko przetworzone, bliskie echo tamtych
słów z krakowskiego rynku:
34

„Dziwaczne słowo: przepędzić czas!
Zatrzymać go, to byłoby zadanie.
Bo kogóż to nie trwoży: gdzie jest trwanie,
gdzie w końcu byt w tym wszystkim wszystkich nas"

35

Powróćmy jeszcze raz na koniec do Hcraklita, patrona
wszystkich czcicieli zmienności i melancholików przemija­
nia. Herakliteska metafora „rzeki czasu" miała zrobić w myśli
filozoficznej jak i w myśleniu potocznym ogromną karierę.
W wierszu Jose Luisa Borgesa Heraklit, motyw rzeki pojawić
się więc musiał. Ale pojawia się w kontekście dosyć za­
stanawiającym. Borges każe filozofowi z Efezu tak rozmyś­
lać:
„Co to za rzeka,
której źródło jest niepojęte?
Co to za rzeka,
która wlecze z sobą mitologie i miecze?""
36

�W zakończeniu swojego eseju Czym jest mitologia, zapom­
niany już nieco Karl Kerenyi, badacz mitologii greckiej
i wieloletni konsultant Tomasza Manna, pisał: „mitologia
żywa rozwija się w nieskończonej, a przecież co do formy
określonej rozmaitości, podobnie jak świat roślinny w porów­
naniu z pra-rośliną Goethego. Miejmy zawsze wzrok skiero­
wany na jedno i na drugie: na historyczną mnogość i na to co
jednoczy, a co jest najbliższe pra-źródła." Słowa znamieni­
tego mitografa brzmią jak zalecenie, jak metodologiczna
,s

dyrektywa: dostrzegać zmienność, nie tracąc z oczu tego, co
stałe. Wnosząc koncyliacyjny spokój uczonego, zdają się
godzić sprzeczności. Przynajmniej na chwilę. A przecież
w dalszym ciągu nie wiemy do końca i na pewno: co to za
rzeka, której źródło jest niepojęte? Z miejsca naszego
czasowego pobytu, z tego permanentnego sanatorium pod
klepsydrą, w którym mieszkamy i skąd pytanie to zadajemy,
próżno byłoby oczekiwać, że kwestia ta ulegnie kiedyś
przedawnieniu.

PRZYPISY
1

J. Brodski, Profil Klio, w: Pochwala nudy, przeł. A. Kołys/.ko, M ,
Klobukowski, Kraków 1996, s. 99
Brodski sugeruje, by uzupełnić tę marksowską metaforykę teatralną
o np. wodewil, musical, teatr absurd, operę mydlaną itd., tamże.
' Słowa Eklezjasty są bodaj wyjątkiem w zasadniczo linearnej hebrajs­
kiej teologii dziejów, por. M . Wichrowski, Spór o naturę
procesu
historycznego (od Hebrajczyków do śmierci Fryderyka Nietzschego),
Warszawa 1995, s. 30—32
" W H Ycais. Nineieen HundredandNineteen
przel L, Mariańska, cyt
zaJ.L. Borges, Temat zdrajcy i bohatera, przel. A, Sobol-Jurczykowski, w:
Fikcje, Warszawa 1972, s 106
Szerzej na ten temat zob. Wichrowski, op cit., s 17—29
* Borges, op. cii., s. 106
Tamże.
" Borges. op cit.. s. 107
' Borges, op. cit., s. 108
'" Borges, op. cit., s. 109
G. Herling-Grudziński, Pieta deli' Isola, w: Opowiadania zebrane,
Poznań 1991, s. 50
G. Herling-Grudziński, Pierścień, w: op, cit,, s. 244
Herling-Grudziński, op. cit., s, 247
Herling-Grudziński, op. cii., s. 248
" Platon, Państwo, przel. W. Witwicki, Warszawa 1994, s. 72
" P. Ricoeur, Życie w poszukiwaniu opowieści, przel. E. Wolicka.
„Logos i Ethos", nr 2:1993, s. 225—236
Ricoeur, op. cit., s. 225
Ricoeur, op. cit.. s. 231
" M . Eliade. Próba labiryntu. Rozmowy z Claude-Henri Rotauet, przeł.
K. Środa, Warszawa 1992,'s. 180
" Ricoeur, op. cit., s. 232
C. Pavese,Dialogi zLeukoteą, przel. S. Kasprzysiak, Warszawa 1975,
s. 150
Porażkę bultmanowskicgo programu dcmiiologizacji omawia L. Koła­
kowski, Iluzje demitologizacji, w: Cywilizacja na lawie oskarzomch,
Warszawa 1990, s. 215—236
!

5

I

II

i 2

T1

H

17

11

!

31

23

* R Sabało, Pisarz i jego zmory, przeł. R. Kalicki, Kraków 1987, s.
201—202
O. Marąuard, Rozstanie z filozofią pierwszych zasad, przeł, K.
Krzemieniowa, Warszawa 1994, s. 95
B . Schulz, Mityzacja rzeczywistości, w: Opowiadania. Wybór esejów
i listów, opr. J. Jarzębski, Wrocław I989, s. 366
" J. Patoćka, Trzy fazy legendy Fausta (Refleksje czytelniku nad
Doktorem Fauslusem Tomasza Manna), przeł. I . Krońska. „Twórczość" nr
8:1973, s. 91
H.G. Gadamer, Problem dziejów w nowszej filozofii niemieckiej,
przeł. K Michalski, „Znak" nr 257—258:1975, s. 1424
* Różne postacie historyzmu wyróżnia i omawia J Szacki, Historyzm
a współczesne nauki społeczne, w: Dylematy historiografii idei oraz inne
szkice i studia, Warszawa 1991, s. 318—341
H. Jonas, Zmiana i trawłośc O podstawach rozumienia przeszłości.
przet. P. Domański, Warszawa 1993
"'Tamże. s. 30—31; na historyczne usytuowanie zjawiska sekularyzacji
religii i sztuki a tym samym sprowadzenie ich wyłącznie do aspektu
wymiennego, czasowego zwraca uwagę Wiesław Juszczak, Fragmenty
Szkice z teorii i filozofii sztuki. Warszawa 1995, s. 42—42
" B. Skarga. Granice bistoryczności. Warszawa 1989, s. 227
Tamże, s. 224
" M . Bachtin, Estetyka twórczości słownej, przeł. D. Ulicka, opr. i wstęp
E. Czaplejewicz, Warszawa 1986, s. 525
" J. Cybis, Notatki malarskie. Dzienniki ¡954—¡966, wybór i wstęp D.
Horodyński, Warszawa 1980, s, 33
" R.M. Rilke, Przepędzie czas, w: Poezje, przeł. M Jastrun, Kraków
1987, s. 355
Por. K. Michalski, Logika i czas. Próba analizy Husserlowskiej teorii
sensu. Warszawa 1988, s. 169—204
" J.L. Borges, Heraklit, przel. A Sobol-Jurczykowski, w: Twórca.
Pochwala cienia. Warszawa h.d.
K. Kerenyi, Czym jest mitologia, przeł. 1. Krońska, „Twórczość" nr
2:1973, s. 101
11

1 1

7

i 7

311

, :

M

Jost Amman, Saturn

43

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9585" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9563">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/fc516553c25b22213fdfc37c0b77b00c.pdf</src>
        <authentication>0ae93885fbb7c7af2c8310b943cef422</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114109">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2622</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114110">
                <text>1997</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114111">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2437</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114112">
                <text>Anioł w wyobraźni popularnej / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114113">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.3-4, s.83-88</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114114">
                <text>Sznajderman, Monika</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114115">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114116">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114117">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114118">
                <text>Anioł w wyobraźni popularnej
Monika Sznajderman
„Odjęto wam szaty białe.
Skrzydła i nawet istnienie.
Ja jednak wierzę wam,
Wysłańcy'"

Wraz ze śmiercią Boga, uważa amerykański socjolog Peter
L. Berger, odeszli i дл#б/сн - boscy wysłannicy, aniołowie.
Gdy proces sekularyzacji rozpoczął się w kulturze na dobre,
boskość, transcendencja zaczęły gwałtownie tracić swe zna­
czenie, aż do chwili, gdy niemal całkowicie zdominowała je
wszechwładna i doskonale zamknięta sfera doświadczenia
empirycznego. „Wówczas człowiek stanął wobec rzeczywis­
tości naprawdę sam. Przeszliśmy długą drogę oddalając się
zarówno od bogów, jak i od aniołów - pisze Berger w książce
Л Лылюыг о/Лл#ек. Modern Socí'ery ала" гле Rediscovery о /
гле Лыреглдгыгд/. - Z naszej świadomości nieubłagalnie
znikały te pełne mocy postaci, które dotąd uobecniały dla nas
prześwit w murze realności doczesnej. Owe postaci prze­
trwały dzisiaj tylko w baśniach, tęsknotach, jako swego
rodzaju niejasne, nieokreślone symbole. Parę lat temu pracu­
jący w slumsowej dzielnicy jednego z europejskich miast
ksiądz, zapytany, czemu to robi, odparł: 'Po to, by pogłoski
o Bogu nie ucichły zupełnie.' Słowa te trafnie wyrażają naszą
sytuację, w której znaki transcendencji stały się 'pogłoskami'
- i to nie całkiem godnymi szacunku ' pogłoskami'.
Ślady boskości przetrwały, zdaniem Bergera, w formach
ukrytych - takich jak wiara w odwieczny porządek świata, jak
lęk przed śmiercią, jak nadzieja. Poza tymi doświadczeniami
z naszego widnokręgu zniknęła metafizyczność, nadnaturalność, sacrum. Horyzont jest pusty. Przejawem tego stanu
rzeczy jest na przykład upadek religijności oficjalnej, kościel­
nej. W Europie przybiera to formę postępującego zaniku
uczestnictwa w zinstytucjonalizowanych formach religijnego
obrzędu, jak na przykład modlitwa, przyjmowanie sakramen­
tów, udział w nabożeństwach, w Ameryce zaś, wprost
przeciwnie, we wzmożonej partycypacji - choć, pisze Berger,
mamy prawo sądzić, że przyczyny tego religijnego ożywienia
zmieniły się w stosunku do przyczyn religijności niegdysiej­
szej, strywializowały się, spłyciły.
Czy zatem swoisty renesans wiary w anioły, z którym
mamy do czynienia przede wszystkim (ale też nie tylko) we
współczesnej amerykańskiej kulturze popularnej, nie ma
w istocie nic wspólnego z religijną wrażliwością i wyobraź­
nią? Wielu teologów i filozofów dostrzega dzisiaj przecież
wyraźny powrót do myśli religijnej/ A warto zauważyć, że i te
dzisiejsze przedstawienia odwołują się do wyobrażeń dosko­
nale w angelologicznej tradycji - tradycji ikonograficznej,
filozoficznej, teologicznej - osadzonych. Osadzonych na tyle
dobrze, że trudno tu nawet mówić o popularnej religijności
New Age'u, skoro - jak pisze Herbert Oleschko - wyznawcy
Nowej Ery „nie mają zaufania do angelologii chrześcijańskiej
wspartej na fundamencie Pisma Świętego", a „cały anielski
sztafaż uznają za bajkowy i nie nadający się do reanimacji"."
Jest w kulturze współczesnej dziedzina dotąd przez antro­
pologię nie zbadana - to właśnie sfera popularnych religijnych

I

wierzeń i wyobrażeń, która stanowi przedziwny kolaż religij­
ności ery wodnika z tradycyjną religijnością ludową (bliski
jest jej na przykład sensualizm tej drugiej); która jest
pomieszaniem wiary w boskość, pojmowaną jako kosmiczna
energia, z wiarą właściwą pobożności ludowej, a przejawiają­
cą się m.in. w dewocyjnych przedstawieniach sztuki ludowej
(te zaś z kolei czerpią i przetwarzają motywy z kultury
wysokiej i sztuki sakralnej...). Trudno orzec - istnieją co do
tego liczne i uzasadnione wątpliwości - czy prawdziwie
przejawia się tu sacrum. Nie rozstrzygając w żadną stronę
kwestii jego istnienia bądź też nieistnienia, zajmijmy się
aniołem, potraktowanym jako żywa forma współczesnej
popularnej religijnej wyobraźni. Bo jako taki przejawia się on
z całą pewnością.
HORDY ANIOŁÓW
„Hordy aniołów. Istoty zbite w masy jak chmary dusz, jak
gęste obłoki zmieszanych tchnień duchowych, malowanych
tak często przez Gustawa Dore' a.
Może się jeszcze okazać, że Droga Mleczna jest kompozy­
cją sztywnych, zamrożonych i ostatecznie zawieszonych
w doskonałej nieruchomości aniołów. Aniołów, które osiąg­
nęły absolutną harmonię."'
Taką koncepcję (pozostającą - nawiasem mówiąc - w ja­
kimś związku z koncepcją Orygenesa, który greckie słowo
agge/oi wywodził nie od słowa „posłaniec", lecz od „zim­
ny") rozwija w swojej przewrotnej Kriedze rzeczy wy&amp;fefyc/t
amerykański pisarz? filozof? naukowiec? szaraltan? Charles
Fort, którego uznać możemy za nieświadomego prekursora
badań nad meandrami popularnej wyobraźni. Twórca baśni?
Być może, lecz bardziej chyba ich zwierciadło, zwier­
ciadło baśniowej, mitycznej wizji świata, w której ma anioł
swoje miejsce obok takich zjawisk, jak krążące po między­
planetarnych przestrzeniach „zgłodniałe hordy kosmicz­
nych niszczycieli", jak zaludniające kosmos tabuny różnych
stworzeń w rodzaju kosmicznych kłusowników i obdartych
włóczykijów, superpodróżników i krzyżowców, emigrantów
i powietrznych dinozaurów czy słoni. Prorokuje nawet
Fort powstanie w przyszłości odrębnej gałęzi wiedzy,
jaką będzie celestiografia, na równi studiująca i opisu­
jąca tajemnice gwiazd (które są dla niego „bytami absolut­
nymi, pogrążonymi w boskim, kontemplacyjnym bezru­
chu"), niebieskich księżyców czy meteorytów, jak i tajem­
nicę anioła.
Anioł, zdaniem Charlesa Forta, kroczy od stuleci w koro­
wodzie „faktów wyklętych". Fort nie jest tu zresztą odosob­
niony: faktem w pewnym sensie wyklętym, wielką niewiado­
mą, symbolem tajemnicy jest bowiem anioł także dla religij­
ności ludowej i teologii. Duch czysty, posłaniec Boga,
zwiastun narodzin Zbawiciela - jak sobie z nim poradzić? Jak

�poradzić sobie z bytem nieosiągalnym w jego duchowej
istocie i nieporównywalnym w dobroci?
Aniołowie, sądzi holenderski religioznawca Gerardus van
der Leeuw, są starsi od bogów. Pierwotnie był anioł uzewnęt­
rznioną mocą: anioł opiekuńczy był nosicielem mocy czło­
wieka, aniołowie boży - potencjami wyłaniającymi się z Bo­
ga. Potem dopiero, w miarę rozwoju idei Boga osobowego,
aniołowie stali się istotami pośrednimi, pośrednikami, moca­
mi niższej rangi. „Dla Żydów są one, według Pawła, pośred­
nikami przekazującymi Prawo w myśl obietnicy Pana, Marii
zwiastują, że urodzi Zbawiciela, pasterzom - 'wielkąradość'
dokonanego cudu, kobietom i uczniom - zmartwychwstanie.
W chrześcijaństwie zadaniem ich jest chwalić Boga przez całą
wieczność. W islamie ich pożywieniem jest 'cześć oddawana
Allachowi', a napojem - 'świętość Allacha'.'"*
Tak zatem anioł-moc-dusza przekształcił się w anioła
- wysłannika (hebr. лЫя&amp;л). A im bardziej stawał się anioł
wysłannikiem, tym odleglejsze zdawało się wybrażenie mocy
i duszy. „Moc i wola znikają, zostaje tylko postać, jakkolwiek
imponująca - pisze van der Leeuw. - Greccy Iris i Hermes są
tego rodzaju wysłannikami: z nich dwojga Hermes, podobnie
jakАм^еЫ болид w kulcie Sabazjosa (...), jak Ргуслоролую
zachowuje jeszcze luźny związek z duszą."^
Według Jerzego Nowosielskiego świat aniołów odchodził
powoli, lecz nieubłaganie; dzieła zniszczenia dokończyła
Reformacja. „Stało się tak dlatego, że zatracono absolutnie
sofiologiczny aspekt spraw Boskich i ludzkich, który do
czasów Reformacji jakoś jeszcze się w chrześcijaństwie
zachodnim tlił. Skoro wyeliminowany został aspekt sofiologi­
czny, to nie wiadomo też było, co począć ze światem bytów
subtelnych, aniołami. Już katolicyzm rzymski traktuje świat
aniołów w sposób abstrakcyjny, zaś protestantyzm po prostu
nie wie, jak sobie z nim poradzić. Protestantyzm jest przeraź­
liwie antropocentryczny. Jest Bóg i jest człowiek. Ważna jest
tylko relacja między Bogiem a człowiekiem, reszta jest
nieistotna. Protestantyzm w swojej teologii nie stworzył
żadnych możliwości pozwalających na zinterpretowanie ta­
kich zjawisk, jak ingerencja anioła w egzystencję empiryczną
człowieka."* Od X V wieku anioł w Biblii stał się symbolem
- ale symbolem, który jest, jak sądzi Nowosielski, tylko
„pustym słowem, liczmanem".
Podobnie myśli Gilbert Durand, według którego aniołowie
odeszli wraz ze średniowieczem i umiejętnością myślenia
symbolicznego (albo może na odwrót: wraz z aniołami umarło
średniowiecze i symbol); wówczas gdy symbol, który był
w istocie epifanią tajemnicy, konkretem duchowości, za­
stąpiony został przez alegorię - dzieło całkowicie i skończenie
ludzkie/
Nastąpił przeto ostatni etap degradacji anielskiej kondycji
- sytuacja, gdy nawet pośrednictwo pomiędzy Bogiem i czło­
wiekiem stało się czymś zbytecznym i anachronicznym. „Jest
Bóg i jest człowiek"; coraz odleglejszy Bóg i coraz bardziej
samowystarczalny człowiek przestali potrzebować anioła.
Czy można się dziwić, że poczuł się samotny i opuszczony?
Przecież niegdyś tyle dla człowieka poświęcił - swoją
pozycję, doskonałość, zbawienie. Przecież niegdyś, z miłości
do bożego stworzenia, upadł. Wątek upadłych aniołów,
z których pożądania córek ludzkich rodzi się wszelka nie­
prawość, podejmują zarówno kanoniczne nauki Starego i No­
wego Testamentu, jak i pisma apokryficzne. Cóż takiego kryje
się w upadłym aniele, że od wieków jest on ulubionym
bohaterem wszystkich tych opowieści?
Anioł zbuntowany ciekawszy jest od anioła lojalnego.
Anioł, którego naturę możemy rozważać - ciekawszy od

anioła, który jest istotą jednoznacznie i nieskazitelnie ducho­
wą. Anioł upadły - zwłaszcza taki, który związał się z ziemską
kobietą - musi budzić gorące dyskusje, dotyczące kwestii jego
cielesności. Apokryfy powiadają, że dawno temu, obdarzony
duszą i ciałem, dzielił anioł swą naturę z człowiekiem.
W mediacyjnej egzystencji łączył pierwiastki właściwe obu
kręgom, boskiemu i ludzkiemu. Jest w tej starej koncepcji coś
z właściwego myśli ludowej sensualizmu, ale jej okruchy
znajdujemy przecież również w XX-wiecznej poezji. Rilke
pytał na przykład:
„Czy aniołowie
przechwytują to tylko, co z nich jest, naprawdę, czy może
jakby z niedopatrzenia ma w tym niekiedy swój udział
cząstka naszego bytu? Czyli jesteśmy tylko
tyle wmieszani w ich rysy, ile niepokój w twarze
brzemiennych kobiet? (...)'""
Zanim dojdziemy jednak do wieku X X i jego popularnej
myśli religijnej, cofnijmy się w przeszłość. Coś z prawd
ukrytych w apokryfach musiało przenikać do nauki wysokiej,
skoro myśliciel tak poważny, jak św. Augustyn, który uważał
przecież, że niebiańskie duchy, jako zbudowane z czystego
powietrza (lub z powietrza i ognia) nie mogą wchodzić
w żadne cielesne związki, miał jednak wątpliwości. Właśnie
z tych wątpliwości zrodziło się Augustynowe pytanie - to
samo, które zadawał w naszym stuleciu Rilke: „Czy aniołowie
zachowując duchowy charakter swych ciał w dziełach bar­
dziej tajemnych, nie przyjmują jednak od niższych istot
pewnych elementów, które do siebie dostosowują, i które - jak
szatę - zmieniają i obracają w różne widzialne postaci, o tyle
prawdziwe, o ile prawdziwa woda została przez Pana przemie­
niona w wino?"" „Poruszona w V wieku przez świętego
kwestia stanie się osiem wieków później przedmiotem zażar­
tych sporów metafizycznych i teologicznych"^ - dodaje
Oleschko. Ludzie, wyznający wiarę w jakąś formę cielesnej
natury aniołów żyli zresztą w każdej epoce. I, sądząc z klątwy,
jaką rabbi Szymon ben Johai zagroził wszystkim wierzącym
w nieprawe anielskie związki z kobietami, musiało być tych
wierzących niemało.
Często na przykład przypisywano aniołom „materię etery­
czną", zbudowaną z cząstek mniej gęstych niż ludzkie ciało.
Już dwa wieki przed Augustynem o anielskiej cielesności
w sposób jednoznaczny mówił Tertulian, aczkolwiek przy­
znawał równocześnie, że ciało to jest dla ludzkiego oka
niewidzialne. Jan Kasjan uważał, że - choć aniołowie nie są
bytami wcielonymi - to przecież, podobnie jak ludzka dusza,
obdarzeni są pewną subtelną odmianą ciała. Podobnie sądził
Jan Duns Szkot, według którego zbudowani są oni z „materii
duchowej" - substancji, która dla ludzkiej percepcji jest co
prawda niematerialna i bezcielesna, niemniej jednak, w poró­
wnaniu z doskonałą duchowością Boga, posiada pewną
gęstość. Współczesny Kasjanowi św. Fulgencjusz, biskup
z Afryki Północnej, wierzył, że dobre anioły mają ciało
z ognia, a złe - z powietrza. Św. Tomasz sądził z kolei, że
aniołowie są czystymi duchami („samym intelektem"), które
jednak swobodnie przybierać mogą kształty cielesne - a nawet
jeść (tak, jak jadły z Abrahamem pod dębami Mamre).
Podobnie jadły, a nawet defekowały i uprawiały seks zmys­
łowe anioły Johna Miltona; choć także i on uważał, że ciało
aniołów jest na tyle subtelne, że oglądać je mogą jedynie oczy
jasnowidzów. Natomiast Emanuel Swedenborg zupełnie już
zdecydowanie wierzył w istnienie materialnej, anielskiej
natury. Według Swedenborga bowiem anioły to ludzie w naj­
doskonalszej postaci, a w centrum jego angelologicznej
doktryny znajduje się, jak to określał Czesław Miłosz, „aniel-

�ska seksualność". Aniołowie Swedenborga żyją w niebiosach
życiem ziemskim, doczesnym: są barwnie ubrani, żenią się
między sobą, mają domy i ogrody analogiczne do ziemskich,
tyle że piękniejsze i doskonalsze. Był wszak Swedenborg
spadkobiercą myśli średniowiecznej, która, wzorując się na
myśli platońskiej, wyznawała zasadę: „jak na górze, tak i na
dole"; zasadę, która - jak uważał Swedenborg - jest niepełna,
dopóki nie zostanie odwrócona. Zatem „jak na dole, tak i na
górze". Górny i dolny świat wzajemnie ze sobą korespondują.
Teraz jesteśmy już blisko współczesnej popularnej angelologicznej wrażliwości. Bo oto, po paru wiekach wygnania
z religijnej wyobraźni, zapomniany przez człowieka, opusz­
czony przez Boga i upadłych braci, anioł powrócił. Powrócił
w sztuce, filmie i literaturze pięknej. Powrócił w kulturze
wysokiej i niskiej (masowej, popularnej), co w tej ostatniej
objawiło się zwłaszcza poprzez rozkwit specyficznego angelologicznego piśmiennictwa, stanowiącego dzisiejszy swoi­
sty ekwiwalent dawnej ludowej literatury religijnej. Tak jak
i tam, znajdujemy tutaj relacje ze spotkań z aniołami (na wzór
opisów doznań mistycznych i obcowania ze zjawiskami
cudownymi) i дыдл teologiczne spekulacje.
„W takim stopniu, w jakim aniołowie wy wędrowali z życia
Kościoła, powracają oni, jak się zdaje, przez tylne drzwi pojętej
w najszerszym sensie, zainteresowanej religią opinii publicz­
nej"" - zauważył niemiecki teolog Karl Nientiedt. Tysiące
ludzi widziało lub stale widuje anioły i tysiące ludzi pragnie
0 tych spotkaniach opowiadać innym. Powstają „anielskie"
książki i pisma oraz liczne, zajmujące się nimi, instytucje.
W książce Лш'сМЙ drog; Joan Wester Anderson sumuje to tak:
,Дт więcej czytałam, tym bardziej nabierałam pewności, że
anioły nie są gatunkiem wymarłym, lecz nadal przynależą do
świata ludzi. Miasta, przedsiębiorstwa lotnicze i organizacje
charytatywne nadal noszą imiona aniołów. Członkowie ulicz­
nych patroli, zwanych Aniołami Stróżami, mają na koszulkach
emblematy przedstawiające oko, skrzydła i tarczę, co według
ich założyciela i szefa (...) symbolizuje: 'anielską ochronę
zaoferowaną każdemu, nawet tym, którzy nie chcą, byśmy ich
osłaniali'. W Ameryce istnieje Angel Collectors Club, narodo­
we zgromadzenie ludzi kochających anioły, z własną gazetką
1 corocznym zjazdem. W Tusco działa sklepik z rzeczami dla
dzieci o nazwie Anielskie Nici. W Cleveland mamy żłobek
Dnia Aniołów w Niebie. Dom mieszkającego w Toronto
Tollera Cranstona pełen jest obrazów aniołów, misternych
układanek i innej niebiańskiej sztuki; ten sześciokrotny kana­
dyjski mistrz w jeździe figurowej na lodzie lubi anioły,
ponieważ 'nie dotyczy ich siła grawitacji'."
Wystarczy, choć moglibyśmy cytować jeszcze bardzo
długo. Według autora książki W pojzw&amp;iwam'w oniofdw,"
Davida Connolly, wierzy w nie połowa mieszkańców Stanów
Zjednoczonych, w tym trzy czwarte populacji nastolatków.
Podobne dane podawał w 1993 roku magazyn „Time"."'
W obliczu takiej sytuacji, którą nazwać by można prawdziwą
anielską inwazją, powstała nawet w Ameryce, założona przez
autorkę wielu poświęconych aniołom książek, Eileen E .
Freeman, Sieć na Rzecz Obserwacji Aniołów, tropiąca ich
ślady, zbierająca świadectwa istnienia. Tak oto, po paru
wiekach, zemścił się człowiek na swym niebiańskim opieku­
nie: niegdyś, w średniowieczu, przytłoczony ciężarem po­
dwójnej hierarchii - ziemskiej i anielskiej, schwytany, jak
pisał Jacques le Goff, w „oczka anielskiej sieci" dzisiaj sam
w sieć chwyta anioły.
DRUGI UPADEK ANIOŁA
Jeszcze Wenders widzi swoje anioły w postaci berlińskich

bezrobotnych - niepotrzebnych, marginalnych. Bo jeszcze
u Wendersa ludzka samotność - samotność chłopca, który nie
bawi się z kolegami, i kobiety w metrze, samotność samobój­
cy i Marion, kiedy z przypiętymi do pleców anielskimi
skrzydłami siedzi za cyrkowym wozem, i nawet, kiedy jest
wśród ludzi - nie wynika z obojętności aniołów, lecz
z ludzkiego zapomnienia o nich, zagubienia świętości.
Wendersowskie anioły są równie samotne jak człowiek,
należą jednak równocześnie do ostatnich z gatunku zapom­
nianych. W jakiś przedziwny sposób współczesna popularna
kultura przywraca to, co - jak sądził Jerzy Nowosielski
- bezpowrotnie i ze szczętem wyrugował protestantyzm:
wiarę w ingerencję anioła w empiryczną egzystencję człowie­
ka. Anioł na powrót stał się jego codziennym towarzyszem.
Ten Nowy Anioł (jak go, za Rilkem, nazywa Walter Ben­
jamin) to dzisiaj anonimowy mieszkaniec wielkiego miasta,
bardziej powiernik ludzi niż wysłaniec bogów. Przybywa
z kręgu światła, daleki jest jednak od obrazu „straszliwych",
groźnych aniołów Rilkego, bliższy natomiast - pozostając
w kręgu jego poetyki - temu jednemu z Promieniejących,
który
„stanął u prostych wrót domu,
w na wpół podróżnym stroju i już nie budzący grozy:
młodzieniec wobec młodzieńca, co się przyglądał
ciekawie'"*
Bo ten Nowy Anioł, ludzki i współczujący, jest ciekawy
świata i człowieka. Wszak przeczuwa, jest wręcz pewien, że
„Byt ziemski jest wspaniały". Być może nawet zazdrości
swoim dawno upadłym braciom tej jednej, godnej poza­
zdroszczenia chwili, nim na zawsze zamknięci zostali w kręgu
ciemności. Może zresztą zazdrości im i tego. Sam również
chce upaść i swym upadkiem towarzyszyć upadkowi człowie­
ka; chce zejść jak najniżej, chce cały zanurzyć się w ziemskim,
fizycznym bycie.
Cóż takiego kryje się w upadłym aniele, że od wieków jest
on ulubionym bohaterem, apokryficznych zwłaszcza opowie­
ści?... Dzisiejsze popularne angelologiczne wybrażenia od­
twarzają w istocie tę samą starą, apokryficzną opowieść
0 buncie i upadku aniołów.
To znamienne i nieprzypadkowe, ze zarówno bohaterowie
książek Connolly'ego, Freeman, Wester Anderson, Bumham
1 innych, jak i sami autorzy spotykają anioły wyłącznie
w codziennych, najzwyklejszych miejscach. W samochodo­
wym warsztacie, gdy, niewidzialni, pomagają mechanikom
i w ciemnym parku, gdzie odstraszają od samotnej kobiety
gwałciciela. Przy chorym dziecku w szpitalu i przy mordercy
w więzieniu. W hotelu i w burdelu. Na autostradzie i w zaka­
zanej dzielnicy, gdzie w niebieskich uniformach, z bronią
w ręku pomagają policji w nalocie na siedzibę gangu
handlującego narkotykami. U Wendersa także nieprzypadkiem spragniony wcielenia Damiel zatrzymuje się przy
prostytutce, liczącej pieniądze w brudnym berlińskim zaułku.
Nie pierwszy to i nie ostatni raz właśnie w postaci prostytutki
odezwała się stara opowieść o aniołach, które upadły z miłości
do ziemskich kobiet; z których pożądania córek ludzkich rodzi
się wszelka nieprawość. W symbolicznej figurze prostytutki
upadek anioła znalazł swoje spełnienie. Esencja kobiecości
łączy się tu z esencją grzeszności - ale i z esencją ziemskiego
życia. Mówi o tym na przykład nim Kartta Shea Rubena
ZoM/cy ирддТусл длю&amp;Щ w którym psychopatyczny mor­
derca (a zarazem policjant) w imię owari religijnej idei (manii)
czystości w okrutny sposób zabija ulicznice; albo też ЛлЫ
w czerwiem' Williama Dupreya. Ladacznice są tu jasne,
czyste, szlachetne; rzeczywiście przypominają anioły. Nie

�przypadkiem tych dwoje - Rilke'owska para „Anioł i lalka"
- wzajemnie do siebie lgnie. A skoro znowu pojawił się
w naszych rozważaniach angelolog Rilke, dodajmy jeszcze
i to, że w V77 Ekg;i дшле/АЬ'е/ przy pomocy tego samego
wątku sławi on przed Aniołem cudowność ludzkiego świata:
„Byt ziemski jest wspaniały. Wiedziałyście o rym, dziew­
częta/wy nawet, na pozór w niedoli, w grzęzawisku
- w najgorszych/ulicach miasta, całe we wrzodach albo
wyrzucone/na śmietnik. Bo każdej z was była dana tylko/
jedna godzina, może nie cała, miarą czasu niewymierzalna,/między dwiema chwilami, gdy każda z was miała/
własne istnienie. Wszystko. (...)""
Bo dzisiejsze anioły, anioły kultury popularnej, także
towarzyszą człowiekowi w jego codzienności i święcie.
Niechętne miejscom eksponowanym, zarezerwowanym dla
kultury wysokiej, pojawiają się wśród zwykłych ludzi w sak­
ralnej przestrzeni kultury plebejskiej, masowej: na koncertach
i zawodach, w kawiarni i dyskotece. Na ulicy i w ogrodzie
zoologicznym. W miejscach grzesznych, w sposób szczegól­
ny naznaczonych życiem, zarazem czystych i nieczystych,
trochę świętych, a trochę przeklętych. Niegdyś lubiły hałaś­
liwe, miejskie place Rilkego, na których „wiruje i wre po
brzegi jarmark./(Huśtawki swobody! Nurkowie, kuglarze
zacietrzewienialñ wystrojonego szczęścia strzelnica z figurami),/gdzie tarcze blaszane dygocząc brzęczą"™, place „z
ogromną widownią"^, potem zaś spotykano je - na przykład
u Chagalla, Wendersa, czy w inspirowanej malarstwem
Toulouse-Lautreca powieści Angeli Carter^ - w cyrku. Bo
w cyrku właśnie odnalazł anioł, w postaci klowna i linoskocz­
ka, swoje ironiczne, ziemskie wcielenie. W wizerunku Marion
u Wendersa jej anielskość wyrażona została exp/'C'^- Strój jej
zdobny jest piórami, „lataj, przecież jesteś aniołem", wołają
towarzysze. Obdarzoną anielskimi skrzydłami akrobatkę Fevvers z Wieczorów cyrtowycm Carter nazywają w Paryżu
Angielskim Aniołem. A swoją książkę, poświęconą poetom-symbolistom (to oni przede wszystkim podtrzymywali sym­
boliczną tożsamość anioła i klowna), Wallace Fowlie nie bez
powodu nazwał właśnie Cfownj длд"Ал#ек. „Klown - pisze,
powołując się na Gastona Bachelarda, Alfred Simon - jest
aniołem pozbawionym skrzydeł, aniołem, któremu nie braku­
je niczego poza skrzydłami." %
CIELESNE SACRUM
„Pasjonująca może się okazać obserwacja wyobrażeń
niepoznawalnego Boga, stanowiącego centrum wszechświa­
ta, wypromieniowującego wibracje myśli, które zmieniają się
w światło, potem w ciepło, aż w końcu, będąc już daleko od
źródła, przechodzą w materię"^ - powiedział, w rozmowie
z Rexem Hauckiem, amerykański pisarz i malarz Malcolm
Godwin. Nie mylił się Umberto Eco sądząc, że współczesne
sacrum podlega procesowi bezwzględnej materializacji. Para­
frazując włoskiego semiotyka możemy więc powiedzieć, że
skoro to, co nadprzyrodzone, przybrać może jedynie kształt
fizyczny, podobny los spotka również anioły.* Dzisiejsza
angelologia mierzy się z kwestią form istnienia aniołów i z ich
cielesnością równie uporczywie, jak niegdysiejsza teologia
i filozofia; wierzenia dotyczące aniołów rzeczywiście zdra­
dzają wyraźne ślady dawnej apokryficznej wiary w ich
dwoistą, nie tylko duchową, ale i cielesną naturę. W jakimś
sensie jest to również relikt po właściwym myśli ludowej
sensualizmie.
„Potem ujrzałem anioła, zstępującego z nieba, który miał
klucz od Czeluści i wielki łańcuch w ręce. I pochwycił smoka,

Węża starodawnego, którym jest diabeł i szatan, i związał go
na tysiąc lat. I wtrącił go do Czeluści..." - tymi słowami
z Apokalipsy św. Jana mógłby kończyć się film Alana
Smithee Gmew an;o&amp;fw, w którym anioł przybywa na odsiecz
ludziom, bezbronnym wobec potęgi szatana. Ów filmowy
anioł jednoczy w swojej postaci wszelkie ikonograficzne
konwencje, z jakich korzysta wyobraźnia popularna, by
przywoływać dzisiaj zjawiska cudowne. Początkowo ukazuje
się nam na sposób symboliczny, jako spływająca z nieba
błyskawica, płomień, jaśniejące oślepiający blaskiem światło,
które łączy w sobie pochodzenie boskie (biblijne) z kosmicz­
nym (w wersji science fiction); wkrótce zaś potem wykształca
się z tego światła, wymodelowana zgodnie z tradycyjną
angelologiczną konwencją realistyczną, postać urodziwego
młodzieńca w złotej szacie, ze złotymi skrzydłami i złotymi
włosami: Archanioł Michał z obrazów Bartoloméo Bermejo
lub Bernardino Zenale. Nawiasem mówiąc, filmowy szatan
także przywodzi na myśl diabła z obrazu tego ostatniego.
Nietoperze skrzydła, jakimi obdarzona jest ta groteskowa,
szkaradna postać, przypominają ojej anielskiej proweniencji,
0 anielskiej przeszłości z czasów przed upadkiem.
Nawet jednak i te kulturowe, ikonograficzne przywołania
nie wyczerpują wszystkich symbolicznych, zmierzających ku
cielesności sensów postaci współczesnego posłańca. Jawi się
bowiem jeszcze jedna, ciekawa zbieżność, na którą zwrócił
uwagę Malcolm Godwin. „Zasługę zdumiewającego wzrostu
popularności aniołów w dzisiejszym świecie - twierdzi
Godwin - można po części przypisać amerykańskim superbohaterom. Superman, Człowiek-Pająk, Kapitan America
1 inni przedstawiciele tego gatunku zdecydowanie mają
w sobie coś anielskiego. Wszyscy oni niezłomnie trwają po
stronie dobra. Faktycznie są współczesnymi odpowiednikami
trzynastowiecznych aniołów z kościelnych fresków. Obrazy
te noszą zresztą pewne podobieństwo do komiksów. Nasi
superbohaterowie spełniają też ściśle anielskie funkcje: bronią
słabszych, stoją na straży prawa."**
Wszakże współczesny anioł nie zawsze przyjmuje postać
równie imponującą jak postać Supermana, dzisiejszego Ar­
chanioła. Ostatnio często pojawia się jako o wiele skromniej­
szy anioł stróż. W amerykańskiej pop-kulturze obserwuje się
wyraźny renesans tej postaci (której rodowód sięga średnio­
wiecza i która zawsze cieszyła się niezwykłą popularnością,
niezależnie od tego, że Kościół nigdy nie ogłosił nauki
o stróżach w formie oficjalnego dogmatu). W filmie Williama
Deara Rezerwowy длМ jfrdz' chłopiec prosi Boga o to, by
otoczył opieką i obdarzył zwycięstwem jego ulubioną, acz
niefortunną drużynę baseballową, występującą pod nazwą
Aniołowie. I Bóg wysłuchuje dziecięcej modlitwy i zsyła
zawodnikom ich anioły, widzialne tylko dla chłopca. Te
anioły to zwiewne eteryczne kobiece postacie w bieli, jakby
wyjęte z obrazów Fra Angelica, podczas gdy anioł stróż
chłopca - choć także obdarzony skrzydłami - przypomina na
wskroś ziemskiego mężczyznę w baseballowej czapeczce. Na
imię ma A l . Aniołowie stróże czuwają w trakcie meczu nie
tylko nad ciałem, ale - zgodnie z religijną tradycją - przede
wszystkim nad duszami sportowców. „Czuwamy, cały czas
czuwamy", powie do chłopca Al (przypomnijmy, że Czuwają­
cymi, Obserwującymi nazywała anioły literatura apokryficz­
na). Filmowe anioły obdarzają podopiecznych nadprzyrodzo­
ną zręcznością, ale też całkiem ludzką szlachetnością i wraż­
liwością. Anielski wpływ sprawi, że wkrótce nastąpi swoiste
przebóstwienie człowieka, że z niego samego wyzwolony
zostanie anioł.
Anioły mogą pojawiać się jako „czuła obecność", „niewi-

�dzialna interwencja", „czysta światłość", ale także jako
„mężczyzna w trzyczęściowym garniturze z teczką, lub
kierowca ciężarówki lub kobieta w stroju kelnerki albo pilot
samolotu. To nie ma znaczenia, jaki jest ich wygląd - zawsze
możemy wyczuć aurę pokoju wokół aniołów"" - pisała
K. Martin-Kuri. W przypadku Jean Hannan Ondracek z Oma­
ha angelofania przyjęła formę spotkania z ratownikiem, który
ocalił jej życie, gdy, wyczerpana, nie mogła dopłynąć do
brzegu/** W przypadku ojca Antoniego Zimmermana - było to
cudowne spotkanie z chińskim rikszarzem.^ Rodzinie Billa
udało się sfotografować „postać ubranego w biel anioła,
który stoi czuwając nad siedzącą przy ognisku rodziną".*
Widzialny zaś dla wszystkich poza samą Myrą jej anioł stróż
„w swym eleganckim, białym garniturze wydawał się wielki
jak dąb'V „Anioły widzę w różnych postaciach. Widuję
je, kiedy przybierają postać męską lub żeńską - wyznaje
Jane Howard. - Widzę je w postaci energii - jak fale,
efekt falowania różnych kolorów energii, gdy w ten sposób
chcą dać o sobie znać. Tak czy inaczej, rzeczywiście widzę je
tak wyraźnie jak ludzi (...) Dla mnie są oczywiste i praw­
dziwe jak istoty ludzkie. Było tyle wspaniałych zdarzeń, na
przykład kiedy robiłam przegląd samochodu i ujrzałam
mojego anioła stróża, który właśnie siedział tam w materialnej
postaci"..Л Jakie to bliskie ludowej teologii, dla której
żadnych wątpliwości nie zdawała się budzić cielesna natura
Jezusa, Marii czy też świętych, pojawiających się na polach
i wiejskich drogach. Cuda, jakich dokonywali ci ludowi
rozdawcy łask i pocieszyciele, dotyczyły - niczym cuda
dokonywane dziś przez anioły - materialnej, bliskiej wiernym
rzeczywistości.*
Także w filmie Лгтш'д Boga Gregory Widena aniołowie są
bytami wcielonymi, choć ich postaci nawiązują do różnych
poetyk. Dobry, jasnowłosy Szymon przypomina trochę anioły
Wendersa - mężczyzn w długich płaszczach, z kitką włosów
na karku. Czarno ubrany, elegancki, o cudzoziemskim wy­
glądzie Gabriel - biesa z ludowej tradycji. Jego adiutant zaś,
Uziel - przybysza z kosmosu w popularnych filmach science
fiction. Pod względem składu krwi powinien być on martwym
płodem, pod względem budowy kości - noworodkiem. Do
tego nie ma oczu i jest hermafrodytą. Czy można się dziwić, że
stanowi dla naukowców nieodgadniona zagadkę?
ANIOŁOWIE I KOSMICI
Współczesne wyobrażenia, dotyczące natury aniołów, do
poetyki science fiction odwołują się zadziwiająco często.
W ludzko-niebiańskiej istocie aniołów niebiańskość przyj­
muje nowy, zaskakujący kształt. Nie dogmaty teologów, lecz
ludowe wyobrażenia o kosmosie stanowią o wigorze religii,
uważa Czesław Miłosz. „Zstąpienie i wniebowstąpienie są
dwoma jej przestrzennymi biegunami, bez których zmienia
się w czystą duchowość, pozbawioną jakiegokolwiek uchwy­
tu za wyobrażalne (...)."^ Lecz, wbrew temu, co sądzi Miłosz,
nieprawdą jest, że choć wiemi składają ręce do modlitwy
i patrzą do góry, góry już nie ma, że nastąpił rozpad
hierarchicznej sakralnej przestrzeni. Stało się tylko to, że
sacrum pomieszało się z nauką i nagle objawiony kosmos
astrofizyków stał się jednym z niebiosami z religijnych
wyobrażeń. Bo choć tłumaczą dzisiejsi teologowie, że „Wnie­
bowstąpienie Chrystusa to nie lot w kosmos"", współczesne
popularne wyobrażenia tam właśnie umieszczają siedzibę
Boga i cherubinów. W swojej /Гл'^&amp;е amofów Sophy Bumham przytacza znamienną historię (zacytujemy ją niemal
w całości, gdyż ma wartość etnograficznego świadectwa)
o „sześciu rosyjskich kosmonautach (ateistach oczywiście),

którzy w przestrzeni pozaziemskiej dwukrotnie widzieli grupę
aniołów o skrzydłach wielkości jumbo jeta!
(...) Trzej kosmonauci: Władimir Sołowiew, Oleg Atkow
i Leonid Kizim przeprowadzali eksperyment medyczny, gdy
nagle zostali oślepieni przez wspaniałą, pomarańczową po­
światę. Kiedy ich oczy przywykły do tego światła, ujrzeli
'siedemogromnych postaci mających ludzkie kształty, ale ze
skrzydłami oraz z podobnymi mgiełce aureolami, niczym na
klasycznych obrazach przedstawiających anioły. Wyglądały,
jakby mierzyły setki stóp wzrostu, a rozpiętość ich skrzydeł
porównywalna była z parametrami pasażerskiego odrzutow­
ca'. Twarze, ozdobione uśmiechami cherubinów, miały
okrągłe i wszystkie były identyczne. Grupa aniołów towa­
rzyszyła kosmicznej kapsule przez prawie dziesięć minut,
a potem zniknęła. Jednak dwanaście dni później wszystkie
anioły wróciły i tym razem widziało je jeszcze trzech
uczonych.
-Byliśmy dosłownie oszołomieni - powiedziała Swietłana
Sawitskaja, kobieta-kosmonauta. - Wokół płonęło intensyw­
ne pomarańczowe światło, przez które widzieliśmy postaci
siedmiu aniołów uśmiechających się tak, jak gdyby miały
jakąś wspólną tajemnicę."*
Kosmonauci i aniołowie (nawiasem mówiąc opisana tu
historia jest tylko prostym odwróceniem słynnego oświad­
czenia Jurija Gagarina, że Boga w kosmosie nie widział...),
którzy pojawiają się tam, gdzie spodziewano się raczej
zobaczyć nieznane gwiazdy lub kosmitów... Malcolm Godwin
wytłumaczyłby owo niebiańskie spotkanie tak: „Ludzie de­
speracko poszukują jakiegoś znaku. Anioły zaś są posłańcami,
przynoszącymi nam, ludziom, przesłanie od Boga. Kosmici
też przekazują nam pouczenia, na przykład, że powinniśmy
żyć spokojniej, bo inaczej nasza planeta zginie, albo że
zaszwankuje nasz ekosystem, albo jeszcze coś gorszego. Tego
rodzaju ostrzeżenia. Jeżeli obecnie coraz częściej słyszy się
o spotkaniach z aniołami, może właśnie dowodzi to prób
zrównoważenia braku duchowości, braku magii w naszym
świecie.""
NIEBIOSA PENETROWANE PRZEZ NAUKĘ
Aniołowie i kosmici utożsamieni więc zostali w masowej
wyobraźni, a wraz z nimi utożsamione zostały tradycyjne
religijne niebiosa i niezmierzone przestrzenie kosmosu, który­
mi karmią się obrazy science fiction. Toteż nic dziwnego, że
- zastanawiając się nad tym, jak wygląda „naturalne środowis­
ko aniołów" - Eileen E. Freeman pisze: „Można to nazwać
niebem, równoległym wszechświatem lub w jakikolwiek inny
sposób".* Według Salwadora Dali to Bóg jest być może tą
substancją, której poszukuje fizyka atomowa, a podstawowymi
formami anielskiej energii są protony i neutrony; właśnie dzięki
tej anielskiej energii wniebowzięta została Matka Boska.
„Dlaczego anioły malowane są ze skrzydłami?" - pyta Rex
Hauck. „Według mnie - odpowiada Martin Kuri - anioły
pojawiają się jako istoty świetliste. Ale mogą one pojawiać się
w otoczce pola energetycznego, które my odbieramy jako
skrzydła."3* Śwątłość i energia; byty subtelne i byty fizyczne
- jak trudno je dzisiaj od siebie odróżnić. Niebiosa pop­
kultury stały się przestrzenią penetrowaną przez naukę,
a zamieszkujące je subtelne byty porównywane zostają do
różnych form nie zbadanego jeszcze kosmicznego życia.
Jedną z takich, nie poznanych jeszcze form, może być - jak
przypuszcza Freeman - właśnie anioł. „Istnieje jednak zys­
kująca ostatnio na popularności teoria, która utrzymuje, że
anioły żyją w tym samym fizycznym wszechświecie co my,
lecz ich ciała, niezależnie od tego, jak wyglądają, są dla nas

Д7

�niewidoczne. Taka teoria nie byłaby możliwa w zamierzch­
łych czasach. Jeszcze do niedawna w wielu zakątkach świata
wiarę w istnienie fizycznych ciał, które są niewidoczne,
uznano by za herezję.""" Aniołowie porównani zostają do
mikroskopijnych zarazków tyfusu i dżumy, do atomów
i budujących je jeszcze drobniejszych cząstek. „Teoria mó­
wiąca, że anioły są częścią naszego kosmosu, choć ich nie
widzimy, ponieważ ich ciała różnią się od naszych, wydaje mi
się najbardziej prawdopodobna. Dlaczego mielibyśmy być
najbardziej zaawansowanymi w rozwoju istotami? Dlaczego
nie mielibyśmy dzielić tego kawałka wszechświata z innymi
inteligentnymi istotami? Uznajemy, że istnieją formy życia,
których nie możemy zobaczyć. Dlaczego anioły nie miałyby
być inną formą życia w naturze - starszą, mądrzejszą
i bardziej kochającą?'"" - pyta Eileen E . Freeman.
Wypatrujemy dzisiaj aniołów z równą nadzieją, jak Mars­
jan czy UFO. Stare wierzenia w ciało z ognia bądź popiołu
zastąpione zostały wierzeniami w kosmiczny charakter mate­
rii anielskich postaci. Współcześni badacze aniołów widzą
często w swych teoriach kontynuację dawnych wizji i w nich
właśnie szukają potwierdzenia dla swoich angelologicznych
hipotez. Freeman mówi o tym wprost: „Skoro anioły są
istotami ze światła i sługami światła, przypuśćmy, że porusza­
ją się także z prędkością światła. Taka koncepcja pojawia się
już w czasach biblijnych. U Daniela (9:21) Gabriel przychodzi
do proroka spowity w szybkie światło w czasie wieczornej
ofiary. Taże u Daniela (14:33) prorok Habakkuk zostaje
przeniesiony z Judei do Babilonu z szybkością wiatru, zaś
psalm 104 odnotowuje: 'Twoje anioły pójdą przed Tobą jak
wiatr'.'""

Możliwe, że, podobni do zabawek typu ..transformer", są
aniołowie zbudowani z płynnej energii, „której nasze zmysły,
radary i inna aparatura nie są w stanie zidentyfikować".'" Lub
też mają normalne ciała, tyle że istniejące jedynie „w widmie
światła, którego nie odbieramy".* „Możliwe, że ciało anioła
widzialne jest w paśmie ultrafioletowym lub podczerwonym.
Może są one tak małe, że nie bylibyśmy ich w stanie dostrzec
za pomocą najczulszego mikroskopu. Albo tak ogromne, iż
wszyscy mieszkańcy Ziemi zmieściliby się na czubku ich
małego palca. Nie wiadomo. Mogą też po prostu zmieniać
zarys swej postaci w zależności od sytuacji.""^ „Możliwe też,
że anioły mają jakiś rodzaj ciała, lecz poruszają się za szybko,
abyśmy mogli je zobaczyć. Pamiętam scenę z filmu Ляг 7re&amp;,
w której załoga Enferprüe nie mogła porozumieć się z miesz­
kańcami pewnej planety, ponieważ poruszali się oni tak
szybko, że ludzkie oczy nie mogły za nimi nadążyć.""* „Być
może ciała aniołów są zupełnie przezroczyste. Istnieją na
ziemi stworzenia, które mają przezroczyste ciała lub tylko ich
części"/" Może wreszcie ich ciała są bardziej rozrzedzone od
naszych... Możliwości mnożą się niczym hipotezy astro­
nomów. Co stwarza nam - zgodnie z ludową wiarą w magicz­
ną moc nauki - możliwość ujęcia tego niebiańskiego kosmosu
(bądź też kosmicznych niebios) w scjentystyczne ramy
i zbadania, za pomocą odpowiedniej aparatury, tej duchowo-kosmicznej materii nawet w stanie największego jej roz­
rzedzenia, na poziomie bytów najsubtelniejszych.
A wówczas... kto wie? Może się jeszcze okazać, że „Droga
Mleczna jest kompozycją sztywnych, zamrożonych i ostatecz­
nie zawieszonych w doskonałej nieruchomości aniołów"...

PRZYPISY
' Cz. Miłosz, О олюЬсл, w: H. Oleschko, Aniofów dystremy Щ
Kalwaria Zebrzydowska 1996, s. 178
' P. L . Berger, Л Лытоиг of Ллд«Ь. Modem Socigfy and 1ле
JWiscovfry о/1л« ЛыргглдГига/, London 1971, s. 118
' Por. np. U. Eco, PodziMwu bogowie, przel. J. Ugniewska, w:
Лглио/ogia zycio codzif/wifgo. Warszawa 1996, s. 109, czy rozmowę
0 aniołach z o. J. A. Kłoczowskim, „Tygodnik Powszechny" nr 39/1996
* Por. H. Oleschko, op. cit., s. 109
' Ch. Fort, Kjiggo rzeczy wylWf (уел, И)?ппюи&amp;гше do io/gmmcy, przeł.
Z. Kubasiak, Łódź 1994, s. 161
^ G. van der Leeuw, FfnomfWogm Migu, Warszawa 1978, przeł.
j . Prokopiuk, s. 186
' Tamże.
* O pif Wg, łprowocfi оЛдксглусл i ргоЮШлгугтк. Kozmowo z Уеrzym /Vowoawbiüm, „Pielgrzym Polski" nr 516/517, 1982, s. 40
" Por. G . Durand, Wyobraźnia лутпеокеггщ Warszawa 1986, przeł.
C. Rowiński, s. 49
R. M. Rilke, Drugo, e/egio daww/abi, w:Роггуг, Wybrał, przełożył
1 posłowiem opatrzył M. Jastrun, Kraków 1987, s. 191
" Por. H. Oleschko. op. cit., s. 57
'2 Tamże.
^ Cyt. za: ks. 1. Bokwa, Spór о ол Wów, czyh fzonja crirzg/ci/orkfwo,
„Przegląd Powszechny" 11/891, 1995, s. 161
" J. Wester Anderson, ЛлкЬЬг drogi. Prawdziwe лиЮпг о доУсюсл
z Л1«6ю1, przeł. M. Trzebiatowski, Gdańsk 1994, s. 21
" Por. D. Connolly, W poMwbwowu ovüofdw, przeł. M. Hądzlik-Margańska, Bydgoszcz 1994, s. 128
" Por. ks. I. Bokwa, op. cit., s. 161
" Por. J. le Goff, ЛГы/lwro ir«ohiowi«cz7i«/ Europy, przeł. H. Szumańska-Grossowa, Warszawa 1994, s. 173
" R. M. Rilke, Drwgo..., w: op. cit., s. 191
" R. M. Rilke, Siódma «kgia dwinf/cbi, w: op. cit., s. 221
™ R. M. Rilke. Dzie.fiqfa «kgio duwf/abz, w: op. cit., s. 237
^ Por. tamże, Pio/o efegio duwr/ato, s. 213
" Por. A. Carter, Wieczory cyrkowe, przeł. Z. Uhrynowska-Hanasz,
Warszawa 1993
* A. Simon, Ło риыим d « c W r u . Lyon 1988, s. 271

" Por. R. Hauck, Aniofy - fq/«nvHczy po.fWcy, przeł. A. Dunajska,
T. Michalski, Warszawa 1995, s. 144
^ Por. U. Eco, Podróż do лфггггоко^о. przeł. J. Ugniewska, w: op.
cit., s. 71
* Por. R. Hauck, op. cit., s. 145
" Tamże, s. 160
™ Por. J. Wester Anderson, op. cit., s. 49
» Tamże, s. 58
™ Tamże, s. 73
" Tamże, s. 62
" D. Connolly, op. cit., s. 150
" Pisał o tym np. S. Czarnowski, f zdfwro r*/igi/no wig/dbfgo /udu
po/ab«go, w: Wytorpwn joc/o/ogiczMycri, Warszawa 1982, s. 383. Rację
ma Czesław Miłosz (МеМ/кусгло pauzo, Kraków 1989, s. 61), gdy pisze,
ze „Przewrót w pojęciach o kosmosie, zaczynający się od Kopernika,
sprawił, że utrzymać zmysłowość bóstwa było coraz trudniej", nie jest
jednak prawdą, że owa zmysłowość została bezpowrotnie utracona
- szczególnie w wyobraźni ludowej.
" Cz. Miłosz. МгИ/кусгпд..., op. cit., s. 61
" Por. H. Küng, Życie wieczne/, przeł. T. Zatorski, Kraków 1993.
s. 187. Notabene Küng wpisuje się w istocie w nurt tak myślących, biorąc
takie sugestie poważnie i wyszukując w Piśmie Świętym argumenty
przeciwko nim.
* S. Burnham, X « { g o oniofów. ^ozwożdruo о олЫосл wczoro/' i dz/f
oroz оШелгусгле opowie¿ci o fym, w / а й ł p o ł d t wplywo/ą ло noizf życie,
przeł. D. Chojnacka i M P . Jabłoński, Warszawa 1996, s. 27
" R. Hauck, op. cit., s. 159
" E . E . Freeman, Wybroni przez oniofy, przel. M. Zająkała, Bydgoszcz
1994, $. 50
* R. Hauck, op. cit, s. 159
*" E . E . Freeman, op. cit., s. 51
" Tamże.
« Tamże, s. 52
" Tamże.
" Tamże, s. 53
^ R. Hauck, op. cit., s. 131
^ E E . Freeman, op. cit., s. 52
" Tamże, s. 54

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9584" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9562">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d88a072abf8e2745b35698436b46a8d0.pdf</src>
        <authentication>f8aac6d9fb4862d663a0e98946da26ba</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114099">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2618</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114100">
                <text>1997</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114101">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2433</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114102">
                <text>Najświętsze Serce Jezusowe - sceny z życia symbolu / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114103">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.3-4, s.55-66</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114104">
                <text>Klekot, Ewa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114105">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114106">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114107">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114108">
                <text>Najświętsze Serce Jezusowe - sceny
z życia symbolu
Ewa Klekot

W roku 1981 Enrique Naya i Juan Carrero, znani pod
wspólnym pseudonimem Los Costus hiszpańscy malarze
związani z tak zwaną madrycką movida lat osiemdziesiątych
namalowali obraz zatytułowany
Gffzerafa
Franco Afa/jWefJZgfMw бегси VezMJowemw. Los Costus, jak
wszyscy artyści tworzący krąg mowdy, wykorzystywali w ar­
tystycznych działaniach swoje żywe i bardzo niejednoznaczne
doświadczenie kiczu. Dla większości z nich, jak zresztą dla
każdego, kto w odbiorze świata kieruje się w dużym stopniu
wrażliwością estetyczną, doświadczenie kiczu było de ./acfo
doświadczeniem totalu. Historycznie wytłumaczenie tego
faktu nie jest trudne: w ikonosferze frankistowskiej Hiszpanii,
w której wszyscy artyści mowdy wyrośli, kicz był wszechobe­
cny i współtworzył ją podobnie, jak kształtował wizualne
środowisko innych systemów totalitarnych.' Prowokacyjne
posługiwanie się kiczem jako świadomie przyjętą konwencją
przez uczestników movídy (Los Costus, Pedro Almodóvar,
czy piosenkarka Alaska) odbierało mu jego totalizm. W tym
duchu namalowany został obraz
sie Generak
Franco Na/j\w'cfjzemw
VezMJowgrnw; па sklejce, ak­
rylowymi farbami w jaskrawych kolorach, zgodnie z konwen­
cją realizmu uproszczonego i nie do końca sprawnego
warsztatowo. Prowokująca jest oczywiście nie tylko estetyka
tego dzieła: obraz przedstawia bowiem postać dyktatora na
białym koniu, z dłonią uniesioną w geście faszystowskiego
pozdrowienia, która wyłania się z bijącej od niej łuny światła
przed oczyma ukazanego od tyłu Chrystusa. Już z samej
kompozycji obrazu jasno wynika, kto z dwóch jego bohaterów
jest w przedstawionej scenie ważniejszy; i bynajmniej nie jest
to Jezus. Zarówno układ postaci Jezusa, jak i tytuł określają
w sposób nie budzący wątpliwości, że nie chodzi tutaj o osobę
Chrystusa w ogóle, ale o specyficzny rodzaj przedstawienia:
Najświętsze Serce Jezusowe. Prowokacja Los Costus wymie­
rzona jest więc nie tylko w określoną estetykę, ale w całe
uniwersum symboliczne, którego ta estetyka jest częścią.
Karnawałowe, drwiące odwrócenie hierarchii ważności boha­
terów obrazu jest grą wizualnymi symbolami tego samego
totalu, którego estetyką jest kicz. O ile jasne jest, dlaczego
wśród wizualnych stereotypów totalitarnego ustroju znalazła
się postać Wodza-Dyktatora, to dla wielu widzów mniej
czytelne jest znaczenie drugiej z osób dramatu. Kiedy pokazy­
wałam reprodukcję obrazu, kilkakrotnie zadano mi pytanie:
no dobrze, ale gdzie jest Serce Jezusowe? Odwrócona tyłem
postać nie była w sposób oczywisty kojarzona z ikonografią
Jezusa o takiej właśnie nazwie. Dlaczego to właśnie przed­
stawienie Chrystusa znalazło się na prześmiewczym obrazie
Los Costus w kontekście drwiny z estetyki kiczu i z wizual­

nego języka ideologicznej przemocy totalitarnego reżimu
Franco? Jak to się stało, że symboliczne przedstawienie
o treści religijnej uwikłane zostało w podwójnie totalitarny
kontekst polityki i estetyki?
Konstrukcja znaczeń symbolu wizualnego
Parafrazując twierdzenie Charlesa Pierce'a o znaczeniu
pojęcia, które tworzy suma jego „praktycznych konsekwen­
cji" i podstawiając słowo symbol w miejsce „pojęcia" można
powiedzieć, że znaczenie symbolu tworzy suma jego „prak­
tycznych konsekwencji". „Praktyczne konsekwencje", w ba­
daniu których kompetentna jest antropologia, to ludzkie
zachowania werbalne i niewerbalne oraz stojące za nimi
motywacje - czyli to, co określa i jest określane przez
społeczne życie symbolu. Znaczenie symbolu ma postać pola,
którego zasięg jest stale konstruowany i rekonstruowany

Los Costus, Objawienie się Generała Franco Najświętszemu Sercu
Jezusowemu

55

�w oparciu o „praktyczne konsekwencje". Posługiwanie się
symbolami jest bardziej klasyfikacją w oparciu o system
kategorii otwartych/ niż dyskursem budowanym na jedno­
znacznych pojęciach. W przypadku symbolu wizualnego
nośnikiem znaczenia jest zarówno jego forma plastyczna, jak
i towarzyszące jej mówione, pisane oraz niewerbalne formy
komunikowania i ekspresji. Znaczenie wizerunku Najświęt­
szego Serca Jezusowego ze względu na jego status symbolu
religijnego, a zarazem wytworu artystycznego, uwarunkowa­
ne było zatem na kilku poziomach. W zarysowaniu pola
znaczeniowego tych przedstawień pomóc więc może prze­
śledzenie „praktycznych konsekwencji" (1) użycia pojęć
„serce Boga", „serce człowieka" i „serce Jezusa" w obrębie
dyskursu chrześcijańskiej teologii, przede wszystkim w kon­
tekście historii kultu Najświętszego Serca Jezusa; (2) zmian
w opracowaniu plastycznym oraz redakcji wizerunków Naj­
świętszego Serca i ich powiązań z innymi wątkami ikono­
graficznymi; (3) historii politycznego uwikłania symbolu
i jego znaczenia w czasie tworzenia uniwersum symbolicz­
nego hiszpańskiej dyktatury - czyli podczas wojny domowej
i w latach bezpośrednio po niej następujących.
Teologiczny dyskurs o sercu Boga i sercu człowieka
Zgodnie z nauką Kościoła rzymskokatolickiego, Najświęt­
sze Serce Jezusowe stanowi część fizycznego ciała wcielone­
go Boga, Drugiej Osoby Trójcy, jedynej posiadającej ciało
ludzkie. Jest to „serce z ciała, które bije w boskiej piersi"
[DfcfiofifKZfre de S/?mfW:re, t. I I , s. 1023]. Choć sam kult
Serca Jezusowego sięga korzeniami co najmniej późnego
średniowiecza to oficjalnie zatwierdzony został przez Kościół
dopiero w roku 1765, a papieski dokument ustalający w pełni
doktrynalne znaczenie Najświętszego Serca sformułowano
w dwieście lat później; jest to encyklika Piusa X I I Яднп'ек»
Agzww wydana w roku 1956. Archeologia znaczeń odkrywa
więc nakładające się na siebie różne sposoby rozumienia tego,
czym jest Serce Jezusa i prowadzi do wniosku, że znaczenie
Najświętszego Serca sformułowane w Ясшлекм Ддш» i obo­
wiązujące w doktrynie współczesnego Kościoła pojawia się
w chrześcijańskiej teologii stosunkowo późno i w zasadzie
ogranicza się jedynie do teologii katolickiej.
W Biblii serce wzmiankowane jest przede wszystkim jako
„serce człowieka". Słowa „serce" używa się zarówno w sensie
dosłownym, jak i przenośnym. Jest ono wewnętrzną, duchową
częścią człowieka; miejscem, w które Bóg patrzy i które
przenika; w sercu człowieka mieszka bojaźń Pańska, a przez
głupotę serca człowiek gubi swoją duszę; to serce jest
miejscem gdzie rodzą się myśli oraz pragnienia. Niektórzy
teologowie uważają, że serce w Biblii oznacza również
„tajemnicze źródło życia człowieka, jego przeznaczenie i los"
[Bauer, s. 361]. „Serce Boga" jest metaforą używaną w Biblii
wielokrotnie na określenie boskiego planu lub woli Boga
i miejscem, gdzie boskie zamysły się rodzą. Metafora,
w której sercu Boga przypisuje się zdolności i funkcje
podobne do właściwych ludzkiemu sercu, pojawia się zarów­
no w Septuagincie, a potem w Wulgacie, jak i w tekstach
z Qumran. W przekładach pojawiają się jednak różnice
znaczeniowe wskazujące na nieco odmienne rozumienie serca
w tradycji semickiej i greckiej. W Septuagincie hebrajskie
słowo k¿? tłumaczone jest dwojako: w większości przypad­

36

ków odpowiada mu greckie &amp;ardw, niemniej czasami przeło­
żone zostało na słowo лома. Podstawowa różnica między
dwoma greckimi terminami polega na tym, że no;« kładzie
nacisk na zawartą w nim ideę wiedzy, podczas gdy tardía
podkreśla raczej intencję lub uczucia [Bauer, s. 362]. W Psal­
mach mówi się o „sercu Mesjasza", które zgodnie z typo­
logiczną interpretacją Biblii uznawane jest za typ Serca Jezusa
[Margene, s. 3] ]. Nigdzie jednak w tekstach biblijnych serce
Mesjasza nie symbolizuje jego miłości do Izraela czy ludzko­
ści. Także Nowy Testament, interpretując znaczenie serca
zgodnie z tradycją biblijną, nie wspomina o sercu Jezusa jako
o symbolu jego miłości [Margene, s. 39]; de /acfo Serce
Jezusa wzmiankowane jest jedynie w Ewangelii Św. Mateu­
sza, gdzie Jezus określa się sam jako „pokorny sercem" [Mt
11,29]. Dla św. Jana serce oznacza sumienie człowieka, Św.
Piotr mówi natomiast o „ukrytym w sercu człowieku nie­
skazitelnym" [IP 3,4], przeciwstawiając go człowiekowi
zewnętrznemu, który żyje wedle praw świata, nie prze­
strzegając praw bożych.
Także tradycja patrystyczna nie mówi praktycznie nic na
temat serca Jezusa, a Ojcowie Kościoła używają sformułowa­
nia „serce Boga" zgodnie z tradycyjną metaforyką biblijną
w znaczeniu woli Boga i planu, jaki Bóg ma względem
człowieka. Święty Bernard z Clairvaux w swych pismach
przeciwstawia serce ciału, podkreślając, że mądrość serca stoi
o wiele wyżej niż mądrość ciała. Jednak jego opinie co do
ciała ulegają zmianie, gdy mówi on o ciele Chrystusa. To
święty Bernard jako pierwszy wskazał na związek łączący
serce Jezusa z resztą jego umęczonego ciała, gdy w kazaniu
O PWm mad Л е Ы д Щ połączył ranę w boku Jezusa z jego
sercem. Kult rany w boku Chrystusa istniał od I I w. i od tego
też czasu formułowane były jego teologiczne wyjaśnienia.
Jego popularność wzrosła jednak widocznie w Średniowie­
czu, najpierw w środowiskach klasztornych, by następnie
zyskać ogromną popularność wśród świeckich w postaci
nabożeństwa do Pięciu Ran/ W pismach świętej Katarzyny ze
Sieny pojawia się także stwierdzenie, że oznaką miłości
Jezusa do ludzi jest jego zranione serce, któremu chrześcijanin
zawdzięcza „chrzest z krwi zjednoczony z ogniem mej
[Jezusa] miłości" [Dialog, kwestia L X X V , s. 130]. Aż do
końca wieku XVI kult Serca Jezusowego ograniczał się jednak
praktycznie do środowisk klasztornych i związany był przede
wszystkim z prywatnymi objawieniami i dewocją mistyków,
a przede wszystkim mistyczek", podczas gdy wersja popularna
funkcjonowała w obrębie jednego z najpowszechniejszych
kultów masowych Średniowiecza, jakim był przesiąknięty
treściami eucharystycznymi kult Pięciu Ran; w liturgii kult
Serca Jezusa włączony był w nabożeństwa o tematyce
pasyjnej.
W związku z kontrreformacyjną systematyzacją prawd
wiary katolickiej oraz rozwojem filozoficznego racjonalizmu
serce ludzkie oraz Serce Jezusa stało się tematem dyskusji
teologicznych w wieku XVII, zwłaszcza tych dotyczących
miłości Boga oraz wolnej woli i łaski. Współcześni historycy
religii często nazywają wieki X V I I i XVIIII „czasem religii
serca'" i upatrują przyczyn tego stanu przede wszystkim
w reakcji wiernych na coraz bardziej abstrakcyjną koncepcję
Boga dominującą w skłaniającej się ku racjonalizmowi
teologii. Odnosi się to nie tylko do rozwoju doktryny
katolickiej, ale także do duchowego klimatu we wszystkich

�obrządkach chrześcijańskich (na przykład ruchy pietystyczne
wśród kalwinistów czy kwakrów). Symptomatyczny wydaje
się fakt, że Thomas Goodwin, autor traktatu 7Vie
of
С/ггш m Ясоуем Toward fAe J'iwteM o» Earf/t opub­
likowanego w roku 1651^ był anglikaninem. Katolicki kult
Serca Jezusowego, który skrystalizował się w ciągu XVII
stulecia był więc wyrazem tendencji o szerszym zasięgu7
W roku 1616 święty Franciszek Salezy opublikował swój
Tmtfaf o mifafc! До#д, w którym skonstruował swoją
teologię miłości przede wszystkim w oparciu o świętego
Augustyna. Jednak święty Franciszek w swej koncepcji
miłości pozostaje wyraźnie nie tylko pod wpływem idei
augustiańskich, ale opiera się także na koncepcjach florentyń­
skich neoplatoników. W potocznej jednak recepcji jego
dzieła, miłość skojarzona z sercem jako namiętność (i jako
namiętność przeciwstawiona rozumowi) została utożsamiona
z cnotą Caritas na wzór świętego Augustyna. Dało to mniej
dociekliwym czytelnikom świętego Franciszka możliwość
przeciwstawienia najważniejszej z cnót teologicznych racjo­
nalnemu rozumowi, co miało kluczowe znaczenie dla kształ­
towania się teologicznego dyskursu o sercu Boga-Człowieka.
Kult Najświętszego Serca Jezusa, już nie jako element
nabożeństwa do Pięciu Ran, lecz samodzielnie lub w połącze­
niu z kultem Niepokalanego Serca Marii, propagowany był od
początku wieku XVII przez jezuitów i eudystów, którzy
szybko dostrzegli w nim szansę ożywienia popularnej poboż­
ności, mocno nadwerężonej przez reformację. Na płaszczyź­
nie teologicznej Najświętsze Serce jako symbol udzielonej
człowiekowi niezasłużenie miłości Boga włączone zostało
w ożywiony przez reformację spór dotyczący woli i łaski
w dziele zbawienia, jednak w potocznym rozumieniu „gorącą
religię serca", której wyrazem był kult Serca Jezusowego,
przeciwstawiono „chłodnej religii rozumu", jak określano
jansenizm, wobec którego jezuici nastawieni byli szczególnie
wrogo. Choć jednak kult miał zwolenników i zagorzałych
orędowników wśród najbardziej wpływowego zakonu katoli­
ckiego doby nowożytnej, to oficjalnie został odrzucony przez
władze kościelne i dopuszczony jedynie w kilku klasztorach
wizytek i Eudystów. Więcej: w roku 1704 na indeksie znalazła
się książka francuskiego jezuity Jeana Croisset* opisująca
objawienia Najświętszego Serca, których dostąpiła Małgorza­
ta Maria Alacoque, zakonnica ze zgromadzenia wizytek. Stało
się to zaledwie w kilka lat po jej opublikowaniu i w trzydzieści
od pierwszych objawień w Paray-le-Monial, które miały
decydujący wpływ na liturgiczny kształt nabożeństwa do
Najświętszego Serca oraz na teologiczne ujęcie samego
przedmiotu kultu. Nabożeństwo oparte na wizjach Małgorzaty
Marii kładzie nacisk na „wynagrodzenie Najświętszemu
Sercu za jego cierpienia", które Chrystus zgodził się znosić za
grzechy ludzkości. Pomimo coraz większej popularności
kultu, która wzrastała w dużej mierze dzięki zakładanym przy
kościołach Bractwom Serca Jezusowego'' Święta Kongregacja
Obrzędów odrzuciła w roku 1729 petycję o zatwierdzenie
kultu, uznając, że jest on oparty jedynie na prywatnych
objawieniach francuskiej wizytki; negatywna decyzja spowo­
dowana była również faktem, że problem zależności uczuć
ludzkich od serca uznano za nie wyjaśniony. Przeciwnicy
kultu Najświętszego Serca zdawali sobie sprawę z niebez­
pieczeństwa subiektywizmu płynącego z „doktryny serca",
która kładąc nacisk na aintelektualnc doświadczenie religijne

Obraz .Jezu, ufam Tobie"

jako najwyższą wartość i autorytet zarazem mogła doprowa­
dzić do konfuzji wyroków Boga z wyrokami duszy [Pelikan s.
163; 170-1711. Mimo braku akceptacji ze strony Kurii
Rzymskiej kult Najświętszego Serca zyskiwał coraz większą
popularność, także dzięki kolejnym objawieniom oraz pub­
likacjom. Nabożeństwo zaaprobował dopiero papież Klemens
ХШ w roku 1765, a i wówczas budziło ono wiele kontrowersji
w samym Kościele i napotykało opór ze strony hierarchii'"
i niektórych władców." Przeciwnicy kultu przede wszystkim
nic akceptowali faktu oddawania czci fizycznemu sercu
Jezusa, zaś serce rozumiane wyłącznie jako metafora oczywi­
ście nie mogło być przedmiotem kultu. Nie wzbudzał także
ich zaufania antyintelektualizm kultu podkreślającego opozy­
cję między rozumem i sercem na korzyść tego ostatniego.
Wśród polemik są tak pisma teologiczne, jak i pamflety
w rodzaju Łerfrg дкх /Uacocwúff j
Сопйсдкл (ksiądz
Магс-Antoine Reynaud, kilka wydań w latach 1781-82),
którego autor nazywa nabożeństwo do Najświętszego Serca
„une theologie musculaire" i twierdzi, że zamiast serca równie
dobrze czcić można mózg Jezusa czy jego szyszynkę.
Nadanie kultowi formy zinstytucjonalizowanej i zaapro­
bowanej przez Kościół niemal zbiegło się z kasatą propagu­
jącego go zakonu jezuitów'-, w związku z czym pod koniec
wieku XVIII i na początku XIX teologia niewiele poświęcała
uwagi Sercu Jezusowemu, a znaczenie symbolu kształtowało
się raczej na gruncie polityki oraz pobożności popularnej.
W roku 1844 w jezuickim kolegium w Vals założone zostało

57

�Apostolstwo Modlitwy - pobożne stowarzyszenie, które
przyczyniło się walnie do wzrostu popularności kultu Naj­
świętszego Serca i ukształtowania jego współczesnej wersji
zarówno przez propagowane formy religijności, które zasa­
dzały się na traktowaniu wszystkich powszednich czynności
i drobnych wyrzeczeń jako ofiary składanej Sercu Jezusowe­
mu, jak i przez liczne publikacje. W wyniku działalności
Apostolstwa, zakonu jezuitów oraz kilku zgromadzeń pod
wezwaniem Najświętszego Serca, które powstały w pierw­
szej połowie XIX wieku, kult nasilił się bardzo i zdominował
masową pobożność chrystologiczną. Do jego upowszech­
nienia niewątpliwie przyczyniło się także obdarzenie odpus­
tami wizerunków Najświętszego Serca wykonanych według
wzoru propagowanego przez wizytki (1872). Podkreśleniem
wagi, także teologicznej, kultu Najświętszego Serca było
podniesienie w roku 1889 święta Serca Jezusowego do
godności święta pierwszej klasy z oktawą - wyróżnienie,
którego nie nadano ani razu od czasu ustanowienia święta
Bożego Ciała (1317). Wyrazem najwyższego uznania kultu
była encyklika Leona XIII Лллыт Sacrwrn wydana w roku
1899 i połączony z nią akt oddania całej ludzkości Najświęt­
szemu Sercu Jezusa; wówczas to także Leon X I I I nazwał
wizerunek Serca Jezusowego „nowym labarum współczes­
nego katolicyzmu" [Bainvel, s. 514] i porównał go do
krzyża, który ukazał się cesarzowi Konstantynowi. [Annum
Sacrum, punkt 6]. W wieku X X podjęto dzieło skodyfikowania i podsumowania teologii i kultu Najświętszego Serca,
które zaowocowały encykliką МмегелггЫмыд /k^empfor

Bazylika Sacré-Ooeur w Paryżu. Mozaika Luc-Oliviera Mersona

5Д

Piusa IX dotyczącą wynagrodzenia Najświętszemu Sercu za
grzechy świata, która jednocześnie łączy kult Serca Jezuso­
wego z ustanowionym przez tego samego papieża świętem
Chrystusa Króla oraz wspomnianą wcześniej encykliką
Няылекм Лдидз Piusa X I I . Ten ostatni dokument papieski
precyzuje między innymi związek serca Jezusa z uczuciami
przypisywanymi Bogu-Człowiekowi [Haurietas Aquas,
rozdz. I I , p. 2j" zgodnie z neotomistyczną antropologią.
W pierwszej połowie X X wieku kanonizowano i beatyfiko­
wano także kilka osób związanych z kultem Najświętszego
Serca, łącznie z Małgorzatą Marią Alacoque, która została
ogłoszona świętą w roku 1920. W tym samym czasie
poszczególne kraje świata katolickiego powtarzały na mniej­
szą, narodową skalę akt oddania się Najświętszemu Sercu.''*
Wizerunek Serca Boga-Człowieka
1. Serce Jezusa jako znak jego męki
Najstarsze przedstawienia Serca Jezusa pochodzą z wieku
XV i są to głównie ilustracje manuskryptów oraz inkunabu­
łów; rzadziej luźne druki lub polichromie. Wyobrażone na
nich serce ma wyraźnie zaznaczoną ranę i często nie stanowi
samodzielnego przedstawienia, ale stanowi wizerunek jednej
z Pięciu Ran lub umieszczone jest wśród narzędzi męki [Arma
Christi]. Wizerunek Pięciu Ran obejmował mniej lub bardziej
realistycznie przedstawione przebite kończyny oraz zranione
serce Zbawiciela i w takiej postaci rozpowszechniony byt co
najmniej do końca XVIII wieku w dewocyjnych miedziory­
tach. Rana w Boku przedstawiana samodzielnie, a nie pod
postacią wizerunku zranionego serca pojawia się także jako
jeden z atrybutów Chrystusa związanych z męką na obrazie
Jacopo del Séllalo", gdzie artysta umieścił ją w formie
aplikacji po prawej stronie płaszcza siedzącego Jezusa.
Podobny zabieg zastosował twórca o wiele późniejszego
obrazka dewocyjnego, na którym Chrystus ukazuje swą ranę
(na płaszczu!) klęczącej zakonnicy."* Twórcy późnoosiemnasto-, a przede wszystkim dziewiętnastowiecznych wizerun­
ków Najświętszego Serca przedstawiając je na płaszczu lub
sukni Zbawiciela poszli tym samym tropem. Warto tutaj
zwrócić uwagę na pewną nieścisłość fizjologiczną: otóż
Ewangelie nie wspominają, który bok Jezusa został przebity
i tradycja, zgodnie z symboliką stron (pozytywna waloryzacja
prawej strony ciała - stąd np. Dobry Łotr krzyżowany był
przez artystów po prawicy Jezusa) przyjęła, że był to bok
prawy. Tak też przedstawiano i przedstawia się Jezusa na
krzyżu, jako Męża Boleści czy po Zmartwychwstaniu. Nie
przeszkadzało to jednak wiernym i mistykom, a potem
teologom w łączeniu rany w boku z raną serca, a artystom
w przedstawianiu serca Jezusa razem z wizerunkiem postaci
Ukrzyżowanego oraz narzędziami męki. Zresztą także pozy­
cja gorejącego serca Jezusa na jego piersi czasami zupełnie nie
odpowiadała jego anatomicznemu położeniu.
Z narzędziami męki oraz postacią Ukrzyżowanego łączo­
no serce naznaczone ukośną raną na wzór norymberskiej
„prawdziwej rany od prawdziwej włóczni" umieszczając je
u podstawy krzyża; we wnętrzu rany ukazana była postać
pobożnego chrześcijanina, przeważnie mnicha. Ikonografia
ta inspirowana była ustępem z Pieśni nad Pieśniami, w któ­
rym mowa o Oblubienicy ukrytej jak gołąbka w skalnej
rozpadlinie [PnP 2,14], a do siedemnastowiecznej grafiki

�dewocyjnej trafiła prawdopodobnie poprze/ wizje św. Mechtyldy.
Oprócz Ukrzyżowanego, drugim sposobem ukazywania
postaci Jezusa w połączeniu z przedstawieniami Arma Christi
z wizerunkiem serca, była postać Dzieciątka. Tradycja tego
rodzaju wizerunków sięga także XV wieku i po połowie tego
stulecia staje się w Niemczech bardzo popularna. Kontrreformacyjna ikonografia, która bardzo powszechnie posługuje się
wizerunkiem Dzieciątka Jezus, także w kontekście męki
Chrystusa powraca do tej redakcji wizerunku Serca Jezusa,
łącząc przedstawienia narzędzi męki i serca z wątkiem
dotyczącym snu Dzieciątka Jezus na krzyżu często zaopat­
rywanego w biblijne motto
д mq/f aeree czwwa [PnP 5,2]
chętnie używane także w alegorycznych przedstawieniach
ludzkiego serca. Także z tradycji łączenia wizerunków Serca
Jezusa z Дгтлд CArüff i Pięcioma Ranami wywodzi się coraz
bardziej rozpowszechniająca się w wieku XVII redakcja
temaiu, według której samodzielnie przedstawione serce
naznaczone jest nie jedną, lecz czterema ranami, z których
wystają gwoździe i ostrze włóczni; warto zauważyć, że
w związku z wprowadzeniem gwoździ, których ilość była
jednym z punktów spornych między chrześcijaństwem
wschodnim a zachodnim, trzeba było „zredukować" przed­
stawienie o jeden element w stosunku do przedstawień
związanych bezpośrednio z kultem Pięciu Ran. W ciągu XVII
wieku przedstawienia tego rodzaju bywają jeszcze bardzo
zróżnicowane pod względem kompozycyjnym, niemniej wy­
raźnie wykształca się i upowszechnia samodzielne przed­
stawienie zranionego serca z trzema gwoździami, ze wzglę­
dów estetycznych chętnie układanymi symetrycznie w górnej
partii wizerunku; często serce dodatkowo oplecione było
koroną z cierni. Prawdopodobnie tego rodzaju przedstawienia
znane były św. Małgorzacie Marii Al acoque i na ich pod­
stawie wizjonerka sporządziła pierwszy wizerunek Najświęt­
szego Serca po objawieniach.
2. Sfó// Serce Jfzz/fowg jejf zf
Obrazek sporządzony przez Małgorzatę Marię został wy­
stawiony po raz pierwszy do publicznej adoracji w kaplicy
klasztoru w Paray-le-Monial w roku 1685. Przedstawiał on
schematycznie narysowane serce zwieńczone krzyżem z za­
znaczoną centralnie poziomą raną od włóczni otoczoną przez
trzy symetrycznie rozmieszczone rany, z których wystawały
gwoździe. Wokół serca umownie zaznaczono bijące od niego
płomienie, a u dolnej krawędzi dużej rany dość szczegółowo
wyrysowane zostały krople krwi. Wokół przedstawienia
wyrysowano wieniec z cierni. Po pierwszych objawieniach
i wobec szybko wzrastającej popularności nabożeństwa prze­
łożone poszczególnych klasztorów Nawiedzenia Najśw. Ma­
rii Panny zaczęły zamawiać obrazy przeznaczone do publicz­
nego kultu wśród swoich sióstr oraz rozpowszechniać papie­
rowe obrazki do dewocji prywatnej [Bainvel, s. 481-485].
Przedstawione na nich Gorejące Serce Jezusa miało za­
znaczoną ranę, z której ciekła krew. trzy gwoździe oraz
koronę cierniową. Według objawień z roku 1685 liczne łaski
obiecane zostały tym, którzy wykonają podobny obrazek,
będą go przy sobie nosić oraz domom, w których obraz
zostanie umieszczony i czczony. Pomimo braku oficjalnej
zgody Stolicy Apostolskiej, wizytki szerzyły kult Najświęt­
szego Serca, a wraz z nim propagowały wizerunek wykonany

według wzoru świętej wizjonerki. W ćwierć wieku po śmierci
Małgorzaty Marii przedstawienie to rozpoczęło swoją zawrot­
ną karierę nie do końca związaną z przekazywanymi przezeń
treściami religijnymi. Otóż w roku 1720 Marsylię nawiedziła
epidemia dżumy; miasto zamknięto, a zaraza zaczęła zbierać
okrutne żniwo wśród mieszkańców. W tej tragicznej sytuacji
jedna z zakonnic tamtejszego domu wizytek, siostra Anna
Magdalena Remuzal zaczęła rozpowszechniać wśród wier­
nych obrazek Najświętszego Serca wykonany według wzoru
ustalonego przez Małgorzatę Marię, zaopatrzony dodatkowo
w napis Дл-gfe - к Coewr &amp; Jeawa earЩ który okazał się
doskonałym apotropeionem. Obrazki otrzymały francuską
nazwę fowvggor&amp;f i uznane zostały za skuteczną ochronę nie
tylko w przypadku dżumy; po ustaniu zarazy w roku 1722
władze miasta złożyły uroczysty ślub obchodzenia co roku
uroczystości Najświętszego Serca z uroczystą procesją.
W przededniu zatwierdzenia kultu podobny obrazek gorejące­
go serca w koronie cierniowej zaczęto we Włoszech kolpor­
tować jako „ręcznie wykonany przez pewną mniszkę pustclniczkę" dla biskupa Padwy Carlo Razzonico z okazji jego
wyboru na papieża; właśnie Klemens XIII (bo o niego chodzi)
zaaprobował oficjalnie nabożeństwo do Najświętszego Serca.
Podczas Rewolucji Francuskiej przedstawienia Najświętsze­
go Serca stały się z jednej strony symbolem wierności
królowi, a za ich rozpowszechnianie można było w czasach
terroru zapłacić głową; z drugiej haftowane w formie małych
szkaplerzy lub wyszywane bezpośrednio na lewej piersi
munduru używane były przez powstańców wandejskich nie

Zranione Serce Jezusa, miedzioryt dewocyjny z X V I T - X V I U w.

�tylko jako znak rozpoznawczy, ale także jako chroniący przed
Zbawiciela zaowocowało to coraz wyraźniejszym podkreś­
niebezpieczeństwem jawvegarde. To ich ostatnie znaczenie
laniem anatomicznych cech organu, z których przedstawie­
przewędrowało na drugą stronę Pirenejów, gdzie w czasach
niami artyści mieli czas oswoić się dzięki ilustrowanym
wojen karlistowskich (1833-37; 1872-76) konserwatyści
atlasom anatomicznym, które zaczęły wchodzić w użycie
(nazywani karlistami od imienia pretendenta do tronu) po­
w XVII w. Pamiętać też trzeba, że ekspresja oparta na
sługiwali się nimi w podobny sposób, nadając przedstawie­
odwoływaniu się do przerysowanej fizjologii cierpienia i bólu
niom Najświętszego Serca hiszpańską nazwę дегелг&amp;г /ыб
ma w sztuce religijnej bardzo bogatą tradycję sięgającą
дегаигеод/алЛ Równocześnie obrazek nadal uchodził za
późnego Średniowiecza, a potem rozwijaną z powodzeniem
skuteczną obronę przed epidemial, a jego popularność
przez cały wiek XVII. Zarówno więc w malarstwie i rzeźbie,
wzrosła jeszcze po tym, jak Pius IX obdarzył go odpustami
gdzie wątek Najświętszego Serca pojawia się właśnie w wieku
w roku 1872. W pierwszym dziesięcioleciu XX wieku,
XVII, jak i w drobnej grafice dewocyjnej oraz na haftowanych
a zwłaszcza w czasie pierwszej wojny świa­
przedstawieniach, o których była mowa
towej zaczęto umieszczać wizerunek Naj­
powyżej, widać dążenie do zaznaczenia lub
świętszego Serca (bez motta, lecz według
wprowadzenia
elementów
sugeru­
rozpowszechnionego przez
jawvggar&amp;j
jących wizualną prawdziwość anatomicz­
wzoru) w białym polu francuskich trójkolo­
nej formy serca. Sam kształt serca staje się
rowych sztandarów, powołując się na zalece­
mniej regularny, często sugeruje się trój­
nie zawarte w jednym z objawień świętej
wymiarowość bryły za pomocą światło­
Małgorzaty Marii, zgodnie z którym Jezus
cieniowego modelunku; zaznacza się na
domagał się poświęcenia swemu Sercu fran­
powierzchni serca żyły, czasem nawet rezy­
cuskich sztandarów. Dyskusja wokół połą­
gnuje z tradycyjnie przyjętej formy poje­
czenia rewolucyjnej fnco/ory z rojalistowsdynczego, lejkowatego „wylotu" zwieńczo­
kim emblematem, którym stał się wizerunek
nego krzyżem na rzecz dwóch otwartych
Najświętszego Serca trwała niemal do dru­
ujść głównych naczyń krwionośnych; naj­
giej wojny światowej. Ostatnim mocnym
bardziej skonwencjonalizowany pozostaje
akcentem historii wizerunku Najświętszego
kolor - żywa czerwień, której przy wszyst­
Serca w redakcji przedstawienia rozpropago­
kich swoich naturalistycznych zapędach ani
wanej przez wizytki stała się hiszpańska
malarze, ani twórcy barwnych litografii nie
wojna domowa, podczas której karlistowszdecydowali się jednak zmienić. Oczywiś­
kie^" formacje z Kraju Basków używały
cie tego rodzaju stylistyka łatwiejsza jest do
&amp;fe»feW¿» podobnie jak powstańcy wanosiągnięcia w malarstwie czy rzeźbie, a na
dejscy: jako znaku rozpoznawczego oraz
niewielkich przedstawieniach dewocyjnych
jako apotropeionu; w niektórych wypadkach
upraszcza się ją do kilku podstawowych
Pięć Ran Chrystusa.
noszone przez frankistowskich żołnierzy wy­
zabiegów, takich jak zaznaczenie naczyń
Miedzioryt dewocyjny z X V H - X V H I w
szywane defenfej były tymi samymi szkapkrwionośnych i podkreślenie bryłowatości
lerzami, które nosili ich dziadkowie podczas
serca; podobnie przedstawiano Najświętsze
II wojny karlistowskiej. DcfenfeWaf z wizerunkiem Naj­
Serce na malowanych ludowych obrazkach odpustowych.-'
świętszego Serca do tego stopnia stał się nieodłączną częścią
Przedstawienia na haftowanych Mzwvegwara&amp;f czy aefenfej
wizerunku żołnierza-karlisty, że autor cyklu obrazów po­
z podobnych powodów były także uproszczone: przeważnie
święconych Hiszpańskiej Krucjacie (jak w języku propagandy
serce było na nich lekko nieregularne (podobnie jak na
frankistowskiej nazywano wojnę domową 1936-39), Carlos
większości srebrnych wotów w kształcie serca), zwieńczone
Saenz de Tejada zaznaczył bardzo wyraźnie naszywki w for­
krzyżem i płomieniem „buchającym" z lejkowatego ujścia,
mie zwieńczonego krzyżem serca na przedstawieniach baskij­
otoczone koroną cierniową, poniżej której po lewej (!)
skich legionistów.
stronie^ zaznaczano ranę; czasami szkaplerzyki wykonywano
z drukowanych obrazków naszytych na sukno i ozdobionych
Na papierowych obrazkach rozpowszechnianych jako ko­
pasmanterią.
pie wizerunku sporządzonego przez Małgorzatę Marię serce
przedstawione było w sposób schematyczny, i mimo że
spływająca z rany krew podkreślała jego cielesność, to
zdecydowanie nie można uznać tych przedstawień zanaturalistyczne; informacja o cielesności Serca Jezusa przekazywana
jest tutaj, podobnie jak na wcześniejszych drzeworytach
i miedziorytach w sposób konwencjonalny, przy czym kon­
wencją nie jest wizualny naturalizm. Osiemnastowieczne
przedstawienia natomiast, zarówno jeśli chodzi o malarstwo,
jak i o grafikę, oscylowały coraz bardziej w stronę naturalizmu
- przede wszystkim dlatego, że wizualny realizm był już
wówczas konwencją przedstawiania dobrze ugruntowaną na
wszystkich poziomach odbioru sztuki i wygląd rzeczy po­
wszechnie uznawano za jej prawdziwy wizerunek. Wobec
nacisku, jaki propagatorzy kultu kładli na fizyczność Serca

60

3. Serce Jezusa jako przedmiot adoracji
Wariant ikonograficzny, który był prawdopodobnie in­
spiracją dla przedstawienia propagowanego przez wizytki
jako wizerunku pochodzącego od samej Małgorzaty Marii
Alacoque kształtował się przez XVII wiek równolegle do
rozwijającej się „doktryny serca" i związanych z nią kultów
serc Jezusa i Marii. Motyw gorejącego serca w połączeniu
z inicjałami IHS występował w jezuickiej architekturze od
początku XVII w., a jako dekoracja późnobarokowych ołtarzy
i paramentów oraz publikacji o tematyce religijnej pojawia się
w drugiej połowie X V I I stulecia. Przez cały wiek X V I I nie
istnieje jednak ustalona wersja przedstawiania Serca Jezusa
- jej dookreślenie i ustalenie jako gorejącego, zranionego

�co el Grande w Meksyku, których głównym bohaterem jest nie
serca zwieńczonego krzyżem i otoczonego koroną cierniową
Jezus-Cziowiek, ale Jezus-Serce. Na obrazie podpisanym
związane jest z rozpowszechnieniem się kultu oraz obrazka
Ecce Homo artysta przedstawił więc siedzącego w fotelu
w wersji świętej Małgorzaty Marii i następuje dopiero
Piłata, który stojącym pod balkonem Żydom wydaje ubrane
w pierwszej połowie X V I I I w. Zresztą pomimo ustalenia
w purpurowy płaszcz Serce oplecione cierniową koroną, za
ikonografii wyobrażenia serca w sztuce religijnej, a zwłaszcza
którą zatknięto trzcinę; w Zoparcfw
Piofra dialog świętego
w drobnej sztuce dewocyjnej przeznaczonej do kultu prywat­
ze służącą odbywa się na dziedzińcu budynku, w którego
nego łączono i łączy się nadal w różne konfiguracje z innymi
wnętrzu ukazano „pojmane" Serce itd.
symbolami. Niemniej „wariant Małgorzaty Marii" pojawia się
także w malarstwie w pierwszej połowie XVII w. w przed­
Przedstawienia Najświętszego Serca jako organu oddzielo­
stawieniu Etffazy Уодллу de УдЫг autorstwa Jeana Bouchenego od postaci Jezusa, zwłaszcza w obrazach o charakterze
ra, pochodzącym z roku 1626Я Na obrazie klęczącej świętej
narracyjnym (do których zaliczyć trzeba także przedstawienia
wyłaniająca się z chmur Maria wskazuje
adoracji) miało w sztuce religijnej długi
dłonią gorejące, zwieńczone krzyżem serce
żywot, podobnie jak wizerunki wywodzą­
w koronie cierniowej, które adoruje św.
ce się z tradycji emblematycznej. Choć
Józef; nad Sercem Jezusa - postać Boga
zatem w uregulowaniach z roku 1891 nie
Ojca. Adoracja Najświętszego Serca jest
dopuszczono do kultu publicznego wize­
najbardziej rozpowszechnionym warian­
runków Najświętszego Serca jako samo­
tem ikonograficznym Serca Jezusowego,
dzielnych przedstawień bez postaci Jezu­
jeśli chodzi o malarstwo XVII i pierwszej
sa, to w kulcie prywatnym, a co za tym
połowy XVIII w. Zmieniają się postaci
idzie, w grafice dewocyjnej, motyw Serca
adorujących świętych, choć przeważnie są
Jezusa pojawia się do dziś. W wieku XIX
to (ze zrozumiałych względów) Franciszek
twórcy dewocyjnej galanterii i obrazków
Salczy, Joanna Franciszka de Chantal, Ma­
z paryskiej Saint-Sulpice wzbogacili bar­
łgorzata Maria Alacoque, a obrazy znaj­
dzo ikonografię Najświętszego Serca,
dują się często w klasztorach i kościołach
tworząc całe serie nowych przedstawień
należących do wizytek lub jezuitów. Na
o treści alegorycznej, służących trium­
wszystkich Serce Jezusa stanowiące przed­
fującemu kultowi. Przedstawienia te, któ­
miot adoracji znajduje się poza ciałem
rych produkcja wyraźnie nasiliła się w la­
swego „właściciela", nawet jeżeli Jezus
tach czterdziestych i pięćdziesiątych mia­
został przedstawiony na obrazie. Chmury
ły klasyczną strukturę emblematów: mot­
i puttajako element podkreślający objawie­
to, alegoryczny wizerunek oraz w porów­
niowy charakter przedstawień Najświęt­
naniu z pomysłowością twórców tekst.
szego Serca pojawiają się w XVIII wieku
Serce Jezusa najczęściej miało tradycyjny
zarówno na obrazach przedstawiających
umowny kształt, bez specjalnej dbałości
scenę adoracji, jak i samodzielnych wize­
Pięć Ran Chrystusa,
o naturalizm przedstawienia, wyraźnie
runkach serca. Często także adorujące Naj­ Miedzioryt dewocyj ny z X V I I - X V I H w
zaznaczoną ranę, z której płynęła krew,
świętsze Serce putta lub aniołki stanowiły
krzyż w zwieńczeniu, płomień i cierniową
dekorację zwieńczenia ołtarza. Przedstawienia adoracji,
koronę. Co prawda przedstawień stanowiących podzwonne
w których nadnaturalnej wielkości serce nie miało żadnego
emblematycznej tradycji nie można uznać za wyłączną
związku z postacią Jezusa, samo stanowiąc element przed­
specyfikę francuskiej produkcji, jednak łatwo rozpoznawalna
stawienia Trójcy Świętej, miały wpływ także na osiemnasto­
estetyka wspomnianych wyżej obrazków oraz charakterys­
wieczne obrazki dewocyjne. Ciekawe, że w benedyktyńskiej
tyczny sposób kształtowania wizualnego przekazu złożyły się
kolegiacie pod wezwaniem Serca Jezusa w Ehingen, pomimo
na tak zwany jfyf Samf-Wpicg, który w dużym stopniu
iż kościół erygowano pod wezwaniem Serca Jezusa, w ołtarzu
zdominował katolicka sztukę dewocyjną drugiej połowy XIX
głównym nie znalazło się przedstawienie o tej tematyce, ale
wieku i przejmowany był przez warsztaty hiszpańskie i włos­
scena Ukrzyżowania*; młody kult nie wypracował jeszcze
kie; w mniejszym stopniu przez niemieckie, które pozostały
ikonografii godnej ołtarzy... Oczywiście przedstawienia plas­
wieme bardziej klasycyzującej formie wziętej od nazarej­
tyczne są na tyle otwartą formą przekazu, że zawarta jest
czyków.
w nich zarówno możliwość alegorycznej, jak i dosłownej
interpretacji przedstawienia serca - chodzi jednak o pewne
W związku najpierw z zaleceniami ustnymi, a potem
przesunięcie ciężaru w jedną lub drugą stronę: podkreślenie
z ostatecznym wyjaśnieniem pisemnym Świętej Kongregacji
fizycznej dosłowności serca jako „zbawczego organu" BogaObrzędów dotyczącym ikonografii Najświętszego Serca*
-Czło wieka (wówczas serce pojawia się często wraz z postacią
dopuszczonej do kultu publicznego, Serce Jezusa w warian­
Jezusa, choć przez cały wiek XVII i pierwszą połowę XVIII
tach, w których ukazane jest ono poza postacią Zbawiciela,
pozostaje od niej oddzielone) lub bardziej umowne trak­
jako temat przedstawień malarskich straciło rację bytu.
towanie formy serca rozumianego jako rodzaj figury retorycz­
Pozostało jednak jednym z popularniejszych przedstawień
nej opisującej Zbawiciela. Z tym drugim sposobem rozumie­
sztuki dewocyjnej przeznaczonej do nabożeństwa prywatnego
nia przedstawień serca mamy do czynienia w serii unikalnych
oraz wątkiem chętnie stosowanym w dekoracji rzeźbiarskiej
przedstawień stacji Drogi Krzyżowej pędzla Francisco Baez
ołtarzy, do ozdoby paramentów i szat liturgicznych oraz wręcz
z kościoła pod wezwaniem Jezusa Nazarejskiego w Atotonilnadużywanym w produkcji religijnej galanterii.
67

�Najświętsze Serce Jezusowe; wizerunek dewocyjny według obrazu
Batoniego

4. Serce na dłoni czy na piersi - od Batoniego do siostry
Faustyny
Wobec stawianych kultowi Najświętszego Serca zarzutów
o oddawanie czci „kawałkowi mięsa", a nie osobie Zbawicie­
la, które nasiliły się w wieku XVIII, pojawiła się potrzeba
stworzenia ikonografii na miarę rozszerzającego się kultu,
która podkreślałaby cielesność Serca Jezusa nie tyle przez
naturalizm wizerunku samego organu, co przez związek Serca
z osobą Chrystusa. W roku 1765, bezpośrednio po zatwier­
dzeniu kultu, Pompeo Batoni maluje przedstawienie Naj­
świętszego Serca do rzymskiego kościoła II Gesu. Wizerunek
przedstawiający Jezusa w półpostaci, który w lewej dłoni
trzyma swoje serce, wystawiony został w czerwcu 1767
podczas uroczystości ku czci Najświętszego Serca, a w paź­
dzierniku tego samego roku przeniesiony do kaplicy Krzyża
Świętego*. Batoni przedstawiając postać z sercem w dłoni
wykorzystał zadomowiony w chrześcijańskiej sztuce schemat
wizualny: serce trzymane w ręce stanowiło atrybut wielu
świętych oraz cnoty Caritas. Także sam Jezus na niektórych
wizerunkach świętej Katarzyny Sieneńskiej czy świętej Lud­
gardy trzyma w dłoni gorejące serce; podobnie w przed­
stawieniach świętych, którzy dostąpili wizji czy objawień
związanych z Sercem Jezusa pojawia się Chrystus trzymający
serce w dłoni. Wykorzystując istniejący schemat Batoni
wprowadził do niego zmiany zgodne z wywodzącą się od
Małgorzaty Marii tradycją przedstawiania samego serca
Jezusa. Na obrazie zИ Gesu trzymane przez Jezusa gorejące
serce ma zaznaczone cechy anatomiczne, takie jak układ
głównych naczyń krwionośnych i zwieńczone jest krzyżem
oraz oplecione cierniową koroną, poniżej której znajduje się
krwawiąca rana. Chrystus trzyma swoje Serce na dłoni
wyciągniętej w stronę widza i wskazuje na nie drugą ręką, na
której widać ślad po gwoździu. Niemal równolegle z obrazem
dla II Gesu Batoni namalował jeszcze jedno przedstawienie
Najświętszego Serca, także w formie owalnego tonda na
miedzianej blasze, przeznaczone prawdopodobnie dla rodziny

62

Alfieri. Na tym obrazie Serce Jezusa ukazane w sposób bardzo
przypominający wersję z I I Gesu „unosi się" na środku piersi
ubranego Chrystusa, którego lewa dłoń leży na piersi wskazu­
jąc miejsce, gdzie fizjologicznie znajdować powinno się serce
człowieka, prawa zaś wskazuje na Najświętsze Serce „unoszą­
ce się" przed postacią Jezusa.^ Wizerunek z I I Gesu od razu
zyskał popularność, nie tylko ze względu na swoje walory
artystyczne i znane nazwisko artysty, ale przede wszystkim ze
względu na eksponowane miejsce, w jakim został umiesz­
czony: kościół stanowiący jezuickie селГгшн fwia&amp;z. Naj­
świętsze Serce z II Gesu stało się najczęściej reprodukowa­
nym obrazem o tej ikonografii, najpierw w postaci miedziory­
tów, później w litografii i chromolitografiP*; w latach dwu­
dziestych naszego stulecia znalazło się ono także na masowo
tłoczonych blaszanych medalikach, najczęściej łączone
z umieszczonym na rewersie przedstawieniem Matki Boskiej
Szkaplerznej. Obraz Batoniego z jednej strony mieści się
w nurcie najlepszej tradycji włoskiego malarstwa religijnego,
sięgając korzeniami dewocyjnych przedstawień Guida Reni;
z drugiej zaś przez swój nieco dydaktyczny sentymentalizm
doskonale wpasowuje się w dziewiętnastowieczną pobozMofc
о/еЫгиЫ. Jeszcze bardziej w tym duchu utrzymany jest
pochodzący z roku 1766 obraz Маоомма Mz/jWe#zego Serca
/ezwja", którego kopii w samym Rzymie znanych jest aż
sześć, nie licząc popularnych wersji przedstawienia, które
stanowiło jeden z żelaznych artykułów w sklepikach z dewo­
cją przy Via dei Coronari i Via del Babuino. Przedstawia on
Marię, która podtrzymuje małego Jezusa stojącego na podusz­
ce leżącej na jej kolanach. Dzieciątko lewą ręką przyciska do
piersi płomieniste serce w cierniowej koronie. Pomimo że
w końcu XVIII wieku to ostatni z opisanych obrazów

Przedstawienie Najświętszego Serca Pana Jezusa. Druk dewocyjny
z Hiszpanii

�Batoniego cieszył się największą popularnością wśród wier­
nych, przedstawienie z II Gesu zostało o wiele bardziej
rozpropagowane przez jedyny istniejący wówczas masowy
środek przekazu obrazu, jaki stanowiła grafika. Równocześ­
nie jednak w związku z tendencją do ograniczenia dosłowno­
ści w wizerunkach Najświętszego Serca, wynikającą w dużej
mierze z potrzeby stworzenia wizerunku na miarę uniwersalizującego się kultu, wzrosła popularność przedstawień
w typie drugiego obrazu Batoniego: Serca Jezusa na tle jego
piersi. Wariant ten zdobywał sobie coraz większą popularność
w drugiej połowie X I X i ostatecznie został w 1891 roku
uznany za obowiązującą i jedyną dopuszczalną w publicznym
kulcie ikonografię Najświętszego Serca. Niezliczona ilość
obrazów oraz grafiki dewocyjnej rozpowszechniła go na
terenie całego katolickiego świata do tego stopnia, że stał się
on symbolem katolickiej sztuki dewocyjnej. Wizerunek uka­
zuje Jezusa w półpostaci wskazującego jedną dłonią na swoje
serce, które goreje na środku jego piersi; druga ręka najczęś­
ciej uniesiona jest w geście błogosławieństwa. Zranione,
gorejące serce zwieńczone jest krzyżem i oplecione cierniową
koroną; zanika tendencja do naturalizmu: kształt staje się
umowny i nic zaznacza się naczyń krwionośnych, ajedynym
elementem odwołujących się do sensualizmu widza jest krew
kapiąca z rany - warto zresztą zauważyć, że na późniejszych,
pochodzących z dwudziestego wieku obrazkach przedstawie­
nie rany często także znika. Przedstawienia różnią się w szcze­
gółach, niemniej ikonografia jest bardzo zestandaryzowana.
Odpowiedzią sztuki dewocyjnej na rosnącą popularność
kultu, a tym samym na wzrost zapotrzebowania na wizerunki
Najświętszego Serca był także zabieg polegający na „uzdat­
nianiu" istniejących, uznanych przedstawień Jezusa przez
dodanie na nich wyobrażenia serca^; stało się to niemal
konieczne zwłaszcza po roku 1878, kiedy to Święta Kon­
gregacja do Spraw Odpustów wyjaśniła, że odpusty związane
z kultem Najświętszego Serca uzyskać można jedynie wobec
wizerunku, na którym Serce Jezusa zostało ukazane na
zewnątrz postaci Zbawiciela. Wspomniana regulacja jest
odzwierciedleniem, a zarazem poparciem pewnej tendencji
w ikonografii Chrystusa, która zaznacza się od drugiej połowy
XVIII w.: chodzi o traktowanie serca gorejącego (lub Naj­
świętszego Serca według wzoru świętej Małgorzaty Marii)
jako nieodłącznego atrybutu Jezusa - niezależnie od histo­
rycznego momentu jego biografii - i włączanie go w wize­
runki o wcześniej ustalonej ikonografii, jak na przykład
przedstawienia Dobrego Pasterza czy sceny objawień. Warto
podkreślić, że w przedstawieniach tego ostatniego rodzaju
postać Jezusa wskazującego na swoje serce stopniowo
wypiera samodzielne przedstawienia Najświętszego Serca
w formie charakterystycznej dla wieku X V I I i XVIII.
I chociaż w dewocyjnej grafice oba sposoby przedstawiania
trwają aż do pierwszej połowy X X wieku, to w malarstwie
sztalugowym, które częściej przeznaczone było z racji
techniki i wielkości do kultu publicznego, w scenach
objawień bohaterem jest Jezus, a nie samodzielne przed­
stawienie jego serca.^
Obok wizerunków Jezusa wskazującego na gorejące na
piersi serce w drugiej połowie XIX i pierwszej XX wieku
najbardziej rozpowszechnionym wariantem ikonograficznym
Serca Jezusowego stało się przedstawienie Najświętszego
Serca w wersji Иеяйе aJme [Mt 11,28]. Jezus ukazany jest na

nim w postawie stojącej, z szeroko rozłożonymi ramionami
jak w kopiowanym nieskończoną ilość razy przedstawieniu
Chrystusa Miłosiernego Thorwaldsena z kościoła Najświęt­
szej Panny Marii w Kopenhadze.^ Popularny w protestanckiej
sztuce X I X wieku Jezus Miłosierny znalazł swój katolicki
odpowiednik w przedstawieniach Najświętszego Serca nie
tylko dzięki podobieństwom formalnym, ale także pod wzglę­
dem treści: Jezus-Najświętsze Serce z rozłożonymi ramiona­
mi, to Chrystus miłosiernie przygarniający ludzi do swego
Serca. Ikonografia Уел;#
me rozpowszechniła się zarówno
w drobnej grafice i galanterii dewocyjnej, jak i w monumen­
talnej rzeźbie oraz malarstwie. Swój rozkwit przeżywa ona od
lat siedemdziesiątych XIX wieku, na co niewątpliwie wpływ
miała budowa kościoła Sacré-Coeur na paryskim Montmartre
[1876-1910], gdzie na sklepieniu absydy na osi ołtarza
umieszczono mozaikę przedstawiającą Jezusa-Najświętsze
Serce z szeroko rozłożonymi dłońmi. Na przełomie wieków
i w pierwszych dziesięcioleciach wieku XX bazyliki i kościo­
ły pod wezwaniem Najświętszego Serca powstawały wzorem
francuskim we wszystkich większych miastach katolickiego
świata, a w program ikonograficzny ich wystroju włączano
wizerunek Jezusa z rozłożonymi ramionami. Niemniej postać
Zbawiciela często nic do końca odpowiadała pietystycznym
z ducha przedstawieniom Chrystusa Miłosiernego - Jezus
z Bazyliki na Montmartre jest przede wszystkim przed­
stawieniem triumfu Najświętszego Serca. Podobnie triumfalistyczny wydźwięk mają w większości wolno stojące
posągi Najświętszego Serca wznoszone w tym samym czasie
dla upamiętnienia wydarzeń religijnych (np. poświęcenia
miasta czy kraju Sercu Jezusowemu)^ lub jako wizerunki
patronalne katolickich instytucji pod wezwaniem Najświęt­
szego Serca. Potwierdzeniem tej triumfalistycznej tendencji
w ikonografii Najświętszego Serca są instrukcje dla artystów
zezwalające na przedstawianie Jezusa-Najświętszego Serca
z insygniami Króla Wszechświata, czyli de facto dopusz­
czające łączenie ikonografii Serca Jezusowego z ikonografią
Chrystusa-Króla.
Jeżeli chodzi o dewocyjną grafikę i galanterię, warto
wspomnieć, że oprócz obrazków powielających przedstawie­
nie jako jeden z wariantów Najświętszego Serca wizerunek
wykorzystano także w kartce z życzeniami okolicznościowy­
mi z okazji początku nowego wieku. W drobnej rzeźbie
dewocyjnej wizerunek Jezusa-Najświętszego Serca z roz­
łożonymi rękoma walczył o prymat z figurkami przed­
stawiającymi stojącego Chrystusa wskazującego dłonią na
swoje gorejące serce. Tego rodzaju przedstawienie pojawiło
się z jednej strony jako rozwinięcie wizerunku Chrystusa
w półpostaci wskazującego na widoczne na piersi serce,
z drugiej zaś zakorzenione jest ono w przedstawieniach
objawień opisanych powyżej. Powiązanie przedstawień Jezu­
sa-Najświętszego Serca z ideą Bożego Miłosierdzia ma więc
kilka przyczyn: po pierwsze jej ikonograficzne pokrewieńst­
wo z Miłosiernym Chrystusem Thordwaldsena; po drugie
przesunięcie ciężaru znaczeniowego w rozumieniu Miłości
Bożej ku współczuciu Boga dla ludzi i miłosierdziu, które
Jezus pragnie okazać grzesznikom, jeżeli tylko wynagrodzi
się cierpienia jego Serca. Ustalenie się takich związków treści
i obrazu doprowadziło do powstania nowej ikonografii Miło­
sierdzia Bożego, która bezpośrednio wzorowana jest na
przedstawieniach Jezusa-Najświętszego Serca. Jest to obraz

63

�Vfzw
Гоб/е namalowany w roku 1943 przez Adolfa Hyłę
zainspirowanego objawieniami siostry Marii Faustyny Kowal­
skiej. Wizerunek cieszący się obecnie wielką popularnością
wśród polskich katolików w związku z beatyfikacją siostry
Faustyny oraz rosnącym kultem Miłosierdzia Bożego w wersji
opartej na jej objawieniach, powstał jako trzecie przed­
stawienie tej treści, w pięć lat po śmierci wizjonerki. Obraz,
którego mniej lub bardziej udane kopie i repliki znaleźć
można obecnie w większości polskich kościołów, przedstawia
stojącego Jezusa w jasnej szacie, który lewą dłonią dotyka
własnej piersi w miejscu, w którym anatomicznie znajduje się
serce człowieka, a spod jego palców bije światłość. Dwie
wiązki promieni biegną ukośnie ku dolnym narożnikom
obrazu; lewa z nich ma barwę białą, a druga czerwoną. Prawa
ręka Jezusa uniesiona w jest geście błogosławieństwa, a na
wstędze pod jego stopami umieszczony został napis Уеты ы/дтм
7o6íe.* Nie jest to więc stricte przedstawienie Najświętszego
Serca, ponieważ samo serce nie zostało ukazane, jednak gest
i postawa Jezusa pozostają identyczne jak na wizerunku,
którym posłużyli się Los Costus w swoim pastiszu. Swoją
wielką popularność przedstawienie Hyły zawdzięcza w dużej
mierze temu, że od początku i bez przerwy znajdowało się
w posiadaniu sióstr Zgromadzenia Matki Bożej Miłosierdzia,
które były i są propagatorkami kultu. Obecnie reprodukcje
obrazu Adolfa Hyły lub jego kopii, bardzo często zaopatrzone
w tekst Koron&amp;f до Mi Werdzm Bożego należą do najpopular­
niejszych przedstawień dewocyjnych wśród Polaków zarów­
no w Polsce, jak i na emigracji. Niewątpliwie przyczynia się
do tego także patriotyczna wymowa obrazu, na którym
wychodzące z Serca Jezusa promienie mają barwy polskiej
flagi.
Najświętsze Serce Jezusowe i polityka
Wspomniałam już, że wizerunki Najświętszego Serca były
apotropeionem, a zarazem symbolem noszonym przez po­
wstańców wandejskich, podczas gdy przez jakobinów uważa­
ne za symbol antyrewolucyjny, za którego rozpowszechnianie
można było trafić na gilotynę. Wrogi stosunek, jaki mieli
zwolennicy Rewolucji Francuskiej do symbolu Najświętszego
Serca, wynikał nie tylko z jego rojalistycznych konotacji, ale
sięgał korzeniami XVIII-wiecznych kontrowersji dotyczą­
cych samego kultu oraz jego związku z działalnością jezui­
tów. Wrogami kultu Najświętszego Serca byli przeważnie
oświeceniowo zorientowani wyznawcy racjonalizmu, którzy
w naturalny sposób znaleźli się wśród zwolenników rewo­
lucji, przez co równie naturalnie u przebywających na
wygnaniu jezuitów zasłużyli sobie na miano „spisku jansenistów i masonów" [Sande van de, s. 213]; zaś o roli kultu
Najświętszego Serca w zwalczaniu jansenizmu była wyżej
mowa. Spiskowa teoria dziejów, u której początków leży
dzieło ojca Barruel Memoirea powr jerwr o /'Aüfoíre ды
) д с о № » т е (1796-97), uprawiana była z równym powodze­
niem po obu stronach barykady; zwłaszcza kiedy po Kon­
gresie Wiedeńskim rewolucyjne idee znalazły się w opozycji
do nowej „dawnej władzy". Jak silna była wiara w spisek
jezuicki oraz do jakiego stopnia symbol Najświętszego Serca
został w jego historię uwikłany, świadczy obraz Ary Scheffera
(1795-1858) przedstawiający otrucie Klemensa XIV (papie­
ża, który rozwiązał Towarzystwo Jezusowe), gdzie na piersi

Objawienie się Serca Jezusowego Małgorzacie Marii Alacoque,
obrazek dewocyjny, 2 poł. X I X w.

mordercy wyraźnie widoczny jest symbol Najświętszego
Serca. Najświętsze Serce było więc dla zwolenników rewo­
lucji i jej idei nie tylko symbolem monarchii, ale także starego
porządku wartości i struktur myślowych. Oczywiście w czasie
wojny wandejskiej wierność królowi, który po uwięzieniu
w Tempie ofiarował Francję Najświętszemu Sercu, wysunęła
się na pierwszy plan, niemniej symbol oznaczał nie tylko
przywiązanie do osoby monarchy, ale także wrogość wobec
republiki i jej laickich wartości. Tym właśnie konotacjom
zawdzięczał symbol Serca Jezusowego swoja karierę za
Pirenejami, zarówno wśród karlistów z wieku XIX, jak i tych,
którzy poparli generała Franco.
Z drugiej strony kult Serca Bożego w wieku XIX nałożył się
na europejski romantyzm i postromantyzm, wyrastające zre­
sztą z tych samych siedemnastowiecznych źródeł „religii
serca", która w krajach protestanckich dała początek nurtom
pietystycznym leżącym u źródeł sentymentalizmu [Campbell
С ] . Pokrewieństwom rodzaju religijności propagowanej
przez kult Najświętszego Serca z romantyczną modą na
uczuciowość zawdzięcza on swoje powodzenie i rozwój
w pierwszej połowie XIX wieku; do chwili, kiedy oficjalnie
został uznany przez Kurię Rzymską za bardzo ważny, a potem
najważniejszy kult chrystologiczny doby nowożytnej, o czym
świadczy ranga nadana świętu oraz obchody jubileuszu końca
wieku. Przedstawienia Najświętszego Serca, które na prze­
strzeni wieków odbyły długą ewolucję od pasyjnych wizerun­
ków Pięciu Ran do samodzielnej, triumfującej postaci Chrys­
tusa z gorejącym sercem na piersi, odpowiadały zapotrzebo­
waniu na uniwersalny kult i symbol jednoczący Kościół
katolicki, scentralizowany po Soborze Watykańskim I . Zgod­
nie ze słowami Leona XIII Serce Jezusowe stać się miało
nowym /дбдгыт, pod którym Kościół przystępował do walki
o rząd i zbawienie dusz.
Takie znaczenie miał wizerunek Najświętszego Serca
w czasie hiszpańskiej wojny domowej, podczas której stał się

�labarum Narodowego Katolicyzmu, który obok faszystows­
kiej Falangi był najważniejszym ze stronnictw politycznych,
które udzieliły poparcia generałowi Franco. To jego iden­
tyfikacyjne znaczenie, które ukształtowało się już w czasie
wojen karlistowskich, o których była mowa, zaakceptowane
było przez obie strony. Świadczy o tym fakt, który miał
miejsce na początku wojny domowej, w sierpniu 1936 roku.
Jak wspomniano wyżej, Hiszpania poświęcona została Naj­
świętszemu Sercu Jezusa w roku 1919, a cała uroczystość
odbyła się niedaleko Madrytu, gdzie w miejscowości Getafe
na wzgórzu Cerro de los Angeles wzniesiono ogromną statuę
Najświętszego Serca. Od tego czasu w propagandzie reli­
gijnej Cerro de los Angeles nazywano Sercem Hiszpanii,
a miejsce stało się pielgrzymkowym centrum Kultu Naj­
świętszego Serca. Tuż po wybuchu wojny domowej repub­
likańskie wojska wysadziły w powietrze figurę Jezusa,
dokonując uprzednio jej symbolicznego rozstrzelania. Frankistowskie środki masowego przekazu zareagowały natych­
miast publikując zdjęcia figury Najświętszego Serca przed
plutonem egzekucyjnym^, fotografie zrujnowanego pomnika
oraz opis wydarzeń, który bardzo szybko przyjął postać
opowieści hagiografieznej. Zgodnie z nim rzecz stać się miała
6 sierpnia, czyli w święto Przemienienia Pańskiego, który to
dzień dodatkowo miał być pierwszym piątkiem miesiąca
- dniem tradycyjnie poświęconym Sercu Jezusa. Oprócz
rozstrzelania figury wojska republikańskie dopuściły się także
zbrodni na pielgrzymach, którzy wówczas przybyli na Cerro
de los Angeles, wśród których znajdowała się spora grupa
dzieci.
W miarę zdobywania poszczególnych miast i miasteczek
przez wojska Franco jedną z pierwszych czynności o wymia­
rze symbolicznym była intronizacja Najświętszego Serca
w siedzibie władz gminy czy miasta oraz wystawienie figury

Jezusa - Najświętszego Serca w eksponowanym miejscu
publicznym*; nieraz symbol Najświętszego Serca włączano
w projekt Pomnika Poległych, którego wystawienie także
należało do czynności potwierdzających uniwersum sym­
boliczne obowiązujące po wojnie domowej. Najbardziej
monumentalnym przedsięwzięciem podjętym w tym duchu,
acz nie zrealizowanym do końca była rozpoczęta tuż po
zakończeniu wojny domowej budowa Narodowego Sank­
tuarium Wielkiej Obietnicy w Valladolid. Miasto wybrano ze
względu na objawienia Najświętszego Serca w pierwszej
połowie XVIII wieku, podczas których młody jezuita Bernard
de Hoyos usłyszał obietnicę, że Najświętsze Serce zapanuje
w Hiszpanii i czczone tam będzie bardziej niż gdziekolwiek
indziej. W roku 1948 plany sanktuarium rozrosły się do
monumentalnego założenia ЛЫигдтты CAryjfwja Jfrd&amp;z - Poтш&amp;д Нигрдлм ¿ Swuo&amp;z
[anachronicznie
brzmiące określenie jest do dziś używane dla określenia
wszystkich byłych kolonii] wzniesionego Sercu Jezusa i Sercu
Marii. Realizacja ambitnych planów ograniczyła się jednak do
wzniesienia i dekoracji bazyliki, gdzie w ołtarzu głównym
znalazła się oczywiście figura Najświętszego Serca z roz­
łożonymi ramionami; ta sama ikonografia znalazła się na
freskach sklepienia.
Równocześnie z intronizacjami Najświętszego Serca
w urzędach i zakładach pracy upowszechnił się zwyczaj
poświęcania Sercu Jezusa domów i mieszkań, który miał
zresztą tradycję sięgającą początku wieku. Na mieszkańców
nakładał on obowiązek wypełniania określonych praktyk
religijnych oraz umieszczenia wizerunku Najświętszego Ser­
ca na eksponowanym miejscu w domu; zwykle oprócz tego
umieszczano na drzwiach niewielką metalową plakietkę
z takim samym przedstawieniem, która w potocznym od­
biorze była legitymacją prawomyślności gospodarzy. Naj­
świętsze Serce stało się w ten sposób jednym z nieodłącznych
elementów symbolicznego uniwersum frankistowskiej Hisz­
panii, a jego wizerunki konstytutywnym składnikiem jego
ikonosfery.

Objawienie Serca Jezusowego Bernardowi de Hoyos,
obrazek dewocyjny, pocz. XX w.

Sposób, w jaki symbol przeżywa czas
Wielopoziomowe konstruowanie znaczeń symbolu wizual­
nego oraz przesunięcia w jego polu znaczeniowym są w is­
tocie sposobem, w jaki symbol przeżywa czas. W porównaniu
ze słowem symbol wizualny jest bardziej uniwersalny; trzeba
jednak pamiętać, że dzieje się tak kosztem znacznie większej
otwartości interpretacyjnej. Konsekwencją tego jest bądź
przesuwanie się znaczeń jednego symbolu, które czasem
prowadzi do zmiany całego pola (Najświętsze Serce zmienio­
ne w Miłosierdzie Boże lub religijny symbol Serca Jezusa
jako wizualny znak orientacji politycznej), bądź sytuacja,
w której retoryczne figury, za pomocą których przekazywane
jest znaczenie symbolu, tracą czytelność - w przypadku
symbolu wizualnego owocuje to zmianą ikonografii, za­
nikiem pewnych typów i pojawieniem się nowych rodzajów
przedstawień. Przedstawiony tyłem Jezus z obrazu Los
Costus, z jednej strony odwołuje się do politycznego znacze­
nia symbolu, z drugiej należy do blasfemicznego nurtu
współczesnej sztuki, która w większości wyrasta z protestu
przeciwko totalizmem: ideologicznym, estetycznym i oby­
czajowym.

65

�PRZYPISY
' Wiele uwagi poświęcił związkom kiczu i totalizmu Mitán Kundera
w Żarcie, 7üi{dzg AnircAw i Züpomnif лш oraz Мегломе/ kttofci ¿ryfw;
por. także Broch H., Z/o w гудклыг wamwci jzmti, [w:] Wo6«cj4uzyzm«,
Warszawa 1987, s. 83-120
] Rodney Needham [1975] tworzy pojęcie „kategorii otwartych"
odwołując się do Wittgensteinowskich rodzin znaczeniowych. Kategoria
otwarta jest dynamiczna przez to, że jej charakterystykę określają cechy
wszystkich elementów zaklasyfikowanych do niej. Potencjalnie można
więc założyć sytuację, że w obrębie tej samej kategorii otwartej znajdą się
dwa elementy nie posiadające żadnej cechy wspólnej, ponieważ ich
charakterystyki jako „cząstkowe" mieścić się będą w ogólnym zbiorze
wszystkich cech charakteryzujących kategorię. Włączenie nowego ele­
mentu, które najczęściej odbywa się na zasadzie asocjacji, automatycznie
zmienia charakterystykę kategorii wzbogacając ją o nowe cechy.
^ Święto i oficjum o Pięciu Ranach wprowadzone zostało w X I V w.;
msza połączona była z odpustami nadanymi przez Jana XXII i Innocentego
VI.
* Por. na przykład objawienia bł. Joanny de Valois czy św. Marii
Magdaleny de'Pazzi oraz modlitwy zalecane przez kartuza Gerechta
z Landsbergu [Bainvel, s. 279 i nn. oraz 266 i 300].
' Por. np. Pelikan 1989 czy Campbell T. 1991
' Łacińskie wydanie jest o kilka lat późniejsze; Cor CArúü in сое/и
ergo peccaiore.r /л ferru, Heidelberg 1658
^ Jaroslav Pelikan pisze: „Rzymskokatolicka doktryna Najświętszego
Serca Jezusa znalazła swój protestancki odpowiednik w napomnieniach
Gerharda Tersteegena: №uz« serce w cwMci рожмло jiac л { м г с г т
Усгы.тд,
6y móg/ ол postawie' лд nim awqpiecze/ / rzec.- &lt;r7o j « ( mo_/e
.,erce»" [Pelikan s. 128]
* Pozostała na nim do roku 1887
" Często erygowanie bractwa było bezpośrednim następstwem prowa­
dzonych przez jezuitów lub eudystów misji; powstanie pierwszego
Bractwa Serc Jezusa i Marii (w Morlaix, z inspiracji samego św. Jana
Eudesa) papież Aleksander VII zatwierdził w roku 1666; w 1693
Innocenty XII zatwierdził i obdarzył odpustami Bractwa Najświętszego
Serca zakładane przy klasztorach wizytek.
Np. opór biskupów włoskich z biskupem Scypionem Ricci na czele
podczas synodu w Pistoi w 1786 г.: synod odrzucił kult Najświętszego
Serca jako fałszywy dogmat, uznając go za nową, niebezpieczną i błędną
doktrynę. Papież Pius VI w roku 1794 wyklął te określenia bullą Л к с т г е т
Fide,.
" Przeciwnikiem kultu był przede wszystkim cesarz Józef II, który
wydal zarządzenia, by profesorowie uniwersytetów przeciwstawiali się
„niedorzecznemu i fantastycznemu nabożeństwu" oraz wprowadził za
rozprowadzanie książek dotyczących kultu Najświętszego Serca karę
grzywny lub aresztu.
W drugiej połowie XVIII w., już po oficjalnym zatwierdzeniu kultu,
w modlitwie Лл/лм C/insii otwierającej Ćwiczen/a DwcAowg św. Ignacego
(czyli jeden z najpopularniejszych podręczników życia duchowego)
umieszczono dodatkowe wezwanie: Cor C/in.ui /лДотлю me/
" Warto pamiętać, że właśnie nieustalone relacje serca i uczuć były
jedną z przyczyn odrzucenia kultu przez Świętą Kongregację Obrzędów
w roku 1729
" Np. Francja w 1915, Hiszpania w 1919, Polska w 1920
" W Birmingham Museum of Art.
MN w W-wie, sygn. 11982

" Nabożeństwo do Serca Jezusa było bardzo popularne wśród wizytek
od chwili powstania zgromadzenia, przede wszystkim za przyczyną św.
Franciszka Salezego, który zalecał je św. Joannie Franciszce de Chantal;
zalecenia te zaowocowały prywatnymi wizjami oraz aktami pobożności
wielu sióstr, które poprzedziły objawienia św. Małgorzaty Marii. [por.
Bainvel, s. 357-370]
'* Nazwa derenie jest jednocześnie pierwszym słowem motta Derenie
- e/ Сопкол de Jejws « и conmigo, które odpowiada francuskiemu
ЛггеГе..., natomiast nazwa defenfeWa.?, której pierwszy człon stanowi
znane z motta słowo „stój!" [derenie/] w całości znaczy „stop-pociski"
i dokładnie określa apotropeiczne funkcje obrazka.
" Np. w Amiens w roku 1866 [Bainvel, s. 522].
" Termin „karlista" po wspomnianych wyżej wojnach stał się w Hisz­
panii zwyczajową nazwą konserwatystów.
^' To znaczy takich, które były przedstawieniami obdarzonymi odpus­
tami; nie „odpustowymi" w znaczeniu „kupionymi na odpuście", choć
oczywiście to ostatnie pierwszego nie wyklucza.
и Por. wyżej o symbolice stron ciała Jezusa i ranie w boku.
* Muzeum Miejskie w Bourges.
" Choć w związku z symboliką planu kościoła, który odzwierciedlać
miał postać samego Jezusa, ołtarz umieszczono nie tradycyjnie po
wschodniej stronie kościoła, lecz po północnej, czyli tam, gdzie znajdować
się miało przebite serce Zbawiciela.
" Z roku 1891
* Obecnie obraz znajduje się w kaplicy po prawej stronie ołtarza, która
w 17 października 1920 (pierwsze wspomnienie Małgorzaty Marii po jej
kanonizacji) poświęcona została Najświętszemu Sercu.
" Aktualne miejsce przechowywania obrazu nieznane.
™ Na obrazkach dewocyjnych obraz Batoniego bywa reprodukowany
do dziś, choć jego popularność spadła w porównaniu z wizerunkami,
których redakcja uznana została za bardziej kanoniczną, czyli takimi,
gdzie serce ukazane jest nie w ręce, lecz na piersi (na szacie) Jezusa.
" Kościół San Francesco a Ripa w Rzymie.
™ Por. np. druk ulotny z katalońskimi tekstami modlitw na czerwiec
- miesiąc Serca Jezusowego, na którym półpostaci Jezusa wykadro­
wanej z Обпдгепш z szat E l Greca dorobiono na piersi świetliste serce
lub obrazek dewocyjny podpisany Najświętsze Serce Jezusa, na któ­
rym przedstawienie Chrystusa inspirowane jest niewątpliwie któ­
rymś z wizerunków powtarzających Grosz Сгуллглуу Tycjana;
i w tym wypadku na piersi dodano promieniejące serce, [oba obrazki w zb.
aut.]
" Por. np. obraz pędzla św. Brata Alberta (Adama Chmielowskiego)
przedstawiający scenę objawienia się Najświętszego Serca Małgorzacie
Marii. [1880; Kraków, klasztor ss. Albertynek].
" 1829
" Por. np. posąg na Cerro de los Angeles (1919, Aniceto Marinas
i Carlos Maura y Nadal) upamiętniający poświęcenie Hiszpanii Najświęt­
szemu Sercu, który odegrał bardzo ważną rolę w symbolicznym uniwersum wojny domowej.
" Opis widzenia oraz polecenie wymalowania obrazu z podpisem por.
Dzienniczek... s. 22. [22 lutego 1931]
" Niektórzy historycy twierdzą, że zdjęcia prawdopodobnie były
fotomontażem [inf. ustna od prof. A. Pizarroso Quintero z Madrytu].
^ Największą i najbardziej znaną realizacją w tym duchu jest Najświęt­
sze Serce z San Sebastian.

B I B L I O G R A F I A
Bainvel J. V.,
Serca Bożego. Teorio i rozW/, Kraków 1934
Bauer G,
Encyc/opedia о / B,6/ica/ Г/ieo/ogy, London 1970, t. I, s. 360-363
Campbell C ,
77ie Aomoniic- Ef/wc and fne Spini о/Modern Conjwmenfm. Oxford 1987
Campbell T. A.,
77ie /(e/ig/on о/ i/ie Яеам. Л Sfudy о / Ewropeon /fe/igiowj Li/e in i/ie
Seventeen;/; ond&amp;g/iíeenf/i Cenfwnej, Columbia 1991
D/ciionna/re de fpinfiWifg, Paris 1953, t II, s. 1023-1050
Dzignniczft S/ugi goze/ &amp; M. fowsryny /CowaWe/, Kraków 1981
Katarzyna ze Sieny Św.,
Dio/og, Poznań 1987
Lannon F.,
Modern Ą%«n. fne Pro/ecf o/o M z ń o W CurWiciwM, [w:] Лг&amp;д/ол and
АГдйола/Аклнгу, Oxford 1982, s. 567-590

66

Leon XIII,
Ллпкт Sacrwm, [w:] Zaw/erzy/»my MiWci, Kraków 1972, t. II, s.
143-151
Margene de В.,
ЯиГо/ге jocfrmak dw cw/fe ow Socre-Coeur de / « i w , París 1992
Pelikan J.,
77ie C/irui/an Trad/fion. Л ЯиГогу о / ine Deve/opmenf о / Doctrine,
Chicago 1989, t. V, s. 118-173
Pius X I I .
Яаыпет.? Лоиа.г, [w:] ZmwerzyWAny Mifafci. Kraków 1972, t. II, s.
167-203
Sande van de A.,
/"Г«глкыоллЛ#д1ЛЛ f/ie Pope. 77ie Ло/е о/ЛлЛ-Малолгу in i/ie Mfromoniane Propaganda in Долю, У 790-У 900, [w:] 77ie Power o/Vmagery, Rome
1992, s. 212-230
WWecjbjzyzmw, [wyd.] Orłowski H., Warszawa 1987

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9583" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9561">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/63f1f9aab7d953d78e7f6a666d6eb581.pdf</src>
        <authentication>57e12c081afff1c3fd07f12019b046a7</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114089">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2617</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114090">
                <text>1997</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114091">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2432</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114092">
                <text>Fotografíe cudowne / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114093">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.3-4, s.50-54</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114094">
                <text>Czachowski, Hubert</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114095">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114096">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114097">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114098">
                <text>Fotografíe cudowne
Hubert Czachowski
WSTĘP
Cuda się zdarzają. W katolicyzmie dzieje się to głównie za
sprawą Matki Boskiej. Kilkadziesiąt lat po Fatimie, ponad sto
po Lourdes, po wielu innych objawieniach i cudownych
wydarzeniach, które raz po raz wstrząsają społecznością
katolicką na świecie, dla milionów ludzi stały się czymś
naturalnym, nie budzącym zdziwienia i wręcz niezbędnym
składnikiem własnej religijności. We współczesnym świecie
znane są dość dobrze objawienia wizerunków na korze drzew,
wśród liści, oczywiście na niebie, a w ostatnich latach coraz
częściej na szybach. Jest jednak jeszcze inna możliwość
zaistnienia cudu. Otóż okazuje się, że jeden wynalazek
ludzkości jest szczególnie predestynowany do kontaktu z sac­
rum. Tym wynalazkiem jest fotografia.
Jaki związek występuje pomiędzy fotografią a cudem?
Wydaje się, że nikt z największych teoretyków i filozofów
fotografii nie przewidział, że właśnie zdjęcia mogą pokazać
wymiary innej rzeczywistości świata, „z tamtej strony".
To już nie są osławione fotografie kirlianowskie, gdzie - jak
sugerują ich zwolennicy - można zobaczyć to, co okultyści
nazywali zawsze „ciałem eterycznym" (Stefański, Komar
1982). Na tych fotografiach widać było bowiem „aurę"
dookoła organizmów żywych w postaci świetlistej obwódki
z drobnych promieni. Jednakże do powstania tych fotografii
potrzebne było zbudowanie specyficznego aparatu i sprowo­
kowanie określonych warunków (fotografowany obiekt musi
być poddany działaniu wielkiej częstotliwości). A przy cudzie
jest zupełnie inaczej - wystarcza po prostu sama właściwość
fotografii plus świętość osób fotografujących.
Pamiętamy dobrze opisy etnografów dotyczące społeczno­
ści plemiennych, traktujących aparat fotograficzny jako
przedmiot, który może skraść duszę. A więc wynalazek ten
dotykał także innego wymiaru, transcendencji. Ten sposób
patrzenia na fotografię przez te społeczności jest co prawda
konsekwencją utożsamiania „materialnie i psychologicznie"
wszelkich portretów ze swoim pierwowzorem, jak pisał
Lucien Lévy-Bruhl (1992:68). Francuski uczony zaznaczał
bowiem, iż członkowie tych społeczności jakikolwiek obraz
postaci człowieka postrzegali zgoła w wymiarze mistycznym,
tak samo jak siebie samych. Nic więc dziwnego, że aparat
fotograficzny, który obrazy te robił całkowicie wiernie, został
mocno powiązany ze sferą sacrum. „Pewnego razu w wiosce
leżącej nad dolnym biegiem rzeki Jukon podróżnik nastawił
aparat fotograficzny, by zrobić zdjęcie ludzi kręcących się
przy swych domach. Gdy nastawiał obiektyw, podszedł do
niego wódz wioski żądając, by pozwolono mu zajrzeć pod
czarną chustę. Po otrzymaniu zezwolenia wpatrywał się
uważnie przez minutę w poruszające się na matówce postacie,
po czym nagle odskoczył i krzyknął na cały głos do ludzi: On
ma wszystkie wasze cienie w swej skrzynce'."- tak brzmi kla­
syczny już dzisiaj tekst etnologiczny (Frazer 1965:182-183).
Współcześni Hindusi towarzyszący ceremonii palenia zwłok

50

nad świętą rzeką Ganges w Benares nie pozwalają foto­
grafować obrzędu ciekawskim turystom, gdyż może to spo­
wodować zagubienie duszy.' W kulturze ludowej początkowo
fotografia funkcjonowała na dość podobnych zasadach. Jed­
nak Roch Sulima (1992) w swojej pracy o fotografii pisze, że
jej funkcja magiczna - traktowanie zdjęcia jako „cienia" czy
„duszy" - w obecnej kulturze ludowej występuje w formie
całkowicie szczątkowej. Nie sposób się z tym nie zgodzić.
Współczesna ogromna powszechność wykonywania zdjęć
musiała oczywiście wpłynąć na „oswojenie" i „zeświec­
czenie" natury fotografii przez kulturę typu ludowego, przy­
najmniej w jej tradycyjnym odczuwaniu. Może mieć to jednak
również konsekwencje przeciwne. Podobnie zresztą jak to się
ma w przypadku współczesnego zlaicyzowanego świata,
gdzie następuje - trochę w inny sposób - „ponowne jego
zaczarowanie". Tak więc mamy również w fotografii powrót
sacrum w innej postaci, jej ponowne zaczarowanie. Znowuż
fotografia - w świadomości kultury typu ludowego - zyskuje
na powrót zdolność przenikania światów.
CUD
Chęć doświadczenia cudu jest ogromna. To ona w dużej
mierze formuje postawy religijne wielu ludzi. Więcej - sądzę,
że bez cudu wiele osób mogłoby stracić wiarę w Boga. Bo
przecież, czyż może być większy dowód na Jego istnienie niż

II. 1. Fotografia słońca, R z y m

�II. 2. Okonin к. Grudządza

t l . 3. Hostia na dachu stodoły, Radomin

jakiś rodzaj bezpośredniego znaku? Bo chodzi właśnie o znaki
o charakterze nienaturalnym, a takie mogą pochodzić wyłącz­
nie z „tego innego świata", którym w chrześcijaństwie
„rządzi" Bóg (por. Otto 1993:90-91).
W polskiej literaturze doczekaliśmy się bardzo dobrego
terminu na określenie miejsca i potrzeby cudu w doświad­
czeniu religijnym - „wrażliwość mirakularna". Wynika ona
ze „stałego oczekiwania niezwykłości, niegodzenia się na
trwanie bez doświadczenia tajemnicy tego, co niepojęte,
nadrealne" (Hemka, Olędzki 1990:12).
Doświadczyć cudu można w różny sposób - może to być
bezpośrednia relacja (świadectwo) kogoś, kto sam cud prze­
żył, może to być własne uzdrowienie, może to być zobaczenie
twarzy Boga na korze drzewa lub na szybie, można ujrzeć
krew płynącą z oczu gipsowej figury. Wszystko to są znaki
Boga dla ludzi. Wszystko to są jednak pewne znaki pośrednie.
Moc Boga/sacrum pozwala na ingerencję w rzeczywistość
ziemską. Są to te wszystkie przeróżne odmiany hierofanii,
o których pisał Eliade (1993).
Ale czy można Boga po prostu zobaczyć? Nie chodzi już tutaj
o znak jakiś skierowany do ludzi, ale o odkrycie prawdziwej
boskiej postaci. Sensualizm i antropomorłizm ludowej religijno­
ści i mentalności ciągle daje o sobie znać, pozwalając nadawać
fizyczne cechy ludzkie nie tylko - co jest jak najbardziej
uprawomocnione - Matce Boskiej i Jezusowi, ale też Bogu Ojcu.
Jest to zgodne zresztą z liczną chrześcijańską ikonografią,
zarówno znajdującą się w kościołach, jak i na rozpowszech­
nianych - dawniej i obecnie - domowych przedmiotach kultu
religijnego. Ikonografia ta zawsze wywierała wpływ na zbiorowe
wyobrażenia religijne. Nie zawsze jednak były one tożsame,
a więc różnorodne wizerunki poszczególnych postaci funkc­
jonowały obok siebie bez przeszkód. Żaden z nich w zasadzie nie
stawał się obowiązującym kanonem, a więc „prawdziwe"
wizerunki Boga Ojca, Jezusa, Ducha Świętego oraz Matki
Boskiej - która oczywiście nie jest Bogiem, ale w religijności
ludowej często zajmuje bliskie Jemu miejsce - pozostawały
nieznane. W zasadzie do tej pory tylko jeden wizerunek
posądzany był o rzeczywiste ukazanie oblicza Jezusa. Chodzi
tutaj oczywiście o wizerunek z całunu turyńskiego.

ści ich zaistnienia - a mianowicie cud, którego nie można
zobaczyć gołym okiem. Nie chodzi więc tutaj o fotografie np.
twarzy Matki Boskiej, którą widać na korze drzewa lub
szybie. Chodzi o rejestrację na kliszy zjawisk odczytywanych
jako prawdziwa obecność w ziemskim wymiarze „innego
świata", transcendencji, sacrum. Dzięki fotografii zwiększa
się także krąg społeczny odbiorców, którzy mogą doświad­
czyć widzenia cudu. Na wielu bowiem fotografiach „cudow­
ny" znak widzi każdy, zupełnie niezależnie od osobistego
nastawienia religijnego. Widzą go także ateiści. Do dyskusji
pozostaje więc tylko wiara w jego prawdziwość. Nie miejsce
oczywiście tutaj na tego typu rozważania. Mówimy o WIE­
RZE, czyli o czymś całkowicie subiektywnym i niesprawdzal­
nym żadnymi naukowymi metodami. Jednak dla wielu ludzi,
którzy widzą cud na fotografii, właśnie len fakt jest dowodem
koronnym na prawdziwość cudu, na prawdziwość wiary
i Boga. Przecież fotografia nie kłamie, bo nie może kłamać,
jest przecież - zdaniem większości ludzi - wynalazkiem,
który rejestruje rzeczywistość taką, jaka jest, w stu procen­
tach. Taki pogląd w kulturze typu ludowego jest ciągle czymś
powszechnym, mimo zakwestionowania go współcześnie
przez teoretyków i filozofów fotografii oraz samych foto­
grafów. Mimo zaniku wielu innych - teoretycznie ważniej­
szych - czynników „prawdy obiektywnej", fotografia ciągle
stoi po części niewzruszona na straży obiektywnego poznania.
Staje się jednym z niewielu bastionów modernizmu wobec
wszechpotężnego i szalejącego postmodernizmu.

FOTOGRAFIE CUDOWNE
Cuda widzą wizjonerzy, nieraz osoby bliskie im duchowo,
zdarzają się też cuda oglądane przez tysiące ludzi. Na
fotografiach pojawia się jednak jeszcze inny aspekt możliwo-

Fotografie cudowne bywają różne, tak jak różne bywają
same cuda, tak jak różnorodne może być doświadczenie
sacrum czy Boga. Są więc i takie, które zdają się być mniej
oczywiste, gdzie obraz nie jest jednoznaczny. U pielgrzymów
znajdujących się na miejscach objawień jednak również i one
nic wywołują żadnych wątpliwości. Są widocznymi dowoda­
mi istnienia Boga (sacrum). I jako takie nie są poddawane
w zasadzie żadnym racjonalizacjom.
Popatrzmy więc na kilka przykładów fotografii cudow­
nych, które krążą wśród współczesnych Polaków Najczęś­
ciej spotkać je można w miejscach szczególnych, tzn. tam,
gdzie wcześniej zdarzały się cuda Matki Bożej. Tak było np.
w Okoninie koło Grudziądza. W niedzielę 13 czerwca 1995
roku w rocznicę objawienia Matki Boskiej, Mężczyzna (lat ok.
50.), na parkingu prezentował pielgrzymom oprawioną foto­
grafię, którą wykonała kilka miesięcy wcześniej jego żona.
Zrobiła ona zdjęcie drzew w Okoninie, przy których pięć lat

57

ł

�II. 4. Promień światła wychodzi z ciata Vcroniki Lucken; il. 5. Cu­
downa fotografia z Bayside. „Sługa Henry odziany s i ó d e m k a m i "

wcześniej Matka B o s k a objawiła sic po raz p i e r w s z y Krzysz­
tofowi C z a m o c i c , miejscowemu rolnikowi. Podczas p u b l i c z ­
nej prezentacji fotografii Ż o n a skromnie stała z boku, to jej
m ą ż wziął na siebie c i ę ż a r opowieści. N a t y m zdjęciu - j a k
przekonywająco wyjaśniał M ę ż c z y z n a setkom pielgrzymów
- w p r a w y m g ó r n y m r o g u widać 3/4 twarzy Boga Ojca, na
lewo od niej t w a r z y Jezusa oraz p o n i ż e j - skrzyżowane b i a ł e
p r o m i e n i e - to D u c h Ś w i ę t y . W i z e r u n k i tc są j e d n a k

mało

wyraźne, w zasadzie tworzą je nieostre białe pasy. N a j cickawiej przedstawia się sprawa ujęcia t w a r z y Boga Ojca,
gdyż 1/4 część znalazła się poza kadrem. Sugeruje to, że
rzeczywiście B ó g b y ł obecny na m i e j s c u objawień i po prostu
- przypadkowo został sfotografowany. W y g l ą d a w i ę c na to, ż e
fotografia z o s t a ł a wykonana poza i n t e n c j ą samego Boga.
M i n i m a l n i e i n n e ustawienie aparatu pozwoliłoby zapewne na
zdjęcie całej Jego twarzy. F a k t ten m o ż n a również, jak sądzę,
zinterpretować w kategoriach f a ł s z u i prawdy. Mianowicie,
jest w t y m także - wyrażona /трЛс/гс - sugestia, że fałszerze
u m i e ś c i l i b y oczywiście całą t w a r z Boga Ojca. Stałem obok
M ę ż c z y z n y dwa razy po kilkadziesiąt m i n u t , słuchając jego
w y j a ś n i e ń oraz k o m e n t a r z y l u d z i . T r u d n o m i oczywiście
u s t a l i ć dokładną liczbę słuchaczy i widzów. W ten dzień
pogoda była wspaniała, świeciło słońce i było bardzo ciepło.
Nic więc dziwnego, że do O k o n i n a zjechało około stu
a u t o k a r ó w , n i c mówiąc j u ż o podobnej l i c z b i e samochodów
osobowych. Wszyscy pielgrzymi, idąc na miejsce objawień.

52

przechodzili kolo samochodu Mężczyzny. Zdecydowana wię­
kszość zatrzymywała się. Łatwo więc przyjąć, iż fotografię
mogło zobaczyć nawet 4 tysiące osób. Przy mnie przewinęło
się tam ich przynajmniej kilkaset. Nikt nie wątpił w praw­
dziwość przedstawianej fotografii. Mało tego - głośnym
zachwytom nie było końca. Każdy, kto już zobaczył, zaraz
dalej opowiadał i pokazywał następnym, ciągle dochodzącym
nowym pielgrzymom.
Podzielić się cudem - to ważne. Staje się wtedy pielgrzym
nosicielem samego sacrum, współuczestniczy w dziejącej się
cudowności. Nie ma co podejrzewać, że w opisanym wyżej
przypadku chodziło o pozyskanie pieniędzy. Małżeństwo
w ogóle ich nie zbierało, nie prowadziło też zapisów na
fotograficzne odbitki. Po prostu chciało podzielić się czymś
wyjątkowym, co je spotkało, a co nie może przecież spotkać
każdego. Tak, nic każdy może zrobić zdjęcie Trójcy Świętej.
Nic jest to tylko wykonanie zdjęcia w odpowiedniej chwili, na
odpowiednim miejscu. Do tego trzeba być odpowiednio ducho­
wo przygotowanym. Podkreślał to Mężczyzna mówiąc, że jego
Żona potrafi się bardzo gorliwie i długo modlić, a jemu samemu
zapewne nigdy nie udałoby się takiego zdjęcia wykonać. Jest
więc modlitwa drogą pewną i jedyną dla kontaktu z sacrum,
nawet kontaktu tak „tajemniczego" jak poprzez fotografie.
Nic nie wiem o autorze innego zdjęcia ukazującego stodołę
za domem, w którym mieszkała slygmalyczka Jadwiga Bartcl.
także doświadczająca objawień Maiki Boskiej i Jezusa.
W Radominie (woj. toruńskie), gdzie mieszkała, działo się
wiele różnych „cudownych" zjawisk. Tutaj przyjrzymy się
tylko jednemu zdjęciu, które krąży wśród pielgrzymów. Na
stodole widać białe, małe kółko. Według pielgrzymów jest to
hostia. Trudno wytłumaczyć, dlaczego akurat dach stodoły
został uznany (przez sacrum) za lokum odpowiednie dla
pojawienia się tam Najświętszego Sakramentu. Były przecież
dużo lepsze i bardziej, wydawałoby się, odpowiednie miejsca,
chociaż stodoła występuje tutaj jako tło dla krzyża po­
stawionego na podwórku, gdzie objawiała się Matka Boska.
Z osobą Jadwigi Bartcl związana jest pewna nieformalna
grupa religijna, wśród której wielką popularnością cieszą się
- bardzo dla nas ciekawe - zdjęcia z Bayside z USA, które
pielgrzymi pokazują na równi z tymi polskimi. W Bayside od
1975 Matka Boska objawia się Vcronice Lueken. Trudno
powiedzieć, dlaczego akurat te objawienia zyskały w Polsce
popularność. Prawdopodobnie rozpowszechniali je odwiedza­
jący polskie miejsca objawień zagraniczni wizjonerzy. Jedno
jest natomiast pewne - Bayside jest czołowym miejscem na
świecie pod względem ilości powstających tam cudownych
fotografii. Są one bardzo rozmaite i - co tu dużo mówić
- niecodzienne. W zasadzie można powiedzieć, że są bardzo
udziwnione, szokujące, a jednocześnie naiwne. Naiwne dlate­
go, że dla każdego, kto zna się chociaż trochę na fotografii,
technologia ich powstania od razu staje się jasna. Uzyskać
podobne efekty może każdy, kto chociaż w średnim stopniu
pojął zasady fotografii. Oczywiście, dla przekonanych o pra­
wdziwości tych zdjęć pielgrzymów nic ma to żadnego
znaczenia, bo przecież Bóg w swej wszechmocy może także
w taki sposób ingerować w proces fotograficzny. Kilka
fotografii zostało wykonanych w kaplicy w czasie modlitw,
głównie podczas odmawiania różańca. Jest w tym wyraźna
sugestia, że właśnie ten rodzaj modlitwy jest szczególnie
predestynowany do kontaktu z sacrum. Wtedy to właśnie
sacrum „schodzi" na ziemię i pojawia się tuż obok odmawia-

�jących modlitwę. Inne zdjęcie jest jeszcze bardziej tajem­
nicze. Oto sługa Henry, najbliższy współpracownik Veroniki,
jest - jak informują podpisy na tej fotografii - „odziany
siódemkami". Na tym pogrążonym całkowicie w mroku zdję­
ciu, ledwo widoczna postać mężczyzny (sługa Henry) zakryta
jest przez świetlne promienie, warstwowo układające się
rzeczywiście w kształt kilkunastu nałożonych na siebie
siódemek. Pozostawiono to bez komentarza, ale przecież każ­
dy wie, że siedem jest liczbą szczególną, magiczną. A jednak
słowo „magia" w relacjach pielgrzymów nigdy nie pada.
Na fotografii Veroniki widać wychodzący z jej ciała
„cudownie gruby promień światła... To niebieskie światło jest
białe", jak zapisano na odwrocie zdjęcia. To, zdawałoby się,
całkowicie nielogiczne zdanie nie wzbudza żadnego zdumie­
nia i nie skłania nikogo do refleksji. Wielokrotnie powtarzane
działa na zasadzie magicznej formuły. Nie ma ono - co
prawda - zmieniać niczego w fizycznej realności świata, ale
utwierdza nadprzyrodzone efekty na fotografii. Dobitnie
wskazuje również na łączność Veroniki z sacrum (wg pielg
rzymów promień świadczy o obecności Ducha Świętego). Bo
sacrum - jak odczuwają to pielgrzymi - wymyka się wszelkim
racjonalizacjom. Na nic zda się tutaj „mędrca szkiełko i oko".
Jednym z najbardziej dziwnych, a w relacjach pielgrzymów
- najstraszniejszych zdjęć, jest sfotografowana, tak po prostu
PRZESTROGA DLA ŚWIATA. Oczywiście, trzeba na nią
patrzeć jako na jedną z możliwych manifestacji sacrum.
Zdjęcie wygląda dosyć demonicznie. Można więc dać upust
wyobraźni i próbować doszukiwać się śladów personifikacji
- jest zarys głowy, trochę podobny do stereotypowych
wyobrażeń czarownicy, są wyciągnięte w przód ręce. „Prze­
stroga" jest bialo-żółto-czerwona. To nic, że trudno sobie
nawet wyobrazić, w jaki sposób można sfotografować coś tak
niematerialnego i abstrakcyjnego, jak „przestrogadla świata".
Ale to przecież jest znak sacrum, bardzo wymowny, bo
zawierający w sobie dużą dramaturgię oraz diagnozę stanu
świata pod koniec XX wieku.
Sacrum uwidacznia się także na fotografiach polskich
wizjonerów. Na zdjęciu najsłynniejszego z nich - Kazimierza
Domańskiego z Oławy - widać wielką białą smugę, która
zasłania twarz wizjonera. To - jak opowiadają pielgrzymi
- Duch Święty. Widać tutaj, że fotografie Ducha Świętego
mogą być bardzo różne - od delikatnego zarysu gołębia do
nieregularnego grubego promienia/ W pielgrzymach takie
metamorfozy nie wywołują w zasadzie żadnych obaw. Tutaj
bowiem wszystko wydaje się być możliwe i - tak naprawdę
- nic nie wywołuje zdziwienia.
Fotografie cudowne wykazują jeszcze jedną niesamowitą
właściwość. Otóż oprócz tego, co widać na nich wprost, tzn.
oprócz widocznych wprost przejawów sacrum, można-zna­
jąc odpowiednie reguły - zobaczyć coś więcej. Najczęściej
trzeba po prostu odwrócić w odpowiedni sposób fotografię.
I lak na opisanym powyżej zdjęciu pokazywanym przez
Małżeństwo w Okoninie, po odwróceniu go do góry nogami
widać - jak twierdzili liczni pielgrzymi - modlącego się
papieża. Ciekawe, że o zjawisku tym opowiadał nie Męż­
czyzna, ale zupełnie niezależna grupa pielgrzymów posiada­
jących małą odbitkę zdjęcia. Mężczyzna pytany o ten
- w końcu nie bez znaczenia - szczegół stwierdził wręcz, że
on sam tego nie widzi, więc o tym nie mówi. Był w tym, jak
sądzę, zdecydowanie uczciwy i wiarygodny. Oczywiście nic
wszystkie cudowne fotografie po odwróceniu dają podobne

Cudowne fotografie z Bayside: it. 6. „Przestroga dla świata",
¡I. 7. .,Dwie trójki po odwróceniu dają dwie litery W (wojna wojna
= war war)

efekty. Jednak - przy tym zwielokrotnionym oddziaływaniu
sacrum na proces fotograficzny - wywołują one jakby
proporcjonalnie większy jeszcze entuzjazm.
Na jednym zdjęciu z Bayside widoczne są grube pomarań­
czowe promienie układające się w dwie trójki (3) - co według
relacji oznacza „ostrzeżenie". Dodatkowo zwracano uwagę,
żc 33 to liczba lat Jezusa, kiedy poniósł śmierć na krzyżu.
Mamy więc także tutaj odniesienie do powszechnie znanej
symboliki cyfry 3 (można tutaj ułożyć całą listę porównań do
symboliki znanej ze starożytności i chrześcijaństwa, zob.
Forstner 1990:43-44). Na tym jednak ta fotografia nic
wyczerpuje swoich sakralnych znaczeń - gdyż dwie 3 po
odwróceniu fotografii dają dwie litery W, co jak mówią
pielgrzymi znaczy „Wojna, Wojna". (Dobrze, że po angielsku
słowo wojna zaczyna się także na literę w). Także więc to
pełne symbolicznych odniesień zdjęcie jest swoistą apokalip­
tyczną przestrogą dla świata.
Apogeum cudownych zdjęć - spośród tych, które miałem
w ręku - jest fotografia słońca wykonana przez nieznanego
autora w Rzymie. Otóż po wywołaniu filmu okazało się, że
zamiast zdjęcia słońca (czego wykonanie samo w sobie nie
jest proste) widać, ni mniej, ni więcej, tylko papieża Jana
Pawła I I płaczącego i przytulonego przez Matkę Boską. Te
gesty pielgrzymi bezbłędnie kojarzyli z tymi, które zapamię­
tali z sytuacji składania gratulacji przez kardynała Stefana
Wyszyńskiego nowo wybranemu na urząd papieża Karolowi

53

�I

Wojtyle. Słońce szczególnie często występuje jako miejsce
znaku sacrum. Tak było w Fatimie, tak jest w Medjugorie, tak
jest i w Okoninie, gdzie setki ludzi „widzą" drgające słońce,
a pojedyncze osoby dostrzegają na tarczy słonecznej hostię.
Słońce jest bardzo mocno związane z sacrum. Nic dziwnego
więc, że w świętym mieście Rzymie, tuż przy miejscu
zamieszkania następcy św. Piotra na Ziemi, fotografia słońca
może dać takie efekty.
Można - jak sądzę - powiedzieć, że na fotografiach
powstają wręcz epifanie czy teofanie świetlne. Nie może to
przecież dziwić, gdyż światłość była współistotna Jezusowi
już przy jego narodzinach (Eliade 1994:50). Takie epifanie
świetlne są znane w bardzo różnych religiach świata; można
mówić nawet o różnych mitologiach światłości (Eliade 1994).
Nie można wreszcie zapomnieć, że właśnie Światło zajmuje
bardzo ważne miejsce w pojawiających się relacjach ludzi
przeżywających śmierć kliniczną.
Eliade zaczyna tekst o „przeżyciu światłości mistycznej" od
analizy snu, w którym nieświadome przeżycia religijne chro­
nią się i czekają na dojście do świadomości współczesnego
człowieka. Nasuwa się tutaj - przy zachowaniu kluczowych
odmienności - pewna paralela pomiędzy snem, jak w anali­
zach Eliadego, a możliwościami, które posiada fotografia
w odczuciach pielgrzymów z miejsc cudownych objawień.
Gdzieś bowiem pojawia się podobieństwo ich natury, podo­
bieństwo stanu podświadomości i istnienia drugiego dna,
czekających na ujawnienie przy sprzyjających okolicznoś­
ciach. Także do przeżycia teofanii świetlnej na fotografii
pasują słowa Eliadego (1994:15), że „wszystkie przeżycia
światłości nadprzyrodzonej można sprowadzić do wspólnego
mianownika: ten, kto doznaje takiego przeżycia, podlega
przemianie ontologicznej, zyskuje nowy sposób istnienia,
który zapewnia mu dostęp do świata duchowego". Bo właśnie
wielu pielgrzymów w miejscach objawień najmocniej przeży­
wa cuda na fotografiach. Nie są one ulotne, są dane na stałe
i można je nosić w torebce czy w kieszeni, przenosząc cud
dalej i pokazywać go tym, którzy są tego spragnieni.
Zsumujmy - w miejscach objawień sacrum na fotografiach
przybiera bardzo różne kształty - są to nieregularne linie,
niczym błyskawice przeszywające kadr, nieraz dość mocno
rozmazane, grubsze, a więc jakby wolniejsze, spokojniejsze,
bardziej statyczne. Układają się one w dość czytelne symbole
(cyfra 7) lub przybierają kształt rysunku. Jest i hostia, a kul­

minacją są twarze Boga Ojca i Jezusa. Znamienne jest, że tylko
na jednym zdjęciu widać Matkę Boską, i to na zdjęciu nie
wykonanym w miejscu objawień (!) (w zdecydowanej większo­
ści związanych z objawieniami Matki Boskiej), a w Rzymie,
centrum chrześcijaństwa, nie związanym z Matką Boską
w sposób tak bezpośredni. Czyżby istniała tutaj jakaś zasada
przemienności - jeżeli objawia się w jakimś miejscu Matka
Boska, to fotografie tam zrobione ujawniają na swoim drugim
obliczu wizerunki Boga, Jezusa, sacrum, nigdy natomiast Matki
Boskiej. Widać z tego, że samo objawienie Maryi jest jakby
forpocztą do objawień bardziej jeszcze ukrytych. Są one przygo­
towaniem na spotkanie z Bogiem, sacrum w innym jeszcze
wymiarze. Zastanawiający, ale wiele mówiący, jest także fakt, iż
na fotografiach cudownych oprócz postaci Boga, Jezusa, Matki
Boskiej, oprócz rozmaitych świetlnych hierofanii, pojawia się
jedna i tylko jedna osoba żyjąca - a mianowicie papież Jan Paweł
П. Pokazuje to zupełnie wyjątkową pozycję, jaką zajmuje On we
współczesnej religijności oraz we współczesnej kulturze maso­
wej (por. Czachowski 1992, Łozińska 1992, Zowczak
1991:58-135). Być może uwidaczniają się tutaj odczucia i suges­
tie podobne do tych, które pozwalają mówić o obecnym papieżu,
że madarbilokacji, czyli możliwość występowania jednocześnie
w kilku całkowicie różnych miejscach na świecie. Taką to
bowiem informację powtarzają członkowie nieformalnej grupy
religijnej związanej z osobą Jadwigi Bartcl, wśród której krążą
cudowne fotografie z Bayside.
FOTOGRAFIE I SACRUM
Na fotografii można więc zarejestrować praktycznie wszys­
tko. To już nie jest TYLKO dokumentowanie rzeczywistego
i realnego obrazu świata. To jest jeszcze FOTOGRAFOWA­
NIE SACRUM, TRANSCENDENCJI, BOGA. I to często
fotografowanie sacrum, jakby przypadkowo, które niewidocz­
ne gołym okiem jest obecne podczas różnych wydarzeń
(modlitwa, objawienie) czy też w różnych „świętych" miejs­
cach (Rzym). Czy Louis Daguerre mógł przypuszczać, dokąd
zaprowadzi ludzi jego wynalazek? A może miały rację te ludy,
które od samego początku jednoznacznie zaklasyfikowały
aparat fotograficzny jako przedmiot magiczny, który kradnie
duszę, który może przenikać świat sacrum, fascynujący, ale
i przerażający? Czy fotografia - tak jak postrzega ją współ­
cześnie mentalność typu ludowego - przypadkiem nie wyka­
zuje tych samych właściwości co sacrum?

PRZYPISY
' Informację tę uzyskałem od dr Marii Nawojczyk.
tarzach tacza je z działaniem sacrum, UFO lub ogólnie ze zjawiskami
- Podobne w duchu i bardzo różnorodne fotografie drukuje czasami
paranormalnymi.
czasopismo „Nieznany Świat" (1/1995,3/1996). Zarówno osoby przysyła­
' O genezie chrześcijańskiej symboliki Ducha Świętego jako gołębicy
jące negatywy i odbitki, jak i dziennikarze w odredakcyjnych komen­
i slupie obłoku zob. np. Forstner 1990:106, 230-232
B I B L I O G R A F I A
Czachowski Hubert
1992 Pomyfta, /? W&amp;a, mir - рггусгулдк &amp;i
лут,, „Lud", s. 191-204'

л Ы mifümi wspofczw-

Eliade Mircea
1993 Tmtwif o Wfoni rffigii, Wydawnictwo OPUS, Łódź
1994
i (Wnvg)M, Wydawnictwo KR, Warszawa
Forstner Dorothea OS В
1990 aviar .(ymW/h rArzf.fci)wútig/,
Warszawa

Instytut Wydawniczy PAX,

Frazer James George
1965 ZWa Ся&amp;ц. PIW, Warszawa
Lévy-Bruhl Lucien
1992 СгуллоМ wmysfowr w д/мксгелсПудсл pif люГлусл, PWN, War­
szawa

54

Łozińska Kinga
1992 Уол / W W // - болдкг т д а л и у wyoWz/w. .Literatura Ludowa", nr. I
Olędzki Jacek, Andrzej Hemka
1990
WVuZ/woAf mirabi/аглд, „Polska Sztuka Ludowa", nr. 1, s. 8-14
Otto Rudolf
1993 .&amp;i'!{fo.fc, Wroclaw, Thesaurus Press
„Roses, The Message of Our Lady and Our Lord to Veronica Lueken",
czasopismo wydawane w Bayside. New York, 2.10.1990 oraz inne
bez daty
Stefański Lech Emfazy, Michał Komar
1982 W magu do /муслогголЩ Wiedza Powszechna, Warszawa
Sulima Roch
1992 Л/6ыт „cimi". Mowo í/ofogni/ia w Wfwrze Wowej. s. 116-126,
w: tegoż Mowo / «Год. Śzbc* &lt;v Wfwrze, Kraków
Zowczak Magdalena
1991 g o W f f w.« - mi/ / afgrforypy, Wiedza o Kulturze, Wroclaw

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9582" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9560">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a4901325591b7049a78b7b549cb814ff.pdf</src>
        <authentication>02fe320a2635e75c690ffc7d05f34d10</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114078">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2616</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114079">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114080">
                <text>1997</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114081">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2431</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114082">
                <text>Obraz i realizm. Notatki przy Baconie / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114083">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.3-4, s.42-49</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114084">
                <text>Czaja, Dariusz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114085">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114086">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114087">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114088">
                <text>I

Obraz i realizm.
Notatki
przy Baconie
Dariusz Czaja

О/ ДДЛД,

№'e ma ^zorana

Francis Bacon, Paryż 1987

7. Łe guffa effe yardw?

2. foza (y/M me prd&amp;u/g mdiwc, рго&amp;ы/{ ma/owoć

Na początku jest tak, jak powinno być na początku. Lawa
wyciekająca z pękniętego Nic stopniowo przybiera formy
widzialne. Niebo i ziemia już uczynione. Światło oddzielone
od ciemności. Ciała niebieskie zawieszone na sklepieniu
nieba. Ryba morska nurkuje w wodnej toni, ptactwo skrzyd­
late przecina powietrze, zwierzątko naziemne sprawdza stabi­
lność podłoża. Nazwy rozdane, taksonomiczny porządek
wprowadzony. Trawa dająca nasiona i drzewo rodzące owoce
formują skąpy zaczątek ziemskiej scenografii. „A Bóg wi­
dział, że wszystko co uczynił było bardzo dobre" (Rdz 1,31).
Obraz i Podobieństwo, zrazu niepewnie, z czasem coraz
śmielej, przechadza się po ogrodzie Eden. A w nim „drzewa
miłe z wyglądu i smaczny owoc rodzące", a także rzeka
nawadniająca uprawną ziemię. Czy podoba się wam ten
ogród? Bardzo, bardzo nam się podoba. Czy należy do was?
Tak, jak najbardziej. Uważajcie, żeby wasze dzieci go nie
zniszczyły!
Na początku jest tak, jak powinno być na początku. Drzewa
są miłe z wyglądu i wszystko jest bardzo dobre. Ziarna
wątpliwości nie zasiane. Pytanie nie trwoży się o odpowiedź,
sprzeczności nie wiedzą jeszcze, że mają być sprzecznoś­
ciami. Doświadczenie zaokrągla się w jedyny, dający się
pomyśleć kształt: kulę. W soczystą doskonałość jabłka.
W pełnię bez kantów. Ale już niedługo, w tym kolorowym
obrazku, w układance, w której wszystkie elementy z jakąś
przedustawną koniecznością do siebie pasują, pojawi się rysa.
Pomiędzy byt i powinność wślizgnie się cień. Katastrofa
rozpocznie się jak zawsze: pogodnym prologiem.
Bo wąż nie spał...

Malarze, jak i bodaj wszyscy ci, dla których etykietę
„artyści" rutynowo rezerwujemy, rzadko bywają wylewni
w próbach opisania twórczości własnej. Wyjąwszy, rzecz
jasna, egzemplarze patologiczne, w których nieukojona po­
trzeba ekshibicji spotyka się z równie mocną żądzą autokreacji. Ci pierwsi więc, przymuszeni i nagabywani, z trudem,
o ile w ogóle, odpowiadają na proste, czyli nieproste, pytania
krytyków: co? po co? dlaczego? Czy to z lęku przed
nieuchronnymi uproszczeniami, czy z deprymującej wiedzy,
że opór materii jest zbyt wielki, czy z poczucia nieusuwalnej
nieprzejrzystości każdej świadomości, czy z przekonania, że
słowo, choćby nie wiadomo jak giętkie i tak nie trafi w istotę
rzeczy, czy z błogosławionej awersji do grzebania się we
własnych bebechach, czy z przewrotnej lub lenistwem pod­
szytej chęci przerzucenia na oglądających ciężaru inter­
pretacji, czy z kilkunastu innych, dających się jasno (bądź nie)
wyartykułować powodów, najczęściej, gdy dochodzi do pytań
najbardziej zasadniczych, natrafiamy na zwyczajowe: nie
wiem... nie bardzo to rozumiem... trudno mi powiedzieć... nie
potrafię tego oddać w pojęciach... nie sposób o tym mówić...
nie umiem tego nazwać... Lingwistyczna ściana niemocy.
Czasem na ratunek przychodzi żart i autoironia: „W ogromnej
pracowni Tadzia na Floriańskiej było nieco mniej schludnie,
czerwona skarpetka przybita do ściany stanowiła nawet
akcent buntowniczy. (...) Natchnione się w tej pracowni
odbywały posiedzenia. (....) Tadzio, zaaferowany, nalewał,
a potem, przymuszony, objaśniał własne obrazy:' Tu ci takie
jedzie do góry, rozumisz, cieniutkie, pi pi pi, a tu pazur wyłazi

42

�z boku, to wcale nie pazur, tylko rondclek wisi na gwoździu,
ale właściwie pazur...'.'" Dreptanie naokoło, przebijanie się
przez skorupy języka, wciąż ponawiane próby zbliżenia się do
„rzeczy", by w chwili kiedy już spodziewamy się objawienia
prawdy, całej prawdy i tylko prawdy, usłyszeć niespodziewa­
nie: pi pi pi... Piszący o obrazach nie są w lepszej sytuacji.
„Gdybym ja mógł weneckie kurtyzany/Opisać..." Kurtyzany
Carpaccia, owszem, jakoś opisać można, o czym Miłosz
dobrze wie, a wiersz jest tego widomym świadectwem. To nie
jest problem największy. Kłopot istotny w tym, że ów opis
daje ledwie przybliżony obraz rzeczy. To prawda: słowo
w niczym nie przypomina farby. Struktura języka rozmija się
z materią malarską. Konwencja jest sitem przepuszczającym
jedynie okruchy rzeczywistego. Adekwatny przekład jest
wykluczony, możliwość ekwiwalencji zawieszona do od­
wołania. Ale i coś jeszcze: gdyby nawet udało się sporządzić
pewien modelowy, laboratoryjnie perfekcyjny (cóż by to
miało znaczyć?) opis obrazu, to i tak nie można by powie­
dzieć, że udało się nam go w pełni i do końca „wytłumaczyć".
To, co w sztuce najistotniejsze, skutecznie opiera się ra­
cjonalizacji. „Rozmowa o obrazach jest zawsze beznadziejna
- to tylko rozmowa wokół obrazu - ponieważ gdyby można
było wytłumaczyć swój obraz, można byłoby wytłumaczyć
swój instynkt"/ Te ostatnie słowa są autorstwa Francisa
Bacona. Niezależnie od tego, jak uwagę o instynkcie bliżej
rozumieć (wprost: somatycznie, biologizująco czy przenoś­
nie: jako wyciągnięty przypadkowo z podręcznego słownika
aluzyjny kryptonim czegoś bardziej eterycznego), Bacon ma
rację: rozmowy o obrazach często, o ile nie najczęściej, od
obrazów właśnie odchodzą. Drogi ucieczki są zawczasu
przygotowane. W zależności więc od predylekcji mówiącego,
malarstwo skrapla się w historię, w psychologię, w socjologię,
w biografistykę. We wszystko, co obrazem nie jest, a co chce
jego miejsce zająć i w jego zastępstwie o nim świadczyć.
Zapytany o sposoby odczytywaniajego malarstwa, o swobodę
interpretacyjną, jaką przyznaje oglądającemu, Bacon od­
powiedział: „Ludzie mogą mówić, co im się podoba, nawet ja
sam nie interpretuję swoich prac. Mówiąc to, nie twierdzę, ze
nic mnie nie inspiruje. Pracuję, patrzę, ale nie usiłuję niczego
tłumaczyć. Poza tym nie próbuję mówić, próbuję malować."
(DS, 196)
W przerwach pomiędzy malowaniem coś jednak, mimo
wszystko, udało mu się powiedzieć. I to wcale nie tak mało,
jak mogłaby sugerować ujawniona przed chwilą minimalistyczna deklaracja. Niemoc niemocą, beznadziejność bez­
nadziejnością, ale uzbierało się tego całe 200 stron wydania
polskiego (z uwzględnieniem, co prawda, 146 ilustarcji).
David Sylvester, w trakcie wielu rozmów z malarzem,
z których wykroił i skomponował dziewięć oddzielnych
całości składających się na książkę, wydarł z malarza chyba
tyle, ile wydrzeć się dało. Zapewne, powie ktoś, można było
wydobyć więcej. Pewnie też nie wszystko, co nagrane,
weszło do ostatecznej wersji książkowej i to nie tylko ze
względów kompozycyjnych. Po pierwsze: są jednak granice
szczerości, po drugie: pomysł, że w rozmowie osiągnąć
można szczerość całkowitą, jest nieprzytomnym urojeniem.
Ale i to, co zawiera książka, jeśli porzucić zachłanność,
zupełnie wystarczy. Zarówno to, co zostało wypowiedziane

wyraźnie, jak i to, co nie zostało dopowiedziane do końca,
a co najwyżej zasugerowane.
Zgodnie z przytoczonym wcześniej oświadczeniem, w du­
żej części są to rozmowy toczące się „wokół obrazu",
w bliższym lub dalszym oddaleniu od malarstwa. Choć,
naturalnie, wszystko, o czym jest mowa, grawituje w jego
Stronę, próbuje oświetlić, bo przecież nie wyjaśnić
różne strony tej twórczości. Opowiada więc Bacon nieco
o sobie: o kadrach pamięci przywołujących młodość w Irlan­
dii („w naszym domu były worki z piaskiem w oknach. Kiedy
wychodziłem z domu, wiedziałem, że za każdym rogiem mógł
kryć się snajper"), o edukacji i zaletach szkoły („Ciągle
uciekałem, więc mnie w końcu z niej zabrali"), o roli spożycia
w twórczości („Nie stworzyłem zbyt wiele po pijanemu...
Namalowałem i/trzyzowawe w 1962 roku, piłem wtedy całą
noc"), o przywiązaniu do luksusu („Żyję, można powiedzieć,
w nędzy"), o swojej pracowni („Mam tu bałagan, bo chaos
podpowiada mi nowe pomysły"), o namiętności do hazardu
(tradycyjna ruletka - tak; rosyjska, w manierze de Staela
- zdecydowanie nie), o sensie życia („Patrzyłem na psie
gówno na ulicy i nagle zdałem sobie sprawę, że takie jest
właśnie życie"), o smaku i żądzy życia („Życie jest takie
krótkie i kiedy się poruszam, patrzę i czuję, chciałbym żeby
trwało"). Materiały do wypracowania na nieśmiertelny lemat:
Malarz - życie i twórczość/
Sporo jest też informacji o różnorodnych fascynacjach
Bacona. O inspiracjach i obsesjach czysto malarskiej natury:

Fotografie swojej twarzy wykonane w automacie
przez F . Bacona

fotograficznym

43

�3. Jesfe/м /м%е&amp;олдл;у, że гедйг/л рожинел zorW od&amp;ryfy
лд nowo

Zdjęcie radiograficzne czaszki

0 fotografiach Muybridge'a („Źródłem moich serii mogą być
te książki Muybridge'a, w których ruch ludzki pokazany jest
na oddzielnych fotografiach"), o fotografiach gazetowych
(„Ciągle oglądam w gazetach zdjęcia piłkarzy, bokserów
1 tym podobne, zwłaszcza bokserów"), o ważnych dla niego
książkach: fozyc/e w radiogra/ú' („wywarła na mnie ogrom­
ny wpływ"); rzecz zawierająca ilustracje kolorowych filtrów
i rozmaitych rodzajów cieczy („Ilustracje te zainspirowały
różne sposoby ujmowania przeze mnie ciała ludzkiego");
Czrery Warfefy, Sweeney Agom'jfgJ („Zawsze czułem, że
znajduję się pod wpływem Eliota"), o fascynacji kinem,
przede wszystkim о Рдлсегл:Ы РогюЫа'ш'е („Wywarł na
mnie głębokie wrażenie. Mam na myśli cały film, sekwencję
ze schodami odeskimi i tę jedną klatkę" - chodzi o kadr
przedstawiający krzyczącą kobietę [DC]), o fapiezw /ллоселгут X Velasqueza („Zawsze uważałem, że to jeden z naj­
większych obrazów na świecie. Był moją obsesją"). Po­
trafimy zatem już nieco odpowiedzieć na pytanie s k ą d ? ,
znacznie trudniej dać odpowiedź na pytanie j a k i d l a ­
czego?
Większość tych danych, jak i wiele innych, pominiętych
w tej przykładowej wyliczance, a pochodzących z rozmów
z Sylvestrem, została już wielokrotnie i na różne sposoby
wykorzystana przez krytyków w analizach twórczości Bacona
(Sylvester, Berger, Deleuze, Leiris, Russel, Ades). Wypowie­
dzi malarza objaśniały, komentowały jego obrazy, podpierały
i uzasadniały różnorodne pomysły interpretacyjne. Wśród
jego uwag pojawiają się również i takie, które chociaż
formułowane wobec i odnoszące się do własnego dzieła,
wyraźnie poza nie wykraczają, mają wymiar znacznie ogól­
niejszy. Dotyczą tematu powracającego w wypowiedziach
Bacona regularnie, z różnym nasileniem, w coraz to nowych
sformułowaniach i doprecyzowaniach. Chodzi o jego pojmo­
wanie malarstwa. Kluczem do niego jest pojęcie realizmu.

44

Nic bodaj nie budzi u Bacona takiej abominacji jak
malarstwo ilustracyjne. „Ilustracyjność" to nie jest w jego
słowniku letnie, opisowe określenie. To inwektywa. Ilu­
stracyjność funkcjonuje jako negatywny element opozycji:
jest zaprzeczeniem tego, co realne. Różnica pomiędzy ilust­
racyjnym a nieilustracyjnym sposobem przedstawiania jest
taka: „ilustracja przemawia bezpośrednio do rozumu i wiesz
od razu, czego dotyczy. Forma nieilustracyjna najpierw
oddziałuje na uczucia, a następnie powoli przenika z po­
wrotem do rzeczywistości. Nie wiem, jak to się dzieje. Może
to wynikać z wieloznaczności wszystkich rzeczy, z niejasno­
ści wizerunków. W związku z tym ten sposób zapisu bliższy
jest rzeczywistości dzięki swojej niejednoznaczności".(DS,
56) Ilustracja jest wyłącznie dyskursy wna, przejrzysta, jedno­
znaczna. Forma nieilustracyjna jest złożona, najpierw i przede
wszystkim intuicyjna, nieprzejrzysta, wielowarstwowa. Pier­
wsza wyczerpuje się w sobie, w drugiej jest jakiś trudny do
zdefiniowania nadmiar. W obrazach ilustracyjnych mamy
formę potwierdzenia tego, o czym i tak już wcześniej
wiedzieliśmy, utrwalają one jedynie obiegowe sposoby wi­
dzenia, są niczym miękki fotel: wygodne i bezpieczne.
Przedstawienia nieilustracyjne przypominają raczej, by przy­
wołać inny mebel, łoże z gwoździami. Wyrywają nas z co­
dziennej drzemki, niszczą rutynowe przyzwyczajenia, wpro­
wadzają niepokój biorący się ze spotkania z nieznanym,
wystawiają oglądającego na ryzyko i niepewność. Tylko one
utrzymują pewien niejasny związek z rzeczywistością. Są
realistyczne.
Co to jednak znaczy: „realistyczne"? Jakiego rodzaju
miałby to być realizm? Interesujący w tym kontekście jest
stosunek Bacona do fotografii. Nie chodzi tu o to, jaką wagę
przywiązywał do niej w swojej pracy, jaki robił z niej użytek
artystyczny, ale o to, jak widział miejsce tego wynalazku
w sytuacji sztuki współczesnej. Nie tak znowu odległe, bo
sprzed stulecia pochodzące lęki malarzy przed fotografią,
obawy, że wyruguje ona i w końcu zastąpi obraz, z dzisiejszej
perspektywy mają już tylko wymiar anegdotyczny. Przy
czym, niechęć ta podszyta była nierzadko hipokryzją (część
malarzy korzystała, nie przyznając się do tego, z zapisu
fotograficznego), co nadawało całej sytuacji nieco farsowy
wymiar. Gorzej, że w tej bojaźni ujawniło się charakterystycz­
ne dla tamtego czasu materii pomieszanie: owiane scjentyficznym duchem pretensje - jak się miało okazać: tylko pretensje
-fotografii do oddawania „prawdziwej" rzeczywistości skon­
frontowano z archaicznymi jakoby możliwościami (płótno,
pędzel, farba) malarstwa. Wynik wydawał się przesądzony...
Najwyraźniej nie przemyślano wówczas poważnie sensu
i istoty obydwu mediów ani relacji między nimi.
Bacon nie obawia się fotografii, ale ma do niej stosunek
ambiwalentny. Z jednej strony jest jej perwersyjnym apologe­
tą: „Fotografie są według mnie w dziewięćdziesięciu dziewię­
ciu procentach bardziej interesujące od malarstwa abstrakcyj­
nego czy figuratywnego. Fotografie zawsze mnie prześlado­
wały". (DS, 30) Perwersyjnym dlatego, że obiektem jego
admiracji nie jest z pewnością przypisywana powszechnie
fotografii zdolność obiektywnego - „takiego, jakim jest
naprawdę" - rejestrowania świata. Fascynacja bierze się stąd,

�że dostrzega on w obrazie fotograficznym niewielkie od­
chylenie, nieznaczne odejście od rzeczywistości, co sprawia,
że zapisana na materiale światłoczułym rzeczywistość staje
się jeszcze intensywniejsza: „Obraz fotograficzny sprawia, że
zastanawiam się nad rzeczywistością głębiej, niż gdybym na
nią patrzył". (DS, 30) Fotografia ciekawi go właśnie dlatego,
że wbrew potocznemu zwrotowi o „fotograficznej wierności",
nie jest ona w istocie wierną kopią rzeczywistości. Jest
interesująca nie przez to, co chce intencjonalnie pokazać, ale
przez to, co o p r ó с z tego, niechcący, mimowolnie pokazu­
je. Ale jest też inna strona fotografii i , generalnie, technik
reprodukujących rzeczywistość. I fotografia, i film są według
Bacona zamachem na tradycyjnie pojęty sens wizerunku.
Postrzegamy świat, chcąc nie chcąc, poprzez mnożące się
w postępie geometrycznym coraz doskonalsze technicznie
obrazki. W wymiarze masowym odbierają one zdolność
bezpośredniego widzenia rzeczy. Ale dla malarza ta sytuacja
nie tylko nie jest zagrożeniem, ale przeciwnie: może stać się
wyzwoleniem. Wymusza bowiem kreatywność, skłania do
poszukiwania nowych środków wyrazu: „W miarę rozwoju
kina i innych technik malarz musi wykazywać coraz więcej
inwencji. Musi na nowo odkryć realizm. Musi wlać realizm do
systemu nerwowego przez swoją inwencję, bo nie ma już
dzisiaj czegoś takiego jak naturalny realizm". (DS, 176)
Postulat poszukiwania nowego realizmu bierze się też z prze­
konania o anachroniczności i nieadekwatności uznanych
i oswojonych estetycznie sposobów przedstawiania: „wszel-

kie próby powrotu do figuracji w najbardziej akceptowanym
sensie były zupełnie nieudane i bezsensowne... Nie można
dziś powtórzyć renesansu czy sztuki dwudziestego wieku.
Potrzeba czegoś nowego. Nie może to być ilustracyjny
realizm, ale realizm wypływający z prawdziwej inwencji,
z nowego arbitralnego ujęcia rzeczywistości". (DS, 178-179)
Realizmy się starzeją. Rzeczywistość nie chce się już zmieścić
w foremki, których używano kiedyś.
Bacon określa swój projekt na razie negatywnie. W każdym
razie jedno już wiemy na pewno, ó w realizm nie jest tu pojęty
naiwnie: naśladowczo i ilustracyjnie. Różni się więc w punk­
cie wyjścia od, dobrze zadomowionej w nowożytnym malarst­
wie zachodnim, platońskiej koncepcji пителл. Opisany
w X księdze Pańffwa malarz był jedynie twórcą widziadeł,
wyglądów rzeczy. W schizmatycznej ontologii Platona od­
dzielającej ostro świat idei od świata rzeczy wizerunki tych
ostatnich znajdowały się dopiero „na trzecim miejscu w sto­
sunku do rzeczywistości" (10, 599 A). W hierarchii bytów,
przykładowo, idea łóżka stoi wyżej od łóżka wykonanego
przez rzemieślnika, a to z kolei stoi wyżej od łóżka namalowa­
nego. Postępująca degradacja. Jeśli rzecz jest cieniem idei, to
obraz rzeczy jest ledwie cieniem cienia. O ile wytwory
rzemieślnika znaleźć mogą pragmatyczne przynajmniej uza­
sadnienie, o tyle dzieło malarza takich, jak i żadnych innych
racji nie znajduje. Sztuka, zrównana tu z lustrzanym od­
biciem, z biernym naśladownictwem, z prostym odwzorowa­
niem kreuje świat pozoru i złudy. Wprowadza w obszar
nierzeczywistości. Malarz, tym samym, staje się zwodzicielem, iluzjonistą, sztukmistrzem.
Oczywiście, Bacon w swoim sprzeciwie wobec realizmu,
który znajdował swoje uzasadnienie w mimetyzmie typu
rejestrującego, kopiującego, ilustracyjnego, nie odkrywa ziemi
nieznanej. Realizm tak rozumiany, roztrzaskany został (Cezan­
ne, abstrakcja, kubizm) wiele lat wcześniej. Ciekawe jest, że
mimo to operuje on, wydawałoby się całkowicie zgranym
i zupełnie nieprzydatnym do założonego projektu, hasłem
„realizm". Czy jest to tylko przywiązanie do słowa, czy kryje
się za tym coś więcej: „Według mnie tajemnicą współczesnego
malarstwa jest sposób oddawania podobieństwa, wyglądu.
Wiem, że można je zilustrować, sfotografować. Jednakże jak
można uchwycić tajemnicę podobieństwa i tajemnicę jego
tworzenia? Jest to nielogiczne podejście do czegoś, co, mamy
nadzieję, da logiczny rezultat. Chodzi o to, że malarz myśli, iż
uda mu się nagle stworzyć coś w całkowicie nielogiczny sposób
i że to będzie absolutnie realne, a w przypadku portretu
rozpoznawalne jako osoba". (DS, 104) Oddawanie podobieńst­
wa? naśladowanie wyglądu? rozpoznawalność zakładająca
porównanie obrazu z rzeczywistością? O co tu naprawdę
chodzi? Czyżby Bacon, wbrew wcześniejszym deklaracjom,
był zwolennikiem mimetyzmu na modlę platońską? Czyżby
cierpiał na syndrom iluzjonisty Zeuxisa, który, wedle legendy
odnotowanej przez Platona, tak wiernie odmalował winogrona,
że ptaki myliły wizerunek z rzeczywistością? Do czego więc
odnosi się przymiotnik „realny"?

Sergiusz Eisenstein, kadr z filmu „Pancernik Potiomkin" (1925)

W uwagach na temat malowania portretu, obok znanych już
stwierdzeń, pojawiają się nowe wskazówki: „Zawsze pragnę
zniekształcać wygląd ludzi, nie mogę malować ich dosłownie.
Na przykład myślę, że spośród dwóch portretów Michela
Le irisa ten, który jest mniej dosłowny, jest w istocie bardziej
poruszający. Najdziwniejsze jest to, że choć twarz Michela

45

�formie, czy konieczne jest tu czynienie porównań między
obrazem a rzeczywistością: „Dzieło sztuki ma swoją we­
wnętrzną siłę i w ten sposób do nas przemawia". Bacon
potwierdza: „Oczywiście. Dzieło sztuki ma swoją własną
moc, ponieważ odkrywa na nowo swój realizm". (DS, 172)
4 Mime^ü niejedno ma imię

jest raczej okrągła, to jego cechy lepiej podkreślają kształty
wąskie i podłużne. Nie wiadomo więc. co decyduje o tym, że
coś wygląda bardziej realnie. Naprawdę chciałem, by portrety
oddawały jego podobieństwo. Malowanie portretu nie ma
sensu, jeśli nie chce się osiągnąć podobieństwa. Wąska
i podłużna twarz z portretu nie ma nic wspólnego z praw­
dziwym Michelem, a jednak przypomina go bardzo mocno.
Tak przynajmniej uważam. To jedna z tych rzeczy, których
nie da się w malarstwie wytłumaczyć. Chciałbym, by moje
obrazy były coraz bardziej sztuczne, coraz bardziej, jak się to
mówi, rozbite". (DS,146) No więc dobrze: w „nowym"
realizmie nie chodzi z pewnością o iluzyjną dosłowność. Ale
w dalszym ciągu Bacon porównuje, dalej stara się o uchwyce­
nie podobieństwa. Chociaż twarz Michela jest okrągła, to
realniejszy jest Michel podłużny. Jak to się dzieje? Prawdziwa
zagadka. Ale czy Michela żywego z Michelem namalowanym
w istocie coś łączy? Fajka namalowana to jednak nie jest
fajka, demonstrował niegdyś Magritte. Prosta referencja
obrazu zostaje zawieszona. Do czego więc odsyła, jeśli
odsyła, obraz z twarzą Michela Leiris? W innej wypowiedzi
rzuca Bacon nieco światła na naturę związku pomiędzy
„materią" wyjściową, tematem a tym, co zostaje później na
płótnie. Realność tego, co namalowane, nie łączy się wprost
z tym, od czego zaczyna się pracę: „Nie musi być z tym
związana, ponieważ stworzyłeś realny ekwiwalent tematu,
który jest tym, co pozostaje. Musisz od czegoś zacząć
i rozpoczynasz od tematu, który stopniowo, jeśli wszystko
idzie dobrze, staje się coraz mniej istotny. Wtedy otrzymuje­
my pozostałość, którą nazywamy realnością i która być może
ma coś wspólnego z tym, od czego zaczynaliśmy. Zazwyczaj
jednak jest to bardzo słaby związek". (DS,180) Być może ma
coś wspólnego. Ale co? W którymś momencie rozmówca
Bacona zgłasza zasadniczą wątpliwość dotyczącą tego, czy
realizm dzieła nie tkwi inherentnie w nim samym, w jego

46

Czyżby więc brak konsekwencji? Bacon jak gdyby nie
mógł się zdecydować, o jaki realizm mu chodzi: z jednej
strony chce porównywać namalowane z rzeczywistym, z dru­
giej obstaje przy względnej autonomii dzieła samego. Mimetyzm rozumiany jako bliżej niedookreślone, ale jednak na­
śladowanie ściera się tu z pojmowaniem sztuki, której
mimetyzm w sobie, w swoich granicach znajduje racje
i uzasadnienie. Tak jakby platonik walczył tu z arystotelikiem.
To w Poefyce właśnie, dziele poświęconym zasadniczo sztuce
słowa, znajdujemy fragment odnoszący się do sztuk przed­
stawiających, który można uznać za częściowo polemiczny
wobec platońskiego ujęcia /мимеи,?: „Cieszy nas oglądanie
obrazów, że patrząc na nie jesteśmy w stanie rozpoznać
i domyślić się, co każdy z nich przedstawia, że np. ten
przedstawia to a to. A jeśli się zdarzy, że nie widzieliśmy
wcześniej przedstawionego przedmiotu, przyjemność sprawia
nam nie sam jego wizerunek, lecz raczej staranne wykonanie
dzieła, jego koloryt lub inne tego rodzaju rzeczy" \ Nie ma już
potrzeby ani konieczności porównywania przedstawienia
z rzeczywistością. Wewnętrzna organizacja dzieła ma byt
samowystarczalny. Arystotelesowska mimefú nie jest bo­
wiem naśladowaniem lustrzanym rzeczy. Wedle Arystotelesa
poeta przedstawiać powinien - a postulat ten rozciągnąć
można na inne rodzaje twórczości - raczej zdarzenia niemoż­
liwe, lecz prawdopodobne niż możliwe, ale nieprawdopodob­
ne. Prawdopodobieństwo zaś odnosi się do świata przed­
stawionego dzieła, mieści się w nim samym, podczas gdy
możliwość odsyła do rzeczywistości, do tego jak rzeczy
istnieją. U Platona koncepcja mimejü była funkcją założeń
ontologicznych. W ujęciu Arystotelesa, najogólniej, mimejú
uwolniona od koncesji ontologicznych traktowana jest jako
pojęcie czysto operacyjne.^ Odnosi się do wewnętrznej or­
ganizacji dzieła samego.
Czy zatem w pojęciu realizmu u Bacona rysuje się
wewnętrzne pęknięcie? Jest spór czy nie ma sporu? Wydaje
się, że jednak nie. Naśladownictwo u Bacona nie ma przecież,
przy wszystkich powierzchownych zbieżnościach, nic z pla­
tońskiej bierności kopiowania, jest zdecydowanie, po arystotelesowsku, dynamiczne. Porównanie, o jakim mówi Bacon,
ów sprawdzian siły i intensywności dzieła, o ile w ogóle ma
miejsce, wyraźnie nie zachodzi pomiędzy wizerunkiem atzw.
obiektywną rzeczywistością, a więc taką, jaka dana jest w po­
tocznym oglądzie bądź w produkcie mechanicznej rejestracji,
ale pomiędzy dziełem a uchwyconą okiem malarza w i z j ą
rzeczywistości. Jeśli więc mowa jest o jakiejś ekwiwalencji, to
dotyczy ona wyłącznie tych dwóch ostatnich elementów. Poza
tym Bacon cały czas mocno akcentuje sztuczność przedsta­
wienia. „Muszę sprawić, by [obraz] był wystarczająco odległy
od innych obrazów, chcę pokazać falę i plażę niemal jako
oderwany fragment, tak aby ten obraz wyglądał sztucznie
i jednocześnie bardziej realnie, niż gdyby przedstawiał morze
przelewające się przez piaszczystą plażę". (DS, 148) Sztuka

�musi być sztuczna. Ten tautologiczny banał prowadzi do
niebanalnej tezy, której paradoksalność trafia w istotę rzeczy:
im większa sztuczność, tym większa szansa na uzyskanie
prawdy przedstawienia. Prawdy, a więc osiągnięcia w obrazie
intensywności i takiego zestrojenia budujących go elementów,
by nabrały cech wewnętrznej konieczności. Krótko: realizmu.
„Niszczyć", „deformować", „zniekształcać" - to najczęś­
ciej pojawiające się w wypowiedziach Bacona słowa od­
noszące się już nie do teorii obrazu, ale wprost do samej roboty
malarskiej. Jego obrazy z pewnością nie przypominają luster­
ka wiernie odzwierciedlającego powierzchnię rzeczywistości.
Jeśli już, to raczej gabinet krzywych luster: „Moim celem jest
zniekształcić obiekt tak, by był daleki od swego wyglądu, ale
zniekształcenie to musi być zapisem ewokującym wygląd".
(DS, 40) Bacon nieustannie psuje sobie grę. Sobie i innym.
Niszczy zarówno „naturalne", bezpośrednie odniesienia do
rzeczywistości, jak i elementy wprowadzające narracyjność
przedstawienia. Przekreśla tym samym niepisany pakt o nie­
agresji pomiędzy obrazem a oglądającym, na mocy którego
przedstawienie winno spełniać przyzwyczajenia i nawyki
percepcyjne widza. Dzięki tym destrukcyjnym zabiegom stara
się unicestwić wszelkie ślady realizmu ilustracyjnego. Defor­
mując, odkształcając przedmiot przedstawienia, Bacon poka­
zuje go w zupełnie nowym świetle. Wyrwany z sieci codzien­
nego, potocznego, rutynowego spojrzenia, skłania, zmusza,
by zobaczyć go na nowo, jakby po raz pierwszy. Praktyka ta
przypomina nieco brechtowski efekt obcości. W Baconowskim realizmie, odwrotnie niż w jego „klasycznym" XIX-wiecznym rozumieniu, nie chodzi o rozpoznanie znanego
w nieznanym, ale o coś całkiem przeciwnego: o dostrzeżenie
nieznanego w znajomym. O zerwanie z przedmiotu plastra
zwyczajności. „Zawsze starałem się oddawać rzeczywistość
tak bezpośrednio i surowo, jak tylko mogłem, ale ludzie
uważają, że to przerażające". (DS, 48) Chodzi o typ realizmu,
który jest również zaprzeczeniem zdroworozsądkowego, tak
zwanego „realistycznego podejścia do rzeczywistości". To
drugie, wbrew nazwie, byłoby raczej jakimś łże-realizmem,
realizmem skłamanym, realizmem koncentrującym się ledwie
na powierzchni rzeczy. Na różnice między tymi realizmami
wskazuje trafnie Nicola Chiaromonte:
„Przedmioty, sytuacje, 'fakty','sprawy', w swoim wymia­
rze codziennym, w swoim znaczeniu potocznym, jakie zgod­
nie i powszechnie im się nadaje, nie mają w sobie nic
tajemniczego, a nawet są wręcz przeciwieństwem tajemnicy:
tworzą świat bezpieczny, chroniący przed wszelkimi nie­
spodziankami i wszelką niejasnością.
W taki właśnie sposób pojmuje rzeczywistość 'realista'
(zarówno realista w dziedzinie estetyki, jak i polityki). Istnieje
jednak inny sens rzeczywistości, ten mianowicie, który kryje się
za sensem powszechnie przyjmowanym i nieokreślonym, za
wieloraką wartością wszystkich spraw, rzeczy i sytuacji. Rzeczy­
wistość widziana z punktu widzenia tego innego sensu staje się
święta, to znaczy przerażająca. Nie można oprzeć się sile
wzroku, jak spojrzeniu Gorgony (jak miłości, zabójstwu, zazdro­
ści, ambicji, szaleństwu). Gdyż patrząc na nią, widzi się, jak
dalece wszystko w poczynaniach ludzi jest niesprawiedliwe,
a mimo to jednocześnie usprawiedliwione, gdyż wtedy wbija się
wzrok pod powierzchnię niedorzeczności i widzi, że to, co
niedorzeczne, tyle samo znaczy w zbrodni i szaleństwie, ile to, co
wzniosłe. A też widzi się wyraźnie, jak bardzo cienka i przejrzys-

Velasquez, Portret papieża Innocentego X, 1650 (poprzednia strona),
i studium tego obrazu F. Bacona (1953)

ta jest - o ile jest - ta przegroda oddzielająca nieodwracalne od
zwyczajnego, katastrofę od pogodnego życia.
A przecież ten właśnie sens powinien uwzględniać realista,
jeżeli podchodzi do życia z powagą. Ponieważ ograniczanie się do
potocznej wartości spraw i rzeczy nie jest niczym uzasadnione:
sprawy i rzeczy mają swoją osobliwość, swoje piękno, swoją
brzydotę, swoją rozważnośc i bezsensowność, swój porządek
i nieład - istnieją wszystkie razem i jednocześnie każda oddzielnie.
Kiedy w końcu dotrze się jakoś do tej wielości sensu
i bezsensu w tych samych rzeczach, staje się wobec ich
świętości. Ściślej mówiąc wobec tego, czemu Grecy przypisy­
wali w ostatecznym rachunku cechy i wygląd bóstwa lub
demona. Wobec nieznanego. Wszystkie ludzkie poczynania
mają taką właściwość"/
Z takiego właśnie, tak pojmowanego, realistycznego spoj­
rzenia wychodząc, poprzez uporczywe zdzieranie masek,
w drodze konsekwentnie stosowanej strategii deziluzji, budu­
je Bacon swój realizm obrazu. Deformacje przedmiotowe,
obok ostrego zazwyczaj, „odrealnionego", płasko kładzione­
go koloru tła oraz przezroczystych „klatek", to tylko jej jeden,
może najbardziej rzucający się w oczy, element. Widać więc
wyraźnie, że nie o destrukcję dla samej destrukcji tu chodzi, że
odwrotną stroną tych „negatywnych", niszczycielskich prak­
tyk jest wymierny „pozytywny" rezultat: obraz zyskuje na
realności. To zaś oznacza wyrafinowaną, co należy tu tłuma­
czyć jako: maksymalnie oczyszczoną z przypadkowych ele­
mentów, prostotę („w typie egipskiej rzeźby") i intensyw­
ność przedstawienia. Założona antymimetyczność była więc

47

�I

tylko rodzajem walca mającego oczyścić przedpole. Destyla­
cja, redukcja, eliminacja. Ale co, jako konsekwencja tego typu
zabiegów, na tym przedpolu się pojawia? Wydaje się, że
jednak... лн/пел». Ale nie jest to już mimería naiwna, oparta na
prostym powielaniu, kopiowaniu, naśladowaniu rzeczywisto­
ści, na odniesieniu do jej zewnętrznych, powierzchniowych
aspektów, ale тнмелл zmierzająca do odsłonięcia ukrytego
porządku rzeczy, dotarcia do takich wymiarów rzeczywisto­
ści, które dla oka tkwiącego w świecie „naturalnego na­
stawienia" są - z nawyku, z wygody, z przywiązania do
bezpieczeństwa-zatajane, pomijane, w najlepszym wypadku
spychane na margines. Tak rozumiana kategoria mimefü
przypominałaby szestowowską apoteozę nieoczywistości.
Nie byłaby już narzędziem zakłamującym rzeczywistość, ale
instrumentem głęboko poznawczym: połączeniem wykrywa­
cza kłamstw z sondą głębinową. Ten zaś, w efekcie, budował­
by rzeczywistość obrazu rozumianą jako widzialny ekstrakt
niewidzialnego, jako ujawnienie wewnętrznej struktury rzeczy.
Postawa i poglądy Bacona w tej kwestii wydają się o tyle
ważne i warte uwagi, że wyraźnie idą pod prąd dominującego
w zachodnim myśleniu o sztuce, literaturze, humanistyce
nurtu antymimetycznego. Załamanie porządku mimetycznego zrodziło się z poczucia nieprzystawalności dzieła (teks­
tu, obrazu) do rzeczywistości przezeń przedstawianej. Na
wiele sposobów dowodzono i ujawniano fakt, że świat dzieła
jest światem skonstruowanym, ostentacyjnie „zrobionym", że
przedstawienie ma się nijak do rzeczywistości, że jest raczej
przegrodą między nami a rzeczą niż oknem na tę rzecz
otwierającym, że realizm to tylko nazwa konwencji, w skład
której wchodzi zużyty zestaw chwytów pozorujących rzeczy­
wistość i pretendujących co najwyżej do jej przedstawienia
czy opisania. Metafora lustra, tak mocno obecna w zachodniej
retoryce estetycznej i epistemologicznej, zaczęła mieć jak
najgorsze konotacje. М/шелл opisywano w kategoriach przy­
pominających relacje pana i niewolnika: to arbitralny, sztucz­
ny, autorytarny i represywny porządek mistyfikujący rzeczy­
wistość, więziący jego użytkowników w szklanej klatce form,
które skutecznie uniemożliwiają zetknięcie z „nagą" rzeczy­
wistością. Ta ostatnia zresztą sama jest iluzją. Czy jednak
w tej zrodzonej ze szczerego odruchu poznawczego i bez­
sprzecznie pogłębiającej samoświadomość artystyczną pasji
antymimetycznej nie wylano przypadkiem dziecka z kąpielą?
Czy nie stało się tak, że efektem zarzucenia uroszczeń
mimetycznych (w jakiejkolwiek postaci) jest rosnący nar­
cyzm sztuki współczesnej? Nędza i jalowość ogromnych jej
obszarów, z przyzwyczajenia już tylko sztuką zwanych,
obfitujących w dzieła zajmujące się kontemplacją własnego
ogona, sugerowałaby odpowiedź potwierdzającą.
W projekcie realizmu Bacona obecne są, jak widzieliśmy,
bardzo intensywne zabiegi antymimetyczne. Eksponuje on, na
ile się da, sztuczność sztuki. Trudno więc posądzić go
o prostoduszną naiwność ilustratora-kopisty. Ale wyraźnie to
tylko
¿gffrwgMf całego przedsięwzięcia. Cel właściwy
umieszczony jest gdzie indziej. Bacon solidnie przygotowuje
grunt, bo m i m o w s z y s t k o chce odnosić swoją sztukę
do rzeczywistości. Chce ją malarsko nazywać i o niej mówić.
Chce ją nie naśladując naśladować. Realizm spojrzenia
transformuje się tu w realizm obrazu. Ale nie jest to zależność
prosta. Przykładowo: obecność lęku i przemocy, tak często
podkreślana w jego płótnach, nie jest w żadnym razie, jak się

Cimabue, Ukrzyżowanie (odwrócone) z 1272-1274

czasem naiwnie sugeruje, zwykłą funkcją życiowych okolicz­
ności. „Można powiedzieć, że zawsze żyłem pośród różnych
form przemocy, która wywarła na mnie pewien wpływ.
Jednak ta przemoc mojego życia, przemoc, wśród której
żyłem, różni się od przemocy w malarstwie. Przemoc farby
nie ma nic wspólnego z wojną. Ona usiłuje przemienić
przemoc rzeczywistości". (DS, 81) Zależność genetyczna
więc odpada. Podobnie: „brutalność faktu", określenie tak dla
Bacona ważne, że pod pewnymi względami można by uznać
je za synonim „nowego realizmu", nie odnosi się do mniej lub
bardziej uchwytnych drastyczności obrazu, ale zwraca uwagę
na jakości czysto malarskie, powtórzmy raz jeszcze: na
intensywność i siłę przedstawienia. „Żywa", obserwowalna,
doświadczana rzeczywistość zastyga w formie dzieła. To do
niej, a nie do rozpoznawalnego tematu, odnosi się najpierw
i przede wszystkim nazwa „realizm".
Nie ma w myśleniu Bacona śladu sporu o istnienie świata.
Przeciwnie: za jego rozumieniem malarstwa stoi mocne
przekonanie, że świat, ze swoimi stronami przyjemnymi jak
i całą swoją potwornością (zwłaszcza z tą ostatnią) naprawdę
j e s t . I dalej: że sztuka jest szczególnego rodzaju aktywnoś­
cią poznawczą penetrującą „świat realny" aż do granic jego
poznawalności. Samo zaś malowanie ożywia beznadziejna
nadzieja, że są rzadkie chwile, w których jego ukryty, do
duchowego porządku należący, wymiar udaje się odsłonić.
„Narzędzia, jakimi posługujemy się, są istotnie prymitywne
- kij z przytwierdzoną na końcu kępką szczeciny, prostokątna
deska, pigmenty, oleje", jak pisał - ręką Herberta - w swym
liście do Leeuvenhoeka Johannes Vermeer/ Środki, w istocie,
nie są wyszukane. Ale to niczego, gdy chodzi o to, co
w materii sztuki najważniejsze, nie zmienia.

Czy podoba się wam nasz ogród? Owszem, ale nie za
bardzo:
„Po zdjęciu czarnych okularów
ten świat przerażający jest tym bardziej
Prawdziwy jest. Właściwe barwy

�Studium Ukrzyżowania, część tryptyku F . Bacona (1962)

wpełzają na właściwe miejsca
Wąż ślizga s i ę po wszystkim, co napotka. Właśnie
nas dotknął"/
Czy podoba się wam nasz ogród? No, nie całkiem. Nie
zupełnie nam się podoba. Kolorowy obrazek radosnego
Początku zaczernił się wyraźnie. To, co z niego pozostało,
tworzy już tylko zetlały dagerotyp utraconej niewinności.
Ogród malowany przez Bacona w niczym nie przypomina
ogrodu Eden. To, w najlepszym wypadku, ogród zoologiczny,
o ile nie, w niektórych płótnach, ogród koncentracyjny.
Zadziwiająco zgodne w podkreślaniu takiego właśnie „treś­
ciowego" wymiaru realizmu obrazów Bacona są wypowiedzi
oglądających.

Karpiński: „Oko wyolbrzymione, usta przesunięte, defor­
macja nie picassowska, bez porównania b a r d z i e j r e ­
a l i s t y c z n a i o k r u t n a , [podkr. DC] Wychodzi skryta
zmaza każdego człowieka, coś, co budzi strach: tak być może,
tak jest. Twarze zniekształcone, pogruchotane kości. Ukrzy­
żowanie bez odkupiąjącej mocy. Stałym motywem obrazów
Bacona jest może nie tyle grzech pierworodny, co pierwotna
skaza, obecna na twarzy i w osobowości współczesnego
człowieka."*
Herling-Grudziński: „Nie znam we współczesnym malarst­
wie równie potężnej i równie /%ус%л€/ wizji samotności
człowieka rzuconego w świat, rozpiętego na samym swoim
istnieniu, umęczonego nim., zagubionego w pustce rzeczywis­
tości.""
Nowosielski: „Zło w sztuce Bacona jest tak nieskończenie
groźne właśnie dlatego, że zdaje się posiadać byt substancjonalny. Obrazy UJbzyżow%m Bacona wydobywają z aktu
ukrzyżowania aspekt infcmalny nie mający żadnego zakorze­
nienia w metafizycznym przezwyciężeniu zła. Ukazują coś,
co można nazwać złem absolutnym.""
Czyżby obrazy Bacona były malarską prefiguracją piekła?
Bądźmy ostrożni. Chociaż... Ów infernalny motyw zbyt
uporczywie obecny jest w opiniach o malarstwie Bacona, by
go lekceważyć. Przywołajmy jeszcze jeden, tym razem,
kulturowy „tekst".
ВдАмддд Tima Burtona odesłano już, nie wchodźmy w to,
czy słusznie i wedle jakich kryteriów, do narożnika z napisem
„kultura masowa". Bez względu jednak na wartościujące
zaszeregowanie może być on czytany również jako metatekstowa antologia wątków i tematów współczesnej kultury
popularnej i w tym, dla nas, jego wartość poznawcza. Oto
w jednej ze scen demoniczny Joker, zajęty permanentną walką
z siłami Dobra, odwiedza wraz ze swoją świtą muzeum
w Gotham City. Ściany obwieszone arcydziełami malarstwa.
Świątynia piękna. Zanosi się niechybnie na bluźnierczą fiestę.
I rzeczywiście: wesoła ekipa zaczyna chlastać kubłami farby
po wszystkim, co znajdzie na ścianach. Rembrandt, Degas,
Renoir, Vermeer... Nic nie zostaje oszczędzone. Prawie nic.
W pewnym momencie Joker staje przed obrazem Bacona.
Zwraca się do pomocnika: „Zaczekaj. Ten mi się podoba. Nie
niszcz go". Swój, do swego, po swoje? Groteskowy żart to
tylko czy wyraz kulturowej samowiedzy? Najkrótsza i naj­
głębsza definicja realizmu Bacona?
Te pytania trochę niepokoją. A nawet

bardzo.

PRZYPIS Y
' J. Woźniakowski, Ov
dzff/f ze J Z / w b * , Warszawa 1974, s. 155-156;
Tadzio = Tadeusz Brzozowski.
' D. Sylvester, /fozmwwy z f/wre-wem gwcwiem. ДгыЫлол; yütfu, przel.
M.Wasilewski, Poznań 1997, s. 99; dalej w tekście używam skrótu DS i podaję
numer strony.
' Próby nowego przemyślenia „niepoprawnej metodologicznie" relacji
miedzy biografía i dziełem przynosi zbiór: Źycff wrryjfy. ? m № m y
ürfy.\V)rz/%f/, pod red. M . Poprzęckiej, Warszawa 1995
^ Arystoteles, fof/уЫ, przeł. H. Podhielski, Ossolineum 1983,1448b, 15-20
Por. P. Ricoeur, /'míe dm7 Л/агшгае, (tum. К. McLaughlin. D. Pellauer,
Chicago 1984-1988, t.l

* N. Chiaromonte, Co pozwffa/e?, przeł. S. Kasprzysiak, „Tygodnik Po­
wszechny" nr 37:1995, s. 8
^ Z. Herbert, Afarfwa /wfura z wfdzfdbm, Wroclaw 1993, s. 168
* M. Świetlicki, ¿f дылд еде j'on/m?, w: M. Świetlicki, W. Wilczyk, 20
nifzapwnníwiycA przefw^w f /0 tu/fwwycA /f//^rw/», Kraków 1996 b.n.s.
^ W. Karpiński, Дтггу*оллЫе cif/uf, Wroclaw 1997, s. 180
G. Herling-Grudziński, Z)zúwü* рйоду
V97J-/979, Warszawa
1990, s. 204
" Z. Podgórzec, Mó/ Oinafu.Y. Лс/z^wy z Jerzym AfowüjffüJWm, Białystok
1993, s. 11

49

I

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9581" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9559">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/44de9dc151b402b73e8b60e03e2668f7.pdf</src>
        <authentication>2068a60157a46ca2ea44d5042c4e956d</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114068">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2624</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114069">
                <text>1997</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114070">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2439</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114071">
                <text>Modlitwa żywiołów / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114072">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.3-4, s.97-107</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114073">
                <text>Tokarska-Bakir, Joanna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114074">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114075">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114076">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114077">
                <text>Modlitwa żywiołów
Tybetański drzeworyt buddyjski
Joanna Tokarska-Bakir
Wielkie rzeczy dzieją się, gdy spotykają się ludzie z górami.
Sentencja starobuddyjska

U Stanisława Vincenza, miłośnika gór i przyjaciela ludzi,
znajdujemy dziwny obraz. Pisze on o wietrze, któremu „w
Tybecie ofiarowują książki, aby sobie przewracał ich kartki
tędy i owędy. Zamruczy, przycichnie nad stroną, przewróci
kartki do końca i potem znów wstecz, polem znów od
początku do końca, to cierpliwie, to niecierpliwie, to wes­
tchnie nad stronicą raz głośniej, raz ciszej. W końcu nawet
tytuł książki odwraca mu się tędy i owędy, wbrew wyraźnemu
szykowi słów. Czymże jest ta książka?"' - pyta, i dziwne to
pytanie zostawia bez odpowiedzi.
Motyw wiatru-czytelnika powraca znowu na kartach innej
jego książki, Owkyxw. ZapMziw z
7PJ8-VP44: „I Wiatr się
modli" - powiada tu Vincenz, znamiennie tytułując go z dużej
litery. I komentuje niezrozumiale: „Możliwość laski, by
wydobyć się ponad ja. Wyciągnąć rękę."^
Obraz wiatru, który się modli, wody klepiącej pacierze,
ognia rozprzestrzeniającego mantrę, ziemi przenoszącej świę­
te formuły i formy nabierają sensu dopiero w rdzennym
siedlisku idei modlitwy żywiołów, w tybetańskim pejzażu.
Dopiero w kontekście buddyjskiej nauki o pustce rozjaśnia się
też Vincenzowskie napomknienie o „wydobywaniu się ponad
ja". Oba te elementy, pejzaż i filozoficzna doktryna, wydają
się tak bardzo ze sobą spowinowacone, że trudno oprzeć się
wrażeniu, iż himalajski krajobraz jest najlepszym, najbardziej
ekspresyjnym wykładem buddyjskiej nauki o pustce. Potwier­
dzi to każdy, kto wędrował w rozrzedzonym powietrzu tych
gór, kto zna ich majestatyczną obecność w bezludnej prze­
strzeni. Gdy schodzi się z przełęczy, zaraz za granicą
wiecznych śniegów, w przyrodzie tak dzikiej, że możliwość
spotkania tu ludzi ciągle zdaje się czystą fantazją, nagle
zjawiają się ci strażnicy skał i tumi: na strumieniu obraca się
młyn modlitewny z mantrą współczucia Om Mani Padme
Hum, na wzgórzu nawiedzanym przez demony rośnie las flag
modlitewnych, na przełęczy straż trzyma stupa\ symbol
wiecznej obecności Buddy. Tu zaczynają się kamienie maniczne" - skały, w których cierpliwa ręka wykuła mantrę lub
święty wizerunek, nie dbając o to, że oglądać go będą tylko
„zmienne oczy nieba". Bezludny krajobraz i żywioły po­
grążone w modlitwie - oto najlepsza metafora buddyjskiej
лылшгу, nauki o złudzeniu ja. Żywioły wiecujące wśród mgieł,
modlące się za ludzi, bez ludzi.
Nośnikiem transcendencji w owej modlitwie żywiołów jest
przede wszystkim odbitka drzeworytnicza i drewniana, cza­
sem metalowa matryca z mantrą, wizerunkiem bóstwa medy­
tacyjnego, znakiem pomyślności takim jak wietrzny koń (tyb.
rWg rfa) lub jedno z czterech dobroczynnych zwierząt albo

też jeden z ośmiu buddyjskich znaków pomyślności. To
właśnie taka matryca nadaje kształt bębnowi młyna modlitew­
nego, wypełnia powiewające na wietrze flagi modlitewne,
odciśnięta w glinie tworzy małe foremki z wizerunkami
bóstw, zwane cacami (tyb. ио
kształtuje mantrę na
kamieniu manicznym i wizerunek wykuty w skale. W buddyj­
skiej kulturze tzw. Wielkiego Tybetu^ drzeworyt stał się
podstawową formą rozpowszechniania idei religijnych. Drze­
woryt tybetański, znany w tysiącach form kanonicznych,
z powodu łatwości rozpowszechniania, niskich kosztów pro­
dukcji i czytelności szablonów przez stulecia stanowił naj­
ważniejszą - obok thanek (tyb.
Ы, rolowanych malowi­
deł religijnych) - buddyjską WWta рдырегшм, dużo bardziej
dostępną niż świątynie, rzadko oglądane przez mieszkańców
niedostępnych himalajskich dolin. Odbitki drzeworytnicze
funkcjonowały we wszystkich możliwych do wyobrażenia
formach: jako flagi modlitewne powiewały nad miejscami
świętymi, mostami, przełęczami nawiedzanymi przez demo­
ny, jako amulety zaszywane były w odzieży, noszone były
w butach i kapeluszach, niekiedy w relikwiarzach - wówczas
pełniły rolę przenośnego ołtarzyka. Zwitkami poświęconych
odbitek wypełniało się wnętrza posągów, inne dołączało się
do konsekrowanych tkanek. Zatykało się je w szczeliny
nowych domów, pod próg i w dachu. W postaci amuletu
owiniętego przędzą chroniły one nowo narodzone dziecko
i umarłego. Sięgali po nie chorzy, by się wyleczyć, i zdrowi,
by zdrowie zachować. Szczęśliwi w miłości i odrzuceni.
Bogaci, by nie stracić zasobów, i biedni, chcący je dopiero
zgromadzić. Źli czarownicy i dobre wiedźmy. Buddyści
i bonpowie.* Matryca i odbitka drzeworytnicza były zarazem
nośnikiem i strażnikiem kanonu ikonograficznego. Były też
rękojmią błogosławieństwa, zgodności z nauką Buddy, gwa­
rancją dobrego życia i dobrej śmierci, apotropaionem.
Ich nietrwałość stanowiła ilustrację buddyjskiej nauki
o przemijaniu i pustce wszystkich rzeczy, która dość skute­
cznie chroniła buddyzm przed idolatría. Szczątki drzewo­
rytów zbierano jednak skrupulatnie i palono, podobnie jak
pali się zniszczone chrześcijańskie święte obrazki, albo też
grzebano, podobnie jak we wschodnim chrześcijaństwie
postępuje się ze zniszczonymi ikonami, niekiedy chowany­
mi na cmentarzu, lub, jak u starowierów, w podziemnych
kapliczkach, czasowniac/i/ Niekiedy strzępy zużytych drze­
worytów mieszano z relikwiami budyjskich świętych i umie­
szczano w zakładzinie świątynnego ołtarza. Ulotność dru­
ków drzeworytniczych nie przeszkadzała więc wcale w reali­
stycznym traktowaniu obecności bóstw, które na nich przed­
stawiono.

P7

�Kultury kręgu buddyjskiego inaczej niż europejskie pojmu­
ją samą ideę „oryginału": „oryginalne" jest dla nich nie to, co
w sensie substancjalno-materialnym wiąże się z pierwotnym
dziełem, lecz to, co ściśle odwzorowuje kanon ikonograficz­
ny. Buddyści nie konserwują swych świętych obrazów ani
rzeźb. Przywiązanie do formy i substancji byłoby naganne.
„Forma jest pustką" - głosi Swfra Serca. Gdy wizerunki
rozpadną się, Tybetańczycy malują i wznoszą nowe, identycz­
ne. Wznoszą je na tym samym miejscu, niekiedy zamurowując w nich szczątki starych sakraliów, ale świeża farba
w niczym nie przeszkadza widzieć w nich starożytnej esencji,
sięgającej czasów Buddy. Nie w materii - wierzą - ale
w pustej kanonicznej formie, poświęconej w obrzędzie konse­
kracji, trwa błogosławieństwo oświeconych.
Czy istnieje sztuka tybetańska?
Przegląd odmian tybetańskiego drzeworytu musimy wszak­
że poprzedzić uważnym spojrzeniem na buddyjską sztukę
tego rejonu. Z całą pewnością powinno to być spojrzenie
antropologa kultury, a nie historyka sztuki, jako że wcale nie
wiadomo, czy wobec tak radykalnej obcości, jaką stanowi tak
zwana „sztuka tybetańska", refleksja owego historyka w ogóle
znalazłaby zastosowanie. Każdy, kto zetknął się ze sztuką
tybetańską w jej kulturowym kontekście, jest świadom, jak
łatwo tu o europocentryczne uproszczenia. Dwa z nich już
wymieniłam: problem „autentyczności", oryginalności wize­
runków, ściśle wiążący się z zagadnieniem ich datowania.
Zacząć jednak wypada od kwestii dużo bardziej fundamental­
nej, od tego, na ile uprawnione, a właściwie j a k b a r d z o
n i e u p r a w n i o n e jest nazywanie twórczości Tybetańczyków „sztuką" w europejskim sensie tego słowa.
Pisze Wiesław Juszczak: „religia i sztuka rosną razem
u początku".* W społeczeństwach archaicznych pojęcie „ob­
razu" stanowiło synonim świętości. Nie jest tak bynajmniej
w kulturze europejskiej, która słusznie i bez posądzeń o tauto­
logię oddziela „sztukę sakralną" od całej reszty dzieł po­
wstających w jej obrębie. Obraz w kulturze archaicznej jest
święty nie dlatego, że przedstawia świętych, lecz dlatego, że
jest nośnikiem prawdy o świecie. Nie piękna, lecz właśnie
prawdy. To wielka różnica w stosunku do sztuki europejskiej,
która dawno wyrzekła się wszelkich roszczeń do prawdy",
i dziś uznaje ją co najwyżej za przeżytek odrzucony wraz ze
sklerotycznymi postulatami przedstawieniowości, mi'meí»,
realizmu. Miejsce prawdy zajęło w niej piękno, które wkrótce
także popadło w niełaskę, pozostawiając po sobie miejsce
puste, „trwale opuszczone". Mimo przelotnych mód i reminis­
cencji, współczesna sztuka i sztuka społeczeństw archaicz­
nych nie mają dziś ze sobą nic wspólnego.
Tymczasem w kulturach archaicznych, w świecie ontologii archaicznejobcujemy z tym, co bywa nazywane
„pełną wartością ontologiczną obrazu". Wszelka archaiczna
religia utożsamia ów obraz z tym, co na nim przedstawione,
z wizualnym lub dźwiękowym desygnatem wizerunku.
TWrzeme obrazów zawsze było aktem zuchwałym, ociera­
jącym się o świętokradztwo jfwarzanKZ." Ze względu
na swą kreacyjną moc wszelki wizerunek zobowiązuje.
„Tybetańscy artyści wierzą, że gdyby archetypowe bóstwo
[tyb.у; gam - osobiste bóstwo medytacyjne praktykującego
buddysty] zostało namalowane nieprawidłowo, mogłoby to
zaszczepić w nieświadomości patrzącego spaczony obraz
i zaszkodzić mu w przyszłym odrodzeniu."^ Z chwilą

pojawienia się kanonu ikonograficznego przypadkowość
wizerunku zostaje szczęśliwie wykluczona, a sposób przed­
stawiania w pełni skonwencjonalizowany. Od tej chwili
obraz nie tyle naśladuje rzeczywistość, co ewokuje esencję
przedstawianego archetypu. To sugeruje religijny sposób
myślenia o sztuce.
Sztuka tybetańska nie istnieje jako autonomiczna sfera
przeżycia estetycznego. Całkowicie i bez reszty podporząd­
kowana jest buddyjskiej doktrynie religijnej, pełniąc rolę иро/а,
zręcznych środków, które wskazują drogę do oświecenia.
Anonimowość sztuki
Giuseppe Tucci pisze: „Ikonometria [tybetańska] nie ma
nic wspólnego z kanonami klasycznej starożytności, nie
używa się jej po to, by reprodukować pewien ideał piękna.
W tym całkowicie magicznym, transcendentalnym malarst­
wie człowiek (...) nie liczy się wcale. Ikonometria ma wartość
liturgiczną. Jest jak mapa świętej strefy, w której kapłan ma
dokonać rytuału." ^ Jeśli wolno uściślić to wyrwane z kontek­
stu zdanie: w tybetańskim świecie człowiek nie jest wcale, tak
jak do tego przywykliśmy w porenesansowej Europie, „miarą
wszechrzeczy". Wszystkie rzeczy - wśród nich człowiek, ale
jako jeden z wielu - są bowiem równe w obliczu ontologicznego absolutu.
W świecie ontologii archaicznej to rzecz święta - obraz,
posąg czy tekst - ma przewagę nad tym, komu się udostępnia.
Święte obrazy i teksty buddyjskie zachowują się tak, jakby
były żywymi istotami, „wybierają" sobie czytelników i adora­
torów, rozpoznają i odrzucają tych, którymi powodują niskie
motywy, każdego zaś dopuszczają tylko do zrozumienia tego,
co zrozumieć będzie w stanie. Byt księgi i obrazu dominuje tu,
jak widać, nad bytem czytelnika.
W Tybecie słynne są historie tybetańskich tzw. term (tyb.
gfer ma), ksiąg świętych ukrywanych przez wielkich mist­
rzów duchowych po to, by zagrożone fragmenty tradycji

Ы
|4 МСЖЩ!

Wietrzny koń, północno-zachodni Nepal 14 x 9,8 cm

�Tzw. wietrzny koń, podstawowy motyw drzeworytu tybetańskiego, wschodni Nepal
26,5x18,4 cm

mogły przetrwać w ukryciu do bezpieczniejszych czasów.
Księgi te, starannie zapieczętowane, czekają na swego od­
krywcę. W tradycji tybetańskiej istnieją całe ich spisy, a także
proroctwa o okolicznościach ich przyszłego odkrycia. Znalaz­
ców owych ksiąg nazywa się tertonami (tyb. gfer #ол).
Każdego z nich wiąże z księgą intymna więź, pozwalająca mu
odczytać jej sens w sposób oryginalny i tylko jemu właściwy.
Tertoni często przybierają imię od nazwy termy, którą
odkryli." I znów, gdyby zapytać o inny niż plytkofolklorystyczny sens tego zwyczaju, można by w nim zobaczyć ślad
postawy, którą człowiek religijny winien w sobie rozwijać
w stosunku do rzeczy świętej: czytelnik, a nawet autor,
n a l e ż y do świętego tekstu, który rozbrzmiewa w jego
wnętrzu. Mimo że spisana przez śmiertelnika, księga taka jest
wieczna, jest substancją-esencją, wobec której człowiek jest
zaledwie przypadłością, skrybą archetypu.
Podobnie ze świętym obrazem. Jego źródłem jest kanon, ale
źródłem kanonu jest wizja medytacyjna, sen lub objawienie^,
te zaś nigdy nie przychodzą do ludzi na zawołanie. Źródłem
kanonu nigdy nie bywa samowola artysty, kaprys czy idea

estetyczna. Malowanie jest stwarzaniem, nie tworzeniem.'* Akt
stwórczy nie może być zakorzeniony w tak chimerycznej
instancji jak ego, „ten skurcz wyobraźni" (T. Merton). Właśnie
uznanie dla owej teurgicznej mocy artysty całkowicie wyklucza
wszelką ideę «twórczosci» w tym sensie, w jakim pojmuje sieją
w Europie. Malarz nie jest twórcą, lecz odtwórcą przedustawnej
rzeczywistości. Swą sztuką nie chce powiedzieć „czegoś
nowego", ale raczej coś bardzo starego. Aby dobrze przed­
stawić sacrum, powinien być, jak mówi Vincenz „przezroczys­
ty dla stworzenia", „ubogi", „bez pamięci", „niepiśmienny".^
Jak ów cadyk, przybierający imię od swej najważniejszej
księgi, ma cały przynależeć do rzeczy reprezentowanej. Ma być
powolnym instrumentem, skrybą archetypu.
Dalekowschodnie „opowieści o sztuce" eksponują zatem
ów aspekt nie-ja, ponadosobowego, transpersonalnego źródła,
z którego płynie impuls stwórczy. Wyjątkowo piękne opisy
i objaśnienia przesunięcia ,ja" w „nie-ja, „redukcji epistemologicznej" i „epoche osobowości" pochodzą z tradycji
malarzy, kaligrafów i pisarzy haiku. O chińskim malarzu
Jo-ku powiadano, że kiedy malował bambusy, „zapominał

PP

r

�o własnym ciele i przeobrażał się w bambus"." Podobne
legendy pozostały po mistrzach haiku, którzy w czasie pisania
widywani byli pod postacią żurawia, szumiących trzcin czy
kwitnącej śliwy.'* To, co w nich dochodzi do głosu, nie jest
tylko pustą konwencją, literackim ozdobnikiem. Metafory te
antycypują konkretną praktykę duchową, której warunkiem
jest „wyzbycie się siebie (...) i przeniesienie się w oglądany
przedmiot, bo tylko wtedy możemy uchwycić jego «takość»"*. „Spójrz na rzeczy z punktu widzenia rzeczy,
a zobaczysz ich prawdziwą naturę - radził chiński filozof z XI
wieku. - Spójrz na rzeczy z własnego punktu widzenia,
a doznasz tylko własnych uczuć, ponieważ natura jest neutral­
na i jasna, uczucia zaś stronnicze i mroczne.'"' Podobnie
brzmi wypowiedź Soen Sa, koreańskiego mistrza zenu: „Jeśli
myślisz, umysł odchodzi od tego działania i tok twojego
malowania albo pisania zostanie zablokowany (...). Jeżeli nie
myślisz, stanowisz jedność z twoim działaniem. Jesteś her­
batą, którą pijesz, jesteś pędzlem, którym malujesz." * Działa­
nie malarskie, oparte na nie-ja, pozbawione dyskursywnego
zdwojenia, rozgrywa się w siedlisku „ontologii archaicznej",
z ontologii tej wyrasta i ontologię tę krzepi. Trudno nazwać je
sztuką^, jest bowiem raczej kreacją, a jej rezulaty można
uznać za осЫгорокЩ dzieła nie-ludzką-ręką-uczynione.^
Wizerunki takie „spadają z nieba", „powstają samoistnie" czy
pod wpływem przypadku. Ich twórcą może być wiatr, deszcz
czy ogień albo nieświadome niczego zwierzęta."
Teoria trzech ciał
Robert Thurman pisze: „Powszechnie w Tybecie sztuka
uważana jest za drogocenne okno otwierające się na inną
stronę rzeczywistości, na oświecony wymiar bytu. W pewnym
sensie sztuka nie jest dziełem ludzkim, ale darem samych
oświeconych istot. I tak na przykład mówi się, że gdy w roku
1415 Tsong Khapa i jego uczniowie przygotowywali trój­
wymiarowe mándale ze złota i srebra, nie musieli ani
polerować, ani poświęcać żadnej z figur. Kiedy tylko figurze
został nadany poprawny kanoniczny kształt, zgodny z pod­
ręcznikami ikonografii i wizją, jaka ukazała się mistrzowi
[Tsong Khapie], wizerunki zaczynały świecić własnym świat­
łem, co oznaczało, że to, co w tantrach nazywa się «istotami
mądrości*, zstępuje ze swych niebiańskich siedzib i roztapia
się w posągach."*

Kluczem do tybetańskiej koncepcji „sztuki"" jest pojęcie
nirmanakai, ciała emanacji, materialnej formy, jaką przybierają
buddowie, by prowadzić wszystkie istoty do kresu cierpienia.
To właśnie o niej była mowa w powyższym cytacie: wydoby­
wające się z posągów światło oznaczało, że niebiańskie
archetypy bóstw wyrzeźbionych przez Tsong Khapę złączyły
swoje ciała emancji (konkretnie tzw. najwyższe ciała emanacji,
patrz dalej) z materialnym naczyniem wizerunku (tzw. sztucz­
nym ciałem emanacji). Aby zrozumieć tę zawiłość, musimy
teraz zająć się koncepcją tzw. trzech ciał buddy.
W chwili oświecenia każda istota zaczyna się przejawiać
w trzech planach, zwanych ciałami (skt
tyb. a&amp;w).
Pierwszym jest cMo praWy, zwane dharmakają (skt, tyb.
c/zoj Ayi a&amp;w), poziom rzeczywistości absolutnej, nieprzejawionej, rzeczy w sobie, wykraczający poza nazwę i wyob­
rażenie. Drugie, cwzfo raaWn, sambhogakaja (skt, tyb. Zongj
jpyW rozoj j&amp;w), to sfera także niedostępna wielu oczom,
a jednak widywana przez świętych, objaśniająca im niewyra­
żalną prawdę dharmakai. Sambhogakaja jest obszarem świę­
tego dźwięku, dlatego też często nazywa sieją komunikacyj­
nym aspektem oświecenia. W sposób najbardziej dla ludzi
zrozumiały oświecenie to może się jednak wyrazić dopiero
w trzecim ciele buddy, na poziomie nirmanakai, ciafa е/мдлаc/i (skt, tyb. дргы/ pa'i j&amp;w). Wydaje się, że wśród pojęć
z kręgu kultury europejskiej najbliższe mu jest pojęcie
inkamacji: wcielenia, które przychodzi z pomocą cierpiącym.
Ów poziom nirmanakai dzieli się na trzy podkategorie:
1) „najwyższą" (tyb. mc/zog gi арги/ j&amp;w), którą reprezen­
tują buddowie, wśród nich historyczny Budda Śakjamuni,
2) nirmanakaję „z urodzenia" (tyb. jAye 6a j p W J&amp;w),
tworzoną przez inkarnowanych łamów, tzw. tulku (tyb. арги/
а&amp;и), przyjaznych ludzi, a nawet zwierzęta, a także „z
przedmiotów nieożywionych, takich jak kraje, domy, mosty,
planety" (inne źródło w tej kategorii wymienia lekarstwa
i lekarzy, mosty, przewoźników, a nawet księżyc, „oświet­
lający drogę wędrowcom wśród nocy"),
3) nirmanakaję „sztuczną" (tyb. W oo дрЫ а&amp;и) czy też
„artystyczną", reprezentowaną przez „wszystkie wizerunki
buddów, bodhisattwów, ich wcieleń i [czystych] krain, sło­
wem wszystko, cokolwiek stanowi reprezentację oświecenia,
włączając w to zarówno artystę, który je tworzy, jak i czas,
w którym to czyni."^
Ostatnie z wymienionych, artystyczne (czy też: „sztucz-

Druk z wnętrza młynka modlitewnego z wielokrotną mantrą Buddy współczucia, Awalokiteśwary

700

�ne"*) ciało emanacji, stanowi klucz do zrozumienia roli, jaką
w kulturze tybetańskiej odgrywają te formy twórczości, które
Europejczyk nazwałby „sztuką". Sytuują się one na po­
graniczu światów: ożywionego i nieożywionego, boskiego
i ludzkiego. Przekonanie o istotowym związku obrazu i praobrazu jest charakterystyczną cechą wszelkich wizerunków,
jakie napotykamy w kulturach archaicznych, w kręgu zjawisk,
które religioznawcy określają wspomnianym już mianem
ontologii archaicznej.
Najsilniejszy związek pomiędzy obrazem i praobrazem
powstaje dzięki osobistemu błogosławieństwu archetypu.
Takie wizerunki noszą nazwę stw Wza6, dosł. 'reprezentant
oświeconego ciała', i związane są głównie z Padmasambhawą,
joginem uważanym za ojca buddyzmu tybetańskiego, nazy­
wanego „drugim Buddą". W kalendarzu tybetańskim na rok
1988/1989, pod zdjęciem przedstawiającym j&amp;w Wiat Padmasambhawy, znajdujący się w bSam yas w Tybecie, znajduje
się podpis: „Na widok tego posągu, wykonanego w bSam yas
w Tybecie w VIII w., Guru Rinpocze ['Drogocenny Nau­
czyciel', przydomek Padmasambhawy] powiedział: -Wyglą­
da jak ja», po czym pobłogosławił go i rzekł: «Teraz jest ze

mną tożsamy*."*

Teksty rozwodzą się nad mocą błogosławieństw, jakie
płyną z kontaktu z podobnymi posągami. Czerpią je nie tylko
ludzie, ale i cała okolica: „Istnieją posągi uczynione przez
samego Guru Rinpocze siłą jego boskiej mocy. Inne, wykona­
ne przez innych ludzi, zostały przez niego pobłogosławione
i dzięki temu, iż zmieszał z nimi moc swej mądrości, stały się
z nim nierozdzielne. Tak więc, jeśli ktoś zobaczy podobny
posąg, uzyska to samo, co wówczas, gdyby spotkał samego
Guru Rinpocze. (...) Gdy posągi te będą przechowywane [w
ważnych miejscach, takich jak na przykład] w królewskich
pałacach czy miejscach medytacji, staną się schronieniem dla
istoty doktryny. Jeśli będą przechowywane w miejscach
ważnych ze względów geograficznych, będą mogły naprawić
uszczerbki w lokalnej energii, wzmacniając lokalnego ducha,
zapobiegając wojnom, odcinając ścieżki uczęszczane przez
duchy szkodliwe ('gong po'/ rgyw km)."^.
Bliski tożsamości związek obrazu i praobrazu manifestuje
się tu z całą mocą. Dzięki dwóm czynnikom, zgodności
z kanonem i ceremonii błogosławieństwa, nieodzownej
w przypadku wszelkiego wizerunku, w zasadzie zanika
różnica pomiędzy przedstawieniem i tym, co przedstawiane.
Zaciera się granica pomiędzy pierwszą, drugą i trzecią

kategorią nirmanakai: „sztuczne" czy też „artystyczne" ciało
emanacji wyzbywa się swej „przygodności" (która to cecha
stanowi przeciwieństwo atrybutu „przyrodzoności", charak­
teryzującej nirmanakaję „z urodzenia"), upodabnia się do
żywej inkamacji oświeconego, a nawet do jego niebiańskiego
archetypu.

Obrazy samopowsWe - geneza sztuki buddyjskiej
Proces zacierania się granicy pomiędzy obrazem i pra­
obrazem, typem i prototypem najlepiej oddają legendy o wize­
runkach samopowstałych. Określa się je mianem rang
bywMg", którego sens w odniesieniu do tybetańskich sakraliów odpowiada temu, co w folklorze religijnym Europy
nosi nazwę nie-ręką-ludzką-uczynionego (ros. merwtonvorлу/, gr. ocAciropo/cfof, skt aprwp/).
Pierwszym obrazem samoistnie powstałym, o którym
wzmianka znajduje się w folklorze tybetańskim, jest wizeru­
nek Buddy ze świątyni Mahabodhi w Bodhgai, gdzie Śakjamuni osiągnął oświecenie. Opowieść o jego powstaniu jest
prawzorem wszystkich historii o narodzinach buddyjskiej
sztuki. Mówi się tam, że posąg ten został wzniesiony przez
najmłodszego z trzech braci z rodziny bramińskiej, w osiem­
dziesiąt lat po nirwanie Buddy. Kiedy chłopiec martwił się, że
z dziedzictwa rodzinnego otrzymał część najmniej godną,
matka, która następnie okazała się wcieleniem bogini Tary,
powiedziała: „Nie smuć się! Najwspanialszą częścią dziedzic­
twa jest miejsce pod drzewem bodhi", a ono tobie przypadło
w udziale. W tym właśnie miejscu powinieneś umieścić posąg
[Buddy], zwrócony twarzą na wschód. «Komu miałbym
powierzyć wykonanie takiego posągu - myślał potem naj­
młodszy syn - i z jakich materiałów miałby on być wykonany?» We śnie otrzymał następujące pouczenie: «Budulec
powinien składać się z trzech części, z cennych substancji,
takich jak złoto (...), z substancji pachnących, takich jak
kamfora, i z maści sandałowej. Te trzy składniki umieść
w Gandholi [buddyjska wieża świątynna, zbudowana przez
cesarza Aśokę]. (...) Przez siedem dni nie pozwól nikomu tam
zaglądać. Posąg pojawi się sam z siebie. Nie potrzeba do tego
żadnego rzeźbiarza.* (...) Matka przestrzegła syna, że nie
wolno zaglądać do środka, zanim nie upłynie wymagany czas,
i stwierdziła: «Poniewaz tylko ja widziałam twarz Buddy,
tylko ja będę mogła stwierdzić, czy posąg jest naprawdę do
niego podobny. (...)» Jednak nieposłuszni starsi synowie

707

�otworzyli drzwi [świątyni] na dzień przed upływem wy­
znaczonego czasu i odkryli, że za wyjątkiem małego palca
prawej nogi posąg zdążył już się uformować. «Podobienstwo
jest wielkie», powiedziała matka, zobaczywszy gotowy wize­
runek (...).""
W żywotach tybetańskich świętych, w przewodnikach dla
pielgrzymów i kronikach klasztornych roi się od opowieści
0 obrazach samoistnie powstałych. W cytowanej przed chwilą
biografii Dharmaswamina, albo w Рггежх&amp;н&amp;и po ¿rWtotvym Tybecie" posągi гол# ¿rywig pojawiają się dosłownie
co kilka stron. W pierwszym mówi się na przykład o samopowstałym posągu Awalokiteśwary (bodhisattwa współczucia,
opiekun Tybetu) z drzewa sandałowego w Bu kham, o wy­
glądzie pięcioletniego chłopca, o kamiennym posągu Tary
„pochylonej w lewo", Tary „z odwróconą głową"*. Nato­
miast w Przewo&amp;w&amp;M czytamy m.in.: „W jaskini Zla ba phug
jest posąg (л&amp;и ило6) Orgy an Rinpoche [Padmasambhawa]
1 wiele obrazów samopowstałych."
Z kolei G. Tucci w swej Уокгмсу fo Mwrfo/zg pisze, iż
w miejscowości Ghiling niedaleko granicy nepalsko-tybetańskiej znajduje się grota, zwana rang '6уыл# mc/W гГел, dos),
'samopowstała stupa', w której istotnie znajduje się stupa,
„która zbudowała się sama". Także w Trishuli ekspedycja
Tucciego natknęła się na posąg Wadżrabhairawy^, zwany
jvayamoW*, co Tucci objaśnia za jego ludową etymologią
jako „cudownie powstałe boskie dzieło, które zstąpiło z nie­
ba". Wszystko to są jednak pomniejsze samoistne figury.
Znacznie sławniejszy jest posąg jedenastotwarzowego Awa­
lokiteśwary, zwany rang 6уол# /л#а, 'pięciorakP samopowstały' (lub fAwgf г/ел слел po rang буол^ /л#а № л ,
'samopowstały pan współczucia z pięciorakim orszakiem'),
znajdujący się w głównej świątyni w Lhasie. Przekaz głosi, że
został zamówiony przez pierwszego z wielkich królów religii,
Srong btsan sgam po, władającego Tybetem w VII w. n.e. Miał
być wykonany ściśle według królewskiej wizji medytacyjnej.
Nepalski rzeźbiarz, któremu powierzono jego wykonanie,
zaświadcza, że „powstał on spontanicznie z dwóch promieni
światła". Inną wersję podaje Thondup: „Mówią, że król Srong
btsan sgam po zgromadził wszystkie potrzebne rzeźbiarskie
materiały, a także obraz, który przywiózł z Indii [jako wzór
ikonograficzny]. Następnego dnia, gdy przyszedł zerknąć na
materiały, posąg był już gotowy: powstał samoistnie."*
Sztuka tybetańska nie tyle akcentuje nadnaturalne po­

chodzenie świętych wizerunków, co w y c i s z a o b e c ­
n o ś ć l u d z i j a k o i c h t w ó r c ó w . Szczególnym
eksponentem owej idei pustki „ja" jest właśnie tybetański
drzeworyt. Matryca drukarska, rzeźbiona ściśle według kano­
nicznych wskazówek, do minimum ogranicza rolę człowieka.
Jego udział nie polega na współtworzeniu, ale raczej na
niezakłócaniu procesu mnożenia wizerunków. Cały proces
drukowania dużo bardziej niż procedura malowania czy
rzeźbienia przypomina narodziny obrazu samopowstałego.
Nieważna jest jego „boskość", ważne, że jest „nie-ludzki",
„nie-ręką-ludzką-uczyniony".
Ten - podpora duchowości
Kolejną kategorią użyteczną przy rozpatrywaniu osobliwo­
ści tybetańskiej sztuki buddyjskiej jest potrójne rozróżnienie
rzeczy naznaczonych związkiem z osobą historycznego Bud­
dy. Pamiątki te dzielą się na:
1) ám'ra&amp;a (skt) - pozostałości jego ciała, relikwie,
2) рагйлодд&amp;а - przedmioty przez niego używane, miejs­
ca, które odwiedził,
3) wJoefo&amp;a- znaczące symbole, pamiątki, które nie miały
z nim styczności/'
„Nazwa Уамга&amp;а - pisze Huntington - odnosi się do
relikwii ciała Buddy, takich jak zęby, włosy, paznokcie,
fragmenty kości lub popioły kremacyjne. Pozostałości ciała
Buddy składano głównie w budowli zwanej stupą (...).
Określenie parib/iogata odnosi się do rzeczy, których Budda
używał, wraz ze wszystkim, czego dotknął, do miejsc, które
odwiedził, w których odpoczywał, a nawet takich, które
minął. (...) Pielgrzymki do miejsc partMogata, podobnie jak
te do miejsc /апгака, były od najdawniejszych czasów istotne
dla praktyki buddyjskiej. Trzecie określenie, ыаИеЫи (re­
prezentacje lub pamiątki) dotyczy wizerunków lub innych
przedstawień Buddy, nie mających fizycznego kontaktu z jego
ciałem ani z niczym czego dotykał. Wszelka rzeźba, obrazy
i inne przedmioty, które go wyobrażają lub mają z nim
związek (...) uważane są za u&amp;Wa&amp;a. Pod nieobecność
fizycznego związku z Buddą, iw&amp;Wo&amp;a uważane są za
uosobienie jego obecności.'"".
W zasadzie wszelki święty obraz należy do kategorii
иагЫо&amp;а. Z reguły jednak do takiego obrazu dołącza się
relikwie lub skrawki szat świętych, wówczas dodatkowo

Amulet ochronny, północno-zachodni Nepal, 8,6 x 13 cm

202

�Amulet ochronny dla kobiet, północno-wschodni Nepal, 16,4 x 13,6 cm

nabiera on cech мш'гдкд. Najczęściej ikonę umieszcza się
następnie w miejscu związanym z ziemską lub wizyjną
egzystencją świętego, przez co staje się się on dodatkowo
рдлояоддДд. Takie miejsce i obraz nieuchronnie obrastają
legendami, stają się celem pielgrzymek, źródłem cudów
i następnych wizji. W ten sposób święte przedmioty „or­
ganicznie" wrastają w obszar tybetańskiej hierogeografii.
Wspominałam już, że po to, by uznać tybetański obraz
święty za tożsamy z archetypem, obok drobiazgowej zgodno­
ści z kanonem konieczna jest nie tylko ceremonia konsekracji,
ale długotrwały proces teurgiczny. Święty obraz wylania się
w trakcie skomplikowanej liturgii, która rozpoczyna się już
w momencie przygotowania papieru czy atramentu na odbitkę
drzeworytnicza albo tkaniny, która zostanie rozpięta na
sztalugach: „bawełnę należy zgromadzić w czystym miejscu.
Robi to człowiek nieinicjowany. Bawełnę należy oczyścić
przy pomocy mantry, w specjalnej ceremonii, przy której
koniecznie musi być obecna dziewczyna. Należy udzielić jej
błogosławieństwa, a następnie powinna ona uprząść bawełnę
i tak przygotowaną przędzę oddać w ręce doświadczonego
tkacza, naznaczonego pomyślnymi znakami: nie może być ani
stary, ani chory, nie może cierpieć na astmę ani katar, nie
powinien też mieć siwych włosów ani żadnej fizycznej
ułomności. Po wykonaniu rytuału oczyszczenia tkacz powi­
nien rozpocząć swą pracę w pomyślnym dniu i godzinie,
dokonując najpierw oczyszczenia sprzętu tkackiego. Dopiero
gdy materiał jest gotowy, malarz, który musi być sadhaką,
osobą zdolną do praktykowania medytacji, może rozpocząć
pracę."*

Malowanie bywa też niekiedy wspólnym dziełem wy­
kwalifikowanego malarza i kapłana; artysta maluje wszystko
z wyjątkiem oczu bóstwa, które domalowuje się w specjalnej
ceremonii „otwarcia oczu". Jacksonowie piszą o niej na­
stępująco:
„Jednym z działań ożywiających bóstwo było domalowanie
mu oczu. «Otwarcie oczu» (друдл дЪуе)... było pierwszym
krokiem długiego rytuału poświęcenia lub ożywienia obrazu
(rot #лдг)... Większe freski świątynne, a także główne figury
i tanki świątynne czekały na otworzenie oczu w pomyślnym
dniu i ceremonii tej towarzyszyło nabożeństwo.'"*" Traleg
Rinpocze wspomina, iż otwarcie oczu dokonywane jest
0 świcie, na czczo: „Namalować oczy znaczy spojrzeć oczami
mądrości" - mówi. Ceremonia konsekracji, rao (fw) #лдл (рд),
krok po kroku została opisana przez Tucciego*, nie będę więc
jej tu omawiać. Jak podaje Tucci, nosi ona sanskrycką nazwę
ргдлдргдгбйяд - 'udzielenie oddechu', ożywienie. Tybetańczycy pojmują ją podobnie, jako „umieszczenie" (длдл)
w obrazie ducha praobrazu, ściślej rzecz biorąc „tchnienia"
(frog) praobrazu: „w czasie rytuału [konsekracji] samo
bóstwo, i ciało, które z niego emanuje [niebiański archetyp
1 jego ciało emanacji, tj. jego nirmanakaja] przemieniają się
w sam namalowany obraz, posąg, stupę lub literę księgi, i tak
myśl staje się formą"*.
Od chwili otwarcia oczu i namalowania na rewersie tkanki
trzech nasiennych sylab OM AH HUM (aktywizujących
poziomy oświeconego ciała, mowy i umysłu), wizerunek
traktowany jest bardzo realistycznie, na podobieństwo człowie­
ka przechodzącego inicjację. Oczy posągu lub obrazu zasłania

703

�się przepaską, której rozwiązanie symbolizuje moment roz­
proszenia się iluzji, obsypuje się go kwiatami, odbicie w lustrze
skrapla się pachnącą wodą itd. Na zakończenie obrzędu do
obrazu dołącza się pakunek z relikwiami Oświeconych, albo też
wypełnia się nimi wydrążone wnętrze posągu. Obok relikwii
w skład takiego pakunku mogą wchodzić mantry pisane na
paseczkach papieru, odbitki drzeworytnicze, д а т rozar - sub­
stancje wyzwalające przez smak i dotyk i wiele innych
świętości. Po konsekracji święty obraz nie jest już „tylko"
symbolem, ale naczyniem (tyb. ггел) boskiej obecności.
Słówko ггел (skt д/дтбдлд - 'naczynie, podpora, oparcie'),
które pojawiło się w poprzednim zdaniu, nie jest przypad­
kowe. Informatorzy Snellgrove'a, Tenzin Namdak, Sangye
Tenzin Jongdong i Samten Gyaltsen Karmay, podają, że гкл
pa są to „rytualne przedmioty, na których wspiera się
celebrans w obecności bóstw, dlatego też nazywa się je
'podtrzymującymi', symbolami-podporami""?. Słownik Jáschkego, daje następującą definicję: „wizualna reprezentacja,
symbol boskiego przedmiotu lub istoty, szczególnie ггел #гыл%
[patrz dalej]. Stąd też ггел może być bardzo przydatny dla
oznaczenia elementu materialnego w sakramentach chrześ­
cijańskich, tj. wody, chleba i wina""*. Tradycyjnie rozróżnia
się trzy rodzaje ггел (ггел gjwm): księgę, symbol oświeconej
mowy lub słowa; obraz, symbol oświeconego ciała; i stupę,
symbol oświeconego umysłu. Olschak podaje następującą
ludową etymologię л&amp;и gjwng fnugj гкл ('naczynie, oparcie
dla oświeconego ciała, mowy i umysłu'): „naczynie zawiera­
jące formę, wyraz i głębsze znaczenie""^ Tu otwiera się
możliwość kojarzenia trzech składników stanu buddy z trze­
ma ciałami buddy i trzema poziomami znaczenia świętego
tekstu. We właściwym sobie poetyckim języku Giuseppe
Tucci pisał о гкл, iż „scala różne plany wiedzy, przekształ­
cając w żywe doświadczenie to, co zaledwie intelektualne." *
Jacksonowie wymieniają inny funkcjonalny podział ггел:
mogą one stanowić «podpore wiary» (tyb. ддд" гкл), «przypomnienie o złożonych slubowaniach» (дгдл ггел), albo też
«podpore dla oczu w medytacji* (dWgj ггея)Л
Nie od rzeczy będzie wspomnieć w tym miejscu o dużych
podobieństwach pomiędzy tybetańską tanką i ruską ikoną.
Pierwszym jest sama ich nazwa-tyb. /Ад бгм, 'pisaniebogów'
i ros. #олор;У. Drugim - ich pojmowanie. Ojciec Paweł
Florenski nazywa ikonę „protezą duchowości"^. „Ikonostas
- pisze - to widzenie. Ikonostas to ukazywanie się świętych
i aniołów (...). Ikonostas to sami święci. A jeśli modlący się
w świątyni byliby dostatecznie uduchowieni (...), nie byłoby
w świątyni żadnego ikonostasu, prócz przysłanych przez Boga
świadków (...)".
Podobnie jak bizantyjska, ikona tybetańska jest nie tylko
oknem wychodzącym na niebo, ale i drzwiami, przez które
święci mogą schodzić na ziemię. Zwraca uwagę zdumiewające
podobieństwo pomiędzy słowami Pawła Florenskiego i charak­
terystyką tybetańskiego świętego obrazu, która pochodzi od
Giuseppe Tucciego: „Tym, którzy na nie spojrzą, malowidła te
mają ułatwić oderwanie się od egzystencji samsarycznej i zwrot
ku owym czystym rejonom bytu [Ы zAmg &amp;лалм, 'czystym
krainom']. Dlatego też często nazywa się je mfWzg gro/,
wyzwoleniem przez widzenie: tego, który patrzy na nie
czystym wzrokiem i z przenikliwym umysłem, obdarzają one
wyzwoleniem. Nie należy sądzić, by miały one moc magiczną,
że sama ich obecność wystarczy, byśmy zostali przeniesieni
w owe szczęśliwe światy, które wyobrażają. Może to nastąpić

704

tylko pod warunkiem całkowitego zaangażowania naszej naj­
głębszej istoty, tylko ono może nas zmienić. Malowidła te
działają podobnie jak teksty Wielkiego Pojazdu [mahajany] lub
Pojazdu Diamentowego [wadżrajany]. Aby czytać ich symbole
i formy, by zrozumieć ich tajemniczy język, trzeba żyć ich
znaczeniem. Dopiero wówczas może nastąpić konsubstancjacja
z planem, który ją wyobraża. Kontemplujący jednoczy się
z przedmiotem kontemplacji, i w ten sposób odradza się
w niebie, na cudownym lotosie."*
Drzeworyt tybetański: typologia
Teraz, kiedy znamy już klimat sztuki tybetańskiej, czas na
szczegóły dotyczące drzeworytu. Odbitki drzeworytnicze
pełniły wiele funkcji, z których, najważniejsza była funkcja
nośnika modlitwy żywiołów. Nie można jednak zapomnieć
także o innych zastosowaniach pieczęci. Ogólnie matryce
drzeworytnicze można podzielić na cztery grupy, w zależno­
ści od typu ikonograficznego i funkcji. Pierwsza kategoria,
d r z e w o r y t y l i t e r o w e , zawierające mantry i dharani,
złożone były z napisów, których znaczenie nie odgrywało tak
istotnej roli, jak przypisywana im forma i oddziaływanie/"
Drzeworyty takie można podzielić na cztery grupy funkc­
jonalne: 1) złożone kilkakrotnie i noszone na szyi, w bucie czy
też zaszywane w ubraniu pełniły funkcję ochronną, odpowied­
nio do treści odbitki chroniąc przed złymi duchami, złodzieja­
mi, pożarem, wilkami etc.; 2) zwinięte i włożone do wnętrza
młynka modlitewnego były narzędziem mechanicznej modlit­
wy; 3) użyte w czasie ceremonii konsekracji świętych
przedmiotów stanowiły nośnik błogosławieństwa; następnie
wypełniało się nimi wnętrze posągu, zaszywało na rewersie
tanki lub zamurowywało w miejscu ołtarza; 4) zwinięte
zjadano je w charakterze lekarstwa lub nośnika wyzwolenia
przez smak."
Druk z błogosławieństwem dla zmarłej, północno-zachodni Nepal,
18,9 x 12,7 cm

�Drugą grupę stanowią d r z e w o r y t y h a r m o n i z u ­
j ą c e , przywracające harmonię kosmiczną („naprawiające
uszczerbki w lokalnej energii"*), zwane zazwyczaj „amuleta­
mi pomyślności", Nakleja się je na ścianach i sufitach, drukuje
na flagach modlitewnych, niekiedy zaszywa w ubraniu.
Powszechnie uważa się, że przysparzają one „powodzenia,
bogactwa, długowieczności, szczęścia, mądrości i rozwoju
duchowego".
Drzeworyty trzeciego typu, f i g u r a t y w n e , związane
są z konkretnymi praktykami rytualnymi, których celem jest
odegnanie złych wpływów, ujarzmienie demonów, zsyłają­
cych choroby i życiowe kryzysy. Zazwyczaj w centrum
matrycy znajduje się wizerunek osoby, zwierzęcia lub demo­
na, otoczony zaklęciami. Niekiedy pojawiają się tu figury
geometryczne o precyzyjnej symbolice, związanej z żywioła­
mi, planetami, znakami kalendarzowymi i wróżbiarskimi.
Odbitki te zazwyczaj nie są wystawiane na widok publiczny,
lecz noszone w kwadratowym woreczku utkanym z kolorowej
przędzy.
Czwarty typ matryc ma f o r m ę k o l i s t ą , naśladującą
mándale. Są to jedne z najczęściej występujących pieczęci
drzeworytniczych. Wyobrażają one mándale bóstw medyta­
cyjnych, stanowią wizualne reprezentacje nauk ezoterycz­
nych. Zabezpieczają przed szkodliwymi wpływami. Chronią
przed chorobami psychicznymi, które, podobnie jak inne
schorzenia, Tybetańczycy przypisują najczęściej interwencji
demonów lub obrażonych duchów lokalnych. Najczęściej
umieszcza sieje na ołtarzach, na sufitach klasztorów i kaplic.
Niekiedy służą one jako pomoc w medytacji, a także jako
rekwizyt praktyk medytacyjnych i rytuałów (głównie oczysz­
czających). Niektóre z nich, zaszyte w kwadratowych sakiew­
kach z kolorowej przędzy, wszywa się w kieszeń. Uważa się
powszechnie, że właśnie drzeworyty koliste mają największą
moc ochronną.
Wśród Tybetańczyków największym szacunkiem cieszą się
czerwone (cynobrowe) druki term, wspomnianych wcześniej
tekstów-skarbów. Stanowią one prawdziwą rzadkość. Podob­
nie jak innych sakraliów, nie wolno ich sprzedawać; są
jednym z najbardziej wartościowych podarunków, równie
cennym jak relikwiarz z subtancjami „wyzwalającymi przez
smak" (tyb. dam rdzoj) lub wyszywana kosztownościami
thanka, buddyjski święty obraz.
Przygotowanie matrycy i druk
Do wyrobu matryc używano wyłącznie miękkiego drewna,
najczęściej pochodzącego z drzew rosnących nad brzegami
strumieni (głównie z wierzb). Drewno suszy się przez sześć do
dziesięciu miesięcy. Następnie mistrz drzeworytu, którym jest
mnich lub osoba świecka, pracująca na zamówienie klasztoru,
tnie drewno na tabliczki w czterech kanonicznych rozmiarach.
Wszelkie sęki zostają usunięte, a ubytki wypełnione litym
drewnem odpowiedniej wielkości. Następnie, przy użyciu
lustra, mnich szkicuje wzorzec na powierzchni tabliczki
i kaligrafuje na niej odpowiednie teksty. W tym celu używa
specjalnego drewnianego pióra i czarnego indyjskiego at­
ramentu.
Szkic wzorca sprawdzany jest w klasztorze dwa do pięciu
razy. Następnie klocek przekazuje się rytownikowi. Jest to
mnich lub rzemieślnik pracujący dla klasztoru. Obustronne
wygrawerowanie tekstu na sporych rozmiarów klocku za­
jmuje mu zwykle około czterech dni. Teraz drzeworyt podlega

Tzw. życiodajna ręka Darjeeling, p ó ł n o c n o - w s c h o d n i e Indie,

12,2 x 6.4 cm

kolejnej pięciokrotnej korekcie, przeprowadzanej najpierw na
próbnej odbitce, potem zaś na klocku. Pomyłki w tekście lub
rysunku są następnie wycinane, zaś w miejscach wycięć za
pomocą specjalnego kleju przytwierdza się kawałeczki drew­
na z poprawionymi elementami matrycy. Teraz następuje
ostateczna próba: matrycę gotuje się w maśle, aby zapobiec jej
paczeniu się. Na dziesięć matryc mnisi używają około funta
masła. Gdy zaczyna ono wrzeć, wkładają do naczynia formę
drzeworytnicza i trzymają ją około minuty. Wygotowane
matryce studzi się, suszy i oczyszcza z masła przy użyciu
specjalnego pędzla.
Indyjski atrament do druku przygotowywuje się na długo
przed użyciem. Kawałek suchego atramentu wkłada się do
naczynia i rozcieńcza gorącą wodą. Naczynie umieszcza się
w ciepłym miejscu i trzyma tam pięć-sześć miesięcy, stop­
niowo uzupełniając parującą wodę. W trakcie druku klocek
smaruje się atramentem, po czym przyciska doń odpowied­
nich rozmiarów papier, który dociska się przy użyciu specjal­
nego pędzla z końskiego włosia."
Inne źródło podaje inną recepturę przygotowywania at­
ramentu. Jednym z jego składników jest chiński atrament,
a także sadza, palony ryż lub jęczmień, a substancją wiążącą
żywica, kleje pochodzenia zwierzącego lub skrobia. Składniki
miesza się w płytkim naczyniu, rozcieńczając je wodą.
Następnie za pomocą pędzla lub paletki nakłada się je na
klocek, po czym przykrywa papierem i dociska za pomocą
bawełnianej tkaniny. W trakcie drukowania należy uważać,
by papier nie zsunął się z powierzchni klocka. Jakość druku
zależy w równym stopniu od jakości atramentu i papieru
użytego do druku. Niekiedy, by wzmocnić jego własności
chłonące, papier się nawilża. Drukuje się zazwyczaj na
papierze ręcznie wytwarzanym (czerpanym), produkowanym
z kory drzew lub z pnączy. Sprowadza się go z Nepalu. Flagi

�modlitewne drukuje się natomiast na surowym płótnie baweł­
nianym/*

Poświęcenie druków
Zdarzają się drzeworyty, które podlegają tej samej ceremo­
nii poświęcenia co thanki. Pomniejsze druki poświęcane są
w trakcie prostszej ceremonii. Rozpoczyna ją ręczne dopisa­
nie przez lamę pewnych sylab na rewersie druku, w tym
przede wszystkim sylab Om Ah Hum, aktywizujących wize­
runki bóstw. Następnie, po dokładnym wysuszeniu odbitki,
lama przeprowadza właściwą ceremonię, polegającą na od­
czytaniu mantr i dharani i wizualizacji odpowiednich bóstw.
W trakcie ceremonii poświęcenia druków kolistych lub
figuratywnych lama rzuca na powierzchnię odbitki kilka
ziaren jęczmienia, kolorowego ryżu, spryskuje ją wodą
z szafranem. Następnie odbitka jest szybko i starannie
składana i zaszywana w kwadratowej pochewce wykonanej
z kolorowej przędzy. Pod groźbą uwolnienia energii, związa­
nej przez lamę przysięgą służby dharmie (nauce Buddy),
drzeworytu takiego nie wolno oglądać ani prezentować
publicznie. W trakcie ceremonii święcenia druków ochrania­
jących przed chorobami, wpywami demonicznymi i nie­
szczęściami pojawiają się ciastka ofiarne, tzw. tormy (tyb.
gfor ma), wykonywane z masła, mąki i innych substancji. Są
to przeważnie skomplikowane rytuały, z których kilka opisał
Snellgrove i Nebesky-Woykowitz.^
Poniżej cytuję tekst inwokacji do tzw. konia wietrznego,
rfa, najbardziej rozpowszechnionego drzeworytu tybe­
tańskiego, który stał się patronem naszej wystawy (patrz
okładka niniejszego katalogu). Apostrofa ta recytowana jest
przez lamę w trakcie konsekracji druku. Może być też osobistą
modlitwą jego użytkownika:
„O chwalebne zgromadzenie trzech klejnotów [budda, dharma,
sangha], trzech korzeni [guru - nauczyciel, jidam - osobiste
bóstwo medytacyjne praktykującego buddysty, strażnik - bóst­
wo medytacyjne w aspekcie ochronnym], bogów i mędrców,
O trzej opiekunowie-mahasattwowie [trzech bodhisattwów:
Mańdziuśri, Awalokiteśwara i Wadżrapani], Dżajadewi,
Padmasambhawo i widjadharowie [skt, dosł. 'dzierżyciele
wiedzy', wielcy jogini] Indii i Tybetu,
Czcigodny opiekunie Ganapati z boską armią bogów wojny,
0 pięciu boscy opiekunowie, Cesarze [mongolski i tybetański
bohater-wojownik], potężna istoto, i wszyscy inni
Bogowie kosmicznej dynastii, za których sprawą schodzą się
warunki,
Wam wszystkim ofiaruję ten obłok darów, rzeczywistych
1 wyobrażonych;
Błagam was: udzielcie mi łaskawie waszego błogosławieńst­
wa.
Klątwy, zaklęcia, pułapki nekromantów i demonów, nieprzy­
chylnych duchów oraz wszelkie inne przeszkody Niech ustaną i znikną wszystkie te znaki słabości i niemocy
wietrznego konia.
Konflikty, wrogość, obmowa, wojna, spory, kataklizmy i inne Uśmierzcie wszystkie podobne rozdźwięki.
Oby rosła siła i moc chwalebnego wietrznego konia,

Tej czworonożnej legendy.
Proszę, obdarzcie mnie duchowymi i doczesnymi, najwyż­
szymi i zwykłymi siddhi [moc magiczna, uzyskiwana w medy­
tacji; najwyższym siddhi jest oświecenie]
i wszystkim bez wyjątku, czego zapragnie mój umysł."""

Drzeworyt tybetański: nie magia lecz festiwal pustki
Tybetański drzeworyt spełnia wszystkie zadania, jakie stoją
przed buddyjską sztuką, rozumianą jako ыро/а, zręczny
środek, wskazujący drogę ku oświeceniu. Dlatego trudno
zgodzić się z powszechnym do niedawna klasyfikowaniem go
w kategorii „zaklęć, uroków, amuletów", choćby ich siła
magiczna traktowana była jak najbardziej serio. Czyni tak na
przykład Nick Douglas^', skądinąd autor jednego z najlep­
szych omówień drzeworytów tybetańskich, pochodzących
z tradycji buddyjskich i bon. Kategoria „amulet", podobnie
zresztą jak pojęcie „magii", której jest on pochodną, to raczej
termin-indeks, objaśnienie pozorne, obciążone wielokrotnie
dyskutowanymi wadami."
Zamiast więc mówić o magii (niezaprzeczalnie tu obecnej,
lecz nie wiadomo, co właściwie oznaczającej) lepiej widzieć
w drzeworycie tybetańskim ekspozycję buddyjskiej doktryny,
głoszącej аЫ^а-ашсса-алаКа", cierpienie-nietrwałość-pustość. Nietrwałość papierowego druku przypomina o przemija­
niu. Niezmienność, kanoniczność jego ikonografii odwzoro­
wuje buddyjski antyrelatywizm ontologiczny i etyczny: świat
nie jest chaosem, bowiem pomiędzy dobrem a złem istnieje
zasadnicza, nieredukowalna różnica, cierpienie. Cały po­
rządek kosmiczny opiera się na tym fundamentalnym założe­
niu, wyrażającym się w pierwszej z buddyjskich czterech
szlachetnych prawd.^ To z niego wyrasta buddyjski im­
peratyw kategoryczny, składane przez bodhisattwę^ ślubowa­
nie, że nie spocznie w pracy dla powszechnego pożytku
dopóty, dopóki „choć jedna istota pogrąża się w tym oceanie
cierpienia". I w końcu po trzecie: drzeworyt buddyjski,
stanowiący treść tybetańskiej modlitwy żywiołów, spalany
w ogniu, obracający się w młynku i młynie modlitewnym,
odciskany w skale, w tysiącznych powtórzeniach powiewają­
cy na flagach modlitewnych stanowi ekspozycję nauki o pust­
ce wszystkich rzeczy. Bo „gdzie jest wiatr, gdy nie wieje?
gdzie rzeka, gdy nie płynie?" Kto się modli, kiedy wiatr się
modli? Albo gdy rzeka obraca młyn modlitewny? Kto
wprawia w ruch dzwonki z mantrami chroniącymi pola przed
powodzią? Kto porusza klekotki, odstraszające demony? Oto
prawdziwie buddyjski wykład wszechpustki, na przykładzie
niewzruszonej choć iluzorycznej ontologii żywiołów.
Na zakończenie jeszcze jeden obraz z Tybetu. Nad rzeką
siedzi mnich. Rytmicznie zanurza rękę w wodzie. Pod­
chodzimy bliżej. Wygląda, jakby robił babki z piasku. W ręku
trzyma matrycę drzeworytnicza z wizerunkiem Garudy, króla
nagów, wężowych bóstw zamieszkujących wody i podziemia.
Stempluje nią wodę. Rzeka płynie, unosząc z nurtem błogo­
sławieństwo królewskiej pieczęci.

P R Z Y P I S Y
' S. Vincenz, g w w w Ь л ж д ш и / ' о с А и , [w:] tegoż, T f m d f y ź W o w i b z , Gdańsk
1993. s. 112
' Tegoż. Owfopar. Zwpfjb z for УСЗД-У944, oprać. Jan A . Choroszy, Wrocław
1993. s. 12 i 51
' Budowla o kanonicznym, precyzyjnym kształcie i bogatej symbolice, pierwo­
tnie kryjąca szczątki Buddy lub buddyjskich świętych, rozpowszechniona w kra­
jach buddyjskich.

706

' Ich nazwa pochodzi od nazwy mantry Om Mani Padme H u m , najczęściej rytej
na skałach w obrębie Wielkiego Tybetu.
' W skład tego kręgu geograficzno-kulturowego w c h o d z ą m i n . Tybet właś­
ciwy, Nepal i północne Indie (Ladakh, i część Kaszmiru, m.in.doliny Lahul i Spiti),
Sikkim i Bhutan.
' Przedstawiciele starej przedbuddyjskiej religii Tybetu.

�' B.Uspienski, fidf Avi{fego Mitola/a ли Kwsi, przel. R.Mayenowa. Lublin
1985
' W . Juszczak, Pragmenfy. AWce z k o n i i / i l o z o / i i и Ы з , Warszawa 1995, s.
147-8
* Odwołuję się tu do krytyki estetyki pokantowskiej przeprowadzonej przez
H.-G Gadamera w jego Prawdzie i mefodzie. Zob. J.Tokarska-Bakir, Wyzwoknie
przez widzenie i jAicAomie. &amp;olenokgicz&lt;ie aipeby refigi/nmci fyhefahitie/
№ (wielie hermentufyt Aansa-Georga Gadamera (w druku).
M . Eliade, TraAfaf o A ü l o n i religii. Warszawa 1976. Mówiąc o ontologii
archaicznej Eliade ma na myśli nie tylko „światopogląd", ale „sposób istnienia
świata" w kulturach archaicznych, w których religia jest elementem wszechobec­
nym, regulującym wszystkie sfery życia. Każde zjawisko przyrodnicze, społeczne
i artystyczne jest tu, w sensie epistemologicznym i ontologicznym, manifestacją
sacrum, hierofanią.
" O niebezpieczeństwach tego aktu pisze Wiesław Juszczak s. 68nn., 128 nn.
etc.
" R. A . F. Thurman, Tibet / В ЛыаИЬюп ondTfj A n , w: M . M . Rhie, R. A. F.
Thurman, Wudom and Сощроиюл. 7he iacred Л п о / Tíoef (katalog wystawy
0 tym samym tytule, zorganizowanej w The Asian Art Museum of San Francisco,
1991), San Francisco 1991, s. 37
" G . Tucci, Tioefon Painled J c r o i ü , Roma 1949, 1.1, s. 291,
" Podobny zwyczaj znany jest z tradycji polskich chasydów. U J.J.Singera
czytamy o Rabinie Mędrcu z Przemyśla, z racji dzieła, które wydał pod tym tytułem
zwanym „Rykiem Niedźwiedzia", albo o rabinie z Lublina, z podobnych przyczyn
zwanym „Ponętnym Banichem". 1 1 Singer, ./osie
Kraków 1992, s. 192
's „Piętnastowieczny mistrz buddyjski Gon dkar ba kun dga' mam rgyal
w czasie swej nocnej medytacji miał wizję Mahakali. Tej samej nocy naszkicował
bóstwo, tak jak się mu ono pokazało. Następnego dnia powierzył wykończenie
1 pokolorowanie malowidła słynnemu artyście, mKhyen brtse chen mo. Dziesiąty
Karmapa. Chos dbyings rdo rje (1604-1674) i Situ pan chen chos kyi 'byunggnas
(1700-1774) byli takimi właśnie mistrzami [tzn. malowali według własnych wizji]
i ich tanki osiągały wielki rozgłos." D . P. i J. A . Jackson, TfOefon Thonghz Pawling.
Mefhodr and Walerials, Boulder 1984, s. 12
" W . Juszczak, op. cit., s. 129
" Zob. 1. Tokarska-Bakir, Wyzwolenie przez widzenie i dwchonie, op. cit.
'* F. S. С Northrop, The Meefing о / f o i f and Weif, s. 340. Podobną opowieść
osnuto wokół postaci Hermana Hessego. Opowiadano, że gdy osadzony był
w więzieniu za o d m o w ę służby wojskowej, namalował pociąg wjeżdżający do
tunelu, po czym wsiadł w niego i odjechał. Relacja ustna Krzysztofa Czyżews­
kiego, sesja poświęcona Hermanowi Hessemu, Wrocław, wiosna 1994
" N . J. Girardot, Myfh and Meaning in Eorfv Tdoúm, Berkeley and Los Angeles
1983
" Cz. Miłosz, Tfoñtu, Warszawa 1992. To samo przekonanie znajdujemy
u Simone Weil: „Zły malarz - powiada ona - patrzy na dziewczynę, która mu
pozuje, i m ó w i sobie « m a wysokie czoło, skośne brwi, powinienem umieścić na
płótnie wysokie czoło i skośne brwi*. Prawdziwy malarz przez napięcie uwagi jest
tym, na co patrzy. Przez ten cały czas porusza się jego ręka trzymająca pędzel." S.
Weil, P u m a wybrane, Kraków 1991, s. 94. Zob. J. Tokarska-Bakir, Wyzwolenie..,
op. cit., Wprowadzenie.
" Szao Jung, X I w., za. J. Needham, Wieltie miareczkowanie, f/auta i jpofeczemfwo w Chinach i na Zachodzie. Warszawa 1984, s. 55
и Seung Sahn, Jfrzepw/qc popiół na guddg. Warszawa 1990, s. 84
" Pamiętając o starożytnym, a oddziałującym jeszcze w okresie późnego
średniowiecza (np. u Tomasza z Akwinu) rozróżnieniu pomiędzy sztuką i stwarza­
niem, które mocno naznaczyło całą późniejszą myśl Europejczyków.
" Zob. j . Tokarska-Bakir, Wyzwolenie przez widzenie i f&amp;cnanie, op. cit.
^ „Księżniczka Punyadhari z M i nnyag, jedna z uczennic I V Karmapy, Rol pa'i
rdo rje [1340-1383] miała sen o wielkiej tance Buddy Śakjamuniego, mierzącej 11
łokci od ucha do ucha. Słysząc to, Karmapa podpowiedział j e j , w j a k i sposób
mogłaby urzeczywistnić swój sen. Dosiadł konia i za pomocą śladów jego kopyt
zaznaczył na ziemi wzór wizerunku. Okazało się że ów obraz Buddy ma doskonałe
proporcje. Następnie został on przeniesiony na ogromny kawał jedwabiu. Przez
trzynaście miesięcy pięciuset ludzi pracowało nad wykonaniem tej wielkiej tanki,
na której po obu stronach Śakjamuniego znaleźli się także Mańdziuśri i Maitreja "
Karma Thinley, Tfúfory o / g ń f e e n Karmapa: o/TBef. Boulder 1980, s. 66-67
* Thurman, op. cit. s. 36
^ Najbliższe europejskiemu znaczeniu «sztuki» może być tybetańskie 6zo 6o,
praca, rękodzieło' (a także: figura, podobizna, forma etc.) Dass pisze, że zgodnie
z buddyjskim podziałem w sztuce m o ż n a wyodrębnić trzy kategorie: [1] las tzo,
czyli sztuka w odniesieniu do ciała, obejmująca pisanie, rysowanie, malowanie
i wszystko, co dotyczy rzemiosła; [2] ngag ozo, sztuka w odniesieniu do mowy,
obejmująca sztukę czytania i układania utworów literackich, a także umiejętność
studiowania: oraz [3]у id 6zo, sztuka w odniesieniu do umysłu, obejmująca wszelką
pracę intelektu. Jeśli chodzi o kategorie działalności artystycznej, wymienia się
kolejno: tkactwo, handel, sztukę dyplomacji, sztukę epistolamą, arytmetykę,
chiromancję, wróżenie i interpretację znaków wróżebnych, sztukę projektowania
i konstruowania, rzeźbienie posągów, reliefów, rytowniclwo, sztukę wychowywa­
nia, wytwarzania tkanin wełnianych i filcu, sztukę mieszania składników (np.
metali). Ch. Dass, TfOefon-fnglúh Dicfionary, Calcutta (1902) 1985, s. 1111
" R. Thurman, Tioef and Tioefan gwddnum, op. cit., 35.
" Angielski przekład tybetańskiego 6zoDojako „sztuczny - artystyczny", który
powtarzam tu za Robertem Thurmanem (Wüdom and Compamon. op. cit., s. 34),
nawiązuje do dwuznaczności „sztuka" - "sztuczność": np. ang. arf-arfi/icial,
istniejącej w wielu j ę z y k a c h europejskich. Trudno m i rozstrzygnąć, na ile trafnie
oddaje on znaczenie tybetańskie. Na ten temat patrz Dass. op. cit., s. 1111.

^ Rigpa Fellowship, London 1988
" Thondup Tulku, A d d e n Teaching* о / Tioef. An fjpldnafion о / fne Terma
Tradifion о / r n e Ayingma Jcnool о / Д м И л и т , London, s. 151-152
" H . A . Jáschke, Tfeelon-Engfuh Diclionary wiln Special Ke/érence fo rne
Prevailing Dialects, Delhi 1980, s. 522-523: (2) „rang Dywng ha, samopowstały:
(...) rang g r a t nie przez człowieka wytworzony „["= rang oyun, rang oyong,
samoistny, powstały sam z siebie"]. Podobnie Dass, op. cit., 1164-1165. Zob też j .
Tokarska-Bakir, Wyzwolenie..., on. cit.
" Drzewo pod którym Budda Sakjamuni osiągnął oświecenie. 'Bodhi' znaczy
„przebudzenie, oświecenie".
" biography о / Dnarmajvamin, [ w : ] J.N. Roerich ( o p r a ć ) , glae Annals,
Moskwa 1967, 525-527
" Mik yen 6rde'f Guide fo fhe Яо/y Placel о / Cenlral Tioef. przeł. z tyb. A .
Ferrari, L . Petech, H . Richardson, Roma 1958, 43 etc.
" Roerich, op. cit, 512. 519, 533
" Jedno z groźnych bóstw panteonu buddyzmu tybetańskiego.
" Samoistne powstanie przypisuje się też stupie o tej samej nazwie, słynnej
stupie Swajambhu w Kathmandu.
" «Piecioraki», ponieważ składa się z pięciu figur: „świętego posągu przywie­
zionego z Indii, samopowstałego posągu [Awalokiteśwary], [posągu] któla, a także
księżniczki nepalskiej i chińskiej", Thondup, op. cit., 252, n. 211
*' Thondup, op. cit., s. 252, n. 211
" S. L . , Huntington J. C , Huntington Leaves/rom fne godni Tree. The Arf о /
Pala /ndia fgfh-T2fh cenfwnejj and 7fs Jnfemafional legacy [katalog wystawy
w The Dayton Art Institute], Seattle - London 1990, s. 85
« Tamże.
" G. Tucci, Tioefan Painled Scrolls, op. cit, s. 290
" Jackson, op. cit., s. 139
* Tucci, op. c i i . , s. 312nn.
^ Blo bzang chos k y i rgyal mtshan, [ w : ] Tucci, op. cit., 315
D. L . Snellgrove, Тле fYine Ways о / Д о л . E r c e r p » / r o m gZi-brjid [przekład
z t y b ] , Boulder 1980, s. 297-298
" H . A . Jáschke był misjonarzem z Moraw, który wiele lat spędził w podhimalajskiej dolinie Lahul w północnych Indiach.
B . Olschak. T. Wangyal. Myrfic Arf o/Ancienf Tibef. London bd, s. 113
s« Tucci, op. cit., s. 239
" Jackson, op. cit., s. 11
" P. Florenski, / t o n o i f o ł i inne szkee, przeł. Z.Podgórzec, Warszawa 1984, s.
120. Zwraca uwagę zbieżność tego określenia z tybetańskim określeniem
malarstwa, „proteza d u c h o w o ś c i " bliska jest rfen, „symbolowi-podporze".
" Tucci, op. cit., s. 287-288
" Tendencja do zaniedbywania treściowej strony słowa czy napisu na rzecz jego
formy i oddziaływania, z reguły właściwa jest tzw. kulturom „ustnym", archaicz­
nym, w odróżnieniu od „pisemnych", opartych na piśmie jako głównym nośniku
komunikacji. Owa tendencja przejawia się w specyficznym „rematycznym"
użytku, jaki czyni się w obrębie kultury ustnej ze świętej rzeczy czy świętego
tekstu, interesując się nie tyle jego femafem (tym, о с z y m jest tekst lub с o
wyobraża wizerunek), ile remalem (materialnością tekstu, substancją wizerunku,
tym, c z y m tekst lub wizerunek jest). Podobne, „rematyczne nastawienie" może
też charakteryzować określone formy kultu: w zachowaniu religijnym akcentuje
się wówczas samą tylko czynność (klękanie, wędrówka na klęczkach, pokłony,
okrążanie świętej góry, klepanie pacierzy, różaniec itp.), nie zaś np. treść albo też
intencję modlitwy czy rozmyślania, zalecanego przez brewiarz na okoliczność
owej pobożnej praktyki. Odwołuję się tu do przystosowanego do etnograficznego
kontekstu potrzeb rozróżnienia językoznawczego: temat (lo, o czym się mówi)
- remat (to, co się mówi). Więcej na ten temat w mojej pracy, Wyzwolenie..., op.
cit., Wprowadzenie.
% Douglas, op. cit., s. 9
* Thondup Tulku, Widden Teaching! о / TToef. An Eipfdnorion о / fne Terma
Tradifion о / f k e Ayingma Jcnool o / g w d d n ú m , London, s. 151-152
^ Za: G. Leonów, w: M . M . Rhie, R. A . F. Thurman, Wúdom and Companion.
The Sacred A n qf" Ti6ef, s. 306
" N . Douglas, Tioefon Tdnf ric Chormr and A m a l e » . 2 JO Examples Reproduced
/ r o m Original WoodWocb, New York bd. s . l l
* Snellgrove, The fVme Ways..., op. cit.; R. de Nebesky-Wojkowitz, Oracles
and Demons o/rioef. The Cidf and Iconography о/fhe Tipelan Profecfive Deifies,
The Hague 1960
™ Modlitwa skomponowana przez Mipama, słynnego lamę, który żył w latach
1846-1912. Za udostępnienie jej dziękuję P. Maciejowi Góralskiemu z Muzeum
Azji i Pacyfiku w Warszawie.
" N . Douglas, op. cit., s. 11
" M a m tu na myśli całą antropologiczną krytykę Frazerowskiej Ziole/ galgzi,
poczynając od Bronisława Malinowskiego przez gemertungen uter Prozer The
GoWen Aowgh' Ludwiga Wittgensteina, a kończąc na dyskusji nad pojęciem
racjonalności, jaka toczyła się w prasie antropologicznej {filozoficznej w latach 60'
i 70'. Zob. artykuły z tomu pod red. E. Mokrzyckiego, Pac/onalnosc i sfyl т у Д е ш а ,
Warszawa 1992
" Palijska formuła, wyrażająca w największym skrócie podstawowe idee
buddyzmu: uniwersalność cierpienia, przemijanie i „brak wszelkiej samoistnej
esencji i egzystencji", zwany pustością wszystkich rzeczy, w tym ,ja".
" Jest to najbardziej skrótowa, mnemotechniczna formuła doktryny buddyjs­
kiej, przypisywana samemu Buddzie Śakjamuniemu. Pierwsza szlachetna prawda
stwierdza, że cierpienie istnieje; druga wskazuje na jego przyczyny; trzecia naucza
o istnieniu nirwany, stanu poza cierpieniem; czwarta wskazuje do niego drogę.
" Praktykujący buddysta, ślubujący dążyć do wyzwolenia nie tylko dla
własnego dobra, ale dla pożytku wszystkich istot.

707

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9562" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9540">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/8c4244044df3dd8ab170b60d97215826.pdf</src>
        <authentication>523476c9cce6ebba19c117062f77659b</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113871">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2430</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113872">
                <text>1993</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113873">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2256</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113874">
                <text>Problemy dokumentacji wideo / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113875">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.2, s.67-68</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113876">
                <text>Bieńkowski, Andrzej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113877">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113878">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113879">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113880">
                <text>И. 12. Wesele w Nieznamierowicach, 1987. Zdjęcie zrobione w drugi dzień wesela, w czasie przeprowadzania gości z domu do remizy. Grają:
Józef Porczek i Jan Gaca (ma skrzypce ze wzmacniaczem własnej roboty. Na pasku powieszony głośnik).
muzyczny w Radomskiem, zajmuje on z grubsza obszar
między miejscowościami - od południa Skrzyńskiem i Drze­
wicą a Potworowem i Odrzywołem od północy. Muzyka tam
grana była nazywana przez muzykantów spoza tego mikro­
regionu muzyką „kajoków" (od noszonych tam tradycyj­
nych „swojej roboty" spodni - w przeciwieństwie do brycze­
sów noszonych już przez wiejskich chłopaków spoza tej
strefy (informacja Franciszka Reguły i Wacława Reka). Inna
nazwa tej muzyki to muzyka „polna" - inf. Józefa Łudczaka
i Józefa Września), w przeciwieństwie do muzyki „Lesiaków" - którą oni grają. Muzykanci grający po „kajocku"
często określają swoją muzykę jako „rdzuchowską". Tych
kilku niezwykłych skrzypków grających po kajocku, których
można odnaleźć w terenie, ma rodowód muzyczny wywo­
dzący się od znanego muzykanckiego rodu Kędzierskich (np.

Tadeusz Jedynak i Piotr Gaca są uczniami Jana Bogusza,
który z kolei uczył się u Jana Kędzierskiego).
Najwspanialszy przedstawiciel muzyki
„kajockiej"
- skrzypek Józef Kędzierski mówi o swojej grze: „muzyka
powinna iść do nieba, musi być tak wyciągana, jak do nieba
i tak grana, żeby następnego dnia żaden chłopak nie potrafił
zagwizdać mojego obera - bo inaczej jest to łatwizna".
Wydaje mi się, że to wyznanie w niezwykle trafny sposób
pokazuje najbardziej istotne cechy tej bardzo emocjonalnej
muzyki, gdzie oberki zgrupowane w jakby bloki muzyczne
były grane po kilka godzin bez przerwy. Wyróżnia tę muzykę
niezwykle rozbudowana improwizacja. Oberki takie, o ile
grane są poza tym obszarem, nazwyne są „rdzuchowiaka-

Problemy dokumentacji wideo
Andrzej Bieńkowski
Rozpoczynając w 1985 r. dokumentowanie folkloru i życia
muzycznego na wsi Polski centralnej na taśmie wideo nie
zdawałem sobie sprawy, jak dalece ten nowy i rewolucyjny
wręcz środek przekazu zmieni i rozszerzy moje spojrzenie na
folklor i jego przemiany, jak pomoże mi zobaczyć zjawiska,
które w dotychczasowym badaniu muzyki ludowej łatwo
uchodzą uwadze. Możliwość filmowania we wnętrzach wiejs­
kich domów bez specjalnego dodatkowego oświetlenia i ekipy,
która normalnie towarzyszy filmowaniu pozwala na stworze­
nie sytuacji, która nie peszy mieszkańców wsi, a jednocześnie
działa stymulująco na grę i zachowania jej towarzyszące.
Stwarza to doskonałe warunki do odtworzenia bądź stymulo­
wania prawie normalnych sytuacji, w jakich odbywały się
wiejskie muzykowania i obrzędy.
Aby móc zdokumentować życie muzyczne wsi, niezbędnym
Warunkiem jest świadomość sytuacji, w jakiej znajduje się
kultura wiejska, a w szczególności ten jej rozdział, którym jest
muzyka ludowa.
Problem autentyzmu kapel ludowych
Jest naturalną skłonnością ludzi zajmujących się muzyką
ludową wydobywanie i rejestrowanie tej muzyki, która jest

najstarsza, najbardziej archaiczna i w opinii miejskiej uchodzi
za najbardziej wartościową. Postawa taka, mimo oczywistych
walorów badawczych, rodzi szereg niebezpieczeństw. Dotyczą
one repertuaru kapel ludowych, ich składu instrumentalnego
i manier wykonawczych.
Skrzypkowie ludowi Polski centralnej to w przeważającej
większości ludzie urodzeni w przedziale czasowym lat
1915-1930, a więc pokolenie, które zaczęło grać na weselach
w latach 1935-1945.
W latach tych taneczna muzyka weselna w zasadzie nie
odbiegała swym repertuarem od muzyki granej na zabawach
i pograjkach. W tym okresie kapele wykonywały utwory
zgrupowane w blokach muzycznych, po których następowała
przerwa na odpoczynek. W takim bloku muzycznym za­
czynanym i zakańczanym oberkiem grano walce, polki, tanga
i fokstroty. Wszystkie te gatunki muzyczne egzystowały na
równoprawnych zasadach. Kapele z którymi miałem do
czynienia, a które nie otarły się o festiwale, ani o instruktorów
z domów kultury, w czasie nagrań grały wszystkie te rodzaje
utworów jako muzykę wiejską.
Natomiast, kiedy nagrywa się takie same kapele, które już
jednak otarły się o „wymagania fachowców", zauważa się, iż
próbują one eliminować ze swego repertuaru tanga, walce,

67

�fokstroty itp. Wystarczy jednak porozmawiać z muzykami,
aby dojść do wniosku, że nie wynika to z poczucia „ludowości"
czy „nieludowości" tej muzyki, tylko jest skutkiem wpływu na
ich repertuar ludzi z zewnątrz. Wydaje się rzeczą ważną, aby
przy dokumentacji folkloru traktować tę część reperturaru
kapel jak równoprawną w jej znaczeniu przy badaniu muzyki
wsi, przy dokumentacji sytuacji autentycznej.
Problem składu instrumentalnego kapel ludowych
Rozpocznę od cytatu z Regulaminu Ogólnopolskiego Fes­
tiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych - Kazimierz 1988 г.: „W
festiwalu mogą wziąć udział: instrumentaliści-soliści grający
na tradycyjnych instrumentach jak: skrzypce złóbcoki, mazanki, cymbały, dudy, gajdy, kozioł, trombita, ligawka, bazuna,
harmonia, różnego rodzaju fujarki, piszczałki i inne instrume­
nty i narzędzia muzyczne (należy przypomnieć, że akordeon
jest obcy polskiej tradycji ludowej)".
Chciałbym żebyśmy zajęli się bliżej tym fragmentem. Jak
rozumiem regulamin tego ważnego, wspaniałego festiwalu
ocenianego przez najwyższe autorytety naukowe, był przez nie
stworzony, a przynajmniej zaakceptowany, tym samym dob­
rze oddaje kierunki badań i stosunek do folkloru w kraju.
Na wsi Polski centralnej (Radomskie, Opoczyńskie, Raws­
kie) harmonia pojawiła się w kapelach w końcu lat dwudzies­
tych, początku trzydziestych. Bardzo niewielu instrumentalis­
tów mogło sobie pozwolić na kupno tego bardzo drogiego
instrumentu (cena nowej harmonii 3-rzędowej) 80-basowej
wynosiła 700-900 zł). Akordeony pojawiły się w tych okoli­
cach w końcu lat trzydziestych, rozpowszechniły się w czasie
wojny, a w latach pięćdziesiątych zaczęły wypierać harmonie.
Z badań terenowych wynika, że skrzypkowie ludowi w swym
aktywnym życiu muzycznym częściej grywali z akordeonem
niż z harmonią. Różnica w czasie pomiędzy pojawieniem się
harmonii a akordeonu wynosi kilka lat. Stąd prosty wniosek,
że akordeon w kapelach, które możemy jeszcze zarejestrować
jest pełnoprawnym instrumentem ludowym, zakorzenionym
już od blisko półwiecza w życiu muzycznym wsi.
Jeżeli mówimy o niepolskim rodowodzie akordeonów,
powinniśmy pamiętać o takimż rodowodzie harmonii. Pro­
blem jest głębszy i dotyczy stosunku do kultury ludowej
w ogóle, przecież to nie my, ludzie zajmujący się muzyką
ludową, możemy przesądzać, co jest ludowe, a co nie. Decydu­
je o tym społeczność wiejska, jej upodobania i estetyka.
Kultura ludowa, jako zjawisko, jest otwarta, czerpie wzory i in­
spiracje również z innych kultur, inaczej ginie, nie rozwija się.
Przecież w latach tzw. I I Rzeczypospolitej istniały na
obszarze naszego kraju różne kultury wzajemnie oddziałujące
na siebie - polska, żydowska, niemiecka, rosyjska, ukraińska
itp., i ślady tego obecne są do dziś, mimo że staliśmy się krajem
niemal monokulturowym, a w każdym razie to nam przez lata
wmawiano. Dlatego też eliminowanie wpływów innych kultur
zubaża naszą własną.
Zjawisko podobne do eliminowania akordeonu jako niepo­
lskiego instrumentu, można spostrzec w zespołach śpiewa­
czych z rejonów Polski wschodniej. Tam w latach II Rzeczypo­
spolitej w jednej wsi mieszkały społeczności - np. polska
i ukraińska, mieszając się i czerpiąc wzajemnie wzorce kulturo­
we. Pieśni ukraińskie były śpiewane również przez polską część
wsi. Dziś zabrania się tym zespołom śpiewaczym wykonywa­
nia tej ukraińskiej części repertuaru (np. w Kazimierzu).
(Uwaga dotyczy lat osiemdziesiątych). Czy to dbanie o „pol­
skość" w kulturze ludowej nie trąci przesadą? Czy nie ingeruje
się w sytuacje autentyczne?
Podejście takie utrudnia dokumentację z góry eliminując
z rzeczywistości badanej to, co „fachowcy" uznają za obce.
Jeśli więc chcemy utrwalić obraz r z e c z y w i s t e g o składu
kapel, takiego, w jakim naprawdę grywały dla publiczności
wiejskiej, nie wolno zapominać o istnieniu takich instrumen­
tów jak dżaz, który pojawił się na początku lat pięćdziesiątych,
jak saksofon, który pojawił się w tym samym czasie, nie
mówiąc już o elektrycznym instrumentarium ostatnich 20 lat.

68

Maniery wykonawcze
Największy mir wśród muzykantów mieli (i mają) nutowcy
to jest ci, którzy znają nuty, na ogół bowiem muzykanci są
„słuchowcami", do czego przyznają się z pewnym zażenowa­
niem. Skrzypkowie, którzy zaczynali swą działalność muzycz­
ną przed pojawieniem się harmonii i akordeonu grywali
z bębenkiem (czasem z basami i bębenkiem). Zmiany, które
zaszły w muzyce w momencie pojawienia się harmonii i akor­
deonu, zepchnęły skrzypka na drugi plan, to harmonista
decydował teraz o tym, jak będzie grana melodia (skrzypkowie
określają to jako gra na prostkę, bez ozdabiania). Ciekawym
problemem przy nagrywaniu skrzypków jest porównanie, jak
muzyk gra ten sam utwór „w pojedynkę", czyli z bębnem i jak
z harmonią. Dobry skrzypek wiejski to taki, który od razu
zagra zanuconą mu melodię w sposób taki, jak się to od niego
zażąda, dlatego też bardzo trzeba uważać, żeby nie wpłynąć
swoimi gustami na sposób gry skrzypka, ten bowiem szybko
orientuje się, czego oczekuje od niego nagrywający, a co nie
zawsze jest zgodne z tradycją wiejską, jak np. Władysław
Cieślik.
W czasie rejestracji na wideo konieczna jest świadomość
tego typu problemów, jeżeli chcemy uzyskać niezafałszowany
przez nasze życzenia obraz życia muzycznego wsi. Jest to też
ważne z innego względu - akceptacja gustów i zachowań
muzykantów pozwala stworzyć taką atmosferę w czasie
filmowania, kiedy to możemy zauważać zachowania, które nie
są dostrzegalne w sytuacji pouczania i życzeń wobec muzykan­
tów.
Zachowania w czasie gry
Przeglądając ponad 170-godzinne archiwum moich rejest­
racji wideo zacząłem zauważać pewne prawidłowości w za­
chowaniach muzykantów, z których - będąc zajęty filmo­
waniem - nie zdawałem sobie sprawy. W czasie najbardziej
udanych sesji nagraniowych, kiedy muzykanci czuli się swobo­
dnie, a obecność licznych mieszkańców wsi działała na nich
stymulująco, można zaobserwować szczególny typ zachowań
instrumentalistów i śpiewaków. Można te zachowania po­
dzielić na dwie zasadnicze grupy: zachowania imponujące
i zachowania zastępcze. (Omawiam je w zamieszczonym
powyżej wywiadzie).
Opis oddaje te zachowania tylko w przyblżeniu, rejestrować
je może tylko kamera wideo, odpowiednio ustawiona, zdolna
uchwycić to, co najważniejsze w tym muzycznym spektaklu.
A jest to s p e k t a k l , o czym się nie wie, czy nie pamięta,
mając do czynienia tylko z muzycznym nagraniem. Technika
wideo pozwala nam na rejestrację niezwykłych, ekspresyjnych,
ginących przecież zachowań, rejestrację całego rytuału gry
i wzajemnych relacji pomiędzy muzykantami a społecznością
wiejską. To wszystko ucieka przy rejestracji jedynie magneto­
fonowej.
Problemy techniczne, o których trzeba pamiętać, to prawid­
łowe oświetlenie wnętrza, tak żeby dobrze rysowały się twarze
i żeby muzykanci i kamerzysta nie rzucali nawzajem cienia.
Trzeba też pamiętać, kiedy nagrywamy kamerą bez zewnętrz­
nego mikrofonu a tylko mikrofonem wmontowanym w kame­
rę, o kompromisie pomiędzy ciekawym kadrem a prawid­
łowymi proporcjami dźwiękowymi pomiędzy poszczególnymi
instrumentami.
Na zakończenie chciałbym poruszyć jeszcze jeden problem
etyki filmowania. Technika wideo umożliwia filmowanie
sytuacji i zachowań, których ludzie filmowani nie chcieliby
pokazać na zewnątrz, a są nieświadomi tego. że rejestruje ich
kamera. Każdy z dokumentujących na wideo życie muzyczne
wsi musi sam zadecydować, do którego momentu filmowanie
jest pracą naukową, a kiedy wkracza w sferę prywatności
drugiej osoby. Jest to problem ważny. Można bowiem łatwo
w pogoni za autentyzmem i prawdą o tej sferze zapomnieć

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9561" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9539">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/76b82d73240f50938bd2032d022f42ef.pdf</src>
        <authentication>f1414d2a4b1262a0477cfa83d363c306</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113861">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2429</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113862">
                <text>1993</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113863">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2255</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113864">
                <text>Muzykanci radomscy / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113865">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.2, s.65-66</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113866">
                <text>Bieńkowski, Andrzej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113867">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113868">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113869">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113870">
                <text>Muzykanci radomscy
Andrzej Bieńkowski
Badania nad muzyką ludową i obyczajami muzykantów
prowadzę od 1979 roku. Obejmują one regiony: Radomski,
Opoczyński, Rawski, Grójecki, Skierniewicki i okazjonalnie
Łowicki. Ogółem dotarłem do 608 instrumentalistów ludo­
wych z tych regionów. Kolekcja moja liczy obecnie 200
godzin muzyki instrumentalnej, 170 godzin rejestracji wideo,
15 godzin relacji o czarach muzykantów i ich obyczajach
oraz ponad 5 tysięcy fotografii. Filmy i nagrania robione są
z reguły w domach muzykantów.
Na terenie ziemi radomskiej dotarłem do 141 skrzypków
oraz ponad 100 harmonistów i akordeonistów. Do tej pory
udało mi się zarejestrować na taśmie magnetofonowej lub
wideo 90 skrzypków i 50 harmonistów z Radomskiego.
Pierwotnym motywem moich badań był brak głębszego
zainteresowania muzyką i losami tej licznej rzeszy muzykan­
tów, którzy w większości nie grają już od wielu lat...
Składy kapel weselnych z Radomskiego ulegały w tym
stuleciu zasadniczym zmianom, tak więc początek stulecia to
przede wszystkim skrzypce z bębenkiem jednostronnym.
Basy 4-strunowe tu występujące brano na bogatsze - liczniej­
sze wesela. Skrzypek był godzony na wesele sam i zabierał ze
sobą „statki", czyli skrzypce, basy i bębenek. W czasie wesela
skrzypkowi bębnili i basowali przygodni goście weselni.
Czasem na bardziej prestiżowe wesela skrzypek dobierał
sobie bębnistę, a basowali weselnicy (informacja - Józef
Kędzierski, Walenty Mirecki).
Bębenki jednostronne były średnicy około 40 cm, miały
„cykotki", czyli blaszki, najczęściej z mosiądzu. Skóra na
nich była z psa lub z „porzuconego" (poronionego) cielaka
W czasie I I wojny światowej dość rozpowszechniony byl
obyczaj pokrywania bębnów skórą z Tory, pochodzącej ze
zdemolowanych synagog. Bębenki takie, często zachowane
do dziś, w tym czasie nie były zabierane na wesela, ale
bębniono na nich chodząc „po dyngusie" albo na skromniej­
szych pograjkach. Basy można było kupić na targu w Rado­
miu; część z nich była fabrycznej roboty, np. basy Józefa
Zawiślaka albo robione przez wiejskich lutników - często
muzykantów, np. Władysława Dembowskiego i Jana Kózkę
- basy takie zamwiano bezpośrednio u wykonawcy. Har­
monie pojawiły się po I wojnie światowej, początkowo były
to tzw. „półtonówki" - 12-basowe, 2-rzędowe. Trafiały się
też tzw. dziesiątki - 2-basowe, używane raczej do nauki gry
(informacja - Jan Michalski). Półtonówki dość szybko
zostały wyparte przez bardziej nowoczesne i łatwiejsze w grze
harmonie 3-rzędowe 24-basowe. Najczęściej jeszcze spotyka­
ne instrumenty tego rodzaju pochodzą z wytwórni Meyera.
Leonarda, Paulusa. Do rzadziej spotykanych należą har­
monie Fijałkowskiego, Kwiatka, Rutkowskiego, Wełny.
Królaka, Seipelta. W północnej części Radomskiego istniały
dwie małe wytwórnie harmonii: Fijałkowskiego - ucznia
Meyera, w gminie Mogielnica i Kwatka - ucznia Fijałkows­
kiego, w gminie Radzanów. Udało mi się dotrzeć do kilku
pierwszych harmonistów tego regionu: Józefa Zawiślaka
7 gmina Potworów, Jana Michalskiego - gm. Klwów
i Władysława Gajdy - gm. Radzanów. Są oni bezcennym
źródłem informacji o zmianach, jakie zaszły w muzyce
ludowej i obyczajowości wraz z wprowadzeniem harmonii
do kapel weselnych. Wtedy to zmienił się w kapeli bęben,
cichy bębenek został zastąpiony większym, głośniejszym
barabanem", tj. bębnem dwustronnym z talerzem (zwanym
„tacą"), stopniowo zaczynały zanikać również basy 4-stru­
nowe. W wielu kapelach basy zostały zastąpione przez drugie
skrzypce, czyli kapela grała w składzie: dwoje skrzypiec
bębenek lub baraban (np. kapele Józefa Września, Stefana
Kaczmarka, Antoniego Września). Z wesel basy zniknęły
ostatecznie w czasie I I wojny światowej (przesiedlenia).
1

Wyjątkiem jest Józef Kędzierski, który grał z basami do
końca lat 50-tych.
Wielu skrzypków wycofuje się wtedy z aktywnej gry na
weselach, nie będąc w stanie lub nie chcąc przystosować się
do gry z harmonią (np. Wacław Neska, Walenty Mirecki,
Józef Kietla). Jest interesujące, że dla wielu skrzypków gra
weselna była tylko epizodem młodości, porzuconym po
założeniu rodziny.
W latach 30-tych pojawiają się kolejne udoskonalone
wersje harmonii 3-rzędowych, 80- lub 120-basowych. Tego
typu harmonie spotyka się niekiedy jeszcze teraz na wese­
lach; są to instrumenty: „Radek", „Jędrych", „Lipiński",
„Nowicki". Dobre i znane kapele z lat 30-tych występowały
najczęściej w składzie: harmonia, skrzypce, kornet i baraban.
Pierwsze akordeony pojawiają się w kapelach przez I I wojną.
Mówiąc o instrumentalistach okresu międzywojennego trze­
ba wspomnieć o dość powszechnym „ogrywaniu" skrom­
nych, wiejskich zabaw na organkach solo lub z towarzysze­
niem bębenka (np. Franciszek Reguła, Jan Kłosiński).
Harmonie pedałowe występują tylko w południowej części
woj. radomskiego, są to harmonie firmy: „Meyer" „Rut­
kowski" „Ostrowski".
Kolejne zmiany w instrumentarium kapel następują w po­
łowie lat 50-tych, kiedy w „lepszych" kapelach weselnych
baraban zostaje zastąpiony przez „dżaz", czyli prosty zestaw
perkusyjny (bęben z pedałem, werbel i talerz), a trąbka

�П. 11. Stefan Kotlimowski i Władysław Bieńkowski (bębni trzonkiem drewnianej łyżki). Radomskie. 1989

stopniowo zastępowana jest saksofonem tenorowym, coraz
częściej pojawiają się też akordeony. Trzeba zaznaczyć, że
mówiąc o ewolucji kapel mam na myśli kapele, które
nadawały ton życiu muzycznemu wsi i ustalały nowe kryteria
estetyczne, bo przecież równolegle z tymi kapelami za­
praszano na wesela kapele w składzie tradycyjnym, tzn.
skrzypce z bębenkiem.
Oczywiście wraz ze zmianami w składach kapel następo­
wały też zmiany w repertuarze, ale to już osobny problem.
Wzmacniacze zaczęły się pojawiać na weselach w końcu lat
60-tych. Kapele grają już wtedy na zewnątrz „domu wesel­
nego", pod plandeką, a na wesela zaprasza się więcej gości.
Bardzo szybkie zmiany w kapelach zaczęły zachodzić na
przełomie lat 1970-80. Skrzypce zaczynają być już rzadkoś­
cią, a najczęściej spotykane na weselach kapele występują
w składzie: akordeon - organy elektryczne, gitara basowa,
saksofon i perkusja.
Zmiany te zostały przyspieszone przez inwazję w tym
okresie popularnej muzyki rockowej „nowej generacji"
(kapelę na wesele wybiera i zaprasza pan młody!). Trafiają
się jeszcze niekiedy kapele weselne w tradycyjnym składzie,
czyli: skrzypce, harmonia lub akordeon, saksofon i „dżaz",
ale kapele takie mają coraz mniejsze wzięcie.
Chciałbym zasygnalizować jeszcze jeden czynnik, który
przyczynia się do szybszego wyeliminowania z życia muzycz­
nego wsi tradycyjnych kapel, ale zacznijmy od wydarzenia,
które miało miejsce kilka lat temu na wsi. Jedna z kapel,
która zdobyła I miejsce na Festiwalu w Kazimierzu, została
zaproszona przez sąsiadów na pograjkę. Skończyło się to
tym, że przyjechała milicja, która rozpędziła zabawę, a właś­
cicielowi mieszkania, gdzie się to odbywało wlepiła kole­
gium. Należy przypuszczać, że po takim incydencie nikt
więcej kapeli na „pograjkę" nie zaprosi do siebie. Milicja
działała zgodnie z przepisami, które zakazywały urządzania
nie rejestrowanych zabaw. A chcąc zorganizować zabawę
należało złożyć podanie u miejscowych władz i zapłacić
podatek.
Współczesny muzykant weselny, aby móc legalnie wyko­
nywać swój zawód, powinien po weryfikacjach uzyskać
rodzaj „patentu" na wykonywanie zawodu „wiejskiego
muzykanta" i płacić z tego tytułu podatki. Poddanie się tej
procedurze jest możliwe w wypadku ekspansywnych i zamo­
żnych kapel typu „knajpowego". Natomiast poważnie utru­
dnia organizowanie zabaw ludowych z tradycyjnymi kapela­
mi, których już nikt na wesele nie zaprosi.
W Radomskim jest obecnie czynnych zawodowo zaledwie

66

kilku skrzypków (np. Jan Gaca, Jan Borowiecki, Józef
Zaraś, Jan Bielski), grają oni po kilka wesel w sezonie i mają
stałe zespoły. Drugą grupę stanowią skrzypkowie dorywczo
grywający na weselach lub chrzcinach raz lub dwa razy
w roku (np. Piotr Gaca. Piotr Strzałkowski, Józef Papis,
Wacław Rek, Jan Matysiak). Natomiast znakomita więk­
szość przestała grywać zawodowo przed około 20 laty.
Średnia wieku skrzypków wynosi od 60 do 75 lat (stan
w 1988 г.). Najmłodsi znani mi skrzypkowie radomscy to:
Józef Kmita, Stanisław Lewandowski, Jan Gaca, urodzeni
na początku lat 30-tych. Młodszych skrzypków nie udało mi
się odnaleźć. Za kilka lat staniemy przed problemem braku
skrzypków w tym regionie.
Największą satysfakcję sprawia mi kontakt z najtrudniej­
szą do odnalezienia i nagrania grupą skrzypków takich,
którzy przestali grać 30—40 lat temu. Tym właśnie muzykan­
tom i rekonstrukcjom ich kapel poświąciłem ostatnie 8 lat
pracy. Obok trudności dotarcia do tych artystów, namówie­
nia ich do gry i skompletowania całej kapeli w jej dawnym
składzie wielkim problemem był brak instrumentów muzycz­
nych. Wiele lat szukałem w Radomskim basów i bębenka,
tropiąc je detektywistycznie, kierując się pogłoskami i plot­
kami etc. Znalazłem basy rozbite w stodole w gminie
Potworów i oddałem je do naprawy u wiejskiego lutnika
(nawiasem mówiąc pertraktacje o kupno już rozbitych
basów zajęły mi kilka lat, bowiem okazało się, że mają one
siedmiu sukcesorów). Podobnie było z bębenkiem i baraba­
nem. Jednocześnie gruntownie badałem teren, robiąc do­
kładną ewidencję skrzypków grających z basami, basistów
i bębnistów. Starałem się zorientować, kto w okresie aktyw­
ności muzycznej skrzypków był najbardziej znanym i cenio­
nym muzykantem i jakie w tym czasie oberki, polki, mazurki
i walce grywał. Okazało się to bardzo pomocne w nagraniach
dla stworzenia klimatu wspólnoty zainteresowań, który
bardzo pomaga muzykantom w przypomnieniu sobie w za­
kamarkach pamięci tych utworów, które przestały być juz
obiegowe w ich wsi. Szczególnie ważne było to w wypadku
nagrań Wacława Neski, nie grającego już od 45 lat, i Jana
Kietli, Stefana Kaczmarka, nie grających prawie od 30 lat.
Do nagrań dochodziło niekiedy po kilku latach pertraktacji
i wzajemnym poznaniu się, a warunkiem ich dokonania było
dostarczenie kapeli wszystkich instrumentów (np. kapele
Walentego Mireckiego, Wacława Neski, Stefana Kaczmar­
ka, Antoniego Września), których już muzykanci od wielu
lat nie mieli.
Chciałbym zwrócić uwagę na bardzo ciekawy mikroregion

�И. 12. Wesele w Nieznamierowicach, 1987. Zdjęcie zrobione w drugi dzień wesela, w czasie przeprowadzania gości z domu do remizy. Grają:
Józef Porczek i Jan Gaca (ma skrzypce ze wzmacniaczem własnej roboty. Na pasku powieszony głośnik).
muzyczny w Radomskiem, zajmuje on z grubsza obszar
między miejscowościami - od południa Skrzyńskiem i Drze­
wicą a Potworowem i Odrzywołem od północy. Muzyka tam
grana była nazywana przez muzykantów spoza tego mikro­
regionu muzyką „kajoków" (od noszonych tam tradycyj­
nych „swojej roboty" spodni - w przeciwieństwie do brycze­
sów noszonych już przez wiejskich chłopaków spoza tej
strefy (informacja Franciszka Reguły i Wacława Reka). Inna
nazwa tej muzyki to muzyka „polna" - inf. Józefa Łudczaka
i Józefa Września), w przeciwieństwie do muzyki „Lesiaków" - którą oni grają. Muzykanci grający po „kajocku"
często określają swoją muzykę jako „rdzuchowską". Tych
kilku niezwykłych skrzypków grających po kajocku, których
można odnaleźć w terenie, ma rodowód muzyczny wywo­
dzący się od znanego muzykanckiego rodu Kędzierskich (np.

Tadeusz Jedynak i Piotr Gaca są uczniami Jana Bogusza,
który z kolei uczył się u Jana Kędzierskiego).
Najwspanialszy przedstawiciel muzyki
„kajockiej"
- skrzypek Józef Kędzierski mówi o swojej grze: „muzyka
powinna iść do nieba, musi być tak wyciągana, jak do nieba
i tak grana, żeby następnego dnia żaden chłopak nie potrafił
zagwizdać mojego obera - bo inaczej jest to łatwizna".
Wydaje mi się, że to wyznanie w niezwykle trafny sposób
pokazuje najbardziej istotne cechy tej bardzo emocjonalnej
muzyki, gdzie oberki zgrupowane w jakby bloki muzyczne
były grane po kilka godzin bez przerwy. Wyróżnia tę muzykę
niezwykle rozbudowana improwizacja. Oberki takie, o ile
grane są poza tym obszarem, nazwyne są „rdzuchowiaka-

Problemy dokumentacji wideo
Andrzej Bieńkowski
Rozpoczynając w 1985 r. dokumentowanie folkloru i życia
muzycznego na wsi Polski centralnej na taśmie wideo nie
zdawałem sobie sprawy, jak dalece ten nowy i rewolucyjny
wręcz środek przekazu zmieni i rozszerzy moje spojrzenie na
folklor i jego przemiany, jak pomoże mi zobaczyć zjawiska,
które w dotychczasowym badaniu muzyki ludowej łatwo
uchodzą uwadze. Możliwość filmowania we wnętrzach wiejs­
kich domów bez specjalnego dodatkowego oświetlenia i ekipy,
która normalnie towarzyszy filmowaniu pozwala na stworze­
nie sytuacji, która nie peszy mieszkańców wsi, a jednocześnie
działa stymulująco na grę i zachowania jej towarzyszące.
Stwarza to doskonałe warunki do odtworzenia bądź stymulo­
wania prawie normalnych sytuacji, w jakich odbywały się
wiejskie muzykowania i obrzędy.
Aby móc zdokumentować życie muzyczne wsi, niezbędnym
Warunkiem jest świadomość sytuacji, w jakiej znajduje się
kultura wiejska, a w szczególności ten jej rozdział, którym jest
muzyka ludowa.
Problem autentyzmu kapel ludowych
Jest naturalną skłonnością ludzi zajmujących się muzyką
ludową wydobywanie i rejestrowanie tej muzyki, która jest

najstarsza, najbardziej archaiczna i w opinii miejskiej uchodzi
za najbardziej wartościową. Postawa taka, mimo oczywistych
walorów badawczych, rodzi szereg niebezpieczeństw. Dotyczą
one repertuaru kapel ludowych, ich składu instrumentalnego
i manier wykonawczych.
Skrzypkowie ludowi Polski centralnej to w przeważającej
większości ludzie urodzeni w przedziale czasowym lat
1915-1930, a więc pokolenie, które zaczęło grać na weselach
w latach 1935-1945.
W latach tych taneczna muzyka weselna w zasadzie nie
odbiegała swym repertuarem od muzyki granej na zabawach
i pograjkach. W tym okresie kapele wykonywały utwory
zgrupowane w blokach muzycznych, po których następowała
przerwa na odpoczynek. W takim bloku muzycznym za­
czynanym i zakańczanym oberkiem grano walce, polki, tanga
i fokstroty. Wszystkie te gatunki muzyczne egzystowały na
równoprawnych zasadach. Kapele z którymi miałem do
czynienia, a które nie otarły się o festiwale, ani o instruktorów
z domów kultury, w czasie nagrań grały wszystkie te rodzaje
utworów jako muzykę wiejską.
Natomiast, kiedy nagrywa się takie same kapele, które już
jednak otarły się o „wymagania fachowców", zauważa się, iż
próbują one eliminować ze swego repertuaru tanga, walce,

67

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9560" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9538">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/cb31848150585ad6b16d6a01c8d2409a.pdf</src>
        <authentication>824e46b4c453611fdcef3d72af0cacaf</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113851">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2428</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113852">
                <text>1993</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113853">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2254</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113854">
                <text>Muzykanci / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113855">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.2, s.56-64</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113856">
                <text>Bieńkowski, Andrzej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113857">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113858">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113859">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113860">
                <text>Muzykanci
z Andrzejem Bieńkowskim
rozmawia Aleksander Jackowski

Andrzej Bieńkowski jest kierownikiem Pracowni, profeso­
rem w Warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. W twórczo­
ści malarskiej podejmuje często tematykę wiejską, pozos­
tając w kręgu szeroko pojętego realizmu. Zainteresowania
wsią widoczne są także w dokumentacji fotograficznej,
przede wszystkim postaci wiejskich muzykantów. Właśnie
muzyka jest drugą, a kto wie, czy nie pierwszą pasją
Andrzeja Bieńkowskiego. Badania terenowe, które prowa­
dzi od kilkunastu lat, zaowocowały m.in. nagraniami, które
Polskie Radio prezentuje w stałym, cyklicznym programie
Muzyka odnaleziona.
Bieńkowski posługuje się także techniką wideo, i zarejes­
trowane przez niego ,,seanse" są jedynym już niepo­
wtarzalnym dokumentem pokazującym technikę gry, ma­
niery wykonawcze, sposób zachowania; napięcie emoc­
jonalne wiejskich artystów - muzykantów.
Najpierw zetknąłem się z nagraniami wideo na wystawie
Andrzeja Bieńkowskiego Muzykanci. Później, zafascynowa­
ny tym, co widziałem, postanowiłem poznać autora wy­
stawy. Zabrałem mu wiele czasu, a na domiar złego odtąd
co roku sprowadzałem do jego pracowni grupę studentów
etnologii, aby zrozumieli czym była twórczość wiejskich
artystów, czy ekspresja gry, zapamiętanie się w niej.
Chciałem, aby zobaczyli, czym była dla wiejskich artystów
muzyka, tak silnie zakorzeniona w ich duchowości. Trudno
te wrażenia przekazać czytelnikowi. Można jednak przy­
bliżyć mu postać zbieracza, przekazać choć cząstkę tego,
co ma on do powiedzenia o swojej pracy i ludziach,
z którymi się zetknął.
A.J. Znalem Pana Ojca, Panie Andrzeju. To był człowiek
z charakterem, pasją. Nie wielu socjologów tak znało i rozu­
miało problemy wsi, jak on. Łączyło nas jednak coś innego
- widzieliśmy w nowym ustroju, po wojnie, szansę dla kraju.
Wierzyliśmy, każdy zresztą inaczej, że socjalizm może mieć
,,ludzką twarz". Może nawet najbardziej ludzką. Kiedy okaza­
ło się, że jest to utopia, odeszliśmy. Ja - nieco wcześniej,
zająłem się sztuką. On - rasowy polityk, nie stroniący od
demagogii (pchał go ku niej temperament) opowiedział się po
stronie opozycji, walcząc, pisząc, narażając się. Twardy,
kanciasty, było w nim coś z robociarza, chłopa.
A.B. Bo i pochodził ze wsi. Wychował się na wsi. Pewnie
jego opowieści wpłynęły w jakiś tam sposób na moje
zainteresowania wsią, ale o tym, że zacząłem zajmować się
muzyką i malować wieś zadecydowały raczaj wrażenia
z wakacji, z kontaktów, a nawet przyjaźni, wówczas zawar­
tych. To się budziło, jakby w sposób naturalny, co roku
zacząłem spędzać letnie miesiące na wsi, w Radomskiem.
Zacząłem malować wieś, i zorientowałem się, że jest jeszcze
bardzo wielu muzykantów, o których nikt nie wiedział, nie
nagrywał ich. Nie interesowano się nimi, ani muzea, ani wieś,
ani domy kultury, nie wysyłano ich na Festiwal do Kazimie­
rza.
Wtedy też, był to schyłek lat 70-tych. rok 1978, a może już
1979, natrafiłem na Józefa Kędzierskiego. Wielkie wrażenie
wywarła na mnie osobowość tego człowieka, niezwykła,
proszę mi wierzyć. To znakomity skrzypek, ani wcześniej, ani
później nie spotkałem podobnego fenomenu muzycznego.
Jego opowieści, barwnie i plastycznie oddające klimat epoki,

56

II. 1. Autor filmuje o p o c z y ń s k ą kapelę Jana Roga, 1985; il. 2. Obraz
Andrzeja Bieńkowskiego Józef Kusiak z muzykantami, acrl/pł.,
130x 100 cm. 1987

�w której żył, pobudzały moją wyobraźnię. To on otworzył mi
oczy na etos muzykanta, na jego pozycję w społeczności
wiejskiej, i na całą, nazwijmy to - subkulturę muzykancką.
To właśnie stało się zaczynem moich zainteresowań i badań.
A potem już wszystko samo się potoczyło, normalne bada­
nia, dokumentacje, a z nich audycje radiowe. Te dopiero po
kilku latach, jako że działo się to w okresie stanu wojennego,
bojkotu radia i telewizji. Nie przerywałem jednak dalszych
badań. W 1985 roku zacząłem posługiwać się techniką
wideo. Dla moich celów była to niezbędna technika, dopiero
na filmie widać to wszystko, co towarzyszy samej grze.
Pomogło w tym Panu Ministerstwo Kultury, Radio, Telewi­
zja?
Ależ skąd! Pracowałem bez żadnej oficjalnej pomocy.
Prywatnie. Był to ostatni moment, w którym dało się jeszcze
utrwalić zachowania ludzi, niepowtarzalną osobowość, bar­
dzo już starych muzykantów, ich sposób gry, muzykę.
Czym było muzykowanie dla tych ludzi?
Wiele razy zadawałem sobie to pytanie. Sądzę, że trzeba
przede wszystkim sięgnąć do sytuacji, w których ta muzyka
była wykonywana. Do jej - nazwijmy to tak - tła. W odróż­
nieniu od miejskiego zgiełku, hałasów, nieustannego ob­
cowania z mniej, czy bardziej zorganizowanymi dźwiękami
- wieś, to był świat ciszy. Świat dźwięków przyrody,
naturalnych, cichych.
I druga sprawa: Nieustanna praca, ciężka, wyczerpująca,
przez cały tydzień. Tłumienie ekspresji, tych potrzeb, które
człowiek odczuwał, ale mógł zrealizować tylko w krótkim
czasie odpoczynku, zabawy. Dlatego muzyka była tak
wielkim świętem, tak silnym przeżyciem. Nie bez powodu
wszyscy muzykanci, z którymi się zetknąłem, mówią, że
reakcją na ich grę był płacz albo krzyk ludzi.
Niektórzy muzykanci wręcz specjalizowali się w tym, żeby
grać „do płaczu". Starzy wykonawcy, opowiadali o swych
poprzednikach i kolegach - o! ten to potrafił tak zagrać, że
nagle, patrzysz, wszyscy płaczą, a w pewnej chwili gra inaczej
i nastrój od razu się zmienia, wszyscy się śmieją. Dzisiaj tego
się już nie obserwuje, choć też bywają sytuacje, w których
reakcje na muzykę są podobne. Nagrywałem kapelę w domu,
nagle otworzyły się drzwi i wszedł jakiś podpity starszy
człowiek. Stanął jak wryty, nie spodziewał się tego, że tu
grają, zatkało go zupełnie, łzy pociekły mu po twarzy, zdjął
czapkę i rzucił na ziemię, krzycząc - ach wy moje kaplisty
kochane, ach, wy moje kaplisty!
Świadczy to o wielkiej potrzebie piękna, takiego, z jakim
się ludzie kulturowo identyfikują. Przeżywają je, ale nikt nie
nazwie tego przeżyciem estetycznym, przeżyciem piękna. Bo
też nie patrzą na tę muzykę z zewnątrz, lecz przeżywają
głęboko, właśnie identyfikując się z nią. Kojarzy się im z tak
ważnymi w życiu wydarzeniami, jak wesele. To wesele
jednoczy ludzi w poczuciu wspólnej tradycji. Ciągłości tej
tradycji. Wesele bowiem, to nie tylko zabawa, jak się nieraz
sądzi, lecz przede wszystkim inny wymiar życia duchowego,
właśnie wejście w sferę tradycji, sferę zachowań symbolicz­
nych, integrujących pokolenia starsze i młodsze. Tak samo
było z hierarchią wartości muzycznej, z przeżywaniem jej. Ta
hierarchia była taka sama dla starych i młodych. Ale to się
dzisiaj zmieniło, wspólnota przeżycia została zniszczona.
Zupełnie co innego podoba się młodym ludziom, nastąpiło
rozerwanie wspólnoty kulturowej, która integrowała społe­
czność chłopską. Dawniej takimi łącznikami, czy spoiwami
hyla właśnie muzyka, obrzęd, no i religia. Ale ta wy­
stępowała na innym poziomie, nie identyfikując - jak
"zyka regionu.
Zajął się Pan dokumentacją kapel dosłownie w ostatnim
Momencie. Zdolal Pan jednak dotrzeć do ludzi, którzy zaynali muzykować na początku wieku, a nawet wcześniej,
pętając,
jak się to czyniło za ojców, dziadów. Czy istnieje
m

cz

ciągłość między tym, co grali, a muzyką, którą zapisywał
Kolberg?
Tak, w muzyce tak, choć już nie w obyczaju. Tam zmiany
wydają się większe. W muzyce natomiast bezpośrednia
tradycja przetrwała mniej więcej do ostatniej wojny. Mówię,
rzecz jasna, o wsiach Polski centralnej, gdzie indziej inaczej
to wyglądało.
Co wpłynęło na ten proces zmian?
Przede wszystkim fakt, iż wieś zaczęła widzieć wzorce
zachowań poza swoim środowiskiem. Wiąże się to z czyn­
nikami ekonomicznymi, z przemieszczeniami ludności w cza­
sie wojny i po niej, z większą łatwością poruszania się,
z elektryfikacją wsi, a co za tym idzie inwazją muzyki
„miejskiej". To są sprawy oczywiste, wspomnę więc o mniej
znanych faktach. Otóż akordeon pojawił się we wsiach
podradomskich pod koniec lat trzydziestych. Na dobre
zadomowił się wśród muzyków w czasie okupacji. Instru­
menty kupowano od Niemców, były stosunkowo tanie,
znacznie tańsze od harmonii. No, i zaczęły harmonię wypie­
rać.
Zmienił się też stosunek muzyków do tradycyjnego reper­
tuaru. Widać w tym wyraźną ambiwalencję, z jednej strony
przywiązanie do muzyki, w której się wychowało, z którą się
utożsamiało, z drugiej zaś kompleks niższości wobec kapel
miejskich, muzyków znających nuty, grających z nut.
W innych częściach kraju proces odchodzenia od własnej
tradycji mógł być szybszy, na obszarze, o jakim mówię,
hamowała go bieda, wolniejsze tempo migracji, otwierania
się na miasto. Gwałtowne przemiany w muzyce ludowej
zaczęły się w połowie lat sześćdziesiątych, w wyniku elekt­
ryfikacji wsi i rozpowszechnienia radia, a potem także
telewizji. Nowe wzorce kulturowe, nowa muzyka, szczegól­
nie tzw. młodzieżowa, spowodowały odrzucenie przez młode
pokolenie tradycyjnej muzyki ludowej. Pierwszą ofiarą tych
zmian stal się repertuar kapel grających na zabawach. Coraz
rzadziej wykonywano na nich polki, mazurki, oberki, na
rzecz „przebojów", aby w końcu lat siedemdziesiątych
całkowicie wyeliminować z zabaw dawny wiejski repertuar.
Nieco wolniej, i nie tak radykalnie, ale też zmieniał się
repertuar kapel grających na weselach. To zresztą zro­
zumiałe, że w czasie wesela bardziej kultywuje się dawne
obyczaje, a więc towarzyszącą obrzędom muzykę.
Proces zmian cywilizacyjnych został przyspieszony roz­
porządzeniami administracji, zakazem urządzania zabaw
wiejskich bez zezwolenia, i nakazem weryfikacji ludowych
muzykantów.
To już nie wystarczyło, że sami ludzie decydowali, których
muzykantów chcą zaprosić, by im grali?
Nie wystarczyło. Kazano muzykantom, nawet starym,
wybitnym mistrzom przejść, upokarzający ich i stresujący
proceder weryfikacji.
Następną cenzurą było wprowadzenie stanu wojennego.
Zakaz zbierania się, zabaw. Wtedy starzy muzykanci zaczęli
wyzbywać się swoich instrumentów. Doszło do tego. że aby
przeprowadzić sesję nagraniową, sam muszę wieść do nich
skrzypce, basy.
To musiała być tragedia dla wielu starych muzykantów,
trochę jak śmierć za życia, rezygnacja z tego, co się kochało.
Właśnie, o to chciałbym również Pana zapytać, jak zaczynali?
Jak się ta ich rzeczywistość miała do stereotypu Sienkiewiczo­
wskiego Janka Muzykanta?
Zaskoczę Pana. Ten stereotyp jest prawdziwy. Czytając
nowelkę czułem się zażenowany łzawością, sentymentalnością, wydało mi się to opowiadanie wymyślone. Okazało się
jednak, gdy poznawałem historie ludzi, skrzypków, że ich
emocje były bliskie tym, które opisał Sienkiewicz. Szaleństwo
emocji. Potrzeba grania była u tych młodych ludzi ogrom­
na. Mówię oczywiście o skrzypkach. Musieli, aby zostać
muzykantami, pokonywać niewiarygodne przeszkody.
57

�A jak się uczyli? Podpatrywali innych grajków, pobierali
lekcje u najbardziej cenionych, czy też sami dochodzili do
muzykowania?
Różnie było. Trudno te sprawy rozszyfrować, ponieważ
wielu muzykantów nie chciało się przyznać, że ktoś ich
nauczył. Dopiero później, z innych źródeł dowiadywałem się
o tym. Znam ludzi dumnych z tego, że chodzili za młodu do
jakiegoś znanego muzykanta. Wielu opowiada, że płacili za
każdego wyuczonego oberka, najczęściej zbożem ahbo jaja­
mi. Znam też kogoś, kto służył u doskonałego skrzypka,
pracował jako parobek, tym właśnie płacąc za naukę.
Zauważyłem na ścianach Pana mieszkania drzewa genealo­
giczne muzykantów, ich rodów, klanów...
To prawda, w wielu rodzinach istniały takie rodzinne
tradycje. Proszę pamiętać, że wsie były ubogie, walka o byt
ciężka, a muzykatnowi powodziło się nieźle, jak na stosunki
wiejskie. Dlatego też niechętnie uczyli innych, z obawy przed
konkurencją.
Kim byli ci muzykanci, rolnikami?
Przeważnie. Mniej czy bardziej zamożni, ale skoro już
decydowali się na muzykowanie - żyli wyłącznie z muzyki.
Z takimi ludźmi zetknąłem się na samym początku moich
badań. To byli wielcy artyści, no i przyszła bieda, kiedy się
skończyły ich czasy. Stali się wiejskimi pariasami, nie mieli
przecież żadnych możliwości zarobkowania.
Ale w przeszłości, mógłbym to pokazać na tym drzewie
genealogicznym, muzykanci byli średnio zamożni, a nie
oszukujmy się, w rzeczywistości była to w porównaniu
z miastem, bieda. Byli gdzieś w środku hierarchii zamożno­
ści. Nie bardzo biedni i nie bogaci.
Ciekawi mnie, jak społeczność wiejska reagowała i reaguje
na muzykę skrzypków i kapel, najbardziej przez Pana cenio­
nych?
Jak? Źle. Przecież to wynika ze zmiany upodobań. Ale na
początku o tym nie wiedziałem, czy nie chciałem wiedzieć,
dwa razy zarekomendowałem najlepszych, moim zdaniem,
muzykantów na Festiwal do Kazimierza. Chciałem, aby ich
usłyszała „cała Polska", aby mieli satysfakcję.
Mieli?
Skądże! W Kazimierzu ich doceniono, za to, gdy wrócili,
z początku łatwego życia nie mieli. Naruszyli miejscową,
niepodważalną hierarchię. Tam byli pierwsi, tu ostatni.

W hierarchii miejscowej występują trzy podstawowe grupy
- elitę stanowią muzykanci weselni, świetni profesjonaliści,
potem - grajkowie, na zabawach, pozbawieni inwencji, ale
trzymający rytm. No i trzecia, najniższa grupa, to właśnie ci,
grający dla siebie, źle oceniani przez miejscowych, a budzący
zachwyt specjalistów, etnomuzykologów.
Ci pierwsi, to byli zawodowcy, znakomicie czujący, czego
od nich oczekują goście weselni, ludzie o niespożytej sile
i energii. Nie wiem, czy w ogóle mieli czas pracować na roli,
bo i kiedy? Przed wojną zaliczali dwa wesela w ciągu
tygodnia, a każde trwało przecież dwa do trzech dni. No
i dodajmy te noce, w czasie których także grano. Niewyob­
rażalny wysiłek. Ale też i zarobki były spore, każdy muzy­
kant mógł bowiem zarobić na weselu, nie licząc marszówki,
od czternastu do dwudziestu złotych. Najlepsi dochodzili, na
bogatszych weselach, do trzydziestu złotych plus marszówka...
Za przymaszerowanie na wesele, czyli tak jak się płaci
rzemieślnikom ,,za dojście"?
Nie, marszówka jest wtedy, kiedy kapela gra marsza na
powitanie gości weselnych, a oni dają wtedy muzykantom
pieniądze, które ci, dzielą następnie między sobą.
Różnica w ocenach, o której Pan mówił, występuje, jak
sądzę, wszędzie. To samo obserwuję, np. na wystawach rzeźby
ludowej. Tam, gdzie nie rzuci się w oczy mistrzostwo technicz­
ne, precyzja koronek, zdobin pisanek, różnica w ocenach
między publicznością wystaw pokonkursowych a fachowcami
jest ogromna. Mniejsza tam, gdzie kryteria są zbieżne.
Ale a propos kryteriów. Bralem kiedyś udział w jury
konkursu ,, muzyk" góralskich. Obok mnie siedzieli: po jednej
stronie znakomita skrzypaczka - Irena Dubińska, po drugiej
- ktoś z kapeli Maśniaków, bodajże prymista, człowiek mądry
i z poczuciem humoru. Zapytał, czy może zobaczyć, jak my
,,z miasta" punktujemy. Okazało się, że oceny moje i Ireny
Dubińskiej były identyczne, ale najwyżej cenione kapek
u Maśniaka miały niskie noty. Uśmiechnął się i powiedział, wy
słuchacie uszami, a my nogami...
Świetnie powiedziane. Właśnie do tego sprowadza się
różnica ocen. Fachowcy, ludzie wrażliwi na wartości artys­
tyczne, muzyczne zwracają uwagę na inwencję melodyczną
i harmoniczną, na wariantowość, ekspresję, podczas gdy
miejscowa publiczność oczekuje muzyki do tańca, użyt-

II. 3. Władysław Koperkiewicz (skrzypce). Piotr Więcek (basy 3 strunowe), Józef Mastalerek (baraban) pozują do zdjęcia po nagraniach.
O p o c z y ń s k i e . 1984.

�lcowej, takiej, aby nogi dobrze chodziły. Tak więc dwaj
laureaci z Kazimierza, Józef Kasiak i Tadeusz Jedynak,
którzy tam otrzymali najwyższą nagrodę - Złote Baszty,
najniżej są oceniani w hierarchii wiejskiej. Właśnie dlatego,
że „cholera, nawet potańcować nie można, człowiek sobie
nogi podcina, rwą takt, nie trzymają go po prostu".
Przejdźmy teraz do Pana doświadczeń zebranych w czasie
nagrań. Na wideo widziałem sytuacje aranżowane wręcz
studyjnie, to prawda, zachwycające, gdy muzycy, zasłuchani,
dają się porwać nurtowi muzyki, ale nie są to sytuacje
właściwe. Nie wiem, czy w Radomskiem mógł je Pan jeszcze
obserwować?
Autentycznych, weselnych kilkakrotnie. Ale również uda­
ło mi się sprowokować sytuacje niezwykłe, także w obecności
ludzi, którzy słysząc dźwięki muzyki, weszli do domu,
w którym nagrywaliśmy. Jednak muzycy na weselu grają
w większym, innym napięciu, dają z siebie - podniecani
hałasem i ruchem - wszystko, pot ich zlewa, a oni grają, po
prostu są w muzycznym transie. Zauważyłem jednak różnicę
między temperaturą nagrań, prowadzonych w pustej izbie,
i w obecności ludzi.
Ale pod tym względem dużo się zmieniło ostatnio. Przed
siedmioma, ośmioma laty nagrania traktowano jako wielkie
wydarzenie, cieszono się, że „nasi" muzykanci grają. Ludzie
przychodzili, przecież nie dla mnie. ale aby posłuchać, a teraz
pies z kulawą nogą nie przychodzi. Przecież wiedzą, co,
u kogo się dzieje, widzą samochód, jak niesiemy aparaturę,
kamerę, słyszą muzykę, ale nie przychodzą. Nawet z cieka­
wości. To świadczy o ogromnej degradacji dawnej muzyki
w opinii wiejskiej. Obserwuję to od, mniej więcej, pięciu lat.
Ciekawe jednak, że nawet pozbawieni naturalnego „tła",
jakim jest miejscowa publiczność, wszyscy zachowują się tak.
jakby na nich patrzono, popisują się, wpadają w trans,
przeżywają grany utwór, dochodźcie wręcz do stanu ekstazy.
To wynika zarówno z nawyków, rutyny zachowań, chęci
sprzedania numeru, jak też i autentycznego „naładowania",
które musiało znaleźć ujście nie tylko w samej grze, ale
i w zachowaniu. Przecież to profesjonaliści, wielu z nich
ogrywało kilkaset wesel. Doskonale wiedzieli jak kształ­
tować nastroje ludzi, od tego zależało czy będą wynajęci na
następne wesela. Konkurencja była duża. kapel tyle. że tylko
przebierać. Zachowania, cały ten teatr gestów, mimiki
stanowił uzupełnienie gry. Nie wyklucza to zresztą auten­

tycznej potrzeby ekspresji, wynikającej z wewnętrznego
napięcia, zasłuchania się w muzyce, przeżywania jej...
Jak to widziałem w nagraniu Józefa Kędzierskiego...
To przypadek skrajny. Wyjątkowy. Kędzierski, którego
namówiłem do tego, by wziął po latach skrzypce do ręki,
przeżywał swoje muzykowanie bez żadnych gierek „pod
publiczność". Ale większość rejestrowanych przeze mnie
muzykantów w czasie nagrania, zwłaszcza wideo, powtarza­
ła swoje normalne, dawne zachowania.
Przed paroma laty tak o tym napisałem - pozwoli Pan, że
zacytuję. Zaraz... o tu, mamy ten artykuł.
„Przeglądając ponad 120-godzinne archiwum moich rejes­
tracji wideo zacząłem zauważać pewne prawidłowości w za­
chowaniach muzykantów, z których będąc zajęty filmo­
waniem nie zdawałem sobie sprawy. W czasie najbardziej
udanych sesji nagraniowych, kiedy muzykanci czuli się
swobodnie, a obecność licznych mieszkańców wsi działała na
nich stymulująco, można zaobserwować szczególny typ
zachowań instrumentalistów i śpiewaków. Można te za­
chowania podzielić na dwie zasadnicze grupy: zachowania
imponujące i zachowania zastępcze.
Omówię je w dużym skrócie, mimo iż są one bardzo istotne
dla rejestracji wideo.
Zachowania imponujące śpiewaków zależne są od tego,
czy śpiewak jest członkiem grającej kapeli (np. typowe
śpiewanie od bębna czy basów), czy też jest jednym z gości,
np. weselnych. Klasycznym przykładem zachowania im­
ponującego śpiewaka jest bębnista i śpiewak ze wsi Brogowo
w radomskim - Jan Sadowski.
Jedną z najbardziej ekspresyjnych i podniecających słu­
chaczy sytuacją jest ta, kiedy śpiewak z pozorną łatwością,
wręcz nonszalancją, pokonuje najtrudniejsze partie wokalne,
zaś zachowanie jego służy temu, aby to podkreślić. Tak np.
przed zaśpiewaniem przyśpiewki, muzykant odwraca się
w bok, czasem nawet zamienia z kimś kilka słów, udaje, że
nie ma zamiaru śpiewać, po to, aby w momencie kiedy
przychodzi pora śpiewu - sprężyć się i błyskawicznie od­
wrócić do skrzypka wyrzucając gwałtownie słowa przyśpie­
wki, po czym natychmiast powraca do swego rzekomego
braku zainteresowania. Dodam, że wszystko to robi (także
śpiewa) z papierosem w ustach!
Zachowania zastępcze śpiewaków możemy na ogół zaob­
serwować, kiedy śpiewak nie należy do kapeli i jego za­

li. 4. Kapela braci Mocarskich: Stanisław (skrzypce). Tomasz'(basy 4 strunowe) oraz Apolinary Bukarewicz (bębenek). Radomskie. 1984.

59

�П. 5. Józef Kędzierski, R d z u c h ó w , 1983; il. 6. Kędzierski po nagraniu, 1986.

chowanie ma nie tylko dodać mu animuszu, ale jednocześnie
jakby włączyć go w grupę grającą. Jan Nowak ze wsi
Wygnanów Radomskie, stojąc przed kapelą w czasie śpiewu
udaje, że gra na niewidzialnych skrzypkach, smyczkując do
rytmu niewidzialnym smyczkiem, a np. Jan Łoś z Łęgonic,
śpiewając naśladuje grę na niewidzialnej harmonii, lekko
przykucnięty (typowa pozycja harmonisty) przebierając pal­
cami po żebrach. Podobne zachowania możemy też zaobser­
wować u skrzypków, harmonistów i akordeonistów, bębnistów i saksofonistów."
Te zachowania opis oddaje tylko w przybliżeniu. Rejest­
rować je może tylko kamera wideo, właściwie ustawiona,
zdolna uchwycić to, co najważniejsze w tym muzycznym
spektaklu. A jest to spektakl, o czym się nie wie, czy nie
pamięta, mając do czynienia tylko z muzycznym nagraniem,
oto np. jedna z efektownych sytuacji z kręgu „postawy
imponującej". Skrzypek w ferworze muzykowania zaczyna
grać na skrzypcach pionowo ustawionych na ramieniu,
potrząsa nimi, kuca, podskakuje, kładzie się na plecy, klęka
itd. (Nawiasem mówiąc podobnie zachowują się muzycy
z zespołów rockowych.) Technika video pozwala nam na
rejestrację tych niezwykle ekspresyjnych, ginących przecież
zachowań, rejestrację całego rytuału gry i wzajemnych relacji
pomiędzy muzykantami a społecznością wiejską.
To wszystko uciekało nam przy rejestracji jedynie mag­
netofonowej.
Dlatego tak ważne są dla naszej kultury Pana nagrania
wideo. Byłem wręcz zaszokowany, obserwując - a nie tylko
słysząc - to muzykowanie. Kucanie, podskakiwanie do góry,
granie na skrzypcach pionowo...
Bębniści też starali się jak najbardziej pokazać, a szykow­
nie wyglądać znaczyło trzymać jak najwyżej bęben nad
głową. To niebywale męczące, gdy się tak gra wiele godzin.
Do tego dochodziły różne sposoby wydobywania dźwięku.
Chcieli przez to wszystko pokazać - proszę, spójrzcie, nie
tylko potrafię bębnić, ale i w trudnych warunkach. Do tego
dochodził śpiew, śpiewano bowiem zawsze od bębna, albo od
basów. Skrzypek nie był w stanie śpiewać w trakcie gry.
Najlepsi, grając na bębnie stosowali również różne sposoby
techniczne, wysoko cenione przez gości weselnych czy uczes­
tników zabaw, np. bębnienie z buczkiem. Polegało to na tym,
że kalafonią smarowało się skórę, a grający pocierał ją

60

palcem w taki sposób, że powstawało dziwne drżenie, jak
bardzo przyspieszony werbel, a kończyło ten popis uderzę
pałeczki. Wejście w rytm było także bardzo trudne. Ta
tak zwane tarabanienie, czyli poruszanie pałeczkami w le
i w prawo, z taką szybkością, że sprawiało wrażenie wer'
a nie bębenka. Na takie tricki mogli sobie pozwolić jedn
tylko najlepsi.
A jak godzono na wesele kapele? Czy grały stale w |
samym składzie?
To zależało od regionu. W tym, którym ja się zajął
kajockim, kapel właściwie nie było, godzono tylko skrzyp
a ten dobierał sobie grających na basie i bębnie. Tu doda
że często goście po kolei sami basowali albo bębnili.
Zdarzało się nawet na weselach u bogatszych gospodarzy,
gdzie zarobek bywał większy, a udział liczący się, że skrzypek
dobierał sobie tylko bębnistę, natomiast basowali goście
weselni. Świadczy to najlepiej o „wtopieniu" muzyki w tę
lokalną społeczność. Przecież umieli bębnić niemal wszyscy
goście weselni, oczywiście mężczyźni. Dopiero pojawienie się
harmonii zmieniło w dramatyczny sposób ten stan rzeczy.
Kiedy to nastąpiło?
Jak i w innych regionach, w drugiej połowie lat dwudzies­
tych.
Skąd się wzięła w tym regionie harmonia?
Mogę dokładnie na to odpowiedzieć, nagrywałem bowiem
pierwszych harmonistów. Tak więc Jan Michalski przywiózł
instrument z Warszawy. Pracował tam z ojcem jako murarz,
słyszał grających na harmonii, spodobała mu się, kupił wi
na Kercelaku harmonię i przywiózł do rodzinnej v.
W okolicy był już harmonista, który trzy lata wcześniej ku
sobie instrument, ale nie chciał uczyć Michalskiego. Do
ro, kiedy ten sam opanował technikę gry, zaczęli się
niać „kawałkami".
Rewelacją dla wsi stał się walczyk „Na Gnojnej", s
niowo coraz więcej melodii przychodziło „z miasta",
tychczas bowiem melodie piosenek, tańców przekazywa
z pokolenia na pokolenie.
Ogromną rolę odgrywały matki, to podkreśla wielu m"
kantów. Śpiewały bowiem na co dzień kobiety. Przy pra
w polu, w gospodarstwie.
Kajocy...

�Przepraszam, już drugi raz używa Pan tego określenia, a ja
- wstyd się przyznać - nie znam takiego regionu.
Bo to też nie region, a specyficzny mikroregion. Przyjąłem
to określenie, ponieważ wyróżnia obszar muzycznie. Jest to.
oczywiście, sprawa umowna, ale ja obserwuję wyraźną
granicę, np. między Lesiakami a Kajókami. Nie w podziale
administracyjnym, ekonomice, obrzędach czy leksyce, ale
właśnie w typie muzykowania. Ta granica przechodzi czasem
przez środek wsi, połowa - od lasu - to Lesiacy, druga
- Kajocy i muzyka polna. Muzyka wyznacza granicę, co się
łączy z oceną tych „innych". Słyszałem wielokrotnie, to
muzyka kajocka. Była to nazwa pogardliwa, Lesiacy często
się nią posługiwali, właśnie mówiąc o muzyce. Kajocy
- nazwa pochodzi od spódnic kobiecych, takich z usztyw­
niającym drutem, cajgowych portek. Lesiacy uważali, że oni
chodzą normalnie ubrani, w bryczesach, a tamci - w caj­
gowych portkach, zacofani. Za nazwanie kogoś Kajokiem
można było oberwać, dlatego w terenie nigdy tego określenia
nie używam.
Takich mikroregionów muzycznych było, oczywiście, wię­
cej. Przykładowo - w ramach regionów opoczyńskiego czy
rawskiego mogę wyróżnić kilka takich ośrodków, które nic
nie mają ze sobą wspólnego muzycznie, inne są w nich
repertuary melodii, maniery wykonawcze. Będą to, np.
Rdzuchów, w opoczyńskim wieś Kraśnica i Buczek, w raws­
kim Rzeczyca, Cielądz. Próbowałem dociec, jak to się dzieje,
reguła jest podobna. Jakiś wybitny muzyk, który tam
dominował, a inni byli jego uczniami lub naśladowcami.
W Rzeczycy był więc Walasek, u moich Kajoków - Józef
Kędzierski.
Ten sam mechanizm kształtowania się ośrodków zauważy­
łem w powojennej rzeźbie ludowej - Zawidz, Łęczyca, Łuków,
Paszyn...
... a w muzyce współczesnej, szkoła Darmstadtska czy Johna
Cage'a.
Wspomniał Pan o roli Józefa Kędzierskiego. Proszę coś
o nim powiedzieć, o nagraniach z nim.
Kiedy go spotkałem, miałjuż poważne kłopoty z pamięcią,
mimo to zarejestrowałem kilkadziesiąt oberków, które wy­
konywał, oberków, choć można wśród nich wyróżnić mazu­
rki, ale tam, u Kajoków, określa się wszystkie jako oberki.
Powiedziałem, że miał złą pamięć. Ale w trakcie nagrań
przywracał mu ją jego dobry druh, basista Stefan Kędzierski.
Śpiewał i poddawał tematy, wtedy stary skrzypek przypom­
niał sobie melodię i grał. Ale jak. Za każdym razem inaczej,
rozbudowując motyw, improwizując. Ten sam oberek, czte­
rokrotnie nagrany, za każdym razem brzmiał jak zupełnie
inny utwór. Powtarzał temat, ale zawsze przetwarzał go,
improwizując, i to nie w formie jakiegoś warianciku, lecz
tworząc zupełnie coś nowego. Z inną ekspresją. Przypomina
to muzykowanie dżezmenów, improwizacje na temat stan­
dardów. Ale oni muzykowali wspólnie, natomiast Kędzier­
ski narzucał swoją wolę, swój styl gry. Innego nie uznawał.
Dotyczyło to rozłożenia akcentów, tryla, który uważał za
niepotrzebny itd. Dlatego nie akceptował wielu wybitnych
skrzypków, swoich uczniów.
Zupełnie go nie obchodziło, co grają inni skrzypkowie
w odleglejszych wsiach. Być może w takiej postawie można
dostrzec wyraz obawy przed konfrontacją z inną wielkością.
Właśnie taka izolacja i postawa przyczyniły się do zarysowa­
nia ostrej granicy między obu naszymi mikroregionami.
Jakiego przedziału czasowego dotyczą Pana nagrania? I co
Pan nagrywał, tylko dawny repertuar czy i z lat przełomu?
j Najstarsi muzycy, których mogłem nagrać, urodzili się
jeszcze w ubiegłym stuleciu. Józef Biriczyk, z 1898 roku,
zaczął grać na zabawach jako siedmioletni chłopak, więc
można w tym przypadku mówić o przekazie dawnej tradycji
* sposób bezpośredni. Przeważnie jednak dokumentowałem
mdzi urodzonych w przededniu pierwszej wojny światowej

6
i początku dwudziestolecia. W tamtym okresie rozwinęli się
w pełni, ponieważ nim taki chłopak zaczął grać na weselu,
musiał nieźle wyuczyć się na zabawach.
Najmłodsi skrzypkowie to generacja urodzonych około
trzydziestego roku. Przemiana w estetyce, w muzyce zastała
ich jeszcze w sile wieku. To nie była sprawa zmiany
repertuaru, po prostu w krótkim czasie stali się wsi niepotrze­
bni. Najpierw na zabawach, później - także na weselach.
Właśnie dla nich ta nowa sytuacja okazała się dramatem,
przecież byli jeszcze w sile wieku, u szczytu możliwości
twórczych. I już niepotrzebni. Przeżywali to bardzo silnie.
Z goryczą mówią o tej nowej, dzikiej muzyce, „indiańskiej"
czy „murzyńskiej". Wielu z nich, z tej goryczy, rozpaczy
poniszczyło swoje instrumenty. Nawet nie sprzedali, ale
zniszczyli.
Wyzbywali się instrumentów starzy, którzy już nie mogli
grać, a także drenowały teren muzea, np. w Szydłowcu.
Rozumiem ich potrzebę skompletowania zbiorów, ale widzę
też drugą stronę takiej działalności - przyspieszenie sytuacji,
wyczyszczenie terenu, a co za tym idzie uniemożliwienie
kontynuowania tradycyjnej gry.
To nie lukie proste. Zawsze jest coś za coś. Proces zaniku
zdaje się nieodwracalny, prawda, że drenaż go przyspieszy!. ale
też uratowano przed zniszczeniem czy sprzedażą przypad­
kowym ludziom instrumentów, a także strojów, tkanin, chust,
koronek. Te drenowała Cepelia, ,,Mazowsze", ,,Śląsk", no
i muzea.
Jednocześnie Pan, i jemu podobni, staraliście się pod­
trzymywać tradycje lokalne, powstało Stowarzyszenie Twór­
ców Ludowych, organizuje się konkursy. Przyzna Pan, że te
dwie tendencje nie są spójne - ożywiać, podtrzymywać
tradycje i wykupywać autentyki, czy w przypadku muzyki
- instrumenty.
Otóż ja poczytuję sobie za zasługę nie to, że uchroniłem ileś
tam instrumentów od zniszczenia, dzięki czemu udało się
dokonać nagrań i przywrócić, choćby częściowo, szacunek
dla tej muzyki i tych ludzi. Cieszy mnie ogromnie fakt, że pod
wpływem nagrań i audycji w radiu, niektórzy ludzie na wsi
kupili sobie nawet skrzypce. Zdarza się nieraz, że gdy idą
jako goście na wesele, biorą ze sobą skrzypce i potem jak się
kapela popije albo jest przerwa, to grają i śpiewają.
Czy to jakoś rzutuje na stosunek do muzykantów, których
Pan nagrywa?

61

�11. 7. Grają Wojciech Kępa i Adam kacprzyk. Żadlowicc. 1988

Niewątpliwie. Przykładem niech będą ci wysłani przeze
mnie skrzypkowie do Kazimierza. Przedtem traktowano ich
jak ostatnie popychle, jeden z nich wstydził się wręcz grać
przy ludziach, ponieważ śmiali się z niego, chodził więc za
stodołę i tam grał. Inni muzykanci traktowali go pogard­
liwie. Ale po Kazimierzu, po kilku latach, akcje jego poszły
w górę, zwłaszcza po tym, jak usłyszano go w radio
i zobaczono, że przywiózł z tego Kazimierza jakieś pieniądze,
nagrodę. Lepsza atmosfera powstała wokół nich, ale nie
wobec ich muzyki.
A czy taki wyjazd na festiwal, jak do Kazimierza, nie
wpływa na samych muzyków. Kontakty z innymi, sam fakt
słuchania innych wykonań, melodii...
Słuchanie raczej nie odgrywa tu istotnej roli, choć nie
można wykluczyć i tego czynnika, ale chyba ważniejsze są
pouczenia, z najlepszych zresztą płynące intencji. Laureat
z Kazimierza, nieżyjący już skrzypek Władysław Cieślik,
opowiadał, że po tym jak go wytypowano na wyjazd,
przyszedł do niego instruktor, pan magister, i kazał mu grać
tak, jak on uważał, że będzie dobrze. Cieślik z rozgorycze­
niem o tym mówił: „panie, kazał mi grać wolno, tak ja nie
grałem i tak ozdabiać, jak ja nigdy nie ozdabiałem, nie
obchodziło go. że mi się to po prostu nie podoba, bo tak
nigdy nie grywałem". Ale instruktora posłuchał. Dlaczego?
Proszę Pana, muzykant wiejski, oczywiście dobry, zagra
wszystko, co gość sobie zażyczy. O tym nie zapominajmy. I ci
muzykanci nie sprzeniewierzają się sobie, stosując się do
instrukcji etnografów, ponieważ to jest zgodne z ich etyką
zawodową. Ale po co to robić?
Na ile wiarygodny jest obraz rzeczywistości w nagraniach
robionych przez Pana, na ile można uznać je za wierny przekaz
tego, co się działo i dzieje?
Bardzo trudne pytanie. Ciągle muszę je sobie zadawać.
Może zacznę odpowiedź od omówienia grup muzykantów,
z którymi miałem do czynienia. Otóż do pierwszej, najwyż­
szej, należeli skrzypkowie najdrożej opłacani, rzeczywiście
najlepsi, oni to obgrywali wesela, zamawiało się ich nawet na
pół roku naprzód. Tych jest najmniej. Wykańczał ich
morderczy tryb życia, napięcie, wódka, papierosy, nieprze­
spane noce. Nie dożywali długiego wieku. Ci, którzy zostali,
mieli już swoje szczytowe osiągnięcia za sobą i wcale nie byli
skorzy do nagrań.
Drugą grupę tworzyli muzycy o średnim poziomie, ponie­
waż jednak potrzeba muzyki była duża, zarabiali, obsługując

62

chrzciny, no i zabawy, tylko sporadycznie grali na weselach.
Otóż właśnie oni najczęściej są obecnie nagrywani, oni
uczestniczą w festiwalach, konkursach. Przedtem niedowar­
tościowani, zdominowani przez mistrzów, pozostawali na
drugim planie, teraz zaś mają swój czas odwetu, ich się widzi,
oni są aktywni.
No i trzecia grupa, najsłabszych. Ci już w ogóle nie trafiali
na wesela, zapraszano ich na zabawy, grywali w domu dla
siebie, sąsiadów.
Pierwszych można uznać za profesjonalistów, ci
ostatni, to jak byśmy powiedzieli - amatorzy. Zafałszowa '
obrazu rzeczywistego wynika więc z tego powodu, że na­
grywamy przeważnie tych z drugiej i trzeciej grupy, c.
wypacza przecież obraz. Ich repertuar był co prawda taki
sam, ten sam, tyle że uboższy. Czym młodszy muzykant, tym
mniejszy miał repertuar, ale nie tylko tym się różnił
mistrzów. Słuchając słabszych skrzypków nie możemy mi'
pojęcia o manierze wykonawczej i sposobach interpretacyj
nych.
Druga sprawa, łatwiej nagrać repertuar weselny, mazur "
oberki, polki, niż to, co wykonywano na zabawach. Ok
1950 r. zaczęły występować zasadnicze różnice repertuaro
pomiędzy weselami a zabawami. O ile weselny repertuar
obwarowany tradycją, obrzędem zachował się dłużej, o tyl
zabawowy podlegał szybkim zmianom. W dwudziestoleci
wchodzą walce, fokstroty, później modne przeboje,
slow-foksy, zmieniło się też instrumentarium, wszedł „dżaz ,
w latach pięćdziesiątych, by zniknąć po dziesięciu latach
rzecz perkusji. Ten dżez przyszedł z miast, wsi położony
bliżej miast. Był to prosty zestaw perkusyjny, czyli bę
z pedałem, piórnik i werbel, czyli czynel.
Ale etnografowie nie dokumentowali tych z m i a n , tego, co
się działo na ich oczach.
To niestety znamienne dla etnografów-dokumentalistóWT
w pogoni za ,,czystym", nie zafałszowanym obrazem przesil
ści, pomijali wszystko, co się z nim nie zgadzało, kiedyś na
zapytany znienacka - kto to jest etnograf? odpowiedziałem
namysłu - człowiek, który zawsze się spóźnia.
Właśnie, chociażby ten problem akordeonu. Ale chcia
poruszyć jeszcze jedną trudność, którą się ma, chcąc
twarzać dawniejszy repertuar. Trzeba go rejestrować w
kim składzie, w jakim był grany, a to jest trudne, często
niemożliwe, każda licząca się kapela przed wojną nv
mieć instrument dęty, trąbkę, rzadziej klarnet. Tymcza
-

1

�П. 8. Józef Trzeciak (skrzypek) z ż o n ą Natalią. Bębenek zrobiony z Tory, tj. z „ ż y d o w s k i c h pacierzy". Radomskie, 1987.

wiatach pięćdziesiątych - sześćdziesiątych tradycyjny reper­
tuar wykonywały już kapele w składzie: harmonia, skrzypce,
trąbka lub saksofon i dżaz. Prawie nie ma nagrań z trąbką,
a także saksofonem, tak modnym tuż po wojnie. Tylko raz
udało mi się nagrać kapelę w pełnym dawnym składzie,
z trąbką.
To, co słyszymy, nie jest już autentykiem, nieraz daje się
w takim wykonaniu dostrzec odbite echo już teraz słysza­
nych wykonań. Choćby w radiu. A to światło odbite przez
masmedia, przefiltrowane przez instytucje kulturalne, domy
kultury.
Natomiast wierne są rzeczywistości dwa nagrania, które
zrobiłem kilka lat temu. Jedno, to rejestracja filmowa
zabawy weselnej, druga - współczesne, autentyczne oczepi­
ny. Byłem zdumiony, kiedy udało mi się je zarejestrować na
wideo, w Radomskiem. Grały dwie kapele, jedna w remizie
strażackiej, o jakieś sto metrów od domu weselnego, druga
w nim. Ta w remizie występowała w składzie: dwie gitary,
organy elektryczne i perkusja, natomiast w domu grała dla
gości i do oczepin kapela złożona ze skrzypiec i perkusji.
Skrzypce już z elektrycznym wzmacniaczem, a do tego
dyskotekowe mrugacze, które się zapalały w trakcie gry.
Repertuar tradycyjny oraz przeboje! Przy czym oczepiny,
wyjątkowo dobrze odśpiewane, na zrębach starej obrzędo­
wości, lecz już z inną treścią jej nadaną. Kuplety starszej
druhny były ułożone zawczasu, to prawda, ale tak jest
obecnie. Oczepiny nie sprowadzają się teraz do zdjęcia
czepca, są jakby pretekstem do składania prezentów lub
Pieniędzy dla młodych na nową drogę życia. A nie są to tylko
symboliczne dary, stawki są z góry wiadome gościom. Wśród
darów znalazł się telewizor, mikser, inne przedmioty po­
trzebne młodym, a kosztowne. Pary przychodzące na wesele
bez darów wręczały pieniądze „na czepek". Wówczas było to
°koło 10.000 zł, czyli tak jak obecnie dwieście tysięcy, czy
Więcej. Wszystkie dary od razu komentowały druhny dow­
cipnymi komentarzami, odśpiewanymi na rzecz telewizora,
laksera czy odkurzacza. Oczywiście były to śpiewki im­
prowizowane. Niezwykłe to nagranie. Nie wiem, czy teraz
dałoby się coś takiego zrobić.
Współczesne wesela muszą odpowiadać wymogom młoziezy. Upodobaniom dziś występującym. Panna młoda
Przygotowuje ucztą weselną, natomiast pan młody zgadza
Pelę, ustala rodzaj repertuaru, no i oczywiście odpowiada
wódkę na weselu. A o tym, jaki dziś dominuje repertuar
a

świadczą nagrywane i sprzedawane na targach kasety.
W Radomskiem najbardziej popularny jest zespół Marka
Strzeszkowskiego, układa słowa wraz z zespołem, gra prze­
boje dyskotekowe. To jest współczesny folklor, dominujący.
Jak i gdzie sprzedawane są te kasety?
W różnych miejscach, nawet w Warszawie, na Ursynowie
widziałem je na bazarze, ale najczęściej pojawiają się na
targach. Był pan ostatnio na wsi, na targu?
W Suwałkach i Sejnach. Ale tam dominują już ciuchy
i ..technika"przywożona
z zagranicy.
Jestem stały gościem, wielbicielem targów. Maluję je,
ludzi, sytuacje. Otóż, gdzieś w środku 1990 roku przeszły one
niewiarygodną metamorfozę, zniknęły kury, jajka, przetaki,
pojawiły się zaś taśmy wideo, ciuchy z Turcji, elektronika
z Hongkongu, „Ruskie", no i właśnie kasety. Wydają je
mniej, czy bardziej legalne wytwórnie i sprzedają w całym
kraju.
Kiedy mówimy o targach, jarmarkach, chciałbym zapytać
także o dziadów, to była przecież cala instytucja, zwłaszcza
w erze przedelektronicznej.
Oczywiście! Były to czasy, gdy opowieści, ballady dziado­
wskie stanowiły ważne ważne źródło informacji. One kształ­
towały wyobraźnię, sposób widzenia świata. Tego orbis
exterior. Opowiem Panu zabawną historyjkę.
Radomskie Ulaski Grzmiąckie, rok 1945. Wieś zapadła,
dopiero w 1973 r. zelektryfikowana. Do sąsiada mojego,
rolnika przyszedł wędrowny dziad. Z kosturem, płaszczem,
takim jaki powinien być, z wszytymi woreczkami na kaszę,
no i ten dziad siada, częstują go jadłem, stawiają wódkę,
umawiają się za ile kieliszków odmówi odpowiednią ilość
zdrowasiek, zaśpiewa pieśni nabożne, pomodli się za ich
zdrowie, a na końcu proszą, by opowiedział, co się dzieje na
świecie. No i dziad zaczyna, tu jakiś cud się zdarzył, figura
Matki Bożej krwawymi łzami zapłakała, tam znów zbrodnia
straszliwa, jakaś wdowa i sierota pokrzywdzone przez los, no
- a na świecie - powiada, zdarzyło się to, że Amerykany
rzuciły taką bombę, co całe miasto zburzyła. Tak to wieś
mazowiecka za sprawą dziadów wchodziła w świadomość
wieku atomowego!
Niedaleko od Ulasek znajdowała się wieś Zielonka, wieś
dziadowska. Mieszkały tam tylko dziady, takie z dziada
pradziada. Nie prowadzili gospodarki, czasem coś hodowali,
krówkę, świnki, zjeżdżali do wsi na zimę, od wiosny do
późnej jesieni wędrowali po kraju żebrząc. A raczej - dziadu-

63

�jąc. W latach okupacji zaczęły się dla nich złe dni. Niemcy
tępili ich zaciekle, jako roznosicieli informacji, niezależnych
łączników. A później za to samo prześladowała ich bezpieka,
po czterdziestym piątym roku. Aresztowano ich, zabraniano
chodzenia po wsiach, ale kto dziada upilnuje?
Potem ich rymowane teksty, w tajemnicy przepisywano,
czytano, przekazywano dalej.
O czym były te dziadowskie teksty? O cudach, oczywiście,
o zbrodniach, niezwykłych wydarzeniach, o zamordowaniu
księdza Popiełuszki, o tym, co bulwersowało ludzi, o czym
dziennik telewizyjny nie podawał, a jeśli już - to inaczej.
W dzienniku informacja informację goni, a teksty dziadów
opowiadały tak, że potem człowiek długo tę opowieść
pamiętał. Dziadów już dawno nie ma, ale pozostałością po
ich kulturze są Proroctwa Sybilli.
Zauważyłem to jak byłem świadkiem wejścia pierwszych
telewizorów do chłopskiego życia. Ogromna część informacji
w ogóle nie była odbierana, odczytywana.
Wieś i dzisiaj nie pojmuje uogólnień, duża część informacji
z dzienników w ogóle nie dociera do świadomości ludzi.
Obserwując to zacząłem, rozbawi to Pana, rozumieć sens
greckich tragedii, sens zasady jedności - czasu, miejsca, akcji.
To,co widziałem świadczyło właśnie o tym, że rozbicie tej
jedni czyniło informację nieczytelną. Dopiero ludzie musieli
się uczyć języka masmediów. Nie rozumieli na przykład, jak
to jest, ktoś wychodzi i już jest pokazany na ulicy albo coś się
dzieje kilka dni później. Zrozumiałe, łatwe w odbiorze były
II. 9. Józef Kasiak (skrzypce) i Tadeusz Tarnowski (bębenek).
Radomskie, 1986; il. 10. Kapela braci M ę t ó w gra przed domem na
powitanie gości imieninowych. 1987

tylko rzeczy, które się działy w tym samym miejscu i czasie
których akcja toczyła się w jednym planie.
Przed kilku laty opowiadał u nas w Instytucie semiotyk
z Dorpatu, Cywian, że w podobny sposób publiczność reagowa­
ła na pierwsze filmy. Pociąg przelatywał przez ekran, no i co?
Co się z nim stało? Gdzie zniknął?
Na zakończenie naszej rozmowy, w której tak nieprzy­
zwoicie wyeksploatowałem Pana, chciałbym zapytać, czy
zetknął się Pan z czarami, z magią, zabiegami odczyniania
bądź rzucania uroków.
Owszem, ale były to sytuacje drażliwe, w które zostawałem
wplątany przypadkowo - ktoś przybiega, prosi mego muzy­
kanta o pomoc w odczynieniu uroku. Czuję się niezręcznie
intruzem, on - wyraźnie zawstydzony. Tylko raz zetknąłem
się z sytuacją, charakterystyczną dla efektu - jak to nazwać
- komercjalizacji? Otóż pewien muzyk, po latach przyjaź­
nienia się, powiedział mi przy wódce, zawstydzony, o tym,
czego był świadkiem. Pozwolił mi nawet po naleganiach,
sfilmować tę opowieść, ale z zażenowaniem, prosząc o dys­
krecję. Minęło kilka lat, pan ten otarł się o różne festiwale...
no i zaczął sprzedawać tę swoją opowieść jak towar.
Mam sporo zarejestrowanych opowieści na temat czarów,
także tych związanych z subkulturą muzyczną. Takich,
w których chodziło o zniszczenie konkurencji.
Żeby struna pękła?
Tak, żeby struna pękła, żeby się rozsypały skrzypce, nawet
żeby zabić. Mam kilka dramatycznych relacji dotyczących
takich zdarzeń.
A nie sądzi Pan, że tego rodzaju, jeśli już nie zabiegi, to
intencje, mogą mieć także uczestnicy konkursów, choćby
Wieniawskiego czy Chopinowskiego?
Nie zdziwiłbym się... Zresztą wielu miało różne maskotki.
„ M o i " muzycy kładli na przykład pod duszę skrzypiec
wysuszone skrzydełko nietoperza, żeby skrzypce szaleńczo
brzmiały. Oczywiście także zabiegali o zniszczenie kon­
kurenta.
Słyszałem od kilku muzykantów opowieści o karach za
nieprzestrzeganie postu, granie wówczas, gdy nie należy.
Otrzymywali ostrzeżenia, na przykład, od dwunastej w nocy
post, a skrzypek mówi, no, pograjmy jeszcze piętnaście
minut. W tym momencie drzwi się otwierają, wchodzi czarny
pies i patrzy...
Wiele opowieści dotyczy bluźnierstw wobec wiary katolickiej - i kar poniesionych. Bluźnierstwa były przy tym róże,
np. wdrapanie się w nocy, tyłem, na krzyż przy rozstajnych
drogach. Odczyniano też uroki profanując zwłoki Żydów.
Mam kilka relacji o tym, jak dzień po pogrzebie wykopywa­
no w nocy na kirkucie zwłoki, obcinano łopatą głowę
i zakopywano ją pod progiem muzykanta.
Straszne. Ale pocieszam się, że to tylko opowieść.
Niestety, chyba prawdziwa. Ten, który mi to relacjono­
wał, twierdził, że towarzyszyły temu zakopywaniu pod
progiem domu jego ojca grzmoty, gwizdy, głosy.
Czyli normalny sztafaż filmów o wampirach
Panie Andrzeju, jesetm pełen podziwu dla tego, co Pan
zrobił. Cieszę się, że poza Panem, poza instytucjami oficjal­
nymi jest więcej osób, które z pasją i uporem rejestrują co się
jeszcze da ze świata autentycznej kultury ludowej. Jeżdżą na
Huculszczyznę, śladami Vincenza, tam, gdzie jeszcze można
mówić o jedni: człowieka, kosmosu, przyrody, Boga; gdzie
pieśń wyraża człowieka, a on wyraża się w pieśni, muzyce.
Widziałem niedawno filmy takie, nakręcone przez Zespół
Teatru Wiejskiego w Węgajtach, a także przez Fundację
Pogranicza - w Sejnach. Istnieje Maciej Rychły, Orkiestra
pod wezwaniem Świętego Mikołaja i inni, których nie wspo­
mnę, którzy ratują - w ostatniej już chwili - pamięć starowieku. Ratują przed zapomnieniem, nicością.
Bardzo Panu dziękuję za rozmowę.

64

i

J

j

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9559" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9537">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/54f520dda33f5cdcccd75446dc999a70.pdf</src>
        <authentication>8971782db1d581ef9455d601863eab94</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113841">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2433</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113842">
                <text>1993</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113843">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2259</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113844">
                <text>Tarnowski koncert życzeń, czyli niedzielny spacer po moim mieście / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113845">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.2, s.76</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113846">
                <text>Bartosz, Adam</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113847">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113848">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113849">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113850">
                <text>•лишились

и

^35

1

Tarnowski koncert życzeń,
czyli niedzielny spacer po moim mieście
2

1. Tarnów jest najbardziej katolickim miastem na świecie:
- W marcowych konsultacjach na temat dopuszczalności prze­
rywania ciąży 99,9% mieszkańców głosowało za karaniem
tego czynu, więzieniem;
- Tutaj notuje się najwięcej powołań kapłańskich;
- Tutaj najwięcej kapłanów katolickich przypada na 1 miesz­
kańca.
2. Zanotowano w Tarnowie w trzecią Niedzielę po Zmart­
wychwstaniu Pańskim.

76

3

3. Mieszka tu 3 (troje) Żydów i kilkudziesięciu Cyganów.
Żydzi są wyznawcami Starego Testamentu; Cyganie wyznają
ponadto Nowy Testament, podobnie jak pozostałe 99.9 /•
mieszkańców (Tarnów liczy ponad 120 000 mieszkańców).
Rumuni, a raczej Cyganie rumuńscy, są tu przelotnymi żeb­
rakami. Stanowią dla mieszkańców element korzystny - na ich
tle tarnowianie czują się znacznie bogatsi, czyściejsi. mądrzejsiAdam Bartosz

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9558" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9536">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/34232b383d0c98ca71f84469d5bebbf7.pdf</src>
        <authentication>63005e6ef231547322b4a80432923cbf</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113831">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2432</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113832">
                <text>1993</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113833">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2258</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113834">
                <text>Przeżycie obrzędu / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113835">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.2, s.72-75</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113836">
                <text>Drabik, Wanda</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113837">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113838">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113839">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113840">
                <text>Przeżywanie obrzędu
Wanda Drabik

Uczucia towarzyszące obrzędom są w etnograficznych
opracowaniach traktowane marginalnie. Pomijają je kwes­
tionariusze, a jeśli nawet odnotowują, opatrzone są pełnym
dystansu komentarzem. Do wyjątków należy tekst Jana
Dormana', w którym obserwacje, zapiski rozmów, stapiają się
z osobistymi odczuciami autora. Na taką poetycką wizję mógł
sobie pozwolić artysta. Etnograf, choć poruszony i przeczuwa­
jący, że wizja taka trafniej oddaje sens obrzędu, niż drobiaz­
gowe wyliczanie elementów, szukanie mitologicznych czy
pragmatycznych uzasadnień, cofnie się przed nią wstydliwie.
W przeświadczeniu, że tego się nie da udowodnić, zignoruje
zwierzenia swoich rozmówców, nie dopuści by w nim samym
wywołały żywszy rezonans. To mój przypadek. Od lat zajmuję
się obrzędami i nieraz byłam świadkiem wzruszeń, które
pośpiesznie przerywałam, wracając „do rzeczy". Dopiero
ostatnio, podczas zaawansowanych już badań na Podlasiu, od
czasu do czasu rezygnowałam z planowego prowadzenia
wywiadu, nie skracałam ani nie porządkowałam wypowiedzi.
Rozmowa przebiegała wtedy inaczej, ale bynajmniej nie była
chaotyczna. Informatorzy obszernie mówili o uczuciach po­
przedzających obrzęd, powstających w trakcie i po jego
dopełnieniu. Co więcej, wprowadzenie w nastrój, wywołanie
odpowiednich dla rytuału reakcji emocjonalnych (śmiechu,
płaczu, strachu czy wstydu) uważali za „obowiązkowe", czyli
znaczące i warunkujące powodzenie.
W obrzędowym kontekście indywidualne przeżycia wyraża­
no w przyjęty dla danej społeczności sposób, zależnie od płci,
wieku, stanu, a także odgrywanej w rytuale roli. Pod­
dawano je etycznym i estetycznym ocenom. Należało je oka­
zywać „ładnie", co nie wszędzie znaczyło to samo. We wsiach
szlacheckich ceni się powściągliwość, nawet na pogrzebie nie
wypada głośno płakać, wszelka ostentacja jest „chamska" lub,
co gorsza, „pogańska". We wsiach chłopskich „ładnie" równa
się „szczerze", a więc wyraziście, choć i tam przesada jest źle
widziana. Bariery spontaniczności stawia nie tylko obyczaj,
ale obrzędowe zakazy i nakazy. To one przypominały komu,
gdzie, kiedy i co przystoi, pod groźbą nadprzyrodzonych
sankcji. Niektóre obowiązywały lokalnie, np. młoda para
w okolicy Radzynia nie śmieje się na weselu, żeby nie mieć
„głupich dzieci". Inne były szeroko rozpowszechnione, jak ten
zabraniający matce płakać po zmarłym dziecku, by nie
utrudnić mu drogi do nieba. Nie należało też przedłużać żalu
po innych zmarłych, bo nieboszczyk mógł się przyśnić lub
przywidzieć z wiadrami pełnymi łez, które dźwiga, by je wylać
w Zaduszki. Jednak okresy żałobnego wspominania różnią się
znacznie w blisko nawet położonych wsiach: „Tu po pogrzebie
i dzień po pogrzebie, i 8 dnia, ale gdzie indziej to na 7 dzień albo
na 9, albo na 14 i na 30 dzień" (Suchodolina k. Sokółki).
W tych dniach pozwalano jeszcze płakać, ale tylko kobietom,
rodzina zaś nie pracowała w polu, bo „robota się psuła". Złych
skutków spodziewano się dopiero po świadomym naruszeniu
zakazu.
Jeśli uczestnik nie odczuwał tego, czego oczekiwano, bywało
że posuwał się do symulacji. Liczył się przy tym nie tyle z opinią
współmieszkańców, co z karą sił nadprzyrodzonych. Panna
Młoda, która nie zapłakała przy powtarzających się kilka­
krotnie na weselu pożegnaniach - „potem będzie płakać".
Skoro nie rozrzewniły jej smętne śpiewy, używała cebuli. Jest
nawet przyśpiewka:

72

Daj ty mołoduczy, cybuli w oczy,
Kab zapłakała do swykruchy iduczy
(Wyryki

P o ł ó d k. W ł o d a w y )

Płakać powinna też matka młodej, ale innym uczestnikom,
zwłaszcza świekrze, płaczu zabraniano - bo „sprowadzi co
złego". Przeciwnie, wypadało się wiele śmiać, a koniecznie
w kulminacyjnych momentach wesela (po powrocie ze ślubu,
przy oczepinach, pokładzinach), żeby młodzi mieli „lekkie
i wesołe" życie. „Kiedyś śmiechem, żartami i głupstwo za­
śpiewali, i płakali (...) a teraz, to ni w pięć ni w dziewięć"
(Siedliszcze k. Włodawy). Na zachowanie i wyraz twarzy
młodej pary zwracano baczną uwagę przy swatach i podczas
wesela, wróżąc stąd o przyszłym pożyciu. Sądzono więc, że
gdyby dziewczyna nie okazywała zawstydzenia, nie broniła się
przed frywolnymi zaczepkami, nie bała się, kiedy ją straszono
- nie będzie „dobrą żoną" albo „ona będzie panować" (nad
mężem). Z kolei kawaler miał być śmiały i z poczuciem
humoru. Od zdolności rozbawiania ludzi, umiejętności im­
prowizacji, zależało powierzenie mu roli starszego drużby albo
np. „Dziada", „Żyda" czy „Cygana".
Zmarłego trzeba było opłakać, inaczej „chodził po śmierci",
a nawet wyrządzał szkody. Do rodziny należało „użalić się"
nad zmarłym, ale nierzadko wspomagały ją w tym doświad­
czone kobiety, po które specjalnie posyłano. We wsiach
prawosławnych, prawie każda starsza kobieta umie zwracać
się do zmarłego oraz pobudzić do płaczu jego krewnych. Toteż
często proszono je, by przyszły „płakać" w katolickim domu.
U katolików takie specjalistki zdarzają się sporadycznie.
O skuteczności ich praktyk przekonałam się osobiście, gdy
jedna z nich zechciała je przy mnie odtworzyć. Wpierw jednak
spytała o bliskich mi zmarłych, wspomniała swoich, wzdycha­
jąc i cieniutko zawodząc. Dalej, zawodzenie przeszło w płacz,
w który wplatała zdania wypowiadane w moim imieniu.
Niestety, niczego nie zapisałam, bo już płakałam wraz z nią.
Wyraźnie ją to ucieszyło, pogłaskała mnie po ręce, uśmiech­
nęła się i wróciła do rozmowy (Nowodziel k. Kuźnicy Biało­
stockiej). Od niej i od innych kobiet wiem, że żal się najpierw
potęguje, przywołując dobrodziejstwa zmarłego, nieodwracal­
ność jego odejścia, obraz osamotnienia, żeby gdy już smutek
osiągnie kulminacyjny poziom, stopniowo go łagodzić opisem
raju i nadzieją ponownego tam spotkania.
Podobny schemat powtarzają pieśni religijne, a raczej pełny
ich zestaw, śpiewane przy tej okazji. Od Już idę do grobu
ciemnego, smutnego... po Jezu w Ogrójcu mdlejący... lub temu
podobne. W Mińsku, dzięki uprzejmości tamtejszych folk­
lorystów, słuchałam taśmy z nagraniem pogrzebu, podczas
którego matka opłakuje córkę. Uderzyła mnie niezwykła
uroda tego lamentu; melodyjny płacz, poetyckie metafory.
Doprawdy, trudno przecenić możliwość wyrażania bólu w tak
pięknej formie. Moja podlaska rozmówczyni pokazała mi
jeszcze, jak postępuje się w przypadku zesztywnienia zwłok,
zanim je przyodziano do trumny. „Przeszłego roku człowiek
zmarł i dowiedzieli się o tym na drugi dzień i był cały sztywny.
Była to osoba dla niej obca, ale zwracała się doń jak do
krewnego, łagodnym i proszącym głosem: «Och Boże. ach
bratoczek ty mój, ja ciebie wyprawlu w daleku drogu. A Stasieńku, ja ciebie na wieczność odzieju (...) » Ta stał jak żywy,
zmiękł i popuściło go". Wielokrotnie, od naocznych świad­
ków, słyszałam potwierdzenie efektów takiego działaniaSmutek i powaga obowiązuje do końca pogrzebu, ale już na

�żałobnym „obiedzie" wspomina się wesołe momenty z życia
nieboszczyka, dopuszczalne są żarty, a nie brak ich podczas
późniejszych „wspominek".
Przy chrzcie albo po powrocie ze chrztu, zapłakać i to
głośno, powinno dziecko. Jeśli tego nie zrobiło, pomagano mu
klapsem - „żeby było mocne" lub „żeby odgoniło złego".
Przewlekły płacz był jednak niepomyślną wróżbą, toteż dziec­
ko jak najszybciej uciszano. Od pozostałych uczestników
oczekiwano wesołości i śmiechu, wzbudzanego dowcipnymi
przyśpiewkami i „zbytkami" robionymi zwłaszcza kumom.
W obrzędach dorocznych śmiech przeważnie bywał dopeł­
niany strachem, czasem bólem lub inną przykrością, co
manifestowano krzykiem i piskami, byle nie płaczem, który nie
był dobrze widziany. Postraszyć można było każdego, ale
dzieci i panny „obowiązkowo", co im ponoć wychodziło „na
zdrowie" i wpływało na posłuszeństwo. Straszyli je wszyscy
przebierańcy, „ale nie za bardzo, bo człowiek ma pojęcie, żeby
życia nie pozbyć" (Tuczna k. Białej). Dzieci, zanim „Mikołaj"
dał im podarki, były przez niego straszone, niekiedy i bite.
W Niedzielę Palmową dzieci bito wierzbowymi gałązkami, ale
było i tak, że to dzieci biły dorosłych, czy też kawalerowie
panny, rzadziej nawzajem. Bito mocno, aż do zranienia,
a koniecznie do krzyku, i to również „na zdrowie". Jednocześ­
nie nadmierną strachliwość uważano za niepożądaną. Lęk­
liwych ludzi nakłaniano do nocnego czuwania przy zmarłym,
żeby potem „nie bał się niczego". Dzieciom, po poświęceniu
gromnicy, opalano z czterech stron włosy, co chroniło od
pioruna, ale też od lęku przed nim. Okadzano je wianuszkami
święconymi w oktawę Bożego Ciała lub w dniu św. Jana - „od
przelęku". Robiły to profilaktycznie matki, gdy jednak wcześ­
niej stwierdziły niepokojące objawy: „Jak dziecko chude,
marudzi, nie wie czego chce, to on przelęknięty", wtedy „Woła
się kobietę, co nie kwitnie, przekwitła. Jak jest w ciąży, to nie
może być w ciąży, bo (jej) dziecko umrze". Ta kobieta
wybierała z wianeczków zioła, również zwane przelękiem
- „Biały przelęk, to dla dziewczynków; czerwony przelęk, to
dla chłopców" i kruszyła na rozżarzone na patelni węgielki.
Wylewała na wodę wosk, a to, co się ulało, wyobrażało powód
przelęku i również było kruszone na ogień. Trzymając oburącz
patelnię, obchodziła stojące na środku izby dziecko „trzy razy
ze słonkiem". Wszyscy przy tym obecni trwali w milczeniu
i bezruchu. Potem dziecko ściskali i było uzdrowione (Chrobo­
ty k. Knyszyna). Na całym Podlasiu zapewniano mnie o nieza­
wodnym działaniu podobnych zabiegów, stosowanych czasem
i u dorosłych, gdy inne formy leczenia zawiodły.
Nastrój obrzędu starano się zestroić z porą roku, którą
odbierano jako „wesołą" czy „smutną", „lekką" czy „ciężką".
Czas „wesoły" przychodził wiosną, choć lokalnie już w Nowy
Rok lub jeszcze wcześniej - od Bożego Narodzenia. Z jego
nastaniem wszyscy powinni się bawić i cieszyć, toteż „obowiąz­
kowo" urządzano wtedy wspólne uczty i zabawy (czasem
osobno dla młodzieży, osobno dla kobiet i mężczyzn) a to na
dobre plony i żeby „sporzyła robota" w polu. „Na zagowia,
trzeba było dobrze popić, dobrze zjeść, to z panienkom się
pokochać, to mówią - dobrze zagowiał" (Klewianka k.
Moniek). W Boże Narodzenie albo w Nowy Rok, zapusty czy
Wielkanoc, zgodnie z miejscowym terminarzem, obchodziły
wieś grupy młodzieży męskiej lub żeńskiej, ze śpiewem i życze­
niami, ze scenami odgrywanymi przez przebierańców, a zanim
Weszły w dom pytały, пр.:
2

3

Panie gospodarzu, pani gospodyni,
Pozwólcie swój dom poweselić,
Boskim słowem pocieszyć,
Aby dom był wesoły.
Czy weselić, czy nie?
( K a l i n ó w k a k. Moniek)

Inne grupy, wtedy lub w odrębnym terminie, wpadały do
domów nie czekając na pozwolenie. Atakowały domowników,
kradły, robiły nieporządek, wyprawiały „psoty", „zbytki", co

również kwitowano śmiechem, a dotkliwe nawet szkody nie
budziły gniewu ani obrazy. W Wielkim Poście i w Adwencie ze
względów religijnych zachowywano powagę, ale i w tych
okresach były okazje do „stypy" (stypa, stypny - znaczy na
Podlasiu: dowcipny, żatobliwy, śmieszny) w trakcie rytuałów
spełnianych na pólpoście, w Niedzielę Palmową, w Wielkim
Tygodniu, czy podczas adwentowych prządek. To także
wiązano z urodzajem i pomyślnym kojarzeniem małżeństw.
Radość, od niepamiętnych czasów (o czym świadczą naj­
starsze źródła historyczne) była wpisana w obrzędy, a nie, jak
się obecnie przypuszcza, pojawiła się wraz ze zmianą ich
funkcji sakralnych na „zabawowe". Była i pozostała w sferze
sacrum. Wszak „weseliło się" słońce na Zwiastowanie, Wiel­
kanoc lub św. Jana i chodzono o wschodzie oglądać, jak „igra"
czy „skacze". „Na św. Jana igra na różne kolory, jak tęcza"
(Kożuchów k. Sokołowa) albo „...tańcuje nad zachodem,
tańcuje ślicznie, chodzi jak przepiórka" (Jedlanka k. Łukowa).
„Wesołe i pachniące" były zielone pola, które obchodzono na
św. Jerzego lub św. Trójcę albo w innym wiosenno-letnim
terminie. „Radowały się" przylatujące ptaki, a „smutno"
odlatywały jesienią. „Wesoły" jest „majowy deszczyk", a w lis­
topadzie „deszcz smutny". Scenariusze rozpoczynania i koń­
czenia pracy z reguły zawierają postulat wesołości. Dla wielu
moich rozmówców, rytualne działania jak np. przewracanie na
ziemię, oblewanie wodą znienacka, obciąganie za nogi wokół
ostatnich kłosów, podpalanie kądzieli przędącym, zachowały
jedno tylko uzasadnienie - „dla żartów". Żarty te jednak były
dość brutalne, a spowodowany nimi śmiech niekoniecznie
wynikał z rozbawienia. Był raczej odreagowaniem momentu
zaskoczenia, wstydu, nierzadko i bólu. „Kobieta ubiera
przepiórkę, a kośnik stoi i patrzy się, a ona się boi, bo on złapie
ją za nogi i obciągnie gołym tyłkiem po rżysku" (Narojki k.
Siemiatycz). Można przypuszczać, że podobną funkcję - roz­
ładowania napięcia - pełniły żarty urządzane młodej parze
przed pokładzinami. Strach (wstyd, ból) i następujący po nim
śmiech, nieodmiennie kojarzone są z płodnością. Wskazują na
to i komentarze, i przewidywane rezultaty, i czasem towarzy­
szące rytuałom teksty.
Emocjonalne względy zdają się lokalnie decydować o wybo­
rze pełni wiosny na porę wesel. „Wesele przeważnie w maju
najlepi, w lecie taki ten czas majowy, zieleń, to taki wesoły"
(Pawły k. Bielska). Z tej wypowiedzi da się wyczytać ślad
dawnego podziału roku na dwie tylko części: lato, którego
początek sytuowano w maju, oraz zima zaczynająca się
w listopadzie. W obu miesiącach wyróżniano daty dla speł­
niania obrzędów. Prawosławni na ogół 6-7 maja (św. Jerzego)
i 8-9 listopada (św. Dymitra). Katolicy 1-15 maja (św. Zofii)
lub ruchome Zielone Świątki oraz 11-25-30 listopada (św.
Marcina, św. Katarzyny, św. Andrzeja). Jak każdy czas
początku i te stwarzały pomyślne szanse, a zarazem ryzyko
w realizacji podjętych wtedy działań. Jednak wybór tej, a nie
innej pory, wiązał się z jej tylko właściwymi cechami, przynosił
zróżnicowane korzyści i zagrożenia. Dla większości Podlasian,
niebezpieczeństwa związane z majem przeważały nad pożyt­
kami. Toteż obrzędy spełniano częściej w intencji ochrony, niż
pomnożenia plonów, dobytku i rodziny, chociaż oba motywy
mogły być z sobą splecione. W maju uaktywniały się czarow­
nice i bliżej nieokreślone duchy. Niemal jak w latach Kolberga
„...jest tu cały świat niewidomy, podniebny, lubiący światło
dzienne, promienie słońca, czyste niebo, powietrze ciche..." .
Natomiast o pospolitych wtedy rusałkach - „Rusałki na
Podlasiu są dwojakiego rodzaju: jedne szkaradne stare baby,
drugie młode, prześliczne dziewczęta" - zachowały się nikłe
wspomnienia. Dzisiaj, do dziewczyny z rozpuszczonymi wło­
sami mówi się: „chodzisz jak rusałka", straszy się dzieci
rusałką, by nie deptały zboża, przestrzega się mężczyzn przed
samotnymi wędrówkami po lesie, by nie zbłądzili zwiedzeni
śmiechem czy śpiewem niewidzialnych istot.
W maju, gospodarze obchodzili z modlitwą i śpiewem
podrosłe zboża. Dziewczęta (w okolicy Moniek, Tykocina,
4

5

73

�Sokółki) po polach „wodziły Królewnę". Pasterze pierwszy
raz wyganiali bydło na pastwiska. „Cała wiosna w maju... to
cała wieś goniła (bydło) i wianki ubierali" (Dołhobrody
k. Włodawy). „Bydło wypędzało się 1 maja na paszę. Gos­
podarz wyganiał do bramy i palmą żegnał..." (Zahorów k.
Białej). „Każdego bydlaka trzeba uderzyć, to będzie tłusty,
dobrze się chował i jego piorun nie uderzy" (Klewianka k.
Moniek). Na Zielone Świątki lub św. Trójcę, sporadycznie na
św. Jana, przypadało „święto" albo „wesele" bydła. Pasterze
maili rogi krów wiankami z lipy, brzozy, bzu (...) i przyganiali
do zagród, także wtedy umajonych tymi samymi roślinami.
Dostawali za to majówkę, czyli podarki lub pieniądze, zwykle
przeznaczane na wieczorną zabawę. Jeszcze po I I wojnie było
to szeroko praktykowane, choć w skromniejszej oprawie, niż
opisane przez Glogera „...tak zwane wołowe lub końskie
wesele, obrzęd około Tykocina i Bielska zachowywany (...)
Wól przestraszony tern wszystkiem, więc zaledwie go do wsi
przywiodą: biega, skacze i rzuca się na wszystkie strony,
usiłując pozbyć się niezwykłych straszydeł, co wśród zebranej
gromady wiejskiej, sprawia śmiech i wrzawę." Z rzadka słyszy
się jeszcze o bocianim albo wilczym „weselu", o weselnikach
zamienionych w wilki lub innych związkach wilka z weselem
пр.: „Stary człowiek podsłuchał w Wigilię, jak Pan Bóg dzielił
dostatki. Podzielił wszystkie zwierzęta, a na koniec przyszedł
kulawy wilk, a Bóg mówi: co ty sie tak spóźnił? No, to tobie
będzie ten, co tam siedzi (tu wskazał kryjówkę podsłuchujące­
go). On uciekł do wsi, ale wiosną córkę wydawał i jak ją
predany przewozili, to ojciec się bojał jechać przez las. To go
do kuferka wsadzili. Jadą przez las, a tu kulawa panna idzie,
nie było jej gdzie zabrać, to i ją do kuferka wsadzili. Śmiechu
było! Przyjeżdżają do domu, otwierają kufer, a stamtąd wilk
wyskakuje" (Żurobice k. Siemiatycz). Notabene kulawość
(huśtanie, zataczanie i inne przejawy zachwiania równowagi),
odpowiada obrzędowej zmianie czasu, stanu, momentowi
wahania pomiędzy starym a nowym. W kontekście wesela jest
to bezpośrednio skojarzone z seksem. Stąd rozpowszechnione
na Podlasiu rytuały po oczepinach, gdy panna młoda utyka
w tańcu, drużbowie kradną jej pantofelek i oddają młodemu
po złożeniu „wykupu", pojawia się kulejący przebieraniec,
który straszy i napastuje, co naturalnie wywołuje śmiech.
Strach i śmiech powoduje także obrzędowe huśtanie panien
i kawalerów, często zakazywane z powodu licznych wypad­
ków, jako że huśtawki były wysokie i huśtano się „do nieba",
czego jednak do seksu nie odnoszono, a „na pamiątkę"
Wielkanocy, Zielonych Świątek albo „że to maj". Maj, aż do
czerwcowych sianokosów, był najczęściej wymienianym okre­
sem, kiedy to zwierzęta i ludzie łączą się w pary, bo „Bóg
zestawił wszystko po parze" (Dobryń Mały k. Białej). Od­
bywały się wtedy majówki, zwykle rozpoczynane nabożeńst­
wem maryjnym, a potem do późnej nocy młodzi spacerowali,
śpiewali pieśni miłosne, zalecali się do siebie - także we wsiach
szlacheckich. „Przez cały maj zabawy, huśtawki, chłopcy
z dziewczynami się wodzą, palili ogniska... w lesie dziewczyny
się bawiły i nie było tyle dzieci wcześniej urodzonych"
(Borowskie k. Białegostoku).
6

7

Jesienią, gdy opustoszały pola, odleciały ptaki, nastawał
czas „smutny", „ciężki", a nawet „straszny". Szczególnie
listopad, miesiąc powszechnie uważany za nieodpowiedni na
wesela „...w listopadzie nie biorą ślubu, bo to ciężki miesiąc, to
tam wierzą w te zabobony" (Wyhalew k. Białej). W lis­
topadzie, tak katolicy jak prawosławni, obchodzą Zaduszki
(dla prawosławnych „Dmitrówka" jest jednym z kilku dorocz­
nych terminów zadusznych). Od ich daty zaczyna się okres
obrzędowego straszenia, trwa przez całą zimę, a lokalnie do
Wielkanocy. Koło Moniek w same Zaduszki, a bliżej Sokółki
i Hajnówki na św. Marcina lub w trakcie adwentowych
prządek, chodzili nocą po wsi chłopcy owinięci w prześcieradła
albo kożuchy. Nosili na tyczce wydrążoną i podświetloną

74

dynię z wyciętymi oczami, nosem i ustami - „To strachy i sie
zdaje, że to duchy chodzą" (Klewianka k. Moniek). W tejże
okolicy, na św. Andrzeja, kawalerowie mazali panny sadzą,
czasem przy tym drapali je do krwi i bili. Przeważnie jednak
takie i podobne działania miały miejsce w noc noworoczną,
zapusty lub śródpoście. Dopóki nie wmieszały się w to władze,
nakładając kary na sprawców. Moi rozmówcy z niesmakiem
wspominali tych, co zamiast się „ośmiać", składali skargi
w urzędzie. Reakcje strachu czy bólu mogły się oczywiście
pojawiać i w później spełnianych obrzędach, nie były jednak
świadomie prowokowane. Wyjątkiem były wesela, na których
bójki, straszenie, były rozmyślnie wywoływane, ale przecież
wesela najczęściej wyprawiano w karnawale. Obrzędy końca
karnawału lub połowy Wielkiego Postu, zwykle dawały okazję
publicznego wytykania i wyśmiewania wad, piętnowania
młodych ociągających się z zawarciem małżeństwa. Krytykę,
wprost lub w zawoalowanej formie, przyjmowano wtedy bez
urazy.
Pogodę ducha, życzliwe nastawienie do bliźnich, a nawet do
zwierząt, roślin i przedmiotów, uważano za nieodzowny
warunek powodzenia obrzędu. „Jak w Wigilię, tak cały rok
- jak plączesz, będziesz cały rok płakać. Tak się starali, żeby
w zgodzie, ludzie byli takie pogodniejsze" (Chroboły
k. Knyszyna). „W Nowy Rok, jeżeli ktoś gniewa się rano, to
cały rok będzie niedobry, gniewliwy" (Zahorów k. Białej). „W
Wielkanoc wszyscy mają być uprzejmi i życzliwi, bo tak będzie
cały rok" (Dołhobrody k. Włodawy). Cokolwiek się w takim
dniu robiło, należało robić starannie i „bez złości", a zwłaszcza
przygotowanie potraw i rekwizytów obrzędowych. Złorzecze­
nie, przekleństwo, popędliwy gest, natychmiast lub w bliskiej
przyszłości przynosiły nieszczęście. Unikano narażenia się
komuś, unikano ludzi dotkniętych żałobą, chorych, poszko­
dowanych - spotkanie ich jako pierwszych przechodzących,
było złą wróżbą. Szczególnie wystrzegały się kobiety w ciąży,
które zresztą przez cały czas jej trwania starały się „...patrzyć
na wszystko dobre, na dobre i na zdrowe" (Chroboły k.
Knyszyna). Równocześnie wierzono, że dobre czy złe życzenie
wypowiedziane lub tylko pomyślane przez ciężarną, niechyb­
nie się spełni. Podobna moc przysługiwała życzeniom dzieci,
starców, żebraków i obcych, ale tylko w okresie obrzędowym.
Był to zarazem czas, gdy najłatwiej było zyskać coś cudzym
kosztem, jednak złoczyńca właśnie wtedy byl odsłonięty
i prostymi sposobami można go było rozpoznać i ukarać,
a właściwie odwrócić zło w jego stronę. Cały szereg zakazów
i nakazów dotyczy odwiedzanych i odwiedzających w ob­
rzędowej porze, również spotykających się na drodze, na
miedzy czy pod kościołem. Zachowanie etykiety (różniącej się
szczególnie w poszczególnych wsiach), przekonuje o dobrych
intencjach obu stron. Wszędzie zaczynano od pozdrowienia
Boga i złożenia życzeń, a jeśli ktoś specjalnie w tym celu
przychodził, należało go ugościć i obdarować. Bywało, że to
przychodzący składali dar (odwiedziny położnicy, początek
żniw...), a odchodzili żegnani życzeniami, bądź też życzono
i obdarzano się wzajemnie. Kto poskąpił lub zwlekał, narażał
się na kpiny, a nawet przekleństwa, nie wspominając o nad­
przyrodzonych konsekwencjach.
Przygotowania do obrzędu niejednokrotnie obejmow
naprawienie krzywd, oddanie długów, poniechania urazy.
Słowem, pozybcia się tego, co związane z przeszłością, ciążyło­
by na przyszłości. Rzadko miało to formę rozwiniętego
rytuału. W Waniewie nad Narwią, przepraszają się „na czarną
kurkę": przepraszający bierze pod (dowolną) pachę czarna
kurę, idzie do domu przepraszanego, mówi - „nie gniewaj się
i kurę zabiera z powrotem. Pozwalało to uniknąć kłopotliwych
usprawiedliwień, wysłuchiwania pretensji czy dociekania winy
- zło przechodziło na kurę. W okolicach Włodawy znają j
tylko zwrot „przeprasza na czarną kurę" i odnoszą go do tych,
co się ociągają z przeprosinami. Młoda para, zapraszając na
u z

�wesele, wstępowała do każdej chaty (formalnym zaproszeniem
były dopiero powtórne odwiedziny), a skłaniając się głęboko
przed każdym domownikiem, prosiła o wybaczenie i błogo­
sławieństwo na „nowe życie". Rytuał miał kilka wariantów
i różne nazwy, w tym najczęściej „ukłony". Bywał powtarzany
przed wyjazdem do ślubu, przed przenosinami, a kłaniano się
także wszystkim spotykanym po drodze. Przed pogrzebem
w imieniu zmarłego przeprasza rodzina, bierze też na siebie
jego zobowiązania, żeby go „wyzwolić". Czasem odbywa się
to dopiero przy granicznym krzyżu (okolice Sokółki, Knyszy­
na i Białegostoku), dokąd trumnę odprowadza "cała wieś",
a dalej idą sami bliscy. Nad otwartą po raz ostatni trumną,
prowadzący pogrzeb wygłasza formułkę albo kobiety z rodzi­
ny obchodzą pozostałe kobiety, kłaniają się i szepczą „nie
gniewaj się", to samo robią mężczyźni z rodziny wobec innych
mężczyzn.
Do przeżycia obrzędu przygotowują także posty, które
oczyszczają ciała i dusze, czynią je „lekkimi", podatniejszymi
na dobre wpływy. Starsi ludzie, pomimo złagodzenia rygorów
religijnych, nadal skrupulatnie ich przestrzegają, uważając, że
bez postu „to nie święta". Poza postami zachowywanymi ze
względów religijnych, są i takie, dla których nie znajdują
religijnego uzysadnienia np. w dniu św. Marka (katolicy na
pn.-wsch. Podlasiu), stąd przysłowie: „Na święty Marka, nie
rzucaj do zupy skwarka". Koresponduje z nimi drugie:
„Deszcz na św. Marek, to ziemia jak skwarek" - czyli susza
w maju-czerwcu. Św. Marek (24IV) był jednym z kilku
wyróżnianych patronów wiosny i deszczu, wyznaczał też
ostatni możliwy termin Wielkanocy: „Jak Wielkanoc wypad­
nie na Marka, to nie będzie na świecie niedowiarka". Podobnie
granicznym terminem (zimy, Adwentu) był św. Andrzej,
a pościły wtedy zwłaszcza panny, zanim przystąpiły do
matrymonialnych wróżb. Post zachowywały rodziny przed
rocznicową ucztą dla uczczenia zmarłego, a prawosławni
przed wszystkimi zadusznymi „wspominkami". U prawosław­
nych pościli także państwo młodzi w przeddzień wesela
i dopiero po powrocie od ślubu matka wprowadzała ich do
komory, sadzała przy stole, na którym stała jajecznica,
korowaj, chleb i wódka. Był to ich pierwszy wspólny posiłek,
spożywany w odosobnieniu, z jednego talerza. Goście zebrani
w izbie weselnej mówili: „Na jajesznie poszły młody, z jednego
tarełka jedzą" (Pawły k. Bielska). Zastanawiające, że krótko­
trwałym postom poddawane były również zwierzęta, zanim
gospodarze „poczęstowali" je resztkami rytualnych potraw.
Z reguły, wybrane gatunki zwierząt były przy tym pominięte,
ale nie wszędzie te same. Przeważnie pomijano świnie, psy,
koty, rzadziej konie. Tłumaczono to ich „nieczystością",
kontaktami z diabłem, odmową pomocy Matce Boskiej lub
innym świętym albo
a koniowi nie, bo koń przed Panem
Jezusem nie klęknie i wygląda jak bolszewik" (Mokobody k.
Węgrowa). Analogicznie, tylko niektóre rośliny były przed­
miotem, a nawet podmiotem (dialogi z jabłonią czy gruszą przy
ich obwiązywaniu) rytuałów, inne np. osikę - „bo się trzęsie",
olchę - bo ma „czerwoną" (jak krew) korę z zasady wykluczano
przy sporządzaniu rekwizytów, zdobieniu domów itp.

Obok znaczenia, jakie przypisywano elementom obrzędo­
wym, liczył się też ich estetyczny aspekt: np. do przynoszonej
do domu po żniwach równianki
dodawano „... kwiaty do
ładności, żeby było ładne" (Klewianka k. Moniek). Po I wojnie
„Herody" wyparły dawniejsze formy obrzędowe przebierań­
ców, bo uznano je za „najweselsze", „najbogatsze", „najład­
niejsze" oraz, o dziwo, dlatego że wymagały najdłuższych
przygotowań i najwięcej kosztowały. Stały się więc spraw­
dzianem możliwości wiejskich kawalerów, a inne mniej atrak­
cyjne występy, pozostawiono wyrostkom. „Herody" były
chętnie przyjmowane i we wsiach szlacheckich, i w prawosław­
nych, a w latach 50. prawosławni zaczęli je sami wystawiać.
Nieobca moim rozmówcom była chęć pokazania się, ważne
więc było, żeby dom, nakryty stół czy palma wielkanocna, były
nie tylko „ładne", ale „najładniejsze".
Uroda, jak każda inna cecha w stopniu skrajnym, jest
znakiem wyróżnienia, przychylnością sił nadprzyrodzonych.
Posiadające ją osoby czy przedmioty, zostają tym samym
przeciwstawione pozostałym. Jeśli role w rytuale są wartoś­
ciowane pod względem ważności, to z zasady prowadzenie
przejmują osoby o cechach wyjątkowych albo wskazane
losem: pierwsze napotkane, zwyciężające w zawodach itd.
Przysługuje im też najwięcej szczęścia - kto pierwszy przy­
biegnie po Pasterce (po Rezurekcji...) do domu, ten pierwszy
zakończy żniwa - mogą jednak podzielić się nim z innymi, np.
wstępując do ich domów z życzeniami. Preferowanie skrajno­
ści, symbolicznie odpowiada ostatniemu - pierwszemu dniu
w roku (sezonie), najstarszemu - najmłodszemu członkowi
rodziny (zbiorowości), mitycznemu obrazowi nieustannie wy­
czerpującego się i odnawiającego się czasu, zamierającego
i odradzającego się życia.
Przeżycie obrzędu to również pełne nadziei i obaw oczeki­
wanie. Przyjęcie i poznanie swojej roli oraz ról współuczest­
ników. To wypełnianie warunków wstępnych, dotyczących
ciała i duszy,- a także otoczenia, spełniającej obrzęd osoby.
Wreszcie udział w tajemniczym misterium zamykania prze­
szłości i wchodzenia w przyszłość, którą tylko t e r a z
można podglądnąć i nią sterować. Wszystko staje się niezwyk­
łe. Każdy detal staje się ważny i wypełniony treścią, np. strój,
kontakt z rekwizytem, założenie maski bądź spotkanie z osobą
zamaskowaną. Przekraczanie codziennych norm współżycia
i poddanie się normom (zakazy i nakazy), które na co dzień nie
obowiązują. Widziałam, jak niezbyt, wydawało się, rozgar­
nięte wyrostki stawały się zręcznymi, tryskającymi siłą i humo­
rem bohaterami. Jak skromna kobieta, która nieśmiało za­
prosiła mnie na wesele, witała mnie później z godnością
i pewnością siebie starościny. Wesele było inscenizowane, ale
publiczność stopniowo wchodziła w role weselnych gości;
komentowała nie „grę", a zachowanie postaci, wstawała
w kulminacyjnych momentach, wzruszała się, a nawet czynnie
włączała w akcję.
Dla moich rozmówców, uczestnictwo w obrzędzie, choćby
odległe, było mocnym i różnym od innych życiowych doświad­
czeń, doznaniem łączności z Nadprzyrodzonym. Przeżyciem,
za którym się tęskni i długo przechowuje w pamięci.

P R Z Y P I S Y
1

J. Dorman, Moje uwagi i spostrzeżenia

na marginesie imprezy

..Herody",

..Polska Sztuka Ludowa" 1971, nr 4, s. 217-230
Rozluźnieniu nadal sprzyjała też wódka, mimo powtarzanych od ubiegtego stulecia zakazów kościelnych, obficie podawana. „Niektórzy z Pusz&lt;2aków utrzymują, że dla ulżenia duszy cierpiącej zmarłego, sąsiedzi pozostali
koniecznie dobrze pić muszą", Dzieła wszystkie Oskara Kolberga (dalej
W O K ) , t. 28, s. 123
„Zagówki", „zagowia" nazwa ostatnich dni przed Wielkim Postem,
Umywana w okolicy Moniek i Sokółki (por. bułgarskie - „zagowezni").
Kolberg przytacza list korespondenta z Suwałk: „Zapusty, rozpusty - tak lud
D

wiejski nazywa Ostatki - a chociaż w tej dykcyi zawiera się niby-to satyra na
dnie bachusowe, przecież jest przysłowie które przekonywa, że rozpusta tych
czasów za wielki grzech nie uchodzi..." DWOK, t. 28, s. 79
A.P...łowicz z ok. Narwi, „Gazeta Warszawska" 1854, wg DWOK, t. 28,
s. 367
j.w.
DWOK, t. 28, s. 88
4

5

6

7

Por. A. Lebeuf, Les boiteries rituelles de printemps,
(w:)
lication de I'Observatoire
Astronomiąue
de Strasbourg,
Nr 2,

Pub­
1988,

s. 81-94

75

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9557" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9535">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/026acd376f4cd804bbc33cac6413b1fb.pdf</src>
        <authentication>eb57153a87e4a9aee2447a82a65fcb7d</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113822">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2980</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113823">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113824">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2784</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113825">
                <text>Noty o autorach / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113826">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4, s.223-224</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113827">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113828">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113829">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113830">
                <text>R y s z a r d

C i a r k a THE HEAD AT THE BOTTOM OFTHE BED

K r z y s z t o f

OR P R O P A E D E U T I C O F E T N O G R A P N Y
T h i s j o c u l a r text is an attempt at a slightly caricaturist! description of
semiotic-structural

reflections

about

K u b i a k T H ESPEECH OF WRITTEN

WORDS

T h i s is a venture at tackling recollections and their written form.The

the dependence

between

author o f the article arrived at the c o n c l u s i o n that the specificity of

the

a manuscript and the colourful personality o f its author would be

arrangement o f the quilt and the speed with w h i c h one falls asleep.

best captured by a filmed

record. H e thus presents

a project for

a film about O t y l i a Z a c h u r a . resident o f a solitary mountain homestead,
W o j c i e c h

M i c h e r a T H E BOUGH O F AENEAS

and her childhood w a r t i m e r e m i n i s c e n c e s . T h e brief and strikingly

M e n o f antiquity universally believed that this fatal bough w a s the

authentic diary is cited in its entirety in the article, w h i c h is the basis

G o l d e n B o u g h w h i c h A e n e a s , obedient to the c o m m a n d s of S y b i l , broke

for a screenplay.

off on the e v e o f his dangerous journey to the land o f the dead - wrote

the birthdays o f assorted members of the Z a c h u r a family, and the

James F r a z e r 150 years ago in his Golden

by notes with the dates of

T h e author of the

most important events in the lives o f their children. T h i s element endows

article refers to this v i e w , and presents the mythical theme of travellers

the text with a characteristic . . b i b l i c a l " rhythm. It also shows Great

on their w a y to the other-world. H e deals with the existential dimension

History as seen by ordinary people, and ordinary people as a fragment of

of the journey, alluding to paintings and poetic visions. He also indicates

History.

the significance

o f the golden

bough

Bough.

It is supplemented

against

the backdrop o f the

symbolic of the holy tree, and depicts the connection between the
predecessors

of Aeneas

(in accordance

On
the , , S o - c a l l e d
Jackowski

with the texts by V i r g i l )

- T h e s e u s . P o l l u x . O r p h e u s and Heracles - with the myth about Jason
and

his expedition

in search

suggestions contained

for the G o l d e n

in a sixteenth-century

Fleece.

An

Following

album

So-called

Naive

Naive

Art

Art

by

Aleksander

by A l e k s a n d e r J a c k o w s k i w a s

published in 1995. T h e book, w h i c h contains 91 biogramm.es o f naive

a l c h e m i c a l w o r k , the

artists, met with a lively response. T h e r e v i e w s indicated the necessity

author examines the s y m b o l i c kinship o f this myth with the story o f

of

Heracles stealing apples from the garden o f the Hesperides. F i n a l l y , he

non-professional art, and the relation between high and low culture.

a

new

approach

to

such

problems

as

professional

and

interprets the mediaeval legend of the H o l y G r a i l , the B i b l i c a l story of

W e include a r e v i e w by H a n n а К i r c h n e r , T H E N I N E T Y S E C O N D

the flood, and the S u m e r i a n epos about G i l g a m e s h as well as a mythical

S I L H O U E T T E fragments o f r e v i e w s , w h i c h were presented in the

prop - the staff o f Hermes and A e s c u l a p i u s , entwined by serpents.

press, and an i n t e r v i e w h e l d b y Z b i g n i e w
with the author o f So-called

E w a

D ż u r a k

ELEMENTS
NATIVE

LITERATURE

A N D RITUAL.

IN C O N T E M P O R A R Y

WRITTEN

Benedyktowicz

art and the autobiography

Short

cuts.

TRADITIONAL

NOVELS

naive

BY

AMERICANS

Danuta

W a w i ł o w THEKLAN

EXPERIMENT

T h e typical feature o f the contemporary novel written by Native

T h e history o f K L A N - C l u b of A r t i s t i c a l l y Inexhaustible People - is

A m e r i c a n s is predominantly a combination of traditional and modern

brief. It w a s founded in 1992 by young people aged from thirteen to over

motifs, and a presentation of heroes balancing in a cultural void, situated

twenty. T h e basic K L A N f o r m u l a w a s . and is. the right to creativity

between cultures, and experiencing a feeling of alienation. T h e i r lot

- writing poems, d r a w i n g , m a k i n g m u s i c , sculpting little clay birds and

assumes the mythical dimension of a paradigmatic controversy between

soon. F o r some participants o f the experiment it constitutes a significant

good and evil. In an analysis of two novels: House

stage in their life, a lesson in imagination and creative love. T h e founder

Scott M o m a d a y and Ceremony

Made of Down by N .

by L e s l i e M a r m o n S i l k o . the author

shows how myth and ritual interfere into the texts and help the heroes to
overcome their complicated situation produced by the dissolution o f

and author o f this article discovered K L A N to be a source o f knowledge
about life, people, poetry and art.
K L A N , w h i c h exists not only in W a r s a w but also in other towns,

traditional culture.

comprises a group o f people sharing a philosophy of life and art.

W ł a d y s ł a w

Ewa

Ha s iо r ONPLEBEIAN ART

K o r u l s k a CHILDREN KNOCK ONDOORS O F STONE

T h e first contact with a poetic text is often d e c i s i v e for a child's

T h i s is an interview with W . H a s i o r hold by A l e k s a n d e r J a c k o w s k i .
T h e outstanding artist speaks about his collection of plebeian art

approach to poetry, a n d e a n stir or stifle his imagination. Polish language

- several thousand slides documenting the phenomenon in question as

school lessons offer an opportunity for a w a k e n i n g and stimulating the

well as the iconospherc of communist Poland.

c h i l d ' s sensitivity towards the w o r d . O n e o f the available methods is to

In his o w n w o r k s Hasior uses elements of folk, plebeian art: in the
select

examples,

he recognizes

authentic

longing

for beauty. B y

create possibilities for individual creativity, and to demonstrate the
c i r c u m s t a n c e s in w h i c h e v e r y o n e ' s ability o f articulating impressions

annulling ..aesthetic c r i t e r i a " and rejecting the notion o f kitsch, the artist

and emotions

draws particular attention to private worlds, separated by a picket fence,

creation, starts treating the poetic text as a natural mode o f expressing his

w h i c h offer their o w n vision o f beauty.

thoughts and feelings.

N O T Y

O

M a ł g o r z a t a B a r a n o w s k a poetka, krytyk i historyk literatury. A u t o ­
rka k s i ą ż e k : Pamiętnik
zja.

Ta jest

wasze

mistyczny.
życie.

Surrealistyczna

masowej

w: Problemy

i poe­

Autorka wielu artykułów o w y o b r a ź n i

symbolicznej i kulturze masowej m i n . Pocztówka
źni

wyobraźnia

wiedzy

a kulturze

jako wyraz,
(Ossolineum

autorka d w ó c h t o m ó w poetyckich: Miasto.

Zamek

O g ł a s z a w „ T w ó r c z o ś c i " Prywatną

poezji.

historię

wyobra­

w

1986).

Pirenejach.

A U T O R A C H

popularny z a r y s literatury p o z y t y w i s t y c z n e j Pozytywiści

i inni ( P W N )

oraz książkę p o ś w i ę c o n a p o w i e ś c i kobiecej ( o d Ż m i c h o w s k i e j do
Nałkowskiej) (IBL).
Jacek

Borowski

— absolwent

i p o g r a n i c z e m filozofii

IFiS

i antropologii.

U W . Zajmuje

s i ę estetyka

Pracuje w W y d a w n i c t w i e

Naukowym P W N .
W o j c i e c h J . B u r s z t a dr hab., profesor w Katedrze E t n o l o g i i U A M .

J a n u s z B a r a ń s k i etnograf, filozof, absolwent U J , doktorant w I n ­
stytucie Etnologii U J w K r a k o w i e . Z a j m u j e s i ę problemami ant­

Autor m.in. K s i ą ż e k : Wymiary

antropologicznego

poznania

kultury

1992; Czytanie kultury. P i ę ć s z k i c ó w , 1995.
R o g e r C a i l l o i s etnolog, socjolog i filozof francuski, znany ze swoich

ropologii polityki i metodologia polityki.
Z b i g n i e w B e n e d y k t o w i c z antropolog kultury, redaktor „ K o n t e k s ­
t ó w " . K i e r o w n i k P r a c o w n i Antropologii

is activated. A c h i l d w h o has experienced the j o y of

Kultury. Filmu

i Sztuki

A u d i o w i z u a l n e j . Autor prac o w y o b r a ź n i s y m b o l i c z n e j i antropologii

s z e r o k i c h z a i n t e r e s o w a ń , r ó w n i e ż literaturą. W Polsce w y s z ł y d w a
zbiory j e g o t e k s t ó w Żywioł

i lad oraz Odpowiedzialność

i styl.

R y s z a r d C i a r k a etnolog, p r a c o w n i k Instytutu S z t u k i P A N , P r a c o w n i a

w s p ó ł c z e s n e j , m i n . k s i ą ż k i (z D a n u t a B e n e d y k t o w i c z ) Dom w trady­

Antropologii K u l t u r y , F i l m u i S z t u k i A u d i o w i z u a l n e j . Z a j m u j e s i ę

cji

a n t r o p o l o g i ą w s p ó ł c z e s n o ś c i , autor w i e l u a r t y k u ł ó w

ludowej.

G r a ż y n a B o r k o w s k a - krytyk i historyk literatury, pracuje w I B L
P A N , w y d a l a Dialog

222

powieściowy

i jego

konteksty;

z ł o ż y ł a do druku

James

Clifford

profesor

antropologii,

wykładał

między

h i s t o r i ę ś w i a d o m o ś c i na U n i v e r s i t y o f C a l i f o r n i a , Santa C r u z

innymi
Autor

�Ewa

z n a c z ą c y c h prac na lemat historii d y s k u r s u misyjnego, d o ś w i a d c z e n i a
p o d r ó ż y i m u z e a l n i c t w a . A u t o r m.in. Predicament

of Culture

(1988)

i w s p ó t e d y t o r zbioru t e k s t ó w o b r a z u j ą c y c h obecny p r z e ł o m w etno­
grafii Writing

Culture

Sztuki

Orawie.

s y m b o l u w filmie.

Warszawa

s i ę w s p ó ł c z e s n ą literaturą Indian A . P . M i e s z k a

Kulturowej
Zrealizował

UW.

Prowadzi

pięć filmów

K a t e d r z e Etnologii
badania w

dla T e l e w i z j i

pod

Lectures

( 1 9 8 1 ) Mea

W h i t e m , 1987), The

M i c h a ł G ł o w i ń s k i - prof., p r a c o w n i k n a u k o w y I B L P A N . Zaintereso­

Wojciech

West is Dead
Waters

Michera -

Dark

archeolog, etnolog (studia

UW);

tradycji

W y ż s z e j S z k o l e Teatralnej. A u t o r k s i ą ż k i AntyDiiniken

zwłaszcza

p o w i e ś c i X I X i X X w i e k u , z j a w i s k k o m u n i k a c j i literackiej. Autor
min.

Porządek,

Poetyka

Tuwima

chaos, znaczenie.

a polska

tradycja

1968. Style odbioru

literacka

1977, Mity

Studium

Kształcenia

Otwartego ( U W ) ,

Marek N o w a k o w s k i -

1962.

przebrane

Pierwsze

opowiadanie

pisarz, autor w i e l u
Kwadratowy

p i e r w s z a k s i ą ż k a Ten stary złodziej
Hasior -

wybitny

artysta, t w ó r c a

rzeźb,

pomników,

K o l e j n o m i ę d z y i n n y m i : Robaki.

inscenizacji p l e n e r o w y c h ( p o c h ó d ze sztandarami w Ł ą c k u ) . A u t o r

Gdzie jest droga na Walne. Książę

w i e l u w y s t a w w kraju i za g r a n i c ą .

Powidoki.

A l e k s a n d e r J a c k o w s k i antropolog kultury, krytyk sztuki: redaktor

w

prowadzi

Państwowej
i programów

w

książek

„Nowa

( 1 9 5 9 ) , Beniek
Miz.erykordia.
Nocy, Raport

i

opowiadań

Kultura"

(1957),

Kwiaciarz.
Wesele

(1961).

raz

o stalnie

jeszcze,
wojennym.

Jest laureatem w i e l u n a g r ó d , m.in.: Nagroda

Wolność

P E N c l u b u . F r a n c j a , nagroda J u r z y k o w s k i e g o . N o w y Jork.

. . K o n t e k s t ó w " . A u t o r w i e l u prac z zakresu sztuki ludowej i naiwnej.
M a r i a J a n i o n historyk literatury i historyk idei. krytyk

(z E .

telewizyjnych.

1990.
Władysław

Łamem

Proof

(1993).

zajęcia

w

na

realizacji.

( 1 9 8 3 ) . The

of Thirst

i

Polskiej i siedem

wania b a d a w c z e prof, s k u p i a j ą s i ę m.in. w o k ó ł w s p ó ł c z e s n y c h funkcji

książek

i Ant­

Beskidach

A d a m M a r s - J o n e s brytyjski pisarz i krytyk f i l m o w y . Autor

Bostonem.

literackich, teorii i historii form narracyjnych,

chłopa

1993, msp w Instytucie

f i l m ó w dla Katedry, kolejne trzy filmy s ą w

D ż u r a k - etnolog (studia U W ) , pracuje w bibliotece na Harvar-

dzie. Z a j m u j e

1863—1939,

K u b i a k etnograf, pracuje w

ropologii

oraz w redakcji „ K o n t e k s t ó w " ; n a p i s a ł r o z p r a w ę doktorska na temat

i sztuce

PAN.

Krzysztof

(1986).

D a r i u s z C z a j a etnolog (studia U J ) , pracuje w Katedrze E t n o l o g i i U J

Ewa

K o r u l s k a polonistka, antropolog kultury, doktorat Mit

w literaturze

Mieszka

w Warszawie.
Aneta

literacki.

Pierzchała

na

KUL-u.

Profesor w I B L P A N , w y k ł a d o w c a na U W . w latach 1 9 5 6 — 8 9 z a j ę c i a

D y p l o m w Katedrze T e o r i i Literatury ( K U L ) . S t u d i o w a ł a

również

w

d z i e n n i k a r s t w o na U W . P r a c o w a ł a na W y d z i a l e P o l o n i s t y k i

WS

Pedagogicznej w

Gdańskim.
jrzałość.

Rewolucja.

meneutyka.
Literaturo

Poznanie

Reduta.

Romantyczna
1980; Seria

1989:

krytyki

i terapia,

Życie

poezja

Uniwersytecie
debiut

gdańskie.

i

1979:

Konrada

Wallenroda,

współpracuje

Sztuki

UW.

i filozofię

UW,

kultury „ Ż y c i a W a r s z a w y " . P u b l i k o w a ł a

w „Akcencie" i „Dialogu".

1975:

doktoranckie w I B L P A N . Pracuje w R e d a k c j i

1976:

Polskiego. Z a j m u j e s i ę f i l o z o f i ą j ę z y k a , p o z n a n i a i teorią literatury.

Odnawianie

J u s t y n a S o b o l e w s k a studentka polonistyki U W . T e k s t jest fragmen­

1984:
1990:

Wobec

Języka

tem pracy magisterskiej pisanej na s e m i n a r i u m prof. Marii Janion.

1991.

Kruk

H i s t o r y k sztuki, filozof, autor w i e l u

Słowników

A n d r z e j S t a s i u k - poeta, pisarz. A u t o r k s i ą ż e k : Mury Hebronu,

Projekt

W i e s ł a w J u s z c z a k profesor w Instytucie Sztuki P A N i na W y d z i a l e
Historii

z działem

polonistykę

M a g d a l e n a S a g a n i a k s t u d i o w a ł a p o l o n i s t y k ę i f i l o z o f i ę U W . Studia

Her­

i historia.

Czas formy otwartej,

do­
1969:

1972;

romantyczna.

1976; Romantyzm

niepodległościowa.

pośmiertne

fantazmatycznej.

Kolokwia

1974: Gorączka

Transgresje;

na

Krasiński,

Studia o ideach i stylu, W - w a

Marksizm.

wobec wojny i okupacji.

znaczeń

a następnie

m.in.: Zygmunt

W - w a 1962; Romantyzm.

Romantyzm.

z.la.

Gdańsku,

Opublikowała

studiowała

1995.

Wiersze

K r a k ó w 1995

miłosne

i nie,

Opowieści

galicyjskie.

Biały
Znak,

Mieszka w Beskidzie Niskim

L u d w i k S t o m m a profesor, etnolog, w y k ł a d o w c a w E c o l e Pratique des

książek

i artykułów,

Hautes Etudes ( S o r b o n a ) .

Hanna Kirchner i krytyk literacki,

dr hab..

ur. w

W a r s z a w i e , historyk

t ł u m a c z k a . E d y t o r k a Dzienników

Zofii

kiej. Wieloletni p r a c o w n i k Instytutu B a d a ń Literatury P A N .
l i c z n y c h rozpraw, s t u d i ó w

i esejów

M a r i l y n S t r a t h e r n profesor antropologii na U n i w e r s y t e c i e w

literatury
Nałkows­

chesterze a obecnie w

Autorka

pici. Autorka takich prac, j a k Gender

Hasiora.

i After Nature:

Pokwitowanie dla wpłacającego

wpłacający

English

Kinship

Odcinek dla posiadacza rachunku

zł
wpłacający

Zł

Man­

badawcze

k o n c e n t r u j ą s i ę przede w s z y s t k i m w o k ó ł kulturowego postrzegania

o literaturze X X w i e k u . Z a ­

j m o w a ł a s i ę m.in. t w ó r c z o ś c i ą W ł a d y s ł a w a

C a m b r i d g e . Jej zainteresowania
of the Gift, Partial

in the

Twentieth

Connections

Century.

Pokwitowanie dla wpłacającego

zł
wpłacający

Dokładny adres

Dokładny adres

Dokładny adres

na r-k

na r-k

na r-k

AMOS

AMOS

AMOS

ul. Zuga 12, WARSZAWA

ul. Zuga 12, WARSZAWA

ul. Zuga 12, WARSZAWA

VIII Oddział PKO W-wa
nr r-ku 1586-77578-136

VIII Oddział PKO W-wa
nr r-ku 1586-77578-136

VIII Oddział PKO W-wa
nr r-ku 1586-77578-136

Ktcmpd

stempel

siempcl

podpis przyjmujuccgn

[WKjpis

pr/yjmuJ4CCjjt&gt;

podpis pr/.yimum^ego

�Kazimiera S z c z u k a studiowała polonistykę ( K U L , U W ) . Publikowa­

Jerzy

S.

Wasilewski

-

etnolog,

pracuje w

katedrze

ła m.in. w , . T y g o d n i k u L i t e r a c k i m " , „ K i n i e " . Doktorantka S z k o ł y

i Antropologii

N a u k S p o ł e c z n y c h P A N . Z a j m u j e s i ę r o m a n t y c z n y m mitem kobiety.

n i k i e m c o r o c z n e j e k s p e d y c j i I H K M P A N do M o n g o l i i .

M o n i k a S z n a j d e r m a n - etnolog (studia U W ) , studia doktoranckie
w Instytucie S z t u k i P A N ; pisze p r a c ę doktorska p o ś w i ę c o n ą postaci
b ł a z n a w kulturze. A u t o r k a k s i ą ż k i

Zaraza. Mitologia dżumy, cholery

Kulturowej U W . W

też penetrację e t n o g r a f i c z n ą

latach

innych krajów

Etnologii

1971-80 był

uczest­

Prowadził

A z j i . Autor książek:

Podróże do piekieł, rzecz, o szamańskich misteriach. W - w a 1979.
Tabu a paradygmaty etnologii, W - w a , 1989.

i Aids.
J a d w i g a W a i s adiunkt Z a k ł a d u F i l o z o f i i i S o c j o l o g i i A W F W r o c ł a w
u k o ń c z y ł a s o c j o l o g i ę na W y d z i a l e F i l o z o f i c z n y m U n i w e r s y t e t u W a r ­
szawskiego w

Danuta Wawiłow

poetka,

tłumaczka,

autorka k s i ą ż e k

dla

dzieci

i m ł o d z i e ż y , animatorka r u c h u K L A N .

1970 r. praca mgr. o F l o r i a n i e Z n a n i e c k i m u Prof.

Jerzego S z a c k i e g o . doktorat o u k r y t y c h w nauce z a ł o ż e n i a c h

aks­

A n n a W i e c z o r k i e w i c z absolwentka polonistyki

j o l o g i c z n y c h (w P o z n a n i u u Prof. L e s z k a N o w a k a ) . Ostatnia publika­

adiunkt

c j a to w 17 numerze

pograniczem

1994 r. „ E d u k a c j i F i l o z o f i c z n e j " a r t y k u ł pt.

Proces w „Procesie" Franza Kafki.

w

Zakładzie
teorii

Teorii

kultury

Kultury
i

IFiS

literatury

i etnografii

P A N . Zajmuje

oraz

antropologią

UW,
się
wę­

drówki.

E r r a t a : W poprzednim zeszycie (2/1995) zdarzył się błąd, za który serdecznie
przepraszymy Autorkę, pominięto bowiem w spisie treści jej nazwisko i tytuł
artykułu. Należało po tekście p. Mariusza Czubaja podać: Magdalena Jaworska,
Polesie. Pieśń o umieraniu.

N a w s z y s t k i c h c z ę ś c i a c h blankietu n a l e ż y w p i ­
s a ć czytelni atramentem, d ł u g o p i s e m lub pis­
mem

maszynowym

jednakkowo

kwotę

PRENUMERATA
„KONTEKSTÓW"

cyf­

PRENUMERATA
„KONTEKSTÓW"

rami, i m i ę i n a z w i s k o w p ł a c a j ą c e g o , j e g o ad­
res, s i e d z i b ę o d d z i a ł u b a n k u w k t ó r y m p r o w a ­
dzony jest rachunek oraz numer i n a z w ę tego

I półrocze

I półrocze

I I półrocze

I I półrocze

roczna

roczna

ilość egz.

ilość egz.

rachunku.

Z a skutki w y n i k ł e z m y l n e g o w y p e ł n i e n i a
blankietu ponosi o d p o w i e d z i a l n o ś ć
wyłącznie wpłacający.

�WARUNKI PRENUMERATY
1. W p t a i y na p r e n u m e r a t ę p r o w a d z o n a , przez „ R u c h " p r z y j m o w a n e s ą na o k r e s y k w a r t a l n e .
C e n a p r e n u m e r a t y w y n o s i 3 zt za n u m e r (1 i 2 k w a r t a ł ) o r a z 4 zł z a n u m e r (3 i 4 k w a r t a ł ) . P r e n u m e r a t a ze
z l e c e n i e m d o s t a w y za g r a n i c ę j e s t o 100% d r o ż s z a ,
W p ł a t y na p r e n u m e r a t ę
-

przyjmują:

na teren k r a j u - j e d n o s t k i

kolportażowe

opaską". Wpłaty

„Ruch":

od osób

istnieje

i instytucji

również

możliwość

z miejscowości,

w których

prenumeraty
nie ma

„pod

jednostek

k o l p o r t a ż u „ R u c h " n a l e ż y w n o s i ć d o R u c h S A O d d z . W - w a , u l . T o w a r o w a 28, k o n t o j a k
niżej.
- na z a g r a n i c ę

- Z a k ł a d K o l p o r t a ż u Prasy i W y d a w n i c t w 0 0 - 9 5 8 W a r s z a w a , k o n t o P B K , X I I I
W-wa

D o s t a w a z a m ó w i o n e j prasy
-

Oddział

370044-1195-139-11
następuje:

przez jednostki k o l p o r t a ż o w e „ R u c h " - w s p o s ó b u z g o d n i o n y z z a m a w i a j ą c y m .
p r z e z u r z ę d y p o c z t o w e - p o c z t ą z w y k ł ą na w s k a z a n y adres, w r a m a c h o p ł a c o n e j p r e n u m e r a t y z w y j ą t k i e m
z l e c e n i a d o s t a w y na z a g r a n i c ę p o c z t ą l o t n i c z ą d o o d b i o r c y z a g r a n i c z n e g o , k t ó r e j k o s z t w p e ł n i p o k r y w a
prenumerator.

T e r m i n y p r z y j m o w a n i a p r e n u m e r a t y na kraj i z a g r a n i c ę - d o 2 0 X 1 n a l k w a r t a ł r o k u n a s t ę p n e g o , d o 20 I I - na I I
k w a r t a ł , d o 20 V na I I I k w a r t a ł , d o 20 V I I I na I V k w a r t a ł .
2. P r e n u m e r a t ę

„ K o n t e k s t ó w " prowadzi także

firma

AMOS.

Warszawa,

ul. Zuga

12. 0 1 - 8 0 6

Warszawa

( t e l . 3 4 6 5 2 1 ) . W p ł a t y na o k r e s y p ó ł r o c z n e ( d w a z e s z y ł y l u b jeden p o d w ó j n y ) i r o c z n e p r z y j m o w a n e s ą na
konto:
A M O S . V I I I O d d z i a ł P K O W a r s z a w a N r 1586-77578-136.
Dla u ł a t w i e n i a zamieszczamy
3. C e n a p r e n u m e r a t y

obok w y d r u k o w a n y blankiet.

r o c z n e j przez „ R u c h " l u b A M O S w y n o s i 14 zł. P r e n u m e r a t a za I p ó ł r o c z e : 6 z ł ; z a I I

p ó ł r o c z e : 8 z ł : n u m e r p o j e d y n c z y 3 zł. w I p ó ł r o c z u i 4 z ł w I I p ó ł r o c z u .
4

Z e s z y t y b i e ż ą c e o r a z n i e k t ó r e d a w n e m o ż n a k u p o w a ć w I n s t y t u c i e S z t u k i P A N . W a r s z a w a u l . D ł u g a 28 (hall)
lub

tamże

w

D z i a l e W y d a w n i c t w , t e l . 31-32-71

w . 258.

Sprzedaż

także

na r a c h u n e k ,

za

zaliczeniem

p o c z t o w y m l u b za g o t ó w k ę .
5. P r e n u m e r a t a z a p e w n i a o t r z y m a n i e p i s m a w cenie w y ż e j p o d a n e j , n i e z a l e ż n i e o d tego, o i l e d r o ż s z y
w sprzedaży

będzie

numer.

W y d a w n i c t w o Instytutu Sztuki Polskiej A k a d e m i i Nauk publikuje książki i czasopisma z z a k r e s u sztuki,
teatru, filmu, m u z y k i , folkloru
S t a ł ą s p r z e d a ż k s i ą ż e k i c z a s o p i s m k W y d a w n i c t w a IS P A N , p r o w a d z ą n a s t ę p u j ą c e
Warszawa

księgarnie:

- „ H a r c f i l m " Księgarnia Festiwalowa, . al. Krasińskiego 34

G ł ó w n a Księgarnia Naukowa im. Bolesława Prusa,
Krakowskie Przedmieście 7
- Księgarnia O R P A N . Pałac Kultury i Nauki
- Księgarnia Fundacji Pomocy Bibliotekom Polskim.
M a r s z a ł k o w s k a 74

"
"
~

(kino ,.Kijów )
..Hnrefilm", ul. Piłsudskiego 38
K s i ą g a n u a Akademicka, ul. Anny 6
K s i ą g a m i a „ S u s z c z y ń s k a " . pl. Wszystkich Świętych 7
K s i ą g a n u a Naukowa ..Elefent". ul. Podwale 6

-

.
/-лпг»лк! ™ u -лm-i , ,. • c
Księgarnia O R P A N . Pl. M a n i Curie-Sklodowskiej 5

- Księgarnia Ossolineum. J a w o r z y ń s k a 4

Lublin

-

Księgarnia Uniwersytecka „ L i b e r " , K r a k o w s k i e P r / e d m i e ś -

-

Księgarnia w Centrum S/luki Współczesnej. Pałac Książąt

-

Ujazdowskich
Księgarnia . . G r y f " . Foksal 10
Księgarnia ..Reprint". Krakowskie Przedmieście 71
Księgarnia „ O d e o n " . H o ż a 19 oraz pl. Unii Lubelskiej
Księgarnia Zamku Warszawskiego. Świętojańska 2

-

Księgarnia ..Akcent". Kościuszki 4

-

Księgarnia Ossolineum. Łagiewniki 56

Białystok

Łódź
_ Księgarnia Ossolineum. Piotrkowska 181
Poznań
- Księgarnia Uniwersytecka. Zwierzyniecka 7
Wrocław
_ Księgarnia Ossolineum, Rynek 6

Gdańsk

. .
К

Г

а

К

О

Ciugki spr/eda/ hurtową publikacji Wydawnictwa IS P A N prowadzi
*

Skład Księgarski „ E W A "

- Antykwariat . . B i b l i o f i l " . Szpitalna 19
- „ H a r c f i l m " , Księgarnia Filmoznawcza, al. Krasińskiego 7

| Rodziewiczówny 4. 45-451 Opole
tel. 374-28

u

N u m e r liczy 28 ark. drukarskich. 4 0 ark. w y d a w n i c z y c h
Fotoskład: „Iskra",
ul. N i s k a 18/6, tel. 3 9 - 9 0 - 8 3
Druk: mgr i n ż . Piotr W ł o d a r s k i ,
ul. K s a w e r ó w 21: tel. 43-14-71 w. 240
N a k ł a d 1200 egz.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9556" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9534">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/5fd5002900d12a6d295656479de7a8f2.pdf</src>
        <authentication>d4f6748356f6e5f72d1136df260ccb24</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113812">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2977</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113813">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113814">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2781</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113815">
                <text>Paryż za dwa Ludwiki / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113816">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4, s.153-157</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113817">
                <text>Lewin, Ludwik; Stomma, Ludwik</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113818">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113819">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113820">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113821">
                <text>Paryż za dwa Ludwiki*
Ludwik Lewin, Ludwik Stomma
Legendy Montparnasse'u
Spacer ten zaczynamy zasadniczo na stacji metra Plaisance.
Wytrwałym proponowałbym jednak dodatkowa eskapadę na
mały i obskurny zaułek (passage) de Dantzig (najbliższe metro:
Porte de Versailles). W dziwnym okrągłym budynku po lewej
stronie mieściła się na początku wieku słynna „La Ruche"
-stolica i legenda artystów. W szczytowym okresie znajdowało
się tu i w okolicznych budynkach sto czterdzieści pracowni!
Nazwiska? - Proszę bardzo: Chagall. Zadkine. Modigliani.
Soutine, Lćger, Boucher, Archipenko
Jedyny kran z wodą
- pisze Jean Paul Crespelle - znajdował się u stóp schodów.
W pracowniach nie było kominków, przy których można by się
ogrzać, toteż, niektórzy mieszkańcy przebijali otwory nad
oknem, aby przepuścić tamtędy rurę od piecyka. W zimie
północny wiatr dmuchał przez źle okitowane wysokie okna
i wył pod nieszczelnymi drzwiami. Rynny zamarzały, a / da­
chów zwisały długie stalaktyty. Większość przestawała się myć
i wkładała na siebie warstwami całą posiadaną garderobę.
Widywano w passage Dantzig dziwaczne niby widma sylwetki.
okutane w kołdry i stare dywany
«La Ruche!» - wspomina
Fernand Lćger. - Cóż za niezwykłe miejsce! Czego tam nie
było! W «La Ruche» wszystko można było kupić i sprzedać.
Przypominam sobie między innymi czterech Rosjan, nihilistów.
Nigdy nie mogłem pojąć, jak mieścili się w pokoiku liczącym
trzy metry kwadratowe i jakim cudem zawsze mieli w ó d k ę " .
I namiętny komentarz Chagalla: „Życie w «La Ruche» było
cudowne, pracowałem całymi nocami... Kiedy w sąsiedniej
pracowni zwymyślana modelka zaczynała płakać, gdy Włosi
śpiewali przy akompaniamencie mandoliny, gdy Soutine wracał
z Hal z pękiem nadpsutych kurczaków, które miał malować, ja.
samotny w mojej celi z desek, stałem przed sztalugami, przy
świetle nędznej naftowej lampy...
Za trzydzieści pięć franków miesięcznie miałem zapewnione
wszystkie wygody". I wreszcie Crespelle raz jeszcze: „ W «La
Ruchc» mieszkało bardzo wielu Żydów rosyjskich i polskich, co
dawało temu osiedlu zdecydowany charakter getta, szczególnie
wyraźny, gdy dwa razy na tydzień zjawiał się tam stary Żyd
z Polski, w zielonkawej kapocie, popychając ręczny wózek:
wyglądał jakby miał pozować Chagallowi. Poczciwiec ten
przychodził z odległej ulicy des Rosiers i oferował kiełbaski
* chrzanem, wędzony ozór. śledzie, ogórki kiszone, chleb
kminkiem i wódkę. Niestety, był zbyt ufny i umarł zruj­
nowany, bo za często udzielał kredytu swoim współziomkom.
7 W «La Ruche» wytworzył się bardzo oryginalny coctail ras
' warstw społecznych. Wśród mieszkańców spotykało się
tystów prawdziwych i fałszywych, natchnionych i zbzikowa"ych, jak Granowski, któremu zdarzyło się otwierać nagle okno
Pracowni mieszczącej się w rotundzie i głosić niby muezzin: Ja
Setnusz!... Ja geniusz... - albo jak pewien Hindus, krewniak
"aharadży Kapurtali. którego przyjęcia z szampanem budziły
Podziw innych lokatorów. Dla wielu były to cudowne czasy;
tyło się swobodnie, bez żadnych rygorów, w czym Rosjanie
Posuwali się czasem zbyt daleko. Kiedy pewnego razu przyszedł
^ 'ospckcję Dujardin - Beaumetz. wpadł na podchmielonych
1

ar

Fragment k s i ą ż k i Paryż za dwa Ludwiki
Przewodnik po
Paryżu
' smaków,
która u k a ż e s i ę w W y d a w n i c t w i e B G W . A u t o r o m .
™ * c y i Pani K a t a r z y n i e M e r c i e z w y d . B G W d z i ę k u j e m y za
«OSt:Cpnienie tego fragmentu do d i u k u .
a

Cmentarz
Montparnasse

artystów, którzy, goli jak ich Pan Bóg stworzył, igrali na
zielonym trawniku niby w raju. Zabawy i rozrywki w «La
Ruche» nie zawsze bywały tak niewinne. Często pijacy,
wracający w nocy do pracowni, rzucali kamieniami w szyby
kolegów. W tym sporcie wyspecjalizował się Soutine, celując
szczególnie w okna Chagalla..."
Wróćmy jednak na stację metra „ P l a i s a n c e " . Ulicą Alćsia, na
której, pod numerem 114. mieściło się przed I wojną światową
najsłynniejsze kasyno Paryża, dochodzimy (pełno tu galijskich
patronatów) do ulicy Wercyngctoryksa. To na niej (pod nr. 6.
- obecnie hotel ..Sheraton") mieszkał w luksusowym apar­
tamencie na drugim piętrze Paul Gauguin ze swoją indonezyjską
kochanką Annah. zwaną powszechnie „ J a w a j k ą " . Będąc jed­
nym z nielicznych „ m o n t p a r n a s i s t ó w " docenionych i kupowa­
nych za życia, wydawał Gauguin sute przyjęcia, których stałymi
uczestnikami byli m.in.: August Strindberg. Edward Munch
i - co zaskakujące... Edgar Dćgas. fen ostatni nie szczędził panu
domu wszelakich uszczypliwości („Czy na Batignolles nic
można równic dobrze malować jak na Tahiti?"), nie czuł się
jednak na silach zrezygnować z pieczystego.
Na wysokości numeru 78. odchodzi od Wercyngctoryksa
mała uliczka Perrel. Mieszkał tutaj (nr 2. bis) Henri Rousseau
zwany „ C e l n i k i e m " . N a d drzwiami wywiesił szyld: „Akademia
Rysunku, Malarstwa i M u z y k i - Lekcje prywatne - Ceny
p r z y s t ę p n e " . I rzeczywiście, za parę groszy dawał lekcje
rysunku, czy solfeżu latoroślom okolicznych sklepikarzy. I on
także urządzał przyjęcia, zgoła jednak inne od swojego sąsiada
Przychodzili doń dozorcy, policjanci z. pobliskiego komisariatu,
ale także Picasso, Apollinaire, Robert Delaunay, Serge Ferat. To
ci dwaj ostatni odkryli oryginalność i wynalazczość płócien
Rousseau. Apollinaire uważał je za prostackie bohomazy
i bywał na Rue Perrel ze względów, rzec by można, „etnografi­
cznych" przede wszystkim. Nie popisał się przenikliwością
krytyczną również i Picasso. Wina z miejscowej winnicy (sic!
były takie na Montparnasse) dostarczała artystom niejaka pani
Coulon zamieszkała pod nr. 70. Jej wnuczka jeszcze w 1970
urządziła „ w i n o b r a n i e " z żałosnych resztek domowej winnicy
i uzyskała... cztery litry soku winogronowego.
Przez skwer imienia Kardynała Wyszyńskiego, plac Kastylii
i ulicę Liceum Buffona. która znajduje się nieco dalej, już na
bulwarze Pasteura, ruszamy na północ. W miejscu zajmowanym

153

�dziś przez liceum i sąsiednie domy mieścił się ongiś cmentarz.
To tu właśnie odbył się pozorowany pogrzeb Jeana Valjean.
który jak pamiętamy mało nie skończył się tragicznie, gdyż
nowy grabarz - służbista uparł się zakopać trumnę, i dopiero
podstęp staruszka Fauchelevent uratował sytuację, na czym
kończy się „ N ę d z n i k ó w " tom pierwszy.
Od bulwaru w lewo niepozorna ulica Falguićre. I tutaj (nr
72.), podobnie jak w „La Ruche". zagnieździli się ekstrawa­
ganccy artyści. Rej wiedli Modigliani. Foujita i Lipchitz; z tym,
że Modiglianiego wyrzuciła w końcu pani Durchoux, właś­
cicielka kamienicy, za notoryczne niepłacenie czynszu. Legen­
da głosi - wspomina Crespelle - że „została ukarana za swoją
krewkość, dała bowiem synowi do zreperowania materaców
płótna, które Modigliani zostawił jej w zastaw, a parę lat później
ku swej rozpaczy dowiedziała się, że straciła fortunę".
Na wysokości nr. 24-3024-30, jeśli zechce się nam nadłożyć
nieco drogi, skręcić możemy w uliczkę Dulac i dojść nią
(jeszcze 20 m w lewo ulicą Vaugirard) do zaułka Ronsin. gdzie
(nr 8.) miała miejsce głośna ongiś sprawa kryminalna. 31 maja
1908 odnaleziono tu zwłoki uduszonego malarza Adolfa Steinheila i zmarłej na skutek szoku (?) jego teściowej. Znaleziona
w sąsiednim pokoju, związana i zakneblowana, lecz nie nosząca
jakichkolwiek obrażeń, żona malarza - Margueritte Steinheil
były osobą specyficznej sławy. 16.02.1899 odbywając z nią
właśnie w urzędowym gabinecie najzupełniej nieślubny stosu­
nek seksualny, zmarł na atak serca prezydent Republiki Fran­
cuskiej Feliks Faure. Zła opinia zrobiła swoje. Nie rozpatrując
niemal innych wariantów, policja oskarżyła Margueritte o mężobójstwo. Niedostatki i zaniedbania śledztwa zaważyły na
przebiegu procesu. 13.11.1908 ława przysięgłych uniewinniła
panią Steinheil. Nigdy już nie dowiemy się. co zdarzyło się
w majową noc 1908 roku w ponurym zaułku. Margueritte
Steinheil wyjechała do Anglii, gdzie w 1921 wydała nader mało
wiarygodny pamiętnik, a w 1917 wyszła za mąż za bogatego
szlachcica. Zmarła w Hove, w hrabstwie Sussex 20.07.1954
dożywszy pięknego wieku osiemdziesięciu sześciu lat.
Wracamy na Falguićre i skręcamy tym razem w prawo,
w ulicę Antoine Bourdellc, której patron tutaj pracował i miesz­
kał. Pod numerem 16. znajdziemy też przekształcone w 1948
w muzeum atelier rzeźbiarza. Impresjonistyczno-ekspresyjnc
dzieło Bourdella nie zachwyca nas szczególnie. Winniśmy mu
jednak wdzięczność, gdyż on to jest autorem zdobiącego
nabrzeże Sekwany koło placu Almy pomnika Adama M i c ­
kiewicza (1919) -jednego z okazalszych paryskich poloników.
Teraz w prawo i okrążywszy od tyłu, wzdłuż, dworca
kolejowego, wieżę Maine-Montparnasse (ze szczytu piękny
widok na miasto), po czym odbiwszy jeszcze sto metrów aleją
Maine, znajdziemy się na jej skrzyżowaniu z ulicą de la Gaite
(ulicą Radości). Doprawdy nie jest to nazwa uzurpowana.
W szalonych latach Montparnasse'u mieściło się tu pięć teatrów,
sale taneczne, a w części środkowej popularne knajpki, wyspec­
jalizowane przede wszystkim w owocach morza, co tym łatwo
można wytłumaczyć, że właśnie na pobliski dworzec przybywa­
ją pociągi z bogatej w ostrygi Bretanii. Wszystkich lokalów
uciech ulicy Radości wyliczyć nie sposób. O dwóch wspo­
mnijmy wszakże: pod nr. 2 1 . mieściła się w latach 1811-1920
kawiarnia „Piękna Polka" („La Belle Polonaise"), do której
wejścia strzegły figury dwóch nadwiślańskich szwoleżerów
w pełnym rynsztunku bojowym.
Pod nr. 20. trwa i czaruje słynne „ B o b i n o " - s a l a wodwilowa.
operetkowa, rewiowa, dzisiaj recitalowa najczęściej. Tutaj
rozpoczynali kariery Polin, Maurice Chevalier, Jeanne Mistinguctl, Marie Dubas i sama Edith Piaf. Bawiono się tu doskonale
mieszając gatunki, improwizując parodie, zniekształcając kla­
syków. Znana była tylko (w przybliżeniu) godzina rozpoczęcia
spektaklu. Dalej była to j u ż wyłącznie kwestia nastroju chwili,
oraz inwencji aktorów i widowni. „Książę p o e t ó w " (takim
tytułem, z którego był bardzo dumny, obdarzył go rozbawiony
Montparnasse) - symbolista Paul Fort, przesiedział ponoć

154

w „ B o b i n o " cztery doby non-stop, żywiąc się tylko alaszem
i croissantami, pokrywając za to poetyckimi szkicami dwa
obrusy, nie licząc serwetek.
Na końcu ulicy zakręt w prawo, w bulwar Edgar Quinet,
i zmiana nastroju. Zbliżamy się oto do murów cmentarza
Montparnasse. Z n ó w niekończąca się lista spoczywających tu
sław i postaci sercu bliskich. Maleńki jej wycinek: - Guy de
Maupassant (1850-1893), znany nam ze szkoły jako autor
niewinnych, obyczajowych nowelek. W rzeczywistości jedna
z najskandaliczniejszych i najbardziej tragicznych postaci
literatury europejskiej. W marcu 1877 pisał w liście do Roberta
Pinchon: „ M a m syfilisa, nareszcie, prawdziwego! Nie jakieś
tam żałosne krosty, nie burżujskie pryszcze, nie kalafiorowate
grzybki, nie, nie, prawdziwego syfilisa - tego, na który umarł
Franciszek 1.1 jestem z tego dumny i nade wszystko pogardzam
mieszczuchami.
Alleluja, mam syfa, więc siłą rzeczy nie muszę się już
obawiać, że go z ł a p i ę ! " Dalszy ciąg dopisał Izaak Babel:
„Płodność i wesołość, których był pełen, przeciwstawiały się
chorobie. Z początku cierpiał na bóle głowy i ataki hipochondrii.
Później stanęło przed nim widmo ślepoty. Wzrok jego słabł.
Rozwinęła się mania podejrzeń, mizantropia i pieniactwo.
Walczył zaciekle, miotał się jachtem po Morzu Śródziemnym,
uciekał do Tunisu, do Maroka, do Afryki Centralnej - i pisał bez
ustanku. Zyskawszy sławę, poderżnął sobie w czterdziestym
roku życia gardło, wykrwawił się, ale pozostał przy życiu.
Zamknęli go w domu wariatów. Pełzał tam na czworakach...
Ostatnie słowa jego historii choroby brzmią: ..Monsieur de
Mapupassant vien de s'animaliser" (Pan de Maupassant prze­
mienił się w zwierzę). Zmarł mając 43 lata. Matka go przeżyła.
Nieco dalej Szymon Petlura (1879-1926). Ukraiński sojusz­
nik Piłsudskiego w 1920 roku. Ten, którego oficerom mógł
tylko Marszałek powiedzieć: - Ja panów bardzo przepraszam.
Zamordowany w Paryżu przez Żyda rosyjskiego Szwarzbarda w odwet za pogromy dokonane przez petlurowców na
Ukrainie w 1918-1919. Utrapienie spolegliwego odłamu emi­
gracji polskiej. Jeśli 25 maja (w rocznicę zamachu) nie złożą
wieńca na grobie Petlury - obrażają się Ukraińcy; jeżeli złożą
- pretensję mają Żydzi.
Pierre Laval (1883-1945). Polityk francuski. Podczas II
wojny światowej orędownik kolaboracji z Niemcami. Był
przekonany, że stwarza alternatywę dla Francji. W przypadku
zwycięstwa aliantów - De Gaulle, on zaś w razie triumfu
Hitlera. Była w tym nawet jakaś cyniczna, polityczna logika.
Zabrakło jednak honoru i elementarnej moralności. „Narody
mogą z takich polityków korzystać - napisał później ChabanDelmas - nie mogą im jednak p r z e b a c z y ć " . Skazany po wojnie
na karę śmierci i rozstrzelany.
Alfred Dreyfus (1859-1935). Sam w sobie oficer średniego
polotu i średniego charakteru. Stał się jednak bohaterem słynnej
,,Affaire",która na długo podzieliła Francję na dwa zwalczające
się zaciekle obozy. Odłam broniący Dreyfusa przed oskar­
żeniem o szpiegostwo na rzecz Niemiec i widzący w jego
skazaniu akt szowinizmu i bezprawia, położył podwaliny pod
intelektualną formację nowoczesnej lewicy francuskiej.
Jean-Paul Sartre (1905-1980). Mierny filozof, znacznie już
lepszy pisarz. Przez szereg lat nie kwestionowany król dusz
francuskiej młodzieży. Bardziej niż styl myślenia stworzył, acz
zapewne nieświadomie, styl bycia. Panienki - intelektualistki
w czarnych swetrach z. papierosami w długich fifkach i tłustymi
włosami - to dzieci Sartre'a właśnie. Niektórzy twierdzą, że bez
niego nie byłoby paryskiej rewolty studenckiej w maju l9o°
Mogą tak twierdzić, bo i tak nikt tego nie sprawdzi...
A jeszcze - jaka szkoda, że miejsca nie starczy - pochowam
są tu, na Montparnasse, między innymi: Julio Cortazar, Charie
Baudelaire, Aleksander Alechin, Tristan Tzara, Osip Zadkm
Samuel Beckett, Simone de Beauvoire, Paul Reynaud. Ray­
mond Aron, Roger Caillois, Andre Citroen, Pierre Larousse.
Chaim Soutine...

�Miłośnikom sztuki polecamy przede wszystkim alegoryczną
rzeźbę „Rozstanie k o c h a n k ó w " w kwaterze I X , nagrobek T.
Rachewskoj, dłuta Brancusiego w kwaterze X I X , czy surrealis­
tyczny dysk na grobie Pierre Loeba, zaprojektowany przez Jean
Arpa ( X X V I I I ) . Zaiste, są paryskie cmentarze pamięcią, histo­
rią, lecz i pięknem dotkliwym.
Po drugiej stronie bulwaru Edgar Quinet wylot ulicy Delambre, wsławionej ekstrawagancją malarza Szkoły Paryskiej Leo­
narda Foujity (pierwotnie Fujita Tsuguharu). Pamiętają otóż
państwo, że w „La Ruche" był tylko jeden kran. Artyści
z Falguićre zadowalać się musieli miniaturowymi zlewozmy­
wakami. Zamożny Bourdelle miał z kolei zlewozmywak i bidet.
Dla szczegółowych ablucji korzystano z łaźni miejskich, a w le­
cie z wód Sekwany. Tymczasem Foujita wybudował sobie
łazienkę z obszerną wanną, z której nie tylko sam korzystał, ale
korzystać też nakazywał swoim modelkom. Wieść wywołała
sensację i wkrótce cały Montparnasse śpiewał ironiczną (tak się
przynajmniej jej twórcom zdawało) piosenkę:
„Gdy się chce do obrazu pozować
I modelką być,
I modelką być.
Nie wystarczy sama uroda.
Trzeba się jeszcze m y ć ! "
Poprzez Delambre dochodzimy do wielkiego skrzyżowania
bulwarów Montparnasse i Raspail. Po lewej stronie, wzdłuż
bulwaru Monparnasse skupienie słynnych lokali: „Le petit
Napolitain" (nr 95.), gdzie odbywał Verlaine swoje wieczory
literackie; czynny catą noc ,,Select Bar" (nr 99.); najbardziej
dziś snobistyczna „La Coupole" (nr 102.); „La R o t u n d ę " (nr
105.) - ulubiona restauracja m.in. Apollinaire'a, Picassa, М а х а
Jacoba. czy Modiglianiego. ale także i naszego Reymonta;
„Cafe du D ó m e " (nr 108.), w której spotykali się Lenin, Trocki
i Krasin. Między „La Coupole" i „ D ó m e " (nr 106.) mieszkał
• wiatach 1891-1892 Stanisław Wyspiański.
Nieco dalej (nr 80.) mieściła się w latach 1859-1871 Wyższa
Szkota Polska. Pozostał po niej na frontonie budynku potrójny
herb - polski Orzeł, litewska Pogoń i ruski Lew. Ciekawostką
! jest, że zamknięto o w ą zasłużoną, założoną przez Adama
Czartoryskiego w 1848 (przed 1859 mieściła się przy Rue
Neuve Sainte Genevieve 33) uczelnię w odwet za udział
Polaków w Komunie Paryskiej.
Cóż z tego, że było ich mniej więcej tyle samo po obu
stronach barykad, skoro są Polacy jakże często postrzegani
przez Francuzów jako niespokojne dusze i nieuleczalni wy­
wrotowcy...
Montparnasse
Na Montparnasse znalazłem się. po raz. pierwszy ciemną nocą
zawieziony przez przyjaciół do kawiurni-restauracji
„La Cou­
pole". La Coupole znaczy „kopuła",
ale żadnej kopuły tam
wtedy nie dostrzegłem. Wiedziałem, że w tej dzielnicy mieszkali
malarze, ale nie znałem, czy raczej nie czułem jeszcze wtedy
legendy Montparnasse'u.
A tym bardziej
legendy tego
miejsca. Poprzecinana regularnie filarami, wielka
rozświetlona
sala wydala mi się wtedy wyspą.
Wiele lat później okazało się. że nie tylko ja miałem podobne
skojarzenia. Franęoise Płanioie w sześćdziesięciolecie
tej „in­
stytucji" napisała, że ,,«La Coupole» jest wyspą w samym
sndku wód terytorialnych,
należących do tych wszystkich, co
"talują, myślą, rzeźbią i piszą, niezależnie
od tego, skąd
Pochodzą". Pisarka zaznacza, że tak było w roku otwarcia
lokalu - /927, i natychmiast stwierdza z całą pewnością, że tak
jMJ do dziś dnia, że wciąż spotkać tu można
intelektualistów
' orty stów z całego świata. Niektórzy mają stałe godziny.
• * których przychodzą do „La Coupole'', inni wpadają tu mniej
tyularnie. Nie należy bynajmniej sądzić, że kawiarnia stalą się
&lt;&gt;istym muzeum figur woskowych,
w których
zatopiono
P &lt;ebrzmiałe lata cudzej chwały. „La Coupole". nie waha się
ierdzić Planiole, wciąż gości więcej talentu niż inna kopuła, ta
!w

r

pod którą zbierają się członkowie Akademii Francuskiej.
„No,
ale cóż, w Akademii sporządza się słownik
francuszczyzny,
a w «La Coupole» redaguje książkę telefoniczną
przechodzą­
cych
geniuszów''.
Knajpę, która miała się szybko stać najsłynniejszym
miej­
scem spotkań artystycznych - co dodaje glorii - i wszelkich
randek - co dodaje smaku i pozwala wyżyć
właścicielom
- otworzyli na kilka dni przed Bożym Narodzeniem 1927 roku
dwaj Owerniacy, panowie Fraux i Lafon. Wcześniej
byli
dzierżawcami
sąsiedniej kawiarni-restauracji,
„le Dome" (co
też znaczy kopuła, tylko że widziana od środka). Gdy właściciel
odmówił im przedłożenia
kontraktu, kupili budę, w której
sprzedawano węgiel i drewno na opał. To wspomnienie dawać
musiało dużo ciepła, bo bardzo szybko do ,,La
Coupole"
przenieśli się klienci przesiadujący
dotychczas w sąsiednich
lokalach - „Le Dóme" i „La Rotonde".
Filary dzielące ogromną salę (chciałoby się powiedzieć
halę
- „La Coupole'' ze swymi czterystu pięćdziesięcioma
miejscami
to największa restauracja we Francji) - wymalowało
trzydziestu
malarzy. Historia milczy, czy w ten sposób spłacili kredyt za
zalegle konsumpcje w „Le Dóme".
czy szło im na konto
przyszłych pijatyk w „La Coupole".
Pijatyki zdarzały się tu
w każdym razie ogromne już. od pierwszej inauguracyjnej nocy,
kiedy to panowie Aragon, Cendrars,
Cocteau i Man Ray
zaczadzili się do tego stopnia, że wezwano policję, która ich
wyprowadziła. Bez. urazy. Na drugi dzień - znaczy
wieczór-byli
już z powrotem.
Bo na „La Coupole" obrażać się nie sposób i wracać do niej
trzeba. To o niej myślał z całą pewnością Majakowski, gdy pisał.
Że choć „mówi się zawsze, że wszystkie drogi prowadzą
do
Rzymu, Montparnasczyk nigdy tego nie powie".
Do „La Coupole"
wracał zarówno Simenon, jak i jego
literackie dziecko, komisarz. Maigrct, który tutaj, i to w dwóch
powieściach,
odnalazł
zubójców,
posilając
się przy okazji
porcją chrupiących frytek. Simenon, pisarz belgijski,
którego
dzieło zachwyca bardziej opisem Paryża, jego
mieszkańców,
knajp i potraw, niż. mistrzostwem plątaniu intrygi
policyjnej,
włóczył się w latach dwudziestych po Montparnasse,
każdą
książkę podpisując
innym pseudonimem. 1 tutaj właśnie się
rozpił, a to dlatego, że w „La Coupole".
jak pisał we
wspomnieniach, pijaństwo
było modne: ostro pili wszyscy
malarze z wyjątkiem
Vlamincka, i zaczynano już
podziwiać
Hemingwaya i Steinbecka, którzy pili jeszcze więcej. Być może
aluzją do międzynarodowej
atmosfery miejsca jest to. że
morderca, złapany przez Maigreta
w barze „La
Coupole"
nazywa się Radek.
Bar, zwany amerykańskim,
to bardzo specyficzna część „La
Coupole", jakby eksterytorialna i pozaklasowa. Bo „La Coupo­
le '', jak społeczeństwo, jest zhierarchizowana i podzielona na
klasy. Taras oraz jedna aleja pozostawione zostały
tałatajstwu
nie mającemu
grosza i długie godziny spędzającemu
przy
jednym piwie, albo zgoła przy kawie, jeśli w kieszeni już całkiem
sucho.
To oczekiwanie urozmaica sobie człowiek pilną
obserwacją
wejścia, w którym co jakiś czas pokazują się
najpiękniejsze
dziewczyny świata. Towarzyszą im na ogół eleganccy panowie,
którzy wiodą je w głąb sali, tam gdzie stoły pokryte są białymi,
płóciennymi obrusami. (To jest najwyższa klasa „La Coupole",
w średniej jada się na papierowych serwetach). Wiodci powoli
i dumnie rozglądając się dookoła, sprawdzając wrażenie, jakie
robią eskortowane przez nich, boskie kreatury. Gdybyśmy byli
w Londynie, wszyscy mężczyźni natychmiast zaczęliby nosami
drapać blaty stolików, zasłaniać się gazetą i zezować w tej
niewygodnej pozycji, w przekonaniu, że nikt nie wie co robią, i że
pozostają dla otoczenia wcieleniem angielskiej flegmy. We Wło­
szech męska połowa (czyli na ogół trzy czwarte) sali podniosłaby
się z miejsc, krzycząc mamma mia i gwiżdżąc na palcach.
We Francji obyczaje są inne. Wszyscy patrzą na piękne
kobiety nie ukrywając
podziwu, ale nie afiszując
również

155

�nadmiernego podniecenia. A panie odbierają
to jako hold
składany ich osobistej urodzie i wyraz szacunku dla płci pięknej
w ogólności.
I my mamy prawo do złożenia wyrazów tego abstrakcyjnego
szacunku, choćby z tego powodu, że nie mamy na następne piwo.
Co również wyjaśnia, dlaczego wejście do knajpy, w której
przebywamy, nie tylko ze względu na obecność pięknych kobiet
obserwujemy.
Obserwujemy je przede wszystkim dlatego, że w drzwiach
pojawi się może przyjaciel,
kolega, znajomy, który
następne
piwo postawi, a może być i co więcej.
Do dziś dnia zdarza się bowiem na Montparnasse, a w ,,La
Coupole"
w szczególności,
że wchodzi tu ktoś, kto jeszcze
wczoraj, z beznadzieją
równej naszej, czekał na postawienie
następnego piwa albo chociaż na zapłacenie z.a tę najtańszą
kawę. Wchodzi w zupełnie innej roli. Chociażby właśnie tego
pana wprowadzającego
jedną z. najpiękniejszych
dziewczyn
świata. Dlatego, że zanim tu wszedł przyszło właśnie oczekiwane
zamówienie
(oczekiwane, bo wszyscy artyści czekają)
albo
ważna wystawa, czy też zakup płótna za niespodziewuną
cenę.
I wtedy działa jak magnes na tych, którzy pozostają
jeszcze
w jego wczorajszej roli. Siedzącemu pod tarasem koledze może
zapłacić za piwo i zamówić następne. Może też. zaprosić na
obiad - czyli bardzo późną kolację. Tworzy się wokół niego
wianuszek admiratorów i kelnerzy rozpoznają tych, co należą do
tej grupy. Bo w funkcji rozmiarów sukcesu admiratorzy stają się
klientelą i wielkie uczty mogą powtarzać się co noc. Tak długo,
aż skończy się forsa, albo gdy rozmiar sukcesu okazuje się tak
trwały, że w pewnym momencie zmienia wymiar wybrańca losu
i oddala go od paczki tych, którzy mają tylko wielką
przyszłość.
..La Coupole". jak już wspomnieliśmy,
to najmłodsza z pira­
mid Montparnasse'u.
Pierwsza bvla ..Closerie des
Lilas",
której początki giną w mroku dziejów, usytuowanym po przeciw­
nej stronie bulwaru Montparnasse, gdzie obecnie mieści się
restauracja. Naz.wę zawdzięcz.a kilku krzakom bzu (lila), zasa­
dzonym dookoła, przez co jest do dziś jedną z. restauracji,
o których logiczni Francuzi mówki ż.e mają ogródek
(choć
niektórzy też go standardowo nazywają
tarasem).

przedłużył
i na drugi dzień całą bandą odprowadzili
pana
Henriego
na drugi koniec Paryża. Montparnasse
- pisał
Apollinaire - wydal się im miejscem o wiele mniej skomercjali­
zowanym od Montmartre'u, oszczędzonym
przez
spekulantów
i promotorów
nieruchomości.
Artystyczni „emigranci"
z Montmartre'u
spotkali się na
Montparnasse z grupą przybyszy Z Europy Wschodniej. Byli
wśród nich tacy twórcy, jak Chagall, Soutine i Makowski, który
do Paryża przeprowadził
się w tymże roku 1908 i natychmiast
stał się bywalcem „La Rotonde",
położonej
naprzeciwko
wspomnianej już restauracji
„Le Dome". Jak
wspominał
Apollinaire,
do „La Rotonde" najpierw zaczęli
przychodzić
Słowianie, podczas gdy Niemcy woleli wtedy knajpę bardziej
elegancką, jaką był „Le Dóme". „Żydzi bez różnicy chodzili do
jednej i do drugiej"
- zanotował autor Cycków
Terezjasza
- Polak z pochodzenia, Francuz, z. języka, któremu
pomiędzy
arystokratycznych przodków też się coś koszernego
wmieszało.
Choć,, Closerie des Lilas'' opisywał Hemingway i chodzą tam
Ludzie dobrej woli Jules'a Romain, w literaturze
pozostała
przede wszystkim „La Rotonde". Pozostała w Kobiecie siedzą­
cej Apollinaire 'a, tak samo jak w wierszach Cendrarsa, w książ­
kach Giraudoux, u Jean Cocteau. U mało znanych za granicą
pisarzy francuskich
i mało znanych we Francji pisarzy za­
granicznych. To tutaj właśnie rozwijała się kariera malarska
Lejzorka Rojtszwańca - Ilia Erenburg przychodził do ,,Rotondy" z. Zadkinem i Eisensteinem.
Choć był wtedy jeszcze
pisarzem, co udowodnił właśnie w Przygodach Lejzorka, to już
wówczas nadmiernie chłostał okrutny kapitalizm, opisując jak
jego bohatera brutalnie wyrzucono z lokalu za brak gotówki na
uiszczenie rachunku.

..Closerie"
zaczęła być modna i artystyczna pod koniec
poprzedniego wieku - bywali tu Zola i jego przyjaciel
Cizanne.
opisywali ją bracia Goncourt - po czym triumfalnie
wkroczyła
w dwudzieste stulecie. Wraz z jego przyszłymi
bohaterami.
Często mało artystycznymi. Między dwiema wojnami świato­
wymi, w książce Paris Vecu, czasy te wspominał pierwszy prez.es
Akademii Goncourt ów, Leon Daudet:
,,Klientela składała się ze studentów, mieszczan z sąsiedztwa
oraz Z. rosyjskich rewolucjonistów,
którzy przy stoliku stojącym
na uboczu, z minami konspiratorów
rozmawiali szeptem. Jeden
Z nich, łysy, z kałmucką gębą, rzucał się w oczy Z powodu
błysków w ponurym spojrzeniu. To był Lenin. Rozpoznaliśmy go
później na portretach. Jakież, zadziwiające przeznaczenie, które
spowodowało,
że tego nędznego człowieczka,
podobnego do
drżącego robaka, wielka burza wyniosła na tron carów."
W ,,Closerie des Lilas" bywał podobno również Trocki, ale
niewykluczone, że jest to wspomnienie apokryficzne. Z całą
pewnością natomiast lokal był sztabem generalnym
surrealistów. Świadczy o tym - między innymi - wygrawerowane na
metalowej płytce nazwisko Andre Bretona, „papieża''
surrealistów. Te metalowe tabliczki, przyśrubowane
do stołów, przy
których siadywali sławni klienci, to jakby telegramy z. wielkiej
historii, główna specjalność zakładu, o którego
teraźniejszości
przywykło się mówić źle. Picasso, Bracpie, Jules Remain, Blaise
Cendrars. O Hemingwayu była już mowa, Steinbeck... kolejna
,,książka telefoniczna, przechodzących
geniuszów".

Właściciel „La Rotonde", Libion, na swej restauracji zrobił
ogromną fortunę, ale krwiopijcą nie był. Przeciwnie. W wielu
pamiętnikach
zachowały
się wspomnienia o tym, jak „nie
zauważał"
w rachunku paru rogalików i kawy, jeśli sądził, ż.c
artysta nie ma czym zapłacić. Oberżysta twierdził, że odbija
sobie na bogatych Amerykanach i Skandynawach,
ale-jakpisze
Robert Courtine w Życiu Paryskim - nawet tym pożyczał.
Po I wojnie światowej, w okresie największego rozkwitu, „La
Rotonde" swą atmosferą przyciągała
intelektualistów
i turys­
tów z całego świata, kandydatów
na malarzy, tak samo jak
kandydatów
na mecenasów.
Ta kosmopolityczna
atmosfera
drażniła porządnych
Francuzów.
W sierpniu 1924 Georges
Savoie pisał o „Rotondzie"
w monarchistycznej
gazecie
,,1'Action Francaise":
„Tu się instaluje swe wady i perwersje, swe pasje i manie; tu
zrywa się jarzmo przymusu, ograniczeń i konwencji. I nikt na to
nie zwraca uwagi w tej chorobliwej wspólnocie
amoralności."
W tym opisie musi być sporo prawdy. Giraudox, wielbiciel
i bywalec „La Rotonde"
widział ją dosyć podobnie, tylko
wnioski z tego widoku inne wyciągał:
„Nie sądzę, by w jednym życiu można było dwa razy poznać
podobną atmosferę: sztuczną, to prawda, wymuszoną grzeszno,,
ale przecież jakże podniecającą
i będącą zapowiedzią długich
lat malarstwa, literatury i poezji, które na nas oczekiwały,"
W tym świecie elektrycznej muzyki modernizmu (nie wspomi­
namy o futurystach, dada, letrystach i innych awangardach
literackich,
których wodzowie nu Montparnasse przegadali
wszystkie przyszłe rewolucje społeczne, filozoficzne i techno­
logiczne) na pozór niewiele miejsca jest dla gastronomu
a nawet dla zwykłego jedzenia. To miejsce zajmują
najstraszl' '
sze narkotyki, co nieraz sugerowali potępiacze kosmopolityc*
nego zepsucia. W rzeczywistości nawet adepci kokainy i konsu­
menci peyotlu lubili sobie pojeść - niektórzy dobrze, niektórzy
dużo, a niektórzy dobrze, ale za to dużo.

Francuska awangarda odkryła „Closerie des Lilas'' i Mont­
parnasse trochę przypadkiem. W tej dzielnicy mieszkał uwiel­
biany przez kubistów celnik Rousseau. W roku 1908. pod batutą
Apollinaire'a,
artyści mieszkający w Bateau Lavoir na Montmartre, urządzili wielki bankiet na cześć geniusza. Bankiet się

Vlaminck opowiadał,
że ulubioną rozrywką
Apollinaire'fl
były konkursy obżarstwa.
Wchodzili we trójkę (trzecim Wj
De rain) do knajpy i zamawiali wszystkie dania z karty po W * *
- od przystawek do deserów i owoców i - jeśli nikt nie spasow
- znów zaczynali od początku. Ten kto pierwszy wysiadł placu -

156

w

�wszystkich. Wielki malarz przypomina sobie, jak wytrzymał po
raz. drugi do drugiego dania - a to dlatego, że nie miał dosyć
pieniędzy.
Chagall w tym okresie głównie śledzia zagryzał
ogórkiem:
zaproszony na obiad przez. Apollinaire'a
nie mógł
wyjść
z podziwu dla nie podejrzewanej przez siebie
wspaniałości
francuskiej kuchni. ,,La Rotonde", gdzie artyści pili na kredyt,
szczyciła sie kuchnią wykwintną
i finezyjną.
W roku 1925
figuruje w przewodniku Paryż Smakoszy. Jednak jej bywalców,
czyli niemal domowników,
rzadko tylko stać było na posiłek.
Żywili się w pobliskiej cremerie, czyli sklepie z nabiałem, gdzie
właścicielka przygotowywała
skromne dania ,,na wynos'', które
spożywali na miejscu. Innym rozwiązaniem było istniejące od lat
siedemdziesiątych
,,Foyer des artistes"
(stołówka
artystów),
założone przez. Marię Wasiliewą. Przed rewolucją
przychodził
tu Władimir Iłjicz, ,,Miał on jednak przykry zwyczaj wskakiwa­
nia na stół, skąd wygłaszał
wywrotowe przemówienia,
co
zmusiło gospodynię
do wyrzucenia go za pomocą
miotły
-policja
wszak czuwała".
Pani Wasiliewą zasłynęła
również
: lego. żc pisywała listy do papieża na papierze firmowym ..La
Denne''.
I cóż nam zostało z tych lat'.' Cóż. oprócz, wspomnień i kilku
zdjęć z. epoki na ścianach tegoż. „Le Dóme", nie do poznania
przemalowanego i przemeblowanego?
Myślę, że wszystko zostało jak było. Mam nadzieję,
że
jutrzejszy Lenin nie przychodzi do dzisiejszej „La
Coupole".
Pamiętam jednak doskonale jak kiedyś wszedłem tam z Paco
lbanez.em, hiszpańskim pieśniarzem, przyjacielem Ewy Demar­
czyk. Na tarasie siedział jego brat. aktor Roger
Ibanez,
w towarzystwie przystojnego mężczyzny, który coś perorował po
hiszpańsku, podkreślajcie swe słowa zamaszystymi ruchami rąk.
Młody człowiek miał na imię Felippe. Spotkałem go jeszcze kilka
razy na Montparnasse w tym samym towarzystwie. A kilka lat
później, podobnie jak zdarzyło się Leonowi Daudet z Leninem
(niczego oczywiście nic porównuję
i nie insynuuję),
rozpo­
znałem go na zdjęciu jako hiszpańskiego
premiera.
W „lxi Coupole'', o północy, pierwszy raz zobaczyłem z bliska
sardoniczny uśmiech Rolanda Topora. Niedawno o tej samej
porze i przy tym samym stoliku siedział Woody Allen, który do
Paryża przyjechał z okazji premiery Strzałów na Broadwayu.
Ostatnio wybrałem się do „La Coupole" na
popołudniową
kawę z paryskim poetą i malarzem Stanem
Wieżniakiem.
teoretykiem i praktykiem automatyki - wynalezionego przez
siebie kierunku w sztuce, życiu i filozofii. Poznał go stary kelner,
a że o tej porze było pustawo, więc stanął przy naszym stoliku, by
ponarzekać na złe czasy, na upadek świata. Montparnasse 'u
i „La Coupole".
Wszyscy wielcy klienci umarli - skarżył sę
- pan Sartre i pani de Beauvoir. pan Bunuel i Simenon. Stan
przyznawał mu rację, skromnie zapominajcie o sobie. A ja
patrzyłem dookoła i zauważyłem
najbardziej dziś we Francji
mediatycznego filozofa i pisarza, Bernarda-Henry
Leviego. A co
ważniejsze, wiedziałem bez. cienia wątpliwości, że osiemnastolatka w ciemnym męskim płaszczu to przyszła łsabelle
Adjani,
zas chłopiec, z którym pije piwo zaćmi niedługo sławą Yves
Montanda (któty na Montparnasse przychodził bardzo rzadko).
„Paryż - napisał na Montparnasse Ernest Hemingway - jest
niezbędną częścią edukacji człowieka. Paryż jest jak kochanka,
która się nie starzeje''.
Przecinamy skrzyżowanie bulwarów i prawoskos wchodzimy
ulicę de la Grande Chaumiere. Mieściła ona w początkach
•teku aż trzy (!) uczelnie malarskie. W najstarszej - Akademii
Colarossi (nr 10.) wykładali Rodin, Whistler i Guerin; w Akade­
mii Grande Chaumiere: Bourdellc i Boutct de Monvel; w La
^allettc wreszcie: Chagall, Roger de la Fresnaye i jego młodzi
.. 'systenci. Akademie te miały wcale wysoki poziom, były też
*zględnie tanie. Dwudziestominutowa lekcja rysunku kosz­
towała pół franka, godzina - franka i dwadzieścia pięć centymów (dla porównania jedna doba w maleńkich, zaplusk; clonych pokoikach okolicznych hoteli kosztowała franków 30).
w

Istnienie aż trzech Akademii spowodowało logicznie niewy­
czerpany niemal, popyt na modelki. Były to dziewczyny nie
zawsze najcięższych obyczajów zwabione nie tyle perspektywą
pieniędzy (zarobki były marne), ile wejścia w esktrawaganckie
i barwne środowisko. Jakoż i wiele z nich zrobiło głośne,
bardziej zresztą erotyczne, niż matrymonialne kariery. Gruba
Wenus - Rosalia Tobia, eks-kochanka Fernanand Legera
otworzyła przy Campagne Premiere jadłodajnię dla artystów,
w której sute spaghetti kosztowało zaledwie dwa franki,
a można było też zamawiać połowę i nawet jedną czwartą porcji.
Nic dziwnego, że Max Jacob zwał j ą „Najstrawniejszą z tutej­
szych muz".
Oddalając się ulicami de la Grande Chaumiere i Notre Dame
des Champs od centrum Montparnasse niepostrzeżenie z krainy
symbolistów, impresjonistów i Szkoły Paryskiej wkraczamy
w domenę surrealistów. Jeszcze pod nr. 70. bis Notre Dame des
Champs jesteśmy pod siedzibą Emila Bayard - symbolisty.
ilustratora książek Alfonsa Daudet i Juliusza Vernego. Ale j u ż
dwieście metrów dalej i oto stoimy na progu „Closerie des
L i l a s " - kawiarni, która była surrealistów stolicą i bastionem.
Pewnego razu (jesteśmy w przededniu I wojny światowej)
pani Rachildc, ogólnie poważana autorka ckliwych romansów,
stwierdziła w ,,Closerie'' ,iż „Francuzki nie powinny wychodzić
za N i e m c ó w ' ' .Natychmiast wstał Andre Breton i zwrócił uwagę
obecnych, żc obraziła paniusia jego przyjaciela Маха Ernsta
najzupełniej germańskiego pochodzenia, nie omieszkając przy
tym dorzucić, że ta „czcigodna osoba zanudza nas od dwudzies­
tu pięciu lat, ale nikt nie ma odwagi jej tego p o w i e d z i e ć " . D a m a
zapiszczała. , , - N i e traktuje się w ten sposób kobiety! Co za brak
galanterii" - krzyczał Saint Pol Roux. „ W dupie mamy
galanterię! "Breton wybił szyby, a Philippe Soupault uwiesił się
na karniszach od firanek. - „Precz z Niemcami!" - krzyczał
Max Ernst, na co natychmiast odpowiedział mu Michel Lciris
grzmiącym hasłem: „Precz z Francuzami!". W międzyczasie
wywrócono stoły i zdemolowano bar. Wezwana wreszcie
policja boleśnie spałowała Leirisa (trzy tygodnie zwolnienia
lekarskiego), solidaryzując się jednocześnie w pełni z nie
posiadającym karty pobytu Ernstem. Rzec by można, że
surrealizm zatriumfował...
W latach dwudziestych pojawiają się w „Closerie de Lilas"
Ernest Hemingway i Henry Miller. Ten pierwszy - młody
jeszcze, ale już wyniosły macho, usiłujący opowiedzieć swoje
życie w kategoriach: „kogom nie zerżnął, czegom nie d o k o n a ł ' ' ;
ten drugi - e t n o l o g i c z n ą mający prawie wrażliwość, zapatrzony
w absurd otaczającego go na rogu bulwaru Montparnasse i Saint
Michel wybujałego świata. Ten drugi pozostawił po sobie (a
może o sobie i o paryskich dziewczynach tej epoki) dwa
cudowne wspomnienia: Zwrotnik Raka i Zwrotnik Koziorożca;
oba utwory ukazały się najpierw w Paryżu, pierwszy w roku
1931. drugi w 1939, kiedy powrócił już do USA; i są do dzisiaj
czarującym świadectwem czasu i miejsca: „Closerie des Lilas''.
Hemingway wyjechał natomiast rozczarowany. Mógł zapewne
napisać sagę o Montparnasse i swoich na nim przewagach; cóż
jednak zrobić, gdy za dużo było wiarygodnych świadków. Na
biednego jednak nie trafiło. Odkuł się pisząc, co mu ślina na
język przyniosła o wojnie hiszpańskiej, o corridzie i polowa­
niach w Kenii. „Król p o e t ó w " z Montparnasse - Paul F o r t - t a k ą
miał o Hemingway'u opowiedzieć anegdotkę: „Lubi jaja sadzo­
ne, gdyż wydaje mu się, że to jaja byka. którego właśnie
pokonał. Zresztą, lubi jaja, gdyż każdy tęskni za tym, czego mu
brakuje. A gdy brakuje komuś istoty swego ducha, wtedy
- trudno zaprzeczyć - jest się nicością; w warunkach zaś
towarzystkich - nudziarzem. Nic więcej nie mam do powiedze­
nia o tym panu z A m e r y k i . . . " N a p r a w d ę nie było w tym cienia
szowinizmu i antyamerykanizmu. T o ż do gruntu internacjonal­
ny - rosyjski, polski, żydowski, japoński, niemiecki, murzyński
był Montparnase tamtych lat. Po prostu - i za to się go kocha
- nie było w nim strachu krytyki, ani magii dolara, ani lęku
potępienia - i taki mógł być świat. Choć chwila długo nie trwa...

757

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9555" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9533">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/6e64d8dbaa6cb4dd913933bbd64e6f42.pdf</src>
        <authentication>c9489662097ce5e02d0338072f2bece5</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113802">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2976</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113803">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113804">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2780</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113805">
                <text>Wenecja jest kobietą / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113806">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4, s.146-152</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113807">
                <text>Czaja, Dariusz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113808">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113809">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113810">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113811">
                <text>Wenecja
jest kobietą.
Rzecz o wyobraźni
Dariusz Czaja
Agnieszce

V. Carpaccio, // Leone di S. Marco (fragm.)
I . Powiada się. może nie bez racji, że miasta, zwłaszcza te,
których obraz nosimy w swoim prywatnym archiwum pamięci,
ale także i te, których wizerunek jest - niezależnie od naszych
osobistych upodobań - częścią wyobraźni zbiorowej, mają swój
szczególny ..klimat" i niepowtarzalna . . a u r ę " . Czepiając się
podręcznego repertuaru metafor, próbujemy tym sposobem
nazwać to, czego nazwać się wprost nie da, to coś. czego nic
można zobaczyć, a co przecież całkiem realnie w nas/.) cli
odczuciach istnieje. Usiłujemy jakoś opisać tę nieco bezkształ­
tna materie, przestrzeń w której, jak chce przyzwyczajenie
językowe. ..pogrążamy s i ę " . ..zatapiamy", „ r o z p ł y w a m y " .
Obok tych atmosferycznych i akwatycznych skojarzeń wyko­
rzystywanych w charakterystyce miast i ich cech istotnych,
pojawiają się również inne: mówimy więc. że miasta obdarzone
sa własna osobowością, odznaczają się niepowtarzalną in­
dywidualnością, a nawet - co musi szczególnie dziwić umysły
sceptyczne - mają dusze. Jeśli tak jest w istocie, jeśli w swoich
opisach nie potrafimy uciec od samonarzucających się per­
sonifikacji, to nie sposób równocześnie nie powziąć takiego oto
podejrzenia, żc miasto, będąc w jakiś nie całkiem zrozumiał)
sposób bytem człekokształtnym, powinno posiadać płeć. A l ­
bowiem, zauważmy bystrze, nie znamy gatunku ludzkiego
\\ postaci bezpłciowej, ale wyłącznie w jego płciowym /róż­
nicowaniu. Jeśli zatem miasta naszej wyobraźni są osobami . to
najczęściej jedno z dwojga: albo muszą być obdarzone cechami
kobiecymi albo męskimi (nic można przy tym zapominać
o urbanistycznej androgynii, zjawisku rzadkim acz fascynują­
cym przez to, że łamie rygor taksonomicznej czystości).
Dla ilustracji powyższej tezy przywołajmy pewien inslruktywn) przykład. W systemie kultury rosyjskiej mającej, jeśli
wierzyć badaczom tartuskim, szczególnie semiotyczny charak­
ter, wiele kulturowych zjawisk sprowadzanych było do szeroko
pojętej problematyki znakowej. Charakterystyczne dla lej kul­
tury myślenie opozycjami znalazło swój wyraz między innymi
w semiotycznym nacechowaniu dwóch rosyjskich stolic: Mosk­
wy i Petersburga. Rozkład znaczeń odbywał się według opozy­
cyjne] pary: męskic-żeńskie. Podstawa znakowej kwalifikacji
nic były jedynie, jak można by sądzić, kategorie gramatyczne.
Chodziło o rzecz / п а с / n i c bardziej podstawową. W klasyfikacji

tej uwidocznił się bowiem ukryty podział rosyjskiej kultury.
Obydwa elementy tej opozycji należą do dwóch przeciwstaw­
nych tendencji w kulturze rosyjskiej. Moskwa jest niska,
miękka, rozłożysta, okrągła, po kobiecemu biodrzasta. Peters­
burg jest granitowo twardy, wysoki, wysmukły z wyraźnie
falloidalnym znamieniem. Tego rodzaju intuicje były częstym
motywem literackim. Wiktor Szkłowski: „Moskwa jest cała
okrągła. Moskwa była jak ciasto zabełtane wielką war/ąchwią".
Władimir Majakowski: ..Mnie / Moskwa dusiła w objęciach
/ swych nieskończonych Sadowych o b r ę c z ą " . Petersburg nato­
miast dumnie pręży swą męskość. Andriej Biełyj: „dręczące
niemiłosiernie błyszcząc, wbiła się w wysokie niebo prze­
szywająca pietropawłowska iglica". Szkłowski: „wznosi się
wysoka, jak centrum wiersza lirycznego, iglica twierdzy Pietr o p a w ł o w s k i e j " . Komentuje semiotyk: „ T o symboliczne mał­
żeństwo stolic było skłócone. Petersburg został stworzony
z niczego, wolą cara Piotra 1. Pierwiastek żeński. Moskwa,
istniał wcześniej. Odwrotnie niż w Genezis. W Rosji pierwias­
tek męski został utworzony z cząstki pierwiastka żeńskiego.
Z Moskwy została wyjęta jej stoliczność. W Petersburgu byl car,
dwór, był środek państwa. Jaki dziwny, bo przecież na granicy
Rosji, w błotach, gdzie świat się kończył. Przesunięcie centrum
z geograficznego środka na granicę zachwiało strukturę całości.
Żeńska Moskwa była w opozycji. Nie tylko symbolicznie, ale
realnie. Odsunięci od tronu bojarzy skupiali się w Moskwie. (...)
Cała stara arystokracja, cala stara kobiecość Rosji patrzyła stąd
nieufnie na północ, patrzyła z realnego środka na nowy środek
semiotyczny, który wydawał się czymś nierealnym, niesamowi­
tym, nienormalnym." Trudno się dziwić. Przeniesienie stolicy
na północ oznaczało nie tylko bolesną zmianę środka i utratę
przez Moskwę politycznego prymatu, było również wyrazem
ogromnej zmiany cywilizacyjnej: na miejsce ksenofobicznej,
kobiecej Rosji wchodził z impetem Petersburg - otwarty na
inność, ciekawy świata, Europejczyk. Tę europejskość odnaleźć
będzie można jeszcze dwieście lat później, nie tylko w architek­
turze, ale również w nazwie jakiej w odniesieniu do swojego
miasta używali mieszkańcy zsowielyzowanego Leningradu
1

2

- .,Piter".Przypomina ono imię Piotra I , imperatora i projektu;
dawcy Sankt Petersburga, i co ważne - jak odnotowuje Brodski
- „brzmi z lekka obcojęzycznie, co odpowiada czemuś bez
wątpienia cudzoziemskiemu, obcemu w atmosferze tego mias;
ta: budynkom o europejskim wyglądzie, a może i samej
lokalizacji w delcie północnej rzeki, wpływającej w otwaruwrogie morze" . Czy miasto o takim imieniu może być kobietą
Nie. Piter to jest zdecydowanie mężczyzna.
A inne miasta o osobliwej „ a t m o s f e r z e " i niepowtarzalnej
„osobowości"'.'Weźmy Pragę. W liście do przyjaciela,
^
się z lekka przerażony Kafka: ..Praga nie wypuszcza. t \
wypuści żadnego z nas. To mateczka z pazurami" - ^
Prochazka dopowiadał w tym samym tonie, eksponując hardzi
1

z

4

• T e k s t jest r o z d z i a ł e m p r z y g o t o w y w a n e j

rażona.
146

książki

Wenecja wyob­

W

,

e

Ф

�jeszc/.e demoniczną naturę miasta: „Nigdy nie przestaje mamić
swoimi czarami - ta stara diablica Praga" . W komentarzu do
tych stwierdzeń Angelo Ripellino stawia kropkę nad „ i " : „Gdy
cię usidli, otoczy swoją mgłą, swoim urokiem, swoim trującym
miodem, to j u ż nie popuści, nie wybaczy"''. Mamy więc Pragę
magiczną, złudną, fantomatyczną , ale nade wszystko kobiecokuszącą. Praga anektuje, wsysa, wciąga w siebie, nie wypuszcza
ze swych objęć. Czarownica z kompleksem modliszki. Bez
wątpienia - kobieta.
Nieco podobnie prezentuje się Paryż Andre Bretona.
W Nadji, Paryż widziany okiem surrealisty staje się miejscem
cudowności, przypadku, jasnowidzenia. Ale jest to również,
miasto-kobieta. Kontakt z miastem, wejście w przestrzeń
paryskich ulic jest dla Bretona rodzajem intymnego spotkania,
miejscem spełnienia, doznaniem parareligijnej natury. Płeć
Paryża nie jest jednak aż tak, jak to miało miejsce w przypadku
Pragi, jednoznaczna. Z racji obecności w nim Wieży Eiffla
- tego najbardziej znanego emblematu i skrótowego obrazu
miasta - w której bez trudu odnajdziemy semantyczny od­
powiednik petersburskiej iglicy, przyjmuje czasem Paryż bar­
dziej męski charakter." Byłby więc wyobraźniowy Paryż zawie­
szony między kobiecą, uległą „ n a t u r ą " (może jej architek­
toniczny ekwiwalent dałoby się dostrzec w niepokojącym
prześwicie Łuku Triumfalnego?) a mocno w nim zaakcen­
towanym pierwiastkiem męskim.
Porzućmy jednak freudowskie asocjacje, bo nie w nich sedno
rzeczy. Tych kilka, wybranych bez troski o chronologię i syste­
matykę, przykładów, przekonuje chyba dowodnie, żc miasta
naznaczone historią, miasta naszych olśnień i fascynacji mają
płeć. że wyobraźnia przydając im osobowość, tożsamość i duszę
nie zapomina o tym. by wyposażyć je w atrybuty kobiecej bądź,
męskiej „natury".Kwalifikacje le mają wymiar nie tylko czysto
formalny. Niosą ze sobą całe bogactwo znaczeń i sensów. Toteż
niezmiernie zajmującym zadaniem byłoby bliższe przyjrzenie
się pod tym względem obrazom miast utrwalonym w literaturze.
Jak nacechowany jest Petersburg Dostojewskiego? Rzym Mandelsztama? Dublin Joyce'a? Berlin Dóblina? Aleksandria Kawafisa? Wiedeń Musila? Nowy Jork Dos Passosa? A - czemu
nie! - Warszawa Tyrmanda. Konwickiego. Kisielewskiego.
Biuloszewskiego i, całkiem świeże świadectwo, Tulli? Czy są to
organizmy męskie, żeńskie, czy obojnacze? I chociaż możliwo­
ści odpowiedzi jest niewiele (włączając androgynię - ledwie
trzy), to tego rodzaju studium z anatomii wyobraźni z całą
pewnością byłoby grzechu (poznawczego) warte.' Bo wyob­
rażone, nie znaczy - nierzeczywiste. Wyobraźnia jest ogromną
sferą sensotwórczą. Dostarczane przez nią obrazy i fantazmaty
mają swój ciężar a nierzadko moc silniejszą niż „ o b i e k t y w n e "
sądy i stwierdzenia. Te pierwsze, zdarza się, stanowią istotną
i nieusuwalną część doświadczenia egzystencjalnego, te drugie,
mieszczą się zaledwie w porządku dyskursywnego rozumu.
5

7

1

2. W przypadku Wenecji nie można mieć najmniejszych
wątpliwości: we wszystkich nieomal wyobrażeniowych od­
słonach, w każdym bez mala literackim przejawie Wenecja
była. jest, i wszystko na to wskazuje, że j u ż dozgonnie
pozostanie, kobietą. Ta kobieta niejedno ma imię , w rozlicz­
nych maskach o wyniosłym, radosnym bądź potwornym ob­
liczu, w szykownych kostiumach, ale i skromnych przebraniach.
Pojawia się w dziejach europejskiej wyobraźni. La donna
\Venezia) e mobile. Od początków swojej świetności, od czasów
Politycznej, militarnej i gospodarczej dominacji przywdziała.
na długo w nich pozostała, szaty monarsze. To bodaj
najbardziej znane i najbardziej zbanalizowane wyobrażenie
miasta: Wenecja jako królowa. Oto, z nie skrywanym zadowolenteni i dumą, odnotowuje historyk: „Pierwsza wielkość WencV, namacalna i zarazem kłopotliwa, to ta wynikająca z jej
[tyumfów materialnych i politycznych. Była królową Adriaty­
ku, władczynią Morza Śródziemnego. Od chwili pokonania
1381 roku Genui samotnie góruje przez ponad wiek nad
'nnymi miastami i państwami europejskimi"'". Byron ubrał
europejską monarchinię w skrzące przepychem orientalne szaty
'nadal jej twarzy rysy wschodniej bogini:
1

w

Majestatycznie ta Cybela morza,
Strojna w tyjarę pysznych wież u skroni.
W dal powietrznego spogląda przestworza.
Królowa fali, pani morskiej toni,
A taką była! - łup narodów trwoni
Na wiano cór swych; płomienne klejnoty
Wschód dla niej sypał z nieprzebranej dłoni:
Lśniła purpurą; królów stół jej złoty
Ściągał, dumnych, że uczt jej dzielili ochoty."
W malarstwie Veronesa, Wenecja jest królową o dwóch
obliczach: raz jest zwalistą, pozbawioną wdzięku imperatrycą
upojoną potęgą swej władzy, innym razem pojawia się pod
postacią młodej kobiety o zamyślonym i skupionym wyrazie
twarzy. Pierwszą odnaleźć można w Triumfie Wenecji w Pałacu
Dożów, drugą w obrazie Wenecja, Herkules i Ceres w Akade­
mii. „Te dwie kobiety stale pojawiają się w malarstwie
Veronesa, w Wenecji, w Veneto, we wszystkich wielkich
zbiorach świata, czasem jako Wenus, jako Europa, czasem jako
święta Katarzyna, to znów jako postacie alegoryczne: Praco­
witość, Obfitość. Harmonia. Ale bez względu na oficjalne
tytuły, te dwie współmonarchinie - otłuszczona imperatorowa
i piękna zadumana królewna - wciąż uosabiają Wenecję w jej
dwoistym aspekcie."'" Obydwie one wyrażają, każda na swój
sposób, majestat, potęgę i trwałość Wenecji. Ale i jej świetność
nie miała trwać wiecznie. Wielkość i upadek Wenecji w orygi­
nalnym skrócie zreferował Chateaubriand. Stojąc naPiazzetcie.
okiem historyka raczej niż turysty, odczytywał w okolicznych
budowlach kamienną kronikę miasta spisaną przez czas i sztukę.
Jednym rzutem ogarnął dzieje Wenecji od wieku X I (campanila)
po wiek X I X (kawiarnia w ogrodzie pałacu królewskiego). Jego
konstatacja była dość kwaśna: „Wenecja zaczyna się u stóp
dzwonnicy, a kończy przy kawiarni: poprzez kolejne stulecia
i arcydzieła zmierza od bazyliki Świętego Marka do szynku."'•'
Ale agonia Wenecji rozpoczęła się nieco wcześniej, w roku
1797. z chwilą kiedy miasto abdykowało na rzecz Napoleona.
By zobrazować dobitnie ten fakt, Chateaubriand przywołuje
znany j u ż obraz Wenecji-królowej, tyle że nie jest to monarehini
w pełni imperialnego blasku, ale przedwcześnie zgasła , upoko­
rzona i zniewolona kobieta ze śladami niegdysiejszej piękności:
„Odtąd zgrzybiała Wenecja ze swoją fryzurą z dzwonnic,
marmurowym czołem i złotymi zmarszczkami była przed­
miotem sprzedaży i targów niczym jakaś paka z jej dawnym
towarem: wreszcie stała się własnością Austrii, ostatniego
licytanta ofiarującego najwyższą stawkę. Teraz wzdycha przy­
kuta do stóp A l p frijulijskicfi jak niegdyś królowa Palmiry u stóp
gór sabińskieh." ' Tak ginęła, wedle Chateaubrianda, wład­
czyni udzielna i niezwyciężona, Serenissima, Najjaśniejsza, Jej
Wysokość Wenecja.
Nie całkiem przecież miasto poległo, odradzać się miało
jeszcze wielokrotnie w wyobraźni poetów i pisarzy pod różnymi
imionami, acz wciąż w jednej postaci. Jakiej? Cherchez la
femntel
Wenecja, jak do znudzenia czytamy we wszystkich nieomal
relacjach o niej i utworach jej poświęconych, jest miastem
okolonym wodą, położonym na wodzie, wyrastającym wręcz
z wodnego żywiołu. Wśród powodzi (to chyba stosowne słowo)
akwatycznego banału zdarzają się czasem odkrycia. To miasto,
jak w niezwykłej frazie Rilkego, „wciąż jak gdyby ze związku
wód przypływu z nieba błyskiem poczyna się, a nigdy być nic
m o ż e . " „ W e n e c k i m " esejem Brodskiego rządzi , wciąż na
nowo komentowana i rozwijana, formuła: woda alias czas."'
W pewnym miejscu, opuszczając czas teraźniejszy, zanurza się
on w głębinową przeszłość, w czas początku, czyli czas
poczęcia. Próbuje „ z r e k o n s t r u o w a ć " cud narodzin miasta:
„Przy całym szacunku należnym stosunkowo najlepszej z do­
stępnych doktryn, muszę zauważyć, że moim zdaniem to
miejsce nie mogło się rozwinąć drogą ewolucji triumfalnej czy
też nie wyłącznie naszego sławetnego strunowca. Podejrzewam
i kładę pod rozwagę, że rozwinęło się przede wszystkim
z samego żywiołu, który owemu strunowcowi dał życie i schro­
nienie, a który, dla mnie przynajmniej jest synonimem czasu.
1 4

15

147

�Żywioł ten pojawia się w wielu postaciach i odcieniach oraz
głównego bohatera hymnu na cześć Wenecji-kobiety (przyjdzie
obdarzony bywa wieloma jeszcze różnymi właściwościami
za chwilę powrócić do tego fragmentu) pojawia się znane nam
poza tymi, które cechują Afrodytę i Zbawiciela: występuje jako
j u ż porównanie: Wenecja „potężna jak Wenus, jak Wenus
cisza morska, sztorm, grzebień fali, sama fala, piana, zmarszcz­
narodziła się z piany morskiej, przyświadczając ponownie i raz
ka na powierzchni itp., nie wspominając o żyjących w wodzie
na zawsze, że każdy symbol ma swój cielesny odpowiednik, i że
stworzeniach. W moim wyobrażeniu, to miasto jest odwzorowa­
każde marzenie ma swoją r e a l n o ś ć " . Wynurzająca się w pra­
niem wszystkich dających się wykryć modeli istnienia żywiołu
czasie z wód pierwotnych Wenecja jest, nieporównywalną
i tego, co się w nim znajduje. W swoich bryzgach, blaskach,
z niczym, materializacją idei piękna, jest darem, który otrzyma­
błyskach, migotach żywioł od tak dawna usiłował poderwać się
liśmy (od kogo?) za darmo i bez żadnej zasługi. Jest także
wzwyż, że nie może zaskakiwać fakt. iż niektóre z tych
dowodem, danym „raz na zawsze", że marzenia czasem się
przejawów po jakimś czasie nabrały masy, ciała, stałości.
spełniają. Po to właśnie, ex aquae, narodziła się Wenecja.
Czemu to nastąpiło akurat tutaj, nie mam pojęcia. Przypuszczal­
Pozostańmy jeszcze chwilę w kręgu odniesień mitologicz­
nie dlatego, że żywioł nasłuchał się tu sporo włoskiej m o w y . "
nych i biblijnych. Jak widzieliśmy, była j u ż Wenecja i frygijską
Illud tempus ma więc u Brodskiego postać wodnego chaosu, boginią Kybele, i grecką Afrodytą, i rzymską Wenus. Czyje
z którego niespodziewanie, bez wyraźnej przyczyny poczyna
imię może jeszcze przybrać? Na przykład bohaterki Odysei.
się miasto. Wyłania się z wody dokładnie tak, jak niegdyś
Fernand Braudel zauważył mimochodem jak wielkim szczęś­
Afrodyta narodziła się naga z morskiej piany. I tak jak ona,
ciem dla Wenecji były prawie niezmienne, w porównaniu
będzie Wenecja kusić, zniewalać swoim wdziękiem, budzić
z innymi wyspami weneckiego archipelagu (smutny casus
największe namiętności. Nade wszystko zaś świadczyć będzie
Torcello) warunki klimatyczne: „Jednak woda nie zdradziła
nieustannie, że piękno nie jest chwilowym przywidzeniem,
Wenecji; ludzie robili co mogli, i robią nadal, by j ą ratować za
iluzją ludzkiego gatunku, ale że jest wielkością stałą, niepodatną
każdym razem, kiedy znajdzie się w zagrożeniu. Wenecja jest
na upływ czasu.
Penelopą tkającą całun. Ża tę cenę rozrosła się i rozwinęła,
a ponieważ miejsca starczyło tylko na jeden sukces budowlany,
W Cantos Ezry Pounda, jeszcze jednego z tych, których
inne wyspy radziły sobie jak mogły, żyjąc w cieniu Wenecji."
Wenecja uwiodła „na śmierć i ż y c i e " (został pochowany
Brodski, z wielkim dysgustem, odnotowuje zakusy polityków
w weneckiej nekropolii na San Michele), miasto również
i wielkich firm wobec przyszłości tego miasta, w których to
przyjmuje kształty bogini. T y m razem jest to rzymska edycja
działaniach pod pozorami filantropii odnaleźć można jedynie
Afrodyty-Wenus. Pośród niezliczonej ilości bogiń z różnych
troskę o rozgłos i własną kieszeń. Szczęśliwie: „Tym, co ratuje
mitologii, które występują w tym cyklu, Wenus pełni rolę
Wenecję, jak Pcnelopę. przed zalotnikami, jest ich rywaliza­
szczególną. Można nawet powiedzieć, że wszystkie one to
cja." Żadnego Odyseusza w pobliżu nie widać i miastuwłaściwie różne wcielenia jednej bogini, tyle że oglądanej
-Penelopie „tkającej swoje desenie w dzień i prującej je
w coraz to odmiennym świetle. To Venus genetrix. Wenus
w n o c y " pozostaje j u ż tylko towarzystwo morza.
pojawiająca się w epopei Pounda (poeta wzorował się na
21

17

22

21

24

Dantem i Homerze) częstokroć przywołuje, nie zawsze jedno­
znacznie i bezpośrednio, inne imię: Venice. Tony Tanner,
znakomity egzegeta Cantos, zwłaszcza zaszyfrowanych w nich
aluzji i odniesień do Wenecji, ukuł nawet aforyzm zalecający się
zgrabną aliteracją: where Venus, there Venice.'* Tak jak
Botticelli namalował swoją wizję-narodzin Wenus (motyw len
pojawia się wprost w Canto I ) . tak Pound zostawił nam obraz
narodzin Wenecji. Oto fragment „ w e n e c k i e g o " Canto X V I I :
Przede mną płaska tafla wody
i drzewa w wodzie rosnące.
Marmurowe pnie wynurzają się z ciszy,
A dalej za palazzi,
w ciszy.
Teraz światło, nie światło słońca.
Chryzopraz,
I wody zielone i czyste, niebieskie i czyste;
Dalej, do urwisk z bursztynu.
Pomiędzy nimi;
Grota Nerei
i ona. jak wielka wygięta muszla.
I łódź bezgłośnie płynąca
Bez smrodu smoły i nadgniłych lin.
Bez krzyku ptaka, bez dźwięku fali ruchliwej,
W grocie Nerea,
jak wygięta muszla
W łagodnej słodyczy skały
Tak właśnie, w dojmującej ciszy, „bez krzyku ptaka, bez
dźwięku fali ruchliwej" wynurzyła się powoli z wód pierwo­
tnych Wenecja. Od razu cała w marmurze, bursztynie i złocie,
świecąca wewnętrznym światłem, a nie tym, pożyczonym od
słońca. Być może akuszerką była Nerea, córka Nereusa - boga
morza, którą widzimy jako wielką wygiętą muszlę. W niej to
przyszła na świat - równie tajemniczo, nierealnie i nieoczekiwa­
nie jak Wenecja - bogini Wenus i ten wyjątkowy moment
utrwalił w swym obrazie Botticelli. Również Goethemu wyob­
raźnia podsuwa obraz Wenecji, która pojawia się nagle, jak
kaprys bogów, powiada on, że „ten ogrom bytu (...) wyskoczył
z morza jak Pallada z głowy Jowisza":" W Miłosnym wtajem­
niczeniu Oskara Miłosza, w zakończeniu wygłaszanego przez

148

Brodski jest autorem jeszcze jednego porównania, które,
oprócz swych walorów poetyckich, trafia w istotę współczes­
nego, zmasowanego ataku turystów na Wenecję. Oto kolejna
kobieta. W księdze Daniela (13. 1-64 ) mamy opowieść
o pięknej a cnotliwej Zuzannie zaskoczonej w kąpieli przez
lubieżnych starców. Już w Strofach weneckich (2) z 1982 roku
wykorzystuje poeta ów motyw.
Świt się przedłuża. Nagi, chłodny marmur bioder
współczesnej nam Zuzanny towarzyszy w głębi
kamerom nowych starców, wpuszczanym pod w o d ę

25

W Znaku wodnym (1989) wraca Brodski do tego obrazu.
Wspomina o perwersyjnej przyjemności, której mógłby zaży­
wać z którymś z przedstawicieli miejscowego plemienia:
„Tonęlibyśmy w głębokich fotelach, wymieniając jadowite
uwagi o nowych kohortach Niemców albo o wszechobecnych
Japończykach podglądających przez swoje kamery to Zuzannopodobne miasto, zanurzające blade, nagie, marmurowe uda
w zimnych, zabarwionych zachodem słońca, pluskających
o brzegi wodach." " Raz jeszcze Wenecja pojawia się jako
piękno wcielone, niedostrzegalne jednak i niedostępne dla oka
nazbyt chciwego i nawykłego do pospolitych widoków.
Feminizacja obrazu miasta nie ogranicza się tylko i wyłącznie
do wynajdywania coraz to kunsztowniejszych porównań z imio­
nami słynących z piękna, cnót i potęgi postaci kobiecych.
W Wenecji, jeśli dobrze się przyjrzeć, nawet zwykłe obiekty
nabierają cech kobiecych. Pasternak, w ten właśnie sposób,
zobaczył najbardziej stereotypowy wenecki rekwizyt-gondole„Bezgłośnie wypłynęła na kanał z bocznego zaułka i ległszy
w poprzek zaczęła dobijać do najbliższego pałacowego portalu
Jak gdyby podano ją z podwórza przed główne wejście na obłym
wybrzuszeniu powoli wytaczającej się fali. (...) Była po kobij
cemu ogromna, jak ogromne jest wszystko co doskona
w kształcie i niewspółmierne z miejscem, zajmowanym V
ciało w przestrzeni." Do wskazywanych wcześniej р ) ' °
tów kobiecości, Pasternak dorzuca, w jakże zaskakujący
kontekście, doskonałość. Jeszcze bardziej intrygujące P °
,
żenię odnaleźć można w dziennikach Jana Cybisa. W jediy '
z fragmentów, zastanawiając się nad wybitnie „ m p.
charakterem malarstwa Caravaggia, kontrastuje malarstwo
2

atl

27

г г

s

т ,

s l r z

e s

�rencji, z której wywodził się artysta i malarstwo weneckie.
Spójrzmy na wynik: „ W y b ó r tematów w sztuce nie jest tak
dowolny, jakby ktoś mógł sądzić. Skąd biorą się te szeregi
młodziutkich św. Janów, Dawidów, a zwłaszcza jego Bakchus
o spojrzeniu prowokującym? Tematyka Caravaggia jest typowo
florencka, to znaczy męska, a we Florencji każdy artysta
uprawia miłość grecką. Wenecja jest żeńska. Nowatorska
gwałtowność Caravaggia zwrócona jest głównie przeciwko
Wenecji." * Żal, że Cybis nie rozwinął tej notatki. Pewnego
rodzaju dopełnieniem tej lakonicznej uwagi jest fragment
z Obrazów Włoch Muratowa poświęcony jednemu z dzieł
Giovanni Belliniego, malarza do trzewi i weneckiego. Mowa jest
tam o pewnym obrazie alegorycznym, którego treść przez długi
czas budziła spory. Muratów przychyla się do którejś z inter­
pretacji, by w chwilę później oświadczyć, żc w dalszym ciągu
pozostaje w obrazie wiele niejasności domagających się wy­
tłumaczenia. I sam, nie bardzo widać przejmując się ist­
niejącymi wyjaśnieniami, daje swoją wykładnię, w której nacisk
pada na „ w e n e c k o ś ć " obrazu Belliniego. W wodzie, w której
odbijają się obłoki dostrzega wody letejskie, te same, o których
pisał parę stron wcześniej chcąc oddać naturę wody płynącej
w weneckich kanałach. Ale w zasadzie cały obraz, niemal
wszystkie elementy świata przedstawionego przywodzą na myśl
Wenecję, a jej najgłębszą istotę niesie w sobie jak wieczno­
trwały depozyt - jakżeby inaczej! - kobieta. „Na tym obrazie
bowiem zewsząd wyziera Wenecja: z różnobarwnych płyt
tarasu, z marmuru ogrodzenia i tronu, z uśmiechu spokojnych
wód, z przejrzystego nieba, ze spojrzenia, które wybiega ku linii
gór i z czarnej chustki na ramionach młodej, smukłej kobiety.
A czy owa kobieta, która jest świadkiem tajemnicy dusz
zeszłych z tego świata i przygląda się temu światu, roz­
taczającemu na pożegnanie wszystkie swoje uroki, nie stanowi
przypadkiem uosobienia Wenecji? Czy to nie jej właśnie dusza,
pełna spokoju i matowego blasku, ożyła na owym obrazie,
stworzonym przez najbardziej marzycielskiego i abstrakcyj­
nego z jej malarzy?" ' Retoryczne pytania.
2

2 1

W kilku innych jeszcze utworach kobieta stanie się per­
sonifikacją Wenecji. W sztuce Simone Weil, Venise sauvee,
osnutej wokół udokumentowanego historycznie spisku Habs­
burgów (1618), w wyniku którego obalona miała zostać
Republika Wenecka, miasto uosabia młoda dziewczyna o imie­
niu Violette. W tej historii o konflikcie nagiej siły i bezbronnego
piękna. Violette jest nieświadomym niczego przedmiotem
w spiskowej grze. Jak nietrudno się domyślić, jest krucha
i niewinna jak sama Wenecja."' Jednorazowym, bo dyktowa­
nym przez doraźne okoliczności, wcieleniem miasta stała się
kobieta, której twarz Roland Barthes z wielką intuicją umieścił
swego czasu w platońskim niebie idei. Oto bowiem, chcąc
wytłumaczyć swoim niezbyt rozgarniętym rozmówcom, jak
wygląda Wenecja w zimie i dlaczego w tym właśnie czasie
wyprawia się do tego miasta, Brodski , dostrzegłszy po chwili
beznadziejność swoich wysiłków, rezygnuje z subtelnych wyja­
śnień i sięga po ciężki kaliber porównań - przywołuje na pomoc
jlieśmiertelny boski ideał: „Jak w y g l ą d a - p o w t ó r z y ł e m pytanie.
JakGreta Garbo w basenie p ł y w a c k i m ' . " Złośliwiej chyba się
już nic da.
1

W chronologicznie najwcześniejszym z trzech weneckich
Wierszy Błoka pojawia się dość tajemnicza, bliżej nieokreślona
kobieta. Cały utwór przenika zamierzona, można domniemy­
wać, dwuznaczność. Posłuchajmy początkowego fragmentu:
Z nią wyruszałem w morze,
Z nią opuszczałem brzeg
Z nią bywałem daleko
Z nią zapomniałem o bliskich...
O, czerwony żaglu
W zielonej dali!
Czarny cekinie
Na ciemnym szalu!'
2

" f n i ą " - czyli z kim? O kim mowa w wierszu? Czy
^zidentyfikowana nieznajoma to po prostu realna kobieta
tradycyjnym weneckim stroju (ciemny szal), czy leż jest to

może owa wenecjanka z obrazu Belliniego. w której Muratów
dojrzał doskonale wcielenie Wenecji? Czy kończące wiersz:
„żegnaj, ż e g n a j " , t o pożegnanie poety (zapomnijmy na chwilę
0 podmiocie lirycznym) z konkretną kobietą czy z uosobioną
Wenecją? A może z j e d n ą i z drugą? Jakkolwiek by było,
a szczęśliwie nie ma metody, aby rozwikłać ostatecznie prob­
lem, pozostaje faktem, że i w tym sentymentalnym wyznaniu
niedaleko pada wenecjanka od Wenecji - miasto wciąż ujawnia
swą kobiecą „ n a t u r ę " .
To. co u Błoka pozostaje w zagadkowym niedomówieniu,
bohater powieści Oskara Miłosza rozwija z całą oczywistością:
„Rzeczy dokoła wzbudzały we mnie przemożne zaciekawienie;
moja czułość dla Wenecji dorównała miłości do Annaleny.
W moim umyśle Kobieta i Miasto stopiły się w jedno istnienie.
Czy są zresztą dwie rzeczy na świecie bardziej stworzone do
wzajemnego zrozumienia się i połączenia niż boska miłość
1 archanielska Wenecja? (...) Zbyt szlachetna na kurtyzanę, zbyt
powabna żeby zostać matroną, czarodziejska Wenecja jest
kochanką tylko i wyłącznie kochanką; zachwycającą do łez, zna
ona ponadto siłę starych pogańskich uroków i rządzi naszymi
sercami równie chętnie używając tajemnicy, jak siły wdzię­
k u . " Tu j u ż nie może być żadnych wątpliwości: miasto staje
się obiektem miłości, pragnienia i pożądania dokładnie tak samo
i w tym samym stopniu jak kocha się, pragnie i pożąda kobiety,
a jest tak dlatego, gdyż w swej najgłębszej wyobrażeniowej na­
turze Wenecja j e s t kobietą! To pełna, istotowa tożsamość.
We właściwym momencie pojawia się ten egzaltowany
wybuch uczuć. Wprowadza bowiem do naszej galerii kobietWcnccji nową postać. Bo j u ż mogłoby się wydawać, że
Wenecja to jedynie czyste piękno, bezgraniczna cnotliwość,
olimpijska wyniosłość i doskonałość bez skazy. A tu nie­
spodziewanie - kochanka! Tę ciemną tonację kobiecej Wenecji
i weneckiej kobiecości odnajdziemy i w innych świadectwach.
Już w opowiadaniu Manna mówi się o Wenecji jako o „przymil­
nej i podejrzanej p i ę k n o ś c i " " sugerując aluzyjnie profesję tej
niewiasty. Maurice Barres trwa w drażniącym rozdwojeniu nie
mogąc ustalić prawdziwej - mimo że wie doskonale, iż ma
przed sobą kobietę - „ n a t u r y " Wenecji. Wciąż dostrzega jej
niigotliwość i esencjalną dwuznaczność. Pyta, czy jest ona
bardziej Eurypidesową Ifigenią czy biblijną Jezabel. a w bar­
dziej precyzyjnych określeniach: czy jest to „dziewica ofiarna"
czy „rozwiązła starucha"?" Podobnie Ruskin, który bieglej
nawet niż Chateaubriand czytał w znakach utrwalonych w ka­
mieniach weneckich, odnalazł obok pięknego, także upiorne
oblicze miasta. Dostrzegł je w głowie wyrzeźbionej w pod­
stawie wieży jednego z kościołów Wenecji. W pomnikowym
dziele The Stones of Venice mamy zapis tego odkrycia: „Głowa
- ogromna, nieludzka, potworna - spoglądająca ze zwierzęcym
zwyrodnieniem, zbyt wstrętna, by j ą namalować czy opisać,
albo by j ą oglądać dłużej niż przez chwilę. Można ją znieść tylko
przez moment, jako że w tę głowę wcielił się rodzaj złego ducha,
któremu Wenecja została oddana w czwartym okresie swojego
upadku; i to dobrze, że w tym miejscu powinniśmy widzieć
i odczuwać pełny strach na jej widok oraz wiedzieć jaka zaraza
przyszła i spadła na jej piękno, zanim zniknęła jak biała chmura
nad starożytną przestrzenią Santa Maria Formosa." Nie trzeba
wielkiej przenikliwości, zresztą Ruskin kilkadziesiąt stron dalej
mówi o tym wprost, aby pojąć, że spojrzał on, z widocznym
obrzydzeniem - zrozumiałe dlaczego ledwie przez krótką
chwilę - w potworną twarz Meduzy. Wenecji - Meduzy. I takie
kształty może przybrać sfeminizowany wenecki fantazmat.
V1

16

Również u Rilkego odsłania Wenecja, nie tak już może
przejmującą, ale nieznaną nam wcześniej, negatywną stronę
swej „ n a t u r y " : świadoma swego piękna, przeciąga się leniwie
o poranku, zakochana we własnym odbiciu, egoistyczna i próż­
na.
Naprzód opalem, który ku ozdobie
był miastu w przeddzień, muszą ranka zorze
błysnąć stolicy z kanałów zwierciadła
sznur odbić dobywając, żeby sobie
chciała przypomnieć, ulegle opadła
jak nimfa, Zeusa wypełniona grzechem.

149

�Ucho jej brząknąć zausznicą skore;
podnosi więc San Giorgio Maggiore
gnuśnym witając piękną rzecz u ś m i e c h e m "

wojny prezentuje się ona „z niezrównaną elegancją, godnością
i tajemną wyniosłością istoty nietykalnej, miasta tak dumnego,
że nie ma śmiałka zdolnego podnieść na nie r ę k ę . " Tak
rozpoczęło się jego miłosne wtajemniczenie w Wenecję. Uczu­
cie do miasta szybko nabierało intensywności. „Zakochiwałem
się z każdym dniem mocniej w mieście, o którym poeta mówi,
że jest zbudowane z widzeń sennych, a które ja podziwiałem za
szczególny związek, chciałoby się powiedzieć: za zaślubiny,
snu z j a w ą . Ten krótki moment przebudzenia, gdy ulatujący sen
jeszcze trwa i już rozwiewa się w świetle dziennym. Taki był,
dla mnie, budulec Wenecji. (...) To właśnie w niej z goryczą
i równocześnie zachwytem się kochałem, przemierzając ją od
świtu do nocy wszystkimi dostępnymi szlakami. Lecz prawdą,
której nie wolno mi zamilczeć, było i to, że od pierwszej chwili
Wenecją mojej miłości była również kobieta, u której zamiesz­
k a ł e m . " W istocie, contessa, u której przez parę tygodni
przemieszkiwał narrator, określona niezbyt ciepło przez brytyj­
skiego żołnierza jako a bitch and a witch, okazała się nie tylko
wybornym znawcą malarstwa weneckiego i nadzwyczaj biegłą
w rzemiośle kopistką, ale, może przede wszystkim, kobietą,
w której istota Wenecji znalazła kongenialne spełnienie. Przyj­
rzyjmy się temu, rysowanemu prostymi pociągnięciami pióra,
portretowi: „Wydobywała się z niej także czarownica, gdy w jej
czarnych płonących oczach, kontrastujących z długimi i bardzo
jasnymi włosami, pojawiała się furia. Wyglądała wtedy groźnie,
nic tracąc nic ze swej urody, ba - rzadkiej piękności. W chwilę
później jej twarz powlekała się ciemnym, łagodnym aksamitem,
czarne oczy nie tyle gasły, co uciekały gdzieś daleko, w rejony
nieosiągalne poza nią samą. Wysoka, szczupła, zgrabna, nie
wyglądająca nawet na swoje przypuszczalnie czterdzieści lat,
miała dar błyskawicznych transformacji, jakby zależało jej na
tym, by ciągłe mutacje w zamieszanie wprawiały patrzącego.
Zdawała sobie sprawę ze swej piękności, ale bez cienia
próżności. Jeśli pominąć dochodzące w niej czasem do głosu
gniewne wybuchy, była po anielsku łagodna, rozmarzona
i skupiona, adorując dwie rzeczy: syna i malarstwo (syn był
zaw.sze tematem tabu, malarstwo weneckie tematem zawsze
otwartym do rozmów). Nie zadawała pytań i najostrożniejsze
próby indagacji zbywała zmarszczeniem brwi i zaciśnięciem
ust. Zdawała się świadomie, celowo strzec swojej zagadkowości. (...) Rychło powstała mi w głowie szalona myśl: była po
jakiemuś uosobioną Wenecją, nie, nie w tym sensie, że była (jak
to się mówi) nieodrodną córką miasta na lagunie, odtwarzającą
niektóre jego cechy, ale w tym sensie, że była sama Wenecją,
przedmiotem podziwu włączonym integralnie do cudownego
miasta, jak świat uwięziony na zawsze w zwierciadle kanałów.
Była dzieckiem plebejskim, w którym nabyta arystokratyczna
patyna stworzyła czysty, dźwięczny stop z niskim pochodze­
niem."
41

Przeglądającą się we własnym odbiciu, narcystyczną Wene­
cję Rilkego, jak i grozę, którą objawiła ona Ruskinowi,
odnajdziemy, w jakże zaskakującym przetworzeniu, w wenec­
kim arcydziele Osipa Mandelsztama. W utworze, który od
pierwszej do ostatniej zwrotki przenika egzystencjalne napięcie,
spotykamy wyobrażenie Wenecji jako Vanitas.
0 Wenecjo, tak jałowa i posępna.
Twe znaczenie jasne mi się stało.
Oto się wpatrujesz zimno uśmiechnięta
W szkła niebieskość oszroniała.

42

Lekkie tchnienie skóry. Żyłkowanie sine.
Biały śnieg. Brokaty szmaragdowe.
Sennych, ciepłych się rozbiera z peleryny.
Kładzie się na nosze cyprysowe.
1 jaśnieją w koszach świece, płoną,
Jakby gołąb wpadł do arki niespodzianie.
Na spektaklu czy na balu w noc szaloną
Serce nagle bić przestanie.
Bo nie ujdziesz przed miłością i przed strachem.
Cięższy od platyny krąg Saturna.
Czarnym aksamitem zasłonięty szafot
1 przepiękna twarz, i urna.
Jakże ciężkie masz. Wenecjo, stroje:
Wszędzie lustra w cyprysowych ramach.
Szron niebieski szkła w sypialni twojej.
Aura twoja szlifowana.
Tylko róża albo fiolka w ręce Żegnaj, Adriatyku zielony.
C z e m u ż nie chcesz, wenecjanko, mówić więcej?
Jak uniknąć, mów, kwietnego skonu?
W lustrze się odbija czarny blask Wespera.
Wszystko mija. Ciemna prawda mami.
Człowiek rodzi się. Perła umiera.
A Zuzanna musi zostać ze starcami. *
5

W tej elegii na odejście piękna, którego nie jest w stanie
zatrzymać nic. nawet lustrzane odbicia, Wenecja przypomina
i świadczy o wliczonych w cenę życia: rozpadzie i przemijaniu.
Czas zwycięża nad wszystkimi formami widzialnymi, również
i tymi („cięższy od platyny krąg Saturna"),które zdają się jemu
niepodległe. Poznanie prawdy rzeczy to iluzoryczna pogoń za
uciekającym horyzontem. Odwrotną stroną miłości, tej najwyż­
szej formy potwierdzenia ciężaru istnienia jest strach przed
świata i naszym unicestwieniem. Wszystko to odsłania się
w nieco ironicznym, wszechwiedzącym, jakby z „drugiego
brzegu" wychodzącym spojrzeniu Wenecji. Być może jest to
Wenecja w masce śmierci. Nie sposób nie zapytać przy okazji:
czy obecne u Mandelsztama lustra i elegijna gra zwierciad­
lanych odbić nie tkwiły gdzieś w pamięci Brodskiego przy
pisaniu Znaku wodnego i czy jego „Zuzannopodobne miasto"
nie jest w jakimś stopniu dalekim refleksem ostatniej linijki
wiersza autora Zeszytów woroneskich. Wiadomo skądinąd, że
literacki kanon „rosyjskiej Wenecji" zna takie przypadki,
chociaż, inaczej niż u Brodskiego, funkcjonują one z reguły
w formie prostych zapożyczeń bądź poetyckich cliches. )
W jednym z najnowszych i . dodajmy, najznakomitszych
z napisanych dotąd „ w e n e c k i c h " tekstów, Portrecie
weneckim
Gustawa Herlinga-Grudzińskiego (1993), raz jeszcze miasto
pojawia się pod postacią kobiety, jak gdyby tym utożsamieniem
rządził ponadczasowy i ponadjednostkowy, kategoryczny nie­
omal imperatyw wyobraźni.
Narratorowi (przypomina on aż. nazbyt ostentacyjnie samego
autora "), który przybywa do Wenecji w rok po zakończeniu
9

4

150

41

W niej to właśnie, w tej osobliwej kobiecie będącej żywym
obrazem jedności przeciwieństw, odnaleźć można większość
kobiet-Wenecji, o których mowa była wcześniej. W bohaterce
Portretu weneckiego zmieszały się bowiem i niepokojąco Я
sobą współistniały: piękno z grozą, plebejska dzikość z arysto­
kratyczną wyniosłością, zachwyt życiem, jego zmysłową po­
włoką z ciemnym stygmatem śmierci. Jednak najgłębsza uwaga
narratora (samego Herlinga?) zamyka się w takiej oto rewelacji
tak jak niepodobna dotrzeć do wciąż zmiennej, wieloznacznej,
niepochwytnej istoty contessy Terzan. tak też nie jest możliwe
przebicie się do wnętrza Wenecji: „ B o go nie ma. Nie ma jądra
czy serca Wenecji, zbyt płynnej i ulotnej, uchwytnej i umykają­
c e j . " Bowiem niewypowiedzianym imieniem Wenecji i boha­
terki opowiadania jest tajemnica. I w tym ich obydwu lustrzane
podobieństwo, w tym niepodzielna jedność ich symetryczny^
odbić.
44

1

Jak zatem widzieliśmy, Wenecja wyobraźni to kobiet
różnoimienna. W coraz to innej postaci odsłania w historii swoja,
kobiecą „ n a t u r ę " . Bywała królową ze wszystkimi atrybutami
monarszej władzy, wynurzającą się z piany morskiej wiecznw
młodą boginią, Penelopą bez godnych jej zalotników,
z nieodłącznym całunem, cnotliwą Zuzanną podglądaną P .
starców, dziewicą wydaną na ofiarę, bezbronną Violette. bo17

�Gretą, ale również kobiecym wcieleniem Vanitas, potworem
0 twarzy Meduzy, pięknością z kompleksem Narcyza, znającą
silę swoich wdzięków hipnotyczną kochanką, zepsutą staruchą,
a nawet - excuse:, le mot - kurwą. To nieomal cale, dające się
pomyśleć, spektrum typów kobiet i ról przez nie pełnionych.
3. Pora na proste, czyli najtrudniejsze, pytania. Dlaczego
Wenecja jest kobietą.' Dla jakich racji, tak często to miasto
przyjmuje w wyobrażeniu kształty kobiece? Dlaczego, jak
wskazują na to nasze teksty. Wenecja m u s i być kobietą? I co
to bliżej znaczy? Pytania trudne z metodologicznych względów,
ale także ryzykowne, jako że nieuchronnie zahaczają o wywoła­
ną przez ruch feministyczny (czasem przytomną i potrzebną,
a czasem zatracającą granice zdrowego rozsądku) ideologiczną
debatę o kobiecości i różnych jej aspektach.
Powiedzmy od razu: nie ma dobrych, to znaczy jedynie
słusznych, niedyskusyjnych i „ostatecznych" odpowiedzi na
postawione pytania. Rzecz jasna, odpowiedzi tego rodzaju są
możliwe, ale tylko za cenę popadnięcia w ideologiczny dogmatyzm. Można by więc, próbując rozjaśnić wspomniane
kwestie, przykładowo, reanimować na okoliczność „tematu
kobiecego" freudowską machinę interpretacyjną pogrążoną
w falloidalno-vaginalnych obsesjach, zstępować w ciemne
głębie jungowskiej pary anima - animus, albo, wybierając inną
jeszcze drogę, zagrać w „męskie/żeńskie" - ulubioną grę
towarzyską bractwa strukturalistów. Te rozwiązania już znamy
1 wiemy dokąd prowadzą. Stąd też w miejsce „wszystko
wyjaśniających" podejść zaproponujmy nieco metodologicznej
ostrożności i powściągliwości. Jeśli uchylić - bo nie odrzucić
zupełnie - wyjaśnienia typu biologicznego i psychologicznego,
apozostać na poziomie rozumienia kultury przez kulturę, to dwa
tropy interpretacyjne rysują się dość wyraźnie.
Pierwszy, narzucający się od razu, jest natury j ę z у к o w e j .
(la) Venezia, (la) Venise. (das) Venedig, (she) Venice, (eta)
Wicniecija. (ta) Wenecja - w kilku, jeśli nie w większości,
języków europejskich nazwa miasta jest rodzaju żeńskiego. I ta
gramatyczna okoliczność w „ n a t u r a l n y " sposób przyczynia się
do tego, że o Wenecji mówi się jak o „ n i e j " , o kobiecie. Język
wymusza niejako na wyobraźni pewien zespół skojarzeń,
podsuwa gotowe formy obrazowania. Ten gramatyczny przy­
mus nie jest. bo być nie może. ani jedynym ani najważniejszym
„wyjaśnieniem" kobiecości Wenecji. Bez wątpienia jednak
wyznacza ogólne ramy. daje formę, która oczekuje na wypeł­
nienie konkretnymi treściami.
I tu dotykamy wymiaru m i t y c z n e g o naszych „wenec­
kich" fantazmatów. Jeśli Wenecja jest kobietą, to na mocy
definicji, musi posiadać te same, co kobieta cechy? Ale jaka
kobieta? K i m „naprawdę' 'jest kobieta? Jakie cechy są „naprawdę"kobiece? Kultura europejska dysponuje szerokim zestawem
gotowych, dobrze zafiksowanych w zbiorowej pamięci od­
powiedzi. Jak widzieliśmy, w zgromadzonych tekstach ożywio­
ne zostały obydwa bieguny zmitologizowanej i utrwalonej
w językowym, literackim i społecznym stereotypie kobiecości.
W zależności od potrzeb jest więc kobieca Wenecja „ p i ę k n a " ,
..krucha", „ u l e g ł a " , „ b e z b r o n n a " , „ c n o t l i w a " , „ w i e r n a " , ale
równocześnie „ l e n i w a " , „ p r ó ż n a " , „ r o z p u s t n a " , „ p o t w o r n a " ,
..dzika", „ g r o ź n a " . Ponad tymi biegunowymi znaczeniowo
określeniami, umieścić można inne jeszcze, j u ż nie tak jedno­
znaczne charakterystyki: „ d o s k o n a ł a " , „czarodziejska", „nie­
dostępna", „ n i e u c h w y t n a " , „ b o s k a " , „tajemnicza". Te przy­
miotniki kryptonimują niepodzielną jedność sprzecznych wo­
bec niej odczuć: zauroczenie i strach, podziw i drżenie. Odsłania
'e w nich Wenecja tremeiuium et fascinans. Niezwykle przy
tym ciekawy (a dla feministek chyba budujący) jest fakt, że
* wyobrażeniach kobiecej Wenecji w tak niewielkim, relatyw­
ne rzecz biorąc, stopniu obecny jest wyłącznie „ n e g a t y w n y "
gun stereotypu kobiety, który dominował przecież w euro^Jskiej mentalności - by nic sięgać do przeszłości starszej
' j * era chrześcijańska - od jawnie mizoginicznych pism
°jców Kościoła, przez, diaboliczny obraz kobiety w Malleus
""ilcficurum, niezliczone femmes fatales. modliszki, wamj?y. bestie literatury modernistycznej, po antykobiecą histerię
•ona Wciningera.' Z pewnością, wpływem Zeitgeistu
s

0le

r

przełomu wieków i nadzwyczajnym podówczas urodzajem na
kobiety upadające lub zgoła upadłe, trzeba tłumaczyć wyjąt­
kowe raczej wśród naszych świadectw „ n e g a t y w n e " obrazy
Wenecji-kobiety u Barresa i Manna, które, nawiasem mówiąc,
znakomicie harmonizują z eksponowanym w ich utworach
całkiem realnie rozpadającym się, umierającym miastem. Naj­
częściej wizerunek kobiecej Wenecji jest „ p o z y t y w n y " albo,
jak u Herlinga-Grudzińskiego. opalizuje jednością przeci­
wieństw.
Odpowiadając na podobne do naszego pytanie - dlaczego
rewolucja jest kobietą? - Maria Janion, obok przytoczonych za
Maurice Agulhonem argumentów gramatycznych, estetycz­
nych i społeczno-kulturalnych sięga po eksplikacje mitycznosymbolicznc. Szczególnie eksponuje ambiwalencję znaczeń,
nieustannie przeplatających się w wyobrażeniach rewolucji jako
kobiety. W relacjach pamiętnikarskich z rewolucji 1848 roku
pojawia się znaczący obrazek: oto podczas frenetycznego i ,
z istoty swej. transgresyjnego święta rewolucyjnego prostytut­
ka, z piką w dłoni i czerwonym czepku na głowie, na oczach
ludzi nieruchomieje w pozycji „ p o m n i k o w e j " , przeistaczając
się na jakiś czas w żywą alegorię „czystej i niewinnej"
Wolności. Tego rodzaju znacząca inwersja w pełni mieściła się
w logice rewolucyjnej zmiany. „Przekroczenie staje się naru­
szeniem granicy społecznej i moralnej, ambiwalencja ' d z i w k i '
i 'dziewicy' odpowiada dwuznaczności rewolucji, niszczącej
i budującej, niemoralnej'i 'moralnej'.świętej i przeklętej, oraz
łączy się ze stale obecnym w erotycznej kulturze Europy
przeciwstawieniem 'kurwy' i 'Madonny'.
Ta dwuznaczność
ma zakorzenienie w głębszej jeszcze, poświadczonej w wielu
tradycjach mitologicznych, antynomicznej arche kobiecości:
kobieta, dając życie, daje równocześnie śmierć, podobnie
i w rewolucji obydwa bieguny - kreacji i destrukcji - współist­
nieją nierozdzielnie. To prawda, że obraz kobiety jako Rewolu­
cji i kobiety jako Wolności szybko zastygał w wygładzonych
i konwencjonalnych alegoriach, ale nawet one, w sprzyjających
okolicznościach emanować mogą wieloznaczną, żywą i poru­
szającą m o w ą symbolu.
46

Podobnie, niezwykle bogaty obraz Wenecji-kobiety ma
tendencję do przechodzenia w gładkie i pełniące ledwie funkcje
dekoracyjne wizerunki alegoryczne (królowa mórz. Afrodyta,
Wenus itd.). Od czasu do czasu jednak, spod retorycznych
gładzizn i wytartych stereotypowych formuł przebija ciemna,
paradoksalna materia symboliczna. To w niej właśnie stapiają
się w jedno: piękne i odrażające, cielesne i duchowe. Eros
i Thanatos, w niej odsłania się (nigdy nie do końca) tajemnicza
„ n a t u r a " kobiecej Wenecji. Ale dlaczego to kobieta, za każdym
razem, staje się uosobieniem tej niezgłębialnej, trudnej do ujęcia
w słowie, dwuznaczności Wenecji? Z konieczności, odpowiedź
może być tylko próbną hipotezą, nieśmiałym przybliżeniem.
Posłuchajmy intuicji artysty: „Jeżeli malarza interesuje problem
cielesności, jakiś sposób łączenia spraw duchowych ze światem
bytów fizycznych, to zupełnie naturalne jest, że zaczyna się
interesować wyglądem kobiety. To sprawa zasadnicza i długo
można by o niej mówić. Zresztą na ten temat prawie wszystko
zostało powiedziane i napisane. Nie j a to wymyśliłem, to jest
powszechna intuicja całej sztuki światowej w przekroju zarów­
no geograficznym, jak i historycznym. Przecież główną fas­
cynacją wszelkiej figuracji, jeśli chodzi o postać ludzką, jest
właśnie postać kobieca. Nie bez p o w o d ó w . Widocznie jest to
wynikiem bardzo głęboko umiejscowionego przeświadczenia,
że pełna realizacja, pełna synteza spraw duchowych z rzeczywi­
stością empiryczną dokonuje się właśnie w postaci kobiety."
Może w tej wypowiedzi kryje się, przynajmniej część wyjaś­
nienia kwestii: dlaczego Wenecja wyobraźni nie tylko jest, ale
m u s i być kobietą. Ale czy tak odpowiadając nie popadamy
w kolejną iluzję? Czy przesłaniających rzeczywistość kulturo­
wych masek nie bierzemy za rzeczywistość samą? Bo może, jak
chcą niektórzy, niczego oprócz i poza owymi maskami nie ma,
a wówczas każda próba dotknięcia „ i s t o t y " rzeczy skazana jest
na śmieszność? Te wątpliwości można wysłowić i tak jeszcze:
czy ostatecznie rozum „ w y j a ś n i a " mit, czy też on sam w akcie
uczestnictwa „ w y j a ś n i a " się w micie? That's the question.
JK

15

151

�P R Z Y P I S Y
I

Przytaczam za niezwykle inspirującą metodologicznie i ..dująca, do
m y ś l e n i a " książką W ł a d y s ł a w a Panasa. W kręgu metody semiotycznej, Lublin
1991, s. 102
Tamże.
' J. Brodski, Przewodnik po przemianowanym mieście, tl. A.Mietkowski. w:
tenże, Śpiew waluidhi, Paryż 19X9. s. 49
Cyt. za: A. Ripellino. Prago magiczna, tł. J . U s z y ń s k i . ,,Zeszyty Literac­
kie" nr 52:1995. s. I I
' Tamże.
" Tamże.
Por. M. Baranowska. Sio radna wyobraźnia
i poezja. Warszawa 19X4, s.
140
* O funkcjonującym w potocznych wyobrażeniach skojarzeniu w i e ż y Eiffla
i fallusa. żob. L . Stomma, Uroda ludzkiej pomyłki.
„Polska Sztuka Ludowa
- Konteksty" nr 1:1991, s. 12-13
' Inspiracje metodologiczne można by czerpać z klasycznych studiów na
temat wyobraźni poetyckiej i pisarskiej: G . Bachelarda. G . Pouleta. J .
Starobinskiego. J.P. Richarda.
"' F . Braudel i in.. Morze Śródziemne.
Przestrzeń
i historia.
Ludzie
i dziedzictwo. Warszawa 1994. s. 232
" G . G . Byron. Wędrówki
Chajld Harolda, Pieśń I V , 10—18. tł. J . Kasp­
rowicz, w: tenże. Wybór dziel. 1. I. Warszawa 1986
M. McCarthy, Col Tempo, przeł M. Wolanin, „Zeszyty Literackie" nr
39:1992 (fragment rozdziału V I I z Venice observed,^.
Heineman Ltd., 1961).
" F . R . de Chateaubriand, Księga o Wenecji, tł. P. Hertz, „Zeszyty Literac­
kie" nr 39:1992, s. X5
Tamże.
R M . Rilke. Ranek Wenecji, tł. A. Pomorski, w: R M . Rilke. Sonety do
Orfeusza i inne wiersze. Kraków 1994, s. 283
" J . Brodski, Znak wodny. U . S . Barańczak, „ Z e s z y ł y Literackie"ш 39:1992
T a m ż e . s. 43
T . Tanner. Venice Desired, Blackwell . Oxford 1992
" E . Pound. Pieśń XVII. przeł L . Engelking, „Literatura na ś w i e c i e " nr
1-2:1995, s. 75
:

4

7

14

15

II

'" J.W. Goethe. Potlróż whska. It. H . Krzeezkowski. Warszawa 19X0.s. I I X
O. Miłosz. Miłosne
wtajemniczenie, tłum. i wstęp A. Międzyrzecki.
Kraków 1978. s. 61
Braudel, op.cit., s. 224
' Brodski, op.cit., s. 45
T a m ż e , s. 47
.1. Brodski. Strofy weneckie 121, tł. K . Krzyżewska, w: J. Brodski. Lustro
weneckie, Kraków 199.3. s. 91
' Brodski, Znak..., s. 29
B. Pasternak, Drogi napowietrzne i inne utwory, tłum. i wstęp S. Pollak,
Warszawa 1973, s.467-468

'" Por. E . Kuryluk, Wenecja uratowana, w: tenże. Podróż, do granic sztuki
Kraków 1982. s. 6 0 - 7 6

" Brodski. Znak..., s. 41
A. Błok. Wieniecija, tłum. filologiczne D C (nie znalazłem tego utworu
wśród polskich tłumaczeń Błoka). przekład za wersja rosyjska z a m i e s z c z o n ą w:
L . \ogt\. Aleksandr Blok. The Journey to Italy. Cornell University Press. Ithaca
1973, s. 224
" Miłosz, op.cit.. s. 59 i 61
T . Mann, Śmierć w Wenecji, tł. L . Staff, w: tenże. Wybór nowel i esejów
opr. N. Honsza. W r o c ł a w 1975, s. 252
Cyt. za: P. Jourda, IM Venice de Maurice Barns,
w: Venezia nelle
letleruture modernę, ed. C . Pellegrini, Venezia-Roma, b.d.
" Cyt. za: Tanner, op. cit., s. 119.
" Rilke, op. cii.
™ O. Mandelszlam. O. Wenecjo.... tł. M. Leśniewska, w: tenże. Poezje
W r o c ł a w - K r a k ó w 1983, s. 177
" Wnikliwy przegląd różnych obrazów Wenecji w literaturze rosyjskiej -od
Puszkina po w s p ó ł c z e s n o ś ć - w kontekście ..weneckiego" eseju Brodskiego,
daje Lev Loseff w ś w i e t n y m artykule Wieniecija Josifa Brodskogo (maszyno­
pis). Jest to tekst referatu w y g ł o s z o n e g o na sesji panelowej poświęconej
Brodskiemu na U W w lipcu 1995 i . Dziękuję Autorowi za udostępnienie
niediukowanego jeszcze tekstu: o ukrytych i bezpośrednich odwołaniach do
Wenecji Błoka w twórczości B i e ł e g o zob. Vogel, op. cit., s. 59
14

M

4,1

Jednym z atutów opowiadania i r ó w n o c z e ś n i e wyzwaniem dla czytelnika
jest napięcie i gra p o m i ę d z y postacią narratora a samym autorem. Herling
wpisuje w biografię narratora wiele łatwo sprawdzalnych i udokumentowanych
faklów z w ł a s n e g o życia. W pewnym miejscu (s.36) rozpoznać można cytowane
nieomal in extenso fragmenty jego uwag o Wenecji rozrzuconych po różnych
stronach Dziennika pisanego nocą. Wszystko to, prawie mimowolnie, wywołu­
je kilka kwestii z gutunku „ n a i w n y c h " : gdzie k o ń c z y się Wahrheit własnej,
intymnej biografii, a zaczyna Dichtung literackiej fikcji? jak pierwsza prze­
chodzi w druga? jak rozdzielić w tekście obydwie te jakości'' Nie ma chyba na te
pytania w pełni rozstrzygających i jednoznacznych odpowiedzi. I bardzo
dobrze! Jakiekolwiek by były. to i lak, dla nas, czytelników, wątpliwości
pozostaną. I tez. dobrze.
41

21

:

25

ll

; 7

:

" J. Cybis, Notatki malarskie. Dzienniki 1954-1966,

Warszawa 19X0, s. 91

G.

Hcrling-Grudziński.

Portret

wenecki.

4 2

'' P. Muralow, Obrazy
s. 17

Wioch,

przeł. P.

Hertz, Warszawa

V . C a r p a c c i o , / / miracolo

752

delia

1972,

rcliquia

1.1.

dc

nr

1-2:1994,

T a m ż e , s. 37
T a m ż e . s. 39^40
T a m ż e . s. 37
' Por. np. J . Delumeau, Strach w kulturze Zachodu. XIV- XVIII wiek, przeł.
A. Szymanowski. Warszawa 1986, s. 287-324; M. Podraza-Kwiatkowsla,
Symbolizm i symbolika w poezji Młodej Polski. Teoria i praktyka, Kraków 1975,
s' .363-383; Ó. Weininger. Pleć i charakter. Ił. O. Orlwin. Warszawa 1995
" M. Janion. Dlaczego rewolucja jest kobietą'.', w: Historia i wyobraźnia.
Studia ofiarowane B r o n i s ł a w o w i Baczce. Warszawa 1992, s. 114
T a m ż e . s. I 13
* Z. Podgórzec. Wokół ikony. Rozmowy z Jerzym Nowosielskim. Warszawa
1985, s. 182
4 1

4 4

4

4

4 1

4

:

„Kultura"

s. 36

/ Santa

Crocc,

W e n e c j a . F r a g m e n t y obrazu

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9554" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9532">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1fa279c3487351d3e47b1b95d6b8a822.pdf</src>
        <authentication>7a9e75cd9a17a5e015c5fadfb7f79cc9</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113793">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2979</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113794">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113795">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2783</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113796">
                <text>Summary of articles / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113797">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4, s.220-223</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113798">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113799">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113800">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113801">
                <text>S U M M A R Y

O F

A R T I C L E S

. . P E R S O N A L I T Y IS T H E S U P R I M E J O Y O F T H E C H I L D R E N O F

from the insanity of the w o r l d , a single instant extracted from reality. A n

T H E E A R T H " A n interview with Prof. M a r i a

entirely different D o n Q u i x o t e , w h o comprises a sui generis symbol of

Z b i g n i e w

B e n e d y k t o w i c z

J a n i o n held by

and C z e s ł a w

Roboty­

cki

discovered in the w o r k s of F r a n z K a f k a . T h i s D o n Quixote is an

T h i s conversation with a prominent historian of literature, literary
critic and expert on

R o m a n t i c i s m focuses on the situation of

the

author discusses basic tendencies

excellently c o m p o s e d element of a c o m i c , and actually a tragic vision of
the contemporary w o r l d - he s y m b o l i z e s the fate of man envisaged as
a puppet in the hands of the Great Jester.

humanities in the contemporary w o r l d , and in particular in Poland.
The

our times, is located on the opposite extreme; his metaphorical figure is

in present-day culture: her-

meneutics and postmodernism.

K a z i m i e r a

1. S h e stresses a transition from the people, idealized by (he R o m a n t i c
current, to the mass person, devoid of imagination and personality:.. we

This

S z c z u k a T H ECURSE O F NARCISSUS

is an interpretation

of G u s t a v F l a u b e r t ' s Madame

Bovary

c o n c e i v e d as a myth about N a r c i s s u s . Starting from a description of the

struggled for a free market of dreams and ideas, and experience a free

lifelessness and motionless of the inner w o r l d of the heroine, the author

market for mass c u l t u r e " .

of the article seeks the spatial figure concealed in the novel, namely, the

2. Prof. Janion sees the contemporary tendencies of postmodernism as
a threat to the hermeneutic tradition and the concepts of the unity of

main heroine w h o

is duplicated by her o w n

mirror reflection,

or,

s y m b o l i c a l l y , by E m m a ' s ideal „ I " . T h e latter is situated in literary texts,

personality, connected with the former in assorted w a y s (Jung, F r e u d ) .

in the figures of the lovers, poetic dreams or countless ideal fragments of

3. In her reflections on contemporary phenomena in literature and

the realistic plane of events such as the ball. T h e author refers to the

Polish culture as well as current social and political life, the author points

interpretation of the myth of N a r c i s s u s proposed by F r e u d and L a c a n ,

to G o e t h e ' s , . B i l d u n g " - a vision w h i c h contains an equilibrium between

and indicates the connection between F l a u b e r t ' s text and the text of the
myth written down by O v i d . B y placing Madame

elements of h u m a n i s m and d e m o n i s m .
4. Prof. Janion shares her recollections of books read as a c h i l d and

Bovary

within the

context of the history of literature, she regards the novel to be a missing

young girl w h i c h had subsequently moulded her creative biography.

link in the history of the person and the motif of Narcissus, w h i c h is to be

Jerzy

s y m b o l of the artist.

found
S. W a s i I e w s к i S H O W M E Y O U R

F o l l o w i n g the C l i f f o r d i a n triad inscription

FIELDNOTES

- transcription

-

between

the

Enlightenment-era

allegory

and the

modernist

descrip­

tion, the author browses through his fieldnotes from his ethnographic
research in M o n g o l i a and Central A s i a . A m o n g his personal notes w h i c h

M a g d a 1 с n a S a g a n i а к T H E M A C A B R E IN T H E M Y S T I C A L
THEATRE O F JULIUSZ

SŁOWACKI

did not fit to print he identifies: discoveries that c a m e loo late, shameful

In his mystical dramas, J u l i u s z S ł o w a c k i presented a new model of

matter, pictures of R o m a n t i c travelling, j u v e n i l e logorhea and selfreflec-

man. U s i n g the conception of reincarnation as his point of departure, he

tory presentation vis a vis the Ethnographic Other.

freely assimilated various neo-Platonian, gnostic and Christian motifs.

Janusz

The centre of identity is c o n c e i v e d not as the human body or spirit, but as

B a r a ń s k i THE MYTHICAL

The constructive feature of every language and every use of a word is
mythical. T h e degree of its permeation depends on the type of discourse:
from poetry to science. T h i s linguistic correlate makes possible

the

process of m y t h i c i z i n g , the creation of secondary meanings, and one of
the m e c h a n i s m s of participation in culture as such. It also allows us to
speak about the constant presence in culture of elements of cosmology.
S u c h a comprehension of the mythical is a superior concept vis a vis
abritrariness, magic, connotation,

non-aspection,

figurativeness,

ent-

h y m e m e s or the topical employment of a word and the description of the
w o r l d . T h i s thesis is yet another expanded version of the famous v i e w

determines its o w n form; through inanimate forms - human and animal
- il strives towards the perfect form of G o d .
S u c h a conception of man as a being w h i c h transgresses its o w n status,
and

w h i c h v i a death and suffering

arrives at new forms, is closely

connected with an experimental literary form. T h e basic determinants of
the latter are fragmentariness and variance as w e l l as the employment of
symbols and the macabre w h i c h serves as a w a y for crossing the limits of
humanity, our culture and our anthropocentric vision of the world.
A patient reader of these writings to a certain degree becomes the
co-participant of spiritual exercise in w h i c h the attainment of comp­

that ..myth is w o r d " ( B a r t h e s ) .
Jacek

the soul w h i c h exists from the beginning of the w o r l d and independently

rehension calls for changing

B o r o w s k i THE PHILOSOPHICAL CONTENTS O F THE

internalized modes of perception

and

categories characteristic for man; this undertaking, in turn, leads to
a new type of insight and sensitivity, closer to m y s t i c experience than to

MAN-BIRD SYMBOL. MYTH AND ART
At the very outset, (he author accepts a definition of the symbol and

discursive cognition.

myth by basing h i m s e l f on the hermeneutics of R i c o e u r . Subsequently,
he starts with a review of the s y m b o l i c s of the bird, and demonstrates the
universal appearance of the s y m b o l i c form of the man-bird in various

Justyna
The

S o b o l e w s k a

DIONYSUS AND IWASZKIEWICZ

author analyses the D i o n y s i a c myth in the w o r k s of J a r o s ł a w

cultures. T h e main part of the study analyses the fundamental philosop­

I w a s z k i e w i c z . T h e myth itself w a s approached anew by modernism

hical contents of this s y m b o l . T h e author uses select examples (paintings

w h i c h treated the pagan deity on par with C h r i s t ; both had suffered, died

on rocks and cliffs, the B a b y l o n i a n epos, contemporary literature and

and rose from the dead, and D i o n y s i a c rites were to ensure immortality

sculpture) to indicate the extremely marked motif of irreversible change

for m a n k i n d . T h e same myth w a s interpreted in a totally different manner

- death or insanity - present in all the w o r k s of art and contained in the

by F r i e d r i c h N i e t z s c h e w h o c o n c e i v e d

symbol of the m a n - b u d .

C h r i s t , and as the voice of liberated Nature against morality.

D i o n y s u s as the opposite of

Monika

model w h i c h , in contrast to C h r i s t i a n i t y , does not contain the possibility

In the w o r k s by I w a s z k i e w i c z the D i o n y s i a c myth creates a religious
S z n a j d e r m a n PRIEST OR JESTER? T H E META­

PHORS O F DON Q U I X O T E

IN T H E W O R K S

O F MANN

AND

The

of erring, rejection or the loss of g r a c c . T h e very experience of existence
can be r e d e e m i n g . T h e D i o n y s i a c myth sanctifies evil and sin.

KAFKA
author

bases

herself

on

the

reflections

of

the

American

The

figure of D i o n y s u s appears expressis verbis in „ D i o n y s i a " ,

anthropologist James C l i f f o r d , and analyses the mythological contents

a series o f p o e m s w h i c h comprise an attempt at recreating the Dionysiac

of T h o m a s M a n n ' s essay Journey

experience with the aid of words, or rather images and sounds. T h e same

across

the Ocean

with Don

Quixote.

w h i c h she treats as C l i f f o r d i a n ..saving f i c t i o n " , and compares with

myth, envisaged as the creator of the structure of human fate, c a n be

other select examples of his w o r k s , this time approached as ..naked

discerned in many novels such as The Mil! on the Utrata.

truth" and ,,naked r e a l i t y " . S h e conducts this analysis in the context of

patterned the D i o n y s i a c hero on W a l t e r Pater's Denis from

M a n n ' s interpretation o f D o n Quixote w h o assumes the features of

his novels D i o n y s i a c heroes are, as a rule, young, beautiful and die

a priest guarding the past, rules and holy books, rather that those of

abruptly. T h e y are incapable of meeting the requirements of Christian

a jester; buffoonery

philosophical, literary,

life, select the path of sin and b e c o m e intoxicated with sheer living. They

political and c o m m o n context takes on the symptoms and hues of an

also perish in absurd w a y s , without h a v i n g realised their calling. T h e

in the twentieth-century

Iwaszkiewicz

Auxerre.

insanity w h i c h strives towards totalitarianism. In this manner, the essay

meaning of their lives becomes apparent only in the sphere of the myth

written by M a n n during an ocean cruise, becomes a moment of respite

w h i c h eliminates tragedy.

220

In

�Aneta

P i e r z c h a ł a FAUST

SEDUCED

D u r i n g the first postwar decade, the role of literature was not

T h i s is an a n a l y s i s o f a scenario of seduction realized by M a n n ' s hero.

e x c l u s i v e l y passive, and in assorted w a y s it conducted the adaptation,

T h e author attempts to capture the w a y in w h i c h evil exists in the w o r l d

reinlerpretation and popularization o f new s y m b o l i c contents. A t the

depicted in Doctor

outset of the introduction of ..people's p o w e r " , l i t e r a t u r e found itself in

Faust.

S h e reveals the structure of signs w h i c h M a n n

e m p l o y e d in the construction o f the portrait of Satan.
W i e s ł a w

a dual situation. O n the one hand, it w a s supposed to h a v e been one of the

J u s z c z a k REALISM AND LITURGY. CONTOURS

O F R E A L I T Y I N T H E . . C O C K T A I L P A R T Y " B Y T . S. E L I O T
T . S. E l i o t is a poet-thinker, a poet-philosopher - hence his doctrine
must be reconstructed from his speech. H i s w o r k s (as in the case o f
R i l k e ' s poetry) c a n be treated as a place for revealing the truth. T h e
author of the article s h o w s h o w in his dramas the poet e m b a r k s upon the
difficult problem of the c r i s i s o f religion and philosophy; the latter is
c o n c e i v e d as ontology and not solely as the theory of cognition. A s
a point of departure w e

may

accept

E l i o t ' s statement

that

when

prime factors shaping the ideology imposed by totalitarianism, a new
s y m b o l i c paradigm; on the other hand, due to the impact of censorship, it
remained the constant object o f s y m b o l i c violence. T h i s was a period of
an adamant

struggle

for and

with

symbols,

as w e l l

as for their

subjugation.
After 1989 w e inherited a c o n v e n t i o n a l i z e d and highly fragmentarized s y m b o l i c paradigm of c o m m u n i s m w h i c h had lost its s y s t e m - l i k e
character and became a loosely knit collection of elements.
moment,

it functions

as the object of negation

A t the

and rejection. T h e

a complex of religious beliefs and practice is alive, d r a m a should strive

c o m p r o m i s e d and exploited system is being replaced by a new s y m b o l i c

towards r e a l i s m , but w h e n religious and moral models are unsteady, then

paradigm. Indubitably, this fact exerts a considerable influence

drama should turn to liturgy. R e a l i s m as envisaged by E l i o t consists of

contemporary literature, although it is m u c h too early to formulate

the deprivation of all appearances, and not o f the imitation of that what is

conclusions on this topic.

on

universally regarded as . . r e a l ' ' . R e a l i t y brings us to our knees and divests
us to the very end - it is the d o m a i n o f guilt, sin and forgiveness, and

G r a ż y n a

even the grace o f death. F r o m this point of v i e w , the daily w o r l d seems to

NIUS LOCI

be empty. T h e transition from such emptiness to fullness, the process of
becoming aware of the existence of complete reality - these are the
prime themes of E l i o t ' s dramas, and the tragedy of his heroes. In his
theatrical vision. E l i o t w i s h e s to attain universality, comprehended as
collective e x p e r i e n c i n g ; this is the reason w h y w e can speak about
liturgy ( a collective form of a cult).
Jadwiga

W a i s

B o r k o w s k a T H EWESTERN TERRITORIES: G E ­

T h e author d r a w s our attention to the fact that the most interesting
events in contemporary culture are taking place in the borderlands of
Poland.

T h e taming

assumption

of

the

of

the

Western

post G e r m a n

territories and the

heritage

constitute

interesting phenomenon; this process is testified both in publicistics and
the belles lettres (i.a. in: EE. by O l g a T o k a r c z u k , Hanemann

A L LM E A S U R E D - O N T H EA R T O F D Y I N G

symbolic

a particularly

C h w i n . and Traces

on the Sand

by Stefan

by M a r e k J a s t r z e b i e c - M o s a k o w s k i ) .

TODAY
Drama

Fragment

II by B e c k e t t is a masterly depiction of the decline

of the art of l i v i n g and d y i n g in our times. In comparison with the antique

D a r i u s z

C z a j a . . V E N I C E IS A W O M A N " O N

IMAGINATION

T h i s article is devoted to an anthropological interpretation of various

ars moriendi, contemporary man lives and dies in a void, painfully

literary portrayals of V e n i c e . In a surprisingly large number of texts the

lonely. T o all appearances, he functions normally but his senses grow

character of the town is depicted as distinctly feminine.

dull - he is no longer able to establish contact with the w o r l d : he looks

presented as a w o m a n not only in paintings ( V e r o n e s e ) but also in

V e n i c e is

but does not see. listens but does not hear. He begins acting in the

literary w o r k s . In collected texts (from B y r o n and P u s h k i n to B r o d s k y

stereotype manner of a m a c h i n e . F i n a l l y , he ceases experiencing pain.

and H e r l i n g - G r u d z i ń s k i ) the author e x a m i n e s assorted personifications

Iiis inner life withers and he is no longer able to maintain deeper bonds

of V e n i c e and its c o m p a r i s o n to a w o m a n . H e s h o w s the durability of this

with other people.

image and the multi-faceted nature of the feminine phantasm ( A p h ­

T h e s y m b o l i c of B e c k e t t ' s d r a m a contains the hope that, despite all
odds, w e are c o n s u m e d by a longing for inner transformation, and for
r e v i v i n g the ability to feel our o w n inner life.
Anna

rodite, V e n u s . Penelope, etc.).
In response to the question: w h y is V e n i c e a w o m a n . ' the author
rejects biological and p s y c h o l o g i c a l explanations, and turns towards

W i e e z o r k i e w i c z A PHILOSOPHER ON T H E ROAD

T h i s article deals with the topos of the j o u r n e y ( w a n d e r i n g , roaming,
etc.) in philosophical texts. B y paying attention to the discourse of
authors w h o had travelled, described their voyages in diaries, and used
the metaphor of travel in their philosophical w o r k s , it is possible to study
the existential, d i s c u r s i v e and instrumental d i m e n s i o n of travelling. In

a comprehension of culture by means of culture. H e expands

two

interpretational clues: linguistic - in the majority of E u r o p e a n languages
. . V e n i c e " is of the feminine gendre - and m y t h i c a l : feminine visions of
V e n i c e were enrooted in c o n v e n t i o n a l i z e d stereotypes,

well-embedded

in E u r o p e a n culture; in particular cases, h o w e v e r , they refer to the
ambiguous, paradoxical and . . l i v i n g " aspect o f the s y m b o l .

the last case, w e are c o n c e r n e d with the application of the figure of the
journey in order to express abstract ideas. M o r e o v e r , the metaphor of

L u d w i k

travel participates in the conceptualization of philosophical thought.

LOUIS D'OR(GUIDE -

S u c h premises can be deduced from philosophical discourse alone.
T h e author refers to Travel as Metaphor

S t o m m a

PARIS

FOR TWO

BOOK)

T h i s is a fragment of a guidebook

written by two Poles living in

F r a n c e : a journalist and an anthropologist. In their eighth excursion, the

G e o r g e s V a n D e n A b b e e l e in w h i c h diaries and travel notes have been

authors propose a visit to Montparnasse and its environs. T h e i r s is

treated as

a leisurely tour o f a neighbourhood full of legends and memories; our

to

the

theoretical

to Rousseau

L u d w i k

by

a supplement

from Montaigne

Lewin,

w o r k s by

Montaigne,

Descartes, Montesquie and R o u s s e a u . T h e purpose of the deconstruction

guides focus b a s i c a l l y on the once

of the metaphor of travel in p h i l o s o p h i c a l w o r k s conducted by G e o r g e s

Paris.

Van Den Abbeele

artistic life of this part of

is to disclose the determinants of philosophical

discourse. T h e topos o f travel b e c o m e s a factor w h i c h

determines

cognition, since it not only creates conditions for the latter (by travelling

W o j c i e c h

w e become familiar with the diversity of the w o r l d ) , but also supplies us

LOGICAL
ordinary

G ł o w i ń s k i

„POL1SH C O N T E M P O R A R Y

TURE..." AND SYMBOLIC PARADIGMS

J. B u r s z t a K U R T V O N N E G U T : A N A N T H R O P O

PORTRAIT

Anthropological reflection on culture does not exhaust itself in an

with a language required to describe the very nature of cognition.
M i c h a ł

flourishing

LITERA­

description

and

a n a l y s i s , conducted

in

accordance

with

scientific criteria. It is also a sui generis metareflection on the human
species w h i c h inhabits assorted cultural niches. F u r t h e r m o r e , it is a quest

(1945-1995)

In the presented text the author deals with various relations and

for the element w h i c h unites h u m a n diversity. H e n c e , reflection of this

strategies of reaction w h i c h o c c u r r e d between Polish postwar literature

sort shares with literature a single feature - the concept of an intellectual

and the emergent s y m b o l i c s y s t e m . T h e fundamental elements w h i c h

j o u r n e y in the w o r l d of the non-obvious.

compelled literature to define itself v i s a vis the s y m b o l i c repertoire
included

two

communist

significant

ideology after

historical eaesurae:

the establishment

1945, and the change

sociopolitical system in 1989.

Affiliations between anthropology and literary creativity are demons­

of

trated upon the e x a m p l e o f Kurt V o n n e g u t , famous man of letters and

of the prevailing

graduate of anthropology. T h e author traces anthropological motifs in
the literary T e r r a V o n n e g u t i a n a , created by h i m .

221

�R y s z a r d

C i a r k a THE HEAD AT THE BOTTOM OFTHE BED

K r z y s z t o f

OR P R O P A E D E U T I C O F E T N O G R A P N Y
T h i s j o c u l a r text is an attempt at a slightly caricaturist! description of
semiotic-structural

reflections

about

K u b i a k T H ESPEECH OF WRITTEN

WORDS

T h i s is a venture at tackling recollections and their written form.The

the dependence

between

author o f the article arrived at the c o n c l u s i o n that the specificity of

the

a manuscript and the colourful personality o f its author would be

arrangement o f the quilt and the speed with w h i c h one falls asleep.

best captured by a filmed

record. H e thus presents

a project for

a film about O t y l i a Z a c h u r a . resident o f a solitary mountain homestead,
W o j c i e c h

M i c h e r a T H E BOUGH O F AENEAS

and her childhood w a r t i m e r e m i n i s c e n c e s . T h e brief and strikingly

M e n o f antiquity universally believed that this fatal bough w a s the

authentic diary is cited in its entirety in the article, w h i c h is the basis

G o l d e n B o u g h w h i c h A e n e a s , obedient to the c o m m a n d s of S y b i l , broke

for a screenplay.

off on the e v e o f his dangerous journey to the land o f the dead - wrote

the birthdays o f assorted members of the Z a c h u r a family, and the

James F r a z e r 150 years ago in his Golden

by notes with the dates of

T h e author of the

most important events in the lives o f their children. T h i s element endows

article refers to this v i e w , and presents the mythical theme of travellers

the text with a characteristic . . b i b l i c a l " rhythm. It also shows Great

on their w a y to the other-world. H e deals with the existential dimension

History as seen by ordinary people, and ordinary people as a fragment of

of the journey, alluding to paintings and poetic visions. He also indicates

History.

the significance

o f the golden

bough

Bough.

It is supplemented

against

the backdrop o f the

symbolic of the holy tree, and depicts the connection between the
predecessors

of Aeneas

(in accordance

On
the , , S o - c a l l e d
Jackowski

with the texts by V i r g i l )

- T h e s e u s . P o l l u x . O r p h e u s and Heracles - with the myth about Jason
and

his expedition

in search

suggestions contained

for the G o l d e n

in a sixteenth-century

Fleece.

An

Following

album

So-called

Naive

Naive

Art

Art

by

Aleksander

by A l e k s a n d e r J a c k o w s k i w a s

published in 1995. T h e book, w h i c h contains 91 biogramm.es o f naive

a l c h e m i c a l w o r k , the

artists, met with a lively response. T h e r e v i e w s indicated the necessity

author examines the s y m b o l i c kinship o f this myth with the story o f

of

Heracles stealing apples from the garden o f the Hesperides. F i n a l l y , he

non-professional art, and the relation between high and low culture.

a

new

approach

to

such

problems

as

professional

and

interprets the mediaeval legend of the H o l y G r a i l , the B i b l i c a l story of

W e include a r e v i e w by H a n n а К i r c h n e r , T H E N I N E T Y S E C O N D

the flood, and the S u m e r i a n epos about G i l g a m e s h as well as a mythical

S I L H O U E T T E fragments o f r e v i e w s , w h i c h were presented in the

prop - the staff o f Hermes and A e s c u l a p i u s , entwined by serpents.

press, and an i n t e r v i e w h e l d b y Z b i g n i e w
with the author o f So-called

E w a

D ż u r a k

ELEMENTS
NATIVE

LITERATURE

A N D RITUAL.

IN C O N T E M P O R A R Y

WRITTEN

Benedyktowicz

art and the autobiography

Short

cuts.

TRADITIONAL

NOVELS

naive

BY

AMERICANS

Danuta

W a w i ł o w THEKLAN

EXPERIMENT

T h e typical feature o f the contemporary novel written by Native

T h e history o f K L A N - C l u b of A r t i s t i c a l l y Inexhaustible People - is

A m e r i c a n s is predominantly a combination of traditional and modern

brief. It w a s founded in 1992 by young people aged from thirteen to over

motifs, and a presentation of heroes balancing in a cultural void, situated

twenty. T h e basic K L A N f o r m u l a w a s . and is. the right to creativity

between cultures, and experiencing a feeling of alienation. T h e i r lot

- writing poems, d r a w i n g , m a k i n g m u s i c , sculpting little clay birds and

assumes the mythical dimension of a paradigmatic controversy between

soon. F o r some participants o f the experiment it constitutes a significant

good and evil. In an analysis of two novels: House

stage in their life, a lesson in imagination and creative love. T h e founder

Scott M o m a d a y and Ceremony

Made of Down by N .

by L e s l i e M a r m o n S i l k o . the author

shows how myth and ritual interfere into the texts and help the heroes to
overcome their complicated situation produced by the dissolution o f

and author o f this article discovered K L A N to be a source o f knowledge
about life, people, poetry and art.
K L A N , w h i c h exists not only in W a r s a w but also in other towns,

traditional culture.

comprises a group o f people sharing a philosophy of life and art.

W ł a d y s ł a w

Ewa

Ha s iо r ONPLEBEIAN ART

K o r u l s k a CHILDREN KNOCK ONDOORS O F STONE

T h e first contact with a poetic text is often d e c i s i v e for a child's

T h i s is an interview with W . H a s i o r hold by A l e k s a n d e r J a c k o w s k i .
T h e outstanding artist speaks about his collection of plebeian art

approach to poetry, a n d e a n stir or stifle his imagination. Polish language

- several thousand slides documenting the phenomenon in question as

school lessons offer an opportunity for a w a k e n i n g and stimulating the

well as the iconospherc of communist Poland.

c h i l d ' s sensitivity towards the w o r d . O n e o f the available methods is to

In his o w n w o r k s Hasior uses elements of folk, plebeian art: in the
select

examples,

he recognizes

authentic

longing

for beauty. B y

create possibilities for individual creativity, and to demonstrate the
c i r c u m s t a n c e s in w h i c h e v e r y o n e ' s ability o f articulating impressions

annulling ..aesthetic c r i t e r i a " and rejecting the notion o f kitsch, the artist

and emotions

draws particular attention to private worlds, separated by a picket fence,

creation, starts treating the poetic text as a natural mode o f expressing his

w h i c h offer their o w n vision o f beauty.

thoughts and feelings.

N O T Y

O

M a ł g o r z a t a B a r a n o w s k a poetka, krytyk i historyk literatury. A u t o ­
rka k s i ą ż e k : Pamiętnik
zja.

Ta jest

wasze

mistyczny.
życie.

Surrealistyczna

masowej

w: Problemy

i poe­

Autorka wielu artykułów o w y o b r a ź n i

symbolicznej i kulturze masowej m i n . Pocztówka
źni

wyobraźnia

wiedzy

a kulturze

jako wyraz,
(Ossolineum

autorka d w ó c h t o m ó w poetyckich: Miasto.

Zamek

O g ł a s z a w „ T w ó r c z o ś c i " Prywatną

poezji.

historię

wyobra­

w

1986).

Pirenejach.

A U T O R A C H

popularny z a r y s literatury p o z y t y w i s t y c z n e j Pozytywiści

i inni ( P W N )

oraz książkę p o ś w i ę c o n a p o w i e ś c i kobiecej ( o d Ż m i c h o w s k i e j do
Nałkowskiej) (IBL).
Jacek

Borowski

— absolwent

i p o g r a n i c z e m filozofii

IFiS

i antropologii.

U W . Zajmuje

s i ę estetyka

Pracuje w W y d a w n i c t w i e

Naukowym P W N .
W o j c i e c h J . B u r s z t a dr hab., profesor w Katedrze E t n o l o g i i U A M .

J a n u s z B a r a ń s k i etnograf, filozof, absolwent U J , doktorant w I n ­
stytucie Etnologii U J w K r a k o w i e . Z a j m u j e s i ę problemami ant­

Autor m.in. K s i ą ż e k : Wymiary

antropologicznego

poznania

kultury

1992; Czytanie kultury. P i ę ć s z k i c ó w , 1995.
R o g e r C a i l l o i s etnolog, socjolog i filozof francuski, znany ze swoich

ropologii polityki i metodologia polityki.
Z b i g n i e w B e n e d y k t o w i c z antropolog kultury, redaktor „ K o n t e k s ­
t ó w " . K i e r o w n i k P r a c o w n i Antropologii

is activated. A c h i l d w h o has experienced the j o y of

Kultury. Filmu

i Sztuki

A u d i o w i z u a l n e j . Autor prac o w y o b r a ź n i s y m b o l i c z n e j i antropologii

s z e r o k i c h z a i n t e r e s o w a ń , r ó w n i e ż literaturą. W Polsce w y s z ł y d w a
zbiory j e g o t e k s t ó w Żywioł

i lad oraz Odpowiedzialność

i styl.

R y s z a r d C i a r k a etnolog, p r a c o w n i k Instytutu S z t u k i P A N , P r a c o w n i a

w s p ó ł c z e s n e j , m i n . k s i ą ż k i (z D a n u t a B e n e d y k t o w i c z ) Dom w trady­

Antropologii K u l t u r y , F i l m u i S z t u k i A u d i o w i z u a l n e j . Z a j m u j e s i ę

cji

a n t r o p o l o g i ą w s p ó ł c z e s n o ś c i , autor w i e l u a r t y k u ł ó w

ludowej.

G r a ż y n a B o r k o w s k a - krytyk i historyk literatury, pracuje w I B L
P A N , w y d a l a Dialog

222

powieściowy

i jego

konteksty;

z ł o ż y ł a do druku

James

Clifford

profesor

antropologii,

wykładał

między

h i s t o r i ę ś w i a d o m o ś c i na U n i v e r s i t y o f C a l i f o r n i a , Santa C r u z

innymi
Autor

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9553" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9531">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3399f8285b96dfccfc244d24b5403c1f.pdf</src>
        <authentication>0a516c9b314588f5a0f4d071a96252cf</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113783">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2978</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113784">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113785">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2782</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113786">
                <text>Z Aleksandrem Jackowskim o "Sztuce zwanej naiwną" i "Na skróty" / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113787">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4, s.204-211</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113788">
                <text>Benedyktowicz, Zbigniew</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113789">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113790">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113791">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113792">
                <text>Z Aleksandrem Jackowskim
o Sztuce zwanej naiwną i Na skróty
rozmawia Zbigniew Benedyktowicz

Zbigniew Benedyktowicz. Najpierw przyjmij nasze - od
redakcji „Kontekstów"-gratulacje. Można powiedzieć, ż.e trwa
festiwal Aleksandra Jackowskiego.
Wydałeś dwie
książki
0 sztuce zwanej naiwną i Na skróty, obok
publikujemy
fragmenty recenzji, które powitały z entuzjazmem pojawienie się
albumu. Są bardzo zgodne, przynajmniej w jednym punkcie,
wszystkie podkreślają
wartość literacką, pisarską tej książki.
' 'to czyta się od deski do deski''. Moje pytanie jest takie : jak się
czuje autor tego życiopisania, i w jaki sposób, to, ż.e równolegle
powstawała druga książka, autobigraficz/ia: Na skróty, wpły­
wało na kształt tego dzieła. Album Sztuka zwana naiwną to owoc
wieloletniej pracy i materiałów publikowanych w ,,Polskiej
Sztuce Ludowej"
oraz przy innych okazjach, w katalogach
wystaw itp., zawiera bibliografię
i pokazuje te poprzednie
edycje, w których prezentowałeś już. tych samych twórców. Ten
album mógłby się ukazać o wiele wcześniej, był przecież gotowy
do druku w wydawnictwie „Arkady''. Jakie widzisz zalety i wady
faktu, że on pojawia się teraz a nic wcześniej. Czy warto było
czekać tyle czasu aby się ta książka
ukazała?
Aleksander Jackowski. Warto było z jednego powodu.
Z powodu przemian jakie nastąpiły w naszej kulturze, tego że
zaciera się, dawniej bardzo ostra, granica pomiędzy sztuką
ludową, sztuką naiwną, inną, osobną, czy jak ją tam nazwiemy,
a sztuką dzisiejszego czasu, profesjonalną. To jest dla mnie
sprawą istotną. Natomiast jeżeli chodzi o opóźnienie tej książki,
to oczywiście wolałbym, aby się ukazała 10 lat wcześniej, ale
w tym kształcie jaki ma obecnie. To jest już inna historia,
ponieważ „ A r k a d y " upierały się, żeby wydać ją tak, jak się
wydaje normalne kompendia tego typu, to znaczy oddzielnie
ilustracje (żeby potem móc dać wersję zagraniczną), oddzielnie
biogramy, raczej bardziej suche niż literackie i oddzielnie
fotografie twórców. Ja się upierałem, żeby te trzy elementy
stanowiły jedną całość. „ A r k a d y " tego nie chciały, dlatego
cieszę się, że ta książka ukazała się w wydawnictwie Krupski
1 S-ka w tej wymarzonej przeze mnie formie.
Z.B. Jest to siłą rzeczy (album ma podtytuł Zarys encyk­
lopedyczny) pokazanie zjawiska i pokazanie twórców na zasa­
dzie pars pro toto. Czego żałujesz? Co się nie znalazło w tej
książce'.'
A . J . Niczego nie żałuję. Można by było wydać książkę dwa
razy większą, można by było wydać drugi tom. Jeżeli się jednak
czyta tę książkę od początu do końca, to dlatego, że istnieje
pewna jej dramaturgia i dla mnie ta dramaturgia jest rzeczą
najbardziej istotną. Jestem zadowolony z wyboru, mimo że żal
mi niektórych sylwetek ludzkich, że się tu nie zmieściły. Ale
gdybym je dał, to bym, w pewnym sensie, powtarzał niektóre
zjawiska artystyczne, bądź pewne sytuacje ludzkie.
Z.B. Układem książki rządzi alfabet...
A . J . Tak, ale dla mnie jest to układ aleatoryczny. W gruncie
rzeczy, gdyby nic rządził tym alfabet, prawdopodobnie niektóre

sylwetki bym dodał a niektóre bym odjął. Alfabet zadziałał tutaj
o tyle, że przy ostatecznej redakcji, czytając tę książkę,
chciałem, żeby była odpowiednia reżyseria, żeby wątki się
rozwijały i splatały. Bardzo mi odpowiada ta sytuacja alfa­
betyczna, ponieważ to powoduje spięcia, iskrzenie pomiędzy
jedną a drugą sylwetką. Dbałem o lo, żeby to nie była
przypadkiem książka, podporządkowana jakimś z góry przeze
mnie przyjętym założeniom, tego typu na przykład, że teraz
dajemy pogranicze ludowe, a teraz pogranicze psychopalologiczne. Wtedy to by zupełnie inaczej wyglądało, musiałbym dać
o wiele większy wstęp, zrezygnować z takiego jaki jest teraz.
Gdyby przyjąć ten poprzedni, który, nie pamiętam, liczy!
sobie chyba ze dwieście stron i był właśnie laką syntezą
obejmującą poszczególne działy, wtedy reszta byłaby zaledwie
ilustracją poszczególnych zjawisk. Natomiast mnie zależało
przede wszystkim na tym, żeby to była książka, którą po prostu
da się oglądać i da się czytać. Żeby to była książka żywa.
rozumna.
Z . B . Tak, wielu to podkreśla, szczególnie jej wartość literac­
ką. Tak się dzieje, że współcześni
etnografowie twierdzą. Żc
etnografia to przede wszystkim pisanie. Dawniej pisałeś inat ;•&lt;•/'.
;V« przykład, pamiętam takt Twój artykuł strasznie
poważny,
gdzie było mnóstwo tabelek, poważne studium o ludowej rzeźbie.
Od jakiegoś czasu w Twoich tekstach. Marginaliach ogłasza­
nych w „Polskiej Sztuce Ludowej. Kontekstach" widać zwrot
w kierunku swobodniejszej eseistycznej formy i przemawianie
bardziej własnym głosem. To było już widoczne w Twoim
pisaniu o artystach, są to małe monografie budowane wokół ich
biografii, gdzie odchodzisz w zasadzie od maniery encyk­
lopedycznej, czy naukowej. Ta Twoja ewolucja i ta książka
mogłyby być dowodem na to. ż.e antropologia kultury, etnogra­
fia może być dziełem literackim, artystycznym. Także Twój
temperament pisarski, znajdujący pełne ujście w Na Skróty
- wszystko to się zbiega z konstatacją
i rozpoznaniem, że
etnografia to w gruncie rzeczy jest pisarstwo i literatura. Co ty
na to?
A . J . Po pierwsze, ani przez chwilę nie zastanawiałem się
czym jest etnografia i czy to jest etnografia. Nie widziałem tego
w tej' kategorii zupełnie. Nie starałem się jakoś specjalnie.
" l i t e r a c k o " p i s a ć , po prostu uważałem, że moim obowiązkiem
jest pisać tak, jak umiem, i żeby to były możliwie ładnie
zbudowane zdania. Natomiast to, co tu jest istotne, to rola
intuicji człowieka opisującego. Oczywiste jest, że zawierzyłem
swojej intuicji artystycznej i swojej intuicji psychologicznej.
Opisując sylwetki zbliżałem się do literatury o tyle, żc w gruncie
rzeczy niektóre z nich, czy nawet wiele z tych sylwetek to był
materiał na małe utwory literackie, z konkretną osobą. Nie
fałszując niczego w życiorysie, można było konstruować ten
życiorys tak, jak konstruują swoje opisy bardzo dobrzy dzien­
nikarze, robiący reportaż o kimś lub o czymś.

203

I ^ ^ H i

�Z.B. Powiedziałeś, że warto było poczekać. Książka wychodzi
w pewnej sytuacji kulturowej, wchodzi w pewną lukę. Mnie się
wydaje, że wiele entuzjastycznych recenzji wynika też stąd, że
temat w takiej formie jest rzeczywiście
mało
rozpoznany,
chociaż przecież przez lata sporo sylwetek publikowała
„Polska
Sztuka Ludowa",
natomiast nie zaistniały
w
świadomości
szerokiego kręgu odbiorców, nie dochodziły do szerszej publicz­
ności.
A . J . Nie dochodziły, ale teraz książka wydana bardzo
pięknie, ze świetnymi kolorowymi reprodukcjami, nagle przeła­
mała jakąś barierę i weszła w odpowiedni czas, kiedy jesteśmy
trochę już znużeni sztuką współczesną i jej kręceniem się wokół
własnego ogona. Poza tym, kiedy tak zwany postmodernizm,
czy jak go tam chcemy nazwać, eklektyzm, który od kilu lat jest
widoczny w sztuce powoduje, że prawie wszystko może być
sztuką, każda z propozycji jakie wystawia się i przedstawia
dzisiaj, może zaistnieć - to skoro tak, również i rzeczy
prezentowane w albumie można zaliczyć do tej samej kategorii
zjawisk, które dotychczas były u nas traktowane jako sztuka
wielka, profesjonalna, oficjalna. Ale, przede wszystkim, dla
mnie, to jest jak gdyby rehabilitacja talentu. Dlatego, że jeżeli
mówimy o profesjonalizmie to ważne o jakim profesjonalizmie
mówimy. Myślę, że tutaj dotykamy jednego z ciekawszych
zagadnień, które wywołuje album. To znaczy, ktoś kto kończy
Akademię Sztuk Pięknych ma dość szerokie rozpoznanie
sytuacji i dosyć szerokie możliwości własne, jeżeli więc
poprosić go, żeby narysował coś, no powiedzmy, w stylu
secesyjnym, to jest on w stanie to zrobić. Zresztą wie, co to jest
secesja. Natomiast artyści, o których piszę, są to ludzie, którzy
często dochodzili do mistrzostwa, ale doskonaląc tylko swój
specyficzny wąski warsztat. Weźmy Zagajewskiego. W tym co
robi jest znakomity. A jednocześnie Zagajewski poza tym, co
sam rzeźbi, nie jest w stanie niczego innego zrobić.
Z.B. W tej biograficznej metodzie, w tym
życiopisaniu
spotykają się niezwykłe życiorysy artystów, czy niezwykłe dzieje
ich dochodzenia do własnej twórczości,
- z Twoją
pasją
zajmowania się tymi zjawiskami, z Twoim życiem, z Twoim
doświadczeniem
życiowym.
Jest tam pełno anegdot, pełno
barwy życia. I tutaj jest takie moje pytanie, które wynika z tego,
że na gruncie naszego środowiska podnoszono już ten problem:
na ile taki biografizm, taka interpretacja
biograficzna
jest
swojego rodzaju mityzacją?
Tę kwestię podnosił i rozwijał
Czesław Robotycki (C. Robotycki: Schematy biografii twórców
ludowych, w: tegoż Etnografia wobec kultury współczesnej,
Kraków 1992) omawiając pewne schematy i klisze biografizmu,
powołując się zresztą na refleksje Łotmana, który
zwracał
uwagę, że bywają sytuacje, gdzie życie i dzieło artysty zbiegają
się tworząc pewną całość, ale bardzo często jest i tak, że samo
Życie, sama biografia jest niespójna, bądź w sobie, bądź wobec
dzieła. Często występuje między nimi roz.dz.wiek. Biografia
według Łotmana zawiera też. miejsca puste, nie wiemy bowiem
wszystkiego o artyście, jego życiu, psychologii itp. Bardzo często
biograf wypełnia te puste miejsca swoją wyobraźnią,
swoimi
odczuciami. Oczyszcza ze sprzeczności życiowe fakty. W takim
przedstawieniu bardzo pięknym, idealizuje jakby to wszystko,
zawierając to w formule „piękne i prawdziwe życie".
Nadając
tiul temu życiu, eliminuje się pewne rzeczy. Czy stawałeś wobec
takiego problemu? Bo w końcu, chcąc zaprezentować
tych
niezwykłych ludzi, twórców, w jakiś sposób chcesz ich obronić
przed światem. I żeby pokazać tak, jak to robi ta książka,
Z pewnością musiałeś i Ty omijać sprzeczności,
dokonywać

204

pewnej cenzury. Powiedzmy sobie szczerze, gdy sam mówisz, Że
możnaby 200 tych biogramów zamieścić, drugi tom wydać, to
można również w pewnym momencie powiedzieć, że ta sztuka
wspaniale przez ciebie odkryta czy pokazana w tym albumie,
miewa(a tego już nie mówisz) swoje momenty nudne, miewa też
swoje momenty mniej barwne, nieciekawe w większej masie jako
zjawisko. Ponadto podkreślasz, Że ci ludzie przez, to niezwykle
dochodzenie do swojej twórczości,
nie są wyrachowani, (a
przecież tak jak w wypadku i wielkich, profesjonalnych
artys­
tów, tak samo i tutaj nie są im obce problemy, presje i dylematy,
którym podlegają na równi z tymi pierwszymi), wiadomo, że
niektórzy się poddawali mechanizmom rynku, inni brali udział
w konkursach, te konkursy częściowo niektórych
niszczyły...
A . J . To zjawisko za granicą jest całkowicie zniszczone przez
merkantylizm. U nas siłą jego był właśnie brak merkantylizmu.
I to, że tym zjawiskiem interesowało się niewiele osób. Że
głównym odbiorcą tych rzeczy był Ludwig Zimmerer, o którym
w dużej mierze jest ta książka. Bo jest ona swego rodzaju
hymnem na cześć Zimmerera. To w opisie wielu sylwetek
widać. Jak on tym ludziom naprawdę pomagał i jak oni dla niego
rzeźbili czy malowali. To była wielka satysfakcja dla nich.
Każdy człowiek chce coś dla kogoś robić. Jeżeli pracuje dla
kogoś, to ma satysfakcję. Jeżeli zaś gdzieś w próżnię, kiedy to
sprzedaje jego pracę „ C e p e l i a " nie wiadomo komu, to wtedy ma
on wrażenie, że gdzieś jakaś cząstka z niego uleciała. To jest dla
niego frustrujące. W przypadku polskim, „ C e p e l i a " się tym
zjawiskiem mało interesowała, w zasadzie istniało tylko kilku
poważnych zbieraczy i nie było nastawienia komercyjnego,
które niszczy tę sztukę. Między innymi dlatego uważam, że
sztuka „ n a i w n a " nie będzie już istniała w tej formie szczerej,
autentycznej, gdy zostanie poddana mechanizmom związanym
z rynkiem. Jest to jeden z czynników niszczących tę sztukę.
Telewizja, postęp cywilizacyjny, a także komercja powodują, że
nie widzę szans istnienia takich zjawisk jak twórczość Nikifora,
Heródka czy Doroty Lampart.
Pytasz w jakim stopniu występuje w książce mityzacją...
Z . B . / na ile cenzurowałeś pewne rzeczy, bo na pewno Twoja
wiedza jest
większa...
A . J . Nie, tu może być mowa, jeśli - to o autocenzurze. Nie
o cenzurze świadomej, tylko nieświadomej. A to trudno
określić. Na ile moja wiedza jest większa.' Można raczej
zapytać: na ile ja wyostrzałem pewien problem? Na czym mnie
zależało przede wszystkim? Po pierwsze - na pokazaniu
zjawiska, po drugie - na pokazaniu ludzi. Ale przy pokazaniu
zjawiska interesowało mnie najbardziej to, co sprawia, iż
człowiek zaczyna odczuwać potrzebę twórczości i w jakich
sytuacjach to występuje. Prawdopodobnie byłoby mi wygodniej
napisać książkę fikcyjną i wcale nie wiem, czy kiedyś bym
takiej książki nie napisał. Takiej, która by pokazywała to
wyraziściej, piękniej, jak na przykład Kamień i cierpienie. Która
by mówiła o samym człowieku i o jego losie. Bo o co tutaj
chodzi? Idzie o to, że sztuka stanowi pewnego rodzaju uwol­
nienie. Stanowi sens działalności człowieka. To chciałem
wyeksponować bardzo silnie i w niektórych przypadkach, tam,
gdzie dzieła były artystycznie mniej ciekawe, ja, wiedząc o tym,
zamieszczałem sylwetkę twórcy w książce, ponieważ uważa­
łem, że ma znaczenie, właśnie w objaśnieniu tego zjawiska. Czy
to jest mityzacją? Wiesz, ja j u ż mam po uszy tej całej etnologii
z jej zabawami: czy to jest mityzacją, czy nie mityzacją. Nie
jesteśmy w stanie uniknąć jakiegokolwiek subiektywizmu
w tym co robimy. Trzeba mieć tę świadomość, że tak to jest. I ja

�chyba lę świadomość w sobie mam. Twoja obecność tutaj w tej
chwili powoduje, że zwracam szczególna uwagę na to, czy
mityzuję. Wiesz, byłbym właściwie gotów bronić każdej z tych
sylwetek. Co pomijam? To, co moim zdaniem jest nieważne,
a co wiem o człowieku. Ale co to znaczy nieważne? Tutaj jest
problem i sprawa mojej selekcji. Na ile ta selekcja jest
uzasadniona. Czy gdybyś ty pisał o tych samych ludziach,
uwzględniłbyś elementy, których ja nie uwzględniłem? Tego
nie wiem, być może tak. Widzieć jednoznacznie, w ten sam
sposób, można tylko postacie zastygłe w swym stereotypie.
Jednak człowieka w całym jego bogactwie dojrzeć trudno.
Z.B. Ale Ty tego nie wiesz nawet w swojej książce autobio­
graficznej i dlatego piszesz i nazywasz ją metodą, dając jej laki
tytuł, jaki dałeś - Na skróty. Te biogramy są pisane ' 'na skróty
lak. jak twoja własna autobiografia. Metoda chyba jest la sama ?
A . J . Może istotnie jest w tym coś wspólnego. Może nie tyle
w pisaniu ..na s k r ó t y " , c o w operowaniu anegdota. To znaczy, że
pewna sytuacja, czy pewna myśl jest puentowana w miarę
możliwości jakaś anegdotą. Nie jest to tego typu anegdota,
0 której potocznie się myśli, bo jak wiesz, nie lubię opowiadania
dowcipów. Tylko jeżeli chcę o czymś powiedzieć, to często
myślę jakąś anegdotą, jakąś sytuacją, formą, która lepiej,
wyraźniej eksponuje myśl.
Z.B. Anegdota jest otwartąformą,
która daje do myślenia, nie
jest zamknięciem, nie jest
jednoznacznością.
A . J . Tak. są na przykład sytuacje, kiedy piszę o Dorocie
Lampart, kiedy wydaje mi się, że pokazanie człowieka bardzo
pięknego jest możliwe przez zabiegi już stricte literackie. To
znaczy ja j ą cytuję dokładnie, ale oczywiście wybieram frag­
menty z taśmy, z iluś lam godzin nagranej z nią rozmowy.
Cytuję to, co ona mówi o niebie i piekle. To, co mówi
0 przyrodzie. Zwracam przy tym uwagę na rzeczy, które wydają
się niesłychanie charakterystyczne. - Przecież w jakimś mo­
mencie zająłem się nią, zaopiekowałem przy pomocy ..Groma­
dy. Rolnika Polskiego" i mojej wtedy serdecznej przyjaciółki,
która była redaktorem naczelnym pisma, Irenie Groszowej.
Zrobili akcję wśród czytelników, i na to przyszły paczki - od
biednych ludzi ze wsi - dla Doroty Lampart. Dostałem jeszcze
pieniądze dla niej z. Ministerstwa Kultury i Sztuki, i le pieniądze
jej daliśmy, żeby urządziła sobie lepiej życie. Żeby wyremontowała chałupę. Dostała te pieniądze do ręki i . . . dokupiła pola.
którego i tak nie mogła uprawiać, bo nie miała na to sił. Na
swoim polu z trudem siała. A zawsze jak wysiewała zboże, to do
(ego zboża dodawała kwiaty, chabry, maki, które są przecież,
chwastami. Sąsiedzi nienawidzili jej. bo to później wszystko
przechodziło na ich pola. Gdy dostała pieniądze to dokupiła
ziemię. - Czy mam prawo to interpretować? Uważam że muszę
laki fakt podać, bo on mówi o jej mentalności, o wyborze
wartości którymi się kierowała. Nie kupiła sobie maszyny do
szycia, nie kupiła roweru, ani nawet odbiornika radiowego.
Dokupiła pola. Bo na wsi, len człowiek ma znaczenie, który ma
ziemię. Pytanie: skąd się to u niej rodzi ? Jeżeli znam jej życiorys
1 wiem, że jest córką nieślubną, cała ta sytuacja dziecka, które
jest bękartem i którym wieś pogardza, to wszystko gdzieś
później znajduje swoje odbicie w życiu, w zachowaniu. Jeżeli ja
czynię tutaj ten zabieg i daję to jako pointę mojego opisu, to
czynię to tak jak autorzy reportaży. To jest ta sytuacja, kiedy
piszący dostrzega jakiś motyw jako istotny. Dlatego przy
wyborze faktów, te rzeczy w ten sposób ze sobą wiążę. Jest to
tworzenie, jak powiadam, takich właśnie, trochę udramatyzowanych. trochę „literackich" życiorysów, w których - jestem

przekonany, daję więcej prawdy, niż gdybym publikował
zupełnie suche życiorysy. Czy może być w tym coś, co jest
fałszem? Może być, mogą być naddatki, może być fałszywa
interpretacja, która jednak nie przeszkadza, moim zdaniem
twórcy, o którym piszę, temu, żeby dać możliwe przybliżenie do
sytuacji. Przybliżyć do niego kogoś, kto czyta. Oto zadanie.
Żeby ten czytelnik zdał sobie sprawę, jakie mogą być tu
mechanizmy, kiedy, gdzieś komuś otwiera się nowy świat.
Z . B . Tak, oczywiście, tę intencję i te zabiegi, wszystko to
rozumiem. Jednakże tak mi się wydaje, że czasem w swoich
opowieściach nie spisanych, czy nie podanych do druku bywałeś
niekiedy bardziej uszczypliwy, złośliwy, ktoś inny by powiedział:
bardziej sprawiedliwy wobec rzeczywistości,
bo widziałeś pew­
ne wady czy małostkowości.
Nawet, jak czasem
opowiadałeś
o Nikiforze, to z. pewnym dowcipem. Czy to się nie zatraciło
w tych biogramach'/ Wiele osób zwróciło uwagę na to, że ta
sztuka, ci ludzie to jest przedmiot Twoich pasji, a Joanna
Tokarska-Bakir
wręcz, napisała,
ż.e ta książka jest pisana
Z miłości, i z miłością. Czy Twoja miłość do tych ludzi nic
idealizuje ich trochę?
A . J . Mnie to zaskoczyło, nigdy nie myślałem, że odczuwam
miłość do tych ludzi, ponieważ nie wiem czy to można nazwać
miłością do nich. Rzeczywiście przyjaźniłem się z paroma
osobami i parę osób bardzo lubiłem. Natomiast inni? Nie chcę
teraz specjalnie operować nazwiskami, ale byli między nimi
dosyć wstrętni a jednocześnie fascynujący ludzie. To co piszę
o jednym z nich jest faktem, że spadł, że nogi bezwładne, ale nie
pamiętam już czy piszę o tym w książce, ż.e on był paskudny.
Jego stosunek do żony! Okrutny. Potem go zmora dusiła,
chętnie opowiadał o tym, ale on tę żonę też dusił jak zmorę.
W stosunku do dzieci swoich - okrutny, a jednocześnie żarliwie
modlił się, i to niemal nieustannie. Albo inna sprawa-prozaicz­
na, dotycząca już. kogoś innego. Przyjeżdżałem do niego kilka
razy, ale skłamałbym, ż.e z radością, tak, jak przychodzę do
redakcji, wiedząc, że zobaczę kogoś z Was. To było inaczej,
myślałem: O kurcze! Znowu będą mi kazali pić mleko z kubka
lak brudnego, że mnie po prostu skręca w środku. Ja jestem
jednak miejski inteligencik i nie ma na to rady. Jak przychodzę
do brudnej chałupy i muszę się czegoś brudnego dotknąć, to nic
jest to dla mnie przyjemne. Mam uczucie wstrętu. Pamiętam,
gdy tam oni mnie chcieli ugościć jak najlepiej, to gospodyni
wzięła kubek, ja ten kubek niby tak żartobliwie opłukałem
w wodzie, na co ona wyjęła mi go szybko z. ręki, i fartuchem,
który był tak czarny, ż.e nie pamiętam czarniejszego w życiu,
wytarła go dokładnie i nalała mi mleko. Ja w tej sytuacji
musiałem je wypić, nie dając poznać po sobie obrzydzenia. To
są te sytuacje, o których nie piszę w lej książce. Mówisz
o Nikiforze, Nikifor miał swoje cechy przykre, o których mówię
gdzie indziej, na przykład piszę o jego chichocie, kiedy znalazł
u mnie album z Majdanka i widział Niemców, którzy biją
Żydów, to on się cieszył z tego i pokazywał z dumą, paluchem,
że ci Niemcy to są panowie! Piszę o tym w tej chwili do katalogu
wystawy w „ Z a c h ę c i e " , bo konwencja, którą przyjąłem, kon­
wencja bezpośredniej relacji z moich kontaktów z Nikiforem,
pozwala na to. Tam opisuję to. co widziałem, kiedy Nikifor
mieszkał u mnie dwa tygodnie w jednym pokoju i to była
obserwacja uczestnicząca, tak to zdaje się nazywa, no więc
właśnie, to była koszmarna obserwacja uczestnicząca. I ja w tym
katalogu piszę o tym, w zasadzie wszystko, co wiem. Natomiast
nie wszystko, tak mi się wydaje, jest konieczne do uwzględ­
nienia w sylwetce, którą daję w książce. W katalogu wyjaśniam

205

�motywy tego chichotu, kontekst, który natomiast w książce
zająłby niepotrzebnie zbyt wiele miejsca, zakłócił proporcje
opisu tego wielkiego, natchnionego malarza.
Z.B. Niektóre biogramy zawierają całą barwę, nie są tak
wyidealizowane. Dlatego o to pytałem, że podkreślając zalety tej
literackiej formy, miałem na myśli to odkrycie wśród etnogra­
fów, że mówią prozą, Że etnografia to przede wszystkim pisanie,
akcent położony
na 'graphos' - to o czym
amerykańscy
antropologowie i inni autorzy ostatnio często piszą. To pod­
chwytywane jest także tutaj nad Wisłą i wielu przekonuje, że
powinniśmy być pisarzami. I teraz, Żeby nie było już nieporozu­
mień: bardzo ważną rzeczą jest dla mnie ta oszczędność i ta
selekcja, o której mówisz. Twoja wiedza jest większa, ale Ty
selekcjonujesz. Tymczasem niektórzy zwolennicy tej tezy o pisa­
rskim charakterze etnografii uważają, i taki z niej wniosek
wyciągają, że trzeba zmusić nasze pisanie o kulturze, o jej
zjawiskach, o artystach, o twórczości do maksymalnej prawdy:
wszystko! Jak pisać to wszystko, i ten koszmar obserwacji
uczestniczącej podać, bo inaczej to będzie mityzacja, idealizacja; szlachetne, oszczędzające
kłamstwo, jak z tym przemil­
czanym Dziennikiem Malinowskiego z. badań terenowych. Myśl,
czy obsesja, że pewne rzeczy jakoś się cenzuruje...
A . J . No to ci chyba na to odpowiedziałem, i podkreślam, że
świadomie niczego nie cenzurowałem. Jest to problem, kiedy
dotyczy ludzi żyjących. Wtedy trudno mówić o pewnych
rzeczach. Tak samo jest w tej drugiej mojej książce Na skróty,
gdzie w znacznym stopniu pominięty został cały wątek męsko-damski. Jest to wątek w jakiś tylko sposób zasygnalizowany,
zaznaczony. Ale z punktu widzenia pełnej autobiografii to jest
okaleczenie. Przy tej konstrukcji, którą przyjąłem w tej książce,
zależało mi maksymalnie na tym. abym szczerze opisał prze­
miany moich zapatrywań, kształtowanie się człowieka, jego
osobowości. To jest książka o traceniu wiary. Tracenie wiary
i próba działalności pozytywnej mimo to. Mówię tu o książce
autobiograficznej, co jest związane prawdopodobnie z. genami,
jako, że trudno by mi było być apatycznym, pracować na
poczcie i przybijać stemple, chociaż prawdopodobnie zarabiał­
bym więcej, niż zarabiałem w Instytucie. Jednym z motywów
jaki skłonił mnie do pisania tej książki, to był Adam Ważyk,
jego odpowiedź. Kiedy zapytano się: dlaczego był on tak
zacietrzewiony w okresie socrealistycznym, powiedział: zwa­
riowałem! I mnie to wściekło. Bo wiesz, intelektualista nie ma
prawa jednym słowem całej rzeczy w ten sposób załatwiać. Jak
to zwariowałem? Kiedy zwariowałem? A dlaczego przejrzałem,
kiedy? W jakim momencie? Jak to następowało? I próbowałem
zrozumieć sam siebie. M o i m zdaniem, ta analiza nie jest
zrobiona dobrze i precyzyjnie, ale - pisząc - nie umiałem tego
zrobić lepiej, głębiej. Ale to jest próba przeanalizowania
swojego działania, i tego, jak to powoli następowało. Z tym, że
ciągle nie mogę sobie uświadomić dzisiaj, co j a wtedy wiedzia­
łem. Skoro ja to wiedziałem, to dlaczego zachowywałem się
jeszcze w ten sposób, dlaczego jeszcze w coś wierzyłem. Tam
jest kilka zdań. w których piszę o strachu po urodzeniu się
dziecka. Ja przedtem bytem raczej odważny, jak sądzę - z głu­
poty. Nie zdawałem sobie sprawy z tego, że to się może
tragicznie skończyć. Natomiast jak się urodziła Oleńka, na­
stąpiło momentalnie przesiąknięcie strachem, że ja nie mogę
sobie pozwolić na nic, boja muszę być tym związany. Starałem
się te rzeczy analizować, i co uważam za plus tej książki,
starałem się niczego nie zafałszowywać. Nie udawać, nie
mówić: „panie, ja tych komuchów to przejrzałem od początku.

206

od dawna, na wylot". Przeciwnie, ja już nie wiem, do którego roku
wierzyłem, ż.e coś można zrobić - od środka - w partii. Później już
tylko wyłącznie zostałem w partii ze względu na pewne sytuacje
w Instytucie i po części, ze względu na to, że bałem się, czego nie
piszę, że jeżeli wyjdę z partii, to mnie wyrzucą z Instytutu, z pisma.
I tego mi było żal. A miałem jednocześnie jakieś jakby usprawied­
liwienie moralne w tym, że tu mnie dyrektor prosił abym został
w partii dla dobra Instytutu. Jak mieliśmy egzekutywę, starałem się
jak najbardziej pomóc Instytutowi. Kiedyś mnie wezwano do
Komitetu partyjnego PAN-u, że my mamy za dużo ludzi z dwiema
takimi samymi literami w nazwisku (!!). Już była Kossakowska,
a tu - powiedziano - chcecie jeszcze przyjąć Mossakowskiego.
Bardzo mocno broniłem tego Mossakowskiego, którego zresztą nie
znałem. Wtedy mi powiedzieli: no dobrze, ale jak tylko coś
będziecie wiedzieli, to natychmiast dzwońcie towarzyszu i my go
od was zabierzemy.
Żadnych świństw w Instytucie, jak wiesz, nie zrobiłem. Tu
chodzi mi o to, że opisanie takich rzeczy w książce jest dosyć
trudne, żenujące. Przy tym stwierdzenie, że się nie robiło
świństw, nie wystarczy. W tym pozostawaniu w partii był
przecież także jakiś oportunizm, maskowany przed sobą samym
sugestią, że to „dla dobra Instytutu, pisma'' .Dodam, że do końca
nie wierzyłem, że ten ustrój może upaść. Byłem głęboko
przekonany, że przynajmniej za mojego życia nic się w naszej
sytuacji geo-politycznej nie zmieni, i że w tych istniejących
warunkach trzeba sobie wyrąbywać jakąś przestrzeń swobody,
wolności. Tą przestrzenią byto dla mnie samego pismo. Praca
z. ludźmi to była moja ucieczka, zajmowanie się sztuką, teatrem.
Starałem się znaleźć w tej rzeczywistości, próbując poszerzyć
obszar działań, np. pisałem o Czapskim, o Marku Żuławskim
jeszcze w latach 60., kiedy już można było to zrobić w oficjalnej
strukturze. Chciałem też wtedy publikować Dzienniki Czaps­
kiego, nawet u nas w piśmie, ale wtedy jeszcze nie dało się lego
zrobić. Jeżeli chodzi o cenzurę, oczywiście la sytuacja upadlała!
Najgorsze, że świadomość wpływała mimo woli na zachowania,
na zaistnienie cenzury, z której sobie człowiek nie zdawał
sprawy. Na szczęście w „Polskiej Sztuce L u d o w e j " cenzura
miała zupełnie marginalne znaczenie. Ale co mogę powiedzieć
na swoje usprawiedliwienie przed Wysokim Sądem to, że np.
wtedy, kiedy o srebrnych wotach lwowskich pisał Jacek
Olędzki, i dodał: „ L w ó w , odwieczny bastion polskości",byłem
pewny, że to mu cenzura wyrzuci, ale nie skreśliłem tego,
uważając, że nie moją rzeczą jest cenzurowanie autorskiego
tekstu. Cenzura wyrzuciła, ale coś innego, bez znaczenia, zdanie
zaś, które wydawało się skazane na niebyt - zostawiła!
Parokrotnie miałem takie historie. Tu tylko anegdota - był taki
artykuł Ludwika Stommy, najeżony przypisami. Tam było
chyba 120 przypisów i w tym ręcznym składzie drukarskim
wtedy było tak, że jeżeli usuniesz jeden przypis to trzeba było
przelewać wszystko, składać przypisy od nowa. Tekst już był
gotowy do druku, maszyny czekały, a wyrzucono mi trzy, czy
cztery przypisy ze środka, przeszkadzał ,,im"Pomian. Kołako­
wski, Miłosz. Po kłótni zgodzono się tylko na to, by dać cytat,
ale bez trefnego nazwiska. A j a dałem w przypisach odniesienie
do autora, utworu. Wyrzucić przypis? W miejsce zakwes­
tionowanego, by zachować ciągłość a zarazem zwrócić uwagę
czytelnika zaproponowałem wręcz absurdalne wyjście, poda­
łem więc, że maszynę parową wynalazł Wat, a pierwsza
lokomotywa pojawiła się wtedy to a wtedy, podobnie maszyna
do szycia. To były trzy przypisy ni w pięć, ni w dziewięć, przy
czym cenzura na to się zgodziła!

�Z.B. Wracając do tych ,,biograficznych" książek, to w obu,
„pisanych biografa",
szczególnie
zaś w przypadku Sztuki
zwanej naiwną, o której mówi się, że jest pionierską
próbą
w takim kształcie, przedstawienia
i uporządkowania
tego
obszaru, jest to zarazem taki pierwszy wysoki stopień przy­
bliżenia i pokazania tego zjawiska.
A . J . Chciałem przekazać istotną prawdę o człowieku, choć na
pewno można mi zarzucić, iż czegoś nie wiem, coś zapom­
niałem, sfałszowałem nieświadomie jakieś szczegóły biografi­
czne czy inne. A już wiem, że tak, że jakieś pomyłki mogą się tu
zawsze zdarzyć (np. list do W . Chajca, którego zdjęcie
załączam, pisany był do pana Bieli), ale to są drobiazgi,
natomiast istota zjawiska zostaje jakoś pokazana i uchwycona.
Z.B. Tak, oddając pewną istotę zjawiska, w ten sposób jest to
jakby oczyszczone od kontekstu kulturowego, społecznego czy
politycznego. Czy nie myślisz, po takiej książce, która najbardziej
chce zbliżyć się do istoty tego zjawiska, o następnej, innej, która
by ów kontekst także pokazała. Inxmi słowy czy byłbyś w stanie,
i czy miałbyś chęć napisać o tym? (W autobiografii Na skróty jest
rozdział o Instytucie, o Twojej pracy, ale na tle całej książki, co
zrozumiałe, to jest rzeczywiście bardzo na skróty pisany rozdział).
Czy miałbyś chęć na opisanie tego zjawiska niejako od wewnątrz,
widzianego oczami jurora, który uczestniczył w kreowaniu tego.
Byłeś obserwatorem i uczestnikiem całego ruchu, który się toczył
wokół tych ludzi i ta książka jest wynikiem pewnej twojej tutaj
walki, by wydobyć taki właśnie obraz tego zjawiska, do jakiego
doszedłeś i jaki się znalazł w tej książce.
A . J . Walki? żadnej walki. Ja jestem w gruncie rzeczy
człowiekiem wyjątkowo szczęśliwym w życiu, rzadko kiedy
miałem do czynienia z ludźmi, których bym nie cenił i nie lubił.
Byłem, zwłaszcza w ostatnim półwieczu, otoczony ludźmi,
których lubię i to jest moje szczęście, a w Instytucie miałem
zawsze święty spokój. Wyrobiłem sobie dosyć szybko pozycję
instytucji w instytucji i trudno byłoby mówić o tym, że istniały
jakieś utrudnienia, naciski. Nie. nikt mi nie przeszkadzał.
Z.B. Nie to miałem na myśli. Nie o Instytut pytam, mnie
chodzi o coś innego, o to że ta sztuka, bardzo indywidualna,
twórczość osobnych artystów - jak się o nich mówi, została tu
jakby wyjęta z całego kontekstu w jakim istniała, rozwijała się
etc. Mam na myśli działalność państwową, czy Ministerstwa
Kultury, czy tych wszystkich struktur, które się tą twórczością,
nazwijmy to tak: opiekowały.
A . J . O tym bardzo chętnie bym napisał. Dlaczego j a w tamtej
autobiograficznej książce musiałem pisać na skróty? Ponieważ
rzeczywiście musiałem to pisać szalenie syntetycznie i w grun­
cie rzeczy to jest doprowadzone do roku pięćdziesiątego
któregoś. Mam wersję, w której rozpisywałem się o redakcji, ale
wtedy rodzi się pytanie, dlaczego jeżeli piszę o kimś, o Tobie, to
dlaczego nie piszę o Staszku Hiżu, czy o kimś innym. A jeżeli
piszę o Tobie, i o Hiżu, dlaczego mam nie pisać o Ewie
Korulskiej? Zaczyna się wtedy opowieść, która dotyczy ludzi
żyjących, a wtedy i uzasadniony żal, dlaczego on pisze
o wszystkich a pomija mnie. Próbowałem, ale od razu zaczęła
mi się łamać cała struktura pisania o tym. Przekonałem się, ile
racji mają historycy, kiedy mówią, że musi istnieć dystans co
najmniej 50-letni. Ale były i inne sytuacje np. przy prof.
Frankowskim, kusiło mnie żeby napisać te historie o nim,
a jednocześnie obawiałem się, jak na to zareaguje jego żona,
bliscy. Dla mnie są ciekawe, w niczym nie umniejszające
wielkości tego uczonego, ale czy tak mogą je odebrać bliscy mu
ludzie? Czy nie sprawiam im przykrości?

Z . B . Ale mi chodziło bardziej o to, że Ty koncentrując się na
tych ludziach, na ich życiorysach, na ich losach, walce z losem
i dochodzeniu do twórczości wyjąłeś to zjawisko jakby z tego
krajobrazu, w którym było chcąc nie chcąc uwikłane. Tomasz
Jastrun w recenzji, mówi, że to jest "kawał historii naszego
kraju, jak kawał surowego mięsa.'' Tak, ale czy historii kraju ?
Dzięki tym biografiom i dzięki twojemu spojrzeniu, i takiemu
opisaniu tego, jest to, na pewno, kawał autentycznej
historii
w tym kraju, często nieznanej, kawał autentycznej
Polski.
Natomiast nie ma tutaj tego świata koszmarnych
czasami
konkursów, tej całej działalności, która miała swoją
ideologię,
jakby to było wyjęte z tej politycznej, historycznej otoczki, która
temu zjawisku
towarzyszyła.
A . J . Niezupełnie. To nie tak, że wtedy wszystko było czarne,
a teraz jest białe. Istotnie, miałem wokół tego zjawiska i wokół
siebie też ludzi, których nie znosiłem, i z których działalnością
się nie zgadzałem, którzy robili te konkursy i inne rzeczy, i tutaj
sprawa była dla mnie wyraźna. Akcentowałem zawsze swoje
zdanie, i nie jeden raz z dobrym skutkiem, choć absurdalnym,
głupim konkursom nie mogłem zapobiec. Ale istniała leż dobra,
mądra działalność, i o niej nie wolno zapominać. Tak więc
w Ministerstwie Kultury i Sztuki opiekowała się sztuką ludową,
i to świetnie, pani Barbara Zagórna. Współpracowałem z nią,
miałem też świadomość tego, że podobnie jak my - myśli
dyrektor muzeum etnograficznego w Warszawie, Krzysztof
Makulski, prezes Cepelii pani Barbara Gołcz i wielu innych
ludzi. Choćby Bronek Cukier - ze stowarzyszenia Twórców
Ludowych. Nie wyobrażam sobie, żeby w innym ustroju można
było tę działalność prowadzić lepiej. Teraz jest trudniei.
A bzdurne konkursy urządzali (mniejsza tu o nazwiska) jacyś
prowincjonalni działacze, gdzieś tam. N o i wojsko. Starałem się
z tym walczyć. Jeżeli byłem przewodniczącym jury, to na­
gradzałem to, co wydawało mi się dobre. Później z panią Zofią
Bisiakową robiliśmy trzy edycje Triennale Sztuki Nieprofes­
jonalnej i pamiętam, jak na pierwsze przyjechali do Szczecina
Niemcy z N R D . Był tam taki obkuty w marksizmie kierownik
Domu Twórczości Ludowej w Lipsku. Bardzo ważny. Przyje­
chał z ogromną kobietą o twarzy myszki M i k i , żeby obejrzeć tę
naszą wystawę, A wystawa była bardzo piękna, w dwóch czy
trzech salach daliśmy rzeczy naprawdę najlepsze. Żadna wy­
stawa sztuki współczesnej nie mogła się z tym równać. Oni
przyjechali i powiedzieli, że są nastawieni na to, że musimy
przeprowadzić ostrą dyskusję ideologiczną. Zosię od razu
rozbolała głowa. Ja powiedziałem, że dobrze, więc oni najpierw
oglądali wystawę, po czym poszliśmy do restauracyjki. On się
rozgląda, nikogo poza m n ą nie ma i mówi tak: towarzyszu
Jackowski, myśmy byli nastawieni na ostrą dyskusję ideologicz­
ną, ale gdyby to wszystko zniszczyć, to szkoda by było. To jest
takie piękne... I tak zostało, po czym oni pojechali. Później
zaprosili mnie do siebie do Neue Brandenburg na ich wystawę.
Ja przyjechałem i zrobiłem z nimi rozmowę ideologiczną,
partyjną i powiedziałem: towarzyszu, wy uważacie, że to jest
socrealizm? Przepraszam bardzo, zaraz na samym wstępie
umieściliście ten wielki obraz, j u ż nie mówię, że niedobry, ale
wręcz kiczowaty. Co wy chcecie tym pokazać, że to jest zła
sztuka? I tak zacząłem z nimi ideologicznie mówić. Skończyło
się na tym, że wieczorem j a i m mówiłem o „Solidarności",
o Wałęsie. Po czym on po dwóch, trzech latach przyjechał do
Warszawy i w hotelu Europejskim znów mówiliśmy - ja mu
o tym, co u nas, on nieśmiało o swoich problemach. Zaprosił
mnie na wielką wystawę, którą robili, to znaczy zaprosili ze

207

�wszystkich krajów „ o b o z u " oficjalnego delegata Ministerstwa,
a mnie dodatkowo, jako specjalistę. No i nasi nie zgodzili się.
ponieważ kiedy wydelegowano mnie do Budapesztu, na posie­
dzenie Okrągłego Stołu, pod auspicjami UNESCO, wygłosiłem
tam przemówienie w którym twierdziłem, iż w Polsce wpływ
telewizji ograniczony jest przez kłamliwość informacji. Czechostowak zamarł z wrażenia, Amerykanie zaproponowali mi
pomoc, przekonani, że po tym. co mówiłem nie wrócę do Polski.
Jasne, że wróciłem. W Ministerstwie usłyszałem - bezpieka się
nie zgadza. No to j a do bezpieki. Pan od paszportów mówi - to
nie nasza decyzja. Dzwoni. Tak, resortu. Proszę - mówi
- j e d ź c i e dokąd chcecie na Zachód, ale nie do N R D i naszych
socjalistycznych sąsiadów, bo ich zdemoralizujecie. Uśmiech­
nął się do mnie, a ja poczułem się przez chwilę ważny
- zdemoralizować N R D . Piękne!
Z . B . Wspomniałeś o Zimmererze. Wydaje mi się, że on, tak
i Ty mieliście do sztuki specjalne podejście. Chociaż Ty byłeś
instytucjonalnie związany z. tymi strukturami, które jak sam
powiedziałeś miały swoje wady i zalety w sprawowaniu opieki.
To jednak Ciebie bardziej wiązało. Zimmerer był swobodny,
niezależny
i pomagał finansowo, miał większe
możliwości
otaczania pomocą, sprowadzał
niedostępne
leki etc. Twoje
możliwości pod tym względem były mniejsze
A . J . Oczywiście, ale kiedy uważałem, że trzeba komuś
pomóc, dać pieniądze, to mi się niemal zawsze udawało.
Właśnie dzięki temu, że w Ministerstwie była pani Zagórna.
Z . B . Ja rozumiem, ale na tle tego działania oficjalnego postać
Zinimerera świeciła szczególnym blaskiem, i tak, jak Jego. tak
i Twoje działanie znacznie poza to oficjalne wykraczało. To byl
właśnie stosunek prawdziwego mecenasa, partnera, tego. który
zamawiał, zabiega! o prace artystów, czy wreszcie tego, który to
widział bardziej personalnie, bardziej indywidualnie i rozumiał
szczególną wartość tej sztuki, niezwykłych losów tych twórców,
widząc w każdym z nich osobną indywidualność.
To byl jednak
trochę inny wymiar, głęboko ludz.ko-artstycz.ny. A nie akcje,
rocznice, okazje konkursowe. Akcje i okazje, przy których
czasem tych artystów i ludzi trochę się naginało...
A . J . Nie, ich nic nie było w stanie nagiąć, oni nie brali w tym
udziału, w zasadzie. A co do Zimmerera, to się nasza przyjaźń
i współpraca zaczęły po wystawie „ I n n i " w warszawskiej
Zachęcie. Była to wystawa świetna, znakomicie przyjęta (entuz­
jastyczne recenzje). Ale nikt nie chciał kupić prac. Dopiero
Zimmerer to uczynił, od tego zaczął swą kolekcję, a później gdy
muzea etnograficzne mówiły - to nas nie interesuje - zwracałem
się do Niego. Taki układ świetnie funkcjonował, on dużo jeździł
po kraju, informował mnie o ciekawych ludziach, pokazywał
ich prace.
Z.B. Formuła podejścia Twoja czy Zimmerera była osobista.
A . J . Osobista i podchodziłem do tego, jak do zjawiska
artystycznego.
Z . B . Natomiast siłą rzeczy tamten oficjalny nurt, akcje,
konkursy, chcąc nie chcąc, nawet wziąwszy pod uwagę wszyst­
kie plusy opiekowania się tą twórczością (wystarczy przecież,
zajrzeć w poszczególne programy tych różnych akcji i konkur­
sów) - to miało swoje negatywne, niszczące strony, którym na
szczęście ta sztuka się nie poddała.
A . J . Miało. Ale, moim zdaniem, to o wiele mniej niszczyło,
niż dzisiaj komercja. Poza tym tu trzeba być w ocenie
ostrożnym. Teraz jest taka tendencja, żeby pisać i mówić, jak to
było źle z tym wszystkim za czasów komuny. Ale ja znam
mnóstwo rozmaitych pozytywnych przykładów. W 50. latach.

208

zanim j a się zacząłem w to bawić, oczywiście, były jakieś
idiotyczne wystawy tematyczne, później wiele tego nie było.
M y ś m y się wśród innych krajów wyróżniali zdecydowanie.
Przecież żadna wystawa amatorów nie mogła pojechać do
Czech, bo u nich jak był drzeworyt czy linoryt, na którym
widniał w pejzażu kościół, choćby gdzieś w tle, z tyłu, to już
cenzura to zdejmowała. Różnica pomiędzy nami a Czechami
była kolosalna. Ja pamiętam ilekroć przyjeżdżali ludzie z Buł­
garii, czy Czechosłowacji i rozmawialiśmy, to oni byli za­
szokowani i mówili: doigracie się! Zwłaszcza Czesi, którzy
swoje przeżyli. A u nas to wszystko się rozmywało i było takie
nijakie, nie tak groźne. Trochę piszę o tym w Na Skróty, na
zasadzie ilustracji tych pseudo-działań, o takich dwóch nonsen­
sach, dwie nowelki na końcu o Kwidzyniu i Żarach. Sytuacja jak
z Gogola, kiedy oni byli przekonani, że ja specjalista z PAN-u,
z Warszawy skoro krytykuję ich władze, to znaczy, że dużo
mogę, nawet chcieli mi dać grunt, żebym mógł sobie willę
postawić.
Oczywiście były też takie rzeczy, o których należy pisać, jak
to działacze związkowi robili w Katowicach wystawę i ja
domagałem się, żeby pewne rzeczy wisiały, a oni zdejmowali
ciągle te obrazy - a później, kiedy już się wystawa skończyła
- zwalili to wszystko, dosłownie deptali obrazy. Oczywiście, że
można pisać o tych wszystkich chamstwach i innych rzeczach.
Ale przede wszystkim trzeba pamiętać, że to cały czas była
walka dużej grupy ludzi o sensowne działania. Mam tu namyśli
cały zespół współpracowników i „ p o d o p i e c z n y c h " pani Zofii
Bisiakowej, w terenie instruktorów plastycznych a także za­
jmujących się folklorem instruktorów, którym matkowała pani
Ewa Baczyńska. Świetna była ówczesna szefowa C O M U K - u ,
pani Rosława Dowgird. Pomagała i pozwalała naprawdę sen­
sownie działać. Cały ten aparat pracował z. dużym oddaniem
w terenie, to była ciągła walka o sensowną robotę, ale walka
w konkretach. Generalnie akurat na tym odcinku nic strasznego
się nie działo, nie było ani jednego człowieka, który byłby
prześladowany, sekowany za coś.
Z.B. Tak, ale były pewne oczekiwania, jak ze wszystkimi
Zjawiskami artystycznymi, kulturą, jak np. z zespołami artystycz­
nymi itd. Że to była pewna wizytówka propagandowa, i na tym
tle Twoja działalność czy poszczególnych
tych osób odznaczała
się pewną pozainstytucjonalną
aktywnością,
jakby poza tą
oficjalna
formułą.
A . J . Nie tylko ja. Wielu z nas robiło rzeczy, które uważało za
sensowne, nie w ramach propagandy. B y l i i rozsądni minist­
rowie kultury, Tejchma, Krawczuk, wyżsi urzędnicy dbający
rzeczywiście o powierzony i m zakres działań. A wiesz, co roku
spotykałem się na imieninach wspólnego znajomego z b.
ministrem kultury Galińskim i on za każdym razem mówił, że
jak był ministrem, to czegoś nie zniszczył, był dumny, że nie
zniszczył Jesieni Warszawskiej, a były takie naciski, nie
zniszczył tego, tamtego. On to przechowywał w pamięci,
chwalił się jak dziecko, że czegoś nie zniszczył, mimo że mu
kazano. W Ministerstwie osobą, która zrobiła dużo złego,
i którego nie znosiłem to był Żygulski. No i Wilhelmi. Nie
cierpię w tej chwili takiego plucia un bloc na to wszystko co
było. Kluczem dla mnie do zrozumienia ostatniego 50-lecia jest
walka o poszerzanie pola swobód, i tutaj widoczna jest także
działalność wielu osób do lat sześćdziesiątych - partyjnych,
poczynając od Brusa, Kołakowskiego, Baumana, a później
innych. W Ministerstwie Kultury i Sztuki nie było zbyt wielu
ludzi inteligentnych i pomagających. Ale były trzy, cztery

�osoby, dzięki którym mnie się na przykład udawało robić to, co
robiłem. Przede wszystkim wspomniana pani Barbara TężyckaZagórna.
To o czym tu mówię to wątek polityczny, istotny jeśli chodzi
o książkę Na skróty, ponieważ moja opcja, to jest opcja
człowieka, który przychodzi (po Syberii) ze Wschodu. To jest
ważne. Jeżeli dziś chciałby Michnik z Cimoszewiczem zrobić
wspólną ocenę PRL-u to jest absurd, ponieważ nie ma jednej
prawdy, nie ma jednego spojrzenia i jest za wcześnie na to. aby
tworzyć takie wspólne syntezy. To co ja piszę, jest pisane
wyraźnie z pozycji człowieka, który przychodzi po wojnie ze
wschodu, a nie z pozycji człowieka, który przyjeżdża z Lon­
dynu, albo który był tu, zaangażowany w Powstanie Warszaws­
kie i A K . Tego absolutnie nie ukrywam, i uważam że to jest
rzecz, która musi być uwzględniona.
Z.B. No tak, zgoda, wszędzie byli ci rozmaici ludzie i to dzięki
txm ludziom, jak w przypadku tej sztuki i tego zjawiska, - że był
Zimmerer, Ty, inni, których wspomniałeś - nie wszystko udało
sie zniszczyć. To, że byli ci ludzie, nie uchyla
możliwości
generalnej oceny tego systemu. To zasługa przede wszystkim
t\ch ludzi, a nie systemu. Oni działali często obok. wbrew, na
przekór temu.
A . J . Ależ oczywiście!
Z.B. Zycie ma swoje prawa i toczy się pośród
najgorszych
przeciwieństw.
Są przecież takie opracowania, które pokazują
pewne założenia programowe, koszmarne, tej całej
oficjalnej
działalności.
A . J . Ale to nasze działanie przegryzło tamto.
Z. В. Tak, przegryzło, i chwała Bogu, ale to nie wyrosło na
bezludnej wyspie, to miałem na myśli, kiedy tak uparcie pytałem
o ten kontekst (który otwiera się trochę w twojej
autobiografii).
Ż.e to było poddawane różnym naciskom. I teraz, może pora, by
powiedzieć otwarcie, żeby nie było nieporozumień:
to, że ten
kontekst tego zjawiska, tu w tej pięknej książce, nie dochodzi do
głosu, to uważam, ze bardzo dobrze, Że tak się dzieje. Bo Twoja
Sztuka zwana naiwną, to jest pierwszy stopień i zarazem
najwyższy stopień pokazania tego zjawiska, wprowadzenia w ten
obszar. A inną rzeczą jest zdanie relacji li dlatego pytałem
o innną. następną książkę) z. istnienia tego otoczenia, w którym
ta sztuka się rozwijała. Bo to też pokazuje wtedy, jak szczególny
jest to fenomen, który się nie poddał manipulacjom. Ta sztuka się
ustala, mimo warunków
zewnętrznych.
Myślę, że to dlatego było tak frapujące zjawisko dla Zimmerera. który patrzył na to oczami obserwatora z zewnątrz, bo to
był ten dziwaczny stop: sztuka na pograniczu sztuki ludowej,
w kraju katolickim: sztuka szalona, fantastyczna, należąca jakby
do międzynarodówki
indywidualnych artystów wolnej wyobra­
źni. - Ty podkreślasz sprawę manifestacji talentu - a jest to też
manifestacja niezwykłej, nieograniczonej erupcji i mocy niemal
surrealistycznej,
wolnej
wyobraźni.
A . J . Oczywiście! Pięknie o tym mówisz.
Z.B. A skoro jesteśmy przy warunkach zewnętrznych,
którym
ta sztuka się oparła i nie poddawała, to pora by zapytać Ciebie
o tę jedyną rzecz, która jest przedmiotem kontrowersji w recenz­
jach, zgodnych i pełnych zachwytu w innych sprawach.
Miano­
wicie chciałbym zapytać o tę tezę i diagnozę, którą stawiasz
w Sztuce zwanej naiwną, że ta formacja się kończy, bo wchodzi
rynek, bo psychotropy, bo zmiany
cywilizacyjne...
A . J . I Telewizja. Dodaj Telewizję. Niestety mam to prze­
świadczenie, że to zjawisko w jego „ o s o b n y m " , artystycznym
wymiarze się kończy. I to samo mówi Zosia Bisiakowa, bo

pytałem się, jak ona to widzi. Tych ludzi dzisiaj prawie że nie
ma. Jest wielu amatorów, tych, którzy wieszają swe prace na
Starym Mieście. Niektórzy bardzo sprawni i dobrzy. Ale tych
ludzi, którzy mają tę swoją własną wizję, niezależnych od
wszystkiego, prawie nie ma. Naprawdę na palcach jednej ręki
można ich policzyć. Jeden wybitny doszedł w ostatnich latach.
Kosek w Toruniu. Ale to jest schizofrenik. A właśnie w tym
środowisku, u niektórych wspaniałych schizofreników ta sztu­
ka, potrzeba jej realizacji, na pewno będzie istniała, i w ogóle ten
nurt: art brut. Z pewnością Legnica, ośrodek w Legnicy,
z którym jestem w kontakcie. Tam to będzie istniało. Natomiast
ci ludzie tutaj znajdą sobie jakiś inny sposób wypowiadania
siebie, załatwiania swoich tragicznych spraw.
Z . B . Ogłaszasz koniec zjawiska, wygasanie pewnej formacji,
zamykasz pewien rozdział. Czy nie jest to wynikiem braku
rozpoznania, czy poszukiwań jakie były, dzięki Tobie i dzięki ty/u
ludziom opiekującym się. Cz.V nadal jest taka sieć która wyłapuje
te zjawiska. Czy macie to rozpoznanie?
A . J . Mamy, jest rozpoznanie, mniej więcej wiarygodne. Ale
to już nie ta sieć, którą dysponowaliśmy w poprzednim okresie.
Być może uda się przywrócić Triennale, wtedy byłoby istotne
rozpoznanie. Jednak nie wierzę, żeby więcej niż jedna, dwie
osoby mogły gdzieś zostać nie zauważone przy tej całej sieci
osób śledzących to zjawisko, kolekcjonerach, dziennikarzach,
którzy też w tym rozpoznaniu uczestniczą. Jest tu „Nowa
W i e ś " , do której dałem wywiad i oni deklarują, iż ogłoszą
konkurs, prosząc swoich czytelników wiejskich, aby podawali
ciekawsze przykłady twórczości. Ale kto to będzie śledził? Ja?
Jak długo? A w Instytucie sprawa ta nikogo nic obchodzi, to jest
piąte koło u wozu. Podobnie jak wielki dorobek krakowskiej
pracowni dokumentacji sztuki ludowej. W tej chwili zastana­
wiam się, co z tym dalej robić. W memoriałach do ministra
pisałem właśnie, że konieczne są pieniądze, żeby tę dokumenta­
cję przepisywać, ładować w komputer, jako, że jest to ołówkami
pisane, ginące, a już w lej chwili bezcenne. Miałem pretensje do
profesora Reinfussa, że nie uwzględniał w czasie badań wielu
parametrów tych zjawisk, ale po upływie 50 lat, to trzeba w rękę
całować, że coś takiego, i to w tak ogromnym rozmiarze,
w ogóle istnieje - ta dokumentacja. Taka jaka jest. Nie można
pozwolić, żeby ona zniszczała. A jeśli chodzi o współczesną
dokumentację, to widzę pewną szansę, że zjawiska, raz już
dostrzeżone i docenione, będą dokumentowane przez muzea,
a także ludzi, którym są bliskie i drogie. Widzę parę takich osób.
W Radomiu Adam Zieleziński, na Śląsku Seweryn Wisłocki
i Maria Fiderkiewicz. Oni, ku mej radości, przejęli tytuł
wystawy, którą z p. Bisiakowa zrobiliśmy w 1985 r. w Radomiu
pt. Talent Pasja Intuicja. Myślę, że teraz jeśli ktoś coś robi
w tym kierunku, to taka książka daje mu odwagę. Sądzę, że nic
ważnego nie powinno umknąć naszej uwadze. Jednak podej­
rzewam, że era wielkości sztuki naiwnej w krajach wysoko
rozwiniętach już przeszła, co widać np. we Francji i Jugosławii.
To nie ja zamykam ten rozdział. Chciałbym, aby zjawisko
istniało. Ale dawniej, przed kilkunastu laty równocześnie
działało co najmniej kilkunastu wybitnych twórców, teraz widzę
ich trzech, czterech. Oczywiście potrzeba twórczej wypowiedzi
będzie chyba zawsze drążyła ludzi. Ale coraz trudniej o wypo­
wiedź samodzielną, nie skażoną natłokiem doznań wizualnych.
Prawdziwa sztuka rodzi się w ciszy. A gdzież ta cisza? Dzisiaj
otrzymałem list, bardzo smutny, Bronisław Krawczuk umarł. To
się stało 2 października. A 22 lipca odszedł i został pochowany
na cmentarzu prawosławnym w Dąbrowicy Bazyli Albiczuk.

209

�Malarz jak mało kto potrzebujący ciszy, kontemplacji. Umarł,
0 czym nie wiedziałem pisząc książkę, Władysław Rząb.
Odchodzą ludzie mi bliscy, drodzy. Jak trudno dojrzeć nowych
twórców o randze Lurki, Kudły, Albiczuka, Heródka. Pisuje do
mnie często Władysław Luciński, i jestem mu za to bardzo
wdzięczny. Wiem, że jestem mu potrzebny. A to takie ważne!
W swej mądrej, nad wyraz dla mnie pochlebnej, serdecznej
recenzji Joanna Tokarska-Bakir napisała, że ja jestem naiwny.
Oczywiście, że tak. Z wielu rzeczy, o których w recenzjach
czytam nie bardzo sobie zdawałem sprawę i gdybyś powiedział,
że przyjąłem świadomie jakąś taktykę literacką, byłoby to
pochlebną, ale nieprawdą.
Z.B. Mnie chodziło o lo doświadczenie i o tę zmianę, że kiedy
przyszedłeś do etnografii, do pisma, to był pewien model nauki,
pisania artykułów, kiedy nie mogłeś przemówić swoją intuicją,
tak jak chcesz. Ze trzeba się było dostosować do pewnych reguł,
konwencji.
Teraz jesteś swobodny i piszesz inaczej.
A . J . Tak, ale to był inny problem. Dziś też chciałbym pisać
uczenie, z tabelkami, systematyką. Też chwilami mnie to korci.
Rzecz w tym, że zrobić sensownie syntezę nie jest łatwo, a jak
robisz wyparowuje z niej to, co tak ważne - życie. Coraz mniej
sensu widzę w robieniu takich uogólnień, które coś spłaszczają
a niewiele wyjaśniają. To coś ty powiedział o nowym paradyg­
macie etnologii, jest dla mnie ważne. Potwierdza moje po­
głębiające się przekonanie, że nie jest się w stanie całkowicie
obiektywnie zjawiska opisać.
Z . B . My w tym numerze zamieszczamy fragment pracy
Caiłloisa o fantastyce, gdzie on polemizuje z. pewnymi opisami,
konwencjami widzenia tej fantastyki i je odrzuca. Powiada - ja
idę własną drogą i robi własną selekcję. Daje całe uzasadnienie
dlaczego pewne rzeczy odrzuca, które we wszystkich mono­
grafiach występują jako przykład sztuki fantastycznej. A on jej
szuka tam, gdzie ona pozornie nie występuje, nie jest taka
eksponowana. Odrzuca wiele dzieł Bosha, wybiera tylko nie­
które, bierze takie rzeczy, które w ogóle nie występowały w tych
monografiach i dziwi się. dlaczego nie występowały. Robi więc
osobistą selekcję i ma osobisty stosunek do tego. Wydaje mi się.
Że jest bardzo podobnie z Twoją książką, że ta selekcja się też. na
tej zasadzie odbywa, i ze ta formula przez Ciebie tutaj przyjęta
1 mimo tych zastrzeżeń, o których mówiłeś, że nie ma w tym
Żadnej taktyki literackiej, jest bardzo świadoma.
A . J . To jest innego typu świadomość, to jest świadomość
postrzegania, że w tym zjawisku kryje się tajemnica tworzenia,
tajemnica różnie uwarunkowanego talentu.
Z . B . / wyobraźni. Dlatego chyba Małgorzata
Baranowska,
Mariusz. Chwedczuk, i inni nie bardzo godzą się z tą tezą, że to
jest formacja zamierająca, w imię choćby tej idei, że wyobraźnia
ludzka jest od tych zewnętrznych uwarunkowań
niezależna.
A . J . Tak, oni się z tym nie godzą, ale to jest teoria. A ja jestem
związany z praktyką. Chociaż chętnie bym widział ich rację.
Rzecz tylko w tym, że wyobraźnia fantastyczna kształtuje się na
bazie doświadczeń nie tylko mentalnych, ale i wizualnych.
Chyba coraz trudniej przebić się przez cały ten zgiełk telewizyj­
nych stacji, nadmiar bodźców.
Z.B. Być może zmienią się warunki kulturowe,
cywilizacyjne
ale ten fenomen choćby, który został ukazany przez. Ciebie w tej
książce - dochodzenia do twórczości w późnym wieku, czy
poprzez cierpienie, te warunki się nic zmienią.
A . J . Tylko pytanie, co kto będzie robił. Dawniej ludzie sadzili
kwiatki. W momencie, kiedy w mieście jest niemożliwością

210

mieć swoje działki, to te potrzeby ludzkie zaczyna się w inny
sposób realizować, w innych formach, postaciach. Do tego
dochodzi wiele rozmaitych czynników. W e ź m y malowanie na
przykład. Malowanie jest w tej chwili trudne. Farby są bardzo
drogie, ludzie mają mało pieniędzy, a ci, o których ja mówię, nie
są bogaci. W tej chwili malowanie jest drogie, a nikt nie da im
tego, co miało miejsce w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiętych, wtedy można było przyjść do Domu Kultury
i dostawało się za grosze papier, farby, pędzle. Robiono różne
rzeczy, naprawdę niewiele w tym ostało z propagandy - teraz
tego nie ma.
Z . B . Ale są wspaniali prywatni mecenasi sztuki, kolekc­
jonerzy, nie pamiętam tych wszystkich nazwisk, znasz je z pew­
nością dobrze.
A . J . Wielu nie ma. Jest tylko jeden wybitny - Leszek
Macak. M ą d r z e zbierający kilku t w ó r c ó w - Bolesław Nawro­
cki. A ponadto kilkunastu miłośników sztuki, którzy mają
niewielkie kolekcje. Oby było ich więcej. Coraz mniej osób
maluje. Nie mam serca do tego, by im w m a w i a ć - chwyćcie
za pędzle. Ponieważ jest też i problem - dla kogo się maluje.
Czy to, co ma być radością ostatnich lat nie jest podszyte
troską - a co z moim dorobkiem? To pytanie zadaje sobie
wielu malujących. Niedawno napisał do mnie pewien malarz,
j u ż niedołężny, stary. Pytał - co ma zrobić, trzyma w domu
około trzystu obrazów, no i umiera. Czuje, że j u ż niedługo
koniec. Rodzina się tym nie interesuje, nikt z sąsiadów tych
obrazów nie chce. To są prace nagradzane na różnych
konkursach. Było przecież wiele konkursów, mniej lub bar­
dziej sensownych. Nagradzali często prace słabe, ale ama­
torzy wielce sobie nagrody cenią. Uważają, że ci, co je
przyznają, znają się na rzeczy. O t ó ż mój staruszek prosi bym
mu powiedział, co ma z tymi obrazami zrobić. M ó w i , gdy do
niego przyjechałem - panie, to jak moje dzieci, a żadne
muzeum tego nie chce przyjąć, żaden Dom Kultury. Czy ja to
mam spalić? Przecież to jest dzieło mojego życia, tu dostałem
nagrodę za to, ta praca była na konkursie takim, a tamte
wyróżniono nawet na konkursie we W ł o s z e c h . I co on ma z tym
zrobić?
Z . B . Tu można by przypomnieć

Zimmerera, który kupował

to,

czym wzgardziły muzea.
A . J . Jeśli chodzi o muzea, mechanizm jest zrozumiały.
W muzeach pracują (raczej dożywotnio) ludzie na ogół już
zastraszeni, dyrektorzy często nie fachowi. Kupić coś? Za co?
A jeśli są pieniądze, to państwowe, lepiej więc kupić coś, co jest
uznane, rozpoznane, wiadome, niż to, co jest niewiadome.
Zimmerer miał odwagę i wrażliwość, ale na swój rachunek. Nie
państwa.
Z . B . A Centrum Sztuki Współczesnej
czy nie
mogłoby
stworzyć takiej kolekcji?
A . J . Nie umiem ci odpowiedzieć, to mogłoby by być przy
Centrum Sztuki, mogło by być przy Muzeum Etnograficznym,
przy jakimś Domu Kultury. Ale do tego powinien być odpowie­
dni człowiek. W tej chwili jest takich dwóch, trzech w Polsce.
Jeden to jest Adam Zieleziński w Radomiu, który ma w Muzeum
Okręgowym piękną kolekcję i pracuje bardzo sensownie. Drugi
to Tadeusz Chlewiński w Płocku. Także w Legnicy zajmują się
dobrze art brut i chorymi psychicznie. Andrzej Kowal dyrektor
szpitala w Kobierzynie tworzy u siebie ważną kolekcję. Myślę,
że troszkę tych ludzi zainspirowałem i te sytuacje, które są, też
pomagają temu, że w tej chwili niektórzy gdzieś zaczynają to
robić. Ale np. Muzeum Etnograficzne w Krakowie jest nie-

�przemakalne, w Warszawie też nic jest za dobrze. Jest jeszcze na
szczęście Jacek Łodziński, to fenomen, ewenement taki jak
Zimmerer, w swoim rodzaju, ogromna wrażliwość, większa niż
u wielu plastyków. Stworzył w Krakowie znakomite rzeczy,
twórczo wykorzystując inspiracje kulturą chłopską, autentyczną
rzeźbą, drewnem - w kształtowaniu nowoczesnego wnętrza
wielkiego sklepu sportowego, i w cudownie zaaranżowanej
winiarni, chyba najpiękniejszej z tych, jakie widziałem w życiu.
A widziałem sporo.
Z.B. A więc jednak pojawił się przykład: rynek, który nie
zagraża.Może więc, ani rynek, anipsychotropy, ani telewizja nie
muszą zakończyć, zniszczyć tego zjawiska.
A . J . U w a ż a m , że kończy się era samotników. Będzie
natomiast napewno wielu amatorów, którzy będą robili rzeczy,
które są popłatne. Już teraz liczy się to, że coś jest ręcznej
roboty. A telewizja? Nie tylko podsuwa wzory, ale - co gorsza
- niszczy ciszę. Samotność. Nie wieszczę końca sztuki, zwanej
naiwną, jedynie koniec pewnej formacji. Właśnie tej porażają­
cej siłą wyobraźni. Ale nie upieram się, nie ma zresztą
większej naiwności niż prognozowanie w kulturze. Może będą
inne formy, komputer, dziesiątki zjawisk. Nie wierzę jednak
w to. by zjawisko, które opisuję istniało w swej krasie
i zasięgu.
Jest jeszcze jedna sprawa, gdy idzie o moje pisanie. Niedaw­
no pewna pani w telewizji poprosiła mnie, żebym jej powiedział
kim jestem. A ja nie umiałem i nie chciałem. Nie chcę być
złapany w siatkę zobowiązań, które narzuca w tej chwili jakaś
dyscyplina. Odczuwam to jako potrzebę szerszą, nas wszyst­
kich. To jest to szukanie szerokie, a nie ograniczenie, żeby się
tam kimś nazwać. Owszem, gdybym ja tylko badał ornament na
przyramkach koszul, to bym się nazwa! etnografem. Ale to co
robię, robiłem, chcę robić - nie mieści się w jednej formułce.
Dlatego nie umiem podać w jednym zdaniu - kim jestem. Piszę

J&lt; " i iii

różnie: socjolog kultury, etnolog, antropolog kultury, krytyk.
Rzadko etnograf.
Z . B . No teraz dosyć staroświecko i krytycznie
potraktowałeś
tę etnografię, wiedząc przecież i sam w tym uczestnicząc,
że
etnografia nie wyczerpuje się w tym, ż.e tak jak i my. zajmuje się
dziś także czymś zupełnie innym.
Zjawisko, któremu poświęciłeś
swoja uwagę przez tyle lat,
może być też tego przykładem.
Było na marginesie nurtu
głównego, wysokiej kultury. I tu jest ta wątpliwość, która nie
pozwala tak łatwo na przyjęcie tej tezy, Że ta forma już się
skończyła. Margines będzie istniał zawsze i tu jest zawsze pole
dla etnografa.
A . J . Na pewno margines wolnej wyobraźni będzie istniał
zawsze. Tylko nie wiem, czy będą istniały zjawiska tak
fascynujące w swojej odrębności, jak te, które opisałem. Ja
- kto? etnograf, jak tego chcesz? Krytyk sztuki? Być może rację
mają ci, którzy widzą we mnie bardziej artystę niż naukowca.
Mówię Ci, jestem przykładem dyletanta nieźle zorientowanego
w różnych rzeczach. To wydaje mi się bardzo charakterystycz­
ne. A to, co mnie pociągało w pisaniu, to sprawa reżyserii,
konstrukcji jednej i drugiej książki. Niezależnie od tego, że mi
bardzo zależało, żeby być uczciwym w opisywaniu swoich
zmian itd. itd. Ale wszędzie istnieje sprawa literackiej konstruk­
cji, wrażliwego ucha i oka. Bo to tak - gdy spojrzę na to co
napisałem, widzę - ładna historyjka, ale gdy spojrzę na
konstrukcję, rytm narracji, dramaturgię całości - wiem. żc
muszę to wykreślić. Nawet smakowity, śliczny epizod. Ponie­
waż, najważniejsza jest dla mnie reżyseria nastroju, jednej
i drugiej książki.

Listopad 1995
opracowała Danuta

Benedyktowicz

iJlnJxyn-\n\VftkmVit

Fragment k s i ą ż k i „ S z t u k a z w a n a naiwna."

2 1 1

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9546" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9524">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/57d399b44eb3f7c3372ed65ff3233023.pdf</src>
        <authentication>b2b9dcf111200c9b4509ca6e91200709</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113718">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3701</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113719">
                <text>1997</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113720">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3478</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113721">
                <text>O sztuce różnie nazywanej / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113722">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2, s.192-196</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113723">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113724">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113725">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113726">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113727">
                <text>O sztuce różnie nazywanej
Aleksander Jackowski

Dlaczego różnie? Ponieważ ten sam obraz bądź rzeźba
różnie mogą być kwalifikowane - jako praca amatorska
(biorąc pod uwagę status autora), ludowa (pochodzenie autora,
nawiązania formalne), „inna" (oryginalność, niezależność od
konwencji), naiwna (poetycka). Wymiennie bywają stosowa­
ne nazwy art brut i sztuka psychopatologiczna, zależnie od
tego, na jakie cechy zwraca widz uwagę. Od jego postawy
zależy czy określi dzieło jako sztukę czy też przejaw ekspresji
psychopato logicznej. Dzieje się tak ponieważ nazywając
wartościujemy.
Przyczyną kłopotów jest nie tylko samo zjawisko, wymyka­
jące się sztucznym ramom podziału, ale i nasza postawa wobec
niego. Nasza wrażliwość. Nazywając - oswajamy dzieło,
wobec którego stajemy. Dzieło często zaskakujące, nowe.
Odczuwanie w kategoriach estetycznych, ale i etycznych
sztuki „innej", Art Brut, twórczości pacjentów zakładów
zamkniętych wiąże się z poczuciem kryzysu naszej kultury,
kryzysu dotychczasowych pojęć. Zadufana w sobie „nowo­
czesność ustępuje miejsca „ponowoczesności", filozofii kry­
zysu, szacunku dla tego, co różni, a to znaczy - szacunku dla
innego, obcego.
W tym kontekście można widzieć zarówno historię sztuki
„wielkiej", jak i fakt dostrzeżenia takich zjawisk jak twórczość
chorych psychicznie, Art Brut, sztuka naiwna.
Do tej sztuki trzeba było dojrzeć. Przebyć daleką drogę,
wiele zrozumieć, pozbyć się złudzeń, poczucia wyższości
jakie ma Europejczyk spoglądający na rzeźbę Czarnej Afryki,
inteligent oglądający chłopską sztukę, czy „zdrowy" patrząc
na dzieła pacjentów psychiatrycznych szpitali. Historia po­

glądów estetycznych jest zarazem studium rozszerzania się
świadomości i wrażliwości. Najpierw - dostrzeżenie w „in­
nym" podobnego sobie człowieka, później zauważenie tej
„inności" w sobie samym. „Dziki" jest nie tylko „tam", on jest
również w nas, we mnie. Obcość ustępuje miejsca zro­
zumieniu, później oswojeniu. Domaga się szacunku. Tak,
szacunku - dla inności, obcości. Szacunku, nie tylko toleran­
cji. Wielu razi słowo tolerancja, na skutek wyczuwalnej
w nim intencji filantropijnej. Jestem lepszy, więc toleruję. Nie
mogę cię odrzucić, zniszczyć - więc toleruję.
Mówi się, że istnieje tylko sztuka dobra i zła. Nie trzeba
jednak szczególnej wrażliwości, by zarówno w złej jak
i dobrej dostrzec zjawiska o wspólnym mianowniku. Nas
interesować mogą dwa obszary twórczości, jeden który wiąże
się z doświadczeniem zewnętrznym i drugi - w którym
twórczość stanowi przede wszystkim wyraz osobowości
człowieka. Siłą sprawczą tej ostatniej będzie moc kreatywna;
ekspresja niezależna od wzorów, mód, prądów artystycznych,
środowiska. Taką twórczość możemy nazwać osobną, jakby
poza czasem i przestrzenią. Kreuje ją przede wszystkim moc
wyobraźni. Jest to twórczość samodzielna. W jej obrębie na
jednym krańcu znajdą się dzieła wielkich artystów, nowato­
rów, przekraczających dotychczasowe granice, - na drugim
zaś końcu znajdzie się twórczość intuicyjna, spontaniczna,
której siłą staje się właśnie brak wiedzy, brak świadomości
tego, co wolno, a czego nie wolno. Jest to twórczość obojętna
wobec tego, co ją otacza, wygenerowana „od środka", niemal
bez pośrednictwa ukształtowanych już form wypowiedzi.

�Bywa, iż twórczość taka stanowi najważniejszą formę samore­
alizacji człowieka, w niej właśnie się on wypowiada i prze­
gląda.
Jak widzimy, w tym obszarze dostrzec można zarówno
artystów, których sytuujemy w kręgu Art Brut, jak też
twórców wybitnych. Pierwszych - ponieważ nie wiedzą,
w znacznej mierze wolni od niwelujących wpływów kultury
i drugich, którzy dzięki swemu talentowi, mocy wyobraźni
i osobowości idą własną drogą. Pierwszych cechuje brak
świadomości, drugich - nadświadomość. Prymityw i geniusz
podają sobie ręce.
Przejdźmy teraz do obszaru twórczości, który cechuje
zależność od kultury, od tego co wspólne, wypracowane
w zbiorowym procesie rozwoju. Twórca jest świadomy
wzorów, kryteriów ocen, sytuacji zewnętrznej, kontekstów.
Jest, najprościej mówiąc, dzieckiem swego czasu. W grupie
artystów akademickich tor jego działalności wytyczać będzie
uzyskane wykształcenie, wzory środowiskowe, stylistyka
dzieł, które uznawane są za dobre, modne.
A artyści niewykształceni, zwani nieprofesjonalnymi? Wię­
kszość mieści się właśnie w tym kręgu, niemal wszyscy
amatorzy, dla których osiągnięciem jest namalowanie obrazu
przypominającego inne, podzivWane obrazy. Jeśli malują
pejzaż - starają się o to, by ich dzieło uwieczniało go, jak
aparat fotograficzny. (Natomiast ci, z Art Brut, malując pejzaż
wyrażają często siebie, dramat okaleczonego drzewa, obłędny
wir gwiazd, rozpacz i ukojenie).
Znamienny dla sytuacji polskiej jest wyraźny, wręcz de­
monstracyjny rozdział (rozdźwięk) między amatorami i twór­
cami profesjonalnymi, legitymującymi się przynależnością do
związków twórczych, dyplomem Akademii. Podział ten ma
oczywiście uzasadnienie. Sprawa jest prostsza w przypadku
zadań plastycznych, które wymagają określonych umiejętno­
ści, posługiwania się nowoczesnym intrumentarium, tu wie­

dza jest konieczna, choć sposób jej uzyskania może być różny.
Natomiast w sztuce „wyrażającej", „czystej" rzecz nie jest już
tak oczywista. Ściślej mówiąc - oczywistą była, ale już nie
jest. Póki bowiem istniały wyraziste kryteria ocen (sprawno­
ści rysunkowej, znajomości anatomii, technologii, perspek­
tywy), można było łatwo dostrzec profesjonalizm artysty,
oddzielić „uczonych" od „samouków".
Obecnie mamy do czynienia z inną sytuacją. Twórczość
wolna od reguł warsztatowych często mało lub wcale nie różni
się od tej, którą nazywamy amatorską.
Tam, gdzie decyduje intuicja, wyobraźnia, znika przewaga
akademickiego artysty. Kiedy musiał znać techniki podkładu,
laserunku, stopień wiedzy i doskonałości podlegał - przynaj­
mniej od tej strony - weryfikacji. Dziś oglądamy np. obrazy
Hermana Nitscha malowane krwią z rozpłatanych na oczach
widzów brzuchów zwierząt, w Centrum Sztuki Współczesnej
widzieliśmy obraz przypominający polską flagę narodową,
tyle że z podpisu wynikało, iż biel malowana jest mlekiem,
a czerwień krwią. Jerzy Bereś epatuje widzów nagością,
rozpala ognisko, prowadzi dokoła niego siebie na łańcuchu,
jak zwierzę. Kiedy w TV obnażył przed wieloma laty swój
tors Franciszek Starowiejski, miało to jakiś sens, coś w ów­
czesną sytuację wnosiło. Powtarzane po wiele razy jest
żałosne i nie daje żadnych podstaw dla różnicowania oceny:
profesjonalny - nieprofesjonalny. Czy nawet: zdrowy - chory
psychicznie. Znam poważnych ludzi, znających się na sztuce,
którzy podobnie jak ja mieli kłopoty z odróżnieniem w war­
szawskiej galerii Zapiecek powieszonych razem i wymiesza­
nych dzieł profesjonalnych artystów oraz pacjentów szpitala
w Tworkach.
Przypominam sobie zabawny epizod o podobnym wy­
dźwięku, kiedy to Andrzej Urbanowicz i Urszula Broll
zorganizowali w Katowicach wystawę i dyskusję o sztuce,
w której wzięli udział artyści, krytycy, filozofowie, estetycy.

Henryk Żarski

193

�Nikifor

Pewien znamienity estetyk przyjechał na drugi dzień imprezy,
zabrał głos i autorytatywnie przekonywał, iż pojęcie sztuki
można wiązać tylko z dziełami świadomie zbudowanymi.
Proszę, wskazał ręką na obrazy zawieszone na lewej ścianie
-oto typowe, niezborne, ekspresyjne dzieło. Od razu widać, że
to twórczość chorego psychicznie. A te - tu wskazał na prawą
stronę sali - to tkaniny, zdyscyplinowane, świadomie tworzo­
ne... umilkł zdziwiony śmiechem, który ogarnął salę. Nie
wiedział tego, co obecni, iż są to wszystko prace tego samego
artysty p. Henela ze szpitala w Branicach, zresztą człowieka
którego hospitalizowano z absolutnie nie medycznych powo­
dów. Tkanina zmuszała do dyscypliny formy, obraz zaś nie
stawiał tych wymagań.
Jeśli wszystko jest sztuką, kryterium wykształcenia prze­
staje coś znaczyć. Więcej - nie zdziwię się, jeśli wkrótce
zaistnieje taka sytuacja, iż starsi amatorzy będą prezentowali
prace z kręgu realistycznego, malowane z natury, podczas gdy
tzw. profesjonaliści zaoferują dzieła eksponujące wyobraźnię.
Gość np. z Rosji łatwo będzie mógł odwrotnie odczytać ich
proweniencje, amatorów przypisać do Akademii, profesjona­
listów uznać za twórców „intuicyjnych".
Piszę o zjawisku, ponieważ - jak sądzę - wpłynęło na fakt
pozytywnej oceny mojej książki Sztuka zwana naiwną. Podej­
rzewam, że ta sama książka przed dziesięcioma laty takiej
oceny by nie uzyskała.
To, co przed czterdziestu laty widział Jean Dubuffet,
tworząc kolekcję l'art brut dostrzega dziś coraz więcej osób.

194

Także profesjonalni plastycy. Jednak ciążenie antagonizmu:
profesjonalny - nieprofesjonalny, tak silnie występujące
w latach PRL będzie występowało jeszcze długo. Wskazuje
na to choćby ten zabawny fakt, iż na znakomitych wystawach
sztuki „innej", kiedyś we wrocławskiej galerii Awangarda,
później w Krakowie, Warszawie, Radomiu (Talent, Pasja,
Intuicja), ostayiio w Bydgoszczy nie widziało się nikogo
z zawodowych plastyków (poza osobami uczestniczącymi
w jury). Ostentacyjna nieobecność. Jak by chcieli powiedzieć:
co to nas obchodzi? A może to obawa - co by by ło gdyby mnie
tutaj widziano?
Sytuacja dotyczy Polski. W innych krajach sztuka, zwłasz­
cza z kręgu Art Brut, twórczości spontanicznej, intuicyjnej,
budzi znaczne zainteresowanie, szczególnie środowisk twór­
czych. Inspiruje, rozszerza horyzont poszukiwań.
Skąd więc u nas ten antagonizm? Sądzę, iż jest on głęboko
osadzony w tradycji peerelowskich lat. Sztukę traktowano
wówczas jako składnik frontu ideologicznego, jedną z form
propagandy. Za przykładem Wielkiego Brata otaczano ją
opieką, twórcom zapewniano liczne przywileje, stypendia,
mieszkania, zagraniczne wojaże, plenery. Oczywiście wiąza­
ło się to z istnieniem centralnej instytucji, na którą władze
mogły mieć wpływ. Beneficja przysługiwały tym, którzy po
ukończeniu wyższych uczelni artystycznych zostawali przy­
jęci do związków twórczych.
Model ten przypominał radziecki. Tam ograniczał inwen­
cję nieporównanie silniej, choć dawał niezłą podstawę warsz-

�tatową np. do realistycznej kompozycji obrazu. Wiązał się
z ideologią socrealizmu. Ale, gdy u nas ta ideologia zwiet­
rzała, układ pozostał. Środki z budżetu Państwa zostały te
same, kierowane do Związku Plastyków, na stypendia. Uru­
chomiono w ten sposób mechanizm konkurencji, bowiem
dopuszczanie do stołu nowych adeptów uszczuplało istniejące
kwoty do podziału. Sytuacja ta w sposób oczywisty wymusza­
ła istnienie mechanizmów obronnych, podsycając konflikt
między profesjonalistami a amatorami. Władza konflikt ten
świadomie wykorzystywała, np. traktując go jako formę
nacisku na buntujące się w okresie Solidarności środowiska
związkowe. (Przyjęto wówczas do reżymowego Związku
przeszło 1000 amatorów).
Zastanówmy się z kolei nad sztuką ludową. Co ją wyróż­
nia? Gdzie ją sytuować na skali: oryginalność - konwencja?
Otóż poza rzeźbą cała sztuka ludowa należy do sfery, w której
decyduje konwencja. Proces twórczy polega w niej, podobnie
jak we wszystkich kulturach opartych o kanon artystyczny - na
poruszaniu się w wąskich ramach inwencji, na doskonaleniu
wariantów, realizacji tych propozycji, które uzyskują akcepta­
cję zarówno środowrska twórców, jak i odbiorców.
W sztuce ludowej obserwujemy tym większą wspólnotę
w ramach regionów, im większa jest zależność danej dziedzi­
ny od rzemiosła, narzędzia i techniki wykonania. W hafcie,
stroju, zdobnictwie, rzemiosłach - tradycja i sposób przesądza
o charakterze twórczości, którą postrzegamy jako dzieło
niemal anonimowe, osadzone w tradycji. Mówimy: Łowicz,
Opoczno, Kaszubi, Górale.
Jedynie rzeźba - jak to powiedzieliśmy - wyłamuje się z tej
sytuacji. Nie ma rzeźby łowickiej czy podhalańskiej, jest
Heródek, Lurka, Śledź, Krajewscy, Skrętowicz, Chajec, Olek­
sy. Ale obok nich, skoro działali w środowisku chętnym do
naśladowania, powstawały (działające przez kilka, kilkanaście
lat) ośrodki: łęczycki, paszyński, sierpecki, łukowski - już
podlegające „ludowym" prawidłom.
Rzeźba, zarówno dawna, jak i współczesna jest w swych
szczytowych osiągnięciach osobna, zależna od jednostki a nie
od środowiska. Dlatego, gdyby chcieć nazywać ją ściśle, a nie
zgodnie z tradycją, trzeba by ją widzieć w kręgu Art Brut.
Art Brut. Sztuka nie tknięta kulturą, nie ociosana, po­
zbawiona wszelkich wpływów. Bezpośrednio wyrażająca
człowieka. Poza konwencjami, modami, wpływami. Sztuka
ludzi, którzy za nic mają uznane wielkości i ciąg tradycji - i to
nie dlatego, że jej odrzucają, ale ponieważ ich nie znają, i znać
nie chcą. Nic to ich nie obchodzi. Nie dotyczy.
Twórca pojęcia, wybitny malarz i rzeźbiarz francuski Jean
Dubuffet szukał dzieł, które włączył do swej kolekcji Art Brut,
w szpitalach psychiatrycznych, w więzieniach, w środowis­
kach kloszardów, włóczęgów, żebraków. Na marginesach
społecznej egzystencji. Na dnie. Tam gdzie twórczość wyraża
człowieka direct. Bez posługiwania się już stworzonymi
formami. Śpiewu się uczymy, naśladujemy - krzyk rodzi się
sam. Z bólu.
Byłoby nonsensem traktować dyrektywy Dubuffeta do­
słownie, każdy funkcjonuje w jakimś obszarze kultury. Łączy
go z innymi ludźmi język, zasób doświadczeń wzrokowych,
słuchowych. Łączy pamięć krajobrazu, nawet gdy jest nim
rynsztok i krata wylotu powietrza na stacji metra.

Doświadczenia wzroku i pamięci tworzą tło i zaplecze
wyobraźni. W tym rozumieniu można je traktować jako stan
„przed-kulturowy". Podobnie jak sen. Budulec snu bywa
podobny - elementy rzeczywistości. Ale sen rządzi się swymi
prawami, równoległy do życia. Wyraża je, demaskuje, za­
wstydza. Zbieżność snu, jako fenomenu, z twórczością „pier­
wotną", wart jest wnikliwych studiów. I tu i tam występuje
zjawisko wzajemnego oddziaływania - świadomości i tego, co
poza nią. Podświadomość interweniuje w snach, kieruje
wyobraźnią, impulsami, które wyrażają się w rysunku, bazgrołach, obrazach, formach przestrzennych.
Nasza kultura kształtując, nawet formy buntu, anarchii,
kontrkultury, oddziela nas od natury. Przytłumia wrażliwość
na to, co się racjonalnie nie da ująć. Na niepojęte. Na
nienazwane. Na to, co jest obszarem wiary, lęku egzysten­
cji.
Zatraciliśmy umiejętność słuchania przyrody. Nie rozumie­
my, co do nas mówią ptaki i drzewa. Dostrzeżemy je dopiero,
gdy padną zatrute wyziewami fabrycznych kominów. Nie
czujemy miejsc „dobrych" dla nas i „złych", tego co tak
oczywiste dla kota i psa. Zwierzęta czują, wiedzę mają
w sobie, my musimy tworzyć narzędzia, by przywracać
równowagę, między nami a światem otaczającym. Niepokój
wynikły z tej sytuacji widoczny jest coraz silniej. Aula
warszawskiej Politechniki raz po raz zapełnia się czarow­
nikami, uzdrowicielami, przepowiadaczami przyszłości, szar­
latanami, eksperymentatorami medycyny nie-konwencjonalnej.
Ekstaza, stan olśnienia, natchnienie, siła modlitwy, mantry,
twórczość, oto miejsca styku kultury z tym, co nazywamy
naturą. Przebicie kokonu. Spojrzenie poza mur.
Twórczość spod znaku Art Brut nie układa się w ciąg
rozwojowy, iks nie będzie bogatszy doświadczeniem igreka,
nie ma co tu mówić o tradycji, rozwoju. Istotą Art Brut jest
nieustanny powrót do początku. Do niepokoju, trawiącego
człowieka. Do wiary, bez której życie wydać się może
pozbawione sensu. Do twórczości, którą sami sobie rzucamy
jak koło ratunkowe.
Życie, kiedy o nim pomyśleć jest straszne. Na szczęście
o nim nie myślimy, a jeżeli... - to mamy wypracowane przez
pokolenia protezy: religię, filozofię, twórczość. A dlaczego
twórczość? Ponieważ zatrzymuje czas. Ślad naszego istnienia.
Art Brut niczego nie załatwia. Nie jest i nie może być
programem. Więc czymże jest? Samotnym monologiem?
Sposobem istnienia? Głosem w ciemności? Ręką wyciągniętą
do ciebie, do mnie, do nas wszystkich?
Sztuka zwana naiwną. Cóż to za kategoria? Znakomity
znawca sztuki Oto Bihalji-Merin, „papież naiwnych", napisał,
iż twórczość naiwna jest spadkobiercą ludowej. Rozumiał
przez to, iż kiedy moc zbiorowości, która przesądzała o trady­
cyjnej formie sztuki ludowej, przestała istnieć, zostały in­
dywidualne potrzeby ekspresji twórczej, dal których podnietą
jest bardziej osobowość artysty, niż wzorce wśród których
żyje. Zauważmy przy tym, iż na kształt doznań twórcy
wiejskiego wciąż wpływa pejzaż, charakter zajęć, stosunek do
tradycji, poczucie zależności od sił przyrody, upodobania
estetyczne itp. Tworzą one zaplecze wrażliwości, zaplecze
wyobraźni.

195

�Sztuce naiwnej bliższy jest świat dziecięcej wyobraźni,
widoczna w niej jest pewna izolacja psychiczna, zresztą nie
wiele mająca wspólnego z psychopatologią. Znamienny jest
pod tym względem przykład okulisty niemieckiego dr. Papsta,
który - ceniony w kręgu zawodowym, wówczas gdy malował
bliski był sztuce, którą nazywamy naiwną.
I jeszcze jedno. Elementy „naiwności" dostrzegamy w róż­
nych obszarach sztuki. Zależnie od zaplecza doświadczeń
wzrokowych, świata otaczającego. Dla Heródka, Oleksego,
Miki, Wiśnios, Lampart - zapleczem będzie wieś, warunki
życia, to co się widziało od maleńkości. Dla Nikifora - także
fascynujący go świat cerkwi i kościołów, wyobrażenia, które
musiał sam dopowiadać, by się układały w spójny program
wiary, w świat zbudowany hieratycznie. Marty Michałows­
kiej „naiwność" przenika świat uporządkowany, dostatni,
wyrażając się w marzeniach i snach.
Naiwność, podobnie jak dobroć, serdeczność, zdolność
współczucia, może cechować ludzi z różnych kręgów społe­
cznych, biednych i bogatych (choć raczej tych nie myślących
o pieniądzach).
Dodajmy, że Dubuffet nie znosił zarówno sztuki ludowej,
jak i naiwnej. Szukał odrębności, siły wyrazu, własnego
głosu. Przypuszczam, że na tej ocenie „naiwnych" zaważyło
doświadczenie ówczesnej Jugosławii, gdzie sztuka zwana
naiwną była w znacznym stopniu zbiorową produkcją in­
spirowaną i monitorowaną, podobnie jak u nas Cepelia.
Dubuffet widział też w jakim kierunku podąża sztuka naiwna
we Francji i we Włoszech. Stała się stylem, naśladowanym,
wciągniętym w układy komercyjne.
Naiwni istnieją, ponieważ jest na nich zapotrzebowanie.
„Prawdziwych" było nie wielu, a czy jeszcze są? To pytanie
nurtowało mnie, a także Bihalji-Merina. Dlatego podjął
wysiłek zorganizowania wystawy „czystych" naiwnych,
w Monachium i ZUrichu. Pomagałem mu, wspólnie selekc­
jonując napływający materiał. Z Polaków pokazałem jedynie
Nikifora, Ociepkę i Rybkowskiego. Ale mimo naszych starań
„trzeba było" pokazać już powszechnie za naiwnych uznane
postacie. Zatarła się też granica między twórczością kręgu Art
Brut a naiwnymi. Raz jeszcze można się było przekonać, iż
syndrom naiwności manifestuje się różnie, a tam gdzie jest
najłatwiej rozpoznawalny - dotyczy zjawiska, które równie
dobrze można nazwać sztuką ludową (Gwatemala, Wenezue­
la, Kenia). „Naiwni" mieszczą się w obszarze, którego
jednym biegunem jest sztuka ludowa, a więc wspólnota,
drugim indywidualna kreacja, krzyk rozpaczy, obsesja.
A co ma do rzeczy norma zdrowia psychicznego?
Niewiele. Po pierwsze nie wiemy, co to jest to zdrowie. Co to
znaczy „zdrowy". Gdzie? W jakiej kulturze, środowisku? Kto
jest „zdrowy" - wrażliwy człowiek, czy cham? Pan Jezus,
poświęcający się za ludzi, gotów ponieść śmierć, cierpieć
- wówczas gdy mógł uciec, uchronić życie, czy żołnierz,
stojący na straży Jego grobu. Żołnierz, tak jak policjant,
zomowiec, wypełniający obowiązki, godzący się na to, by
wypełniać każde polecenie przełożonych. W kamieniołomach
(ale także mieszczańskich domach) intelektualista, poeta,

196

wydadzą się dziwakami; wśród intelektualistów człowiekiem
z marginesu okaże się „zwykły człowiek". Wśród twórców
inne są normy zachowania, rozwibrowania, niż wśród rol­
ników bądź robotników. Wielkie napięcie twórcze sięga
w sferę metafizyki, przekracza granice. Konrad, Kordian - jak
ich zakwalifikujemy?
Nasza epoka schyłku wieku zdaje się przyjmować niepisa­
ne kryterium - skoro twórczość zyskuje uznanie, pisze się
o niej, mówi, osiąga (to ważne!) wysokie notowania na
aukcjach - należy do nas, do świata żywych. Niedostrzeżona,
nieznana, charakterystyczna tylko dla niektórych stanów
psychicznych - pozostaje domeną zainteresowania klinik
psychiatrycznych.
Kiedy mamy do czynienia z bezspornie wielką sztuką
wręcz nietaktem byłoby pytanie o kondycję psychiczną
artysty. Goya, Bosch, Bacon, van Gogh, u nas Mickiewicz (u
kresu życia), Norwid, Chopin, Malczewski, Dunikowski - cóż
nas mogą obchodzić dziwne epizody w życiu artysty, momen­
ty niezwykłych napięć, wzlotów i upadków - czy bez nich by
była możliwa wielka twórczość?
Nie, to źle postawione pytanie, sugerujące iunctim; istotne
jest inne - czy widzimy związek pomiędzy napięciem
wyobraźni, stanem olśnienia twórczego, a przekroczeniem
tzw. normy zdrowia psychicznego. Oczywiście sztuka jest
obszarem, w którym ujawniają się nie tylko doświadczenia
człowiecze, ale także intuicje, błyski rozświetlające tajem­
nicze obszary niewiadomego. Sztuka przekracza doświad­
czenie, tworzy nowe rzeczywistości, wcześniej nie prze­
czuwane. Nie wierzę w kosmitów, w księgi święte na ziemię
zesłane. Ale milknę w niezwykłym zdumieniu słuchając
muzyki Mozarta, muzyki o której powiedziano, iż dziurawi
niebo. Muzyki Jana Sebastiana, w której zdajemy się bardziej
dotykać tajemnic świata, niż w osiągnięciach fizyki.
Dwa powody widzę, dla których zjawisko, którym się
interesujemy, jest ważne. Jeden - artystyczny. Ten dotyczy
nikłego procentu prac. Drugi - ludzki, terapeutyczny. Rozu­
miem przy tym to pojęcie szeroko, nie tylko jako formę terapii
zajęciowej. Są kategorie ludzi, zwłaszcza niepełnospraw­
nych, dla których ekspresja twórcza stanowi istotną, czasem
nawet jedyną formę samorealizacji.
Wtedy, gdy twórczość (obojętne jak i kiedy wywołana)
staje się dla człowieka ważna, problem estetyczny schodzi na
daleki plan. Twórczość ta ma bowiem pierwszorzędne zna­
czenie dla odbudowy psychicznej człowieka, dla jego samo­
poczucia. Bywa, że przywraca sens życia.
Ale* opiekunowie, mający wpływ na losy tych ludzi,
powinni tworzyć takie sytuacje, takie formy opieki, by dając
satysfakcję nie budzić próżnych nadziei. Nie mieszać w gło­
wach.
Istnienie mody na naiwnych czy Art Brut ma swoje strony
pozytywne. Nawet dla panoramy współczesnej sztuki. Ale
może też mieć skutki ujemne. O tym też trzeba pamiętać.
Zawsze jednak - najważniejszy jest człowiek. Jego spokój,
jego satysfakcje, jego los.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9545" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9523">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e18b3c2b9feaf4c41c40b9c2a8d97368.pdf</src>
        <authentication>b87f5ea7a94b03d2ee34771a68f7fe0b</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113708">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3702</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113709">
                <text>1997</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113710">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3479</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113711">
                <text>50-lecie "Kontekstów. Polskiej Sztuki Ludowej" / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113712">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2, s.197</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113713">
                <text>Sulima, Roch</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113714">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113715">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113716">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113717">
                <text>50-lecie „Kontekstów. Polskiej Sztuki Ludowej"
„Konteksty" były zawsze azylem dla INNOŚCI. Były
miejscem wspólnym dla tych, którzy przychodzili tu z różnych
stron, różnych środowisk, dyscyplin naukowych i kręgów
towarzyskich. Spotykały się tu, i spotykają, najświetniejsze
nazwiska naszej humanistyki.
Przychodzenie tutaj nie wymagało zachowania jakichkol­
wiek pozorów. Ceremoniały, naukową grzeczność i rutynę
zostawiało się przed progiem redakcji. Wypadało tu raczej
przynosić odrobinę własnego szaleństwa, niepokorności wo­
bec autorytetów.
Atmosfera „Kontekstów" czyniła nas po trosze „odmieńcami". Ci, którzy tu przychodzili, stawali się „innymi" także
wobec siebie, nawet jeśli wywodzili się z tej samej formacji
umysłowej, czy nawet z tej samej pracowni czy szkoły
artystycznej.
Fantazje akademików miały tu szanse spotkać się z fantaz­
jami genialnych analfabetów, czy twórców zwanych naiw­
nymi. Oddano tu również głos tym INNYM, którym kiedyś
administracyjnie ten głos zabrano. Chciałbym tylko przypo­
mnieć rezonans, jaki wywołały monograficzne numery „Kon­
tekstów" poświęcone kulturze Żydów polskich, kulturze
Łemków, Litwinów, a dziś także Ukraińców.
Dominowało tu spojrzenie z peryferii. Zrazu, redakcja
„Polskiej Sztuki Ludowej" była na te peryferie skazana, ale
rychło też owo skazanie stało się wyborem. Można stąd b^yło
widzieć więcej i inaczej. Dokonywało się swego rodzaju
przesunięcie punktów obserwacyjnych, odsłanianie innych
światów, tu - nad Wisłą.
Intuicje te dało się odczytać m.in. w artykule Andrzeja
Wajdy, który pisał na łamach PSL, w roku 1956, o ekranach
odpustowych fotografów. A najradykalniej sformułował je
Ludwik Stomma w roku 1989. Pisząc o niedostatkach badań
nad polską kulturą stwierdzał, iż dominuje w tych badaniach
„swoista pruderia skłaniająca do dyskwalifikowania tematów
'nieeleganckich', czyli 'niestosownych'. (...) W badaniach
kultury wsi kręci się nadal polska etnografia w roztańczonym

do skretynienia świecie Kolberga" i pytał dalej: „czy - cho­
ciaż wieki mijają - świat ma być nadal 'spokojny i wesoły'?
Tak czy owak, by zrozumieć nagły, dławiących strach, który
ogarnia nas w ciemnej parczewskiej uliczce, nie warto sięgać
do dorobku polskiej etnografii. Nie będzie tam ani cienia
poszlaki".
Na łamach „Kontekstów", oficjalna, szeleszcząca wykrochmalonym strojem ludowość musiała zderzyć się z owym
„dławiącym strachem w ciemnej parczewskiej uliczce".
Ludność odświętna musiała przegrać z tym, co dzieje się na
gościńcu codziennej egzystencji. Szczęśliwie się stało, że
redaktorzy „Kontekstów" wierzyli w kreatywną moc parado­
ksów, poznawczą wartość metafory. Bywali ironistami.
Wówczas fantazje, z którymi przychodziło się do „Konteks­
tów", nie groziły naukowym samobójstwem, a poczucie
humoru Aleksandra Jackowskiego spełniło tu nie jeden raz
funkcje regulacyjne. Ośmielało, ale i przywracało realne
miary przedsięwzięciom.
W „Kontekstach" uderzała charakterystyczna bezintereso­
wność w uprawianiu humanistyki, bezinteresowność w po­
szukiwaniu „nowego". A przecież, strzeż nas Panie Boże od
tych, którzy systematycznie, zawodowo, i przeważnie za
cudze pieniądze, czynią „dobro", bądź czynią „nowe".
Przyjmowano w „Kontekstach" gorąco albo zimno. Nigdy
letnio. Zawsze trzeba się tu było mieć na baczności, nie można
było stanąć pewnie, czyli stanąć, w miejscu, gdyż pojawiały
się jakieś ambiwalencje, jakieś „nowe słowniki"; wchodziło
się w jakąś dwurzeczywistość.
Przy lekturze „Kontekstów" można było też stwierdzić, że
jeśli jakieś pomysły redakcyjne trafiały niezupełnie w cel, to
zawsze mierzyły ponad cel, nigdy obok.
Mamy oto półstulecie „Kontekstów". Nie słyszę jednak,
aby ich redaktorzy kuli w spiżu swoją stopkę redakcyjną.
17 I 1997 r.
Roch Sulima

Zbigniew Benedyktowicz, Aleksander Jackowski; w pozie Stańczyka - Sławomir Sikora

197

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9544" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9522">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/efb8e727e6926d029e93b4b82b52de7a.pdf</src>
        <authentication>ad83f9ffa10a9ff1896db8f0f6741c7a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113698">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3697</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113699">
                <text>1997</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113700">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3474</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113701">
                <text>"Czyż nie byliśmy jak para rozbitków...' / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113702">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2, s.161-162</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113703">
                <text>Benedyktowicz, Zbigniew</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113704">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113705">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113706">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113707">
                <text>„Czyż nie byliśmy jak para rozbitków...'

5

Dotknięcie historii. Listy i archiwum Bronisława Malinowskiego
Zbigniew Benedyktowicz
Dobrze się stato, że właśnie w tym numerze poświęconym
Historii i Antropologii możemy rozpocząć cykl publikacji
fragmentów listów a w przyszłości także i Dzienników
Bronisława Malinowskiego, udostępniając je po raz pierwszy
polskiemu czytelnikowi. Cykl ten będziemy kontynuować
w następnych numerach. Stało się to możliwe dzięki życz­
liwemu zainteresowaniu i pomocy okazanej ze strony pani
Heleny Wayne dla naszego projektu. Na czym polega ów
projekt? Zamierzamy sukcesywnie publikować na łamach
„Kontekstów" dostępny dotąd jedynie w postaci okrojonego
angielskiego tłumaczenia, nie zawsze zresztą najlepiej ocenia­
nego (A Diary in the Strict Sense of the Term ), słynny już
Dziennik Bronisława Malinowskiego, przyczyniając się tym
do przygotowania jego pełnej polskiej edycji. Byłoby to
pierwsze wydanie oryginalnej wersji zapisków Malinows­
kiego - mimo tego, że prowadzonych w ponad 11 językach,
jak obliczył to jeden z wnikliwych autorów komentarza do
tego polifonicznego i poliglotycznego dzieła, to jednak - głó­
wnie przecież sporządzanych w języku polskim.
1

2

3

W tej sprawie miałem przyjemność spotkać się i rozmawiać
z panią Heleną Wayne w listopadzie 1996 najpierw w Cam­
bridge, a potem w Londynie w Archiwum London School of
Economics, gdzie razem pochylaliśmy się nad zeszytami
Dzienników jej ojca, listami, które pani Helena, po sprowadze­
niu ich z Meksyku, zdeponowała w archiwum LSE. Dziś
chciałbym podziękować Jej nie tylko za przychylne zro­
zumienie dla naszych zamierzeń, za okazaną serdeczność i za
czas, jaki poświęciła na to, by choćby wstępnie, być przewod­
nikiem po tych zbiorach i dać orientację ile jeszcze w związku
z tym przedsięwzięciem czeka nas pracy, ale przede wszyst­
kim chciałbym podziękować za to niezwykłe spotkanie. Co
innego bowiem znać kogoś wielkiego z historii, z historii
nauki, poznawać go i obcować z nim poprzez jego dzieło - od
razu staje przed oczyma czas studenckiego terminowania,
seminariów, egzaminów, zaliczeń i zdawań z Argonatów
Zachodniego Pacyfiku, z teorii kultury, obrzędów Kula - co
innego zaś dotykać historii i czuć jak ona nas w siebie zagarnia
i dotyka. (Przeżycie jakiego z pewnością doświadcza po­
wszechnie każdy historyk w swoim kontakcie i pracy z doku­
mentem, o ileż jednak może okazać się silniejsze dla nieprzyzwyczajonego do tego laika). Czy mogłem bowiem w tamtych
studenckich latach, w najśmielszych, jak to się mówi, marze­
niach, wyobrażać sobie, że oto po wielu, wielu latach,
w towarzystwie córki uczonego wyjmować będę z kolejnych
teczek, odwijać z ochronnych opakowań, brać w ręce kolejne
zeszyty zapisywane ręką autora, przewracać kolejne kartki,
których on również dotykał, wczytywać się w jego, czasem
niejasne, czasem przejrzyste, wyraźne, równo kładzione at­
ramentem pismo, niekiedy znów zaś w wyblakłe znaki,

zapiski, mając świadomość, że „te" były czynione podczas
wycieczek (zawierają opisy tras) z „czasu" Zakopanego, „te"
znów w Australii, a „te" zapisane zostały podczas badań na
Trobriandach. Czy mogłem sobie wyobrażać, że razem
z kolegą Maciejem Krupą, etnografem, Zakopiańczykiem,
niegdyś moim studentem z Uniwersytetu Jagiellońskiego,
który zdążył już być po drodze Przewodniczącym Związku
Gmin Tatrzańskich, a obecnie od paru lat pracuje w BBC
w Londynie tłumaczyć będziemy podczas tego krótkiego
spotkania, chociaż nie znającej i nie posługującej się językiem
polskim, pani Helenie (nie Helen!), to jednak przecie bezbłęd­
nie wymawiającej wszystkie polskie nazwiska i polskie
nazwy miejscowości pojawiające się w tych zapiskach,
niejasne jeszcze dla niej fragmenty i , że wczytywać się
będziemy w opisy miasta i pierwszych wrażeń Jej ojca po jego
przybyciu do Londynu, jakie zawarł w liście do Anieli
Zagórskiej. - Zdziwienie i poczucie niezwykłości tym więk­
sze jeśli zważyć historię tych dokumentów. Oto pośród tych
zachowanych zeszytów, przywiezionych przez panią Helenę
z Meksyku zachował się szkolny zeszyt matki Bronisława
Malinowskiego, z lekturami i wypracowaniami, z nadrukiem
galicyjskiej Organizacji Szkół Ludowych. Zarówno ten jak
i pozostałe zeszyty nic tylko, że przetrwały dwie wojny, ale
ileż świata objechały zanim osiadły na powrót(?) w Londynie.
Wyobraźmy sobie tę topografię wędrówki i ocalenia zapisaną
w tych zeszytach, mogącą przyprawić nie tylko Warszawiaka
0 zawrót głowy: Galicja - Londyn? - Australia? - Nowa
Gwinea? - Trobriandy? - Wyspy Kanaryjskie? - Tyrol?
- Francja? - Anglia? - Szkocja? - Stany Zjednoczone?
- Meksyk - Londyn.
Czas i przestrzeń. Dobrze więc się stało, że w numerze
poświęconym historii i antropologii, w zgodzie z wezwaniami
1 nawoływaniami zawartymi pośród wielu zamieszczonych tu
artykułów, upominającymi się o historię zachowującą wymiar
przeżycia, barwę, smak, klimat epoki, historię bliską swym
romantycznym tradycjom, historię bliską literaturze i sztuce,
pojawia się tu w postaci tego bloku ów element biograficzny,
że obok Wielkiej Historii, historii i antropologii jest tu miejsce
na Historię małżeństwa ułożoną z listów Bronisława Malino­
wskiego i Elsie Masson przez Helenę Wayne. Bo nie idzie tu
przecież tylko o jeszcze jeden przyczynek do historii ant­
ropologii, o jeszcze jedno ustalenie „prawdziwej kolejności
faktów" w historii naszej dyscypliny, czy o jeszcze jeden
bardziej prawdziwy i dokładny biogram. Historia małżeństwa
pokazuje to dość wyraźnie, i zda się też mówić o tym dobitnie,
że historia to także (a może przede wszystkim?) ów tajem­
niczy, dziwny splot okoliczności i spotykających się ludzkich
losów. - Myślałam, że jesteś niestałym, wędrującym Polakiem
- Że historia składa się z historii doświadczania i przeżywania

161

�śmierci najbliższych, - ... /' nagle zdajesz sobie sprawę, że już
nigdy tak nie będzie. - jest historią opłakiwania straty
najbliższych - i bardziej niż kiedykolwiek odniosłam wrażenie,
jakby wszystko z naszej młodości było nam wyszarpywane... Że
historia składa się też z historii zwątpień, melancholii, apatii,
samotności, zmęczenia - Potem przyszedł czas na ponure
katalogowanie i nigdy przedtem nie odczuwałem większej
niechęci do pracy; nigdy też przedtem świat za dużymi oknami
muzeum nie wydawał mi się tak ponury i pusty. - Że jest
pokonywaniem, przeciwności, podejmowaniem trudu, i jest
historią, w której pojawia się i taki obraz: - . . . wszystko jest
zalane słońcem, lelki kozodoje szlochają, a kukubury zanoszą
się śmiechem w oddali. Nie widziałeś chyba nigdy tej okolicy
w świetle słonecznym? Jest naprawdę dużo piękniejsza, niż
w świetle szarego dnia i dostarcza znacznie więcej tego
prawdziwego australijskiego przeżycia... kiedy widzisz od­
dalone o całe kilometry blado błękitne szczyty gór w słońcu
obezwładnia cię wrażenie bezmiaru i wielkości.
Bo historia to także wspomnienie: W uniwersyteckiej
księgarni w Cambridge Pani Helena Wayne radzi się nas, które
tłumaczenie niedawno ogłoszonej Noblistki - Wisławy Szym­
borskiej wybrać (w domu ma starsze przekłady Adama
Czerniawskiego). Schodzimy na dół do półek z Antropologią,
przeglądamy obok klasyki umieszczone tam najnowsze tytuły:
Antropologia snów. Antropologia sportu, Antropologia rowe­
ru (autor Holender, ale uwzględnia i historię bicykla w Wiel­
kiej Brytanii). Pani Helena mówi: Ciekawe, co by powiedział
na to ojciec, gdyby mógł zobaczyć dokąd to doszła zakładana
przez niego nauka. Stoimy tak i rozmawiamy przed tą półką.
Bo historia to także anegdoty: rozmawiamy o kwiatach, o tym
dlaczego w Polsce jest zwyczaj, że składa się zawsze ich
nieparzystą liczbę. „Kiedy byłam na cmentarzu poszłam na
grób ojca Witkacego i złożyłam mu kwiaty mówiąc - wiem, że
nie lubiłeś mojego ojca, ale składam Ci te kwiaty, polem na
grób Witkacego i powiedziałam: wiem, że Ciebie tutaj nic ma,
i że to nie Ty tutaj leżysz ale też Ci je składam." Na półce leży
także Historia małżeństwa. Pani Helena żałuje trochę, że tak tu
jednoznacznie w katalogu ją przypisano, że właściwie mogli ją
też zaklasyfikować do działu literatury: mémoires. Stoimy tak
i rozmawiamy, i gdyby nie napis na tej półce „ANTHROPOLOGY", nie wiedziałbym, że jestem w Cambridge. Bo
w towarzystwie Pani Heleny czuję się tak jakbym nigdzie nie
wyjeżdżał, jakbym nic ruszał się w ogóle z Warszawy, przez
myśl przemykają podobne osoby, przypominają twarze, jakie
znam tak dobrze. Do kogo jest podobna?, Jakże podobna
do tamtych osób. Jakbym się w ogóle nic ruszał z Mokotows­
kiej, Wilczej, Kanoni, Mianowskiego, Niemcewicza, jakbym
się nie ruszał z Krakowa, z Salwatorskiej, Wiślnej, z Worcela,
z Józefa. Czuję się jakbym tkwił nie przed tą półką, nie tu
w Cambridge ale prawie jak w Fantomach Kuncewiczowej.
Czym jest ta książka poskładana z listów przez panią
Helenę? Co to wszystko jest - Historia? Antropologia?
Literatura? Sztuka? Wspomnienia?
PRZ
' A Diaryin the Strict Sense ojlheTerm.lv/yd.Nev/Yoik
1967; II wyd.
Athlone 1989
Obok patronującej temu przedsięwzięciu Heleny Wayne, Prof. And­
rzeja Palucha nad przygotowaniem polskiej edycji na tamach „Konteks­
tów" czuwać bedq ze slrony Instytutu Socjologii UJ: prof. Zdzisław Mach,
Grażyna Kubica-Heller oraz ze strony redakcji dr hab Czesław Robotycki
2

162

Za wcześnie, żeby zaraz na początku wszystko analizować.
Skoro postawiono już na jednej półce obok siebie Dziennik
Malinowskiego i Jądro ciemności Conrada. Może też trzeba
by ją przenieść na górę i położyć na półce obok pisanych
przecież w tak nieodległych od Historii małżeństwa czasach.
Listów Franza Kafki Do Felicji, Do Mileny. - Co to wszystko
jest, listy, biografie, dzienniki, - Czyż nie byliśmy jak para
rozbitków zmytych razem z pokładu tonącego statku?...
Historia? Antropologia? Literatura? Sztuka? Wspomnienia?
Któż powie?
Niech więc na koniec zamiast konieczności rozstrzygania
posłużą nam słowa nic tak bardzo odległego i od tych listów
od nas w czasie galicjanina:
„Pamięć ludzką najtrafniej porównać do sita. Że - jak przez
sito - co drobniejsze wypada i gdzieś się podziewa, a co
ważniejsze - pozostaje. Oka sita bywają większe lub mniej­
sze. Tak i z pamięcią: u jednych gorsza, u innych lepsza,
czasem się powie n i e z a w o d n a . Ale czy naprawdę taka
niezawodna? Czy zawsze przeprowadza właściwą selekcję,
zachowując tylko grubsze ziarna, a pozbywając się drobniej­
szych? Jakże często się zdarza, że coś czy ktoś utrwali się
w pamięci akurat jakimś drobnym faktem czy przypadkowym
powiedzeniem, o którym sam dawno pewnie zapomniał! Jak
choćby moja surowa babka Gabriela, gdy mawiała, że
'niemęskie'jesl, gdy chłopiec myje się w cieplej wodzie. Albo
pamiętne dla brata i dla mnie: 'Czy wytarli buty?' - pierwsza
reakcja obudzonego nagle ze snu wuja Tadeusza Malisza, gdy
późnym wieczorem powróciliśmy do oleszowskiego dworku,
w którym spędzaliśmy wakacje, z kilkunastokilomelrowej
wędrówki, zziębnięci i przemoczeni do ostatniej nitki po
nieoczekiwanej burzy, jednej z najgwałtowniejszych i naj­
dłuższych, jakie pamiętam, z wszelkimi jej możliwymi
ingrediencjami: błyskawicami, piorunami, ulewnym wielo­
godzinnym deszczem, a bodaj i gradem. (...) Ale z pamięcią
jeszcze coś dziwnego się się zdarza. Opowiadamy o jakimś
wydarzeniu, które nas spotkało, czy o rozmowie, którąśmy
odbyli. No i z tym, co było n a p r a w d ę , splata się jakiś
szczegół, któryśmy dodali odruchowo, aby ubarwić opowieść,
uplastycznić charakterystykę uczestnika omawianego wyda­
rzenia, czy podkreślić wagę naszego udziału w tym wydarze­
niu lub rozmowie. A potem pamięć przechowuje już ów
szczegół jako nieodłączną część wspomnienia, tak że po
latach sami nie potrafilibyśmy rozróżnić, gdzie dokładnie
przebiega granica między Warheit a Dichtung. Że zdarza się
to i mnie, jakaś skaza gotowa niekiedy zamącić bezwzględną
ścisłość mojej narracji. I dlatego to muszę prosić czytelnika
aby zechciał traktować niniejszą opowieść nie tyle jako
kronikę historyczną, co raczej jako pewnego rodzaju impres­
jonistyczny fresk. Użyłem wyrazu 'impresjonistyczny'w zna­
czeniu malarskim, zatem obrazu, w którym zacierają się
podrzędne szczegóły, a pozostaje ogólne wrażenie barwy
i światła, w naszym więc wypadku - aura epoki czy
środowiska, grupy ludzi, czy pojedynczego człowieka."
4

PISY
(Instytut Etnologii UJ), Maciej Krupa, Sławomir Sikora.Zbignicw Bcnedyktowicz
Por. James Clifford, O etnograficznej autokreacji: Conrad i Malinow­
ski, tłum. Maciej Krupa, „Konteksty" nr 3-4/1992, w którym autor
zestawia Dziennik z Jądrem ciemności Conrada
* Stanisław E. Nahlik, Przesiane przez pamięć, Kraków 1987 s. 5-7
5

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9542" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9520">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/0adb27cd25fbe354b40506dac41a350a.pdf</src>
        <authentication>1b2797b4601d813275262e839691da3f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113677">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3693</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113678">
                <text>1997</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113679">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3470</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113680">
                <text>Spotkanie z córką Bronisława Malinowskiegoi jego biografem / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113681">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2, s.143-145</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113682">
                <text>Kubica-Heller, Grażyna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113683">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113684">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113685">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113686">
                <text>Bronisław Malinowski

Spotkanie z córką Bronisława Malinowskiego
i jego biografem
Grażyna Kubica-Heller
Moich rozmówców, Helenę Wayne-Malinowską i prof.
Michaela Younga z Uniwersytetu w Canberrze, poznałam
ponad dziesięć lat temu podczas konferencji z okazji 100-lecia
urodzin Bronisława Malinowskiego, którą na Uniwersytecie
Jagiellońskim zorganizowaliśmy pod kierownictwem prof.
Andrzeja Palucha. Było to, jak na owe czasy, gigantyczne
przedsięwzięcie. Zaprosiliśmy antropologów ze wszystkich
znaczących ośrodków naukowych, a także uczniów Malinow­
skiego (Sir Raymonda Firtha i Lucy Mair) oraz jego trzy córki
z rodzinami.
Zespół nasz przygotował na tę konferencję serię wykładów
dotyczących życia i twórczości Malinowskiego, potem wyda­
nych w Polsce i Wielkiej Brytanii. Mnie w udziale przypadło
opracowanie biograficzne dotyczące jego polskiej młodości.
1

Wiązało się to z niemal detektywistycznym poszukiwaniem
materiałów archiwalnych; zagłębianiem się w atmosferę
Krakowa początku naszego wieku, z jego salonami pań
profcsorowych, ale także z kawiarnianym życiem bohemy.
Bardzo w tym była pomocna autobiograficzna powieść
Stanisława Ignacego Witkiewicza 622 upadki Bunga, czyli
demoniczna kobieta, w której jego przyjaciel - Bronisław
Malinowski, jest sportretowany jako jedna z ważniejszych
postaci.
Zainteresowana twórczością swego ojca jest także Helena
Wayne. Helena urodziła się w południowym Tyrolu we
Włoszech, gdzie jej rodzice mieli dom. Była reporterką
magazynu „Life", edytorem książek, producentką telewizyjną
w BBC. W 1984 roku na zaproszenie Cross Cultural Research

143

�Rodzina Bronisława Malinowskiego, Oberbozen 1926. Od lewej: Józefa, Wanda, Bronisław, Elsie i Helena

on Women opracowała tekst Bronisław Malinowski: the
Influence of Various Women on His Life and Works. [którego
tłumaczenie zamieszczamy obok - przyp. red.].
Ostatnio Helena Wayne wydała dwa tomy listów swych
rodziców (The Story of a Marriage) . Jak czytamy na okładce:
„Listy (...) były pisane przez Malinowskiego i jego żonę, Elsie
Masson, od roku 1916 do jej śmierci w 1935. Stanowią one
kronikę ich spotkania, ich późniejszego nadzwyczajnego
małżeństwa, pokazując Malinowskiego w nowym świetle, nie
jako nauczyciela i uczonego, lecz jako męża, ojca i przyjacie­
la. Jego żona, jak dotąd szerzej nieznana, ukazuje się jako
kobieta obdarzona poczuciem humoru, odważna i utalen­
towana." Przeglądając te dwa grube tomy zauważyłam, że
Malinowski w czasie swego pobytu na Nowej Gwinei często
powraca wspomnieniami do swej matki, Zakopanego, przyja­
ciół, np. w liście z 17.XI.1917: „Byłem dzisiaj usposobiony
bardzo metafizycznie, szczególnie wieczorem. Poszedłem na
spacer wokół wyspy o ósmej. Jest silna południowa bryza,
i palmy kokosowe szeleszczą liśćmi w charakterystyczny
suchy sposób jak deszcz padający na blaszany dach. Byłem
bardzo smutny i samotny, i szeptałem twoje imię w ciemność
nocy i mówiłem wicie słodkich słów do ciebie po polsku.
Często zastanawiam się jak i kiedy zaczniemy uczyć się
polskiego. Niebo jest piękne: jest Wenus na zachodzie i Jowisz
wschodzi zaraz po siódmej, a Orion pojawia się po ósmej i to
jest najpiękniejsze niebo w całym roku. W Polsce to jest
zimowe niebo i tak dobrze pamiętam Orion i Syriusz wysoko
na niebie ponad pokrytymi śniegiem polami w Zakopanem.
Witkiewicz był specjalistą od konstelacji i imion gwiazd i miał
dobrą wiedzę astronomiczną i często rozmawialiśmy o gwiaz­
dach i podziwialiśmy niebo. Niebo, jak morze, ma tę doskona­
łą niezmienność i trwałość." Z listów do przyszłej żony
wynika także, że cały czas brał pod uwagę osiedlenie się
2

4

5

144

w Polsce: „O wiele bardziej chciałbym pracować w miejscu
takim jak Australia czy Polska, które wymaga pomocy, niż
w wielkim kraju takim jak Anglia czy Nicmcy." „Według
wszelkiego prawdopodobieństwa, jak tylko wojna się skoń­
czy, powinienem znaleźć jakieś akademickie stanowisko,
które będzie bardzo marnie opłacone (profesor nadzwyczajny
w Krakowie dostaje mniej niż 400 funtów rocznie) lecz my
oboje nie mamy nic przeciwko życiu w biedzie, niepraw­
daż?" Po śmierci matki pisał: „Połączenie między moją
przeszłością a teraźniejszością zostało złamane, i teraz moje
życie będzie niekompletne.(...) Przez mój umysł przelatują
kawałki i strzępki mojego poprzedniego życia i wydaje się, że
wszystko zmieniło swe oblicze. Moja matka była niezwykle
istotnym elementem w moim życiu, mimo że nie czułem tego
wyraźnie. To jest ta przeklęta cecha mojego charakteru, aby
przyjmować za rzecz naturalną to co się ma i tęsknić za czymś
czego się nie ma. Czuję się odcięty od mego kraju, od
wszystkiego co jest stabilne i trwale, od ziemi niemal.
Ostatnio wydawało mi się coraz bardziej, że chciałbym
wrócić z tobą do Polski i że nasz obowiązek a także szczęście
są z tym związane. Teraz przeraża samo myślenie o powrocie
do kraju. To już nigdy nie będzie to samo." Po powrocie
z Australii spędzili rok na Wyspach Kanaryjskich (gdzie
Malinowski pisał Argonautów Zachodniego Pacyfiku) prob­
lem powrotu do Polski ciągle był rozważany. Tym razem to
Elsie sugerowała: „Uważam, że jesteś na rozstajach dróg,
Broniu, i że to jest ten punkt, kiedy się podejmuje ważne
decyzje. Jeżeli odrzucisz krakowską propozycję w nadziei na
coś lepszego, bardziej nęcącego lub przynoszącego więcej
kudos, sądzę, że później będzie ci się to wydawało jedną
z tych 'zdrad',o których mówi Conrad, i że staniesz się kimś
w rodzaju Conrada i będziesz musiał porzucić tę fikcję, że
kiedyś znowu będziesz Polakiem..."
fi

7

8

9

�Malinowski z córkami: Wandą i Heleną

Kwestia ewentualnej katedry dla Malinowskiego w Uniwer­
sytecie Jagiellońskim była jednym z problemów, które starał
się rozwikłać prof. Michael Young. Z mojej kwerendy
w Archiwum UJ wynikało, że to Malinowski po powrocie
z Australii napisał do prof. Jana Rozwadowskiego list sugeru­
jący, że chciałby objąć katedrę etnologii, gdyby UJ chciał
takową powołać. Rada Wydziału Filozoficznego, po zasięg­
nięciu opinii specjalistów, „na posiedzeniu 10.111.1922 r.
zgodnie postanowiła zwrócić się do ministerstwa o mianowa­
nie dr. Malinowskiego profesorem nadzwyczajnym etnologii
i etnografii począwszy od 1.X.1922 r. z obowiązkiem prowa­
dzenia wykładów z tego przedmiotu przez pięć godzin
tygodniowo, jak również ćwiczeń z uczniami przez dwie
godziny tygodniowo'"". W czasie swojej wizyty w kraju
jesienią 1922 roku Malinowski ostatecznie zdecydował się nie
przyjąć katedry, o czym donosił dziekanowi Dziewońskiemu:
„Przede wszystkim pragnę wyrazić jak głęboko wdzięczny
i wzruszony jestem tym zaszczytnym uznaniem mojej, bardzo
szczupłej jeszcze, pracy naukowej. Z prawdziwym żalem tedy
muszę oświadczyć, że żadnych nowych obowiązków nau­
czycielskich obecnie przyjąć nie mogę, gdyż mam bardzo
duży zapas materiałów etnograficznych, które muszę bez
zwłoki opracować. Materiały te, zebrane podczas trzech
wypraw do Nowej Gwinei 1914-1918, obejmują wszystkie
zakresy etnologii: materialną kulturę, socjologię, ekonomię,
wierzenia i rytuały, a także teksty językowe. Z jednej strony
materiał ten musi być jak najprędzej ujęty w formę skończoną,
gdyż z każdym rokiem i miesiącem świeżość wrażeń i ścisłość
wspomnień się zaciera. Z drugiej strony, jako etnograf
terenowy, pragnąłbym raz jeszcze odbyć wyprawę, ale nie
mogę nowej pracy rozpocząć przed obrobieniem materiału
z Nowej Gwinei. Wobec tego żadnych nowych obowiązków
nie mogę przyjąć, poza skromną pozycją, a raczej synekurą,
którą posiadam w Londynie jako 'lecturer in Social Anth-

ropology' przy London School of Economics and Political
Science, będącej częścią Uniwersytetu Londyńskiego. Pozy­
cja ta zabiera mi bardzo mało czasu, gdyż wykładam tylko
przez 9 tygodni rocznie, a dochód z niej wystarcza mi na
skromne całoroczne utrzymanie się za granicą. (...) Na
zakończenie chciałbym wszkże wyraźnie zaznaczyć, że od­
mowa moja nie jest powodowana niechęcią powrotu z krainy
funtem i pensem płynącej do bądź co bądź rozcieńczonych
stosunków materialnych w kraju. Na dowód tego wymienię,
że w kwietniu bieżącego roku ofiarowano mi - i to nawet nie
bez presji - stałą pozycję w Londynie z pełną płacą i całorocz­
nym zajęciem i że oferty tej nie przyjąłem z wymienionych tu
powodów,"" Nie wiem jak ostatecznie Michael Young
zinterpretuje ten cały splot powodów, dla których Malinowski
wybrał „brytyjską" a nie „polską" drogę kariery, nie będzie to
na pewno zadanie łatwe. Mam jednak nadzieję, że ostatnia
wizyta w Polsce pozwoli mu na głębsze zrozumienie „pol­
skiego tla" swego bohatera.
Biograf interesował się jednak nie tylko Malinowskiego
życiem naukowym, ale w większej nawet mierze, jego życiem
prywatnym. Staraliśmy się, na przykład, odtworzyć kalen­
darium życia i podróży z okresu wczesnej młodości Broni­
sława. Okazało się, że jako piętnastolatek, z powodów
zdrowotnych, był już dwa razy w Egipcie. Do gimnazjum
regularnie uczęszczał tylko przez rok - do IV klasy, a pozo­
stałe zaliczał jako ekstern. Później, pod koniec studiów, odbył
podróż do Włoch, a następnie, po rygorozach, na dłużej osiadł
na Wyspach Kanaryjskich. Te wszystkie podróże zorganizo­
wała, ogromnym zapewne wysiłkiem, jego matka, wdowa po
profesorze UJ, aby ratować zdrowie syna.
Jednak najbardziej intrygujące były oczywiście nasze
poszukiwania dotyczące kobiet w życiu młodego Malinows­
kiego. Był on nieodrodnym dzieckiem swej epoki, a jego
„młodopolskość" w tym zakresie była najmniej problematy-

145

�czna. Michael Young chciał dowiedzieć się czegoś więcej
o kobietach, na których ślad natrafił w młodzieńczym dzien­
niku. Udało nam się ustalić nazwisko bardzo ważnej przyja­
ciółki, mianowicie Żeni Zielińskiej. Była to malarka, war­
szawianka, którą Malinowski poznał przez Żuławskich, któ­
rych była krewną lub znajomą. Była mężatką, ale nie udało
nam się ustalić kim był jej mąż. Inną kobietą była, występująca
w pamiętnikach jako „Toska", żona Retingera, konsula pol­
skiego (1913-1914), która znała Conrada i zabrała doń
Malinowskiego do Kentu. Wcześniej, dzięki opracowaniu E.
C. Martinka , wiedzieliśmy o istnieniu innych kobiet: Heleny
Czerwijowskiej i Zofii Dembowskiej. Przyjaźń z obiema
Malinowski „dzielił" z Witkacym, co nie sprzyjało bezkon­
fliktowemu rozwojowi ich stosunków. Michael Young zauwa­
żył, na podstawie dzienników, że młody Bronio wlókł te swoje
„love-affairs" w nieskończoność, nie potrafiąc ich definityw­
nie przerwać. Nieraz był uwikłany w kilka na raz.
Dzienniki właśnie są nieocenioną pomocą w opracowaniu
bigrafii Malinowskiego. Pisane były po polsku, lecz niestety
nieznane są zupełnie polskiej publiczności. Wczesne dzienniki
pochodzą z lat 1909-1914, pisane były głównie w Zakopanem,
ale także w Krakowie i Warszawie. Dają, wedle słów prof.
Younga, złożony obraz jego ówczesnego życia. Głównym
tematem są plany związane z jego pracą nad sobą, szczegółowe
opisy cierpień spowodowanych przez kolejne miłości, spotkań
z przyjaciółmi takimi jak S.I. Witkiewicz, czy Tadeusz Nalepiński; pobieżne notatki z tego co czytał i pisał. Dzienniki późniejsze,
pisane przez Malinowskiego podczas jego badań terenowych,
zostały wydane w 1967 roku przez jego drugą żonę, a wznowione
w 1988 z nowym wstępem Sir Raymonda Firtha.
12

13

Podczas swej wizyty w Polsce Helena Wayne starała się
przybliżyć biografowi ojca nie tylko związane z nim
miejsca, ale i ich ducha. W tym celu odwiedziliśmy między
innymi Cmentarz Rakowicki. Jak to ujęła później w liście:
„Nasza wizyta na starym cmentarzu była niezwykle inte­
resująca. Byłam tam już drugi raz, aby odwiedzić grób
dziadków oraz trochę pospacerować, ale teraz po raz pierwszy
odczułam jego spokój i ponadczasowość. Cieszę się, że M.Y.
to zobaczył (...), ponieważ takie miejsce daje szybką lekcję
o tych aspektach historii społecznej jak: co jest znaczące
w postawach wobec śmierci, a przez to o wierzeniach
religijnych... itd." Pisała także, nawiązując do mojej z nią
rozmowy: „Ostatnie pytanie twojego ze mną wywiadu,
dotyczyło kwestii, czy chociaż byłam już w przedtem w Kra­
kowie, jako mieście swego ojca, czy odczułam, że jest to także
'moje' miasto, i jak Ci odpowiedziałam zgodnie z prawdą, że
dopiero podczas tej wizyty, poczułam, że jestem w domu,
miałam poczucie przynależności do tego miasta. To wielka
rzecz dla mnie!" .
Rozmowy, które przeprowadziłam, zogniskowałam wokół
spraw polskich, gdyż to było głównym powodem przyjazdu
moich rozmówców. Inną kwestią, o którą pytałam, były
powody ich zainteresowania się postawą i twórczością Broni­
sława Malinowskiego. Helena Wayne jako jedyna z jego
córek zajmuje się tą problematyką od wielu lat. Co zaś do
profesora Younga wydawało mi się, że jako Anglik zamiesz­
kały w Australii ma z Malinowskim pewną wspólnotę
biografii.
Rozmowy przeprowadziłam 30 maja 1996 w Domu Goś­
cinnym UJ.
14

PRZYPISY
' Między dwoma światami: Bronisław Malinowski, G. Kubica i J.
Mucha (eds.), PWN, Kraków 1985; Malinowski Between Two Worlds, R.
Ellen, E. Gellner, G. Kubica, J. Mucha (eds.), CUP, London 1988
„JASO", vol.15, nr 3. 1984. s. 189-203
Tamże, s. 189
The Story of a Marriage: the Letters of Bronisław Malinowski and
Elsie Masson, opr. Helena Wayne, Routledge 1995
Tamże, s. 59
Tamże, list z9.XII.1917. s. 59
Tamże, list z 14.V.1918, s. 147-148
* Tamże, list z I1.VI.1918, s. 159
2

3

4

5

6

7

9

Tamże, list z 20.VIH.1921. t. I I , s. 21
Listy Bronisława Malinowskiego, oprać. G. Kubica, w: Antropologia
społeczna Bronisława Malinowskiego, M.Flis, A. K. Paluch (eds), PWN,
Warszawa 1985, s. 275
" Tamże, s. 276-277
E. C. Martinek, Wstęp, w: S. I . Witkiewicz, Listy do Bronisława
Malinowskiego, PIW, Warszawa 1981, s. 5-43
" B. Malinowski, A Diary in the Strict Sense of the Term, 1 wyd, New
York 1967; I I wyd. Athlone 1989
List z 12.VI.1996 w moim posiadaniu.
10

12

14

Rozmowa z Heleną Wayne (Malinowską)
G K H : Jak to jest mieć za ojca taką postać? Jak Pani się
Z tym

czuje?

HW: Pewne sprawy w życiu przyjmuje się za oczywiste
same przez się. [...] Jednak jest to interesujące, a czasami
nawet ekscytujące.
G K H : Dlaczego zainteresowała się Pani biografią swojego
ojca ?
H W : Szczerze mówiąc,.wiąże się to z moją pierwszą wizytą
w Polsce. Wcześniej nigdy nie zamierzałam napisać niczego
o moim ojcu, ponieważ zbyt mało o nim wiedziałam, chociaż
wiele lat temu moi angielscy przyjaciele, gdy opowiadałam im
o ojcu, namawiali mnie, abym coś napisała. Ale odpowiada­

146

łam - nie żartujcie. Kiedy po raz pierwszy przyjechałam do
Polski w 1970 roku w wywiadach dla radia, telewizji, prasy,
często pytano mnie, czy przyjechałam tutaj, by zgromadzić
materiał do biografii, gdy mówiłam że nie, nikt mi nie wierzył.
Gdy wróciłam do domu i opowiadałam to mojemu mężowi,
spytałam co sądzi na temat pisania biografii. Nie potrafię
napisać biografii, nie wiem niczego istotnego czy ważnego.
Nie wiedziałam niczego o Polsce, ani o polskiej młodości
mojego ojca, etc. Lecz kiedy rozmawiałam o tym z innymi,
jak np. Raymond Firth, doszłam do wniosku, że mogłabym,
skoro byłam dziennikarką i redaktorem, rozmawiać z ludźmi,
którzy byli jego uczniami, przyjaciółmi, a z których wielu

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9541" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9519">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ca57aeceab4c40b9c7fd75d4dfbbea2f.pdf</src>
        <authentication>21e24ff76f954599b196ebccc0a655ba</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113667">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3695</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113668">
                <text>1997</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113669">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3472</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113670">
                <text>Rozmowa z Michaelem Youngiem / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113671">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2, s.149-153</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113672">
                <text>Kubica-Heller, Grażyna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113673">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113674">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113675">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113676">
                <text>Paluch planował wydanie Dziel, ostatnim tomem mial być
Dziennik. Oczywiście po zredagowaniu, ponieważ są to
krótsze lub dłuższe fragmenty. Z tego powodu profesor Paluch
był u mnie w Cambridge, aby przejrzeć to wszystko, zrobić
notatki. Pokazałam także tę pełną wersję Dziennika profesoro­
wi Ernestowi Gellnerowi, z tego samego powodu. Chciałam
wiedzieć, co on na ten temat myśli. Był tak uprzejmy, że
przeczytał i powiedział, iż jest cudowny, i pewne rzeczy były
niezwykle interesujące, lecz poszczególne zeszyty nie tworzą
koherentnej książki. Wymagałoby to specjalnego przeredago­
wania dla angielskojęzycznych czytelników. Dlatego nie
sądził, że byłaby z tego niezależna książka. Taka była jego
opinia. Dziennik stanowi część biografii, którą pisze Michael
Young.

GKH: Myślę, że przyczyniły się do tego problemy z pierw­
szym wydanym po angielsku tomem „Dzienników".
H W : To było źle zaprezentowane, źle przetłumaczone
i zredagowane. Zawieszone w próżni. I dlatego uważam, że
dobre opracowanie może zmienić ten materiał w interesującą
książkę, o co należy zapytać Michaela Younga. Należałoby to
zrobić razem z ponownym opracowaniem już opublikowane­
go dziennika.
G K H : Kiedy przyjedzie Pani do Polski z dłuższa, wizyta, nie
tylko na kilka dni?
HW: Bardzo bym chciała, ale są w życiu każdego
człowieka pewne okoliczności...
GKH: Zapraszamy.
Grażyna Kubica-Heller

Rozmowa z Michaelem Youngiem
G K H : Jakie były powody Pana zainteresowania biografią
Bronisława Malinowskiego? Czy było to spowodowane jego
malowniczą osobowością czy też podobnym doświadczeniem
w pracy terenowej?
M Y : To zainteresowanie bierze swój początek w moich
studiach w University College w Londynie we wczesnych
latach sześćdziesiątych, kiedy to jedną z moich nauczycielek
była Phylis Kabery, jedna z uczennic Malinowskiego. Wy­
kładała ona o Malinowskim, a pierwszą monografią, którą
czytałem, było Życie seksualne dzikich, a zaraz po niej
Argonauci Zachodniego Pacyfiku. I ten romantyzm antropolo­
gii od razu mnie oczarował. W latach sześćdziesiątych można
było zostać oczarowanym, teraz już nie. Właśnie wtedy jako
młody człowiek, wróciłem z podróży na morza południowe.
Byłem na Nowej Zelandii, Tahiti, widziałem te miejsca, ale
nie byłem na Nowej Gwinei. Można powiedzieć, że przejąłem
trochę tego romantyzmu Malinowskiego. Przypominało to
nieco sytuację opisywaną przez niego, kiedy to przyciskając
do piersi Złotą Gałąź mówił, że przeszedł na służbę ant­
ropologii Frazera. Ja przyciskałem do piersi, idąc ulicą do
University College w Lodynie, Argonautów Zachodniego
Pacyfiku. Później zamierzałem zrobić badania terenowe w Af­

ryce, lecz dla różnych powodów nie mogłem. Podobnie
Malinowski zamierzał pojechać do Afryki i nie mógł. Phylis
Kabery wysłała mnie do australijskiego National University,
gdzie zrobiłem doktorat. I stało się oczywiste, że jedyną
rzeczą, którą mogę zrobić, jest praca na Nowej Gwinei, co też
zrobiłem. Musiałem być pod wrażeniem wizerunku mórz.
południowych stworzonym przez Malinowskiego (panny
z obnażonymi biustami, ubrane tylko w krótkie spódniczki
z trawy, stojące na wydmach, itd.), ponieważ wybrałem
wyspę bardzo blisko Trobriandów. Później z różnych powo­
dów nie poświęcałem Malinowskiemu zbyt wiele czasu ani
myśli. Lecz gdy byłem już w Cambridge, poproszono mnie
o napisanie czegoś w rodzaju „Readers Digest" o etnografii
Malinowskiego, co zostało później, razem z moją przed­
mową, opublikowane przez Rutledge. To był pierwszy krok
do czytania prac porównawczych, w których o nim mówiono,
oceniano jego teorie, było trochę informacji biograficznych,
które mogłem znaleźć, ale byl to esej raczej powierzchowny.
Potem wróciłem do Australii, gdzie pracowałem i znowu nie
myślałem zbyt wiele o Malinowskim aż do czasu, kiedy
zaczęliśmy korespondować z Heleną [Wayne] na temat
możliwości ponownego opublikowania pierwszego zapom-

Michael Young i Helena Wayne na cmentarzu

149

�nianego eseju Malinowskiego, napisanej po angielsku mono­
grafii The Mailu, jego pierwszego opisu etnograficznego,
który ukazał się w ciągu pierwszych kilku miesięcy jego
pobytu na Nowej Gwinei w 1914-15. Wtedy to napisałem
pokaźny wstęp do tej monogafii i bardziej zainteresowałem się
tym tematem, ponieważ analizowałem go na o wiele głębszym
poziomie, na przykład pracując w australijskich archiwach.
Później napisałem jeden czy dwa artykuły i stałem się kimś
w rodzaju eksperta od Malinowskiego i ludzie prosili mnie,
abym napisał hasło w encyklopedii lub biografię do słownika
itp. Ale bomba wybuchła, kiedy (było to na początku 1991
roku) Helena napisała do mnie: „chciałabym abyś się zabrał za
napisanie pełnometrażowej biografii mojego ojca". To mnie
zupełnie zaskoczyło. .Zostałeś wybrany" - pokazał na mnie
wielki palec. Odpowiedziałem, że muszę mieć czas do
namysłu, ponieważ mam wiele innych obowiązków: dydak­
tyka, własne badania, mam dokorantów i nie mogę tak po
prostu tego rzucić. Lecz był to ten rodzaj propozycji, której nie
można odrzucić. Jest to wielka praca i musi być traktowana
poważnie, więc ją zaakceptowałem. Gdy odwiedziłem Helenę
po raz pierwszy pokazała mi sofę zasłaną papierami, doku­
mentami, które dla mnie przygotowała. Później pracowałem
nad dokumentami Malinowskiego w London School of Economics, gdzie jest ok. 200 pudeł, dużych pudeł, wydaje mi się
że jestem dopiero w 3/4 drogi. Ale pracując wtedy nad tymi
materiałami miałem wrażenie, że będę musiał poświęcić temu
resztę mojego życia. Dałem sobie na to 5 lat, i one właśnie
mijają a ja nie skończyłem jeszcze zbierania materiału.
Zacząłem pisać wstępną wersję książki. Nauczyłem się iść na
skróty, doszedłem do wniosku, że nie każdy kawałek papieru
jest istotny, że nie każda myśl Malinowskiego musi zostać
zanotowana czy jest warta wzmianki, nie wszystko co napisał
było wartościowe.
G K H : Z tego co wiem, jest to Pana pierwsza dłuższa wizyta
w Polsce?
M Y : Tak. Pierwszy raz byłem w Polsce z okazji konferen­
cji, kiedy to spędziłem dwa dni w Warszawie, pięć dni
w Krakowie i 2-3 w Zakopanem, było to razem ponad tydzień.

G K H : Co chciał Pan znaleźć w Polsce podczas tej wizyty,
a co Pan znalazł?
MY: Zdawałem sobie w pełni sprawę z tego, że nie mówię
po polsku, ani nie potrafię czytać po polsku. Niewątpliwie jest
to pewne ograniczenie. Peter Skalnik napisał, że żaden
biograf Malinowskiego nie zajdzie daleko bez nauczenia się
polskiego. Ja nie znam polskiego. Aby odpowiedzieć na Pani
pytanie: przyjechałem żeby przezwyciężyć swoją obawę,
dotyczącą niewiedzy o jego polskim pochodzeniu, pomimo
tego, że lak wiele na ten temat opublikowano. Obawiałem się,
że te publikacje stanowią coś w rodzaju wierzchołka góry
lodowej, a poniżej jest to, co wszyscy wiedzą na ten temat,
lecz jeszcze nie zostało to opublikowane. Teraz upewniłem
się, że w szufladach nie ma zbyt wiele rzeczy. Być może wiem
tyle co Pani polscy koledzy, choć nie znam np. polskich
listów, które Pani opracowała.
Chciałem poza tym zobaczyć miejsca, które odwiedzał
Malinowski, zanurzyć się w tę atmosferę, chociaż jest ona
zupełnie inna, tamta już minęła. Wysilić swoją wyobraźnię:
Malinowski zrobił to, poszedł tam. Poszukać adresów w War­
szawie, Zakopanem. Z prawie religijnym nabożeństwem
odwiedzaliśmy każdy z domów wymienionych w Dzienniku.
G K H : Wydaje mi się, że dużą zaletąjest to, że Malinowski
żył właśnie w Krakowie, ponieważ może Pan oglądać to
miasto właściwie niezmienione. W Warszawie mógł Pan mieć
kłopoty ze znalezieniem właściwych miejsc. W Krakowie może
się Pan rzeczywiście czuć jak w mieście Malinowskiego, czy
odczuwał Pan tę atmosferę, czy ona już rzeczywiście odeszła ?
MY: Myślę, że odeszła. To wymaga żywej wyobraźni, aby
usiąść w takim miejscu jak Mały Rynek, pić piwo i zastanawiać się jak to było gdy Bronio tutaj mieszkał. Będąc
w restauracji rozmawialiśmy o tym i staraliśmy się sobie
wyobrazić co on jadał ze swoją matką. Prawdopodobnie nie
był to stek z frytkami, raczej chleb czy kapusta.
G K H : Czy są jeszcze jakieś problemy dotyczące młodości
Malinowskiego, które pozostają dla Pana tajemnicą?
M Y : Tak, sąjeszcze duże luki. Ciągle za mało wiem o jego
dzieciństwie, w co się bawił, z kim się bawił, o jego szkolnych

M-M
.

Fragment rękopisu B. Malinowskiego

150

VwoA..
U— ¿'L

*j'.v.

i~-L ik.

t

UÍKI

*.\

-7.3fe.ri/•&gt;&lt;v^_ j

l...

^ _.

.yH.

^

ta

^

J-J

^

Rękopis B. Malinowskiego ze szkicem domu (Brudos)

.
!
i

j

�kolegach. Jakie było jego dzieciństwo? Jak traktował go
ojciec? Jak traktowała go matka? Możemy to sobie oczywiście
wyobrazić, ponieważ są krótkie opisy w listach jego matki lub
w jego listach do żony Elsie, gdzie opisuje Boże Narodzenie,
Wigilię, choinkę, w jaki sposób było podawane jedzenie.
Jednak wiele jeszcze trzeba zrobić. Jest wielu jego krewnych,
których nie znamy, nie wiemy jacy byli, czy byli wysocy czy
niscy.
G K H : Czy uważa Pan, że przyjaźń z Witkacym stanowiła
pewną pomoc? Napisano wiele książek o Witkacym.
M Y : Tak, o wiele więcej napisano o Witkacym niż
o Malinowskim. Z tego można wyciągnąć wiele materiału
odnoszącego się do Malinowskiego, oddającego atmosferę.
Nie sądzę, aby można było się tak wiele dowiedzieć o Młodej
Polsce, Zakopanem, nawet o przełomie wieków, bez książek
0 Witkacym. Tak więc to pomaga. A także jego własne
portrety, rysowane i pisane w Bungu [622 upadki Bunga albo
demoniczna kobieta], jego obrazy, zdjęcia.
G K H : Czy jest coś, co uderza Pana w biografii Malinows­
kiego, co było dla Pana dziwnego?
M Y : Tak, przeżywa się pewien szok czytając dzienniki
z czasów zakopiańskich, szok kulturowy. Czytając go nie
mogłem sobie wielu rzeczy wyobrazić, teraz jest mi łatwiej,
ponieważ tam byłem. Widziałem te wille, byłem w tych
willach. Widziałem drewniane meble, drewniane łóżka, mam
lepszy obraz tego, jak jedli, jak siadali do stołu. On nie
opisywał wszystkiego, pisał np. „Obiad w aptece". Odkryliś­
my, że apteka w Zakopanem służyła jako restauracja, poczta,
jako miejsce spotkań z przyjaciółmi. Tak więc jedzenie
w aptece, jak to przetłumaczył nasz tłumacz, ma sens.
G K H : Czy może Pan sobie wyobrazić Malinowskiego
jadącego do Anglii, jak on się tam czuł? Czy między Anglią
1 Polską była wtedy duża różnica kulnirowa?
M Y : Myślę, że jemu się tak wydawało. On przedtem wiele
podróżował, był także w Anglii. Lecz sposób, w jaki opisuje,
w bardzo długim i opisowym liście do Anieli Zagórskiej, jak
przebiegła jego pierwsza podróż, był zainspirowany pewnymi
wizjami angielskiej cywilizacji, najmodniejszej wtedy kultury
w całej Europie. Sądzę, że on wtedy rzeczywiście chciał się
stać częścią tego świata. Lecz w dzienniku, gdy wspomina
swoją podróż, przekazuje też nieco ze swojego oszołomienia
z przejazdu pociągiem, gdy nie mógł znaleźć swej przyjaciółki
Anny Bronton. Jest zakłopotany, zdenerwowany, idzie ulica­
mi. Myślę, że szedł do mieszkania Seligmana, ponieważ nie
wiedział gdzie indziej mógłby pójść. Czyli jest to ten rodzaj
obcości podczas pierwszego przejazdu pociągiem, obce miejs­
ca, nie wiadomo dokąd pójść...
G K H : Mając całą tę wiedzę o życiu Malinowskiego, może
Pan zatytułować jego biografię jednym słowem tub zwrotem ?
MY: Mam pewne pomysły co do chwytliwego tytułu, ale
nie wiem czy to się uda, bo mogą być mylące. Jeden to:
A Divided Life (Podzielone życie), ale to nie ujmuje wszyst­
kiego, ponieważ w pewien sposób był on wielkim integ­
ratorem różnych części swojego życia. Było to jego intelek­
tualnym celem, funkcjonalnym celem, aby integrować różne
sprawy. Zdawał sobie jednak sprawę, ze swych wewnętrznych
podziałów. Inny ewentualny tytuł to: Niezwykle szczery
człowiek. Wymagał tego od innych, w stosunku do siebie jego
szczerość była nawet bolesna. Czasami wiedział, że za­
chowywał się jak drań, i mówił sobie: „wiem, że byłeś

Helena Wayne (Malinowska), 1992

draniem". Jak napisała to gdzieś o nim Audrey Richards:
w stosunku do siebie był szczery aż do bólu. Ale znów to nie
była jedyna rzecz, którą można o nim powiedzieć. Próbowa­
łem zastanawiać się nad kluczowym podziałem na to, co
fizyczne, i to, co duchowe, co jest prawie manichcjskic. Nie
wiem, jak ta sprawa wyglądała w późniejszym okresie, gdyż
Malinowski nie pisał już wtedy pamiętników, a w listach był
coraz mniej szczery. Z upływem lat jest coraz mniej naprawdę
osobistych listów. Nic było ludzi, przed którymi się otwierał.
Dlatego staje się bardziej odległy.
!

G K H : Cz) jest coś w biografii Malinowskiego co może być
istotne dla nas teraz, co może nas inspirować, nas jako
uczonych i nas jako ludzi?
M Y : Dla nas antropologów na pewno jego badania
terenowe, jakość jego badań zawsze będzie znana. W ubieg­
łym roku spędziłem kilka tygodni na czytaniu jego notatek
z badań. Byłem dość przerażony, gdyż nie mogłem znaleźć do
nich klucza. Te notatki były wszystkie związane razem. One
nie są zbyt dobrze skatalogowane. On starał się je skatalogo­
wać, ale potem ktoś to pomieszał. Zrobiłem coś w rodzaju
ponownego uporządkowania dla moich celów. Zaczynam
widzieć sens i sposób w jaki to zrobił. Ta praca przechodzi
pewne etapy, im bliżej końca jego notatki stają się coraz
bardziej krótkie, lakoniczne, prawie zupełnie w języku
Kiriwina, którego nie umiem odczytać.
Tym, co rzeczywiście zrobiło na mnie wrażenie (w mniej
więcej środkowym okresie) był fakt, że on zapisuje wszystko
a jego obserwacje są niezwykle wnikliwe, rejestruje małe,
drobne sprawy, których większość ludzi nawet by nie do­
strzegła, i w końcu drobiazgowe pytania. Drobny przykład:
sposoby siedzenia. Trobriandczycy mają różne sposoby sie­
dzenia: na skrzyżowanych nogach, w kucki, z wypros­
towanymi lub zgiętymi plecami. Trobriandczycy mają nazwy
na każdy z tych rodzajów. Myślę, że zajęło mu sporo czasu
zaobserwowanie, że oni mają te nazwy. Dużo czasu zajmuje
samo zauważenie tych różnic. Potem się zaś pyta: dobrze,
a kiedy siedzisz w ten sposób, a kiedy w tamten? Buduje się
rodzaj socjologii siedzenia i on to robi. Nigdy tego nie

151

�Bronisław Malinowski na Trobriandach

opublikował, ale to jest jego sposób podejścia, formułowanie
pytań. To nie przychodzi od razu, to wymaga dużego treningu,
aby do tego dojść. Jego praca terenowa jest rodzajem lekcji dla
nas.
G K H : A Malinowski dla nas ludzi?
M Y : Jego antynacjonalizm, dostrzegał niebezpieczeństwo
nacjonalizmu. Był nie tylko kosmopolitą, ale w pewnym
sensie multinacjonalistą. Nie wierzył w tę głupią rzecz
nazywaną państwem narodowym, którą trzeba jakoś przeżyć.
Sądzę, że mógł nie przewidzieć katastrofalnego końca II
wojny światowej, i tego, że świat będzie podzielony na dwie
części, przystawiające sobie broń jądrową wzajemnie do
głowy. Byłby tym przerażony.
Lecz teraz jest to częściowo rozwiązane. Jest nowa szansa,
aby podążać w tym kierunku i on by nas do tego zmuszał
i ponaglał do zwiększenia pokoju. Był wielkim pacyfistą
i wielkim myślicielem. Sądzę że nie był zbyt wyrafinowanym
politologiem, ale w tym zakresie jego serce było rzeczywiście
po właściwej stronie. Myślę, że była to pewnego rodzaju
lekcja.
G K H : Czy przyczyną tych poglądów była jego biografia,
czy też był to światopogląd czysto intelektualny?
M Y : Wydaje mi się, że pod koniec życia, a także wcześniej,
poświęcał wiele myśli swojemu pochodzeniu z Monarchii
Habsburskiej i jak Pani wie, często mówił, że był to niemal
idealny porządek, gdzie Galicja miała zapewnioną wewnętrz­
ną wolność i nie musiała się martwić o walki, wojny w swoim
imieniu. Była wolność prasy, poszanowanie mniejszości
narodowych. Sądzę, że on trochę zawsze idealizował to co się
działo przed I wojną światową i len rodzaj federacyjnej
dyscypliny, ten rodzaj łagodnej dominacji, trochę patriarchalny, protekcjonalny, ale mimo wszystko byliście poddanymi
Austrii, Wiednia. Wygląda na to, że młodość Malinowskiego
przypadała na okres tych łagodnych rządów i on to doceniał.
Chciałby widzieć świat, w większej skali, rządzony w laki
sposób. Byłby to rodzaj „uniwersalnej monarchii". Wydaje mi

się, że jego idee dotyczące cywilizacji rzeczywiście biorą się
z jego wcześniejszego doświadczenia.
G K H : W tym kontekście moż/ta powiedzieć, że nie był
Polakiem, ale raczej Galicjaninem?
M Y : Tak, Galicjaninem, nie był nacjonalistą. Jednak kiedy
Malinowski był za granicą, w Europie czy Ameryce, nie
mówił o Galicji, nikt by nie wiedział o czym mówi. Wtedy
określał siebie: jestem Polakiem. Raczej był dumny ze swego
polskiego pochodzenia.
G K H : Czy ma Pan jakiś termin, w którym zamierza Pan
zakończyć pracę nad „Dziennikami"?
MY: Chciałbym skończyć w ciągu dwóch lat, ale nie sądzę,
żeby mi się udało, raczej trzech lat, ponieważ ugrzązłem
w polskim okresie jego życia, który jest tak interesujący.

152
Elsie Masson

�Ciągle myślę o koncepcji dwóch tomów, co się bierze z czystej
trudności podołania tym wczesnym dziennikom, które nie
były opublikowane. A wczesny etap jego życia jest inte­
resujący i wydaje mi się, że jest niezwykle ważne pokazać, jak
on się rozwijał do momentu, kiedy stał się sławnym ant­
ropologiem. Jest to coś w rodzaju wieloaspektowego, wieloproblemowego rozwoju, który pokazuje geniusz jego życia,
rozwijania wielu aspektów siebie samego, w tym samym
czasie, włączając w to jego życie miłosne. W końcu jak on dał
radę napisać Życie seksualne dzikich. Coś w tym rodzaju. Co
więcej złożenie tego wszystkiego razem zajmuje sporo czasu,
ale jego wczesne dzienniki są tak bogate, psychologicznie
bogate. Mówią o nim bardzo dużo, tak że ogólnikowe tylko
opracowanie byłoby rodzajem świętokradztwa. Jeżeli bym
tego nie zrobił dokładnie, ktoś później mógłby powiedzieć:
ach ten Young, zmarnował okazję. Już za pierwszym razem
chcę to mieć zrobione dobrze.

G K H : Wiem, że z Polski jedzie Pan do Anglii, czy będzie
tam Pan dalej pracował nad biografią?
MY: W przyszłym miesiącu mam w planie inny projekt
związany z Malinowskim. Podpisałem kontrakt z University
of Chicago Press, aby zrobić książkę z niepublikowanych
dotąd zdjęć Malinowskiego z badań terenowych, 200 zdjęć
z tekstem opisującym, na co mam rok czasu.
G K H : Czy ten zbiór jest duży?
M Y : To jest ok. 800 zdjęć, 200 już było opublikowanych,
ale kontrakt mówi, że tych nie mogę wykorzystywać, czyli
mam ok. 500-600 z których mogę wybierać. Książka jest
częścią serii University of Chicago Press o niepublikowanych
fotografiach sławnych antropologów.
G K H : Życzę więc powodzenia.

Grażyna Kubica-Heller

Wpływ kobiet na życie i dzieło
Bronisława Malinowskiego*
Helen Wayne (Malinowska)
Mój ojciec, Bronisław Malinowski, przez całe życie pozo­
stawał pod dużym wpływem kobiet: swojej polskiej matki,
dwóch brytyjskich żon, swoich uczennic oraz kobiet, które nie
były uczennicami lecz łączyła go z nimi intelektualna przyjaźń
i kobiet różnych narodowości, które kochał. Miał także trzy
córki, z których ja jestem najmłodsza.
Zależał od kobiet w niezwykłym stopniu i sądzę, że ta
zależność ma swój początek w jego związku z matką. Należała
do rodzaju kobiet, które zawsze w ciągu dziejów stały za
wybitnymi mężczyznami: wspierających i poświęcających
się.
Nazywała się Józefa Łącka, a w roku 1883 w wieku lat 35
poślubiła Lucjana Malinowskiego, profesora filologii sło­
wiańskiej uniwersytetu w Krakowie, w południowej Polsce.
Było to w czasie, kiedy Polska była pod zaborami, a ta część
kraju - Galicja - stanowiła na pół autonomiczny kraj monar­
chii austro-węgierskiej.
W rok po ślubie, tej parze, będącej już niemal w średnim
wieku, urodziło się jedyne dziecko - Bronisław Kasper,
zdrobniale Bronek lub Bronio.
Broniowi (tego zdrobnienia używał przez całe życie)
bliższa była rodzina matki niż Malinowscy, tak jak nieporów­
nanie bliższa mu była matka niż ojciec. Bronio rzadko
opowiadał angielskim przyjaciołom o ojcu, chociaż był on
* Artykuł drukujemy za uprzejmą zgodą Autorki. Pierwodruk
.Journal of the Anthropological Society of Oxford" V o l . X V , no.
3 Michaelmas 1984

wybitnym uczonym w dziedzinie filologii słowiańskiej, czło­
wiekiem z którego można być dumnym. Naówczas był dobrze
znany w polskich i niemieckich kręgach akademickich, nie
tylko jako filolog lecz również jako etnograf badający Śląsk.
We współczesnej nauce polskiej jest doceniany zarówno on,
jak i jego dzieło.
Audrey Richards opowiadała mi, że Bronio często wyrażał
się o ojcu lekceważąco, mówiąc, że był on surowy, sztywny
i nie próbował zrozumieć swego syna. Trudno mi się do tego
ustosunkować, gdyż nic pamiętam żeby kiedykolwiek, gdy
byłam dzieckiem, wspominano mojego polskiego dziadka; na
pewno o nim mówiono, ale ja tego nie pamiętam; natomiast
polska babcia była naprawdę „obecna" w naszej rodzinie.
Nigdy jej nie znałyśmy, ponieważ zmarła na rok przed ślubem
naszych rodziców.
Była kobietą o wybitnym intelekcie, wielkiej determinacji
i całkowitym poświęceniu dla swego uzdolnionego syna. Jak
ukazują zdjęcia, była przystojną, młodą kobietą o wąskiej,
spiętej gorsetem, talii i kręconych włosach. Z wiekiem utyła,
siwe włosy nosiła gładko zaczesane w ciasny kok, lecz
zachowała swą wyprostowaną postawę, piękną twarz, grube
brwi, przenikliwe oczy i duże, ładnie wykrojone usta.
Lucjan Malinowski zmarł na skutek ataku serca w wieku 58
lat, kiedy Bronisław (który zresztą miał umrzeć w ten sam
sposób w tym samym wieku) miał 14 lat. Rodzina Malinows­
kich mieszkała na terenie krakowskiego uniwersytetu lecz
wdowa i syn musieli opuścić ten dom i później mieszkali
w różnych mieszkaniach w centrum Krakowa.' Mieli ciągłe

153

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9528" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9506">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/c32c5c88a4e992887ce7538a9ebaa3da.pdf</src>
        <authentication>99dd540e358a8c71ac4bb645a95e99e2</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113436">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5419</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113437">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113438">
                <text>2004</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113439">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5037</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113440">
                <text>Księga i dom z San Michele/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2004 t.58 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113441">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2004 t.58 z.3-4 ; s.185-189</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113442">
                <text>Pieńkos, Andrzej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113443">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113444">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113445">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113446">
                <text>,,Wzgardziwszy pomocą architekta", lsadora Duncan wraz z całym klanem Duncanów budowała w bliskim sąsiedztwie Akropolu swoją przyszłą siedzibę
i jednocześnie świątynię nowego kultu, któremu patronować mieli greccy herosi i bogowie. 1 We wspomnieniach wielkiej tancerki, opowiadającej o mozolnej i ostatecznie bezoowocnej budowie owej świątyni,
znajdujemy jakby echo z tego samego czasu - podobnej pasji innego człowieka Północy, Axela Munthe.
Też zbierającego kamień na budowę, kopiącego pełną
starożytności ziemię, drżącego na widok ruin i darzą­
cego uwielbieniem śródziemnomorski lud, wywodzący
się od starożytnych. A wysiłki te przywodzą z kolei na
myśl tak częste w epoce fin de siecle próby architektonicznej materializacji "śródziemnomorskiego marzenia", domu greckiego albo rzymskiego.
Próby takie szczególnie interesowały artystów
i uczonych, jakby szli śladami cesarza Hadriana, twórcy takiej idealnej "artystycznej willi" w Tibur (Tivoli).
Poszukiwania owe obejmują zarówno amatorskie wyobrażenia antyku, "lepione" nawet własnoręcznie
(a najlepiej z udziałem miejscowych, greckich czy wło­
skich robotników) siedziby, jak i profesjonalnie projektowane, archeologicznie wierne naśladownictwa
wzorów starożytnych. Najdoskonalszym przykładem
tego ostatniego zjawiska wydaje się Villa Kerylos w Beaulieu koło Nicei, wybudowana w latach 1902-08 dla
archeologa Theodore'a Reinacha na wzór greckiego
domu z Delos. Dla pierwszej zaś tendencji modelowa
jest realizacja willi San Michele na Capri.

W 1876 r.

młody

***

przybysz ze Szwecji Axel Munthe (1857 -1949) popłynął żaglówką na wyspę Capri.
Podobno już wtedy miał powziąć zamiar postawienia
tam domu - tak silny był zachwyt nad pięknem tamtejszej natury i swoistym charakterem mieszkańców.
W 1884 r. jako ceniony już lekarz Munthe ratował
mieszkańców Neapolu w czasie epidemii cholery.
W 1896 r., po dłuższym pobycie w Rzymie, gdzie prowadził prywatną praktykę lekarską, zaczął budować

na wysokim skalistym brzegu, na skraju miasteczka
Anacapri, wymarzoną siedzibę, którą nazwał Villa
San Michele. Budowa ciągnęła się długo, była wielokrotnie przerywana. Od 1903 r. Munthe, lekarz
szwedzkiego dworu, mógł jednak pozostawać nadal
na Capri, której klimat wybrała także szwedzka królowa Wiktoria spędzająca tam długie pobyty kuracyjne. Przeszło 55 lat życia Munthego upłynęło na wyspie.
W 1929 r. Munthe publikuje po angielsku autobiograficzną opowieść Księga z San Michele, o której myślał już od początku budowy domu, opowieść - dzieło
życia. Tłumaczona na całym świecie na kilkadziesiąt
języków uczyniła sławnego lekarza sławnym pisarzem.
W 1948 r., na rok przed śmiercią, zapisał swoją willę
na Capri państwu szwedzkiemu.z

ANDRZEJ PIEŃKOS

Księga

i dom
z San Michele

Wyspa Capri była od czasów XVIII-wiecznych wypraw typu Grand Tour coraz bardziej popularnym
miejscem "magnetycznym", jako że Zatoka Neapolitańska ze wszystkimi jej atrakcjami kulturalnymi
i przyrodniczymi należała do obowiązkowych etapów
podróży edukacyjnej, a następnie turystycznej.
W epoce romantyzmu szczególnie upodobali sobie
skaliste brzegi Capri, a zwłaszcza Lazurową Grotę, malarze niemieccy i skandynawscy. Ferdynand Gregorovius w swoich Wędrówkach po Włoszech podreślał
szczególny nastrój, jaki panuje na wyspie.3
Od końca XIX wieku coraz intensywniejszy stawał
się tam masowy ruch turystyczny. Ściągali przybysze
z całego świata, zwłaszcza jednak z północnej Europy
i Stanów Zjednoczonych - dla nich Capri było namiastką raju. Wielu uczonych i artystów pozostawało
na wyspie dłużej . Byli wśród nich i tacy, którzy swoje
życie i twórczość postanowili związać z Capri, np.
francuski dekadent Jacques d'Adelsward Fersen,
szkocki pisarz Campton Mackenzie (piszący na
i o Capri, i tu osobiście budujący od 1915 r. swój
dom), Norman Douglas (także autor prozy dotyczącej
owego raju na ziemi). Odwiedzali Capri: Józef Ignacy
Kraszewski, Maria Konopnicka (autorka sonetu Capri), Stefan Żeromski, Jerzy Żuławski. Tu spędzał zesłanie Maksym Gorki, z którym spotykali się inni rosyjscy emigranci, m.in. Lenin.
Znany malarz i grafik młodopolski Edward Okuń
w swojej willi na Capri malował krajobrazy, przyjmował gości, rozczytywał się w miejscowych legendach,
które dodawały temu cudownemu miejscu jeszcze bardziej cudownego charakteru.4 W okresie międzywo­
jennym na Capri osiadł inny znany malarz -Jan Styka, zakładając w stylizowanej na antyczną willi tzw.
Muzeum Quo Vadis. Owa galeria obrazów Styki wykorzystywała, w sposób charakterystyczny dla marketingowej taktyki malarza, skojarzenia klasyczne architektury i miejsca, w tym lokalizację na mitycznej wyspie,
obecność na niej licznej potencjalnej klienteli, a także
popularność w świecie "rzymskiej" powieści Henryka
Sienkiewicza.5
Najciekawsza artystyczna rezydencja na Capri bierze swój początek z fascynacji dziełem Axela Munthe.
W 1936 r. włoski pisarz i dziennikarz o barwnym życio­
rysie Curzio Małaparte odwiedził Capri; szczególnie sil-

�nie przeżył wizytę u Munthego w jego Villa San Michele. W latach 1938-42 wybitny włoski architekt awangardowy Adalberta Libera wybudował mu na odosobnionej skalnej ostrodze Massullo znakomicie stopiony
z krajobrazem dom. Sam Małaparte miał brać podobno
czynny udział w tworzeniu swojej casa d'artista, którą
następnie określał słowami "dom taki, jak ja". W odróżnieniu od licznych przykładów tak częstego w architekturze tego czasu nurtu "śródziemnomorskiego",
a także samej Villa San Michele, Casa Małaparte nie
odwołuje się do cytatów antycznych i nie jest zlepkiem
znalezisk. Konsekwentnie zostały tu zakomponowane
abstrakcyjne formy, zrodzone wprawdzie z racjonalizmu
awangardowej architektury lat 20., ale tu nasycone
niemal archetypiczną symboliką: prosty narys bryły,
przypominający kształt łodzi, parawan na tarasowym
dachu- jakby żagiel (miał osłaniać Małapartego w czasie jego jazdy rowerem po dachu), wielkie schody prowadzące na ów dach, a zdające się prowadzić na ołtarz
ofiarny, wreszcie różowy kolor elewacji, przypominają­
cy pompejańską czerwień. 6 Powstała architektura sugestywna i oryginalna, odważnie- bo niemechanicznie
- wpisująca się w genius loci. Takiej architektonicznej
doniosłości nie ma z pewnością najsławniejszy dom na
Capri, Villa San Michele Munthego. Może nawet, jak
wiele innych charakterystycznych "domów artysty",
nie należy do architektury.

***

W Księdze z San Michele Axel Munthe pisze:
"Znajdę styl własny. (... ) Mój dom musi być otwarty,
niby grecka świątynia, dla wiatru, słońca i szumu morza! Światła, jak najwięcej światła! Światła (... ) Chcę,
aby kolumny z nieoszacowanego marmuru dźwigały
loggie i arkady; w ogrodzie niech spoczywają piękne
pamiątki z dawno minionych dni; kaplica stanie się cichą przystanią pełną książek, a piękne dzwony niech
głoszą Ave Maria po każdym szczęśliwym dniu ... ". 7
W 1937 r. pisarz wspominał: "Miejsca jest mało, zostało przeze mnie zabudowane według zasady, że dusza
potrzebuje więcej przestrzeni niż ciało".
Munthe w czasie swojej wieloletniej pracy, w dużej
mierze używał m.in. własnoręcznie, wykopanych na
Capri znalezisk archeologicznych (np. mozaiki, ceramika, inskrypcje, fragmenty kolumn) z willi cesarza
Tyberiusza, najsławniejszego mieszkańca wyspy.B Nie
budował willi San Michele od zera: domek wykorzystuje np. mury budowli, która była pierwotnie świąty­
nią Izydy, potem częścią willi Tyberiusza, wreszcie
w średniowieczu kaplicą św. Michała (a ta "przekazała
wezwanie" siedzibie lekarza). Dostawszy od władz
miejskich Neapolu, w podzięce za oddanie w walce
z epidemią, kopię antycznego posągu brązowego Hermesa, uczynił ją zwornikiem swojej galerii starożytno­
ści. Część własnych wykopalisk (freski rzymskie, fragmenty inskrypcji) sam poukładał w odkopanym pod
ogrodami willi pomieszczeniu, tworząc swoiste lapida-

rium. Pozostałe znaleziska jednak raczej "naturalnie"
wtapiają się w nową architekturę domu. Na terenie
willi znalazła się stara kaplica, otwarte galerie łączące
ją z domem i kilkoma tarasami, zakątki widokowe, na
których ustawiono rzeźby (m.in. posąg Diany, bazaltowy Horus, Sfinks, którego Munthe wykopał w czasie
wyprawy do Kalabrii) i elementy małej architektury
(pergole, arkady, balustrady). Ta ostatnio odpowiednio dawkuje pejzaż (jego kadry otwierają się np. na pobliskie wyspy Zatoki Neapolitańskiej i na Neapol) .
W wyobraźni Munthego, późnego wnuka poromantycznego estetyzmu, natura i historia jednako
podlegały estetyzacji. Drzewa oliwkowe, zachód słoń­
ca nad zatoką i jej wyspami albo też znaleziska antyczne, wreszcie mające różne osobiste odniesienia dary,
które otrzymywał (np. okno renesansowe, prezent od
Eleonory Duse), pobudzały tę wyobraźnię w kierunku
kreowania idealnej rzeczywistości. "Jakże ponętnym
studium byłaby dla mnie posępna postać starego cesarza [Tyberiusza- przyp. moje, AP], którego zmęczone,
ciężkie kroki przemierzały mozaikową posadzkę znalezioną przeze mnie pod winnicą" .9 Aby te wrażenia
wspomóc, Munthe zamówił dla swej siedziby popiersie
portretowe Tyberiusza.
Tak jak Villa San Michele nie jest zwykłym domem, tak Księga z San Michele w istocie nie jest autobiografią lekarza. Munthe pisał raczej niezborny esej,
w którym wspomnienia wzbogacane rozmaitymi asocjacjami układają się w fantasmagorię. Willą zaś nie
rządzi żadna określona koncepcja architektoniczna;
Munthe nawet z pewną dumą pisał o tym, że nie zatrudnił nigdy architekta (co łączy jego dzieło z tyłoma
innymi "domami artystów") i willa tworzona była intuicyjnie z pomocą miejscowych robotników. LO Swoją
urodę czerpie ona z naturalnego zakorzenienia we
włoskim i greckim budownictwie: biel ścian z nieregularnie aplikowanymi spoliami (także średniowieczny­
mi), tu i tam klasyczne arkady, kolumienki, "klasztorny" dziedziniec ... na wzór rzymskiego Lateranu. Willa
budowała się jakby sama; w odróżnieniu od tyłu domów artystów, brakuje jej wyrafinowania i zamierzonej
oryginalności, ale brak ten daje jej właśnie naturalność. W niektórych pomieszczeniach mieszkalnych
czuje się przy tym charakterystyczny dla szwedzkich
domów prosty i funkcjonalny styl - starożytności, antyczna i włoska stylizacja nie naruszyły tego skandynawskiego zmysłu. LL
Ogród Villa San Michele, podobnie jak np. ten
wykreowany przez Reinacha w Villa Kerylos, zawiera
większość najbardziej typowych gatunków roślinności
śródziemnomorskiej, wyeksponowanych niczym w encyklopedycznym ogrodzie botanicznym (dla drzewa
oliwnego Munthe pobudował nawet osobne olivetum).
Do "odgłosów morza" dodał szmer wkomponowanych
w ogród strumieni i głosy uwielbianych ptaków, którym na terenie willi dał gościnę: San Michele stało się
rezerwatem-przystankiem ptaków wędrownych. Co

186

�Andrzej Pieńkos •

KSIĘGA

l DOM Z SAN MICHELE

pewien czas rozbrzmiewała tam także ludzka muzyka Munthe urządzał koncerty, m. in. z udziałem królowej
Szwecji. Planował też, podobnie jak lsadora Duncan
w Grecji i jak Gabriele d'Annunzio w obrębie jego rezydencji Vittoriale w północnych Włoszech, budowę
"greckiego" teatru.l2
Czy Villę San Michele należy oceniać w kategoriach ekscentrycznego domu-pracowni artysty? Opinie na temat amatorskiego tworu Munthego bywają
krańcowo różne. Arcydzieło czy kicz? Henry James
w 1898 r. pisał po wizycie w Villa San Michele: "twór
najbardziej fantastycznej piękności, poetyczności
i nieużyteczności, jaki kiedykolwiek widziałem". Monika Żeromska była odmiennego zdania: "... dochodzimy do San Michele, tej ohydy, tego starego blagiera.
Ohydą jest oczywiście willa i wszystko, co on tu zbudował, a nie przecudne położenie i ogród, i widok. (... )
Jeżeli ktoś zabiera cztery kolumienki z jakiegoś klasztornego cortile, każdą inną, kładzie na niej wyłupany
fragment posadzki comatesco i robi z tego stół, albo na
kapitelu korynckim, na fragmencie kolumny przylepia
kawałek rzymskiej mozaiki i wychodzi mu gerydonik,
no, to nie jest to do zniesienia. (... ) Jak to źle, jak
Skandynaw z pieniędzmi zaczyna się mieszać w latyń­
skie sprawy. Coś chciał, coś mógł, ale nie starczyło mu
oddechu i wyszła mu historia bez gustu i w złym, najgorszym gatunku". 13 Niezależnie jednak od werdyktu,
podobnie jak w odniesieniu do tak licznych innych
siedzib artystów, emocjonalnie zabarwionym ocenom
nie towarzyszy analiza zjawiska, próba zrozumienia cu-

riosum.
A zjawisko to trudno jest określić. W istocie Villa
San Michele nie była nawet domem pisarza, pisarzem
bowiem Munthe stawał się dopiero w czasie, a może
należałoby powiedzieć, w miarę budowania. Książka
w dużej części poświęcona jest przecież budowaniu domu i pisana była długo, rozpoczęta już w tym czasie,
gdy Munthe kształtował San Michele. Budując i pisząc jednocześnie, lekarz stawał się "architektem"
i "pisarzem". Nigdy jednak nie stał się ani jednym, ani
drugim.
Domy twórców interesują nas zwykle ze względu
na charakter związku ich formy, programu itp. z twórczością pisarza czy malarza. W omawianym wypadku
związek ów jest oczywisty, a nawet został opisany przez
samego twórcę. Poza jednak fabularną - żeby tak rzec
- zbieżnością, można się tu doszukać i głębszej, chociaż wcale nie ukrytej.
Archeologiczne budownictwo Munthego, bez
związków z architekturą jego czasów, choć tak mocno
związane z tęsknotami epoki, można widzieć jako pamiętnik-kolekcję będący dość typową dla kultury symbolizmu refleksją (niektórzy woleliby powiedzieć zbieraniną refleksji) nad śmiercią jako fundamentalną kategorią myślenia, działania i tworzenia. W Księdze
z San Michele ta refleksja formułowana jest niekiedy
expressis verbis, nie tylko wtedy, gdy Munthe wspomi-

Capri, willa San Michell

na swoją pracę lekarza i kontakt ze śmiercią konkretną. "Pewien sławny krytyk nazwał moją opowieść księ­
gą o śmierci. Może miał słuszność".I4
Pamiętnik taki nie powinien podlegać ocenie estetycznej ani w ogóle być rozpatrywany w kategoriach dzieła sztuki lub architektury. Podobna postawa, co znamienne - w tym samym czasie, cechuje
budowlane zbieractwo i amatorski eklektyzm rzą­
dzony nieopanowaną miłością do kultury i krajobrazu śródziemnomorskiego w budowanej przez Beatrice Rotschild-Ephrussi Villa Ile-de-France na Cap
Ferrat koło Nicei i w Villa Cimbrone w Ravello,

�ropejskich, realizowane tak w ich krajach, jak we Włoszech.
Por. np. kreację holenderskiego artysty W.O.J. Nieuwenkampa
z ok. 1926 w Fiesole koło Florencji (nazwaną Villa II Riposo dei
Vescovi) . Na tle takich realizacji willę Munthego cechuje duży
umiar.

niedaleko od Capri, przebudowywanej przez lorda
Ernesta Berchetta. Cechuje też straszne i śmieszne,
nabrzmiałe estetyzmem i genialnie go sumujące Vittoriale d'Annunzia. 15 "Oto moja przyjemność"- dewiza kolekcjonerki lsabelli Stewart Gardner wypisana nad portalem jej muzeum-kolekcji w Bostonie,
przybliża hierarchię wartości i motywy wysiłków
owych ostatnich miłośników sztuki. Twórców (nawet jeśli byli tylko kolekcjonerami), którzy w poromantycznym poczuciu wolności, w zgodzie z własną
fantazją dowolnie interpretowali tradycje i kreowali miejsca idealne.

Fotografie - A.

Przypisy
l. Duncan, Moje życie (tłum. K. Bunsch), Warszawa 1983,
s. 134-137
Villa San Michele jest do dziś siedzibą honorowego konsula
Szwecji we Włoszech i szwedzkim ośrodkiem naukowym. Materia ły dotyczące życia i dzieła A. Munthe zawdzięczam dokumentacji zgromadzonej tamże, a również książce G. Munthe
i G. Uezkull, The Story of Axel Munthe, Srockholm 1953
F. Gregorovius, Wędrówki po Włoszech (tłum. T. Zabłudowski),
Warszawa 1990, t. 2, s. 63 i n. Por. też T. Marcinkowski, Wyspa

Capri we wspomnieniach Axela Munthe i w "Wędrówkach po Wło­
szech" Ferdynanda Gregoroviusa, Goleniów 2000
Por. M. Żeromska, Wspomnienia, Warszawa 1993, s. 254

10
11

ll

13

14

15

Muzeum, umieszczone w kupionej w 1920 r. Villa Certosella
przy Via Tragara (opuszczonej przez wyżej wspomnianego pisarza Fersena), było przemyślnie zakomponowaną ekspozycją cyklu obrazów inspirowanych powieścią Sienkiewicza. Wejście
flankowały dwie kariatydy "greckie", w ogrodach był m.in. perystyl joński z kopią Apolla Belwederskiego. Program ekspozycji miał umoralniać, akcentując wybrane wątki powieści. W latach 1922 i 1925 wydano katalogi zbiorów muzeum. W 1934 r.
willę sprzedano, a obrazy uległy rozproszeniu. Zob. J. Dużyk,
Muzeum "Quo Vadis" na Capri, "Kronika rzymska", 1992-1993;
B. Biliński, Il Museo "Quo Vadis" di ]an Styka a Capri 1920-1931, "Strenna dei Romanisti", 1995, aprile, s. 27-52
Por. interpretację WJ.R. Curtisa, Modem Architecture since
1900, London 1996, s. 378
A. Munthe, Księga z San Michele (tłum. Z. Petersowa), Katowice 1984, s. 28-29
W pierwszym rozdziale Księgi z San Michele Munthe opisuje
swoją młodzieńczą wycieczkę na Capri i wspomina, jak potknął
się o strzaskaną marmurową kolumnę, która miała pochodzić
z willi Tyberiusza.
A. Munthe, op. cit., s. 304
Tamże, s. 307
Podobne połączenie znajdziemy w domu rze źbiarza szwedzkiego
Carla Millesa na wyspie Lidingo w Sztokholmie, wybudowanym
w 1908 r.
"Skały na górze, w najwyższym punkcie ogrodu rozsadzimy
i zbudujemy grecki teatr otwarty ze wszystkich stron dla słońca
i wiatru" (A. Munthe, op. cit., s. 306).
M. Żeromska, Wspomnienia i podróże, Warszawa 1995, s. 316-31 7. Por. też zbliżoną opinię wyrażoną w tomie Wspomnienia
(op. cit., s. 255).
A. Munthe, op. cit., s. 6
Dekadencko naznaczone uwielbienie do splendoru antycznego,
nagromadzenia ułamków i klasycznych śladów, bardziej o dekoracyjnym niż znaczącym charakterze, cechuje też podobne koncepcje wielu amatorów i artystów amerykańskich i północnoeu-

Capri, willa San Michell

Capri, willa San Michell

188

Pieńkos

�Andrzej Pieńkos •

Capri, willa San Michell

KSIĘGA

I DOM Z SAN MICHELE

Capri, willa San Michell

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9527" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9505">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/52a0af8ebb3438086eecb3d44471ddaf.pdf</src>
        <authentication>f86d17630aeb025c25c7ed5dc955dec4</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113425">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5416</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113426">
                <text>2004</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113427">
                <text>Strzelecki, Jan (1919–1988)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113428">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5034</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113429">
                <text>Z zapisków, notesów, listów / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2004 t.58 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113430">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2004 t.58 z.3-4 ; s.177-179</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113431">
                <text>Strzelecki,Jan</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113432">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113433">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113434">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113435">
                <text>Moskwa 1
Rozmowy w Arctic ..Ugolline
Rezydencja ubogoszlachecka, przed nią, na ławecz­
kach rozsiadli i wypoczywający górnicy z Barentsburga, oczekujący tu na załatwienie różnych swoich spraw
przed powrotem na Daleką Północ. Pokój Gusiewa
przytulny, najzupełniej nie "Dyrektorski", stara głębo­
ka kanapa, mebelki odziedziczone po babuszce, fotografie osady górniczej nad fiordem, oprawne w domowe ramki.
Ale człowiek rozmawiający z nami to człowiek
miękki, rozprężony, życzliwy; sprawuje władzę nieograniczoną niemal- z naszego punktu widzenia - nad Republiką Barentsburską i jej murmańskim przyczół­
kiem. Od jego postawy zależy powodzenie naszej wyprawy.
Jej główny plan - trawers zachodniego Spitsbergenu- wspiera się na założeniu, że możliwe będzie zorganizowanie transportu ludzi i rzeczy z Barentsburga na
północno-zachodni kraniec wyspy. Gusiew przypatruje
się nam życzliwie. Tłumaczy, że chce nam pomóc, ale
dotychczas nie wiedział jak. Teraz zaczyna mu się
wszystko rysować jaśniej. Dokonuje głośnego przeglądu
swego kopalnianego dobytku. Statkiem mógłby nas zawieźć na cypel, jeśli nie zrobią tego Norwegowie; helikopter mógłby nas zabrać z powrotem przez fiord, gdy
znajdziemy się już na południowym cyplu. Mówi wolno, łagodnie, wyraźnie cieszy się bogactwem środków,
które mógłby uruchomić. Jego przyjazna potęga rozstrzyga o sprawie. Bylebyśmy dojechali do Murmańska
i weszli w jej krąg- wszystko będzie możliwe.

Burza i po burzy,
czyli Murmańsk zakryty i odkryty
Na Wnukowo przyjeżdżamy po jeździe na światłach
przez całą Moskwę. Przypominało to przejazd szerokim
kanionem z poprzecznymi prześwitami. Brzegi kanionu
wysokie i równe wystrzeliwują od czasu do czasu wieża­
mi wysokościowców typu Empire staliniene, wobec których potęgi i rogatej rozłożystości mijane od czasu do
czasu cerkiewki stają się niepomiernie małe i wylęknio­
ne. Mimo swej nieparzystości i znaczącego braku proporcji pamiątki na lotnisku częściej, o wiele częściej,
zdobione są motywem cerkiewki niż niebo szturmowca. Cerkiewki i sceny z ludowych baśni - wydaje się, że
te oba elementy zlały się z sobą w jakąś całość baśnio­
wej tradycji, będącej tutaj istotnym, żywym składni­
kiem poczucia historycznej tożsamości.

Lot do Murmańska
Opalone kobiety, marynarze, inżynierowie. Lot
nad krajem wypełnionym rozmokłymi lasami. Linia
słońca znaczona nieustannie przerywanym odbły-

JAN STRZELECKI

Z zapisków,
notesów, listów

skiem w lustrach leśnych wód. Bezbrzeżne Polesie jeziorka, rozlewiska, młaki, rzeki- aż prawie do Murmańska, przed którym schodzimy nisko nad tundrę,
pagórzastą, zieleniejącą brzozami i bielejącą śniegiem.
Powietrze urzekająco przejrzyste, zieleń i niebieskość
krajobrazu w mocnym słońcu polarnym. Czeka nas
przedstawiciel Arctic-Ugol z autobusikiem zabierają­
cym nas do Murmańska. Przyjeżdżali już raz na moskiewski wcześniejszy samolot - przyjechali teraz po
raz drugi.
Towarzysz Jugin z AU sprawia wrażenie wysłanni­
ka wielkiego majątku zapraszającego nas w gościnę.
Jest w nim coś z wiejskiej gościnności. Polarnikiem jest
już od dwudziestu jeden lat.
Kilkadziesiąt kilometrów dzieli nas jeszcze od Murmańska. Pasek lotniska wynaleziono z trudem wśród
falistej tundry. Wąską drogą, wijącą się wśród jeziorek
i wzgórz, jedziemy do miasta. Niedaleko od skrzyżowa­
nia szos, od zachodu, dobija droga do Szwecji i Norwegii - znak niemieckiej fali z lat wojny, która tutaj się­
gnęła najdalej.
Miasto rozciągnięte nad brzegiem długiej, wąskiej
zatoki, nad fiordem, pełne szeregów nowych domów
uparcie jednostajnych, zróżnicowanych nieco kolorem. Ponad trzysta tysięcy marynarzy, portowców,
wojskowych. Stajemy w hoteliku Inturista, w którym
większość recepcyjnych obowiązków pełnią miłe
"ciocie". Z dala od turystycznych tłumów z zachodniego świata nie ulega się tu modzie na młode dziewczyny. "Ciocia" jest dużo właściwszą postacią na radzieckiej północy - co ma swoisty wdzięk i urok niepodległości wobec światowych obłędów. Poza tym,
jak się może zdawać, warstwa ochronna dodatkowego ciała ma swój poważny walor w tym obszarze. Hotel dorównuje "ciociom" w obojętności wobec zachodnich mód natarczywej nowoczesności: kanapki,
fotele, kwiatki i malowanie ścian jest domowe w takim samym sensie, jak domowe są skojarzenia wywoływane przez pojęcie "cioci". Żadnych nowoczesno-plastikowo-kolorystycznych szaleństw, żadnych uległości wobec prestiżu Zachodu, żadnej czołobitności,
żadnego współzawodnictwa.

�Restauracyjka Siewier przy hotelu. Duży ład
w obsłudze, posłuszeństwo gości wobec kelnerek,
które nie posadzą nikogo, nie wysprzątawszy stołu po
poprzednikach. Przybywamy o północy, ale jeszcze,
jako goście dość specjalni, coś dostajemy, a Jurij
z Odessy, miły, samotny i lekko zawiany inżynier,
opowiada coś z sympatią o Polsce i stawia nam karafkę wódki. Jego flama, Wala, podaje ją z pewnym
ociąganiem, ale w końcu pijemy, wymieniamy adresy
i zapraszamy Jurija do odwiedzenia nas - jak tylko
będzie mógł. Niedługo ma być służbowo w Gdańsku.
Na statku Dnieprodzierżyńsk mamy być o szóstej.
Przedtem Arctic-Ugol podstawi nam autobus, który
zawiezie nas do samego portu, na nabrzeże węglowe.
Nabrzeże to jest obszarem operacji naszej wspaniałej
firmy. Czujemy się tu pod jej opieką. Jesteśmy jej partnerami. Arctic, uznając nasze racje, wyprawia nas
wszystkich razem, a nie w dwu rzutach, jak to było
w pierwszym projekcie. Nie jesteśmy żadnymi normalnymi turystami z zagranicy, którym trzeba zapewnić
komfort za odpowiednią opłatę. Arctic pomieści nas
w kajutach załogi i cenę skalkuluje bardzo nisko. Spod
opieki "cioć" wchodzimy w zakres opieki wujaszka.
Wujaszkawaty Jugin odwozi nas do burty i jego obecność czyni wszystko łatwym ...

Wejście

do Barentsburga

Patrząc

nie ku kopalni, lecz na przeciwną stronę
wąskiego fiordu, widzi się obraz podobny do widoku
znad Wielkiego Stawu ku Liptowskim Murom.

*

Wychodzimy w końcu Ewenkiem o 9 wieczorem.
Jest to mały holownik budowany w Finlandii, mocny
i wygodny. Buja solidnie. Za Greenfiordem wypływa­
my na Istfiord. Fala długa, pełno mew i alek. Krajobraz
wspaniały, góry z dwu stron, mocniejsze w granacie
i bieli niż wczoraj w łagodnym słońcu.
Trochę mży, nad oceanem ciemne chmury przydające powagi całemu obrazowi.
Musimy wyjść na pełne morze, aby opłynąć Prins
Karls Forland - długą wyspę ciągnącą się ku półno­
cy wzdłuż zachodnich brzegów Oscar II Land. Wyspa o szczytach wysokości do 1100 metrów spada
w ocean żlebami i filarami zmurszałej skały. Fenomen schodzących w morze lodowców zacznie się dla
nas dopiero wyżej - w Kong i Krossfiordzie. W ten
drugi wchodzimy z zamiarem założenia stacji żywno­
ściowej . Po prawej stronie spadają w morze- a raczej
spływają - szerokie stoki lodów, załamując się nad
morzem błękitną barierą. W głębi odnogi zwanej
MoHerfiordem błękit staje się farbkowy i cieniowany, odbijając zarówno od stalowej szarości morza, jak
i od skał i śniegu. Wchodzimy w Liliehohfiorden.
Coraz więcej w nim kry.

*
Skrót listu 16 XI 58
Berkeley
Piszę

zaraz po otrzymaniu Twojego listu, który zapo powrocie z wielkiej dwudniowej wyprawy
w góry, doliny i wzgórza północnej Kalifornii. Wyprawa była bardzo piękna. Odbyłem ją w aucie pewnego
miłego Szwajcara, wraz z drugim miłym Szwajcarem
i jednym z naszych matematyków, którzy mogliby tu
założyć polsko-kalifornijską odmianę warszawskiej
szkoły matematycznej i filię Klubu Wysokogórskiego.
Jest ich tu czterech z profesorem Mostowskim, którego, tak jak i mnie, zjada tęsknica. Więc, żeby się pocieszyć, pojechaliśmy w piątek wieczorem w ciemną
nockę ku dalekiemu, jak mniej więcej Kraków od
Warszawy, wygasłemu wulkanowi. Wulkan wysoki na
3 tysiące metrów, widny jak śnieżny trójkąt nad pasmem wysokich zalesionych wzgórz, nazywa się Mount
Lassen. Jest oswojony jak Babia Góra. Ostatni raz
dmuchnął troszeczkę w 1916 roku i od tego czasu dał
sobie założyć obrożę narodowego parku i przyjmuje turystów...
Nocą łatwo tu jeździć, bo mały ruch na wielkich,
sześcio- lub czteropasmowych szosach... Wszystkie
skrzyżowania i rozgałęzienia oznaczone świetlną sygnalizacją - skrzyżowania mrugają automatycznie zielonym lub czerwonym okiem, niekiedy mrugną żół­
tym, rozgałęzienia, mosty, zakręty jarzą się i rozbłysku­
ją w światłach jadącego wozu. Ta nocna jazda po
prawie pustej drodze, na której grają sygnały, jarzą się
zawsze gotowe stacje benzynowe, migają reklamy moteli i stoiska used cars - to robi wrażenie, rzadkie jak
dla członka narodu kawalerzystów.
Wybacz te prowincjonalne spostrzeżenia, ale tu
nawet w nocy nie sposób zapomnieć, że Ameryka zaludniona jest głównie przez auta. Człowiek bez auta
jest bezradny, opuszczony, zagubiony. Jeśli nieco poza
miastem ośmieli się iść piechotą, wszyscy się za nim
oglądają a przejeżdżające w rodzinnych, długich jak
krokodyle autach dzieci pokazują go sobie palcami,
cieszą się, że będą miały co opowiadać w szkole: widziały chodzącego człowieka, kiedy teraz nie ma już ludzi, są tylko auto-ludzie. Ludzie istnieli dawniej, przed
erą Wielkiej Czwórki, której powstanie zmieniło naturę człowieka - wyrosły mu cztery koła, a właściwie
pięć, wliczając kierownicę . Odtąd wszystko służy auto-ludziom, a człowiek robi wrażenie zbiega z indiańskie­
go rezerwatu, po którego niedługo nadjedzie, bucząc
głośno, auto-policjant i odwiezie go tam, gdzie przebywać powinien: w strzeżonych, ogrodzonych parkach,
razem z sarnami, sekwojami i Indianami, jako pewna
odmiana, wczesna i zanikająca.
Jechaliśmy w górę rozległej, nawodnionej kanałami
doliny rzeki Sakramento, głównej rzeki północnej Kalifornii. Nie większa od Pilicy tylko mniej senna i zebra-

178

stałem

�Jan Strzelecki • Z ZAPISKÓW, NOTESÓW, LISTÓW

na w sobie a nie zagubiona w meandrach. Ujęta w wysokie tamy, silna nawet teraz, po półrocznej suszy. Taki
mały, wygładzony Nil. Żyzny. Wszystko nam się odsło­
niło raniutko, gdyśmy się wygrzebywali z namiotu rozstawionego nad brzegiem przydrożnego ścierniska.
Piękna steinbeckowska dolina - pomyślałem, patrząc wokół przez oczyszczone przymrozkiem poranne
powietrze na dwa piękne pasma ciągnące się z północy
na południe, przyprószone śniegiem, pokryte w niższych
partiach nalotem ciemnozielonych drzewo-krzewów. Peak Lassen widać było nad powoli wzbierającymi wzgórzami, jak różowawy rąb nad dalekim horyzontem. Po
drugiej stronie doliny siwe, łagodne wierzchołki, a raczej
garby Cast Range, za którymi chowa się Pacyfik.
Ruszyliśmy, po kubku mleka z płatkami, ku Peak
Las sen.
Droga pochyłą wyżyną, przeciętą czasami skalistymi
jarami. Sucha, szaro-rudawa trawa, niskie, krzaczaste
drzewka. Pustka kilometrami. Czasami jakieś ranczo.
Czasami ślad porzuconej siedziby. Poza tym pustka, jaką trudno spotkać w Europie ... Tutaj pełno półstepo­
wej, półgórskiej dziewiczości. Człowiek jest tu istotą
przechodnią, a raczej przejeżdżającą. I my przyjechaliśmy przez zaśnieżone już lasy Peak Lassen. W górze dużo śniegu i nieprzetarta droga, więc zjechaliśmy ku dolinie i na ostatnich, łagodnych już piętrach wzgórz, podobnych nieco do regli, tylko nie tak pięknie porośnię­
tych, rozbiliśmy obóz, paląc wielkie indiańskie ognisko.
Taka noc przy ogniu i księżycu, w dalekim, nieznanym kraju, jest czymś tak pięknie pierwotnym, że rozumienie duszy dawnych, koczowniczych kultur zdaje
się tak proste, jak sięgnięcie ręką poza krąg światła.
Historia wydaje się czymś cienkim, współczesność
czymś pozornym, co zgasło razem z dniem. Jesteś sam
wobec ognia, w nocy - i określić cię może tylko to, co
kochasz i czemu jesteś wiemy.
Blisko jest z takiej nocy do starodawnych spraw mistyki i plemienności, blisko tak bardzo, że czujesz to
za plecami, jak cień odsuwany poza krąg ogniska, ale
czekający na swój czas i swoją godzinę.
Oglądam rano, na czym stanąłem wieczorem i boję się, że to brzmi nieco zbyt tajemniczo, zbyt literacko. Takeśmy się odzwyczaili, żyjąc w środku miast
i otoczeni znanymi rzeczami i ludźmi, od takich nocy
w nieznanym ... Mistyka - to słowo wywołuje skojarzenia niezbyt łaskawe zarówno wśród logików, jak
i wśród marksistów, a to są na ogół dwa intelektualne
środowiska, w których obracam się najczęściej. Ale Ty
to zrozumiesz- to nie oznacza bynajmniej czegoś leżą­
cego poza kręgiem umysłowej rzetelności, czegoś, czemu ulega człowiek zmęczony trudną jasnością, odrzucający trudną dyscyplinę lub pragnący zanurzyć się
w podejrzanego pochodzenia przeżycie - to oznacza po
prostu ciche i uparte odczucie, że jest w świecie jakaś
struna nieobojętna miłości, struna, która brzmi smutno, gdy jesteśmy puści, struna, która brzmi jasno, gdy
zapuszczamy korzenie.

Tego się nie da udowodnić, to jest poza dowodem,
ale nie jest poza poezją, mocną dobrą poezją, która
sprzyja życiu i która nie jest tylko poezją kontemplacji,
ale jest poezją działania, choćby działaniem tym było
mycie podłogi, gdy jesteś zmęczona.
Ogromnie trudno pisać o takich sprawach, bo cią­
gle napotyka się bardzo zużyte, bardzo mocne słowa,
a poza tym czuje się człowiek, jakby przystępował z tę­
pą siekierą do cięcia drogi w ogromnym, bujnym lesie.
Więc to zostawiam, ale taka noc jest to noc przyjazna
najlepszym sprawom świata i nie przeczy dniowi, ale
go uzupełnia.
Szwajcarzy pletli przy ognisku o Ameryce. To nie
znaczy, że mówili od rzeczy. Naśladowali głosy radiowych reklam wychwalających wszystko, co się da, opowiadali, jak matrony tutejsze reagowały na wypuszczenie sputnika, uważając to za narodowy szoking. Ot
i tak sobie gadali o różnych rzeczach.
A następnego dnia widzieliśmy wiele piękności
i dzielnie zdobywaliśmy Peak Lassen, ale o tym już
Wam później napiszę ...
Całuję Was bardzo
Janek

Przypisy
1 Zapis pochodzi z notatek zrobionych w drodze na wyprawę polarną na Spitsbergen. Wyruszyła ona z Polski w lipcu 1973 roku,
z okazji Międzynarodowego Roku Kopernikańskiego. Założeniem jej
było dokonanie trawersu wyspy z zachodu na wschód i wejście na
znajdujący się tam szczyt Kopernika. Droga wiodła przez Moskwę
i Murmańsk do Barentsburga, leżącego przy zachodnim brzegu
Spitsbergenu. Zaraz po powrocie ze Spitsbergenu Jan Strzelecki
opublikował w "Literaturze" obszerne cztery artykuły-wspomnienia
z przebiegu wyprawy. (Ukazały się już w sierpniu i na początku września). Radio zaś rozpoczęło w grudniu nadawanie 10-ciu audycji
o Kopernikańskiej wyprawie, które miały formę rozmów z uczestnikami wyprawy.
W wyprawie Spitsbergeńskiej brali również udział przedstawiciele Kościoła, których zadaniem głównym było odprawienie mszy
na szczycie Kopernika. Tymi przedstawicielami Kościoła byli: ks.
Andrzej Woźnicki profesor filozofii na Unniwersytecie w San Franciska i ks. Władysław Dobroć duszpasterz ze Szczecina. Na zakoń­
czenie wyprawy ks. Dobroć ofiarował Janowi Strzeleckiemu swój egzemplarz pisma Świętego Nowego Testamentu opatrzony następują­
cą dedykacją:
"Coście

uczynili jednemu z tych braci moich najmniejszych
uczynili"
Niech słowa te będą nagrodą za Twój miły uśmiech, serdeczne
słowo, bratnią dłoń zawsze gotową do pomocy w czasie tych pięk­
nych dni spędzonych wspólnie na Spitsbergrnie.
Murmańsk 73, Władek
mnieście

1'7()

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9511" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9489">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/00f146ff0589984d00621163f27d92de.pdf</src>
        <authentication>86cfb8c0a42750369a9ad28e06e13b01</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113251">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4033</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113252">
                <text>1961</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113253">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3771</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113254">
                <text>Zagroda wydlużona typu bielsko-hajnowskiego / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1961 t.15 z.3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113255">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1961 t.15 z.3, s.153-164</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113256">
                <text>Czajkowski, Jerzy</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113257">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113258">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113259">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113260">
                <text>Jerzy

Czajkowski

ZAGRODA

WYDŁUŻONA

TYPU

Badania terenowe nad budownictwem ludowym
na obszarze województw lubelskiego i białostockiego
wykazały, że na wschodnich rubieżach naszego kra­
ju, zamieszkały przez Polaków, a dawniej również
częściowo przez Białorusinów i Ukraińców, istnieją
różnorakie formy budynków mieszkalnych i zagród.
Często spotyka się tu chałupę o planie symetryeznodwuizbowym (z sienią umieszczoną centralnie), którą
znamy z innych terenów Polski, ale .powszechnie pa­
nującym typem jest zagroda wielobudynkowa z bu­
dynkiem mieszkalnym tzw. „trojakiem" lub „czwo­
rakiem" (sień i 2 izby z boku lub ezterownętrzowe
mieszkanie z pomieszczeniami dokoła centralnie usy­
tuowanych urządzeń ogniowych); tein typ budownic­
twa szerokim pasem przechodzi przez całe Podlasie
Północne i Wschodnie, a na południu obejmuje swyim
zasięgiem północne obszary Lubelszczyzny. Zetkniemy
się tu również z formami lokalnymi, jak np. dom
z wnęką narożną w okolicach Włodawy, Parczewa
i Radzynia Podlaskiego lub dom mający komorę
wbudowaną w sień, która uzyskuje przez to kształt
litery L (ok. Parczewa i Białej Podlaskiej).
W czasie badań prowadzonych przez Sekcję Ba­
dania Sztuki Ludowej Instytutu Sztuki PAN w Kra­
kowie stwierdzono, że zwarty zasięg „trojaka"
i „czworaka" jest w dwu powiatach poprzerywany
zupełnie różnym od nich typem zagrody drewnianej,
która w swym wzdłużnym wymiarze nie znajduje
analogii na innych terenach Polski. Poza terenem
powiatu bielskiego i hajnowskiego znajdujemy wpraw­
dzie zagrody mające pod jedną kalenicą część miesz­
kalną ze stajniami i chlewiami &lt;Buksztele, pow. Bia­
łystok, Nowy Dwór, pow. Dąbrowa, Bogusza, pow.
Sokółka), ale występują one tylko sporadycznie i są
wynikiem ubóstwa, a nie odrębnym typem zabudowy.
Spotykamy je również na Lubelszczyźnie w okoli­
cach Parczewa. Włodawy, Piszcząca, ale i tych rów­
nież nie można brać w rachubę, gdyż są wynikiem
warunków lokalnych i zasięg ich nie ma połączenia
z Podlasiem Wschodnim. Mają one zresztą inny pro­
gram wnętrza.

B I E L S K O - H AJ N O W S K I E G O

gwałtownie kilkanaście kilometrów za miastem, w sa­
mym środku powiatu. Linia zasięgu zgadza się tu
dość dokładnie z wytyczoną przez B. Zaborskiego
granicą wsi typu szeregówki «. W powiecie hajnowskim występowała interesująca nas zagroda na terenie
całego powiatu. Tak więc północna i południowa
granica zagrody wydłużonej zamyka się w granicach
powiatów, a ściślej — między rzekami Narew i Nu­
rzec, w nielicznych tylko wypadkach przekraczając je.
Granicy wschodniej nie można w tej chwili do­
kładnie ustalić. Nie ulega jednak wątpliwości, że
teren, na którym ten rodzaj budownictwa występuje
u nas, jest tylko częścią większego obszaru położo­
nego poza wschodnimi granicami Polski.
Bielsko-hajnowska zagroda wydłużona tonie w mo­
rzu gospodarstw wielobudynkowych ze wspomnianym
już „trojakiem" lub „czworakiem". Taka zabudowa
jest jednak zjawiskiem nowszym we wsiach, w któ­
rych dawniej dominował typ zagrody wydłużonej.
Czy znaczy to, że zagroda ta stanowiła jedyną tra­
dycyjną formę zabudowy w tych wsiach? Okazuje się,
że nie. W tych samych wsiach (np. Hołody, pow.
Bielsk Podl.) bywały również lub nawet pozostały
gdzieniegdzie stare zagrody z okólnikiem, które w
swoim charakterze są przecież różne od zagrody
jedno- lub wielobudynkowej, luźnej.

II. Ł Rozmieszczenie zagród wydłużonych na terenie
pow. bielskiego i hajnowskiego.
1. Miejscowości podane dla orientacji.
U. Budynek z różnymi pomieszczeniami po obu stro­
nach części mieszkalnej.
III. Budynek, w którym pomieszczenia gospodarcze są

SŁS
V. Granica
VI. Granica

****
państwa.
powiatu.

Badania wykazały, że charakterystyczna, długa za­
groda występuje tylko na Białostocczyznie w dwu
powiatach: Bielsk Podlaski i Hajnówka (il. 1, mapa).
W powiecie bielskim jej zasięg zachodni urywa się

\PLUTXCZEI

Isft
HiiSriKi
UDUOBEKESOUO

&gt; B. Zaborski, O kształtach wsi w Polsce i ich
rozmieszczeniu, Kraków 1926, mapa kolorowa. Jak
wynika z danych terenowych, istoieje prawdopodo-

KUIERUC*

B/RtawEzn
y'

CV J

/

RnamEszczcwE
zRERÓa
unDtużamcH

- u
-

•
£W«

J CZRJHDUSKt

III

- 'y

/

�-HM

pr-f-f—f-f-

1—ft

II. 2 O, b. Zagroda bud. ok. 1896 r. w Białowieży,

przewieziona w 1900 r. do Plulycz, pow. Bielsk

Zagroda z okólnikiem nie jest wcale na Podlasiu
rzadkością i występuje w trzech wariantach: a) okól­
nik gospodarczy, zamknięty, usytuowany za domem,
który stoi wzdłuż drogi (do tego wariantu należy
okólnik z Holodów budowany w 1861 r.), b) okólnik
gospodarczy, zamknięty, oddzielony od budynku miesz­
kalnego drogą (np. Wy nalew. pow. Parczew) lub
c) Okólnik w kształcie czworoboku, którego jeden
bok stanowi budynek mieszkalny (nip. Lisiowólka,
pow. Radzyń Podl.). Trudno w tej chwili definitywnie
mzstrzygnąć, czy między zagrodą wydłużoną a okólnrikową zachodzi różnica chronologiczna. Istnienie do
dziś zagród wydłużonych typu bielsko-hajwowskiego,
datowanych na rok ok. 1830 {Grabowiec), ok. 1835
(Wiercień), ok. 1855 (Trześcianka). 1859 (Krzywa)
i ok. 1865 (Nowoberezowo) — każe uważać ten typ
za dawny. Starzy informatorzy wielokrotnie podkre­
ślają, że właśnie takie zagrody były powszechne za
czasów pańszczyzny. Jest więc prawdopodobne, że
zarówno typ .zagrody z okólnikiem, jak i zagroda
wydłużona są formami dawnymi, a typ pierwszy
należy traktować jako wyraz szczególnego bogactwa,
jeszcze przed uwłaszczeniem chłopów. Świadczy o tym
m. im. przykład wsi Pdbikry &lt;pow. Bielsk Podl.),
w której tylko kilku najzamożniejszych gospodarzy
posiadało okólniki. Sądząc z powyższego, trzeba uznać
okólnik na Podlasiu —^ zwłaszcza wschodnim — za
typ dość dawny, ale nie powszechny, a przy tym
zapożyczony z terenów sąsiednich, zachodnich, czy
południowo-zachodnich. gdzie występuje o wiele częiciej.
Zagroda wydłużona jest ściśle związana z sied­
liskiem, które było długie i wąskie. Szerokość jego
rzadko dochodziła 30 m, a częsito wahała się w gra­

Podl.

nicach 8—20 m. Liczby te dotyczą siedlisk poukazowych. a więc tych. które nie uległy jeszcze roz­
drobnieniu. Ponieważ często okna w szczycie domu
musiały wychodzić na ulicę, więc przy rodzinnych
podziałach siedlisko cięto prostopadle do drogi.
W tych warunkach (przed i po uwłaszczeniu) zagro­
da nie mogła w żaden sposób rozwijać się równo­
legle do ulicy. Co najwyżej, gdy siedlisko było jeszcze
dość szerokie, stodoła stojąca osobno była czasami
ustawiana na końcu siedliska, w poprzek. Z reguły
jednak — również przed uwłaszczeniem — stała ona
na jednej linii z budynkiem igłównym, będąc od niego
oddalona o kilkadziesiąt metrów. Niewielka szero­
kość siedliska jest niewątpliwie ważnym powodem,
ale chyba nie jedynym, który by mógł wpłynąć na
wykształcenie się tego rodzaju zagrody na omawia­
nym terenie. Nie może wchodzić w grę również fak­
tyczna oszczędność drzewa przy dostawianiu do sie­
bie budynków gospodarczych, gdyż dawniej Podlasie
Wschodnie nie było w nie zbyt ubogie. Zresztą wsie
sąsiednie, mające odmienną zabudowę, są tego po­
twierdzeniem.
Zanim przystąpimy do omówienia tego budownic­
twa na szerszym tle — zajmiemy się uprzednio ana­
lizą typologiczną i konstrukcyjną.
W obrębie zagród wydłużonych można wyróżnić
kilka wariantów, w zależności od sposobu rozplano­
wania wnętrz w budynku głównym. Są to: 1) budy­
nek, w którym pomieszczenia gospodarcze są tylko
po jednej stronie części mieszkalnej (taibl. I ) ; 2) bu­
dynek z różnymi pomieszczeniami po obu stronach
części mieszkalnej (tabl. I I . 1—9); 3) budynek z „pristienkiem" (tabl. III).

- •

S£ Tft£l&amp;
Nowoberezowo,
Hajnówka.

pow.

�Wariant drugi zagrody wydłużonej rozprzestrze­
niony jest na całym terenie d prawdopodobnie w tej
formie .przechodzi granicę wschodnią.
Najprostszą
formę tego budynku znajdujemy we wsiach: Nowoberezowo (tabl. I I , 6), Dasze (tabl. I I , 9) i Jelonka
(tabl. I I , 8). W Nowóberezowie plan taki miały domy
pastucha i kościelnego; należały więc do biedoty
wiejskiej. Do tejże klasy należy zaliczyć również
plany ze wsi Dasze i Jelonka. Jeśli chodzi o Dasze
jest to pewne, gdyż znane są tu domy z programem

wnętrz bardziej rozwiniętym (tabl. I , 2 i 5) lub po­
dobnym do dawnego typu zagrody z Rybolów (tabl.
I I . 7). Kontynuacją tego prostego planu są: zagroda
Marii Gregorula z Trześcianki z ok. 1885 r., należąca
niegdyś do bogatego niewątpliwie gospodarza (tabl. I I .
3), oraz zagroda Marii Horydiuk ze wsi Ogrodniki,
pochodząca z 1894 r. (tabl. I I , 4). O zamożności pier­
wotnych właścicieli świadczą tu dwie komory i kilka
chlewów. Charakterystyczne dla tych domów są tylko
sień i komora po jednej stronie „chaty" (izby) i długi
sznur pomieszczeń gospodarczych po drugiej. Jako
następne ogniwo w łańcuchu rozwojowym można by
wskazać domy: Michała Firsa z Nowoberezowa z ok.
1865 r. (tabl. I I , 1), Stefanii Jakoniuk z Holodów
z 1885 r. (tabl. I I . 2) i Jana Iwaniuka z Plutycz
z 1900 r, (tabl. I I , 11). Dalszy rozwój ich .polega na
wydłużeniu budynku po obu stronach izby.
Trzecim wariantem zagrody wydłużonej jest r jak już zaznaczono — budynek z „pristienkiem",
który spełnia rolę komory, składu itp., przy czym
z zasady posiada wejście wiodące z zewnątrz (tabl. I I I ,
1—5). „Pristienetk" jest to nazwa ukraińska, z którą
spotykamy się również w ptn.-wsch. Lubelszczyźnie.
Tam jednak „pristienek" nie jest dobudówką ze­
wnętrzną, lecz ciemną, wąską komorą w obrębie
budynku o planie półtora traktowym. Na Podlasiu
Wschodnim, w okolicach Bielska Podlaskiego i Haj­
nówki, nazwa ta oznacza pomieszczenie magazynowe
przy ścianie „chaty", do którego z reguły nic nie
dostawiano (tabl. I I I , 1—2, 4—5). Tylko w Nowóbe­
rezowie znaleziono zagrodę (tabl. I I I . 3), w której
„pristienek" oddzielony jest od „chaty" pomieszcze­
niem zwanym „kładówką" lub „składówką" (rosyj­
skie: fcładowaja = komora). Wszystkie znane zagrody
z „pristienkiem" posiadały jedną lub dwie komory
1 po kilka chlewów, co pozwala sądzić, że zagroda
z „pristienkiem" cechowała gospodarstwa bogate.
Zwróćmy jeszcze uwagę na tablicę IV, gdzie przed­
stawione są plany następujących obiektów z Augu­
stowa: dwóch zagród niezbyt bogatych (tabl. IV,
2 i 3) i dwóch gospodarstw zamożnych (tabl. IV,
1 i 4). Niestety, są to plany rysowane według infor­
macji ustnej, gdyż ani jeden stary dom tego rodzaju
do dziś się już nie zachował. Zasadą w tych planach
jest stawianie „pristienka" od ulicy (podobnie jak
w innych wsiach) i zwężenie go, względnie chlewów,
w stosunku do szerokości ściany szczytowej izby.
Przyczyną zwężenia pomieszczeń gospodarczych jest
chęć uzyskania miejsca na dodatkowe okno (w celu
lepszego oświetlenia izby i uzyskania widoku na
drogę). Plany powyższe, jakkolwiek nie posiadają po­
twierdzenia w materiale zabytkowym, wydają się
zupełnie wiarygodne, tym bardziej że budynki z cof­
niętymi chlewami są znane na tym terenie (Łuka,
Grabowiec), a na północnej Lubelszczyźnie występuje
dom z wnęką narożną, powstałą przez skrócenie ko­
mory, i z oknami w izbie umieszczonymi podobnie
jak to przedstawiono na planach z Augustowa.

K. Pietkiewicz, Polesie łęczyckie,
cz I Kra­
ków 1928, s. 226; K. Moszyński, Polesie Wschodnie,
Warszawa 1928, s. 116 i 119.

« Wytłumaczenie to podaje w swych materiałach
terenowych mgr Z. Cieśla-Reinfussowa (Arch. IS PAN
w Krakowie. Teka CLXXX a, 301).

Typ pierwszy oparty jest na planie jednotraktowym: „chata" czyli izba, sień, dalej komora i kilka
Chlewów (tabl. I , 5) lub, częściej, na planie półtoratraktowym, gdzie z „chaty" wydzielona jest w kie­
runku wzdłużnym mniejsza izdebka, zwana „wałkierzem", a część sieni jest oddzielona trwałą ścianką
i zamieniona na komorę, zwaną czasami „sieńcy".
Nazwę tę stosuje się również na Polesiu, ale w odnie­
sieniu do właściwej sieni*. Zasadą jest, że z sieni
naprzeciwko wejścia do „chaty" (izby) są drzwi do
komory ułożonej poprzecznie w stosunku do linii
budynku, a za nią szereg „chlewów". W starej za­
grodzie z Wiercienia brak jest komory ułożonej w po­
przek budynku, natomiast w tym samym miejscu
znajduje się stodoła (tabl. I . 6). Układ taki na tym
terenie jest czymś wyjątkowym, z tego więc względu
nie będziemy się nim szerzej zajmowali, podobnie
zresztą jak przypadkowym występowaniem, wnęki
gospodarczej (tabl. I . 4), która powstała przez zabu­
dowanie małymi chlewikami wolnej przestrzeni mię­
dzy cofniętą na tym odcinku ścianą pomieszczeń
gospodarczych — a krawędzią strzechy.
Szukając genezy opisanego wyżej wariantu pierw­
szego można wysunąć dwie możliwości: albo forma
ta powstała drogą rozwoju części mieszkalnej w obrę­
bie pierwotnego budynku o jednej izbie, albo przez
skrzyżowanie powszechnego na Podlasiu „trojaka"
i „czworaka" z wydłużoną zagrodą jedmotraktową,
o której będzie mowa niżej. Za przyjęciem drugiej
możliwości przemawia zasięg występowania intere­
sującego tu nas wariantu, który spotyka się głównie
w zachodniej części objętego tą pracą obszaru, a więc
tam, gdzie jednotraktowa zagroda wydłużona ze­
tknęła się bezpośrednio z chałupami typu „trojaków"
lub „czworaków". Jak wskazują na to daty najstar­
szych budynków należących do tej odmiany (1830,
1835), proces zmieszania się obu typów musiał odbyć
się wcześniej, z czego z kolei wypływa wniosek, że
jednotraktowa zagroda wydłużona, w formie w pełni
wykształconej, istnieć tu musiała już znacznie daw­
niej.
• Inne plany domów ,na omawianym terenie należą
do drugiego wariantu: budynek z różnymi pomiesz­
czeniami po obu stronach części mieszkalnej. Ze
względu jednak na istnienie w niektórych wsiach
charakterystycznego „pristienka",
plany posiadają­
cych go budynków omówimy osobno.

3

155

�Zasięg „pristienka" na mapie jest dość zwarty,
jednak zbyt mała ilość punktów, w których wystę­
puje, i brak wiadomości z obszarów położonych na
wschód od granicy — nie pozwala na snucie żadnych
wniosków na temat jego genezy.
Przypadek indywidualny, nie mający analogii w
zebranym dotychczas materiale, stanowi chałupa
zinwentaryzowana w Plutyczach (pow. Bielsk Podl. il. 2 a, b). Zbudowana w 1896 r. w Białowieży, po256

siadała ona pierwotnie plan, którego rekonstrukcja
podana jest na tabl. I I , 10. Uderzające tu jest, zu­
pełnie dla tego terenu nietypowe, usytuowanie dwu
izb mieszkalnych w amfiladzie po jednej stronie
sieni umieszczonej pośrodku budynku. Po przenie­
sieniu chałupy do Plutycz w 1900 r. okazało się, że
dla nowego nabywcy, który posiadał 16 ha ziemi
i kilka sztuk bydła, chałupa ta była za mała. Dobu­
dował on więc trzy chlewy i szopę. Dalsza przeróbka

�budynku nastąpiła w związku z podziałem własności
między dwóch spadkobierców. Ażeby uzyskać drugie
mieszkanie, przerobiono wówczas pierwotną komorę
na izbę, „pristienek" na sień — i w ten sposób powstał
budynek o planie przedstawionym na tabl. I I , 11.
Ogólną cechą zagrody wydłużonej typu bielskohajnowskiego we Wszystkich jej wariantach, z wy­
jątkiem budynków biedniackich, jest jej nieproporcjo­
nalna długość w stosunku do szerokości. Przeciętna
długość osi całego budynku waha się w granicach
25-30 m, przy szerokości ok. 5 m. Zagroda Zofii
Kućko w Nowoberezowie ma obecnie 26,8 m, ale
dawniej była dłuższa o kilka chlewów, a więc miała
przypuszczalnie ok. 35 ,m. Rekord długości bije za­
groda Jana Iwaniuka w Plutyczach, mierząca 42 m,
informacje zaś z Nowoberezowa mówią o budynkach
45-metrowych. Trzeba dodać, że długość zagrody za­
leżała w dużej mierze od ilości sztuk bydła, gdyż
było podobno zasadą, aby każda krowa miała własny
„chlew" *. Ta okoliczność jeszcze raz wskazuje na
zależność tego rodzaju budownictwa od stanu ma­
jątkowego właścicieli.
Jak już wspomniano — ze względu na wąski
kształt siedliska budynki sytuowano zawsze szczytem
do drogi. Ona więc, a nie strony świata, wyznaczała
zagrodzie kierunek. Budynek główny stawiano z za­
sady tuż przy drodze, co najwyżej kilka metrów
od niej. Między ulicą a domem ogródków dawniej
nie było.
Dokonana .powyżej analiza dotyczy w rzeczywi­
stości jednego budynku z całego obejścia, na które
składa się również stodoła, zwana „kłonią", mająca
u bardzo zamożnych 2 „roki" i 3 „storony", czyli
sąsieki (il. 3). Stodołę lokowano z reguły na osi
głównego budynku, w dość znacznej od niego odleg­
łości. Pomiędzy „kłonią" a głównym budynkiem
bywały (ale nie zawsze) stawiane osobno spichlerze.
Szczególna długość głównego budynku, jak również
całość zabudowań ustawionych wzdłuż jednej linii,
usprawiedliwia stosowany tu termin: zagroda wy­
dłużona.
Przechodząc dó opisu konstrukcji zacznijmy od
podwalin. Pierwszy wieniec zrębu leżał na dużych
kamieniach narożnych, między którymi ułożone były
mniejsze kamienie. Układano je bez zaprawy na ziemi
lub osadzano na glinie, ale z zasady obsypywano
je od wewnątrz gliną, która stanowiła jednocześnie
podłogę domu . Zwózka kamieni, gliny i drzewa
była pracą ciężką i pochłaniającą dużo czasu. Dla­
tego przy czynności tej stosowano do niedawna .,!!&lt;&gt;kę", tj. pomoc sąsiedzką (Augustowo). Bale pierw5

i Według informacji ustnych, w Nowoberezowie
1 Husakach obornik wyrzucano z „chlewów" tylko
2 razv do roku: na wiosnę i w jesieni. W między­
czasie gromadził się on w chlewie, który w tym

R
S U a S i T S K 0&gt; ^ r o w a S
db dołu po deskach. Jakkolwiek sposób to niehigie-

II. 8. Piec w izbie Mikołaja Moroza, wyk. ok. 1885 r.
Nowoberezowo. pow. Hajnówka.

szego wieńca, zwane tu „podrubami", były z reguły
sosnowe, grube na 8—10 cali. Bardzo rzadko używano
dębiny, gdyż, jak powiadają, „trzyma ona wilgoć".
Podwaliny (podruby) zawsze wiązano odmiennie od
pozostałych wieńców ściany. Łączono je bądź „na
palec" (il. 7), bądź też ma .pojedynczy skos z teblem
W środku. W czasie wiązania podwalin — w jeden
z jej węgłów wkładano na szczęście drobne monety
HO—20 kopiejek) i trochę święconego ziela (Augustowo, Trześcianka), a pop po odprawieniu specjal­
nego nabożeństwa święcił budowę. Według infor­
macji z Nowoberezowa, pieniądze obiegowe nie były
konieczne, wystarczały jakieś stare, bezwartościowe
monety.
Ściany budowano z „deli", czyli bierwion sosno­
wych, dawniej łupanych klinami, szpary zaś utykano
mchem. Grubość belek ściany wynosiła 4—6 cali,
przy wysokości bala dochodzącej nieraz do 13 cali.
Mieszkalna część budynku z sienią i komorą była
z reguły wiązana na węgieł, ciągnące się zaś sznurem
chlewy (il, 5) — najczęściej w słupy. Dzięki kon­
strukcji słupowej, którą często stosowano dla gospo­
darczej części budynku, mógł on być wydłużony
tak daleko jak na to pozwalały warunki lokalne,
a wymagały cele gospodarcze. We wsiach z zabudową
ciepłą temperaturę, co było ważne zwłaszcza w zimie.
Kto wie, czy Wkopane chlewy nie są reliktami po­
dobnych mieszkań, które Kraszewski oglądał na piń­
skim Polesiu jeszcze w połowie X I X w. (K. Moszyń­
ski. Polesie Wschodnie, cyt. wyd., s. 113, przyp. 4).
* Drewniane podłogi były w końcu X I X w. rzad­
kością, częściej tylko spotykało się je w komorach,
w których przechowywano produkty podatne na pleś­
nienie. Masowo zaczęto podłogi układać po 1918 r.,
po powrocie z Rosji. Jednak i dziś jeszcze polepa
bardzo często występuje we wszystkich izbach.
157

��typu bielsko-hajnowskiego występuje wyłącznie wę­
gieł „na rybi ogon", przy czym „rybi ogon" z zam­
kiem, zwany tu węgłem „francuskim", znajdujemy
w domach budowanych dopiero po I wojnie świa­
towej. Ani razu nie stwierdzono tu w czasie badań
istnienia węgła „na obłap", choć prawdopodobnie
dawniej był znany. Zaginął jednak tak dawno, że
nawet znaleziony w Nowoberezowie spichlerz z epoki
napoleońskiej posiada już zrąb wiązany „na rybi
ogon". Dodajmy, że na sąsiednich terenach Grodzieńszczyzny i płd.-zach. Białorusi węgieł „na obłap"
powszechny jest do dziś. z czego możemy wniosko­
wać, że zmiana w sposobie wiązania belek musiała
na Podlasiu Wschodnim nastąpić pod wpływem wzo­
rów idących z Zachodu, ściślej z Mazowsza. Na
podstawie bardzo
niejasnych wypowiedzi można
przypuszczać, że mógł tu być również znany węgiel
nakładkowy. Niestety, żadnych na to dowodów nie
posiadamy.
Między poszczególne wieńce zrębu oraz w same
węgły wbijano drewniane kołki, tzw. „teble", które
wzmacniały zrąb i przeciwstawiały się wyginaniu
bali na boki. Cieśle rozbierający stare zagrody stwier­
dzali czasem, że zamiast drewnianych tebli w otwo­
rach między belkami tkwią kamienne, podlugowate
otoczaki (Nowoberezowo. Luka). Fakt ten dlatego
zadziwia, że na omawianym terenie znalezienie od­
powiednich otoczaków na pewno nie przychodziło
z łatwością.
Otwory okienne wycinano w zrębie na wysokość
2, a najwyżej 3 bali, kryjąc często lico przeciętych
drzew przybitą deską. Okienka starych domów osa­
dzano w przybitej do ściany ramie. Z trzech okien,
które z reguły posiadała „chata", do otwierania słu­
żyło ewentualnie jedno. Otwór okienny był zwykle
bardzo mały. Najmniejsze, z 4 szybkami, posiadały
światło ok. 40 X 40 cm, częściej jednak były nieco
większe (60 X 40 cm lub 65 X 50 cm) i miały 4 db
B szybek. W starym domu Nikifora Iwaniuka z Plutycz zachowały się do dziś okienka, których wymiar
łącznie z ramami wynosi 43 X 53 om (il. 4). Przy­
kładem trzymania się tradycji może też być dom
Onikieja. Bustowicza w Augustowie. Właściciel sta­
wiał go w 1918 r. na starą modę (w miejsce podob­
nego, spalonego w 1918 r.). z pozostawieniem malut­
kich, nie otwieranych okienek. Większe wymiary
okien zaczęto stosować jeszcze przed I wojną świato­
wą. Były one jednak wciąż 6-szybkowe. Tzw. okna
„weneckie", t j . 3-szybowe, z ramą środkową w kształ­
cie litery T, sporadycznie spotykane na początku
bieżącego stulecia, rozpowszechniają się dopiero w
okresie międzywojennym. Są to już naturalnie okna
na zawiasach, można je w każdej chwili otworzyć,
co nie przeszkadza, że i dziś jeszcze okna te naj­
częściej pozostają przez cały rok zamknięte.
W pomieszczeniach gospodarczych okno reduko­
wało się do niewielkiego „śparowatego" świetlika,
wyciętego na styku dwu belek zrębu. Najczęściej
były to wycięcia w kształcie prostokąta, trójkąta lub
dwóch przylegających do siebie trójkątów, zrobione
w górnej lub dolnej partii jednej z belek. Rzadziej

II. 13. Dom nr 125 bud. w latach w
międzywojennych.
Plutycze. pow. Bielsk Podl. II. 14. Zagroda J. Poplaw-

zdarzały się okienka złożone z dwóch wycięć, wyko­
nanych w obu stykających się ze sobą belkach; po­
siadały one np. kształt dwu rombów, złożonych każ­
dy z dwu trójkątów &lt;il. 6).
Konstrukcja odrzwi starych domów występuje w
postaci dwojakiej. W jednej tzw. „uszaki", czyli
słupy drzwiowe, wpuszczone są całą szerokością
w podwalinę i ocap, w drugiej zaś wpuszczone są
czopem w próg, a całą szerokością w ocap. Te dwie
formy występują najczęściej. Raczej rzadko spotyka
się stare domy, w których „uszaki" i ocap byłyby
ścinane skośnie. Wewnętrzne wymiary odrzwi starych
domów były o wiele niniejsze od dzisiejszych. Często
wysokość ich nie przekraczała 150 cm, przy szero­
kości 85—95 cm. Odrzwia do chlewów bywały jeszcze
mniejsze. Należy zwrócić uwagę, że w starym bu­
downictwie omawianych tu okolic niczym nie pod159

�K O |—
S

—

|
T

CH

Tabl. /

KO
CHL

KO

CH

CHL

CHL CHL

CHL CHL

S

KO

CHL

1. Augustów

(Bielsk), plan zagr. Onikieja

Busiowicza,

1_ J L . ^ . j

u.
r

CM

W

KO

KO
KO

ST

SD

CHL

sz

SD

CHL

É i

s

|

1

. J1
Tabl. I

zffssasr/s tzsutanz
za.gr. bud. ok. 1835 r.
Legenda: Ch = „chata" (izba), W = wałkierz, S = sień,
_ Y = sieńcy, Ko = komora, St = stajnia, Skl - składówka, Chi = chlew, Sd - stodoła, Sz = szopa,
A = ..świetnik".
S

Tabl. U
1. Nowoberezowo (Hajnówka), plan zagr. Michała Firsa, bud. ok. 1865 r., przewiezionej z sąsiedniej wsi

Tabl. II

i

CH

s

.1

tJS U: ,r*f

i no

M

r S " T"
KO

CH
L

1

CHL

KO

CHL

Ł

_

CHI.

5

5

::i

[

iO

i

CH

T3
"1
„1

CH

S

CH

CHL

I KO

m

,_L
I

KO

5

plan zagr. bud.

Tabl. III
(Bielsk), plan zagr. bud. 1859 r. 2. Hółody

I. Krzywa

s

S

U

"W
CH

]

j

Tabl. I I I

L1.-.1

i

(Hajnówka),

L .

r

&lt;^s

plan starej zagrody. 6. Nowo-

Legenda: Ch = „chata" (izba), I = izdebka, S = sień,
Ko = komora, St = stajnia, CM = Chlew, D = dre­
wutnia, S = szopa, A - „śmietnik", Pr = „pristienek".

KO

lJ...ll_.l.j

CM

a » ¿ra*

Ü. Ogrodniki (Bielsk),

1914 r. 10. Białowieża

i

CHL

msvrsgsst

l KO

CHI

CHL

CHL

¡s* . T S J S L ^ M i s S i r ? ł
íer?, Chi = chleto,

= seopa, A =&gt; „śtinetmk".

Tab!. ÍV
í. 4. A «
o ÍBfclsfcj, plany dawnych zagród gospo­
darzy zamożnych. 2, .?. Augustowa (Bielsk), plany daw­
nych zagród gospodarzy uboższych.
Legenda: Ch = „chata" (izba). W = wałkierz. Sw =
świetliczka, S = sień, S-Y = sieńcy, Pr
„pristie­
nek", Ko = komora, Chi - chlew.
O

W

CHL

!

Tabl. I V

w'"
PR

c

- .

s

,

l

_

11&lt; O CHL

l

CHL CHL CHL

PR

CH

,_BL

,

_

^ KO

ŚP

CHL

CHL

CHL

CHL

CHL

CHL

KO
CH

,11111

U

J

CHL CHL

5Z

CH ^

s.
Í60

KO

£

1

t í '

5

1

SW

L ±,_,J_ ±

.1

�fi. 25. Siara zagroda P. Aleksiejczuka. Ryboły, pow. Bielsk Podl.

kreśUmo ważności drzwi zewnętrznych prowadzących
do części mieszkalnej. Stąd też w zagrodzie bielskohajnowskiej rzadko można spotkać drzwi o ozdobnie
rozwiązanej powierzchni. Z reguły tafle drzwiowe
były zbijane z 2 lub 3 desek i zawieszone na prostych
zawiasach żelaznych, kowalskiej roboty. Ciekawy jest
fakt, że mimo ogólnego konserwatyzmu, który cechuje
omawiane tu budownictwo, nie natrafiono ani razu
na drzwi do sieni, iaby lub komory, które by obra­
cały się na biegunach lub posiadały drewniane zamki
kłodowe. W niektórych tylko wioskach osiemdzie­
sięcioletni starcy przypominają sobie ich istnienie.
W Luce — wg ustnej relacji — dolny koniec bieguna
drzwi wykonany był w postaci żelaznego trzpienia
obracającego się na podłożonym kamieniu.
TV Starym budownictwie „połap" (Husaki), Czyli
powałę, posiadają wszystkie .pomieszczenia budynku,
prócz sieni. Oparcie dla powały stanowią „balki",
tj. tragarze (zwykle 3), biegnące w poprzek budynku.
Końcami są one wpuszczone między „oszwę" , czyli
najwyższą, a przedostatnią belkę zrębu. W izbie po­
wszechnie występował sosrąb zwany tu „tramem"
(tram). Nawet w starych obiektach, liczących ponad
sto lat. występuje on w postaci jak gdyby zrege­
nerowanej. Zamiast potężnej belki — jest to tylko
deska gruba nu 8 cm. W starych domach, ze względu
na wrastanie kamieni podwalinowych w ziemię,
a tym samym i obniżanie się poziomu powały, „tram"
bywał nieraz usuwany. Np. w Nowoberezowie, w do­
mu Zofii Kućko, budowanym przed 1875 r., „tram"
usunięto w 1932 r. Na konieczność tego zabiegu
wskazuje wysokość izby, wynosząca dziś 193 cm. Jeśli
odejmiemy od tego ok. 20 om grubości tragarzy
8

6

Przy okazji zwróćmy uwagę, że zarówno tu
używana nazwa „oszew", jak i na Polesiu nazwa
„zwiaź" (K. Moszyński, Polesie Wschodnie, cyt. wyd.,
s. 117) oznaczają to samo: coś zszywającego, wiążą­
cego. I w istocie, ostatni wieniec zrębu spięty jest
zazwyczaj na węgłach mocniej, p r z e z całą ścianę. Nazwa „oszew" używana jest często na

figlJL

i 8 cm grubości ..tramu" — łatwo stwierdzimy prak­
tyczną stronę operacji. W nowych budynkach oma­
wianego typu tramów już nie stosowano.
W starych domach sień nie posiadała powały,
co wiązało się z tym, że były to chaty kurne. Jeśli
w momencie budowy domu Dostawiono piec z ko­
minem wyprowadzonym nad dach, wówczas w sieni
od razu kładziono powałę. Dość trudno jest już
obecnie ustalić, kiedy na tym terenie rozpoczął eię
zanik chat dymnych. W Łuce tradycja chat kurnych
jest żywa i domy dymne były tam jeszcze prawdo­
podobnie na początku bieżącego stulecia. W Kolo­
diach pamiętają je jeszcze najstarsi ludzie, w Ogrod­
nikach zaś najstarsze pokolenie zna je tylko z opo­
wiadań rodziców. W innych wsiach, np. w Trzciance,
nikt nie słyszał już o kurnych piecach, mimo iż
widywano je we wsiach sąsiednich. Niewątpliwy
jest fakt, że chaty kurne zachowały się najdłużej
u właścicieli uboższych (Husaki). Z informacji tere­
nowych można wywnioskować, że likwidację kurnych
pieców rozpoczęto w wieku X I X , ale jeszcze przed
uwłaszczeniem chłopów. Trudno w tej chwili wy­
jaśnić przyczyny tak wczesnego zaniku kurnych do¬
mów na tym terenie. Być może. jest to wpływ oko­
licznych zaścianków szlacheckich lub też skutek
jakichś nieznanych nam na razie iprzepisów adiministracyjnych.
Dym w kurnych chatach uchodził otworem w po­
wale; w razie potrzeby otwór zatykano szmatami,
czyli tzw. „bafbą" (Hołody) lub „onuczką" (Ogrodniki). Część dymu uchodziła również przez otwarte
drzwi do sieni, a stąd na strych. Mimo że w czasie
badań nie natrafiono na wiadomość, by dym uchoPodlasiu Wsch.. a jednak nie została zanotowana ani
w słowniku Karłowicza, ani też u Brucknera czy
Glogera. Tylko Linde pod hasłem szyć podaje: „na
statkach szycie, bale poboczne, z których się boki
statku składają", oraz „szycie u statków rzecznych
bywa dębowe,, sosnowe".

161

�dzii tylko przez sień lub otworem w ścianie do
sieni, to jednak można przypuszczać, że i tak by­
wało. Wskazuje na to jeden ze sposobów budowy
kanałów dymnych, których kierunek jest nie piono­
wy, lecz poziomy — do sieni, w której ma połączenie
z kominem. Sam komin był wypleciony z chrustu,
a nawet korzeni (Augustowo), na oże-browaniu z kilku
grubych żerdzi. Całość z obu stron' wylepiano gliną.
Rzadziej stosowało się ©żebrowanie z poprzecznymi
drążkami okręconymi kalaną słomą. Taki komin za­
chował się w Plutyczach, w chacie Nikifora Iwanduka.
kominy zaś z chrustu można spotkać równie często
jak stare piece. Dawne, do dziś zachowane kominy
są umiejscawiane bądź nad kapą pieca i wówczas
ich drewniana konstrukcja wspiera się na powale,
bądź też w sieni aa podłodze, W tym wypadku kanai
dymny ma początkowo kierunek poziomy (przez
ścianę), a następnie pod kątem prostym przechodzi
w pion kominowy; podstawa komina, oblepiona gru­
bo gliną, posiada na wysokości powały otwór, przez
który widać niebo. Tak konstruowane kominy, jak
również z tradycyjnego materiału, budowano w do­
mach jeszcze po I wojnie światowej.
Ze zrozumiałych powodów nie zachował się na
omawianym terenie ani jeden piec kumy. Łatwo
jednak (można je sobie wyobrazić, gdy się obejrzy
szereg istniejących i używanych do dziś pieców bu­
dowanych przed 70, 80 laty (ii. 8). Poza istnieniem
„kapelusza" (Trześcianka), czyli kapy, którą dym
odprowadzany jest do komina, nie różnią się one
znacznie od kurnych pieców z terenu Karpat czy
Pogórza. Wykonane z bitej gliny na ramie z bierwion,
posiadają nalepę, olbrzymi piec chlebowy, na którym
się sypia i szeroki przypiecek. Nalepa jest zazwy­
czaj nisko osadzona. Bywały nalepy oparte na 4 drew­
nianych nogach. Piece z kuchnią posiadającą blachy
są nabytkiem stosunkowo późnym. Po I wojnie świa­
towej były jeszcze rzadkością. Stare przyzwyczajenie
gotowania w piecu chlebowym jest jeszcze dziś 'bar­
dzo silne. Często, mając kuchnię, gotują w piecu
chlebowym, zostawiając w nim strawę przez cały
dzień. Powszechnie zetknąć £ię z tym można w Nowoberezowic.
Według informacji uzyskanych w Grabowcu, Plutyczach i Hołodach, w starych domach oprócz głów­
nego pieca była często .w rogu przy drzwiach nalepa
z kapą, zwana „świetnikiem" (Hołody) i służąca do
oświetlania izby płonącym na niej łuczywem oraz
do małego gotowania, czy odgrzewania uprzednio
ugotowanego pożywienia. Dym ze „świetnika" od­
prowadzany był kapą do sieni, skąd swobodnie prze­
dostawał się na strych (brak powały w sieni), „Swietnik" nie miał połączenia z kominem, „Swietnik"
w formie nalepy jest rozwiniętą formą powszechnego
dawniej w Polsce, na Białorusi, Litwie, Polesiu etc.
tzw. „świecaka", który w miejsce kapy „świetnika"

miał rurę płócienną, oblepioną z obu stron gliną;
łuczywo płonęło na zawieszonej na łańcuszkach że­
laznej kracie, czy blasze.. Sprzęt ten zawieszony był
w tym samym miejscu, w którym w izbie naszej
zagrody stał „świetnik" (tabl. I , 4, I I , 2, I I I , 5),
Stare zagrody typu bielsko-najnowskiego kryto
wyłącznie dachami czterospadowymi. Bryła takiego
dachu, który rzadko już można spotkać na starych
zabudowaniach {% wyjątkiem stodół), dominuje nad
całym budynkiem. Stosunek jego do widocznej części
zrębu ma się mniej więcej tak, jak 1,5:1, a nawet
2 : 1 . Naturalną jednak koleją rzeczy w rozwoju
budownictwa ludowego jest obniżanie dachu, a pod­
wyższanie zrębu, co na omawianym terenie zaczyna
następować już w końcu X I X wieku. Proces ten
łączy się ze zmianami dotyczącymi formy dachu.
Niełatwo jest, nawet dla tych kilkunastu wsi, podać
jakąś jedną datę wiążącą się ze stosowaniem nowych
form dachów. Daje się zaobserwować, że stosunkowo
rzadko spotykane dachy .przyczółkowe wyprzedziły
w niektórych wsiach dość znacznie dachy dwuspa­
dowe. Jest prawdopodobne, że pojawienie się dachu
przyczółkowego nastąpiło miedfcy rokiem 1890 a 1900,
a w każdym razie nie wcześniej. Natomiast dachy
dwuspadowe, które najczęściej dziś spotykamy, znaj­
dują zastosowanie w różnych okrasach czasu. Bardzo
wcześnie, bo już ok. 1900 r. pojawiają się w Husakach, nieco później w Nowoberezowie i Trześciancc,
a np. w Daszach dopięto po I wojnie światowej
i w tym okresie rozpowszechniają się na całym te­
renie. Wiąże się to z odbudową spalonych W czasie
wojny zagród.
Wysokość i kąt spadu dachu zależne są od pokry­
cia. Cieśle wiejscy biorą to pod uwagę, a sposób,
w jaki obliczają odpowiednie dane, ilustruje wypo­
wiedź starego cieśli z Łuki — Tymoteusza Charkiewicza: „stawiając krokwie na domu szerokim 10 ar­
szynów, odrzucamy \U z szerokości domu; długość
krokwi wyniesie więc 7,5 ansz.; to pod pokrycie sło­
miane. Jeśli kryjemy blachą, wówczas odrzucamy
Vs szerokości, długość krokwi wyniesie więc 6,7 arsz.;
gdy zaś pokrywamy dachówką, wtedy dodajemy do
ostatniego ok. Vs artte. więcej, gdyż dachówka na­
siąka wodą".
Tradycyjną konstrukcją dachu była w zagrodzie
wydłużonej konstrukcja krokwiowb-bantowa i .pozo­
stała ona niezmieniona do dziś. (Nie bierzemy pod
uwagę pomocniczej konstrukcji stolcowej, któiia bywa
stosowana w związku z innym pokryciem w nowych
domach.) Nastąpiła natomiast zmiana w sposobie
umocowania krokwi u dołu. Dawniej krokiew opie­
rała się wyciętą Stopką w gnieździe „oszwy", tj. naj­
wyższej belki zrębu, która leżała w linii całej ściany
i pełniła funkcję płaitwi. Końce krokwi spływały
poza ,„os!wę", tworząc „kapiera" (Augustowo) czyli
okap. Już przed I wojną światową zaczęto stosować

' Różne typy świecaków omawia E. Frankowski,
Jak lud nasz oświetlał chaty, „Ziemia", 1913, IV, 165.
Między innymi podaje, że we wsi SnodowiCze, pcw.
owrucki, sprzęt ten nazywano „świetaczem". W po­
wiecie mołoryckim k/Brześcia znane były świecaki

przenośne w postaci drewnianej podstawka oblepio­
nej gliną (L, A. Mołczanowa K woprosu o razwM
bielormkogo krestjamkogo żiliszcza, . 556, art, za­
mieszczony w pracy zbiorowej Waprosy etniczeskoj
istorii narodów pribaltiki, Moskwa 1959).

!

162

7

s

�„murłatę" (Augustowo), leżącą na wypuszczonych
końcach tragarzy.
Sposób umieszczenia na niej
krokwi byi teki sam jak na „Osawi". W związku
z „murłatą" daje się zaobserwować ciekawe zja­
wisko, z którym można się było spotkać również
po I Wojnie światowej. Otóż „murlata" jest na
swoim miejscu, ale krokwie nadal opierają się na
„oszwi". Robi się to — jak mówią — „dla lepszego
zachowania ciepła" (Augustowo). W okresie między­
wojennym zaczęto stawiać krokwie wprost na koń­
cach tragarzy. Właściciele narzekają jednak, gdyż
końce tragarzy szybko gniją i łamią się, co pociąga
za sobą niszczenie dachu. Jednym ze sposobów ochro­
ny zrębu przed deszczem jest przedłużanie okapu
za pomocą przypustnic. Jednak ma omawianym tere­
nie stosowania tego sposobu nie stwierdzono.
Wszystkie budynki kryte były dawniej wyłącznie
słomą. Bardzo rzadko zdarzało się, ażeby chałupa
pokryta była gontem; na to mogli sobie pozwolić
wyjątkowi bogacze (Trześcian.ka). Wraz z nowymi
formami dachu, a przede wszystkim z formą dwu­
spadową, wchodzi w użycie — zreslztą sporadycz­
nie — dachówka (Augustowo — 1895 r., Husaki —
ok. 1900 r„ Nowoberezowo — 1908 r.). Krycie słomą
było wszędzie jednolite. Oały dach pokrywano gład­
ko „ławczaikami" .(Augustowo), „kulikami" (Plutycze), a naroża terasowato „ostryszancami" *. Z tych
ostatnich wykonywano też krawędź okapową dachu.
Na kalenicy — na „kuliki" kładziono warstwę „ostrySEanców", a na .nie „pokot" (Plutycze), t j . targaną
słomę, którą przyciskano kocami lub kozłami
i „opowsinami" (Nowoberezowo), czyli drągami leżą­
cymi n.a kozłach i wspierającymi się na wbitych
w nie kołkach. Po każdej stronie dachu są po dwie
„opowsiny". W Dasizach i Grabowcu do dziś stosują
leż rodzaj ramy (mie jarzma) przyciskającej kozły.

J.
• WEŁNO

;

/

/

'S

' »W&gt;0DK0
/

/

/

4

8

Warto zwrócić uwagę, że na Polesiu Wschodnim
te same snopki zwane są „kuli" (K. Moszyńska, Po­
lesie Wschodnie, cyt. wyd., s. 108).

• MOHYLEW

.'•NOWOGRÓDEK

/&gt; s'
/&gt; Ś '

-

•80B»UJ&lt;&gt;K

U. 16. Powiązania kulturowe Podlasia Wsch. z Biało­
rusią i Polesiem. Opr. J. Czajkowski. 1. Kierunki wy­
stępowania nazwy „kłonią", ,Mlurua". 2. Kierunki wy­
stępowania nazwy ..tok". 3. Kierunki
występowania
zagrody wydłużonej. 4. Granica państwa. 5. Obszar
występowania zagrody wydłużonej w Polsce.

8

W starej zagrodzie typu
bielsko-hajnowskiego
zręby były z zasady nie zdobione. Co najwyżej,
część mieszkalna była pobielana białą glinką (Trze­
ścianka, Nowoberezowo). Niebielenie ścian budynku
lub pobielanie tylko małej części wynika z ich dużej
powierzchni. Tylko odnośnie do wsi Daslze stwier­
dzono, że chałupy były dawniej .pobielane, ale tu
właśnie są one o wiele mniejsze niż w innych
wsiach. Czasami w zagrodach z końca X I X w. tra­
fiały się, czy też trafiają do dziś, podokienniiki w
formie deski z wycinanymi na jej powierzchni trój­
kątnymi lub prostokątnymi zębami, albo w postaci
profilowanej w przekroju beleczki (Grabowiec, Plu­
tycze). Podokienniki, choćby w najprostszej swej
formie, .pojawiają się jednak późno, dopiero z no­
wymi, o większych rozmiarach oknami. Równie rzad­
ko jak podokienniki stosowane było dawniej ozda­
bianie węgłów za .pomocą kożuchowania. Zanoto­
wane stare formy należą do bardzo prostych (il. 9),
czasami jednak zdarzało się, że były nawet malo-

#WITE8SK

wane. Prosta pierwotnie forma kożuchowania świad­
czy, że początkowo nie było ono wynikiem dbałości
0 .estetykę, lecz po prostu zabezpieczeniem lica węgła
przed działaniem szkodliwych warunków atmosfe­
rycznych (słońce, woda, mróz). Pojawienie się na
zagrodzie wydłużonej innych dachów niż czterospa­
dowe pozwala na ozdobne traktowanie szczytów.
Znajdują wówczas zastosowanie koronkowe wiatrowmice (ii. 10), sterczyny dachowe, szparogi, wzorzyste
układanie deseczek szczytowych itp.
Przykładem
pięknego i wcale nie przeładowanego szczytu może
być przyczółkowy dach na zagrodzie Jana Iwaniuka
w Plutyczach (ii, 11). Aczkolwiek niewielki, lecz dość
mocno grawitujący do ziemi słomiany przyczółek
odciąża wzorzysty fragment szczytu i pięknie roz­
winięte szparogi. Ozdobny charakter mają również
zanotowane m. in. w Hołodach okienka szczytowe
w formie doniczki z drzewkiem lub doniczki z krzy­
żem (il. 12).
Wiąże się to z ogólną tendencją dekorowania
budynków, która następuje po I wojnie światowej
1 szybko się rozpowszechnia. Ludność Podlasia reemigrująca z Rosji przynosa stamtąd bogate wzory
omamentacyjnego zdobienia domów. Stąd też budow­
nictwo z okresu międzywojennego cechuje kolor
i snycerka, stosowane często do przesady. Kożucho­
wania, ściany, okiennice, nawet szczyty maluje się
różnymi kolorami, wprowadza się ażurowe nad­
okienniki, wiatrownice itp. (il. 13), Przesada — jak
» Terasowate pokrywanie naroży ma niewątpliwie
na celu upiększenie biyły dachowej, ale z punktu
widzenia technicznego chodzi o mocniejsze zabezpie­
czenie naroży, które bardziej od' połaci dachowych
są narażone na zniszczenie.
163

�we wszystkim — podraża niezmiernie koszta budo­
wy. Łatwo więc odróżnić domy .gospodarzy zamoż­
niejszych od uboższych (il. 14). Sami właściciele
stwierdzają, że od strony praktycznej jest ono nie­
konieczne. Ten pogląd, utrwalający się zwłaszcza
po I I wojnie światowej, jest powodem zamierania
zdobnictwa, a szczególnie — przeładowanego. Do
rzadkości należą także budynki stawiane po 1945 r.,
które w zdobnictwie kontynuowałyby tradycje wy­
rosłe po I wojnie światowej. Wyjątkiem jest tu jed­
nak wieś Plutycze, gdzie zanotowano niezmiernie
bogate zdobnictwo na domach budowanych w ostat­
nich już latach.
Przejdźmy temz do omówientia zagrody wydłużo­
nej typu bielBko-hajnowsIkiego — na szerszym tle.
Występowała ona na terenie zamieszkiwanym przez
ludność ukraińską wykazującą silne wpływy biało­
ruskie. Stąd też nie spotykamy jej właściwie, a przy­
najmniej w tej charakterystycznej, bardzo wydłu­
żonej formie, we wsiach polskich. Trzeba jednak
zaznaczyć, że w pewnych wsiach ukraińskich na
tym terenie typowe były obejścia o zabudowie luźnej,
z budynkiem mieszkalnym tzw. „trojakiem" lub czwo­
rakiem, które rozpowszechnione są w okolicznych
wsiach polskich; należy to tłumaczyć wpływem z na­
szych terenów.
Zagroda wydłużona na terenie polskim wiąże się
terytorialnie z większym obszarem Białorusi i Po­
lesia, pod względem zaś kulturowym
.powiaty
Bielsk Podl. i Hajnówka wykazują pokrewieństwo
(gdy nie bierzemy pod uwagę strony zachodniej) —
z Wileńskiem, Witebskiem, Mohylewskiem, Mozyrskiem oraz Ukrainą (v.mapa —s. 163). Interesujące nas
tu związki w zakresie budownictwa najszerzej prze­
jawiają się w nazwaniu „kłonią", „Mumią" — budyn­
ku gospodarczego służącego do młócenia i przechowywanda zboża , nazwa zaś „tok", pospolita na
Podlasiu Wschodnim i oznaczająca tu boisko w sto­
dole, znana jest w okolicach WHeńszczyzny, Witebsaczyzny i w Mińskiem, jak również w dawnym .po­
wiecie brzeskim . Wspomniana już wyżej nazwa

„kulik" — snopek do gładkiego .pokrywania dachu na Polesiu brzmi: „kuli". Powszechne też dla całej
Białorusi i Polesia jest nazwanie izby mieszkalnej
„chatą" «. a na Polesiu Zahoryriskim — jak podaje
Moszyński » — wszystkie pomieszczenia dla zwierząt
noszą wspólną nazwę „chlewów", podobnie jak
u nas. Przytoczone podobieństwa nazw są tylko
jednym z wielu dowodów więzi kulturowych wszyst­
kich tych terenów. Sama zagroda wydłużona ma
jednak zasięg mniejszy. K. Moszyński podaje, że nie­
znaczną odmianę zagród bielskich [bielsko-hajnowskich
• J. C] spotyka się w Prużańskiem, a i na
Polesiu Słonimskim stoją one pod jednym dachem .
Z badań przeprowadzonych w latach 1935 i 1936
przez Zakład Architektury Polskiej i Historii Sztuki
Politechniki Warszawskiej wiemy, że na Polesiu —
w powiatach .Pińsk, Łuniniee i Stołki — typowa jest
zagroda budowana poprzecznie w stosunku do drogi,
a wszystkie budynki gospodarcze — oprócz sto­
doły — stoją wraz z domem w jednej linii. Stodoła
natomiast zamyka siedlisko w poprfcek i jest o kil­
kadziesiąt metrów oddalona od zagrody . Najdal­
szymi punktami zasięgu .podobnej zagrody mają być
okolice Rzeczycy i Mozyra
Rosyjska etnografka
L. A. Mołczanowa w artykule „K woprosu o razwitii
biełoruskogo krestjanskogo żilisizcza" podaje plany,
fotografie i rysunki zagród z rejonu Brześcia i Grod­
na które można by wprawdzie zaklasyfikować do
omówionego typu zagrody, ale które bardziej przy­
pominają mało rozwiniętą formę ze wsi Dasze i Ryboły (il. 15), aniżeli np. zabudowę z Flutycz (ii. 2).
Zresztą są ono Już formą późniejszą, wyrosłą z Chaty
jednoizbowej, która dominowała dawniej zarówno
na Polesiu iak i na całej Białorusi
Sadzać z .przedplanów oraz wie­
lokrotnych podkreśleń K. Moszyńskiego o dającym
s ę aktualnie zaobserwować na Polesiu zrastaniu
chaty z kl€cU| ™~ można wnioskować, że wydłużona
zagroda poleska jest tworem późnym, najprawdopo­
dobniej z drugiej Dołowy X I X stulecia W orzeciwieństfwie &lt;Jb hielsko-hajnowskiej zagrody wydłu-

« Por. K. Moszyński, O kulturze ludowej poludniowo-środkowego
Polesia, s. 120 (odb. bez daty).

» K. Moszyński, O kulturze ludowej południowośrodkowego Polesia, cyt. wyd., s. 129 i 130. Obok tej
nazwy, szeroko na Polesiu znany jest termin „odryny"

10

11

u

» Por. K. Moszyński, Polesie Wschodnie, cyt. wyd.,
s. 106 i 107, przyp. 2,
12 Jw.

I5

16

18

19

f

15

K. Moszyński, Polesie Wschodnie, cyt. wyd.
" Z. Dmochowski. Ze studiów nad poleskim bu­
downictwem drzewnym, „Biul. Hist. Szłt. i Kult.",
1937, nr 2, s. 165 i nast.

mmmmm

w I r ^ J ^ e f i o Z r ^ e Ż

s ^ i a u h m :

S Ł ' S £

ass

że chata z klecią stoi osobno, a inne zabudowania

Na terenie polskim zaobserwować już tego nie można,
ale na Białorusi i Polesiu do niedawna były jeszcze
małe jednownętrzowe chałupki, zwane ..chatami''.

164

Polesiu Rzeczyckim K. Pietkiewicz, który daje jego
obraz z lat 1SB3—-1880.
» L. A. Mołczanowa, op. cit.
1» Jw., s. 552: por. K. Moszyński, Polesie Wschod­
nie, cyt, wyd., s. 116, prżyp. 3.
Z. Dmochowski, op. cit.

�żonej, poleskie zabudowania mają często bieg ścian
nierówny i różne poziomy kalenic kilkunastu dasz­
ków (dwuspadowych), nakrywających — każdy osob­
no - stojące pod nimi budynki. Zarówno omówiona
zagroda podlaska, jak i wspomniana poleska (z pow.
Pińsk, Łuniniec i Stolin) budowane są na długim
i wąskiim siedlisku. W jednym i w drugim wypadku
stoją one szczytem do ulicy, ale gdy na Podlasiu
okna są, lecz nie zawsze od ulicy, to na Polesiu jest
to regułą, albowiem zagroda rozbudowuje się od
ulicy w głąb siedliska, pozostawiając „chatę" zawsze
przy drodze.
Jak daleko na wschód sięga zagroda bielsko-hajnowska — tego dokładnie nie wiemy. Najprawdo­
podobniej jednak — nie dalej niż do wspomnianych
przez K. Moszyńskiego okolic Prużany i Słonima '.
2

21

K. Moszyński. Polesie Wschodnie, cyt.
s. 122, przyp. 2.

wyd.,

Taka lokalizacja opisanego obejścia pozwalałaby na
postawienie hipotezy, że przypuszczalnie Podlasie
między Narwią i Nurcem wytworzyło własny typ
budownictwa, którego odbiciem byłaby rozwijająca
się i zrastająca od niedawna zagroda znad prypeckiego Polesia. W niej właśnie trzeba by się dopatry­
wać .pierwotnego obrazu zagrody wydłużonej bielskohajnowskiej. której kondensacja musiała nastąpić
o wiele wcześniej, tym bardziej że tereny te w
X V I wieku były już gęsto zaludnione , a co za
tym idzie — wyżej stojące pod względem kultural­
nym od zachodnich terenów Białorusi i Polesia, na
których — jak wspomniano r— do końca X V I I I w.
powszechne były jednoizbowe chaty pozbawione na­
wet sieni.
22

U j . Topolski i J. Wiśniewski, Lustracje
woje­
wództwa podlaskiego 1570 i 1576, Wrocław—Warsza­
wa 1959, Mapa Królewszczyzn oprać, przez J. Humickiego.

Fot Jan Swiderski — il. 3—5, 9—11, 13—15. Rys.: Jerzy Czajkowski — il. 1, 6, 7, 16 (ze szkiców Zofii Rein¬
fuss). tabl. I—IV; Maria Czarnecka — il. 2 a, b (wg inwent. wyk. przez M. Pawlickiego), 8, 12 (wg inwent.
&lt;vyk. przez L . Nowosielskiego).

1

Ewa

Fryś-Pietraszkowa

M A Z E R O W A N E

K U F R Y

Dekoracja malarska ludowych kufrów nie rozwi­
nęła się na terenie Polski tak bogato jak dekoracja
skrzyń na ubranie. Za przyczynę tego trzeba praw­
dopodobnie uznać okoliczność, że kufry zaczęto wyra­
biać znacznie później niż skrzynie , dostosowane
więc były do zmienionych potrzeb estetycznych od­
biorców. Najczęściej kufry malowano gładko na jeden
kolor, zwykle zielony lub brązowy w różnych odcie­
niach. Do wyjątków należą kufry malowane wielo­
barwnie, jak np. kufer z Kawęczyna, pow. Zamość,
który ozdobiono na licu i wieku kwiatową dekoracją,
typową dla skrzyń z tego terenu, kufer pyrzycki
z Muzeum w Szczecinie, datowany na rok 1858 ,
1

J

1

R. Reinfuss. Ludowe skrzynie malowane, War­
szawa 1954, s. 15; E. Fryś, Ludowe kufry okuwane,
„Polska Sztuka Ludowa", 1959, nr 1—2, s. 46.

P O D L A S K I E

czy kuferek z Nowoberezowa, pow.
Hajnówka,
o skromnej, dwupolowej malaturze roślinnej. Wiado­
mości o wykonywaniu z początkiem X X wieku kuf­
rów wielobarwnych zanotowano m. in. w miejsco­
wościach Kamionka, pow. Starogard Gdański, Sejny,
pow. Suwałki, Braniewo. Specyficzną grupę stanowią
spotylkane we wschodniej części Białostockiego kufry
malowane techniką stempelkową, które wyrabiano
w Sokółce. Zasięg ich graniczy z zasięgiem kufrów
wileńskich i .poleskich'.
Dość dużą grupę w obrębie kufrów zdobionych
tworzą kufry tzw. „mazerowane", względnie k a d r o ­
wane". Technika mazerowania uważana jest przez
* A. Dobrowolska, Meble
ludowe zachodnio­
pomorskie. „Pol. Sat. Lud", 1950, nr 1-6, s. 58.
3 W. Dynowski, Barwne kufry chłopskie z okolic
Wileńszczyzny i Polesia, Wilno 1934.
165

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9505" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9483">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b7cb851ef923a61daf2a267d9a19126e.pdf</src>
        <authentication>7c929bd3a0c48eac850fc50c94da589c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113185">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5408</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113186">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113187">
                <text>2004</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113188">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5026</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113189">
                <text>Brisées czyli ślady Afryki/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2004 t.58 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113190">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2004 t.58 z.3-4 ; s.107-113</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113191">
                <text>Wit-Szerszeń, Tomasz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113192">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113193">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113194">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113195">
                <text>TOMASZ SZERSZEŃ

Aujourd'hui j'oublie que je suisen Afrique 1
(Michel Leiris, rAfrique Fant6me)

Brisees
czyli ślady Afryki

*

19 maja 1931. MichelLeiris zapełnia pierwszą stronę swego dziennika podróży. Trzy lata później Gallirnard wydaje te liczące 650 stron zapiski - owoc misji
badawczej Dakar- Dżibuti2 • Konsternacja. "LAfrique
Fant6me wymyka się wszelkim klasyfikacjom. Istnieje

O dzienniku afrykańskim

gdzieś na styku "nauki", "sztuki" i "życia".

W wiele lat po powrocie z Afryki Leiris zostaje
sportretowany przez swego przyjaciela Francisa Bacona. Deformacja, rozkład malowanej postaci, tak przecież charakterystyczne dla stylu angielskiego malarza,
zaskakująco korespondują z osobą autora Afrique
i z jego dziełem. Niezwykły dziennik afrykański jest
bowiem dokumentem właśnie takiej dezintegracji: Leiris zaczyna codziennie pisać od nowa - każdego dnia
konstruuje na nowo swą osobowość. Bacon doskonale
oddał tę cechę, to wieczne stawanie się - przywoływa­
ny portret i "LAfrique FantOrne prezentują nam zaledwie cień osoby, jej fragment.
Brisees, czyli "ślady", 3 ale również "pokruszone kawałki szkła". A idąc dalej: "fragmenty". Brisees:4 taki
tytuł nadał Leiris wydanemu w 1966 roku zbiorowi
krótkich tekstów, esejów i recenzji, pisanych na przestrzeni czterdziestu lat. Tytuł oddający metaforycznie
nie tylko bliską mu koncepcję kultury czy osobowości,
ale odnoszący się również do całości jego dzieła.
Wszystkie jego teksty są bowiem jakby fragmentami
większej całości - Leiris pisał przez całe życie tę samą
książkę. Wszystkie jej wątki biorą swój początek wła­
śnie z "LAfrique Fant6me. Tym zaś, co pozostaje z lektury tych 650 stron, jest zaledwie fragment, aforyzm, impresja. Brisees.

*
Raymond Roussel,5 francuski pisarz, jeden z prekursorów surrealizmu, nigdy nie był w Afryce - czytał
jedynie opisy podróży. Afrykańską przygodę swej wyobraźni przelał na papier w postaci Impressions d'Afrique. 6 Tak się złożyło, że młody Michel był na przedstawieniu7 opartym na tekście Roussela. Oniryczna Afryka, a także idea poetyckiej podróży w wyobraźni, mocno go urzekły. Gdy po latach pojawia się rzeczywista
możliwość podróży na Czarny Ląd, staje się ona dla
niego realizacją chłopięcego marzenia- symbolicznym
powrotem do krainy dzieciństwa, tam gdzie rzeczy nie
są jeszcze zmącone, nie podlegają rozpadowi (rozwinięciem tego wątku będzie Wiek męski). Podróży realnej towarzyszy więc ta poetycka, będąca nostalgicznym powrotem, poszukiwaniem ojczyzny duchowej.
W takim oglądzie Afryka zyskuje wymiar figury literackiej, zostaje upersonifikowana. "Zwracam się do
tej kobiety jedynie dlatego, że jest nieobecna - do kogóż by pisać, jeżeli nie do osoby nieobecnej? Ponieważ

Michela Leirisa

jest w oddaleniu, utożsamia się ona z moją nostalgią,
wkrada się między mnie samego a moje myśli. Zapewne nie ma mowy, aby została ukochanym przedmiotem; raczej substancją melancholii, obrazem wszystkiego, czego mi brak ... ": 8 ten fragment Wieku męskiego
odnieść można również do Afrique. Afryka jako coś
istniejącego "między nim samym a jego myślami", rodzaj obsesji, idee fixe. Afryka jako kobieta. Jako kochanka, przedmiot pożądania sięgającego swymi korzeniami dzieciństwa.
"Zawsze pociągały mnie alegorie, obrazy pouczają­
ce i zagadki do rozwiązania, będące często kobiecymi
postaciami, silnymi własną pięknością i tym, co ciemne i niepokojące w symbolu"9 - napisze. Afryka była
dla niego, taką właśnie alegorią. Obrazem, który "znaczy", który coś "mówi". W którym przeglądał się niczym w lustrze będącym źródłem samowiedzy: Afryka
to lustro Leirisa.
Ale jest tu coś jeszcze. Wyruszający na Czarny Ląd
Leiris przypomina melancholika, który nagłym ruchem próbuje zerwać zasłonę, którą się otoczył, rozbić
szybę, która dzieli go od świata. To konfrontacja ze
światem i z samym sobą. W przedmowie napisze, że ta
podróż wtajemnicza go w etnografię. Można bowiem
czytać Afrique jako opowieść o wtajemniczaniu, jako
wielopłaszczyznową historię inicjacji ...

*

"Marzyłem więc o byczym rogu. Trudno mi się było pogodzić, że jestem tylko literatem" (z przedmowy

do Wieku

męskiego lO) .

"Czego się nauczyłem? Wszystko dzieje się tak, jak
gdyby złudne fundamenty, na których opierało się
moje życie, zostały podważone, nic jednak, co mogło­
by je zastąpić, nie zostało mi dane. (... ) Będąc zawsze
powyżej lub poniżej konkretnych zdarzeń, jestem
uwięziony w następującej alternatywie: albo świat jest
przedmiotem rzeczywistym, który zagarnia mnie i pożera cierpieniem albo też zmienia się w czysty fantazmat, który rozpłynie się w rękach ... Może moim ce-

�lem powinno być właśnie uniknięcie dylematu - przez
odkrycie środka, dzięki któremu świat i ja - przedmiot
i podmiot - stanęliby twarzą w twarz, na równych
prawach, jak matador z bykiem" (zanotowane po powrocie z Afryki 11 ).
Leiris wielbił tauromachię. Walki byków były dla
niego ostatnim prawdziwym rytuałem Zachodu- jedynym, który zachował jeszcze wymiar sakralny. Tauromachia bowiem jest jednym z tych szczególnych momentów, gdy "przylegamy do świata", gdy stajemy wobec śmierci, gdy wykraczamy poza "ja". Leiris wracał
do tego tematu parokrotnie: pierwszych wzmianek
o wspaniałościach korridy doszukać się można w Afrique, w 1939 powstaje natomiast rozprawa Lustro tau-

romachii -

niezwykła książeczka, będąca bezpośrednią

inspiracją

dla Georges'a Bataille'a i jego teorii erotyzmu jako transgresji. W 1946 wydrukowany zostaje
Wiek męski (dedykowany z kolei Bataille'owi - obaj
autorzy przyjaźnili się), poprzedzony rozprawą Literatura jako tauromachia, w której "walki byków", "byczy
róg" stają się metaforami i zostają włączone w sferę
dyskursu literackiego.
"Stworzyć książkę, która byłaby czynem (... ) odnoszącym się do mnie samego. (... ) Szło (... ) o literaturę,
w którą starałem się całkowicie zaangażować samego
siebie" 12 - napisze Leiris. Ta obsesja zaangażowania,
pragnienie "byczego rogu" to dramatyczna próba zlikwidowania stałego dysonansu między nim a światem,
wzrastającej próżni. Autora Afrique prześladuje bowiem poczucie nierzeczywistości, pragnienie autentyczności: "Czy zerwę kiedykolwiek ostatecznie z tymi
intelektualnymi gierkami, sztuczkami mowy?" 13 - pyta. Tym co wyznacza jego doświadczenie, jest również
wrażenie ślizgania się po powierzchni, 14 nie możność
dotknięcia istoty rzeczy.
Tymczasem Afryka, jako rzeczywistość mocna,
"głębsza", jako mityczna przestrzeń przygody, wydaje
się idealnym miejscem, by zlikwidować to poczucie
sztuczności, by być "naprawdę". By skonfrontować się
z rzeczywistością. Leiris wierzy, że obca kultura, zmiana codziennych nawyków podziałają jak "byczy róg":
spowodują to ukłucie wewnątrz, które sprawi, że to
poszukiwane "przylgnięcie do świata", "roztopienie się
w nim" (nieosiągalne od czasów dzieciństwa) stanie się
znowu możliwe. Roztopienie "ja" w mentaliu! primitive.
To naiwne marzenie okazuje się niemożliwe do zrealizowania: autor Afrique rozpoczyna więc pisanie Wieku
męskiego- chce stworzyć dzieło wykraczające poza fikcję literacką, dzieło-czyn. Polem walki pozostaje literatura.

"Maski: sekretny język społeczeństwa."
(I.:Afrique Fan[()me16)

Maska jako główny temat Leirisa, jego wielka fascynacja. W 1931 roku zamieszcza w "Documents" artykuł, w którym porusza temat masek erotycznych opisywanych w powieściach Williama Seabrooka.17 Pisze
tam o przebieraniu się -jako o jednej z bardziej znaczą­
cych czynności ludzkich. "Ja" jako "inny": idea wcielania się w kolejne role towarzyszyła autorowi Afrique
przez całe życie Oames Clifford nazywa tę skłonność
Leirisa do przebieranek "teatralną koncepcją ja") .
Poczucie bycia "aktorem" nie opuszcza Leirisa również w Afryce: "odczuwam przygnębienie z powodu odgrywania swej roli (etnografa - przyp. aut.)" wyznaje.
Opisana w dzienniku podróż, to w gruncie rzeczy proces
nieustannego (równoległego) odgrywania kolejnych
ról. Mamy więc do czynienia z etnografem, podróżni­
kiem, "dzielnym kapitanem" (bohaterem powieści przygodowej), przedstawicielem francuskiej nauki, rozczarowanym pisarzem, poetą podążającym tropami Rimbauda i Roussela, surrealistą owładniętym poczuciem
dziwności świata, melancholikiem, pacjentem poddają­
cym się kuracji psychoanalitycznej. Żadnym z nich nie
jest w pełni - stałoby to w sprzeczności z jego koncepcją życia: jako demaskowania kolejnych przebrań. I to
jest właśnie "reguła gry", w którą gra Leiris (La regle du
jeu- tytuł cyklu autobiograficznego, który autor Afrique
pisał przez znaczną część swego życia).
Cóż jednak pozostanie, gdy kolejne maski opadną?
Leiris odwleka ten moment, nie odkrywa się do koń­
ca. Być może odczuwa lęk przed "nagą twarzą", przed
"prawdziwym ja". W I.:oei! de l'etnographeiB wykłada
swój pogląd: osobowość ludzka przemija pod wpływem
kontaktu z "innymi". Czyżby więc ta obłąkańcza gra
masek była walką z pustką, skrywaniem nicości?
Każdy kolejny dzień Afrique rozpoczyna się od
przebudzenia: "pióro zaczyna pisać każdego dnia na
nowo".19 Każdy dzień jest bowiem fragmentem, "odpryskiem", brisees rozbitej osobowości - Leiris każdego
dnia od nowa konstruuje swą tożsamość, nakłada maskę, by ją następnie zedrzeć. Gdzieś pod koniec L:Afrique Fantorne czytamy: "rzeczy, które zdawały się być jasne, zmieszały się na nowo". Gra z czytelnikiem czy
poczucie klęski? Podróż do Afryki jako nieudana próba zmiany tożsamości, jako (nie)odnalezienie siebie?

*

"Jestem specjalistą, maniakiem od spowiedzi ... "
(Wiek męski20)

sześć lat po powrocie z Afryki Leiris odsłania
aspekt "bycia tam": ,;wydostawszy się z tych otchłani i poradziwszy lekarza, pomyślałem, że nie od
rzeczy byłoby zakosztować trochę twardszego i surowszego życia, którego mi najwyraźniej brakowało. Skorzystałem więc ze sposobności, aby odbyć długą po-

W

Chciałbym

ważny

*

najpierw zagrać rolę Rolli, potem Hamleta, dzisiaj- Gerarda de Nerval. Jaką jutro? Co dzień
wdziewam maski. ..
(fragment dziennika z 1924 15)

108

�Tomasz Szerszeń • BRISEES CZYLI ŚLADY AFRYKI

dróż: wyjechałem

na dwa lata do Afryki jako uczestnik
misji etnograficznej" .Z!
Doświadczenie lektury dzienników Malinowskiego
sprawia, że takie wyznania już nie dziwią. Dziennik
w ścisłym tego słowa znaczeniu jest zapisem mozolnej
pracy nad sobą i procesu samopoznania (mającego
również swe ciemne strony). Intuicje Malinowskiego
opisujące psychikę ludzką, choć momentami bardzo
nowoczesne, nie są jednak jeszcze silnie zakorzenione
w myśli Freuda.
Z kolei dziennik Leirisa powstaje w momencie, gdy
psychoanaliza święci triumfy. Podróż do Afryki i podjęcie pracy etnografa są kluczowym momentem kuracji, którą podjął późniejszy autor Wieku męskiego. Pamięć o tym nie opuszcza Leirisa: do jego lektur należy
Notes and Queries on anthropologyZZ (zawierająca komentarze do teorii Junga), zaś w samej Afrique sporo
jest fragmentów poświęconych naturze erotyzmu, marzeniom seksualnym, prób objaśniania snów. Jest też
moment buntu przeciw "ja", przeciw represyjności
kultury: "Przeklinam całe moje dzieciństwo, całą edukację którą otrzymałem, kretyńskie konwencje ... ". 23
Dziennik afrykański wymyka się jednak kluczowi
psychoanalitycznemu. Według Junga funkcją snu jest
rozjaśnianie, ujawnianie problemów śniącego. Tymczasem lektura Afrique nie zaświadcza o postępie: problemy Leirisa pozostają nierozwiązane, kuracja nie postępuje. Każdy dzień zaczyna się przebudzeniem, każdy
dzień to budowanie od nowa swej osobowości, to autonomiczna całość. Leiris świadomie kreuje w I.:,Afrique Fantorne i w Wieku męskim obraz samego siebie jako bardzo wieloznaczny i uniezwyklony. Niezgoda na
bycie zaszufladkowanym, niezgoda na banalność czło­
wieka zdemaskowanego przez psychoanalizę, "ja"
sprowadzonego do kilku podstawowych popędów. Obraz Michela Leirisa wymyka się nam, tak jak wymyka
się lektura Afrique. "Au diable la psychoanalyse!"24

"Ile kilometrów trzeba było przebyć, by poczuć, że jest
się wreszcie u progu egzotyzmu".Z8 Przytoczone fragmenty dziennika zdają się być zapisem doświadczenia
"rzeczywistej obecności", poszukiwanym przebły­
skiem. Iluzja trwa krótko: jesteśmy świadkami kolejnej
demaskacji. Leiris zdaje sobie sprawę, że Afryka, jakiej
poszukuje -Afryka egzotyczna- jest widmem. Tworem europejskiej wyobraźni.
Leiris zachwycał się Jądrem ciemności Josepha Conrada i podróżniczymi reportażami Williama Seabrooka. Konstruują one obraz Afryki jako przestrzeń przygody lub wtajemniczenia: jako "rzeczywistość mocną".
Czarny Ląd to miejsce ucieczki Rimbauda, miejsce
przemiany bohaterów powieści Kurtza i Madowa,
przestrzeń podróży Livingstone'a i orgii kanibali. Natężenie wszelkiej niezwykłości. Afrykański dziennik
Leirisa jest dokumentem ambiwalentnym: jego autor
raz ulega tej tworzonej przez pisarzy kliszy, raz z nią
walczy. Taką dwoistą funkcję pełni dołączona do
dziennika pod datą 19 czerwca 1932 roku lista Imagerie africaine29 (a więc: ,,Aida Verdiego skomponowana
na otwarcie Kanału Sueskiego; Ojciec Jan; śmierć Livingstone'a; Fachoda; Rimbaud; bitwa pod Piramidami; konferencja w Algesiras; Impressions d'Afrique ... ").
Leiris ujawnia mechanizm rządzący europejską wyobraźnią. "Nasza" wizja Afryki okazuje się zaskakująco
spójna: zasadą, która łączy elementy składające się na
jej obraz, jest "niezwykłość". Tymczasem epoka Livingstone'a minęła bezpowrotnie. Afryka ukazana
w dzienniku Leirisa, rozkłada się, wymyka narzuconej
wizji. Ukazuje swój widmowy, niejasny charakter.
Rimbaud i Marlow wrócili z Afryki wyniszczeni.
Wrócili ze świadomością, że tego, co przeżyli, nie da
się opowiedzieć: Rimbaud nie pisze już więcej, Marlow
przywozi ze sobą symboliczne "jedno mocne słowo".
Leiris wraca z 650 stronami Afrique.

*

*

"Prawdziwa chandra: chandra kolonialna"

"Tropiki dokładnie takie, jak je sobie wyobrażamy."

(I.:Afrique FanromelO)

(I.:Afrique FantómeZ5)

Leiris bardzo chce ujrzeć niezafałszowany obraz
Afryki- chce ją zobaczyć "naprawdę". Słabość europejskiego oka polega jednak na tym, że stylizuje ono
rzeczywistość, przemienia w serię klisz, pamiątek
z Czarnego Lądu. Fotograficzna metaforyka przypomina o nieoczywistości "bycia tam": "Zdawać by się mogło, że oglądam zdjęcia, które powinny zostać wywoła­
ne, bym mógł sobie uświadomić, że jestem w czymś co
przypomina Afrykę". 26 Wrażenie nieautentyczności,
poczucie obcowania zaledwie z widmem Afryki, zmieniają podróż Leirisa w poszukiwanie jądra pierwotności. Autor Wieku męskiego co pewien czas odnajduje
"prawdziwy" nastrój Czarnego Lądu, by chwilę później
go utracić: "Trzeba odnaleźć miejsca naprawdę niezwykłe, by mieć choć trochę wrażenie egzotyzmu", 27

I.:,Afrique FantOrne to być może pierwszy tak stanowczy głos przeciw etnografii. Leiris - wrzucony w rolę etnografa, sekretarza misji - nie potrafi zbliżyć się do
świata, który bada, zostaje skazany na "nieludzką pozycję obserwatora"3L. Niemożność empatii, zrozumienia
"naprawdę", prowokuje go do dramatycznego wyznania: "Moja depresja wzmaga się. (... ) potrzebuję wniknąć w ich problemy (... ) NIGDY NIE SPAŁEM
Z CZARNĄ KOBIETĄ".JZ Prawdziwa Afryka jest wła­
ściwie niedostępna - to co nam pozostaje, to zaledwie
jej cień: "egzotyzm" (jako coś stworzonego przez i dla
Europejczyków). Leiris jest pesymistą: badanie zwyczajów nie daje pełnego wglądu w obcą kulturę. Etnografia
pozostaje poznawaniem zaledwie tego, co zewnętrzne.
Esprit Afryki - prawdziwe wniknięcie w czarną kobietę
(niepowiązane z relacją władzy) -jest nieuchwytne.

�Michel Leiris, zapewne jako pierwszy, zwraca uwana kolonialne uwikłania etnografii. Demaskuje jej
teatralny charakter: etnografia na terenach znajdują­
cych się pod panowaniem kolonialnym niewiele ma
wspólnego z rzeczywistą, obiektywną próbą zrozumienia badanych społeczeństw, więcej z procesem utwierdzania władzy (osiąganym m.in. poprzez aranżowanie
sytuacji, zbieranie artefaktów). W takiej sytuacji ankieta etnograficzna niewiele się różni od protokołu policyjnego.
Dla Leirisa przemierzanie terytoriów należących do
Francji ma w sobie wiele z wyprawy turystycznej. To
nie prawdziwa Afryka, to zaledwie jej fantc3rne : Afryka
- scena teatralna dla europejskich podróżników. Afrique rozpoczyna drogę Leirisa ku odkryciu powiązań etnografii i kolonializmu. Jego stanowisko stopniowo
krystalizuje się: w 1950 roku publikuje artykuł I.:etnographe devant Ie colonialisme, 33 będący podsumowaniem jego rozważań na ten temat. Społeczeństw nie da
się więc badać z zewnątrz - przynajmniej w sytuacji
kolonialnej. By opisać Czarny Ląd, potrzeba kogoś
niezaangażowanego w relację władzy, kogoś zdolnego
do empatii.
Jak więc być w Afryce "naprawdę", czy Europejczyk ma na to w ogóle szansę? Czy może wystarczy
zrzucić maskę etnografa, odłożyć zeszyt i pióro? Leiris
zostaje postawiony w takiej sytuacji: w Etiopii (poza
zasięgiem władzy kolonialnej) zbliża się do czarnej poetki Emawayish- "kobiety w turbanie, kobiety o zniszczonych piersiach" - która zadaje mu pytanie: "Czy
miłość istnieje we Francji? Czy poezja istnieje we
Francji".J4 Staje bezradny wobec tajemnicy.

Mniej istotny jest dowolny charakter tego wyliczenia
zalążkiem ogromnego cyklu
autobiograficznego, który przybierając różne formy
(dziennika, powieści, traktatu, eseju), służy jednemu
celowi: zbadaniu i opisaniu "ja".
Nuda Afryki, nuda badań terenowych sprawia, że
Leiris zaczyna uprawiać "antropologię samego siebie"
(w kilkadziesiąt lat później Georges Perec wpada na
pomysł pokrewny: uprawiania "socjologii samego siebie". Warto zaznaczyć, że MichelLeiris należał do ulubionych pisarzy Pereca ... ). 650 stron Afrique ujawnia
bowiem niemożność uchwycenia "innego": tak naprawdę, możemy badać tylko nas samych.

gę

*

Leiris jako pierwszy demaskuje nudę badań terenowych. W serii notek manifestuje swe całkowite zniechęcenie, rozczarowanie: "Nie ma na świecie miejsca
które by nie gniło". I dalej : "Złe nastawienie do Francji,
obojętność dla Afryki ... ".J5 Niechęć do tropików przeradza się w niechęć do etnografii, do pisania, w kryzys
pisarski: "Przekleństwo pisania. Przekleństwo tego
dziennika ...".3 6 "Bycie tam" staje się dla niego, w pewnym momencie, wręcz występkiem: "Dlaczego tu jesteśmy, skoro w Europie dzieją się tak ważne rzeczy?"37
650 stron Afrique nie da się przeczytać. Pomimo
wielu dobrych momentów, jest po prostu nie do czytania - zbyt wiele w niej nużących opisów codzienności.
Afrique jest nudna, ponieważ "tam" nic się nie dzieje:
wyprawa w tropiki także może być monotonna. Odpowiedzią Leirisa, ucieczką przed nudą, jest skupienie się
na własnej osobie. Jego marzeniem jest surrealistyczne
z natury dążenie do uniezwyklenia codzienności, do
zrównania jej z rzeczywistością mityczną. Leiris uniezwykla więc "ja": podnosi swą wędrówkę po Afryce do
rzędu takich figur mitologicznych jak "zejście do piekieł, włóczęga Edypa, (... ) krucjaty, podróże średnio­
wiecznych alchemików, wielkie rajdy sportowe".38

- I.:Afrique FantOrne jest

*

W Afrique nie ma wielu momentów informujących
nas o strategii pisarskiej Leirisa. Pierwszy z nich zawarty jest w Przedmowie i zawiera w sobie postulat, któremu autor Wieku męskiego pozostanie wierny już całe
życie: "Gdy piszę od siebie, wzrasta wartość mojego zeznania"; "To poprzez sięgający paroksyzmu subiektywizm, mamy szansę dotknąć prawdy"39. Skrajny sceptycyzm wobec świata i wobec etnografii, wpływa na jego technikę opisu: "tylko konkret jest prawdziwy"40 napisze. Tylko konkret, szczegółowy opis codzienności, traktujący na równi sny, marzenia, lektury i "to co
naprawdę", ma szansę ocalić coś z ulegającego nieustannej destrukcji "ja". Afrique to pochwała fragmentu.

*

Otwieram I.:Afrique FantOrne i czytam: ,,Wielkie
kwiaty kiełkowały. Odmiany białych i czerwonych lilii
wzrastające grupami na tej samej łodydze i przypominające świeczniki w stylu moderne. Pytam sam siebie:
czy kwiaty nami zawładnęły... ".41 Czy to jeszcze etnografia? Ten fragment odsyła do fundamentalnego pytania, przed jakim stawia nas lektura dziennika Michela
Leirisa: czy branie udziału w ekspedycji naukowej i deklarowanie się jako etnograf sankcjonuje takie pisanie?
Czy można zestawiać "sztukę" (poezję?) z "nauką", nie
wskazując gdzie kończy się jedno, a zaczyna drugie?
Dziennik Leirisa zostaje właściwie odczytany
i w pełni doceniony dopiero po latach.4 2 Afrique to bowiem najbardziej spektakularna clekonstrukcja autorytetu etnograficznego. Po 300 stronach mniej lub bardziej udanego budowania swego "autorytetu", ukazywania siebie jako etnografa Leiris jednym zdaniem
przekreśla sens swych badań, demonstruje totalną niewiarę w naukę, w sens samej podróży. Pisze tak: "Skoń­
czyłem czytać &lt;
&lt;Pickwicka&gt;&gt; . Dziwna rana otwarta przez
tę książkę ... Realne przygody, w środek których rzucamy się, w rzeczywistości nie są tak ekscytujące jak te
które powstają w naszej głowie ... ".43 Inspiracji Rousselowskiej nie da się przecenić- dla autora Afrique fikcja
pozostaje równie ważną materią (materiałem etnograficznym) jak to, co nazywamy "rzeczywistością".

110

�Tomasz Szerszeń • BRISEES CZYLI ŚLADY AFRYKI

"Słowem, szło

*

o zaprzeczenie powieści ... "
(przedmowa do Wieku męskiego-H)

W gruncie rzeczy Afrique to parodia. Pod koniec
pierwszej części dziennika wydaje się, że stajemy
u wrót przygody: "Oto wreszcie Afryka, ziemia 50
stopni w cieniu, ziemia niewolniczych konwojów, festynów kanibali ... ".45 Nic się jednak nie wydarza- misja zostaje zatrzymana na granicy abisyńskiej, kolejny
dzień zaczyna się od przebudzenia i nudnego opisu codzienności. Mamy do czynienia z parodią powieści podróżniczej: "Epoka Livingstone'a minęła" i przygody,
jakie mogą nas spotkać, są na miarę tych nowych,
"gorszych" czasów. Leiris zresztą otwarcie przyznaje, że
najwyżej sobie ceni przygody wyobraźni - te, które
przeżywamy dzięki lekturze.
Afrique nie broni się również jako traktat etnograficzny. Obraz rzetelnie notującego Malinowskiego
mógłby być przeciwwagą dla obrazu robiącego notatki
terenowe Leirisa. Co zapisuje w dzienniku: uwagi
o maskach Dogonów czy swoje fantazje seksualne?
W istocie obraz ciągle piszącego autora (650 stron!)
do niczego nie odsyła - jedyna prawda, jaka kryje się
rzeczywiście za tym potokiem słów, neguje sens etnografii: nie da się opisać obcej kultury.
Wielość i przemieszanie gatunków w dzienniku
Leirisa: przychodzi na myśl Smutek tropików (Levi-Strauss znał Afrique. Wielki temat do napisania: o ich
wewnętrznym pokrewieństwie). Dziennik intymny,
dziennik z podróży, powieść przygodowa, powieść inicjacyjna, traktat etnograficzny, traktat o kolonializmie, sennik ... Każdy z występujących tu gatunków zawiera w sobie pęknięcie. Żadna z rozpoczętych inicjacji (w Afrykę, w etnografię, w przygodę, w poznawanie
samego siebie ...) nie zostaje doprowadzona do końca,
żaden wątek nie zostaje zakończony (przerwana kuracja, niezrealizowane marzenia erotyczne ... ). Nie mamy
żadnego rozstrzygnięcia - brakuje puenty.
Czy na pewno? Na ostatniej stronie czytamy: "Nie
pozostaje mi już nic innego do roboty, z wyjątkiem zamknięcia tych notatek, zgaszenia światła, przeciągnię­
cia się- i oddania snom ... ".46 Leiris zwodzi po raz kolejny: kwestionuje te 650 stron, nadając im charakter
snu, halucynacji, marzenia. Żartu.

,,Wróciłem

*

w 1933, zabiwszy mit

podróży

jako

ucieczki."
(W~ek męski41)

,,W Afryce (... )
dzenie".

znalazłem

wiele, ale nie oswobo-

(przedmowa do LAfrique Fantóme4B)

Powieść Georges'a Pereca Życie. Instrukcja obsługi.
z kilkudziesięciu luźno ze sobą powiązanych

składa się

opowieści. Jedną z nich jest historia Marcela Appenzzella - antropologa-idealisty, który postanawia wtopić
się całkowicie w życie badanego plemienia. Fikcja ta
zostaje subtelnie wplątana w łańcuch rzeczywistych
odniesień (pojawiają się m.in. postacie Marcela Maussa i Malinowskiego, z którym Appenzzell prowadzi korespondencję), zaświadczających o wszechstronnym
oczytaniu i wyrafinowanym poczuciu humoru autora.
Opowieść o ("prawdziwej") inicjacji w etnografię
i w obcą kulturę kończy się groteskowo: etnograf nie
jest w stanie zbliżyć się do wybranego plemienia "dzikusów doskonałych" - każda próba kończy się ich
ucieczką. Załamany Appenzzell ostatecznie znika, nakreślając przedtem, w liście, który wysyła do matki,
obraz swej klęski:
"Przy całej goryczy zawodu, którego spodziewać się
musi każdy, kto duszą i ciałem poświęcił się profesji etnografa, zapragnąwszy zgłębić rzeczywisty obraz natury
Człowieka (czyli, innymi słowy, poznać minimum
uspołecznienia, które - nie bacząc na wszelkie różnice
rozmaitych kultur - określa ludzkie bytowanie) - przy
całej świadomości, iż da się wydobyć z mroków jedynie
względne prawdy (nadzieja bowiem na zgłębienie
prawdy ostatecznej jest iluzją) - najgorsze z przeciwieństw, z jakimi przyszło mi się zmierzyć, było całkiem
odmiennego rodzaju: marzyłem, aby dotrzeć do samego jądra pierwotności; czyż nie wypełniało mnie bez
reszty uczucie szczęścia, kiedy dane mi było przebywać
wśród ujmujących Tubylców, których nikt przede mną
nie napotkał i których, być może, nikt już więcej nie
zobaczy? Gdy wreszcie - u kresu emocjonującej wę­
drówki - udało mi się ich odnaleźć, pragnąłem jedynie
stać się jednym z nich, dzielić z nimi życie, troski i obrzędy! Niestety- oni mnie nie chcieli; nie byli gotowi
wtajemniczyć mnie we własne zwyczaje, objaśnić swe
wierzenia! Nie potrzebowali podarunków, które kła­
dłem przed nimi, nie potrzebowali pomocy, jakiej,
w moim mniemaniu, mogłem im udzielić! To właśnie
z mojej przyczyny opuszczali wioski - po to tylko, aby
mnie zniechęcić, przekonać, iż nadaremnie ich ścigam;
zaszywali się w coraz to bardziej wrogie okolice, naraża­
jąc się na coraz potworniejsze warunki życia w tym jedynie celu, bym w końcu zrozumiał, że wolą wulkany,
bagna, trujące opary, słonie i śmiercionośne pająki aniżeli ludzi! Myślę, że nieobce są mi cierpienia ciała. Po
stokroć jednak gorzej jest czuć, jak umiera dusza ... ".49
Książka Pereca pełna jest intertekstualnych odwołań: przywołany fragment (nieznacznie przetworzony)
autor Życia ... bierze z tekstu Michela Leirisa A travers
Tristes Tropiques,5° pierwotnie pochodzi jednak ze
Smutku tropików. Leiris zaledwie go cytuje. Niezwykły
splot: Perec, Leiris, Levi-Strauss. Każdy z nich, wykorzystując te same słowa, opowiada historię o klęsce etnografii, o rozczarowaniu. O końcu pewnej osobistej
iluzji związanej z wyprawą w tropiki.
"Żegnaj Afryko. Zimno. Smutek. Niechęć do Morza Śródziemnego"5 1 - czytamy na jednej z ostatnich

�IO
11
IZ

u
14

15
16
17

18
19

zo
21
22

23

24
25

26
27
28
29
30
31

Przypisy

ukazało się w Paryżu w 1910. Książka
Roussela sprawia podobne problemy jak LAfrique Fant6me: nie
wiadomo, jak ją sklasyfikować.
Leiris M., Ubrage, Gallirnard 1992 s. 27. Przedstawienie to grane było w latach 1911-1912, najpierw w Theatre Femina, a następnie w Theatre Antoine.
Leiris M. Wiek męski, Warszawa 1972 s. 130, tł. T J. Błońscy
Leiris M., op. cit., s. 44
Leiris M., op. cit., s. 10
Leiris M., op. cit., s. 169-170
Leiris M., op. cit., s. 11
Leiris M., LAfrique Fant6me, s. 260
Leiris M., op. cit., s. 445
Leiris M., Wiek męski, s. 129
Leiris M., rAfrique Fant6me, s. 129
Leiris M., Ubrage, s. 35-41 (Le • caput mortuum • ou La femme de
l'alchemiste} . W. B. Seabrook, amerykański podróżnik i pisarz, był
bohaterem kilku tekstów Leirisa. W 1929 roku w "Documents"
pojawia się artykuł autora LAfrique Fant6me o riie magique: powieści-reportażu Seabrooka, opisującego kult wudu na Haiti.
Leiris M., Ubrage, s. 33-34
Clifford J., Kłopoty z kulturą, Warszawa 2000, s. 188
Leiris M., Wiek męski s. 131
Leiris M., op. cit., s. 168
Leiris M., LAfrique Fant6me, s. 307-309. Clifford podaje (Klapoty z kulturą, s. 186}, że autorem Notes ... był W. H. R. Rivers.
Leiris M., LAfrique Fant6me, s. 621
Leiris M., op. cit., s. 157
Leiris M., op. cit., s. 174
Leiris M., op. cit., s. 213
Leiris M., op. cit., s. 202
Leiris M., op. cit., s. 281
Leiris M., rAfrique Fant6me, s. 365
Leiris M., o p. cit., s. 61 S
Leiris M., op. cit., s. 433
Leiris M., op. cit., s. 260
Leiris M., Brisees s. 141-164
Leiris M., LAfrique Fant6me, s. 444
Leiris M., op. cit., s. 157
Leiris M., op. cit., s. 622
Leiris M., op. cit., s. 259
Leiris M., op. cit., s. 389
Leiris M., LAfrique Fant6me, s. 263
Leiris M., op. cit., s. 265
Leiris M., op. cit., s. 350
Gdy na gruncie antropologii amerykańskiej pojawi się nowe podejście do etnografii- jako do aktywności pisarskiej.
Leiris M., op. cit., s. 302
Leiris M., Wiek męski, s. 12
Leiris M., LAfrique Fant6me, s. 279
Leiris M., op. cit., s. 648
Leiris M., Wiek męski, s. 169
Leiris M., LAfrique Fant6me, (Preambule) s. 7
Georges Perec, Życie. Instrukcja obsługi., Warszawa 200 l s. 146147.
Leiris M., Brisees, s. 223-235
Leiris M., LAfrique Fant6me, s. 645
Bronisław Malinowski, Dziennik w ścisłym tego słowa znaczeniu,
Kraków 2001 s. 656-657

Impressions d'Afrique

stron dziennika rAfrique Fant6me. Rozczarowaniu
"byciem tam" towarzyszy równie silna niechęć do wła­
snej kultury.
Powroty. Na niedługo przed opuszczeniem Trobriandów, Malinowskiego prześladuje myśl o śmierci
(pod datą 18.07.1918, na ostatniej już stronie Zeszytu
trobriandzkiego, czytamy: "Znowuż myśli straszne:
śmierć (... ) Własna śmierć staje mi się czymś nieskoń­
czenie realniejszym. Silne poczucie: spotkać się z Matką, złączyć się z Matką w nicości. (... ) Chwilami czuję,
że to jest tylko śmierć "czegoś" we mnie ... "52).
Zadziwiająca zbieżność: Appenzzell nie wraca już
nigdy do Europy; znika na zawsze. Również w nim
umarło "to coś" wewnątrz.
Końcowe strony Smutku tropików zawierają pomysł
na dramat o roboczym tytule Apoteoza Augusta. Również Leiris u końca swej podroży zwraca się ku sztuce
- planuje napisanie powieści (kolejne podobieństwo
Afrique i Smutku), której bohater będzie nosił nazwisko znane z Conradowskiego Zwycięstwa: Heyst.
Powrót z tropików to symboliczny moment przejścia - przekraczania granic, bycia poza kulturami. Moment, w którym najlepiej widać niezwykły splot "etnografii" ze "sztuką" i z "życiem". Związek ten w Smutku
tropików i w dzienniku Malinowskiego zaledwie dyskretnie zarysowany, ujawnia się w pełni w rAfrique
Fantorne - tym dziele-monstrum, dziele-żarcie, które
jest przedziwnym splotem nudy i olśnienia.

"Dzisiaj zapomnialem (zapominam - uwaga aut.) że jestem
w Afryce" (wszystkie cytaty z LAfrique Fant6me w tłumaczeniu
autora}; Leiris M., LAfrique Fant6me, Gallirnard 1934, 2001,
s. 230.

32

Szefem misji był Marcel Griaule. Wyprawa została zorganizowana przez Instytut Etnologii i Muzeum Historii Naturalnej oraz
dotowana przez rząd francuski. Jednym z jej celów było uzupeł­
nienie zbiorów Musee du Trocadero. Wyprawa przebyła wszerz
całą Afrykę: od Senegalu do Somalii.
Wielki słownik francusko-polski (Wiedza Powszechna, 2003)
wskazuje na całą grupę znaczeń związanych z czasownikiem briser: "stłuc, potłuc, pokruszyć, rozbić, połamać; zniszczyć, zburzyć, skruszyć". Briser odnosi się również do rozpryskujących się
fal ("rozpryskiwać się, rozbijać się"); oznacza również "pękanie,
załamywanie się promieni światła". Pokrewne wyrazy to brise(e)
("przerwany, złamany"), brisement, czyli "rozpryskiwanie się fal
(o brzeg)", ale również "burzenie, kruszenie, tłuczenie"; briseur
d'images to "ikonoklasta, obrazoburca"; suiwe !es brisees de quelqu'en, czyli "podążać czyimś śladem". Natomiast samo brisees
występuje jako "ślady zwierzyny". Wydaje się, że Leiris wykorzystuje wieloznaczność tej grupy słów: tytuł wskazywać ma na
fragmenta ryczność, wieloznaczność, trudność zdefiniowania

36

51

dzieła.

52

33

34
35

37
38

39

40
41

42

43

44
45
46
47
48
49

50

Leiris M., Brisees, Gallirnard 1966, 1992
Raymond Roussel (1877-1933)- francuski pisarz, autor Impressions d'Afrique i Nouvelles impressions d'Afrique, uznany za jednego z prekursorów surrealizmu. Jego oryginalna twórczość została w pełni doceniona dopiero po latach. Leiris pisał o nim
kilkakrotnie - teksty te ukazały się w zbiorze Roussel l'ingenu
(1987).

112

�Tomasz Szerszeń • BRISEES CZYLI ŚLADY AFRYKI

MichelLeiris (1901-90)

Michel Leiris
Zebrage

Etnograf, pisarz, poeta, eseista francuski. Uczestnik
ruchu surrealistycznego (od 1924 do 1929 roku). W latach 1931-33 brał udział w etnograficznej misji badawczej Dakar - Dżibuti. Wyprawa do Afryki rozpoczęła
jego przygodę z etnografią- do roku 1971 pracował jako etnolog w Musee de l'Homme w Paryżu.
Jego działalność pisarska była bardzo urozmaicona.
Niemal przez całe życie prowadził dziennik (1922-89),
którego szczególną częścią jest tAfrique Fantorne
(1934); pisał powieści (Aurora) i poezję (surrealistyczne, wydane w 1925 roku, Simulacre; inne tomiki poetyckie, które wydał, to m.in. Haut ma!, Mots sans
memoire). Jako jeden z pierwszych etnologów zwrócił
uwagę na powiązania etnografii i kolonializmu (esej
Etnographe devant la colonialisme z 1950 roku). Ważną
częścią jego twórczości była refleksja o sztuce: badał
art negre, napisał książkę o sztuce afrykańskiej (Afrique
noire; wraz z Jacqueline Delange), o Picassie (zbiór zatytułowany

MICHEL LEIRIS
L'Afrique fantorne

fel galiimord

Un genie sans

był również

piedestał

et autres textes sur

autorem wstępu do katalogu z wystawy Picassa), o Francisie Baconie (Bacon. Face et
profil), Giacomettim, Arpie, Duchampie. Leiris zasły­
nął monumentalnym cyklem autobiograficznym, pisanym niezależnie od dziennika. W 1939 roku powstaje
Wiek męski, zaś między 1948 a 1976 wychodzą kolejne
części La regle du jeu (Biffures, 1948; Fourbis, 1955; Fibrilles, 1966; Frele bruit, 1976). Cykl dopełniają: Le ruban au cou d'Olympia (1981), Langage Tangage (1985)
i A cor et acri (1988). Systematyczne badanie i opisywanie samego siebie, to element szerszego zamysłu projektu antropologii życia codziennego. Ideę tę propagowali w latach 30. ci badacze społeczni, którzy wywodzili się z kręgu skupionego wokół surrealistycznego pisma "Documents" i w College de Sociologie:
oprócz Leirisa m.in. Georges Bataille i Roger Caillois.
Michel Leiris to jeden z najlepszych świadków tego, co w humanistyce i sztuce nazwać możemy "francuskim wiekiem dwudziestym". Do jego przyjaciół
i znajomych należeli m.in.: Georges Bataille, Roger
Caillois, Claude Levi-Strauss, Marcel Griaule, Alfred
Metraux, Antonin Artaud, Luis Aragon, Paul Eluard,
Aime Cesaire, Andre Masson, Pablo Picasso, Francis
Bacon, Max Jacob, Alberto Giacometti, Pierre Reverdy, Jean-Paul Sartre, Raymond Queneau, Pascal
Quinard.
Był propagatorem twórczości Raymonda Roussela.
Dotychczas na język polski przetłumaczone zostały
Wiek męski (tłum. Teresa i Jan Błońscy, Warszawa
1972) i Lustro tauromachii (Maryna Ochab, Gdańsk
1999).

Picasso;

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8616" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8594">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a5cdc30e62b848b80a739e75f4f8ee37.pdf</src>
        <authentication>b9f501ed66d725c4a46ae4a1b2cff7a5</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102896">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3365</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102898">
                <text>1983</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102900">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3153</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102902">
                <text>Contents / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1983 t.37 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102904">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1983 t.37 z.3-4, s.134</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102906">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102908">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102910">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102913">
                <text>POLSKA

AKADEMIA

NAUK

•

INSTYTUT

SZTUKI

•

ROK

XXXVIII

•

1 983

•

Nr

3-4

polska sztuka ludowa

W R O
ZAKŁAD

C

Ł A W
NARODOWY

-

W A R S Z A W A
IMIENIA
OSSOLIŃSKICH.

K R A K Ó W
WYDAWNICTWO
POLSKIEJ

G D A
AKADEMII

Ń

S K
NAUK

�CONTENTS
Stanisław Węglarz

Fathers from

Stanisław Węglarz

Hermits-folk saints

151

Zbigniew Benedyktowicz

Symbolic and c u l t u r a l aspects of the Eas­
tern monasticism (Sacrum and profanurn
i n monastic and traditional cultures)
.

163

The day of the Head's n a t i v i t y . A c o n t r i ­
bution to the studies on St. John's
Feasts

175

On some texts
sub-culture

185

Krzysztof K u b i a k

Hanna Szewczyk

the

desert

from

135

the

Maria Woźniakowa

Folk artists
diaries

Irena B u k o w s k a - F I o r e ń s k a

Eugeniusz B ą k — a painter
tor from Szopienice

Ewa K r a s i ń s k a

in the light

school-youth
of their o w n
199
and

sculp­
215

M a r i a W n ę k . N o w y Sącz. S k r y t k a pocz­
towa 148

227

S t a n i s ł a w Cierniak

M y c u r r i c u l u m vitae

241

Danuta Szutkowska

The beginning and the end of Cierniak's
world

242

S t a n i s ł a w Cierniak

Fragments

249

Andrzej L e w a n d o w s k i

K i t c h e n rugs

SUMMARY

РЕЗЮМЕ

OF ARTICLES

of the

diary

251
259

261

R E D A G U J E Z E S P Ó Ł : Aleksander Jackowski (red. nacz.), Jadwiga Jarnuszkiewiczowa, Anna K u n c z y ń s k a - I r a c k a , Jan
Krzysztof
Makulski, Jerzy
Łoziński,
Roman Reinfuss (z-ca red. nacz.).
Sekretarz r e d a k c j i — Ewa K o r u l s k a . Redaktor techniczny — Halina Ż e l e c h o w s k a .
T ł u m a c z e n i a — Piotr Paszkiewicz, Magdalena I w i ń s k a (ang.) i Natalia S t a s i ń s k a
(ros.). Serwis fotograficzny — Jan Swiderski.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8613" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8592">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1f0742b387e992d03fc72e5a19186e93.pdf</src>
        <authentication>592160dfc49094f2a4aa3d2b625237dc</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102870">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3363</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102871">
                <text>1983</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102873">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3152</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102875">
                <text>Summary of articles / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1983 t.37 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102877">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1983 t.37 z.1-2, s.127-130</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102879">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102881">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102883">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102889">
                <text>S

U

M

M

A

R

I

E

S

•

S U M M A R Y OF

C z e s ł a w
R o b o t y c k i ,
S t a n i s ł a w
W ę g l a r z
—
T H E PEASANT IS P O W E R A N D THAT'S I T (ON MYTHIZA-.
T I O N OF F O L K C U L T U R E I N SCIENCE)
The m y t h i z a t i o n o f o u r knowledge o f folk c u l t u r e consists
i n i n t r o d u c i n g t h e i n d i v i d u a l vision o f t h e scholar's w o r l d i u t o
the thesis o f subject researches. Therefore, s c i e n t i f i c a n a t n r o
is s u b o r d i n a t e d t o t h e s c h o l a r ' s o p i n i o n . T h e m y t h o f f o l k o u l s r i s y
c o n s o l i d a t e d i t s e l f i n sciences i n t h e shape o f c o n s t a n t " f i g u e s t
o f reasoning". H a v i n g t a k e n b o t h scholarly a n d peotic texst
as e x a m p l e s t h e a u t h o r s h o w s h o w t h e f i g u r e s i n q u e s t i o n f o r m
the coherent vision o f folk culture t h o characteristic feautre
o f w h i c h is t h o ehango o f values i n t o facts. T h o semantic range
of the terms: " f o l k c u l t u r e " a n d " f o l k " has been intentionally
b r o a d e r d w i t h a d d i t i o n a l d o m a i n s s u c h as a e s t h e t i c v a l u e , n a t i o n cultural harmony, etc.

M a r i a
THEIR

W o ź n i a k
—
FOLK
O W N MILLIEU AND T H E

ARTISTS
BETWEEN
"CEPELIA"

Contemporary aHistic production constitutes a complicated
and many-sided problem; tho production for t h e benefit of the
" C e p e l i a " b e i n g g r a d u a l l y o f less s i g n i f i c a n c e i n t h e c o u n t r y
m i l i e u f o i m s one o f i t s aspects. E m i n e n t a r t i s t s are r e t i t i n g a n d
a largo p a r t o f t h e present collaborators consider t h i s produc­
t i o n as b u t a s o u r c e o f a d d i t i o n a l i n c o m e , w h i c h , i n case o f b e t t o r
possibilities, they are w i l l i n g t o give u p .
The motivations to carry o u t t h e production o f the k i n d
' C e p e l i a " arc t o o weak. T h e expectations are n o t fully compre­
hensive t o t h e artists a n d t h e w o r k itself gives t h e m n o satis­
faction.
W o have already stated t h a t t h e " t r a d i t i o n a l " trend o f
artistic p r o d u c t i o n is exclusively connected w i t h t o w n receivers
and w i l l n o t be continued w i t h o u t their influence. T h e trend
i n quostion w i l l bo accepted b y the country millieu a n dt h e
a r t i s t s themselves i n as m u c h as i t p r o v i d e s n o t o n l y f i n a n c i a l
p r o f i t s , w h i c h c a n b e a c h i e v e d i n o t h e r w a y s , b u t also m o t i v a ­
tions o f ambitious a n d creative character. T h e latter exert
a n i n f l u e n c e o n t h e a r t i s t ' s f r a m e o f m i n d , h i s c o n v i c t i o n as t o
the justification o f t h e work, a n d f i n a l l y the acceptance o f t h e
millieu.
T h e r e f o r e , a p r o p e r i n i t i a t i v e a c t i v i t y i s , i n t h i s case, o f
crucial importance.
T h e p r o b l e m seems d i f f i c u l t i n v i e w o f t h e c o m m o n p r a c t i c e
of t h e " C e p e l i a " cooperatives; one m a y reach t h e conclusion,
h o w e v e r , t h a t a m o r e olastic use o f t h e F o u n d f o r t h o D e v e l o p ­
m e n t o f F o l k C r e a t i v i t y c a n emphasize more t h e p a r t i c i p a t i o n
o f c o u n t r y a r t i s t s i n t h e creation o f n e w designs, w o u l d help
t h e m t o fjind t h e i r o w n place i n the f o l k creation o f tho "Copolia".

A l e k s a n d r a
J a c k o w s k a
OF T H E Z A L I P I E
W O M E N

—

OPINION

ON

ART

F o r a l m o s t o n e h u n d r e d years w a l l s o f t h o houses i n Powiśle
Dąbrowskie (situated i n t h e b i f u r c a t i o n o f the S a n a n d Dunajec
rivers) have been decorated w i t h p a i n t e d flowers. I t was only
d u r i n g t h e Second W o r l d W a r that this custom began doclining.
I n 1948 t h e c e m p e t i t i o n f o r p a i n t e d houses i n t h e v i l l a g e Z a l i p i e
w a s organised b y t h e Ethnographical M u s e u m a n d t h e State
Institute o f A r t . Since then o n the annuary number o f competitors
has b e e n c o n s t a n t l y u n c r e a s i n g a n d t h e v i l l a g o became k n o w n
and famous all over t h e country.
T h e a r t i c l e bases o n t h e s t a t e m e n t s o f t h e w o m a n - p a i n t e r s
f r o m Z a l i p i e , g a t h e r e d i n 1980 a n d 1 9 8 1 . I t i s a r e c o n d u c t i o n o f
the artists opinions o f their p a i n t i n g a n d i t s place i n t r a d i t i o n
and contemporary culture.
The painters m a r k o f f t h e o l d pictures t h e y used t o have
c o m e across i n t h e i r c h i l d h o o d . T l e y r e g a r d t h e m t o b e worse,
simpl'fied, o f primitive execution ( i twascommonly then to apply
stamps a n dp a t t e r n s o r t o p a i n t w i t h f iagers), o f poor c o m p o s i t i o n
and colouring. Nowadays they p a i n t bright, developed flower

Р

Е

З

Ю

М

Е

ARTICLES

compositions b y means o f brushes a n d dies o f t h e best q u a l i t y
A s opposed t o t h e o l d w o r k s t h e newest ones are t h r o u g h t o f
being " a r t i s t i c " pictures belonging t o "folk a r t " .
One is t o b e talented i n order t o p a i n t well. I t w a s i n c h i l d h o o d
that the majority o f w o m a n artists was taught to p a i n t b y their
mothers. They gradually acquired w h a t they called their o w n
stylo. W h e n t a l k i n g about their works they emphasize a n imagi­
n a t i v e c h a r a c t e r o f p i c t u r e s as w e l l as t h e pleasure t h e y f i n d
i n p a i n t n g . Furthermore, i t is f i d e l i t y t o reality a n d t h e a m o u n t
of work devoted to p a i n t i n g they appreciate most. W h i l e evalu­
a t i n g objocts aesthetically t h e y group t h e m i n t h e following
s e q u o n c e : r e l i g i o u s ones, o b j e c t s f r o m Z a l i p i e o r s i m i l a r i n cha­
r a c t e r fashionable ones. I n t h e i r e v e r y d a y l i f e t h e p a i n t e r s
r e v e l a t e d s i m i l a r p r o d ' l a c t i o n s t o o t h e r v i l l a g e r s as f a r as i n t e r i o r
f u r n i s h i n g a n d c l o t h s c o l o u r i n g a r e concerned. T h e y l i k e houses
decorated w i t h s m a l l pieces o f b r o k e n m i r r o r s , t h e so-called
fashionable simple f u r n i t u r e f r o m towns a n d gaudy
dresses.
T h e preferences t h e y declare agree w i t h t h e m o d e l s o f b e a u t y
generally aaceptod o n t v w h i c h a t t h e same t i m e often differ
f r o m t h e real ones.
The artists' statements reveal t h e simultaneous influence
o f t h e t w o o p p o s i t e t e n d e n c i e s , i . e. t h e l o c a l t r a d i t i o n o f Z a l i p i e
a n d c o n t e m p o r a r y t o w n foshion. T h i s c u l t u r a l i m p a c t is most
distantict i n the evaluation o f their works. The painters m a r k
o f f the o l d patterns stressing a t t h e same t i m e t h a t t h e y learned
art from their mothers a n d grandmothers; a l l t h e more, they
continued p a i n t i n g despite t h e negative a t t i t u d e o f t h e village
milieu. W h e n painting, however, they follow t h e evaluations of
c o m p e t i t i o n j u r i e s , i . e. t o w n p r e d i l e c t i o n s , a n d c u l t i v a t e t h e i r
a r t f o r t o w n receivers. F i n a l l y , t h e i r pictures came b a c k t o
Zalipie t h r o u g h competions a n d t o w n acceptance. Nowadays
tho villagers stopped g i b i n g a t t h e woman-painters a n di t has
b e e n a c c e p t e d e v e n t o present a n e i g h b o u r w h o does n o t p a i n t
w i t h a self-decorated plate c r r u g . T h e painters jegard t h e i r
p i c t u r e s as " a r t " i d e n t i f y i n g t h i s c o n c e p t w i t h t h e a c c e p t a n c e
o f t o w n receivers. T h e i r p a i n t i n g , however, constitutes a chang­
eable t h o u g h always t h e same a r t o f Z a l i p i e .

A l e k s a n d e r
J a c k o w s k i
—
PAINTINGS
ZALIA BARAŃSKA-DZIĘCIOŁOWSKA

B Y

RO­

I n peasant culture t h e difference between decorative a n d
l o l i g i o u s p a i n t i n g is s t r o n g l y m a r k e d . W a l l p a i n t i n g s — " l a n d s ­
c a p e s " o r r u g s mee t , f i r s t o f a l l , a e s t h e t i c n e e d s . R e l i g i o u s p i c t u r e s
are e v a l u a t e d i n c o m p a r i s o n w i t h t h e accepted p a t t e r n s o f
p r e s e n t i n g t h e H o l y V i r g i n , C h r i s t , a n d t h e Saints. N o dissacordance w i t h t h e set canon is p e r m i t t e d . Therefore t h e w o i k s b y
R o z a l i a Barańska-Dzięciołowska a r e n o t approved of, either,
though her creativity evidently originates i n t h e traditional
d o c o i a t i v e p a i n t i n g , s t i l l c u l t i v a t e d i n h e r n a t i v e Z a l i p i e (cf.
t h e a r t i c l e b y A . J a c k o w s k a ) . A s l o n g as B a r a ń s k a o r n a m e n t e d
walls a n d a d o r n e d religious p a i t i n g s she w a s a f a m o u s a n d h i g h l y
estimated artist. The sitaution changed w h e n i n t h e interwar
p e r i o d , f o l l o w i n g trie suggestions o f t h e c u r a t o r o f t h e C i a c o w
E t h n o g r a p h i s M u s e u m , she began w o r k i n g o n old-fashioned
flowers a n d o t h e r c o m p o s i t i o n s . She w a s t h e n c i e a t i n g n o t j u s t
for herself n o r for t h e village, b u t f o r strangers: museum a n d
t o w n people.
A f t e r a m a n y - y e a r b r e a k she t o o k i n t o p a i n t i n g again,
t h i s t i m e also f o l l o w i n g t h e t o w n i n s p i r a t i o n ( t h e e x h i b i t i o n
" O t h e r s " i n 1965, c o n t a c t s w i t h L u d w i g Z i m m e r e r ) . H e r w o r k s
evolved i n accordance w i t h t h e change o f her linkings, artistic
a m b i t i o n , a n d t h e m i l i e u . S h e c o n s i d e r e d h e r f i i s t o n e s as i m p e i f e c t a n d u n s k i l l e d . She began searching for a n e w f o r m u l a w h i c h
w o u l d enable her a proper expression a n d would f i n d approval
of h e r customers. A f t o r t h e f i r s t w o r k e r s i n i t a t i o n g t h e o l d ones,
she s t a r t e d c r e a t i n g m o r e o r i g i n a l a n d i n t e r e s t i n g p a i n t i n g s .
P l a n t a n d f l o w e r borders refer t o t h o d e c o r a t i v e p a i n t i n g o f
Zalipie. T h e representation o f t h e saints, i n t u r n , reflects her
i m a g i n a t i o n , m e d i t a t i o n , a n d studies. A t t i m e s , she unconsciously
i m i t a t e s o l d folk p a i n t i n g s , t o b e f i n a l l y capable after a few

127

�years o f c r e a t i n g
w o m a n w h o does
t h i n g s w h i c h lias
hood and y o u t h " ,

h e r o w n s t y l e . ,,She is a w a r e o f b e i n g t h e l a s t
n o r i m i t a t e t h o f o l k s t y l i s t i c s , b u t w h o creates
e x p e r i e n c e d o r sho r e m e m b e r s f r o m h e i c h i l d ­
(quotation from the article).

H a n n a
S z e w c z y k
—
THE
KURPIE
WEDDING
(1940—65). O N D E S E O M I O T H Y Z A T I O N
OF
TRADITIONAL
RITUAL
STRUCTURES
T h e w e d d i n g d e s c r i p t i o n is based o n t h o research c a r r i e d
o u t in situ i n 1 9 8 1 . A l s o t h e w o r k s b y O s k a r K o l b e r g a n d m a n u s ­
c r i p t o f f a t h e r W ł a d y s ł a w S k i e r k o w s k i w e r e a p p l i e d as c o m p a r a ­
t i v e m a t e r i a l s . T h e d e s c r i p t i o n is g r o u n d o d o n t h e d i v i s i o n o f
the oeiemony i n t o r i t u a l a n d folk parts connectod w i t h the
repertoir o f texts for speoial occasions. T h e repertoire, i n t u r n ,
is c o m p o s e d o f o b l i g a t o r y a n d o p t i o n a l w o r k s . T h e songs e x e c u t e d
i n 1 9 8 1 a r o , as a r u l e , s i m i l a r t o t h o s e w r i t t e n d o w n b y K o l b e r g .
H o w e v e r , t h e i r role i n t h e r i t u a l is c h a n g i n g due t o t h e m o d i f i ­
cation of the f u n c t i o n o f particular parts of tho ceremony (they
cease t o b e o b l i g a t o r y ) . T h e d e s c r i p t i o n f o l l o w s t h o c o u r s e o f
t h e w e d d i n g s t a r t i n g w i t h the m a t c h m a k i n g w h i c h precedes t h e
ceremony b y a m o n t h . H a v i n g applied the comparative analysis
o f t h e c o n t e m p o r a r y r i t u a l one is a b l e t o d i s t i n g u i s h t h e f o l l o w i n g
components:
1, e l e m e n t s w h i c h d o n o t u n d e r g o e s s e n t i a l a l t e r a t i o n s (reper­
t o i r o f special t e x t s a n d the d i v i s i o n o f space),
2, p e r m a n e n t e l e m e n t s o f t h e s a m e m e a n i n g , t h e f o r m a n d
r o l e o f w h i c h i n t h e r i t u a l i s c h a n g i n g ( w e d d i n g r o d —&gt;b r i d g e ' s u n p l a i t e d t r e s s —&gt;• g r o o m ' s a n d b r i d e s m e n ' s c h a p e l e t —»- w e d d i n g b o u q u e t ) ,
3, a r c h a i c e l e m e n t s w h i c h h a v e l o s t t h e i r r i t u a l m e a n i n g a n d
function (,,buying" the bride, m o v i n g the bride),
4, v a n i s h i n g e l e m e n t s , t h e d i s a p p e a r a n c e o f w h i c h r e s u l t s i n
deseomiothyzation and further on i n rejection of whole
p a r t s o f t h o r i t u a l (Master o f t h e W e d d i n g C e r e m o n y — re
jeotion),
A c c o r d i n g t o t h e authoress, the essential w a y of desemiothyz a t i o n o f t r a d i t i o n a l r i t u a l s t r u c t u r e s is b u t t h e m e c h a n i s m
based o n m e t o n i m y , w h i c h was described o n the example o f the
function o f " m a r h m a k e r " (Master o f the W e d d i n g
Ceremony)
and the bonnet-dressing.

H a n n a
S z e w c z y k
—
(KURPIE REGION
1975—88)

WEDDING

ONCE

AGAIN

T h e a r t i c l e describes a c o n t e m p o r a r y w e d d i n g i n t h e M y ­
szyniec p a r i s h . F o r the purpose tho authoress u t i l i z e d the i n t e r ­
v i e w s she c a r r i e d o u t i n t h e y e a r s 1 9 8 2 — 8 3 .
The article completes the results o f the research prosentod
i n the preceding t e x t . The interest o f Szewczykówna, however,
has been s h i f t e d t o t h e analysis o f codes. T h e f o l l o w i n g codes
are rekorjed to be the m o s t i m p o r t a n t ones: 1 — v e r b a l , 2 —
musical, 3 — gesticulatory, 4 — iconic, 5 — o f behaviour and
a c t i v i t y . I n general, one m a y speak o f p r i m a r y a n d secondary
codes i n accordance t o t h e code t y p e chosen b y t h e w e d d i n g
guests for a g i v e n phase o f t h e ceremony. T h e m o s t r i t u a l i z e d
m o m e n t s Correspond t o the s i t u a t i o n w h e n t h e p r i m a r y f u n c t i o n
o f elements o f one code is t h a t o f i d e n t i f i c a t i o n , whereas o f t h e
o t h e r c o n c r e t i z a t i o n (e. g . d u r i n g t h e a c t o f b l e s s i n g t h e w e d d i n g
m a r c h executed b y a f o l k b a n d has i d e n t i f i c a t i o n f u n c t i t n , t h e
request f o r m u l a f o i blessing, i n t u r n , c o n c r e t i z i n g one).
I t s h o u l d b e a d d e d t h a t b o t h codes are t h e n e q u a l a n d o f t h e
same significance. T h e a b o v e f o r m u l a t i o n enables one to discern
alterations of the f o r m and f u n c t i o n o f the elements o f particular
c o d e s , a s w e l l as t h e m e c h a n i s m s o f f o r m i n g n e w o n e s . I t a l s o
renders possible t o d e f i n e w h a t f u n c t i o n s o f t h e o l d codes o f
r i t u a l b e h a v i o u r h a v e been replaced b y t h e n e w modes.

A n a s t a z j a

A l e k s a

—

LITHUANIAN

WEDDING

W e d d i n g rituals i n L i t h u a n i a n villages situated on tho terri­
t o r y o f P o l a n d are u n d e r g o i n g t w o - w a y a l t e r a t i o n s . O n one
h a n d , t h e f i r s t t e n d e n c y is a n a l o g i c a l t o t h e processes o c c u r i n g
i n t h o P o l i s h c o u n t r y s i d e , i . o. s i m p l i f i c a t i o n o f f o r m , r e d u c t i j n
a n d decay o f w h o l e p a r t s o f t h e w e d d i n g , s h o r t e n i g o f t h e cere­
m o n y , etc. T h i s results f r o m t h e disappearance
f disticnt Lithua­
n i a n c u s t o m s . O n t h e o t h e r h a n d , one can observe conscious
rc-emergonoe o f t r a d i t i o n a l forms, a n d r e t u r n t o t h e old customs.
T h e authoress analyses t h e a l t e r a t i o n i n p a r t i c u l a r phases
o f t h e w e d d i n g f r o m t h e e n d of t h e 1 9 t h c e n t u r y o n w a r d s , s t a r t i n g
w i t h the choice of a h u s b a n d a n d f i n i s h i n g o f f w i t h the "aplogios" a w e e k a f t e r t h e c e r e m o n y . She also a p p l i o d t h e i n t e r v i e w s
Carried o u t i n t h e L i t h a u n i a n l a n g u a g e .

128

M i r o s ł a w a
AESTHETIC

К u г о к —
COUNTRY
PHENOMENON

WEDDING

AS

AN

T h e p u r p o s e o f t h e a r t i c l e is to present a c o n t e m p o r a r y
country w e d d i n g analysed on the grounds of the materials
w h i c h w e r e gathered i n a soleotod M a z o v i a n village o n t h e t u r n
o f 1980.
The article concentrates o n t h e aesthetic aspect o f t h e w e d ­
d i n g . The research questions concern the norms a n d rules w h i c h
regulate a n d g o v e r n t h e aesthetic choices o f t h e c o u n t r y p o p u l a ­
tion. The analysis proved that examined c o m m u n i t y was under
t h e i n f l u e n c e o f t h e t w o " c o n t r a r y " a u t h o r i t i e s , i . e. t o w n a n d
c o u n t r y ones, r e p r e s e n t i n g t h e c o m p l o t e l y d i f f e r e n t c u l t u r a l
s t r u c t u i e s . I t is w o r t h n o t y f y i n g t h a t besides t h e g e n e r a l l y
accepted current aesthotic n o r m s ( t r a d i t i o n ) recorded a n d h a n d e d
d o w n f r o m generation to generation, there oxist the norms
influenced b y certain t o w n patterns (fashion). The aesthetical
choices are s u b d u e d t o t h e above systems o f values r e p r e s e n t i n g
o n one h a n d t i e t r a d i t i o n a l q u a l i t i e s , a n d o n t h e o t h e r t h e , , b e t t e r "
ones c o m i n g f r o m t o w n . T h e q u e s t i o n o f t h e effect o f g e n e r a l
acceptance o f s u c h " c o m p r o m i s i n g " a o s t h o t i c c i i t e r i a is a n s w e r e d
t o a c e r t a i n exoent. P a r t i c u l a r phases o f t h e w e d d i n g c e r e m o n y
l l u s t r a t e these c o n c l u s i o n s .

H a n n a
S z e w c z y k
—
OF I N T E R P R E T A T I O N

WEDDING

ROD.

I N

SEARCH

T h e p u r p o s e o f t h e a r t i c l e i s t) r e c o n s t r u c t t h e o r i g i n a l
function and symbolism o f the w e d d i n g r o d on the basis o f the
research c a r r i e d o u t i n the years 1980—82. The a b o v e analysis
does n o t c o n f i n e o n l y t o t h e w e d d i n g r o d i n i t s m o s t a r c h a i c
a n d , a t t h e same t i m e , d e c o y i n g f o r m , b u t also concerns t h e
following variations:
1. e l e m e n t s t h a t r e s u l t f r o m m o d i f i c a t i o n o f t h e f o r m a n d
f u n c t i o n o f t h e w e d d i n g r o d (e.g. b r i d e ' s u n p l a i t e d stress
and m y r t l e chaplet, bouquests of tho bridegroom a n d
bridesaid.
2. e l e m e n t s o f a s i m i l a r f o r m , w h i c h a p p e a r i n o t h e r r i t u a l s ,
3. e l e m e n t s a d o r n i n g t h e w e d d i n g r o d , w h i c h i n o t h e r
c o u n t r i e s a n d c u l t u r e s are u s e d as i n d e p e n d e n t s y m b o l s i n t h e
rituals o f transition (wedding a n d i n i t i a t i o n ceremonies); they
symbolize f e r t i l i t y a n d defloration a n d frequently lefer t o t h e
m a n t i s . T h i s e n a b l e d o n e t o i n t e r p r e t t h e w e d d i n g r o d as t h e
r e p r e s e n t a t i o n o f t h e free o f L i f e .
H a v i n g analysed circumstances o f the appearance o f the
w e d d i n g r o d , w e a r e a b l e t o r e g a r d t h e M a s t e r o f C e r e m o n y as
f e r t i l i t y deity, priest, or chief (even i n contemporary weddings
i n S o u t h E e a s t e r n P o l a n d t h e m a r s h a l l posesses s o m e a t t r i b u t e s
a n d features o f a c h i e f o f priest). The e x a m i n a t i o n o f the role
o f the wedding-hostess i n a w e d d i n g r i t u a l p e r m i t s the authoress
t o c o n c l u d e t h a t she is b u t a f i g u r e o f M o t h e r , w h o s e m a t e r n a l
features ( f e r t i t i t y ) are b e i n g h a n d e d t o t h e b r i d e i n the r i t e of
bonnet-dressing. The above observations led to the interpre­
t a t i o n f o r m u l a : " t h o d e i t y ' s pihallus i n t h e centre o f t h e w o r l d " .

B a i b a r a
O g r o d ó w s k a
OF INTERIORS

—

FEAST

DECORATIONS

I n tho old country there was cultivated the tradition of
d e c o r a t i n g houses o n t h e occasion o f m a j o r festivals. Occasional
ornaments weie thon mad3 o f straw, pape-, tiee branches, dried
loaves, feather, b i r d s ' eggs, a n d w a f e r . A p a r a t f r o m t h e i r a e s t h e t i c
m e a n i n g , t h e y also r e v e a l e d m a g i c s i g n i f i c a n c e b e i n g r i t e o b j e c t s
and simultaneously ceremonious chaiacter o f the festival t i m e .
A t Christmas i t was c o m m o n to decorate branches o f gieon f i r
w i t h n u t s a n d apples a n d h a n g t h e m o v e r t h e t a b l e . T h e r e also
used t o be a c u s t o m o f suspending f r o m t h e c o i l i i n g a sphorical
" w o r l d " made o f w h i t e a n d coloured wafers joined together
w i t h s a l i v a . S t r a w , h a y , a n d seeds w o r e o f g r e a t
decorative
significance d u r i n g those holidays. Sheaves were placed i n
chamber corners, hay was p u t under the table-cloth; a l l such
decorations revealed a p r o f o u n d symbolic m e a n i n g a n d were o f
major significance i n magic rites a i m i n g at ensuring good health,
abundanco o f m a t e r i a l goods, f e i t i l i t y , a n d good harvest.
I n t n e i n t e r w a r p e r i o d t h o r e a p p e a r e d t h e c u s t o m o f de­
c o r a t i n g C h r i s t m a s trees, w h i c h was a n i m i t a t i o n o f the t o w n
ti adition.
D u r i n g Eastor the m a i n festival a t t r i b u t e was embodied i n
d e c o r a t e d liens' oggs. T h e y w e r e p a i n t e d w i t h dyes o b t a i n e d
f r o m f r u i t s , loaves, a n d stoms o f d i f f e r e n t p l a n t s ; also t h e y
were covered w i t h cjres o f bulrush stems. The patterns, i n
t u r n , were made b y means o f b a t i k technique or scraped p u t o n
a d y e d s h e l l . S u c h o r n a m o n t e d eggs w o r e g i v e n t o c h i l d r e n ,
h a d t h e i r p a r t i n t r a d i t i o n a l g a m e s , as w e l l as i n l o v e a n d f e i t i l i t y
magic.

�I t was o n l y since t h e m i d d l e o f t h e 1 9 t h c e n t u r y , however,
that decorations o f permanent character, frequently
renewed
o n t h e oocasion o f festivals, appeared i n t h e c o u n t r y . T h i s phonom e n w a s d u e t o t h e c o n s t r u c t i o n o f houses w i t h flues, e h i c h
prevented clean, w h i t e w a s h e d walls f r o m g e t t i n g d i r t y . T h e
walls were decorated w i t h religious o i l p i i n t s t h a t were orna­
mented w i t h paper flowers, coloured paper cuttings, a m i later
on w i t h rugs a n d taposteiies.
A p a r a t f r o m paper cuttings, a n ornament characteristic for
the Polish c o u n t r y can be f o u n d i n spiders h u n g beneath t h e
ceiling; they were 3-dimensional forms (spherical, coniform,
polygonal) made o f straw stuck into a l u m p o f clay, w a x , pastiy,
o f finely joined together a n d adorned w i t h paper flowers, feather,

peas, eais, e t c . H a v i n g o r i g i n a l l y executed r i t e f u n c t i o n s , spiders
i n their later, more i omplex forms, i m i t a t e d constructions o f
mansion a n d church ohandolliors.
A t prosont, t h e m a j . l i tу o f t h o described ornaments c a n
h a r d l y be seon i n t h e c o u n t r y . O r d e r e d b y t h e " C e p e l i a " t h e y
g o n e r a l l y d e c o r a t e m u s e u m w a l l s . S o m e o f t h e m , s u c h as p a p e r
c u t t i n g s , f i n d t h o i r w a y t o t h e homos i n t o w n . Some o f t h o estival
a t t r i b u t e s h a v e b e e n p r e s e r v e d s u c h as C h r i s t m a s tree o r o r n a m o n t e d eggs), t h r o u g h t h e y are d e p r i v e d o f t h e i r m a g i c a n d
symbolic signi icance.
T h e a b o v e article is supplemented b y fragments o f folk
a r t i s t s ' diaries, sent f o r t h e 1974 c o m p e t i t i o n ealled u p b y t h e
"Cepelia" a n d the Association o f D i a r y W r i t i n g Lovers.

Р Е З Ю М Е

Ч е с л а в Р о б о т ы ц к и , С т а н и с л а в В е н г л я ж —
КРЕСТЬЯНИН ЭТО
МОЩНАЯ СИЛА И БАСТА
(О
МИФЕ НАРОДНОЙ КУЛЬТУРЫ В НАУКЕ)
М и ф и ч е с к и й характер знаний о народной
куль­
туре в н а у к е требует в к л ю ч е н и я в тезис
исследуе­
мого предмета и н д и в и д у а л ь н о г о в и д е н и я м и ф а
глазами
исследования. В такой ситуации убеждения исследо­
вателя доминируют
над н а у ч н ы м а н а л и з о м .
Миф
о н а р о д н о й к у л ь т у р е з а н я л п р о ч н о е место
в н а у к е в в и д е „ Ф и г у р м ы ш л е н и я " . О п и р а я с ь на п р и ­
меры текстов — к а к н а у ч н ы х , так и поэтических
—
а в т о р у к а з в а е т н а те „ Ф и г у р ы м ы ш л е н и я " , к о т о р ы е
создают единый образ народной культуры. Е е х а р а к ­
терной чертой является превращение ценности в ф а к ­
ты. О х в а т з н а ч е н и й т е р м и н о в „ н а р о д н а я
культура",
„народ",
намеренно расширен
такими
дополнитель­
ными понятиями, к а к этическая ценность, народ, г а р ­
м о н и я к у л ь т у р ы и т.д.
М а р и я
В о з н я к
—
НАРОДНЫЙ
ПРОМЫСЕЛ
НАРОДНОЕ
ПРОИЗВОДСТВО
В
ОЦЕНКЕ
СОБ­
СТВЕННОЙ СРЕДЫ И
„ЦЕПЕЛИИ"
Современный художесвенный промысел
является
с л о ж н о й п р о б л е м о й . О д и н из ее аспектов
— это п р о ­
изводство д л я н у ж д „ Ц е п е л и и " , которому деревенская
среда у д е л я е т все м е н ь ш е
внимания. Пользующиеся
известностью у м е л ь ц ы
в ы х о д я т н а п е н с и и л и б о по
старости, либо по инвалидности. З н а ч и т е л ь н а я часть
т е п е р е ш н и х сотрудников „ Ц е п е л и и " считает свое п р о ­
изводство л и ш ь источником д о п о л н и т е л ь н ы х заработ­
к о в , от к о т о р ы х о н и г о т о в ы о т к а з а т ь с я е с л и б ы в о з ­
н и к л и другие возможности.
Слишком
слабой оказалась мотировка в пользу
продолжения работы для „Цепелии".
Р а с ч е т ы „ Ц е п е л и и " не в п о л н е п о н я т н ы творцам,
а сотрудничество с нею их не удоволетворяет.
По
нашему мнению
„традиционная л и н и я работ
связана исключительно с городским потребителем и
н е м о ж е т б ы т ь в ы п о л н я е м а б е з его у ч а с т и я . Р а в н о
с е л ь с к о е население, к а к и сами и с п о л н и т е л и будут
заниматься
своим творчеством постольку,
поскольку
кроме финансовой пользы
( и б о это м о ж н о п о л у ч и т ь
т а к ж е и н ы м п у т е м ) , это з а н я т и е
будет удоволетворять
их
т в о р ч е с к и е п о т р е б н о с т и . О т этого з а в и с и т
самоч у с т в и е т в о р ц а , у в е р е н н о с т ь в том, ч т о его д е я т е л ь ­
ность полезна и одобряемая средой.
В

н а с т о я щ е е в р е м я это с л о ж н ы е п р о б л е м ы , к о т о ­
р ы е н е л е г к о р е ш и т ь . В с е ж е н а д о п о л а г а т ь , что р а с ­
поряжаясь более эластично Фондом Развития Н а р о д ­
ного Т в о р ч е с т в а , с л е д о в а л о б ы у д е л и т ь
больше вни­
мания сотрудничеству сельских умельцев
в создавании
новых форм
изделий
и определить
и х место
в региональном творчестве „ Ц е п е л и и " .
В повседневной ж и з н и
-— в у б р а н с т в е
жилищ,
в
колоритности одежды
—
художницы
проявляли

такой ж е вкус, к а к другие ж и т е л и деревни. И м н р а ­
вятся дома, с т е н ы к о т о р ы х у к р а ш е н ы о с к о л к а м и з е р ­
кал, мебель,
так называемая современная
непосред­
ственно из города, я р к и е п л а т ь я . В ы с к а з ы в а е м ы е ими
п р е д п о ч т е н и я с о г л а с н о тому, ч т о с ч и т а е т с я к р а с и в ы м
в п е ч а т и и т е л е в и д е н и и — ч а с т о р о з н я т с я от и х п о д ­
л и н н ы х вкусов.
Во
всех высказываниях
сквозит
одновременно
влияние противоположных
инстанций
—
традиций
З а л и п ь я и современной городской моды. Это н а и б о л е е
отчетливо
выступает
в
оценке
собственного
твор­
чества. Х у д о ж н и ц ы
отступают
от с т а р ы х
образцов,
у т в е р ж д а я , ,что о н и у ч и л и с ь р о с п и с и в д е т с т в е у м а
терей и б а б у ш е к и п р о д о л ж а л и этим заниматься в о ­
п р е к и н е п р и я з н е н н о й о ц е н к е с о б с т в е н н о й с р е д ы . В то
ж е время о н и руководятся в своей работе оценками
конкурсных комиссий (следовательно города) и в п е р ­
вую очередь рисуют для городского покупателя. Б л а ­
годаря конкурсам и одобрению
города росписи
За­
л и п ь я о к о л ь н ы м п у т е м з а н я л и п р е ж н е е место. Н ы н е
соседи перестали высмеивать художниц. В настоящее
в р е м я м о ж н о д а ж е п о д а р и т ь соседу, к о т о р ы й не р и ­
сует, с о б с т в е н н о р у ч н о р а с п и с а н н у ю т а р е л к у и л и
„макатку". С ч и т а я свои работы „произведениями
искус­
с т в а , х у д о ж н и ц ы о т о ж д е с т в л я ю т это п о н я т и е с о д о ­
брительной оценкой городского покупателя. Однако,
в то ж е в р е м я и х ж и в о п и с ь , м е н я я и н о й р а з с в о и
ф о р м ы , остается все ж е п о д л и н н ы м искусством
За­
липья.

А л е к с а н д р а Я ц к о в с к а
НОК НА ИСКУССТВО

—

ВЗГЛЯДЫ

ЗАЛИПЯ-

В районе Повисле Домбровске
(развилины рек
Сана и Дунайца) примерно у ж е
100 л е т
существует
о б ы ч а й р а с п и с ы в а т ь стены домов ц в е т о ч н ы м и у з о р а ­
м и . В г о д ы П - о й м и р о в о й в о й н ы о б ы ч а й этот з а г л о х .
В 1 9 4 8 г. Э т н о г р а ф и ч е с к и й м у з е й и Г о с у д а р с т в е н н ы й
институт искусства о р г а н и з о в а л и к о н к у р с на р а с п и с ­
н ы е дома в д е р е в н е З а л и п ь е . С тех п о р ч и с л о у ч а с т ­
ников ежегодного к о н к у р с а постоянно растет, а д е ­
ревня З а л и п ь е п р и о б р е л а известность на всю страну.
С т а т ь я опирается на в ы с к а з ы в а н и я х у д о ж н и ц
из
З а л и п ь я , с о б р а н н ы е в 1 9 8 0 — 1 9 8 1 гг. и я в л я е т с я р е ­
конструкцией и х суждений о собственной живописи,
о ее месте в т р а д и ц и и и современной
культуре.
Х у д о ж н и ц ы отступают от д а в н и х ц в е т н ы х к а р т и ­
нок, к о т о р ы е з а п о м н и л и с ь и м с д е т с т в а , с ч и т а я , ч т о
они
выполнены хуже, более упрощенным и прими­
тивным способом
(в те г о д ы п р и м е н я л и
штемпеля
и шаблоны, расписывали пальцами), критикуют
ком­
позицию,
сочетание красок. В настоящее время х у ­
д о ж н и ц ы п о л ь з у ю у т с я к и с т ь ю и к р а с к а м и самого л у ч ­
шего качества, создают яркие, цветочные
компози­
ции, о ц е н и в а я и х к а к х у д о ж е с т в е н н ы е п р о и з в е д е н и я
„ н а р о д н о г о т в о р ч е с т в а " в о т л и ч и е от д а в н и х .

129
I

�Ч т о б ы х о р о ш о рисовать надо обладать
талантом.
Большинство этих ж е н щ и н училось в детстве у своих
матерей,
постепенно
приобретая
так
называемый
собственный стиль. К а с а я с ь своих работ, они подчер­
кивают их причудливый характер и говорят о
глу­
боком удовлетворении, которое дает им
собственное
творчество. Оценивая различного рода декоративные
предметы:
картины,
настенные
коврики
(„макатки")
и т.п., о н и в ы ш е
всего
ставят верное
отображение
действительности
и вклад
работы. Самым
большим
успехом пользовались
у них
предметы:
1) р е л и г и о ­
зного характера,
2) з а л и п я н с к и е и л и в т о м ж е д у х е ,
3) м о д н ы е .
В
повседневной жизни
—
в убранстве
жилищ,
в колоритности одежды — х у д о ж н и ц ы п р о я в л я л и та­
кой ж е вкус, как другие ж и т е л и деревни. И м нравя­
тся дома, стены к о т о р ы х у к р а ш е н ы осколками
зер­
кал, мебель, так называемая современная
непосред­
ственно из города, яркие платья. В ы с к а з ы в а е м ы е ими
предпочтения согласно тому, что считается
красивым
в п е ч а т и и т е л е в и д е н и и — ч а с т о р о з н я т с я от и х п о д ­
л и н н ы х вкусов.
Во
всех
высказываниях
сквозит
одновременно
влияние
противоположных
инстанций
—
традиций
Залипья и современной городской моды. Это наиболее
отчетливо
выступает
в
оценке
собственного
твор­
чества. Х у д о ж н и ц ы
отступают
от с т а р ы х
образцов,
утверждая, что они у ч и л и с ь росписи в детстве у ма­
терей и бабушек и п р о д о л ж а л и этим заниматься во­
п р е к и неприязненной оценке собственной среды. В то
ж е время они руководятся в своей работе
оценками
конкурсных комиссий (следовательно города) и в пер­
вую очередь рисуют для городского пакупателя. Бла­
годаря конкурсам
и одобрению
города росписи За­
л и п ь я о к о л ь н ы м путем з а н я л и п р е ж н е е место. Н ы н е
соседи перестали высмеивать худежниц. В
настоящее
в р е м я м о ж н о д а ж е п о д а р и т ь соседу, к о т о р ы й не р и ­
сует, собственноручно расписанную т а р е л к у и л и
„макатку". Считая свои работы „произведениями
искус­
ства, х у д о ж н и ц ы о т о ж д е с т в л я ю т это п о н я т и е с о д о ­
брительной
оценкой городского
покупателя.
Однако,
в то ж е в р е м я и х ж и в о п и с ь , м е н я я иной р а з
свои
ф о р м ы , остается все ж е
подлинным искусством За­
липья.

А л е к с а н д р Я ц к о в с к и
— К А Р Т И Н Ы
БАРАНЬСКОЙ-ДЗЕНЦЕЛОВСКОЙ

РОЗАЛИИ

В крестьянской культуре различия между живо­
писью декоративного и религиозного характера
вы­
ступают
особенно
отчетливо.
Настенная
живопись
„пейзажи",
к о в р и к и , •— т а к
называемые
„макатки"
прежде
всего
служат
удовлетворению
эстетических
потребностей. Картины религиозного содержания оце­
ниваются путем сравнения с общепринятыми
схема­
ми Богоматери, Христа, святых. Никакое, даже ма­
л е й ш е е о т с т у п л е н и е от п р и н я т ы х к а н о н о в не д о п у с ­
кается. Ввиду этого не одобряется творчество Р о з а л и и
Бараньской-Дзенцеловской, хотя оно, вне всякого сом­
нения, связано с традиционной, декоративной ж и в о ­
писью, которой до сих пор занимаются в ее родном
Залипье (смотри статью А . Я ц к о в с к о й ) .
Бараньска
была
известной
и ценимой
в
своей
среде х у д о ж н и ц е й до тех пор, пока она декорировала
стены и святые образа. Н о п о л о ж е н и е в е щ е й
изме­
нилось, когда в межвоенный период художница,
по
уговору хранителя Государственного Этнографическо­
го м у з е я в К р а к о в е , стала рисовать
— сперва образа
у ж е не м о д н ы е , д а в н е г о типа, ц в е т ы , а п о з д н е е к а р ­
тины. Она рисовала и х у ж е не д л я себя, не д л я д е ­
ревни, но д л я
чужих
— д л я музея, для
городских
жителей.
С п у с т я м н о г о л е т Б а р а н ь с к а , на с е й р а з в д о х н о в ­
л е н н а я в ы с т а в к о й „ Д р у г и е " в 1 9 6 5 г., с н о в а в е р н у л а с ь
к р и с о в а н и ю , но ее к а р т и н ы и з м е н и л и с ь так ж е , как
и з м е н и л и с ь ее в к у с ы , е е т в о р ч е с к и е у с т р е м л е н и я , с р е ­
да. С е й ч а с о н а с ч и т а л а
свои п р е ж н и е картины
не­
современными, недоделанными. Она стала искать но­
вую формулу,
которая давала
бы
ей
возможность
п о л н е е в ы с к а з а т ь с я и в то ж е время
удовлетворять
в н у с ы клиентов. П о с л е п е р в ы х работ,
напоминавших
ее давние картины, Бараньска создает все б о л е е ори­
гинальные, все более интересные
растительно-цветоч­
ные бордюры, возвращаясь к декоративной живописи
Залипья. Л и к и святых диктуют ей развитое
вообра­

130

жение, продуманность, чтение. Порой художница под­
сознательно
возвращается
к
репродукциям
старых
народных
картин, обретая
собственный
стиль.
„Она
знает, что я в л я е т с я одной из последних ж е н щ и н , к о ­
торые не п о д р а ж а ю т народному с т и л ю , а творят
на
основе
собственного
опыта,
возвращаясь
к
памяти
детских и ю н о ш е с к и х л е т " (цитата из статьи).

Г а н н а
Ш е в ч и к
—
КУРПЁВСКАЯ
СВАДЬБА
1940—1965. О Д Е С Е М И О Т И З А Ц И И
ТРАДИЦИОННЫХ
ОБРЯДОВЫХ
СТРУКТУР
Статья
содержит
описание
свадебной
церемонии
н а о с н о в е м е с т н ы х и с с л е д о в а н и й , п р о в е д е н н ы х в 1981 г.
В
качестве
сравнительного материала
использованы
РУДЬ1 О с к а р а К о л ь б е р г а и р у к о п и с и к с е н д з а В л а д и с ­
л а в а С к е р к о в с к о г о . О п и с а н и е с в а д ь б ы д е л и т с я на д в е
части: р и т у а л ь н у ю и развлекательную. Обе части свя­
заны
с репертуаром
текстов, соответствующих
дан­
ной
обстановке. Репертуар
содержит
обязательную
и факультативную
части:
Т

1 — элементы, не п о д в е р г а ю щ и е с я с у щ е с т в е н н ы м и з ­
менениям (репертуар текстов, связанных с дан­
ными
обстоятельствами,
и оформлением места);
2 — постоянные однозначные элементы, однако изме­
н я ю щ и е ф о р м у и место в свадебном обряде (рас­
плетенная коса невесты, венчик ж е н и х а и дру­
жек,, свадебный будет);
3 —

4 —

архаические элементы,
которые
потеряли
свое
ритуальное
значение
и функцию
(„выкуп"
не­
весты, подарки);
отмирающие элементы, исчезновение которых вы­
зывает
(десемиотизация)
а затем отмену
целых
частей обряда
(личность
распорядителя
свадеб­
ной церемонии
—
отмена обычаев сватовства
и
расплетания косы).

В описываемый период исполлняются в основном
те ж е песни, к о т о р ы е з а п и с ы в а л К о л ь б е р г . О д н а к о из
меняется
их место
в обряде
теряют
объязательное
место в структуре ритуала, что свидетельствует о и з ­
менении функций отдельных
частей обряда. В
опи­
сании
свадьбы
сохранена
очередность хода
обряда,
н а ч и н а я со сватовства п р и м е р н о за м е с я ц до с в а д ь б ы .
Сравнительный анализ современного обряда
пре­
доставил
возможность
выделить
следующие
состав­
ные части.
Основным механизмом десемиотизации традицион­
н ы х обрядовых структур является по мнению автора
механизм,
опирающиейся
на м е т о н и м и ю .
Примером
п о с л у ж и л о описание изменения ф у н к ц и й церемоний­
мейстера и обряда надевания
чепца.

Г а н н а
Ш е в ч и к
—
ПЁВЩИНА
1975—1983)

ОПЯТЬ

О

СВАДЬБЕ

(КУР-

Статья
содержит
описание
современного
свадеб­
ного
обряда
в Мышинецком
приходе. В
основном
автор
использовал
в
качестве материалов
опросы,
п р о в е д е н н ы е в 1 9 8 2 — 1 9 8 3 гг.
Статья является продолжением исследований, ре­
зультаты которых были представлены в предыдущем
т е к с т е , п р и ч е м в д а н н о м с л у ч а е ц е н т р т я ж е с т и сосре-&gt;
д о т о ч е н на а н а л и з е к о д о в . В а ж н е й ш и е и з н и х :
1 —
устные; 2 — музыкальные;
3 —
жестикуляционные;
4 — иконные; 5 — поведение и действия. В зависи­
мости от того, к а к о й к о д имеет на д а н н о м э т а п е с у ­
щественное значение для участников свадьбы,
гово­
рится о первичных и последующих кодах. Д л я самых
конкретных моментов
типичной
является
ситуация,
в которой первичной функцией элементов одного ко­
да я в л я е т с я о т о ж д е с т в л е н и е , д р у г о г о
—
конкретиза­
ция (наприм, при благословлени — свадебный марш,
который играет капелла, исполняет ф у н к ц и ю иденти­
фикации,
а формула
просьбы
о благословлении
—
к о н к р е т и з и р у ю щ у ю . Надо отметить, что в таком с л у ­
ч а е оба кода р а в н о з н а ч н ы и р а в н о с и л ь н ы . Т а к о й п о д ­
ход
предоставляет
возможность
описать
изменение
ф о р м ы и функции элементов отдельных кодов, а аткж е механизмы создавания новых кодов и определе­
ния,
какие функции
старых кодов ритуального
по­
рядка переняли новые коды.

�А н а с т а с и я

А л е к с а

—

ЛИТОВСКАЯ

СВАДЬБА

Свадебные обряды в литовских деревнях,
распо­
л о ж е н н ы х на т е р р и т о р и и П о л ь ш и , п о д в е р г а ю т с я и з м е ­
нениям в двух направлениях. Первое направление
—
перемены,
аналогичные
процессам,
происходящим
в
п о л ь с к о й д е р е в н е , т.е. у п р о щ е н и е ф о р м ы ,
отмирание
и устранение ряда фрагментов свадебного обряда, со­
кращение
продолжительности
церемонии.
Процесс
этот связан с о т м и р а н и е м с в о е о б р а з н ы х
особенностей
л и т о в с к и х обычаев. В т о р о е н а п р а в л е н и е — это созна­
тельное увязывание с традиционными формами, воз­
в р а т к д а в н и м о б ы ч а я м , ч а с т о на б а з е
исследований
п р о в е д е н н ы х на т е р р и т о р и и С о в е т с к о й
Литвы.
Автор рассматривает перемены, происходящие
на
отдельных этапах
свадьбы
(начиная
с выбора
суп­
руга, кончая обрядом с о д е р ж а щ и м
„просьбу
проще­
ния",
который
совершается
спустя
неделю
после
с в а д ь б ы ) в п е р и о д о т к о н ц а X I X в. в п л о т ь д о н а с т о я ­
щего времени.
В
ром

статье использованы опросы, проведенные
на л и т о в с к о м я з ы к е в д а н н о й м е с т н о с т и .

М и р о с л а в а
К у р е к
—
СЕЛЬСКАЯ
К А К ЭСТЕТИЧЕСКОЕ
ЯВЛЕНИЕ

авто­

СВАДЬБА

В
статье
рассматривается
современная
сельская
свадьба, к о т о р у ю
автор анализирует
на о с н о в е м а ­
териалов, собранных в одной из мазовецких деревень
н а п е р е л о м е 1980/1981 гг.
Темой работы является эстетический аспект свадь­
бы. И с с л е д о в а н и я касаются принципов и норм, к о т о ­
рые регулируют и управляют эстетическими
вкусами
сельскоги
населения. Анализ материала
показывает,
что и с с л е д у е м а я о б щ е с т в е н н о с т ь
находится под
воз­
действием
двух
„соперничающих"
авторитетов
—
сельского и городского —
принадлежащих
к
соврешенно различным структурам культуры. С одной сто­
роны существует комплекс
общепринятых
и
обязы­
вающих
прочных эстетических
норм,
передаваемых
из поколения в поколение (следовательно
традиции),
а с другой стороны
—
возникающих
под
влиянием
некоторых
городских
образцов
(следовательно мода).
На выбор эстетических
образцов окрывают
влияние
обе у п о м я н у т ы е в ы ш е системы, п р е д с т а в л я ю щ и е рав­
но с о б с т в е н н у ю г р у п п у ( т р а д и ц и о н н у ю ) , к а к и г р у п ­
пу, к о т о р а я считается „ л у ч ш е й " (город). С т а т ь я в и з ­
в е с т н о й с т е п е н и о т в е ч а е т на вопрос, к а к о в ы
резуль­
таты
всеобщего
воспринимания
таких
„компромисс­
ных': эстетических
критериев.
Свои
выводы
автор
и л л ю с т р и р у е т о т д е л ь н ы м и этапами свадебного обряда.

Г а н н а Ш е в ч и к
— СВАДЕБНАЯ РОЗГА:
ИНТЕРПРЕТАЦИОННОЙ
Ф О Р М У Л Ы

ПОИСК

А в т о р статьи пытается реконструировать
первич­
ную функцию
и
символику
свадесной
розги,
опи­
р а я с ь на и с с л е д о в а н и я , п р о в е д е н н ы е в 1 9 8 0 — 1 9 8 2 гг.
О н а н а л и з и р у е т не т о л ь к о с в а д е б н у ю розгу в ее наи­
б о л е е а р х а и ч е с к о м (и о т м и р а ю щ е м у ж е ) виде, н о т а к ­
ж е и другие формы:
1 — свадебные
элементы,
являющиеся
результатом
преображения ф о р м и ф у н к ц и й свадебной розги
(наприм. расплетенная коса невесты и венок из
барвинков, венки ж е н и х а и д р у ж е к )
2 — элементы, близкие
других
обрядах;

по

форме,

встречающиеся

в

3 — элементы,
составляющие
украшения
свадебной
розги, выступающие
в других
странах и
куль­
турах
самостоятельно
в
переходных
обрядах
(особе;::-"! в с в а д ь б а х и о б р я д а х п о с в я щ е н и я ) ,
—
все это с и м в о л ы п л о д о в и т о с т и , д е ф л о р а ц и и ,
ко­
торые очень часто символически связаны с бо­
гомолом
(mantis
religiosa
L). Это
предоставило
возможность
истолковать
свадебную
розгу
как
символ древа жизни.

А н а л и з ситуации, в которой выступает
свадебная
розга, заставляет считать л и ч н о с т ь распорядителя це­
ремонии олицетворением божества плодовитости, ж р е ­
ца л и б о в о ж д я
(в ю г о - в о с т о ч н о й П о л ь ш е е щ е и т е ­
перь церемониймейстер
обладает
чертами
и
атрибу­
тами вождя либо жреца). Рассматривая р о л ь
старос­
тихи в свадебном обряде, автор приходит к
выводу,
что она олицетворяет
личность матери, материнские
свойства
которой
(плодовитость)
передаются
невесте
во время ритуала, связанного с надеванием новообрачпой
чепца. Приведенные
выводы
позволяют
опре­
делить
интерпретационную формулу:
„фаллос-боже­
ство в центре мира".

Б а р б а р а
О г р о д о в с к а
КОР
ИНТЕРЬЕРА

—

ПРАЗДНИЧНЫЙ

ДЕ­

В прежнее время в польской деревне
существо­
вала традиция декорирования домов по с л у ч а ю
важ­
нейших
праздников. В
связи
с этим
изготовлялись
р а з л и ч н ы е у к р а ш е н и я из бумаги и соломы, из ветвей
с у ш е н ы х растений и перьев, из птичьих яиц и о б л а ­
ток. К р о м е эстетического эти и з д е л и я и м е л и
также
магическое
значение,
играли
определенную
роль
в
обрядах, подчеркивали торжественный характер праз­
дника. В о время Р о ж д е с т в а над с т о л о м в е ш а л и з е л е ­
ную ветку сосны или елки, убранную орехами и яб­
локами (так называемый подлазничка). В е ш а л и т а к ж е
под потолком шарообразнй „ м и р " из б е л ы х и цвет­
ных
облаток,
слепленных
слюной. Большую
роль
играли солома, сено и зерно. В у г л у
избы
ставили
снопы, под
скатертью
клали
сено, причем
все
эти
украшения
имели
богатое
символическое
значение,
играли
существенную
роль в магнических
процеду­
рах, которые д о л ж н ы были обеспечить здоровье, дос­
таток, плодовитость, у р о ж а й .
В межвоенный
период деревня
городской обычай украшения
елок.

переняла

также

Во время Пасхи основным праздничным
атрибу­
том б ы л и распиенге к у р и н ы е яйца. И х
расписывали
растительными красками из фруктов, листьев,
стеб­
лей р а з л и ч н ы х растений; расписывали воском, скреб­
ли крашеную скорлупу, оклеивали камышовой
серд­
цевиной. Писанками
одаривали
детей. К р о м е
того
писанки играли известную роль в праздничных играх,
а также в процедурах любовной магии и магии уро­
жая.
П р о ч н ы е у к р а ш е н и я , часто о б н о в л я е м ы е во время
праздников,
появились
в деревне
лишь
во
второй
половине X I X века, когда стали строить дома с т р у ­
бопроводами. Эта давало
возможность
содержать
в
чистоте беленые известью стены. На этих стенах раз­
вешивали олеографические картины религиозного со­
держания, у к р а ш е н н ы е л е п н ы м и цветами, н а к л е и в а л и
вырезки
из цветной
бумаги;
позднее
стали
вешать
„Макатки" ковры.
Наряду
с
бумажными
вырезками
характерным
украшением интерьера польского деревенского ж и л ь я
были развешиваемые
под потолком так
называемые
пауки: шарообразне, конусообразные, многоугольные,
вполненные из соломинок, воткнутых в ком
глины,
воска л и б о теста, и л и ж е и с к у с н о с о е д и н е н н ы х вмес­
те и у к р а ш е н н ы х б у м а ж н ы м и цветами, перьями, г о р о ­
х о м , к о л о с ь я м и и т.п. В н а ч а л е п а у к и и с п о л н я л и т а к ­
ж е обрядовую роль; пофднее по мере развития
их
форм, они стали уподобляться
люстрам в
усадьбах
и костелах.
В настоящее время большинство из
описываемых
нами украшений, не встречаются у ж е в деревне. В ы ­
п о л н я е м ы е по заказу
„Цепелии" они украшают му­
зейные залы, некоторые из них, как напр. б р м а ж н ы е
вырезки,
украшают
квартиры
горожан. До
сих
со­
хранились некоторые праздничные атрибуты, как ел­
ка
либо
писанки, потеряв, однако, свое магическое
и символическое значение.
Статью дополняют избранные фрагменты
воспо­
м и н а н и й н а р о д н ы х творцов ( п о с т у п и в ш и х на к о н к у р с ,
о р г а н и з о в а н н ы й в 1974 г о д у „ Ц е п е л и е й " и О б щ е с т в о м
друзей мемуарной литературы).

131

1

�ERRATA

W artykule E w y

Lwowa i Leningradu,

Fryś-Piotraszkowej
„Polska

podpisy

pod ilustracjami.

grafii

Przemysłu

i

zostały
się w
została

Sztuka

Wszystkie

Artystycznego

Polska ceramika ludowa w zbiorach muzealnych

Ludowa"

n r 3/4 1 9 8 1 r , z o s t a ł y

publikowane
Ukraińskiej

fotografie
Akademii

Nauk

s. 2 3 4 ,

obiekty

w 1924r.), natomiast na tablicy rysowanej,
zbiorach
błędnie

przeprasza

leningradzkich,
nazwana

Autorkę,

a

pozostałe

Stryszaną

Czytelników

a w

oraz

we

we

Lwowie

Ponadto

miejscu

Stryszawom.

wo

Lwowie

umieszczone

i

(a

Miejscowość
Redakcja

Leningradzie.

Etno­

wykonano

p o z . 1-7, 1 6 , 2 1

lwowskich.

innym

Muzea

błędnie

dotyczą zbiorów M u z e u m

znajdują
Stryszawa

serdecznie

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8611" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8590">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1953e6985e7cfceb5093efa1b0166863.pdf</src>
        <authentication>e2584f7e4efbf434aca2f5bb0ad58e9c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102850">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3361</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102851">
                <text>1983</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102852">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3150</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102853">
                <text>List do redakcji. W sprawie wprowadzenia do odpowiedzi na ankietę "Pol. Szt. Lud.", 1981 nr 2 / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1983 t.37 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102855">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1983 t.37 z.1-2, s.123</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102856">
                <text>Jasiewicz, Zbigniew</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102857">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102858">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102859">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102860">
                <text>List do Redakcji

W sprawie wprowadzenia do odpowiedzi na ankietę Redakcji „Polskiej Sztuki Ludowej"

W

n r 2 z r o k u 1 9 8 2 „ P o l s k i e j S z t u k i L u d o w e j " u k a z a ł y się

o d p o w i e d z i n a ankietę rozesłaną przoz

Redakcję

w r o k u 1980.

Już p r z e d d w o m a l a t y gratulowałam R x l a k c j i i n i c j a t y w y
gotowania
obeonego
również
staną

i rozesłania a n k i e t y zawierającej
c h a r a k t e r u i przyszłości

przekonany,

się

że

istotnym

tak

odpowiedzi

zawsze

przy­

dotyczące

etnografii/etnologii.

opublikowane

elementom

pytania

Jestem

na

potrzebnej,

choć

dyscypliny.

Odpowiedzi

się t u t a j

obrazą

pominiętego

redaktora. Jednak

tylko

j a ропозге odpowiedzialność za treść a t a k o w a n e j książki a także
za d o b r e imię l u d z i , k t ó r z y p o w i e r z y l i m i swoje artykuły.
odpowiedzialności zbiorowej
u c e , najczęściej

ankietę

z n a t u r y r z e c z y n i e kończącej się, d y s k u s j i n a d s t a n e m i c h a r a k ­
terem

kieruję

niesprawiedliwa

Drugim dowodom
i nieprawdziwe

Zasada

i t e r y t o r i a l n e j jest, nie t y l k o w n a ­
i

nieskuteczna.

n a próbę d y s k r e d y t a c j i jest

przedstawienie

tendencyjne

treści książki. A u t o r

wprowadze­

n i a w y b r a ł c e l o w o t e m a t y k ę k i l k u a r t y k u ł ó w i n i e zochciał przyjąć
d o w i a d o m o ś c i , że o w e „ f u n k c j e s p o ł e c z n e e t n o l o g i i " t o p r z e c i e ż

n a ankietę poprzedza

słowo wstępne

przygoto­

wane przez L u d w i k a Stommę. Niektóro f r a g m e n t y tego w p r o w a ­

pojęcie

zbiorcze,

n a które

składa

się w i e l e

kierunków

działań

a w książce z a r ó w n o treść w s z y s t k i c h a r t y k u ł ó w w n i e j z a m i e s z ­

dzenia przyjmuję j a k o próbę n i o rzeczowej i n f o r m a c j i czy oceny

c z o n y c h m . i n . o służbie społecznej e t n o l o g i i , s t o s u n k u b a d a ń p o d ­

Pj d y s k r e d y t a c j i p e w n y c h

stawowych

Jakie
przez

L.

dostrzegam

zespołów i ośrodków

eelo

i

metody

Stommę ? Zastanawia

etnologicznyeh.

dyskredytacji

się o n w s w o i m

przyjęte

wprowadzeniu

do p r a k t y k i

społecznej c z y r o l i e t n o l o g i i w

w a n i u t e o r i i r o z w o j u społecznego, j a k również u w a g i
n e w r e d a k t o r s k i m Posłowiu.

P o d k r e ś l a m r o l ę Poslowia

powsta­
poczynio­

ze w z g l ę d u

n a d t y m , czy etnografia,/etnologia jest z a w o d e m czy powołaniem.

n a c h a r a k t e r książki. J e s t o n a przecież publikacją materiałów z

N i e z a r z u c a m a u t o r o w i naiwności ( l u b d o m a g o g i i ) w t a k formuło­

konfereneji,

wanej

ważnej i n f o r m a c j i o c h a r a k t e r z e książki, w y p o w i e d z i a n e j

a l t e r n a t y w i e , próbuję b o w i o m dostrzec

jego intencje. L . S t o m m a

w i e przecież, że

w e u r o p e j s k i m społeczeństwie X X
wie

ponadto,

włączone
zwrócić
wąsko

że

treści
uwagę

w

dobrze

związane

w i e k u jost również

wykonywany

z powołaniem.

n a znaczenie

pojmowanymi

szerszych,

interesami

i uznać za

i

dobro

etnografia/etnologia
zawód
A

mogą

zatem

zostać

autor

mieszczący ch

się

r

obowiązkami

zabrakło

zawodem,

która

o d b y t a się w

w rozważanhach

Trzecim

dowodom

wyimaginowanej

L.

Poznaniu

w

roku

1977. I

Stommy.

n a próbę d y s k r e d y t a c j i jest

przez

L.

tej

wprost,

Stommę

treści

zestawienie

z wstępnymi

założe­

chco

n i a m i u s t a w o s z k o l n i c t w i e wyższym i p o t r a k t o w a n i e t a k spre­

poza

parowanej

zawodowymi

1968.

książki

Conię

jako

sobie

„płaskiej

wykładni"

nieoczekiwane

skojarzenia,

ustawy

z

w

również

tym

roku

zadań i możliwości etnologów. Dotąd r o z u m i e m a u t o r a w p r o w a ­

skojarzenia z prac n a u k o w y e h L . S t o m m y , ale n i e zgadzam

dzenia.

na ich wykorzystywanie jako podstawy

Muszę

jednak

zaprotestować

przeeiwko

włączeniu

do

rozw-ażań: „ e t n o g r a f i a — z a w ó d c z y powołanie ':" książki

Funkcje

ności i działalności i n n y c h . W

i przedstawieniu

wąsko

a u t o r z y i r e d a k t o r n i e informują

społeczne

etnologii

pojmowanego

zawodowstwa

jej jako

przykładu

i wąskiego p r a k t y c y z m u . Z a s k a k u ­

jąca j e s t zresztą n i e teza L . S t o m m y , n i k t n i e m u s i treści t o m u

do oceny m o j e j

p r a c y Funkcje

społeczne

etnologii

o swoim stosunku do ustawy

w jej r e a k c j i z r o k u 1968 l u b j a k i e j k o l w i e k i n n e j u s t a w y .
wiam

się

działal­

Odma­

z a t e m L . S t o m m i e p r a w a zestawiania książki z u s t a w a m i

akceptować i inaczej p r z y j ą ł b y m k r y t y c z n ą recenzję książki, ale

0 s z k o l n i c t w i e w y ż s z y m . N i e o z n a c z a te&gt; j e d n a k , ż e p r a g n ę u c h y l i ć

sposób j e j u z a s a d n i e n i a

się p r z e d

Stomma

pisze:

i

zaprezentowania.

„Staraniem.

Komitetu

Nauk

Etnologicz-

do

tekstów

n y c h P A N u k a z a ł się w 1 9 7 9 r . w P o z n a n i u t o m Funkcje

społeczne

etnologii.

J a k się o k a z u j e , z a o w e t y t u ł o w e „ f u n k c j e

społeczne"

raczej

uważają

autorzy

(referatów) m . i n .

prac.

popularyzację
skich

dań

z

poszczególnych

artykułów

ziemniaków, grochu, k a p u s t y i

śliwek", podnoszenie k r z y w e j p r o d u k c j i „Cepelii",
„zatwierdzenia

i przyjęcia

etnografa-krajoznawcy",

ustaw

o

spowodowanie
odznaki

zorganizować,

będzie

warto

przypomnieć

1920"

kontynuuje L.

Pierwszym
tacji,
Funkcje

jest

piękne

pominięcie

oraz

miasta

—

"dlatego

ustawy

z

roku

mego
—

nazwiska
i

jako

próbą

dyskredy­

redaktora

wyeksponowanie

książki

zespołu,

K o m i t e t u Nauk Etnologicznych

Poznania,

w

którym

praca

się

bowiem

ludzi

i ich

ukazała.

który
PAN
Nic

zamierza

d l a dalszego r o z w o j u

polaryzacji stanowisk w

kręgu". Nie jestem

zwolennikiem

s t a n o w i s k w nauce, ale n a ankietę

naszej
naszym
zapobie­

odpowie­

d z i a ł e m . N i e s ą d z i ł e m j e d n a k , że z a p r z y c z y n ą a n k i e t y n a s t ą p i ć
może inna polaryzacja —
nych

n a t o , że t e k s t j e s t

etnologii

pracę pomógł w y d a ć

poprzedniej

Stomma.

dowodem

społeczne

słowa

t y l k o z jaj

zmieniona,

pożyteczna

e t n o g r a f i i i zapobiegnie dalszej

stwierdza L. Stomma —

zgodno

one

k u s j a n a d u d z i e l o n y m i o d p o w i e d z i a m i , którą R e d a k c j a

gania polaryzacji

t a m a być

Są

probierzami

W liście, k t ó r y t o w a r z y s z y ł rozsyłanej w r o k u 1980 a n k i e o i e ,

i t p . Jest t o poniekąd zgodne z brzmie­
dodajmy jednak —

wyższym.

a nie dobrymi

R e d a k t o r „Polskiej S z t u k i L u d o w e j " pisał: „ W i e r z y m y , że dys­

regulaminu parostopniowej

Ustawa

etycznych

chłop­

n i e w i e l k i m przecież

wykładnią".

szkolnictwie

drogowskazami

n i e m u s t a w y o s z k o l n i c t w i e w y ż s z y m z d n i a 20 g r u d n i a 1968... —
płaską

w kategoriach

suszonych

m u z y k i kapel ludowych, upowszechnianie
„mąki,

ocenami ogólnymi, ujętymi

1 i d e o w y c h . K a ż d e m u w e d ł u g j o g o zasług ale m o ż e bez sięgania

t e m u , co określa

d o b r y c h obyczajów.
Sztuki

Ludowej",

rantowała

przyjmowanie stanowisk

się, również

Dobrze
tych

nauce,

byłoby, g d y b y

czasopisma

stosowanie

w

przeciwstaw­

przestrzeganiem

Redakcja

„Polskiej

t a k przecież zasłużonego, z a g w a ­
dobrych

obyczajów

w

tekstach,

k t ó r e są c z y m ś w i ę c e j n i ż i n d y w i d u a l n y m i t e k s t a m i a u t o r s k i m i .
Zbigniew

Jasiewicz

O d R e d a k c j i : R e z y g n u j ą c z d o b r y c h o b y c z a j ó w z d e c y d o w a l i ś m y się n i e zamieszczać o d p o w i e d z i p . L u d w i k a S t o m m y . P r z e d e
w s z y s t k i m dlatego,żo n i e sądzimy, a b y p o l e m i c z n e l i s t y i w y k o r z y s t y w a n i e niezręczności w sformułowaniach sprzyjały d y s k u s j i o p r y n ­
c y p i a c h . A o społecznych f u n k c j a c h e t n o g r a f i i d y s k u t o w a ć trzeba, i t o . j a k s ą d z i m y , właśnie w kontekście zadań, j a k i e stoją p r z e d
nauką. N i e t y l k o zresztą polską.
A.

J .

123
Г

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8609" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8588">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3b55a87340da5e01b786772d6cdceb6a.pdf</src>
        <authentication>1f851a47621f92f1cb2900b0a6c49093</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102823">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3369</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102825">
                <text>1983</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102827">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3157</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102829">
                <text>dzień narodzin Głowy. Przyczynek do badań nad problematyką świętojańską / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1983 t.37 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102831">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1983 t.37 z.3-4, s.175-184</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102833">
                <text>Kubiak, Krzysztof</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102835">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102837">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102839">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102841">
                <text>Krzysztof Kubiak

DZIEŃ NARODZIN GŁOWY
PRZYCZYNEK DO BADAŃ NAD PROBLEMATYKĄ ŚWIĘTOJAŃSKĄ

Kalendarz ś w i ą t c h r z e ś c i j a ń s k i c h z a w i e r a ł znacznie
więcej dni p o ś w i ę c o n y c h osobie ś w . Jana Chrzciciela
niż m o g ł o b y się to obecnie w y d a w a ć . Wiele z tych
ś w i ą t nie jest j u ż obchodzonych, wiele w y p a d ł o z ka­
lendarza lecz ich elementy o d n a l e ź ć m o ż n a w o b r z ę ­
d o w o ś c i tych d n i ś w i ę t o j a ń s k i c h , k t ó r e obchodzi się do
dzisiaj. Sw. Jan jest j e d n ą z tych nielicznych postaci,
(wraz z Jezusem i M a t k ą Boską), k t ó r e j dzień narodzin
umieszczony został w c h r z e ś c i j a ń s k i m kalendarzu. Ś w i ę ­
tość Jana jest szczególnego rodzaju: jest on poprzed­
n i k i e m Chrystusa, heroldem z w i a s t u j ą c y m jego p r z y j ś ­
cie a zarazem p o s ł a ń c e m p r z y g o t o w u j ą c y m je. Aby pod­
k r e ś l i ć tę jego rolę u ż y w a n o 'mion Prodromus i Praecursor D o m i n i . Sam Jan był spokrewniony z Jezusem
a do ich pierwszego k o n t a k t u doszło j u ż w ł o n a c h m a ­
tek. Obydwoje rodzice Jana pochodzili z rodu k a p ł a ń ­
skiego, od Aarona. Oboje b y l i starzy i żyli bez grzechu.
N i e z w y k ł o ś ć b r z e m i e n n o ś c i Elżbiety była więc przede
wszystkim s p r a w ą j e j w i e k u ; s ą a z o n o też o niej, że
jest b e z p ł o d n a . Podczas s k ł a d a n i a ofiary kadzenia u k a ­
zał się Zachariaszowi A r c h a n i o ł G a b r i e l (ten sam, k t ó r y
potem z w i a s t o w a ł M a r i i ) z a p o w i a d a j ą c przyjście na
świat J a n a . Zachariasz nie potrafił u w i e r z y ć i pozostał
niemy aż do dnia obrzezania swego syna, kiedy to
dziecku n a d a w a ł o się imię i g ł o ś n o je w y p o w i e d z i a ł .
Zwiastowanie narodzin Jana, ciąża E l ż b i e t y i wreszcie
same narodziny były wydarzeniami c u d o w n y m i .
Ł a c i ń s k i e imię Johannes v . Joannes pochodzi z he­
brajskiego Jechochanan v . Jochanan co znaczy „Bóg
jest ł a s k a w " lub „Boża ł a s k a " . U w a ż a n o też, że Jan
był p i e r w s z y m c z ł o w i e k i e m o t y m i m i e n i u , a zostało
m u ono nadane przez samego B o g a .
K o l e j n ą , n i e z w y k ł ą cechą ż y w o t a ś w . Jana jest fakt,
iż jego p i a s t u n k ą b y ł a przez pewien czas sama M a r i a ,
matka Jezusa. Pierwsze lata swego dzieciństwa s p ę ­
dzali razem. R ó w n i e ż Jan i E l ż b i e t a uciekali przed
rzezią n i e w i n i ą t e k , chociaż miejsce ich pobytu było
znacznie oddalone od B e t l e j e m . P o d k r e ś l a ł o to zbież­
ność losów o b y d w u p o s t a c i . W o p i n i i ludu Jan i Jezus
b y l i u w a ż a n i za mlecznych braci. K o l e j n y m faktem
w s k a z u j ą c y m na n i e z w y k ł y z w i ą z e k o b y d w u tych osób
jest powitanie ś w . Rodziny po powrocie z Egiptu.
Pierwszym c z ł o w i e k i e m , k t ó r y tego dokonuje jest ś w .
Jan.
On też daje ś w i a d e c t w o o Chrystusie, a sam
przez w i e l u jest u w a ż a n y ma Mesjasza. Wreszcie Jan
chrzci Zbawiciela w Jordanie. Jest więc c z ł o w i e k i e m
w p r o w a d z a j ą c y m Jezusa w d r u g ą , niezwykle w a ż n ą
część jego p o s ł a n n i c t w a . Gdy Jan zostaje u w i ę z i o n y
przez Heroda w i e l u jego u c z n i ó w zostaje uczniami Je­
zusa; w y s y ł a i c h sam ś w . Jan. N i e z w y k ł e wydarzenia
t o w a r z y s z ą r ó w n i e ż ś m i e r c i ś w i ę t e g o . Podobnie j a k w
c h w i l i ś m i e r c i Jezusa i tutaj mamy do czynienia z
symptomami
katastrofy
kosmicznej.
Również
po
ś m i e r c i Jan nadal w y p e ł n i a s w ą misję poprzednika
Zbawiciela. P o c z ą w s z y od I I w i e k u zaczyna p o j a w i a ć
się m o t y w ikonograficzny p r z e d s t a w i a j ą c y ś w . Jana
u s t ó p K r z y ż a K a l w a r y j s k i e g o . Często święty prezento­
wany jest t u ze s w ą g ł o w ą na m i s i e . Jan poprzedza
1

2

3

4

5

8

7

8

9

10

11

12

13

14

też Chrystusa u b r a m piekielnych o z n a j m i a j ą c p r o r o ­
kom ich r y c h ł e uwolnienie z o t c h ł a n i .
Owa szczególna rola przypisywana temu ś w i ę t e m u
znalazła swoje odbicie r ó w n i e ż w r o k u l i t u r g i c z n y m .
Obchodzono w i ę c ś w i ę t o poczęcia, narodzin, ś m i e r c i
i ...„trzeciego odnalezienia g ł o w y " P r o r o k a .
Jest rze­
czą c h a r a k t e r y s t y c z n ą , że w kulturze ludowej zauwa­
ż a n e są jedynie 2 fakty z. życia ś w . Jana: chrzest w
Jordanie i ścięcie g ł o w y . Bardzo często t e r m i n y tych
z d a r z e ń umieszczane są przez i n f o r m a t o r ó w w dniu na­
rodzin świętego, m i m o iż owe trzy ś w i ę t a i s t n i e j ą do
dziś (w kościele p r a w o s ł a w n y m i greckokatolickim) a
dzieli je w kalendarzu dość długi okres czasu. W tej
pracy c h c i a ł b y m przede w s z y s t k i m p o k a z a ć j a k i e ele­
menty ś w i ę t a odnalezienia głowy i ścięcia Proroka zo­
stały przeniesione na d z i e ń p o ś w i ę c o n y jego narodzi­
nom, ściślej j a k i e wierzenia i o b r z ę d y z dnia narodzin
m o ż n a w y t ł u m a c z y ć z w i ą z k a m i z głową ś w i ę t e g o .
Gdy osoba świętego jest tak znaczna i gdy ilość
dni jej p o ś w i ę c o n y c h jest w kalendarzu redukowana,
staje się rzeczą p r a w d o p o d o b n ą , że pewne elementy
ś w i ą t redukowanych zostają „ w c h ł o n i ę t e " przez to ś w i ę ­
to, k t ó r e z o w y m i elementami j w i ą z k u b e z p o ś r e d n i e g o
nie m i a ł o . Nie dają się one przeto t ł u m a c z y ć poprzez
m i t nowego ś w i ę t a .
Łącznikiem
u m o ż l i w i a j ą c y m to
w c h ł o n i ę c i e staje się w ó w c z a s osoba ś w i ę t e g o . M o ż e ­
my więc p r z y p u s z c z a ć , że w dniu narodzin ś w . Jana
o d b y w a j ą się takie a k t y magiczne i w y s t ę p u j ą takie
wierzenia, k t ó r e p o w i n n y w ł a ś c i w i e o b o w i ą z y w a ć w
d n i u ścięcia tego Proroka lub w d n i u odnalezienia jego
g ł o w y , gdyby takowe święto jeszcze i s t n i a ł o .
W kościele k a t o l i c k i m j e d y n y m ś w i ę t e m obchodzo­
n y m do dziś i z w i ą z a n y m z osobą ś w . Jana jest d z i e ń
jego narodzin. Ś w i ę t o ścięcia Proroka, uznawane przez
kościoły p r a w o s ł a w n y i grecki zanika i często ma j e d y ­
nie lokalne znaczenie. R ó w n i e ż w t r a d y c j i ludowej j e ­
d y n y m ś w i ę t e m kalendarzowo z w i ą z a n y m ze ś w . Janem
jest w praktyce dzień jego narodzin. S t ą d z a r ó w n o ele­
menty ścięcia j a k i odnalezienia g ł o w y z n a l a z ł y się
w n a p r a w d ę n a j w a ż n i e j s z y m dniu ś w i ę t o j a ń s k i m ; d n i u
jego narodzin. Bohaterem akcji i legend o b y d w u nie
i s t n i e j ą c y c h j u ż w ł a ś c i w i e ś w i ą t jest g ł o w a ś w . Jana
uznawana w ogóle za g ł ó w n ą r e l i k w i ę ś w i ę t o j a ń s k ą .
P r o w a d z ą c badania nad o b r z ę d o w o ś c i ą
świętojańską
nigdy nie słyszałem, aby k t o k o l w i e k 24 czerwca w i ą z a ł
z narodzinami świętego, najczęściej m ó w i o n o iż jest
to d z i e ń chrztu Zbawiciela w Jordanie (święto to p r z y ­
pada 6 stycznia starego stylu w kościele p r a w o s ł a w ­
n y m i g r e c k o - k a t o l i c k i m i nosi n a z w ę Jordanu).
Z d n i e m narodzin ś w . Jana z w i ą z a n y c h jest w i ę k ­
szość w i e r z e ń na temat w ł a ś c i w o ś c i wody (a w p e w n y m
stopniu i ognia), pewnie stąd b r a ł a się u i n f o r m a t o r ó w
chęć p o w i ą z a n i a akwatycznych w ł a ś c i w o ś c i
świętego
z dniem jego narodzin, poprzez przeniesienie na ten
czas faktu chrztu w Jordanie. M i a ł o b y to w s k a z y w a ć
na ewidentny z w i ą z e k tej postaci z w o d ą . Owa wielość
e l e m e n t ó w akwatycznych c h a r a k t e r y z u j ą c y c h
obrzędo­
w o ś ć ś w i ę t o j a ń s k ą znajduje swe w y j a ś n i e n i e w pismach
15

18

175

I

�w c z e s n o ś r e d n i o w i e c z n e j sekty ,,chrześcijan św. Jana".
W e d ł u g apokryficznych t e k s t ó w c e n t r a l n y m ś w i ę t e m
z w i ą z a n y m z tą postacią była uroczystość u p a m i ę t n i a ­
j ą c a pokonanie niebezpiecznego, wodnego potwora. M o ­
t y w ten m o ż e m y o d n a l e ź ć na wschodnich ikonach, w
kulturze, k t ó r a p r z e c h o w a ł a do dziś nawet w oficjalnej
l i t u r g i i wiele apokryficznych w ą t k ó w . A b y skończyć
z n i e i n t e r e s u j ą c y m nas w ł a ś c i w i e w tej pracy m o t y ­
w e m wody, trzeba dodać, że zapewne elementy tej apo­
kryficznej h i s t o r i i a zatem i dawnego ś w i ę t a zostały
„ p r z e c h o w a n e " przez k u l t u r ę l u d o w ą w o b r z ę d o w o ś c i
ś w i ę t o j a ń s k i e j ; konkretnie w dniu narodzin Proroka.
M a m y tu zatem do czynienia z w c h ł o n i ę c i e m treści
innego ś w i ę t a przez dzień narodzin św. Jana. S p r ó b u j ­
my prześledzić aspekty „ w c h ł a n i a j ą c e " tego ś w i ę t a na
bardziej i n t e r e s u j ą c y c h nas p r z y k ł a d a c h , w k t ó r y c h
g ł ó w n y m elementem będzie głowa Jana. Otóż badania
przeprowadzone przez łódzką K a t e d r ę Etnografii
w
k w i e t n i u 1977 r o k u w p o ł u d n i o w e j części dawnego w o ­
j e w ó d z t w a łódzkiego Ujawniły c i e k a w ą m o t y w a c j ę pa­
lenia ogni ś w i ę t o j a ń s k i c h .
Podczas okupacji
chłopi
izwrócili się do w ł a d z niemieckich z p r o ś b ą o pozwole­
nie k o n t y n u o w a n i a tego zwyczaju, w y j a ś n i a j ą c że r o b i ą
to na p a m i ą t k ę . . . ścięcia ś w . Jana Chrzciciela. Pozwo­
lenie o t r z y m a l i .
Nie w i d a ć było najmniejszej w ą t p l i ­
wości z a r ó w n o w postawie p r o s z ą c y c h j a k i u d z i e l a j ą ­
cych zezwolenia, że przedstawiona motywacja jest w i a ­
rygodna, tak j a k gdyby tego rodzaju w y j a ś n i e n i e było
r z e c z ą p o w s z e c h n ą . Z k o l e j n ą w e r s j ą w i ą ż ą c ą dzień na­
rodzin św. Jana z dniem jago ścięcia spotykamy się
na Kaszubach w zwyczaju ścinania k a n i . O b r z ę d ten
p r a k t y k o w a n y był zazwyczaj w wigilię narodzin ś w i ę ­
tego. Wg Rompskiego uzasadnienia takie nie b y ł y na
Kaszubach powszechne. Pisze on: „ z u p e ł n i e w y j ą t k o w o
w S ł a w u t o w i e , pow. Wejherowo (...) n a p o t k a ł e m w a r i a n t
w i d o w i s k a , w k t ó r y m w y s t ę p o w a ł ś w . Jan. Przedsta­
wienie p r z y b r a ł o tam f o r m ę w i d o w i s k a religijnego,
obchodzonego na p a m i ą t k ę ścięcia św. Jana, patrona
tamtejszego kościoła. W przedstawieniu w ł a ś n i e św. Jan
p o c z ą t k o w o ma zostać ścięty, p r z y b y w a jednak p o s ł a ­
niec z wieścią, że zamiast ś w . Jana ścięta ma być
kania".
W istocie p r z y k ł a d ten nie był w y j ą t k i e m ,
gdyż nawet na t y m samym terenie spotykamy typ
przedstawienia, w k t ó r y m pojawia się św. Jan i m o t y w
ścięcia. M o w a tu o opracowanym przed w o j n ą przez
Szczepana Tarnowskiego t e k ś c i e w i d o w i s k a przeznaczo­
n y m w g z a m i e r z e ń autora dla nauczycieli szkół w i e j ­
skich i kaszubskich z e s p o ł ó w amatorskich. Sołtys roz­
p o c z y n a j ą c y to przedstawienie m ó w i zaraz na p o c z ą t k u :
17

18

Za n a m o w ą żony k r ó l a Heroda
Jan został ścięty w w i ę z i e n i u
P r z y c z y n ą była c ó r k i uroda,
A lud to p r z y j ą ł w milczeniu.
(...) U nas by uczcić dzień ścięcia Jana
W ś r ó d licznie tutaj zebranych gości
Zostanie ścięta drewniana kania
Dla ś m i e c h u ludzi i w e s o ł o ś c i .
19

Przypominam, że przedstawienie o d b y w a ł o się w wigilię
narodzin ś w i ę t e g o , mimo to uzasadnienie m ó w i ą c e , iż
chodzi o u p a m i ę t n i e n i e jego ścięcia o k a z a ł o się w i ę c e j
niż w y s t a r c z a j ą c e z a r ó w n o dla autora scenariusza j a k
i organizatorów, wykonawców i uczestników obrzędu.
Pomostem ł ą c z ą c y m obydwa ś w i ę t a są wierzenia
o r o ś l i n a c h r o s n ą c y c h w g ł ó w k a c h lub m a j ą c y c h k u l i s ­
t y k s z t a ł t owocu. W dniu ścięcia św. Jana „nie t y l k o
nie ścinają kapusty, ale nawet nie p r z e s t ę p u j ą jej za­
gonów".
Znamy niewiele zapisów na temat tego ś w i ę ­
ta ale n i e m a l w k a ż d y m znaleźć m o ż n a zakazy z w i ą ­
2 0

176

zane z t y m typem r o ś l i n . Na Polesiu Rzeczyckim w y ­
k o n y w a ć m o ż n a było wszystkie prace w t y m d n i u
„byle nie u ż y w a ć topora i innych n a r z ę d z i . W domu
w y s t r z e g a j ą się krajania wszystkiego, co przypomina
głowę, np. kartofle, dynia i t p . D z i e w c z ę t a w t y m dniu
nie r o z c z e s u j ą warkoczy. (...) W t y m dniu nie m o ż n a
nawet m y ć głowy a ż e b y nie w y w o ł a ć k o ł t u n a , p a r c h ó w
lub chronicznego bólu g ł o w y " . Podobne wierzenia do­
tyczące r o ś l i n w y s t ę p o w a ł y na H u c u l s z c z y ź n i e : „w dzień
H ł a w o s i k u (...) nie wolno jeść kapusty, cebuli, czosnku,
maku, ani w ogóle nic takiego, co r o ś n i e w „ g ł ó w k a c h " .
Nie wolno też tego dnia iść w sad bo t a m czart w po­
staci węża czyha na drzewie i g o t ó w z a w i e s i ć się na
głowie c z ł o w i e k a " .
W y s t ę p u j ą c e w t y m dniu zakazy
w r ó w n y m stopniu więc dotyczą g ł o w y ludzkiej jak
i roślin „ k u l i s t y c h " , t r a k t o w a n y c h w ó w c z a s jako od­
wzorowanie głowy. Najbardziej g ł o w i a s t a z tych roślin
stać się może niemal ż y w y m o d p o w i e d n i k i e m głowy
świętego w t y m dniu. „ K a p u s a z w i ą z a n a jest z losem
św. Jana. Nie godzi się Kapusty ścinać, a niemal na­
wet d o t y k a ć się jej, boby k r e w z niej p o p ł y n ę ł a " .
2 1

22

ł

25

W y s t ę p u j ą c e w t y m dniu wierzenia d a d z ą się ł a t w o
w y t ł u m a c z y ć , zdziwienie w y w o ł u j e jednak fakt, że te
same r o ś l i n y w y s t ę p u j ą r ó w n i e ż w magii z w i ą z a n e j
z dniem narodzin św. Jana. Na pierwszym miejscu w
cytowanych wierzeniach plasuje nam się kapusta. Jej
głowiastość jest dla wszystkich
ewidentna.
Dbałość
o z a w i ą z a n i e g ł o w o p o d o b n e g o k s z t a ł t u tej r o ś l i n y prze­
jawia się już w magii t o w a r z y s z ą c e j jej sadzeniu, kiedy
to kobiety d o t y k a j ą w ł a s n e j głowy a potem kapusty;
w y s t ę p u j e przy t y m zakaz drapania się w głowę by nie
zepsuć k s z t a ł t u r o ś l i n y .
R ó w n i e ż w wigilię narodzin
św. Jana dokonywano czynności m a j ą c y c h
zapewnić
k a p u ś c i e kulisty k s z t a ł t . K w i n t e s e n c j ą tych d z i a ł a ń jest
opinia jednego z i n f o r m a t o r ó w : „na św. Jan okopy­
wano k a p u s t ę bo św. Jan g ł o w y w i ą ż e " .
Ta k r e a c y j ­
na działalność świętego t w o r z ą c e g o g ł o w y roślin, a
ujawniona już w tytule tej pracy, odnosi się r ó w n i e ż
do głów ludzkich. Wiele a k t ó w magicznych dokonywa­
nych w t y m dniu ma na celu zabezpieczenie przed b ó ­
lem głowy lub zapewnienie zdrowego funkcjonowania
tej części ciała. Powszechnym w całej Polsce było w i e ­
rzenie m ó w i ą c e , iż uczestnictwo w sobótce chroni przed
b ó l e m g ł o w y . Oto wersy jednej z najbardziej popular­
nych p i e ś n i ś w i ę t o j a ń s k i c h :
24

2 5

kto na sobótce nie będzie
g ł o w a go boleć wciąż będzie.

2 0

R ó w n i e ż woda spod w i a n k ó w ś w i ę t o j a ń s k i c h u ż y w a n a
b y ł a celem zabezpieczenia przed b ó l e m g ł o w y . W t e k ś ­
cie kaszubskiego o b r z ę d u ś c i n a n i a kani pojawia się zda­
nie m ó w i ą c e o sposobach zabezpieczenia się przed b ó l e m
g ł o w y w wigilię św. Jana C h r z c i c i e l a .
M o t y w ziół
leczących ból g ł o w y w y s t ę p u j e w p i e ś n i a c h kupalnych.
Zioła te zbiera się w ł a ś n i e w wigilię narodzin świętego
ze w z g l ę d u na moc, k t ó r e j w ó w c z a s n a b i e r a j ą .
W
Grecji o b r z ę d o w a kreacja głów ludzkich o d b y w a ł a się
przy ogniach ś w i ę t o j a ń s k i c h z zastosowaniem kamienia,
k t ó r y poprzez z e t k n i ę c i e z g ł o w ą m i a ł p r z e k a z a ć jej
swe w ł a ś c i w o ś c i . „Na Lesbos zazwyczaj zapala się po
3 ognie ś w i ę t o j a ń s k i e , a ludzie p r z e s k a k u j ą je t r z y ­
krotnie z kamieniem na g ł o w i e m ó w i ą c przy t y m :
„skaczę przez zajęczy ogień, moja głowa z k a m i e n i a " .
W r a c a j ą c jeszcze do r o ś l i n o kulistych k s z t a ł t a c h godzi
się p o w i e d z i e ć , że podobne zabiegi w y k o n y w a n o przy
czosnku i cebuli, d o k o n u j ą c w wigilię narodzin św. Jana
czynności
umożliwiających
tym
roślinom
uzyskanie
okrągłego k s z t a ł t u . &gt;
2 7

28

2 9

30

3

�3

I I . 2, 3. G ł o w a św. Jana na misie, K ł o d z k o , ok. 1500.
Wł. Muzeum Nar. w Warszawie

W dniu ś w . Jana p o j a w i a j ą się też r e k w i z y t y zwane
wprost ś w i ę t o j a ń s k ą głową. I znowu nie byłoby nicze­
go dziwnego w t y m zdarzeniu gdyby nie fakt, iż jest
to dzień narodzin ś w i ę t e g o a nie dzień jego ś m i e r c i ,
kiedy to ścięto mu g ł o w ę . „W d z i e ń ś w . Jana C h r z c i ­
ciela (24.VI) s z u k a j ą
d w ó c h kłosów
żyta
zrosłych
razem, znalazłszy w y k o p u j ą te źdźbła i n a t r a f i a j ą na
k o r z e ń z czystego srebra, m a j ą c y p o d o b i e ń s t w o z u p e ł n e
do ludzkiej głowy. T o się zowie ś w i ę t o j a ń s k ą głową,
kto j ą ma i chowa, ten ma szczęście w e w s z y s t k i m za­
pewnione przez całe ż y c i e " .
Wierzenie m u s i a ł o b y ć
dość powszechne skoro spotykamy je j u ż w „ N o w y c h
Atenach" Chmielowskiego: „ten to l u d prosty sądzi,
że m a ł e srebrne p i e n i ą ż k i znajdywane w ziemi od lat
tysiąca kilkuset leżące, z g ł o w ą na jednej stronie w y ­
o b r a ż o n e , są p i e n i ą ż k a m i ś w . Jana Chrzciciela, a głowa
na nich oznacza uciętą głowę ś w i ę t e g o przez Heroda.
P i e n i ą ż k i te znaleźć m o ż n a (...) w życie tam, gdzie trzy
razem w y r a s t a j ą kłosy. W noc ś w i ę t o j a ń s k ą posiał je
sam św. J a n " .
32

33

Nie koniec na t y m z w i ą z k u dnia ścięcia ś w i ę t e g o
z d n i e m jego narodzin, czy jak chciałoby się p o w i e ­
dzieć dnia ścięcia g ł o w y z dniem narodzin głowy, lub
z dniem jej odnalezienia. Pozostaje n a m jeszcze do
o m ó w i e n i a w tej pracy rola ł o p i a n u i b y l i c y ; r o ś l i n
nie m a j ą c y c h co prawda kulistego k s z t a ł t u , lecz za to
niezwykle popularnych w t y m czssie, a j a k się w k r ó t c e
o k a ż e , r ó w n i e ż z w i ą z a n y c h z losem głowy Proroka.
Oba te zioła m a j ą z w i ą z e k z n a j w a ż n i e j s z y m i elemen­

t a m i o b r z ę d ó w ś w i ę t o j a ń s k i c h i z p r a k t y k a m i magicz­
n y m i stosowanymi w t y m okresie. Tak więc bylica
i ł o p i a n zabezpieczają przed czarownicami, odpowied­
nio stosowane c h r o n i ą zbiory przed szkodnikami, w y ­
s t ę p u j ą w pieśniach ś p i e w a n y c h przy kojarzeniu par,
nie dopuszczają zarazy do umajonych n i m i d o m ó w ,
u ż y w a n e b y w a j ą we w r ó ż b a c n m a ł ż e ń s k i c h , m a j ą z w i ą ­
zek ze ś w i ę t o j a ń s k i m i harcami słońca, zatykane w
strzechy z a p e w n i a j ą ponadto szczęście l u b c h r o n i ą przed
nieszczęściem, s p r o w a d z a j ą p o ż ą d a n e deszcze i c h r o n i ą
od burz, służą do leczenia krost i n a r o ś l i i wreszcie
zastosowanie najbardziej nas tu i n t e r e s u j ą c e — zabez­
pieczają przed b ó l e m głowy i leczą go. W wigilię na­
rodzin ś w . Jana zioła te są powszechnie zatykane w
strzechy, d r z w i , okna, p ł o t y , w w i e l u regionach Polski,
szczególnie na wschodzie, ś w . Jan Chrzciciel zwany jest
Ł o p u c h a t y I w a n , I w a n Ł o p u s z n i k , I w a n lub Jan
Ł o p u s z y s t y bądź Ł o p u s z n y .
W centralnej Polsce po­
pularna jest piosenka s o b ó t k o w a z a c z y n a j ą c a się od
słów:
3 5

3 6

hejże ino ś w i n t y Jonie
co t a m robisz w t y m ł o p i o n i e ?

37

Liście ł o p i a n u zerwane w wigilię narodzin świętego
służą jako środek przeciw bólowi g ł o w y .
„Duże liście
tej r o ś l i n y zerwane w p r z e d d z i e ń Kupalnoho Iwana
(24.VI) o b w i e s z a j ą dookoła chaty „szoby umajanaja b u ­
ła", n a s t ę p n i e liście te ususzone p r z e c h o w u j ą się na to
ażby później rozmoczone w wodzie lub barszczu służyły
3 8

177

I

�3 9

za lekarstwo do o k ł a d a n i a g ł o w y w razie b ó l i . W w i e ­
l u d z i a ł a n i a c h ś w i ę t o j a ń s k i c h bylica upodabnia się s w y m
znaczeniem do ł o p i a n u , a szczególnie t a m gdzie idzie
0 zapobieganie i leczenie b ó l u głowy. „W wigilię ś w .
Jana w okolicach K u t n a u m a j a j ą c h a ł u p y „belicą" t j .
o b t y k a j ą w k o ł o pod dach, potem z b i e r a j ą i u ż y w a j ą j a ­
ko lekarstwa na ból g ł o w y " .
Powszechnie w y s t ę p u j e
wierzenie m ó w i ą c e , że „bylica leczy b ó l g ł o w y , k r z y ­
żów i p l e c ó w " .
W Czarownicy powołanej
znajdujemy:
„wigilią ś w . Jana wieniec z bylicy noszono aby g ł o w a
przez r o k nie b o l a ł a " .
4 0

41

42

Jest rzeczą oczywistą, że z a r ó w n o bylica j a k i ł o ­
pian u z y s k u j ą swe znaczenie w ł a ś n i e w dniu narodzin
św. Jana. W ś r ó d w i e l u i c h z a s t o s o w a ń na czoło w y b i j a
się w ł a ś c i w o ś ć leczenia i zapobiegania bólowi głowy.
Skoro w i ę c takiego znaczenia n a b i e r a j ą w ł a ś n i e w dniu
narodzin ś w i ę t e g o (w praktyce b ę d ą c e g o j e d y n y m dniem
p o ś w i ę c o n y m temu P r o r o k o w i ) , to powinno i s t n i e ć w y ­
r a ź n i e j s f o r m u ł o w a n e p o w i ą z a n i e tych ziół z g ł o w ą ś w .
Jana Chrzciciela i ewentualnie z f a k t e m ścięcia ś w i ę ­
tego (ból głowy b y ł b y t u zatem l u d o w ą , e u f e m i s t y c z n ą
m e t a f o r ą ścięcia). Otóż i takowe uzasadnienie: „ w i e ś ­
niaczki m n i e m a j ą , iż bylicy i ł o p i a n u u ż y ł a N a j ś w i ę t ­
sza Panna M a r i a , chcąc, aby głowa św. Jana n a p o w r ó t
do ciała p r z y r o s ł a " .
Mamy t u zapewne do czynienia
z nieznanym n a m w ą t k i e m apokryficznym, w y j a ś n i a ­
j ą c y m zastosowanie tych ziół w leczeniu b ó l u g ł o w y .
Nie uzyskujemy j e d n a k ż e
wyjaśnienia
tłumaczącego
użycie ł o p i a n u i bylicy w ł a ś n i e w dniu narodzin ś w i ę ­
tego.
43

Wierzenia z a w i e r a j ą c e w ą t e k z w i ą z k u ściętej g ł o ­
w y Proroka z ziołami popularne są szczególnie w cen­
tralnej Polsce; z kolei zastosowanie t y c h ż e ziół w iden­
tycznym celu na terenie d u ż y c h p o ł a c i S ł o w i a ń s z c z y z n y
w s k a z y w a ł o b y na rozpowszechnienie tego apokryfu i
gdzie indziej. Oto kolejna wersja tej o p o w i e ś c i : „ m ó w i ą ,
że j a k ś w i ę t e g o Jana ścięli, to g ł o w ę jego w r z u c i l i do
ł o p i a n u , a Pan Bóg d a ł tak, że ta g ł o w a p r z y s z ł a do
ciała i zrosła się. Od tego czasu ł o p i a n pomaga na b ó l
głowy. Z b i e r a ć go t e ż trzeba w wiliją ś w . Jana, i usu­
szywszy, liście suszone, p o k r o p i ć w ó d k ą i do głowy
przykładać".
Wszystkie wspomniane p r a k t y k i magicz­
ne m a j ą c e c h r o n i ć przed b ó l e m g ł o w y l u b leczyć go
o d b y w a j ą się jednak w d n i u narodzin ś w . Jana, nie
zaś w dniu jego ścięcia, b ą d ź w dniu odnalezienia g ł o ­
wy, co b y ł o b y na pewno r z e c z ą o wiele bardziej l o ­
giczną.
4 4

Najczęściej obchodzonym dniem ś w i ę t o j a ń s k i m jest
p a m i ą t k a narodzin Proroka. W kościele p r a w o s ł a w n y m
1 g r e c k i m obchodzi się r ó w n i e ż święto ścięcia ś w . Jana,
a dawniej obchodzono też dzień p o w o ł a n i a Proroka
i „trzeciego odnalezienia głowy".
O k s z t a ł c i e nie tylko l i t u r g i c z n y m ale i l u d o w y m
ostatniego ś w i ę t a nie w i e m y p r a w i e nic choć u d a ł o
m i się znaleźć i n f o r m a c j ę opisującą perypetie z w i ą z a n e
z odnalezieniem tej n a j w a ż n i e j s z e j r e l i k w i i ś w i ę t o j a ń ­
skiej.
M ó w i ą c o ś w i ę t a c h n i e i s t n i e j ą c y c h obecnie w
kalendarzu l i t u r g i c z n y m i t a k ż e o tych, k t ó r y c h ż y ­
w o t n o ś ć s ł a b n i e , w s k a z y w a l i ś m y na fakt przenikania
e l e m e n t ó w tych ś w i ą t do k u l t u r y ludowej.
Możemy
p r z y j ą ć że wiele w ą t k ó w apokryficznych b ę d ą c y c h w
przeszłości fundamentem poszczególnych d n i ś w i ę t o ­
j a ń s k i c h zostało niejako adoptowanych przez o b r z ę d o ­
w o ś ć dnia narodzin ś w . Jana. Eiementem u m o ż l i w i a ­
j ą c y m tę h i p o t e t y c z n ą a d o p c j ę b y ł a zapewne p o s t a ć
św. Jana, osoby, jak t o j u ż p r z e d s t a w i l i ś m y , szczegól­
nej w panteonie c h r z e ś c i j a ń s k i c h ś w i ę t y c h . Redukcja
i s t n i e j ą c y c h dawniej d n i , p o ś w i ę c o n y c h w a ż n y m w y ­
4 5

178

darzeniom z życia tego Proroka d o p r o w a d z i ł a do prze­
jęcia w a ż n i e j s z y c h e l e m e n t ó w tych ś w i ą t przez o b r z ę ­
d o w o ś ć dnia narodzin ś w . Jana. By p o p r z e ć tę tezę
zamieszczamy poniżej t a b e l ę m a j ą c ą i l u s t r o w a ć „ w c h ł a ­
n i a j ą c ą " w ł a ś c i w o ś ć tego ś w i ę t a .
Nie c h c ą c p o p r z e s t a ć jedynie na zagadnieniu z w i ą ­
zanym z g ł o w ą ś w i ę t e g o , staramy się r ó w n i e ż p o k a z a ć
elementy tych ś w i ą t , o k t ó r y c h zaledwie w s p o m n i e l i ś ­
my w tej pracy, a k t ó r e r ó w n i e ż uległy „ a d o p c j i " przez
dzień narodzin ś w . Jana. Do takich
świąt
należą:
chrzest Jezusa w Jordanie czy też apokryficzny m o t y w
pokonania potwora wodnego. Oba te p r z y k ł a d y po­
winny stanowić dodatkową ilustrację „pochłaniających"
w ł a s n o ś c i dnia narodzin ś w . Jana. Przy p o r ó w n y w a n i u
dnia narodzin z dniem ścięcia mamy p o c z ą t k o w o do
czynienia z elementami p r z e c i w s t a w n y m i sobie. Spo­
wodowane to jest stosunkowo d o b r y m zachowaniem
o b r z ę d o w o ś c i dnia ścięcia na terenach p r a w o s ł a w n y c h
czy greckokatolickich, co j a k w i d z i e l i ś m y nie przeszko­
dziło (w z w i ą z k u z jednak p o s t ę p u j ą c y m zanikaniem
tych świąt) b y jego elementy r ó w n i e ż i t a m uległy
przechodzeniu do o b r z ę d o w o ś c i dnia narodzin św. Jana.
Na terenach z a ś gdzie święto ścięcia j u ż nie w y s t ę p u j e
mamy zachowane jego elementy w o b r z ę d o w o ś c i po­
święconej
narodzinom Р г о г о к а . P o r ó w n u j ą c te dwa
ś w i ę t a w aspekcie w i e r z e ń d o t y c z ą c y c h g ł o w y ś w . Jana,
z a u w a ż y m y , że w dniu narodzin mamy do czynie­
nia z k r e a c y j n ą działalnością świętego ( z a w i ą z y w a n i e
g ł o w i a s t y c h k s z t a ł t ó w r o ś l i n , tworzenie zdrowych g ł ó w
ludzkich itp.), w dniu z a ś jego ścięcia p r z e w a ż a m o t y w
bezruchu oraz destrukcji (zakaz z b l i ż a n i a się do r o ś l i n
g ł o w i a s t y c h , zakaz krojenia, pojawienia się k r w i na
n a r z ę d z i a c h do krojenia i na r o ś l i n a c h g ł o w i a s t y c h , k o ł ­
tun, b ó l głowy).
Z e s t a w i a j ą c w ą t k i „ ś w i ę t a trzeciego
odnalezienia
G ł o w y P r o r o k a " z dniem, jego narodzin mamy do czy­
nienia z elementami n i e m a l identycznymi — z odnaj­
dywaniem g ł o w y l u b przedmiotu tak nazywanego. Owa
„ g ł o w o t w ó r c z a " w ł a ś c i w o ś ć ś w . Jana oraz fakt, iż p r o ­
blem g ł o w y pojawia się w ł a ś n i e w dniu jego narodzin
s p r a w i a j ą , że mamy prawo n a z w a ć to święto „ d n i e m
narodzin g ł o w y ś w . Jana". To nowe ś w i ę t o b y ł o b y za­
tem efektem synkretyzmu d o p r o w a d z a j ą c e g o do umiesz­
czenia e l e m e n t ó w d w ó c h ś w i ą t , w k t ó r y c h w y s t ę p u j e
głowa (ścięcie i odnalezienie głowy) w terminie jedy­
nego w praktyce zachowanego
dnia
świętojańskiego
i nadania m u znaczenia kreatora głów, co jest t y m
bardziej z r o z u m i a ł e , że dzień ten p o ś w i ę c o n y jest na­
rodzinom, a w i ę c wszelka symbolika kreacyjna czy i n i ­
cjalna jest t u j a k najbardziej na miejscu.
Zaprezentowane
wyjaśnienie
nie jest oczywiście
c a ł k o w i t e tzn. t ł u m a c z y ono k o m p i l a c j ę t y l u w ą t k ó w
w i e l k o ś c i ą i w a ż n o ś c i ą postaci ś w i ę t e g o . P o s t a ć ta,
d z i ę k i s w y m szczególnym
właściwościom,
umożliwia
w i ę c p o ł ą c z e n i e w i e l u , często niezbyt p a s u j ą c y c h do sie­
bie m o t y w ó w w j e d n y m ś w i ą t e c z n y m t e r m i n i e .
W
wypowiedziach dotyczących
święta
narodzin
ś w . Jana w y s t ę p u j ą opinie w s k a z u j ą c e na i r r a c j o n a l n ą
k o n i e c z n o ś ć uzasadniania pewnych w ą t k ó w (ścięcie i
woda) zdarzeniami, k t ó r e przez tych samych ludzi, w
rozmowie o nieco i n n y m k o n t e k ś c i e , umieszczone zo­
stają w terminach zgodnych z t r a d y c y j ą k o ś c i e l n ą . Ta
w t ó r n a (lub dalsza) racjonalizacja jest w r z e c z y w i s t o ś c i
z n a k o m i t y m p r z y k ł a d e m mityzacji, m a j ą c e j na celu w y ­
j a ś n i e n i e sensu o b r z ę d u p o p r z i z wskazanie na uzasad­
n i a j ą c y go m i t . N a j w a ż n i e j s z a dla udzielającego w y ­
j a ś n i e ń jest t u suma e l e m e n t ó w . I c h wzajemne p o w i ą ­
zania, ewidentne niespójności zdają się nie r o b i ć na
informatorach najmniejszego w r a ż e n i a . W ten sposób

�u k a z u j ą nam się dwa p o r z ą d k i : p o r z ą d e k m i t u i p o r z ą ­
dek o b r z ę d u . N a l e ż a ł o b y teraz p o w i e d z i e ć , że w t y m
w y p a d k u obrzęd nie jest lub j.^st w n i e w y s t a r c z a j ą c y m
stopniu m i t e m w akcji, a raczej nie t y m m i t e m w tej
a k c j i . A b y w y j a ś n i ć znaczenie r y t u a ł ó w dnia narodzin
ś w . Jana zaprezentowany m i t nie wystarcza. O b r z ę d
ten uzasadniany jest przez z u p e ł n i e inny m i t n i ż ś w i ę ­
t o j a ń s k i . Spośród rodziny tych m i t ó w n a j w i ę c e j w y j a ś ­
nia m i t wspomnianej sekty m a n d e j c z y k ó w . Z jednej
strony w i ę c a n a l i z u j ą c g ł ę b i e j c b r z ę d o w o ś ć dnia naro­
dzin św. Jana m u s i e l i b y ś m y dojść do innego m i t u niż
ś w i ę t o j a ń s k i , z drugiej zaś n a t r a f i l i b y ś m y na zestaw
m o t y w ó w , opozycji czy kategorii podobny do ś w i ę t o j a ń ­
skich. Zatem analizowana w t y m t e k ś c i e „głowiastość"
jest tylko szczegółowym w a r i a n t e m cechy „ o k r ą g ł o ś c i "
— w y s t ę p u j ą c e j jako forma s ł o w n a , przedmiot oraz
konstrukcja społeczna w o b r z ę d o w o ś c i ś w i ę t o j a ń s k i e j .
W t y m w y p a d k u na podstawie analizy e l e m e n t ó w ob­
r z ę d u m o ż e m y dojść do o r g a n i z u j ą c e g o go m i t u czy m i ­
t ó w . N a r z u c a j ą się tu s ł o w a Prazera: „mit b o w i e m się
zmienia, natomiast niezmienny pozostaje obyczaj; l u ­
dzie c z y n i ą nadal to, co czynili ich ojcowie, chociaż
powody, k t ó r y m i k i e r o w a l i się ojcowie, dawno już ule­
gły zapomnieniu. Historia r e l i g i i jest d ł u g o t r w a ł ą p r ó b ą
pogodzenia starych z w y c z a j ó w z n o w y m i uzasadnie­
n i a m i , znalezienia r o z s ą d n e j t e o r i i w y j a ś n i a j ą c e j absur­
dalną praktykę".

Święto odnalezienia
głowy Proroka

Święto pokonania po­
twora wodnego —•
uwolnienie wód

PRZYPISY
1

Encyklopedia
kościelna,
t. 8, Warszawa, s. 414
Moment spotkania M a r i i i E l ż b i e t y brzemiennych
jest c z ę s t y m m o t y w e m sztuki, z w ł a s z c z a gotyckiej. Po­
stacie Jana i Jezusa namalowane są lub w y r z e ź b i o n e
wprost na brzuchach o b y d w u kobiet, w n i e w i e l k i c h
w n ę k a c h . Por. też Żywot Pana i Boga Naszego
Jezusa
Chrystusa...
C z ę s t o c h o w a 1850, s. 24—26
t a m ż e , s. 26
Ł u k a s z (I;20)
Ł u k a s z (I;57—64)
Encyklopedia,
op. cit., s. 414, hasło — „ J a n (imię)".
O i m i e n i u : „ k t ó r e takowe m u sam Pan Bóg w nie­
bie p r z e z n a c z y ł , a k t ó r e przed narodzeniem ś w i ę t e g o
Jana, j a k ś w i a t ś w i a t e m pierwej znane nie było, czyli
że n i k t się pierwej tak nie n a z y w a ł " . T . L . [ k r y p t . Teo­
f i l a Lenartowicza], Żywot
św. Jana Chrzciciela...
War­
szawa 1860, s. 5
Żywot
Pana, op. cit., s. 26—27. Dla p o d k r e ś l e n i a
szczególnej
świętości
Jana
Chrzciciela
ikonografia
wschodnia przedstawia świętego z anielskimi s k r z y d ł a ­
m i — por. A. Maseron, Saint Jean Baptiste dans 1'art,
A r t h a u d 1957, s. 50
„Przed E l ż b i e t ą gdy z Janem u c h o d z i ł a , góra cu­
downie się rozdzieliła, ona w n i ą weszła, a Pan Bóg
posłał tam anioła na s t r a ż . " fragment Protoewangelii
Jakuba; cytat za Encyklopedią
kościelną,
t. 1, W-wa,
s. 316. M o t y w góry p r z y j m u j ą c e j Jana i Elżbietę po­
pularny jest w sztuce wschodniej: w Kapadocji, Grecji,
B u ł g a r i i , por. Masseron, op. cit., s. 57—61
2

3

4

5

6

7

8

9

Święto chrztu Jezusa
w Jordanie

Jan chrzci Jezusa
w Jordanie
św. Jan pokonuje
potwora wodnego
uwalniając wody
uświęcenie wody
ostateozne odnale­
zienie głowy św.
Jana

Święto ścięcia św. Jana

Święto narodzin
św. Jana

zakaz lozplatania
i dotykania włosów

nakaz rozplatania
włosów

zakaz dotykania
roślin głowiastych

nakaz zajęcia się
pewnymi roślinami
celem zapewnienia
głowiastego kształtu

nieprzestrzeganie
pewnych zakazów
może doprowadzić
do bólu głowy lub
tp. konsekwencji

powszechne wystę­
powanie czynnośoi
magicznych chronią­
cych przed bólem
głowy

by lica i łopian miały
kontakt ze ściętą,
głową św. Jana

bylica i łopian uży­
wane celem zabez­
pieczenia przed
bólem głowy

ścięcie św. Jana

lud uważa, że jest
to dzień ścięcia Św.
Jana (potwierdzone
w wierzeniach i ob­
rzędach)
lud uważa, że jest
to dzień chrztu
Jezusa w Jordanie
wierzenia i obrzędy
wskazujące na uwol­
nienie wód

uświęcenie wody

uświęcenie wody
znajdowanie „świę­
tojańskich głów"

379

1

�I I . 4. Ścięcie głowy Jana Chrzciciela, obraz na szkle, Rumunia, X I X w .

10 Encyklopedia...,
t. 1, s. 316, por. też Masseron,
op. cit., s. 57—68 i ilustracje 54—67. Bardzo w i e l u egzeg e t ó w u w a ż a ł o też że Mesjaszem p o w i n i e n być św. Jan.
Ś w i e t n ą a n a l i z ę p o d o b i e ń s t w i p r z e c i w s t a w i e ń postaci
Jana i Jezusa daje E.R. Leach w Structuralism
in So­
cial antropology,
[w:] Structuralism
An
Introduction
Oxford 1972
Żywot Pana..., s. 55—56, 62
„ P o s e l s t w o do niego wszyscy k a p ł a n i , biskupi i
uczeni w y p r a w i l i , za Mesyasza go i k r ó l a oczekiwanego
znać, w światłości się jego takiej doczesnej, jak Pan
m ó w i nie czekając w i ę k s z e j , r a t o w a ć i zostać chcieli".
Piotr Skarga Żywoty
Świętych
K r a k ó w 1899, s. 332.
Por. też Ł u k a s z (3, 15—17)
u Żywot
św. Jana...
op. cii., s. 104—105: „ziemia
Jerozolimska oto stała się czczą i n i k c z e m n ą , i na nie­
bie z a b r a k ł o światłości, i góry i p a g ó r k i się zatrwo­
żyły, i odleciało wszystkie ptactwo niebieskie i opusto­
szał K a r m e l , i wszystkie miasta od oblicza P a ń s k i e g o
i nie o d n a l e ź ć gdzieżby były groby k r ó l ó w Izraela".
Por. też scenę anomalii
w
naturze
towarzyszących
ś m i e r c i Chrystusa, Żywot
Pana..., s. 24
Eduard Trech, Dictionaire
des symboles
christiens, Neuchatel 1972, s. 90—91
Encyklopedia...,
t. 1, s. 324 oraz Ignacy R a d l i ń s k i ,
Apokryfy
Judaistyczno-Chrześcijańskie
w polskich
prze­
róbkach,
Warszawa 1911, s. 89—90: „i zbliżył się niby
pustelnik. Zapytany kto jest, o d r z e k ł : Jestem, głos i p r o ­
rok N a j w y ż s z e g o , poprzednik Jego, by m u p r z y g o t o w a ć
drogę Jego. O c h r z c i ł e m Go w Jordanie, i w i d z i a ł e m
Ducha Ś w i ę t e g o , zlatującego na niego. I teraz w y p r z e ­
1 1

1 2

14

15

180

dzam go i z s t ą p i ł e m o b j a w i ć wam, że on jest już w
bliskości".
„Na 6 miesięcy przed B o ż y m Narodzeniem ob­
chodzi kościół Narodziny św. Jana Chrzciciela. Jest to
święto jedno z najdawniejszych, gdyż już ś w . Augustyn
m i e w a ł o n i e m mowy pochwalne, n a z y w a j ą c je ś w i ę ­
tem z podania apostolskiego. (...) Kościół (...) trzy t y l k o
ś w i ę t a narodzenia obchodzi: Boże Narodzenie, Naro­
dzenie N a j ś w i ę t s z e j M a r i i Panny i Narodzenie św. Jana
Chrzciciela. (...) Prócz narodzin św. Jana obchodzi się
i drugie święto 29 sierpnia, ścięcia (Decollationis) te­
goż św. Jana, a n i e g d y ś i trzecie Poczęcia 24 w r z e ś n i a ,
wymieniane w dawnych kalendarzach i wspominane
w martyrologiach do drugiej p o ł o w y X V w. Grecy aż
d o t ą d o b c h o d z ą to ostatnie ś w i ę t o : Conceptio venerandi
ас gloriosi Prophetae, Praecursoris et Baptistae 23
w r z e ś n i a . (...) W kościele ł a c i ń s k i m ś w i ę t o narodzin
św. Jana obchodzi się r y t e m pierwszej klasy. (...) N i e ­
gdyś przed Narodzeniem, św. Jana, jak i przed B o ż y m
Narodzeniem, obchodzono post 40. dniowy
(quadrogesima),'potem już tylko trzytygodniowy, nareszcie zo­
stała sama w i g i l i a a i ta dziś u nas i prawie powszech­
nie bez postu". Encyklopedia...,
t. 8, s. 417—418; por.
też A n t o n i J. Nowosielski, Wykład
liturgii
kościoła
ka­
tolickiego,
Warszawa 1893, s. 141, 149, 152, 170, 172.
Nie p o d a j ę t u n u m e r ó w a r c h i w a l n y c h w y w i a d ó w
gdyż informacje te o t r z y m a ł e m od s t u d e n t ó w p r o w a ­
d z ą c y c h badania na t y m terenie. Lokalne wierzenia
m ó w i ą , że w dniu t y m puszcza się w i a n k i i pali ognie
na p a m i ą t k ę u t o n i ę c i a Wandy, k t ó r a nie c h c i a ł a N i e m ­
ca; stąd „ c h y t r a " postawa chłopów. Zwyczaj ten był
1 8

1 7

�П. 5. Ścięcie głowy Jana Chrzciciela, obraz na

wprowadzony przez N i e m c ó w podczas okupacji na tych
terenach Polski, k t ó r e ogni w t y m czasie już nie pa­
m i ę t a ł y ; por. A . Szyfer, Zwyczaje,
obrzędy
i
wierzenia
Mazurów
i Warmiaków,
Olsztyn 1975, s. 67—68
Jan Rompski, Ścinanie
kam, T o r u ń 1973, s. 36.
Święto o d b y w a ł o się w wigilię narodzin Świętego Jana.
przygotowania z a c z y n a ł y się na k i l k a tygodni w c z e ś ­
niej, miały f o r m ę k o n k u r s u s p r a w n o ś c i o w e g o miejsco­
wych pasterzy. Osoby w y g r y w a j ą c e o t r z y m y w a ł y naj­
bardziej zaszczytne role w w i d o w i s k u — kata lub soł­
tysa. W ł a ś c i w y obrzęd rozpoczynano p a r a d ą przez całą
wieś aż do placu gdzie o d b y w a ł a się egzekucja. Jeszcze
w X I X w. ś c i n a n o żywego ptaka, niekiedy k a n i ę za­
s t ę p u j ą c k u r ą lub k r u k i e m . W X X w. ś c i n a n o k a n i ę
z drewna lub gliny, w y p e ł n i a j ą c f i g u r k ę k r w i ą . R ó w n i e
często u r z ą d z a n o p a r a d ę nie ла w s t ę p i e , lecz na z a k o ń ­
czenie egzekucji.
Teksty w y g ł a s z a n e podczas widowska
pozwalają
z a k l a s y f i k o w a ć p o s t a ć kani do r z ę d u figur niszczonych
jako symbole ś m i e r c i czy k o ń c a r o k u . Sama kania
mieści się w systemie w i e r z e ń z w i ą z a n y c h z w o d ą (por.
wierzenie o kani w o ł a j ą c e j dżdżu). U w a ż a n o że ścięcie
ptaka powoduje z m i a n ę pogody — suszę, gdy p a d a j ą
deszcze lub opady, gdy jest sucho.
t a m ż e , s. 87—88
Oskar Kolberg, Dzieła wszystkie,
t. 49,
Sanockie-Krośnieńskie,
s. 299. Dzień ten zwany jest H ł a w o s i k -kapustu posik (10.IX nowego stylu, 29.VIII starego sty­
lu).
C z e s ł a w Pietkiewicz, Kultura
duchowa
Polesia
Rzeczyckiego,
Warszawa 1938, s. 148. W wigilię narodzin
1 8

1 9

2 0

2 1

szkle, Rumunia, koniec X I X

w.

św. Jana, odwrotnie niż w dniu ścięcia, powinno się
mieć rozplecione włosy i zalecenie to było n i e g d y ś pow­
szechnie stosowane. Por. Szczęsny — J a s t r z ę b o w s k i ,
Sobótka
we wsi Mikułowice,
„Wisła" R. 1891, t. 5, s. 40:
,.w dniu w i g i l j i św. Jana d z i e w c z ę t a r o z p l a t a j ą włosy
zabezpieczając je t y m sposobem od móla, molika, co
we w ł o s a c h siedzi i podgryza je p o m a ł u " . Por. r ó w n i e ż
w t y m samym tomie „Wisły" pytania d o t y c z ą c e roz­
platania w ł o s ó w w kwestionariuszu s o b ó t k o w y m Ra­
fała Lubicza.
W ł o d z i m i e r z Szuchiewicz, Hucułszczyzna,
t. 3, K r a ­
k ó w 1904, s. 290
L u d w i k Hodoly, Mały przyczynek
do wierzeń
i
podań łudowych
o zwierzętach
i rośłinach,
„Zbiór W i a ­
domości do Antropologii K r a j o w e j " , R. 1882, t. 6, s. 321
W ł a d y s ł a w K o s i ń s k i , Materiały
etnograficzne
ze­
brane w różnych
okolicach
Galicji
Zachodniej,
„Ma­
t e r i a ł y Antropologiczno-Archeologiczne i Etnograficzne",
r. 1904, t. 5, s. 44: „podczas sadzenia kapusty trzeba
się c h w a t a ć za g ł o w ę i k r z y c z e ć na całe g a r d ł o , aby
się wielka kapusta zrodziła"'. Na B i a ł o r u s i zaś „sadziaczu kapustu n i m u o ż n o h a ł a w y drać, kab kapusta
ni kałołasie, n i r a ź d z i r a ł a s i e " , Michał Federowski, Lud
białoruski...,
t. 1, K r a k ó w 1897, s. 374
W y w i a d (w dyspozycji autora) przeprowadzony
w marcu 1975 r. z Janem B ź d z i u c h e m (wówczas 62 let­
nim) we wsi Podlas, w o j . zamojskie. Por. też
Poszuki­
wania — Sobótka,
„Wisła", R. 1892, t. 6, s. 924: „ k a ­
pusta jeżeli przed św. Janem me jest opielona z chwa­
stów, to w wigilię św. Jana koniecznie trzeba zacząć
pielenie chociaż k i l k u k r z a c z k ó w kapusty, gdyż w prze2 2

2 3

2 4

2 5

282

�I I . 6. O b r z ą d św. Jana u Ł e m k ó w , T u r z a ń s k , w o j . rzeszowskie

c i w n y m razie kapusta się nie urodzi. W ł a ś n i e tego dnia
u kapusty g ł ó w k i się z a w i ą z u j ą " . Por. też Józefa M o ­
szyńska, Kupajło...,
Z W A K , R. 1881, t. 5, s. 42: „na
U k r a i n i e po z a k o ń c z e n i u zabaw ś w i ę t o j a ń s k i c h ł a m i ą
k u p a j ł y c i u (drzewko ś w i ę t o j a ń s k i e ) u n o s z ą ze sobą k a ż ­
da po trochu tych s z c z ą t k ó w i r o z r z u c a j ą je na g r z ę ­
dach kapusty, aby dobrze się głowy w i ą z a ł y , albo na
kartofle". Por. też S t a n i s ł a w D w o r a k o w s k i ,
Kultura
społeczna
ludu wiejskiego
na Mazowszu i nad
Narwią,
B i a ł y s t o k 1964, s. 110; „ k o b i e t y o k o p y w a ł y w t y m dniu
kapusty, ażeby porosły duże g ł o w y (powszechne)". Por.
też w y w i a d terenowy (w dysp. aut.) przeprowadzony
w listopadzie 1975 r. z B r o n i s ł a w ą O r l i k (wówczas 48
lat) we wsi W y w ł o c z k a , w o j . zamojskie: „dnia tego oko­
p u j ą k a p u s t ę (we w i l i j e ) albo tak r o b i ą żeby na Jana
b y ł a choć zaczęta bo główki ł a d n e będą, kapusta duża
b ę d z i e " . Por. też Kolberg, Dzieła,
t. 33,
Chełmskie,
s. 149: „w ten także dzień, gospodynie w y c h o d z ą do
o g r o d ó w i tam s k ł a d a j ą , ściskają do ś r o d k a l i s t k i ka­
pusty po t r z y k r o ć , aby się w i ą z a ł y w g ł ó w k i " .
Poszukiwania
— Sobótka,
„Wisła", R. 1899, t. 13,
s. 684. Tekst słowacki tej pieśni b r z m i :
29

„kto na sobotku nie pridze
do r o k u ho hlawa bolec b u d z ę " .
Tekst polski podaje r ó w n i e ż Zygmunt Gloger w
Ency­
klopedii Staropolskiej,
t. 4, Warszawa 1972, s. 257.
Moszyńska, op. cit., s. 27: „wodą zaczerpniętą
spod w i a n k ó w m y j ą się n i e k t ó r e dziewki dla zabez­
pieczenia się od b ó l u gołwy".
Rompski, op. cit., s. 79—80, podobny tekst r ó w ­
nież na s. 83. Sołtys (jedna z w y s t ę p u j ą c y c h w t y m
w i d o w i s k u postaci) m ó w i :
2 7

2 8

„ m a m trunek t r o j a k i :
jeden od g ł o w y bolenia
drugi od brzucha bolenia,
a ten trzeci od bogactwa miewania
a kto te trzy t r u n k i z y ż y w a
ten wszelkie bogactwa miewa".
2 9

M o s z y ń s k a , op. cit., s. 42:
Iwane, Iwasyczku
„Posiju tebe w horodyczku

182

Z i j d u z tebe t r y ziliiczka,
Perwe zile lubystoczek
Druhe zile w a s y ł o c z e k
Tretie zile barwinoczek.
Za h o ł o w u barwinoczek
Dla zapachu w a s y ł o c z e k
Dla praznyczuk lubystoczek".
3 0

James George Frazer, Ztota Gałąź,
Warszawa
1969, s. 483; na tej samej stronie podaje on p r z y k ł a d
z innych okolic Grecji: „w Kalimnos (...) ludzie t a ń c z ą
i ś p i e w a j ą w o k ó ł ognisk z k a m i e n i a m i na głowie, a po­
tem s k a c z ą przez p ł o m i e n i e lub ż a r z ą c e się w ę g l e " .
Z w i ą z e k kamienia z g ł o w ą zachodzi t a k ż e w magii
t o w a r z y s z ą c e j sadzeniu kapusty: „gdy k a p u s t ę sadzą,
z a k o p u j ą wraz z n i ą k a m i e ń z p o k r z y w ą , aby g ł ó w k i
były twarde jak k a m i e ń " , K o s i ń s k i , op. cit., s. 44. W a r ­
to jeszcze z a s y g n a l i z o w a ć że w s ł o w i a ń s k i c h zwycza­
jach z w i ą z a n y c h z pierwszym grzmotem często poja­
w i a ł a się c z y n n o ś ć uderzenia lub p r z y k ł a d a n i a kamie­
nia do głowy, co m i a ł o z a b e z p i e c z a ć przed b ó l e m gło­
w y . By jednak w y j a ś n i ć te akcje m u s i e l i b y ś m y od­
w o ł a ć się do n i e i n t e r e s u j ą c e g o nas w tej pracy k o n ­
tekstu.
3 1

Zwyczaje te były powszechne w c a ł y m k r a j u ;
O r l i k , op. cit.; „ z a w i ą z y w a ł o się r ó w n i e ż łodygi czosn­
k u , żeby ł a d n e b y ł y " . D w o r a k o w s k i , op. cit., s. 110:
„ k o b i e t y (...) w i ą z a ł y t a k ż e węzły na szczypiorze ce­
b u l i , aby cebule lepiej się w i ą z a ł y (w główki)". W i t o w t ,
K i l k a p r z e s ą d ó w ze wsi Turowa,
„Wisła", R. 1901, t. 15,
s. 177: „przed ś w . Janem w i ą ż e się czosnek, aby rósł
w g ł ó w k i " . Często m o t y w a c j ą tych c z y n n o ś c i było też
zabezpieczenie się przed „ u c i e c z k ą " g ł ó w e k tych roślin
do ziemi.
3 2

Kolberg, op. cit., t. 34, Chełmskie,
s. 260; p r z y k ł a d
ten pochodzi z Hrubieszowskiego; w wierzeniach ludo­
w y c h z r o ś n i ę t e k ł o s k i ż y t a w r ó ż ą szczęście (powszechne).
Benedykt
Chmielowski, Nowe Ateny,
Kraków
1961, s. 270—271. W X V I i X V I I wiecznych i n w e n t a ­
rzach m a j ą t k o w y c h i aktach s ą d o w y c h nazwa „główki
ś w . Jana" w y s t ę p u j e jako zwrot potoczny o k r e ś l a j ą c y
p e w n ą k a t e g o r i ę monet: „ n a j p i e r w tedy było w t y m
depozycie M o c h i l a n k i
i jej p r z y j a c i ó ł k i Logofetowej
około 70 000 d u k a t ó w w g o t ó w c e , a mianowicie w czer­
wonych złotych, w portugalach, monetach w a ż ą c y c h
3 3

�11. 7. O b r z ę d św. Jana u Ł e m k ó w , T u r z a ń s k , w o j . rzeszowskie

k a ż d a po 15 d u k a t ó w , w „ g ł ó w k a c h św. Jana" t j . za­
pewne w wykopanych złotych monetach rzymskich".
Walery Ł o z i ń s k i , Prawem i lewem, t. 2, K r a k ó w 1957,
s. 54
Kolberg, Dzieła..., t. 3, Kujawy, s. 217: „w wigilię
św. Jana Chrzciciela (23 czerwca) wieczorem, u j r z e ć
można na wszystkich dachach c h a ł u p , ponad drzwiami
w c h o d o w y m i narzucone liście ł o p i a n u , k t ó r e przeleżeć
m a j ą przez dzień n a s t ę p n y . M i m o rozpytywania się na
j a k ą to czynią p a m i ą t k ę , w ł o ś c i a n i e nie umieli albo
nie chcieli dać w y j a ś n i e n i a . "
•' Kolberg, Dzieła..., t. 29, Pokucie, s. 201
Z b a d a ń terenowych przeprowadzonych przeze
mnie w 1976 na Roztoczu L u b e l s k i m . I m i ę to powszech­
ne jest we wsiach na w s c h ó d od Tomaszowa L u b e l ­
skiego.
Jan Piotr Dekowski, Obrzędy
i zwyczaje
święto­
jańskie
w piotrków skiem, „Łódzkie Studia Etnograficz­
ne", R. 1962, t. 4, s. 134. Z w i ą z e k św. Jana z ł o p i a n e m
potwierdza r ó w n i e ż n a s t ę p u j ą c e
opowiadanie:
„razu
pewnego św. Jan w ę d r u j ą c po ziemi s c h r o n i ł się w cza­
sie ulewy pod olbrzymi liść ł o p i a n u . S i e d z ą c pod n i m
z a u w a ż y ł na jego dolnej części stoczone miejsce. Zafra­
sował się nie lada i zaczął u b o l e w a ć nad podniszczo­
n y m liściem. Zobaczywszy to Chrystus r z e k ł : „ J a n i e
czemu tak p ł a c z e s z ? "
— „Mistrzu — odpowiada u c z e ń — a to ten
piękny
liść zielony został zniszczony przez tego robaczka."
— „ J a n i e , dziwię się że tak płaczesz nad t y m n ę d z n y m
liściem, gdy tymczasem suchym okiem patrzysz na
c z ł o w i e k a grzesznego, k t ó r e g o większy i s t o k r o ć po­
tworniej szy robak toczy". J.P. Dekowski, Sw.
Jan,
.Prace i M a t e r i a ł y Etnograficzne", R. 1947, t. 6, s.
207—208
Poszukiwania
— Sobótka,
„Wisła", R. 1893, t. 7,
s. 391
Kolberg, Dzieła, t. 34, s. 190—191; por. t a m ż e ,
t. 33 s. 149
Poszukiwania
— Sobótka,
„Wisła", R. 1893, t. 7,
s. 391
B r o n i s ł a w Gustowicz, Podania,
przesądy,
gadki
i nazwy ludowe w dziedzinie przyrody, Z W A K , R. 1882,
t. 6, s. 205
3 4

5

3 3

3 7

38

3 9

19

4 1

4 2

Np. Kolberg, Dzieła, t. 15, Wielkie Księstwo
Poz­
nańskie,
s. 68. Por. też Gustowicz, op. cit., s. 227: „ w i a ­
nek z bylicy noszony w dzień św. Jana Chrzciciela,
chroni od bólu g ł o w y przez cały rok".
A d a m Podymowicz, Botanika
dla pici
pięknej,
Warszawa 1834, s. 56. Por. też Kolberg, Dzieła... t. 19,
Kieleckie,
s. 194: „w wigilię św. Jana zatyka się w
s t r z e c h ę r ó ż n e r o ś l i n y : ł o p i a n i p o d b i a ł (na wrzody),
belicę (na k ł u c i e lub uderzenie się), k w i a t bzowy i l i p o ­
wy (na kaszel), rumianek (na gorączkę), c y n t o r y j ę (na
febrę), ato na p a m i ą t k ę tego, iż od czasu gdy ścięta
św. Jana g ł o w a w p a d ł a w podobne zioła takowe sku­
teczne się stały przeciw licznym chorobom."
Stefania Ulanowska, Niektóre
materjaly
etnogra­
ficzne
we wsi Łukówcu
(mazowieckim),
Z W A K , R.
1884, t. 8, s. 293. Por. też Kolberg, Dzieła... t. 20, Ra­
domskie, s. 307: „w parafii Mniszek (pod Wolanowem)
blisko Radomia, panuje mniemanie u w i e ś n i a c z e k , iż
ł o p i a n u i bylicy u ż y w a ł a Panna Marya, aby p r z y r o s ł a
ścięta głowa św. Jana".
Święto trzeciego odnalezienia g ł o w y było obcho­
dzone na p a m i ą t k ę jej ostatecznego odnalezienia, gdyż
później j u ż nie g i n ę ł a . Oto perypetie g ł o w y : „głowę
do Pokoiu przyniesiono dla widzenia у do cieszenia,
czy p r a w d z i w i e go stracono у iego w ł a ś n i e , a nie iakiego innego substytuta, tam po k ł u c i u ięzyka Herodias
s c h o w a ć k a z a ł a w zamku M a c h e r o ń c i e , mieyscu ścięcia.
Ale B. Ioanna Chusai, n a y w y ż s z e g o Herodowego R z ą d c y
у prawie Wice-Reia żona, skryta C h r z e ś c i j a n k a , na
F o l w a r k u swoim w Ieruzalem tę głowę p o c h o w a ł a . L e ­
żała tam lat 373, aż D w o r z a n i n Konstantyna W . Ce­
sarza kupiwszy F o l w a r k Ioanny w Ieruzalem у tam
f u n d a c y ą Klasztora kopiąc fundamenta dzban znalazł
gliniany, m a r m u r o w ą n a k r y t y tablicą z pismem Hebrayskim ś w i a d c z ą c y m , że to G ł o w a ś.Iana Syna Zacharyasza; ten drogi depozyt ó w wynalazca u siebie konser­
w o w a ł . A że b y ł hoyny dla p o d r ó ż n y c h , M n i c h ó w d w ó c h
m i a ł u siebie na noclegu, i d ą c y c h do Ieruzalem; t y m
Ś.Jan przez sen o b i a w i ł , iż tam był, у żeby go z sobą
wzięli, I a k o ż z nią w m a n t y ą alias w płaszcz o w i n ą w ­
szy uszli. Nie m i a ł a ta bowiem Ś w i ę t a Relikwia po dro­
gach od nich poszanowania, więc się garncarz z Egiptu
do nich p r z y w i ą z a ł , towarzysz p o d r ó ż y ; dali m u n i e ś ć
4 3

4 4

4 5

183

�te zawinienie, nie r e w e l u i ą c , co by tam było. ł a n ś.
we śnie sam garncarzowi reweluie o swoiey Głowie
w t y m z a w i n i e n i u ; z n i ą od tey k o m p a n i i aby sią
oddalił, perswaduie. Złożył w swoim domu ten skarb
Garncarz i p o w o l i bogacić począł. U m i e r a j ą c siostrze
swey o d k a ż a ł ten Ś w i a t y Depozyt z r e l a c y ą , zkąd у iak
go dostał. Ta sama życie swe k o ń c z ą c o d d a ł a m ę ż o w i
у r e w e l o w a ł a okoliczności; tak przez sukcessyą G ł o w a
S. szła w o w y m domu garncarza, aż sią d o s t a ł a Stefa­
n o w i K a p ł a n o w i A r i a ń s k i e j sekty, a ten w g l i n i a n y m
naczyniu z a k o p a ł w i e d n y m Monastyrze; cuda sią tam
działy. Wygnany za H e r e z y ą г klasztoru Stefan G ł o w y
z sobą w z i ą ć nie mógł. K o k u tandem 760 za Konstan­
tyna Kopronima, Cesarza Heretyka, Ihumen, albo Su­
perior Klasztoru Marcellus widzenie m i a ł przez sen,
to bramy klasztorne dobrowolnie o t w i e r a j ą c e się, to
r z e k ą , to z a k o n n i k ó w gromadami, to P a ł a c e i a k i e ś , to
Cerkwie, przed k t ó r e m i C e r k w i a m i osoby z P a ł a c ó w
w y c h o d z ą c e s k ł a n i a ł y sią. Widział d w ó c h Z a k o n n i k ó w
dastyngwowanych w C e r k w i d a i ą c y c h B ł o g o s ł a w i e ń s t w o ;
po k t ó r e у Marcellus tę w i z y ę m a i ą c y zdał się przy­
s t ę p o w a ć , etc. O c k n ą ł się Marcellus nad snem t a k i m
z d u m i a ł y , gdy N i e s z p ó r nazaiutrz odprawuie у przyszło
do kommemoracyi S.Iana, ogień się w drzwiach Cer­
kiewnych p o k a z a ł B r a t u . Dnia p i ą t e g o na M o d l i t w i e
Marcellus trzy razy dotykany у okrzykniony, że się

G ł o w a ś.Iana Chrzciciela w a m obiawi, у kazano aby
szedł za g w i a z d ą , k t ó r a go z a p r o w a d z i ł a na mieysce
za w i e l k i m O ł t a r z e m , tam p a d ł z a d o r a c y ą , m o d l i ł się,
kadził, k o p a ł ze strachem; w y k o p a ł dzban p r z y k r y t y
t a b l i c ą m a r m u r o w ą , odkrywszy uczuł w o n n o ś ć , w i d z i a ł
G ł o w ę Ś w i ę t e g o , zapalił przy niey świece, poszedł
w Cerkiew Bogu d z i ę k o w a ć . W t y m Brat Gennadius
n a d s z e d ł do C e r k w i e r e l a c y ą czyniący o swoim widze­
niu, k t ó r e g o Marcellus u k o n s o l o w a ł pokazaniem S.Głow y Ianowey. Wokowany у Cyriak Postnik t a k o w e ż
widzenie m a i ą c y , iak Gennadius namieniony. Donie­
siono to U r a n i u s z o w i A m e ń s k i e m u , czyli E m e z i e ń s k i e m u Biskupowi, k t ó r y z d u c h o w i e ń s t w e m przybywszy
po G ł o w ę S. był spektatorem cudu, bo Malchus Za­
konnik d u b i t u i ą c y aby G ł o w a Ś. lana m o g ł a się przez
760 lat aż do o w y c h czasów k o n s e r w o w a ć , p o s i ę g n ą l
w dzban ó w , ieno się w ł o s ó w d o t k n ą ł na G ł o w i e , r ę k a
mu uschła у do dzbana p r z y r o s ł a , aż za m o d l i t w ą Bis­
kupa i ludu r ę k a puszczona iest, ale chora. Wyniósł
tedy Biskup ten święty skarb у w skarbcu Cerkiew­
n y m l o k o w a ł . Cerkiew w y m u r o w a ł S. lana imieniem,
do niej p r z e n i ó s ł głowę S. l a n a 24 lutego, wtedy aż ów
Malchus w ą t p l i w y na r ę k ę caie o z d r o w i a ł , gdyż m i a ł
w o b i a w i e n i u od S.Iana wtedy r ę k i swoiey ozdrowienie,
gdy iego G ł o w a będzie przeniesienie". Chmielowski,
op. cit., s. 47—49

Fot.: к . Kubiak, il. 4, 5; J . Swiderski, il. 1—3, 6, 7

Obraz reprodukowany na il. 4 pochodzi ze zbiorów M. Hoffmana, Sibiu; obraz na il. 5 z Muzeum Sztuki Ludowej w Bukareszcie

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8606" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8585">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/29b17400830ebcc77359f034f0cf9c7e.pdf</src>
        <authentication>1a217105203a16c15bb41e5a6486e675</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102794">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3368</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102795">
                <text>1983</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102796">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3156</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102798">
                <text>Symboliczne i kulturowe aspekty monastycyzmu wschodniego / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1983 t.37 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102800">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1983 t.37 z.3-4, s.163-174</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102802">
                <text>Benedyktowicz, Zbigniew</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102804">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102806">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102808">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102815">
                <text>Zbigniew Benedyktowicz

SYMBOLICZNE I KULTUROWE ASPEKTY MONASTYCYZMU WSCHODNIEGO
SACRUM I PROFANUM W KULTURZE MONASTYCZNEJ I W KULTURZE TRADYCYJNEJ

„Z czasem jednak k o n i e c z n o ś ć z a m i e n i ł
na d o b r o w o l n ą chęć i powoli szedł coraz da­
lej, niekiedy z a t r z y m y w a ł się, aż wreszcie częs­
to to czyniąc, znalazł górę s k a l i s t ą , a u jej
stóp w i e l k ą p i e c z a r ę , k t ó r ą z a m y k a ł k a m i e ń .
Po jego u s u n i ę c i u , a ludzie m a j ą chęć p o z n a ć
to, co u k r y t e , t y m silniej b a d a j ą c u j r z a ł w e w ­
n ą t r z w i e l k i e p o d w ó r z e . Na n i m pod o t w a r t y m
niebem r o z w i j a ł a swe gałęzie stara palma, o s ł a ­
n i a j ą c strumyczek j a k najczystszej wody. Za­
ledwie w y p ł y n ą ł przez m a l e ń k i o t w ó r , a zie­
mia z k t ó r e j się w y d o s t a w a ł z p o w r o t e m w
siebie go w c h ł a n i a ł a . Upodobawszy sobie to
miejsce, j a k b y przez Boga m u
ofiarowane,
spędził tam całe życie na m o d l i t w i e i samot­
ności".
Hieronim, Żywot
Pawła
Pustelnika

Zainteresowanie monastycyzmem ze strony a n t r o ­
pologii k u l t u r y jest c a ł k i e m z r o z u m i a ł e . I s t n i e j ą co
najmniej dwa jasne motywy tego zainteresowania. Po
pierwsze: w p i e r w o t n y c h formach monastycyzmu antro­
polog k u l t u r y spotyka się z problemem „ucieczki od
k u l t u r y " , od ś w i a t a , z p r ó b ą zbudowania k o n t r - k u l t u r y .
Po drugie: r o z w a ż a j ą c w p ł y w y i o d d z i a ł y w a n i a danej
formacji wyznaniowej na k s z t a ł t k u l t u r y , w przypadku
tradycji wschodniego c h r z e ś c i j a ń s t w a , gdzie monastycyzm k u l t y w u j e duch owych
pierwotnych
wzorców
ucieczki od ś w i a t a , życia anachoretycznego i ascezy nie
sposób przejść obok tego zjawiska o b o j ę t n i e .
Rolę wyznania, jako czynnika m a j ą c e g o p o w a ż n y
w p ł y w na k u l t u r ę danej społeczncści i t e r y t o r i u m pod­
noszono wielokrotnie. Wystarczy w s p o m n i e ć na w s t ę ­
pie refleksje Czarnowskiego ,
który
charakteryzując
k u l t u r ę religijną ludu polskiego p r z e c i w s t a w i a ł
sensuaiistycznej religijności wiejskiego katolicyzmu w i ę k ­
szą skłonność do mistycyzmu na obszarach p r a w o s ł a ­
wia. R ó w n i e ż B y s t r o ń a n a l i z u j ą c rolę Kościoła, jako
autorytetu w kulturze
ludowej,
zwracał
u w a g ę na
k s z t a ł t o w a n i e się odmiennych relacji
duchowieństwo- s p o ł e c z n o ś ć wioski w w y n i k u r ó ż n y c h tradycji w y z ­
naniowych p r a w o s ł a w i a i katolicyzmu.
Różnice te o d z w i e r c i e d l a ł y się t a k ż e w o b r z ę d o w o ­
ści dorocznej — na ściślejszy z w i ą z e k jej kalendarza
na obszarach wyznaczonych z a s i ę g i e m p r a w o s ł a w i a z
t r a d y c j ą g r e c k ą w s k a z y w a ł W. K l i n g e r . Podobnie jeśli
idzie o l i t e r a t u r ę e t n o g r a f i c z n ą d o t y c z ą c ą
obrzędów
r o d z i n n y c h , spotykamy r o z w a ż a n i a dotyczące różnego
sposobu asymilacji do l i t u r g i i
kościelnej
elementów
p r z e d c h r z e ś c i j a ń s k i c h , różnego stopnia tolerancji wobec
p o g a ń s k i c h zwyczajów, różnego stopnia zachowania i
przetrwania ich w kulturze ludowej. Jako konsekwen­
cję o d d z i a ł y w a n i a tradycji Kościoła wschodniego w k u l ­
turach grup w s c h o d n i o s ł o w i a ń s k i c h u p a t r y w a ł M o s z y ń ­
ski rozwój muzyki wokalnej i brak r o z w i n i ę t e j muzyki
instrumentalnej, brak w y s t ę p o w a n i a rzeźby
ludowej .
O ile więc problem w p ł y w u r ó ż n y c h tradycji wyz­
naniowych nie jest obcy etnograficznym analizom, o
tyle jego r o z w i ą z a n i e ogranicza się do dość zdawko­
1

2

3

4

5

wych konstatacji. S e n s o w n o ś ć k o n t y n u a c j i s t u d i ó w nad
t y m zagadnieniem staje się dla etnografa niezaprze­
czalna, gdy zamierza on podjąć badania nad k u l t u r ą
tych grup etnicznych, w k t ó r y c h k r y t e r i u m wyznania
było zasadniczym czynnikiem poczucia o d r ę b n o ś c i , i n ­
ności od grup s ą s i a d u j ą c y c h , k r y t e r i u m , w o k ó ł k t ó r e g o
k s z t a ł t o w a ł o się poczucie swojskości, a identyfikacja ze
swoją k u l t u r ą , g r u p ą b y ł a w y r a ż a n a przez i d e n t y f i k a c j ę
z wyznaniem. T a k ą sytację spotykamy we wschodnich
regionach Polski, w w o j e w ó d z t w i e białostockim, gdzie,
jak pisze P a w l u c z u k : „ u k s z - a ł t o w a ł a się na bazie od­
r ę b n o ś c i wyznaniowej grupa etniczna. Jest to w i ę c g r u ­
pa w y o d r ę b n i a j ą c a się w y r a ź n y m poczuciem więzi g r u ­
powej, i s t n i e j ą c e j w ś w i a d o m o ś c i jej c z ł o n k ó w jako
tradycyjne przeciwstawienie „swoi — obcy". Granice
tej grupy w ś r o d o w i s k a c h wiejskich wyznacza wyznanie
p r a w o s ł a w n e . . . " . Praca Pawluczuka d o t y c z ą c a zagad­
n i e ń ś w i a t o p o g l ą d u jednostki w w a r u n k a c h rozpadu
społeczności tradycyjnej porusza zagadnienie systemu
w a r t o ś c i charakterystycznycn dla k u l t u r y tradycyjnej.
Wyżej wspomniany autor jako pierwszy wprowadza do
l i t e r a t u r y socjologicznej dotyczącej p r a w o s ł a w n o - k a t o lickiego pogranicza na Białostocczyźnie zestawienie cech
p r a w o s ł a w i a , k t ó r e m a j ą w p ł y w na charakter k s z t a ł ­
t u j ą c y c h się w jego zasięgu grup etnicznych. I tak za
E v d o k i m o v e m zwraca u w a g ę na c h a r a k t e r y s t y c z n ą dla
p r a w o s ł a w i a n i e c h ę ć do kodyfikowania zasad w i a r y :
. P r a w o s ł a w i e uznaje jedynie dogmaty pierwszych sied­
m i u soborów powszechnych. P r a w o s ł a w i e nie s f o r m u ł o ­
wało też w i e l k i c h s y s t e m ó w teologiczno-filozoficznych
na k s z t a ł t augustynizmu czy tomizmu. Spekulacje f i l o ­
zoficzne na temat istoty Boga, traktowanie Boga jako
przedmiotu wiedzy u w a ż a n o tu za rzecz z d r o ż n ą . Bóg
miał o l ś n i e w a ć w i e r n y c h w ł a ś n i e swoją t a j e m n i c z o ś c i ą
i n i e p o z n a w a l n o ś c i ą . Nie przejawiano w p r a w o s ł a w i u
ż a d n e g o d ą ż e n i a ani do kanonicznego s f o r m u ł o w a n i a
c a ł o k s z t a ł t u z a g a d n i e ń , ani do logicznej systematyki
poglądów.
Logiczne uzasadnienie p r a w d w i a r y dopuszcza się
jedynie w literaturze polemicznej, gdy z m u s z a j ą do
tego teologów przeciwnicy Kościoła. S t ą d — j a k pisze
e

7

8

163

I

�Evdokimov — „ p r a w o s ł a w i e przejawia najmniej nor­
matywną
formę
c h r z e ś c i j a ń s t w a i w najmniejszym
stopniu daje się w y r a z i ć w p o j ę c i a c h " . Zestawienie
dokonane przez Pawluczuka pomija jeden bardzo w a ż ­
ny element, w ł a ś n i e monastycyzm. Evdokimov pisze,
iż „ n a j l e p s z y m sposobem poznania p r a w o s ł a w n e j d u ­
chowości jest w e j ś c i e do niej poprzez życie mnisze,
k t ó r e o d e g r a ł o p i e r w s z o p l a n o w ą rolę przy jej formo­
w a n i u s i ę " . Powiedzmy w i ę c e j , monastycyzm jest t y m
ogniwem, w k t ó r y m n a j p e ł n i e j w i d a ć , j a k dany spe­
cyficzny
system w a r t o ś c i (resp. system r e l i g i j n y —
wschodnie c h r z e ś c i j a ń s t w o ) może w p ł y w a ć na charak­
ter k u l t u r y z n a j d u j ą c e j się w jego zasięgu, d o s t a r c z a j ą c
o k r e ś l o n y c h w z o r ó w świętości i k s z t a ł t u j ą c ludzkie po­
stawy wobec sfery sacrum. Monastycyzm jest jedno­
cześnie t a k i m ogniwem, w k t ó r y m d a d z ą się śledzić
strukturalne z w i ą z k i łączące go z k u l t u r ą l u d o w ą . D o ­
piero głębsza analiza owych z w i ą z k ó w i relacji p o m i ę ­
dzy k u l t u r ą m o n a s t y c z n ą a k u l t u r ą t r a d y c y j n ą pozwoli
nam o k r e ś l i ć dalsze k i e r u n k i b a d a ń nad w p ł y w a m i ,
jakie może w y w i e r a ć monaster p r a w o s ł a w n y na spo­
łeczność w i e j s k ą , a t a k ż e u j a w n i ć źródła i t r w a ł o ś ć
pewnych w y o b r a ż e ń i p r z e ż y ć d o t y c z ą c y c h sfery sac­
r u m , k t ó r e w y s t ę p u j ą w t r a d y c j i ludowej i funkcjo­
n u j ą po dziś dzień w społeczności wiejskiej.
9

1 0

Opracowania dotyczące monastycyzmu m o ż n a podzie­
lić na dwa zasadnicze typy. Pierwszym z nich jest
literatura socjologiczna, r o z p a t r u j ą c a ruch monastycz­
ny od strony społecznego b ą d ź ekonomicznego charak­
teru . D r u g i m zasadniczym l y p e m o p r a c o w a ń są prace
historyczne. M a j ą one dla nas o wiele w i ę k s z e zna­
czenie ze w z g l ę d u na swoje w a r t o ś c i heurystyczne.
W skład naszych ź r ó d e ł
wchodzą zarówno niektóre
pisma ascetyczne, opisy życia m n i c h ó w dokonane przez
w s p ó ł c z e s n y c h i m pisarzy i h i s t o r y k ó w , teksty poe­
tyckie, hagiografia p r z e s i ą k n i ę t a l u d o w ą mitologią.
u

1 2

Nasze wymagania wobec m c h są nieco odmienne
od w y m a g a ń , jakie stawia h i s t o r y k sensu stricto. W y ­
nika to z o d m i e n n o ś c i stawianych p y t a ń . Do pewnego
stopnia nie interesuje nas t u geneza, wcześniejszość
czy późniejszość poszczególnych f o r m życia mniszego,
lecz przede w s z y s t k i m to, j a k u j a w n i a j ą one p e w n ą
o d m i a n ę sacrum i j a k u j a w n i a j ą p o s t a w ę c z ł o w i e k a
wobec sacrum. To znaczy interesuje nas t u ich hierofaniczny charakter. Ze w z g l ę d u na to że „każdy do­
kument m o ż n a u w a ż a ć za h i e r o i a n i ę , o tyle, O' ile w y ­
r a ż a on p e w n ą o d m i a n ę sacrum i j a k i ś odcinek jego
historii, tzn. j a k i e ś jedno orzeżycie sacrum spośród
jego niezliczonych w a r i a n t ó w "
u w z g l ę d n i a m y w na­
szej analizie nie tylko teksty i relacje p o w s t a ł e w k r ę ­
gu r e l i g i i c h r z e ś c i j a ń s k i e j , alo r ó w n i e ż teksty staroindyjskie.
13

Obok relacji h i s t o r y k ó w i. pisarzy c h r z e ś c i j a ń s k i c h ,
obok poezji Grzegorza z N a z j a n u
równie wartościo­
we są dla nas hymny o ascecie z n a j d u j ą c e się w p i e ś ­
niach Rigwedy, czy b u d d y j s k i zbiór poezji ascetycz­
nej — Dhamma p a d a m , dlatego, że p o z w a l a j ą n a m
lepiej i p e ł n i e j p o z n a ć zwarty system odmian sakralności monastycznej, s t w i e r d z i ć , że język tych hierof o n i i wykazuje zasadnicze p o d o b i e ń s t w a z a r ó w n o co
do treści, j a k i ze w z g l ę d u na swój w y r a z z e w n ę t r z n y .
Co do r z e t e l n o ś c i n i e k t ó r y c n źródeł nasze wymagania
nie są takie same j a k wymagania historyka. P o s ł u ż ę
się t u dwoma p r z y k ł a d a m i . Z a p o c z ą t k o w a n i e r u c h u
monastycznego w c h r z e ś c i j a ń s t w i e większość o p r a c o w a ń
historycznych w i ą ż e z p o s t a c i ą ś w . Antoniego , pustel­
nika egipskiego. W w y m i e n i o n v c h j u ż Żywotach
mni­
chów H i e r o n i m a znajdujemy ż y w o t P a w ł a s p o r z ą d z o n y
w latach 375—378", a więc w około d w a d z i e ś c i a lat
14

po ś m i e r c i Antoniego. W e d ł u g u s t a l e ń p a t r o l o g ó w Hie­
r o n i m n a p i s a ł go „(...) po części, aby zrobić k o n k u r e n ­
cję ż y w o t o w i Antoniego, napisanemu przez Anastazego,
a po części d a j ą c upust w ł a s n y m marzeniom o życiu
pustelniczym. Z P a w ł a chciał H i e r o n i m zrobić p i e r w ­
szego pustelnika. W y n i k a to z ogólnej koncepcji pisma,
jak i z n i e k t ó r y c h szczegółów. P a w e ł jest starszy od
Antoniego, udziela mu rad i w s k a z ó w e k . D r u g i przy­
k ł a d to Żywot
Barlaama
i Jozafata .
Jest to anoni­
mowy u t w ó r l i t e r a c k i p o w s t a ł y około V I I w i e k u .
Jego autorstwo przypisuje się Janowi D a m a s c e ń s k i e m u ,
m n i c h o w i klasztoru ś w . Saby pod J e r o z o l i m ą .
1 8

19

8 9

2 1

T r e ś c i ą opowieści jest historia p o g a ń s k i e g o k r ó l a
Abennera i jego syna Jozafata, o k t ó r y m w r ó ż b i c i za­
powiedzieli, że przejdzie na w i a r ę c h r z e ś c i j a ń s k ą . Ojciec,
k t ó r y p o s t a n o w i ł to u d a r e m n i ć , z a m k n ą ł syna w pa­
łacu, nie p r z e s z k o d z i ł o to jednak temu, że s p o t k a ł go
Barlaam pustelnik, k t ó r y z a p r z y j a ź n i w s z y się z Joza­
fatem prowadzi z n i m długie dysputy o d s ł a n i a j ą c przed
n i m obraz życia ascetycznego. Jozafat pod w p ł y w e m
Barlaama rezygnuje z korony, opuszcza pałac i udaje
się na p u s t y n i ę , gdzie prowadzi życie mnicha i gdzie
umiera jako pustelnik. O p o w i e ś ć tę p r z e ł o ż o n o w X I
stuleciu z j ę z y k a greckiego na łaciński, „(...) stąd zaś
poszły potem ł a c i ń s k i e s k r ó t y l j b p r z e r ó b k i , a wreszcie
też p r z e k ł a d y lub parafrazy na j ę z y k i ludowe, (...) obu
uznano za osoby historyczne i zaliczono w poczet ś w i ę ­
tych w M a r t y r o l o g i i Romanum, p o ś w i ę c a j ą c i m dzień
27 listopada (...)". L i b r e c h t s t w i e r d z i ł , że ani Jozafat
ani ojciec jego Abanner nigdy nie istnieli, faktem r e a l ­
n y m b y ł a tylko historia S i t h a r t y syna k r ó l a K a p i l a wastu, Suddhodany, k t ó r y jako założyciel buddyzmu
z a s ł y n ą ł n a s t ę p n i e pod i m i e n i e m Buddhy. Z w i ą z e k h i ­
storyczny z ż y w o t e m Buddhy jest rzeczą z u p e ł n i e pew­
ną, dowód zaś, że wersja c h r z e ś c i j a ń s k a z a l e ż n a jest od
buddyjskiej nie zaś przeciwnie, r o z w i n ą ł C o s q u i n " .
22

Nieistotny jest t u dla nas problem h i s t o r y c z n o ś c i
postaci P a w ł a czy Barlaama i Jozafata. Zestawienie
t e k s t ó w buddyjskich i c h r z e ś c i j a ń s k i c h nie ma też na
celu wyprowadzenia j a k i c h k o l w i e k konsekwencji ge­
netycznych w odniesieniu do obu s y s t e m ó w religijnych,
k t ó r y c h głębokich różnic n a t u r y filozoficznej
(autosoteryczna wizja zbawienia w buddyzmie, inne rozumie­
nie niż w c h r z e ś c i j a ń s t w i e takich z a g a d n i e ń j a k nie­
ś m i e r t e l n o ś ć , życie wieczne i t p ) m a j ą c y c h swe odbicie
w koncepcjach monastycznych obu r e l i g i i bynajmniej
nie zamierzamy k w e s t i o n o w a ć .
R e a s u m u j ą c , źródła, na k t ó r y c h opieramy n a s z ą
a n a l i z ę są r ó w n i e rzetelne i w a r t o ś c i o w e ze w z g l ę d u
na swój charakter hierofaniczny. R ó ż n o r o d n o ś ć ich pod
w z g l ę d e m pochodzenia, czy tego, że jedne są relacjami
historycznymi, inne zaś poezją, m i t e m , wierzeniami,
p r z e s ą d a m i , symbolami, nie jest t u dla nas ż a d n ą
p r z e s z k o d ą , a w r ę c z przeciwnie, pomaga nam w wyzna­
czeniu możliwie n a j p e ł n i e j s z e g o systemu odmian sak r a l n o ś c i monastycznej.

15

l e

164

Kultura monastyczna i kultura tradycyjna
P o s ł u g u j ą c się t e r m i n a m i k u l t u r a monastyczna, k u l ­
tura tradycyjna, z p o j ę c i e m k u l t u r a wiążę trojakie r o ­
zumienie. Pierwsze jest takie samo, w j a k i m przeszło
do antropologii za s p r a w ą Cycerona, k t ó r y w Rozpra­
wach Tuskulańskich
nazywa filozofię u p r a w ą ducha
(łac. cultura — uprawa). Dla nas jest to o tyle warte
zaznaczenia, że skupia n a s z ą u w a g ę na t y m , ż e z po­
j ę c i e m k u l t u r y monastycznej w i ą ż e się pewna wizja
ś w i a t a o r g a n i z u j ą c a tę k u l t u r ę . Odwzorowaniem tej
w i z j i są d z i a ł a n i a ludzi ją u p r a w i a j ą c y c h . Drugie rozu23

�mienie p o k r y w a się z t y m , jakie mamy u Bystronia,
przez k u l t u r ę rozumiemy „ p e w i e n historycznie w y t w o ­
rzony zespół treści k u l t u r o w y c h . "
Podobnie jak u
Bystronia, k t ó r y m ó w i ą c o kulturze ludowej, szlachec­
k i e j , zastrzega, że treści nie są same w sobie ani ludo­
we, ani szlacheckie, że m o g ł y p o w s t a ć w innych zespo­
łach, w innej kulturze, że m o g ł y p r z e n i k a ć z jednego
zespołu do drugiego, tak samo w naszym przypadku
k u l t u r y monastycznej n i e k t ó r e jej treści m o g ł y p o w s t a ć
zupełnie n i e z a l e ż n i e w innych zespołach lub p r z e n i k a ć
do innych zespołów. T a k ą t r e ś c i ą może być asceza. Na
p r z y k ł a d z u p e ł n i e n i e z a l e ż n i e w y s t ę p u j ą c a u neopitag o r e j c z y k ó w , gdzie p o l e g a ł a na u p r a w i a n i u filozofii,
„ k t ó r a uwalnia od b ł ę d u i n a m i ę t n o ś c i , na w s t r z y m y ­
w a n i u się od pewnych p o k a r m ó w , na milczeniu, na ra­
chunkach sumienia, na rezygnacji w czasie p r ó b ż y c i o ­
wych."
24

2 5

Trzecie rozumienie k u l t u r y przyjmujemy za K r o e berem: „ K u l t u r a jest to p r z y j ę t y zwyczajowo sposób
d z i a ł a n i a , odczuwania ii m y ś l e n i a , w y b r a n y spośród
n i e s k o ń c z o n e j liczby i r ó ż n o r o d n o ś c i m o ż l i w y c h poten­
cjalnie sposobów bycia. K o n k r e t n e p r z y j ę t e r o z w i ą z a ­
nie jest w dużej mierze zdeterminowane przez w c z e ś ­
niejsze sposoby życia, o r g a n i z a c j ę czy systemy k u l t u ­
ry."
2 0

Sacrum i profanum w kulturze monastycznej
i w kulturze tradycyjnej
Monastycyzm, jak k a ż d e zjawisko religijne, ujaw­
nia nam dwoisty charakter rzeczywistości, w k t ó r e j
przebiega życie i d z i a ł a l n o ś ć c z ł o w i e k a s p r o w a d z a j ą c
je do d w u przeciwstawnych w y m i a r ó w : sacrum i p r o ­
fanum, tego co ś w i ę t e , n i e z w y k ł e , niecodzienne i tego
co z w y k ł e , powszechne i świeckie. Jak k a ż d a postawa
religijna, a może nawet w i ę c e j , bo czyni to explicite,
jest aktem w y b o r u i waloryzacji
pewnego obszaru,
gdzie życie i d z i a ł a n i e ludzkie przebiega w sposób p e ł ­
ny, harmonijny, powiedzlielibyśmy sensowny i w a r t o ś ­
ciowy. „Dla człowieka religijnego p r z e s t r z e ń nie jest
jednorodna, są w niej rozdarcia, p ę k n i ę c i a , są fragmen­
t y przestrzeni j a k o ś c i o w o r ó ż n e od innych. „Nie p r z y ­
stępuj t u — rzecze Pan do Mojżesza — zżuj obuwie
z n ó g twoich, miejsce bowiem, na k t ó r y m stoisz, ziemią
ś w i ę t ą jest" (ks. wyjścia 3,5). Jest więc obszar święty,
a więc 'mocny', w a ż n y i są inne obszary, nie u ś w i ę c o n e ,
a więc pozbawione s t r u k t u r y i k o n s y s t e n c j i " . D o ś ­
wiadczenie sacrum i z w i ą z a n e z n i m w y b ó r i w a l o r y ­
zacja przestrzeni p o s i a d a j ą r ó ż n e artykulacje w r ó ż ­
nych zespołach k u l t u r o w y c h . Zobaczmy, co ma do po­
wiedzenia pod t y m w z g l ę d e m symbolika monastyczna.
27

P r z e s t r z e n i ą , w k t ó r e j realizuje się życie mnisze
jest pustynia. U p o c z ą t k ó w monastycyzmu c h r z e ś c i j a ń ­
skiego jest to pustynia N i t r i a i Sketa w E g i p c i e ,
gdzie p r z e b y w a ł A n t o n i i d o k ą d p r z y b y w a l i n a ś l a d o w ­
cy, gdzie ruch ten p r z y b r a ł takie rozmiary, że miasta
opustoszały, a wsie i pustynie zaroiły się od a s c e t ó w .
Pustynie S y r i i , Palestyny, jak np. „ p u s t y n i a Mojma,
k t ó r a się r o z c i ą g a w z d ł u ż morza o osiem m i l od han­
dlowego p o r t u Gazy", na k t ó r ą udaje się H i l a r i o n ,
n i e d o s t ę p n e obszary Rusi, gdzie p o w s t a j ą skupiska ży­
cia ascetycznego dając p o c z ą t e k i „ r e g u ł ę " powstawa­
n i u k l a s z t o r ó w p r a w o s ł a w n y c h . Do pustyni skierowa­
ne są h y m n y X l X - w i e c z n e j sekty b i e g u n ó w . Ale nie
chodzi t u t y l k o o k o n k r e t n y obszar znany pod taką"
czy i n n ą n a z w ą geograficzną.
28

2 9

3 0

3 1

3 2

Pustynia to obszar n i e z a m i e s z k a ł y , amorficzny. M o ­
że się z n a j d o w a ć w s z ę d z i e : „Przy chacie, we w s i czy
w ś r ó d lasu, na oceanie czy na lądzie, gdziekolwiek

Die Ąsketćn Makańus Agypticus. Oniiphriu* und Petrus \oi.
A\hoK. Novgoroder lkone. um 1500. Novgorod. Sinatlichc
Kunsthistorisches Museum
I I . 1. Asceci Makariusz Egipski, Onufry i Piotr z Atos,
Ikona nowogrodzka, ok. 1500 r.

33

b ę d ą d o s k o n a l i " — p o w i a d a buddyjski h y m n ascetycz­
ny. D o s k o n a ł o ś ć mnisza r e a l i z u j ą c a się na pustyniach
Egiptu, S y r i i i Palestyny przybiera najrozmaitsze for­
my. Historia i c h r z e ś c i j a ń s k a hagiografia m ó w i ą o subdywalach, k t ó r z y żyli wprost pod g o ł y m n i e b e m
za
dnia grzani od u p a ł u , a w nocy d r ę t w i e j ą c y od z i m n a ,
o dendrytach
z a m i e s z k u j ą c y c h na drzewach i w dziup­
lach drzew, o s ł u p n i k a c h z n a j s ł a w n i e j s z y m spośród sy­
ryjskich s t y l i t ó w Symeonem, o p r z y k u t y c h do jednego
miejsca ł a ń c u c h a m i k a t e n a t a c h . I n n i mieszkali w
w y s c h n i ę t y c h c y s t e r n a c h , w jaskiniach, grotach, w
grobach j a k A n t o n i , nawet prowizoryczna c h a ł u p a
zbudowana z trzciny i z sitowia — k t ó r e j opis zamiesz­
cza H i e r o n i m — znacznie niższa od wzrostu mnicha
„była raczej podobna do grobowca niż do d o m u " .
Poprzez w y r a ź n i e zaznaczający się pierwiastek t a n at o s — n i e z a m i e s z k a ł a , pozbawiona życia i wegetacji
pustynia, sytuowanie cel pod ziemią (grota, jaskinia,
w y s c h n i ę t a studnia, grób) — ujawnia się opozycyjny
charakter w a r t o ś c i , j a k i e w i ą ż e z p r z e s t r z e n i ą k u l t u r a
monastyczna w stosunku do analogicznych w a r t o ś c i w y ­
s t ę p u j ą c y c h w kulturach tradycyjnych.
34

36

3 0

37

38

3 9

40

„Rzeczą z n a m i e n n ą dla s p o ł e c z e ń s t w tradycyjnych
jest r o z r ó ż n i e n i e , j a k i m p r z e c i w s t a w i a j ą swe zasiedlone
terytorium
obszarowi
nieznanemu i n i e o k r e ś l o n e m u ,
k t ó r y je otacza: ich okolica to „świiat" (ściślej rzecz
b i o r ą c „nasz świat"), Kosmos; reszta — to już nie
Kosmos, to coś w rodzaju „ z a ś w i a t u " , obszar obcy,
b e z ł a d n y , z a m i e s z k a ł y przez poczwary, demony, „ o b ­
cych" ( u t o ż s a m i a n y c h z r e s z t ą z demonami i upiorami).
Na pierwszy rzut oka to rozdarcie przestrzeni w i ą ż e

165

I

�się z przeciwstawieniem t e r y t o r i u m zaludnionego i za­
gospodarowanego, a więc „ u r z ą d z o n e g o j a k ś w i a t " , nie­
znanej przestrzeni, k t ó r a r o z c i ą g a sią poza jego g r a n i ­
cami. Z jednej strony ma się do czynienia z Kosmosem,
z drugiej — z Chaosem . P r z e s t r z e ń w k t ó r e j r e a l i ­
zuje się życie mnisze, to w ł a ś n i e ów „ C h a o s " . O d z w i e r ­
ciedlenie jego znajdujemy w ż y w o t a c h m n i c h ó w , w opi­
sach ich z m a g a ń z demonami z a m i e s z k u j ą c y m i pusty­
n i ę . W ę d r u j ą c e m u przez p u s t y n i ę A n t o n i e m u z a b i e g a j ą
d r o g ę p o t w o r y : „Na t y m u r w a ł , bo ujrzał potwora, pół
człowieka, pół konia... Nie w i e m czy szatan, aby go
p r z e s t r a s z y ć t a k ą p r z y b r a ł p o s t a ć , czy też pustynia, j a k
z w y k ł a to czynić, p ł o d n a w tak potworne z w i e r z ę t a
i takie rodzi z w i e r z ę t a " . W ten sposób wyjście w ob­
szar n i e z a m i e s z k a ł y , przez m o n a s t y c z n ą u c i e c z k ę od
ś w i a t a , odgrywa rolę „ o t w i e r a n i e przestrzeni", jest ob­
razem otwarcia. Przeistacza d o t y c h c z a s o w ą c h a o t y c z n ą ,
a m o r f i c z n ą i ś m i e r c i o n o ś n ą p u s t y n i ę w obszar c e c h u j ą ­
cy się szczególną m o c ą ż y c i o w ą i ż y c i o d a j n ą .
41

42

N i e z w y k ł a moc m n i c h ó w p r z e c h o d z ą c y c h p r ó b ę na
p u s t y n i p r z y c i ą g a coraz liczniejsze rzesze ludzi, a w a l k a
z demonami pustyni przechodzi w w y p ę d z e n i e demo­
n ó w z ludzi ii z w i e r z ą t . T a m gdzie zatrzymuje się
mnich, w y r a s t a j ą
drzewa ofiarowane przez B o g a ,
p t a k i p r z y n o s z ą c h l e b . W sakralizacji pustyni, ob­
szaru n i e d o s t ę p n e g o , w przemienianiu dotychczasowego
„ C h a o s u " w „ K o s m o s " w y r a ź n i e zaznacza się s y m b o ­
l i z m ś r o d k a . M o ż n a by t u za Eliadem p o w t ó r z y ć ,
ż e : „ w d a r c i e się sacrum ustanawia t u nie t y l k o p u n k t
stały p o ś r o d k u b e z k s z t a ł t n e j p ł y n n o ś c i ś w i e c k i e j prze­
strzeni, „ ś r o d e k " w ś r ó d „ c h a o s u " , dokonuje ono t a k ż e
przeskoku m i ę d z y poziomami kosmicznymi (ziemia i
niebo) oraz przejścia typu ontologicznego z jednej mo­
dyfikacji b y t u do innej.
Takie
przerwanie
heterogeniczności
przestrzeni
ś w i e c k i e j stwarza „ ś r o d e k " u m o ż l i w i a j ą c y łączność z
„ t r a n s c e n d e n c j ą " , a t y m samym ustanawia „świat", jako
że ś r o d e k u m o ż l i w i a o r i e n t a c j ę . W naszym przypad­
k u , w przypadku symboliki monastycznej ł a t w o da się
śledzić elementy w y z n a c z a j ą c e kierunek g ó r a - d ó ł , niebo-ziemia: są to — z jednej strony symbole: drzewo- s ł u p ( w s t ę p o w a n i e w górę), oraz jaskinia-grota-wyschn i ę t a s t u d n i a - g r ó b ( w s t ą p i e n i e pod ziemię).
4 3

J1

45

4 8

4 7

Tanatyczna symbolika wyjścia w p u s t y n i ę w s k a ­
zuje n a m na to, że akt sakralizacji przestrzeni odbywa
się t u na tej samej zasadzie, na k t ó r e j oparte są ob­
r z ę d y przejścia i n i c j a c j i : z m i a n ę
„modalności
bytu"
o s i ą g a się przez ś m i e r ć , n o w y stan egzystencji, nowe
życie o s i ą g a się przez ś m i e r ć . Drzewo, słup, a nawet
j a k m ó w i explicite Ewagriusz o kosturze m n i s z y m
są przedstawieniem drzewa życia.
4 8

1

P e ł n y obraz miejsca świętego , w k t ó r y m przebywa
mnich, miejsca, k t ó r e ustanawia ś w i a t p o ś r ó d chaosu
d a j ą jedynie późniejsze hagiografie — jest to obraz
zazwyczaj p o k r y w a j ą c y się z t y m j a k i znajdujemy we
fragmencie, k t ó r y posłużył nam za motto: grota, drze­
wo, źródło (Por. Boscha Kuszenie św. Antoniego). Ele­
menty te j e d n a k ż e rzadko w y s t ę p u j ą razem. Z w ł a s z c z a
w ó w c z a s gdy mamy do&gt; czynienia albo z dendrytami,
albo p r z y k u t y m i do jednego p u n k t u , albo z ż y j ą c y m i
w grobie czy wprost pod g o ł y m niebem. Zachodzi więc
pytanie, co jest symbolem ewego „ p u n k t u stałego",
„środka"?
Istnieje jedyna odpowiedź — s y m b o l e m
środ­
k a j e s t s a m m n i c h — c z ł o w i e k : „Niechaj i n n i
p o d z i w i a j ą cuda, jakie czynił, niech p o d z i w i a j ą
jego
n i e w i a r y g o d n ą w s t r z e m i ę ź l i w o ś ć , p o k o r ę . Mnie zaś nic
tak nie zdumiewa, jak to, że u m i a ł z d e p t a ć t a k ą chwa­
łę, takie objawy czci. P r z y b y w a l i biskupi, całe rzesze
266

k a p ł a n ó w , duchownych niższego stopnia, c h r z e ś c i j a ń s k i c h
dostojnych niewiast — wielka pokusa —• a i z miast
i w s i prosty lud... H i l i a r i o n m y ś l a ł tylko o s a m o t n o ś c i
i pewnego dnia p o s t a n o w i ł w y r u s z y ć w d r o g ę ; przy­
g o t o w a ł sobie na n i ą osiołka, tak b o w i e m był o s ł a b i o ­
ny postami, iż ledwie mógł chodzić. Skoro się o t y m
w i e ś ć rozeszła, z d a w a ł o się, że j a k b y zagroziło Palesty­
nie spustoszenie, nieszczęście. Z e b r a ł o się ponad dziesięć
tysięcy ludzi, r ó ż n e g o w i e k u i stanu, aby go zatrzy­
m a ć . (...) pilnowano go, aby nie w y r u s z y ł " .
4 9

Powszechnie
występujący
w hagiografii m o t y w
odejścia mnicha ujmuje takie wydarzenie w kategoriach
katastrofy, odejście mnicha — grozi zawaleniem ś w i a ­
ta. A n t o n i k a ż e z a t a i ć miejsce swego grobu, aby n a j ­
bogatszy w tych stronach nie z a b r a ł do swego m a j ą t k u
ciała i k u jego czci nie z b u d o w a ł K o ś c i o ł a .
50

S a k r a l i z u j ą c p r z e s t r z e ń leżącą poza granicami do­
tychczasowego d o ś w i a d c z e n i a sacrum w k u l t u r z e t r a ­
dycyjnej (granice te w y z n a c z a j ą dom, wioska, t e r y t o ­
r i u m z a m i e s z k a ł e , zagospodarowane; szczegółowiej por.
symbolizm ś r o d k a w k u l t u r a c h t r a d y c y j n y c h — Eliade,
Traktat
... s. 372—373), monastycyzm nie tylko doko­
nuje aneksji n o w y c h t e r y t o r i ó w i otwierania t r a d y c y j ­
nych u k ł a d ó w przestrzennych, ale r ó w n i e ż orientuje
i o t w i e r a dotychczasowe systemy w a r t o ś c i w k i e r u n k u
z a g a d n i e ń egzystencji.
P o w i e d z i e l i ś m y uprzednio, że symbolika monastycz­
na ma charakter inicjacyjny: „przez ś m i e r ć osiąga się
nowe życie". J e d n a k o w o ż inicjacja tu znacznie różni
się od tej, j a k ą w postaci r ó ż n y c h o b r z ę d ó w spotyka­
my w k u l t u r a c h tradycyjnych. Zmiana dotychczasowe­
go stanu egzystencji, czy to w postaci wprowadzenia
jednostki w s p o ł e c z e ń s t w o , czy przejścia od stanu „ n i e ­
d o j r z a ł e g o " do „dojrzałego", od byctia dzieckiem do b y ­
cia d o r o s ł y m wymaga w k u l t u r a c h tradycyjnych pew­
nych o k r e ś l o n y c h o b r z ę d ó w , w k t ó r y c h spełnione m u ­
szą b y ć wszystkie w a r u n k i , takie, j a k i m i b y ł y na po­
czątku, w z a m i e r z c h ł e j przeszłości, i n illo tempore, k i e ­
dy dany r y t czy obrzęd został objawiony, t a k i m i , j a ­
kie je zna i przenosi mitologia w postaci o k r e ś l o n e g o
scenariusza o b r z ę d o w e g o . W czasie realizacji o b r z ę d u
dokonuje się rekapitulacja archetypicznych
gestów,
ofiar, n a s t ę p u j e przerwanie czasu z w y k ł e g o i p r z e j ś c i e
w i l l u d tempus. Zmiana stanu egzystencji dokonuje
się i s p e ł n i a w o b r z ę d z i e w sposób s k o ń c z o n y , z
c h w i l ą z a k o ń c z e n i a o b r z ę d u n a s t ę p u j e p o w r ó t do stanu
rzeczywistego, k t ó r y m o ż e b y ć p o w t ó r z e n i e m i uobec­
nieniem innego z kolei c y k l u — czasu wiecznego, w p i ­
sanego w i n n y scenariusz o b r z ę d o w y — jednak sama
inicjacja została s p e ł n i o n a .
To w y ł ą c z e n i e czasu mitycznego nie w y s t ę p u j e w
monastycyzmie, gdzie zmiana stanu jest aktem ciąg­
ł y m , wciąż t r w a j ą c y m , zwłaszcza dla jakiegokolwiek
spektatora z z e w n ą t r z , przejście dokonuje się w k a ż d e j
c h w i l i i jest w i e c z n y m teraz. Jest c i ą g ł y m ż y c i e m na
pustyni, w grobie, skale, drzewie i etc. Ofiara p r a k t y k i
ascetycznej
dokonuje się ustawicznie. Szata mnisza,
k t ó r a symbolizuje o f i a r ę
jsst j e d n o c z e ś n i e szatą, w
k t ó r e j m n i c h zostaje pogrzebany . T r ó j m i a n charak­
terystyczny dla o b r z ę d ó w p r z e j ś c i a i i n i c j a c j i , w k t ó ­
r y m z m i a n ę stanu wyznacza ciąg:
życie—śmierć
/ o f i a r a —ż у с i e, monastycyzm skraca do d w u m i a ­
nu: ś m i e r ć — ż y c i e .
S t ą d stan mnicha jest p e ł e n
sprzeczności i p r z e c i w i e ń s t w ,
zawieszony
pomiędzy
dwoma biegunami: śmierć—życie.
5 1

52

M o ż n a t u nawet m ó w i ć o szczególnej
totalizacji
p r z e c i w i e ń s t w . Ś w i a d c z ą o niej np. f u n k c j o n u j ą c e obok
symboliki fanatycznej symbole w s t ę p o w a n i a . O m n i ­
chach m ó w i się j a k o ptakacn, A n t o n i z t a k ą s z y b k o ś -

�cią p o k o n y w a ł d r o g ę , „że leciał jak ptak", Grzegorz
z Nazjanu p o w i a d a ł o mnichach, „którzy w i o d ą życie
na p u s t y n i , ale cieszą się weselem niebieskiego ś w i a ­
t a " , a w wierszu o ucieczce od ś w i a t a : „ C h c i a ł b y m
m i e ć lotne s k r z y d ł a j a s k ó ł e k albo gołębi, b y m od ż y ­
cia mógł u c i e c " , mnicha A m m o n a a n i o ł przenosi w
p o w i e t r z u . (Z tą s a m ą g r u p ą symboli w s t ę p o w a n i a ,
jeśli nie p o p r z e s t a ć na w y j a ś n i e n i u , jakiego dostarcza
tradycja hagiograficzna, d a ł o b y się chyba p o w i ą z a ć i k o ­
nograficzne przedstawienie św. Franciszka z ptakami).
W Strofach o d o s k o n a ł y m
o m n i c h u m ó w i się: „tego
jest droga nieuchwytna, jak ścieżka p t a k ó w w ś r ó d prze­
strzeni" i dalej:
63

54

№

5 8

Daleko d ą ż ą z a m y ś l e ń c y , nie m a j ą w domach swych
r a d o ś c i i j a k ł a b ę d z i e znad jeziora, tak ze swych do­
m ó w ciągną w dal,
Ł a b ę d z i e c i ą g n ą słońca szlakiem, w p r z e s t r z e ń się wzno­
szą czarodzieje,
A m ę d r z e c c i ą g n i e z tego ś w i a t a , gdy zwalczy ś m i e r ć
i orszak j e j .
M o t y w wznoszenia się, obejmowania całego ś w i a t a ,
przeskoczenia ponad dwa bieguny b y t u , a t a k ż e w y z ­
wolony w t y m p r z e j ś c i u żar magiczny o d s ł a n i a n a m
najstarszy dokument monastyczny, Hymn
o
ascezie":
D ł u g o w ł o s y ma ogień, t r u c i z n ę ,
D ł u g o w ł o s y nosi ś w i a t y dwa,
I ś w i a t o m słońce w i d z i e ć daje,
D ł u g o w ł o s y ś w i a t ł o ś c i ą się zwie.
O d b i e ż c y w i a t r e m opasani,
Za odzież m a j ą gnój brunatny,
I d ą za w i a t r u p o w i e w a m i ,
K i e d y bogowie w nich w s t ę p u j ą .
Uniesieni p o t ę g ą ascezy
d o s i e d l i ś m y tych w i c h r ó w m k n ą c y c h ,
A w y t u ot tylko ciała
Nasze widzicie, o ś m i e r t e l n i .
Leci na w s k r o ś podniebnych dali,
Ogląda k s z t a ł t y w nich wszelakie
I wszystkich b o g ó w , k u ich szczęściu,
Staje się m i ł y m przyjacielem.
Przyjaciel w i c h r u , r u m a k w i a t r u ,
Oto odbieżca, b ó s t w w y s ł a n i e c ,
Obydwa morza zamieszkuje,
Zachodnie jedno, drugie wschodnie.
Siadem Asparas i G a n d h a r w ó w
I ś l a d e m dzikich z w i e r z ą t idąc,
Zgadywacz m y ś l i , d ł u g o w ł o s y jest
Ich n a j s ł o d s z y m towarzyszem.

c h r z e ś c i j a ń s k i e j w i z j i i l l u d tempus, k t ó r y umieszczony
jest w perspektywie przyszłości, jest to czas, k t ó r y ma
n a d e j ś ć . J e d n a k ż e antycypacja owego czasu (illud t e m ­
pus, k t ó r y ma n a s t ą p i ć ) , j a k a ma miejsce w monastycyzmie nie r ó ż n i się niczym formalnie od r e k a p i t u l a c j i
owego czasu (illud tempus, który n a s t ą p i ł ) charakte­
rystycznej d l a k u l t u r t r a d y c y j n y c h . Obie postawy p r o ­
w a d z ą do zniesienia h i s t o r i i i w y p e ł n i e n i a jej czasem
ś w i ę t y m — obie są antyhistoryczne, obie są ucieczką
od h i s t o r i i . J e d y n ą r ó ż n i c ą jest to, o czym j u ż wspo­
m i n a l i ś m y , że o ile w k u l t u r a c h t r a d y c y j n y c h przy po­
mocy zestawu r ó ż n y c h o b r z ę d ó w stosownych do sytua­
cji, znoszenie h i s t o r i i odbywa się przez cykliczne pow­
tarzanie archetypicznych wzorcowych sytuacji, o tyle
w monastycyzmie c h r z e ś c i j a ń s k i m cykliczna okresowa
odnowa ś w i a t a (ryty kosmogoniczne) i osób (obrzędy
przejścia) z a s t ą p i o n a zostaje przez ciągle t r w a j ą c ą od­
n o w ę osoby ludzkiej.
Poruszamy to zagadnienie dlatego, że zazwyczaj
p o d k r e ś l a się g ł ę b o k i e r ó ż n i c e i p r z e p a ś c i i s t n i e j ą c e
p o m i ę d z y koncepcjami czasu w c h r z e ś c i j a ń s t w i e i w
k u l t u r a c h t r a d y c y j n y c h czy archaicznych s p o ł e c z e ń s t w .
Tymczasem, szczególnie w przypadku monastycyzmu,
r ó ż n i c e te nie są tak ogromne. Samo w y j ś c i e na pus­
t y n i ę m o ż n a i n t e r p r e t o w a ć jako odtworzenie archetypicznej sytuacji wyjścia Chrystusa na p u s t y n i ę (walka
z szatanem); hagiografie częściej w i ą ż ą w y j ś c i e z i n n ą
s c e n ą — spotkania Chrystusa г m ł o d z i e ń c e m , k t ó r e m u
na pytanie, co ma czynić, odpowiada: „Idź, sprzedaj,
co masz, a rozdaj ubogim, a p r z y j d ź n a ś l a d u j mnie,
w z i ą w s z y k r z y ż " ( M k 10, 21 i п.).
Wszystko, co b y ł o powiedziane, prowadzi nas do
konstatacji, że podobnie j a k w przypadku symboliki
d o t y c z ą c e j przestrzeni s t r u k t u r a symboli (zasady po­
działu), tak i w p r z y p a d k u symboliki dotyczącej czasu
(strukturalne w ł a ś c i w o ś c i czasu: r e a l i z u j ą c y się hic et
nuc i l l u d tempus), jest taka sama w kulturze mona­
stycznej i w k u l t u r a c h tradycyjnych, a r ó ż n i c e w y n i ­
k a j ą z r ó ż n i c t r e ś c i w i ą z a n y c h z t y m i symbolami. Tak
j a k m ó w i l i ś m y o przenikaniu, o o t w i e r a n i u t r a d y c y j ­
nych u k ł a d ó w przestrzennych, tak t e ż w przypadku
o t w i e r a n i a czasu (znoszenia cykliczności i periodyczności) k u l t u r a monastyczna dokonuje tego, w i ą ż ą c opo­
zycyjne t r e ś c i i w a r t o ś c i . Najbardziej zaś czytelne opo­
zycje znajdujemy we wzorach k u l t u r o w y c h obu zespo­
łów.

H i e r o n i m d a j ą c obraz wyniszczonego ascezą i c i ą g ­
ł y m przebywaniem na pustyni mnicha, m ó w i że: „Z
jego piersi w y d o b y w a ł się j a k b y p ł o m i e ń m o c y " . Jed­
n a k ż e w e j ś c i e w czas wieczny nie zawsze jest przed­
stawione jako dramatyczna totalizacja p r z e c i w i e ń s t w .
Z drugiej strony istnieje cały zespół symboli i
przedstawień obrazujących rajską koegzystencję m n i ­
c h ó w i z w i e r z ą t . L w y w y k o p u j ą g r ó b dla m n i c h a ' ,
u s t ę p u j ą j a s k i n i , r o z s z a l a ł y w i e l b ł ą d pada na kola­
n a , a lew, uleczony przez ś w . Gierasyma, opiekuje się
o s i o ł k i e m , chodzi z n i m do odległego źródła po w o d ę ,
później o p ł a k u j e ś m i e r ć m n i c h a - d o b r o c z y ń c y . Wejście
w czas wieczny jest t u p o w r o t e m do rajskiej rzeczywi­
stości, gdzie zniesiona zostaje opozycja: ś w i a t ludzki —
świat zwierzęcy.
58

Wzorem l e ż ą c y m u podstaw i o r g a n i z u j ą c y m k u l ­
t u r ę m o n a s t y c z n ą jest ucieczka od ś w i a t a . W y r a ż a j ą
to same s ł o w a : m n i c h — gr. monachos = samotny,
anachoreta — gr. anachoretes — człowiek u s u w a j ą c y
się na ubocze, eremita — gr. eremos = pustynia.
Wierne t ł u m a c z e n i e tych słów znajdujemy w j ę z y k u
rosyjskim dla o k r e ś l e n i a m n i c h ó w p r a w o s ł a w n y c h : mo­
nach, monaszestwo, odinoczestwo, inoczestwo, dnok. Z
kolei h y m n y buddyjskie m ó w i ą o o d b i e ż c y - ż e b r a k u ,
w y m i e n n i e pojawia się nazwa m ę d r z e c . W okresie
k s z t a ł t o w a n i a się monachizmu c h r z e ś c i j a ń s k i e g o znane
b y ł y r ó w n i e ż skrajne f o r m y ż e b r a c z e j a k np. mesalianie-euchdci , g y r o w a g o w i e , k t ó r z y prowadzili życie
włóczęgów.
M

66

5

6 0

6 1

6 !

63

Przedstawienia te, w y s t ę p u j ą c e
w
c h r z e ś c i j a ń s k i c h , w sposób
oczywisty

hagiografiach
n a w i ą z u j ą do

U c i e k a j ą c y od ś w i a t a ten, jak powiada h y m n b u d ­
dyjski, „kto nosi b r u d n ą n ę d z n ą odzież, to w y c h u d ł ,
siecią żył się p o k r y ł " , k t ó r y „za odzież ma gnój b r u ­
natny". Grzegorz z Nazjanu m ó w i o mnichach: „ m i l ­
czący heroldowie, a w i ę c zaniedbane i brudne włosy,
bose i do n ó g a p o s t o ł ó w podobne n o g i " , H i l a r i o n
„ p o k u t n e j szaty (saccum), w k t ó r ą raz się przyodział,
nigdy nie p r a ł , m a w i a ł , iż b y ł o b y czymś n a d m i e r n y m
s z u k a ć czystości w pokutniczej szacie. Nie z m i e n i a ł
t u n i k i , aż poprzednia c a ł k o w i c i e sdę nie s t a r g a ł a " .
6 6

67

6 8

167

1

�Barlaam pokazuje Jozafatowi w r o ś n i ę t ą W ciało szatę
p o k u t n ą z ostrych w ł o s ó w , k t ó r ą u k r y w a pod przebra­
niem w j a k i m d o s t a ł się do p a ł a c u S w . A m b r o ż y
W pismach ascetycznych ó w fragment z K s i ę g i Wyjścia
o Mojżeszu w c h o d z ą c y m w obszar ś w i ę t y t ł u m a c z y :
„zżuj p i e r w e j obuwie z nóg swoich, o d w i ą ż wszelkie
w i ę z y , r z u ć pasy tego ś w i a t a " . H y m n y buddyjskie
w c i ą ż m ó w i ą o przecinaniu więzów, o z r y w a n i u w i ę z ó w
w i ą ż ą c y c h ze ś w i a t e m .
A l e ucieczka od ś w i a t a nie manifestuje się tylko
z m i a n ą stroju, odmiennym w y g l ą d e m ,
akcentującym
u b ó s t w o , wyniszczenie. Jest u c i e c z k ą od d o m u , od
w i o s k i — w b e z d o m n o ś ć , jest zerwaniem w i ę z ó w po­
krewieństwa:
7 0

7 1

7 2

7 3

Tutaj d e s z c z o w ą p o r ę spędzę, t u b ę d ę
w zimie, a t u w lecie.
W ten sposób m y ś l i człowiek głupi, o g r o ź b ę
ś m i e r c i się nie troszcząc.
K t o dumny b ę d z i e z s y n ó w , b y d ł a ,
czyj duch ze ś w i a t e m jest z w i ą z a n y ,
j a k ś p i ą c ą w i o s k ę fala wielka, tak
ś m i e r ć go schwyci i uniesie.
Nie s ą synowie c i o b r o n ą , nie jest o b r o n ą
ojciec, k r e w n y .
K i e d y cię ś m i e r ć w s w ą dłoń pochwyci,
twój r ó d cię cały nie o b r o n i .
7 4

Pustelnicy
uciekali nawet
przed
matką,
która
p r z y s z ł a do nich w odwiedziny, asceta M a r c j a n S y r y j ­
czyk tak samo p o s t ą p i ł wobec swej siostry; ś w . A n t o n i ,
znaleziony w stanie n i e p r z y t o m n y m i przeniesiony do
rodzinnego domu, po odzyskaniu p r z y t o m n o ś c i k a z a ł
się o d n i e ś ć z p o w r o t e m na osobne m i e j s c e .
75

O s k r ę p o w a n i u w i ę z a m i p o k r e w i e ń s t w a m ó w i też
p r z y p o w i e ś ć Barlaama o trzech p r z y j a c i o ł a c h . Pewien
człowiek m i a ł trzech przyjaciół, ś c i g a n y przez m o ż n e g o
w ł a d c ę , udaje się kolejno do nich. Pierwszy u k r y w a
się przed n i m w domu, wreszcie daje m u na d r o g ę
dwie w ł o s i a n e suknie, drugi m ó w i , że nie może m u
p o m ó c , że m o ż e m u tylko t o w a r z y s z y ć w drodze przez
pewien czas, trzeci zaś przyjaciel, najmniej szanowany,
ofiarowuje s w ą pomoc. P o d o b i e ń s t w o to tak t ł u m a c z y
Barlaam Jozafatowi:
„ P i e r w s z y to bogactwo i do z b i o r ó w afekt, oprócz
niepotrzebnych szmat do grobu nic o d e ń nie zabierze,
d r u g i zaś przyjaciel żona у dzieci są, у i n n i p o k r e w n i ,
у domowi, k t ó r y c h p r z y c h y l n o ś c i ą у życzliwością s k r ę ­
powani zostaniemy, po t y c h zaś ż a d e n p o ż y t k u nie
bierze t y l k o iż do grobu przynaimniey za trupem iego
idą, a zaraz w r ó c i w s z y do domu do swoich się zabaw
у spraw v d a i ą . Trzecich zaś dobrych u c z y n k ó w orszak
iest" .
Wzór ucieczki od ś w i a t a w y r a ż a j ą c y się n e g a c j ą
dotychczasowych f o r m egzystencji p o s i a d a j ą c y c h swoją
s a n k c j ę świętości (grupa rodzinna, w i ę z y p o k r e w i e ń ­
stwa), charakterystycznych dla k u l t u r tradycyjnych, jest
p r ó b ą p r z e z w y c i ę ż e n i a k o n d y c j i ludzkiej. Wyrazem tej
p r ó b y jest asceza.
7 e

„Od dwudziestego pierwszego do dwudziestego siód­
mego r o k u życia w pierwszych trzech latach s p o ż y w a ł
p o ł o w ę garnuszka soczewicy, rozmoczonej w zimnej
wodzie, w n a s t ę p n y c h trzech latach j a d ł suchy chleb
z solą i w o d ą . N a s t ę p n i e od dwudziestego siódmego do
trzydziestego żywił się dziko r o s n ą c y m i r o ś l i n a m i i su­
chymi korzeniami n i e k t ó r y c h k r z a k ó w . Od trzydzieste­
go pierwszego do trzydziestego p i ą t e g o r o k u s p o ż y w a ł
sześć uncji j ę c z m i e n n e g o chleba i nieco ugotowanych
warzyw, nie namaszczonych e i i w ą . Skoro jednak spo­

168

T

strzegł, że t r a c i w z r o k i całe jego ciało p o k r y w a się
krostami, j a k ą ś w y s y p k ą i ś w i e r z b e m , do p o w y ż s z y c h
p o k a r m ó w dołączył o l i w ę " .
„ I n n y p o s t a n o w i ł przez siedem lat nie jeść niczego,
co by przeszło przez ogień i niczego nie k o s z t o w a ł prócz
surowych jarzyn, j a k i e z n a l a z ł i namoczonego grochu.
(...) i n n y z n ó w p o s t a n o w i ł p r z e z w y c i ę ż y ć sen i opowia­
dał, że przez d w a d z i e ś c i a lat nie w s z e d ł pod dach,
ażeby p r z e m ó c s e n " .
O p i s ó w podobnych m o ż n a by c y t o w a ć bez k o ń c a .
Dla nas jest istotne, że asceza b ę d ą c z a r ó w n o p r ó b ą
p r z e z w y c i ę ż a n i a biologicznych potrzeb (próbą przezwy­
ciężenia głodu, pragnienia, snu, p o p ę d u
seksualnego),
j a k i potrzeb s p o ł e c z n y c h (życie w s a m o t n o ś c i przeciw­
s t a w i a j ą c życiu w grupie społecznej) w i ą ż e się z uprzed­
nio o m a w i a n ą s y m b o l i k ą t a n a t y c z n ą . Najlepiej w y r a ż a
to tekst Barsanufiusza o ascezie: „Dla c z ł o w i e k a sie­
dzącego w celi p r z e ł a m y w a ć wolę, znaczy g a r d z i ć we
wszystkim cielesnym w y t c h n i e n i e m . Wolą zaś ciała jest
s z u k a ć w y t c h n i e n i a w k a ż d e j rzeczy. J e ś l i nie dajesz
m u wytchnienia, w ó w c z a s p r z e ł a m u j e s z jego wolę sie­
dząc w celi. P r z e ł a m y w a ć zaś wolę, p r z e b y w a j ą c w ś r ó d
ludzi, znaczy o d u m r z e ć i c h i b y ć w ś r ó d nich j a k b y
się nie b y ł o " .
Podobnie j a k w przypadku otwierania, przemienia­
nia przestrzeni, czasu, tak i w przypadku ś m i e r c i sym­
bolika monastyczna jest wtajemniczeniem w ś m i e r ć
i przemienieniem jej w życie. M ó w i ą c zaś i n n y m i sło­
wami, s y s t e m - w z ó r leżący u podstaw k u l t u r y mona­
stycznej k s z t a ł t u j e się opozycyjnie wobec w z o r ó w - s y s t e m ó w k u l t u r tradycyjnych na tej zasadzie, że wszyst­
ko, co w p o r z ą d k u k u l t u r tradycyjnych ma w a r t o ś ć
życia — w p o r z ą d k u k u l t u r y monastycznej jest ś m i e r ­
cią i odwrotnie.
7 7

78

7 e

Wartości kultury
życie-Ь

tradycyjnej
śmierć-—

Kosmos
obszar z a m i e s z k a ł y
dom
rodzina
więzy p o k r e w i e ń s t w a

Chaos
obszar n i e z a m i e s z k a ł y
(Pustynia)
bezdomność
samotność
zrywanie w i ę z ó w po­
krewieństwa
życie

śmierć —
Wartości kultury

+

monastycznej

Relacje opozycji w i ą ż ą c e oba zespoły: k u l t u r ę m o ­
n a s t y c z n ą i k u l t u r ę t r a d y c y j n ą w y z n a c z a j ą najbardziej
istotny zakres o d d z i a ł y w a n i a monastycyzmu na k u l t u r ę
t r a d y c y j n ą , mianowicie — k u l t u r a monastyczna prze­
mienia w paradoks k u l t u r ę t r a d y c y j n ą . Opozycyjny
charakter w relacji: k u l t u r a monastyczna — k u l t u r a
tradycyjna wskazuje n a m na powinowactwo pierwszej
wobec drugiej. „ P o w i n o w a c t w o polega nie tylko na
dyfuzji cech s t r u k t u r a l n y c h poza ich p i e r w o t n y m ob­
szarem czy r e p u l s j i s p r z e c i w i a j ą c e j się ich rozpow­
szechnieniu; powinowactwo m o ż e też d o k o n y w a ć się
przez zaprzeczenie i rodzić s t r u k t u r y , k t ó r e p o s i a d a j ą
charakter odpowiedzi, ś r o d k ó w zaradczych, u s p r a w n i e ń
czy nawet, w y r z u t ó w " .
M

Antynomiczny charakter kultury

monastycznej

Ze wszystkich p a r a d o k s ó w , j a k i e niesie za sobą
k u l t u r a monastyczna jeden jest niezwykle istotny: ucie­
k a j ą c od ś w i a t a realnie przecież pozostaje w n i m ,

�wchodzi w relacje z r ó ż n y m i u k ł a d a m i s p o ł e c z n y m i ,
ekonomicznymi i k u l t u r o w y m i . Warte jest zaznaczenia,
że w trzech w i e l k i c h systemach r e l i g i j n y c h : buddyz­
mie, islamie i c h r z e ś c i j a ń s t w i e w y s u w a się na czoło
ich z w i ą z e k z k u l t u r a m i t r a d y c y j n y m i . P r z y k ł a d e m tego
może b y ć ekspansja b u d d y z m u w Tybecie, gdzie w roz­
w o j u l a m a i z m u w i d z i e ć należy w ł a ś n i e rodzenie się
n o w y c h s t r u k t u r ze zderzenia opozycyjnych s y s t e m ó w
w a r t o ś c i : z jednej strony systemu charakterystycznego
dla tradycyjnej k u l t u r y pasterskiej, z drugiej zaś mo­
nastycyzmu buddyjskiego w postaci Mahajany — sta­
w i a j ą c e g o za cel zostanie b u d d ą dla zbawienia d r u ­
gich, gdzie b u d d ą może stać się każdy, kto b ę d ą c b l i s k i
zdobycia oświecenia rezygnuje z niego i decyduje się
r a t o w a ć m i e s z k a ń c ó w ś w i a t a oraz w y p r o w a d z a ć ich
na d r o g ę d o s k o n a ł o ś c i . Podobnie j a k s u f i z m w isla­
mie, monastycyzm jest t u p ł a s z c z y z n ą porozumienia
p o m i ę d z y wysoko r o z w i n i ę t y m i systemami r e l i g i j n y m i
akcentującymi
zagadnienia
antropologiczne
(człowiek
symbolem ś r o d k a , symbolem o b j a w i a j ą c e g o się sacrum),
a tradycyjnymi
systemami r e l i g i j n y m i , k t ó r e
silniej
a k c e n t u j ą zagadnienia kosmologiczne.
8 1

8 2

W ten sposób „ucieczka od ś w i a t a " rodzi nowe,
s t r u k t u r a l n i e p o w i ą z a n e u k ł a d y z z e s p o ł a m i k u l t u r , od
k t ó r y c h ucieka b ą d ź z z e s p o ł a m i , z k t ó r y m i się zderza
m a n i f e s t u j ą c s w o j ą u c i e c z k ę . B a d a j ą c takie konkretne
u k ł a d y i d o k o n u j ą c k o n k r e t y z a c j i historycznych w y ­
godniej jest u ż y w a ć pojęcia s u b k u l t u r y monastycznej,
interesuje nas b o w i e m wtedy d z i a ł a n i e całego u k ł a d u
a nie sama w y o d r ę b n i o n a k u l t u r a monastyczna. Na
obszarze wschodniego
chrześcijaństwa
monastycyzm
realizuje ogólnie zarysowany reodel k u l t u r y monastycz­
nej. Ś w i a d c z y o t y m cała jego bogata historia. M o n a ­
stycyzm p r a w o s ł a w n y k o n t y n u u j e wzory życia ascetycz­
nego r o z w i j a j ą c e g o się w Egipcie m i ę d z y I I I a V I stu­
leciem n.e. Ruch monastyczny, k t ó r y nosił p o c z ą t k o w o
wszelkie znamiona r u c h u c h ł o p s k i e g o
(św. A n t o n i
b y ł k o p t y j s k i m c h ł o p e m , osiedlił się p o c z ą t k o w o obok
swej rodzinnej w i o s k i )
internalizuje się w organiza­
c j i Kościoła. Pod koniec I V w. otrzymuje swoją p i e r w ­
szą r e g u ł ę ułożoną przez Pachomiusza , a n a s t ę p n i e
z m o d y f i k o w a n ą i u d o s k o n a l o n ą przez Bazylego , w
k t ó r e j m n i c h p o z o s t a w a ł r ó w n i e ż a n a c h o r e t ą we w s p ó l ­
nocie monastycznej. J e d n a k ż e j a k m ó w i E v d o k i m o v :
„Mimo
autorytetu r e g u ł ś w . Bazylego
ustalających
w s p ó l n o t ę życia mniszego, życie pustynne było w p r a ­
w o s ł a w i u zawsze wyżej stawiane niż życie cenobityczne" w.
83

8 4

8e

86

Dla rozwoju monastycyzmu p r a w o s ł a w n e g o t a k ż e
ogromne znaczenie posiada h e z y c h a z m
p o l e g a j ą c y na
mistycznej ucieczce od ś w i a t a w milczeniu, na k o n ­
templacji z w i ą z a n e j z nieustannym powtarzaniem for­
m u ł y m o d l i t e w n e j . Z Atosu, k t ó r y staje się o ś r o d k i e m
h e z y c h a s t ó w p r o m i e n i u j ą wzory życia mniszego na R u ś
K i j o w s k ą . Czym b y ł A n t o n i dla Egiptu, t y m b y ł A n t o n i
Pieczarski dla Rusi powiada autor historii p r a w o s ł a w ­
nej cerkwi . A n t o n i Pieczerski o t r z y m a ł swoje zakon­
ne i m i ę na Atosie, b y ł z pochodzenia c h ł o p e m , u s u n ą ł
się na ubocze od K i j o w a d a j ą c p o c z ą t e k nowemu ognis­
k u życia ascetycznego. Podobnie Sergiusz z R a d o n e ż a
wychodzi w n i e d o s t ę p n e lasy około 80 k m na p ó ł n o c
od Moskwy. Monastyry p r a w o s ł a w n e p o w s t a j ą i r o z w i ­
jają się d r o g ą i n i c j a t y w i n d y w i d u a l n y c h , w y c h o d z ą c y
w p u s t y n i ę m n i c h daje p o c z ą t e k n o w y m w s p ó l n o t o m .
Jest to jedna z różnic, j a k ą w i d z i w powstawaniu klasz­
t o r ó w Rouet de J o u r n e l , k t ó r a dzieli p r a w o s ł a w n y
monastycyzm od w s p ó l n o t zachodniego c h r z e ś c i j a ń s t w a .
W p r z e c i w i e ń s t w i e do p r a w o s ł a w i a klasztory zachodnie
p o w s t a j ą przez z a k ł a d a n i e f i l i i p o s i a d a j ą c y c h d u i ą licz­
88

8 e

90

bę z a k o n n i k ó w , teren na k t ó r y wyrusza grupa z m a ­
cierzystego klasztoru jest zazwyczaj dobrze znany i
spenetrowany. G o l u b i ń s k i
zwraca u w a g ę na istnienie
dwu t y p ó w w s p ó l n o t tzw. „ s o b s t w i e n n y j e i nie sobstwiennyje monastery". Pierwsze s t a w a ł y się o ś r o d k a ­
m i z w i ą z a n y m i z centrami ż y c a gospodarczego i k u l ­
turalnego, m i a ł y swoją a r c h i t e k t u r ę , m u r o d g r a d z a j ą c y
od ś w i a t a , drugie zaś s y t u o w a ł y się obok p r o w i n c j o ­
nalnych, parafialnych c e r k w i i , na granicach p o m i ę d z y
obszarem wiosek a obszarem k u l t u , s t a n o w i ł y ogrodze­
nie c e r k w i s k ł a d a j ą c e z k i l k u b ą d ź k i l k u n a s t u oddziel­
nych cel w postaci ziemianek, stąd też do obecnych
czasów (początek
X X w.) gdzieniegdzie
ogrodzenia
c e r k w i n a z y w a j ą się monasterami. R ó w n i e ż powstawa­
nie n i e k t ó r y c h k l a s z t o r ó w „ s o b s t w i e n n y c h " b r a ł o swój
p o c z ą t e k od celi mnicha wkopanej w ziemię, nad którą,
w y r a s t a ł później budynek klasztorny. W ten sposób ist­
n i a ł y monastery p o s i a d a j ą c e c*&lt;ły system podziemnych
k o r y t a r z y i cel m n i s z y c h . Dość licznie w y s t ę p o w a l i
z a m k n i ę c i , p r z e b y w a j ą c y w celach j a k b y „żywo po­
grzebane t r u p y " . Na p r z e ł o m i e X V i X V I w. ideały
życia ascetycznego rozwijanego na Atosie o d ż y w a j ą
z w i e l k ą siłą w postaci r u c h u „nic—nie p o s i a d a j ą ­
cych", k t ó r e g o g ł ó w n ą p o s t a c i ą staje się N i l S o r s k i * .
9 1

9Z

0 3

4

Pod koniec X V I I I w . ś w . Paisjusz
Wieliczkowski
tworzy całą szkołę m i s t y c z n ą n a s t a w i o n ą na F i l o k a l i ę
(zbiór ż y w o t ó w i nauk w i e l k i c h ascetów) i M o d l i t w ę
J e z u s o w ą . K u l t u ś w i ę t y c h p u s t e l n i k ó w i s t a r c ó w cha­
rakterystycznego dla obszaru p r a w o s ł a w i a nie da się
ograniczyć t y l k o do zjawiska religijnego. Na p r z e ł o m i e
X V I I I i X I X w. staje się on zjawiskiem o znaczeniu
k u l t u r o w y m . U s u w a j ą c y się na ubocze m n i c h , starzec
p r z e b y w a j ą c y w monasterze staje się autorytetem dla
ludzi żyjących w ś w i e c i e , j a k powiada p r z y s ł o w i e , ż y ­
cie mnicha jest ś w i a t ł e m dla ś w i e c k i c h (żizń i n a k o w swiet mirian). „Lud natomiast g a r n ą ł się od razu do
s t a r c ó w i o k a z y w a ł i m n a j w y ż s z ą cześć. Do naszych
zaś s t a r c ó w np. p i e l g r z y m o w a ł nie t y l k o g m i n ale
i najznamienitsi ludzie by p o d d a j ą c się c a ł k o w i c i e ich
w ł a d z y , s p o w i a d a ć się ze swych w ą t p l i w o ś c i , c i e r p i e ń ,
zgryzot i s z u k a ć rady oraz pociechy. W i d z ą c to prze­
ciwnicy s t a r c ó w p o d n i e ś l i k r z y k z a r z u c a j ą c i m m i ę d z y
i n n y m i , że samodzielnie i l e k k o m y ś l n i e bezczeszczą sa­
krament spowiedzi, choć nieustanne spowiadanie duszy
przed starcem lub osobą ś w i e c k ą nie jest s p o w i e d z i ą
w znaczeniu s a k r a m e n t u " .
0 5

96

Obok w z n o w i e ń pism ascetycznych cytowanego j u ż
w naszej analizie Barsanufiusza, m o t y w ś w i ę t e g o starca-mnicha staje się m o t y w e m z a r ó w n o w i e l k i e j l i t e ­
r a t u r y (Dostojewski), j a k i przedostaje sią do l i t e r a t u r y
masowej w postaci w z n o w i e ń „ Ż y w o t a Barlaama i Jo­
zafata" (Zizń i podwigi prep otec naszich pustynnikow
indyjskich W a r ł a a m a i Josafa
carewicza,
Moskwa
1871 r. — 7400 eg, po 30 kopiejek i 1874 r. — 7400 egz.
po 25 kopiejek). Protest religijny w p r a w o s ł a w i u p r z y ­
b i e r a ł r ó w n i e ż f o r m ę ucieczki od ś w i a t a . W ś r ó d zasad­
niczych m o t y w ó w w y s t ę p u j ą c y c h w wierszach sekty
b i e g u n ó w z końca X I X w. znajdujemy „ucieczkę od
ś w i a t a " , „ p u s t y n i ę " , „ m o n a s t e r " , „bezżenność", „dzie­
w i c t w o " , t a k ż e w skład z b i o r u w c h o d z ą „ w i e r s z e Josefa carewicza".
9 7

Ascetyczny wzór ucieczki od ś w i a t a leżący u p o d ­
staw manastycyzmu p r a w o s ł a w n e g o zasadniczo o d r ó ż ­
nia go od rozwoju w s p ó l n o t i s t n i e j ą c y c h w zachodnim
c h r z e ś c i j a ń s t w i e . Z w y j ą t k i e m epizodu, j a k i s t a n o w i ł a
w p i e r w o t n y m s w y m stadium i n i c j a t y w a
Franciszka
z Asyżu, r o z w ó j monastycyzmu zachodniego poszedł
d r o g ą zbieżną z potrzebami a d m i n i s t r a c y j n y m i kościoła.
O ile monastycyzm zachodni w z e t k n i ę c i u się z k u ł 169

1

�t u r a m i t r a d y c y j n y m i o d g r y w a ł rolę „ p i o n i e r a c y w i l i z a ­
c j i " o tyle monastycyzm wschodni w c h o d z ą c w relacje
z t r a d y c y j n y m i u k ł a d a m i d o s t a r c z a ł przede wszystkim
specyficznych w z o r c ó w świętości, t y m samym i n t e r nalizując i ożywiając problematykę
antropologiczną,
w z b o g a c a j ą c dotychczasowe d o ś w i a d c z e n i e sacrum cha­
rakterystyczne dla k u l t u r
tradycyjnych.
P r z y k ł a d e m takiego o d d z i a ł y w a n i a m o ż e b y ć f u n k ­
cjonowanie w i z j i ś w i a t a opartej na wydzieleniu d w ó c h
o b s z a r ó w : sacrum i profanum w b i a ł o r u s k i e j t r a d y c j i
ludowej z w y s t ę p u j ą c y m t u charakterystycznym topos
p r z e d s t a w i a j ą c y m Boga jako w ę d r u j ą c e g o
po
ziemi
s t a r c a - m ę d r c a , ż e b r a k a oraz tradycja z w i ą z a n a z f u n k ­
cjonowaniem miejsca ś w i ę t e g o i obchodami ś w i ą t Prze­
mienienia P a ń s k i e g o („Spasa") w Grabarce (woj. b i a ł o ­
stockie).
W o w y m topos — j a k i spotykamy w legendach
i m i t o l o g i i b i a ł o r u s k i e j — w y o b r a ż a j ą c y m Boga jako
w ę d r u j ą c e g o po ziemi starca, ż e b r a k a , nie p o w i n i e n
nas zwieść n a i w n y antropomorfizm: „ P a n Bouh N a j ­
w y ż s z y , taki samy j a k my hresznyje t o u l k i s t a r i ń k i ,
s i w i e ń k i i baradaty" . Jest to zaledwie n i e ś m i a ł a p r ó b a
oswojenia absolutu, k t ó r y w istocie w powszechnych
i g ł ę b o k i c h p o k ł a d a c h ś w i a d o m o ś c i j a w i się inaczej:
„Bóg B i a ł o r u s i n a jest przede wszystkim srogi i m ś c i w y ,
i jako taki zwykle d o ń przemawia k l ę s k a m i . C a ł e jesz­
cze szczęście, że człowiek p r z e b i e g ł y m o ż e go niekiedy
o s z u k a ć " U t r z y m a n i e elementu tremendum w n a j ­
w y ż s z y m n a p i ę c i u m o ż l i w e jest jedynie w k r ę g u sacrum
w w y s i ł k u ascetycznym, jego e n k l a w ą jest monaster.
Natomiast w k r ę g u profanum trzeba s z u k a ć wybiegu,
p r ó b o w a ć Boga p r z e c h y t r z y ć , dostarcza to nawet w i e l u
emocji ale nie zwalnia od konieczności p r z e b ł a g a n i a .
W ó w c z a s wzrok i uwaga k i e r u j ą się w s t r o n ę monasteru.
88

Do G r a b a r k i ludzie p o d ą ż a j ą z k r z y ż a m i , „ t a k jak
od w i e k ó w " tzn. od tego czasu gdy g ó r a leżąca w u r o ­
czysku S u m i e ń s z c z y z n a o b j a w i ł a s w ą szczególną moc.
„W 1710 r. pobliskie miasteczko Siemiatycze nawie­
dziło morowe powietrze" w z w i ą z k u z t y m grozą przej­
m u j ą c y m wydarzeniem z a c h o w a ł o się podanie, w e d ł u g
k t ó r e g o jeden z w y z n a w c ó w
obrządku
wschodniego
m i a ł sen m ó w i ą c y , że aby u r a t o w a ć się od niechybnej
ś m i e r c i n a l e ż y u d a ć się do G r a b a r k i . T r e ś ć snu para­
f i a n i n o p o w i e d z i a ł swojemu proboszczowi, k t ó r y posta­
n o w i ł w y p r o w a d z i ć l u d n o ś ć miasteczka na wskazane
miejsce. W Grabarce ś m i e r t e l n o ś ć
ustała
zupełnie.
Wzniesiono tam t y m c z a s o w ą cerkiew, zaś źródło leżące
u p o d n ó ż a g ó r y otoczono szczególną o p i e k ą ze w z g l ę d u
na jego u z d r a w i a j ą c e właściwości. W strukturze i mor­
fologii „miejsca ś w i ę t e g o " w Grabarce obok u n i w e r ­
salnych e l e m e n t ó w przestrzeni ś w i ę t e j i symbolizmu
ś r o d k a — góra, źródło, cudowne drzewa, ś w i ą t y n i a —
w a ż n y m i specyficznym dla p r a w o s ł a w n e j m e n t a l n o ś c i
jest o b e c n o ś ć monasteru. Może to b y ć jeszcze j e d n y m
p r z y k ł a d e m , j a k g ł ę b o k i e w zasięgu p r a w o s ł a w i a b y ł o
o d d z i a ł y w a n i e monastycyzmu na k s z t a ł t o w a n i e się w i z j i
przestrzeni sakralnej w ludowej tradycji. W powszech­
nej b o w i e m ś w i a d o m o ś c i istnieje t u przekonanie, z
czym m o g ł e m się z e t k n ą ć podczas b a d a ń terenowych
prowadzonych w Grabarce, iż „ m o n a s t e r (klasztor za­
łożony w 1948 r.) istniał tu „zawsze", „od p o c z ą t k u " .
Legenda ta w y z n a c z y ł a specyficzną t r a d y c j ę G r a b a r k i .
P r z y b y w a j ą tu co r o k u pielgrzymki w i e r n y c h n i o s ą c y c h
k r z y ż e . W o k ó ł c e r k w i ciągnie się k r ą g k r z y ż y ustawio­
nych t u „od n i e p a m i ę t n y c h czasów". M i s t e r i u m na G r a ­
barce odbywa się w d z i e ń Przemienienia P a ń s k i e g o
(19.VIII w e d ł u g starego stylu). Przemienienie, k t ó r e do­
konuje się w czasie l i t u r g i c z n y m splata się tu z prze­
mienieniem j a k i e m u poddana została p r z e s t r z e ń (uro­
czysko — miejsce święte) .
ш

PRZYPISY

1

Stefan Czarnowski, Kultura
religijna
wiejskiego
polskiego;
„ K u l t u r a " , Warszawa 1958, s. 80—99
„Rola k l e r u ruskiego, z a r ó w n o p r a w o s ł a w n e g o , j a k
i unickiego, przedstawia się nieco odmiennie. Religia
wschodnia u c h o d z i ł a za c h ł o p s k ą , niższą, stąd też i sy­
tuacja socjalna p o p ó w b y ł a gorsza, niż księży ł a c i ń ­
skich; szlachcic o d n o s i ł się do proboszcza ł a c i ń s k i e g o
z t a k i m uszanowaniem, na j a k i e nigdy nie z d o b y w a ł
się wobec ruskiego parocha, k t ó r e g o najczęściej lekce­
w a ż y ł . K s i ą d z p r a w o s ł a w n y czy u n i c k i b y ł w i ę c t y m
samym bliżej z w i ą z a n y z ludem, bardziej n i e c h ę t n y
szlachcie, życie rodzinne zbliżało go jeszcze bardziej do
w s i , z k t ó r ą łączyły go stosunki zawodowe i t o w a r z y ­
skie. Nie było t u tej izolacji, k t ó r a s t a w i a ł a ł a c i ń s k i e ­
go k s i ę d z a poza społecznością w i e j s k ą , pop b y ł człon­
k i e m tej społeczności, b r a ł u d z i a ł w jej zajęciach i ze­
braniach, był j a k b y primus inter pares, pierwszy po­
między równymi...".
„Dzieci ruskiego k s i ę d z a w y c h o w y w a ł y się i b a w i ł y
wraz z dziećmi w i e j s k i m i , jeśli popowicz sam nie o b r a ł
duchownej kariery, to s t a w a ł się c h ł o p e m p a ń s z c z y ź ­
n i a n y m i już w z u p e ł n o ś c i w r a c a ł do gromady w i e j ­
skiej, w k t ó r ą w n o s i ł nieco w i a d o m o ś c i z domu rodzi­
cielskiego i zapewne nieco w y ż s z y c h aspiracji. Z a r ó w ­
no w i ę c pop, j a k i popowicze b y l i j a k b y w e w n ę t r z ­
n y m i autorytetami gromady wiejskiej...". St. B y s t r o ń ,
Kultura
ludowa, Warszawa 1947, s. 143
W i t o l d K l i n g e r , Doroczne święta ludoufe o tradycje
grecko-rzymskie,
K r a k ó w 1931
ludu

2

3

170

4

por. A b r a h a m , Zawarcie
małżeństwa
w
pierwot­
nym prawie polskim,
L w ó w 1925; A . Fiszer,
Obrzędy
pogrzebowe,
L w ó w 1921; C. Baudouin de Courtenay-Ehrenkreutz, Ze s t u d i ó w nad
obrzędami
Weselnymi
ludu polskiego, Wilno 1929
K . M o s z y ń s k i , Kultura
ludowa
Słowian,
t. I I ,
cz. 2, Warszawa 1968, s. 512—513
Wł. Pawluczuk przed opublikowaniem
Świato­
pogląd
jednostki
w warunkach
rozpadu
spotedzności
tradycyjnej
zagadnieniom t y m p o ś w i ę c i ł dwa a r t y k u ł y :
Białorusini
jako grupa etniczna (próba interpretacji
so­
cjologicznej)
{ w : ] „ S t u d i a Socjologiczne", Warszawa 1968,
zeszyt I I , s. 35—50, oraz Procesy
dezintegracji
w pra­
wosławnych
społeczeństwach
wiejskich,
„Wieś
współ­
czesna", 1967, nr 3
Wł. Pawluczuk, Światopogląd
jednostki
w
warun­
kach rozpadu społeczności
tradycyjnej,
Warszawa 1972,
P W N , s. 43 i 54
Paul Evdokimov, Prawosławie,
Warszawa 1964
Wł. Pawluczuk, Światopogląd..., s. 46
Evdokimov, Prawosławie,
s. 23
Joachim Wach w Socjologii
religii
umiejscawia
monastycyzm w typologii grup religijnych tworzonych
w e w n ą t r z danej formacji k o ś c i e l n e j . Monastycyzm jest
tu „(...) trzecim typem r e a k c j i wobec tendencji eklezjastycznej", w z w i ą z k u z czym — zdaniem Wacha —
„ G r u p ę m o n a s t y c z n ą m o ż n a z d e f i n i o w a ć jako kongre­
g a c j ę założoną i z o r g a n i z o w a n ą , s k ł a d a j ą c ą się z tych,
k t ó r z y z powodu swego protestu postanowili p r o w a d z i ć
6

8

7

8

9

1 0

1 1

�w s p ó l n e życie p o ś w i ę c o n e religijnej pobożności w b l i ż ­
szym p o w i ą z a n i u , niż zdaje się to m o ż l i w e lub p o ż ą d a n e
w ramach fraternitas". (Fratermtas to drugi typ reakcji
antyeklezjastycznej w e d ł u g typologii Wacha). Na p i e r w ­
szy rzut oka w i d a ć u b ó s t w o tej definicji, nie m ó w i ą c
j u ż o w ą t p l i w o ś c i a c h jakie n a s u w a j ą się w z w i ą z k u
z t y m , że o ile t a k ą socjologiczną k l a s y f i k a c j ę mona­
stycyzmu da się p r z e p r o w a d z i ć w stosunku do f o r m
zachodniego c h r z e ś c i j a ń s t w a , o tyle trudno to u c z y n i ć
w stosunku do monachizmu wschodniego, gdzie z u p e ł ­
nie nieprzydatne i nieistotne wobec s t r u k t u r y k t ó r ą za­
mierzamy p o z n a ć są takie t e r m i n y u ż y w a n e przez W a ­
cha w ogólnej definicji, j a k : „ r e g u l a m i n y o g ó l n y i l o ­
kalny", „stała rezydencja", „ z a k o n " .
Aspektem ekonomicznym z a j m o w a ł się M a x Weber
przy okazji swoich szerokich s t u d i ó w nad
współza­
leżnością postaw religijnych i f o r m działalności eko­
nomicznej.
W rozważaniach dotyczących
związku
pomiędzy
rozwojem kapitalizmu a rozwojem e t y k i protestanckiej
przyznaje tej ostatniej rolę czynnika p r z y g o t o w u j ą c e ­
go i k s z t a ł t u j ą c e g o postawy człowieka nowej formacji.
I tak ascetyzm c h r z e ś c i j a ń s k i rozwijany w ś r e d n i o w i e ­
czu za m u r a m i k l a s z t o r ó w przenika po
reformacji
w r z e c z y w i s t o ś ć ś w i a t a , od k t ó r e g o p i e r w o t n i e u c i e k a ł .
P r z e ł o m , jakiego d o k o n a ł a reforma w t y m w z g l ę d z i e
da się z i l u s t r o w a ć najlepiej s ł o w a m i Webera: „ T e r a z
ascetyzm ten wkracza na targowisko życia, zatrzasku­
j ą c za sobą d r z w i klasztoru, zaczyna metodycznie prze­
n i k a ć do życia codziennego, czyniąc je ż y c i e m w ś w i e ­
cie, ale nie życiem ś w i a t a 1 dla ś w i a t a " . (Max Weber,
Die protestantische
Ethik,
Munchen 1969, t. I , s. 165,
seria Siebenstern
Tagchenbuch,
s. 53—54).
Joachim Wach, Socjologia
religii,
Warszawa 1961,
s. 179—188; M a x Weber, Gesammelte
Aufsatze zur
Religionsociologie,
T u b i n g e n 1920, t. 1, 2.
Analizę o p a r l i ś m y na tekstach ż y w o t ó w
mni­
chów, fragmentach h i s t o r i i kościoła i pism c h r z e ś c i j a ń ­
skich pisarzy d o t y c z ą c y c h życia monastycznego, a więc
tych wszystkich źródłach, k t ó r e są przedmiotem patro­
logii po k t ó r e j dobrym przewodnikiem jest
Słownik
wczesnochrześcijańskiego
piśmiennictwa,
I . M . Szymusiak,
M. Starowieyski,
P o z n a ń 1971. Z d o s t ę p n y c h polskich
p r z e k ł a d ó w k o r z y s t a ł e m z Żywotów
mnichów
św. Hiero­
nima w p r z e k ł a d z i e Piskorskiego; Żywoty
ojców
albo
dzieje i duchowe
powieści
starców,
zakonników,
pus­
telników
wsc)ipdnich.
Przez świętego
Hieronima
i in­
szych pisanie a od X.M. Sebastiana Piskorskiego
na pol­
ski język przełożone,
K r a k ó w , 1688 z k t ó r e g o to w y d a ­
nia wydano ponownie tylko Żywot Barlaama i Jozafata
w edycji Zabytki piśmiennictwa
polskiego, t. V I , L w ó w
1935, a t a k ż e ż y w o t y m n i c h ó w św. Heroma w :
Pisma
starochrześcijańskich
pisarzy, t. X ATK Warszawa 1973,
t ł u m . W . S z o ł d r s k i . K o r z y s t a ł e m z historii Kościoła
Sokratesa Scholastyka — wybrane teksty [w:] Andrzej
Bober, Antologia Patrystyczna,
K r a k ó w 1965 a t a k ż e
z t e k s t ó w rozproszonych w Wielkiej
Literaturze
Pow­
szechnej
pod red. S. Lamma, t. 5, 1932 s. 616—630
(Literatura
łacińska)
opr. E. P o r ę b o w i c z t. 6, 1933 s.
850—857 (lit. grecka) opr. J. Birkenmajer, t. 4, 1933,
s. 681—760 (lit. bizantyjska) opr. J. Sajdak. Obszer­
niejszych
informacji
dostarcza
także
encyklopedia
archeologii c h r z e ś c i j a ń s k i e j Cabrol Leelercqa
(Dictionnaire
d'archeologie
chretienne
et de liturgie,
Paris
1907—1954), za p o ś r e d n i c t w e m k t ó r e j mamy możliwość
k o r z y s t a ć z u p o r z ą d k o w a n e g o i opracowanego materia­
łu ź r ó d ł o w e g o zebranego w d w u w i e l k i c h blokach przez
J.P. Migne'a (tj. Patrologiae
cursus
cpmpletus.
Series
Graeca, P a r y ż 1857—1866, Patrologiae
cursus ciompletus.
Series
Latina,
P a r y ż 1844—1855, do k t ó r y c h odwołują
się wszystkie późniejsze d z i e w i ę t n a s t o w i e c z n e i d w u ­
dziestowieczne opracowania).
M . Eliade. Traktat
o historii
religii,
Warszawa
1966, s. 8
„W dziedzinie ascezy nie tylko przekazuje t r a ­
d y c j ę m o n a s t y c z n ą , ale tworzy pewne jej w ą t k i . Ra­
zem z Bazylim u k ł a d a r e g u ł y życia monastycznego..."
(Słownik
wczesnochrześcijańskiego
piśmiennictwa,
s. 176)
Dhamma padam, z palijskiego przełożył St. Fr.
Michalski, Warszawa 1925
A n t o n i (Antonius) ok. 250—356
Atanazy w ż y w o c i e Antoniego (PG 26, 835, 967) podaje
m a ł o szczegółów historycznych, pisząc dzieło w y b i t n i e
ascetyczne. Wiemy jednak, że A n t o n i r o z p o c z ą ł życie
pustelnicze ok. 270 r o k u w pobliżu swojej rodzinnej
w i o s k i . P o n i e w a ż szybko przyłączyło się do niego w i e l u
c h ę t n y c h a s c e t ó w , o d d a l i ł się ok. 285 r. do opuszczonej
1 1

1 8

1 4

15

1 6

starej fortecy Pispir, na p r a w y m brzegu N i l u . S t ą d
o d d z i a ł y w a ł przez d w a n a ś c i e lat na całą okoliczną
p u s t y n i ę (Nitria i Skete). Słownik
wczesnochrześcijań­
skiego piśmiennictwa,
s. 37
Sw. Hieronim, Żywoty
mnichów,
s. 13
T a m ż e , s 13. Patrz t a k ż s S ł o w n i k w e z e s n o c h r z e ś cijańskiego
piśmiennictwa,
s. 190
Sebastian Piskorski, Ż y w o t Barlaama i
Jozafata,
Wstęp J. J a n ó w , L w ó w 1935
Wielka literatura
powszechna,
t. V I , s. 730
Jan D a m a s c e ń s k i , Mnich
i kapłan,
ok. 675—749
S. Piskorski, Żywot...,
s. I X i п., gdzie Jan J a n ó w
podaje we w s t ę p i e o m ó w i e n i e wszystkich wersji euro­
pejskich tej opowieści. Cosquin z e s t a w i ł teksty ż y w o t u
z tekstami L a l i t a w i ś t a r y , opartej na legendzie biografii
Buddy, a t a k ż e z tekstami p o c h o d z ą c y m i z I I I w . p.n.e.,
zbiorem D ż a t a k s t a n o w i ą c y m . 550 o p o w i a d a ń i bajek,
w y k a z u j ą c z a s a d n i c z ą zbieżność tak całości treści, j a k
i poszczególnych
motywów
tych
tekstów.
Badania
archeologiczne p o ś w i a d c z y ł y tę h i s t o r i ę . Szerzej po­
r ó w n a j s. 20
Cicero, Pisma Filozoficzne,
t. I I I , Rozmowy
Tuskulańskie,
przełożył Józef Ś m i g a j , Warszawa 1961, P W N ,
Biblioteka K l a s y k ó w Filozofii. Patrz też A . K ł o s k o w ska, Kultura
masowa, jej krytyka
i obrona, Warszawa
P W N 1964
S. B y s t r o ń , Kultura
ludowa, Warszawa 1947, s. 18
J. D ą b r o w s k i , Religie
świata,
Warszawa 1957,
s. 570. P o r ó w n a j t a k ż e Wł. Tatarkiewicz, Historia
Filo­
zofii, t. I , K r a k ó w 1946, s. 61—68. Rola w s p ó l n o t asce­
tycznych w k s z t a ł t o w a n i u się d w ó c h odmiennych spo­
sobów poznania: 1) przez religijne wtajemniczenie oraz
2) na drodze dyskursywnej myśli.
A . L . Kroeber, Istota
Kultury,
Warszawa 1973,
s. 323
M . Eliade, Sacrum, mit, historia,
Warszawa 1970,
s. 61
Sokrates Scholastyk, Historia
Kościoła,
Warsza­
wa 1972, s. 312. „ G ó r a znana z wydobywanego tam n i t r i u m , czyli saletry. W pobliżu miasta Scytia (lub Scetis). M i ę d z y tą g ó r ą a A l e k s a n d r i ą rozciągało się j e ­
zioro Meroeckie".
Nicolas Zernov, Wschodnie chrześcijaństwo,
War­
szawa 1967, s. 61; Kazanskij. Istoria
pravoslaumowo
monaszestwa
na wastoku, cz. I , Monaszestwo w Egiptie,
s. 13
Podaje za Rufinem: „Ile było w miastach, tyle na pus­
tyniach".
Hieronim, Żywoty...,
s. 37
M.J. Rouet de Journel, Monachisme et
monasteres russes, Paris 1952, s. 41. Z a k ł a d a n i e nowych
k l a s z t o r ó w odbywa się zazwyczaj d r o g ą
indywidual­
nych w y j ś ć na p u s t y n i ę , brzeg rzeki lub lasu. Na przy­
k ł a d : „ p ą c z k o w a n i e " monasteru Sołowleckiego na wys­
pach Morza Białego.
M a t e r i a ł y к istorii i izuczeniu russkotifo raskota,
pod red. W. Bonc-Bruevica, t. I , Biegunskije
stichy,
s. 230—174
Dhamma padam, strofa 98
tzw. Subdywale (od: sub divo — pod niebem).
Cabrol Leelerq, op. cit., s. 329
Palladius, Historia
Lusiacae
[ w : ] Antologia
Pat­
rystyczna, s. 280
Cabrol Leclerca, op. cit.. 1830
T a m ż e , 1831
Hieronim, Żywoty...,
s. 26
Fr. Bogdan, Geneza klauzury zakonnej, [ w : ] Stu­
dium historyczno-prawne,
s. 40 n.
Hieronim, Żywoty...,
s. 37
M . Eliade, Sacrum..., s. 68
Hieronim, Żywoty...,
s. 27
T a m ż e : „ N i e b a w e m w ś r ó d kamienistej pustyni u j r z a ł
niskiego wzrostem c z ł o w i e k a z z a k r z y w i o n y m nosem
i rogami na czole. A dolna część jego ciała k o ń c z y ł a
się kozimi nogami" (s. 27).
„...wiele pokus na niego n a c i e r a ł o we dnie i w nocy,
szatani go dręczyli; gdyby chcieć wszystkie opowie­
dzieć, k s i ą ż k i by nie starczyło. Gdy się modlił, s k a k a ł
na niego to w y j ą c y w i l k , to szczekający lis..." (s. 30).
W swoim pragnieniu j a w n e j i b e z p o ś r e d n i e j w a l k i
z demonami nie bali się z a p u s z c z a ć w rozległe obszary
pustyni..." Jan
Kasjan, Rozmów
dwadzieścia
cztery,
t ł u m . L . Wrzoł, Pisma Ojców Kościoła,
t. V I — V I I , Poz­
n a ń 1928—1929, rozmowa 6. (Jan Kasjan: mnich, ok.
360—433, n a p i s a ł liczne dzieła dla m n i c h ó w ) .
H i e r o n i m , Żywoty...,
s. 40—49; Sokrates Scholas­
t y k , Historia...,
s. 31; Jan Moschos, Lew św.
Gierazyma,
1 7

1 8

1 9

20

2 1

2 2

2 3

2 4

2 5

2 8

2 7

2 8

2 9

3 0

8 1

3 2

3 5

3 1

3 5

3 3

3 7

3 8
3 9

4 0
4 1

4 2

4 3

171

�Wielka

Literatura
Powszechna,
t. V I , s. 885.
Na p r z y k ł a d tradycja o ś w i ę t y m O n u f r y m m ó w i
0 drzewie o dwunastu g a ł ą z k a c h , z k t ó r y c h k a ż d a r o ­
dziła co m i e s i ą c [w:] Jabloczinski
swiatoonufriejskij
pierwoklasnyj
mużskoj
monastyr
w jego
proszłom,
C h e ł m 1914, s. 7 n.
T a m ż e , przy spotkaniu z Pafnutim anioł podaje
chleb, H i e r o n i m , Żywoty...,
s. 29 — k r u k podaje chleb.
Symbolizm ś r o d k a to pojęcie wprowadzone przez
Eliadego, patrz: M . Eliade, Sacrum...,
s. 77. P o r ó w n a j
też: Traktat..., s. 361—379
M . Eliade, Sacrum..., s. 94
Kazanskij, Istorija
Prawo s ł a w n o uw
Monaszestwa,
cz. I , s. 13
Hieronim, Żywoty...,
s. 49
T a m ż e , s. 51—58
Prawosławnaja
bogoslowskaja
enciklopedia
iii
blogosloiwskij
enciklopediczeskij
slowar, St. Petersburg,
1913, t. I I . H a s ł o „ M o n a s z e s t w o " : czarny kolor symboli­
zuje ofiarę. Tołpowyj
slowar, Dahl: „ c z e r n i e c " —• r o ­
syjska nazwa mnicha.
Hieronim, Żywoty...,
s. 37
Szaty mnisiej nie pierze się, nie zdejmuje. (Np. A m m o n
w : Sokrates Scholastyk, Historia...,
s. 313
Barlaam ma w r o ś n i ę t ą szatę w ciało, Żywot
Barlaama,
s. 113
„...wy t u n i k i przetykacie złotem, a on nie ma takiego
odzienia, jakie m i a ł n a j n ę d z n i e j s z y z waszych sług.
A i na o d w r ó t dla owego biedaka niebo jest otwarte,
a was o z ł o c o n y c h p i e k ł o przyjmie. On szatę Chrystusa,
choć ubogi, z a c h o w a ł , a w y j e d w a b i a m i p r z y b r a n i u t r a ­
ciliście jego szatę..." Hieronim, Żywoty...,
Żywot
Pawia
pustelnika,
s. 32
Grzegorz z Nazjanzu, Mowy wybrane,
Warszawa
1967, s. 71
Grzegorz z Nazjanzu, O nieprawości
i
marności
życia doczesnego i wspólnym
kresie, [w:] Antologia
Pa­
trystyczna,
s. 502
Sokrates Scholastyk, Historia..., s. 313
Dhomma Padam, strofy 91—92
Hymny Rigwedy,
przełożył z sanskrytu, w s t ę p e m
1 komentarzem o p a t r z y ł F. Michalski, Warszawa 1971,
H y m n 136
„..Obydwa morza zamieszkuje, zachodnie jedno, drugie
wschodnie..." tzn: obejmuje cały ś w i a t (patrz: o b j a ś ­
nienia [w:] Hymny Rigwedy, s. 159).
Gandharwowie, istoty p ó ł b o s k i e , n i e ś m i e r t e l n e — patrz
objaśnienia [w:] Hymny Rigwedy, s. 148
Hieronim, Żywoty...,
s. 36
„...Gdy tak w duchu r o z w a ż a ł , p r z y b i e g ł y z głębi
pustyni dwa l w y z r o z w i a n y m i na szyjach grzywami.
Na ich w i d o k zrazu się p r z e r a z i ł , ale w z n i ó s ł s z y po­
nownie m y ś l s w ą do Boga, stał nieustraszenie, j a k b y
w i d z i a ł gołębie. Owe zaś l w y , w p r o s t b i e g n ą c s t a n ę ł y
u z w ł o k b ł o g o s ł a w i o n e g o starca i w y w i j a j ą c ogonami,
położyły się u jego stóp i zaczęły straszliwie ryczeć,
tak, iż m o ż n a było poznać, że jak m o g ą go o p ł a k u j ą .
N a s t ę p n i e w pobliżu poczęły nogami ziemię w y d r a p y ­
w a ć i w y k o p a ł y o t w ó r , na wyścigi piasek w y r z u c a j ą c ,
m o g ą c y p o m i e ś c i ć jednego człowieka. Zaraz potem,
j a k b y d o m a g a j ą c się nagrody za p o d j ę t ą p r a c ę , p o r u ­
szając uszami, ze z g i ę t y m k a r k i e m p r z y b i e g ł y do A n t o ­
niego i lizały jego r ę c e i nogi. Z r o z u m i a ł , iż p r o s z ą
o błogosławieństwo..."; Hieronim, Żywoty...,
s. 31. Patrz
t a k ż e : Jabloczinskij swiatoonufrijskij..., s. 8
„...Lwica, o b a w i a j ą c się zasadzek, i czując, że j ą
widziano, chwyciwszy z ę b a m i l w i ą t k o , szybko je w y ­
nosi, n a m zostawia mieszkanie. J e d n a k ż e jeszcze nie
b ę d ą c c a ł k o w i c i e pewni, nie w y s z l i ś m y zaraz, c z e k a l i ś ­
my d ł u g o ; w y o b r a ż a l i ś m y sobie bowiem, że lwica nas
napadanie..." Hieronim, Żywoty...,
s. 66—67
„...Mówił to, stojąc z p o d n i e s i o n ą r ę k ą . Rozsza­
lały zwierz r z u c i ł się na niego, j a k b y chciał go pożreć,
lecz natychmiast p a d ł i p o c h y l i ł g ł o w ę do samej zie­
mi..." t a m ż e , s. 46
Jan Moschos, Lew
św. Gierasyma,
„Meander"
1946, z. 1, s. 49—50
Sam strój i w y g l ą d mnicha znoszą niekiedy tę
o p o z y c j ę : zwierzęcy w y g l ą d pustelnika. (Np. spotkanie
Pafnutiego z O n u f r y m Jabloczinski...).
Sozomen podaje opis m n i c h ó w , k t ó r z y żyli na sposób
owiec na w z g ó r z a c h p a s ą c się t r a w ą " (w: Geneza i roz­
wój
kultury...).
„...Są i takie, k t ó r e u b i e r a j ą się w koźle s k ó r k i i sztucz­
ne kaptury, usiłując w r ó c i ć do d z i e c i ń s t w a , n a ś l a d u j ą c
sowy i puchacze..." (Hieronim, Listy,
t. I , Warszawa
s. 11).
4 4

4 6

4 8

4 7

4 8

4 9

5 0

51

5 2

5 3

5 4

5 5

5 8
67

5 8

5 9

8 0

8 1

6 2

8 3

172

8 4

Mesalianie, Euchici: „ N a z w a oznacza „ m o d l ą c y c h
się", po syryjsku 'messalaim', a po grecku 'euchitai',
czyli
sektę
a s c e t ó w - p i e l g r z y m ó w , k t ó r z y pod koniec
I V w . w S y r i i odrzucili wszystkie sakramenty i t w i e r ­
d z i l i , że m o ż n a w y p ę d z i ć szatana z r ó ż n y c h zakamar­
k ó w duszy, (bo dusza ujęta jest naturalistycznie, na
kształt labiryntu) i jedynie za p o m o c ą m o d l i t w y , i to
nieprzerwanej. Z a c h ę c a l i do wszelkich o b j a w ó w mistycz­
nych (ekstazy, wizje), do pseudomistycznej interpreta­
cji s n ó w i t p . S o b ó r efezki p o t ę p i ł 18 zasad m e s s a l i ń skich. Nauka m e s s a l i a ń s k a b y ł a zawarta w rozpow­
szechnionym p o d r ę c z n i k u 'Asketikon'..." (Słownik
sta­
rochrześcijańskich
pisarzy, s. 281).
Cabrol Lecrerq,
Dictionnaire...
Dfiamma Padam, strofa 384.
Grzegorz z Nazjanu, Mowy..., s. 135
Hieronim, Żywoty...,
s. 37
Żywot
Barlaama
i Josafata,
s. 113
Sw. A m b r o ż y , Wybór pism, O ucieczce od ś w i a t a ,
Warszawa 1971, A T K , s. 10
Dhamma Padam, strofa S7:
K t o w i e r z e ń nie ma w i ę z y rozciął, i tylko zna
Nie—uczy—nione
Od z d a r z e ń wolny, od nadzieji, ten m ę ż e m jest
Najpierwszym w świecie...
T a m ż e , strofa 345:
M ę d r c y w a m m ó w i ą , że to nie są mocne w i ę z y z żelaza,
konopi czy drzewa.
Miłość n a m i ę t n a do s y n ó w , do żony, do drogich k a m i e n i
i złotych pierścieni...
T a m ż e , strofa 346:
To mocne więzy, tak nam m ę d r c y m ó w i ą , c h w y t l i w e ,
g i ę t k i e , trudne do zrzucania,
Ci co bez p r a g n i e ń z r y w a j ą te więzy, o d c h o d z ą ,
szczęście opuszczając własne...
T a m ż e , strofa 347:
K t o żądzy służy, p ł y n i e t y m strumieniem, k t ó r y sam
stworzył, j a k p a j ą k swe sieci.
M ę d r c y bez p r a g n i e ń z r y w a j ą te sieci. Odchodzą, m ę k ę
opuszczając świata...
Dhamma Padam, strofa 154:
B u d o w a ć domu, p o z n a ł e m cię, nie wybudujesz domu
więcej,
Wszystkie twe b e l k i z a ł a m a n e i obalony dom szczyt,
Od ś w i a t a m y ś l już oderwana, rozwianie p r a g n i e ń już
zdobyte...
T a m ż e , strofa 87:
M ę d r z e c niech rzuci to co mroczne i niech j a s n o ś c i
T y l k o służy,
Niech dom zamieni na bezdomność...
Dhamma Padam, strofy o kwiatach, strofa 49:
Jak pszczoła pije słodycz k w i a t u , nie szkodząc
b a r w i e ani w o n i
I przelatuje z k w i a t u na k w i a t , tak niechaj mnich
przez w i e ś przechodzi...
Dhamma Padam, strofy 286, 287 i 288
Fr. Bohdan, Geneza i rozwój...,
s. 53
S. Piskorski, Żywot..., s. 85
Hieronim, Żywoty
s. 37
Palladiusz, Historia..., s. 285
Barsanufiusz, Co znaczy
przełamać
wolę
[w:]
Antologia
Patrystyczna,
s. 296. Jest zbiór 849 p y t a ń
i odpowiedzi na tematy duchowe w formie listów. Bar­
sanufiusz, mnich z klasztoru w okolicach Gazy, z po­
chodzenia kopt.
W e d ł u g Onascha (w: Die Religion
in Qeschichte
und
Gegenwart,
t. I , Tubingen 1957) pisma ascetyczne Barsanufiusza m i a ł y d u ż e znaczenie dla monastycyzmu
p r a w o s ł a w n e g o , ostatnie jego p r z e k ł a d y p o c h o d z ą z
1902 r o k u .
'
Levi-Strauss, Antropologia
strukturalna,
Warsza­
wa 1968, s. 325
L a m a i z m — „religia m n i c h ó w " , o zderzeniu od­
miennych s y s t e m ó w w a r t o ś c i i o procesach akulturacji
Tybetu, por. Sierksma, Tibet
terrifying
deities,
The
Hague 1966, s. 60 i n.
„Sufizm: ludowy ruch r e l i g i j n y w islamie, w i ą ż e
się ściśle z h i s t o r i ą m u z u ł m a ń s k i e g o ascetyzmu i mis­
tycyzmu. Prof. Massingnon w swej ś w i e t n e j pracy
o w c z e s n o m u z u ł m a ń s k i m mistycyzmie usiłuje dowieść,
że ruch mistyczny b y ł b e z p o ś r e d n i m s p a d k o b i e r c ą p r y ­
mitywnego m u z u ł m a ń s k i e g o ascetyzmu, w y w o d z ą c e g o
się z K o r a n u i p r a k t y k Mahometa. N a w e t jednak gdyby
taki d o w ó d b y ł m o ż l i w y , nie wolno z a p o m i n a ć , że po­
stawa ascetyzmu koranicznego jest identyczna z posta­
w ą ascetyzmu w s c h o d n i o c h r z e ś c i j a ń s k i e g o i w rozwoju
poza A r a b i ą nie zawsze m o ż n a je rozdzielić. (Gibb A.R.,
6 5

8 8

8 7

8 8
89

7 0

74

7 2

73

74

7 5

7 8

7 7

7 8

7 9

1

8 0

8 1

8 2

�Mahometanizm,
P W N , Warszawa 1965, s. 98).
Por. t a k ż e : A l y Mazaheri, Zycie
codzienne
muzułma­
nów w średniowieczu
(w. X—XIII),
Warszawa 1972, s. 8
N a j s ł y n n i e j s z e legendy sufijskie, j a k sądzi B. Heller,
p o w s t a j ą pod w p ł y w e m legendy o Barlaamie i Joza­
facie. (Piekarski, Żywot...,
s. CXC). T a k ż e o sufiźmie
i analogii jego e l e m e n t ó w z. n i e k t ó r y m i elementami
s y s t e m ó w r e l i g i j n y c h społeczności tradycyjnych w A f r y ­
ce, na terenach, gdzie r o z p r z e s t r z e n i ł sią islam w swojej
sufijskiej postaci (np. taniec r y t u a l n y , wprowadzenie
m u z y k i , ofiary); por. Barbara S t ą p i e ń , Wpływ
islamu
na terenach
położonych
na południe
od Sahary, roz­
p r a w a doktorska, maszynopis, Biblioteka I n s t y t u t u H i ­
storycznego U W , 1968
8 3

J. K ł o c z o w s k i , W s p ó l n o t y c h r z e ś c i j a ń s k i e , K r a ­
ków, s. 46 i n.
Słownik
pisarzy starochrześcijańskich,
s. 37; M e u r i
M a r r o w , Historia
wychowania
w starożytności,
War­
szawa 1969, s. 455
Pochomiusz, Pierwszy zakonodawca, k t ó r y ustalił
r e g u ł ę dla m n i c h ó w żyjących pod j e d n y m dachem, Słow­
nik pisarzy
starochrześcijańskich,
s. 310. Haussig jest
zdania, że r e g u ł y Pachomiusza m a j ą ż o ł n i e r s k i charak­
ter i w y m a g a ł y u d o s k o n a l e ń , jakie w p r o w a d z i ł Bazyli.
Historia
Kultury
Bizantyjskiej,
Warszawa 1969, s. 83
T a m ż e , s. 87. Bazyli bp Cezarei Kapadockiej
(329—379)
Evdokimov — Prawosławie,
s. 110
T a m ż e , s. 30
J. G o l u b i ń s k i ,
Istoria
Prawosławnej
Cerkwi,
Moskwa 1901, t. I , s. 569
Rouet de Journel M.J., Monachizme,
s. 40 i n.
J. Golubiński, Istoria
prawosławnej
cerkwi,
s.
552—559
T a m ż e , s. 555
T a m ż e , s. 654
Zernov, Wschodnie
chrześcijaństwo,
s. 116
N i l Sorski przenosi hezyhazm z Atosu i zostawia po
sobie godny uwagi t r a k t a t o p r a w o s ł a w n e j ascezie i ży­
ciu mniszym, Evdokimov, Prawosławie,
s. 39
K r ó t k a f o r m u ł a modlitewna: „ P a n i e Jezu Chryste
Boże nasz zmiłuj się nad n a m i " powtarzana wiele razy
w ciągu dnia nawet w czasie zajęć — mistyczna mo­
84

8 5

8 8

8 7

8 8

8 9

9 0

9 1

9 2
9 3

9 4

9 5

d l i t w a rozpowszechniona na Wschodzie.
Evdokimov,
P r a w o s ł a w i e , s. 39
Dostojewski, Bracia Karam-azow, Warszawa 1970,
s. 39—40
B o n ć - B r u e v i ć , Materiały...,
s. 271—273
M . Fedorowski, Lud białoruski
na Rusi
Litew­
skiej.
Materiały
do Etnografii
Słowiańskiej,
Kraków
1897, s. 9
T a m ż e , s. 13
IDO praca ta p o w s t a ł a na seminarium prowadzonym
przez prof. W. Dynowskiego w 1973 r. U z u p e ł n i e n i e m ,
jakiego c h c i a ł b y d o k o n a ć autor od tamtej pory, jest
zasygnalizowanie zbliżającego się do omawianych tu
z a g a d n i e ń a r t y k u ł u J u r i j a M . L o t m a n a „O pojęciu prze­
strzeni geograficznej w ś r e d n i o w i e c z n y c h tekstach staroruskich (w: J.M. L o t m a n Dwa teksty
semiotyczne,
„ T e k s t y " nr 3, 1974). W artykule t y m L o t m a n rozwija
takie tematy, z w i ą z a n e z p r o b l e m a t y k ą przestrzeni sa­
kralnej, j a k podróż, przemieszczanie się w przestrzeni
geograficznej
przesiąkniętej
znaczeniami
etycznymi,
k t ó r e n a w i ą z u j ą do podstawowych opozycji Ziemia —
Niebo, P i e k ł o — raj, egzystencja ziemska — egzystencja
rajska. R o z w a ż a j ą c swoiste zjawisko „etyki geograficz­
nej", o m a w i a j ą c proponowany przez siebie schemat
(tamże, s. 101), L o t m a n nie ustrzega się pewnej symp l i f i k a c j i , kiedy powiada: „W ogniwie 'dom — klasztor'
słabo jeszcze wyczuwa się d z i a ł a n i e czynnika geogra­
ficznego; funkcjonuje
tutaj zwyczajowa skala ocen
c h r z e ś c i j a ń s k i e j e t y k i : życie boleściwe uzyskuje znak
dodatni, a rozradowane ujemny. Z tego względu n o r m ą
p o s t ę p o w a n i a zakonnego b ę d z i e żywot z ' z a c i ś n i ę t y m
pasem', a miejscem położenia b u d o w l i klasztornej —
pustynia". (Tamże, s. 103).
B y ć m o ż e symplifikacja ta jest k w e s t i ą m a t e r i a ł u , j a ­
k i m posłużył się dla swej analizy M . L o t m a n i dlatego
nie u w z g l ę d n i a ona stwierdzonej przez nas w t r a d y c j i
monastycznej, istotnej, naszym zdaniem, ambiwalencji
obrazu pustyni, c e c h u j ą c e j się m o c ą życiodajną, obrazu,
w k t ó r y m rozwijane są w ą t k i rajskiej egzystencji m n i ­
chów.
Na temat Przemienienia P a ń s k i e g o por. Z. Benedyktowicz, Przemienienie
Pańskie
w popularyzacyjnym cy­
k l u Święta po polsku, „ T y g o d n i k Powszechny" z 24.VIII
1975.
9 8

9 7

9 8

9 9

��</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8605" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8583">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3225152c518d926e25d6be0e9f2a9f45.pdf</src>
        <authentication>c6882be0f82450128aa9d38e96a88234</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102769">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3367</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102771">
                <text>1983</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102773">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3155</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102775">
                <text>Pustelnicy - ludowi święci / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1983 t.37 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102777">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1983 t.37 z.3-4, s.151-162</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102779">
                <text>Węglarz, Stanisław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102781">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102783">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102785">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102792">
                <text>Stanisław Węglarz

PUSTELNICY - LUDOWI ŚWIĘCI
MONASTYCYZM A EWANGELIZACJA EUROPY

W ś r e d n i o w i e c z n e j Europie d o k o n a ł a się swoista
mutacja c h r z e ś c i j a ń s t w a : z r e l i g i i w a r s t w plebejskich,
k t ó r e n a r z u c i ł y j ą cesarzowi i klasom p a n u j ą c y m , prze­
kształciło się w „ n o w e c h r z e ś c i j a ń s t w o " . C h r y s t i a n i ­
zacja s p o ł e c z e ń s t w Zachodu o d b y w a ł a się zasadniczo
d r o g ą „ o d g ó r n ą " . Decyzję o p r z y j ę c i u nowej r e l i g i i po­
dejmowali w ł a d c y — d o c e n i a j ą c y korzyści p ł y n ą c e z
p r z y j ę c i a chrztu dla k s z t a ł t u j ą c y c h się m o n a r c h i i feu­
dalnych — a wraz z n i m i ich najbliższe otoczenie.
Dopiero w drugiej kolejności n a s t ę p o w a ł y — bardzo
często dokonywane p r z e m o c ą — masowe chrzty pozo­
stałej ludności. Zastosowanie takiej „ m e t o d y misyjnej"
oznaczało katolicyzację
czysto f o r m a l n ą :
nawracana
l u d n o ś ć z a c h o w y w a ł a wierzenia, o b r z ę d y i zwyczaje
przedchrześcijańskie.
Z p r z y w i ą z a n i a w a r s t w l u d o w y c h do tradycyjnych
k u l t ó w z d a w a ł sobie s p r a w ę p a p i e ż Grzegorz I W i e l k i
(590—604), autor programu ekspansji Kościoła r z y m ­
skiego, k t ó r y w y z n a c z y ł k i e r u n k i p o l i t y k i papiestwa
na najbliższe w i e k i *. Zalecał cn misjonarzom, ażeby
nie l i k w i d o w a l i p o g a ń s k i c h miejsc i t e r m i n ó w ś w i ą t
kultowych, lecz adaptowali je do potrzeb c h r z e ś c i j a ń ­
s t w a . J e d n a k ż e inicjatywa misyjna Grzegorza I nie
s t a n o w i ł a n o v u m w zakresie takiej formy ewangeliza­
cji Zachodu. Palma p i e r w s z e ń s t w a w tej dziedzinie
przypada m n i c h o m . W drugiej połowie I V stulecia
na terenie G a l i i działa M a r c i n — m n i c h p r a k t y k u j ą c y
przez pewien czas pustelnictwo na wysepce G a l l i n a r i a
(koło Genui) i późniejszy biskup z Tours — inicjując
w i e l k i ruch monastyczny . Jest on misjonarzem sto­
s u j ą c y m praktycznie a d a p t a c y j n ą f o r m u ł ę
upowszech­
niania c h r z e ś c i j a ń s t w a : na miejscu ś w i ą t y ń p o g a ń s k i c h
wznosi kościoły i k a p l i c e . Na p o c z ą t k u V w i e k u w
Prowansji, na wyspie L ć r i n s , eremita Honorat z a k ł a d a
klasztor b ę d ą c y w a ż n y m
ośrodkiem
chrystianizacji
Około 415 r. t a k ż e w Prowansji (Marsylia) Jan Kasjan
organizuje klasztor pod wezwaniem św. W i k t o r a . W i ­
d o w n i ą n a j w i ę k s z e g o rozwoju liczebnego m n i c h ó w staje
i

3

4

5

e

7

się w V w i e k u I r l a n d i a . Preferowane w i r y j s k i m monachizmie idee zbiorowego eremityzmu znakomicie p r z y ­
s t o s o w a ł y się do starych w i e r z e ń celtyckich i t a m t e j ­
szej s t r u k t u r y s p o ł e c z n e j . Irlandzcy mnisi r e a l i z u j ą c
ascetyczny
nakaz „ w ę d r ó w e k dla Boga"
prowadzili
a k t y w n ą działalność m i s y j n ą i w k r ó t c e schrystianizow a l i celtyckich S z k o t ó w oraz P i k t ó w . N a s t ę p n i e misjo­
narze iroszkoccy podjęli a k c j ę e w a n g e l i z a c y j n ą w ś r ó d
A n g l o s a s ó w i dokonali i n w a z j i na kontynent, gdzie sta­
r a j ą c się o jak n a j s k u t e c z n i e j s z ą
infiltrację
religii
c h r z e ś c i j a ń s k i e j do ś w i a t o p o g l ą d u nawracanego ludu,
p r ó b o w a l i m . i n . obcy dla n e o f i t ó w ś w i a t pojęć c h r z e ś ­
c i j a ń s k i c h w y r a z i ć w miejscowym s ł o w n i c t w i e °.
C h a r a k t e r y s t y c z n ą cechą wczesnego monastycyzmu
zachodniego jest r o z m a i t o ś ć jego f o r m . Obok zorga­
nizowanych w s p ó l n o t klasztornych
istnieje
mnóstwo
w ę d r o w n y c h a s c e t ó w (gyrowagów), p u s t e l n i k ó w (rekluzów), „świętych ż e b r a k ó w " itp. Biskupi u s i ł u j ą zwal­
czać „ l u ź n y c h " m n i c h ó w ; p o w s t a j ą u c h w a ł y s y n o d ó w
m a j ą c e na celu ograniczenie ich i l o ś c i . W p o s t ę p u j ą ­
cym procesie unifikacji życia monastycznego
główną
rolę przyszło o d e g r a ć regule ś w . Benedykta z N u r s j i .
Poza t r a d y c y j n y m i cnotami i o b o w i ą z k a m i c e n o b i t ó w
jak czystość, u b ó s t w o ( w s p ó l n o t a d ó b r ) , p o s ł u s z e ń s t w o ,
k ł a d z i o n o w niej duży nacisk na p r z y w i ą z a n i e mnicha
do domu zakonnego (stabilitas l o c i ) . Poparta zdecy­
dowanie przez papiestwo, a później przez odnowione
cesarstwo k a r o l i ń s k i e , r e g u ł a b e n e d y k t y ń s k a
zaczyna
d o m i n o w a ć od V I I s t u l e c i a . Dla nas istotne jest, iż
klasztory b e n e d y k t y ń s k i e często z a k ł a d a n o na miejscach
p r z e d c h r z e ś c i j a ń s k i c h k u l t ó w , m a j ą c y c h t r a d y c j ę i po­
pularnych w ś r ó d okolicznej l u d n o ś c i .
Nawet tak p o b i e ż n y szkic historyczny pokazuje, że
w procesie krzewienia c h r z e ś c i j a ń s t w a poprzez akomodację — wzajemne przystosowywanie r e l i g i i c h r z e ś c i ­
j a ń s k i e j i w i e r z e ń p o g a ń s k i c h — o l b r z y m i ą rolę ode­
grał monastycyzm. Zrodzona na Wschodzie ideologia
odosobnienia została wykorzystana w charakterze „ i n 8

1 0

11

12

13

14

151

�П. 3. Fot. XVII-wiecznego obrazu J ę d r z e j a Ż u r a w k a z kościoła parafialnego w Opatowcu nad Wisłą.
Ptak — ż u r a w — p r z y n o s i ć m i a ł r y b y eremicie I I . 4. Obraz w T r o p i u , o ś r o d k u najżywszego k u l t u
Swierada w Polsce. Przedstawia Andrzeja Swierada oraz jego towarzysza Benedykta

strumentu misyjnego" do chrystianizacji s p o ł e c z e ń s t w
Zachodu. W kolebce c h r z e ś c i j a ń s t w a i monastycyzmu,
skalisto-piaszczyste obszary p u s t y ń s t a n o w i ł y k r ó l e s t w o
szatana, miejsce schronienia dzikich bestii oraz złoczyń­
ców (zbójców i b a r b a r z y ń s k i c h n o m a d ó w ) . M n i s i do­
konali „ o s w o j e n i a " tych t e r e n ó w : przeobrazili d z i k ą
p u s t y n i ę w obszar święty.
Na Zachodzie a n a l o g i c z n ą rolę — przestrzeni obcej
i wrogiej — spełnia las, b ę d ą c y „ p u s t y n i ą " ś r e d n i o ­
wiecznej Europy. Aż do k a r c z u n k ó w późnego ś r e d n i o ­
wiecza (i dłużej jeszcze) las dominuje w zachodnioi ś r o d k o w o e u r o p e j s k i m krajobrazie. P o k r y w a on zdecy­
d o w a n ą większość jej powierzchni. „Kiedy kończy się
las, z a c z y n a j ą się pieszczyste pustkowia, bagna, torfo­
w i s k a " . L u d z k i e osiedla, otoczone polanami upraw­
nej ziemi, b y ł y oddalonymi od siebie oazami w ś r ó d roz­
ległych lasów. M i e s z k a ń c ó w w i ę k s z y c h osad Europy
p o ł u d n i o w e j , o b y w a t e l i cywilizowanego ( = w y k a r c z o wanego) ś w i a t a , las p r z e r a ż a . J a w i się i m jako miejsce,
w k t ó r y m żyją dzikie z w i e r z ę t a (wilki!), u k r y w a j ą się
czyhający na w ę d r o w c ó w bandyci. Las jest r ó w n i e ż
siedzibą sił nieczystych, p o g a ń s k i c h d e m o n ó w oraz ich
barbarzyńskich wyznawców.
15

M a j ą c y w i e l k i e d o ś w i a d c z e n i e w walce z t y m i nie­
b e z p i e c z e ń s t w a m i atleci ascozy doskonale nadawali się
do podjęcia z a d a ń misyjnych. N i e m a ł ą f u n k c j ę w t y m
zakresie spełnili t a k ż e pustelnicy, k t ó r z y pomimo nie­
zbyt korzystnego dla siebie k h m a t u (tendencji l i k w i datorskich ze strony b i s k u p ó w ) , przez całe ś r e d n i o ­
wiecze „są wciąż obecni, wciąż n i e p o k o j ą i fascynu­
j ą " . W i ę c e j , b y w a j ą okresy szczególnego nasilania
się r u c h ó w eremickich. Idee życia samotniczego bardzo
i e

152

1 7

się p o p u l a r y z u j ą w wiekach X — X I I .
Eksplozja erem i t y z m u w X stuleciu łączy się m.in. z przepowiada­
n y m na rok 1000 k o ń c e m ś w i a t a . Z tego r u c h u pustel­
niczego w X I w i e k u f o r m u j ą się eremickie zakony
kontemplacyjne
(kameduli, k a r t u z i , wallombrozjanie
i in.) niemniej wciąż istnieje „ n i e p r z e l i c z o n e m n ó s t w o
s a m o t n i k ó w — p u s t e l n i k ó w i pustelniczek — z w i ą z a ­
nych bardzo luźno z j a k ą ś r e g u ł ą i c a ł y m kościelnym
systemem..." . Dla nas najbardziej i n t e r e s u j ą c e jest
spotkanie tendencji e r e m i c k i i ń r potrzebami misyjny­
m i °.
Dla etnologów kusząca jest hipoteza, iż z a l u d n i a j ą ­
cy lasy c h r z e ś c i j a ń s k i e j Europy pustelnicy nie osiedlali
się w miejscach przypadkowych. S ą d z i m y , że ze w z g l ę ­
du na a n a c h o r e c k ą wizję p r z e s t r z e n i , bardzo p r a w ­
dopodobne jest z a k ł a d a n i e e r e m ó w w miejscach, k t ó r e
już b y ł y u w a ż a n e za szczególnie sakralne: na g ó r a c h ,
przy źródłach, kamieniach, drzewach... Pustelnicy c h r y stianizowali b y ć może takie miejsca przez transpozy­
cję, n a d a j ą c i m nowy sens. W taki sposób ł a t w i e j mogli
p o w o d o w a ć , p r z y k ł a d e m swojego życia, stopniowe zmia­
ny w m e n t a l n o ś c i o k r e ś l o n y c h społeczności lokalnych,
a k c e p t a c j ę n o w y c h treści. Oczywiście zanim doszło do
pełniejszego przyswojenia przez k u l t u r ę l u d o w ą r e l i g i i
c h r z e ś c i j a ń s k i e j , m i a ł a ona t r w a ć w synkretycznej sym­
biozie z w i e r z e n i a m i p o g a ń s k i m i jeszcze przez długie
wieki .
P o ś r e d n i c h ś l a d ó w owych skomplikowanych pro­
cesów s p r ó b u j e m y p o s z u k a ć w historycznym, hagiograf i c z n y m oraz etnograficznym materiale d o t y c z ą c y m po­
staci k i l k u — bliskich sercom m i e s z k a ń c ó w Podkar­
pacia — ś w i ę t y c h p u s t e l n i k ó w . Zajmiemy się a n a l i z ą
pewnych „ m i t ó w l o k a l n y c h " z a w i e r a j ą c y c h
etiologię
1S

19

2

21

2 2

�przestrzeni geograficznej. M i t y te t ł u m a c z ą elementy
przestrzeni h i s t o r i ą lub l e g e n d ą (mogącą b y ć czasami
p r a w d z i w s z ą od historii), k t ó r a je u k s z t a ł t o w a ł a . Naz­
w y miejscowości, o k r e ś l e n i a miejsc, ich w y g l ą d , cha­
rakterystyczne cechy itp., z n a j d u j ą o b j a ś n i e n i e w zda­
rzeniach, k t ó r e się tam ongiś r o z e g r a ł y .
23

Takie m i t y p r z e k s z t a ł c a j ą
amorficzną
przestrzeń
fizyczną w u p o r z ą d k o w a n ą , z r o z u m i a ł ą , „ s w o j s k ą " prze­
s t r z e ń k u l t u r o w ą . Elementy tej „ u s e n s o w i o n e j " prze­
strzeni f u n k c j o n u j ą w danym systemie s p o ł e c z n o - k u l t u r o w y m jako znaki i tak też należy je t r a k t o w a ć , zys­
k u j ą c „sposób badania zjawisk społecznych i ś w i a d o ­
m o ś c i o w y c h w y c h o d z ą c y od ich obiektywnych przeja­
wów..." .
2 4

I I . 5. Pustelnik Swierad, r z e ź b a z 1830 r. w y k . przez
ludowego a r t y s t ę , Kaplica św. Swierada w Tropiu

Chrzest źródeł, drzew i kamieni
Nad Dunajcem, w pobliżu Jeziora Czchowskiego,
leży wieś Tropie. Tutaj „każdy z a k ą t e k , k a ż d a ścieżka,
k t ó r ą w ę d r u j e m y nad brzegiem rzeki przez las, drży
o p o w i e ś c i a m i o ś w . Swieradzie
zwanym
Jędrzejem
Ż ó r a w k i e m , pustelniku ż y j ą c y m na p r z e ł o m i e X i X I
w i e k u " . Swierad (ur. około 980 г., zm. w r. 1034),
pierwszy ś w i ę t y polskiego pochodzenia (kanonizowany
w 1083 г.), uznawany jest za postać h i s t o r y c z n ą .
Je­
d y n y m historycznym ź r ó d ł e m informacji o n i m jest V i t a
napisana przez Maurusa
biskupa
Pięciukościołów.
Dziełko to traktuje o ostatnich latach życia ś w . Swierada czyli okresie, w k t ó r y m — pod zakonnym i m i e ­
n i e m Andrzeja — p r z e b y w a ł w pustelniach:
opodal
klasztoru b e n e d y k t y ń s k i e g o na górze Zobor (koło N i t r y )
oraz na Skałce nad Wagiem niedaleko Trenczyna (Sło­
wacja).
Tamtejsza tradycja łączy z jego imieniem
m.in. p i e c z a r ę i źródło na górze Zobor, a t a k ż e g r o t ę
(ze ś l a d a m i k r w i i o t w o r a m i p o s i a d a j ą c y m i moc lecze­
nia chorych r ą k ) w S k a ł c e . Przy czym erem w S k a ł c e
kojarzony jest r ó w n i e ż z osobą ś w . Benedykta, pustelni­
ka i m ę c z e n n i k a , ucznia S w i e r a d a . O św. Benedykcie
wspomnimy p ó ź n i e j , teraz w r ó ć m y do k u l t u A n d r z e j a -Swierada w T r o p i u , a l b o w i e m r z e c z y w i ś c i e „kult t r o p ski jest w y j ą t k o w o p a s j o n u j ą c y m tematem dla hagiologa-etnografa" . Najstarsze dane ź r ó d ł o w e dotyczące
h i s t o r i i k u l t u na t y m terenie pochodzą od Jana D ł u ­
gosza.
Z jego relacji w y n i k a , że już w połowie X V
w i e k u i s t n i a ł a w T r o p i u pustelnia Swierada i ż y w e
było przekonanie o jego pobycie w tych stronach. H i ­
storycy piszący o św. Swieradzie p r z y j m u j ą , iż bogactwo
tradycji miejscowej w p o ł ą c z e n i u z i n f o r m a c j ą D ł u ­
gosza, dają d o s t a t e c z n ą p o d s t a w ę do uznania, że rzeczy­
wiście działał on t u t a j .
L u d o w e podanie głosi, iż w
miejscu eremu Swierada i s t n i a ł n i e g d y ś p o g a ń s k i gaj
i ś w i ą t y n i a . G d y w t y m lokalnym ośrodku przed­
c h r z e ś c i j a ń s k i e g o k u i t u p o j a w i ł się nasz pustelnik, n i k t
z m i e s z k a ń c ó w nie chciał m u udzielić
schronienia
i przed bezdomnym Swieradem pękł d ą b , aby w jego
dziupli mógł o s i ą ś ć .
Z b u d o w a ł t u kaplicę, w y c i n a ł
drzewa w lesie (zwanym przez długi czas „puszczą
Swierada"), uczył uprawy r o l i i e w a n g e l i z o w a ł t u b y l ­
ców.
W y s t ę p u j e więc w miejscowym folklorze r e l i g i j ­
n y m w charakterze swoistego bohatera kulturowego.
2 S

26

27

2 8

w i e l k ą pieczarę, k t ó r a s p e ł n i a ć m i a ł a funkcję
łoża.
W zbudowanej t u kaplicy 16 lipca o d b y w a j ą się u r o ­
czystości odpustowe k u czci ś w . ą t e g o , na k t ó r e rokrocz­
nie p r z y b y w a j ą rzesze okolicjnych m i e s z k a ń c ó w . Po­
wyżej kaplicy, w odległości k i l k u d z i e s i ę c i u k r o k ó w znaj­
duje się źródło, z k t ó r e g o pustelnik pijał w o d ę . W e d ł u g
powszechnej
opinii ma ona
własności
lecznicze .
Sprzeczne są p o g l ą d y na temat miejsca pochodzenia
S w i e r a d a . D l a nas i n t e r e s u j ą c y jest fakt, iż p o m y ł k a
M a r c i n a Baroniusza z a i n s p i r o w a ł a r o z w ó j k u l t u A n d r z e ja-Swierada (vel J ę d r z e j a Ż u r a w k a ) w Opatowcu nad
W i s ł ą . Jeszcze w pierwszych d z i e s i ą t k a c h X X w i e k u
wskazywano t a m cudowne źródełko, koło k t ó r e g o ere­
mita miał mieć swoją p u s t e l n i ę .
3 8

3e

40

4 1

4 S

2 e

30

I I . 6. Cudowne źródełko św. Swierada

31

3 2

33

?5

CG

Przypisuje się m u t a k ż e moc czynienia c u d ó w . W e d ­
ług relacji M a r c i n a Baroniusza z J a r o s ł a w i a w dniu
16 lipca 1569 г., kiedy to „ h e r e t y c y " napadli na p r o ­
cesję tutejszej ludności ś w . Swierad zjawił się z k i j e m
ognistym w dłoni i p r z e g n a ł „ n i e g o d n y c h l u t e r a n ó w " ,
w i e l u na ś m i e r ć p o r a ż a j ą c . Siadem tego wydarzenia
jest odcisk stopy świętego na Krzemiennym głazie.
3 7

Zasadniczym jednak dowodem pobytu Swierada w
T r o p i u (poza s z c z ą t k a m i d ę b u ) jest s k a ł a t w o r z ą c a nie-

153

�I I . 7. „Ci święci — to b y l i a r t y ś c i
— najcudniejsze ustronia obierali
sobie za siedzibę. To wzgórze z
kapliczką (...) owiane czarem prze­
cudnych w i d o k ó w — tak p r z y k u ­
wa myśl i serce, iż nie dziw, że
pustelnik t u pozostał, jako w m i e j ­
scu, gdzie Bóg m i a ł być wszyst­
kim..." ( M . S a n d o z ó w n a )

Cytowany M a r c i n Baran p r z y c z y n i ł się r ó w n i e ż do
s p o t ę g o w a n i a lokalnego k u l t u innego pustelnika o i m i e ­
n i u Just. Z a n o t o w a ł on na p r z e ł o m i e X V I i X V I I w i e k u
w Vitae sanctorum
quatuor fratrum Polonorum
eremitarum Camaldulensium
confesscrum...,
że w e d ł u g re­
lacji ludu z tych okolic gdzie żył święty Just, m i a ł on
p u s t e l n i ę na górze Ł o b z ó w i był towarzyszem Swiera­
da.
B r a k jest innych źródeł historycznych ś w i a d c z ą ­
cych o a u t e n t y c z n o ś c i tej postaci.
Najprawdopodob­
niej i n s p i r a c j ą dla religijnego f o l k l o r u b y ł a legenda
świętego Jodoka, pustelnika ryjącego na terenie Nor­
mandii w V I I wieku, k t ó r y mógł b y ć d r u g o r z ę d n y m
patronem tutejszej p a r a f i i .
Współcześnie na wzgórzu
nad Dunajcem (koło T ę g o b o r z a przy Jeziorze R o ż n o w ­
skim), w miejscu pustelni Justa, znajduje się otoczony
starymi l i p a m i drewniany kościółek. „Opowieść o jego
życiu i cudach nabiera innej b a r w y ; w t y m otoczeniu,
na tle miejscowej przyrody, treść jej staje się bliska,
bardziej w z r u s z a j ą c a " .
Pomimo, że tuż obok prze4 3

41

46

46

154

I

biega r u c h l i w a szosa łącząca Brzesko z N o w y m S ą c z e m ,
podczas budowy k t ó r e j zasypano s t u d z i e n k ę z c u d o w n ą
w o d ą — źródło świętego Justa ". Lecz legenda wciąż
t r w a dlatego, że jest zawsze p i ę k n a i bliższa sercu n i ż
r z e c z y w i s t o ś ć . 8 w r z e ś n i a k a ż d e g o r o k u (dzień odpustu)
zbiera się t u po k i l k a tysięcy ludzi, nie tylko z bliska
ale i z dalszych okolic, a ż e b y czcić p a m i ę ć swojego
świętego.
Trzecim pustelnikiem, l u d o w y m ś w i ę t y m czczonym
w tych stronach jest święty Urban (Urbanek, j a k piesz­
czotliwie go t u z w ą ) . M i e s z k a ł on w lasach koło I w k o wej na w z g ó r z u i przy źródle, z k t ó r e g o woda „od nie­
p a m i ę t n y c h c z a s ó w " b y ł a u w a ż a n a za skuteczny ś r o d e k
na chore oczy, g a r d ł o i „różne d e f e k t a " . K u l t ś w i ę ­
tego Urbanka t r w a tutaj od bardzo dawna pomimo,
iż „postać pustelnika Urbana nie znajduje potwierdze­
nia w ż a d n y c h , nawet p ó ź n y j h ź r ó d ł a c h . . . " . Prawdo­
podobnie cześć dla Urbanka jest l o k a l n y m w a r i a n t e m
rozpowszechnionego w całej Europie k u l t u świętego
4

48

49

�Kapliczka murowana, postawiona w X V I I I w. na miejscu pustelni Swierada: i l . 8. ryc. z p r z e ł o m u X I X i X X w.;
i l . 9. Współczesny w y g l ą d kaplicy. T y l n ą ścianą stanowi głaz, t w o r z ą c y n i e w i e l k ą g r o t ę

Urbana. Ten kanonizowany p a p i e ż (pontyfikat w l a ­
tach 222—230) czczony b y ł jako patron w i n n i c , b o w i e m
dzień uroczystości patronalnej świętego Urbana I (25
maja) kojarzony b y ł z r o z m a i t y m i zwyczajami r o l n i ­
czymi, zwłaszcza u p r a w ą w i n o r o ś l i .
Od p r z e ł o m u X V I i X V I I stulecia tradycja ludowa
łączy w y r a ź n i e tych trzech p u s t e l n i k ó w : Swierada, Justa i U r b a n k a . U w a ż a n i są za w s p ó ł c z e s n y c h sobie t o ­
warzyszy (czy nawet braci): „mieszkali o n i na w z g ó r ­
kach, tak że się mogli w i d z i e ć "
oraz „jedno źródło
m i e l i , jeśli k t ó r e m u z a b r a k ł o wody, to do drugiego
p r z y s z e d ł i ten m u j ą posłał c u d o w n y m s p o s o b e m " .
W ogóle „lud rzewnem podaniem r o z j a ś n i a ich serdecz­
ny stosunek s ą s i e d z k i " .
Zgodnie z w c z e ś n i e j s z ą
zapowiedzią,
poświęćmy
jeszcze k i l k a słów ś w i ę t e m u B e n e d y k t o w i . Biskup M a u rus pisze o n i m , że b y ł uczniem Andrzeja-Swierada
i ś w i a d k i e m jego heroicznego ż y w o t a .
Po śmierci
mistrza, przez trzy lata samotnie m i e s z k a ł w grocie
na S k a ł c e . P r z y c h o d z ą c y m do niego ludziom udzielał
rad i pomocy. Z n a ł się na właściwościach leczniczych
ziół, k t ó r y m i k u r o w a ł ludzi i z w i e r z ę t a . Pewnego razu
napadli n a ń zbójcy, uprowadzili, a n a s t ę p n i e zamordo­
w a l i i ciało w r z u c i l i do Wagu. Dopiero po d ł u ż s z y m
czasie n i e t k n i ę t e zwłoki odnaleziono w wodzie, za
wskazaniem o r ł a .
K u l t Benedykta został
zaaprobo­
wany na synodzie w ę g i e r s k i m w 1083 r. Jest czczony
szczególnie na W ę g r z e c h , Słowacji i Morawach. Nato­
miast w Polsce aż do X V I wieku nie z a c h o w a ł y się
ż a d n e ślady k u l t u świętego Benedykta. Dopiero od tego
stulecia k u l t w y s t ę p u j e zawsze łącznie z k u l t e m A n d r z e ­
ja-Swierada.
W literaturze przedmiotu łączy sio. nie­
kiedy Benedykta z dwoma p o z o s t a ł y m i towarzyszami
Swierada, lub u t o ż s a m i a z j e d n y m z Pięciu Braci M ę ­
czenników.
60

61

5 2

и

5,1

5 5

5 6

57

5 8

Z p o ł u d n i o w e j strony Karpat p r z e n i e ś m y się p o ­
nownie na polskie Podkarpacie, t y m razem o k i l k a ­
d z i e s i ą t k i l o m e t r ó w na p o ł u d n o w y wschód od naddunajeckiej okolicy wyznaczonej i r ó j k ą t e m T r o p i e - S w i ę t y
Just-Iwkowa, w Beskid Niski. Około trzech k i l o m e t r ó w
w k i e r u n k u p o ł u d n i o w y m od D u k l i , w pobliżu masywu
Cergowej, „na Z a ś p i c i e " znajduje się sanktuarium zwa­
ne „puszczą b ł o g o s ł a w i o n e g o Jana z D u k l i " . O życiu
i działalności bł. Jana nie ma wiele danych historycz­
nych. Urodził się b y ć m o ż e w r o k u 1414 w D u k l i . Jego
lata dziecięce i m ł o d o ś ć są okryte t a j e m n i c ą . Zapewne
około 1435 r. w s t ą p i ł do f r a n c i s z k a n ó w , gdzie dał się
p o z n a ć m.in. jako zdolny kaznodzieja. W 1463 r. roz­
począł się b e r n a r d y ń s k i okres jego ż y w o t a monastycz­
nego, k t ó r e g o większość spędził we L w o w i e . Z m a r ł
29 w r z e ś n i a 1484 r. N i e m a l nazajutrz po pogrzebie roz­
poczyna się k u l t Jana z D u k l i , oficjalnie zaaprobowany
w 1733 r. L u d o w a warsja Hagiografii b ł . Jana —
uchwytna w ź r ó d ł a c h od X V I I stulecia — podaje, że
w młodości był on pustelnikiem w lasach koło D u k l i .
Tradycja miejscowa wskazuje lokalizację d w ó c h jego
e r e m ó w : na Zaśpicie oraz u p o d n ó ż a góry Cergowej
(przy „złotej studzience"). „ N a j p i e r w m i e s z k a ł błogosła­
wiony Jan z D u k l i przez jeden sezon na Cergowej,
k o ł o złotego ź r ó d e ł k a . Potem m u s i a ł s t a m t ą d odejść, bo
j a k się modlił to pastuchy r z u c a ł y w niego kamienia­
m i . P r z e n i ó s ł się na górę Zaszpit i b y ł tu trzy lata.
Tutaj też w y k o p a ł ź r ó d e ł k o . Oba są bardzo popularne
u l u d z i " . Ojciec Cz. Bogdalski O F M (który na prze­
ł o m i e X I X i X X w i e k u z e b r a ł „bardzo s k r z ę t n i e wszel­
kie opowieści o b ł o g o s ł a w i o n y m Janie, k u r s u j ą c e w ży­
wej tradycji w okolicach Krosna i D u k l i " ) wspomina
m.in., że niedaleko K o m b o r n i jest źródło z w o d ą o
u z d r a w i a j ą c e j mocy. Przy n i m m i a ł odpoczywać J a n .
Z a s ł y n ą ł on r ó w n i e ż i n n y m i c u d a m i .
;

6 9

6 0

6 1

82

63

155

�K o l e j n y m etapem naszej w ę d r ó w k i ś l a d a m i pustel­
niczych tradycji b ę d z i e malownicza okolica nad rzecz­
k ą S t r a d o m k ą . Od wsi D ą b i e na p ó ł n o c y do Wierzbanowej na p o ł u d n i u , ciągnie się p o r o ś n i ę t y lasami długi
w a ł górski, z trzema w y b i t n i e j s z y m i
wzniesieniami:
Grodziskiem, Księżą i Cietniem. U p o d n ó ż a wschod­
nich s t o k ó w Księżej leży n i e z w y k ł a osobliwość p r z y ­
rodnicza — Diabelski K a m i e ń . Stanowi go s p ę k a n a ł a ­
wica ciężkowickiego piaskowca o długości 55 m , wyso­
kości ponad 17 m i 12 do 25 m szerokości. D i a b l i K a ­
m i e ń w podaniach miejscowej ludności kojarzony jest
z działalnością sił nadprzyrodzonych, zwłaszcza diabel­
skich. „ J a k budowali klasztor w Szczyrzycu, to d i a b e ł
chcąc p r z e s z k o d z i ć w budowie w z i ą ł głaz i niósł na
klasztor, żeby go zniszczyć. Kiedy z n a j d o w a ł się już
blisko Szczyrzyca zapiał k u r , złe moce p r z e s t a ł y dzia­
łać, diabeł upuścił k a m i e ń . Teraz leży tutaj i są na
n i m widoczne ślady p a z u r ó w diabelskich".
64

Dodajmy, że na P o g ó r z u znajduje się wiele podob­
nych m a s y w ó w skalnych. Należą do nich m . i n . tzw.
Kamienie B r o d z i ń s k i e g o w pobliżu L i p n i c y M u r o w a n e j
oraz skalne „grzyby", z k t ó r y m i są z w i ą z a n e analo­
giczne legendy. W bliskiej odległości od w s i Leksandrowa, na w z g ó r z u Bukowiec leży oryginalny grzyb
skalny, zbudowany z k i l k u ł a w i c piaskowcowych o r ó ż ­
nej odporności, przy czym czapa grzyba jest z materia­
łu najbardziej odpornego. Podanie głosi, że k a m i e ń ten
opuścił na ziemię w czasie piania koguta diabeł, k t ó r y
chciał n i m p r z y w a l i ć klasztor k a r m e l i t ó w w N o w y m
Wiśniczu.
We wschodniej części rezerwatu „Diable
S k a ł y " koło w s i Bukowiec (Pogórze Ciężkowickie), ster­
czy k i l k u n a s t o m e t r o w y skalny „ d i a b e ł " . W dolnej części
skały są o d c i ś n i ę t e diabelskie szpony, w k t ó r y c h b y ł a
niesiona z W ę g i e r , zanim upuszczono j ą na głos p i e j ą ­
cego koguta. Inne podanie o t y m głazie m ó w i , iż służył
on za p o g a ń s k i c h czasów jako o ł t a r z c a ł o p a l n y .
Rów­
nież na Jaworzynie K r y n i c k i e j znajduje się diabelski
k a m i e ń w k s z t a ł c i e grzyba, o k t ó r y m k r ą ż y podobna
legenda (diabeł chciał n i m n a k r y ć k r y n i c k i e źródła
lecz gdy zapiał k u r , m u s i a ł go p r z e d w c z e ś n i e zrzucić
na z i e m i ę ) . W y l i c z a n k ę t a k ą
m o ż n a by jeszcze długo
k o n t y n u o w a ć , użyjemy jedna* „ b r z y t w y Okhama", gdyż
nie w n i o s ł a by ona wiele nowego.
65

66

e7

l e g ł y m echem podobnej f u n k c j i kamienia. Przyznajemy,
że nasza hipoteza b r z m i dość r y z y k o w n i e . J e d n a k ż e
szczęśliwie dla nas, w sukurs d o m y s ł o m e t n o l o g ó w i d ą
d o m y s ł y a r c h e o l o g ó w . W 1952 л działała na tych tere­
nach n i e w i e l k a ekspedycja archeologiczna, w y k o n u j ą c
powierzchniowe badania w trzech obiektach (Grodzis­
ko, Klasztorzysko, D i a b l i K a m i e ń ) , nazwanych umow­
nie z e s p o ł e m poznachowickim . W s t ę p n e badania prze­
prowadzone przy D i a b l i m K a m i e n i u , u j a w n i ł y dwie
w a r s t w y k u l t u r o w e . Wykonano tu m . i n . m a ł ą o d k r y w ­
kę w u r w i s k u , z n a j d u j ą c elementy ceramiki (zaliczonej
do typu ł u ż y c k o - p o m o r s k i e g o ) , p o ł u p a n e kości zwie­
rzęce oraz p e w n ą ilość w ę g i e l k ó w . Na podstawie do­
konanych u s t a l e ń , A. Ż a k i wysnuwa
przypuszczenie
o istnieniu w Podkamieniu miejsca k u l t o w e g o . Su­
geruje on ponadto k o n i e c z n o ś ć przeprowadzenia dal­
szych b a d a ń , przy innych tego typu grzybach skalnych.
Nałożenie się d o m y s ł u a r c h e o l o g ó w na h i p o t e z ę etnologiczną dodatkowo j ą uprawdopodabnia. Niestety frag­
m e n t a r y c z n o ś ć m a t e r i a ł ó w nie pozwala nam, w c h w i l i
obecnej, u z n a ć jej za u d o w o d n i o n ą . W k a ż d y m razie
utrzymujemy, że istnienie miejsca kultowego przy D i a b ­
l i m K a m i e n i u jest m o ż l i w e , n możliwość nie należy do
kategorii m a ł o prawdopodobnych. Dodamy jeszcze, iż
na szczycie Diablego K a m i e n i a znajduje się — z pew­
nością nienaturalna — w n ę k a , z u t r z y m u j ą c ą się w niej
stale w o d ą o p a d o w ą ( „ m a r t w a w o d a " ) .
K o ń c z ą c tę d y g r e s j ę o diabelskich kamieniach na­
leży wreszcie w y j a ś n i ć , dlaczego ją t u w ogóle po­
czyniono. Jaki to ma z w i ą ż e * z pustelnikami? Otóż
w ł a ś n i e w Podkamieniu zlokalizowany jest, zamieszki­
w a n y nieprzerwanie od p o c z ą t k u X I X w i e k u , prze­
p i ę k n i e p o ł o ż o n y erem. O jego historii i czasach obec­
nych napiszemy w i n n y m a r t y k u l e . Teraz
chcemy
s t w i e r d z i ć jedynie, że drewniany krzyż umieszczony
na szczycie Diablego K a m i e n i a tuż obok pustelni, ma
w y m o w ę głębokiego („dającego wiele do m y ś l e n i a " ,
choćby o t r w a ł o ś c i pewnych s t r u k t u r ) symbolu i spina
k l a m r ą nasze — p e ł n e dywagacji — r o z w a ż a n i a na
temat pustelnictwa w r e l i g i j n y m folklorze.
n

74

75

7e

77

0 3

Wydaje się, iż przytoczone
przykłady
(pomimo
skromnej ilości) u p o w a ż n i a j ą do stwierdzenia, że w l u ­
dowych podaniach d o t y c z ą c y c h diabelskich k a m i e n i w y ­
r a ż a się ich mediacyjny charakter (jednoczą opozycje
typu: diabeł, siła niszczycielska, noc, obcość, zło —
klasztor, kreacja, dzień, swojsicość, dobro itp.). P o t w i e r ­
dzeniem tej tezy jest t a k ż e fakt, że często głazy takie
b y ł y wykorzystywane jako „ n a t u r a l n e " granice teryto­
rialne . Szczególnie w y r a ź n i e w i d a ć to na p r z y k ł a d z i e
naszego głównego bohatera, Diablego Kamienia spod
Szczyrzyca, k t ó r y s t a n o w i ł miejsce graniczne p o m i ę d z y :
p o s i a d ł o ś c i a m i , osiedlami, wsiami, ziemiami, powiatami,
gminami, w o j e w ó d z t w a m i i Bóg wie czym jeszcze.
W Podkamieniu
schodzi się tak wiele granic, iż ś m i a ­
ło m o ż n a D i a b l i K a m i e ń n a z w a ć „ w ę z ł e m granicznym"
lub „ g r a n i c ą granic". Owa, tak s p o t ę g o w a n a , graniczn o ś ć " w płaszczyźnie horyzontalnej, prowokuje do po­
stawienia hipotezy o jego meciiacyjności w płaszczyź­
nie w e r t y k a l n e j ; k a ż e się z a s t a n o w i ć nad wykorzysta­
niem Diablego K a m i e n i a do r c l i ł ą c z n i k a z rzeczywis­
tością t r a n s c e n d e n t n ą ( n a d p r z y r o d z o n ą ) . Na k o r z y ś ć do­
m y s ł u o u ż y w a n i u Diablego K a m i e n i a dla celów k u l t u ,
przemawia zanotowana w X I X w i e k u tradycja istnie­
nia w t y m miejscu pradawnej ś w i ą t y n i „ s ł o w i a ń s k i e g o
bożyszcza P e r u n a " . Wspomniane wyżej podanie o jego
z w i ą z k u z siłami diabelskimi, także mogło by b y ć o d ­
6 9

Pustelnictwo a religijność

ludowa

P r z y s z ł a pora na podjęcie p r ó b y k r ó t k i e g o podsu­
mowania oraz s f o r m u ł o w a n i a przynajmniej n i e k t ó r y c h
spośród n a s u w a j ą c y c h się w n i o s k ó w . Trzeba dodać, że
nie jest to podsumowanie p i l n e — to u m i e ś c i m y w
epilogu szkiców o pustelnictwie, po Obrazkach z życia
pustelników.
W y p u n k t u j e m y więc k i l k a konkluzji.
Po pierwsze, wszystkie — f u n k c j o n u j ą c e
głównie
w folklorze r e l i g i j n y m — legendy o pustelnikach za­
c z e r p n ę l i ś m y ze stosunkowo niewielkiego obszaru Po­
górza Karpackiego. W y n i k a z tego, że tereny te są bar­
dzo bogate w tradycje erenvekie. S t ą d nasz postulat
podjęcia szerszych b a d a ń etnograficznych nad t y m te­
matem.

70

7 1

72

156

Po w t ó r e , we wszystkich podaniach m a j ą c y c h z w i ą ­
zek ze zjawiskiem pustelnictwa ciągle p o w t a r z a j ą się
pewne charakterystyczne miejsca, b ę d ą c e znakiem (śla­
dem i symbolem) działalności e r e m i t ó w . Dla uprosz­
czenia u j m i j m y tę k w e s t i ę w f o r m i e n a s t ę p u j ą c e j ta­
belki:
Wypada zaznaczyć, że powyższa tabelka ma jedynie
p o g l ą d o w y charakter i nie aspiruje do statystycznego
zestawienia. J e d n a k o w o ż dość ewidentnie z niej w y n i ­
ka, iż z miejscem pobytu p u s t e l n i k ó w kojarzone są
przede wszystkim źródła i kamienie (wzgórza, skały,
groty). Bardzo silne jest przekonanie o szczególnej
„ c u d o w n o ś c i " tych miejsc,

�Nazwa eremu
(określenie
miejscowości
związanej z
działalnością
eremitów)

Imię pustelnika
kojarzonego
z danym
eremem

1

Zobor

Swierad

+

+

+

2

Skałka

Swierad,
Benedykt

—

""Г

+

Lp.

3

źró­
dło

Swierad
Tropie
Opatowiec

Swierad

5

Hw. Just

Just

6

Iwkowa

Urbrnek

7

Zaśpi t

8

Cergowa

9

Podkamień

4

Charakterystyczne
miejsca

Jan z Dukli
- "

1

+

Występowanie
przekonania
o sakralności
kamień
miejsca pobytu
(wzgórze,
pustelnika
grota)

drze­
wo

+

+

+

—

—
4-

+

+
1

+

i

~ь

i

+

M o ż n a w y s n u ć z tego kolejny wniosek: działalność
p u s t e l n i k ó w nie łączy się z d i w o l n y m i (przypadkowy­
mi) miejscami. W z w i ą z k u z t y m mamy n a s t ę p u j ą c e
możliwości:
a — pustelnicy osiadali w miejscach p r z e d c h r z e ś c i j a ń ­
skiego k u l t u , c h r y s t i a n i z u j ą c je przez
transpo­
zycję;
b — z a k ł a d a l i eremy w miejscach o już w y r o b i o n y m
znaczeniu (niekoniecznie k u l t o w y m ) , n a d a j ą c i m
nowe t r e ś c i ;
с — ze w z g l ę d u na a n a c h o r e c k ą wizję idealnego eremu
(góra, jaskinia, źródło, drzewo), zamieszkiwali w
miejscach „ ś w i a t o p o g l ą d o w o o b o j ę t n y c h " dla l o k a l ­
nej społeczności, semantycznie je n a z n a c z a j ą c do­
piero swoją działalnością;
d —• wszystkie trzy w a r i a n t y są prawdopodobne i po
trosze prawdziwe.
G ł ó w n i e ze w z g l ę d u na brak odpowiednio szerokiej
bazy m a t e r i a ł o w e j , k t ó r a notabene jest n i e m o ż l i w a do
zdobycia, musimy t r w a ć w sferze d o m y s ł ó w . S ą d z i m y ,
że najbliższa prawdy jest wersja kompromisowa: dzię­
k i bliskiej ś w i a t o p o g l ą d o w i mitycznemu koncepcji prze­
strzeni c h r z e ś c i j a ń s k i eremityzm mógł zostać zaakcep­
towany i znaleźć t r w a ł e miejsce w kulturze ludowej.
Niemożność jednoznacznsgo r o z s t r z y g n i ę c i a na k o ­
rzyść k t ó r e j ś z p o w y ż s z y c h hipotez jest w y m o w n a i na­
suwa n a s t ę p n ą k o n k l u z j ę : w swoich badaniach mamy
do czynienia z religijnością l u d o w ą , k t ó r a nie jest ani
„ c z y s t y m " c h r z e ś c i j a ń s t w e m , ani też nie zawiera w so­
bie „ k r y s t a l i c z n y c h " e l e m e n t ó w w i e r z e ń p r z e d c h r z e ś c i ­
j a ń s k i c h . Stanowi natomiast system, b ę d ą c y ich prze­
t w o r z o n y m p o ł ą c z e n i e m . Bardzo charakterystyczne
w
t y m względzie jest częste p r z e w i a n i e się w tekście a r t y ­
k u ł u daty: p r z e ł o m X V I i X V I I stulecia. WÓWCZAS
powstaje większość —• ż y w y c h do dzisiaj — ludowych
p o d a ń i legend o pustelnikach. P r z e ł o m X V I i X V I I
w i e k u to czas zasadniczego k s z t a ł t o w a n i a się r e l i g i j ­
nego f o l k l o r u . Kluczowa dla chrystianizacji wsi pol­
skiej rola okresu potrydenckiegc — wielokrotnie już
uzasadniana — znalazła potwierdzenie także w t y m
przypadku.

—

Uwagi

+
+
4~

U podnóża
góry
Na Diabel­
skim Kamie­
niu jest „mar­
twa woda"

Wreszcie na z a k o ń c z e n i e — p a r a f r a z u j ą c s ł o w a H .
Delahaye'a, k t ó r e ongiś z a i n s p i r o w a ł y L . S t o m m ę do
b ł y s k o t l i w y c h w y w o d ó w — powiedzmy, że elementem
o k a p i t a l n y m znaczeniu przy p r ó b a c h uchwycenia od­
ległych p o c z ą t k ó w k u l t u jest zgodność m i e j s c . Jest
to drugi p r z y k ł a d dobitnie w s k a z u j ą c y t r w a ł o ś ć ludo­
wych przyzwyczajeń.
78

PRZYPISY
1

Por. J. Le Goff, Kultura
średniowiecznej
Europy,
Warszawa 1970, s. 154
Por. E. Potkowski, Kościoły
terytorialne
i pań­
stwowe we wazesnym
średniowieczu,
[w:]
Katolicyzm
w c z e s n o ś r e d n i o w i e c z n y , praca zbiorowa pod red. J. K e l ­
lera, Warszawa 1973
Zob. t a m ż e , s. 51; t a k ż e : H . Daniel-Rops,
Kościół
wczesnego średniowiecza,
Warszawa 1969
Z r e s z t ą sam Grzegorz I posłużył się m n i c h a m i do
chrystianizacji B r y t ó w , w y s y ł a j ą c ich g r u p ę dla zorga­
nizowania w A n g l i kościelnej h i e r a r c h i i .
W 361 r. M a r c i n z Tours założył klasztor w L i g u g ś ; w r. 375 w M a r m o u t i e r . Por.: J. K ł o c z o w s k i ,
Wspólnoty
chrześcijańskie.
Grupy życia
wspólnego
w
chrześcijaństwie
zachodnim od starożytności
do XV wie­
ku, K r a k ó w 1964, 83 n.
Por. H . Daniel-Rops, dz. cyt.
Zob. J. K ł o c z o w s k i , dz. cyt., s. 71; t a k ż e : J. Le
Goff, dz. cyt.
P r a c ą p o d s t a w o w ą o i r y j s k i m monastycyzmie jest:
J. Ryan, Irish monasticism.
Origins and early
develop­
ment, D u b l i n 1931. Zob. t a k ż e dzieło o postaci ś w . Pa­
t r y k a , misjonarza I r l a n d i i : L . Bieler, The Life
and
Legend
of St. Patrick,
D u b l i n 1949. R ó w n i e ż : S. Czar­
nowski, Kult bohaterów
i jego społeczne
podłoże.
Świę­
ty Patryk
bohater narodowy Inandii,
[ w : ] Dzieła, t. 4,
Warszawa 1956
Por. L . Weisgerber, Die Spuren der irischen
Mis­
sion in der E n t w i c k l u n g der deutschen Sprache, „ R h e i nische Vierteljahresblatter", 17, 1952, s. 8—41
O okresach w rozwoju historycznym monasty­
cyzmu zachodniego we wczesnym ś r e d n i o w i e c z u , zob.
J. Wierusz K o w a l s k i ,
Monastycyzm
wczesnośrednio­
wieczny,
[ w : ] Katolicyzm
wczesnośredniowieczny,
dz.
cyt., s. 177—191
Por. E. Potkowski, dz. cyt., s. 19 п.; t a k ż e : J.
Wierusz K o w a l s k i , dz. cyt., s. 179 n .
Zob. Starożytne
reguły zakonne, Warszawa 1980,
s. 179—234
Por. J. Wierusz Kowalski, dz. cyt., s. 181
2

3

4

5

6

7

8

9

10

1 1

1 2

13

157

I

�5 4

Р о г . Т. Manteuffel, Zakony Kościoła
katolickiego
do potowy XIV wieku, [ w : ] Szkice z dziejów
papiestwa,
Warszawa 1958, s. 7
P. R i c h ś , Zycie
codzienne
w państwie
Karola
Wielkiego, Warszawa 1979, s. 28
J. Le Goff, dz. cyt., s. 189
Por.: J. K ł o c z o w s k i , dz. cyt., s. 183 п.; t a k ż e :
T. Manteuffel, dz. cyt., s. 14; także: J. Le Goff, dz.
cyt., s. 188
K a ż d y spodziewany „koniec ś w i a t a " (a było ich
w ś r e d n i o w i e c z u wiele), powoduje ogromny wzrost po­
p u l a r n o ś c i z a c h o w a ń ekspiacyjnych. Jednym z najbar­
dziej uznanych w z o r ó w takich d z i a ł a ń były ucieczki od
świata.
J. Le Goff, dz. cyt., s. 188
Por.: J. K ł o c z o w s k i , Eremityzm
na ziemiach
Sło­
wiańszczyzny
Zachodniej
w X—XI
w., „ S p r a w o z d a n i a
z C z y n n o ś c i Wydawniczej i P o s i e d z e ń Naukowych oraz
K r o n i k a Tow. Naukowego K U L " , t. 13, L u b l i n 1953, s. 91
A n a c h o r e c k ą wizję przestrzeni (jej rolę w k o n ­
taktach Bóg-człowiek; n i e j e d n o r o d n o ś ć ; c h a r a k t e r y s t y k ę
idealnego eremu itd.), o p i s a l i ś m y w poprzednim szkicu
Ojcowie
pustyni
Zagadnienie to było rozpatrywane w ogromnej
ilości prac. Na szczególną u w a g ę zasługuje dzieło: F.
Graus, Volk, Herrscher
und Heiliger
im Reich
der
Merowinger,
Praha 1965, s. 140—195
Por.: M . Bachtin, Problemy
literatury
i
estetyki,
Warszawa 1982, s. 404
C. Levi-Strauss, Antropologia
strukturalna,
War­
szawa 1970, s. 383
J. W i k t o r , Pieniny
i ziemia
sądecka,
Kraków
1965, s. 426
L i t e r a t u r a o św. Andrzeju-Swieradzie jest bardzo
bogata. O b s z e r n ą bibliografię prac t r a k t u j ą c y c h o tej
i n t e r e s u j ą c e j postaci o p r a c o w a ł o. R. Gustaw O F M [ w : ]
Hagiografia
Polska, t. 1, P o z n a ń 1971, 89—93
Vita Sancioyum
ertemitarum Andteae sen
Zoerardi cpnfessoris
et Benedicti
martiris,
a beato
Mauro
episoopo
Quinqueecclesiastensi
descripta
została n a p i ­
sana w latach 1064—1070. Inne wczesne źródła — przede
wszystkim Legenda Sancti Stephani regis (maior), z lat
1077—1083 — są od dzieła Maurusa zależne. Zob. J.T.
M i l i k , Święty
Swierad,
Roma 1966, s. 8; t a k ż e : H . K a p i szewski, Cztery źródła do żywota
św. Swirada,
„Na­
sza Przeszłość", 19 (1964), s. 5—31
Por. H . Kapiszewski, Eremita
Swirad
w
Panonii,
„Nasza Przeszłość", 10 (1959), s. 17—69
Por. J.T. M i l i k , dz. cyt., s. 87. A u t o r wspomina
tam r ó w n i e ż o pustelni w D ó m ó s .
Por. Polski Słownik
Biograficzny,
t. 1, K r a k ó w
1935, s. 423; t a k ż e : Hagiografia
Polska, dz. cyt., s. 114
J.T. M i l i k , dz. cyt., s. 101
J. Dlugossii sen L o n g i n i Canonici Cracoviensis,
Historiae
Poloniae
Libri
X I I , 1, K r a k ó w 1873, s. 158
(pod r o k i e m 998); tegoż: Liber
beneficiorum,
2, K r a ­
k ó w 1864, s. 248
Zob. T. Wojciechowski, Szkice historyczne
jede­
nastego wieku, K r a k ó w 1951, s. 74—78; t a k ż e : W . Sem­
kowicz, Andrzej
Swierad
[ w : ] Polski
Słownik
Biogra­
ficzny, dz. cyt., s. 100 n.
Zob. W. Demetrykiewicz, Dunajcem z niziny nad­
wiślańskiej
w Tatry, K r a k ó w 1911, s. 56; t a k ż e : M . Sand o z ó w n a , Melsztyn
i jego okolice,
L w ó w 1911, s. 91;
t a k ż e : J. W i k t o r , dz. cyt., s. 428 п.; t a k ż e : H . K a p i ­
szewski, Eremita
Swirad
na ziemi rodzinnej,
„Nasza
Przeszłość", 23 (1966), s. 67; t a k ż e : Tropie 1982
Zob. J. W i k t o r , dz. cyt., s. 428; t a k ż e : H . K a p i ­
szewski, Tysiąclecie
eremity polskiego. Swirad
nad Du­
najcem, „Nasza Przeszłość", 8 (1958), s. 63; t a k ż e : T r o ­
pie 1982
Zob. J. W i k t o r , dz. cyt., s. 427; п.; t a k ż e : Tropie
1982
Zob. M . Baronius Jaroslaviensis Clericus, Vitae
sanctorum
quatvar fratrum Polonorum eremitarum
Camaldulensium
oonfessorum...,
Fors sectmda,
Kraków
1609, s. 28
Odpust odbywa się 16 lipca zapewne na p a m i ą t k ę
wspomnianego wydarzenia. P a t r c n a ł y polskie, s ł o w a c ­
kie i w ę g i e r s k i e w y m i e n i a j ą Andrzeja-Swierada (wraz
z Benedyktem) pod r ó ż n y m i datami. P r z y k ł a d o w o : w
X V I w . w y s t ę p u j ą w patronale polskim pod
datą
1 lipca; od p o c z ą t k u X I X w. rubrycele m a j ą ich 21
lipca; Skarga pisze o J ę d r z e j u Polaku pod dniem
6 maja; F. Jaroszewicz natomiast — 17 lipca.
1 5

1 6

1 7

1 8

1 9

2 0

2 1

2 2

2 3

2 4

2 8

2 6

27

2 8

2 9

3 0

3 1

3 2

3 3

8 4

3 5

3 6

3 7

3 8

158

1

3 9

Zob. J. W i k t o r , dz. cyt., s. 428; t a k ż e : H . K a p i ­
szewski, Tysiąclecie
eremity..,
dz. cyt., s. 63; t a k ż e :
HP, dz. cyt., s. 86; t a k ż e : Tropie 1982
Sz. Morawski, Sądecczyzna,
K r a k ó w 1863, s. 35.
Autor u t o ż s a m i a wspomniany przez M . Baroniusza Opa­
towiec z Zakliczynem. Zob. t a k ż e : J.T. M i l i k ,
dz.
cyt., s. 108
Znacznie przesadzone jest zdanie H . Kapiszewskiego, że „ t r a d y c j a lokalna o pochodzeniu św. S w i r a ­
da z Opatowca ma znamiona wiarogodności...". Zob.
tegoż: Eremita Świrad na ziemi rodzinnej, dz. cyt., s. 83.
Por. HP, dz. cyt., s. 86
M . Baronius, dz. cyt., s. 30 n.
Pozbawiona podstaw jest sugestia H . Kapiszewskiego, że „ J u s t był p o s t a c i ą r z e c z y w i s t ą i w s p ó ł c z e s n ą
św. Swiradowi". Zob. tegoż: Tj/siqeleeie eremity...,
dz.
cyt., s. 69
Por. J.T. M i l i k , dz. cyt., s. 109. O J u ś c i e zob.
t a k ż e : M . S a n d o z ó w n a , dz. cyt., 105 n n . et passim;
t a k ż e : J. W i k t o r , diz. cyt., s. 419; t a k ż e H. Kapiszew­
ski, Tysiąclecie
eremity..., dz. cyt., s. 65—71 et passim;
t e n ż e , Eremita
Swirad
na ziemi rodzinnej,
dz. cyt.,
s. 75—79
J. W i k t o r , dz. cyt., s. 419
O istnieniu cudownego ź r ó d e ł k a na Sw. J u ś c i e
w z m i a n k u j ą : M . S a n d o z ó w n a , dz. cyt., s. 109; t a k ż e :
H . Kapiszewski, Tysiąclecie
eremity,
dz. cyt., s. 66,
O jego zasypaniu inf.: Sw. Just 1982
M . S a n d o z ó w n a , dz. cyt., s. 100. A u t o r k a p r z y ­
tacza tam r ó w n i e ż podanie n a s t ę p u j ą c e o źródle U r b a n ­
ka: „ J a k chłop puścił k a c z k ę u Urbanka do tej wody,
jak poszła tak poszła i aż w C z ę s t o c h o w i e w y s z ł a " .
Podczas b a d a ń terenowych w I w k o w e j (1982 r.) zano­
towano jeszcze inne podanie: „ D a w n i e j źródełko bar­
dzo s z u m i a ł o , ale j a k i ś pan w y k ą p a ł w n i m parszy­
wego psa, k t ó r y w y z d r o w i a ł — lecz ź r ó d e ł k o od tego
czasu szum s t r a c i ł o " . M . Sandoz wspomina t a k ż e o ros­
n ą c y m przy kapliczce w i e l k i m grabie, na k t ó r y m obja­
wił się Urbanek. I n f . z I w k o w e j (opiekujący się kaplicz­
ką) twierdzi, że przed k i l k u n a s t u laty ściął grab, bo­
w i e m z a g r a ż a ł kapliczce. D o d a ł r ó w n i e ż , iż z n a j d o w a ł y
się na n i m ś l a d y k r w i .
H . Kapiszewski, Tysiąclecie
eremity...,
dz. cyt.,
s. 72
Dowodem słuszności naszej hipotezy o pustelni­
k u U r b a n k u jako zmitologizowanej w e r s j i
hagiografii
Urbana I — poza tradycyjnie o d b y w a j ą c y m i się t u
u r o c z y s t o ś c i a m i z i e l o n o ś w i ą t k o w y m i (procesje do k a p ­
liczki Urbanka) — jest fakt, że z n a j d u j ą c y się w k a p ­
liczce obraz przedstawia w ł a ś n i e tego ś w i ę t e g o . Por.
opis ikonografii Urbana I [ w : ] L . R ć a u , Iconographie
de l'art Chretien,
[ w : ] Iconogrrapfue des Saints,
Paryż
1958—1959, s. 1294
Por. H . Kapiszewski, Tysiąclecie
eremity...,
dz.
cyt., s. 65
I w k o w a 1982
M . S a n d o z ó w n a , dz. cyt., s. 96
t a m ż e . Na t y m absolutnie nie w y c z e r p a l i ś m y ist­
n i e j ą c e j nad Dunajcem t r a d y c j i ludowej o pustelnikach.
P r z y k ł a d o w o : w Siemiechowie istnieje podanie, że żyło
t u siedmiu m n i c h ó w (uczniów Swierada). Ponadto w
Kamionce M a ł e j znana jest p o s t a ć pustelnicy K a t a r z y ­
ny. Zob. M . S a n d o z ó w n a , dz. cyt., s. 110 п.; t a k ż e :
H . Kapiszewski, Tysiąclecie
eremity...,
dz. cyt., s. 73;
t e n ż e : Eremita
Swirad
na ziemi rodzinnej,,
dz. cyt.,
s. 81
M . i n . na podstawie relacji Benedykta n a p i s a ł
Maurus swoje Vita...
Por. J.T. M i l i k , dz. cyt., s. 19
Por. HP, dz. cyt., s. 115
Por. t a m ż e , s. 112
Por. H.E. Wyczawski O F M , Błogosławiony
Jan
z Dukli. Zycie i cześć pośmiertna,
K r a k ó w 1957, 18 n .
Trzciana 1981
C. Bogdalski O F M , Błogosławiony
Jan z
Dukli.
Wspomnienia
z jego życia
i czci pośmiertnej,
Kraków
1903, s. 6
tamże, s. 25
Wykaz jego c u d ó w z a w i e r a j ą akta p r o c e s ó w bea­
tyfikacyjnych z lat 1615—1732 oraz akta z toczącego
się od 1948 r. procesu kanonizacyjnego.
Pogorzany
1981; K r z e s ł a w i c e
1981;
Szczyrzyc
1981; D ą b i e 1981
Leksandrowa 1982
Por. W. K r y g o w s k i , Beskidy.
Wyspowy,
Sądec­
ki..., Warszawa 1977, s. 370
t a m ż e , s. 330 n.
4 0

4 1

4 2

i 3

4 4

4 5

4 6

4 7

4 8

4 9

6 0

5 1

5 2

5 3

6 4

5 5

5 8

5 7

5 8

5 9

8 0

8 1

8 2

8 3

8 4

8 5

8 8

8 7

�I I . 10. Na wzgórzu św. Justa stoi drewniany kościółek, na p a m i ą t k ę pustelnika. W g ó r n e j czę­
ści o ł t a r z a znajduje się obraz w y o b r a ż a j ą c y Justa jako starca z d ł u g i m i w ł o s a m i i b r o d ą ,
w b i a ł y m habicie

II.
ka

11. X V I I - w i e c z n a murowana kapliczka w lasach na I w k o w a , w miejscu eremu pustelni­
Urbanka. W kapliczce znajduje się malowany na desce obraz p r z e d s t a w i a j ą c y świętego
w mitrze, prawdopodobnie jest to wizerunek p a p i e ż a Urbana I

�9 8

Ciekawe podanie o skalnym grzybie w Bigoszówce podaje za A . G o r c z y ń s k i m S. Pagaczewski,
Z tobołkiem
za Kraków,
K r a k ó w 1979, s. 132
O mediacyjnym charakterze granic pisał m . i n .
L . Stomma. Zob.: t e n ż e , Słonce
rodzi się 13 grudnia,
Warszawa 1981, 34 n.
O. R. Raj SOCist. b y ł ł a s k a w u d o s t ę p n i ć m i i n ­
f o r m a c j ę — w y d o b y t ą z dokumentu znajdującego się
w szczyrzyckim klasztorze — z k t ó r e j jednoznacznie
w y n i k a , że j u ż w X I V w. D i a b l i K a m i e ń t r a k t o w a n y
był jako zwyczajowa granica między p o s i a d ł o ś c i a m i .
Ponadto dla p r z y k ł a d u podajmy, iz obecnie rozgranicza
on wsie: D ą b i e , K r z e s ł a w i c e i Pogorzany oraz woje­
w ó d z t w a krakowskie i n o w o s ą d e c k i e .
P o d k a m i e ń —• to stare o k r e ś l e n i e najbliższej oko­
licy Diablego K a m i e n i a .
Z a n o t o w a n ą przez A . G o r c z y ń s k i e g o w i a d o m o ś ć
przytacza S. Pagaczewski. Zob. tenże, dz. cyt., s. 133
Zob.: A . Ż a k i , Zespół
osadniczy
Poznachowice
Górne,
pow. Myślenice,
w świetle
badań
wstępnych,
„ S p r a w o z d a n i a Archeologiczne", 4 (1957), s. 107—130
t a m ż e , s. 122
tamże.
t a m ż e , s. 125
Wg inf. ter. (Pogorzany 1981; K r z e s ł a w i c e 1981):
„ w o d a na D i a b l i m K a m i e n i u nigdy nie wysycha, ale
jest ona m a r t w a . Jakby ktoś u ż y w a j ą c jej się na przy­
kład ogolił, to włosy p r z e s t a ł y b y m u r o s n ą ć " . Do za­
gadnienia „ m a r t w e j w o d y " na D i a b l i m K a m i e n i u po­
w r ó c i m y szerzej w n a s t ę p n y m a r t y k u l e .
Por. L . Stomma, dz. cyt., s. 5
8 9

7 0

7 1

7 2

7 3

7 4

7 5

7 8

7 7

7 8

I I . 12. Ź r ó d ł o „ c u d o w n e j w o d y " w Zaszpicie k. D u k l i ,
w sanktuarium zwanym „puszczą bł. Jana z D u k l i "
11. 13. Jeden z „ d i a b e l s k i c h k a m i e n i " , w z g ó r z e B u k o ­
wiec k. Leksandrowej

I I . 14. Erem w Podkamieniu, lata 30-te X I X w., Rye. K . Auera z albumu Galicja w obrazach; I I . 15. D i a b l i K a ­
m i e ń , widok od północy. K r z y ż na szczycie to symbol chrystianizacji p o g a ń s k i c h w i e r z e ń I I . 16. S z c z ą t k i d ę b u
przy tropskim kościele, k t ó r y sam m i a ł się rozpaść aby w jego dziupli mógł z a m i e s z k a ć pustelnik

�Fot.: Z. Zagajewski

�т

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8602" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8581">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/25b2ec48ddb921a781881dd146a3164a.pdf</src>
        <authentication>f8235e1d35584071e6d4603af1393f4d</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102742">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3366</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102743">
                <text>1983</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102744">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3154</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102745">
                <text>Ojcowie pustyni / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1983 t.37 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102746">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1983 t.37 z.3-4, s.135-150</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102748">
                <text>Węglarz, Stanisław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102750">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102752">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102754">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102764">
                <text>Stanisław Węglarz

OJCOWIE PUSTYNI

1

Fenomen a n a c h o r e t y z m u nie jest zjawiskiem cha­
rakterystycznym jedynie dla c h r z e ś c i j a ń s t w a . J e d n a k ż e
p r ó b a ujęcia r ó ż n o r o d n y c h f o r m życia tamotniczego w
ramach w s p ó l n e j definicji jest p r z e d s i ę w z i ę c i e m skaza­
n y m na p o i a ż k ę . Za e g z e m p l i f i k a c j ę tej tezy niech po­
służy nam p r z y k ł a d k i l k u ludzi, k t ó r z y ś w i a d o m i e i do­
browolnie — w r ó ż n y c h okresach historycznych i na
r ó ż n y c h obszarach — i decydowali się żyć poza społe­
c z e ń s t w e m . W e ź m y p o s t a ć Timona z A t e n oraz trzech
ascetów religijnych:
buddyjskiego, hinduistycznego i
c h r z e ś c i j a ń s k i e g o . Żyjący w V w. p.n.e. Timon zwany
M i z a n t r o p e m podjął samotne życie z powodu niechęci
do ludzi nabranej na skutek pewnych przejść osobis­
tych (kiedy s t r a c i ł m a j ą t e k opuścili go wszyscy ci,
Którzy przedtem korzystali z jego bogactw i m i e n i l i
się b y ć jego przyjaciółmi). T r e ś c i ą tego pustelnictwa
jest więc niewiara w p r z y j a ź ń p o w s t a ł a na tle doznanej
od bliźnich k r z y w d y . Buddyjski jogin, ćwiczący zgodnie
z zasadami W a d ż r a j a n y , żyje w odosobnieniu ze w z g l ę ­
d ó w praktycznych: u w a ż a , iż m e d y t u j ą c w s a m o t n o ś c i
ł a t w i e j osiągnie oświecenie, a ż e b y później m ó c p o w r ó ­
cić do s p o ł e c z e ń s t w a w celu głoszenia D h a r m y .
8

3

Jogin hinduistyczny — u p r a w i a j ą c y na p r z y k ł a d
R a d ż a J o g ę — prowadzi samotny żywot po to, żeby
zdobyć wyzwolenie z k r ę g u w c i e l e ń . Natomiast samotnictwo
anachorety
chrześcijańskiego
wyraża... Stop.
Analiza z n a c z e ń c h r z e ś c i j a ń s k i e g o pustelnictwa b ę d z i e
w ł a ś n i e przedmiotem niniejszego a r t y k u ł u . J u ż tych
k i l k a p r z y k ł a d ó w dostatecznie wydaje się u z a s a d n i a ć
twierdzenie, że wynajdywanie w s p ó l n e j f o r m u ł y
dla
o k r e ś l e n i a wszystkich t y p ó w eremityzmu jest b ł ę d e m
metodologicznym, stanowi bowiem wykroczenie prze­
ciwko postulatowi rozpatrywania formy k a ż d e g o zja­
wiska w połączeniu z jego t r e ś c i ą oraz zawsze w k o n ­
tekście cystemu socjo — kulturowego, do k t ó r e g o na­
leży. Dlatego też w t y m artykule, p o m y ś l a n y m jako
rodzaj prolegomeny do etnologicznej interpretacji zja­
wiska pustelnictwa, ograniczymy się do zagadnienia
anachoretyzmu chrześcijańskiego, k t ó r y zostanie ujęty
w trzech esejach u j a w n i a j ą c y c h r ó ż n e jego aspekty.
4

5

Szkic pierwszy traktuje o genezie pustelnictwa, bar­
dzo istotnej ze w z g l ę d u na jej olbrzymi w p ł y w na
k s z t a ł t i znaczenie eremityzmu, a t a k ż e daje ogólną
a n a l i z ę ideologii odosobnienia (przede wszystkim w w e r ­
sji anachoreckiej). Esej drugi, z a t y t u ł o w a n y
Pustelnicy
— ludowi święci,
dotyczyć będzie n i e k t ó r y c h proble­
m ó w z w i ą z a n y c h z funkcjonowaniem pustelnictwa w
ś r e d n i o w i e c z n e j Europie, ze szczególnym u w z g l ę d n i e ­
niem ziem polskich. Z a j m o w a ć się b ę d z i e m y g ł ó w n i e
r o l ą p u s t e l n i k ó w w procesie chrystianizacji
ludności
wiejskiej. Analiza legend o życiu takich e r e m i t ó w j a k
św. św.: Andrzej—Swierad, Just, Urban, Benedykt
i bł. Jan г D u k l i ( z a r ó w n o w z i ę t y c h z l i t e r a t u r y , j a k
i zebranych podczas w ł a s n y c h b a d a ń terenowych), po­
służy jako pretekst io ujawnienia s t r u k t u r m y ś l e n i a
mitycznego t k w i ą c y c h u podstaw religijności ludowej.
W szkicu Obrazki z życia pustelników,
zamierzam przed­
s t a w i ć pustelnictwo w dobie dzisiejszej na p r z y k ł a d z i e
charakterystyki p a r u współcześnie żyjących
ascetów.

Na z a k o ń c z e n i e tych k i l k u uwag w p r o w a d z a j ą c y c h
dodajmy, że fenomen anachoretyzmu f a s c y n o w a ł m . i n .
bardzo w i e l u a r t y s t ó w . Griinewald, Bosch, Bruegel i i n ­
n i znakomici mistrzowie pędzla t w o r z y l i w i e l k i e dzieła
inspire-.vani ż y c i e m p u s t e l n i k ó w . R ó w n i e ż w utworach
literackich nierzadko w y s t ę p u j e postać eremity. Pisa­
rzem, w k t ó r y m temat życia samotniczego t r w a ł „tak
uparcie jak Faust w G o e t h e m " b y ł Gustaw Flaubert.
Efektem oczarowania Flauberta t y m zagadnieniem było
La tentation de Saint Antoine.
Kuszenie Świętego
An­
toniego jest ś w i a d e c t w e m poczucia duchowej j e d n o ś c i
wielkiego artysty z w i e l k i m pustelnikiem. Problem ere­
m i t y z m u z a j m o w a ł Flauberta przez całe niemal życie,
czego wyrazem były wielokrotne powroty do tego te­
matu i trzy redakcje k s i ą ż k i o ś w . A n t o n i m . T a k ż e
A n a t o l France jest autorem dzieła inspirowanego Ży­
wotem Antoniego
Atauarego Wielkiego, z k t ó r e g o po­
siewu n a r o d z i ł y się przede wszystkim Żywoty
Ojców.
Vitae Palrum,
to w s p ó l r y t y t u ł zbioru r ó ż n y c h u t w o ­
r ó w z a w e r a j ą c y c h wspomnienia o życiu i m y ś l a c h
Ojców pustyni, tzn. c h r z e ś c i j a ń s k i c h m n i c h ó w ż y j ą c y c h
na Wschodzie w okresie od drugiej p o ł o w y I I I w i e k u
do s c h y ł k u w i e k u V I . W s k ł a d Żywotów
Ojców
wcho­
dziły zasadniczo n a s t ę p u j ą c e dzieła: poza wzorcowymi
Vita beati Antonii Atanazego i Vita s. Pauli
Eremitae,
Vita Malchi,
Vita s. Hilarionis
p i ó r a św. H i e r o n i ­
ma, t a k ż e inne żywoty pojedynczych e r e m i t ó w ,
oraz
z b i o r k i o p o w i a d a ń t y p u Historia m n i c h ó w
egipskich,™
Historia
o mnichach
do Lausosa, *
Historia
pobożna,
Łąka
duchowa,
а ponadto Nauki
Starców
czyli
zestaw sentencji przypisywanych wschodnim anachoretom. Te u t w o r y o d e g r a ł y k l u c z o w ą r o l ę w f o r m u ł o ­
w a n i u i propagowaniu ideologii odosobnienia; w decy­
d u j ą c y sposób w p ł y n ę ł y na k s z t a ł t c h r z e ś c i j a ń s k i e g o
monastycyzmu. S t w o r z y ł y one model życia ś w i ą t o b l i ­
wego, d j k t ó r e g o o d w o ł y w a ł się Kościół p o c z ą w s z y od
I V stulecia, od czasu gdy c h r z e ś c i j a ń s t w o zostało r e l i g i ą
p a ń s t w o w ą . W ó w c z a s „ c z e r w o n e m ę c z e ń s t w o k r w i " za­
stąpiono „białym męczeństwem świątobliwego życia".
Po łych wszystkich uwagach w s t ę p n y c h , w części za­
sadniczej pierwszego szkicu, scharakteryzujemy p o k r ó t c e
historyczne tło powstania i rozwoju zjawiska monasty­
cyzmu, a n a s t ę p n i e przejdziemy do o d k r y w a n i a s t r u k ­
t u r y i interpretacji z n a c z e ń anachoretyzmu.
8

7

8

9

10

11

1 2

1

19

15

17

18

Historyczne ramy genezy chrześcijańskiego
monastycyzmu
W i e k i I I I — V I I n.e. — czas narodzin i bujnego r o z k w i ­
t u monastycyzmu chrześcijańskiego — są jednym z n a j ­
bardziej i n t e r e s u j ą c y c h i r ó w n o c z e ś n i e n a j s ł a b i e j poz­
nanych o k r e s ó w w dziejach k u l t u r y ś r ó d z i e m n o m o r ­
skiej. Jest to okres s c h y ł k u , a wreszcie upadku ś w i a t a
antycznego oraz — r ó w n o l e g l e — narodzin i k s z t a ł t o ­
wania s?c nowego p o r z ą d k u . Korzeni tych g ł ę b o k i c h
przemian należy u p a t r y w a ć w t o t a l n y m kryzysie, k t ó r y
od p o c z ą t k u I I I stulecia n ę k a ł Cesarstwo Rzymskie.
Ś w i a t o w a ekspansja k u l t u r y grecko-rzymskiej b y ł a zbyt
g w a ł t o w n a i powierscłv&gt;wna, aby m o g ł a p r z e t r w a ć . W y -

135

�I I . 1. K a r t a t y t u ł o w a dzieła J. i R. S a d e l e r ó w , Solitudo,
Wenecja 1600

d a w a ć by się mogło, i * z a k o ń c z e n i e p o d b o j ó w przyczyni
się do с k r z e p n i ę c i a p a ń s t w a , że z a k o ń c z e n i e rozbudo­
w y powstizyma proces destrukcji. S t a ł o się inaczej:
kres ekspansji z e w n ę t r z n e j powoduje stopniowy rozpad
I m p e r i u m Romanum. Z c h w i l ą ustania p o d b o j ó w do­
chody zaczęły m a l e ć , anarchia d o k o n a ł a reszty i nas t ą o i ł kryzys gospodarczy, jakiego ś w i a t r z y m s k i nigdy
nie z a z n a ł . P o t w i e r d z i ł a się zasada, iż cesarstwo t r w a
dopóki (rkŁpanduje. Gdy z a b r a k ł o nowych ziem i rzesz
n i e w o l n i k ó w do pracy na nich — z a ł a m a ł się cały sys­
tem ekonomiczny. Wielka inflacja p o c i ą g n ę ł a za sobą
upadek handlu oraz p o w r ó t do gospodarki naturalnej.
Rosła d r o ż y z n a , brak t o w a r ó w rodził s p e k u l a c j ę , wzno­
siła się fsla p r z e s t ę p c z o ś c i , mnożyły rozboje... P o s t ę p o ­
w a ł a dcr.icralizacja w a r s t w y biurokratycznej. C h c i w o ś ć
i korupcja stały się nagminne r ó w n i e ż w szeregach
a r m i i . Z.ai archizowane wojsko wynosiło i o b a l a ł o w ł a d ­
ców. N a j d o t k l i w i e j konsekwencje tych ciężkich czasów
o d c z u w a ł y n a j u b o ż s z e w a r s t w y l u d n o ś c i : coraz bardziej
v. y n ^ d z n i a ł e i g ł o d n e . Obchody pierwszego m i l l e n i u m
Miasla p r z y p a d ł y v; okresie gdy kryzys sięgał dna.
.Światopogląd ó w c z e s n e g o s p o ł e c z e ń s t w a o p a n o w a ł pesy­
mizm. W ś r ó d n a s t r o j ó w dekadenckich zapuszcza korze­
nie i umacnia się eschatologizm.
T ę s k n o t a za lepszymi czasami, pragnienie nowego,
szczęśliwego tysiąclecia łączą się z przekonaniem o n i e ­
chybnie zbliżającym się k o ń c u dotychczasowego ś w i a t a .
Chrzcic;jań.*two ze swoją a p o k a l i p t y c z n ą wizją nadcho­
dzącego K r ó l e s t w a Bożego trafia na podatny grunt.
136

Sive

vitae

Patrum

Eremicolarum...,

Wszelkie znaki na runbie i ziemi zdają się wskazy­
w a ć na m a j ą c y w k ó t c e n a s t ą p i ć p r z e ł o m . Atmosfera
owych lat jest na w s k r o ś religijna, p r z e s i ą k n i ę t a mis­
tycyzmem i ascetyzmem. W dziedzinie filozofii docho­
dzi do ponownego r o z k w i t u tych k i e r u n k ó w , k t ó r e są
bliskie p a n u j ą c e m u k r m a t o w i ś w i a t o p o g l ą d o w e m u . O d ­
radza się pitagoreizm, a także cynizm ze s w o j ą p o g a r d ą
d ó b r materialnych i sprzeciwem wobec n a w y k ó w k u l ­
turalnego życia. Z w ą t p i e n i e w w i e d z ę wskrzesza scep­
tycyzm. Ostatni stoicy szerzą k a t a s t r o f i c z n ą wizję z b l i ­
żającego się zognienia (lub potopu) świata... R e l i g i j n o ś ć
najszerszych k r ę g ó w społecznych pozostaje w opozycji
do materializmu, kuU.u powodzenia i z m y s ł o w y c h przy­
j e m n o ś c i — ongiś d o m i n u j ą c e g o — teraz istniejącego
tylko wśród w a r s t w y - z ą d z ą c e j . Zasadnicza różnica po­
g l ą d ó w w y s t ę p o w a ł a w szczególności m i ę d z y zwolen­
n i k a m i dawnego p o r z ą d k u , k t ó r z y nadal propagowali
ideologię hedonizmu, a k r z e p n ą c y m i z d o b y w a j ą c y m
sobie coraz w i ę k s z e rzesze w y z n a w c ó w
chrześcijań­
stwem. K o n f l i k t u p o m i ę d z y zwolennikami chrystianizmu
i e l i t ą w ł a d z y — dla k t ó r e j c h r z e ś c i j a n i n był antyspo­
ł e c z n y m a t e i s t ą , nieprzyjacielem rodzaju
ludzkiego,
o ś r o d k i e m biernego oporu, nielojalnym poddanym itd. —
nie dało się u n i k n ą ć . Ze szczególną j a s k r a w o ś c i ą w y ­
s t ę p o w a ł on wtedy, gdy na tronie cesarskim zasiadali
w ł a d c y , Których a m b i c j ą było w e w n ę t r z n e wzmocnienie
p a ń s t w a . P r z e ś l a d o w a n i a c h r z e ś c i j a n za Decjusza i D i o ­
klecjana Eą tego w y m o w n y m p r z y k ł a d e m . J e d n a k ż e
dokonana przez nich p i ó b a restauracji cesarstwa w m i -

�И. 2. Abba M a k a r y Egipcjanin. Na d r u g i m planie pustelnicy o d t w a r z a j ą c y

riionym k s z t a ł c i e me m c g ł a p o w s t r z y m a ć biegu historii,
a raczej p r z y ś p i e s z y ł a n a d c h o d z ą c e zmiany. P r z y p o m n i j ­
m y : w efekcie p r z e z w y c i ę ż e n i a p o w t a r z a j ą c y c h się przez
k i l k a d z i e s i ą t lat k r y z y s ó w w ł a d z y p o w s t a ł dominat.
W ł a d c y z dynastii i l y r y j s k i e j stworzyli scentralizo­
wana p a ń s t w o biurokratyczne. S t a n o w i ą c y jego podsta­
w ę aparat administracyjny był j e d n o c z e ś n i e sprawnym
n a r z ę d z i e m wyzysku. P r z y b i e r a j ą c y na sile ucisk fis­
k a l n y p o w o d o w a ł p a u p e r y z a c j ę ludności i jeszcze bar­
dziej p o g a r s z a ł s y t u a c j ę w a r s t w produkcyjnych: nie­
w o l n i k ó w i chłopów. G n ę b i o n a l u d n o ś ć swój protest
przeciwko nader trudaej sytuacji e k o n o m i c z n o - s p o ł e c z nej w y r a ż a ł a m.in. poprzez
powstania
niewolniczo-chłopskie oraz p o n u c a t n e ziemi. R e a k c j ą w ł a d z na to
ostatnie, b y ł a decyzja
o przywiązaniu
rolnika
do
gleby, z w i ą z a n i e jednostki z jej zawodem. Przymus p a ń ­
stwowy z kolei w z m ó g ł opór — w y t w o r z y ł o się b ł ę d n e
kcło...
C a ł k o w i t y k r y j y s f o r m egzystencji społecznej —
połączony ze w z r a s t a j ą c y m z a g r o ż e n i e m z e w n ę t r z n y m
Cesarstwa Rzymskiego — znalazł odzwierciedlenie w
nasilających
się objawach dekadencji
światopoglądu
antycznego. Miejsce ideologicznego z a m ę t u (synkretyzm u religijnego) coraz w y r a ź n i e j zajmuje, m a j ą c a u n i wersalistyczne aspiracje religia c h r z e ś c i j a ń s k a . Proces
ten u ł a t w i a ł a tzw. metoda „ c h r z e ś c i j a ń s t w a otwartego",
p o l e g a j ą c a — w n a j w i ę k s z y m uproszczeniu rzecz u j m u ­
j ą c — ;ia dopasowywaniu duchowej tradycji
kultury
hellenistycznej do d o k t r y n y chrystiaiiizmu.
Opierając
się na c h a r a k t e r y s t y s z i y m dla hellenizmu eklektyzmie,

Raj

przystosowano pewne kategorie, pojęcia i koncepcje
filozoficzne do potrzeb r e l i g i i c h r z e ś c i j a ń s k i e j . Po okre­
sie dominacji separatyzmu, w wieku
I I I znacznie
w z m o c n i ł y się tendencje adaptacyjne. Najpełniejsza re­
cepcja l a c j o n a l i s t y c i n e i t r a d y c j i filozofii greckiej doko­
n a ł a się w aleksandryjskiej Szkole K a t e c h e t ó w (przede
wszystkim w pismach Orygenesa). P ó ź n i e j na glebie
hellen zmu w y r o s ł y w i e l k i e dzieła teologiczno-filozoficzr.e O j c ó w
Kościoła
(m.in. Grzegorza z Nyssy i
Augustyna',. Wszelaka ca p o c z ą t k u w c h r z e ś c i j a ń s t w i e
istniał drugi, konkurencyjny n u r t szeroko o d w o ł u j ą c y
się do judaistycznych korzeni religii. Przedstawiciele
tego k i e r u n k u n a w i ą z u j ą c do koncepcji j u d e o - c h r z e ś c i j a ń s k i c h głosili m.in. elitaryzm zbawienia (eschatologia
indywidualna) w opozycji do zasady zbawienia pow­
szechnego (eschatologia uniwersalna), oraz idee apo­
kaliptycznego mesjanizrru ziemskiego opozycyjne w z g l ę ­
dem idei mesjanizmu auchowego, propagowanych przez
„hellenistów". Pierwszy wariant nawracania pogan, w y ­
pracowany dla pozyskania m i e s z c z a ń s k i c h klas ś r e d ­
nich b ę d ą c y c h o s t o j ą uniwersalistycznej k u l t u r y h e l l e ń ­
skiej, b y ł zasadniczo konserwatywny społecznie. Nato­
miast drugi — sięgający do uczuć nacjonalistycznych
(przeciwstawnych hellenistycznemu kosmopolityzmowi)
—• zyski »vał wierny :h c h r z e ś c i j a n w ś r ó d zrujnowanych
l u d ó w podbitych. Silna akcenty chiliastyczne przyczy­
niały c h r y e ś c i j a ń s t w u w i e l u z w o l e n n i k ó w t a k ż e spośród
rewolucyjnie nastawionych, n a j u b o ż s z y c h w a r s t w spo­
ł e c z n y c h . Te dwie dające się w y o d r ę b n i ć w akcji m i ­
syjnej tendencje, nie były w istocie przeciwstawne lecz
komplementarne, o d p o w i a d a ł y na r ó ż n e zapotrzebowa;

137

�I I . 3. Sw. P a w e ł z Teb. U góry k r u k , p r z y n o s z ą c y ś w i ę t e m u chleb. U dołu hiena
u o s a b i a j ą c e r o z p u s t ę i rozwiązłość

nia społeczne. Z a s p i k a j a j ą c oczekiwania w i e l u grup
socjalnych wzajemnie się u z u p e ł n i a ł y .
Egipt I I I w i e k u n.e. jest niemal laboratoryjnym
p r z y k ł a d e m sukcesu, j a k i przynosiło łączne ich stoso­
wanie w procesie
upowszechniania
chrześcijaństwa.
K r a j ten m o ż e służyć za wzorcowy model w a r u n k ó w ,
w j a k i c h d o k o n a ł się „ p r a w d z i w y i j e d y n y z a k r ę t h i ­
storyczny"
— przejście od hellenizmu do c h r z e ś c i ­
j a ń s t w a , od s t a r o ż y t n o ś c i do ś r e d n i o w i e c z a . Asymilacja
d w ó c h najbardziej z n a c z ą c y c h grup etnicznych zamiesz­
k u j ą c y c h d u c h o w ą -stolicę ó w c z e s n e g o ś w i a t a doprowa­
dza do tego, że Aleksandria j u ż w k o ń c u I I w i e k u „sta­
je się c e n t r u m k u l t u r y h e l l e n i s t y c z n o - c h r z e ś c i j a ń s k i e j " .
Lecz poza A l e k s a n d r i ą : jej kosmopolitycznymi miesz­
k a ń c a m i istnieje Egipt wiejski, w k t ó r y m wszystkie
zasygnalizowane
dotychczas problemy — charaktery­
styczne dla sytuacji historycznej okresu p r z e ł o m u so­
cjalnego i kulturowego z w i ą z a n e g o z upadkiem c y w i l i ­
zacji grecko-rzymskiej i ś w i a t o p o g l ą d u antycznego —
n a b r z m i a ł y szczególnie.
Na'd N i l e m Grecy, k t ó r y c h c e c h o w a ł a bezgraniczna
w i a r a w wyższość w ł a s n e j k u l t u r y ( w y r a ż a j ą c a się np.
w zasadzie nie podejmowania t r u d u uczenia się j ę z y ­
k ó w podbitych ludów), t r a f i l i na K o p t ó w u w a ż a j ą c y c h
się ?a b e z p o ś r e d n i c h s p a d k o b i e r c ó w c y w i l i z a c j i znacz­
nie starszej od k u l t u r y n a j e ź d ź c ó w . Wobec wzajemnego
uznania się za b a r b a r z y ń c ó w k o n f l i k t ś w i a t o p o g l ą d o w y
był n i e u n i k n i o n y . P o n i e w a ż ludzie m o g ą „współistnieć
o d m a w i a j ą c sobie wzajemnie p o r ó w n y w a l n e g o stopnia
człowieczeństwa, lecz wtedy jedni stają się p o d w ł a d ­
1 C

2 0

138

i

zając,

n y m i i n n y c h " " — proces hellenizacji (a później romanizacji) K o p t ó w ograniczył się do ich eksploatacji. „ P o ­
s t ę p u j ą c a b e z n a d z i e j n o ś ć życia i skrajna n ę d z a , szczegól­
nie pod panowaniem r z y m s k i m , kiedy to Egipcjanie
zeszli do r o l i jedynie siły roboczej wykorzystywanej do
n a p e ł n i a n i a zbożem spichlerzy R z y m u " ,
przygotowały
grunt dla r e l i g i i nadziei — c h r z e ś c i j a ń s t w a . W ciągu
I I I stulecia chrystianizm r o z p r z e s t r z e n i ł się b ł y s k a w i c z ­
nie w c'olinie N i l u , o b e j m u j ą c szerokie rzesze k o p t y j sk'ej ludności wiejskiej. N i e w ą t p l i w i e p r z y c z y n i ł y się
dc tego Heine paralele p o m i ę d z y w i a r ą p o g a ń s k i c h K o p ­
t ó w i r e l i g i ą c h r z e ś c i j a ń s k ą . Takie analogie j a k п р . :
zagadnienie życia po ś m i e r c i ; idea Boga u ś m i e r c o n e g o
i z m a r t w y c h w s t a ł e g o ; t r i a d y b ó s t w (w szczególności
Ozyrys — Izyda — Horus) — T r ó j c a P r z e n a j ś w i ę t s z a ,
Ś w i ę t a Rodzina i t p . oraz fakt, iż koncepcja
mono­
teizmu m i a ł a już w ó w c z a s duże poparcie w s p o ł e c z e ń ­
stwie egipskim u m o ż l i w i ł y s z y b k ą a d a p t a c j ę nowej r e Hgii. P r z e t ł u m a c z e n i e (na p r z e ł o m i e I I i I I I wieku)
większości k s i ą g Pisma świętego sprawia, że chrystia­
nizm umacnia poczucie jednostki etnicznej i tożsamości
k u l t u r o w e j Egipcjan s t a j ą c się m a n i f e s t a c j ą ich ducha
narodowego, a t a k ż e protestem przeciwko cesarskiej
centralizacji politycznej : k u l t u r a l n e j oraz d y s k r y m i n a ­
cji podbitego ludu.
Wyzysk ekonomiczny i p r z e ś l a d o w a n i a chrześcijan
za Decjusza, Waleriana, a później Dioklecjana oraz jego
n a s t ę p c ę na Wschodzie Maksymina Daję, s t a j ą się za­
czynem do powstania bezprecedensowego w swej skali
zjawiska — masowej anachorezy.
Dziesiątki tysięcy
28

23

�egipskich chłopów porzuciło ś w i a t cywilizowany,
za­
mieszkane obszary nad R z e k ą , u d a j ą c się na nieprzy­
s t ę p n e tereny „ziemi czerwonej".
Spalony s ł o ń c e m ,
prawie pozbawiony życia, pustynny p ł a s k o w y ż Pustyni
Wschodniej i Zachodniej staje się ś w i a d k i e m narodzin
c h r z e ś c i j a ń s k i e g o mo nasty cyzmu. W I V stuleciu, w sto­
sunkowo k r ó t k i m czasie (kilkudziesięciu lat), fenomen
monastycyzmu objął o l b r z y m i ą część t e r y t o r i u m Ce­
sarstwa: poza Egiptem, t a k ż e L i b i ę , P a l e s t y n ę , S y r i ę ,
Azję Mniejszą, wyspy Morza Ś r ó d z i e m n e g o i ś r ó d z i e m ­
nomorskie w y b r z e ż a Europy. D u ż e rozmiary p r z y b r a ł
r ó w n i e ż w krajach spoza k r ę g u ś r ó d z i e m n o m o r s k i e g o :
Etiopii, Mezopotamii, A r m e n i i , Gruzji... Wszędzie ideo­
logia odosobnienia doskonale się a k l i m a t y z o w a ł a d z i ę ­
k i w a r u n k o m jakie w y t w o r z y ł y się w I m p e r i u m , skut­
k i e m zarysowanych w y ż e j u k ł a d ó w historycznych. Do
s p o t ę g o w a n i a ekspansji monastycyzmu p r z y c z y n i ł a się
nadto nowa sytuacja Kościoła w p a ń s t w i e i stosunki
w samym K o ś c i e l e .
W wiekach V — V I I monachizm
stał się p o t ę ż n y m ruchem s p o ł e c z n y m , a wielka liczba
mnichów*
s p r a w i ł * , iż odgrywali o n i doniosłą r o l ę
w życiu r e l i g i j n y m , politycznym i gospodarczym. W k ł a d
k u l t u r y monastycznej dc k u l t u r y europejskiej oraz ś w i a ­
towej jest t r u d n y do przecenienia, nie miejsce t u jed­
nak na rozwijanie tego t e m a t u . P o w r ó ć m y jeszcze na
moment do z a g a d n i e ń z w i ą z a n y c h z genezą monasty­
cyzmu. Na pustyni egipskiej — w g ł ó w n y c h o ś r o d k a c h
samotniczego życia: Tebaidzie oraz N i t r i i , Celli, Scytii —
a t a k ż e na sąsiednich pustyniach Judzkiej i Syryjskiej,
j u ż w pierwszej p o ł o w i e I V w i e k u k r y s t a l i z u j ą się jego
24

28

podstawowe formy: anachorecka i c e n o b i t a l n a .
Spo­
śród t y c h — w y r o s ł y c h z zakwestionowania sensu do­
tychczasowego
istnienia — s t y l ó w życia cenobityzm,
k t ó r e g o fundamentem są r e g u ł y o k r e ś l a j ą c e zasady k o ­
egzystencji m i n i c h ó w (z nakazem p o s ł u s z e ń s t w a wobec
przełożonego na czele), staje się p o z y t y w n ą alterna­
tywą potępionego społeczeństwa. Mnisi są naśladowca­
mi Chrystusa i aniołów oraz życia wzorowanego na
życiu apostolskim. Z czasem monastycyzm w s p ó l n o t o ­
w y b ę d z i e coraz dobitniej a f i r m o w a ł w a r t o ś c i społecz­
ne, stając się h o ł u b i o n ą przez Kościół f o r m ą realizacji
ideału c h r z e ś c i j a ń s k i e g o . Natomiast anachoretyzm, zro­
dzony z absolutnego sprzeciwu wobec s p o ł e c z e ń s t w a , b y ł
najbardziej r a d y k a l n y m w y r a z e m p o t ę p i e n i a p a n u j ą c y c h
stosunków
socjalnych oraz całej sfery ideologicznej,
k t ó r a je s a n k c j o n o w a ł a . Pustelnicy konsekwentnie ne­
gowali wszelkie w a r t o ś c i społeczne, a nawet — w eks­
tremalnej postaci — całą k u l t u r ę .
28

25

Mit samotniczego życia

8

27

Adepci monastycyzmu
byli
głęboko
w i e r z ą c y m i , na
w s k r o ś r e l i g i j n y m i l u d ź m i . Dla tych ż a r l i w y c h w y z ­
n a w c ó w c h r z e ś c i j a ń s t w a n a j w y ż s z y m dobrem b y ł Bóg,
k t ó r y s t a n o w i ł k r y t e r i u m w a r t o ś c i — p o d s t a w ę nowe­
go, teocentrycznego systemu aksjologicznego. Ucieczki
na p u s t y n i ę b y ł y m a n i f e s t a c j ą w y b o r u B o g a . W prze­
k o n a n i u a n a c h o r e t ó w n a g r o d ą za r e z y g n a c j ę ze ś w i a t a
doczesnego b y ł o c z e k a j ą c e ich szczęście wieczne. Cel
ten p r a g n ę l i o s i ą g n ą ć jeszcze za życia t y m bardziej,
30

23.9

�że — j a k w ó w c z a s u w a ż a n o — kres tego ś w i a t a i S ą d
Ostateczny m i a l n a d e j ś ć lada m o m e n t . Za n a j w ł a ś c i w ­
szą d r o g ę do zapewnienia sobie zbawienia, uznano ż y ­
wot — sensu strictissimo — bezgrzeszny. N a s u w a ł o się
w z w i ą z k u z t y m pytanie: j a k powinna w y g l ą d a ć k o n ­
kretna p r a k t y k a takiego ż y c i a ?
Jako się r z e k ł o , o d ­
p o w i e d z i ą d a n ą przez O j c ó w pustyni było przede wszyst­
k i m porzucenie w i ę z ó w , jakie n a k ł a d a ł o pozostawanie
w o b r ę b i e s p o ł e c z e ń s t w a . Egipski pustelnik n a w o ł u j e :
„jeżeli zbawieni b y ć — synowie — chcecie, uciekajcie
od l u d z i " oraz „ u c i e k a j m y już synowie, g d y ż się zbliża
czas".
„ Z d a ł y się miasta jako więzienia, a osobność
p o k a z y w a ł a się i m R a j e m " . Za pierwszy, najdoskonal­
szy wzorzec dla realizacji swojego i d e a ł u , ś w i ą t o b l i w i
anachoreci p r z y j ę l i opisany w Księdze
Rodzaju
stan
pierwotnej n i e w i n n o ś c i i s z c z ę ś l i w o ś c i .
Stan ten —
w k o n t e k ś c i e tzw. drugiego opisu stworzenia — przed­
stawia i d e a l n ą , w z o r c o w ą s a m o t n o ś ć c z ł o w i e k a (Rdz
2,18). W Eden A d a m pędził ż y w o t w b e z p o ś r e d n i e j blis­
kości Boga i a n i o ł ó w , w s t a ł y m kontakcie z sacrum.
Podobnie żyją pustelnicy: J u l i a n Sabas przeprowadza
rozmowy z Bogiem, P a w e ł zwany Prostakiem rozma­
w i a (w p o ł u d n i e ) z Jezusem Chrystusem; a a n i o ł o w i e
często ich o d w i e d z a j ą , p r z y n o s z ą c „ p o k a r m niebieski"
(bezgrzeszny stan c z ł o w i e k a nie u w z g l ę d n i a ł pracy jako
źródła u t r z y m a n i a ) . Czas r a j s k i to t a k ż e epoka czu­
łego współżycia człowieka z p r z y r o d ą . Panuje w ó w c z a s
wegetarianizm (Rdz 1,29), a z w i e r z ę t a są c z ł o w i e k o w i
poddane. P o n i e w a ż temu ostatniemu zagadnieniu auto­
rzy Żywotów
p o ś w i ę c a j ą wiele miejsca, my r ó w n i e ż
31

3 2

83

34

35

36

HO

I

przytoczmy k i l k a f r a g m e n t ó w , k t ó r e t r a k t u j ą o p o s ł u ­
s z e ń s t w i e z w i e r z ą t wobec a n a c h o r e t ó w .
D z i k i osioł i k r o k o d y l w y k o n u j ą rozkazy pustelnika
Heleniego, Benon w y p ę d z a „dzikiego konia", k t ó r y pola
r o l n i k o m p u s t o s z y ł oraz krokodyla, i n n y pustelnik naka­
zuje l w u zastanemu w swej j a s k i n i a ż e b y ją opuścił,
co ten natychmiast czyni, podobnie J u l i a n S ł u p n i k przez
brata Pankracego poleca l w u opuścić k r a i n ę , w k t ó r e j
g r a s o w a ł . Pewien starzec tak p e ł e n cnoty i ł a s k i bożej
był, że „lwy w jednej z sobą j a s k i n i p r z e c h o w y w a ł
i p o k a r m i m na ł o n i e swoim d a w a ł " , natomiast Pardusa
Rzymianina lew nie chciał pożreć, co u z n a ł za znak
odpuszczenia m u g r z e c h ó w . P a w e ł z Tebaidy b r a ł w
ręce żmije, w ę ż e oraz skorpiony i r o z r y w a ł je w p ó ł ,
co w i d z ą c mnisi p y t a l i go: „ P o w i e d z nam, coś r o b i ł
ześ o d e b r a ł t a k ą ł a s k ę ? " , na co i m odrzekł: „Przebaczcie
m i bracia, jeżeli k t o ś będzie m i a ł n i e w i n n o ś ć wszystko
m u poddane b ę d z i e , j a k A d a m o w i kiedy b y ł w Raju
przed p r z e s t ą p i e n i e m boskiego przykazania".
Równie
w y r a ź n i e o m a w i a n ą t r e ś ć teologiczną w y r a ż a znane
opowiadanie o l w i e ojca Gierasima z d z i e ł k a Jana
Moschosa, k t ó r e kończy się n a s t ę p u j ą c o : „To z a ś stało
się nie dlatego, żeby lew m i a ł duszę r o z u m n ą , ale że
Bóg pragnie o d d a ć c h w a ł ę t y m , k t ó r z y m u o d d a j ą cześć
i to nie tylko za życia, ale i po ś m i e r c i oraz p o k a z a ć ,
jak z w i e r z ę t a były poddane pierwszemu c z ł o w i e k o w i ,
dopóki nie p r z e k r o c z y ł przykazania i n i m został w y ­
gnany z Raju rozkoszy".
Okres szczęśliwej koegzystencji w p i e r w o t n y m Raju
t r w a ł do momentu stworzenia niewiasty. B ł o g o s ł a w i o n a
37

�I I . 6. M n i c h D i d y m „różną g a d z i n ą bez szkody d e p t a ł "

s a m o t n o ś ć c z ł o w i e k a skończyła się. Ewa zaraz po t y m
j a k została stworzona — z d r a d z i ł a . D a ł a się p o d s t ę p ­
nie s k u s i ć — zazdrosnemu o rajskie szczęście ludzi —
szatanowi (Rdz 3,1—5). N a k ł o n i ł a
t a k ż e Adama do
n i e p o s ł u s z e ń s t w a wobec Boga (Rdz 3,6), na skutek cze­
go zostali w y p ę d z e n i z ogrodu Eden (Rdz 3,23). Grzech
p i e r w o r o d n y z a p o c z ą t k o w a ł n o w ą e p o k ę w dziejach
l u d z k o ś c i : h i s t o r i ę oddalania się c z ł o w i e k a od Boga
oraz s t o p n i o w ą d e g e n e r a c j ę l u d z i . Pierwszy grzech po­
zostaje w b e z p o ś r e d n i m z w i ą z k u z aktem seksualnym
i p r o k r e a c j ą (Rdz 3,16; 4,1—2), co pociągnęło za sobą
poddanie c z ł o w i e k a „ p r a w u cierpienia i p r a w u ś m i e r ­
c i " . Ojcowie pustyni, o d t w a r z a j ą c y zakłóconą l u d z k i m
wszeteczeństwem harmonię świata,
traktują pożądli­
w o ś ć s e k s u a l n ą jako grzech najcięższy. Walka z p o k u ­
sami cielesnymi należy w ich m n i e m a n i u do z a d a ń naj­
w a ż n i e j s z y c h . Ź r ó d ł e m n a m i ę t n o ś c i ciał są m.in. zmys­
ły, k t ó r e mnisi u m a r t w i a j ą na wiele s p o s o b ó w : np.
smak słoną w o d ą , w ę c h p r z y k r y m i zapachami i t d . Za
j e d n ą z najskuteczniejszych f o r m ascezy uchodzi post,
a ponadto ograniczona ilość snu, w y s i ł e k fizyczny, po­
waga, milczenie i w ogóle wszelka p o w ś c i ą g l i w o ś ć . W
„ Ż y w o t a c h O j c ó w " zawartych
jest
wiele
przestróg
przed grzechem c i e l e s n y m . Ł a d n i e w y r a z i ł to pewien
„święty starzec" s t w i e r d z a j ą c : „Dzieci, sól pochodzi z
morza, lecz jeśli zbliży się do wody, r o z p ł y w a się i g i ­
nie. Podobnie m n i c h : pochodzi z niewiasty, lecz gdy
zbliży się do b i a ł o g ł o w y , r o z p r z ę g a .się i przestaje b y ć
mnichem".
W opinii ś w i ą t o b l i w y c h m ę ż ó w celibat
38

3 0

40

41

(cnota czystości) należy do podstawowych w a r u n k ó w
osiągnięcia życia wiecznego; jest koniecznym etapem
na drodze p r o w a d z ą c e j do pcnownego zespolenia czło­
wieka z Bogiem. P o d s u m o w u j ą c dotychczasowy tok w y ­
w o d ó w na temat znaczeń anachoretyzmu s t w i e r d ź m y ,
że opisywany w Żywotach
Ojców ś w i ą t o b l i w y t r y b ż y ­
cia polega na o d t w a r z a n i u R a j u . Przywracanie
przez p u s t e l n i k ó w stanu rajskiej szczęśliwości i n i e ­
w i n n o ś c i modelowane jest m . i n . poprzez: s a m o t n o ś ć (i
celibat),
pozostawanie w b e z p o ś r e d n i m
kontakcie z
sacrum, s p o ż y w a n i e p o k a r m u niebieskiego, błogie w s p ó ł ­
życie z p r z y r o d ą (panowanie nad z w i e r z ę t a m i ) i t d . Czas
„ p o c z ą t k u " jest przez Ojców pustyni waloryzowany zde­
cydowanie pozytywnie. M a m y t u do czynienia z typo­
w y m dla m y ś l e n i a mitologicznego sposobem odczuwa­
nia czasu z w a n y m i n w e r s j ą h i s t o r y c z n ą . Opisany w
K s i ę d z e Rodzaju m i t Raju (mit rozumiany t u jako
„ p e w i e n p i e r w o t n y sposób w y r a ż a n i a t r e ś c i n a j g ł ę b ­
szej"), jest j e d n ą z wersji — znanego w i e l u mitolo­
giom — obrazu „złotego w i e k u " l u d z k o ś c i .
Anachoretyzm stanowi jego s c h r y s t i a n i z o w a n ą r e a l i z a c j ę . Jed­
n a k o w o ż analiza fenomenu pustelnictwa w kategoriach
powtarzania sytuacji wzorcowej, ujawnia tylko jeden
aspekt nader wieloznacznego zjawiska. Ideologia odo­
sobnienia jest r ó w n i e ż m i t e m eschatologicznym. Zycie
a n a c h o r e t ó w m o ż n a (i należy) i n t e r p r e t o w a ć także jako
antycypowanie
Raju.
U b ó s t w o m n i c h ó w — na
p r z y k ł a d — to z jednej strony powtarzanie sytuacji
sprzed grzechu pierworodnego (wówczas c z ł o w i e k o w i
42

4 3

141

�Mulufht*
nolbni tec ~b-m» }UERONYM
Va^n tłumią
pr*A,tv. faumi*.

ll.

Г.У. tru
л

Ai e\u )',trum fertant vttcrum i tslgt*,
&lt;v«« fffitubtt
tr~i fir ti­

7. Sw. Hieronim, Ojciec i Doktor Kościoła, autor pierwszych w języku
tów, w okresie życia pustelniczego

obce było pojęcie własności), z drugiej natomiast —
ewangeliczny nakaz, k t ó r e g o w y p e ł n i e n i e jest jednym
z w a r u n k ó w o s i ą g n i ę c i a nieba (Mt 19,21).
Celibat i cnota czystości w perspektywie eschato­
logicznej u z y s k u j ą s a n k c j ę w słowach Jezusa: „Są
t r z e b i e ń c y , k t ó r z y się sami na to skazali, dla k r ó l e s t w a
niebieskiego" (Mt 19,12). R e c e p t ą na panowanie nad
z w i e r z ę t a m i i tutaj jest b e z g r z e s z n o ś ć : „jeżeli p r z y k a ­
zania Pana naszego Jezusa Chrystusa p r z e s t r z e g a l i ś m y ,
to z w i e r z ę t a zaiste b a ł y b y się nas; ale przez grzech
n i e w o l n i k a m i stawszy się, my się ich b a ć pokazuje­
my".
P r z y k ł a d y m o ż n a m n o ż y ć . K r ó t k o m ó w i ą c , anachoreci o d p o w i a d a j ą t a k ż e na zawarte w Ewangelii
wezwanie: „ p o k u t ę czyńcie, zbliżyło się b o w i e m k r ó l e ­
stwo niebieskie" (Mt 3,2). Asceza ma na celu przygoto­
wanie p o w t ó r n e g o p r z y j ś c i a Zbawiciela. Pustelnicy dążą
do zrealizowania zapowiedzianego K r ó l e s t w a Bożego.
I c h życie to w y p e ł n i e n i e oczekiwanego przez w i e r n y c h
czasu urzeczywistnienia w a r t o ś c i n a j w y ż s z y c h .
44

4 5

R e a s u m u j ą c : w modelu
anachoreckim
zarówno
przeszłość, j a k i przyszłość są waloryzowane dodatnio.
B ł o g o s ł a w i o n y p o c z ą t e k zapowiada, przygotowuje i uza­
sadnia szczęśliwy koniec c z ł o w i e k a . T y l k o realny czas
t e r a ź n i e j s z y jest p o t ę p i o n y ; nie posiada w a r t o ś c i , nie
ma znaczenia i nie interesuje m n i c h ó w . Anachoreci po­
r z u c a j ą c ś w i a t doczesny „ w y ł ą c z a j ą " się z p r z e m i j a j ą ­
cego, n i e t r w a ł e g o , zmiennego czasu ś w i e c k i e g o . Ludzie,
k t ó r z y „ u m a r l i " dla ś w i a t a (motyw tej ś m i e r c i przed­
stawiony jest w Żywotach
Ojców m . i n . poprzez obrazy
p u s t e l n i k ó w p r z e b y w a j ą c y c h w grobach), t r a c ą czas
i w y c h o d z ą poza jego zasięg — ale j e d n o c z e ś n i e — zdo­

142

9

łacińskim

J**

Żywo­

b y w a j ą w zamian w i e c z n o ś ć i w s z e c h o b e c n o ś ć , a więc
prawdziwe życie. Przez; samotniczy ż y w o t „ w ł ą c z a j ą "
się w czas ś w i ę t y , czas c h r z e ś c i j a ń s k i e g o m i t u . S w o i m
życiem przeszłość i przyszłość p r z e k s z t a ł c a j ą w i n n ą
współczesność — b e z c z a s o w ą teraźniejszość m i t y c z n ą .
„ J e d y n i e w n i e z m ą c o n e j r ó w n o c z e s n o ś c i lub, co na j e d ­
no wychodzi, poza czasem m o ż e odsłonić się p r a w d z i ­
w y sens tego, co było, co jest i co b ę d z i e . . . " ,
albo­
w i e m „istotą tajemnicy jest i b ę d z i e b e z c z a s o w ą t e r a ź ­
niejszość".
O pustelnikach m o ż n a p o w i e d z i e ć : „mit
p r z e m i e n i ł się w nich w m i s t e r i u m , a między „ b y ć "
i „ o z n a c z a ć " nie b y ł o dzielącej r ó ż n i c y "
— odnosząc
do nich słowa T. Manna. Życie anachoreckie jest sui
generis r y t u a ł e m ;
dramatem, k t ó r e g o odgrywanie
zapewnia zbawienie.
49

4 7

4 8

To, co zostało powiedziane d o t ą d o w i z j i czasu,
k t ó r ą w y e k s p l i k o w a l i ś m y z t k w i ą c e g o implicite w Ży­
wotach Ojców c h r z e ś c i j a ń s k i e g o m i t u samotniczego ż y ­
cia, da się z a s t o s o w a ć — mutatis mutandis — r ó w n i e ż
do analizy w y o b r a ż e ń p r z e s t r z e n n y c h
tam za­
w a r t y c h . Dawno j u ż stwierdzono, ż e w ś w i a t o p o g l ą d z i e
m i t y c z n y m zjawiska w a ż n e w wymiarze czasowym, znaj­
d u j ą swoje odbicie t a k ż e w przestrzeni. P r z e j d ź m y więc
do przedstawienia sceny, na k t ó r e j toczy się akcja „ob­
r z ę d u " pustelniczego ż y w o t a .
Kandydaci na e r e m i t ó w p o r z u c a j ą c swoje dotych­
czasowe życie w ś r ó d s p o ł e c z e ń s t w a , opuszczali ś w i a t
zaludniony: domy, wsie, miasta; całą — u z n a n ą za po­
t ę p i o n ą ziemię — ekumene. U w a ż a l i , iż b e z p o ś r e d n i
k o n t a k t z sacrum może d o k o n a ć się tylko na obszarze

�I I . 8. Ilustracja w i a r y w obcowanie m n i c h ó w z a n i o ł a m i . Cenobita na rys. ubrany w sym­
boliczny ubiór mnicha: kaptur oznacza n i e w i n n o ś ć , szkaplerz — p o s ł u s z e ń s t w o , pas — m ę ­
stwo i czystość

„ d z i e w i c z y m " , nie s k a ż o n y m g r z e s z n ą d z i a ł a l n o ś c i ą l u ­
dzi. W y r u s z a j ą c w d r o g ę
na poszukiwanie
miejsc
ś w i ę t y c h w i e r z y l i , że z n a j d ą je na terenach s t a n o w i ą ­
cych anekumene: pustyniach i g ó r a c h . T a m szukali
ongiś utraconej ojczyzny Adamn, k t ó r ą teraz anachoreci — n o w i Adamowie p r a g n ę l i o d z y s k a ć . Nie było
to p r z e d s i ę w z i ę c i e n i e m o ż l i w e do s p e ł n i e n i a , albowiem
„w w y o b r a ż e n i a c h c h r z e ś c i j a n s t a r o ż y t n y c h i ś r e d n i o ­
wiecznych raj opisany w Księdze
Rodzaju
istniał w
dalszym ciągu w sensie d o s ł o w n y m . . . " .
Tyle tylko,
iż — j a k mniemano — „ d a l e k ą morza i ziemi odległoś­
cią od naszej zamieszkanej oddalony tak jest w y n i e ­
siony, że prawie aż nieba d o t y k a " .
Ostatnie słowa
tego cytatu d a j ą k o n k r e t n ą w s k a z ó w k ę d o t y c z ą c ą w y ­
b o r u odpowiedniego miejsca eremu: nowy Raj Ojców
p u s t y n i w i n i e n z n a j d o w a ć się na g ó r z e. Za t a k i m
usytuowaniem pustelni p r z e m a w i a j ą i inne w z g l ę d y .
W S t a r y m Testamencie znajduje się wiele wzmianek
w s k a z u j ą c y c h na d o n i o s ł ą r o l ę o d g r y w a n ą przez w z g ó r z a
w kontaktach Bóg — człowiek. Szczególnie góra Boża
Horeb (Synaj) b y ł a miejscem wielokrotnego k o m u n i k o ­
wania się Boga z l u d ź m i . P r z y p o m n i j m y : tu Pan uka­
zał się Mojżeszowi i w y j a w i ł m u i m i ę Swoje (Wj 3,1-—2;
3,14); t u z a w a r ł przymierze z ludem (Wj 19,18—20),
d a j ą c m u przykazania (Wj 20,2'—17); tutaj wreszcie ob­
j a w i ł się Eliaszowi ( I K r l 19,9—13). Wzniesienia były
terenem nieoficjalnych (plebejskich) f o r m k u l t u . Na
w y ż y n a c h s k ł a d a n o ofiary Jahwe; a jeden z p a g ó r k ó w
nazywano „Na w z g ó r z u Pan się ukazuje" (Rdz 22,14).
Odnowienie przymierza I z r a e l i t ó w z Bogiem d o k o n a ł o
4 9

50

51

5 2

się t a k ż e na górze zwanej G a r i z i m (Joz 8,30—35). W i e l ­
kie znaczenie w tak zdecydowanie p o z y t y w n y m w a r ­
t o ś c i o w a n i u „góry", miało skojarzenie tego k i e r u n k u
z „ n i e b e m " . K r ó t k o m ó w i ą c opozycja g ó r a - d ó ł n a l e ż y
do podstawowych kategoryzacji przestrzennych w micie
chrześcijańskim.
W modelu anachoreckim, podobnie j a k w k a ż d e j
mitycznej koncepcji przestrzeni, mamy do czynienia
z z a s a d n i c z ą jej n i e j e d n o r o d n o ś c i ą ( s e g m e n t a r n o ś c i ą ) .
Poszczególne fragmenty przestrzeni r ó ż n i ą się od siebie
stopniem ś w i ę t o ś c i . Pustelnicy c e n i ą jedynie te miejsca,
k t ó r e są daleko od ludzi (profanum) a blisko Boga
(sacrum). G ó r a najlepiej s p e ł n i a te w a r u n k i , dlatego
jest n a j c z ę s t s z y m miejscem z a k ł a d a n i a e r e m ó w .
Żywoty
Ojców
r o j ą się od p r z y k ł a d ó w to p o t w i e r d z a j ą c y c h .
Z w i ą z e k życia eremickiego z g ó r a m i b y ł w ó w c z a s tak
ścisły, że zwrot „pójść w g ó r y " b y ł (w o k r e ś l o n y m
k o n t e k ś c i e ) r ó w n o z n a c z n y z p o d j ę c i e m życia monastycz­
nego.
D r u g ą bardzo c h a r a k t e r y s t y c z n ą cechą miejsca pus­
telni było ź r ó d ł o . Koniecznie m u s i a ł o to b y ć tzw.
„źródło wody ż y w e j " czyli „ s a m o r o d n e j wody s t r u ­
m i e ń " . Trzecim elementem pustelni było d r z e w o (naj­
częściej jest to palma daktylowa), k t ó r e g o owoce sta­
n o w i ł y pokarm, a liście m o g ł y służyć za okrycie. M a m y
tu kolejne s y g n a ł y w s k a z u j ą c e jednoznacznie na to, iż
erem b y ł swego rodzaju odwzorowaniem Raju (Rdz
2,10; 2,9).
Ostatnim d a j ą c y m się w y e k s p l i k o w a ć z
Żywotów
Ojców
s k ł a d n i k i e m idealnego
miejsca pustelni była
53

из

�I I . 9. Hieronim

Bosch, Kuszenie

j a s k i n i a . P o d s u m o w u j ą c tę część naszej analizy fe­
nomenu anachoretyzmu należy p o w i e d z i e ć , że zrekon­
struowane w y ż e j miejsce eremu było w przekonaniu
p u s t e l n i k ó w terenem w y b r a n y m , lub w r ę c z specjalnie
stworzonym przez Boga dla u m o ż l i w i e n i a anachoretom
b e z p o ś r e d n i e g o z N i m k o n t a k t u . Eremici p ę d z ą c swój
samotniczy ż y w o t w t a k i m szczególnym miejscu mogli
ł a t w o o b c o w a ć z wiecznością. K r e u j ą c specyficzną cza­
s o p r z e s t r z e ń , m i t anachorecki p o w o d o w a ł , że pustelnicy
(w niej p a r t y c y p u j ą c y ) znajdowali się w swoistym s t a ­
n i e —• na granicy p o m i ę d z y z n i k o m y m ś w i a t e m do­
czesnym, a ż y c i e m wiecznym. S t ą d p r z e j ś c i e anachoret ó w do ś w i a t a pozaziemskiego było jedynie z w y k ł ą
„ f o r m a l n o ś c i ą " . Po ś m i e r c i Amona (z N i t r i i ) , św. A n t o n i
w i d z i a ł jego duszę do nieba n i e s i o n ą ; Pafnucy r ó w n i e ż
b y ł w z i ę t y do nieba przez a n i o ł ó w ; t a k ż e d u s z ę Anufa
a n i o ł o w i e tam zabrali, podobnie jak duszę — zabitego
p i o r u n e m — Szymona S ł u p n i k a . Ś m i e r ć fizyczna tak
dalece nie w y r z ą d z a ł a pustelnikom szkody, że ciała ich
nie u l e g a ł y r o z k ł a d o w i . Pozostawanie e r e m i t ó w w ,„sta144

1

św.

Antoniego

nie granicznym", m i a ł o jeszcze inny w y m i a r : n a r a ż a ł o
ich na szczególne n i e b e z p i e c z e ń s t w o ze strony demo­
nów.
H e r o i z m a n a c h o r e t ó w p o l e g a ł m.in. na t y m ,
iż u d a j ą c się na p u s t y n i ę , ś w i a d o m i e podejmowali o n i
o t w a r t ą w a l k ę z „ n i e c z y s t y m i duchami" w ich w ł a s n e j
siedzibie (Mt 12,43; Ł k 11,24). Jedynie „ a t l e c i " ascezy
„mogli się m i e r z y ć z demonami, p o n i e w a ż t y l k o oni
b y l i zdolni ujrzeć ich t w a r z ą w twarz i znieść tę strasz­
ną wizję".
Wzorem pustelniczego bohaterstwa był
A n t o n i , k t ó r y w i e l o k r o t n i e toczył z w y c i ę s k i e boje z
d i a b ł a m i : w grobowcach, ruinach zamku, na górze
Quolzem. W i e l k i asceta Szymon (zwany później S ł u p nikiem)
w s z e d ł do w y s c h ł e j studni „gdzie nieczyste
duchy m i e s z k a ł y " ;
a Euzebiusz w y z w a ł demony, osia­
d a j ą c w dawnej ś w i ą t y n i p o g a ń s k i e j . Anachoretom przy­
chodzi toczyć w a l k i z d i a b ł a m i p r z y b i e r a j ą c y m i prze­
r ó ż n e postacie: p i ę k n y c h kobiet; g a d ó w , p ł a z ó w i i n ­
nych z w i e r z ą t ; maszkar; a nawet s m o k ó w i bazylisz­
ków. Szatan, w celu osiągnięcia sukcesu, p o s ł u g u j e się
r ó ż n o r o d n y m i sztuczkami. (W charakterze ciekawostki
6 4

55

5 6

5 7

�II.

10. H i e r o n i m

Bosch, Św.

Jan Chrzciciel.
Jagnię
czystość i n i e w i n n o ś ć

podajmy, że j e d n y m ze sposobów u m o ż l i w i a j ą c y c h roz­
szyfrowanie jego p o d s t ę p ó w , jest rozpoznanie wroga po
z n a m i o n u j ą c y m go p r z y k r y m zapachu — zasadniczo róż­
n y m od p i ę k n e j woni ś w i a d c z ą c e j o obecności aniołów).
W ł a ś c i w y pustelnikom stan mediacji, nie t y l k o skazuje
ich na a t a k i ze strony d e m o n ó w , lecz daje szczególną
moc — czynienia c u d ó w . Teon, Beniamin i i n n i anachoreci m i e l i moc cudownego uzdrawiania, a Mucius
posiadł n i e z w y k ł e u m i e j ę t n o ś c i : N i l przechodził mocząc
się zaledwie do k o i a n ; przez z a m k n i ę t e d r z w i do i n ­
nych p u s t e l n i k ó w „na wyższych s k a ł a c h
siedzących
wchodził"; w d o w o l n y m miejscu natychmiast mógł się
znaleźć.
Przytoczone wyżej p r z y k ł a d y ś w i a d c z ą , że p r z e s t r z e ń
w analizowanym przez nas micie j a w i się jako a m b i ­
walentna:
poza miejscami ś w i ę t y m i , są r ó w n i e ż
miejsca zamieszkiwane przez demony (złe duchy). Ta
ambiwalencja pustyni w y r a ż a się ponadto w t y m , iż —
oprócz d e m o n ó w i dzikich z w i e r z ą t — jest ona m i e j ­
scem schronienia p r z e s t ę p c ó w . N a p i s a ł Jan Chryzostom:

symbolizuje Chrystusa

a

także

„Przed p r z y j ś c i e m Zbawiciela Jezusa Chrystusa, g ó r y
były schronieniem dla dzikich z w i e r z ą t i r o z b ó j n i k ó w ;
ale od czasu, gdy ludzie m o g ą o s i ą g n ą ć cnotę a n i e l s k ą ,
umieścili oni na szczytach swe siedziby, w k t ó r y c h na­
śladują życie a n i o ł ó w . "
Góry i pustynie z a m i e s z k u j ą
ludzie, k t ó r z y w y k l u c z y l i się ze s p o ł e c z e ń s t w a : święci
anachoreci oraz w y k l ę c i zbrodniarze. F a k t tego s ą s i a ­
dowania powoduje, że zbójca jest a n t y t e z ą pustelni­
ka. Teksty Żywotów
w i e l o k r o t n i e a k c e n t u j ą tę przeciws t a w n o ś ć . Na dowód przytoczmy (w streszczeniu) k i l k a
o p o w i a d a ń : H i l a r i o n żyje na pustyni p e ł n e j zbójców,
a gdy ci n a ń n a p a d a j ą — nasz bohater wykazuje się
n i e z w y k ł ą o d w a g ą . K i e d y na Teona chcieli n a p a ś ć roz­
bójnicy, ten ich „ c u d o w n y m sposobem z w i ą z a ł " . Ponie­
waż ojcu A m o n o w i zbójcy w y j a d a j ą pokarm, nakazuje
on d w o m smokom, aby wejścia do jaskini p i l n o w a ł y .
R ó w n i e ż pustelnika z góry Atlibens złoczyńcy napadli...
Zgodnie z f u n k c j o n u j ą c ą w ś w i a d o m o ś c i mitycznej za­
s a d ą i ten k o n f l i k t dobra ze złem, przynosi z w y c i ę s t w o
dobra: z w y c i ę ż e n i i skruszeni zbóje n a w r a c a j ą się, zo58

145

�I I . 11. Rysunek Bruegela do obrazu Kuszenie

stając m n i c h a m i — czynią p o k u t ę . P r z y k ł a d y w s p o m ­
nianych już ojców Teona i Muciusa, a ponadto Mojżesza
(czarnego n i e w o l n i k a , k t ó r y został p o t ę ż n y m hersztem,
a później w y b i t n y m mnichem) oraz D a w i d a (zakonnika
b ę d ą c e g o w c z e ś n i e j p r z y w ó d c ą bandy), dobitnie o t y m
ś w i a d c z ą . W w y m i e n i o n y c h osobach d o k o n a ł a się s y n ­
t e z a p r z e c i w i e ń s t w : zbójcy (zło) i pustelnika (dobro).
„ M e d i a c y j n o ś ć " jest w t y m przypadku niejako s p o t ę ­
gowana (w stosunku do i n n y c h O j c ó w pustyni) — stąd
ich z w i ę k s z o n a moc (patrz w y ż e j : podania o Muciusie
i Teonie).
W i e l o w ą t k o w o ś ć , w i e l o p ł a s z c z y z n o w o ś ć i wieloznacz­
ność e l e m e n t ó w m i t u , k t ó r y u s i ł u j e m y t u r o z s z y f r o w a ć ,
nakazuje p o w r ó c i ć raz jeszcze do kwestii z w i ą z k u anac h o r e t ó w z rajem. O p i s u j ą c stan n i e w i n n o ś c i i szczęśli­
w o ś c i oraz odtwarzanie sytuacji rajskiej w ideale anachoreckim, p o m i n ę l i ś m y (celowo) jeden z bardzo istot­
nych m o m e n t ó w — p i e r w o t n ą n a g o ś ć człowieka (Rdz
2,25) — do k t ó r e g o teraz zamierzamy w r ó c i ć , ażeby
w z b o g a c i ć n a s z ą i n t e r p r e t a c j ę ; n a c z e ń fenomenu pustelnictwa. Ojcom pustyni „ s t r ó j " Adama nie b y ł obcy:
pewien anachoreta przez 35 lat po p u s t y n i nago cho­
dził; jeszcze lepszy był pustelnik Sofroni, k t ó r y 70 lat
żył nago nad Morzem M a r t w y m ; inny eremita lat 50
na górze Synaj w z u p e ł n e j s a m o t n o ś c i mieszkał, j e d y ­
nie w ł a s n y m w ł o s i e m odziany.. P r z y k ł a d ó w
nagości
pustelników
jest w Żywotach
wiele. U w a ż a j ą oni,
iż ubranie to rzecz ś w i e c k a i grzeszna, k t ó r a c z ł o w i e ­
k o w i przed p o p e ł n i e n i e m grzechu b y ł a nieznana. „ O k r y ­
wanie wstydu ciała swego" — to owoc grzechu. Jed­
n a k ż e nagość posiada t u jeszcze inne znaczenie: stan
rajski jest kojarzony z ż y c i e m zgodnym z n a t u r ą .
N a t u r a l n o ś ć p u s t e l n i k ó w p o d k r e ś l a j ą m . i n . opisy sposo­
b ó w ich o d ż y w i a n i a : nagi pustelnik pasie się (!) na
t r a w i e ; wspomniany Sofroni żywił się jedynie ziołami;
Julian Sabas i jego uczniowie s p o ż y w a l i t y l k o j a r z y n y
146

św.

Antoniego

„w stanie n a t u r a l n y m " ; r ó w n i e ż Jakub Nisibita j a d a ł
w y ł ą c z n i e pokarmy r o ś l i n n e i w dodatku surowe (!).
Usytuowanie a n a c h o r e t ó w po stronie natury, widoczne
jest t a k ż e w ich relacji do z w i e r z ą t . P r z y k ł a d o w o : dzi­
ka koza uczy pustelnika r o z r ó ż n i a ć zioła; lwica zwraca
się do jednego z e r e m i t ó w z p r o ś b ą o p r z y w r ó c e n i e
wzroku jej szczeniętom.; wilczyca, k t ó r a p o p e ł n i ł a k r a ­
dzież prosi pustelnika o odpuszczenie w i n y , natomiast
sarna wskazuje miejsce, w k t ó r y m leżały zwłoki anachorety... Posiadanie u m i e j ę t n o ś c i porozumiewania się
ze z w i e r z ę t a m i pozostaje w stosunku komplementarności z niechęcią p u s t e l n i k ó w do u ż y w a n i a — b ę d ą ­
cego w y t w o r e m k u l t u r y — j ę z y k a ludzi. W i e l o m ó w n o ś ć
traktowana jest jako ciężki grzech, a milczenie u w a ż a
się za jeden ze skutecznych ś r o d k ó w p r o w a d z ą c y c h do
zbawienia. ( P r z y k ł a d e m na to może być 30-letnie m i l ­
czenie Teona). Miejsce pustelni to, z tego p u n k t u w i ­
dzenia, r ó w n i e ż element natury. Ariachoreci sypiają naj­
częściej w jaskiniach, grotach i t p . — czyli p o d s u n i ę t y c h
przez n a t u r ę miejscach — lub w r ę c z pod g o ł y m niebem.
Konkludując:
w
modelu
anachoretyzmu,
człon
pierwszy opozycji n a t u r a - k u l t u r a jest w a r t o ś c i o ­
wany dodatnio, natomiast drugi — ujemnie. Ku'.tura,
w rozumieniu O j c ó w pustyni, to efekt z a k ł ó c e n i a usta­
nowionego przez Boga ładu. Powstanie k u l t u r y łączy
się ściśle z przekroczeniem boskiego zakazu; jej naro­
dziny to dzieło ludzi skuszonych przez szatana. T y m ,
co m i ł e Bogu (święte) jest natura; natomiast k u l t u r a
jako sfera ś w i e c k a i grzeszna jest p o t ę p i o n a . Życie
zgodne z n a t u r ą , to w m n i e m a n i u p u s t e l n i k ó w , kolejna
recepta na osiągnięcie z b a w i e n i a . G w o l i ścisłości nadm i e ń m y , iż nagość poza o m ó w i o n y m i t u znaczeniami
uzasadnianymi wskazaniami p o c h o d z ą c y m i z przesz­
łości ( p o c z ą t k o w a n a g o ś ć wzmiankowana w
Księdze
Rodzaju),
oraz teraźniejszości (nagość jako znak zer­
wania z k u l t u r ą ) — ma t a k ż e uzasadnienie eschatolo59

�giczne. W jednej z apokryficznych ewangelii uczniowie
p y t a j ą Chrystusa: „Kiedy n a m się pokażesz i kiedy
Cię zobaczymy?"; na co o t r z y m u j ą o d p o w i e d ź : — „ K i e ­
dy zdejmiecie szaty i nie będziecie się w s t y d z i ć " .
C a ł k o w i t a s a m o t n o ś ć , absolutne milczenie, n a g o ś ć
itd., to raczej teoretyczne postulaty s p e ł n i a n e przez nie­
w i e l u a n a c h o r e t ó w . Rzeczywista p r a k t y k a samotnicze­
go ż y w o t a w y g l ą d a ł a nieco inaczej. Pustelnicy nie izolo­
w a l i się z u p e ł n i e od ludzi; milczenie p r z e r y w a l i cho­
ciażby dla udzielenia nauk o d w i e d z a j ą c y m ich piel­
grzymom, a ciało swoje o k r y w a l i s k ó r a m i z w i e r z ę c y m i .
S t r ó j w fenomenie
chrześcijańskiego
monastycyzmu
s p e ł n i a ł w a ż n ą f u n k c j ę , o k t ó r e j szerzej powiemy za
chwilę.
Na razie o d w o ł a j m y się raz jeszcze do m e n t a l n o ś c i
ó w c z e s n y c h c h r z e ś c i j a n . Otóż w e d ł u g w i e r z e ń s t a r o ż y t ­
nych i ś r e d n i o w i e c z n y c h w y z n a w c ó w Chrystusa, nie
wszyscy ludzie — spośród p o k o l e ń ż y j ą c y c h po grzechu
p i e r w o r o d n y m — b y l i p r z e k l ę c i . Stary Testament po­
daje, iż dwie osoby zyskały sobie szczególne uznanie
u Pana: Henoch (Rdz 5,21—24) i Eliasz (1 K r i 17 nn.;
2 K r i 1 п.). S w o i m ż y c i e m zasłużyli sobie na to, że nie
zaznali ś m i e r c i lecz b e z p o ś r e d n i o b y l i wzięci (z c i a ł e m
i d u s z ą ) do Raju. O Henochu niewiele wiadomo poza
t y m , iż żył „w p r z y j a ź n i z Bogiem a n a s t ę p n i e znikł,
bo z a b r a ł go B ó g " (Rdz 5,24). Bardziej szczegółowo
B i b l i a opisuje p o s t a ć i ż y w o t Eliasza. Jego, a t a k ż e
Elizeusza i Jana Chrzciciela u z n a j ą Ojcowie pustyni
za swych ludzkich p o p r z e d n i k ó w . Ś w i ę t o ś ć życia p r o r o ­
k ó w b y ł a poparta autorytetem ś w . P a w ł a z Tarsu,
k t ó r y w Liście do H e b r a j c z y k ó w w y r a z i ł się o nich
t y m i słowy: „...tułali się w s k ó r a c h owczych i kozich,
w nędzy, w utrapieniu, w ucisku — ś w i a t nie b y ł ich
w a r t — i b ł ą k a l i się po pustyniach i g ó r a c h , po j a s k i ­
niach i rozpadlinach ziemi" (Hbr 11,37 п.). Fragmenty
ich ż y c i o r y s ó w p r z y j ę t o za wzorzec, z k t ó r e g o korzystali
zarówno
anachoreci, j a k i cenobici. Monastycyzm
c h r z e ś c i j a ń s k i b y ł n a ś l a d o w n i c t w e m samotnictwa, u b ó s t w a , celibatu oraz pewnych i n n y c h f o r m ascezy
p r a k t y k o w a n y c h przez p r o r o k ó w (np. p o s t ó w ) .
60

W a ż k ą rolę w p o d k r e ś l a n i u b e z p o ś r e d n i e j łączności
p o m i ę d z y starozakonnymi p r o r o k a m i i c h r z e ś c i j a ń s k i m i
m n i c h a m i o d g r y w a ł s t r ó j . W 2 K r i Eliasz opisany
jest jako „człowiek w płaszczu z sierści i pasem s k ó ­
r z a n y m przepasany d o k o ł a bioder" (2 K r i 1,8). Płaszcz
Eliasza jest n a r z ę d z i e m dokonania p r z e z e ń cudu oraz —
nade wszystko — znakiem p o w o ł a n i a do s p e ł n i a n i a
f u n k c j i prorockiej, czyli aktualnego objawienia w o l i
Bożej (głoszenia Bożego słowa). K i e d y Eliasz chce prze­
k a z a ć Elizeuszowi swój charyzmat, czyni to poprzez da­
rowanie m u płaszcza, p e ł n i ą c e g o t u rolę oznaki na­
s t ę p s t w a (2 K r i 2,13). Pozostaje to w zgodzie z całą
starotestamentową
t r a d y c j ą t r a k t o w a n i a stroju jako
znaku: ubranie c z ł o w i e k a m ó w i o n i m (Syr 19,30). „ K i e ­
dy w B i b l i i otrzymuje ktoś n o w ą szatę, staje się i n n y m
c z ł o w i e k i e m . Szata jest b o w i e m odbiciem p o r z ą d k u B o ­
żego w ś w i e c i e i znakiem osoby w jej tożsamości i od­
r ę b n o ś c i " . M o t y w odmiany stroju, r ó w n o z n a c z n y z od­
m i a n ą sposobu życia, w i e l o k r o t n i e w y s t ę p u j e w
Żywo­
tach Ojców. Poza Eliaszem i Elizeuszem, r ó w n i e ż Jan
Chrzciciel — trzeci w ś r ó d p r o r o k ó w wzorzec ś w i ą t o b l i ­
wego m ę ż a — „nosił odzienie z s i e r ś c i w i e l b ł ą d z i e j
i pas s k ó r z a n y o k o ł o bioder..." (Mt 3,4; M k 1,6). O k r y ­
cie e r e m i t ó w , tzn. s k ó r a z w i e r z ę c a ( p r z e w a ż n i e — j a k
j u ż wspomniano — owcza lub kozia) w z g l ę d n i e płaszcz
z w i e l b ł ą d z i e j sierści oraz s k ó r z a n y pas — w i ą ż ą się
s w ą s y m b o l i k ą z u b i o r e m p r o r o k ó w . Ponadto i s t o t n y m
w y r ó ż n i k i e m c h r z e ś c i j a ń s k i c h s a m o t n i k ó w b y ł a laska
(najczęściej w k s z t a ł c i e greckiej l i t e r y „ T a u " ) , wzoro­
6 1

wana na lasce Elizeusza (2 K r i 4,29). Jak d o n i o s ł ą f u n k ­
cję s e m i o t y c z n ą p e ł n i ł s t r ó j , machaj zaświadczy — o p i ­
sany przez Palladiusza w Historii
Lausiaca
— przy­
padek niejakiego zakonnika (?) i m i e n i e m Serapion z
p r z y d o m k i e m Sindonita (gr. „ s m d o n " = „ p r z e ś c i e r a d ­
ło"). Nie nosił on s k ó r y , a n i laski, nic zgoła poza p r z e ś ­
c i e r a d ł e m , s ł u ż ą c y m m u za jedyne odzienie. Z tego po­
wodu — j a k podaje autor — n i k t w Atenach go nie
n a k a r m i ł . Uznano go zapewne ( i chyba słusznie) nie
za bogobojnego mnicha, lecz za jednego z licznych
wtedy, w ę d r o w n y c h a b n e g a t ó w o b r a ż a j ą c y c h opinię p u ­
b l i c z n ą i d r w i ą c y c h sobie z niej.
N a w i ą z y w a n i e do tradycji prorockiej znajduje swój
wyraz t a k ż e w stosunku p u s t e l n i k ó w do przestrzeni.
Wyżej wspomniano, że w modJiu anachoretyzmu n a j ­
bardziej cenionymi były miejsca teofanii. Teraz wypada
dodać, iż duże uznanie m i a ł y r ó w n i e ż miejsca h i e r o f a n i i : p r z e s t r z e ń z w i ą z a n a z działalnością Eliasza oraz
Elizeusza i Jana Chrzciciela. Gorę K a r m e l p r z y j ę t o za
p r z y k ł a d miejsca eremu spełniającego w p e ł n i w y m a ­
gane w a r u n k i : jest gorą, na k t ó r e j znajduje się j a s k i ­
nia, źródło wody ż y w e j (źródło Eliasza), m n o g o ś ć po­
ż y w i e n i a z ziół i owoców, a nadto zdrowe powietrze.
Pustelnicy „górę K a r m e l w uszanowaniu o s o b l i w y m
zawsze m i e l i "
i nad inne pustelnie p r z e d k ł a d a l i . To
samo dotyczy i n n y c h terenov/, k t ó r e były ozdobione
cudami p r o r o k ó w Eliasza, Elizeusza i Jana Chrzcicieia
(np. pieczary nad Jordanem, g ó r a E f r a i m itd.). W na­
ś l a d o w n i c t w i e p r o r o k ó w r ó w n i e ż nie z a b r a k ł o a k c e n t ó w
eschatologicznych. Eliasz, j a k wierzono, p r z e b y w a ł w
Raju o c z e k u j ą c n a d e j ś c i a czasów pojawienia się A n t y ­
chrysta. Wtedy m i a ł p o w r ó c i ć (wraz z Henochem —
o b r o ń c ą Żydów) na ziemię, dla wybawienia l u d z k o ś c i .
Ze tak w ł a ś n i e b ę d z i e , ś w i a d c z y ć m i a ł y s ł o w a Jezusa:
„Eliasz istotnie przyjdzie i n a p r a w i wszystko" ( M t
17,11). Jan Chrzciciel z a p o w i a d a ł pierwsze p r z y j ś c i e
Chrystusa, a Eliasz ( p o w t ó r n i e p r z y c h o d z ą c ) — p r z y j ś c i e
ostatnie. Anachoreci, w uznaniu w s p ó ł c z e s n y c h , b y l i
n o w y m i Eliaszami.
6 2

63

Na t y m zamykamy ten, z k o n i e c z n o ś c i Skrótowy,
zarys modelu c h r z e ś c i j a ń s k i e g o pustemictwa wraz z
p r ó b ą jego analizy. Do dokonanych t u i n t e r p r e t a c j i
będziemy
się o d w o ł y w a ć w zamierzonych, dalszych
szkicach t r a k t u j ą c y c h o fenomenie anachoretyzmu w i ­
dzianym przez pryzmat w s p ó ł c z e s n e j etnologii.

Zakończenie
R. Barthes n a z w a ł n i e g d y ś m i t „ s ł o w e m
nad­
m i e r n i e uzasadnionym".
T r a f n o ś ć tego s f o r m u ł o ­
w a n i a z n a l a z ł a potwierdzenie w zaprezentowanych t u
analizach m i t u samotniczego ż y w o t a . Z p e w n o ś c i ą nie
w y c z e r p a l i ś m y wszystkich m o ż l i w y c h jego interpreta­
cji — nie było to naszym zamiarem. C h c i e l i ś m y przed­
s t a w i ć pewne — naszym zdaniem i n t e r e s u j ą c e — zja­
wisko i p o k a z a ć , ż e fenomen anachoretyzmu jest zagad­
n i e n i e m s p o ł e c z n y m oraz k u l t u r o w y m , w i ę c t a k ż e etnologicznym, a nie (jak chcieliby n i e k t ó r z y )
chorobą
umysłowo^religijną.
84

65

Za p o d j ę c i e m przez etnologię b a d a ń nad proble­
m a m i z w i ą z a n y m i z pustelnictwem, zachęcająco prze­
mawia m . i n . specyfika jej przedmiotu i metod. E t n o ­
logia jest n a u k ą s y t u u j ą c ą często przedmiot swoich za­
i n t e r e s o w a ń na r ó ż n e g o rodzaju pograniczach. A n a ­
choreci e g z y s t u j ą poza s t r u k t u r a m i społeczności ś w i e c ­
kiej i k o ś c i e l n e j ; żyją w i ę c niejako na marginesie spo­
ł e c z e ń s t w a , na peryferiach k u l t u r y . J u ż przez ten fakt
s t a n o w i ą z a j m u j ą c y m a t e r i a ł dla e t n o l o g ó w l u b i ą c y c h

147

�b a d a ć zjawiska pozornie marginalne, k t ó r y c h w ł a ś c i w e
miejsce i ranga w systemie k u l t u r y uwidacznia się do­
piero z zajmowanego przez nich stanowiska poznaw­
czego.
P r z y k ł a d o w o : historycy piszący o pustelnictwie nie
bardzo m o g ą p o r a d z i ć sobie z k w e s t i ą olbrzymiego
autorytetu i p o p u l a r n o ś c i a n a c h o r e t ó w w ś r ó d szerokich
rzesz s p o ł e c z n y c h .
(Aspołeczność p u s t e l n i k ó w dotyczy­
ła z e w n ę t r z n e j formy życia, a nie sposobu o d d z i a ł y w a ­
n i a ) . " Ich w y j a ś n i e n i a s p r o w a d z a j ą się do wskazywa­
nia na ludowy charakter genezy m o n a s t y c y z m u ,
naj­
częściej bez precyzowania na czym (poza r e k r u t o w a ­
n i e m się m n i c h ó w z w a r s t w y chłopskiej), ta l u d o w o ś ć
m i a ł a b y polegać.
66

68

Dla zrozumienia zasygnalizowanego problemu nie­
odzownym jest p r z y j ę c i e perspektywy etnologicznej, z
k t ó r e j w i d a ć , iż ujawniona s t r u k t u r a pustelnictwa po­
zostaje w relacji homologicznej w z g l ę d e m ś w i a t o p o g l ą ­
du mitycznego. W y r a ź n i e wyszło to przy o m a w i a n i u
stosunku a n a c h o r e t ó w do przestrzeni i czasu. Wykaza­
liśmy j a k d o n i o s ł ą p e ł n i ł y te kategorie f u n k c j ę w rea­
lizacji i d e a ł u samotniczego ż y w o t a .

PRZ

1

T e r m i n „ a n a c h o r e t y z m " pierwotnie był synoni­
mem „ e r e m i t y z m u " oraz „ m o n a c h i z m u " i o z n a c z a ł zja­
wisko życia w odosobnieniu. Z czasem znaczenia grec­
kich w y r a z ó w „ m o n a c h ó s " , „ e r e m i t e s " , „ a n a c h o r e t e s " ,
k t ó r y m i o k r e ś l a n o ludzi p r o w a d z ą c y c h życie samotni­
cze czyli p u s t e l n i k ó w , uległy ewolucji i z r ó ż n i c o w a n i u .
„ M n i c h " p r z y j ą ł się jako nazwa członka w s p ó l n o t y
klasztornej (cenobitalnej f o r m y monastycyzmu), cenob i t y . „ E r e m i t a m i " nazywa się przede w s z y s t k i m przed­
stawicieli w s p ó l n o t pustelniczych (typu kameduli, k a r ­
tuzi itp.). Synonimem „ p u s t e l n i k a " pozostał w ł a ś c i w i e
jedynie „ a n a c h o r e t a " . P o n i e w a ż w okresie, k t ó r e g o do­
tyczy szkic pierwszy pojęcia mnicha, eremity, anachor e t y i pustelnika b y ł y r ó w n o z n a c z n e , zasadniczo u ż y ­
w a ć ich b ę d ę w y m i e n n i e .
2

T i m o n z A t e n , zwany Mizantropem, syn Echekratidesa. Żył w V w . p.n.e. ( z m a r ł przed 414 г.). J u ż od
I V stulecia przed nar. Chrystusa b y ł p o p u l a r n ą p o s t a c i ą
l i t e r a c k ą , bohaterem w i e l u dzieł dramatycznych. M . i n .
Szekspir u c z y n i ł go t y t u ł o w ą p o s t a c i ą jednej ze swych
sztuk.
Za p r z y k ł a d buddyjskiej ascezy typu pustelni­
czego może posłużyć ż y w o t Milarepy opisany w : W. Y.
Evans — Wentz, Tibet's
Great Yogi Milarepa,
Oxford
1973
Zob.: M . Eliade, Yoga: Immortality
and
Freedom,
New Y o r k 1958
Por.: С. L e v i — Strauss, Myśl nieosmojona,
War­
szawa 1969, s. 100, 102 et passim.
J. Parandowski, Gustaw Flaubert,
Warszawa 1948,
s. 4
I n t e r e s u j ą c ą a n a l i z ę twórczości Flauberta, w szcze­
gólności Kuszenia
Świętego
Antoniego
przeprowadza:
J. Bem, Desir et savoir
dans I'aeuvre
de
Flaubert,
Universite de L i l l e 1979
Zob.: Vitae
Patrum
sive
historia,e
eremiiicae.
L i b r i decem, PL, t. L X X I I I — L X X I V , Parisiis 1879. Ży­
woty Ojców zostały p r z e t ł u m a c z o n e na język polski w
X V I I w i e k u przez ks. Sebastiana Piskorskiego, w y d .
w K r a k o w i e w 1688 r. Dzieło s k ł a d a się z trzech części
oraz dodatku. Część p i e r w s z ą s t a n o w i ą żywoty m n i c h ó w
m.in. Atanazego, Hieronima, Pafnucego i i n . Druga
część to ..apoftegmaty" czyli n a u k i Ś w i ę t y c h S t a r c ó w ,
zebrane przez r ó ż n y c h a u t o r ó w . Na część t r z e c i ą s k ł a ­
dają się trzy „ h i s t o r i e " : Palladiusza Historia
Lausiaca,
Teodoreta z K y r r o s Historia
pobożna
oraz Jana Mos3

4

6

8

7

8

148

1

To samo dotyczy ludowej w i z j i ś w i a t a , w k t ó r e j
„nie ma i d e a ł u oderwanego od przestrzeni i czasu. Rze­
czy w a ż n e m o g ą i p o w i n n y w ostatecznym r a c h u n k u
b y ć w a ż n e t a k ż e w przestrzeni i czasie. C z ł o w i e k f o l ­
k l o r u wymaga przestrzeni i czasu po to, by się urze­
c z y w i s t n i ć , mieści się w nich c a ł k o w i c i e , są b o w i e m
jego
żywiołem".
Wyobrażenia
czasoprzestrzenne
o k r e ś l a j ą m i t y c z n ą t r e ś ć anachoretyzmu, r ó ż n ą od zra­
cjonalizowanych koncepcji ó w c z e s n y c h elit intelektual­
nych. Mnisi, podobnie jak i liczni podówczas pielgrzy­
m i mniemali, że empiryczna p r z e s t r z e ń jest ś r o d k i e m
do n a w i ą z a n i a k o n t a k t u z Bogiem (sacrum). Odmienne
p o g l ą d y głosili reprezentanci n u r t u elitarnego w r e l i g i i
c h r z e ś c i j a ń s k i e j u w a ż a j ą c y , że „ z m i a n a miejsca nie po­
woduje p r z y b l i ż e n i a do Boga...".
Anachoretyzm (oraz monastycyzm w ogóle) dzięki
p o w i n o w a c t w u z systemem myśli mitycznej, u c h r o n i ł
c h r z e ś c i j a ń s t w o — w okresie jogo formowania — przed
zbyt w i e l k i m w p ł y w e m spekulacji filozoficznej, odci­
n a j ą c katolicyzm np. od w y d u m a n y c h nadmiernie teorii
gnostyckich.
R ó w n i e ż pod t y m w z g l ę d e m rola feno­
menu monastycyzmu nie została dotychczas w p e ł n i do­
ceniona, ale to już temat na inne opowiadanie.
89

7 0

71

PISY

chosa Łąka duchowa zwana Nowym Rajem.
Dodatkiem
jest Jana biskupa Jerozolimy O postanowieniu
pierw­
szych zakonników...
W dalszej części niniejszego a r t y k u ­
łu o d w o ł y w a ł się b ę d ę do tego t ł u m a c z e n i a .
P o w s t a ł o ok. 376 r. Zob.: Vita s. Pauli primi
eremitae, PL, t. X X I I I , Parisiis 1883, s. 18—30
Napisane ok. 390—391 r. Zob.: Vita Malchi
monachi captivi, j . w . , s. 55—62
Ok. 391 r. Zob.: Vita s. Hilarionis
eremitae, j . w . ,
s. 30—54
Vita s. O n u p h r n ;
Vita
s. Pachomii;
Vita
sAbrahae i in., PL, t. L X X I I I , s. 213—294
Historia
monachorum,
j . w . , s. 707—735
Historia Lausiaca, j . w . , s. 1066
Philotheus,
sive Theophiles,
PL, t. L X X I V , s.
1—118
Pratum Spirituale,
j . w . , s. 119—243
Verba seniorum, PL, t. L X X I I I , s. 735—1066
Por.: M . Starowieyski, Świętość
w życiu i myś­
lach pustelników
egipskich IV wieku, W nurcie
zagad­
nień posoborowych,
Warszawa 1972, s. 370 n.
A. Camus, Eseje, Warszawa 1971, s. 554
M . Starowieyski, Świętość
w życiu
i
myślach...,
dz. cyt., s. 369
C. Levi-Strauss, Smutek tropików,
Warszawa 1964,
s. 136
A.S. A t i y a , Historia Kościołów
Wschodnich,
War­
szawa 1976, s. 18
Masowe ucieczki na p u s t y n i ę u w a ż a n e są za
p o c z ą t e k ruchu monastycznego. O d n o ś n i e miejsca jego
zainicjowania i s t n i e j ą dwie teorie. „Dyfuzjoniści" u w a ­
żają, iż do powstania i krystalizacji
monastycyzmu
doszło w Egipcie, skąd z o s t a ł przeniesiony na inne te­
reny. Zwolennicy konkurencyjnej hipotezy głoszą, że
monastycyzm n a r o d z i ł się n i e z a l e ż n i e od siebie w ta­
kich krajach j a k : Egipt, Syria, Palestyna. Dla nas p r o ­
blem absolutnego p o c z ą t k u zjawiska c h r z e ś c i j a ń s k i e g o
monachizmu — t r u d n y do jednoznacznego rozstrzyg­
nięcia — nie jest zbyt istotny. S k ł o n n i j e s t e ś m y przy­
c h y l a ć się do p o g l ą d u , że ze w z g l ę d u na s y t u a c j ę h i ­
s t o r y c z n ą jaka w y t w o r z y ł a się w Egipcie, tam n a j p r ę ­
dzej dojrzały w a r u n k i do zainicjowania tego ruchu.
Na temat p o c z ą t k ó w monastycyzmu zob.: W . H . Mackean,
Christian
Monasticism
in Egypt
to the Close of the
Fourth
Century, London 1920; t a k ż e : J. Bremond, Les
peres du desert, Paris 1927; t a k ż e : К . Heussi, Der Urs9

1 0

1 1

1 2

13

14

16

18

17

1 8

1 9

2 0

2 1

2 2

2 3

�prung des Mónchtums,
Tubingen 1936; t a k ż e : J. Leroy,
Moines et monasteres du Proche — Orient, Paris 1958;
t a k ż e : A . Voobus, A History of Asceticizm
in the
Syrian
Orient: A Contribution
to the History
of Culture
in
the Near Eeast, t. I — I I , [ w : ] Corpus Scriptorum
Christianorwm Orientalism,
nr nr 184, 197, L o u v a i n 1953, 1960
Liczba m n i c h ó w , z powodu braku wiarygodnych
źródeł, jest bardzo trudna do ustalenia. W e d ł u g p r z y ­
b l i ż o n y c h danych w Egipcie — w okresie n a j w i ę k s z e j
f a l i monastycyzmu — było ich k i l k a d z i e s i ą t tysięcy.
Por.: E.R. Hardy, Christian
Egypt, Church
and
People,
New Y o r k 1952, s. 92
W literaturze przedmiotu często m o ż n a znaleźć
pogląd, że masowe ucieczki na p u s t y n i ę w czasie gdy
c h r z e ś c i j a ń s t w o stało się r e l i g i ą p a ń s t w o w ą , b y ł y w y ­
razem protestu przeciwko
kompromisowi
Kościoła z
p a ń s t w e m oraz n a r a s t a j ą c e m u k l e r y k a l i z m o w i i stop­
niowemu wypaczaniu i d e a ł u c h r z e ś c i j a ń s k i e g o . Zob.: A .
Harnach, Das Monchtum,
seine Ideale und seine
Geschichte, Giessen 1901; t a k ż e : H.B. W o r k m a n , The
Evo­
lution of the Mlonastic Ideal from the Earliest
Times
down to the Coming of the Friars, L o n d o n 1927, s. 14;
także: M . Simon, Cywilizacja
wczesnego
chrześcijań­
stwa, I—IV
w., Warszawa 1979, s. 357; t a k ż e : T. M a n ­
teuffel, Zakony Kościoła
katolickiego
do polowy
XIV
теки,
[ w : ] Szkice
z dziejów
papiestwa,
Warszawa
1958, s. 3
K r y t y c z n e o m ó w i e n i e liczby m n i c h ó w zawiera
praca: D. Savramis, Zur Soziologie
des
byzantinischen
Mónchtums,
Leiden/Koln 1962, s. 53 n.
Szeroko pisze o t y m J. K ł o c z o w s k i w swym zna­
k o m i t y m dziele. Zob.: J. K ł o c z o w s k i , Wspólnoty
chrześ­
cijańskie,
K r a k ó w 1964, s. 138 n.
Obok tych d w ó c h zasadniczo odmiennych postaci
monastycyzmu, w y s t ę p u j e jeszcze forma p o ś r e d n i a —
w s p ó l n o t a anachorecka. Pustelnicy — uczniowie skupiali
się wokół anachorety — mistrza zwanego „ojcem" lub
,starcem", z dodaniem „święty". T a k i „ a b b a " cieszył
się s z c z e g ó l n y m autorytetem ( p r z y w ó d z t w o charyzma­
tyczne) i o p i n i ą świętości. A r c h i t e k t o n i c z n y m odzwier­
ciedleniem zbiorowo — eremickiej f o r m y monachizmu
jest l a u r ą (ławra, ł a w r a ) . Por.: J. K ł o c z o w s k i ,
Wspól­
noty chrześcijańskie,
dz. cyt., s. 60 n . Ponadto i s t n i a ł a
zapewne n i e m a ł a ) grupa tzw. m n i c h ó w w ę d r o w n y c h .
Niemal wszyscy pisarze k o ś c i e l n i w y ż e j o c e n i a j ą
c e n o b i t a l n ą f o r m ę monastycyzmu. T y l k o Jan
Kasjan
zdaje się bardziej cenić anachorelyzm. Zob.: Jan Kasjan,
Rozmów
dwadzieściacztery,
t. I I , P o z n a ń 1929, s. 243
Por.: M . Borkowska OSB, M n i s i — szaleńcy
hie­
rarchii wartości,
„ Z n a k " nr 318, g r u d z i e ń 1980, s. 1543
Okres oczekiwania eschatologicznego w przeko­
naniu, że drugie n a d e j ś c i e Zbawiciela n a s t ą p i r y c h ł o ,
t r w a ł od czasów A p o s t o ł ó w . Dopiero św. Augustyn, po­
w o ł u j ą c się na zdanie z Pisma św. (Dz I , 7), u s i ł o w a ł
p o d w a ż y ć tę p o w s z e c h n ą p e w n o ś ć .
Przypomnijmy, że w B i b l i i brak jest b e z p o ś r e d ­
nich w z o r c ó w ś w i ę t y c h ludzi i nie ma ich k u l t u . T r a ­
dycja uwielbienia m ę c z e n n i k ó w s t a n o w i ł a niejako pre­
cedens c h r z e ś c i j a ń s k i e j koncepcji ś w i ę t y c h .
Jan Moschos, Łąka duchowa, [ w : ] Żywoty
Ojców,
dz. cyt., s. 774
Jarl biskup Jerozolimy, O postanowieniu
pierw­
szych zakonników,
[iv:] j . w . , s. 843
Por.: P. Nagel, Die Wiedergewinnung
des
Paraćieaes durch
Askese,
„ F o r s c h u n g e n und F o r t s c h r i t t e "
34, 1960, s. 375 n.
Por.: A . Guriewicz, Kategorie
kultury
średnio­
wiecznej,
Warszawa 1976, s. 266 n. Dla
anachoretów
praca fizyczna b y ł a u m a r t w i e n i e m . Zob.: Nauki
świę­
tych Starców,
dz. cyt., s. 427. W Żywotach
Ojców w y ­
s t ę p u j ą fragmenty, k t ó r e w s k a z u j ą na
kształtowanie
się odmiennego stosunku do pracy c e n o b i t ó w . Zob.:
Nauki svjiitych
Starców,
dz. cyt., s. 446
Poza wspomnianym już t ł u m a c z e n i e m S. Piskor­
skiego, u k a z a ł się p r z e k ł a d tego fragmentu autorstwa
S. Hammera ( „ M e a n d e r " 1, 1946, s. 49—51) przedruko­
wany t a k ż e przez A . Bobera (Antologia
Patrystyczna,
s. 277 п.), oraz p r z e k ł a d M . Starowieyskiego, „ Z n a k "
252(6), czerwiec 1975, s. 802 л.
Schemat c h r z e ś c i j a ń s k i e j koncepcji historii m o ż ­
na p r z e d s t a w i ć n a s t ę p u j ą c o : stworzenie ś w i a t a i pier­
wotna szczęśliwość c z ł o w i e k a ; grzech p i e r w o r o d n y i od­
dalanie się ludzi od Boga; pierwsze przyjście Chrystusa
i odkupienie ludzkości; okres oczekiwania na p o w t ó r n e
przyjście i na koniec ś w i a t a ; drugie przyjście Z b a w i ­
ciela i k r ó l e s t w o m e s j a ń s k i e ; Sąd Ostateczny i p o w r ó t
2 4

2 5

2 6

2 7

2 8

2 9

3 0

3 1

3 2

3 3

3 1

3 5

3 3

3 7

3 8

człowieka do Boga.
Średniowieczni
historiografowie
dokonywali nieco innych p o d z i a ł ó w dziejów (np. P a w e ł
Orozjusz w Historia
adversus
paganos dzieli h i s t o r i ę
ś w i a t a na cztery okresy, a Augustyn w s w y m
Państwie
Bożym
na sześć epok), lecz t r e ś ć zasadnicza jest iden­
tyczna. Por.: A. Guriewicz, Kategorie..., dz. cyt., s. 123 п.;
t a k ż e : J. Le Goff, Kultura
średniowiecznej
Europy,
Warszawa 1970, s. 169 п.; t a k ż e : Z Kuderowicz,
Filo­
zofia dziejów.
Rozwój
p r o b l e m ó w i stanowisk,
Warsza­
wa 1973, s. 9 n.
Por.: Jan Moschos, Łąka
duchowa, dz. cyt., s.
741. Nawiasem m ó w i ą c , nasuwa się t u pewne skojarze­
nie p o m i ę d z y p o s t ę p o w a n i e m a n a c h o r e t ó w i d z i a ł a l ­
nością s t a r o ż y t n y c h Egipcjan, k t ó r z y — zgodnie z k o n ­
cepcją ł a d u (Maat) — w i n n i b y l i swym życiem p r z y ­
w r a c a ć zachwiany stan w naturze i s p o ł e c z e ń s t w i e .
Zob.: S. Morenz, Bóg i człowiek
w starożytnym
Egipcie,
Warszawa 1972, s. 112 et passim.
Charakter o s t r z e ż e n i a ma np. historia o Eronie
z A l e x a n d r a , k t ó r e m u zgniły i o d p a d ł y genitalia jako
k a r a za s p ó ł k o w a n i e . Zob.: Palladiusz, Historia Lausiaca,
dz. cyt., s. 629
Jan Moschos, Łąka duchowa, dz. cyt., s. 817; to
samo w t ł u m . M . Starowieyskiego: „ Z n a k " 252(6), czer­
wiec 1975, s. 808
Por.: M . Bachtin, Problemy
literatury
i
estetyki,
Warszawa 1982, s. 352
Por.: P. Nagel, Die Motiuierung
der Askese
in
der Alten Kirche
und der Ursprung
des
Mónchtums,
B e r l i n 1966
Nie tylko Orygenes p o t r a k t o w a ł d o s ł o w n i e to zda­
nie. W „ Ż y w o t a c h O j c ó w " wspomina się z a r ó w n o o po­
jedynczych mnichach-kastratach, jak i o klasztorach
r e z a ń c ó w . Zob.: Jan Moschos, Łąka duchowa, dz. cyt.,
s. 782, 795, 800 et passim. R ó w n i e ż w innych miejscach
Pisma ś w i ę t e g o znaleźć m o ż n a twierdzenia p r e f e r u j ą c e
b e z ż e n n o ś ć (np. I K o r 7,1).
Jan Moschos, Łąka duchowa, dz. cyt., s. 741
M . Bachtin, Problemy literatury...,
dz. cyt., s. 334
T. Mann, Józef i jego bracia, t. I , Historie
Jakubowe. Młody Józef, Warszawa 1967, s. 25
t a m ż e , s. 24
„Droga" w ó w c z e s n y m ś w i a t o p o g l ą d z i e poza sen­
sem d o s ł o w n y m m i a ł a t a k ż e znaczenie p r z e n o ś n e : b y ł a
d u c h o w y m poszukiwaniem, por.: A . Guriewicz,
Kate­
gorie..., dz. cyt., s. 76
J. K ł o c z o w s k i ,
Wspólnoty
chrześcijańskie...,
dz.
cyt., s. 155
Jan biskup Jerozolimy, O postanowieniu...,
dz.
cyt., s. 844
To i n a s t ę p n e zdania, p o z o s t a j ą w ścisłym z w i ą z ­
k u z zagadnieniem m o t y w a c j i w micie. Zob.: R. Barthes, Mit i znak, Warszawa 1970, s. 44 n.
Por.: A . Guriewicz, Kategorie...,
dz. cyt., s. 74
W m y ś l zasad magii A l k m e n y , Por.: L . Stomma,
Słońce rodzi si% 13 grudnia, Warszawa 1981, s. 31 n.
P. Evdokimov, Prawosławie,
Warszawa 1964, s. 110
Tzw. s ł u p n i c y (stylici) to pustelnicy, k t ó r z y przez
długie okresy mieszkali w c a ł k o w i t y m odosobnieniu na
szczytach kolumn lub na specjalnie w t y m celu zbu­
dowanych filarach. Ta forma ascetyzmu n a r o d z i ł a się
w S y r i i , a p r z e t r w a ł a na Wschodzie przez wiele w i e ­
k ó w . Zob.: H . Delahaye, Les Saints Stylites,
„Subsidia
Hagiographica", X I V , Bruxelles — Paris 1923; t a k ż e :
J. K ł o c z o w s k i , Wspólnoty..., dz. cyt. s. 60; t a k ż e , A.S.
A t i y a , Historia
Kościołów...,
dz. cyt., s. 161
Zob.: Żywoty
Ojców, dz. cyt., s. 113
Cyt. za: J. K ł o c z o w s k i ,
Wspólnoty...,
dz. cyt.
s. 148
Analogiczne (w p e w n y m sensie) poglądy na w a r ­
tość natury o d n a l e ź ć m o ż n a w dziełach J.J. Rousseau.
U w a ż a ł on, że natura — pojmowana jako stan pier­
wotny — jest najdoskonalsza. Rousseau w i e l b i ą c n a t u r ę ,
r ó w n o c z e ś n i e p o t ę p i a k u l t u r ę . „Wszystko jest dobre, gdy
wychodzi z r ą k b t w ó r c y , wszystko się paczy w r ę k a c h
c z ł o w i e k a " . (Na marginesie dodajmy, że stworzona m u
przez przyjaciół siedziba, nazwana została Eremitage).
Zob.: W. Tatarkiewicz, Historia filozofii,
Warszawa 1959,
s. 207 n.
N i e k t ó r z y Ojcowie Kościoła t r a k t u j ą jako przed­
c h r z e ś c i j a ń s k i c h ś w i ę t y c h m.in. Sokratesa, Platona i
Senekę.
R. Przybylski, K u b r a k pośmiewiska,
„ Z n a k " 310,
k w i e c i e ń (4) 1980, s. 442
Żywoty
Ojców, s. 841
3 0

4 0

4 1

4 2

4 3

4 4

4 5

4 6

4 7

4 8

4 9

5 0

5 1

5 2

5 3

5 4

5 5

5 6

5 7

5 8

5 9

6 0

6 1

62

149

�6 3

M o t y w ten r o z w i j a j ą iiczne pisma apokryficzne
(m.in. ewangelie). Zob.: „ Z n a k " 275, maj (5) 1977, s.
555 n .
R. Barthes, Mit i znak, dz. cyt., s. 49
Zob.: J. P t a ś n i k , Kultura
wieków
średnich,
War­
szawa 1925, s. 37
Zob.: J. K ł o c z o w s k i , Wspólnoty...,
dz. cyt., s. 59,
184 et passim, t a k ż e : T. Manteuffel, Zakony..., dz. cyt.,
s. 14; t a k ż e : J. Wierusz K o w a l s k i , Monastycyzm
wczes­
nochrześcijański
[ w : j Katolicyzm s t a r o ż y t n y , Warszawa
1969, s. 372 n.
Nie zgadzam się z tezami D. Savramisa w tej
k w e s t i i . Por.: tegoż, dz. cyt., s. 10 п., 81, 90 et passim.
6 4

6 5

6 6

6 7

6 8

Zob.: J. K ł o c z o w s k i , Wspólnoty...,
dz. cyt., s. 49,
53; t a k ż e : J. Wierusz K o w a l s k i , Monastycyzm
wczesno­
chrześcijański,
dz. cyt., s. 370 п.; t a k ż e : M . Simon,
Cywilizacja...,
dz. cyt., s. 360 n .
M . Bachtin, Problemy..., dz. cyt., s. 356
Grzegorz z Nyssy, Wybór
Pism, Warszawa 1963,
s. 228
Ciekawe b y ł o b y p o r ó w n a n i e koncepcji n i e k t ó r y c h
sekt gnostyckich (np. a d a m i t ó w ) i pewnych p o g l ą d ó w
heretyckich z I I I i I V stulecia, z fenomenem anacho­
retyzmu. N i e w ą t p l i w i e istniało między n i m i wiele ele­
m e n t ó w w s p ó l n y c h , niemniej jednak anachoreci ucho­
dzili od p o c z ą t k u za w i e l k i c h w r o g ó w h e r e t y k ó w . Por.
Żywoty
Ojców, dz. cyt., s. 743 et passim.
6 9

7 0

7 1

Fot.: Z. Zagajewski
Wszystkie

reprodukowane

ryciny

pochodzą

z dzieła

Solitude.

J . i R. Sadelerów, Wenecja 1600

1
I I . 1. Brat Urban, franciszkanin o p i e k u j ą c y się (w okresie od maja do ś w . Michała) „Puszczą bł. Ja­
na z D u k l i " . I I . 2. Sw. Andrzej Ś w i e r a d . Zaostrzone p r ę t y m a j ą r a n i ć z n u ż o n e snem ciało, podob­
nie — zawieszone nad g ł o w ą kamienie
150

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8600" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8579">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/9fe95a2c6770a4854e764d3422d12762.pdf</src>
        <authentication>636c27442a97274947ae101f55c1e712</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102717">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3371</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102718">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102719">
                <text>1983</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102720">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3159</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102721">
                <text>Twórcy ludowi w świetle swoich pamiętników / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1983 t.37 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102722">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1983 t.37 z.3-4, s.199-213</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102724">
                <text>Woźniakowa, Maria</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102726">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102728">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102730">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102739">
                <text>Maria Woźniakowa

TWÓRCY LUDOWI W ŚWIETLE SWOICH PAMIĘTNIKÓW
PAMIĘTNIKI TWÓRCÓW LUDOWYCH JAKO ŹRÓDŁO
W styczniu 1974 r o k u rozpisany został konkurs na
p a m i ę t n i k i t w ó r c ó w l u d o w y c h pod h a s ł e m „Moja droga
dc twórczości". Organizatorami b y l i : Towarzystwo Pam i ę t n i k a r s t w a Polskiego i Z w i ą z e k Spółdzielni R ę k o ­
dzieła Ludowego i Artystycznego „ C e p e l i a " przy w s p ó ł ­
udziale M i n i s t e r s t w a K u l t u r y i Sztuki oraz Stowarzy­
szenia T w ó r c ó w L u d o w y c h .
K o n k u r s m i a ł p r z y n i e ś ć v. efekcie „ m a t e r i a ł y ź r ó d ­
łowe obrazujące sylwetki
osobowościowe
ludowych
a r t y s t ó w , koleje ich życia, drogi w i o d ą c e do twórczości
oraz bogactwo, potrzeby i r ó ż n o r o d n o ś ć sztuki ludo­
w e j " . N a p ł y n ę ł o 280 prac od t w ó r c ó w ludowych z cze­
go przejrzanych zostało 257 p a m i ę t n i k ó w o b e j m u j ą c y c h
niemal wszystkie dziedziny twórczości. Najliczniej
re­
prezentowana b y ł a r z e ź b a (79 p a m i ę t n i k ó w ) , plastyka
o b r z ę d o w a (30), haft (30), tkactwo (26), garncarstwo (20),
koronka (11); inne dziedziny były mniej liczne: ma­
larstwo (poza I w ó r c a m i ł ą c z ą c y m i malarstwo i rzeźbę
8 p a m i ę t n i k ó w ) , malarstwo na porcelanie (5), zabawkarstwo i snycerka (4), elementy s t r o j ó w l u d o w y c h (3),
plecionkarstwo (6), galanteria s k ó r z a n a (1). Nie brano
pod u w a g ę 12 p a m i ę t n i k ó w pisarzy i p o e t ó w , ani osób
z a j m u j ą c y c h się k o r z e n i o p l a s t y k ą , b e t o n o p l a s t y k ą i t p .
W sumie w t y m opracowaniu wykorzystano 152
p a m i ę t n i k i w mniejszym lub w i ę k s z y m stopniu odpo­
w i a d a j ą c e celom konkursu, tzn. p r z e d s t a w i a j ą c e koleje
życia, d r o g ę do twórczości, w a r u n k i pracy t w ó r c z e j itp.
P a m i ę t n i k i t w ó r c ó w n a d e s ł a n e na konkurs stano­
wią bogaty, ale bardzo niejednolity m a t e r i a ł . Objętość
ich waha się od jednej do k i l k u d z i e s i ę c i u stron. M n i e j
w i ę c e j p o ł o w a zawiera k r ó t k i , lub tylko t r o c h ę posze­
rzony życiorys, a n i e k t ó r e pisane były nawet w formie
podania o przychylne p o t r a k t o w a n i e (czego? twórczości
czy p a m i ę t n i k a ? ) , co ś w i a d c z y с niezrozumieniu celów
konkursu.
Poziom l i t e r a c k i p a m i ę t n i k ó w , swoboda w y p o w i e ­
dzi, u z a l e ż n i o n e są od poziomu wiedzy, „ o b y c i a " pa­
m i ę t n i k a r z a , co nie musi wcale p o z o s t a w a ć w z w i ą z k u
z w a r t o ś c i ą p a m i ę t n i k a jako źródła. Z n a n i i cenieni
s k ą d i n ą d t w ó r c y l u d o w i często nie u m i e j ą i n t e r e s u j ą c o
p i s a ć o swojej twórczości, co trafnie ilustruje wypo­
w i e d ź Wincentego Krajewskiego, p o d s u m o w u j ą c a jego
zwierzenia: „na t y m kończę swój z b ł ę d a m i k r ó t k i ży­
ciowy m a ł y p a m i ę t n i k , p i s a ć nie umiem, ale za to r z e ź ­
b i ć " . (166, w.k.).
N i e k t ó r e p a m i ę t n i k i r o b i ą w r a ż e n i e , j a k gdyby p i ­
sane były r ó w n o c z e ś n i e przez k i l k a osób lub na zasaczie wypracowania szkolnego: „pokaż jak to napisa­
łeś, to odpiszę od ciebie". Odnosi się to głównie do pa­
m i ę t n i k ó w hafciarek i k o r o n k a r e k Zawarte w nich i n ­
formacje i s f o r m u ł o w a n i a są p r a w i e identyczne.
Trudno natomiast s t w i e r d z i ć z c a ł y m przekonaniem,
k t ó r e z ciekawszych p a m i ę t n i k ó w
zawierają
własne,
(..-yginalne p r z e m y ś l e n i a i sądy t w ó r c ó w , a k t ó r e p o w ­
t a r z a j ą z a s ł y s z a n e lub przeczytane przez autora t w i e r ­
dzenia m e c e n a s ó w , z n a w c ó w sztuki i t p . C y t u j ą c te w y ­
powiedzi w y c h o d z ę z założenia, że jeśli autor p a m i ę t ­
nik? podaje je jako w ł a s n e , jest przekonany o ich s ł u s z ­
ności.
T

1

W w i e l u p a m i ę t n i k a c h znaleźć m o ż n a szczegółowy
cp:s techniki procesu t w ó r c z e g o , t e m a t y k i prac, h i s t o r i ę
reprezentowanej przez p a m i ę t n i k a r z a dziedziny t w ó r ­
czości we wsi i okolicy.
Niektóre
zawierają
także
wspomnienia o p i s u j ą c e obyczaje, c b r z ę d y doroczne, wa­
r u n k i życia na wsi w dzieciństwie p a m i ę t n i k a r z a , w i a ­
domości dotyczące medycyny ludowej, f o l k l o r u i l i t e r a ­
tury, a t a k ż e p r z e ż y c i a wojenne T y m i ostatnimi za­
gadnieniami nie b ę d ę się tu z a j m o w a ć .
Celem tej pracy jest p r ó b a zarysowania sylwetek
t w ó r c ó w , charakterystyka ich drogi do twórczości, k o n ­
t a k t ó w z w ł a s n y m ś r o d o w i s k i e m i odbiorcami prac,
charakteru twórczości oraz przedstawienia opinii t w ó r ­
ców o w s p ó ł p r a c y z „ C e p e l i ą " i i n n y m i mecenasami l u ­
dowej twórczości, w a r u n k a c h pracy t w ó r c z e j i t r u d n o ś ­
ciach z nią z w i ą z a n y c h , o p i n i i o pracy k o m i s j i k o n ­
kursowych, w p ł y w i e o d b i o r c ó w na charakter twórczości,
perspektywach rozwojowych sztuki ludowej, szkoleniu
m ł o d y c h kadr.
W i ę k s z o ś ć p a m i ę t n i k ó w zawiera ciekawe i d a j ą c e
się p o r ó w n a ć m a t e r i a ł y d o t y c z ą c e losów t w ó r c ó w i ich
drogi do twórczości. Analiza tych m a t e r i a ł ó w w e d ł u g
jednolitego kwestionariusza p o z w o l i ł a na uchwycenie
pewnych p r a w i d ł o w o ś c i i specyfiki poszczególnych grup
współczesnych twórców ludowych.
l/znano za istotne i p r z y j ę t o za p o d s t a w ę p o r ó w n a n i a
następujące czynniki:
a — wiek, w j a k i m t w ó r c a z e t k n ą ł się ze swoją dzie­
dziną;
1: — motywy podjęcia t w ó r c z o ś c i ;
с — czas, miejsce, okoliczności n a u k i ;
cl — stosunek rodziny i w ł a s n e g o ś r o d o w i s k a do t w ó r ­
cy i uprawianej przez niego dziedziny twórczości
(a także zmiany tego stosunku i ich przyczyny);
e — s a m o o k r e ś l e n i e t w ó r c y i jego ocena w ł a s n e j t w ó r ­
czości;
f — zbyt w y r o b ó w , odbiorcy. Zmiany w t y m zakresie
i ich przyczyny.
P o r ó w n a n i e m a t e r i a ł ó w u p o r z ą d k o w a n y c h wg. po­
w y ż s z y c h k r y t e r i ó w pozwoliło na w y r ó ż n i e n i e k i l k u od­
r ę b n y c h grup p a m i ę t n i k a r z y r e p r e z e n t u j ą c y c h
różne
d;iedziny t w ó r c z o ś c i :

2

1. Tkactwo, haft, koronka (deuej
stosuję
określenie
rękodzieło) — 49 p a m i ę t n i k ó w ;
.2. Garncarstwo (19 p a m i ę t n i k ó w ) ;
3. Plastyka
obrzędowa
(wycinanki,
pisanki, palmy,
k w i a t y , r e k w i z y t y o b r z ę d o w e — 24 p a m i ę t n i k i ) ;
4. T w ó r c z o ś ć i n d y w i d u a l n a (rzeźba, malarstwo, g r a f i ­
ka — 60 p a m i ę t n i k ó w ) .

Twórca ludowy we w ł a s n y m środowisku
i wobec nowego odbiorcy
Wyraźne prawidłowości
dostrzec m o ż n a
czas i m o t y w y rozpoczęcia pracy t w ó r c z e j .

badając

1.99

I

�Garncarze rozpoczynali p r a c ę we wczesnej m ł o ­
dości, zazwyczaj po u k o ń c z e n i u 14—15 lat, pod k i e r u n ­
kiem ojca, krewnego lub też oddawani b y l i do t e r m i n u
w n a j b l i ż s z y m s ą s i e d z t w i e . Tradycja rodzinna jest t u
n a j c z ę s t s z y m m o t y w e m rozpoczęcia pracy w zawodzie,
choć w a r u n k i materialne o d g r y w a ł y n i e b a g a t e l n ą rolę.
W i ę k s z o ś ć garncarzy pochodzi z rodzin wielodzietnych
i małorolnych.
Podobnie przedstawia się droga do twórczości w

r ę k o d z i e l e . Z 45 wypowiedzi tkaczek, hafciarek, k o r o n karek 62% odziedziczyło swojo u m i e j ę t n o ś c i po k r e w ­
nych, 47*/o jako źródło swoich umiejętności wymienia
t r a d y c j ę l o k a l n ą i aż 55% u z n a ł o k o n i e c z n o ś ć zarobko­
wania jako podstawowy bodziec do podjęcia pracy r ę k o ­
dzielniczej. Jedna z hafciarek wprost stwierdza:
,.bo mama m ó w i ł a : r ó b dziecko, to jak nie będziesz
r o b i ł a , to nie będziesz j a d ł a . " (25, L.M.).

Wiek pamiętnikarzy
Grupa
wytwórczości

Ilośó
wypo­
wiedzi

M

К

Poniżej
30 lat

30—50

50—70

Powyżej ;
70
.. .

19
49

17
3

2
46

2

3
9

10
23

4
7

24

2

22

1

7

9

3

60

58

2

24

24

14

152

80

72

7

43

56

Garncarze
Rękodzieło
Plastyka
obrzędowa
Twórczośó
indywidualna
Ogółem

j

j
8
22

J
j

Wykształcenie pamiętnikarzy
Wykształcenie
Grupa
wytwórczości

ilośó wypowie­
dzi

średnie,
zawodowe

Garncarstwo

18

3

Rękodzieło
Plastyka obrzę­
dowa
Twórczośó indy­
widualna

39

34

14

11

47

34

13

118

82

36

Ogółem

36 osób pisze o t r u d n y c h w a r u n k a c h b y t o w y c h w
j a k i c h rozpoczynali p r a c ę t w ó r c z ą W parze z koniecz­
nością zarobkowania idzie j e d n a k ż e z a m i ł o w a n i e do
prac r ę c z n y c h , co najlepiej ilustruje wspomnienie zna­
nej hafciarki M a r i i Szewczykowej:
„Wtedy byłam małą dziewczynką p r z y p a t r y w a ł a m
się pracy moich hafciarek (matki i babki). M n i e
to bardzo p a s j o n o w a ł o ten autentyzm r o ś l i n n y ,
k ł a d z i o n y na materiale. A ż e b y moje hafciarki nie
o d p y c h a ł y mnie d o p o m a g a ł a m i m n a w l e k a j ą c po­
c z ą t k o w o n i c i do igły. Tak się zaczęła moja t w ó r ­
cza praca haftu kujawskiego. N a s t ę p n a faza to
k a w a ł e k p ł ó t n a , igła, n i c i i p o c z ą t k i haftu. M a m a
zaczęła m i u d z i e l a ć
wskazówek.
Chciałam jak
n a j p r ę d z e j n a u c z y ć się h a f t o w a ć , żeby pomóc ma­
mie (...) Babcia mnie p o c h w a l i ł a (...) I tak babcia
powiedziała, że trzeba jej w y r y s o w a ć coś na p ł ó t ­
nie niech się w p r a w i a . Ja w ó w c z a s m i a ł a m 9 lat".
(151, M.S.).
200

podstawowe
lub niepełne

15
(nauka rzemio­
sła)
5
3

Nie wszystkie hafciarki m i a ł y tak dobry start do zawedu j a k w c y t o w a n y m fragmencie. Na K u r p i a c h t r u d ­
ne w a r u n k i życia z m u s z a j ą c e do szukania dodatkowych
z a r o b k ó w p o w o d o w a ł y k o n k u r e n c j ę w ś r ó d hafciarek, o
czym wspomina kilka, p a m i ę t n i k s r e k z tego terenu,
a m.in. K.C. (206):
„ p o n i e w a ż w tych latach p o w a ż n i e o d c z u w a ł o się
brak pracy zarobkowej poza r o l n i c t w e m , dlatego
też te osoby, k t ó r e p o t r a f i ł y w y k o n y w a ć hafty
r ę c z n e n i e c h ę t n i e p o k a z y w a ł y i n n y m (...). Wyszy­
w a ł a m w e d ł u g w ł a s n e g o rozeznania, w i d z ą c je
(hafty na chustkach — M.W.) u kobiet n o s z ą c y c h
na g ł o w a c h " .

R ę k o d z i e ł e m z a c z y n a ł y się p a r a ć d z i e w c z ę t a w c z e ś n i e .
Na 45 o s ó b w s p o m i n a j ą c y c h o p o c z ą t k a c h swojej t w ó r ­
czości 30 rozpoczęło p r a c ę w d z i e c i ń s t w i e (tzn. przed
14 r o k i e m życia) i 18 we wczesnej m ł o d o ś c i .

�Z u p e ł n i e inaczej przedstawia się sprawa m o t y w a c j i
i źródeł u m i e j ę t n o ś c i t w ó r c z y c h u r z e ź b i a r z y i malarzy,
a częściowo t a k ż e — w plastyce o b r z ę d o w e j .
Plastyka o b r z ę d o w a , z r a c j i głębokiego z w i ą z k u
z t r a d y c j ą r e g i o n a l n ą m o g ł a b y znaleźć się w grupie
r ę k o d z i e ł a ludowego, j e d n a k ż e w trakcie opracowania
źródeł okazało się, że pod p e w n y m i w z g l ę d a m i bliż­
sza jest charakterem twórczości i n d y w i d u a l n e j , niż inne
rodzaje r ę k o d z i e ł a . O ile w r ę k o d z i e l e i r z e m i o ś l e czas
rozpoczęcia twórczości p r z y p a d a ł w y ł ą c z n i e na okres
d z i e c i ń s t w a lub wczesnej młodości, o tyle w plastyce
o b r z ę d o w e j na 24 w y p o w i e d z i 5 kobiet rozpoczęło to
zajęcie w w i e k u d o j r z a ł y m (p) zamążpójściu), a w a ­
r u n k i bytowe nie o d g r y w a ł y tak w i e l k i e j r o l i j a k w
r ę k o d z i e l e (na 17 w y p o w i e d z i 8 określiło swoje w a ­
r u n k i bytowe jako trudne, 9 jako nie m a j ą c e znaczenia
dla podjęcia twórczości). W i ę k s z ą też rolę odgrywa
u pisankarek, w y c i n a n k a r e k
i t d . potrzeba
twórcza:
„(....) Codzienne o b o w i ą z k i stały się dla mnie c i ę ż a r e m .
Raz w r o k u o ż y w i a ł a m się z a s i a d a j ą c do robienia pisa­
nek (...) Po z a k o ń c z e n i u robienia pisanek czas zaczął
się dłużyć, a zajęcia domowe u w a ż a ł a m za dopust
Boży. P o s t a n o w i ł a m r o b i ć pisanki na sprzedaż. Chcia­
ł a m p o p r a w i ć s y t u a c j ę m a t e r i a l n ą i j e d n o c z e ś n i e przed­
ł u ż y ć okres ich pisania". (126, O.S.),
W t w ó r c z o ś c i i n d y w i d u a l n e j na 57 w y p o w i e d z i pot r i e b a tworzenia stanowi w 93°/o p r z y p a d k ó w podsta­
w o w y bodziec rozpoczęcia twórczości, co nie znaczy,
że sytuacja materialna (21°/o) craz tradycja rodzinna
(28"/o) nie odgrywa t u pewnej r o l i . O t r a d y c j i wiosko­
wej w s p o m i n a j ą zazwyczaj p a m i ę t n i k a r z e , k t ó r z y s w ą
t w ó r c z o ś ć rozpoczynali od zabawek, r e k w i z y t ó w o b r z ę ­
dowych, szopek (5 wypowiedzi!, natomiast wspomniana
t u tradycja rodzinna nie oznacza, jak w r ę k o d z i e l e ,
b e z p o ś r e d n i e j k o n t y n u a c j i zajęcia wykonywanego przez
r o d z i c ó w , lecz raczej dotyczy obeznania z surowcem,
t e c h n i k ą o b r ó b k i drewna i t p . (ojciec stolarz, bednarz,
zabawkarz).
Droga do t w ó r c z o ś c i r z e ź b i ą : zy i malarzy jest tak
r ó ż n o r o d n a , że trudno sprawy t t z a w r z e ć w j e d n y m
zdaniu. W ś r ó d 60 w y p o w i e d z i p a m i ę t n i k a r z y , w dzie­
c i ń s t w i e rozpoczęło p r a c ę 20 osób, a we wczesnej m ł o ­
dości 23 t w ó r c ó w . P o z o s t a ł y c a 11 zaczęło rzeźbić, ma­
l o w a ć w w i e k u d o j r z a ł y m . W i e l u pisze o dziecinnym
struganiu f i g u r e k na pastwisku, t r a k t u j ą c je jako
pierwszy kontakt z r z e ź b ą .
Dla w i e l u p a m i ę t n i k a r z y b o w i e m b o d ź c e m b y ł y
s'lne p r z e ż y c i a psychiczne, z w i ą z a n e z k o n k r e t n y m w y ­
darzeniem (śmierć bliskiej osoby, wojna, spotkanie z
f a s c y n u j ą c y m a r t y s t ą czy d z i e ł e m sztuki) b ą d ź z w a ­
r u n k a m i życia t w ó r c y , r o d z ą c y m i poczucie k r z y w d y ,
wyobcowania ze ś r o d o w i s k a ( n r z e w l e k ł a choroba, k a ­
lectwo, nędza, brak rodziny).
W
tych
przypadkach
t w ó r c z o ś ć p e ł n i rolę k o m p e n s a c y j n ą , rodzi się z silnej
potrzeby w y r a ż e n i a swoich d o z n a ń . Dla innych t w ó r ­
czość zaczyna się od ś w i a d o m e j p r ó b y w y w o ł a n e j p r o ­
gramem w telewizji, a r t y k u ł e m w gazecie, n a m o w ą
„ a n i m a t o r a " — kogoś i n t e r e s u j ą c e g o się s z t u k ą ludo­
w ą , pracownika domu k u l t u r y i t p .
Na 49 w y p o w i e d z i d o t y c z ą c y c h problemu m o t y ­
w a c j i t w ó r c z e j , w 18 w y m i e n i a się jako p r z e ł o m o w e
wydarzenie p r z e ż y c i a osobiste; w 12 przypadkach decy­
d u j ą c y okazał się kontakt z i n n y m t w ó r c ą lub dziełem.
K o n t a k t z domem k u l t u r y , muzeum, „ a n i m a t o r e m " oka­
zał się istotny w 40 przypadkach, zaś z e t k n i ę c i e się
z w y t w o r a m i l u b w i a d o m o ś c i a m i o konkursie w ś r o d ­
kach masowego przekazu w 9.
Zdaję sobie s p r a w ę , iż podane w ten sposób suche
informacje nie w y c z e r p u j ą bogaciwa m o t y w ó w i b o d ź ­
ców t w ó r c z y c h , stąd też oddaję głos p a m i ę t n i k a r z o m :

„Dziś zdaję sobie s p r a w ę , że b y ł a to j a k a ś dzie­
cinna z a z d r o ś ć do dzieci, k t ó r e nie b y ł y g ł o d n e ,
nie b y ł y bezdomne, m i a ł y się lepiej w co u b r a ć
i to m n i e odciągało od ich w e s o ł o ś c i " . (145, W.D.).
„ O d p o c z y n k i e m od koszmaru mojej c o d z i e n n o ś c i
(był m ó j w ł a s n y ś w i a t m a r z e ń i t ę s k n o t zamiesz­
czony w kolorowe m a l u n k i k w i a t ó w , z w i e r z ą t ,
ludzi i k r a j o b r a z ó w " (bieda w domu, w szkole
niesprawiedliwe oceny — M.W., (153, M.K.).
„Chodząc j u ż do szkoły z a c z ą ł e m w szkole i w
domu w y s t r u g i w a ć coś n o ż y k i e m z drzewa l i p o ­
wego, g ł ó w k i k a r z e ł k ó w i f i g u r k i k o l ę d n i k ó w do
szopki (...). W oknie domu Jakuba Juszczyka zo­
b a c z y ł e m w y r z e ź b i o n e przez niego r ó ż n e f i g u r k i
i(...) Strasznie w z r o s ł a we mnie chęć a ż e b y uczyć
się coś takiego r o b i ć i m ó w i ł e m do m a t k i zaraz,
że j a b y m poszedł do tego r z e ź b i a r z a się uczyć,
a matka m i o d p o w i e d z i a ł a , że jego t u nie ma, on
r z e ź b i daleko po świecie ś w i ę t y c h do kościołów,
p o m n i k i w Warszawie (...) Smutna była dla mnie
ta o d p o w i e d ź , ale r o b i ł e m od tego dnia moje dro­
biazgi z jeszcze w i ę k s z y m z a p a ł e m , ale n i k t się
m o j ą r o b o t ą nie i n t e r e s o w a ł i n i k t m i nie doda­
w a ł z a p a ł u i nie z a c h ę c a ł do tej roboty (...) s ą ­
siad (...) zawsze złośliwie szydził po co to r o b i ę
j a k nic z tego nie b ę d ę m i a ł " . (213, A.Z.).
„ Z a i n t e r e s o w a n i e t y m k i e r u n k i e m twórczości m i a ­
ł e m od dziecka. O g l ą d a ł e m prace nieżyjącego już
r z e ź b i a r z a Konstantego Chojnowskiego. Proste l u ­
d z i k i i inne f i g u r k i w y r z y n a ł e m z drewna scyzo­
r y k i e m . Po wojnie, kiedy p o w s t a ł o w i ę k s z e za­
interesowanie w k r a j u s z t u k ą l u d o w ą , kiedy w
gazetach, w radio i telewizji b y ł y opisy prac
niezliczonych w ó w c z a s t w ó r c ó w p o s t a n o w i ł e m po­
p r a c o w a ć w tej dziedzinie z czego jestem dziś za­
dowolony". (69, W.K.).
„Najczęściej p a t r z y ł e m na k r z y ż stojący na na­
szym polu, figura Chrysi;usa b y ł a tak p i ę k n a , że
z a c h ę c a ł a mnie do strugania Wystrugany Chrys­
tus nie p r z y p o m i n a ł r z e ź b y na k r z y ż u i dlatego
z a p r z e s t a ł e m strugania (...) (Po latach wojennej
zawieruchy autor mar.iy o powrocie do k r a j u ,
M.W.) I t u zrodziła się m y ś l postanowienia sobie,
że gdy w r ó c ę szczęśliwie do domu, to w zamian
w y r z e ź b i ę ś w i ą t k a " . (243, A.S.).
„ N i e j e d n o k r o t n i e b r a ł e m je (świątki z p r z y d r o ż ­
nych kapliczek — M.W.) do r ę k i , o g l ą d a ł e m i
w k ł a d a ł e m z powrotem. C h c i a ł e m je t a k ż e r z e ź ­
bić. To urzeczenie tych prostych ś w i ą t k ó w , d ł u ­
banych w k a w a ł k u lipowego drewna p o z o s t a ł o we
mnie do dziś". (158, B.S.).
„Podczas w o j n y p a r t y z a n porucznik m ó w i ł m i
(...) ż e b y m tej roboty mojej nie p o r z u c i ł (...), że
b ę d z i e lepiej i że doczekam takiego czasu, że b ę d ę
mógł r o b i ć f i g u r k i i za p i e n i ą d z e , a nie za dar­
mo. I znów przez tego człowieka zostałem na
nowo z a c h ę c o n y (...). Wnet m i n ę ł y te lata nie­
korzystne i dziś w trzydziestolecie Polski Ludowej
p o s t a w i ł e m nowy dom i p r a c o w n i ę ,
złożyłem
egzamin czeladniczy, z a r e j e s t r o w a ł e m się, należę
do cechu i jestem już legalnym r z e m i e ś l n i k i e m " .
(213, A.Z.).
„ S p o t k a ł e m w gazecie zdjęcie r z e ź b y ludowej (...)
i to m i u t k w i ł o w oku. P o s t a n o w i ł e m zaraz s p r ó ­
b o w a ć . P o c z ą t k i b y ł y oczywiście k r w a w e , bo nóż
często z a h a m o w a ł o palec. M i m o tego r z e ź b a bar­
dziej m i o d p o w i a d a ł a , gdyż m o g ł e m wszystko r o ­
bić w e d ł u g w ł a s n e g o gu.itu, w korzeniach to się
t y l k u nieznacznie poprawia n a t u r ę " . (114, S.C.).
„Gdy p r a c o w a ł e m w Warszawie, w i d z i a ł e m rzeźby

201
I

�i tak sobie m y ś l ę — ja bym to zrobił ale czy to
k u p i ą (...) Pewnego
razu
przyjechał
szwagier
Wierzchowski, w i ę c go pytam o tych rzeźbach,
a on m i m ó w i , że on to r o b i i sprzedaje „Cepelii",
Desie i on m i dał adres i p o w i e d z i a ł : masz t a k ą
zdolność, to potrafisz robić takie rzeźby". (92
M.A.).
„A rzeźbić (w 69 r o k u życia — M.W.) to z a c z ą ł e m
od tego czasu jak u nas w Janowie b y ł y D n i
K u l t u r y i O ś w i a t y i na p r z e m ó w i e n i u słyszałem,
że tow. E d w a r d Gierek interesuje się rzeźbą l u ­
d o w ą i że k a z a ł położyć w i ę k s z y nacisk na roz­
wój k u l t u r y i sztuki ludowej. No i ja od tego
czasu n a b r a ł e m chęci tak mnie to r u s z y ł o , że
p a ń s t w o interesuje się r z e ź b ą l u d o w ą , że z a c z ą ­
ł e m t r o c h ę rzeźbić". (157, P.J.).
Przytoczone t u u r y w k i p a m i ę t n i k ó w dotyczą p i e r w ­
szego okresu twórczości, o p s u j ą wydarzenia b ę d ą c e
jakby
kamieniem
w ę g i e l n y m drogi t w ó r c z e j , k t ó r e j
szczegółowym o m ó w i e n i e m zajmę się w dalszej części
pracy.
W w y p a d k u garncarstwa trudne jest bliżej o k r e ś l i ć
stosunek ś r o d o w i s k a wiejskiego do tego zajęcia, gdyż
garncarze prawie nie w s p o m i n a j ą o t y m w p a m i ę t n i ­
kach, n a d m i e n i a j ą c co n a j w y ż e j k r ó t k o : „ludzie kupo­
w a l i " . Jeden tylko z p a m i ę t n i k a z y (z M e d y n i G ł o g o w ­
skiej) wspomina o z a z d r o ś c i starych garncarzy w sto­
sunku do niego, gdyż z a t r u d n i ł przy w y r o b i e n a c z y ń
całą r o d z i n ę , u s p r a w n i a j ą c proces w y t w ó r c z y .
;

r

O stosunku rodziny do zajęcia garncarskiego wspon r n a 9 p a m i ę t n i k a r z y i w 8 wypadkach
synowie
w s p ó ł d z i a ł a j ą z garncarzem w jego pracy, jeden tylko
narzeka na brak zainteresowania r z e m i o s ł e m ze strony
dzieci.
R ę k o d z i e ł o i plastyka o b r z ę d o w a były powszechnie
w opinii wioskowej oceniane pozytywnie (32 z 34 w y ­
powiedzi i 18 z 20 wypowiedzi). Tkaczki, hafciarski, kor o n k a r k i , pisankarki, traktowane b y ł y przez w ł a s n e
ś r o d o w i s k o jako specjalistki w г п а п у с п i i n n y m kob etom zajęciach i często zarniwiano u nich w y r o b y .
Jedynym w y j ą t k i e m od tej r e g u ł y jest stosunek
ś r o d o w i s k a wiejskiego do zawodu tkacza, p o c h o d z ą c e g o
ze wsi zamieszkanej przed w o j n ą przez ludność u k r a i ń ­
ską. Tkacz ten kontynuuje w innej już wsi p o w i a t u
hrubieszowskiego odziedziczony po ojcu zawód, w y k o ­
n u j ą c dywany w e d ł u g starych unikalnych w z o r ó w „ p a ń ­
skich i d w o r s k i c h " i nie icst pozytywnie oceniany
p'-zez ś r o d o w i s k o wiejskie, co sam sobie z r e s z t ą p r ó b u ­
je w y j a ś n i ć :
„Ożeniłem się (...) ż o n a p o m a g a ł a m i w pracy w
gospodarstwie jak też w t k a n i u . Zaczęło nam się
p o w o d z i ć lepiej. W i d z ą c to ludzie z otoczenia za­
częli w y ś m i e w a ć się z nas, że oboje z żoną r o ­
bimy p i e n i ą d z e na owczych ogonach, gdyż nie
doceniano w a r t o ś c i sztuki ludowej (...) M a r t w i
mnie, a j e d n o c z e ś n i e d z i w i fakt, że nie z n a j d u j ę
w ś r o d o w i s k u w k t ó r y m mieszkam i z k t ó r e g o
się w y w o d z ę c h ę t n y c h d : k o n t y n u o w a n i a i upow­
szechniania sztuki ludowej. Być m o ż e p r z y c z y n ą
tego jest w y b i t n i e rolniczy charakter naszego po­
w i a t u , gdzie dba się o w y d a j n o ś ć z hektara d ó b r
konsumpcyjnych, a w y d a j n o ś ć p o ż y t k u dla ducha
o d k ł a d a się na później (...) Są u nas w Polsce
regiony gdzie s z t u k ę l u d o w ą u w a ż a się za zaję­
cie b e z p o ż y t e c z n e dla kogokolwiek i t w ó r c y są
przez otoczenie t r a k t o w a l i , jako j a c y ś maniacy,
którzy niepotrzebnie t a c ą czas na n i k o m u nie­
potrzebne d ł u b a n i n y . W y r a ź n y m tego p r z y k ł a d e m
r

202

jest nasz region hrubieszowski, gdzie t w ó r c ó w
ludowych m o ż n a policzyć d o s ł o w n i e na palcach
jednej r ę k i " . (195, Cz.R.I.
Ten gorzki ton towarzyszy c a ł e m u p a m i ę t n i k o w i , a ów
tkacz jest charakterystycznym p r z y k ł a d e m b r a k u akcep­
tacji d z i a ł a l n o ś c i t w ó r c z e j nie w y w o d z ą c e j się z m i e j ­
scowych tradycji.
K l i m a t b r a k u akceptacji ś r o d o w i s k a wiejskiego to­
warzyszy większości p o c z y n a ń t w ó r c z y c h
rzeźbiarzy.
Dopiero uzyskanie powodzenia i s p r z e d a ż prac poza
w ł a s n y m ś r o d o w i s k i e m zmienia częściowo to nastawie­
nie, ale o t y m b ę d z i e jeszcze mowa.
Na 36 wypowiedzi ś r o d o w i s k o wiejskie odnosiło
się n i e c h ę t n i e do t w ó r c y i jego dzieł w 20 wypadkach,
pozytywnie w 15; rodzina natomiast częściej (choć nie
zawsze) a k c e p t o w a ł a pierwsze k r o k i t w ó r c z e (na 29 w y ­
powiedzi 20 przy 8 nie a p r o b u j ą c y c h twórczości i 4
o b o j ę t n y c h ) . K l i m a t t o w a r z y s z ą c y pierwszym p r ó b o m
t w ó r c z y m najlepiej o d d a j ą sami p a m i ę t n i k a r z e :
„Sąsiedzi i koledzy w pracy m ó w i l i : „ ś w i r a stary
d o s t a ł " . Miejscowe otoczenie p a t r z y ł o na mnie
z p o g a r d ą i z i r o n i c z n ą litością. Zona p r z e s t a ł a
się w ogóle o d z y w a ć , w domu wieczna draka".
(140, C.S.).
„ W t e d y to (po ś m i e r c i Chojnowskiego) z a c z ą ł e m
p r a c o w a ć na odkryto i śmiało i w t e d y to spotka­
ł e m się z zawodem, zaczęli się ze mnie ś m i a ć ,
iż r z e ź b y moje są n i e k s z t a ł t n e , jedna noga g r u b ­
sza, druga cieńsza itp.". (125, M.G.).
„ P o c z ą t k o w o ludziom p o d o b a ł y się r z e ź b y , szcze­
gólnie młodzieży j a k m i e l i k a w a ł e k l i p y p r z y ­
chodzili do mnie. Potem stosunek z m i e n i ł się. (...)
niekiedy dlatego, że ludzie z a z d r o s z c z ą m i moich
u m i e j ę t n o ś c i i nie chcą s p r z e d a ć d r e w n a . To jest
taka ludzka z a w i ś ć i z a z d r o ś ć o m ó j talent (...).
M o i rodzice k r z y w o p a t r z ą na moje r z e ź b y , często
krzyczą, że nic nie r o b i ę , t y l k o b a w i ę się t y m i
„ d z i a d a m i " . M o i koledzy zaczynają mówić, że dziw a c z e j ę z t y m i „ ś w i ą t k a m i " . N i e k t ó r z y koledzy w
moim w i e k u ś m i e j ą się ze mnie, j a k niosę j a k i ś
klocek lipowy, w o ł a j ą wtedy: „hej ty k o ł k u l i p o ­
w y , bo zdechniesz przy swoich ś w i ą t k a c h ; choć
na w i n o " . (118, A.B.).
„Żona się kłóciła, sąsiedzi dziwnie na to p a t r z y l i
i pewnie też myśleli, że m a m tego kota w gło­
wie. Teraz (po z a m ó w i e n i a c h „Cepelii") rodzina
i ja j e s t e ś m y zadowoleni, bo już p a r ę groszy za­
robione i jestem j a k o ś inaczej t r a k t o w a n y . L u ­
dzie też mnie nie p o s ą d z a j ą , że u p a d ł e m na gło­
wę, tylko p o d z i w i a j ą moje zdolności". (135, S.J.).
„W okolicy ludzie zawiszczom m i , strasznie m i
zazdroszczono. Bo kto tu przyjdzie, to m ó w i : „nie
ma j a k jemu, to on siedzi, d ł u b i e se, moszżeć
ty n a t u r ę g ł u p i o m " (...) nawet m n i e meldowali, że
strasznie dużo zarabiam. M u s i a ł e k się o d s t a w i ć
do u r z ę d u finansowego dwa razy". (127, L . K . ) .
„ J a k b y ł e m na stoisku na Jesieni T a t r z a ń s k i e j
miejscowi g ó r a l e ś m i e l i się, m ó w i l i , że siedzą
w klatach jak w ZOO i tu przyszli i to w nie­
dzielę r o b i ą j a k b y w c h a ł u p i e nie m i e l i co jeść.
Obecnie w ś r o d o w i s k u jestem w ł a ś c i w i e docenia­
ny, może n i e k t ó r z y zazdroszczą, m ó w i ą , że jestem
d ł u b a k , ino głową myślę i m a m p i e n i ą d z e " . (198
„Lubań").
Działalność twórcza
m i ę t n i k a r z y dzieli się

w życiorysach
j a k gdyby na

większości pa­
dwa etapy. W

�p i e r w s z y m t w ó r c a pracuje zazwyczaj na potrzeby w ł a s ­
ne i swojego ś r o d o w i s k a (rękodzieło, r z e m i o s ł o , plasty­
ko o b r z ę d o w a ) lub też w y ł ą c z n i e dla siebie. W d r u g i m
etapie zostaje „ o d k r y t y " i zaczyna t w o r z y ć dla nowego
odbiorcy. U ż y w a m t u s f o r m u ł o w a ń „w w i ę k s z o ś c i " i
„ z a z w y c z a j " gydż p o d z i a ł ten nie dotyczy wszystkich
p a m i ę t n i k a r z y . Część t w ó r c ó w , szczególnie z m ł o d s z e ­
go pokolenia, została w c i ą g n i ę t a do pracy przez osoby
już w s p ó ł p r a c u j ą c e z r ó ż n y m i instytucjami i od p o c z ą t ­
k u rozpoczęła p r a c ę dla o k r e ś l o n e g o odbiorcy spoza
ś r o d o w i s k a wiejskiego.
P o n i e w a ż obecnie interesuje nas d z i a ł a l n o ś ć t w ó r ­
ców ludowych we w ł a s n y m ś r o d o w i s k u , d r u g ą g r u p ą
t w ó r c ó w z a j m ę się p ó ź n i e j .
Rynek z b y t u na w y r o b y r ę k o d z i e l n i c z e o g r a n i c z a ł
się zazwyczaj w pierwszym okresie do rodziny i w ł a s ­
nego ś r o d o w i s k a (z 40 w y p o w i e d z i 26 osób p r a c o w a ł o
na potrzeby swoje i wsi, a 6 w y ł ą c z n i e dla siebie),
k o r o n k a r k i i n i e k t ó r e hafciarki s p r z e d a w a ł y swoje w y ­
roby na targach i j a r m a r k a c h (15) lub też p r a c o w a ł y
na z a m ó w i e n i e d w o r u . J u ż w tyn. okresie traktowane
b y ł y jako specjalistki w s w o i m zawodzie:
„W szkołach w t y m czasie na robotach też uczyli
r ó ż n y c h takich r o b ó t e k , nic też dziwnego, że na­
sze prace były zawsze oceniane na celująco (...)
To wszystko p r z y d a ł o się żeby we wczesnym dzie­
c i ń s t w i e móc p r a c o w a ć na siebie. Były nas w t e d y
cztery, a mama p i ą t a . Pracy m i a ł y ś m y bardzo
dużo, gdyż wszystkie panny dziedziczki z okolicy
o b s t a l o w y w a ł y u nas w y p r a w y , a wiadomo, że
do w y p r a w y n a l e ż a ł o bardzo dużo bielizny p o ś ­
cielowej, koszul nocnych, dziennych, o b r u s ó w , ser­
wetek, c z e p k ó w , chusteczek. Jak w k a ż d y m za­
wodzie, tak i w naszym w y ł a n i a ł y się specjali­
zacje. K a ż d a z nas miata dla siebie u l u b i o n ą tech­
n i k ę , jedna n a j ł a d n i e j r o b i ł a pościel, inne z n ó w
serwetki s z y d e ł k o w e , mama w y k o r z y s t y w a ł a to,
trafnie i s k r z ę t n i e d y r y g o w a ł a r o b o t ą " . (57, J.S.).
Garncarze w okresie przedwojennym i zaraz po wojnie
zbywali swoje w y r o b y na targach i j a r m a r k a c h , a t a k ż e
we wsi i najbliższej okolicy sam' r o z w o ż ą c towar lub
też o d s p r z e d a j ą c cały w y p a ł handlarzom.
Pisanki, k w i a t y , palmy, w y c i n a n k i , r e k w i z y t y ob­
r z ę d o w e w y k o n y w a l i zazwyczaj t w ó r c y dla siebie i dla
w ł a s n e g o ś r o d o w i s k a nie z a j m u j ą c się s p r z e d a ż ą na
w i ę k s z ą skalę.
W r z e ź b i e — znaczna część t w ó r c ó w p r a c o w a ł a dla
siebie, k r y j ą c się ze swoim, j a k sami o k r e ś l a j ą : „ h o b ­
b y " (27 z 42 wypowiedzi) lub też o f i a r o w y w a ł a prace
znajomym, rodzinie (16), n i e i i e i i i a zaś grupa r z e ź b i a r z y
(4 osoby) w y w o d z ą c a s w ą t w ó r c z o ś ć od zabawkarstwa
z b y w a ł a swoje w y r o b y na targach.
Tak w p r z y b l i ż e n i u w y g l ą d a ł pierwszy okres dzia­
łalności t w ó r c z e j p a m i ę t n i k a r z y , do momentu p r z e ł o ­
mowego, j a k i m stało się (dla większości) odkrycie t w ó r ­
cy przez m e c e n a s ó w i generalna zmiana odbiorcy prac.
Stosunek t w ó r c ó w do w ł a s n e j pracy w i ą ż e się za­
zwyczaj z rodzajem i charakterem w s p ó ł p r a c y z no­
w y m i odbiorcami.
Wśród n o w y c h o d b i o r c ó w w y t w ó r c z o ś c i
ludowej
n a j p o w a ż n i e j s z y m jest bezsprzecznie „Cepelia". W s p ó ł ­
pracuje z n i ą 82% tkaczek, hafciarek i koronkarek,
83% osób z a j m u j ą c y c h się p l a s t y k ą o b r z ę d o w ą , 84%
garncarzy i 55% r z e ź b i a r z y . S t ą d też n a j w i ę c e j o p i n i i
i sądów dotyczących k o n t a k t ó w z nowym środowiskiem
odnosić się b ę d z i e do tej i n s t y t u c j i . W sumie ze spół­
dzielniami Z w i ą z k u „ C e p e l i a " w s p ó ł p r a c u j e na r ó ż n y c h
zasadach 109 a u t o r ó w p a m i ę t n i k ó w .

P o w a ż n y m i odbiorcami prac są t a k ż e muzea oraz
l u d n o ś ć miejska k u p u j ą c a w y r o b y ludowe na j a r m a r ­
kach, wystawach i kiermaszam, organizowanych z r ó ż ­
nych okazji przez instytucje kulturalne.
R z e ź b i a r z e , poza w y m i e n i o n y m i instytucjami, n a j ­
więcej w ł a s n y c h prac s p r z e d a j ą osobom p r y w a t n y m —
kolekcjonerom, „ m i ł o ś n i k o m sztuki ludowej", turystom,
gościom zagranicznym. P r ó c z r z e ź b i a r z y jedynie w r ę k o ­
dziele z d a r z a j ą się w y p a d k i .sprzedaży wyrobów
pry­
w a t n y m odbiorcom spoza własr,ego ś r o d o w i s k a , nato­
miast w plastyce o b r z ę d o w e j i i z e m i o ś l e są to w y p a d k i
sporadyczne.
Po r o z p o c z ę c i u pracy dla o d b i o r c ó w miejskich j e ­
dynie 7 tżaczek i hafciarek oraz 8 wycinankarek 1 p i sankarek w y k o n u j e jeszcze w y r o b y na z a m ó w i e n i e w ł a s ­
nego ś r o d o w i s k a , nieliczna grupa r z e ź b i a r z y i malarzy
zajmuje się k o n s e r w a c j ą , rzeźbi f i g u r y do kościołów,
kaplic, stacji k r z y ż o w y c h , czasem wykonuje t a k ż e po­
piersia i obrazy do szkół i ś w i e t l i c . Powodzeniem we
w ł a s n y m ś r o d o w i s k u cieszą się t a k ż e prace odrzucone
przez komisje konkursowe i. „Cepelię" — p ł a s k o r z e ź b y
wypalane na sklejce, ś w i e c z n i k i , obrazki na pniach,
ramki itp.
Generalna zmiana o d b i o r c ó w i w y k s z t a ł c e n i e no­
wego r y n k u zbytu w y w a r ł o ogromny w p ł y w na w a r u n ­
k i materialne t w ó r c ó w , charakter ich prac, stosunek r o ­
dzinnego ś r o d o w i s k a , a t a k ż e rozumienie w ł a s n e j t w ó r ­
czości. W p a m i ę t n i k a c h znajduje w y r a ź n e odbicie zde­
rzenie t r a d y c j i i potrzeb estetycznych w ł a s n e g o ś r o d o ­
wiska z wymaganiami i gustami nowych o d b i o r c ó w
prac, nawet jeżeli sądy to nie są w p e ł n i u ś w i a d o ­
mione. Zagadnienia te niejednokrotnie poruszane b y ł y
w a r t y k u ł a c h dyskusyjnych na temat tzw. „współczesnej
sztuki l u d o w e j "
p o n i e w a ż jednak nie c h c ę z a m ą c i ć
obrazu zawartego w tytule pracy. „ T w ó r c y l u d o w i w
świetle swoich p a m i ę t n i k ó w " o g r a n i c z ę się w t y m m i e j ­
scu do refleksji j a k i e n a s u w a j ą m a t e r i a ł y w n i c h za­
warte.
Większość twórców współpracujących z „Cepelią"
jest z tej pracy zadowolona. Praca dla stałego odbiorcy
stała się d o d a t k o w y m , a niekiedy g ł ó w n y m ź r ó d ł e m
dochodów, p o p r a w i ł y się w a r u n k i materialne t w ó r c ó w
i ich rodzin.
I tak w r ę k o d z i e l e na 38 osób ocenia s w o j ą w s p ó ł ­
p r a c ę pozytywnie 31, m o t y w u j ą c to m o ż l i w o ś c i a m i za­
robku, u d z i a ł u w konkursach i k o n t a k ó w z szerszym
ś w i a t e m , wyjazdu z z e s p o ł e m cepeliowskim za g r a n i c ę ,
a t a k ż e w y ż y c i a się t w ó r c z e g o :
4

„(..) o teraz p r a c u j ę prawie na stałe, nawet m i
idzie nie najgorzej, bardzo się cieszę gdy nad­
chodzi dzień odbioru, bo lubię nawet p o t r z e ć na
m ł o d e panie, k t ó r e nieraz m u s z ą n e r w ó w d o k ł a ­
d a ć aby nam
starym w y t ł u m a c z y ć , a jednak
grzecznie z n a m i p o s t ę p u j ą i tak j a k o ś we m n i e
w s t ą p i ł ten duch siły w i d z i m i się, że i ludzie ze
wsi na mnie p a t r z ą , a nawet synowie m i m ó w i ą :
„ale mama teraz nasza zarabia tak j a k m y " i tak
ciężka droga moja do tej twórczości jest dużo
opóźniona, ale i tak nie żałuję". (71, S.S.).
C i e k a w o ś ć ś w i a t a i ludzi charakterystyczna jest z w ł a s z ­
cza dla p a m i ę t n i k a r z y z opoczyńskiego (hafciarek, w y ­
cinankarek, tkaczek), k t ó r e zazwyczaj są t a k ż e c z ł o n ­
kami zespołu tanecznego „ O p o c z n i a n k a " :
„Dziś z w i e l k i m zadowoleniem mogę s t w i e r d z i ć ,
że tą m o j ą s k r o m n ą p r a c ą rozpoczęły się prace
na w i e l k ą skalę w Opocznie. W ślad za m n ą
poszło
wiele
innych
kobiet. Jestem
bardzo
203

i

�w d z i ę c z n a spółdzielni „ O p o c z n i a n k a " , gdyż dzięki
niej od kilkunastu lat w y j e ż d ż a m na r ó ż n e spot­
kania t w ó r c ó w ludowych (z z e s p o ł e m „ O p o c z n i a n ­
ka" b y ł a t a k ż e na nagraniach do f i l m u „ W e s e l e "
w K r a k o w i e ) " . (138, R.K.).
„Nie s p o d z i e w a l i ś m y się nigdy, że n a s t a n ą lata,
że b ę d ą nas tak u w a ż a ć , że my mamy sposob­
ność z w i e d z a ć t r o c h ę ś w i a t a , a jak się gdzie po­
jedzie to się człowiek rozweseli i tak m ó w i ę do
bratowej: przyjechali by my tu, kiej by nas tu
nie powieźli? (...) Tego r o k u w lato chcemy się
z a b r a ć na w y c i e c z k ę z „ O p o c z n i a n k a " w góry,
żeby my przed s t a r o s t o m zobaczyły ś w i a t a t r o ­
chę". (93, D.S.).
Ustalona forma w s p ó ł p r a c y i stałe zarobki są najczęściej
w y m i e n i a n y m t a k ż e przez garncarzy m o t y w e m pozy­
t y w n e j oceny pracy dla „Cepelii", choć p e w n ą rolę od­
g r y w a też możliwość brania udziału w wystawach.
W ś r ó d 33 r z e ź b i a r z y w s p ó ł p r a c u j ą c y c h z „Cepelią"
17 ocenia ten k o n t a k t pozytywnie, przede w s z y s t k i m
ze w z g l ę d u na możliwość zbytu prac (14) oraz uczestnistwo w konkursach, zyskanie s ł a w y i uznania:
„ T a m do tyj „Cepelii" co ż e m r o b i ł do Katowic,
tam tych był nic p o w i e d z i a ł na to, tom żech
dość dobrze z a r o b i ł . I ty z a m ó w i e n i a m i a ł bar­
dzo d u ż e . I b y ł e c h z tego zadowolony, no boch
prace m i a ł i chcioł r o b i ć i był człowiek zdrow­
szy jeszcze. Po t y m żech zaczął w „ C z a n t o r y j e "
p r a c o w a ć . Mówili m i co bydom w kasie chorych,
co b y d o m p r a c o w a ć i b y ł e m z tego bardzo zado­
wolony i do dziśka dnia jestem bardzo zadowo­
lony". (127, K . L . ) .
„Biorę dużo udziały w konkursach i kiermaszach,
k t ó r e dla mnie są dużą w a r t o ś c i ą t w ó r c z ą . Jestem
za to bardzo w d z i ę c z n y „Cepelii", że są d o b r y m i
odbiorcami mych prac i s k ł a d a m serdeczne po­
d z i ę k o w a n i e za o p i e k ę i dobry odbiór mych prac
(...)". (36. C.T.).
Rozszerzenie zbytu na w y r o b y ludowe poza w ł a s n e ś r o ­
dowisko, n a w i ą z a n i e k o n t a k t ó w z n o w y m i odbiorcami,
z k t ó r y c h n a j p o w a ż n i e j s z y m s i a ł a się „Cepelia" spowo­
d o w a ł o u większości p a m i ę t i i i k a r z y z d e c y d o w a n ą po­
p r a w ę w a r u n k ó w materialnyiin. Najczęściej p o d k r e ś l a ­
j ą ten fakt k o r o n k a r k i , tkaczki, opisując inwestycje, j a ­
kie dzięki pracy w spółdzielni p o r o b i ł y one same i i n n i
m i e s z k a ń c y wsi.
Osoby z a j m u j ą c e się p l a s t y k ą - o b r z ę d o w ą rzadko
w y p o w i a d a j ą się na ten temat; podobnie jak r z e ź b i a r z e ,
w ś r ó d k t ó r y c h o warunkach b y t o w y c h wspomina 36
osób, o c e n i a j ą c je jako lepsze niż były (64,0%) lub na­
dal trudne (35,12%).
Obraz k o n t a k t ó w t w ó r c ó w ludowych z n o w y m ś r o ­
dowiskiem b y ł b y c a ł k o w i c i e z a f a ł s z o w a n y , gdyby nie
w s p o m n i e ć o c a ł y m szeregu k ł o p o t ó w i t r u d n o ś c i jakie
sprawia t w ó r c o m k o n i e c z n o ś ć w y w i ą z y w a n i a się z za­
m ó w i e ń , podpisywanie u m ó w , oczekiwanie na o c e n ę
k o m i s j i i o d b i ó r pracy, dogodzenie l i c z n y m k l i e n t o m
w e d ł u g i n n y c h (a nie znanych p o c z ą t k o w o t w ó r c y ) gus­
t ó w i masie innych k ł o p o t ó w , na k t ó r e „ n i e p r z y s p o s o biony u m y s ł o w o " t w ó r c a nie był przygotowany:
„ C e p e l i a " z a m ó w i ł a w 196G r o k u 60 sztuk, nie
s p o d z i e w a ł e m się, że tyle naraz z a m ó w i ą i za­
m ó w i e n i e było dla mnie trudne, bo p r z y s ł a l i m i
w formie fachowej, u r z ę d o w e j , czego ja nie mog­
łem zrozumieć. Oni w Z a r z ą d z e n i e może myśleli,

że to r z e ź b i a r z jest człowiek przysposobienia i
u m y s ł o w e g o zarazem, a to okazuje się nie, to
c z ł o w i e k c a ł k i e m zwykły, to t y l k o r z e ź b i a r z nie
p r a w n i k , nie k s i ę g o w y i nie biuralista, nie w y z ­
n a w a ł e m się na symbolach, na tych numerach,
każdy symbol ma swój numer i n a s t ę p n e z a m ó ­
w i e n i a na ostatnich symbolach, a symbole moje
gdzieś się rzuciło. Szukam, szukam, suszę głowę,
na s t a r o ś ć n a u c z y ł się r z e ż b i e r s t w a i tu się oka­
zuje, że i m u s z ę się jeszcze f o r m a l n o ś c i u r z ę d o ­
w y c h uczyć, m i a ł e m n i e m a ł e k ł o p o t u n i m doszed­
ł e m do w n i o s k u , a p r z e w r a c a ł e m wszystko, gdzie
są ostatnie symbole, aby się na nich w z o r o w a ć ,
to co mam o d s t a w i ć i tu s t r a s z ą , że za n i e w y ­
konanie k a r ę g r z y w n y o d c i ą g n ą w rozliczeniu".
(3, J.F.).
Na zbyt w i e l k ą ilość z a m ó w i e ń i b i u r o k r a c j ę najczęściej
n a r z e k a j ą r z e ź b i a r z e , k t ó r z y zazwyczaj
współpracują
z „ C e p e l i ą " na zasadzie skupu. Ż ą d a n i e zbyt dużej i l o ­
ści prac od jednego t w ó r c y w y w o ł u j e u jednych chęć
pozbycia się wszystkich zajęć nie z w i ą z a n y c h z r z e ź b ą
i mechanizowanie „ p r o d u k c j i " , u innych zaś z n i e c h ę c e ­
nie do w s p ó ł p r a c y i głębsze lefleksje na temat d z i a ł a l ­
ności „Cepelii":
„Ze Zrzeszenia o t r z y m a ł e m zaproszenie do wzięcia
u d z i a ł u w O g ó l n o p o l s k i e j wystawie r z e ź b y ludo­
wej w K r a k o w i e . Bardzo się cieszę. T e r m i n co
prawda k r ó t k i , do 15 czerwca br. trzeba prace
o d d a ć w ilości 10 sztuic, a w domu nic gotowe­
go nie mam, wszystkie prace moje m i u c i e k a j ą
i stąd z n o w u ż p r o b l e m n a j w i ę k s z y j a k i mnie stale
p r z e ś l a d u j e za m a ł o czasu na p r a c ę t w ó r c z ą , a
z a r z ą d z e n i a o d n o ś n i e t w ó r c ó w l u d o w y c h są nieraz
dziwne i nierealne. Ż a ł u j ę jednego, że nie jestem
z zawodu r z e ź b i a r z e m , m ó g ł b y m o t w o r z y ć p r y ­
w a t n y z a k ł a d i p r a c o w a ć dla „ C e p e l i i " albo cho­
ciaż hektar ziemi, m ó g ł y m p r a c o w a ć dla „Cepelii".
Nie p r a c u j ą c nigdzie „ C e p e l i a " moich prac nie
może p r z y j ą ć , trzeba p r a c o w a ć w p a ń s t w o w y m
z a k ł a d z i e pracy, a p r a c u j ą c zawodowo nie m o ż n a
wiele zrobić dla „Cepelii". Poprostu nie ma w y j ś ­
cia z tej sytuacji, a pasja r z e ź b y ludowej i jej
wykonanie stale się wzmaga. Trzeba poprostu
czekać do e m e r y t u r y i kiedy człowiek b ę d z i e już
z g r z y b i a ł y , wyczerpany z sił, też nie wiele będzie
mógł już zrobić, a może tej e m e r y t u r y się nie
doczekać. Jak do tej pory sytuacja jest bez w y j ś ­
cia". (214, H.H.).
„Pragnę urządzić jakąś pracownię i trochę ją
z m e c h a n i z o w a ć , aby p o d o ł a ć swoim z a m ó w i e n i o m ,
k t ó r y c h mam pod dostatkiem". (135, S.J.).
N i e m n i e j s z ą b o l ą c z k ą jest dla r z e ź b i a r z y zbyt długi
okres oczekiwania na ocenę prac i wynagradzanie, co
z r e s z t ą dotyczy nie tylko w s p ó ł p r a c y z „Cepelią":
„Te wszystkie oczekiwania na kontakt, na odpo­
wiedź, na ocenę poprostu mnie i nas t w ó r c ó w
zżerają, gaszą, o d b i e r a j ą w i a r ę , a p r z y s ł o w i e po­
noć m ó w i : że nawet r ę k a ż e b r a k a zbyt długo
w y c i ą g n i ę t a o pomoc może w k o ń c u z a w r z e ć się
w pięść". (117, S.S.).
Wspomniane t u kłopoty są n a j p o w a ż n i e j s z y m i i n a j ­
częściej p o w t a r z a j ą c y m i , się w p a m i ę t n i k a c h problema­
m i , z w i ą z a n y m i ze w s p ó ł p r a c ą z n o w y m i odbiorcami.
Prócz
kłopotów
w y n i k a j ą c } ch
b e z p o ś r e d n i o ze
w s p ó ł p r a c y z i n s t y t u c j a m i często wymieniane są w pa-

�m i ę t n i k a c h t r u d n o ś c i transportowe i warsztatowe
brak możliwości zdobycia surowca.

oraz

Opis t r u d n o ś c i z w i ą z a n y c h z powstawaniem no­
w y c h w y t w o r ó w k o ń c z y się często k o n k r e t n y m i propo­
zycjami pod adresem m e c e n a s ó w ; d o t y c z ą c y m i u ł a t w i e ń
w zakupie s u r o w c ó w , transportu, zmniejszenia f o r m a l ­
ności i t p .
H a f c i a r k i s k a r ż ą się na brak n i c i i p ł ó t n a , w y c i n a n k a r k i — papieru, r z e ź b i a r z e chcą b y ć zaopatrywani
przez o d b i o r c ó w w m a t e r i a ł y , n a r z ę d z i a i f a b r y ; listę
potrzeb tego rodzaju m o ż n a by m n o ż y ć . Do jednostko­
w y c h natomiast n a l e ż ą (w relacjach p a m i ę t n i k a r z y ) ta­
kie w y p a d k i j a k doniesienie m i e s z k a ń c ó w w i o s k i do
u r z ę d u finansowego na r z e ź b i a r z a , że za d u ż o zarabia,
k ł o p o t y w y t w ó r c y zabawek z t y m ż e u r z ę d e m l u b po­
danie do s ą d u przez s t r a ż p o ż a r n ą za przechowywanie
drzewa na p o d w ó r k u .
Praca dla innego niż w ł a s n e ś r o d o w i s k o odbiorcy
m u s i a ł a w y w r z e ć silne p i ę t n o na charakterze t w ó r c z o ś c i
ludowej.
O d d z i a ł y w a n i e sztuki elitarnej na s z t u k ę l u d o w ą
istniało od czasów, k i e d y w ogóle k u l t u r a l u d o w a zaist­
n i a ł a jako o d r ę b n e zjawisko. W p r z e s z ł o ś c i j e d n a k ż e
(i to dość odległej) o d d z i a ł y w a n i e to o d b y w a ł o się na
drodze naturalnego niejako przyswajania przez k u l t u r ę
w i e j s k ą pewnych w z o r ó w r ę k o d z i e ł a i sztuki dworskiej
i miejskiej i przetwarzania jej na m i a r ę w ł a s n y c h m o ż ­
liwości, potrzeb i g u s t ó w .
Jest to obszerne zagadnienie, k t ó r e m u p o ś w i ę c o n o
n i e j e d n ą j u ż p r a c ę n a u k o w ą i nie miejsce t u na tego
rodzaju r o z w a ż a n i a . C h c ę tylko z a z n a c z y ć , że i w pa­
m i ę t n i k a c h t w ó r c ó w l u d o w y c h m o ż n a znaleźć materia­
ły s t a n o w i ą c e przyczynek do tego i n t e r e s u j ą c e g o te­
matu.
Jeden z r z e ź b i a r z y w swoisty sposób t ł u m a c z y p o w ­
stanie sztuki l u d o w e j : „ F i g u r k i i obrazy fachowe b y ł y
za drogie, sami chłopi na w z ó r r o b i ą swoje p r y m i ­
tywne ze w z g l ę d u na n a r z ę d z i a i brak w p r a w y . Z bie­
giem czasu w i ę s z k o ś ć t w ó r c ó w pod w p ł y w e m czasu
d o s k o n a l i ł a swe u m i e j ę t n o ś c i dochodząc do takich w y ­
n i k ó w , że umieszcza się je w k o ś c i o ł a c h . Ostatnio n a ­
rosło p s e u d o t w ó r c ó w i z n a w c ó w sztuki ludowej". (139,
Kmieć).
Hafciarka kaszubska spisuje t a k ż e h i s t o r i ę p o w ­
stania i rozwoju haftu ż u k o w s k i e g o , k t ó r y dzięki o p u ­
b l i k o w a n e m u w z o r n i k o w i cieszy się ostatnio n i e m a ł y m
powodzeniem w całej Polsce:
„W 1210 r o k u do klasztoru ż u k o w s k i e g o p r z y b y ł y
pierwsze N o r b e r t a n k i . One to w ł a ś n i e w p r o w a ­
dziły hat kaszubski, u c z ą c tego p i ę k n e g o dzieła
w swoich ś w i e c k i c h s z k o ł a c h . (Zbiory h a f t ó w prze­
chowywane są w kościele w skarbcu podklaszt o r n y m w Ż u k o w i e ) . Pracownie haftu b y ł y p r o ­
wadzone przez w y b i t n e siły nauczycielskie, k t ó r e
b y ł y obeznane z w y s o k ą t e c h n i k ą . S k ą d t a m m o ­
ja prababka od swoich poprzedniczek
czerpała
swoją w i e d z ę i na podstawie podpatrzonych t a m
m o t y w ó w i w z o r ó w ornamentalnych w y k o n y w a ł a
s w ą p r a c ę (...) M o t y w y dc swoich w z o r ó w 1 haf­
t ó w czerpię ze Skarbca Ż u k o w s k i e g o . W kompo­
zycjach moich w y s t ę p u j ą najczęściej takie m o t y ­
w y jak palmeta, t u l i p a n , róża, rozgwiazda morska,
margareta, niezapominajka, chaber, k w i a t k o n i ­
czyny, k w i a t granatu, dzwonki, pszczółki i inne.
W i ą z a n k i 7 k o l o r ó w — 3 odcienie niebieskiego,
czerwony, żółty, zielony, czarny. W y c h o d z ą r ó w ­
nież hafty tak zwane: „Haft k o ś c i e l n y " to znaczy

imitacja złota i imitacja srebra wykonane b i a ł ą
n i t k ą . Obwiedzone są n i t k ą b r ą z o w ą . W haftach
moich nie o d s t ę p u j ę od tradycji haftu ż u k o w ­
skiego pomimo, że mieszkam w Kartuzach, w y ­
stępuje przewaga koloru niebieskiego. C ó r k i moje
natomiast l u b i ą c z e r w i e ń i stosują j ą w m i a r ę
możliwości więcej n i ż ja. To jest dopuszczalne,
ma prawo sobie z m i e n i a ć " . (46, W.E.).
J u ż w k o ń c u X I X i p o c z ą t k a c h X X w i e k u , a szczegól­
nie w okresie m i ę d z y w o j e n n y m rozpoczęto na s z e r o k ą
skalę a k t y w i z a c j ę wiejskich
ośrodków
wytwórczych.
P o w s t a w a ł y szkoły r z e m i o s ł artystycznych, gdzie uczono
haftu, syncerki, koszykarstwa, często w e d ł u g obcych
w z o r ó w . Znane dziś ludowe o ś r o d k i hafciarskie i koszy­
karskie (Bobowa, M a k ó w ) z a w d z i ę c z a j ą p r ę ż n o ś ć szkol­
n i c t w u zawodowemu, że nie w s p o m n ę o Szkole Prze­
m y s ł u Drzewnego w Zakopanem, k t ó r a w y p u ś c i ł a dzie­
s i ą t k i znanych a r t y s t ó w .
Niemałą
zasługę w powstawaniu
znanych
dziś
o ś r o d k ó w wiejskiej w y t w ó r c z o ś c i artystycznej położyły
entuzjastki, zazwyczaj w ł a ś c i c i e l k i d w o r ó w , ucząc k o ­
biety wiejskie r ę k o d z i e ł a artystycznego jak np. Hele­
na M o s z c z y ń s k a w Golinie (haft „ s n u t k o w y " czy W a n ­
da Modzelewska w G ł a d c z y n i e (haft na t i l u ) , a z w ł a s z ­
cza działacze Towarzystwa Popierania P r z e m y s ł u L u ­
dowego z prof. E l e o n o r ą P l u t y ń s k ą na czele:
„ P i e r w s z y d y w a n z r o b i ł a m z p a n i ą prof. P l u t y ń ­
ską. Było to w tak zwane „ s t a r e k w i a t k i " . Sama
jeszcze nie p o t r a f i ł a m k o m p o n o w a ć lecz przy po­
mocy prof. P l u t y ń s k i e j to m i się udało, jak r ó w ­
nież zachęciło mnie do dalszej pracy. Za k t ó r y to
d y w a n o t r z y m a ł a m od prof. P l u t y ń s k i e j p i e r w s z ą
z a p ł a t ę , k t ó r a mnie s p r a w i a ł a dużo zadowolenia
i r a d o ś c i . Więc mnie to z a i n t e r e s o w a ł o i z a c z ę ł a m
r o b i ć j u ż samodzielnie. B a r w i e n i a p r z ę d z y na d y ­
w a n n a u c z y ł a m się od w y ż . w y m . profesor. Bar­
w i l i ś m y b a r w n i k a m i n a t u r a l n y m i to jest k o r ą
kruszyny, k o r ą dębu, liśćmi brzozy, skrzypu pol­
nego i t d . z dodatkiem s k ł a d n i k ó w chemicznych,
k t ó r e to prof. P l u t y ń s k ą p r z y w o z i ł a z Warszawy
(...). P o s t a n o w i ł a m k o m p o n o w a ć dywany z mego
wiejskiego otoczenia jak r ó w n i e ż i przyrody to
jest k w i a t y , drzewa, z w i e r z ę t a , ptaki, zabudowa­
nia wiejskie, zabawy młodzieży i t p . " (208, J.O.).
„Była to osoba bardzo
p r z e m y ś l n a . W ł a ś n i e jej
p r z y s z e d ł do gołwy p o m y s ł , żeby hafty, k t ó r e zdo­
b i ł y nasze koszule p r z e n i e ś ć na serwety. P i e r w ­
szy raz u b r a ł a m się w to (co sama w y h a f t o w a ­
ł a m — M.W.) w Boże C i a ł o do kościoła (asysta) ...
nie m i a ł a m jeszcze 14 lat i n i k t nie chciał u w i e ­
rzyć, że to jest m ó j haft. Po tej pierwszej p r ó b i e
n a b r a ł a m odwagi, żeby iść do tej p a n i Modze­
lewskiej i p o p r o s i ć j ą o r o b o t ę . Pani ta (...) d a ł a
m i n i e w i e l k i komplet (...) Miał to być haft czer­
wony z czarnym (...) Ta pani zobaczyła m o j ą r o ­
b o t ę i m ó w i : „Skoro tak p i ę k n i e haftujesz to ja
ci dam haft b i a ł y " . B r a k o w a ł o jej hafciarek, k t ó r e
u m i a ł y by r o b i ć b i a ł y haft. To j u ż było t r u d ­
niejsze (...) ale się z g o d z ' ł a m i potem r o b i ł a m j u ż
ten haft i b y ł a m zadowolona, bo ten haft był
bardziej p o p ł a t n y . Od tamtej pory j u ż m i rodzice
nie potrzebowali grosza na mnie d a w a ć " . (152,
P.M).
„ N a u c z y ł a m s i ę haftu od kobiet na w s i , k t ó r e
u m i a ł y od dziedziczki, 'właścicielki Goliny Helenv
M o s z c z e ń s k i e j . Ona r o z p o w s z e c h n i ł a haft w G o l i ­
nie p ł a c ą c za hafty wykonane do kościołów i
f u n d u j ą c je k o ś c i o ł o m " . (103, GM.).
205

7

�P o t r a k t o w a ł a m szerzej nieco tę s p r a w ę , gdyż w t w ó r ­
czości p a m i ę t n i k a r z y d z i a ł a l n o ś ć tych instytucji i osób
o d e g r a ł a n i e m a ł ą rolę, jeżeli nawet nie b e z p o ś r e d n i o ,
to na skutek zakorzenionej w poprzednich pokoleniach
tradycji.
Zakres p o j ę c i a „ l u d o w y " w odczuciu t w ó r c ó w i ich
ś r o d o w i s k a w i ą ż e się ze ś w i a d o m y m o d d z i a ł y w a n i e m
o d b i o r c ó w pozawiejskich na s z t u k ę i r ę k o d z i e ł o ludo­
we. D a j ą temu w y r a z p a m i ę t n i k a r z e r o z r ó ż n i a j ą c o k r e ś ­
lenie „ l u d o w y " od o k r e ś l e n i a „ t r a d y c y j n y " , u ż y w a n e g o
w ł a ś n i e na oznaczenie w y t w o r ó w l u d o w y c h w sensie
funkcjonowania ich w kulturze w i e j s k i e j .
R o z b i e ż n o ś ć g u s t ó w ś r o d o w i s k a i o d b i o r c ó w spoza
tego k r ę g u k u l t u r y daje się z a u w a ż y ć zwłaszcza w
tkactwie i hafcie:
„ Z a j m u j ą c się p r a c ą w spółdzielni dalej w y k o nję wzory b i a ł e 1 kolorowe, k t ó r e z w i ę k s z ą c h ę ­
cią w y k o n u j ę , bo mnie to cieszy, że to jest moje
w ł a s n e i lepiej m i się p o d o b a j ą . Ja jestem na­
p r a w d ę samouk, bo w Sidzinie, ani mnie n i k t
nie odwiedza, ani ż a d e n historyk, ani etnograf —
co się m y ś l i , że p i ę k n e to się r o b i (...) Z tygod­
nia pracy t w ó r c z e j (...) Gdy p r z y j e c h a ł a m do do­
m u było już p o ł u d n i e , w i ę c nie b r a ł a m się za
haft dla spółdzielni, tylko za swoje wzory a ż e b y
o d p o c z ą ć od tak jednakowych w z o r ó w i haftowa­
ł a m b l u z k ę k o l o r o w y m i n i ć m i " . (270, B.M.).
„ K o b i e t y chciały ż e b y i m j a k n a j w i ę c e j
tkać
k w i a t y , a szczególnie róże. Wzory były r ó ż n e :
kapowe, serwetowe. Dużo z t y m było kłopotu, bo
k a ż d a kobieta chciała i n n y wzór, k a ż d e j inna
p r z ę d z a . Pani E. P l u t y ń s k a pierwsza p o k a z a ł a j a k
r o b i ć dywany ludowe. Ona pierwsza d a ł a wzór
i p o k a z a ł a jak f a r b o w a ć . Dla niej jestem bardzo
w d z i ę c z n a i bardzo serdecznie j ą wspominam, bo
to ona w ł a ś n i e mnie w p r o w a d z i ł a na d r o g ę i d l a ­
tego z o s t a ł a m t w ó r c z y n i ą l u d o w ą " . (89, K.B.).
„ K o b i e t y wiejskie jeszcze ciągle l u b i ą wzory kapo­
we — tak n a z y w a j ą , ale ja je też staram się
p r z e k o n a ć , że to niedobre, n i e ł a d n e . Myśli o tern
i moja spółdzielnia, bo w 1971 r o k u zorganizo­
w a ł a kurs tkania, żeby ta dobra t w ó r c z o ś ć l u ­
dowa się r o z w i j a ł a " . (179, G.S.).
„ T u już nie b y ł o (w pracach pod kier. P l u t y ń skiej) w z o r ó w tradycyjnych, a ludowe. I na takie
t k a n i n y m i e l i ś m y z a m ó w i e n i a od Zrzeszenia Cha­
ł u p n i k ó w w B i a ł y m s t o k u . J u ż dziś w posagu nie
poniesie dziewczyna do t e ś c i o w e j d y w a n u t r a ­
dycyjnego. Z a m ó w i l u d o w y i potrafi w y b r a ć wzór,,
n a n i e ś ć p o p r a w k i . Zaczyna i w i e j s k a młodzież
d o s t r z e g a ć a r t y z m w w y t w o r a c h ludowych". (159,
M.A.).
Ś w i a d o m e u m o w n o ś c i o k r e ś l e n i a „ l u d o w y " tkaczki, k t ó ­
re we w s p ó ł p r a c y z d o b r y m i
animatorami
znalazły
m o ż l i w o ś ć wypowiedzi t w ó r c z e j c h w a l ą sobie w s p ó ł ­
p r a c ę z „ C e p e l i ą " zwłaszcza w systemie skupu. Nowy
odbiorca p o z w o l i ł i m w y r w a ć się z z a m k n i ę t e g o k r ę g u
g u s t ó w ś r o d o w i s k a wiejskiego i d a ć w y r a z w ł a s n e j i n ­
wencji t w ó r c z e j :
„W B i a ł y m s t o k u są d w a p u n k t y „Cepelii". W j e d ­
n y m k u p u j ą w y r o b y od tkaczek wykonane z w ł a s ­
nego surowca i o nowych wzorach i kompozy­
cjach (...) Zdolne tkaczki i s t a ł e m a j ą przyznane
stypendia. Jako wynagrodzenie za czas p o ś w i ę c o ­
ny na nowe kompozycje (...) Ja osobiście też tam
od czasu do czasu s p r z e d a j ę w ł a s n e w y r o b y (...)
Jeżeli m a m swój surowiec, to od czasu do czasu

206

coś nowego w y m y ś l ę i w y l k a m . Zbyt mam za­
pewniony. Bo ja p r a w d ę powiedziawszy, to lubię
zawsze coś nowego w y m y ś l e ć . C h o ć zabiera czas
to jednak sprawia dużo zadowolenia. A jak chcę
zarobić, to t k a m do swojej „ C e p e l i i " (...) i chyba
nadal z o s t a n ę jej c z ł o n k i e m . C h c i a ł a b y m o t r z y ­
m a ć r e n t ę na stare lata". (171, S.Z.).
„Dla Zrzeszenia r o b i ł a m t k a n i n y ze swojej p r z ę ­
dzy. Sama f a r b o w a ł a m , o b i e r a ł a m kolory. Na­
reszcie p e ł n a swoboda wypowiadania się. Da­
wano g o t o w ą f a r b o w a n ą p r z ę d z ę , nie narzucano
w z o r ó w . A l e raczej b y ł y to wzory tradycyjne.
T r o c h ę nudne. Z a c z ę ł a m d a w a ć t r o c h ę rodzaj i
fantazji, z m i e n i a ć wzory, choć .za k a ż d y m razem
d r ż a ł a m czy chociaż ten numer przejdzie. J a k o ś
nie m o g ł a m zrobić dwóch jednakowych egzem­
plarzy". (159, M.A.).
„W Cepelii (...) b r a ł a m r o b o t ę c h a ł u p n i c z ą . T k a ­
ł a m b i e ż n i k i , m a k a t k i , narzuty o r ó ż n y c h w y ­
miarach i wzorach, k t ó r e szły na eksport. Tutaj
znowu z a c z ę ł a m sobie p r z y p o m i n a ć o moich w ł a s ­
nych wzorach. P r z e w a ż a ł y w nich p t a k i , postacie
ludzkie w r ó ż n y c h scenach obyczajowych i ele­
menty dekoracyjne. Ile ich w y t k a ł a m , kto by to
zliczył". (170, D.M.).
Gcrzej jest, jeżeli praca c h a ł u p n i c z a dla „Cepelii" za­
bija u m i e j ę t n o ś c i i i n w e n c j ę t w ó r c z ą , co t a k ż e odnoto­
w u j ą p a m i ę t n i k a r k i , choć często w pogoni za zarobkiem
same nie p r z y w i ą z u j ą do tego w a g i .
„Na b i e l i z n ę t k a ł a m p ł ó t n o , na ubranie też, tak
się n a z y w a ł a u b r a n i ó w k a . Obrusy, r ę c z n i k i w
cztery, sześć i nawet w d w a n a ś c i e niczonki t k a ­
ł a m , na pościel w dziureczki w cztery niczonki
i w trzy to b y ł o od ś w i ę t a , a na codzień t k a ł o
się takie p ł ó c i e n k o w k r a t k ę z gorem, b i a ł e z sza­
r y m , a nawet niebieskim rozbijane. To t a k ż e było
tkane p o ś c i e l o w e t k a ł a m p ł a c h t y tak zwane p r z e ś ­
c i e r a d ł a , w o r k i , chodniki. Jeszcze t k a ł a m
tak
zwane sukno (...) i szyły się duże b u r k i (świty),
z kapiszonami czyli k a p t u r a m i (...) Nawet jeszcze
t k a ł a m i na sukienki, c h o d z i ł a m w t y c h sukien­
kach do kościoła, a nawet na zabawy. Na codzień
to r ó ż n e k r a t k i , w paski. A o d ś w i ę t n e to b y ł y
przeplatane, przetykane bardzo ł a d n y m i n i ć m i z
j e d w a b i u . Od 1950 r o k u t k a ł a m c h o d n i k i dla spół­
dzielni, potem grube d y w a n i k i i dorywczo jeszcze
wzory (...) Niedawno z m i e n i ł a m p r a c ę : zamiast
d y w a n i k a grubego, szmaciska r o b i ę chodniki pod­
ł o g o w e z w e ł n i a n e j p r z ę d z y „ P o ł a m " . (173, W.J.).
Dużo ostrzej rysuje się sprawa kreowania „stylu ludo­
wego" w twórczości indywidualnej.
W opiniach r z e ź b i a r z y i malarzy brak swobody
t w ó r c z e j i n i e p e w n o ś ć oceny przez kolejne komisje k o n ­
kursowe stanowi p o w a ż n e z a g r o ż e n i e dla ich t w ó r c z o ś c i .
Oddam głos p a m i ę t n i k a r z o m gdyż s p r a w ę oceny prac
i „ s z u f l a d k o w a n i a " t w ó r c z o ś n u w a ż a j ą za tak i s t o t n ą
w swych p r z e ż y c i a c h , że p o ś w i ę c a j ą jej wiele miejsca
w pamiętnikach:
„Nie m o g ę się p o g o d z i ć z t y m , że do dzisiaj nie
ma ustalonej definicji t w ó r c y ludowego. N i e k t ó r z y
u w a ż a j ą za t w ó r c ó w ludowych tylko tak zwanych
u ł o m n y c h co nie m a j ą k o n t a k t ó w ze ś r o d o w i s k i e m
i ze ś w i a t e m i coś t w o r z ą i tych, co r o b i ą ekspo­
naty muzealne. Ja u w a ż a m t a k i c h za straszny
p r y m i t y w ludowy. Obecnie nie m o ż n a już tego
b r a ć pod u w a g ę , bo analfabetyzm został już daw­
no z l i k w i d o w a n y i s p o ł e c z e ń s t w o na wsi ma i n n y

�pogląd na ś w i a t i w y o b r a ż e n i e jak dawniej. W
m o i m przekonaniu sztuka ludowa jest tworzona
w miarę przeobrażeń i postępu zachodzącego w
danym k r a j u . W m i a r ę możliwości nabycia na
r y n k u potrzebnych m a t e r i a ł ó w n i e z b ę d n y c h do
tworzenia tego co może się z w a ć s z t u k ą ludo­
w ą " . (198 „ L u b a ń " ) .
„Do p r z y k r y c h spraw n a i e ż a ł a nieraz ocena pracy
przez r z e c z o z n a w c ó w . Jedni zachwycali się m y m i
pracami, t w i e r d z ą c , że jest to czysta r z e ź b a l u ­
dowa, na w y s o k i m poziomie, drudzy na te same
prace m ó w i l i , że są kiczem. A jeszcze i n n i , że to
p r y m i t y w i z m , a b y l i i tacy, k t ó r z y t w i e r d z i l i , że
to amatorszczyzna. T a k i m dowodem b y ł fakt, że
przez dwa lata stała moja r z e ź b a „ H u l i g a n " w
Pedeku i d w u k r o t n i e ją odrzucano, że nie nadaje
się na w y s t a w ę w o j e w ó d z k ą , za to w trzecim
uznano j ą jako n a j l e p s z ą z mych prac i przyzna­
no d r u g ą n a g r o d ę na wystawie
wojewódzkiej.
Bądź tu m ą d r y i pisz wiersze. Taka ocena nie
w p ł y w a m o b i l i z u j ą c o lecz odwrotnie z n i e c h ę c a do
pracy, zwłaszcza p o c z ą t k u j ą c y c h .
Dla
każdego
t w ó r c y jest potrzebny j a k i ś sprawdzian,, spra­
w i e d l i w a i s ł u s z n a k r y t y k a , bo m a ł o jest takich,
k t ó r z y by mogli t w o r z y ć w y ł ą c z n i e sobie i muzom.
Ostatecznie nie s a m ą m a n n ą lecącą z nieba czło­
w i e k żyje ale tragicznie jest gdy t w ó r c a jest za­
interesowany w y ł ą c z n i e materialnie, w ó w c z a s eks­
ponaty są kiczowate i p r z y n o s z ą więcej szkody
niż korzyści, takie jest moje osobiste zdanie".
(140, C.S.).
„Istniejąca obecnie konkurso-festiwalo-mania oraz
organizowanie j a k i c h ś „ D n i " z takiej czy innej
okazji stwarza coraz to n o w ą okazję wystaw
i p r z e g l ą d ó w oraz innych k o n k u r s ó w . Jest to na­
pewno bardzo cenne. Mamy obecnie w Polsce
chyba jak nigdy d o t ą d dużą ilość t w ó r c ó w ludo­
wych
„ o d k r y w a n y c h " z tej okazji.
Nawiasem
m ó w i ą c mnie też obecnie „ o d k r y t o " . Ale czy ta
ilość jest r ó w n o z n a c z n a z j a k o ś c i ą ? Popyt na tego
rodzaju imprezy stwarza też duże z a g r o ż e n i e . Za­
stanawiam się czy p r a w d z i w a sztuka ludowa nie
staje się j a k ą ś s z t u k ą k o n k u r s o w ą , gdzie t w ó r c y
stają się powoli w y c h o w a n k a m i k o m i s j i k o n k u r ­
sowych, t r a c ą c w ł a s n ą i n d y w i d u a l n o ś ć , u l e g a j ą c
r ó ż n y m sugestiom. Czy t w ó r c a ludowy, k t ó r y w y ­
chodzi z r a m d z i e w i ę t n a s t o w i e c z n y c h
kanonów
sztuki ludowej (...) nie jest j u ż t w ó r c ą ludowym?
(...) gdzie t k w i on mocno w rodzinnej sztuce l u ­
dowej? Jest wiele p y t a ń i z a g a d n i e ń , na k t ó r e
szukam odpowiedzi przy n a d ą ż a j ą c e j się okazji
na rozmaitych spotkaniach i miejscach. K o n f r o n ­
tuję i szukam w ł a s n e g o miejsca w t y m wszyst­
k i m . Tymczasem r z e ź b i ę to co l u b i ę i tak jak
l u b i ę . Najprawdopodobniej nie b ę d ę b r a ł u d z i a ł u ,
a jeżeli to bardzo rzadko w konkursach sztuki.
Osobiście w o l a ł b y m organizowanie wystaw z oce­
ną przez o d p o w i e d n i ą k o m i s j ę a r t y s t y c z n ą , z t y ­
powaniem miejsc bez n a g r ó d . Dla częstych uczest­
n i k ó w k o n k u r s ó w nagrody p i e n i ę ż n e s t w a r z a j ą pe­
wien bodziec do rzeźbi ;nia i uprawiania swojej
twórczości. Jednak s t w a r z a j ą też z a g r o ż e n i e w
postaci r z e ź b i e n i a tak jak się takiej czy innej
k o m i s j i konkursowej podoba. Nie n e g u j ę b y n a j ­
mniej ż a d n e j z k o m i s j i konkursowych, jednak są
w y p a d k i przy rozmaitych p r z e g l ą d a c h , że j e d n ą
i tą s a m ą rzecz jedna komisja pochwali, inne nie.
W y s y ł a m też swoje prace na r ó ż n e k o n k u r s y i
wystawy sztuki ludowej, ale bez w i ę k s z y c h rezul­
t a t ó w (...) S p r a w i a m t r o c h ę k ł o p o t u gdyż nie w i a ­

domo jak mnie z a s z u f l a d k o w a ć , bo to ani n a i w n y
t w ó r c a ludowy, ani artysta z l e g i t y m a c j ą z w i ą z ­
k o w ą , j a k p i s a ł a prasa na mój temat. Sam siebie
u w a ż a m za t w ó r c ę ludowego, gdyż r z e c z y w i ś c i e
n i m jestem. Rzeźby moje napewno naiwne ani
p r y m i t y w n e nie są, ale t k w i ą korzeniami w r o ­
dzimej twórczości ludowej oraz z niej się w y w o ­
dzą (...). Trudno b y ć p r o r o k i e m we w ł a s n y m k r a ­
j u . (...) C h c i a ł b y m zwrócić u w a g ę na jedno zagad­
nienie i s p r a w ę z k t ó r ą ja osobiście i w i e l u i n ­
nych t w ó r c ó w się spotyka, a z k t ó r ą ja nie m o g ę
się zgodzić i nie m o g ę jej z r o z u m i e ć . Jest n i ą
j a k i e ś pedentyczne i niebardzo z r o z u m i a ł e „szuf­
ladkowanie" sztuki (...), a może nie sztuki co jej
t w ó r c ó w . Rozumiem, że nie m o ż n a do jednego
w o r k a włożyć t w ó r c y ludowego, t w ó r c y amatora
i artysty z l e g i t y m a c j ą z w i ą z k o w ą . Zdarza się
jednak, że t a k i ludowy t w ó r c a czy amator nie
mieści się sztywno w tych ramach, wiem, że to
trudne do uchwycenia granice, ale napewno są.
M a m y p r z e c i e ż w h i s t o r i i sztuki całą g a l e r i ę sa­
m o u k ó w . Dlaczego nie -.tworzyć takiej szansy u
nas w Polsce t a k i m ludziom. M a m na myśli stwo­
rzenie możliwości od czasu do czasu b e z p o ś r e d n i e j
konfrontacji dzieł i t w ó r c ó w , k t ó r y c h prace od­
p o w i a d a ł y b y odpowiednim k r y t e r i o m ocen.
Trzeba się też zgodzić z t y m , że margines p r z y ­
s ł o w i o w e g o „jelenia na r y k o w i ;ku" m o ż e istnieć
nie tylko w sztuce l u l o w e j , dlatego weryfikacja
prac w y m a g a ł a b y prawdziwej b e z s t r o n n o ś c i i rze­
czowości (...) B r a ł e m udział w t a k i c h wystawach
za g r a n i c ą naszego k r a j u i ż a d n ą n a d z w y c z a j n ą
r e w e l a c j ą moje prace tam nie były, jednak spot­
k a ł y się t a m z uznaniem i(...) Tam nie pytano
o l e g i t y m a c j ę z w i ą z k o w ą . Chcieliby tylko w i e d z i e ć
co mam do pokazania (...) Takie w y s t a w y p r z y ­
d a ł y b y się czasem u nas w Polsce. Na pewno
sztuce przez duże „ S " by to nie zaszkodziło, pod­
czas gdy legitymowanie a r t y s t ó w , a nie ich dzieł
na zdrowie jej nie wychodzi". (158, B.S.).
(Na konkurs ogólnopolski „ K o p e r n i k w r z e ź b i e
l u d o w e j " r z e ź b i a r z p o m a l o w a ł p r a c ę i nie d o s t a ł
nagrody.
M i m o to Muzeum
zakupiło
prace):
„(...) Ponadto w w i e l u czasopismach chociaż nie
nagrodzone moje р г а с э u k a z y w a ł y się i u k a z u j ą
(...) i przybył do mnie redaktor w celu n i e w ą t p l i ­
wie poznania tego w y k o n a w c y , k t ó r e g o praca po­
d o b a ł a się wszystkim, a nie zajęła ż a d n e g o m i e j ­
sca. Prawdopodobnie znawcy sztuki ludowej z
Warszawy uznali, że mój styl jest i n n y i to w ł a ś ­
nie mnie cieszy że mam inny styl w ł a s n y i nie
b i o r ę p r z y k ł a d u ,z innych t w ó r c ó w ludowych, u
k t ó r y c h w ł a ś n i e obserwuje się w y k o n y w a n i e r z e ź b
identycznych przez kopiowanie i powielanie. I tu
te r z e ź b y o dziwo m a j ą duże powodzenie na
wszelkich konkursach. Ale p r z e c i e ż r z e ź b a to nie
w a r z ą c h e w ani cedzak, że musi b y ć niezmienna
forma lub kubatura i nie mogę jednego zrozu­
m i e ć : czym etnografowie się p o s ł u g u j ą przy oce­
nie r z e ź b , może tu dużą rolę gra nazwisko t w ó r ­
cy lub miejsce zamieszkania. K a ż d y t w ó r c a od
dawnych c z a s ó w s t a r a ł się dać swej r z e ź b i e jak
n a j w i ę c e j życia, nie w s z y s t k i m się to u d a ł o , ale
b ł ę d e m jest hamowanie innowacji w e w s p ó ł c z e s ­
nej r z e ź b i e ludowej.
Znawcy
chcieliby,
żeby
t w ó r c a b y ł m a r i o n e t k ą i r z e ź b i ł tak jak go się
nastawi". (139 „ K m i e ć " ) .
Na r z e ź b i e i r z e ź b i a r z a c h n a j w y r a ź n i e j odbija się fa­
talny w skutkach w p ł y w kreowania „ l u d o w o ś c i " stylu
гот

�prac przez r ó ż n y c h „ m e c e n a s ó w " i komisje konkurso­
we. T w ó r c y czują się z a g u b i e ń : .
Jedni, t r a k t u j ą c y swoje zajęcie jako r z e m i o s ł o , przy­
noszące zarobek, zadowolenie i sławę, c h w a ł ą sobie
.dobre rady" r z e c z o z n a w c ó w , dc tyczące techniki, stylu
itp., ci zaś, dla k t ó r y c h w ł a s n y styl jest c e n n ą zdo­
byczą t w ó r c z ą nie chcą p o d d a w a ć się biernie ż ą d a n i o m
co az liczniejszych o d b i o r c ó w , czują się pokrzywdzeni
i zawiedzeni:
v

„W czerwcu 1973 r o k u b y ł e m na plenerze t w ó r ­
ców ludowych zorganizowanym przez Z a r z ą d W o ­
j e w ó d z k i ZSMW w K r a k o w i e . Plener t r w a ł 2 t y ­
godnie w Znamierowicach koło R o ż n o w a . Na ple­
nerze dopiero pierwszy raz zobaczyłem jak się
rzeźbi, bo nigdzie dotychczas nie w i d z i a ł e m w ży­
ciu jak się rzeźbi. P r z e k o n a ł e m się kto dzisiaj
tworzy p r a w d z i w ą s z t u k ę l u a o w ą dla w y ż y c i a się
artystycznego i dla p r z y j e m n o ś c i ż y c i o w e j . Jak
r ó w n i e ż m o ż n a n i e d u ż y m n a k ł a d e m pracy i spryt­
nie r o b i ć niby s z t u k ę l u d o w ą s e r y j n ą , no i pie­
niądze.
Ja plener w y o b r a ż a m sebie inaczej bo w ł a ś n i e
ma to być m o ż l i w o ś ć w y ż y c i a się artystycznego,
tworzenia coś nowego. P r z e w a ż n i e r o b i l i to co
r o b i ą seryjnie do skupu, r o z c z a r o w a ł o mnie to,
bo pierwszy dzień nie r o b i ł e m , a p r z y g l ą d a ł e m
się z boku na r o b o t ę i n a d s t a w i a ł e m uszy j a k
wielcy a r t y ś c i l u d o w i są w mowie, j a k się p ó ź ­
niej o k a z a ł o . Ja m ó w i ę m a ł o , a dużo myślę, co
dzisiaj nie popłaca, ale ja m a m t a k i charakter.
Na plenerze r o b i ł e m to czego jeszcze w życiu
nie r o b i ł e m . M o i m zdaniem ani p o ł o w a to nie
b y l i t w ó r c y l u d o w i . W czasie pleneru i po, za­
stanawiali się czy to nie zaszkodzi n i e k t ó r y m .
T y m co r o b i ą nie seryjnie i chcą r o b i ć po swo­
j e m u j a k się to m ó w i to nic nie zaszkodzi. A
spryciarzom też nic j u ż nie zaszkodzi, bo o n i już
dawno są uszkodzeni chęcią ł a t w i z n y , podpatry­
wania innych i robien a na t y m korzyści ma­
terialnych. Nie godzę się z t y m , ażeby dzisiaj
t w ó r c a nie w i d z i a ł ś w i a t a i nie w i d z i a ł nic poza
swoje ś r o d o w i s k o i nie o r i e n t o w a ł się o t w ó r ­
czości ludowej amatorskiej no i tak zwanej no­
woczesnej". (198 „ L u b a ń " ) .
;

„ J a k r z e b i y m to se już m y ś l y m o nowej rzeźbie,
j a k ą w y m y ś l e ć . Zawsze człowiek kombinuje co
by to było t a k i czym najstarsze — zabytkowe".
(127, K . L . ) .
„Może b y ł b y m r z u c i ł to wszystko, ale m i a ł e m na­
dzieję, że może k t o ś zainteresuje się m o i m i r z e ź ­
bami, r o b i ł e m na konkurs a w sztuce ludowej
nie wiadomo co kogo interesuje. Jak m i się nie
p o w i o d ł o to r o b i ł e m dla siebie. Czasem tak było,
że z a m ó w i ł sobie k t o ś j a k ą ś rzeźbę czy obrazek,
a później nie chce, bo on w o l i , żeby było k o l o ­
rowe czy tam z i n n y c n przyczyn. Wcale się t y m
nie z r a ż a m , lubię jak m a m p ó ł k ę z a p e ł n i o n ą . Moja
r z e ź b a jest nie malowana i m o ż e nie k a ż d e m u się
p o d o b a ć , widocznie mało znają się na t y m . (118,
B.A.).
„ Z a c z y n a ł e m coś d ł u b a ć , m i a ł e m p a r ę w z o r ó w go­
towych. P o w i o z ł e m do „Cepelii". T a m s p o t k a ł o
mnie rozczarowanie, okazało się, że wzory są źle
wykonane i w ogóle nie dano ich na k o m i s j ę więc
z a b r a ł e m z powrotem i w r z u c i ł e m w piec. Bo ja
wiem dzisiaj, j a k zrobię ł a d n e wzory i komisja da
mi bardzo d o b r ą ocenę to się cieszę j a k m a ł y
synek i stale staram się zrobić coś nowego i ł a d ­
208

nego aby m o i odbiorcy b y l i jaknajbardziej za­
dowoleni. Nie sprawia i n i t y l e zadowolenia w y ż ­
sza cena za dobrze w y k o n a n ą p r a c ę ile to sama
p o c h w a ł a i szacunek j a k i m mnie d a r z ą pracow­
nicy „Cepelii". (135, S.J.).
„Nie l u b i ę z r o b i ć coś na z a m ó w i e n i e , dlatego, że
odbiorca stawia w a r u n k i niezgodne z m y m sty­
lem, a często ż ą d a n a ś l a d o w n i c t w a , co u mnie
jest niedopuszczalne. R ó w n i e ż nie l u b i ę p o w t a ­
r z a ć tych samych t e m a t ó w . Najlepiej się czuję,
gdy mogę r o z p u ś c i ć wodze w y o b r a ź n i i p r a c o w a ć
nad t y m co m i podszepnie potrzeba czy j a k kto
w o l i — natchnienie". (140, C.S.).
„ M a m nieraz zwracane r z e ź b y za złą f o r m ę plas­
tyczną, ale j a k to n a z y w a j ą jest to dla mnie j a k ­
by p r z y s ł o w i o w ą o l i w ą w i e w a n ą do ognia, bo
wtedy staram się w y c h o d z i ć j a k najlepiej w swo­
jej t w ó r c z o ś c i " . (254, T.B.).
„Rzeźbiąc nie m o ż n a m y ś l e ć o zarobku, bo w t y m
w y p a d k u sztuka nie b y ł a by s z t u k ą lecz rzemios­
łem, k t ó r e r o z w i j a ł o by się na r ó w n i z zapotrze­
b o w a n i e m i c h ł o n n o ś c i ą ogółu. M o i m zdaniem
sztuka musi w y p r z e d z a ć i k s z t a ł t o w a ć (...) Często
jestem tak zrezygnowanv że g o t ó w jestem się
p o d d a ć w p ł y w o m ludzi, ale nie mogę zabić w r a ż ­
liwości swoich uczuć". (217i, K . A . ) .
Oto j a k w y g l ą d a , w relacjach p a m i ę t n i k a r z y
kreowanie „stylu ludowego". „ W y r z e ź b i ł e m kobie­
tę s i e d z ą c ą na stołku z m a s e l n i c ą , b y ł a fajna,
w y g l ą d a ł a na p r a w d z i w ą w i e j s k ą k o b i e t ę . Gruba,
w chustce na głowie, a^e t r o c h ę z e p s u ł e m , bo
lekko p o m a l o w a ł e m f a r b ą o i e j n ą . Wtedy nie w i e ­
d z i a ł e m , że ładniej w y g l ą d a jako r z e ź b a w na­
t u r a l n y m kolorze.
Na w y s t a w ę p o w i a t o w ą w 1973 r o k u latem da­
ł e m j u ż s i e d e m n a ś c i e r z e ź b z czego k i l k a zakwa­
l i f i k o w a n o na w y s t a w ę w o j e w ó d z k ą w Olsztynie,
O r ł y , k t ó r e od czasu do czasu r z e ź b i ł e m nie da­
w a ł e m na w y s t a w ę , bo m ó w i l i m i , że to nie nasz
region, w r z e ź b i e n i u orłów t y l k o region Podhale".
(254, T.B.).
„Na 3 sierpnia o t r z y m a ł e m zaproszenie na ze­
branie t w ó r c ó w do O d d z i a ł u w o j e w ó d z k i e g o „ A r t -Region". Na t y m zebraniu b y ł a pani etnograf
M . H . k t ó r a u d z i e l a ł a cennych rad t w ó r c o m ludo­
w y m . Z tego spotkania w y n i o s ł e m dużo korzyści.
D o w i e d z i a ł e m się п р . : że prace nie n a l e ż y w y ­
g ł a d z a ć papierem ś c i e r n y m , że należy p o z o s t a w i ć
f a k t u r ę po n a r z ę d z i u . D o w i e d z i a ł e m się j a k na­
leży p r z y g o t o w y w a ć drzewo mokre do suszenia
i j a k trzeba r o z c i e ń c z a ć farby olejne i o t r z y m a ­
ł e m wiele cennych rad, do k t ó r y c h się przysto­
s o w a ł e m (...) k a ż d a rada lub uwaga fachowca
jest p o ż y t e c z n a dla samouka". (257, J.K.).
„ P o j e c h a ł e m do Sopotu gdzie dość w y c z e r p u j ą c o
o p o w i e d z i a ł a m i p a n i mgr H . o wymogach r z e ź b y
skupowanej przez „ A r t - R e g i o n " , j a k r ó w n i e ż z w i e ­
d z i ł e m w magazynie bardzo wiele r z e ź b i n n y c h
t w ó r c ó w ludowych, co n i e w ą t p l i w i e b y ł o d!a mnie
p o ż y t e c z n e , c h o ć b y ze względu na wyrobienie
w ł a s n e g o stylu". (139, K m i e ć ) .
„Na wystawie tak m i powiedzieli: obrazy to nie
t w ó r c z o ś ć ludowa, t w ó r c z o ś ć to garncarstwo, r z e ź ­
ba w drewnie, ozdoby kowalskie, koronka, tak
s ą d z ą n i e k t ó r z y . T w o j e malarstwo to prace a r t y ­
styczne, a powinno b y ć p r y m i t y w n e i naiwne (...)
S p o t k a ł e m znajomego r z e ź b i a r z a — nie o t r z y m a ł
on wprawdzie nagrody, bo to nie b y l p r y m i t y w
lecz ślicznie w y g ł a d z o n y Chrystus na k r z y ż u i M a -

�donna z D z i e c i ą t k i e m . Wszyscy z w i e d z a j ą c y go
c h w a l i l i , chcieli z mieji'-Ч k u p i ć , ale nie s p r z e d a ł ,
bo czul sn; pokrywdzony P o r a d z i ł e m mu by sic
p r z y g l ą d a ł pracy innycn. P o p a t r z y ł i s t w i e r d z i ł ,
że są oryginalne. Tak, r z e ź b a p r y m i t y w n a jest
też bardzo ciekawa". (14, D.S.).
„Nie c h c i a ł e m pójść, poprostu siłą z a c i ą g n ę l i mnie
do „ C e p e l i i " powiedzieli, ż e owszem to jest dobre,
ale temat nie odpowiada. Kierowano mnie do
„ A r s - C h r i s t i a n a " , a przy okazji namawiano mnie
a b y m s p r ó b o w a ł rzeźbić kapele ludowe, poczet
k r ó l ó w polskich itp. W „ A r s - C h r i s t i a n a " powie­
dzieli m i , że owszem p r z y j m ą lecz m u s z ą się po­
s t a r a ć o zezwolenie na w y r ó b tych rzeczy, oraz
m u s z ę m i e ć uprawnienia. To mnie zniechęciło
i z r o b i ł e m dwie rzeźby p e ł n e m u z y k ó w , jednego
k r ó l a i rycerza. P o p r o s i ł e m kolegę, aby o d d a ł to
w „ C e p e l i i " i z a p y t a ł czy to jest dobre. P r a c u j ą c a
t a m w ó w c z a s p a n i mgr I.G. p o w i e d z i a ł a , że to
jest dobre i musi p r z y j ś ć autor tej pracy, musi
p o w i e d z i e ć c e n ę " . (214, H.H.).
„ W y k r y t o mnie przez Dom K u l t u r y we W ł o d a ­
wie (...) D o s t a ł e m d u ż ą s u m ę p i e n i ę d z y . Jak w
bajce Robinson, w y n a l a z ł e m ogień. P o c z u ł e m się
młodszy, silniejszy, ta suma 4,8 tys. p o b u d z i ł a
mnie do dalszej pracy. Od tej pory nazywali mnie
t w ó r c ą l u d o w y m " . (16, W.A.).
„W prasie codziennej nazwano nas a u t o r ó w prac
k o n k u r s o w y c h a r t y s t a m i l u d o w y m i . Ja o s o b i ś c i e
nie poczuwam się za ż a d n e g o a r t y s t ę n a w e t nie
za ludowego. Nie ja, ale prasa z r o b i ł a ze mnie
j a k i e g o ś a r t y s t ę ludowego". (83, P.J.).
N i e k t ó r z y p a m i ę t n i k a r z e z w r a c a j ą u w a g ę na nie­
j e d n o l i t o ś ć k r y t e r i ó w uznawania za t w ó r c ó w ludowych
(STL). O s t r o ż n o ś ć k r y t e r ó w u z a l e ż n i o n a
jest
przede
w s z y s t k i m od regionu k r a j u . Na terenach, gdzie t w ó r ­
czość ludowa jest ż y w a k r y t e r i a ocen są surowsze, a np.
na ziemiach p ó ł n o c n y c h i zachodnich, p r a w i e k a ż d y
kto rzeźbi czy haftuje może b y ć uznany za t w ó r c ę .
Twórca i jego praca, sylwetki t w ó r c ó w
Z a w ó d czy pasja? Na pytanie to znajdujemy od­
p o w i e d ź w większości o m a w i a n y c h p a m i ę t n i k ó w . W i ę k ­
szość p a m i ę t n i k a r z y potrafi u m i e j ę t n i e łączyć p r a c ę
z z a m i ł o w a n i e m i nawet jeżeli p o d s t a w o w y m b o d ź c e m
do p o d j ę c i a pracy b y ł y trudne w a r u n k i materialne (jak
to zazwyczaj m i a ł o miejsce w r ę k o d z i e l e ) ,z czasem za­
jęcia te p r z y n i o s ł y r a d o ś ć tworzenia i s a t y s f a k c j ę t w ó r ­
czą. W ś r ó d 44 tkaczek, hafciarek i koronkarek przeszło
p o ł o w a t r a k t u j e swoje zajęcie przede w s z y s t k i m zarob­
kowo, a 43% t a k ż e emocjonalnie.
P r z y w i ą z a n i e do zawodu jest w ś r ó d garncarzy często
j e d y n ą p r z y c z y n ą do pozostania przy t y m r z e m i o ś l e
mimo jego uciążliwości i możliwości zmiany pracy.
W y ł ą c z n i e emocjonalne r a k t o w a n i e w ł a s n e j t w ó r ­
czości charakterystyczne jest jedynie dla o s ó b w y k o n u ­
j ą c y c h p l a s t y k ę o b r z ę d o w ą (36% z 22 wypowiedzi) oraz
r z e ź b i a r z y i malarzy (38% z 60 wypowiedzi). W ś r ó d
tych ostatnich częściej n a t o m a s t niż m o g ł o b y się w y ­
d a w a ć , mamy do czynienia z zawodowym p o d e j ś c i e m
do pracy t w ó r c z e j (28%).
O postawie wobec w ł a s n e j twórczości „ z a w o d o w ­
c ó w " w rzeźbie nie b ę d ę t u w s p o m i n a ć , g d y ż zamiesz­
czone w poprzedniej części fragmenty p a m i ę t n i k ó w są
w y s t a r c z a j ą c ą i l u s t r a c j ą ich postawy
wobec
własnej
twórczości. C h c i a ł a b y m natomiast poświęcić w i ę c e j m i e j ­
sca na przedstawienie emocji z w i ą z a n y c h z procesem
tworzenia. Nie b ę d ę k o m e n t o w a ć
tych
wypowiedzi,
+

gdyż one same m ó w i ą
własnej twórczości:

o

stosunku

pamiętnikarzy

do

„ C i ą g n i e mnie do r z e ź b i e n i a j a k żabę do b ł o t a ,
m u s z ę r o b i ć , kusi coś natura, z a m i ł o w a n i e " . (20,
CH.W.).
„ R z e ź b a to m ó j nałóg, do k t ó r e g o ciągnie mnie
j a k r y b ę do wody. Potrzebna m i jest jak po­
wietrze, słońce czy woda, jak g ł o d n e m u uprag­
niony chleb, k t ó r e g o na codzień trzeba z j a d a ć .
Bez mojej r z e ź b y nie m ó g ł b y m żyć, a życie bez
niej b y ł o b y dla m n i e niczym. Czym więcej r o b i ę
t y m w i ę c e j czuje się głód. K o c h a m j ą dlatego,
że w t r u d n y c h w a r u n k a c h j ą z d o b y ł e m dlatego,
że n i k t m i jej nie n a r z u c i ł , a to co u m i e m zdo­
b y ł e m w ł a s n ą p r a c ą " . (145, P.W.).
„Rzeźbię z p a s j ą w i e l k ą , nie czuję głodu, z m ę c z e ­
nia i t u w ł a ś n i e n a j w i ę c e j wypoczywam. Czasem
zastanawiam się dlaczego p o w i e d z i a ł k t o ś , że czło­
wiek to istota d o s k o n a ł a . Nie z g o d z i ł b y m się z
t y m . Dlaczego c z ł o w i e k musi s p a ć i t r a c i ć na to
tak cenny czas. Dlaczego 1/3 swego życia czło­
w i e k musi się w y ł ą c z y ć na ten czas ze s p o ł e c z e ń ­
stwa, musi b y ć nieczynny, a życie jest takie k r ó t ­
kie. Aż strach o t y m p o m y ś l e ć , że człowiek c h c i a ł ­
by w życiu tyle zrobić, tyle s t w o r z y ć , a życie
ucieka za k r ó t k i czas, poprostu za p a r ę m i n u t
się u r y w a i koniec. Ginie o t y m p a m i ę ć , nie do­
konane zamierzenia, ginie c z ł o w i e k istota dosko­
n a ł a " . (214, H.H.).
„ B y ł e m szczęśliwy, że r z e ź b i ę coś ł a d n e g o , t u od­
d a ł e m serce i duszę do pracy t w ó r c z e j . P a m i ę t a m ,
ojciec mnie p r z e k l i n a ł : „idź s p a ć , po c h o l e r ę ci
te dziady", ja śpię, a lampa się świeci ale ja nie
b y ł e m na tyle gapski, o b m y ł e m twarz z i m n ą w o ­
dą i p o l a ł e m głowę, p o m a g a ł o , dobre lekarstwo,
tak się s p a ć nie chciało". (13, D.F.).
„Rzeźba „ P ł a c z ą c a kobieta" była tak sugestywna,
że k a ż d y kto p a t r z y ł na n i ą p o w a ż n i a ł i często
z a m y ś l o n y długo w p a t r y w a ł się w n i ą . W ł a ś n i e
oprócz w e w n ę t r z n e j potrzeby u t r w a l e n i a swych
d o z n a ń w r z e ź b i e t a k ż e i zainteresowanie oraz
reakcje o g l ą d a j ą c y c h moje prace w p ł y n ę ł y na to,
że r z e ź b a s t a ł a się dla mnie t y m czym jest dzisiaj
tzn. t r e ś c i ą życia i chęcią do niego. M a t k a dziś
nie m o ż e m i d a r o w a ć , że p o z b y ł e m się tej p i e r w ­
szej r z e ź b y (...) M o i m i r z e ź b a m i z a i n t e r e s o w a ł a
się s ą s i a d k a , jednak na razie nie chcę się z n i m i
r o z s t a ć (...) nie m o g ę p r z y w y k n ą ć do myśli, że
coś w co w ł o ż y ł e m tyle serca m o ż n a tak po prostu
s p r z e d a ć j a k zboże czy z i e m n i a k i " . (153, M . K . ) .
„Nie znaczy to, że swych prac nie s p r z e d a j ę , cóż
b y m m i a ł z n i m i r o b i ć , nie s t a r c z y ł o b y pomiesz­
czenia, b y je m a g a z y n o w a ć , z r e s z t ą to by było
egoistyczne p o d e j ś c i e , bo jeżeli one (sztuka) coś
przedstawia, ma j a k i e ś w a r t o ś c i w i n n a służyć i
o d d z i a ł y w a ć na szersze k r ę g i s p o ł e c z e ń s t w a . Za­
tem l u b i ę , gdy moja praca stoi m i e s i ą c , czy dwa,
w z r o k mój nacieszy się nią, w ó w c z a s trafia się
amator (a tych nigdy nie brak) niech idzie l u ­
dziom służyć. S ą okresy, że w domu nic nie ma,
wszystkie
ludzie
r o z k u p i ą . W ó w c z a s czuję się
strasznie ubogi. Wydaje m i się, że zaczynam swój
dorobek od nowa". (140, C.S.).
„(...) Gdy siedzę na p n i a k u , a w r ę k a c h k a w a ł e k
drewna samym zapachem l i p y mnie zachęca, a po
w y k o n a n i u w s t ę p n y c h cięć w drewnie n a s t ę p u j e
częściowo
w y k o ń c z e n i e , to chcąc m i się bez
przerwy siedzieć i d ł u b a ć , zapomina się o p o ż y ­
w i e n i u o t r u d n o ś c i a c h , serce i ducha t w ó r c z e g o

209

�b a w i i rozwesela, g d y b y m nie m u s i a ł nie p o s z e d ł ­
b y m nawet spać. K a ż d a godzina ucieka mi m a ł ą
m i n u t ą , p o r ó w n a ł b y m wnet ten moment do m ł o ­
dej pary zakochanych i z d a j ą c y c h się nigdy ze
sobą nie r o z s t a w a ć , tak c h c i a ł b y m i ja siebie po­
r ó w n a ć " . (75, H.J.).
„Rzeźbę p o r ó w n u j ę do b r y ł y ,
według
mo.ego
mniemania r z e ź b a p o w i n n a b y ć b r y ł ą tak dosko­
n a ł ą , że po zrzuceniu jej z okna 2 p i ę t r a nie ma
prawa nic się o d ł a m a ć . Nie p o w i n n o nic wysta­
w a ć co by nie p r z y p o m i n a ł o b r y ł y . R z e ź b i ł b ę d ę
tak długo d o k ą d m i sił starczy, a gdy tej tężyzny
fizycznej zabraknie i nie b ę d ę zdolny t w o r z y ć , po­
święcę się sztuce malowania na szkle. T u w ł a ś n i e
jest pole do popisu, t u m o ż n a w y r a z i ć wszystko
w szczegółach, t u m o ż n a wszystko w y s t a w i ć i
p r z e d s t a w i a ć . T u m o ż n a zrobić to czego się nie
da w r z e ź b i e . Na szkle malowanie to temat nie
do wyczerpania". (214, Н.Ы.).
„ Z r o z u m i a ł e m , że tak j a k pisarz w y p o w i a d a się
na kartach książki, tkaczka może w y p o w i e d z i e ć
się na tkaninie (...) M o ż n a było t k a ć p a s i e k ę ojca,
ulicę mojej wsi, drzewo co od lat samotnie stało
pośród pola, s ą s i a d k ę , co ugięta pod c i ę ż a r e m w i a ­
der p r z e m i e r z a ł a drogę z domu do odległej studni
i las i r z e k ę i co m i tylko p r z y s z ł o do głowy (...)
Sama f a r b o w a ł a m , d o b i e r a ł a m kolory. Nareszcie
p e ł n a swoboda w y p o w i a d a n i a się". (159, M.A.).
Stosunek p a m i ę t n i k a r z y do w ł a s n e j pracy w a r u n k u j e
niejednokrotnie rodzaj satysfakcji jakie daje t w ó r c o m
jej wykonanie. N a j w i ę k s z y m
pragnieniem, zwłaszcza
r z e ź b i a r z y , było zyskanie s ł a w y i uznania dla swojej
twórczości, stąd też najczęściej w swoich wyznaniach
piszą o r a d o ś c i ze s p e ł n i e n i a tego pragnienia.
„ J e s t e m z tego bardzo dumny, j a k z tego, że
prosty nie uczony człowiek ma uznanie dla swego
talentu (...) dziś napawa mnie d u m ą , ż e moje
r z e ź b y jako syna przedwojennego
pastucha są
zakupywane przez muzea". (102, K.J.).
„ J e s t e m bardzo z a m i ł o w a n y do. t w ó r c z o ś c i ludo­
wej i p r a g n ę się r o z w i j a ć na wysoki poziom tak
rzeźbę j a k i zabawki ludowe. Wszelkimi siłami
b ę d ę się s t a r a ł , żeby moi odbiorcy to znaczy „ C e ­
pelia" b y l i z moich prac zadowoleni, bo w ł a ś n i e
i ja też widzę, że „ C e p e l i a " też dba o k a ż d e g o
t w ó r c ę ludowego. O t r z y m a ł e m wiele n a g r ó d w
konkursach od „Cepelii", b i o r ę zapomogi, bo
jestem teraz na rencie. Nawet się nie spodzie­
w a ł e m , że kiedyś w życiu mnie spotka t a k i za­
szczyt i z o s t a n ę t w ó r c ą l u d o w y m i będę nosił
o d z n a k ę t w ó r c y ludowego". (101, G.S.).
Niemniejsze zadowolenie sprawia t w ó r c o m ś w i a d o m o ś ć ,
że ich dzieła są potrzebne „ s p o ł e c z e ń s t w u i kulturze
polskiej", że p r z e t r w a j ą dla p o t o m n o ś c i . D u ż e znacze­
nie ma t a k ż e n a w i ą z a n i e dze.ki t w ó r c z o ś c i k o n t a k t ó w
z l u d ź m i w y k s z t a ł c o n y m i , poznanie szerszego ś w i a t a .
„Cieszy mnie to, że praca moja może p r z e t r w a ć
w i e k i , a oglądać ją m o g ą nawet moi p r a w n u k o wie. Bardzo mnie to cieszy, że podoba się k o m u ś
to co m ó j umysł i ręce p o t r a f i ą s t w o r z y ć . Nie
ma chyba nic milszego j a k zadowolenie z pracy,
k t ó r ą się w y k o n a ł o . Daje to o wiele więcej j a k
p i e n i ą d z e " . (214, H.H.).
„ M a m to zadowolenie, że te naczynie, k t ó r e sam
r ę c z n i e r o b i ę i ono wyjdzie m i ł a d n i e i k t o ś to
210

k u p i i ozdabia sobie mieszkanie, czy daje k o m u ś
prezent i to mnie cieszy, że ja swoją p r a c ą u p i ę k ­
szam k o m u ś życie". (262, O.J.).
„Lubię wyjeżdżać do miasta i na inne spotkania
i to mnie bardzo zachęciło do pracy tak j a k spot­
kanie z l u d ź m i w mieście w y k s z t a ł c o n y m i na
w y s o k i m poziomie, człowiek ma t a k i d o s t ę p , mile
się porozmawia, a p r z e w a ż n i e z b i u r e m k i e r o w ­
n i c t w a S T L , k t ó r z y o t a c z a j ą nas t r o s k l i w ą o p i e k ą
i to mnie strasznie p r z y w i ą z a ł o do w.spóżycia z
twórczością (98, A.M.).
Jestem zadowolona i szczęśliwa i potrzebna, ce­
nią m o j ą p r a c ę 1 mnie, że u t a r g u j ę , a ważniejsze,
'.e ś w i a t a i ludzi zobaczę, a ludzie mnie". (212,
!\J).
Dla w i e l u p a m i ę t n i k a r z y , szczególnie tych, k t ó r z y t r a k ­
t u j ą swoje zajęcie przede w s z y s t k i m zarobkowo, n a j ­
p o w a ż n i e j s z y m powodem do zadowolenia było uzyska­
ni? niezależności finansowej, „ d o r o b i e n i e się", a t y m
samym zyskanie szacunku w ł a s n e g o ś r o d o w i s k a .
Pragnienie u t r w a l e n i a w ł a s n e j s ł a w y odzwierciedla
się w d a l e k o s i ę ż n y c h planach i marzeniach n i e k t ó r y c h
twórców:
„ P r a g n ą ł b y m tyle chociaż żyć ż e b y m jeszcze dzieci
w y k s z t a ł c i ł , a zarazem może z o s t a w i ł b y m po so­
bie j a k i e ś ślady, że ja k o c h a ł s z t u k ę , co pod­
k r e ś l i ł y b y moje k l o c k i lipowe lub k a w a ł k i szyb
albo p ł ó t n a czy papieru. Jeżeli mam być szczery
to c h c i a ł b y m m i e ć w i ę k s z ą izbę, w k t ó r e j to
m ó g ł b y m u m i e ś c i ć swoje i mojej rodziny rzeźby
i obrazy. Byłoby to takie m a ł e muzeum rodziny".
(237, K.W.).
„Jeżeli chodzi o mnie, to n a j w i ę k s z y m , a zara­
zem najskrytszym m o i m marzeniem jest to aby
k i e d y ś w przyszłości utkany przeze mnie, a opar­
ty na starych unikato ,vych wzorach tzw. „ p a ń ­
skich czy d w o r s k i c h " K i l i m mógł być zawieszony
w symbolu polskiej p a ń s t w o w o ś c i w odbudowa­
n y m obecnie Z a m k u K r ó l e w s k i m , gdzie w ł a ś n i e
chyba tego rodzaju w y r o b y z n a j d o w a ł y się przed
tragicznym dla nas dniem jego zburzenia. Za­
mierzam r ó w n i e ż w p a j a ć swoim dzieciom zami­
ł o w a n i e do uprawianego przeze mnie tkactwa,
aby tradycja ludowa pozostała w rodzinie i była
nadal kontynuowana". (195, G.R.).
P o d s u m o w u j ą c to wszystko, co zostało powiedziane na
temat stosunku p a m i ę t n i k a r z y do w ł a s n e j twórczo-ci
m e ż n a s p r ó b o w a ć o k r e ś l i ć i : h s y l w e t k i . Za k r y t e r i u m
w y r ó ż n i a j ą c e p r z y j m u j ę tu, j a k j u ż w s p o m n i a ł a m , sto­
sunek do w ł a s n e j t w ó r c z o ś c i zdeklarowany przez sa­
mego p a m i ę t n i k a r z a , lub też w y n i k a j ą c y z całości pa­
m i ę t n i k a . Z a z n a c z y ć jednak m u s z ę , że klasyfikacja ta
może nie w p e ł n i o d p o w i a d a ć
rzeczywistości,
gdy?
opiera się ona na tak s u b i e k t y w n y m materiale ź i ó d i o w y m j a k i m są p a m i ę t n i k i .
R o z p a t r u j ą c sylwetki t w ó r c ó w , n i e z a l e ż n i e od re­
prezentowanej dziedziny w y t w ó r c z o ś c i m o ż n a podzier.ć
p a m i ę t n i k a r z y na k i l k a grup.
1. T w ó r c y w p e ł n y m znaczeniu tego słowa, działający
pod w p ł y w e m potrzeby tworzenia, nie p o d d a j ą c y się
wpływom
nacisków
z e w n ę t r z n y c h , nie zrażający się
t r u d n o ś c i a m i w odbiorze ich dziel, s t a w i a j ą c y w ł a s n ą
s a t y s f a k c j ę t w ó r c z ą przed o s i ą g a n i e m materialnych k o ­
rzyści i s ł a w y . Nie znaczy to, że nie cenią sobie po­
p u l a r n o ś c i i zarobku, jeżeli jednak te ostatnie k o l i d u j ą
z m o ż l i w o ś c i ą swobodnej w y p o w i e d z i t w ó r c z e j s k ł o n n i
są z r e z y g n o w a ć z tych k o r z y ś c i .

�T a k ą p o s t a w ę r e p r e z e n t u j ą przede w s z y s t k i m r z e ź b i a r z e
i malarze (28 w ś r ó d 60) oraz n i e k t ó r e tkaczki d y w a n ó w
p o d w ó j n y c h i hafciarek (tworząc i n d y w i d u a l n ą tech­
n i k ą „ m a l a r s k i e " kompozycje). W ś r ó d tej grupy pa­
m i ę t n i k a r z y s p o t k a ć m o ż n a z a r ó w n o t w ó r c ó w rozpo­
c z y n a j ą c y c h s w ą d z i a ł a l n o ś ć t w ó r c z ą bez b o d ź c ó w zew­
n ę t r z n y c h , j a k też t w ó r c ó w kreowanych, k t ó r z y zostali
z a c h ę c e n i do t w ó r c z o ś c i przez r ó ż n y c h a n i m a t o r ó w (o
czym b y ł a j u ż m o w a wcześniej).
2. T w ó r c y k r e o w a n i (lub odkryci) przez instytucje czy
osoby spoza w ł a s n e g o ś r o d o w i s k a i g ł ó w n i e na ich po­
trzeby u p r a w i a j ą c e d z i a ł a l n o ś ć t w ó r c z ą . W ś r ó d tych
p a m i ę t n i k a r z y s p o t k a ć m o ż n a z a r ó w n o r z e ź b i a r z y (3J)
j a k i h a f c i a r k i i tkaczki, zwłaszcza z młodszego poko­
lenia. Grupa ta w ł a s n e zajęcie traktuje zawodowo, p r a ­
cując na z a m ó w i e n i e o k r e ś l o n e g o odbiorcy i zgodnie
z jego w y m a g a n i a m i . Wprawdzie k r y t y k u j ą oni niekie­
dy wymagania powielania w z o r ó w i w y k o n y w a n i a zbyt
d u ż e j ilości prac w k r ó t k i m czasie, j e d n a k ż e p o d d a j ą
się ż y c z e n i o m o d b i o r c ó w z a r ó w n o co do charakteru w y ­
t w o r ó w j a k i ilości prac.
3. Rzemieślnicy i r ę k o d z i e l n i c y wiejscy, z w i ą z a n i korze­
n i a m i swojej działalności z t r a d y c j a m i w ł a s n e g o ś r o ­
dowiska, a k o n t y n u u j ą c y p r a c ę , z b r a k u możliwości
zbytu na wsi, na potrzeby innego k r ę g u o d b i o r c ó w .
Charakter tej w y t w ó r c z o ś c i w n a j w i ę k s z y m stopniu na­
w i ą z u j e do modelu, k t ó r y m o g l i b y ś m y n a z w a ć t r a d y ­
cyjnym.
Do tej grupy m o ż n a zaliczyć przede wszystkim
garncarzy, tkaczki oraz większość hafciarek.
Zastosowany przeze mnie podział nie wyczerpuje
o c z y w i ś c i e w p e ł n i zagadnienia. D y s p o n u j ą c jednak tak
s u b i e k t y w n y m ź r ó d ł e m , j a k i m są dokumenty osobiste,
gazie w g r ę wchodzi i n d y w i d u a l n o ś ć t w ó r c z a z c a ł y m
b a g a ż e m w ł a s n y c h s ą d ó w , trudno byłoby u n i k n ą ć b ł ę ­
dów przy p r ó b i e szczegółowszej klasyfikacji.
Na marginesie r o z w a ż a ń o sylwetkach t w ó r c ó w m u ­
szą w s p o m n i e ć o warunkach, w j a k i c h przychodzi t w ó r ­
com, po długiej często p o d r ó ż y , b r a ć udział w r ó ż ­
nych
imprezach
folklorystycznych,
wystawach
itp.
T w ó r c y ludowi, jak wszyscy t w ó r c y są zazwyczaj l u d ź ­
m i bardzo w r a ż l i w y m i na stosunek w i d z ó w do dzieła
i jego autora. Znamienny jest p r z y k ł a d hafciarki (nie­
typowej, bo t w o r z ą c e j w i n d y w i a u a l n e j technice „ m a ­
larskiej" kompozycji) zaproszonej na otwarcie w y s t a ­
w y w S z y d ł o w c u w 1973 г о к и : „Na p r ó ż n o s z u k a ł a m
j a k i e g o ś miejsca, żeby m o ż n a było usiąść (...) A prze­
cież na parterze w dość d u ż y m pomieszczeniu nie za­
gospodarowanym m o ż n a było r o z s t a w i ć s t o l i k i i k r z e s ł a ,
k t ó r e tam w i d z i a ł a m w k ą c i e , p o k r y t e kurzem (...) kto
p o m y ś l i o poczekalni dla ludzi, kiedy w ostatniej go­
dzinie k o ń c z o n o dekorowanie wystawy (...) Na wysta­
wie (...) z a u w a ż y ł a m d w ó c h bardzo m ł o d y c h ludzi, k t ó ­
rzy swoim zachowaniem zbudzili we mnie o d r a z ę i
niechęć. Chichotanie i w y k r z y w i a n i e się nad m a l o w i d ­
ł a m i w i s z ą c y m i na ś c i a n i e , p o w i e d z i a ł o m i o nich
wszystko. B y ł a m jakoś r o z d r a ż n i o n a i zawiedziona.
M o ż e k o m u ś się nie p o d o b a ć , ale s w o i m zachowaniem
nio p o w i n n i u r a ż a ć c z ł o w i e k a , k t ó r y to w y k o n a ł i m o ż e
dla k t ó r e g o ta praca jest c z y m ś w z n i o s ł y m , czymś z
czego wykonawca jest dumny i głęboko przekonany,
że to co r o b i jest w a ż n e i dlatego m ó g ł w z i ą ć u d z i a ł
w tak zaszczytnej imprezie. Ludzie w y k s z t a ł c e n i po­
w i n n i r o z u m i e ć , że t y m p r y m i t y w n y m w y k o n a w c o m n i k t
c a ł y m i latami w ż a d n e j szkole nie k ł a d z i e wiedzy jak
ł o p a t ą do g ł o w y . T y l k o oni przez u p a r t ą w y t r w a ł o ś ć
i u m i ł o w a n i e sztuki zdobywali to co p o t r a f i ą . C i ę ż k ą
p r a c ą przez d ł u g i e lata i w ł a s n y m d o ś w i a d c z e n i e m " .
(113, B.M.).

W i e l u p a m i ę t n i k a r z y wspomina o t r u d n y c h w a r u n ­
kach pracy na stoiskach na ,Cepeliadzie'\ festiwalach
i innych imprezach, na k t ó r e przecież zostali zaproszeni
przez o r g a n i z a t o r ó w . Zaproszenie z o b o w i ą z u j e do za­
pewnienia podstawowych w a r u n k ó w : c i e p ł e g o p o s i ł k u ,
możliwości skorzystania z toalety i t p . Bez w z g l ę d u na
rodzaj
prezentowanej
twórczości i s ł a w ę nazwiska
t w ó r c y l u d o w i w o ś r o d k a c h miejskich w i n n i b y ć zawsze
t r a k t o w a n i j a k zaproszeni goście.
Perspektywy sztuki ludowej w opiniach pamiętnikarzy
P a m i ę t n i k a r z e niejednokrotnie p o d k r e ś l a j ą o p i e k ę
p a ń s t w a nad s z t u k ą l u d o w ą , zainteresowanie j a k i m cie­
szy się ona w s p o ł e c z e ń s t w i e , r o z m a i t o ś ć sposobów jej
prezentacji i t p . Nie oznacza to jednak, że na perspek­
t y w y rozwoju sztuki ludowej wszyscy z a p a t r u j ą się
optymistycznie. O ile w r ę k o d z i e l e i plastyce o b r z ę d o ­
wej ponad 90% t w ó r c ó w (na 35 wypowiedzi) przeka­
zało swoje u m i e j ę t n o ś c i i n n y m osobom (rodzinie, zna­
jomym, na kursacn „Cepelii"), w garncarstwie zaledwie
4. R z e ź b i a r z e w c i ą g n ę l i do w s p ó ł p r a c y 19 c z ł o n k ó w r o ­
dziny (23 wypowiedzi).
M ó w i ą c o b r a k u perspektyw rozwojowych w y t w ó r ­
czości ludowej j e d n i t w ó r c y p o d k r e ś l a j ą zmiany g u s t ó w
i u p o d o b a ń l u d n o ś c i wiejskiej (zwłaszcza w w y p o s a ż e ­
n i u w n ę t r z ) , garncarze natomiast
główną
przyczynę
u p a t r u j ą w możliwościach lżejszej pracy w innych za­
wodach czy zmianie miejsca zamieszkania.
Najbardziej optymistycznie na p r z y s z ł o ś ć sztuki l u ­
dowej z a p a t r u j ą się r z e ź b i a r z e . T w ó r c y ci t r a k t u j ą c swe
zajęcia zawodowo u t w o r z y l i nawet całe szkółki r z e ź ­
biarskie, gdzie w y c h o w u j ą kadry n a s t ę p c ó w , pomaga­
jących i m w wykonywaniu zamówień.
„Aby ocalić dotychczasowy t r u d i sukcesy zorga­
n i z o w a ł e m po prostu szkołę we w ł a s n y m domu
i wszystkich c h ę t n y c h i zdolnych, k t ó r z y chcieli
się p o ś w i ę c i ć tej w ł a ś n i e p i ę k n e j pracy postanowi­
ł e m n a u c z y ć tego do czego sam d o s z e d ł e m w tak
niedługim
czasie. Jaka zwycięzca
wypuściłem
spod swojej r ę k i tak się m o g ę w y r a z i ć 10 ludzi,
k t ó r y m m o g ł e m p o w i e r z y ć część pracy w y k o n y ­
wanej przeze zmnie. Z a m ó w i e n i a n a d s y ł a n e , zo­
stały wykonane. K a ż d y z tych w ł a ś n i e ludzi, k t ó ­
rzy odeszli ode mnie z a k ł a d a ł w ł a s n ą p r a c o w n i ę
i p r a c o w a ł osobiście. K a ż d y p r a c o w a ł na s w o j ą
r ę k ę , k a ż d y o b m y ś l a ł osobiście i w y k o n y w a ł nowe
wzory, aby w z b o g a c i ć s z t u k ę l u d o w ą Polski L u ­
dowej jeszcze w i ę c e j . Tak p o w s t a ł p u n k t skupu
w Nowogrodzie". (125.C.M.).
„Jeśli chodzi o s p r z e d a ż (osobom p r z y j e ż d ż a j ą c y m )
nie m o g ł e m s p e ł n i ć p r o ś b y o d w i e d z a j ą c y c h , bo
sam j u ż m a ł o r o b i ę , a syn też nie m o ż e n a d ą ż y ć ,
w y k o n a ć prac z a m ó w i o n y c h przez „Cepelię". W i e ­
le swoich w z o r ó w o d d a ł e m c h ę t n y m do tej pracy.
P i ę c i u s ą s i a d ó w ze wsi mojej i s ą s i e d n i e j r o b i
w y r o b y z moich w z o r ó w . M a m w planie dalej
k o n t y n u o w a ć tę p r a c ę , zamierzam d a ć k i l k a no­
w y c h w z o r ó w . Wszystkie wzory są z mojego re­
gionu kurpiowskiego w k t ó r y m żyję". (69, K.W.).
N i e k t ó r z y t w ó r c y , z a r ó w n o ci pesymistycznie o c e n i a j ą c y
perspektywy sztuki ludowej j a k i o p t y m i ś c i p r o p o n u j ą
na ł a m a c h p a m i ę t n i k ó w 'szereg d z i a ł a ń m a j ą c y c h p o d ­
t r z y m a ć s z t u k ę l u d o w ą . Do najczęściej p o w t a r z a j ą c y c h
się należy propozycja ograniczenia ilości organizowa­
nych k o n k u r s ó w i postawienie ich na w y ż s z y m pozio­
mie z k o m p e t e n t n y m j u r y . Inne propozycje d o t y c z ą
r ó ż n y c h f o r m propagandy sztuki ludowej w ś r o d k a c h
211

r

�masowego przekazu, ś w i e t l i c a c h , organizowanie s p o t k a ń
ze znanymi t w ó r c a m i , wystaw i p o k a z ó w w m a ł y c h
o ś r o d k c h , pomocy finansowej w organizowaniu w i ­
dowisk i t p .
Na marginesie c h c i a ł a b y m dodać, że r o z w a ż a n i a
o w ł a s n e j twórczości p r o w a d z ą czasem p a m i ę t n i k a r z y
do ogólniejszych s p o s t r z e ż e ń na temat sztuki ludowej,
sztuki w s p ó ł c z e s n e j , innych a r t y s t ó w i t p . Przytaczam
tu jedynie najbardziej charakterystyczne z tych uwag:
„ J a osób ś w i ę t y c h nie o d w a ż y ł e m się jeszcze r z e ź ­
bić, tak dostojnych osób p r z e d s t a w i ć w n a l e ż y t e j
godności, żeby i m nie ubliżyć tak jak n i e k t ó r z y
p r z e d s t a w i a j ą w postaci b a ł w a n a . W tygodniku
„Myśl S p o ł e c z n a " (...) o g l ą d a ł e m r z e ź b y , k t ó r e
r e p r e z e n t u j ą r ó ż n y c h r z e ź b i a r z y polskich w y k o ­
nane w k r a j u b ą d ź za g r a n i c ą i d o s t a j ą uznanie.
Ja osobiście nie p o c h w a l ę , r o b i ą j a k i e ś b a ł w a n y
bez ż a d n e j proporcji, bez charakteryzacji, głowa
r ó w n a t u ł o w i u , r ę k a j a k k i k u t i to n a z y w a j ą
r z e ź b ą " . (119, K.F.).
„Moim zdaniem obecnie polska sztuka ludowa
jest tak z m ą c o n a j a k polskie rzeki. Dlatego, że
dzisiaj k a ż d y się zna na sztuce ludowej, t ł u m a c z y
ludziom, k t ó r z y j ą t w o r z ą , że nie tak ma b y ć , to
trzeba z m i e n i ć , tamto dołożyć i wtedy b ę d z i e le­
piej. Przez z góry planowane ilości
produkcji
seryjnej, a sztuka ludowa nie powinna b y ć p r o ­
d u k c j ą s e r y j n ą . O k r e ś l e n i e produkcja sztuki l u ­
dowej mnie razi. Co prawda zmieniono n a z w ę
„ p r z e m y s ł " na „ r ę k o d z i e ł o " ale produkcja b ę d z i e
p r o d u k c j ą . Wiem, że to musi b y ć , bo jest o b j ę t e
w planie p a ń s t w o w y m . M o i m zdaniem etnogra­
fowie i a r t y ś c i plastycy p o w i n n i b y ć k i e r o w a n i
na etaty m a j ą c e wiele w s p ó l n e g o ze s z t u k ą l u ­
d o w ą , na tereny, z k t ó r y c h się w y w o d z ą . Bo kto
lepiej może z n a ć się na sztuce ludowej, m i ł o ś n i k
f o l k l o r u m i e s z k a j ą c y stale na danym terenie,
czy artysta po szkole z innego k r a ń c a Polski.
O b a w i a m się, że z czasem ci a r t y ś c i , k t ó r z y nie
m a j ą swojej i n d y w i d u a l n o ś c i z m i e n i ą s z t u k ę l u ­
d o w ą c h c ą c u p o d o b n i ć s z t u k ę l u d o w ą do sztuki
nowoczesnej. Obecnie bardzo modne jest i w y c h ­
walane z a k ł a d a n i e szkółek r z e ź b i a r s k i c h i m ó w i
się, że to są młodzi t w ó r c y l u d o w i i m a j ą być
w przyszłości. Ja z t y m nie m o g ę się zgodzić dla­
tego, że sztuki samorodnego tworzenia nie da się
w y u c z y ć i we w ł a s n y m stylu. Zgadzam się z prze­
w i d y w a n i a m i ostatniego zjazdu t w ó r c ó w ludowych,
że ż y w o t STL przewiduje się na około 30 lat. To
dlatego, bo teraz wszyscy m u s z ą iść do szkoły,
k t ó r y ma j a k i e ś zdolności idzie do szkoły a r t y ­
stycznej. N i e k t ó r y po szkole się zepsuje i nie wie
jak r o b i ć i co r o b i ć , bo to co teraz t w o r z ą to nie
ma na to za dużo n a b y w c ó w , jeżeli u w a ż a się
chleb malowany lub z g w o ź d z i e m , albo m u s z k ę
za dzieło sztuki". (198 „ L u b a ń " ) .

*
*

*

P a m i ę t n i k i t w ó r c ó w ludo wy ch z a w i e r a j ą wiele cen­
nych, d a j ą c y c h się jeszcze niejednokrotnie w y k o r z y s t a ć
m c t e r i a ł ó w ź r ó d ł o w y c h , szczególnie do takich zagad­
n i e ń jak historia p o s z c z e g ó l n y c h dziedzin w y t w ó r c z o ś c i
ludowej w regionie reprezentowanym przez p a m i ę t n i ­
karza, t e c h n i k i i procesy w y t w ó r c z e , asortymenty w y ­
r o b ó w w r ó ż n y m okresie i t p .
Niniejsze opracowanie p o ś w i ę c o n e jest r o z w a ż a n i o m
nod osobą t w ó r c y i charakterem jego k o n t a k t ó w ze

212

ś r o d o w i s k i e m w ł a s n y m i obcym. P a m i ę t n i k i są jednak
ź r ó d ł e m mało o b i e k t y w n y m , a obraz j a k i przedstawia­
ją, m o ż e b y ć niekiedy daleki od r z e c z y w i s t o ś c i . Dopiero
b e z p o ś r e d n i e k o n t a k t y z t w ó r c a m i i ich d z i e ł a m i , szcze­
g ó ł o w e badania terenowe oraz p o r ó w n a n i a obu rodza­
j ó w m a t e r i a ł ó w p o z w o l i ł y b y na w y c i ą g n i ę c i e o g ó l n i e j ­
szych w n i o s k ó w . M a j ą c to na uwadze o g r a n i c z y ł a m się
w pracy do zasygnalizowania p r o b l e m ó w poruszonych
w p a m i ę t n i k a c h , n a j w i ę c e j miejsca p o ś w i ę c a j ą c w y ­
powiedziom samych t w ó r c ó w .
Po lekturze p a m i ę t n i k ó w nasuwa się jednak k i l k a
refleksji, k t ó r e j a k się wydaje m o g ą p r e t e n d o w a ć do
w m i a r ę o b i e k t y w n y c h s t w i e r d z e ń . T w ó r c a ludowy znaj­
d o w a ł zrozumienie we w ł a s n y m ś r o d o w i s k u w ó w c z a s
jego praca z w i ą z a n a b y ł a z tradycjami miejscowymi
i „ k o n s u m o w a n a " przez to ś r o d o w i s k o . T w ó r c y i n d y ­
w i d u a l n i , k t ó r y c h d z i a ł a l n o ś ć niewiele m i a ł a w s p ó l n e g o
z tradycjami miejscowymi zostają zaakceptowani do­
piero w c h w i l i gdy t w ó r c z o ś ć ich zaczyna p r z y n o s i ć
widoczne efekty finansowe i p r e s t i ż o w e poza w ł a s n y m
ś r o d o w i s k i e m , co nie oznacza jednak akceptacji przez
w i e ś ich w y t w ó r c ó w . Przeciwnie — t w ó r c z o ś ć dla inne­
go niż w ł a s n e ś r o d o w i s k o odbiorcy daleko odbiega od
g u s t ó w i u p o d o b a ń z a r ó w n o w s i jak t e ż i samego t w ó r ­
cy. Daje się w y c z u ć w p a m i ę t n i k a c h ton nieszczerości
kiedy t w ó r c y w s p o m i n a j ą , że w y t w o r y , k t ó r e w y k o n y ­
w a l i przed „ o d k r y c i e m " były n i e ł a d n e , „ale teraz już
w i e m j a k i e są ł a d n e " . N i e k t ó r z y p a m i ę t n i k a r z e szczerze
m ó w i ą , że dla siebie i znajomych w y k o n u j ą inne w y ­
roby niż na z a m ó w i e n i e miasta.
Obraz twórczości ludowej j a k i w y t w o r z y ł się w
ś w i a d o m o ś c i odbiorcy miejskiego, a t a k ż e n i e k t ó r y c h
c z ł o n k ó w k o m i s j i konkursowych i k w a l i f i k a c y j n y c h jest
obrazem n a l e ż ą c y m j u ż do przeszłości etapu k u l t u r y
wsi, j u ż historycznie z a m k n i ę t e g o , „ m u z e a l n e g o " . Ele­
menty lansowanego „stylu ludowego" t a k ż e i w przesz­
łości nie tylko nie p o w s t a ł y w izolacji od w p ł y w ó w
innych ś r o d o w i s k ale n i e k t ó r e rodzaje r ę k o d z i e ł a w r ę c z
w y k r e o w a n e były przez a n i m a t o r ó w twórczości i szkoły
r ę k o d z i e l n i c z e (jak np. haft biały m a k o w s k i czy „ s n u t k i golińskie"), o czym j u ż b y ł a mowa.
Zamykanie w s p ó ł c z e s n e j twórczości w ramy w y i m a ­
ginowanej „ l u d o w o ś c i " jest b ł ę d n e z samego założenia.
Co jest dziś bardziej ludowe: d y w a n w p r ą d k i ,
tkany mozolnie przez trzecie już pokolenie tkaczek w e d ­
ług w z o r ó w z kap fabrycznych, zakorzeniony dziś w
t r a d y c j i w i e j s k i e j , czy t k a n i n a dwuosnowowa Moja
droga przez wieś, wykonana pod k i e r u n k i e m profesor
P l u t y ń s k i e j ? Czy bardziej l u d o w y jest dziergany biały
haft, rozpowszechniony przez szkołę w Makowie, czy
kolorowe k w i a t k i , k ł a d z i o n e
swobodnie na t k a n i n ę
przez h a f c i a r k ę w c h w i l i wolnej od p r o d u k c j i na za­
mówienie „Makowianki"?
Rozbieżność g u s t ó w
ś r o d o w i s k a wiejskiego i od­
b i o r c ó w w s p ó ł c z e s n y c h w y r o b ó w „ l u d o w y c h " zaznacza
się bardzo w y r a ź n i e w p a m i ę t n i k a c h o czym wspomnia­
ł a m już poprzednio (str. 28—29)
Zeby być dobrze z r o z u m i a n ą c h c i a ł a b y m p o d k r e ś l i ć
zdecydowanie, że a b s t r a h u j ę w tej c h w i l i od oceny
estetycznej w z o r n i c t w a „ l u d o w e g o " czy „ n i e l u d o w e g o " .
Chodzi m i przede w s z y s t k i m o przekonanie k o m i s j i
konkursowych, że uczenie t w ó r c ó w co jest a co nie
jest ludowe w stylu prac wprowadza absolutny chaos
w umysłach twórców.
W r ę k o d z i e l e kreowanie nowego charakteru w y ­
twórczości artystycznej na wsi, zwłaszcza pod k i e r u n ­
kiem dobrych a n i m a t o r ó w (takich jak prof. E. P l u t y ń s k a czy zespół I W P pod k i e r u n k i e m prof. Wandy
Telakowsklej) ma więcej p l u s ó w niż m i n u s ó w , jeżeli

�pobudza i n w e n c j ę t w ó r c z ą i jeżeli proces powstawa­
nie nowych t k a n i n czy h a l t ó w ma charakter t w ó r c z e ­
go w s p ó ł d z i a ł a n i a plastyka i t w ó r c y ludowego.
Nadawanie nowego k s z t a ł t u artystycznej w y t w ó r ­
czości wiejskiej musi p r z e b i e g a ć w harmonijnej w s p ó ł ­
pracy (na zasadzie partnerstwa) artysty plastyka, etno­
grafa i t w ó r c y ludowego, jeżeli w ostatecznym k s z t a ł ­
cie w y t w ó r c z o ś ć ta s t a n o w i ć ma dobro o g ó l n o n a r o d o w e .
Pozostawienie r ę k o d z i e ł a wiejskiego w „ n i e s k a ż o n e j "
formie jest absurdem, bo taka forma (jak już wspom­
n i a ł a m ) nie istnieje. Artystyczne r ę k o d z i e ł o w s p ó ł c z e s ­
nej w s i powinno c z e r p a ć (i m i e ć takie możliwości)
z najlepszych w z o r ó w dorobKu artystycznego, a nie
z o d p a d ó w k u l t u r y masowej.
Pozornie w y d a w a ć by się mogło, że w moich roz­
w a ż a n i a c h istnieje s p r z e c z n o ś ć . U w a ż a m za s ł u s z n e czy
n i e s ł u s z n e kreowanie twórczości ludowej? T a m gdzie
mamy do czynienia z kopiami w z o r ó w muzealnych,
o d t w a r z a n i e m starych w z o r ó w i f o r m sprawa jest jas­
na Chodzi m i tutaj przede w s z y s t k i m o sposób t r a k ­
towania wszelkich innowacji
i prób twórczych
we
w s p ó ł c z e s n e j t k a n i n i e wiejskiej, hafcie i t p . Nie m o ż e ­
my jej o c e n i a ć na zasadzie: „nie podobna do muzeal­
nych — nieludowa", „ p o d o b n a — ludowa". W s p ó ł c z e s ­
ne rękodzieło wiejskie musimy ocenić (zważywszy na
ogromny n a p ł y w n o w y c h w z o r ó w , nie zawsze najlep-

PRZ

1

„Zielony Sztandar" nr 8 z 27.02.1974
O m a w i a j ą c p o r ó w n a w c z o k a ż d e zagadnienie poda­
ję ilość p a m i ę t n i k ó w w k t ó r y c h z n a l a z ł a się informacja
na ten temat.
O k r e ś l e n i e „ a n i m a t o r " nie jest najlepszym sfor­
m u ł o w a n i e m , ale przyjęło się już w pracach i dys­
kusjach p o ś w i ę c o n y c h tej tematyce i z a s t ą p i e n i e go
i n n y m np. „ b u d z i c i e l " m o ż e nie b y ł o b y w ł a ś c i w i e zro­
zumiane. Pod o k r e ś l e n i e m t y m rozumiem c e l o w ą dzia­
ł a l n o ś ć osób lub instytucji m a j ą c ą na celu o ż y w i e n i e
i rozwijanie t w ó r c z o ś c i ludowej.
2

3

szych), jako dobre artystycznie, lub złe, nie n a z y w a j ą c
dobrego „ l u d o w y m " , a złego .„nieludowym w stylu".
We w s p ó ł c z e s n e j w y t w ó r c z o ś c i wiejskiej
najbardziej
— ludowe stają się w y t w o r y , k t ó r y c h w z o r n i c t w o opar­
te często na z a p o ż y c z o n y c h wzorach wrasta już w k u l ­
t u r ę w i e j s k ą i m o g ł o b y ulec z biegiem czasu, gdyby
z a i s t n i a ł y po temu w a r u n k i , charakterystycznym dla tej
kultury modyfikacjom .
W ą t p l i w o ś c i wszelkich k o m i s j i b i o r ą się zazwyczaj
z faktu, że tempo przenikania do k u l t u r y wiejskiej no­
wego (nie zawsze z d o b r y : h
źródeł
pochodzącego)
w z o r n i c t w a jest szybsze niż k i e d y k o l w i e k i dokonuje
się ono niejako na naszych oczach.
Ingerencja dobrych a n i m a t o r ó w r ę k o d z i e ł a ludowe­
go wydaje się t u konieczna, j e d n a k ż e , jak już wspom­
n i a ł a m musi o d b y w a ć się na zasadzie t w ó r c z e j w s p ó ł ­
pracy, a nie odrzucania nowej w charakterze t w ó r c z o ­
ści, bez uzasadnienia (jak to często ma miejsce) k r y ­
t e r i ó w , j a k i m i k i e r u j ą się komisje konkursowe.
Na pewno też n a l e ż a ł o b y w w i ę k s z y m , niż dotych­
czas stopniu w y k o r z y s t y w a ć u m i e j ę t n o ś c i t w ó r c z e haf­
ciarek i tkaczek, k t ó r e w przeszłości u m i a ł y w y k o n y ­
w a ć wszelkie, u ż y w a n e na wsi, rodzaje t k a n i n , a obec­
nie p r o d u k u j ą np. chodnik s ł o m i a n y czy szmaciak.
P r z e c i e ż celem naszym m i a ł o b y ć podtrzymywanie t r a ­
dycyjnych u m i e j ę t n o ś c i i rozwijanie twórczości ludo­
wej.
6

PISY

4

Por. np. A . Jackowski: O sztuce ludowej,
kon­
kursach i kryteriach
ocen, „ B i u l e t y n S T L " nr 11—12,
1976, s. 11—11; tegoż: Sztuka ludowa — relikt czy war­
tość żywa,
„Pol. Szt. L u d " . , R. X X I X , 1975, nr 3; K .
Piwocki, Uwagi
o zagadnieniu
tzw.
sztuki
ludowej,
„Pol. Szt. L u d . " R. X X I X , 1975, nr 3; S. Błaszczyk,
Współczesne
przeobrażenia
sztuki
ludowej,
„Pol. Szt.
L u d . " , R. X X I V , 1970, nr 3—4
Por. J. O r y n ż y n a , O sztukę
ludową,
W - w a 1965,
s. 38—49, W. Telakowska, W kręgu chłopskiej
kultury,
W - w a 1970
5

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8596" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8575">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/705485c59aad82964f8b100d9e4b76c8.pdf</src>
        <authentication>196fcd1eb92dea5dfef64363ab8dd1cf</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102680">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3714</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102681">
                <text>1960</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102682">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3488</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102683">
                <text>Spis treści / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1960 t.14 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102684">
                <text>Państwowy Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102685">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102689">
                <text>�T R ESC:&#13;
&#13;
Jacek Olędzki&#13;
&#13;
Wota&#13;
&#13;
woskowe&#13;
&#13;
ze&#13;
&#13;
wsi&#13;
&#13;
Brodowe&#13;
&#13;
Łąki&#13;
&#13;
i Krzynowłoga Wielka&#13;
&#13;
3&#13;
&#13;
Aleksander Błachowski&#13;
&#13;
Z badań nad sztuką l u d o w ą Opolszczyzny&#13;
&#13;
23&#13;
&#13;
Olga Mulkiewicz&#13;
Zbigniew Jasiewicz&#13;
&#13;
Tkanina ażurowa&#13;
Forma do wypieku ciasta z okolic Mię­&#13;
dzyrzecza&#13;
&#13;
37&#13;
39&#13;
&#13;
Stanisław Franciszek&#13;
Gajerski&#13;
&#13;
Materiały do historii ośrodków&#13;
carskich w Potyliczu i okolicy&#13;
.&#13;
&#13;
42&#13;
&#13;
E w a Fryś&#13;
&#13;
Wystawa sztuki ludowej w&#13;
&#13;
Maria Przeździecka&#13;
&#13;
Wystawa haftów&#13;
&#13;
Rss.&#13;
&#13;
Otokar Macel, Jarosław Vajdis: Slovacko,&#13;
&#13;
w&#13;
&#13;
Rss.&#13;
&#13;
Łańcucie&#13;
&#13;
Rzeszowie&#13;
&#13;
architektonicki vyvoj vesnice&#13;
Caiete de arta populara&#13;
&#13;
garn. .&#13;
&#13;
.&#13;
&#13;
.&#13;
&#13;
.&#13;
&#13;
.&#13;
&#13;
.&#13;
&#13;
.&#13;
.&#13;
&#13;
.&#13;
&#13;
50&#13;
56&#13;
&#13;
58&#13;
58&#13;
&#13;
Kronika&#13;
&#13;
59&#13;
&#13;
Summary of articles&#13;
&#13;
63&#13;
&#13;
Na&#13;
dze&#13;
Na&#13;
Fot.&#13;
&#13;
okładce:&#13;
Wota woskowe: „ule" (1), „gęsi" (2), z kościoła w&#13;
Krzynowło­&#13;
Wielkiej, pow. Przasnysz. Fot: Jacek Olędzki&#13;
(1), Jan Swiderski&#13;
(2).&#13;
stronie tytułowej:&#13;
Forma do wypieku ciasta z Kalska. pow.&#13;
Skwierzyna.&#13;
Stanisław&#13;
Kusza.&#13;
&#13;
�polska sztuka ludowa&#13;
KWARTALNIK P A Ń S T W O W E G O INSTYTUTU SZTUKI ROK XIV 1 960 NR 1&#13;
&#13;
�KOMITET&#13;
Mgr&#13;
mgr&#13;
prof,&#13;
prof,&#13;
prof,&#13;
&#13;
REDAKCYJNY&#13;
&#13;
Aleksander Jadkowski,&#13;
Kazimierz Pietkiewicz,&#13;
dr Ksawery Piwocki,&#13;
dr Roman&#13;
Reinfuss,&#13;
dr Tadeusz Seweryn.&#13;
&#13;
ZESPÓŁ&#13;
&#13;
REDAKCYJNY&#13;
&#13;
Redaktor&#13;
naczelny:&#13;
mgr&#13;
Aleksander J a c k o w s k i , za­&#13;
stępca r e d a k t o r a n a c z e l n e ­&#13;
go: prof, d r R o m a n R e i n ­&#13;
fuss,&#13;
sekretarz&#13;
redakcji&#13;
i&#13;
redaktor&#13;
działu:&#13;
mgr&#13;
Jadwiga&#13;
Jarnuszkiewicz,&#13;
r e d a k t o r działu: m g r A n ­&#13;
na&#13;
Kunczyńska,&#13;
redaktor&#13;
techniczny: M a r i a K l u k o w ska,&#13;
okładka&#13;
i&#13;
układ&#13;
graficzny:&#13;
Józef&#13;
Wilkoń.&#13;
Tłumacz: Doris&#13;
Ronowicz.&#13;
Red.: Państwowy&#13;
Instytut.&#13;
S z t u k i , W a r s z a w a , Długa 26.&#13;
Wyd.&#13;
i&#13;
administr.:&#13;
P.P.&#13;
Wydawnictwa&#13;
Artystyczne&#13;
i&#13;
Filmowe,&#13;
Warszawa,&#13;
K r a k . P r z e d m i e ś c i e 21/23.&#13;
&#13;
�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8594" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8573">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/77e5ce65c0787c549b9d3a6705801675.pdf</src>
        <authentication>666f6a162fa24809a7eebf3f3e95215e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102661">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3709</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102662">
                <text>1956</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102663">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3485</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102665">
                <text>Spis treści / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1956 t.10 z.6</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102667">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1956 t.10 z.6 , s.1-3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102669">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102671">
                <text>Państwowy Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102673">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102677">
                <text>POLSKA
SITUKA
LUDOWI
p

A

N

S

T

W

O

W

Y

I

N

S

T

Y

ROK
T

U

T

X

1956
S

Z

T

Nr
U

K

�DWUMIESIĘCZNIK

WYDAWANY

PRZEZ

PAŃSTWOWY I N S T Y T U T

SZTUKI''

RADA REDAKCYJNA
Prof. D r W i t o l d D y n o w s k i , Prof. D r Eugeniusz Frankowski, Prof. D r M i e c z y s ł a w
Gladysz, M g r Kazimierz Pietkiewicz, Prof. D r Ksawery P i w o c k i , M g r Jan Sadownik,
Prof. D r Tadeusz Seweryn, M g r M a r i a n Sobieski, Wanda Telakowska, M g r Aleksan­
der Wojciechowski

ZESPÓŁ REDAKCYJNY
Mgr Aleksander Jackowski (redaktor naczelny), Prof. D r Roman Reinfuss (zastępca
redaktora naczelnego), M g r S t a n i s ł a w Hiż (sekretarz redakcji), M g r Barbara Sucho­
dolska (redaktor
techniczny)

Na okładce: „Męczeństwo
sto. Wojciecha" płaskorzeźba
polichromowana.
Z Choczni
poio. Wadowice.
Obeoiie
prof. W. Chorbackiego
w Krakowie.
Fotografował
Jan

u; drzewie
w
zbiorach
Swiderski.

T ff
if.[.im. - * &gt;
&amp;*m*€kr ufa

REDAKCJA i ADMINISTRACJA: PAŃSTWOWY INSTYTUT SZTUKI
W A R S Z A W A , D Ł U G A 26

�U

POLSKA

w .

SZTUKA

LUDOWA

NR 6

ROK 1956

T

R

E

Ś

Ć

:
Str.

Aleksander Jackowski

Refleksje po wystawie sztuki ludowej w Londynie

Zofia C i e ś l a - R e i n f u s s o w a

Sztuka ludowa w Sieradzkiem

297

Andrzej Kossakowski

w

314

St. Hiż, A . K u n c z y ń s k a

Sztuka e s k i m o s ó w kanadyjskich

Olga M u l k i e w i c z

sprawie

Objazdowa

.

amatorów

wystawa

sztuki

316

ludowej

województwa

łódzkiego
Roman Reinfuss

ą

Nją.

289

336

rijjargifleftię

wystawy

10-lecia

polskiej

sztuki

ludowej

337

Jadwiga Jarnuszkiewicz

Glos w dyskusji o wystawie 10-lecia

340

Jan Sadownik

Z z a g a d n i e ń klasyfikacji i systematyki polskiej p i e ś n i
ludowej

343

Zofia Barbara G ł o w a

** ' " M a ' t l f i a i y ¿ 0 mapy o ś r c d k ó w garncarskich w Polsce.
Cz. I V

355

Rss

Albert

Rss

Tancred Banateanu: P o r t u l popular d i n Tara Oasului
editura de stat pentru literatura si arta . . . .

360

Rss

Friedrich Sieber: Bunte Möbel der Oberlausitz

361

Rss

P. J. Makuszenko, Z. A. Petrowa: Narodnaja
tektura

Fiedler: Deutsche Volkstrachten

.

.

.

.

.

Archi­

Zakarpatia

362

Tomasz Rusek

Domy m i e s z c z a ń s k i e z K a m i o n k i pow. L u b a r t ó w .

A. W.

„Literatura

l u d o w a " — nowy miesięcznik

styczny

P A Ń S T W O W Y

360

I N S T Y T U T

.

363

folklory­
365

S Z T U K I

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8592" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8571">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e0d158a8d15ca274954da19992b01f17.pdf</src>
        <authentication>a9da91409bf741b6a9958ea08c4ba9b6</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102638">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3707</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102639">
                <text>2000</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102640">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3484</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102642">
                <text>Listy do Bronisława Malinowskiego / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2000 t.54 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102643">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2000 t.54 z.1-4, s.240-292</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102644">
                <text>Witkiewicz, Stanisław I.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102645">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102646">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102647">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102648">
                <text>Stanisław

Ignacy Witkiewicz

• LETTERS T O BRONISŁAW M A L I N O W S K I

don't say no, I beg you, because the "milieu" hete is just
right for divagations a la St. Lack.
Kisses
Your Staś

STANISŁAW IGNACY
WITKIEWICZ

Letters to Bronisław
Malinowski
(Translated by Daniel Gerould
and Michał Kłobukowski)
i.
[Syłgudyszki, September 1 0 - 15, 1903]
Dear Bronio,
Yesterday I came from Poiaga and today I got a
formal card i n which you ask my cousin for my address.
You jerk. I'd written to the Lublin Guberniya - four
letters from Bogdanówka, two from Syłgudyszki. Then
three more to Petrograd. 1 wrote nine letters altogether
and got nothing from you! You've made me quite mad.
Aren't you planning to go to Warsaw by any chance.
I'm going there in ten days or a fortnight, more or less
for a week. I'm moving to Cracow for the winter Don't
go to Catania yet. We'll see how we can work things out
together. This might be conceit on my part (as Prim
Patrykowicz would have said).
Write me extensively about your plans, dates of
departures, things like that. Pay no mind to the style
and try to wallow in your own Being. Your digressions in
that direction delight me. Don't spin out any theories
about my "brutality", like alt my other friends have
stupidly done. There's just one recollection you ought
to blush at - namely, having drawn my attention to the
fact that Mrs. Ewa had some scrambled eggs on her lip,
while your green eyes were looking at me searchingly
through your sunglasses. I burst out laughing each time
I remember that scene.
I've been quite empty after all this painting of
seascapes.
The erotomania has quietened down for a while.
My Aunt has heard so much about you that she
wants you to visit me in Syłgudyszki. She's asking you to
drop by for a few days on your way back from Petrograd.
A second class ticket for a local train will cost you 75
kopecks. You need to start from the railway station in
Swięciany. The trains leave from Swięciany to
Syłgudyszki at half past noon and at 4 a.m. I'll be most
grateful if you come. Rite /sic!/ me back at once and
1AC\

You may find my comparisons tasteless, but as you
read this passage from Prinz Patrykowie z's
correspondence: "... you see: my heart is hard /you
understand the difference between heart and
imagination/..." — doesn't it make you think of phrases
like; "...to die?? /contemporary writers are more
handy/..." or: "erupting spontaneously, grotesquely
/Romanticism, the Martinique disaster/..." - St. Lack,
St. Lack, mon cher. Or take this; on the envelope in
which Aunt Jadzia's letter came: "To Uncle and Staś I
wish all the best, amen. Tadek". Isn't it "the greatest
improductivism of yesterday's goals and colours"? What
I'm doing is very tasteless, indeed. Because Tadek really
loves me, in fact. I couldn't reciprocate his feeling since
I "didn't know him". Unless he's "sensed tout ceci, tout
cela, qui sent un peu du grimoir". His letter to me
emanates some mysterious sadness. As a matter of fact
I'm sorry I've written all that.
Trans, by M.K.

2.
[Zakopane, summer 1906]
Dear Bronio:
I'm answering at once in order to explain why I
wrote to Z[ofia] D[embowska] and admitted to her that
I had told you about the debauchery (I did write her all,
so you can discuss with her whatever you like). The
thing is, I began to feel so guilty about Z.D, that I
wanted to try to undo the damage in any possible way,
even risking some kind of swinery against you, so I
asked her to tell you everything, since you knew it
anyway. She is such a fabulously noble person that she
did write you all. For that I owe you an apology, but a
man whose conscience has been burdened with as many
swineries as mine is ought to be forgiven just one more
swinery (at your cost) committed in order to eradicate
the earlier instances of piggishness. I can imagine your
demoniac smile as you read this. I'm sending you het
lettet; maybe you will draw some interesting
conclusions from it. You accuse me of being „common",
but I sincerely forgive you, because a person who is an
object of someone else's game must of necessity judge
the player common - that particular player or a
participant i n any other sort of play. Thus, you may find
my life in general very common. But 1 cannot help it.
You haven't learnt enough maths, apparently, to invent
an equation for the curve that I have been sketching

�i ' t u n i s k u * Ignacy Witkiewicz

• LISTY DO BRONISŁAWA M A L I N O W S K I E U 3

STANISŁAW
IGNACY
WITKIEWICZ

[Syłgudyszki, 10-15 września 1903 r.]
Drogi Broniu!
Wczoraj przyjechałem z Połągi i dziś otrzymuję kartkę
oficjalną do mego kuzyna, w której prosisz go o mój ad­
res. Jesteś Fujara. Pisałem do gub. Lubelskiej, 4 listy
z Bogdanówki, 2 z Syłgudyszek. Następnie 3 do Pitra. Ra­
zem 9 listów!!! A Ty nic. Jestem zły na Ciebie. Czy nie bę­
dziesz w Warszawie. Ja tam jadę za 10 dni lub 2 tygodnie
i będę tam z tydzień. Na zimę idę do Krakowa. Nie jedź
do Catanii jeszcze. Zobaczemy jak nam tu pójdzie razem.
Może to zarozumiałość (jak by powiedział Xiążę Patrykowicz).
Napisz mi duży, wyczerpujący list o Twoich zamiarach,
datach wyjazdów i innych tym podobnych rzeczach. Nie
zważaj na styl i pobabraj się w twojej Jaźni. Dywagacje
twoje w tym kierunku sprawiają mi szaloną rozkosz. Nie
wytwarzaj sobie teorii o mojej „brutalności". Choć Ty je­
den z moich przyjaciół nie rób tego głupstwa. Na jedno
wspomnienie tylko musisz się czerwienić, t j . to, jak mi
zwracałeś kiedyś uwagę, że p. Ewa ma jajecznicę na
ustach i patrzyłeś na mnie badawczym zielonym wzro­
kiem zza ciemnych okularów. Tarzam się ze śmiechu, jak
to sobie przypomnę.
Jestem pusty po tym malowaniu morza.
Erotomania uspokoiła się na chwilę.
Moja Ciotka słysząc tak wiele o Tobie pragnęłaby, że­
byś odwiedził mię w Syłgudyszkach. Prosi Cię więc, żebyś
wracając z Pitra wstąpił tu na patę dni. Będzie Cię to ko­
sztować 75 kop. za bilet I I kl. na podjazdowej kolei, która
chodzi o 1/2 1 w południe i 4-tej rano ze Swięcian do Sył­
gudyszek. Stacja K.Z.W.R Swięciany. Zrób to, a będę Ci
bardzo wdzięczny. Opisz [sic!] natychmiast i potwierdza­
jąco. Proszę Cię o to nadzwyczajnie, bo „milieu" jest do­
bre do dywagacji a la St. Lack.
Całuję Cię
Twój Staś
Może Ci się wydadzą niesmaczne moje porównania,
ale czy ten ustęp z korespondencji Xiecia Patrykowicza:
„...uważasz: moje serce jest twarde (rozumiesz różnicę
między sercem a wyobraźnią)..." - nie budzi w Tobie na­
stępujących kojarzeń: „...umrzeć?? (współcześni są wygo­
dniejsi)...", albo: „wybuchających spontanicznie, grote­
skowo (Romantyzm, katastrofa na Marrynica)..." - St.
Lack, St. Lack, mon cher, albo to: na wierzchu listu Cio­
ci Jadzi: „Wujaszkowi i Stasiowi wszystkiego dobrego ży­
czę, amen. Tadek". Czy to nie jest „największy improduktywizm celów i barw wczorajszych"? To b. niesmaczne, co
ja robię. Bo Tadek mnie, swoją drogą, kocha. Ja nie mo­
głem, bo go „nie znałem". Chyba żeby „przeczuwał tout
ceci, tout cela, qui sent un peu du grimoir". Z listu Tad

Listy do Bronisława
Malinowskiego
ka do mnie emanuje się jakiś tajemniczy smutek i ptzykro
mi nawet, żem to wszystko napisał.

2.

[Zakopane, lato 1906]
Drogi Broniu:
Odpisuję zaraz, tlomacząc się z tego, że napisałem do
Z[ofii] Dfembowskiej] o tym, że Ci powiedziałem o wyuzda­
niu (napisałem do niej w s z y s t k o i możesz z nią mówić,
o czym tylko chcesz). Otóż dostałem tak gwałtownych wy­
rzutów sumienia co do Z. D., że chciałem jakkolwiek to na­
prawić, nawet popełniając świństwo względem Ciebie, i po­
prosiłem jej, żeby Ci opisała wszystko, bo wiesz o wszystkim.
Ona jest tak bajecznie szlachetną, że napisała Ci wszystko.
Za to bardzo Cię przepraszam, ale kto tak piekielnie naświnil jak ja, może być wytłumaczonym jeszcze z jednego świń­
stwa (względem Ciebie), które popełnił, aby zmazać poprze­
dnie. Widzę Twój uśmiech demoniczny, kiedy to czytasz. Po­
syłam Ci jej list, z którego może coś wywnioskujesz ciekawe­
go. Co do Twego zarzutu, że jestem „gminnym", to przeba­
czam Ci z całego serca to przekonanie, ponieważ człowiek,
którym się ktoś bawi, musi uważać za gminnego człowieka,
który się nim bawi albo który w ogóle się bawi. Dlatego mo­
je życie może Ci się wydać bardzo gminnym w ogóle. Ale na
to nic nie poradzę. Widocznie za mało obkuleś matematyki,
żeby wynaleźć równanie krzywej, zakreślonej moją artystycz­
ną ręką. Jestem na drodze do wyidealizowania mego życia na
powrót i może wtedy zechcesz ze mną gadać.
Ojciec ciężko chory. Ma gorączkę i pluje krwią. W domu
zamęt i dlatego nic ciekawszego nie mam humoru pisać.
Maluję dość dużo i robię postępy stale.
Może byś pozwolił przyjechać mi na Twój doktorat? Na­
pisz, kiedy to będzie. Po doktoracie postawisz kolację
w „Grandzie".
Całuję Cię serdecznie
Twój Staś

Myślę, że już nie będziemy mieli do siebie żadnych uraz.
Przebacz mi, synu. Zegnaj, Małgorzato. Książę i Warwick do
tego mnie zmusza.

241

�Sumislaw

Ignacy Witkiewicz

* L E T T E R S T O BRONISLAW MALINOVCSK!

with my artist's hand. 1 am on my way to bringing my
life back to its ideal form, so maybe you will talk to me
again.
Father is gravely ill. He has a fever and spits blood.
The house is in a turmoil so I am in no humour to write
anything that could be of greater interest.
I have been painting quite a lot, making steady
progress.
Would you let me come to celebrate your doctorate?
Just write me when. After you get it you will buy us
dinner at The Grand.
A lot of kisses
Your Stas
I think there will be no more grudges between the
two of us. Forgive me, son. Farewell, Margaret. The
Prince and Warwick are forcing me to do this.
Trans, by M.K,

3.

a most unpleasant feeling: I'd love to write you many
things but cannot. Whenever I sit down to write I get
so nervous that I break into little pieces.
I've been working quite passionately, on and off. I'm
not going to write you about my new artistic inventions
since those things make sense only to someone who's
also involved in them. As for the "erotica", nothing has
changed.
I'd appreciate it i f you would send me the
pragmatists and James, as well as the address of a
bookstore where I could order such stuff.
Write me at length, I beg you, about your
experiences, states of mind and the work you've been
doing. Whatever I can write you about my work doesn't
interest you. W i t h me and your work it's just the
opposite.
Maybe in a week's time I'll manage to write a letter.
I wish all the trifles of last summer could be crossed out.
My basic attitude towards you is always one of
deepest friendship.

[Zakopane, October 1906]

A constant point i n the universe. The end of my life
will be terrible.

Bronio, My Dear,

A posthumous exhibition could be interesting.
Right now I can write nothing.
My nerves are in an awful state.
Karol Szymanowski has been staying with us.
Miciriski and Wielopolska are coming. I'll write you
about their visit.

I hope you will excuse the brevity of this letter, but it
is getting late and I have been working quite a lot so I
need to get up early in the morning.
We have discovered a new talent. Leon Chwistek
has painted a landscape which has delighted (as an
early work, that is) my father, Slewinski and all the
young artists, myself included (although I may have
raved about it somewhat less than the rest of them). I
wonder what will become of him.
Write me what's new with you (just a few words: I
know you must be busy) - whether you have been
keeping up your correspondence with Zosia
D[embowska] and how are her nerves. (You absolutely
have to write me about the condition of the old hag's
stomach.)
Hugs and kisses
Your Stas
I've just got a letter from Zosia asking me what's
happening with you and why you've stopped writing her.
Could you please write either Zosia or me so that I can
enlighten her? Do it at once, I implore you, because
she's quite desperate.

Kisses
Your Stas
I kiss Mrs. Malinowska's little hands.
Mother sends her cordial greetings to Mrs. and Mr.
Malinowski. She's been very busy running the pension.
Trans, by M.K.

5.
Bronio, My Dear,

4.

The most horrible misfortune has befallen me. Poor
Miss Jadwiga has committed suicide. I've been much to
blame for many of the things that have happened since
the beginning of the year. I felt quite terrible and she
thought she was responsible for my state of mind. That
misunderstanding resulted in certain events which
through a fatal coincidence made her do that rash deed.
If not for Mother, I would have long been dead. Those
who make me go on living although I find life absolutely
impossible take an awful responsibility upon themselves.

[Zakopane, January 1914]
Bronio, My Dear,
I'm totally incapable of writing any letters. Father
sometimes goes for as long as two weeks without a note
from me, although I have a bad conscience about it. It's

I am a completely broken man. She used to be my
only source of motivation for trying to achieve
something in art, since otherwise I felt quite redundant.
As far as I can tell, I am totally finished as an artist. But
1 have to go on living as long as Mother does. I am in
duty bound to stay with her and be accountable for this

Trans, by M.K.

242

�Stanisław

Ignacy Witkiewicz

• LISTY DO BRONISŁAWA MAUNOWSK1EUO

3.

Pani Malinowskiej rączki całuję.
Mama przesyła Państwu serdeczne pozdrowienia. Zajęta
b[ardzo] pensjonatem.

[Zakopane, październik 1906]
Kochany Broniu:
Wybacz, że nie piszę dużo, ale późno, a pracuję dość du:o i muszę wstać rano.
Odkryliśmy nowy talent. Leon Chwistek wyrżnął pejzaż,
którym zachwyceni są (jak na pierwszy występ) mój ojciec,
Ślewiński i wszyscy młodzi artyści, nie wyłączając mnie (mo­
że byłem najpowściągliwszy w pochwałach). Ciekawa rzecz,
co z niego dalej będzie.

5.

Napisz mi, co z Tobą słychać (choć parę słów, bo wiem,
że musisz być zajęty) - czy korespondujesz jeszcze z Zosią
D[embowską] i jak z jej nerwami. (I koniecznie, jak się ma
stara baba z żołądkiem.)
Ściskam Cię i całuję serdecznie
Twój Staś
W tej chwili otrzymałem list od Zosi pytający mnie, co
się z Tobą dzieje i dlaczego do niej nie piszesz. Może napi­
szesz albo do niej, albo do mnie, żebym jej mógł odpowie­
dzieć. Proszę Cię, zrób to zaraz, bo ona jest w rozpaczy.

4.
[Zakopane, styczeń 1914]
Kochany Broniu:
Absolutnie nie jestem w stanie napisać listu. Do ojca nie
pisuję czasem po dwa tygodnie mimo wyrzutów sumienia.
Stan b[ardzo] przykry, ponieważ chciałbym Ci wiele rzeczy
napisać, a nie mogę. Kiedy siadam do pisania, przychodzi
stan takiego zdenerwowania, że się rozlatuję w drobne ka­
wałki. Pracuję dość gwałtownie, ale z przerwami. Nie piszę
Ci nic o nowych wynalazkach w dziedzinie artystycznej, bo
te rzeczy mogą być zrozumiałe tylko dla kogoś, co sam to ro­
bi. Co do „erotyki", stan jest zupełnie ten sam.
Bardzo bym Ci był wdzięczny za pragmatystów i Jamesa,
i za adres księgarni, z której mógłbym takie rzeczy wypisać.
Proszę Cię bardzo, napisz długo o swoich przeżyciach,
stanach, pracach itd. To, co ja Ci mogę napisać o mojej pra­
cy, jest dla Ciebie nieciekawe. Z Tobą jest przeciwnie.
Może za tydzień będę mógł się zdobyć na list. Chciałbym,
żeby wszystkie drobiazgi letnie były wykreślone.
Zasadnicze stanowisko moje dla Ciebie jest zawsze naj­
głębsza przyjaźń.
Punkt trwały we wszechświecie. Koniec mego życia bę­
dzie okropny.
Wystawa pośmiertna może być interesująca.
Na razie nic nie mogę napisać.
Stan moich nerwów jest fatalny.
Mieszka u nas Karol Szymanowski.
Ma być Miciński z Wielopolską. Napiszę o rym dalej.
Całuję Cię
Twój Staś

[Zakopane, koniec lutego 1914]
Kochany Broniu:
Spotkało mnie najstraszniejsze nieszczęście, jakie być
może. Nieszczęsna panna Jadwiga popełniła samobójstwo.
Wiele było w tym, co zaszło od początku tego roku, mojej wi­
ny. Czułem się b[ardzo] źle, ona brała to do siebie i wynikły
stąd rzeczy, które przy fatalnym zbiegu okoliczności dopro­
wadziły Ją do tego. Gdyby nie Matka, już bym dawno nie żył.
Straszną odpowiedzialność biorą ci, którzy żyć każą mimo zu­
pełnej niemożliwości życia.
Jestem człowiek złamany kompletnie. Dla Niej tylko coś
robiłem w sztuce czując się niepotrzebnym. Jestem, o ile mi
się zdaje, zupełnie skończony jako artysta. Ale póki Matka
żyje, żyć muszę i mam obowiązek być z Nią i zdać sprawę z te­
go okresu życia i postanowiłem przez gwałt pracować, jak
przez gwałt żyję. Mogłem Ją zatrzymać nad brzegiem przepa­
ści i nie zrobiłem tego. Ten wyrzut mnie zabija, a oprócz te­
go jestem sam i czuję się opuszczony przez wszystko.
Nie będę Ci opisywał tego, co się stało. Boję się życia bez
wiary, które zmusza do kompromisów. Boję się życia poniżej
tego, co wymagam od siebie jako artysta i jako człowiek,
a póki Matka żyje, nie mogę Jej opuszczać. Nic nie wie i nie
rozumie ten, kogo nie spotkała rzecz tak straszna. Nie jest to
słabość. Jest to poczucie, że wszystko skończyło się napraw­
dę aż do ostatniej głębi. I siła nadludzka, którą pokonywam
siebie, aby żyć, nie daje mi żadnego zadowolenia. Przeciwnie,
poniża mnie w moich własnych oczach. Widzenie się z Tobą
byłoby dla mnie szczęściem w tym okropnym opuszczeniu.
Cóż, kiedy to niemożliwe.
Na jak długo wystarczy mi siły, aby żyć tak dalej - nie
wiem. Boję się obłędu najbardziej, bobym juz nie panował
nad kwestią śmierci.
Tydzień upłynął od tego czasu. Chwilami nie wierzę, że
się to stało. Czasem myślę, że to było lata cale, a czasem, że
tylko co się stało.
Każdy dzień jest cotaz gorszy i jedyna myśl to chęć skoń­
czenia wszystkiego.
Mógłbym usprawiedliwić to życie jakąś niesłychaną
twórczością. Ale jej przed sobą nie widzę. Nic oprócz straszli­
wej pustki życia już po śmierci istotnej wszystkiego, dla cze­
go żyć warto.
Jesteś dla mnie jedynym punktem jasnym w świecie
oprócz Rodziców.
Pamiętaj o mnie i nie posądzaj mnie o tchórzostwo.

243

Całuję Cię mocno
Twój Staś

�Stanisław

Ignacy Witkiewicz

• L E T T E R S T O BRONISŁAW MALINOWSKI

period of my life, so I have decided to force myself to
work, just as I've been forcing myself to live. I could
have stopped Her at the very brink of the abyss, but I
failed to do so. Bad conscience is killing me. Besides, I
feel quite alone, totally forsaken.
I am not going to give you any details of what has
happened. The very idea of life as a faithless business in
which compromises are unavoidable seems frightening. I
am frightened of a life that has to be lived far below the
level of what 1 require of myself as an artist and a
human being, but as long as Mother is alive, I mustn't
leave her alone. Those who have not experienced this
sort of a nightmare know nothing and understand
nothing. This is not a weakness. It is rather a feeling
that everything has ended, really, down to the very
bottom of the abyss. The superhuman strength that I
am using to make myself go on living gives me no
satisfaction at all. O n the contrary, 1 find it demeaning.
Seeing you would make me very happy in this terrible
desolation. Alas, that is impossible.
I don't know how long I can keep going like this.
What frightens me most is the thought of going mad,
because in that case the choice of life or death would
fall beyond the scope of my decision.

come. But no miracle happens. Any move to control
these phenomena provokes greater and greater
resistance on their part. Invincible self-doubt and
death, that's all there is. What shall I do, just tell me.
Whatever the future has in store for me can only
become steadily worse and more disgusting. No hope of
a change.
If only you could know how awful and hideous all
this is.
No faith at all, only that gray emptiness, while each
moment of my life takes me one step away from death,
turning me into a filthier and tilthier cartoon of myself.
A l l of this is my terrible fault. I've spent my life
squandering my energies on trifles and now I'm
powerless.
Please come soon. Those few moments with you
might be better, at least.
I'm so very lonely, completely forsaken, even though
I Jo live with people.
Loneliness, an old man's boredom and despair are in
me.
Your Stas
Trans, by M.K.

A week has passed since that thing happened.
Sometimes I just cannot believe it really did. There are
moments when it seems like years have gone by already.
A t other times I have the feeling that it happened just a
little while ago.

7.
[Zakopane, March 1914]

Every day is worse than the previous one and I only
wish I could put an end to all this.

Bronio, My Dear,

I might try to acquit myself with some extraordinary
fit of creativity, but I see nothing of the sort ahead of
me. Only the terrible emptiness remains when
everything that used to make life worthwhile is dead.
You are the sole bright point in my life besides my
Parents.
Remember me and do not think that I am a coward.
W i t h lots of kisses
Your Stas
I kiss Mrs. Malinowska's little hands and ask her to
remember me. The letter I wrote to her has been sent
back.
Write me about yourself immediately. Maybe you
can give me some kind of advice. A reading list is a
necessity. I have nothing to read, nothing at all.
Trans, by M.K.
6.
[Zakopane, March 1914]
Bronio, My Dear,
I'm getting worse and worse. I'm waiting for you to

I've been deeply moved by your letters. It is
extremely important for me to think that you are with
me - and in such a way, too. But what will become of
me, of that I know nothing. A l l I can see before me is
total emptiness. There's that awful fact, the unbearable
sense of being guilty of Her death, but apart from that I
feel, as an individual - if one can think of me as of an
entity separate from what I've experienced - finished
once and for all. 1 believe in nothing in this world. I'd
never been much of a believer, anyway. She was my last
belief. I worked only for Her.
And so my own worthlessness was demonstrated to
me. This is the reason why I cannot be reborn. I used to
think that when Mother dies She would be my only
chance of survival. Now that I have to live for Mother
and do this maddening work (I have started working
again, with superhuman effort), walking around with
death lodged deep inside me, I see this as a monstrous
experience, inconceivable to anyone who has not gone
through the same things that 1 have. I wanted to tell
myself: " I ' l l go on living as long as Mother does and I'll
vindicate this period of my life with some extraordinary
work." I was wrong. That cannot be done. One just
cannot live carrying death inside. A mere thought

244

�Stanisław

Ignacy Witkiewicz

* LISTY DO BRONISŁAWA MALINOWSKIEGO

Bronisław Malinowski jako „Xerxes Jakszma", ohraz olejny Stanisława I. Witkiewicza, ok. 1912. Oryginał zaginął.
Fotografia Stanisława I. Witkiewicza. Ze zbioru E. Franczak i S. Okolowicza
Bronisław Malinowski as "Xerxes Yakshma", oil on canvas by Stanisław l. Witkiewicz., ca. 1912. Original lost.
Photo by Stanisław

l. Witkiewicz.

The collection of

Pani Malinowskiej rączki całuję i o pamięć proszę. List,
który do Niej pisałem, został mi odesłany.
Napisz mi zaraz coś o sobie. Może mi dasz jaką radę. L i ­
s t ę k s i ą ż e k k o n i e c z n i e . N i e m a m co c z y t a ć
zupełnie.

E. Franczak

and S.

Okołowkz

Przyjeżdżaj prędzej. Może choć te parę chwil z Tobą będą
lepsze.
Jestem tak strasznie sam i opuszczony mimo ludzi, którzy
ze mną żyją.
Samotność i starcza nuda, i rozpacz jest we mnie samym.
Całuję Cię
Twój Staś

6.
[Zakopane, marzec 1914]
Kochany Broniu:

7.

Coraz gorzej ze mną. Czekam Twego przyjazdu. Ale cuda
się nie dzieją. Każde opanowanie wywołuje tylko coraz więk­
szy opór tych rzeczy. Niezwyciężone zwątpienie w siebie
i śmierć. Co robić, powiedz. Coraz gorsze i obrzydliwsze rze­
czy czekają mnie dalej w życiu. Żadnej nadziei, żeby coś się
zmienić mogło.
Żebyś wiedział, jakie to wszystko okropne i ohydne.
Żadnej wiary, tylko szara pustka i każda przeżyta chwila,
oddalając mnie od śmierci, czyni ze mnie coraz obrzydliwszą
karykaturę mnie samego.
Wszystko moja wina okropna. Całe życie roztrwanialem
siły na głupstwa i teraz ich mieć nie mogę.

[Zakopane, marzec 1914]
Kochany Broniu:
Jestem bardzo głęboko wzruszony Twoimi listami. Ta
myśl, że jesteś ze mną, i to w taki sposób, jest dla mnie czymś
niezmiernie ważnym. Ale co będzie ze mną, nic nie wiem.
Widzę przed sobą zupełną pustkę. Poza tym faktem okrop­
nym, poza wyrzutami nie do zniesienia. W stosunku do Niej,
czuję, że ja sam - jeżeli można mnie brać niezależnie od te­
go, co ptzezyłem - jestem definitywnie skończony. W nic
w życiu już nie wierzę. Nigdy nie wierzyłem bardzo. Ona by­
ła źródłem tej wiary ostatniej. Dla Niej tylko pracowałem.

245

�Stamslaw Ignacy Witkuxutcz

• LETTERS T O BRON1SLAW MAL1NOWSK1

about tomorrow is horrifying, unbearable - not to
mention the years to follow. That event has devastated
me by destroying the very core of my general faith in
life.

seems to have lost all meaning even before that awful
misfortune happened.
I love you very much

Thank you for wanting to come here and for your
invitation, but I cannot leave Mother alone right now,
although I could procure the money.
Do not sacrifice too much for my sake, since I'm not
sure i f it's worth it. Every cent spent on me is lost. A n
investment in a business gone bankrupt.
I have to stop writing because I'm going out with
Mother.
I love you and thank you with all my heart.
Give my thanks - and Mother's - to Mrs.
Malinowska. Mother was very moved by your kindness.
As soon as your lectures are finished, try to come and
visit us. But do it only after careful consideration
whether such a trip could be worthwhile. Three weeks I don't think I can survive that long. But don't hold it
against me i f I won't amount to anything anymore.
Remember my saying that I couldn't really visualize
being thirty and going on. That thing happened three
days before my birthday.
Yours always Stas
Trans, by M.K.
8.
[Zakopane, March 1914]
My Dear Bronio,
Do not be so upset by those ideas of mine. If I go
anywhere at all, it will be to Brittany with the
Borkowski couple, to visit Slewinski.
I am still the same way. That is, I feel so terrible that
it just cannot possibly go on.
I only wish I could die, because then 1 would not
need to suffer any more, to carry around the horrible
burden of life and drag myself through it like a living
corpse.
I am looking forward to your visit here. I f I cannot
pull myself together, nothing will help me. But just
think what kind of a future is in store for me. Nothing
but material poverty.
I've been trying to work ever so little, but it's only
made me more desperate.
The remnant of life still left in me is not worth half
a penny. In such a state of mind one cannot hope to
create anything of value. A n d even if 1 did create
something, so what! It won't give me any pleasure.

I kiss Mrs. Malinowska's little hands. Mother sends
her cordial greetings.
Stas
Trans, by M.K.
9.
[Zakopane, March 1914]
Bronio, My Dear,
When I thought of going away with you it was
merely momentary madness and an attempt at rescuing
myself. There is no rescue and there cannot be. Even i f
I did have the money it would make no sense to leave
Mother right now.
You do not mention the prospect of your coming
here. I'm not going to try and convince you, although it
would make me very happy. But seeing the ruin of a
man whom you once found interesting would only make
you sad.
My despair is growing stronger by the minute. I don't
know whether I have it in me to go on living like this
much longer. I see nothing but Her wasted life . nd the
ruin of my own.
It's all my doing, but I was like a blind man who has
now seen the light.
You cannot possibly have any idea of how I suffer
and what effort it takes to live from moment to
moment.
That's all I can write, because there's nothing in me
but the terrible unwillingness to live and the unbearable
suffering.
W i t h lots of kisses
Your Stas
Mother sends her cordial greetings to Mrs. and Mr.
Malinowski.
If you knew what it was and how terrible was all that
happened, you'd understand why there's no more life
left in me. I'm faced by horrible emptiness. My work
makes me feel quite desperate.

I'm in horrible pain, the whole meaning of life is
lost, my youth has been wasted and now I'm bearing the
brunt.
Death would end all and justify all. The only other
solution is to keep on trudging through a mess that now

Your Stas

I'd always thought that only after my death all this
effort might yet turn out to have been of some avail.
But my torment, the source of all my creativity, was also
Hers. Together we could have achieved something.
Now my torment is pointless.
I'm supposed to be living for Mother, but my state of
mind only makes her suffer most terribly.

246

�Stanisław

Ignacy WilkiewUz

• LISTY DO BRONISŁAWA MALINOWSKIEGO

Okazało mi to moją własną marność. To jest przyczyna,
dla której odrodzić się już nie mogę. Myślałem, że kiedy
umrze Matka, przez Nią bym tylko mógł to przetrzymać. Te­
raz życie dla Matki z pracą, która mnie przyprawia o obłęd
(bo zacząłem z nadludzkim wysiłkiem pracować) i ze Śmier­
cią w sobie jest czymś tak potwornym, że przechodzi pojęcie
każdego, co nie przeżył tego co ja. Chciałem sobie powie­
dzieć: „Będę żył, póki żyje Matka, i jakimiś nadzwyczajnymi
pracami usprawiedliwię ten okres życia." Nieprawda - jest to
niemożliwe. Nie można żyć nosząc w sobie śmierć. Myśl
o dniu jutrzejszym jest straszna, nie do zniesienia - a cóż
mówić o latach. To mnie zniszczyło, sam ośrodek wiary w ży­
cie w ogóle.

Śmierć teraz byłaby końcem usprawiedliwiającym wszyst­
ko. Dalej tylko wleczenie czegoś, co już sens utraciło dawno,
zdaje się, że jeszcze przed tym okropnym nieszczęściem.

Dziękuję Ci, że chcesz być tutaj, i za zaproszenie. Teraz
odjechać od Matki nie mogę, mimo że pieniądze by się zna­
lazły.

[Zakopane, marzec 1914]
Kochany Broniu:
Ten zamiar wyjazdu z Tobą to był chwilowy obłęd i szu­
kanie ratunku. Ratunku nie ma i być nie może. Nawet gdy­
bym miał pieniądze, opuszczenie Matki teraz byłoby nonsen­
sem.
Nic nie piszesz o swoim przyjeździe. Ja Cię nie nama­
wiam, mimo że to byłoby dla mnie szczęściem. Zmartwisz się
tylko zobaczywszy taką ruinę człowieka, niegdyś interesują­
cego Ciebie.
Rozpacz moja potęguje się z każdą chwilą. Czy długo bę­
dę mógł ciągnąć takie życie, nie wiem. Ciągle tak samo nic
przed sobą nie widzę oprócz zmarnowanego Jej i swojego ży­
cia.

Nie rób zbyt wielkich poświęceń dla mnie, bo nie wiem,
czy warto. Każdy cent wydany na mnie jest stracony. Wkła­
danie kapitału w zbankrutowany interes.
Kończę, bo jadę z Matką.
Całuję Cię i dziękuję Ci z całego serca.
Ode mnie i od Matki podziękuj Pani Malinowskiej. Ma­
ma bardzo wzruszona Twoją dobrocią. Jeżeli będziesz mógł,
przyjedź po skończeniu wykładów. Ale oblicz się dobrze, czy
warto. Trzy tygodnie - wydaje mi się niemożliwym, abym to
przeżył. Ale nie bierz mi za złe, jeśli już ze mnie nic nie bę­
dzie. Pamiętasz, jak mówiłem, że po trzydziestym roku nie
widzę swego życia. Stało się to na trzy dni przed moimi uro­
dzinami.
Twój zawsze Staś

Całuję Cię bardzo
Twój Staś

Pani Malinowskiej rączki całuję, a od Mamy serdeczne
pozdrowienia przesyłam
Staś

9.

Wszystko to ztobiłem sam, ale byłem jak ślepy, który
przejrzał.
Nie możesz mieć pojęcia, jak straszliwie cierpię i jakiego
wysiłku wymaga każda chwila przeżyta.
Nic Ci więcej napisać nie mogę, bo nic oprócz strasznej
niechęci życia i cierpienia nie do zniesienia we mnie nie ma.
Całuję Cię bardzo serdecznie
Twój Staś

8.
[Zakopane, marzec 1914]
Kochany mój Broniu:
Nie bierz do serca tych pomysłów. Jeżeli pojadę, to do
Bretanii z Borkowskimi do Slewińskiego.
Ze mną tak samo. To znaczy tak strasznie, że dalej być
nie może.
Tylko śmierci pragnę, żeby tylko nie cierpieć i [nie] czuć
strasznego ciężaru życia i wleczenia siebie po śmierci za życia.
Bardzo czekam Twego przyjazdu. Jeśli sam siebie nie
podźwignę, to nic mi nie dopomoże. Ale zastanów się, jaka
ptzyszlośc mnie czekać może. Nędza materialna tylko.
Pracuję trochę, ale to mnie tylko do gorszej rozpaczy
przywodzi.
Nie ma we mnie życia za 7, penny. Z tym nie można mieć
nadziei, że się stworzy rzeczy wartościowe. A nawet
gdy[by]m coś stworzył, co z tego, kiedy mnie to już żadnej
ptzyjemności nie sprawi.

Matka przesyła Państwu serdeczne pozdrowienia.
Żebyś wiedział, czym to było i jak straszne było to wszyst­
ko, co się stało, to byś zrozumiał, czemu we mnie życia nie
ma. Straszliwa pustka przede mną. Praca moja doprowadza
mnie do rozpaczy.
Zawsze myślałem, że tylko po śmierci mojej coś z tego bę­
dzie. Ale moja męka, z której wszystko powstawało, była też
Jej męką. I razem mogliśmy czegoś dokonać.
Teraz męka moja stała się bezcelową.
Żyję niby dla Matki, a sprawiam Jej swoim stanem stra­
szne cierpienie.
Nikt i nic mnie z tego wydobyć nie może. Każdą kobietę,
żeby nie wiem czym była, znienawidziłbym za to, że nie jest
Nią. I co zresztą mogę dać komuś sam tylko śmierci pragnąc.7

Ból okropny, sens życia stracony, zmarnowana młodość
i skutki tego mszczą się.

247

�Stanisław

Ignacy Witkiewicz

• LETTERS T O BRONISŁAW MALINOWSKI

I kiss Mrs. Malinowska's little hands and send
cordial greetings from Mother to both of you.

Nobody and nothing can bring me out of this. Every
woman, however wonderful, I'd hate for not being Her.
Anyway, what do I have to offer anyone when my only
wish is to die?

T r a n s , by

Trans, by M.K.

M.K.

11.

10.

[Zakopane, March - April 1914]
Bronio, My Dear,

[Zakopane, March - April 1914]
Bronio, My Dear,
I have to admit that the postponement of your visit
here has saddened me greatly. I'm in a really awful state.
The longing for death is with me constantly. I am
tormented by terrible pangs of conscience and cannot
see any way out. I'm not strong enough to suffer this
torment and death is the only solution. I don't know
where to find the strength to survive all this and stay
with Mother. Nobody has any idea what kind of
inhuman suffering my life has become. Otherwise
someone would certainly shoot me.
I have a request to make and I hope that as a real
friend vou won't refuse.
I need some potassium cyanide so as to have
complete mastery over my life at all times. If I do decide
to finish all this, I don't want to shoot myself because
that is an uncertain method: one can easily miss and be
brought back to life. If I ever decide to go ahead with i t ,
I want to do it deliberately and surely, since I'd hate to
come back, not at any price. Your conscience will
remain clear, because if it finally turns out that I won't
and cannot live, I can do myself in anyway, only
through some more unpleasant means. My dear, do not
refuse. I promise not to make any rash decisions.
Wasserberg used to have it. But you are so well
connected that you can easily get hold of it (in view of
a journey, the prospect of being roasted alive by savages
or some such thing). Do me this huge favour if you love
me just a little.
A l l of you who keep trying to convince me that I
should get on with my life have no idea what terrible
state I'm i n .
Every day being dragged out of nothingness with
superhuman effort.
Don't mention this request of mine when you write
back, or else Mother might read it. Just bring me some
(laboratory in Leipzig), I'm sure you have friends there.
Sealed in a piece of glass pipe.
Sorry about the trouble.
I've drawn several compositions but cannot do any
good portraits. I'll never amount to anything.
Hugs and kisses.
Your Stas

Thanks a lot for the card and book. Could you
please bring me (but I absolutely insist on paying you
back) a pair of black English shoes more or less your
size, or a little smaller, perhaps. I'm in an absolutely
horrible state.
Don't forget about my request. Rest assured that I'll
always feel responsible for Mother and will do nothing
rash. Destroy the letter I wrote you the other day.
I suffer so terribly that life becomes an absolute
impossibility, but live I must. Some days I spend a whole
morning weeping like a baby.
I've been painting a composition, but I don't believe
it can develop.
I believe in nothing. No development is possible. I'm
finished. 1 used to write, now I can't. I've drawn a
number of compositions but now I cannot do anything
and can't even visualize any possibility of work. We'll
become destitute and Mother will have to walk around
begging with a madman. I used to doubt if I could ever
come into any money and now the very thought sends a
cold shiver down my spine. As a matter of fact, being
this moral ruin that I am, I can do nothing for Mother.
This life that I've been living supposedly for Mother
merely adds to her suffering. I see nothing but death
before me. Every day I give ir another try and every day
I break down under the terrible burden of guilty feeling
about our wasted lives, Hers and my own, and I suffer
so cruelly that no words can express it.
When 1 tell you all, maybe you'll understand why life
is so hideous.
My dear, you wouldn't be talking about states of
downfall if you knew real suffering by which one is
broken and destroyed, with no chance of a rescue.
Gather strength while there is still time.
For me it is already too late to attempt anything.
I only want to die.
Set me free from life if you want to show me some
mercy, all of you.
If only Mother stopped having faith in me and began
to share my wish.
I kiss you, my dear Bronio
StaS
Helena has been staying with us. She's been very
kind to me. Everybody's been kind. You too have been

248

�S t a n i s ł a w Ignacy Witkiewicz

• LISTY D O BRONISŁAWA MALINOWSKIEGO

trafię zrobić. Tylko będzie to dla mnie przykrzejsze. Mój dro­
gi, nie odmów mi tego. Wiedz, że l e k k o m y ś l n i e n i e
p o s t ą p i ę . Miał to kiedyś Wasserberg. Ale przy Twoich
znajomościach to Ci łatwo przyjdzie (ze względu na podróż,
pieczenie żywcem przez dzikich czy coś podobnego). Łaskę
mi wielką zrobisz, jeśli mnie choć trochę kochasz.

10.
[Zakopane marzec/kwiecień 1914]
Kochany Broniu:
Przyznaję się, że odłożenie Twego przyjazdu zmartwiło
unie bardzo. Stan mój jest wprost oktopny. Chęć śmierci nie
opuszcza mnie ani na chwilę. Wyrzuty straszne gnębią mnie
i żadnego wyjścia absolutnie nie widzę. Znoszenie tej męki
jest nad moje siły i jedna śmierć może to rozwiązać. Skąd
wziąć siłę na przeżycie tego i pozostanie z Matką, nie wiem.
Żeby kto wiedział, jak nieludzką męczarnią jest dla mnie ży­
cie, to by mnie pierwszy zastrzelił.
Będę miał do Ciebie prośbę i myślę, że właśnie jako mój
przyjaciel prawdziwy n i e o d m ó w i s z m i t e g o .
Chcę mieć cyjanek potasu dlatego, żeby w każdej chwili
być panem swego życia. Gdybym kończył, to nie chcę się
strzelać, bo to niepewne i można chybić i być odratowanym.
Gdybym to zrobił, to z rozmysłem i na pewno, i już wrócić
bym nie chciał za żadną cenę. Nie będziesz nic mial na su­
mieniu, bo jeśli żyć nie zechcę i nie będę mógł, to i tak to po­

7/5 [18)99. Ja

w beczce

(zdejmowała

Nie macie pojęcia wszyscy ci, którzy mnie do życia nama­
wiacie, jaki jest mój stan.
Dzień każdy wywleczony z nicości nadludzkim wysiłkiem.
O tej prośbie mojej n i c n i e pisz, żeby Matka nie zo­
baczyła. Tylko mi przywieź (laboratorium w Lipsku), musisz
tam mieć znajomych. Zatopiony w szklannej rurce.
Przepraszam Cię, że Cię męczę.
Narysowałem trochę kompozycji, portrety mi się nie
udają. Nic ze mnie nie będzie.
Ściskam Cię i całuję
Twój Staś
Pani Malinowskiej rączki całuję i od Mamy dla Obojga
Państwa serdeczne pozdrowienia przesyłam.

A ń d z i a ) S ł o ń c e przez

Zakopane, 1899.
7/5 / 1 8 ) 9 9 . Me m a barrel (taken by Ańdzia)

chmury,

godż,

11-12. Cz.[as] 4",

S t a n i s ł a w I. Witkiewicz,

Ze zbioru E. Franczak i S. Okolowicza

Sun thmugh clouds,

11-12 hrs. TĄime) 4", Stanisław /. Witkiewicz,

The collection oj E. Franczak

249

and S.

Ohołowicz

Zakopane,

1899.

�j t a n u w u / Ignacy Witkiewkz

' L E T T E R S T O BRON1SLAW MALINOWSKI

wonderful. Come, it might be our last chance to see
each other. But not for comfort and empowerment,
because no one can do that.
Your Stas"
Trans, by M.K.

12.

repeat myself on and on. There is nothing and nothing
can save me.
I kiss you very warmly.
I kiss Mrs. Malinowska's little hands.
Your Stas1
Mother sends her cordial and grateful greetings to
Both of You.
T r a n s , by

M.K.

[Zakopane, March - April 1914]

13.
Bronio, My Dear,
I'm getting worse from day to day. I can't control
myself in front of Mother, for whom I supposedly live,
but I've been poisoning her life and damaging health.
Today I had another fit of a suicidal mania. I cannot
sleep at night and in daytime (I wake up at six or seven
o'clock after just a few hours of sleep) I try to work, but
it feels like a hideous comedy and only makes me loath
life and the prospect of going on with this awful
existence towards no discernible goal. Only the thought
of traveling with you to some wild country seems to
make some sense. A change radical enough to turn
everything upside down.
I think that during such a journey I could still do
some work that would pay the expenses. But where
shall I turn for the money to start with? This morning I
wanted to go to London at once. But those are mere
palliatives. Death is in me wherever I go and it doesn't
depend any longer on memories and on staying in the
same places all the time. It's the only possible cure for
me.
Not to exist any longer, that is my strongest wish. I
cannot add anything to my opus. I have no faith
whatsoever in my own creativity. I've been writing a
theoretical piece that is supposed to include all my ideas
and thoughts on art, philosophy and social problems.
But even that writing seems like some cheap farce in
front of the nothingness I'm faced with. Every day
crawls along like a nightmare. To rescue oneself one
needs at least a shadow of faith. I have nothing - no
strength, no faith, no sense to anything.
If I do go on it's because I still have some
consideration for Mother, but that is a weak emotion
compared with my inner devastation. It doesn't seem
worthwhile to try to achieve anything, since all of this is
going to end soon, anyway.
You are extremely valuable to me and I love you
very much, but the thought of you gives me no support.
I think that nothing in the world can save me.
Loathing one's own life, wasted through one's own
fault. Too late for anything, all faith is ruined. In view of
this, what do all those years mean. A n d old age. I feel
old already and cannot begin anew.
Forgive me these letters I've been writing. I can only

[Zakopane, April 1914]
Bronio, My Dear,
Thank you very much for frequent news and your
friendship. I'm getting worse and worse every day. I've
realised that I have no right to live since I don't deserve
it. Because of Mother I have to overcome my inertia
with superhuman effort. But I'm scared of madness. My
own work has been turning against me. That is worst of
all.
Whenever I happen not to think about death I feel
horrid disgust. When I work, I have the feeling that I'm
acting out some kind of comedy in order to save my life.
Now I've learnt the very worst things about myself.
Long ago I used to think that I'd do myself in as soon as
I saw that I'd stopped being creative. But now I see that
even i f I did produce something really perfect it would
make me loathe life in a most horrible way.
I fall asleep late and wake up at six o'clock. The
mornings crawl along like nightmares. I've been writing
a theoretical piece (rather humorous = my pessimistic
view of life). I read, but the days just drag themselves,
so monstrously long and absurd.
The very thought of the days that are still in store
for me is sickening. The only thing that seems appealing
is the prospect of that journey with you.
Let me know how much money is needed to begin
with and approximately how much one would have to
spend monthly. Could I perhaps serve as photographer
and draftsman? I draw quickly and know how to render
a likeness. Answer me, because in this emptiness that
surrounds me the thought of a trip with you is the
brightest point.
Don't think I'm going down. The very fact that I'm
still struggling is the greatest horror.
I kiss you very warmly.
I kiss Mrs. Malinowska's little hands.
Think of our journey, but with no concessions,
of course.
Mother sends her cordial greetings to Mrs.
Malinowska and grateful thanks to you for the kindness
you've shown me.

250

T r a n s , by

M.K.

�S t a n i s ł a w Ignacy Witkiewicz • LISTY DO BRONISŁAWA MALINOWSKIEGO

11.
[Zakopane, marzec/kwiecień 1914]
Kochany Broniu:
Dziękuję Ci za kartkę i książkę bardzo. Może zechcesz mi
przywieźć (ale absolutnie za zwróceniem kosztów) buty an­
gielskie czarne mniej więcej na Twoją nogę, może trochę
mniejsze. Stan mój jest wprost s t r a s z n y .
N i e z a p o m n i j o m o j e j p r o ś b i e . Wiedz, że lek­
komyślnie w stosunku do Matki tego nie zrobię. List tamten
zniszcz.
Cierpienie moje jest tak potworne, że zupełnie żyć nie
mogę, a muszę. Na przykład płaczę cały ranek jak małe
dziecko.
Maluję kompozycję, w której dalszy ciąg nie wierzę.
Nie wierzę w nic. Nie ma możności rozwoju. Skończyłem
się. Dawniej pisałem, teraz nie mogę. Narysowałem szereg
kompozycji, a teraz już nic nie mogę i możliwości pracy przed
sobą nie widzę. Czeka nas nędza i potem Matka będzie cho­
dzić po żebraniu z wariatem. Dawniej nie miałem wiary
w zdobycie pieniędzy, a teraz na myśl o tym zimno mi się ro­
bi. Właściwie będąc tak zrujnowanym moralnie nic dla Mat­
ki zrobić nie potrafię.
Cale to życie dla Matki to tylko przysparzanie Jej cierpie­
nia. Tylko śmierć przed sobą widzę. Próbuję co dzień i co
dzień łamię się od straszliwego wyrzutu zmarnowanego Jej
i mojego życia i cierpię w sposób tak okrutny, że żadne słowo
tego wypowiedzieć nie może.
Jak Ci opowiem wszystko, to może pojmiesz, dlaczego ży­
cie tak jest ohydne.
Mój kochany, nie mówiłbyś teraz o stanach upadków, że­
byś znal prawdziwe cierpienie, które łamie i niszczy bez ra­
tunku.
Zbieraj siłę, póki czas.
Dla mnie za późno już na wszystko.
Tylko śmierci chcę.
Uwolnijcie mnie od życia, a łaskę mi zrobicie. Ze by Mat­
ka przestała już we mnie wierzyć i sama tego chciała.
Całuję Cię, mój kochany Broniu
Staś
Mieszka u nas Helena. Bardzo dobra dla mnie. Wszyscy
są dobrzy. 1 Ty jesteś nadzwyczajny. Przyjedź, bo może ostat­
ni raz się będziemy widzieć. Nie dla pocieszenia i dania siły,
bo tego nikt nie potrafi.
Twój Staś

12.
[Zakopane, marzec/kwiecień 1914]
Kochany Broniu:
Stan mój z dniem każdym coraz okropniejszy. Nie mogę
się opanować wobec Matki, dla której niby żyję, a której ży­
cie zatruwam i niszczę zdrowie. Dziś miałem znowu atak ma-

Stanislaw I. Witkiewicz, Zakopane, ok. 1910-12.
Ze zbioru E . Franczak i S. O k o ł o w i c z a

Stanisław I. Witkiewicz, Zakopane, ca. i910-12.
The collection of E. Franczak and S. Okolowicz
nii samobójczej. W nocy spać nie mogę, a w dzień (budzę się
0 szóstej-siódmej po krótkim śnie) staram się pracować, co
wydaje mi się ohydną komedią i napawa tylko okropnym
wstrętem do życia i dalszego ciągnięcia nie wiadomo po co
tej strasznej egzystencji. Jedynie myśl o podróży z Tobą w ja­
kiś kraj dziki coś przedstawia. Jakaś zmiana tak radykalna,
żeby wszystko wywrócić do góry nogami.
Przypuszczam, że w podróży takiej jeszcze mógłbym coś
zrobić, co by potem wróciło koszta. Ale skąd wziąć coś na
początek? Dziś rano chciałem zaraz jechać do Londynu. Ale
to tylko paliatywy. Śmierć jest we mnie, gdziekolwiek jestem,
1 nie zależy już to wszystko od wspomnień i miejsc tych sa­
mych. Jedynie to mnie uleczyć może.
Niczego tak nie pragnę, jak nie istnieć. Nic już po sobie
więcej zostawić nie mogę jak to, co zrobiłem. Nic nie wierzę
w moją twórczość. Piszę rzecz teoretyczną, w której chcę za­
mknąć wszystkie moje poglądy i przemyślenia w kwestiach
sztuki, filozofii i spraw społecznych. Ale to nawet pisanie wy­
daje mi się marną farsą wobec tej nicości, którą widzę przed
sobą. Każdy dzień wlecze się jak zmora. Ratować się może
człowiek, który ma choć cień wiary. Ja nic - ani sił, ani wia­
ry, ani sensu żadnej rzeczy.
Trzyma mnie cień względu na Matkę, ale to słabe uczu­
cie, nawet wobec tego zniszczenia wewnętrznego. Może nie
warto się o nic starać, bo i tak się to niedługo skończy.

251

�Stanisław Ignacy Witkiewicz • LETTERS T O BRONISŁAW MALINOWSKI

14.
[Zakopane, after May 9, 1914]
Bronio, My Dear,
You have no idea how hard it is for me to make any
decisions. In a few days I'll know and then I'll write you.
1) Can one go having a little less money than the
sum stated?
2) Will a metal box for the painting stuff be needed?
3) Are there any special paints and canvases
avadable for use in the tropics and i f so, are they
expensive?
4) Does a gun like the one that you're taking with
you cost a lot?
5) Will the money that I already have suffice for this
sort of preliminary expenses?
Do you think I'll be able to work during the journey?
Find out and let me know at once.
I'm in a terrible state, no willpower as yet.
If I do go with you rest assured that I won't be in the
way.
After you left I had a suicidal fit that lasted three
days. Now I feel a little better - that is, uglier.
I'm giving you a big hug and thank you for all your
efforts.
Your Stas
T r a n s , by

M.K.

assure you that I have absolutely no intention to be a
burden, unless one or both of us fall ill.
What paints and other painting materials are used in
those parts? Are they expensive there? I could be your
photographer and draftsman. I think I'm a good
observer as well.
Whether we go through Ceylon or not, I must travel
with you - and not by third class, either. It is one thing
to undertake a difficult journey by land, and quite
another to suffer during a sea voyage. It could break me
at once, both in spirit and body. Can one paint on
canvas stretched on wooden frames? Can a large tin
box for keeping ants away be bought cheaply? I think
we can survive anything once we land. The main thing
is to live through the passage by sea.
Remember that this trip is my only, my last chance
of a radical breakthrough. Otherwise I don't know what
will happen. Think about it and And out immediately
whether painting equipment can be locally bought and
send me a cable at once with a final yes or no. Do you
think I can do some efficient painting someplace during
our stay in Australia white you have fun with the
congress there. Because that time (at the moment
there's 600 or 700 roubles left for Australia and for the
beginning of the Guinea part of the trip. Mother is
supposed to send 500 to Sydney before we leave for
Guinea). Sorry to trouble you again. Please send me a
cable at once.
Kiss Mrs. Malinowska's little hands from me and
thank her for everything. I'm leaving just after the cable
arrives. If the answer is yes, buy me a ticket
immediately, I'll pay you back on my arrival or have the
money forwarded to the bank in London while I travel.

15.
[Zakopane, before May 21, 1914]
Bronio, My Dear,
In your last letter you did not answer my
fundamental question about the prices of tropical
painting equipment. Will 40 pounds be enough to equip
myself so that I can work efficiently and ants won't eat
my pictutes? My only chance of returning the money
borrowed rests on that. Right now I've got 2,000
roubles and Mother promises to come up with another
500 by September. Do you think that's enough to start?
I've got 500 roubles from Aunt Zenia and another 500
from you (for which I thank you with all my heart) 2,000 all together. Traveling third class is out of the
question. I must restore my energies during the journey
if I'm to be of any use when I arrive. Otherwise I'd have
to stay in hospital in Capetown. Is 70 pounds the price
of a second, third or first class ticket? I'd rather travel
with you. I promise not to make a nuisance of myself
and my mental states; we could speak English and I
could do some reading to educate myself so as to be
more useful in your undertaking. I'm quite willing to
help and will do whatever I can to be of use. Not as a
Slehodzinski but as a friend who wishes you well. I can

With cordial kisses
Your Staś
Bronio, remember that Staś can travel with
You or not at all. Kisses
Maria W[itkiewiczowa]
Trans, by M.K.

16.
[R.M.S. Orsova
12/13 June 1914]
Terrible pangs of conscience for coming on the trip
and spending the money, all for nothing. But some of
the responsibility also falls on the people who wouldn't
let me do away with myself when the time was right.
That is why my end will be even uglier. Seeing the
world's beauty is the crudest suffering that can be
imagined. What in other circumstances would be

252

�Stanislaw

Ignacy Witkiewicz

• LISTY DO BRONISŁAWA MALINOWSKIEGO

Jesteś dla mnie niezmiernie czymś wartościowym i , ko­
cham Cię bardzo, a jednak na myśli o Tobie nie mogę się
oprzeć zupełnie. Myślę, że nic takiego nie ma, co by mnie
uratować mogło.
Wstręt do zmarnowanego z własnej winy Życia, za późno
na wszystko, ruina wszelkiej wiary. Cóż te lata znaczą wobec
tego. I starość. Czuję się już starym i zaczynać na nowo nie
mogę.
Wybacz te listy. Ciągle to samo tylko powtarzać mogę.
Nie ma nic i nic mnie nie uratuje.
Całuję Cię bardzo.
Pani Malinowskiej rączki całuję.
Twój Staś
Mama przesyła Wam Obojgu serdeczne pozdrowienia
i wyrazy wdzięczności.

13.
[Zakopane, kwiecień 1914]
Kochany Broniu:
Dziękuję Ci bardzo za tak częste wiadomości i Twoją
przyjaźń. Ze mną z każdym dniem gorzej. To mi pokazało, że
żyć nie mam prawa, bo nie jestem wart. Muszę przełamywać
się z nadludzkim wysiłkiem ze względu na Matkę. Ale boję
się obłędu. Praca zwraca się przeciw mnie. To najgorsze.
O ile nie myślę o śmierci, czuję ohydne obrzydzenie. Kie­
dy pracuję, mam wrażenie, że odegrywam jakąś komedię dla­
tego, aby ratować życie. Teraz dowiedziałem się o sobie rze­
czy najgorszych. Z początku myślałem, że wtedy skończę,
kiedy zobaczę, że już nic zrobić nie mogę. Tymczasem teraz
widzę, że gdybym zrobił rzecz naprawdę doskonałą, i ta by
mnie napoiła najgotszym wstrętem do życia.
Zasypiam późno, a budzę się o szóstej. Ranki ciągną się
jak zmora. Piszę rzecz teoretyczną (raczej humorystyczną =
mój światopogląd pesymistyczny). Czytam, a dnie wloką się
tak potwornie długie i bezsensowne.
Na myśl o dniach, które mnie czekają, niedobrze mi się
robi. Jedna rzecz, na którą miałbym ochotę, to ta podróż
z Tobą.
Napisz, ile t r z e b a naraz, a p o t e m
ile
m n i e j w i ę c e j m i e s i ę c z n i e . Czy nie mógłbym peł­
nić funkcji fotografa i rysownika? Rysuję szybko i podobnie.
Napisz o tym, bo w tej straszliwej pustce, która mnie otacza,
ta myśl podróży z Tobą jest najjaśniejsza.
Nie myśl, że się opuszczam. Tylko właśnie to, że walczę,
jest najokropniejsze.
Całuję Cię bardzo.
Pani Malinowskiej rączki całuję.
Pomyśl o tej podróży, naturalnie z całą bezwzględnością.
Mama przesyła pozdrowienia serdeczne Pani Malinow­
skiej, a dla Ciebie wielką wdzięczność za Twoją dobroć dla
mnie.

1

14.
[Zakopane, po 9 maja 1914]
Kochany Broniu:
Nie masz pojęcia, jak mi trudno na coś się zdecydować.
Za dni parę będę wiedział i napiszę.
1) Czy można jechać nie mając reszty pieniędzy?
2) Czy trzeba metalowe pudełko do malowania?
3) Czy są specjalne tropikalne farby i płótna i czy drogie?
4) Czy dużo kosztuje karabin taki, jak Ty bierzesz?
5) Czy to, co mam, wystarczy na wydatki przygotowaw­
cze tego rodzaju?
Czy myślisz, że praca będzie tam możliwa?
Dowiedz się o tym i donieś mi zaraz.
Stan mój okropny i zupełny brak woli na razie. Jeślibym
pojechał z Tobą, możesz być pewnym, że Ci nie będę już tym
zawadzał.
Po Twoim wyjeździe miałem trzydniowy atak samobójczy.
Teraz trochę lepiej, to znaczy wstrętniej.
Ściskam Cię i dziękuję za trudy, które ponosisz.
Twój Staś

15.
[Zakopane, przed 21 maja 1914]
Kochany Broniu:
W liście Twoim nie odpowiedziałeś mi na kardynalne py­
tania co do cen tropikalnych przyborów do malowania. Czy
za czterdzieści funtów zdołam się wyekwipować tak, aby móc
tam pracować ze skutkiem, i czy moje prace nie zostaną zje­
dzone przez mrówki? Chodzi tu przecie o możliwość oddania
pożyczonych pieniędzy. Mam w tej chwili dwa tysiące rubli,
a pięćset rubli Matka obowiązuje się dostarczyć do września.
Czy myślisz, że z tym można zaczynać? Ciotka Zenia dała
pięćset rubli, z Twoimi pięciuset (za co Ci bardzo dziękuję
z całego serca) - dwa tysiące. Co do jazdy trzecią klasą, to
niemożliwe. Muszę się tą podróżą odrestaurować, abym do
czegoś był zdolny na miejscu. Tym sposobem zostałbym
w Capstadzie w szpitalu. Czy siedemdziesiąt f[untów] druga,
czy trzecia, czy pierwsza? Chciałbym jechać razem z Tobą.
Nie narzucałbym Ci się już wtedy z moimi stanami psychicz­
nymi, ale moglibyśmy mówić po angielsku, czytałbym coś ta­
kiego, co mogłoby mnie wykształcić w kierunku pomocy dla
Ciebie. Nie odrzekam się od tej pomocy i wszystko, co będzie
w mojej mocy, zrobiłbym, aby Ci tam być pożytecznym. Nie
jako Ślebodziński, tylko jako Twój przyjaciel, który Ci dobrze
życzy. Tego bądź pewnym, że ciężarem dla Ciebie poza cho­
robą, która obu nas może trafić, nie mam zamiaru być.
Na czym się tam maluje i jakimi farbami? Czy są drogie
te rzeczy? Mógłbym być Twoim fotografem i rysownikiem.
Myślę, że mam też zdolności obserwacyjne.

�Sttmishw

Ignacy Witkkwkl

* L E T T E R S T O BRONISLAW MAUNOWRKI

happiness (such a trip) is unbearable torture. I shall try
to get hold of myself, but if I don't hold out, 1 beg fot
your forgiveness. Take pity on me and don't bear me
any i l l will for doing away with myself, because if you
could really see me as I am, you would kill me yourself
to take me out of my misery. 1 must force myself to live
through each second with its frightful pain and with the
consciousness that my suffering will go on endlessly
until my death. I actually feel worse and worse with
each passing moment. The first day of the ocean voyage
already seems endless. What will it be like latet? I don't
know if I'll last until Colombo. It will be even more
beautiful there and for just that reason, more dreadful.
It is dreadful that just when I feel fatter on the whole,
then it is the worst. Then the entire monstrosity of my
unhappiness appears with terrifying force. I see
everything that 1 have within me and that is
condemned to annihilation. I f I am depressed, I think of
death and everything appears in a single tonality. In the
moments when I feel the variety of life and want to go
on living, it is most dreadful for me. That is why any
rebirth is an impossibility. Take pity on me and forgive
me and don't think ill of me. When she was alive, I
wasn't able to appreciate her and I destroyed everything
myself. But my "friends" Karol Szymanowski and
Tadeusz Micinski abetted me in all of this. Karol is a
bom scoundrel, and I feel less resentment against him
than against myself for believing him. But Micinski what an obscene ham. In all of this he was the behindthe-scenes instigator of many things. It's all dreadful,
but the worst guilt is mine. May remembrance of me
when I'm gone not be poisoned by reproaches. I am too
tormented now to be burdened with reproaches after
my death.
Trans, by D.G.

17.
[The xerox copy does not make it clear whether the
letter was sent in an envelope or without it, folded in
four, with the address written on the blank side]
B. Malinowski. read and return to sender
R.M.S. "Orsova"
[June 13 - 15, 1914)

shooting at me from behind a fence, condemning me as
a ruthless Don Juan and then - what cheek! - sending
me his scribbles. Why has it taken me so long to realize
who my friends were. A n d at just such a moment, when
I was being really unkind to poor Her, I let those people
into my house. Why am I seeing this only now. My guilt
is terrible, but those gentlemen behaved like utter
swine. I want Micinski to know this. It might inspire
him to some sort of libel. It might teach them
something. Unfortunately, I've been immune to all sorts
of lessons that life had tried to teach me. Stricken with
a terrible blow, seeing only mv own guilt. I let those
people show me compassion. I loathe myself for that. I
cannot come back. 1 cannot bear to think of any of the
places I've been to. I want to end my life far away from
that loathsome company. I can travel on, but sooner or
later it's death for me. So why should I torment myself,
swallowing dose after dose of my aimless future and of
the terrible guilty feeling about my whole past.
Forgive me.
Let Micinski know at once or else he might write
something about me. It would be most unfair.
Trans, by M.K.

18.
R.M.S. "Orsova"
[June 13 - 15, 1914]
No one will ever understand since no one knows
what's happened. I've lost my honour. Not because of
what turned out to be the last straw that caused our
break-up. She was always right and her very endurance
in staying with me so long proves how exquisite feelings
she had for me. I've lost my honour not because of the
people who are to blame in this connection. I kept
pushing myself lower and lower. I would have to write
whole volumes to explain why it is impossible to live on.
Nothing in me gives any support whatsoever. Nothing
has survived. Whatever I did was bad. But not
deliberately, semi-consciously as it were. Believe me. I
cannot describe everything. Only death can rescue me.
There's nothing ahead of me except terrible suffering.
Let no one blame me. If anyone knew how I've suffered
recently, i f people realised the extent of my awful
suffering right now, caused by what I'm doing to my
dearest Parents. But there's no way out.

Unfortunately, my entire life has been plagued by
I'isprit d'escalier. I should have prevented any intimacies
with Micinski after some things happened that I knew
about. He likes to arrange situations of a certain sort
either in order to square personal accounts or having a
"literary" goal in mind. I knew what that gentleman
meant by "friendship". But M . with his lofty phrases,

254

Trans, by M.K.

19.
R.M.S. "Orsova"
[June 1 3 - 1 5 , 1914]
If someone only knew how monstrous my torment

�SwnuŁni' lgnucy Witkiewicz

• LISTY DO BRONISŁAWA MALINOWSKIEGO

Czy przez Ceylon, czy nie, ale jechać muszę z Tobą i nie
trzecią klasą. Trudy na lądzie co innego. Co innego ta
podróż, która by mnie z punktu mogła złamać i psychicznie,
i fizycznie. Czy można malować na drewnianych blejtramach
i czy można za tanie pieniądze mieć skrzynię blaszaną do
chowania tego przed mrówkami.' Tam chyba zniesiemy wszy­
stko. Tylko morze to grunt, żeby przetrzymać.
Pamiętaj, że ta podróż to moja jedyna, ostatnia nadzieja
radykalnego przewrotu. Inaczej nie wiem, co będzie. Pomyśl
nad tym i zaraz dowiedz się o ekwipowanie się malarskie i za­
raz z a t e l e g r a f u j t a k l u b n i e ostatecznie. Czy pod­
czas pobytu w Australii myślisz, że będę mógł malować gdzieś
tam ze skutkiem podczas Twoich zabaw z kongresem. Bo ten
czas (na razie zostaje sześćset-siedemset rubli na Australię
i początki Gwinei. Pięćset Matka ma dosłać do Sydney przed
odjazdem na Gwineę). Wybacz, że Cię jeszcze raz trudzę.
Proszę, zaraz zatelegrafuj.

żającą siłą. Widzę to wszystko, co jeszcze jest we mnie i co
jest skazane na zagładę. Jeżeli jestem zgnębiony, myślę
o śmierci i wszystko jest w jednym tonie. W takich chwi­
lach, kiedy czuję życie i chcę żyć, a nie mogę, jest mi najokropniej. Dlatego wszelkie odrodzenie jest niemożliwo­
ścią. Miejcie litość i przebaczcie i nie myślcie źle o mnie.
Kiedy Ona żyła, nie umiałem Jej cenić i sam zniszczyłem
wszystko. Ale moi „przyjaciele", Karol i Miciński, pomo­
gli mi w tym wszystkim. Karol jest kanalia urodzona, do
niego nie mam tyle pretensji, raczej do siebie, że mu wie­
rzyłem. Ale Miciński - co za plugawy kabotyn. O n byl
aranżerem wielu rzeczy w tym wszystkim. Okropne to
wszystko, ale wina najgorsza jest moja. Żeby pamięć po
mnie nie była zatruta wyrzutem. Zanadto się na to męczę,
aby po śmierci wyrzutami mnie obciążać.

Pani Malinowskiej rączki ucałuj i podziękuj za wszystko.
Zaraz po telegramie wyjadę. Jeśli tak, kup zaraz bilet dla
mnie, a zwrócę Ci po przyjeździe lub jednocześnie ze mną
pieniądze pójdą do banku w Londynie.

17.
B. M a l i n o w s k i

Całuję Cię serdecznie.
Twój Staś

Po p r z e c z y t a n i u

Pamiętaj, Broniu, że Staś może tylko jechać z To b ą lub
w c a l e . Całuję Ciebie.

Maria W[itkiewiczowa]

16.
[RMS „ORSOVA", 12/13 czerwca 1914]
Straszny wyrzut sumienia, że pojechałem w podróż
i wydaję pieniądze, co jest na nic. Ale trochę odpowie­
dzialności jest i na ludziach, którzy mi nie dali skończyć
ze sobą w porę. Dlatego koniec mój będzie jeszcze brzyd­
szy. Widok piękności świata jest najokrutniejszym cierpie­
niem jakie sobie wyobrazić można. To, co w innych wa­
runkach byłoby szczęściem (taka podróż) jest męczarnią
nie do zniesienia. Będę jeszcze starał się opanować, ale je­
śli nie wytrzymam, błagam o przebaczenie. Zlitujcie się
nade mną i nie miejscie za złe, że odchodzę, bo gdybyście
mogli widzieć mnie naprawdę, to byście sami mnie zabili,
żebym się już nie męczył. Każdą sekundę przeżywam gwał­
tem ze strasznym bólem i z tą świadomością, że cierpienie
moje jest bez końca aż do śmierci. Jest m i właściwie coraz
gorzej z każdą chwilą. Pierwszy dzień podróży morskiej już
wydaje się bez końca. Co będzie dalej. Nie wiem, czy do­
trzymam do Colombo. Tam będzie jeszcze piękniej i przez
to jeszcze okropniej. Strasznym jest to właśnie, że jeżeli
się czuję ogólnie l e p i e j , to wtedy jest n a j g o r z e j .
Wtedy cała potworność nieszczęścia występuje z przera­

odesłać

RMS „ORSOVA" [13-15 czerwca 1914]
Niestety całe życie miałem esprit d'escalier. Powinie­
nem był nie dopuszczać Micińskiego do żadnej ze sobą
konfidencji po pewnych faktach, które znałem. Lubi on
aranżować sytuacje albo dla załatwienia rachunków oso­
bistych albo dla celów „literackich". Wiedziałem, co zna­
czy dla takiego Pana „przyjaciel". Ale M . ze swoimi
wzniosłymi hastami, który strzela zza płotu do mnie j a k o
do bezlitosnego Don Juana i potem ośmiela się swoje ra­
moty mnie przysyłać. Czemu tak późno widzę, czym byli
moi przyjaciele. I w takiej chwili, kiedy faktycznie byłem
dla Niej biednej niedobry, takich ludzi wpuściłem do do­
mu. Dlaczego teraz dopiero widzę to. Moje winy są stra­
szliwe, ale panowie ci zachowali się jak skończone świnie.
Chcę, aby o tym wiedział Miciński. Może go to natchnie
do jakiego paszkwilu. Może ich to czego nauczy. Mnie
niestety nic w życiu nauczyć nie mogło. Uderzony stra­
sznym ciosem, w i d z ą c t y l k o m o j ą winę, pozwoli­
łem tym ludziom okazywać mi współczucie. Czuję wstręt
do siebie za to. Wrócić nie mogę. Nie mogę myśleć o żad­
nym miejscu, w którym byłem. Chcę skończyć z daleka od
tego obrzydliwego towarzystwa. Mogę jeszcze jechać da­
lej, ale czy prędzej, czy później śmierć. Więc po co się mę­
czyć i łykać po trochu całą ohydę przyszłości bez celu
i straszny wyrzut za całą przeszłość.
Przebaczcie mi.
Niech M[iciński] zaraz się o tym dowie, aby broń Bo­
że czego o mnie nie napisał. Byłaby to straszna krzywda
dla mnie.

255

�Stanisław

Ignacy Witkiewicz

• L E T T E R S T O BRONISŁAW MALINOWSKI

has been. When misfortune srrikes a man conscious of
his own worth he can pick himself up. But looking all
around me I see nothing but evil, irreparable evil that is
my own doing. Every sort of effort seems totally
worthless since I have nothing to lean on. I'm a
worthless person because, being in love with Her, in a
love that happens once in a thousand years, I did not
create life and through contemptible foolishness which I
could have easily avoided I've wasted both of us. As an
artist I'm finished for sure. One senses such things. I
have no support whatsoever. After all, in otder to live
for one's Parents one must have some kind of substance
in one's very being. A n d I have nothing. Now I love
Her as I should have loved Her from the very
beginning. The conviction that it was I who has
destroyed that love causes me unbearable pain. There
are things I cannot describe, too simple and terrible in
their simplicity. Things that seem to be trifles but are in
fact most important. The chasm between theory and
everyday reality. No woman could have withstood that.
She must have been a Saint for being able to endure
the life that we led for such a long time. A n d I knew
that very well but did nothing at all to change the
situation. I cannot even put all this into writing. But
believe me, all of you, life has become utterly
impossible. I suffer terribly - and justly. The people who
have helped me destroy everything are also guilty. Bui I
can blame neither the born scoundrel that Karol is nor
a cheap bohemian like Micinski. Knowing them both
very well 1 pushed Her into their company and
withdrew, leaving Her totally abandoned. My horrible
crime. 1 want them both to know what 1 think of them.
Too late, alas. The worst part is that 1 did not really
want to notice what was going on. I kept my eyes closed
whenever a sign appeared that could have corrected my
ways. Pity I cannot describe in detail what went on. If I
did, even Mother couldn't hold against me my inability
to go on living. Why, the torment I'm going through
right now and whatever pain 1 still need to suffer when
I'll be dying will atone for everything. Forgive me,
believe me, I really couldn't have gone on living. Every
second causes me excruciating pain from which nothing
beautiful or exalted can be born any more. The sea
voyage which forces me to rack my memory is the
crudest punishment that could have been invented for
me. I don't know if I'll make it to Colombo. It takes all
my remaining willpower to keep in check my
overwhelming desire to die.
Dearest Mother, forgive me. Seeing me under
torture, wouldn't you wish me a quick death. This is
worse than being broken on a rack and burnt alive.
What I'm doing is terribly unfair, but my torment is
simply inhuman. Where can 1 find any support now
that I'm not an artist any more and have lost all faith in

myself as a human being. Have pity and forgive me, all
of you.
Trans, by M.K.

20.
[R.M.S. Orsova
Ca. 15 June 1914]
For Bronisław Malinowski
Send it to my family
I am writing for the last time. The terrible wrongs for
which I am to blame prevent my living any longer.
Forgive me, dearest parents. I cannot go on. I am
frightfully guilty. She was a saint for being able to stay
with me as long as she did. Forgive me, Broneczek, for
abandoning you, but you don't know how frightfully I'm
suffering. I kiss you and bid you farewell. Don't be angry
with me.
You alone know the entire ghastliness of my
suffering.
Yout Staś

Last Will and Testament
Tu Irena Solska: a composition
drawing and an oil portrait of her.

(Begging

for

Merc}), a

To Mr. and Mrs. Janczewski: her remaining v rowings
and my portraits (drawings) of her. Negatives ot
photographs of het.
To Mr, Langier: a painting with "The Dream Bird,"
two

compositions: A n lllmatched

Couple

and

Melancholy.

A walking stick carved by me which belonged to her.
A l l the negatives except those of her (including the
reproduction rights for the compositions).
To Bronio Malinowski: My camera. If he returns
from the expedition, he may choose any paintings he
wants his own discretion.
To Miss ladwiga Zielińska: A l l the portraits of her
and the albums containing reproductions of my works,
which belonged to the late Jadwiga Janczewska.
To Miss Aniela Zagórska: Photo albums of my works,
which were in my possession. A l l my literary works (the
novel, poetry, etc.).
Bury all her letters and mementos with her under
the stone which is to be erected for me at the spot
where she took her own life.
God forbid that that ultta-ham Miciński should write
a single word about me. This is my most ardent wish. I
would rather be completely forgotten. Read this to him:
The Last Will of the Deceased.

256

Once more I ask all of you for forgiveness. Don't

�Stanisław

Ignacy Witkiewicz

• LISTY DO BRONISŁAWA MALINOWSKIEGO

18.

19.

RMS „ORSOVA" [13-15 czerwca 1914]
Nikt tego nie będzie mógł zrozumieć, bo nikt nie wie,
co było. Straciłem honor. Nie dlatego, co było ostatnią
przyczyną mojego zerwania. Ona miała zawsze rację i to,
że ze mną tyle czasu mogła wytrzymać, dowodzi, jak pięk­
ne było to uczucie, które miała dla mnie. Straciłem swój
honor niezależnie od ludzi, którzy tu są winni. Sam siebie
powoli spychałem coraz niżej. Musiałbym napisać całe to­
my, żeby wytlomaczyć, dlaczego życie moje jest niemożli­
we. Na niczym w sobie nie mogę się oprzeć. N i c nie oca­
lało z tego. Każdy mój czyn był zły. Ale nie świadomie,
właściwie pół świadomie. Wierzcie mi. Nie mogę opisać
wszystkiego. Tylko jedna śmierć może mnie wyzwolić. Nie
ma nic przede mną oprócz straszliwego cierpienia. Niech
nikt nie ma dla mnie wyrzutu. To, co przecierpiałem te­
raz, żeby kto wiedział i jak strasznie cierpię z powodu te­
go, co robię Rodzicom Najdroższym. A jednak wyjścia nie
ma.

Jadwiga Janczewska, fot S t a n i s ł a w I. Witkiewicz, Zakopane,
ok. 1913. Ze zbioru E . Franczak i S. Okolowicza
Jadwiga Janczewska,

photo by Stanisław

ca. 1913. The coUection oj

i. Witkiewicz,

E. Franczak

and S.

Zakopane,

Olcolrwicz

RMS „ORSOVA" [13-15 czerwca 1914]
Żeby kto mógł znać potworność mojej męki. Człowiek,
który czuje swoją wartość i na którego spada nieszczęście,
może się podnieść. Ja, gdzie spojrzę, widzę tylko zło, które
wyrządziłem i które jest nie do naprawienia. Widzę zupeł­
ną bezwartościowość wszelkiego wysiłku, bo nie mam na
czym się oprzeć. Jestem bez wartości jako człowiek, bo
z Nią, mając taką miłość, jaka się raz na tysiąc lat zdarza,
nie stworzyłem życia i przez marne głupstwa, których z ła­
twością mogłem uniknąć, zmarnowałem siebie i ją. Jako ar­
tysta jestem skończony napewno. Takie rzeczy się czuje. Na
niczym nie mogę się oprzeć. Zeby żyć dla Rodziców, trzeba
bądź co bądź mieć coś w sobie. Ja nie mam nic. Teraz ko­
cham Ją tak, jak powinienem kochać od początku. I to po­
czucie, że sam zniszczyłem to, jest męką nie do zniesienia.
Nie mogę opisać wszystkiego, bo zbyt to jest proste i w swej
prostocie okropne. Pozornie małe rzeczy, które są najważ­
niejsze. Niezgoda teorii z codzienną rzeczywistością. Żadna
kobieta tego by nie wytrzymała. Ona była święta, że tyle
czasu znosiła takie życie jak ze mną. I wiedziałem o tym,
a jednak nic na to nie zrobiłem, aby zmienić wszystko. Nie
mogę nawet napisać tego wszystkiego. Ale wierzcie mi, że
życie to niemożliwym jest zupełnie. Straszliwe jest moje
cierpienie, ale na nie zasłużyłem. Ludzie, którzy pomogli mi
w tym zniszczeniu wszystkiego, też są winni. Ale nie mogę
mieć pretensji ani do urodzonej kanalii, jaką jest Karol, ani
do kabotyna z laski Bożej, jakim jest Miciński. Znałem do­
brze i jednego, i drugiego, i sam jakby Ją w to towarzystwo
popchnąłem i opuściłem sam zupełnie. Potworna zbrodnia
z mojej strony. Chcę, aby obaj wiedzieli, co o nich myślę.
Za późno niestety. Nie chciałem tego wszystkiego widzieć,
to najgorsze. Zamykałem oczy na wszystko, co mogło mnie
naprowadzić na lepszą dorgę. Żałuję, że nie mogę tego, co
było, opisać. Wtedy nikt, nawet Matka, nie miałaby do
mnie pretensji, że żyć nie mogę. Przecież to cierpienie,
które jest teraz, i to, co przecierpię musząc umrzeć, okupi
wszystko. Błagam Was, przebaczcie mi i wierzcie, że na­
prawdę żyć nie mogłem. Każda sekunda jest rozdzierającym
bólem, z którego już nic pięknego i wzniosłego powstać nie
może. Podróż okrętem, która zmusza do rozpamiętywania,
jest czymś najokropniejszym, co dla mnie wymyślonym być
mogło. Nie wiem, czy zdołam dojechać do Colombo. Le­
dwo ostatnim wysiłkiem woli trzymam straszliwą w swej
mocy chęć śmierci.
Matko Najdroższa, przebacz mi. Żebyś widziała, jak
mnie torturują, czyż nie życzyłabyś mi śmierci. To gorsze
od łamania kołem i palenia żywcem. Straszną krzywdę ro­
bię, ale nieludzka jest moja męka. Na czym oprzeć się mo­
gę, kiedy przestałem być artystą i nie wierzę w siebie jako
człowieka.
Z l i t u j c i e się nade mną i przebaczcie
mi.

257

�j u m u t m c ignacy Witkiewuiz

• L E T T E R S T O BRON1SLAW MALINOWSKI

judge me too harshly for choosing death. It is preferable
to constant suffering without end and lack of creativity.
RMS Orsova between Tarent and the Suez Canal on
15 June 1914
Stanislaw Ignacy Witkiewicz
RS. Important
To Mrs. Eugenia Borkowska: a composition entitled
The Kiss of Death, one of the last, on the understanding
that she will never try to take her own life. I mention
this because two years ago she talked about it several
times. She must never do i t .
Trans, by D.G.

21.
[No address, no stationery mark]
[R.M.S. "Orsova" in the Suez Canal]
June 18, 1914
The further 1 travel, the more monstrous everything
becomes. A n evening in Port Said gave me a taste of
what might be in store for me: nothing but torment and
getting worse. Whatever I see that is beautiful, strange
or unusual turns into horrible torture. I wish I could see
all those sights with Her. I've got used to the idea that
all events took their whole value from Her presence by
my side. Without Her everything is suddenly too strong,
too terrible for me to endure. Every single detail that
could have been a thing of power and beauty turns
against me like the worst kind of poison. That awful
sense of guilt for having failed to give shape to my own
life, although all the necessary potential was there, for
having wasted Her life by refusing to fully offer myself
to Her and through a lot of seemingly trivial actions
which I cannot even mention in writing. Those who
don't know the details of our relationship will never
realise how ghastly all this is. The longer I live, the
more awful my guilt becomes. I cannot turn my
thoughts elsewhere for where shall I find any support. I
try to think about things that used to preoccupy me. I
think like a wound-up dummy but there is nothing
creative in it. Everything has become worthless because
it doesn't relate in any way to my deepest essence,
which is nothing but horrible pain and remorse. There
is nothing in me except this love I have for Her, an
emotion which is quite awful to experience because of
its belated manifestation. Yes, it had been there, but
only uncommitted, weak, vacillating and coveted up
with a thousand minor errors, so the life that we shared

didn't give Her a sense of a total possession of me and
by the same token couldn't make Her happy. A n d when
She rebelled against such a state of affairs, I rejected
Her brutally, pushing Her into death and annihilation.
Since I was undecided and refused to focus my whole
being in that one love, even in purely external, social
matters I treated Her in a way that was below Her
dignity. Keeping our relationship secret (because the
final decision still had to be taken) made my external
situation vague and hazy, from which many bad things
resulted; meanwhile She was obviously losing faith in
my strength and couldn't rely on me. This I see as proof
of my awful worthlessness as a human being; I have to
recall my shameful behaviour on and on, feeling pain
and disgust with myself. It's too late for selfimprovement, since She who alone could have made
me change is no more. I'm not one of those people who
can suddenly start living in totally different dimensions
than before, doing it either for the sake of others or
through a simple love of life. I cannot get over it that
all my creativity has ended and just go on living in
torment so as not to hurt Mother and Father. I've been
trying to live for months. The only result is that the
torture is getting worse and the task turns out to be
overwhelming. A n d whenever a man takes upon himself
something that overwhelms him, the excessive effort
will break him and turn his moral worth into evil. I
didn't want to go. I had not a vestige of willpower left,
because a man who has nothing but death in him
cannot muster up his will for any given task. I relied on
other people's will - Mother's, Bronio's, all those who
claimed that the external circumstances could make a
difference. Indeed, they could have changed something
in a man who had retained even a tiny remnant of his
worth untouched by his misfortune. Nothing but
creativity existed for me. A n d that only reality has been
irrevocably destroyed. Had I any faith in moral value, I
could have built something on it. But here my past
shared with Her poses the question: What have I done
while I possessed all that bounty and was still creative?
Destruction and despair. Can I begin anew while the
sole thing alive in me is the love for Her, the love that
blinds me to the rest of the world but creates nothing,
only poisons me with the worst kind of remorse and
doubt in the value of any sort of effort. Why can't She
see all this, why can't She go on with Her writings. I f I'd
really tried to understand them, I could have made
amends for everything that Her ambition prevented Het
from complaining about. Seeing the beauties of this
world with the thought that She cannot look at them
any longer is more than I can do. Neither Mother nor
Father have ever suffered such a terrible misfortune in
their lives, so they won't be able to comprehend why I
cannot go on living. If they did, if they knew what I've

258

�Stanislaw

Ignacy Witkiewicz

• LISTY TO BRONISŁAWA MALINOWSKIECiO

RS. W a ż n e
P a n i E u g e n i i B o r k o w s k i e j kompozycja pod
tytułem „Pocałunek śmierci", jedna z ostatnich, z tym że­
by nigdy nie śmiała sobie odebrać życia. Piszę to dlatego,
że parę razy 2 lata temu o tym mówiła. Niech tcj,H&gt; nigdy
nie uczyni.

20.

B. Malinowski
Odesłać Rodzinie
[RMS „ORSOVA", 15 V I 1914]

21.

Ostatni raz to piszę. Straszne winy nie pozwalają mi
żyć dłużej. Przebaczcie Najdrożsi Rodzice. Nie mogę dłu­
żej. Jestem straszliwie winny. Ona była święta, że tyle cza­
su ze mną przeżyć mogła. Przebacz, Broneczku [że Cię]
opuszczę, ale nie wiesz, czym jest straszliwe cierpienie.
Całuję Cię i żegnam. Nie gniewaj się na mnie.
Ty jeden znasz całą okropność mojego cierpienia
Twój Staś

[RMS „ O R S O V A " , na Kanale Sueskim] 18/VI 1914

TESTAMENT
Kompozycja (Błaganie o litość), rysunek i portret olej­
ny p a n i I r e n i e S o l s k i e j .
PR J a n c z e w s k i m pozostałe rysunki Jej i moje Jej
portrety rysunkowe. Klisze z Jej fotografii.
P L a n g i e r o w i obraz z „Ptakiem snu", kompozycje:
Niedobrana para i Melancholia. Pałę zrobioną przeze
mnie, która była Jej własnością. Wszystkie klisze oprócz
Jej (z prawem reprodukowania kompozycji).
B r o n i o w i M a l i n o w s k i e m u Aparat fotogra­
ficzny. Jeśli wróci z wyprawy, niech sobie wybierze obrazy,
jakie zechce a discretion.
P a n n i e J a d w i d z e Z i e l i ń s k i e j wszystkie jej
portrety i albumy z reprodukcjami moich prac, które były
własnością śp. Jadwigi Janczewskiej.
P a n n i e A n i e l i Z a g ó r s k i e j Albumy z photo
z moich prac, które były moją własnością. Wszystkie pra­
ce „literackie" (powieść, wiersze itd.)
Listy Jej i pamiątki po niej pochować pod kamieniem,
który ma być dla mnie postawiony w dolinie Kościeliskiej,
tam gdzie ona sobie życie odebrała.
Niech, Broń Boże, ultra kabotyn Miciński nie napisze
o mnie ani słowa. Błagam o to najmocniej. Wolę być zu­
pełnie zapomniany. To mu przeczytać. O s t a t n i a w o ­
la u m a r ł e g o .
Proszę jeszcze raz o przebaczenie wszystkich. Niech mi
nie biorą za złe śmierci. Lepsze to niż ciągła męka bez
końca i brak twórczości...
R.M.S. „ O R S O V A " , między Tarentem a Suezem dnia
15/VI 1914 r.
Stanisław Ignacy Witkiewicz

Im dalej jadę, tym potworniejsze wszystko się staje.
Wieczór w Port Said dał mi poznać, czym może być wszy­
stko, co przyjdzie: coraz okropniejszą męczarnią. Wszyst­
ko, co widzę pięknego czy dziwnego i niezwykłego, zamie­
nia się w straszną mękę. Wszystko to chciałbym oglądać
z Nią. Przywykłem, że wszystko, co się działo, miało tylko
wartość przez Jej obecność przy mnie. Wszystko teraz jest
za silne, za straszne do zniesienia bez Jej obecności. Wszy­
stko, co być mogło siłą i pięknością, zwraca się przeciw
mnie jak najgorsza trucizna. Straszliwy wyrzut co do
mnie, że życia mego nie umiałem stworzyć mając wszyst­
kie dane do tego, że Jej życie zmarnowałem przez niecał­
kowite oddanie się Jej i przez cały szereg drobnych pozor­
nie rzeczy, o których pisać nie mogę. Jak to wszystko jest
okropnem, nikt tego wiedzieć nie może, kto nie znał ca­
łego naszego stosunku. Im dalej żyję, tym okropniejszą
jest moja wina. Zwrócić myśli gdzie indziej nie mogę, bo
na czym się oprę. Próbuję myśleć o rzeczach, które mnie
dawniej obchodziły. Myślę jak manekin nakręcony, ale
nie w sposób twórczy. Wszystko to straciło wartość, bo nie
ma żadnego związku z moją najgłębszą istotą, która jest
tylko jednym strasznym bólem i wyrzutem sumienia. Nic
oprócz straszliwej, bo za późno objawionej miłości dla
Niej we mnie nie ma. Wszystko to było, ale było niezde­
cydowane, słabe, chwiejne i przywalone tysiącami drob­
nych błędów i życie ze mną bez zupełnego poczucia posia­
dania mnie nie mogło Jej dać szczęścia. A kiedy się prze­
ciw temu zbuntowała, odepchnąłem Ją brutalnie
w śmierć i zatracenie. Wskutek tego niezdecydowania
i niezamknięcia się w tej jednej miłości postępowanie mo­
je było niegodnym Jej nawet w rzeczach czysto zewnętrz­
nych towarzyskich. Ukrywanie naszego stosunku (przez
brak decyzji ostatecznej) czyniło moją sytuację zewnętrz­
ną niewyraźną i niejasną, skąd wiele złych rzeczy wynikło,
a ona musiała tracić wiarę w moją siłę i oparcia we mnie
znaleźć nie mogła. W tym widzę straszny brak wartości
mojej jako człowieka i muszę przypominać sobie moje
niegodne zachowanie się z bólem i wstrętem do samego
siebie. Na poprawę za późno, bo nie ma Jej, dla której je­
dynie innym stać się mogłem. Nie jestem z tych ludzi,
którzy mogą dla innych albo z chęci samego życia zacząć
żyć w zupełnie innych wymiarach, niż żyli dotąd. Nie mo-

259

�Stanislaw

Ignacy Witkiewkz

* LETTERS T O BRON1SLAW MALINOWSKI

been through staying alive after Her death, they'd
forgive me everything. There used to be nothing ugly in
my life till now. There were mistakes, there was evil and
the suffering it caused. Now the time comes when
ugliness may intrude. Please don't ask me to turn ugly,
let me leave in peace. I implore you, death is a
wonderful thing. I'll try with all my might, but forgive
me if I fail. I know, all of you may think that this is just
a passing aberration. It is not, I assure you. I know
myself now. But at times I get mad with the thought of
death and that madness is the only truth. The rest is
just lies and ugliness. A man who's spent thirty years
never making a sacrifice cannot be required all of a
sudden to start living in the most awful torment only
for his Parents. Inner absurdity is killing me. I was
nothing but an artist, born to love one woman only. I've
wasted everything. My fault. My suffering is unbearable.
Living on in the spirit of sacrifice would only make me
crazy. I cannot come back. I can only die. The very
thought of a return is frightening. I must travel on as
long as there's any strength left in me and when all of it
goes out, forgive me my faults.
I implore you.
I'm determined to endure till we arrive in Colombo.
Something may still change, although it's getting worse
and worse. I'm seeing all the irreparable evil that I've
done but have refused to look at until now. If I'd been
completely unaware, at least. But no, I could have
changed everything but kept postponing it from day to
day. Nothing can save me. I'll try to endure for as long
as I can, but forgive me if I lose control.
Trans, by M.K.

22.
R.M.S. "Orsova"
[June 19 - 28, 1914]
Do you realise how I suffer because of my Parents?
Can anyone understand how terribly I've been
suffering?
I keep trying to write exhaustively about everything.
But 1 can't. You must believe me. This is not merely
despair. But what I've thought through during the sea
voyage. It's a conceptual construct that I cannot
overcome. It's easy to say, "live for us". But W H O is
supposed to live for you. A tortured corpse which
cannot muster up even the slightest fondness for
himself. If you only knew how terrible this suffering is. I f
I could only describe it. Having travelled even this far
has cost me an awful lot of effort. No chance of a
rescue. I'd like to die serene but I can't because by

doing that I'd torment my Parents to death. What
terrible torture. If someone could only know the
monstrosity of this. People will say that I was weak. To
die one also needs some strength and the awareness
that it is really impossible to go on. One needs to know
one's worth, too, and the fatality of one's nature. A l l my
life I've been a man bound with ropes. But that torment
made sense. I was creative. Now there's nothing. A h ,
why write at all. Will your judgement change? You'll go
on blaming me - that's all that'll remain. If someone
could know my life and all this. If someone knew? She
alone could have said something about i t . Tetrible
torture. Forgive me. If just one section in this circle of
thoughts could by its nature let a person focus on it. / A
drawing of a circle divided into six parts is enclosed. / If
I could only explain why death alone can exculpate me
and give me some dignity. One cannot live with
hideousness in one's heart. These are things one can
neither stomach nor atone for since She is no more. A l l
the errors resulted from Her unwillingness to make our
engagement publicly known - but why. Because I'd
already tried to break up with her once, so she couldn't
be sure of anything. She couldn't rely on me. But
neither did I_want the engagement to become public
knowledge. Because I couldn't tely on myself, either. As
a result things happened where I had to behave
inadequately from the point of view of honour. I
couldn't act as Her guardian and protector. In front of
other people I had to put up a show which authorised
them to do things I couldn't object to. But it's been my
fault. A n d that is why my honour has been damaged. I
wish I could describe all that so as to make you believe
me. Many mysteries will remain unexplained. But I
have erred horribly. I represent none of those values
that a new life can be created from. It is possible to
survive somebody else's death but not one's own moral
demise while one is still alive. This is awful. Death will
purify all that and you will have a clear memory. That it
didn't happen earlier and I kept on hurting people,
making them believe that I'd go on living, is not only
my fault. I've told you: the further I go, the worse it
gets. A terrible truth has been manifesting itself to me
with increasing clarity. A n d its light is making me look
more and more ghastly.
Forgive me.
Only death.
Wherever I look I see nothing but things that aeath
alone can cleanse.

260

Trans, by M.K.

23.
[No address or stationery mark]
[June 1 9 - 2 8 , 1914]

�Stanisław

Ignacy Witkiewicz

• LISTY DO BRONISŁAWA MALINOWSKIEGO

gę pogodzić się z tym, że moja twórczość skończyła się
i żyć w męczarni dlatego, by nie krzywdzić Matki i Ojca.
Próbowałem przez 4 miesiące żyć. I z jakim rezultatem, że
męka coraz straszniejsza i zadanie ponad siły. A wszystko,
co człowiek ponad siły na siebie weźmie, musi go złamać
i przekręcić jego moralną wartość na zło. Nie chciałem je­
chać. Byłem zupełnie bez woli, bo człowiek, który tylko
ma śmierć w sobie, nie może mieć woli do żadnego po­
szczególnego zadania. Zdałem się na wolę innych - Mat­
ki, Bronia itd., którzy twierdzili, że zewnętrzne warunki
mogą coś zmienić. Mogą w człowieku, który zachował
choć jakąś jedną małą część swojej wartości nie zniszczo­
ną przez nieszczęście. Istniała dla mnie tylko twórczość.
To zostało bez ratunku zniszczone. Żebym miał wiarę
w wartość moralną, to bym mógł na tym coś zbudować.
Ale na to odpowiada mi przeszłość z Nią przeżyta. Cóż
zrobiłem mając to wszystko i mogąc tworzyć? Zniszczenie
i rozpacz. Czyż mogę zacząć to nie mając sobie nic oprócz
miłości dla Niej, która wszystko mi zakrywa, a nic nie
tworzy, tylko truje najgorszym wyrzutem i zwątpieniem
w wartość każdego wysiłku. Czemu Ona tego wszystkiego
widzieć nie może, czemu nie może pisać dalej swoich
prac, które żebym chciał rozumieć, naprawdę mogłem
wszystko był naprawić, to na co wprost skarżyć się nie po­
zwalała Jej ambicja. Męka oglądania piękności świata z tą
myślą, ze Ona juz tego widzieć nie może, jest czymś prze­
chodzącym moje siły. A n i Matka, ani Ojciec nie mieli tak
potwornego nieszczęścia w życiu i dlatego nie zrozumieją
nigdy, dlaczego żyć nie mogę. Gdyby zrozumieli, gdyby
wiedzieli, co wycierpiałem żyjąc teraz po Jej śmierci, prze­
baczyliby mi wszystko. Dotąd nie było w moim życiu nic
b r z y d k i e g o . Były błędy, było zło i męka z tego powo­
du. Teraz może przyjść brzydota. Nie chciejcie, abym się
stał brzydkim i pozwólcie odejść w pokoju. Błagam o to,
śmierć jest cudowna rzecz. Będę się starał wszelkimi siła­
mi, ale jeśli nie będę mógł, przebaczcie mi. Wiem, że
wszyscy mogą myśleć, że to „stan chwilowy". Wierzcie mi,
że tak nie jest. Znam teraz siebie. Ale miewam chwile
strasznego obłędu śmierci i to jest j e d y n a p r a w d a .
Reszta to kłamstwo i brzydota. Nie może człowiek, który
30 lat żył bez poświęcenia, nagle w najstraszniejszym cier­
pieniu żyć tylko dla Rodziców. Bezsens wewnętrzny mnie
zabija. Byłem tylko artystą i byłem stworzony, aby kochać
jedną kobietę. Zmarnowałem wszystko z własnej winy.
Cierpienie nie do zniesienia. Poświęcenie i życie dalsze
doprowadziłoby mnie tylko do obłędu. Wrócić nie mogę,
tylko umrzeć. Na myśl o powrocie straszno się robi. Mu­
szę jechać dalej, póki sił starczy, a jeśli nie starczy, daruj­
cie mi moje winy.
Błagam Was o to. Postanawiam dotrzymać do Colombo, Może się coś je­
szcze zmieni, jakkolwiek jest coraz gorzej. Tak wyraźnie
teraz widzę wszystkie moje winy nie do odkupienia,
których widzieć przedtem nie chciałem. Gdybym był cał­

kiem bezświadomy. Ale wszystko mogłem zmienić i od­
kładałem z dnia na dzień. Nic nie może mnie uratować.
Będę się starał wytrwać, ile tylko będzie możliwe, ale
przebaczcie mi, jeśli nie zdołam się opanować.

22.
RMS „ O R S O V A " [19-28 czerwca 1914]
Czy w i e c i e co ja c i e r p i ę z p o w o d u Ro­
dziców?
Czy kto może zrozumieć, jak strasznie cierpię?
Zabieram się ciągle, żeby napisać wyczerpująco
0 wszystkim. Ale nie mogę. Musicie mi wierzyć. To nie
jest tylko rozpacz. Ale to, co przemyślałem przez drogę na
okręcie. To jest konstrukcja myślowa, której nie mogę
przezwyciężyć. Łatwo mówić - żyj dla nas. Ale K T O ma
żyć dla Was. Umęczony ttup, który najmniejszej sympatii
do siebie mieć nie może. Żebyście wiedzieli, jak straszne
jest to cierpienie. Żebym mógł to opisać. To straszliwy wy­
siłek, że dotąd dojechałem. Nie ma ratunku. Chcę
umrzeć z pogodą, a nie mogę, bo zamęczę Rodziców. Co
za straszna męka. Zeby kto mógł wiedzieć potworność te­
go. Powiedzą ludzie, że byłem słaby. Na śmierć trzeba też
pewnej siły i świadomości, że naprawdę już dalej nie moż­
na. Trzeba znać swoją wartość też i fatalność swojej natu­
ry. Byłem człowiekiem skrępowanym powrozami całe ży­
cie. Ale męka miała sens. Była twórczość. T e r a z n i c .
Ach, po co pisać. Czyż sąd Wasz się zmieni? Zostanie żal
do mnie. A gdyby kto mógł znać moje życie i to wszystko.
Zeby kto wiedział? Jedna Ona mogłaby coś o tym powie­
dzieć. Straszna męka. Przebaczcie mi. Zeby choć jeden
wycinek z tego kółka myśli był taki, żeby się na nim za­
trzymać. [Tu rysunek koła podzielonego na 6 cząstek].
Żebym mógł wytłomaczyć to, że tylko jedna śmierć może
mnie usprawiedliwić i nadać mi wartość. Nie można żyć
z ohydą w sercu. To są rzeczy, których nie można strawić
1 nie można odpokutować, bo Jej n i e ma. Błędy wy­
nikły stąd, że ona nie chciała, aby wiadome było narzeczeństwo - ale czemu. Bo już raz chciałem z Nią zerwać
i niczego nie była pewna. Nie mogła mi wierzyć. Ale ja
t e ż nie chciałem tego, aby to było wiadome. Dlatego, że
nie wierzyłem sobie. I stąd wynikły rzeczy, w których mu­
siałem być niedociągnięty pod względem honoru. Nie
mogłem być Jej obrońcą i opiekunem. Musiałem udawać
wobec ludzi, co upoważniało ich do rzeczy, na które nie
mogłem reagować. Ale to moja wina. W tym jest nad­
szarpnięty mój honor. Chciałbym módz to wszystko tak
opisać, abyście musieli mi wierzyć. W i e l e t a j e m n i c
z o s t a n i e n i e w y j a ś n i o ny c h. Ale winy moje są
okropne. Nie mam nic z tych wartości, których nowe ży­
cie stworzyć można. Można znieść czyjąś śmierć, ale nie
można znieść swojej moralnej śmierci za życia. To okrop-

�Stanisław

Ignacy Witkiewicz

• L E T T E R S T O BRONISŁAW MALINOWSKI

Dearest Parents. Destiny has decided. I cannot go on
living. I've been like a man covered with wounds who's
been bathed i n sulphuric acid. Every sinde thing - the
sea, the people, the sky, each word causes me boundless
pain. Forgive me. A man turns into a monster when
he's forced to struggle against overwhelming odds,
finding inside himself nothing to rely on. No words can
express what I've been going through. Nothing but
death. I beg your forgiveness.
Trans, by M.K.

24.
[Address:]
B. Malinowski / read and send to the Family / send
all letters as registered mail
R.M.S. "Orsova"
[June 1 9 - 2 8 , 1914]
Telling someone else to live is a terrible thing to do.
Wouldn't it have been better i f I'd finished with myself
right away, just as I wanted to. I f a man as attached to
life as I've been suddenly wants to die that's proof
enough that everything is really finished. Why not [one
or more lines are missing from the xerox copy] terrible
complications without the awful torment of the last
months. If someone only knew how terrible my suffering
has been. What I've lost. Everything: the most
beautiful, the only love, My Only One for whom I could
have still created something in this world.
I am alone.
Mother, don't be angry.
I wish Father didn't blame me.
It's been my destiny.
Believe me, I just couldn't go on living. This is not a
passing condition. It's getting more and more ghastly.
Forgive me.
I beg you again.
Trans, by M.K.

25.

26.
2 July 1914
Anurasdhapura
Explications for the Authorities of Ceylon
After having lost my bride who has suicided herself, I
would beforfe] 4 months to kill myself [wanted to kill
myself four months ago]. My Family has concealed
[counseled] me to make a journey. My friend (the one
of my two best friends) was just going for New Guinea
in a scientific Expedition. He was so kind that he has
lent me £ 50 to the sum, I have had, and has taken me
with him in a very bad psychic state and on account of
it has had many troubles. He was so good as a best
brother. A n d I am sorry that I must do him than
unjustice and leave him in his dangerous tripes. But I
see that travelling instead of improving my state makes
me a horrible pain. Because I see the bea[u]tifull things
that She never will see and this makes me most
unhappy. More than I was before i t .
I am writing it in scope that my dearest Friend Dt.
Malinowski has no troubles on account of my death to
make him avoid any formalities or inquiry, that can
make him too late for his ship. That is my last will that
he does not be disturbed on account of me in his
journey, because he must be in Australia for the
Congress of British Association. It would be for me a
very great pain that I instead to be grateful! to 1 im have
made him any trouble
Excuse me for my horrible English.
Yours,
S. I . Witkiewicz
[Original letter in English]
Dear Bronio:
You'll think this is ham acting.
I don't wish you ever to suffer even a part of what
I've been through.

[Address:]

[Printed on the envelope:]

B. Malinowski / read and send to the Family
Clarke's Botanic Hotel
North Terrace
Adelaide
Telephone 665

R.M.S. "Orsova"
[June 1 9 - 2 8 1914]
Can anyone comprehend the awfulness of my
torment. If anyone knew, they'd forgive me. Let a little
pure memory of me remain, at the very least.
Have pity on the unhappiest man in the world.
I kiss your hands.
Forgive me.
Forgive -

[In Witkiewicz's hand:]
B. Malinowski
Open in case of my death

Trans, by M.K.

262

[On the reverse side of the envelope:]

�Stanisław

Ignacy Witkiewicz

• LISTY DO BRONISŁAWA MALINOWSKIEGO

ne. Śmierć oczyści to wszystko i będziecie mogli mieć czy­
stą pamięć. Ze wcześnie się to nie stało i tyle krzywdy je­
szcze wyrządziłem łudząc wszystkich, że żyć będę, nie tyl­
ko moja wina. Mówiłem: im dalej, tym gorzej. Straszliwa
prawda coraz jaśniej zarysowuje się przede mną. Coraz
straszniej wyglądam w tym świetle.
Przebaczcie.
Tylko śmierć.
Gdzie spojrzę, nie ma rzeczy, której by tylko śmierć
oczyścić nie mogła.

23.
[RMS „ORSOVA", 19-28 czerwca 1914]
Najdrożsi Rodzice. Takie było przeznaczenie. Żyć dłu­
żej nie mogę. Jestem jak człowiek cały w ranach, którego
kąpią w kwasie siarkowym. K a ż d a r z e c z - morze, lu­
dzie, niebo, każde słowo jest męczarnią bez granic. Prze­
baczcie. Człowiek potwornieje, kiedy musi przezwyciężać
rzeczy silniejsze od niego nie mając w sobie nic, na czym
mógłby się oprzeć. Nie ma słów na to, co cierpię. Jedyna
śmierć. Błagam o przebaczenie.

Statek „ O r s o v a " . Ze zbiorów Terence'a Wrighta
Orient Liner

„OrstW. The collection of Terence

Wright

25.
Dr Bronisław Malinowski
Po przeczytaniu proszę odesłać Rodzinie
RMS „ORSOVA" [19-28 czerwca 1914]

24.
B. Malinowski
Po przeczytaniu odesłać Rodzinie
Listy proszę wysłać rekomendowane
RMS „ORSOVA" [19-28 czerwca 1914]
Straszna rzecz kazać komuś żyć. Czyż nie lepiej było
skończyć zaraz wtedy, kiedy chciałem. Jeśli człowiek tak
przywiązany do życia jak ja chce umrzeć, to dowód, że na­
prawdę wszystko się już skończyło. Czemu nie [brak jed­
nego lub więcej wierszy w kserokopii] strasznych kompli­
kacji bez straszliwej męki tych miesięcy. Zeby kto wie­
dział, jak straszne jest moje cierpienie. Co straciłem.
Wszystko: najpiękniejszą, jedyną miłość. Jedyną, dla
której mogłem jeszcze stworzyć coś na świecie.
Jestem sam.
Matko, nie gniewaj się.
Zeby ojciec nie miał żalu.
Takie było przeznaczenie.
Wierzcie mi, że żyć nie mogłem. To nie stan chwilowy.
Coraz straszniej jest.
Przebaczcie mi.
Jeszcze raz błagam.

Czy kto jest w stanie zrozumieć okropność mojej mę­
ki. Gdyby kto wiedział, przebaczyłby mi. Niech przynaj­
mniej trochę pamięci czystej po mnie zostanie.
Zlitujcie się nad najnieszczęśliwszym człowiekiem na
świecie.
Całuję ręce Wasze.
Przebaczcie.
Przebaczcie —

26. *
2 V I I 1914, Anuradhapura
Explications for the Autorities of Ceylon
After having lost my bride who has suicided herself,
I would befor[e] 4 months kill myself. My Family has conce­
aled me to make a journey. My friend {the one of my two
best friends) was just going for New Gwinea in a scientific
* O r y g i n a ł listu pisany w wersji angielskiej. T ł u m a c z e n i e
poniżej.

263

�Stanisław

Ignacy Witkiewicz

• L E T T E R S T O BRONISŁAW MALINOWSKI

H.M.
To the authorities or Police of Ceylon
St. Ignacy Witkiewicz
Explications
humorous [added later]
Trans, by D.G.

27.
Freemasons Hotel,
Stirling Terrace

Albany, August 3, 1914
Western Australia

Dearest Parents,
The awful news about the war reached us in Albany
today. I f it turns out to be true, I'm coming back from
Fremantle by the first steamboat. Only in this way can I
still be useful and do something. Otherwise there's
nothing but this terrible madness from which no
creative urge results that could perhaps justify my
existence. It could be a more honourable way to end
one's life than by committing suicide, painting
landscapes in New Guinea or coming down with yellow
fever.
This whole journey makes no sense at all. I'm
worried about Mother. What's going on back there?
There's unconfirmed news about wars that Austria
fights against Russia and France against Germany."
Personal problems need to be put aside so that one can
somehow acquit oneself of this miserable existence.
The pointlessness of this trip is simply terrible.
Bronio is becoming more and more of a stranger to me.
Studying the little plants of Australia while such awful
things are going on in Europe makes no sense at all. In
such a situation life seems to be more to the point. I'll
refrain from describing Australia in a more detailed way.
I'm so upset that I cannot write any longer
1 kiss you both
Stas
What can one write in the face of really great
matters?
I shouldn't have embarked on this trip. I had the
right premonition during the last days in Zakopane and
London.
How terrible: my entire life has been cursed with
bad timing.
Both personal life and art totally wasted. Maybe in
this way something will happen for real or else death
will come.
Trans, by M.K.

28.
R.M.S. "Orvieto"
August 5, 1914

The time has come to put aside everything personal,
give up all suicidal thoughts which are mere foolishness
compared to what is going on now and at last make
something out of one's life, out of that remnant of
extant energies. Just think what a terrible thing has
happened to me, as if it were not enough. In this awful
time, when the country and you two are threatened, I
cannot join you but have to stay thousands of miles
away, drowning in idleness and despair. My fate is really
tragic. It must have been some sort of premonition that
made me plan this journey with such awful reluctance.
It wasn't my doing. 1 couldn't have made the decision
because I did not want to go on living. A n d now I'm
denied the only chance to salvage my honour, to do
something at last and perish together with those who
fight. The supreme torment that I've suffered wasn't
enough, apparently. Now this very worst nonsense
comes up. I cannot even write about it, being strangled
by a despair even more monstrous than what I'd already
gone through. I'll try to come back to Poland, but if [ I
fail, then] what shall I do? I won't survive this idleness.
The last opportunity is slipping out of my grasp and
all that remains is the monstrous pointlessness of a life
lived with no chance to do anything. When art has
petered out, one could still do this one thing. But even
that is impossible.
Why this cruel punishment?
My present state is beyond words.
Suffering with no possibility of a beautiful ei d by
suicide.
I wish I could he there now and fight and at least die
honorably.
Even that I cannot do. My conscience is killing me
for having left the country.
But it wasn't only my doing. Who can understand
the horror of that. To be separated from the others
while the fate of the country hangs in the balance. To
go sightseeing in Australia at such a time.
I cannot write.
Terrible, unbearable.
If I cannot get hack to my country, I won't be able to
go on living.
The absurdity of this is just too horrible.
The last possibility denied.
Horrible suffering.
Trans, by M.K.

29.
R.M.S. "Orvieto"

-

August 6, 1914
This journey, so lightheartedly decided upon and
begun almost without the participation of my own will,

264

�Stanisław

Ignacy Witkiewicz

• LISTY LX) BRONISŁAWA MALINOWSKIEGO

Expedition. He was so kind that he has lent me £ 50 to the
sum, I have had, and has taken me in a very bad psychical
state with him and on account of it has had many troubles.
He was so good as a best brother. And 1 am very sorry that
I must do him than unjustice and leave him in his dangeroes tripes. But I see that the travelling instead of improving
my state makes me a horrible pain. Because I see the
bea[u]tyfull things that She never will see and this makes
me most unhappy. More as 1 was before it.
I am w r i t i n g i t i n s c o p e t h a t my d e a r e s t
F r i e n d D r M a l i n o w s k i has n o t r o u b l e s on
account of my death to make him avoid any formalities and
inquiry, that can make him too late for his ship. That is my
last will that he does not be disturbed on account of me in
his journey because he must be in Australia for the Congress
of British Association. It would be for me a very great pain
that I instead to be gratefull to him have made him any
trouble.
Excuse me my horrible English
Yours
S. I . Witkiewicz m.p.
[Dopisek ołówkiem na marginesie:]
Broniu Kochany.
Pomyślisz, że to kabotyństwo.
Nie życzę Ci, abyś k i e d y c z ą s t k ę
piał co ja.

stwo, przed czterema miesiącami chciałem się zabić. Moja
rodzina doradziła mi udanie się w p o d r ó ż . Mój przyjaciel (je­
den z dwóch moich najlepszych przyjaciół) wybierał się wła­
śnie na Nową Gwineę z wyprawą naukową. Był tak uprzej­
my, że do sumy, jaką rozporządzałem, pożyczył mi pięćdzie­
siąt funtów szterlingów i zabrał mnie ze sobą w bardzo złym
stanie psychicznym, na skutek czego miał wiele kłopotów.
On był tak dobry jak najlepszy brat. I jest mi bardzo przykro,
że jestem zmuszony popełnić wobec niego taką niegodziwość
i opuszczam go w jego niebezpiecznych wędrówkach. Ja jed­
nak widzę, że podróżowanie zamiast poprawić mój stan,
sprawia mi okropne cierpienie, ponieważ fakt, iż ja mogę
oglądać piękne rzeczy, których Ona nigdy nie zobaczy, czyni
mnie w najwyższym stopniu nieszczęśliwym. Jeszcze bardziej
niż byłem poprzednio.
Piszę to z p e ł n ą o d p o w i e d z i a l n o ś c i ą , że­
by m ó j n a j d r o ż s z y p r z y j a c i e l d r M a l i n o w ­
s k i n i e m i a ł ż a d n y c h k ł o p o t ó w w związku z mo­
ją śmiercią, zeby uniknął wszelkich formalności i przesłu­
chań, co mogłoby spowodować jego spóźnienie na ten sta­
tek. To jest moja ostatnia wola, żeby z mojego powodu nie
doznał on żadnych przeszkód w podróży, ponieważ musi być
w Australii na Kongresie Stowarzyszenia Brytyjskiego. Spra­
wiłoby mi wielki ból, gdybym zamiast okazać moją wdzięcz­
ność stał się przyczyną jakichkolwiek dla niego kłopotów.
Proszę wybaczyć mój okropny angielski.
Wasz
S. I . Witkiewicz, m.p]

t e g o przecier­

[Koperta z nadrukiem:]
Clarke's Botanic Hotel,
North Terrace,
Adelaide.
Telephone 665

27.
Freemasons Hotel,
Stirling Terrace

Albany, 3 VIII 1914
Western Australia

B. Malinowski

H. M .
To the Autorities or Pol (ice)
of Ceylon or given
St. Ignacy Witkiewicz
Explications

Najdrożsi Rodzice:
Dziś otrzymaliśmy w Albany fatalne wiadomości co do
wojny. Jeśli to okaże się prawdą, to wracam zaraz z Fremuntle pierwszym parowcem. Jeszcze jedyna forma, w jakiej mo­
gę być użytecznym i coś zrobić. Tak tylko obłęd okropny bez
twórczości, jedynego usprawiedliwienia mego istnienia. Mo­
że w ten sposób godniej zakończę życie niż w samobójstwie
albo malowaniu pejzażyków na Nowej Gwinei czy też [w]
żółtej febrze

[późniejszy dopisek autora listu:]

Cała ta podróż w ogóle sensu żadnego nie ma. Jestem
niespokojny o Mamę. Co tam się teraz dzieje.'

Otworzyć w razie śmierci
[Na odwrotnej stronie koperty:]

humorystyczne
12 V I I 1914, Anuradhapura
Wyjaśnienia dla Władz Ceylon u
Po utracie mojej narzeczonej, która popełniła samobój-

Wiadomości niepotwierdzone o wojnie austro-rosyjskiej
i francusko-niemieckiej. Trzeba osobiste rzeczy odłożyć na
bok i w jakiś sposób usprawiedliwić to nędzne istnienie.
Bezsens tej podróży okropny. Bronio jest coraz bardziej
obcy dla mnie. Oglądanie roślinek australskich, kiedy tam
wypadki tak straszne, żadnego sensu nie ma. Wobec takich

265

�Stanisław

Ignacy Witkiewicz

• L E T T E R S T O BRONISŁAW MALINOWSKI

is now turning into a horrible crime. I'm denied the
opportunity to perform the only task I was still capable
of after I've lost my artistic talent. My fate has really
been tragic. I feel as i f I've woken up from an awful
dream. I n the last two days I've spent less time than
before thinking of that terrible misfortune that befell
me. I can only think about death with disgust and
contempt. But the only chance of living on has been
denied. The news gets worse and worse. Getting back to
Poland is out of the question.

still occupy myself with unimportant trivia, with
superstition. However, twenty minutes to ten has beei
such a fateful hour i n my life that I feel an
uncontrollable urge to describe a few facts connected
with i t .
Mv first impression connected with that hour.
I was about ten years old. I was going to bed.
Mother was playing the piano. Between her and me
there were two dark rooms. A candle was burniiu
afraid of something, I don't really know what it was.
The time was twenty to ten. A t least that is my earliest
recollection associated with that hour. It is noteworthy
that as a child I used to be especially fascinated by
Australia. As evidence I can quote a map of that
continent from a small atlas which Mrs. Dembowska
gave me. I used to scribble all over that map. The torn
of Adelaide in particular is underlined, with longitude
and latitude given. Another of my childish fascination
was potassium cyanide. It was my dream to have it in
my collection of chemicals.

I had intuition but lacked willpower. I forced myself
to go on this trip but started out still thinking of death.
Even while already i n Perth I still wanted to poison
myself with cyanide. But I thought of you and that has
stayed my hand. I've sent some crazy letters. Luckily,
they've all been lost. How mediocre all that seems i n
the face of this terrible reality. How I envy those who
can do their duty now. I used to joke that joining the
riflemen was the only thing to do. But i n peaceful times
and i n my then state of mind it looked like a farce.
Now the awfulness of this inertia which has been
forced upon me surpasses all.
What's happening with all of you? Why can't I be
there and fight so that I could at least erase with my
useful death all the bad things I've done. I don't know i f
I can live through what's i n store for me i f I cannot get
back to the country.
The thought of a future is frightening. Suicide seems
just as hideous as life now. The unhappiness I used to
suffer was not enough. Now the worst thing comes.
I told you it was madness. No one has stopped me.
Now it's too late for anything. How awful. Being unable
to end one's life with dignity.
I'm not blaming anyone. Everybody meant well. The
result has been as bad as it could possibly be.
No one will ever know what I've suffered.
But [in] my sterile emptiness, misled by ambition,
I've rejected my last love. False ambition has been the
root of all evil.
Why didn't I stay when I'd come back from Berlin?
Why did everybody tell me to go? A n d I had no will
of my own because I did not want to live.
How terrible it is to end one's life like this.
The only thing left to do and even that cannot be
done.
Trans, by M.K.

30.
August 10, 1914, Botanic Hotel
Adelaide (Australia)
It may seem stupid that although I'm quite
overwhelmed by a terrible personal misfortune, the
awful news about the war and my enforced idleness, I

Whenever I saw that hour on a clock (even an
inaccurate one - say, set at five o'clock or at midnight),
something unpleasant always happened to me within
ltnin
three or four days.
I first saw that hour on a stopped watch in
Sytgudyszki - that is, i n Lithuania. Going out f o r a i
I forgot to take my watch with me. When I came back
to my room in the evening, I saw that same watch
stopped at that hour. Next day I was ill with typhoid, a
rather dangerous case (the only serious illness thattl I
had since I was six).
For the second time it happened in Rome. I was
supposed to meet Miss T. in Florence. I wanted to have
a final talk with her about our future relationship.
I'd been in love with her since I was sixteen. I wen;
to bed early, about nine. Karol Szymanowski, with
whom I was traveling at the time and who knew about
this superstition of mine, noticed that my watch had
stopped and set it for twenty to ten. In the morning 1
didn't wake him up, so I left quite convinced that
something bad was going to happen. In three days time
I had a talk with Miss T. from which it transpired that
our future together was not to he. We went on writing
each other but that correspondence ended barely a
later. It was in Florence that I had my first onset of
suicidal thoughts.
In 1909 in December (or at the end of Novemba
while staying with Mr. and Mrs. Smialowski I set their
ancient clock - one that had stopped ages ago - i
hour in question, trying to overcome my superstitioa
&lt;Before January &gt; 1 Before March I met the late
1

S u c h parentheses denote fragments crossed,

author.

266

�Stanisław

Ignacy Witkiewicz • LISTY D O BRONISŁAWA MALINOWSKIEGO

29.

• c z y życie nabiera większego sensu. Wstrzymuję się z dall y m opisem Australii.

RMS „ORVIETO", 6 V I I I 1914

I Jestem tak zdenerwowany, że więcej pisać nie mogę.
Całuję Was
Staś
I Cóż można pisać wobec rzeczy prawdziwie wielkich?
1 Trzeba było nie jechać wcale, tak jak czułem w ostatnich
liniach w Zakopanem i w Londynie.
Co za straszna rzecz, że wszystko w moim życiu nie w po­
ł ę się dzieje.
j Zmarnowane życie osobiste i sztuka. Może w ten sposób
coś się stanie naprawdę albo śmierć.

Podróż, tak lekkomyślnie postanowiona i rozpoczęta pra­
wie bez udziału mojej woli, zamienia się teraz w okropną
zbrodnię. Jedyny czyn, do którego po utracie sztuki byłem
zdolny, jest mi odjęty. Naprawdę los mój jest tragiczny. Mam
uczucie, że się zbudziłem ze strasznego snu. Od dwóch dni
mniej myślę o tym strasznym nieszczęściu, które mnie spo­
tkało. Nie mogę myśleć o śmierci bez obrzydzenia i pogardy.
A jedyna możność życia odjęta. Wiadomości coraz gorsze.
Mowy nie ma o dostaniu się do kraju.

28.

Miałem intuicję, ale nie miałem woli. Zmusiłem się gwał­
tem do tej podróży, a jechałem ciągle z myślą o śmierci. Je­
szcze w Perth chciałem się otruć cyjankiem. Znowu myśl

i RMS „ORVIETO", 5 VIII 1914

IPrzyszedł czas, że osobiste r ^ z y trzeba by odłożyć, wyrzec
L myśli samobójczych, które są głupstwem wobec tego, co
się dzieje, i zrobić nareszcie coś ze swego życia, z resztki sił,
• które zostały. Pomyślcie, jak straszne jest to, co mnie jeszcze
spotyka. W tak strasznej chwili, kiedy krajowi i Wam grozi
niebezpieczeństwo, ja nie mogę się do Was dostać - o tysiące
kilometrów od Was odległy w bezczynności i rozpaczy. Na­
prawdę los mój jest tragiczny. Miałem jakieś przeczucie, że
Itak strasznie nie chciałem jechać. Nie moja wola była w tej
[podróży. Nie miałem decyzji, bo sam żyć nie chciałem. Teraz
[jedyna sposobność, aby uratować honor i nareszcie dokonać
czegoś i zginąć razem z walczącymi, zostaje odjęta. Za mało
było najstraszliwszej męki. Jeszcze ten bezsens najgorszy. Pisać
nit mo£5C te^o bo mnie dławi rozpacz jeszcze potworniejsza
|niż to, co było dotąd. Będę się starał dostać do kraju, ale jeśli
i [nie, to] co robić? Nie przeżyję tej bezczynności.
I Ostatnia rzecz wymyka mi się z rąk i zostaje potworny
i bezsens życia już bez żadnej możności czynu Kiedy sztuka się
'skończyła, można by jeszcze to dokonać Ale i to nie
* Za co tak straszna kara?

i

0 Was mnie wstrzymała. Wysłałem wariackie listy. Na szczę­
ście zginęły. Jakież to wszystko marne wobec tej okropnej
rzeczywistości. Jakże zazdroszczę tym, którzy mogą spełnić
teraz obowiązek. Mówiłem żartem, że jedyna rzecz to zapisać
się do Strzelca. Ale w czasie pokoju wydawało mi się to far­
są w tym stanie, w jakim byłem.
Teraz okropność tego bezwładu przymusowego przecho­
dzi wszelkie granice.
Co z Wami się dzieje? Czemu nie mogę być tam i walczyć,
1 przynajmniej śmiercią pożyteczną zatrzeć te wszystkie złe
rzeczy, które popełniłem. Nie wiem, czy przetrzymam to, co
mnie czeka, o ile nie będę mógł się dostać do kraju.
Strach pomyśleć o przyszłości. Samobójstwo teraz jest
tak ohydne jak życie. Za mało było tego nieszczęścia. Teraz
przychodzi rzecz najokropniejsza.
Mówiłem, że to szaleństwo. Nikt mnie nie wstrzymał. Te­
raz za późno na wszystko. Jakież to okropne. Nie móc skoń­
czyć życia w sposób godny.
Nie obwiniam nikogo. Wszyscy chcieli dobrze. Wyszło
najokropniej.
Nikt wiedzieć nie będzie, co przecierpiałem.
Ale [w] pustce bezpłodnej odtrąciłem miłość ostatnią
przez ambicję. Przez fałszywą ambicję wszystko złe się stało.

To, co teraz jest, to się wyrazić nie da. Cierpienie już bez
§ożności pięknego końca w samobójstwie.
Chciałbym teraz być tam i bić się, i zginąć przynajmniej
nie.
Nawet tego nie mogę. Straszny wyrzut, że pojechałem.
Ale nie tylko moja w tym odpowiedzialność. Kto zrozunie straszność tego. Nie móc być tam ze wszystkimi, kiedy
; ważą losy kraju, i jechać po Australii oglądać widoki.
Nie mogę pisać.
Straszne, nie do zniesienia.

Czemuż nie zostałem wtedy po powrocie z Berlina?
Czemuż wszyscy mnie namawiali? A woli własnej nie
miałem, bo żyć nie chciałem.

Jeśli nie będę mógł się dostać do kraju, żyć nie będę

Może to wydać się głupim, że przygnieciony strasznym
osobistym nieszczęściem i strasznymi wiadomościami o woj­
nie i swoją przymusową bezczynnością zajmuję się rzeczami
małej wagi, przesądami. Jest jednak w moim życiu przezna­
czenie związane w tak dziwny sposób z godziną dwadzieścia

Naprawdę zbyt straszny jest bezsens.
Ostatnia możliwość odjęta.
Straszliwe cierpienie.

Straszne to tak życie kończyć.
Jedyny czyn, i tego nie móc spełnić.

30.
Botanic Hotel, Adelaide (Australia), 10 V I I I 1914

267

�S t a n i s l a s Ignacy Witkiewicz

• LETTERS T O BRONISŁAW M A L I N O W S K I

late J. Janczewska had lived there for a long time, I
noticed that the clock didn't in fact show twenty to
eleven but twenty to ten. I t was morning. I was just
telling Her about this superstition of mine and
happened to mention the clock in the picture. I came
nearer to have a look at it and saw (almost with horror)
that the hour hand was slightly bent, so the clock really
showed twenty to ten. As i f it had been lying in ambush
for two months to make us stay in that house. A t that
very moment I thought that some awful misfortune was
sure to happen to me there. Moving from Sliwiak's
house after seventeen years and finding in the new
place a clock stopped at the fatal hour must have
seemed strange, indeed.
O n January 17, which was Friday (and Friday is my
bad day, too) I proposed to the late J[adwiga]
Janczewska. I didn't want her to go to Leszcze in June.
In April the round clock that Mother got as a gift from
Miss T. stopped at twenty to ten.

Jadwiga Janczewska at Miss M.B's. In March I met Mrs.
Irena Solska. When my relationship with the latter
began, I was planning to go to Zakopane at the end of
June. She was already there. I lived in Cracow i n
Grodzka Street. (The timing was as follows. I f a clock
was working and I saw its hands point to the fatal hour,
I had to expect a minor unpleasantness to happen
within three days. I f a clock had stopped at twenty to
ten, the event followed three months later. I cannot
remember why this particular timetable took hold or
how the whole superstition started.) Walking to the
Market in Cracow I always chose the left side of a
street. O n the eve of my departure walking out of the
house I saw a coal cart standing right in front of the
gate. I had to walk around it, so I crossed the street and
only then did 1 notice a watch repair shop opposite
where I lived. In the shop window there was a huge
hanging clock which had stopped at my fatal hour. (The
hand showing minutes should never go beyond number
V I I I or 8. It doesn't necessarily have to point to the
number itself.)

With that departure the best days of my life ended.
Relations between us were getting worse and worse (it
was all my fault. I had underestimated both of us and
was punished in this cruel way). In January or February
while staying in a sanatorium I set a clock for twenty to
ten - as a joke. 1 did it during Rubinstein's concert. O n
February 21 that awful thing happened. O n February 24
I began the thirtieth year of my hopelessly wasted life.
O n Friday the 20th we had an argument which caused
that terrible disaster.

In the month that followed things happened in
connection with Mrs. SfolskaJ which strongly affected
my whole future life. I wanted to leave her, but I was
too weak, so the relationship (to which I owe my awful
notoriety) dragged on for a long time. (I've always said
that 1 can only imagine being alive till thirty. The
thirtieth year of my life will never be completed and in
such numbers as 31, 32, 35 or 40 I cannot see "a
succession of my" birthdays. 17 has been my fatal
number, too, for some reason.)
In 1911, when I planned to travel to London from
Brittany, my watch stopped at nine forty. In the evening
it showed nine thirty five, but I must have jostled it
somehow and then forgot to wind it up, so by morning
it had stopped at the fatal hour. The five minutes'
difference must have resulted from some involuntary
movement of mine.
Going by bus in Cambridge I saw a large clock which
had stopped at the hour in question, hanging in a shop
window. Leafing through a newspaper in a dentist's
waiting room I saw a watchmaker's advertisement with
a picture of a clock showing twenty to ten. In two
months time the break-up with Mrs. S[olska] began. It's
used up a lot of my energies and generally speaking,
that whole period of my life was extremely unpleasant.
We spent seventeen years living in Sliwiak's house.
Then we moved to Bystre and into a villa called
"Nosal". (Bystre used to be my first address in Zakopane
when I was two years old.) There was a picture there
with a clock in it. It was my habit to examine all clocks
in any new place I moved into. To my satisfaction I saw
that the clock i n the picture showed twenty to eleven.
Two months later, when we were well settled and the

The decisive letter from B. Malinowski without
which this whole journey would never have started
reached me at T. Langier's. His alarm clock had stopped
at twenty to ten.
When I first went shopping for tropical equipment
at Gani's in London, I saw a large hanging clock that
had stopped at the very same hour. A few days later also
in London when I went to a watchmaker's to have my
watch repaired I noticed a defunct alarm clock showing
nine forty.
One evening I got off at Southampton Row
instead of Grays Inn Road, walked along Theobald
Road and glancing in a shop window saw an alarm
clock which had stopped at the hour in question.
Walking out of a dentist's i n West-Hampstead I meant
to go to Kings Cross, but for some reason bought a
ticket to Baker-street. Walking along Regent Street
later on I saw a small watch that had stopped at twenty
to ten.
Ignoring all those warnings, I went away. It was
"Orsova's" seventeenth passage. Having arrived in
Ceylon I wanted to kill myself in Domhilli and
Naalande. I was sitting, holding a Browning to my
temple. I couldn't shoot myself, because the thought of
my Parents stopped me at the very last moment. This

268

�Stanisław

Ignacy Witkiewicz

* LISTY DO BRONISŁAWA MALINOWSKIEGO

minut przed dziesiątą, że nie mogę się wstrzymać, ażeby nie
opisać faktów z tą godziną związanych.
Pierwsze

wrażenie

związane

z tą

godzi­

ną.
Miałem koto dziesięciu lat. Kładłem się spać. Matka gra­
ła na fortepianie. Oddzielały mnie od Niej dwa pokoje ciem­
ne. Paliła się świeca. Bałem się czegoś, sam nie wiem czego.
Była wtedy ta godzina. Przynajmniej jest to ostatnie wspo­
mnienie, które się z pojęciem tej godziny wiąże. Zwracam
uwagę, że kiedy byłem dzieckiem, zajmowała mnie specjalnie
Australia. Dowodem tego jest mapa Australii z małego atla­
su, który dostałem od pani Dembowskiej, cała pokreślona.
Miasto Adelaide jest oznaczone specjalnie, z długością i sze­
rokością geograficzną. Drugim ideałem dzieciństwa z okresu
chemicznego był cyjanek potasu. Marzyłem o tym, aby mieć
go w mojej kolekcji chemikaliów.
Kiedy zobaczyłem tę godzinę na zegarze idącym (choćby
źle, na przykład o piątej lub dwunastej w nocy), zawsze
w ciągu dni trzech-czterech spotkało mnie coś nieprzyjemnego.
P i e r w s z y raz zobaczyłem zegar na tej godzinie stoją­
cy na Litwie w Sylgudyszkach. Wyjeżdżając na spacer zapo­
mniałem zegarka. Wieczorem, kiedy wróciłem do mego po­
koju, zastałem zegarek mój stojący na tej godzinie. Nazajutrz
byłem już chory na tyfus, dość niebezpiecznie (jedyna ciężka
chotoba, którą miałem od siódmego roku życia).
D r u g i raz było to w Rzymie, miałem spotkać się we
Florencji z Panną T. Chciałem rozmówić się definitywnie
z Nią co do mojego stosunku do Niej w przyszłości.
Koch.iłem się w Niej już od siedemnastego roku życia.
Położyłem się spać wcześnie kolo dziewiątej. Karol Szyma­
nowski, z którym podróżowałem i który wiedział o tym mo­
im przesądzie, zobaczywszy, że zegarek mój stanął, n a s t a ­
wił go na t ę g o d z i n ę . Rano nie budziłem go i wyje­
chałem z rym przekonaniem, że coś złego się stanie. W trzy
dni miałem we Florencji w Museum Borgello rozmowę
z panną T , w której się okazało, że z przyszłości naszej nic
być nie może. Mimo późniejszej korespondencji stosunek li­
stowny skończył się w rok niecały potem. We Florencji
pierwszy raz miałem myśli samobójcze.
W roku 1909 nastawiłem w grudniu (lub końcu listopa­
da) zegar u pp. Smialowskich, zegar starożytny, który nigdy
nie chodził, na tę godzinę, chcąc przezwyciężyć ten przesąd.
&lt; Przed styczniem &gt; * Przed marcem poznałem u panny M.
B. śp. Jadwigę Janczewską, w marcu poznałem panią Irenę
Solską. Kiedy stosunek się zawiązał z tą ostatnią, miałem
w końcu czerwca jechać do Zakopanego. Ona juz tam była.
Mieszkałem w Krakowie na ulicy Grodzkiej. (Czas wydarzeń
był następujący. Jeśli zegar szedł i widziałem tę godzinę,
drobna przykrość miała się zdarzyć w przeciągu trzech dni od
zobaczenia. Jeśli zegar stal, czas był ttzy miesiące. Dlaczego
* W takich ostrych nawiasach znajdują się wyrazy przekre­
ślone przez S. I. Witkiewicza.

taki właśnie termin i kiedy ten rytuał powstał, nie mogę so­
bie przypomnieć, jak i samego początku tego przesądu.) Za­
wsze idąc do Rynku, szedłem po stronie lewej. Na dzień
przed wyjazdem wychodząc z domu zobaczyłem przed bramą
wóz z węglami. Musiałem go obejść. Tym rozpędem przesze­
dłem na drugą stronę i po raz pierwszy zobaczyłem, że jest
tam zegarmistrz. Ogromny zegar ścienny stał na tej godzinie.
(Wskazówka minutowa nie powinna była być poza ósemką
VIII lub 8. Niekoniecznie na samym punkcie.)
W przeciągu miesiąca miałem przeżycia w związku
z p[anią] S[olską], które zasadniczo wpłynęły na całe moje
późniejsze życie. Chciałem z Nią zerwać, ale nie miałem siły,
i stosunek ten (wskutek którego miałem później opinię najfatalniejszą) wlókł się przez czas długi. (Zawsze mówiłem, że
życie moje widzę do trzydziestego roku życia. Trzydziesty tok
niewyraźnie, a cyfry takie jak 31, 32, 35 lub 40 nic mi nie
mówią jako cyfry oznaczające moje lata. 17 była moją cyfrą
fatalną, też nie wiem czemu.)
Kiedy miałem jechać do Londynu z Bretanii 1911 roku,
mój zegarek stanął na dwadzieścia do dziesiątej. Wieczorem
stał na dwadzieścia pięć, musiałem go trącić i zapomniałem
nakręcić - rano stal na tej godzinie. Widocznie przeszedł te
pięć minut wskutek potrącenia.
W Cambridge z autobusu widziałem na wystawie duży
ścienny zegar stojący na tej godzinie. A u dentysty, przeglą­
dając gazetę, zobaczyłem ogłoszenie zegarmistrza z zegarem
z tą godziną. W dwa miesiące zaczęło się zrywanie stosunku
z p[anią] S[olską], które kosztowało mnie wiele siły, i cały
ten okres życia był niezmiernie przykry.
W domu Ślimaka mieszkaliśmy lat siedemnaście. Po
siedemnastu latach przenieśliśmy się na Bystre do willi
„Nosal". (Na Bystrem mieszkałem pierwszy raz w Zakopa­
nem, kiedy miałem dwa lata.) Wisiał tam obraz z zegarem
w środku. Miałem zwyczaj oglądania zawsze zegarów w no­
wym miejscu. Z zadowoleniem skonstatowałem, że zegar
ten stoi na dwadzieścia min[ut] przed jedenastą. W dwa
miesiące, kiedy już zupełnie byliśmy w tym domu zagospo­
darowani i kiedy śp. J. Janczewska już od dawna tam mie­
szkała, zobaczyłem, że zegar ów nie stał na dwadzieścia
przed jedenastą, tylko dwadzieścia min[ut] przed dziesiątą.
Było to rano. Opowiadałem Jej właśnie o tym przesądzie
i mówiłem o tym zegarze. Podszedłem do zegara i zobaczy­
łem (prawie z przerażeniem), że wskazówka godzinowa by­
ła lekko zagięta i zegar ten faktycznie stał na dwadzieścia
przed dziesiątą. Jakby się zaczaił i wskazywał inną godzinę
przez dwa miesiące, abyśmy tego domu nie opuścili. Wtedy
to pomyślałem sobie, że w tym domu musi mnie spotkać ja­
kieś straszne nieszczęście. Bo fakt ten, żeby po siedemnastu
latach mieszkania u Ślimaka przenieść się do domu innego
i tam zastać zegar stojący na tej godzinie, jest chyba dość
dziwny.
17 stycznia w piątek (piątek jest mój zły dzień) oświad­
czyłem się śp. J[adwidze] Janczewskiej. Nie chciałem, aby
w czerwcu wyjeżdżała do Leszcz. Kula zegarowa, którą Mat-

269

�Stanisław

Ignacy Witkiewicz

• L E T T E R S T O BRONISŁAW MALINOWSKI

journey has been nothing but boundless torment to me.
Between death and the thought of Mother. I n
Kolgooslie (in Australia) I stole a piece of sodium
cyanide from a gold factory. Yes, I finally got hold of a
dose, in Australia - of all places. Anothet weird
connection, too. (As we were boarding the "Orontes" in
Colombo, the clock in the dining room said twenty to
ten. In Perth before leaving for Albany I had a terrible
day. I wrote father that only marriage with Miss S. could
save me (although I kept up correspondence with Miss
Z.). As I walked out to mail that letter I saw a clock in
the hotel saying twenty to ten. When I came back I
wanted to poison myself with the cyanide. But I was too
weak, again. I held the crystal in my hand, licked it e v
e n, but did not dare take it into my mouth and bite.
Isn't it awful? A n d monstrously funny at the same time.
Only the thought of my Parents keeps me alive, but
what do I have to offer them while I'm in this state?
Before that I went to the Museum looking for
Malinowski. I actually expected to see twenty to ten on
a clock that day. O n my way back I did not walk along
Baker Street as I usually did but chose the pavement on
the opposite side (I don't know why) and saw a small
watch that had stopped at twenty to ten. That evening
we went to Albany where I found out that the war had
broken out.
Terrible anxiety about the fate of my Parents and
the total hopelessness of my situation. Really great
things are happening i n Europe, things for which one
could sacrifice one's life, while I'm studying Australian
flowers i n the company of Englishmen. The monstrous
absurdity of this set-up. I n this context I suddenly saw
suicide as an odious thing. I decided to come back.
I wanted to stay i n Perth and wait for a ship. News
about the seizure of Australian steamers. I took
Malinowski's advice and went to Adelaide (I must have
been destined to go there). During the passage we
crossed paths with "Orsova" on its way back to Europe.
Could be the last steamer that will get there. Bronio's
advice, seemingly good, always has bad results. My
helplessness here in the face of the war is monstrous.
A l l the misfortunes that I've suffered so far were not
enough. Now comes the very worst thing. No chance of
acquittal and of committing the last and only deed I
was still capable of.
Today, between a visit - unsuccessful - at the
Russian consul's and another one at his Austrian
counterpart's (where I found out that there was no
hope of a return journey) I saw a watch in King William
Street which had stopped at twenty to ten. The Russian
consul said the same thing. No hope of a return and of
doing that last deed. The ship I could leave on departs
from Melbourne on Wednesday. W i l l I get on board?
What's going to happen? What will happen to my

Parents? Father won't get any money from Russia. What
will Mother do with the pension in times like these?
Nobody will send me any money, either. To go on with
this trip seems monstrously absurd. O n the other hand,
it's almost impossible to come back. Pining for Her, for
my lost life and creativity. Desperate anxiety about my
Parents' fate. Despair, because it's impossible to fight
and end my life with dignity, after all. What a terrible
thing my life has suddenly turned out to be. What's
going to happen?
The day when Helena C[zerwijowska] was leaving
and I was staying behind, alone with the late J.
Janczewska, I saw Mrs. S[olska] for the first time since
our break-up at Antałówka. That day seems to have
encompassed everything that was to happen. Because
the social relations that I kept up with Mrs. S [olska] as
well as the presence of H[elena] C[zerwijowska] in
Zakopane were in fact among the reasons why &lt;the
only one&gt; all that has ended so terribly. Her faith in
me was diminishing by degrees. O n my way back from
Antałówka (when I went there to fetch H [elena]
C[zerwijowska]'s forgotten purse) on my way back I
found a card lying in the mud. It was the nine of hearts,
which in my private cabala stands for erotic feelings. I
don't believe in cabala, I don't believe in anything of
the sort, even i n that superstition connected with the
hour twenty to ten. But the facts I'm quoting here are
nothing but strange.
I hid that catd. I n May 1914 I came across it by
chance, tore it to pieces and threw it away. Walking to
Olcza to see Miss Z. (why did I ever reject her great
love because of some excess of honesty. I could give
her nothing but despair left by Her death. I can never
love anyone else. Why did I ever go on this journey
which has turned the last moments of my life into
fruitless, terrible torment and prevented me from
doing the last honourable thing), I found the same
card, nine of hearts, on my way to Olcza. It seems that
when I came back from Berlin that time I did it for
Miss Z. Wasn't it premonition, the last opportunity in
a lifetime? I n London I made a superhuman effort and
decided to go.
A n d what's the good of it all? I'm half-mad. My state
is just terrible. Every moment is pure torment. What
with the war and all the rest. I don't know how I'm
going to survive all this.
This is the thirtieth year of my life, of which I used
to say that I could visualise it but vaguely. Only 29
made any sense as the number of my years. Beyond that
there's nothing but madness or death. It is impossible to
go on with this suffering. The only thing left to do is
denied me.

270

Forgive me, whatever happens with me next.

�Stanisław

Ignacy Witkiewicz

• LISTY D O BRONISŁAWA MALINOWSKIEGO

Straszny niepokój o Rodziców i zupełna już beznadziej­
ność mojego położenia, Tam dzieją się rzeczy prawdziwie
wielkie, za które można życie oddać, a ja oglądam kwiaty australskie w towarzystwie Anglików i jestem bezsilny. Potwor­
ny nonsens tej sytuacji. Samobójstwo wydało mi się czymś
wstrętnym wobec tego. Postanowiłem wracać.

ka dostała od panny T., stanęła na dwadzieścia do dziesiątej
w kwietniu.
Z wyjazdem tym skończyły się najlepsze dni mego życia.
Stosunek ten psuł się coraz bardziej (wszystko była moja
sttaszna wina. Niedocenianie i siebie, i Jej, za co mnie tak
straszliwa kara spotkała). W styczniu czy lutym 1914 roku
nastawiłem dla żartu zegar w sanatorium na tę godzinę. By­
ło to w czasie koncertu Rubinsteina. Dnia 21 lutego stała się
ta rzecz okropna. 24 I I zacząłem trzydziesty rok mojego
zmarnowanego beznadziejnie życia. W piątek dwudziestego
było między nami nieporozumienie, które było powodem tej
strasznej katastrofy.

Chciałem zostać w Perth i czekać na okręt. Wiadomości
o zatrzymaniu parowców australskich. Usłuchałem rady Ma­
linowskiego i pojechałem do Adelaidy (przeznaczenie, że
musiałem być w Adelaidzie). W drodze m i n ę l i ś m y
„ O r s o v ę " , wracającą do Europy. Może ostatni parowiec,
który dojdzie. Rady Bronia, pozornie dobre, wychodzą za­
wsze na złe. Bezsilność moja tutaj wobec wojny jest czymś
potwornym. Za mało było tych nieszczęść. Teraz przychodzi
rzecz najokropniejsza. Niemożność rehabilitacji i spełnienia
ostatniego jedynego czynu, do jakiego byłem zdolny.

Kiedy otrzymałem list od B. Malinowskiego decydujący
o całej podróży, było to rano u T. Langiera. Budzik jego stał
na tej godzinie.
W Londynie u Ganiego, kiedy kupowałem pierwszy raz
tropikalne przybory, widziałem duży zegar ścienny, stojący na
tej godzinie. Dalej, też w Londynie, w parę dni potem, odda­
jąc zegarek do naprawy, widziałem budzik stojący na tej go­
dzinie. Któregoś wieczoru zamiast na Grays Inn Road wysia­
dłem na Southampton Row i idąc przez Theobald Road zo­
baczyłem budzik na wystawie stojący na tej godzinie. Wy­
chodząc od dentysty w West-Hampstead miałem jechać na
Kings Cross. N i e w i a d o m o c z e m u wziąłem bilet na
Baker-street. Idąc potem przez Regent Street zobaczyłem
mały zegarek stojący na tej godzinie.
Mimo tych wszystkich ostrzeżeń wyjechałem w podróż.
Była to s i e d e m n a s t a p o d r ó ż „ O r s o v y " . Na
Ceylonie w Dambulli i w Naalande chciałem się zabić. Sie­
działem z browningiem przy skroni. Nie mogłem tego zrobić,
bo wstrzymała mnie w ostatniej chwili myśl o Rodzicach.
Podróż ta to męka bez granic. Między śmiercią a myślą
o Matce. W Kalgoorlie (w Australii) wziąłem kawałek sinku
sodu w fabryce złota. Zdobyłem nareszcie sinek, i to w Au­
stralii. To też dziwaczne połączenie. (Kiedy w Colombo
wchodziliśmy na „Orontes", na zegarze w sali jadalnej było
dwadzieścia minut do dziesiątej.) W Perth przed wyjazdem
do Albany miałem dzień straszny. Napisałem do ojca, że tyl­
ko małżeństwo z panną S. uratować mnie może (mimo kore­
spondencji z panną Z.). Wychodząc na pocztę z tym listem
widziałem na zegarze w hotelu dwadzieścia do dziesiątej.
Kiedy wróciłem, chciałem się otruć sinkiem. Znowu nie mia­
łem siły. Trzymałem w ręku kryształ, polizałem nawet(!) i nie
miałem odwagi wziąć do ust i rozgryźć. Czyż to nie okropne?
A jednocześnie potwornie śmieszne.

Dziś między wizytą nieudaną u konsula rosyjskiego a wi­
zytą u konsula austriackiego (u którego dowiedziałem się, że
nie ma żadnej nadziei powrotu) widziałem na King William
Street zegarek s t o j ą c y na d w a d z i e ś c i a
przed
d z i e s i ą t ą . U konsula rosyjskiego to samo. Żadnej nadziei
powrotu i spełnienia ostatniego czynu. Statek, którym je­
chać mógłbym, wychodzi z Melbourne we środę. Czy nim
wyjadę? Co będzie? Co z Rodzicami będzie? Ojciec nie do­
stanie pieniędzy z Rosji. Co Matka pocznie z tym pensjona­
tem w takich czasach? Mnie nikt też pieniędzy nie przyszłe.
Jechać dalej nonsens potworny. Wracać prawie niepodo­
bieństwo. Rozpacz za Nią, za utraconym życiem i twórczo­
ścią. Rozpacz o Rodziców i rozpacz z powodu niemożności
walki, w której jeszcze godnie życie zakończyć mogłem. Co
za straszna rzecz zrobiła się nagle z mego życia: Co będzie?

Tylko myśl o Rodzicach trzyma mnie przy życiu, a cóż im
dać mogę w tym stanie?

Tego dnia, kiedy wyjeżdżała Helena C[zerwijowska], kie­
dy ja zostawałem sam z śp. J. Janczewską, widziałem po raz
pierwszy panią S[olską] od czasu zerwania na Antałówce.
Był to dzień, w którym jak gdyby zawarte było wszystko to,
co być miało. Bo to, że zachowałem stosunki towarzyskie
z panią S[olską] i obecność Hfeleny] C[zerwijowskiej] w Za­
kopanem, były to jednak wszystko powody, że &lt;ten jedyny &gt;
wszystko to tak strasznie się skończyło. Ona traciła we mnie
coraz bardziej wiarę. Wracając z Antałówki (kiedy posze­
dłem po zapomnianą portmonetkę H[eleny] C[zerwijowskiej]) znalazłem wracając na drodze w błocie kartę. Była to
dziewiątka coeur, która w m o j e j k a b a l e wyraża uczucia
erotyczne. W kabałę nie wierzę, nie wierzę w nic podobne­
go, nawet w ten przesąd tej godziny. A jednak fakty, które tu
podaję, są dość dziwne.

Ptzedtem poszedłem szukać Malinowskiego do Muzeum.
M y ś 1 a 1 e m, że pewnie dziś zobaczę dwadzieścia do dziesią­
tej. I wracając nie poszedłem jak zwykle lewą stroną Barrack
Street, tylko prawą (nie wiem czemu) i z o b a c z y ł e m
m a ł y z e g a r e k s t o j ą c y na d w a d z i e ś c i a
do
d z i e s i ą t e j . Tego wieczoru pojechaliśmy do Albany i tam
dowiedziałem się o wybuchu wojny.

Schowałem tę kartę. W maju 1914 znalazłem ją przypad­
kiem, podarłem i wyrzuciłem. Kiedy szedłem na Olczę do
panny Z.[ielińskiej] (czemuż odtrąciłem Jej wielką miłość
przez jakiś nadmiar uczciwości. Nic Jej oprócz rozpaczy po
Zmarłej dać nie mogłem. Nikogo już kochać nie będę mógł.
Czemuż pojechałem na tę podróż, która ostatnie chwile me­
go życia zamieniła na bezpłodną, okropną męczarnię i unie-

271

�Stanislaw

Ignacy Witkiewicz

• L E T T E R S T O BRONISŁAW MALINOWSKI

Bronio, don't laugh at what I'm writing. One day
you'll understand all.

probably reached their destination as well. I'm staying
at this hotel for three shillings sixpence.

Dearest Parents, forgive me if I can't stand all this.
Stas

I met Nechayev quite by chance. O n Saturday I'm
moving on.
I'm not going to write about our relationship since
«1 can add nothing* I have nothing to say as yet. In
Papua you'll have plenty of time to think and maybe
you'll understand a lot of things when you look at them
from a distance and in solitude. If there's still time and
if you're really fond of me (of which I haven't seen any
indication lately), sometime in the future we may talk
about this in a different mood when we meet at Olcza. I
sincerely wish you'd change before life gives you a
crueller lesson than it has so far.

In 1913 I dreamed that I wanted to commit suicide
in my room in the "Nosal". The wardrobe stood in the
same spot where it did in the spring of 1914 when I
lived in that room with Mother. Helena C[zerwijowska]
was sitting by the window. I fired a shot from my
Browning (the one that She, the unfortunate, killed
herself with) into my temple. The gun misfired and I
woke up.
In January or [at the] beginning of February 1914 I
had a dream in which I tried to poison myself. I drank
some poison and went walking along a winding path
among the fields. Then I fell down but could not die.
The other day on my way to Albany I dreamed that I
was i n a room (like a huge coupe in a railroad car) with
Mother and she said: " I saw Miss Jadwiga." I asked her
where. Mother pointed to a corner of the room where a
couch stood «It was there that She was sitting». A t first
I saw nothing but after a while a transparent face, then
the whole silhouette gradually began to take shape. I t
was Her spirit. Later on I saw Her more and more
clearly, but always as a transparent entity. She was
sitting i n profile, dressed i n an astrakhan fur (which she
always wore while sitting on a porch), and looked away
with awful sadness in her eyes. She used to have this
expression sometimes when she said she was feeling
suicidal.

For certain things I owe you my deepest gratitude. If
what you've done remained effectless, that's because I'm
a broken man and only death can cure me. Six months
have already passed and things are just as they used to
be, even worse. May I die not by some stupid chance
but i n a useful way. This one thing all of you ought to
wish me.
It is my strong belief that your expedition will be a
success and that you'll return unharmed.
I shake your hand
Stas
PS. When we passed Toowoomba, albums of
photographs taken in the queenslandskaya guberniya
were given out free. O n a tower in Toowoomba the
clock always says (only in the picture, of course) twenty
to ten. Lupton can tell you I'm not lying. Isn't it some
kind of a supreme bad luck?

How terrible all this is.
Terrible and absurd like some endless dream.
Going to Albany I had another dream i n which I
tried to poison myself with cyanide. I drank some
poison but could not die and lived on in awful torment.

Trans, by M.K.
32.
P &amp; O.S.N.Co.
S.S. "Morea" 2
September 2, 1914

[Later postscripts:]
For some ten years I've had a constant feeling that
I'll die accused of things I did not do.
A poem about my death, written in October.
In a diary that I later burned I wrote in October: " I ' l l
die i n terrible agony".
Trans, by M.K.

31.
Hotel Metropole
Sydney, September 2, 1914
Bronio, My Dear,
I wish to let you know that I've received letters in
reply to those I had sent from Kandy, so yours have

Bronio, My Dear,
Thanks for writing, but even i f I happened to be in
London I'd try not to accept your offer. Turner's help
has obviously become quite unacceptable due to the
reciprocal disclosures. If nothing changes, Nechayev
and I plan to travel from Port-Said. There's a chance
that I'll get money from Russia already in Greece or in
Bulgaria. I don't know how cables work in the present
situation. Nechayev is traveling first class, so I hardly
ever see him.
The Goldings have been very kind and gentle with
me. I like them very much. I wish you'd think about
your character. Not for my sake, but for yours. You may
yet feel very sorry sometime in the future.

272

�Stanisław I. Witkiewicz, Bronisław Malinowski, pastel, 1930.
Ze zbioru Heleny Wayne
Stanisław

l. Witkiewicz.

Bmnislaw

The collection

Malinowski, pastel.

of Helena

1930.

Wayne

Stanisław I. Witkiewicz, autoportret ['l na tle własnej litografii,
Zakopane, ok. 1913. Ze zbiorów Muzeum Tatrzańskiego

Sttmisioui

/. Witkiewicz:, self-portrait

litograph,

Zakopane,

f .'j.

against the background

ca 1913. The collection

of Tatra

of his

Museum

Stanisław I. Witkiewicz, Zakopane, ok. 1903. Ze zbiorów Muzeum

Suniltan'

Tatrzańskiego
1. Witkiewicz.

Zakopaite,

ca 1905. The collection

Museum

of Tatra

��Jadwiga Janczewska w łóżku, fot. Stanisław
1. Witkiewicz, Zakopane, ok. 1913.
Ze zbiorów Muzeum Tatrzańskiego

Jadwigi Janczewska in lied. Photo
by Stanisław
1. Witkiewicz, Zakopane, ca 1913.
The collection of the Tatra
Museum
WiJok na Giewont z ulicy Kościeliskiej,
fot. Stanisław I. Witkiewicz, Zakopane,
wiosna 1902 r. Ze zbioru E . Franczak
i S. Okolowicza
Vieu' o/
Photo by

Giewont from Kościeliska Street.
Stanidaw l. Witkiewicz, Zakopane,

spring (902. The collection oj E . Franczak

and S. Okolowicz

Stanisław I. Witkiewicz ze stryjem
Ignacym i Bronisławem Malinowskim. Fot.
Stanisław Witkiewicz (ojciec), Zakopane,
zima 1902. Ze zbioru E . Franczak
i S. Okolowicza

Stanisław i. Witkiewicz with his uncle Ignacy
ttnd Bronisław Malimneski. Photo by
Stanisław Witkiewicz (father). Zakopane,
winter

1902.

The collection
and S.

of

Okolowicz

E.

Franczak

�Lokomotywa nr 16006 na stacji w Zakopanem. Fot. Stanisław 1. Witkiewicz, 1 8 9 9 . Ze zbiorów Muzeum Tatrzańskiego
Locomotive N o . ( 6 0 0 6 at the railway

.station m Zakopane.

Photo by Stanisław

I. Witkiewicz,

J 8 9 9 . The collectif m of the Tatra

Stanisław I . Witkiewicz, pejzaż australijski, 1 9 2 3 , pastel. Ze zbiorów Magdaleny i Janiny Kraszewskich
Stanisław

/. Witkiewicz,

Australian

Landscape,

¡923,

pastel

Collection

ofMagdalena

and Janina

Kraszewska

Museum

�3taniskiw Ignacy Witkiewicz

* LISTY DO BRONISŁAWA MALINOWSKIEGO

możliwiła mi spełnienie ostatniego czynu), znalazłem tę sa­
mą kartę dziewiątkę coeur na drodze do Olczy. Dla panny Z.
zdaje się wróciłem wtedy z Berlina. Czyż to nie było przeczu­
cie i ostatnia możliwość życia? W Londynie z nadludzkim
wysiłkiem zdecydowałem się jechać,
I na cóż to wszystko? Jestem pótobłąkany. Stan mój stra­
szny. Każda chwila to straszna męka. I do tego ta wojna i to
wszystko. Nie wiem, jak przetrzymam to wszystko.
To jest ten trzydziesty rok życia, o którym mówiłem, że go
niewyraźnie przed sobą widzę. Tylko 29 miała sens jako licz­
ba lat mego życia. Dalej obłęd albo śmierć. Tak męczyć się
niepodobna. Jedyna rzecz, i ta mnie omija.
Przebaczcie, cokolwiek ze mną będzie.
Broniu, nie śmiej się z tego, co piszę. Kiedyś zrozumiesz
wszystko.

mieszkałem. Helena C[zerwijowska] siedziała przy oknie.
Strzeliłem z mego browninga (tego, którym Ona biedaczka
się zabiła) w skroń. Browning nie wypalił i obudziłem się.
W styczniu czy [na] początku lutego 1914 miałem sen, że
się trułem. Wypiłem truciznę i szedłem ścieżką krętą wśród
pól. Potem padłem i nie mogłem umrzeć. Teraz, kiedy jecha­
łem do Albany, miałem sen, że byłem z Matką w pokoju (jak­
by ogromne coupe w pociągu) i Matka powiedziała: „Widzia­
łam pannę Jadwigę." Ja spytałem, gdzie. Matka pokazała mi
róg pokoju, gdzie stała kanapa. &lt;Tam Ona siedziała&gt;. Z po­
czątku nie widziałem nic, a potem zaczęła się zarysowywać
powoli najpierw twarz przezroczysta. Był to duch Jej. Potem
coraz wyraźniej, ale cała była przezroczysta. Siedziała bokiem
do mnie, ubrana w karakułowe futerko (w którym zawsze
werendowała) i patrzyła w bok ze strasznym smutkiem. Taki
wyraz miewała, kiedy mówiła, że jest w stanie samobójczym.

S t a n i s ł a w I . Witkiewicz k o ł o Sfinksa i piramidy Cheopsa w Egipcie, w drodze powrotnej z Australii,

1914-

Ze zbiorów S. Okolowicza
Stanisław

l. Witkiewicz

near the Sphmks and the Cheops pyramid in Egipt on his way hack from Australia,
The collection of S.

1914.

Okolowicz

Najdrożsi Rodzice, przebaczcie mi, jeśli nie wytrzymam
tego wszystkiego.
Staś

Jakież straszne to wszystko.
Straszne i bezsensowne jak jakiś sen bez końca. Jadąc do
Albany miałem drugi sen, że się trułem cyjankiem. Wypiłem
truciznę i nie mogłem umrzeć, i męczyłem się strasznie.

W roku 1913 miałem sen, że chciałem w moim pokoju
w „Nosalu" popełnić samobójstwo. Szafa t a k s t a ł a
jak teraz na wiosnę 1914 roku, kiedy z Matką w tym pokoju

Cały czas od jakichś lat dziesięciu mam przeczucie, że zgi­
nę oskarżony o rzeczy, których nie popełniłem.
Wiersz o mojej śmierci pisany w październiku.

273

�Stanislaw

Ignacy Witkiewicz

* L E T T E R S T O BRONISŁAW MALINOWSKI

One can err and try to atone for one's errors. But
one mustn't take a cynical view of oneself. For those
who do so the path of self-improvement is closed.
I must admit that right now I have no faith in you
whatsoever. A n d I don't mean your attitude towards
me. It could neither have harmed me nor helped me.
You were right when you said that twenty pounds more
or less made no difference i n view of the "horrors" I was
about to go through. Generally speaking, nothing can
hurt me or help me. If I hold any grudges against you it
is not for my but for your own sake.
I wish you a change in lifestyle - I mean the inner
life, first of all - and the very greatest achievements in
science.
I shake your hand
Stas"
If anything of importance happens, I'll write.
Trans, by M.K.

33.

34.
[St. Petersburg, mid-October 1914]
Bronio, My Dear,
I've been in Petrograd for two days, trying to get into
the army, which is a fiercely difficult task, since I have
no papers. I've obeyed nothing but my own free will for
quite a long time now. Otherwise I'm still in the same
state and only the hope of fighting this war allows me to
remain more or less stable.
That handful of riflemen fighting for a piece of
Galicia in alliance with the Germans who've devastated
most of the Kingdom and have been torturing in a
beastly way the Poles living there is a tragic monstrosity.
The soldierly honour which makes them stick to
Austria and fight on the German side could in itself be
a beautiful thing but under the present circumstances
it's just horrible.
Thus i n our abnormal situation merits turn into
crimes against the spirit of the nation. Being quite alone
with my thoughts about Russia and the need to take its
side against the Germans I've lived through some awful
moments pondering this question. Now the riflemen
movement in Galicia has completely collapsed and
every Pole can march with a clear conscience against
our only real enemy - the Germans.

P. &amp; O.S.N. Co.
S.S. "Morea"
October 1, 1914
Bronio, My Dear,
Sorry about those unpleasant letters that I wrote.
Alas, you know, damn it, sir!
We'll probably never see each other in our lives and
will have no opportunity to discuss this question.
The "Morea" is v[ery] nice, much better than the
Orient liners. We've been to Bombay. Wonderful city.
Tomorrow we're sailing into Aden, from Port-Said to
Alexandria and then to Salonika.
I'm short of dough, just enough to get to the border.
My fate is highly uncertain. Mrs. Golding is a wonderful
woman. Pity she's so old.

What horrid stories (not journalists' lies but letters
from eyewitnesses). The poor Mrs. Janczewska in
Leszcze flooded by those hordes. If I manage to go into
the army I won't even be able to read her memoirs
before death comes - if it comes. A n d you may be dying
of fever or something worse. In spite of all that
happened I have a bad conscience about leaving you
alone there.
But the way you treated me was not encouraging.
I'm writing to your spirit, which is a thing of the past.
Malinowski doesn't exist for me at all and I must admit
that I haven't missed him even for a second. Being with
you I missed Bronio and now I often think of our good
old days when the dialectics of emptiness and the
spewing of significant lies used to cover up the
mediocrity of what we did.

I've seduced a Portuguese whore from Brazil but
with not much pleasure. Two trepangs and then I got
bored.
My life is awful.
I've been flirting with some females, complete
strangers. I do not recognise myself. I'm quite stupefied.
I've been drawing quite a lot of portraits. The company
here is infernal.
In my lucid moments 1 feel terrible. I'm trying to
stupefy myself enough to survive this trip.
Then let me be hit by whatever shafts happen to fly
my way.
1 shake your crooked claws. Sometimes I woiry
about Your health.
I miss the tropics. But in this state of mind the
beauty of the world is torture.
T r a n s , by M . K .

Right now the conscience of a Pole is a terrible
thing. But there is only one way to follow. Zeromski got
wounded fighting as a rifleman - so what. A writer of
genius contaminated with a false idea. Strug got killed so what. When one cannot accept those ideas. A tragic
mistake. While there is only one way to follow. I do
understand them, but I've been consistent i n my
behaviour. I've always considered the riflemen
movement to be nothing but a nice way of committing
suicide. (Wlodzio Tetmajer shot himself in the head
when he rode into Kielce. He must have seen the truth

274

�S t a n i s ł a w Ignacy Witkiewicz

• LISTY D O BRONISŁAWA MALINOWSKIEGO

W dzienniku, który spaliłem, napisałem w październiku:
„Umrę w strasznych męczarniach."

31.
Hotel Metropole, Sydney, 2 IX 1914
Kochany Broniu:
Donoszę Ci, że otrzymałem listy w odpowiedzi na listy
wysłane z Kandy, pewno więc i Twoje doszły tak samo. Mie­
szkam za trzy s. sześć d. w tym hotelu.
Przypadkowo trafiłem na Nieczajewa. W sobotę wyjeż­
dżam dalej.
O kwestii naszego stosunku nie piszę, bo &lt; dodać nic nie
mogę&gt; na razie nie mam nic do powiedzenia. W Papui bę­
dziesz miał wiele czasu na rozmyślania i może wiele rzeczy
zrozumiesz, jak się na nie z daleka i z samotności popatrzysz.
Jeśli nie będzie za późno i jeśli mnie będziesz lubił naprawdę
(czego teraz dopatrzeć się nie mogłem), może kiedyś na
Olczy będziemy inaczej o tym mówić. Chciałbym bardzo,
abyś się zmienił, zanim Cię życie nauczy różnych rzeczy
w sposób bardziej okrutny niż dotąd.
Za pewne rzeczy mam dla Ciebie głęboką wdzięczność.
Jeśli nie było skutku, to dlatego, że jestem człowiekiem kom­
pletnie złamanym, którego jedynie śmierć uleczyć może. Pół
roku minęło i wszystko jest tak, jak było, a nawet gorzej. Oby
moja śmierć nie była głupim przypadkiem i żebym zginął po­
żytecznie. Tej jednej rzeczy można mi życzyć.
Wierzę mocno, że Ci się uda wyprawa i że wrócisz cało.
Ściskam dłoń Twoją.
Staś
PS, Za Toowoomba rozdawano albumy z photo z kinslandskoj guberni. Na wieży w Toowoomba zegar stoi (oczy­
wiście stoi to na obrazku) na dwadzieścia minut do dziesią­
tej. Lupton jest świadkiem. Czyż to nie wyższy pech.'

32.
P &amp; OS.N.Co.
SS „MOREA", 14 IX 1914
Kochany Broniu:
Dziękuję Ci za Twoje listy, ale nawet gdybym był w Lon­
dynie, postarałbym się nie skorzystać z Twojej oferty. Oczy­
wiście pomoc ze strony Turnera jest przez obustronne rewe­
lacje kompletnie uniemożliwiona. Jak dotąd, mamy zamiar
z Nieczajewem jechać z Port-Said. Możliwe, że będę mógł
dostać pieniądze z Rosji już w Grecji lub Bułgarii. Nie wiem,
jak jest z telegramami w takim stanie jak teraz. Nieczajew je­
dzie I kl[asąj i mało go widuję.

Bardzo ich lubię. Chciałbym, abyś się zastanowił nad Twoim
charakterem. Nie dla mnie, tylko dla siebie samego. Może Ci
być kiedyś bardzo przykro.
Można popełniać błędy i starać się je odpokutować. Ale
nie można na samego siebie patrzeć z cynizmem. Droga do
poprawy jest wtedy zamknięta.
Muszę się przyznać, że na razie nie wierzę w Ciebie. Nie
w stosunku do mnie. Mnie to ani by zaszkodziło, ani po­
mogło. Tak jak słusznie twierdziłeś, że £ dwadzieścia mniej
czy więcej wobec „okropności", które przeżywać będę, są ni­
czym. W ogóle już mi nic pomóc ani zaszkodzić nie może.
I nie mam pretensji do Ciebie o siebie, tylko o C i e b i e
samego.
Życzę Ci innego życia, wewnętrznego przede wszystkim,
i wszystkiego najlepszego w nauce.
Ściskam dłoń Twoją.
Staś
Napiszę, o ile zajdzie coś ważnego.

33.
P &amp; O.S.N.Co.
SS „MOREA", 1 X 1914
Kochany Broniu:
Przykro mi, że napisałem listy nieprzyjemne. Trudno wie
pan, psiakrew!
Prawdopodobnie nie zobaczymy się już w życiu i nie bę­
dziemy mieli sposobności dyskutowania tej kwestii.
„Morea" jest bfardzo] sympatyczna, daleko lepsza od
Orient-lainerów. Byliśmy w Bombay. Cudowne miasto.
Jutro zajeżdżamy do Adenu, z Port-Said do Aleksandrii,
a stamtąd do Saloniki.
Z flotą krucho, tylko żeby do granicy dobrnąć. Los w wy­
sokim stopniu niepewny. Goldingowa jest cudowna kobieta.
Szkoda, że stara.
Uwiodłem portugalską kurwę z Brazylii, ale bez wielkiej
przyjemności. Dwa trepangi, po czym odechciało mi się.
Straszne jest moje życie.
Flirtuję z jakimiś obcymi babami. Nie poznaję siebie. Je­
stem zupełnie ogłupiały. Rysuję dość dużo portretów. Towa­
rzystwo piekielne.
W chwilach jasnowidzenia jest okropnie. Staram się
ogłupieć, aby wytrzymać tę podróż.
Potem cokolwiek będzie, niech uderza we mnie. Ściskam
Twoje zakrzywione szpony. Boję się chwilami o Twoje zdro­
wie.
Zal mi tropików. Ale w rym stanie piękność świata jest
torturą.

Goldingowie są dla mnie niezmiernie dobrzy i delikatni.

275

�Stanisław Ignacy

Witkiewicz

* LETTERS T O BRONISŁAW MALINOWSKI

then. That's what being in accord with one's sense of
honour means.)
Your claim that I've taught you how to be cynical is
a terrible lie. It was from you that I've learnt to view
the whole world and myself with cynicism. Just think
about it. That comfortable attitude of yours, no faith at
all in any noble impulse, your cold little smile and the
conviction that there's always meanness at the bottom
of things. It's very easy to view life in this way if one
chooses to. Flowers grow in mud. One can look at them
without sticking one's nose in the mire. I was alone and
suffered terribly. Now I see that everybody is like this.
But a lot of people still do not believe in Russia and sit
comfortably in their snug little corners.
The people here have been so disposed that uncle
Jałowiecki refused to shake my hand. I owe this
notoriety to the Janczewski family. I hope this situation
will at least protect my poor fiancee's memory from
gossip. I hope the entire blame will rest on me. I'm not
going to explain my behaviour to anyone.
I've become Ada Zukowska's protege. I hope
something'11 come out of it. She's the only person who
still stands by me. I've survived a terrible scene with
aunt Jałowiecka who has scolded me for everything.
They've all been imagining that I have some kind of
responsibility to my Parents. It's either this or moral rot.
I didn't come back from Australia so that I could end
up rotting to death in some dark corner, having missed
my destiny one more time. A l l of it seems like some
kind of a nightmare.
I don't want you to presume that the trip with
Nechayev is the reason why I think differently now. I've
made all those discoveries on my own, through terrible
doubt and torment. A n d there are no contradictions
now within my conscience. I only want to avoid any
triteness and accomplish something in order to confirm
my ideas.

You see how awfully inconsistent I've been. While at
bottom things are just as they used to be. Nothing but
despair because my Only One has died. You may think
that all of this is nothing but cheap Bohemianism. O h ,
how you have broadened the scope of this notion. A n d
that of snobbery as well. Both these notions are so
broad now that they will soon engulf all the
manifestations of the human soul and the world will
adapt itself totally to the Malinowski mode, maligned
and mal-aligned.
I apologize for having written this. Don't think that 1
hate you. It's just that Malinowski doesn't exist for me
anymore. I'm writing to Bronio about Malinowski and
the other guy who's not Staś any longer but hasn't
turned into anything new.
I've applied to the minister of war, asking him to let
me join the Ismailovsky Regiment of the Guards. I
haven't got my birth certificate with me or the record of
service in the reserves, either. But maybe they'll accept
me.
I called at the Brzezińskis' but a fire that broke out
across the Fontanka interrupted the visit. When the
war began, Mrs. Malinowska was at the Staszewskis'.
Those parts are ip German hands now and no news
comes from there.
I give you a hug.
I needed to write to you and could only do it frankly.
Staś Witkiewicz
Trans, by M.K.

What the Russian newspapers have been writing is
quite unbelievable. About Poland, I mean.
What enthusiasm, compassion, what a lot of money the
people here have been donating for the Poles in the
Kingdom who had suffered from German robberies. The
only moment in our history that mustn't be wasted.
My time on the "Morea" seems like a nice
hallucination now. I've a most pleasant recollection of
the Goldings. She's a wonderful woman. It's a pity she's
so old and has to shave. I feel nothing but disgust at the
thought of the Portuguese whore who's turned out to be
half-German. Some melange! You have every right to
smile cynically. I'm quite a brute at heart. Alas, you
know. Inconsistency is a terrible thing.
I spent the last three days of the trip being madly in
love with Mrs. Minchin, the wife of a lame pussycoccus
from Uganda, Nyanza and London. She's ugly but

wonderful, stupid and full of charm. Had I loved Miss
Z. like I love her, I could have ended up quite
differently. A few talks with me have made her sick, so I
didn't see her at the last moment. She said she had no
taste for "gruesome things". How terribly unfair.

35.
[St. Petersburg, ca. October 1916 (September 12 November 23)
Bronio, My Dear,
I may go to the Crimea to cure my nerves. Could
you please find out which of the banks in Sydney has
money waiting for me and whether it can be sent here.
Mother wrote me that the money was there but did not
mention the name of the bank. It can easily be found
out by phone and sending a cable to all the banks is an
impossibility.
You've no idea how terribly I feel. If this passes I'll go
back to the front. Right now I don't even want to die
but have no great desire to live on, either.

276

�Staiisbmi Ignacy Witkiewicz • LISTY DO BRONISŁAWA MALINOWSKIEGO

34.
[Petersburg, polowa października 1914]
Kochany Broniu:
Od dwóch dni jestem w „Petrogradzie" i robię starania
o przyjęcie mnie do wojska, co przy moim braku dokumen­
tów jest rzeczą wściekle trudną. Postępuję od dłuższego już
czasu według woli własnej. Poza tym stan mój identycznie
ten sam i tylko nadzieja walki trzyma mnie teraz we względ­
nej równowadze.
Garstka strzelców, walcząca o kawałek Galicji razem
z Niemcami, którzy spustoszyli w najokropniejszy sposób
większą część Królestwa i pastwią się nad tamtejszymi Pola­
kami jak zwierzęta, jest rzeczą tragiczną i potworną. Honor
żołnierski, który ich trzyma przy Austrii i każe walczyć razem
z Niemcami, tak piękny w innych warunkach, jest w tym wy­
padku czymś okropnym.
Tak to w naszych nienormalnych warunkach cnoty stają
się zbrodniami przeciwko duchowi narodu. Byłem sam
w moich myślach o Rosji i konieczności walczenia z nią prze­
ciw Niemcom i przeszedłem straszne chwile na ten temat.
Tetaz ruch strzelecki w Galicji klapnął zupełnie i każdy Po­
lak może z czystym sumieniem iść przeciw naszemu jedyne­
mu istotnemu wrogowi, przeciw Niemcom.
Co za okropne historie (nie blaga prasy, ale listy naocz­
nych świadków). Biedna pani Janczewska tam w Leszczach
pod tym zalewem. Jeśli zdołam pójść do wojska, nie będę
mógł nawet pamiętników Jej przeczytać przed możliwą
śmiercią. A Ty może tam konasz na febrę czy coś gorszego.
Mimo wszystko mam wyrzuty sumienia, że tam sam zostałeś.
Ale postępowanie Twoje ze mną nie było zachęcające.
Piszę do Twojego dawnego ducha. Malinowski nie istnieje
dla mnie zupełnie i muszę przyznać, że ani razu za nim nie tę­
skniłem. Tęskniłem będąc z Tobą za Bronieni i teraz myślę
0 naszych dawnych dobrych czasach, kiedy dialekryka pust­
ki i bełkotanie istotnych kłamstw zakrywało nędzę czynu.
Straszne jest sumienie Polaka w tej chwili. Ale droga jest
jedna. Cóż z tego, że Żeromski jest tanny w Strzelcu. Genial­
ny artysta z fałszywą ideologią. Cóż z tego, że Sttug zabity.
Kiedy nie można się godzić z myślami tymi. Tragiczna pomył­
ka. A droga jest tylko jedna. Ja ich rozumiem, ale jestem
konsekwentny. Uważałem zawsze Strzelca za ładne samobój­
stwo. (Włodzio Tetmajer strzelił sobie w łeb po wjeździe do
Kielc. Widocznie zobaczył prawdę. To jest konsekwencja ho­
noru,)
Jakże Ty strasznie kłamiesz mówiąc, że ja Ciebie nauczy­
łem cynizmu. To Ty mnie nauczyłeś patrzenia na wszystko
1 na siebie z cynizmem. Pomyśl nad rym chwilę. Stanowisko
wygodne zupełnego braku wiary w jakiekolwiek szlachetne
porywy i Twój zimny uśmieszek, i to przekonanie, że na dnie
jest zawsze podłość. Jeśli się chce tak widzieć życie, to jest
bardzo łatwo. Na błocie rosną kwiary. Można patrzeć na nie,
a nie wtykać nos w błoto. Byłem sam i męczyłem się stra­

sznie. Teraz widzę, że wszyscy są tacy. Tylko mnóstwo jeszcze
i w Rosję nie wictzy i ci siedzą wygodnie za piecem.
Tu ludzie tak usposobieni, że wuj Jałowiecki ręki mi nie
podał. Janczewscy taką opinię mi wyrobili. Niech to chroni
Jej biednej pamięć przed plotkami. Niech cala wina będzie
na mnie. Ja tłumaczyć się przed nikim nie będę.
Ada Żukowska zajmuje się moją protekcją, może coś z te­
go będzie. Jedyna osoha, która jest ze mną. Wytrzymałem
straszne w^Tnyślanic ciotki Jałowieckiej za wszystko. Im się
śni jakaś odpowiedzialność przed Rodzicami. Albo ta droga,
albo zgnicie moralne. Nie na to jechałem z Australii, aby tu
zgnić gdzieś w kącie, jeszcze raz minąwszy się z moim losem.
Wszystko to jak sen jakiś okropny.
Nie myśl, że to jazda z Nieczajewem przerobiła moje my­
śli. Sam doszedłem do tego wszystkiego przez straszne zwąt­
pienia i mękę. 1 w moim sumieniu sprzeczności teraz nie ma.
Chcę tylko, aby to nie było tanie, i chcę spełnić czyn, który
by te myśli przypieczętował.
Nie do uwierzenia rzecz czytać teraz rosyjskie gazety. Co
się pisze o Polsce. Jaki entuzjazm, współczucie, ile pieniędzy
dają na polską ludność Królestwa zniszczoną przez niemiec­
ki rabunek. Jedyna chwila w naszej historii, której puścić
kantem nie wolno.
Pobyt na „Morei" wydaje się przyjemną halucynacją.
Niezwykle przyjemne wspomnienie zostało mi po Goldingach. Ona jest cudowna kobieta. Szkoda, że stara i że się go­
li. Szalony niesmak mam po tej Portugalce, która okazała się
pół-Niemką. Widzisz, co za melange. Masz prawo się uśmie­
chać cynicznie. Wiele jest bydlęcia we mnie. Trudno, wie
pan. Straszne są niekonsekwencje.
Trzy dni ostatnie kochałem się strasznie w pani Minchin,
żonie kulawego topokoka z Ugandy, Nyanza i Londynu. Ko­
bieta nieładna, a cudowna, głupia i pełna uroku. Żebym tak
mógł był kochać pannę Z. jak ją, byłbym może zupełnie ina­
czej skończył. Wskutek paru rozmów ze mną zachorowała
i w ostatniej chwili jej nie widziałem. Powiedziała, że nie ma
ochoty na „gruesome things". Co za okropna niesprawiedli­
wość.
Widzisz, jak okropna niekonsekwencja. A na dnie wszy­
stko to samo. Rozpacz po Jedynej Zmarłej. Możesz uważać to
wszystko za „kabotyństwo". O, jakże rozszerzyłeś to pojęcie.
Zarówno jak pojęcie snobizmu. Tak są te pojęcia szerokie, że
jeszcze trochę, a pomieszczą w sobie wszystkie objawy duszy
ludzkiej i świat będzie „zmalinowialy" (wypłowiały, wyliniały,
zniszczona kanapa I klasy: „zmalinowiony" byłoby zbyt pozy­
tywnie) doszczętnie.
Wybacz to, co piszę. Nie myśl, że Cię nienawidzę. Tylko
Malinowski nie istnieje dla mnie zupełnie. Piszę do Bronia
o Malinowskim i o tym, który przesta! być Stasiem, a nie stał
się niczym innym.
Podałem prośbę do ministra wojny o przyjęcie mnie do
Izmailowskiego Pułku Gwardii. Brak mi metryki i świadec­
twa z rezerwy. Ale może mi się uda.
Byłem u Brzezińskich, ale pożar po drugiej stronie Fon-

277

�Stanislaw

Ignacy Witkiewicz

• L E T T E R S T O BRONISŁAW MALINOWSKI

Write me back right away and find out about that
money.
Kisses
Stas
To the regiment or to the Jalowiecki's.
Trans, by M.K.

36.

[Aniela Zagorska] is i n Warsaw... She's earning her
living working for Americans.
Janusz Tyszkiewicz died... I've magnified my
individuality to gigantic proportions and I'm suffering
from chronic but acute megalomania.
Last year I drank a lot. This year less. I'm working
like crazy...
Do you have a photo of me taken in Ceylon? Please
send me the negative or a couple of prints.
Trans, by D.G.

Zakopane

37.

26 May 1921
Dear Bronio:

20 January 1923

Thanks for your letter. I'm not writing much,
because I'm not sure of your address. Send me your
address right away and I'll immediately send you my
samtliche Werke. My play Tumor Brainiouiicz is now being
printed and it will probably be produced i n Cracow at
the beginning of June. As for living conditions in
Poland, I'm not able to tell you anything. One can live
on a million a year, but as for the conditions of a
professorship, talk it over with someone competent,
after all, you have so many acquaintances here. I've
made it up with Chwistek. He is a painter and we
exhibit in the same group. Besides that there's logic.
Tymbeusz married Zofia Ben and is in Paris. Nalepusz
[Tadeusz Nalepiriski] died of the Spanish flu. Miciriski
met his end in Russia. My Mother had a very serious
operation. Now she feels fine. We've changed where we
live. I'd have lots to tell you in person, but I have a
terrible aversion to writing. I was at Olcza today, a
marvelous May day, and I remembered the old times.
Mardula and the Galarowskis always ask about you.
Have you become completely Anglicized? Have you
really changed religion? Ceylon and Australia are
nothing compared to Olcza in the sunlight. Too bad
that you can't come for the summer this year. Is the
Jurek you're asking about Jurek Wasserberg? Wasserberg
served in the army, and he's leaving his wife. I'd so like
you to become Polish again. It's a pity to lose one's
nationality that way. Remember how we considered
Conrad a traitor. Answer immediately and include your
address.
A heartfelt hug.
My regards to Mrs. Malinowski and Josephine.
Mother sends her very best to both you and Mrs.
Malinowski.
Your Witkacy
Chramcowki St., Tatty Villa, Zakopane
[Postscripts on the margins:]
Zutawski died. Kazia is in Toruri. She moved
recently. Many new acquaintances. O h , oh. Zag6ra

Dear Malinowski:
Thank you very much for your kind letter and for
the subscription of [postscriptum by] Lady Elsie. My
marriage is presently impossible on account of the
complete absence of any feelings towards me on the
lady in question. I will wait a little time (till march, I
suppose) and meanwhile I will look round for
something another and perhaps better. First time I
seemed to be in love without return [any
reciprocation |. What do you think (and Lady Elsie also)
about the marriage with a young Jewish lady, 19 years,
horribly intelligent and very rich? Write me please
immediately, because it is the most dangerous moment
in my life. I'm going with a speed of an express-1 rain
and have no signals. The first lady is the daughter of
the so called "King of succury [Chicory]" (Polish) and is
fairhaired and the daughter of my third love. But the
damned beast (19 years old also) is in love with some
bloody young rascal, and I cannot suffer rivals. You
know I am quite paralysed when I must fight tor a girl.
If that were not a marriage-question 1 should
overwhelm the damned scoundrel with my
Zakopajeniacal demonism without any difficulty - like
some sporting-problem. But when I am in serious I loose
all my demonism and became an elderly stupid fool,
completely strengthless (?). She has also a little drop of
semitical blood inside, from her father, and is
enormously rich. (The other pure-blood jew) is not so
fair, but incomparably more intelligent. What to do?
The first will come here in february and the thing must
be decided. When not, advise me, please (both of You Do you hear? Eh!!) to through [throw] myself on the
Jewish girl, or not? Don't kill animals, unless you are
very tormented by them, and you can't stop it in
another way. How I envy You, Dearest Malinower, to
have a good wife and a quiet life. O h , oh! Most of my
loves are simply vampires that are sucking my blood.
My heart is sinking into my breeches when I think
about future life. I have stopped drinking and now I am

278

�Stanislaw Ignacy Witkiewicz

' LISTY 1X3 BRONISŁAWA MALINOWSKIEGO

tanki przerwał tę wizytę. Pani Malinowska w chwili wybuchu
wojny znajdowała się u Staszewskich. Wszystko to teraz w rę­
kach niemieckich i żadnej wiadomości mieć nie można.
Ściskam Cię.
Czułem potrzebę napisania do Ciebie, a nieszczerze pisać
nie mogłem.
Staś Witkiewicz

35.
[Petersburg, + / - 2 3 X 1 1916)]

październik 1916

(między 12 IX

Kochany Broniu: Możliwe, że wyjadę na Krym dla le­
czenia nerwów. Czy możesz dowiedzieć się, w jakim ban­
ku w Sydney są dla mnie pieniądze i czy nie można ich
przesłać tutaj. Matka pisała, że tam są pieniądze, a nie pi­
sze, w jakim banku. Przez telefon łatwo się dowiedzieć,
a telegrafować w każdy bank niemożliwe.
Nie masz pojęcia, jak się okropnie czuję. Jeżeli to
przejdzie, to znowu pójdę na front. W danej chwili nawet
nie chcę umierać, ale i żyć też nie ma[m] wielkiej ochoty.
Napisz zaraz koniecznie i dowiedz się o tych pienią­
dzach.
Całuję Cię
Staś
Albo do pułku, albo do Jałowieckich.

to nie możesz przyjechać. O jakiego Jurka pytasz, czy
Wasserberga. Wasserberg służył w wojsku, ucieka od żony.
Tak bym chciał, abyś spolaczal znowu. Szkoda się tak wy­
naradawiać. Pamiętaj, jak uważaliśmy Conrada za zdraj­
cę. Odpisz z a r a z z adresem.
Ściskam Cię bardzo serdecznie.
Pani Malinowskiej i Józefinie ukłony przesyłam. Ma­
ma pozdrawia Obojga Państwa b. serdecznie.
Twój Witkacy
ul. Chramcówki, willa „Tatry", Zakopane
Żuławski umarł. Kazia w Toruniu. Przeniosła się nie­
dawno. Mnóstwo nowych znajomych. O o!!!
Zagóra w Warszawie. Wyszła [defekt jednego wyrazu
na kserokopii] i pracuje na życie u Amerykanów [?]
Janusz Tyszkiewicz umarł [defekt kilku wyrazów na
kserokopii]
Indywidualność wyolbrzymiłem szalenie i cierpię na
chroniczną, ale ostrą megalomanię.
Ostatni rok piłem bardzo. Teraz mniej. Pracuję s z a ­
lenie.
Czy nie masz mojej photo z Ceylonu. Bardzo cię pro­
szę, przyszlij klisze lub parę odbitek.

37.
20 stycznia 1923
Drogi Malinowski!

36.
[Zakopane] 26 V 1921
Kochany Broniu:
Dziękuję Ci za list. Nie piszę dużo, bo jestem niepew­
ny twego adresu. Przyszli] mi zaraz adres, a wyszlę ci na­
tychmiast moje sammtliche [?] Wake. Jedna moja sztuka
teraz się drukuje i będzie prawdopodobnie grana w Kra­
kowie w początku czerwca. Co do warunków życia w Pol­
sce, nie umiem ci nic donieść. Za milion rocznie żyć moż­
na, ale co do warunków profesury porozumiej się z kimś
miarodajnym, masz przecie tylu znajomych. Z Chwist­
kiem pogodziłem się. Jest malarzem i wystawiamy w jed­
nej grupie. Pozatem logika. Tymbeusz ożenił się z Zofią
Ben i jest w Paryżu. Nalepusz umarł na hiszpankę. Miciński zaginął w Rosji, Matka moja przechodziła b. ciężką
operację. Teraz ma się dobrze. Zmieniliśmy mieszkanie.
Masę rzeczy miałbym ci do powiedzenia, a pisać się nie
chce okropnie. Dziś byłem na Olczy w cudowny dzień
majowy i przypominałem dawne czasy. Mardula i Galarowscy zawsze się o Ciebie pytają. Czyż zupełnie zangliczałeś? Czy naprawdę zmieniłeś religię? Ceylon i Austra­
lia niczym są wobec Olczy w słońcu. Szkoda, że na to la­

Bardzo Ci dziękuję za łaskawy list i za postscriptum od
Pani Elsie. Moje małżeństwo nie może w tej chwili dojść
do skutku, a to z powodu całkowitego braku jakichkol­
wiek uczuć wobec mnie ze strony damy, o którą chodzi.
Jeszcze trochę poczekam (pewnie do marca), a tymcza­
sem rozejrzę się za czymś innym i może lepszym. Zdaje się,
że pierwszy raz w życiu zakochałem się bez najmniejszej
wzajemności. Co sądzisz (ty i Pani Elsie) o tym, żebym się
ożenił z młodą Żydówką, dziewiętnastoletnią damą, stra­
szliwie inteligentną i bardzo bogatą? Proszę, odpisz mi na­
tychmiast, bo jest to najbardziej niebezpieczna chwila
w moim życiu. Pędzę jak pociąg ekspresowy, a po drodze
żadnych sygnałów. Ta pierwsza dama jest córką tak zwa­
nego „Króla Cykorii" (Polaka), blondynką i córką mojej
trzeciej miłości. Ale ta przeklęta bestyjka (także dziewięt­
nastoletnia) kocha się w jakimś cholernym młodym łaj­
daku, a ja nie cierpię rywali. Wiesz, że kiedy muszę wal­
czyć o dziewczynę, trafia mnie zupełny paraliż. Gdyby nie
szło o małżeństwo, bez trudu załatwiłbym przeklętego
drania swoją zakopiańską demonicznością - ot tak, dla
sportu. Ale kiedy się serio angażuję, tracę całą demoniczność, staję się podstarzałym durniem i opuszczają mnie
wszystkie siły. Ona też ma kropelkę żydowskiej krwi, po
ojcu, i jest ogromnie bogata. Ta druga, czystej krwi Zy-

279

�btanishw

Igruwy Witkiewicz

' L E T T E R S T O BRONISLAW MALINOWSKI

doing now the Karlshad-cure. But with my painting
becomes something horrible. I cannot do a single [?]
thing. I have written two pieces, one about a villagelord-mayor (wojt in Polish) that has become a President
of the State and has became a "flak" (entraille) [a wet
noodle] on account of that [Jan Kami Maciej Hellcat].
Another about "Lunatic and nun"|The Madman and the
Nun]. If with that thing I will not have success I am a
damned fool. Write me if it is worth that I translate a
piece of myself in this manner, as I am writing this letter
and that I sent it to you to improve it and be sent for a
stage in London. Write me quite "openly," I am not a
megalomaniacal idiot and I shall not be offended. It is
horrible you cannot stay in Poland. Your plans frighten
me. How dare you make plans for 2 years? When you
will accept the "professury" in London you will be lost
forever. Keep clear! How it is tiring to write in english.
Dear Bronio: I kiss you verv heavily on Your checks.
I shake hands very cordially with your Lady, and I grin
amicically on your both daughters.

I am extremely upset by your illness. Maybe the
doctors are alarming you needlessly. Write in detail
about your state of health. Undoubtedly it's only rechte
Lungenspitzezaiork. Potter and lots of rest. I had it once
- remember when I was screwing up a storm in Cracow.
My fiancee is not very pretty, but she's very likable.
She doesn't love me at all, and I don't even appeal to
her especially. But that's beside the point. She doesn't
have any material possessions, but she understands the
nature of the fantastic in life and beyond life. I d o n ' t
have any idea what will result, but maybe this is the
right premise to start from. I don't think I've gone over
the deep end. I'm in complete possession of all my
faculties, but I'm thinking of going to my wedding
drunk, or under anesthesia.
I'm enjoying myself and making the best of lite. But
it is in preparation for the ultimate concentration and
the defeat of all my hopes for life.
Please send me a quick answer.
Heartfelt kisses. To Lady Elsie and your daughters I
send greetings. Mama sends both you and Mrs.
Malinowski warmest regards.

My Mother sents (the best she can find)
compliments to the whole family.
Yours very truly and
very unhappy friend,
Witkacy (recte Stas)
Don't be a fool and come back to Poland. We shall
die at our posts in this fantastic land, that by mere pure
accident is our native-country.

Your Stas
If I don't get a letter in two weeks, I'll write again. I'd
prefer that you answer me immediately.
I have the most dreadful torebodums in the whole
world. But there's nothing to be done - you can't beat
the wall against your head.

My piece Kurka Wndna [The Water Hen], has been
translated into german and put in the
Kammerspieltheater in Hamburg. But I don't know rill
yet if it is accepted.

Tran&gt;. by D . G .

39.
August 26, 1927

[Original in English]
Dear Bronio,

38.
Zakopane
10 March 1923
Dear Bronio:
Thank you very much for your letter, which made a
big impression on me. O n that account I'm engaged to
be married to Miss Jadwiga Unrug (first cousin of
Aniela Zag6rska). I want to have the wedding around
14 April. She wants to go somewhere even i f it's only
for two weeks. Write and tell me how much the fare
would be to go second class to see you and how much it
would cost to stay in a cheap hotel (pasta and a carafe
of wine) for two people (without children), but two
separate rooms. If I make some money in the theater, I
could make the trip. Answer immediately by registered
mail.

Rather than write to you I wrote to your wife, feeling
that after a year's silence to write letters in your newly
adopted style would be somehow inappropriate. I
showed the letter in question to Chwiston (with whom
I've been once again on rather distant terms) and he
was outraged. Never mind. Your latest letter, its rather
morose tone notwithstanding, was nice to read just
because it lacked that particular sort of buoyancy that
smacks of a brothel. I'm very sorry that none ot those
things that other people tend to dream about as of the
utmost happiness makes you sate in any significant way.
What can one do? Maybe coming back to Olcza could
help. I'd be quite happy to talk with you but writing
letters is an impossible task. I'd like to stay in touch so
that we do not turn out to be total strangers in case we
run into each other sometime in the future. My inner
state is quite doggoned and the external situation does
not offer even the slightest comfort. I might become a

280

�Stanisław

Ignacy Witkiewicz

• LISTY DO BRONISŁAWA MALINOWSKIEGO

dówka, nie ma takich jasnych włosów, ale bez porówna­
nia większą inteligencję. Co robić? Ta pierwsza przyjedzie
ru w lutym i będzie trzeba wtedy zadecydować. Jeżeli na
nie, to poradź mi, proszę (poradźcie mi oboje, słyszycie?
Ech!), czy mam się rzucić na tę Żydówkę? Nie zabijaj
zwierząt, chyba że cię strasznie dręczą i nie możesz w ża­
den inny sposób przerwać tej udręki. Jakże ja ci zazdro­
szczę, najdroższy panie Malinower, dobrej żony i spokoj­
nego życia. Och, och! Większość moich ukochanych to
po prostu wampirzyce, które wysysają ze mnie krew. Du­
sza idzie mi w pięty, kiedy myślę o swojej przyszłości. Prze­
stałem pić i właśnie przechodzę karlsbadzką kurację. Ale
coś okropnego dzieje się z moim malowaniem. Nic mi nie
wychodzi. Napisałem dwie sztuki - jedną („Jan Karol Ma­
ciej Wścieklica") o wiejskim wójcie, który został prezy­
dentem i zupełnie przez to sflaczał. Druga pod tytułem
„Wariat i zakonnica". Jeżeli nie odniesie sukcesu, to prze­
klęty dureń ze mnie. Napisz mi, czy warto, żebym przetłu­
maczył którąś ze swoich sztuk, tak jak piszę ten list, i przy­
słał ci, żebyś ją poprawił i umieścił w jakimś londyńskim
teatrze. Napisz mi całkiem otwarcie. Nie jestem idiotąmegalomanem, więc się nie obrażę. Straszne, że nie mo­
żesz zostać w Polsce. Twoje plany mnie przerażają. Jak
śmiesz planować z dwuletnim wyprzedzeniem? Jeżeli
przyjmiesz tę profesurę w Londynie, będziesz stracony na
zawsze. Uważaj! Jakie to męczące, pisać po angielsku.
Drogi Broniu, całuję cię mocno w oba policzki. Bardzo
serdecznie ściskam dłoń Twojej Pani i komicznie się
uśmiecham do obu Waszych córek.
Mama przesyła pozdrowienia (najżyczliwsze, jakie po­
trafi wymyślić) dla całej rodziny.
Twój szczerze oddany i bardzo nieszczęśliwy przyjaciel

wziąć ślub koło 14/IV. Ona chce gdzieś wyjechać choćby
na 2 tygodnie. Napisz mi, ile trzeba na drogę I I k l . do Was
i ile by kosztował pobyt w tanim hotelu (makaron, flaszka
winka) na 2 osoby (bez dzieci), ale 2 osobne pokoje. O ile
zarobię coś w teatrze, mógłbym przyjechać. Odpisz zaraz
rekomendowanie.
Jestem szalenie zmartwiony Twoją chorobą. Czy Cię
nie nabierają doktorzy. Napisz dokładnie o Twoim stanie
zdrowia. Pewno tylko rechte Lungenspitze zatork. Porter
i spokój. Ja to miałem kiedyś - pamiętasz, jak się przeobłapiałem w Krakowie.
Moja narzeczona jest nie b. ładna, ale b. sympatyczna.
Nie kocha mnie wcale, a nawet się jej specjalnie nie
podobam. Ale mniejsza o to. Nie posiada żadnych dóbr
materialnych, ale rozumie, co to jest fantastyczność w ży­
ciu i poza życiem. Nie wiem nic, co będzie, ale może ta
hypoteza jest słuszna. Nie myśl, że dostałem bezika. Je­
stem zupełnie przytomny, ale ślub myślę wziąć po pijane­
mu, albo pod narkozą.
Bawię się i używam życia. Ale jest to przygotowaniem
do ostatecznego skupienia i klęski życiowej.
B. Cię proszę o szybką odpowiedź.
Całuję Cię serdecznie. Pani Elsie i córkom przesyłam
pozdrowienia.
Mama zasyła Państwu b. uprzejme ukłony.
Twój Staś
Jeśli do 2 tygodni nie otrzymam listu, napiszę drugi
raz. Wolałbym, abyś mi zaraz odpisał.
Przeczucia mam najfatalniejsze we świecie. Ale trud­
no - ścianą łba nie rozkwasisz.

39.
[Zakopane] 26 V I I I 1927

Witkacy (recte Staś)
Nie bądź głupi, wracaj do Polski. Umrzemy na poste­
runku w tej fantastycznej krainie, która przez najczystszy
przypadek jest naszą ojczyzną.
Moją sztukę, „Kurkę wodną", przetłumaczono na nie­
miecki i zaproponowano hamburskiemu Kammerspiel
Theater. Ale jeszcze nie wiem, czy się spodobała.
Przełożył Michał Klobukowski

38.
[Zakopane] 10 III 1923
Kochany Broniu:
Dziękuję Wam b. za list, który zrobił na mnie duże [tu
w kwadratowym nawiasie kółeczko i dopisek: '/, natural
Size] wrażenie. Jestem wobec tego zaręczony z panną Ja­
dwigą Unrug (cioteczna siostra Anieli Zagórskiej). Chcę

Kochany Broniu:
Nie pisałem do Ciebie, tylko do Twojej żony, bo uwa­
żałem, że po roku milczenia pisanie listów w tym stylu jak
to czyniłeś, jest j a k i e ś niestosowne. Pokazałem list
Chwistonowi (z którym jestem dość daleko znowu) i był
oburzony. Ale o to mniejsza. Twój ost[atni] list, jakkol­
wiek ponurawy, zrobił mi przyjemność właśnie z powodu
braku morowości w stylu burdelowym. B. mi przykro, że
wszystko to, o czym marzą jako o najw[yższym] szczęściu
różni ludzie, nie nasyca cię w sposób istotny. Cóż na to ro­
bić? Chyba wrócić na Olczę.
Chętnie bym z Tobą porozmawiał, ale pisanie listów
jest dla mnie niemożliwością. Chciałbym utrzymać kon­
takt między nami, abyśmy w razie spotkania nie byli dla
siebie zbyt obcy. Stan mój wewnętrzny jest pod psem,
a sytuacja zewn[ętrzna] b. niepocieszająca. Może zostanę
aktorem kinowym. (Zupełnie serio - mam propozycje.)
Byłoby b. ciekawe, abyś choć krótko napisał, czemu nie

281

�. « t w / i t í - IJ-TTERS T O BRONISŁAW MALINOWSKI

movie actor. (This is serious - I've had some offers.)
Write me in a few words at least why you don't like my
novel. I'm very curious. I'd love to ttavel, let it even be
Spain. Send me a card, maybe we can manage to set up
some kind of a correspondence. I'm giving you a cordial
hug. I wish you could sense my presence within the
infinite absurdity of existence. My cordial greetings to
Mrs. Malinowska and the daughters. Mother sends her
regards.

Your Witkacy
If you can, write to Warsaw, 23 Bracka St.,
Apartment 42.
Did you get our photograph from the days when I
lived with my family at the Ślimak cottage?
Come to Poland.
My intuition tells me that it will do you good.
Trans, by D.G.

Your Witkacy
Trans, by M.K.

43.

40

[Fragment of a letter written before October 2,
1936]

Dear Malinowski,
I'd be most grateful i f you sent me postcards with
their mugs. I want to send my work to Whitehead,
because I've just read three of his and I plan to take up
that hostile but admirable giant. What's his address?
Can I send the book to Cambridge Univ. Press, Fetter
Lane.

How come you're not writing and the last time you
were here you didn't come to see me but found time
instead to meet with Chwistek, that dreadful and
damned man, and call me a Don Juan (which Chwistek
later told me with relish). Write me at once or else
"taste not the Pierian Spring".
Your devoted Witkacy

What about The Argonauts! When shall I have a
chance to repay you if you won't come here.

Trans, by M.K.
Many kisses
Staś

41.

Antoiówka. Zakopane 3
The Witk.[iewicz] House

[A little card with a dedication that Malinowski was
supposed to paste into his copy of "Notions and
statements..." which Witkacy had Mianowski send
him.]

T r a n s , by

M.K.

44.
2 October 1936 Cracow

To my dear Bronio Malinowski as a token of
friendship, in memory of the years we shared in our
youth, from

Dear Bronio:

Witkacy, July 1935
T r a n s , by

M.K.

42.
[Warsaw] 15 October 1935
Dear Bronio:
I'd like you not to feel lonely and abandoned in this
misfortune that has struck you [the death of
Malinowski's first wife] because I'm apart from you; you
always have in me a constant friend from the old days.
Did you get my registered letter sent half a year ago and
the book of philosophy published by Mianowski?
I hug you with all my heart and great sympathy.
Regards to the children.

I just attended a philosophical conference where I
even enjoyed (within my dimensions) some modest
success. Memories of former times came back to me.
Well, now, there's a certain limit in not answering
letters, beyond which in actual fact people stop existing
for one another. I'm afraid we're reaching that point.
Through an oversight my publisher, Kasa
Mianowskiego, failed to send you a copy of my
(philosophical) Hauptwerk. Has it finally reached you
on the second try and also a reprint from Przegląd
Filozoficzny containing mv polemic with Kotarbiński?
These are rather serious matters for me. (Incidentally,
I'm undergoing a devastating personal crisis; after five
and - a - half years of being in love, the only woman in
my life and I have had to part as of 2 August 1936 - the
most dreadful thing that's happened to me since
Janczewska's death.)
4 October 1936 (continued). First of all, I must tell
you that any sort of communication with Tymbeusz

282

�Stanislaw

Ignacy Witkiewicz

• LISTY DO BRON1SŁ « A

MALINOWSKIEGO

43.

podoba Ci się moja powieść. Marzę o podróży choć do
Hiszpanii.

[Fragment listu sprzed 2 X 1936]

Napisz niedługo, a może jaka taka korespondencja się
sklei. Ściskam Cię serdecznie. Chciałbym, abyś odczuwał
moją obecność w niesk[ończonym] bezsensie istnienia.

B. bym był Ci wdzięczny za przesłanie kartek z ich py­
skami. Chcę Whiteheadowi posłać moją pracę - bo teraz
przeczytałem jego 3 rzeczy i myślę zmierzyć się z tym wro­
gim mi, a jednocześnie podziwu godnym tytanem. Jaki
jest jego adres? Czy można przesłać do Cambridge Uniw.
Press na Fetter Lane.
A co z Argonautami? Kiedy Ci się wywdzięczę, jeśli nie
chcesz tu przyjechać.
Całuję Cię serdecznie
Twój Staś

Pani Malinowskiej i córkom przesyłam serd(eczne)
pozdrowienia]. Mama kłania się Państwu.
Twój Witkacy

40.
11 V 1929
Drogi Malinowski:
jak mam sobie to wytłumaczyć, że nie piszesz i że bę­
dąc tutaj ostatnim razem nie przyszedłeś do mnie, ale
miałeś czas z tym okropnym i przeklętym Chwistkiem
spotkać się i mnie Don Juanem nazwać (co on mi z przy­
jemnością powiedział). Pisz natychmiast, albo „taste not
the Pietian Spting".

Antałówka Zakopane, 3
Dom Witkiewiczów]

44.

Twój oddany Witkacy
[Oryginał pisany po angielsku]
Kraków, 2 X 1936

41.

Kochany Broniu:

[Karteczka z dedykacją, którą B. Malinowski miał so­
bie wkleić w Pojęcia i twierdzenia implikowane przez pojęcie
Istnienia S.I. Witkiewicza - wysiane mu - na prośbę auto­
ra - prosto z Kasy Mianowskiego.)
Kochanemu Broniowi Malinowskiemu z wyrazami
przyjaźni na pamiątkę młodości razem przeżytej ofiarowu­
je
Witkacy 1935 V I I

42.
[Warszawa ] 15 X 1935
Kochany Broniu: Chciałbym, żebyś w nieszczęściu,
które Cię spotkało, nie czuł się osamotnionym choćby
z tego powodu, że jestem z Tobą na odległość i że zawsze
masz we mnie niezmiennego przyjaciela z dawnych lat.
Czy otrzymałeś mój list polecony sprzed 1/2 roku i książ­
kę filozoficzną z Kasy Mianowskiego?
Ściskam Cię z całego serca z wielkim współczuciem.
Pozdrów Dzieci.
Twój Witkacy
O ile możesz, napisz do Warsza^: Bracka 23 m. 42
Czy otrzymałeś naszą fotografię z czasów chałupy Śli­
maka.
P r z y j e d ź do K r a j u Mam intuicję, że to Ci dobrze zrobi.

Byłem na zjeździe filozoficznym, gdzie nawet odniosłem
(w moich wymiarach) maleńki sukcesik. Przypomniały się
(mi) dawne czasy. Otóż: jest pewna granica w nieodpowiadaniu na listy, poza którą praktycznie ludzie przestają dla sie­
bie istnieć. Obawiam się, że zbliżamy się ku tej granicy.
Przez pomyłkę nie wysłano Ci z Kasy Mianowskiego mo­
jego hauptwerku (filozoficznego). Czy za d r u g i m r a ­
zem d o s z e d ł
i czy d o s z ł a C i ę
odbitka
z „Przeglądu Filozoficznego"
zawierająca
p o l e m i k ę z K o t a r b i ń s k i m ? Dla mnie są to dość
ważne rzeczy. (Nawiasowo mówiąc, jestem też po katastrofie
życiowej, bo po latach 57, W[ielkiej] miłości musieliśmy się
rozejść z jedną kobietą - od czasu t Janczewskiej najgorsza
rzecz, jaka mnie spotkała - 2 VIII 1936.)
4 X 1936 (cd.). Przede wszystkim muszę Ci donieść, że
porozumienie z Tymbeuszem okazało się niemożliwe. Polacy
za granicą mumifikują się dziwnie i nie przyjmują nowej rze­
czywistości. To jest mumia przedwojenna ze wszystkimi zły­
mi narowami. B[ardzo] mi przykro, że tak jest, ale jakiejś
dziury nie mogliśmy zapełnić. Przy tym do Zofii de Schöm­
berg mam zdecydowaną antypatię.
Otóż chciałem Ci zaproponować, en ma qualité de monadiste, czybyś - znając Wildona Carra - nie zaproponował
jemu założenia pisma wszechświatowego, które by skupiło
wszystkich monadystów, których jest obecnie b[ardzo] mało.
Wildon, ja, Stern, jakiś Serb i zdaje się, koniec. Ale ten po­
gląd zacznie się obecnie rozrastać. Przesłałbym Carrowi mo­
ją książkę (tam jest na końcu niemieckie streszczenie).
Następnie prosiłem Cię o kartki z podobiznami: Carra,
Russella, Whiteheada, Warda (Jamesa t ) i Wittgensteina.

283

�Stanislaw Ignacy Witkiewicz

• L E T T E R S T O BRONISŁAW MALINOWSKI

proved to be impossible. Poles living abroad tend to
mummify in a bizarre way and are unable to accept new
realities. Tymbeusz is a prewar mummy with all the
defects. I'm sorry that that's the way it is, but we
couldn't breach the gap between us. Besides, 1 feel a
decided antipathy for his wife, Zofia de Schömberg.
Now, 1 wanted to ask you en ma qualité de rnonadiste,
whether you - since you know Wildon Carr - couldn't
suggest founding an international journal of monadology,
which would bring together all the monadologists, who
at present aren't very numerous. There's Wildon, me,
Stern, some Serb, and that's about it. But I think
monadology has a future. I could send Carr my book
(there's a summary in German at the end).

1) I did not receive your Haupiwerk, and also the
brochure. (If you did not, cross out the appropriate
noun.) For which I thank you.
2) I did (not) talk with Wildon Carr. He does (not)
agree to found a journal. Do (not) send him your book.
3) I do (not) enclose the photographs of the
philosophers at the same time.
4) I do (not) enclose as a gift my Argonauts and
Russell's Analysts of Matter.
Heartfelt hugs.
Your (Signature - it can be illegible if you are in a
hurry)

Then I asked you to send me postcards with
likenesses of Carr, Russell, Whitehead, the late James
Ward, and Wittgenstein. I'm writing about them, and
yet I have no idea what their mugs look like - and
that's a matter of importance to me. Couldn't you make
me a present of your Argonauts and of Russell's Analysis
of Matter. I'm financially strapped. (If, by chance, you've
failed to answer an offer of an honorary doctorate from
Harvard University, then I forgive you for not
responding to my letter.)
I have the feeling it would do you good to spend a
couple of months in Poland just resting and doing
nothing at all.

Many heartfelt hugs - I don't think there would be
any problems of communication between us.
Your Witkacy, the Little Squirt from Zakopane
Enclosure No. 1 - Form letter to be filled out.
PS. Once again my sincerest thanks for the Du
Maurier. But you must have someone who can take cate
of many of my requests so that you don't have to spend
your time on them.
(Regards to your daughters from their far-off Uncle
Vhit Katz.) Congtatulations on your recent honors.
Despite the insinuations made by the Tymbeuszes, who
bored me to death with incessant chatter about you, I
am not jealous of your fame and success.
Stop driving yourself so hard, or you'll come to a bad
end.
Do you still smoke.71 haven't smoked for four years!

I received your letter of 3 October 1936, for which
many thanks.

Trans, by D.G.
45.
(Zakopane) 26 October 1936
Dear Bronio:

I'm about to leave for Zakopane; if you decide to
write, send the letters to my Warsaw address: 23 Bracka
Street, Apt. 42 (in case you come to Poland the
telephone number is 277 - 18).

Enclosure No. 1
Day
1936
Dear Staś:

Please have this letter sent by your footman to:
S. I. Witkiewicz, L. S. from Z.
23 Bracka, Apt. 42
Warsaw

I am touched that such a notorious nonwriter of
letters has written to me. I'll straighten out one
misunderstanding right away: I'm not i n the least
interested in the autographs of those guys, only in their
mugs. Since I'm writing about them, I'd like to see what
they look like.
Too bad that you can't find a way to come to Poland
- I have the feeling it would have a wonderful effect on
you. I hope that once you return you'll finally answer
the questions I posed in my letter.
I am currently in Zakopane and constantly look at
Olcza from the window of my room. A t the moment I
am writing about Carnap. I am on friendly terms with
several Cracow philosophers (Kotarbiński, Ingarden,
Metallman, and Szuman - actually the latter does not
know much about philosophy) and I correspond with
them and with old Hans Cornelius, who despite our
conceptual disagreements considers me his best friend
at a distance.
After 15 November I'm going to Warsaw, where I'm
to give a lecture at the Philosophical Society. So write
me there.
My sincerest thanks.
I tell you: come, or we'll croak without ever having
talked over the important things.
Thanks again and a heartfelt hug.
Your
Staś
Trans, by D.G.

284

�Stanislaw

Ignacy Witkiewicz

• LISTY DO BRONISŁAWA MALINOWSKIEGO

45.

Piszę o nich, a nie wiem, jakie mają gęby - a to dla mnie jest
ważne. Czybyś nie ztobil mi prezentu z Argonautów i Analysis of Matter Russella. Jestem stale bfardzo] skromnie z flotą.
(O ile nie odpowiedziałeś na przykład Harvard University na
dr hon[oris] causa, to Ci przebaczam brak odpowiedzi na
mój list.)
Mam wrażenie, że dobrze by było, abyś pobył parę mie­
sięcy w Polsce nic nie robiąc i odpoczywając.
Obecnie jadę do Zakopanego; o ile odpowiesz, proszę
p[od] adres warszawski: Bracka, 23 m. 42 (277-18 tel. w ra­
zie przyjazdu).
Ściskam Cię bardzo serdecznie - myślę, że między nami
nieporozumień by nie było.
Twój Witkacy G. Z.
PS. Jeszcze raz dziękuję Ci serdecznie za Du Mauriera.
Przecież masz kogoś, który część moich próśb załatwić może,
nie zabierając czasu.
(Pozdrów Córki od dalekiego Uncle Vhit Katz.)
Gratuluję Ci dostojeństw. Wbrew aluzjom Tymbciów,
którzy mnie piłowali Tobą jak tępą brzytwą; nie jestem za­
zdrosny o Twoją sławę i powodzenie.
Przestań się śpieszyć, bo zginiesz mamie.
Czy palisz.' Ja nie palę c z t e r y

[Zakopane] 26 X 1936
Kochany Broniu:
Jestem wzruszony, że taki niepiśmiennik napisał. Prostu­
ję zaraz jedno nieporozumienie: mnie nie chodzi b y n a j ­
m n i e j o autografy tych facetów, tylko o ich gęby. Ponieważ
o nich piszę, więc wolałbym widzieć, jak wyglądają.
Szkoda, ze nie możesz zdobyć się na przyjechanie do Kra­
ju - mam wrażenie, że to by Ci świetnie zrobiło. Mam
nadzieję, że po powrocie odpowiesz mi wreszcie na pytania
zadane w liście.
Ja jestem obecnie w Zakopanem i ciągle patrzę w Olczę
z okien mego pokoju. Piszę obecnie o Carnapie. Jestem
w przyjaźni z paroma filozofami krajowymi (Kotarbiński, In­
garden, Metallman i Szuman - właściwie to ten o fil[ozofii]
wie niewiele) i koresponduję z nimi i ze starym Hansem Corneliusem, który mi[mo] scysji pojęciowych t e ż uważa mnie
za swego n a j l e p s z e g o przyjaciela at the distance.
Po 15 XI jadę do Warszawy, gdzie mam mieć odczyt
W Tow[arzystwie] Filozoficznym]. Tam więc adresuj.
Dziękuję Ci b[ardzo] serdecznie.
Mówię Ci: przyjedź, bo zdechniemy nie rozmówiwszy się
o ważnych rzeczach.
Dziękuję raz jeszcze i ściskam Cię serdecznie.
Twój Staś

lata!

Załącznik Nr 1 - Formularz listu do wypełnienia
dnia
1936 r.
Kochany Stasiu:
List Twój z dnia 3 X 1936 otrzymałem i dziękuję Ci zań
serdecznie.
1) Twój Hauptwerk (Giówniak) otrzymałem, jako też
broszurkę. (W razie jeśli nie otrzymałeś, należy rzeczowniki
odpowiednie przekreślić) i dziękuję Ci.
2) Z Wildonem Carrem (nie) mówiłem. (Nie) zgadza się
założyć pismo. (Nie) przyślij mu swą książkę.
3) Fotografie filozofów (nie) wysyłam jednocześnie.
4) (Nie) Załączam jako podarek Argonautów i Russella
Analysis of Matter.
Ściskam Cię serdecznie.
Twój (podpis - może być nieczytelny, jeśli w pośpiechu)
List ten proszę za pośrednictwem lokaja wysłać p o l e ­
cono
Bracka, 23 m. 42
S. I. Witkiewicz G. Z.
Warszawa

46.
[Zakopane] 11 III 1937
Kochany Broniu:
Chciałbym raz wiedzieć, czy stosunki nasze trwają, czy
też mam uznać je za zlikwidowane. Przesiałem Ci formularz
do wypełnienia i miałem list z Oslo z zapowiedzią. Wysłałem
wyjaśnienie, że nie chodzi mi o autografy Whiteheada, Carra, Russella i Warda, tylko o podobizny. Prosiłem Cię o Anulysis of Mauer B. Russella - szalenie potrzebuję tej książki,
jest wyczerpana, a ja wyczerpany finansowo. Prosiłem Cię
też o Argonautów, których mi spiździł Limanowski. Żadnego
śladu reakcji.
A do jakichś dawnych kobiet piszesz. Czy Tymbciowie
zrobili „intrygę".'
Jeśli na ten list do miesiąca nie otrzymam odpowiedzi,
wykreślani Cię z listy żyjących dla mnie. Proszę Cię, odpisz,
czy mam uważać nasze stosunki za skończone, czy też zrobisz
to, o co Cię proszę.
Załączam nasze zdjęcie „dziecinne" (17 i 19 lat).
Twój Witkacy
Odpisz rekomendowanie — Kochanie i Russella mi
przyślij.
A d r e s : Zakopane 3
Antałówka, Dom Witkiewiczów

285

�Stanislaw Ignacy Witkiewicz

• L E T T E R S T O BRONISŁAW MALINOWSKI

46.

M|ajesty] Queen of Greece and to this old fool of ours the
Emperor of Bessarabya.
Yours truly

[Zakopane] 11 March 1937

Vitcatius
Zakopane, 3
Antolovka

Dear Bronio:
I'd like to know once and for all whether our
relationship is still valid, or whether I should consider it
terminated. I sent you a form to fill out and I got a
letter from Oslo with a promise of things to come. I sent
an explanation that I'm not interested in getting
autographs of Whitehead, Carr, Russell, and Ward, I
only want their likenesses. I asked you for Bertrand
Russell's Analysis of Matter - I desperately need this
book, it's out of print, and I'm out of money. I asked
you for The Argonauts, which Limanowski pinched from
me. No sign of any reaction on your part.
But you're writing to some former girlfriends. Have
Tymbeusz and his wife been "intriguing"?
If I don't get an answer to this letter in a month, I'll
cross you off the list of people who mean something to
me.
Please write whether I should consider our
relationship over, or whether you'll do what I'm asking
you to.
I'm enclosing a "childhood" photo of us (17 and 19
years old).
Your Witkacy
Answer by registered letter - be a dear .
Address: Zakopane 3
Antałówka, the Witkiewicz house
Trans, by D.G.

[16 V 1937
(Dawniej) Drogi Profesorze Malinowski:
Posyłam Ci ten papier jako podarek pożegnalny. Nie
sądzę, żeby to było bardzo piękne z Twojej strony niszczyć
całożyciową przyjaźń jak nasza z powodu „intryg" i plotek.
Pomimo to jest to „smutny" fakt, jak czasami mówimy my,
inni biedni polscy ludzie.
Niech Bóg Cię strzeże przed złodziejami kieszonkowymi.
Twój dawniej
S. I . Witkiewicz
Nie myśl, że nasz stary Tymbeusz, reklamujący się jako
geniusz przyszłości, może skompromitować Twój autorytet
w opinii dalszych generacji. To, że nie przysłałeś mi
egzemplarza polskiego przekładu Twojej cholernej książki,
jest świństwem najwyższej klasy (wszystko inne już dawno
zapomniałem).
Przesyłam najlepsze życzenia Tobie, Księżnej Kentu, Jej
Wysokości Królowej Grecji oraz temu statemu głupcowi,
Cesarzowi Bessarabii.
Z poważaniem
Vitcatius
Zakopane, 3
Antałówka]
Allow me dear Professor to give You this last mark of
my life on this planet.

47.

Not quit [e] Yours former friend
[Zakopane] 16 V 1937

Vitcatius

(Formerly) Dear Professor Malinowski:
I sent You this paper (ten papier) as a farewell-cadeau.
I dont think it is very beautifull on Your side to destroy
such a longlife friendship as Our because of „intrigues" and
gossip. Neverthless it is a „sorry" fact, as we others poor
polish people 1 say sometimes.
God beware You of pickpockets.
Yours formerly
S. I. Witkiewicz
Dont You think that declaring our old Tymbeusz as
a future genius You can compromise Your Authority in
opinion of further generations. That You have not sent me
a copy of polish translation of Your bloody book is
a pigeshness of best sort (othets I have forgotten already).

Show that please to Your friends Count and Countess
de Schömberg
[Pozwól mi, drogi Profesorze, ofiarować Ci ten ostatni
znak mojego życia na tej planecie.
Niezupełnie Twój dawny przyjaciel
Vitcatius
Proszę Cię, pokaż to Twoim przyjaciołom Hrabiemu
i Hrabinie de Schömberg.]
[Original in English]
[there now follows "the paper" that is a typewritten
poem To My Asshole Buddies by Witkiewicz]

My best wishes to You, to the Duchess of Kent, H[er]

286

�Stanislaw

Ignacy Witkiewicz

• LISTY DO BRONISŁAWA MALINOWSKIEGO

[tu następuje „ten papier" czyli pisany na maszynie
wiersz S.I. Witkiewicza Do przyjaciół gówniarzy z ręcznym
nadpiskiem:]

47.*
[Zakopane] 16 V 1937
(Formerly) Dear Professor Malinowski:
I sent You this paper (ten papier) as a farewell-cadeau.
I dont think it is very beautifull on Your side to destroy such
a longlife friendship as Our because of „intrigues" and gos­
sip. Neverthless it is a „sorry" fact, as we others poor polish
people I say sometimes.
God beware You of pickpockets.
Yours fotmerly
S. I . Witkiewicz
Dont You think that declaring our old Tymbeusz as a fu­
ture genius You can compromise Your Authority in opinion
of further generations. That You have not sent me a copy of
polish translation of Your bloody book is a pigeshness of best
sort (others I have forgotten already).
My best wishes to You, to the Duchess of Kent, H[er]
M[ajesty] Queen of Greece and to this old fool of ours the
Emperor of Bessarabya.
Yours truly
Vitcatius
Zakopane, 3
Antolovka
[16 V 1937
(Dawniej) Drogi Profesorze Malinowski:
Posyłam Ci ten papier jako podarek pożegnalny. Nie są­
dzę, żeby to było bardzo piękne z Twojej strony niszczyć całożyciową przyjaźń jak nasza z powodu „intryg" i plotek. Po­
mimo to jest to „smutny" fakt, jak czasami mówimy my, in­
ni biedni polscy ludzie.
Niech Bóg Cię strzeże przed złodziejami kieszonkowymi.
Twój dawniej
S. I. Witkiewicz
Nie myśl, że nasz stary Tymbeusz, reklamujący się jako
geniusz przyszłości, może skompromitować Twój autorytet
w opinii dalszych generacji. To, że nie przysłałeś mi egzem­
plarza polskiego przekładu Twojej cholernej książki, jest
świństwem najwyższej klasy (wszystko inne już dawno zapo­
mniałem).
Przesyłam najlepsze życzenia Tobie, Księżnej Kentu, Jej
Wysokości Królowej Grecji oraz temu staremu głupcowi,
Cesarzowi Bessarabii.
Z poważaniem
Vitcatius
Zakopane, 3
Antałówka]
* Oryginał pisany po angielsku. T ł u m a c z e n i e polskie poniżej.

Allow me dear Professor to give You this last mark of my
life on this planet.
Not quit[e] Yours former friend
Vitcatius
Show that please to Your friends Count and Countess de
Schömberg
[Pozwól mi, drogi Profesorze, ofiarować Ci ten ostatni
znak mojego życia na tej planecie.
Niezupełnie Twój dawny przyjaciel
Vitcatius
Proszę Cię, pokaż to Twoim przyjaciołom Hrabiemu
i Hrabinie de Schömberg.]
D O PRZYJACIÓŁ GÓWNIARZY
Motto:
Kto się za ten wiersz obraża,
ten się sam za gówniarza uważa!
Przeglądam w myśli wszystkich mych przyjaciół twarze
I myślę sobie: Och, psiakrew! Czyż wszyscy są gówniarze?
Ach, nie - jest kilku wiernych, z tymi pojechałbym na­
wet do Kielc,
A reszta? Ach, reszta, to, proszę pani, gówno, wprost na
szmelc!
Pytacie mię, czemu do Kielc, a nie do Afryki lub na Bor­
neo?
O, tam łatwiej przyjacielem być wśród tropikalnych
puszcz,
Niż gdy za ścianą woła ktoś: „Puszcz mnie pan, ach,
puszcz!"
A pluskwy w ohydnej wszawości małego miastka,
Gdy metafizyk głąb wypiera dowolna wprost namiastka,
Gdzie zamiast uczuć wszelkich są tylko jakieś marne sub­
stytuty,
A miłość dają tylko, ach, nieszczęsne prostetuty
(Bo krzywych zabrakło już,
A syf i tryper biegną w krok tuż, tuż),
Gdzie zwykła dorożkarska wóda zastąpi wszystkie narko­
tyki świata
I gdzie piękna jest na zgniłych domkach jakaś,
proszę pani, wieczorna ta tak zwana, ach, poświata.
I to wszystko na tle zupełnej nędzy
W smrodzie, u jakiejś gospodyni potwornej wprost jędzy,
W ciągłej niepogodzie, co lepsza jest od słońca,
Bo wtedy wszystko zda się bliskim końca.
Tak sobie wyobrażam Kielce-Symbol jako szczyt ohydy,
Jako paramount najgorszej małomiasteczkowej brzydy,

287

�Sumislaw

Ignacy Witkiewicz

• L E T T E R S T O BRONIStAW M A U N O W S K I

T O MY ASSHOLE BUDDIES

And he sees himself in himself as a monster reeking
of self-made sauce.

Motto:

A l l those things may happen yet or they may not Anyway, it is nothing but stink and rot,
Written with shit not with blood, each letter a blot.
I don't want it, I don't want what I've got.
Neither do I want them, I'm fed up
With my asshole friends, the whole line-up.
I prefer cattle, cats - dogs! - worms, bedbugs or
rubber dolls Even those faceless orphans - slot machines in
railway halls,
Because I know that a dog's bark never lies, nor does
a cat's scream,
A cow won't squirt vitriol into my mug but purest
cream,
And a bedbug... never mind, dear queen,
It's obvious that lots of people are hopelessly mean.
But if I put a penny in a slot machine painted with
Day-Glo,

A l l those who feel offended by these stanzas
Think themselves assholes and undiluted dunces.

I think of my friends (and I have quite a passel)
A n d I ask myself: Damn, are they all assholes?
O h , no: some are true. With those I'd go to Kielce,
even.
The rest are shit and junk, they should be crying
and grieving!
Why Kielce and not Africa, Alaska or Borneo?
A h , it's easier to be a friend trudging through jungle
and snow,
Than hearing a scream next door: „Let me go,
mister! Let me go!"
Just think of all the bedbugs in the filthy lousiness of
that jerkwater,
Where metaphysics is replaced by an ersatz, any
stupid matter,
Where there are no feelings, just cheap substitutes,
A n d love comes only from unfortunate prostitutes
(The constitutes have all been used up,
A n d we are threatened by the syph and clap),
Where plain cabby's rye stands for all the drugs with
their otherworldly might
A n d the rotten huts bathe, dear queen, in the most
exquisite twilight,
Though the total poverty around us is a real drag
While we are lodged in stink with some unspeakable
hag,
In constant rain, which is still better than the sun,
Since on bright days the world seems ready to end
soon.
This is my image of Kielce as a symbolic summit of
ugliness,
The paramount paragon of the worst small-town
mugginess.
Although it may be quite a beautiful townlet, quite
nice perhaps.
A n d I may have overdone all those syphs and claps.
Anyway, it's harder to be a friend there than in a
desert.
Africa by contrast seems infinitely more pleasant
Than when a man shits with his gob,
Using his ass to spy on the stars
A n d planets circling and wheeling.
On the revolutions of a distant globe,
While climbing up to the ceiling
To smash bedbugs by scores
When hopelessness throttles him like a nightmare
hideous and gross

Then - whether I'm somebody's brother or even son
in law
In any case I'll get a bar of chocolate
Rather than false speech, a bunch of noise, smug
and obsolete,
Slyly spiteful, bent on blighting and slighting me
Most unfairly and undeservingly.
No automaton ever toadies to me, licks mv hands
Or cordially squeezes them till they hurt
A n d then behind my back cheats, lurks and
lurches
In the name of some illusory merits and virtues,
Waiting to be engulfed alive by heavenly bliss.
For he's so good and perfect, oh, with not one
defect.
Quite possibly he does not even defecate.
He might be a hangman and never piss.
He's a boil that stinks and festers
W i t h the purest beauty in his commonest gestures,
Like sticking a finger in his nostril
Or licking some kind of sauce, self-made and not too
costly.
Trans, by M.K.
48.
[Zakopane, 16 V 1937 t.)
Old Pig - I have not known tha[t] You are serving in
Polish Army and that You have such nice dog.
Accept my congratulations.
[Original in English]

288

�Stanisław

Ignacy Witkiewicz

• LISTY DO BRONISŁAWA MALINOWSKIEGO

48.

A może piękne to, ach, miasteczko, ach, i nawet mile
1 niełatwo jest w nim złapać nawet kiłę.
W każdym razie tam przyjacielem być i w tych warun­
kach
Trudniej jest niż w afrykańskich
choćby wprost stosunkach,

[Zakopane, 16 V 1937 r.]

najpiekielniejszych

Old Pig - 1 have not known tha[t] You are serving in Po­
lish Army and that You have such nice dog.
Accept my congratulations.

1 mgławic dalekich spirale,
Gdy mu muzyczka skądsiś gra,
A on gdzieś przy powale
Wydusza miliony pluskiew gniazd,
Gdy beznadziejność dusi jak ohydna i śmierdząca zmora,
Gdy człowiek siebie w sobie widzi jako cuchnącego wła­
snym sosem, ach, potwora.

[Stara Świnio - nie wiedziałem, że służysz w Wojsku Pol­
skim i że masz tak pięknego psa.
Przyjmij moje gratulacje.]

Gdy człowiek gębą sra,
A tyłkiem podpatruje obroty gwiazd

•j-ko lfvU&gt;

Może to wszystko przyjdzie, ach, a może nie W każdym tazie to jest wszystko bardzo fe.
A do tego napisane nie krwią, a gównem bardzo źle.
Ja nie chcę tego - nie, nie, nie, nie.
I nie chcę, potąd mam już ich
Przyjaciół mych gówniarzy tych,
Wolę bydło wprost, koty, nie mówiąc o psach, robaki
i pluskwy, jakieś automaty -

V

Nawet takie jak na stacjach, choć bez twarzy,
Co nie mają ni mamy, ni taty,
Bo wiem, że kot nie skłamie miaucząc, a pies swym szcze­
kaniem,
Ze krowa mi nie siknie witriolejem w pysk, tylko mle­
kiem,
Ze pluskwa (ale szkoda gadać, proszę pani), że świat się
roi od drani.
Ze gdy na przykład w automat włożę groszy pięć,
To czym jest czyjś brat, czy teść, czy nawet zięć,
To wyjdzie mi na pewno czekoladka,
A nie kłamliwa mowa, brechnia obłudna i już zbyt
wprost nader hadka
W swym śliskim kłamstwie
I w zaczajonej za nim złośliwości, chęci krzywdy
I zlekceważenia, ach, i zwykłym chamstwie.
Automat nie będzie obśliniać mnie
1 dusić aż do bólu rąk mych z czułości,
A potem za plecami albo i przed,
To wolę nawet już - robić małych obrzydliwości
W imię jakichś urojonych zalet i cnót
Czekając na swego wniebowzięcia już za życia cud.
Bo on jest taki dobry, ach, i doskonały,
Ze nie wiadomo już, czy nawet on oddaje kały Może on wiesza i nie robi pipi,
Takie ścierwo doskonały jest,
Ze w samo piękno zmienia się jego najpospolitszy gest:
Jakieś dłubnięcie w nosie
Czy umazanie ręki w jakimś własnym sosie.
S. 1. Witkiewicz

June 14th, 1937
My dear Professor Witkiewicz,
I am under a very deep obligation to you sending me the
copy of your last work. Although my attention has strayed
now from the elevated problems of philosophy, 1 have read
your contribution and have since then shrunk into a monad.
In other words, I have adopted your system of cosmological
monadology.
You chide me for my remissness in writing. May I suggest
that this is a complaint which early in my career I caught
from you; and that an infection may take more virulent
forms in a feeble organism like myself is altogether under­
standable as (rom one monadologist to another, but I alwa­
ys follow your letters, your career and your wishes with ke­
en attention.

289

�Stanisław

Ignacy Witkiewicz

• LETTERS T O BRONISŁAW MALINOWSKI

49.
June 14th, 1937.
My dear Professor Witkiewicz,
I am under a very deep obligation to you sending me
the copy of your last work. Although my attention has
strayed now from the elevated problems of philosophy,
I have read your contribution and have since then shrunk
into a monad. In other words, I have adopted your system
of cosmological monadology.
You chide me for my remissness in writing. May
1 suggest that this is a complaint which early in my career
1 caught from you; and that an infection may take more
virulent forms in a feeble organism like myself is altogether
understandable as from one monadologist to another, but
I always follow your lettets, your career and your wishes
with keen attention.
As regards the letter, would you kindly inform me
whether you are still desirous of obtaining a copy of an
early and unworthy book of mine entitled Argonauts of the
Western Pacific. Also, would it interest you to have a copy
of my latest work entitled Foundations of Faith and Morals!
1 should be glad to send it to you on request and by return
of post.
Should you like, I would be glad also to send you
a book of mine in Chinese for a collection of oddities and
monstrosities.
Your ever devoted admirer and ex-friend,
[Bronislaw Malinowski]
[Original in English]

50.
[Zakopane] 25 July 1938
Dear Bronio:
Thanks for your letter. I haven't written because I
wanted to write you something cheerful, but it's getting
worse and worse and I've decided (in the near future
after I finish a few things I'm working on) to bring my
life to an end a bit prematurely, because it's high time.
The woman who was in love with me and who for
the past seven years meant everything (as the saying
goes) to me has abandoned me; in part, it's my own
fault (some slight infidelities, which she found out
about from others) and she won't even listen to my
explanations.

I'm in a terrible state. I'm suffering almost as much
as when we went to Australia.
Perhaps some "miracle" can save me, but I don't
anticipate anything like that.
" I have cooked my goose," as the British say.
So I'm saying good-bye for now, my dearest friend, I
give you a hug and thank you for everything you have
done for me.
(I'm not saying what will happen as an absolute
certainty, but it's 98% sure.)
Your Staś
Antałówka, Zakopane 3
Trans, by D.G.

51.
[Warsaw] 22 September 1938
Dearest Broneczek:
My sincerest thanks for your letter. I've come back to
life, unfortunately not thanks to my own strength
(although I kept going for half a year miraculously
"leaping from one dry spot to another over the
quagmire" in the midst of atrocious tortures), but only
thanks to the fact that she first deigned to write to me,
then allowed me to talk to her, and finally has returned
to me - but I'll never be what I once was for her.
As for myself, I'm totally "reformed" and I'll hold on
for certain as long as she doesn't leave me. She is truly
an exceptional being. I was 100% finished, emotionally,
tormentologicallv, and mentally, and if she hadn't come
back, giving me the possibility of moral reformation, I
wouldn't have been able to go on living.
For the time being I'm continuing with my work and
I'm waiting for whatever happens.
I want to end my life in a way that will make sense of
u.
I'm very sorry that you're still unwell and I'm
distressed that you won't be coming to Poland. Won't
we see each other again before we die?
My wife (who is a miraculous specimen of her kind)
dreams of meeting you.
Heartfelt hugs and all my gratitude and friendship.
Your Staś
I'm enclosing a letter from the person mentioned in
my letter. I haven't read i t .
I don't know i f I wrote you that Cornelius (Hans)
visited me last year.
Trans, by D.G.

290

�Stanisław

Ignacy Witkiewicz

• LISTY DO BRONISŁAWA MALINOWSKIEGO

Kobieta, która mnie kochała i która od siedmiu łat była
dla mnie (jak to się mówi) wszystkim, opuściła mnie po czę­
ści z mojej winy (drobne zdrady, o których dowiedziała się
z boku) i nie chciała żadnych wyjaśnień.
Stan mój jest okropny. Prawie tak cierpię jak wtedy, gdy­
śmy jechali do Australii.
Uratować mnie może jakiś „cud", ale go nie przewiduję.
I have cooked my goose, jak mówią Angliczanie.
Tak więc tymczasem żegnam Cię, mój Kochany, ściskam
serdecznie i dziękuję za wszystko, coś dla mnie uczynił.
(Nie mówię tego na pewno, ale na 98%.)
Twój Staś
Antałówka, Zakopane 3

As regards the letter, would you kindly inform me whe­
ther you are still desirous of obtaining a copy of an early and
unworthy book of mine entitled Argonauts of the western Pa­
cific- Also, would it interest you to have a copy of my latest
work entitled Foundations of Faith and Morals? I should be
glad to send it to you on request and by return of post.
Should you like, 1 would be glad also to send you a book
of mine in Chinese for a collection of oddities and monstro­
sities.
Your ever devoted admirer and ex-friend,
[Bronisław Malinowski]
[14 czerwca 1937 r.
Mój drogi Profesorze Witkiewiczu,
Jestem Ci bardzo głęboko zobowiązany za przysłany mi
egzemplarz Twojej ostatniej pracy. Chociaż teraz moja uwa­
ga odbiegła od wzniosłych problemów filozofii, przeczytałem
Twoją rozprawkę i od tej chwili skurczyłem się do rozmiarów
monady. Innymi słowy, przyjąłem Twój system monadołogii
kosmicznej.
* Oryginał pisany po angielsku. T ł u m a c z e n i e polskie poniżej.

Zbeształeś mnie za moją opieszałość w pisaniu. Pragnął­
bym zauważyć, że jest to zarzut, który od dawna w moim ży­
ciu spotykał mnie z Twojej strony. Takie zakażenie może
przybierać bardziej złośliwe formy w tak słabym organizmie
jak mój, ale jest zupełnie zrozumiałe, jeśli przechodzi z jed­
nego monadologisty na drugiego - ja jednak zawsze śledzę
z najgłębszą uwagą Twoje listy, bieg Twego życia i Twoje ży­
czenia.
Co się tyczy listu - czy byłbyś łaskaw poinformować
mnie, czy wciąż pragniesz otrzymać egzemplarz mojej wcze­
snej i bezwartościowej książki pod tytułem Argonauci zacho­
dniego Pacyfiku? A także, czy byłbyś zainteresowany posiada­
niem egzemplarza mojej ostatniej pracy, zatytułowanej Podsiawy wiary i moralności? Byłbym wielce rad wysyłając Ci na
życzenie tę książkę drogą pocztową. Jeślibyś chciał, z równą
przyjemnością wysłałbym Ci moją książkę po chińsku do
Twoich zbiorów osobliwości i potworności.
Twój wciąż oddany wielbiciel i byty przyjaciel,
[Bronisław Malinowski]

51.
[Warszawa] 22 IX 1938
Najdroższy Broneczku:
Dziękuję Ci bardzo serdecznie za list. Wróciłem do życia,
niestety, nie dzięki własnej sile (mimo że trzymałem się pół
roku cudem „skacząc po kępach nad trzęsawiskiem" w po­
twornych męczarniach), tylko dzięki temu, że ona zechciała
do mnie napisać, następnie pozwoliła gadać, a obecnie
wróciła do mnie - jednak nie będę już nigdy dla niej tym,
czym byłem.
Sam jestem już „poprawiony" i wytrwam na pewno, o ile
ona mnie nie opuści. Jest to istota naprawdę wyjątkowa. Tak
więc ja byłem na 100% i uczuciowo, i m ę c z a r n i o w o ,
i rozumowo, i gdyby ona nie wróciła, d a j ą c m i m o ż ­
n o ś ć m o r a l n e j p o p r a w y , to bym żyć nie mógł. Na
razie pracuję dalej i czekam wypadków. Chcę życie skończyć
z sensem.
B[ardzo] mi przykro, że ciągle chorujesz, i martwię się, że
nie przyjedziesz. Czyż się nie zobaczymy przed śmierciami?
Moja żona (która jest cudownym okazem w swoim rodza­
ju) marzy o poznaniu Ciebie.
Ściskam Cię serdecznie z wdzięcznością i przyjaźnią
Twój Staś
Załączam list Osoby, o której mowa w liście. Nie czyta­
łem go.
Nie wiem, czy Ci pisałem, ze rok temu był u mnie Cor­
nelius (Hans).

50.
[Zakopane] 25 V I I 1938
Kochany Broniu:
Dziękuję Ci za listy. Nie pisałem, bo chciałem Ci coś do­
brego napisać, tymczasem jest coraz gorzej i jestem zdecydo­
wany (w najbliższym czasie po ukończeniu pewnych prac)
skończyć ze sobą nieco przedwcześnie, bo i tak pora.

291

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
</itemContainer>
